background image

Leigh Michaels

Bardzo moralna propozycja

Bride on Loan

background image

Rozdział 1

Był październik, dzień Halloween. Sabrina Saunders spojrzała przez 

okno  samochodu  i  pomyślała,  że  szare,  pochmurne  niebo,  mżawka  i 
wiatr   przypominają   raczej   nieprzyjemne   przedwiośnie   niż   piękną 
zazwyczaj jesień.

Zabrała   torby,   które   leżały   na   tylnym   siedzeniu,   i   wysiadła   z 

samochodu.  Zimny  wiatr  dmuchnął  jej  prosto  w  twarz.  Zebrała  poły 
żakietu, szybko podbiegła do bramy i nacisnęła dzwonek.

–   Pospiesz   się,   Paige   –   mruknęła   do   siebie,   podskakując   dla 

rozgrzewki.

Po chwili drzwi się otworzyły i Sabrina weszła do środka.
–   Dzień   dobry,   Eileen.   –   Uśmiechnęła   się   lekko   do   siwowłosej 

kobiety, poruszającej się na wózku inwalidzkim. – Przyniosłam Paige 
kostium na Halloween. Czy jest w domu?

Eileen spojrzała przez ramię na Sabrinę i wjechała do pokoju.
– Mam nadzieję, że zamkniesz w końcu te drzwi – powiedziała. – 

Dopiero co przeszłam bardzo nieprzyjemne zapalenie gardła.

– Przykro mi, że znów nie najlepiej się czujesz – odparła Sabrina, 

posłusznie spełniając polecenie Eileen.

– W mojej sytuacji nie można wymagać od życia zbyt wiele, toteż 

muszę szanować tę resztkę zdrowia, która mi pozostała – powiedziała 
Eileen.

– Witaj, Sabrino, już myślałam, że nie przyjdziesz. – Z korytarza 

wyłoniła się, trzymając w ręku długopis i notatnik, Paige McDermott.

–   Buszowałam   po   sklepach   i   zobacz,   co   dla   ciebie   znalazłam!   – 

Sabrina z tryumfującą miną wyciągnęła z torby kostium.

– Czy ty uważasz, że moja córka włoży coś takiego na przyjęcie dla 

dzieci? – Eileen skrzywiła się, jakby zjadła cytrynę bez cukru.

–   Tak   właśnie   myślę.   –   Sabrina   uniosła   ze   zdziwienia   brwi.   – 

Uważam, że w takich kolorach Paige będzie wyglądała ślicznie. A jeśli 
do tego włoży szpilki...

–   Nie   zapomnij   o   długim   szlafroku,   który   ukryje   gęsią   skórkę   – 

przerwała jej Paige.

–   Och,   Paige!   Czy   nie   ma   w   tobie   odrobiny   szaleństwa? 

background image

Romantyzmu?

– Ani trochę, nie jestem szalona – odpowiedziała spokojnie Paige.
– No dobrze, w takim razie ubierz się w niedźwiedzią skórę, wtedy 

na pewno nie zmarzniesz i skutecznie odstraszysz wszystkich facetów – 
mruknęła Sabrina.

– Nie spodziewałam się po tobie takich uwag – wtrąciła się oburzona 

Eileen. – Mówisz jak Cassie, ona zawsze jest gotowa zrobić wszystko, 
by zwrócić na siebie uwagę...

–   To   dobry   pomysł,   zaniosę   ten   strój   Cassie   –   przerwała 

bezceremonialnie tę tyradę Sabrina.

– Ja w ogóle nie miałam zamiaru się przebierać – powiedziała szybko 

Paige, widząc minę matki. – W końcu jesteśmy tylko organizatorkami, 
chciałam się ubrać po prostu w dżinsy i podkoszulek.

–   No   co   ty,   nie   wygłupiaj   się!   –   krzyknęła   Sabrina.   –   Nie   psuj 

dzieciom zabawy, one uwielbiają przebieranki.

–  Mamo,  czy  jesteś  pewna,  że  nie  chcesz  z   nami  pójść?  –  Paige 

zmieniła temat. – Będzie tam przecież kącik seniora, nie musisz siedzieć 
sama w domu... Na przyjęciu może być nawet spokojniej niż w domu. 
Wiesz, te czeredy dzieciaków, które co chwila dobijają się...

–   Nie   musisz   się   o   mnie   martwić,   Paige   –   ucięła   zdecydowanie 

Eileen. – Nie mam zamiaru nikomu otwierać drzwi. Położę się z książką 
do łóżka, pogaszę wszystkie światła, zostawię tylko nocną lampkę i nikt 
nie będzie wiedział, że ktoś jest w domu.

Sabrina zamknęła oczy. Eileen, siedząca sama w ciemnym domu... 

cóż za wspaniały sposób na spędzenie Halloween... i Paige, którą przez 
cały wieczór będzie dręczyć poczucie winy, że zostawiła schorowaną 
matkę samą. Horror!

–   Proszę,   nie   mówmy   już   o   tym,   Paige   –   poprosiła   głosem   nie 

znoszącym sprzeciwu Eileen. – Muszę poszukać moich lekarstw.

– Czy znowu czujesz się gorzej? Boli cię gardło? – przestraszyła się 

Paige.

– Nie, nie czuję się gorzej. – Słowa Eileen kontrastowały z tonem, 

jakim je wypowiedziała. – Nie chcę ci psuć wieczoru, przecież to żadna 
przyjemność zajmować się starą, schorowaną matką...

– Nie mów tak... – Paige bezradnie rozłożyła ręce.
– Zresztą i tak nie ma cię kto zastąpić... – Eileen spojrzała na córkę, – 

background image

Chyba że Cassie... przecież ona też wybiera się na to przyjęcie.

– Dwie osoby to za mało, by wszystko zorganizować – wtrąciła się 

Sabrina, dla której intencje Eileen były zupełnie oczywiste; szacowna 
matrona postanowiła po raz kolejny popsuć córce zabawę i za wszelką 
cenę zatrzymać ją w domu.

– Myślałam, że to tylko niewielka zabawa dla dzieci pracowników 

filii jednego z przedsiębiorstw waszego klienta; organizowana po to, by 
dzieciaki nie ganiały po ulicy... – nie dawała za wygraną Eileen.

– Tak miało być z początku, ale przyjęcie rozrosło się do rozmiarów 

wielkiej   imprezy   dla   wszystkich   dzieci   z   Tanner   Electronics   – 
odpowiedziała   twardo   Sabrina.   –   Będzie   tyle   dzieciaków,   że 
zaangażowałyśmy po kilka opiekunek dla każdej grapy wiekowej, aby 
organizowały dzieciom zabawę i miały na nie oko.

–   Caleb   Tanner   będzie   na   przyjęciu   dla   dorosłych   –   nieśmiało 

wtrąciła Paige.

– My nie jesteśmy odpowiedzialne za przyjęcie dla dorosłych, ale 

musimy tak zorganizować zabawę dla dzieci, żeby nie przeszkadzały 
rodzicom – dodała Sabrina.

– Bardzo mi się to nie podoba, Paige. – Eileen skrzywiła się. – Nie 

lubię, gdy musisz się zadawać z nie wiadomo kim....

Ona wciąż uważa, że Paige jest małą dziewczynką, która jeszcze nie 

zna się na ludziach i którą może omotać byle chłystek. Sabrinie szczerze 
było żal przyjaciółki.

– Mamo, ja organizuję przyjęcie dla dzieci, a poza tym bardzo długo 

zabiegałyśmy o kontrakt z Tanner Electronics – powiedziała łagodnie 
Paige.

Sabrina wiedziała, że Paige tłumaczy swojej matce te oczywiste fakty 

nie po raz pierwszy.

– Jeśli Paige teraz się wycofa, możemy nie dać sobie rady, trudno 

będzie   znaleźć   kogoś   na   jej   miejsce.   –   Sabrina   postanowiła   twardo 
bronić przyjaciółki. – A tak w ogóle, to powinnyśmy się pospieszyć, 
musimy zrobić jeszcze masę rzeczy, a czas płynie nieubłaganie...

Sabrina wraz z przyjaciółkami, Cassie i Paige, prowadziły firmę pod 

intrygującą nazwą Wypożyczalnia Żon. Zajmowały się wszystkim, na co 
zapracowani   ludzie   nie   mieli   czasu.   Organizowały   przyjęcia, 
wynajmowały gosposie, ogrodników, sprzątaczki. Ich zadanie polegało 

background image

na   tym,   by   klienci   mogli   zapomnieć   o   trudach   codziennego   życia   i 
skupić się na pracy zawodowej.

Gdy Sabrina weszła do atrium siedziby Tanner Electronics, w którym 

miało   się   odbyć   przyjęcie   dla   dzieci,   z   radością   stwierdziła,   że 
większość dekoracji jest już zrobiona. Było to dzieło Cassie, która przy 
pomocy hostess przystroiła salę. Pod sufitem rozwieszone były wielkie 
pajęczyny, w których czaiły się pająki z ciemnego papier-mache. Na 
ścianach   wisiały   ogromne   nietoperze   o   szeroko   rozpostartych 
skrzydłach,   a   światła   były   przyćmione.   Sabrina   uśmiechnęła   się   z 
zadowoleniem.   Dzięki   pomysłowości   udało   się   przekształcić   pełne 
światła pomieszczenie w posępną i mroczną komnatę. Zabawa dla dzieci 
miała się odbywać w „nawiedzonym zamczysku".

Sabrinie zostały do nadmuchania balony. Z doświadczenia wiedziała, 

że w ostatniej chwili zawsze może coś wyskoczyć, więc chociaż została 
jeszcze godzina do rozpoczęcia przyjęcia, postanowiła już teraz włożyć 
kostium. Zrzuciła ubranie i sprawnie przebrała się za czarnego kota.

Bardzo zależało jej na tym przyjęciu, gdyż była to ich pierwsza duża 

impreza   organizowana   dla   Tanner   Electronics,   a   szczerze   mówiąc   – 
pierwsza taka duża impreza w ogóle. Z początku miało to być tylko 
niewielkie przyjęcie dla dzieci, o zmianie planów Sabrina, Paige i Cassie 
dowiedziały   się   praktycznie   w   ostatniej   chwili.   Nie   miały   czasu   na 
wymyślenie   czegoś   nowego   i   niezwykłego,   skupiły   się   zatem   na 
perfekcyjnym przygotowaniu przyjęcia w starym stylu. Sabrina zdawała 
sobie sprawę, że Caleb Tanner widział już w życiu niejedno i trudno go 
będzie zadziwić czy olśnić. Była jednak dobrej myśli, bo jak na razie 
wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Po   napompowaniu   pierwszej   setki   balonów   zawołała   chłopaka   z 

obsługi, żeby je pozawieszał. Pompowanie balonów byłoby miłą pracą, 
gdyby   nie   to,   że   butla   z   helem   stała   tuż   koło   wahadłowych   drzwi, 
którymi   ciągle   ktoś   wchodził   lub   wychodził,   i   Sabrinę   co   chwila 
owiewała   nieprzyjemna   fala   zimnego   powietrza.   Po   napompowaniu 
drugiej setki była tak przemarznięta, że narzuciła na ramiona płaszcz. 
Niestety,   nie   miała   szans   na   przesunięcie   ogromnej   i   przeraźliwie 
ciężkiej butli w inne miejsce.

Eileen będzie tryumfowała, gdy się przeziębię, pomyślała. A właśnie, 

background image

gdzie   jest   Paige?   –   Rozejrzała   się   dokoła.   Spojrzała   nerwowo   na 
zegarek, dzieci pewnie zaczną się schodzić lada moment.

Wzięła   kolejne   pięćdziesiąt   balonów   i   postanowiła   zanieść   je   do 

drugiej sali, przy okazji sprawdzając, czy nie ma tam Paige. Zaczęła 
zbierać rozsypane balony, gdy nagle ktoś z wielkim impetem otworzył 
drzwi. Spoza balonów niewiele widziała. Miała wrażenie, że nagle koło 
drzwi wyrosła potężna kolumna, której nigdy wcześniej tam nie było. 
Na   dodatek,   nie   wiadomo   skąd,   na   ziemię   sfrunęła   sterta   listów. 
Zdziwiona, zaczęła rozgarniać balony, by sprawdzić, co to takiego. Nie, 
to nie była kolumna. One przecież nie przeklinają...

Przed   nią   stał   bardzo   wysoki   mężczyzna   o   imponująco   szerokich 

barach,   ubrany   w   stalowoszary,   skórzany   strój   motocyklisty.   Twarz 
nieznajomego skryta była pod kaskiem.

– Niezłe przebranie – powiedziała bez zastanowienia. – Poza tym, 

przyszedł   pan   za   wcześnie,   przyjęcie   rozpocznie   się   dopiero   za   pół 
godziny – dodała.

– Nie przyszedłem tu dla zabawy – odezwał się nieznajomy nieco 

zduszonym przez kask głosem.

–   Chce   pan   powiedzieć,   że   pan   się   tak   ubiera   na   co   dzień?   Hm, 

ciekawa   koncepcja,   skrzyżowanie   Don   Kichota   z   członkiem   gangu 
motocyklowego – stwierdziła z lekką drwiną.

– Chcę powiedzieć, że po prostu tu wszedłem, z pocztą w ręku; nie 

spodziewałem się, że otwarcie drzwi spowoduje katastrofę. Lecz cóż, 
wpadła na mnie wyjątkowo źle wychowana kotka...

Sabrina fuknęła, jakby wczuwając się w rolę rozzłoszczonej kocicy, 

ale żadna dobra i cięta odpowiedź nie przyszła jej do głowy.

– Niech pani spojrzy, jakiego narobiła pani bałaganu. – Motocyklista 

wskazał rozsypane na podłodze listy.

Wzrok Sabriny powędrował we wskazanym kierunku. Na podłodze 

leżała ogromna sterta listów w małych i dużych kopertach, folderów i 
ulotek reklamowych.

–   Faktycznie....   przykro   mi,   ale   spoza   tych   balonów   absolutnie 

niczego nie widziałam, pan natomiast mógł mnie przecież ominąć.

– Jak? Była pani dokładnie koło drzwi, które właśnie otworzyłem! 

Doprawdy trudno znaleźć gorsze miejsce do pompowania balonów!

– Nie ja je wybrałam – odparła chłodno. – Firma, która przywiozła 

background image

budę z helem, ustawiła ją właśnie tu!

–   Przecież   ta   butla   jest   na   kółkach.   –   Mężczyzna   wzruszył 

ramionami.

– Ale ja i tak nie dałam rady jej ruszyć, waży pewnie ze sto kilo! 

Może mógłby...

Zanim zdążyła skończyć zdanie, motocyklista, niezwykle zwinnie jak 

na tak dużego mężczyznę, ominął ją, popchnął butlę i przestawił ją parę 
metrów dalej. Niestety, nie zauważył, że leżał tam kolejny pęk balonów, 
z których większość z wielkim hukiem pękła.

Niewiele myśląc, Sabrina, wykonała rozpaczliwy skok, żeby ratować 

te,   które   ocalały,   ale   nie   spojrzała   pod   nogi.   Z   impetem   wbiegła   na 
koperty   i   poślizgnęła   się.   Zamachała   gwałtownie   rękami,   puszczając 
ostatnie balony. Motocyklista, wykazując się błyskawicznym refleksem, 
natychmiast  ją   podtrzymał,  ale   również  poślizgnął  się   na  listach.  Na 
dodatek padając, popchnął ogromną butlę z helem. Z wielkim hukiem, 
zwielokrotnionym jeszcze przez echo, przewrócili się na podłogę.

Sabrina   odruchowo   schowała   głowę   w   ramiona.   Choć   wreszcie 

ucichł hałas, jeszcze przez kilka sekund bała się otworzyć oczy. Jej nic 
sienie   stało,   bo   balony   zamortyzowały   upadek,   ale   wyobraźnia 
podsunęła jej obraz motocyklisty przygniecionego ogromną butlą.

W końcu odważyła się usiąść i otworzyć oczy. Wśród otaczających 

ich prawie dwustu balonów coś się nagle poruszyło. Dobrze, ten facet 
przynajmniej żyje, pomyślała. I skoro się rusza, to znaczy, że nie stracił 
przytomności.... Po chwili spośród balonów zaczęły dochodzić gniewne 
pomruki.

– Jak słyszę, żyje pan... – Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.
–   Pani   to   potrafi   narobić   bałaganu!   –   rozległ   się   spod   balonów 

wprawdzie zduszony, ale całkiem wyraźny głos.

– Chwileczkę, chce pan powiedzieć, że to wszystko moja wina?! – 

wykrzyknęła.

– A co, może moja? – Nieznajomemu udało się wysunąć głowę.
–   Gdyby   powiedział   mi   pan,   co   zamierza   zrobić,   przesunęłabym 

balony. Skoczył pan jak wariat do tej butli, nie patrząc, co za nią leży! A 
w   ogóle,   gdyby   pan   pozbierał   swoją   pocztę,   to   bym   się   na   niej   nie 
poślizgnęła.

– Mówi pani o tej poczcie, którą pięć minut temu wytrąciła mi z rąk? 

background image

– spytał z przekąsem.

Przygryzła  lekko   wargi.  Czuła,  że   nie   jest   zupełnie  bez  winy.   Ta 

kłótnia zmierzała w złym kierunku, nie było sensu dalej jej ciągnąć.

– Pomogę panu wstać – powiedziała ugodowo.
–   Dziękuję,   dam   sobie   radę   sam   –   odparł   chłodno.   Zaczął   się 

podnosić, ale syknął z bólu i podparł się na łokciu. – Nie mogę wstać...

Sabrinie zrobiło się gorąco. Tego jej jeszcze w tej chwili brakowało! 

Wyobraziła sobie tłum gości, ostrożnie omijających leżącego na środku 
sali rannego motocyklistę... Nerwowo rozejrzała się za jakąś pomocą. 
Na szczęście w ich kierunku szedł narzeczony Cassie, Jake Abbott.

– Co tym razem się stało, Sabrino? – Zdziwiony Jake stanął tuż nad 

nimi.

– Co masz na myśli, mówiąc: „tym razem"? – zapytał motocyklista, 

zdejmując kask.

Sabrinie jego twarz wydała się znajoma, ale w tej chwili nie potrafiła 

sobie przypomnieć, czy już kiedyś się spotkali. Pomyślała poza tym, że 
jest   całkiem   przystojny...   hm...   nawet   bardzo   przystojny. 
Ciemnobrązowe,   wijące   się   lekko   włosy   okalały   pociągłą,   opaloną 
twarz. Rzęsy miał takie, że gdyby był kobietą, nie musiałby w ogóle 
używać tuszu, przemknęło jej przez głowę; takie ciemne, długie, gęste i 
naturalnie wywinięte...

Nie   był   to   jednak   czas   na   rozmyślania   o   długich   rzęsach 

nieznajomego, gdyż on, próbując wstać, krzywił się z bólu.

– Dzięki Bogu, że tu jesteś, Jake! – zawołała. – On się przewrócił i 

chyba...

– Nie przewróciłem się – syczał przez zaciśnięte zęby motocyklista. – 

Podcięła mnie dzika kotka. I niestety obawiam się, że złamałem nogę w 
kostce.

– Pozwól, Caleb, że ją obejrzę. – Jake przykucnął koło motocyklisty.
Jake   powiedział:   „Caleb".   Sabrina   czuła,   jak   uginają   się   pod   nią 

kolana. Spojrzała na motocyklistę uważnie i tym razem już nie miała 
wątpliwości, skąd go zna. Raz już przecież widziała dziedzica fortuny 
Tannerów.

Dlaczego   ze   wszystkich   ludzi   na   świecie   musiałam   podciąć   nogi 

właśnie jemu, zawyła w duchu. Bon vivant, milioner, kobieciarz i, co 
najgorsze, jej najważniejszy klient!

background image

Z   rozpaczą   popatrzyła   na   zabiegi   Jake'a,   któremu   udało   się 

wyswobodzić nieszczęsnego motocyklistę ze skórzanego kombinezonu. 
Kostka Caleba spuchła tak bardzo, że nawet jeśli nie była złamana, to i 
tak   nie   było   najmniejszych   wątpliwości,   że   nie   będzie   mógł   dzisiaj 
chodzić.

Nie ma co, jednak udało mi się zaskoczyć Caleba Tannera, takiego 

przyjęcia z pewnością się nie spodziewał. Zrobiłam na nim piorunujące 
wrażenie, nie ma dwóch zdań, złorzeczyła w duchu.

– Dlaczego coś takiego zawsze musi się przytrafić właśnie mnie? – 

szepnęła z rozpaczą.

Sabrina siedziała nadal na podłodze, nieruchoma i milcząca. Lekarz 

bandażował   nogę   Caleba,   a   sanitariusze   przygotowywali   nosze,   by 
zanieść   go   do   karetki.   Wokół   nich   zgromadził   się   już   spory   tłumek 
gości. Na szczęście to Caleb, a nie ona, przyciągał powszechną uwagę.

Była wciąż tak oszołomiona, że nie zauważyła, kiedy podeszła do 

niej Cassie.

– Spadły ci uszy – powiedziała przyjaciółka i nałożyła Sabrinie na 

głowę trzymany w dłoni przedmiot.

– Nawet nie zauważyłam... Musiały odpaść, gdy się przewróciłam – 

odpowiedziała Sabrina nieswoim głosem. Wciąż wyglądała na mocno 
oszołomioną.

– Czy nie uderzyłaś się w głowę? – zaniepokoiła się Cassie. – Może 

poproszę lekarza, żeby ciebie też zbadał?

–   Nie,   nic   mi   nie   jest.   –   Sabrina   spojrzała   na   przyjaciółkę   nieco 

przytomniej.   –   Paige   mnie   zabije,   gdy   dowie   się,   co   zrobiłam...   Co 
gorsza, nie mam nic na swoją obronę.

– Nie przesadzaj, w końcu tylko załatwiłaś naszego najważniejszego 

klienta. A poza tym, co się stało, to i tak się nie odstanie.

– Kochana jesteś – szepnęła Sabrina.
–   Myślę,   że   Caleba   Tannera   nikt   jeszcze   tak   nie   potraktował,   a 

pewnie nieraz na to zasłużył – pocieszała ją Cassie.

Sabrinie napłynęły do oczu łzy. Starała się je powstrzymać, ale nie do 

końca jej się to udało.

–   Kochanie,   nie   przejmuj   się   tak   bardzo.   –   Cassie   pogłaskała 

przyjaciółkę po policzku. – Przecież nie zrobiłaś tego specjalnie.

background image

– On uważa inaczej.
– Na pewno będzie się z tego śmiał, kiedy tylko przestanie go boleć 

kostka – powiedziała uspokajająco Cassie.

Lekarz skończył opatrywać Caleba i dał znak, by sanitariusze zabrali 

go do karetki.

– Może powinnam pojechać do szpitala? – spytała lekarza Sabrina, 

podnosząc się z podłogi. – W końcu znam najlepiej przebieg wypadku...

–   Nie   pozwól   jej   na   to,   Jake!   –   Caleb   zaczął   rozpaczliwie 

wymachiwać rękami. – Jeśli ona wsiądzie do ambulansu, ja pójdę do 
szpitala piechotą.

Miała ochotę uciąć mu język, ale po namyśle postanowiła chwilowo 

wstrzymać się z akcją odwetową. Lepiej poczekać, aż Caleb powróci do 
pełni sił, nie wypada pastwić się nad rannym.

Wtem drzwi się otworzyły i Sabrinę owiał przenikliwie zimny wiatr. 

Przez moment miała wrażenie, że śni. A może to wywołane stresem 
halucynacje?

W drzwiach stała królowa. Wyszywana brokatem suknia na szerokiej 

krynolinie i ogromna fryzura przesłoniły całe światło drzwi. Na twarzy 
monarchini odmalowało się niekłamane przerażenie.

–   Co   się   stało,   kochanie?   –   Królowa   rzuciła   się   do   leżącego   na 

noszach Caleba.

–   To   tylko   niewielki   wypadek.   Nie   ma   powodów   do   histerii, 

Angelique – odparł Caleb z pewnym zażenowaniem.

– Gotowa uznać go za bohatera. Żeby tylko nie zemdlała – mruknęła 

pod nosem Sabrina.

– Nie musisz też ze mną jechać do szpitala, nie psuj sobie zabawy – 

dodał szybko i z lekką paniką w głosie Caleb.

– Ależ, najdroższy! O czym ty mówisz? – Angelique dramatycznym 

gestem przyłożyła dłoń do serca. – Jak mogłabym się bawić, gdy ty tak 
bardzo cierpisz! – zawołała z rosnącą egzaltacją.

–   Proszę   cię,   Angelique,   przestań   robić   przedstawienie.   Nie 

pojedziesz w tym stroju do szpitala i koniec – powiedział ze złością.

Chwilę potem sanitariusze wynieśli Caleba do karetki, a Angelique 

została, robiąc współczującą minę, póki nie zamknęły się za nimi drzwi.

– Chyba jej czas dobiega już końca – szepnęła Cassie do Sabriny.
– Dlaczego tak myślisz? Taki facet jak on pewnie uwielbia otaczać 

background image

się bezmózgimi ślicznotkami.

– Może i tak, ale tej ma z pewnością dosyć. Widziałaś, jak na nią 

spojrzał,   gdy   zaczęła   histeryzować?   Ona   go   już   tylko   drażni   – 
stwierdziła stanowczo Cassie.

– Nie ma o czym mówić – zmieniła temat Sabrina. – Chodź, pora na 

konkursy dla dzieci. Może zaczniemy od wyścigów w workach?

Sabrina odczytywała uważnie numery mijanych domów. Czyżbym 

coś źle zapisała? – zastanawiała się. Jednak adres się zgadzał, choć nie 
tak wyobrażała sobie mieszkanie milionera. Był to jeden z wielu niczym 
nie wyróżniających się domów na tej ulicy, w takich samych mieszkała 
większość   jej   znajomych.   Spodziewała   się   raczej  złotej   bramy,  która 
otwiera się tylko dla wybranych gości, lokaja w liberii i tym podobnych 
luksusów.   Tymczasem   dom   wyglądał   całkiem   przeciętnie.   Był   to 
trzypiętrowy   budynek,   zaprojektowany   w   stylu   kolonialnym   i 
pomalowany   na   biało.   Ozdobą   niewielkich   balkonów   były   kute 
balustrady i skrzynki z kwiatami. Przed domem był niewielki trawnik.

Na wszelki wypadek Sabrina jeszcze raz sprawdziła adres. Wszystko 

się   zgadzało.   Caleb   mieszkał   właśnie   tutaj.   Nie   musiała   dzwonić   do 
drzwi, bo właśnie się otworzyły i wyszedł z nich mężczyzna z lekarską 
torbą. A zatem dobrze trafiłam, pomyślała. Gosposia wskazała jej pokój, 
w którym leżał Caleb.

Sabrina zatrzymała się i wyciągnęła z torby zapakowane w celofan 

kwiatki.   Poprawiła   je,   zebrała   się   w   sobie   i   ruszyła   we   wskazanym 
kierunku.   Nie   była   pewna,   czy   Caleb   w   ogóle   będzie   chciał   z   nią 
rozmawiać, lecz cóż szkodzi spróbować.

Zapukała   do  drzwi  i   delikatnie   je   uchyliła.   W  środku   stał  starszy 

mężczyzna, który wydawał właśnie polecenia dostawcy.

– Przepraszam, szukam Caleba – powiedziała.
–  Proszę  pójść   do pokoju  po drugiej stronie  – grzecznie  wyjaśnił 

starszy pan.

– Och, kochanie, czy jesteś pewien, że nic nie mogę zrobić, żebyś 

poczuł się lepiej? – Sabrina usłyszała ten słodki głosik, w chwili gdy 
wycofywała   się   na   korytarz.   Dochodził   z   pokoju,   w   którym   miał 
znajdować się Caleb. Chyba jednak Cassie się pomyliła, czas Angelique 
jeszcze się nie skończył, pomyślała.

Drzwi były otwarte, lecz Sabrina zapukała. Zatrzymała się jednak tuż 

background image

przed   progiem,   gdyż  para   znajdująca   się   w   środku,  najwyraźniej   nie 
usłyszała   pukania.   Z   korytarza   mogła   dostrzec,   że   pokój   jest   duży   i 
jasny. Pod ścianą stało szerokie łoże, w którym leżał Caleb. Angelique 
czule   pochylała   się   nad   ukochanym.   Byli   zajęci   sobą,   a   właściwie 
Angelique była zajęta Calebem.

– Skoro jesteś pewien, że nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, to 

chyba rzeczywiście lepiej już pójdę. Choć wiesz, że wystarczy jedno 
twoje   słowo...   –   szeptała   Angelique,   pochylając   się   coraz   niżej   nad 
Calebem.

Sabrina   poczuła   się   jak   intruz.   Ta   para   nie   miała   najmniejszego 

pojęcia,   że   ktoś   ich   obserwuje.   Co   robić?   –   zastanawiała   się 
gorączkowo.   Pierwszym,   i   jak   się   wydawało,   najrozsądniejszym 
pomysłem, który przyszedł jej do głowy, była ucieczka. Niestety, nie 
zdążyła wprowadzić go w czyn, gdyż z pokoju w pośpiechu wypadła 
Angelique. Na widok Sabriny stanęła jak wryta.

– A co ty tutaj robisz? – Spojrzała podejrzliwie na Sabrinę. – Pan 

Tanner jest chory i nie przyjmuje interesantów. – Jennings, weź kwiaty 
od pani i wstaw je do wazonu! – przywołała starszego mężczyznę. – 
Teraz muszę wyjść, ale wrócę za godzinę. Dopilnuj, by absolutnie nikt 
nie przeszkadzał choremu.

Słowotok   tej   kobiety   może   każdego   przyprawić   o   ból   głowy, 

pomyślała Sabrina.

– Och muszę lecieć, jestem już spóźniona! – zawołała Angelique i nie 

sprawdzając, czy jej polecenia zostaną dokładnie wykonane – to znaczy, 
czy   Jennings   rzeczywiście   natychmiast   wyprowadzi   nie 
zapowiedzianego gościa – pobiegła w stronę wyjścia.

Dopiero gdy Sabrina usłyszała trzask zamykanych drzwi, zaczęła się 

zastanawiać, co powinna teraz zrobić. Jennings stał naprzeciwko niej i 
grzecznie czekał. Widać było, że polecenia Angelique nie są dla niego 
najważniejsze.

–   Zajrzę   na   chwilę   do   pana   Tannera.   –   Sabrina   zdobyła   się   na 

odwagę.

– Proszę bardzo. – Jennings otworzył przed nią drzwi jeszcze szerzej.
Weszła do środka i zatrzymała się tuż za progiem. Spojrzała w stronę 

szerokiego łoża. Caleb leżał na środku, ubrany w niebieski sportowy 
dres.   Nogę,   unieruchomioną   w   aluminiowych   łupkach,   oparł   na 

background image

podwyższeniu   zrobionym   z   poduszek.   Sabrinie   w   jednej   chwili 
przypomniało   się   całe   nieszczęsne   wydarzenie.   Poczuła   się   jeszcze 
bardziej   nieswojo.   Przyjrzała   się   uważnie   twarzy   Caleba   –   mimo 
opalenizny była trochę blada. Oczy miał zamknięte i chyba nawet nie 
zauważył, że ktoś wszedł do pokoju. Sabrina poruszyła się nerwowo.

–   Mówiłem   już,   że   chcę   zostać   sam   –   powiedział   ze 

zniecierpliwieniem i otworzył oczy.

Wstrzymała oddech.
–   Szczerze   mówiąc,   spodziewałem   się,   że   zechcesz   obejrzeć 

zniszczenia, jakich dokonałaś – powiedział na widok Sabriny. W jego 
tonie nie było już złości, raczej kpina.

– Przyszłam ci powiedzieć, jak bardzo mi przykro z powodu tego 

wypadku, a szczególnie z powodu... hm... tych okoliczności, za które 
ponoszę odpowiedzialność. – Plątała się coraz bardziej.

– Okoliczności? – Caleb otworzył szeroko oczy i uniósł się nieco na 

poduszkach. – Hm... tak czy owak, ja przez najbliższe dni nie byłbym w 
stanie przyjść i sprawdzić, co się z tobą dzieje. Przyznaję, że też nie 
jestem bez winy. Powinienem trochę bardziej uważać – dodał spokojnie.

Przez   chwilę   przyglądał   jej   się   badawczo,   tak   jakby   rozważał 

niesłychanie ważną kwestię. Wydawało się, że nie jest już tak bardzo 
wściekły na Sabrinę.

– Tak! – powiedział tonem niemal tryumfalnym. – Jesteś tą właściwą 

osobą i chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.

background image

Rozdział 2

Śliskie poduszki, na których spoczywała noga Caleba, obsunęły się, 

gdy wykonał zbyt gwałtowny ruch. Przeszyła go ostra fala bólu. Kolejną 
dawkę środka uśmierzającego będzie mógł wziąć dopiero za godzinę. Z 
trudem powstrzymał cisnące się na usta przekleństwo i skupił uwagę na 
stojącej naprzeciwko niego kobiecie.

W normalnych warunkach z pewnością zacząłby ją podrywać, jak 

każdą   piękną   kobietę.   Ale   okoliczności   nie   sprzyjały   sercowym 
podbojom, był przecież unieruchomiony w łóżku.

Już wczoraj, gdy tylko wszedł do Tanner Electronics, natychmiast ją 

zauważył. Była piękna, wysoka, szczupła, miała długie wijące się włosy 
i   zielone   oczy,   które   przypominały   mu   kolor   oceanu   wokół   rafy 
koralowej. Uwielbiał takie kobiety, zapatrzył się w nią jak w obraz. Od 
razu   pomyślał,   że   chętnie   przegadałby   całe   przyjęcie   z   tą   śliczną 
zielonooką kotką... Gdy jednak wpadła na niego, przerwała mu brutalnie 
kontemplowanie   jej   urody   i   popsuła   tak   dobrze   zapowiadający   się 
wieczór.

Ale   to   było   wczoraj.   Dzisiaj   niestety   sytuacja   była   zupełnie   inna. 

Wieczór spędził w szpitalu, gdzie poddawano go niezbyt przyjemnym 
zabiegom, w nocy prawie nie spał, bo noga bolała go pomimo zażytych 
lekarstw. Ranek nie wyglądał dużo lepiej...

Teraz jednak powinien przerwać tę złą passę i w sensowny sposób 

wykorzystać wizytę Sabriny.

Zanim   jednak   cokolwiek   jej   powie,   musi   przekonać   się,   jaka   jest 

naprawdę.   Nie   każda   piękna  kobieta   nadawała  się  do   tego  zadania... 
Żałował, że nie jest jasnowidzem ani telepatą, bo właśnie teraz takie 
nadprzyrodzone zdolności bardzo by mu się przydały.

Dziś Sabrina wydała mu się równie piękna, jak wczoraj, choć na jej 

twarzy   widoczne   były   ślady   zmęczenia.   Gęste,   wijące   się   włosy 
związała   w   luźny   węzeł,   ubrana   była   w   dopasowany   złotobrązowy 
kostium z surowego lnu. Wyglądała niezwykle atrakcyjnie.

– Usiądź, proszę. – Dotarło do niego, że jego gość cały czas stoi. 

Wskazał jej ręką krzesło w pobliżu łóżka.

Posłusznie   usiadła.   Kwiatki,   które   dotychczas   trzymała   w   ręku, 

background image

położyła po chwili wahania na nocnym stoliku, a niewielką torbę oparła 
o nogi krzesła. Te wszystkie proste czynności wykonywała z niezwykłą 
wręcz   gracją.   Caleb   pomyślał,   że   jeszcze   nigdy   nie   spotkał   równie 
zachwycającej istoty.

– Przyniosłam ci kilka najnowszych magazynów. – Sięgnęła do torby 

stojącej u jej stóp. – Mam nadzieję, że lektura trochę cię rozerwie... – 
Uśmiechnęła się nieśmiało. – Jak powiedział mi lekarz, noga nie jest 
złamana, a tylko zwichnięta – dodała po chwili.

–   Tak   –   przyznał.   –   Jednak   tego   typu   urazów   nie   wolno 

bagatelizować. – Nie mógł się powstrzymać, by się nad nią trochę nie 
poznęcać. – Rekonwalescencja trwa równie długo, jak przy złamaniu. 
Istnieje nawet obawa, że taka kontuzja będzie się często odnawiać.

– Och... – szepnęła słabym głosem. – Naprawdę bardzo mi przykro.
– Najbliższe dwa tygodnie spędzę przykuty do łóżka, a do pełnej 

formy wrócę dopiero za kilka miesięcy. Przez ten czas nie będę mógł 
uprawiać   żadnych   sportów   ani,   co   najgorsze,   jeździć   motocyklem   – 
użalał się nad sobą.

–   Jeśli  pan   chce,   panie   Tanner,   wywołać   u  mnie   jeszcze  większe 

poczucie winy i wyrzuty sumienia, to muszę przyznać, że świetnie panu 
idzie...

– Nie to jest moim celem. Chcę pani tylko uświadomić, w jaki sposób 

zmieniła pani moje życie, a właściwie jak dramatycznie pogorszyła jego 
jakość.

– Mówiłam już, że bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało.
– W ten weekend miałem latać na paralotni. – Popatrzył na nią z 

wyrzutem.

– Dlaczego za wszelką cenę dąży pan do tego, żebym poczuła się 

jeszcze gorzej?

– Czy nie uważa pani, że moje utyskiwania są w pełni uzasadnione?
– Owszem, ucierpiał pan nieco podczas tego wypadku. Jednak mam 

wrażenie, że chce mnie pan nastraszyć i ciekawa jestem, czemu to ma 
służyć... Czyżby oczekiwał pan jakiejś rekompensaty?

– To dobry pomysł, coś mi się w końcu należy.
– W takim razie powinniśmy niezwłocznie ustalić, co się naprawdę 

wydarzyło i kto ponosi za to odpowiedzialność – odparła twardo.

– Co się wydarzyło?! – krzyknął z oburzeniem. – Zaraz się okaże, że 

background image

zwichnięta noga to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni. A czyja to 
wina? Czy ma pani co do tego jakieś wątpliwości?

– Owszem, mam. Nikt nie kazał panu łapać się za butlę z helem. 

Gdyby nie był pan taki narwany, nic złego by się nie stało.

– Sama poprosiła mnie pani o pomoc.
– Ale nie kazałam panu zgrywać Herkulesa! Jeśli chce pan ode mnie 

wyciągnąć pieniądze, to myślę, że niezbyt dobrze pan trafił...

– Pieniądze? – przerwał jej. – Nie potrzebuję pani pieniędzy, mam 

wystarczająco dużo własnych. Przyznam jednak, że oczekuję od pani 
pewnego zadośćuczynienia.

– Tak, to typowe dla mężczyzn pana pokroju, że nie przepuszczą 

żadnej   okazji,   by   wykorzystać   kobietę!   –   W   głosie   Sabriny 
pobrzmiewała niekłamana pogarda. – Nie ma co, niezłe z pana ziółko. 
Jeśli   myśli   pan,   że   w   ramach   zadośćuczynienia   powinnam   z   panem 
pójść do łóżka, to...

– Co też pani przyszło do głowy? – przerwał jej. – Zapewniam, że 

nawet o tym nie pomyślałem.

Zaczerwieniła   się,   wyraźnie   zmieszana.   Czuła,   że   się   wygłupiła. 

Nawet   więcej,   zrobiła   z   siebie   kompletną   idiotkę,   a   na   dodatek 
wyssanymi   z   palca   podejrzeniami   obraziła   Bogu   ducha   winnego 
człowieka.

– Przepraszam – wydusiła z trudem przez zaciśnięte gardło.
–   Naprawdę   nie   należę   do   facetów,   którzy   muszą   uciekać   się   do 

szantażu, by pójść z kobietą do łóżka – powiedział z naciskiem. Było mu 
naprawdę przykro, że Sabrina miała o nim tak niepochlebne zdanie. – A 
gdybym chciał panią poderwać, to zabrałbym się do rzeczy zupełnie 
inaczej...

–   Oszczędźmy   sobie   szczegółów,   po   co   zresztą   roztrząsać 

nieprawdopodobne   sytuacje   –   przerwała   mu.   –   Proszę   po   prostu 
powiedzieć, czego pan ode mnie chce.

– Tak, to prawda, zamierzałem panią o coś poprosić. Nie może pani 

zaprzeczyć, że w mojej sytuacji jestem właściwie skazany na pomoc 
innych. Trudno o wszystko zadbać, gdy jest się przykutym do łóżka.

– Jak zauważyłam, domem zarządza Jennings – stwierdziła ostrożnie, 

ciągle nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

– Tak, Jennings otwiera drzwi, odbiera telefony, załatwia zakupy i 

background image

tym podobne sprawy. Radzi sobie całkiem nieźle – przyznał. – Jednak 
jest za stary, by troszczyć się również o mnie. Przecież nie jestem w 
stanie przynieść sobie nawet szklanki soku.

–   Czy   pan   chce   mnie   zatrudnić   jako   opiekunkę?!   –   Sabrina   nie 

potrafiła ukryć niebotycznego zdumienia.

– Potrzebuję kogoś, kto poda mi lekarstwa, zrobi kawę, poczyta, gdy 

będę   zbyt   zmęczony,   poprawi   poduszki   czy   też   pójdzie   po   lody   o 
trzeciej w nocy, gdy nie będę mógł zasnąć. Jake powiedział mi, że tym 
właśnie zajmuje się pani firma.

–   Niezupełnie   –   odparła   chłodno.   –   Moja   firma   nazywa   się 

Wypożyczalnia Żon, a nie Wypożyczalnia Niewolników. Zajmuję się 
organizacją   przyjęć   i   wynajmowaniem   hostess,   a   nie   dostarczaniem 
taniej siły roboczej. Skąd pomysł, że mogłaby mnie zainteresować pana 
oferta?

– Cóż, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, pani kandydatura 

sama się narzuca... – Zawiesił głos. – Jak pani się właściwie nazywa?

– Po co pan pyta? Czy niewolnicy mają w ogóle własne imiona? To 

ich właściciel nazywa ich, jak chce – powiedziała podniesionym głosem. 
– Sabrina Saunders – dodała jednak po chwili.

– Sabrina – powtórzył miękko. W jego ustach jej imię zabrzmiało jak 

pieszczota.

– Dlaczego nie wynajmie pan wykwalifikowanej pielęgniarki, stać 

pana na to. Byłaby na każde pana zawołanie – przekonywała z zapałem. 
– Mogłaby pana nawet karmić.

–   Nie   trzeba   mnie   karmić.   Zresztą   jedzenie   gorącej   zupy   z 

trzymanego przez panią talerza mogłoby się skończyć kolejną katastrofą 
– odparł z lekkim rozbawieniem. – Nie czułbym się bezpieczny nawet 
wtedy, gdyby talerz z zupą stał na stoliku obok łóżka.

– Jak zatem mam się panem opiekować, skoro zupełnie mi pan nie 

ufa? Zresztą, zupełnie słusznie. Nie jestem stworzona do takich zajęć. – 
Spojrzała na niego kpiąco. – Nie mam najmniejszych wątpliwości, że na 
jedno pana skinienie zleciałby się tu tłum chętnych do pomocy kobiet.

– To prawda, ale one byłyby zbyt natrętne. Spotkała pani Angelique?
–   Tak,   nawet   z   nią   rozmawiałam,   a   właściwie   to   ona   cały   czas 

mówiła.

–   Gdyby   jej   na   to   pozwolić,   siedziałaby   przy   mnie   dzień   i   noc, 

background image

zmieniając tylko kreacje. Nie jest to jednak osoba, która byłaby zdolna 
do opieki nad kimkolwiek. Prędzej czy później zamęczyłaby każdego...

Sabrina nic nie odpowiedziała, ale trudno jej się było nie zgodzić z tą 

opinią.

– A inne kobiety? – spytała.
– Wszystkie moje znajome są bardzo podobne do Angelique. Zaraz 

ściągnęłyby mi na głowę stadko swoich koleżanek, których wcale nie 
mam ochoty oglądać i jeszcze miałyby pretensje, że poświęcam im za 
mało uwagi. Słabo się czuję i nie wiem, czy poradziłbym sobie z tymi 
harpiami.

– Myślałby kto, że chodzi o czarownice, a nie o rozpieszczające pana 

do nieprzyzwoitości kobiety.

– Nie rozpieszczające, lecz zamęczające – sprostował. – Potrzebuję 

spokoju, żeby jak najprędzej dojść do siebie.

– Może pan po prostu wyłączyć telefon i kazać Jenningsowi nikogo 

nie wpuszczać – zaproponowała.

– Czyżby? Czy miała pani jakiekolwiek trudności z wejściem tutaj? 

Znam Jenningsa i wiem, w jakich sprawach można na nim polegać, a w 
jakich   raczej   nie.   Sama   pani...   –   zawiesił   na   moment   głos.   –   Może 
przejdziemy na ty? – zaproponował znienacka.

– Dobrze... – odparła zaskoczona.
– Sabrino, sama przyznałaś, że jesteś w części odpowiedzialna za ten 

wypadek... – Spojrzał na nią wymownie. – Proszę cię więc, żebyś mi 
teraz   pomogła,   bo   znalazłem   się   w   trudnej   sytuacji.   Naprawdę   nie 
oczekuję niczego szczególnego. Pomyśl, czy gdybyś to ty była na moim 
miejscu, nie wydawałoby ci się naturalne, że osoba, która wpędziła cię 
w kłopoty, pomoże ci z nich wyjść? – Uważnie wpatrywał się w jej 
twarz, jakby tam szukając odpowiedzi na zadane przed chwilą pytanie.

– Może wynajmę ci wytresowanego rottweilera – jęknęła.
– Wtedy z pewnością nikt nieproszony by tu nie wszedł.
– A ja w tym czasie umarłbym z głodu – stwierdził ze śmiechem.
– Niestety, nie jestem w stanie ci pomóc. – Sabrina wstała i ruszyła w 

stronę drzwi. – Do widzenia. – Zatrzymała się na moment i spojrzała mu 
w oczy.

– Pomówmy poważnie – zaproponował. – Czy twojej firmie nadal 

zależy   na   zleceniach   od   Tanner   Electronics?   Czy   może   pragniesz 

background image

zakończyć tę obiecującą współpracę? – rzucił pospiesznie, jakby się bał, 
że Sabrina nie będzie go chciała wysłuchać. – Zdajesz sobie sprawę, że 
mogę   mieć   pewne   zastrzeżenia   co   do   przebiegu   tej   nieszczęsnej 
imprezy?

Sabrina bez chwili wahania zawróciła od drzwi i usiadła na krześle. 

W takiej sytuacji nie miała wyjścia. Kontrakt z Tanner Electronics był 
warunkiem istnienia jej firmy.

–   Od   kiedy   zaczynam?   –   spytała   spokojnie,   głosem   pełnym 

rezygnacji.

Caleb tryumfował i nawet nie bardzo starał się to ukryć. Wprawdzie 

nie   powiedział   już   ani   słowa,   ale   widać   było   wyraźnie,   że 
przyzwyczajony jest do tego, iż zawsze osiąga zamierzony cel.

–   Najlepiej   od   zaraz   –   odparł.   –   Ale   jeśli   masz   teraz   coś   do 

załatwienia,   to   możesz   przyjść   dopiero   po   południu   –   dodał 
nonszalancko,   jakby   to   była   najbardziej   oczywista   propozycja   na 
świecie. – Wyjdź teraz, a ja w międzyczasie każę mojemu prawnikowi 
przygotować odpowiednią umowę. Póki co możemy przypieczętować 
nasz układ uściskiem rąk.

Sabrina   posłusznie   podała   mu   prawicę.   Niespodziewany   dreszcz 

wstrząsnął jej ciałem, gdy poczuła dotyk mocnej dłoni Caleba. Trochę 
nerwowo cofnęła rękę. Chyba zwariowałam, zganiła się w myślach.

W drodze do domu próbowała przemyśleć całą sprawę na spokojnie. 

Nie mogła postąpić inaczej, jeśli nie chciała narażać Wypożyczalni Żon 
na poważne kłopoty finansowe. Tanner Electronics to zbyt potężna i 
bogata   firma,   by   warto   było   z   nią   zadzierać.   A   poza   tym,   kto   przy 
zdrowych zmysłach chciałby stracić najważniejszego klienta? Nie mogła 
tego zrobić Paige i Cassie. Musiała ponieść konsekwencje swego czynu. 
Tylko   czy   da   radę?   Caleb   był   wytrawnym   graczem,   a   w   dodatku 
uwielbiał smak zwycięstwa. Osiągnął dokładnie to, czego chciał, a ona 
musiała   mu   się   bezdyskusyjnie   podporządkować.   Miał   bardzo   silną 
osobowość, potrafił narzucić innym swoją wolę. Pewnie w poprzednim 
wcieleniu   był   dowódcą   rzymskich   legionów,   pomyślała.   Zdradliwa 
wyobraźnia   podsunęła   jej   wizerunek   Caleba,   wysyłającego   do   boju 
tysiące   żołnierzy...   Jakże   wydał   jej   się   piękny   i   pociągający...   Boże, 
zwariowałam, przywołała się do porządku. Była na siebie zła. Przecież 
wyraźnie powiedział, że nie zamierza jej podrywać. Pewnie w ogóle nie 

background image

była w jego typie, prawdopodobnie gustował raczej w pięknych, głupich 
i bezkrytycznie zapatrzonych w niego kobietach, takich jak Angelique. 
Ale z drugiej strony miał wyraźnie dosyć tej egzaltowanej panienki, tego 
Sabrina była pewna ponad wszelką wątpliwość. Może mu się po prostu 
znudziła   i   poszuka   sobie   nowej,   gdy   tylko   dojdzie   do   zdrowia, 
pomyślała. Wygląda na faceta, który zmienia kobiety jak rękawiczki i 
nie jest w stanie długo wytrwać w jakimkolwiek związku.

Zaczęła się zastanawiać, jak będą wyglądać jej najbliższe tygodnie. 

Caleb   wyraźnie   dał   do   zrozumienia,   że   nie   interesuje   się   nią   jako 
kobietą.   Sabrinie   też   nigdy   nie   podobali   się   faceci   jego   pokroju,   a 
jednak,   choć   niechętnie   się   przed   sobą   do   tego   przyznała,   było   jej 
przykro, iż pójście z nią do łóżka uznał za niedorzeczny pomysł. On, ku 
jej   ogromnemu   zdziwieniu,   bardzo   ją   pociągał.   Nie   potrafiła   tego 
wytłumaczyć, ale tak właśnie było. Bała się, że Caleb wcześniej czy 
później przejrzy ją na wylot. Za żadne skarby świata nie chciała mu dać 
takiej   satysfakcji,   chyba   spaliłaby   się   ze   wstydu.   Nie   miała 
najmniejszego zamiaru dołączyć do grona wielbicielek pana Tannera i 
przylatywać   na   każde   jego   skinienie.   Muszę   coś   z   tym   zrobić, 
postanowiła. Jedyna nadzieja w tym, że Calebowi pewnie szybko znudzi 
się moje towarzystwo i wkrótce zatęskni za swoim haremem.

Po powrocie do domu zadzwoniła do Cassie, żeby powiedzieć jej, że 

przez kilka dni, czy też... tygodni, będzie się zajmowała tylko jednym 
klientem... Nie bardzo wiedziała, jak wyjaśnić to przyjaciółce, układ z 
Calebem był dość nietypowy.

– Byłam u Caleba Tannera – zaczęła. – Przeprosiłam go za to, co się 

stało i...

– Mam nadzieję, że dał się udobruchać – przerwała jej Cassie. – Jeśli 

stracimy   kontrakt   z   Tanner   Electronics,   to   praktycznie   możemy 
zlikwidować firmę.

– Nie denerwuj się, wszystko w porządku – odpowiedziała spokojnie 

Sabrina. – Tanner Electronics podpisze z nami kolejną umowę, ale ja 
przez kilka dni, najdłużej przez dwa tygodnie, będę wyłączona... Będę 
zajmowała się Calebem Tannerem – wyrzuciła z siebie.

– Co będziesz robiła?
–   Jak   ci   mówiłam,   poszłam   do   niego,   żeby   przeprosić   za   to   całe 

zamieszanie   –   wyjaśniła   Sabrina.   –   Złożył   mi   propozycję   nie   do 

background image

odrzucenia, bym zajęła się nim, dopóki musi leżeć w łóżku...

–   Ty?!   –   Zgodnie   z   oczekiwaniem   Sabriny   Cassie   była   bardzo 

zaskoczona.   –   Masz   być   jego   pielęgniarką?   Przecież   ty   potrafisz 
przewrócić się na prostej drodze, potłuc wszystko, co weźmiesz do ręki, 
nie mówiąc już o notorycznym rozlewaniu kawy i herbaty.

–  Nie będę jego  pielęgniarką, raczej ochroniarzem i  asystentką w 

jednej osobie. Mam trzymać z dala od niego wszystkie osoby, z którymi 
nie będzie chciał się spotkać, pomagać w załatwianiu najpilniejszych 
spraw,   być   jego   łącznikiem   z   resztą   świata   –   tłumaczyła   cierpliwie 
Sabrina.   –   W   zamian   za   to   Tanner   Electronics   nie   zerwie   z   nami 
kontraktu.   Nie   miałam   innego   wyjścia,   musiałam   się   zgodzić   na   ten 
układ   –   wyjaśniła,   gdyż   w   słuchawce   po   drugiej   stronie   zapanowała 
głucha cisza.

– To jakaś nieprawdopodobna historia – odparła w końcu Cassie. – 

Ale skoro to był jedyny sposób, żeby uratować naszą firmę, to dobrze 
zrobiłaś.

–   Też   mi   się   tak   wydaje,   choć   byłam   zaskoczona   propozycją   nie 

mniej niż ty teraz – przyznała.

–   Cóż,   w   takim   razie   pozostaje   mi   tylko   życzyć   ci   świętej 

cierpliwości, bo Caleb nie wygląda na łatwego we współżyciu... A co na 
to wszystko Angelique? – W Cassie wzięła górę plotkarska część natury.

– Jeszcze nie wiem. Minęłam się z nią w drzwiach, gdy wchodziłam 

do Caleba. Ona chyba jeszcze nie ma pojęcia o tej dziwacznej umowie, 
ale mogę się założyć, że nie będzie zachwycona...

–  Szykuje się niezła zabawa.  Wyjątkowo nie  cierpię tego  rodzaju 

kobiet – zachichotała Cassie.

– Ja też, ale wcale mi się nie uśmiecha starcie z tą słodziutką wydrą, a 

wiem, że trudno będzie tego uniknąć.

– Dasz sobie radę, uważaj tylko na Caleba, to straszny podrywacz.
–  Nie  bój  się,  nie  jestem  w  jego  typie  –  odparła   Sabrina  i  nagle 

zrobiło jej się smutno. – Chyba właśnie dlatego mnie zatrudnił.

– Kiedy zaczynasz?
– Zaraz, wpadłam tylko do domu po kilka niezbędnych drobiazgów i 

żeby załatwić najpilniejsze sprawy. Ty i Paige będziecie musiały wziąć 
wszystkie sprawy firmy na siebie – powiedziała z troską.

–   O   to   się   nie   martw,   damy   sobie   radę.   Walcz   o   przychylność 

background image

naszego najważniejszego klienta. – Cassie starała się dodać przyjaciółce 
otuchy.

– Jutro przyślę ci umowę z Tanner Electronics, a teraz wracam do 

Caleba – powiedziała lekko drżącym głosem Sabrina.

– Trzymaj się i na razie – pożegnała ją Cassie.
– Popsuła mi się komórka, dzwoń więc na domowy numer Caleba.

Piętnaście minut później Sabrina stała przed domem Caleba Tannera. 

Najpierw postanowiła ustalić kilka spraw z Jenningsem. Nie musiała go 
szukać, gdyż to on otworzył jej drzwi.

– Czy pan Tanner poinformował pana, że przez kilka najbliższych 

tygodni będę zajmowała się jego sprawami?

– spytała wprost.
–   Tak,   oczywiście,   wszystko   mi   wyjaśnił   –   odparł   grzecznie 

Jennings.

– A zatem wie pan już, że nie można wpuszczać do niego nikogo bez 

mojej zgody?

– Tak.
Jennings nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo u drzwi zadźwięczał 

niecierpliwy   dzwonek.   Żadne   z   nich   nie   miało   najmniejszych 
wątpliwości, kto w taki natarczywy sposób ogłasza swe przybycie.

– Sabrino, Jennings, przyjdźcie tu, proszę! – rozległ się głos Caleba. 

Nie było wątpliwości, że on również wie, kto przyszedł go odwiedzić.

– Co mam powiedzieć Angelique? – spytała, zatrzymując się w progu 

pokoju.

–   Nic.   Niech   Jennings   po   prostu   ją   wpuści.   Jennings   bez   słowa 

poszedł spełnić życzenie Caleba.

– Myślałam, że mam cię chronić przed takimi właśnie wizytami – 

powiedziała nieco zaskoczona jego zachowaniem.

– Tak, zaraz to zrobisz – odparł spokojnie. – Usiądź, proszę, ale nie 

na   krześle   –   zaprotestował,   gdy   ruszyła   w   stronę   wcześniej 
zajmowanego miejsca. – Usiądź tu, koło mnie, na brzegu łóżka.

Sabrina spojrzała na niego z niedowierzaniem. Nie było jednak czasu 

na dyskusję, zwłaszcza że Caleb najwyraźniej miał jakiś plan. Szybko 
spełniła   jego   życzenie,   gdyż   coraz   głośniejsze   stukanie   szpilek   o 
posadzkę zwiastowało rychłe pojawienie się Angelique.

background image

– Widzę, że nie jestem jedyną osobą, która stara ci się osłodzić czas 

choroby! – zawołała Angelique już od drzwi. – Powinieneś był mnie 
uprzedzić, że spodziewasz się gościa, nie spieszyłabym się tak bardzo.

–   Sabrina   również   ucierpiała   podczas   tego   wypadku,   choć   jej 

obrażenia nie są zbyt poważne. – Caleb zachowywał się tak, jakby nie 
zauważał wzrastającej irytacji Angelique. – Poza tym wiesz przecież, że 
nawet nie jestem w stanie sam sobie poprawić poduszek. Nie wiem, co 
bym   począł   bez   pomocy   tego   anioła   miłosierdzia.   –   Zupełnie 
niespodziewanie dla Sabriny Caleb pogłaskał ją po ręce.

–   Ależ,   kochanie,   gdybyś   tylko   szepnął   słówko,   zostałabym   przy 

tobie! – wykrzyknęła z emfazą Angelique. – Wiesz przecież...

– Sabrina przed chwilą powiedziała mi, że chciałaby ci podziękować 

za opiekę, jaką mnie otoczyłaś dzisiejszego ranka – przerwał jej. – Gdy 
wrócę do zdrowia, urządzimy przyjęcie i na pewno będziesz jednym z 
honorowych gości...

Sabrina doskonale zrozumiała plan Caleba. Wiedziała też, co czuje 

Angelique i nawet było jej żal tej kobiety.

–   Nie   możesz   tak   po   prostu...   –   Angelique   urwała,   jakby   nagle 

zabrakło jej słów.

– Kilka dni temu powiedziałem ci, że musimy się rozstać – ciągnął 

Caleb.   –   Umawialiśmy   się,   że   ostatnim   wspólnym   występem   będzie 
przyjęcie na Halloween. Dotrzymałem zawartej umowy.

–   Ale   nie   mówiłeś   nic   o   niej!   –   Angelique   wskazała   palcem   na 

Sabrinę.

–   No   cóż,   chyba   nie   muszę   się   przed   tobą   tłumaczyć.   Poza   tym 

Sabrina w żaden sposób nie przyczyniła się do naszego rozstania.

–   O   tak,   z   pewnością   nie.   Ty   przecież   nie   znosisz   pustki,   jakże 

mogłabym zapomnieć – powiedziała z sarkazmem. – Nie łudź się, że to 
długo potrwa – zwróciła się do Sabriny.

– On szybko się nudzi, szczególnie, gdy dostanie to, czego chce. – 

Odrzuciła   na   plecy   długie   włosy   i   jak   burza   wypadła   z   pokoju. 
Trzaśniecie   drzwi   wyjściowych   oznajmiło   im,   że   Angelique   opuściła 
dom.

– To było najpaskudniejsze przedstawienie, jakie w życiu widziałam! 

– Sabrina zerwała się z łóżka i popatrzyła z wściekłością na Caleba. – A 
na dodatek zmusiłeś mnie, żebym w tym brała udział!

background image

– Przykro mi, że musiałem cię w to wplątać – odparł spokojnie. – Ale 

wierz   mi,   nie   widziałem   innego   sposobu,   żeby   się   od   niej   wreszcie 
uwolnić. O tym, że między nami wszystko skończone, mówiłem jej co 
najmniej dziesięć razy.

– Układy między wami mało mnie obchodzą. Jednak jakim prawem 

przedstawiasz mnie jako swoją kochankę? Nie mam najmniejszej ochoty 
uchodzić za twoją kolejną zdobycz! Zdajesz sobie sprawę, że Angelique 
nie zatrzyma tej informacji dla siebie?

– A czy widzisz lepszy sposób, żeby przestały mnie nachodzić te 

wszystkie   egzaltowane   i   marzące   jedynie   o   zamążpójściu   panienki? 
Niestety,   znam   ich   jeszcze   kilka.   Informacja   o   tym,   że   z   kimś   się 
związałem, powinna je na trochę odstraszyć – odpowiedział spokojnie, 
jakby w ogóle nie przejął się zarzutami Sabriny.

– Trzeba było wynająć helikopter i polecieć na przykład na Hawaje! 

– Tupnęła nogą ze złości.

– Sabrino, proszę cię, bądź poważna. To naprawdę najlepszy sposób.
– Nikt nie uwierzy, że możemy być parą.
–  Ależ   wszyscy  uwierzą,  Angelique  na   przykład  dała   się  od  razu 

nabrać. Poza tym jesteś kobietą dokładnie w moim typie – stwierdził z 
uśmiechem.   –   Dlatego   zaproponowałem   ci   ten   układ   –   dodał   z 
rozbrajającą szczerością.

–   Mam   ochotę   cię   udusić!   Jesteś   najbardziej   denerwującym 

osobnikiem, jakiego w życiu spotkałam! – wściekała się Sabrina.

–   Czy   to   naprawdę   taki   wstyd   uchodzić   za   moją   dziewczynę?   – 

zapytał i uśmiechnął się łobuzersko.

– Zaraz skręcę ci drugą kostkę – mruknęła wściekle.
– Naprawdę, jesteś idealna do tej roli – powtórzył, przyglądając jej 

się z zadowoleniem.

– Przecież ta historyjka już z daleka trąci oszustwem – powiedziała 

nieco spokojniej. – Nigdy nie podobali mi się mężczyźni w twoim typie.

– I to jest twoja kolejna zaleta. Ja potrzebuję absolutnego spokoju. 

Zapewniam cię, że plotki, które zacznie rozsiewać Angelique, ułatwią 
życie   także   tobie.   Nie   chcę   się   przechwalać,   ale   jest   jeszcze   kilka 
chętnych na jej miejsce. Po co tłumaczyć każdej z osobna, że nie mam 
ochoty na żadne damsko-męskie układy, bo spotykam się już z tobą? 
Angelique nas z pewnością wyręczy.

background image

Sabrina   milczała.   Złościło   ją,   że   w   gruncie   rzeczy   miał   rację. 

Faktycznie, Angelique na pewno poinformuje wszystkich znajomych o 
nowej   przyjaciółeczce   Caleba.   Ale   dlaczego   miałaby   pozwolić,   by 
mówiono   o   niej   jako   o   kolejnej   zdobyczy   sławnego   pożeracza 
niewieścich   serc?   Budziło   to   jej   głęboki   sprzeciw.   Z   drugiej   jednak 
strony,   która   kobieta   o   zdrowych   zmysłach   wstydziłaby   się   takiego 
narzeczonego jak Caleb Tanner?

Złościła ją jeszcze jedna rzecz. To, że Caleb był tak bardzo świadom 

swojej atrakcyjności.

– Obiecuję ci, że zrobię wszystko, by jak najszybciej stanąć na nogi. 

Wtedy rozejdziemy się i mogę wszystkim mówić, że to ty mnie rzuciłaś. 
Byłabyś pierwszą kobietą, która zrobiła coś takiego – roześmiał się.

background image

Rozdział 3

Sabrina   patrzyła   na   niego,   jak   na   nieznane   egzotyczne   zwierzę. 

Pokazał   wreszcie   na   co   go   stać   i   wnioski   wydawały   się   oczywiste. 
Należało z nim postępować bardzo, bardzo ostrożnie. Stado krokodyli 
jest pewnie mniej niebezpieczne niż on, pomyślała.

Wobec Angelique zachował się bezwzględnie, choć z drugiej strony 

wiedziała, że akurat w tym przypadku nie można było postąpić inaczej. 
Do takich jak ona nie docierały spokojne i logiczne argumenty. Jeśli 
Caleb   mówił   jej,   że   między   nimi   wszystko   skończone,   a   Angelique 
nadal   mu   się   narzucała,   to   musiała   być   skończoną   idiotką.   Sabrina 
zawsze starała się stawać po stronie kobiet, identyfikując się raczej z ich 
punktem widzenia. Jednak w tym wypadku świetnie rozumiała Caleba.

W jej duszę wkradł się cień zwątpienia. Coraz bardziej bała się, że 

Caleb   uzyska   nad   nią   przewagę.   Nie   była   odporna   na   jego   wdzięk. 
Niestety... Jeśli ma z tego nieszczęsnego układu wyjść bez szwanku, to 
musi   natychmiast   przestać   myśleć   o   Calebie   jako   o   przystojnym   i 
pociągającym mężczyźnie. Powinna skupić się na jego wadach, a miał 
ich przecież bezliku...

Jej rozmyślania przerwał dzwonek u drzwi.
– Ciekawa jestem, czy rewelacje Angelique aż tak szybko obiegły 

miasto,   że   sunie   tu   twoja   kolejna   zaniepokojona   wielbicielka   – 
powiedziała z przekąsem.

– Nie sądzę, ale kto wie – roześmiał się Caleb. Wszedł Jennings i 

oznajmił, że na dole czeka Jake.

– No widzisz, nie jest tak źle – zażartował Caleb.
– Mam nadzieję, że nie zamierzasz przed nim odgrywać tej komedii? 

–  spytała  z  niepokojem.  –  W  tym  wypadku  nie   musimy  udawać,  że 
jesteśmy parą.

–   Dlaczego   nie?   Nasz   plan   będzie   skuteczny   jedynie   wtedy,   gdy 

wszyscy będą przekonani, że jesteś moją dziewczyną. W przeciwnym 
razie istnieje niebezpieczeństwo, że prędzej czy później ktoś się wygada 
– zaprotestował. – Poza tym Angelique zna Jake'a i z pewnością będzie 
mu   się   wypłakiwać   na   ramieniu.   Nie   chciałbym   stawiać   go   w 
niezręcznej sytuacji.

background image

– Ale on w to nie uwierzy!
– Dlaczego nie? A może masz chłopaka? – spytał bezceremonialnie.
– Nie – odpowiedziała automatycznie.
– W czym zatem problem? Przecież to zupełnie normalne, że ludzie 

poznają się, zakochują się w sobie i są razem.

– Jake mnie zna i nie uwierzy...
–  Zna  również mnie  i zapewniam cię, że  uwierzy –  odparł nieco 

zarozumiale,   choć   z   hultajskim   wdziękiem.   –   Nie   będzie   miał 
wątpliwości, o ile tylko dobrze odegramy przed nim swoje role.

– Jake przecież słyszał, co mówiłeś tuż po wypadku. – Starała się za 

wszelką cenę nie dopuścić do tego, by udawać nową dziewczynę Caleba 
również przed znajomymi. – Skąd taka nagła zmiana frontu?

–   Gdy   tylko   ból   przestał   mi   dokuczać,   przejrzałem   na   oczy   i 

zakochałem się od pierwszego... nie, od drugiego wejrzenia.

Sabrina wiedziała już, że znów musi się poddać. Westchnęła i usiadła 

na brzegu łóżka Caleba.

– Dobra dziewczynka – uśmiechnął się zwycięsko. – Przysuń się do 

mnie trochę bliżej, przecież już wiesz, że nie gryzę.

Gdy usiadła tuż obok niego, natychmiast ją objął. W pierwszej chwili 

chciała zaprotestować, ale kątem oka spostrzegła, że do pokoju wchodzi 
Jake. Zatrzymał się w drzwiach i przez dłuższą chwilę przyglądał się 
parze   na   łóżku.   Był   zaskoczony,   lecz   starał   się   zachować   kamienną 
twarz.   Znał   wprawdzie   zdolności   Caleba,   ale   nie   spodziewał   się,   że 
akurat Sabrina...

Caleb, wciąż obejmując ramieniem Sabrinę, czule wpatrywał się w 

jej oczy. Pomyślała, że jest całkiem niezłym aktorem; gdyby nie znała 
prawdy, sama byłaby skłonna uwierzyć, że są parą...

– Caleb? – Jake odezwał się w końcu. Caleb powoli odwrócił głowę 

w jego stronę.

– To zadziwiające, że ten niewinny wypadek odegrał w twoim życiu 

tak ważną rolę – skomentował sytuację Jake. Nie miał najmniejszych 
wątpliwości, iż to, co widzi, nie jest mistyfikacją.

– Właściwie należałoby powiedzieć, że to najszczęśliwszy wypadek 

w moim życiu – odparł Caleb. – Inaczej pewnie nigdy nie spotkałbym 
Sabriny.

– Bardzo się cieszę, że tak się ta historia skończyła – powiedział 

background image

serdecznie   Jake.   –   Niestety,   muszę   wam   na   chwilę   przeszkodzić. 
Najpierw   może   zajmijmy   się   twoim   zdrowiem.   Przywiozłem   ci 
prześwietlenie czaszki, wszystko jest w porządku. Teraz mogę ci już 
powiedzieć,   że   lekarz   nieco   się   obawiał...   Widzisz,   istniało   pewne 
niebezpieczeństwo wystąpienia krwiaka, ale na szczęście masz twardy 
czerep. Nie zmogło go nawet uderzenie o granitową podłogę.

– To dobra wiadomość – ucieszył się Caleb. – A jaka jest ta druga 

sprawa?

–   Musimy   omówić   szczegóły   kontraktu,   nad   którym   ostatnio 

pracowaliśmy i przygotować kosztorys. – Jake spoglądał to na jedno, to 
na   drugie.   –   Przepraszam,   Sabrino,   że   przeszkadzam   wam   w   takiej 
chwili, ale od tego kontraktu wiele zależy. Musimy trzymać rękę na 
pulsie.

– Nie przepraszaj, wiem, jakie to ważne, przecież sama prowadzę 

firmę – odparła spokojnie.

– Nie zajmie to wiele czasu, przyniosłem wszystkie dokumenty i jeśli 

tylko Caleb czuje się na siłach, możemy od razu przystąpić do rzeczy. 
Potrwa to nie dłużej niż godzinę – zapewnił Jake. – Powiedzcie mi, czy 
chcecie utrzymać wasz związek w tajemnicy? Ciekawość to być może 
pierwszy stopień do piekła, lecz któż z nas jest od niej wolny?

–   Ależ   skąd,   Jake!   –   Caleb   odpowiedział   tak   szybko,   że   Sabrina 

nawet nie zdążyła otworzyć ust. – Nie ma powodów, by robić z tego 
sekret. Tym razem nie chodzi jedynie o przelotny romans, Sabrina jest 
dla mnie kimś naprawdę ważnym. Te wszystkie panienki, które zawsze 
się przy mnie kręciły, to już przeszłość. – Podniósł do ust dłoń Sabriny i 
delikatnie ją pocałował. – Mam nadzieję, kochanie, że nie sprawiam ci 
przykrości, stawiając sprawę tak otwarcie, ale i tak moja reputacja jest 
powszechnie   znana.   Wolę   sam   ci  o   wszystkim  powiedzieć,  bo   świat 
pełen jest „życzliwych", którzy ochoczo zatrują ci życie plotkami na mój 
temat. Do tej pory nie traktowałem kobiet zbyt poważnie, ale ty jesteś 
inna... Wiedziałem to od pierwszej chwili. – Caleb patrzył na nią tak 
czule, jakby jego słowa rzeczywiście płynęły z głębi serca. Okazał się 
świetnym   aktorem   i  nie   miała   wątpliwości,   że   Jake   wierzy   w   każde 
słowo przyjaciela.

– Miło mi to słyszeć – odpowiedziała, spuszczając oczy. Czuła się 

coraz bardziej skrępowana.

background image

– One wszystkie tak niewiele dla mnie znaczyły, że właściwie już 

prawie zapomniałem o ich istnieniu. Jesteś pierwszą kobietą w moim 
życiu – ciągnął przedstawienie Caleb. – I do żadnej nie czułem tego, co 
czuję do ciebie.

Sabrina coraz lepiej rozumiała, dlaczego kobiety tak za nim szalały. 

Miał   dar   wymowy   i   przekonywania,   los   obdarzył   go   urodą   i 
oszałamiającym   wdziękiem.   Nie   miała   wątpliwości,   że   kobiety   bez 
wahania   poddawały   się   jego   urokowi.   Był   prawdziwym   mistrzem   w 
szafowaniu komplementami i czułymi słówkami. Czegóż więcej trzeba?

Prawdziwy   ideał,   pomyślała   nie   bez   złości.   Bardzo   przystojny, 

świetnie   zbudowany   i   nieprzyzwoicie   bogaty.   Jednak   nie   to   było 
najważniejsze.   Jego   siła   tkwiła   w   tym,   że   stosował   się   do   starego   i 
sprawdzonego   przepisu:   mówił   kobietom   to,   co   chciały   usłyszeć   i 
wiedział, jak je adorować.

Musiała przyznać, że właśnie takiego traktowania zawsze oczekiwała 

od mężczyzny.

Chyba zapomniałam, że to zwykły podrywacz, ofuknęła się w duchu. 

Nic zatem dziwnego, że potrafi kobiecie zawrócić w głowie i owinąć ją 
sobie   wokół   palca.   Ten   pokaz   jego   możliwości   powinnam   sobie 
zapamiętać raz na zawsze.

Postanowiła włączyć się do gry.
– Ja również nie czułam do żadnego mężczyzny tego, co czuję do 

ciebie – powiedziała słodko i wtuliła się w jego ramię.

Jake   patrzył   na   nich   z   zachwytem,   lecz   również   z   lekkim 

niedowierzaniem.  Caleba znał od  kilku  lat i  nigdy nie  widział go  w 
takim stanie. Sabrina była piękną i niezwykłą kobietą, ale bardzo różniła 
się od dotychczasowych partnerek Caleba, który nigdy nie gustował w 
zbyt inteligentnych i niezależnych przedstawicielkach płci pięknej. Jake 
był również zaskoczony tym, że Sabrina jest w stanie zakochać się od 
pierwszego   wejrzenia.   Musiał   jednak   przyznać,   że   tych   dwoje 
prezentowało się razem wspaniale. Wysocy, ciemnowłosi, urodziwi.

–   Nie   będę   wam   przeszkadzać,   skoro   musicie   zająć   się   teraz 

interesami.   –   Sabrina   wstała.   –   Nie   masz   nic   przeciwko,   żebym 
zostawiła cię samego z Jakiem? – spytała z troską w głosie.

– Oczywiście, że nie – uśmiechnął się. – Chociaż już zaczynam za 

tobą   tęsknić.   Nie   chcę   cię   jednak   zanudzać   prawnymi   szczegółami 

background image

kontraktu.

To   ostatnie   zdanie   trochę   zezłościło   Sabrinę.   Nie   była   głupią 

panienką,   jak   większość   jego   poprzednich   narzeczonych.   Sama 
negocjowała już wiele umów, w końcu była współwłaścicielką nieźle 
prosperującej   firmy.   Caleb   najwyraźniej   o   tym   zapomniał.   Dobrze 
jednak, że będzie mogła od niego przez chwilę odpocząć. Hm... było z 
nią niedobrze, jeśli już zaczęła się przejmować tym, co on o niej myśli.

– Tylko nie odchodź zbyt daleko, kochanie! – zawołał Caleb, gdy 

szła w stronę drzwi.

Zatrzymała siei odwróciła w jego stronę. Podtekst, ukryty w tej na 

pozór niewinnej prośbie, był oczywisty: „Tylko nie ucieknij". Kolejny 
raz   ją   zaskoczył,   nie   był   zatem   aż   tak   skupiony   na   sobie,   by   nie 
zauważyć,   że   czuje   się   urażona.   Nie   spodziewała   się   po   nim   takiej 
przenikliwości i wrażliwości.

Z każdą chwilą wydawał jej się bardziej niebezpieczny.

Caleb   patrzył   na   Sabrinę   do   ostatniej   chwili   i   odwrócił   głowę   w 

stronę swego gościa dopiero wtedy, gdy zniknęła za drzwiami.

– Cóż za wspaniała kobieta – westchnął. – Niezwykle piękna...
– Tak, Sabrina  jest bardzo piękna – przyznał Jake. – Ale ciekaw 

jestem, jak długo tym razem potrwa twój związek...

– Znasz chyba Sabrinę dość dobrze... – Caleb skierował rozmowę na 

inne tory.

– Tak, dość dobrze ją znam i dlatego trochę się martwię. Niełatwo mi 

o tym mówić... Bardzo cię lubię, Cal... Ale nie chciałbym, żeby Sabrina 
przez ciebie cierpiała.

– Nie bój się, nie będzie – odparł zdecydowanie Caleb. Nie było 

sensu omawiać z Jakiem nie istniejącego przecież problemu. – Pokaż 
lepiej ten kontrakt – zażądał stanowczo.

– Przy okazji chciałem z tobą omówić jeszcze kilka innych spraw. 

Powinniśmy   zatrudnić   kilku   nowych   pracowników,   jeśli   chcemy 
podpisać   kontrakt   z   CEO.   Dostaliśmy   bardzo   dużo   zgłoszeń   od 
menedżerów najwyższego szczebla.

– To dziwne, czyżby nagle wśród tej grupy zawodowej zapanowało 

bezrobocie? – zadumał się Caleb. – Nie wydaje ci się to podejrzane?

–   Zamiast   węszyć   spisek,   powinieneś   się   cieszyć,   że   jest   w   kim 

background image

wybierać.   Większość   z   nich   to   ludzie   o   świetnych   kwalifikacjach   i 
nieposzlakowanej  opinii.   Jest   na   przykład   facet,   który   przez   lata   był 
oficerem, przeszedł na emeryturę i zrobił naprawdę duże pieniądze. Dwa 
lata   temu   sprzedał   firmę   i   żył   z   kapitału.   Nie   nazwałbym   go 
bezrobotnym, wydaje mi się, że po prostu szuka jakiegoś przyzwoitego 
zajęcia, że znudziło mu się wydawanie pieniędzy. Ludzie lubią robić coś 
twórczego...

Caleb   ze   skupioną   miną   przeglądał   powoli   leżące   przed   nim 

dokumenty.

– Zastanawiam się, dlaczego właśnie do nas przysłali swoje podania? 

– powiedział po namyśle.

–   Dostałem   te   propozycje   od   firmy   zajmującej   się   rekrutacją,   nie 

podano   nazwisk,   tylko   przebieg   karier   zawodowych   kandydatów. 
Łowcy głów tak działają, pewnie nie tylko do nas wysłali te oferty. Jeśli 
ktoś nas zainteresuje, skontaktują nas z nim.

– Ciekawe, ile mnie to będzie kosztowało? – zamyślił się Caleb.
–   No   cóż,   za   dobrego   menedżera   warto   dobrze   zapłacić,   także 

pośrednikom – odparł Jake.

– Gdy podpiszemy kontrakt z CEO, nowi ludzie będą od razu musieli 

ostro wziąć się do roboty. Czy wiesz, że przed jednym z budynków, 
które   CEO   chce   razem   z   nami   wybudować,   zaprojektowano   wielki 
kompleks sportowy z polem golfowym?

–   Tak,   pamiętam.   Pewnie   jako   zapalonego   golfistę   bardzo   cię   to 

cieszy?

– Teraz nie mam nawet co o tym myśleć – jęknął Caleb. – Sam 

wiesz, że nieprędko będę mógł zagrać w golfa.

– Nie przesadzaj, miesiąc to nie wieczność.
– Miesiąc bez golfa to dla mnie bardzo długo – odparł Caleb. – Ale 

wróćmy do interesów. Przejrzyj dokładnie te podania o pracę i wybierz 
najlepsze.   Zazwyczaj   jesteśmy   w   tej   kwestii   zgodni   –   podsumował 
rozmowę. – Chociaż na szczęście podobają nam się zupełnie odmienne 
kobiety.

– To niezupełnie tak. Ja tylko traktuję kobiety nieco poważniej niż ty 

do tej pory – roześmiał się Jake. – Mam nadzieję, że Sabrina nie będzie 
przez   ciebie   cierpiała,   to   naprawdę   piękna,   wrażliwa   i   wartościowa 
dziewczyna – dodał z przekonaniem.

background image

Caleb   nic   nie   odpowiedział.   Podzielał   opinię   przyjaciela   na   temat 

Sabriny.   Jednak   Jake   najwyraźniej   nie   dostrzegał   namiętnej   i   dzikiej 
strony   jej   natury.   Wybuch   wulkanu   jest   również   cudownym   i 
niezwykłym zjawiskiem, jednak lepiej się od niego trzymać z daleka...

Znacznie młodziej wygląda, gdy śpi, pomyślała Sabrina, wchodząc 

do pokoju. Cicho stanęła tuż przy łóżku Caleba. W jednej ręce trzymała 
mały, plastikowy kubeczek z lekarstwami, w drugiej szklankę z wodą do 
popicia. Caleb spał z lekko rozchylonymi ustami, długie rzęsy rzucały 
cień   na   policzki.   Wyglądał   tak   łagodnie   i   bezbronnie,   niemal   jak 
chłopiec. Miał nieco zaróżowioną twarz i Sabrina zaniepokoiła się, czy 
nie podskoczyła mu temperatura.

Pochyliła się nad nim i wierzchem dłoni, w której trzymała szklankę, 

delikatnie dotknęła jego policzka. Widocznie był bardzo wrażliwy na 
łaskotki,   bo   przez   sen   machnął   gwałtownie   ręką.   Niestety,   tak 
nieszczęśliwie,   że   wytrącił   Sabrinie   z   ręki   szklankę   z   wodą.   Woda 
wylała się prosto na niego.

Natychmiast   otworzył   oczy   i   próbował   się   poderwać,   jednak   ból 

okazał się silniejszy. Caleb głośno jęknął.

– Co ty znowu wyprawiasz? – Patrzył oszołomiony na ściekającą mu 

po klatce piersiowej i brzuchu wodę.

Sabrina przygryzła wargi. Zdawała sobie sprawę, że to nie było miłe 

przebudzenie. Wiedziała też, że nie powinna dotykać śpiącego dłonią, w 
której trzymała szklankę z wodą. Niestety, za to, co się stało, mogła 
winić jedynie siebie.

– Chciałam tylko sprawdzić, czy nie masz temperatury – powiedziała 

speszona.

– Ale dlaczego polałaś mnie zimną wodą?!
– Wytrąciłeś mi z ręki szklankę.
–   Może   to   więc   moja   wina?   –   Spojrzał   na   nią   groźnie,   zły   i 

zaskoczony zarazem. – Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że nie było to 
najmilsze przebudzenie.

– W ogóle nie zamierzałam cię budzić. Nie wiedziałam, że masz taki 

lekki sen.

– Dlaczego nie odstawiłaś najpierw szklanki?
Sabrina nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiła zatem 

background image

szybko zmienić temat.

– Przyniosłam ci tabletki przeciwbólowe. Poczekaj, zaraz przyniosę 

ci coś do popicia.

– Może najpierw podałabyś mi suchą bluzę i pomogła zdjąć mokrą. 

Leżenie   w   czymś   takim   nie   należy   do   przyjemności   –   powiedział 
zgryźliwie.

Sabrina   posłusznie   podała   mu   bluzę   z   szafy.   Potem   pobiegła   do 

kuchni  po  wodę.  Caleb  połknął  tabletki  i  tęsknie  popatrzył  w  stronę 
okna.

– Która godzina? – spytał.
– Dochodzi druga.
– Dopiero? To chyba najdłuższy dzień w tym roku – poskarżył się.
–   Może   coś   ci   kupić?   –   spytała   z   nadzieją.   Bardzo   lubiła   robić 

zakupy, a poza tym miała ochotę wyrwać się na chwilę z tego domu.

– Oho, widzę, że już ci się znudziła opieka nad chorym. – Caleb 

przejrzał jej plany. – Nigdzie nie pójdziesz, siedź tu i zabawiaj mnie.

– Jak cię mam zabawiać? W dzieciństwie grałam na flecie, ale to było 

dawno.

– Nie, nie musisz grać. Po prostu porozmawiajmy. Powiedz mi na 

przykład,   jak   to   możliwe,   że   dopiero   teraz   poznaliśmy   się.   Jestem 
pewien,  że   przygotowania  do   imprezy  z   okazji   Halloween   trwały   co 
najmniej miesiąc. Dlaczego nie spotkałem cię wcześniej?

–   To   moje   wspólniczki   omawiały   szczegóły   kontraktu   z   Tanner 

Electronics. Po prostu nigdy nie wpadliśmy na siebie, chociaż często 
bywałam   w   siedzibie   twojej   firmy.   Na   przykład   z   Angelique 
rozmawiałam dwa razy...

– Ach tak, rozumiem – odparł.
Sabrina   nie   bardzo   wiedziała,   o   co   mu   chodzi,   ale   wolała   nie 

dopytywać się.

– Opowiedz mi o waszej firmie – poprosił.
–   Organizujemy   różnego   rodzaju   przyjęcia,   promocje   i   imprezy 

towarzyskie. Zajmujemy się też takimi sprawami, na które aktywnym 
zawodowo   ludziom   zazwyczaj   nie   starcza   czasu.   Wynajmujemy 
gosposie, opiekunki do dzieci, sprzątaczki, ludzi, którzy wyprowadzają 
psy,   zawożą   samochód   do   naprawy   i   tak   dalej.   Zazwyczaj   tym 
wszystkim   zajmowały   się   żony,   ale   czasy   się   zmieniły,   wiele   kobiet 

background image

pracuje zawodowo i nie ma na to czasu. Dlatego nasza firma nazywa się 
Wypożyczalnia Żon.

– I ludzie płacą wam za ten rodzaj usług?
– Tak. Przecież ty też płacisz Jenningsowi – odparła. – Nasze motto 

to: „Każda pracująca osoba potrzebuje żony".

–   Sprytnie   pomyślane   –   roześmiał   się.   –   Myślę,   że   macie   rację. 

Chociaż   kiedy   pierwszy   raz   usłyszałem   nazwę   waszej   firmy,   to 
pomyślałem, że... – Spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem.

– Nie musisz kończyć, nie ty jeden. Ale mimo to myślę, że ta nazwa 

jest dobra, intryguje ludzi.

– Masz rację, intryguje, chociaż nie... – Caleb przerwał, bo u drzwi 

wejściowych zadźwięczał dzwonek. – A kogo to znów przyniosło? – 
mruknął.   –   Coś   mi   się   zdaje,   że   pora   zebrać   pokłosie   plotek 
rozsiewanych przez Angelique.

– Zaraz sprawdzę, kto przyszedł – zaproponowała skwapliwie. – W 

końcu zatrudniłeś mnie również do roli osobistego ochroniarza.

– Nie, poczekaj. Najwyżej odegramy naszą komedię jeszcze raz. – 

Przytrzymał ją za rękę. – Usiądź na wszelki wypadek bliżej mnie.

Usłyszeli, że Jennings rozmawia z gościem i usilnie stara mu się coś 

wytłumaczyć. Oczywiście drugi głos należał do kobiety.

– Jennings miał mówić wszystkim, że śpisz – wyjaśniła Sabrina. – To 

powinno zniechęcić do odwiedzin większość gości.

– Ale z pewnością nie wszystkich – rozwiał jej optymizm Caleb. – 

Poza tym nie mogę przecież spać dwa tygodnie.

– Powiem mu, żeby nie powtarzał więcej niż dwa razy tej wymówki 

jednej osobie – zaproponowała. – Przyznaj, że to dobry pomysł.

Spostrzegła, że Caleb nagle przestał słuchać tego, co mówiła. Patrzył 

nad jej ramieniem w stronę drzwi. Odwróciła się, żeby zobaczyć, co tak 
przykuło jego uwagę.

– Ach, nie śpisz już! – W drzwiach stała bardzo szczupła, wysoka 

brunetka, ubrana w niezwykle kusą sukienkę i buty na bardzo wysokich 
obcasach.

– Czy mam pozwolić jej wejść? – spytała twardo Sabrina.
– Myślę, że to najprostsze rozwiązanie – mruknął Caleb. – Jak znam 

Muffy, to łatwo by się nie poddała.

Muffy   spojrzała   na   Sabrinę   z   nie   ukrywaną   niechęcią.   Jej   wzrok 

background image

mówił:   „Wiem,   że   to   przez   ciebie   Caleb   jest   taki   chory". 
Prawdopodobnie ta panna również była na przyjęciu, pomyślała Sabrina. 
Tymczasem Muffy podbiegła już do łóżka.

–   Wiedziałam,   że   Jennings   musi   się   mylić,   przecież   ty   nigdy   nie 

sypiasz w środku dnia – zaszczebiotała słodko.

–   Taki   duży,   silny   mężczyzna   tego   nie   potrzebuje.   Och,   jakiś   ty 

biedny, kochanie! Czy bardzo cię boli? – Wdzięcznie przechyliła głowę. 
Nie czekała, aż Caleb odpowie, tylko paplała dalej: – Przyniosłam ci 
wspaniałe lekarstwo przeciwbólowe! – oznajmiła z dumą.

– Brandy czy może koniak? – zakpił Caleb.
–   Och   nie!   Co   też   ci   chodzi   po   głowie!   –   obruszyła   się.   –   Mój 

aromatoterapeuta przygotował to specjalnie dla ciebie! – Wyciągnęła z 
torebki   niewielką   buteleczkę.   –   Masz   wąchać   to   co   dziesięć   minut. 
Zapewnił mnie, że już po dwóch godzinach ból minie.

– Dziękuję, ale nie wiem, czy starczy mi cierpliwości – odpowiedział 

Caleb.

– Tak mi cię szkoda, sezon narciarski tuż tuż, miałam nadzieję, że 

choć na parę dni wyskoczymy gdzieś razem. – Muffy uśmiechnęła się 
promiennie.

– W tym sezonie chyba nie będzie ze mnie pożytku – odparł Caleb i 

przeciągle spojrzał na Sabrinę.

Muffy   błędnie   zinterpretowała   to   spojrzenie   i   zmierzyła   Sabrinę 

wzrokiem pełnym niechęci i pogardy.

Sabrina zaczynała powoli tracić cierpliwość. Najchętniej wyrzuciłaby 

tę natrętną babę za drzwi. Nie znosiła głupich i bezmyślnych kobiet.

–   Myślę,   że   mimo   wszystko   możemy   wyjechać   razem,   ja   będę 

kontynuowała   naukę   jazdy   na   nartach,   a   ty   będziesz   odpoczywał   na 
tarasie – zaproponowała Muffy. – Wiesz, marzę o tym, żeby się tobą 
zaopiekować.

– Cóż za dziwaczna propozycja! – nie wytrzymała Sabrina. – Caleb 

nigdzie   nie   pojedzie.   Teraz   ja   się   nim   opiekuję!   –   oświadczyła   z 
naciskiem.

–   A   kim   ty   właściwie   jesteś   dla   Caleba?   –   Muffy   spojrzała 

wojowniczo na domniemaną rywalkę.

– Jego dziewczyną – odparła Sabrina twardo, patrząc tamtej prosto w 

oczy. – Twój czas się skończył, jeśli w ogóle miałaś swoje pięć minut. A 

background image

teraz, jeśli pozwolisz, chcielibyśmy już zostać sami!

Muffy   przez   dłuższą   chwilę   wpatrywała   się   w   Caleba,   jakby 

spodziewając   się,   że   przyjdzie   jej   z   odsieczą.   Nie   doczekawszy   się 
jednak z jego strony pomocy, zrozumiała, że rzeczywiście powinna już 
pójść.

– Caleb, jak mogłeś mi to zrobić – jęknęła, zatrzymując się jeszcze w 

drzwiach.

– Może zażyjesz swój cudowny lek? – Caleb wyciągnął buteleczkę w 

jej kierunku.

– Jak możesz w takiej chwili żartować! – Oburzona Muffy wypadła z 

pokoju.

–   Naprawdę   przydałby   się   ochroniarz   –   westchnęła   Sabrina,   gdy 

usłyszała   trzask   zamykających   się   za   Muffy   drzwi   wejściowych.   – 
Niezłe z ciebie ziółko – dodała po chwili.

– Co ja na to poradzę, że dla niektórych kobiet pieniądze i władza są 

tym, czym waleriana dla kota?

Musiała przyznać, że miał rację. Zarówno Angelique, jak i Muffy, 

bezwstydnie narzucały się Calebowi. Obie były ładne, dobrze ubrane i z 
pewnością kochały pieniądze i wystawne życie.

–   Za   tę   sumę   mogłaby   mi   kupić   niezły   samochód   wyścigowy   – 

powiedział Caleb, przyglądając się cenie na buteleczce, którą dostał od 
Muffy.

– Samochód wyścigowy? – zdziwiła się Sabrina.
– Oczywiście mówię o modelu – roześmiał się. – Jestem zapalonym 

modelarzem.

– Ulubione hobby każdego chłopaka.
– Ja nadal uwielbiam się tym zajmować. To świetny relaks i duża 

frajda.   Oprócz   samochodów   mam   jeszcze   kilkaset   kolejek.   – 
Uśmiechnął się rozbrajająco.

Musiała przyznać, nie wiadomo już po raz który w ciągu zaledwie 

jednego   dnia,   że   Caleb   posiadał   niezwykły   wdzięk   i   potrafił   być 
ujmujący.

Zajął   się   czytaniem   magazynu   motoryzacyjnego,   a   Sabrina,   nie 

bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, rozglądała się po pokoju. W pewnym 
momencie przyszło jej do głowy, że ten pokój, a właściwie cały dom, 
nie są specjalnie starannie urządzone. Wnętrza wydawały się zimne i 

background image

opuszczone, choć meble były nowe i w dobrym guście. Czuło się brak 
kobiecej ręki, która by o wszystko zadbała.

–   Nigdy   nie   chciałeś   inaczej   umeblować   tego   pokoju?   –   Nie 

wytrzymała, żeby nie zadać tego pytania.

–   Tak   naprawdę   to   jeszcze   wcale   go   nie   urządziłem,   kupiłem 

mieszkanie zaledwie kilka tygodni temu – odparł.

– Urządzanie mieszkania, szczególnie jeśli ma się dużo pieniędzy, to 

bardzo przyjemne zajęcie – powiedziała z entuzjazmem.

– Mnie to zupełnie nie bawi. Właściwie nigdy nie dążyłem do tego, 

żeby   mieć   dom...   Nie   odczuwałem  takiej   potrzeby   –   odpowiedział   z 
lekką zadumą. – Większość życia spędzam w pracy, a w wolnym czasie 
uprawiam sport lub gdzieś wyjeżdżam.

–   Ważne   jest,   żeby   dobrze   czuć   się   we   własnym   domu   – 

przekonywała Sabrina.

– Pewnie gdybym zamierzał założyć rodzinę, to miałoby to dla mnie 

znaczenie. Jednak na razie niczego takiego nie planuję. – Spojrzał na 
nią. – Czuję się tu trochę jak w hotelu. Zresztą, prawdę mówiąc, to 
wnętrze trochę przypomina luksusowy hotel.

– Chętnie bym tu parę rzeczy zmieniła – powiedziała zdecydowanym 

tonem   Sabrina.   –   Urządzanie   mieszkań   to   w   pewnym   sensie   moja 
zawodowa specjalność...

– Nie, to chyba nie jest najlepszy pomysł – skrzywił się. – Poza tym 

właściwie jesteś w pracy...

– No właśnie, w pracy też się człowiek powinien dobrze czuć. Nasze 

biuro urządziłam tak, że wszystkim się podoba – pochwaliła się.

– Nie, Sabrino, nie w głowie mi teraz takie zmiany – powiedział 

zdecydowanie. – Potrzebuję spokoju. Muszę się skupić na powrocie do 
zdrowia i sprawach firmy. Poza tym wolę, żebyś pomagała mi w moich 
sprawach, a nie dezorganizowała mi życie.

–   Strasznie   trudno   się   z   tobą   pertraktuje.   –   Po   chwili   wahania 

postanowiła jednak ustąpić. – Nie powiem więcej słowa na ten temat.

– Mądra decyzja, wiesz, kiedy się wycofać.
Caleb   powrócił   do   przerwanej   lektury,   lecz   po   kilku   minutach 

czytania   zasnął.   Sabrina   cicho   wymknęła   się   z   pokoju.   Postanowiła 
zwiedzić dom.

Porównanie domu do luksusowego hotelu było jak najbardziej trafne. 

background image

Chociaż   właściwie   w   tych   najlepszych   hotelach   dbano   dodatkowo   o 
odpowiednią   atmosferę,   mającą   zapewnić   gościom   jak   najlepsze 
warunki pobytu. Mieszkanie Caleba było natomiast prawie puste.

To, co się bardzo Sabrinie spodobało, to wielkie okna, wychodzące 

na zachód i południe. Właściwie przez cały dzień wpadało przez nie 
słońce. Mebli było mało. W salonie, na przykład, na ścianach nie wisiał 
żaden obraz. Obejrzała trzy sypialnie gościnne. W jednej stało wielkie 
łóżko wodne, druga była zupełnie pusta, a trzecia częściowo urządzona.

Krążąc  po domu, Sabrina usłyszała  trzaśniecie drzwi. Postanowiła 

szybko   sprawdzić,   czy   to   przypadkiem   nie   następna   egzaltowana 
wielbicielka Caleba. Ciekawe, ile jeszcze takich przepraw przede mną, 
pomyślała. Dwie dziennie to niezła średnia. Dziwne, że nie słyszałam 
dzwonka...

Ruszyła w stronę drzwi. Czy to możliwe, że Jennings nie zastosował 

się do moich poleceń i znowu kogoś wpuścił? Najwyraźniej tak było, bo 
ze szczytu schodów dobiegł Sabrinę damski głos.

–   Dziękuję,   Jennings   –   powiedziała   nieznajoma.   Sabrina   nie 

posiadała się ze złości.

– Jennings! – zawołała ze szczytu schodów. – Dlaczego znów nie 

zrobiłeś tego, o co cię prosiłam? Caleb śpi i proszę nikogo do niego nie 
wpuszczać! – Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale widok osoby, którą 
ujrzała,   całkowicie   ją   zaskoczył.   Była   to   niezwykle   piękna   kobieta, 
bardzo   elegancka   i   dystyngowana,   na   pierwszy   rzut   oka   dobiegająca 
pięćdziesiątki.

– Nawet jego matki? – spytała spokojnie kobieta. – Popatrzyła na 

Sabrinę niezwykle błękitnymi oczyma. Z godnością czekała, aż Sabrina 
zejdzie na dół.

Ona   jednak   miała   ochotę   uciec,   gdzie   pieprz   rośnie.   Nie   miała 

pojęcia, co ma zrobić i jak się zachować. Jak ma wyjaśnić pani Tanner 
swoją obecność w domu Caleba? Co ma jej powiedzieć?

– Jestem Catherine Tanner. – Wyciągnęła dłoń o długich, pięknych 

palcach i zadbanych, pomalowanych paznokciach. – A pani?

background image

Rozdział 4

Sabrina zacisnęła z całej siły pięści, aż zbielały jej kostki. Niestety, w 

głowie miała pustkę. Choć wiedziała, że to pytanie padnie, w ciągu kilku 
sekund nie potrafiła znaleźć na nie odpowiedzi.

Co   powinna   powiedzieć   w   takiej   sytuacji?   Prawdę?   Caleb 

kilkakrotnie powtarzał, że nikogo nie można dopuścić do ich tajemnicy. 
Mówił   jednak   tylko   o   współpracownikach   i   przyjaciołach.   Nie 
wspominał ani słowem o rodzinie...

Przecież   nie   będę   okłamywała   jego   matki,   podjęła   błyskawiczną 

decyzję.

– Jestem... to znaczy Caleb i ja... – zająknęła się. Nie wiedziała, jak 

najprościej opowiedzieć całą historię.

–   Rozumiem   –   chłodno   skwitowała   jej   wysiłki   pani   Tanner.   – 

Właściwie nie powinnam pytać, widać przecież, kim pani jest.

Sabrina   była   tak   zaskoczona,   że   nie   zaprotestowała   ani   nie 

sprostowała od razu nieporozumienia. Nikt jeszcze nie postawił jej w 
jednym rzędzie z takimi kobietami jak Angelique i Muffy... Właściwie 
nie powinno ją to w ogóle obchodzić, a jednak poczuła się urażona.

– Jennings, czy byłbyś tak dobry i zaparzył mi filiżankę kawy? – 

Catherine zwróciła się do Jenningsa ciepłym i serdecznym tonem. – Czy 
zechce mi pani towarzyszyć, panno...

– Sabrina Saunders.
– Będziemy w salonie, Jennings – oznajmiła Catherine.
– Proszę, to chyba jedyne wygodne krzesło w całym domu. – Sabrina 

starała   się   być   miła.   Sama   usiadła   na   niezbyt   wygodnej,   aczkolwiek 
bardzo ładnej kanapie.

Catherine swobodnie usiadła na krześle i popatrzyła na Sabrinę.
–   Mam   nadzieję,   że   wybaczy   mi   pani   szczerość,   ale   po   cóż 

komplikować   sprawy.   Poznałam   już   tyle   przyjaciółek   Caleba,   że   nie 
jestem zaskoczona. Nie musi mi pani niczego tłumaczyć ani wyjaśniać. 
Dla mnie ta sytuacja jest całkowicie przejrzysta – powiedziała otwarcie. 
– Mam nadzieję, że nie czuje się pani urażona.

– Ani trochę – siliła się na swobodny ton Sabrina.
– To dobrze. – Catherine przyjrzała się jej jeszcze uważniej. – Mam 

background image

nadzieję, że będzie pani na tyle mądra, żeby uciec stąd, zanim zdąży się 
pani zaangażować. To nie złośliwość, a tylko dobra rada...

Sabrina taki właśnie miała plan: uciec stąd tak szybko, jak to tylko 

możliwe, chociaż z innych powodów, niż te podane przez matkę Caleba.

Do pokoju cicho wszedł Jennings i postawił przed nimi filiżanki z 

kawą.

– O, zrobiłeś mi kawę w mojej ulubionej filiżance, miło, że o tym 

pamiętałeś – pochwaliła go Catherine.

– Zawsze pamiętam o pani upodobaniach – ukłonił się wytwornie 

Jennings i dyskretnie opuścił salon.

Zostały same. Na moment zapadła kłopotliwa cisza. Sabrina czuła, że 

jest znacznie bardziej skrępowana tą sytuacją niż matka Caleba.

–   Może   przygotuję   pani   listę   leków,   które   Caleb   powinien 

przyjmować,   wraz   z   informacją   dotyczącą   godzin   ich   podawania?   – 
zaproponowała Sabrina. – Może to się pani przydać, gdy...

–   Nie   mam   zamiaru   bawić   się   w   pielęgniarkę   Caleba   –   odparła 

Catherine zdecydowanie. – Jest dorosły. A z pewnością chętnych do 
zaopiekowania się nim nie brakuje...

Sabrina   podziwiała   jej   zdrowy   rozsądek.   Ta   kobieta   nie   miała 

najmniejszych złudzeń co do charakteru syna, ale też akceptowała jego 
styl życia i nie miała zamiaru go zmieniać.

– Sabrino! Gdzie jesteś? – Z sypialni rozległo się wołanie Caleba.
–   No   nieźle,   tak   dramatyczne   okrzyki   słyszałam   ostatnio,   gdy   w 

wieku siedmiu lat złamał nogę – mruknęła do siebie Catherine.

Sabrina poderwała się  z miejsca, wzięła swoją  filiżankę z  kawą i 

ruszyła w stronę pokoju Caleba.

–   Niech   chwilę   poczeka,   nie   trzeba   błyskawicznie   spełniać 

wszystkich jego zachcianek – zatrzymała ją Catherine i popatrzyła na 
Sabrinę z politowaniem. – Jego ego jest i tak wyjątkowo rozdęte, nie ma 
sensu jeszcze bardziej go rozbudowywać...

Nie miała zamiaru spierać się z panią Tanner, zwłaszcza że w głębi 

ducha   przyznawała   jej   rację.   Ta   kobieta   miała   zdrowy   dystans   do 
swojego syna.

– On naprawdę nie może się ruszać. – Sabrina postanowiła odgrywać 

zakochaną po uszy panienkę. Poczekała jednak na Catherine i razem 
weszły do pokoju Caleba.

background image

– Zobacz, kogo ci przyprowadziłam! – zawołała od progu, by ostrzec 

Caleba, że nie są sami.

–   Mówiłem   ci   przecież,   że...   –   zaczął,   ale   urwał   natychmiast   na 

widok   matki.   Twarz   mu   się   rozjaśniła.   –   Witaj,   mamo!   –   zawołał 
wesoło. – Jak się dowiedziałaś o wypadku?

– O, wbrew pozorom Denver nie jest takie duże. Co najmniej pięć 

osób   zadzwoniło   do   mnie,   żeby   opowiedzieć   mi   wszystko   ze 
szczegółami   –   wyjaśniła   Catherine.   –   Prawdę   powiedziawszy, 
wyglądasz nieszczególnie – dodała szczerze.

– Boli jak diabli – przyznał się Caleb. – I tak nie jest najgorzej, bo nie 

złamałem nogi. Poza tym, dzięki temu wypadkowi Sabrina spędza ze 
mną o wiele więcej czasu. Teraz, gdy nie mogę wychodzić z pokoju, 
prawie się nie rozstajemy.

– O tak, nie wątpię, że na razie jesteś zachwycony takim stanem 

rzeczy – powiedziała z lekką kpiną Catherine. – Niestety, wpadłam tylko 
na chwilę, wiec nie mogę poznać bliżej Sabriny, ale w pełni polegam na 
twoim zdaniu. W sprawach kobiet jesteś ekspertem. Może odwiedzę cię 
jutro.

–   Sabrina   postanowiła   zmienić   wystrój   pokoju   gościnnego   – 

powiedział znienacka Caleb. – A potem, być może, całego domu...

– To miło, może nareszcie ten dom nabierze jakiegoś charakteru. Ja 

nie   mogłabym   mieszkać   w   tak   pustych   i   pozbawionych   duszy 
wnętrzach.   –   Catherine   spojrzała   na   Sabrinę   z   nutką   sympatii   i 
równocześnie   lekkiego   niepokoju.   –   To   pierwszy   krok...   –   Nie 
dokończyła zdania.

Sabrina była tak zaskoczona, że znów nie wiedziała, jak powinna się 

zachować, na wszelki wypadek zatem postanowiła milczeć.

– Naprawdę muszę już iść, jutro będę miała więcej czasu. Zdrowiej 

szybko. – Catherine pocałowała syna w policzek.

– Odprowadzę panią do drzwi – zaproponowała uprzejmie Sabrina.
–   Zmiana   wystroju   domu...   hm...   gratuluję   ci   –   powiedziała 

Catherine,   gdy   wyszły   na   korytarz.   –   Jednak   mimo   wszystko   radzę, 
żebyś sobie zbyt wiele nie obiecywała.

Sabrina   przygryzła   wargi.   Postanowiła   nie   komentować   tej 

wypowiedzi   i   udawać,   że   nie   zauważa   zawartej   w   niej   złośliwości. 
Najwyraźniej   Catherine   nie   wyobrażała   sobie,   żeby   Caleb   mógł 

background image

zakochać się w takiej kobiecie jak Sabrina.

Uśmiechnęła się, udając, że przyjmuje słowa pani Tanner za dobrą 

monetę. Im większą zrobię z siebie idiotkę, tym lepiej, pomyślała w 
nagłym przebłysku ponurego humoru.

Właściwie w ogóle nie powinna obchodzić jej opinia matki Caleba, 

skoro związek z nim był zwykłą mistyfikacją. A jednak jakoś dotknęło 
ją, że została porównana do innych dziewczyn Caleba. Najdziwniejsze 
w   tym   wszystkim   było   jednak   to,   że   nagle   zapragnęła,   by   ta 
dystyngowana i rozsądna kobieta zmieniła o niej zdanie i przestała ją 
traktować   protekcjonalnie.   Po   krótkim   namyśle   postanowiła   jednak 
pozostawić   rzeczy   swojemu   biegowi.   Nie   zamierzała   robić   z   siebie 
idiotki ani przyznawać się do tego, że choćby w najmniejszym stopniu 
zależy jej na dobrej opinii Caleba czyjego rodziny...

Wróciła do swojego kłopotliwego podopiecznego.
–   Dobrze   poszło,   prawda?   –   spytał   Caleb.   –   Pomysł   ze   zmianą 

wystroju domu był chyba celnym strzałem. Myślę, że moja mama dała 
się nabrać.

– Nie jestem tego taka pewna.
– Masz jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że uważa cię za moją 

dziewczynę?

– Nie... ale moim zdaniem jest absolutnie przekonana, że to kolejny 

przelotny romans.

– Cóż, w takim razie trzeba będzie jutro spróbować zagrać ostrzej...
– Czy chcesz, żeby twoja matka zaczęła się denerwować tą sytuacją? 

– spytała, gdyż nie bardzo wiedziała, do czego Caleb zmierza.

–   Moja   matka   jest   zbyt   rozsądna,   by   denerwować   się   takimi 

sprawami – odparł.

– Moim zdaniem to nie tylko sprawa zdrowego rozsądku. Ona zna cię 

zbyt   dobrze,   by   uwierzyć,   że   w   końcu   poważnie   się   zaangażowałeś. 
Jednak   na   wszelki   wypadek   powinieneś   się   przygotować   na   jej 
ewentualne pytania.

–   Świetny  pomysł   –   przyznał.  –   Poproś   Jenningsa,   żeby   zamówił 

kolację z „Pinnacle".

– Zabawne, ale jakoś wcale mnie nie dziwi, że najlepsza restauracja 

w Denver dostarcza ci jedzenie do domu – powiedziała z leciutką ironią. 
– Choć mam nieodparte wrażenie, że robią to wyłącznie dla wybranych 

background image

klientów...

– W czasie kolacji opowiesz mi wszystko, co powinienem wiedzieć. 

– Caleb puścił mimo uszu jej przytyk.

– O czym mam ci opowiedzieć? – zdziwiła się.
–   Oczywiście   o   sobie   –   odparł   swobodnie,   jakby   to   była 

najzwyklejsza rzecz na świecie. – Przecież to był twój pomysł, bym 
przygotował   się   do   rozmowy   z   matką.   Muszę   wiedzieć,   gdzie   się 
urodziłaś i chodziłaś do szkoły, jakie jest twoje ulubione danie, jaką 
pijasz kawę, kto był twoim pierwszym chłopakiem, ile miałaś lat, jak...

–   Nie   widzę   potrzeby,   żebyś   zdawał   przed   matką   egzamin   z 

przedmiotu „życie Sabriny" – przerwała mu. – Czy równie gruntownie 
badałeś przeszłość Angelique?

– To co innego. Nie wiedziałem o niej wiele...
– No właśnie. Nie musisz więc udawać, że ja jestem dla ciebie kimś 

wyjątkowym.

– Właśnie to powinienem zrobić, żeby moja matka potraktowała cię 

poważnie.

– A może po prostu powinieneś powiedzieć jej prawdę?
– Przez chwilę nawet rozważałem ten pomysł, ale już za późno – 

odparł.   –   W   tej   sytuacji   powinniśmy   zrobić   wszystko,   żeby   nam 
uwierzyła Wiem, że wiele kobiet, które się mną interesują, zna moją 
matkę.   Zdarza   się,   że   wypytują   ją   o   mnie.   Ona   nie   będzie   chciała 
kłamać,   więc   musi   być   przekonana,   że   jesteś   dla   mnie   kimś 
szczególnym.   –   Popatrzył   na   nią   przeciągle.   –   W   takiej   sytuacji   nie 
pozostaje nam nic innego, tylko lepiej się poznać. Muszę zdać egzamin 
z przedmiotu „Sabrina Saunders". A zatem, kto był twoim pierwszym 
chłopakiem?

Na to pytanie Caleb nie doczekał się odpowiedzi. Nigdy przedtem nie 

spotkał   kobiety,   która   by   tak   bardzo   nie   lubiła   mówić   o   sobie   jak 
Sabrina. Wyciągnięcie z niej najprostszych informacji graniczyło niemal 
z cudem. Pod koniec kolacji wiedział już, gdzie się urodziła i chodziła 
do   szkoły,   jakie   skończyła   studia,   co   lubi   jeść   i   jaką   pije   kawę. 
Natomiast   nie   udało   mu   się   z   niej   wydobyć   żadnych   szczegółów 
dotyczących życia osobistego.

Kolacja była wyśmienita, ale Sabrina czuła się jak na przesłuchaniu, 

background image

mimo że Caleb też jej wiele o sobie opowiedział... W zasadzie miał 
rację, jeśli nie chcieli wypaść ze swych ról, powinni lepiej się poznać.

– Teraz zażyj lekarstwa i kładź się spać – powiedziała Sabrina, gdy 

skończyli deser i wypili herbatę. Jak na jeden dzień miała aż za dużo 
wrażeń.

– To niesamowite, komenderujesz mną, jakbym...
– Miał siedem lat i złamaną nogę – weszła mu w słowo, cytując to, co 

powiedziała jego matka.

– To nieuczciwe zagranie! – zaprotestował. – Wyciągasz informacje 

o mnie bez mojej wiedzy i zgody, a o sobie nic nie chcesz powiedzieć! 
Czy zatrudniłaś prywatnego detektywa?

–   Nie   musiałam,   wiem   to   od   twojej   matki.   Zdradziła   mi,   że 

zachowywałeś się wówczas równie nieznośnie...

– To niesamowite, ale dwie kobiety zawsze potrafią się dogadać. – 

Rozłożył ręce. – Pozostaje mi tylko poddać się twojej woli.

– Tak już lepiej.
– Ale zanim pójdę spać, musimy jeszcze zająć  się pewną  sprawą 

organizacyjną – oświadczył. – Będziesz spała w moim pokoju.

Sabrina   popatrzyła   na   niego   ze   zdumieniem.   Jak   on   to   sobie 

wyobrażał? Lecz zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć, Caleb wyjaśnił 
wszystko.

– Czemu się dziwisz? Przecież w nocy nie ma się mną kto zająć. 

Poproś Jenningsa, żeby przyniósł tu dmuchany materac.

– To brzmi niezwykle komfortowo – mruknęła.
– Jeśli wolisz, to oczywiście możesz spać ze mną... – uśmiechnął się 

łobuzersko. – Poproś go też, żeby dał ci jakąś moją piżamę, chyba że 
wolisz spać nago...

Była   speszona,   on   rozluźniony...   Zastanawiała   się   gorączkowo   co 

robić. Czy zdecydowanie odmówić? Była przygotowana na to, że będzie 
nocować   w   jego   domu,   ale   nie   wyobrażała   sobie,   że   będą   spali   w 
jednym   pokoju.   W   zasadzie   prawdą   było,   że   ktoś   powinien   w   nocy 
czuwać   przy   Calebie.   Ale   z   drugiej   strony,   spać   z   nim   w   jednym 
pokoju? Chyba będzie musiała się na to zgodzić.

–   Wzięłam   piżamę   i   szczoteczkę   do   zębów   –   odpowiedziała   po 

chwili. Była to całkowita kapitulacja z jej strony.

–   O,   jaka   zapobiegliwa   dziewczynka.   –   Caleb   pokręcił   głową.   – 

background image

Gratuluję.   W   takim   razie   Jennings   musi   tylko   przynieść   materac   i 
przygotować ci pościel.

Sabrina poszła po Jenningsa i przekazała mu polecenia Caleba. Czuła 

się trochę dziwnie. Niby wszystko było w porządku, ale...

Zaniosła swoje rzeczy do łazienki, a potem poszła jeszcze do kuchni 

po   wodę   do   popicia   lekarstw   dla   Caleba.   Gdy   wróciła   do   pokoju, 
posłanie dla niej było już przygotowane. Podała choremu leki i wodę.

– Ojej! W sobotę Cassie ma urodziny, muszę jej kupić prezent – 

przypomniała sobie nagle. – Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic 
przeciwko temu, bym na kilka godzin wyszła?

– Wykluczone. Do soboty na pewno już trochę wydobrzeję i będę 

mógł pójść z tobą! – oznajmił z zadowoloną miną.

– Ze mną?! A to z jakiej okazji?
– Jako twój narzeczony!
– Jak to sobie wyobrażasz? Rzecz jasna pytam tylko teoretycznie...
–   Mam   nadzieję,   że   noga   przestanie   mnie   boleć   i   dam   radę 

pokuśtykać o kulach – odparł.

– Nie, na to przyjęcie nie możesz pójść, bo byłbyś jedynym facetem.
– Wcale mi to nie przeszkadza...
–   Właśnie   takiej   odpowiedzi   się   spodziewałam.   Dobrze,   a   teraz 

koniec żartów, idę wziąć prysznic.

– O, prysznic – jęknął komicznie. – Brzmi bosko... Jak myślisz, może 

ja również, skacząc na jednej nodze, dałbym radę wziąć prysznic? – 
Spojrzał na nią z nadzieją. – Gdybyś mi pomogła...

– Dosyć już tego, Tanner! Czy ty nigdy nie dajesz za wygraną?
– Bardzo rzadko – przyznał szczerze.
Sabrina   poszła   do   łazienki.   Gorący   prysznic   działał   relaksująco. 

Ostry strumień wody masował jej kark, ramiona, plecy. To był bardzo 
wyczerpujący dzień. I niewątpliwie działo się z nią coś dziwnego... W 
tej   chwili   wolała   nie   analizować,   co   to   takiego,   gdyż   była   zbyt 
zmęczona, a poza tym... bała się prawdy.

Caleb drzemał. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał przed zaśnięciem, 

był widok Sabriny poprawiającej mu poduszki. Wydawało mu się, że 
zamknął oczy tylko na chwilkę, więc być może to, co zobaczył, było 
tylko snem... Sabrina w seledynowej satynowej piżamce... Na moment 
zatrzymała się w drzwiach, a światło padające z korytarza wydobyło z 

background image

mroku   jej   wspaniałe   kształty.   Wyglądała   tak   seksownie,   że   Caleb 
największym   wysiłkiem   woli   opanował   się,   by   nie   porwać   jej   w 
ramiona.   Stała   przed   nim   najpiękniejsza   kobieta,   jaką   kiedykolwiek 
widział,   a   przez   tę   skręconą   nogę   miał   bardzo   ograniczone   pole 
działania.   Zresztą,   może   to   wszystko   tylko   mu   się   śniło?   Chociaż 
zamrugał   gwałtownie   oczyma,   jednak   Sabrina   w   zwiewnej   piżamce 
wcale nie znikała. Powoli odłożyła ubranie na krzesło i wsunęła się pod 
kołdrę.

Oddałby całe Tanner Electronics, żeby tylko być w tej chwili przy 

niej.

Chyba w końcu przyjdzie mi zapłacić za moje grzeszki, pomyślał. 

Los się ode mnie odwrócił, skoro taka kobieta jak Sabrina nie zwraca na 
mnie najmniejszej uwagi. Nie robię na niej żadnego wrażenia...

Sabrinę   wyrwało   z   głębokiego   snu   jakieś   brzęczenie.   Dopiero   po 

dłuższej chwili dotarło do niej, że to dzwoni jej telefon komórkowy. Na 
szczęście leżał na tyle blisko, że zdążyła go odebrać.

– Halo? – powiedziała zaspanym głosem.
– Przepraszam, że cię obudziłem, ale jest już po dziewiątej i byłem 

przekonany, że nie śpisz – tłumaczył się Jake.

– Nic nie szkodzi, powinnam już dawno wstać, ale ilekroć Caleb się 

poruszył czy jęknął, budziłam się i... – Dopiero w tym momencie zdała 
sobie sprawę, jak dwuznacznie to zabrzmiało. – To znaczy nie chodzi o 
to... tylko... – zaczęła bąkać nieco nieskładnie.

–   Nie   tłumacz   się,   Sabrino,   wszystko   rozumiem   –   odparł 

pojednawczo Jake.

Z łóżka Caleba dobiegł zduszony śmiech.
– Teraz, nawet gdybym chciał Jake'a przekonać, że nie jesteśmy parą, 

to i tak by mi nie uwierzył – chichotał Caleb.

Sabrina popatrzyła na niego ze złością, choć wiedziała, że pretensję 

może mieć tylko do siebie.

– Zabrzmiało to tak, jakbyśmy spędzili tę noc we wspólnym łóżku, 

ale to nieprawda – próbowała się tłumaczyć.

– Ależ, Sabrino, nie jestem pruderyjny – powiedział Jake z lekkim 

rozbawieniem. – Właściwie dzwonię do Caleba.

Sabrina oddala telefon Calebowi i schowała się pod kołdrę. Pięknie 

zaczęłam   dzień,   nie   ma   co,   pomyślała.   Jak   ja   to   wszystko   potem 

background image

odkręcę, zastanawiała się. Niewiele myśląc, poderwała się gwałtownie z 
materaca.

Caleb spojrzał na nią tak, że mocno się  zaczerwieniła. Rzuciła w 

niego poduszką i uciekła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i zeszła na 
dół, wydać dyspozycje w sprawie śniadania.

Gdy wróciła do pokoju, Caleb siedział na brzegu łóżka. Nie był już 

taki blady i wyglądał znacznie lepiej niż poprzedniego dnia. Być może 
nie będzie mnie już potrzebował, pomyślała z nadzieją.

– Gdzie zniknęłaś? – zapytał.
– Rozmawiałam z Jenningsem o śniadaniu. A dlaczego ty siedzisz? 

Czy to nie za wcześnie?

– Niestety, Jake nie dzwonił tylko po to, by zapytać o moje zdrowie. 

Muszę pojechać dziś do biura – oświadczył Caleb.

– Dlaczego?
– Prowadzę wielką firmę i niektórych spraw powinienem dopilnować 

osobiście.

– Chcesz powiedzieć, że nie możesz zostawić firmy na dłużej niż 

jeden dzień?

– Czasem nie mogę – odparł. – Dziś mam bardzo ważne spotkanie.
– Czy to na tyle ważny człowiek, że nie wypada ci spotkać się z nim 

w domu?

– Tutaj? – Popatrzył na nią z politowaniem.
Sabrina rozejrzała się i po chwili zastanowienia przyznała mu rację. 

To nie było zbyt odpowiednie miejsce na spotkanie w interesach.

– Masz rację – powiedziała. – Wygląd tego domu wyraźnie kłóci się 

z   twoim   wizerunkiem.   Ale   czy   nie   możesz   spotkać   się   z   tym 
człowiekiem w innym terminie? Wracasz do zdrowia bardzo szybko...

– Niestety, on przyjeżdża do Denver tylko na jeden dzień. Sabrina 

poszła poprosić Jenningsa, by przygotował Calebowi jakieś wygodne 
ubranie.

Gdy wróciła do pokoju, Caleb ciągle siedział na brzegu łóżka. Był 

tak blady, że Sabrina zaczęła się obawiać, czy nie zemdleje. Z pomocą 
Jenningsa sprowadziła go ze schodów.

– Może wezwę taksówkę? – zaproponowała.
– Nie, nie ma już na to czasu, ty będziesz musiała mnie podwieźć.
– W takim razie wezmę coś, co można będzie podłożyć ci pod nogę. 

background image

– Szybko pobiegła na górę i zabrała kilka poduszek.

Caleb ledwo się zmieścił na tylnym siedzeniu jej samochodu. Sabrina 

podłożyła mu poduszki pod chorą nogę i powoli ruszyli.

– Jak można jeździć tak małym samochodem? – marudził Caleb. – 

Czuję się tu jak sardynka w puszce.

– Tak się składa, że bardzo lubię moje auto – odpowiedziała chłodno. 

– Dostałam je od dziadka, gdy zrobiłam prawo jazdy.

W samochodzie na moment zapanowała cisza, a po chwili rozległ się 

zaniepokojony głos Caleba.

– Czy to było dawno?
– Kilka lat temu, nie bój się – roześmiała się.
– Obawiam się, że jazda z tobą może być równie niebezpieczna, jak 

podróż ciężarówką bez hamulców po górskich serpentynach – mruknął 
niby to żartem. – Ale tak naprawdę, to w żadnym samochodzie nie czuję 
się dobrze – dodał spokojniejszym już tonem.

– No tak, przecież ty jesteś fanem motocykli. – Przypomniała sobie 

ich pierwsze spotkanie.

– I to od zawsze – wyznał. – Gdy tylko dojdę do siebie, zabiorę cię 

na przejażdżkę, sama się przekonasz jaka to frajda.

Sabrina nie przyznała się, że trochę boi się motocykli. Zresztą, jakie 

to miało teraz znaczenie? Obecnie powinna skupić się na bezpiecznym 
dowiezieniu Caleba do Tanner Electronics.

–   Oj,   chyba   moja   noga   znalazła   się   w   niewłaściwej   pozycji!   – 

krzyknął Caleb.

Sabrina zjechała na chodnik i zatrzymała się.
– Może jednak wezwiemy taksówkę? – zaproponowała.
–   Nie,   straciłem   sporo   energii,   żeby   jakoś   upchnąć   się   w   tym 

samochodzie, nie chcę powtarzać tej operacji od nowa.

Sabrina   nagłe   wpadła   na   świetny   pomysł.   Rozłożyła   przednie 

siedzenie, żeby Caleb mógł jechać w pozycji półleżącej. Tak było mu 
najwygodniej i w końcu bardzo powoli, omijając wszelkie nierówności 
jezdni, Sabrina dowiozła Caleba pod siedzibę Tanner Electronics.

–   Zaprowadzę   cię   na   górę   i   pojadę   do   miasta.   Zadzwonisz,   gdy 

skończysz   spotkanie   i   wtedy   od   razu   po   ciebie   przyjadę   – 
zaproponowała.

– Chyba żartujesz? Chcesz mnie zostawić samego? – oburzył się.

background image

– Jest tu przecież co najmniej sto osób czekających na każde twoje 

skinienie  –   odpowiedziała   spokojnie.   Postanowiła   nie  poddać  się  tak 
łatwo.

– Ale nikt nie wie tak dobrze jak ty, jak postępować z moją chorą 

nogą. Nie, bezwzględnie jesteś mi potrzebna – potrząsnął głową. – Poza 
tym to bardzo ważne spotkanie, nie mogę zabrać osoby, do której nie 
mam bezgranicznego zaufania...

Sabrina popatrzyła na niego zdumiona. Czy to właśnie jej jest gotów 

powierzyć   sekrety   swojej   firmy?   Jego   mina   najwyraźniej   to 
potwierdzała. Podejrzewała, że ten facet jeszcze nieraz ją zaskoczy.

– Po wiec mi więc, cóż to za ważna osoba, z którą masz spotkanie? – 

spytała.

– Łowca głów.
– Hm, a kogo poszukujesz?
– Kogoś na moje miejsce – odparł spokojnie.
– Jak to? Nie chcesz być prezesem zarządu? Dlaczego?
– Żeby mieć dla ciebie więcej czasu, kotku – odparł słodko. Spojrzał 

jej w oczy tak niewinnie, jak wilk Czerwonemu Kapturkowi.

Nie znosiła, gdy żartował z niej w taki sposób i traktował ją jak 

idiotkę.

Zaparkowała   bardzo   blisko   wejścia.   Ciekawa   była,   jak   wygląda 

gabinet Caleba w Tanner Electronics. Na razie jednak skupiła się na 
tym, by pomóc mu wysiąść z samochodu. O dziwo, poszło znacznie 
łatwiej niż przy wsiadaniu.

Caleb mocno wsparł się z jednej strony na ramieniu Sabriny, a z 

drugiej   na   kuli,   i   całkiem   raźno   ruszył   do   przodu,   mocno   przy   tym 
utykając.

Na   dole   powitała   ich   recepcjonistka.   W   ogóle   nie   wydawała   się 

zdziwiona,   że   Caleb   wkracza   tu   w   towarzystwie   podtrzymującej   go 
kobiety.

Gabinet Caleba zaskoczył ją. Spodziewała się ekstrawaganckiego i 

eleganckiego,   raczej   zimnego   wnętrza.   Tymczasem   ujrzała   miękkie, 
puszyste wykładziny, antyczne meble i stonowane kolory.

Sabrina spoglądała zamyślona w okno. Nie zauważyła nawet, kiedy 

Caleb, już przebrany w garnitur, wrócił z łazienki. Dopiero głos Jake'a 
wyrwał ją z zadumy.

background image

– Caleb, pozwól, że ci przedstawię prezesa agencji Maxwell House – 

Jake rozpoczął prezentację.

– Prezesa Maxwell House? – Sabrina gwałtownie odwróciła się od 

okna.

Mężczyzna, który stał obok Jake'a, od razu ją dostrzegł. Zignorował 

wyciągniętą w jego stronę dłoń Caleba i podszedł do Sabriny. Caleb 
odwrócił się w ich stronę i błyskawicznie ocenił sytuację.

Sabrina pomyślała, że Mason Maxwell bardzo się zmienił. Chociaż 

dobiegał   czterdziestki,   nadal   był   przystojny,   lecz   teraz   wyglądał   jak 
twardy, bezwzględny rekin finansjery, a przecież kiedyś taki nie był... 
No cóż, nie widziała go ładnych kilka lat.

– Sabrina... – Mason wciąż był nieco wytrącony z równowagi. – Co 

ty tutaj robisz? Nie widziałem cię...

– Kilka lat... – podpowiedziała uprzejmie.
Nagle   jakby   sobie   przypomniał,   z   jakiego   powodu   tu   przyjechał. 

Spojrzał na Caleba i dostrzegł jego ogromne zaskoczenie.

– Oczywiście, moja droga, nie będę na tyle nietaktowny, by teraz 

wspominać szczegóły naszego ostatniego spotkania. – Starał się, by jego 
głos zabrzmiał żartobliwie. – Ale mam nadzieję, że spotkamy się później 
i opowiemy sobie, co się z nami działo przez ostatnie kilka lat.

background image

Rozdział 5

– Gdy tylko przeczyta pan te dokumenty, możemy rozpocząć naradę 

– powiedział Caleb, wręczając Masonowi Maxwellowi dość wypchaną 
teczkę. – Sabrina w tym czasie zajmie się swoimi sprawami.

Odetchnęła   z   ulgą.   Starała   się   zachowywać   naturalnie,   ale 

przychodziło jej to z najwyższym trudem.

– Znam dobrze dokumenty, jakie panowie przysłaliście mi wcześniej, 

więc zobaczę tylko, co tu jest nowego – oświadczył Mason, po czym z 
lekkim   uśmiechem   na   twarzy   odwrócił   się   w   stronę   Sabriny.   – 
Zadzwonię   do   ciebie   później,   moja   droga,   i   pogadamy   o   dawnych 
czasach.

Caleb z trudem usiadł na swoim ulubionym fotelu. Nogę położył na 

pudle z książkami, które wcześniej specjalnie ustawił tam Jake. Kostka 
bolała   go   jak   diabli,   nie   było   wątpliwości,   że   za   wcześnie   zaczął   ją 
forsować.

Sabrina pożegnała się i szybko wyszła.
–   Przepraszam   panów   za   zamieszanie,   które   spowodowałem,   ale 

spotkanie z Sabrina to dla mnie kompletne zaskoczenie – tłumaczył się 
niezbyt zręcznie Mason, gdy zostali już tylko w męskim gronie.

– Zauważyłem – odparł chłodno Caleb.
– Czy Sabrina jest pana asystentką? – dopytywał się Mason, zupełnie 

nie   zrażony   jego   chłodem.   –   Skoro   tak,   to   może   ja   zgłoszę   swoją 
kandydaturę? – Roześmiał się.

Jakie to żałosne, gdy ktoś śmieje się z własnych żartów, pomyślał 

Caleb. Ten facet chyba uważa, że jest niezwykłe dowcipny.

– Ilu ma pan dla nas kandydatów? – Caleb postanowił zachowywać 

się oficjalnie.

– Z pewnością nie tak wielu, jak być może panowie się spodziewali. 

Za to ci, których znalazłem, to ludzie o najwyższych kwalifikacjach. 
Dołożyliśmy   wszelkich   starań,   żeby   spełnić   oczekiwania   Tanner 
Electronics.

Calebowi trudno się było skupić na rozmowie. Cały czas zastanawiał 

się,   co   też   mogło   łączyć   Masona   Maxwella   z   Sabriną,   i   o   jakich   to 
dawnych czasach zamierzają ze sobą porozmawiać. Nie potrafił jej sobie 

background image

wyobrazić u boku takiego faceta...

Sabrina   przez   chwilę   zastanawiała   się,   co   robić.   Mogła   wyjść   z 

Tanner Electronics. Wówczas Caleb zadzwoniłby do niej na komórkę po 
skończonej   naradzie.   Jednak   wydawało   się   jej,   że   to   spotkanie   nie 
potrwa dłużej niż godzinę, więc i tak niewiele przez ten czas zdołałaby 
załatwić.   Postanowiła   zatem   usiąść   w   sekretariacie,   przez   który 
wchodziło  się  do  gabinetu  Caleba,  napić  się  kawy  i  przejrzeć  prasę. 
Nalała   sobie   filiżankę   aromatycznego   płynu   i   sięgnęła   po   gazetę. 
Niestety, w ogóle nie była w stanie skupić się na lekturze. Spotkanie z 
Maxwellem wytrąciło ją z równowagi. Odłożyła gazetę i pogrążyła się 
w rozmyślaniach.

Spotkanie   Masona   Maxwella   w   Tanner   Electronics   zakrawało   na 

głupi kawał złośliwego losu. Zdawało się tak mało prawdopodobne, że 
prawie   niemożliwe.   Jednak   widocznie   jej   przytrafiały   się   rzeczy 
niemożliwe.

Sabrina wiedziała, że Mason nadal utrzymywał kontakty towarzyskie 

z jej rodziną. Gdyby do rodziców dotarły wieści, że córka się zaręczyła, 
pewnie nie byliby zadowoleni, że dowiadują się o tym z drugiej ręki. 
Postanowiła jednak na razie się tym nie przejmować. W razie czego 
wytłumaczy rodzicom całą sytuację, w końcu jest dorosła i może robić, 
co chce.

Nie była również zadowolona z tego, że Mason dał do zrozumienia, 

że coś ich kiedyś łączyło. Podejrzewała, że Caleb pomyślał sobie, iż 
Maxwell   był   jej   narzeczonym.   Właściwie,   dlaczego   ja   się   tym 
przejmuję?  – pytała  się  w  myślach.  Caleba  nie  powinna interesować 
moja przeszłość. Może w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Masona. 
Nie, znała Caleba na tyle, że doskonale wiedziała, iż ta informacja nie 
uszła jego uwagi.

A właściwie może nawet zabawniej byłoby nie wyprowadzać go z 

błędu? Niech sobie myśli, że była związana z Masonem, przemknęło jej 
przez głowę.

Gazeta,  którą   odłożyła,  otworzyła   się  na  stronach  z  ogłoszeniami. 

Przyszło   jej   do   głowy,   żeby   przejrzeć   oferty   ekip   malarskich   i 
budowlanych.   Jej   myśli   zaczęły   krążyć   wokół   innej   sprawy. 
Zastanawiała się nad... zmianą wystroju domu Caleba. Uwielbiała robić 

background image

takie rzeczy, lecz w tym wypadku powinna dać sobie spokój. Przecież 
takie prace na pewno potrwają znacznie dłużej niż wyleczenie chorej 
kostki... Musiałaby zatem widywać się z Calebem nawet po tym, gdy 
dojdzie już do zdrowia, a to było raczej niewskazane... Trochę szkoda, 
bo miała wielką ochotę zająć się tym domem. Podobał jej się.

Pierwszym  krokiem   powinno   być   znalezienie   odpowiedniej   ekipy, 

zaplanowanie koniecznych prac i zrobienie kosztorysu. Potem mogłaby 
zająć się tym, co najbardziej lubi, czyli kolorystyką i umeblowaniem.

Postanowiła   przez   chwilę   poudawać,   że   Caleb   zlecił   jej   remont 

domu.   Otworzyła   gazetę   i   zaczęła   przeglądać   ogłoszenia   firm 
budowlanych. Było ich tyle, że przynajmniej z terminem rozpoczęcia 
prac nie powinno być kłopotu. Jednak nie chciała angażować pierwszej 
lepszej   ekipy,   ta   praca   powinna   być   wykonana   perfekcyjnie.   W   tym 
wypadku zależało jej na opinii Caleba.

Była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła Masona Maxwella, 

który właśnie wszedł do sekretariatu. Caleba i Jake'a nie było, widocznie 
naradzali się po skończonej rozmowie z Maxwellem.

– O, jeszcze tutaj jesteś – ucieszył się Mason. – Myślałem, że już cię 

nie zastanę.

– Ja tu pracuję – odparła spokojnie. Postanowiła nie wyprowadzać go 

z błędu. Może to i lepiej, że uważał ją za asystentkę Caleba.

– Szkoda, że nie chciałaś pracować w mojej firmie... byłabyś świetną 

sekretarką i nie musiałabyś się o nic martwić...

–   Tak,   pamiętam   dobrze   twoją   propozycję:   pilnowanie   terminów 

twoich   spotkań,   porządkowanie   dokumentów   i   podawanie   ci   kawy... 
Pewnie uważałeś, że tylko do tego się nadaję – powiedziała z goryczą w 
głosie.

– Dobrze wiesz, że oferowałem ci znacznie więcej... Proponowałem 

ci małżeństwo...

– O! Nie wiedziałam, że Caleb ma nową sekretarkę. – Do pokoju 

weszła   wysoka,   młoda   kobieta.   Zmierzyła   Sabrinę   od   stóp   do   głów 
nieprzyjaznym wzrokiem.

– Wcale nie jestem sekretarką – burknęła Sabrina. – W tej chwili 

Calebowi   nie   można   przeszkadzać.   Może   pani   zostawi   wiadomość, 
chętnie przekażę.

– Och, ależ ja muszę porozmawiać z nim osobiście, mam dla niego 

background image

prezent – odpowiedziała wyniośle nieznajoma. – O, Caleb! – zawołała. – 
Mój Boże! Wyglądasz...

– Blado? – wpadł jej w słowo Caleb.
–   Ależ   skąd!   –   zaprzeczyła   energicznie.   –   Wyglądasz 

nieprawdopodobnie   męsko.   –   Zniżyła   głos   do   chrapliwego,   w   swym 
mniemaniu zapewne seksownego, szeptu.

Sabrina patrzyła na kobietę ze zdziwieniem. Poznała już Angelique i 

Muffy. Teraz miała przed sobą kolejną wielbicielkę Caleba. Nigdy nie 
przypuszczała, że niektóre kobiety potrafią być tak głupie i nachalne.

– Mam dla ciebie prezent, kupiłam ci nową, wspaniałą grę i mam 

nadzieję, że...

– To bardzo miło z twojej strony Candi, dziękuję – znów jej przerwał 

Caleb. – Daj grę Sabrinie. Ona teraz zajmuje się moimi sprawami.

– Może pokażę ci, jak w nią grać... – nie dawała za wygraną Candi.
– Teraz jestem zajęty – odpowiedział twardo Caleb.
– Mogę wpaść do ciebie do domu, na przykład dziś wieczorem. .. – 

Candi przechyliła zalotnie głowę.

– Musisz to ustalić z Sabrina – odparł. – To ona teraz rządzi w moim 

domu... – Zawiesił głos. – Nie wiem, jakie ma na dziś plany.

Mason otworzył ze zdziwienia usta.
– Sabrina u ciebie mieszka? – wymamrotał.
Caleb   objął   Sabrinę   ramieniem,   udając,   że   nie   usłyszał   pytania 

Masona. Cały czas zwracał się do Candi.

–   Widzisz,   sytuacja   się   zmieniła.   –   Pocałował   Sabrinę   w   czubek 

głowy. – Jesteśmy prawie nierozłączni.

Sabrina   miała   ochotę   kopnąć   Caleba   w   bolącą   kostkę.   Zerknęła 

ukradkiem   na   pobladłą   twarz   Masona.   Jednak   już   po   chwili   cała   ta 
sytuacja zaczęła ją bawić.

– To miłe, że pani tak się troszczy o Caleba – zwróciła się do Candi 

ze słodkim uśmiechem. – Dziękuję za prezent, tak rzadko wychodzimy 
teraz z domu, że gra bardzo nam się przyda.

Gdyby wzrok mógł zabijać, Sabrina z pewnością byłaby już martwa.
–  Ona   z  tobą  mieszka?  –  Candi  postanowiła  ostatecznie  wyjaśnić 

sytuację.

– Tak, mieszkamy razem – przyznał Caleb i jakby na potwierdzenie 

swoich słów objął Sabrinę i przytulił do siebie. To było bardzo dziwne, 

background image

ale jej ciało natychmiast zareagowało na ten dotyk. Leciutko zadrżała i 
delikatnie oparła głowę na jego ramieniu.

Mason stał z na wpół otwartymi ustami. Sabrina przez krótki moment 

miała ochotę serdecznie się roześmiać. Nieoczekiwanie dla samej siebie 
zapragnęła pokazać Masonowi, a także Candi, że z Calebem łączy ją coś 
naprawdę poważnego.

Uniosła głowę i z lekko rozchylonymi ustami zajrzała Calebowi w 

oczy. Wyglądała tak, jakby zapraszała go do pocałunku.

Caleb postąpił zupełnie odruchowo. Na oczach zadziwionych gości 

pocałował   jej   rozchylone   usta.   Nie   wiedział   dlaczego   to   zrobił,   nie 
planował tego.

Pocałunek był delikatny, a jednak przez ich ciała przebiegł dreszcz. 

Przez   bardzo   krótką   chwilę   patrzyli   sobie   głęboko   w   oczy   jak 
zaczarowani.   Byli   zdziwieni,   że   zwykły   pocałunek   sprawił   im   tyle 
przyjemności.

Pierwsza otrząsnęła się z tego czaru Sabrina.
– Kochanie, jak zwykle rozmazujesz mi szminkę – powiedziała z 

frywolnym   uśmieszkiem.   Postanowiła   udawać   przed   Calebem,   że 
pocałunek nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Jednak w rzeczywistości 
serce waliło jej tak mocno, że bała się, iż wszyscy to usłyszą.

– Twoje usta są tak śliczne, że nie musisz się tym przejmować. – 

Pogłaskał ją czule po policzku.

Nieznacznie odsunęła się od niego, spojrzała na wszystkich obecnych 

i szybko przygryzła wargi, by powstrzymać wybuch śmiechu. Mason 
uniósł ze zdziwienia brwi tak wysoko, że zniknęły pod linią włosów. 
Jake z niedowierzaniem potrząsał głową, a Candi zacisnęła dłonie w 
piąstki  tak  mocno,  że  zbielały  jej kostki.  Na  dodatek  wyglądała  tak, 
jakby miała się za chwilę rozpłakać.

–   Gratuluję   wam   –   wysyczała   po   chwili   i   wypadła   z   pokoju,   nie 

żegnając się z nikim.

– My chyba już panów pożegnamy. – Caleb uprzejmie ukłonił się 

Masonowi i Jake'owi. – Pojedziemy do domu, Sabrino. – Uśmiechnął się 
do niej i znów objął ją ramieniem.

–   Dobrze,   kochanie.   –   Jego   słowa   spowodowały,   że   poczuła   się 

nieswojo. Obecność innych ludzi dodawała jej pewności siebie. Sam na 
sam   z   Calebem   czuła   się   niepewnie.   –   Pewnie   jesteś   okropnie 

background image

zmęczony...

– Ależ nie, choć muszę przyznać, że noga trochę mnie boli – odparł. 

– Spieszę się do domu, bo marzę o czułym sam na sam...

Zaczerwieniła   się.   Nie   była   tak   dobrą   aktorką,   jak   myślała. 

Odgrywanie czułych scenek z Calebem przychodziło jej trudniej, niż się 
spodziewała. Mimo licznych postanowień nie była tak obojętna, jak by 
sobie tego życzyła.

–  Nie wiedziałam, że lubisz  tego  typu gry –  powiedziała  z lekką 

pretensją w głosie, wskazując pudełko, które Caleb dostał od Candi.

– To nie żadna głupia gra, tylko symulator lotu – bronił się Caleb.
– Może ci się podoba dlatego, że dostałeś ją od Candi? – Postanowiła 

odegrać zazdrosną.

– Ależ, kochanie, przecież wiesz, że od kiedy poznałem ciebie, żadna 

inna kobieta się dla mnie nie liczy.

–   Chodźmy   już   do   domu,   nie   musimy   prowadzić   takich   rozmów 

publicznie – ucięła Sabrina. Miała dosyć przedstawienia.

– Jej słowo jest dla mnie rozkazem. – Caleb z uśmiechem spojrzał na 

Jake'a i Masona. – Wkrótce się zobaczymy. – Panowie uścisnęli sobie 
dłonie. – Muszę chyba dać mojej nodze nieco odpocząć.

–   Do   widzenia,   Sabrino.   –   Mason   był   tak   oszołomiony   tym,   co 

zobaczył, że nie powiedział nic więcej.

– Do widzenia – odparła spokojnie.

W drodze powrotnej obydwoje milczeli. Sabrina czuła się jak zwykle 

skrępowana bliskością Caleba. Zastanawiała się, czy on również czuje 
się nieswojo.

Zerknęła na niego spod oka. Nie, nie wyglądał na człowieka, który 

jest czymkolwiek zdenerwowany, był po prostu zamyślony.

Była ciekawa, co tak zaprząta jego umysł, wolała jednak nie pytać. 

Zaczęła   się   zastanawiać   nad   swoim   zachowaniem.   Dlaczego   farsa   z 
udawaniem narzeczonej Caleba zaszła tak daleko? Co miał znaczyć ten 
pocałunek   w   biurze?   Czy   popchnęła   ją   do   tego   obecność   Masona 
Maxwella?   Nie,   Mason   nic   dla   niej   nie   znaczył,   nie   budził   żadnych 
emocji.

– Opowiedz mi o Masonie Maxwellu – poprosił znienacka Caleb.
– Co mam ci opowiedzieć? – zjeżyła się.

background image

– Wszystko, co wiesz – odparł spokojnie. – Chyba będziemy razem 

pracować i chciałbym wiedzieć o nim jak najwięcej.

Caleb uważnie obserwował Sabrinę. Specjalnie zadał pytanie w taki 

sposób,   by   pomyślała,   że   chodzi   mu   o   jej   osobiste   kontakty   z 
Maxwellem. Zauważył, że w jej oczach w pierwszej chwili pojawiła się 
czujność. Jednak coś ich łączyło, pomyślał dziwnie niezadowolony.

– Masz zamiar z nim pracować? – spytała z niechętnym zdziwieniem.
–  To  jeszcze  nie  jest  do  końca postanowione,  w każdym razie  w 

najbliższym czasie czeka nas co najmniej kilka spotkań. Maxwell ma dla 
nas kilku kandydatów i musimy sprawdzić, czy są to właściwi ludzie na 
to stanowisko – wyjaśnił spokojnie.

–   Hm...   Z   pewnością   jest   dobry   w   tym,   co   robi   –   powiedziała 

ostrożnie.

– To już zauważyłem – uśmiechnął się pod nosem Caleb. – Pytam o 

twoje prywatne zdanie na jego temat...

– Ja cię nie wypytuję o wszystkie kobiety, z którymi się spotykałeś – 

odparła, zadziornie unosząc podbródek. – A gdybym zapytała, to pewnie 
nie starczyłoby nam następnych kilku tygodni na odpowiedź...

– A więc spotykałaś się z nim? – przerwał potok jej słów. Wydawało 

się,   że   jest   całkowicie   spokojny,   zadał   to   pytanie   nie   zdradzającym 
najmniejszych emocji głosem. Jednak w środku aż wrzał ze złości. Jak 
ona mogła spotykać się z takim miałkim, wymoczkowatym, cynicznym 
facetem? Nie rozumiem kobiet i nigdy ich nie zrozumiem, powtarzał 
sobie w duchu.

– Niezbyt długo – odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia. – Mój 

ojciec bardzo go lubił.

– I to był wystarczający powód? – W jego głosie słychać było lekką 

drwinę.

– Nie znasz mojego ojca. – Sabrina postanowiła nie reagować na 

zaczepki i spokojnie wyjaśnić sytuację. Poznała już Caleba od tej strony 
i wiedziała, iż będzie drążył tak długo, aż wyciągnie z niej wszystkie 
interesujące go informacje. – Lubił Masona tak bardzo, że chętnie by go 
zaadoptował.

– A jak się poznaliście?
– Pracowałam wtedy w domu maklerskim...
– Maxwell był inwestorem, czy starał się załatwić twojemu szefowi 

background image

pracę w lepszej firmie – wszedł jej w słowo. – A swoją drogą, ciekawe 
dlaczego pomyślał, że jesteś moją sekretarką...

–  Widocznie  tak jak  ty uważa, że nadaję się tylko  do podawania 

kawy   i   układania   dokumentów.   –   Nawet   nie   próbowała   ukryć 
rozgoryczenia.

– Co ty opowiadasz, mnie na pewno nigdy nie przyszłoby do głowy, 

że   jesteś   sekretarką   –   odpowiedział   szczerze.   –   Dlatego   właśnie   się 
zdziwiłem. Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś wykonywać taką pracę.

– Masona mogło zmylić to, że siedziałam za biurkiem sekretarki. – 

Słowa Caleba sprawiły jej przyjemność – Zresztą w biurze maklerskim 
pracowałam właśnie jako sekretarka i recepcjonistka, ale to było wiele 
lat temu... Niedługo potem wpadłam na pomysł z Wypożyczalnią Żon. – 
Zamyśliła się.

– Mason ci go podsunął?
– W pewnym sensie tak. Uważał, że praca w biurze maklerskim jest 

nie dla mnie, że za bardzo mnie stresuje i pochłania zbyt wiele czasu... 
Uważał, że powinnam zajmować się domem – powiedziała z goryczą.

– Jego domem? – spytał niespodziewanie Caleb.
Zapadło milczenie. Sabrina starała się nie okazywać żadnych emocji. 

Pomyślała jednak, że nie ma powodów, by okłamywać Caleba.

– Tak, chciał, żebym została jego żoną – odparła. – Ale ja nigdy nie 

widziałam się w tej roli, nie mówiąc już o uczuciach. .. Chciałam sama 
kierować swoim życiem, a nie zdawać się na męża. Marzyłam o tym, 
żeby   sama   podejmować   decyzje,   działać,   wziąć   sprawy   we   własne 
ręce... – Popatrzyła na Caleba, żeby przekonać się, czy jej słucha.

Wpatrywał   się   w   nią   bez   cienia   drwiny,   ze   skupioną   i   poważną 

twarzą. Czuła, że w duchu przyznaje jej rację.

– Przyszło mi do głowy, że skoro każdy mężczyzna marzy, by ktoś 

mu   prowadził   dom,   robił   zakupy,   przygotowywał   przyjęcia,   to 
Wypożyczalnia Żon jest dobrym pomysłem. Znalazłam wspólniczki i 
założyłam firmę, która, jak sam mogłeś się przekonać, działa do dziś.

– Czy twoja matka też pragnęła, żebyś poślubiła Masona Maxwella?
– Tak, w tej kwestii moi rodzice byli niezwykle zgodni – odparła z 

goryczą. – Gdy powiedziałam, że odrzuciłam jego oświadczyny, a na 
dodatek mam zamiar prowadzić własną firmę, zapowiedzieli, że mnie 
wydziedziczą i że od tej pory nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc 

background image

finansową z ich strony.

–   Może   gdyby   zjawił   się   inny   kandydat,   to   zmieniliby   zdanie   – 

powiedział z namysłem.

– Mówisz tak, jakbyś chciał ogłosić nasze zaręczyny – zażartowała.
–   Nie,   na   razie   nie   ma   chyba   takiej   potrzeby.   Nadal   będziemy 

mieszkać razem bez ślubu. – Również się roześmiał.

– To i tak znacznie więcej, niż proponowałem jakiejkolwiek kobiecie 

– dodał poważnie.

– Skoro mamy mieszkać, jak to nazwałeś „bez ślubu", to powinnam 

zacząć dbać o swoją opinię. Wobec tego rozgłoszę wszem i wobec, że 
zgubiłam pierścionek zaręczynowy – Sabrina wróciła do żartobliwego 
tonu.

Caleb   popatrzył   na   nią   z   namysłem,   jakby   coś   jeszcze   chciał 

powiedzieć. Jego spojrzenie speszyło ją, nagle odechciało jej się żartów.

– Jesteś wyjątkową kobietą – powiedział z niezwykle poważną miną. 

– Muszę przyznać, że jak dotąd nie poznałem drugiej takiej...

– Chyba trochę przesadzasz... – szepnęła. – Właściwie, co masz na 

myśli?

–  Jestem pewien,  że  żadna   ze  znanych  mi  kobiet  nie  odrzuciłaby 

propozycji małżeństwa, dzięki któremu mogłaby dostać wszystko...

– Wszystko prócz miłości – przerwała mu.
– Tak, to prawda, ale według mnie prawdziwa miłość w ogóle nie 

istnieje – odparł z goryczą. – Poza tym, odrzucając propozycję Masona, 
praktycznie zostałaś zdana tylko na siebie. Twoi rodzice stanęli po jego 
stronie.

– To prawda, ale jestem dorosła i sama chcę decydować o swoim 

życiu. Dla mnie czasy, w których to ojciec decydował o tym, za kogo 
jego córka ma wyjść za mąż, dawno minęły.

background image

Rozdział 6

Cale sobotnie przedpołudnie spierali się o to, czy Caleb ma pójść z 

Sabriną na przyjęcie do Cassie. Sabrina nie mogła pojąć, dlaczego mu 
tak bardzo na tym zależy. Natomiast Caleb okazał się nad podziw uparty 
i nie trafiały do niego żadne rozsądne argumenty.

W końcu niechętnie, ale ustąpiła. Łatwiej by mi chyba było zdobyć 

Nobla w dziedzinie fizyki niż przekonać tego uparciucha, przyznała w 
duchu z rezygnacją.

Pod wieczór łudziła się nadzieją, że Caleb zaśnie i uda jej się po 

cichu wymknąć z domu. Zostawiła go z kolorowym czasopismem w 
dłoni, odpoczywającego na kanapie.

Jednak gdy na palcach weszła do pokoju, okazało się, że Caleb wcale 

nie śpi.

– Właśnie czekam na kogoś, kto pomoże mi założyć buty – powitał ją 

wesoło.

– Jesteś nie do zdarcia – jęknęła. – Może jeszcze raz to przemyśl, nie 

powinniśmy chadzać razem na przyjęcia... – Popatrzyła wymownie na 
jego kostkę. – Nie boisz się, że tym razem też spotka cię coś przykrego?

– Lubię ryzyko – stwierdził z łobuzerskim uśmieszkiem. – A poza 

tym jestem pewien, że będziesz uważać, o ile oczywiście nie marzysz o 
tym, by opiekować się mną jeszcze kilka tygodni dłużej...

– O nie! – wykrzyknęła, zanim zastanowiła się, że może mu sprawić 

przykrość.

Faktycznie Caleb poczuł się trochę urażony.
– Nie spodziewałem się, że moje towarzystwo jest dla ciebie aż tak 

trudne   do   zniesienia   –   powiedział.   –   I   nie   tłumacz   się,   twój   okrzyk 
powiedział mi wszystko.

–   Nie  udawaj,  że   cię   to  choć   trochę  obchodzi  –   próbowała   jakoś 

naprawić swoją gafę.

Caleb   nic   nie   odpowiedział.   Sabrina   w   milczeniu   pomogła   mu 

założyć buty.

– Tylko proszę cię, nie odgrywajmy tym razem komedii. Nie zależy 

mi na tym, by wszyscy moi znajomi uważali nas za parę – powiedziała, 
gdy zaczęli zbierać się do wyjścia.

background image

– Przecież i tak już wszyscy o tym wiedzą. Jeśli nie od Angelique czy 

Muffy,   to   z   pewnością   Jake   im   powiedział.   To   na   tyle   sensacyjna 
wiadomość,   że   na   pewno   będziemy   atrakcją   wieczoru   –   stwierdził  z 
zaskakującą wesołością.

– Chyba masz rację – westchnęła ciężko. Może to i lepiej, że idą 

razem,   bo   w   tej   sytuacji   przynajmniej   nikomu   nie   będzie   wypadało 
wypytywać jej o nowego faceta.

– Na następne Halloween na wszelki wypadek włożę żelazną zbroję – 

zrzędził Caleb.

– Nie bój się, może za rok to nie ja będę organizowała przyjęcie – 

odcięła się.

–   Jak   to,   a   stały   kontrakt   z   Tanner   Electronics?   Już   o   tym 

zapomniałaś?

– Nie, nie zapomniałam – odparła. – Uważam jednak, że wiele rzeczy 

może się zdarzyć.

–   Ja   zawsze   dotrzymuję   obietnic,   pamiętaj   o   tym   –   powiedział 

poważnie.

– Nie zapomnę – odpowiedziała równie serio. – Blado wyglądasz – 

stwierdziła, przyglądając mu się bacznie. – Czy jesteś pewien, że chcesz 
ze mną iść?

–   Miło   mi,   że   tak   się   o   mnie   troszczysz.   –   Dotknął   jej   dłoni   i 

delikatnie pogładził.

Sabrina zadrżała. Ta niespodziewana pieszczota obudziła jej zmysły. 

Nagle zapragnęła, żeby Caleb ją przytulił i pocałował.

Chyba chodziło mu po głowie to samo. Przysunął się do niej tak 

blisko,   że   czuła   ciepło   jego   ciała.   Ich   usta   dzieliło   tylko   kilka 
centymetrów.

– Zostanę w domu, jeśli ty zostaniesz ze mną – wyszeptał kusząco.
Sabrina nie miała wątpliwości, co jej proponuje. Najgorsze w tym w 

wszystkim   było   to,   że   chętnie   przystałaby   na   jego   propozycję.   Nie 
wiedziała, jak to się stało, ale pragnęła Caleba, mimo że miała mu tak 
wiele do zarzucenia. Nie podobało jej się, że tak lekko traktuje kobiety, 
że   jest   podrywaczem,   zwyczajnym   playboyem.   Jednak   nie   potrafiła 
oprzeć się jego urokowi. W Calebie było coś, co przyciągało kobiety jak 
magnes. Uległa tej sile.

Pragnęła, żeby ją pieścił, całował, dotykał. W tej chwili była gotowa 

background image

zapomnieć o wszystkich swoich zasadach, choć wiedziała, że pewnie 
bardzo szybko by tego żałowała. Za wszelką cenę starała się odzyskać 
panowanie nad sobą i nie ulec impulsowi, który mógłby ją bardzo drogo 
kosztować.

– Nie zostanę... – odpowiedziała nieco schrypniętym głosem.
– Po co nam przyjęcie... we dwójkę też można się świetnie bawić. – 

Caleb położył dłonie na jej biodrach.

To   zdanie  ją   otrzeźwiło.  A   więc   dla  niego   to  była   tylko  zabawa, 

kolejny niezobowiązujący flirt. Odsunęła się od Caleba z najwyższym 
trudem. Miała wrażenie, jakby pokonywała niewidzialne zapory.

Dlaczego   jestem   taka   głupia?   Dlaczego   w   ogóle   przyszło   mi   do 

głowy, że on może się zmienić, beształa się w duchu.

– To nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziała, ze wszystkich sił 

starając się, by jej głos brzmiał naturalnie. – Przypominam ci, że jeszcze 
niedawno przekonywałeś mnie, iż nie chodzi ci o...

– To nie był mój plan. – Jego głos brzmiał zmysłowo. – Ale wydaje 

mi się, że między nami coś zaiskrzyło... Ty też twierdziłaś, że w żadnym 
wypadku   nie   wyobrażasz   nas   sobie   razem,   a   widzę,   że   jednak   jest 
inaczej...

– Wydaje ci się! – ucięła szybko. Odwróciła głowę, żeby nie widział, 

że się zaczerwieniła. – Nie ma o czym mówić. Poza tym nie chciałabym 
się spóźnić na przyjęcie do Cassie, więc jeśli zdecydowałeś się iść ze 
mną, to chodźmy.

– Chodźmy. – Caleb wziął ją pod rękę. Zrobił to w tak pieszczotliwy 

sposób,   że   Sabrinę   znów   przeszedł   dreszcz.   Miała   wrażenie,   że   się 
zapada, że wciąga ją w odmęty niezwykle silny wir.

Muszę   wyzwolić   się   z   tego   czaru,   pomyślała   z   rozpaczą.   Oby 

wreszcie obudził się mój instynkt samozachowawczy...

Calebowi   zajęło   trochę   czasu   usadowienie   się   w   ciasnym 

samochodzie Sabriny. Podjechali jeszcze do niej do domu, by mogła 
szybko się przebrać i zabrać trochę rzeczy. Przyjęcie miało odbyć się w 
siedzibie   Wypożyczalni   Żon.   Dotarli   z   mniej   więcej   półgodzinnym 
opóźnieniem i wokół aż gęsto było od gości.

Sabrina wzięła głęboki oddech. Czuła się jak przed bardzo ważnym 

egzaminem.

–   Już   się   zaczynałam   martwić,   że   coś   się   stało.   –   Na   spotkanie 

background image

Sabrinie wyszła Paige. Jej spojrzenie skupiło się za plecami przyjaciółki, 
na   Calebie.   –   No,   ale   teraz   już   rozumiem,   skąd   to   spóźnienie   – 
uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Sabrina   również   się   uśmiechnęła,   postanowiła   za   wszelką   cenę 

zachowywać się naturalnie. Co innego jednak chcieć, a co innego móc. 
Cassie zaprosiła chyba całe miasto...

– Ciągle cię nie ma w domu – odezwała się z wyrzutem Paige. – 

Kilka razy nagrałam się na sekretarkę, ale nie oddzwoniłaś. Gdzie ty 
właściwie się podziewasz?

– To przeze mnie nie ma jej w domu – odezwał się Caleb, zanim 

Sabrina zdążyła otworzyć usta. – Trudno mi bez niej wytrzymać choćby 
kilka godzin, ale to chyba w mojej sytuacji nic dziwnego. – Spojrzał 
wymownie na Paige.

– No tak. – Paige zerkała raz na jedno, raz na drugie.
– Caleb, usiądź natychmiast na kanapie – zakomenderowała Sabrina. 

Za   wszelką   cenę   postanowiła   nie   dopuścić   do   przedstawienia,   do 
którego szykował się jej kłopotliwy podopieczny. – Lekarz zabronił ci 
forsować nogę.

– O właśnie, oto dowód, że nikt o mnie lepiej nie zadba. – Caleb 

rozłożył ręce.

– Usiądź, proszę – powtórzyła z naciskiem Sabrina.
– Musimy sprawdzić, co się dzieje w kuchni. – Paige postanowiła 

wybawić przyjaciółkę z kłopotliwej sytuacji.

Sabrina odetchnęła z ulgą. Robię to wszystko dla Wypożyczalni Żon, 

powtarzała sobie w duchu. Wszystkie trzy pracowałyśmy bardzo ciężko 
i   w   żadnym   wypadku   nie   mogę   dopuścić,   żebyśmy   straciły   naszego 
najlepszego klienta. Firma warta jest takiego poświęcenia.

Nie dawała jej spokoju jeszcze jedna sprawa. Oprócz tego, że razem 

prowadziły   firmę,   były   też   prawdziwymi   przyjaciółkami.   Teraz 
zastanawiała się, czy powiedzieć Paige i Cassie prawdę, czy też, tak jak 
się umawiała z Calebem, nadal odgrywać komedię. Nie miała ochoty 
oszukiwać   przyjaciółek   i   najchętniej   wyznałaby   im   prawdę.   Ale   z 
drugiej strony wiedziała, że jeśli opowie im, jak to Caleb zaszantażował 
ją utratą kontraktu i zażądał, aby odstraszała od niego wszystkie natrętne 
wielbicielki, to Paige i Cassie natychmiast wpadną we wściekłość.

Wściekną się oczywiście na Caleba.

background image

Wolała sobie nawet nie wyobrażać, co by się zaraz zaczęło dziać. 

Podejrzewała,   że   przyjaciółki   niczym   dwie   tygrysice   rozszarpałyby 
Caleba na strzępy.

Nie ma co, jak powiem im prawdę, to możemy na zawsze pożegnać 

się ze zleceniami od Tanner Electronics. Zrobiłam już tak dużo, że dam 
radę wytrzymać jeszcze kilka dni, pomyślała.

Postanowiła nie mówić przyjaciółkom prawdy.
To oznaczało, że będzie musiała odgrywać przed nimi komedię, i to 

na tyle dobrze, by niczego nie zaczęły podejrzewać. Niełatwo oszukać 
osoby, które dobrze nas znają. W końcu wiedziały o niej sporo i mogą 
nie uwierzyć, że związała się z takim mężczyzną jak Caleb.

– Sabrino, co się z tobą dzieje?! – zawołała Paige, gdy tylko zniknęły 

z pola widzenia Caleba. – Dlaczego spośród wszystkich facetów, którzy 
się koło ciebie kręcili, wybrałaś właśnie tego?

– No cóż, przecież widzisz, jaki jest przystojny, uroczy, niezwykły...
– Nie poznaję cię – przerwała jej Paige. – Chyba nie jesteś aż tak 

zaślepiona!   To   kobieciarz   i   podrywacz   jakich   mało!   Jak   mogłaś   tak 
szybko uwierzyć, że jest tobą poważnie zainteresowany?

Sabrina   zadrżała,   przez   chwilę   było   jej   naprawdę   przykro.   Chyba 

zbyt utożsamiam się z rolą, którą odgrywam, strofowała się w duchu. Z 
drugiej jednak strony nie wiedziała, co ma odpowiedzieć przyjaciółce. 
To duży błąd, bo właściwie powinna spodziewać się takiego pytania.

– Kochanie, nie chcę, żeby złamał ci serce – powiedziała Paige, gdy 

Sabrina nadal milczała.

– Nie bój się, nic takiego się nie stanie. – Sabrina odezwała się w 

końcu. – Tego jestem pewna.

– No tak, widzę, że wpadłaś na dobre – jęknęła z rezygnacją Paige. – 

Nawet nie masz ochoty słuchać głosu rozsądku... Ja wiem, że zakochani 
odrzucają   logiczne   argumenty,   ale   przecież   wiesz,   jak   on   traktuje 
kobiety!

– Wiem, że się o mnie martwisz, ale w tym wypadku naprawdę nie 

ma potrzeby. – Sabrina uśmiechnęła się uspokajająco. – Muszę zrobić 
Calebowi coś gorącego do picia i sprawdzić, co się z nim dzieje.

–   Uważaj,   proszę   cię,   uważaj   –   jeszcze   raz   przestrzegła   ją 

zaniepokojona Paige.

Sabrina włączyła  czajnik i  czekała, aż  zagotuje  się  woda.  W tym 

background image

czasie   zastanawiała   się   nad   tym,   co   powiedziała   Paige.   Trochę 
zaskoczyła   ją   tak   ostra   reakcja   przyjaciółki.   Wśród   klientów 
Wypożyczalni   Żon   było   wielu   playboyów,   którzy   często   składali 
niemoralne propozycje którejś ze współwłaścicielek. Przyjaciółka nigdy 
nie reagowała aż tak zdecydowanie. Sabrinie przyszło do głowy, że być 
może   Caleb   uwiódł   i   porzucił   kiedyś   jakąś   znajomą   Paige...   Jednak 
nawet w takim wypadku reakcja przyjaciółki była mocno przesadzona.

Od trzech lat razem prowadziły firmę i Sabrina wiedziała, że wielu 

mężczyzn interesowało się Paige. Jednak ona zawsze odnosiła się do 
nich z wielką nieufnością i rezerwą. Sabrina często myślała, że to ze 
względu na matkę Paige nie chce się z nikim wiązać. Ale teraz doszła do 
wniosku, że tu musiało chodzić o coś więcej. Przyszło jej do głowy, że 
Paige być może przeżyła kiedyś wielki zawód miłosny i facet podobny 
do Caleba złamał jej serce. To by tłumaczyło tak ostrą reakcję...

Jej wzrok skierował się na drugą przyjaciółkę, Cassie. Stali z Jakiem, 

zapatrzeni   w   siebie,   zakochani,   szczęśliwi...   To   cudowne,   że 
przynajmniej jedna z nas odnalazła swoją drugą połówkę, pomyślała z 
rozczuleniem.   Już   za   tydzień   Cassie   i   Jake   będą   małżeństwem,   a 
wszystko wskazuje na to, że bardzo szczęśliwym.

– Nad czym tak dumasz? – Głos Caleba wyrwał ją z zadumy.
Sabrina w pierwszej chwili pomyślała, że ma omamy. Patrzyło na nią 

i uśmiechało się dwóch Calebów. Po sekundzie dotarło do niej, że Caleb 
trzyma w ręku magazyn, na okładce którego widnieje jego zdjęcie.

– O, widzę, że podziwiasz swój seksowny uśmiech – powiedziała nie 

bez złośliwości.

– Uważasz, że jest seksowny? – Uśmiechnął się w taki sposób, że 

zaschło jej w gardle.

Powinnam bardziej uważać na to, co mówię, zganiła się w duchu. 

Caleb jest bardzo czujny i błyskawicznie wyłapuje wszystkie niuanse.

– Czy jest tam artykuł na twój temat? – spytała, zostawiając jego 

pytanie bez odpowiedzi.

– Tak, właśnie sprawdzałem, czy zacytowali mnie dokładnie – odparł 

spokojnie. – Nie jest to najbardziej cenione przeze mnie pismo, ale z 
pewnych   powodów   musiałem   udzielić   mu   wywiadu.   Nie   wiedziałem 
natomiast, że prenumerujecie pisma o tak specjalistycznej tematyce jak 
ekonomia i finanse.

background image

– Można powiedzieć, że to stare przyzwyczajenie z czasów pracy w 

biurze maklerskim – wyjaśniła. – W zasadzie nawet nie mam kiedy tego 
czytać, czasem tylko przeglądam...

– Ładne biuro – stwierdził, nieoczekiwanie zmieniając temat. – Czy 

to ty zaprojektowałaś wystrój wnętrz?

– Tak, ja. Cieszę się, że ci się podoba.
– Wypożyczalnia Żon musi całkiem nieźle prosperować, jeśli stać 

was na takie biuro – odparł.

– Nie jest najgorzej, chociaż kupiłam ten dom, gdy pracowałam w 

firmie maklerskiej – przyznała. – Jednak potrzebujemy kilku poważnych 
i potężnych klientów, aby firma mogła się rozwinąć.

– Jak myślisz, ile czasu zajmie ci zmiana wystroju mojego domu?
–   Hm,   nie   zastanawiałam   się   nad   tym   –   skłamała   szybko.   –   Nie 

byłam do końca pewna, czy mówisz poważnie. Musiałabym najpierw 
znaleźć jakiegoś naprawdę dobrego dekoratora wnętrz...

– Po co masz wynajmować dekoratora? Bardzo mi się podoba ten 

dom,  właśnie  coś   takiego  chciałbym  mieć  u  siebie  –  przerwał  jej.  – 
Zastanów się do przyszłego tygodnia, ile czasu ci to zajmie i jakiego 
spodziewasz   się   wynagrodzenia.   Przygotuj   też   wstępny   kosztorys,   a 
potem oczywiście podpiszemy umowę.

– Dobrze, jak najszybciej się tym zajmę – odparła.
– To świetnie. Właśnie wpadł mi do głowy inny, może trochę szalony 

pomysł. – Spojrzał na nią łobuzersko. Chwilę milczał, a potem klepnął 
się energicznie po udach. – Tak, to dobry pomysł.

Sabrina z uwagą i rosnącą ciekawością wpatrywała się w niego.
– Chciałbym, żeby salon i przedpokój były zrobione w ekspresowym 

tempie.  To   właściwie  jest  moje  specjalne  zlecenie  dla  Wypożyczalni 
Żon.   Możesz,   a   nawet   powinnaś,   wciągnąć   w   to   swoje   przyjaciółki. 
Zdaje się, że lubicie razem pracować.

– Powiedz w końcu, o co ci chodzi – niecierpliwiła się.
– Chciałbym, żeby salon i przedpokój były gotowe, powiedzmy, do... 

wtorku.

Sabrina doszła do wniosku, że to wszystko tylko jej się śni. Jednak 

Caleb miał minę jak najzupełniej poważną. Nic nie wskazywało na to, 
że żartuje.

– Pod koniec przyszłego tygodnia mam spotkanie z kandydatem na 

background image

stanowisko dyrektora generalnego. Myślę, że dobrze byłoby spotkać się 
z nim w miejscu, w którym można bez skrępowania porozmawiać – 
wyjaśnił.

– Może umówisz się z nim w„Pinnacle", to bardzo dobra restauracja i 

chyba jesteś tam stałym bywalcem – podsunęła rozwiązanie Sabrina. 
Chciała   zyskać   nieco   na   czasie,   aby   zastanowić   się,   czy   to,   czego 
oczekuje od niej Caleb, jest w ogóle możliwe.

– Sama mi radziłaś, żebym zrobił coś z domem – przypomniał jej. – 

To dobra okazja, nie będę musiał wychodzić, forsować nogi...

– Caleb! To strasznie mało czasu!
–   Możesz   zaangażować   najlepsze   ekipy,   poprosić   o   pomoc   swoje 

przyjaciółki.   Poza   tym   wierzę   w   ciebie,   dasz   sobie   radę.   Przecież 
właściwie chodzi o jeden pokój – dodał niewinnym tonem.

Miło jej było słyszeć, że w nią wierzy. Nawet bardzo miło, gdyż nie 

spodziewała się z jego ust takiego komplementu.

–   Dobrze,   spróbuję,   ale   zapewniam   cię,   że   efekt   byłby   bez 

porównania lepszy, gdybyś dał mi więcej czasu. W takiej sytuacji chyba 
będziemy   musiały   same   pomalować   ten   pokój.   Łatwiej   nam   będzie 
dobrać kolor ścian, odpowiednie zasłony, meble i obrazy.

– Myślę, że na pewno trafisz w mój gust. To biuro jest urządzone tak, 

że   niczego   bym   tu   nie   zmienił.   –   Zatoczył   ręką   krąg   po   pokoju.   – 
Obiecuję,   że   Wypożyczalnia   Żon   stanie   się   sławna,   wkrótce   nie 
będziecie się mogły opędzić od klientów – zażartował.

– Przy wykańczaniu biura też razem pracowałyśmy – uśmiechnęła się 

do swoich wspomnień Sabrina. – To były miłe chwile.

–   Będziecie   miały   szansę   na   powtórkę.   To   co,   umowa   stoi?   – 

Wyciągnął do niej rękę.

– Stoi – odparła, cichutko wzdychając. Nie była pewna, czy w tak 

krótkim czasie uda jej się uzyskać efekt, który w pełni zadowoli Caleba.

Następnego   dnia   naszkicowały   plan,   przejrzały   katalogi   mebli   i 

wybrały kolorystykę. Caleb miał zamiar zaprosić na obiad kilka osób. 
Niezbędne więc było kupno odpowiedniego stołu i krzeseł.

Gdy   murarz   już   wyrównał   ściany,   w   poniedziałek   rano   wszystkie 

trzy, razem z Cassie i Paige, zabrały się do malowania.

Paige   miała   pewne   wątpliwości,   czy   zielony   kolor,   który   bardzo 

background image

podobał się Sabrinie i Cassie, nie okaże się zbyt ciemny.

– Tu są przecież ogromne okna – uspokajała ją Sabrina. – Zieleń w 

połączeniu z jasnożółtymi obiciami mebli doda temu wnętrzu świeżości. 
To jakby rosnące za oknem drzewa weszły nagle do pokoju.

–  Może  masz  rację,  ale  pospieszmy się z  tym malowaniem, żeby 

jeszcze  zostało trochę  czasu  na  ewentualne  zmiany –  zaproponowała 
Paige.

– Dobrze, każda z nas może malować inną ścianę – rzuciła pomysł 

Cassie.

Każda wzięła puszkę farby i zajęła się swoją ścianą.
– Dziewczyny, otwórzmy na oścież drzwi, bo od zapachu tej farby 

zaczyna   mnie   boleć   głowa.   –   Paige   wskazała   podbródkiem   ogromne 
dwuskrzydłowe drzwi, które łączyły salon z biblioteką.

– Może trochę później – odparła Sabrina. – Caleb wraz z Jakiem za 

parę minut będą tam mieli ważne spotkanie.

Na dźwięk imienia , Jake" oczy Cassie zalśniły. Sabrina popatrzyła 

na przyjaciółkę z zazdrością i rozczuleniem. Cassie i Jake byli w sobie 
tacy zakochani. Niby to nic dziwnego zaledwie kilkanaście dni przed 
ślubem... Ona też czasem marzyła o takim wielkim uczuciu, ale powoli 
zaczynała wątpić, że i do niej kiedyś uśmiechnie się szczęście.

Cassie była szczęśliwa i dokładnie wiedziała, czego pragnie: związać 

się z Jakiem na dobre i na złe.

Wygrała   los   na   loterii,   pomyślała   Sabrina.   To   takie   dziwne,   że 

jednym się w życiu wszystko układa tak łatwo i prosto, a innym nie...

– Gdzie mam zacząć? – spytała Cassie.
– Może od ściany, na której jest kominek – zaproponowała Paige. – 

Czy te kolejki zostały po poprzednim właścicielu? – Wskazała brodą na 
kolekcję Caleba.

– Ależ skąd! – odparła Sabrina. – Modelarstwo to hobby Caleba. 

Prócz całego taboru kolejowego z różnych stron świata ma też dziesiątki 
samochodów.   Podejrzewam,   że   kupił   dom   po   to,   by   móc   w   końcu 
rozstawić swoją ukochaną kolekcję.

– Dla żadnej kobiety by tego nie zrobił – mruknęła pod nosem Paige. 

Po   chwili   zorientowała   się,   że   niezbyt   taktownie   się   zachowała.   – 
Przepraszam, Sabrino, nie chciałam cię urazić. Boję się o ciebie, a raczej 
tego, co cię może spotkać ze strony Caleba, stąd moje zgryźliwe uwagi...

background image

– Nie przejmuj się, Paige, nic mi nie będzie – odpowiedziała Sabrina 

łagodnie.   Po   raz   kolejny   pożałowała,   że   nie   może   powiedzieć 
przyjaciółkom prawdy. Jednak gdyby przyznała się, że Caleb w pewnym 
sensie   ją   zaszantażował,   to   Paige   i   Cassie   nigdy   by   mu   tego   nie 
darowały. A zachowując tajemnicę będzie przynajmniej mogła udawać 
pierwszą w dziejach kobietę, która porzuciła Caleba Tannera.

– Czy obmyśliłaś już menu na jutrzejszy obiad? – Cassie zmieniła 

temat na bardziej neutralny.

– Nie mam do tego głowy – odparła Sabrina. – Najpierw – musimy 

skończyć remont. Jak będę robiła tysiąc rzeczy naraz, to w końcu nic z 
tego nie wyjdzie. Jennings obiecał nam pomóc.

–   Skoro   tak,   to   wezmę   na   siebie   przygotowanie   przyjęcia   – 

zaproponowała Paige. – Podejrzewam, że Caleb nie wydawał jeszcze w 
tym domu tak wystawnego obiadu.

– Dzięki za pomoc, jesteś cudowna – ucieszyła się Sabrina.
Nagle   w   torebce   Paige   zadzwoniła   komórka.   Paige   wygrzebała 

telefon.

–   Cześć,   mamo.   Co   się   dzieje?   –   Przycisnęła   telefon   ramieniem, 

ponownie weszła na drabinę i zaczęła malować.

Sabrina i Cassie spojrzały na siebie porozumiewawczo. Wiedziały, że 

Eileen za wszelką cenę będzie się starała ściągnąć córkę do domu.

– Czy Caleb opowiadał ci coś o tym facecie, który kandyduje na 

stanowisko dyrektora generalnego? – spytała Cassie.

– Niewiele – odparła Sabrina. – Przyjeżdża do Denver, by odebrać 

jakąś nagrodę. Caleb uznał, że to dobra okazja, by go bliżej poznać.

– Mamo, nie denerwuj się. Przyjadę tak szybko, jak to możliwe... – 

dotarł do  nich fragment rozmowy  Paige. Nie  zdołała  powiedzieć  nic 
więcej, bo trzymana między ramieniem a uchem komórka wysunęła się, 
a   Paige   odruchowo   wyciągnęła   po   nią   rękę,   niestety   tę,   w   której 
trzymała puszkę z farbą.

Cassie odstawiła farbę i podbiegła szybko do Paige.
Sabrina zrobiła to samo, ale było za późno.
Puszka wypadła Paige z ręki i zielona farba z bulgotem wylała się na 

podłogę. Zielone jeziorko sunęło szybko naprzód i nim którakolwiek 
zdążyła temu zapobiec, rozlało się po dywanie.

Paige stała jak skamieniała. Wyglądała, jakby za chwilę miała się 

background image

rozpłakać.

– To nie może być prawda – wyszeptała.
– Niestety, to prawda – jęknęła Sabrina. – Dywan jest stary. I tak był 

przeznaczony do wyrzucenia, ale co my zrobimy z podłogą?

–   Jeśli   szybko   zbierzemy   farbę   i   przetrzemy   podłogę 

rozpuszczalnikiem,   to   nie   powinno   być   śladu.   –   Cassie   jak   zwykle 
okazała się najbardziej praktyczna. – Sabrino, przynieś jakieś szmaty, a 
ty, Paige, na razie zbieraj farbę gazetami.

Wkrótce sytuacja została opanowana. Zwinęły dywan, zebrały farbę i 

dokładnie zmyły plamy na podłodze rozpuszczalnikiem.

– Utopiłam w farbie telefon – jęknęła Paige.
Sabrina i Cassie starały się nie parsknąć śmiechem, ale nie udało im 

się powstrzymać wesołości.

–   Nie   przejmuj   się.   Takie   straty   nie   narażą   naszej   firmy   na 

bankructwo. Ja swój rozbiłam w czasie Halloween. – Sabrina pogłaskała 
przyjaciółkę po ramieniu.

– Ciekawe, czy Eileen uwierzy, że telefon naprawdę wpadł do farby – 

krztusiła się ze śmiechu Cassie. – Pewnie będzie uważała, że to my z 
Sabriną znów coś zmajstrowałyśmy, żeby nie mogła co chwila dzwonić.

Cassie   zamilkła   i   przez   chwilę   intensywnie   się   nad   czymś 

zastanawiała.

– Ja mam Jake'a, Sabrina ma Caleba, to niesprawiedliwe, że Paige ma 

tylko   Eileen.   –   Cassie   spojrzała   na   Sabrinę.   –   Wiesz,   musimy   coś 
wymyślić, żeby Paige w końcu też spotkała mężczyznę swego życia.

–   To   nie   takie   proste   –   odpowiedziała   z   przekonaniem   Sabrina. 

Niestety, nie mogła wyznać prawdy...

– I ty to mówisz?! Przecież wy z Calebem poznaliście się w zupełnie 

niezwykły sposób.

background image

Rozdział 7

Poniedziałkowe   przedpołudnie   upłynęło   Calebowi   na   rutynowych 

spotkaniach z personelem. Odbywały się one w domu, gdyż Caleb nie 
chciał forsować nogi.

Przyłapał się na tym, że w ich trakcie kilka razy ziewnął. Jake mu 

sugerował,   że   powinien   sprawy   organizacyjne   i   finansowe   przekazać 
komuś innemu. Jego najmocniejszą stroną było opracowywanie nowych 
rozwiązań.   To   naprawdę   uwielbiał   robić   i   oddawał   się   temu   zajęciu 
całym sercem. Znalezienie nowego dyrektora generalnego pozwoliłoby 
mu uwolnić się od tych zajęć, które zawsze go nużyły.

Caleb zauważył, że jeden z młodych inżynierów, Erie, jest czymś 

niezwykle poruszony. Wiedział, co to oznacza – jakieś nowe pomysły. 
Mam nadzieję, że wkrótce będę się zajmował tylko nowymi projektami, 
westchnął w duchu.

Mason   Maxwell   miał   dla   nich   trzech   kandydatów   na   stanowisko 

dyrektora generalnego. Emerytowanego pułkownika, młodą, niezwykle 
energiczną   kobietę,   i   Austina   Weavera,   o   którym   wiele   pisano   w 
gazetach.

Nazwisko Weaver było wymawiane przez ludzi z branży z wielkim 

szacunkiem,   może   z   wyjątkiem   tych,   którzy   przegrali   z   nim   w 
bezpośrednim starciu. Ci nienawidzili go serdecznie, gdyż Weaver był 
bezwzględny.

Calebowi   przypadła   najbardziej   do   gustu   właśnie   ta   kandydatura. 

Niepokoiło go jednak to, czy Weaver w ogóle będzie zainteresowany 
ofertą pracy. W końcu Tanner Electronics w porównaniu z Sony czy 
General   Electrics   było   zaledwie   niewielką,   choć   bardzo   obiecującą 
firmą. Nie mówiąc o tym, że Austin Weaver musiałby przenieść się z 
Nowego Jorku do Denver.

Musiał   więc   użyć   całego   swojego   czaru,   żeby   Weaver   dał   się 

zaprosić na obiad. Jake uważał, że to strata czasu, bo nie bardzo czym 
mają skusić tak potężnego i rozrywanego człowieka, który mógł do woli 
przebierać   w   propozycjach.   Caleb   jednak   postanowił   spróbować,   w 
końcu nie miał nic do stracenia.

Liczył na to, że Weaver, który pracował w obecnej firmie już ponad 

background image

pięć   lat,   być   może   pragnął   zmiany.   Gdyby   tak   było,   to   propozycja 
zajęcia się Tanner Electronics mogłaby okazać się dla niego szalenie 
interesująca.

Z   sąsiedniego   pokoju,   w   którym   pracowała   Sabrina   wraz   z 

przyjaciółkami, dobiegały rozmaite stuki. Caleb starał się nie zwracać na 
nie uwagi. Jednak gdy usłyszał wielki huk, a potem wrzask Sabriny, 
przeprosił zgromadzonych i wyszedł zobaczyć, co się stało.

Otworzył drzwi i ostrożnie zajrzał do pokoju. Na pierwszy rzut oka 

wydawało się, że żadnej z dziewczyn nic się nie stało. Jednak wymyślne 
wzorki   na   ich   ubraniach   były   niezbitym   dowodem,   że   jednak   coś 
musiało się wydarzyć.

Sabrina robiła coś z podłogą, jednak Caleb nie zwracał na to uwagi. 

Nie mógł natomiast oderwać wzroku od jej smukłych bioder i niezwykle 
długich nóg. Nagle wyprostowała się i odgarnęła włosy z twarzy. W tym 
momencie na jej policzku pojawił się zielony szlaczek.

Caleb   zamrugał   oczyma   ze   zdziwienia   i   pomyślał,   że   ma 

przywidzenia.   Spojrzał   na   Cassie,   na   jej   bluzie   wzorek   również   był 
zielony.   Paige   wyglądała   najlepiej,   choć   i   ona   była   gdzieniegdzie 
wymazana na zielono.

– Myślałem, że tej zielonej farby wystarczy do pomalowania całego 

domu – powiedział Caleb, ciągle stojąc w progu. – Ale skoro ozdabiacie 
nią siebie, to nie jestem pewien, czy...

Urwał, bo w tym momencie Sabrina rzuciła w niego ręcznikiem, w 

który właśnie wycierała dłonie. Zwinięty w kulkę ręcznik leciał niczym 
piłka.

Caleb zapomniał o chorej nodze i usiłował odskoczyć. Jednak jego 

sprawność pozostawiała jeszcze wiele do życzenia. Gdy przeniósł ciężar 
na chorą nogę, przewrócił się, a na dodatek uderzył głową we framugę 
drzwi. Przed oczyma zobaczył tysiące gwiazd, a chwilę potem na głowę 
spadł mu ręcznik i przesłonił cały świat.

Sabrina z okrzykiem przerażenia rzuciła się w jego stronę. Była blada 

jak ściana, zdenerwowana, bliska paniki. Ściągnęła mu z twarzy ręcznik 
i przyłożyła rękę do krtani.

Czy ona chce mnie udusić? – pomyślał, nie do końca jeszcze zdając 

sobie sprawę, co się dzieje.

Gdy tak się nad nim pochylała, jej flanelowa koszula rozchyliła się i 

background image

Caleb   zobaczył   niezwykle   kształtne   piersi   w   czarnym,   koronkowym 
staniczku.

Pomyślał, że warto było dla tego widoku wycierpieć o wiele więcej.
– Caleb masz bardzo przyspieszony puls – szepnęła z przerażeniem.
– O, nie wątpię. – Jego głos brzmiał dziwnie głucho.
Sabrina  dostrzegła  wreszcie,  w  co  wpatruje  się  Caleb.  Usiadła  na 

piętach i zebrała poły koszuli.

– Wszystko co dobre, szybko się kończy – zamruczał zmysłowo.
– Zaraz cię palnę – zezłościła się.
– Myślałem, że jako mój anioł opiekuńczy postanowiłaś ulżyć mi w 

bólu...

Ze złością zarzuciła mu z powrotem na twarz wilgotny ręcznik.
Caleba   rozśmieszyła   jej   reakcja.   Był   zdziwiony,   że   widok   piersi 

Sabriny tak bardzo go podniecił. W końcu widział już w życiu niejedno i 
takie obrazki nie powinny aż tak działać na jego wyobraźnię. Być może 
to ten kontrast między flanelową koszulą a czarną koronkową bielizną... 
Tak, to pewnie dlatego, starał się wytłumaczyć sobie swoją reakcję.

– Chyba nic mu się nie stało? – Sabrina zwróciła się do przyjaciółek.
Caleb wstał powoli, niepewnie się uśmiechając.
– Zostawiam was, bo zdaje się, że moja wizyta wprowadziła niezłe 

zamieszanie. – Mrugnął łobuzersko i kuśtykając wrócił na naradę.

– Już myślałam, że tym razem załatwiłaś go na dobre – parsknęła 

śmiechem Cassie, gdy zostały same.

–   Kochanie,   ty   czasem   jesteś   zupełnie   nieobliczalna   –   pokręciła 

głową Paige.

– To prawda – przyznała Sabrina. – Ale na szczęście nic się nie stało.
Bez   żadnych   przygód   skończyły   malowanie   salonu,   ale   do   końca 

dnia,   mimo   pootwieranych   okien,   w   pokoju   unosił   się   intensywny 
zapach farby.

Sabrina   właśnie   stała   na   drabinie   i   zawieszała   zasłonę,   gdy 

przykuśtykał Caleb. Wciąż był blady. Wyciągnął się na kanapie, a nogę 
położył nieco wyżej.

–   Przykro   mi   z   powodu   tego,   co   się   stało   –   odezwała   się   cicho 

Sabrina.

– Jest w tym trochę mojej winy – odparł. – Na chwilę zapomniałem, 

że nie należy się do ciebie zbliżać, gdy pracujesz. Powinienem raz na 

background image

zawsze zapamiętać, jakie to niebezpieczne.

Nic nie odpowiedziała, choć w duchu przyznała mu rację. Z jednej 

strony miała wyrzuty sumienia, że tak bez chwili zastanowienia rzuciła 
w niego ręcznikiem, a z drugiej była na niego wściekła. Bezwstydnie 
wlepiał gały w jej biust... Wiele dałaby za to, żeby wreszcie wynieść się 
z tego domu. Jednak umowa to umowa, a poza tym nie chciała narażać 
Wypożyczalni Zon na poważne straty.

Dotrzyma warunków umowy, choćby ją to miało wiele kosztować, 

postanowiła. W tej chwili najbardziej niepokoiła się, czy zdążą skończyć 
rozpoczęte prace dekoratorskie przed jutrzejszym proszonym obiadem. 
Jak na razie dom wyglądał jak pobojowisko.

– Może odwołasz ten obiad? – zaproponowała nieśmiało.
– Wiesz, że nie mogę tego zrobić.
– Chodziło mi o to, że mógłbyś przecież zaprosić gości gdzie indziej.
–   Nie,   Sabrino,   w   tej   chwili   nie   będę   niczego   zmieniał.   Musicie 

zdążyć.

– To chociaż zgódź się na wypożyczenie mebli, kupowanie ich w 

pośpiechu nie jest najrozsądniejsze.

– Ale ja dokładnie wiem, co mi się podoba – odparł.
– Tak?
– Podobają mi się takie meble, jakie były u ciebie w biurze – odparł. 

– Wiesz, te, które stały w salonie.

– To antyki – odpowiedziała.
– W ogóle masz dobry gust – przyznał.
Sabrina trochę zawstydziła się, słysząc taki komplement.
– Gdy postanowiłaś pomalować salon na zielono, nie byłem do końca 

przekonany do tego pomysłu – przyznał się. – Teraz uważam, że trafiłaś 
w dziesiątkę.

– Ściany to nie wszystko – powiedziała jakby do siebie. – Naprawdę 

uważam, że bezpieczniej byłoby zarezerwować stolik w „Pinnacle".

– Nie bój się, wszystko będzie dobrze – powiedział uspokajająco. – 

Poza tym nie mogę tego zrobić Jenningsowi, byłby bardzo zawiedziony, 
gdybym   teraz   zmienił   plany.   Pewnie   uznałby,   że   nie   wierzę   w   jego 
umiejętności kulinarne.

–   Trzeba   wypożyczyć   meble,   zastawę,   obrusy,   nie   mówiąc   już   o 

przygotowaniu samego obiadu – wyliczała zaniepokojona.

background image

– Możemy pożyczyć zastawę od Cassie, pewnie dostała w prezencie 

ślubnym mnóstwo szkła – znalazł proste rozwiązanie Caleb.

– Chyba żartujesz! – oburzyła się nie na żarty. – Przecież to prezenty 

ślubne.

–   Och,   kobiety   są   takie   sentymentalne.   Zawsze   mnie   dziwiło,   że 

przywiązują tak duże znaczenie do szklanek czy talerzy.

– Nie, to zupełnie wykluczone.
–   W   takim   razie   kup   zastawę,   wiesz,   że   koszty   nie   grają   roli   – 

powiedział.

Sabrina omal nie podskoczyła z radości. Uwielbiała robić zakupy, a 

świadomość,   że   będzie   kupowała   zastawę   dla   Caleba,   wprawiła   ją 
niemal w stan euforii.

– Czy coś jeszcze powinnam wiedzieć na temat twojego gościa? – 

spytała.

– A chciałabyś wiedzieć?
– Przed wyborem dań wolałabym się upewnić, czy nie ma żadnej 

alergii,   jak   duże   znaczenie   przywiązuje   do   etykiety   i   tym   podobne 
rzeczy.

– Niestety, nie bardzo mogę ci pomóc.
– A ile osób będzie na kolacji?
– Wygląda na to, że siedem. Brakuje nam jednej kobiety, żeby było 

po tyle samo pań co panów.

– Mogłabym zaprosić Paige, ale ona pewnie się nie zgodzi – odparła 

Sabrina. – Więc jeśli Austin Weaver...

– O nie, jeśli Weaver z tego powodu miałby odrzucić propozycję 

pracy   w   Tanner   Electronics,   to   wcale   bym   tego   nie   żałował. 
Oznaczałoby to bowiem, że zupełnie nie pasuje do mojej firmy.

– Zgadzam się z tobą – przyznała.
–   A   zatem   uważasz,   że   maniery   pracowników   Tanner  Electronics 

pozostawiają wiele do życzenia? – Spojrzał na nią podejrzliwie.

– No cóż, nie to miałam na myśli – powiedziała z ociąganiem. – 

Chociaż   zmusiłeś   mnie   szantażem,   żebym   tu   zamieszkała,   a   takie 
zachowanie na pewno nie jest świadectwem nienagannych manier...

– Przeciwnie. To uczciwa umowa – zaprotestował.
– Dobrze, skończmy ten temat – ucięła. – Miałam ciężki dzień i nie 

jestem w nastroju do kłótni – dodała.

background image

–   Możemy   porozmawiać   o   czymś   przyjemnym   –   uśmiechnął   się 

zabójczo. – A w każdym razie musisz mi pomóc dowlec się do łóżka, 
sam nie dam rady...

– Nie chcesz spać tutaj? – zaproponowała.
– Nie, tu tak śmierdzi farbą, że jutro wstałbym z bólem głowy. Poza 

tym   tam   na   górze   jest   szerokie   wygodne   łóżko,   więc   jeśli   miałabyś 
ochotę...

– Tego jeszcze brakowało – mruknęła. Udawała obojętność, ale jego 

na wpół poważna propozycja sprawiła, że przebiegł ją dreszcz.

– Pomóż mi tylko zawiązać buty, bo sam nie dam rady. Potem zejdź 

na dół witać gości – poprosił Caleb Jenningsa.

–   Panna   Saunders   jest   dziś   bardzo   zdenerwowana   –   powiedział 

Jennings.

– Bardzo się przejmuje – uśmiechnął się Caleb. Faktycznie Sabrina 

od rana była prawie nieprzytomna ze zdenerwowania, jakby na obiad 
miała przyjść para królewska lub co najmniej przyszli teściowie... Skąd 
u mnie takie skojarzenia, zdziwił się.

Włożył marynarkę, poprawił przed lustrem krawat i zszedł o kulach 

na dół.

Sabrina   zapalała   świeczki   ukryte   w   kompozycjach   z   kwiatów, 

którymi ozdobiono stół.

–   Piękne   –   zachwycił   się   Caleb,   gdy   ujrzał   smukłą   i   ponętną 

sylwetkę, której kształty podkreślał jeszcze krój wieczorowej sukni.

Odwróciła głowę i spojrzała na niego uważnie. Caleb uznał, że lepiej, 

by nie wiedziała, co miał na myśli.

– Pięknie przystrojony stół – powiedział.
Sabrina   uśmiechnęła   się.   Właściwie   spodziewała   się   takiego 

komplementu.

– Pożyczyłam chińską zastawę od Paige – powiedziała. – Świetnie 

współgra z kolorem ścian. Bardzo się zdziwiłam, że miała coś takiego.

– A co w tym dziwnego?
–   Chodzi   o   to,   że   zawsze   praktyczna   Paige   kupiła   coś   tak 

wyjątkowego,   ten   wzór   to   krótka   seria,   produkowano   ją   tylko   przez 
kilka lat.

– Cóż, po prostu lubi ładną zastawę – odparł obojętnie Caleb.
– Wcale nie. A zastawa była głęboko schowana.

background image

– Przestań wszystko bez przerwy analizować, po prostu ciesz się, że 

zdobyłaś tak piękne talerze – obrócił wszystko w żart. – Nie przejmuj 
się takimi drobiazgami.

–   Ktoś   musi,   jeśli   to   przyjęcie   ma   się   udać.   –   Znów   zrobiła 

zatroskaną minę.

– Zacznij się dobrze bawić – powiedział Caleb. Nagle pod wpływem 

impulsu pochylił się, żeby ją pocałować.

– Nie, nie teraz – odpowiedziała Sabrina odruchowo.
Caleb   oniemiał.   Ta   odpowiedź,   nawet   jeśli   chodziło   wyłącznie   o 

zwykłe przejęzyczenie, zabrzmiała jak obietnica. Jak słodka, cudowna 
zapowiedź czarownych chwil, które niebawem nastąpią.

Już   czuł   się   zwycięzcą.   Wiedział,   że   wygrał   i   wkrótce   zbierze 

owoce...

– Jennings będzie potrzebował pomocy – powiedziała nieco oschle 

Sabrina. Udawała, że nic się nie stało. A może naprawdę nie zdawała 
sobie sprawy z tego, jak dwuznacznie zabrzmiały jej słowa?

Caleb musnął ustami jej włosy, nie mógł się powstrzymać. W tym 

momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.

– To twój gość – powiedziała Sabrina. – Pewnie chcesz z nim zostać 

kilka minut sam na sam.

– Wolałbym z tobą – wymruczał.
Z zadziwiającą konsekwencją udawała, że nie zwraca uwagi na jego 

zaloty i poszła szybko w stronę kuchni.

Caleb   z   najwyższym   trudem   zapanował   nad   swymi   emocjami   i 

skoncentrował się na czekającej go rozmowie.

Człowiek, który stanął w progu, wyglądał zupełnie inaczej, niż Caleb 

oczekiwał.   I   właściwie   trudno   było   powiedzieć,   skąd   bierze   się   to 
dziwne   wrażenie.   Fizycznie   wyglądał   dokładnie   tak,   jak   na   zdjęciu. 
Ubrany   był   zgodnie   z   przewidywaniami   Caleba   w   świetnie   skrojony 
garnitur. Miał modny krawat i starannie przystrzyżone czarne włosy. 
Jednak coś w jego wyglądzie zaskoczyło Caleba, niestety teraz nie miał 
czasu zastanawiać się nad tym.

– Dzień dobry panu. Cieszę się, że mogę pana poznać – przywitał 

gościa. Następnie zaprowadził go do salonu i zaproponował drinka.

– Poproszę szkocką z wodą – powiedział Weaver. Caleb podał mu 

szklankę i przygotował takiego samego drinka dla siebie.

background image

–   To   trochę   za   wcześnie   jak   na   wypadek   na   nartach   –   zagadnął 

Weaver.

–   Skręciłem   nogę   na   dziecięcym   przyjęciu   z   okazji   Halloween   – 

odparł ze śmiechem Caleb.

– Ma pan dzieci? – zdziwił się Austin.
– Nie, to było przyjęcie dla dzieci pracowników Tanner Electronics.
–   Dobry   pomysł,   takie   działania   stwarzają   przyjazną   atmosferę   w 

firmie i integrują zespół – pochwalił Weaver.

– Tak, to jeden ze sposobów, w jaki staramy się zatrzymać dobrych 

pracowników – wyjaśnił Caleb. – Jeśli będzie mógł pan zostać do jutra, 
chętnie   pokażę   panu   moją   firmę   –   dodał,   z   uwagą   przyglądając   się 
Austinowi.

– Mam samolot dopiero po południu – odparł Weaver. – Chętnie 

zobaczę, jak działa pańska firma.

Niezły z niego negocjator, pomyślał z uznaniem Caleb.
W   tym   momencie   weszła   Sabrina,   niosąc   kryształową   tacę   pełną 

gorących przekąsek.

Austin Weaver poderwał się na jej widok tak szybko, że Caleb nawet 

nie zdążył sięgnąć po kule.

Zgoda, trzeba być szarmanckim wobec dam, ale ten facet podskoczył, 

jakby poraził go prąd, przemknęło Calebowi przez myśl. Spojrzał na 
Sabrinę   i   po   raz   kolejny   uświadomił   sobie,   że   to   właściwie   nic 
dziwnego.  Większość   mężczyzn  na   jej   widok  tak   reagowała.  Trudno 
było   zachować   obojętność   wobec   tak   oszałamiającej   urody.   On   sam 
przecież, gdy tylko ją spostrzegł na przyjęciu z okazji Halloween, stanął 
jak wryty, co w pewnym sensie doprowadziło do tego nieszczęsnego 
wypadku.

Dziś wyglądała szczególnie zachwycająco, w krótkiej, obcisłej, białej 

sukience.

To   dziwne,   ale   miał   ochotę   dać   kuksańca   Austinowi,   żeby   ten 

opamiętał się wreszcie i przestał tak wybałuszać gały.

– Pani Tanner? – spytał Austin.
Sabrina uśmiechnęła się lekko, wyglądała na nieco zawstydzoną.
– Niezupełnie – odpowiedziała i potrząsnęła głową.
Ona flirtuje! – oburzył się w duchu Caleb. Co w tę kobietę wstąpiło? 

Czyżby Austin Weaver od pierwszego wejrzenia oczarował ją do tego 

background image

stopnia, że zapomniała o roli, którą ma odgrywać?

– Czy podać ci gorącą śliwkę? – Spojrzała na Caleba niewidzącym 

wzrokiem.

– Tak, poproszę – odparł.
Podała mu talerzyk i usiadła w fotelu tuż obok Weavera. Pogrążyli 

się w rozmowie na tyle, że Caleb zaczął się czuć jak piąte koło u wozu.

Rozległ   się   dzwonek   u   drzwi.   Caleb   chciał   nawet   wstać   i   pójść 

otworzyć,   bo   Sabrina   wydawała   się   zbyt   pochłonięta   słuchaniem 
opowieści gościa, by zwracać uwagę na otoczenie. Jednak nie musiał 
ruszać się z pokoju, bo Jennings wpuścił gości.

Do salonu wszedł Jake z Cassie i główny inżynier ze swoją nową 

dziewczyną. W pierwszej chwili nie zwrócił na nią uwagi, jako że ów 
inżynier   miał   słabość   do   długonogich   blond   piękności   o   ptasich 
móżdżkach i Caleb pomyślał, że to jedna z tego typu panienek.

Jakież   było   jego   zdziwienie,   gdy   okazało   się,   że   inżynierowi 

towarzyszy Angelique.

W Calebie wezbrała złość. Co też strzeliło Sabrinie do głowy, żeby 

zapraszać tę idiotkę? To głupia zagrywka, pewnie chciała mu dobitnie 
pokazać, jak bardzo różni się na korzyść od tej bezmózgiej ślicznotki, z 
którą Caleb jeszcze niedawno się prowadzał... Ze złością zagryzł wargi.

– Dzień dobry, Caleb – niemal zamruczała Angelique. – Wyglądasz, 

jak gdybyś... – urwała. Dała w ten sposób do zrozumienia, że to, co 
miała do powiedzenia, nie jest zbyt pochlebne. Potem odwróciła się do 
Sabriny.   –   Sabrino,   kochanie.   –   Cmoknęła   powietrze   obok   policzka 
Sabriny. – Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zjawiłam się na 
twoim przyjęciu...

Wściekłość   Caleba   nieco   zelżała,   gdy   spostrzegł,   że   Sabrina   jest 

równie zaskoczona, jak on.

– Moja przyjaciółka Missa jest chora, ale nie chciała stawiać swego 

chłopaka w niezręcznej sytuacji. Prosiła mnie, żebym zastąpiła ją na tym 
przyjęciu i oto jestem.

Caleb miał ochotę udusić tę wampirzycę, Sabrina, sądząc z wyglądu, 

miała ochotę zrobić dokładnie to samo.

–   Czy   już   jesteśmy   w   komplecie?   Siedem   osób?   –   trajkotała 

Angelique,   udając,   że   nie   zauważa   konsternacji,   jaką   wywołały   jej 
słowa. – Czyżbyś nie miała żadnej przyjaciółki, Sabrino, która mogłaby 

background image

nam   towarzyszyć,   czy   też   ze   zrozumiałych   względów   obawiałaś   się 
konkurencji?

Kątem oka Caleb dostrzegł, że w drzwiach wejściowych Jennings 

przyjmował jeszcze jednego gościa. Chwilę później do pokoju weszła 
jego matka.

–   Witaj,  Sabrino!  –  przywitała   się   serdecznie.  Później   pozdrowiła 

resztę   gości,   z   wyraźnym   chłodem,   graniczącym   niemal   z 
lekceważeniem, traktując Angelique.

Goście rozmawiali w małych grupkach. Calebowi wydawało się, że 

Sabrina bardzo się stara wywrzeć na jego matce dobre wrażenie.

–   Jeśli   się   zastanawiasz,   skąd   się   tutaj   wzięłam,   to   przyznam,   że 

jestem tu na prośbę Sabriny – zwróciła się do syna Catherine.

Jennings wniósł pierwsze danie, więc goście ruszyli w stronę stołu.
– Przepraszam, Sabrino, że nie mogę ci służyć ramieniem. – Caleb 

wsparł się na kulach. Tak czy owak powiedział to zbyt późno, gdyż 
Sabrinie właśnie szarmancko podał ramię Austin Weaver.

– Rozchmurz się, synku – usłyszał za plecami głos matki. – Poza tym 

jestem   tu   najstarszą   kobietą,   więc   tobie   przypada   zaszczyt 
poprowadzenia mnie do stołu.

– Oczywiście, mamo.
– Nie ma w tym nic dziwnego, że pani domu zajmuje się honorowym 

gościem – dodała Catherine. – Robi to z dużym wdziękiem i taktem. 
Spójrz,   jak   pięknie   razem   wyglądają,   obydwoje   tacy   wysocy, 
czarnowłosi i smukli.

– Tak, urody im nie brakuje – wycedził z niechęcią przez zaciśnięte 

zęby.

– Synu, nie poznaję cię. – Catherine popatrzyła na niego z lekkim 

zdziwieniem.   –   Nigdy   nie   widziałam,   żebyś   się   w   taki   sposób 
zachowywał. Cóż, może w końcu trafiła kosa na kamień... Chyba nie 
myślałeś, że taką kobietę jak Sabrina uda ci się zagarnąć na cały wieczór 
wyłącznie dla siebie?

–   Ależ   skądże,   mamo,   wszystko   jest   w   najlepszym   porządku   – 

odpowiedział nie do końca szczerze. Właściwie, co mnie to wszystko 
obchodzi, niech Sabrina robi, co chce. Nie moja sprawa, pomyślał.

background image

Rozdział 8

Sabrina   usiadła   z   gracją   na   krześle,   które   podsunął   jej   Weaver. 

Uśmiechnęła   się,   skinieniem   głowy   dziękując   mu   za   eleganckie 
zachowanie.

W głębi ducha jednak była przerażona. Coraz bardziej obawiała się, 

że ten wieczór zakończy się katastrofą. Wiedziała, że Angelique właśnie 
po to tutaj przyszła, żeby zemścić się na niej i na Calebie. Nie uwierzyła 
w bajeczkę o chorobie dziewczyny głównego inżyniera. Podejrzewała, 
że Angelique zaproponowała tamtej górę złota, by udawała tego dnia 
chorą.

Niepokoiło ją również zachowanie Caleba, który najwidoczniej nie 

miał zamiaru utemperować Angelique.

Austin Weaver chyba nie bardzo rozumiał, co tu się dzieje i wcale by 

się nie zdziwiła, gdyby wsiadł w taksówkę i wrócił do domu. Do tej 
pory nikt mu właściwie nie wyjaśnił, po co go tu zaproszono.

Sabrina   kątem   oka   obserwowała   gościa.   Ku   swemu   zdziwieniu 

dostrzegła, że wcale nie jest znudzony czy wściekły. Niewątpliwie był 
trochę zdziwiony, w tej chwili właśnie z niezwykłą uwagą przyglądał się 
czemuś   na   stole.   Wyszczerbiony   talerz?   –   pomyślała   w   popłochu. 
Weaver   nie   wyglądał   na   człowieka,   który   przejmowałby   się   takimi 
rzeczami.   Co   zatem   tak   bardzo   przyciągało   jego   uwagę?   Odwróciła 
głowę i spojrzała na niego.

– Jak pięknie pani przybrała stół – powiedział.
– Dziękuję – odparła, choć nie uwierzyła, że właśnie to przykuło jego 

uwagę.

–   Cóż   za   piękna   zastawa   –   ciągnął   Austin.   –   Czy   od   dawna   ją 

państwo macie?

–   Kieliszki   i   szklanki   są   w   rodzinie   Caleba   od   dawna   –   odparła 

Sabrina. – Catherine dostała je od swojej babki.

– Jak miło, że teraz pani może się cieszyć ich pięknem. Sabrina czuła 

na sobie niechętny wzrok Angelique, która niewątpliwie słyszała słowa 
Weavera. Czyżby nadal żałowała, że Caleb się z nią rozstał? I to w 
dodatku w dość bezceremonialny i brutalny sposób. A może po prostu 
naprawdę go kochała i była zazdrosna?

background image

Catherine również słyszała to, co powiedział Weaver.
– Jak to dobrze, że Caleb znalazł w końcu kobietę, która jest w stanie 

docenić   piękno   tej   zastawy,   a   nie   zastanawia   się   tylko   nad   jej   ceną 
rynkową – zwróciła się Catherine do Angelique.

Angelique   z   wściekłością   zmrużyła   oczy,   a   Sabrina   z   trudem 

powstrzymała śmiech.

– Ja najbardziej lubię pić mleko wprost z kartonu – mruknął pod 

nosem Caleb.

– Czy zbiera pan starą porcelanę? – spytała Sabrina Weavera.
– Szczerze mówiąc, w naszym domu najczęściej używamy talerzy 

jednorazowych, przynajmniej mam pewność, że nic im się nie stanie w 
mikrofalówce – odparł Austin.

Sabrinę   zaskoczyła   ta   odpowiedź,   bała   się   jednak   przerwać   tę 

rozmowę,   gdyż   wtedy   na   pewno   przy   stole   zapadłoby   krępujące 
milczenie.   Spojrzała   na   rękę   Austina,   nie   nosił   obrączki.   Powiedział 
jednak w „naszym domu", więc pewnie z kimś mieszka.

– Czy towarzyszka pańskiego życia nie mogła z panem przyjechać? – 

spytała, aby w końcu wyjaśnić sytuację.

–   Niestety,   była   już   wcześniej   umówiona   w   zoo   z   całą   czeredką 

przedszkolaków.

Sabrina   pomyślała,   że   miło   dla   odmiany   usłyszeć   o   żonie 

biznesmena, która spędza czas na pożytecznych zajęciach.

– Mieszkam tylko z córką – wyjaśnił Austin. – Jennifer ma pięć lat.
Sabrinie   nagle   zrobiło   się   przykro,   że   taki   wartościowy   człowiek 

został sam z dzieckiem.

– Jest pan samotnym rodzicem i tak świetnie radzi pan sobie z karierą 

zawodową? – spytała z podziwem Cassie, która siedziała naprzeciwko 
Weavera.

– O! Musi pan uważać – roześmiał się Jake. – Należy pan do grupy 

społecznej, narażonej na szczególne zainteresowanie Cassie i Sabriny. 
Wraz   ze   swoją   przyjaciółką   prowadzą   firmę,   która   nazywa   się 
Wypożyczalnia Żon. Pomagają zajętym ludziom w prowadzeniu domu i 
załatwianiu wszystkich codziennych spraw, na które zazwyczaj brakuje 
im czasu.

– To ciekawe – zainteresował się Austin.
– Właściwie zajmujemy się wszystkim oprócz opieki nad dziećmi, 

background image

choć   jeśli   przeniósłby   się   pan   do   Denver,   mogłybyśmy   pomyśleć   o 
rozszerzeniu naszej działalności – rozmarzyła się Cassie.

– To całkiem ciekawy pomysł – poparła ją Sabrina.
–   Muszę   przyznać,   że   to   brzmi   bardzo   obiecująco.   Zdaje   się,   że 

Denver to przyjazne miasto i warto pomyśleć o przeprowadzce.

Gdy Sabrina spojrzała na Caleba, zaskoczył ją chłód w jego oczach. 

Dziwne,   powinien   być   jej   raczej   wdzięczny,   że   zachęca   Austina   do 
rozważenia pomysłu o przeniesieniu się do Denver. Nie powinien też 
mieć pretensji, że wspomniały o Wypożyczalni Żon, gdyż to Jake zaczął 
rozmowę na ten temat.

Jednak   Caleb   traktował   ją   z   takim   chłodem,   jakby   była   jego 

śmiertelnym wrogiem. Nie miała pojęcia, o co mu właściwie chodzi.

Przyjęcie skończyło się wcześnie. Austin Weaver wyszedł pierwszy. 

Sabrina nie była tym zaskoczona, gdyż to spotkanie miało tak osobliwy 
przebieg,  że   trudno  było  kogokolwiek  winić  za   chęć  jak  najszybszej 
rejterady.

Zdziwiło   ją   natomiast,   że   Caleb   nie   ponowił   zaproszenia   do 

odwiedzin   w   siedzibie   Tanner   Electronics.   Jednak   największym 
zaskoczeniem   było   to,   że   Austin   Weaver   sam   przypomniał   o 
zaproszeniu i sam zapowiedział, że na pewno z niego skorzysta.

Sabrina nie rozumiała, o co w tej grze chodzi, co jest prawdą, a co 

tylko działaniem na pokaz. Mogłaby przysiąc, że Austin Weaver nie jest 
człowiekiem, który marnuje czas po próżnicy. Była pewna, że nie bez 
powodu postanowił obejrzeć Tanner Electronics.

Po odprowadzeniu honorowego gościa do drzwi wrócili z Calebem 

do   salonu,   właśnie   w   momencie   gdy   Cassie   zapraszała   Catherine   na 
swój ślub z Jakiem, który miał się odbyć w najbliższą sobotę.

–   Przepraszam,   że   zapraszam   panią   w   taki   sposób,   ale   wcześniej 

Caleb   skrzętnie   panią   przed   nami   ukrywał.   Nie   będzie   to   zresztą 
wystawne   przyjęcie,   tylko   spotkanie   w   gronie   przyjaciół   –   mówiła 
serdecznie Cassie.

–   To   z   pewnością   będzie   wspaniała   uroczystość,   ja   mam   już 

przygotowaną kreację – wtrąciła Angelique.

W tym momencie Sabrina uświadomiła sobie, że gdy miesiąc temu 

adresowały zaproszenia, Angelique była jeszcze dziewczyną Caleba, a 

background image

zatem automatycznie wciągnięto ją na listę gości. Kto mógł przypuścić, 
że sprawy przybiorą taki obrót?

– Na twoim miejscu nie liczyłabym na to, że skarby Catherine trafią 

w twoje ręce – powiedziała Angelique na tyle ściszonym głosem, żeby 
tylko Sabrina mogła to usłyszeć. – Nigdy nie zdołasz przywiązać do 
siebie   Caleba,   on   już   jest   z   tobą   nieszczęśliwy.   Może   tego   nie 
zauważyłaś?   –   Szybko   się   oddaliła,   nie   dając   Sabrinie   szansy   na 
odpowiedź. Zresztą Sabrina i tak nie wiedziałaby, jak się odgryźć.

W końcu goście się rozeszli, została tylko Catherine.
– Cieszę się, że już po wszystkim – powiedziała Sabrina.
– Tak? A mnie się wydawało, że świetnie się bawiłaś – powiedział z 

przekąsem Caleb.

– Pójdę zobaczyć, czy Paige nie potrzebuje pomocy. Wyglądała na 

trochę przybitą. – Catherine szybko się oddaliła.

Paige   przybita?   –   dziwiła   się   Sabrina.   Było   to   zupełnie   do   niej 

niepodobne, tym bardziej że od strony kulinarnej przyjęcie wypadło bez 
zarzutu.

Sabrina ruszyła za Catherine.
– A dokąd to? – zatrzymał ją Caleb.
– Idę posprzątać ze stołu – odpowiedziała spokojnie. – Jak chcesz ze 

mną porozmawiać, to możesz pójść ze mną. W każdym razie nie mam 
zamiaru wysłuchiwać twoich impertynencji.

Caleb podążył za nią.
– O, widzę, że uciekasz. To niezła linia obrony. – Jego głos brzmiał 

szorstko.

–   A   przed   czym   niby   miałabym   się   bronić   czy   uciekać?   –   Jego 

zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Jednak starała mu się tego 
nie okazać i z pozornym spokojem ustawiała na tacy brudne talerze. – 
Dołożyłam wszelkich starań, żeby przyjęcie się udało.

– Tak, zauważyłem, flirtowałaś na całego – powiedział chłodno. – 

Zaprosiłem go tu po to, by porozmawiać z nim o interesach, a nie by mu 
dostarczać rozrywek.

– Ja z nim flirtowałam? – Z brzękiem postawiła filiżankę na tacy. – 

Starałam   się   ratować   sytuację,   to   było   konieczne,   zwłaszcza   że 
Angelique   robiła,  co  w  jej  mocy,  by  zepsuć  przyjęcie.  Ty  siedziałeś 
naburmuszony   i   nawet   nie   próbowałeś   porozmawiać   ze   swoim 

background image

najważniejszym   gościem.   Powinieneś   być   mi   wdzięczny   za   to,   co 
zrobiłam!   –   Ustawiła   kieliszki   do   brandy   na   samym   szczycie   stosu 
talerzyków.

– Czy moja matka naprawdę pożyczyła ci wszystkie te kieliszki?
– Tak, twoje szczęście, bo gdyby należały do ciebie, jeden po drugim 

rozbiłabym ci je na głowie. – Chwyciła tacę, energicznie ominęła Caleba 
i wymaszerowała z pokoju.

W   kuchni   Jennings   sortował   talerze,   Paige   w   gumowych 

rękawiczkach stała przy zlewie i zmywała, a Catherine wycierała talerze 
i relacjonowała Paige przebieg spotkania.

Gdy Sabrina weszła, Catherine zamilkła.
– Czyżbyście miały przede mną jakieś tajemnice? – spytała Sabrina.
– Ależ skąd! – odparła Catherine. – Widzę, że coś cię zasmuciło. 

Podejrzewam, że pokłóciłaś się z Calebem... Pewnie denerwuje cię jego 
zaborczość.

Sabrina otworzyła usta ze zdziwienia. Caleb? Zaborczy w stosunku 

do niej? Gdyby powiedział to ktoś inny, a nie rozsądna i pozbawiona 
złudzeń Catherine, uznałaby to za szczyt naiwności. Tak dać się zwieść 
pozorom... Ale jeżeli nawet matka Caleba dała się nabrać i uwierzyła, że 
synowi zależy na Sabrinie, to coś było nie w porządku.

–   Odpocznij,   mamo,   przyszedłem   wam   pomóc.   Sabrina   aż 

podskoczyła, gdy usłyszała za plecami głos Caleba.

– Możesz usiąść i owijać kieliszki w papier, a potem pakować je do 

tych pudełek – zaproponowała.

Caleb usiadł w kącie kuchni, natychmiast zabierając się do roboty. 

Było to miłe zajęcie, które pozwalało myślom błądzić swobodnie.

Dlaczego   zachowanie   Sabriny   tak   bardzo   wyprowadziło   go   z 

równowagi?   Po   dłuższym   zastanowieniu   uznał,   że   w   zasadzie 
zachowywała się tak, jak przystało na dobrą panią domu. Zajmowała się 
honorowym gościem, przecież gdyby go ignorowała czy nie zauważała, 
byłoby to po prostu niegrzeczne.

Zresztą, gdyby Weaver zainteresował się propozycją pracy w Tanner 

Electronics, to i tak, zanim przeniósłby się do Denver, upłynęłoby trochę 
czasu. On z Sabrina nie musieliby już udawać narzeczonych. W takiej 
sytuacji może zainteresowałaby się Weaverem. Nie powinno mnie to 
obchodzić, powiedział sobie. Czy naprawdę nie potrafię myśleć o tym 

background image

bez   złości?   Ależ   oczywiście,   odpowiedział   sobie,   może   trochę   zbyt 
szybko.

Gdy tylko będę mógł chodzić bez kul, wracam do swego normalnego 

trybu życia; narty, paralotnia, motocykl. Dla takiej kobiety jak Sabrina 
na   dłuższą   metę   nie   ma   w   moim   życiu   miejsca.   Jest   szalenie 
niebezpieczna.

Centrum handlowe, gdzie co środę Cassie, Paige i Sabrina spotykały 

się na lunchu, nie było zatłoczone. Gdy Sabrina przyjechała, przyjaciółki 
już były na miejscu. Sabrina kupiła sałatkę z kurczaka i grzanki, po 
czym dołączyła do przyjaciółek.

–   Nie   wiem,   jak   ci   dziękować,   Paige,   za   wczorajszy   wieczór   – 

powiedziała serdecznie.

– Nie ma o czym mówić. – Paige wzruszyła ramionami. Była dziwnie 

osowiała i leniwie dłubała widelcem w sałatce.

– Największym plusem tego przyjęcia jest chyba to, że zaskarbiłaś 

sobie sympatię twojej przyszłej teściowej. – Cassie uściskała Sabrinę.

Sabrina   w   ostatniej   chwili   ugryzła   się   w   język.   A   już   miała 

powiedzieć, że Catherine nigdy nie będzie jej teściową.

– Jedzenie Paige też było cudowne – dodała Cassie.
–   Bez   przesady,   ja   tylko   pomagałam   Jenningsowi.   Dlaczego   głos 

Paige   brzmi   tak   smutno?   –   zastanowiła   się   Sabrina.   Przez   chwilę 
pomyślała,   że   przyjaciółka   żałuje,   iż   odrzuciła   propozycję   wzięcia 
udziału w przyjęciu. Na pewno milej spędziłaby czas w towarzystwie 
niż przy garnkach w kuchni. Po namyśle uznała jednak, że wspominanie 
o tym nie byłoby taktowne.

–   Czy   Jake   nie   mówił,   jak   udało   się   spotkanie   z   Austinem 

Weaverem? – spytała Sabrina Cassie.

– Nie byłaś na spotkaniu? – zdziwiła się Cassie.
– Nie, odwiozłam Caleba do firmy i zajęłam się innym klientem. Jake 

go odwiezie do domu.

– Ho, ho, że też zaborczy Caleb pozwolił ci się na chwilę wymknąć – 

zażartowała Cassie.

Sabrina   zdziwiła   się,   że   zarówno   Catherine,   jak   i   Cassie,   uznały 

Caleba za swoistego tyrana.

– A co z Weaverem? – wróciła do poprzedniego tematu Sabrina.

background image

–   Był   w   Tanner   Electronics,   spotkał   się   z   załogą   i   z   kadrą 

kierowniczą.   Zadawał   dużo   pytań   i   wydaje   się,   że   jest   na   serio 
zainteresowany posadą – relacjonowała Cassie.

– To świetnie – ucieszyła się Sabrina. Paige wypadł widelec z ręki.
–   To   wcale   jeszcze   nie   oznacza,   że   będzie   miał   ochotę   się   tu 

przenieść – mruknęła jakby do siebie.

– Racja, ale chyba się nad tym poważnie zastanawia – upierała się 

Cassie.

– Ja też uważam, że niedługo rozpoczną się poważne negocjacje – 

dodała Sabrina.

–   A   zatem   będzie   jeszcze   więcej   przyjęć   i   więcej   zamówień   dla 

naszej firmy – ucieszyła się Cassie.

– Nie będzie mnie wtedy w mieście – powiedziała nieoczekiwanie 

ostrym tonem Paige.

–   Ale   przecież   nie   wiemy   jeszcze,   kiedy   dostaniemy   zlecenie...   – 

Sabrina popatrzyła zdziwiona na Paige. – Chyba nas nie zostawisz na 
lodzie? Bez ciebie nie damy sobie rady.

– A swoją drogą, to niesamowite, że taki znany menedżer jak Austin 

Weaver zainteresował się Tanner Electronics – powiedziała z namysłem 
Cassie.

– Racja – przyznała Sabrina.
– Jeśli nie ma więcej spraw do omówienia, to idę popracować do 

domu. – Paige odsunęła od siebie talerz.

–   Poczekaj   jeszcze   chwilę   –   poprosiła   Sabrina.   –   Musimy   jakoś 

podzielić się zadaniami na przyszły tydzień, gdy Cassie i Jake pojadą w 
podróż poślubną. Na szczęście Caleb czuje się coraz lepiej, więc będę 
mogła poświęcić firmie trochę więcej czasu.

Cassie przyglądała się z uwagą Paige, która niespokojnie wierciła się 

na krześle. Co się z nią dzieje? Może nie powinnyśmy w jej obecności 
rozmawiać   o   naszych   partnerach?   Pewnie   jest   jej   przykro,   że   musi 
wysłuchiwać   opowieści   o   cudzym   szczęściu,   podczas   gdy   sama   nie 
spotkała jeszcze tego jednego jedynego, zastanawiała się Cassie.

–   Mam   nadzieję,   że   i   ty   w   końcu   odnajdziesz   swoje   szczęście   – 

powiedziała serdecznie do przyjaciółki.

– Odpowiada mi samotność – odparła obojętnie Paige.
– Każda tak mówi, dopóki nie spotka właściwego faceta. Może twój 

background image

książę czeka tuż za rogiem – odpowiedziała żartobliwie Cassie.

–   Nie   liczyłabym   na   to.   –   Paige   po   raz   pierwszy   tego   dnia 

uśmiechnęła się.

Jak   szybko   człowiek   przyzwyczaja   się   do   nowych   sytuacji, 

pomyślała   Sabrina,   gdy   parkowała   samochód   na   podjeździe   przed 
domem Caleba. Wracała tu już niemal automatycznie, jak do siebie.

Gdy weszła do holu, usłyszała, że Jennings rozmawia z kimś przez 

telefon.

– Nie, panie Maxwell, pan Tanner niestety nie może podejść, ma 

spotkanie – mówił Jennings.

–   Poczekaj,   Jennings!   –   zawołała.   –   Myślę,   że   Caleb   chciałby 

porozmawiać   z   panem   Maxwellem.   Poza   tym   zaraz   wychodzimy   na 
próbę ślubu.

–   W   tej   chwili   nie   może   podejść   –   powtórzył   Jennings.   –   Pan 

Maxwell pytał również o panią. – Podał jej słuchawkę.

Sabrina w tym momencie pożałowała, że nie ugryzła się w język. Ale 

było już za późno.

–   Czyja   to   próba   przedślubna?   –   zapytał   bardzo   zaintrygowany 

Mason.

– Nie moja – odparła chłodno.
– Szczerze mówiąc, tak przypuszczałem – odpowiedział. – Ale muszę 

ci powiedzieć, że twoi rodzice byli zachwyceni, gdy dowiedzieli się, że 
hm...   jesteś   z   Calebem   Tannerem.   Przyznam   szczerze,   że   nawet 
poczułem się nieco dotknięty...

–   Jak   widzę,   wszystko   im   wypaplałeś   –   mruknęła.   –   A   jeśli  mój 

ojciec uznał, że Caleb jest lepszą partią od ciebie, to z pewnością ci to 
okazał. On nie należy do osób, które przesadnie liczą się z cudzymi 
uczuciami – dodała spokojnie Sabrina.

– Wypytywał mnie o was, ale niewiele potrafiłem mu powiedzieć. 

Chyba zamierza zadzwonić do Caleba i zapytać go, jakie ma w stosunku 
do ciebie zamiary. Może nie być zadowolony z tego, co usłyszy...

–   Po   raz   pierwszy   jesteśmy   wyjątkowo   zgodni   –   powiedziała   z 

przekąsem.

– Gdyby twoja sytuacja uległa zmianie, choć oczywiście życzę wam 

dużo szczęścia, to pamiętaj, że podtrzymuję propozycję, którą ci kiedyś 

background image

złożyłem – wypalił nagle Mason.

Sabrina zaniemówiła, długo nie była w stanie wykrztusić ani jednego 

słowa.

–   Wiesz,   gdybyś   za   mnie   wyszła,   to   z   pewnością   ułożyłyby   się 

wreszcie twoje stosunki z rodzicami, pamiętaj o tym – dodał Mason.

–   Dobrze,   będę   o   tym   pamiętać,   choć   nie   przypuszczam,   żebym 

kiedyś miała ochotę skorzystać z twojej propozycji.

–   Poza   tym   powiedz   Calebowi,   że   nie   mogę   czekać   w 

nieskończoność,   aż   podejmie   decyzję,   czy   chce   się   spotkać   z 
kandydatem, którego mu przedstawiłem.

– Dobrze, przekażę mu – odparła.
Skończyli rozmowę i Sabrina ruszyła na górę poszukać Caleba. W 

salonie   go   nie   było,   sypialnia   również   była   pusta.   Zaintrygował   ją 
dziwny szum, dobiegający z góry.

Ach, już wiem, co to za ważne spotkanie, Caleb bawi się swoimi 

kolejkami,   pomyślała   z   rozbawieniem.   Poszła   na   górę.   W   pokoju 
rozstawiona była makieta ze stacjami, mostami i wiaduktami. Mostem 
przejeżdżał   właśnie   pociąg   towarowy.   Caleb   siedział   przy   stole   i 
obsługiwał panel kontrolny.

W pierwszej chwili pomyślała, że jej nie zauważył. Jednak Caleb 

zatrzymał pociąg na najbliższej stacji i odwrócił się do niej. Jego oczy 
błyszczały z entuzjazmu. Sabrinie na sekundę zrobiło się przykro, że jej 
towarzystwo nie budzi w nim takich emocji. Zaraz jednak opanowała się 
i przywołała do porządku. Przecież to zupełnie naturalne, że jest taki 
ożywiony. W końcu znalazł trochę czasu, by zająć się swoim hobby.

Rozejrzała   się   po   pokoju.   Niegdyś   musiała   tu   być   sala   balowa. 

Jeszcze do tej pory widać było resztki dawnej świetności. Kryształowy 
żyrandol,   stiuki   na   suficie,   złocenia   i   ogromne   okna   były   dobitnym 
świadectwem tego, że dawni właściciele domu nie żałowali pieniędzy na 
wystrój.

– Podejrzewam, że chcesz, abym porzucił swoje zabawki – jęknął 

Caleb. – I to po tym, jak się wdrapałem po tych cholernych schodach.

– Nie jest z tobą tak źle, skoro dałeś sobie radę – pochwaliła go.
– Dziś chodzę już tylko o jednej kuli i czuję, że z każdym dniem 

będzie lepiej. Może na uroczystość ślubną uda mi się pójść bez kul.

Pewnie tak, pomyślała. Wkrótce w ogóle nie będę musiała się nim 

background image

zajmować i wrócę do własnego domu, uświadomiła sobie. Dziwne, ale 
w tym momencie poczuła smutek, a nie radość.

– Co tam trzymasz za plecami? – spytał.
–   Chyba   potrafisz   czytać   w   moich   myślach,   bo   i   ja   doszłam   do 

wniosku, że możesz już odłożyć kule. Kupiłam to w antykwariacie. – 
Wyjęła zza pleców bardzo elegancką laskę ze srebrną główką.

– Dziękuję, jaka ładna – rozpromienił się i zamyślił na chwilę. – 

Wiesz, że gdyby nie ten nieszczęsny wypadek podczas Halloween, to 
poznalibyśmy się dziś, właśnie na próbie ślubu Cassie i Jake'a?

Spojrzała na niego zdziwiona. Skąd nagle u tego pragmatyka takie 

sentymentalne gadki? Co mu się stało?

– Pewnie byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy się poznali dopiero dziś, 

zapewne nie potrzebowałbyś tej laseczki – powiedziała.

– Gdybym cię poznał dopiero na próbie, z pewnością byłoby zupełnie 

inaczej... Byłbym zachwycony, widząc tak piękną kobietę...

Sabrina zadrżała. Gdyby poznali się dopiero dziś, nie byłoby bólu, 

złości i kłótni. Być może nawet poczuliby do siebie sympatię...

–   Ale   wtedy   pewnie   nigdy   nie   dowiedziałbym   się,   że   jesteś 

wyjątkowa... A w każdym razie nie dowiedziałbym się tego tak szybko.

Sabrina już nie słyszała, co do niej mówił, zrobiło jej się ciemno 

przed oczyma. Wszystko mogło być inaczej, może by się zaprzyjaźnili, 
może nawet... by ją pokochał, tak jak ona pokochała jego...

background image

Rozdział 9

Nieomal   równocześnie   z   myślą,   że   kocha   Caleba,   przez   głowę 

przemknęła jej inna, równie absurdalna – to po prostu niemożliwe, bym 
go pokochała. Jestem zmęczona, a Caleb też się trochę rozkleił, przecież 
my się nawet nie przyjaźnimy, przekonywała samą siebie.

Jednak myśl, że kocha Caleba, całkowicie Sabrinę oszołomiła. Skąd 

przyszły jej do głowy takie bzdury? Przecież Caleb zupełnie nie był w 
jej typie, na początku znajomości nawet go nie lubiła. Teraz sytuacja 
wyglądała   inaczej...   Owszem,   okazał   się   sympatycznym   facetem   i   z 
pewnością   niezwykle   pociągającym.   Jednak   od   lubienia,   czy   nawet 
pociągu seksualnego, do miłości bardzo długa droga... Czyżby ona już 
przebyła ten dystans?

Nie, to niemożliwe, żebym była głupsza od tych wszystkich panienek 

Caleba,   myślała   gorączkowo.   Z   pewnością   Angelique   nigdy,   nawet 
przez   moment   nie   pomyślała,   że   kocha   Caleba,   choć   z   pewnością 
darzyła   wielkim   uczuciem   jego   książeczkę   czekową.   I   pomyśleć,   że 
uważała się za mądrzejszą od tej blond wampirzycy...

Bzdura,   nonsens,   idiotyzm,   powtarzała   w   duchu.   Dlaczego   zatem, 

skoro to taki absurd, tak bardzo się tym przejęłam?

Caleb   przyglądał   jej   się   uważnie.   Zauważył,   że   coś   ją   bardzo 

poruszyło. Wiele oddałby za to, by poznać jej myśli.

Opanowała się z największym wysiłkiem i uśmiechnęła beztrosko.
–   Nie   znasz   moich   możliwości.   Szczerze   mówiąc,   powinieneś   się 

cieszyć,   że   nie   wylądowałeś   w   szpitalu.   No,   ale   wtedy   miałbyś 
wymówkę, żeby nie iść na ślub – dodała.

–   Dlaczego   wszyscy   uważają,   że   mam   coś   przeciwko   ślubom?   – 

obruszył się. – Lubię je, jak mecze koszykówki. Można popatrzeć, ale 
po co od razu pchać się na sam środek pola...

–   Być   może   powinieneś   prezentować   ten   pogląd   każdej   nowo 

poznanej kobiecie. Oszczędziłoby ci to wielu kłopotów. – Nawet udaje 
mi   się   żartować,   pomyślała   o   sobie   z   dumą.   –   No,   dość   tych 
filozoficznych pogaduszek. Pora zająć się prawdziwym ślubem. Chodź, 
trzeba się przebrać do próby.

–   Poczekaj   chwilę.   –   Caleb   pochylił   się,   by   ponownie   włączyć 

background image

kolejkę.

Pociąg   towarowy   potoczył   się   po   torach   i   zatrzymał   tuż   u   stóp 

Sabriny.   Na   węglarce   leżał   podłużny   pakunek   owinięty   w   srebrny 
papier.

– To tylko skromne podziękowanie za to, jak zachowałaś się podczas 

obiadu na cześć Weavera – powiedział Caleb miękko.

Podniosła   pudełeczko   i   uchyliła   srebrne   wieczko.   W   środku   na 

delikatnym   aksamicie   leżała   piękna,   misternej   roboty   platynowa 
bransoletka. Sabrina nie wybrałaby chyba lepiej... To było niesamowite. 
Poczuła, że uginają się pod nią kolana, a do oczu napływają łzy.

Nie! – powiedziała sobie twardo, nie jesteś w nim zakochana. Wybij 

sobie   wreszcie   te   bzdury   z   głowy.   Uśmiechnęła   się   miło,   ale 
konwencjonalnie. Zrobiła to, co należało. Przecież ten piękny prezent 
był tylko elegancką formą podziękowania, niczym więcej. Delikatnie 
wyjęła bransoletkę i uniosła ją do góry.

–   Ładna   –   powiedziała   tak   nonszalancko,   jakby   otrzymywanie 

platynowych bransoletek było dla niej chlebem powszednim. – Pewnie 
już dawno ją kupiłeś, co? Leżała i czekała na odpowiednią okazję.

– O tak, zaraz zadzwonię i zamówię kolejną partię. – Caleb nie krył 

rozbawienia.

Gdy Sabrina i Caleb przyjechali na miejsce, w kaplicy była już mniej 

więcej   połowa   gości.   Caleb   nie   przepadał   za   tego   rodzaju 
uroczystościami, ale bardzo lubił Jake'a i nie chciał mu sprawić zawodu. 
Polubił też Cassie, którą po bliższym poznaniu uznał za ładną i miłą 
dziewczynę, choć zupełnie nie w jego typie.

Zastanawiał się, dlaczego do jednej osoby, tak jak on do Sabriny, 

czujemy pociąg od pierwszej chwili, a do innych, nawet równie ładnych, 
nie.  Czy  to  hormony,  głód  duszy,  czy  też   przeznaczenie?   Być  może 
wszechwiedząca   natura   tak   nami   kieruje,   byśmy   wybrali 
najodpowiedniejszego dla siebie partnera?

Ślub i związane z nim uroczystości zawsze skłaniały ludzi do tego, 

by   myśleli   o   miłości.   Sabrina   jednak   nie   myślała   o   szczęściu 
przyjaciółki.   Z   całą   jasnością   uświadomiła   sobie,   że   naprawdę   jest 
zakochana w Calebie i nie potrafiła przejść nad tym faktem do porządku 
dziennego. Nie wiedziała, co robić. W tej chwili pragnęła tylko, żeby 

background image

Caleb niczego sienie domyślił.

A może on już wie? – pomyślała przerażona. Czasem wydawało jej 

się, że wprost czyta w jej myślach. Nie, to niemożliwe, w końcu potrafię 
się przecież kontrolować. Jego dotychczasowe kontakty z kobietami nie 
opierały   się   na   miłości,   lecz   na   pociągu   fizycznym,   nie   mógł   zatem 
wiele   wiedzieć   o   prawdziwych   uczuciach.   W   końcu   oparte   na 
wzajemnym pociągu związki łączyły go z Angelique, Muffy, Candi... i 
wieloma innymi, których na szczęście nie miała okazji poznać.

– Kto w sobotę będzie podawał obrączki? – zapytał głośno ksiądz.
Sabrina   tak   bardzo   była   zaabsorbowana   swoimi   myślami,   że 

zapomniała, iż trzyma obrączkę Jake'a. Drugą obrączkę miał Caleb.

Spojrzeli   na   siebie.   Co   dziwne,   Caleb   wydawał   się   szczerze 

wzruszony   przygotowaniami   do   ceremonii.   Gdyby   tak   można   było 
poznać jego myśli... Odwróciła wzrok, by nie zdradzić się ze swoimi 
uczuciami.

Patrzyła   teraz   na   Cassie   i   Jake'a.   Boże,   jak   błyszczą   im   oczy, 

pomyślała   wzruszona.   Przecież   to   zaledwie   próba   ceremonii   ślubnej. 
Jeżeli teraz są tacy wzruszeni i zdenerwowani, to jak będą przeżywać 
właściwy ślub?

Och, jak bardzo bym chciała, żeby Caleb kiedyś patrzył na mnie z 

równym oddaniem i czułością, załkało jej serce. Nie, teraz nie była w 
stanie zaprzeczyć, że jest zakochana w Calebie. Po raz pierwszy w życiu 
dopadła ją gorąca i ślepa miłość.

Teraz   już   nie   uważała   go   za   playboya   i   podrywacza,   lecz   za 

interesującego, wrażliwego i pociągającego mężczyznę. Już nic nie było 
w stanie ochronić jej przed jego urokiem. O takim mężczyźnie zawsze 
marzyła i tylko z takim chciała spędzić resztę życia.

Jaka ja byłam ślepa, gdy uważałam, że jestem odporna na jego urok. 

W   ciągu   dwóch   tygodni,   które   z   nim   spędziła,   pojawiło   się   wiele 
znaków ostrzegawczych, jednak Sabrina je zignorowała. Teraz już było 
za późno, by płakać z powodu swojej lekkomyślności...

Nie była aż tak naiwna, by uważać, że Caleb też może być w niej 

zakochany.  Przecież   jasno   i   jednoznacznie   określił  swój  stosunek  do 
kobiet.   Wprawdzie   pociągała   go,   ale   tak   samo   pociągały   go   inne: 
Angelique, Muffy i Candi. Caleb lubił otaczać się kobietami, uwielbiał 
być przez nie adorowany...

background image

Cassie   i   Jake   składali   właśnie   próbną   przysięgę   małżeńską.   Głos 

Cassie   drżał,   a   Jake   delikatnie   pogładził   narzeczoną   po   policzku   i 
popatrzył na nią z miłością.

Wzruszenie ścisnęło Sabrinie gardło. Oddałaby pół życia za to, by 

Caleb choć raz w taki sposób na nią spojrzał. Ale to niemożliwe, by 
kiedykolwiek ją pokochał. Skoro on nie odda mi swojej duszy, to może 
chociaż   uda   mi   się   rozpalić   jego   namiętność,   myślała   rozpaczliwie. 
Może namówię go na romans, który dla niego będzie tylko kolejnym nic 
nie znaczącym flirtem, a dla mnie najsłodszym wspomnieniem...

Spojrzała na Caleba w momencie, gdy i on odwrócił głowę w jej 

stronę. Ich oczy się spotkały, przez moment wydawało się Sabrinie, że 
zajrzał aż na dno jej duszy. Lecz po chwili Caleb odwrócił wzrok, jakby 
nigdy nic. Poczuła bolesne ukłucie w sercu. Nie była w stanie znieść 
jego jawnej obojętności.

Po ceremonii szybko pożegnała Cassie i Jake'a i pobiegła do swojego 

samochodu. Potrzebowała choć chwili samotności. Patrzyła, jak Caleb 
ściska   dłoń   Jake'a,   uśmiecha   się   do   Cassie,   a   potem   idzie   w   stronę 
samochodu. Tak, ja go nic nie obchodzę, uświadomiła sobie.

Zebrała   wszystkie   siły,   by   za   wszelką   cenę   ukryć   swoje   uczucia. 

Caleb z beztroskim uśmiechem wsiadł do samochodu.

– Co cię tak rozśmieszyło? – spytała.
– Brat Jake'a zapytał, czy noszę czarny garnitur na znak żałoby po 

przyjacielu, który traci wolność.

–   Ciekawa   jestem,   co   na   to   jego   żona   –   odpowiedziała   również 

żartem.

– Na szczęście tego nie usłyszała. Pamiętasz, że jesteśmy umówieni z 

Cassie i Jakiem w „Pinnacle"?

– W porządku – odparła.
Podjechali pod restaurację, Sabrina zaparkowała i weszli do środka. 

Górny taras restauracji umieszczono na obrotowej platformie, tak aby 
wszyscy   goście   mogli   podziwiać   widniejące   na   horyzoncie   Góry 
Skaliste.

– Ciekawy jestem, jak moja laska sprawdzi się na ruchomej podłodze 

– zastanawiał się Caleb.

– No cóż, uważaj, bo nie chciałabym, żebyś znów coś sobie zrobił, a 

potem mnie za wszystko obwiniał – odparła zachmurzona.

background image

– W razie trudności wesprę się na twoim ramieniu – powiedział z 

łobuzerskim uśmiechem.

Jednak nie oparł się na jej ramieniu, w ogóle przez cały wieczór jej 

nie   dotknął.   Zachowywał   się   miło   i   uprzejmie,   lecz   chłodno.   A   ona 
pragnęła czegoś więcej. Uświadomiła sobie, że brakuje jej dotyku jego 
palców, ciepła, bijącego od jego ciała. Dopiero teraz, gdy tego zabrakło, 
dotarło do niej, jak bardzo to lubiła.

Muszę się wyleczyć z tej miłości, zapomnieć o niej raz na zawsze, 

powtarzała   sobie   w   duchu.   Jednak   na   niewiele   to   się   zdało.   Dobrze 
przynajmniej, że nie zbłaźniłam się do końca i udało mi się ukryć, co do 
niego   czuję,   myślała   ze   zjadliwą   ironią.   Niewielka   to   jednak   była 
pociecha.

Dojechali do domu.
– Mam nadzieję, że państwo spędzili miły wieczór – przywitał ich 

Jennings.

– Tak, dziękujemy, ale teraz już idziemy spać. Dobranoc, Jennigs – 

odpowiedział Caleb.

– Dobranoc pani, dobranoc panu – odparł Jennings i zniknął na tyłach 

domu.

Weszli na górę.
– Choć do mnie, Sabrino – powiedział miękko Caleb.
Zamarła. Wiedziała, co teraz będzie, pewnie Caleb zaraz powie, że 

seks   bez   żadnych   zobowiązań   jest   bardzo   przyjemny.   I   potrzebny. 
Milczała.

Odrzucił na bok laskę i wyciągnął ręce do Sabriny.
–   Chodź   do   mnie   –   powtórzył   uśmiechając   się.   –   Nie   dam   się 

oszukać,  wiem,  że  mnie  pragniesz.  Twoje  spojrzenie  w  kaplicy,  gdy 
Cassie i Jake składali przysięgę, powiedziało mi wszystko.

Nie była w stanie się zatrzymać, przyciągał ją jak magnes. Objął ją i 

przytulił do siebie.

– Przez cały wieczór nawet mnie nie tknąłeś – szepnęła cichutko.
–   Gdybym   tylko   cię   dotknął,   to   nie   byłbym   już   w   stanie   się 

zatrzymać... – odpowiedział.

– A ja myślałam, że nie jesteś mną zainteresowany.
– A co teraz myślisz? – Powoli przesunął rozpalonymi dłońmi po jej 

plecach. – Mów szybko, bo już za chwilę nie ręczę za siebie.

background image

– To świetnie się składa...
Pocałował ją zachłannie. Nie wypuszczając jej z objęć, przesuwał się 

w stronę sypialni. Gdy dotarli do łóżka, każdy centymetr jej ciała płonął 
z   namiętności.   Sabrina   zamknęła   oczy,   pragnęła   zapamiętać   każdą 
cudowną sekundę. Jednak Caleb nie pozwolił jej zbyt długo myśleć, 
sprawił, że rozum zasnął, a obudziły się zmysły. Nie próbowała z tym 
walczyć,   poddała   się   całkowicie   namiętności   i   pozwoliła   Calebowi 
zabrać się do czarownej krainy, w której króluje namiętność, żądza i... 
spełnienie.

Wszystkie wesela trwały za długo. Caleb uważał, że gdyby skrócić je 

o połowę, byłyby znacznie ciekawsze. Wesele Cassie i Jake'a dłużyło 
mu się, jak żadne dotąd. Nie mógł się doczekać tego, co nastąpi później. 
W ogóle nie mógł myśleć o niczym innym, tylko o niej. W myślach 
zaczął ją rozbierać, a właściwie przypominać sobie, jak wyglądała, gdy 
przygotowywała   się   do   tej   ceremonii.   Wyjmował   po   kolei   szpilki   z 
wysoko upiętych włosów, rozpinał powoli guziczki jej czarnej sukni. 
Wiedział,  że  pod  tą  skromną  sukienką  kryje  się  całkiem  nieskromna 
bielizna. Ale rozbieranie w myślach Sabriny wcale nie spowodowało, że 
czas przestał mu się dłużyć. Wręcz przeciwnie. Bardzo pragnął być teraz 
gdzie indziej i z kimś innym.

– Czy nie musicie  już  zbierać się do wyjazdu, Hawaje są  bardzo 

daleko... – zagadnął Jake'a.

– Jedziemy dopiero jutro – odpowiedział Jake.
– A noc poślubna, czy goście nie powinni już rozejść się do domów?
– Od kiedy to hołdujesz tego typu tradycjom? – zdziwił się Jake.
– Szczerze mówiąc, w telewizji jest mecz, który bardzo chciałbym 

obejrzeć. – Caleb starał się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

– Chyba trochę ci nie wierzę, że chodzi o mecz. – Jake wyglądał na 

szczerze ubawionego. Jego wzrok spoczął na Sabrinie. – Uważaj, Caleb, 
bo wpadniesz po uszy, to nie jest taka prosta rozgrywka jak zazwyczaj.

Caleb nic nie odpowiedział, po prostu wstał i podszedł do Sabriny, 

która siedziała na kanapie.

– Czy możemy już iść? – spytał.
–   Jeszcze   nie   –   uśmiechnęła   się   łagodnie.   –   Usiądź   koło   mnie   – 

poprosiła.

Zza ich pleców rozległ się śmiech Angelique.

background image

–   Nie   pójdzie,   dopóki   panna   młoda   nie   rzuci   swojego   bukietu   – 

powiedziała zjadliwie. – Choć jeśli nawet uda ci się złapać ten wiecheć, 
to nie wiem, czy wyjdzie ci to na dobre. Caleb ma alergię na śluby i 
wesela... – wysyczała raczej niż powiedziała, po czym odwróciła się i 
pomaszerowała do sali balowej.

–   Rozmawiałyśmy   właśnie   z   Paige   o   Austinie   Weaverze   – 

powiedziała Sabrina.

– O nim? – zapytał lodowatym głosem Caleb, siadając koło Sabriny.
– Czy podejmie tę pracę? – spytała Paige, szczerze zainteresowana tą 

kwestią.

–   Nie   dostałem   jeszcze   od   niego   żadnej   odpowiedzi.   Skoro   nie 

odezwał się do tej pory, to podejrzewam, że odrzucił moją ofertę.

– Minęło dopiero kilka dni – zaprotestowała Paige. – Może jeszcze 

się zastanawia, w końcu to byłaby bardzo poważna zmiana w jego życiu.

– Uważasz zatem, że nie powinienem z niego jeszcze rezygnować? – 

Caleb popatrzył na Paige uważnie.

– Może potrzebuje czasu, żeby wszystko przemyśleć – wtrąciła się 

Sabrina.

– Chyba bardzo ci zależy, żeby Weaver przeniósł się do Denver – 

skomentował chłodno jej wypowiedź Caleb. Obserwował ją uważnie, 
ale   nie   był   w   stanie   odgadnąć   jej   myśli.   –   Mimo   to   powinienem   w 
międzyczasie odbyć spotkania z pozostałymi kandydatami. Możecie już 
zacząć przygotowania, bo wkrótce podam wam konkretne terminy.

–   Mason   Maxwell   na   pewno   bardzo   się   ucieszy   –   powiedziała 

Sabrina. – Ale chyba nie podejmiesz sam tak ważnej decyzji i poczekasz 
do powrotu Jake'a z Hawajów?

– To nie jest konieczne, Jake wyraził już swoją opinię, a ostateczna 

decyzja i tak należy do mnie. – Rozejrzał się uważnie dokoła. – Czy to 
cholerne przyjęcie kiedykolwiek się skończy?

Dlaczego   jest   w   tak   podłym   nastroju,   zastanawiała   się   Sabrina. 

Chyba nie ona była tego powodem. Pomyślała, że może boli go kostka, 
przecież   w  ciągu  ostatnich  dni bardzo  ją  forsował,  nawet  tańczył  na 
weselu.   Gdy   Sabrina   starała   się   go   powstrzymać,   obiecał,   że   będzie 
szalał na parkiecie wyłącznie wtedy, gdy orkiestra zagra coś wolnego.

Coś   się   jednak   zmieniło   w   jego   zachowaniu.   Czuły   kochanek, 

którego dotyk niemal jeszcze czuła na swej skórze, gdzieś się ulotnił. 

background image

Zastąpił go nieco szorstki i chłodny dyrektor Tanner Electronics.

Może   rzeczywiście   Angelique   miała   rację,   mówiąc,   że   Caleb 

nienawidzi   wesel?   A   może   na   zmianę   jego   nastroju   miała   wpływ 
rozmowa   o   Austinie?   Lecz   jeśli   tak,   to   co   naprawdę   zdenerwowało 
Caleba?   Czy   niezdecydowanie   Weavera,   który   zwlekał   z   podjęciem 
decyzji,   czy   też   zwykła   męska   zazdrość?   Dlaczego   tak   bardzo   mu 
zależało, by szybko zorganizować spotkania z kolejnymi kandydatami? 
Czy   nie   chodziło   przypadkiem   o   to,   by   mieć   pretekst   do   jak 
najszybszego zerwania z moją firmą i ze mną, zastanawiała się Sabrina. 
Nigdy   nie   angażowała   się   w   przelotne   związki,   ale   tym   razem   była 
bezsilna...

Gdy   po   weselu   wrócili   do   domu,   zobaczyli   zaparkowany   na 

podjeździe   nieznajomy   samochód.   Jennings   poinformował   ich,   że   od 
kilku godzin na Caleba czeka jeden z inżynierów.

Caleb   mruknął   coś   w   rodzaju   przeprosin   i   pokuśtykał   do   salonu, 

gdzie czekał niespodziewany gość.

Sabrina   poprosiła   Jenningsa,   by   zaniósł   Calebowi   tabletkę 

przeciwbólową. Sądząc po tym, jak szedł, przeforsowana kostka musiała 
mu bardzo dokuczać.

Może będzie jeszcze tak jak wczoraj, westchnęła. Przestań się łudzić, 

zganiła się w duchu. Poszła do gabinetu, by trochę popracować. Trzeba 
było zająć się zorganizowaniem przyjęć, o których wspomniał dzisiaj 
Caleb.   Ledwo   usiadła,   zadzwonił   telefon.   Do   Caleba.   Bez   trudu 
rozpoznała ten głęboki męski głos. Bez zbędnych pytań zaniosła aparat 
Calebowi do salonu.

– O co chodzi, Sabrino? – spytał.
– To Austin Weaver.
– Widzę, że prawie zaniemówiłaś – mruknął Caleb.
– Witaj, Austin. – Caleb wcisnął guzik na klawiaturze telefonu.
Wiedziała, że powinna wyjść, ale uznała, że skoro w pokoju został 

młody   inżynier,   to   również   ona   ma   prawo   poznać   decyzję   Austina. 
Gdyby się zgodził, nie musiałaby organizować spotkań...

W zasadzie powinna się cieszyć. Ale odczuwała tylko wielki smutek. 

Już wkrótce będzie musiała się stąd wynieść. Wprawdzie Caleb jeszcze 
przez kilka tygodni nie odzyska dawnej sprawności, jednak na pewno 
nie będzie potrzebował opieki na „pełny etat".

background image

Caleb skończył rozmowę z Austinem.
–   To   rozwiązuje   wiele   problemów   –   powiedział,   gdy   odłożył 

słuchawkę. Zamyślił się na chwilę.

– Chcesz powiedzieć, że Austin Weaver przyjął tę pracę? – spytała.
– Tak, przyjeżdża w pierwszym tygodniu grudnia. – Przyglądał jej się 

uważnie i najwyraźniej coś go zaskoczyło. – Myślałem, że ucieszy cię ta 
wiadomość.

– Cieszę się – powiedziała bez wielkiego entuzjazmu.
– Pewnie niepokoi cię, że z powodu wczorajszej nocy będę starał się 

stanąć ci na drodze.

Otworzyła usta ze zdziwienia.
– Nie bój się, nie jestem takim egoistą, za jakiego mnie uważasz. 

Widziałem, jakie wrażenie zrobił na tobie Austin Weaver... Domyślam 
się, że pragniesz jak najszybciej odzyskać wolność.

A więc w taki sposób ma zamiar się z tego wywinąć, pomyślała. 

Niech mu będzie, to i tak lepsze, niż gdyby powiedział wprost, że już się 
mną znudził.

– Dobrze, że to rozumiesz – odparła, z trudem powstrzymując łzy. Na 

szczęście Caleb na nią nie patrzył i niczego nie zauważył.

background image
background image

Rozdział 10

Po   wyjściu   Sabriny   Caleb   jakby   nigdy   nic   wrócił   do   rozmowy   z 

młodym   inżynierem.   Wyjaśnił   mu   wszystkie   wątpliwości.   Młody 
człowiek zwinął projekt, który przyniósł, i wstał.

–   Dziękuję,   że   znalazł   pan   dla   mnie   czas   pomimo   weekendu   – 

powiedział młody człowiek. – Nie będę panu dłużej zawracał głowy.

– Teraz, gdy Weaver zdecydował się do nas dołączyć, będzie nam 

łatwiej – zapewnił go Caleb. Potem nieznacznie się skrzywił i dyskretnie 
pomasował kostkę, która po weselu bardzo mu dokuczała. – Trafisz do 
drzwi?

– Ależ oczywiście, i jeszcze raz dziękuję.
Po   wyjściu   inżyniera   Caleb   opadł   na   sofę.   Miał   za   sobą   bardzo 

męczący dzień. Pierwsza myśl, jaka mu przyszła do głowy, dotyczyła 
Sabriny. Nie  powinien  z nią  rozmawiać w  tak  obcesowy sposób,  bo 
mogła wyciągnąć błędne wnioski. Trzeba to jak najprędzej wyjaśnić... 
chociaż nie zaprotestowała, gdy dość grubiańsko zwrócił jej wolność. 
Ale czy rzeczywiście interesowała się Weaverem? Była zbyt taktowna, 
by wdawać się z nim w rozmowę o intymnych sprawach w obecności 
postronnej osoby. No cóż, wykazała się znacznie większą klasą niż on.

– Sabrino! – zawołał. Z całą pewnością powinien naprawić swój błąd. 

Im szybciej, tym lepiej. Sabrina wciąż nie przychodziła, ale usłyszał, że 
Jennings kręci się po holu.

– Jennings! – zawołał. – Czy mógłbyś poprosić Sabrinę? Muszę z nią 

zamienić kilka słów.

– Obawiam się, że to niemożliwe – odparł Jennings. – Wyszła jakieś 

pół godziny temu.

– Minęło aż pół godziny? – Caleb spojrzał na zegarek. – A dokąd 

poszła o tak późnej porze?

– Nie wiem. Odnoszę jednak wrażenie, że nie ma zamiaru wrócić, 

gdyż zabrała ze sobą walizkę. – Jennings z trudem przełknął ślinę.

Caleb był zdumiony. Nie mogła mi tego zrobić, przecież mieliśmy 

umowę...

–  Pańska  laska. –  Jennings  podał  mu czarną  laseczkę,  prezent od 

Sabriny.

background image

W tej chwili Caleb zauważył, że przeszedł pół pokoju bez kuli czy 

laski.   Wprawdzie   kostka   go   bolała,   ale   mógł   znów   normalnie   się 
poruszać. Tak, przecież mieliśmy z Sabriną umowę, że zostanie dopóty, 
dopóki nie będę mógł poruszać się o własnych siłach, uświadomił sobie. 
Nie ma co, świetnie wybrała moment...

Ale jak mogła tak wyjść bez pożegnania? Bez słowa wyjaśnienia. .. A 

może uznała, że nie ma czego wyjaśniać? Przypomniał sobie jej ostatnie 
słowa, gdy docinał jej na temat Weavera. Powiedziała: „Dobrze, że to 
rozumiesz".

Więc   jednak   się   nie   pomylił,   Weaver   zrobił   na   niej   piorunujące 

wrażenie. Tak duże, że to, co wydarzyło się między nimi ostatniej nocy, 
nie miało dla mej żadnego znaczenia. Sabrina nie chciała z nim być. A 
skoro tak, to nie będzie o nią walczył. Nie będzie jej nic wyjaśniał ani 
niczego tłumaczył.

Ale   przecież   ja   jej   pragnę,   uświadomił   sobie.   Tak   bardzo,   że   aż 

sprawia mi to ból!

Jak to możliwe? Jak doszło do tego, że chce być z kobietą, która 

traktuje go jak powietrze?

Nie był przygotowany na odejście Sabriny.

Gdy   Sabrina   zobaczyła   samochód   Paige,   szybko   wzięła   torbę   i 

wybiegła przed dom.

– Powinnyśmy skończyć ten projekt do południa – powiedziała na 

przywitanie   Sabrina.   Starała   się   nadać   swemu   głosowi   naturalne 
brzmienie, lecz przychodziło jej to z największym wysiłkiem.

–   Tak,   chociaż   to   trudniejsze   zadanie,   niż   się   z   początku 

spodziewałam – odpowiedziała Paige. – Dobrze, że Cassie wróci, zanim 
zacznie się gorączka przedświąteczna. Musimy wypocząć przed Bożym 
Narodzeniem, bo wtedy będziemy chyba pracować dzień i noc.

– Tak, nasza firma jest już na tyle duża, że dwie osoby nie dają rady 

– przyznała Sabrina. – Pamiętasz, jeszcze kilka miesięcy temu prawie 
nie miałyśmy co robić, a kontrakt z Tanner Electronics uratował nam 
skórę...

Wspomnienie   Tanner   Electronics   automatycznie   skierowało   myśli 

Sabriny na Caleba. Choć tak naprawdę  nigdy nie  przestawała o nim 
myśleć... Dlaczego Caleb nie zerwał z nimi kontraktu? Miał do tego 

background image

pełne prawo, bo przecież nie dotrzymała warunków umowy, opuściła 
jego dom w pośpiechu, bez słowa wyjaśnienia. Widocznie nie chciał się 
mścić, pewnie poczuł ulgę, że usunęła się z jego życia.

–   A   swoją   drogą,   to   miałaś   rację   z   Austinem   Weaverem.   Trochę 

długo się zastanawiał, ale wreszcie przyjął ofertę Caleba. Zgodził się 
zostać nowym dyrektorem generalnym Tanner Electronics.

Paige zahamowała ostro.
–   Przepraszam   –   mruknęła.   –   Ale   zawsze   znajdzie   się   ktoś,   kto 

uważa, że cała jezdnia należy wyłącznie do niego. A co z Calebem? 
Zanim zadzwoniłam do ciebie do domu, dzwoniłam najpierw do niego, 
jednak nie zastałam cię tam...

– Tak, wyprowadziłam się. Miałaś rację, to nie mogło trwać długo...
– Mam nadzieję, że szybko się pozbierasz. – Paige spojrzała z troską 

na przyjaciółkę. – A już myślałam, że wam się ułoży... Na ślubie Cassie 
patrzył   na   ciebie   w   taki   sposób,   że   byłam   przekonana,   że   to   coś 
poważnego.

Sabrina   zadrżała.   Oddałaby   wszystko,   żeby   Paige   miała   rację. 

Niestety,   przyjaciółka,   która   zazwyczaj   nie   myliła   się   w   takich 
sprawach, tym razem dała się ponieść fantazji.

Caleb   krążył   nerwowo   po   domu,   jakby   nie   mógł   sobie   znaleźć 

miejsca. Widać było, że Sabrina pakowała się w wielkim pośpiechu, 
gdyż zostawiła masę rzeczy. W łazience na półce leżała jej szminka, na 
stoliku   została   książka,   a   koło   łóżka   jedwabna   pończocha.   Caleb 
podniósł ją czubkami palców, a potem ze złością wyrzucił do kosza.

Był   na   siebie   wściekły.   Jak   mógł   dopuścić   do   tak   idiotycznej 

sytuacji? Dlaczego nie potrafi przestać myśleć o kobiecie, która miała 
go za nic? Nigdy dotąd mu się to nie zdarzyło. Ale też nigdy dotąd nie 
spotkał takiej kobiety. Sabrina była jedyna w swoim rodzaju. Przecież 
tak   właśnie   myślał   od   pierwszej   chwili,   gdy   ją   tylko   ujrzał.   I   nie 
chodziło   tylko   o   fizyczne   piękno,   znał   wiele   urodziwych   kobiet.   To 
osobowość Sabriny tak go urzekła, jej wrażliwość i niezależność. No i 
żywiołowość, która nie miała sobie równych.

Może ona na mnie czeka? Może powinienem jej poszukać? Próżność 

nie pozwalała mu przyznać, że właśnie tak pragnął postąpić. Pewnie nie 
będzie chciała ze mną w ogóle rozmawiać, narobiłem takiego bigosu, że 

background image

lepiej nie mówić...

Spostrzegł, że w palcach obraca pończochę Sabriny, tę samą, która 

jeszcze chwilę temu wylądowała w koszu. Nie było sensu zastanawiać 
się, w jaki sposób znów znalazła się w jego dłoni. Zakochani robią różne 
dziwne rzeczy...

Minęło kilka dni. Na pozór wszystko było w porządku, pewnie nikt, 

kto jej bliżej nie znał, nie zorientowałby się, że coś jest nie tak. Sabrina 
czuła się jak bezwolny automat, życie przestało sprawiać jej jakąkolwiek 
przyjemność.   Pracowała,   negocjowała   z   klientami   warunki   umów, 
spotykała się ze znajomymi, oglądała telewizję. Jednak cały czas miała 
wrażenie, że pogrążyła się w letargu.

Z zadumy wyrwał ją ostry dźwięk komórki. W telefonie odezwał się 

niski męski głos.

To był Austin Weaver. Zupełnie nie spodziewała się, że poprosi ją o 

pomoc.

Jennings prawie zemdlał z wrażenia, gdy zobaczył ją w drzwiach. 

Spojrzał w stronę salonu, gdzie, jak się domyśliła, był Caleb.

– Rozumiem, że Caleb nie chce mnie widzieć, podobnie jak ja nie 

mam ochoty go oglądać, ale przychodzę w interesach i naprawdę muszę 
się z nim zobaczyć. Poczekam, aż będzie wolny.

– Zaraz powiem mu, że pani przyszła. – Jennings dziarskim krokiem 

pomaszerował do salonu.

– A więc sprowadzają cię tu interesy – usłyszała za plecami miękki 

głos Caleba.

Wydawał się wyższy i smuklejszy, chodził bez laski. To dziwne, że 

tak bardzo się zmienił, nie widziałam go przecież zaledwie kilka dni, 
pomyślała ze ściśniętym sercem. Tak bardzo za nim tęskniła... Kochała 
go i nigdy go nie zapomni.

– A więc sprowadza cię tu interes – powtórzył.
Nigdy nie uda jej się zdobyć tego mężczyzny. Jeśli chce zachować 

resztki godności, nie powinna mu pokazać, jakie wrażenie zrobił na niej 
sam jego widok.

– Ucieszyłaś się z jego telefonu? – spytał. Jasne było dla obydwojga, 

o kim rozmawiają.

background image

–   Nieszczególnie   –   odparła.   –   Chce,   żeby   Wypożyczalnia   Żon 

znalazła   mu   mieszkanie.   Rozmawiał   ze   mną,   bo   Cassie   jest   na 
Hawajach, a Paige nie zna.

–   O,   widzę,   że   wasze   rozmowy   podczas   pamiętnego   obiadu 

zaowocowały wzajemnym zaufaniem – powiedział z lekkim przekąsem. 
– Ale chyba nie jesteś tu po to, by pytać mnie o zgodę na podpisanie 
umowy z nowym klientem?

– Powiedział, że w trakcie rozmów z zarządem Tanner Electronics 

zapomniał   wyjaśnić   kilka   istotnych   szczegółów.   Poprosił   mnie,   bym 
ustaliła   to   z   tobą.   Chodzi   między   innymi   o:   służbowe   mieszkanie   i 
samochód, przeloty, prywatną szkołę dla córki, jednym słowem mam z 
tobą omówić pakiet świadczeń dodatkowych.

–   Oczywiście,   wejdź   i   usiądź.   –   Zaprosił   ją   do   salonu.   Jennings 

wszedł z tacą. Sabrina odruchowo zaczęła zbierać ze stolika kawowego 
gazety,   kartki   i   pudełka.   Jedno   z   pudełeczek   spadło   na   podłogę   i 
wypadły z nich czerwone, satynowe majtki.

– Czy to prezent od twoich wielbicielek? – roześmiała się. – Pojawiły 

się na placu boju szybciej, niż myślałam...

Caleb wziął z rąk Jenningsa tacę i postawił ją na stoliku.
– Tęsknię za tobą, Sabrino – powiedział, gdy Jennings zniknął za 

drzwiami.

Sabrina   starała   się   ze   wszystkich   sił   zachować   spokój.   Drżącymi 

dłońmi wzięła ze stolika filiżankę.

– Ty zawsze pragniesz tego, czego nie możesz mieć – odparła. – 

Pewnie ubodło cię, że odeszłam, nie jesteś do tego przyzwyczajony.

– Nie, Sabrino, to nie tylko to. – Głos Caleba był głęboki i zmysłowy.
–  Pewnie  musisz  się  zastanowić  nad  żądaniami  Austina  Weavera. 

Dziś i tak nie podejmiesz decyzji. – Wstała.

Chwycił ją za rękę. Pod żakietem poczuł coś twardego. Rękaw trochę 

się podwinął i Caleb zobaczył, że Sabrina nosi bransoletkę, którą od 
niego dostała.

– Nosisz prezent ode mnie – ucieszył się.
– Co w tym dziwnego, pasuje do żakietu. Poza tym, ciężko na nią 

zapracowałam...

– Chcę, żebyś wróciła do mnie – powiedział. – I zrobię wszystko, by 

to osiągnąć.

background image

Odwróciła się tak gwałtownie, że straciła równowagę. Caleb zerwał 

się   i   przyciągnął   ją   do   siebie.   Miękko   wylądowali   na   puszystym 
dywanie.

– Czy chcesz mnie przekonywać w taki właśnie sposób? – spytała.
Caleb uśmiechnął się tylko, otoczył dłonią jej szyję i przyciągnął jej 

głowę do swojej. Jego pocałunek był zmysłowy i niecierpliwy.

Osiągnął swój cel, uświadomiła sobie nagle. Pragnęła go jednak tak 

samo mocno, jak przed chwilą. Straciła dla niego głowę, nie była w 
stanie się bronić.

– Pozwól mi odejść – szepnęła.
– Nie, nie puszczę cię, zanim mnie nie wysłuchasz. – Przycisnął ją 

jeszcze mocniej do siebie.

– Mów...
–   Gdy   załatwiłaś   mi   kostkę,   byłem   przekonany,   że   nie   chcę   cię 

więcej   widzieć.   A   jednak   oszalałem   na   twoim   punkcie.   Dlatego 
zaszantażowałem   cię,   zmusiłem,   żebyś   się   mną   zaopiekowała. 
Przysięgałem sobie, że będę ostrożny, że ograniczę się do przelotnego 
flirtu, ale stało się inaczej.

Sabrinie zakręciło się w głowie. Nawet w najśmielszych marzeniach 

nie wyobrażała sobie takiej sceny.

–   Byłem   zazdrosny   o   każdy   uśmiech   skierowany   do   Austina 

Weavera. Bałem się, że mi cię zabierze, wydawał się być w twoim typie: 
kulturalny,   odpowiedzialny,   z   klasą.   Miał   wiele   cech,   których   ja   nie 
posiadam. Nie wiedziałem poza tym, że miłość może ranić, dlatego tak 
późno ją rozpoznałem.

– Miłość? – Jej głos był zduszony.
–   Dopiero   gdy   odeszłaś,   zdałem   sobie   sprawę,   że   się   w   tobie 

zakochałem.

Sabrina nie do końca była pewna, czy dobrze zrozumiała sens tej 

wypowiedzi.

–   Byłem   głupcem,   źle   cię   traktowałem.   Zacząłem   w   najgorszy 

możliwy sposób. Pewnie mnie nie kochasz, ale wiem przynajmniej, że 
mnie pragniesz. – Spojrzał jej w oczy. – Kocham cię, Sabrino. Jesteś 
pierwszą kobietą, której to mówię. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale 
udowodnię ci, że to prawda.

W jego głosie było tyle żarliwości, że Sabrina natychmiast pozbyła 

background image

się resztek wątpliwości.

– Wierzę ci – odpowiedziała cicho. – Mnie też na tobie zależy.
Caleb pochylił się i pocałował ją. Ten pocałunek nie był tak namiętny 

i zachłanny jak poprzedni, lecz i tak prawie zabrakło im tchu.

–   Długo   nie   wiedziałam,   co   się   ze   mną   dzieje.   Do   tej   pory 

spotykałam   mężczyzn,   którzy   przede   wszystkim   zwracali   uwagę   na 
moje   ciało.   Taki   właśnie   był   Mason   Maxwell.   Uważał,   że   dobre 
zamążpójście to szczyt moich marzeń. Myślałam, że ty traktujesz mnie 
tak samo. Pamiętasz, podczas rozmowy o interesach wysłałeś mnie na 
kawę, jakbym była zbyt głupia, by cokolwiek z niej zrozumieć. Jednak 
potrafiłeś   ze   mną   ciekawie   rozmawiać,   rozśmieszyć   mnie.   W   końcu 
zakochałam się w tobie.

Caleb   pocałował   ją   w   szyję.   Sabrina   zamruczała   jak   zadowolona 

kotka.

– A co byś zrobił, gdybym nie przyszła dziś?
–   Jeszcze   nie   wiem,   właśnie   przygotowywałem   nowy   plan,   gdy 

pojawiłaś się we własnej osobie. – Uśmiechnął się łobuzersko. – Może 
zażądałbym, żebyś skończyła urządzanie mojego mieszkania.

– No dobrze, skończyłabym remont, twoją sypialnię pomalowałabym 

na   różowo...   Ale   zaraz,   co   właściwie   miałeś   na   myśli,   mówiąc,   że 
przygotowywałeś nowy plan?

– Powiedzmy, że postanowiłem dostarczyć ci powodów, żebyś się tu 

zjawiła.   Austin   mi   trochę   pomógł,   choć   i   tak   miał   zamiar   poprosić 
Wypożyczalnię Żon o załatwienie kilku spraw...

Oderwała się od niego.
– Kazałeś mu do mnie zadzwonić?
– Nie, bardzo uprzejmie go o to poprosiłem. Chociaż, gdy przez cały 

dzień się nie zjawiałaś, zacząłem się obawiać, czy ten sposób coś da. 
Ale zostawmy w spokoju Austina. Teraz mam ważniejsze sprawy na 
głowie. – Pocałował ją. – Kiedy za mnie wyjdziesz, Sabrino?

– Naprawdę chcesz posunąć się aż tak daleko? Wydawało mi się, że 

nienawidzisz ślubów i wesel?

– Czy ty pamiętasz każde głupstwo, które powiedziałem?
– Większość. – Roześmiała się radośnie.
– Sabrino, pragnę być z tobą do końca życia, mieć dzieci, dzielić 

wszystkie smutki i radości. A jeśli martwi cię, że jesteś jedną z wielu, to 

background image

pamiętaj, że jesteś ostatnią, jedyną i najważniejszą.

– Wyjdę za ciebie i będziemy najszczęśliwsi na świecie – szepnęła. 

Położyła   głowę   na   jego   piersi   i   wsłuchiwała   się   w   bicie   jego   serca. 
Wiedziała, że ono bije tylko dla niej.

Kolejne książki z serii Harlequin Romans ukażą się kwietnia.