background image

8 września 2004

Towarzysze antykomuniści

Dawno, przyznaję, nie zaglądałem do pisemka „Nasza Polska”, i pewnie długo jeszcze bym 

nie   zajrzał,   gdyby   mnie   nie   poinformowano,   że   wydrukowali   tam   coś   o   mnie.   Zerknąłem   z 
ciekawości  - rzeczywiście,  jakiś  baranek  „zrecenzował”  moją książkę odmownie,  znając z niej 
tylko  tytuł  i krótki  fragment  zamieszczony  przed drukiem w  „Fakcie”.  Nie  żebym  się  przejął, 
pochwała   na   tych   łamach   zabolałaby   mnie   bardziej.   Ale   przy   okazji   wpadło   mi   w   oko   coś 
fascynującego: wywiad z profesorem Pawłem Bożykiem. Młodszemu czytelnikowi pewnie nic to 
nazwisko   nie   mówi,   a   swego   czasu   było   głośne.   Paweł   Bożyk,   najmłodszy   profesor   peerelu   - 
otrzymał   ten   tytuł   w   wieku   bodajże   34   lat   -   to   główny   architekt   gierkowskiego   „cudu 
gospodarczego”. Ni mniej, ni więcej, tylko ten właśnie facet, który wymyślił socjalistyczną „drugą 
Polskę”, opartą na kredytach i licencjach, kupowanych za te kredyty przez ciemnych partyjniaków, 
najczęściej na rzeczy przestarzałe lub zupełnie niepotrzebne, i oczywiście bez cienia troski z czego i 
jak je spłacić.  W  kraju  normalnym   taki  Bożyk   (zakładając,  że  jakimś   sposobem  zdołałby  tam 
narozrabiać,   co   samo   w   sobie   jest   niepodobieństwem)   po   tej   miary   klapie   swoich   koncepcji 
musiałby zmienić zawód i nazwisko. Ale u nas nikt się nie wstydzi niczego, pan profesor (tytuł jest 
wszak dożywotni) w III RP wciąż kształci młode kadry ekonomistów, jak kształcił je w peerelu, i z 
pozycji autorytetu ekonomicznego wypowiada się w mediach. Najczęściej w „Trybunie”, ale, jak 
widać, nie tylko.

Myśl,   jaką   Paweł   Bożyk   dzieli   się   z   „Naszą   Polską”   ku   graniczącemu   z   orgazmem 

zachwytowi   jej  dziennikarki,  jest  prosta:  wszystkie   nasze  nieszczęścia   zawinione  zostały  przez 
Międzynarodowy   Fundusz   Walutowy   i   jego   sługusa,   doktrynalnego   monetarystę   Balcerowicza. 
Zachodowi bowiem zależy tylko na tym, żebyśmy spłacili mu długi (o tym, skąd się te długi wzięły, 
ani on, ani górnolotnie wplatająca do swych pytań cytaty z Herberta wywiadobiorczyni taktownie 
nie wspominają), dlatego właśnie zmusza nas, żebyśmy walczyli z inflacją, mieli stabilną walutę i 
wolny rynek. Z troski nie o nas, tylko o pieniądze, które w nas zainwestował. Jest w tej demaskacji 
logika: faktycznie, w interesie wierzyciela jest, żeby dłużnik stanął na nogi, tylko wcale nie widzę 
powodu, dla którego dłużnik miałby się o to gniewać, zwłaszcza gdy wierzyciel jest mu skłonny we 
wzbogaceniu się pomóc. Ale pan profesor uważa inaczej. Uważa, że co dobre dla państw bogatych i 
rozwiniętych, nie jest dobre dla państw biednych. Nie wspomina tylko, że państwa dziś bogate i 
rozwinięte zawdzięczają to właśnie temu, co nam dziś „narzucają” - wolnemu rynkowi i zdrowemu 
pieniądzowi, a nie socjalistycznym eksperymentom. A pani z „Naszej Polski” nie wpada do głowy, 
że gdyby pan Bożyk  był  mądrzejszy od ekspertów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 
którego politykę tak krytykuje, to dzisiaj Zachód wisiałby kasę nam, a on, Bożyk, pouczałby kapi-
talistów, że wzrost inflacji może być korzystny dla wzrostu gospodarczego, tudzież straszył ich, że 
jeśli nie odejdą od wolnorynkowej ortodoksji, wstrzymamy następną transzę kredytu.

No cóż, „Naszej Polski” czy „Głosu” z reguły nie czytuję, bo wolę oryginał od kopii - a 

pisemka te powtarzają tylko mądrości z „Naszego Dziennika”. A że „Nasz Dziennik” od dawna już 
w niemal wszystkich sprawach, poza aborcją i edukacją seksualną, przemawia   jednym głosem z 
„Trybuną”   towarzysza   Barańskiego,   ubogacając   jedynie   socjalistyczny   bełkot   patriotyczną 
frazeologią, to żadne odkrycie. Rzecz ciekawa, bo przecież kiedyś z ludźmi, którzy dziś zapełniają 
łamy wspomnianych pisemek, pracowaliśmy razem i wydawało się, że mamy wspólnego wroga  - 
komunistów i tych, którzy chronią ich przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie oraz utratą 
wyniesionych   z   peerelu   przywilejów.   Niestety,   z   czasem   okazało   się,   że   dla   naszych   byłych 
kolegów wrogami znacznie gorszymi od postkomunisty są Żyd, mason i liberał. A skoro tak, to 
przeciwko   Żydowi,   masonowi   i   liberałowi   warto   zawrzeć   sojusz   z   każdym.   Choćby   i   z 
towarzyszem Szmaciakiem. Szmaciak wszak Żyda, masona i liberała nienawidzi też, więc wszystko 
inne traci ważność.

Najbardziej   mnie   w   tym   śmieszy,   że   płaszczenie   się   „narodowych   katolików”   przed 

najgorszego   sortu   komuną   jest   oczywistym   i   wiernym   powtórzeniem   drogi,   która   do   upadku 
przywiodła tych, których „Nasza Polska” i jej sojusznicy najostrzej w każdym numerze atakują - 
liberalną   część   dawnej   opozycji,   która   po   roku   1989   w   komunistach   dostrzegła   sojuszników 
przeciwko „endeckiemu ciemnogrodowi”.


Document Outline