background image

Leigh Michaels

Bardzo moralna propozycja

Bride on Loan

background image

Rozdział 1

Był październik, dzień Halloween. Sabrina Saunders spojrzała przez 

okno samochodu i pomyślała, że szare, pochmurne niebo, mżawka i 

wiatr   przypominają   raczej   nieprzyjemne   przedwiośnie   niż   piękną 

zazwyczaj jesień.

Zabrała   torby,   które   leżały   na   tylnym   siedzeniu,   i   wysiadła   z 

samochodu. Zimny wiatr dmuchnął jej prosto w twarz. Zebrała poły 

żakietu, szybko podbiegła do bramy i nacisnęła dzwonek.

–   Pospiesz   się,   Paige   –   mruknęła   do   siebie,   podskakując   dla 

rozgrzewki.

Po chwili drzwi się otworzyły i Sabrina weszła do środka.

–   Dzień   dobry,   Eileen.   –   Uśmiechnęła   się   lekko   do   siwowłosej 

kobiety, poruszającej się na wózku inwalidzkim. – Przyniosłam Paige 

kostium na Halloween. Czy jest w domu?

Eileen spojrzała przez ramię na Sabrinę i wjechała do pokoju.

– Mam nadzieję, że zamkniesz w końcu te drzwi – powiedziała. – 

Dopiero co przeszłam bardzo nieprzyjemne zapalenie gardła.

– Przykro mi, że znów nie najlepiej się czujesz – odparła Sabrina, 

posłusznie spełniając polecenie Eileen.

– W mojej sytuacji nie można wymagać od życia zbyt wiele, toteż 

muszę szanować tę resztkę zdrowia, która mi pozostała – powiedziała 

Eileen.

– Witaj, Sabrino, już myślałam, że nie przyjdziesz. – Z korytarza 

wyłoniła się, trzymając w ręku długopis i notatnik, Paige McDermott.

–  Buszowałam  po   sklepach   i  zobacz,  co   dla   ciebie   znalazłam!   – 

background image

Sabrina z tryumfującą miną wyciągnęła z torby kostium.

– Czy ty uważasz, że moja córka włoży coś takiego na przyjęcie dla 

dzieci? – Eileen skrzywiła się, jakby zjadła cytrynę bez cukru.

–   Tak   właśnie   myślę.   –   Sabrina   uniosła   ze   zdziwienia   brwi.   – 

Uważam, że w takich kolorach Paige będzie wyglądała ślicznie. A jeśli 

do tego włoży szpilki...

–   Nie   zapomnij   o   długim  szlafroku,   który   ukryje  gęsią   skórkę   – 

przerwała jej Paige.

–   Och,   Paige!   Czy   nie   ma   w   tobie   odrobiny   szaleństwa? 

Romantyzmu?

– Ani trochę, nie jestem szalona – odpowiedziała spokojnie Paige.

– No dobrze, w takim razie ubierz się w niedźwiedzią skórę, wtedy 

na pewno nie zmarzniesz i skutecznie odstraszysz wszystkich facetów 

– mruknęła Sabrina.

–   Nie   spodziewałam   się   po   tobie   takich   uwag   –   wtrąciła   się 

oburzona Eileen. – Mówisz jak Cassie, ona zawsze jest gotowa zrobić 

wszystko, by zwrócić na siebie uwagę...

–   To   dobry   pomysł,   zaniosę   ten   strój   Cassie   –   przerwała 

bezceremonialnie tę tyradę Sabrina.

–   Ja   w   ogóle   nie   miałam   zamiaru   się   przebierać   –   powiedziała 

szybko   Paige,   widząc   minę   matki.   –   W   końcu   jesteśmy   tylko 

organizatorkami, chciałam się ubrać po prostu w dżinsy i podkoszulek.

–   No   co   ty,   nie   wygłupiaj   się!   –   krzyknęła   Sabrina.   –   Nie   psuj 

dzieciom zabawy, one uwielbiają przebieranki.

– Mamo, czy jesteś pewna, że nie chcesz z nami pójść? – Paige 

zmieniła   temat.   –   Będzie   tam   przecież   kącik   seniora,   nie   musisz 

background image

siedzieć sama w domu... Na przyjęciu może być nawet spokojniej niż 

w domu. Wiesz, te czeredy dzieciaków, które co chwila dobijają się...

–   Nie   musisz   się   o   mnie   martwić,   Paige   –   ucięła   zdecydowanie 

Eileen.   –   Nie   mam   zamiaru   nikomu   otwierać   drzwi.   Położę   się   z 

książką   do   łóżka,   pogaszę   wszystkie   światła,   zostawię   tylko   nocną 

lampkę i nikt nie będzie wiedział, że ktoś jest w domu.

Sabrina zamknęła oczy. Eileen, siedząca sama w ciemnym domu... 

cóż za wspaniały sposób na spędzenie Halloween... i Paige, którą przez 

cały wieczór będzie dręczyć poczucie winy, że zostawiła schorowaną 

matkę samą. Horror!

–   Proszę,   nie   mówmy   już   o   tym,   Paige   –   poprosiła   głosem   nie 

znoszącym sprzeciwu Eileen. – Muszę poszukać moich lekarstw.

– Czy znowu czujesz się gorzej? Boli cię gardło? – przestraszyła się 

Paige.

– Nie, nie czuję się gorzej. – Słowa Eileen kontrastowały z tonem, 

jakim   je   wypowiedziała.   –   Nie   chcę   ci   psuć   wieczoru,   przecież   to 

żadna przyjemność zajmować się starą, schorowaną matką...

– Nie mów tak... – Paige bezradnie rozłożyła ręce.

– Zresztą i tak nie ma cię kto zastąpić... – Eileen spojrzała na córkę, 

– Chyba że Cassie... przecież ona też wybiera się na to przyjęcie.

– Dwie osoby to za mało, by wszystko zorganizować – wtrąciła się 

Sabrina, dla której intencje Eileen były zupełnie oczywiste; szacowna 

matrona postanowiła po raz kolejny popsuć córce zabawę i za wszelką 

cenę zatrzymać ją w domu.

– Myślałam, że to tylko niewielka zabawa dla dzieci pracowników 

filii jednego z przedsiębiorstw waszego klienta; organizowana po to, 

background image

by dzieciaki nie ganiały po ulicy... – nie dawała za wygraną Eileen.

– Tak miało być z początku, ale przyjęcie rozrosło się do rozmiarów 

wielkiej   imprezy   dla   wszystkich   dzieci   z   Tanner   Electronics   – 

odpowiedziała   twardo   Sabrina.   –   Będzie   tyle   dzieciaków,   że 

zaangażowałyśmy po kilka opiekunek dla każdej grapy wiekowej, aby 

organizowały dzieciom zabawę i miały na nie oko.

–   Caleb   Tanner   będzie   na   przyjęciu   dla   dorosłych   –   nieśmiało 

wtrąciła Paige.

– My nie jesteśmy odpowiedzialne za przyjęcie dla dorosłych, ale 

musimy tak zorganizować zabawę dla dzieci, żeby nie przeszkadzały 

rodzicom – dodała Sabrina.

– Bardzo mi się to nie podoba, Paige. – Eileen skrzywiła się. – Nie 

lubię, gdy musisz się zadawać z nie wiadomo kim....

Ona wciąż uważa, że Paige jest małą dziewczynką, która jeszcze nie 

zna   się   na   ludziach   i   którą   może   omotać   byle   chłystek.   Sabrinie 

szczerze było żal przyjaciółki.

– Mamo, ja organizuję przyjęcie dla dzieci, a poza tym bardzo długo 

zabiegałyśmy o kontrakt z Tanner Electronics – powiedziała łagodnie 

Paige.

Sabrina   wiedziała,   że   Paige   tłumaczy   swojej   matce   te   oczywiste 

fakty nie po raz pierwszy.

– Jeśli Paige teraz się wycofa, możemy nie dać sobie rady, trudno 

będzie   znaleźć   kogoś  na   jej   miejsce.   –   Sabrina   postanowiła   twardo 

bronić przyjaciółki. – A tak w ogóle, to powinnyśmy się pospieszyć, 

musimy zrobić jeszcze masę rzeczy, a czas płynie nieubłaganie...

Sabrina wraz z przyjaciółkami, Cassie i Paige, prowadziły firmę pod 

background image

intrygującą nazwą Wypożyczalnia Żon. Zajmowały się wszystkim, na 

co   zapracowani   ludzie   nie   mieli   czasu.   Organizowały   przyjęcia, 

wynajmowały gosposie, ogrodników, sprzątaczki. Ich zadanie polegało 

na tym,  by  klienci mogli zapomnieć  o trudach  codziennego życia i 

skupić się na pracy zawodowej.

Gdy   Sabrina   weszła   do   atrium   siedziby   Tanner   Electronics,   w 

którym miało się odbyć przyjęcie dla dzieci, z radością stwierdziła, że 

większość dekoracji jest już zrobiona. Było to dzieło Cassie, która przy 

pomocy hostess przystroiła salę. Pod sufitem rozwieszone były wielkie 

pajęczyny, w których czaiły się pająki z ciemnego papier-mache. Na 

ścianach   wisiały   ogromne   nietoperze   o   szeroko   rozpostartych 

skrzydłach,   a   światła   były   przyćmione.   Sabrina   uśmiechnęła   się   z 

zadowoleniem.   Dzięki   pomysłowości   udało   się   przekształcić   pełne 

światła   pomieszczenie   w   posępną   i   mroczną   komnatę.   Zabawa   dla 

dzieci miała się odbywać w „nawiedzonym zamczysku".

Sabrinie   zostały   do   nadmuchania   balony.   Z   doświadczenia 

wiedziała,  że w ostatniej  chwili zawsze może  coś wyskoczyć, więc 

chociaż została jeszcze godzina do rozpoczęcia przyjęcia, postanowiła 

już teraz włożyć kostium. Zrzuciła ubranie i sprawnie przebrała się za 

czarnego kota.

Bardzo zależało jej na tym przyjęciu, gdyż była to ich pierwsza duża 

impreza organizowana dla Tanner Electronics, a szczerze mówiąc – 

pierwsza taka duża impreza w ogóle. Z początku miało to być tylko 

niewielkie   przyjęcie   dla   dzieci,   o   zmianie   planów   Sabrina,   Paige   i 

Cassie dowiedziały się praktycznie w ostatniej chwili. Nie miały czasu 

background image

na wymyślenie czegoś nowego i niezwykłego, skupiły się zatem na 

perfekcyjnym   przygotowaniu   przyjęcia   w   starym   stylu.   Sabrina 

zdawała sobie sprawę, że Caleb Tanner widział już w życiu niejedno i 

trudno go będzie zadziwić czy olśnić. Była jednak dobrej myśli, bo jak 

na razie wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Po   napompowaniu   pierwszej   setki   balonów   zawołała   chłopaka   z 

obsługi, żeby je pozawieszał. Pompowanie balonów byłoby miłą pracą, 

gdyby   nie   to,   że   butla   z   helem  stała   tuż   koło   wahadłowych   drzwi, 

którymi   ciągle   ktoś   wchodził   lub   wychodził,   i   Sabrinę   co   chwila 

owiewała   nieprzyjemna   fala   zimnego   powietrza.   Po   napompowaniu 

drugiej setki była tak przemarznięta, że narzuciła na ramiona płaszcz. 

Niestety,   nie   miała   szans   na   przesunięcie   ogromnej   i   przeraźliwie 

ciężkiej butli w inne miejsce.

Eileen   będzie   tryumfowała,   gdy   się   przeziębię,   pomyślała.   A 

właśnie, gdzie jest Paige? – Rozejrzała się dokoła. Spojrzała nerwowo 

na zegarek, dzieci pewnie zaczną się schodzić lada moment.

Wzięła   kolejne   pięćdziesiąt   balonów   i   postanowiła   zanieść   je   do 

drugiej sali, przy okazji sprawdzając, czy nie ma tam Paige. Zaczęła 

zbierać rozsypane balony, gdy nagle ktoś z wielkim impetem otworzył 

drzwi.   Spoza   balonów   niewiele   widziała.   Miała   wrażenie,   że   nagle 

koło drzwi wyrosła potężna kolumna, której nigdy wcześniej tam nie 

było. Na dodatek, nie wiadomo skąd, na ziemię sfrunęła sterta listów. 

Zdziwiona,   zaczęła   rozgarniać   balony,  by   sprawdzić,   co   to   takiego. 

Nie, to nie była kolumna. One przecież nie przeklinają...

Przed nią stał bardzo wysoki mężczyzna o imponująco szerokich 

barach,   ubrany   w   stalowoszary,   skórzany   strój   motocyklisty.   Twarz 

background image

nieznajomego skryta była pod kaskiem.

– Niezłe przebranie – powiedziała bez zastanowienia. – Poza tym, 

przyszedł  pan   za  wcześnie,   przyjęcie   rozpocznie   się   dopiero   za   pół 

godziny – dodała.

– Nie przyszedłem tu dla zabawy – odezwał się nieznajomy nieco 

zduszonym przez kask głosem.

– Chce pan powiedzieć, że pan się tak ubiera na co dzień? Hm, 

ciekawa   koncepcja,   skrzyżowanie   Don   Kichota   z   członkiem   gangu 

motocyklowego – stwierdziła z lekką drwiną.

– Chcę powiedzieć, że po prostu tu wszedłem, z pocztą w ręku; nie 

spodziewałem się, że otwarcie drzwi spowoduje katastrofę. Lecz cóż, 

wpadła na mnie wyjątkowo źle wychowana kotka...

Sabrina fuknęła, jakby wczuwając się w rolę rozzłoszczonej kocicy, 

ale żadna dobra i cięta odpowiedź nie przyszła jej do głowy.

– Niech pani spojrzy, jakiego narobiła pani bałaganu. – Motocyklista 

wskazał rozsypane na podłodze listy.

Wzrok Sabriny powędrował we wskazanym kierunku. Na podłodze 

leżała ogromna sterta listów w małych i dużych kopertach, folderów i 

ulotek reklamowych.

–   Faktycznie....   przykro   mi,   ale   spoza   tych   balonów   absolutnie 

niczego nie widziałam, pan natomiast mógł mnie przecież ominąć.

– Jak? Była pani dokładnie koło drzwi, które właśnie otworzyłem! 

Doprawdy trudno znaleźć gorsze miejsce do pompowania balonów!

– Nie ja je wybrałam – odparła chłodno. – Firma, która przywiozła 

budę z helem, ustawiła ją właśnie tu!

–   Przecież   ta   butla   jest   na   kółkach.   –   Mężczyzna   wzruszył 

background image

ramionami.

– Ale ja i tak nie dałam rady jej ruszyć, waży pewnie ze sto kilo! 

Może mógłby...

Zanim zdążyła skończyć zdanie, motocyklista,  niezwykle zwinnie 

jak na tak dużego mężczyznę, ominął ją, popchnął butlę i przestawił ją 

parę metrów dalej. Niestety, nie zauważył, że leżał tam kolejny pęk 

balonów, z których większość z wielkim hukiem pękła.

Niewiele   myśląc,   Sabrina,   wykonała   rozpaczliwy   skok,   żeby 

ratować   te,   które   ocalały,   ale   nie   spojrzała   pod   nogi.   Z   impetem 

wbiegła na koperty i poślizgnęła się. Zamachała gwałtownie rękami, 

puszczając   ostatnie   balony.   Motocyklista,   wykazując   się 

błyskawicznym   refleksem,   natychmiast   ją   podtrzymał,   ale   również 

poślizgnął się na listach. Na dodatek padając, popchnął ogromną butlę 

z   helem.   Z   wielkim   hukiem,   zwielokrotnionym   jeszcze   przez   echo, 

przewrócili się na podłogę.

Sabrina   odruchowo   schowała   głowę   w   ramiona.   Choć   wreszcie 

ucichł hałas, jeszcze przez kilka sekund bała się otworzyć oczy. Jej nic 

sienie   stało,   bo   balony   zamortyzowały   upadek,   ale   wyobraźnia 

podsunęła jej obraz motocyklisty przygniecionego ogromną butlą.

W końcu odważyła się usiąść i otworzyć oczy. Wśród otaczających 

ich prawie dwustu balonów coś się nagle poruszyło. Dobrze, ten facet 

przynajmniej żyje, pomyślała. I skoro się rusza, to znaczy, że nie stracił 

przytomności....   Po   chwili   spośród   balonów   zaczęły   dochodzić 

gniewne pomruki.

– Jak słyszę, żyje pan... – Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.

–   Pani   to   potrafi   narobić   bałaganu!   –   rozległ   się   spod   balonów 

background image

wprawdzie zduszony, ale całkiem wyraźny głos.

– Chwileczkę, chce pan powiedzieć, że to wszystko moja wina?! – 

wykrzyknęła.

– A co, może moja? – Nieznajomemu udało się wysunąć głowę.

–   Gdyby   powiedział   mi   pan,   co   zamierza   zrobić,   przesunęłabym 

balony. Skoczył pan jak wariat do tej butli, nie patrząc, co za nią leży! 

A w ogóle, gdyby pan pozbierał swoją pocztę, to bym się na niej nie 

poślizgnęła.

– Mówi pani o tej poczcie, którą pięć minut temu wytrąciła mi z 

rąk? – spytał z przekąsem.

Przygryzła lekko wargi. Czuła, że nie jest zupełnie bez winy. Ta 

kłótnia zmierzała w złym kierunku, nie było sensu dalej jej ciągnąć.

– Pomogę panu wstać – powiedziała ugodowo.

–   Dziękuję,   dam   sobie   radę   sam   –   odparł   chłodno.   Zaczął   się 

podnosić, ale syknął z bólu i podparł się na łokciu. – Nie mogę wstać...

Sabrinie zrobiło się gorąco. Tego jej jeszcze w tej chwili brakowało! 

Wyobraziła sobie tłum gości, ostrożnie omijających leżącego na środku 

sali rannego motocyklistę... Nerwowo rozejrzała się za jakąś pomocą. 

Na szczęście w ich kierunku szedł narzeczony Cassie, Jake Abbott.

– Co tym razem się stało, Sabrino? – Zdziwiony Jake stanął tuż nad 

nimi.

– Co masz na myśli, mówiąc: „tym razem"? – zapytał motocyklista, 

zdejmując kask.

Sabrinie   jego   twarz   wydała   się   znajoma,   ale   w   tej   chwili   nie 

potrafiła   sobie   przypomnieć,   czy   już   kiedyś  się   spotkali.   Pomyślała 

poza tym, że jest całkiem przystojny... hm... nawet bardzo przystojny. 

background image

Ciemnobrązowe,   wijące   się   lekko   włosy   okalały   pociągłą,   opaloną 

twarz. Rzęsy miał takie, że gdyby był kobietą, nie musiałby w ogóle 

używać tuszu, przemknęło jej przez głowę; takie ciemne, długie, gęste i 

naturalnie wywinięte...

Nie   był   to   jednak   czas   na   rozmyślania   o   długich   rzęsach 

nieznajomego, gdyż on, próbując wstać, krzywił się z bólu.

– Dzięki Bogu, że tu jesteś, Jake! – zawołała. – On się przewrócił i 

chyba...

– Nie przewróciłem się – syczał przez zaciśnięte zęby motocyklista. 

– Podcięła mnie dzika kotka. I niestety obawiam się, że złamałem nogę 

w kostce.

– Pozwól, Caleb, że ją obejrzę. – Jake przykucnął koło motocyklisty.

Jake   powiedział:   „Caleb".   Sabrina   czuła,   jak   uginają   się   pod   nią 

kolana. Spojrzała na motocyklistę uważnie i tym razem już nie miała 

wątpliwości, skąd go zna. Raz już przecież widziała dziedzica fortuny 

Tannerów.

Dlaczego   ze   wszystkich   ludzi   na   świecie   musiałam   podciąć   nogi 

właśnie jemu, zawyła w duchu. Bon vivant, milioner, kobieciarz i, co 

najgorsze, jej najważniejszy klient!

Z   rozpaczą   popatrzyła   na   zabiegi   Jake'a,   któremu   udało   się 

wyswobodzić   nieszczęsnego   motocyklistę   ze   skórzanego 

kombinezonu. Kostka Caleba spuchła tak bardzo, że nawet jeśli nie 

była   złamana,   to   i   tak   nie   było   najmniejszych   wątpliwości,   że   nie 

będzie mógł dzisiaj chodzić.

Nie ma co, jednak udało mi się zaskoczyć Caleba Tannera, takiego 

przyjęcia z pewnością się nie spodziewał. Zrobiłam na nim piorunujące 

background image

wrażenie, nie ma dwóch zdań, złorzeczyła w duchu.

– Dlaczego coś takiego zawsze musi się przytrafić właśnie mnie? – 

szepnęła z rozpaczą.

Sabrina siedziała nadal na podłodze, nieruchoma i milcząca. Lekarz 

bandażował   nogę   Caleba,   a   sanitariusze   przygotowywali   nosze,   by 

zanieść go do karetki. Wokół nich zgromadził się już spory tłumek 

gości. Na szczęście to Caleb, a nie ona, przyciągał powszechną uwagę.

Była wciąż tak oszołomiona, że nie zauważyła, kiedy podeszła do 

niej Cassie.

– Spadły ci uszy – powiedziała przyjaciółka i nałożyła Sabrinie na 

głowę trzymany w dłoni przedmiot.

– Nawet nie zauważyłam... Musiały odpaść, gdy się przewróciłam – 

odpowiedziała Sabrina nieswoim głosem. Wciąż wyglądała na mocno 

oszołomioną.

– Czy nie uderzyłaś się w głowę? – zaniepokoiła się Cassie. – Może 

poproszę lekarza, żeby ciebie też zbadał?

– Nie, nic mi nie jest.  – Sabrina spojrzała  na przyjaciółkę nieco 

przytomniej. – Paige mnie zabije, gdy dowie się, co zrobiłam... Co 

gorsza, nie mam nic na swoją obronę.

– Nie przesadzaj, w końcu tylko załatwiłaś naszego najważniejszego 

klienta. A poza tym, co się stało, to i tak się nie odstanie.

– Kochana jesteś – szepnęła Sabrina.

–   Myślę,   że   Caleba   Tannera   nikt   jeszcze   tak   nie   potraktował,   a 

pewnie nieraz na to zasłużył – pocieszała ją Cassie.

Sabrinie napłynęły do oczu łzy. Starała się je powstrzymać, ale nie 

background image

do końca jej się to udało.

–   Kochanie,   nie   przejmuj   się   tak   bardzo.   –   Cassie   pogłaskała 

przyjaciółkę po policzku. – Przecież nie zrobiłaś tego specjalnie.

– On uważa inaczej.

– Na pewno będzie się z tego śmiał, kiedy tylko przestanie go boleć 

kostka – powiedziała uspokajająco Cassie.

Lekarz skończył opatrywać Caleba i dał znak, by sanitariusze zabrali 

go do karetki.

– Może powinnam pojechać do szpitala? – spytała lekarza Sabrina, 

podnosząc   się   z   podłogi.   –   W   końcu   znam   najlepiej   przebieg 

wypadku...

–   Nie   pozwól   jej   na   to,   Jake!   –   Caleb   zaczął   rozpaczliwie 

wymachiwać rękami. – Jeśli ona wsiądzie do ambulansu, ja pójdę do 

szpitala piechotą.

Miała ochotę uciąć mu język, ale po namyśle postanowiła chwilowo 

wstrzymać się z akcją odwetową. Lepiej poczekać, aż Caleb powróci 

do pełni sił, nie wypada pastwić się nad rannym.

Wtem drzwi się otworzyły i Sabrinę owiał przenikliwie zimny wiatr. 

Przez moment miała wrażenie, że śni. A może to wywołane stresem 

halucynacje?

W   drzwiach   stała   królowa.   Wyszywana   brokatem   suknia   na 

szerokiej krynolinie i ogromna fryzura przesłoniły całe światło drzwi. 

Na twarzy monarchini odmalowało się niekłamane przerażenie.

–   Co   się   stało,   kochanie?   –   Królowa   rzuciła   się   do   leżącego   na 

noszach Caleba.

–   To   tylko   niewielki   wypadek.   Nie   ma   powodów   do   histerii, 

background image

Angelique – odparł Caleb z pewnym zażenowaniem.

– Gotowa uznać go za bohatera. Żeby tylko nie zemdlała – mruknęła 

pod nosem Sabrina.

– Nie musisz też ze mną jechać do szpitala, nie psuj sobie zabawy – 

dodał szybko i z lekką paniką w głosie Caleb.

– Ależ, najdroższy! O czym ty mówisz? – Angelique dramatycznym 

gestem przyłożyła dłoń do serca. – Jak mogłabym się bawić, gdy ty tak 

bardzo cierpisz! – zawołała z rosnącą egzaltacją.

–   Proszę   cię,   Angelique,   przestań   robić   przedstawienie.   Nie 

pojedziesz w tym stroju do szpitala i koniec – powiedział ze złością.

Chwilę potem sanitariusze wynieśli Caleba do karetki, a Angelique 

została,   robiąc   współczującą   minę,   póki   nie   zamknęły   się   za   nimi 

drzwi.

– Chyba jej czas dobiega już końca – szepnęła Cassie do Sabriny.

– Dlaczego tak myślisz? Taki facet jak on pewnie uwielbia otaczać 

się bezmózgimi ślicznotkami.

– Może i tak, ale tej ma z pewnością dosyć. Widziałaś, jak na nią 

spojrzał,   gdy   zaczęła   histeryzować?   Ona   go   już   tylko   drażni   – 

stwierdziła stanowczo Cassie.

– Nie ma o czym mówić – zmieniła temat Sabrina. – Chodź, pora na 

konkursy dla dzieci. Może zaczniemy od wyścigów w workach?

Sabrina odczytywała uważnie numery mijanych domów. Czyżbym 

coś źle zapisała? – zastanawiała się. Jednak adres się zgadzał, choć nie 

tak   wyobrażała   sobie   mieszkanie   milionera.   Był   to   jeden   z   wielu 

niczym nie wyróżniających się domów na tej ulicy, w takich samych 

mieszkała   większość   jej   znajomych.   Spodziewała   się   raczej   złotej 

background image

bramy, która otwiera się tylko dla wybranych gości, lokaja w liberii i 

tym   podobnych   luksusów.   Tymczasem   dom   wyglądał   całkiem 

przeciętnie.   Był   to   trzypiętrowy   budynek,   zaprojektowany   w   stylu 

kolonialnym i  pomalowany  na  biało.  Ozdobą  niewielkich   balkonów 

były kute balustrady i skrzynki z kwiatami. Przed domem był niewielki 

trawnik.

Na wszelki wypadek Sabrina jeszcze raz sprawdziła adres. Wszystko 

się zgadzało. Caleb mieszkał właśnie tutaj. Nie musiała dzwonić do 

drzwi, bo właśnie się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna z lekarską 

torbą.   A   zatem   dobrze   trafiłam,   pomyślała.   Gosposia   wskazała   jej 

pokój, w którym leżał Caleb.

Sabrina zatrzymała się i wyciągnęła z torby zapakowane w celofan 

kwiatki.  Poprawiła je, zebrała się w sobie i ruszyła we wskazanym 

kierunku.   Nie   była   pewna,   czy   Caleb   w   ogóle   będzie   chciał   z   nią 

rozmawiać, lecz cóż szkodzi spróbować.

Zapukała do drzwi i delikatnie je uchyliła. W środku stał starszy 

mężczyzna, który wydawał właśnie polecenia dostawcy.

– Przepraszam, szukam Caleba – powiedziała.

– Proszę pójść do pokoju po drugiej stronie – grzecznie wyjaśnił 

starszy pan.

– Och, kochanie, czy jesteś pewien, że nic nie mogę zrobić, żebyś 

poczuł się lepiej? – Sabrina usłyszała ten słodki głosik, w chwili gdy 

wycofywała   się   na   korytarz.   Dochodził   z   pokoju,   w   którym   miał 

znajdować   się   Caleb.   Chyba   jednak   Cassie   się   pomyliła,   czas 

Angelique jeszcze się nie skończył, pomyślała.

Drzwi były otwarte, lecz Sabrina zapukała. Zatrzymała się jednak 

background image

tuż przed progiem, gdyż para znajdująca się w środku, najwyraźniej nie 

usłyszała pukania. Z korytarza mogła dostrzec, że pokój jest duży i 

jasny. Pod ścianą stało szerokie łoże, w którym leżał Caleb. Angelique 

czule   pochylała   się   nad   ukochanym.   Byli   zajęci   sobą,   a   właściwie 

Angelique była zajęta Calebem.

– Skoro jesteś pewien, że nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, to 

chyba rzeczywiście lepiej już pójdę. Choć wiesz, że wystarczy jedno 

twoje  słowo... –  szeptała   Angelique,  pochylając  się  coraz  niżej nad 

Calebem.

Sabrina   poczuła   się   jak   intruz.   Ta   para   nie   miała   najmniejszego 

pojęcia,   że   ktoś   ich   obserwuje.   Co   robić?   –   zastanawiała   się 

gorączkowo.   Pierwszym,   i   jak   się   wydawało,   najrozsądniejszym 

pomysłem, który przyszedł jej do głowy, była ucieczka. Niestety, nie 

zdążyła wprowadzić go w czyn, gdyż z pokoju w pośpiechu wypadła 

Angelique. Na widok Sabriny stanęła jak wryta.

– A co ty tutaj robisz? – Spojrzała podejrzliwie na Sabrinę. – Pan 

Tanner jest chory i nie przyjmuje interesantów. – Jennings, weź kwiaty 

od pani i wstaw je do wazonu! – przywołała starszego mężczyznę. – 

Teraz muszę wyjść, ale wrócę za godzinę. Dopilnuj, by absolutnie nikt 

nie przeszkadzał choremu.

Słowotok   tej   kobiety   może   każdego   przyprawić   o   ból   głowy, 

pomyślała Sabrina.

– Och muszę lecieć, jestem już spóźniona! – zawołała Angelique i 

nie sprawdzając, czy jej polecenia zostaną dokładnie wykonane – to 

znaczy,   czy   Jennings   rzeczywiście   natychmiast   wyprowadzi   nie 

zapowiedzianego gościa – pobiegła w stronę wyjścia.

background image

Dopiero gdy Sabrina usłyszała trzask zamykanych drzwi, zaczęła się 

zastanawiać, co powinna teraz zrobić. Jennings stał naprzeciwko niej i 

grzecznie czekał. Widać było, że polecenia Angelique nie są dla niego 

najważniejsze.

–   Zajrzę   na   chwilę   do   pana   Tannera.   –   Sabrina   zdobyła   się   na 

odwagę.

–   Proszę   bardzo.   –   Jennings   otworzył   przed   nią   drzwi   jeszcze 

szerzej.

Weszła   do   środka   i   zatrzymała   się   tuż   za   progiem.   Spojrzała   w 

stronę   szerokiego   łoża.   Caleb   leżał   na   środku,   ubrany   w   niebieski 

sportowy dres. Nogę, unieruchomioną w aluminiowych łupkach, oparł 

na   podwyższeniu   zrobionym   z   poduszek.   Sabrinie   w   jednej   chwili 

przypomniało   się   całe   nieszczęsne   wydarzenie.   Poczuła   się   jeszcze 

bardziej   nieswojo.   Przyjrzała   się   uważnie   twarzy   Caleba   –   mimo 

opalenizny była trochę blada. Oczy miał zamknięte i chyba nawet nie 

zauważył, że ktoś wszedł do pokoju. Sabrina poruszyła się nerwowo.

–   Mówiłem   już,   że   chcę   zostać   sam   –   powiedział   ze 

zniecierpliwieniem i otworzył oczy.

Wstrzymała oddech.

–   Szczerze   mówiąc,   spodziewałem   się,   że   zechcesz   obejrzeć 

zniszczenia, jakich dokonałaś – powiedział na widok Sabriny. W jego 

tonie nie było już złości, raczej kpina.

– Przyszłam ci powiedzieć, jak bardzo mi przykro z powodu tego 

wypadku, a szczególnie z powodu... hm... tych okoliczności, za które 

ponoszę odpowiedzialność. – Plątała się coraz bardziej.

– Okoliczności? – Caleb otworzył szeroko oczy i uniósł się nieco na 

background image

poduszkach. – Hm... tak czy owak, ja przez najbliższe dni nie byłbym 

w stanie przyjść i sprawdzić, co się z tobą dzieje. Przyznaję, że też nie 

jestem   bez   winy.   Powinienem   trochę   bardziej   uważać   –   dodał 

spokojnie.

Przez   chwilę   przyglądał   jej   się   badawczo,   tak   jakby   rozważał 

niesłychanie ważną kwestię. Wydawało się, że nie jest już tak bardzo 

wściekły na Sabrinę.

–   Tak!   –   powiedział   tonem   niemal   tryumfalnym.   –   Jesteś   tą 

właściwą osobą i chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.

background image

Rozdział 2

Śliskie poduszki, na których spoczywała noga Caleba, obsunęły się, 

gdy   wykonał   zbyt   gwałtowny   ruch.   Przeszyła   go   ostra   fala   bólu. 

Kolejną dawkę środka uśmierzającego będzie mógł wziąć dopiero za 

godzinę.   Z   trudem   powstrzymał   cisnące   się   na   usta   przekleństwo   i 

skupił uwagę na stojącej naprzeciwko niego kobiecie.

W normalnych warunkach z pewnością zacząłby ją podrywać, jak 

każdą   piękną   kobietę.   Ale   okoliczności   nie   sprzyjały   sercowym 

podbojom, był przecież unieruchomiony w łóżku.

Już wczoraj, gdy tylko wszedł do Tanner Electronics, natychmiast ją 

zauważył.   Była   piękna,   wysoka,   szczupła,   miała   długie   wijące   się 

włosy i zielone oczy, które przypominały mu kolor oceanu wokół rafy 

koralowej. Uwielbiał takie kobiety, zapatrzył się w nią jak w obraz. Od 

razu   pomyślał,   że   chętnie   przegadałby   całe   przyjęcie   z   tą   śliczną 

zielonooką   kotką...   Gdy   jednak   wpadła   na   niego,   przerwała   mu 

brutalnie   kontemplowanie   jej   urody   i   popsuła   tak   dobrze 

zapowiadający się wieczór.

Ale to było wczoraj. Dzisiaj niestety sytuacja była zupełnie inna. 

Wieczór spędził w szpitalu, gdzie poddawano go niezbyt przyjemnym 

zabiegom, w nocy prawie nie spał, bo noga bolała go pomimo zażytych 

lekarstw. Ranek nie wyglądał dużo lepiej...

Teraz jednak powinien przerwać tę złą passę i w sensowny sposób 

wykorzystać wizytę Sabriny.

Zanim jednak cokolwiek jej powie, musi przekonać się, jaka jest 

naprawdę. Nie każda piękna kobieta nadawała się do tego zadania... 

background image

Żałował, że nie jest jasnowidzem ani telepatą, bo właśnie teraz takie 

nadprzyrodzone zdolności bardzo by mu się przydały.

Dziś Sabrina wydała mu się równie piękna, jak wczoraj, choć na jej 

twarzy   widoczne   były   ślady   zmęczenia.   Gęste,   wijące   się   włosy 

związała   w   luźny   węzeł,   ubrana   była   w   dopasowany   złotobrązowy 

kostium z surowego lnu. Wyglądała niezwykle atrakcyjnie.

– Usiądź, proszę. – Dotarło do niego, że jego gość cały czas stoi. 

Wskazał jej ręką krzesło w pobliżu łóżka.

Posłusznie   usiadła.   Kwiatki,   które   dotychczas   trzymała   w   ręku, 

położyła   po   chwili   wahania   na   nocnym   stoliku,   a   niewielką   torbę 

oparła o nogi krzesła. Te wszystkie proste czynności wykonywała z 

niezwykłą wręcz gracją. Caleb pomyślał, że jeszcze nigdy nie spotkał 

równie zachwycającej istoty.

–   Przyniosłam   ci   kilka   najnowszych   magazynów.   –   Sięgnęła   do 

torby   stojącej   u   jej   stóp.   –   Mam   nadzieję,   że   lektura   trochę   cię 

rozerwie... – Uśmiechnęła się nieśmiało. – Jak powiedział mi lekarz, 

noga nie jest złamana, a tylko zwichnięta – dodała po chwili.

–   Tak   –   przyznał.   –   Jednak   tego   typu   urazów   nie   wolno 

bagatelizować. – Nie mógł się powstrzymać, by się nad nią trochę nie 

poznęcać. – Rekonwalescencja trwa równie długo, jak przy złamaniu. 

Istnieje nawet obawa, że taka kontuzja będzie się często odnawiać.

– Och... – szepnęła słabym głosem. – Naprawdę bardzo mi przykro.

– Najbliższe dwa tygodnie spędzę przykuty do łóżka, a do pełnej 

formy wrócę dopiero za kilka miesięcy. Przez ten czas nie będę mógł 

uprawiać żadnych sportów ani, co najgorsze, jeździć motocyklem – 

użalał się nad sobą.

background image

– Jeśli pan chce, panie Tanner, wywołać u mnie jeszcze większe 

poczucie   winy   i   wyrzuty   sumienia,   to   muszę   przyznać,   że   świetnie 

panu idzie...

–   Nie   to   jest   moim   celem.   Chcę   pani   tylko   uświadomić,   w   jaki 

sposób   zmieniła   pani   moje   życie,   a   właściwie   jak   dramatycznie 

pogorszyła jego jakość.

– Mówiłam już, że bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało.

– W ten weekend miałem latać na paralotni. – Popatrzył na nią z 

wyrzutem.

– Dlaczego za wszelką cenę dąży pan do tego, żebym poczuła się 

jeszcze gorzej?

– Czy nie uważa pani, że moje utyskiwania są w pełni uzasadnione?

– Owszem, ucierpiał pan nieco podczas tego wypadku. Jednak mam 

wrażenie, że chce mnie pan nastraszyć i ciekawa jestem, czemu to ma 

służyć... Czyżby oczekiwał pan jakiejś rekompensaty?

– To dobry pomysł, coś mi się w końcu należy.

– W takim razie powinniśmy niezwłocznie ustalić, co się naprawdę 

wydarzyło i kto ponosi za to odpowiedzialność – odparła twardo.

– Co się wydarzyło?! – krzyknął z oburzeniem. – Zaraz się okaże, że 

zwichnięta noga to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni. A czyja to 

wina? Czy ma pani co do tego jakieś wątpliwości?

– Owszem, mam. Nikt nie kazał panu łapać się za butlę z helem. 

Gdyby nie był pan taki narwany, nic złego by się nie stało.

– Sama poprosiła mnie pani o pomoc.

– Ale nie kazałam panu zgrywać Herkulesa! Jeśli chce pan ode mnie 

wyciągnąć pieniądze, to myślę, że niezbyt dobrze pan trafił...

background image

– Pieniądze? – przerwał jej. – Nie potrzebuję pani pieniędzy, mam 

wystarczająco dużo własnych. Przyznam jednak, że oczekuję od pani 

pewnego zadośćuczynienia.

– Tak, to typowe dla mężczyzn pana pokroju, że nie przepuszczą 

żadnej   okazji,   by   wykorzystać   kobietę!   –   W   głosie   Sabriny 

pobrzmiewała niekłamana pogarda. – Nie ma co, niezłe z pana ziółko. 

Jeśli myśli pan, że w ramach zadośćuczynienia powinnam z panem 

pójść do łóżka, to...

– Co też pani przyszło do głowy? – przerwał jej. – Zapewniam, że 

nawet o tym nie pomyślałem.

Zaczerwieniła   się,   wyraźnie   zmieszana.   Czuła,   że   się   wygłupiła. 

Nawet   więcej,   zrobiła   z   siebie   kompletną   idiotkę,   a   na   dodatek 

wyssanymi   z   palca   podejrzeniami   obraziła   Bogu   ducha   winnego 

człowieka.

– Przepraszam – wydusiła z trudem przez zaciśnięte gardło.

– Naprawdę nie należę do facetów, którzy muszą  uciekać się do 

szantażu, by pójść z kobietą do łóżka – powiedział z naciskiem. Było 

mu naprawdę przykro, że Sabrina miała o nim tak niepochlebne zdanie. 

–   A   gdybym   chciał   panią   poderwać,   to   zabrałbym   się   do   rzeczy 

zupełnie inaczej...

–   Oszczędźmy   sobie   szczegółów,   po   co   zresztą   roztrząsać 

nieprawdopodobne   sytuacje   –   przerwała   mu.   –   Proszę   po   prostu 

powiedzieć, czego pan ode mnie chce.

– Tak, to prawda, zamierzałem panią o coś poprosić. Nie może pani 

zaprzeczyć, że w mojej sytuacji jestem właściwie skazany na pomoc 

innych. Trudno o wszystko zadbać, gdy jest się przykutym do łóżka.

background image

–   Jak   zauważyłam,   domem   zarządza   Jennings   –   stwierdziła 

ostrożnie, ciągle nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

– Tak, Jennings otwiera drzwi, odbiera telefony, załatwia zakupy i 

tym podobne sprawy. Radzi sobie całkiem nieźle – przyznał. – Jednak 

jest za stary, by troszczyć się również o mnie. Przecież nie jestem w 

stanie przynieść sobie nawet szklanki soku.

–   Czy   pan   chce   mnie   zatrudnić   jako   opiekunkę?!   –   Sabrina   nie 

potrafiła ukryć niebotycznego zdumienia.

– Potrzebuję kogoś, kto poda mi lekarstwa, zrobi kawę, poczyta, gdy 

będę   zbyt   zmęczony,   poprawi   poduszki   czy   też   pójdzie   po   lody   o 

trzeciej w nocy, gdy nie będę mógł zasnąć. Jake powiedział mi, że tym 

właśnie zajmuje się pani firma.

–   Niezupełnie   –   odparła   chłodno.   –   Moja   firma   nazywa   się 

Wypożyczalnia Żon, a nie Wypożyczalnia Niewolników. Zajmuję się 

organizacją   przyjęć   i   wynajmowaniem   hostess,   a   nie   dostarczaniem 

taniej   siły   roboczej.   Skąd   pomysł,   że   mogłaby   mnie   zainteresować 

pana oferta?

– Cóż, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, pani kandydatura 

sama się narzuca... – Zawiesił głos. – Jak pani się właściwie nazywa?

– Po co pan pyta? Czy niewolnicy mają w ogóle własne imiona? To 

ich   właściciel   nazywa   ich,   jak   chce   –   powiedziała   podniesionym 

głosem. – Sabrina Saunders – dodała jednak po chwili.

– Sabrina – powtórzył miękko. W jego ustach jej imię zabrzmiało 

jak pieszczota.

– Dlaczego nie wynajmie pan wykwalifikowanej pielęgniarki, stać 

pana   na   to.   Byłaby   na   każde   pana   zawołanie   –   przekonywała   z 

background image

zapałem. – Mogłaby pana nawet karmić.

–   Nie   trzeba   mnie   karmić.   Zresztą   jedzenie   gorącej   zupy   z 

trzymanego   przez   panią   talerza   mogłoby   się   skończyć   kolejną 

katastrofą   –   odparł   z   lekkim   rozbawieniem.   –   Nie   czułbym   się 

bezpieczny   nawet   wtedy,   gdyby   talerz   z   zupą   stał   na   stoliku   obok 

łóżka.

– Jak zatem mam się panem opiekować, skoro zupełnie mi pan nie 

ufa? Zresztą, zupełnie słusznie. Nie jestem stworzona do takich zajęć. – 

Spojrzała na niego kpiąco. – Nie mam najmniejszych wątpliwości, że 

na   jedno   pana   skinienie   zleciałby   się   tu   tłum   chętnych   do   pomocy 

kobiet.

–   To   prawda,   ale   one   byłyby   zbyt   natrętne.   Spotkała   pani 

Angelique?

–   Tak,   nawet   z   nią   rozmawiałam,   a   właściwie   to   ona   cały   czas 

mówiła.

–   Gdyby   jej   na   to   pozwolić,   siedziałaby   przy   mnie   dzień   i   noc, 

zmieniając tylko kreacje. Nie jest to jednak osoba, która byłaby zdolna 

do opieki nad kimkolwiek. Prędzej czy później zamęczyłaby każdego...

Sabrina nic nie odpowiedziała, ale trudno jej się było nie zgodzić z 

tą opinią.

– A inne kobiety? – spytała.

– Wszystkie moje znajome są bardzo podobne do Angelique. Zaraz 

ściągnęłyby mi na głowę stadko swoich koleżanek, których wcale nie 

mam ochoty oglądać i jeszcze miałyby pretensje, że poświęcam im za 

mało uwagi. Słabo się czuję i nie wiem, czy poradziłbym sobie z tymi 

harpiami.

background image

– Myślałby kto, że chodzi o czarownice, a nie o rozpieszczające 

pana do nieprzyzwoitości kobiety.

– Nie rozpieszczające, lecz zamęczające – sprostował. – Potrzebuję 

spokoju, żeby jak najprędzej dojść do siebie.

– Może pan po prostu wyłączyć telefon i kazać Jenningsowi nikogo 

nie wpuszczać – zaproponowała.

– Czyżby? Czy miała pani jakiekolwiek trudności z wejściem tutaj? 

Znam Jenningsa i wiem, w jakich sprawach można na nim polegać, a w 

jakich raczej nie. Sama  pani... – zawiesił na moment głos. – Może 

przejdziemy na ty? – zaproponował znienacka.

– Dobrze... – odparła zaskoczona.

– Sabrino, sama przyznałaś, że jesteś w części odpowiedzialna za 

ten wypadek... – Spojrzał na nią wymownie. – Proszę cię więc, żebyś 

mi teraz pomogła, bo znalazłem się w trudnej sytuacji. Naprawdę nie 

oczekuję   niczego   szczególnego.   Pomyśl,   czy   gdybyś   to   ty   była   na 

moim   miejscu,   nie   wydawałoby   ci   się   naturalne,   że   osoba,   która 

wpędziła cię w kłopoty, pomoże ci z nich wyjść? – Uważnie wpatrywał 

się w jej twarz, jakby tam szukając odpowiedzi na zadane przed chwilą 

pytanie.

– Może wynajmę ci wytresowanego rottweilera – jęknęła.

– Wtedy z pewnością nikt nieproszony by tu nie wszedł.

– A ja w tym czasie umarłbym z głodu – stwierdził ze śmiechem.

– Niestety, nie jestem w stanie ci pomóc. – Sabrina wstała i ruszyła 

w stronę drzwi. – Do widzenia. – Zatrzymała się na moment i spojrzała 

mu w oczy.

– Pomówmy poważnie – zaproponował. – Czy twojej firmie nadal 

background image

zależy   na   zleceniach   od   Tanner   Electronics?   Czy   może   pragniesz 

zakończyć tę obiecującą współpracę? – rzucił pospiesznie, jakby się 

bał,   że   Sabrina   nie   będzie   go   chciała   wysłuchać.   –   Zdajesz   sobie 

sprawę,   że   mogę   mieć   pewne   zastrzeżenia   co   do   przebiegu   tej 

nieszczęsnej imprezy?

Sabrina bez chwili wahania zawróciła od drzwi i usiadła na krześle. 

W takiej sytuacji nie miała wyjścia. Kontrakt z Tanner Electronics był 

warunkiem istnienia jej firmy.

–   Od   kiedy   zaczynam?   –   spytała   spokojnie,   głosem   pełnym 

rezygnacji.

Caleb tryumfował i nawet nie bardzo starał się to ukryć. Wprawdzie 

nie   powiedział   już   ani   słowa,   ale   widać   było   wyraźnie,   że 

przyzwyczajony jest do tego, iż zawsze osiąga zamierzony cel.

–   Najlepiej   od   zaraz   –   odparł.   –   Ale   jeśli   masz   teraz   coś   do 

załatwienia,   to   możesz   przyjść   dopiero   po   południu   –   dodał 

nonszalancko,   jakby   to   była   najbardziej   oczywista   propozycja   na 

świecie. – Wyjdź teraz, a ja w międzyczasie każę mojemu prawnikowi 

przygotować odpowiednią umowę. Póki co możemy przypieczętować 

nasz układ uściskiem rąk.

Sabrina   posłusznie   podała   mu   prawicę.   Niespodziewany   dreszcz 

wstrząsnął jej ciałem, gdy poczuła dotyk mocnej dłoni Caleba. Trochę 

nerwowo cofnęła rękę. Chyba zwariowałam, zganiła się w myślach.

W drodze do domu próbowała przemyśleć całą sprawę na spokojnie. 

Nie   mogła   postąpić   inaczej,   jeśli   nie   chciała   narażać   Wypożyczalni 

Żon   na   poważne   kłopoty   finansowe.   Tanner   Electronics   to   zbyt 

potężna i bogata firma, by warto było z nią zadzierać. A poza tym, kto 

background image

przy zdrowych zmysłach chciałby stracić najważniejszego klienta? Nie 

mogła   tego   zrobić   Paige   i   Cassie.   Musiała   ponieść   konsekwencje 

swego czynu. Tylko czy da radę? Caleb był wytrawnym graczem, a w 

dodatku   uwielbiał   smak   zwycięstwa.   Osiągnął   dokładnie   to,   czego 

chciał, a ona musiała mu się bezdyskusyjnie podporządkować. Miał 

bardzo silną osobowość, potrafił narzucić innym swoją wolę. Pewnie w 

poprzednim wcieleniu był dowódcą rzymskich legionów, pomyślała. 

Zdradliwa wyobraźnia podsunęła jej wizerunek Caleba, wysyłającego 

do boju tysiące żołnierzy... Jakże wydał jej się piękny i pociągający... 

Boże, zwariowałam, przywołała się do porządku. Była na siebie zła. 

Przecież wyraźnie powiedział, że nie zamierza jej podrywać. Pewnie w 

ogóle   nie   była   w   jego   typie,   prawdopodobnie   gustował   raczej   w 

pięknych,   głupich   i   bezkrytycznie   zapatrzonych   w   niego   kobietach, 

takich  jak Angelique. Ale z drugiej  strony  miał  wyraźnie dosyć tej 

egzaltowanej   panienki,   tego   Sabrina   była   pewna   ponad   wszelką 

wątpliwość. Może mu się po prostu znudziła i poszuka sobie nowej, 

gdy tylko dojdzie do zdrowia, pomyślała. Wygląda na faceta, który 

zmienia kobiety jak rękawiczki i nie jest w stanie długo wytrwać w 

jakimkolwiek związku.

Zaczęła się zastanawiać, jak będą wyglądać jej najbliższe tygodnie. 

Caleb   wyraźnie   dał   do   zrozumienia,   że   nie   interesuje   się   nią   jako 

kobietą.   Sabrinie   też   nigdy   nie   podobali   się   faceci   jego   pokroju,   a 

jednak,   choć   niechętnie   się   przed   sobą   do   tego   przyznała,   było   jej 

przykro, iż pójście z nią do łóżka uznał za niedorzeczny pomysł. On, 

ku jej ogromnemu zdziwieniu, bardzo ją pociągał. Nie potrafiła tego 

wytłumaczyć, ale tak właśnie było. Bała się, że Caleb wcześniej czy 

background image

później przejrzy ją na wylot. Za żadne skarby świata nie chciała mu 

dać   takiej   satysfakcji,   chyba   spaliłaby   się   ze   wstydu.   Nie   miała 

najmniejszego zamiaru dołączyć do grona wielbicielek pana Tannera i 

przylatywać   na   każde   jego   skinienie.   Muszę   coś   z   tym   zrobić, 

postanowiła.   Jedyna   nadzieja   w   tym,   że   Calebowi   pewnie   szybko 

znudzi się moje towarzystwo i wkrótce zatęskni za swoim haremem.

Po powrocie do domu zadzwoniła do Cassie, żeby powiedzieć jej, że 

przez kilka dni, czy też... tygodni, będzie się zajmowała tylko jednym 

klientem... Nie bardzo wiedziała, jak wyjaśnić to przyjaciółce, układ z 

Calebem był dość nietypowy.

– Byłam u Caleba Tannera – zaczęła. – Przeprosiłam go za to, co się 

stało i...

– Mam nadzieję, że dał się udobruchać – przerwała jej Cassie. – 

Jeśli stracimy kontrakt z Tanner Electronics, to praktycznie możemy 

zlikwidować firmę.

–   Nie   denerwuj   się,   wszystko   w   porządku   –   odpowiedziała 

spokojnie   Sabrina.   –   Tanner   Electronics   podpisze   z   nami   kolejną 

umowę,   ale   ja   przez   kilka   dni,   najdłużej   przez   dwa   tygodnie,   będę 

wyłączona... Będę zajmowała  się Calebem Tannerem – wyrzuciła  z 

siebie.

– Co będziesz robiła?

– Jak ci mówiłam,  poszłam do niego, żeby przeprosić za to całe 

zamieszanie   –   wyjaśniła   Sabrina.   –   Złożył   mi   propozycję   nie   do 

odrzucenia, bym zajęła się nim, dopóki musi leżeć w łóżku...

–   Ty?!   –   Zgodnie   z   oczekiwaniem   Sabriny   Cassie   była   bardzo 

zaskoczona.   –   Masz   być   jego   pielęgniarką?   Przecież   ty   potrafisz 

background image

przewrócić się na prostej drodze, potłuc wszystko, co weźmiesz  do 

ręki, nie mówiąc już o notorycznym rozlewaniu kawy i herbaty.

– Nie będę jego pielęgniarką, raczej ochroniarzem i asystentką w 

jednej   osobie.   Mam   trzymać   z   dala   od   niego   wszystkie   osoby,   z 

którymi   nie   będzie   chciał   się   spotkać,   pomagać   w   załatwianiu 

najpilniejszych   spraw,   być   jego   łącznikiem   z   resztą   świata   – 

tłumaczyła cierpliwie Sabrina. – W zamian za to Tanner Electronics 

nie zerwie z nami kontraktu. Nie miałam innego wyjścia, musiałam się 

zgodzić na ten układ – wyjaśniła, gdyż w słuchawce po drugiej stronie 

zapanowała głucha cisza.

– To jakaś nieprawdopodobna historia – odparła w końcu Cassie. – 

Ale skoro to był jedyny sposób, żeby uratować naszą firmę, to dobrze 

zrobiłaś.

– Też mi się tak wydaje, choć byłam zaskoczona propozycją nie 

mniej niż ty teraz – przyznała.

–   Cóż,   w   takim   razie   pozostaje   mi   tylko   życzyć   ci   świętej 

cierpliwości, bo Caleb nie wygląda na łatwego we współżyciu... A co 

na to wszystko Angelique? – W Cassie wzięła górę plotkarska część 

natury.

– Jeszcze nie wiem. Minęłam się z nią w drzwiach, gdy wchodziłam 

do Caleba. Ona chyba jeszcze nie ma pojęcia o tej dziwacznej umowie, 

ale mogę się założyć, że nie będzie zachwycona...

– Szykuje się niezła zabawa. Wyjątkowo nie cierpię tego rodzaju 

kobiet – zachichotała Cassie.

– Ja też, ale wcale mi się nie uśmiecha starcie z tą słodziutką wydrą, 

a wiem, że trudno będzie tego uniknąć.

background image

– Dasz sobie radę, uważaj tylko na Caleba, to straszny podrywacz.

– Nie bój się, nie jestem w jego typie – odparła Sabrina i nagle 

zrobiło jej się smutno. – Chyba właśnie dlatego mnie zatrudnił.

– Kiedy zaczynasz?

– Zaraz, wpadłam tylko do domu po kilka niezbędnych drobiazgów i 

żeby załatwić najpilniejsze sprawy. Ty i Paige będziecie musiały wziąć 

wszystkie sprawy firmy na siebie – powiedziała z troską.

–   O   to   się   nie   martw,   damy   sobie   radę.   Walcz   o   przychylność 

naszego   najważniejszego   klienta.   –   Cassie   starała   się   dodać 

przyjaciółce otuchy.

– Jutro przyślę ci umowę z Tanner Electronics, a teraz wracam do 

Caleba – powiedziała lekko drżącym głosem Sabrina.

– Trzymaj się i na razie – pożegnała ją Cassie.

– Popsuła mi się komórka, dzwoń więc na domowy numer Caleba.

Piętnaście   minut   później   Sabrina   stała   przed   domem   Caleba 

Tannera. Najpierw postanowiła ustalić kilka spraw z Jenningsem. Nie 

musiała go szukać, gdyż to on otworzył jej drzwi.

– Czy pan Tanner poinformował pana, że przez kilka najbliższych 

tygodni będę zajmowała się jego sprawami?

– spytała wprost.

–   Tak,   oczywiście,   wszystko   mi   wyjaśnił   –   odparł   grzecznie 

Jennings.

– A zatem wie pan już, że nie można wpuszczać do niego nikogo 

bez mojej zgody?

– Tak.

background image

Jennings nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo u drzwi zadźwięczał 

niecierpliwy   dzwonek.   Żadne   z   nich   nie   miało   najmniejszych 

wątpliwości, kto w taki natarczywy sposób ogłasza swe przybycie.

– Sabrino, Jennings, przyjdźcie tu, proszę! – rozległ się głos Caleba. 

Nie było wątpliwości, że on również wie, kto przyszedł go odwiedzić.

–   Co   mam   powiedzieć   Angelique?   –   spytała,   zatrzymując   się   w 

progu pokoju.

–   Nic.   Niech   Jennings   po   prostu   ją   wpuści.   Jennings   bez   słowa 

poszedł spełnić życzenie Caleba.

– Myślałam, że mam cię chronić przed takimi właśnie wizytami – 

powiedziała nieco zaskoczona jego zachowaniem.

– Tak, zaraz to zrobisz – odparł spokojnie. – Usiądź, proszę, ale nie 

na   krześle   –   zaprotestował,   gdy   ruszyła   w   stronę   wcześniej 

zajmowanego miejsca. – Usiądź tu, koło mnie, na brzegu łóżka.

Sabrina   spojrzała   na   niego   z   niedowierzaniem.   Nie   było   jednak 

czasu na dyskusję, zwłaszcza że Caleb najwyraźniej miał jakiś plan. 

Szybko spełniła jego życzenie, gdyż coraz głośniejsze stukanie szpilek 

o posadzkę zwiastowało rychłe pojawienie się Angelique.

– Widzę, że nie jestem jedyną osobą, która stara ci się osłodzić czas 

choroby! – zawołała Angelique już od drzwi. – Powinieneś był mnie 

uprzedzić, że spodziewasz się gościa, nie spieszyłabym się tak bardzo.

–   Sabrina   również   ucierpiała   podczas   tego   wypadku,   choć   jej 

obrażenia nie są zbyt poważne. – Caleb zachowywał się tak, jakby nie 

zauważał wzrastającej irytacji Angelique. – Poza tym wiesz przecież, 

że nawet nie jestem w stanie sam sobie poprawić poduszek. Nie wiem, 

co   bym   począł   bez   pomocy   tego   anioła   miłosierdzia.   –   Zupełnie 

background image

niespodziewanie dla Sabriny Caleb pogłaskał ją po ręce.

– Ależ,  kochanie,  gdybyś tylko  szepnął  słówko,  zostałabym  przy 

tobie! – wykrzyknęła z emfazą Angelique. – Wiesz przecież...

– Sabrina przed chwilą powiedziała mi, że chciałaby ci podziękować 

za opiekę, jaką mnie otoczyłaś dzisiejszego ranka – przerwał jej. – Gdy 

wrócę do zdrowia, urządzimy przyjęcie i na pewno będziesz jednym z 

honorowych gości...

Sabrina doskonale zrozumiała plan Caleba. Wiedziała też, co czuje 

Angelique i nawet było jej żal tej kobiety.

–   Nie   możesz   tak   po   prostu...   –   Angelique   urwała,   jakby   nagle 

zabrakło jej słów.

– Kilka dni temu powiedziałem ci, że musimy się rozstać – ciągnął 

Caleb. – Umawialiśmy się, że ostatnim wspólnym występem będzie 

przyjęcie na Halloween. Dotrzymałem zawartej umowy.

–   Ale   nie   mówiłeś   nic   o   niej!   –   Angelique   wskazała   palcem   na 

Sabrinę.

–  No  cóż,   chyba  nie   muszę   się   przed  tobą   tłumaczyć.  Poza   tym 

Sabrina w żaden sposób nie przyczyniła się do naszego rozstania.

–   O   tak,   z   pewnością   nie.   Ty   przecież   nie   znosisz   pustki,   jakże 

mogłabym zapomnieć – powiedziała z sarkazmem. – Nie łudź się, że to 

długo potrwa – zwróciła się do Sabriny.

– On szybko się nudzi, szczególnie, gdy dostanie to, czego chce. – 

Odrzuciła   na   plecy   długie   włosy   i   jak   burza   wypadła   z   pokoju. 

Trzaśniecie drzwi wyjściowych oznajmiło im, że Angelique opuściła 

dom.

–   To   było   najpaskudniejsze   przedstawienie,   jakie   w   życiu 

background image

widziałam! – Sabrina zerwała się z łóżka i popatrzyła z wściekłością na 

Caleba. – A na dodatek zmusiłeś mnie, żebym w tym brała udział!

– Przykro mi, że musiałem cię w to wplątać – odparł spokojnie. – 

Ale wierz mi, nie widziałem innego sposobu, żeby się od niej wreszcie 

uwolnić. O tym, że między nami wszystko skończone, mówiłem jej co 

najmniej dziesięć razy.

– Układy między wami mało mnie obchodzą. Jednak jakim prawem 

przedstawiasz   mnie   jako   swoją   kochankę?   Nie   mam   najmniejszej 

ochoty uchodzić za twoją kolejną zdobycz! Zdajesz sobie sprawę, że 

Angelique nie zatrzyma tej informacji dla siebie?

– A czy widzisz lepszy sposób, żeby przestały mnie nachodzić te 

wszystkie   egzaltowane   i   marzące   jedynie   o   zamążpójściu   panienki? 

Niestety,   znam   ich   jeszcze   kilka.   Informacja   o   tym,   że   z   kimś   się 

związałem, powinna je na trochę odstraszyć – odpowiedział spokojnie, 

jakby w ogóle nie przejął się zarzutami Sabriny.

– Trzeba było wynająć helikopter i polecieć na przykład na Hawaje! 

– Tupnęła nogą ze złości.

– Sabrino, proszę cię, bądź poważna. To naprawdę najlepszy sposób.

– Nikt nie uwierzy, że możemy być parą.

– Ależ wszyscy uwierzą, Angelique na przykład dała się od razu 

nabrać. Poza tym jesteś kobietą dokładnie w moim typie – stwierdził z 

uśmiechem.   –   Dlatego   zaproponowałem   ci   ten   układ   –   dodał   z 

rozbrajającą szczerością.

–   Mam   ochotę   cię   udusić!   Jesteś   najbardziej   denerwującym 

osobnikiem, jakiego w życiu spotkałam! – wściekała się Sabrina.

–   Czy   to   naprawdę   taki   wstyd   uchodzić   za   moją   dziewczynę?   – 

background image

zapytał i uśmiechnął się łobuzersko.

– Zaraz skręcę ci drugą kostkę – mruknęła wściekle.

– Naprawdę, jesteś idealna do tej roli – powtórzył, przyglądając jej 

się z zadowoleniem.

– Przecież ta historyjka już z daleka trąci oszustwem – powiedziała 

nieco  spokojniej.  – Nigdy  nie  podobali  mi  się  mężczyźni  w  twoim 

typie.

– I to jest twoja kolejna zaleta. Ja potrzebuję absolutnego spokoju. 

Zapewniam cię, że plotki, które zacznie rozsiewać Angelique, ułatwią 

życie   także   tobie.   Nie   chcę   się   przechwalać,   ale   jest   jeszcze   kilka 

chętnych na jej miejsce. Po co tłumaczyć każdej z osobna, że nie mam 

ochoty na żadne damsko-męskie układy, bo spotykam się już z tobą? 

Angelique nas z pewnością wyręczy.

Sabrina   milczała.   Złościło   ją,   że   w   gruncie   rzeczy   miał   rację. 

Faktycznie, Angelique na pewno poinformuje wszystkich znajomych o 

nowej   przyjaciółeczce   Caleba.   Ale   dlaczego   miałaby   pozwolić,   by 

mówiono   o   niej   jako   o   kolejnej   zdobyczy   sławnego   pożeracza 

niewieścich serc? Budziło to jej głęboki sprzeciw. Z drugiej jednak 

strony,   która   kobieta   o   zdrowych   zmysłach   wstydziłaby   się   takiego 

narzeczonego jak Caleb Tanner?

Złościła ją jeszcze jedna rzecz. To, że Caleb był tak bardzo świadom 

swojej atrakcyjności.

– Obiecuję ci, że zrobię wszystko, by jak najszybciej stanąć na nogi. 

Wtedy   rozejdziemy   się   i   mogę   wszystkim   mówić,   że   to   ty   mnie 

rzuciłaś.   Byłabyś   pierwszą   kobietą,   która   zrobiła   coś   takiego   – 

roześmiał się.

background image

Rozdział 3

Sabrina   patrzyła   na   niego,   jak   na   nieznane   egzotyczne   zwierzę. 

Pokazał wreszcie   na  co  go  stać  i  wnioski  wydawały  się   oczywiste. 

Należało z nim postępować bardzo, bardzo ostrożnie. Stado krokodyli 

jest pewnie mniej niebezpieczne niż on, pomyślała.

Wobec Angelique zachował się bezwzględnie, choć z drugiej strony 

wiedziała, że akurat w tym przypadku nie można było postąpić inaczej. 

Do takich jak ona nie docierały spokojne i logiczne argumenty. Jeśli 

Caleb mówił jej, że między  nimi wszystko skończone, a Angelique 

nadal   mu   się   narzucała,   to   musiała   być   skończoną   idiotką.   Sabrina 

zawsze starała się stawać po stronie kobiet, identyfikując się raczej z 

ich   punktem   widzenia.   Jednak   w   tym   wypadku   świetnie   rozumiała 

Caleba.

W jej duszę wkradł się cień zwątpienia. Coraz bardziej bała się, że 

Caleb uzyska nad nią przewagę. Nie była odporna na jego wdzięk. 

Niestety... Jeśli ma z tego nieszczęsnego układu wyjść bez szwanku, to 

musi   natychmiast   przestać   myśleć   o   Calebie   jako   o   przystojnym   i 

pociągającym mężczyźnie. Powinna skupić się na jego wadach, a miał 

ich przecież bezliku...

Jej rozmyślania przerwał dzwonek u drzwi.

– Ciekawa jestem, czy rewelacje Angelique aż tak szybko obiegły 

miasto,   że   sunie   tu   twoja   kolejna   zaniepokojona   wielbicielka   – 

powiedziała z przekąsem.

– Nie sądzę, ale kto wie – roześmiał się Caleb. Wszedł Jennings i 

oznajmił, że na dole czeka Jake.

background image

– No widzisz, nie jest tak źle – zażartował Caleb.

–   Mam   nadzieję,   że   nie   zamierzasz   przed   nim   odgrywać   tej 

komedii?   –   spytała   z   niepokojem.   –   W   tym   wypadku   nie   musimy 

udawać, że jesteśmy parą.

–  Dlaczego  nie?  Nasz  plan  będzie   skuteczny   jedynie  wtedy, gdy 

wszyscy będą przekonani, że jesteś moją dziewczyną. W przeciwnym 

razie   istnieje   niebezpieczeństwo,   że   prędzej   czy   później   ktoś   się 

wygada   –   zaprotestował.   –   Poza   tym   Angelique   zna   Jake'a   i   z 

pewnością   będzie   mu   się   wypłakiwać   na   ramieniu.   Nie   chciałbym 

stawiać go w niezręcznej sytuacji.

– Ale on w to nie uwierzy!

– Dlaczego nie? A może masz chłopaka? – spytał bezceremonialnie.

– Nie – odpowiedziała automatycznie.

– W czym zatem problem? Przecież to zupełnie normalne, że ludzie 

poznają się, zakochują się w sobie i są razem.

– Jake mnie zna i nie uwierzy...

– Zna również mnie i zapewniam cię, że uwierzy – odparł nieco 

zarozumiale,   choć   z   hultajskim   wdziękiem.   –   Nie   będzie   miał 

wątpliwości, o ile tylko dobrze odegramy przed nim swoje role.

– Jake przecież słyszał, co mówiłeś tuż po wypadku. – Starała się za 

wszelką   cenę   nie   dopuścić   do   tego,   by   udawać   nową   dziewczynę 

Caleba również przed znajomymi. – Skąd taka nagła zmiana frontu?

–   Gdy   tylko   ból   przestał   mi   dokuczać,   przejrzałem   na   oczy   i 

zakochałem się od pierwszego... nie, od drugiego wejrzenia.

Sabrina   wiedziała   już,   że   znów   musi   się   poddać.   Westchnęła   i 

usiadła na brzegu łóżka Caleba.

background image

– Dobra dziewczynka – uśmiechnął się zwycięsko. – Przysuń się do 

mnie trochę bliżej, przecież już wiesz, że nie gryzę.

Gdy   usiadła   tuż   obok   niego,   natychmiast   ją   objął.   W   pierwszej 

chwili chciała zaprotestować, ale kątem oka spostrzegła, że do pokoju 

wchodzi   Jake.   Zatrzymał   się   w   drzwiach   i   przez   dłuższą   chwilę 

przyglądał się parze na łóżku. Był zaskoczony, lecz starał się zachować 

kamienną twarz. Znał wprawdzie zdolności Caleba, ale nie spodziewał 

się, że akurat Sabrina...

Caleb, wciąż obejmując ramieniem Sabrinę, czule wpatrywał się w 

jej oczy. Pomyślała, że jest całkiem niezłym aktorem; gdyby nie znała 

prawdy, sama byłaby skłonna uwierzyć, że są parą...

– Caleb? – Jake odezwał się w końcu. Caleb powoli odwrócił głowę 

w jego stronę.

– To zadziwiające, że ten niewinny wypadek odegrał w twoim życiu 

tak ważną rolę – skomentował sytuację Jake. Nie miał najmniejszych 

wątpliwości, iż to, co widzi, nie jest mistyfikacją.

– Właściwie należałoby powiedzieć, że to najszczęśliwszy wypadek 

w moim życiu – odparł Caleb. – Inaczej pewnie nigdy nie spotkałbym 

Sabriny.

– Bardzo się cieszę, że tak się ta historia skończyła – powiedział 

serdecznie   Jake.   –   Niestety,   muszę   wam   na   chwilę   przeszkodzić. 

Najpierw   może   zajmijmy   się   twoim   zdrowiem.   Przywiozłem   ci 

prześwietlenie czaszki, wszystko jest w porządku. Teraz mogę ci już 

powiedzieć,   że   lekarz   nieco   się   obawiał...   Widzisz,   istniało   pewne 

niebezpieczeństwo wystąpienia krwiaka, ale na szczęście masz twardy 

czerep. Nie zmogło go nawet uderzenie o granitową podłogę.

background image

– To dobra wiadomość – ucieszył się Caleb. – A jaka jest ta druga 

sprawa?

–   Musimy   omówić   szczegóły   kontraktu,   nad   którym   ostatnio 

pracowaliśmy i przygotować kosztorys. – Jake spoglądał to na jedno, 

to na drugie. – Przepraszam, Sabrino, że przeszkadzam wam w takiej 

chwili, ale od tego kontraktu wiele zależy. Musimy trzymać rękę na 

pulsie.

– Nie przepraszaj, wiem, jakie to ważne, przecież sama prowadzę 

firmę – odparła spokojnie.

– Nie zajmie to wiele czasu, przyniosłem wszystkie dokumenty i 

jeśli tylko Caleb czuje się na siłach, możemy od razu przystąpić do 

rzeczy. Potrwa to nie dłużej niż godzinę – zapewnił Jake. – Powiedzcie 

mi, czy chcecie utrzymać wasz związek w tajemnicy? Ciekawość to 

być   może   pierwszy   stopień   do   piekła,   lecz   któż   z   nas   jest   od   niej 

wolny?

– Ależ skąd, Jake! – Caleb odpowiedział tak szybko, że Sabrina 

nawet nie zdążyła otworzyć ust. – Nie ma powodów, by robić z tego 

sekret. Tym razem nie chodzi jedynie o przelotny romans, Sabrina jest 

dla mnie kimś naprawdę ważnym. Te wszystkie panienki, które zawsze 

się przy mnie kręciły, to już przeszłość. – Podniósł do ust dłoń Sabriny 

i delikatnie ją pocałował. – Mam nadzieję, kochanie, że nie sprawiam 

ci przykrości, stawiając sprawę tak otwarcie, ale i tak moja reputacja 

jest   powszechnie   znana.   Wolę   sam   ci   o   wszystkim   powiedzieć,   bo 

świat pełen jest „życzliwych", którzy ochoczo zatrują ci życie plotkami 

na mój temat. Do tej pory nie traktowałem kobiet zbyt poważnie, ale ty 

jesteś inna... Wiedziałem to od pierwszej chwili. – Caleb patrzył na nią 

background image

tak czule, jakby jego słowa rzeczywiście płynęły z głębi serca. Okazał 

się świetnym aktorem i nie miała wątpliwości, że Jake wierzy w każde 

słowo przyjaciela.

– Miło mi to słyszeć – odpowiedziała, spuszczając oczy. Czuła się 

coraz bardziej skrępowana.

– One wszystkie tak niewiele dla mnie znaczyły, że właściwie już 

prawie zapomniałem o ich istnieniu. Jesteś pierwszą kobietą w moim 

życiu – ciągnął przedstawienie Caleb. – I do żadnej nie czułem tego, co 

czuję do ciebie.

Sabrina coraz lepiej rozumiała, dlaczego kobiety tak za nim szalały. 

Miał   dar   wymowy   i   przekonywania,   los   obdarzył   go   urodą   i 

oszałamiającym   wdziękiem.   Nie   miała   wątpliwości,   że   kobiety   bez 

wahania poddawały się jego urokowi. Był prawdziwym mistrzem w 

szafowaniu   komplementami   i   czułymi   słówkami.   Czegóż   więcej 

trzeba?

Prawdziwy   ideał,   pomyślała   nie   bez   złości.   Bardzo   przystojny, 

świetnie   zbudowany   i   nieprzyzwoicie   bogaty.   Jednak   nie   to   było 

najważniejsze. Jego siła tkwiła w tym, że stosował się do starego i 

sprawdzonego   przepisu:   mówił   kobietom   to,   co   chciały   usłyszeć   i 

wiedział, jak je adorować.

Musiała   przyznać,   że   właśnie   takiego   traktowania   zawsze 

oczekiwała od mężczyzny.

Chyba   zapomniałam,   że   to   zwykły   podrywacz,   ofuknęła   się   w 

duchu. Nic zatem dziwnego, że potrafi kobiecie zawrócić w głowie i 

owinąć ją sobie wokół palca. Ten pokaz jego możliwości powinnam 

sobie zapamiętać raz na zawsze.

background image

Postanowiła włączyć się do gry.

– Ja również nie czułam do żadnego mężczyzny tego, co czuję do 

ciebie – powiedziała słodko i wtuliła się w jego ramię.

Jake   patrzył   na   nich   z   zachwytem,   lecz   również   z   lekkim 

niedowierzaniem. Caleba znał od kilku lat i nigdy nie widział go w 

takim   stanie.   Sabrina   była   piękną   i   niezwykłą   kobietą,   ale   bardzo 

różniła   się   od   dotychczasowych   partnerek   Caleba,   który   nigdy   nie 

gustował w zbyt inteligentnych i niezależnych przedstawicielkach płci 

pięknej. Jake był również zaskoczony tym, że Sabrina jest w stanie 

zakochać się od pierwszego wejrzenia. Musiał jednak przyznać, że tych 

dwoje   prezentowało   się   razem   wspaniale.   Wysocy,   ciemnowłosi, 

urodziwi.

–   Nie   będę   wam   przeszkadzać,   skoro   musicie   zająć   się   teraz 

interesami.   –   Sabrina   wstała.   –   Nie   masz   nic   przeciwko,   żebym 

zostawiła cię samego z Jakiem? – spytała z troską w głosie.

– Oczywiście, że nie – uśmiechnął się. – Chociaż już zaczynam za 

tobą   tęsknić.   Nie   chcę   cię   jednak   zanudzać   prawnymi   szczegółami 

kontraktu.

To   ostatnie   zdanie   trochę   zezłościło   Sabrinę.   Nie   była   głupią 

panienką,   jak   większość   jego   poprzednich   narzeczonych.   Sama 

negocjowała już wiele umów, w końcu była współwłaścicielką nieźle 

prosperującej   firmy.   Caleb   najwyraźniej   o   tym   zapomniał.   Dobrze 

jednak, że będzie mogła od niego przez chwilę odpocząć. Hm... było z 

nią niedobrze, jeśli już zaczęła się przejmować tym, co on o niej myśli.

– Tylko nie odchodź zbyt daleko, kochanie! – zawołał Caleb, gdy 

szła w stronę drzwi.

background image

Zatrzymała siei odwróciła w jego stronę. Podtekst, ukryty w tej na 

pozór niewinnej prośbie, był oczywisty: „Tylko nie ucieknij". Kolejny 

raz   ją   zaskoczył,   nie   był   zatem   aż   tak   skupiony   na   sobie,   by   nie 

zauważyć,  że  czuje  się   urażona.   Nie   spodziewała   się   po   nim  takiej 

przenikliwości i wrażliwości.

Z każdą chwilą wydawał jej się bardziej niebezpieczny.

Caleb patrzył na Sabrinę  do ostatniej  chwili i odwrócił  głowę w 

stronę swego gościa dopiero wtedy, gdy zniknęła za drzwiami.

– Cóż za wspaniała kobieta – westchnął. – Niezwykle piękna...

– Tak, Sabrina jest bardzo piękna – przyznał Jake. – Ale ciekaw 

jestem, jak długo tym razem potrwa twój związek...

– Znasz chyba Sabrinę dość dobrze... – Caleb skierował rozmowę na 

inne tory.

– Tak, dość dobrze ją znam i dlatego trochę się martwię. Niełatwo 

mi o tym mówić... Bardzo cię lubię, Cal... Ale nie chciałbym, żeby 

Sabrina przez ciebie cierpiała.

– Nie bój się, nie będzie – odparł zdecydowanie Caleb. Nie było 

sensu omawiać z Jakiem nie istniejącego przecież problemu. – Pokaż 

lepiej ten kontrakt – zażądał stanowczo.

– Przy okazji chciałem z tobą omówić jeszcze kilka innych spraw. 

Powinniśmy   zatrudnić   kilku   nowych   pracowników,   jeśli   chcemy 

podpisać   kontrakt   z   CEO.   Dostaliśmy   bardzo   dużo   zgłoszeń   od 

menedżerów najwyższego szczebla.

– To dziwne, czyżby nagle wśród tej grupy zawodowej zapanowało 

bezrobocie? – zadumał się Caleb. – Nie wydaje ci się to podejrzane?

background image

–   Zamiast   węszyć  spisek,   powinieneś   się   cieszyć,   że   jest   w   kim 

wybierać.   Większość   z   nich   to   ludzie   o   świetnych   kwalifikacjach   i 

nieposzlakowanej opinii. Jest na przykład facet, który przez lata był 

oficerem,  przeszedł na emeryturę i zrobił naprawdę duże pieniądze. 

Dwa   lata   temu   sprzedał   firmę   i   żył   z   kapitału.   Nie   nazwałbym  go 

bezrobotnym, wydaje mi się, że po prostu szuka jakiegoś przyzwoitego 

zajęcia, że znudziło mu się wydawanie pieniędzy. Ludzie lubią robić 

coś twórczego...

Caleb   ze   skupioną   miną   przeglądał   powoli   leżące   przed   nim 

dokumenty.

–   Zastanawiam   się,   dlaczego   właśnie   do   nas   przysłali   swoje 

podania? – powiedział po namyśle.

– Dostałem te propozycje od firmy  zajmującej się rekrutacją, nie 

podano   nazwisk,   tylko   przebieg   karier   zawodowych   kandydatów. 

Łowcy głów tak działają, pewnie nie tylko do nas wysłali te oferty. 

Jeśli ktoś nas zainteresuje, skontaktują nas z nim.

– Ciekawe, ile mnie to będzie kosztowało? – zamyślił się Caleb.

–   No   cóż,   za   dobrego   menedżera   warto   dobrze   zapłacić,   także 

pośrednikom – odparł Jake.

–   Gdy   podpiszemy   kontrakt   z   CEO,   nowi   ludzie   będą   od   razu 

musieli   ostro   wziąć   się   do   roboty.   Czy   wiesz,   że   przed   jednym   z 

budynków,   które   CEO   chce   razem   z   nami   wybudować, 

zaprojektowano wielki kompleks sportowy z polem golfowym?

–  Tak,   pamiętam.   Pewnie   jako  zapalonego   golfistę   bardzo   cię   to 

cieszy?

– Teraz nie mam nawet co o tym myśleć – jęknął Caleb. – Sam 

background image

wiesz, że nieprędko będę mógł zagrać w golfa.

– Nie przesadzaj, miesiąc to nie wieczność.

– Miesiąc bez golfa to dla mnie bardzo długo – odparł Caleb. – Ale 

wróćmy do interesów. Przejrzyj dokładnie te podania o pracę i wybierz 

najlepsze.   Zazwyczaj   jesteśmy   w   tej   kwestii   zgodni   –   podsumował 

rozmowę. – Chociaż na szczęście podobają nam się zupełnie odmienne 

kobiety.

– To niezupełnie tak. Ja tylko traktuję kobiety nieco poważniej niż 

ty do tej pory – roześmiał się Jake. – Mam nadzieję, że Sabrina nie 

będzie   przez   ciebie   cierpiała,   to   naprawdę   piękna,   wrażliwa   i 

wartościowa dziewczyna – dodał z przekonaniem.

Caleb nic nie odpowiedział. Podzielał opinię przyjaciela na temat 

Sabriny. Jednak Jake najwyraźniej nie dostrzegał namiętnej i dzikiej 

strony   jej   natury.   Wybuch   wulkanu   jest   również   cudownym   i 

niezwykłym zjawiskiem, jednak lepiej się od niego trzymać z daleka...

Znacznie młodziej wygląda, gdy śpi, pomyślała Sabrina, wchodząc 

do   pokoju.   Cicho   stanęła   tuż   przy   łóżku   Caleba.   W   jednej   ręce 

trzymała mały, plastikowy kubeczek z lekarstwami, w drugiej szklankę 

z wodą do popicia. Caleb spał z lekko rozchylonymi ustami, długie 

rzęsy rzucały cień na policzki.  Wyglądał tak łagodnie i bezbronnie, 

niemal   jak   chłopiec.   Miał   nieco   zaróżowioną   twarz   i   Sabrina 

zaniepokoiła się, czy nie podskoczyła mu temperatura.

Pochyliła   się   nad   nim   i   wierzchem   dłoni,   w   której   trzymała 

szklankę,   delikatnie   dotknęła   jego   policzka.   Widocznie   był   bardzo 

wrażliwy na łaskotki, bo przez sen machnął gwałtownie ręką. Niestety, 

background image

tak nieszczęśliwie, że wytrącił Sabrinie z ręki szklankę z wodą. Woda 

wylała się prosto na niego.

Natychmiast   otworzył   oczy   i   próbował   się   poderwać,   jednak   ból 

okazał się silniejszy. Caleb głośno jęknął.

– Co ty znowu wyprawiasz? – Patrzył oszołomiony na ściekającą 

mu po klatce piersiowej i brzuchu wodę.

Sabrina przygryzła wargi. Zdawała sobie sprawę, że to nie było miłe 

przebudzenie. Wiedziała też, że nie powinna dotykać śpiącego dłonią, 

w której trzymała szklankę z wodą. Niestety, za to, co się stało, mogła 

winić jedynie siebie.

–   Chciałam   tylko   sprawdzić,   czy   nie   masz   temperatury   – 

powiedziała speszona.

– Ale dlaczego polałaś mnie zimną wodą?!

– Wytrąciłeś mi z ręki szklankę.

–   Może   to   więc   moja   wina?   –   Spojrzał   na   nią   groźnie,   zły   i 

zaskoczony zarazem. – Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że nie było to 

najmilsze przebudzenie.

– W ogóle nie zamierzałam cię budzić. Nie wiedziałam, że masz taki 

lekki sen.

– Dlaczego nie odstawiłaś najpierw szklanki?

Sabrina nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiła zatem 

szybko zmienić temat.

– Przyniosłam ci tabletki przeciwbólowe. Poczekaj, zaraz przyniosę 

ci coś do popicia.

– Może najpierw podałabyś mi suchą bluzę i pomogła zdjąć mokrą. 

Leżenie   w   czymś   takim   nie   należy   do   przyjemności   –   powiedział 

background image

zgryźliwie.

Sabrina   posłusznie   podała   mu   bluzę   z   szafy.   Potem   pobiegła   do 

kuchni po wodę. Caleb połknął tabletki i tęsknie popatrzył w stronę 

okna.

– Która godzina? – spytał.

– Dochodzi druga.

– Dopiero? To chyba najdłuższy dzień w tym roku – poskarżył się.

–   Może   coś   ci   kupić?   –   spytała   z   nadzieją.   Bardzo   lubiła   robić 

zakupy, a poza tym miała ochotę wyrwać się na chwilę z tego domu.

– Oho, widzę, że już ci się znudziła opieka nad chorym. – Caleb 

przejrzał jej plany. – Nigdzie nie pójdziesz, siedź tu i zabawiaj mnie.

– Jak cię mam zabawiać? W dzieciństwie grałam na flecie, ale to 

było dawno.

– Nie, nie musisz grać. Po prostu porozmawiajmy. Powiedz mi na 

przykład,   jak   to   możliwe,   że   dopiero   teraz   poznaliśmy   się.   Jestem 

pewien, że przygotowania do imprezy z okazji Halloween trwały co 

najmniej miesiąc. Dlaczego nie spotkałem cię wcześniej?

–   To   moje   wspólniczki   omawiały   szczegóły   kontraktu   z   Tanner 

Electronics. Po prostu nigdy nie wpadliśmy na siebie, chociaż często 

bywałam   w   siedzibie   twojej   firmy.   Na   przykład   z   Angelique 

rozmawiałam dwa razy...

– Ach tak, rozumiem – odparł.

Sabrina   nie   bardzo   wiedziała,   o   co   mu   chodzi,   ale   wolała   nie 

dopytywać się.

– Opowiedz mi o waszej firmie – poprosił.

–   Organizujemy   różnego   rodzaju   przyjęcia,   promocje   i   imprezy 

background image

towarzyskie. Zajmujemy się też takimi sprawami, na które aktywnym 

zawodowo   ludziom   zazwyczaj   nie   starcza   czasu.   Wynajmujemy 

gosposie, opiekunki do dzieci, sprzątaczki, ludzi, którzy wyprowadzają 

psy,   zawożą   samochód   do   naprawy   i   tak   dalej.   Zazwyczaj   tym 

wszystkim zajmowały się żony, ale czasy się zmieniły, wiele kobiet 

pracuje zawodowo i nie ma na to czasu. Dlatego nasza firma nazywa 

się Wypożyczalnia Żon.

– I ludzie płacą wam za ten rodzaj usług?

– Tak. Przecież ty też płacisz Jenningsowi – odparła. – Nasze motto 

to: „Każda pracująca osoba potrzebuje żony".

–   Sprytnie   pomyślane   –   roześmiał   się.   –   Myślę,   że   macie   rację. 

Chociaż   kiedy   pierwszy   raz   usłyszałem   nazwę   waszej   firmy,   to 

pomyślałem, że... – Spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem.

– Nie musisz kończyć, nie ty jeden. Ale mimo to myślę, że ta nazwa 

jest dobra, intryguje ludzi.

– Masz rację, intryguje, chociaż nie... – Caleb przerwał, bo u drzwi 

wejściowych zadźwięczał dzwonek. – A kogo to znów przyniosło? – 

mruknął.   –   Coś   mi   się   zdaje,   że   pora   zebrać   pokłosie   plotek 

rozsiewanych przez Angelique.

– Zaraz sprawdzę, kto przyszedł – zaproponowała skwapliwie. – W 

końcu zatrudniłeś mnie również do roli osobistego ochroniarza.

– Nie, poczekaj. Najwyżej odegramy naszą komedię jeszcze raz. – 

Przytrzymał ją za rękę. – Usiądź na wszelki wypadek bliżej mnie.

Usłyszeli, że Jennings rozmawia z gościem i usilnie stara mu się coś 

wytłumaczyć. Oczywiście drugi głos należał do kobiety.

– Jennings miał mówić wszystkim, że śpisz – wyjaśniła Sabrina. – 

background image

To powinno zniechęcić do odwiedzin większość gości.

– Ale z pewnością nie wszystkich – rozwiał jej optymizm Caleb. – 

Poza tym nie mogę przecież spać dwa tygodnie.

– Powiem mu, żeby nie powtarzał więcej niż dwa razy tej wymówki 

jednej osobie – zaproponowała. – Przyznaj, że to dobry pomysł.

Spostrzegła,   że   Caleb   nagle   przestał   słuchać   tego,   co   mówiła. 

Patrzył   nad   jej   ramieniem   w   stronę   drzwi.   Odwróciła   się,   żeby 

zobaczyć, co tak przykuło jego uwagę.

– Ach, nie śpisz już! – W drzwiach stała bardzo szczupła, wysoka 

brunetka,   ubrana   w   niezwykle   kusą   sukienkę   i   buty   na   bardzo 

wysokich obcasach.

– Czy mam pozwolić jej wejść? – spytała twardo Sabrina.

– Myślę, że to najprostsze rozwiązanie – mruknął Caleb. – Jak znam 

Muffy, to łatwo by się nie poddała.

Muffy   spojrzała   na  Sabrinę   z  nie  ukrywaną  niechęcią.   Jej  wzrok 

mówił:   „Wiem,   że   to   przez   ciebie   Caleb   jest   taki   chory". 

Prawdopodobnie   ta   panna   również   była   na   przyjęciu,   pomyślała 

Sabrina. Tymczasem Muffy podbiegła już do łóżka.

– Wiedziałam, że Jennings musi się mylić, przecież ty nigdy nie 

sypiasz w środku dnia – zaszczebiotała słodko.

–  Taki  duży,  silny   mężczyzna   tego   nie   potrzebuje.  Och,  jakiś  ty 

biedny,   kochanie!   Czy   bardzo   cię   boli?   –   Wdzięcznie   przechyliła 

głowę.   Nie   czekała,   aż   Caleb   odpowie,   tylko   paplała   dalej:   – 

Przyniosłam   ci   wspaniałe   lekarstwo   przeciwbólowe!   –   oznajmiła   z 

dumą.

– Brandy czy może koniak? – zakpił Caleb.

background image

–   Och   nie!   Co   też   ci  chodzi  po   głowie!   –   obruszyła   się.   –   Mój 

aromatoterapeuta przygotował to specjalnie dla ciebie! – Wyciągnęła z 

torebki   niewielką   buteleczkę.   –   Masz   wąchać   to   co   dziesięć   minut. 

Zapewnił mnie, że już po dwóch godzinach ból minie.

–   Dziękuję,   ale   nie   wiem,   czy   starczy   mi   cierpliwości   – 

odpowiedział Caleb.

– Tak mi cię szkoda, sezon narciarski tuż tuż, miałam nadzieję, że 

choć na parę dni wyskoczymy gdzieś razem. – Muffy uśmiechnęła się 

promiennie.

– W tym sezonie chyba nie będzie ze mnie pożytku – odparł Caleb i 

przeciągle spojrzał na Sabrinę.

Muffy   błędnie   zinterpretowała   to   spojrzenie   i   zmierzyła   Sabrinę 

wzrokiem pełnym niechęci i pogardy.

Sabrina   zaczynała   powoli   tracić   cierpliwość.   Najchętniej 

wyrzuciłaby   tę   natrętną   babę   za   drzwi.   Nie   znosiła   głupich   i 

bezmyślnych kobiet.

–   Myślę,   że   mimo   wszystko   możemy   wyjechać   razem,   ja   będę 

kontynuowała naukę jazdy na nartach, a ty będziesz odpoczywał na 

tarasie – zaproponowała Muffy. – Wiesz, marzę o tym, żeby się tobą 

zaopiekować.

– Cóż za dziwaczna propozycja! – nie wytrzymała Sabrina. – Caleb 

nigdzie   nie   pojedzie.   Teraz   ja   się   nim   opiekuję!   –   oświadczyła   z 

naciskiem.

–   A   kim   ty   właściwie   jesteś   dla   Caleba?   –   Muffy   spojrzała 

wojowniczo na domniemaną rywalkę.

– Jego dziewczyną – odparła Sabrina twardo, patrząc tamtej prosto 

background image

w oczy. – Twój czas się skończył, jeśli w ogóle miałaś swoje pięć 

minut. A teraz, jeśli pozwolisz, chcielibyśmy już zostać sami!

Muffy   przez   dłuższą   chwilę   wpatrywała   się   w   Caleba,   jakby 

spodziewając   się,   że   przyjdzie   jej   z   odsieczą.   Nie   doczekawszy   się 

jednak z jego strony pomocy, zrozumiała, że rzeczywiście powinna już 

pójść.

– Caleb, jak mogłeś mi to zrobić – jęknęła, zatrzymując się jeszcze 

w drzwiach.

– Może zażyjesz swój cudowny lek? – Caleb wyciągnął buteleczkę 

w jej kierunku.

– Jak możesz w takiej chwili żartować! – Oburzona Muffy wypadła 

z pokoju.

–   Naprawdę   przydałby   się   ochroniarz   –   westchnęła   Sabrina,   gdy 

usłyszała   trzask   zamykających   się   za   Muffy   drzwi   wejściowych.   – 

Niezłe z ciebie ziółko – dodała po chwili.

– Co ja na to poradzę, że dla niektórych kobiet pieniądze i władza są 

tym, czym waleriana dla kota?

Musiała przyznać, że miał rację. Zarówno Angelique, jak i Muffy, 

bezwstydnie narzucały się Calebowi. Obie były ładne, dobrze ubrane i 

z pewnością kochały pieniądze i wystawne życie.

–   Za   tę   sumę   mogłaby   mi   kupić   niezły   samochód   wyścigowy   – 

powiedział Caleb, przyglądając się cenie na buteleczce, którą dostał od 

Muffy.

– Samochód wyścigowy? – zdziwiła się Sabrina.

– Oczywiście mówię o modelu – roześmiał się. – Jestem zapalonym 

modelarzem.

background image

– Ulubione hobby każdego chłopaka.

– Ja nadal uwielbiam się tym zajmować. To świetny relaks i duża 

frajda.   Oprócz   samochodów   mam   jeszcze   kilkaset   kolejek.   – 

Uśmiechnął się rozbrajająco.

Musiała przyznać, nie wiadomo już po raz który w ciągu zaledwie 

jednego   dnia,   że   Caleb   posiadał   niezwykły   wdzięk   i   potrafił   być 

ujmujący.

Zajął   się   czytaniem   magazynu   motoryzacyjnego,   a   Sabrina,   nie 

bardzo   wiedząc,   co   ze   sobą   zrobić,   rozglądała   się   po   pokoju.   W 

pewnym momencie przyszło jej do głowy, że ten pokój, a właściwie 

cały dom, nie są specjalnie starannie urządzone. Wnętrza wydawały się 

zimne i opuszczone, choć meble były nowe i w dobrym guście. Czuło 

się brak kobiecej ręki, która by o wszystko zadbała.

–   Nigdy   nie   chciałeś   inaczej   umeblować   tego   pokoju?   –   Nie 

wytrzymała, żeby nie zadać tego pytania.

–   Tak   naprawdę   to   jeszcze   wcale   go   nie   urządziłem,   kupiłem 

mieszkanie zaledwie kilka tygodni temu – odparł.

– Urządzanie mieszkania, szczególnie jeśli ma się dużo pieniędzy, to 

bardzo przyjemne zajęcie – powiedziała z entuzjazmem.

– Mnie to zupełnie nie bawi. Właściwie nigdy nie dążyłem do tego, 

żeby mieć dom... Nie odczuwałem takiej potrzeby – odpowiedział z 

lekką   zadumą.   –   Większość   życia   spędzam   w   pracy,   a   w   wolnym 

czasie uprawiam sport lub gdzieś wyjeżdżam.

–   Ważne   jest,   żeby   dobrze   czuć   się   we   własnym   domu   – 

przekonywała Sabrina.

– Pewnie gdybym zamierzał założyć rodzinę, to miałoby to dla mnie 

background image

znaczenie. Jednak na razie niczego takiego nie planuję. – Spojrzał na 

nią. – Czuję się tu trochę jak w hotelu. Zresztą, prawdę mówiąc, to 

wnętrze trochę przypomina luksusowy hotel.

–   Chętnie   bym   tu   parę   rzeczy   zmieniła   –   powiedziała 

zdecydowanym tonem Sabrina. – Urządzanie mieszkań to w pewnym 

sensie moja zawodowa specjalność...

– Nie, to chyba nie jest najlepszy pomysł – skrzywił się. – Poza tym 

właściwie jesteś w pracy...

– No właśnie, w pracy też się człowiek powinien dobrze czuć. Nasze 

biuro urządziłam tak, że wszystkim się podoba – pochwaliła się.

– Nie, Sabrino, nie w głowie mi teraz takie zmiany – powiedział 

zdecydowanie. – Potrzebuję spokoju. Muszę się skupić na powrocie do 

zdrowia i sprawach firmy. Poza tym wolę, żebyś pomagała mi w moich 

sprawach, a nie dezorganizowała mi życie.

–   Strasznie   trudno   się   z   tobą   pertraktuje.   –   Po   chwili   wahania 

postanowiła jednak ustąpić. – Nie powiem więcej słowa na ten temat.

– Mądra decyzja, wiesz, kiedy się wycofać.

Caleb   powrócił   do   przerwanej   lektury,   lecz   po   kilku   minutach 

czytania   zasnął.  Sabrina   cicho  wymknęła   się  z  pokoju.  Postanowiła 

zwiedzić dom.

Porównanie   domu   do   luksusowego   hotelu   było   jak   najbardziej 

trafne.   Chociaż   właściwie   w   tych   najlepszych   hotelach   dbano 

dodatkowo o odpowiednią atmosferę, mającą zapewnić gościom jak 

najlepsze warunki pobytu. Mieszkanie Caleba było natomiast prawie 

puste.

To, co się bardzo Sabrinie spodobało, to wielkie okna, wychodzące 

background image

na zachód i południe. Właściwie przez cały dzień wpadało przez nie 

słońce. Mebli było mało. W salonie, na przykład, na ścianach nie wisiał 

żaden obraz. Obejrzała trzy sypialnie gościnne. W jednej stało wielkie 

łóżko   wodne,   druga   była   zupełnie   pusta,   a   trzecia   częściowo 

urządzona.

Krążąc po domu, Sabrina usłyszała trzaśniecie drzwi. Postanowiła 

szybko   sprawdzić,   czy   to   przypadkiem   nie   następna   egzaltowana 

wielbicielka Caleba. Ciekawe, ile jeszcze takich przepraw przede mną, 

pomyślała. Dwie dziennie to niezła średnia. Dziwne, że nie słyszałam 

dzwonka...

Ruszyła w stronę drzwi. Czy to możliwe, że Jennings nie zastosował 

się do moich poleceń i znowu kogoś wpuścił? Najwyraźniej tak było, 

bo ze szczytu schodów dobiegł Sabrinę damski głos.

–   Dziękuję,   Jennings   –   powiedziała   nieznajoma.   Sabrina   nie 

posiadała się ze złości.

– Jennings! – zawołała ze szczytu schodów. – Dlaczego znów nie 

zrobiłeś tego, o co cię prosiłam? Caleb śpi i proszę nikogo do niego nie 

wpuszczać! – Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale widok osoby, którą 

ujrzała,   całkowicie   ją   zaskoczył.   Była   to   niezwykle   piękna   kobieta, 

bardzo elegancka i dystyngowana, na pierwszy rzut oka dobiegająca 

pięćdziesiątki.

– Nawet jego matki? – spytała spokojnie kobieta. – Popatrzyła na 

Sabrinę   niezwykle   błękitnymi   oczyma.   Z   godnością   czekała,   aż 

Sabrina zejdzie na dół.

Ona   jednak   miała   ochotę   uciec,   gdzie   pieprz   rośnie.   Nie   miała 

pojęcia, co ma zrobić i jak się zachować. Jak ma wyjaśnić pani Tanner 

background image

swoją obecność w domu Caleba? Co ma jej powiedzieć?

– Jestem Catherine Tanner. – Wyciągnęła dłoń o długich, pięknych 

palcach i zadbanych, pomalowanych paznokciach. – A pani?

background image

Rozdział 4

Sabrina zacisnęła z całej siły pięści, aż zbielały jej kostki. Niestety, 

w głowie miała pustkę. Choć wiedziała, że to pytanie padnie, w ciągu 

kilku sekund nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi.

Co   powinna   powiedzieć   w   takiej   sytuacji?   Prawdę?   Caleb 

kilkakrotnie   powtarzał,   że   nikogo   nie   można   dopuścić   do   ich 

tajemnicy. Mówił jednak tylko o współpracownikach i przyjaciołach. 

Nie wspominał ani słowem o rodzinie...

Przecież   nie   będę   okłamywała   jego   matki,   podjęła   błyskawiczną 

decyzję.

– Jestem... to znaczy Caleb i ja... – zająknęła się. Nie wiedziała, jak 

najprościej opowiedzieć całą historię.

–   Rozumiem   –   chłodno   skwitowała   jej   wysiłki   pani   Tanner.   – 

Właściwie nie powinnam pytać, widać przecież, kim pani jest.

Sabrina   była   tak   zaskoczona,   że   nie   zaprotestowała   ani   nie 

sprostowała od razu nieporozumienia. Nikt jeszcze nie postawił jej w 

jednym rzędzie z takimi kobietami jak Angelique i Muffy... Właściwie 

nie powinno ją to w ogóle obchodzić, a jednak poczuła się urażona.

– Jennings, czy byłbyś tak dobry i zaparzył mi filiżankę kawy? – 

Catherine zwróciła się do Jenningsa ciepłym i serdecznym tonem. – 

Czy zechce mi pani towarzyszyć, panno...

– Sabrina Saunders.

– Będziemy w salonie, Jennings – oznajmiła Catherine.

–   Proszę,   to   chyba   jedyne   wygodne   krzesło   w   całym   domu.   – 

Sabrina   starała   się   być   miła.   Sama   usiadła   na   niezbyt   wygodnej, 

background image

aczkolwiek bardzo ładnej kanapie.

Catherine swobodnie usiadła na krześle i popatrzyła na Sabrinę.

–   Mam   nadzieję,   że   wybaczy   mi   pani   szczerość,   ale   po   cóż 

komplikować sprawy. Poznałam już tyle przyjaciółek Caleba, że nie 

jestem zaskoczona. Nie musi mi pani niczego tłumaczyć ani wyjaśniać. 

Dla   mnie   ta   sytuacja   jest   całkowicie   przejrzysta   –   powiedziała 

otwarcie. – Mam nadzieję, że nie czuje się pani urażona.

– Ani trochę – siliła się na swobodny ton Sabrina.

– To dobrze. – Catherine przyjrzała się jej jeszcze uważniej. – Mam 

nadzieję, że będzie pani na tyle mądra, żeby uciec stąd, zanim zdąży 

się pani zaangażować. To nie złośliwość, a tylko dobra rada...

Sabrina taki właśnie miała plan: uciec stąd tak szybko, jak to tylko 

możliwe,   chociaż   z   innych   powodów,   niż   te   podane   przez   matkę 

Caleba.

Do pokoju cicho wszedł Jennings i postawił przed nimi filiżanki z 

kawą.

– O, zrobiłeś mi kawę w mojej ulubionej filiżance, miło, że o tym 

pamiętałeś – pochwaliła go Catherine.

– Zawsze pamiętam o pani upodobaniach – ukłonił się wytwornie 

Jennings i dyskretnie opuścił salon.

Zostały same. Na moment zapadła kłopotliwa cisza. Sabrina czuła, 

że jest znacznie bardziej skrępowana tą sytuacją niż matka Caleba.

–   Może   przygotuję   pani   listę   leków,   które   Caleb   powinien 

przyjmować, wraz z informacją dotyczącą godzin ich podawania? – 

zaproponowała Sabrina. – Może to się pani przydać, gdy...

–   Nie   mam   zamiaru   bawić   się   w   pielęgniarkę   Caleba   –   odparła 

background image

Catherine zdecydowanie. – Jest dorosły. A z pewnością chętnych do 

zaopiekowania się nim nie brakuje...

Sabrina   podziwiała   jej   zdrowy   rozsądek.   Ta   kobieta   nie   miała 

najmniejszych złudzeń co do charakteru syna, ale też akceptowała jego 

styl życia i nie miała zamiaru go zmieniać.

– Sabrino! Gdzie jesteś? – Z sypialni rozległo się wołanie Caleba.

–   No   nieźle,   tak   dramatyczne   okrzyki  słyszałam  ostatnio,   gdy   w 

wieku siedmiu lat złamał nogę – mruknęła do siebie Catherine.

Sabrina poderwała się z miejsca, wzięła swoją filiżankę z kawą i 

ruszyła w stronę pokoju Caleba.

–   Niech   chwilę   poczeka,   nie   trzeba   błyskawicznie   spełniać 

wszystkich jego zachcianek – zatrzymała ją Catherine i popatrzyła na 

Sabrinę z politowaniem. – Jego ego jest i tak wyjątkowo rozdęte, nie 

ma sensu jeszcze bardziej go rozbudowywać...

Nie miała zamiaru spierać się z panią Tanner, zwłaszcza że w głębi 

ducha   przyznawała   jej   rację.   Ta   kobieta   miała   zdrowy   dystans   do 

swojego syna.

–   On   naprawdę   nie   może   się   ruszać.   –   Sabrina   postanowiła 

odgrywać zakochaną po uszy panienkę. Poczekała jednak na Catherine 

i razem weszły do pokoju Caleba.

–   Zobacz,   kogo   ci   przyprowadziłam!   –   zawołała   od   progu,   by 

ostrzec Caleba, że nie są sami.

–   Mówiłem   ci   przecież,   że...   –   zaczął,   ale   urwał   natychmiast   na 

widok   matki.   Twarz   mu   się   rozjaśniła.   –   Witaj,   mamo!   –   zawołał 

wesoło. – Jak się dowiedziałaś o wypadku?

– O, wbrew pozorom Denver nie jest takie duże. Co najmniej pięć 

background image

osób   zadzwoniło   do   mnie,   żeby   opowiedzieć   mi   wszystko   ze 

szczegółami   –   wyjaśniła   Catherine.   –   Prawdę   powiedziawszy, 

wyglądasz nieszczególnie – dodała szczerze.

– Boli jak diabli – przyznał się Caleb. – I tak nie jest najgorzej, bo 

nie złamałem nogi. Poza tym, dzięki temu wypadkowi Sabrina spędza 

ze mną o wiele więcej czasu. Teraz, gdy nie mogę wychodzić z pokoju, 

prawie się nie rozstajemy.

– O tak, nie wątpię, że na razie jesteś zachwycony takim stanem 

rzeczy – powiedziała z lekką kpiną Catherine.  – Niestety, wpadłam 

tylko  na  chwilę,  wiec  nie  mogę   poznać  bliżej  Sabriny,  ale  w  pełni 

polegam na twoim zdaniu. W sprawach kobiet jesteś ekspertem. Może 

odwiedzę cię jutro.

–   Sabrina   postanowiła   zmienić   wystrój   pokoju   gościnnego   – 

powiedział znienacka Caleb. – A potem, być może, całego domu...

– To miło, może nareszcie ten dom nabierze jakiegoś charakteru. Ja 

nie   mogłabym   mieszkać   w   tak   pustych   i   pozbawionych   duszy 

wnętrzach.   –   Catherine   spojrzała   na   Sabrinę   z   nutką   sympatii   i 

równocześnie   lekkiego   niepokoju.   –   To   pierwszy   krok...   –   Nie 

dokończyła zdania.

Sabrina była tak zaskoczona, że znów nie wiedziała, jak powinna się 

zachować, na wszelki wypadek zatem postanowiła milczeć.

– Naprawdę muszę już iść, jutro będę miała więcej czasu. Zdrowiej 

szybko. – Catherine pocałowała syna w policzek.

– Odprowadzę panią do drzwi – zaproponowała uprzejmie Sabrina.

–   Zmiana   wystroju   domu...   hm...   gratuluję   ci   –   powiedziała 

Catherine, gdy wyszły na korytarz. – Jednak mimo wszystko radzę, 

background image

żebyś sobie zbyt wiele nie obiecywała.

Sabrina   przygryzła   wargi.   Postanowiła   nie   komentować   tej 

wypowiedzi   i   udawać,   że   nie   zauważa   zawartej   w   niej   złośliwości. 

Najwyraźniej   Catherine   nie   wyobrażała   sobie,   żeby   Caleb   mógł 

zakochać się w takiej kobiecie jak Sabrina.

Uśmiechnęła się, udając, że przyjmuje słowa pani Tanner za dobrą 

monetę. Im większą zrobię z siebie idiotkę, tym lepiej, pomyślała w 

nagłym przebłysku ponurego humoru.

Właściwie w ogóle nie powinna obchodzić jej opinia matki Caleba, 

skoro związek z nim był zwykłą mistyfikacją. A jednak jakoś dotknęło 

ją, że została porównana do innych dziewczyn Caleba. Najdziwniejsze 

w   tym   wszystkim   było   jednak   to,   że   nagle   zapragnęła,   by   ta 

dystyngowana i rozsądna kobieta zmieniła o niej zdanie i przestała ją 

traktować   protekcjonalnie.   Po   krótkim   namyśle   postanowiła   jednak 

pozostawić   rzeczy   swojemu   biegowi.   Nie   zamierzała   robić   z   siebie 

idiotki ani przyznawać się do tego, że choćby w najmniejszym stopniu 

zależy jej na dobrej opinii Caleba czyjego rodziny...

Wróciła do swojego kłopotliwego podopiecznego.

–   Dobrze   poszło,   prawda?   –   spytał   Caleb.   –   Pomysł   ze   zmianą 

wystroju domu był chyba celnym strzałem. Myślę, że moja mama dała 

się nabrać.

– Nie jestem tego taka pewna.

– Masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że uważa cię za moją 

dziewczynę?

– Nie... ale moim zdaniem jest absolutnie przekonana, że to kolejny 

przelotny romans.

background image

– Cóż, w takim razie trzeba będzie jutro spróbować zagrać ostrzej...

– Czy chcesz, żeby twoja matka zaczęła się denerwować tą sytuacją? 

– spytała, gdyż nie bardzo wiedziała, do czego Caleb zmierza.

–   Moja   matka   jest   zbyt   rozsądna,   by   denerwować   się   takimi 

sprawami – odparł.

– Moim zdaniem to nie tylko sprawa zdrowego rozsądku. Ona zna 

cię zbyt dobrze, by uwierzyć, że w końcu poważnie się zaangażowałeś. 

Jednak   na   wszelki   wypadek   powinieneś   się   przygotować   na   jej 

ewentualne pytania.

– Świetny pomysł – przyznał. – Poproś Jenningsa, żeby zamówił 

kolację z „Pinnacle".

– Zabawne, ale jakoś wcale mnie nie dziwi, że najlepsza restauracja 

w   Denver   dostarcza   ci   jedzenie   do   domu   –   powiedziała   z   leciutką 

ironią. – Choć mam nieodparte wrażenie, że robią to wyłącznie dla 

wybranych klientów...

– W czasie kolacji opowiesz mi wszystko, co powinienem wiedzieć. 

– Caleb puścił mimo uszu jej przytyk.

– O czym mam ci opowiedzieć? – zdziwiła się.

–   Oczywiście   o   sobie   –   odparł   swobodnie,   jakby   to   była 

najzwyklejsza rzecz na świecie. – Przecież to był twój pomysł, bym 

przygotował   się   do   rozmowy   z   matką.   Muszę   wiedzieć,   gdzie   się 

urodziłaś i chodziłaś do szkoły, jakie jest twoje ulubione danie, jaką 

pijasz kawę, kto był twoim pierwszym chłopakiem, ile miałaś lat, jak...

–   Nie   widzę   potrzeby,   żebyś   zdawał   przed   matką   egzamin   z 

przedmiotu „życie Sabriny" – przerwała mu. – Czy równie gruntownie 

badałeś przeszłość Angelique?

background image

– To co innego. Nie wiedziałem o niej wiele...

– No właśnie. Nie musisz więc udawać, że ja jestem dla ciebie kimś 

wyjątkowym.

– Właśnie to powinienem zrobić, żeby moja matka potraktowała cię 

poważnie.

– A może po prostu powinieneś powiedzieć jej prawdę?

– Przez chwilę nawet rozważałem ten pomysł, ale już za późno – 

odparł.   –   W   tej   sytuacji   powinniśmy   zrobić   wszystko,   żeby   nam 

uwierzyła Wiem, że wiele kobiet, które się mną interesują, zna moją 

matkę.   Zdarza   się,   że   wypytują   ją   o   mnie.   Ona   nie   będzie   chciała 

kłamać,   więc   musi   być   przekonana,   że   jesteś   dla   mnie   kimś 

szczególnym. – Popatrzył na nią przeciągle. – W takiej sytuacji nie 

pozostaje nam nic innego, tylko lepiej się poznać. Muszę zdać egzamin 

z przedmiotu „Sabrina Saunders". A zatem, kto był twoim pierwszym 

chłopakiem?

Na to pytanie Caleb nie doczekał się odpowiedzi. Nigdy przedtem 

nie spotkał kobiety, która by tak bardzo nie lubiła mówić o sobie jak 

Sabrina.   Wyciągnięcie   z   niej   najprostszych   informacji   graniczyło 

niemal z cudem. Pod koniec kolacji wiedział już, gdzie się urodziła i 

chodziła do szkoły, jakie skończyła studia, co lubi jeść i jaką pije kawę. 

Natomiast   nie   udało   mu   się   z   niej   wydobyć   żadnych   szczegółów 

dotyczących życia osobistego.

Kolacja była wyśmienita, ale Sabrina czuła się jak na przesłuchaniu, 

mimo że Caleb też jej wiele o sobie opowiedział... W zasadzie miał 

rację, jeśli nie chcieli wypaść ze swych ról, powinni lepiej się poznać.

background image

– Teraz zażyj lekarstwa i kładź się spać – powiedziała Sabrina, gdy 

skończyli deser i wypili herbatę. Jak na jeden dzień miała aż za dużo 

wrażeń.

– To niesamowite, komenderujesz mną, jakbym...

– Miał siedem lat i złamaną nogę – weszła mu w słowo, cytując to, 

co powiedziała jego matka.

– To nieuczciwe zagranie! – zaprotestował. – Wyciągasz informacje 

o mnie bez mojej wiedzy i zgody, a o sobie nic nie chcesz powiedzieć! 

Czy zatrudniłaś prywatnego detektywa?

–   Nie   musiałam,   wiem   to   od   twojej   matki.   Zdradziła   mi,   że 

zachowywałeś się wówczas równie nieznośnie...

– To niesamowite, ale dwie kobiety zawsze potrafią się dogadać. – 

Rozłożył ręce. – Pozostaje mi tylko poddać się twojej woli.

– Tak już lepiej.

– Ale zanim pójdę spać, musimy jeszcze zająć się pewną sprawą 

organizacyjną – oświadczył. – Będziesz spała w moim pokoju.

Sabrina   popatrzyła   na   niego   ze   zdumieniem.   Jak   on   to   sobie 

wyobrażał? Lecz zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć, Caleb wyjaśnił 

wszystko.

– Czemu się dziwisz? Przecież w nocy nie ma się mną kto zająć. 

Poproś Jenningsa, żeby przyniósł tu dmuchany materac.

– To brzmi niezwykle komfortowo – mruknęła.

– Jeśli wolisz, to oczywiście możesz spać ze mną... – uśmiechnął się 

łobuzersko. – Poproś go też, żeby dał ci jakąś moją piżamę, chyba że 

wolisz spać nago...

Była speszona, on rozluźniony... Zastanawiała się gorączkowo co 

background image

robić.   Czy   zdecydowanie   odmówić?   Była   przygotowana   na   to,   że 

będzie nocować w jego domu, ale nie wyobrażała sobie, że będą spali 

w jednym pokoju. W zasadzie prawdą było, że ktoś powinien w nocy 

czuwać   przy   Calebie.   Ale   z   drugiej   strony,   spać   z   nim   w   jednym 

pokoju? Chyba będzie musiała się na to zgodzić.

–   Wzięłam   piżamę   i   szczoteczkę   do   zębów   –   odpowiedziała   po 

chwili. Była to całkowita kapitulacja z jej strony.

–   O,   jaka   zapobiegliwa   dziewczynka.   –   Caleb   pokręcił   głową.   – 

Gratuluję.   W   takim   razie   Jennings   musi   tylko   przynieść   materac   i 

przygotować ci pościel.

Sabrina   poszła   po   Jenningsa   i   przekazała   mu   polecenia   Caleba. 

Czuła się trochę dziwnie. Niby wszystko było w porządku, ale...

Zaniosła swoje rzeczy do łazienki, a potem poszła jeszcze do kuchni 

po   wodę   do   popicia   lekarstw   dla   Caleba.   Gdy   wróciła   do   pokoju, 

posłanie dla niej było już przygotowane. Podała choremu leki i wodę.

– Ojej! W sobotę Cassie ma urodziny, muszę jej kupić prezent – 

przypomniała sobie nagle. – Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic 

przeciwko temu, bym na kilka godzin wyszła?

– Wykluczone. Do soboty na pewno już trochę wydobrzeję i będę 

mógł pójść z tobą! – oznajmił z zadowoloną miną.

– Ze mną?! A to z jakiej okazji?

– Jako twój narzeczony!

– Jak to sobie wyobrażasz? Rzecz jasna pytam tylko teoretycznie...

–   Mam   nadzieję,   że   noga   przestanie   mnie   boleć   i   dam   radę 

pokuśtykać o kulach – odparł.

– Nie, na to przyjęcie nie możesz pójść, bo byłbyś jedynym facetem.

background image

– Wcale mi to nie przeszkadza...

–   Właśnie   takiej   odpowiedzi   się   spodziewałam.   Dobrze,   a   teraz 

koniec żartów, idę wziąć prysznic.

– O, prysznic – jęknął komicznie.  – Brzmi bosko... Jak  myślisz, 

może   ja   również,   skacząc   na   jednej   nodze,   dałbym   radę   wziąć 

prysznic? – Spojrzał na nią z nadzieją. – Gdybyś mi pomogła...

– Dosyć już tego, Tanner! Czy ty nigdy nie dajesz za wygraną?

– Bardzo rzadko – przyznał szczerze.

Sabrina   poszła   do   łazienki.   Gorący   prysznic   działał   relaksująco. 

Ostry strumień wody masował jej kark, ramiona, plecy. To był bardzo 

wyczerpujący dzień. I niewątpliwie działo się z nią coś dziwnego... W 

tej   chwili   wolała   nie   analizować,   co   to   takiego,   gdyż   była   zbyt 

zmęczona, a poza tym... bała się prawdy.

Caleb drzemał. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał przed zaśnięciem, 

był widok Sabriny poprawiającej mu poduszki. Wydawało mu się, że 

zamknął oczy tylko na chwilkę, więc być może to, co zobaczył, było 

tylko snem... Sabrina w seledynowej satynowej piżamce... Na moment 

zatrzymała się w drzwiach, a światło padające z korytarza wydobyło z 

mroku   jej   wspaniałe   kształty.   Wyglądała   tak   seksownie,   że   Caleb 

największym   wysiłkiem   woli   opanował   się,   by   nie   porwać   jej   w 

ramiona.   Stała   przed   nim   najpiękniejsza   kobieta,   jaką   kiedykolwiek 

widział,   a   przez   tę   skręconą   nogę   miał   bardzo   ograniczone   pole 

działania.   Zresztą,   może   to   wszystko   tylko   mu   się   śniło?   Chociaż 

zamrugał   gwałtownie   oczyma,   jednak   Sabrina   w   zwiewnej   piżamce 

wcale nie znikała. Powoli odłożyła ubranie na krzesło i wsunęła się 

pod kołdrę.

background image

Oddałby całe Tanner Electronics, żeby tylko być w tej chwili przy 

niej.

Chyba w końcu przyjdzie mi zapłacić za moje grzeszki, pomyślał. 

Los się ode mnie odwrócił, skoro taka kobieta jak Sabrina nie zwraca 

na mnie najmniejszej uwagi. Nie robię na niej żadnego wrażenia...

Sabrinę wyrwało z głębokiego snu jakieś brzęczenie.  Dopiero po 

dłuższej chwili dotarło do niej, że to dzwoni jej telefon komórkowy. 

Na szczęście leżał na tyle blisko, że zdążyła go odebrać.

– Halo? – powiedziała zaspanym głosem.

– Przepraszam, że cię obudziłem, ale jest już po dziewiątej i byłem 

przekonany, że nie śpisz – tłumaczył się Jake.

– Nic nie szkodzi, powinnam już dawno wstać, ale ilekroć Caleb się 

poruszył czy jęknął, budziłam się i... – Dopiero w tym momencie zdała 

sobie sprawę, jak dwuznacznie to zabrzmiało. – To znaczy nie chodzi o 

to... tylko... – zaczęła bąkać nieco nieskładnie.

–   Nie   tłumacz   się,   Sabrino,   wszystko   rozumiem   –   odparł 

pojednawczo Jake.

Z łóżka Caleba dobiegł zduszony śmiech.

– Teraz,  nawet gdybym chciał  Jake'a przekonać,  że nie  jesteśmy 

parą, to i tak by mi nie uwierzył – chichotał Caleb.

Sabrina popatrzyła na niego ze złością, choć wiedziała, że pretensję 

może mieć tylko do siebie.

– Zabrzmiało to tak, jakbyśmy spędzili tę noc we wspólnym łóżku, 

ale to nieprawda – próbowała się tłumaczyć.

– Ależ, Sabrino, nie jestem pruderyjny – powiedział Jake z lekkim 

rozbawieniem. – Właściwie dzwonię do Caleba.

background image

Sabrina oddala telefon Calebowi i schowała się pod kołdrę. Pięknie 

zaczęłam   dzień,   nie   ma   co,   pomyślała.   Jak   ja   to   wszystko   potem 

odkręcę, zastanawiała się. Niewiele myśląc, poderwała się gwałtownie 

z materaca.

Caleb spojrzał na nią tak, że mocno się zaczerwieniła. Rzuciła w 

niego poduszką i uciekła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i zeszła 

na dół, wydać dyspozycje w sprawie śniadania.

Gdy wróciła do pokoju, Caleb siedział na brzegu łóżka. Nie był już 

taki blady i wyglądał znacznie lepiej niż poprzedniego dnia. Być może 

nie będzie mnie już potrzebował, pomyślała z nadzieją.

– Gdzie zniknęłaś? – zapytał.

– Rozmawiałam z Jenningsem o śniadaniu. A dlaczego ty siedzisz? 

Czy to nie za wcześnie?

– Niestety, Jake nie dzwonił tylko po to, by zapytać o moje zdrowie. 

Muszę pojechać dziś do biura – oświadczył Caleb.

– Dlaczego?

–   Prowadzę   wielką   firmę   i   niektórych   spraw   powinienem 

dopilnować osobiście.

– Chcesz powiedzieć, że nie możesz zostawić firmy na dłużej niż 

jeden dzień?

– Czasem nie mogę – odparł. – Dziś mam bardzo ważne spotkanie.

– Czy to na tyle ważny człowiek, że nie wypada ci spotkać się z nim 

w domu?

– Tutaj? – Popatrzył na nią z politowaniem.

Sabrina rozejrzała się i po chwili zastanowienia przyznała mu rację. 

To nie było zbyt odpowiednie miejsce na spotkanie w interesach.

background image

– Masz rację – powiedziała. – Wygląd tego domu wyraźnie kłóci się 

z   twoim   wizerunkiem.   Ale   czy   nie   możesz   spotkać   się   z   tym 

człowiekiem w innym terminie? Wracasz do zdrowia bardzo szybko...

– Niestety, on przyjeżdża do Denver tylko na jeden dzień. Sabrina 

poszła poprosić Jenningsa, by przygotował Calebowi jakieś wygodne 

ubranie.

Gdy wróciła do pokoju, Caleb ciągle siedział na brzegu łóżka. Był 

tak blady, że Sabrina zaczęła się obawiać, czy nie zemdleje. Z pomocą 

Jenningsa sprowadziła go ze schodów.

– Może wezwę taksówkę? – zaproponowała.

– Nie, nie ma już na to czasu, ty będziesz musiała mnie podwieźć.

– W takim razie wezmę coś, co można będzie podłożyć ci pod nogę. 

– Szybko pobiegła na górę i zabrała kilka poduszek.

Caleb   ledwo   się   zmieścił   na   tylnym   siedzeniu   jej   samochodu. 

Sabrina podłożyła mu poduszki pod chorą nogę i powoli ruszyli.

– Jak można jeździć tak małym samochodem? – marudził Caleb. – 

Czuję się tu jak sardynka w puszce.

–   Tak   się   składa,   że   bardzo   lubię   moje   auto   –   odpowiedziała 

chłodno. – Dostałam je od dziadka, gdy zrobiłam prawo jazdy.

W samochodzie na moment zapanowała cisza, a po chwili rozległ 

się zaniepokojony głos Caleba.

– Czy to było dawno?

– Kilka lat temu, nie bój się – roześmiała się.

– Obawiam się, że jazda z tobą może być równie niebezpieczna, jak 

podróż ciężarówką bez hamulców po górskich serpentynach – mruknął 

niby to żartem. – Ale tak naprawdę, to w żadnym samochodzie nie 

background image

czuję się dobrze – dodał spokojniejszym już tonem.

– No tak, przecież ty jesteś fanem motocykli. – Przypomniała sobie 

ich pierwsze spotkanie.

– I to od zawsze – wyznał. – Gdy tylko dojdę do siebie, zabiorę cię 

na przejażdżkę, sama się przekonasz jaka to frajda.

Sabrina nie przyznała się, że trochę boi się motocykli. Zresztą, jakie 

to miało teraz znaczenie? Obecnie powinna skupić się na bezpiecznym 

dowiezieniu Caleba do Tanner Electronics.

–   Oj,   chyba   moja   noga   znalazła   się   w   niewłaściwej   pozycji!   – 

krzyknął Caleb.

Sabrina zjechała na chodnik i zatrzymała się.

– Może jednak wezwiemy taksówkę? – zaproponowała.

–   Nie,   straciłem   sporo   energii,   żeby   jakoś   upchnąć   się   w   tym 

samochodzie, nie chcę powtarzać tej operacji od nowa.

Sabrina   nagłe   wpadła   na   świetny   pomysł.   Rozłożyła   przednie 

siedzenie, żeby Caleb mógł jechać w pozycji półleżącej. Tak było mu 

najwygodniej i w końcu bardzo powoli, omijając wszelkie nierówności 

jezdni, Sabrina dowiozła Caleba pod siedzibę Tanner Electronics.

–   Zaprowadzę   cię   na   górę   i   pojadę   do   miasta.   Zadzwonisz,   gdy 

skończysz   spotkanie   i   wtedy   od   razu   po   ciebie   przyjadę   – 

zaproponowała.

– Chyba żartujesz? Chcesz mnie zostawić samego? – oburzył się.

– Jest tu przecież co najmniej sto osób czekających na każde twoje 

skinienie – odpowiedziała spokojnie. Postanowiła nie poddać się tak 

łatwo.

– Ale nikt nie wie tak dobrze jak ty, jak postępować z moją chorą 

background image

nogą.   Nie,   bezwzględnie   jesteś   mi   potrzebna   –   potrząsnął   głową.   – 

Poza tym to bardzo ważne spotkanie, nie mogę zabrać osoby, do której 

nie mam bezgranicznego zaufania...

Sabrina popatrzyła na niego zdumiona. Czy to właśnie jej jest gotów 

powierzyć   sekrety   swojej   firmy?   Jego   mina   najwyraźniej   to 

potwierdzała. Podejrzewała, że ten facet jeszcze nieraz ją zaskoczy.

– Po wiec mi więc, cóż to za ważna osoba, z którą masz spotkanie? 

– spytała.

– Łowca głów.

– Hm, a kogo poszukujesz?

– Kogoś na moje miejsce – odparł spokojnie.

– Jak to? Nie chcesz być prezesem zarządu? Dlaczego?

– Żeby mieć dla ciebie więcej czasu, kotku – odparł słodko. Spojrzał 

jej w oczy tak niewinnie, jak wilk Czerwonemu Kapturkowi.

Nie znosiła, gdy żartował z niej w taki sposób i traktował ją jak 

idiotkę.

Zaparkowała   bardzo   blisko   wejścia.   Ciekawa   była,   jak   wygląda 

gabinet Caleba w Tanner Electronics. Na razie jednak skupiła się na 

tym, by pomóc mu wysiąść z samochodu. O dziwo, poszło znacznie 

łatwiej niż przy wsiadaniu.

Caleb mocno wsparł się z jednej strony na ramieniu Sabriny, a z 

drugiej na kuli, i całkiem raźno ruszył do przodu, mocno przy tym 

utykając.

Na   dole   powitała   ich   recepcjonistka.   W   ogóle   nie   wydawała   się 

zdziwiona,  że Caleb  wkracza  tu  w towarzystwie  podtrzymującej go 

kobiety.

background image

Gabinet Caleba zaskoczył ją. Spodziewała się ekstrawaganckiego i 

eleganckiego,   raczej   zimnego   wnętrza.   Tymczasem   ujrzała   miękkie, 

puszyste wykładziny, antyczne meble i stonowane kolory.

Sabrina spoglądała zamyślona w okno. Nie zauważyła nawet, kiedy 

Caleb, już przebrany w garnitur, wrócił z łazienki. Dopiero głos Jake'a 

wyrwał ją z zadumy.

– Caleb, pozwól, że ci przedstawię prezesa agencji Maxwell House 

– Jake rozpoczął prezentację.

– Prezesa Maxwell House? – Sabrina gwałtownie odwróciła się od 

okna.

Mężczyzna, który stał obok Jake'a, od razu ją dostrzegł. Zignorował 

wyciągniętą w jego stronę dłoń Caleba i podszedł do Sabriny. Caleb 

odwrócił się w ich stronę i błyskawicznie ocenił sytuację.

Sabrina pomyślała, że Mason Maxwell bardzo się zmienił. Chociaż 

dobiegał czterdziestki,  nadal był przystojny, lecz teraz wyglądał jak 

twardy, bezwzględny rekin finansjery, a przecież kiedyś taki nie był... 

No cóż, nie widziała go ładnych kilka lat.

– Sabrina... – Mason wciąż był nieco wytrącony z równowagi. – Co 

ty tutaj robisz? Nie widziałem cię...

– Kilka lat... – podpowiedziała uprzejmie.

Nagle   jakby   sobie   przypomniał,   z   jakiego   powodu   tu   przyjechał. 

Spojrzał na Caleba i dostrzegł jego ogromne zaskoczenie.

– Oczywiście, moja droga, nie będę na tyle nietaktowny, by teraz 

wspominać szczegóły naszego ostatniego  spotkania. – Starał się, by 

jego głos zabrzmiał żartobliwie. – Ale mam nadzieję, że spotkamy się 

później i opowiemy sobie, co się z nami działo przez ostatnie kilka lat.

background image

Rozdział 5

– Gdy tylko przeczyta pan te dokumenty, możemy rozpocząć naradę 

– powiedział Caleb, wręczając Masonowi Maxwellowi dość wypchaną 

teczkę. – Sabrina w tym czasie zajmie się swoimi sprawami.

Odetchnęła   z   ulgą.   Starała   się   zachowywać   naturalnie,   ale 

przychodziło jej to z najwyższym trudem.

–   Znam   dobrze   dokumenty,   jakie   panowie   przysłaliście   mi 

wcześniej, więc zobaczę tylko, co tu jest nowego – oświadczył Mason, 

po czym z lekkim uśmiechem na twarzy odwrócił się w stronę Sabriny. 

– Zadzwonię do ciebie później, moja droga, i pogadamy o dawnych 

czasach.

Caleb z trudem usiadł na swoim ulubionym fotelu. Nogę położył na 

pudle z książkami, które wcześniej specjalnie ustawił tam Jake. Kostka 

bolała go jak diabli, nie było wątpliwości, że za wcześnie zaczął ją 

forsować.

Sabrina pożegnała się i szybko wyszła.

–   Przepraszam   panów   za   zamieszanie,   które   spowodowałem,   ale 

spotkanie z Sabrina to dla mnie kompletne zaskoczenie – tłumaczył się 

niezbyt zręcznie Mason, gdy zostali już tylko w męskim gronie.

– Zauważyłem – odparł chłodno Caleb.

–   Czy   Sabrina   jest   pana   asystentką?   –   dopytywał   się   Mason, 

zupełnie nie zrażony jego chłodem. – Skoro tak, to może ja zgłoszę 

swoją kandydaturę? – Roześmiał się.

Jakie to żałosne, gdy ktoś śmieje się z własnych żartów, pomyślał 

Caleb. Ten facet chyba uważa, że jest niezwykłe dowcipny.

background image

– Ilu ma pan dla nas kandydatów? – Caleb postanowił zachowywać 

się oficjalnie.

– Z pewnością nie tak wielu, jak być może panowie się spodziewali. 

Za to ci, których znalazłem, to ludzie o najwyższych kwalifikacjach. 

Dołożyliśmy   wszelkich   starań,   żeby   spełnić   oczekiwania   Tanner 

Electronics.

Calebowi   trudno   się   było   skupić   na   rozmowie.   Cały   czas 

zastanawiał się, co też mogło łączyć Masona Maxwella z Sabriną, i o 

jakich   to   dawnych   czasach   zamierzają   ze   sobą   porozmawiać.   Nie 

potrafił jej sobie wyobrazić u boku takiego faceta...

Sabrina   przez   chwilę   zastanawiała   się,   co   robić.   Mogła   wyjść   z 

Tanner Electronics. Wówczas Caleb zadzwoniłby do niej na komórkę 

po skończonej naradzie. Jednak wydawało się jej, że to spotkanie nie 

potrwa dłużej niż godzinę, więc i tak niewiele przez ten czas zdołałaby 

załatwić.   Postanowiła   zatem   usiąść   w   sekretariacie,   przez   który 

wchodziło się do gabinetu Caleba, napić się kawy i przejrzeć prasę. 

Nalała   sobie   filiżankę   aromatycznego   płynu   i   sięgnęła   po   gazetę. 

Niestety, w ogóle nie była w stanie skupić się na lekturze. Spotkanie z 

Maxwellem wytrąciło ją z równowagi. Odłożyła gazetę i pogrążyła się 

w rozmyślaniach.

Spotkanie   Masona   Maxwella   w   Tanner   Electronics   zakrawało   na 

głupi kawał złośliwego losu. Zdawało się tak mało prawdopodobne, że 

prawie   niemożliwe.   Jednak   widocznie   jej   przytrafiały   się   rzeczy 

niemożliwe.

Sabrina   wiedziała,   że   Mason   nadal   utrzymywał   kontakty 

background image

towarzyskie z jej rodziną. Gdyby do rodziców dotarły wieści, że córka 

się zaręczyła, pewnie nie byliby zadowoleni, że dowiadują się o tym z 

drugiej ręki. Postanowiła jednak na razie się tym nie przejmować. W 

razie czego wytłumaczy rodzicom całą sytuację, w końcu jest dorosła i 

może robić, co chce.

Nie była również zadowolona z tego, że Mason dał do zrozumienia, 

że coś ich kiedyś łączyło. Podejrzewała, że Caleb pomyślał sobie, iż 

Maxwell   był   jej   narzeczonym.   Właściwie,   dlaczego   ja   się   tym 

przejmuję? – pytała się w myślach. Caleba nie powinna interesować 

moja przeszłość. Może w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Masona. 

Nie, znała Caleba na tyle, że doskonale wiedziała, iż ta informacja nie 

uszła jego uwagi.

A właściwie może nawet zabawniej byłoby nie wyprowadzać go z 

błędu? Niech sobie myśli, że była związana z Masonem, przemknęło 

jej przez głowę.

Gazeta, którą odłożyła, otworzyła się na stronach z ogłoszeniami. 

Przyszło   jej   do   głowy,   żeby   przejrzeć   oferty   ekip   malarskich   i 

budowlanych.   Jej   myśli   zaczęły   krążyć   wokół   innej   sprawy. 

Zastanawiała   się   nad...   zmianą   wystroju   domu   Caleba.   Uwielbiała 

robić takie rzeczy, lecz w tym wypadku powinna dać sobie spokój. 

Przecież takie prace na pewno potrwają znacznie dłużej niż wyleczenie 

chorej   kostki...   Musiałaby   zatem   widywać  się   z   Calebem   nawet   po 

tym,   gdy   dojdzie   już   do   zdrowia,   a   to   było   raczej   niewskazane... 

Trochę szkoda, bo miała wielką ochotę zająć się tym domem. Podobał 

jej się.

Pierwszym krokiem powinno być znalezienie odpowiedniej ekipy, 

background image

zaplanowanie koniecznych prac i zrobienie kosztorysu. Potem mogłaby 

zająć się tym, co najbardziej lubi, czyli kolorystyką i umeblowaniem.

Postanowiła   przez   chwilę   poudawać,   że   Caleb   zlecił   jej   remont 

domu.   Otworzyła   gazetę   i   zaczęła   przeglądać   ogłoszenia   firm 

budowlanych. Było ich tyle, że przynajmniej z terminem rozpoczęcia 

prac nie powinno być kłopotu. Jednak nie chciała angażować pierwszej 

lepszej ekipy, ta praca powinna być wykonana perfekcyjnie. W tym 

wypadku zależało jej na opinii Caleba.

Była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła Masona Maxwella, 

który   właśnie   wszedł   do   sekretariatu.   Caleba   i   Jake'a   nie   było, 

widocznie naradzali się po skończonej rozmowie z Maxwellem.

– O, jeszcze tutaj jesteś – ucieszył się Mason. – Myślałem, że już cię 

nie zastanę.

– Ja tu pracuję – odparła spokojnie. Postanowiła nie wyprowadzać 

go z błędu. Może to i lepiej, że uważał ją za asystentkę Caleba.

–   Szkoda,   że   nie   chciałaś   pracować   w   mojej   firmie...   byłabyś 

świetną sekretarką i nie musiałabyś się o nic martwić...

–   Tak,   pamiętam   dobrze   twoją   propozycję:   pilnowanie   terminów 

twoich spotkań, porządkowanie dokumentów i podawanie ci kawy... 

Pewnie uważałeś, że tylko do tego się nadaję – powiedziała z goryczą 

w głosie.

– Dobrze wiesz, że oferowałem ci znacznie więcej... Proponowałem 

ci małżeństwo...

– O! Nie wiedziałam, że Caleb ma nową sekretarkę. – Do pokoju 

weszła  wysoka, młoda  kobieta.  Zmierzyła Sabrinę od stóp do głów 

nieprzyjaznym wzrokiem.

background image

– Wcale nie jestem sekretarką – burknęła Sabrina. – W tej chwili 

Calebowi   nie   można   przeszkadzać.   Może   pani   zostawi   wiadomość, 

chętnie przekażę.

– Och, ależ ja muszę porozmawiać z nim osobiście, mam dla niego 

prezent – odpowiedziała wyniośle nieznajoma. – O, Caleb! – zawołała. 

– Mój Boże! Wyglądasz...

– Blado? – wpadł jej w słowo Caleb.

–   Ależ   skąd!   –   zaprzeczyła   energicznie.   –   Wyglądasz 

nieprawdopodobnie męsko. – Zniżyła głos do chrapliwego, w swym 

mniemaniu zapewne seksownego, szeptu.

Sabrina patrzyła na kobietę ze zdziwieniem. Poznała już Angelique i 

Muffy. Teraz miała przed sobą kolejną wielbicielkę Caleba. Nigdy nie 

przypuszczała, że niektóre kobiety potrafią być tak głupie i nachalne.

– Mam dla ciebie prezent, kupiłam ci nową, wspaniałą grę i mam 

nadzieję, że...

–   To   bardzo   miło   z   twojej   strony   Candi,   dziękuję   –   znów   jej 

przerwał   Caleb.   –   Daj   grę   Sabrinie.   Ona   teraz   zajmuje   się   moimi 

sprawami.

– Może pokażę ci, jak w nią grać... – nie dawała za wygraną Candi.

– Teraz jestem zajęty – odpowiedział twardo Caleb.

– Mogę wpaść do ciebie do domu, na przykład dziś wieczorem. .. – 

Candi przechyliła zalotnie głowę.

– Musisz to ustalić z Sabrina – odparł. – To ona teraz rządzi w moim 

domu... – Zawiesił głos. – Nie wiem, jakie ma na dziś plany.

Mason otworzył ze zdziwienia usta.

– Sabrina u ciebie mieszka? – wymamrotał.

background image

Caleb   objął   Sabrinę   ramieniem,   udając,   że   nie   usłyszał   pytania 

Masona. Cały czas zwracał się do Candi.

–  Widzisz,   sytuacja  się   zmieniła.   –  Pocałował  Sabrinę   w  czubek 

głowy. – Jesteśmy prawie nierozłączni.

Sabrina   miała   ochotę   kopnąć   Caleba   w   bolącą   kostkę.   Zerknęła 

ukradkiem na pobladłą twarz Masona. Jednak już po chwili cała ta 

sytuacja zaczęła ją bawić.

– To miłe, że pani tak się troszczy o Caleba – zwróciła się do Candi 

ze słodkim uśmiechem. – Dziękuję za prezent, tak rzadko wychodzimy 

teraz z domu, że gra bardzo nam się przyda.

Gdyby wzrok mógł zabijać, Sabrina z pewnością byłaby już martwa.

– Ona z tobą mieszka? – Candi postanowiła ostatecznie wyjaśnić 

sytuację.

– Tak, mieszkamy razem – przyznał Caleb i jakby na potwierdzenie 

swoich słów objął Sabrinę i przytulił do siebie. To było bardzo dziwne, 

ale jej ciało natychmiast zareagowało na ten dotyk. Leciutko zadrżała i 

delikatnie oparła głowę na jego ramieniu.

Mason   stał   z   na   wpół   otwartymi   ustami.   Sabrina   przez   krótki 

moment miała  ochotę  serdecznie  się roześmiać.  Nieoczekiwanie dla 

samej   siebie   zapragnęła   pokazać   Masonowi,   a   także   Candi,   że   z 

Calebem łączy ją coś naprawdę poważnego.

Uniosła głowę i z lekko rozchylonymi ustami zajrzała Calebowi w 

oczy. Wyglądała tak, jakby zapraszała go do pocałunku.

Caleb postąpił zupełnie odruchowo. Na oczach zadziwionych gości 

pocałował  jej   rozchylone   usta.   Nie   wiedział   dlaczego   to   zrobił,   nie 

planował tego.

background image

Pocałunek był delikatny, a jednak przez ich ciała przebiegł dreszcz. 

Przez   bardzo   krótką   chwilę   patrzyli   sobie   głęboko   w   oczy   jak 

zaczarowani.   Byli   zdziwieni,   że   zwykły   pocałunek   sprawił   im   tyle 

przyjemności.

Pierwsza otrząsnęła się z tego czaru Sabrina.

– Kochanie, jak zwykle rozmazujesz mi szminkę – powiedziała z 

frywolnym   uśmieszkiem.   Postanowiła   udawać   przed   Calebem,   że 

pocałunek   nie   zrobił   na   niej   żadnego   wrażenia.   Jednak   w 

rzeczywistości serce waliło jej tak mocno, że bała się, iż wszyscy to 

usłyszą.

– Twoje usta są tak śliczne, że nie musisz się tym przejmować. – 

Pogłaskał ją czule po policzku.

Nieznacznie   odsunęła   się   od   niego,   spojrzała   na   wszystkich 

obecnych   i   szybko   przygryzła   wargi,   by   powstrzymać   wybuch 

śmiechu. Mason uniósł ze zdziwienia brwi tak wysoko, że zniknęły 

pod linią włosów. Jake z niedowierzaniem potrząsał głową, a Candi 

zacisnęła dłonie w piąstki tak mocno, że zbielały jej kostki. Na dodatek 

wyglądała tak, jakby miała się za chwilę rozpłakać.

– Gratuluję wam – wysyczała po chwili i wypadła z pokoju, nie 

żegnając się z nikim.

– My chyba już panów pożegnamy. – Caleb uprzejmie ukłonił się 

Masonowi i Jake'owi. – Pojedziemy do domu, Sabrino. – Uśmiechnął 

się do niej i znów objął ją ramieniem.

–   Dobrze,   kochanie.   –   Jego   słowa   spowodowały,   że   poczuła   się 

nieswojo. Obecność innych ludzi dodawała jej pewności siebie. Sam na 

sam   z   Calebem   czuła   się   niepewnie.   –   Pewnie   jesteś   okropnie 

background image

zmęczony...

– Ależ nie, choć muszę przyznać, że noga trochę mnie boli – odparł. 

– Spieszę się do domu, bo marzę o czułym sam na sam...

Zaczerwieniła   się.   Nie   była   tak   dobrą   aktorką,   jak   myślała. 

Odgrywanie czułych scenek z Calebem przychodziło jej trudniej, niż 

się spodziewała. Mimo licznych postanowień nie była tak obojętna, jak 

by sobie tego życzyła.

– Nie wiedziałam, że lubisz tego typu gry – powiedziała z lekką 

pretensją w głosie, wskazując pudełko, które Caleb dostał od Candi.

– To nie żadna głupia gra, tylko symulator lotu – bronił się Caleb.

–   Może   ci   się   podoba   dlatego,   że   dostałeś   ją   od   Candi?   – 

Postanowiła odegrać zazdrosną.

–   Ależ,   kochanie,   przecież   wiesz,   że   od   kiedy   poznałem   ciebie, 

żadna inna kobieta się dla mnie nie liczy.

– Chodźmy  już do domu,  nie musimy  prowadzić takich  rozmów 

publicznie – ucięła Sabrina. Miała dosyć przedstawienia.

– Jej słowo jest dla mnie rozkazem. – Caleb z uśmiechem spojrzał 

na Jake'a i Masona. – Wkrótce się zobaczymy. – Panowie uścisnęli 

sobie dłonie. – Muszę chyba dać mojej nodze nieco odpocząć.

–   Do   widzenia,   Sabrino.   –   Mason   był   tak   oszołomiony   tym,   co 

zobaczył, że nie powiedział nic więcej.

– Do widzenia – odparła spokojnie.

W   drodze   powrotnej   obydwoje   milczeli.   Sabrina   czuła   się   jak 

zwykle   skrępowana   bliskością   Caleba.   Zastanawiała   się,   czy   on 

również czuje się nieswojo.

background image

Zerknęła na niego spod oka. Nie, nie wyglądał na człowieka, który 

jest czymkolwiek zdenerwowany, był po prostu zamyślony.

Była ciekawa, co tak zaprząta jego umysł, wolała jednak nie pytać. 

Zaczęła się zastanawiać nad swoim zachowaniem.  Dlaczego farsa z 

udawaniem narzeczonej Caleba zaszła tak daleko? Co miał znaczyć ten 

pocałunek   w   biurze?   Czy   popchnęła   ją   do   tego   obecność   Masona 

Maxwella? Nie, Mason nic dla niej nie znaczył, nie budził żadnych 

emocji.

– Opowiedz mi o Masonie Maxwellu – poprosił znienacka Caleb.

– Co mam ci opowiedzieć? – zjeżyła się.

– Wszystko, co wiesz – odparł spokojnie. – Chyba będziemy razem 

pracować i chciałbym wiedzieć o nim jak najwięcej.

Caleb uważnie obserwował Sabrinę. Specjalnie zadał pytanie w taki 

sposób,   by   pomyślała,   że   chodzi   mu   o   jej   osobiste   kontakty   z 

Maxwellem. Zauważył, że w jej oczach w pierwszej chwili pojawiła 

się czujność. Jednak coś ich łączyło, pomyślał dziwnie niezadowolony.

–   Masz   zamiar   z   nim   pracować?   –   spytała   z   niechętnym 

zdziwieniem.

– To jeszcze nie jest do końca postanowione, w każdym razie w 

najbliższym czasie czeka nas co najmniej kilka spotkań. Maxwell ma 

dla   nas  kilku   kandydatów   i   musimy   sprawdzić,   czy   są   to   właściwi 

ludzie na to stanowisko – wyjaśnił spokojnie.

–   Hm...   Z   pewnością   jest   dobry   w   tym,   co   robi   –   powiedziała 

ostrożnie.

– To już zauważyłem – uśmiechnął się pod nosem Caleb. – Pytam o 

twoje prywatne zdanie na jego temat...

background image

– Ja cię nie wypytuję o wszystkie kobiety, z którymi się spotykałeś – 

odparła,   zadziornie   unosząc   podbródek.   –   A   gdybym   zapytała,   to 

pewnie nie starczyłoby nam następnych kilku tygodni na odpowiedź...

– A więc spotykałaś się z nim? – przerwał potok jej słów. Wydawało 

się,  że  jest  całkowicie  spokojny, zadał to   pytanie   nie  zdradzającym 

najmniejszych emocji głosem. Jednak w środku aż wrzał ze złości. Jak 

ona mogła spotykać się z takim miałkim, wymoczkowatym, cynicznym 

facetem? Nie rozumiem kobiet i nigdy ich nie zrozumiem, powtarzał 

sobie w duchu.

– Niezbyt długo – odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia. – 

Mój ojciec bardzo go lubił.

– I to był wystarczający powód? – W jego głosie słychać było lekką 

drwinę.

– Nie znasz mojego ojca. – Sabrina postanowiła nie reagować na 

zaczepki   i   spokojnie   wyjaśnić   sytuację.   Poznała   już   Caleba   od   tej 

strony   i   wiedziała,   iż   będzie   drążył  tak   długo,   aż   wyciągnie   z   niej 

wszystkie interesujące go informacje. – Lubił Masona tak bardzo, że 

chętnie by go zaadoptował.

– A jak się poznaliście?

– Pracowałam wtedy w domu maklerskim...

– Maxwell był inwestorem, czy starał się załatwić twojemu szefowi 

pracę w lepszej firmie – wszedł jej w słowo. – A swoją drogą, ciekawe 

dlaczego pomyślał, że jesteś moją sekretarką...

– Widocznie tak jak ty uważa, że nadaję się tylko do podawania 

kawy   i   układania   dokumentów.   –   Nawet   nie   próbowała   ukryć 

rozgoryczenia.

background image

– Co ty opowiadasz, mnie na pewno nigdy nie przyszłoby do głowy, 

że jesteś sekretarką  – odpowiedział szczerze. – Dlatego właśnie się 

zdziwiłem. Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś wykonywać taką pracę.

– Masona mogło zmylić to, że siedziałam za biurkiem sekretarki. – 

Słowa Caleba sprawiły jej przyjemność – Zresztą w biurze maklerskim 

pracowałam właśnie jako sekretarka i recepcjonistka, ale to było wiele 

lat temu... Niedługo potem wpadłam na pomysł z Wypożyczalnią Żon. 

– Zamyśliła się.

– Mason ci go podsunął?

– W pewnym sensie tak. Uważał, że praca w biurze maklerskim jest 

nie dla mnie, że za bardzo mnie stresuje i pochłania zbyt wiele czasu... 

Uważał, że powinnam zajmować się domem – powiedziała z goryczą.

– Jego domem? – spytał niespodziewanie Caleb.

Zapadło   milczenie.   Sabrina   starała   się   nie   okazywać   żadnych 

emocji. Pomyślała jednak, że nie ma powodów, by okłamywać Caleba.

– Tak, chciał, żebym została jego żoną – odparła. – Ale ja nigdy nie 

widziałam się w tej roli, nie mówiąc już o uczuciach. .. Chciałam sama 

kierować swoim życiem, a nie zdawać się na męża. Marzyłam o tym, 

żeby   sama   podejmować   decyzje,   działać,   wziąć   sprawy   we   własne 

ręce... – Popatrzyła na Caleba, żeby przekonać się, czy jej słucha.

Wpatrywał   się   w   nią   bez   cienia   drwiny,   ze   skupioną   i   poważną 

twarzą. Czuła, że w duchu przyznaje jej rację.

– Przyszło mi do głowy, że skoro każdy mężczyzna marzy, by ktoś 

mu   prowadził   dom,   robił   zakupy,   przygotowywał   przyjęcia,   to 

Wypożyczalnia Żon jest dobrym pomysłem. Znalazłam wspólniczki i 

założyłam firmę, która, jak sam mogłeś się przekonać, działa do dziś.

background image

– Czy twoja matka też pragnęła, żebyś poślubiła Masona Maxwella?

– Tak, w tej kwestii moi rodzice byli niezwykle zgodni – odparła z 

goryczą. – Gdy powiedziałam, że odrzuciłam jego oświadczyny, a na 

dodatek mam zamiar prowadzić własną firmę, zapowiedzieli, że mnie 

wydziedziczą i że od tej pory nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc 

finansową z ich strony.

–   Może   gdyby   zjawił   się   inny   kandydat,   to   zmieniliby   zdanie   – 

powiedział z namysłem.

– Mówisz tak, jakbyś chciał ogłosić nasze zaręczyny – zażartowała.

–   Nie,   na   razie   nie   ma   chyba   takiej   potrzeby.   Nadal   będziemy 

mieszkać razem bez ślubu. – Również się roześmiał.

–   To   i   tak   znacznie   więcej,   niż   proponowałem   jakiejkolwiek 

kobiecie – dodał poważnie.

– Skoro mamy mieszkać, jak to nazwałeś „bez ślubu", to powinnam 

zacząć dbać o swoją opinię. Wobec tego rozgłoszę wszem i wobec, że 

zgubiłam pierścionek zaręczynowy – Sabrina wróciła do żartobliwego 

tonu.

Caleb   popatrzył   na   nią   z   namysłem,   jakby   coś   jeszcze   chciał 

powiedzieć.   Jego   spojrzenie   speszyło   ją,   nagle   odechciało   jej   się 

żartów.

–   Jesteś   wyjątkową   kobietą   –   powiedział   z   niezwykle   poważną 

miną. – Muszę przyznać, że jak dotąd nie poznałem drugiej takiej...

– Chyba trochę przesadzasz... – szepnęła. – Właściwie, co masz na 

myśli?

– Jestem pewien, że żadna ze znanych mi kobiet nie odrzuciłaby 

propozycji małżeństwa, dzięki któremu mogłaby dostać wszystko...

background image

– Wszystko prócz miłości – przerwała mu.

– Tak, to prawda, ale według mnie prawdziwa miłość w ogóle nie 

istnieje   –   odparł   z   goryczą.   –   Poza   tym,   odrzucając   propozycję 

Masona,   praktycznie   zostałaś   zdana   tylko   na   siebie.   Twoi   rodzice 

stanęli po jego stronie.

– To prawda, ale jestem dorosła i sama chcę decydować o swoim 

życiu. Dla mnie czasy, w których to ojciec decydował o tym, za kogo 

jego córka ma wyjść za mąż, dawno minęły.

background image

Rozdział 6

Cale sobotnie przedpołudnie spierali się o to, czy Caleb ma pójść z 

Sabriną na przyjęcie do Cassie. Sabrina nie mogła pojąć, dlaczego mu 

tak   bardzo   na   tym   zależy.   Natomiast   Caleb   okazał   się   nad   podziw 

uparty i nie trafiały do niego żadne rozsądne argumenty.

W końcu niechętnie, ale ustąpiła. Łatwiej by mi chyba było zdobyć 

Nobla w dziedzinie fizyki niż przekonać tego uparciucha, przyznała w 

duchu z rezygnacją.

Pod wieczór łudziła się nadzieją, że Caleb zaśnie i uda jej się po 

cichu wymknąć z domu. Zostawiła go z kolorowym czasopismem w 

dłoni, odpoczywającego na kanapie.

Jednak   gdy   na   palcach   weszła   do   pokoju,   okazało   się,   że   Caleb 

wcale nie śpi.

– Właśnie czekam na kogoś, kto pomoże mi założyć buty – powitał 

ją wesoło.

– Jesteś nie do zdarcia – jęknęła. – Może jeszcze raz to przemyśl, nie 

powinniśmy chadzać razem na przyjęcia... – Popatrzyła wymownie na 

jego   kostkę.   –   Nie   boisz   się,   że   tym   razem   też   spotka   cię   coś 

przykrego?

– Lubię ryzyko – stwierdził z łobuzerskim uśmieszkiem. – A poza 

tym jestem pewien, że będziesz uważać, o ile oczywiście nie marzysz o 

tym, by opiekować się mną jeszcze kilka tygodni dłużej...

– O nie! – wykrzyknęła, zanim zastanowiła się, że może mu sprawić 

przykrość.

Faktycznie Caleb poczuł się trochę urażony.

background image

– Nie spodziewałem się, że moje towarzystwo jest dla ciebie aż tak 

trudne do zniesienia – powiedział. – I nie tłumacz się, twój okrzyk 

powiedział mi wszystko.

– Nie udawaj, że cię to choć trochę obchodzi – próbowała jakoś 

naprawić swoją gafę.

Caleb   nic   nie   odpowiedział.   Sabrina   w   milczeniu   pomogła   mu 

założyć buty.

– Tylko proszę cię, nie odgrywajmy tym razem komedii. Nie zależy 

mi na tym, by wszyscy moi znajomi uważali nas za parę – powiedziała, 

gdy zaczęli zbierać się do wyjścia.

– Przecież i tak już wszyscy o tym wiedzą. Jeśli nie od Angelique 

czy Muffy, to z pewnością Jake im powiedział. To na tyle sensacyjna 

wiadomość, że na pewno będziemy atrakcją wieczoru – stwierdził z 

zaskakującą wesołością.

– Chyba masz rację – westchnęła ciężko. Może to i lepiej, że idą 

razem,  bo w tej sytuacji przynajmniej nikomu  nie będzie wypadało 

wypytywać jej o nowego faceta.

– Na następne Halloween na wszelki wypadek włożę żelazną zbroję 

– zrzędził Caleb.

– Nie bój się, może za rok to nie ja będę organizowała przyjęcie – 

odcięła się.

–   Jak   to,   a   stały   kontrakt   z   Tanner   Electronics?   Już   o   tym 

zapomniałaś?

–   Nie,   nie   zapomniałam   –   odparła.   –   Uważam   jednak,   że   wiele 

rzeczy może się zdarzyć.

–   Ja   zawsze   dotrzymuję   obietnic,   pamiętaj   o   tym   –   powiedział 

background image

poważnie.

– Nie zapomnę – odpowiedziała równie serio. – Blado wyglądasz – 

stwierdziła,   przyglądając   mu   się   bacznie.   –   Czy   jesteś   pewien,   że 

chcesz ze mną iść?

–   Miło   mi,   że   tak   się   o   mnie   troszczysz.   –   Dotknął   jej   dłoni   i 

delikatnie pogładził.

Sabrina zadrżała. Ta niespodziewana pieszczota obudziła jej zmysły. 

Nagle zapragnęła, żeby Caleb ją przytulił i pocałował.

Chyba chodziło mu po głowie to samo. Przysunął się do niej tak 

blisko,   że   czuła   ciepło   jego   ciała.   Ich   usta   dzieliło   tylko   kilka 

centymetrów.

– Zostanę w domu, jeśli ty zostaniesz ze mną – wyszeptał kusząco.

Sabrina nie miała wątpliwości, co jej proponuje. Najgorsze w tym w 

wszystkim   było   to,   że   chętnie   przystałaby   na   jego   propozycję.   Nie 

wiedziała, jak to się stało, ale pragnęła Caleba, mimo że miała mu tak 

wiele do zarzucenia. Nie podobało jej się, że tak lekko traktuje kobiety, 

że   jest   podrywaczem,   zwyczajnym  playboyem.   Jednak   nie   potrafiła 

oprzeć się jego urokowi. W Calebie było coś, co przyciągało kobiety 

jak magnes. Uległa tej sile.

Pragnęła, żeby ją pieścił, całował, dotykał. W tej chwili była gotowa 

zapomnieć o wszystkich swoich zasadach, choć wiedziała, że pewnie 

bardzo szybko by tego żałowała. Za wszelką cenę starała się odzyskać 

panowanie   nad   sobą   i  nie   ulec   impulsowi,   który   mógłby   ją   bardzo 

drogo kosztować.

– Nie zostanę... – odpowiedziała nieco schrypniętym głosem.

– Po co nam przyjęcie... we dwójkę też można się świetnie bawić. – 

background image

Caleb położył dłonie na jej biodrach.

To zdanie ją otrzeźwiło. A więc dla niego to była tylko zabawa, 

kolejny niezobowiązujący flirt. Odsunęła się od Caleba z najwyższym 

trudem. Miała wrażenie, jakby pokonywała niewidzialne zapory.

Dlaczego   jestem   taka   głupia?   Dlaczego   w   ogóle   przyszło   mi   do 

głowy, że on może się zmienić, beształa się w duchu.

– To nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziała, ze wszystkich sił 

starając   się,   by   jej   głos   brzmiał   naturalnie.   –   Przypominam   ci,   że 

jeszcze niedawno przekonywałeś mnie, iż nie chodzi ci o...

– To nie był mój plan. – Jego głos brzmiał zmysłowo. – Ale wydaje 

mi   się,   że   między   nami   coś   zaiskrzyło...   Ty   też   twierdziłaś,   że   w 

żadnym wypadku nie wyobrażasz nas sobie razem, a widzę, że jednak 

jest inaczej...

–   Wydaje   ci   się!   –   ucięła   szybko.   Odwróciła   głowę,   żeby   nie 

widział, że się zaczerwieniła. – Nie ma o czym mówić. Poza tym nie 

chciałabym się spóźnić na przyjęcie do Cassie, więc jeśli zdecydowałeś 

się iść ze mną, to chodźmy.

– Chodźmy. – Caleb wziął ją pod rękę. Zrobił to w tak pieszczotliwy 

sposób,   że   Sabrinę   znów   przeszedł   dreszcz.   Miała   wrażenie,   że   się 

zapada, że wciąga ją w odmęty niezwykle silny wir.

Muszę   wyzwolić   się   z   tego   czaru,   pomyślała   z   rozpaczą.   Oby 

wreszcie obudził się mój instynkt samozachowawczy...

Calebowi   zajęło   trochę   czasu   usadowienie   się   w   ciasnym 

samochodzie Sabriny. Podjechali jeszcze do niej do domu, by mogła 

szybko się przebrać i zabrać trochę rzeczy. Przyjęcie miało odbyć się w 

siedzibie   Wypożyczalni   Żon.   Dotarli   z   mniej   więcej   półgodzinnym 

background image

opóźnieniem i wokół aż gęsto było od gości.

Sabrina wzięła głęboki oddech. Czuła się jak przed bardzo ważnym 

egzaminem.

–   Już   się   zaczynałam   martwić,   że   coś   się   stało.   –   Na   spotkanie 

Sabrinie   wyszła   Paige.   Jej   spojrzenie   skupiło   się   za   plecami 

przyjaciółki,   na   Calebie.   –   No,   ale   teraz   już   rozumiem,   skąd   to 

spóźnienie – uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Sabrina   również   się   uśmiechnęła,   postanowiła   za   wszelką   cenę 

zachowywać się naturalnie. Co innego jednak chcieć, a co innego móc. 

Cassie zaprosiła chyba całe miasto...

– Ciągle cię nie ma w domu – odezwała się z wyrzutem Paige. – 

Kilka razy nagrałam się na sekretarkę, ale nie oddzwoniłaś. Gdzie ty 

właściwie się podziewasz?

– To przeze mnie nie ma jej w domu – odezwał się Caleb, zanim 

Sabrina   zdążyła   otworzyć   usta.   –   Trudno   mi   bez   niej   wytrzymać 

choćby kilka godzin, ale to chyba w mojej sytuacji nic dziwnego. – 

Spojrzał wymownie na Paige.

– No tak. – Paige zerkała raz na jedno, raz na drugie.

– Caleb, usiądź natychmiast na kanapie – zakomenderowała Sabrina. 

Za   wszelką   cenę   postanowiła   nie   dopuścić   do   przedstawienia,   do 

którego szykował się jej kłopotliwy podopieczny. – Lekarz zabronił ci 

forsować nogę.

– O właśnie, oto dowód, że nikt o mnie lepiej nie zadba. – Caleb 

rozłożył ręce.

– Usiądź, proszę – powtórzyła z naciskiem Sabrina.

– Musimy sprawdzić, co się dzieje w kuchni. – Paige postanowiła 

background image

wybawić przyjaciółkę z kłopotliwej sytuacji.

Sabrina   odetchnęła   z   ulgą.   Robię   to   wszystko   dla   Wypożyczalni 

Żon, powtarzała sobie w duchu. Wszystkie trzy pracowałyśmy bardzo 

ciężko   i   w   żadnym   wypadku   nie   mogę   dopuścić,   żebyśmy   straciły 

naszego najlepszego klienta. Firma warta jest takiego poświęcenia.

Nie dawała jej spokoju jeszcze jedna sprawa. Oprócz tego, że razem 

prowadziły   firmę,   były   też   prawdziwymi   przyjaciółkami.   Teraz 

zastanawiała się, czy powiedzieć Paige i Cassie prawdę, czy też, tak 

jak   się   umawiała   z   Calebem,   nadal   odgrywać   komedię.   Nie   miała 

ochoty oszukiwać przyjaciółek i najchętniej wyznałaby im prawdę. Ale 

z   drugiej   strony   wiedziała,   że   jeśli   opowie   im,   jak   to   Caleb 

zaszantażował ją utratą kontraktu i zażądał, aby odstraszała od niego 

wszystkie natrętne wielbicielki, to Paige i Cassie natychmiast wpadną 

we wściekłość.

Wściekną się oczywiście na Caleba.

Wolała sobie nawet nie wyobrażać, co by się zaraz zaczęło dziać. 

Podejrzewała,   że   przyjaciółki   niczym   dwie   tygrysice   rozszarpałyby 

Caleba na strzępy.

Nie ma co, jak powiem im prawdę, to możemy na zawsze pożegnać 

się ze zleceniami od Tanner Electronics. Zrobiłam już tak dużo, że dam 

radę wytrzymać jeszcze kilka dni, pomyślała.

Postanowiła nie mówić przyjaciółkom prawdy.

To oznaczało, że będzie musiała odgrywać przed nimi komedię, i to 

na tyle dobrze, by niczego nie zaczęły podejrzewać. Niełatwo oszukać 

osoby, które dobrze nas znają. W końcu wiedziały o niej sporo i mogą 

nie uwierzyć, że związała się z takim mężczyzną jak Caleb.

background image

–   Sabrino,   co   się   z   tobą   dzieje?!   –   zawołała   Paige,   gdy   tylko 

zniknęły   z   pola   widzenia   Caleba.   –   Dlaczego   spośród   wszystkich 

facetów, którzy się koło ciebie kręcili, wybrałaś właśnie tego?

– No cóż, przecież widzisz, jaki jest przystojny, uroczy, niezwykły...

– Nie poznaję cię – przerwała jej Paige. – Chyba nie jesteś aż tak 

zaślepiona! To kobieciarz i podrywacz jakich mało! Jak mogłaś tak 

szybko uwierzyć, że jest tobą poważnie zainteresowany?

Sabrina zadrżała, przez chwilę było jej naprawdę przykro. Chyba 

zbyt utożsamiam się z rolą, którą odgrywam, strofowała się w duchu. Z 

drugiej jednak strony nie wiedziała, co ma odpowiedzieć przyjaciółce. 

To duży błąd, bo właściwie powinna spodziewać się takiego pytania.

– Kochanie, nie chcę, żeby złamał ci serce – powiedziała Paige, gdy 

Sabrina nadal milczała.

– Nie bój się, nic takiego się nie stanie. – Sabrina odezwała się w 

końcu. – Tego jestem pewna.

– No tak, widzę, że wpadłaś na dobre – jęknęła z rezygnacją Paige. – 

Nawet   nie   masz   ochoty   słuchać   głosu   rozsądku...   Ja   wiem,   że 

zakochani odrzucają logiczne argumenty, ale przecież wiesz, jak on 

traktuje kobiety!

– Wiem, że się o mnie martwisz, ale w tym wypadku naprawdę nie 

ma potrzeby. – Sabrina uśmiechnęła się uspokajająco. – Muszę zrobić 

Calebowi coś gorącego do picia i sprawdzić, co się z nim dzieje.

–   Uważaj,   proszę   cię,   uważaj   –   jeszcze   raz   przestrzegła   ją 

zaniepokojona Paige.

Sabrina włączyła czajnik i czekała, aż zagotuje się woda. W tym 

czasie   zastanawiała   się   nad   tym,   co   powiedziała   Paige.   Trochę 

background image

zaskoczyła   ją   tak   ostra   reakcja   przyjaciółki.   Wśród   klientów 

Wypożyczalni   Żon   było   wielu   playboyów,   którzy   często   składali 

niemoralne   propozycje   którejś   ze   współwłaścicielek.   Przyjaciółka 

nigdy nie reagowała aż tak zdecydowanie. Sabrinie przyszło do głowy, 

że być może Caleb uwiódł i porzucił kiedyś jakąś znajomą Paige... 

Jednak   nawet   w   takim   wypadku   reakcja   przyjaciółki   była   mocno 

przesadzona.

Od trzech lat razem prowadziły firmę i Sabrina wiedziała, że wielu 

mężczyzn interesowało się Paige. Jednak ona zawsze odnosiła się do 

nich z wielką nieufnością i rezerwą. Sabrina często myślała, że to ze 

względu na matkę Paige nie chce się z nikim wiązać. Ale teraz doszła 

do wniosku, że tu musiało chodzić o coś więcej. Przyszło jej do głowy, 

że   Paige   być   może   przeżyła   kiedyś   wielki   zawód   miłosny   i   facet 

podobny   do   Caleba   złamał   jej   serce.   To   by   tłumaczyło   tak   ostrą 

reakcję...

Jej   wzrok   skierował   się   na   drugą   przyjaciółkę,   Cassie.   Stali   z 

Jakiem, zapatrzeni w siebie, zakochani, szczęśliwi... To cudowne, że 

przynajmniej jedna z nas odnalazła swoją drugą połówkę, pomyślała z 

rozczuleniem.   Już   za   tydzień   Cassie   i   Jake   będą   małżeństwem,   a 

wszystko wskazuje na to, że bardzo szczęśliwym.

– Nad czym tak dumasz? – Głos Caleba wyrwał ją z zadumy.

Sabrina w pierwszej chwili pomyślała, że ma omamy. Patrzyło na 

nią i uśmiechało się dwóch Calebów. Po sekundzie dotarło do niej, że 

Caleb   trzyma   w   ręku   magazyn,   na   okładce   którego   widnieje   jego 

zdjęcie.

– O, widzę, że podziwiasz swój seksowny uśmiech – powiedziała 

background image

nie bez złośliwości.

– Uważasz, że jest seksowny? – Uśmiechnął się w taki sposób, że 

zaschło jej w gardle.

Powinnam bardziej uważać na to, co mówię, zganiła się w duchu. 

Caleb jest bardzo czujny i błyskawicznie wyłapuje wszystkie niuanse.

– Czy jest tam artykuł na twój temat? – spytała, zostawiając jego 

pytanie bez odpowiedzi.

–   Tak,   właśnie   sprawdzałem,   czy   zacytowali   mnie   dokładnie   – 

odparł spokojnie. – Nie jest to najbardziej cenione przeze mnie pismo, 

ale   z   pewnych   powodów   musiałem   udzielić   mu   wywiadu.   Nie 

wiedziałem natomiast, że prenumerujecie pisma o tak specjalistycznej 

tematyce jak ekonomia i finanse.

– Można powiedzieć, że to stare przyzwyczajenie z czasów pracy w 

biurze maklerskim – wyjaśniła. – W zasadzie nawet nie mam kiedy 

tego czytać, czasem tylko przeglądam...

– Ładne biuro – stwierdził, nieoczekiwanie zmieniając temat. – Czy 

to ty zaprojektowałaś wystrój wnętrz?

– Tak, ja. Cieszę się, że ci się podoba.

– Wypożyczalnia Żon musi całkiem nieźle prosperować, jeśli stać 

was na takie biuro – odparł.

– Nie jest najgorzej, chociaż kupiłam ten dom, gdy pracowałam w 

firmie   maklerskiej   –   przyznała.   –   Jednak   potrzebujemy   kilku 

poważnych i potężnych klientów, aby firma mogła się rozwinąć.

– Jak myślisz, ile czasu zajmie ci zmiana wystroju mojego domu?

– Hm,  nie zastanawiałam się nad tym – skłamała  szybko. – Nie 

byłam do końca pewna, czy mówisz poważnie. Musiałabym najpierw 

background image

znaleźć jakiegoś naprawdę dobrego dekoratora wnętrz...

– Po co masz wynajmować dekoratora? Bardzo mi się podoba ten 

dom, właśnie coś takiego chciałbym mieć u siebie – przerwał jej. – 

Zastanów się do przyszłego tygodnia, ile czasu ci to zajmie i jakiego 

spodziewasz  się  wynagrodzenia.  Przygotuj też  wstępny  kosztorys,  a 

potem oczywiście podpiszemy umowę.

– Dobrze, jak najszybciej się tym zajmę – odparła.

–   To   świetnie.   Właśnie   wpadł   mi   do   głowy   inny,   może   trochę 

szalony pomysł. – Spojrzał na nią łobuzersko. Chwilę milczał, a potem 

klepnął się energicznie po udach. – Tak, to dobry pomysł.

Sabrina z uwagą i rosnącą ciekawością wpatrywała się w niego.

–   Chciałbym,   żeby   salon   i   przedpokój   były   zrobione   w 

ekspresowym tempie. To właściwie jest moje specjalne zlecenie dla 

Wypożyczalni Żon. Możesz, a nawet powinnaś, wciągnąć w to swoje 

przyjaciółki. Zdaje się, że lubicie razem pracować.

– Powiedz w końcu, o co ci chodzi – niecierpliwiła się.

–   Chciałbym,   żeby   salon   i   przedpokój   były   gotowe,   powiedzmy, 

do... wtorku.

Sabrina doszła do wniosku, że to wszystko tylko jej się śni. Jednak 

Caleb miał minę jak najzupełniej poważną. Nic nie wskazywało na to, 

że żartuje.

– Pod koniec przyszłego tygodnia mam spotkanie z kandydatem na 

stanowisko dyrektora generalnego. Myślę, że dobrze byłoby spotkać 

się z nim w miejscu, w którym można bez skrępowania porozmawiać – 

wyjaśnił.

– Może umówisz się z nim w„Pinnacle", to bardzo dobra restauracja 

background image

i chyba jesteś tam stałym bywalcem – podsunęła rozwiązanie Sabrina. 

Chciała   zyskać   nieco   na   czasie,   aby   zastanowić   się,   czy   to,   czego 

oczekuje od niej Caleb, jest w ogóle możliwe.

– Sama mi radziłaś, żebym zrobił coś z domem – przypomniał jej. – 

To dobra okazja, nie będę musiał wychodzić, forsować nogi...

– Caleb! To strasznie mało czasu!

– Możesz zaangażować najlepsze ekipy, poprosić o pomoc swoje 

przyjaciółki.   Poza   tym   wierzę   w   ciebie,   dasz   sobie   radę.   Przecież 

właściwie chodzi o jeden pokój – dodał niewinnym tonem.

Miło jej było słyszeć, że w nią wierzy. Nawet bardzo miło, gdyż nie 

spodziewała się z jego ust takiego komplementu.

–   Dobrze,   spróbuję,   ale   zapewniam   cię,   że   efekt   byłby   bez 

porównania   lepszy,   gdybyś   dał   mi   więcej   czasu.   W   takiej   sytuacji 

chyba   będziemy   musiały   same   pomalować   ten   pokój.   Łatwiej   nam 

będzie dobrać kolor ścian, odpowiednie zasłony, meble i obrazy.

– Myślę, że na pewno trafisz w mój gust. To biuro jest urządzone 

tak, że niczego bym tu nie zmienił. – Zatoczył ręką krąg po pokoju. – 

Obiecuję,   że   Wypożyczalnia   Żon   stanie   się   sławna,   wkrótce   nie 

będziecie się mogły opędzić od klientów – zażartował.

– Przy wykańczaniu biura też razem pracowałyśmy – uśmiechnęła 

się do swoich wspomnień Sabrina. – To były miłe chwile.

–   Będziecie   miały   szansę   na   powtórkę.   To   co,   umowa   stoi?   – 

Wyciągnął do niej rękę.

– Stoi – odparła, cichutko wzdychając. Nie była pewna, czy w tak 

krótkim   czasie   uda   jej   się   uzyskać   efekt,   który   w   pełni   zadowoli 

Caleba.

background image

Następnego   dnia   naszkicowały   plan,   przejrzały   katalogi   mebli   i 

wybrały kolorystykę. Caleb miał zamiar zaprosić na obiad kilka osób. 

Niezbędne więc było kupno odpowiedniego stołu i krzeseł.

Gdy murarz już wyrównał ściany, w poniedziałek rano wszystkie 

trzy, razem z Cassie i Paige, zabrały się do malowania.

Paige   miała   pewne   wątpliwości,   czy   zielony   kolor,   który   bardzo 

podobał się Sabrinie i Cassie, nie okaże się zbyt ciemny.

– Tu są przecież ogromne okna – uspokajała ją Sabrina. – Zieleń w 

połączeniu   z   jasnożółtymi   obiciami   mebli   doda   temu   wnętrzu 

świeżości. To jakby rosnące za oknem drzewa weszły nagle do pokoju.

– Może masz rację, ale pospieszmy się z tym malowaniem, żeby 

jeszcze zostało trochę czasu na ewentualne zmiany – zaproponowała 

Paige.

– Dobrze, każda z nas może malować inną ścianę – rzuciła pomysł 

Cassie.

Każda wzięła puszkę farby i zajęła się swoją ścianą.

– Dziewczyny, otwórzmy na oścież drzwi, bo od zapachu tej farby 

zaczyna mnie boleć głowa. – Paige wskazała podbródkiem ogromne 

dwuskrzydłowe drzwi, które łączyły salon z biblioteką.

– Może trochę później – odparła Sabrina. – Caleb wraz z Jakiem za 

parę minut będą tam mieli ważne spotkanie.

Na dźwięk imienia , Jake" oczy Cassie zalśniły. Sabrina popatrzyła 

na przyjaciółkę z zazdrością i rozczuleniem. Cassie i Jake byli w sobie 

tacy zakochani. Niby to nic dziwnego zaledwie kilkanaście dni przed 

ślubem... Ona też czasem marzyła o takim wielkim uczuciu, ale powoli 

background image

zaczynała wątpić, że i do niej kiedyś uśmiechnie się szczęście.

Cassie   była   szczęśliwa   i   dokładnie   wiedziała,   czego   pragnie: 

związać się z Jakiem na dobre i na złe.

Wygrała   los   na   loterii,   pomyślała   Sabrina.   To   takie   dziwne,   że 

jednym się w życiu wszystko układa tak łatwo i prosto, a innym nie...

– Gdzie mam zacząć? – spytała Cassie.

– Może od ściany, na której jest kominek – zaproponowała Paige. – 

Czy te kolejki zostały po poprzednim właścicielu? – Wskazała brodą 

na kolekcję Caleba.

– Ależ skąd! – odparła Sabrina. – Modelarstwo to hobby Caleba. 

Prócz   całego   taboru   kolejowego   z   różnych   stron   świata   ma   też 

dziesiątki samochodów. Podejrzewam, że kupił dom po to, by móc w 

końcu rozstawić swoją ukochaną kolekcję.

–   Dla   żadnej   kobiety   by   tego   nie   zrobił   –   mruknęła   pod   nosem 

Paige. Po chwili zorientowała się, że niezbyt taktownie się zachowała. 

– Przepraszam, Sabrino, nie chciałam cię urazić. Boję się o ciebie, a 

raczej tego, co cię może spotkać ze strony Caleba, stąd moje zgryźliwe 

uwagi...

– Nie przejmuj się, Paige, nic mi nie będzie – odpowiedziała Sabrina 

łagodnie.   Po   raz   kolejny   pożałowała,   że   nie   może   powiedzieć 

przyjaciółkom   prawdy.   Jednak   gdyby   przyznała   się,   że   Caleb   w 

pewnym sensie ją zaszantażował, to Paige i Cassie nigdy by mu tego 

nie   darowały.   A   zachowując   tajemnicę   będzie   przynajmniej   mogła 

udawać pierwszą w dziejach kobietę, która porzuciła Caleba Tannera.

– Czy obmyśliłaś już menu na jutrzejszy obiad? – Cassie zmieniła 

temat na bardziej neutralny.

background image

– Nie mam do tego głowy – odparła Sabrina. – Najpierw – musimy 

skończyć remont. Jak będę robiła tysiąc rzeczy naraz, to w końcu nic z 

tego nie wyjdzie. Jennings obiecał nam pomóc.

–   Skoro   tak,   to   wezmę   na   siebie   przygotowanie   przyjęcia   – 

zaproponowała Paige. – Podejrzewam, że Caleb nie wydawał jeszcze w 

tym domu tak wystawnego obiadu.

– Dzięki za pomoc, jesteś cudowna – ucieszyła się Sabrina.

Nagle   w   torebce   Paige   zadzwoniła   komórka.   Paige   wygrzebała 

telefon.

–  Cześć,  mamo.   Co  się  dzieje?   –  Przycisnęła  telefon  ramieniem, 

ponownie weszła na drabinę i zaczęła malować.

Sabrina i Cassie spojrzały na siebie porozumiewawczo. Wiedziały, 

że Eileen za wszelką cenę będzie się starała ściągnąć córkę do domu.

– Czy Caleb opowiadał ci coś o tym facecie, który kandyduje na 

stanowisko dyrektora generalnego? – spytała Cassie.

– Niewiele – odparła Sabrina. – Przyjeżdża do Denver, by odebrać 

jakąś nagrodę. Caleb uznał, że to dobra okazja, by go bliżej poznać.

– Mamo, nie denerwuj się. Przyjadę tak szybko, jak to możliwe... – 

dotarł do nich fragment rozmowy Paige. Nie zdołała powiedzieć nic 

więcej, bo trzymana między ramieniem a uchem komórka wysunęła 

się, a Paige odruchowo wyciągnęła po nią rękę, niestety tę, w której 

trzymała puszkę z farbą.

Cassie odstawiła farbę i podbiegła szybko do Paige.

Sabrina zrobiła to samo, ale było za późno.

Puszka wypadła Paige z ręki i zielona farba z bulgotem wylała się na 

podłogę. Zielone jeziorko sunęło szybko naprzód i nim którakolwiek 

background image

zdążyła temu zapobiec, rozlało się po dywanie.

Paige stała jak skamieniała. Wyglądała, jakby za chwilę miała się 

rozpłakać.

– To nie może być prawda – wyszeptała.

– Niestety, to prawda – jęknęła Sabrina. – Dywan jest stary. I tak był 

przeznaczony do wyrzucenia, ale co my zrobimy z podłogą?

–   Jeśli   szybko   zbierzemy   farbę   i   przetrzemy   podłogę 

rozpuszczalnikiem,   to   nie   powinno   być   śladu.   –   Cassie   jak   zwykle 

okazała się najbardziej praktyczna. – Sabrino, przynieś jakieś szmaty, a 

ty, Paige, na razie zbieraj farbę gazetami.

Wkrótce sytuacja została opanowana. Zwinęły dywan, zebrały farbę 

i dokładnie zmyły plamy na podłodze rozpuszczalnikiem.

– Utopiłam w farbie telefon – jęknęła Paige.

Sabrina i Cassie starały się nie parsknąć śmiechem, ale nie udało im 

się powstrzymać wesołości.

–   Nie   przejmuj   się.   Takie   straty   nie   narażą   naszej   firmy   na 

bankructwo.   Ja   swój   rozbiłam   w   czasie   Halloween.   –   Sabrina 

pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu.

– Ciekawe, czy Eileen uwierzy, że telefon naprawdę wpadł do farby 

– krztusiła się ze śmiechu Cassie. – Pewnie będzie uważała, że to my z 

Sabriną   znów   coś   zmajstrowałyśmy,   żeby   nie   mogła   co   chwila 

dzwonić.

Cassie   zamilkła   i   przez   chwilę   intensywnie   się   nad   czymś 

zastanawiała.

– Ja mam Jake'a, Sabrina ma Caleba, to niesprawiedliwe, że Paige 

ma tylko Eileen. – Cassie spojrzała na Sabrinę. – Wiesz, musimy coś 

background image

wymyślić, żeby Paige w końcu też spotkała mężczyznę swego życia.

–   To   nie   takie   proste   –   odpowiedziała   z   przekonaniem   Sabrina. 

Niestety, nie mogła wyznać prawdy...

– I ty to mówisz?! Przecież wy z Calebem poznaliście się w zupełnie 

niezwykły sposób.

background image

Rozdział 7

Poniedziałkowe   przedpołudnie   upłynęło   Calebowi   na   rutynowych 

spotkaniach z personelem. Odbywały się one w domu, gdyż Caleb nie 

chciał forsować nogi.

Przyłapał się na tym, że w ich trakcie kilka razy ziewnął. Jake mu 

sugerował, że powinien sprawy organizacyjne i finansowe przekazać 

komuś   innemu.   Jego   najmocniejszą   stroną   było   opracowywanie 

nowych rozwiązań. To naprawdę uwielbiał robić i oddawał się temu 

zajęciu   całym   sercem.   Znalezienie   nowego   dyrektora   generalnego 

pozwoliłoby mu uwolnić się od tych zajęć, które zawsze go nużyły.

Caleb zauważył, że jeden z młodych inżynierów, Erie, jest czymś 

niezwykle poruszony. Wiedział, co to oznacza – jakieś nowe pomysły. 

Mam   nadzieję,   że   wkrótce   będę   się   zajmował   tylko   nowymi 

projektami, westchnął w duchu.

Mason   Maxwell   miał   dla   nich   trzech   kandydatów   na   stanowisko 

dyrektora generalnego. Emerytowanego pułkownika, młodą, niezwykle 

energiczną   kobietę,   i   Austina   Weavera,   o   którym   wiele   pisano   w 

gazetach.

Nazwisko Weaver było wymawiane przez ludzi z branży z wielkim 

szacunkiem,   może   z   wyjątkiem   tych,   którzy   przegrali   z   nim   w 

bezpośrednim starciu. Ci nienawidzili go serdecznie, gdyż Weaver był 

bezwzględny.

Calebowi  przypadła   najbardziej  do  gustu   właśnie  ta   kandydatura. 

Niepokoiło go jednak to, czy Weaver w ogóle będzie zainteresowany 

ofertą pracy. W końcu Tanner Electronics w porównaniu z Sony czy 

background image

General   Electrics   było   zaledwie   niewielką,   choć   bardzo   obiecującą 

firmą. Nie mówiąc o tym, że Austin Weaver musiałby przenieść się z 

Nowego Jorku do Denver.

Musiał   więc   użyć   całego   swojego   czaru,   żeby   Weaver   dał   się 

zaprosić na obiad. Jake uważał, że to strata czasu, bo nie bardzo czym 

mają skusić tak potężnego i rozrywanego człowieka, który mógł do 

woli przebierać w propozycjach. Caleb jednak postanowił spróbować, 

w końcu nie miał nic do stracenia.

Liczył na to, że Weaver, który pracował w obecnej firmie już ponad 

pięć   lat,   być  może   pragnął   zmiany.   Gdyby   tak   było,   to   propozycja 

zajęcia się Tanner Electronics mogłaby okazać się dla niego szalenie 

interesująca.

Z   sąsiedniego   pokoju,   w   którym   pracowała   Sabrina   wraz   z 

przyjaciółkami, dobiegały rozmaite stuki. Caleb starał się nie zwracać 

na nie uwagi. Jednak gdy usłyszał wielki huk, a potem wrzask Sabriny, 

przeprosił zgromadzonych i wyszedł zobaczyć, co się stało.

Otworzył drzwi i ostrożnie zajrzał do pokoju. Na pierwszy rzut oka 

wydawało   się,   że   żadnej   z   dziewczyn   nic   się   nie   stało.   Jednak 

wymyślne   wzorki   na   ich   ubraniach   były   niezbitym   dowodem,   że 

jednak coś musiało się wydarzyć.

Sabrina robiła coś z podłogą, jednak Caleb nie zwracał na to uwagi. 

Nie   mógł   natomiast   oderwać   wzroku   od   jej   smukłych   bioder   i 

niezwykle długich nóg. Nagle wyprostowała się i odgarnęła włosy z 

twarzy. W tym momencie na jej policzku pojawił się zielony szlaczek.

Caleb   zamrugał   oczyma   ze   zdziwienia   i   pomyślał,   że   ma 

przywidzenia. Spojrzał na Cassie,  na jej bluzie wzorek również był 

background image

zielony.   Paige   wyglądała   najlepiej,   choć   i   ona   była   gdzieniegdzie 

wymazana na zielono.

– Myślałem, że tej zielonej farby wystarczy do pomalowania całego 

domu   –   powiedział   Caleb,   ciągle   stojąc   w   progu.   –   Ale   skoro 

ozdabiacie nią siebie, to nie jestem pewien, czy...

Urwał, bo w tym momencie Sabrina rzuciła w niego ręcznikiem, w 

który właśnie wycierała dłonie. Zwinięty w kulkę ręcznik leciał niczym 

piłka.

Caleb zapomniał o chorej nodze i usiłował odskoczyć. Jednak jego 

sprawność   pozostawiała   jeszcze   wiele   do   życzenia.   Gdy   przeniósł 

ciężar na chorą nogę, przewrócił się, a na dodatek uderzył głową we 

framugę drzwi. Przed oczyma zobaczył tysiące gwiazd, a chwilę potem 

na głowę spadł mu ręcznik i przesłonił cały świat.

Sabrina   z   okrzykiem   przerażenia   rzuciła   się   w   jego   stronę.   Była 

blada jak ściana, zdenerwowana, bliska paniki. Ściągnęła mu z twarzy 

ręcznik i przyłożyła rękę do krtani.

Czy ona chce mnie udusić? – pomyślał, nie do końca jeszcze zdając 

sobie sprawę, co się dzieje.

Gdy tak się nad nim pochylała, jej flanelowa koszula rozchyliła się i 

Caleb zobaczył niezwykle kształtne  piersi w czarnym, koronkowym 

staniczku.

Pomyślał, że warto było dla tego widoku wycierpieć o wiele więcej.

– Caleb masz bardzo przyspieszony puls – szepnęła z przerażeniem.

– O, nie wątpię. – Jego głos brzmiał dziwnie głucho.

Sabrina dostrzegła wreszcie, w co wpatruje się Caleb. Usiadła na 

piętach i zebrała poły koszuli.

background image

– Wszystko co dobre, szybko się kończy – zamruczał zmysłowo.

– Zaraz cię palnę – zezłościła się.

– Myślałem, że jako mój anioł opiekuńczy postanowiłaś ulżyć mi w 

bólu...

Ze złością zarzuciła mu z powrotem na twarz wilgotny ręcznik.

Caleba   rozśmieszyła   jej   reakcja.   Był   zdziwiony,   że   widok   piersi 

Sabriny tak bardzo go podniecił. W końcu widział już w życiu niejedno 

i takie obrazki nie powinny aż tak działać na jego wyobraźnię. Być 

może to ten kontrast między flanelową koszulą a czarną koronkową 

bielizną... Tak, to pewnie dlatego, starał się wytłumaczyć sobie swoją 

reakcję.

– Chyba nic mu się nie stało? – Sabrina zwróciła się do przyjaciółek.

Caleb wstał powoli, niepewnie się uśmiechając.

– Zostawiam was, bo zdaje się, że moja wizyta wprowadziła niezłe 

zamieszanie. – Mrugnął łobuzersko i kuśtykając wrócił na naradę.

– Już myślałam, że tym razem załatwiłaś go na dobre – parsknęła 

śmiechem Cassie, gdy zostały same.

–   Kochanie,   ty   czasem   jesteś   zupełnie   nieobliczalna   –   pokręciła 

głową Paige.

– To prawda – przyznała Sabrina. – Ale na szczęście nic się nie 

stało.

Bez żadnych przygód skończyły malowanie salonu, ale do końca 

dnia,   mimo   pootwieranych   okien,   w   pokoju   unosił   się   intensywny 

zapach farby.

Sabrina   właśnie   stała   na   drabinie   i   zawieszała   zasłonę,   gdy 

przykuśtykał Caleb. Wciąż był blady. Wyciągnął się na kanapie, a nogę 

background image

położył nieco wyżej.

–   Przykro   mi   z   powodu   tego,   co   się   stało   –   odezwała   się   cicho 

Sabrina.

– Jest w tym trochę mojej winy – odparł. – Na chwilę zapomniałem, 

że nie należy się do ciebie zbliżać, gdy pracujesz. Powinienem raz na 

zawsze zapamiętać, jakie to niebezpieczne.

Nic nie odpowiedziała, choć w duchu przyznała mu rację. Z jednej 

strony miała wyrzuty sumienia, że tak bez chwili zastanowienia rzuciła 

w niego ręcznikiem, a z drugiej była na niego wściekła. Bezwstydnie 

wlepiał gały w jej biust... Wiele dałaby za to, żeby wreszcie wynieść 

się z tego domu. Jednak umowa to umowa, a poza tym nie chciała 

narażać Wypożyczalni Zon na poważne straty.

Dotrzyma warunków umowy, choćby ją to miało wiele kosztować, 

postanowiła.   W   tej   chwili   najbardziej   niepokoiła   się,   czy   zdążą 

skończyć rozpoczęte prace dekoratorskie przed jutrzejszym proszonym 

obiadem. Jak na razie dom wyglądał jak pobojowisko.

– Może odwołasz ten obiad? – zaproponowała nieśmiało.

– Wiesz, że nie mogę tego zrobić.

–   Chodziło   mi   o   to,   że   mógłbyś   przecież   zaprosić   gości   gdzie 

indziej.

–  Nie,   Sabrino,   w  tej  chwili   nie   będę  niczego   zmieniał.   Musicie 

zdążyć.

– To chociaż zgódź się na wypożyczenie mebli, kupowanie ich w 

pośpiechu nie jest najrozsądniejsze.

– Ale ja dokładnie wiem, co mi się podoba – odparł.

– Tak?

background image

– Podobają mi się takie meble, jakie były u ciebie w biurze – odparł. 

– Wiesz, te, które stały w salonie.

– To antyki – odpowiedziała.

– W ogóle masz dobry gust – przyznał.

Sabrina trochę zawstydziła się, słysząc taki komplement.

–   Gdy   postanowiłaś   pomalować   salon   na   zielono,   nie   byłem   do 

końca przekonany do tego pomysłu – przyznał się. – Teraz uważam, że 

trafiłaś w dziesiątkę.

– Ściany to nie wszystko – powiedziała jakby do siebie. – Naprawdę 

uważam, że bezpieczniej byłoby zarezerwować stolik w „Pinnacle".

– Nie bój się, wszystko będzie dobrze – powiedział uspokajająco. – 

Poza   tym   nie   mogę   tego   zrobić   Jenningsowi,   byłby   bardzo 

zawiedziony,   gdybym   teraz   zmienił   plany.   Pewnie   uznałby,   że   nie 

wierzę w jego umiejętności kulinarne.

– Trzeba wypożyczyć meble,  zastawę, obrusy, nie mówiąc  już o 

przygotowaniu samego obiadu – wyliczała zaniepokojona.

– Możemy pożyczyć zastawę od Cassie, pewnie dostała w prezencie 

ślubnym mnóstwo szkła – znalazł proste rozwiązanie Caleb.

– Chyba żartujesz! – oburzyła się nie na żarty. – Przecież to prezenty 

ślubne.

–  Och,  kobiety  są  takie  sentymentalne.  Zawsze  mnie   dziwiło,  że 

przywiązują tak duże znaczenie do szklanek czy talerzy.

– Nie, to zupełnie wykluczone.

–   W   takim   razie   kup   zastawę,   wiesz,   że   koszty   nie   grają   roli   – 

powiedział.

Sabrina omal nie podskoczyła z radości. Uwielbiała robić zakupy, a 

background image

świadomość,   że   będzie   kupowała   zastawę   dla   Caleba,   wprawiła   ją 

niemal w stan euforii.

– Czy coś jeszcze powinnam wiedzieć na temat twojego gościa? – 

spytała.

– A chciałabyś wiedzieć?

– Przed wyborem dań wolałabym się upewnić, czy nie ma żadnej 

alergii,   jak   duże   znaczenie   przywiązuje   do   etykiety   i   tym   podobne 

rzeczy.

– Niestety, nie bardzo mogę ci pomóc.

– A ile osób będzie na kolacji?

– Wygląda na to, że siedem. Brakuje nam jednej kobiety, żeby było 

po tyle samo pań co panów.

– Mogłabym zaprosić Paige, ale ona pewnie się nie zgodzi – odparła 

Sabrina. – Więc jeśli Austin Weaver...

– O nie, jeśli Weaver z tego powodu miałby odrzucić propozycję 

pracy   w   Tanner   Electronics,   to   wcale   bym   tego   nie   żałował. 

Oznaczałoby to bowiem, że zupełnie nie pasuje do mojej firmy.

– Zgadzam się z tobą – przyznała.

– A zatem uważasz, że maniery pracowników Tanner Electronics 

pozostawiają wiele do życzenia? – Spojrzał na nią podejrzliwie.

– No cóż, nie to miałam na myśli – powiedziała z ociąganiem. – 

Chociaż   zmusiłeś   mnie   szantażem,   żebym   tu   zamieszkała,   a   takie 

zachowanie na pewno nie jest świadectwem nienagannych manier...

– Przeciwnie. To uczciwa umowa – zaprotestował.

– Dobrze, skończmy ten temat – ucięła. – Miałam ciężki dzień i nie 

jestem w nastroju do kłótni – dodała.

background image

–   Możemy   porozmawiać   o   czymś   przyjemnym   –   uśmiechnął   się 

zabójczo. – A w każdym razie musisz mi pomóc dowlec się do łóżka, 

sam nie dam rady...

– Nie chcesz spać tutaj? – zaproponowała.

– Nie, tu tak śmierdzi farbą, że jutro wstałbym z bólem głowy. Poza 

tym tam na górze jest szerokie wygodne łóżko, więc jeśli miałabyś 

ochotę...

– Tego jeszcze brakowało – mruknęła. Udawała obojętność, ale jego 

na wpół poważna propozycja sprawiła, że przebiegł ją dreszcz.

– Pomóż mi tylko zawiązać buty, bo sam nie dam rady. Potem zejdź 

na dół witać gości – poprosił Caleb Jenningsa.

–   Panna   Saunders   jest   dziś   bardzo   zdenerwowana   –   powiedział 

Jennings.

– Bardzo się przejmuje – uśmiechnął się Caleb. Faktycznie Sabrina 

od rana była prawie nieprzytomna ze zdenerwowania, jakby na obiad 

miała przyjść para królewska lub co najmniej przyszli teściowie... Skąd 

u mnie takie skojarzenia, zdziwił się.

Włożył marynarkę, poprawił przed lustrem krawat i zszedł o kulach 

na dół.

Sabrina   zapalała   świeczki   ukryte   w   kompozycjach   z   kwiatów, 

którymi ozdobiono stół.

–   Piękne   –   zachwycił   się   Caleb,   gdy   ujrzał   smukłą   i   ponętną 

sylwetkę, której kształty podkreślał jeszcze krój wieczorowej sukni.

Odwróciła   głowę   i   spojrzała   na   niego   uważnie.   Caleb   uznał,   że 

lepiej, by nie wiedziała, co miał na myśli.

– Pięknie przystrojony stół – powiedział.

background image

Sabrina   uśmiechnęła   się.   Właściwie   spodziewała   się   takiego 

komplementu.

– Pożyczyłam chińską zastawę od Paige – powiedziała. – Świetnie 

współgra z kolorem ścian. Bardzo się zdziwiłam, że miała coś takiego.

– A co w tym dziwnego?

–   Chodzi   o   to,   że   zawsze   praktyczna   Paige   kupiła   coś   tak 

wyjątkowego, ten wzór to krótka seria, produkowano ją tylko przez 

kilka lat.

– Cóż, po prostu lubi ładną zastawę – odparł obojętnie Caleb.

– Wcale nie. A zastawa była głęboko schowana.

– Przestań wszystko bez przerwy analizować, po prostu ciesz się, że 

zdobyłaś tak piękne talerze – obrócił wszystko w żart. – Nie przejmuj 

się takimi drobiazgami.

–   Ktoś   musi,   jeśli   to   przyjęcie   ma   się   udać.   –   Znów   zrobiła 

zatroskaną minę.

– Zacznij się dobrze bawić – powiedział Caleb. Nagle pod wpływem 

impulsu pochylił się, żeby ją pocałować.

– Nie, nie teraz – odpowiedziała Sabrina odruchowo.

Caleb   oniemiał.   Ta   odpowiedź,   nawet  jeśli   chodziło   wyłącznie   o 

zwykłe przejęzyczenie, zabrzmiała jak obietnica. Jak słodka, cudowna 

zapowiedź czarownych chwil, które niebawem nastąpią.

Już   czuł   się   zwycięzcą.   Wiedział,   że   wygrał   i   wkrótce   zbierze 

owoce...

– Jennings będzie potrzebował pomocy – powiedziała nieco oschle 

Sabrina. Udawała, że nic się nie stało. A może naprawdę nie zdawała 

sobie sprawy z tego, jak dwuznacznie zabrzmiały jej słowa?

background image

Caleb musnął ustami jej włosy, nie mógł się powstrzymać. W tym 

momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.

– To twój gość – powiedziała Sabrina. – Pewnie chcesz z nim zostać 

kilka minut sam na sam.

– Wolałbym z tobą – wymruczał.

Z zadziwiającą konsekwencją udawała, że nie zwraca uwagi na jego 

zaloty i poszła szybko w stronę kuchni.

Caleb   z   najwyższym   trudem   zapanował   nad   swymi   emocjami   i 

skoncentrował się na czekającej go rozmowie.

Człowiek,   który   stanął   w   progu,   wyglądał   zupełnie   inaczej,   niż 

Caleb oczekiwał. I właściwie trudno było powiedzieć, skąd bierze się 

to dziwne wrażenie. Fizycznie wyglądał dokładnie tak, jak na zdjęciu. 

Ubrany był zgodnie z przewidywaniami Caleba w świetnie skrojony 

garnitur. Miał modny krawat i starannie przystrzyżone czarne włosy. 

Jednak coś w jego wyglądzie zaskoczyło Caleba, niestety teraz nie miał 

czasu zastanawiać się nad tym.

– Dzień dobry panu. Cieszę się, że mogę pana poznać – przywitał 

gościa. Następnie zaprowadził go do salonu i zaproponował drinka.

– Poproszę szkocką z wodą – powiedział Weaver. Caleb podał mu 

szklankę i przygotował takiego samego drinka dla siebie.

–   To   trochę   za   wcześnie   jak   na   wypadek   na   nartach   –   zagadnął 

Weaver.

– Skręciłem nogę  na dziecięcym przyjęciu  z okazji Halloween  – 

odparł ze śmiechem Caleb.

– Ma pan dzieci? – zdziwił się Austin.

– Nie, to było przyjęcie dla dzieci pracowników Tanner Electronics.

background image

– Dobry pomysł, takie działania stwarzają przyjazną atmosferę w 

firmie i integrują zespół – pochwalił Weaver.

– Tak, to jeden ze sposobów, w jaki staramy się zatrzymać dobrych 

pracowników – wyjaśnił Caleb. – Jeśli będzie mógł pan zostać do jutra, 

chętnie  pokażę panu moją firmę  – dodał, z uwagą przyglądając się 

Austinowi.

– Mam samolot dopiero po południu – odparł Weaver. – Chętnie 

zobaczę, jak działa pańska firma.

Niezły z niego negocjator, pomyślał z uznaniem Caleb.

W  tym  momencie   weszła   Sabrina,   niosąc   kryształową   tacę   pełną 

gorących przekąsek.

Austin   Weaver   poderwał   się   na   jej   widok   tak   szybko,   że   Caleb 

nawet nie zdążył sięgnąć po kule.

Zgoda,   trzeba   być   szarmanckim   wobec   dam,   ale   ten   facet 

podskoczył, jakby poraził go prąd, przemknęło Calebowi przez myśl. 

Spojrzał na Sabrinę i po raz kolejny uświadomił sobie, że to właściwie 

nic   dziwnego.   Większość   mężczyzn   na   jej   widok   tak   reagowała. 

Trudno było zachować obojętność wobec tak oszałamiającej urody. On 

sam przecież, gdy tylko ją spostrzegł na przyjęciu z okazji Halloween, 

stanął   jak   wryty,   co   w   pewnym   sensie   doprowadziło   do   tego 

nieszczęsnego wypadku.

Dziś   wyglądała   szczególnie   zachwycająco,   w   krótkiej,   obcisłej, 

białej sukience.

To   dziwne,   ale   miał   ochotę   dać   kuksańca   Austinowi,   żeby   ten 

opamiętał się wreszcie i przestał tak wybałuszać gały.

– Pani Tanner? – spytał Austin.

background image

Sabrina uśmiechnęła się lekko, wyglądała na nieco zawstydzoną.

– Niezupełnie – odpowiedziała i potrząsnęła głową.

Ona flirtuje! – oburzył się w duchu Caleb. Co w tę kobietę wstąpiło? 

Czyżby Austin Weaver od pierwszego wejrzenia oczarował ją do tego 

stopnia, że zapomniała o roli, którą ma odgrywać?

– Czy podać ci gorącą śliwkę? – Spojrzała na Caleba niewidzącym 

wzrokiem.

– Tak, poproszę – odparł.

Podała mu talerzyk i usiadła w fotelu tuż obok Weavera. Pogrążyli 

się w rozmowie na tyle, że Caleb zaczął się czuć jak piąte koło u wozu.

Rozległ   się   dzwonek   u   drzwi.   Caleb   chciał   nawet   wstać   i   pójść 

otworzyć,   bo   Sabrina   wydawała   się   zbyt   pochłonięta   słuchaniem 

opowieści gościa, by zwracać uwagę na otoczenie. Jednak nie musiał 

ruszać się z pokoju, bo Jennings wpuścił gości.

Do salonu wszedł Jake z Cassie i główny inżynier ze swoją nową 

dziewczyną. W pierwszej chwili nie zwrócił na nią uwagi, jako że ów 

inżynier   miał   słabość   do   długonogich   blond   piękności   o   ptasich 

móżdżkach i Caleb pomyślał, że to jedna z tego typu panienek.

Jakież   było   jego   zdziwienie,   gdy   okazało   się,   że   inżynierowi 

towarzyszy Angelique.

W Calebie wezbrała złość. Co też strzeliło Sabrinie do głowy, żeby 

zapraszać tę idiotkę? To głupia zagrywka, pewnie chciała mu dobitnie 

pokazać, jak bardzo różni się na korzyść od tej bezmózgiej ślicznotki, z 

którą   Caleb   jeszcze   niedawno   się   prowadzał...   Ze   złością   zagryzł 

wargi.

– Dzień dobry, Caleb – niemal zamruczała Angelique. – Wyglądasz, 

background image

jak gdybyś... – urwała. Dała w ten sposób do zrozumienia, że to, co 

miała do powiedzenia, nie jest zbyt pochlebne. Potem odwróciła się do 

Sabriny. – Sabrino,  kochanie. – Cmoknęła  powietrze obok policzka 

Sabriny. – Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zjawiłam się na 

twoim przyjęciu...

Wściekłość   Caleba   nieco   zelżała,   gdy   spostrzegł,   że   Sabrina   jest 

równie zaskoczona, jak on.

– Moja przyjaciółka Missa jest chora, ale nie chciała stawiać swego 

chłopaka w niezręcznej sytuacji. Prosiła mnie, żebym zastąpiła ją na 

tym przyjęciu i oto jestem.

Caleb miał ochotę udusić tę wampirzycę, Sabrina, sądząc z wyglądu, 

miała ochotę zrobić dokładnie to samo.

–   Czy   już   jesteśmy   w   komplecie?   Siedem   osób?   –   trajkotała 

Angelique,   udając,   że   nie   zauważa   konsternacji,   jaką   wywołały   jej 

słowa.   –   Czyżbyś   nie   miała   żadnej   przyjaciółki,   Sabrino,   która 

mogłaby   nam   towarzyszyć,   czy   też   ze   zrozumiałych   względów 

obawiałaś się konkurencji?

Kątem oka Caleb dostrzegł, że w drzwiach wejściowych Jennings 

przyjmował jeszcze jednego gościa. Chwilę później do pokoju weszła 

jego matka.

– Witaj, Sabrino! – przywitała się serdecznie. Później pozdrowiła 

resztę   gości,   z   wyraźnym   chłodem,   graniczącym   niemal   z 

lekceważeniem, traktując Angelique.

Goście rozmawiali w małych grupkach. Calebowi wydawało się, że 

Sabrina bardzo się stara wywrzeć na jego matce dobre wrażenie.

– Jeśli się zastanawiasz, skąd się tutaj wzięłam,  to przyznam,  że 

background image

jestem tu na prośbę Sabriny – zwróciła się do syna Catherine.

Jennings wniósł pierwsze danie, więc goście ruszyli w stronę stołu.

– Przepraszam, Sabrino, że nie mogę ci służyć ramieniem. – Caleb 

wsparł się na kulach. Tak czy owak powiedział to zbyt późno, gdyż 

Sabrinie właśnie szarmancko podał ramię Austin Weaver.

– Rozchmurz się, synku – usłyszał za plecami głos matki. – Poza 

tym   jestem   tu   najstarszą   kobietą,   więc   tobie   przypada   zaszczyt 

poprowadzenia mnie do stołu.

– Oczywiście, mamo.

–   Nie   ma   w   tym   nic   dziwnego,   że   pani   domu   zajmuje   się 

honorowym   gościem   –   dodała   Catherine.   –   Robi   to   z   dużym 

wdziękiem i taktem. Spójrz, jak pięknie razem wyglądają, obydwoje 

tacy wysocy, czarnowłosi i smukli.

– Tak, urody im nie brakuje – wycedził z niechęcią przez zaciśnięte 

zęby.

– Synu, nie poznaję cię. – Catherine popatrzyła na niego z lekkim 

zdziwieniem.   –   Nigdy   nie   widziałam,   żebyś   się   w   taki   sposób 

zachowywał. Cóż, może w końcu trafiła kosa na kamień... Chyba nie 

myślałeś,   że   taką   kobietę   jak   Sabrina   uda   ci   się   zagarnąć   na   cały 

wieczór wyłącznie dla siebie?

–   Ależ   skądże,   mamo,   wszystko   jest   w   najlepszym   porządku   – 

odpowiedział nie do końca szczerze. Właściwie, co mnie to wszystko 

obchodzi, niech Sabrina robi, co chce. Nie moja sprawa, pomyślał.

background image

Rozdział 8

Sabrina   usiadła   z   gracją   na   krześle,   które   podsunął   jej   Weaver. 

Uśmiechnęła   się,   skinieniem   głowy   dziękując   mu   za   eleganckie 

zachowanie.

W głębi ducha jednak była przerażona. Coraz bardziej obawiała się, 

że   ten   wieczór   zakończy   się   katastrofą.   Wiedziała,   że   Angelique 

właśnie po to tutaj przyszła, żeby zemścić się na niej i na Calebie. Nie 

uwierzyła   w   bajeczkę   o   chorobie   dziewczyny   głównego   inżyniera. 

Podejrzewała,   że   Angelique   zaproponowała   tamtej   górę   złota,   by 

udawała tego dnia chorą.

Niepokoiło ją również zachowanie Caleba, który najwidoczniej nie 

miał zamiaru utemperować Angelique.

Austin Weaver chyba nie bardzo rozumiał, co tu się dzieje i wcale 

by się nie zdziwiła, gdyby wsiadł w taksówkę i wrócił do domu. Do tej 

pory nikt mu właściwie nie wyjaśnił, po co go tu zaproszono.

Sabrina   kątem   oka   obserwowała   gościa.   Ku   swemu   zdziwieniu 

dostrzegła, że wcale nie jest znudzony czy wściekły. Niewątpliwie był 

trochę zdziwiony, w tej chwili właśnie z niezwykłą uwagą przyglądał 

się czemuś na stole. Wyszczerbiony talerz? – pomyślała w popłochu. 

Weaver   nie   wyglądał   na   człowieka,   który   przejmowałby   się   takimi 

rzeczami.  Co zatem tak bardzo przyciągało jego uwagę? Odwróciła 

głowę i spojrzała na niego.

– Jak pięknie pani przybrała stół – powiedział.

– Dziękuję – odparła, choć nie uwierzyła, że właśnie to przykuło 

jego uwagę.

background image

–   Cóż   za   piękna   zastawa   –   ciągnął   Austin.   –   Czy   od   dawna   ją 

państwo macie?

–  Kieliszki   i  szklanki   są   w  rodzinie   Caleba   od  dawna  –   odparła 

Sabrina. – Catherine dostała je od swojej babki.

– Jak miło, że teraz pani może  się cieszyć ich pięknem. Sabrina 

czuła na sobie niechętny wzrok Angelique, która niewątpliwie słyszała 

słowa Weavera. Czyżby nadal żałowała, że Caleb się z nią rozstał? I to 

w   dodatku   w   dość   bezceremonialny   i   brutalny   sposób.   A   może   po 

prostu naprawdę go kochała i była zazdrosna?

Catherine również słyszała to, co powiedział Weaver.

– Jak to dobrze, że Caleb znalazł w końcu kobietę,  która jest w 

stanie docenić piękno tej zastawy, a nie zastanawia się tylko nad jej 

ceną rynkową – zwróciła się Catherine do Angelique.

Angelique   z   wściekłością   zmrużyła   oczy,   a   Sabrina   z   trudem 

powstrzymała śmiech.

– Ja najbardziej lubię pić mleko wprost z kartonu – mruknął pod 

nosem Caleb.

– Czy zbiera pan starą porcelanę? – spytała Sabrina Weavera.

– Szczerze mówiąc, w naszym domu najczęściej używamy talerzy 

jednorazowych, przynajmniej mam pewność, że nic im się nie stanie w 

mikrofalówce – odparł Austin.

Sabrinę   zaskoczyła   ta   odpowiedź,   bała   się   jednak   przerwać   tę 

rozmowę,   gdyż   wtedy   na   pewno   przy   stole   zapadłoby   krępujące 

milczenie. Spojrzała na rękę Austina, nie nosił obrączki. Powiedział 

jednak w „naszym domu", więc pewnie z kimś mieszka.

– Czy towarzyszka pańskiego życia nie mogła z panem przyjechać? 

background image

– spytała, aby w końcu wyjaśnić sytuację.

– Niestety,  była  już  wcześniej  umówiona   w  zoo z  całą  czeredką 

przedszkolaków.

Sabrina   pomyślała,   że   miło   dla   odmiany   usłyszeć   o   żonie 

biznesmena, która spędza czas na pożytecznych zajęciach.

– Mieszkam tylko z córką – wyjaśnił Austin. – Jennifer ma pięć lat.

Sabrinie  nagle  zrobiło   się  przykro, że  taki  wartościowy   człowiek 

został sam z dzieckiem.

–   Jest   pan   samotnym   rodzicem   i   tak   świetnie   radzi   pan   sobie   z 

karierą   zawodową?   –   spytała   z   podziwem   Cassie,   która   siedziała 

naprzeciwko Weavera.

– O! Musi pan uważać – roześmiał się Jake. – Należy pan do grupy 

społecznej, narażonej na szczególne zainteresowanie Cassie i Sabriny. 

Wraz   ze   swoją   przyjaciółką   prowadzą   firmę,   która   nazywa   się 

Wypożyczalnia Żon. Pomagają zajętym ludziom w prowadzeniu domu 

i   załatwianiu   wszystkich   codziennych   spraw,   na   które   zazwyczaj 

brakuje im czasu.

– To ciekawe – zainteresował się Austin.

– Właściwie zajmujemy się wszystkim oprócz opieki nad dziećmi, 

choć jeśli przeniósłby  się pan do Denver, mogłybyśmy  pomyśleć  o 

rozszerzeniu naszej działalności – rozmarzyła się Cassie.

– To całkiem ciekawy pomysł – poparła ją Sabrina.

–   Muszę   przyznać,   że   to   brzmi   bardzo   obiecująco.   Zdaje   się,   że 

Denver to przyjazne miasto i warto pomyśleć o przeprowadzce.

Gdy Sabrina spojrzała na Caleba, zaskoczył ją chłód w jego oczach. 

Dziwne, powinien być jej raczej wdzięczny, że zachęca Austina do 

background image

rozważenia pomysłu o przeniesieniu się do Denver. Nie powinien też 

mieć   pretensji,   że   wspomniały   o   Wypożyczalni   Żon,   gdyż   to   Jake 

zaczął rozmowę na ten temat.

Jednak   Caleb   traktował   ją   z   takim   chłodem,   jakby   była   jego 

śmiertelnym wrogiem. Nie miała pojęcia, o co mu właściwie chodzi.

Przyjęcie skończyło się wcześnie. Austin Weaver wyszedł pierwszy. 

Sabrina nie była tym zaskoczona, gdyż to spotkanie miało tak osobliwy 

przebieg, że trudno było kogokolwiek winić za chęć jak najszybszej 

rejterady.

Zdziwiło   ją   natomiast,   że   Caleb   nie   ponowił   zaproszenia   do 

odwiedzin   w   siedzibie   Tanner   Electronics.   Jednak   największym 

zaskoczeniem   było   to,   że   Austin   Weaver   sam   przypomniał   o 

zaproszeniu i sam zapowiedział, że na pewno z niego skorzysta.

Sabrina nie rozumiała, o co w tej grze chodzi, co jest prawdą, a co 

tylko działaniem na pokaz. Mogłaby przysiąc, że Austin Weaver nie 

jest człowiekiem, który marnuje czas po próżnicy. Była pewna, że nie 

bez powodu postanowił obejrzeć Tanner Electronics.

Po odprowadzeniu honorowego gościa do drzwi wrócili z Calebem 

do salonu, właśnie w momencie gdy Cassie zapraszała Catherine na 

swój ślub z Jakiem, który miał się odbyć w najbliższą sobotę.

– Przepraszam,  że zapraszam panią w taki sposób, ale wcześniej 

Caleb   skrzętnie   panią   przed   nami   ukrywał.   Nie   będzie   to   zresztą 

wystawne   przyjęcie,   tylko   spotkanie   w   gronie   przyjaciół   –   mówiła 

serdecznie Cassie.

–   To   z   pewnością   będzie   wspaniała   uroczystość,   ja   mam   już 

background image

przygotowaną kreację – wtrąciła Angelique.

W tym momencie Sabrina uświadomiła sobie, że gdy miesiąc temu 

adresowały zaproszenia, Angelique była jeszcze dziewczyną Caleba, a 

zatem automatycznie wciągnięto ją na listę gości. Kto mógł przypuścić, 

że sprawy przybiorą taki obrót?

– Na twoim miejscu nie liczyłabym na to, że skarby Catherine trafią 

w twoje ręce – powiedziała Angelique na tyle ściszonym głosem, żeby 

tylko Sabrina mogła to usłyszeć. – Nigdy nie zdołasz przywiązać do 

siebie   Caleba,   on   już   jest   z   tobą   nieszczęśliwy.   Może   tego   nie 

zauważyłaś?   –   Szybko   się   oddaliła,   nie   dając   Sabrinie   szansy   na 

odpowiedź. Zresztą Sabrina i tak nie wiedziałaby, jak się odgryźć.

W końcu goście się rozeszli, została tylko Catherine.

– Cieszę się, że już po wszystkim – powiedziała Sabrina.

– Tak? A mnie się wydawało, że świetnie się bawiłaś – powiedział z 

przekąsem Caleb.

– Pójdę zobaczyć, czy Paige nie potrzebuje pomocy. Wyglądała na 

trochę przybitą. – Catherine szybko się oddaliła.

Paige   przybita?   –   dziwiła   się   Sabrina.   Było   to   zupełnie   do   niej 

niepodobne, tym bardziej że od strony kulinarnej przyjęcie wypadło 

bez zarzutu.

Sabrina ruszyła za Catherine.

– A dokąd to? – zatrzymał ją Caleb.

– Idę posprzątać ze stołu – odpowiedziała spokojnie. – Jak chcesz ze 

mną porozmawiać, to możesz pójść ze mną. W każdym razie nie mam 

zamiaru wysłuchiwać twoich impertynencji.

Caleb podążył za nią.

background image

– O, widzę, że uciekasz. To niezła linia obrony. – Jego głos brzmiał 

szorstko.

–   A   przed   czym  niby   miałabym   się   bronić   czy   uciekać?   –   Jego 

zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Jednak starała mu się tego 

nie okazać i z pozornym spokojem ustawiała na tacy brudne talerze. – 

Dołożyłam wszelkich starań, żeby przyjęcie się udało.

– Tak, zauważyłem, flirtowałaś na całego – powiedział chłodno. – 

Zaprosiłem go tu po to, by porozmawiać z nim o interesach, a nie by 

mu dostarczać rozrywek.

– Ja z nim flirtowałam? – Z brzękiem postawiła filiżankę na tacy. – 

Starałam   się   ratować   sytuację,   to   było   konieczne,   zwłaszcza   że 

Angelique robiła, co w jej mocy, by zepsuć przyjęcie. Ty siedziałeś 

naburmuszony   i   nawet   nie   próbowałeś   porozmawiać   ze   swoim 

najważniejszym   gościem.   Powinieneś   być   mi   wdzięczny   za   to,   co 

zrobiłam!   –   Ustawiła   kieliszki   do   brandy   na   samym  szczycie   stosu 

talerzyków.

– Czy moja matka naprawdę pożyczyła ci wszystkie te kieliszki?

–   Tak,   twoje   szczęście,   bo   gdyby   należały   do   ciebie,   jeden   po 

drugim   rozbiłabym   ci   je   na   głowie.   –   Chwyciła   tacę,   energicznie 

ominęła Caleba i wymaszerowała z pokoju.

W   kuchni   Jennings   sortował   talerze,   Paige   w   gumowych 

rękawiczkach   stała   przy   zlewie   i   zmywała,   a   Catherine   wycierała 

talerze i relacjonowała Paige przebieg spotkania.

Gdy Sabrina weszła, Catherine zamilkła.

– Czyżbyście miały przede mną jakieś tajemnice? – spytała Sabrina.

– Ależ skąd! – odparła Catherine. – Widzę, że coś cię zasmuciło. 

background image

Podejrzewam,   że   pokłóciłaś   się   z   Calebem...   Pewnie   denerwuje   cię 

jego zaborczość.

Sabrina otworzyła usta ze zdziwienia. Caleb? Zaborczy w stosunku 

do niej? Gdyby powiedział to ktoś inny, a nie rozsądna i pozbawiona 

złudzeń Catherine, uznałaby to za szczyt naiwności. Tak dać się zwieść 

pozorom... Ale jeżeli nawet matka Caleba dała się nabrać i uwierzyła, 

że synowi zależy na Sabrinie, to coś było nie w porządku.

–   Odpocznij,   mamo,   przyszedłem   wam   pomóc.   Sabrina   aż 

podskoczyła, gdy usłyszała za plecami głos Caleba.

– Możesz usiąść i owijać kieliszki w papier, a potem pakować je do 

tych pudełek – zaproponowała.

Caleb usiadł w kącie kuchni, natychmiast zabierając się do roboty. 

Było to miłe zajęcie, które pozwalało myślom błądzić swobodnie.

Dlaczego   zachowanie   Sabriny   tak   bardzo   wyprowadziło   go   z 

równowagi?   Po   dłuższym   zastanowieniu   uznał,   że   w   zasadzie 

zachowywała się tak, jak przystało na dobrą panią domu. Zajmowała 

się   honorowym   gościem,   przecież   gdyby   go   ignorowała   czy   nie 

zauważała, byłoby to po prostu niegrzeczne.

Zresztą, gdyby Weaver zainteresował się propozycją pracy w Tanner 

Electronics,   to   i   tak,   zanim   przeniósłby   się   do   Denver,   upłynęłoby 

trochę czasu. On z Sabrina nie musieliby już udawać narzeczonych. W 

takiej   sytuacji   może   zainteresowałaby   się   Weaverem.   Nie   powinno 

mnie   to   obchodzić,   powiedział   sobie.   Czy   naprawdę   nie   potrafię 

myśleć o tym bez złości? Ależ oczywiście, odpowiedział sobie, może 

trochę zbyt szybko.

Gdy   tylko   będę   mógł   chodzić   bez   kul,   wracam   do   swego 

background image

normalnego trybu życia; narty, paralotnia, motocykl. Dla takiej kobiety 

jak   Sabrina   na   dłuższą   metę   nie   ma   w   moim   życiu   miejsca.   Jest 

szalenie niebezpieczna.

Centrum handlowe, gdzie co środę Cassie, Paige i Sabrina spotykały 

się   na   lunchu,   nie   było   zatłoczone.   Gdy   Sabrina   przyjechała, 

przyjaciółki już były na miejscu. Sabrina kupiła sałatkę z kurczaka i 

grzanki, po czym dołączyła do przyjaciółek.

–   Nie   wiem,   jak   ci   dziękować,   Paige,   za   wczorajszy   wieczór   – 

powiedziała serdecznie.

–   Nie   ma   o   czym   mówić.   –   Paige   wzruszyła   ramionami.   Była 

dziwnie osowiała i leniwie dłubała widelcem w sałatce.

– Największym plusem tego przyjęcia jest chyba to, że zaskarbiłaś 

sobie sympatię twojej przyszłej teściowej. – Cassie uściskała Sabrinę.

Sabrina   w   ostatniej   chwili   ugryzła   się   w   język.   A   już   miała 

powiedzieć, że Catherine nigdy nie będzie jej teściową.

– Jedzenie Paige też było cudowne – dodała Cassie.

– Bez przesady, ja tylko pomagałam Jenningsowi. Dlaczego głos 

Paige   brzmi   tak   smutno?   –   zastanowiła   się   Sabrina.   Przez   chwilę 

pomyślała,   że   przyjaciółka   żałuje,   iż   odrzuciła   propozycję   wzięcia 

udziału w przyjęciu. Na pewno milej spędziłaby czas w towarzystwie 

niż   przy   garnkach   w   kuchni.   Po   namyśle   uznała   jednak,   że 

wspominanie o tym nie byłoby taktowne.

–   Czy   Jake   nie   mówił,   jak   udało   się   spotkanie   z   Austinem 

Weaverem? – spytała Sabrina Cassie.

– Nie byłaś na spotkaniu? – zdziwiła się Cassie.

background image

– Nie, odwiozłam Caleba do firmy i zajęłam się innym klientem. 

Jake go odwiezie do domu.

– Ho, ho, że też zaborczy Caleb pozwolił ci się na chwilę wymknąć 

– zażartowała Cassie.

Sabrina   zdziwiła   się,   że   zarówno   Catherine,   jak   i   Cassie,   uznały 

Caleba za swoistego tyrana.

– A co z Weaverem? – wróciła do poprzedniego tematu Sabrina.

–   Był   w   Tanner   Electronics,   spotkał   się   z   załogą   i   z   kadrą 

kierowniczą.   Zadawał   dużo   pytań   i   wydaje   się,   że   jest   na   serio 

zainteresowany posadą – relacjonowała Cassie.

– To świetnie – ucieszyła się Sabrina. Paige wypadł widelec z ręki.

–   To   wcale   jeszcze   nie   oznacza,   że   będzie   miał   ochotę   się   tu 

przenieść – mruknęła jakby do siebie.

– Racja, ale chyba się nad tym poważnie zastanawia – upierała się 

Cassie.

– Ja też uważam, że niedługo rozpoczną się poważne negocjacje – 

dodała Sabrina.

–   A  zatem  będzie   jeszcze   więcej   przyjęć  i   więcej   zamówień   dla 

naszej firmy – ucieszyła się Cassie.

– Nie będzie mnie wtedy w mieście – powiedziała nieoczekiwanie 

ostrym tonem Paige.

– Ale przecież nie wiemy jeszcze, kiedy dostaniemy zlecenie... – 

Sabrina popatrzyła zdziwiona na Paige. – Chyba nas nie zostawisz na 

lodzie? Bez ciebie nie damy sobie rady.

– A swoją drogą, to niesamowite, że taki znany menedżer jak Austin 

Weaver   zainteresował   się   Tanner   Electronics   –   powiedziała   z 

background image

namysłem Cassie.

– Racja – przyznała Sabrina.

– Jeśli nie ma więcej spraw do omówienia, to idę popracować do 

domu. – Paige odsunęła od siebie talerz.

–   Poczekaj   jeszcze   chwilę   –   poprosiła   Sabrina.   –   Musimy   jakoś 

podzielić się zadaniami na przyszły tydzień, gdy Cassie i Jake pojadą 

w podróż poślubną. Na szczęście Caleb czuje się coraz lepiej, więc 

będę mogła poświęcić firmie trochę więcej czasu.

Cassie przyglądała się z uwagą Paige, która niespokojnie wierciła 

się   na   krześle.   Co   się   z   nią   dzieje?   Może   nie   powinnyśmy   w   jej 

obecności rozmawiać o naszych partnerach? Pewnie jest jej przykro, że 

musi wysłuchiwać opowieści o cudzym szczęściu, podczas gdy sama 

nie spotkała jeszcze tego jednego jedynego, zastanawiała się Cassie.

– Mam nadzieję, że i ty w końcu odnajdziesz swoje szczęście – 

powiedziała serdecznie do przyjaciółki.

– Odpowiada mi samotność – odparła obojętnie Paige.

– Każda tak mówi, dopóki nie spotka właściwego faceta. Może twój 

książę czeka tuż za rogiem – odpowiedziała żartobliwie Cassie.

–   Nie   liczyłabym   na   to.   –   Paige   po   raz   pierwszy   tego   dnia 

uśmiechnęła się.

Jak   szybko   człowiek   przyzwyczaja   się   do   nowych   sytuacji, 

pomyślała   Sabrina,   gdy   parkowała   samochód   na   podjeździe   przed 

domem Caleba. Wracała tu już niemal automatycznie, jak do siebie.

Gdy weszła do holu, usłyszała, że Jennings rozmawia z kimś przez 

telefon.

background image

– Nie, panie Maxwell, pan Tanner niestety nie może podejść, ma 

spotkanie – mówił Jennings.

–   Poczekaj,   Jennings!   –   zawołała.   –   Myślę,   że   Caleb   chciałby 

porozmawiać z panem Maxwellem. Poza tym zaraz wychodzimy na 

próbę ślubu.

–   W   tej   chwili   nie   może   podejść   –   powtórzył   Jennings.   –   Pan 

Maxwell pytał również o panią. – Podał jej słuchawkę.

Sabrina w tym momencie pożałowała, że nie ugryzła się w język. 

Ale było już za późno.

–   Czyja   to   próba   przedślubna?   –   zapytał   bardzo   zaintrygowany 

Mason.

– Nie moja – odparła chłodno.

–   Szczerze   mówiąc,   tak   przypuszczałem   –   odpowiedział.   –   Ale 

muszę ci powiedzieć, że twoi rodzice byli zachwyceni, gdy dowiedzieli 

się, że hm... jesteś z Calebem Tannerem. Przyznam szczerze, że nawet 

poczułem się nieco dotknięty...

– Jak widzę, wszystko im wypaplałeś – mruknęła. – A jeśli mój 

ojciec uznał, że Caleb jest lepszą partią od ciebie, to z pewnością ci to 

okazał. On nie należy do osób, które przesadnie liczą się z cudzymi 

uczuciami – dodała spokojnie Sabrina.

– Wypytywał mnie o was, ale niewiele potrafiłem mu powiedzieć. 

Chyba   zamierza   zadzwonić   do   Caleba   i   zapytać   go,   jakie   ma   w 

stosunku   do   ciebie   zamiary.   Może   nie   być   zadowolony   z   tego,   co 

usłyszy...

–   Po   raz   pierwszy   jesteśmy   wyjątkowo   zgodni   –   powiedziała   z 

przekąsem.

background image

– Gdyby twoja sytuacja uległa zmianie, choć oczywiście życzę wam 

dużo szczęścia, to pamiętaj, że podtrzymuję propozycję, którą ci kiedyś 

złożyłem – wypalił nagle Mason.

Sabrina   zaniemówiła,   długo   nie   była   w   stanie   wykrztusić   ani 

jednego słowa.

–   Wiesz,   gdybyś   za   mnie   wyszła,   to   z   pewnością   ułożyłyby   się 

wreszcie twoje stosunki z rodzicami, pamiętaj o tym – dodał Mason.

–   Dobrze,   będę   o   tym  pamiętać,   choć   nie   przypuszczam,   żebym 

kiedyś miała ochotę skorzystać z twojej propozycji.

–   Poza   tym   powiedz   Calebowi,   że   nie   mogę   czekać   w 

nieskończoność,   aż   podejmie   decyzję,   czy   chce   się   spotkać   z 

kandydatem, którego mu przedstawiłem.

– Dobrze, przekażę mu – odparła.

Skończyli rozmowę i Sabrina ruszyła na górę poszukać Caleba. W 

salonie   go   nie   było,   sypialnia   również   była   pusta.   Zaintrygował   ją 

dziwny szum, dobiegający z góry.

Ach, już wiem, co to za ważne spotkanie, Caleb bawi się swoimi 

kolejkami,   pomyślała   z   rozbawieniem.   Poszła   na   górę.   W   pokoju 

rozstawiona była makieta ze stacjami, mostami i wiaduktami. Mostem 

przejeżdżał   właśnie   pociąg   towarowy.   Caleb   siedział   przy   stole   i 

obsługiwał panel kontrolny.

W pierwszej chwili pomyślała, że jej nie zauważył. Jednak Caleb 

zatrzymał pociąg na najbliższej stacji i odwrócił się do niej. Jego oczy 

błyszczały z entuzjazmu. Sabrinie na sekundę zrobiło się przykro, że 

jej   towarzystwo   nie   budzi   w   nim   takich   emocji.   Zaraz   jednak 

opanowała   się   i   przywołała   do   porządku.   Przecież   to   zupełnie 

background image

naturalne, że jest taki ożywiony. W końcu znalazł trochę czasu, by 

zająć się swoim hobby.

Rozejrzała   się   po   pokoju.   Niegdyś   musiała   tu   być   sala   balowa. 

Jeszcze do tej pory widać było resztki dawnej świetności. Kryształowy 

żyrandol, stiuki na suficie,  złocenia  i ogromne  okna były dobitnym 

świadectwem tego, że dawni właściciele domu nie żałowali pieniędzy 

na wystrój.

– Podejrzewam, że chcesz, abym porzucił swoje zabawki – jęknął 

Caleb. – I to po tym, jak się wdrapałem po tych cholernych schodach.

– Nie jest z tobą tak źle, skoro dałeś sobie radę – pochwaliła go.

– Dziś chodzę już tylko o jednej kuli i czuję, że z każdym dniem 

będzie lepiej. Może na uroczystość ślubną uda mi się pójść bez kul.

Pewnie tak, pomyślała. Wkrótce w ogóle nie będę musiała się nim 

zajmować i wrócę do własnego domu, uświadomiła sobie. Dziwne, ale 

w tym momencie poczuła smutek, a nie radość.

– Co tam trzymasz za plecami? – spytał.

–   Chyba   potrafisz   czytać   w   moich   myślach,   bo   i   ja   doszłam   do 

wniosku, że możesz już odłożyć kule. Kupiłam to w antykwariacie. – 

Wyjęła zza pleców bardzo elegancką laskę ze srebrną główką.

– Dziękuję, jaka ładna – rozpromienił się i zamyślił na chwilę. – 

Wiesz, że gdyby nie ten nieszczęsny wypadek podczas Halloween, to 

poznalibyśmy się dziś, właśnie na próbie ślubu Cassie i Jake'a?

Spojrzała na niego zdziwiona. Skąd nagle u tego pragmatyka takie 

sentymentalne gadki? Co mu się stało?

– Pewnie byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy się poznali dopiero dziś, 

zapewne nie potrzebowałbyś tej laseczki – powiedziała.

background image

–   Gdybym   cię   poznał   dopiero   na   próbie,   z   pewnością   byłoby 

zupełnie inaczej... Byłbym zachwycony, widząc tak piękną kobietę...

Sabrina zadrżała. Gdyby poznali się dopiero dziś, nie byłoby bólu, 

złości i kłótni. Być może nawet poczuliby do siebie sympatię...

–   Ale   wtedy   pewnie   nigdy   nie   dowiedziałbym   się,   że   jesteś 

wyjątkowa...   A   w   każdym   razie   nie   dowiedziałbym   się   tego   tak 

szybko.

Sabrina już nie słyszała, co do niej mówił, zrobiło jej się ciemno 

przed oczyma. Wszystko mogło być inaczej, może by się zaprzyjaźnili, 

może nawet... by ją pokochał, tak jak ona pokochała jego...

background image

Rozdział 9

Nieomal   równocześnie   z   myślą,   że   kocha   Caleba,   przez   głowę 

przemknęła   jej   inna,   równie   absurdalna   –  to   po   prostu   niemożliwe, 

bym go pokochała. Jestem zmęczona, a Caleb też się trochę rozkleił, 

przecież my się nawet nie przyjaźnimy, przekonywała samą siebie.

Jednak myśl, że kocha Caleba, całkowicie Sabrinę oszołomiła. Skąd 

przyszły jej do głowy takie bzdury? Przecież Caleb zupełnie nie był w 

jej typie, na początku znajomości nawet go nie lubiła. Teraz sytuacja 

wyglądała inaczej... Owszem,  okazał się sympatycznym facetem i z 

pewnością   niezwykle   pociągającym.   Jednak   od   lubienia,   czy   nawet 

pociągu seksualnego, do miłości bardzo długa droga... Czyżby ona już 

przebyła ten dystans?

Nie,   to   niemożliwe,   żebym   była   głupsza   od   tych   wszystkich 

panienek Caleba, myślała gorączkowo. Z pewnością Angelique nigdy, 

nawet   przez   moment   nie   pomyślała,   że   kocha   Caleba,   choć   z 

pewnością   darzyła   wielkim   uczuciem   jego   książeczkę   czekową.   I 

pomyśleć, że uważała się za mądrzejszą od tej blond wampirzycy...

Bzdura, nonsens, idiotyzm, powtarzała w duchu. Dlaczego zatem, 

skoro to taki absurd, tak bardzo się tym przejęłam?

Caleb   przyglądał   jej   się   uważnie.   Zauważył,   że   coś   ją   bardzo 

poruszyło. Wiele oddałby za to, by poznać jej myśli.

Opanowała się z największym wysiłkiem i uśmiechnęła beztrosko.

– Nie znasz moich możliwości. Szczerze mówiąc, powinieneś się 

cieszyć,   że   nie   wylądowałeś   w   szpitalu.   No,   ale   wtedy   miałbyś 

wymówkę, żeby nie iść na ślub – dodała.

background image

– Dlaczego wszyscy  uważają, że mam  coś przeciwko ślubom?  – 

obruszył się. – Lubię je, jak mecze koszykówki. Można popatrzeć, ale 

po co od razu pchać się na sam środek pola...

–   Być   może   powinieneś   prezentować   ten   pogląd   każdej   nowo 

poznanej kobiecie. Oszczędziłoby ci to wielu kłopotów. – Nawet udaje 

mi   się   żartować,   pomyślała   o   sobie   z   dumą.   –   No,   dość   tych 

filozoficznych   pogaduszek.   Pora   zająć   się   prawdziwym   ślubem. 

Chodź, trzeba się przebrać do próby.

–   Poczekaj   chwilę.   –   Caleb   pochylił   się,   by   ponownie   włączyć 

kolejkę.

Pociąg   towarowy   potoczył   się   po   torach   i   zatrzymał   tuż   u   stóp 

Sabriny.   Na   węglarce   leżał   podłużny   pakunek   owinięty   w   srebrny 

papier.

–   To   tylko   skromne   podziękowanie   za   to,   jak   zachowałaś   się 

podczas obiadu na cześć Weavera – powiedział Caleb miękko.

Podniosła   pudełeczko   i   uchyliła   srebrne   wieczko.   W   środku   na 

delikatnym   aksamicie   leżała   piękna,   misternej   roboty   platynowa 

bransoletka.   Sabrina   nie   wybrałaby   chyba   lepiej...   To   było 

niesamowite.   Poczuła,   że   uginają   się   pod   nią   kolana,   a   do   oczu 

napływają łzy.

Nie! – powiedziała sobie twardo, nie jesteś w nim zakochana. Wybij 

sobie   wreszcie   te   bzdury   z   głowy.   Uśmiechnęła   się   miło,   ale 

konwencjonalnie. Zrobiła to, co należało. Przecież ten piękny prezent 

był tylko elegancką formą podziękowania, niczym więcej. Delikatnie 

wyjęła bransoletkę i uniosła ją do góry.

–   Ładna   –   powiedziała   tak   nonszalancko,   jakby   otrzymywanie 

background image

platynowych bransoletek było dla niej chlebem powszednim. – Pewnie 

już dawno ją kupiłeś, co? Leżała i czekała na odpowiednią okazję.

– O tak, zaraz zadzwonię i zamówię kolejną partię. – Caleb nie krył 

rozbawienia.

Gdy   Sabrina   i   Caleb   przyjechali   na   miejsce,   w   kaplicy   była   już 

mniej   więcej   połowa   gości.   Caleb   nie   przepadał   za   tego   rodzaju 

uroczystościami,   ale   bardzo   lubił   Jake'a   i   nie   chciał   mu   sprawić 

zawodu. Polubił też Cassie, którą po bliższym poznaniu uznał za ładną 

i miłą dziewczynę, choć zupełnie nie w jego typie.

Zastanawiał się, dlaczego do jednej osoby, tak jak on do Sabriny, 

czujemy   pociąg   od   pierwszej   chwili,   a   do   innych,   nawet   równie 

ładnych, nie. Czy to hormony, głód duszy, czy też przeznaczenie? Być 

może   wszechwiedząca   natura   tak   nami   kieruje,   byśmy   wybrali 

najodpowiedniejszego dla siebie partnera?

Ślub i związane z nim uroczystości zawsze skłaniały ludzi do tego, 

by   myśleli   o   miłości.   Sabrina   jednak   nie   myślała   o   szczęściu 

przyjaciółki.   Z   całą   jasnością   uświadomiła   sobie,   że   naprawdę   jest 

zakochana   w   Calebie   i   nie   potrafiła   przejść   nad   tym   faktem   do 

porządku dziennego. Nie wiedziała, co robić. W tej chwili pragnęła 

tylko, żeby Caleb niczego sienie domyślił.

A może on już wie? – pomyślała przerażona. Czasem wydawało jej 

się,   że   wprost   czyta   w   jej   myślach.   Nie,   to   niemożliwe,   w   końcu 

potrafię   się   przecież   kontrolować.   Jego   dotychczasowe   kontakty   z 

kobietami nie opierały się na miłości, lecz na pociągu fizycznym, nie 

mógł zatem wiele wiedzieć o prawdziwych uczuciach. W końcu oparte 

background image

na   wzajemnym   pociągu   związki   łączyły   go   z   Angelique,   Muffy, 

Candi...   i   wieloma   innymi,   których   na   szczęście   nie   miała   okazji 

poznać.

– Kto w sobotę będzie podawał obrączki? – zapytał głośno ksiądz.

Sabrina   tak   bardzo   była   zaabsorbowana   swoimi   myślami,   że 

zapomniała, iż trzyma obrączkę Jake'a. Drugą obrączkę miał Caleb.

Spojrzeli   na   siebie.   Co   dziwne,   Caleb   wydawał   się   szczerze 

wzruszony   przygotowaniami   do   ceremonii.   Gdyby   tak   można   było 

poznać jego myśli... Odwróciła wzrok, by nie zdradzić się ze swoimi 

uczuciami.

Patrzyła   teraz   na   Cassie   i   Jake'a.   Boże,   jak   błyszczą   im   oczy, 

pomyślała wzruszona. Przecież to zaledwie próba ceremonii ślubnej. 

Jeżeli teraz są tacy wzruszeni i zdenerwowani, to jak będą przeżywać 

właściwy ślub?

Och, jak bardzo bym chciała, żeby Caleb kiedyś patrzył na mnie z 

równym oddaniem i czułością, załkało jej serce. Nie, teraz nie była w 

stanie zaprzeczyć, że jest zakochana w Calebie. Po raz pierwszy w 

życiu dopadła ją gorąca i ślepa miłość.

Teraz   już   nie   uważała   go   za   playboya   i   podrywacza,   lecz   za 

interesującego,   wrażliwego   i   pociągającego   mężczyznę.   Już   nic   nie 

było w stanie ochronić jej przed jego urokiem. O takim mężczyźnie 

zawsze marzyła i tylko z takim chciała spędzić resztę życia.

Jaka ja byłam ślepa, gdy uważałam, że jestem odporna na jego urok. 

W   ciągu   dwóch   tygodni,   które   z   nim   spędziła,   pojawiło   się   wiele 

znaków ostrzegawczych, jednak Sabrina je zignorowała. Teraz już było 

za późno, by płakać z powodu swojej lekkomyślności...

background image

Nie była aż tak naiwna, by uważać, że Caleb też może być w niej 

zakochany. Przecież jasno i jednoznacznie określił swój stosunek do 

kobiet.   Wprawdzie   pociągała   go,   ale   tak   samo   pociągały   go   inne: 

Angelique, Muffy i Candi. Caleb lubił otaczać się kobietami, uwielbiał 

być przez nie adorowany...

Cassie   i  Jake   składali   właśnie   próbną   przysięgę   małżeńską.   Głos 

Cassie   drżał,   a   Jake   delikatnie   pogładził   narzeczoną   po   policzku   i 

popatrzył na nią z miłością.

Wzruszenie ścisnęło Sabrinie gardło. Oddałaby pół życia za to, by 

Caleb choć raz w taki sposób na nią spojrzał. Ale to niemożliwe, by 

kiedykolwiek ją pokochał. Skoro on nie odda mi swojej duszy, to może 

chociaż   uda   mi   się   rozpalić   jego   namiętność,   myślała   rozpaczliwie. 

Może namówię go na romans, który dla niego będzie tylko kolejnym 

nic nie znaczącym flirtem, a dla mnie najsłodszym wspomnieniem...

Spojrzała na Caleba w momencie, gdy i on odwrócił głowę w jej 

stronę. Ich oczy się spotkały, przez moment wydawało się Sabrinie, że 

zajrzał aż na dno jej duszy. Lecz po chwili Caleb odwrócił wzrok, 

jakby nigdy nic. Poczuła bolesne ukłucie w sercu. Nie była w stanie 

znieść jego jawnej obojętności.

Po   ceremonii   szybko   pożegnała   Cassie   i   Jake'a   i   pobiegła   do 

swojego samochodu. Potrzebowała choć chwili samotności. Patrzyła, 

jak Caleb ściska dłoń Jake'a, uśmiecha się do Cassie, a potem idzie w 

stronę samochodu. Tak, ja go nic nie obchodzę, uświadomiła sobie.

Zebrała wszystkie siły, by za wszelką cenę ukryć swoje uczucia. 

Caleb z beztroskim uśmiechem wsiadł do samochodu.

– Co cię tak rozśmieszyło? – spytała.

background image

– Brat Jake'a zapytał, czy noszę czarny garnitur na znak żałoby po 

przyjacielu, który traci wolność.

–   Ciekawa   jestem,   co   na   to   jego   żona   –   odpowiedziała   również 

żartem.

– Na szczęście tego nie usłyszała. Pamiętasz, że jesteśmy umówieni 

z Cassie i Jakiem w „Pinnacle"?

– W porządku – odparła.

Podjechali pod restaurację, Sabrina zaparkowała i weszli do środka. 

Górny taras restauracji umieszczono na obrotowej platformie, tak aby 

wszyscy   goście   mogli   podziwiać   widniejące   na   horyzoncie   Góry 

Skaliste.

–   Ciekawy   jestem,   jak   moja   laska   sprawdzi   się   na   ruchomej 

podłodze – zastanawiał się Caleb.

– No cóż, uważaj, bo nie chciałabym, żebyś znów coś sobie zrobił, a 

potem mnie za wszystko obwiniał – odparła zachmurzona.

– W razie trudności wesprę się na twoim ramieniu – powiedział z 

łobuzerskim uśmiechem.

Jednak nie oparł się na jej ramieniu, w ogóle przez cały wieczór jej 

nie dotknął. Zachowywał się miło i uprzejmie, lecz chłodno. A ona 

pragnęła czegoś więcej. Uświadomiła sobie, że brakuje jej dotyku jego 

palców,   ciepła,   bijącego   od   jego   ciała.   Dopiero   teraz,   gdy   tego 

zabrakło, dotarło do niej, jak bardzo to lubiła.

Muszę się wyleczyć z tej miłości, zapomnieć o niej raz na zawsze, 

powtarzała sobie w duchu. Jednak na niewiele to się zdało. Dobrze 

przynajmniej, że nie zbłaźniłam się do końca i udało mi się ukryć, co 

do niego czuję, myślała ze zjadliwą ironią. Niewielka to jednak była 

background image

pociecha.

Dojechali do domu.

– Mam nadzieję, że państwo spędzili miły wieczór – przywitał ich 

Jennings.

– Tak, dziękujemy, ale teraz już idziemy spać. Dobranoc, Jennigs – 

odpowiedział Caleb.

–   Dobranoc   pani,   dobranoc   panu   –   odparł   Jennings   i   zniknął   na 

tyłach domu.

Weszli na górę.

– Choć do mnie, Sabrino – powiedział miękko Caleb.

Zamarła. Wiedziała, co teraz będzie, pewnie Caleb zaraz powie, że 

seks   bez   żadnych   zobowiązań   jest   bardzo   przyjemny.   I   potrzebny. 

Milczała.

Odrzucił na bok laskę i wyciągnął ręce do Sabriny.

–   Chodź   do   mnie   –   powtórzył   uśmiechając   się.   –   Nie   dam   się 

oszukać, wiem, że mnie pragniesz. Twoje spojrzenie w kaplicy, gdy 

Cassie i Jake składali przysięgę, powiedziało mi wszystko.

Nie była w stanie się zatrzymać, przyciągał ją jak magnes. Objął ją i 

przytulił do siebie.

– Przez cały wieczór nawet mnie nie tknąłeś – szepnęła cichutko.

–   Gdybym   tylko   cię   dotknął,   to   nie   byłbym   już   w   stanie   się 

zatrzymać... – odpowiedział.

– A ja myślałam, że nie jesteś mną zainteresowany.

– A co teraz myślisz? – Powoli przesunął rozpalonymi dłońmi po jej 

plecach. – Mów szybko, bo już za chwilę nie ręczę za siebie.

– To świetnie się składa...

background image

Pocałował ją zachłannie. Nie wypuszczając jej z objęć, przesuwał 

się w stronę sypialni. Gdy dotarli do łóżka, każdy centymetr jej ciała 

płonął   z   namiętności.   Sabrina   zamknęła   oczy,   pragnęła   zapamiętać 

każdą   cudowną   sekundę.   Jednak   Caleb   nie   pozwolił   jej   zbyt   długo 

myśleć,   sprawił,   że   rozum   zasnął,   a   obudziły   się   zmysły.   Nie 

próbowała   z   tym   walczyć,   poddała   się   całkowicie   namiętności   i 

pozwoliła Calebowi zabrać się do czarownej krainy, w której króluje 

namiętność, żądza i... spełnienie.

Wszystkie wesela trwały za długo. Caleb uważał, że gdyby skrócić 

je   o   połowę,   byłyby   znacznie   ciekawsze.   Wesele   Cassie   i   Jake'a 

dłużyło   mu   się,   jak   żadne   dotąd.   Nie   mógł   się   doczekać   tego,   co 

nastąpi później. W ogóle nie mógł myśleć o niczym innym, tylko o 

niej. W myślach zaczął ją rozbierać, a właściwie przypominać sobie, 

jak wyglądała, gdy przygotowywała się do tej ceremonii. Wyjmował 

po kolei szpilki z wysoko upiętych włosów, rozpinał powoli guziczki 

jej   czarnej   sukni.   Wiedział,   że   pod   tą   skromną   sukienką   kryje   się 

całkiem nieskromna bielizna. Ale rozbieranie w myślach Sabriny wcale 

nie spowodowało, że czas przestał mu się dłużyć. Wręcz przeciwnie. 

Bardzo pragnął być teraz gdzie indziej i z kimś innym.

– Czy nie musicie już zbierać się do wyjazdu, Hawaje są bardzo 

daleko... – zagadnął Jake'a.

– Jedziemy dopiero jutro – odpowiedział Jake.

– A noc poślubna, czy goście nie powinni już rozejść się do domów?

– Od kiedy to hołdujesz tego typu tradycjom? – zdziwił się Jake.

– Szczerze mówiąc, w telewizji jest mecz, który bardzo chciałbym 

obejrzeć. – Caleb starał się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

background image

– Chyba trochę ci nie wierzę, że chodzi o mecz. – Jake wyglądał na 

szczerze   ubawionego.   Jego   wzrok   spoczął   na   Sabrinie.   –   Uważaj, 

Caleb, bo wpadniesz po uszy, to nie jest taka prosta rozgrywka jak 

zazwyczaj.

Caleb nic nie odpowiedział, po prostu wstał i podszedł do Sabriny, 

która siedziała na kanapie.

– Czy możemy już iść? – spytał.

– Jeszcze nie – uśmiechnęła  się łagodnie. – Usiądź koło mnie  – 

poprosiła.

Zza ich pleców rozległ się śmiech Angelique.

–   Nie   pójdzie,   dopóki   panna   młoda   nie   rzuci  swojego   bukietu   – 

powiedziała   zjadliwie.   –   Choć   jeśli   nawet   uda   ci   się   złapać   ten 

wiecheć, to nie wiem, czy wyjdzie ci to na dobre. Caleb ma alergię na 

śluby   i   wesela...   –   wysyczała   raczej   niż   powiedziała,   po   czym 

odwróciła się i pomaszerowała do sali balowej.

–   Rozmawiałyśmy   właśnie   z   Paige   o   Austinie   Weaverze   – 

powiedziała Sabrina.

– O nim? – zapytał lodowatym głosem Caleb, siadając koło Sabriny.

– Czy podejmie tę pracę? – spytała Paige, szczerze zainteresowana 

tą kwestią.

–   Nie   dostałem   jeszcze   od   niego   żadnej   odpowiedzi.   Skoro   nie 

odezwał się do tej pory, to podejrzewam, że odrzucił moją ofertę.

– Minęło dopiero kilka dni – zaprotestowała Paige. – Może jeszcze 

się  zastanawia,  w  końcu  to  byłaby   bardzo  poważna  zmiana  w  jego 

życiu.

– Uważasz zatem, że nie powinienem z niego jeszcze rezygnować? – 

background image

Caleb popatrzył na Paige uważnie.

– Może potrzebuje czasu, żeby wszystko przemyśleć – wtrąciła się 

Sabrina.

– Chyba bardzo ci zależy, żeby Weaver przeniósł się do Denver – 

skomentował chłodno jej wypowiedź Caleb. Obserwował ją uważnie, 

ale nie był w stanie odgadnąć jej myśli. – Mimo to powinienem w 

międzyczasie   odbyć  spotkania   z   pozostałymi   kandydatami.   Możecie 

już zacząć przygotowania, bo wkrótce podam wam konkretne terminy.

–   Mason   Maxwell   na   pewno   bardzo   się   ucieszy   –   powiedziała 

Sabrina.   –   Ale   chyba   nie   podejmiesz   sam   tak   ważnej   decyzji   i 

poczekasz do powrotu Jake'a z Hawajów?

– To nie jest konieczne, Jake wyraził już swoją opinię, a ostateczna 

decyzja i tak należy do mnie. – Rozejrzał się uważnie dokoła. – Czy to 

cholerne przyjęcie kiedykolwiek się skończy?

Dlaczego   jest   w   tak   podłym   nastroju,   zastanawiała   się   Sabrina. 

Chyba nie ona była tego powodem. Pomyślała, że może boli go kostka, 

przecież w ciągu ostatnich dni bardzo ją forsował, nawet tańczył na 

weselu. Gdy Sabrina starała się go powstrzymać, obiecał, że będzie 

szalał na parkiecie wyłącznie wtedy, gdy orkiestra zagra coś wolnego.

Coś   się   jednak   zmieniło   w   jego   zachowaniu.   Czuły   kochanek, 

którego dotyk niemal jeszcze czuła na swej skórze, gdzieś się ulotnił. 

Zastąpił go nieco szorstki i chłodny dyrektor Tanner Electronics.

Może   rzeczywiście   Angelique   miała   rację,   mówiąc,   że   Caleb 

nienawidzi   wesel?   A   może   na   zmianę   jego   nastroju   miała   wpływ 

rozmowa  o Austinie?  Lecz jeśli tak, to co naprawdę zdenerwowało 

Caleba?   Czy   niezdecydowanie   Weavera,  który   zwlekał  z   podjęciem 

background image

decyzji,   czy   też   zwykła   męska   zazdrość?   Dlaczego   tak   bardzo   mu 

zależało, by szybko zorganizować spotkania z kolejnymi kandydatami? 

Czy   nie   chodziło   przypadkiem   o   to,   by   mieć   pretekst   do   jak 

najszybszego   zerwania   z   moją   firmą   i   ze   mną,   zastanawiała   się 

Sabrina. Nigdy nie angażowała się w przelotne związki, ale tym razem 

była bezsilna...

Gdy   po   weselu   wrócili   do   domu,   zobaczyli   zaparkowany   na 

podjeździe nieznajomy samochód. Jennings poinformował ich, że od 

kilku godzin na Caleba czeka jeden z inżynierów.

Caleb mruknął coś w rodzaju przeprosin  i pokuśtykał do salonu, 

gdzie czekał niespodziewany gość.

Sabrina   poprosiła   Jenningsa,   by   zaniósł   Calebowi   tabletkę 

przeciwbólową.   Sądząc   po   tym,   jak   szedł,   przeforsowana   kostka 

musiała mu bardzo dokuczać.

Może   będzie   jeszcze   tak   jak   wczoraj,   westchnęła.   Przestań   się 

łudzić, zganiła się w duchu. Poszła do gabinetu, by trochę popracować. 

Trzeba było zająć się zorganizowaniem przyjęć, o których wspomniał 

dzisiaj Caleb. Ledwo usiadła, zadzwonił telefon. Do Caleba. Bez trudu 

rozpoznała ten głęboki męski głos. Bez zbędnych pytań zaniosła aparat 

Calebowi do salonu.

– O co chodzi, Sabrino? – spytał.

– To Austin Weaver.

– Widzę, że prawie zaniemówiłaś – mruknął Caleb.

– Witaj, Austin. – Caleb wcisnął guzik na klawiaturze telefonu.

Wiedziała, że powinna wyjść, ale uznała, że skoro w pokoju został 

młody  inżynier,  to  również  ona  ma   prawo poznać  decyzję  Austina. 

background image

Gdyby się zgodził, nie musiałaby organizować spotkań...

W   zasadzie   powinna   się   cieszyć.   Ale   odczuwała   tylko   wielki 

smutek.   Już   wkrótce   będzie   musiała   się   stąd   wynieść.   Wprawdzie 

Caleb   jeszcze   przez   kilka   tygodni   nie   odzyska   dawnej   sprawności, 

jednak na pewno nie będzie potrzebował opieki na „pełny etat".

Caleb skończył rozmowę z Austinem.

–   To   rozwiązuje   wiele   problemów   –   powiedział,   gdy   odłożył 

słuchawkę. Zamyślił się na chwilę.

– Chcesz powiedzieć, że Austin Weaver przyjął tę pracę? – spytała.

– Tak, przyjeżdża w pierwszym tygodniu grudnia. – Przyglądał jej 

się uważnie i najwyraźniej coś go zaskoczyło. – Myślałem, że ucieszy 

cię ta wiadomość.

– Cieszę się – powiedziała bez wielkiego entuzjazmu.

– Pewnie niepokoi cię, że z powodu wczorajszej nocy będę starał się 

stanąć ci na drodze.

Otworzyła usta ze zdziwienia.

– Nie bój się, nie jestem takim egoistą, za jakiego mnie uważasz. 

Widziałem, jakie wrażenie zrobił na tobie Austin Weaver... Domyślam 

się, że pragniesz jak najszybciej odzyskać wolność.

A więc w taki sposób ma zamiar się z tego wywinąć, pomyślała. 

Niech mu będzie, to i tak lepsze, niż gdyby powiedział wprost, że już 

się mną znudził.

– Dobrze, że to rozumiesz – odparła, z trudem powstrzymując łzy. 

Na szczęście Caleb na nią nie patrzył i niczego nie zauważył.

background image
background image

Rozdział 10

Po wyjściu Sabriny Caleb jakby nigdy nic wrócił do rozmowy  z 

młodym   inżynierem.   Wyjaśnił   mu   wszystkie   wątpliwości.   Młody 

człowiek zwinął projekt, który przyniósł, i wstał.

–   Dziękuję,   że   znalazł   pan   dla   mnie   czas   pomimo   weekendu   – 

powiedział młody człowiek. – Nie będę panu dłużej zawracał głowy.

– Teraz, gdy Weaver zdecydował się do nas dołączyć, będzie nam 

łatwiej   –   zapewnił   go   Caleb.   Potem   nieznacznie   się   skrzywił   i 

dyskretnie pomasował kostkę, która po weselu bardzo mu dokuczała. – 

Trafisz do drzwi?

– Ależ oczywiście, i jeszcze raz dziękuję.

Po   wyjściu   inżyniera   Caleb   opadł   na   sofę.   Miał   za   sobą   bardzo 

męczący dzień. Pierwsza myśl, jaka mu przyszła do głowy, dotyczyła 

Sabriny. Nie powinien z nią rozmawiać w tak obcesowy sposób, bo 

mogła wyciągnąć błędne wnioski. Trzeba to jak najprędzej wyjaśnić... 

chociaż nie zaprotestowała, gdy dość grubiańsko zwrócił jej wolność. 

Ale czy rzeczywiście interesowała się Weaverem? Była zbyt taktowna, 

by wdawać się z nim w rozmowę o intymnych sprawach w obecności 

postronnej osoby. No cóż, wykazała się znacznie większą klasą niż on.

– Sabrino! – zawołał.  Z całą pewnością powinien naprawić swój 

błąd.   Im   szybciej,   tym   lepiej.   Sabrina   wciąż   nie   przychodziła,   ale 

usłyszał, że Jennings kręci się po holu.

– Jennings! – zawołał. – Czy mógłbyś poprosić Sabrinę? Muszę z 

nią zamienić kilka słów.

– Obawiam się, że to niemożliwe – odparł Jennings. – Wyszła jakieś 

background image

pół godziny temu.

– Minęło aż pół godziny? – Caleb spojrzał na zegarek. – A dokąd 

poszła o tak późnej porze?

– Nie wiem. Odnoszę jednak wrażenie, że nie ma zamiaru wrócić, 

gdyż zabrała ze sobą walizkę. – Jennings z trudem przełknął ślinę.

Caleb był zdumiony. Nie mogła mi tego zrobić, przecież mieliśmy 

umowę...

– Pańska laska. – Jennings podał mu czarną laseczkę, prezent od 

Sabriny.

W tej chwili Caleb zauważył, że przeszedł pół pokoju bez kuli czy 

laski.   Wprawdzie   kostka   go   bolała,   ale   mógł   znów   normalnie   się 

poruszać.   Tak,   przecież   mieliśmy   z   Sabriną   umowę,   że   zostanie 

dopóty,   dopóki   nie   będę   mógł   poruszać   się   o   własnych   siłach, 

uświadomił sobie. Nie ma co, świetnie wybrała moment...

Ale jak mogła tak wyjść bez pożegnania? Bez słowa wyjaśnienia. .. 

A może  uznała, że nie  ma  czego wyjaśniać?  Przypomniał sobie  jej 

ostatnie   słowa,   gdy   docinał   jej   na   temat   Weavera.   Powiedziała: 

„Dobrze, że to rozumiesz".

Więc   jednak   się   nie   pomylił,   Weaver   zrobił   na   niej   piorunujące 

wrażenie.   Tak   duże,   że   to,   co   wydarzyło  się   między   nimi   ostatniej 

nocy, nie miało dla mej żadnego znaczenia. Sabrina nie chciała z nim 

być.   A   skoro   tak,   to   nie   będzie   o   nią   walczył.   Nie   będzie   jej   nic 

wyjaśniał ani niczego tłumaczył.

Ale   przecież   ja   jej   pragnę,   uświadomił   sobie.   Tak   bardzo,   że   aż 

sprawia mi to ból!

Jak to możliwe? Jak doszło do tego, że chce być z kobietą, która 

background image

traktuje go jak powietrze?

Nie był przygotowany na odejście Sabriny.

Gdy   Sabrina   zobaczyła   samochód   Paige,   szybko   wzięła   torbę   i 

wybiegła przed dom.

– Powinnyśmy skończyć ten projekt do południa – powiedziała na 

przywitanie   Sabrina.   Starała   się   nadać   swemu   głosowi   naturalne 

brzmienie, lecz przychodziło jej to z największym wysiłkiem.

–   Tak,   chociaż   to   trudniejsze   zadanie,   niż   się   z   początku 

spodziewałam   –   odpowiedziała   Paige.   –   Dobrze,   że   Cassie   wróci, 

zanim zacznie się gorączka przedświąteczna. Musimy wypocząć przed 

Bożym Narodzeniem, bo wtedy będziemy chyba pracować dzień i noc.

– Tak, nasza firma jest już na tyle duża, że dwie osoby nie dają rady 

– przyznała Sabrina. – Pamiętasz, jeszcze kilka miesięcy temu prawie 

nie miałyśmy co robić, a kontrakt z Tanner Electronics uratował nam 

skórę...

Wspomnienie  Tanner Electronics  automatycznie skierowało  myśli 

Sabriny na Caleba. Choć tak naprawdę nigdy nie przestawała o nim 

myśleć... Dlaczego Caleb nie zerwał z nimi kontraktu? Miał do tego 

pełne prawo, bo przecież nie dotrzymała warunków umowy, opuściła 

jego dom w pośpiechu, bez słowa wyjaśnienia. Widocznie nie chciał 

się mścić, pewnie poczuł ulgę, że usunęła się z jego życia.

– A swoją drogą, to miałaś rację z Austinem Weaverem. Trochę 

długo się zastanawiał, ale wreszcie przyjął ofertę Caleba. Zgodził się 

zostać nowym dyrektorem generalnym Tanner Electronics.

Paige zahamowała ostro.

background image

–   Przepraszam   –   mruknęła.   –   Ale   zawsze   znajdzie   się   ktoś,   kto 

uważa, że cała jezdnia należy wyłącznie do niego. A co z Calebem? 

Zanim zadzwoniłam do ciebie do domu, dzwoniłam najpierw do niego, 

jednak nie zastałam cię tam...

– Tak, wyprowadziłam się. Miałaś rację, to nie mogło trwać długo...

– Mam nadzieję, że szybko się pozbierasz. – Paige spojrzała z troską 

na   przyjaciółkę.   –   A   już   myślałam,   że   wam   się   ułoży...   Na   ślubie 

Cassie patrzył na ciebie w taki sposób, że byłam przekonana, że to coś 

poważnego.

Sabrina   zadrżała.   Oddałaby   wszystko,   żeby   Paige   miała   rację. 

Niestety,   przyjaciółka,   która   zazwyczaj   nie   myliła   się   w   takich 

sprawach, tym razem dała się ponieść fantazji.

Caleb   krążył   nerwowo   po   domu,   jakby   nie   mógł   sobie   znaleźć 

miejsca. Widać było, że Sabrina pakowała się w wielkim pośpiechu, 

gdyż zostawiła masę rzeczy. W łazience na półce leżała jej szminka, na 

stoliku   została   książka,   a   koło   łóżka   jedwabna   pończocha.   Caleb 

podniósł ją czubkami palców, a potem ze złością wyrzucił do kosza.

Był   na   siebie   wściekły.   Jak   mógł   dopuścić   do   tak   idiotycznej 

sytuacji? Dlaczego nie potrafi przestać myśleć o kobiecie, która miała 

go za nic? Nigdy dotąd mu się to nie zdarzyło. Ale też nigdy dotąd nie 

spotkał takiej kobiety. Sabrina była jedyna w swoim rodzaju. Przecież 

tak   właśnie   myślał   od   pierwszej   chwili,   gdy   ją   tylko   ujrzał.   I   nie 

chodziło tylko o fizyczne piękno, znał wiele urodziwych kobiet. To 

osobowość Sabriny tak go urzekła, jej wrażliwość i niezależność. No i 

żywiołowość, która nie miała sobie równych.

background image

Może   ona   na   mnie   czeka?   Może   powinienem   jej   poszukać? 

Próżność nie pozwalała mu przyznać, że właśnie tak pragnął postąpić. 

Pewnie   nie   będzie   chciała   ze   mną   w   ogóle   rozmawiać,   narobiłem 

takiego bigosu, że lepiej nie mówić...

Spostrzegł, że w palcach obraca pończochę Sabriny, tę samą, która 

jeszcze chwilę temu wylądowała w koszu. Nie było sensu zastanawiać 

się, w jaki sposób znów znalazła się w jego dłoni. Zakochani robią 

różne dziwne rzeczy...

Minęło kilka dni. Na pozór wszystko było w porządku, pewnie nikt, 

kto jej bliżej nie znał, nie zorientowałby się, że coś jest nie tak. Sabrina 

czuła   się   jak   bezwolny   automat,   życie   przestało   sprawiać   jej 

jakąkolwiek   przyjemność.   Pracowała,   negocjowała   z   klientami 

warunki umów, spotykała się ze znajomymi, oglądała telewizję. Jednak 

cały czas miała wrażenie, że pogrążyła się w letargu.

Z zadumy wyrwał ją ostry dźwięk komórki. W telefonie odezwał się 

niski męski głos.

To był Austin Weaver. Zupełnie nie spodziewała się, że poprosi ją o 

pomoc.

Jennings prawie zemdlał z wrażenia, gdy zobaczył ją w drzwiach. 

Spojrzał w stronę salonu, gdzie, jak się domyśliła, był Caleb.

– Rozumiem, że Caleb nie chce mnie widzieć, podobnie jak ja nie 

mam   ochoty   go   oglądać,   ale   przychodzę   w   interesach   i   naprawdę 

muszę się z nim zobaczyć. Poczekam, aż będzie wolny.

– Zaraz powiem mu, że pani przyszła. – Jennings dziarskim krokiem 

background image

pomaszerował do salonu.

– A więc sprowadzają cię tu interesy – usłyszała za plecami miękki 

głos Caleba.

Wydawał się wyższy i smuklejszy, chodził bez laski. To dziwne, że 

tak bardzo się zmienił, nie widziałam go przecież zaledwie kilka dni, 

pomyślała ze ściśniętym sercem. Tak bardzo za nim tęskniła... Kochała 

go i nigdy go nie zapomni.

– A więc sprowadza cię tu interes – powtórzył.

Nigdy nie uda jej się zdobyć tego mężczyzny. Jeśli chce zachować 

resztki godności, nie powinna mu pokazać, jakie wrażenie zrobił na 

niej sam jego widok.

– Ucieszyłaś się z jego telefonu? – spytał. Jasne było dla obydwojga, 

o kim rozmawiają.

–   Nieszczególnie   –   odparła.   –   Chce,   żeby   Wypożyczalnia   Żon 

znalazła   mu   mieszkanie.   Rozmawiał   ze   mną,   bo   Cassie   jest   na 

Hawajach, a Paige nie zna.

–   O,   widzę,   że   wasze   rozmowy   podczas   pamiętnego   obiadu 

zaowocowały   wzajemnym   zaufaniem   –   powiedział   z   lekkim 

przekąsem. – Ale chyba nie jesteś tu po to, by pytać mnie o zgodę na 

podpisanie umowy z nowym klientem?

– Powiedział, że w trakcie rozmów z zarządem Tanner Electronics 

zapomniał wyjaśnić kilka istotnych szczegółów. Poprosił mnie, bym 

ustaliła  to z tobą.  Chodzi między  innymi o: służbowe mieszkanie  i 

samochód, przeloty, prywatną szkołę dla córki, jednym słowem mam z 

tobą omówić pakiet świadczeń dodatkowych.

–   Oczywiście,   wejdź   i  usiądź.   –   Zaprosił   ją   do   salonu.   Jennings 

background image

wszedł z tacą. Sabrina odruchowo zaczęła zbierać ze stolika kawowego 

gazety,   kartki   i   pudełka.   Jedno   z   pudełeczek   spadło   na   podłogę   i 

wypadły z nich czerwone, satynowe majtki.

–   Czy   to   prezent   od   twoich   wielbicielek?   –   roześmiała   się.   – 

Pojawiły się na placu boju szybciej, niż myślałam...

Caleb wziął z rąk Jenningsa tacę i postawił ją na stoliku.

– Tęsknię za tobą, Sabrino – powiedział, gdy Jennings zniknął za 

drzwiami.

Sabrina   starała   się   ze  wszystkich   sił  zachować   spokój.   Drżącymi 

dłońmi wzięła ze stolika filiżankę.

– Ty zawsze pragniesz tego, czego nie możesz mieć – odparła. – 

Pewnie ubodło cię, że odeszłam, nie jesteś do tego przyzwyczajony.

–   Nie,   Sabrino,   to   nie   tylko   to.   –   Głos   Caleba   był   głęboki   i 

zmysłowy.

– Pewnie musisz się zastanowić nad żądaniami Austina Weavera. 

Dziś i tak nie podejmiesz decyzji. – Wstała.

Chwycił   ją   za   rękę.   Pod   żakietem   poczuł   coś   twardego.   Rękaw 

trochę   się   podwinął   i   Caleb   zobaczył,   że   Sabrina   nosi   bransoletkę, 

którą od niego dostała.

– Nosisz prezent ode mnie – ucieszył się.

– Co w tym dziwnego, pasuje do żakietu. Poza tym, ciężko na nią 

zapracowałam...

– Chcę, żebyś wróciła do mnie – powiedział. – I zrobię wszystko, by 

to osiągnąć.

Odwróciła się tak gwałtownie, że straciła równowagę. Caleb zerwał 

się   i   przyciągnął   ją   do   siebie.   Miękko   wylądowali   na   puszystym 

background image

dywanie.

– Czy chcesz mnie przekonywać w taki właśnie sposób? – spytała.

Caleb uśmiechnął się tylko, otoczył dłonią jej szyję i przyciągnął jej 

głowę do swojej. Jego pocałunek był zmysłowy i niecierpliwy.

Osiągnął swój cel, uświadomiła sobie nagle. Pragnęła go jednak tak 

samo mocno, jak przed chwilą. Straciła dla niego głowę, nie była w 

stanie się bronić.

– Pozwól mi odejść – szepnęła.

– Nie, nie puszczę cię, zanim mnie nie wysłuchasz. – Przycisnął ją 

jeszcze mocniej do siebie.

– Mów...

–   Gdy   załatwiłaś   mi   kostkę,   byłem   przekonany,   że   nie   chcę   cię 

więcej   widzieć.   A   jednak   oszalałem   na   twoim   punkcie.   Dlatego 

zaszantażowałem   cię,   zmusiłem,   żebyś   się   mną   zaopiekowała. 

Przysięgałem sobie, że będę ostrożny, że ograniczę się do przelotnego 

flirtu, ale stało się inaczej.

Sabrinie zakręciło się w głowie. Nawet w najśmielszych marzeniach 

nie wyobrażała sobie takiej sceny.

–   Byłem   zazdrosny   o   każdy   uśmiech   skierowany   do   Austina 

Weavera. Bałem się, że mi cię zabierze, wydawał się być w twoim 

typie: kulturalny, odpowiedzialny, z klasą. Miał wiele cech, których ja 

nie posiadam. Nie wiedziałem poza tym, że miłość może ranić, dlatego 

tak późno ją rozpoznałem.

– Miłość? – Jej głos był zduszony.

–   Dopiero   gdy   odeszłaś,   zdałem   sobie   sprawę,   że   się   w   tobie 

zakochałem.

background image

Sabrina nie do końca była pewna, czy dobrze zrozumiała sens tej 

wypowiedzi.

–   Byłem   głupcem,   źle   cię   traktowałem.   Zacząłem   w   najgorszy 

możliwy sposób. Pewnie mnie nie kochasz, ale wiem przynajmniej, że 

mnie pragniesz. – Spojrzał jej w oczy. – Kocham cię, Sabrino. Jesteś 

pierwszą kobietą, której to mówię. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale 

udowodnię ci, że to prawda.

W jego głosie było tyle żarliwości, że Sabrina natychmiast pozbyła 

się resztek wątpliwości.

– Wierzę ci – odpowiedziała cicho. – Mnie też na tobie zależy.

Caleb   pochylił   się   i   pocałował   ją.   Ten   pocałunek   nie   był   tak 

namiętny i zachłanny jak poprzedni, lecz i tak prawie zabrakło im tchu.

–   Długo   nie   wiedziałam,   co   się   ze   mną   dzieje.   Do   tej   pory 

spotykałam   mężczyzn,   którzy   przede   wszystkim   zwracali   uwagę   na 

moje   ciało.   Taki   właśnie   był   Mason   Maxwell.   Uważał,   że   dobre 

zamążpójście to szczyt moich marzeń. Myślałam, że ty traktujesz mnie 

tak samo. Pamiętasz, podczas rozmowy o interesach wysłałeś mnie na 

kawę, jakbym była zbyt głupia, by cokolwiek z niej zrozumieć. Jednak 

potrafiłeś ze mną ciekawie rozmawiać, rozśmieszyć mnie. W końcu 

zakochałam się w tobie.

Caleb  pocałował  ją  w  szyję.   Sabrina   zamruczała   jak  zadowolona 

kotka.

– A co byś zrobił, gdybym nie przyszła dziś?

–   Jeszcze   nie   wiem,   właśnie   przygotowywałem   nowy   plan,   gdy 

pojawiłaś się we własnej osobie. – Uśmiechnął się łobuzersko. – Może 

zażądałbym, żebyś skończyła urządzanie mojego mieszkania.

background image

–   No   dobrze,   skończyłabym   remont,   twoją   sypialnię 

pomalowałabym na różowo... Ale zaraz, co właściwie miałeś na myśli, 

mówiąc, że przygotowywałeś nowy plan?

– Powiedzmy, że postanowiłem dostarczyć ci powodów, żebyś się tu 

zjawiła.   Austin  mi  trochę   pomógł,   choć  i tak  miał   zamiar   poprosić 

Wypożyczalnię Żon o załatwienie kilku spraw...

Oderwała się od niego.

– Kazałeś mu do mnie zadzwonić?

– Nie, bardzo uprzejmie go o to poprosiłem. Chociaż, gdy przez cały 

dzień się nie zjawiałaś, zacząłem się obawiać, czy ten sposób coś da. 

Ale zostawmy w spokoju Austina. Teraz mam ważniejsze sprawy na 

głowie. – Pocałował ją. – Kiedy za mnie wyjdziesz, Sabrino?

– Naprawdę chcesz posunąć się aż tak daleko? Wydawało mi się, że 

nienawidzisz ślubów i wesel?

– Czy ty pamiętasz każde głupstwo, które powiedziałem?

– Większość. – Roześmiała się radośnie.

– Sabrino, pragnę być z tobą do końca życia, mieć dzieci, dzielić 

wszystkie smutki i radości. A jeśli martwi cię, że jesteś jedną z wielu, 

to pamiętaj, że jesteś ostatnią, jedyną i najważniejszą.

– Wyjdę za ciebie i będziemy najszczęśliwsi na świecie – szepnęła. 

Położyła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca. 

Wiedziała, że ono bije tylko dla niej.

Kolejne książki z serii Harlequin Romans ukażą się kwietnia.

background image