background image

 

Leigh Michaels 

 

Bardzo moralna propozycja 

 

Bride on Loan 

 

background image

Rozdział 1 

 
Był październik, dzień Halloween. Sabrina Saunders spojrzała przez okno 

samochodu  i  pomyślała,  że  szare,  pochmurne  niebo,  mżawka  i  wiatr 

przypominają raczej nieprzyjemne przedwiośnie niż piękną zazwyczaj jesień. 

Zabrała  torby,  które leżały  na  tylnym  siedzeniu,  i  wysiadła  z samochodu. 

Zimny  wiatr  dmuchnął  jej  prosto  w  twarz.  Zebrała  poły  żakietu,  szybko 

podbiegła do bramy i nacisnęła dzwonek. 

– 

Pospiesz się, Paige – mruknęła do siebie, podskakując dla rozgrzewki. 

Po chwili drzwi się otworzyły i Sabrina weszła do środka. 
– 

Dzień  dobry,  Eileen.  –  Uśmiechnęła  się  lekko  do  siwowłosej  kobiety, 

poruszającej  się  na  wózku  inwalidzkim.  –  Przyniosłam  Paige  kostium  na 
Halloween. Czy jest w domu? 

Eileen spojrzała przez ramię na Sabrinę i wjechała do pokoju. 
– 

Mam nadzieję, że zamkniesz w końcu te drzwi – powiedziała. – Dopiero 

co przeszłam bardzo nieprzyjemne zapalenie gardła. 

– 

Przykro  mi,  że  znów  nie  najlepiej  się  czujesz  –  odparła  Sabrina, 

pos

łusznie spełniając polecenie Eileen. 

– 

W mojej sytuacji nie można wymagać od życia zbyt wiele, toteż muszę 

szanować tę resztkę zdrowia, która mi pozostała – powiedziała Eileen. 

– 

Witaj, Sabrino, już myślałam, że nie przyjdziesz. – Z korytarza wyłoniła 

się, trzymając w ręku długopis i notatnik, Paige McDermott. 

– 

Buszowałam po sklepach i zobacz, co dla ciebie znalazłam! – Sabrina z 

tryumfującą miną wyciągnęła z torby kostium. 

– 

Czy ty uważasz, że moja córka włoży coś takiego na przyjęcie dla dzieci? 

– Eileen 

skrzywiła się, jakby zjadła cytrynę bez cukru. 

– 

Tak właśnie myślę. – Sabrina uniosła ze zdziwienia brwi. – Uważam, że 

w  takich  kolorach  Paige  będzie  wyglądała  ślicznie.  A  jeśli  do  tego  włoży 
szpilki... 

– 

Nie zapomnij o długim szlafroku, który ukryje gęsią skórkę – przerwała 

jej Paige. 

– 

Och, Paige! Czy nie ma w tobie odrobiny szaleństwa? Romantyzmu? 

– 

Ani trochę, nie jestem szalona – odpowiedziała spokojnie Paige. 

– 

No  dobrze,  w  takim  razie  ubierz  się  w  niedźwiedzią  skórę,  wtedy  na 

pewno nie zmarzniesz i skutecznie odstraszysz wszystkich facetów – 

mruknęła 

background image

Sabrina. 

– 

Nie  spodziewałam  się  po  tobie  takich  uwag  –  wtrąciła  się  oburzona 

Eileen.  – 

Mówisz  jak  Cassie,  ona  zawsze  jest  gotowa  zrobić  wszystko,  by 

zwrócić na siebie uwagę... 

– 

To dobry pomysł, zaniosę ten strój Cassie – przerwała bezceremonialnie 

tę tyradę Sabrina. 

– 

Ja  w  ogóle  nie  miałam  zamiaru  się  przebierać  –  powiedziała  szybko 

Paige,  widząc  minę  matki.  –  W  końcu  jesteśmy  tylko  organizatorkami, 

chciałam się ubrać po prostu w dżinsy i podkoszulek. 

– 

No  co  ty,  nie  wygłupiaj  się!  –  krzyknęła  Sabrina.  –  Nie psuj dzieciom 

zabawy, one uwielbiają przebieranki. 

– 

Mamo, czy jesteś pewna, że nie chcesz z nami pójść? – Paige zmieniła 

temat.  – 

Będzie  tam  przecież  kącik  seniora,  nie  musisz  siedzieć  sama  w 

domu..

.  Na  przyjęciu  może  być  nawet  spokojniej  niż  w  domu.  Wiesz,  te 

czeredy dzieciaków, które co chwila dobijają się... 

– 

Nie  musisz  się  o mnie  martwić,  Paige  – ucięła  zdecydowanie  Eileen. – 

Nie  mam  zamiaru  nikomu  otwierać  drzwi.  Położę  się  z  książką  do  łóżka, 

pogaszę  wszystkie  światła,  zostawię  tylko  nocną  lampkę  i  nikt  nie  będzie 

wiedział, że ktoś jest w domu. 

Sabrina zamknęła oczy. Eileen, siedząca sama w ciemnym domu... cóż za 

wspaniały sposób na spędzenie Halloween... i Paige, którą przez cały wieczór 

będzie dręczyć poczucie winy, że zostawiła schorowaną matkę samą. Horror! 

– 

Proszę, nie mówmy już o tym, Paige – poprosiła głosem nie znoszącym 

sprzeciwu Eileen. – 

Muszę poszukać moich lekarstw. 

– 

Czy znowu czujesz się gorzej? Boli cię gardło? – przestraszyła się Paige. 

– 

Nie, nie czuję się gorzej. – Słowa Eileen kontrastowały z tonem, jakim je 

wypowiedziała. – Nie chcę ci psuć wieczoru, przecież to żadna przyjemność 

zajmować się starą, schorowaną matką... 

– Nie mów tak... – 

Paige bezradnie rozłożyła ręce. 

–  Zre

sztą  i  tak  nie  ma  cię  kto  zastąpić...  –  Eileen  spojrzała  na  córkę,  – 

Chyba że Cassie... przecież ona też wybiera się na to przyjęcie. 

– 

Dwie osoby to za mało, by wszystko zorganizować – wtrąciła się Sabrina, 

dla  której  intencje  Eileen  były  zupełnie  oczywiste; szacowna matrona 

postanowiła po raz kolejny popsuć córce zabawę i za wszelką cenę zatrzymać 

ją w domu. 

– 

Myślałam,  że  to  tylko  niewielka  zabawa  dla  dzieci  pracowników  filii 

background image

jednego z przedsiębiorstw waszego klienta; organizowana po to, by dzieciaki 
nie 

ganiały po ulicy... – nie dawała za wygraną Eileen. 

– 

Tak  miało  być  z  początku,  ale  przyjęcie  rozrosło  się  do  rozmiarów 

wielkiej imprezy dla wszystkich dzieci z Tanner Electronics – 

odpowiedziała 

twardo Sabrina. – 

Będzie  tyle  dzieciaków,  że  zaangażowałyśmy po kilka 

opiekunek  dla  każdej  grapy  wiekowej,  aby  organizowały  dzieciom  zabawę  i 

miały na nie oko. 

– 

Caleb  Tanner  będzie  na  przyjęciu  dla  dorosłych  –  nieśmiało  wtrąciła 

Paige. 

– 

My nie jesteśmy odpowiedzialne za przyjęcie dla dorosłych, ale musimy 

tak zo

rganizować  zabawę  dla  dzieci,  żeby  nie  przeszkadzały  rodzicom  – 

dodała Sabrina. 

– 

Bardzo mi się to nie podoba, Paige. – Eileen skrzywiła się. – Nie lubię, 

gdy musisz się zadawać z nie wiadomo kim.... 

Ona wciąż uważa, że Paige jest małą dziewczynką, która jeszcze nie zna się 

na  ludziach  i  którą  może  omotać  byle  chłystek.  Sabrinie  szczerze  było  żal 

przyjaciółki. 

– 

Mamo,  ja  organizuję  przyjęcie  dla  dzieci,  a  poza  tym  bardzo  długo 

zabiegałyśmy o kontrakt z Tanner Electronics – powiedziała łagodnie Paige. 

Sabrin

a wiedziała, że Paige tłumaczy swojej matce te oczywiste fakty nie 

po raz pierwszy. 

– 

Jeśli Paige teraz się wycofa, możemy nie dać sobie rady, trudno będzie 

znaleźć  kogoś  na  jej  miejsce.  –  Sabrina  postanowiła  twardo  bronić 

przyjaciółki. – A tak w ogóle, to powinnyśmy się pospieszyć, musimy zrobić 

jeszcze masę rzeczy, a czas płynie nieubłaganie... 

Sabrina  wraz  z  przyjaciółkami,  Cassie  i  Paige,  prowadziły  firmę  pod 

intrygującą  nazwą  Wypożyczalnia  Żon.  Zajmowały  się  wszystkim,  na  co 
zapracowani ludzie nie miel

i  czasu.  Organizowały  przyjęcia,  wynajmowały 

gosposie,  ogrodników,  sprzątaczki.  Ich  zadanie  polegało  na  tym,  by  klienci 

mogli  zapomnieć  o  trudach  codziennego  życia  i  skupić  się  na  pracy 
zawodowej. 

 
Gdy Sabrina weszła do atrium siedziby Tanner Electronics, w którym miało 

się odbyć przyjęcie dla dzieci, z radością stwierdziła, że większość dekoracji 

jest już zrobiona. Było to dzieło Cassie, która przy pomocy hostess przystroiła 

salę.  Pod  sufitem  rozwieszone  były  wielkie  pajęczyny,  w  których  czaiły  się 

background image

pająki  z ciemnego papier-mache.  Na  ścianach  wisiały  ogromne  nietoperze  o 

szeroko  rozpostartych  skrzydłach,  a  światła  były  przyćmione.  Sabrina 

uśmiechnęła się z zadowoleniem. Dzięki pomysłowości udało się przekształcić 

pełne światła pomieszczenie w posępną i mroczną komnatę. Zabawa dla dzieci 

miała się odbywać w „nawiedzonym zamczysku". 

Sabrinie zostały do nadmuchania balony. Z doświadczenia wiedziała, że w 

ostatniej  chwili  zawsze  może  coś  wyskoczyć,  więc  chociaż  została  jeszcze 

godzina  do  rozpoczęcia  przyjęcia,  postanowiła  już  teraz  włożyć  kostium. 

Zrzuciła ubranie i sprawnie przebrała się za czarnego kota. 

Bardzo  zależało  jej  na  tym  przyjęciu,  gdyż  była  to  ich  pierwsza  duża 

impreza organizowana dla Tanner Electronics, a szczerze mówiąc – pierwsza 

taka duża impreza w ogóle. Z początku miało to być tylko niewielkie przyjęcie 

dla  dzieci,  o  zmianie  planów  Sabrina,  Paige  i  Cassie  dowiedziały  się 

praktycznie w ostatniej chwili. Nie miały czasu na wymyślenie czegoś nowego 

i niezwykłego, skupiły się zatem na perfekcyjnym przygotowaniu przyjęcia w 

starym  stylu.  Sabrina  zdawała  sobie  sprawę,  że  Caleb  Tanner  widział  już  w 

życiu  niejedno  i  trudno  go  będzie  zadziwić  czy  olśnić.  Była  jednak  dobrej 

myśli, bo jak na razie wszystko przebiegało zgodnie z planem. 

Po napompowaniu pierw

szej  setki  balonów  zawołała  chłopaka  z  obsługi, 

żeby je pozawieszał. Pompowanie balonów byłoby miłą pracą, gdyby nie to, że 

butla z helem stała tuż koło wahadłowych drzwi, którymi ciągle ktoś wchodził 

lub  wychodził,  i  Sabrinę  co  chwila  owiewała  nieprzyjemna fala zimnego 

powietrza. Po napompowaniu drugiej setki była tak przemarznięta, że narzuciła 

na  ramiona  płaszcz.  Niestety,  nie  miała  szans  na  przesunięcie  ogromnej  i 

przeraźliwie ciężkiej butli w inne miejsce. 

Eileen będzie tryumfowała, gdy się przeziębię, pomyślała. A właśnie, gdzie 

jest Paige? – 

Rozejrzała  się  dokoła.  Spojrzała  nerwowo  na  zegarek,  dzieci 

pewnie zaczną się schodzić lada moment. 

Wzięła  kolejne  pięćdziesiąt  balonów  i  postanowiła  zanieść  je  do  drugiej 

sali, przy okazji sprawdzając, czy nie ma tam Paige. Zaczęła zbierać rozsypane 

balony,  gdy  nagle  ktoś  z  wielkim  impetem  otworzył  drzwi.  Spoza  balonów 

niewiele  widziała.  Miała  wrażenie,  że  nagle  koło  drzwi  wyrosła  potężna 

kolumna, której nigdy wcześniej tam nie było. Na dodatek, nie wiadomo skąd, 

na  ziemię  sfrunęła  sterta  listów.  Zdziwiona,  zaczęła  rozgarniać  balony,  by 

sprawdzić,  co  to  takiego.  Nie,  to  nie  była  kolumna.  One  przecież  nie 

przeklinają... 

background image

Przed  nią  stał  bardzo  wysoki  mężczyzna  o  imponująco  szerokich  barach, 

ubrany w stalowoszary, skórzany strój motocyklisty. Twarz nieznajomego 
skryta była pod kaskiem. 

– 

Niezłe przebranie – powiedziała bez zastanowienia. – Poza tym, przyszedł 

pan za wcześnie, przyjęcie rozpocznie się dopiero za pół godziny – dodała. 

– 

Nie  przyszedłem  tu  dla  zabawy  –  odezwał  się  nieznajomy  nieco 

zduszonym przez kask głosem. 

– 

Chce  pan  powiedzieć,  że  pan  się  tak  ubiera  na  co  dzień?  Hm,  ciekawa 

koncepcja,  skrzyżowanie  Don  Kichota  z  członkiem  gangu  motocyklowego  – 

stwierdziła z lekką drwiną. 

– 

Chcę  powiedzieć,  że  po  prostu  tu  wszedłem,  z  pocztą  w  ręku;  nie 

spodziewałem się, że otwarcie drzwi spowoduje katastrofę. Lecz cóż, wpadła 

na mnie wyjątkowo źle wychowana kotka... 

Sabrina  fuknęła,  jakby  wczuwając  się  w  rolę  rozzłoszczonej  kocicy,  ale 

żadna dobra i cięta odpowiedź nie przyszła jej do głowy. 

– 

Niech  pani  spojrzy,  jakiego  narobiła  pani  bałaganu.  –  Motocyklista 

wskazał rozsypane na podłodze listy. 

Wzrok Sabriny powędrował we wskazanym kierunku. Na podłodze leżała 

ogromna  sterta  listów  w  małych  i  dużych  kopertach,  folderów  i  ulotek 
reklamowych. 

– Faktycznie.... przykro mi, ale spoza tych balonów absolutnie niczego nie 

widziałam, pan natomiast mógł mnie przecież ominąć. 

– 

Jak?  Była  pani  dokładnie  koło  drzwi,  które  właśnie  otworzyłem! 

Doprawdy trudno znaleźć gorsze miejsce do pompowania balonów! 

– 

Nie ja je wybrałam – odparła chłodno. – Firma, która przywiozła budę z 

helem, ustawiła ją właśnie tu! 

– 

Przecież ta butla jest na kółkach. – Mężczyzna wzruszył ramionami. 

– 

Ale  ja  i  tak  nie  dałam  rady  jej  ruszyć,  waży  pewnie  ze  sto  kilo!  Może 

mógłby... 

Zanim zdążyła skończyć zdanie, motocyklista, niezwykle zwinnie jak na tak 

dużego  mężczyznę,  ominął  ją,  popchnął  butlę  i  przestawił  ją  parę  metrów 

dalej.  Niestety,  nie  zauważył,  że  leżał  tam  kolejny  pęk  balonów,  z  których 

większość z wielkim hukiem pękła. 

Niewiele  myśląc,  Sabrina,  wykonała  rozpaczliwy  skok,  żeby  ratować  te, 

które  ocalały,  ale  nie  spojrzała  pod  nogi.  Z  impetem  wbiegła  na  koperty  i 

poślizgnęła  się.  Zamachała  gwałtownie  rękami,  puszczając  ostatnie  balony. 

background image

Motocyklista, wykazuj

ąc  się  błyskawicznym  refleksem,  natychmiast  ją 

podtrzymał,  ale  również  poślizgnął  się  na  listach.  Na  dodatek  padając, 

popchnął  ogromną  butlę  z  helem.  Z  wielkim  hukiem,  zwielokrotnionym 

jeszcze przez echo, przewrócili się na podłogę. 

Sabrina odruchowo schow

ała głowę w ramiona. Choć wreszcie ucichł hałas, 

jeszcze  przez  kilka  sekund  bała  się  otworzyć  oczy.  Jej  nic  sienie  stało,  bo 

balony  zamortyzowały  upadek,  ale  wyobraźnia  podsunęła  jej  obraz 

motocyklisty przygniecionego ogromną butlą. 

W  końcu  odważyła  się  usiąść  i  otworzyć  oczy.  Wśród  otaczających  ich 

prawie  dwustu  balonów  coś  się  nagle  poruszyło.  Dobrze,  ten  facet 

przynajmniej  żyje,  pomyślała.  I  skoro  się  rusza,  to  znaczy,  że  nie  stracił 

przytomności....  Po  chwili  spośród  balonów  zaczęły  dochodzić  gniewne 
pomruki. 

– 

Jak słyszę, żyje pan... – Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. 

– 

Pani to potrafi narobić bałaganu! – rozległ się spod balonów wprawdzie 

zduszony, ale całkiem wyraźny głos. 

– 

Chwileczkę,  chce  pan  powiedzieć,  że  to  wszystko  moja  wina?!  – 

wykrzykn

ęła. 

– 

A co, może moja? – Nieznajomemu udało się wysunąć głowę. 

– 

Gdyby  powiedział  mi  pan,  co  zamierza  zrobić,  przesunęłabym  balony. 

Skoczył  pan  jak  wariat  do  tej  butli,  nie  patrząc,  co  za  nią  leży!  A  w  ogóle, 

gdyby pan pozbierał swoją pocztę, to bym się na niej nie poślizgnęła. 

– 

Mówi  pani  o  tej  poczcie,  którą  pięć  minut  temu  wytrąciła  mi  z  rąk?  – 

spytał z przekąsem. 

Przygryzła  lekko  wargi.  Czuła,  że  nie  jest  zupełnie  bez  winy.  Ta  kłótnia 

zmierzała w złym kierunku, nie było sensu dalej jej ciągnąć. 

– Pomog

ę panu wstać – powiedziała ugodowo. 

– 

Dziękuję, dam sobie radę sam – odparł chłodno. Zaczął się podnosić, ale 

syknął z bólu i podparł się na łokciu. – Nie mogę wstać... 

Sabrinie  zrobiło  się  gorąco.  Tego  jej  jeszcze  w  tej  chwili  brakowało! 

Wyobraziła  sobie  tłum  gości,  ostrożnie  omijających  leżącego  na  środku  sali 

rannego motocyklistę... Nerwowo rozejrzała się za jakąś pomocą. Na szczęście 

w ich kierunku szedł narzeczony Cassie, Jake Abbott. 

– 

Co tym razem się stało, Sabrino? – Zdziwiony Jake stanął tuż nad nimi. 

– 

Co  masz  na  myśli,  mówiąc:  „tym  razem"?  –  zapytał  motocyklista, 

zdejmując kask. 

background image

Sabrinie jego twarz wydała się znajoma, ale w tej chwili nie potrafiła sobie 

przypomnieć, czy już kiedyś się spotkali. Pomyślała poza tym, że jest całkiem 
przysto

jny... hm... nawet bardzo przystojny. Ciemnobrązowe, wijące się lekko 

włosy okalały pociągłą, opaloną twarz. Rzęsy miał takie, że gdyby był kobietą, 

nie musiałby w ogóle używać tuszu, przemknęło jej przez głowę; takie ciemne, 

długie, gęste i naturalnie wywinięte... 

Nie  był  to  jednak  czas  na  rozmyślania  o  długich  rzęsach  nieznajomego, 

gdyż on, próbując wstać, krzywił się z bólu. 

– 

Dzięki Bogu, że tu jesteś, Jake! – zawołała. – On się przewrócił i chyba... 

– 

Nie  przewróciłem  się  –  syczał  przez  zaciśnięte  zęby  motocyklista.  – 

Podcięła mnie dzika kotka. I niestety obawiam się, że złamałem nogę w kostce. 

– 

Pozwól, Caleb, że ją obejrzę. – Jake przykucnął koło motocyklisty. 

Jake  powiedział:  „Caleb".  Sabrina  czuła,  jak  uginają  się  pod  nią  kolana. 

Spojrzała  na  motocyklistę  uważnie  i  tym  razem  już  nie  miała  wątpliwości, 

skąd go zna. Raz już przecież widziała dziedzica fortuny Tannerów. 

Dlaczego  ze  wszystkich  ludzi  na  świecie  musiałam  podciąć  nogi  właśnie 

jemu,  zawyła  w  duchu.  Bon  vivant,  milioner,  kobieciarz  i,  co  najgorsze, jej 

najważniejszy klient! 

Z  rozpaczą  popatrzyła  na  zabiegi  Jake'a,  któremu  udało  się  wyswobodzić 

nieszczęsnego  motocyklistę  ze  skórzanego  kombinezonu.  Kostka  Caleba 

spuchła  tak  bardzo,  że  nawet  jeśli  nie  była  złamana,  to  i  tak  nie  było 
najmniejszych 

wątpliwości, że nie będzie mógł dzisiaj chodzić. 

Nie  ma  co,  jednak  udało  mi  się  zaskoczyć  Caleba  Tannera,  takiego 

przyjęcia  z  pewnością  się  nie  spodziewał.  Zrobiłam  na  nim  piorunujące 

wrażenie, nie ma dwóch zdań, złorzeczyła w duchu. 

– 

Dlaczego coś takiego zawsze musi się przytrafić właśnie mnie? – szepnęła 

z rozpaczą. 

 
Sabrina  siedziała  nadal  na  podłodze,  nieruchoma  i  milcząca.  Lekarz 

bandażował nogę Caleba, a sanitariusze przygotowywali nosze, by zanieść go 

do karetki. Wokół nich zgromadził się już spory tłumek gości. Na szczęście to 

Caleb, a nie ona, przyciągał powszechną uwagę. 

Była  wciąż  tak  oszołomiona,  że  nie  zauważyła,  kiedy  podeszła  do  niej 

Cassie. 

– 

Spadły ci uszy – powiedziała przyjaciółka i nałożyła Sabrinie na głowę 

trzymany w dłoni przedmiot. 

background image

– 

Nawet  nie  zauważyłam...  Musiały  odpaść,  gdy  się  przewróciłam  – 

odpowiedziała  Sabrina  nieswoim  głosem.  Wciąż  wyglądała  na  mocno 

oszołomioną. 

– 

Czy  nie  uderzyłaś  się  w  głowę?  –  zaniepokoiła  się  Cassie.  –  Może 

poproszę lekarza, żeby ciebie też zbadał? 

–  Nie, nic mi nie jest. – 

Sabrina  spojrzała  na  przyjaciółkę  nieco 

przytomniej. – 

Paige mnie zabije, gdy dowie się, co zrobiłam... Co gorsza, nie 

mam nic na swoją obronę. 

– 

Nie  przesadzaj,  w  końcu  tylko  załatwiłaś  naszego  najważniejszego 

klienta. A poza tym, co 

się stało, to i tak się nie odstanie. 

– 

Kochana jesteś – szepnęła Sabrina. 

– 

Myślę,  że  Caleba  Tannera  nikt  jeszcze  tak  nie  potraktował,  a  pewnie 

nieraz na to zasłużył – pocieszała ją Cassie. 

Sabrinie  napłynęły  do  oczu  łzy.  Starała  się  je  powstrzymać,  ale  nie do 

końca jej się to udało. 

– 

Kochanie, nie przejmuj się tak bardzo. – Cassie pogłaskała przyjaciółkę 

po policzku. – 

Przecież nie zrobiłaś tego specjalnie. 

– 

On uważa inaczej. 

– 

Na pewno będzie się z tego śmiał, kiedy tylko przestanie go boleć kostka 

– 

powiedziała uspokajająco Cassie. 

Lekarz skończył opatrywać Caleba i dał znak, by sanitariusze zabrali go do 

karetki. 

– 

Może  powinnam  pojechać  do  szpitala?  –  spytała  lekarza  Sabrina, 

podnosząc się z podłogi. – W końcu znam najlepiej przebieg wypadku... 

–  Nie pozwól jej na to, Jake! – 

Caleb  zaczął  rozpaczliwie  wymachiwać 

rękami. – Jeśli ona wsiądzie do ambulansu, ja pójdę do szpitala piechotą. 

Miała  ochotę  uciąć  mu  język,  ale  po  namyśle  postanowiła  chwilowo 

wstrzymać się z akcją odwetową. Lepiej poczekać, aż Caleb powróci do pełni 

sił, nie wypada pastwić się nad rannym. 

Wtem drzwi się otworzyły i Sabrinę owiał przenikliwie zimny wiatr. Przez 

moment miała wrażenie, że śni. A może to wywołane stresem halucynacje? 

W  drzwiach  stała  królowa.  Wyszywana  brokatem  suknia na szerokiej 

krynolinie  i  ogromna  fryzura  przesłoniły  całe  światło  drzwi.  Na  twarzy 

monarchini odmalowało się niekłamane przerażenie. 

– 

Co  się  stało,  kochanie?  –  Królowa  rzuciła  się  do  leżącego  na  noszach 

Caleba. 

background image

–  To tylko niewielki wypadek. Nie ma powodów do histerii, Angelique – 

odparł Caleb z pewnym zażenowaniem. 

– 

Gotowa uznać go za bohatera. Żeby tylko nie zemdlała – mruknęła pod 

nosem Sabrina. 

– 

Nie musisz też ze mną jechać do szpitala, nie psuj sobie zabawy – dodał 

szybko i z lekką paniką w głosie Caleb. 

– 

Ależ, najdroższy! O czym ty mówisz? – Angelique dramatycznym gestem 

przyłożyła  dłoń  do  serca.  –  Jak  mogłabym  się  bawić,  gdy  ty  tak  bardzo 
cierpisz! – 

zawołała z rosnącą egzaltacją. 

– 

Proszę  cię,  Angelique,  przestań  robić  przedstawienie.  Nie  pojedziesz w 

tym stroju do szpitala i koniec – 

powiedział ze złością. 

Chwilę potem sanitariusze wynieśli Caleba do karetki, a Angelique została, 

robiąc współczującą minę, póki nie zamknęły się za nimi drzwi. 

– 

Chyba jej czas dobiega już końca – szepnęła Cassie do Sabriny. 

– 

Dlaczego  tak  myślisz?  Taki  facet  jak  on  pewnie  uwielbia  otaczać  się 

bezmózgimi ślicznotkami. 

– 

Może i tak, ale tej ma z pewnością dosyć. Widziałaś, jak na nią spojrzał, 

gdy  zaczęła  histeryzować?  Ona  go  już  tylko  drażni  –  stwierdziła  stanowczo 
Cassie. 

– 

Nie  ma  o  czym  mówić  –  zmieniła  temat  Sabrina.  –  Chodź,  pora  na 

konkursy dla dzieci. Może zaczniemy od wyścigów w workach? 

Sabrina odczytywała uważnie numery mijanych domów. Czyżbym coś źle 

zapisała? – zastanawiała się. Jednak adres się zgadzał, choć nie tak wyobrażała 

sobie mieszkanie milionera. Był to jeden z wielu niczym nie wyróżniających 

się domów na tej ulicy, w takich samych mieszkała większość jej znajomych. 

Spodziewała  się  raczej  złotej  bramy,  która  otwiera  się  tylko  dla  wybranych 

gości, lokaja w liberii i tym podobnych luksusów. Tymczasem dom wyglądał 

całkiem  przeciętnie.  Był  to  trzypiętrowy  budynek,  zaprojektowany  w  stylu 

kolonialnym i pomalowany na biało. Ozdobą niewielkich balkonów były kute 
balustrady i skrzynki z kwiatami. Przed do

mem był niewielki trawnik. 

Na  wszelki  wypadek  Sabrina  jeszcze  raz  sprawdziła  adres.  Wszystko  się 

zgadzało.  Caleb  mieszkał  właśnie  tutaj.  Nie  musiała  dzwonić  do  drzwi,  bo 

właśnie się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna z lekarską torbą. A zatem 
dobrze traf

iłam,  pomyślała.  Gosposia  wskazała  jej  pokój,  w  którym  leżał 

Caleb. 

Sabrina zatrzymała się i wyciągnęła z torby zapakowane w celofan kwiatki. 

background image

Poprawiła je, zebrała się w sobie i ruszyła we wskazanym kierunku. Nie była 

pewna,  czy  Caleb  w  ogóle  będzie  chciał  z  nią  rozmawiać,  lecz  cóż  szkodzi 

spróbować. 

Zapukała  do  drzwi  i  delikatnie  je  uchyliła.  W  środku  stał  starszy 

mężczyzna, który wydawał właśnie polecenia dostawcy. 

– Przepraszam, szukam Caleba – 

powiedziała. 

– 

Proszę  pójść  do  pokoju  po  drugiej  stronie  –  grzecznie  wyjaśnił  starszy 

pan. 

– 

Och, kochanie, czy jesteś pewien, że nic nie mogę zrobić, żebyś poczuł 

się lepiej? – Sabrina usłyszała ten słodki głosik, w chwili gdy wycofywała się 

na korytarz. Dochodził z pokoju, w którym miał znajdować się Caleb. Chyba 

jednak  Cassie  się  pomyliła,  czas  Angelique  jeszcze  się  nie  skończył, 

pomyślała. 

Drzwi były otwarte, lecz Sabrina zapukała. Zatrzymała się jednak tuż przed 

progiem,  gdyż  para  znajdująca  się  w  środku,  najwyraźniej  nie  usłyszała 

pukania.  Z  korytarza  mogła  dostrzec,  że  pokój  jest  duży  i  jasny.  Pod  ścianą 

stało szerokie łoże, w którym leżał Caleb. Angelique czule pochylała się nad 

ukochanym. Byli zajęci sobą, a właściwie Angelique była zajęta Calebem. 

– 

Skoro jesteś pewien, że nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, to chyba 

rzeczywiście lepiej już pójdę. Choć wiesz, że wystarczy jedno twoje słowo... – 

szeptała Angelique, pochylając się coraz niżej nad Calebem. 

Sabrina poczuła się jak intruz. Ta para nie miała najmniejszego pojęcia, że 

ktoś ich obserwuje. Co robić? – zastanawiała się gorączkowo. Pierwszym, i jak 

się  wydawało,  najrozsądniejszym  pomysłem,  który  przyszedł  jej  do  głowy, 

była ucieczka. Niestety, nie zdążyła wprowadzić go w czyn, gdyż z pokoju w 

pośpiechu wypadła Angelique. Na widok Sabriny stanęła jak wryta. 

–  A co ty tutaj robisz? – 

Spojrzała podejrzliwie na Sabrinę. – Pan Tanner 

jest chory i nie przyjmuje interesantów. – 

Jennings,  weź  kwiaty  od  pani  i 

wstaw je do wazonu! – 

przywołała starszego mężczyznę. – Teraz muszę wyjść, 

ale wrócę za godzinę. Dopilnuj, by absolutnie nikt nie przeszkadzał choremu. 

Słowotok  tej  kobiety  może  każdego  przyprawić  o  ból  głowy,  pomyślała 

Sabrina. 

– 

Och  muszę  lecieć,  jestem  już  spóźniona!  –  zawołała  Angelique  i  nie 

sprawdzając, czy jej polecenia zostaną dokładnie wykonane – to znaczy, czy 

Jennings rzeczywiście natychmiast wyprowadzi nie zapowiedzianego gościa – 

pobiegła w stronę wyjścia. 

background image

Dopiero  gdy  Sabrina  usłyszała  trzask  zamykanych  drzwi,  zaczęła  się 

zastanawiać,  co  powinna  teraz  zrobić.  Jennings  stał  naprzeciwko  niej  i 
g

rzecznie  czekał.  Widać  było,  że  polecenia  Angelique  nie  są  dla  niego 

najważniejsze. 

– 

Zajrzę na chwilę do pana Tannera. – Sabrina zdobyła się na odwagę. 

– 

Proszę bardzo. – Jennings otworzył przed nią drzwi jeszcze szerzej. 

Weszła  do  środka  i  zatrzymała  się  tuż  za  progiem.  Spojrzała  w  stronę 

szerokiego  łoża.  Caleb  leżał  na  środku,  ubrany  w  niebieski  sportowy  dres. 

Nogę,  unieruchomioną  w  aluminiowych  łupkach,  oparł  na  podwyższeniu 

zrobionym  z  poduszek.  Sabrinie  w  jednej  chwili  przypomniało  się  całe 

nieszczęsne wydarzenie. Poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. Przyjrzała się 

uważnie  twarzy  Caleba  –  mimo  opalenizny  była  trochę  blada.  Oczy  miał 

zamknięte  i  chyba  nawet  nie  zauważył,  że  ktoś  wszedł  do  pokoju.  Sabrina 

poruszyła się nerwowo. 

– 

Mówiłem już, że chcę zostać sam – powiedział ze zniecierpliwieniem i 

otworzył oczy. 

Wstrzymała oddech. 
– 

Szczerze  mówiąc,  spodziewałem  się,  że  zechcesz  obejrzeć  zniszczenia, 

jakich  dokonałaś  –  powiedział  na  widok  Sabriny.  W  jego  tonie  nie  było  już 

złości, raczej kpina. 

– Przysz

łam ci powiedzieć, jak bardzo mi przykro z powodu tego wypadku, 

a  szczególnie  z  powodu...  hm...  tych  okoliczności,  za  które  ponoszę 

odpowiedzialność. – Plątała się coraz bardziej. 

– 

Okoliczności?  –  Caleb  otworzył  szeroko  oczy  i  uniósł  się  nieco  na 

poduszkach. – 

Hm... tak czy owak, ja przez najbliższe dni nie byłbym w stanie 

przyjść i sprawdzić, co się z tobą dzieje. Przyznaję, że też nie jestem bez winy. 

Powinienem trochę bardziej uważać – dodał spokojnie. 

Przez chwilę przyglądał jej się badawczo, tak jakby rozważał niesłychanie 

ważną kwestię. Wydawało się, że nie jest już tak bardzo wściekły na Sabrinę. 

– Tak! – 

powiedział tonem niemal tryumfalnym. – Jesteś tą właściwą osobą 

i chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. 

background image

Rozdział 2 

 
Śliskie  poduszki,  na  których  spoczywała  noga  Caleba,  obsunęły  się,  gdy 

wykonał  zbyt  gwałtowny  ruch.  Przeszyła  go  ostra  fala  bólu.  Kolejną  dawkę 

środka  uśmierzającego  będzie  mógł  wziąć  dopiero  za  godzinę.  Z  trudem 

powstrzymał  cisnące  się  na  usta  przekleństwo  i  skupił  uwagę  na  stojącej 
naprzeciwko niego kobiecie. 

W  normalnych  warunkach  z  pewnością  zacząłby  ją  podrywać,  jak  każdą 

piękną  kobietę.  Ale  okoliczności  nie  sprzyjały  sercowym  podbojom,  był 

przecież unieruchomiony w łóżku. 

Już  wczoraj,  gdy  tylko  wszedł  do  Tanner  Electronics,  natychmiast  ją 

zauważył.  Była  piękna,  wysoka,  szczupła,  miała  długie  wijące  się  włosy  i 

zielone  oczy,  które  przypominały  mu  kolor  oceanu  wokół  rafy  koralowej. 

Uwielbiał takie kobiety, zapatrzył się w nią jak w obraz. Od razu pomyślał, że 

chętnie przegadałby całe przyjęcie z tą śliczną zielonooką kotką... Gdy jednak 

wpadła na niego, przerwała mu brutalnie kontemplowanie jej urody i popsuła 

tak dobrze zapowiadający się wieczór. 

Ale to było wczoraj. Dzisiaj niestety sytuacja była zupełnie inna. Wieczór 

spędził  w  szpitalu, gdzie poddawano go niezbyt przyjemnym zabiegom, w 

nocy prawie nie spał, bo noga bolała go pomimo zażytych lekarstw. Ranek nie 

wyglądał dużo lepiej... 

Teraz  jednak  powinien  przerwać  tę  złą  passę  i  w  sensowny  sposób 

wykorzystać wizytę Sabriny. 

Zanim j

ednak cokolwiek jej powie, musi przekonać się, jaka jest naprawdę. 

Nie każda piękna kobieta nadawała się do tego zadania... Żałował, że nie jest 

jasnowidzem  ani  telepatą,  bo  właśnie  teraz  takie  nadprzyrodzone  zdolności 

bardzo by mu się przydały. 

Dziś Sabrina wydała mu się równie piękna, jak wczoraj, choć na jej twarzy 

widoczne  były  ślady  zmęczenia.  Gęste,  wijące  się  włosy  związała  w  luźny 

węzeł,  ubrana  była  w  dopasowany  złotobrązowy  kostium  z  surowego  lnu. 

Wyglądała niezwykle atrakcyjnie. 

– 

Usiądź, proszę. – Dotarło do niego, że jego gość cały czas stoi. Wskazał 

jej ręką krzesło w pobliżu łóżka. 

Posłusznie usiadła. Kwiatki, które dotychczas trzymała w ręku, położyła po 

chwili wahania na nocnym stoliku, a niewielką torbę oparła o nogi krzesła. Te 

background image

wszystkie pr

oste  czynności  wykonywała  z  niezwykłą  wręcz  gracją.  Caleb 

pomyślał, że jeszcze nigdy nie spotkał równie zachwycającej istoty. 

– 

Przyniosłam  ci  kilka  najnowszych  magazynów.  –  Sięgnęła  do  torby 

stojącej  u  jej  stóp.  –  Mam  nadzieję,  że  lektura  trochę  cię  rozerwie...  – 

Uśmiechnęła się nieśmiało. – Jak powiedział mi lekarz, noga nie jest złamana, 

a tylko zwichnięta – dodała po chwili. 

–  Tak  – 

przyznał. – Jednak tego typu urazów nie wolno bagatelizować. – 

Nie  mógł  się  powstrzymać,  by  się  nad  nią  trochę  nie  poznęcać.  – 

Rekonwalescencja  trwa  równie  długo,  jak  przy  złamaniu.  Istnieje  nawet 

obawa, że taka kontuzja będzie się często odnawiać. 

– Och... – 

szepnęła słabym głosem. – Naprawdę bardzo mi przykro. 

– 

Najbliższe  dwa  tygodnie  spędzę  przykuty  do  łóżka,  a  do  pełnej  formy 

wrócę  dopiero  za  kilka  miesięcy.  Przez  ten  czas  nie  będę  mógł  uprawiać 

żadnych sportów ani, co najgorsze, jeździć motocyklem – użalał się nad sobą. 

– 

Jeśli pan chce, panie Tanner, wywołać u mnie jeszcze większe poczucie 

winy i wyrzuty sumienia, 

to muszę przyznać, że świetnie panu idzie... 

– 

Nie  to  jest  moim  celem.  Chcę  pani  tylko  uświadomić,  w  jaki  sposób 

zmieniła  pani  moje  życie,  a  właściwie  jak  dramatycznie  pogorszyła  jego 

jakość. 

– 

Mówiłam już, że bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało. 

– 

W ten weekend miałem latać na paralotni. – Popatrzył na nią z wyrzutem. 

– 

Dlaczego za wszelką cenę dąży pan do tego, żebym poczuła się jeszcze 

gorzej? 

– 

Czy nie uważa pani, że moje utyskiwania są w pełni uzasadnione? 

– 

Owszem,  ucierpiał  pan  nieco  podczas tego wypadku. Jednak mam 

wrażenie, że chce mnie pan nastraszyć i ciekawa jestem, czemu to ma służyć... 

Czyżby oczekiwał pan jakiejś rekompensaty? 

– 

To dobry pomysł, coś mi się w końcu należy. 

– 

W  takim  razie  powinniśmy  niezwłocznie  ustalić,  co  się  naprawdę 

wydarzyło i kto ponosi za to odpowiedzialność – odparła twardo. 

– 

Co  się  wydarzyło?!  –  krzyknął  z  oburzeniem.  –  Zaraz  się  okaże,  że 

zwichnięta  noga  to  tylko  wytwór  mojej  chorej  wyobraźni.  A  czyja  to  wina? 

Czy ma pani co do tego jakieś wątpliwości? 

– Ow

szem, mam. Nikt nie kazał panu łapać się za butlę z helem. Gdyby nie 

był pan taki narwany, nic złego by się nie stało. 

– 

Sama poprosiła mnie pani o pomoc. 

background image

– 

Ale  nie  kazałam  panu  zgrywać  Herkulesa!  Jeśli  chce  pan  ode  mnie 

wyciągnąć pieniądze, to myślę, że niezbyt dobrze pan trafił... 

– 

Pieniądze?  –  przerwał  jej.  –  Nie  potrzebuję  pani  pieniędzy,  mam 

wystarczająco dużo własnych. Przyznam jednak, że oczekuję od pani pewnego 

zadośćuczynienia. 

– 

Tak,  to  typowe  dla  mężczyzn  pana  pokroju,  że  nie  przepuszczą  żadnej 

okazji, by wykorzystać kobietę! – W głosie Sabriny pobrzmiewała niekłamana 
pogarda.  – 

Nie  ma  co,  niezłe  z  pana  ziółko.  Jeśli  myśli  pan,  że  w  ramach 

zadośćuczynienia powinnam z panem pójść do łóżka, to... 

– 

Co też pani przyszło do głowy? – przerwał jej. – Zapewniam, że nawet o 

tym nie pomyślałem. 

Zaczerwieniła  się,  wyraźnie  zmieszana.  Czuła,  że  się  wygłupiła.  Nawet 

więcej,  zrobiła  z  siebie  kompletną  idiotkę,  a  na  dodatek  wyssanymi  z  palca 

podejrzeniami obraziła Bogu ducha winnego człowieka. 

– Przepraszam – w

ydusiła z trudem przez zaciśnięte gardło. 

– 

Naprawdę nie należę do facetów, którzy muszą uciekać się do szantażu, 

by  pójść  z  kobietą  do  łóżka  –  powiedział  z  naciskiem.  Było  mu  naprawdę 

przykro, że Sabrina miała o nim tak niepochlebne zdanie. – A gdybym chciał 

panią poderwać, to zabrałbym się do rzeczy zupełnie inaczej... 

– 

Oszczędźmy  sobie  szczegółów,  po  co  zresztą  roztrząsać 

nieprawdopodobne sytuacje – 

przerwała mu. – Proszę po prostu powiedzieć, 

czego pan ode mnie chce. 

– 

Tak,  to  prawda,  zamierzałem  panią  o  coś  poprosić.  Nie  może  pani 

zaprzeczyć, że w mojej sytuacji jestem właściwie skazany na pomoc innych. 

Trudno o wszystko zadbać, gdy jest się przykutym do łóżka. 

– 

Jak zauważyłam, domem zarządza Jennings – stwierdziła ostrożnie, ciągle 

nie rozumiejąc, o co mu chodzi. 

– 

Tak,  Jennings  otwiera  drzwi,  odbiera  telefony,  załatwia  zakupy  i  tym 

podobne sprawy. Radzi sobie całkiem nieźle – przyznał. – Jednak jest za stary, 

by troszczyć się również o mnie. Przecież nie jestem w stanie przynieść sobie 
nawet szklanki soku. 

– 

Czy  pan  chce  mnie  zatrudnić  jako  opiekunkę?!  –  Sabrina  nie  potrafiła 

ukryć niebotycznego zdumienia. 

– 

Potrzebuję kogoś, kto poda mi lekarstwa, zrobi kawę, poczyta, gdy będę 

zbyt zmęczony, poprawi poduszki czy też pójdzie po lody o trzeciej w nocy, 

gdy nie będę mógł zasnąć. Jake powiedział mi, że tym właśnie zajmuje się pani 

background image

firma. 

– 

Niezupełnie – odparła chłodno. – Moja firma nazywa się Wypożyczalnia 

Żon,  a  nie  Wypożyczalnia  Niewolników.  Zajmuję  się  organizacją  przyjęć  i 

wynajmowaniem  hostess,  a  nie  dostarczaniem  taniej  siły  roboczej.  Skąd 

pomysł, że mogłaby mnie zainteresować pana oferta? 

– 

Cóż, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, pani kandydatura sama się 

narzuca... – 

Zawiesił głos. – Jak pani się właściwie nazywa? 

– 

Po  co  pan  pyta?  Czy  niewolnicy  mają  w  ogóle  własne  imiona?  To  ich 

właściciel nazywa ich, jak chce – powiedziała podniesionym głosem. – Sabrina 
Saunders – 

dodała jednak po chwili. 

–  Sabrina  – 

powtórzył  miękko.  W  jego  ustach  jej  imię  zabrzmiało  jak 

pieszczota. 

– 

Dlaczego nie wynajmie pan wykwalifikowanej pielęgniarki, stać pana na 

to.  Byłaby  na  każde  pana  zawołanie  –  przekonywała  z  zapałem.  –  Mogłaby 

pana nawet karmić. 

– 

Nie  trzeba  mnie  karmić.  Zresztą  jedzenie  gorącej  zupy  z  trzymanego 

przez panią talerza mogłoby się skończyć kolejną katastrofą – odparł z lekkim 
rozbawieniem. – 

Nie czułbym się bezpieczny nawet wtedy, gdyby talerz z zupą 

stał na stoliku obok łóżka. 

– 

Jak  zatem  mam  się  panem  opiekować,  skoro  zupełnie  mi  pan  nie  ufa? 

Zresztą, zupełnie słusznie. Nie jestem stworzona do takich zajęć. – Spojrzała 

na  niego  kpiąco.  –  Nie  mam  najmniejszych  wątpliwości,  że  na  jedno  pana 

skinienie zleciałby się tu tłum chętnych do pomocy kobiet. 

– 

To prawda, ale one byłyby zbyt natrętne. Spotkała pani Angelique? 

– 

Tak, nawet z nią rozmawiałam, a właściwie to ona cały czas mówiła. 

– 

Gdyby jej na to pozwolić, siedziałaby przy mnie dzień i noc, zmieniając 

tylko  kreacje.  Nie  jest  to  jednak  osoba,  która  byłaby  zdolna  do  opieki  nad 

kimkolwiek. Prędzej czy później zamęczyłaby każdego... 

Sabrina  nic  nie  odpowiedziała,  ale  trudno  jej  się  było  nie  zgodzić  z  tą 

opinią. 

– A inne kobiety? – 

spytała. 

– 

Wszystkie  moje  znajome  są  bardzo  podobne  do  Angelique.  Zaraz 

ściągnęłyby  mi  na  głowę  stadko  swoich  koleżanek,  których  wcale  nie  mam 

ochoty oglądać i jeszcze miałyby pretensje, że poświęcam im za mało uwagi. 

Słabo się czuję i nie wiem, czy poradziłbym sobie z tymi harpiami. 

– 

Myślałby  kto,  że  chodzi o  czarownice, a  nie o  rozpieszczające  pana  do 

background image

nieprzyzwoitości kobiety. 

–  Nie rozpies

zczające,  lecz  zamęczające  –  sprostował.  –  Potrzebuję 

spokoju, żeby jak najprędzej dojść do siebie. 

– 

Może  pan  po  prostu  wyłączyć  telefon  i  kazać  Jenningsowi  nikogo  nie 

wpuszczać – zaproponowała. 

– 

Czyżby? Czy miała pani jakiekolwiek trudności z wejściem tutaj? Znam 

Jenningsa i wiem, w jakich sprawach można na nim polegać, a w jakich raczej 
nie. Sama pani... – 

zawiesił  na  moment  głos.  –  Może  przejdziemy  na  ty?  – 

zaproponował znienacka. 

– Dobrze... – 

odparła zaskoczona. 

– 

Sabrino,  sama  przyznałaś,  że  jesteś  w  części  odpowiedzialna  za  ten 

wypadek...  – 

Spojrzał  na  nią  wymownie.  –  Proszę  cię  więc,  żebyś  mi  teraz 

pomogła, bo znalazłem się w trudnej sytuacji. Naprawdę nie oczekuję niczego 

szczególnego.  Pomyśl,  czy  gdybyś  to  ty  była  na  moim  miejscu,  nie 

wydawałoby ci się naturalne, że osoba, która wpędziła cię w kłopoty, pomoże 

ci  z  nich  wyjść?  –  Uważnie  wpatrywał  się  w  jej  twarz,  jakby  tam  szukając 

odpowiedzi na zadane przed chwilą pytanie. 

– 

Może wynajmę ci wytresowanego rottweilera – jęknęła. 

– 

Wtedy z pewnością nikt nieproszony by tu nie wszedł. 

– 

A ja w tym czasie umarłbym z głodu – stwierdził ze śmiechem. 

–  Niestety, nie jestem w stanie ci pomóc. – 

Sabrina  wstała  i  ruszyła  w 

stronę drzwi.  –  Do widzenia. –  Zatrzymała się na  moment i spojrzała  mu  w 
oczy. 

– Pomówm

y poważnie – zaproponował. – Czy twojej firmie nadal zależy na 

zleceniach  od  Tanner  Electronics?  Czy  może  pragniesz  zakończyć  tę 

obiecującą  współpracę?  –  rzucił  pospiesznie,  jakby  się  bał,  że  Sabrina  nie 

będzie  go  chciała  wysłuchać.  –  Zdajesz  sobie  sprawę,  że  mogę  mieć  pewne 

zastrzeżenia co do przebiegu tej nieszczęsnej imprezy? 

Sabrina  bez  chwili  wahania  zawróciła  od  drzwi  i  usiadła  na  krześle.  W 

takiej sytuacji nie miała wyjścia. Kontrakt z Tanner Electronics był warunkiem 
istnienia jej firmy. 

– Od kiedy zaczynam? – 

spytała spokojnie, głosem pełnym rezygnacji. 

Caleb  tryumfował  i  nawet  nie  bardzo  starał  się  to  ukryć.  Wprawdzie  nie 

powiedział już ani słowa, ale widać było wyraźnie, że przyzwyczajony jest do 

tego, iż zawsze osiąga zamierzony cel. 

– Najlepiej od zaraz – 

odparł. – Ale jeśli masz teraz coś do załatwienia, to 

background image

możesz  przyjść  dopiero  po  południu  –  dodał  nonszalancko,  jakby  to  była 

najbardziej  oczywista  propozycja  na  świecie.  –  Wyjdź  teraz,  a  ja  w 

międzyczasie  każę  mojemu  prawnikowi  przygotować  odpowiednią  umowę. 

Póki co możemy przypieczętować nasz układ uściskiem rąk. 

Sabrina posłusznie podała mu prawicę. Niespodziewany dreszcz wstrząsnął 

jej ciałem, gdy poczuła dotyk mocnej dłoni Caleba. Trochę nerwowo cofnęła 

rękę. Chyba zwariowałam, zganiła się w myślach. 

W  drodze  do  domu  próbowała  przemyśleć  całą  sprawę  na  spokojnie.  Nie 

mogła  postąpić  inaczej,  jeśli  nie  chciała  narażać  Wypożyczalni  Żon  na 

poważne kłopoty finansowe. Tanner Electronics to zbyt potężna i bogata firma, 

by  warto  było  z  nią  zadzierać.  A  poza  tym,  kto  przy  zdrowych  zmysłach 

chciałby stracić najważniejszego klienta? Nie mogła tego zrobić Paige i Cassie. 

Musiała  ponieść  konsekwencje  swego  czynu.  Tylko  czy  da  radę?  Caleb  był 

wytrawnym  graczem,  a  w  dodatku  uwielbiał  smak  zwycięstwa.  Osiągnął 

dokładnie  to,  czego  chciał,  a  ona  musiała  mu  się  bezdyskusyjnie 

podporządkować. Miał bardzo silną osobowość, potrafił narzucić innym swoją 

wolę.  Pewnie  w  poprzednim  wcieleniu  był  dowódcą  rzymskich  legionów, 

pomyślała.  Zdradliwa  wyobraźnia  podsunęła  jej  wizerunek  Caleba, 

wysyłającego  do  boju  tysiące  żołnierzy...  Jakże  wydał  jej  się  piękny  i 

pociągający... Boże, zwariowałam, przywołała się do porządku. Była na siebie 

zła.  Przecież  wyraźnie  powiedział,  że  nie  zamierza  jej  podrywać.  Pewnie  w 
ogóle ni

e  była  w  jego  typie,  prawdopodobnie  gustował  raczej  w  pięknych, 

głupich i bezkrytycznie zapatrzonych w niego kobietach, takich jak Angelique. 

Ale  z  drugiej  strony  miał  wyraźnie  dosyć  tej  egzaltowanej  panienki,  tego 

Sabrina  była  pewna  ponad  wszelką  wątpliwość.  Może  mu  się  po  prostu 

znudziła  i  poszuka  sobie  nowej,  gdy  tylko  dojdzie  do  zdrowia,  pomyślała. 

Wygląda  na  faceta,  który  zmienia  kobiety  jak  rękawiczki  i  nie  jest  w  stanie 

długo wytrwać w jakimkolwiek związku. 

Zaczęła się zastanawiać, jak będą wyglądać jej najbliższe tygodnie. Caleb 

wyraźnie dał do zrozumienia, że nie interesuje się nią jako kobietą. Sabrinie 

też nigdy  nie  podobali się  faceci  jego  pokroju,  a  jednak,  choć  niechętnie się 

przed sobą do tego przyznała, było jej przykro, iż pójście z nią do łóżka uznał 

za  niedorzeczny  pomysł.  On,  ku  jej  ogromnemu  zdziwieniu,  bardzo  ją 

pociągał.  Nie  potrafiła  tego  wytłumaczyć,  ale  tak  właśnie  było.  Bała  się,  że 

Caleb wcześniej czy później przejrzy ją na wylot. Za żadne skarby świata nie 

chciała  mu  dać  takiej  satysfakcji,  chyba  spaliłaby  się  ze  wstydu.  Nie  miała 

background image

najmniejszego  zamiaru  dołączyć  do  grona  wielbicielek  pana  Tannera  i 

przylatywać  na  każde  jego  skinienie.  Muszę  coś  z  tym  zrobić,  postanowiła. 

Jedyna  nadzieja  w  tym,  że  Calebowi  pewnie  szybko  znudzi  się  moje 

towarzystwo i wkrótce zatęskni za swoim haremem. 

Po powrocie do domu zadzwoniła do Cassie, żeby powiedzieć jej, że przez 

kilka dni, czy też... tygodni, będzie się zajmowała tylko jednym klientem... Nie 

bardzo  wiedziała,  jak  wyjaśnić  to  przyjaciółce,  układ  z  Calebem  był  dość 
nietypowy. 

– 

Byłam u Caleba Tannera – zaczęła. – Przeprosiłam go za to, co się stało 

i... 

– 

Mam  nadzieję,  że  dał  się  udobruchać  –  przerwała  jej  Cassie.  –  Jeśli 

stracimy kontrakt z Tanner Electronics, to praktycznie możemy zlikwidować 

firmę. 

– 

Nie  denerwuj  się,  wszystko  w  porządku  –  odpowiedziała  spokojnie 

Sabrina.  – 

Tanner  Electronics  podpisze  z  nami  kolejną  umowę,  ale  ja  przez 

kilka dni, najdłużej przez dwa tygodnie, będę wyłączona... Będę zajmowała się 
Calebem Tannerem – 

wyrzuciła z siebie. 

– 

Co będziesz robiła? 

– 

Jak  ci  mówiłam,  poszłam  do  niego,  żeby  przeprosić  za  to  całe 

zamieszanie  – 

wyjaśniła Sabrina. – Złożył  mi propozycję nie do odrzucenia, 

bym zajęła się nim, dopóki musi leżeć w łóżku... 

– Ty?! – Zgodnie z oczekiwaniem Sabriny 

Cassie była bardzo zaskoczona. 

– 

Masz być jego pielęgniarką? Przecież ty potrafisz przewrócić się na prostej 

drodze, potłuc wszystko, co weźmiesz do ręki, nie mówiąc już o notorycznym 
rozlewaniu kawy i herbaty. 

– 

Nie  będę  jego  pielęgniarką,  raczej  ochroniarzem  i  asystentką  w  jednej 

osobie. Mam trzymać z dala od niego wszystkie osoby, z którymi nie będzie 

chciał  się  spotkać,  pomagać  w  załatwianiu  najpilniejszych  spraw,  być  jego 

łącznikiem z resztą świata – tłumaczyła cierpliwie Sabrina. – W zamian za to 
Tan

ner Electronics nie zerwie z nami kontraktu. Nie miałam innego wyjścia, 

musiałam się zgodzić na ten układ – wyjaśniła, gdyż w słuchawce po drugiej 

stronie zapanowała głucha cisza. 

– 

To  jakaś  nieprawdopodobna  historia  –  odparła  w  końcu  Cassie.  –  Ale 

skoro t

o był jedyny sposób, żeby uratować naszą firmę, to dobrze zrobiłaś. 

– 

Też mi się tak wydaje, choć byłam zaskoczona propozycją nie mniej niż 

ty teraz – 

przyznała. 

background image

– 

Cóż, w takim razie pozostaje mi tylko życzyć ci świętej cierpliwości, bo 

Caleb  nie  wygląda  na  łatwego  we  współżyciu...  A  co  na  to  wszystko 
Angelique? – 

W Cassie wzięła górę plotkarska część natury. 

– 

Jeszcze  nie  wiem.  Minęłam  się  z  nią  w  drzwiach,  gdy  wchodziłam  do 

Caleba. Ona chyba jeszcze nie ma pojęcia o tej dziwacznej umowie, ale mogę 

się założyć, że nie będzie zachwycona... 

– 

Szykuje się niezła zabawa. Wyjątkowo nie cierpię tego rodzaju kobiet – 

zachichotała Cassie. 

– 

Ja  też,  ale  wcale  mi  się  nie  uśmiecha  starcie  z  tą  słodziutką  wydrą,  a 

wiem, że trudno będzie tego uniknąć. 

– 

Dasz sobie radę, uważaj tylko na Caleba, to straszny podrywacz. 

– 

Nie bój się, nie jestem w jego typie – odparła Sabrina i nagle zrobiło jej 

się smutno. – Chyba właśnie dlatego mnie zatrudnił. 

– Kiedy zaczynasz? 
– 

Zaraz, wpadłam tylko do domu po kilka niezbędnych drobiazgów i żeby 

załatwić  najpilniejsze  sprawy.  Ty  i  Paige będziecie  musiały  wziąć  wszystkie 
sprawy firmy na siebie – 

powiedziała z troską. 

– 

O  to  się  nie  martw,  damy  sobie  radę.  Walcz  o  przychylność  naszego 

najważniejszego klienta. – Cassie starała się dodać przyjaciółce otuchy. 

– 

Jutro przyślę ci umowę z Tanner Electronics, a teraz wracam do Caleba – 

powiedziała lekko drżącym głosem Sabrina. 

– 

Trzymaj się i na razie – pożegnała ją Cassie. 

– 

Popsuła mi się komórka, dzwoń więc na domowy numer Caleba. 

 
Piętnaście  minut  później  Sabrina  stała  przed  domem  Caleba  Tannera. 

Najpierw  postanowiła  ustalić  kilka  spraw  z  Jenningsem.  Nie  musiała  go 

szukać, gdyż to on otworzył jej drzwi. 

– 

Czy pan Tanner poinformował pana, że przez kilka najbliższych tygodni 

będę zajmowała się jego sprawami? 

– 

spytała wprost. 

– 

Tak, oczywiście, wszystko mi wyjaśnił – odparł grzecznie Jennings. 

– 

A zatem wie pan już, że nie można wpuszczać do niego nikogo bez mojej 

zgody? 

– Tak. 
Jennings  nie  zdążył  nic  więcej  powiedzieć,  bo  u  drzwi  zadźwięczał 

niecierpliwy dzwonek. Żadne z nich nie miało najmniejszych wątpliwości, kto 

background image

w taki natarczywy sposób ogłasza swe przybycie. 

– 

Sabrino,  Jennings,  przyjdźcie  tu,  proszę!  –  rozległ  się  głos  Caleba.  Nie 

było wątpliwości, że on również wie, kto przyszedł go odwiedzić. 

– 

Co  mam  powiedzieć  Angelique?  –  spytała,  zatrzymując  się  w  progu 

pokoju. 

– 

Nic.  Niech  Jennings  po  prostu  ją  wpuści.  Jennings  bez  słowa  poszedł 

spełnić życzenie Caleba. 

– 

Myślałam,  że  mam  cię  chronić  przed  takimi  właśnie  wizytami  – 

powiedziała nieco zaskoczona jego zachowaniem. 

–  Tak, zaraz to zrobisz – 

odparł  spokojnie.  –  Usiądź,  proszę,  ale  nie  na 

krześle – zaprotestował, gdy ruszyła w stronę wcześniej zajmowanego miejsca. 
– 

Usiądź tu, koło mnie, na brzegu łóżka. 

Sabrina  spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem.  Nie  było  jednak  czasu  na 

dyskusję,  zwłaszcza  że  Caleb  najwyraźniej  miał  jakiś  plan.  Szybko  spełniła 

jego życzenie, gdyż coraz głośniejsze stukanie szpilek o posadzkę zwiastowało 

rychłe pojawienie się Angelique. 

– 

Widzę,  że  nie  jestem  jedyną  osobą,  która  stara  ci  się  osłodzić  czas 

choroby!  – 

zawołała  Angelique  już  od  drzwi.  –  Powinieneś  był  mnie 

uprzedzić, że spodziewasz się gościa, nie spieszyłabym się tak bardzo. 

– 

Sabrina również ucierpiała podczas tego wypadku, choć jej obrażenia nie 

są zbyt poważne. – Caleb zachowywał się tak, jakby nie zauważał wzrastającej 
irytacji Angelique. – 

Poza tym wiesz przecież, że nawet nie jestem  w stanie 

sam  sobie  poprawić  poduszek.  Nie  wiem,  co  bym  począł  bez  pomocy  tego 

anioła miłosierdzia. – Zupełnie niespodziewanie dla Sabriny Caleb pogłaskał 

ją po ręce. 

– 

Ależ, kochanie, gdybyś  tylko  szepnął słówko,  zostałabym  przy  tobie!  – 

wykrzyknęła z emfazą Angelique. – Wiesz przecież... 

– 

Sabrina  przed  chwilą  powiedziała  mi,  że  chciałaby  ci  podziękować  za 

opiekę, jaką mnie otoczyłaś dzisiejszego ranka – przerwał jej. – Gdy wrócę do 

zdrowia,  urządzimy  przyjęcie  i  na  pewno  będziesz  jednym  z  honorowych 

gości... 

Sabrina  doskonale  zrozumiała  plan  Caleba.  Wiedziała  też,  co  czuje 

Angelique i nawet było jej żal tej kobiety. 

– Ni

e możesz tak po prostu... – Angelique urwała, jakby nagle zabrakło jej 

słów. 

– 

Kilka dni temu powiedziałem ci, że musimy się rozstać – ciągnął Caleb. – 

background image

Umawialiśmy  się,  że  ostatnim  wspólnym  występem  będzie  przyjęcie  na 

Halloween. Dotrzymałem zawartej umowy. 

– 

Ale nie mówiłeś nic o niej! – Angelique wskazała palcem na Sabrinę. 

– 

No cóż, chyba nie muszę się przed tobą tłumaczyć. Poza tym Sabrina w 

żaden sposób nie przyczyniła się do naszego rozstania. 

– 

O tak, z pewnością nie. Ty przecież nie znosisz pustki, jakże mogłabym 

zapomnieć – powiedziała z sarkazmem. – Nie łudź się, że to długo potrwa – 

zwróciła się do Sabriny. 

– 

On  szybko  się  nudzi,  szczególnie,  gdy  dostanie  to,  czego  chce.  – 

Odrzuciła  na  plecy  długie  włosy  i  jak  burza  wypadła  z  pokoju.  Trzaśniecie 
d

rzwi wyjściowych oznajmiło im, że Angelique opuściła dom. 

– 

To  było  najpaskudniejsze  przedstawienie,  jakie  w  życiu  widziałam!  – 

Sabrina  zerwała  się  z  łóżka  i  popatrzyła  z  wściekłością  na  Caleba.  –  A na 

dodatek zmusiłeś mnie, żebym w tym brała udział! 

– 

Przykro mi, że musiałem cię w to wplątać – odparł spokojnie. – Ale wierz 

mi, nie widziałem innego sposobu, żeby się od niej wreszcie uwolnić. O tym, 

że między nami wszystko skończone, mówiłem jej co najmniej dziesięć razy. 

– 

Układy  między  wami  mało  mnie  obchodzą.  Jednak  jakim  prawem 

przedstawiasz  mnie  jako  swoją  kochankę?  Nie  mam  najmniejszej  ochoty 

uchodzić  za  twoją  kolejną  zdobycz!  Zdajesz  sobie  sprawę,  że  Angelique nie 
zatrzyma tej informacji dla siebie? 

– 

A czy widzisz lepszy sposób, żeby przestały mnie nachodzić te wszystkie 

egzaltowane i  marzące  jedynie o  zamążpójściu panienki?  Niestety,  znam  ich 

jeszcze kilka. Informacja o tym, że z kimś się związałem, powinna je na trochę 

odstraszyć – odpowiedział spokojnie, jakby w ogóle nie przejął się zarzutami 
Sabriny. 

– 

Trzeba  było  wynająć  helikopter  i  polecieć  na  przykład  na  Hawaje!  – 

Tupnęła nogą ze złości. 

– 

Sabrino, proszę cię, bądź poważna. To naprawdę najlepszy sposób. 

– 

Nikt nie uwierzy, że możemy być parą. 

– 

Ależ  wszyscy  uwierzą,  Angelique  na  przykład  dała  się  od  razu  nabrać. 

Poza tym jesteś kobietą dokładnie w moim typie – stwierdził z uśmiechem. – 

Dlatego zaproponowałem ci ten układ – dodał z rozbrajającą szczerością. 

– 

Mam  ochotę  cię  udusić!  Jesteś  najbardziej  denerwującym  osobnikiem, 

jakiego w życiu spotkałam! – wściekała się Sabrina. 

– 

Czy  to  naprawdę taki  wstyd  uchodzić za  moją  dziewczynę? – zapytał i 

background image

uśmiechnął się łobuzersko. 

– 

Zaraz skręcę ci drugą kostkę – mruknęła wściekle. 

– 

Naprawdę,  jesteś  idealna  do  tej  roli  –  powtórzył,  przyglądając  jej  się  z 

zadowoleniem. 

– 

Przecież ta historyjka już z daleka trąci oszustwem – powiedziała nieco 

spokojniej. – 

Nigdy nie podobali mi się mężczyźni w twoim typie. 

– 

I  to  jest  twoja  kolejna  zaleta.  Ja  potrzebuję  absolutnego  spokoju. 

Zapewniam  cię,  że  plotki,  które  zacznie  rozsiewać  Angelique,  ułatwią  życie 

także  tobie.  Nie  chcę  się  przechwalać,  ale  jest  jeszcze  kilka  chętnych  na  jej 

miejsce.  Po  co  tłumaczyć  każdej  z  osobna,  że  nie  mam  ochoty  na  żadne 
damsko-

męskie  układy,  bo  spotykam  się  już  z  tobą?  Angelique  nas  z 

pewnością wyręczy. 

Sabrina  milczała.  Złościło  ją,  że  w gruncie  rzeczy  miał  rację.  Faktycznie, 

Angelique na pewno poinformuje wszystkich znajomych o nowej 
przyjaciółeczce  Caleba.  Ale  dlaczego  miałaby  pozwolić,  by  mówiono  o  niej 

jako o kolejnej zdobyczy sławnego pożeracza niewieścich serc? Budziło to jej 

głęboki sprzeciw. Z drugiej jednak strony, która kobieta o zdrowych zmysłach 

wstydziłaby się takiego narzeczonego jak Caleb Tanner? 

Złościła ją jeszcze jedna rzecz. To, że Caleb był tak bardzo świadom swojej 

atrakcyjności. 

– 

Obiecuję ci, że zrobię wszystko, by jak najszybciej stanąć na nogi. Wtedy 

rozejdziemy  się  i  mogę  wszystkim  mówić,  że  to  ty  mnie  rzuciłaś.  Byłabyś 

pierwszą kobietą, która zrobiła coś takiego – roześmiał się. 

background image

Rozdział 3 

 
Sabrina  patrzyła  na  niego,  jak  na  nieznane  egzotyczne  zwierzę.  Pokazał 

wreszcie  na  co  go  stać  i  wnioski  wydawały  się  oczywiste.  Należało  z  nim 

postępować  bardzo,  bardzo  ostrożnie.  Stado  krokodyli  jest  pewnie  mniej 

niebezpieczne niż on, pomyślała. 

Wobec  Angelique  zachował  się  bezwzględnie,  choć  z  drugiej  strony 

wiedziała,  że  akurat  w  tym  przypadku  nie  można  było  postąpić  inaczej.  Do 

takich jak ona nie docierały spokojne i logiczne argumenty. Jeśli Caleb mówił 

jej, że między nimi wszystko skończone, a Angelique nadal mu się narzucała, 

to musiała być skończoną idiotką. Sabrina zawsze starała się stawać po stronie 

kobiet,  identyfikując  się  raczej  z  ich  punktem  widzenia.  Jednak  w  tym 

wypadku świetnie rozumiała Caleba. 

W jej duszę wkradł się cień zwątpienia. Coraz bardziej bała się, że Caleb 

uzyska nad nią przewagę. Nie była odporna na jego wdzięk. Niestety... Jeśli 

ma  z  tego  nieszczęsnego  układu  wyjść  bez  szwanku,  to  musi  natychmiast 

przestać  myśleć  o  Calebie  jako  o  przystojnym  i  pociągającym  mężczyźnie. 

Powinna skupić się na jego wadach, a miał ich przecież bezliku... 

Jej rozmyślania przerwał dzwonek u drzwi. 
– 

Ciekawa jestem, czy rewelacje Angelique aż tak szybko obiegły miasto, 

że  sunie  tu  twoja  kolejna  zaniepokojona  wielbicielka  –  powiedziała  z 

przekąsem. 

– 

Nie sądzę, ale kto wie – roześmiał się Caleb. Wszedł Jennings i oznajmił, 

że na dole czeka Jake. 

– 

No widzisz, nie jest tak źle – zażartował Caleb. 

– 

Mam  nadzieję,  że  nie  zamierzasz  przed  nim  odgrywać  tej  komedii?  – 

spytała  z  niepokojem.  –  W  tym  wypadku  nie  musimy  udawać,  że  jesteśmy 

parą. 

– 

Dlaczego nie? Nasz plan będzie skuteczny jedynie wtedy, gdy wszyscy 

będą  przekonani,  że  jesteś  moją  dziewczyną.  W  przeciwnym  razie  istnieje 

niebezpieczeństwo, że prędzej czy później ktoś się wygada – zaprotestował. – 

Poza tym  Angelique  zna  Jake'a  i  z pewnością będzie  mu  się wypłakiwać na 

ramieniu. Nie chciałbym stawiać go w niezręcznej sytuacji. 

– Ale on w to nie uwierzy! 
– 

Dlaczego nie? A może masz chłopaka? – spytał bezceremonialnie. 

background image

– Nie – 

odpowiedziała automatycznie. 

– 

W czym zatem problem? Przecież to zupełnie normalne, że ludzie poznają 

się, zakochują się w sobie i są razem. 

– Jake mnie zna i nie uwierzy... 
– 

Zna  również  mnie  i  zapewniam  cię,  że  uwierzy  –  odparł  nieco 

zarozumiale, choć z hultajskim wdziękiem. – Nie będzie miał wątpliwości, o 
ile tylko dobrze odegramy przed nim swoje role. 

– 

Jake  przecież  słyszał,  co  mówiłeś  tuż  po  wypadku.  –  Starała  się  za 

wszelką  cenę  nie  dopuścić  do  tego,  by  udawać  nową  dziewczynę  Caleba 

również przed znajomymi. – Skąd taka nagła zmiana frontu? 

– 

Gdy tylko ból przestał mi dokuczać, przejrzałem na oczy i zakochałem się 

od pierwszego... nie, od drugiego wejrzenia. 

Sabrina  wiedziała  już,  że  znów  musi  się poddać.  Westchnęła i  usiadła  na 

brzegu łóżka Caleba. 

–  Dobra dziewczynka – 

uśmiechnął się zwycięsko. – Przysuń się do mnie 

trochę bliżej, przecież już wiesz, że nie gryzę. 

Gdy  usiadła  tuż  obok  niego,  natychmiast  ją  objął.  W  pierwszej  chwili 

chciała zaprotestować, ale kątem oka spostrzegła, że do pokoju wchodzi Jake. 

Zatrzymał się w drzwiach i przez dłuższą chwilę przyglądał się parze na łóżku. 

Był  zaskoczony,  lecz  starał  się  zachować  kamienną  twarz.  Znał  wprawdzie 

zdolności Caleba, ale nie spodziewał się, że akurat Sabrina... 

Caleb, wciąż obejmując ramieniem Sabrinę, czule wpatrywał się w jej oczy. 

Pomyślała,  że  jest  całkiem  niezłym  aktorem;  gdyby  nie  znała  prawdy,  sama 

byłaby skłonna uwierzyć, że są parą... 

– Caleb? – 

Jake odezwał się w końcu. Caleb powoli odwrócił głowę w jego 

stronę. 

– 

To  zadziwiające,  że  ten  niewinny  wypadek  odegrał  w  twoim  życiu  tak 

ważną rolę – skomentował sytuację Jake. Nie miał najmniejszych wątpliwości, 

iż to, co widzi, nie jest mistyfikacją. 

– 

Właściwie  należałoby  powiedzieć,  że  to  najszczęśliwszy  wypadek  w 

moim życiu – odparł Caleb. – Inaczej pewnie nigdy nie spotkałbym Sabriny. 

– 

Bardzo się cieszę, że tak się ta historia skończyła – powiedział serdecznie 

Jake.  – 

Niestety,  muszę  wam  na  chwilę  przeszkodzić.  Najpierw  może 

zajmijmy  się  twoim  zdrowiem.  Przywiozłem  ci  prześwietlenie  czaszki, 

wszystko jest w porządku. Teraz mogę ci już powiedzieć, że lekarz nieco się 

obawiał... Widzisz, istniało pewne niebezpieczeństwo wystąpienia krwiaka, ale 

background image

na szczęście masz twardy czerep. Nie zmogło go nawet uderzenie o granitową 

podłogę. 

– 

To dobra wiadomość – ucieszył się Caleb. – A jaka jest ta druga sprawa? 

– 

Musimy omówić szczegóły kontraktu, nad którym ostatnio pracowaliśmy 

i  przygotować  kosztorys.  –  Jake  spoglądał  to  na  jedno,  to  na  drugie.  – 

Przepraszam,  Sabrino,  że  przeszkadzam  wam  w  takiej  chwili,  ale  od  tego 
kontraktu 

wiele zależy. Musimy trzymać rękę na pulsie. 

– 

Nie przepraszaj, wiem, jakie to ważne, przecież sama prowadzę firmę – 

odparła spokojnie. 

– 

Nie zajmie to wiele czasu, przyniosłem wszystkie dokumenty i jeśli tylko 

Caleb czuje się na siłach, możemy od razu przystąpić do rzeczy. Potrwa to nie 

dłużej  niż  godzinę  –  zapewnił  Jake.  –  Powiedzcie  mi,  czy  chcecie  utrzymać 

wasz  związek  w  tajemnicy?  Ciekawość  to  być  może  pierwszy  stopień  do 

piekła, lecz któż z nas jest od niej wolny? 

– 

Ależ skąd, Jake! – Caleb odpowiedział tak szybko, że Sabrina nawet nie 

zdążyła otworzyć ust. – Nie ma powodów, by robić z tego sekret. Tym razem 

nie chodzi jedynie o przelotny romans, Sabrina jest dla mnie kimś naprawdę 

ważnym.  Te  wszystkie  panienki,  które  zawsze  się  przy  mnie  kręciły,  to  już 

przeszłość. – Podniósł do ust dłoń Sabriny i delikatnie ją pocałował. – Mam 

nadzieję,  kochanie,  że  nie  sprawiam  ci  przykrości,  stawiając  sprawę  tak 

otwarcie,  ale  i  tak  moja  reputacja  jest  powszechnie  znana.  Wolę  sam  ci  o 

wszystkim  powiedzieć,  bo  świat  pełen  jest  „życzliwych",  którzy  ochoczo 

zatrują  ci  życie  plotkami  na  mój  temat.  Do  tej  pory  nie  traktowałem  kobiet 

zbyt poważnie, ale ty jesteś inna... Wiedziałem to od pierwszej chwili. – Caleb 

patrzył na nią tak czule, jakby jego słowa rzeczywiście płynęły z głębi serca. 

Okazał się świetnym aktorem i nie miała wątpliwości, że Jake wierzy w każde 

słowo przyjaciela. 

– 

Miło  mi  to  słyszeć  –  odpowiedziała,  spuszczając  oczy.  Czuła  się  coraz 

bardziej skrępowana. 

– 

One wszystkie tak niewiele dla mnie znaczyły, że właściwie już prawie 

zapomniałem o ich istnieniu. Jesteś pierwszą kobietą w moim życiu – ciągnął 
przedstawienie Caleb. – 

I do żadnej nie czułem tego, co czuję do ciebie. 

Sabrina coraz lepiej rozumiała, dlaczego kobiety tak za nim szalały. Miał 

dar wymowy i 

przekonywania,  los  obdarzył  go  urodą  i  oszałamiającym 

wdziękiem. Nie miała wątpliwości, że kobiety bez wahania poddawały się jego 

urokowi. Był prawdziwym mistrzem w szafowaniu komplementami i czułymi 

background image

słówkami. Czegóż więcej trzeba? 

Prawdziwy  ideał,  pomyślała  nie  bez  złości.  Bardzo  przystojny,  świetnie 

zbudowany  i  nieprzyzwoicie  bogaty.  Jednak  nie  to  było  najważniejsze.  Jego 

siła tkwiła w tym, że stosował się do starego i sprawdzonego przepisu: mówił 

kobietom to, co chciały usłyszeć i wiedział, jak je adorować. 

Musiała  przyznać,  że  właśnie  takiego  traktowania  zawsze  oczekiwała  od 

mężczyzny. 

Chyba zapomniałam, że to zwykły podrywacz, ofuknęła się w duchu. Nic 

zatem  dziwnego,  że  potrafi  kobiecie  zawrócić  w  głowie  i  owinąć  ją  sobie 

wokół palca. Ten pokaz jego możliwości powinnam sobie zapamiętać raz na 
zawsze. 

Postanowiła włączyć się do gry. 
– 

Ja również nie czułam do żadnego mężczyzny tego, co czuję do ciebie – 

powiedziała słodko i wtuliła się w jego ramię. 

Jake patrzył na nich z zachwytem, lecz również z lekkim niedowierzaniem. 

Caleba znał od kilku lat i nigdy nie widział go w takim stanie. Sabrina była 

piękną  i  niezwykłą  kobietą,  ale  bardzo  różniła  się  od  dotychczasowych 

partnerek  Caleba,  który  nigdy  nie  gustował  w  zbyt  inteligentnych  i 

niezależnych  przedstawicielkach  płci  pięknej.  Jake  był  również  zaskoczony 

tym,  że  Sabrina  jest  w  stanie  zakochać  się  od  pierwszego  wejrzenia.  Musiał 

jednak  przyznać,  że tych  dwoje  prezentowało  się  razem  wspaniale.  Wysocy, 

ciemnowłosi, urodziwi. 

– 

Nie będę wam przeszkadzać, skoro musicie zająć się teraz interesami. – 

Sabrina  wstała.  –  Nie  masz  nic  przeciwko,  żebym  zostawiła  cię  samego  z 
Jakiem? – 

spytała z troską w głosie. 

– 

Oczywiście,  że  nie  –  uśmiechnął  się.  –  Chociaż  już  zaczynam  za  tobą 

tęsknić. Nie chcę cię jednak zanudzać prawnymi szczegółami kontraktu. 

To ostatnie zdanie trochę zezłościło Sabrinę. Nie była głupią panienką, jak 

większość  jego  poprzednich  narzeczonych.  Sama  negocjowała  już  wiele 

umów,  w  końcu  była  współwłaścicielką  nieźle  prosperującej  firmy. Caleb 

najwyraźniej o tym zapomniał. Dobrze jednak, że będzie mogła od niego przez 

chwilę odpocząć. Hm... było z nią niedobrze, jeśli już zaczęła się przejmować 

tym, co on o niej myśli. 

– 

Tylko nie odchodź zbyt daleko, kochanie! – zawołał Caleb, gdy szła w 

stronę drzwi. 

Zatrzymała  siei  odwróciła  w  jego  stronę.  Podtekst,  ukryty  w  tej  na  pozór 

background image

niewinnej  prośbie,  był  oczywisty:  „Tylko  nie  ucieknij".  Kolejny  raz  ją 

zaskoczył, nie był zatem aż tak skupiony na sobie, by nie zauważyć, że czuje 

się urażona. Nie spodziewała się po nim takiej przenikliwości i wrażliwości. 

Z każdą chwilą wydawał jej się bardziej niebezpieczny. 
 
Caleb  patrzył  na  Sabrinę  do  ostatniej  chwili  i  odwrócił  głowę  w  stronę 

swego gościa dopiero wtedy, gdy zniknęła za drzwiami. 

– 

Cóż za wspaniała kobieta – westchnął. – Niezwykle piękna... 

– 

Tak, Sabrina jest bardzo piękna – przyznał Jake. – Ale ciekaw jestem, jak 

długo tym razem potrwa twój związek... 

– 

Znasz chyba Sabrinę dość dobrze... – Caleb skierował rozmowę na inne 

tory. 

– 

Tak, dość dobrze ją znam i dlatego trochę się martwię. Niełatwo mi o tym 

mówić... Bardzo cię lubię, Cal... Ale nie chciałbym, żeby Sabrina przez ciebie 

cierpiała. 

– 

Nie  bój  się,  nie  będzie  –  odparł  zdecydowanie  Caleb.  Nie  było  sensu 

omawiać  z  Jakiem  nie  istniejącego  przecież  problemu.  –  Pokaż  lepiej  ten 
kontrakt – 

zażądał stanowczo. 

– 

Przy  okazji  chciałem  z  tobą  omówić  jeszcze  kilka  innych  spraw. 

Powinniśmy  zatrudnić  kilku  nowych  pracowników,  jeśli  chcemy  podpisać 

kontrakt  z  CEO.  Dostaliśmy  bardzo  dużo  zgłoszeń  od  menedżerów 

najwyższego szczebla. 

– 

To  dziwne,  czyżby  nagle  wśród  tej  grupy  zawodowej  zapanowało 

bezrobocie? – 

zadumał się Caleb. – Nie wydaje ci się to podejrzane? 

– 

Zamiast węszyć spisek, powinieneś się cieszyć, że jest w kim wybierać. 

Większość  z  nich  to  ludzie  o  świetnych  kwalifikacjach  i  nieposzlakowanej 

opinii.  Jest  na  przykład  facet,  który  przez  lata  był  oficerem,  przeszedł  na 

emeryturę i zrobił naprawdę duże pieniądze. Dwa lata temu sprzedał firmę i 

żył z kapitału. Nie nazwałbym go bezrobotnym, wydaje mi się, że po prostu 

szuka jakiegoś przyzwoitego zajęcia, że znudziło mu się wydawanie pieniędzy. 

Ludzie lubią robić coś twórczego... 

Caleb ze skupioną miną przeglądał powoli leżące przed nim dokumenty. 
– 

Zastanawiam  się,  dlaczego  właśnie  do  nas  przysłali  swoje podania? – 

powiedział po namyśle. 

– 

Dostałem  te  propozycje  od  firmy  zajmującej  się  rekrutacją,  nie  podano 

nazwisk,  tylko  przebieg  karier  zawodowych  kandydatów.  Łowcy  głów  tak 

background image

działają, pewnie nie tylko do nas wysłali te oferty. Jeśli ktoś nas zainteresuje, 

skontaktują nas z nim. 

– 

Ciekawe, ile mnie to będzie kosztowało? – zamyślił się Caleb. 

– 

No cóż, za dobrego menedżera warto dobrze zapłacić, także pośrednikom 

– 

odparł Jake. 

– 

Gdy podpiszemy kontrakt z CEO, nowi ludzie będą od razu musieli ostro 

wziąć się do roboty. Czy wiesz, że przed jednym z budynków, które CEO chce 

razem z nami wybudować, zaprojektowano wielki kompleks sportowy z polem 
golfowym? 

– 

Tak, pamiętam. Pewnie jako zapalonego golfistę bardzo cię to cieszy? 

– 

Teraz nie mam nawet co o tym myśleć – jęknął Caleb. – Sam wiesz, że 

nieprędko będę mógł zagrać w golfa. 

– 

Nie przesadzaj, miesiąc to nie wieczność. 

– 

Miesiąc bez golfa to dla mnie bardzo długo – odparł Caleb. – Ale wróćmy 

do  interesów.  Przejrzyj  dokładnie  te  podania  o  pracę  i  wybierz  najlepsze. 

Zazwyczaj jesteśmy w tej kwestii zgodni – podsumował rozmowę. – Chociaż 

na szczęście podobają nam się zupełnie odmienne kobiety. 

– 

To niezupełnie tak. Ja tylko traktuję kobiety nieco poważniej niż ty do tej 

pory – r

oześmiał się Jake. – Mam nadzieję, że Sabrina nie będzie przez ciebie 

cierpiała, to naprawdę piękna, wrażliwa i wartościowa dziewczyna – dodał z 
przekonaniem. 

Caleb nic nie odpowiedział. Podzielał opinię przyjaciela na temat Sabriny. 

Jednak Jake najwyraźniej nie dostrzegał namiętnej i dzikiej strony jej natury. 

Wybuch  wulkanu  jest  również  cudownym  i  niezwykłym  zjawiskiem,  jednak 

lepiej się od niego trzymać z daleka... 

 
Znacznie  młodziej  wygląda,  gdy  śpi,  pomyślała  Sabrina,  wchodząc  do 

pokoju.  Cicho  stanęła  tuż  przy  łóżku  Caleba.  W  jednej  ręce  trzymała  mały, 

plastikowy  kubeczek  z  lekarstwami,  w  drugiej  szklankę  z  wodą  do  popicia. 

Caleb spał z lekko rozchylonymi ustami, długie rzęsy rzucały cień na policzki. 

Wyglądał  tak  łagodnie  i  bezbronnie,  niemal  jak  chłopiec.  Miał  nieco 

zaróżowioną  twarz  i  Sabrina  zaniepokoiła  się,  czy  nie  podskoczyła  mu 
temperatura. 

Pochyliła  się  nad  nim  i  wierzchem  dłoni,  w  której  trzymała  szklankę, 

delikatnie dotknęła jego policzka. Widocznie był bardzo wrażliwy na łaskotki, 
bo przez se

n  machnął  gwałtownie  ręką.  Niestety,  tak  nieszczęśliwie,  że 

background image

wytrącił Sabrinie z ręki szklankę z wodą. Woda wylała się prosto na niego. 

Natychmiast otworzył oczy i próbował się poderwać, jednak ból okazał się 

silniejszy. Caleb głośno jęknął. 

–  Co ty znowu wyprawiasz?  – 

Patrzył  oszołomiony  na  ściekającą  mu  po 

klatce piersiowej i brzuchu wodę. 

Sabrina  przygryzła  wargi.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  to  nie  było  miłe 

przebudzenie. Wiedziała też, że nie powinna dotykać śpiącego dłonią, w której 

trzymała  szklankę z wodą.  Niestety,  za  to,  co się  stało,  mogła  winić  jedynie 
siebie. 

– 

Chciałam  tylko  sprawdzić,  czy  nie  masz  temperatury  –  powiedziała 

speszona. 

– 

Ale dlaczego polałaś mnie zimną wodą?! 

– 

Wytrąciłeś mi z ręki szklankę. 

– 

Może  to  więc  moja  wina?  –  Spojrzał  na  nią  groźnie,  zły  i  zaskoczony 

zarazem.  – 

Nie  muszę  ci  chyba  tłumaczyć,  że  nie  było  to  najmilsze 

przebudzenie. 

– 

W ogóle nie zamierzałam cię budzić. Nie wiedziałam, że masz taki lekki 

sen. 

– 

Dlaczego nie odstawiłaś najpierw szklanki? 

Sabrina nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiła zatem szybko 

zmienić temat. 

– 

Przyniosłam ci tabletki przeciwbólowe. Poczekaj, zaraz przyniosę ci coś 

do popicia. 

– 

Może najpierw podałabyś mi suchą bluzę i pomogła zdjąć mokrą. Leżenie 

w czymś takim nie należy do przyjemności – powiedział zgryźliwie. 

Sabrina posłusznie podała mu bluzę z szafy. Potem pobiegła do kuchni po 

wodę. Caleb połknął tabletki i tęsknie popatrzył w stronę okna. 

– Która godzina? – 

spytał. 

– Dochodzi druga. 
– 

Dopiero? To chyba najdłuższy dzień w tym roku – poskarżył się. 

– 

Może coś ci kupić? – spytała z nadzieją. Bardzo lubiła robić zakupy, a 

poza tym miała ochotę wyrwać się na chwilę z tego domu. 

– 

Oho, widzę, że już ci się znudziła opieka nad chorym. – Caleb przejrzał 

jej plany. – Nigdzie nie pójdzi

esz, siedź tu i zabawiaj mnie. 

– 

Jak  cię  mam  zabawiać?  W  dzieciństwie  grałam  na  flecie,  ale  to  było 

dawno. 

background image

– 

Nie, nie musisz grać. Po prostu porozmawiajmy. Powiedz mi na przykład, 

jak  to  możliwe,  że  dopiero  teraz  poznaliśmy  się.  Jestem  pewien,  że 

przygotowania  do  imprezy  z  okazji  Halloween  trwały  co  najmniej  miesiąc. 

Dlaczego nie spotkałem cię wcześniej? 

– 

To moje wspólniczki omawiały szczegóły kontraktu z Tanner Electronics. 

Po prostu nigdy nie wpadliśmy na siebie, chociaż często bywałam w siedzibie 

twojej firmy. Na przykład z Angelique rozmawiałam dwa razy... 

– Ach tak, rozumiem – 

odparł. 

Sabrina nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi, ale wolała nie dopytywać się. 
– Opowiedz mi o waszej firmie – 

poprosił. 

– 

Organizujemy  różnego  rodzaju  przyjęcia,  promocje i imprezy 

towarzyskie.  Zajmujemy  się  też  takimi  sprawami,  na  które  aktywnym 
zawodowo ludziom zazwyczaj nie starcza czasu. Wynajmujemy gosposie, 
opiekunki  do  dzieci,  sprzątaczki,  ludzi,  którzy  wyprowadzają  psy,  zawożą 
samochód do naprawy i tak dal

ej.  Zazwyczaj  tym  wszystkim  zajmowały  się 

żony,  ale  czasy  się zmieniły,  wiele kobiet  pracuje  zawodowo i  nie  ma  na  to 

czasu. Dlatego nasza firma nazywa się Wypożyczalnia Żon. 

– 

I ludzie płacą wam za ten rodzaj usług? 

– 

Tak.  Przecież  ty  też  płacisz  Jenningsowi  –  odparła.  –  Nasze motto to: 

„Każda pracująca osoba potrzebuje żony". 

– 

Sprytnie  pomyślane  –  roześmiał  się.  –  Myślę,  że  macie  rację.  Chociaż 

kiedy  pierwszy  raz  usłyszałem  nazwę  waszej  firmy,  to  pomyślałem,  że...  – 

Spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem. 

– 

Nie musisz kończyć, nie ty jeden. Ale mimo to myślę, że ta nazwa jest 

dobra, intryguje ludzi. 

– 

Masz  rację,  intryguje,  chociaż  nie...  –  Caleb  przerwał,  bo  u  drzwi 

wejściowych zadźwięczał dzwonek. – A kogo to znów przyniosło? – mruknął. 
– 

Coś  mi  się  zdaje,  że  pora  zebrać  pokłosie  plotek  rozsiewanych  przez 

Angelique. 

– 

Zaraz sprawdzę, kto przyszedł – zaproponowała skwapliwie. – W końcu 

zatrudniłeś mnie również do roli osobistego ochroniarza. 

– 

Nie,  poczekaj.  Najwyżej  odegramy  naszą  komedię  jeszcze  raz.  – 

Pr

zytrzymał ją za rękę. – Usiądź na wszelki wypadek bliżej mnie. 

Usłyszeli,  że  Jennings  rozmawia  z  gościem  i  usilnie  stara  mu  się  coś 

wytłumaczyć. Oczywiście drugi głos należał do kobiety. 

– 

Jennings  miał  mówić  wszystkim,  że  śpisz  –  wyjaśniła  Sabrina.  –  To 

background image

p

owinno zniechęcić do odwiedzin większość gości. 

– 

Ale  z  pewnością  nie  wszystkich  –  rozwiał  jej  optymizm  Caleb.  –  Poza 

tym nie mogę przecież spać dwa tygodnie. 

– 

Powiem mu, żeby nie powtarzał więcej niż dwa razy tej wymówki jednej 

osobie – 

zaproponowała. – Przyznaj, że to dobry pomysł. 

Spostrzegła, że Caleb nagle przestał słuchać tego, co mówiła. Patrzył nad 

jej ramieniem w stronę drzwi. Odwróciła się, żeby zobaczyć, co tak przykuło 

jego uwagę. 

– 

Ach, nie śpisz już! – W drzwiach stała bardzo szczupła, wysoka brunetka, 

ubrana w niezwykle kusą sukienkę i buty na bardzo wysokich obcasach. 

– 

Czy mam pozwolić jej wejść? – spytała twardo Sabrina. 

– 

Myślę, że to najprostsze rozwiązanie – mruknął Caleb. – Jak znam Muffy, 

to łatwo by się nie poddała. 

Muffy  spojrzała  na  Sabrinę  z  nie  ukrywaną  niechęcią.  Jej  wzrok  mówił: 

„Wiem,  że  to  przez  ciebie  Caleb  jest  taki  chory".  Prawdopodobnie  ta  panna 

również  była  na  przyjęciu,  pomyślała  Sabrina.  Tymczasem  Muffy  podbiegła 

już do łóżka. 

– 

Wiedziałam, że Jennings musi się mylić, przecież ty nigdy nie sypiasz w 

środku dnia – zaszczebiotała słodko. 

– 

Taki  duży,  silny  mężczyzna  tego  nie  potrzebuje.  Och,  jakiś  ty  biedny, 

kochanie! Czy bardzo cię boli? – Wdzięcznie przechyliła głowę. Nie czekała, 

aż Caleb odpowie, tylko paplała dalej: – Przyniosłam ci wspaniałe lekarstwo 
przeciwbólowe! – 

oznajmiła z dumą. 

– 

Brandy czy może koniak? – zakpił Caleb. 

– 

Och  nie!  Co  też  ci  chodzi  po  głowie!  –  obruszyła  się.  –  Mój 

aromatoterapeuta przygotował to specjalnie dla ciebie! – Wyciągnęła z torebki 
nie

wielką buteleczkę. – Masz wąchać to co dziesięć minut. Zapewnił mnie, że 

już po dwóch godzinach ból minie. 

– 

Dziękuję,  ale  nie  wiem,  czy  starczy  mi  cierpliwości  –  odpowiedział 

Caleb. 

– 

Tak mi cię szkoda, sezon narciarski tuż tuż, miałam nadzieję, że choć na 

parę dni wyskoczymy gdzieś razem. – Muffy uśmiechnęła się promiennie. 

– 

W  tym  sezonie  chyba  nie  będzie  ze  mnie  pożytku  –  odparł  Caleb  i 

przeciągle spojrzał na Sabrinę. 

Muffy błędnie zinterpretowała to spojrzenie i zmierzyła Sabrinę wzrokiem 

pełnym niechęci i pogardy. 

background image

Sabrina  zaczynała  powoli  tracić  cierpliwość.  Najchętniej  wyrzuciłaby  tę 

natrętną babę za drzwi. Nie znosiła głupich i bezmyślnych kobiet. 

– 

Myślę,  że  mimo  wszystko  możemy  wyjechać  razem,  ja  będę 

kontynuowała naukę jazdy na nartach, a ty będziesz odpoczywał na tarasie – 

zaproponowała Muffy. – Wiesz, marzę o tym, żeby się tobą zaopiekować. 

– 

Cóż za dziwaczna propozycja! – nie wytrzymała Sabrina. – Caleb nigdzie 

nie pojedzie. Teraz ja się nim opiekuję! – oświadczyła z naciskiem. 

– 

A kim ty właściwie jesteś dla Caleba? – Muffy spojrzała wojowniczo na 

domniemaną rywalkę. 

– 

Jego dziewczyną – odparła Sabrina twardo, patrząc tamtej prosto w oczy. 

– 

Twój czas się skończył, jeśli w ogóle miałaś swoje pięć minut. A teraz, jeśli 

pozwolisz, chcielibyśmy już zostać sami! 

Muffy przez dłuższą chwilę wpatrywała się w Caleba, jakby spodziewając 

się,  że  przyjdzie  jej  z  odsieczą.  Nie  doczekawszy  się  jednak  z  jego  strony 

pomocy, zrozumiała, że rzeczywiście powinna już pójść. 

– 

Caleb,  jak  mogłeś  mi  to  zrobić  –  jęknęła,  zatrzymując  się  jeszcze  w 

drzwiach. 

– 

Może  zażyjesz  swój  cudowny  lek?  – Caleb  wyciągnął  buteleczkę  w  jej 

kierunku. 

– 

Jak  możesz  w  takiej  chwili  żartować!  –  Oburzona  Muffy  wypadła  z 

pokoju. 

– 

Naprawdę przydałby się ochroniarz – westchnęła Sabrina, gdy usłyszała 

trzask zamykających się za Muffy drzwi wejściowych. – Niezłe z ciebie ziółko 
– 

dodała po chwili. 

– 

Co ja na to poradzę, że dla niektórych kobiet pieniądze i władza są tym, 

czym waleriana dla kota? 

Musiała  przyznać,  że  miał  rację.  Zarówno  Angelique, jak i Muffy, 

bezwstydnie  narzucały  się  Calebowi.  Obie  były  ładne,  dobrze  ubrane  i  z 

pewnością kochały pieniądze i wystawne życie. 

– 

Za tę sumę mogłaby mi kupić niezły samochód wyścigowy – powiedział 

Caleb, przyglądając się cenie na buteleczce, którą dostał od Muffy. 

– 

Samochód wyścigowy? – zdziwiła się Sabrina. 

– 

Oczywiście  mówię  o  modelu  –  roześmiał  się.  –  Jestem zapalonym 

modelarzem. 

– 

Ulubione hobby każdego chłopaka. 

– 

Ja nadal uwielbiam się tym zajmować. To świetny relaks i duża frajda. 

background image

Oprócz samochodów mam jeszcze kilkaset kolejek. – 

Uśmiechnął  się 

rozbrajająco. 

Musiała przyznać, nie wiadomo już po raz który w ciągu zaledwie jednego 

dnia, że Caleb posiadał niezwykły wdzięk i potrafił być ujmujący. 

Zajął  się  czytaniem  magazynu  motoryzacyjnego,  a  Sabrina, nie bardzo 

wiedząc, co ze sobą zrobić, rozglądała się po pokoju. W pewnym momencie 

przyszło jej do głowy, że ten pokój, a właściwie cały dom, nie są specjalnie 

starannie urządzone. Wnętrza wydawały się zimne i opuszczone, choć meble 

były  nowe  i  w  dobrym  guście.  Czuło  się  brak  kobiecej  ręki,  która  by  o 

wszystko zadbała. 

– 

Nigdy  nie  chciałeś  inaczej  umeblować tego pokoju? –  Nie wytrzymała, 

żeby nie zadać tego pytania. 

– 

Tak  naprawdę  to  jeszcze  wcale  go  nie  urządziłem,  kupiłem  mieszkanie 

zaledwie kilka tygodni temu – 

odparł. 

– 

Urządzanie mieszkania, szczególnie jeśli ma się dużo pieniędzy, to bardzo 

przyjemne zajęcie – powiedziała z entuzjazmem. 

– 

Mnie to zupełnie nie bawi. Właściwie nigdy nie dążyłem do tego, żeby 

mieć dom... Nie odczuwałem takiej potrzeby – odpowiedział z lekką zadumą. – 

Większość  życia  spędzam  w  pracy,  a  w  wolnym  czasie  uprawiam  sport  lub 

gdzieś wyjeżdżam. 

– 

Ważne  jest,  żeby  dobrze  czuć  się  we  własnym  domu  –  przekonywała 

Sabrina. 

– 

Pewnie  gdybym  zamierzał  założyć  rodzinę,  to  miałoby to dla mnie 

znaczenie.  Jednak  na  razie  niczego  takiego  nie  planuję.  –  Spojrzał  na  nią.  – 

Czuję się tu trochę jak w hotelu. Zresztą, prawdę mówiąc, to wnętrze trochę 
przypomina luksusowy hotel. 

– 

Chętnie bym tu parę rzeczy zmieniła – powiedziała zdecydowanym tonem 

Sabrina.  – 

Urządzanie  mieszkań  to  w  pewnym  sensie  moja  zawodowa 

specjalność... 

– 

Nie,  to  chyba  nie  jest  najlepszy  pomysł  –  skrzywił  się.  –  Poza tym 

właściwie jesteś w pracy... 

– 

No właśnie, w pracy też się człowiek powinien dobrze czuć. Nasze biuro 

urządziłam tak, że wszystkim się podoba – pochwaliła się. 

– 

Nie,  Sabrino,  nie  w  głowie  mi  teraz  takie  zmiany  –  powiedział 

zdecydowanie.  – 

Potrzebuję  spokoju.  Muszę  się  skupić  na  powrocie  do 

zdrowia  i  sprawach  firmy.  Poza  tym  wolę,  żebyś  pomagała  mi  w  moich 

background image

sprawach, a nie dezorganizowała mi życie. 

– 

Strasznie trudno się z tobą pertraktuje. – Po chwili wahania postanowiła 

jednak ustąpić. – Nie powiem więcej słowa na ten temat. 

– 

Mądra decyzja, wiesz, kiedy się wycofać. 

Caleb  powrócił  do  przerwanej  lektury, lecz po kilku minutach czytania 

zasnął. Sabrina cicho wymknęła się z pokoju. Postanowiła zwiedzić dom. 

Porównanie  domu  do  luksusowego  hotelu  było  jak  najbardziej  trafne. 

Chociaż  właściwie  w  tych  najlepszych  hotelach  dbano  dodatkowo  o 

odpowiednią  atmosferę,  mającą  zapewnić  gościom  jak  najlepsze  warunki 

pobytu. Mieszkanie Caleba było natomiast prawie puste. 

To,  co  się  bardzo  Sabrinie  spodobało,  to  wielkie  okna,  wychodzące  na 

zachód i południe. Właściwie przez cały dzień wpadało przez nie słońce. Mebli 

było  mało.  W  salonie,  na  przykład,  na  ścianach  nie  wisiał  żaden  obraz. 

Obejrzała trzy sypialnie gościnne. W jednej stało wielkie łóżko wodne, druga 

była zupełnie pusta, a trzecia częściowo urządzona. 

Krążąc po domu, Sabrina usłyszała trzaśniecie drzwi. Postanowiła szybko 

sprawdzić, czy to przypadkiem nie następna egzaltowana wielbicielka Caleba. 

Ciekawe, ile jeszcze takich przepraw przede mną, pomyślała. Dwie dziennie to 

niezła średnia. Dziwne, że nie słyszałam dzwonka... 

Ruszyła w stronę drzwi. Czy to możliwe, że Jennings nie zastosował się do 

moich poleceń i znowu kogoś wpuścił? Najwyraźniej tak było, bo ze szczytu 

schodów dobiegł Sabrinę damski głos. 

– 

Dziękuję, Jennings – powiedziała nieznajoma. Sabrina nie posiadała się 

ze złości. 

– Jennings! – 

zawołała ze szczytu schodów. – Dlaczego znów nie zrobiłeś 

tego, o co cię prosiłam? Caleb śpi i proszę nikogo do niego nie wpuszczać! – 

Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale widok osoby, którą ujrzała, całkowicie ją 

zaskoczył.  Była  to  niezwykle  piękna  kobieta,  bardzo  elegancka i 

dystyngowana, na pierwszy rzut oka dobiegająca pięćdziesiątki. 

–  Nawet jego matki? – 

spytała spokojnie kobieta. – Popatrzyła na Sabrinę 

niezwykle błękitnymi oczyma. Z godnością czekała, aż Sabrina zejdzie na dół. 

Ona jednak miała ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. Nie miała pojęcia, co 

ma zrobić i jak się zachować. Jak ma wyjaśnić pani Tanner swoją obecność w 

domu Caleba? Co ma jej powiedzieć? 

– Jestem Catherine Tanner. – 

Wyciągnęła dłoń o długich, pięknych palcach 

i zadbanych, pomalowanych paznokciach. – A pani? 

background image

Rozdział 4 

 
Sabrina  zacisnęła  z  całej  siły  pięści,  aż  zbielały  jej  kostki.  Niestety,  w 

głowie  miała  pustkę.  Choć  wiedziała,  że  to  pytanie  padnie,  w  ciągu  kilku 

sekund nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi. 

Co  powinna  powiedzieć  w  takiej  sytuacji?  Prawdę?  Caleb  kilkakrotnie 

powtarzał,  że  nikogo  nie  można  dopuścić  do  ich  tajemnicy.  Mówił  jednak 

tylko  o  współpracownikach  i  przyjaciołach.  Nie  wspominał  ani  słowem  o 
rodzinie... 

Przecież nie będę okłamywała jego matki, podjęła błyskawiczną decyzję. 
–  Jestem... to znaczy Caleb i ja... – 

zająknęła  się.  Nie  wiedziała,  jak 

najprościej opowiedzieć całą historię. 

–  Rozumiem  – 

chłodno  skwitowała  jej  wysiłki  pani  Tanner.  –  Właściwie 

nie powinnam pytać, widać przecież, kim pani jest. 

Sabrina była tak zaskoczona, że nie zaprotestowała ani nie sprostowała od 

razu nieporozumienia. Nikt jeszcze nie postawił jej w jednym rzędzie z takimi 

kobietami  jak  Angelique  i  Muffy...  Właściwie  nie  powinno  ją  to  w  ogóle 

obchodzić, a jednak poczuła się urażona. 

– Jennings, 

czy byłbyś tak dobry i zaparzył mi filiżankę kawy? – Catherine 

zwróciła się do Jenningsa ciepłym i serdecznym tonem. – Czy zechce mi pani 

towarzyszyć, panno... 

– Sabrina Saunders. 
– 

Będziemy w salonie, Jennings – oznajmiła Catherine. 

– 

Proszę,  to  chyba  jedyne  wygodne  krzesło  w  całym  domu.  –  Sabrina 

starała  się  być  miła.  Sama  usiadła  na  niezbyt  wygodnej,  aczkolwiek  bardzo 

ładnej kanapie. 

Catherine swobodnie usiadła na krześle i popatrzyła na Sabrinę. 
– 

Mam nadzieję, że wybaczy mi pani szczerość, ale po cóż komplikować 

sprawy. Poznałam już tyle przyjaciółek Caleba, że nie jestem zaskoczona. Nie 

musi  mi  pani  niczego  tłumaczyć  ani  wyjaśniać.  Dla  mnie  ta  sytuacja  jest 

całkowicie przejrzysta – powiedziała otwarcie. – Mam nadzieję, że nie czuje 

się pani urażona. 

– 

Ani trochę – siliła się na swobodny ton Sabrina. 

–  To dobrze. – 

Catherine  przyjrzała  się  jej  jeszcze  uważniej.  –  Mam 

nadzieję, że będzie pani na tyle mądra, żeby uciec stąd, zanim zdąży się pani 

background image

zaangażować. To nie złośliwość, a tylko dobra rada... 

Sabrina  taki  właśnie  miała  plan:  uciec  stąd  tak  szybko,  jak  to  tylko 

możliwe, chociaż z innych powodów, niż te podane przez matkę Caleba. 

Do pokoju cicho wszedł Jennings i postawił przed nimi filiżanki z kawą. 
– 

O,  zrobiłeś  mi  kawę  w  mojej  ulubionej  filiżance,  miło,  że  o  tym 

pamiętałeś – pochwaliła go Catherine. 

– 

Zawsze pamiętam o pani upodobaniach – ukłonił się wytwornie Jennings i 

dyskretnie opuścił salon. 

Zostały same. Na moment zapadła kłopotliwa cisza. Sabrina czuła, że jest 

znacznie bardziej s

krępowana tą sytuacją niż matka Caleba. 

– 

Może  przygotuję  pani  listę  leków,  które  Caleb  powinien  przyjmować, 

wraz z informacją dotyczącą godzin ich podawania? – zaproponowała Sabrina. 
– 

Może to się pani przydać, gdy... 

– 

Nie mam zamiaru bawić się w pielęgniarkę Caleba – odparła Catherine 

zdecydowanie.  – 

Jest dorosły. A z pewnością chętnych do zaopiekowania się 

nim nie brakuje... 

Sabrina  podziwiała  jej  zdrowy  rozsądek.  Ta  kobieta  nie  miała 

najmniejszych  złudzeń  co  do  charakteru  syna,  ale  też  akceptowała  jego  styl 

życia i nie miała zamiaru go zmieniać. 

– 

Sabrino! Gdzie jesteś? – Z sypialni rozległo się wołanie Caleba. 

– 

No  nieźle,  tak  dramatyczne  okrzyki  słyszałam  ostatnio,  gdy  w  wieku 

siedmiu lat złamał nogę – mruknęła do siebie Catherine. 

Sabrina poderwała się z miejsca, wzięła swoją filiżankę z kawą i ruszyła w 

stronę pokoju Caleba. 

– 

Niech chwilę poczeka, nie trzeba błyskawicznie spełniać wszystkich jego 

zachcianek – 

zatrzymała ją Catherine i popatrzyła na Sabrinę z politowaniem. 

– 

Jego  ego  jest  i  tak  wyjątkowo  rozdęte,  nie  ma  sensu  jeszcze  bardziej  go 

rozbudowywać... 

Nie miała zamiaru spierać się z panią Tanner, zwłaszcza że w głębi ducha 

przyznawała jej rację. Ta kobieta miała zdrowy dystans do swojego syna. 

– 

On  naprawdę  nie  może  się  ruszać.  –  Sabrina postanowiła  odgrywać 

zakochaną po uszy panienkę. Poczekała jednak na Catherine i razem weszły do 
pokoju Caleba. 

– 

Zobacz,  kogo  ci  przyprowadziłam!  –  zawołała  od  progu,  by  ostrzec 

Caleba, że nie są sami. 

– 

Mówiłem  ci  przecież,  że...  –  zaczął,  ale  urwał  natychmiast na widok 

background image

matki. Twarz mu się rozjaśniła. – Witaj, mamo! – zawołał wesoło. – Jak się 

dowiedziałaś o wypadku? 

– 

O,  wbrew  pozorom  Denver  nie  jest  takie  duże.  Co  najmniej  pięć  osób 

zadzwoniło  do  mnie,  żeby  opowiedzieć  mi  wszystko  ze  szczegółami  – 

wyjaśniła Catherine. –  Prawdę  powiedziawszy,  wyglądasz  nieszczególnie  – 

dodała szczerze. 

–  Boli jak diabli – 

przyznał  się  Caleb.  –  I tak nie jest najgorzej, bo nie 

złamałem nogi. Poza tym, dzięki temu wypadkowi Sabrina spędza ze mną o 

wiele więcej czasu. Teraz, gdy nie mogę wychodzić z pokoju, prawie się nie 
rozstajemy. 

– 

O tak, nie wątpię, że na razie jesteś zachwycony takim stanem rzeczy – 

powiedziała  z  lekką  kpiną  Catherine.  –  Niestety,  wpadłam  tylko  na  chwilę, 

wiec nie mogę poznać bliżej Sabriny, ale w pełni polegam na twoim zdaniu. W 

sprawach kobiet jesteś ekspertem. Może odwiedzę cię jutro. 

– 

Sabrina  postanowiła  zmienić  wystrój  pokoju  gościnnego  –  powiedział 

znienacka Caleb. – 

A potem, być może, całego domu... 

– 

To  miło,  może  nareszcie  ten  dom  nabierze  jakiegoś  charakteru.  Ja  nie 

mogłabym  mieszkać  w  tak  pustych  i  pozbawionych  duszy  wnętrzach.  – 

Catherine  spojrzała  na  Sabrinę  z  nutką  sympatii  i  równocześnie  lekkiego 
niepokoju. – To pierwszy krok... – 

Nie dokończyła zdania. 

Sabrina  była  tak  zaskoczona,  że  znów  nie  wiedziała,  jak  powinna  się 

zachować, na wszelki wypadek zatem postanowiła milczeć. 

– 

Naprawdę muszę już iść, jutro będę miała więcej czasu. Zdrowiej szybko. 

– 

Catherine pocałowała syna w policzek. 

– 

Odprowadzę panią do drzwi – zaproponowała uprzejmie Sabrina. 

– 

Zmiana wystroju domu... hm... gratuluję ci – powiedziała Catherine, gdy 

wyszły na korytarz. – Jednak mimo wszystko radzę, żebyś sobie zbyt wiele nie 

obiecywała. 

Sabrina  przygryzła  wargi.  Postanowiła  nie  komentować  tej  wypowiedzi  i 

udawać, że nie zauważa zawartej w niej złośliwości. Najwyraźniej Catherine 

nie  wyobrażała  sobie,  żeby  Caleb  mógł  zakochać  się  w  takiej  kobiecie  jak 
Sabrina. 

Uśmiechnęła się, udając, że przyjmuje słowa pani Tanner za dobrą monetę. 

Im większą zrobię z siebie idiotkę, tym lepiej, pomyślała w nagłym przebłysku 
ponurego humoru. 

Właściwie w ogóle nie powinna obchodzić jej opinia matki Caleba, skoro 

background image

związek z nim był zwykłą mistyfikacją. A jednak jakoś dotknęło ją, że została 
porównana do innych dziewczyn Caleba. Najdziwniejsze w tym wszystkim 
było  jednak  to,  że  nagle  zapragnęła,  by  ta  dystyngowana  i  rozsądna  kobieta 

zmieniła  o  niej  zdanie  i  przestała  ją  traktować  protekcjonalnie.  Po  krótkim 

namyśle  postanowiła  jednak  pozostawić  rzeczy  swojemu  biegowi.  Nie 

zamierzała  robić  z  siebie  idiotki  ani  przyznawać  się  do  tego,  że  choćby  w 

najmniejszym stopniu zależy jej na dobrej opinii Caleba czyjego rodziny... 

Wróciła do swojego kłopotliwego podopiecznego. 
– 

Dobrze  poszło,  prawda?  –  spytał  Caleb.  –  Pomysł  ze  zmianą  wystroju 

domu był chyba celnym strzałem. Myślę, że moja mama dała się nabrać. 

– Nie jestem tego taka pewna. 
– 

Masz  jakiekolwiek  wątpliwości  co  do  tego,  że  uważa  cię  za  moją 

dziewczynę? 

– 

Nie...  ale  moim  zdaniem  jest  absolutnie  przekonana,  że  to  kolejny 

przelotny romans. 

– 

Cóż, w takim razie trzeba będzie jutro spróbować zagrać ostrzej... 

– 

Czy  chcesz,  żeby  twoja  matka  zaczęła  się  denerwować  tą  sytuacją?  – 

spytała, gdyż nie bardzo wiedziała, do czego Caleb zmierza. 

– 

Moja  matka  jest  zbyt  rozsądna,  by  denerwować  się  takimi  sprawami  – 

odparł. 

– 

Moim zdaniem to nie tylko sprawa zdrowego rozsądku. Ona zna cię zbyt 

dobrze,  by  uwierzyć,  że  w  końcu  poważnie  się  zaangażowałeś.  Jednak  na 

wszelki wypadek powinieneś się przygotować na jej ewentualne pytania. 

– 

Świetny pomysł – przyznał. – Poproś Jenningsa, żeby zamówił kolację z 

„Pinnacle". 

– 

Zabawne,  ale  jakoś  wcale  mnie  nie  dziwi,  że  najlepsza  restauracja  w 

Denver dostarcza ci jedzenie do domu – 

powiedziała z leciutką ironią. – Choć 

mam nieodparte wrażenie, że robią to wyłącznie dla wybranych klientów... 

– 

W  czasie  kolacji  opowiesz  mi  wszystko,  co  powinienem  wiedzieć.  – 

Caleb puścił mimo uszu jej przytyk. 

– 

O czym mam ci opowiedzieć? – zdziwiła się. 

– 

Oczywiście  o  sobie  –  odparł  swobodnie,  jakby  to  była  najzwyklejsza 

rzecz  na  świecie.  –  Przecież  to  był  twój  pomysł,  bym  przygotował  się  do 

rozmowy z matką. Muszę wiedzieć, gdzie się urodziłaś i chodziłaś do szkoły, 

jakie  jest  twoje  ulubione  danie,  jaką  pijasz  kawę,  kto  był  twoim  pierwszym 

chłopakiem, ile miałaś lat, jak... 

background image

– 

Nie  widzę  potrzeby,  żebyś  zdawał  przed  matką  egzamin  z  przedmiotu 

„życie Sabriny" – przerwała mu. – Czy równie gruntownie badałeś przeszłość 
Angelique? 

– 

To co innego. Nie wiedziałem o niej wiele... 

– 

No  właśnie.  Nie  musisz  więc  udawać,  że  ja  jestem  dla  ciebie  kimś 

wyjątkowym. 

– 

Właśnie  to  powinienem  zrobić,  żeby  moja  matka  potraktowała  cię 

poważnie. 

– 

A może po prostu powinieneś powiedzieć jej prawdę? 

– 

Przez chwilę nawet rozważałem ten pomysł, ale już za późno – odparł. – 

W  tej  sytuacji  powinniśmy  zrobić  wszystko,  żeby  nam  uwierzyła  Wiem,  że 

wiele kobiet, które się mną interesują, zna moją matkę. Zdarza się, że wypytują 

ją o mnie. Ona nie będzie chciała kłamać, więc musi być przekonana, że jesteś 

dla mnie kimś szczególnym. – Popatrzył na nią przeciągle. – W takiej sytuacji 

nie pozostaje nam nic innego, tylko lepiej się poznać. Muszę zdać egzamin z 

przedmiotu  „Sabrina  Saunders".  A  zatem,  kto  był  twoim  pierwszym 

chłopakiem? 

 
Na  to  pytanie  Caleb  nie  doczekał  się  odpowiedzi.  Nigdy  przedtem  nie 

spotkał  kobiety,  która  by  tak  bardzo  nie  lubiła  mówić  o  sobie  jak  Sabrina. 

Wyciągnięcie z niej najprostszych informacji graniczyło niemal z cudem. Pod 

koniec  kolacji  wiedział  już,  gdzie  się  urodziła  i  chodziła  do  szkoły,  jakie 

skończyła studia, co lubi jeść i jaką pije kawę. Natomiast nie udało mu się z 

niej wydobyć żadnych szczegółów dotyczących życia osobistego. 

Kolacja była wyśmienita, ale Sabrina czuła się jak na przesłuchaniu, mimo 

że Caleb też jej wiele o sobie opowiedział... W zasadzie miał rację, jeśli nie 

chcieli wypaść ze swych ról, powinni lepiej się poznać. 

– 

Teraz  zażyj  lekarstwa  i  kładź  się  spać  –  powiedziała  Sabrina,  gdy 

skończyli deser i wypili herbatę. Jak na jeden dzień miała aż za dużo wrażeń. 

– 

To niesamowite, komenderujesz mną, jakbym... 

– 

Miał  siedem  lat  i  złamaną  nogę  –  weszła  mu  w  słowo,  cytując  to,  co 

powiedziała jego matka. 

– To nieuczciwe zagranie! – 

zaprotestował. – Wyciągasz informacje o mnie 

bez  mojej  wiedzy  i  zgody,  a  o  sobie  nic  nie  chcesz  powiedzieć!  Czy 

zatrudniłaś prywatnego detektywa? 

– 

Nie musiałam, wiem to od twojej matki. Zdradziła mi, że zachowywałeś 

background image

się wówczas równie nieznośnie... 

– 

To niesamowite, ale dwie kobiety zawsze potrafią się dogadać. – Rozłożył 

ręce. – Pozostaje mi tylko poddać się twojej woli. 

– 

Tak już lepiej. 

– 

Ale  zanim  pójdę  spać,  musimy  jeszcze  zająć  się  pewną  sprawą 

organizacyjną – oświadczył. – Będziesz spała w moim pokoju. 

Sabrina  popatrzyła  na  niego  ze  zdumieniem.  Jak  on  to  sobie  wyobrażał? 

Lecz zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć, Caleb wyjaśnił wszystko. 

– 

Czemu się dziwisz? Przecież w nocy nie  ma się  mną kto zająć. Poproś 

Jenningsa, żeby przyniósł tu dmuchany materac. 

– To brzmi niezwykle komfortowo – 

mruknęła. 

– 

Jeśli  wolisz,  to  oczywiście  możesz  spać  ze  mną...  –  uśmiechnął  się 

łobuzersko. – Poproś go też, żeby dał ci jakąś moją piżamę, chyba że wolisz 

spać nago... 

Była  speszona,  on  rozluźniony...  Zastanawiała  się  gorączkowo  co  robić. 

Czy zdecydowanie odmówić? Była przygotowana na to, że będzie nocować w 

jego  domu,  ale  nie  wyobrażała  sobie,  że  będą  spali  w  jednym  pokoju.  W 
zas

adzie prawdą było, że ktoś powinien w nocy czuwać przy Calebie. Ale z 

drugiej strony, spać z nim w jednym pokoju? Chyba będzie musiała się na to 

zgodzić. 

– 

Wzięłam piżamę i szczoteczkę do zębów – odpowiedziała po chwili. Była 

to całkowita kapitulacja z jej strony. 

– O, jaka zapobiegliwa dziewczynka. – 

Caleb pokręcił głową. – Gratuluję. 

W takim razie Jennings musi tylko przynieść materac i przygotować ci pościel. 

Sabrina  poszła  po  Jenningsa  i  przekazała  mu  polecenia  Caleba.  Czuła  się 

trochę dziwnie. Niby wszystko było w porządku, ale... 

Zaniosła  swoje  rzeczy  do  łazienki,  a  potem  poszła  jeszcze  do  kuchni  po 

wodę do popicia lekarstw dla Caleba. Gdy wróciła do pokoju, posłanie dla niej 

było już przygotowane. Podała choremu leki i wodę. 

– 

Ojej!  W  sobotę  Cassie  ma  urodziny,  muszę  jej  kupić  prezent  – 

przypomniała sobie nagle. – Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko 

temu, bym na kilka godzin wyszła? 

– 

Wykluczone.  Do  soboty  na  pewno  już  trochę  wydobrzeję  i  będę  mógł 

pójść z tobą! – oznajmił z zadowoloną miną. 

– 

Ze mną?! A to z jakiej okazji? 

– Jako twój narzeczony! 

background image

– 

Jak to sobie wyobrażasz? Rzecz jasna pytam tylko teoretycznie... 

– 

Mam nadzieję, że noga przestanie mnie boleć i dam radę pokuśtykać o 

kulach – 

odparł. 

– 

Nie, na to przyjęcie nie możesz pójść, bo byłbyś jedynym facetem. 

– Wcale mi to nie przeszkadza... 
– 

Właśnie  takiej  odpowiedzi  się  spodziewałam.  Dobrze,  a  teraz  koniec 

żartów, idę wziąć prysznic. 

–  O, prysznic – 

jęknął  komicznie.  –  Brzmi  bosko...  Jak  myślisz,  może  ja 

również, skacząc na jednej nodze, dałbym radę wziąć prysznic? – Spojrzał na 

nią z nadzieją. – Gdybyś mi pomogła... 

– 

Dosyć już tego, Tanner! Czy ty nigdy nie dajesz za wygraną? 

– Bardzo rzadko – 

przyznał szczerze. 

Sabrina  poszła  do  łazienki.  Gorący  prysznic  działał  relaksująco.  Ostry 

strumień wody masował jej kark, ramiona, plecy. To był bardzo wyczerpujący 

dzień. I niewątpliwie działo się z nią coś dziwnego... W tej chwili wolała nie 

analizować,  co  to  takiego,  gdyż  była  zbyt  zmęczona,  a  poza  tym...  bała  się 
prawdy. 

Caleb  drzemał.  Ostatnią  rzeczą,  jaką  zapamiętał  przed  zaśnięciem,  był 

widok  Sabriny  poprawiającej  mu  poduszki.  Wydawało  mu  się,  że  zamknął 

oczy  tylko  na  chwilkę,  więc  być  może  to,  co  zobaczył,  było  tylko  snem... 

Sabrina  w  seledynowej  satynowej  piżamce...  Na  moment  zatrzymała  się  w 

drzwiach,  a  światło  padające  z  korytarza  wydobyło  z  mroku  jej  wspaniałe 

kształty.  Wyglądała  tak  seksownie,  że  Caleb  największym  wysiłkiem  woli 

opanował  się,  by  nie  porwać  jej  w  ramiona.  Stała  przed  nim  najpiękniejsza 

kobieta,  jaką  kiedykolwiek  widział,  a  przez  tę  skręconą  nogę  miał  bardzo 

ograniczone  pole  działania.  Zresztą,  może  to  wszystko  tylko  mu  się  śniło? 

Chociaż  zamrugał  gwałtownie  oczyma,  jednak  Sabrina  w  zwiewnej  piżamce 

wcale nie znikała. Powoli odłożyła ubranie na krzesło i wsunęła się pod kołdrę. 

Oddałby całe Tanner Electronics, żeby tylko być w tej chwili przy niej. 

Chyba w końcu przyjdzie mi zapłacić za moje grzeszki, pomyślał. Los się 

ode  mnie  odwrócił,  skoro  taka  kobieta  jak  Sabrina  nie  zwraca  na  mnie 

najmniejszej uwagi. Nie robię na niej żadnego wrażenia... 

Sabrinę wyrwało z głębokiego snu jakieś brzęczenie. Dopiero po dłuższej 

chwili dotarło do niej, że to dzwoni jej telefon komórkowy. Na szczęście leżał 

na tyle blisko, że zdążyła go odebrać. 

– Halo? – 

powiedziała zaspanym głosem. 

background image

– 

Przepraszam,  że  cię  obudziłem,  ale  jest  już  po  dziewiątej  i  byłem 

przekonany, że nie śpisz – tłumaczył się Jake. 

– 

Nic  nie  szkodzi,  powinnam  już  dawno  wstać,  ale  ilekroć  Caleb  się 

poruszył czy jęknął, budziłam się i... – Dopiero w tym momencie zdała sobie 

sprawę, jak dwuznacznie to zabrzmiało. – To znaczy nie chodzi o to... tylko... 
– 

zaczęła bąkać nieco nieskładnie. 

– 

Nie tłumacz się, Sabrino, wszystko rozumiem – odparł pojednawczo Jake. 

Z łóżka Caleba dobiegł zduszony śmiech. 
–  Teraz, nawet gdybym chci

ał Jake'a przekonać, że nie jesteśmy parą, to i 

tak by mi nie uwierzył – chichotał Caleb. 

Sabrina popatrzyła na niego ze złością, choć wiedziała, że pretensję może 

mieć tylko do siebie. 

– 

Zabrzmiało to tak, jakbyśmy spędzili tę noc we wspólnym łóżku, ale to 

nieprawda – 

próbowała się tłumaczyć. 

– 

Ależ,  Sabrino,  nie  jestem  pruderyjny  –  powiedział  Jake  z  lekkim 

rozbawieniem. – 

Właściwie dzwonię do Caleba. 

Sabrina  oddala  telefon  Calebowi  i  schowała  się  pod  kołdrę.  Pięknie 

zaczęłam  dzień,  nie  ma  co,  pomyślała.  Jak  ja  to  wszystko  potem  odkręcę, 

zastanawiała się. Niewiele myśląc, poderwała się gwałtownie z materaca. 

Caleb  spojrzał  na  nią  tak,  że  mocno  się  zaczerwieniła.  Rzuciła  w  niego 

poduszką i uciekła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i zeszła na dół, wydać 
dy

spozycje w sprawie śniadania. 

Gdy  wróciła  do  pokoju,  Caleb  siedział  na  brzegu  łóżka.  Nie  był  już  taki 

blady i wyglądał znacznie lepiej niż poprzedniego dnia. Być może nie będzie 

mnie już potrzebował, pomyślała z nadzieją. 

– 

Gdzie zniknęłaś? – zapytał. 

– Ro

zmawiałam z Jenningsem o śniadaniu. A dlaczego ty siedzisz? Czy to 

nie za wcześnie? 

– 

Niestety, Jake nie dzwonił tylko po to, by zapytać o moje zdrowie. Muszę 

pojechać dziś do biura – oświadczył Caleb. 

– Dlaczego? 
– 

Prowadzę  wielką  firmę  i  niektórych  spraw  powinienem  dopilnować 

osobiście. 

– 

Chcesz  powiedzieć,  że  nie  możesz  zostawić  firmy  na  dłużej  niż  jeden 

dzień? 

– 

Czasem nie mogę – odparł. – Dziś mam bardzo ważne spotkanie. 

background image

– 

Czy  to  na  tyle  ważny  człowiek,  że  nie  wypada  ci  spotkać  się  z  nim  w 

domu? 

– Tutaj? – 

Popatrzył na nią z politowaniem. 

Sabrina rozejrzała się i po chwili zastanowienia przyznała mu rację. To nie 

było zbyt odpowiednie miejsce na spotkanie w interesach. 

– 

Masz  rację  –  powiedziała.  –  Wygląd  tego  domu  wyraźnie  kłóci  się  z 

twoim w

izerunkiem.  Ale  czy  nie  możesz  spotkać  się  z  tym  człowiekiem  w 

innym terminie? Wracasz do zdrowia bardzo szybko... 

– 

Niestety, on przyjeżdża do Denver tylko na jeden dzień. Sabrina poszła 

poprosić Jenningsa, by przygotował Calebowi jakieś wygodne ubranie. 

Gdy  wróciła  do  pokoju,  Caleb  ciągle  siedział  na  brzegu  łóżka.  Był  tak 

blady, że Sabrina zaczęła się obawiać, czy nie zemdleje. Z pomocą Jenningsa 

sprowadziła go ze schodów. 

– 

Może wezwę taksówkę? – zaproponowała. 

– 

Nie, nie ma już na to czasu, ty będziesz musiała mnie podwieźć. 

– 

W  takim  razie  wezmę  coś,  co  można  będzie  podłożyć  ci  pod  nogę.  – 

Szybko pobiegła na górę i zabrała kilka poduszek. 

Caleb  ledwo  się  zmieścił  na  tylnym  siedzeniu  jej  samochodu.  Sabrina 

podłożyła mu poduszki pod chorą nogę i powoli ruszyli. 

– 

Jak można jeździć tak małym samochodem? – marudził Caleb. – Czuję 

się tu jak sardynka w puszce. 

– 

Tak  się  składa,  że  bardzo  lubię  moje  auto  –  odpowiedziała  chłodno.  – 

Dostałam je od dziadka, gdy zrobiłam prawo jazdy. 

W samochodzie na moment zapano

wała  cisza,  a  po  chwili  rozległ  się 

zaniepokojony głos Caleba. 

– 

Czy to było dawno? 

– 

Kilka lat temu, nie bój się – roześmiała się. 

– 

Obawiam się, że jazda z tobą może być równie niebezpieczna, jak podróż 

ciężarówką bez hamulców po górskich serpentynach – mruknął niby to żartem. 
– 

Ale tak naprawdę, to w żadnym samochodzie nie czuję się dobrze – dodał 

spokojniejszym już tonem. 

– 

No  tak,  przecież  ty  jesteś  fanem  motocykli.  –  Przypomniała  sobie  ich 

pierwsze spotkanie. 

–  I to od zawsze – 

wyznał.  –  Gdy tylko dojdę  do  siebie,  zabiorę  cię  na 

przejażdżkę, sama się przekonasz jaka to frajda. 

Sabrina  nie  przyznała  się,  że  trochę  boi  się  motocykli.  Zresztą,  jakie  to 

background image

miało  teraz  znaczenie?  Obecnie  powinna  skupić  się  na  bezpiecznym 
dowiezieniu Caleba do Tanner Electronics. 

– 

Oj,  chyba  moja  noga  znalazła  się  w  niewłaściwej  pozycji!  –  krzyknął 

Caleb. 

Sabrina zjechała na chodnik i zatrzymała się. 
– 

Może jednak wezwiemy taksówkę? – zaproponowała. 

– 

Nie, straciłem sporo energii, żeby jakoś upchnąć się w tym samochodzie, 

nie ch

cę powtarzać tej operacji od nowa. 

Sabrina  nagłe  wpadła  na  świetny  pomysł.  Rozłożyła  przednie  siedzenie, 

żeby Caleb mógł jechać w pozycji półleżącej. Tak było mu najwygodniej i w 

końcu bardzo powoli, omijając wszelkie nierówności jezdni, Sabrina dowiozła 
C

aleba pod siedzibę Tanner Electronics. 

– 

Zaprowadzę cię na górę i pojadę do miasta. Zadzwonisz, gdy skończysz 

spotkanie i wtedy od razu po ciebie przyjadę – zaproponowała. 

– 

Chyba żartujesz? Chcesz mnie zostawić samego? – oburzył się. 

– 

Jest  tu  przecież  co  najmniej  sto  osób  czekających  na  każde  twoje 

skinienie – 

odpowiedziała spokojnie. Postanowiła nie poddać się tak łatwo. 

– 

Ale  nikt  nie  wie tak  dobrze  jak ty,  jak  postępować  z  moją  chorą  nogą. 

Nie,  bezwzględnie  jesteś  mi  potrzebna  –  potrząsnął  głową.  –  Poza tym to 

bardzo  ważne  spotkanie,  nie  mogę  zabrać  osoby,  do  której  nie  mam 
bezgranicznego zaufania... 

Sabrina  popatrzyła  na  niego  zdumiona.  Czy  to  właśnie  jej  jest  gotów 

powierzyć  sekrety  swojej  firmy?  Jego  mina  najwyraźniej  to  potwierdzała. 

Podejrzewała, że ten facet jeszcze nieraz ją zaskoczy. 

– 

Po  wiec  mi  więc,  cóż  to  za  ważna  osoba,  z  którą  masz  spotkanie?  – 

spytała. 

– 

Łowca głów. 

– Hm, a kogo poszukujesz? 
– 

Kogoś na moje miejsce – odparł spokojnie. 

– 

Jak to? Nie chcesz być prezesem zarządu? Dlaczego? 

– 

Żeby mieć dla ciebie więcej czasu, kotku – odparł słodko. Spojrzał jej w 

oczy tak niewinnie, jak wilk Czerwonemu Kapturkowi. 

Nie znosiła, gdy żartował z niej w taki sposób i traktował ją jak idiotkę. 

Zaparkowała  bardzo  blisko  wejścia.  Ciekawa  była,  jak  wygląda  gabinet 

Caleba w Tanner Electronics. Na razie jednak skupiła się na tym, by pomóc 

mu  wysiąść  z  samochodu.  O  dziwo,  poszło  znacznie  łatwiej  niż  przy 

background image

wsiadaniu. 

Caleb mocno wsparł się z jednej strony na ramieniu Sabriny, a z drugiej na 

kuli, i całkiem raźno ruszył do przodu, mocno przy tym utykając. 

Na dole powitała ich recepcjonistka. W ogóle nie wydawała się zdziwiona, 

że Caleb wkracza tu w towarzystwie podtrzymującej go kobiety. 

Gabinet  Caleba  zaskoczył  ją.  Spodziewała  się  ekstrawaganckiego  i 

elega

nckiego, raczej zimnego wnętrza. Tymczasem ujrzała miękkie, puszyste 

wykładziny, antyczne meble i stonowane kolory. 

Sabrina spoglądała zamyślona w okno. Nie zauważyła nawet, kiedy Caleb, 

już przebrany w garnitur, wrócił z łazienki. Dopiero głos Jake'a wyrwał ją z 
zadumy. 

– 

Caleb, pozwól, że ci przedstawię prezesa agencji Maxwell House – Jake 

rozpoczął prezentację. 

– Prezesa Maxwell House? – 

Sabrina gwałtownie odwróciła się od okna. 

Mężczyzna,  który  stał  obok  Jake'a,  od  razu  ją  dostrzegł.  Zignorował 

wyciągniętą w jego stronę dłoń Caleba i podszedł do Sabriny. Caleb odwrócił 

się w ich stronę i błyskawicznie ocenił sytuację. 

Sabrina  pomyślała,  że  Mason  Maxwell  bardzo  się  zmienił.  Chociaż 

dobiegał  czterdziestki,  nadal  był  przystojny,  lecz  teraz  wyglądał  jak  twardy, 

bezwzględny  rekin  finansjery,  a  przecież  kiedyś  taki  nie  był...  No  cóż,  nie 

widziała go ładnych kilka lat. 

– Sabrina... – 

Mason wciąż był nieco wytrącony z równowagi. – Co ty tutaj 

robisz? Nie widziałem cię... 

– Kilka lat... – 

podpowiedziała uprzejmie. 

Nagle jakby sobie przypomniał, z jakiego powodu tu przyjechał. Spojrzał 

na Caleba i dostrzegł jego ogromne zaskoczenie. 

– 

Oczywiście,  moja  droga,  nie  będę  na  tyle  nietaktowny,  by  teraz 

wspominać szczegóły naszego ostatniego spotkania. – Starał się, by jego głos 

zabrzmiał  żartobliwie.  –  Ale  mam  nadzieję,  że  spotkamy  się  później  i 

opowiemy sobie, co się z nami działo przez ostatnie kilka lat. 

background image

Rozdział 5 

 
– 

Gdy  tylko  przeczyta  pan  te  dokumenty,  możemy  rozpocząć  naradę  – 

powiedział Caleb, wręczając Masonowi Maxwellowi dość wypchaną teczkę. – 

Sabrina w tym czasie zajmie się swoimi sprawami. 

Odetchnęła z ulgą. Starała się zachowywać naturalnie, ale przychodziło jej 

to z najwyższym trudem. 

– 

Znam dobrze dokumenty, jakie panowie przysłaliście mi wcześniej, więc 

zobaczę  tylko,  co  tu  jest  nowego  –  oświadczył  Mason,  po  czym  z  lekkim 

uśmiechem na twarzy odwrócił się w stronę Sabriny. – Zadzwonię do ciebie 

później, moja droga, i pogadamy o dawnych czasach. 

Caleb z trudem usiadł na swoim ulubionym fotelu. Nogę położył na pudle z 

książkami, które wcześniej specjalnie ustawił tam Jake. Kostka bolała go jak 

diabli, nie było wątpliwości, że za wcześnie zaczął ją forsować. 

Sabrina pożegnała się i szybko wyszła. 
– 

Przepraszam panów za zamieszanie, które spowodowałem, ale spotkanie z 

Sabrina to dla mnie kompletne zaskoczenie – 

tłumaczył  się niezbyt  zręcznie 

Mason, gdy zostali już tylko w męskim gronie. 

– 

Zauważyłem – odparł chłodno Caleb. 

– 

Czy Sabrina jest pana asystentką?  – dopytywał się Mason, zupełnie nie 

zrażony jego chłodem. – Skoro tak, to może ja zgłoszę swoją kandydaturę? – 

Roześmiał się. 

Jakie to żałosne, gdy ktoś śmieje się z własnych żartów, pomyślał Caleb. 

Ten facet chyba uważa, że jest niezwykłe dowcipny. 

–  Ilu ma pan dla nas kandydatów? –  Caleb postanowi

ł  zachowywać  się 

oficjalnie. 

– 

Z pewnością nie tak wielu, jak być może panowie się spodziewali. Za to 

ci,  których  znalazłem,  to  ludzie  o  najwyższych  kwalifikacjach.  Dołożyliśmy 

wszelkich starań, żeby spełnić oczekiwania Tanner Electronics. 

Calebowi trudno 

się było skupić na rozmowie. Cały czas zastanawiał się, co 

też mogło łączyć Masona Maxwella z Sabriną, i o jakich to dawnych czasach 

zamierzają  ze  sobą  porozmawiać.  Nie  potrafił  jej  sobie  wyobrazić  u  boku 
takiego faceta... 

 
Sabrina  przez  chwilę  zastanawiała  się,  co  robić.  Mogła  wyjść  z  Tanner 

background image

Electronics. Wówczas Caleb zadzwoniłby do niej na komórkę po skończonej 

naradzie.  Jednak  wydawało  się  jej,  że  to  spotkanie  nie  potrwa  dłużej  niż 

godzinę,  więc  i  tak  niewiele  przez  ten  czas  zdołałaby  załatwić.  Postanowiła 

zatem  usiąść  w  sekretariacie,  przez  który  wchodziło  się  do  gabinetu  Caleba, 

napić się kawy i przejrzeć prasę. Nalała sobie filiżankę aromatycznego płynu i 

sięgnęła po gazetę. Niestety, w ogóle nie była w stanie skupić się na lekturze. 
Spotkanie z Maxwel

lem  wytrąciło  ją  z  równowagi.  Odłożyła  gazetę  i 

pogrążyła się w rozmyślaniach. 

Spotkanie  Masona  Maxwella  w  Tanner  Electronics  zakrawało  na  głupi 

kawał  złośliwego  losu.  Zdawało  się  tak  mało  prawdopodobne,  że  prawie 

niemożliwe. Jednak widocznie jej przytrafiały się rzeczy niemożliwe. 

Sabrina wiedziała, że Mason nadal utrzymywał kontakty towarzyskie z jej 

rodziną. Gdyby do rodziców dotarły wieści, że córka się zaręczyła, pewnie nie 

byliby zadowoleni, że dowiadują się o tym z drugiej ręki. Postanowiła jednak 
na 

razie  się  tym  nie  przejmować.  W  razie  czego  wytłumaczy  rodzicom  całą 

sytuację, w końcu jest dorosła i może robić, co chce. 

Nie była również zadowolona z tego, że Mason dał do zrozumienia, że coś 

ich kiedyś łączyło. Podejrzewała, że Caleb pomyślał sobie, iż Maxwell był jej 

narzeczonym.  Właściwie,  dlaczego  ja  się  tym  przejmuję?  –  pytała  się  w 

myślach. Caleba nie powinna interesować moja przeszłość. Może w ogóle nie 

zwrócił  uwagi  na  słowa  Masona.  Nie,  znała  Caleba  na  tyle,  że  doskonale 

wiedziała, iż ta informacja nie uszła jego uwagi. 

A właściwie może nawet zabawniej byłoby nie wyprowadzać go z błędu? 

Niech sobie myśli, że była związana z Masonem, przemknęło jej przez głowę. 

Gazeta, którą odłożyła, otworzyła się na stronach z ogłoszeniami. Przyszło 

jej do głowy, żeby przejrzeć oferty ekip malarskich i budowlanych. Jej myśli 

zaczęły  krążyć  wokół  innej  sprawy.  Zastanawiała  się  nad...  zmianą  wystroju 

domu Caleba. Uwielbiała robić takie rzeczy, lecz w tym wypadku powinna dać 

sobie  spokój.  Przecież  takie  prace  na  pewno  potrwają  znacznie  dłużej  niż 

wyleczenie chorej kostki... Musiałaby zatem widywać się z Calebem nawet po 

tym,  gdy  dojdzie  już  do  zdrowia,  a  to  było  raczej  niewskazane...  Trochę 

szkoda, bo miała wielką ochotę zająć się tym domem. Podobał jej się. 

Pierwsz

ym  krokiem  powinno  być  znalezienie  odpowiedniej  ekipy, 

zaplanowanie koniecznych prac i zrobienie kosztorysu. Potem mogłaby zająć 

się tym, co najbardziej lubi, czyli kolorystyką i umeblowaniem. 

Postanowiła  przez  chwilę  poudawać,  że  Caleb  zlecił  jej  remont  domu. 

background image

Otworzyła gazetę i zaczęła przeglądać ogłoszenia firm budowlanych. Było ich 

tyle, że przynajmniej z terminem rozpoczęcia prac nie powinno być kłopotu. 

Jednak nie chciała angażować pierwszej lepszej ekipy, ta praca powinna być 
wykonana perfekcyjnie. W 

tym wypadku zależało jej na opinii Caleba. 

Była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła Masona Maxwella, który 

właśnie wszedł do sekretariatu. Caleba i Jake'a nie było, widocznie naradzali 

się po skończonej rozmowie z Maxwellem. 

– 

O, jeszcze tutaj jesteś – ucieszył się Mason. – Myślałem, że już cię nie 

zastanę. 

– 

Ja  tu  pracuję  –  odparła  spokojnie.  Postanowiła  nie  wyprowadzać  go  z 

błędu. Może to i lepiej, że uważał ją za asystentkę Caleba. 

– 

Szkoda,  że  nie  chciałaś  pracować  w  mojej  firmie...  byłabyś  świetną 

sekretarką i nie musiałabyś się o nic martwić... 

– 

Tak,  pamiętam  dobrze  twoją  propozycję:  pilnowanie  terminów  twoich 

spotkań, porządkowanie dokumentów i podawanie ci kawy... Pewnie uważałeś, 

że tylko do tego się nadaję – powiedziała z goryczą w głosie. 

– 

Dobrze  wiesz,  że  oferowałem  ci  znacznie  więcej...  Proponowałem  ci 

małżeństwo... 

– 

O! Nie wiedziałam, że Caleb ma nową sekretarkę.  – Do pokoju weszła 

wysoka,  młoda  kobieta.  Zmierzyła  Sabrinę  od  stóp  do  głów  nieprzyjaznym 
wzrokiem. 

– Wcale nie jestem sekret

arką – burknęła Sabrina. – W tej chwili Calebowi 

nie można przeszkadzać. Może pani zostawi wiadomość, chętnie przekażę. 

– 

Och, ależ ja muszę porozmawiać z nim osobiście, mam dla niego prezent 

– 

odpowiedziała wyniośle nieznajoma. – O, Caleb! – zawołała. – Mój Boże! 

Wyglądasz... 

– Blado? – 

wpadł jej w słowo Caleb. 

– 

Ależ  skąd! –  zaprzeczyła  energicznie.  –  Wyglądasz nieprawdopodobnie 

męsko.  –  Zniżyła  głos  do  chrapliwego,  w  swym  mniemaniu  zapewne 
seksownego, szeptu. 

Sabrina patrzyła na kobietę ze zdziwieniem. Poznała już Angelique i Muffy. 

Teraz miała przed sobą kolejną wielbicielkę Caleba. Nigdy nie przypuszczała, 

że niektóre kobiety potrafią być tak głupie i nachalne. 

– 

Mam dla ciebie prezent, kupiłam ci nową, wspaniałą grę i mam nadzieję, 

że... 

–  To bardzo mi

ło  z  twojej  strony  Candi,  dziękuję  –  znów  jej  przerwał 

background image

Caleb. – 

Daj grę Sabrinie. Ona teraz zajmuje się moimi sprawami. 

– 

Może pokażę ci, jak w nią grać... – nie dawała za wygraną Candi. 

– 

Teraz jestem zajęty – odpowiedział twardo Caleb. 

– 

Mogę wpaść do ciebie do domu, na przykład dziś wieczorem. .. – Candi 

przechyliła zalotnie głowę. 

– 

Musisz  to  ustalić  z  Sabrina  –  odparł.  –  To  ona  teraz  rządzi  w  moim 

domu... – 

Zawiesił głos. – Nie wiem, jakie ma na dziś plany. 

Mason otworzył ze zdziwienia usta. 
– Sabrina u ciebie mieszka? – 

wymamrotał. 

Caleb  objął  Sabrinę  ramieniem,  udając,  że  nie  usłyszał  pytania  Masona. 

Cały czas zwracał się do Candi. 

– 

Widzisz, sytuacja się zmieniła. – Pocałował Sabrinę w czubek głowy. – 

Jesteśmy prawie nierozłączni. 

Sabrina miała ochotę kopnąć Caleba w bolącą kostkę. Zerknęła ukradkiem 

na  pobladłą  twarz  Masona.  Jednak  już  po  chwili  cała  ta  sytuacja  zaczęła  ją 

bawić. 

– 

To  miłe,  że  pani  tak  się  troszczy  o  Caleba  –  zwróciła  się  do  Candi  ze 

słodkim  uśmiechem.  –  Dziękuję  za  prezent,  tak  rzadko wychodzimy teraz z 

domu, że gra bardzo nam się przyda. 

Gdyby wzrok mógł zabijać, Sabrina z pewnością byłaby już martwa. 
– 

Ona z tobą mieszka? – Candi postanowiła ostatecznie wyjaśnić sytuację. 

– Tak, mieszkamy razem – 

przyznał Caleb i jakby na potwierdzenie swoich 

słów objął Sabrinę i przytulił do siebie. To było bardzo dziwne, ale jej ciało 

natychmiast  zareagowało  na  ten  dotyk.  Leciutko  zadrżała  i  delikatnie  oparła 

głowę na jego ramieniu. 

Mason stał z na wpół otwartymi ustami. Sabrina przez krótki moment miała 

ochotę serdecznie się roześmiać. Nieoczekiwanie dla samej siebie zapragnęła 

pokazać  Masonowi,  a  także  Candi,  że  z  Calebem  łączy  ją  coś  naprawdę 

poważnego. 

Uniosła  głowę  i  z  lekko  rozchylonymi  ustami  zajrzała  Calebowi  w  oczy. 

Wyglądała tak, jakby zapraszała go do pocałunku. 

Caleb  postąpił  zupełnie  odruchowo.  Na  oczach  zadziwionych  gości 

pocałował jej rozchylone usta. Nie wiedział dlaczego to zrobił, nie planował 
tego. 

Pocałunek był delikatny, a jednak przez ich ciała przebiegł dreszcz. Przez 

bardzo k

rótką  chwilę  patrzyli  sobie  głęboko  w  oczy  jak  zaczarowani.  Byli 

background image

zdziwieni, że zwykły pocałunek sprawił im tyle przyjemności. 

Pierwsza otrząsnęła się z tego czaru Sabrina. 
– 

Kochanie,  jak  zwykle  rozmazujesz  mi  szminkę  –  powiedziała  z 

frywolnym  uśmieszkiem.  Postanowiła  udawać  przed  Calebem,  że  pocałunek 

nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Jednak w rzeczywistości serce waliło jej 

tak mocno, że bała się, iż wszyscy to usłyszą. 

– 

Twoje usta są tak śliczne, że nie musisz się tym przejmować. – Pogłaskał 

ją czule po policzku. 

Nieznacznie  odsunęła  się  od  niego,  spojrzała  na  wszystkich  obecnych  i 

szybko przygryzła wargi, by powstrzymać wybuch śmiechu. Mason uniósł ze 

zdziwienia  brwi  tak  wysoko,  że  zniknęły  pod  linią  włosów.  Jake  z 

niedowierzaniem  potrząsał  głową,  a  Candi  zacisnęła  dłonie  w  piąstki  tak 

mocno,  że  zbielały  jej  kostki.  Na  dodatek  wyglądała  tak,  jakby  miała  się  za 

chwilę rozpłakać. 

– 

Gratuluję wam – wysyczała po chwili i wypadła z pokoju, nie żegnając 

się z nikim. 

– 

My  chyba  już  panów  pożegnamy.  –  Caleb  uprzejmie  ukłonił  się 

Masonowi i Jake'owi. –  Pojedziemy do domu, Sabrino. – 

Uśmiechnął się do 

niej i znów objął ją ramieniem. 

–  Dobrze, kochanie. – 

Jego słowa spowodowały, że poczuła się nieswojo. 

Obecność innych ludzi dodawała jej pewności siebie. Sam na sam z Calebem 

czuła się niepewnie. – Pewnie jesteś okropnie zmęczony... 

– 

Ależ  nie,  choć  muszę  przyznać,  że  noga  trochę  mnie  boli  –  odparł.  – 

Spieszę się do domu, bo marzę o czułym sam na sam... 

Zaczerwieniła  się.  Nie  była  tak  dobrą  aktorką,  jak  myślała.  Odgrywanie 

czułych  scenek  z  Calebem  przychodziło  jej  trudniej,  niż  się  spodziewała. 

Mimo licznych postanowień nie była tak obojętna, jak by sobie tego życzyła. 

– 

Nie wiedziałam, że lubisz tego typu gry – powiedziała z lekką pretensją w 

głosie, wskazując pudełko, które Caleb dostał od Candi. 

– 

To nie żadna głupia gra, tylko symulator lotu – bronił się Caleb. 

– 

Może  ci  się  podoba  dlatego,  że  dostałeś  ją  od  Candi?  –  Postanowiła 

odegrać zazdrosną. 

– 

Ależ, kochanie, przecież wiesz, że od kiedy poznałem ciebie, żadna inna 

kobieta się dla mnie nie liczy. 

– 

Chodźmy już do domu, nie musimy prowadzić takich rozmów publicznie 

– 

ucięła Sabrina. Miała dosyć przedstawienia. 

background image

– 

Jej słowo jest dla mnie rozkazem. – Caleb z uśmiechem spojrzał na Jake'a 

i Masona. –  Wkró

tce  się  zobaczymy.  –  Panowie  uścisnęli  sobie  dłonie.  – 

Muszę chyba dać mojej nodze nieco odpocząć. 

– Do widzenia, Sabrino. – 

Mason był tak oszołomiony tym, co zobaczył, że 

nie powiedział nic więcej. 

– Do widzenia – 

odparła spokojnie. 

 
W drodze powrotnej ob

ydwoje  milczeli.  Sabrina  czuła  się  jak  zwykle 

skrępowana  bliskością  Caleba.  Zastanawiała  się,  czy  on  również  czuje  się 
nieswojo. 

Zerknęła  na  niego  spod  oka.  Nie,  nie  wyglądał  na  człowieka,  który  jest 

czymkolwiek zdenerwowany, był po prostu zamyślony. 

Była ciekawa, co tak zaprząta jego umysł, wolała jednak nie pytać. Zaczęła 

się  zastanawiać  nad  swoim  zachowaniem.  Dlaczego  farsa  z  udawaniem 

narzeczonej  Caleba  zaszła  tak  daleko?  Co  miał  znaczyć  ten  pocałunek  w 

biurze?  Czy  popchnęła  ją  do  tego  obecność  Masona  Maxwella? Nie, Mason 

nic dla niej nie znaczył, nie budził żadnych emocji. 

– Opowiedz mi o Masonie Maxwellu – 

poprosił znienacka Caleb. 

– 

Co mam ci opowiedzieć? – zjeżyła się. 

–  Wszystko, co wiesz – 

odparł  spokojnie.  –  Chyba  będziemy  razem 

pracować i chciałbym wiedzieć o nim jak najwięcej. 

Caleb uważnie obserwował Sabrinę. Specjalnie zadał pytanie w taki sposób, 

by pomyślała, że chodzi mu o jej osobiste kontakty z Maxwellem. Zauważył, 

że  w  jej  oczach  w  pierwszej  chwili  pojawiła  się  czujność.  Jednak  coś  ich 

łączyło, pomyślał dziwnie niezadowolony. 

– 

Masz zamiar z nim pracować? – spytała z niechętnym zdziwieniem. 

– 

To  jeszcze  nie  jest  do  końca  postanowione,  w  każdym  razie  w 

najbliższym czasie czeka nas co najmniej kilka spotkań. Maxwell ma dla nas 
kilku kandydat

ów  i  musimy  sprawdzić,  czy  są  to  właściwi  ludzie  na  to 

stanowisko – 

wyjaśnił spokojnie. 

– 

Hm... Z pewnością jest dobry w tym, co robi – powiedziała ostrożnie. 

– 

To już zauważyłem – uśmiechnął się pod nosem Caleb. – Pytam o twoje 

prywatne zdanie na jego temat... 

– 

Ja  cię  nie  wypytuję  o  wszystkie  kobiety,  z  którymi  się  spotykałeś  – 

odparła, zadziornie unosząc podbródek. – A gdybym zapytała, to pewnie nie 

starczyłoby nam następnych kilku tygodni na odpowiedź... 

background image

– 

A więc spotykałaś się z nim? – przerwał potok jej słów. Wydawało się, że 

jest  całkowicie  spokojny,  zadał  to  pytanie  nie  zdradzającym  najmniejszych 

emocji głosem. Jednak w środku aż wrzał ze złości. Jak ona mogła spotykać 

się  z  takim  miałkim,  wymoczkowatym,  cynicznym facetem? Nie rozumiem 

kobiet i nigdy ich nie zrozumiem, powtarzał sobie w duchu. 

– 

Niezbyt długo – odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia. – Mój ojciec 

bardzo go lubił. 

– 

I to był wystarczający powód? – W jego głosie słychać było lekką drwinę. 

– Nie znasz mojego ojca. – 

Sabrina postanowiła nie reagować na zaczepki i 

spokojnie wyjaśnić sytuację. Poznała już Caleba od tej strony i wiedziała, iż 

będzie  drążył  tak  długo,  aż  wyciągnie  z  niej  wszystkie  interesujące  go 
informacje. – 

Lubił Masona tak bardzo, że chętnie by go zaadoptował. 

– 

A jak się poznaliście? 

– 

Pracowałam wtedy w domu maklerskim... 

– 

Maxwell był inwestorem, czy starał się załatwić twojemu szefowi pracę w 

lepszej firmie – 

wszedł  jej  w  słowo.  –  A  swoją  drogą,  ciekawe  dlaczego 

pomyślał, że jesteś moją sekretarką... 

– 

Widocznie  tak  jak  ty  uważa,  że  nadaję  się  tylko  do  podawania  kawy  i 

układania dokumentów. – Nawet nie próbowała ukryć rozgoryczenia. 

– 

Co  ty  opowiadasz,  mnie  na  pewno  nigdy  nie  przyszłoby  do  głowy,  że 

jesteś  sekretarką  –  odpowiedział  szczerze.  –  Dlatego  właśnie  się  zdziwiłem. 

Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś wykonywać taką pracę. 

– 

Masona mogło zmylić to, że siedziałam za biurkiem sekretarki. – Słowa 

Caleba sprawiły jej przyjemność – Zresztą w biurze maklerskim pracowałam 

właśnie jako sekretarka i recepcjonistka, ale to było wiele lat temu... Niedługo 

potem wpadłam na pomysł z Wypożyczalnią Żon. – Zamyśliła się. 

– 

Mason ci go podsunął? 

– 

W pewnym sensie tak. Uważał, że praca w biurze maklerskim jest nie dla 

mnie,  że  za  bardzo  mnie  stresuje  i  pochłania  zbyt  wiele  czasu...  Uważał,  że 

powinnam zajmować się domem – powiedziała z goryczą. 

– Jego domem? – 

spytał niespodziewanie Caleb. 

Zapadło  milczenie.  Sabrina  starała  się  nie  okazywać  żadnych  emocji. 

Pomyślała jednak, że nie ma powodów, by okłamywać Caleba. 

– 

Tak,  chciał,  żebym  została  jego  żoną  –  odparła.  –  Ale ja nigdy nie 

widziałam  się  w  tej  roli,  nie  mówiąc  już  o  uczuciach.  ..  Chciałam  sama 

kierować  swoim  życiem,  a  nie  zdawać  się  na  męża.  Marzyłam  o  tym,  żeby 

background image

sama  podejmować  decyzje,  działać,  wziąć  sprawy  we  własne  ręce...  – 

Popatrzyła na Caleba, żeby przekonać się, czy jej słucha. 

Wpatrywał  się  w  nią  bez  cienia  drwiny,  ze  skupioną  i  poważną  twarzą. 

Czuła, że w duchu przyznaje jej rację. 

– 

Przyszło  mi  do  głowy,  że  skoro  każdy  mężczyzna  marzy,  by  ktoś  mu 

prowadził dom, robił zakupy, przygotowywał przyjęcia, to Wypożyczalnia Żon 

jest  dobrym  pomysłem.  Znalazłam  wspólniczki  i  założyłam  firmę,  która,  jak 

sam mogłeś się przekonać, działa do dziś. 

– 

Czy twoja matka też pragnęła, żebyś poślubiła Masona Maxwella? 

– Tak, w tej kwestii moi rodzice byli niezwykle zgodni – 

odparła z goryczą. 

– 

Gdy  powiedziałam,  że  odrzuciłam  jego  oświadczyny,  a  na  dodatek  mam 

zamiar prowadzić własną firmę, zapowiedzieli, że mnie wydziedziczą i że od 
tej pory nie mo

gę liczyć na jakąkolwiek pomoc finansową z ich strony. 

– 

Może gdyby zjawił się inny kandydat, to zmieniliby zdanie – powiedział z 

namysłem. 

– 

Mówisz tak, jakbyś chciał ogłosić nasze zaręczyny – zażartowała. 

–  Nie, na razie nie ma chyba takiej potrzeby. Nad

al  będziemy  mieszkać 

razem bez ślubu. – Również się roześmiał. 

– 

To  i  tak  znacznie  więcej,  niż  proponowałem  jakiejkolwiek  kobiecie  – 

dodał poważnie. 

– 

Skoro mamy mieszkać, jak to nazwałeś „bez ślubu", to powinnam zacząć 

dbać  o  swoją  opinię.  Wobec  tego  rozgłoszę  wszem  i  wobec,  że  zgubiłam 

pierścionek zaręczynowy – Sabrina wróciła do żartobliwego tonu. 

Caleb  popatrzył  na  nią  z  namysłem,  jakby  coś  jeszcze  chciał powiedzieć. 

Jego spojrzenie speszyło ją, nagle odechciało jej się żartów. 

– 

Jesteś  wyjątkową  kobietą  –  powiedział  z  niezwykle  poważną  miną.  – 

Muszę przyznać, że jak dotąd nie poznałem drugiej takiej... 

– 

Chyba trochę przesadzasz... – szepnęła. – Właściwie, co masz na myśli? 

– 

Jestem pewien, że żadna ze znanych mi kobiet nie odrzuciłaby propozycji 

małżeństwa, dzięki któremu mogłaby dostać wszystko... 

– 

Wszystko prócz miłości – przerwała mu. 

– 

Tak, to prawda, ale według mnie prawdziwa miłość w ogóle nie istnieje – 

odparł  z  goryczą.  –  Poza  tym,  odrzucając  propozycję  Masona,  praktycznie 

zostałaś zdana tylko na siebie. Twoi rodzice stanęli po jego stronie. 

– 

To prawda, ale jestem dorosła i sama chcę decydować o swoim życiu. Dla 

mnie  czasy,  w  których  to  ojciec  decydował  o  tym,  za  kogo  jego  córka  ma 

background image

wyjść za mąż, dawno minęły. 

background image

Rozdział 6 

 
Cale sobotnie przedpołudnie spierali się o to, czy Caleb ma pójść z Sabriną 

na przyjęcie do Cassie. Sabrina nie mogła pojąć, dlaczego mu tak bardzo na 

tym  zależy.  Natomiast  Caleb  okazał  się  nad  podziw  uparty  i  nie  trafiały  do 

niego żadne rozsądne argumenty. 

W końcu niechętnie, ale ustąpiła. Łatwiej by mi chyba było zdobyć Nobla 

w  dziedzinie  fizyki  niż  przekonać  tego  uparciucha,  przyznała  w  duchu  z 

rezygnacją. 

Pod  wieczór  łudziła  się  nadzieją,  że  Caleb  zaśnie  i  uda  jej  się  po  cichu 

wymknąć  z  domu.  Zostawiła  go  z  kolorowym  czasopismem  w  dłoni, 

odpoczywającego na kanapie. 

Jednak gdy na palcach weszła do pokoju, okazało się, że Caleb wcale nie 

śpi. 

– 

Właśnie  czekam  na  kogoś,  kto  pomoże  mi  założyć  buty  –  powitał  ją 

wesoło. 

– 

Jesteś  nie  do  zdarcia  –  jęknęła.  –  Może  jeszcze  raz  to  przemyśl,  nie 

powinniśmy  chadzać  razem  na  przyjęcia...  –  Popatrzyła  wymownie  na  jego 

kostkę. – Nie boisz się, że tym razem też spotka cię coś przykrego? 

– 

Lubię  ryzyko  –  stwierdził  z  łobuzerskim  uśmieszkiem.  –  A poza tym 

jestem  pewien,  że  będziesz uważać,  o  ile  oczywiście  nie  marzysz  o  tym,  by 

opiekować się mną jeszcze kilka tygodni dłużej... 

–  O nie! – 

wykrzyknęła,  zanim  zastanowiła  się,  że  może  mu  sprawić 

przykrość. 

Faktycznie Caleb poczuł się trochę urażony. 
– 

Nie spodziewałem się, że moje towarzystwo jest dla ciebie aż tak trudne 

do zniesienia – 

powiedział.  –  I  nie  tłumacz  się,  twój  okrzyk  powiedział  mi 

wszystko. 

– 

Nie udawaj, że cię to choć trochę obchodzi – próbowała jakoś naprawić 

swoją gafę. 

Caleb nic nie odpowiedział. Sabrina w milczeniu pomogła mu założyć buty. 
– 

Tylko proszę cię, nie odgrywajmy tym razem komedii. Nie zależy mi na 

tym, by wszyscy moi znajomi uważali nas za parę – powiedziała, gdy zaczęli 

zbierać się do wyjścia. 

– 

Przecież  i  tak  już  wszyscy  o  tym  wiedzą.  Jeśli  nie  od  Angelique  czy 

background image

Muffy, 

to z pewnością Jake im powiedział. To na tyle sensacyjna wiadomość, 

że  na  pewno  będziemy  atrakcją  wieczoru  –  stwierdził  z  zaskakującą 

wesołością. 

– 

Chyba masz rację – westchnęła ciężko. Może to i lepiej, że idą razem, bo 

w tej sytuacji przynajmniej nikomu 

nie  będzie  wypadało  wypytywać  jej  o 

nowego faceta. 

– 

Na  następne  Halloween  na  wszelki  wypadek  włożę  żelazną  zbroję  – 

zrzędził Caleb. 

– 

Nie bój się, może za rok to nie ja będę organizowała przyjęcie – odcięła 

się. 

– 

Jak to, a stały kontrakt z Tanner Electronics? Już o tym zapomniałaś? 

– 

Nie, nie zapomniałam – odparła. – Uważam jednak, że wiele rzeczy może 

się zdarzyć. 

– 

Ja zawsze dotrzymuję obietnic, pamiętaj o tym – powiedział poważnie. 

– 

Nie  zapomnę  –  odpowiedziała  równie  serio.  –  Blado  wyglądasz  – 

stwierdziła,  przyglądając  mu  się  bacznie.  –  Czy  jesteś  pewien,  że  chcesz  ze 

mną iść? 

– 

Miło  mi,  że  tak  się  o  mnie  troszczysz.  –  Dotknął  jej  dłoni  i  delikatnie 

pogładził. 

Sabrina zadrżała. Ta niespodziewana pieszczota obudziła jej zmysły. Nagle 

zapragnęła, żeby Caleb ją przytulił i pocałował. 

Chyba chodziło mu po głowie to samo. Przysunął się do niej tak blisko, że 

czuła ciepło jego ciała. Ich usta dzieliło tylko kilka centymetrów. 

– 

Zostanę w domu, jeśli ty zostaniesz ze mną – wyszeptał kusząco. 

Sabrina  nie  miała  wątpliwości,  co  jej  proponuje.  Najgorsze  w  tym  w 

wszystkim było to, że chętnie przystałaby na jego propozycję. Nie wiedziała, 

jak  to  się  stało,  ale  pragnęła  Caleba,  mimo  że  miała  mu  tak  wiele  do 

zarzucenia.  Nie  podobało  jej  się,  że  tak  lekko  traktuje  kobiety,  że  jest 

podrywaczem,  zwyczajnym  playboyem.  Jednak  nie  potrafiła  oprzeć  się  jego 

urokowi. W Calebie było coś, co przyciągało kobiety jak magnes. Uległa tej 
sile. 

Pragnęła,  żeby  ją  pieścił,  całował,  dotykał.  W  tej  chwili  była  gotowa 

zapomnieć o wszystkich swoich zasadach, choć wiedziała, że pewnie bardzo 

szybko by tego żałowała. Za wszelką cenę starała się odzyskać panowanie nad 

sobą i nie ulec impulsowi, który mógłby ją bardzo drogo kosztować. 

– 

Nie zostanę... – odpowiedziała nieco schrypniętym głosem. 

background image

– 

Po co nam przyjęcie... we dwójkę też można się świetnie bawić. – Caleb 

położył dłonie na jej biodrach. 

To  zdanie  ją  otrzeźwiło.  A  więc  dla  niego  to  była  tylko  zabawa,  kolejny 

niezobowiązujący flirt. Odsunęła się od Caleba z najwyższym trudem. Miała 

wrażenie, jakby pokonywała niewidzialne zapory. 

Dlaczego jestem taka głupia? Dlaczego w ogóle przyszło mi do głowy, że 

on może się zmienić, beształa się w duchu. 

– 

To nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziała, ze wszystkich sił starając 

się,  by  jej  głos  brzmiał  naturalnie.  –  Przypominam  ci,  że  jeszcze  niedawno 

przekonywałeś mnie, iż nie chodzi ci o... 

– 

To nie był mój plan. – Jego głos brzmiał zmysłowo. – Ale wydaje mi się, 

że między nami coś zaiskrzyło... Ty też twierdziłaś, że w żadnym wypadku nie 

wyobrażasz nas sobie razem, a widzę, że jednak jest inaczej... 

– 

Wydaje ci się! – ucięła szybko. Odwróciła głowę, żeby nie widział, że się 

zaczerwieniła. – Nie ma o czym mówić. Poza tym nie chciałabym się spóźnić 

na przyjęcie do Cassie, więc jeśli zdecydowałeś się iść ze mną, to chodźmy. 

– 

Chodźmy.  –  Caleb  wziął  ją  pod  rękę.  Zrobił  to  w  tak  pieszczotliwy 

sposób, że Sabrinę znów przeszedł dreszcz. Miała wrażenie, że się zapada, że 

wciąga ją w odmęty niezwykle silny wir. 

Muszę  wyzwolić  się  z  tego  czaru,  pomyślała  z  rozpaczą.  Oby  wreszcie 

obudził się mój instynkt samozachowawczy... 

Calebowi  zajęło  trochę  czasu  usadowienie  się  w  ciasnym  samochodzie 

Sabriny. Podjechali jeszcze do niej do domu, by mogła szybko się przebrać i 

zabrać  trochę  rzeczy.  Przyjęcie  miało  odbyć  się  w  siedzibie  Wypożyczalni 

Żon. Dotarli z mniej więcej półgodzinnym opóźnieniem i wokół aż gęsto było 

od gości. 

Sabrina  wzięła  głęboki  oddech.  Czuła  się  jak  przed  bardzo  ważnym 

egzaminem. 

– 

Już  się  zaczynałam  martwić,  że  coś  się  stało.  –  Na spotkanie Sabrinie 

wyszła Paige. Jej spojrzenie skupiło się za plecami przyjaciółki, na Calebie. – 

No,  ale  teraz  już  rozumiem,  skąd  to  spóźnienie  –  uśmiechnęła  się 
porozumiewawczo. 

Sabrina również się uśmiechnęła, postanowiła za wszelką cenę zachowywać 

się  naturalnie.  Co  innego  jednak  chcieć,  a  co  innego  móc.  Cassie  zaprosiła 

chyba całe miasto... 

– 

Ciągle cię nie ma w domu – odezwała się z wyrzutem Paige. – Kilka razy 

background image

nagrałam  się  na  sekretarkę,  ale  nie  oddzwoniłaś.  Gdzie  ty  właściwie  się 
podziewasz? 

–  To przeze mnie nie ma jej w domu – 

odezwał się Caleb, zanim Sabrina 

zdążyła otworzyć usta. – Trudno mi bez niej wytrzymać choćby kilka godzin, 
ale to chyba w mojej sytuacji nic dziwnego. – 

Spojrzał wymownie na Paige. 

– No tak. – 

Paige zerkała raz na jedno, raz na drugie. 

– 

Caleb,  usiądź  natychmiast  na  kanapie  –  zakomenderowała  Sabrina.  Za 

wszelką  cenę  postanowiła  nie  dopuścić  do  przedstawienia,  do  którego 

szykował się jej kłopotliwy podopieczny. – Lekarz zabronił ci forsować nogę. 

– 

O właśnie, oto dowód, że nikt o mnie lepiej nie zadba. – Caleb rozłożył 

ręce. 

– 

Usiądź, proszę – powtórzyła z naciskiem Sabrina. 

– 

Musimy sprawdzić, co się dzieje w kuchni. – Paige postanowiła wybawić 

przyjaciółkę z kłopotliwej sytuacji. 

Sabrina  odetchnęła  z  ulgą.  Robię  to  wszystko  dla  Wypożyczalni  Żon, 

powtarzała  sobie  w  duchu.  Wszystkie  trzy  pracowałyśmy  bardzo  ciężko  i  w 

żadnym  wypadku  nie  mogę  dopuścić,  żebyśmy  straciły  naszego  najlepszego 

klienta. Firma warta jest takiego poświęcenia. 

Nie  dawała  jej  spokoju  jeszcze  jedna  sprawa.  Oprócz  tego,  że  razem 

prowadziły  firmę,  były  też  prawdziwymi  przyjaciółkami.  Teraz  zastanawiała 

się,  czy  powiedzieć  Paige  i  Cassie  prawdę,  czy  też,  tak  jak  się  umawiała  z 

Calebem, nadal odgrywać komedię. Nie miała ochoty oszukiwać przyjaciółek i 
najc

hętniej  wyznałaby  im  prawdę.  Ale  z  drugiej  strony  wiedziała,  że  jeśli 

opowie  im,  jak  to  Caleb  zaszantażował  ją  utratą  kontraktu  i  zażądał,  aby 

odstraszała  od  niego  wszystkie  natrętne  wielbicielki,  to  Paige  i  Cassie 

natychmiast wpadną we wściekłość. 

Wściekną się oczywiście na Caleba. 

Wolała  sobie  nawet  nie  wyobrażać,  co  by  się  zaraz  zaczęło  dziać. 

Podejrzewała, że przyjaciółki niczym dwie tygrysice rozszarpałyby Caleba na 

strzępy. 

Nie ma co, jak powiem im prawdę, to możemy na zawsze pożegnać się ze 

zleceniam

i  od  Tanner  Electronics.  Zrobiłam  już  tak  dużo,  że  dam  radę 

wytrzymać jeszcze kilka dni, pomyślała. 

Postanowiła nie mówić przyjaciółkom prawdy. 

To oznaczało, że będzie musiała odgrywać przed nimi komedię, i to na tyle 

dobrze,  by  niczego  nie  zaczęły  podejrzewać.  Niełatwo  oszukać  osoby,  które 

background image

dobrze  nas  znają.  W  końcu  wiedziały  o  niej  sporo  i  mogą  nie  uwierzyć,  że 

związała się z takim mężczyzną jak Caleb. 

– 

Sabrino, co się z tobą dzieje?! – zawołała Paige, gdy tylko zniknęły z pola 

widzenia Caleba. –  Dlaczego 

spośród  wszystkich  facetów,  którzy  się  koło 

ciebie kręcili, wybrałaś właśnie tego? 

– 

No cóż, przecież widzisz, jaki jest przystojny, uroczy, niezwykły... 

– 

Nie  poznaję  cię  –  przerwała  jej  Paige.  –  Chyba  nie  jesteś  aż  tak 

zaślepiona!  To  kobieciarz  i  podrywacz  jakich  mało!  Jak  mogłaś  tak  szybko 

uwierzyć, że jest tobą poważnie zainteresowany? 

Sabrina  zadrżała,  przez  chwilę  było  jej  naprawdę  przykro.  Chyba  zbyt 

utożsamiam  się  z  rolą,  którą  odgrywam,  strofowała  się  w  duchu.  Z  drugiej 

jednak strony nie wiedziała, co ma odpowiedzieć przyjaciółce. To duży błąd, 

bo właściwie powinna spodziewać się takiego pytania. 

– 

Kochanie, nie chcę, żeby złamał ci serce – powiedziała Paige, gdy Sabrina 

nadal milczała. 

– 

Nie bój się, nic takiego się nie stanie. – Sabrina odezwała się w końcu. – 

Tego jestem pewna. 

– 

No tak, widzę, że wpadłaś na dobre – jęknęła z rezygnacją Paige. – Nawet 

nie  masz  ochoty  słuchać  głosu  rozsądku...  Ja  wiem,  że  zakochani  odrzucają 

logiczne argumenty, ale przecież wiesz, jak on traktuje kobiety! 

–  Wiem, 

że  się  o  mnie  martwisz,  ale  w  tym  wypadku  naprawdę  nie  ma 

potrzeby.  – 

Sabrina uśmiechnęła się uspokajająco.  – Muszę zrobić Calebowi 

coś gorącego do picia i sprawdzić, co się z nim dzieje. 

– 

Uważaj,  proszę  cię,  uważaj  –  jeszcze  raz  przestrzegła  ją  zaniepokojona 

Paige. 

Sabrina  włączyła  czajnik  i  czekała,  aż  zagotuje  się  woda.  W  tym  czasie 

zastanawiała się nad tym, co powiedziała Paige. Trochę zaskoczyła ją tak ostra 

reakcja  przyjaciółki.  Wśród  klientów  Wypożyczalni  Żon  było  wielu 

playboyów,  którzy  często  składali  niemoralne  propozycje  którejś  ze 

współwłaścicielek.  Przyjaciółka  nigdy  nie  reagowała  aż  tak  zdecydowanie. 

Sabrinie przyszło do głowy, że być może Caleb uwiódł i porzucił kiedyś jakąś 

znajomą  Paige...  Jednak  nawet  w  takim  wypadku  reakcja  przyjaciółki  była 
mocno przesadzona. 

Od  trzech  lat  razem  prowadziły  firmę  i  Sabrina  wiedziała,  że  wielu 

mężczyzn  interesowało  się  Paige.  Jednak  ona  zawsze  odnosiła  się  do  nich  z 

wielką  nieufnością  i  rezerwą.  Sabrina  często  myślała,  że  to  ze  względu  na 

background image

matkę Paige nie chce się z nikim wiązać. Ale teraz doszła do wniosku, że tu 

musiało  chodzić  o  coś  więcej.  Przyszło  jej  do  głowy,  że  Paige  być  może 

przeżyła  kiedyś  wielki  zawód  miłosny  i  facet  podobny  do  Caleba  złamał  jej 

serce. To by tłumaczyło tak ostrą reakcję... 

Jej wzro

k  skierował  się  na  drugą  przyjaciółkę,  Cassie.  Stali  z  Jakiem, 

zapatrzeni  w  siebie,  zakochani,  szczęśliwi...  To  cudowne,  że  przynajmniej 

jedna z nas odnalazła swoją drugą połówkę, pomyślała z rozczuleniem. Już za 

tydzień Cassie i Jake będą małżeństwem, a wszystko wskazuje na to, że bardzo 

szczęśliwym. 

– Nad czym tak dumasz? – 

Głos Caleba wyrwał ją z zadumy. 

Sabrina  w  pierwszej  chwili  pomyślała,  że  ma  omamy.  Patrzyło  na  nią  i 

uśmiechało się dwóch Calebów. Po sekundzie dotarło do niej, że Caleb trzyma 

w ręku magazyn, na okładce którego widnieje jego zdjęcie. 

– 

O, widzę, że podziwiasz swój seksowny uśmiech – powiedziała nie bez 

złośliwości. 

– 

Uważasz, że jest seksowny? – Uśmiechnął się w taki sposób, że zaschło 

jej w gardle. 

Powinnam bardziej uważać na to, co mówię, zganiła się w duchu. Caleb jest 

bardzo czujny i błyskawicznie wyłapuje wszystkie niuanse. 

– 

Czy jest tam artykuł na twój temat? – spytała, zostawiając jego pytanie 

bez odpowiedzi. 

– 

Tak,  właśnie  sprawdzałem,  czy  zacytowali  mnie  dokładnie  –  odparł 

spokojnie. – Nie jest to najbardziej cenione przeze mnie pismo, ale z pewnych 
powodów  musiałem  udzielić  mu  wywiadu.  Nie  wiedziałem  natomiast,  że 
prenumerujecie pisma o tak specjalistycznej tematyce jak ekonomia i finanse. 

– 

Można powiedzieć, że to stare przyzwyczajenie z czasów pracy w biurze 

maklerskim  – 

wyjaśniła.  –  W  zasadzie  nawet  nie  mam  kiedy  tego  czytać, 

czasem tylko przeglądam... 

– 

Ładne biuro – stwierdził, nieoczekiwanie zmieniając temat.  – Czy to ty 

zaprojektowałaś wystrój wnętrz? 

– Tak, ja. Cies

zę się, że ci się podoba. 

– 

Wypożyczalnia Żon musi całkiem nieźle prosperować, jeśli stać was na 

takie biuro – 

odparł. 

– 

Nie jest najgorzej, chociaż kupiłam ten dom, gdy pracowałam w firmie 

maklerskiej – 

przyznała. – Jednak potrzebujemy kilku poważnych i potężnych 

klientów, aby firma mogła się rozwinąć. 

background image

– 

Jak myślisz, ile czasu zajmie ci zmiana wystroju mojego domu? 

– 

Hm, nie zastanawiałam się nad tym – skłamała szybko. – Nie byłam do 

końca  pewna,  czy  mówisz  poważnie.  Musiałabym  najpierw  znaleźć  jakiegoś 
na

prawdę dobrego dekoratora wnętrz... 

– 

Po  co  masz  wynajmować  dekoratora?  Bardzo  mi  się  podoba  ten  dom, 

właśnie coś takiego chciałbym mieć u siebie – przerwał jej. – Zastanów się do 

przyszłego  tygodnia,  ile  czasu  ci  to  zajmie  i  jakiego  spodziewasz  się 
wynagr

odzenia.  Przygotuj  też  wstępny  kosztorys,  a  potem  oczywiście 

podpiszemy umowę. 

– 

Dobrze, jak najszybciej się tym zajmę – odparła. 

– 

To  świetnie.  Właśnie  wpadł  mi  do  głowy  inny,  może  trochę  szalony 

pomysł.  –  Spojrzał  na  nią  łobuzersko.  Chwilę  milczał,  a  potem  klepnął  się 
energicznie po udach. – 

Tak, to dobry pomysł. 

Sabrina z uwagą i rosnącą ciekawością wpatrywała się w niego. 
– 

Chciałbym,  żeby  salon  i  przedpokój  były  zrobione  w  ekspresowym 

tempie.  To  właściwie  jest  moje  specjalne  zlecenie  dla  Wypożyczalni  Żon. 

Możesz,  a  nawet  powinnaś,  wciągnąć  w  to  swoje  przyjaciółki.  Zdaje  się,  że 

lubicie razem pracować. 

– 

Powiedz w końcu, o co ci chodzi – niecierpliwiła się. 

– 

Chciałbym,  żeby  salon  i  przedpokój  były  gotowe,  powiedzmy,  do... 

wtorku. 

Sabrina doszła do wniosku, że to wszystko tylko jej się śni. Jednak Caleb 

miał minę jak najzupełniej poważną. Nic nie wskazywało na to, że żartuje. 

– 

Pod  koniec  przyszłego  tygodnia  mam  spotkanie  z  kandydatem  na 

stanowisko dyrektora generalnego. Myślę, że dobrze byłoby spotkać się z nim 

w miejscu, w którym można bez skrępowania porozmawiać – wyjaśnił. 

– 

Może umówisz się z nim w„Pinnacle", to bardzo dobra restauracja i chyba 

jesteś tam stałym bywalcem – podsunęła rozwiązanie Sabrina. Chciała zyskać 

nieco na czasie, aby zastanowić się, czy to, czego oczekuje od niej Caleb, jest 

w ogóle możliwe. 

– 

Sama  mi  radziłaś,  żebym  zrobił  coś  z  domem  –  przypomniał  jej.  –  To 

dobra okazja, nie będę musiał wychodzić, forsować nogi... 

– 

Caleb! To strasznie mało czasu! 

– 

Możesz  zaangażować  najlepsze  ekipy,  poprosić  o  pomoc  swoje 

przyjaciółki.  Poza  tym  wierzę  w  ciebie,  dasz  sobie  radę.  Przecież  właściwie 
chodzi o jeden pokój – 

dodał niewinnym tonem. 

background image

Miło  jej  było  słyszeć,  że  w  nią  wierzy.  Nawet  bardzo  miło,  gdyż  nie 

spodziewała się z jego ust takiego komplementu. 

– 

Dobrze,  spróbuję,  ale  zapewniam  cię,  że  efekt  byłby  bez  porównania 

lepszy, gdybyś dał mi więcej czasu. W takiej sytuacji chyba będziemy musiały 

same  pomalować  ten  pokój.  Łatwiej  nam  będzie  dobrać  kolor  ścian, 

odpowiednie zasłony, meble i obrazy. 

– 

Myślę, że na pewno trafisz w mój gust. To biuro jest urządzone tak, że 

niczego bym tu nie zmienił. – Zatoczył ręką krąg po pokoju. – Obiecuję, że 

Wypożyczalnia Żon stanie się sławna, wkrótce nie będziecie się mogły opędzić 
od klientów – 

zażartował. 

– 

Przy  wykańczaniu  biura  też  razem  pracowałyśmy  –  uśmiechnęła się do 

swoich wspomnień Sabrina. – To były miłe chwile. 

– 

Będziecie miały szansę na powtórkę. To co, umowa stoi? – Wyciągnął do 

niej rękę. 

– Stoi – 

odparła, cichutko wzdychając. Nie była pewna, czy w tak krótkim 

czasie uda jej się uzyskać efekt, który w pełni zadowoli Caleba. 

 
Następnego  dnia  naszkicowały  plan,  przejrzały  katalogi  mebli  i  wybrały 

kolorystykę. Caleb miał zamiar zaprosić na obiad kilka osób. Niezbędne więc 

było kupno odpowiedniego stołu i krzeseł. 

Gdy  murarz  już  wyrównał  ściany,  w  poniedziałek  rano  wszystkie  trzy, 

razem z Cassie i Paige, zabrały się do malowania. 

Paige miała pewne wątpliwości, czy zielony kolor, który bardzo podobał się 

Sabrinie i Cassie, nie okaże się zbyt ciemny. 

– 

Tu  są  przecież  ogromne  okna  –  uspokajała  ją  Sabrina.  –  Zieleń  w 

połączeniu  z  jasnożółtymi  obiciami  mebli  doda  temu  wnętrzu  świeżości.  To 

jakby rosnące za oknem drzewa weszły nagle do pokoju. 

– 

Może  masz  rację,  ale  pospieszmy  się  z  tym  malowaniem,  żeby  jeszcze 

zostało trochę czasu na ewentualne zmiany – zaproponowała Paige. 

– 

Dobrze, każda z nas może malować inną ścianę – rzuciła pomysł Cassie. 

Każda wzięła puszkę farby i zajęła się swoją ścianą. 
– 

Dziewczyny, otwórzmy na oścież drzwi, bo od zapachu tej farby zaczyna 

mnie  boleć  głowa.  –  Paige  wskazała  podbródkiem  ogromne  dwuskrzydłowe 

drzwi, które łączyły salon z biblioteką. 

– 

Może trochę później  – odparła Sabrina. – Caleb wraz z Jakiem za parę 

minut będą tam mieli ważne spotkanie. 

background image

Na  dźwięk  imienia  ,  Jake"  oczy  Cassie  zalśniły.  Sabrina  popatrzyła  na 

przyjaciółkę  z  zazdrością  i  rozczuleniem.  Cassie  i  Jake  byli  w  sobie  tacy 

zakochani. Niby to nic dziwnego zaledwie kilkanaście dni przed ślubem... Ona 

też czasem marzyła o takim wielkim uczuciu, ale powoli zaczynała wątpić, że i 

do niej kiedyś uśmiechnie się szczęście. 

Cassie była szczęśliwa i dokładnie wiedziała, czego pragnie: związać się z 

Jakiem na dobre i na złe. 

Wygrała los na loterii, pomyślała Sabrina. To takie dziwne, że jednym się w 

życiu wszystko układa tak łatwo i prosto, a innym nie... 

– 

Gdzie mam zacząć? – spytała Cassie. 

– 

Może od ściany, na której jest kominek – zaproponowała Paige. – Czy te 

kolejki  zostały  po  poprzednim  właścicielu?  –  Wskazała  brodą  na  kolekcję 
Caleba. 

– 

Ależ  skąd!  –  odparła  Sabrina.  –  Modelarstwo to hobby Caleba. Prócz 

całego  taboru  kolejowego  z  różnych  stron  świata  ma  też  dziesiątki 

samochodów. Podejrzewam, że kupił dom po to, by  móc w końcu rozstawić 

swoją ukochaną kolekcję. 

– 

Dla żadnej kobiety by tego nie zrobił – mruknęła pod nosem Paige. Po 

chwili  zorientowała  się,  że  niezbyt  taktownie  się  zachowała.  –  Przepraszam, 

Sabrino, nie chciałam cię urazić. Boję się o ciebie, a raczej tego, co cię może 

spotkać ze strony Caleba, stąd moje zgryźliwe uwagi... 

– 

Nie  przejmuj  się,  Paige,  nic  mi  nie  będzie  –  odpowiedziała  Sabrina 

łagodnie. Po raz kolejny pożałowała, że nie może powiedzieć przyjaciółkom 

prawdy.  Jednak  gdyby  przyznała  się,  że  Caleb  w  pewnym  sensie  ją 

zaszantażował,  to  Paige  i  Cassie  nigdy  by  mu  tego  nie  darowały.  A 
za

chowując tajemnicę będzie przynajmniej mogła udawać pierwszą w dziejach 

kobietę, która porzuciła Caleba Tannera. 

– 

Czy obmyśliłaś już menu na jutrzejszy obiad? – Cassie zmieniła temat na 

bardziej neutralny. 

– 

Nie  mam  do  tego  głowy  –  odparła  Sabrina.  –  Najpierw  –  musimy 

skończyć remont. Jak będę robiła tysiąc rzeczy naraz, to w końcu nic z tego nie 

wyjdzie. Jennings obiecał nam pomóc. 

– 

Skoro tak, to wezmę na siebie przygotowanie przyjęcia – zaproponowała 

Paige.  – 

Podejrzewam,  że  Caleb  nie  wydawał  jeszcze  w  tym domu tak 

wystawnego obiadu. 

– 

Dzięki za pomoc, jesteś cudowna – ucieszyła się Sabrina. 

background image

Nagle w torebce Paige zadzwoniła komórka. Paige wygrzebała telefon. 
– 

Cześć, mamo. Co się dzieje? – Przycisnęła telefon ramieniem, ponownie 

weszła na drabinę i zaczęła malować. 

Sabrina  i  Cassie  spojrzały  na  siebie  porozumiewawczo.  Wiedziały,  że 

Eileen za wszelką cenę będzie się starała ściągnąć córkę do domu. 

– 

Czy Caleb opowiadał ci coś o tym facecie, który kandyduje na stanowisko 

dyrektora generalnego? – 

spytała Cassie. 

–  Niewiele  – 

odparła  Sabrina.  –  Przyjeżdża  do  Denver,  by  odebrać  jakąś 

nagrodę. Caleb uznał, że to dobra okazja, by go bliżej poznać. 

– 

Mamo, nie denerwuj się. Przyjadę tak szybko, jak to możliwe... – dotarł 

do  nich  fragment  rozmowy  Paige.  Nie  zdołała  powiedzieć  nic  więcej,  bo 

trzymana  między  ramieniem  a  uchem  komórka  wysunęła  się,  a  Paige 

odruchowo  wyciągnęła  po  nią  rękę,  niestety  tę,  w  której  trzymała  puszkę  z 

farbą. 

Cassie odstawiła farbę i podbiegła szybko do Paige. 

Sabrina zrobiła to samo, ale było za późno. 

Puszka  wypadła  Paige  z  ręki  i  zielona  farba  z  bulgotem  wylała  się  na 

podłogę. Zielone jeziorko sunęło szybko naprzód i nim którakolwiek zdążyła 

temu zapobiec, rozlało się po dywanie. 

Paige  stała  jak  skamieniała.  Wyglądała,  jakby  za  chwilę  miała  się 

rozpłakać. 

– 

To nie może być prawda – wyszeptała. 

–  Niestety, to prawda – 

jęknęła  Sabrina.  –  Dywan  jest  stary.  I  tak  był 

przeznaczony do wyrzucenia, ale co my zrobimy z podłogą? 

– 

Jeśli szybko zbierzemy farbę i przetrzemy podłogę rozpuszczalnikiem, to 

nie powinno być śladu. – Cassie jak zwykle okazała się najbardziej praktyczna. 
– 

Sabrino, przynieś jakieś szmaty, a ty, Paige, na razie zbieraj farbę gazetami. 

Wkrótce  sytuacja  została  opanowana.  Zwinęły  dywan,  zebrały  farbę  i 

dokładnie zmyły plamy na podłodze rozpuszczalnikiem. 

– 

Utopiłam w farbie telefon – jęknęła Paige. 

Sabrina  i  Cassie  starały  się  nie  parsknąć  śmiechem,  ale  nie  udało  im  się 

powstrzymać wesołości. 

– 

Nie przejmuj się. Takie straty nie narażą naszej firmy na bankructwo. Ja 

swój  rozbiłam  w czasie Halloween. –  Sabrina  pogłaskała  przyjaciółkę  po 
ramieniu. 

– 

Ciekawe,  czy  Eileen  uwierzy,  że  telefon  naprawdę  wpadł  do  farby  – 

background image

krztusiła się ze śmiechu Cassie. – Pewnie będzie uważała, że to my z Sabriną 

znów coś zmajstrowałyśmy, żeby nie mogła co chwila dzwonić. 

Cassie zamilkła i przez chwilę intensywnie się nad czymś zastanawiała. 
– 

Ja mam Jake'a, Sabrina ma Caleba, to niesprawiedliwe, że Paige ma tylko 

Eileen.  – 

Cassie spojrzała na Sabrinę. – Wiesz,  musimy coś wymyślić, żeby 

Paige w końcu też spotkała mężczyznę swego życia. 

– To nie takie proste – 

odpowiedziała z przekonaniem Sabrina. Niestety, nie 

mogła wyznać prawdy... 

– 

I  ty  to  mówisz?!  Przecież  wy  z  Calebem  poznaliście  się  w  zupełnie 

niezwykły sposób. 

background image

Rozdział 7 

 
Poniedziałkowe  przedpołudnie  upłynęło  Calebowi  na  rutynowych 

spotkaniach z personelem. Odbywały się one w domu, gdyż Caleb nie chciał 

forsować nogi. 

Przyłapał  się  na  tym,  że  w  ich  trakcie  kilka  razy  ziewnął.  Jake  mu 

sugerował,  że  powinien  sprawy  organizacyjne  i  finansowe  przekazać  komuś 

innemu.  Jego  najmocniejszą  stroną  było  opracowywanie  nowych  rozwiązań. 

To  naprawdę  uwielbiał  robić  i  oddawał  się  temu  zajęciu  całym  sercem. 

Znalezienie  nowego  dyrektora  generalnego  pozwoliłoby  mu  uwolnić  się  od 

tych zajęć, które zawsze go nużyły. 

Caleb 

zauważył, że jeden z młodych inżynierów, Erie, jest czymś niezwykle 

poruszony. Wiedział, co to oznacza – jakieś nowe pomysły. Mam nadzieję, że 

wkrótce będę się zajmował tylko nowymi projektami, westchnął w duchu. 

Mason Maxwell miał dla nich trzech kandydatów na stanowisko dyrektora 

generalnego.  Emerytowanego  pułkownika,  młodą,  niezwykle  energiczną 

kobietę, i Austina Weavera, o którym wiele pisano w gazetach. 

Nazwisko  Weaver  było  wymawiane  przez  ludzi  z  branży  z  wielkim 

szacunkiem, może z wyjątkiem tych, którzy przegrali z nim w bezpośrednim 

starciu. Ci nienawidzili go serdecznie, gdyż Weaver był bezwzględny. 

Calebowi  przypadła  najbardziej  do  gustu  właśnie  ta  kandydatura. 

Niepokoiło  go  jednak  to,  czy  Weaver  w  ogóle  będzie  zainteresowany  ofertą 

pracy.  W  końcu  Tanner Electronics w porównaniu z Sony czy General 

Electrics było zaledwie niewielką, choć bardzo obiecującą firmą. Nie mówiąc 

o tym, że Austin Weaver musiałby przenieść się z Nowego Jorku do Denver. 

Musiał więc użyć całego swojego czaru, żeby Weaver dał się zaprosić na 

obiad.  Jake  uważał,  że  to  strata  czasu,  bo  nie  bardzo  czym  mają  skusić  tak 

potężnego  i  rozrywanego  człowieka,  który  mógł  do  woli  przebierać  w 

propozycjach. Caleb jednak postanowił spróbować, w końcu nie miał nic do 
stracenia. 

Liczył na to, że Weaver, który pracował w obecnej firmie już ponad pięć 

lat,  być  może  pragnął  zmiany.  Gdyby  tak  było,  to  propozycja  zajęcia  się 

Tanner Electronics mogłaby okazać się dla niego szalenie interesująca. 

Z sąsiedniego pokoju, w którym pracowała Sabrina wraz z przyjaciółkami, 

dobiegały  rozmaite  stuki.  Caleb  starał  się  nie  zwracać  na  nie  uwagi.  Jednak 

background image

gdy usłyszał wielki huk, a potem wrzask Sabriny, przeprosił zgromadzonych i 

wyszedł zobaczyć, co się stało. 

Otworzył  drzwi  i  ostrożnie  zajrzał  do  pokoju.  Na  pierwszy rzut oka 

wydawało  się,  że  żadnej  z  dziewczyn  nic  się  nie  stało.  Jednak  wymyślne 

wzorki na ich ubraniach były niezbitym dowodem, że jednak coś musiało się 

wydarzyć. 

Sabrina  robiła  coś  z  podłogą,  jednak  Caleb  nie  zwracał  na  to  uwagi.  Nie 

mógł natomiast oderwać wzroku od jej smukłych bioder i niezwykle długich 

nóg. Nagle wyprostowała się i odgarnęła włosy z twarzy. W tym momencie na 

jej policzku pojawił się zielony szlaczek. 

Caleb  zamrugał  oczyma  ze  zdziwienia  i  pomyślał,  że  ma  przywidzenia. 

Spojrzał na Cassie, na jej bluzie wzorek również był zielony. Paige wyglądała 

najlepiej, choć i ona była gdzieniegdzie wymazana na zielono. 

– 

Myślałem, że tej zielonej farby wystarczy do pomalowania całego domu – 

powiedział Caleb, ciągle stojąc w progu. – Ale skoro ozdabiacie nią siebie, to 
nie jestem pewien, czy... 

Urwał, bo w tym  momencie Sabrina rzuciła w niego ręcznikiem, w który 

właśnie wycierała dłonie. Zwinięty w kulkę ręcznik leciał niczym piłka. 

Caleb  zapomniał  o  chorej  nodze  i  usiłował  odskoczyć.  Jednak  jego 

sp

rawność  pozostawiała  jeszcze  wiele  do  życzenia.  Gdy  przeniósł  ciężar  na 

chorą  nogę,  przewrócił  się,  a  na  dodatek  uderzył  głową  we  framugę  drzwi. 

Przed  oczyma  zobaczył  tysiące  gwiazd,  a  chwilę  potem  na  głowę  spadł  mu 

ręcznik i przesłonił cały świat. 

Sabrina 

z okrzykiem przerażenia rzuciła się w jego stronę. Była blada jak 

ściana,  zdenerwowana,  bliska  paniki.  Ściągnęła  mu  z  twarzy  ręcznik  i 

przyłożyła rękę do krtani. 

Czy ona chce mnie udusić? – pomyślał, nie do końca jeszcze zdając sobie 

sprawę, co się dzieje. 

Gdy tak się nad nim pochylała, jej flanelowa koszula rozchyliła się i Caleb 

zobaczył niezwykle kształtne piersi w czarnym, koronkowym staniczku. 

Pomyślał, że warto było dla tego widoku wycierpieć o wiele więcej. 
– Caleb masz bardzo przyspieszony puls – s

zepnęła z przerażeniem. 

– 

O, nie wątpię. – Jego głos brzmiał dziwnie głucho. 

Sabrina dostrzegła wreszcie, w co wpatruje się Caleb. Usiadła na piętach i 

zebrała poły koszuli. 

– 

Wszystko co dobre, szybko się kończy – zamruczał zmysłowo. 

background image

– 

Zaraz cię palnę – zezłościła się. 

– 

Myślałem, że jako mój anioł opiekuńczy postanowiłaś ulżyć mi w bólu... 

Ze złością zarzuciła mu z powrotem na twarz wilgotny ręcznik. 

Caleba rozśmieszyła jej reakcja. Był zdziwiony, że widok piersi Sabriny tak 

bardzo go podniecił. W końcu widział już w życiu niejedno i takie obrazki nie 

powinny aż tak działać na jego wyobraźnię. Być może to ten kontrast między 

flanelową koszulą a czarną koronkową bielizną... Tak, to pewnie dlatego, starał 

się wytłumaczyć sobie swoją reakcję. 

– Chyba nic mu s

ię nie stało? – Sabrina zwróciła się do przyjaciółek. 

Caleb wstał powoli, niepewnie się uśmiechając. 
– 

Zostawiam  was,  bo  zdaje  się,  że  moja  wizyta  wprowadziła  niezłe 

zamieszanie. – 

Mrugnął łobuzersko i kuśtykając wrócił na naradę. 

– 

Już myślałam, że tym razem załatwiłaś go na dobre – parsknęła śmiechem 

Cassie, gdy zostały same. 

– 

Kochanie,  ty  czasem  jesteś  zupełnie  nieobliczalna  –  pokręciła  głową 

Paige. 

– To prawda – 

przyznała Sabrina. – Ale na szczęście nic się nie stało. 

Bez  żadnych  przygód  skończyły  malowanie  salonu,  ale  do  końca  dnia, 

mimo pootwieranych okien, w pokoju unosił się intensywny zapach farby. 

Sabrina  właśnie  stała  na  drabinie  i  zawieszała  zasłonę,  gdy  przykuśtykał 

Caleb.  Wciąż  był  blady.  Wyciągnął  się  na  kanapie,  a  nogę  położył  nieco 
wy

żej. 
– 

Przykro mi z powodu tego, co się stało – odezwała się cicho Sabrina. 

– 

Jest w tym trochę mojej winy – odparł. – Na chwilę zapomniałem, że nie 

należy  się  do  ciebie  zbliżać,  gdy  pracujesz.  Powinienem  raz  na  zawsze 

zapamiętać, jakie to niebezpieczne. 

N

ic nie odpowiedziała, choć w duchu przyznała mu rację. Z jednej strony 

miała  wyrzuty  sumienia,  że  tak  bez  chwili  zastanowienia  rzuciła  w  niego 

ręcznikiem, a z drugiej była na niego wściekła. Bezwstydnie wlepiał gały w jej 

biust...  Wiele  dałaby  za  to,  żeby  wreszcie  wynieść  się  z  tego  domu.  Jednak 

umowa  to  umowa,  a  poza  tym  nie  chciała  narażać  Wypożyczalni  Zon  na 

poważne straty. 

Dotrzyma  warunków  umowy,  choćby  ją  to  miało  wiele  kosztować, 

postanowiła.  W  tej  chwili  najbardziej  niepokoiła  się,  czy  zdążą  skończyć 

rozpoczęte prace dekoratorskie przed jutrzejszym proszonym obiadem. Jak na 

razie dom wyglądał jak pobojowisko. 

background image

– 

Może odwołasz ten obiad? – zaproponowała nieśmiało. 

– 

Wiesz, że nie mogę tego zrobić. 

– 

Chodziło mi o to, że mógłbyś przecież zaprosić gości gdzie indziej. 

– 

Nie, Sabrino, w tej chwili nie będę niczego zmieniał. Musicie zdążyć. 

– 

To chociaż zgódź się na wypożyczenie mebli, kupowanie ich w pośpiechu 

nie jest najrozsądniejsze. 

– 

Ale ja dokładnie wiem, co mi się podoba – odparł. 

– Tak? 
– 

Podobają  mi  się  takie  meble,  jakie  były  u  ciebie  w  biurze  –  odparł.  – 

Wiesz, te, które stały w salonie. 

– To antyki – 

odpowiedziała. 

– W ogóle masz dobry gust – 

przyznał. 

Sabrina trochę zawstydziła się, słysząc taki komplement. 
– 

Gdy  postanowiłaś  pomalować  salon  na  zielono,  nie  byłem  do  końca 

przekonany  do  tego  pomysłu  –  przyznał  się.  –  Teraz  uważam,  że  trafiłaś  w 

dziesiątkę. 

– 

Ściany  to  nie  wszystko  –  powiedziała  jakby  do  siebie.  –  Naprawdę 

uważam, że bezpieczniej byłoby zarezerwować stolik w „Pinnacle". 

–  Nie bój 

się, wszystko będzie dobrze – powiedział uspokajająco. – Poza 

tym  nie  mogę  tego  zrobić  Jenningsowi,  byłby  bardzo  zawiedziony,  gdybym 

teraz  zmienił  plany.  Pewnie  uznałby,  że  nie  wierzę  w  jego  umiejętności 
kulinarne. 

– 

Trzeba  wypożyczyć  meble,  zastawę,  obrusy,  nie  mówiąc  już  o 

przygotowaniu samego obiadu – 

wyliczała zaniepokojona. 

– 

Możemy  pożyczyć  zastawę  od  Cassie,  pewnie  dostała  w  prezencie 

ślubnym mnóstwo szkła – znalazł proste rozwiązanie Caleb. 

– 

Chyba  żartujesz!  –  oburzyła  się  nie  na  żarty.  –  Przecież  to prezenty 

ślubne. 

– 

Och,  kobiety  są  takie  sentymentalne.  Zawsze  mnie  dziwiło,  że 

przywiązują tak duże znaczenie do szklanek czy talerzy. 

– 

Nie, to zupełnie wykluczone. 

– 

W takim razie kup zastawę, wiesz, że koszty nie grają roli – powiedział. 

Sabrina oma

l  nie  podskoczyła  z  radości.  Uwielbiała  robić  zakupy,  a 

świadomość,  że  będzie  kupowała  zastawę  dla  Caleba,  wprawiła  ją  niemal  w 
stan euforii. 

– 

Czy coś jeszcze powinnam wiedzieć na temat twojego gościa? – spytała. 

background image

– 

A chciałabyś wiedzieć? 

– 

Przed wyborem dań wolałabym się upewnić, czy nie ma żadnej alergii, 

jak duże znaczenie przywiązuje do etykiety i tym podobne rzeczy. 

– 

Niestety, nie bardzo mogę ci pomóc. 

– 

A ile osób będzie na kolacji? 

– 

Wygląda na to, że siedem. Brakuje nam jednej kobiety, żeby było po tyle 

samo pań co panów. 

– 

Mogłabym  zaprosić  Paige,  ale  ona  pewnie  się  nie  zgodzi  –  odparła 

Sabrina. – 

Więc jeśli Austin Weaver... 

– 

O nie, jeśli Weaver z tego powodu miałby odrzucić propozycję pracy w 

Tanner Electronics, to wcale bym tego 

nie żałował. Oznaczałoby to bowiem, 

że zupełnie nie pasuje do mojej firmy. 

– 

Zgadzam się z tobą – przyznała. 

– 

A  zatem  uważasz,  że  maniery  pracowników  Tanner  Electronics 

pozostawiają wiele do życzenia? – Spojrzał na nią podejrzliwie. 

– 

No cóż, nie to miałam na myśli – powiedziała z ociąganiem. – Chociaż 

zmusiłeś mnie szantażem, żebym tu zamieszkała, a takie zachowanie na pewno 

nie jest świadectwem nienagannych manier... 

– Przeciwnie. To uczciwa umowa – 

zaprotestował. 

– 

Dobrze, skończmy ten temat – ucięła. – Miałam ciężki dzień i nie jestem 

w nastroju do kłótni – dodała. 

– 

Możemy porozmawiać o czymś przyjemnym – uśmiechnął się zabójczo. – 

A w każdym razie musisz mi pomóc dowlec się do łóżka, sam nie dam rady... 

– 

Nie chcesz spać tutaj? – zaproponowała. 

–  Nie, 

tu tak śmierdzi farbą, że jutro wstałbym z bólem głowy. Poza tym 

tam na górze jest szerokie wygodne łóżko, więc jeśli miałabyś ochotę... 

– 

Tego  jeszcze  brakowało  –  mruknęła.  Udawała  obojętność,  ale  jego  na 

wpół poważna propozycja sprawiła, że przebiegł ją dreszcz. 

– 

Pomóż mi tylko zawiązać buty, bo sam nie dam rady. Potem zejdź na dół 

witać gości – poprosił Caleb Jenningsa. 

– 

Panna Saunders jest dziś bardzo zdenerwowana – powiedział Jennings. 

– 

Bardzo się przejmuje – uśmiechnął się Caleb. Faktycznie Sabrina od rana 

była  prawie  nieprzytomna  ze  zdenerwowania,  jakby  na  obiad  miała  przyjść 

para  królewska  lub  co  najmniej  przyszli  teściowie...  Skąd  u  mnie  takie 

skojarzenia, zdziwił się. 

Włożył marynarkę, poprawił przed lustrem krawat i zszedł o kulach na dół. 

background image

Sab

rina  zapalała  świeczki  ukryte  w  kompozycjach  z  kwiatów,  którymi 

ozdobiono stół. 

– 

Piękne  –  zachwycił  się  Caleb,  gdy  ujrzał  smukłą  i  ponętną  sylwetkę, 

której kształty podkreślał jeszcze krój wieczorowej sukni. 

Odwróciła głowę i spojrzała na niego uważnie. Caleb uznał, że lepiej, by 

nie wiedziała, co miał na myśli. 

– 

Pięknie przystrojony stół – powiedział. 

Sabrina uśmiechnęła się. Właściwie spodziewała się takiego komplementu. 
– 

Pożyczyłam chińską zastawę od Paige – powiedziała. – Świetnie współgra 

z kolorem 

ścian. Bardzo się zdziwiłam, że miała coś takiego. 

– A co w tym dziwnego? 
– 

Chodzi o to, że zawsze praktyczna Paige kupiła coś tak wyjątkowego, ten 

wzór to krótka seria, produkowano ją tylko przez kilka lat. 

– 

Cóż, po prostu lubi ładną zastawę – odparł obojętnie Caleb. 

– 

Wcale nie. A zastawa była głęboko schowana. 

– 

Przestań  wszystko  bez  przerwy  analizować,  po  prostu  ciesz  się,  że 

zdobyłaś  tak  piękne  talerze  –  obrócił  wszystko  w  żart.  –  Nie  przejmuj  się 
takimi drobiazgami. 

– 

Ktoś musi, jeśli to przyjęcie ma się udać. – Znów zrobiła zatroskaną minę. 

– 

Zacznij  się  dobrze  bawić  –  powiedział  Caleb.  Nagle  pod  wpływem 

impulsu pochylił się, żeby ją pocałować. 

– Nie, nie teraz – 

odpowiedziała Sabrina odruchowo. 

Caleb  oniemiał.  Ta  odpowiedź,  nawet  jeśli  chodziło  wyłącznie  o  zwykłe 

przejęzyczenie,  zabrzmiała  jak  obietnica.  Jak  słodka,  cudowna  zapowiedź 

czarownych chwil, które niebawem nastąpią. 

Już czuł się zwycięzcą. Wiedział, że wygrał i wkrótce zbierze owoce... 
– 

Jennings będzie potrzebował pomocy – powiedziała nieco oschle Sabrina. 

Udawała, że nic się nie stało. A może naprawdę nie zdawała sobie sprawy z 

tego, jak dwuznacznie zabrzmiały jej słowa? 

Caleb  musnął  ustami  jej  włosy,  nie  mógł  się  powstrzymać.  W  tym 

momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. 

– 

To twój gość – powiedziała Sabrina. – Pewnie chcesz z nim zostać kilka 

minut sam na sam. 

– 

Wolałbym z tobą – wymruczał. 

Z zadziwiającą konsekwencją udawała, że nie zwraca uwagi na jego zaloty i 

poszła szybko w stronę kuchni. 

background image

Caleb  z  najwyższym  trudem  zapanował  nad  swymi  emocjami i 

skoncentrował się na czekającej go rozmowie. 

Człowiek,  który  stanął  w  progu,  wyglądał  zupełnie  inaczej,  niż  Caleb 

oczekiwał.  I  właściwie  trudno  było  powiedzieć,  skąd  bierze  się  to  dziwne 

wrażenie.  Fizycznie  wyglądał  dokładnie  tak,  jak  na  zdjęciu.  Ubrany  był 

zgodnie z przewidywaniami Caleba w świetnie skrojony garnitur. Miał modny 

krawat i starannie przystrzyżone czarne włosy. Jednak coś w jego wyglądzie 

zaskoczyło Caleba, niestety teraz nie miał czasu zastanawiać się nad tym. 

– 

Dzień dobry panu. Cieszę się, że mogę pana poznać – przywitał gościa. 

Następnie zaprowadził go do salonu i zaproponował drinka. 

– 

Poproszę szkocką z wodą – powiedział Weaver. Caleb podał mu szklankę 

i przygotował takiego samego drinka dla siebie. 

– 

To trochę za wcześnie jak na wypadek na nartach – zagadnął Weaver. 

– 

Skręciłem nogę na dziecięcym przyjęciu z okazji Halloween – odparł ze 

śmiechem Caleb. 

– Ma pan dzieci? – 

zdziwił się Austin. 

– 

Nie, to było przyjęcie dla dzieci pracowników Tanner Electronics. 

– 

Dobry pomysł, takie działania stwarzają przyjazną atmosferę w firmie i 

integrują zespół – pochwalił Weaver. 

– 

Tak,  to  jeden  ze  sposobów,  w  jaki  staramy  się  zatrzymać  dobrych 

pracowników – 

wyjaśnił Caleb. – Jeśli będzie mógł pan zostać do jutra, chętnie 

pokażę panu moją firmę – dodał, z uwagą przyglądając się Austinowi. 

– 

Mam samolot dopiero po południu – odparł Weaver. – Chętnie zobaczę, 

jak działa pańska firma. 

Niezły z niego negocjator, pomyślał z uznaniem Caleb. 

W tym momencie weszła Sabrina, niosąc kryształową tacę pełną gorących 

przekąsek. 

Austin Weaver poderwał się na jej widok tak szybko, że Caleb nawet nie 

zdążył sięgnąć po kule. 

Zgoda, trzeba być szarmanckim wobec dam, ale ten facet podskoczył, jakby 

poraził go prąd, przemknęło Calebowi przez myśl. Spojrzał na Sabrinę i po raz 

kolejny uświadomił sobie, że to właściwie nic dziwnego. Większość mężczyzn 

na  jej  widok  tak  reagowała.  Trudno  było  zachować  obojętność  wobec  tak 

oszałamiającej urody. On sam przecież, gdy tylko ją spostrzegł na przyjęciu z 
okazji Halloween, st

anął jak wryty, co w pewnym sensie doprowadziło do tego 

nieszczęsnego wypadku. 

background image

Dziś  wyglądała  szczególnie  zachwycająco,  w  krótkiej,  obcisłej,  białej 

sukience. 

To dziwne, ale miał ochotę dać kuksańca Austinowi, żeby ten opamiętał się 

wreszcie i przestał tak wybałuszać gały. 

– Pani Tanner? – 

spytał Austin. 

Sabrina uśmiechnęła się lekko, wyglądała na nieco zawstydzoną. 
– 

Niezupełnie – odpowiedziała i potrząsnęła głową. 

Ona flirtuje! – 

oburzył  się  w  duchu  Caleb.  Co  w  tę  kobietę  wstąpiło? 

Czyżby Austin Weaver od pierwszego wejrzenia oczarował ją do tego stopnia, 

że zapomniała o roli, którą ma odgrywać? 

– 

Czy  podać  ci  gorącą  śliwkę?  –  Spojrzała  na  Caleba  niewidzącym 

wzrokiem. 

– 

Tak, poproszę – odparł. 

Podała mu talerzyk i usiadła w fotelu tuż obok Weavera. Pogrążyli się w 

rozmowie na tyle, że Caleb zaczął się czuć jak piąte koło u wozu. 

Rozległ się dzwonek u drzwi. Caleb chciał nawet wstać i pójść otworzyć, 

bo  Sabrina  wydawała  się  zbyt  pochłonięta  słuchaniem  opowieści  gościa,  by 

zwracać  uwagę  na  otoczenie.  Jednak  nie  musiał  ruszać  się  z  pokoju,  bo 

Jennings wpuścił gości. 

Do  salonu  wszedł  Jake  z  Cassie  i  główny  inżynier  ze  swoją  nową 

dziewczyną. W pierwszej chwili nie zwrócił na nią uwagi, jako że ów inżynier 

miał  słabość  do  długonogich  blond  piękności  o  ptasich  móżdżkach  i  Caleb 

pomyślał, że to jedna z tego typu panienek. 

Jakież  było  jego  zdziwienie,  gdy  okazało  się,  że  inżynierowi  towarzyszy 

Angelique. 

W  Calebie  wezbrała  złość.  Co  też  strzeliło  Sabrinie  do  głowy,  żeby 

zapraszać  tę  idiotkę?  To  głupia  zagrywka,  pewnie  chciała  mu  dobitnie 

pokazać, jak bardzo różni się na korzyść od tej bezmózgiej ślicznotki, z którą 

Caleb jeszcze niedawno się prowadzał... Ze złością zagryzł wargi. 

– 

Dzień  dobry,  Caleb  –  niemal  zamruczała  Angelique.  –  Wyglądasz,  jak 

gdybyś...  –  urwała.  Dała  w  ten  sposób  do  zrozumienia,  że  to,  co  miała  do 

powiedzenia,  nie  jest  zbyt  pochlebne.  Potem  odwróciła  się  do  Sabriny.  – 
Sabrino, kochanie. – 

Cmoknęła  powietrze  obok  policzka  Sabriny.  –  Mam 

nadzieję, że nie masz mi za złe, że zjawiłam się na twoim przyjęciu... 

Wściekłość  Caleba  nieco  zelżała,  gdy  spostrzegł,  że  Sabrina  jest  równie 

zaskoczona, jak on. 

background image

– 

Moja  przyjaciółka  Missa  jest  chora,  ale  nie  chciała  stawiać  swego 

chłopaka  w  niezręcznej  sytuacji.  Prosiła  mnie,  żebym  zastąpiła  ją  na  tym 

przyjęciu i oto jestem. 

Caleb miał ochotę udusić tę wampirzycę, Sabrina, sądząc z wyglądu, miała 

ochotę zrobić dokładnie to samo. 

– 

Czy  już  jesteśmy  w  komplecie?  Siedem  osób?  –  trajkotała  Angelique, 

udając, że nie zauważa konsternacji, jaką wywołały jej słowa. – Czyżbyś nie 

miała żadnej przyjaciółki, Sabrino, która mogłaby nam towarzyszyć, czy też ze 

zrozumiałych względów obawiałaś się konkurencji? 

Kątem  oka  Caleb  dostrzegł,  że  w  drzwiach  wejściowych  Jennings 

przyjmował  jeszcze  jednego  gościa.  Chwilę  później  do  pokoju  weszła  jego 
matka. 

–  Witaj, Sabrino! – 

przywitała  się  serdecznie.  Później  pozdrowiła  resztę 

gości, z wyraźnym chłodem, graniczącym niemal z lekceważeniem, traktując 
Angelique. 

Goście rozmawiali w małych grupkach. Calebowi wydawało się, że Sabrina 

bardzo się stara wywrzeć na jego matce dobre wrażenie. 

– 

Jeśli się zastanawiasz, skąd się tutaj wzięłam, to przyznam, że jestem tu 

na prośbę Sabriny – zwróciła się do syna Catherine. 

Jennings wniósł pierwsze danie, więc goście ruszyli w stronę stołu. 
–  Przepraszam, Sa

brino, że nie mogę ci służyć ramieniem. – Caleb wsparł 

się na kulach. Tak czy owak powiedział to zbyt późno, gdyż Sabrinie właśnie 

szarmancko podał ramię Austin Weaver. 

– 

Rozchmurz  się,  synku  –  usłyszał  za  plecami  głos  matki.  –  Poza tym 

jestem tu najstarsz

ą  kobietą,  więc  tobie  przypada  zaszczyt  poprowadzenia 

mnie do stołu. 

– 

Oczywiście, mamo. 

– 

Nie  ma  w  tym  nic  dziwnego,  że  pani  domu  zajmuje  się  honorowym 

gościem – dodała Catherine. – Robi to z dużym wdziękiem i taktem. Spójrz, 

jak pięknie razem wyglądają, obydwoje tacy wysocy, czarnowłosi i smukli. 

– Tak, urody im nie brakuje – 

wycedził z niechęcią przez zaciśnięte zęby. 

– 

Synu,  nie  poznaję  cię.  –  Catherine  popatrzyła  na  niego  z  lekkim 

zdziwieniem.  – 

Nigdy  nie  widziałam,  żebyś  się  w  taki  sposób  zachowywał. 

Cóż,  może  w  końcu  trafiła  kosa  na  kamień...  Chyba  nie  myślałeś,  że  taką 

kobietę jak Sabrina uda ci się zagarnąć na cały wieczór wyłącznie dla siebie? 

– 

Ależ  skądże,  mamo,  wszystko  jest  w  najlepszym  porządku  – 

background image

odpowiedział  nie  do  końca  szczerze.  Właściwie,  co mnie to wszystko 

obchodzi, niech Sabrina robi, co chce. Nie moja sprawa, pomyślał. 

background image

Rozdział 8 

 
Sabrina usiadła z gracją na krześle, które podsunął jej Weaver. Uśmiechnęła 

się, skinieniem głowy dziękując mu za eleganckie zachowanie. 

W głębi ducha jednak była przerażona. Coraz bardziej obawiała się, że ten 

wieczór zakończy się katastrofą. Wiedziała, że Angelique właśnie po to tutaj 

przyszła, żeby zemścić się na niej i na Calebie. Nie uwierzyła w bajeczkę o 

chorobie  dziewczyny  głównego  inżyniera.  Podejrzewała,  że  Angelique 

zaproponowała tamtej górę złota, by udawała tego dnia chorą. 

Niepokoiło  ją  również  zachowanie  Caleba,  który  najwidoczniej  nie  miał 

zamiaru utemperować Angelique. 

Austin Weaver chyba nie bardzo rozumiał, co tu się dzieje i wcale by się nie 

zdziwiła,  gdyby  wsiadł  w  taksówkę  i  wrócił  do  domu.  Do  tej  pory  nikt  mu 

właściwie nie wyjaśnił, po co go tu zaproszono. 

Sabrina kątem oka obserwowała gościa. Ku swemu zdziwieniu dostrzegła, 

że wcale nie jest znudzony czy wściekły. Niewątpliwie był trochę zdziwiony, 

w  tej  chwili  właśnie  z  niezwykłą  uwagą  przyglądał  się  czemuś  na  stole. 
Wyszczerbiony talerz? – 

pomyślała  w  popłochu.  Weaver  nie  wyglądał  na 

człowieka,  który  przejmowałby  się  takimi  rzeczami.  Co  zatem  tak  bardzo 

przyciągało jego uwagę? Odwróciła głowę i spojrzała na niego. 

– 

Jak pięknie pani przybrała stół – powiedział. 

– 

Dziękuję  –  odparła,  choć  nie  uwierzyła,  że  właśnie  to  przykuło  jego 

uwagę. 

– 

Cóż  za  piękna  zastawa  –  ciągnął  Austin.  –  Czy  od  dawna  ją  państwo 

macie? 

– 

Kieliszki i szklanki są w rodzinie Caleba od dawna – odparła Sabrina. – 

Catherine dostała je od swojej babki. 

– 

Jak miło, że teraz pani może się cieszyć ich pięknem. Sabrina czuła na 

sobie niechętny wzrok Angelique, która niewątpliwie słyszała słowa Weavera. 

Czyżby  nadal  żałowała,  że  Caleb  się  z  nią  rozstał?  I  to  w  dodatku  w  dość 

bezceremonialny i brutalny sposób. A może po prostu naprawdę go kochała i 

była zazdrosna? 

Catherine również słyszała to, co powiedział Weaver. 
– 

Jak  to  dobrze,  że  Caleb  znalazł  w  końcu  kobietę,  która  jest  w  stanie 

docenić piękno tej zastawy, a nie zastanawia się tylko nad jej ceną rynkową – 

background image

zwróciła się Catherine do Angelique. 

Angelique z wściekłością zmrużyła oczy, a Sabrina z trudem powstrzymała 

śmiech. 

– 

Ja  najbardziej  lubię  pić  mleko  wprost  z  kartonu  –  mruknął  pod  nosem 

Caleb. 

– 

Czy zbiera pan starą porcelanę? – spytała Sabrina Weavera. 

– 

Szczerze  mówiąc,  w  naszym  domu  najczęściej  używamy  talerzy 

jednorazowych,  przynajmniej  mam  pewność,  że  nic  im  się  nie  stanie  w 
mikrofalówce – 

odparł Austin. 

Sabrinę  zaskoczyła  ta  odpowiedź,  bała  się  jednak  przerwać  tę  rozmowę, 

gdyż wtedy na pewno przy stole zapadłoby krępujące milczenie. Spojrzała na 

rękę Austina, nie nosił obrączki. Powiedział jednak w „naszym domu", więc 

pewnie z kimś mieszka. 

– 

Czy  towarzyszka  pańskiego  życia  nie  mogła  z  panem  przyjechać?  – 

spytała, aby w końcu wyjaśnić sytuację. 

– 

Niestety,  była  już  wcześniej  umówiona  w  zoo  z  całą  czeredką 

przedszkolaków. 

Sabrina pomyślała, że miło dla odmiany usłyszeć o żonie biznesmena, która 

spędza czas na pożytecznych zajęciach. 

– 

Mieszkam tylko z córką – wyjaśnił Austin. – Jennifer ma pięć lat. 

Sabrinie nagle zrobiło się przykro, że taki wartościowy człowiek został sam 

z dzieckiem. 

– 

Jest  pan  samotnym  rodzicem  i  tak  świetnie  radzi  pan  sobie  z  karierą 

zawodową?  –  spytała  z  podziwem  Cassie,  która  siedziała  naprzeciwko 
Weavera. 

– 

O!  Musi  pan  uważać  –  roześmiał  się  Jake.  –  Należy  pan  do  grupy 

społecznej, narażonej na szczególne zainteresowanie Cassie i Sabriny. Wraz ze 

swoją  przyjaciółką  prowadzą  firmę,  która  nazywa  się  Wypożyczalnia  Żon. 

Pomagają  zajętym  ludziom  w  prowadzeniu  domu  i  załatwianiu  wszystkich 
codziennych spraw, na które zazwyczaj brakuje im czasu. 

– To ciekawe – 

zainteresował się Austin. 

– 

Właściwie  zajmujemy  się  wszystkim  oprócz  opieki  nad  dziećmi,  choć 

jeśli  przeniósłby  się  pan  do  Denver,  mogłybyśmy  pomyśleć  o  rozszerzeniu 

naszej działalności – rozmarzyła się Cassie. 

– 

To całkiem ciekawy pomysł – poparła ją Sabrina. 

– 

Muszę przyznać, że to brzmi bardzo obiecująco. Zdaje się, że Denver to 

background image

przyjazne mi

asto i warto pomyśleć o przeprowadzce. 

Gdy  Sabrina  spojrzała  na  Caleba,  zaskoczył  ją  chłód  w  jego  oczach. 

Dziwne, powinien być jej raczej wdzięczny, że zachęca Austina do rozważenia 

pomysłu  o  przeniesieniu  się  do  Denver.  Nie  powinien  też  mieć  pretensji,  że 

wspomniały o Wypożyczalni Żon, gdyż to Jake zaczął rozmowę na ten temat. 

Jednak  Caleb  traktował  ją  z  takim  chłodem,  jakby  była  jego  śmiertelnym 

wrogiem. Nie miała pojęcia, o co mu właściwie chodzi. 

 
Przyjęcie  skończyło  się  wcześnie.  Austin  Weaver  wyszedł  pierwszy. 

Sabrina  nie  była  tym  zaskoczona,  gdyż  to  spotkanie  miało  tak  osobliwy 

przebieg, że trudno było kogokolwiek winić za chęć jak najszybszej rejterady. 

Zdziwiło ją natomiast, że Caleb nie ponowił zaproszenia do odwiedzin w 

siedzibie Tanner Electronic

s.  Jednak  największym  zaskoczeniem  było  to,  że 

Austin  Weaver  sam  przypomniał  o  zaproszeniu  i  sam  zapowiedział,  że  na 
pewno z niego skorzysta. 

Sabrina nie rozumiała, o co w tej grze chodzi, co jest prawdą, a co tylko 

działaniem  na  pokaz.  Mogłaby  przysiąc,  że Austin Weaver nie jest 

człowiekiem, który marnuje czas po próżnicy. Była pewna, że nie bez powodu 

postanowił obejrzeć Tanner Electronics. 

Po  odprowadzeniu  honorowego  gościa  do  drzwi  wrócili  z  Calebem  do 

salonu, właśnie w momencie gdy Cassie zapraszała Catherine na swój ślub z 

Jakiem, który miał się odbyć w najbliższą sobotę. 

– 

Przepraszam,  że  zapraszam  panią  w  taki  sposób,  ale  wcześniej  Caleb 

skrzętnie panią przed nami ukrywał. Nie będzie to zresztą wystawne przyjęcie, 

tylko spotkanie w gronie przyjaciół – mówiła serdecznie Cassie. 

– 

To z pewnością będzie wspaniała uroczystość, ja mam już przygotowaną 

kreację – wtrąciła Angelique. 

W  tym  momencie  Sabrina  uświadomiła  sobie,  że  gdy  miesiąc  temu 

adresowały zaproszenia, Angelique była jeszcze dziewczyną Caleba, a zatem 

automatycznie  wciągnięto  ją  na  listę  gości.  Kto  mógł  przypuścić,  że  sprawy 

przybiorą taki obrót? 

– 

Na  twoim  miejscu  nie  liczyłabym  na  to,  że  skarby  Catherine  trafią  w 

twoje  ręce  –  powiedziała  Angelique  na  tyle  ściszonym  głosem,  żeby  tylko 
Sabrina 

mogła to usłyszeć. – Nigdy nie zdołasz przywiązać do siebie Caleba, 

on  już  jest  z  tobą  nieszczęśliwy.  Może  tego  nie  zauważyłaś?  –  Szybko  się 

oddaliła,  nie  dając  Sabrinie  szansy  na  odpowiedź.  Zresztą  Sabrina  i  tak  nie 

background image

wiedziałaby, jak się odgryźć. 

W końcu goście się rozeszli, została tylko Catherine. 
– 

Cieszę się, że już po wszystkim – powiedziała Sabrina. 

– 

Tak?  A  mnie  się  wydawało,  że  świetnie  się  bawiłaś  –  powiedział  z 

przekąsem Caleb. 

– 

Pójdę zobaczyć, czy Paige nie potrzebuje pomocy. Wyglądała na trochę 

przybitą. – Catherine szybko się oddaliła. 

Paige przybita? – 

dziwiła się Sabrina. Było to zupełnie do niej niepodobne, 

tym bardziej że od strony kulinarnej przyjęcie wypadło bez zarzutu. 

Sabrina ruszyła za Catherine. 
– 

A dokąd to? – zatrzymał ją Caleb. 

– 

Idę posprzątać ze stołu – odpowiedziała spokojnie. – Jak chcesz ze mną 

porozmawiać,  to  możesz  pójść  ze  mną.  W  każdym  razie  nie  mam  zamiaru 

wysłuchiwać twoich impertynencji. 

Caleb podążył za nią. 
– 

O,  widzę,  że  uciekasz.  To  niezła  linia  obrony.  –  Jego  głos  brzmiał 

szorstko. 

– 

A przed czym niby miałabym się bronić czy uciekać? – Jego zachowanie 

wyprowadziło  ją  z  równowagi.  Jednak  starała  mu  się  tego  nie  okazać  i  z 

pozornym spokojem ustawiała na tacy brudne talerze. – Dołożyłam wszelkich 

starań, żeby przyjęcie się udało. 

– 

Tak,  zauważyłem,  flirtowałaś  na  całego  –  powiedział  chłodno.  – 

Zaprosiłem  go  tu  po  to,  by  porozmawiać  z  nim  o  interesach,  a  nie  by  mu 

dostarczać rozrywek. 

– 

Ja  z  nim  flirtowałam?  –  Z  brzękiem  postawiła  filiżankę  na  tacy.  – 

Starałam  się  ratować  sytuację,  to  było  konieczne,  zwłaszcza  że  Angelique 

robiła,  co  w  jej  mocy,  by  zepsuć  przyjęcie.  Ty  siedziałeś  naburmuszony  i 

nawet  nie  próbowałeś  porozmawiać  ze  swoim  najważniejszym  gościem. 

Powinieneś  być  mi  wdzięczny  za  to,  co  zrobiłam!  –  Ustawiła  kieliszki do 
brandy na samym szczycie stosu talerzyków. 

– 

Czy moja matka naprawdę pożyczyła ci wszystkie te kieliszki? 

– 

Tak,  twoje  szczęście,  bo  gdyby  należały  do  ciebie,  jeden  po  drugim 

rozbiłabym  ci  je  na  głowie.  –  Chwyciła  tacę,  energicznie  ominęła  Caleba  i 

wymaszerowała z pokoju. 

W kuchni Jennings sortował talerze, Paige w gumowych rękawiczkach stała 

przy  zlewie  i  zmywała,  a  Catherine  wycierała  talerze  i  relacjonowała  Paige 

background image

przebieg spotkania. 

Gdy Sabrina weszła, Catherine zamilkła. 
– 

Czyżbyście miały przede mną jakieś tajemnice? – spytała Sabrina. 

– 

Ależ  skąd!  –  odparła  Catherine.  –  Widzę,  że  coś  cię  zasmuciło. 

Podejrzewam,  że  pokłóciłaś  się  z  Calebem...  Pewnie  denerwuje  cię  jego 

zaborczość. 

Sabrina otworzyła usta ze zdziwienia. Caleb? Zaborczy w stosunku do niej? 

Gdyby  powiedział  to  ktoś  inny,  a  nie  rozsądna  i  pozbawiona  złudzeń 

Catherine, uznałaby to za szczyt naiwności. Tak dać się zwieść pozorom... Ale 

jeżeli  nawet  matka  Caleba  dała  się  nabrać  i  uwierzyła,  że  synowi  zależy  na 

Sabrinie, to coś było nie w porządku. 

– 

Odpocznij, mamo, przyszedłem wam pomóc. Sabrina aż podskoczyła, gdy 

usłyszała za plecami głos Caleba. 

– 

Możesz usiąść i owijać kieliszki w papier, a potem pakować je do tych 

pudełek – zaproponowała. 

Caleb usiadł w kącie kuchni, natychmiast zabierając się do roboty. Było to 

miłe zajęcie, które pozwalało myślom błądzić swobodnie. 

Dlaczego zachowanie Sabriny tak bardzo wyprowadziło go z równowagi? 

Po  dłuższym  zastanowieniu  uznał,  że  w  zasadzie  zachowywała  się  tak,  jak 

przystało na dobrą panią domu. Zajmowała się honorowym gościem, przecież 

gdyby go ignorowała czy nie zauważała, byłoby to po prostu niegrzeczne. 

Zresztą,  gdyby  Weaver  zainteresował  się  propozycją  pracy  w  Tanner 

Electronics,  to  i  tak,  zanim  przeniósłby  się  do  Denver,  upłynęłoby  trochę 

czasu. On z Sabrina nie musieliby już udawać narzeczonych. W takiej sytuacji 

może  zainteresowałaby  się  Weaverem.  Nie  powinno  mnie  to  obchodzić, 

powiedział  sobie.  Czy  naprawdę  nie  potrafię  myśleć  o  tym  bez  złości?  Ależ 

oczywiście, odpowiedział sobie, może trochę zbyt szybko. 

Gdy tylko będę mógł chodzić bez kul, wracam do swego normalnego trybu 

życia;  narty,  paralotnia,  motocykl.  Dla  takiej  kobiety  jak  Sabrina  na  dłuższą 

metę nie ma w moim życiu miejsca. Jest szalenie niebezpieczna. 

 
Centrum handlowe, gdzie 

co środę Cassie, Paige i Sabrina spotykały się na 

lunchu, nie było zatłoczone. Gdy Sabrina przyjechała, przyjaciółki już były na 

miejscu.  Sabrina  kupiła  sałatkę  z  kurczaka  i  grzanki,  po  czym  dołączyła  do 

przyjaciółek. 

– 

Nie wiem, jak ci dziękować, Paige, za wczorajszy wieczór – powiedziała 

background image

serdecznie. 

– 

Nie  ma  o  czym  mówić.  –  Paige  wzruszyła  ramionami.  Była  dziwnie 

osowiała i leniwie dłubała widelcem w sałatce. 

– 

Największym  plusem  tego  przyjęcia  jest  chyba  to,  że  zaskarbiłaś  sobie 

sympatię twojej przyszłej teściowej. – Cassie uściskała Sabrinę. 

Sabrina w ostatniej chwili ugryzła się w język. A już miała powiedzieć, że 

Catherine nigdy nie będzie jej teściową. 

– 

Jedzenie Paige też było cudowne – dodała Cassie. 

– 

Bez  przesady,  ja  tylko  pomagałam  Jenningsowi.  Dlaczego  głos  Paige 

brzmi tak smutno? – 

zastanowiła  się  Sabrina.  Przez  chwilę  pomyślała,  że 

przyjaciółka  żałuje,  iż  odrzuciła  propozycję  wzięcia udziału  w  przyjęciu.  Na 

pewno milej spędziłaby czas w towarzystwie niż przy garnkach w kuchni. Po 

namyśle uznała jednak, że wspominanie o tym nie byłoby taktowne. 

– 

Czy  Jake  nie  mówił,  jak  udało  się  spotkanie  z  Austinem  Weaverem?  – 

spytała Sabrina Cassie. 

– 

Nie byłaś na spotkaniu? – zdziwiła się Cassie. 

– 

Nie, odwiozłam Caleba do firmy i zajęłam się innym klientem. Jake go 

odwiezie do domu. 

– 

Ho,  ho,  że  też  zaborczy  Caleb  pozwolił  ci  się  na  chwilę  wymknąć  – 

zażartowała Cassie. 

Sabrina zdziwiła się, że zarówno Catherine, jak i Cassie, uznały Caleba za 

swoistego tyrana. 

– A co z Weaverem? – 

wróciła do poprzedniego tematu Sabrina. 

– 

Był  w  Tanner  Electronics,  spotkał  się  z  załogą  i  z  kadrą  kierowniczą. 

Zadawał  dużo  pytań  i  wydaje  się,  że  jest  na  serio  zainteresowany  posadą  – 

relacjonowała Cassie. 

– 

To świetnie – ucieszyła się Sabrina. Paige wypadł widelec z ręki. 

– 

To wcale jeszcze nie oznacza, że będzie  miał ochotę się tu przenieść  – 

mruknęła jakby do siebie. 

– 

Racja, ale chyba się nad tym poważnie zastanawia – upierała się Cassie. 

– 

Ja też uważam, że niedługo rozpoczną się poważne negocjacje – dodała 

Sabrina. 

– 

A  zatem  będzie  jeszcze  więcej  przyjęć  i  więcej  zamówień  dla  naszej 

firmy – 

ucieszyła się Cassie. 

– 

Nie będzie mnie wtedy w mieście – powiedziała nieoczekiwanie ostrym 

tonem Paige. 

background image

– 

Ale przecież nie wiemy jeszcze, kiedy  dostaniemy zlecenie...  – Sabrina 

popatrzyła  zdziwiona  na  Paige.  –  Chyba nas nie zostawisz na lodzie? Bez 
ciebie nie damy sobie rady. 

– 

A  swoją  drogą,  to  niesamowite,  że  taki  znany  menedżer  jak  Austin 

Weaver  zainteresował  się  Tanner  Electronics  –  powiedziała  z  namysłem 
Cassie. 

– Racja – 

przyznała Sabrina. 

– 

Jeśli nie ma więcej spraw do omówienia, to idę popracować do domu. – 

Paige odsunęła od siebie talerz. 

– 

Poczekaj jeszcze chwilę  – poprosiła Sabrina. – Musimy  jakoś podzielić 

się  zadaniami  na  przyszły  tydzień,  gdy  Cassie  i  Jake  pojadą  w  podróż 

poślubną.  Na  szczęście  Caleb  czuje  się  coraz  lepiej,  więc  będę  mogła 

poświęcić firmie trochę więcej czasu. 

Cassie  przyglądała  się  z  uwagą  Paige,  która  niespokojnie  wierciła  się  na 

krześle. Co się z nią dzieje? Może nie powinnyśmy w jej obecności rozmawiać 

o naszych partnerach? Pewnie jest jej przykro, że musi wysłuchiwać opowieści 

o  cudzym  szczęściu,  podczas  gdy  sama  nie  spotkała  jeszcze  tego  jednego 

jedynego, zastanawiała się Cassie. 

– 

Mam nadzieję, że i ty w końcu odnajdziesz swoje szczęście – powiedziała 

serdecznie do przyjaciółki. 

– 

Odpowiada mi samotność – odparła obojętnie Paige. 

– 

Każda tak mówi, dopóki nie spotka właściwego faceta. Może twój książę 

czeka tuż za rogiem – odpowiedziała żartobliwie Cassie. 

– 

Nie liczyłabym na to. – Paige po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się. 

 
Jak  szybko  człowiek  przyzwyczaja  się  do  nowych  sytuacji,  pomyślała 

Sabrina,  gdy  parkowała  samochód  na  podjeździe  przed  domem  Caleba. 

Wracała tu już niemal automatycznie, jak do siebie. 

Gdy weszła do holu, usłyszała, że Jennings rozmawia z kimś przez telefon. 
– 

Nie, panie Maxwell, pan Tanner niestety nie może podejść, ma spotkanie 

– 

mówił Jennings. 

– Poczekaj, Jennings! – 

zawołała. – Myślę, że Caleb chciałby porozmawiać 

z panem Maxwellem. Poza tym zaraz wychodzimy na próbę ślubu. 

– 

W tej chwili nie może podejść – powtórzył Jennings. – Pan Maxwell pytał 

również o panią. – Podał jej słuchawkę. 

Sabrina w tym momencie pożałowała, że nie ugryzła się w język. Ale było 

background image

już za późno. 

– 

Czyja to próba przedślubna? – zapytał bardzo zaintrygowany Mason. 

– Nie moja – 

odparła chłodno. 

– 

Szczerze  mówiąc,  tak  przypuszczałem  –  odpowiedział.  –  Ale  muszę  ci 

powiedzieć,  że  twoi  rodzice  byli  zachwyceni,  gdy  dowiedzieli  się,  że  hm... 

jesteś z Calebem Tannerem. Przyznam szczerze, że nawet poczułem się nieco 

dotknięty... 

– 

Jak  widzę,  wszystko  im  wypaplałeś  –  mruknęła.  –  A  jeśli  mój  ojciec 

uznał, że Caleb jest lepszą partią od ciebie, to z pewnością ci to okazał. On nie 

należy  do  osób,  które  przesadnie  liczą  się  z  cudzymi  uczuciami  –  dodała 
spokojnie Sabrina. 

– 

Wypytywał mnie o was, ale niewiele potrafiłem mu powiedzieć. Chyba 

zamierza  zadzwonić  do  Caleba  i  zapytać  go,  jakie  ma  w  stosunku  do  ciebie 

zamiary. Może nie być zadowolony z tego, co usłyszy... 

– 

Po raz pierwszy jesteśmy wyjątkowo zgodni – powiedziała z przekąsem. 

– 

Gdyby twoja sytuacja uległa zmianie, choć oczywiście życzę wam dużo 

szczęścia, to pamiętaj, że podtrzymuję propozycję, którą ci kiedyś złożyłem – 

wypalił nagle Mason. 

Sabrina za

niemówiła, długo nie była w stanie wykrztusić ani jednego słowa. 

– 

Wiesz,  gdybyś  za  mnie  wyszła,  to  z  pewnością  ułożyłyby  się  wreszcie 

twoje stosunki z rodzicami, pamiętaj o tym – dodał Mason. 

– 

Dobrze,  będę  o  tym  pamiętać,  choć  nie  przypuszczam,  żebym  kiedyś 

miała ochotę skorzystać z twojej propozycji. 

– 

Poza tym powiedz Calebowi, że nie mogę czekać w nieskończoność, aż 

podejmie  decyzję,  czy  chce  się  spotkać  z  kandydatem,  którego  mu 

przedstawiłem. 

– 

Dobrze, przekażę mu – odparła. 

Skończyli rozmowę i Sabrina ruszyła na górę poszukać Caleba. W salonie 

go  nie  było,  sypialnia  również  była  pusta.  Zaintrygował  ją  dziwny  szum, 

dobiegający z góry. 

Ach, już wiem, co to za ważne spotkanie, Caleb bawi się swoimi kolejkami, 

pomyślała  z  rozbawieniem.  Poszła  na  górę.  W  pokoju  rozstawiona  była 

makieta  ze  stacjami,  mostami  i  wiaduktami.  Mostem  przejeżdżał  właśnie 

pociąg towarowy. Caleb siedział przy stole i obsługiwał panel kontrolny. 

W pierwszej chwili pomyślała, że jej nie zauważył. Jednak Caleb zatrzymał 

pociąg  na  najbliższej  stacji  i  odwrócił  się  do  niej.  Jego  oczy  błyszczały  z 

background image

entuzjazmu.  Sabrinie  na  sekundę  zrobiło się przykro,  że  jej  towarzystwo  nie 

budzi  w  nim  takich  emocji.  Zaraz  jednak  opanowała  się  i  przywołała  do 

porządku.  Przecież  to  zupełnie  naturalne,  że  jest  taki  ożywiony.  W  końcu 

znalazł trochę czasu, by zająć się swoim hobby. 

Rozejrzała się po pokoju. Niegdyś musiała tu być sala balowa. Jeszcze do 

tej pory widać było resztki dawnej świetności. Kryształowy żyrandol, stiuki na 

suficie, złocenia i ogromne okna były dobitnym świadectwem tego, że dawni 

właściciele domu nie żałowali pieniędzy na wystrój. 

– 

Podejrzewam, że chcesz, abym porzucił swoje zabawki – jęknął Caleb. – I 

to po tym, jak się wdrapałem po tych cholernych schodach. 

– 

Nie jest z tobą tak źle, skoro dałeś sobie radę – pochwaliła go. 

– 

Dziś  chodzę  już  tylko  o  jednej  kuli  i  czuję,  że  z każdym  dniem  będzie 

lepiej. Może na uroczystość ślubną uda mi się pójść bez kul. 

Pewnie  tak,  pomyślała.  Wkrótce  w  ogóle  nie  będę  musiała  się  nim 

zajmować i wrócę do własnego domu, uświadomiła sobie. Dziwne, ale w tym 

momencie poczuła smutek, a nie radość. 

– Co tam trzymasz za plecami? – 

spytał. 

– 

Chyba potrafisz czytać w moich myślach, bo i ja doszłam do wniosku, że 

możesz już odłożyć kule. Kupiłam to w antykwariacie. – Wyjęła zza pleców 

bardzo elegancką laskę ze srebrną główką. 

– 

Dziękuję, jaka ładna – rozpromienił się i zamyślił na chwilę. – Wiesz, że 

gdyby nie ten nieszczęsny wypadek podczas Halloween, to poznalibyśmy się 

dziś, właśnie na próbie ślubu Cassie i Jake'a? 

Spojrzała  na  niego  zdziwiona.  Skąd  nagle  u  tego  pragmatyka  takie 

sentymentalne gadki? Co mu się stało? 

– 

Pewnie  byłoby  znacznie  lepiej,  gdybyśmy  się  poznali  dopiero  dziś, 

zapewne nie potrzebowałbyś tej laseczki – powiedziała. 

– 

Gdybym  cię  poznał  dopiero  na  próbie,  z  pewnością  byłoby  zupełnie 

inaczej... Byłbym zachwycony, widząc tak piękną kobietę... 

Sabrina zadrżała. Gdyby poznali się dopiero dziś, nie byłoby bólu, złości i 

kłótni. Być może nawet poczuliby do siebie sympatię... 

– Ale wtedy pewnie nigdy nie 

dowiedziałbym się, że jesteś wyjątkowa... A 

w każdym razie nie dowiedziałbym się tego tak szybko. 

Sabrina  już  nie  słyszała,  co  do  niej  mówił,  zrobiło  jej  się  ciemno  przed 

oczyma.  Wszystko  mogło  być  inaczej,  może  by  się  zaprzyjaźnili,  może 

nawet... by ją pokochał, tak jak ona pokochała jego... 

background image

Rozdział 9 

 
Nieomal równocześnie z myślą, że kocha Caleba, przez głowę przemknęła 

jej inna, równie absurdalna – 

to  po  prostu  niemożliwe,  bym  go  pokochała. 

Jestem  zmęczona,  a  Caleb  też  się  trochę rozkleił,  przecież  my  się nawet nie 

przyjaźnimy, przekonywała samą siebie. 

Jednak  myśl,  że  kocha  Caleba,  całkowicie  Sabrinę  oszołomiła.  Skąd 

przyszły  jej  do  głowy  takie  bzdury?  Przecież  Caleb  zupełnie  nie  był  w  jej 

typie, na początku znajomości nawet go nie lubiła. Teraz sytuacja wyglądała 

inaczej... Owszem, okazał się sympatycznym facetem i z pewnością niezwykle 

pociągającym. Jednak od lubienia, czy nawet pociągu seksualnego, do miłości 

bardzo długa droga... Czyżby ona już przebyła ten dystans? 

Nie,  to  niemożliwe,  żebym  była  głupsza od tych wszystkich panienek 

Caleba,  myślała  gorączkowo.  Z  pewnością  Angelique  nigdy,  nawet  przez 

moment  nie  pomyślała,  że  kocha  Caleba,  choć  z  pewnością  darzyła  wielkim 

uczuciem jego książeczkę czekową. I pomyśleć, że uważała się za mądrzejszą 
od tej blond wampirzycy... 

Bzdura, nonsens, idiotyzm, powtarzała w duchu. Dlaczego zatem, skoro to 

taki absurd, tak bardzo się tym przejęłam? 

Caleb  przyglądał  jej  się  uważnie.  Zauważył,  że  coś  ją  bardzo  poruszyło. 

Wiele oddałby za to, by poznać jej myśli. 

Opanow

ała się z największym wysiłkiem i uśmiechnęła beztrosko. 

– 

Nie znasz moich możliwości. Szczerze mówiąc, powinieneś się cieszyć, 

że nie wylądowałeś w szpitalu. No, ale wtedy miałbyś wymówkę, żeby nie iść 

na ślub – dodała. 

– 

Dlaczego wszyscy uważają, że mam coś przeciwko ślubom? – obruszył 

się. –  Lubię  je,  jak mecze  koszykówki. Można  popatrzeć,  ale  po  co  od  razu 

pchać się na sam środek pola... 

– 

Być  może  powinieneś  prezentować  ten  pogląd  każdej  nowo  poznanej 

kobiecie. Oszczędziłoby ci to wielu kłopotów. – Nawet udaje mi się żartować, 

pomyślała o sobie z dumą. – No, dość tych filozoficznych pogaduszek. Pora 

zająć się prawdziwym ślubem. Chodź, trzeba się przebrać do próby. 

– 

Poczekaj chwilę. – Caleb pochylił się, by ponownie włączyć kolejkę. 

Pociąg towarowy potoczył się po torach i zatrzymał tuż u stóp Sabriny. Na 

węglarce leżał podłużny pakunek owinięty w srebrny papier. 

background image

– 

To  tylko  skromne  podziękowanie  za  to,  jak  zachowałaś  się  podczas 

obiadu na cześć Weavera – powiedział Caleb miękko. 

Podniosła pudełeczko i uchyliła srebrne wieczko. W środku na delikatnym 

aksamicie leżała piękna, misternej roboty platynowa bransoletka. Sabrina nie 

wybrałaby chyba lepiej... To było niesamowite. Poczuła, że uginają się pod nią 

kolana, a do oczu napływają łzy. 

Nie! – 

powiedziała sobie twardo, nie jesteś w nim zakochana. Wybij sobie 

wreszcie  te  bzdury  z  głowy.  Uśmiechnęła  się  miło,  ale  konwencjonalnie. 

Zrobiła to, co należało. Przecież ten piękny prezent był tylko elegancką formą 

podziękowania, niczym więcej. Delikatnie wyjęła bransoletkę i uniosła ją do 
góry. 

– 

Ładna – powiedziała tak nonszalancko, jakby otrzymywanie platynowych 

bransoletek było dla niej chlebem powszednim. – Pewnie już dawno ją kupiłeś, 

co? Leżała i czekała na odpowiednią okazję. 

– 

O  tak,  zaraz  zadzwonię  i  zamówię  kolejną  partię.  –  Caleb  nie  krył 

rozbawienia. 

 
Gdy Sabrina i Caleb przyjechali na miejsce, w kaplicy była już mniej więcej 

połowa gości. Caleb nie przepadał za tego rodzaju uroczystościami, ale bardzo 

lubił  Jake'a  i  nie  chciał  mu  sprawić  zawodu.  Polubił  też  Cassie,  którą  po 

bliższym poznaniu uznał za ładną i miłą dziewczynę, choć zupełnie nie w jego 
typie. 

Zastanawiał się, dlaczego do jednej osoby, tak jak on do Sabriny, czujemy 

pociąg  od  pierwszej  chwili,  a  do  innych,  nawet  równie  ładnych, nie. Czy to 

hormony,  głód  duszy,  czy  też  przeznaczenie?  Być  może  wszechwiedząca 

natura  tak  nami  kieruje,  byśmy  wybrali  najodpowiedniejszego  dla  siebie 
partnera? 

Ślub  i  związane  z  nim  uroczystości  zawsze  skłaniały  ludzi  do  tego,  by 

myśleli o miłości. Sabrina jednak nie myślała o szczęściu przyjaciółki. Z całą 

jasnością  uświadomiła  sobie,  że  naprawdę  jest  zakochana  w  Calebie  i  nie 

potrafiła  przejść  nad  tym  faktem  do  porządku  dziennego.  Nie  wiedziała,  co 

robić. W tej chwili pragnęła tylko, żeby Caleb niczego sienie domyślił. 

A może on już wie? – pomyślała przerażona. Czasem wydawało jej się, że 

wprost czyta w jej myślach. Nie, to niemożliwe, w końcu potrafię się przecież 

kontrolować.  Jego  dotychczasowe  kontakty  z  kobietami  nie  opierały  się  na 

miłości,  lecz  na  pociągu  fizycznym,  nie  mógł  zatem  wiele  wiedzieć  o 

background image

prawdziwych  uczuciach.  W  końcu  oparte  na  wzajemnym  pociągu  związki 

łączyły  go  z  Angelique,  Muffy,  Candi...  i  wieloma  innymi,  których  na 

szczęście nie miała okazji poznać. 

– 

Kto w sobotę będzie podawał obrączki? – zapytał głośno ksiądz. 

Sabrina tak bardzo była zaabsorbowana swoimi myślami, że zapomniała, iż 

trzyma obrączkę Jake'a. Drugą obrączkę miał Caleb. 

Spojrzeli  na  siebie.  Co  dziwne,  Caleb  wydawał  się  szczerze  wzruszony 

przygotowaniami do ceremon

ii.  Gdyby  tak  można  było  poznać  jego  myśli... 

Odwróciła wzrok, by nie zdradzić się ze swoimi uczuciami. 

Patrzyła  teraz  na  Cassie  i  Jake'a.  Boże,  jak  błyszczą  im  oczy,  pomyślała 

wzruszona. Przecież to zaledwie próba ceremonii ślubnej. Jeżeli teraz są tacy 
w

zruszeni i zdenerwowani, to jak będą przeżywać właściwy ślub? 

Och, jak bardzo bym chciała, żeby Caleb kiedyś patrzył na mnie z równym 

oddaniem i czułością, załkało jej serce. Nie, teraz nie była w stanie zaprzeczyć, 

że jest zakochana w Calebie. Po raz pierwszy w życiu dopadła ją gorąca i ślepa 

miłość. 

Teraz już nie uważała go za playboya i podrywacza, lecz za interesującego, 

wrażliwego i pociągającego mężczyznę. Już nic nie było w stanie ochronić jej 

przed  jego  urokiem.  O  takim  mężczyźnie  zawsze  marzyła  i  tylko z takim 

chciała spędzić resztę życia. 

Jaka  ja  byłam  ślepa,  gdy  uważałam,  że  jestem  odporna  na  jego  urok.  W 

ciągu  dwóch  tygodni,  które  z  nim  spędziła,  pojawiło  się  wiele  znaków 

ostrzegawczych, jednak Sabrina je zignorowała. Teraz już było za późno, by 

płakać z powodu swojej lekkomyślności... 

Nie  była  aż  tak  naiwna,  by  uważać,  że  Caleb  też  może  być  w  niej 

zakochany.  Przecież  jasno  i  jednoznacznie  określił  swój  stosunek  do  kobiet. 

Wprawdzie pociągała go, ale tak samo pociągały go inne: Angelique, Muffy i 

Candi. Caleb lubił otaczać się kobietami, uwielbiał być przez nie adorowany... 

Cassie  i  Jake  składali  właśnie  próbną  przysięgę  małżeńską.  Głos  Cassie 

drżał, a Jake delikatnie pogładził narzeczoną po policzku i popatrzył na nią z 

miłością. 

Wzruszenie  ścisnęło  Sabrinie  gardło.  Oddałaby  pół  życia  za  to,  by  Caleb 

choć raz w taki sposób na nią spojrzał. Ale to niemożliwe, by kiedykolwiek ją 

pokochał.  Skoro  on  nie  odda  mi  swojej  duszy,  to  może  chociaż  uda  mi  się 

rozpalić jego namiętność, myślała rozpaczliwie. Może namówię go na romans, 

który dla niego będzie tylko kolejnym nic nie znaczącym flirtem, a dla mnie 

background image

najsłodszym wspomnieniem... 

Spojrzała na Caleba w momencie, gdy i on odwrócił głowę w jej stronę. Ich 

oczy się spotkały, przez moment wydawało się Sabrinie, że zajrzał aż na dno 

jej  duszy.  Lecz  po  chwili  Caleb  odwrócił  wzrok,  jakby  nigdy  nic.  Poczuła 

bolesne ukłucie w sercu. Nie była w stanie znieść jego jawnej obojętności. 

Po  ceremonii  szybko  pożegnała  Cassie  i  Jake'a  i  pobiegła  do  swojego 

samochodu. Potrzeb

owała choć chwili samotności. Patrzyła, jak Caleb ściska 

dłoń Jake'a, uśmiecha się do Cassie, a potem idzie w stronę samochodu. Tak, 

ja go nic nie obchodzę, uświadomiła sobie. 

Zebrała  wszystkie siły,  by  za  wszelką  cenę  ukryć  swoje  uczucia.  Caleb  z 

beztrosk

im uśmiechem wsiadł do samochodu. 

– 

Co cię tak rozśmieszyło? – spytała. 

– 

Brat  Jake'a  zapytał,  czy  noszę  czarny  garnitur  na  znak  żałoby  po 

przyjacielu, który traci wolność. 

– 

Ciekawa jestem, co na to jego żona – odpowiedziała również żartem. 

– 

Na  szczęście  tego  nie  usłyszała.  Pamiętasz,  że  jesteśmy  umówieni  z 

Cassie i Jakiem w „Pinnacle"? 

– 

W porządku – odparła. 

Podjechali pod restaurację, Sabrina zaparkowała i weszli do środka. Górny 

taras restauracji umieszczono na obrotowej platformie, tak aby wszyscy go

ście 

mogli podziwiać widniejące na horyzoncie Góry Skaliste. 

– 

Ciekawy  jestem,  jak  moja  laska  sprawdzi  się  na  ruchomej  podłodze  – 

zastanawiał się Caleb. 

– 

No cóż, uważaj, bo nie chciałabym, żebyś znów coś sobie zrobił, a potem 

mnie za wszystko obwiniał – odparła zachmurzona. 

– 

W  razie  trudności  wesprę  się  na  twoim  ramieniu  –  powiedział  z 

łobuzerskim uśmiechem. 

Jednak  nie  oparł  się  na  jej  ramieniu,  w  ogóle  przez  cały  wieczór  jej  nie 

dotknął.  Zachowywał  się  miło  i  uprzejmie,  lecz  chłodno.  A  ona  pragnęła 
czego

ś więcej. Uświadomiła sobie, że brakuje jej dotyku jego palców, ciepła, 

bijącego od jego ciała. Dopiero teraz, gdy tego zabrakło, dotarło do niej, jak 

bardzo to lubiła. 

Muszę  się  wyleczyć  z  tej  miłości,  zapomnieć  o  niej  raz  na  zawsze, 

powtarzała  sobie  w  duchu.  Jednak  na  niewiele  to  się  zdało.  Dobrze 

przynajmniej, że nie zbłaźniłam się do końca i udało mi się ukryć, co do niego 

czuję, myślała ze zjadliwą ironią. Niewielka to jednak była pociecha. 

background image

Dojechali do domu. 
– 

Mam nadzieję, że państwo spędzili miły wieczór – przywitał ich Jennings. 

– 

Tak,  dziękujemy,  ale  teraz  już  idziemy  spać.  Dobranoc,  Jennigs  – 

odpowiedział Caleb. 

–  Dobranoc pani, dobranoc panu – 

odparł  Jennings  i  zniknął  na  tyłach 

domu. 

Weszli na górę. 
– 

Choć do mnie, Sabrino – powiedział miękko Caleb. 

Zamarła. Wiedziała, co teraz będzie, pewnie Caleb zaraz powie, że seks bez 

żadnych zobowiązań jest bardzo przyjemny. I potrzebny. Milczała. 

Odrzucił na bok laskę i wyciągnął ręce do Sabriny. 
– 

Chodź  do  mnie  –  powtórzył  uśmiechając  się.  –  Nie dam się  oszukać, 

wiem,  że  mnie  pragniesz.  Twoje  spojrzenie  w  kaplicy,  gdy  Cassie  i  Jake 

składali przysięgę, powiedziało mi wszystko. 

Nie  była  w  stanie  się  zatrzymać,  przyciągał  ją  jak  magnes.  Objął  ją  i 

przytulił do siebie. 

– 

Przez cały wieczór nawet mnie nie tknąłeś – szepnęła cichutko. 

– 

Gdybym tylko cię dotknął, to nie byłbym już w stanie się zatrzymać... – 

odpowiedział. 

– 

A ja myślałam, że nie jesteś mną zainteresowany. 

– 

A  co  teraz  myślisz?  –  Powoli  przesunął  rozpalonymi  dłońmi  po  jej 

plecach. – Mów szybko, 

bo już za chwilę nie ręczę za siebie. 

– 

To świetnie się składa... 

Pocałował  ją  zachłannie.  Nie  wypuszczając  jej  z  objęć,  przesuwał  się  w 

stronę  sypialni.  Gdy  dotarli  do  łóżka,  każdy  centymetr  jej  ciała  płonął  z 

namiętności.  Sabrina  zamknęła  oczy,  pragnęła  zapamiętać  każdą  cudowną 

sekundę. Jednak Caleb nie pozwolił jej zbyt długo myśleć, sprawił, że rozum 

zasnął,  a  obudziły  się  zmysły.  Nie  próbowała  z  tym  walczyć,  poddała  się 

całkowicie namiętności i pozwoliła Calebowi zabrać się do czarownej krainy, 
w któr

ej króluje namiętność, żądza i... spełnienie. 

Wszystkie  wesela  trwały  za  długo.  Caleb  uważał,  że  gdyby  skrócić  je  o 

połowę, byłyby znacznie ciekawsze. Wesele Cassie i Jake'a dłużyło mu się, jak 

żadne dotąd. Nie mógł się doczekać tego, co nastąpi później. W ogóle nie mógł 

myśleć  o  niczym  innym,  tylko  o  niej.  W  myślach  zaczął  ją  rozbierać,  a 

właściwie przypominać sobie, jak wyglądała, gdy przygotowywała się do tej 

ceremonii.  Wyjmował  po  kolei  szpilki  z  wysoko  upiętych  włosów,  rozpinał 

background image

powoli guziczki jej czar

nej sukni. Wiedział, że pod tą skromną sukienką kryje 

się całkiem nieskromna bielizna. Ale rozbieranie w myślach Sabriny wcale nie 

spowodowało,  że  czas  przestał  mu  się  dłużyć.  Wręcz  przeciwnie.  Bardzo 

pragnął być teraz gdzie indziej i z kimś innym. 

– Czy n

ie musicie już zbierać się do wyjazdu, Hawaje są bardzo daleko... – 

zagadnął Jake'a. 

– Jedziemy dopiero jutro – 

odpowiedział Jake. 

– 

A noc poślubna, czy goście nie powinni już rozejść się do domów? 

– 

Od kiedy to hołdujesz tego typu tradycjom? – zdziwił się Jake. 

– 

Szczerze mówiąc, w telewizji jest mecz, który bardzo chciałbym obejrzeć. 

– 

Caleb starał się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. 

– 

Chyba  trochę  ci  nie  wierzę,  że  chodzi  o  mecz.  –  Jake  wyglądał  na 

szczerze  ubawionego.  Jego  wzrok  spoczął  na  Sabrinie.  –  Uważaj,  Caleb,  bo 
wpadniesz po uszy, to nie jest taka prosta rozgrywka jak zazwyczaj. 

Caleb  nic  nie  odpowiedział,  po  prostu  wstał  i  podszedł  do  Sabriny,  która 

siedziała na kanapie. 

– 

Czy możemy już iść? – spytał. 

– Jeszcze nie – 

uśmiechnęła się łagodnie. – Usiądź koło mnie – poprosiła. 

Zza ich pleców rozległ się śmiech Angelique. 
– 

Nie pójdzie, dopóki panna młoda nie rzuci swojego bukietu – powiedziała 

zjadliwie. – 

Choć jeśli nawet uda ci się złapać ten wiecheć, to nie wiem, czy 

wyjdzie  ci  to  na  dobre.  Caleb  ma  alergię  na  śluby  i  wesela...  –  wysyczała 

raczej  niż  powiedziała,  po  czym  odwróciła  się  i  pomaszerowała  do  sali 
balowej. 

– 

Rozmawiałyśmy  właśnie  z  Paige  o  Austinie  Weaverze  –  powiedziała 

Sabrina. 

– O nim? – 

zapytał lodowatym głosem Caleb, siadając koło Sabriny. 

– 

Czy  podejmie  tę  pracę?  –  spytała  Paige,  szczerze  zainteresowana  tą 

kwestią. 

– 

Nie dostałem jeszcze od niego żadnej odpowiedzi. Skoro nie odezwał się 

do tej pory, to podejrzewam, że odrzucił moją ofertę. 

– 

Minęło  dopiero  kilka  dni  –  zaprotestowała  Paige.  –  Może  jeszcze  się 

zastanawia, w końcu to byłaby bardzo poważna zmiana w jego życiu. 

– 

Uważasz zatem, że nie powinienem z niego jeszcze rezygnować? – Caleb 

popatrzył na Paige uważnie. 

– 

Może potrzebuje czasu, żeby wszystko przemyśleć – wtrąciła się Sabrina. 

background image

– 

Chyba  bardzo  ci  zależy,  żeby  Weaver  przeniósł  się  do  Denver  – 

skomentował chłodno jej wypowiedź Caleb. Obserwował ją uważnie, ale nie 

był  w  stanie  odgadnąć  jej  myśli.  –  Mimo  to  powinienem  w  międzyczasie 

odbyć  spotkania  z  pozostałymi  kandydatami.  Możecie  już  zacząć 
przygotowania, bo wkrótce podam wam konkretne terminy. 

– 

Mason  Maxwell na  pewno bardzo  się ucieszy  – powiedziała  Sabrina. – 

Ale  chyba  nie  podejmiesz  sam  tak  ważnej  decyzji  i  poczekasz  do  powrotu 
Jake'a z Hawajów? 

– 

To nie jest konieczne, Jake wyraził już swoją opinię, a ostateczna decyzja 

i  tak  należy  do  mnie.  –  Rozejrzał  się  uważnie  dokoła.  –  Czy to cholerne 

przyjęcie kiedykolwiek się skończy? 

Dlaczego jest w tak podłym nastroju, zastanawiała się Sabrina. Chyba nie 

ona była tego powodem. Pomyślała, że może boli go kostka, przecież w ciągu 

ostatnich dni bardzo ją forsował, nawet tańczył na weselu. Gdy Sabrina starała 

się go powstrzymać,  obiecał,  że  będzie szalał na parkiecie  wyłącznie  wtedy, 

gdy orkiestra zagra coś wolnego. 

Coś  się  jednak  zmieniło  w  jego  zachowaniu.  Czuły  kochanek,  którego 

dotyk niemal jeszcze czuła na swej skórze, gdzieś się ulotnił. Zastąpił go nieco 

szorstki i chłodny dyrektor Tanner Electronics. 

Może  rzeczywiście  Angelique  miała  rację,  mówiąc,  że  Caleb  nienawidzi 

wesel?  A  może  na  zmianę  jego  nastroju  miała  wpływ  rozmowa  o  Austinie? 

Lecz  jeśli  tak,  to  co  naprawdę  zdenerwowało  Caleba?  Czy  niezdecydowanie 

Weavera, który zwlekał z podjęciem decyzji, czy też zwykła męska zazdrość? 

Dlaczego  tak  bardzo  mu  zależało,  by  szybko  zorganizować  spotkania  z 

kolejnymi kandydatami? Czy nie chodziło przypadkiem o to, by mieć pretekst 

do jak najszybszego zerwania z moją firmą i ze mną, zastanawiała się Sabrina. 

Nigdy nie angażowała się w przelotne związki, ale tym razem była bezsilna... 

Gdy  po  weselu  wrócili  do  domu,  zobaczyli  zaparkowany  na  podjeździe 

nieznajomy  samochód.  Jennings  poinformował  ich,  że  od  kilku  godzin  na 

Caleba czeka jeden z inżynierów. 

Caleb  mruknął  coś  w  rodzaju  przeprosin  i  pokuśtykał  do  salonu,  gdzie 

czekał niespodziewany gość. 

Sabrina poprosiła Jenningsa, by zaniósł Calebowi tabletkę przeciwbólową. 

Sądząc po tym, jak szedł, przeforsowana kostka musiała mu bardzo dokuczać. 

Może  będzie  jeszcze  tak  jak  wczoraj,  westchnęła.  Przestań  się  łudzić, 

zganiła się w duchu. Poszła do gabinetu, by trochę popracować. Trzeba było 

background image

zająć się zorganizowaniem przyjęć, o których wspomniał dzisiaj Caleb. Ledwo 

usiadła, zadzwonił telefon. Do Caleba. Bez trudu rozpoznała ten głęboki męski 

głos. Bez zbędnych pytań zaniosła aparat Calebowi do salonu. 

– O co chodzi, Sabrino? – 

spytał. 

– To Austin Weaver. 
– 

Widzę, że prawie zaniemówiłaś – mruknął Caleb. 

– Witaj, Austin. – 

Caleb wcisnął guzik na klawiaturze telefonu. 

Wiedziała, że powinna wyjść, ale uznała, że skoro w pokoju został młody 

inżynier, to również ona ma prawo poznać decyzję Austina. Gdyby się zgodził, 

nie musiałaby organizować spotkań... 

W zasadzie powinna się cieszyć. Ale odczuwała tylko wielki smutek. Już 

wkrótce będzie musiała się stąd wynieść. Wprawdzie Caleb jeszcze przez kilka 

tygodni  nie  odzyska  dawnej  sprawności,  jednak  na  pewno  nie  będzie 

potrzebował opieki na „pełny etat". 

Caleb skończył rozmowę z Austinem. 
– 

To  rozwiązuje  wiele  problemów  –  powiedział,  gdy  odłożył  słuchawkę. 

Zamyślił się na chwilę. 

– 

Chcesz powiedzieć, że Austin Weaver przyjął tę pracę? – spytała. 

– 

Tak,  przyjeżdża  w  pierwszym  tygodniu  grudnia.  –  Przyglądał  jej  się 

uważnie  i  najwyraźniej  coś  go  zaskoczyło.  –  Myślałem,  że  ucieszy  cię  ta 

wiadomość. 

– 

Cieszę się – powiedziała bez wielkiego entuzjazmu. 

– 

Pewnie niepokoi cię, że z powodu wczorajszej nocy będę starał się stanąć 

ci na drodze. 

Otworzyła usta ze zdziwienia. 
– 

Nie  bój  się,  nie  jestem  takim  egoistą,  za  jakiego  mnie  uważasz. 

Widziałem, jakie wrażenie zrobił na tobie Austin Weaver... Domyślam się, że 

pragniesz jak najszybciej odzyskać wolność. 

A więc w taki sposób ma zamiar się z tego wywinąć, pomyślała. Niech mu 

będzie, to i tak lepsze, niż gdyby powiedział wprost, że już się mną znudził. 

– 

Dobrze,  że  to  rozumiesz  –  odparła,  z  trudem  powstrzymując  łzy.  Na 

szczęście Caleb na nią nie patrzył i niczego nie zauważył. 

background image
background image

Rozdział 10 

 
Po wyjściu Sabriny Caleb jakby nigdy nic wrócił do rozmowy z  młodym 

inżynierem.  Wyjaśnił  mu  wszystkie  wątpliwości.  Młody  człowiek  zwinął 

projekt, który przyniósł, i wstał. 

– 

Dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas pomimo weekendu – powiedział 

młody człowiek. – Nie będę panu dłużej zawracał głowy. 

– 

Teraz, gdy Weaver zdecydował się do nas dołączyć, będzie nam łatwiej – 

zapewnił  go  Caleb.  Potem  nieznacznie  się  skrzywił  i  dyskretnie  pomasował 

kostkę, która po weselu bardzo mu dokuczała. – Trafisz do drzwi? 

– 

Ależ oczywiście, i jeszcze raz dziękuję. 

Po  wyjściu  inżyniera  Caleb  opadł  na  sofę.  Miał  za  sobą  bardzo  męczący 

dzień.  Pierwsza  myśl,  jaka  mu  przyszła  do  głowy,  dotyczyła  Sabriny.  Nie 

powinien  z  nią  rozmawiać  w  tak  obcesowy  sposób,  bo  mogła  wyciągnąć 

błędne  wnioski.  Trzeba  to  jak  najprędzej  wyjaśnić...  chociaż  nie 

zaprotestowała,  gdy  dość  grubiańsko  zwrócił  jej  wolność.  Ale  czy 

rzeczywiście interesowała się Weaverem? Była zbyt taktowna, by wdawać się 

z nim w rozmowę o intymnych sprawach w obecności postronnej osoby. No 

cóż, wykazała się znacznie większą klasą niż on. 

–  Sabrino!  – 

zawołał. Z całą pewnością powinien naprawić swój błąd. Im 

szy

bciej, tym lepiej. Sabrina wciąż nie przychodziła, ale usłyszał, że Jennings 

kręci się po holu. 

–  Jennings!  – 

zawołał.  –  Czy  mógłbyś  poprosić  Sabrinę?  Muszę  z  nią 

zamienić kilka słów. 

– 

Obawiam  się,  że  to niemożliwe – odparł Jennings.  –  Wyszła  jakieś  pół 

godziny temu. 

– 

Minęło aż pół godziny? – Caleb spojrzał na zegarek. – A dokąd poszła o 

tak późnej porze? 

– 

Nie  wiem.  Odnoszę  jednak  wrażenie,  że  nie  ma  zamiaru  wrócić,  gdyż 

zabrała ze sobą walizkę. – Jennings z trudem przełknął ślinę. 

Caleb był zdumiony. Nie mogła mi tego zrobić, przecież mieliśmy umowę... 
– 

Pańska laska. – Jennings podał mu czarną laseczkę, prezent od Sabriny. 

W  tej  chwili Caleb zauważył,  że przeszedł  pół pokoju bez kuli  czy  laski. 

Wprawdzie  kostka  go  bolała,  ale  mógł  znów  normalnie  się  poruszać.  Tak, 

przecież mieliśmy z Sabriną umowę, że zostanie dopóty, dopóki nie będę mógł 

background image

poruszać się o własnych siłach, uświadomił sobie. Nie ma co, świetnie wybrała 
moment... 

Ale jak mogła tak wyjść bez pożegnania? Bez słowa wyjaśnienia. .. A może 

uznała, że nie ma czego wyjaśniać? Przypomniał sobie jej ostatnie słowa, gdy 

docinał jej na temat Weavera. Powiedziała: „Dobrze, że to rozumiesz". 

Więc jednak się nie pomylił, Weaver zrobił na niej piorunujące wrażenie. 

Tak duże, że to, co wydarzyło się między nimi ostatniej nocy, nie miało dla 

mej  żadnego  znaczenia.  Sabrina  nie  chciała  z  nim  być.  A  skoro  tak,  to  nie 

będzie o nią walczył. Nie będzie jej nic wyjaśniał ani niczego tłumaczył. 

Ale przecież ja jej pragnę, uświadomił sobie. Tak bardzo, że aż sprawia mi 

to ból! 

Jak to możliwe? Jak doszło do tego, że chce być z kobietą, która traktuje go 

jak powietrze? 

Nie był przygotowany na odejście Sabriny. 
 
Gdy  Sabrina  zobaczyła  samochód  Paige,  szybko  wzięła  torbę  i  wybiegła 

przed dom. 

– 

Powinnyśmy  skończyć  ten  projekt  do  południa  –  powiedziała  na 

przywitanie  Sabrina.  Starała  się  nadać  swemu  głosowi  naturalne  brzmienie, 

lecz przychodziło jej to z największym wysiłkiem. 

– 

Tak, chociaż to trudniejsze zadanie, niż się z początku spodziewałam  – 

odpowiedziała Paige. – Dobrze, że Cassie wróci, zanim zacznie się gorączka 

przedświąteczna.  Musimy  wypocząć  przed  Bożym  Narodzeniem,  bo  wtedy 

będziemy chyba pracować dzień i noc. 

– 

Tak,  nasza  firma  jest  już  na  tyle  duża,  że  dwie  osoby  nie  dają  rady  – 

przyznała  Sabrina.  –  Pamiętasz,  jeszcze  kilka  miesięcy  temu  prawie  nie 

miałyśmy co robić, a kontrakt z Tanner Electronics uratował nam skórę... 

Wspomnienie Tanner Electronics automatycznie skierowało myśli Sabriny 

na Caleba. Choć tak naprawdę nigdy nie przestawała o nim myśleć... Dlaczego 

Caleb nie zerwał z nimi kontraktu? Miał do tego pełne prawo, bo przecież nie 

dotrzymała  warunków  umowy,  opuściła  jego  dom  w  pośpiechu,  bez  słowa 

wyjaśnienia. Widocznie nie chciał się mścić, pewnie poczuł ulgę, że usunęła 

się z jego życia. 

– A s

woją drogą, to miałaś rację z Austinem Weaverem. Trochę długo się 

zastanawiał,  ale  wreszcie  przyjął  ofertę  Caleba.  Zgodził  się  zostać  nowym 
dyrektorem generalnym Tanner Electronics. 

background image

Paige zahamowała ostro. 
–  Przepraszam  – 

mruknęła. – Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa, że 

cała jezdnia należy wyłącznie do niego. A co z Calebem? Zanim zadzwoniłam 

do  ciebie  do  domu,  dzwoniłam  najpierw  do  niego,  jednak  nie  zastałam  cię 
tam... 

– 

Tak, wyprowadziłam się. Miałaś rację, to nie mogło trwać długo... 

–  Mam nadziej

ę,  że  szybko  się  pozbierasz.  –  Paige  spojrzała  z  troską  na 

przyjaciółkę. – A już myślałam, że wam się ułoży... Na ślubie Cassie patrzył 

na ciebie w taki sposób, że byłam przekonana, że to coś poważnego. 

Sabrina  zadrżała.  Oddałaby  wszystko,  żeby  Paige  miała  rację.  Niestety, 

przyjaciółka,  która  zazwyczaj  nie  myliła  się  w  takich  sprawach,  tym  razem 

dała się ponieść fantazji. 

 
Caleb  krążył  nerwowo  po  domu,  jakby  nie  mógł  sobie  znaleźć  miejsca. 

Widać  było,  że  Sabrina  pakowała  się  w  wielkim  pośpiechu,  gdyż  zostawiła 

masę  rzeczy.  W  łazience  na  półce  leżała  jej  szminka,  na  stoliku  została 

książka,  a  koło  łóżka  jedwabna  pończocha.  Caleb  podniósł  ją  czubkami 

palców, a potem ze złością wyrzucił do kosza. 

Był  na  siebie  wściekły.  Jak  mógł  dopuścić  do  tak  idiotycznej  sytuacji? 

Dlaczego nie potrafi przestać myśleć o kobiecie, która miała go za nic? Nigdy 

dotąd mu się to nie zdarzyło. Ale też nigdy dotąd nie spotkał takiej kobiety. 

Sabrina  była  jedyna  w  swoim  rodzaju.  Przecież  tak  właśnie  myślał  od 

pierwszej chwili, gdy  ją tylko ujrzał. I nie chodziło tylko o fizyczne piękno, 

znał  wiele  urodziwych  kobiet.  To  osobowość  Sabriny  tak  go  urzekła,  jej 

wrażliwość i niezależność. No i żywiołowość, która nie miała sobie równych. 

Może  ona  na  mnie  czeka?  Może  powinienem  jej  poszukać?  Próżność  nie 

pozwalała  mu  przyznać,  że  właśnie  tak  pragnął  postąpić.  Pewnie  nie  będzie 

chciała  ze  mną  w  ogóle  rozmawiać,  narobiłem  takiego  bigosu,  że  lepiej  nie 

mówić... 

Spostrzegł, że w palcach obraca pończochę Sabriny, tę samą, która jeszcze 

chwilę  temu  wylądowała  w  koszu.  Nie  było  sensu  zastanawiać  się,  w  jaki 

sposób znów znalazła się w jego dłoni. Zakochani robią różne dziwne rzeczy... 

 
Minęło kilka dni. Na pozór wszystko było w porządku, pewnie nikt, kto jej 

bliżej nie znał, nie zorientowałby się, że coś jest nie tak. Sabrina czuła się jak 

bezwolny  automat,  życie  przestało  sprawiać  jej  jakąkolwiek  przyjemność. 

background image

Pracowała,  negocjowała  z  klientami  warunki  umów,  spotykała  się  ze 

znajomymi, oglądała telewizję. Jednak cały czas miała wrażenie, że pogrążyła 

się w letargu. 

Z zadumy wyrwał ją ostry dźwięk komórki. W telefonie odezwał się niski 

męski głos. 

To był Austin Weaver. Zupełnie nie spodziewała się, że poprosi ją o pomoc. 
 
Jennings prawie zemdlał z wrażenia, gdy zobaczył ją w drzwiach. Spojrzał 

w stronę salonu, gdzie, jak się domyśliła, był Caleb. 

– 

Rozumiem,  że  Caleb  nie  chce  mnie  widzieć,  podobnie  jak  ja  nie  mam 

ochoty go oglądać, ale przychodzę w interesach i naprawdę muszę się z nim 

zobaczyć. Poczekam, aż będzie wolny. 

– 

Zaraz  powiem  mu,  że  pani  przyszła.  –  Jennings dziarskim krokiem 

pomaszerował do salonu. 

– 

A  więc  sprowadzają  cię  tu  interesy  –  usłyszała  za  plecami  miękki  głos 

Caleba. 

Wydawał  się  wyższy  i  smuklejszy,  chodził  bez  laski.  To  dziwne,  że  tak 

bardzo się zmienił, nie widziałam go przecież zaledwie kilka dni, pomyślała ze 

ściśniętym  sercem.  Tak  bardzo  za  nim  tęskniła...  Kochała  go  i  nigdy  go  nie 
zapomni. 

– 

A więc sprowadza cię tu interes – powtórzył. 

Nigdy nie uda jej się zdobyć tego mężczyzny. Jeśli chce zachować resztki 

godności,  nie  powinna  mu  pokazać,  jakie  wrażenie  zrobił  na  niej  sam  jego 
widok. 

– 

Ucieszyłaś się z jego telefonu? – spytał. Jasne było dla obydwojga, o kim 

rozmawiają. 

– Nieszczególnie – 

odparła. – Chce, żeby Wypożyczalnia Żon znalazła mu 

mieszkanie. Rozmawiał ze mną, bo Cassie jest na Hawajach, a Paige nie zna. 

– 

O, widzę, że wasze rozmowy podczas pamiętnego obiadu zaowocowały 

wzajemnym zaufaniem – 

powiedział  z  lekkim  przekąsem.  –  Ale chyba nie 

jesteś  tu  po  to,  by  pytać  mnie  o  zgodę  na  podpisanie  umowy  z  nowym 
klientem? 

–  P

owiedział,  że  w  trakcie  rozmów  z  zarządem  Tanner  Electronics 

zapomniał wyjaśnić kilka istotnych szczegółów. Poprosił mnie, bym ustaliła to 

z tobą. Chodzi między innymi o: służbowe mieszkanie i samochód, przeloty, 

prywatną  szkołę  dla  córki,  jednym  słowem  mam  z  tobą  omówić  pakiet 

background image

świadczeń dodatkowych. 

– 

Oczywiście, wejdź i usiądź. – Zaprosił ją do salonu. Jennings wszedł z 

tacą. Sabrina odruchowo zaczęła zbierać ze stolika kawowego gazety, kartki i 

pudełka.  Jedno  z  pudełeczek  spadło  na  podłogę  i  wypadły  z  nich czerwone, 
satynowe majtki. 

– Czy to prezent od twoich wielbicielek? – 

roześmiała się. – Pojawiły się na 

placu boju szybciej, niż myślałam... 

Caleb wziął z rąk Jenningsa tacę i postawił ją na stoliku. 
– 

Tęsknię za tobą, Sabrino – powiedział, gdy Jennings zniknął za drzwiami. 

Sabrina  starała  się  ze  wszystkich  sił  zachować  spokój.  Drżącymi  dłońmi 

wzięła ze stolika filiżankę. 

– 

Ty  zawsze pragniesz tego,  czego nie  możesz  mieć  –  odparła.  –  Pewnie 

ubodło cię, że odeszłam, nie jesteś do tego przyzwyczajony. 

– Nie, Sabrino, to nie tylko to. – 

Głos Caleba był głęboki i zmysłowy. 

– 

Pewnie musisz się zastanowić nad żądaniami Austina Weavera. Dziś i tak 

nie podejmiesz decyzji. – 

Wstała. 

Chwycił ją za rękę. Pod żakietem poczuł coś twardego. Rękaw trochę się 

podwinął i Caleb zobaczył, że Sabrina nosi bransoletkę, którą od niego dostała. 

– Nosisz prezent ode mnie – 

ucieszył się. 

– 

Co  w  tym  dziwnego,  pasuje  do  żakietu.  Poza  tym,  ciężko  na  nią 

zapracowałam... 

– 

Chcę,  żebyś  wróciła  do  mnie  –  powiedział.  –  I  zrobię  wszystko,  by to 

osiągnąć. 

Odwróciła  się  tak  gwałtownie,  że  straciła  równowagę.  Caleb  zerwał  się  i 

przyciągnął ją do siebie. Miękko wylądowali na puszystym dywanie. 

– 

Czy chcesz mnie przekonywać w taki właśnie sposób? – spytała. 

Caleb uśmiechnął się tylko, otoczył dłonią jej szyję i przyciągnął jej głowę 

do swojej. Jego pocałunek był zmysłowy i niecierpliwy. 

Osiągnął swój cel, uświadomiła sobie nagle. Pragnęła go jednak tak samo 

mocno, jak przed chwilą. Straciła dla niego głowę, nie była w stanie się bronić. 

– Pozwól 

mi odejść – szepnęła. 

– 

Nie, nie puszczę cię, zanim mnie nie wysłuchasz. – Przycisnął ją jeszcze 

mocniej do siebie. 

– Mów... 
– 

Gdy  załatwiłaś  mi  kostkę,  byłem  przekonany,  że  nie  chcę  cię  więcej 

widzieć. A jednak oszalałem na twoim punkcie. Dlatego zaszantażowałem cię, 

background image

zmusiłem, żebyś się mną zaopiekowała. Przysięgałem sobie, że będę ostrożny, 

że ograniczę się do przelotnego flirtu, ale stało się inaczej. 

Sabrinie  zakręciło  się  w  głowie.  Nawet  w  najśmielszych  marzeniach  nie 

wyobrażała sobie takiej sceny. 

– 

Byłem  zazdrosny  o  każdy  uśmiech  skierowany  do  Austina  Weavera. 

Bałem  się,  że  mi  cię  zabierze,  wydawał  się  być  w  twoim  typie:  kulturalny, 

odpowiedzialny,  z  klasą.  Miał  wiele  cech,  których  ja  nie  posiadam.  Nie 

wiedziałem poza tym, że miłość może ranić, dlatego tak późno ją rozpoznałem. 

– 

Miłość? – Jej głos był zduszony. 

– 

Dopiero gdy odeszłaś, zdałem sobie sprawę, że się w tobie zakochałem. 

Sabrina  nie  do  końca  była  pewna,  czy  dobrze  zrozumiała  sens  tej 

wypowiedzi. 

– 

Byłem  głupcem,  źle  cię  traktowałem.  Zacząłem  w  najgorszy  możliwy 

sposób. Pewnie mnie nie kochasz, ale wiem przynajmniej, że mnie pragniesz. – 

Spojrzał jej w oczy. – Kocham cię, Sabrino. Jesteś pierwszą kobietą, której to 

mówię. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale udowodnię ci, że to prawda. 

W je

go  głosie  było  tyle  żarliwości,  że  Sabrina  natychmiast  pozbyła  się 

resztek wątpliwości. 

– 

Wierzę ci – odpowiedziała cicho. – Mnie też na tobie zależy. 

Caleb  pochylił  się  i  pocałował  ją.  Ten  pocałunek  nie  był  tak  namiętny  i 

zachłanny jak poprzedni, lecz i tak prawie zabrakło im tchu. 

– 

Długo  nie  wiedziałam,  co  się  ze  mną  dzieje.  Do  tej  pory  spotykałam 

mężczyzn,  którzy  przede  wszystkim  zwracali  uwagę  na  moje  ciało.  Taki 

właśnie był Mason Maxwell. Uważał, że dobre zamążpójście to szczyt moich 

marzeń.  Myślałam,  że  ty  traktujesz  mnie  tak  samo.  Pamiętasz,  podczas 

rozmowy  o  interesach  wysłałeś  mnie  na  kawę,  jakbym  była  zbyt  głupia,  by 

cokolwiek  z  niej  zrozumieć.  Jednak  potrafiłeś  ze  mną  ciekawie  rozmawiać, 

rozśmieszyć mnie. W końcu zakochałam się w tobie. 

Caleb poc

ałował ją w szyję. Sabrina zamruczała jak zadowolona kotka. 

– 

A co byś zrobił, gdybym nie przyszła dziś? 

– 

Jeszcze nie wiem,  właśnie przygotowywałem nowy plan, gdy pojawiłaś 

się  we  własnej  osobie.  –  Uśmiechnął  się  łobuzersko.  –  Może  zażądałbym, 

żebyś skończyła urządzanie mojego mieszkania. 

– 

No  dobrze,  skończyłabym  remont,  twoją  sypialnię  pomalowałabym  na 

różowo...  Ale  zaraz,  co  właściwie  miałeś  na  myśli,  mówiąc,  że 

przygotowywałeś nowy plan? 

background image

– 

Powiedzmy,  że  postanowiłem  dostarczyć  ci  powodów,  żebyś  się  tu 

zjawiła.  Austin  mi  trochę  pomógł,  choć  i  tak  miał  zamiar  poprosić 

Wypożyczalnię Żon o załatwienie kilku spraw... 

Oderwała się od niego. 
– 

Kazałeś mu do mnie zadzwonić? 

– 

Nie, bardzo uprzejmie go o to poprosiłem. Chociaż, gdy przez cały dzień 

się nie zjawiałaś, zacząłem się obawiać, czy ten sposób coś da. Ale zostawmy 

w spokoju Austina. Teraz mam ważniejsze sprawy na głowie. – Pocałował ją. 
– Kiedy za mnie wyjdziesz, Sabrino? 

– 

Naprawdę  chcesz  posunąć  się  aż  tak  daleko?  Wydawało  mi  się,  że 

nienawidzisz ślubów i wesel? 

– 

Czy ty pamiętasz każde głupstwo, które powiedziałem? 

– 

Większość. – Roześmiała się radośnie. 

– 

Sabrino, pragnę być z tobą do końca życia, mieć dzieci, dzielić wszystkie 

smutki  i  radości.  A  jeśli  martwi  cię,  że  jesteś  jedną  z  wielu,  to  pamiętaj,  że 

jesteś ostatnią, jedyną i najważniejszą. 

– 

Wyjdę  za  ciebie  i  będziemy  najszczęśliwsi  na  świecie  –  szepnęła. 

Położyła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca. Wiedziała, 

że ono bije tylko dla niej. 

 
Kolejne książki z serii Harlequin Romans ukażą się kwietnia. 
 
 


Document Outline