background image

 
 

 

 

Karl Jaspers 

 

Wiara Filozoficzna 

 
 
 
 
Wykład pierwszy  

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Jeśli zapytamy o źródło i cel naszego życia, padnie zapewne 

odpowiedź: wiara objawiona; poza nią byłby bowiem tylko nihilizm. Pewien 
teolog niemiecki po wiedział niedawno: „Decydującepytanie: «Sam jeno 
Chrystus albo nihilizm» nie zostało wymyślone przez kościół". Jeśli tak, to 
nie byłoby w ogóle filozofii: istniałaby tylko z jednej strony historia filozofii 
jako historia niewiary, to znaczy: droga do nihilizmu, a z drugiej strony 
systematyzacja pojęć w służbie teologii. Filozofii niejako wyrwano by 
serce, co zresztą spotkało ją na gruncie teologu. Jeśli nawet w aurze tej 
powstały arcydzieła myśli, pojęciowo dokładnie opracowane, to na-
stawienie ich brało się ze źródeł religijnych, obcych filozofii, jako filozofii 
zaś nie traktowano właściwie tych arcydzieł poważnie, przypisując im 
samodzielność jedynie pozorną, zapożyczoną.

 

Odmienna odpowiedź na pytanie o źródło naszego życia brzmi :rozum 

ludzki, nauki, które pokazują nam w świecie sensowne cele i uczą, jakimi 
ś

rodkami można je osiągnąć. Poza naukami są bowiem jakoby tylko iluzje. 

Prawomocność filozofii nie jest samoistna; krokza krokiem wyłaniały się z 
niej wszystkie nauki, na końcu także logika, która stała się nauką 
szczegółową. Nie pozostało już nic więcej. - I znowu, gdyby to ujęcie 
było prawdziwe, nie byłoby w ogóle filozofii. Kiedyś filozofiabyła drogą 
prowadzącą do nauk. Teraz może najwyżej pędzić zbędny żywot jako 
służka nauk - np. jako teoria poznania.

 

A jednak wydaje się, że oba ujęcia filozofii sprzeczne są całkiem z tą 

treścią, która przejawiała się w niej przez trzy tysiące lat w Chinach, In-
diach i na Zachodzie. Sprzeczne są z powagą, z jaką obecnie uprawiamy 
filozofię, dziś, gdy przestała już być służką nauk, jak pod koniec XIX 
wieku, a nie staje się na powrót służką teologii.

 

Lecz owe zbyt pochopne alternatywy: albo wiara objawiona, albo ni-

hilizm; albo nauka wszechogarniająca, albo iluzja, przydają sięjako oręż, 
by zastraszyć dusze, ograbić je z boskiego daru samoodpowiedzialności

 

background image

 
 

 

 

 

l

 i podporządkować je sobie. Rozdzieraj ą ludzkie możliwości na opozycje S

 

między którymi gubi się prawdziwe bycie człowiekiem. 

'

:

 

A jeśli ktoś usiłuje filozofować w nawiązaniu do czcigodnych tradycji 

pomawia się go na skutek owych alternatyw, albo że jest nihilistą, albo że 
ulega iluzjom. Jeśli zaś nie pasujemy do takiego, z góry przyjętego obrazu, 
to zarzuca się nam połowiczność, niekonsekwencję, trywialne poglądy 
Oświecenia, oderwanie od życia, przy czym zarzuty te padają z obu stron, 
wysuwa je zarówno ekskluzywna wiara objawiona, jak nauka, też 
przekształcona w zabobon.

 

A mimo to ośmielamy się podjąć próbę takiego filozofowania, w którym 

nasze bycie człowiekiem pozostaje sprawą otwarta. Filozofia zre-
zygnować nie może. Zwłaszcza dziś.

 

Ż

yjemy ze świadomością takich zagrożeń, jakich nie znały wieki mi-

nione: przerwać się może porozumienie z ludzkością na przestrzeni ty-
siącleci; możemy nieświadomie pozbawić się tradycji; obniżyć się może 
poziom świadomości; zagubić się powszechne przekonanie o powiązaniu 
przekazywanych treści. W obliczu tych śmiertelnych zagrożeń musimy w 
toku filozofowania być przygotowani na wszystko, tak aby myśl nasza 
pomogła nam pozostać ludźmi w maksymalnym stopniu. Właśnie na skutek 
katastrofy zachodu filozofowanie odzyskuje znów w pełni świadomość 
swej niezależności, gdy chodzi o odnalezienie związku z samymi źródłami 
człowieczeństwa.

 

Tematem naszym jest wiara filozoficzna, fundament takiego właśnie 

naszego myślenia. Bezbrzeżny to temat. Aby uwydatnić jego najprostsze 
zasady, dzielę jego problematykę na sześć wykładów: 1. Pojęcie wiary 
filozoficznej. 2. Treści wiary filozoficznej. 3. Człowiek. 4. Filozofia i 
religia. 5. Filozofia i pseudofilozofia (demonologia, ubóstwienie czło-
wieka, nihilizm). 6. Przyszła filozofia.

 

Wiara różni się od wiedzy. Giordano Bruno wierzył, a Galileusz wie-

dział. Zewnętrznie obaj znajdowali się w takim samym położeniu. Trybunał 
inkwizycji żądał od nich odwołania pod groźbą śmierci. Bruno gotów był 
odwołać niektóre, lecz nie najważniejsze dla niego twierdzenia; poniósł 
ś

mierć męczeńską. Galileusz odwołał naukę o obrocie ziemi wokół słońcai 

trafnie wymyślono anegdotę o wypowiedzianych potem słowach: „a jednak 
się obraca". Jest to różnica między prawdą, która ucierpi na

 

statek od wołani a, i prawdą, której odwołanie nie naruszy. Obaj postąpili 
jiaodnie z istotą głoszonej przez siebie prawdy. Prawda, którą żyję, jest 
prawdą tylko dzięki temu, że się z nią utożsamiam;jej przejaw jest histo-
fvczny, możliwość obiektywnego jej wyrażenia nie obowiązuje po-
wszechnie, a jednak jest bezwarunkowa. Prawda, której słuszności mogę 
dowieść, istnieje sama beze mnie; obowiązuje powszechnie,ponad histo-
rycznie, poza czasem, ale nie bezwzględnie, raczej tylko w odniesieniu do 
założeń i metod poznania w ramach powiązań rzeczy skończonych. 
'Niestosowne byłoby, gdyby ktoś chciał umierać za słuszność czegoś.co 
można dowieść. W jakim jednak przypadku myślicielowi, który wierzy że 
zna istotę rzeczy, nie wolno odwołać swych twierdzeń bez naru-SZCnia 
prawdy, to jego tajemnica. Na mocy żadnej wiedzy ogólnej nie można od 
niego wymagać męczeństwa. Tylko męczeństwo poniesione, i lOlak, jak 
poniósł je Bruno, nie w entuzjastycznym porywie i nie na skutek Chwilowej 
hardości, lecz po długim, opornym przezwyciężaniu samego Siebie, jest 
znamieniem prawdziwej wiary, mianowicie pewności posiadania prawdy, 
której dowieść nie mogę tak jak naukowego poznania rzeczy skończonych.

 

Przypadek Bruna jest jednak niezwykły. Albowiem filozofia bynajmniej nic 

koncentruje się na twierdzeniach, które przybierają charakter wyznania wiary, 
lecz na takich po wiązaniachmyśli, które wnikają w życie jako całość. Sokrates, 
Boecjusz, Bruno są niejako świętymi dziejów filozofii, ale nie są przez to 
bynajmniej największymi filozofami. Są to jednak czci godne przykłady 
potwierdzenia męczeństwem jakiejś wiary filozoficznej.

 

Wbrew oczywistości, jakoby człowiek mógł polegać całkiem na swoim 

rozumie - wszystko byłoby rzekomo w porządku, gdyby nie głupota i Zła 
wola-wbrew tej ułudzie rozumu nazywa się, wciąż jeszcze na gruncie 
rozumu, coś innego, z czym jesteśmy związani, irracjonalnym. Niechętnie 
się, to uznaje albo traktuje jako nieważną grę uczuć, jako iluzję niezbędną 
dla psychiki lub rozrywkę w wolnych chwilach. Niekiedy dostrzega się w 
tym nawet jakieś siły i odwołuje do nich jako do irracjonalnych 
namiętności duchowo-psychicznych, aby przy ich pomocy osiągnąć 
własne cele. I wreszcie dostrzega się w tym prawdę i popada w irracjonal-
ność, w upojenie, które rzekomo jest prawdziwym życiem.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

10

 

11

 

background image

 
 

 

Otóż wiary nie należy w żadnym wypadku traktować jako czegoś irra-

cjonalnego. Ta biegunowa opozycja racjonalnego i irracjonalnego doprowadziła 
wręcz do zamącenia egzystencji. W tym naleganiu raz na naukę,   . kiedy 
indziej na niedyskusyjny, rzekomo ostateczny punkt widzenia, w   J tym 
odwoływaniu się raz do poznania, kiedy indziej znów do własnych   f odczuć, 
zrodziło się przerzucanie się poglądami bez możności porożu-   | mienia. Ta 
zabawa była możliwa, dopóki faktycznie jaśniały jeszcze treści wielkiej 
tradycji, coraz słabsze zresztą. Kiedy duch świadomie oparł   ł się na tym, co 
irracjonalne, był to jego koniec. Jak fajerwerk uszedł z dymem niewybrednie 
wszystko atakując, przeciwstawiając się hardo tym właśnie treściom, które 
uważano za pożądane i pożyteczne, trwoniąc tradycję w wolności 
niepoważnej, a rzekomo nadrzędnej i w nieodpowiedzialnym patosie. Całej 
płaszczyzny takiej frazeologii nie można zwalczyć - nie ma bowiem w ogóle 
przeciwnika, jest tylko mglista, zmienna   f jak Proteusz różnorodność, której 
w ogóle nie można uchwycić, bo całkiem ulega zapomnieniu - można ją tylko 
przezwyciężyć jasnością.

 

Naszą wiarą nie może być coś, co w gruncie rzeczy jest tylko negatywne, 

coś irracjonalnego, jakieś rzucanie się na oślep w ciemność tego, co 
sprzeczne z rozumem i nie podległe prawom.

 

Wiarę filozoficzną, wiarę człowieka myślącego cechuje zawsze, to że istnieje 

tylko w powiązaniu z wiedzą. Chce ona wiedzieć tyle, ile wiedzieć    * można i 
samą siebie przeniknąć.

 

P o z n a w a n i e  bez kresu, nauka, jest podstawowym elementem filo-

zofowania. Nie może być niczego, o co nie wolno pytać, żadnej tajemnicy 
niedostępnej badaniu, niczego, co mogłoby się przed nim ukryć. Lecz 
czystość poznania, jego sens i granice osiąga się przez krytykę. Kto uprawia 
filozofię, ten potrafi obronić się przed nadużyciami pseudo-wiedzy, przed 
ześlizgnięciem się nauki na manowce.

 

A dalej, wiara filozoficzna chce rozjaśnić siebie samą. Kiedy filozofuję, nie 

przyjmuję niczego zwyczajnie, bez zgłębienia, tak jak mi się nasuwa Wiara 
nie może wprawdzie stać się powszechnie obowiązującą wiedzą, ale ma 
mi się uobecnić drogą przekonania się samemu. I ma się stawać coraz 
jaśniejsza, bardziej świadoma, a świadomość ma posuwać ją naprzód.

 

Co znaczy więc wiara?

 

Nieodłączne są w niej wiara, z której wynika moje przeświadczenie, 

oraz uchwycona przeze mnie treść wiary - wiara jako spełniony akt i 
wiara, jaką przyswajam sobie w tym akcie -fidesąua creditur i fides ąuae 
creditur. 
Subiektywna i obiektywna strona wiary są jedną całością. Jeśli 
wezmę tylko stronę subiektywną, pozostanie wiara jako wierzenie, wiara 
bez przedmiotu, wiara, która niejako w siebie samą wierzy, wiara w istocie 
bez treści. Jeśli wezmętylko stronęobiektywną, pozostanie treść wiary jako 
przedmiot, jako twierdzenie, dogmat, stan; coś, co niejako jest martwe.

 

Tak więc wiara jest wprawdzie zawsze wiarą w coś. Ale nie mogę po-

wiedzieć ani, by była to prawda obiektywna, która nie zostaje określona 
przez wiarę, lecz raczej sama ją określa - ani by była to prawda subie-
ktywna, której nie określa przedmiot, lecz raczej ona go określa. Wiara 
jest jednością czegoś, w czym my odróżniamy podmiot i przedmiot jako 
wiarę, na podstawie której wierzymy, i wiarę, którą wierzymy.

 

Kiedy więc mówimy o wierze, będziemy mieli na myśli coś, co ogarnia 

podmiot i przedmiot. Tu tkwi cała trudność, gdy chcemy mówić o pojęciu 
wiary.

 

Przypomnijmy tu wielką naukę Kanta, która miała poprzedników w 

filozofii Zachodu i Azji, a której podstawowa myśl musiała pojawić się 
wszędzie, gdziekolwiek w ogóle uprawiano filozofię, lecz jako myśl uświa-
domiona i wywiedziona metodycznie dopiero u Kanta stała się elementem 
filozoficznego rozjaśnienia- wprawdzie i tu w postaci historycznej, lecz w 
zasadzie już na zawsze. Jest to myśl o zjawiskowości naszego istnienia 
rozszczepionego na podmiot i przedmiot, przykutego do przestrzeni i czasu 
jako do form naoczności, do kategorii jako form myślenia. Cokolwiek ma 
byt, musi stać się dla nas przedmiotem w tych formach i dlatego staje się 
zjawiskiem, jest dla nas takie, jakie znamy, nie jest dla nas takie, jakie jest 
samo w sobie. Byt nie jest ani przedmiotem stojącym przednami, kiedy go 
spostrzegamy lub o nim myślimy, ani podmiotem.

 

Podobnie wiara. Jeśli wiara nie jest ani treścią jedynie, ani tylko aktem 

podmiotu, lecz korzenie jej tkwią w czymś, co jest wehikułem zjawisko-
wości, to uprzytomnić ją może tylko coś, co nie jest ani przedmiotem, ani 
podmiotem, lecz jest jednością jednego i drugiego, która pojawia się roz-
szczepiona na podmiot i przedmiot. Nazywamy byt, który nie jest ani

 

 

 

12

 

13

 

background image

 
 

 

 

 

jedynie podmiotem, ani tylko przedmiotem, lecz raczej w rozszczepieniu na 
podmiot i przedmiot leży po obu stronach O g a r n i a j ą c y m  (das 
Umgreifende)*. 
Chociaż nie może on stać się dla nas adekwatnie przed-
miotem, kiedy uprawiamy filozofię, mówimy wychodząc od niego i do 
niego zmierzając.

 

Wydaje się, że wiara jest c z y m ś  b e z p o ś r e d n i m  w przeciwień-

stwie do wszystkiego, co zapośrednicza rozum. Wiara byłaby zatem przeży-
ciem, przeżyciem Ogarniającego, które przypada mi w udziale lub nie.

 

Lecz wydaje się, że w takim ujęciu zbacza na tory czegoś, co daje się 

psychologicznie opisać, czegoś, co się nam przydarza, coś, co właściwie 
jest podstawą i źródłem naszego bytu. Dlatego Kierkegaard mówi: „Coś, 
co Schleiermacher zwie religią, a dogmatycy heglowscy wiarą, jest w 
gruncie rzeczy niczym innym niż pierwszym i bezpośrednim warunkiem 
wszystkiego - witalnym fluidem - atmosferą duchową, którą oddychamy" 
(Dzienniki, 1,54). Wiara, która „się tak rozpływa, roztapia w mgle", nie jest 
wiarą, mówi Kierkegaard mając na myśli wiarę chrześcijańską.

 

Kierkegaard upatruje istotną cechę wiary w tym, że zmierza do histo-

rycznej niepowtarzalności i sama jest zjawiskiem historycznym. Nie jest to 
przeżycie, nie jest to coś bezpośredniego, co można opisać jako dane. 
Wiara jest raczej dogłębnym uświadomieniem sobie źródła bytu za po-
ś

rednictwem historii i myślenia.

 

Wiara filozoficzna uświadamia to sobie. Dla niej wszelkie uprawianie 

filozofii w dziele ujętym w słowa jest tylko przygotowaniem lub przypo-
mnieniem, tylko bodźcem lub potwierdzeniem. Dlatego żadna filozofia 
jako wytwór myśli nie może sensownie stanowić zamkniętej w sobie ca-
łości. Dzieło myśli zawsze jest połowiczne i aby było prawdą musi dojść 
ktoś, kto nie tylko pomyślał je sobie jako pewną myśl, lecz zarazem sprawił, 
ż

e tym samym w jego własnej egzystencji pojawiło się historycznie.

 

Pojęcia stanowiące kategorię specyficzną dla Jaspersa, której treść odbiega 
od potocznie przyjętej piszemy - z wyjątkiem rozdz. III, gdzie tłumacz 
zgłosił sprzeciw - z dużej litery.

 

Dlatego ten, kto uprawia filozofię, zachowuje swobodę wobec swoich 

myśli. Wiarę filozoficzną należy scharakteryzować negatywnie: nie może 
stać się wyznaniem. Myśl jej nie staje się dogmatem. Wiara filozoficzna nie 
zna trwałego oparcia w czymkolwiek skończonym na świecie, bo tylko 
posługuje się swymi twierdzeniami, pojęciami i metodami, lecz im się nie 
poddaje. Jej substancja jest po prostu historyczna i nie można jej ustalić 
ogólnie, choć tylko w ogólnikach może się ona wyrazić.

 

A zatem wiara filozoficzna musi w historycznie określonej sytuacji 

czerpać stale ze źródeł. Nie zaspokaja jej żaden stan. Stale musi ponosić 
ryzyko maksymalnej otwartości. Nie może powoływać się na siebie jako na 
wiarę, od której nie ma apelacji.

 

Natomiast zawsze musi się objawiać w sposobie myślenia i uzasadniania. 

W filozofii zagubieniem grozi już sama patetyczność niezaprzeczalnych 
twierdzeń, które brzmią jak objawienie.

 

Nie należy jednak wyobrażać sobie ogólności prawdziwej wiary jako 

powszechnego obowiązywania jej treści, nie należy jej uznawać za bez-
pośrednią oczywistość ani obiektywnie ustalać jako pewnego stanu histo-
rycznego, lecz trzeba tylko upewnić się o niej przez historyczny ruch w 
czasie. To jednak ma miejsce tylko w r a m a c h  O g a r n i a j ą c e g o ,   nie 
będącego ani tylko przedmiotem, ani tylko podmiotem. Teraźniejszość, która 
ukazuje się w historii, zawiera w sobie źródła wszelkiej wiary.

 

Aby uzyskać pojęcie Ogarniającego, musimy rozjaśnić Ogarniające. 

Odnawiająca się stale, zawsze zapośredniczona bezpośredniość Ogarnia-
jącego, ta ostateczna teraźniejszość istnieje na wiele sposobów. Ogarniające 
w naszym rozjaśnieniu okazuje się wielością rodzajów Ogarniającego. 
Posłużę się - ze względu na naszą tradycję filozoficzną - t a k i m 
s c h e m a t e m ,  który mogę teraz pokrótce tylko przedstawić (spróbujcie, 
proszę, przez chwilę dokonać wraz ze mną rzeczy niemożliwej: w 
ramach jedynie dla nas możliwego myślenia przedmiotowego przekroczyć 
to myślenie, wyjść poza przedmiotowość za pomocą myślenia 
przedmiotowego, dokonać czegoś, bez czego faktycznie nie ma żadnej 
filozofii, ale co ja pokazuję tu tylko za pomocą pewnego schematu):

 

Ogarniające albo jest b y t e m  s a m y m  w sobie.którynasobej-

muje, albo bytem, którym my jesteśmy.

 

Byt, który nas obejmuje, zwie się światem i Transcendencją.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

\

 

l

 

14

 

15

 

background image

 
 

 

 

 

Byt, którym my jesteśmy, zwie się Istnieniem [Daseiri], Świadomością 

[Bewusstsein Uberhaupt], Duchem, z wie się Egzystencją.

 

a) Byt, który nas obejmuje. - Ten byt, który jest, nawet gdy nas nie ma, i 

który nas obejmuje, choć nie my nim jesteśmy, jest dwojakiego rodzaju: 
jest to świat, czyli byt, którego malutką cząstką jest pewna strona 
naszej istoty, kiedy cały świat jako byt, którym my nie jesteśmy, nas 
ogarnia; jest to Transcendencja, czyli byt po prostu od nas różny, w 
którym żadnego udziału nie mamy, ale w którym tkwią nasze podstawy i 
do którego się odnosimy.

 

aa) Ś w i a t: świat w całości nie jest przedmiotem, lecz ideą. Wszystko, co 

poznajemy, jest w świecie, światem nie jest nigdy.

 

bb)Tr anse e n d e n c j  a: Transcendencją jest byt, który nigdy nie staje 

się światem, ale niejako przemawia przez byt w świecie. Transcendencja 
jest wtedy tylko, kiedy świat nie istnieje samoistnie, kiedy nie ma 
podstaw sam w sobie, lecz odsyła do czegoś poza sobą. Jeśli świat jest 
wszystkim, to nie ma Transcendencji. JeślijednakTranscendencjajest, to 
byt świata jest wskazówką, która może na nią wskazywać.

 

b ) B y t ,  k t ó r y m  my j e s t e ś m y.-Uświadamiamy sobie własny 

byt na następujące sposoby:

 

aa)Jesteśmy I s t n i e n i e m :  żyjemy w otaczającym nas świecie jak 

wszystko, co żywe. Ogarniające tego żywego bytu staje się przedmiotem 
badania w swoich przejawach, w powstawaniu życia, w przybieraniu 
postaci cielesnej, w funkcjach fizjologicznych, w dziedzicznie 
przekazanych kształtach, w przeżyciach psychicznych, w zachowa-
niach, w strukturach otaczającego świata. Człowiek, i on tylko, dodaje 
do tego języki, narzędzia, wytwory, czyny, wytwarza sam siebie jako 
przedmiot. Wszelkie życie poza życiem ludzkim jest tylko istnieniem w 
otoczeniu. Natomiast pełnia przejawów Istnienia ludzkiego bierze się 
stąd, że dalsze rodzaje Ogarniającego wchodzą w nie, że albo są 
nośnikiem tego Istnienia, albo muszą mu służyć.

 

bb) Jesteśmy Ś w i a d o m o ś c i ą  rozszczepioną na podmiot i przed-

miot. Tylko to, co wchodzi do tej świadomości, jest dla nas bytem. 
Jesteśmy świadomością wszechogarniającą,w której wszystko, co ist-
nieje, można pomyśleć sobie, znać i poznawać w formach przedmio-

 

towości. Przełamujemy granice świata, który nas tylko otacza, i docie-
ramy do idei świata, do którego należą wszystkie światy otaczające, co 
więcej, wykraczamy w myśleniu poza świat i możemy sprawić, że znika z 
naszej myśli tak jakby go nie było.

 

cc) Jesteśmy D u c h e m :  życie duchowe to życie idei. Idee - np. praktyczne 

idee naszego zawodu i zadań, jakie mamy urzeczywistnić, albo 
teoretyczne idee świata, duszy i życia - kierują nami jako tkwiące w nas 
pobudki, jako znamię sensownej całości w rzeczach, jako metoda sy-
stematycznego wnikania, przyswajaniasobieiurzeczywistniania. Idee 
przedmiotami nie są, pojawiają się jednak w schematach! postaciach. 
Działają bieżąco, a zarazem są nieskończonym zadaniem. Te trzy 
sposoby bytu Ogarniającego - Istnienie, Świadomość, Duch -są 
sposobem, w jaki my jesteśmy światem; tj. kiedy Ogarniające obie-
ktywizuje się w czymś przedmiotowym, pojawiamy się empirycznie w 
adekwatny sposób jako przedmioty badań biologicznych i psychologi-
cznych, socjologicznych i humanistycznych. Ale byt nasz na tym się 
nie wyczerpuje.

 

dd) Jesteśmy możnością E g z y s t e n c j i : życie nasze wypływa ze 

ź

ródła leżącego poza naszym Istnieniem, które staje się empiryczne i 

obiektywne, poza Świadomością i Duchem. Ta istota nas samych daje o 
sobie znać:

 

1 . w n i e z a d o w o l e n i u ,  jakiego człowiek stale doznaje, zawsze 
bowiem nie przystaje do swego Istnienia, swojej wiedzy, swego świata 
duchowego;

 

2.w b e z w z g l ę d n y m  w y m o g u  [dem Unbedingten],któremu 
podporządkowuje się jego Istnienie jako czemuś, czym właściwie on 
sam jest [Selbstsein], lub czemuś, co do niego zrozumiale i w obowią-
zujący sposób powiedziano;

 

3.w n i e u s t a n n y m  d ą ż e n i u  do j e d n o ś c i ;  człowiekanie 
zadowala bo wiem jeden sposób bytu Ogarniającego ani wszystkie naraz, 
lecz dąży do jedności w samej podstawie, a jest nią wyłącznie byt i 
wieczność;

 

4. w świadomości, że posiada nieuchwytne w s p o m n i e n i e ,  tak 
jakby wiedział o współuczestnictwie w stworzeniu świata (Schelling) 
lub mógł przypomnieć sobie coś, co oglądał zanim w ogóle był świat

 

 

 

Wyklad pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

16

 

17

 

background image

 
 

 

 

 

(Platon); w świadomości n i e ś m i e r t e l n o ś c i ,  która nie jest dal-
szym życiem w innej postaci, lecz jest schronieniem w wieczności z wy-
mazaniem czasu i ukazuje się człowiekowi jako droga do nieustannego 
działania nadal w czasie.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ma w każdej postaci dwa bieguny: 

podmiot i przedmiot.

 

Jako I s t n i e n i e  jestem światem wewnętrznym i światem otaczają-

cym;

 

jako Ś w i a d o m o ś ć  - świadomością i przedmiotem;

 

jako D u c h - ideą tkwiącą we mnie i ideą wychodzącą mi naprzeciw 

od przedmiotu, obiektywną;

 

jako E g z y s t e n c j a -  Egzystencją i Transcendencją.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ogarnia niejako Ogarniające, którym 

jest sam byt, a zarazem zostaje przez nie ogarnięte. Byt ten zwie się 
„światem" jako biegun w trzech pierwszych przypadkach i tu występuje 
jako świat otaczający, jako przedmiotowość wszystkiego, co można po-
znać, jako idea. W czwartym przypadku zwie się Transcendencją.

 

W i a r ą  w s e n s i e  n a j s z e r s z y m  nazywa się występowanie w 

tych biegunowościach. Takiego bowiem występowania nie może w żadnym 
wypadku narzucić rozum, lecz ma ono zawsze własne źródło, niezależne od 
mej woli, natomiast ja jestem, chcę i wiem czerpiąc z niego.

 

I s t n i e n i e jest dla nas czymś tak oczywistym, że nie uświadamiamy 

sobie najczęściej tajemnicy zawartej w samej świadomości rzeczywistości: 
po prostu jestem ja, są rzeczy. Bywają chorzy pozbawieni przez pewien 
czas świadomości rzeczywistości. Daremnie tupią w ziemię, by się 
przekonać, że istnieje realnie. Wszystko wydaje im się pozorem. Czują się 
martwi, mary, które nie żyją, a w pewnych przypadkach ciężkiego obłędu 
sądzą, że jako takie nieżywe mary będą musieli żyć wiecznie. Nazywają 
siebie figurantami lub posługują się innymi słowami, które mają wyrazić ich 
nierzeczywistość. Kartezjańskie cogito ergo sum jest na pewno aktem 
myślowym, ale nie może zmusić do uznania, że to, co realne w świado-
mości, istnieje faktycznie.

 

Jako Świadomość dowiaduję się, że obowiązuje to, co słuszne. Tej 

oczywistości nie mogę się oprzeć. W każdym przypadku z osobna muszę

 

uznać, że coś jest lub nie jest słuszne, inaczej nie mogę. Lecz sama ta 
oczywistość jest bezpośrednia i nieprzekraczalna.

 

Jako D u c h  mampełnoidei,którepozwalająmiuchwycićkażdąideę 

wybiegającą mi naprzeciw. Co w intelekcie się rozszczepia, tutaj zawsze 
się zbiega i staje się duchowym ruchem. Kiedy idee znikają, świat rozpada 
się na nieskończoną ilość rozproszonych przedmiotów.

 

E g z y s t e n c j ą  jestem, gdy wiem, że jestem podarunkiem Transcen-

dencji dla mnie. Mojej decyzji nie zawdzięczam tylko sobie. Mój samo-
istny byt jest bytem darowanym mi w mojej wolności. Może mi siebie 
zabraknąć i żadna wola moja nie zdoła mi siebie podarować.

 

Otóż pewność rzeczywistości, oczywistość, ideę nazywamy wiarą w 

szerszym sensie. Jako Istnienie coś istnieje niejako instynktownie, jako 
Ś

wiadomość - na pewno, jako Duch - na mocy przekonania. Ale wiara 

właściwa jest aktem Egzystencji, w której nastąpiło uświadomienie rze-
czywistości Transcendencji.

 

Wiara jest życiem płynącym z Ogarniającego, jest pokierowaniem 

przez Ogarniające i spełnieniem dzięki niemu.

 

Wiara płynąca z Ogarniającego jest wolna, bo nie utrwalona w wyab-

solutyzowanej skończoności. Ma charakter płynny (jeśli idzie mianowicie 
o możliwość jej wyrażenia) - nie wiem, czy wierzę ani w co wierzę -a 
zarazem bezwzględny (w praktycznym działaniu i w bezczynności, które 
wynikają z decyzji).

 

Mówienie o niej wymaga podstawowej operacji filozoficznej: trzeba 

przekraczając wszelką przedmiotowość upewnić się co do ogarniającego w 
myśleniu, które nieuchronnie jest zawsze przedmiotowe, to znaczy: 
będąc uwięzionym w bycie, który ukazuje się rozszczepiony na podmiot i 
przedmiot, wydostać się z tego więzienia, mimo że naprawdę nie można 
wyjść poza jego obszar.

 

Coś w nas wzdraga się przed tą podstawową operacją, a tym samym 

przed myśleniem filozoficznym. Pragniemy zawsze czegoś uchwytnego. 
Dlatego myśl filozoficzną ujmujemy błędnie tak jakby była poznaniem 
przedmiotowym. Jak kot na cztery łapy popadamy zawsze w uchwytność 
przedmiotową. Wzdragamy się przed filozoficznym zawrotem głowy, 
przed pomówieniem, że stajemy na głowie. Chcielibyśmy, rzec można,

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

18

 

19

 

background image

 
 

 

 

 

zachować „zdrowie" trzymając się naszych przedmiotów i uniknąć odro-
dzenia naszej istoty w toku [ich] przekraczania.

 

Ale nic nam to nie pomoże. Zniechęceni możemy wycofać się na po-

zycje tzw. zdrowego rozsądku, ale kiedy chcemy wtłoczyć wszystko w 
jego formy, popadamy właśnie w przesąd, którego charakterystycznym 
rysem jest, że wszystko, czym wykraczając poza rozdarcie na podmiot i 
przedmiot jest sam byt, zastyga w przedmiot i w ten sposób staje się 
uchwytne.

 

Wiara filozoficzna z sumieniem uczulonym na przesąd, jakim jest wiara w 

przedmiot, nie nadaje się więc do wyznania w twierdzeniach. To, co 
obiektywne, musi być ruchome i niejako rozpłynąć się w dym, tak aby, 
gdy zanika przedmiotowość, właśnie w tym zaniku jasno ukazała się pełna 
ś

wiadomość bytu. Dlatego wiara filozoficzna zawsze mieści się w dia- 

lektyce, która wszystko roztapia i znosi.
 
"

 

D i a l e k t y k a^pa wiele rozmaitych znaczeń. Wspólne jest jej to tylko, że 

istotne znaczenie maj ą w niej przeciwieństwa. Dialektyką zwie się , logiczne 
przechodzenie przez antytezy do syntezy. Dialektyką zwie się realny 
proces, w którym przeciwieństwa przechodzą w siebie nawzajem, łączą się, 
tworzą coś nowego. Ale dialektyką zwie się też spotęgowanie 
przeciwieństw w nierozwiązywalne antynomie, popadanie w nieroz-
wiązywalność, w sprzeczność - zwie się tak też docieranie do granic, 
gdzie byt okazuje się absolutnie rozdarty, gdzie mój właściwy byt staje się 
sprawą wiary, a wiara uchwyceniem czegoś na pozór absurdalnego.

 

W wierze filozoficznej mieści się struktura takich dialektyk.

 

Tak jak nierozerwalne są byt i nicość, jak mieszczą się w sobie nawzajem, 

a potem znów radykalnie odpychają, tak też wiara i niewiara są nie-
rozłączne, po czym znów namiętnie się odpychają.

 

Przeciwieństwa Istnienia. Ducha, świata dochodzą do pojednania w 

harmonijnej wizji całościowej, tę zaś przełamuje bunt Egzystencji przeciw 
tej nieprawdzie.

 

Wiara wycofuje się, kurczy do minimum na granicy niewiary, by tu, 

skupiona w punkt, przejść do rozprzestrzenienia się w dal. W ten sposób 
mogę kurczowo uczepić się mego w pustkę przechodzącego Ja - cogito 
ergo sum - 
mojej dumy z wewnętrznej niezłomności - sifractus illabatur 
orbis, impavidum ferient ruinae 
-postawy nieruchomego obserwatora:

 

tak już jest - potępienia świata bez reszty („zwracam bilet wstępu"). Za 
każdym razem łudzę się, że jestem jeszcze, skoro nie chcę być niczym, że 
mógłbym jeszcze być nie podlegając warunkom skończoności w świecie. 
Doświadczywszy nicości, właściwie uskrzydlony dopiero przez doświad-
czenie kresu, puszczam się w dal, znów wierząc ufnie, by rozjaśnić wszelkie 
rodzaje Ogarniającego, którym sam jestem i w którym się odnajduję.

 

Wiara filozoficzna przechodzi wprawdzie przez nicość, lecz nie wyrasta z 

bezdenności. Nie zaczyna od zera, choć jest pierwotna. Czemu wierzysz? - 
ojciec mi powiedział. Ta odpowiedź Kierkegaarda obowiązuje w 
zmienionej postaci także w filozofii.

 

Wiara filozoficzna jest zawarta w tradycji. Wprawdzie wiara ta istnieje 

tylko w refleksji każdej jednostki nad sobą, nie ma obiektywnego oparcia w 
instytucji, jest tym, co pozostaje, gdy wszystko się załamuje, a jednak nie 
ma jej, gdy chcemy się jej uchwycić szukając pomocy w świecie. Ale w 
teraźniejszości pojawia się zawsze, ilekroć wraca się do siebie samego pod 
wpływem tradycji. Dlatego filozofię określa jej historia, a historia 
filozofii zawsze staje sięcałością, kiedy uprawia się filozofię tak jak się to 
czyni obecnie.

 

W dziej ach nie osiągnięto dotądrńgdyphilosophiaeperennis, a jednak 

tkwi ona stale w idei uprawiania filozofii i w całym obrazie prawdy filo-
zoficznej jako jej historii przez trzy tysiące lat, które stają się jedną jedyną 
teraźniejszością.

 

Zadaje się - zwłaszcza w obliczu osiągnięć religii - pytanie: czy filo-

zofia pomaga w biedzie? Pytanie takie zadaje ten, kto szuka obiektywnego, a 
nawet zmysłowo uchwytnego mocnego oparcia. Takiego oparcia w filozofii 
jednak nie ma. Mieć w filozofii mocne oparcie znaczy zastanowić się nad 
sobą, nabrać tchu uprzytomniając sobie Ogarniające, zdobyć siebie samego 
będąc sobie podarowanym. Wiara filozoficzna wie, że zdana jest na siebie, 
niezabezpieczona, pozbawiona schronienia.

 

A jednak tradycja filozoficzna jest czymś w rodzaju podpory. Mamy 

przed oczami faktyczne filozofowanie w przeszłości, wielkich filozofów, 
dzieła filozoficzne. Ale kiedy w dziełach poszczególnych filozofów ko-
chamy ich samych, nie możemy przecież zobaczyć nigdy w człowieku 
więcej niż człowieka i musimy zawsze dostrzegać też błąd i granice, i 
niepowodzenie. Nawet najszczytniejsza tradycja zawsze tkwi w czasie,

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Wyklad pierwszy-

 

21

 

20

 

background image

 
 

 

 

 

background image

 
 

 

 

 

mi daje ani mocnego oparcia, ani realnej wspólnoty, nie staje się zbiorem 
ś

więtych ksiąg ani nie zna dzieła, które obowiązuje bez reszty. Prawda 

nigdzie nie jest dana w gotowej postaci, natomiast całe dzieje filozofii od 
Chin po Zachód są jej niewyczerpalnym źródłem, które tryska jednak 
wtedy tylko, kiedy sięga się po nie z współczesnych powodów celem 
urzeczywistnienia jej na nowo.

 

Wdzięczność za możliwość kontynuacji takiej rozmowy z przeszłością 

znajduje symboliczną personifikację w „Filozofii". Przywykło się mówić 
o niej jak o jakiejś istocie. Personifikacji takiej dokonał Cyceron, a 
najdobitniej Boecjusz.

 

Wiara filozoficzna nie darzy jednak przekazanej filozofii ślepym po-

słuszeństwem, chociaż darzy ją czcią.Historia nie staje się dla niej auto-
rytetem, lecz jest tylko nieustanną obecnością zmagań duchowych.

 

Historia jest wieloznaczna. Jakże łatwo schodzi filozofia na manowce, 

gdy staje się wyznaniem wiary, gdy kostnieje w dogmat, gdy rodzi szkoły 
jako wspólnoty instytucjonalne, gdy pozwala, by tradycja stała się auto-
rytetem, gdy ubóstwia przywódców szkół i gdy dialektycznie popada w 
nieobowiązujące zabawy. Wiara filozoficzna wymaga trzeźwości a zarazem 
ogromnej powagi. Być może zbłądzenia filozofii wysuwają się na czoło 
jej przejawów. Być może częściej rozumiano wielkie myśli źle niż dobrze. 
Być może całe np. dzieje platonizmu (poczynając od Speuzypa) są przede 
wszystkim historią wypaczeń i zatracania, a z rzadka tylko odnajdowania na 
nowo [myśli Platona]. Niezgodnie z sensem filozofii ludzie za jej 
pośrednictwem znaleźli drogę do nihilizmu. Dlatego filozofia uchodzi za 
niebezpieczną. Nieraz uważa sieją właściwie za niemożliwą.

 

Odnaleźć w dziej ach filozofii w bezładnym stosie poślizgnięć drogę do 

prawdy, która w niej się otworzyła, można tylko na podstawie wiary filo-
zoficznej, zawsze oryginalnie, umiejąc rozpoznać się na nowo w cudzych 
myślach.

 

Przełożył Jan Carewicz

 

Wykład drugi  

Treści wiary filozoficznej

 

Po filozofii oczekuje się poznania zniewalającego rozsądek, oczekuje 

się czegoś, co każdy musi uznać za słuszne i może potem znać nie potrze-
bując wiary.

 

Filozofia faktycznie nie powołuje się na żadne objawienia ani żaden 

autorytet. Lecz to, co filozofujący człowiek poznaje rozumem,dalece wy-
kracza poza poznanie zniewalające rozsądek. Jest to coś, co rozum poj-
muje jako prawdę sam z siebie, co uobecnia całą swą istotą, wszystkimi jej 
organami.

 

Kiedy człowiek uprawia filozofię, wychodzi poza samą tylko swoją 

naturalność, lecz na mocy własnej istoty. Tym, co zdobywa w tym prze-
łomie jako byt i jako siebie samego, jest jego wiara. Kiedy filozofujemy, 
odbywamy drogę do źródeł wiary, która przysługuje człowiekowi jako 
człowiekowi.

 

Myśli filozoficzne każdy człowiek uprawia w zalążku, nieraz w naj-

czystszej postaci jako dziecko. Zadaniem filozofii jako myślenia upra-
wianego zawodowo jest odszukanie takich toków myśli, wyjaśnienie ich i 
rozwinięcie oraz powtórzenie przez rozpoznanie ich w myślach rozwi-
janych przez tysiąclecia. Mieści się w tym, po pierwsze, refleksja nad 
z a k r e s e m  t r e ś c i  w i a r y  (czyli rozważania metodyczne), a po 
wtóre, refleksja nad samymi treściami wiary.

 

Pierwszą już podjęliśmy. Po wtórzę ją raz jeszcze pokrótce w innej postaci.

 

1. Zakres treści

 

Zakres ten otwierają przed nami cztery pytania: co wiem? - co właściwie 

istnieje? - czym jest prawda? -jak uzyskuję wiedzę? Odpowiadamy 
posługując się pojęciami rozwiniętym w pierwszym wykładzie.

 

P y t a n i e  p i e r w s z e :  co w i e m ?  Odpowiedź: wszystko, o 

czym wiem, jest rozszczepione na podmioti przedmiot, jest przedmiotem 
(obiektem) dla mnie, zjawiskiem, nie istnieje samo w sobie. Ale w tym

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

22

 

23

 

background image

 
 

10 

 

 

 

rozszczepieniu podmiot i przedmiot są z sobą związane. Nie ma przed-
miotu bez podmiotu, ale nie ma też podmiotu bez przedmiotu. Wszystko 
wiec, co poznaje jako byt, jest zawsze całością rozszczepioną na podmiot i 
przedmiot, a nie jedną j ej stroną.

 

Są rozmaite rozszczepienia na podmiot i przedmiot: Istnienie mieści 

się w otaczającym świecie; Świadomość staje w obliczu przedmiotów; 
Duch żyje w ideach, Egzystencja odnosi się do Transcendencji. Lecz 
ś

wiat otaczający, idee, Transcendencja stają się pomyślanymi przed-

miotami dopiero w Świadomości na skutek uprzedmiotowienia w 
schematach i symbolach.

 

Wszystko, o czym wiem, jest zatem bytem obiektywnym w Świado-

mości i wobec tego jest ograniczone; ale w swej skończoności może być 
odskocznią dla transcendowania.

 

P y t a n i e  d r u g i e :  co w ł a ś c i w i e  i s t n i e j e ?  Odpowiedzi 

nie szuka się i nie znajduje jej wyliczając mnóstwo istniejących bytów, 
lecz przez uchwycenie tego, co jest samo przez się, czyli naprawdę. Po-
nieważ pytanie zadajemy zawsze w ramach rozszczepienia na podmiot i 
przedmiot, byt zaś musi wykraczać poza podmiot i przedmiot,czyli obej-
mować oba, zatem pytanie o byt jest zarazem pytaniem o tego, kto pyta. 
Odpowiedź musi pokazać, że byt dla nas nieodłączny jest od tego, czym 
my sami jesteśmy; albowiem byt za pomocą istoty naszego bytu musi 
umożliwić pytanie o byt i być dla tego pytania dostępny.

 

Otóż istnieją stereotypowe odpowiedzi napytanie o byt (po części trafne, 

po części wręcz chybione). Najpierw uważano za byt lub za podstawę 
wszelkiego bytu coś p r z e d m i o t o w e g o , a istniejącego na świecie: 
materię, łady przestrzenne, obrazy świata. Byt jest przedmiotem.

 

Albo na odwrót: t o ,  co s u b i e k t y w n e ,  uchodziło za coś, z czego 

wyrasta, z czego zostaje stworzony wszelki byt, co ulega uprzedmio-
towieniu. Byt jest wytworem jaźni.

 

A wreszcie po oczyszczeniu od przypadkowo określonego materiału 

pomyślano sobie byt jako pewne s t r u k t u r y  m y ś l o w e  (kategorie), 
które pozwalają ująć wszelki byt, bo zawarte są w samym bycie. Kiedy 
sięmyśli o bycie, pojawia siębezpośrednio oczywistość, że byt jest, że go 
nie ma, że się staje, jest obecny, jest czymś, jest substancją, przyczyną, 
skutkiem itd. Byt to logos.

 

Niezadowolenie z każdej takiej ontologii kieruje nasząuwagęna osob-

liwość uzyskiwania w filozofii pewności co do bytu:

 

1. Jeśli to, co właściwie jest, n i e  j e s t  p r z e d m i o t e m  w sensie 

przedmiotu dla podmiotu, to wymyka się ono tego rodzaju poznaniu, 
które oznacza wiedzę przedmiotową o czymś. Ale ponieważ widzimy, 
ż

e wszystko, co jest dla nas przedmiotem, obarczone jest 

zjawiskowością w odróżnieniu odbytu samego w sobie, zatem byt jako 
zjawisko wskazuje na byt właściwy, który przemawia przez zjawisko i 
który się w zjawisku wyczuwa.

 

2. Jeśli to, co właściwie jest, nie jest prze życiem w znaczeniu pod-

miotu dla obserwującej je indywidualnej świadomości [punktuelles 
Bewusstsein], 
to wymyka się również poznaniu psychologicznemu. Ale 
ponieważ wszelkie przeżycie jest jakąś obecnością bytu, zatem 
istnienie w subiektywności jest zasadniczym przejawem bytu; przeżywanie i 
rozumienie są procedurą niezbędną, by upewnić się co do bytu.

 

3. Jeśli to, co właściwie jest, n i e  j e s t  m y ś l o w ą  s t r u k t u r ą  ka-

tegorii, nie jest logosem, w takim razie wymyka się też poznaniu logi-
cznemu.

 

Ale ponieważ wszystko, co istnieje dla nas, musi jakoś zostać pomy-
ś

lane, zatem znajomość kategorii jest warunkiem jasności przy upra-

wianiu filozofii.

 

Nazwaliśmy właściwy byt, który nie jest ani przedmiotem, ani pod-

miotem, lecz przejawia się w całości rozszczepionej na podmiot i przed-
miot i musi wypełnić kategorie - Ogarniającym.

 

Napytanie, co właściwie jest, trzeba zatem znaleźć odpowiedź drogą 
rozjaśnienia rodzajów Ogarniającego - tj. świata i Transcendencji - Ist-
nienia, Świadomości, Ducha, Egzystencji. Skoro jednak wszystkie te ro-
dzaje Ogarniającego mają tę samą podstawę, zatem odpowiedź w końcu 
brzmi: bytem właściwym jest Transcendencja (czyli Bóg), a rzeczywiste 
zrozumienie tego zdania obejmuje wszelką wiarę filozoficzną i wszelkie 
rozjaśniające myślenie filozoficzne, lecz nie można tego dokonać inną 
drogą niż przechodząc przez wszystkie rodzaje Ogarniającego po kolei. 
P y t a n i e  t r z e c i e :  c z y m  j e s t  p r a w d a ?  Odpowiedź: w 
każdego rodzaju Ogarniającym, którym my jesteśmy, tkwi korzeniami 
swoisty sens prawdziwości.

 

 

 

Treści wiaty filozoficznej

 

Wykład drugi-

 

24

 

25

 

background image

 
 

11 

 

 

 

W I s t n i e n i u  prawda polega na bezpośredniej zmysłowej obecności, 

na przydatności w życiu, na instynkcie, na praktyce i tym, co korzystne 
[das Opportune],

 

W Ś w i a d o m o ś c i  prawda polega na niesprzeczności tego, co daje 

się pomyśleć przedmiotowo w ogólnych kategoriach.

 

W D u c h u  prawda polega na przeświadczeniu o ideaca

 

W E g z y s t e n c j i  prawda polega na wierze we właściwym sensie 

tego słowa. Prawdą zwie się świadomość Egzystencji odniesionej do 
Transcendencji.

 

Wszelka prawdziwość wyraża się przez pryzmat Świadomości, która 

dostarcza jednak w tym przypadku tylko form słuszności, podczas gdy 
ź

ródło prawdy pochodzi z innych rodzajów Ogarniającego.

 

P y t a n i e  c z w a r t e :  j a k  u z y s k u j ę  w i e d z ę ?  Kiedy poja-

wia się wątpliwość, pragnę uzasadnienia. Pytam o sposób, w jaki uzyskuję 
wiedzę, o sens i granice tej wiedzy. Jasne staje się wówczas, że każda 
prawda obecna jest w jakimś szczególnym sposobie myślenia. Te sposoby 
myślenia uświadamiamy sobie w nauce o kategoriach i o metodzie. Dają 
mi one podstawy do uprawiania filozofii, dzięki ich opanowaniu nie tylko 
wiem, ale wiem też, jaki dzięki czemu wiem.

 

Dla uprawiania filozofii ma przy tym szczególne, ba, decydujące 

znaczenie uzyskanie pewności co do różnicy między myśleniem 
poznającym przedmiotowo, jakie ma miejsce w naukach, i myśleniem [je] 
przekraczającym, jakie przysługuje filozofii. Można rzec, iż rozważanie 
filozoficzne osiąga swój cel, kiedy sprawa staje się bezprzedmiotowa- w 
sensie dwojakim: że nic już nie pozostaje dla pozytywisty, bo nie 
dostrzega on już żadnego przedmiotu, i że właśnie przez to rozbłyska 
ś

wiatło dla filozofa. W zanikającym przedmiocie nie może on wprawdzie 

uchwycić właściwego bytu, ale byt ten może go wypełnić.

 

Nasze cztery pytania prowadzą myśl na takie tory, że przekracza ona 

granice tego, co poznawalne, i świata w całości, tak iż uzyskujemy pewność 
co do zjawiskowego charakteru Istnienia, a przez to upewniamy się, że byt 
jest Ogarniającym, i otwiera się przestrzeń dla wiary. To transcendujące 
myślenie jest takim myśleniem, które dzięki metodzie ma charakter 
naukowy, a jednak różni się od wszelkiego poznania naukowego, gdyż 
znika w nim określony przedmiot.

 

Takie drogi myślowe nie obowiązują każdego tak, jak empiryczne i 

racjonalne poznanie skończonych przedmiotów, ale obowiązkowe są dla 
każdego, kto nimi podąża, kto przekraczając na nich wszystko, co skoń-
czone, uświadamia sobie wraz ze skończonością nieskończoność. Kiedy 
porusza się na samym skraju. musi nieuchronnie odczuwać skraj jako 
skraj; za pomocą kategorii przekracza metodycznie same te kategorie; 
odkrywa w niewiedzy nowy rodzaj bezprzedmiotowej wiedzy. Takie 
uprawianie filozofii posuwa się drogami myślowymi, na których nie po-
jawiają się, co prawda, jeszcze żadne treści wiary, ale oczyszcza się dla 
nich pole.

 

2. Treści wiary

 

Filozoficzne treści wiary można wyrazić w następujących twierdzeniach: 
Jest Bóg.

 

Istnieje wymóg bezwzględny.

 

Istnienie świata niknie pomiędzy Bogiem i Egzystencją. l . J e s t  B ó g :  
Transcendencja ponad wszelkim światem i przed wszelkim światem zwie 
się Bogiem. Najgłębsze zróżnicowanie wiary polega na tym, czy uważam 
cały świat za byt sam w sobie, naturę za Boga, czy też uważam, że świat cały 
sam przez się nie ma podstaw i szukam podstawy świata i mojej własnej 
poza światem.

 

Bywają dowody na istnienie Boga. Od Kanta jest dla rzetelnej myśli 
pewnikiem, że takie dowody nie są możliwe, o ile miałyby zmusić 
rozum [do ich uznania] tak, jak mogę go zmusić do uznania, że ziemia 
obraca się dookoła słońca, a księżyc ma drugą stronę. Ale jeśli dowody 
istnienia Boga tracą charakter dowodu, nie stają się przez to dla myśli 
bezużyteczne. Oznaczają upewnienie się w wierze w toku rozumowania, 
które, jeśli pojawia się po raz pierwszy, wstrząsa myślącymi o nich jak 
najgłębsze przeżycie, a myślącym ponownie o nich ze zrozumieniem 
przynosi powtórzenie takiego upewnienia. Sama myśl sprawia, że 
człowiek się zmienia. Sprawia niejako, że otwierają nam się oczy. Co 
więcej, myśl [ta] staje się podstawą nas samych. Zwiększa świadomość 
bytu i przez to staje się źródłem powagi. Dowody istnienia Boga 
wychodzą przede wszystkim od tego, co moż-

 

 

 

Wyktad drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

l

 

26

 

27

 

background image

 
 

12 

 

 

 

na znaleźć w świecie, czego można doświadczyć, i prowadzą do wniosku: 
skoro to istnieje, musi być Bóg. W ten sposób pojawia się na widowni 
zasadnicza zagadka istnienia świata i odsyła do Boga. Albo też 
przeprowadza się takie rozumowania, w których własne myślenie 
okazuje się świadomością bytu i pogłębia się aż do świadomości Boga: 
jest to właściwa filozofia spekulatywna. Albo też pewność uzyskuje się 
na mocy Egzystencji: rozróżnienie dobra i zła nabiera w pełni powagi 
jako nakaz boży. Rzeczywistość miłości jest jak boża mowa.

 

A wszędzie nie zamknięcie świata i porażka każdego zamkniętego obrazu 
ś

wiata, załamanie wszelkiego planowania w świecie, ludzkich 

projektów i ich realizacji, niemożność osiągnięcia przez ludzką dosko-
nałość ostatecznych granic prowadzi do wniosku: w obliczu otchłani 
doświadcza się nicości lub Boga.

 

Lecz nie ma tu nigdzie dowodu w sensie dowodu naukowego, nie do 
odrzucenia. Dowiedziony Bóg nie jest Bogiem. Dlatego ten tylko, kto od 
Boga wychodzi, może Go szukać. Pewność istnienia Boga, nawet jeśli 
jest tylko zalążkowa i nieuchwytna, jest przesłanką, a nie wynikiem 
uprawiania filozofii.

 

Po znakomitym obaleniu wszystkich dowodów istnienia Boga przez 
Kanta, po pomysłowym, ale obliczonym na wygodę i błędnym zbudo-
waniu tych dowodów na nowo przez Hegla, po najnowszym zaintere-
sowaniu średniowiecznymi dowodami istnienia Boga, przyswojenie 
sobie w nowy, filozoficzny sposób dowodów istnienia Boga jest palącą 
koniecznością. Theodor Heubach, powieszony przez gestapo socjalista i 
uczestnik spisku 20 lipca, polityk i realista,w pełni nadziei na 
odbudowę Niemiec po ich nieuchronnym upadku zajmował się dogłębnie 
w latach wojny dowodami istnienia Boga, które uważał za niezbędny 
fundament łączącej nas wszystkich świadomości. Po myśli, że jest Bóg, 
następuje niebawem dociekanie, czym jest Bóg. Nie można tego 
wymyślić, a jednak rozwija się tu myśl bogata i inspirująca. Zwycięstwo 
odnosi wprawdzie teologia negatywna, która mówi, czym Bóg nie jest - 
nie jest, mianowicie, niczym, co stałoby nam przed oczami lub 
ukazywało się w myśli jako jakaś skończoność. Ale

 

różne rzeczy skończone pozwalają uobecnić boskość przez porównanie, 
symbol i analogię.

 

2. I s t n i e j e  w y m ó g  b e z w z g l ę d n y :  podstawą wymogów do 

nas kierowanych są zazwyczaj zamiary życiowe (korzyści) lub jakiś 
niekwestionowany autorytet. Warunkiem takich wymogówjestcellub 
ś

lepe posłuszeństwo.

 

Jeśli powoduje mną wymóg bezwzględny, źródło jego tkwi we mnie. Tej 
bezwzględności nie tłumaczy ani cel, ani autorytet. Istnienie wymogu 
bezwzględnego jako podstawy działania nie jest sprawą poznania, lecz 
przedmiotem wiary. W skończonym myśleniu odkrywamy tylko w nie-
skończoność warunki i dlatego może ono jakoś wszystko usprawiedliwić. 
Ujmowanie przez nas tego, co bezwzględne, ma w stale historycznym „tu i 
teraz" charakter nieskończony, i choć rozjaśniają je zdania ogólne, nie 
można go przez nic ogólnego określić ani z niego wywieść. Wymóg 
bezwzględny pój awia się u mnie j ako wymóg, j aki stawia memu życiu 
moje właściwe ja, coś, czym niejako jestem wieczyście w obliczu 
Transcendencji, jako wymóg wobec czasowości mego obecnego życia. 
Jeśli podstawą mej woli jest coś bezwzględnego, to uprzytomniam je 
sobie jako coś, czym właściwie sam jestem i czemu ma odpowiadać 
moje życie.

 

Sam wymóg bezwzględny nie mieści się w czasie. Gdzie jest, tam idzie 
niejako w poprzek czasu. Z Transcendencji przedziera się w świat do-
czesny drogą naszej wolności.

 

3. R z e c z y  wi s t o  ść ś w i a t a  ma n i k ł e  i s t n i e n i e  m i ę -

d z y  B o g i e m  i E g z y s t e n c j  ą: Płynność poznanej rzeczywi-
stości wszelkiego rodzaju, interpretacyjny charakter wszelkiego po-
znawania, okoliczność, że każdy byt dany nam jest w rozszczepieniu na 
podmiot i przedmiot - te podstawowe cechy dostępnej nam wiedzy 
oznaczają; że każdy przedmiot jest tylko zjawiskiem; że żaden byt nie 
jest bytem samym w sobie i w całości. Zjawiskowy charakter poznania 
jest podstawowym odkryciem myśli filozoficznej. Jeśli nawet nie można 
ujrzeć tego przedmiotowo, lecz tylko wykraczając poza przedmiot, to 
rozum, który w ogóle potrafi tak wykraczać, nie może się od tego 
uchylić. Ale wówczas odkrycie to nie dodaje do posiadanej wiedzy 
ż

adnej nowej wiedzy szczegółowej, lecz wstrząsa całą świadomością

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

l

 

28

 

29

 

background image

 
 

13 

 

 

 

bytu. Stąd to nagłe światło, potem już nie gasnące, które rozbłyska np. po 
krótszym lub dłuższym wysiłku przy studiowaniu Kanta. Jeśli się nie 
pojawi, to całe studiowanie Kanta skończy się na znajomości w 
gruncie rzeczy nie zrozumianych, bo nie przetrawionych lekcji. Świat 
jako całość nie staje się dla nas przedmiotem. Wszelki przedmiot istnieje w 
ś

wiecie, żaden nie jest światem. Każde określenie świata i każdy sąd o nim, 

czy jest to optymistyczna akceptacja jego harmonii, czy pesymistyczna 
negacja jego dysharmonii, prowadzi do całościowych sądów, które zawsze 
preferują jakieś byty realne, a pomijają inne. Przeciwstawia się temu 
upewnienie się, że świat nie jest zamknięty i jest niewyczerpalny, tym samym 
nieustanna gotowość, by zważać na każdy rodzaj bytu świata, na wszystko, 
co się zdarza i czego się dokonało samemu w toku wciąż jeszcze nie 
zakończonego życia. Z taką gotowością wiąże się:

 

— po pierwsze, upewnienie się o absolutnej transcendencji Boga wobec 

ś

wiata: deus absconditus oddala się, gdy chcę go pojąć, a przybliża niepo-

miernie w absolutnej historyczności każdej niepowtarzalnej sytuacji;

 

—po wtóre, doświadczenie świata jako bożej mowy: świat nie ma samo 
istnego bytu, natomiast realizuje się w nim stale wieloznaczna mowa | 
boża, która jednoznaczna może się stać tylko historycznie przez chwilę f 
dla Egzystencji.
 

Dla takiej wiary nasz byt w czasie jest spotkaniem Egzystencji z Trans- l 
cendencją - wieczności, jaką jesteśmy jako byty stworzone i sobie daro- | 
wane, z wiecznością samą w sobie.                                                         | 
W świecie dokonuje się spotkanie tego, co wieczne, z tym, co doczesne. 
Ale ponieważ spotkanie Egzystencji z Transcendencją dokonuje się w f 
ś

wiecie, więc na wieki jest ze światem związane. Ponieważ to, co istnieje 

dla nas, musi pojawić się w bycie doczesnego świata, więc nie istnieje 
bezpośrednia wiedza o Bogu ani o Egzystencji. Badanie świata jest jedyną 
drogą naszego poznania, realizacja świata-jedyną drogą egzystencjalne 
go urzeczywistnienia. Kiedy świata nie ma, zatracamy się też sami. 
W wierze obowiązują następujące zasady:

 

Niczego nie można dowieść tak jak wiedzy skończonej. Można tylko 

zwrócić u wagę na prawdziwość zasad wiary, rozjaśnić je za pomocą toku 
myśli lub przypomnieć apelem. Trwają zawieszone w niewiedzy.

 

Należy być powściągliwym w pochopnym wypowiadaniu tych zasad. 

Zbyt łatwo można uznać je za wiedzę, a wtedy tracą sens. Tego, kto je 

W

ypowiada, skłaniają do błędnych roszczeń.

 

Do wypowiedzi bezpośredniej zmuszony jestem w toku uprawiania 

filozofii, gdy pada wprost pytanie: Czy jest Bóg? Czy na świecie istnieją 
absolutne wymogi? Czy ostatecznością jest świat, czy też byt jego jest 
ulotny i przemijający?

 

Brak wiary wypowiada się tu następująco:

 

Po pierwsze: Boganie ma, bo istnieje tylko świat i reguły jego zdarzeń; 

ś

wiat jest Bogiem.

 

Po wtóre: nie ma nic bezwzględnego, gdyż wymogi mego postępowania 

powstały na skutek nawyków, ćwiczeń, tradycji, posłuszeństwa i przez 
nie są uwarunkowane; wszystko zależy na wieki od warunków.

 

Po trzecie: świat jest wszystkim, jest jedyną i właściwą rzeczywistością. 

Wprawdzie na świecie wszystko przemija, ale sam świat jest absolutny, 
wieczny, nie znika, nie jest bytem ulotnym, przejściowym.

 

W filozofii nie wolno korzystać z niewiedzy, by uchylić się od wszelkiej 

odpowiedzi.Nie wiem, czy wierzę. Ale taka wiara skłania mnie do 
nabrania odwagi, by żyć z jej perspektywą. Przy uprawianiu filozofii za-
wsze będzie istniało napięcie między wypowiedzią, niezdecydowaną i 
zawieszoną, a zdecydowanym zachowaniem faktycznym w określonej 
sytuacji dziejowej.

 

Historyczne źródła treści filozofii zachodniej tkwią w myśli nie tylko 

greckiej, lecz także biblijnej. Nawet ten, kto nie potrafi uwierzyć w żadne 
objawienie jako takie, może jednak przyswoić sobie źródło biblijne, zez-
wolić, by dotarła do niego jako do człowieka prawda biblijna bez obja-
wienia. Studiowanie Biblii było też rzeczywiście po dziś dzień jednym z 
podstawowych źródeł niemal całej filozofii zachodniej. To wyjątkowe 
dzieło nie jest wyłączną własnością jednego wyznania ani jednej religii, 
lecz należy do wszystkich.

 

Religię biblijną jako naszą szczególną podstawę uświadamiamy sobie 

porównując ją z religiami hinduskimi i Dalekiego Wschodu. Wprawdzie 
podstawowych cech religii biblijnej nie brak całkowicie również innym 
religiom, ale nie mają one w nich decydującego znaczenia. W Biblii też te

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficzne j

 

30

 

31

 

background image

 
 

14 

 

 

 

cechy nie wszędzie mają charakter zasadniczy, niektóre pojawiają się z 
rzadka, ale szczególnie wymownie. Przypominam je:

 

1.J e d e n  t y l k o  B ó g :  Jedno staje się podstawą świadomości bytu i 

ethosu, źródłem czynnego uczestnictwa w świecie. Żadnych innych bogów 
obok Boga - oto metafizyczna podstawa powagi Jednego na świecie.

 

2. T r a n s c e n d e n c j  a B o g a - S t w ó r c y :  Przezwyciężenie de-

monicznego świata i magii prowadzi do świadomości Boga niewyobra-
ż

alnego, bezpostaciowego, nie do pomyślenia. Myśl o kreacji wstrząsa 

całym światem. Ś wiat nie stoi na twardym gruncie i nie istnieje sam przez 
się. Człowiek w swej jednostkowej egzystencji zyskuje w świecie wolność 
jako stwór boży; w powiązaniu z Bogiem transcendentnym i tylko dzięki 
temu jest niezależny od całego świata. 

3. Spotkanie człowieka z B o g i e m: Bóg transcendentny ma aspekt 

osobowy. Jest osobą, do której człowiek się zwraca Jestto dążenie do Boga, 
chęć usłyszenia Go. Wyrasta stąd namiętne osobiste poszukiwanie 
osobowości Boga. Religiabiblijnajestreligiąmodłitwy. Modlitwa w czystej 
postaci - wolna od pragnień doczesnych staje się pochwałą i podzięką, a 
kończy ufnością: bądź wola Twoja 

4. Przykazania boże: dziesięcioro przykazań wyraża z wyjątkową prostotą 

podstawowe prawdy jako boże nakazy. Różnica między dobrem i złem ujęta 
jest w absolutne albo - albo. Od czasów proroków wymagana jest miłość 
bliźniego i kulminuje w zdaniu: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. 

5.Świadomość historyczności: W epoce katastrof politycznych pojawia 

sięjako świadomość, że dziejami rządzi Bóg. Staje się to podstawą 
zogniskowania życia wokół religii, które w obręb „tu i teraz" wciąga cały 
ś

wiat. Nie rozproszona i przypadkowa nieskończoność, lecz teraźniejszość, 

którą rządzi Bóg, nadaje całą wagę życiu. 

6. Cierpienie: Cierpienie zyskuje godność, cierpienie staje się drogą do 

boskości. W dziejach sługi bożego (Deuteroizajasź) i w symbolice krzyża 
(Chrystus) staje się biegunowym przeciwieństwem greckiego tragizmu. 
Religia biblijna żyje bez świadomości tragicznej lub przezwycięża tragizm. 

7. Gotowość podejmowania spraw nierozstrzy-

g a l n y c h: Wiara 

wystawia swą pewność na najcięższą próbę. Przy

 

określonym stanowisku religijnym - a każda wypowiedź oznacza nie-
uchronnie zajęcie jakiegoś stanowiska - ośmiela się ujawnić wynikające z 
niego sprawy nierozstrzygalne. Niepowtarzalna jest namiętna walka Hioba z 
Bogiemo Boga Rozpacz na widoknicości-przezktórąprzejść musi każdy 
uczciwy - niedościgle wyraża Księga Koheleta.

 

Każdej z tych podstawowych cech odpowiadają szczególne wypaczenia:

 

1. J e d e n  B ó g  s t a j e  się  a b s t r a k c  j ą, a wtedy jest już tylko 

zaprzeczeniem wszelkiego świata oraz jego różnorodności i pełni. Jed-
ność zabija wielość.

 

2.Bóg t r a n s c e n d e n t n y  odrywasięodświata.Bógbezstworze-

nia-to myśl, w której wszystko znika. Skoro świat nie tylko jest nieważny 
[nichtig], lecz staje się niczym [nichts], to Transcendencja też niejako 
staje się dla nas niczym, a nie ma już nic innego.

 

3.S p o t k a n i e  z B o g i e m  staje się wyrachowaniem lub egzaltacją 

uczuciową. Niebezpieczeństwem dla tej religii modlitwy staje się na-
tarczywość wobec Boga egoistycznie nastawionej duszy.

 

Innym niebezpieczeństwem jest skłonność, by na pewno znać wolę 

bożą, co staje się źródłem wszelkiego fanatyzmu. Wiele okropności do-
konanych na świecie uzasadniano wolą bożą. Ilekroć fanatycy słyszą głos 
Boga, głusi są na wszystkie w nim wieloznaczności. Kto wie na pewno, co 
Bóg mówi i czego chce, ten z Boga czyni istotę w świecie, którą może 
dysponować, i w ten sposób popada w zabobon. Żadnego roszczenia ani 
ż

adnego uprawomocnienia nie wolno jednak opierać w świecie na głosie 

bożym. Coś, co dla jednostki jest zasadnie pewne i co może stać się nie-
kiedy pewne dla wspólnoty, nie obowiązuje bynajmniej wszystkich jako 
określona treść, która daje się wyrazić.

 

4. P r z y k a z a n i a  b o ż e  przekształcają się ze zwykłych podstaw 

moralności w abstrakcyjne twierdzenia, które mają sens jurydyczny i roz-
wijają się bez końca w prawodawstwo ze szczegółowymi przepisami.

 

5. Ś w i a d o m o ś ć  h i s t o r y c z n o ś c i  zatraca się w obiektywnym 

ujęciu dziejów. Dysponuje się wtedy historią powszechną, bądź w myśli, 
jako wiedzą o jej całości, bądź nawet aktywnie, na mocy świadomości, że 
jest się wykonawcą boskiego planu, znanego temu, kto działa.

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

32

 

33

 

background image

 
 

15 

 

 

 

Może też powstać ogląd estetyczny, w którym własna egzystencja zatraca 

swą powagę w obliczu historii w całości.

 

6. Cierpienie zostaje psychologicznie przekształcone w masochi-

styczną rozkosz, znajduje potwierdzenie w sadyzmie albo myśli się o nim w 
dawno przezwyciężonych kategoriach magii jako o ofierze.

 

7. G o t o w o ś ć  p o d e j m o w a n i a  s p r a w  n i e r o z s t r z y - g 

a l n y c h prowadzi do rozpaczy lub do nihilizmu, do buntu straszliwie 

negatywnego.

 

W dziejach religii biblijnej widać po dziś dzień te przynależne do niej 

wypaczenia. Przejawiająca się w nich nieraz dzikość jest niejako odwrot-

nością pierwotnego patosu wiary. Dawne motory wiary działają nawet w 

tym uwikłaniu, w przerażającym powiązaniu z popędami witalnymi i ich 

wynaturzonymi postaciami zmuszają do wyciągania fałszywych konse-

kwencji.

 

3. Rozum i porozumienie

 

Pokazanie zakresu Ogarniającego oraz wskazanie na twierdzenia, które choć 
wyrażają treści wiary, są jednak mgliste, nie charakteryzuje jednak 
dostatecznie wiary filozoficznej. Z istoty swej bowiem uprawia się filozofię 
w toku czasu. Filozofia jest zawsze „pomiędzy", między źródłem i 
celem. Coś, co w nas będąc prowadzi nas tą drogą, co wprawia nas w ruch 
jako podmiot, co jako przedmiot, choć samo nie jest niczym uchwytnym, 
pociąga za sobą coś, dzięki czemu właściwie żyjemy filozoficznie, zwie się 
rozumem. Rozum nigdy nie istnieje bez rozsądku, ale jest nieskończenie więcej 
niż rozsądkiem. Rozum jest niezbędnym warunkiem wiary filozoficznej. 
Każdy inny sens prawdy ujawnia się w czystej postaci wtedy dopiero, kiedy 
przechodzi przez tygiel rozumu. Scharakteryzujmy rozum następująco:

 

Rozum skupia wszelki sens prawdy sprawiając, że każdy nich obo-

wiązuje. Nie pozwala, by jakakolwiek prawda ograniczyła się do siebie 
samej. Pojmuje, że fałszywa staje się każda wiara, która izoluje i absolu-
tyzuje jakiś rodzaj Ogarniającego. Błądtenpopełnianawet„wiara"Świa-
domości, kiedy głosi niesprzeczność samego bytu. Świadomość nie może 
bowiem posunąć się poza stwierdzenie, że niepojęte jest dla niej coś, co nie 
zgadza się z jej podstawowymi zasadami, np. z zasadą sprzeczności.

 

34

 

Treści wiary filozoficznej

 

Ale nawet ogół treści dostępnych Świadomości, nie jest jeszcze bytem 
samym, lecz tylko sposobem, w jaki przejawia się on w kategoriach po-
wszechnie w myśleniu obowiązujących.

 

Rozum broni przed okopaniem się w prawdzie jakikolwiek byłby jej sens, o 
ile nie zawiera się w nim wszelka prą wda. Broni przed zaspokojeniem się 
czymkolwiek, zabrnięciem w ślepy zaułek, zadowoleniem się jakąś, choćby 
nie wiedzieć jak uwodzicielską ciasnotą,zapomnieniem i pominięciem 
czegokolwiek, czy to rzeczywistości, czy konieczności [Geltung], czy 
możliwości. Rozum zmusza do tego, by niczego nie poniechać, ze wszystkim, 
co jest, wejść w kontakt, szukać, co jest i co być powinno, nie bacząc na 
ż

adne granice, obejmować nawet przeciwieństwa i zawsze ujmować całość, 

każdą możliwą harmonię.

 

Lecz potem rozum usiłuje znów dokonać niezbędnego wyłomu w tej 

całości. Broni się przed harmonią ostateczną. Podejmuje każde ryzyko, 

byle wniknąć naprawdę w byt.

 

Jego źródłem nie jest chęć niszczenia wyrażająca siębez końca w sofistyce 

intelektualnej, lecz bezgraniczne otwarcie na [rozmaite] treści. Ma 
wprawdzie obowiązek wątpić, lecz po to tylko, by zdobyć czystą prawdę. 
Jako myślenie bez dna popada rozsądek w nihilizm; rozum, który ma 
podstawę w Egzystencji, ratuje również przed nihilizmem, gdyż nie przestaje 
ufać, iż wnikając wraż z rozsądkiem w konkretny byt świata, w przepastne 
antynomie, w przełomy i rozdarcia - uzyska w końcu znowu pewność co do 
Transcendencji.

 

Rozum jest Ogarniającym, które tkwi w nas i nie ma właściwie początku, 

lecz jest narzędziem Egzystencji. Od strony Egzystencji jest to warunek 
konieczny, by w urzeczywistnieniu objawiło się najpełniej źródło.

 

Istnieje niejako nastrój rozumu. Zimna jasność kryje w sobie namiętne 

dążenie, by wszystko stanęło otworem. Rozumny człowiek zarówno zde-
cydowanie żyje wyrastając z własnego historycznego podłoża, jakzdecy-
dowanie zajmuje się wszelką napotkaną historycznością, aby dotrzeć aż do 
głębi historycznego bytu świata, albowiem dopiero w nim możliwajest 
wiedza, która z wszystkim łączy. Stąd wyrasta, będąc zarazem motorem, 
umiłowanie bytu, wszelkiego bytu konkretnego [alles seiendem als 
Seiendem] z 
jego przejrzystością, dzięki której przynależy widomie do 
swego źródła. Rozum zaostrza słuch, wzmaga giętkość, gotowość do po-

 

Wyklad drugi-

 

4

 

background image

 
 

16 

 

 

 

35

 

background image

 
 

17 

 

 

 

rozumienia, zdolność przemiany w toku nowych doświadczeń, ale tylko 
wówczas, gdy wszystko to jest niezawodnie ugruntowane, niezachwianie 
wierne, żywe w czynnym obecnie wspomnieniu o wszystkim, co kiedyś 
było dla niego rzeczywistością.

 

Człowiek, który uprawia filozofię, nie może się dość nachwalić rozumu, za 

pomocą którego osiąga dobre wyniki. Rozum jest więzią, która łączy 
wszystkie rodzaje Ogarniającego. Nie dopuszcza do absolutnego oddzielenia 
jakiegokolwiek bytu, utraty związku z innymi. zagubienia w rozproszeniu. Nic 
nie może się zgubić. Gdzie czynny jest rozum, wszystko, co jest, szuka 
związku. Rozwija się uniwersalne współżycie, wrażliwe zainteresowanie. 
Rozum budzi uśpione źródła, wyzwala to, co ukryte, umożliwia uczciwą walkę. 
Dąży do Jednego będącego wszystkim i usuwa złudzenia, które ustalają owo 
Jedno przedwcześnie, nie w całości, stronniczo.

 

Rozum domaga się porozumienia bez granic, jest sam całkowicie wolą 

porozumienia. Ponieważ w doczesności nie możemy obiektywnie posiadać 
prawdy jako jedynej prawdy wiecznej, i ponieważ wszelkie Istnienie 
możliwe jest tylko wraz z innym Istnieniem, a Egzystencja osiąga siebie 
tylko wpz z innymi Egzystencjami, zatem prawda przejawia się w czasie w 
postaci porozumienia.

 

Oto wielkie pokusy: przez wiarę w Boga uciec od ludzi, usprawiedliwić 

rzekomym poznaniem prawdy absolutnej swą samotność, zapewnić sobie 
przez to, że wierzy się w posiadanie samego bytu, takie zadowolenie, które 
w rzeczywistości jest brakiem miłości. Uzupełnia to twierdzenie, że każdy 
człowiek jest zamkniętą monadą, że nikt nie może z siebie wyjść, że 
porozumienie jest ideą złudną.

 

Na drugim biegunie stoi wiara filozoficzna, którą można też nazwać 

wiarą w porozumienie. Tutaj obowiązują bowiem oba twierdzenia: że 
tym, co nas łączy, jest prawda; oraz że źródło prawdy tkwi w porozumieniu. 
Na świecie człowiek odnajduje drugiego człowieka jako jedyną rze-
czywistość, z którą może ufnie i ze zrozumieniem się związać. Na każdym 
szczeblu powiązań między ludźmi wspólnicy losu znajdują miłując się 
drogę do prawdy, którą gubią ludzie [pogrążeni] w izolacji, uporze i sa-
mowoli, zamknięci w swym osamotnieniu.

 

Przełożył Jan Garewicz

 

Wykład trzeci 

Człowiek 

W ciągu godziny możemy tylko bardzo powierzchownie dotknąć tego 

olbrzymiego tematu. Wiedza o człowieku jest dla nas, ludzi, z pewnością 
niezwykle ważna. Powiada się nawet, że tylko wiedza o człowieku jest dla 
nas jedyną rzeczy wiście możliwą wiedzą, bo sami jesteśmy ludźmi, i że 
tylko ona jest istotna, bo człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. O wszy-
stkim innym można mówić tylko w odniesieniu do człowieka, a miano-
wicie o tym, co napotyka w świecie, co ma do dyspozycji, co zyskuje nad 
nim przewagę. To, co widzi, słyszy, czego dotyka, zjawia się w chara-
kterystyczny dla niego sposób - jako realna obecność. Wszelkie inne 
treści jego myśli są stworzonymi przezeń wyobrażeniami. Zajmując się 
człowiekiem, mamy do czynienia z tym wszystkim, co nam dostępne, co 
nas dotyczy, co jest.

 

Brzmi to w pierwszej chwili przekonująco, ale mimo to jest cał-

kowicie błędne. To prawda, że wszystko, co jest, zjawia się w sposób 
dla nas uchwytny. Dlatego człowiek żąda, by wszystko, co jest, stało 
się dlań obecne; by dało się doświadczyć i włączyć w jego tu i teraz. 
Żą

danie to spełnia się w zadziwiającym, podstawowym przejawie lu-

dzkiego bytu: człowieka w jego znikomości, będącego nicością w za-
ułku nieskończonego wszechświata, w jego ograniczeniu porusza 
jednak to, co wykracza ponad wszystko, co istnieje w świecie i co byt 
ś

wiata poprzedza. Człowiek uznaje za istniejące tylko to, co jest dla 

niego obecne. Kant, napisawszy swe słynne słowa o „niebie 
gwiaździstym nade mną i prawie moralnym we mnie", kontynuował: 
„Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego 
widzenia [...], widzę je przed sobą i wiążę je bezpośrednio ze świa-

 

*     W tym wykładzie, na życzenie tłumacza, odstępujemy od konwencji 

pisania terminów Jaspersowskich, takich jak „Egzystencja", „Transcen-
dencja", dużą literą (przypis wydawcy).

 

 

 

Wykład drugi-

 

36

 

37

 

background image

 
 

18 

 

 

 

domością mego istnienia. To pierwsze zaczyna się od miejsca, jakie zajmuję 
w zewnętrznym świecie zmysłów [...]. To drugie zaczyna się od mej 
niewidzialnej jaźni, od mej osobowości, i przedstawia mnie w świecie 
[...], z którym [...] poznaję siebie jako pozostającego w związku nie tak, jak 
tam, jedynie przypadkowym, lecz powszechnym i koniecznym"*.

 

Ponieważ jednak to, co jest, musi stać siędla człowieka obecne, wszelki 

byt utożsamia on z jego obecnością dla niego, choć byt ten nie został 
przecież przez człowieka stworzony - ani realności zmysłowe, ani treść 
jego wyobrażeń, myśli i symboli. To, co autentycznie jest, istnieje także i 
bez człowieka, choć zjawia się dla nas w formach i sposobach mających 
swe źródło w ludzkim bycie. Można by nawet powiedzieć, że znamy 
lepiej td wszystko, czym sami nie jesteśmy - to, czym jest człowiek, jest dla 
niego może mniej jasne niż wszystko, co go spotyka. Staje się dla siebie 
największą tajemnicą, gdy wyczuwa, że jego skończone możliwości zdają 
się sięgać w nieskończoność.

 

W wielkich obrazach antycypowano to, czym jest człowiek, jakby on 

sam już to wiedział. Po p i e r w s z e ,  umieszczano gowhierarchii 
i s t ot .  Człowiek jako istota zmysłowa stoi najwyżej wśród zwierząt, 
jako istota duchowa-najniżej wśród aniołów, nie jest jednak ani zwierzę-
ciem, ani aniołem, ale pokrewny jest im obu częścią swojej istoty, wobec 
każdego z nich uprzywilejowany przez to, czego im brakuje, a co on czerpie z 
własnegO'źródła, jako twór samego Boga.

 

O człowieku myśli się także jako o mikrokosmosie, w którym zawarte 

jest wszystko, co mieści w sobie świat- makrokosmos. Odpowiednikiem 
człowieka nie jest żadna inna pojedyncza istota, a tylko świat jako całość. 
Myśl tę zawierały konkretne unaocznienia i analogie przyrównujące jego 
organy do zjawisk w świecie. W sposób wysublimowany myśl tę wyraża 
powiedzenie Arystotelesa: dusza jest w pewnym sensie wszystkim.

 

Po drugi  e, bytu człowieka upatrywano nie w kształcie jego postaci, a 

w jego s yt uacj i. Podstawowa sytuacja, w jakiej znajduje się człowiek, 
jest zarazem podstawowym rysem jego istoty.

 

*     Immanuel Kant, Krytyka praktycznego rozumu, przeł. J. Galecki, Warszawa 

1984, s. 256.

 

Będą opowiada o zgromadzeniu Anglosasów w 627 roku, na którym 

rozważano sprawę przyjęcia wiary chrześcijańskiej. Jeden z wodzów 
przyrównał życie człowieka na ziemi do schronienia się wróbla w chacie w 
czasie zimy. „Na palenisku płonie ogień i ogrzewa izbę, na dworze 
szaleje burza. Nagle przez jedne drzwi wlatuje wróbel, przelatuje szybko 
izbę i wylatuje drugimi drzwiami. Przeciął tę niewielką, miłą mu prze-
strzeń i zniknął - z zimy powrócił do zimy. Także życie człowieka jest jak 
mgnienie oka. Nie wiemy, co było przed nim i co po nim nastąpi". Ten 
Germanin sam wyczuwa, że jest zależny od czegoś obcego, że znalazł się 
w świecie przypadkiem, zarazem jednak czuje się w tym życiu dobrze i 
bezpiecznie. Trapi się tylko tym, że życie jest krótkie, i tym, co po nim 
nastąpi.

 

Augustyn, podobnie jak ów Germanin, dostrzegał zagadkowość pytania, 

skąd się wzięliśmy na tym świecie, ale jego ocena była zupełnie inna. 
„Cokolwiek nas bowiem na ten świat sprowadziło - czy to Bóg, czy natura, 
czy przeznaczenie, czy wola nasza, czy niektóre z tych czynników 
łącznie, czy też wszystkie razem (zagadnienie to wielce trudne do roz-
strzygnięcia [...]) - ciśnięto nas na burzliwe morze życia jak gdyby bez 
ładu i celu"*.

 

Po t r z e c i e ,  byt człowieka ujmowany jest w perspektywie jego 

z a g u b i e n i a  i w i e l k o ś c i  zarazem, w jego znikomości i mo-
ż

liwości, w zagadce, że to właśnie z jego kruchości wyrastają jego 

szansę i zadania. Ten obraz człowieka, w różnych odmianach, towa-
rzyszy dziejom Zachodu.

 

Grek wiedział, że żadnego człowieka przed śmiercią nie można na-

zwać szczęśliwym. Jest zdany na niepewny los; ludzie przemijają jak 
liście na drzewie. Apycha, zapominająca o ludzkiej mierze, prowadzi do 
tym głębszego upadku. Ale Grek wiedział zarazem: wiele jest potęg, ale 
najpotężniejszy jest człowiek.

 

W Starym Testamencie odnajdujemy podobną biegunowość. Wyraża on 

nicość człowieka:

 

*     Św. Augustyn, O życiu szczęśliwym, przeł. A. Świderkówna, w: Dialogi 

filozoficzne, Warszawa 1953, s. 8.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

38

 

39

 

background image

 
 

19 

 

 

 

„Dni człowieka jak trawa,

 

niby kwiat polny zakwita.

 

A kiedy wiatr przejdzie po nim, nie masz go,

 

i nie poznaje go już miejsce jego".

 

Aż drugiej strony jego wielkość:

 

„Uczyniłeś go niewiele mniejszym od niebieskich mocy, 
chwałą i blaskiem ukoronowałeś go. Postawiłeś go władcą nad 
dziełami rąk Twoich, wszystko poddałeś pod stopy jego"*.

 

""«

 

Stary Testament wynosi człowieka jako podobnego Bogu ponad ten 

wspólny wielu ludom obraz znikomości i wielkości: Bóg stworzył czło-
wieka na wzór i podobieństwo swoje. Człowiek upadł i teraz skrywa w 
sobie zarazem podobieństwo do Boga i grzech.

 

Chrześcijanie idą tą drogą. Byli tak wyraźnie świadomi granic człowie-

czeństwa, że widzieli je nawet w Bogu-człowieku. Jezus doświadczył w 
najokrutniejszej męce tego, co na krzyżu wyraził słowami Psalmu: „Boże 
mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Człowiek nie ma oparcia w sa-
mym sobie.

 

Ta szczerość pozwala chrześcijanom przedstawiać w legendach naj-

większych świetychjako ludzi, którzy zawodząi są winni. Piotr w obliczu 
gróźb siepaczy i natarczywego pytania służącej zapiera się Jezusa po trzykroć. 
Rembrandt namalował tego człowieka (obraz ze zbiorów leningra-dzkiego 
Ermitażu przed wojną można było przez jakiś czas oglądać w Holandii): 
oblicze Piotra w momencie zaparcia się, odsłaniające w niezapomniany 
sposób jeden z podstawowych ryso w ludzkiego bytu; grożący siepacze, 
triumfalny uśmiech służącej, łagodne spojrzenie Chrystusa w tle.

 

Ś

w. Paweł i Augustyn pojęli, iż niemożliwe jest, by dobry człowiek był 

prawdziwie dobry. Dlaczego nie? Jeśli czyni dobro, wie, że czyni dobro, a 
z wiedzy tej bierze się samozadowolenie i pycha. Bez autorefleksji nie

 

*     Psalm 103 i 8, przeł. C/. Miłosz, w: Księga Psalmów, Paris 1979, s. 235,64.

 

jest możliwa ludzka dobroć, lecz za sprawą autorefleksji dobroć przestaje 
być niewinna i czysta.

 

Pico delia Mirandola, w latach triumfu jeszcze chrześcijańskiego rene-

sansu, ujmował człowieka zgodnie z ideą, którą przeznaczyła mu bo-
skość, gdy w ostatnim dniu stworzenia po wołała go na świat. Bóg uczynił 
człowieka swoim jednoczącym w sobie wszystko lustrzanym odbiciem i 
powiedział do niego: nie daję ci żadnej określonej siedziby, żadnego 
szczególnego dziedzictwa. Wszystkie inne stworzenia poddałem swoi-
stym prawom. Jedynie ty nie jesteś niczym ograniczony, możesz wybrać i 
zdecydować się na bycie tym, czym wedle swój ej woli postanowisz być. Ty 
sam powinieneś wedle twej woli i dla twej chwały stać się swym własnym 
mistrzem i twórcą, i formować siebie samego z tworzywa, które ci 
odpowiada. To od twojej wolnej decyzji zależy, czy spadniesz na najniższy 
szczebel świata zwierząt. Ale możesz się także wznieść ku najwyższym 
sferom boskości. Zwierzęta od urodzenia posiadają wszystko, co 
kiedykolwiek będą posiadały. Tylko w człowieku zasiał Ojciec ziarna 
wszelkich czynów i związki wszystkich sposobów życia.

 

Pascal w udrękach chrześcijańskiej świadomości grzechu dostrzegał 

wielkość i zarazem nędzę człowieka. Człowiek jest wszystkim i niczym. 
Stoi bez oparcia pośród nieskończoności. Zbudowany z nie dających się 
pojednać przeciwieństw, żyje w nie znającym ukojeni a niepokoju, niejest 
ani środkiem, w którym godzą się przeciwieństwa, ani jakimś nierucho-
mym ogniwem pośrednim. „Cóż za monstrum jest tedy człowiek? Cóż za 
osobliwość, co za potwór, co za chaos, co za zbieg sprzeczności, co za 
dziw! Sędzia wszechrzeczy - bezrozumny robak ziemny; [...] chluba i 
zakała wszechświata. [...] człowiek nieskończenie przerasta człowieka 
[...]. Ale oto my nieszczęśliwi [...] mamy pojęcie szczęścia [...], przeczu-
wamy obraz prawdy, a posiadamy jeno kłamstwo; niezdolni do zupełnej 
niewiedzy i do pewnego poznania [...]"*.

 

Dość już historycznych przykładów ujęć człowieczego bytu. Spró-

bujmy zyskać zasadniczą jasność co do wiedzy o człowieku. Ku czło-
wiekowi prowadzą dwie drogi, ujmujące go jako przedmiot badań lub 
jako wolność.

 

*     Blaise Pascal, Myśli, przeł. T. Żeleński (Boy), Warszawa 1977, s. 177-178.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

40

 

41

 

background image

 
 

20 

 

 

 

 

 

Człowiek jest przedmiotem badań anatomii, fizjologii, psychologii i 

socjologii. Antropologia, badająca rasy i konstytucje fizyczną, studiuje 
całokształt jego cielesności. Zyskano już znaczną wiedze, której cechę 
z a s a d n i c z ą  stanowi to, że każde poznanie jest cząstkowe - także 
poznanie względnych całości; wyniki poznania są rozproszone - nie składają 
się w jeden skończony obraz. Dlatego poznanie to staje się fałszywe zawsze, 
gdy prowadzi do totalnych sądów o bycie człowieka, do rzekomo pewnej 
całościowej wiedzy.

 

Z filozoficzflSgo punktu widzenia istotne są pytania podstawowe. Py-

tanieoto,coróżniczłowieka od z w i e r z ę c i a  (azatem p r o b l em  
s t a w a n i a  się c z ł o w i ek i em ) ,  jest prawdopodobnie najbardziej 
podniecające. Istnieje tu możliwość badania materiałów empirycznych, 
podczas gdy rozważanie tego, co odróżnia człowieka od anioła, może 
dokonywać się tylko wramach projektów twórczej wyobraźni, które - choć 
pouczające - przymierzają istotę człowieka do wymyślonych możliwości.

 

Punkt wyjścia badań stanowią dwa sprzeczne ze sobą doświadczenia 

podstawowe. Ujmujemy samych siebie jako jedno z wielu ogniw w łań-
cuchu istot żywych. Pytanie, co różni człowieka od zwierzęcia, okazuje się 
ź

le postawione. Mogę w sposób określony i dający możliwość odpowiedzi 

pytać o to, co odróżnia na przykład człowieka od małpy, a małpę od innych 
ssaków, ale nie mogę pytać o to, co odróżnia człowieka od zwierzęcia.

 

Drugim doświadczeniem jest jednak dostrzeżenie nie dającej się z niczym 

porównać ekspresji ludzkiego ciała. Stanowi ona część istoty człowieka, jest 
czymś tak wyjątkowo osobliwym, szlachetnym i pięknym, że wszystkie 
inne istoty żywe zdają się niepełne, jakby utkwiły w ślepym zaułku. Gdy 
pytamy o te nie dające się z niczym porównać podstawowe rysy, jakie 
ukazuje ciało człowieka, to przeciwstawiamy go wszystkim innym 
ż

ywym istotom.

 

Dzięki podążaniu obiema drogami pewne fakty stały się jasne, ale rze-

czywiście rozstrzygające fakty odkryto tylko na drodze pierwszej. Do-
niosłe konsekwencje miałyby jednak tylko odpowiedzi zdobyte na drugiej 
drodze; ograniczałyby one sens odpowiedzi uzyskanych na drodze

 

42

 

pierwszej. Oznaczałoby to bowiem, że w cielesności człowieka odkryto 
coś całkowicie swoistego. Dotąd nie udało się to, mimo wielu prób odpo-
wiedzi: od twierdzenia, że tylko człowiek potrafi się śmiać, aż do tezy o 
fizjologicznie i morfologicznie otwartej strukturze jego cielesności, za-
wierającej w sobie - w odróżnieniu od wszystkich innych istot żywych, 
które jakby ugrzęzły w martwym punkcie - wszystkie możliwości tego, co 
ż

yje. Pytanie o stan rzeczy odróżnić należy od pytania o pochodzenie. Na to 

ostatnie odpowiada się, gdy na przykład pojmuje sięczłowiekajako wynik 
zahamowania rozwoju embrionalnego lub jako podobny udomowionym 
zwierzętom wytwór domestykacj i będącej następstwem kultury; obie 
odpowiedzi są absurdalne. Przełomowe badania Portmanna nad zjawiskami 
właściwymi pierwszemu okresowi życia i latami dojrzewania człowieka 
ujawniły po raz pierwszy fakty, które dzięki zastosowaniu biologicznych 
procedur badawczych dowodzą, że także cielesność człowieka nie może 
urzeczywistnić się bez elementów dziejowej tradycji, że jego biologiczne 
cechy stają się zrozumiałe tylko w odniesieniu do tego, co zyskał dzięki 
tradycji, a nie dziedziczeniu.

 

Jesteśmy jednak bardzo odlegli od rzeczy wiście przekonującej, biolo-

gicznie niepodważalnej wiedzy o swoistości życia ludzkiego ciała, choć 
sądzimy, że dostrzegamy ją bez pomocy nauki.

 

Z pytaniem, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, związane jest ściśle 

p y t a n i e  o p o c h o d z e n i e  c z ł o  w i e k a ,  o stawanie się 
człowiekiem. Z badaniami w tej sferze rzecz się będzie miała przypu-
szczalnie tak jak z pytaniem o pochodzenie życia w ogóle. Postęp po-
znania powiększa tylko niewiedzę w sprawach podstawowych, wskazując 
zarazem na granice, którym sens możemy nadać tylko czerpiąc z innego 
ź

ródła niż poznanie.

 

Przed trzydziestu laty pewien geolog zachęcał mnie do wygłoszenia 

wykładu o powstaniu życia. Odpowiedziałem: Wielkość biologii przejawia 
się w tym, że - w przeciwieństwie do wcześniejszych niejasnych 
wyobrażeń o formach przejściowych - dochodzi do coraz bardziej zde-
cydowanego przekonania, iż powstania życia nie sposób pojąć. Na to 
geolog: Ale przecież życie musiało powstać albo na Ziemi, a więc z nie-
organicznego podłoża, albo jego zarodki musiały przybyć na Ziemię z 
kosmosu. Ja: Obie możliwości zdają się całkowicie wykluczać, ale obie

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

43

 

background image

 
 

21 

 

 

 

background image

 
 

22 

 

 

 

są w oczywisty sposób fałszywe. Geolog: Azatem poszukuje pan ratunku w 
cudach. Ja: Nie, chciałbym tylko odkryć to, czego z istoty wiedzy wiedzieć 
niepodobna. Geolog: Tego nie rozumiem. Chce pan czegoś negatywnego. 
Przecież świat daje się pojąć, inaczej cała nasza nauka nie miałaby sensu. Ja: 
A może właśnie tylko dzięki temu ma sens, że pojmując dociera do tego, co 
prawdziwie niepojmowalne. Ale może sensowne jest wyrażanie tego, co 
niepojmowalne, w intelektualnej grze na granicy poznania, za pomocą 
hipotetycznych niemożliwości. Taką grą zdaje się wyobrażenie zarodków 
ż

ycia w kosmosie rozprzestrzeniających się wszędzie i daj ących początek 

ż

yciu, skoro w tej postaci istniało ono od zawsze. Ale jest to trywialna i nic nie 

mówiąca gra intelektu. Więcej wyraża, jak sądzę, gra zaproponowana 
przez Preyera: świat jako jedno monstrualne życie, którego trupem i 
odpadem jest to, co nieożywione. Nie powstanie życia, ale powstanie 
nieożywionego domagałoby się wyjaśnienia.

 

Analogicznym problemem jest uczłowieczenie. Dokonano tu rzeczy 

znaczących, ale są to tylko hipotezy i pojedyncze fakty. W sumie zagadka stała 
się głębsza, obraz setek tysiącleci nieco jaśniejszy, ale podłoże 
uczłowieczenia jeszcze bardziej niepojęte. Najlepszą grą intelektualną 
polegającą na wymyślaniu niemożliwości wydaje mi się gra Dacąućgo: 
człowiek istniał od zawsze, żył w wielorakich formach świata zwierzęcego, 
zupełnie inaczej niż morfologicznie pozornie co do gatunku pokrewne, a 
jednak co do istoty różne formy zwierzęce, jako ryba, gad itp. Człowiek 
stanowi - można by kontynuować to rozumowanie - odwieczną, właściwą 
formę życia, całe pozostałe życie jest tylko jego zwyrodniałą formą, także w 
końcu okazuje się, że to nie człowiekrozwinął sięzmałpy, ale raczej małpa z 
człowieka. Być może w dalszej perspektywie czeka nas nowy proces takiego 
wyradzania się- powstanie nowego gatunku zwierząt wskutek kostnienia 
techniki, będącej formą jego istnienia: ukształtuje się nowy ludzki byt, z 
punktu widzenia którego ta masa wyglądać będzie jak jakiś inny gatunek, jak 
cośtylko ożywionego, ale już nie ludzkiego. Myśli te są absurdalne, ale gra 
nimi rozjaśnia naszą niewiedzę.

 

Najkrócej podsumowałatenproblem anegdota zamieszczona wpiśmie 

„Simplicissimus" wiatach pierwszej wojny światowej. Rozmawiaj ą dwaj 
chłopi z Górnej Bawarii: „Głupia sprawa, Darwin ma chybarację, pocho-

 

(jzimy od małpy." „Tak - opowiada drugi - głupia sprawa, ale chciałbym 
zobaczyć małpę, która po raz pierwszy zauważyła, że nie jest już małpą".

 

Człowieka nie można wywieść z czegoś innego, pozostaje w bezpo-

ś

rednim związku z podstawą wszystkich rzeczy. Uprzytomnienie sobie 

tego oznacza wolność człowieka, która w każdym innym totalnym uza-
leżnieniu jego bytu gubi się, a zostaje całkowicie odzyskana w tej właśnie 
jedynej totalnej zależności. Wszelkie zależności od świata i biologiczne 
procesy rozwojowe dotyczą jakby materii człowieka, a nie jego samego. 
Nie można przewidzieć, j ak daleko dotrą badania w poznawaniu rozwoju tej 
człowieczej materii. I nie ma chyba dziedziny, która byłaby dla nas 
bardziej zajmująca i pobudzająca.

 

Każda wiedza o człowieku, gdy absolutyzuje samą siebie i uznaje za 

wiedzę o całości człowieka, sprawia, że jego wolność znika. To samo 
dotyczy teorii człowieka, w ograniczonych ramach sensownych, które 
stworzyła psychoanaliza, marksizm, nauka o rasach. Przesłaniają one 
człowieka jako takiego, gdy chcą badać coś więcej niż tylko aspekty jego 
zjawiska.

 

Nauka ukazuje nam wprawdzie godne uwagi i zaskakujące sprawy w 

człowieku, ale im staje się jaśniejsza, tym bardziej świadomajesttego, że 
nigdy nie uczyni człowieka jako całości przedmiotem swych badań. 
Człowiek jest zawsze czymś więcej niż tym, co o sobie wie. Odnosi się to 
zarówno do człowieka jako takiego, jak i do każdej jednostki. Nigdy nie 
możemy dokonać bilansu i uznać, że wiemy, czym jest człowiek w ogóle 
lubjakaśjednostka.

 

Absolutyzacja zawsze partykularnego poznania, uznanie, że stanowi 

ono całość poznania człowieka, niszczy obraz człowieka. To z kolei niszczy 
samego człowieka. Obraz człowieka bowiem, który uważamy za prawdziwy, 
sam staje się elementem naszego życia. Rozstrzyga o tym, jak traktujemy 
siebie i innych ludzi, o nastroju naszego życia i o wyborze zadań.

 

Czym jest człowiek, na to pytanie każdy z nas ma całościową odpo-

wiedź i jest jej pewien w sposób, na który nie może wpłynąć badanie. To 
sprawa naszej wolności, która wprawdzie świadoma jest swego związku z 
nieodpartym poznaniem, ale sama nie jest jednym z właściwych mu 
przedmiotów. Albowiem gdy poddajemy samych siebie badaniu, nie do-

 

 

 

Wykład trzecL-

 

Człowiek

 

44

 

45

 

background image

 
 

23 

 

 

 

strzegamy już wolności, tylko określony byt, Skończoność, postać, sto-
sunki, konieczności przyczynowe. Ale to właśnie dzięki naszej wolności 
jesteśmy świadomi naszego człowieczego bytu.

 

Podsumujmy nasze rozważania raz jeszcze, by uczynić łatwiejszym 

skok do świadomości wolności.

 

Człowieka nie sposób pojąć przez odwołanie siędo,.rozwoju" ze świata 

zwierzęcego.

 

Przeciwstawia się temu teza: jego pochodzenia nie można pojąć inaczej 

niż przez odwołanie się do takiego rozwoju. Skoro pochodzenie 
człowieka tylko tak można pojąć, a wszystko, co dzieje się w świecie, 
jest zasadniczo zrozumiałe, człowiek musiał powstać w procesie takiego 
rozwoju.

 

Odpowiedź: w rzeczy samej, dla naszego poznania wszystko jest poj-

mowalne, bo granice pojmowalności są tożsame z granicami poznania; to, 
co leży poza nimi, jest dlapoznania niczym. Ale byt nie jest w żadnym razie 
tożsamy z tym, co możemy poznać, jeśli poznaniem nazywamy 
naukowo nieodparte poznanie przedmiotowe - przekaz dający się w sposób 
identyczny zrozumieć. Samo to poznanie jest zawsze partykularne, 
odnosi się do określonych, skończonych przedmiotów - błądzi zasadniczo 
wtedy, gdy kieruje się ku całości jako takiej.

 

Ś

wiata jako całości nie da się pojąć za pomocą jednej, kilku lub wielu 

przejrzystych zasad. Po pierwszej, fałszywej i daremnej próbie ogarnięcia 
całości poznanie rozczłonkowuje swój przedmiot. Poznanie dokonuje się w 
ś

wiecie, lecz nie ujmuje świata. Uniwersalne poznanie - na przykład w 

matematyce lub naukach przyrodniczych - chwyta wprawdzie coś 
wszechobecnego, ale nigdy nie jest to całość rzeczywistości.

 

Nowym błędem byłoby jednak dokonanie w ramach poznania jednego 

typu skoku do poznania innego typu. Jak gdyby na granicy można było 
poznać stwórcę świata, ingerencję stwórcy w losy świata - dla poznania są 
to tylko obrazowe tautologie zdające sprawę z naszej niewiedzy.

 

Ś

wiat okazuje się niezgłębialny. Ale człowiek odnajduje w sobie coś, 

czego nie znajduje nigdzie w świecie, coś nie dającego się poznać ani 
dowieść, coś, co nigdy nie staje się przedmiotem, co wymyka się wszelkiej 
empirycznej nauce: wolność i to, co sięz nią wiąże. Doświadczam j ej

 

nie dzięki wiedzy o czymś, ale dzięki czynowi. W wolności odnajduję 
drogę wiodącą przez świat i mnie samego ku transcendencji.

 

Temu, kto wolność neguje, nie można jej istnienia dowieść, tak jak 

dowodzi się istnienia rzeczy w świecie. Skoro jednak wolność stanowi 
ź

ródło naszego działania i naszej świadomości bytu, to odpowiedź na 

pytanie, czym jest człowiek, jest nie tylko treścią wiedzy, lecz w i a r ą .  
Sposób, w jaki człowiek upewnia się o swoim byciu człowiekiem, stanowi 
podstawowy rys filozoficznej wiary.

 

Wolność człowieka nie daje się oddzielić od ś w i a d o m o ś c i  

s k o ń c z o n o ś c i  c z ł o w i e k a .

 

Naszkicujmy pokrótce podstawowe rysy. Skończoność człowieka jest, 

po p i e r w s z e ,  skończonością wszystkiego, co żyje. Jest on skazany na 
swoje środowisko, dostarcza mu ono pożywienia i treści jego zmysłom; 
wydany jest nie znającym miłosierdzia, głuchym i ślepym zjawiskom 
przyrodniczym; musi umrzeć.

 

Skończoność człowieka wyraża się, po d r u g i e , w tym, że zdany 

jest na innych ludzi i stworzony przez ludzką wspólnotę dziejowy świat. W 
ś

wiecie tym nie może polegać na niczym. Bogactwa gromadzą się i 

rozpływają. W instytucjachludzkichrządzi nie tylko sprawiedliwość, ale 
też każdorazowa władza, która swą samowolę podaje za narzędzie spra-
wiedliwości i dlatego zawsze opiera się po części na fałszu. Państwo i 
wspólnota narodowa mogą unicestwiać ludzi, którzy pracowali dla nich 
przez całe życie. Polegać można tylko na wierności ludzi, z którymi wiąże 
nas egzystencjalna komunikacja, ale nie można wyliczyć jej szans. Polega 
się tu bowiem na czymś, co nie istniej e w świecie w obiektywny, daj ący się 
dowieść sposób. Także najbliższy człowiek może zachorować, zwariować, 
umrzeć.

 

Skończoność człowieka wyraża się, p o t r z e c i e ,  także w poznaniu, w 

tym, że skazany jest na dane mu doświadczenie, w szczególności na 
naoczność, która nigdy nie może być wolna od treści zmysłowych. Myśląc, 
mogę ogarnąć tylko to, co ucieleśnia się w naoczności wypełniaj ącej 
myślowe formy.

 

Człowiek uświadamia sobie swoją Skończoność w zetknięciu z tym, co 

skończone nie jest - z bezwarunkowym i nieskończonym.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecl-

 

46

 

47

 

background image

 
 

24 

 

 

 

B e z w a r u n k o w e  urzeczywistnia się dla niego w decyzji, której 

spełnienie wskazuje, że pochodzi on skądinąd, niż sugerowałoby poznanie 
jego skończonego istnienia.

 

Nieskończonego człowiek dotyka, choć go nie ogarnia, przede 

wszystkim w idei nieskończoności, poza tym w wyobrażeniu poznania 
boskiego różniącego się z istoty od skończonego poznania ludzkiego, w 
końcu w idei nieśmiertelności. Niepojmowalne, ale jednak stopniowo 
uświadamiane nieskończone pozwala człowiekowi przekraczać swoją 
skończoność poprzez jej uświadomienie.

 

Dzięki obecności bezwarunkowego i nieskończonego skończoność 

nie jest dla człowieka tylko nie uświadomioną cechą jego istnienia; dzięki 
ś

wiatłu transcendencji staje się dla niego podstawowym rysem świado-

mości bycia stworzonym. W ten sposób skończoność człowieka zostaje 
przełamana, choć nie zniesiona.

 

Gdy w bezwarunkowości swej decyzji - w opozycji do wszystkiego, co 

skończone w świecie - człowiek dzięki swej niezależności upewnia się o 
swej nieskończoności jako tożsamej z autentycznym byciem sobą, 
wówczas odsłania się przed nim nowe oblicze jego skończoności. Ta 
skończoność jako egzystencja oznacza: człowiek nie może siebie za-
wdzięczać samemu sobie. To nie dzięki sobie jest on źródłowo sobą. Po-
dobnie jak swego istnienia w świecie nie zawdzięcza własnej woli, tak 
sam został samemu sobie podarowany przez transcendencję. Musi być 
stale na nowo sobie darowywany, jeśli nie chce przestać być sobą. Jeśli 
człowiek potwierdza się wewnętrznie w swoim losie, gdy niewzruszenie 
stawia czoło nawet śmierci, to nie może zawdzięczać tego wyłącznie sa-
memu sobie. To, co mu w tym pomaga, jest innego rodzaju niż wszelka 
pomoc w świecie. Transcendentna pomoc ukazuje mu się wyłącznie w 
tym, że może być sobą. To, że może polegać na sobie, zawdzięcza nie-
uchwytnej, tylko w wolności samej wyczuwalnej dłoni transcendencji.

 

Z radykalnie odmiennych źródeł czerpiemy pewność dotyczącą czło-

wieka jako przedmiotu badani człowieka jako wolności. Pierwszy jest 
treścią wiedzy, drugi - podstawowym rysem naszej wiary. Jeśli jednak 
dążymy do uczynienia wolności treścią wiedzy i przedmiotem badań, to 
rodzi się szczególna forma zabobonu.

 

Wiarę znajdujemy na drodze wolności, która nie jest wolnością abso-

lutną ani pustą, lecz doświadczającą siebie jako możliwości utraty siebie i 
bycia sobie podarowaną. Tylko dzięki wolności upewniam się o transcen-
dencji. Dzięki wolności docieram wprawdzie do punktu, w którym jestem 
niezależny od całego świata, ale właśnie za sprawą świadomości radykalnego 
związania z transcendencją. Nie istnieję bowiem dzięki samemu sobie.

 

Z a b o b o n  natomiast po wstaje na drodze wiodącej przez przedmioty, 

przez wiarę w coś, a zatem także przez rzekomą wiedzę o wolności. Dlatego 
nowoczesną postacią zabobonu jest na przykład psychoanaliza jako 
ś

wiatopogląd i pseudomedycyna, która czyni rzekomym przedmiotem 

swych badań wolność człowieka.

 

Ś

wiadomość siebie jako człowieka jest zarazem świadomością trans-

cendencji -jest ograniczeniem lub wzlotem, jest zabobonem, gdy ogra-
nicza się do tego, co przedmiotowe (a przez to wiąże się z fałszywym 
wyobrażeniem nauki), lub wiarą, gdy prowadzi do uprzytomnienia Ogar-
niającego (a przez to związana jest z wypełniającą niewiedzą).

 

Skończoność jako stygmat bycia stworzonym człowiek dzieli ze zwie-

rzętami, z wszystkim, co istnieje. Ale jego ludzka skończoność nie 
j e s t  z d o l n a  do tego zamknięci a, jakie osiąga każde zwierzę.

 

Każde zwierzę jest po swojemu doskonałe, dzięki ograniczeniu znajduje 

spełnienie w stale pulsującym krwiobiegu istot żywych. Wydane jest 
wyłącznie na pastwę natury, która stale wszystko niszczy i odradza na 
nowo. Tylko skończoność człowieka nie znajduje spełnienia. Tylko jego 
skończoność prowadzi go w dzieje, w których chce stać się tym, czym 
może być. Otwartość jest znakiem jego wolności.

 

Ta n i e m o ż l i w o ś ć  s p e ł n i e n i a wraz z jej następstwami -

bezustannym szukaniem i próbowaniem (zamiast spokojnego w swej 
ograniczoności, nieświadomego życia w powtarzających się cyklach) -
związana jest nierozdzielnie z wiedzą człowieka o niej. Spośród wszy-
stkich istot żywych tylko człowiek wie o swej skończoności. Jako niemo-
ż

liwość spełnienia jego skończoność staje się dlań czymś więcej niż tym, co 

wychodzi na jaw w samej tylko wiedzy o skończoności. To z zagubienia 
człowieka wyrastają jego zadania i możliwości. Znajduje się on w 
najbardziej rozpaczliwym położeniu, ale przez to z jego wolności wypły-

 

 

 

Wykład trzect-

 

Człowiek

 

48

 

49

 

background image

 
 

25 

 

 

 

wa najsilniejsze wezwanie do wzlotu. Dlatego wizje człowieka cechowała 
zawsze zadziwiająca sprzeczność - przedstawiano go jako najnędz-
niejszą i najwspanialszą istotę.

 

Twierdzenie, że człowiek jestistotąskończoną i nie znającą spełnienia, 

ma dwuznaczny charakter. Jego treść poznawcza wywodzi się z dającej się 
udowodnić wiedzy o :;kończoności człowieka. Ale w swej ogólności 
wskazuje ono także na coś, co jest treścią wiary, z której wyrasta wolność 
człowieczych zadań. Podstawowe doświadczenie istoty człowieka -
przekraczając wszystko, co poddaje się poznaniu - ujmuje w jedno jego 
niemożliwość spełnienia i nieskończone możliwości, jego związanie i 
przełamującą wszystko wolność.

 

Ś

wiadomy swej wolności człowiek chce stać się tym, czym może i 

powinien być. Tworzył d e a ł swej istoty. Tak jak poznanie, traktując czło-
wiekajako przedmiotbadań, fałszywie go ogranicza, czyni zniego obraz, tak i 
wolność, błądząc, kieruje się w swym dążeniu pewnym absolutnym ideałem. 
Człowiek chciałby uciec od bezradnych pytań i zagubienia, zanurzyć się w 
powszechności, której konkretne postaci mógłby naśladować.

 

Istnieje wiele obrazów człowieka uznawanych za ideały, którymi 

chcielibyśmy się stać. Nie można wątpić w historyczne oddziaływanie 
takich ideałów, w realność społecznych typów. Spotęgowany ideał prze-
radza się w nieokreśloną „wielkość", wykraczającą jakby poza to, co w 
człowieku ludzkie, w jakiegoś nadczło wieka czy nieczłowieka.

 

Dla naszej filozoficznej świadomości decydujące jest to, że przekonu-

jemy się o fałszywości takich dróg i o tym, że są one niemożliwe. Kant 
wyraził tę pewność w sposób najczystszy: „Lecz chęć urzeczywistnienia 
ideału wjakimśprzykładzie, tzn. w zjawisku, np. mędrca w po wieści [...], 
ma w sobie coś niedorzecznego i mało budującego, gdyż naturalne ogra-
niczenia, przynoszące stale uszczerbek doskonałości w idei, uniemożliwiaj 
ą

 w takiej próbie wszelką iluzj ę i czynią przez to dobro zawarte w idei 

podejrzanym i podobnym do prostego urojenia" *.

 

*     Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu, przeł. R. Ingarden, t. II, Warszawa 

1957, s. 312.

 

Tak jak człowiek znika, gdy jako przedmiot poznania w teorii ras, 

psychoanalizie, marksizmie uznawany jest za pojętego lub pojmowal-
nego w całości, tak zadanie bycia człowiekiem znika w obrazach ideału 
człowieka.

 

Czymś zasadniczo różnym od ideału jest idea. Nie istnieje wprawdzie 

ż

adenideał, ale istnieje idea człowieka. Idę ał załamuje się, idea prowadzi. 

Ideały mogą być jakby schematami idei, drogowskazami. Na tym polega 
prawda wielkich filozoficznych wyobrażeń - człowieka szlachetnego w 
Chinach i mędrca u stoików. Pobudzają one do wzlotu, lecz nie ukazują 
spełnienia.

 

Czym innym jest także wzorowanie się na historycznie określonych, 

czczonych i miłowanych ludziach. Pytamy często: co powiedziałby w 
tym przypadku, jak by się zachował? I zaczynamy nim żywą dyskusję, 
nie uznając go bynajmniej za uosobienie prawdy, za bezwarunkowo godny 
naśladowania wzór. Albowiem każdy człowiek jest człowiekiem i dlatego 
jest skończony i niedoskonały, dlatego też błądzi.

 

Wszystkie ideały człowieka zawierają w sobie coś niemożliwego, bo 

człowiek nie może się spełnić. Nie może istnieć człowiek doskonały. Ma to 
istotne filozoficzne następstwa.

 

1. Autentyczna wartość człowieka nie leży w gatunku czy typie, do którego 

się zbliża, a l e w d z i e j o w e j  j e d n o s t c e ,  niepowtarzalnej, 
niezastąpionej. Wartość każdego człowieka uznaje się za nienaruszalną 
dopiero wtedy, gdy nie traktuje sięludzi j ako wymiennego materiału, 
którymabyć ukształtowany wedle jakiegoś powszechnego wzoru. Społeczny 
i zawodowy typ, do którego się zbliżamy, przejmujemy tylko jako rolę 
odgrywaną przez nas w świecie.

 

2. I d e a  r ó w n o ś c i  wszystkich ludzi jest w oczywisty sposób fałszywa, 

gdy chodzi o ich charaktery i uzdolnienia jako poddających się 
psychologicznym badaniom istot. Jest także fałszywa w odniesieniu do 
realiów społecznego ładu, w którym w najlepszym razie istnieć może 
równość szans i równość wobec prawa.

 

Istotną równość wszystkich ludzi dostrzec można tylko w owej głębi, w 

której dla każdego dzięki wolności otwarta jest droga zdążania przez 
moralne życie ku Bogu. Jest to równość biorąca się z nie dającej się wy-

 

I

 

Wykład trzech-

 

Człowiek

 

50

 

51

 

background image

 
 

26 

 

 

 

background image

 
 

27 

 

 

 

kazać zapomocą żadnej ludzkiej wiedzy ani nie dającej sięzobiektywizo-
wać wartości, jaką jest jednostka jako nieśmiertelna dusza. Jest to równość 
wymagań i ostatecznego sądu, po którym przypadnie człowiekowi miejsce 
w niebie albo w piekle. Równość ta nakazuje szacunek dla każdego 
człowieka, wykluczający traktowanie kogokolwiek wyłącznie jako środka, 
a nie zarazem jako celu samego w sobie.

 

Człowiekowi zagraża jego pewność siebie, przekonanie, że jest już 

tym, czym mógłby być. Gdy wiara, w której człowiek odnajduje drogę 
swychmożliwości, staje sięczymś, co posiada, to zamyka tę drogę-prze-
mienia się w pychę moralnego samozadowolenialub dumępłynącą z wro-
dzonych cech.

 

Z postawy stoickiej - żyć tak, by podobać się samemu sobie, aż do 

zgody na siebie, jaką zdaniem Kanta odczuwa człowiek działający mo-
ralnie - wypływało arbitralne zadowolenie z siebie, któremu św. Paweł i 
Augustyn, a nawet sam Kant, przeciwstawiali fakt sięgającego korzeni 
zepsucia człowieka.

 

Istotne jest, że człowiek jako egzystencja doświadcza tego, iż został 

samemu sobie w swojej wolności podarowany przez transcendencję. 
Przez to wolność ludzkiego bytu staje sięjądrem wszystkich możliwości 
człowieka, który dzięki przewodnictwu transcendencji, dzięki jedni staje 
sięjednością.

 

P r z e w o d n i c t w o  to jest radykalnie odmienne od jakiegokolwiek 

przewodnictwa w świecie, bo nigdy nie staje się obiekty wnie jednoznaczne; 
towarzyszy ono całkowitemu wyzwalaniu człowieka. Urzeczywistnia się 
bowiem wyłącznie za sprawą wolności upewniania się o sobie samym. 
Głos Boga zawiera się w przekonaniu, do jakiego dochodzi otwarta na 
tradycję i świat jednostka. Staje się on zrozumiały w wolności wyboru tego, 
co uznajemy za własne przekonanie, i nie ma żadnego innego sposobu 
objawienia się ludziom. Człowiek, którego decyzja wypływa z jego głębi, 
wierzy, że posłuszny jest Bogu, choć jego wiedza o tym, jaka jest wola Boga, 
nie ma obiektywnych gwarancji.

 

Przewodnictwo urzeczywistnia się za sprawą sądu, jaki człowiek wydaje 

o swym czynie. Sąd ten hamuje i pobudza, koryguje i potwierdza. W istocie 
jednak człowiek sądząc samego siebie nie może całkowicie i osta-

 

tecznie polegać tylko na sobie. Chce wysłuchać sądu innych ludzi i w 
dyskusji z nimi zdobyć jasność. Ale w końcu i sąd najbardziej znaczących 
dla niego ludzi, choć w rzeczywistości jedyny dostępny, nie jest rozstrzy-
gający. Rozstrzygający byłby sąd Boga.

 

Uznanie sądu zaprawdziwy dokonuje siętedy w czasie wyłącznie dzięki 

temu, że sami siebie przekonujemy o jego prawdziwości -już to dlatego, że 
roszczenie uchodzi za powszechnie obowiązujące, już to z tej racji, że jest 
dla nas wymogiem dziejowym.

 

Powaga posłuszeństwa wobec uznanego w wolności powszechnego 

nakazu etycznego - wobec dziesięciorga przykazań - wiąże się z tym, że 
właśnie jako wolni wsłuchujemy się w transcendencję.

 

Ponieważ jednak czyn nie daje się całkowicie wyprowadzić z tego, co 

ogólne, przewodnictwo boże przemawia do nas u źródła konkretnego 
wymogu dziejowego bardziej bezpośrednio aniżeli w nakazie ogólnym. 
Ale to, co słyszymy, pozostaje mimo całej swej pewności problematyczne. 
Wsłuchiwanie się w przewodnictwo boże niesie ze sobą zawsze ryzyko 
zbłądzenia. Przesłanie bowiem jest zawsze wieloznaczne, a wolność, w 
porównaniu z tą, jaką dawałaby jasna, jednoznaczna wiedza o 
konieczności, nigdy nie jest doskonała. Nigdy nie opuszcza mnie nie-
pewność, czy postępując wedle nakazów boskiego przewodnika rze-
czywiście jestem sobą, czy na pewno samo źródło podpowiada mi, w 
jakim kierunku iść.

 

Ś

wiadomość tego ryzyka pozostaje w czasie warunkiem wzrostu wol-

ności. Wyklucza poczucie bezpieczeństwa biorące się z pewności, zabrania 
uogólniania nakazów, uznawania ich za obowiązujące wszystkich, 
kładzie tamę fanatyzmowi. Nawet w pewności decyzji, skoro dokonuje się 
ona w świecie, musi tkwić jakaś niepewność. Pewność siebie jest nie-
dopuszczalna. Pycha posiadania absolutnej prawdy niszczy prawdę w 
ś

wiecie. W pewności niezbędna jest pokora trwania w pytaniu. Albowiem 

wszystko może się jeszcze okazać czymś zupełnie innym. Czyste, ale 
przecież nigdy dostatecznie czyste sumienie może popełnić błąd.

 

Dopiero spoglądając wstecz możemy się zdumiewać tym niepojętym 

przewodnictwem. Ale nawet wtedy nie zyskujemy pewności, prawdziwe 
przewodnictwo boże nigdy nie jest czymś, co posiadamy.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecir-

 

52

 

53

 

background image

 
 

28 

 

 

 

Z psychologicznego punktu widzenia głos B oga wyraża siew czasie tylko w 

sądzie człowieka o sobie samym. W tym sądzie, który nagle - z rzetelnych 
usiłowań w polu różnych możliwości, z najdalej posuniętej ostrożności -
może sam objawić siejako pewny, odnajduje człowiek zawsze nieostateczny i 
zawsze dwuznaczny sąd B oga. Ale usłyszeć go można tylko we wzniosłych 
momentach. To z nich i w dążeniu do nich żyjemy.

 

Drogą myślącego człowieka jest filozofujące życie. Filozofowanie należy 

zatem do istoty człowieka. Jest on jedyną istotą w świecie, której w 
istnieniu objawia się byt. Człowiek nie może spełnić się w samym istnieniu, 
zadowolić się smakowaniem życia. Przełamuje wszelką rzeczywistość 
istnienia pozornie spełniającą się w świecie. Wie, że jest rzeczy wiście 
człowiekiem, gdy otwarty na całość bytu żyje w świecie z transcendencją. 
Traktując serio swoje istnienie dąży jednak ku bytowi. Nie może bo wiem 
pojąć siebie jako prostego rezultatu tego, co zdarza się w świecie. Dlatego 
przekracza swoje istnienie i świat, zmierza ku podstawie istnienia i świata, 
tam, gdzie upewnia się o swym źródle, dostępując wtajemnicze-niaw 
stworzenie. Człowiek nie jest u źródła bezpieczny, nie jest też u celu. Szuka 
wieczności w swoim życiu między źródłem i celem.

 

N i e w i a r a  pozwala człowiekowi tkwić w faktach byle jakiego życia, 

zdać się na poznawalne konieczności i to, co nieuniknione, zatopić się w 
pesymizmie schyłku, w gasnącej świadomości. Człowiek dusi się w 
swoim rzekomo określonym bycie.

 

W i ara f i l o z o f i c z n a  jest jednak wiarą człowieka w swoje mo-

ż

liwości. W nich oddycha jego wolność.

 

Przełożyła Dorota Lachowska

 

Wykład czwarty 
Filozofia i religia

 

Od tysiącleci filozofia i religia spotykają się ze sobą jako sojusznicy 

albo wrogowie.

 

Spotykają się najpierw w mitach i obrazach świata, potem w teologii, 

gdy filozofia występuje w szatach teologii, tak jak skądinąd pojawia się 
przecież w szatach poezji, a najczęściej nauki. Potem zaś, gdy dochodzi 
do rozstania, religia staje się dla filozofii wielką tajemnicą - filozofia nie 
może pojąć religii. Kult, roszczenie do objawienia, roszczenie do władzy, 
jakie wysuwa oparta na religii wspólnota, organizacja i polityka takiej 
wspólnoty, oraz sens, jaki religia nadaje samej sobie - wszystko to jest dla 
filozofii przedmiotem badania.

 

W tym badawczym podejściu kryje sięjuż zarodekwalki. Filozof może 

podejmować tę walkę tylko ze względu na prawdę i tylko środkami du-
chowymi.

 

Ani religia, ani filozofia nie są tworami jednoznacznymi - nie są stałymi 

punktami, od których moglibyśmy rozpocząć porównawcze rozważania. 
Obie podlegają dziejowym przemianom, ale same pojmują się zawsze w 
odniesieniu do wiecznej prawdy, a ich dziej owa postać prawdę tę zarazem 
ukrywaiprzekazuje. O wiecznej, jedynej prawdzie religijnej nie potrafię 
mówić. Prawdą fi\ozofń)Qstphilosophiaperennis, której nikt nie może 
zagarnąć dla siebie, chociaż o nią przecież chodzi każdemu filo-
zofującemu i ona właśnie obecna jest wszędzie tam, gdzie się naprawdę 
filozofuje.

 

Nie do pomyślenia jest stanowisko wykraczające poza opozycję filozofii 

i religii. Każdy z nas stoi już po jednej stronie, a o drugiej stronie 
wypowiada się w jakiej ś decydującej sprawie bez własnego doświadczenia. 
Przeto i po mnie mogą sięPaństwo spodziewać, że pod jakimś względem 
jestem ślepy i błądzę. Ociągam się, a przecież nie mogę się wycofać. Mówić 
o religii, jeśli nie należy się do niej całą swoją istotą, to rzecz 
problematyczna, ale także niezbędna, jako wyraz własnego wyraźnego 
niedostatku, jako poszukiwanie prawdy, a także jako sprawdzenie same-

 

 

 

Wykład trzeci-

 

55

 

54

 

background image

 
 

29 

 

 

 

mu religijnej wiary pośród tak rodzących się pytań. Dla filozofii religia 
nie jest wrogiem, ale czymś, co ją istotnie obchodzi i niepokoi.

 

Dziś znajdujemy się w sytuacji, którą scharakteryzuję słowami o oso-

bistym zabarwieniu. Ponieważ religia jest czymś tak istotnym, świado-
mość niedostatku kazała mi chciwie nasłuchiwać głosów dochodzących ze 
stanowiskareligijnej wiary. Otóż dla kogoś, kto jakja całe życie zabiegał o 
prawdę, jest rzeczą bolesną, że dyskusja z teologami utyka; w decydujących 
punktach teologowie milkną, wypowiadaj ą jakieś niezrozumiałe zdania, 
mówią o czymś innym, coś bezwarunkowo stwierdzają, prze-
mawiająprzyjaźnie i z dobrocią, nie uprzytomniwszy sobie wcale, co się 
przedtem powiedziało - koniec końców nie są wcale zainteresowani. Z 
jednej strony bowiem czują się pewni swej prawdy, przerażająco pewni, z 
drugiej strony my, ludzie w ich oczach grzeszący zatwardziałym uporem, 
wydajemy się im nie warci zachodu. Aby ze sobą rozmawiać, trzeba jednak 
słuchać i naprawdę odpowiadać, nie wolno milczeć ani wymijać pytań, 
trzeba zwłaszcza każde wyznanie wiary - które spełnia się przecież w 
ludzkim języku, kieruje się ku przedmiotom, jest wypowiedzią w ramach 
tego świata-razjeszczezakwestionowaćipoddać sprawdzeniu, nie tylko na 
zewnątrz, ale wewnętrznie. Kto ostatecznie posiadł prawdę, nie może z 
innymi naprawdę rozmawiać - zrywa prawdziwe porozumienie na rzecz 
treści swej wiary.

 

Ten wielki problem mogę poruszyć tylko w kilku aspektach i tylko 

ułamkowo. Chodzi mi o to, by w ten sposób dać odczuć źródłowo wiarę 
filozoficzną.

 

Religia w odróżnieniu od filozofii charakteryzuje się takimi oto cechami:

 

Religia zna kult, jest związana ze swoistą, wyrastającą z kultu wspólnotą 

ludzi i nie daje się oddzielić od mitu. Do religii należy zawsze realny 
stosunek człowieka do Transcendencji w postaci obecnego w świecie sacrum, 
jako 
czegoś oddzielonego odprofonum, od tego, co sacrum nie jest. Gdzie 
brak sacrum albo gdzie je odrzucono, zanika swoistość religii. Dokąd sięga 
historyczna pamięć, niemal cała ludzkość żyje religijnie - tego dowodu 
prawdy i wagi religii nie wolno ignorować.

 

Filozofia natomiast jako taka kultu nie zna, nie zna wspólnoty kierowanej 

przez kapłanów ani świętości jako wyodrębnionego sposobu istnienia

 

w świecie. To, co religia gdzieś tam umiejscawia, dla filozofii może się 
uobecnić wszędzie i o każdym czasie. Filozofiętworzy jednostka, w swo-
bodnych, nie mających społecznej realności stosunkach, bez gwarancji 
wspólnoty. W filozofii nie ma rytuałów ani pierwotnych realnych mitów. 
Jest przyswajana dzięki swobodnemu przekazowi, który ją zawsze prze-
kształca. Jakkolwiek przynależy do człowieka jako takiego, pozostaje 
sprawąjednostek.

 

Religia dąży do ucieleśnienia swych prawd, filozofia - tylko do prze-

konującej pewności. Religii Bóg filozofów wydaje się ubogi, blady, 
czczy, filozoficzną postawę religia zwie lekceważąco „deizmem"; dla fi-
lozofii religijne ucieleśnienia są złudną osłoną i fałszywym zbliżeniem. 
Religia Izy Boga filozofów jako czystą abstrakcję, filozofia w religijnych 
wizerunkach Boga podejrzewa zachętę do oddawania pokłonu choćby i 
wspaniałym, ale przecież bożkom.

 

Niekiedy jednak treści filozofii i religii stykają się ze sobą, ba, wydają 

się tożsame, mimo iż ich przejawy wzajemnie się odpychają - pokażemy to 
na przykładach idei Boga, modlitwy, objawienia.

 

Id e a  B o g a  w kulturze Zachodu idea jednego Boga wy wodzi się z 

filozofii greckiej i ze Starego Testamentu. W obu przypadkach dokonał 
się wielki proces abstrakcji, ale za każdym razem w całkiem odmienny 
sposób.

 

W filozofii greckiej monoteizm rodzi się jako idea, czyni zadość kryteriom 

etycznym, po cichu urasta w pewność. Nie działa na masy, lecz na 
jednostki. Jego konsekwencją są wzniosłe wizerunki człowieczeństwa i 
wolna filozofia - monoteizm grecki nie tworzy wspólnot.

 

W Starym Testamencie natomiast monoteizm rodzi się wśród namiętnej 

walki o czystego, prawdziwego, jedynego Boga. Abstrakcja nie dokonuje się 
mocą logiki, ale pod wrażeniem obrazów i ucieleśnień, które Boga 
raczej przesłaniają, niż ukazuj ą, oraz w buncie przeciwko pokusom kultu, 
dionizyjskich świąt, skuteczności składania ofiar. W walce z B aala-mi, w 
walce z religią z tego świata, jej szczęściem i jej świętami, jej upo-jeniami i 
zadowoleniem z siebie, w walce z etyczną obojętnością zwycięża czysta 
idea żywego Boga, któremu się służy. Ten prawdziwy Bóg nie toleruje 
wizerunków ani porównań, nie przywiązuje wagi do kultu ni do

 

 

 

Wykląć, czwarty •

 

Filozofia i religia

 

56

 

57

 

background image

 
 

30 

 

 

 

ofiary, do świątyń, rytuałów ani praw, uznając jedynie prawość postępo-
wania i miłość do człowieka (Księgi Micheasza, Izajasza, Jeremiasza).

 

Ta abstrakcja obraca się nihilistycznie przeciwko wszystkiemu co jest 

ś

wiatem, ale jej źródłem jest pełnia świadomości, której ukazał sięzaświa-

towy Bóg Stwórca ze swymi etycznymi żądaniami. Ta abstrakcja nie 
opiera się na rozwoju idei, ale na wyrzeczonym przez Boga słowie, na 
samym Bogu, doświadczanym w słowie, które prorok przekazuje jako 
słowo Boże. Nie siła idei, lecz moc rzeczywistości Boga w świadomości 
profetycznej egzystencji stworzyła ten monoteizm. Toteż, rzecz zdumie-
wająca, monoteizm grecki i starotestamentowy zbiegają się pod względem 
swej myślowej treści, lecz różnią sięradykalnie w sposobie obecności Boga. 
Jest to różnica między filozofią a religią. Jest to, w konsekwencji, 
różnica między boskością a Bogiem - między pomyślaną 
Transcendencją a Bogiem żywym; Jednia absolutu w filozofii to nie to 
samo, co Jedyny Bóg w Biblii.

 

Gwoli filozoficznej jasności należy jednak spytać, czy dlaproroków ta 

nieporównana, dziś jeszcze porywająca nas pewność wiary nie była mo-
ż

liwa w tej formie tylko dlatego, że nie wdali się jeszcze w filozofowanie 

ż

yli w myślowej naiwności i przeto nie spostrzegli, że w „słowie" wypo-

wiedzianym dla wszystkich bezpośrednio przez Boga pozostaje wciąż 
resztka cielesnej rzeczywistości owych obrazów i porównań, które wszak z 
zasady zwalczali.

 

Monoteizm Grecji i Starego Testamentu wspólnie wyznaczyły zachodnią 

ideę Boga. Interpretowały się nawzajem. Mogło tak być, ponieważ wiara 
proroków dokonała abstrakcji analogicznej do abstrakcji w filozofii. Wiara 
profetyczna przewyższa wiarę filozoficzną pod względem siły, gdyż wyrasta 

z bezpośredniego doświadczenia Boga. Ale ustępuje filozofii, gdy chodzi o 

jasność mvśli. fote.ż rat™™ c;**™™™, ,„i,~i~:—-t. ^-

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

„_ _ „ „ . . ———^i^Mjv

&

a.^-iituaujpUjeillOZO-

 

fii, gdy chodzi o jasność myśli, toteż zatraca się znowu w kolejnych for-

mach religijnych, już w samej Biblii.

 

M o d l i t w a :  kult jest aktem wspólnoty, modlitwa jest uczynkiem 

jednostki spełnianym w samotności. Kult występuje powszechnie, mod-
litwa uwidocznia się tu i ówdzie w historii, w Starym Testamencie np. 
zdecydowanie dopiero u Jeremiasza. Duchowa struktura liturgii, w której 
dokonuje się kult, wypełniona jest tekstami, które zwykło obdarzać się 
mianem modlitwy, ponieważ za pośrednictwem tych tekstów wzywa się

 

background image

 
 

31 

 

Boga, chwali Go i błaga. Istotne są tu jednak formy pochodzące z prze-
szłości, której nie sposób dosięgnąć myślą, formy niezbywalne, faktycznie 
wprawdzie dojrzewające i zmieniające się przez całe pokolenia, ale potem 
doświadczane jako trwałe. Od dawna stały sięczęściowo niezrozumiałe, 
zachowuje sieje albo jako tajemnicę, albo zmienia i wyposaża w nowy, 
zrozumiały sens. Modlitwa natomiast jest czymś indywidualnym, obecnym 
egzystencjalnie. Jednostka spełniająca akt modlitwy jako element kultu, 
nadająca mu stale tę samą formę, pozostaje całkowicie w domenie religii. 
Ale jako cośnaprawdęosobistego i źródłowego modlitwa sytuuje się na 
pograniczu filozofowania i staje się filozofią w chwili, gdy zanika wszelkie 
odniesienie do Boga z myślą o jakimś celu i realna chęć oddziałania na 
boskość. Jest to przeskok od cielesności osobistego stosunku do osobowego 
Boga- co jest źródłem religii - do stanu zawieszenia właściwego filozoficznej 
kontemplacji, gdzie oparcie daje człowiekowi zrazu tylko oddanie i 
wdzięczność, a potem przychodzi pewność. Ta kontemplacja nie zmienia 
niczego w świecie, a tylko w samym człowieku. Spekulatywne upewnienie 
się jest tam, gdzie staje się autentyczną kontemplacją, jak modlitwa. Jeśli 

pierwotnie ta kontemplacja mieściła się też w tym wszystkim, co 
urzeczywistniło sięjako religia, to teraz odróżnia się przecież od aktu 
religijnego i może się usamodzielnić.

 

O b j a w i e n i e :  religie opierają się na objawieniu, wyraźnie i świa-

domie - religie hinduskie i biblijne. Objawienie to bezpośrednie, umiej-
scowione w czasie, ważne dla wszystkich ludzi ujawnienie się Boga w 
słowie, żądaniu, działaniu, zdarzeniu. Bóg daje swoje przykazania, tworzy 
wspólnotę, ustanawia kult. Tak więc podstawą kultu chrześcijańskiego jest 
czyn Boga ustanawiający Wieczerzę. Ponieważ objawienie jest źródłem 
jakiejś treści religijnej, ważne jest nie samo w sobie, ale we 
wspólnocie - narodu, gminy, Kościoła - która jest teraz autorytetem i 
gwarancją.

 

W obliczu wysiłków dochodzenia do Boga w myśli, w obliczu myślowej 

drogi, gdzie każdy kolejny krok zdaje się pozbawiać nas tego, cośmy 
osiągnęli na początku, słyszymy słowo: wszelkie wymyślanie Boga jest 
daremne, o Bogu człowiek wie i wiedzieć może tylko przez objawienie. 
Bóg dał prawo, wysłał proroków, przyszedł sam w postaci sługi, aby zbawić 
nas przez śmierć na krzyżu.

 

 

 

58

 

59

 

background image

 
 

32 

 

 

 

Ale objawienie, głoszone musi mieć jakiś kształt w świecie. Objawienie 

wypowiedziane wchodzi w skończoność, nagina się do pojęć. W mowie 
wypacza się jego znaczenie. Słowo ludzkie nie jest już słowem bożym. To, 
co w objawieniu dotyczy człowieka jako człowieka, staje się treścią 
filozofii i jako takie obywa się bez objawienia. Czy chodzi tu o 
rozcieńczenie religii, utratę jej substancji? W takim razie mówi się o seku-
laryzacji. Czy o oczyszczenie, o powrót do pierwotnej istoty, o pogłębienie i 
właśnie substancjalizację? Wydaje się, że zachodzą oba te procesy. 
Niebezpieczeństwu wyjałowienia przez oświecenie przeciwstawia się 
szansa uzyskania właściwej prawdy przez człowieka. Od czasów staro-
ż

ytnych filozofowie wciąż odrzucali religię. Wyliczmy szereg typowych 

zarzutów i spróbujmy krytycznie określić granice każdego z nich.

 

a), .Wielość religii dowodzi, że żadna nie jest prawdziwa. Albowiem prawda 

jest tylko jedna".

 

Zarzut ten ostanie się tylko, jeśli wyznanie wiary traktować będziemy 
tak jak treści naukowe, nie dotyka jednak samej wiary religijnej. Wiara 
ma swoje przejawy historyczne, ale jej zewnętrznego wyrazu nie należy 
mylić z treścią samego życia w wierze, która przezeń przemawia: Una 
religio in rituum varietate 
(Kuzańczyk).

 

b) „Religie sankcjonowały dotychczas każde zło, mogły czynić lub uspra-

wiedliwiać najstraszniejsze rzeczy, gwałt i kłamstwo, składanie ludzi w 
ofierze, wyprawy krzyżowe, wojny religijne". Niepodobna dokonać 
rachunku dobrodziejstw i szkód wyrządzonych przez religie. Każda 
ocena musi opierać się na historycznych badaniach stanu faktycznego. 
Zarzut ten należy uzupełnić stwierdzeniem zbawiennych skutków 
religii, jak pogłębianie życiaduchowego, wprowadzanie ładu w ludzkie 
sprawy, dobroczynność na wielką skalę, inspirowanie sztuki i myśli.

 

Jeśli ktoś twierdziłby zgoła, iż dobre stosunki między ludźmi, pokój i 
ład zapewnić może raczej rozum niż religia; iż sprawiedliwość znaczy 
więcej niż wiara, praktycznamoralność więcej niż religijność; iż to, co 
jest dobrego w ludzkości, jest dziełem nauki i rozumu, nie religii -
trzeba odrzec, że religia nie wyklucza przecież rozumu, oraz że do tej 
pory właśnie religia, choć z pomocą rozumu, urzeczywistniła najbardziej 
trwały i pełen treści ład, nie mocą bezpośrednich zaleceń, ale za

 

sprawą wierzących ludzi, ich powagi i rzetelności. Dotychczasowe do-
ś

wiadczenia historyczne świadczą natomiast, iż próby oparcia się wy-

łącznie na rozumie - to jest na intelekcie - prowadziły rychło do nirii-
listycznego chaosu.

 

c) „Religia jest źródłem fałszywych lęków. Urojenia dręczą duszę. Męki 

piekielne, gniew Boga, niepojęta rzeczywistość bezlitosnej woli i tym 
podobne wywołują przerażenie, zwłaszcza w godzinie śmierci. 
Uwolnienie od religii oznacza spokój, gdyż uwalnia od oszukańczych 
wizji".

 

Zarzut ten jest słuszny, jeśli tyczyć ma konkretnych zabobonów. Staje 
się fałszywy, jeśli ma ujmować samą treść lęku. Jeżeli lęk przed pie-
kłem jest dla niezliczonych dusz podstawą wyboru dobra zamiast zła, to 
rzadko bywa to wyłącznie lęk przed czymś rzekomo realnym. Lęk ten, 
zaszyfrowany w obrazie piekła, może raczej objaśniać głębokie 
egzystencjalne motywy wyboru własnej istoty. Lęk o autentyczny byt to 
podstawowa cecha człowieka rozbudzonego. Spokój, który płynie z 
negacji piekła, nie wystarcza, spokój musi wyrastać z pozytywnej uf-
ności, z ustroju duszy, która kieruje się dobrą wolą stale przezwycięża-
jącą lęk. Człowiek, u którego zanikł lęk, to człowiek już tylko powie-
rzchowny.

 

d) „Religie są pożywką wszechogarniającego fałszu. Ponieważ zakładaj ą u 

początku coś niepojętego, bezmyślnego, absurdalnego, ponieważ nie 
pozwalajątego podać w wątpliwość, wytwarzają atmosferę tępego po-
słuszeństwa. Jeśli pojawiają się wątpliwości, człowiek dławi własny 
intelekt i tę nieuczciwość poczytuje sobie za zasługę. Nawyk wstrzy-
mywania się od dalszych pytań toruje drogę nieprawdzie we wszy-
stkich innych dziedzinach. Człowiek nie dostrzega sprzeczności w my-
ś

leniu i we własnym postępowaniu. Toleruje wypaczenia czegoś pier-

wotnie prawdziwego, bo ich nie zauważa. Wiara religijna i fałsz są ze 
sobą spokrewnione".

 

Na ten zarzut można tylko odrzec, że u źródeł religii nie musi wcale 
znajdować się to, co pojawia się w jej rozwoju. Jeśli nawet zgodzić się z 
Burckhardtem, że trudno nam pojąć stopień bezkrytycyzmu u ludzi, 
którzy tworzyli i działali z inspiracji religijnej, to przecież bezkryty-
cyzm nie zawsze równa się nieprawdzie. Granice i zagadki, które inte-

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

60

 

61

 

background image

 
 

33 

 

 

 

lekt skłonny jest przed sobą ukrywać, w religii stają się bezpośrednio 
obecne, choć w postaci mitycznej mają tendencję do przeradzania się 
natychmiast we wspomniane treści zabobonów, e) „Religie wyodrębniają w 
ś

wiecie jako świętość to, co w rzeczywistości jest rzeczą świecką i ludzkim 

wytworem. Wynosić coś do rangi tajemnicy oznacza pozbawiać resztę 
ś

wiata jego wartości. Wzniosła cześć, jeśli mazasobąreligijnąsankcję, 

skłania do bezczeszczeniatego wszystkiego, co znajduje się poza zasięgiem 
religii. Swoiście zrytualizowa-na cześć nie jest już wszechogarniającą 
zasadniczą czcią. Akt rozgraniczenia jest zarazem aktem wykluczenia i 
unicestwienia". Zarzut ten nie dotyczy bynajmniej każdego religijnego 
człowieka. Należy raczej powiedzieć, że religia zdolna jest cały świat 
ogarnąć swoim światłem, rzucać odblask tego, co stanowi o jej 
szczególnej istocie na całą rzeczywistość. Natomiast zarzut ten godzi w 
wiele poszczególnych postaci religii, które zresztą człowiek religijny 
może odrzucać jako formy zwyrodniałe.

 

Wszystkie te uwagi o religii nie odnoszą się do sprawy zasadniczej. 

Zarzuty uderzają w zwyrodniałe formy religii, nie w religię jako taką.

 

Ponadto była mowa tylko o religii i religiach, nie o tym, co występuje i 

jest głoszone jako jedyna prawda objawiona, która każe uznać swoje 
roszczenia i nie pozwala traktować się jako jedną z wielu innych religii. 
Dzieje się tak w kościołach i wyznaniach wyrastających z wszechogar-
niającej je religii biblijnej, do której wszyscy należymy - żydzi i chrze-
ś

cijanie, prawosławni i protestanci - i może też muzułmanie.

 

Z wiary filozoficznej wynikają tu dla nas dwa twierdzenia (jedno negatywne 
i jedno pozytywne), które chciałbym uzasadnić. 1. W religii biblijnej jest 
założone i we wszystkich jej odgałęzieniach występuje - choć może nie 
koniecznie i nie na zawsze do niej przynależne -roszczenie do wyłączności. 
W swych motywach i skutkach dla nas, ludzi, jest ono zgubne. W 
interesie prawdy i w interesie naszej duszy musimy z nim walczyć.

 

2. Podstawą naszego filozofowania jest religia biblijna i w niej znajdujemy 

niczym nie zastąpioną prawdę.

 

Oba twierdzenia są dla nas ważne. Wiążą sięz pytaniem, które rozstrzyga dziś 

o losach zachodniej kultury: co stanie się z religią biblijną?

 

Przeciwko roszczeniu do wyłączności

 

Treść wiary uważana jest nie tylko zaprawdębezwarunkową, ale także za 

wyłączną prawdę. Chrześcijanin nie mówi zatem: taka jest moja droga, ale: 
taka jest droga, a Chrystusowi, Synowi Bożemu i Bogu przypisuje słowa: 
„Jam jest droga, prawda i życie". Wierzącemu w Chrystusa wolno jest 
myśleć o sobie według słów: „Wy jesteście solą ziemi: wy jesteście 
ś

wiatłością świata".

 

Możliwe są tu następujące obiekcje. Jeżeli ludzie mogą być dziećmi 

Boga, to znaczyłoby raczej, że wszyscy ludzie są jego dziećmi, a nie tylko 
niektórzy albo jeden człowiek. Roszczenie, iż tylko człowiek wierzący w 
Chrystusa ma dostąpić życia wiecznego, nie jest przekonujące. Ludzi 
wielkiej szlachetności i czystego serca można spotkać także poza chrze-
ś

cijaństwem; byłoby niedorzecznością, gdyby czekała ich zguba, zwłaszcza 

w porównaniu z wątpliwymi, niezbyt godnymi miłości, sylwetkami 
spośród najwybitniejszych chrześcij an, którzy zapisali się w historii. We-
wnętrzny zwrot od egoizmu do bezgranicznego, ofiarnego poświęcenia 
dokonał się nie tylko w chrześcijaństwie. Ale wszystkie te obiekcje nie 
dotykają istoty rzeczy.

 

Gdziekolwiek w świecie ludzie ujmują prawdę wiary, prawda ta ma dla 

nich bezwarunkową ważność. Nigdzie jednak - poza światem biblijnym - 
nie wykluczają tym samym bynajmniej innej prawdy dla innych. Z punktu 
widzenia filozofii ta powszechna postawa ludzi jest merytorycznie 
słuszna. Wymaga to rozważenia zasadniczej różnicy w kwestii sensu prawdy 
(od czego wyszliśmy mówiąc o B runie i Galileuszu).

 

Ilekroć działam w sposób bezwarunkowy, bo bezwarunkowo wierzę, 

tylekroć nie ma żadnej dostatecznej podstawy ani żadnego celu, do którego 
można byłoby moje działanie odnieść i tym samym uczynić je zrozu-
miałym dla intelektu. Bezwarunkowość nie ma charakteru ogólnego, ale 
jest dziejowa w nie dającej się przeniknąć z zewnątrz, rozwidniającej się 
własnym światłem żywej obecności czynu. Działanie bezwarunkowe jest w 
swojej głębi nie uświadamiane, aczkolwiek na jego podstawie tak wiele 
można się dowiedzieć i powiedzieć. Jest niezastąpione, a więc zawsze 
jednorazowe, a przecież nie tylko może stanowić dla innych wskazówkę, 
lecz także stać się wzorem przy rozpoznawaniu tego, co słuszne, co

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

background image

 
 

34 

 

 

 

62

 

63

 

background image

 
 

35 

 

 

 

wprawdzie różni się w swych historycznych przejawach, ale w wieczności 
jest zbieżne. Prawda dziejowa, prawda egzystencjalnajest bezwarunkowa, 
ale nie jest bynajmniej w swych ujęciach i przejawach prawdą dla 
wszystkich.

 

Odwrotnie: to, co jest ogólnie ważne dla wszystkich (jak naukai wszystkie 

inne prawdziwe sądy inte^ktu), właśnie dlatego nie jest prawdą 
bezwarunkową -jest w ramach świata ogólnie i dla wszystkich prawdą 
pod warunkiem przyjęcia jakiegoś stanowiska i użycia określonej metody. 
Ta prawda jest nieodparta dla każdego, kto swym intelektem ją pojmuje. 
Ale jest względna, zrelatywizowana do perspektywy i sposobu myślenia, w 
którym się ujawnia. Jest egzystencjalnie obojętna, bo skończona, 
partykularna, obiektywnie nieodparta - żaden człowiek nie może i nie 
powinien za nią umierać.

 

Krótko: z bezwarunkowością dziejowej prawdy wiąże się względność 

każdego sposobu jej wypowiedzenia i jej doczesnych form przejawiania 
się. Do powszechnej ważności prawdziwych twierdzeń poznawczych w 
wypowiedziach należy względność warunkujących je stanowisk i metod. 
Dających się wypowiedzieć treści wiary nie należy traktować jako ogólnych 
sądów prawdziwych: bezwarunkowość wewnętrznej prawdy w wierze 
jest czymś rdzennie innym niż uchwycenie powszechnej ważności zawsze 
partykularnych sądówprawdziwych w wiedzy. Dziejowa bezwarunkowość 
to nie to samo, co powszechna ważność jej przejawów w słowie, dogmacie, 
kulcie, rytuałach, instytucji. Dopiero z pomieszania tych dwóch rzeczy 
bierze sięroszczenie do wyłączności jakiej ś prawdy wiary.

 

Błędem jest traktować powszechną ważność wiedzy naukowej jako 

absolut, którym mógłbym żyć, błędem jest oczekiwać od nauki czegoś, 
czego nie zdoła ona nigdy dokonać. Jeśli opowiadam się za prawdą, nie 
wolno mi ignorować nieodpartych argumentów w dziedzinie poznania, 
winienem raczej w nieskończoność podkreślać ich wagę. Ale żądać od 
nich tego, co dać mogą tylko treści metafizyczne - świadomości poprze-
stania na bycie, ukojenia w bycie - byłoby oszustwem, które zamiast 
spełnienia oferuje ostatecznie pustkę.

 

Fatalne jest także wypaczenie odwrotne: przekształcanie bezwarun-

kowości egzystencjalnej decyzji w zgodną z wymogami dyskursu umie-

 

jętność orzekania, co jest słuszne, albo obracanie dziejów uwarunkowanej 
bezwarunkowości wiary w ogólnie ważną prawdę dla wszystkich.

 

Skutkiem takiego wypaczenia jest łudzenie samego siebie co do tego, 

czym właściwie jestem i czego chcę, nietolerancja (niedopuszczanie do 
uznania żadnych innych wypowiedzi prócz własnych, które mają status 
dogmatu) i niezdolność do komunikowania się z innymi (nieumiejętność 
wysłuchiwania innych, nieumiejętność uczciwego podania własnego sta-
nowiska w wątpliwość). Tak wypaczone pragnienie prawdy może maskować 
takie pobudki, jak żądza władzy, okrucieństwo, instynkt niszczenia. 
Instynkty te, rzekomo działające w służbie prawdy, korzystają wówczas z 
monstrualnie fałszywych usprawiedliwień i znajdują w nich mniej lub 
więcej jawne zaspokojenie.

 

Wydaje się, że tylko w kręgu religii biblijnej ta wyłączność uchwyco-

nejprawdy wiary należy do niej samej, jest świadomie wyrażana i dopro-
wadzana do swych ostatecznych konsekwencji. Dla wierzącego może to 
być nowy stygmat potwierdzający właśnie wiarygodność jego wiary. Z 
pozycji filozofii natomiast widać nie tylko fałsz wynikaj ący z zasadniczego 
błędu popełnionego w tej wierze, ale także jego straszliwe skutki.

 

W obrębie religii biblijnej przykładem jest chrześcijaństwo ze swoim 

roszczeniem do absolutnej prawdy dla wszystkich. Wiedza o niezwy-
kłych dokonaniach chrześcijaństwa, o wybitnych ludziach, którzy w tej 
wierze i tą wiarą żyli, nie może przesłaniać świadomości, że to zasadnicze 
wypaczenie zaowocowało w dziejach złowrogimi skutkami, maskowa-
nymi woalem świętej prawdy absolutnej.

 

Rzućmy okiem na kilka następstw owego roszczenia do wyłączności. 

Już Nowy Testament wkłada w usta Jezusa - Jezusa, który nie stawia 
oporu i który wygłasza Kazanie na Górze - słowa: „nie przyszedłem, aby 
przynieść wam pokój, ale miecz". Stoimy wobec alternatywy pójścia za 
nim lub nie: kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie.

 

Zgodnie z tym postępowało w dziejach wielu chrześcijan. Według uz-

nawanego przez nich porządku zbawienia, potępieni są wszyscy ci, którzy 
ż

yli przed Chrystusem albo bez Chrystusa. Inne, liczne religie są sumą 

nieprawdy albo, w najlepszym razie, prawdami cząstkowymi, a wszyscy 
ich wyznawcy są poganami. Powinni wyrzec się swojej religii i iść za 
wiarą Chrystusową. Powszechne apostolstwo nie tylko głosiło tę wiarę

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

64

 

65

 

background image

 
 

36 

 

 

 

wszystkim ludom wszelkimi środkami propagandy, ale zawsze miało 
ukrytą chęć szerzenia wiary przemocą tam, gdzie nie przyjmowano jej 
dobrowolnie (coge intrare). Pieniły się akty niszczenia, szalały krucjaty. 
Wyznania chrześcijańskie wiodły między sobą wojny religijne. Polityka 
stała się środkiem działania kościołów.

 

Tak to pragnienie władzy stało się zasadniczym faktem religijnej rze-

czywistości, która u swego źródła z władzą nie miała nic wspólnego. 
Roszczenie do panowania nad światem jest skutkiem roszczenia do wy-
łączności prawdy. W wielkim procesie sekularyzacji - tzn. świeckiego 
zachowania treści biblijnych przy odrzuceniu formy wiary - także fana-
tyczna niewiara pozostaje jeszcze pod wpływem biblijnych źródeł. Zse-
kularyzowane stanowiska światopoglądowe w kulturach zachodnich ce-
chuje często ów rys absolutyzmu, prześladowania odmiennych przekonań, 
agresywności w głoszeniu swych racji, inkwizycyjnego badania innych 
i zawsze jest to konsekwencją roszczenia do wyłączności prawdy 
absolutnej, rzekomo uznanej przez wszystkich.

 

W obliczu tych wszystkich faktów wierze filozoficznej pozostaj e tylko z 

ż

alem uznać, że wobec zerwania i wobec zakazu posługiwania się rozumem, 

już tylko warunkowo dopuszczanym do głosu, zawodzi najlepsza wola 
szczerego porozumienia.

 

Nie pojmuję, jak można pozostać neutralnym wobec roszczenia do 

wyłączności. Byłoby to możliwe, gdyby wolno było traktować nietole-
rancję jako faktycznie nieszkodliwą, osobliwą anomalię. Tak jednak w 
przypadku opartego na Biblii roszczenia do wyłączności bynajmniej nie 
jest. Ze swej natury roszczenie to wspiera się na wciąż potężnych instytu-
cjach i stale gotowe jest od nowa rozpalać stosy dla heretyków. Taka jest 
natura roszczenia do wyłączności we wszystkich postaciach biblijnej re-
ligii, choćby nawet wielu wiernych osobiście nie miało najmniejszej 
skłonności do gwałtu lub wręcz do niszczenia tych, których uznają za 
niewierzących.

 

Ponieważ nietolerancja wobec nietolerancji (ale tylko wobec niej) jest 

nieunikniona, to nietolerancja wobec roszczenia do wyłączności konieczna 
jest wówczas, gdy roszczenie to nie tylko każe głosić wiarę po to, by inni 
mogli ją poznać i wypróbować, lecz chce ją narzucać przez prawo, 
przymus szkolny itd.

 

Inaczej rzecz sięmaz wiarą chrześcijańską uwolnioną od tego roszczenia i 

jego skutków. Nasza epoka stawia nas wobec pytania, czy osłabienie wiary 
chrześcijańskiej - co nie oznacza bynajmniej końca chrześcijaństwa jako 
religii biblijnej -jest tylko przejściowym stanem depresji czy 
następstwem ostatecznej przemiany w dziejach całego świata. Dziś wydaje 
się, że coraz mniej ludzi wierzy w Chrystusa jako jedynego syna 
bożego, jedynego pośrednika zesłanego przez Boga. Trudno to spraw-
dzić. Pełni wiary są jeszcze, jak się zdaje, ludzie o wybitnych wartościach 
osobistych. Nie da się z góry rozstrzygnąć kwestii, czy przekształcona 
wiara w Chrystusa może być podjęta jako moment religii biblijnej, jako 
wiara uwolniona od stygmatu wyłączności. Czym byłaby wówczas wiara w 
Chrystusa, o tym zadecyduj e religia biblijna, jeśli w całej swej ogarniającej 
rzeczywistości roztopi w sobie z powrotem wyrosłą z niej, zabso-
lutyzowaną wiarę.

 

Roszczenie do wyłączności zawarte jest w wierze Chrystusa, wierze 

zakonu żydowskiego, w religii narodowej, w islamie. Religia biblijna to 
rozległa przestrzeń historyczna, z której każde wyznanie wyprowadza 
swoje szczególne akcenty, pomijając inne treści. Biblia w całości jako 
Stary i Nowy Testament jest świętą księgą tylko dla wyznań chrześcijań-
skich. Żydzi odrzucają Nowy Testament, przez nich przecież stworzony, 
jednakże jego treść etyczna i monoteistyczna ma dla wyznania żydo-
wskiego wagę nie mniejszą niż dla chrześcijaństwa. Islam nie uznaje tej 
księgi za świętą, choć sam, pod wpływem żydów i chrześcijan, wyrósł na 
tym samym religijnym gruncie.

 

Biblia i religia biblijna mają dla filozofowania o tyle charakter zasad-

niczy, że nie zawierają żadnej całościowej nauki, niczego ostatecznie nie 
rozstrzygają. Religia biblijna jako taka nie wysuwa roszczenia do wyłą-
czności, cechuje ono tylko jej poszczególne formy, utrwalone w dziejo-
wym ruchu tej religii. Roszczenie do wyłączności pochodzi od ludzi i nie 
może powoływać się na Boga, który otworzył ludziom wiele dróg do 
siebie.

 

Biblia i religia biblijna to podstawa naszego filozofowania, stały dro-

gowskaz i źródło niezastąpionych treści. Na Zachodzie filozofuje się -
czy się kto z tym zgodzi czy nie - zawsze z Biblią, nawet wtedy, gdy sieją

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

66

 

67

 

background image

 
 

37 

 

 

 

Bib-

 

Za religią biblijną

 

W Biblii ujawniają się najbardziej skrajne, z rozumowego punktu wi-

dzenia nieuniknione sprzeczności.

 

1. Od ofiary patriarchów do skomplikowanej codziennej służby ofiarnej w 
jerozolimskiej świątyni i do Wieczerzy Pańskiej chrześcijan religia Biblii jest 
r e l i g i ą  k u 11 u. W jej obrębie występuje zawsze tendencja do 
ograniczania i spirytualizacji kultu - a więc zniesienie „wzgó-rzy" (licznych 
miejsc kultowych na prowincji) na rzecz jednego kultu w jednej świątyni 
Jerozolimy - a więc przemiana zrośniętego z codziennym życiem i żywego 
kultu w urzędowo odprawiany abstrakcyjny rytuał - a więc sublimacja kultu, 
kiedy to składanie ofiary przekształca się w Wieczerzę Pańską i mszę. 
Ciągle jeszcze mamy tu do czynienia z kultem. Ale prorocy zaczynają 
namiętnie występować p r z e c i w k o  k u l t o w i  w ogóle (nie tylko 
przeciwko fałszywym wyobrażeniom na temat kultu). Jahwe mówi (Am 
5,21)*: „Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami. Nie będę miał 
upodobania w waszych uroczystych zebraniach. Bo kiedy składacie Mi 
całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, a na ofiary biesiadne z tucznych 
wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode mnie ze zgiełkiem pieśni twoich i 
dźwięku twoich harf nie chcęsłyszeć". I mówi także (Oz 6,6): „Miłości pragnę, 
nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń". 2. Od dekalogu i 
przymierza aż do szczegółowych praw Deuteronomium i kodeksu kapłanów 
biegnie liniarozwoju r e l i g i i  p r a w a .  Prawo jest obecne w objawieniu 
bożym przez słowa Tory, jest to prawo pisane. Ale Jeremiasz zwraca się 
p r z e c i w k o  p r a w u  p i s a n e m u   j a k o  t a k i e m u ,  bo „w 
kłamstwo je obróciło kłamliwe pióro pisarzy" (Jer 8,8). Prawo boskie jest nie 
w utrwalonych zdaniach pisma, ale w sercach„Lecz takie będzie przymierze, 
jakie zawręz domem Izraela

 

*     Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu 

(Biblia Tysiąclecia), Wydawnictwo Pallottinum, wyd. III, Poznari-War-

szawa 1988

 

po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich 
jestestwa i wypiszę na ich sercu" (31,33).

 

3. Od zawarcia przymierza w czasach Mojżesza w Biblii zarysowuje się 

ś

wiadomość n a r o d u  w yb r a n e g o .  Ale nieomal od początku też 

status narodu wybranego zostaje zniesiony.,, Czyż nie jesteście dla 
mnie jak Kuszyci - wy, synowie Izraela? - wyrocznia Pana. Czyż 
Izraela nie wyprowadziłem z ziemi egipskiej jak Filistynów z Kaftor, a 
z Kir-Aramejczyków?" (Am 9,7). Wszystkie narody są sobie równe. 
Na wygnaniu Bóg staje się jeszcze raz Bogiem Izraela, ale jed-
nocześnie jako stworzyciel świata jest też Bogiem powszechnym, 
Bogiem dla wszystkich narodów i lituje się nawet wbrew małodusz-
ności Jonasza nad poganami z Niniwy.

 

4. Jezus staje się Chrystusem-Bogiem. Ale od początku przeczą temu

 

słowa samego Jezusa: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest

 

dobry, tylko sam Bóg" (Mk 10,18).

 

Przykłady takie można by mnożyć. Wolno mniemać wręcz, że w Biblii w 

ogóle wszystko pojawia się w postaci biegunowych przeciwstawień. 
Cokolwiek zostaje utrwalone w słowie, znajduje swoje zaprzeczenie. 
Nigdzie nie ma całej, pełnej, czystej prawdy - bo też nie może jej być w 
zdaniach ludzkiego języka ani w określonej postaci ludzkiego życia. 
Ograniczoność naszych pojęć sprawia, że drugi biegun zawsze się nam 
wymyka. Prawdy dosięgamy tylko wtedy, gdy świadomi przeciwieństw, 
poprzez te przeciwieństwa zbliżamy się do niej.

 

Tak więc stają naprzeciw siebie religia kultu i profetyczna religia czy-

stego etosu; religia prawa i religia miłości; zamknięcie w sztywnych for-
mach (aby cenne dobro wiary zachować mimo upływu czasu) możliwość 
otworzenia się człowieka, który tylko wierzy w Boga i miłuje go; religia 
kapłanów i swobodna religia indywidualnej modlitwy; Bóg narodowy i 
Bóg uniwersalny; przymierze z wybranym narodem i przymierze z czło-
wiekiem jako takim; rachunek winy i kary w doczesnym życiu (szczęście i 
nieszczęście jako miara zasługi i grzechu) i postawa wiernego, jaką pre-
zentują np. Jeremiasz lub Hiob wobec tajemnicy; religia wspólnoty i religia 
ludzi bożych, wizjonerów, proroków; religia magiczna i etyczna religia 
rozumnego traktowania świata jako dzieła stworzenia. Ba - w Biblii 
mieści się też to, co jest skrajnym przeciwieństwem wiary: demonologia,

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

zwalcza. Poczyńmy na koniec kilka uwag o pozytywnym znaczeniu

 

lii dlfl filnynfnwołiin

 

lii dla filozofowania.

 

68

 

69

 

background image

 
 

38 

 

 

 

background image

 
 

39 

 

 

 

ubóstwienie człowieka, nihilizm (ten ostatni w Księdze Koheleta). W 
konsekwencji wszystkie stronnictwai tendencje będą się mogły na Biblię 
powoływać. Przeciwieństwa, jasno tam ukazane, powracały też później: 
ż

ydowska teokracja w chrześcijańskich kościołach, wolność religii pro-

fetycznej u mistyków i reformatorów, wybrany naród w postaci wielu 
uważających się za wybrane narodów, gmin, sekt. Na gruncie religii biblijnej 
obserwujemy zawsze nawroty, sprzeciw wobec skostnienia, żywą 
twórczość. Jak gdyby przeznaczeniem Zachodu było ugruntować - mocą 
autorytetu świętej księgi, na której wspiera się cała zachodnia kultura -
obraz wszelkich sprzeczności życia, a przeto nie zamykać sobie żadnej 
możliwej drogi w nieustannej walce o podźwignięcie człowieka, który 
wie, że mając wolność uczynków sam jest darem Boga.

 

Biblia gromadzi w swoich tekstach duchowy osad najbardziej prymi-

tywnej i najbardziej wzniosłej rzeczywistości ludzkiej. Tę samą cechę 
mają inne wielkie dokumenty religii.

 

Ale już w barbarzyńskich początkach odnajdujemy ową antyczną 

wielkość, która nakazuje nam powściągliwość w szafowaniu mianem 
barbarzyństwa. Wszystko wypowiadane jest wprost. Ta naiwność prze-
mawia do nas tonem spiżu. Biblięprzenika namiętność, niezwykła zgoła, bo 
odniesiona do Boga. Bóg jest w ogniu wulkanów, w trzęsieniu ziemi, w 
burzy. Wznosi się na niedosiężne wyżyny, a owe nawałnice są jego 
wysłannikami, podczas gdy sam każe rozpoznawać swą niezwykłą obe-
cność w cichym szeleście -jak ponad wszelkie obrazy, tak wznosi się też 
ponad te zmysłowe zjawiska, jako transcendentny Stwórca, Bóg wszy-
stkiego, niewyobrażalny, nietknięty namiętnościami, nieodgadniony w 
swych wyrokach, ale wciąż jeszcze niejako osobiście obecny w patosie, 
który porywa człowieka.

 

W obliczu tego Boga ludzie Biblii, znający swoją nicość, urastają do 

ponadludzkich wymiarów. Ci ludzie boży i prorocy bez broni są w duszy 
herosami, którzy porywają się na otoczenie - niekiedy w pojedynkę prze-
ciwko wszystkim innym - gdyż czują się bożymi sługami. Już w legendach 
o Mojżeszu i Eliaszu, a całkiem wyraźnie w księgach Amosa, Izaja-sza i 
Jeremiasza widać w istocie postaci, jakie znamy z wizji Michała Anioła.

 

Bohaterstwo w Biblii to nie upór siły, która polega na samej sobie. Ci, 

którzy ważą się na rzeczy niemożliwe, czynią to z boskiego nakazu. He-
roizm ulega tu sublimacji.

 

Ale idea Boga, która to umożliwia, może łatwo zapomnieć o swoich 

ź

ródłach. Wówczas heroizm wynaturza się w odpychające odrętwienie 

wypaczonego umysłu. Schizofrenik (Ezechiel) może - w jakimśmomen-cie 
- wpłynąć na dzieje świata.

 

Są natomiast w Biblii słowa, które tchną spokojem, czystością, jak 

sama prawda. Są rzadkie i wmieszane w zawieruchę skrajnych możliwości. 
Nieumiarkowanie, rozpasanie, brzydota to jeden z żywiołów Biblii. 
Ostatecznie kładzie się na tym zasłona wymyślności i monotonii. Ale i tu 
musiały jeszcze działać siły, za których sprawą nie uległa zabójczemu 
skostnieniu religia Ezdrasza; żywy pozostaje żar tchnący z Księgi Hioba, 
Psalmów, Rut i Księgi Kohelet.

 

Stały związek prawdy Biblii z materią mitów, ze społecznymi realiami, z 

przemijającymi obrazami świata, z prymitywną wiedzą przednaukową 
sprawia, że prawda biblijna mająca sama przez się charakter dziejowy, 
staje się potem zjawiskiem już tylko historycznym. Zewnętrzne szaty tej 
prawdy zmieniają się już w samej Biblii.

 

Poza ulotnymi próbami brak jest w Biblii filozoficznej samowiedzy. 

Stąd siła przemawiającej Egzystencji, źródła ujawniającej się prawdy -ale 
stąd też stałe przekraczanie granicy w przeciwnym kierunku. Brakuje 
nadrzędnej instancji myślącego sprawdzania. Namiętność koryguje na-
miętność.

 

Biblia to depozyt tysiącletnich granicznych doświadczeń człowieka. Z 

tych doświadczeń duch ludzki wyniósł świadomość Boga i stąd dopiero świa-
domość samego siebie. Stanowi to o nieporównanej atmosferze Biblii.

 

Biblia pokazuje człowieka na głównych drogach jego klęski. Ale tak, że 

doświadczenie bytu i urzeczywistnienie ujawniają się właśnie w klęsce.

 

W naszym stosunku do Biblii chodzi zawsze o to, by z wypaczeń wy-

dobyć na powrót niezmienną prawdę, która jednak nigdy nie jest obecna w 
sposób obiektywnie ostateczny. Prawdziwą przemianą jest po wrót do 
ź

ródeł. Przestarzałe formy trzeba odrzucić, stworzyć nowe, na miarę 

współczesności. Ale źródło to nie początek, lecz to, co jest zawsze, co

 

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

71

 

70

 

background image

 
 

40 

 

 

 

autentyczne i wieczne. Ta prawda, gdy zostaje wypowiedziana, przybiera 
natychmiast formę danego czasu. W czasie zaś stosowną formą dla wiary 
jest forma zgodna z postacią tego czasu.

 

Należy jednak nie tylko odrzucić przestarzałą formę, lecz także wydobyć 

ź

ródłową prawdę ze skostnień i wypaczeń, przywrócić napięcia między 

skrajnymi przeciwieństwami; aby rozjaśnić i umocnić to, co wiecznie 
prawdziwe, należy postępować zawsze najprostszą drogą.

 

1. U w o l n i e n i e  od s k o s t n i e ń: Prawda biblijnej religii prze-

ciwstawia się skostnieniom, które w niej samej zaszły, które może kiedyś 
miały dziejową ważność, ale dziś już dla filozoficznej refleksji nie są 
ważne. Jeśli sienie mylę, przykładami takich skostnień są: religia narodu, 
religia Zakonu, specyficzna religia Chrystusa. Trzeba porzucić tę religię 
narodową, która istniała rzeczywiście we wczesnych stadiach religii biblijnej 
jako religia Jahwe w Izraelu i którą podjęto ponownie w szczególności w 
nurtach protestanckich, zwłaszcza kalwińskich - te bowiem opierały swoje 
chrześcijaństwo raczej tylko na niektórych partiach Starego Testamentu 
niż na jego całości i na Nowym Testamencie.

 

Trzeba porzucić tę religię Zakonu, która ucieleśniła się w Księdze Ez-

drasza i Nehemiasza, w głównych częściach kodeksu kapłanów i w wielu 
redakcjach pism Starego Testamentu jako judaizm w węższym sensie. 
Wraz z nią odrzucić należy panowanie kapłanów (hierokrację), którą 
stworzył i urzeczywistnił judaizm pod obcym panowaniem, a którą kon-
tynuowały lub chciały kontynuować kościoły chrześcijańskie.

 

Trzeba porzucić taką religię Chrystusa, która w Jezusie widzi Boga, a na 

idei ofiary w Deutero-Izajaszu odniesionej do Jezusa opiera fakt zbawienia.

 

Każda z tych trzech form religii jest zbyt ciasna, choć każda wychodzi od 

jakiegoś momentu prawdy. Ale religia narodowa nie może jako taka być 
religią absolutną i może tylko wyrażać powierzchowną prawdę zjawiska. 
Religia Zakonu gubi głębię idei prawa i pozwala jej rozproszyć się w 
mnogości absurdów.

 

Religia Chrystusa zawiera tę prawdę, że Bóg mówi do człowieka przez 

człowieka, ale Bóg przemawia przez wielu ludzi, w Biblii - przez wielu 
proroków, z których ostatnim jest Jezus; żaden człowiek nie może być

 

Bogiem; Bóg nie przemawia wyłącznie przez jednego człowieka, aprzez 
każdego przemawia wieloznacznie.

 

Religia Chrystusa mieści w sobie ponadto tę prawdę, że odsyła czło-

wieka do samego siebie. Duch Chrystusa jest sprawą każdego człowieka. 
Jest to pneuma, tzn. duch entuzjazmu we wzlocie ku rzeczom ponadzmy-
słowym. Jest to ponadto gotowość przyjęcia własnego cierpienia jako 
drogi do Transcendencji; kto bierze na siebie krzyż, może w klęsce do-
ś

wiadczyć tego, co autentyczne. Duch Chrystusa to wreszcie więź z po-

darowaną przez Boga nobilitas ingenita, którą uznaję albo którą zdra-
dzam, to obecność boskości w człowieku. Jeżeli jednak religia Chrystusa 
ma znaczyć, że w akcie wiary ogarniam Chrystusa-wybawiciela poza 
mną przez urzeczywistnienie ducha Chrystusa we mnie, to dla naszego 
filozofowania wynikają stąd nieuchronnie dwie konsekwencje: Chrystus 
we mnie nie jest związany wyłącznie z owym Jezusem Chrystusem, który 
raz pojawił się w dziejach, a Jezus jako Chrystus, jako Bóg-człowiek jest 
mitem. Demitologizacji nie wolno tu w dowolny sposób zatrzymać. Nawet 
najgłębiej uduchowiony mit pozostaje mitem i jest grą, a staje się 
obiektywną gwarancją tylko albo na mocy religijnej prawdy (której filo-
zofowanie nie potrafi dostrzec), albo na mocy złudzenia.

 

2. P r z y  w r ó c e n i e  n a p i ę ć  m i ę d z y  p r z e c i  w i e ń s t w a - m 

i: Przyswojenie przejawiającej się w Biblii prawdy wymaga świadomego 
uprzytomnienia występujących w Biblii sprzeczności. Sprzeczności maj ą 
wieloraki sens. Rozumowe sprzeczności prowadzą do alternatyw, gdzie słu-
szność może być tylko po jednej stronie. Sprzeczne siły tworzą za każdym 
razem rozszczepioną na bieguny całość, przez którą daje o sobie znać prawda. 
Dialektyczne sprzeczności oznaczają ruch myśli, przez ten ruch zaś 
przemawia prawda, której bezpośrednio wypowiedzieć nie można.

 

Religia biblijna pełna jest sprzeczności, napięć i dialektyki. Nie sama 

tylko wola, ale także stała gotowość do przyjęcia sprzeczności może pod-
trzymać popychającą naprzód energię napięcia albo przywrócić ją tam, 
gdzie zanikła. Rozsądek i potrzeba spokoju, podobnie jak niszcząca wola 
walki, chcą unicestwić przeciwieństwa, aby ustanowić panowanie jedno-
znaczności i jednostronności.

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

72

 

73

 

background image

 
 

41 

 

 

 

  

W pismach biblijnych można rozpoznać zasadnicze napięcia, które 
dotychczas utrzymywały w ruchu zachodnią kulturę: Bóg i świat, kościół i 
państwo, religia i filozofia, religiaprawa i religiaprofetyczna, kult i etos. 
Niezmienną prawdę możemy tedy uchwycić tylko wówczas, gdy zarazem 
jesteśmy gotowi uznać, że zadania, jakie stawia nam Istnienie, są 
nierozwiązalne, gotowi zakwestionować każde urzeczywistnione zjawisko, 
dostrzec skrajności, ponieść klęskę.

 

3. R o z j  aśni enie i u m o c n i e n i e  w i e c z n e j  p r a w d y:  

Przez doświadczenie napięć, dialektyki i domagając się rozstrzygnięcia 
sprzeczności można rzeczywiście uchwycić to, co w słowach da się wyrazić 
tylko abstrakcyjnie, prawdę zawartą wpodstawowychrysach biblijnej religii. 
Momenty tej prawdy, raz jeszcze uwydatnione jako wiara filozoficzna, to:

 

idea jednego Boga;

 

ś

wiadomość, że wybór między dobrem a złem, jakiego dokonuje czło-

wiek - istota skończona -jest bezwarunkowy;

 

miłość jako zasadnicza rzeczywistość wieczności w człowieku; za 

czyn-działalność wewnętrzna i zewnętrzna-jako sprawdzian człowieka;

 

idee ładu światowego - wprawdzie bezwarunkowe w chwili, gdy poja-

wiają się w dziejach, ale w przejawach swoich ani absolutne, ani wyłącznie 

obowiązujące;

 

niezamkniętość stworzonego świata, jego immanentna niestabilność, 

zawodność wszelkiego ładu na jego krańcach, doświadczenie skrajności; 
ostateczna i jedyna ucieczka w B ogu.

 

Jakże blado wypadają wszystkie słowa w obliczu właściwej rzeczywi-

stości religii! Kiedy to rozpatrujemy, stajemy natychmiast na płaszczyźnie 
wiary filozoficznej. Odnowę wiary religijnej przez nawrót do źródeł 
widzimy mimowolnie jako odnowę ukrytej w religii wiary filozoficznej, 
jako przemianę religii w filozofię (albo filozoficzną religię). Jednakże 
ludzkość zapewne nie pójdzie tą drogą, choć może pójdzie nią jakaś 
mniejszość.

 

Filozof nie może powiedzieć teologom oraz kościołom, jak mają po-

stępować. Filozofowi pozostaje tylko nadzieja udziału w ustalaniu założeń. 
Chciałby pomóc w przygotowywaniu gruntu i uprzytomnić prze-

 

strzeń duchowej sytuacji, w której musi wyrastać to, czego filozof stworzyć 
nie potrafi.

 

To, co od pół wieku wypowiada coraz więcej ludzi, ulega wciąż szybko 

zapomnieniu, choć mówią o tym prawie wszyscy: powstaje nowa epoka, 
która poddaje ludzi - aż po ostatnią jednostkę- przemianie tak radykalnej, 
jakiej w historii dotąd nie było. Skoro zaś przemiaaarealnych stosunków 
ż

yciowych sięga tak głęboko, to przemiana świadomości religijnej musi 

sięgać odpowiednio głębiej, kształtuj ąc nowe treści tak, by stały się nośne i 
inspirujące. Należy oczekiwać przemiany tego, co nazwaliśmy materią, 
szatą, zjawiskiem, językiem wiary, i to przemiany tak głębokiej jak wszystkie 
inne przemiany nowej epoki - w przeciwnym razie wieczna prawda religii 
biblijnej zniknie z pola widzenia człowieka; człowiek nie będzie jej już 
doświadczał i nie będzie mógł wymyślić nic, co by zajęło jej miejsce. 
Niezbędny jest zatem wysiłek na rzecz odtworzenia wiecznej prawdy, 
trzeba sięgnąć do jej najgłębszych źródeł i nie troszcząc się o jej 
przemijające formy historyczne znaleźć no wy język, który pozwoliłby się tej 
prawdzie ujawnić.

 

Filozof napotyka tu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć, choć 

wie, że przyszłość na pewno przyniesie odpowiedź. Oto te pytania:

 

Z jakich dogmatów, w istocie obcych współczesnemu człowiekowi i 

niewiarygodnych, można zrezygnować? Choć o odrzuceniu dogmatów 
można zrazu milczeć, to przecież myśliciel musi zastanowić się, które z 
nich dogmaty nie znajdująjuż wiary nawetu wierzących.

 

Co stanowi mocną podstawę religii, podstawę, która przetrwa?

 

Czy jest jakiś absurd, który byłby także dziś nośny lub zgoła uznany za 

niezbędny? Można by sądzić, że zdolność godzenia się właśnie na najja-
skrawsze absurdy w dzisiejszej epoce wręcz osobliwie wzrosła. Czło-
wiek współczesny tak łatwo ulega zabobonom. Zaś tam, gdzie mamy do 
czynienia z zabobonem, zwyciężyć może tylko wiara, nie nauka. Jaki 
absurd może dziś jeszcze być nieodzownym znakiem autentycznej treści

 

wiary?

 

Jeżeli dojdzie do przeobrażenia wszystkich dogmatów, kto tego do-

kona?

 

Czy masy ludowe przywiązują dziś jeszcze wagę do kościelnych pra-

ktyk jako do wyrazu bezwarunkowej wiary? Czy też masy te należy na

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

74

 

75

 

background image

 
 

42 

 

 

 

background image

 
 

43 

 

 

 

nowo rozpalić - ożywiając ich zdolność do poświęceń z męczeństwem 
włącznie -przez treści nowej prawdy, która będzie prawdą do końca? Czy też 
ś

wiadomy fałsz wyższych umysłów miałby być -jak mniemał Platon - 

warunkiem postępującego kształtowania mas i przekazywania nawet 
najgłębszych treści? Sądzę, że nie. Jakież kłamstwa byłyby dziś nieod-
zowne i skuteczne? Na pewno nie te, które miałyby się stać nośnikami 
prawdy.

 

Znowu uświadamiamy sobie, że wszystkie te pytania nie dotyczą tego, o 

co naprawdę chodzi. Uprzednio musi pojawić się niedostępny dla filozofa 
pierwiastek religijny. Nie można go zaplanować ani oglądać z zewnątrz. 
Znaczenie kultu, rytuałów, świąt, pewności wspartej na dogmacie, 
kapłaństwa-wszystko to w filozoficznych rozważani ach traci znaczenie. 
Czy jest to rozstrzygający zarzut, przeciw całej filozofii? Czy idea wiary 
filozoficznej jest dziś, jaki przedtem, bezkrwistą iluzją? Tak nammówią. 
Nie wierzę w to.

 

To, co filozof mówi o religii, nie tylko jest niewystarczające. Wydaje 

sięponadto, że filozof nigdy nie dociera do religii, gdy o niej mówi.

 

Filozofia dąży do stałego rozszerzania swego horyzontu. Jej spojrzenie 

przesuwa się z określonej religii konfesyjnej na szerzej pój mo waną religię 
biblijną, stąd zaś na to, co jest prawdą we wszystkich religiach. Tym sa-
mym jednak traci to właśnie, co cechuje rzeczywistą religię. Wprzekona-
niu, iż ogarniając to, co uniwersalne, zdoła dotrzeć do najgłębszej istoty 
religii, gubi to, co w religiach cielesne. Chociaż filozofia widzi, że ta 
cielesność wiary, spełnianej we wspólnotach związanych z określoną tra-
dycją, jest konieczną postacią religii, sama jest od niej daleka, gdyż nie 
umie jej powołać do życia - nie umie nawet właściwie pojąć tego, co 
widzi.

 

Filozofia - wtedy gdy afirmuje religię, i wtedy gdy ją zwalcza - w 

istocie próbuje wyminąć religię, ale w taki sposób, że wciąż jest nią za-
przątnięta.

 

a ) F i l o z o f i a  o p o w i a d a  s i ę  za r e l i g i ą  b i b l i j n ą :  

Filozofia zachodnia nie może ignorować okoliczności, że do tej pory żaden 
z wielkich filozofów Zachodu, łącznie z Nietzschem, nie zabierał się do 
filozofowania bez głębszej znajomości Biblii. Nie jest to okoliczność 
przypadkowa. Powtórzmy raz jeszcze:

 

Po p i e r w s z e ,  filozofia nie może dać człowiekowi tego, co daje 

mu religia. Tym samym przynajmniej pozostawia religii pole do działania. 
Nie narzuca sięjako wyłączna i cała prawda dla każdego.

 

Po d r u g i e ,  filozofii trudno jest utrzymać się w świecie na trwałe, 

jeśli ludzka wspólnota nie żyje religijnie. Albowiem filozoficzne treści 
ż

yją wśródludu dzięki religijnej wierze. Filozoficzna komunikacja w my-

ś

leniu nie ma zniewalającej siły, może tylko pojedynczemu człowiekowi 

dopomóc w rozjaśnieniu tego, co z niego samego się wywodzi. Filozofo-
wanie stawałoby się coraz rzadziej udziałem jednostek, a wreszcie zani-
kłoby, gdyby ludzka wspólnota nie żyła tym, co ujawnia się w religijnej 
wierze. Filozofia nie może zapewnić społecznie skutecznego przekazu 
treści niezbędnych człowiekowi, przekaz taki możliwy jest tylko w sferze 
religii, rozpoczyna się już w dzieciństwie i obejmuje także filozofię.

 

Po t r z e c i e ,  treści biblijnych nie zastąpi nam żadna inna książka.

 

b ) F i l o z o f i a  w y k r a c z a  p o z a  r e l i g i ę  b i b l i j n ą :  Obco-

wanie ludzi z sobą, które związało wszystko, co dokonało się na ziemi i 
zmierza do coraz głębszej wzajemnej komunikacji, odsłoniły obok Biblii 
dwa inne wielkie kręgi religijne: Indie z upaniszadami i buddyzmem, 
Chiny z Konfucjuszem i Lao-tsy. Człowiek myślący, duchowo otwarty, 
nie może zamykać się przed głębią przemawiającej stamtąd prawdy. Dusza 
chce rozszerzać się w nieskończoność.

 

Łatwo tu można pobłądzić. Oświecenie próbowało znaleźć prawdziwą 

religię w ten sposób, że zebrało ze wszystkich religii to, co najlepsze. Ale w 
rezultacie otrzymało nie autentyczną prawdę, oczyszczoną z historycznych 
przypadkowości, lecz zbiór rozwodnionych (przez oświecenie) abstrakcji. 
Ź

ródłem tej uniwersalnej wiary był faktycznie tylko intelekt i jego krytyczne 

miary. Treść przepadła. To, co nas w religii przejmuje, znikło. Pozostały 
banalne ogólniki.

 

Ponieważ wszelka wiara jest dziejowa, jej prawda nie zawiera się w 

sumie twierdzeń wiary, ale wjej źródle, które przejawia się w rozmai tych 
dziejowych kształtach. Różne religie prowadzą do jednej prawdy, ale tej 
prawdy nie można osiągnąć wprost, a jedynie tymi drogami, które się 
rzeczywiście przebywa, a wszystkich ich naraz i w ten sam sposób przebyć 
nie można.

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

76

 

77

 

background image

 
 

44 

 

 

 

Toteż racjonalna krytyka nie może tej prawdy uchwycić. Człowiek 

musi raczej pozwolić, by w powiązaniu własnego losu z wezwaniem tradycji 
objawiła mu się prawda, tzn. musi przyswoić ją sobie. Adzieje się to tylko 
wtedy, gdy wsłuchiwaniu się w głębie przeszłości towarzyszy wewnętrzne 
działanie, w którym człowiek zostaje sam sobie podarowany.

 

W stosunku do religii filozofia musi uznać następujące, dotyczące praktyki, 

twierdzenia: aby uczestniczyć w religii biblijnej trzeba wzrastać w tradycji 
określonego wyznania. Każde wyznanie jest dobre w tej mierze, w jakiej 
ż

yjący w nim ludzie przyswajają sobie religię biblijną w całości, mimo 

określonych, doczesnych kształtów jej konkretnej postaci historycznej . 
Wierność, dziejowa świadomość i prosty odruch wiążą mnie z wyznaniem, w 
którym obudziłem się do świadomego życia. Zmiana wyznania nie obywa się 
nigdy bez wewnętrznego rozdarcia. Ale choć w każdej konfesyjnej postaci 
religii biblijnej historyczne zjawisko wiary ogranicza się do pewnych 
sztywnych formuł, to przecież u pojedynczych wierzących ludzi obecność 
pełnej biblijnej religii jest czymś możliwym i rzeczywistym. Wspólnota ludzi 
pobożnych rozciąga się w poprzek granic wyznaniowych. Anie kończące się 
walki, podziały i potępienia, które tu mają miejsce, można - odwołując siędo 
słów Melanchtona - uznać za dziedzinę rabies theologorwn.

 

c ) A u t o r yt e t  d l a  f i l o z o f i i : Filozof to jednostka zawsze żyjąca 

na własne ryzyko, czerpiąca z własnego źródła. Ale jako człowiek jest 
częścią jakiejś całości i także jego filozofowanie od początku umieszczone 
jest w tym związku.

 

Związek ten jest zagwarantowany w świecie przez państwo i religie o 

autorytatywnych formach. Ludzie nie mogą żyć bez autorytetu. Kościoły 
uznają konieczność przewodzenia masom, konieczność obowiązujących 
obrazów rzeczywistości świata uchwytnego, konieczność uporządkowanej 
tradycji. Roszczenie kościołów do wszechogarniającej prawdy wymaga 
kontroli nad uczynkami jednostek i kierowania ich publiczną działalnością. 
Jako powszechny autorytet prawdy, kościoły są, zgodnie ze swą ideą, władne 
ogarnąć całą prawdę, pomieścić wszystkie sprzeczności, za każdym razem 
odnajdywać syntezę. Czego nie zdoła uczynić jednostka -byt skończony, 
szczególny i jednostronny - to uczyni Kościół w swej totalności.

 

Jednostka będzie się temu zawsze przeciwstawiała. W takim roszczeniu 

do totalności, skoro wysuwają je zawsze ludzie, i skoro nie idzie za nim 
rzeczywistość prawdziwej totalności, jednostka musi w gruncie rzeczy 
dopatrywać się oszustwa. Mimo iż uznaje prawdziwą intencję tego 
roszczenia, faktyczny autorytet całości nie może być dla niej całą prawdą. 
Ale jako jednostka własną mocą nie jest w stanie tej prawdy urzeczywi-
stnić. Jeżeli usamodzielniasięw swojej aktywności duchowej, to przecież 
nie chce usunąć owej totalności jako rzeczywistego roszczenia w świecie, 
jako niezastąpionego kształtu tradycji i wychowania, jako formy porządku. 
Nie chce jednak dopuścić do jej skostnienia i wyłączności. Toteż próbuje na 
własne ryzyko dotrzeć do czegoś pełniejszego, przebijając się przez 
totalność urzeczywistnionego w świecie autorytetu. Szuka Ogarniającego 
w projekcie filozoficznej wiary.

 

Wiara ta nie jest jednak indywidualnym wynalazkiem, lecz sama opiera 

się na autorytecie. Wyrasta bowiem z całej tradycji rozpoczynającej się od 
ostatniego tysiąclecia przed Chrystusem.

 

Autorytet to nie tylko wymagające określonych form posłuszeństwa 

przewodnictwo j akiej ś instytucj i i j ej przedstawicieli - kapłanów, ale także 
uznane przez przyswojenie - z czcią i ufnym posłuszeństwem - duchowe 
przewodnictwo wielkiej trzytysiącletniej przeszłości. Do niego odnosi się 
prawda: nikt nie położy innych podwalin niż już istniejące od początku. 
Stąd bierze się wszechogarniająca atmosfera, jaką niesie autorytet 
nieuchwytnego przewodnika, który nie może być dla wszystkich czymś 
równie obiektywnym.

 

Wzrastanie w cieniu tego autorytetu to warunek wszelkiego treściwego 

filozofowania. Niebezpieczeństwo rozcieńczenia tego autorytetu w 
ogólne abstrakcje -przemawiające do intelektu i budzące niejasne emocje, 
a egzystencjonalnie bez znaczenia - przezwyciężane jest na drodze 
dziejowej: bliski zrazu związek z własną tradycją rodzinną, ojczystą, na-
rodową, zakorzenioną we własnej przeszłości, rozszerza się i zarazem 
pogłębia, obejmuje rozległe światy Zachodu i całąludzkość, aby wreszcie w 
epoce między VIII a II wiekiem przed Chrystusem odnaleźć świadomie 
kamień węgielny wszystkiego. Wówczas dziejowa tradycja, zamiast 
spaść do poziomu systemu myślowego, staje się pełną treści całością, ma

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

78

 

79

 

background image

 
 

45 

 

 

 

  

swoje punkty kulminacyjne, swoich wielkich ludzi i swoje światy, swoje 
klasyczne wykładnie i wielorakie podziały w historycznym rozwoju.

 

Filozofia, która zawsze jest indywidualnym wysiłkiem, stara się urze-

czywistnić ideę uniwersalną, zachować otwartość człowieka, wydobyć 

prostą prawdę, skoncentrować ją i - mimo całej jej niezgłębionej taje-
mnicy - rozjaśnić.

 

Czy taki wysiłek może obudzić zapał, czy filozoficzna praca przygo-

towawcza - która może wypełnić życie tylko jednostce - będzie przez 
religię wykorzystana, tego zaplanować niepodobna. Wszelkie filozofo-
wanie zdradza jednak tendencję do wspomagania tych religijnych instytucji, 
które w tej postaci, jaką mają w świecie, są przez filozofię aprobowane, 
choć filozofowie akurat nie mogą mieć w nich udziału.

 

Przełożyła Małgorzata Łukasiewicz

 

Wykład piąty 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Prawda filozoficzna nie jest jedyna na świecie. Nigdzie i nigdy dotąd 

nie stanowiła ona tej postaci prawdy, którą żyłaby większość ludzi. Jednak 
filozofowanie wymaga otwartości wobec każdego możliwego sposobu 
ludzkiego bytowania, nie tylko, by je rozumieć, lecz także, by uznać 
zawartą w nim prawdę.

 

Filozofia dochodzi jednak przy tym do granic, gdzie natrafia na my-

ś

lenie i życie zapominające o tych źródłach wiary, których utrata oznacza 

dla filozofii utratę treści. Kiedy myślenie takie podaje się za filozofię, 
kiedy bywa ono za nią uznawane zarówno przez siebie, jak i przez 
innych, nazwiemy je pseudo filozofią. Owa pseudo filozofia, występując w 
kostiumie filozofii, zwraca się przeciwko filozofii, przeczy jej. Dlatego 
filozofia musi w arsenale swoich myśli poszukać środków obronnych. 
Pseudofilozofia jest bowiem nie tylko błędem w filozofowaniu, błędem, 
który wystarczy zrozumieć, by go móc naprawić, lecz jest ona zasadniczo 
fałszywą drogą całkowitej negacji, usiłującą stworzyć pozór czegoś 
pozytywnego za pomocą łatwych do przeniknięcia namiastek. Podlega 
ona korekturze drogą odrodzenia człowieka, który zostaje sobie 
podarowany w procesie myślowego powrotu do siebie. Filozofowanie 
pozorne płynie szerokimi strumieniami poprzez dzieje. Kto tylko 
próbował filozofować, temu zapewne zdarzało się niekiedy padać ofiarą 
tych pozorów. Filozofujący człowiek urzeczywistnia się jednak poprzez 
przezwyciężanie pseudofilozofii stale obecnej w nim samym.

 

Niewiarą nazywamy wszelką postawę, która pod pozorem absolutnej 

immanencji neguje Transcendencję. Pojawia się wtedy pytanie, czymjest 
owa immanencja? Niewiara odpowiada: Istnieniem, realnością, światem. 
Ale Istnienie to tylko ulotna teraźniejszość, ujmowana, którą niewiara 
bierze w posiadanie uznając stawanie się i pozór jako takie. Realność cofa się 
jakby przede mną, kiedy chcę ją poznać samą w sobie i w całości; 
niewiara zawłada nią absolutyzując realności cząstkowe.

 

Wykład czwarty -

 

80

 

81

 

background image

 
 

46 

 

 

 

background image

 
 

47 

 

 

 

Ś

wiat jest nie zamknięty i nieogarniony, jest ideą; niewiara mylnie robi z 

niego przedmiot w ramach spójnego obrazu świata. Krótko mówiąc, 
niewiara żyje złudzeniem, poszczególnymi realiami, obrazami świata.

 

Niewiara nigdy nie dociera do bytu, nie może jednak obejść siębez jego 

namiastki zawartej w treściach wiary fałszywej. Uznaje ona jedynie im-
manencje, nie potrafi jednak obyć się bez przyznania doniosłości, choćby w 
ten opaczny sposób, również Transcendencji.

 

Wielorakość pseudofilozofii przyjmuje jakby różne postaci niewiary, 

które same siebie uznają za wiarę, wiedzę lub ogląd. Powołują się przy 
tym na bezpośrednie postrzeżenia oraz zasady.

 

Wybieram trzy przykłady filozoficznej niewiary: demonologię, ubó-

stwienie człowieka, nihilizm. Występują one jawnie lub w sposób utajony. 
Pozostają w takścisłym związku wzajemnym, żejednapostać niewiary 
prowadzi zazwyczaj do pojawienia się innej. Uchwycenie ich jest nie-
słychanie trudne, wymykają się one definitywnemu określeniu. Dla swej 
artykulacji posługują się wszelkimi dostępnymi środkami filozoficznymi, 
nieświadomie zwodząc tym samym siebie i innych. Próba ich chara-
kterystyki utyka rychło w mylnych określeniach. Usiłuje bowiem wytyczyć 
linie proste pośród czegoś, co faktycznie ulega ciągłym zmianom, okazuje 
się czymś innym, przeczy sobie samemu, znajdując się w stanie 
nieobliczalnie agresywnego chaosu myślowego. Nie staje się tu oko w 
oko z przeciwnikiem o zdeklarowanych poglądach. Mystagogia w demo-
nologicznym oglądzie świata łączy się z traktowaniem ludzi jako bóstw, 
którym okazy wana jest całkowita uległość, oraz z nihilizmem, którym się to 
wszystko kończy.

 

Przedstawione tu próby charakterystyki są typami idealnymi złożonymi z 

możliwości tkwiących w każdym z nas. Ale każdy pojedynczy czło-wiekjest 
czymś więcej, nosi przede wszystkim w sobie możliwość wiary 
przezwyciężającej wszystkie te rodzaje niewiary. Jednak i w tych ostatnich 
ukryta jest prawda, o której pod koniec przyjdzie nam sobie przypomnieć.

 

Demonologia

 

Demonologią nazwiemy pogląd o charakterze bezpośredniego prze-

konania, dopatrujący się bytu w mocach, w oddziałujących kształtujące

 

siłach - twórczych i niszczycielskich, w demonach - życzliwych i zło-
ś

liwych, w wielobóstwie; czyni je przedmiotem myśli i formułuje w po-

staci doktryny. Uświęcone zostają przy tym zarówno dobro, jak i zło, a 
wszystko ulega intensyfikacji przez dostrzeganie mrocznych głębi, które 
jawią się obrazowo. Immanencję - namiętność, potęgę, witalność, 
piękno, zniszczenie, okrucieństwo - uznaje się za boskość samą. Mimo że 
nie chodzi tu wprawdzie o żadną Transcendencję - w takim oglądzie 
ś

wiata wszelki byt jest przecież immanentny - immanencja ta nie wy-

czerpuje realności, którą mogłaby Świadomość poznać; jest ona czymś 
więcej, jest uznawana za - by posłużyć się określeniem Simmla - Trans-
cendencją immanentną, skoro rzeczywistość to coś więcej niż tylko re-
alność uchwytna zmysłem i rozumem. Paradoksalne wyrażenie „imma-
nentną Transcendencja" nie odnosi się już do rzeczy jako możliwej mowy 
boskiej, lecz do Transcendencji jako mocy i czynnika stale obecnego w 
ś

wiecie, z konieczności rozszczepionego na wiele mocy.

 

Poddanie się tym mocom nadaje przeżyciom podniosły charakter, użycza 

im blasku płynącego z tajemnicy. W tym, co niesamowite, budzące 
dreszcz, przerażenie, poruszenie, rozpalające duszę, moce te dają o sobie 
znać, zostają jakby cieleśnie dostrzeżone. Walka z nimi porywa samego 
człowieka i przenosi go w ich demoniczny świat. Poczucie jedności z 
nimi, opętanie przez demona użycza tym mocom, którym staję się oto 
powolny, niewytłumaczalnej energii usankcjonowanej przez doktrynę 
demonologii przypisującej im konieczny charakter oraz nadaje rozmach 
płynący z fałszywej wiary w po wodzenie własnego działania i życia, ożywia 
tęsknotę i chęć powrotu w czasy mityczne, pobudza do tworzenia 
własnych, nowych mitów, a myślenie zmitologizowane ogarnia podstawy 
ż

ycia.

 

Jest w człowieku uparte dążenie do przybliżenia sobie boskości, do 

bezpośredniego przeżycia i teraźniejszego doświadczenia jej w świecie. 
Znajduje ono swój wyraz w uświęcaniu wszystkich ludzkich popędów -
„Bóg" to uczynił, nie ja - i spowija świat w czar mitycznego światła bo-
skości.

 

Dużo się dziś mówi o demonach i demoniczności. Jednak sens przypi-

sywany tym słowom bywa tak różny, że nie od rzeczy będzie uzmysło-
wienie sobie paru spraw:

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

82

 

83

 

background image

 
 

48 

 

 

 

1.Gdzie o r i e n t a c j a  d e m o n o l o g i c z n a  b y ł a  p i e r w o t n a ,  
tam podobnie jak mit, stanowiła ona historyczną postać egzystencjalnie 
doświadczanej rzeczywistości. Dostrzeganie demonów oznaczało czynne 
rozprawianie się z nimi, walkę lub podporządkowanie. Następnie człowiek 
stanął przed wielką alternatywą: Boskość jako de-moniczność albo Bóg jako 
Transcendencja, moce oddziałujące wewnątrz świata (wielobóstwo) albo 
jedna transcendentna podstawa.

 

Wbudowanie demoniczności w świadomość bytu określoną przez 

myśl o Bogu dokonywało się bądź poprzez przeobrażanie tych mocy w 
potencjalny język, w szyfry Transcendencji, bądź poprzez mityczne 
podporządkowanie demonów i wyznaczenie im roli aniołów, zwiastunów i 
pośredników Boga lub diabła. Demonologia zanikła lub znalazła się pod 
kontrolą.

 

Odtworzona w naszym świecie współczesnym demonologia ukazuje w 

tym mitycznym sposobie myślenia jedynie nierzeczywiste fantazje. 
Urojeniem jest traktowanie demonów jako realności, zakładanie ich fa-
ktyczności, liczenie się z nimi. Demonów nie ma. W bezrozumnym ule-
ganiu tzw. przeżyciom zachodzi fałszywa interpretacja realności poczytanej 
za postrzeganie mocy. Ta absolutyzacja niejasnej bezpośredniości 
przeistacza się w samoułudę, która zezwala na demoniczne wywyższanie się 
i usprawiedliwianie siebie pośród zamętu czczej epoki, stojącej pod 
znakiem nauki i jej następstw.

 

Kiedy alternatywa: demony czy Bóg -nie zostaje jasno rozstrzygnięta, 

chaos poglądów wywołuje zamęt także w dziedzinie nastrojów, myśli i 

postaw ludzkich.

 

2. Inaczej ma się sprawa wtedy, kiedy demoniczność staje się wyobraże-

n i e m c z e g o ś  n i e u c h w y t n e g o ,  p o z o s t a j ą c e g o  na 
g r a n i c y w yd a r z e ń  jak też mojej woli i mojej istoty, czegoś bez-
pośrednio nie postrzeganego, ale jednak oddziałującego. Tutaj chodzi już 
nie o światopogląd demonologiczny, lecz o obrazową artykulację tego, 
co w swej całości jest niepojęte, nie chciane, pokrętne, przypadkowe, a 
co, jakby samo w sobie mając swe źródło, przemożnie oddziałuje. Tu nie 
mówi sięjuż o demonach, lecz o samej demoniczności. Nie przybiera ona 
ż

adnej postaci, nie staje się teorią, lecz pozostaje ulotnym wyrazem 

pewnej granicy.

 

Wyraz „demoniczność" pojawia się u starego Goethego, który mówi o 

niej w sposób niezwykle sugestywny, ale taki zarazem, że to, co nie-
uchwytne, nadal stanowi jej istotę. Albo wiem to, co demoniczne, zawsze 
uwikłane jest w sprzeczności i nie daje się sprowadzić do żadnego okre-
ś

lonego pojęcia. Dlatego również u Goethego „demoniczność" jest sło-

wem niezmiernie wieloznacznym, wypowiadanym wobec tego, co nie-
pojęte, co ma być wysłowione jako tajemnica czegoś istniejącego, dzie-
jącego się, tworzącego splot zdarzeń, a wokół czego mogą jedynie krążyć 
przeczucia. Tak oto Goethe, w którego metaforach poetyckich z całą ich 
wielorakością sensów demony pojawiały sięjuż od dawna, mówi o pier-
wiastku demonicznym:

 

„Nie był on boski, bo wydawał się bezrozumny; nie był ludzki, gdyż 

zbywało mu na rozsądku; nie był szatański, gdyż przemawiało zeń miło-
sierdzie; nie był anielski, bo często tchnęła zeń radość z cudzego nieszczęścia. 
Był raczej dziełem przypadku, brak mu było bowiem ciągłości: przywodził 
namyśl Opatrzność, gdyż wskazywał na istnienie ukrytych związków [...]. 
Wszystko, co zakreślało granice naszemu poznaniu, przenikał bez trudu 
[...]. Tylko w niepodobieństwach znajdował upodobanie, a osiągnięcia 
możliwe odtrącał od siebie z pogardą [...]. Tworzył jeden z elementów 
moralnego porządku świata, jeśli nie przeciwstawiający się mu, to w 
każdym razie krzyżujący się z nim [...].

 

Ale najpotworniej wygląda ów demoniczny pierwiasteK, gdy opanuje 

wszystko inne w człowieku [...]. Nie zawsze są to jednostki najznakomitsze 
pod względem umysłu czy talentu i rzadko odznaczają się przymiotami 
serca; ale emanuje z nich jakaś niesamowita siła [...]. Wszystkie połączone 
siły moralne nie są zdolne im się przeciwstawić; na nic się nie zda, że 
rozsądniejsze jednostki uważaj ą ich bądź za oszukanych, bądź za oszustów - 
tłumy idą za nimi. Rzadko, a może nigdy nie napotykają w swej epoce 
ludzi o podobnych właściwościach i nic nie jest w stanie ich pokonać, chyba 
wszechświat tylko, z którym właśnie walkę rozpoczęli"*. 3. Goethe mówi 
o demoniczności jako o mocy obiektywnie działającej;

 

okrążają, wymieniając jej sprzeczne przejawy. Kierkegaard dostrzega

 

*     Johann Wolfgang Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, przeł. 

Aleksander Guttry, Warszawa 1957, t. 2, s. 375 i 377.

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

84

 

85

 

background image

 
 

49 

 

 

 

demoniczność wyłącznie w człowieku. Demoniczny jest ten, kto swoje 
własne ja pragnie utrzymać w sposób absolutny. Kierkegaard wyjaśnia 
swoje rozumienie demoniczności, ukazując sens bycia sobą i wypaczenia, 
na jakie bycie sobą bywa narażone.

 

"Demonicznajest wszelka indywidualność, która odnosi siędo idei bez 

korzystania z określeń pośrednich (stąd zamkniecie si 

(

}na wszystko inne). 

Kiedy ideą tą jest Bóg, mamy do czynienia z indywidualnością religijną., 
kiedy ideą tą jest zło, mamy do czynienia z indywidualnością demoniczną w 
węższym znaczeniu tego słowa".

 

W przypadku, kiedy demoniczność (w węższym sensie) pozostaje sama 

dla siebie całkowicie przejrzysta, mamy do czynienia z diabłem. Diabeł jest 
tylko duchem, a stąd jego absolutna świadomość i przejrzystość"*. 
(Zwraca uwagę zupełnie inne rozumienie "demoniczności tego wyrazu" u 
Goethego, gdzie Mefisto wcale nie jest demoniczny właśnie dlatego, że 
cechuje go pełna jasność umysłu i czysta negatywność). Demoniczność 
człowieka istotnie nie może się stać sama dla siebie przejrzysta. Ja staje się 
bowiem przejrzyste dzięki absolutnemu stosunkowi do Boga, a nie dzięki 
absolutnemu stosunkowi do siebie samego jako doją absolutnego. 
Niezrozumiałe są wprawdzie zarówno demoniczność jaki boskość: „Obie są 
milczeniem. Milczenie jest zasadzką szatana; im więcej się przemilcza, tym 
straszniejszy staje się szatan, ale milczenie jest także świadectwem 
boskości obecnej w jednostce"**. Demoniczność, podobnie jak religijność, 
stawia człowieka poza powszechnością. Z tym, że uwikłaniu się w 
nieprzejrzystość demoniczności zostaje przeciwstawione bezgraniczne 
rozjaśnianie, jakiego doznajemy w obliczu Boga: Zagubieniu się w 
paradoksalności demoniczności staje naprzeciw zbawienie, jakie niesie ze 
sobą paradoks Boga.

 

Demoniczność jako harda wolabyciaswym własnym, przypadkowym ja, 

to rozpaczliwe pragnienie bycia sobą. „Im większajednak świadomość w 
tak cierpiącym człowieku, który rozpaczliwie pragnie być sobą, tym

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, 

Warszawa 1969, s. 181.

 

**   S0ren Kierkegaard, Bo jaźń i drżenie, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Warszawa 

1969, s. 96.

 

bardziej wzrasta potęga rozpaczy, stając się czymś demonicznym. [...] Ja 
ludzkie, które rozpaczliwie pragnie być sobą, z trudem znosi to czy owo 
cierpienie, którego nie może zwyczajnie usunąć czy odłączyć od swej 
konkretnej osobowości. Właśnie na tej męce koncentruje człowiek całą 
swą namiętność, która w końcu przetwarza się w demoniczny szał. W tym 
momencie, gdyby sam Pan Bóg w niebie i wszyscy jego aniołowie ofia-
rowali mu się z pomocą, aby go wyrwać z przepaści, nie chciałby tego i 
zawołałby: «Nie !» Teraz jest już za późno! Ongi oddałby wszystko, aby 
siępozbyćtej męki, ale kazano mu czekać, teraz jest już po wszystkim [...] 
on, jedyny na świecie, potraktowany tak niesprawiedliwie [...]. Rozpacz ta 
nie j est pragnieniem bycia sobą w stoickiej wątpliwości co do własnego ja 
[...]. Rozpacz ta, to pragnienie bycia sobą w nienawiści do życia, do 
bycia sobą w całej swej nędzy [...]. Buntując sięprzeciw całemu bytowi, 
myśli, że zdobywa świadectwo przeciwko niemu, przeciw jego dobru. Za to 
ś

wiadectwo zrozpaczony ma samego siebie i nim właśnie chce być 

dlatego, że chce być sobą, sobą w swej męce i męką tą protestować przeciw 
całemu istnieniu" *.

 

Choć świadomość wzmaga tę demoniczną wolę, wola ta nie potrafi 

sama dla siebie stać się przejrzy sta i może się utrzymać jedynie w ciemności, 
skąd napiera na świadomość i wciska się w nią, wzmagając zarazem 
wszystkie siły pomagające jej zamknąć się w sobie. Broni się ona przed 
wyjściem na jaw. Stąd pełne sprzeczności połączenie jawności i skryto-
ś

ci: „Skrytość może sobie życzyć ujawnienia, pod warunkiem jednak, że 

przyjdzie ono z zewnątrz, że się przydarzy [...]. Może ona chcieć jawności, 
ale tylko do pewnego stopnia, bowiem chciałaby zachować małą resztkę, z 
której skrytość znów mogłaby się odrodzić [...]. Może ona pragnąć 
jawności, ale chciałaby zarazem zachować incognito (przykłady tego 
znaleźć można w życiu niejednego poety). A nawet kiedy już jawność 
zwycięży, w tym samym momencie skrytość podejmuje ostatnią próbę i 
może wykazać dość przebiegłości, by jawność obrócić w mistyfikację, i 
okaże się

;

 że to właśnie skrytość zwyciężyła". „Nie jest wcale takie pewne, 

czy człowiek rzeczywiście chce poznać najprawdziwszą prawdę, czy chce 
jej pozwolić na przeniknięcie całego swojego jestestwa, czy chce

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 218-221.

 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

86

 

87

 

background image

 
 

50 

 

 

 

wziąć na siebie wszystkie płynące z niej konsekwencje, czy na wszelki 
wypadek nie chce sobie pozostawić małej, bocznej furtki". Demonicz-
ność wykazuje duże wyrafinowanie w utajaniu się. Jej kryjówką jest dia-
lektyczność. W niej człowiek się maskuje i w niej gubi z demoniczną 
wirtuozerią refleksji*.

 

Ponieważ demoniczność nie znajduje oparcia w samej sobie, nie jest 

zdolna do przetrwania. Pozostając w stanie skrytości nie potrafi przecież 
znieść milczenia, a wówczas nieszczęsny człek kończy tym, że ze swą 
tajemnicą narzuca się każdemu. Zarazem jednak boi się ujawnienia: Zna-
lazłszy się w obecności kogoś, kto przewyższa go dobrocią, opętany będzie 
błagał, będzie się modlił zalewając się łzami, że nie chce z nim rozmawiać, 
nie chce, aby ten to dobro przedstawił, aby pozbawiał go sił.

 

Właściwym znamieniem człowieka demonicznego, który swoje przy-

padkowe ja wziął za absolut i na tym poprzestał, jest to, że niczego nie 
traktuje już poważnie. Nie myśli poważnie o wieczności, boi sięjej tylko, a 
lęk podsuwa mu setki wybiegów.

 

4. W nowszych czasach słowo „demoniczny" bywa używane nieprecy-
zyjnie i bez głębszego zastanowienia na oznaczenie t e g o   w s z y -
s t k i e g o ,  co n i e p o j ę t e  i p r z e z     to i r y t u j ą c e ,  na oz-
naczenie tego, co „irracjonalne". Mianem demoniczności zostaje opatrzone 
to, co niechciane, narzucając się nam nieoczekiwanie w trakcie realizacji 
tego, co chciane. „Demonizm techniki" -to jej zwrotne, pize-możne, jakby 
usamodzielnione oddziaływanie, to wynik ujarzmienia bytu 
przedmiotowego przez technikę. Także nieświadomość zyskuje sobie 
miano demonicznej, kiedy to, co nie wyjaśnione i nie dające się do końca 
wyjaśnić, wypływając z głębin życia duchowego owłada człowiekiem. 
Niemożność, zniechęcenie, obezwładnienie, uwikłanie, beznadziejność - 
wszystko to potrafi wywołać okrzyk: to demoniczne ! Od mitycznego 
uprzedmiotowienia po zwykłą przenośnię, od wiary w moc tkwiącą i 
działającą w rzeczach aż po dostrzeżenie możliwości deprawacji wolności 
człowieka- wszystkie te cztery, pierwotnie sensowne, sposoby mówienia o 
tym, co demoniczne, kiedy zostają odcięte od swych źródeł, mieszają się ze 
sobą, krzyżują się ich różne sensy i składają się w

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 261.

 

nowożytnej demonologii na światopogląd niewiary. Demonologia ta jest 
nieuchwytna niczym Proteusz -jakaś nicość nieustannie przyoblekająca 
się w coraz to inny kostium i posługująca się wszystkimi dawniejszymi 
zwrotami na temat demoniczności w całej ich wielorakości.

 

Przeciw światopoglądowi demonologicznemu filozofowanie zdoła 

wypowiedzieć się tylko wtedy, gdy w jakiejś chwili uchwyci go i utrwali w 
jego typowych zwrotach słownych. Krytykę demonologii można by 
wówczas zawrzeć w następujących zdaniach:

 

1. T r a n s c e n d e n c j i  n i e  u d a j e  się o s i ą g n ą ć .  Właśnie życie 

immanentne, spotęgowane demonizowaniem, nie dociera do 
Transcendencji: Bez Boga pozostają już tylko idole. Sami bogowie 
stali się światem. Partycypują w światowej niemocy, ponad nimi roz-
pościera się Inne, absolutnie Obce, Nicość.

 

2. C z ł o w i e k  u l e g a  z a g u b i e n i u .  W światopoglądzie demo-

nologicznym wolność polega jedynie na godzeniu się ze spadającymi na 
człowieka zrządzeniami losu. Jeśli okoliczności będą temu sprzyjać, 
człowiek może bieg swojego życia uznać za szczęśliwy - od czasu do 
czasu melancholijnie przypominaj ąc sobie o jego niepewności - ale 
odebranie mu prawa do szczęścia na świecie uczyni go nieszczęśli-
wym, zostawiając mu jedynie poczucie pustki i rozpacz. Wobec tych, 
którym się w życiu nie powiodło, bądź tych, których spotkało nieszczęście 
pozbawiające jakichkolwiek nadziei, odczuwa się wewnętrzną 
obojętność i okazuje im samo przez sięzrozumiałąbezwzględność. Nie 
ma czegoś takiego jak niezastąpiona wartość jednostki ludzkiej. Hu-
manitaryzm jest już tylko sprawą immanentnego nastawienia i skłon-
ności do zachowania w określonych warunkach przyjaznego stosunku 
względem drugiego człowieka, ale nie jest już onieśmieleniem wobec 
duszy przez jej odniesienie do Transcendencji zakorzenionej w wiecz-
ności, wobec człowieka jako takiego.

 

3.N i e  u d a j e  s i ę  u z y s k a ć  o d n i e s i e n i a  do J e d n i . Nastę-

puje rozproszenie i pojawia się wiele aspektów, człowiek rozpada się na 
możliwości, spośród których dziś urzeczywistnia jedne, jutro inne -życie 
staje się zapominaniem. Życie wśród demonów staje się płynne, 
rozmywa się w nieokreśloności. Niewiary nie sposób przychwycić na

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

89

 

background image

 
 

51 

 

 

 

tym, co naprawdę mniema, ponieważ interpretuje siebie za każdym 
razem inaczej. W niewierze jesteśmy wydani na działanie strumienia 
impulsów i szarpiących nami namiętności. Wszystko można tu uspra-
wiedliwić. Mimo mocy, jaką obdarzona bywa chwila, brak jest ciągłości. 
Mimo stanowczości stwierdzania czegoś - brak skupienia samej istoty.

 

Wzlot ku Transcendencji Jedni następował zawsze na drodze przezwy-
ciężenia demonologii. Sokrates wyrwał się demonom, by pójść za swoim 
dajmonionem, a tym samym za nakazem boskości. Prorocy przezwyciężyli 
kult Baala, by służyć Bogu.

 

4. D e m o n o l o g i a  j e s t  o s a d z o n a  w n a t u r z e .  Natura uchodzi 

za ostatnią, przemożną konieczność. Zwierzęta są demoniczne. Także 
człowiek czuje swoją demoniczność, o ile upodabnia się do 
zwierzęcia. Wyznawanie poglądu demonologicznego prowadzi do 
utraty samoświadomości człowieka na rzecz natury. W życiu pomyślnym 
pogląd demonologiczny występuje niekiedy jako zaufanie do natury. Ale 
zaufanie do natury to nie to samo, co ufność w Bogu. Kiedy zaufanie do 
natury natrafia na granice, wówczas to, co z niego jeszcze zostaje, nie 
znajduje żadnego oparcia w naturze. Zaufanie do natury przemienia się 
w bałwochwalstwo, uprawiane na całej ziemi w kultach natury.

 

5. N o w o c z e s n a  d e m o n o l o g i a  j e s t  p o s t a w ą  p a r  e x -

c e l l e n c e  e s t e t yc z n ą .  Jej wyróżnikiem jest nieobowiązujący 
charakter tego, co jest pomyślane w duchu demonologii. Jest to ogląd 
skierowany na to, co pozornie tylko jest realne, zastępujący angażowanie 
się we własną rzeczywistość. Jest to ucieczka w dziedzinę kontemplacji 
estetycznej, z mrocznej woli skierowanej ku temu, co nieokreślone i co 
staje się samoutwierdzeniem. Umożliwia ona przejawy namiętności 
jako chwilowe afekty, lecz rozmija się niechybnie z pasją 
zdecydowania, niezawodnie kierującego całym swym życiem. Można 
wymusić wybór pomiędzy dobrem i złem, a potem odebrać mu moc 
poprzez afirmację zła w tym, co tragiczne. Łatwo i często myli się 
etyczność z estetyczności ą. Raz z moralnym patosem mówi się o dobru i 
złu, to znów w języku estetycznym rozprawia się o demoni czności. W 
sytuacjach bez wyjścia udziela się sobie samemu pozwolenia na prze-

 

skok ze sfery etycznej do sfery estetycznej. Człowiek za nic nie potrze-
buje odpowiadać, ponieważ na każdą okoliczność ma na zawołanie 
fałszywy przepych obrazów estetycznych. Życie ulega rozproszeniu w 
wielości rzeczy przypadkowych.

 

6. D e m o n o l o g i a  p r o j e k t u j e  r z e c z y w i s t o ś ć  p o ś r e d -

n i ą ,  k t ó r a  nie j e s t  ani e m p i r yc z n ą  r e a l n o ś c i ą ,   ani 
r z e c z y w i s t o ś c i ą  t r a n s c e n d e n t n ą .  Próbuje uchwycić 
rzeczywistość i nie udaje się jej - osiąga jedynie iluzyjną nadzmy-
słowość: gubi po drodze jasność tego, co poznawalne. Chce prawdziwej 
nadzmysłowości i nie osiąga jej, sądząc, że zawiera się ona w tym, co 
immanentne: gubi Boga. Tymczasem to, co nie jest albo światem 
(sprawdzalną realnością), albo Bogiem, jest złudą i iluzją; ich ofiarą 
stajemy się właśnie wtedy, kiedy nasza pogoń za sensacją i potrzeba 
podniesienia na duchu rozbudzają się i wywołują stan intelektualnego 
odurzenia. Jest Bóg i świat, i niczego nie ma pomiędzy nimi. Wszystko to, 
co realne, może być jako szyfr językiem i zwiastunem Boga, poza 
którym nie ma innych bogów czy demonów. Chodzi więc o to, w jaki 
sposób odczuwam dotknięcie palca Bożego na granicy tego, co realne. A 
co wciska się między Boga i świat, okazuje się bądź materialistycz-nym 
prostactwem, bądź bezbożną chimerą.

 

Ubóstwienie człowieka

 

Powszechnym zjawiskiem jest entuzj azm i uwielbienie okazywane po-

jedynczemu człowiekowi przez innych ludzi, przypisywanie mu cech 
nadludzkich, widzenie w nim spełnienia ideału człowieczeństwa. Komuś 
takiemu ludzie skłonni są okazywać ślepe posłuszeństwo, oczekują po 
nim cudów. Rzecz nie jest bez psychologicznych analogii. Gwiazdy fil-
mowe muszą podróżować incognito, żeby uniknąć wścibstwa tłumów. 
Gandhi musiał się systematycznie chronić przed „poszukiwaczami darśa-
nu" (darśan - zobaczenie świętego). Dawniej królowie ukazujący się ludowi 
leczyli z chorób.

 

Okazywanie boskiej czci nie pozostaje bez wpływu na osoby ubó-

stwiane: Ludzie zadręczają tego, kogo uważają za świętego i żądają, by 
zachowywał siępodług idealnego wyobrażenia o nim. Oczekują, że się do 
tego ideału dostosuje. Pokazują mu go jakby palcami, a on musi w jego

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykład piąty-

 

91

 

90

 

background image

 
 

52 

 

 

 

miejscu się znaleźć. Jest w masach żądza kultu człowieka Jest tak, jakby 
ś

wiadomość że ten jeden, ubóstwiany, gdzieś istnieje, przynosiło to uspo-

kojenie, podobnie jak królowa utrzymuje rój pszczół w stanie zorgani-
zowanego porządku.

 

Wódz i władza - te postacie ludzkiej potęgi najbardziej rzucają się w 

oczy. S amowola i pospolity brak skrupułów u ludzi prowadzą do pojawienia 
się tyrana, który im wszystkim zadaje gwałt. Kto w wolny sposób nie 
respektuje prawa, musi okazywać posłuszeństwo obcej przemocy. I oto 
rzecz zadziwiająca: tyran, niczym narzędzie zła służące do ukrócenia zła, 
staje się przedmiotem ludzkiej czci. Aleksander, Cezar, Napoleon i inni 
kroczą poprzez dzieje jako otaczane czcią idole. Są to w istocie ludzie 
nadzwyczajni dzięki swej niezwykłej energii, przytomności umysłu, in-
stynktownemu wyczuciu realnych sił, pamięci, pracowitości, trafnemu 
określaniu celów panowania i władzy. Już za życia dostępują oni wywy-
ż

szenia, czy przez to, że sami ogłaszają się bogami lub synami bożymi, czy 

też przez to, że ulegają tłumowi i znajdują upodobanie w tym, czego on 
pragnie, a następnie umieją to wykorzystać przy sprawowaniu władzy. Tyrani 
stają się bogami. „Synem bożym" stał się Aleksander, rzymscy cesarze-
bogowie spełniali usankcjonowany przez państwo kult swego numenu. 
Kiedy tego rodzaju fałszywa wiara zostaje porzucona, zawsze jeszcze dość 
będzie nierozumnych hołdów i ludzkich idoli jako przedmiotu adoracji u 
strony świata. Zawsze w takich przypadkach zastanawia, z jaką oczywistością 
fakty realnego życia ubóstwianych ludzi sąprzemil-czane, przeinaczane, 
kamuflowane.

 

Nie tylko tyranów się ubóstwia. Niejeden filozof antyczny był demo-

nizowany lub heroizowany. W świecie podupadającej kultury duchowej 
resztki tej postawy są widoczne w ślepym u wielbieniu okazywanym wielkim 
ludziom lub szarlatanom. W opinii publicznej krytykowanie ich byłoby 
wprost niestosowne, niezniszczalna jest skłonność do ich mityzowa-nia.

 

Człowiekowi niełatwo przychodzi ogłosić się bogiem, chyba że jest to 

szaleniec lub polityczny demagog. Częściej zdarza się przyznawanie sobie 
wyłącznego prawa do występowania w imieniu Boga. Ktoś taki uważa, że 
tylko on jest przez Bogapo wołany i żąda składania sobie należnych hołdów.

 

Boska cześć oddawana człowiekowi to także czynnik kształtowania się 

wielkich religii. Sposób interpretacji tego zjawiska jest przy tym tego 
rodzaju, że za każdym razem tej szczególnej postaci, w którą się wierzy, 
nie traktuje się jako przejawu ubóstwienia człowieka. Postać tę odróżnia 
się od przypadków boskiej czci okazywanej ludziom, które jako takie 
zostają potępione.

 

Skąd bierze się to ubóstwienie ?

 

Jest w człowieku skłonność do takiego widzenia człowieka doskona-

łego, że jest on dla niego tym, czym on sam chciałby być, ale czym być 
nie potrafi.

 

Ubóstwienie człowieka nie może się w świecie obyć bez instancji, wobec 

której możliwe jest okazywanie absolutnego posłuszeństwa (a nie tylko 
posłuszeństwa względnego, jakie okazuje się prawom, urzędom czy 
instytucjom), podobnego posłuszeństwa wobec Boga, nie może się wyrzec 
dążenia do cielesnego przybliżenia sobie ukrytego, dalekiego Boga.

 

Ubóstwienie człowieka odgrywa niekiedy rolę namiastki wiary, która 

będąc wiarą absurdalną, chce jednak uchodzić za wiarę właściwą. Tę fa-
ktyczną niewiarę można między innymi poznać po tym, że domaga się od 
wszystkich ludzi i wszystkich innych wyznań wiary w swój przedmiot, że 
jest fanatyczna, wyzbyta miłości, pełna gniewu, że nie toleruje u innych 
innej wiary. Wszyscy powinni czcić to, co ona czci.

 

Ubóstwienie człowieka to w zasadzie jedna z kategorii światopoglądu 

demonologicznego. Bezbożnictwo odwołuje się do demonów jako do 
rzekomej Transcendencji, podobnie zwraca się do cielesnych ludzi, by im 
okazać boską cześć.

 

Bez względu na to, w kontekście jakichmotywów występuje ubóstwienie 

człowieka, na jak wysublimowane formy i jak przenikliwe interpretacje 
potrafi się zdobyć, w swym głównym trzonie jest ono błędne. Wiara 
filozoficzna demaskuje każdą postać ubóstwienia człowieka. Nie zapo-
mina ona ani na chwilę o jego skończoności i niedoskonałości jest prze-
konana, że Bóg wymaga tego, by nie mylono go z czymkolwiek, kimkol-
wiek, by nie wywoływano go z pomocą fałszerstw z jego ukrycia, do 
którego tym bardziej stanowczo powraca. Domaga się ona od człowieka, by 
odważył się stanąć przed Nim bezpośrednio i czekał, co mu powie. 
Niech człowiek, biorąc innego człowieka za absolut, przed Nim nie ucie-

 

 

 

Wykladpiąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

92

 

93

 

background image

 
 

53 

 

 

 

ka, okazując posłuszeństwo człowiekowi zamiast Bogu lub niczym Bogu. 
W pustce świata trudno pogodzić się z tym, że Bóg nie jest w nim 
obecny jak wszystko inne. Tylko w tej gorzkiej sytuacji człowiek jest 
wolny, by słuchał, gdy Bóg mówi, by był gotów nawet gdyby Bóg nigdy 
nie miał przemówić, by pozostawał otwarty na ukazującą mu się historycznie 
rzeczywistość.

 

Nie ma na świecie człowieka, który mógłby być dla nas Bogiem, ale są 

ludzie, których wolność w posłuszeństwie Bogu ukazuje nam ludzkie 
możliwości i dodaje otuchy. Nie można cieleśnie złapać Boga za rękę, ale 
możemy ująć dłoń towarzysza doli i niedoli.

 

Boska cześć okazywana ludziom poniża człowieka, podsuwając mu 

łatwe rozwiązania. Daje mu ona to, co w zasięgu ręki, podczas gdy jego 
sytuacja w świecie zmusza go, by się tego wyrzekał, natomiast by na 
drodze, na której może, a więc i po winien do siebie poprzez Boga dotrzeć, 
odnajdywał jedynie szyfry i obrazy.

 

Nihilizm

 

Podczas gdy demonologia i ubóstwienie człowieka stanowią namiastkę 

wiary, otwarty brak wiary nosi miano nihilizmu. Ma on odwagę wy-
stępowania bez osłonek. Wszystkie treści przynależne wierze straciły już dla 
niego wartość, wszystkie wykładnie świata i bytu zostały zdemaskowane 
jako iluzje, wszystko jest tylko warunkowe i względne, nie ma żadnego 
gruntu, niczego bezwarunkowego, żadnego bytu w sobie. Wszystko jest 
wątpliwe. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

 

Nihilizm może wystąpić tylko wtedy, kiedy napędem dla jego wy-

znawcy jest witalność, radość życia, woli i mocy. Afirmując je, nihilizm 
unicestwia sam siebie na rzecz wiary witalnej.

 

Albo też jego doświadczenie nicości jest rzeczywiście po ważne. Może 

niczego nie czuć, nie kochać, nie szanować. Moja dusza jest pusta. Myśl 
nihilistyczna utwierdza mnie w tym, że mam rację.

 

Bądź też bezgraniczne rozczarowanie powoduje załamanie się wszy-

stkiego, w co wierzyłem: kiedy osoba ukochana okaże brak wierności, 
kiedy okaże się, że rząd oszukiwał swoich obywateli, kiedy autorytatywnie 
wypowiedziane zdania okażą się kłamstwem. Bieg dziejów świata 
objawia iluzoryczność tego wszystkiego, na co się kiedyś liczyło. Myśl

 

nihilistyczna tłumaczy mi, że moje doświadczenie nie ma w sobie niczego 
szczególnego, że objawia mi się w nim jedynie istota wszechbytu.

 

Myśl nihilistyczna może jednak tylko wtedy dokonać negacji, kiedy za 

punkt wyjścia przyjmie coś uznanego, co pozwala uchwycić kontur tego, co 
jest niczym, rozczarowaniem, oszustwem, kłamstwem, złudzeniem. 
Artykulacja nihilizmu wymaga sprowadzenia go na jakiś grunt; gdyby go na 
nim rzeczywiście oprzeć, osadzić, doprowadziłoby to do zniesienia 
nihilizmu na korzyść tego, co pozytywne, co na tym właśnie gruncie znaj -
duje swoje uzasadnienie. Myślowa droga nihilizmu radykalnego prowadzi 
więc od odrzucenia kryteriów uznanych za oczywiste, aż po wciągnięcie 
wszystkiego w jeden wir wzajemnych negacji, w którym wszystko ginie.

 

Rozważmy kilka przykładów nihilistycznych zaprzeczeń.

 

1 . B o g a n i e  m a .  Istnienie Boga, stwórcy świata, nie zostało bowiem 

dowiedzione, ani nie stwierdzono - przy okazji próby przeprowadzenia 
takiego dowodu - choćby tylko możliwości lub prawdopodobieństwa 
istnienia Boga.

 

Założeniem tej negacji jest ważność tego, co tu zostaje uznane za mo-

ż

liwość dowodu: ważność rzeczowych wypowiedzi o czymś występującym 

w świecie oraz racjonalnych dowodów dotyczących skończonych rzeczy 
używających do tego skończonych środków. Dlatego to myśl 
negatywna traktuje problemy Transcendencji jako pytania o skończone 
rzeczy tego świata; nie dotyka ona nawet tego, co powinny wyrażać zda-
niao Bogu, ponieważ treść tych zdań rozumie jako rzeczowe wypowiedzi o 
czymś, co występuje w świecie.

 

2. N i c  n i e  ł ą c z y  c z ł o w i e k a  z B o g i e m .  Albo wiem związku 

takiego nie sposób doświadczyć i doświadczeń tego rodzaju wcale nie 
ma, ponieważ nie ma Boga. To, co się uważa za takie doświadczenie, 
polega na psychologicznych omamach i na mylnej interpretacji przeżyć.

 

Założeniem tej negacji jest faktyczność doświadczeń zachodzących w 

ś

wiecie oraz faktyczność przeżyć. Zostają one poddane absolutyzacji z 

zamiarem uczynienia z nich bytu w sobie, a zwłaszcza uczynienia z nich 
poznania empirycznego zdarzeń zachodzących w czasie i przestrzeni, a

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

94

 

95

 

background image

 
 

54 

 

 

 

więc nadania im postaci powtarzalności. Przeczy się zarazem egzysten-
cjalnemu doświadczeniu wolności.

 

3.Nie ma ż a d n e j  p o w i n n o ś c i  w o b e c  B o g a. Ponieważ w 

rzeczywistości powinność taka to tylko podleganie istniejącym w 
ś

wiecie prawom i nakazom. Tutaj możliwe jest jedynie posłuszeństwo 

umotywowane mocą i obowiązującym charakterem owych praw i na-
kazów.

 

Założeniem tej negacji jest uznanie tego rodzaju mocy obowiązujących 

za absolutne. Powołując się na nie, zaprzecza się tej głębokiej, bez-
warunkowej, życionośnej powinności, która nigdy nie znajduje aż tak 
wygodnego oparcia w nakazie i prawie.

 

Przykłady te ukazują nihilizm pozytywistyczny. Wydaje się, że uznaje on 

za sam byt to, co zawiera się w pospolitym, pozbawionym głębi do-
ś

wiadczeniu Istnienia. Jeśli nawet nicości nie ma, to Istnienie, jeśli zostaje 

uznane za absolut, jest niczym. Ze stanowiska takiego to pozytywizmu 
zajmuje się nihilizm porządkiem życia ludzkiego, zakładając, że tego ro-
dzaju porządek winienbyć ustalany napodstawie wiedzy o empirycznych 
realiach.

 

Na przykład: stosunki płciowe winny być regulowane zasadami higieny, 

tak by mogły zapewnić szczęśliwe życie, nie powinno się im nadawać 
jeszcze jakichś znaczeń religijnych czy etycznych. Założeniem jest tu 
absolutny charakter samego życia. Pogląd ten upada jednak, kiedy okazuje 
się, że ani „szczęścia" nie można jednoznacznie określić (ponadto na dobitkę 
każda jego postać okazuje się krucha), ani nie udaje się urzeczywistnić 
regulaminu pozytywistycznych zasad.

 

W takich razach nihilizm, początkowo utajony, występuje na jaw dopiero 

wtedy, kiedy każdorazowe, nie przeanalizowane krytycznie założenie 
dotyczące, pod względem trafności, empirycznego poznania obowią-
zującego wartościowania, technicznej wykonalności, dociera do świado-
mości, a tym samym zostaje obalone. Wprawdzie negacje nie tracą tym 
samym swej ważności, przy okazji jednak zostaje zanegowane to mini-
mum prawdziwości, którego założenia wymaga nawet negacja. Tworzy 
się w ten sposób wir, w którym to, co zostaje weń wciągnięte, nie znajduje już 
ż

adnego oparcia, poza zawsze obecną, pozbawioną sensu witalnością w jej 

bezmyślnej bezpośredniości. Wydanie człowieka na pastwęprzyro-

 

dzonego biegu zdarzeń - do tego sprowadza się w końcu postawa nihili-
styczna.

 

Nihilizmem zupełnie innego rodzaju od tego, który można by nazwać 

nihilizmem filisterskim, jest nihilizm, którego źródłem jest przerażenie w 
obliczu realności świata i życia ludzkiego. Sama myśl o Bogu - idea 
Boga jako dobroci, miłości, prawdy i wszechmocy - staje się mierni-
kiem, by odrzucić Boga i świat.

 

Gdyby Bogu rzeczywiście chodziło o prawdę, dobroć, miłość, wówczas 

inaczej ukształtowałby człowieka i świat. A więc Bóg albo nie jest 
wszechmocny, albo nie jest dobry.

 

Podyktowane rozpaczą oskarżenia Boga towarzyszą dziejom. To nie Bogu, 

lecz złośliwemu demonowi świat ten zawdzięcza swoje istnienie. Ale na 
gruncie nihilizmu nawet te oskarżenia tracą swój ą moc: brak bowiem przed-
miotu oskarżeń, nie ma ani Boga, ani złych demonów, jest tak, jak jest - nie 
ma niczego poza nicością i satanizmem człowieczego istnienia.

 

W z a j e m n e  p o w i ą z a n i e  t r z e c h  p o s t a c i  n i e w i a r y .  

Demonologia, ubóstwienie człowieka i nihilizm tworzą jedną całość. Jak to, 
co prawdziwe, zdąża ku Jedni, nawet jeśli ta prawda nie staje widomie przed 
oczyma, tak w rozproszoności pseudofilozofii dochodzi do głosu, jak się 
wydaje podobne zjawisko: występujące w jej łonie stanowiska są dla siebie 
wzajemnie przyczynami.

 

Nihilizm jest nie do zniesienia. Szuka on wybiegów w demonologii i w 

ubóstwieniu człowieka. W nich znajduje oparcie. Ale nihilistyczny nastrój 
pozostaje. Dlatego na obszarze demonologii daje o sobie znać niejedno 
parcie ku niczemu, czerpanie mocy z niczego.

 

Wobec nie dającej się znieść nicości, pod nieobecność rozpaczy, życie 

staje się życiem bez nadziei. Wówczas jego podstawą może być albo ubóstwo 
duchowe biorące się z braku wrażliwości, albo pretendowanie do 
heroizmu. Ponieważ jednak jest to heroizm, który sam siebie za taki uz-
naje, heroizm na pokaz, jest to tylko pseudo heroizm, który stać jedynie 
na gesty, nie na Egzystencję.

 

Ubóstwienie jakiegoś człowieka zdaje się ratować przed nihilizmem, 

ale skrycie samo jest już nihilistyczne. Musi rozczarowywać, jeśli ubó-
stwiony człowiek żyje wśród nas, jest nam współczesny. Wówczas prze-
konanie się, że człowiek jest tylko człowiekiem, tym bardziej nieodwo-

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wyklad piąty-

 

96

 

97

 

background image

 
 

55 

 

 

 

łalnie pogrąża nas znów w nihilizmie. B o przecież od początku ubóstwienie 
jednego człowieka służy jako środek okazywania pogardy innym ludziom. 
Tym ostatnim nie przyznaje się żadnych praw, są oni tylko używani i 
zużywani jako materiał.

 

P r a w d a  z a w a r t a  w k a ż d e j  z t r z e c h  p o s t a c i  n i e -

w i a r y .  Z filozoficznego punktu widzenia zadanie polega nie tylko na 
obronie własnego stanowiska, ale zarazem na usprawiedliwieniu prawdy 
zawartej w tym, co się odrzuca.

 

U podłoża d e m o n o l o g i i  leży prawda języka szyfrów Transcen-

dencji w świecie. W oglądzie tego, co obecne w sposób zmysłowo-nie-
zmysłowy, w widzeniu fizjonomii rzeczy i wydarzeń jest jakaś racja. 
Mitologiczna postać myślenia kryje w sobie prawdę, którapo przeformu-
łowaniu ma w sobie coś nie do odrzucenia. Utrata tej prawdy oznaczałaby 
zubożenie duszy i powiększenie pustki świata. Człowiek, który nie słyszy już 
tego języka, zdaje sięzatracać zdolność miłości. Albowiem w tym, co ponad 
zmysłowe i transcendentne, bez domieszki zmysłowości, nie ma już dla 
niego przedmiotu nadającego się do miłowania. Może się wprawdzie 
zdarzyć, że w takim niezmyslowym ujęciu Transcendencji najbardziej 
niezwykła miłość znajdzie swój pokarm i zachowa czystość i nie-
zmienność. Ale może się też zdarzyć, że człowiek przez nie straci kontakt ze 
ś

wiatem, straci swe człowieczeństwo, zagubi się w obcości. Choć de-

monologia j ako taka nie jestprawdziwa, to jednakjęzyk Boga może i musi 
dać się ludziom odczuć w obrazach i szyfrach, nawet gdyby przy próbie 
zobiektywizowania go miał się okazać niezrozumiale wieloznaczny. Nie 
tylko słabość biorąca sięz naszej skończoności, ale i miłość do światajako do 
tworu bożego zabrania nam wykraczać poza jego granice i pozostawać 
wyłącznie w sferze ponadzmysłowej Transcendencji.

 

U podłoża u b ó s t w i e n i a  c z ł o w i e k a  leży prawda mówiąca, że 

dla człowieka w świecie jedynym, co istotne, jest człowiek. Jest w 
człowieku coś takiego, co sprawiło, że możliwa stała się wypowiedź: Bóg 
stworzył człowieka na podobieństwo swoje; ale człowiek sprzeniewierzył 
się Bogu, dlatego w każdym człowieku jako człowieku właśnie, po-
dobieństwo do Boga zostało przesłonięte. Wielcy ludzie są dla swoich 
zwolenników punktem odniesienia i wzorem, przedmiotem czci i drogo-
wskazem możliwego wzlotu, choć nadal pozostają ludźmi ze swymi wa-

 

darni i swą zawodnością, przez co nie mogą nigdy stanowić przedmiotu 
ś

lepego naśladowania. Tylko w nacechowanym wolnością stosunku czło-

wieka do człowieka może zostać zadzierzgnięty, podtrzymujący życie 
jednostki, oparty na tradycji i spełniony w miłości, jej dziejowy związek z 
inną jednostką.

 

N i h i l i z m  wypowiada to, czego rzetelny człowiek nie może prze-

milczeć. W realnym istnieniu świata rozpacz u jego granic jest nie do 
uniknięcia. Kamieniem probierczym każdej wiary jest to, o ile bierze ona 
pod uwagę możliwość nicości. Żadna wiara nie może sobie uzurpować 
pewności, na której można by się było obiektywnie oprzeć. Pewność płynąca 
z wiary to zarazem dar i ryzyko. Nihilizm pewność tę ostrzega przed pychą, 
w jaką wiara mogłaby popaść i, w przypadku swego skostnienia, często 
istotnie popada.

 

Nihilizm różni się od demonologii i od ubóstwienia człowieka, w które się 

z czasem przeradza: jawny nihilizm jest nie do odparcia, i odwrotnie -
ż

adnej wiary nie można udowodnić. Jest coś oburzającego w wyniosłej 

pogardzie okazywanej nihilizmowi. Kto w obliczu przerażającego bez-
sensu i niesprawiedliwości nie uprzytamni a ich sobie w ich pełnej realności, 
lecz z automatyczną niemal oczywistością przechodzi nad nimi do 
porządku, by rozprawiać o Bogu, może nam się wydać bardziej zakłamany 
od samego nihilisty. Dostojewski wskazuje na przypadki mąk doznawanych 
przez niewinne dzieci i zabójstw na nich dokonanych. Co to za byt, co za 
ś

wiat, co za Bóg, w których i wobec których takie rzeczy są możliwe i 

dopuszczalne! Komu wyrządzono krzywdę najpotworniejszą i kto od tej 
chwili idzie przez świat pełen nienawiści i oburzenia, gotów do zemsty, jest 
z pewnością bardzo niewygodnym sąsiadem. On sam z kolei napawa innych 
bój aźnią i przerażeniem. Przeciw niemu budzą się instynkty 
samozachowawcze, które chciałyby go unicestwić jako szaleńca. Podobnie 
jak człowiek może zaprzyczyną natury popaść w obłęd, podobnie za 
przyczyną drugiego człowieka może popaść w przerażenie, które 
wprost robi z niego nihilistę. Nie zgodzimy się na to, nie przyznamy mu 
racji; stwierdzimy, że zło pozostaje złem, nawet jeśli zostaje wyrządzone w 
konsekwencji uprzednio wyrządzonego zła, w reakcji na nie. Ale nasza 
wiara w harmonię bytu zostanie zachwiana. Nieuchronnie ogarnie nas 
bezgraniczna litość, milcząca bezradność, beznadzieja. Należałoby ra-

 

 

 

Wykladpiąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

98

 

99

 

background image

 
 

56 

 

 

 

czej zapytać, j ak to jest możliwe, że nie wszyscy stajemy się nihilistami, 
niż uznać za pozbawione podstaw doświadczenia, które mogą do nihilizmu 
doprowadzić.

 

A jednak moje wywody są w całości próbą dania odporu nihilizmowi. I 

mówię właśnie o tym, od czego - zdawać by się mogło - dopiero co się 
odżegnywałem: mówię o Bogu. Stąd moja powściągliwość. Niczego nie 
zwiastuję. Pozostaje mi jedynie zwrócić się do czytelnika z prośbą, by 
zagłębiwszy się w swą własną istotę poddał wypowiedzi piszącego próbie, 
by nie przyjmował ich na ślepo, lecz by je w najlepszym razie potraktował 
jako okazję do upewnienia się o tym samemu.

 

Co powiedziawszy, odważę się powtórzyć: demonologia, ubóstwienie 

człowieka i nihilizm popełniają, każde na swój sposób, ten sam błąd -
chcą uchwycić prawdę sięgając nie dość daleko. Tam, gdzie pada tylko to 
jedno zdanie: Bóg jest, znika cały ten fałsz niczym mgły przed słońcem. 
Ale ta mgła napiera na nas, gdyż sięgając po nią mamy coś materialnego, 
rzeczywiście obecnego i coś, co poddaje się oglądowi. Prawda natomiast, 
będąc tym, co oglądowi nie podlega, wydaje się w ogóle nieuchwytna, 
toteż niejako rozwiewa się w nicość. Dlatego docieramy do niej jedynie 
drogą okrężną, poprzez to, co istnieje w świecie; pogrążamy się stale w 
tych samych fałszach i dopiero przezwyciężając je, jesteśmy w stanie 
uprzytomnić sobie głębię właściwego bytu, boskości.

 

Bóg jest tym, co najdalsze, jest Transcendencją, w porównaniu z którą 

zbyt krótkowzroczne jest uznanie za absolut czegokolwiek innego. A 
czym jest Bóg, czym Transcendencja- nad tym można się zastanawiać w 
nieskończoność, można to otoczyć negacjami, ale nigdy nie uda nam się 
tego rzeczywiście pojąć.

 

Z w i ą z e k  f i l o z o f i i  i p s e u  do f i l o z o f  ii. Droga do wiary 

prowadzi poprzez niewiarę. Komu obce jest doświadczenie niewiary, ten 
nie dorósł do wiary świadomej siebie.

 

Dotyczy to także pseudofilozofii. Nie należy się jej tak po prostu po-

zbywać. Nie jest ona czymś zbytecznym, przypadkowym, zasługującym 
jedynie na wyrzucenie za burtę. Jest ona filozofią na granicy i stanowi etap 
przejściowy we właściwym filozofowaniu. Ale jest ona zarazem tym, co 
zostaje przezwyciężone i porzucone.

 

Transcendencja zdaje się wszystkimi drogami umożliwiać dojście do 

siebie. Prawdę spotyka się już na szlakach pseudofilozofii, z których każdy 
prowadzi rychło do określonego fałszu: demonologia do wiary fałszywej i 
do estetyzmu, boska cześć oddawana ludziom do mylenia Boga z 
człowiekiem, nihilizm do przepełnionej rozpaczliwą nienawiścią pustki 
chaotycznie rozpadających się przypadkowości.

 

To, co - bądź jako etap przejściowy, bądź jako język, bądź wreszcie 

jako bodziec - dzięki pełnionej przez siebie funkcji mogłoby mieścić w 
sobie j akąś prawdę, staje się fałszem przez nadanie mu charakteru ostate-
cznego i nie podlegającego zakwestionowaniu.

 

Dotychczas mówiło się o treściach niewiary jako przeciwieństwie filo-

zofii. Środkiem, jakim posługuje się zarówno pseudofiłozofia dogmaty-
czna, jak i nihilistyczna, są jednak formy myślowe zakorzenione w naturze 
rzeczy, pojawiające się w sposób nieunikniony, wymagające zatem 
wyjaśnienia świadomego swej metody.

 

Uprzytomnienie sobie logiki sposobów myślenia składających się na 

metodycznie rozwinięty proces transcendowania, a także sposobów 
przedmiotowego urzeczo wiania i zamykania w ostateczne formuły, spro-
wadzające filozofię na mielizny, wymagałoby powiedzenia sobie, czym 
jest prawda i jaką przybiera postać. Prawda jest prosta, fałsz jest zróżni-
cowany. Prawda wiąże, fałsz rozprasza. Prawda jest nieskończona, fałsz nie 
ma końca. Prawda kumuluje się, fałsz niszczy sam siebie.

 

Prawda jest źródłem naszego myślenia oraz miernikiem fałszu. Przeglądu 
możliwych fałszów dokonać można jedynie posługując się prawdą jako 
przewodnikiem; fałsz bowiem to zejście na manowce, przekręcenie, 
przeinaczenie prawdy. Zamiast takiego przeglądu niech wystarczy tu kilka 
u w a g  o f o r m a c h  p s e u d o f i l o z o f i i .   l . A b s o l u t y z a c j a .  
Błądtenpoleganaizolowaniui absolutyzowaniu tego, co jest prawdziwe na 
jednym tylko poziomie bytu lub myślenia, które tylko z określonych 
punktów widzenia i pod określonymi względami j est prawdziwe.

 

Ponieważ wszelka wiedzaposiadasens każdorazowo ograniczony; dalej: 

ponieważ założeniem wszelkiego dowodzenia jest odniesienie do ja-
kiejśrzeczy skończonej w świecie, tedy fałszywy jest wymóg formułowa-

 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

100

 

101

 

background image

 
 

57 

 

 

 

nią twierdzeń na temat bytu w całości, np. na temat świata w ogóle, na 
temat Boga, jeśli miałyby to być twierdzenia jednoznaczne i autonomiczne, 
posiadające definitywny sens i dające się dowieść. Dowieść można 
jedynie niedowodliwości twierdzeń ogólnych, np. o całości świata, bez 
względu na to, czy miałyby to być twierdzenia afirmujące czy negujące.

 

2. O n t o l o g i a .  Ontologia chce być nauką o bycie samym w sobie i w 

jego całokształcie. Realizacja tego zamierzenia prowadzi jednak w 
sposób nieunikniony do tego, że Ontologia staje się określoną wiedzą o 
czymś w bycie, a nie wiedzą o samym bycie.

 

Naprawdę istnieje jedynie rozjaśnianie Ogarniającego, które to rozjaś-

nianie, samo będąc w ruchu, niedokonaniu, pozostaje w stanie zawieszenia; 
możliwa jest też uniwersalna teoria metod i kategorii tego, co się w ogóle 
da pomyśleć. I jedno, i drugie zajmuje miejsce zawsze nieprawdziwej 
ontologii.

 

Ontologia, także wtedy, kiedy obejmuje i Boga, jest koniec końców 

zawszeteoriąimmanencji, tego, co trwa w czasie, bytu jako bytu konkret-
nego, tego, który jest dostępny poznaniu człowieka. Prawdziwe filozofo-
wanie występuje przeciw wyradzaniu się filozoficznego rozjaśniania w 
wiedzę o bycie. Porusza się ono w wymiarze Ogarniającego, nie zapomina o 
transcendowaniu nieodłącznym od filozofowania, (w poprzek czasu) 
pozostaje otwarte na byt, który jako wieczność obecna w dziejowości jest 
przez myśl odczuwany jako rzeczywistość.

 

3. P u s t a  r e f l e k s j a .  Nazwą tą opatrujemy nie kończący się bieg 

myśli, którego niciąprzewodnią są formy myślowe z pominięciem treści. 
Pusta refleksja stawia wszystko pod znakiem zapytania; ale czyni to 
jedynie w ruchu negacji, nie czerpiąc impulsów ze źródła, jakim jest 
Ogarniające, w którym ruch ten zostałby natychmiast wstrzymany. 
Unieważnia ona jedynie wszystko to, co dane, unicestwia każdy cel. To 
niepohamowane niszczenie przybiera na przykład postać myślenia 
oskarżycielskiego. Motywy psychologiczne tłumaczą to myślenie, ale 
swoje spełnienie osi aga ono w czczej ironii. Jest ono nieświadome i nie 
odczuwa wyrzutów sumienia, gdy idzie o źródło własnego sposobu 
myślenia.

 

4. J e d n o s t r o n n e  w y z n a n i a  w i a r y .  Ponieważ wszystkie eg-

zystencjalne odniesienia do Transcendencji mają postać dialektyczną,

 

zatem określona wypowiedź jest w swej bezpośredniej treści zawsze 
fałszywa. Pewność zawiera się w dialektyce, a nie w posiadaniu jakiejś 
rzeczy.

 

Absolutyzacje, występując w roli deklaracji, stają się jakby sztandarem. 
Stanowią punkt oparcia, oznakę przynależności do jakiejś grupy w 
ś

wiecie, są signum entuzjazmu, bojowym sztandarem. 5 .Cre  do q u i a  

a b s u r d u m : Założenia logiki intelektu zachowuj ą swoją ważność 
jedynie w obszarze tego, co poznawalne, to jest w obszarze idealnych 
przedmiotów matematycznych, tego, co empirycznie daje się doświadczyć 
na gruncie poznania nieodpartego. Można zapo-mocą antynomii wyjaśnić 
filozoficznie, że poznanie to nie wyczerpuje jednak całości bytu. Można to 
też spekulatywnie wyrazić za pomocą paradoksów myślowych.

 

Krokiem fałszywym, a zarazem dokonanym na siłę, jest próba wypo-

wiedzenia (za pośrednictwem form możliwej wiedzy przedmiotowej) jako 
prawdy tego, co empirycznie lub logicznie jest niemożliwe, a czego 
przyjęcia wymaga wiara. Sens obiektywnej niemożliwości zgłębienia 
czegoś ulega wówczas wypaczeniu, przybierając postać pozytywnej nie-
możności, w rodzaju niemożności wyrażenia czegoś w formach przed-
miotowych; otwartość na granice obraca się w samozaprzeczenie myślenia, 
a zdolność słuchania jako droga wiodąca do prawdy przekształca się w 
nieprawdziwość sacrificium intellectus.

 

Powyższe przypadki fałszywych form myślowych urzeczywistniają 

się w osobliwych przeinaczeniach, do których stale wykazujemy skłon-
ność. Należy tu:

 

1.F a n a t y z m  p r a w d y ,  k t ó r y  s a m  s t a j e  s i ę  n i e p r a -

w d ą .  W miaręrozpraszania się ciemności i wychodzeniaznichrośnie w 
nas potrzeba nieograniczonej uczciwości. Niech wszystko będzie 
wyjaśnione do końca, udokumentowane, uzasadnione. Nie ma niczego, 
czego nie wolno by było zakwestionować czy poddać próbie. Entuzjazm 
dla tego, co prawdziwe, waży się na każde niebezpieczeństwo - gwoli 
prawdy.

 

Potrzebą tą rzadko jednak kierujączyste pobudki. Z woląprawdy idzie w 

parze poczucie wyższości i mocy, wyrastają z niej rychło wojowni-

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

102

 

103

 

background image

 
 

58 

 

 

 

czość, duch niszczycielski i skłonność do dręczenia innych. Nienawiść 
posługuje się prawdziwością jako środkiem.

 

Dzieje się tak tym łatwiej, że pytanie o sens prawdy, pytanie, na które 

odpowiedź wcale nie jest prosta, nie zostaje zaraz na początku rozważone 
czy choćby tylko postawione. W ten sposób dochodzi do czegoś zdumie-
wającego: człowiek oświecony staje się nieprawdziwy. Może się zasłaniać 
dążeniem do prawdy, ale walczy przecież o swoje własne, życiowe 
interesy; może się też jak niezaradny neurotyk wyżywać w patosie dążenia 
do prawdy.

 

Objawami rozmijającego się z prawdą fanatyzmu prawdy są w szcze-

gólności pozorne oczywistości, przyjmujące w zależności od sytuacji 
różną postać. Na przykład: gdyby tylko był jasny umysł i dobra wola, 
ś

wiat dałoby się urządzić rozsądnie; prawda może mieć tylko dobre, po-

żą

dane skutki; we wszystkich okolicznościach i zawsze należy mówić 

prawdę. Bądź na odwrót, pod wpływem rozczarowań powiada się: świat 
jest zepsuty; prawda nic nie jest warta, niszczy tylko; prawdę trzeba zatajać, 
a znajdować celowe, pragmatyczne kłamstwa. Fanatyzm prawdy 
osiągaswoje apogeum, kiedy wskutek domniemanej uczciwości potwierdza 
kłamstwo.

 

Tego rodzaju fałszywe generalizacje służą w rzeczywistości rozmijaniu 

się z autentycznym dążeniem do prawdy.

 

2. R e z y g n a c j a   z  d i a l e k t y c z n e g o   k r ą ż e n i a .  Z alternatyw, 
przed jakimi staje intelekt, wyrasta tendencja do ujmowaniatreści me w jej 
napięciach, biegunowości, dialektycznym ruchu, lecz wprost, w sposób 
jednostronny, mając jakiś cel na widoku. Rezultatem tego bywa nie tylko 
chybienie owego celu, lecz i porażenie samego życia. Uprzytomniają nam 
to analogiczne zjawiska występujące na różnych poziomach. Sama 
a k t y w n o ś ć  p s y c h o f i z y c z n a  nosi cechy krążenia, którego 
zasadę wykryto już u początków badań naukowych w psychofizycznych 
funkcjach motoryki, mówienia, chodzenia, pracy, spostrzegania, w 
czynnościach oddechowych, funkcjonowaniu narządów trawiennych, 
płciowych. Jeśli w czynności tego rodzaju ingeruje świadoma wola, 
skupiając na nich samych uwagę, mogą one wprawdzie ulec 
intensyfikacji, ale może też dojść do radykalnych zaburzeń. Nie wolno

 

bowiem naruszać ich zasady, którą jest proces krążenia, oddawanie się 
samemu działaniu, bierność w aktywności.

 

W obrębie p s y c h o l o g i i  przeciwieństwa stale idą ze sobą w parze. 

To, co podyktowane własną wolą, osiąga swe spełnienie tylko dzięki 
mimowolności, napięcie łączy się z odpowiadającym mu odprężeniem, 
ś

wiadomy bieg myśli wieńczy często nieświadomy „szczęśliwy pomysł". 

Kiedy w aktywnym działaniu brak zdania się na coś, zawierzenia czemuś, 
dochodzi do konwulsyjnego skurczu. W samej woli tkwi już coś, czego 
nie można chcieć, dlatego jej spełnienie musi obejmować także ten składnik 
niechciany.

 

Nie mogę chcieć woli w s f e r z e  E g z y s t e n c j i ,  gdyż człowiek 

jest sobą wyłącznie wtedy, kiedy jego bycie jest dla niego darem. Wolnością 
jest być sobie danym dzięki zetknięciu z Transcendencją. Wolność ta nie jest 
celowością, nie jest posłuszeństwem wobec j akiejkol wiek wykal-kulowanej 
powinności, nie jest też działaniem wymuszonym, lecz jest to wolne od 
jakiegokolwiek przymusu „chcę", które jest zarazem transcendentnym 
„muszę". Tak więc porządek psychofizyczny, psychologiczna naturalność, 
zakorzenienie egzystencjalne stanowią typy urzeczywistnień, których nie 
można pojmować jako jednoznacznie alternatywnych. To na nie zdane jest 
to, co nasza świadomość chce osiągnąć jako jasno określony cel.

 

Rezygnacja z tej podstawy na rzecz racjonalnego i niepodważalnego 

ustanowienia skończonych celów stanowi pochodną zwątpienia, nie-
umiejętności oddania się czemukolwiek, wygodnictwa intelektu, potrzeby 
bezpieczeństwa, jakie zdaje się zapewniać to, co jednoznaczne, pory 
wczości, której pozy wką jest pustka duchowa. Tak oto schronienia szukamy 
tam, gdzie życie ustaje i zieje nicość, podczas gdy nasza trwoga tam właśnie 
dopatruje się tego, co najbardziej niezawodne. 3.M y l e n i e  
O g a r n i a j ą c e g o  z j e g o  p a r t y k u l a r n y m i

 

u p r z e d m i o t o w i e n i a m i .  Myślenie filozoficzne wyłania się ze

 

skupienia duszy, która myśląc poszukuje świadomości siebie samej, a

 

tym samym obiektywności i możliwości przekazu.

 

Rozumieć tekst filozoficzny, to znaczy partycypować w tym, co jest 

jego podstawą. Musimy przeniknąć przez myśl, by wraz z nią dotrzeć do 
tej podstawy, którą jest Ogarniające. W nim bierze początek wszelkie

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykladpiąty -

 

105

 

104

 

background image

 
 

59 

 

 

 

myślenie, ono samo nie może jednak stać się jego adekwatnym przedmiotem. 
Podstawę tę można wyczuć w trakcie filozoficznego przyswajania: w jego 
głębi i pełni, w jego pustce i ubóstwie, w jego zawodności i opacz-ności. 
Zasadniczym błędem jest mylenie uchwytnej treści myśli, określo-ności 
tego, co przedmiotowe, naoczności tego, co istnieje, wszystkiego, co 
partykularne - z Ogarniającym, w którym wszystko to ma swoje 
ź

ródło. Dopiero za jego pośrednictwem może dojść do skutku prawdziwa 

komunikacja, przyciąganie i odpychanie. Natomiast wszystko to, co daje 
się obiektywnie wysłowić, stanowi dla fundamentalnej postawy poszuki-
wania jedynie język, który traci swój sens, kiedy zagubione zostaje to, co go 
wydało i zrodziło. W ten sposób pustka otwierająca się w człowieku może 
znaleźć sobie pozorne wypełnienie przy użyciu zastanego języka, 
uwarunkowany koniunkturą życiowy interes może się przyodziać w stare 
myśli niczym we wspaniałe, choć iluzoryczne szaty.

 

Filozofowanie dokonuje się w kontekście z Ogarniającym. Pseudofi-

lozofia natomiast stoi na solidnym gruncie partykularyzmu i obiektywi-
zmu, dowolnie zastępuje ten pierwszy tym drugim i odwrotnie. Traci ona 
chwiejną równowagę żywego filozofowania i osiada na gruncie stabilnej 
trwałości tego, co intelekt może bezpośrednio zrozumieć bądź też rozwiewa 
się w marzycielskich nieokreślonościach.

 

Na tym kończę rozważania o pseudofilozofii, z którą walczymy i w 

którą wikłamy się stale na nowo. Jesteśmy wobec niej bezbronni, jeśli nie 
próbujemy jej sobie uświadomić. Ale też nie wolno nam nią gardzić -
musimy jej patrzeć w twarz, by móc rozpoznać samych siebie. Nigdy nie 
wolno nam zatem zuchwale mniemać, że już została przezwyciężona.

 

Przełożyl Antoni Buchner

 

Wykład szósty 
Filozofia w przyszłości

 

Filozofia chce uchwycić wieczną prawdę. Czyżby prawda ta nie była 

stale ta sama, jedna i całkowita? Być może - ale nie otrzymujemy jej 
jednoznacznie na własność w powszechnie obowiązującej postaci. Byt 
odsłania się przed nami jedynie w czasie, prawda - w czasowym przejawie. 
W czasie pełna prawda nie jest jednak dostępna obiektywnie. Ani 
jednostka, ani dzieje nie mogą uchwycić jej inaczej niż w przemijający m 
znów zjawisku.

 

Każdy z nas dochodzi jako jednostka do kresu życia nie wiedząc, co 

właściwie istnieje. Niczego nie osiąga definitywnie idąc drogą, która się 
urywa i nie prowadzi do żadnego absolutnego celu.

 

Uprawianie filozofii jest niejako obrazem wszelkiego naszego działania. 

Właśnie gdy doszliśmy już tak daleko, powiada Kant, by naprawdę 
zacząć filozofować, musimy pozostawić sprawę rekrutom. Takie było 
doświadczenie filozofa, który nie skostniał na starość w posiadaniu pra-
wdy. Jest to postać, w której wyraża się młodość ducha w bólu pożegnania.

 

Ale czy życie dla przyszłości jest istotnie celem naszej pracy? Nie sądzę. 

Nawet przyszłości służymy bowiem wtedy tylko, gdy urzeczywistniamy ją 
w teraźniejszości. Nie wolno nam oczekiwać dopiero po przyszłości tego, 
co naprawdęjest. Nawet jeśli teraźniejszość ta faktycznie nie osiąga pełni w 
pewnym historycznym stanie, który umożliwia spoczynek i trwanie w 
czasie, to jednak można niejako przebić się przez obecną teraźniejszość 
i dotrzeć do teraźniejszości wiecznej, tkwiącej w chwilowym zjawisku. 
Wprawdzie obecności prawdy w czasie nie można uchwycić, podobnie 
j ak nie można zatrzymać rzutu oka, ale jest ona wciąż na nowo.

 

Tak więc w dziejach żyjemy niejako podwójnym życiem: życiem słu-

żą

cym położeniu podwalin pod życie tych, którzy przyjdą po nas - oraz 

ż

yciem w poprzek historii, po prostu teraźniejszym, zwróconym ku 

Transcendencji, która nas wyzwala.

 

 

 

Wykład piąty-

 

107

 

106

 

background image

 
 

60 

 

 

 

To spełnione wyzwolenie uchyla czas. Lecz jeśli wyzwolenie takie 

istnieje, to nie można przekazać go inaczej niż w estetycznej grze lub w 
myśli spekulatywnej, w kulcie religijnym lub we wzniosłych chwilach 
pełnego porozumienia dwojga ludzi - za każdym zaś razem staje się na-
tychmiast wątpliwe dla refleksji, która zna tylko zjawisko.

 

Jeśli w dziejach objawia się byt, to prawda zawsze w dziejach jest i 

nigdy jej nie ma, zawsze jest w ruchu i gubi się, ilekroć pozornie wchodzi 
się definitywnie w jej posiadanie. Może wyłania się z najgłębszej głębi, 
gdzie w stałym upływie czasu następuje najbardziej przełomowy ruch. 
Dziś, znając przeszłość, możemy próbować uświadomić sobie specyfikę 
warunków, w jakich żyjemy i w których zawarta jest przyszłość.

 

Pytania brzmią następująco: Czy stoimy dziś w obliczu przemian się-

gających aż do głębi? Czy stają przed nami nigdy dotąd nie istniejące 
możliwości? Czy dostrzegamy wymogi, jakie stawiaprzed nami ta właśnie 
sytuacja?

 

Wszyscy świadomi jesteśmy, że wpływ naszej epoki na historię po-

wszechną będzie głębszy i bardziej brzemienny w skutki niż jakiejkolwiek 
innej w znanych nam dziejach. Porównać można go chyba tylko z nie 
znanymi nam czasami, gdy rozpalono pierwszy ogień, wynaleziono 
narzędzia, stworzono pierwszy raz państwo. Nowymi faktami są: technika 
nowoczesna i jej skutki dla ludzkiego sposobu pracy i dla społeczeństwa; 
komunikacja ogarniająca cały świat, dzięki czemu obszar jego stał się 
mniejszy niż orbis terrarum w czasach rzymskich; absolutna granica, jaką 
wyznacza wielkość naszej planety; antynomie wolności i czynności 
zawodowej, osobowości i masowości, ładu światowego i imperium; de-
cydujące znaczenie przekształcenia narodów w masy i wielokrotnego 
wzrostu liczby ludzi, którzy pozornie uczestniczą w wiedzy i działaniach, a 
faktycznie stają się przydatnymi niewolnikami; upadek wszystkich 
dawnych ideałów ładu i konieczność odkrycia wśród rosnącego chaosu 
nowego, przepojonego człowieczeństwem ładu; problematyczność 
wszystkich tradycyjnych wartości, które muszą sięalbo potwierdzić, albo 
zmienić; do tego konkretna sytuacja polityczna, określona przez super-
mocarstwa, Amerykę i Rosję; kurcząca się, wewnętrznie skłócona Europa, 
która jeszcze nie przyszła do siebie; przebudzenie się ogromnych mas

 

w Azji, które są na drodze do tego, by w przyszłości stać się decydującymi 
potęgami politycznymi.

 

Bieg dziejów doprowadził do przejścia od epoki mieszczańskiego do-

brobytu, postępu, kultury, tradycji historycznej jako ostoi rzekomego 
własnego bezpieczeństwa do epoki niszczycielskich wojen, masowego 
umierania i masowego mordowania (co nie przeszkadzało powstawaniu na 
nowo nieprzeliczonych mas), zgrozę budzącego zagrożenia, zaniku 
humanitaryzmu w wirze zdarzeń, gdzie wszystkim, zda się, władarozpad.

 

Czy to rewolucja duchowa, czy raczej wszystko jest procesem w gruncie 

rzeczy zewnętrznym, wynikłym z techniki i jej skutków? - Nieszczęściem 
oraz jeszcze niejasną, niezwykłą szansą, czymś, co najpierw po prostu 
niszczy, gdy tymczasem człowiek musi się dopiero przebudzić, by na to 
zareagować i w całkiem nowych warunkach własnego istnienia 
odnaleźć siebie zamiast bezwiednie popadać w rezygnację?

 

Obraz przyszłości jest mniej pewny, bardziej niejasny, ale może bogatszy 

w możliwości a zarazem bardziej beznadziejny niż kiedykolwiek. Jeśli w 
tych warunkach uświadamiam sobie, że mam być człowiekiem nie dlatego, 
ż

e wymaga tego bezpośrednio moje istnienie, lecz ze względu na prawdę 

wiekuistą, wówczas pytam o filozofię. C ze go ma d o k o  -n a ć f ii o z 
o f i a w s y t u a c j i ,  w j a k i e j  o b e c n i e  j e s t   ś w i a t ?

 

Faktyczny nihilizm ma dziś wiele postaci.

 

Zjawili się ludzie na pozór rezygnujący w ogóle z tego, by być sobą, 

którym wydaje się, że wartości nie ma nic, którymi przypadek miota co 
chwila, którzy obojętnie umieraj ą i obojętnie zabijają, natomiast zdają się 
ż

yć upajając się wyobrażeniami liczbowymi, w ślepym fanatyzmie, który 

zastąpić można innym, pod władzą elementarnych, bezsensownych, 
przemożnych, a jednak szybko wypalaj ących sięuczuć, a w końcu instyn-
ktownego pragnienia używania życia.

 

Gdy przysłuchamy się słowom, jakie padają w tym zamęcie, to wyglądają 

one jak zamaskowane przygotowania do tego, by umieć umrzeć. 
Masowe wychowanie oślepiło i ogłupiło ludzi, tak aby odurzeni poświę-
ceniem byli zdolni do wszystkiego i w końcu traktowali jako oczywistość 
ś

mierć i zabijanie, masowe umieranie w walce, którą toczą maszyny.

 

 

 

Filozofia w przyszłości

 

Wykład szósty -

 

109

 

108

 

background image

 
 

61 

 

 

 

Ale na umiejętność umierania nastawiona jest również najbardziej jasna 

filozofia. Chce ona znaleźć podstawę, która nie pozwala wprawdzie 
ś

mierci pojąć, ale znosić ją w niepokoju wywołanym cierpieniem, nie z 

niewzruszonym stoicyzmem, ale z niewzruszoną, ufną miłością.

 

Obie postawy wyjątkowo tylko przybierają czystą postać. Nihilizm 

ż

yje dzięki temu, że się maskuje, a zdemaskowanie naraża na rozpacz, o 

ile-człowiek już wcześniej nie popadł w otępienie. Filozofia zaś nie daje 
pewności, trzeba ją codziennie zdobywać na nowo, a ona stale nas zawodzi. 
Co potem rozgrywa się między nihilizmem i filozofią- bez popadania w 
pełni w pierwszy, bez uczestnictwa jeszcze w drugiej - ma w realnych 
sytuacjach charakter niesamowity. Unaocznimy to za pomocą dwóch 
wspomnień z roku 1938:

 

Młody człowiek, rozpatrując świat z typowego wówczas punktu wi-

dzenia, mówi o konieczności stworzeniaimperium. Sprawia wrażenie, że 
jest tym zachwycony.Przerywam mu pytaniem: jaki sens ma owo impe-
rium i wojna, która ma do niego doprowadzić? Odpowiedź: Sens? Żadnego 
sensu! Po prostu musi się to zdarzyć. Sens ma najwyżej to, że podczas bitwy 
z narażeniem życia przyniosę wodę spragnionemu koledze.

 

9 listopada pewien student wziął udział jako przywódca SA w pogromie 

Ż

ydów. Opowiada o tym matce. On sam przeprowadził tę akcję naj-

łagodniej jak można. W pewnym mieszkaniu chwycił talerz, cisnął go z 
brzękiem napodłogę, zawołał do towarzyszy: stwierdzam, że mieszkanie 
zostało zdemolowane i wyszedł, nie niszcząc go. W dalszym ciągu jednak 
opowiada, że ten dzień zrobił na nim ogromne, napawające otuchą wra-
ż

enie; widać było, jakie siły drzemią w narodzie i do czego jest zdolny; są to 

dobre widoki, jeśli idzie o nadchodzącą wojnę. Mówi o nowym ethosie i o 
wielkości ftihrera. Przerażona matka przerywa: chłopcze ,przecież sam w to 
nie wierzysz! On słupieje na chwilę i mówi zdecydowanym głosem: Nie, nie 
wierzę, ale trzeba w to wierzyć.

 

Pierwszy, o którym była mowa, znalazł oparcie w najprostszym huma-

nitaryzmie, zmąconym jednak przez nastroje imperialne, nawet jeśli 
przejrzał ich nicość. Drugi potraktował poważnie zdanie: Nie o to chodzi, w 
co się wierzy, lecz o to, by wierzyć. Jest to zadziwiające odwrócenie 
sprawy. Wiara staje się wiarą w wiarę. Odpowiada temu wiele zwrotów, 
które mają być równocześnie nihilistyczne i pozytywne: śmiało chce się

 

zrezygnować z wszelkiego sensu twierdząc, że sens to tyle co świadomy 
nonsens. Wymaga się „bezużytecznej służby" uznając to za osiągnięcie -
czyli poświęca się wszystko, nie dostając nic - żąda się namiętnego po-
twierdzenia wszystko jedno czego, fanatycznej gotowości bez żadnego 
celu. Sięga się po stare słowa:honor, miłość ojczyzny, wierność, a zarazem 
poświęca wszystko w imię maszyny, rozkazu, terroru, pokazując przez 
to, że tamte słowa to tylko kulisy. Rozwija się u człowieka takie 
zachowania, jakby nosił żelazną maskę: stale był napięty, na pograniczu 
eksplozji, jakby wymogiem była bezwzględność bez treści.

 

W tak rozpaczliwej sytuacji wiele można zaofiarować:

 

Chwali się „dynamikę" za wszelką cenę, raduje ruchem jako takim, 

pragnie tego, co nowe, i chce się zniszczyć stare. Podziwia się wszystkich 
wielkich tyranów: Czyngis Chana, Szi Huang Ti, Agatoklesa, no i jak 
zawsze: Aleksandra, Cezara, Napoleona.

 

Z drugiej strony chwali się nawrót do przeszłości. Co prymitywne, ma 

urok samo przez siei przysługuje mu wieczna prawdziwość, czy mowa o 
prehistorii, czy o życiu ludów pierwotnych. Albo też chwali się średnio-
wiecze, wielki ład przymusu w stosunkach, ład wszystkich imperiów,któ-re 
styl swój narzucały przez wieki. Chce się mieć nowy mit, ustanawia się go 
brutalnie w ruchach podległych dyktaturze, albo też uprawia się go w 
sposób bardziej wysublimowany w wykształconych kręgach, gdzie czci się 
Hólderlina, van Gogha (lub nawet ich epigonów). Zapomina się przy tym, 
ż

e w przypadku tych wielkich postaci chodziło o cudowne wyjątki, a źródła 

ich autentyczności wiązały się przeważnie z chorobą psychiczną. Mit 
rzeczywiście u nich obecny sprawia ogromne wrażenie w pozbawionym 
mitu współczesnym świecie. Czysta dusza Hólderlina jest naprawdę 
niezapomniana, jej mityczność oczarowuje, znaleźć się w jej kręgu to 
dobrodziejstwo. Wszystko to nie jest jednak naprawdę mitem, bo jako mit 
prawdziwy istnieje tylko u tych jednostek, nie jest dobrem wspólnym i 
dlatego nagle znika, jakby go nie było.

 

Natomiast wyznania religijne zawsze coś oferują. Kiedy w wirach non-

sensu wszystko staje na głowie, one okazują się trwałe. Dziś, gdy duch 
czasu ucieka od wolności i na przemian dochodzi do głosu w anarchii lub 
dyktaturze, ich bezwzględna prawowierność, ich właściwość całkowitego 
zobowiązania człowieka stale rośnie - choć nie są w stanie przywrócić

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

110

 

111

 

background image

 
 

62 

 

 

 

background image

 
 

63 

 

 

 

tego, czym kiedyś była religia: przepojenia całego życia na co dzień od 
narodzin do śmierci - przestrzeni, w której dzieje się wszystko i dzięki 
której człowiek zawsze jest w domu. Dzisiaj nawet religia jest jedną z 
dziedzin życia, niedzielą obok i poza powszednim dniem.

 

Religie te ze swą alternatywą: „albo nihilizm, albo objawienie" odrzucają 

filozofie. Zarzuca się filozofii, żejest współwinna jako intelektualny 
sprawca, nieszczęściom duszy współczesnej.

 

Ale o końcu filozofii słyszymy nie tylko od tych, którzy swoją alternatywą 

chcą nas zmusić do wiary objawionej. Koniec filozofii głosił także 
narodowy socjalizm, dla którego nieznośna była niezawisłość filozoficz-
nego myślenia. Filozofię miał zastąpić światopogląd biologiczny oraz an-
tropologia. I nadal odrzuca filozofię nihilizm w każdej postaci, rzekomo 
jako świat iluzji, daremnychmarzeń,samoułudy cechującej słabych. Dla 
niego obie, religia i filozofia, dobiegają końca. Nowa ma być wolność 
człowieka wyzbytego złudzeń, bez podstaw i bez celu. A wreszcie rozpo-
wszechniona opinia publiczna uważa filozofię co najmniej za zbędną: 
filozofia jest bowiem jakoby głucha na teraźniejszość, na siły i ruchy w 
niej. Zadawano pytanie: na co filozofia? Filozofia nikomu nie pomaga. 
Platon nie zdołał pomóc Grekom, nie uratował ich przed upadkiem, co 
więcej, pośrednio do niego się przy czynił.

 

Każda negacja filozofii wyrokuje w oparciu o coś jej obcego i wychodzi 

albo od trwałych treści wiary, którym filozofia mogłaby zagrozić, albo od 
celów życiowych, dla których filozofia jest bezużyteczna, albo też od 
nihilizmu, który odrzuca wszystko, a więc i filozofię jako bezwartościową.

 

Ale przy uprawianiu filozofii dzieje się coś, czego nie dostrzega nikt, 

kto jąodrzuca: wraz z nią człowiek dociera do swego źródła. Wtym sensie 
filozofia jest bez warunków i bez celu. Nie można ani uzasadnić jej na 
jakiejś innej podstawie, ani usprawiedliwić przydatnością do czegoś. Nie 
jest ani belką, ani źdźbłem, których można by się uchwycić. Nie można 
zadysponować filozofią. Nie można się nią posłużyć.

 

Ś

miem twierdzić: filozofia nie skończy się, póki żyją ludzie. Dzięki 

filozofii trwa wymóg, by życie zachowało sens wykraczający poza wszelkie 
cele na świecie. Ma ona doprowadzić do tego, by ujawnił się sens

 

obejmujący wszystkie te cele, spełnić go urzeczywistniając w teraźniej-
szości, niejako na przekór życiu; jej teraźniejszość ma służyć zarazem 
przyszłości; nigdy nie wolno, by filozofia zdegradowała ludzi lub poje-
dynczego jedynie do poziomu człowieka, środka.

 

Stałe zadanie uprawiania filozofii brzmi: stawać się naprawdę człowie-

kiem przez uprzytomnienie sobie bytu; albo inaczej: stawać sięsobąprzez 
uzyskanie pewności co do Boga. Spełnienie tego zadania ma następujące, 
niezmienne cechy:

 

Zawsze, a więc i dziś należy dbać o r z e m i o s ł o  f i l o z o f i c z -n e: 

rozwijać kategorie i metody, budować podstawowe struktury naszej 
wiedzy, orientować się w całym świecie nauki, przyswajać sobie historię 
filozofii, ćwiczyć w myśleniu spekulatywnym i w metafizyce, w rozjaś-
niającym myśleniu filozofii egzystencjalnej.

 

Zawsze celem jest zdobycie n i e z a w i s ł o ś c i  przez człowieka jako 

jednostkę. Zdobywają przez odniesienie do samego bytu. Zdobywa 
niezawisłość od wszystkiego, co się dzieje na świecie, dzięki głębokiemu 
powiązaniu z Transcendencją. Niezawisłość dało Lao-tsy tao, Sokratesowi -
boski nakaz i wiedza, Jeremiaszowi - Jahwe, który do niego przemawiał, a 
znali ją też Boecjusz, Bruno, Spinoza. Tej niezawisłości nie wolno mylić ani 
z suwerenną samowolą w libertynizmie, ani z siłą witalną, która gardzi 
ś

miercią.

 

Zawsze zadanie powoduje n a p i ę c i e :  czy znajdować niezawisłość 

p o z a  ś w i a t e m , w wyrzeczeniu! w samotności; czy też w ś w i e - c i 
e samym, poprzez świat, współdziałając z nim bez popadania w jego 
niewolę? Do filozofa, który chce wolności dla siebie tylko wraz z wolnością 
dla innych, w porozumieniu z innymi ludźmi, odnosi się okrzyk błazna za 
odchodzącym Konfucjuszem: „oto człowiek, który wie, że nic z tego, a 
mimo to działa nadal" -prawda dotycząca wiedzy doczesnej, która 
absolutyzuje swój pozorny charakter, ale zarazem prawda, która nie 
wstrząsa posadami prawdy głębszej, prawdy wiary filozoficznej.

 

Filozofiazwracasiędojednostki. Wkażdym świecie, wkażdej sytuacji w 

toku uprawiania filozofii jednostka musi wrócić do siebie samej. Albowiem 
tylko ten, kto jest sobą - i kto w samotności wychodzi cało z tej próby - 
może naprawdę porozumieć się [z innymi].

 

 

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

112

 

113

 

background image

 
 

64 

 

 

 

Czy można coś powiedzieć o aktualnym zadaniu filozofii w obrębie tak 

sformułowanych stałych jej zadań?

 

Mówiono nam, że skończyła się wiara w rozum. Rzekomo wielkim 

krokiem, jakiego dokonał wiek XX, jest porzucenie logosu, idei ładu 
ś

wiata. Jedni radują się świadomością życia wyzwolonego, inni opłakują tę 

wielką zdradę ducha, złowrogi los, który musi jakoby doprowadzić do 
zagłady ludzkości.

 

Na to trzeba odrzec: krok ten zawiera coś z prawdy, bo zniszczeniu 

uległo poczucie pewności jakie miał rozsądek porzucony przez rozum, bo 
zdemaskowane zostało złudzenie harmonii świata, upadło zaufanie do 
praworządności i ustaw samych przez się. W słowach postawy takie wy-
glądały wspaniale, ale kryły się za nimi niziny życia, zdemaskowane 
przez psychoanalizę, ów kierunek w psychoterapii, który rozwinął się w 
mętny światopogląd, częściowo prawdziwy w odniesieniu do zakłamanej 
epoki i od niej zależny.

 

Kiedy wszystko ulega zrąbaniu, widać nagie korzenie. Korzenie te -to 

ź

ródło, z którego wyrośliśmy i o którym zapomnieliśmy w gmatwaninie 

poglądów, nawyków, schematów.

 

Zadanie polega dziś na tym, by oprzeć na nowo właściwy rozum na 

samej Egzystencji. Oto najpilniejszy postulat w sytuacji duchowej, opisanej 
przez Kierkegaardai Nietzschego, Pascala i Dostojewskiego.

 

Nie można go spełnić przywracając przeszłość. Dziś musi ono chyba 

objąć następujące momenty:

 

1. Spokoju szukamy rozbudzając nieustannie nasz niepokój.

 

2. Przechodząc przez nihilizm przyswajamy sobie naszą tradycję.

 

3. Wnauce szukamy czystości jako przesłanki prawdy przy uprawianiu 

przez nas filozofii.

 

4. Rozum staje się wolą porozumienia bez granic.

 

1. S p o k o j u  s z u k a m y  r o z b u d z a j ą c  n i e u st a nn i e  n a s z  

niepokój. Spokój jest celem uprawiania filozofii.

 

Wśród straszliwych zniszczeń chcielibyśmy mieć pewność, że coś zo-

staje, bo istnieje zawsze. W biedzie powracamy myślą do naszego źródła. 
Gdy grozi śmierć, chcemy myśleć o tym, co pozwala nam wytrwać.

 

Także dzisiaj filozofia może nam przynieść coś znanego już Parmeni-

desowi, gdy budował świątynię Bogu w podzięce za spokój doznany dzięki 
filozofii. Ale dziś tak wiele fałszywego spokoju!

 

Straszne to: mimo wszystkich wstrząsów i zniszczeń grozi nam wciąż j 

eszcze, że będziemy żyli i myśleli tak, j akby nic w istocie nie zaszło. Tak 
jakby tylko nas, biedaków dotknęło wielkie nieszczęście niszcząc jak pożoga 
piękne życie; ale teraz można by było kontynuować życie na dawną modłę. 
Takjakby nic sienie stało. Gdy jesteśmy przerażeni, bezradni albo wściekli, 
oskarżamy innych. Kto tak to odczuwa, ten jeszcze uwikłany jest w sidła, 
które pozwalają tylko na pozory spokoju. Ten spokój trzeba przemienić w 
niepokój. Jest bowiem bardzo niebezpieczny. Niezmierne nieszczęście 
może przeminąć, a z nami jako ludźmi nie stanie się nic, nie usłyszymy 
Transcendencji, nie osiągniemy jasności widzenia i nie będziemy z jasnością 
działali. Straszliwy ubytek świadomości zacieśni nas.

 

Jako wzór pouczający, choć nie do naśladowania, jaka jest i będzie w 

przyszłości sytuacja mogą posłużyć czasy żydowskich proroków. Położona 
między Wschodem i Zachodem, między mocarstwami Babilonu i Egiptu, 
Palestyna musiała upaść jako państwo, rozdarta, spustoszona: piłeczka w 
wielkiej polityce, to tu, to tam przyłączana. Pojawili się wtedy prorocy 
dając dobre rady, by wejść w przymierze ze Wschodem lub Zachodem i 
uzyskać w zamian opiekę, znaleźć przyjaciół, móc żyć szczęśliwie. Tym 
prorokom wybawienia przeciwstawili się prorocy nieszczęścia i po dziś 
sławi się ich imię. Widzieli sytuację, odrzucali wszelkie opowiadanie się po 
stronie Wschodu lub Zachodu. Przewidywali nadciągające nieszczęście. 
Ale nie widzieli w nim przypadkowego działania potężnych maszyn wojny, 
lecz sens, którego szczegółowo poznać nie można. To Bóg rozściela świat jak 
dywan. To On pozwala Asyryjczykom podbijać łudzą ludem i zawładnąć 
nimi tak, jak wyjmuje się ptaki z gniazda.Tokiem spraw On rządzi, a 
ludzie i państwa służą Mu za narzędzia, czynią, co przyszło im czynić, 
nie przeczuwając, że to Bóg tego chce. Prorocy, którzy to mówili, chcieli 
przebudzić swój lud, a następnie wszystkich ludzi. Radę widzieli jedną 
tylko: służyć Bogu czystym, moralnym życiem. Świat stworzony został z 
nicości i sam przez się jest niczym. Sens tkwi w tym, co czyni człowiek, by 
był posłuszny Bogu. Aczego chce Bóg, mówi nienaruszalnych dziesięcioro 
przykazań. Czego poza tym chce Bóg w

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

114

 

115

 

background image

 
 

65 

 

 

 

danej chwili, to w ich mniemaniu prorokom objawia, a oni przekazują to 
dalej. Lecz pozostawała wieloznaczność. Bóg nie przemawia do ludzi 
wprost. W niewiedzy potrzebna jest niezwykła skromność. Pytania Hioba 
pozostają bez odpowiedzi. Szczytem skromności jest sędziwy Jeremiasz.

 

Nie jesteśmy bynajmniej prorokami. Nie da się naśladować tego, co 

wtedy było wielkie. Można natomiast, porównując sytuację, umożliwić 
odczucie, jaki niepokój byłby dziś na miejscu i jak dusza mogłaby osiągnąć 
spokój.

 

W ostatnim stuleciu prorocy mieli swój odpowiednik. Kierkegaard i 

Nietzsche, którzy kiedyś w przypływie jasnego widzenia i przerażenia 
drogą, po której kroczy ludzkość, daremnie usiłowali przebudzić uśpiony 
ś

wiat, są dziś jeszcze niezbędni, jeśli idzie o nasze podstawowe doświad-

czenie. Nawet dziś jeszcze nie osiągnęli swego celu, nie przebudzili na-
prawdę [ludzi].

 

Lecz sami byli wyjątkiem nie stając się wzorem. Iść w ich ślady byłoby 

wbrew ich własnej woli i nie zrobi tego nikt, kto ich rozumie. Byli zarazem 
ofiarą swoich czasów i ich prorokami. Obaj przynieśli najgłębszą prawdę 
w najściślejszym powiązaniu z dziwacznymi i obcymi nam twierdzeniami 
pozytywnymi. Kierkegaard zinterpretował chrześcijaństwo jako wiarę w 
absurd, jako decyzję negatywną, na mocy której nie wolno imać się 
ż

adnego zawodu ani zawrzeć małżeństwa, a właściwym chrześcijaństwem 

jest męczeństwo. Nietzsche przyniósł myśli o woli mocy, o nadczłowieku i 
wiecznym powrocie, które niejedną głowę wprawiły w zamęt, ale są tak 
samo nie do przyjęcia jak Kierkegaarda nadmiernie niejako wywyższone 
chrześcijaństwo.

 

Ale większość refutacji Kierkegaarda i Nietzschego jest bez sensu i 

brzmi jak apel o kontynuowanie snu. Trywialnie biorąc są słuszne, ale 
dzięki temu znika zadra, którą Kierkegaard i Nietzsche wrazili w nasze 
sumienie. Nie będzie zaś żadnego prawdziwego rozwoju filozofii w przy-
szłości, jeśli nie zagłębia się ona w tych dwóch gigantów. Albowiem 
swym dziełem, które się rozpadło, i ofiarą własnego życia objawili nam 
coś, czego nic nie zastąpi. Pozostają nadal siewcami niepokoju i obejść 
ich sienie da, póki mamy jeszcze fałszywy spokój.

 

2. P r z e c h o d z ą c  p r z e z  n i h i l i z m  p r z y s w a j a m y  so b i e  

n a s z ą  trad ycję. Niepokój oznacza, że obecność nihilizmu jest mo-

 

ż

liwością przez nas samych doświadczoną. Znamy rozpad obowiązujących 

norm, znamy utratę gruntu pod nogami, kiedy nie ma już żadnej wiary, 
kiedy narodu nie łączy już żadna wspólnota samowiedzy. Nieliczni 
doświadczyli tego już za czasów Nietzschego, niektórzy po 1933 r., inni 
później, dziś nie ma chyba żadnego myślącego człowieka, który nie miałby 
takich doświadczeń. Może dochodzimy teraz do punktu, gdy odzywa się 
coś, co przemawiało w każdym momencie historycznego przełomu i do 
czego nawołują nas ówcześni ludzie. Nihilizm zarówno jako ruch myślowy, 
jak również jako doświadczenie historyczne stanowi przejście do 
głębszego ujęcia tradycji. Nihilizm bowiem nie tylko od dawna - jest 
równie stary jak filozofia - był drogą z powrotem do źródeł, lecz także 
wodą królewską, probierzem złota prawdy.

 

Jest w filozofii od początku coś nieprzekraczalnego. We wszelkiej 

przemianie ludzkich stosunków i zadań, we wszelkim postępie nauki, w 
całym rozwoju kategorii i metod myślenia chodzi o uchwycenie jednej, 
wiecznej prawdy, w nowych warunkach, nowymi środkami, uzyskując 
może większą jasność.

 

Dziś zadanie nasze polega na tym, by w nihilizmie doprowadzonym do 

szczytu zdobyć znów pewność wiecznej prawdy. Zakłada to przyswojenie 
sobie tradycji w taki sposób, by nie tylko znać j ą zewnętrznie, nie tylko 
obserwować, lecz samemu dogłębnie w niej uczestniczyć.

 

Aby to osiągnąć trzeba odrzucić w odniesieniu do samej filozofii ideę 

postępu, słusznąw odniesieniu do nauki filozoficznego rzemiosła. Błędny 
był pogląd, jakoby lepsze późniejsze wyniki eliminowały wcześniejsze, 
które jako przebyte w postępie szczeble są już tylko przedmiotem 
zainteresowań historycznych. Za prawdziwe uchodzi wtedy nowe jako 
takie. Odkrycie czegoś nowego daje poczucie osiągnięcia w dziejach 
szczytu. Takie zasadnicze nastawienie cechowało często filozofów w 
ostatnich wiekach. Wciąż na nowo sądzili, że całkiem nowymi odkryciami 
przezwyciężają całą przeszłość, że dopiero teraz zaczyna sięprawdzi-wa 
filozofia. Tak było u Kartezjusza, u Kanta mimo całej jego skromności i 
szczególnego po temu prawa, butnie w tzw. niemieckim idealizmie: u 
Fichtego, Schellingai Hegla, z kolei u Nietzschego. Po tragedii zaś nastę-
powała farsa. Kiedy w r. 1910 Husserl ogłosił w pierwszym numerze , 
,Logosu" artykuł o filozofii jako nauce ścisłej, gdzie jako najważniejszy,

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

116

 

117

 

background image

 
 

66 

 

 

 

gdyż bezwzględnie konsekwentny reprezentant swego fachu ustanawiał 
wreszcie ostateczną podstawę filozofii, wówczas drogi myślicieli się 
rozeszły. Mimo całego respektu dla racjonalnej ścisłości fenomenologii i 
neokantyzmu inni, sprzeciwiając się ty m wymogom, szukali z zamiłowa-
niem istoty filozofii jako prawdy wiecznej w tradycji i bynajmniej nie 
dążyli do jej problematycznego unowocześnienia. A jednak nowość ta 
zachowała ton agresywny i, jeśli się nie mylę, zanika dopiero teraz. Idea 
postępu była formą, w której doświadczenie tego, co pierwotne, mylnie 
pojmowało siebie jako historyczną nowość, gdyż nastąpiło pomylenie 
filozofii z nowoczesną nauką. Na dodatek owładnęła filozofią chęć pano-
wania,potęgi i znaczenia. Filozofia jest zupełnie czym innym niż to, czym się 
okazała ulegaj ąc takiemu wypaczeniu; coś wiecznego j est w niej obecne, 
odkąd człowiek filozoficznie uświadomił sobie sam siebie. Oderwanie od 
historycznego podłoża w pogoni za nowością oraz posługiwanie się 
dziejami jako kamieniołomem, skąd pobiera się materiał dla dowolnych 
interpretacji - taka droga prowadzi w przepaść nihilizmu. Nie wolno nam 
ani wyabsolutyzować zjawisk w przeszłości i poddać się im, ani 
zdystansować się nieobowiązująco od nich, z przyjemnością obserwując 
minione czasy, przede wszystkim zaś nie wolno nam oderwać się od hi-
storycznego podłoża. Gdybyśmy zaś to uczynili, nihilizm bolesną operacją 
przywiedzie nas z powrotem do właściwej prawdy.

 

Zasadnicze stanowisko, które ponownie odradza się na podłożu nihili-

zmu, uczy nas innego spojrzenia na dzieje filozofii. Trzy tysiące lat dziejów 
filozofii okazują się jedną jedyną teraźniejszością. Rozmaite postacie myśli 
filozoficznej kryją w sobie jedną tylko prawdę. Pierwszy usiłował pojąć 
jedność tej myśli Hegel, ale uczynił to jeszcze tak, że wszystko, co 
poprzedzało jego własną filozofię, okazywało się wobec niej wstępnym 
szczeblem i cząstkową prawdą. Chodzi zaś o to, aby każdorazowe szczytowe 
osiągnięcia filozofii przyswoić sobie przez stale odnawiany związek z 
wielkimi zjawiskami w przeszłości, niejako z czymś, co już zostało za nami, 
lecz jako z czymś obecnym dzisiaj.

 

Skoro każda filozofia jest teraźniejsza, to wie, że w jej bycie obecnym 

przejawia się źródło i że niezbędnajest uniwersalna tradycja, owapamięć, 
bez której pogrążylibyśmy się w nicości chwili pozbawionej przeszłości i 
przyszłości. Przemijaj ąc w czasie wie, że prawda właściwa, philosophia

 

perennis, w której zawsze znika wszelki czas, jest stale obecna i równo-
czesna.

 

3. W n a u c e  s z u k a m y  c z y s t o ś c i  j a k o  p r z e s ł a n k i  p r a wdy 

p r z y  u p r a w i a n i u  p r z e z  nas f i l o z o f i i .  Przesłanką techniki, 
która przeobraża nasz byt, jest nowoczesna nauka. Ale nauka ta sięga 
znacznie dalej. Ta nauka - w przeciwieństwie do techniki - wrzyna się 
głęboko w ludzką historię, a tylko niewielu ludzi zdaje sobie z tego w pełni 
sprawę i w tym uczestniczy, natomiast masa ludzka tkwi nadal w 
formach myślenia przednaukowego i czyni z nauki taki użytek, jak niegdyś 
prymitywne ludy z europejskich cylindrów, fraków i szklanych paciorków.

 

Zalążki istniały w dawnych czasach, w Grecji, ale dopiero czasy nowo-

ż

ytne od końca średniowiecza przyniosły pierwszy raz prawdziwą swo-

bodę badań bezgranicznie samokrytycznych, rozciągniętych na wszystko, 
co na świecie się zdarza i zdarzyć może.

 

Nauka postępuje metodycznie, bezwarunkowo obowiązujepowszech-nie 

i wobec tego faktycznie też wszędzie zdobywa jednomyślne uznanie, ma 
krytyczną świadomość własnej procedury, systematycznie zdobywa 
pewność w odniesieniu do całego dotychczasowego dorobku, nigdy nie 
jest w gotowej postaci, a jej postęp idzie w nieskończoność. Cokolwiek 
pojawia się w świecie, staje sięjej przedmiotem. Odkrywa coś, czego nikt 
przedtem nawet nie przeczuwał. Zaostrza i oczyszcza naszą świadomość 
konkretnego bytu i dostarcza zadatków, by praktycznie coś sprawić i 
stworzyć na świecie kierując się celami, których ona sama nie wyznacza, ale 
które niebawem stają się znowu przedmiotem jej badań.

 

Nauka jest niezbędnym warunkiem uprawiania filozofii. Ale sytuacja 

duchowa, jaka dzięki nauce powstała, postawiła dziś przed filozofią takie 
wymogi, których trudności w dawniejszych czasach nie uświadamiano 
sobie równie jasno. Oto one:

 

l. Trzeba uzyskać naukę w pełni c z y s t ą. W faktycznym postępowaniu i 

przeciętnym myśleniu przemieszana jest z twierdzeniami i zachowaniami 
nienaukowymi. W każdej konkretnej dziedzinie bytu na świecie 
poszczególni badacze wspaniale osiągnęli czystą i ścisłą naukę, ale 
jeśli idzie o całość naszego duchowego bytu, bardzo jeszcze do tego 
daleko.

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia -w przyszłości

 

119

 

118

 

background image

 
 

67 

 

 

 

2. Trzeba prześwietlić i przezwyciężyć z a b o b o n n ą  w i a r ę  w n a uk ę. 

W naszych czasach nieustannej niewiary sięgnięto po naukę, bo 
rzekomo dawała mocne oparcie, wierzono w tak zwane wyniki nauki, 
ś

lepo podporządkowywano się ludziom uznanym za fachowców, wie-

rzono, że dzięki nauce i planowaniu można będzie uporządkować świ at w 
całości, oczekiwano wyznaczenia życiu celów, których nauka przecież 
nigdy dać nie może, oraz nieosiągalnego dla nauki poznania bytu w 
całości.

 

3. Wyjaśnić trzeba na nowo metodycznie samą f i l o z o f i ę . Jest ona 

nauką w pradawnym i stale aktualnym sensie metodycznego myślenia, 
lecz nie jest nauką w znaczeniu całkiem nowoczesnym: jako takie zba-
danie rzeczy, które po prostu prowadzi do powszechnie obowiązuj ące-go, 
zawsze identycznego poznania.

 

Mylne utożsamienie filozofii z nauką nowożytną przez Kartezjusza 

oraz jego błędy, niewątpliwie zgodne z duchem tamtych wieków, dopro-
wadziły do nauki traktowanej jako rzekoma wiedza całościowa i zepsuły 
filozofię.

 

Dziś razem z czystością nauki trzeba osiągnąć czystość filozofii. Są od 

siebie nieodłączne, ale nie są tym samym; filozofia nie jest ani wiedzą 
fachową obok innych, ani ukoronowaniem nauk jako rezultat wszystkich 
pozostałych, ani nauką podstawową celem zabezpieczenia innych nauk.

 

Filozofia wiąże się z nauką i jej myśl obecna jest we wszystkich dyscy-

plinach.Prawda nie jest celem niej w ogóle dostępna bez czystości prawdy 
naukowej.

 

[Każda] nauka tkwi we wszechświecie wszystkich nauk i kierują nią 

idee, które w każdej dyscyplinie rodzą się już jako filozofia, przy czym 
ich samych naukowo uzasadnić nie można.

 

Nowy przejaw świadomości prawdy możliwy jest dopiero na podstawie 

stanu nauk w ostatnim stuleciu, ale jeszcze go nie osiągnięto. Praca nad 
jego urzeczywistnieniem należy do najpilniejszych nakazów chwili 
obecnej.

 

Wbrew rozpadaniu się nauki na niepowiązane z sobą specjalizacje, 

wbrew zabobonnej wierze mas w naukę, wbrew spustoszeniom dokonanym 
przez niepoważne pomieszanie filozofii z nauką, badania naukowe i 
filozofia muszą nas razem przywieść na drogę istotnej prawdy.

 

4. R o z u m  s t a j e  się w o l ą  p o r o z u m i e n i a  b e z  g r a n i c .  

Ponieważ niewątpliwie było coś wspólnego, co wnikało we wszelką co-
dzienność, istniało niemal do naszych czasów między ludźmi powiązanie i 
dzięki temu porozumienie rzadko stawało się szczególnym problemem. 
Można było zadowolić się słowami: możemy razem się modlić, nie 
możemy z sobą rozmawiać.Dopiero dziś, kiedy nie potrafimy już nawet 
razem się modlić, dochodzimy w pełni do świadomości, że bycie 
człowiekiem związane jest bezwzględnie z porozumieniem między 
ludźmi.

 

Byt w przejawach swoich rozszczepia się na skutek rozmaitości ludzi, 

rozmaitych źródeł wiary, rozmaitej postaci wspólnot ludzkich na po-
szczególnych obszarach. Jednakie i wspólne są tylko nauka i technika w 
Ś

wiadomości będącej Ogarniającym. W nichłączy się jednak tylko świa-

domość abstrakcyjna

:

 ogólna, natomiast dla rzeczywistego człowieka są 

one w całości środkiem zarówno walki, jak porozumienia.

 

Wszystko, co rzeczywiście tkwi w człowieku, jest historyczne.Ale hi-

storyczność oznacza zarazem rozmaitą historyczność. Dlatego porozu-
mienie wymaga:

 

1. by inna historyczność obchodziła nas bez sprzeniewierzania się własnej;

 

2. by zachwianiu ulegała obiektywność tego, co staje się powszechnie 

obowiązujące, ale bez osłabienia postulatu, że obowiązywać ma słusz-
ność;

 

3. by rezygnować z roszczenia wiary do wyłączności, gdyż mieści się w 

tym zerwanie porozumienia, nie zatracając zarazem swoich własnych 
bezwzględnych podstaw;

 

4. by podejmować nieuchronną walkę z tym, co ma inne historyczne ko-

rzenie, ale stale wznosić ją na poziom walki miłosnej, łącząc się w 
prawdzie nastawionej na wspólnotę, nie na izolację, nie na odgradzanie 
się, na odosobniony punkt;

 

. 5. by kierować się ku głębi, objawiającej się tylko przy rozszczepieniu na 

różnorodne uwarunkowania historyczne, przy czym ja sam do jednego z 
nich przynależę, lecz obchodzą mnie wszystkie i razem kierują mnie ku 
owej podstawie.

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

120

 

121

 

background image

 
 

68 

 

 

 

Wiara filozoficzna jest nieodłączna od gotowości do porozumieniabez 

reszty. Właściwa prawda wyrasta bowiem przy spotkaniu z wiarą tylko w 
obecności Ogarniającego. Dlatego obowiązuje twierdzenie: t y l k o  
l u d z i e  w i e r z ą c y  m o g ą  u r z e c z y w i s t n i ć  p o r o z u m i e -
n i e  . Natomiast nieprawda wyrasta z utrwalania treści wiary, które 
jedynie się odpychają. Dlatego obowiązuje twierdzenie: z f a n a t y k a mi 
w i a r y  n i e  ma r o z m o w y .  Wiara filozoficzna odkrywa dia-
belstwo w każdym przymusie, by z kimś zerwać, i w każdej woli zerwania.

 

Przeciw filozoficznej wierze w porozumienie skierowany jest z a -

r z u t :  wiara w porozumienie jest utopią. Ludzie tacy nie są. W ruch 
wprawiają ich własne namiętności, własna wola mocy, własne, interesy 
ż

yciowe sprzeczne z cudzymi. Porozumienie zawodzi niemal zawsze, z 

cała pewnością zaś w ludzkiej masie. Najlepszy jest jeszcze jakiś konwe-
ncjonalny ład podległy prawom, które przesłaniają zwykły brak zasad i 
zwykłą nikczemność, wykluczające porozumienie. Wymagać od ludzi 
zbyt wiele - znaczy na dobre ich zniszczyć.

 

Należy na to odrzec:

 

1. Ludzie nie są tacy, jacy są, lecz zawsze stanowią jeszcze dla siebie 

problem i zadanie: wszelkie globalne sądy o nich mówią więcej niż 
można wiedzieć.

 

2. Porozumienie w każdej postaci do tego stopnia należy do samej istoty 

człowieka jako takiego, że musi być zawsze możliwe i nigdy nie można 
wiedzieć, jak daleko się jeszcze posunie.

 

3. Porozumienie bez granic nie jest programem, lecz samą wszechogar-

niającą wolą wiary filozoficznej - dopiero na tej podstawie znajdują 
szczegółowe uzasadnienie zamiar i metody porozumienia na każdym jej 
szczeblu.

 

4. Porozumienie bez granic nie jest wynikiem jakiejś wiedzy, lecz zdecy-

dowaniem do wkroczenia na taką drogę, by być człowiekiem. Idea 
porozumienia nie jest utopią, lecz wiarą. Stoi przed każdym pytanie, 
czy do tego dąży i czy wierzy w to, nie jako w coś w zaświatach, lecz 
jako w coś całkowicie obecnego: w rzeczywistą, tkwiąca w ludziach 
możliwość współżycia, rozmowy, w możliwość, by dotrzeć przez to 
współżycie do prawdy i dopiero tą drogą stać się naprawdę sobą.

 

Dziś, w potrzebie, rozumiemy, że porozumienie jest podstawowym 

postulatem skierowanym do nas. Rozjaśnienie porozumienia na podstawie 
jego różnorakich źródeł w każdym rodzaju Ogarniającego staje się 
głównym tematem, gdy uprawia się filozofię. Natomiast przybliżenie po-
rozumienia, przybliżenie każdej możliwości jego urzeczywistnienia, jest na 
co dzień zadaniem filozoficznego życia.

 

Przełożył Jan Carewicz

 

 

 

Filozofia \v przyszłości

 

Wykład szósty -

 

123

 

122