background image

 
 

 

Karl Jaspers 

 

Wiara Filozoficzna 

 
 
 
 
Wykład pierwszy  

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Jeśli  zapytamy  o  źródło  i  cel  naszego  Ŝycia,  padnie  zapewne 

odpowiedź: wiara objawiona; poza nią byłby bowiem tylko nihilizm. Pewien 
teolog  niemiecki  po  wiedział  niedawno:  „Decydującepytanie:  «Sam  jeno 
Chrystus albo nihilizm» nie zostało wymyślone przez kościół". Jeśli tak, to 
nie byłoby w ogóle filozofii: istniałaby tylko z jednej strony historia filozofii 
jako  historia  niewiary,  to  znaczy:  droga  do  nihilizmu, a z  drugiej strony 
systematyzacja  pojęć  w  słuŜbie  teologii.  Filozofii  niejako  wyrwano  by 
serce,  co  zresztą  spotkało  ją  na  gruncie  teologu.  Jeśli  nawet  w  aurze  tej 
powstały  arcydzieła  myśli,  pojęciowo  dokładnie  opracowane,  to  na-
stawienie ich brało się ze źródeł religijnych, obcych filozofii, jako filozofii 
zaś  nie  traktowano  właściwie  tych  arcydzieł  powaŜnie,  przypisując  im 
samodzielność jedynie pozorną, zapoŜyczoną.

 

Odmienna odpowiedź na pytanie o źródło naszego Ŝycia brzmi :rozum 

ludzki, nauki, które pokazują nam w świecie sensowne cele i uczą, jakimi 
ś

rodkami moŜna je osiągnąć. Poza naukami są bowiem jakoby tylko iluzje. 

Prawomocność filozofii nie jest samoistna; krokza krokiem wyłaniały się z 
niej  wszystkie  nauki,  na  końcu  takŜe  logika,  która  stała  się  nauką 
szczegółową. Nie pozostało juŜ nic więcej. - I znowu, gdyby to ujęcie 
było prawdziwe, nie byłoby w ogóle filozofii. Kiedyś filozofiabyła drogą 
prowadzącą do nauk. Teraz moŜe najwyŜej pędzić zbędny Ŝywot jako 
słuŜka nauk - np. jako teoria poznania.

 

A jednak wydaje się, Ŝe oba ujęcia filozofii sprzeczne są całkiem z tą 

treścią, która przejawiała się w niej przez trzy tysiące lat w Chinach, In-
diach i na Zachodzie. Sprzeczne są z powagą, z jaką obecnie uprawiamy 
filozofię, dziś, gdy przestała juŜ być słuŜką nauk, jak pod koniec XIX 
wieku, a nie staje się na powrót słuŜką teologii.

 

Lecz owe zbyt pochopne alternatywy: albo wiara objawiona, albo ni-

hilizm; albo nauka wszechogarniająca, albo iluzja, przydają sięjako oręŜ, 
by zastraszyć dusze, ograbić je z boskiego daru samoodpowiedzialności

 

background image

 
 

 

 

l

 i podporządkować je sobie. Rozdzieraj ą ludzkie moŜliwości na opozycje S

 

między którymi gubi się prawdziwe bycie człowiekiem. 

'

:

 

A jeśli ktoś usiłuje filozofować w nawiązaniu do czcigodnych tradycji 

pomawia się go na skutek owych alternatyw, albo Ŝe jest nihilistą, albo Ŝe 
ulega iluzjom. Jeśli zaś nie pasujemy do takiego, z góry przyjętego obrazu, 
to  zarzuca  się  nam  połowiczność,  niekonsekwencję,  trywialne  poglądy 
Oświecenia, oderwanie od Ŝycia, przy czym zarzuty te padają z obu stron, 
wysuwa  je  zarówno  ekskluzywna  wiara  objawiona,  jak  nauka,  teŜ 
przekształcona w zabobon.

 

A mimo to ośmielamy się podjąć próbę takiego filozofowania, w którym 

nasze  bycie  człowiekiem  pozostaje  sprawą  otwarta.  Filozofia  zre-
zygnować nie moŜe. Zwłaszcza dziś.

 

ś

yjemy  ze  świadomością  takich  zagroŜeń,  jakich  nie  znały  wieki  mi-

nione:  przerwać  się  moŜe  porozumienie  z  ludzkością  na  przestrzeni  ty-
siącleci;  moŜemy  nieświadomie  pozbawić  się  tradycji;  obniŜyć  się  moŜe 
poziom  świadomości;  zagubić  się  powszechne  przekonanie  o  powiązaniu 
przekazywanych treści. W obliczu tych śmiertelnych zagroŜeń musimy w 
toku  filozofowania  być  przygotowani  na  wszystko,  tak  aby  myśl  nasza 
pomogła nam pozostać ludźmi w maksymalnym stopniu. Właśnie na skutek 
katastrofy  zachodu  filozofowanie  odzyskuje  znów  w  pełni  świadomość 
swej niezaleŜności, gdy chodzi o odnalezienie związku z samymi źródłami 
człowieczeństwa.

 

Tematem  naszym  jest  wiara  filozoficzna,  fundament  takiego  właśnie 

naszego  myślenia.  BezbrzeŜny  to  temat.  Aby  uwydatnić  jego  najprostsze 
zasady,  dzielę  jego  problematykę  na  sześć  wykładów:  1.  Pojęcie  wiary 
filozoficznej.  2.  Treści  wiary  filozoficznej.  3.  Człowiek.  4.  Filozofia  i 
religia.  5.  Filozofia  i  pseudofilozofia  (demonologia,  ubóstwienie  czło-
wieka, nihilizm). 6. Przyszła filozofia.

 

Wiara  róŜni  się  od  wiedzy.  Giordano  Bruno  wierzył,  a  Galileusz  wie-

dział. Zewnętrznie obaj znajdowali się w takim samym połoŜeniu. Trybunał 
inkwizycji Ŝądał od nich odwołania pod groźbą śmierci. Bruno gotów był 
odwołać  niektóre,  lecz  nie  najwaŜniejsze  dla  niego  twierdzenia;  poniósł 
ś

mierć męczeńską. Galileusz odwołał naukę o obrocie ziemi wokół słońcai 

trafnie wymyślono anegdotę o wypowiedzianych potem słowach: „a jednak 
się obraca". Jest to róŜnica między prawdą, która ucierpi na

 

statek od wołani a, i prawdą, której odwołanie nie naruszy. Obaj postąpili 
jiaodnie z istotą głoszonej przez siebie prawdy. Prawda, którą Ŝyję, jest 
prawdą tylko dzięki temu, Ŝe się z nią utoŜsamiam;jej przejaw jest histo-
fvczny,  moŜliwość  obiektywnego  jej  wyraŜenia  nie  obowiązuje  po-
wszechnie,  a  jednak  jest  bezwarunkowa.  Prawda,  której  słuszności  mogę 
dowieść,  istnieje  sama  beze  mnie;  obowiązuje  powszechnie,ponad  histo-
rycznie, poza czasem, ale nie bezwzględnie, raczej tylko w odniesieniu do 
załoŜeń  i  metod  poznania  w  ramach  powiązań  rzeczy  skończonych. 
'Niestosowne  byłoby,  gdyby  ktoś  chciał  umierać  za  słuszność  czegoś.co 
moŜna dowieść. W jakim jednak przypadku myślicielowi, który wierzy Ŝe 
zna istotę rzeczy, nie wolno odwołać swych twierdzeń bez naru-SZCnia 
prawdy, to jego tajemnica. Na mocy Ŝadnej wiedzy ogólnej nie moŜna od 
niego  wymagać  męczeństwa.  Tylko  męczeństwo  poniesione,  i  lOlak,  jak 
poniósł je Bruno, nie w entuzjastycznym porywie i nie na skutek Chwilowej 
hardości,  lecz  po  długim,  opornym  przezwycięŜaniu  samego  Siebie,  jest 
znamieniem prawdziwej  wiary,  mianowicie pewności posiadania prawdy, 
której dowieść nie mogę tak jak naukowego poznania rzeczy skończonych.

 

Przypadek Bruna jest jednak niezwykły. Albowiem filozofia bynajmniej nic 

koncentruje się na twierdzeniach, które przybierają charakter wyznania wiary, 
lecz na takich po wiązaniachmyśli, które wnikają w Ŝycie jako całość. Sokrates, 
Boecjusz, Bruno są  niejako świętymi dziejów  filozofii, ale nie są przez to 
bynajmniej  największymi  filozofami.  Są  to  jednak  czci  godne  przykłady 
potwierdzenia męczeństwem jakiejś wiary filozoficznej.

 

Wbrew oczywistości, jakoby człowiek mógł polegać całkiem na swoim 

rozumie - wszystko byłoby rzekomo w porządku, gdyby nie głupota i Zła 
wola-wbrew  tej  ułudzie  rozumu  nazywa  się,  wciąŜ  jeszcze  na  gruncie 
rozumu, coś innego, z czym jesteśmy związani, irracjonalnym. Niechętnie 
się, to uznaje albo traktuje jako niewaŜną grę uczuć, jako iluzję niezbędną 
dla psychiki lub rozrywkę  w  wolnych chwilach. Niekiedy  dostrzega  się  w 
tym  nawet  jakieś  siły  i  odwołuje  do  nich  jako  do  irracjonalnych 
namiętności  duchowo-psychicznych,  aby  przy  ich  pomocy  osiągnąć 
własne cele. I wreszcie dostrzega się w tym prawdę i popada w irracjonal-
ność, w upojenie, które rzekomo jest prawdziwym Ŝyciem.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

10

 

11

 

background image

 
 

OtóŜ  wiary  nie  naleŜy  w  Ŝadnym  wypadku  traktować  jako  czegoś  irra-

cjonalnego. Ta biegunowa opozycja racjonalnego i irracjonalnego doprowadziła 
wręcz  do  zamącenia  egzystencji.  W  tym  naleganiu  raz  na  naukę,      .  kiedy 
indziej  na  niedyskusyjny,  rzekomo  ostateczny  punkt  widzenia,  w      J  tym 
odwoływaniu się raz do poznania, kiedy indziej znów do własnych   f odczuć, 
zrodziło się przerzucanie się poglądami bez moŜności poroŜu-   | mienia. Ta 
zabawa  była  moŜliwa,  dopóki  faktycznie  jaśniały  jeszcze  treści  wielkiej 
tradycji, coraz słabsze zresztą. Kiedy duch świadomie oparł   ł się na tym, co 
irracjonalne, był to jego koniec. Jak fajerwerk uszedł z dymem niewybrednie 
wszystko  atakując,  przeciwstawiając  się  hardo  tym  właśnie  treściom,  które 
uwaŜano  za  poŜądane  i  poŜyteczne,  trwoniąc  tradycję  w  wolności 
niepowaŜnej, a rzekomo nadrzędnej i w nieodpowiedzialnym patosie. Całej 
płaszczyzny takiej frazeologii nie moŜna zwalczyć - nie ma bowiem w ogóle 
przeciwnika, jest tylko mglista, zmienna   f jak Proteusz róŜnorodność, której 
w ogóle nie moŜna uchwycić, bo całkiem ulega zapomnieniu - moŜna ją tylko 
przezwycięŜyć jasnością.

 

Naszą wiarą nie moŜe być coś, co w gruncie rzeczy jest tylko negatywne, 

coś  irracjonalnego,  jakieś  rzucanie  się  na  oślep  w  ciemność  tego,  co 
sprzeczne z rozumem i nie podległe prawom.

 

Wiarę filozoficzną, wiarę człowieka myślącego cechuje zawsze, to Ŝe istnieje 

tylko w powiązaniu z wiedzą. Chce ona wiedzieć tyle, ile wiedzieć    * moŜna i 
samą siebie przeniknąć.

 

P o z n a w a n i e   bez  kresu,  nauka,  jest  podstawowym  elementem  filo-

zofowania. Nie moŜe być niczego, o co nie wolno pytać, Ŝadnej tajemnicy 
niedostępnej  badaniu,  niczego,  co  mogłoby  się  przed  nim  ukryć.  Lecz 
czystość poznania, jego sens i granice osiąga się przez krytykę. Kto uprawia 
filozofię, ten potrafi obronić się przed naduŜyciami pseudo-wiedzy, przed 
ześlizgnięciem się nauki na manowce.

 

A dalej, wiara filozoficzna chce rozjaśnić siebie samą. Kiedy filozofuję, nie 

przyjmuję niczego zwyczajnie, bez zgłębienia, tak jak mi się nasuwa Wiara 
nie  moŜe wprawdzie stać się powszechnie obowiązującą wiedzą, ale ma 
mi  się  uobecnić  drogą  przekonania  się  samemu.  I  ma  się  stawać  coraz 
jaśniejsza, bardziej świadoma, a świadomość ma posuwać ją naprzód.

 

Co znaczy więc wiara?

 

Nieodłączne  są  w  niej  wiara,  z  której  wynika  moje  przeświadczenie, 

oraz  uchwycona  przeze  mnie  treść  wiary  -  wiara  jako  spełniony  akt  i 
wiara,  jaką  przyswajam  sobie  w  tym  akcie  -fidesąua  creditur  i  fides  ąuae 
creditur.  
Subiektywna  i  obiektywna  strona  wiary  są  jedną  całością.  Jeśli 
wezmę  tylko  stronę  subiektywną,  pozostanie  wiara  jako  wierzenie,  wiara 
bez przedmiotu, wiara, która niejako w siebie samą wierzy, wiara w istocie 
bez  treści.  Jeśli  wezmętylko  stronęobiektywną,  pozostanie  treść  wiary  jako 
przedmiot, jako twierdzenie, dogmat, stan; coś, co niejako jest martwe.

 

Tak  więc  wiara  jest  wprawdzie  zawsze  wiarą  w  coś.  Ale  nie  mogę  po-

wiedzieć  ani,  by  była  to  prawda  obiektywna,  która  nie  zostaje  określona 
przez  wiarę,  lecz  raczej  sama  ją  określa  -  ani  by  była  to  prawda  subie-
ktywna,  której  nie  określa  przedmiot,  lecz  raczej  ona  go  określa.  Wiara 
jest  jednością  czegoś,  w  czym  my  odróŜniamy  podmiot  i  przedmiot  jako 
wiarę, na podstawie której wierzymy, i wiarę, którą wierzymy.

 

Kiedy  więc  mówimy  o  wierze,  będziemy  mieli  na  myśli  coś,  co  ogarnia 

podmiot  i  przedmiot.  Tu  tkwi cała  trudność,  gdy  chcemy  mówić  o  pojęciu 
wiary.

 

Przypomnijmy  tu  wielką  naukę  Kanta,  która  miała  poprzedników  w 

filozofii  Zachodu  i  Azji,  a  której  podstawowa  myśl  musiała  pojawić  się 
wszędzie,  gdziekolwiek  w  ogóle  uprawiano  filozofię,  lecz  jako  myśl  uświa-
domiona  i  wywiedziona  metodycznie  dopiero  u  Kanta  stała  się  elementem 
filozoficznego  rozjaśnienia-  wprawdzie  i  tu  w  postaci  historycznej,  lecz  w 
zasadzie  juŜ  na  zawsze.  Jest  to  myśl  o  zjawiskowości  naszego  istnienia 
rozszczepionego  na  podmiot  i  przedmiot,  przykutego  do  przestrzeni  i  czasu 
jako  do form  naoczności,  do kategorii  jako form  myślenia. Cokolwiek ma 
byt,  musi  stać  się  dla  nas  przedmiotem  w  tych  formach  i  dlatego  staje  się 
zjawiskiem,  jest dla  nas takie, jakie  znamy,  nie  jest dla  nas takie, jakie  jest 
samo  w  sobie.  Byt  nie  jest  ani  przedmiotem  stojącym  przednami,  kiedy  go 
spostrzegamy lub o nim myślimy, ani podmiotem.

 

Podobnie  wiara.  Jeśli  wiara  nie  jest  ani  treścią  jedynie,  ani  tylko  aktem 

podmiotu,  lecz  korzenie  jej  tkwią  w  czymś,  co  jest  wehikułem  zjawisko-
wości,  to  uprzytomnić  ją  moŜe  tylko  coś,  co  nie  jest  ani  przedmiotem,  ani 
podmiotem,  lecz  jest  jednością  jednego  i  drugiego,  która  pojawia  się  roz-
szczepiona na podmiot i przedmiot. Nazywamy byt, który nie jest ani

 

 

 

12

 

13

 

background image

 
 

 

 

jedynie podmiotem, ani tylko przedmiotem, lecz raczej w rozszczepieniu na 
podmiot  i  przedmiot  leŜy  po  obu  stronach  O g a r n i a j ą c y m   (das 
Umgreifende)*.  
ChociaŜ  nie  moŜe  on  stać  się  dla  nas  adekwatnie  przed-
miotem, kiedy uprawiamy  filozofię, mówimy  wychodząc  od  niego  i do 
niego zmierzając.

 

Wydaje  się,  Ŝe  wiara  jest  c z y m ś   b e z p o ś r e d n i m   w  przeciwień-

stwie  do  wszystkiego,  co  zapośrednicza  rozum.  Wiara  byłaby  zatem  przeŜy-
ciem, przeŜyciem Ogarniającego, które przypada mi w udziale lub nie.

 

Lecz wydaje się, Ŝe w takim ujęciu zbacza na tory czegoś, co daje się 

psychologicznie  opisać,  czegoś,  co  się  nam  przydarza,  coś,  co  właściwie 
jest podstawą i źródłem naszego bytu. Dlatego Kierkegaard mówi: „Coś, 
co  Schleiermacher  zwie  religią,  a  dogmatycy  heglowscy  wiarą,  jest  w 
gruncie  rzeczy  niczym  innym  niŜ  pierwszym  i  bezpośrednim  warunkiem 
wszystkiego - witalnym fluidem - atmosferą duchową, którą oddychamy" 
(Dzienniki, 1,54). Wiara, która „się tak rozpływa, roztapia w mgle", nie jest 
wiarą, mówi Kierkegaard mając na myśli wiarę chrześcijańską.

 

Kierkegaard upatruje istotną cechę  wiary  w tym,  Ŝe zmierza do histo-

rycznej niepowtarzalności i sama jest zjawiskiem historycznym. Nie jest to 
przeŜycie,  nie  jest  to  coś  bezpośredniego,  co  moŜna  opisać  jako  dane. 
Wiara  jest  raczej  dogłębnym  uświadomieniem  sobie  źródła  bytu  za  po-
ś

rednictwem historii i myślenia.

 

Wiara  filozoficzna  uświadamia  to  sobie.  Dla  niej  wszelkie  uprawianie 

filozofii  w  dziele  ujętym  w  słowa  jest  tylko  przygotowaniem  lub  przypo-
mnieniem,  tylko  bodźcem  lub  potwierdzeniem.  Dlatego  Ŝadna  filozofia 
jako  wytwór  myśli nie  moŜe sensownie  stanowić  zamkniętej  w sobie  ca-
łości. Dzieło myśli zawsze jest połowiczne i aby było prawdą musi dojść 
ktoś, kto nie tylko pomyślał je sobie jako pewną myśl, lecz zarazem sprawił, 
Ŝ

e tym samym w jego własnej egzystencji pojawiło się historycznie.

 

Pojęcia stanowiące kategorię specyficzną dla Jaspersa, której treść odbiega 
od  potocznie  przyjętej  piszemy  -  z  wyjątkiem  rozdz.  III,  gdzie  tłumacz 
zgłosił sprzeciw - z duŜej litery. 

Dlatego  ten,  kto  uprawia  filozofię,  zachowuje  swobodę  wobec  swoich 

myśli.  Wiarę  filozoficzną  naleŜy  scharakteryzować  negatywnie:  nie  moŜe 
stać się wyznaniem. Myśl jej nie staje się dogmatem. Wiara filozoficzna nie 
zna  trwałego  oparcia  w  czymkolwiek  skończonym  na  świecie,  bo  tylko 
posługuje się swymi twierdzeniami, pojęciami i metodami, lecz im się nie 
poddaje.  Jej  substancja  jest  po  prostu  historyczna  i  nie  moŜna  jej  ustalić 
ogólnie, choć tylko w ogólnikach moŜe się ona wyrazić.

 

A  zatem  wiara  filozoficzna  musi  w  historycznie  określonej  sytuacji 

czerpać stale ze źródeł. Nie zaspokaja jej Ŝaden stan. Stale musi ponosić 
ryzyko maksymalnej otwartości. Nie moŜe powoływać się na siebie jako na 
wiarę, od której nie ma apelacji.

 

Natomiast zawsze musi się objawiać w sposobie myślenia i uzasadniania. 

W  filozofii  zagubieniem  grozi  juŜ  sama  patetyczność  niezaprzeczalnych 
twierdzeń, które brzmią jak objawienie.

 

Nie naleŜy jednak wyobraŜać sobie ogólności prawdziwej wiary jako 

powszechnego  obowiązywania  jej  treści,  nie  naleŜy  jej  uznawać  za  bez-
pośrednią  oczywistość  ani  obiektywnie  ustalać  jako  pewnego  stanu  histo-
rycznego, lecz trzeba tylko upewnić się o niej przez historyczny ruch w 
czasie. To jednak ma miejsce tylko w r a m a c h  O g a r n i a j ą c e g o ,   nie 
będącego ani tylko przedmiotem, ani tylko podmiotem. Teraźniejszość, która 
ukazuje się w historii, zawiera w sobie źródła wszelkiej wiary.

 

Aby  uzyskać  pojęcie  Ogarniającego,  musimy  rozjaśnić  Ogarniające. 

Odnawiająca  się  stale,  zawsze  zapośredniczona  bezpośredniość  Ogarnia-
jącego, ta ostateczna teraźniejszość istnieje na wiele sposobów. Ogarniające 
w  naszym  rozjaśnieniu  okazuje  się  wielością  rodzajów  Ogarniającego. 
PosłuŜę  się  -  ze  względu  na  naszą  tradycję  filozoficzną  -  t  a  k  i  m 
s c h e m a t e m ,  który mogę teraz pokrótce tylko przedstawić (spróbujcie, 
proszę,  przez  chwilę  dokonać  wraz  ze  mną  rzeczy  niemoŜliwej:  w 
ramach jedynie dla nas moŜliwego myślenia przedmiotowego przekroczyć 
to  myślenie,  wyjść  poza  przedmiotowość  za  pomocą  myślenia 
przedmiotowego,  dokonać  czegoś,  bez  czego  faktycznie  nie  ma  Ŝadnej 
filozofii, ale co ja pokazuję tu tylko za pomocą pewnego schematu):

 

Ogarniające  albo  jest  b y t e m   s a m y m   w  sobie.którynasobej-

muje, albo bytem, którym my jesteśmy.

 

Byt, który nas obejmuje, zwie się światem i Transcendencją.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

\

 

l

 

14

 

15

 

background image

 
 

 

 

Byt, którym my jesteśmy, zwie się Istnieniem [Daseiri], Świadomością 

[Bewusstsein Uberhaupt], Duchem, z wie się Egzystencją.

 

a) Byt, który nas obejmuje. - Ten byt, który jest, nawet gdy nas nie ma, i 

który nas obejmuje, choć nie my nim jesteśmy, jest dwojakiego rodzaju: 
jest  to  świat,  czyli  byt,  którego  malutką  cząstką  jest  pewna  strona 
naszej istoty, kiedy cały świat jako byt, którym my nie jesteśmy, nas 
ogarnia; jest to Transcendencja, czyli byt po prostu od nas róŜny,  w 
którym Ŝadnego udziału nie mamy, ale w którym tkwią nasze podstawy i 
do którego się odnosimy.

 

aa) Ś w i a t: świat w całości nie jest przedmiotem, lecz ideą. Wszystko, co 

poznajemy, jest w świecie, światem nie jest nigdy.

 

bb)Tr anse  e n d e n c j   a: Transcendencją jest byt, który nigdy nie staje 

się światem, ale niejako przemawia przez byt w świecie. Transcendencja 
jest  wtedy  tylko,  kiedy  świat  nie  istnieje  samoistnie,  kiedy  nie  ma 
podstaw sam w sobie, lecz odsyła do czegoś poza sobą. Jeśli świat jest 
wszystkim, to nie ma Transcendencji. JeślijednakTranscendencjajest, to 
byt świata jest wskazówką, która moŜe na nią wskazywać.

 

b ) B yt ,  k t ó r y m   my j e s t e ś m  y.-Uświadamiamy sobie własny 

byt na następujące sposoby:

 

aa)Jesteśmy  I s t n i e n i e m :   Ŝyjemy  w  otaczającym  nas  świecie  jak 

wszystko, co Ŝywe. Ogarniające tego Ŝywego bytu staje się przedmiotem 
badania  w  swoich  przejawach,  w  powstawaniu  Ŝycia,  w  przybieraniu 
postaci  cielesnej,  w  funkcjach  fizjologicznych,  w  dziedzicznie 
przekazanych  kształtach,  w  przeŜyciach  psychicznych,  w  zachowa-
niach,  w  strukturach otaczającego świata. Człowiek, i on tylko, dodaje 
do tego języki, narzędzia,  wytwory, czyny,  wytwarza sam siebie jako 
przedmiot. Wszelkie Ŝycie poza Ŝyciem ludzkim jest tylko istnieniem w 
otoczeniu. Natomiast pełnia przejawów  Istnienia ludzkiego bierze się 
stąd,  Ŝe  dalsze  rodzaje  Ogarniającego  wchodzą  w  nie,  Ŝe  albo  są 
nośnikiem tego Istnienia, albo muszą mu słuŜyć.

 

bb)  Jesteśmy  Ś w i a d o m o ś c i ą   rozszczepioną  na  podmiot  i  przed-

miot. Tylko to, co wchodzi do tej świadomości, jest dla nas bytem. 
Jesteśmy  świadomością  wszechogarniającą,w  której  wszystko,  co  ist-
nieje, moŜna pomyśleć sobie, znać i poznawać w formach przedmio-

 

towości. Przełamujemy  granice  świata,  który nas tylko otacza, i docie-
ramy do idei świata, do którego naleŜą wszystkie światy otaczające, co 
więcej, wykraczamy w myśleniu poza świat i moŜemy sprawić, Ŝe znika z 
naszej myśli tak jakby go nie było.

 

cc) Jesteśmy D u c h e m :  Ŝycie duchowe to Ŝycie idei. Idee - np. praktyczne 

idee  naszego  zawodu  i  zadań,  jakie  mamy  urzeczywistnić,  albo 
teoretyczne  idee  świata,  duszy  i  Ŝycia  -  kierują  nami  jako  tkwiące  w  nas 
pobudki,  jako  znamię  sensownej  całości  w  rzeczach,  jako  metoda  sy-
stematycznego  wnikania,  przyswajaniasobieiurzeczywistniania.  Idee 
przedmiotami  nie  są,  pojawiają  się  jednak  w  schematach!  postaciach. 
Działają  bieŜąco,  a  zarazem  są  nieskończonym  zadaniem.  Te  trzy 
sposoby  bytu  Ogarniającego  -  Istnienie,  Świadomość,  Duch  -są 
sposobem,  w  jaki  my  jesteśmy  światem;  tj.  kiedy  Ogarniające  obie-
ktywizuje  się  w  czymś  przedmiotowym,  pojawiamy  się  empirycznie  w 
adekwatny  sposób  jako  przedmioty  badań  biologicznych  i  psychologi-
cznych,  socjologicznych  i humanistycznych.  Ale byt nasz na tym się 
nie wyczerpuje.

 

dd)  Jesteśmy  moŜnością  E g z y s t e n c j i :  Ŝycie  nasze  wypływa  ze 

ź

ródła  leŜącego  poza  naszym  Istnieniem,  które  staje  się  empiryczne  i 

obiektywne, poza Świadomością i Duchem. Ta istota nas samych daje o 
sobie znać:

 

1 . w n i e z a d o w o l e n i u ,   jakiego  człowiek  stale  doznaje,  zawsze 
bowiem nie przystaje do swego Istnienia, swojej wiedzy, swego świata 
duchowego;

 

2.w  b e z w z g l ę d n y m   w y m o g u   [dem  Unbedingten],któremu 
podporządkowuje  się  jego  Istnienie  jako  czemuś,  czym  właściwie  on 
sam jest [Selbstsein], lub czemuś, co do niego zrozumiale i w obowią-
zujący sposób powiedziano;

 

3.w  n i e u s t a n n y m   d ą Ŝ e n i u   do  j e d n o ś c i ;   człowiekanie 
zadowala bo wiem jeden sposób bytu Ogarniającego ani wszystkie naraz, 
lecz  dąŜy  do  jedności  w  samej  podstawie,  a  jest  nią  wyłącznie  byt  i 
wieczność;

 

4.  w  świadomości,  Ŝe  posiada  nieuchwytne  w s p o m n i e n i e ,   tak 
jakby  wiedział  o  współuczestnictwie  w  stworzeniu  świata  (Schelling) 
lub mógł przypomnieć sobie coś, co oglądał zanim w ogóle był świat

 

 

 

Wyklad pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

16

 

17

 

background image

 
 

 

 

(Platon);  w  świadomości  n i e ś m i e rt e l n o ś c i ,   która  nie  jest  dal-
szym Ŝyciem w innej postaci, lecz jest schronieniem w wieczności z wy-
mazaniem czasu i ukazuje się człowiekowi jako droga do nieustannego 
działania nadal w czasie.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ma w kaŜdej postaci dwa bieguny: 

podmiot i przedmiot.

 

Jako  I s t n i e n i e   jestem  światem  wewnętrznym  i  światem  otaczają-

cym;

 

jako Ś w i a d o m o ś ć  - świadomością i przedmiotem;

 

jako D u c h - ideą tkwiącą we mnie i ideą wychodzącą mi naprzeciw 

od przedmiotu, obiektywną;

 

jako E g z y s t e n c j a -  Egzystencją i Transcendencją.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ogarnia niejako Ogarniające, którym 

jest  sam  byt,  a  zarazem  zostaje  przez  nie  ogarnięte.  Byt  ten  zwie  się 
„światem"  jako  biegun  w  trzech  pierwszych  przypadkach  i  tu  występuje 
jako  świat  otaczający,  jako  przedmiotowość  wszystkiego,  co  moŜna  po-
znać, jako idea. W czwartym przypadku zwie się Transcendencją.

 

W i a r ą   w s e n s i e   n a j s z e r s z y m   nazywa się występowanie w 

tych biegunowościach. Takiego bowiem występowania nie moŜe w Ŝadnym 
wypadku narzucić rozum, lecz ma ono zawsze własne źródło, niezaleŜne od 
mej woli, natomiast ja jestem, chcę i wiem czerpiąc z niego.

 

I s t n i e n i e jest dla nas czymś tak oczywistym, Ŝe nie uświadamiamy 

sobie najczęściej tajemnicy zawartej w samej świadomości rzeczywistości: 
po prostu  jestem  ja, są rzeczy.  Bywają  chorzy  pozbawieni przez  pewien 
czas  świadomości  rzeczywistości.  Daremnie  tupią  w  ziemię,  by  się 
przekonać, Ŝe istnieje realnie. Wszystko wydaje im się pozorem. Czują się 
martwi, mary, które nie  Ŝyją, a w pewnych przypadkach cięŜkiego obłędu 
sądzą, Ŝe jako takie nieŜywe mary będą musieli Ŝyć wiecznie. Nazywają 
siebie figurantami lub posługują się innymi słowami, które mają wyrazić ich 
nierzeczywistość.  Kartezjańskie  cogito  ergo  sum  jest  na  pewno  aktem 
myślowym, ale nie moŜe zmusić do uznania, Ŝe to, co realne w  świado-
mości, istnieje faktycznie.

 

Jako Ś wi ado moś ć  dowiaduję się, Ŝe obowiązuje to, co słuszne. Tej 

oczywistości nie mogę się oprzeć. W kaŜdym przypadku z osobna muszę

 

uznać, Ŝe coś jest lub nie jest słuszne, inaczej nie mogę. Lecz sama ta 
oczywistość jest bezpośrednia i nieprzekraczalna.

 

Jako  D u c h   mampełnoidei,którepozwalająmiuchwycićkaŜdąideę 

wybiegającą mi naprzeciw. Co  w intelekcie się rozszczepia, tutaj zawsze 
się zbiega i staje się duchowym ruchem. Kiedy idee znikają, świat rozpada 
się na nieskończoną ilość rozproszonych przedmiotów.

 

E g z ys t e n c j ą   jestem,  gdy  wiem,  Ŝe  jestem  podarunkiem  Transcen-

dencji dla  mnie. Mojej decyzji nie zawdzięczam tylko sobie. Mój  samo-
istny  byt jest bytem darowanym  mi w mojej wolności. MoŜe mi siebie 
zabraknąć i Ŝadna wola moja nie zdoła mi siebie podarować.

 

OtóŜ  pewność  rzeczywistości,  oczywistość,  ideę  nazywamy  wiarą  w 

szerszym  sensie.  Jako  Istnienie  coś  istnieje  niejako  instynktownie,  jako 
Ś

wiadomość - na pewno, jako Duch - na mocy przekonania. Ale wiara 

właściwa  jest  aktem  Egzystencji,  w  której  nastąpiło  uświadomienie  rze-
czywistości Transcendencji.

 

Wiara  jest  Ŝyciem  płynącym  z  Ogarniającego,  jest  pokierowaniem 

przez Ogarniające i spełnieniem dzięki niemu.

 

Wiara płynąca z Ogarniającego jest  wolna, bo nie utrwalona w  wyab-

solutyzowanej skończoności. Ma charakter płynny (jeśli idzie mianowicie 
o  moŜliwość  jej  wyraŜenia)  -  nie  wiem,  czy  wierzę  ani  w  co  wierzę  -a 
zarazem  bezwzględny  (w  praktycznym  działaniu  i  w  bezczynności,  które 
wynikają z decyzji).

 

Mówienie  o  niej  wymaga  podstawowej  operacji  filozoficznej:  trzeba 

przekraczając wszelką przedmiotowość upewnić się co do ogarniającego w 
myśleniu,  które  nieuchronnie  jest  zawsze  przedmiotowe,  to  znaczy: 
będąc uwięzionym w bycie, który ukazuje się rozszczepiony na podmiot i 
przedmiot,  wydostać  się  z  tego  więzienia,  mimo  Ŝe  naprawdę  nie  moŜna 
wyjść poza jego obszar.

 

Coś w nas wzdraga się przed tą podstawową operacją, a tym samym 

przed  myśleniem  filozoficznym.  Pragniemy  zawsze  czegoś  uchwytnego. 
Dlatego  myśl  filozoficzną  ujmujemy  błędnie  tak  jakby  była  poznaniem 
przedmiotowym. Jak kot na cztery łapy popadamy zawsze w uchwytność 
przedmiotową.  Wzdragamy  się  przed  filozoficznym  zawrotem  głowy, 
przed pomówieniem, Ŝe stajemy na głowie. Chcielibyśmy, rzec moŜna,

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

18

 

19

 

background image

 
 

 

 

zachować  „zdrowie"  trzymając  się  naszych  przedmiotów  i  uniknąć  odro-
dzenia naszej istoty w toku [ich] przekraczania.

 

Ale nic nam to nie pomoŜe. Zniechęceni moŜemy  wycofać się na po-

zycje  tzw.  zdrowego  rozsądku,  ale  kiedy  chcemy  wtłoczyć  wszystko  w 
jego  formy,  popadamy  właśnie  w  przesąd,  którego  charakterystycznym 
rysem jest,  Ŝe  wszystko,  czym  wykraczając poza  rozdarcie na podmiot i 
przedmiot jest sam byt, zastyga  w przedmiot i  w ten sposób staje  się 
uchwytne.

 

Wiara filozoficzna z sumieniem uczulonym na przesąd, jakim jest wiara w 

przedmiot,  nie  nadaje  się  więc  do  wyznania  w  twierdzeniach.  To,  co 
obiektywne,  musi  być  ruchome  i  niejako  rozpłynąć  się  w  dym,  tak  aby, 
gdy  zanika  przedmiotowość,  właśnie  w  tym  zaniku  jasno  ukazała  się  pełna 
ś

wiadomość  bytu.  Dlatego  wiara  filozoficzna  zawsze  mieści  się  w  dia- 

lektyce, 

która 

wszystko 

roztapia 

znosi.

 
"

 

D i a l e k t y k a^pa wiele rozmaitych znaczeń. Wspólne jest jej to tylko, Ŝe 

istotne znaczenie maj ą w niej przeciwieństwa. Dialektyką zwie się , logiczne 
przechodzenie  przez  antytezy  do  syntezy.  Dialektyką  zwie  się  \  realny 
proces, w którym przeciwieństwa przechodzą w siebie nawzajem, łączą się, 
tworzą  coś  nowego.  Ale  dialektyką  zwie  się  teŜ  spotęgowanie  
przeciwieństw  w  nierozwiązywalne  antynomie,  popadanie  w  nieroz-
wiązywalność,  w  sprzeczność  -  zwie  się  tak  teŜ  docieranie  do  granic, 
gdzie  byt  okazuje  się  absolutnie  rozdarty,  gdzie  mój  właściwy  byt  staje  się 
sprawą wiary, a wiara uchwyceniem czegoś na pozór absurdalnego.

 

W wierze filozoficznej mieści się struktura takich dialektyk.

 

Tak jak nierozerwalne są byt i nicość, jak mieszczą się w sobie nawzajem, 

a  potem  znów  radykalnie  odpychają,  tak  teŜ  wiara  i  niewiara  są  nie-
rozłączne, po czym znów namiętnie się odpychają.

 

Przeciwieństwa  Istnienia.  Ducha, świata  dochodzą  do  pojednania  w 

harmonijnej wizji całościowej, tę zaś przełamuje bunt Egzystencji przeciw 
tej nieprawdzie.

 

Wiara  wycofuje się,  kurczy  do minimum na  granicy  niewiary, by tu, 

skupiona w punkt, przejść do rozprzestrzenienia się w dal. W ten sposób 
mogę kurczowo uczepić się mego w pustkę przechodzącego Ja - cogito 
ergo sum - 
mojej dumy z  wewnętrznej niezłomności - sifractus illabatur 
orbis, impavidum ferient ruinae 
-postawy nieruchomego obserwatora:

 

tak juŜ jest - potępienia świata bez reszty („zwracam bilet wstępu"). Za 
kaŜdym razem łudzę się, Ŝe jestem jeszcze, skoro nie chcę być niczym, Ŝe 
mógłbym  jeszcze  być  nie  podlegając  warunkom  skończoności  w  świecie. 
Doświadczywszy  nicości,  właściwie  uskrzydlony  dopiero  przez  doświad-
czenie kresu, puszczam się w dal, znów wierząc ufnie, by rozjaśnić wszelkie 
rodzaje Ogarniającego, którym sam jestem i w którym się odnajduję.

 

Wiara filozoficzna przechodzi wprawdzie przez nicość, lecz nie wyrasta z 

bezdenności. Nie zaczyna od zera, choć jest pierwotna. Czemu wierzysz? - 
ojciec  mi  powiedział.  Ta  odpowiedź  Kierkegaarda  obowiązuje  w 
zmienionej postaci takŜe w filozofii.

 

Wiara  filozoficzna jest zawarta w tradycji. Wprawdzie wiara ta istnieje 

tylko w refleksji kaŜdej jednostki nad sobą, nie ma obiektywnego oparcia w 
instytucji, jest tym, co pozostaje, gdy wszystko się załamuje, a jednak nie 
ma jej, gdy  chcemy się jej uchwycić  szukając pomocy  w świecie. Ale  w 
teraźniejszości pojawia się zawsze, ilekroć wraca się do siebie samego pod 
wpływem  tradycji.  Dlatego  filozofię  określa  jej  historia,  a  historia 
filozofii zawsze staje sięcałością, kiedy uprawia się filozofię tak jak się to 
czyni obecnie.

 

W  dziej  ach  nie  osiągnięto  dotądrńgdyphilosophiaeperennis,  a  jednak 

tkwi ona stale w idei uprawiania filozofii i w całym obrazie prawdy filo-
zoficznej jako jej historii przez trzy tysiące lat, które stają się jedną jedyną 
teraźniejszością.

 

Zadaje się -  zwłaszcza  w  obliczu osiągnięć religii  - pytanie: czy  filo-

zofia pomaga w biedzie? Pytanie takie zadaje ten, kto szuka obiektywnego, a 
nawet zmysłowo uchwytnego mocnego oparcia. Takiego oparcia w filozofii 
jednak nie ma. Mieć w filozofii mocne oparcie znaczy zastanowić się nad 
sobą, nabrać tchu uprzytomniając sobie Ogarniające, zdobyć siebie samego 
będąc sobie podarowanym. Wiara filozoficzna wie, Ŝe zdana jest na siebie, 
niezabezpieczona, pozbawiona schronienia.

 

A jednak tradycja filozoficzna jest czymś w rodzaju podpory. Mamy 

przed  oczami  faktyczne  filozofowanie  w  przeszłości,  wielkich  filozofów, 
dzieła  filozoficzne.  Ale  kiedy  w  dziełach  poszczególnych  filozofów  ko-
chamy  ich  samych, nie  moŜemy przecieŜ zobaczyć nigdy  w  człowieku 
więcej niŜ człowieka i musimy zawsze dostrzegać teŜ błąd i granice, i 
niepowodzenie. Nawet najszczytniejsza tradycja zawsze tkwi w czasie,

 

 

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Wyklad pierwszy-

 

21

 

20

 

background image

 
 

 

 

mi daje ani mocnego oparcia, ani realnej wspólnoty, nie staje się zbiorem 
ś

więtych ksiąg ani nie zna dzieła, które obowiązuje bez reszty. Prawda 

nigdzie nie jest dana w gotowej postaci, natomiast całe dzieje filozofii od 
Chin po Zachód są jej niewyczerpalnym  źródłem, które tryska jednak 
wtedy tylko, kiedy sięga się po nie z współczesnych powodów celem 
urzeczywistnienia jej na nowo.

 

Wdzięczność za moŜliwość kontynuacji takiej rozmowy z przeszłością 

znajduje symboliczną personifikację w „Filozofii". Przywykło się mówić 
o  niej  jak  o  jakiejś  istocie.  Personifikacji  takiej  dokonał  Cyceron,  a 
najdobitniej Boecjusz.

 

Wiara filozoficzna nie darzy jednak przekazanej filozofii ślepym po-

słuszeństwem, chociaŜ darzy ją czcią.Historia nie staje się dla niej auto-
rytetem, lecz jest tylko nieustanną obecnością zmagań duchowych.

 

Historia jest wieloznaczna. JakŜe łatwo schodzi filozofia na manowce, 

gdy staje się wyznaniem wiary, gdy kostnieje w dogmat, gdy rodzi szkoły 
jako  wspólnoty  instytucjonalne,  gdy  pozwala,  by  tradycja  stała  się  auto-
rytetem, gdy ubóstwia przywódców szkół i gdy dialektycznie popada w 
nieobowiązujące zabawy. Wiara filozoficzna wymaga trzeźwości a zarazem 
ogromnej powagi. Być moŜe zbłądzenia filozofii wysuwają się na czoło 
jej przejawów. Być moŜe częściej rozumiano wielkie myśli źle niŜ dobrze. 
Być moŜe całe np. dzieje platonizmu (poczynając od Speuzypa) są przede 
wszystkim historią wypaczeń i zatracania, a z rzadka tylko odnajdowania na 
nowo  [myśli  Platona].  Niezgodnie  z  sensem  filozofii  ludzie  za  jej 
pośrednictwem  znaleźli  drogę  do  nihilizmu.  Dlatego  filozofia  uchodzi  za 
niebezpieczną. Nieraz uwaŜa sieją właściwie za niemoŜliwą.

 

Odnaleźć w dziej ach filozofii w bezładnym stosie poślizgnięć drogę do 

prawdy, która w niej się otworzyła, moŜna tylko na podstawie wiary filo-
zoficznej, zawsze oryginalnie, umiejąc rozpoznać się na nowo w cudzych 
myślach.

 

PrzełoŜył Jan Carewicz

 

Wykład drugi  

Treści wiary filozoficznej

 

Po  filozofii  oczekuje  się  poznania  zniewalającego  rozsądek,  oczekuje 

się czegoś, co kaŜdy musi uznać za słuszne i moŜe potem znać nie potrze-
bując wiary.

 

Filozofia  faktycznie  nie  powołuje  się  na  Ŝadne  objawienia  ani  Ŝaden 

autorytet.  Lecz  to,  co  filozofujący  człowiek  poznaje  rozumem,dalece  wy-
kracza  poza  poznanie  zniewalające  rozsądek.  Jest  to  coś,  co  rozum  poj-
muje jako prawdę sam z siebie, co uobecnia całą swą istotą, wszystkimi jej 
organami.

 

Kiedy  człowiek  uprawia  filozofię,  wychodzi  poza  samą  tylko  swoją 

naturalność,  lecz  na  mocy  własnej  istoty.  Tym,  co  zdobywa  w  tym  prze-
łomie jako byt i jako siebie samego, jest jego wiara. Kiedy filozofujemy, 
odbywamy  drogę  do  źródeł  wiary,  która  przysługuje  człowiekowi  jako 
człowiekowi.

 

Myśli  filozoficzne  kaŜdy  człowiek  uprawia  w  zaląŜku,  nieraz  w  naj-

czystszej  postaci  jako  dziecko.  Zadaniem  filozofii  jako  myślenia  upra-
wianego zawodowo jest odszukanie takich toków myśli, wyjaśnienie ich i 
rozwinięcie  oraz  powtórzenie  przez  rozpoznanie  ich  w  myślach  rozwi-
janych  przez  tysiąclecia.  Mieści  się  w  tym,  po  pierwsze,  refleksja  nad 
z a k r e s e m   t r e ś c i   w i a r y   (czyli  rozwaŜania  metodyczne),  a  po 
wtóre, refleksja nad samymi treściami wiary.

 

Pierwszą juŜ podjęliśmy. Po wtórzę ją raz jeszcze pokrótce w innej postaci.

 

1. Zakres treści

 

Zakres ten otwierają przed nami cztery pytania: co wiem? - co właściwie 

istnieje?  -  czym  jest  prawda?  -jak  uzyskuję  wiedzę?  Odpowiadamy 
posługując się pojęciami rozwiniętym w pierwszym wykładzie.

 

P y t a n i e   p i e r w s z e :   co  w i e m ?   Odpowiedź:  wszystko,  o 

czym  wiem,  jest  rozszczepione  na  podmioti  przedmiot,  jest  przedmiotem 
(obiektem) dla mnie, zjawiskiem, nie istnieje samo w sobie. Ale w tym

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

22

 

23

 

background image

 
 

 

 

rozszczepieniu podmiot i przedmiot są z  sobą związane.  Nie  ma przed-
miotu bez podmiotu, ale nie ma teŜ podmiotu bez przedmiotu. Wszystko 
wiec, co poznaje jako byt, jest zawsze całością rozszczepioną na podmiot i 
przedmiot, a nie jedną j ej stroną.

 

Są  rozmaite  rozszczepienia  na  podmiot  i  przedmiot:  Istnienie  mieści 

się  w  otaczającym  świecie;  Świadomość  staje  w  obliczu  przedmiotów; 
Duch  Ŝyje  w  ideach,  Egzystencja  odnosi  się  do  Transcendencji.  Lecz 
ś

wiat  otaczający,  idee,  Transcendencja  stają  się  pomyślanymi  przed-

miotami  dopiero  w  Świadomości  na  skutek  uprzedmiotowienia  w 
schematach i symbolach.

 

Wszystko,  o  czym  wiem,  jest  zatem  bytem  obiektywnym  w  Świado-

mości i wobec tego jest ograniczone; ale w swej skończoności moŜe być 
odskocznią dla transcendowania.

 

P y t a n i e   d r u g i e :   co  w ł a ś c i w i e   i s t n i e j e ?   Odpowiedzi 

nie szuka się i nie znajduje jej wyliczając mnóstwo istniejących bytów, 
lecz  przez uchwycenie tego, co jest  samo  przez  się,  czyli naprawdę.  Po-
niewaŜ  pytanie zadajemy  zawsze  w  ramach rozszczepienia na podmiot i 
przedmiot,  byt  zaś  musi  wykraczać  poza  podmiot  i  przedmiot,czyli  obej-
mować oba, zatem pytanie o byt jest zarazem pytaniem o tego, kto pyta. 
Odpowiedź musi pokazać, Ŝe byt dla nas nieodłączny jest od tego, czym 
my sami jesteśmy; albowiem byt za pomocą  istoty naszego bytu  musi 
umoŜliwić pytanie o byt i być dla tego pytania dostępny.

 

OtóŜ istnieją stereotypowe odpowiedzi napytanie o byt (po części trafne, 

po  części  wręcz  chybione).  Najpierw  uwaŜano  za  byt  lub  za  podstawę 
wszelkiego  bytu  coś  p r z e d m i o t o w e g o , a  istniejącego  na  świecie: 
materię, łady przestrzenne, obrazy świata. Byt jest przedmiotem.

 

Albo na odwrót: t o ,  co s u b i e k t y w n e ,  uchodziło za coś, z czego 

wyrasta,  z  czego  zostaje  stworzony  wszelki  byt,  co  ulega  uprzedmio-
towieniu. Byt jest wytworem jaźni.

 

A  wreszcie  po  oczyszczeniu  od  przypadkowo  określonego  materiału 

pomyślano  sobie  byt  jako  pewne  s t r u k t u r y   m y ś l o w e   (kategorie), 
które pozwalają ująć wszelki byt, bo zawarte są w samym bycie. Kiedy 
sięmyśli o bycie, pojawia siębezpośrednio oczywistość, Ŝe byt jest, Ŝe go 
nie ma,  Ŝe się staje, jest obecny, jest czymś, jest substancją, przyczyną, 
skutkiem itd. Byt to logos.

 

Niezadowolenie  z  kaŜdej  takiej  ontologii  kieruje  nasząuwagęna  osob-

liwość uzyskiwania w filozofii pewności co do bytu:

 

1.  Jeśli to, co  właściwie jest,  n i e   j e s t   p r z e d m i o t e m   w sensie 

przedmiotu  dla  podmiotu, to  wymyka  się  ono  tego  rodzaju  poznaniu, 
które oznacza wiedzę przedmiotową o czymś. Ale poniewaŜ widzimy, 
Ŝ

e  wszystko,  co  jest  dla  nas  przedmiotem,  obarczone  jest 

zjawiskowością w odróŜnieniu odbytu samego w sobie, zatem byt jako 
zjawisko wskazuje na byt właściwy, który przemawia przez zjawisko i 
który się w zjawisku wyczuwa.

 

2. Jeśli to, co właściwie jest, nie  jest  prze Ŝ yci em  w znaczeniu pod-

miotu  dla  obserwującej  je  indywidualnej  świadomości  [punktuelles 
Bewusstsein], 
to wymyka się równieŜ poznaniu psychologicznemu. Ale 
poniewaŜ  wszelkie  przeŜycie  jest  jakąś  obecnością  bytu,  zatem 
istnienie w subiektywności jest zasadniczym przejawem bytu; przeŜywanie i 
rozumienie są procedurą niezbędną, by upewnić się co do bytu.

 

3. Jeśli to, co właściwie jest, n i e   j e s t   m y ś l o w ą   s t r u k t u r ą   ka-

tegorii, nie jest logosem, w takim razie wymyka się teŜ poznaniu logi-
cznemu.

 

Ale poniewaŜ  wszystko, co  istnieje dla nas, musi jakoś  zostać pomy-
ś

lane,  zatem  znajomość  kategorii  jest  warunkiem  jasności  przy  upra-

wianiu filozofii.

 

Nazwaliśmy  właściwy  byt,  który  nie  jest  ani  przedmiotem,  ani  pod-

miotem, lecz przejawia się w całości rozszczepionej na podmiot i przed-
miot i musi wypełnić kategorie - Ogarniającym.

 

Napytanie,  co  właściwie  jest,  trzeba  zatem  znaleźć  odpowiedź  drogą 
rozjaśnienia  rodzajów  Ogarniającego  -  tj.  świata  i  Transcendencji  -  Ist-
nienia,  Świadomości,  Ducha,  Egzystencji.  Skoro  jednak  wszystkie  te  ro-
dzaje  Ogarniającego  mają tę samą  podstawę,  zatem odpowiedź  w  końcu 
brzmi:  bytem  właściwym  jest  Transcendencja  (czyli  Bóg),  a  rzeczywiste 
zrozumienie  tego  zdania  obejmuje  wszelką  wiarę  filozoficzną  i  wszelkie 
rozjaśniające  myślenie  filozoficzne,  lecz  nie  moŜna  tego  dokonać  inną 
drogą  niŜ  przechodząc  przez  wszystkie  rodzaje  Ogarniającego  po  kolei. 
P y t a n i e   t r z e c i e :   c z y m   j e s t   p r a w d a ?   Odpowiedź:  w 
kaŜdego  rodzaju  Ogarniającym,  którym  my  jesteśmy,  tkwi  korzeniami 
swoisty sens prawdziwości.

 

 

 

Treści wiaty filozoficznej

 

Wykład drugi-

 

24

 

25

 

background image

 
 

 

 

W I s t n i e n i u  prawda polega na bezpośredniej zmysłowej obecności, 

na  przydatności  w  Ŝyciu,  na  instynkcie,  na  praktyce  i  tym,  co  korzystne 
[das Opportune],

 

W Ś w i a d o m o ś c i   prawda polega na niesprzeczności tego, co daje 

się pomyśleć przedmiotowo w ogólnych kategoriach.

 

W D u c h u  prawda polega na przeświadczeniu o ideaca

 

W  E g z y s t e n c j i   prawda  polega  na  wierze  we  właściwym  sensie 

tego  słowa.  Prawdą  zwie  się  świadomość  Egzystencji  odniesionej  do 
Transcendencji.

 

Wszelka  prawdziwość  wyraŜa  się  przez  pryzmat  Świadomości,  która 

dostarcza jednak  w  tym  przypadku tylko  form  słuszności, podczas  gdy 
ź

ródło prawdy pochodzi z innych rodzajów Ogarniającego.

 

P y t a n i e   c z w a r t e :   j a k   u z y s k u j ę   w i e d z ę ?   Kiedy poja-

wia się wątpliwość, pragnę uzasadnienia. Pytam o sposób, w jaki uzyskuję 
wiedzę, o sens i granice tej wiedzy. Jasne staje się wówczas, Ŝe kaŜda 
prawda obecna jest w jakimś szczególnym sposobie myślenia. Te sposoby 
myślenia uświadamiamy sobie w nauce o kategoriach i o metodzie. Dają 
mi one podstawy do uprawiania filozofii, dzięki ich opanowaniu nie tylko 
wiem, ale wiem teŜ, jaki dzięki czemu wiem.

 

Dla  uprawiania  filozofii  ma  przy  tym  szczególne,  ba,  decydujące 

znaczenie  uzyskanie  pewności  co  do  róŜnicy  między  myśleniem 
poznającym przedmiotowo, jakie ma miejsce w naukach, i myśleniem [je] 
przekraczającym,  jakie  przysługuje  filozofii.  MoŜna  rzec,  iŜ  rozwaŜanie 
filozoficzne  osiąga  swój  cel,  kiedy  sprawa  staje  się  bezprzedmiotowa-  w 
sensie  dwojakim:  Ŝe  nic  juŜ  nie  pozostaje  dla  pozytywisty,  bo  nie 
dostrzega  on  juŜ  Ŝadnego  przedmiotu,  i  Ŝe  właśnie  przez  to  rozbłyska 
ś

wiatło dla filozofa. W zanikającym przedmiocie nie moŜe on wprawdzie 

uchwycić właściwego bytu, ale byt ten moŜe go wypełnić.

 

Nasze cztery pytania prowadzą myśl na takie tory, Ŝe przekracza ona 

granice tego, co poznawalne, i świata w całości, tak iŜ uzyskujemy pewność 
co do zjawiskowego charakteru Istnienia, a przez to upewniamy się, Ŝe byt 
jest  Ogarniającym,  i  otwiera  się  przestrzeń  dla  wiary.  To  transcendujące 
myślenie  jest  takim  myśleniem,  które  dzięki  metodzie  ma  charakter 
naukowy, a jednak róŜni się od wszelkiego poznania naukowego, gdyŜ 
znika w nim określony przedmiot.

 

Takie  drogi  myślowe  nie  obowiązują  kaŜdego  tak,  jak  empiryczne  i 

racjonalne  poznanie  skończonych  przedmiotów,  ale  obowiązkowe  są  dla 
kaŜdego,  kto  nimi  podąŜa,  kto  przekraczając  na  nich  wszystko,  co  skoń-
czone,  uświadamia  sobie  wraz  ze  skończonością  nieskończoność.  Kiedy 
porusza  się na  samym  skraju.  musi nieuchronnie odczuwać  skraj  jako 
skraj;  za  pomocą  kategorii  przekracza  metodycznie  same  te  kategorie; 
odkrywa  w  niewiedzy  nowy  rodzaj  bezprzedmiotowej  wiedzy.  Takie 
uprawianie  filozofii  posuwa  się  drogami  myślowymi,  na  których  nie  po-
jawiają się, co prawda, jeszcze Ŝadne treści wiary, ale oczyszcza się dla 
nich pole.

 

2. Treści wiary

 

Filozoficzne treści wiary moŜna  wyrazić w następujących twierdzeniach: 
Jest Bóg.

 

Istnieje wymóg bezwzględny.

 

Istnienie  świata  niknie  pomiędzy  Bogiem  i  Egzystencją.  l . J e s t   B ó g :  
Transcendencja ponad wszelkim światem i przed wszelkim światem zwie 
się  Bogiem.  Najgłębsze  zróŜnicowanie  wiary  polega  na tym,  czy  uwaŜam 
cały świat za byt sam w sobie, naturę za Boga, czy teŜ uwaŜam, Ŝe świat cały 
sam  przez  się  nie  ma  podstaw  i  szukam  podstawy  świata  i  mojej  własnej 
poza światem.

 

Bywają  dowody  na  istnienie  Boga.  Od  Kanta  jest  dla  rzetelnej  myśli 
pewnikiem,  Ŝe  takie  dowody  nie  są  moŜliwe,  o  ile  miałyby  zmusić 
rozum  [do ich uznania] tak, jak  mogę go zmusić do uznania,  Ŝe  ziemia 
obraca  się  dookoła  słońca,  a  księŜyc  ma  drugą  stronę.  Ale jeśli  dowody 
istnienia  Boga  tracą  charakter  dowodu,  nie  stają  się  przez to  dla  myśli 
bezuŜyteczne. Oznaczają upewnienie się w wierze w toku rozumowania, 
które,  jeśli  pojawia  się  po  raz  pierwszy,  wstrząsa  myślącymi  o  nich  jak 
najgłębsze  przeŜycie,  a  myślącym  ponownie  o  nich  ze  zrozumieniem 
przynosi  powtórzenie  takiego  upewnienia.  Sama  myśl  sprawia,  Ŝe 
człowiek się zmienia. Sprawia niejako,  Ŝe otwierają nam się oczy. Co 
więcej,  myśl  [ta]  staje  się  podstawą  nas  samych.  Zwiększa  świadomość 
bytu  i  przez  to  staje  się  źródłem  powagi.  Dowody  istnienia  Boga 
wychodzą przede wszystkim od tego, co moŜ-

 

 

 

Wyktad drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

l

 

26

 

27

 

background image

 
 

 

 

na znaleźć w świecie, czego moŜna doświadczyć, i prowadzą do wniosku: 
skoro to istnieje, musi być Bóg. W ten sposób pojawia się na widowni 
zasadnicza  zagadka  istnienia  świata  i  odsyła  do  Boga.  Albo  teŜ 
przeprowadza  się  takie  rozumowania,  w  których  własne  myślenie 
okazuje się świadomością bytu i pogłębia się aŜ do świadomości Boga: 
jest to właściwa filozofia spekulatywna. Albo teŜ pewność uzyskuje się 
na mocy Egzystencji: rozróŜnienie dobra i zła nabiera w pełni powagi 
jako nakaz boŜy. Rzeczywistość miłości jest jak boŜa mowa.

 

A wszędzie nie zamknięcie świata i poraŜka kaŜdego zamkniętego obrazu 
ś

wiata,  załamanie  wszelkiego  planowania  w  świecie,  ludzkich 

projektów i ich realizacji, niemoŜność osiągnięcia przez ludzką dosko-
nałość ostatecznych granic prowadzi do wniosku: w obliczu otchłani 
doświadcza się nicości lub Boga.

 

Lecz nie ma tu nigdzie dowodu w sensie dowodu naukowego, nie do 
odrzucenia. Dowiedziony Bóg nie jest Bogiem. Dlatego ten tylko, kto od 
Boga wychodzi, moŜe Go szukać. Pewność istnienia Boga, nawet jeśli 
jest  tylko  zaląŜkowa  i nieuchwytna, jest przesłanką, a nie  wynikiem 
uprawiania filozofii.

 

Po  znakomitym  obaleniu  wszystkich  dowodów  istnienia  Boga  przez 
Kanta, po pomysłowym, ale obliczonym na wygodę i błędnym zbudo-
waniu tych dowodów na nowo przez Hegla, po najnowszym  zaintere-
sowaniu  średniowiecznymi  dowodami  istnienia  Boga,  przyswojenie 
sobie w nowy, filozoficzny sposób dowodów istnienia Boga jest palącą 
koniecznością. Theodor Heubach, powieszony przez gestapo socjalista i 
uczestnik  spisku  20  lipca,  polityk  i  realista,w  pełni  nadziei  na 
odbudowę Niemiec po ich nieuchronnym upadku zajmował się dogłębnie 
w  latach  wojny  dowodami  istnienia  Boga,  które  uwaŜał  za  niezbędny 
fundament łączącej nas wszystkich świadomości. Po myśli, Ŝe jest Bóg, 
następuje  niebawem  dociekanie,  czym  jest  Bóg.  Nie  moŜna  tego 
wymyślić, a jednak rozwija się tu myśl bogata i inspirująca. Zwycięstwo 
odnosi wprawdzie teologia negatywna, która mówi, czym Bóg nie jest - 
nie  jest,  mianowicie,  niczym,  co  stałoby  nam  przed  oczami  lub 
ukazywało się w myśli jako jakaś skończoność. Ale

 

róŜne rzeczy skończone pozwalają uobecnić boskość przez porównanie, 
symbol i analogię.

 

2.  I s t n i e j e   w y m ó g   b e z w z g l ę d n y :   podstawą  wymogów  do 

nas  kierowanych  są  zazwyczaj  zamiary  Ŝyciowe  (korzyści)  lub  jakiś 
niekwestionowany  autorytet.  Warunkiem  takich  wymogówjestcellub 
ś

lepe posłuszeństwo.

 

Jeśli powoduje mną wymóg bezwzględny, źródło jego tkwi we mnie. Tej 
bezwzględności  nie  tłumaczy  ani  cel,  ani  autorytet.  Istnienie  wymogu 
bezwzględnego  jako  podstawy  działania  nie  jest  sprawą  poznania,  lecz 
przedmiotem  wiary.  W  skończonym  myśleniu  odkrywamy  tylko  w  nie-
skończoność  warunki  i  dlatego  moŜe  ono  jakoś  wszystko  usprawiedliwić. 
Ujmowanie przez nas tego, co bezwzględne, ma w stale historycznym „tu i 
teraz"  charakter  nieskończony,  i  choć  rozjaśniają  je  zdania  ogólne,  nie 
moŜna  go  przez  nic  ogólnego  określić  ani  z  niego  wywieść.  Wymóg 
bezwzględny pój awia się u mnie j ako wymóg, j aki stawia memu  Ŝyciu 
moje  właściwe  ja,  coś,  czym  niejako  jestem  wieczyście  w  obliczu 
Transcendencji,  jako  wymóg  wobec  czasowości  mego  obecnego  Ŝycia. 
Jeśli  podstawą  mej  woli  jest  coś  bezwzględnego,  to  uprzytomniam  je 
sobie  jako  coś,  czym  właściwie  sam  jestem  i  czemu  ma  odpowiadać 
moje Ŝycie.

 

Sam wymóg bezwzględny nie mieści się w czasie. Gdzie jest, tam idzie 
niejako  w  poprzek  czasu.  Z  Transcendencji  przedziera  się  w  świat  do-
czesny drogą naszej wolności.

 

3.  R z e c z y   wi  s t o   ść  ś w i a t a   ma  n i k ł e   i s t n i e n i e   m i ę -

d z y   B o g i e m   i  E g z y s t e n c j   ą:  Płynność  poznanej  rzeczywi-
stości  wszelkiego  rodzaju,  interpretacyjny  charakter  wszelkiego  po-
znawania, okoliczność, Ŝe kaŜdy byt dany nam jest w rozszczepieniu na 
podmiot  i  przedmiot  -  te  podstawowe  cechy  dostępnej  nam  wiedzy 
oznaczają; Ŝe kaŜdy przedmiot  jest  tylko  zjawiskiem;  Ŝe  Ŝaden  byt  nie 
jest bytem samym  w sobie i w całości. Zjawiskowy charakter poznania 
jest podstawowym odkryciem myśli filozoficznej. Jeśli nawet nie moŜna 
ujrzeć  tego  przedmiotowo,  lecz  tylko  wykraczając  poza  przedmiot,  to 
rozum,  który  w  ogóle  potrafi  tak  wykraczać,  nie  moŜe  się  od  tego 
uchylić.  Ale  wówczas  odkrycie  to  nie  dodaje  do  posiadanej  wiedzy 
Ŝ

adnej nowej wiedzy szczegółowej, lecz wstrząsa całą świadomością

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

l

 

28

 

29

 

background image

 
 

 

 

bytu. Stąd to nagłe światło, potem juŜ nie gasnące, które rozbłyska np. po 
krótszym lub dłuŜszym  wysiłku przy studiowaniu  Kanta. Jeśli się nie 
pojawi,  to  całe  studiowanie  Kanta  skończy  się  na  znajomości  w 
gruncie  rzeczy  nie  zrozumianych,  bo  nie  przetrawionych  lekcji.  Świat 
jako całość nie staje się dla nas przedmiotem. Wszelki przedmiot istnieje w 
ś

wiecie, Ŝaden nie jest światem. KaŜde określenie świata i kaŜdy sąd o nim, 

czy  jest  to  optymistyczna  akceptacja  jego  harmonii,  czy  pesymistyczna 
negacja jego dysharmonii, prowadzi do całościowych sądów, które zawsze 
preferują  jakieś  byty  realne,  a  pomijają  inne.  Przeciwstawia  się  temu 
upewnienie się, Ŝe świat nie jest zamknięty i jest niewyczerpalny, tym samym 
nieustanna gotowość, by zwaŜać na kaŜdy rodzaj bytu świata, na wszystko, 
co  się  zdarza  i  czego  się  dokonało  samemu  w  toku  wciąŜ  jeszcze  nie 
zakończonego Ŝycia. Z taką gotowością wiąŜe się:

 

— po pierwsze, upewnienie się o absolutnej transcendencji Boga wobec 

ś

wiata: deus absconditus oddala się, gdy chcę go pojąć, a przybliŜa niepo-

miernie w absolutnej historyczności kaŜdej niepowtarzalnej sytuacji;

 

—po  wtóre,  doświadczenie  świata  jako  boŜej  mowy:  świat  nie  ma  samo 
istnego  bytu,  natomiast  realizuje  się  w  nim  stale  wieloznaczna  mowa  | 
boŜa,  która  jednoznaczna  moŜe  się  stać  tylko  historycznie  przez  chwilę  f 
dla 

Egzystencji.

 

Dla  takiej  wiary  nasz  byt  w  czasie  jest  spotkaniem  Egzystencji  z  Trans-  l 
cendencją  -  wieczności, jaką jesteśmy jako byty stworzone i sobie daro-  | 
wane, z wiecznością samą w sobie.                                                         | 
W  świecie  dokonuje  się  spotkanie  tego,  co  wieczne,  z  tym,  co  doczesne. 
Ale  poniewaŜ  spotkanie  Egzystencji  z  Transcendencją  dokonuje  się  w  f 
ś

wiecie,  więc  na  wieki  jest  ze  światem  związane.  PoniewaŜ  to,  co  istnieje 

dla  nas,  musi  pojawić  się  w  bycie  doczesnego  świata,  więc  nie  istnieje 
bezpośrednia  wiedza  o  Bogu  ani  o  Egzystencji.  Badanie  świata  jest  jedyną 
drogą  naszego  poznania,  realizacja  świata-jedyną  drogą  egzystencjalne 
go  urzeczywistnienia.  Kiedy  świata  nie  ma,  zatracamy  się  teŜ  sami. 
W wierze obowiązują następujące zasady:

 

Niczego nie moŜna dowieść tak jak  wiedzy skończonej. MoŜna tylko 

zwrócić u wagę na prawdziwość zasad wiary, rozjaśnić je za pomocą toku 
myśli lub przypomnieć apelem. Trwają zawieszone w niewiedzy.

 

NaleŜy  być  powściągliwym  w  pochopnym  wypowiadaniu  tych  zasad. 

Zbyt łatwo moŜna uznać je za wiedzę, a wtedy tracą sens. Tego, kto je 

W

ypowiada, skłaniają do błędnych roszczeń.

 

Do  wypowiedzi  bezpośredniej  zmuszony  jestem  w  toku  uprawiania 

filozofii, gdy pada wprost pytanie: Czy jest Bóg? Czy na świecie istnieją 
absolutne wymogi? Czy ostatecznością jest świat, czy teŜ byt jego jest 
ulotny i przemijający?

 

Brak wiary wypowiada się tu następująco:

 

Po pierwsze: Boganie ma, bo istnieje tylko świat i reguły jego zdarzeń; 

ś

wiat jest Bogiem.

 

Po wtóre: nie ma nic bezwzględnego, gdyŜ wymogi mego postępowania 

powstały na skutek nawyków, ćwiczeń, tradycji, posłuszeństwa i przez 
nie są uwarunkowane; wszystko zaleŜy na wieki od warunków.

 

Po trzecie: świat jest wszystkim, jest jedyną i właściwą rzeczywistością. 

Wprawdzie  na  świecie  wszystko  przemija,  ale  sam  świat  jest  absolutny, 
wieczny, nie znika, nie jest bytem ulotnym, przejściowym.

 

W filozofii nie wolno korzystać z niewiedzy, by uchylić się od wszelkiej 

odpowiedzi.Nie  wiem,  czy  wierzę.  Ale  taka  wiara  skłania  mnie  do 
nabrania  odwagi,  by  Ŝyć  z  jej  perspektywą.  Przy  uprawianiu  filozofii  za-
wsze  będzie  istniało  napięcie  między  wypowiedzią,  niezdecydowaną  i 
zawieszoną,  a  zdecydowanym  zachowaniem  faktycznym  w  określonej 
sytuacji dziejowej.

 

Historyczne  źródła  treści  filozofii  zachodniej tkwią  w  myśli  nie  tylko 

greckiej, lecz takŜe biblijnej. Nawet ten, kto nie potrafi uwierzyć w Ŝadne 
objawienie  jako  takie,  moŜe  jednak  przyswoić  sobie  źródło  biblijne,  zez-
wolić, by  dotarła do niego jako do człowieka prawda biblijna bez obja-
wienia.  Studiowanie Biblii było teŜ rzeczywiście po dziś dzień jednym z 
podstawowych  źródeł  niemal  całej  filozofii  zachodniej.  To  wyjątkowe 
dzieło  nie jest  wyłączną  własnością jednego  wyznania ani jednej religii, 
lecz naleŜy do wszystkich.

 

Religię  biblijną  jako  naszą  szczególną  podstawę  uświadamiamy  sobie 

porównując  ją  z  religiami  hinduskimi  i  Dalekiego  Wschodu.  Wprawdzie 
podstawowych  cech  religii  biblijnej  nie  brak  całkowicie  równieŜ  innym 
religiom, ale nie mają one w nich decydującego znaczenia. W Biblii teŜ te

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficzne j

 

30

 

31

 

background image

 
 

 

 

cechy nie wszędzie mają charakter zasadniczy, niektóre pojawiają się  z 
rzadka, ale szczególnie wymownie. Przypominam je:

 

1.J e d e n  t y l k o  B ó g :  Jedno staje się podstawą świadomości bytu i 

ethosu, źródłem czynnego uczestnictwa w świecie. śadnych innych bogów 
obok Boga - oto metafizyczna podstawa powagi Jednego na świecie.

 

2.  T r a n s c e n d e n c j   a  B  o g a - S t w ó r c y :   PrzezwycięŜenie  de-

monicznego  świata  i  magii  prowadzi  do  świadomości  Boga  niewyobra-
Ŝ

alnego,  bezpostaciowego,  nie  do  pomyślenia.  Myśl  o  kreacji  wstrząsa 

całym światem. Ś  wiat nie stoi na twardym gruncie i nie istnieje sam przez 
się.  Człowiek  w  swej  jednostkowej  egzystencji  zyskuje  w  świecie  wolność 
jako  stwór  boŜy;  w  powiązaniu  z  Bogiem  transcendentnym  i  tylko  dzięki 
temu jest niezaleŜny od całego świata. 

3.  Spotkanie  człowieka  z  B  o  g  i  e  m:  Bóg  transcendentny  ma  aspekt 

osobowy. Jest osobą, do której człowiek się zwraca Jestto dąŜenie do Boga, 
chęć  usłyszenia  Go.  Wyrasta  stąd  namiętne  osobiste  poszukiwanie 
osobowości  Boga.  Religiabiblijnajestreligiąmodłitwy.  Modlitwa  w  czystej 
postaci  -  wolna  od  pragnień  doczesnych  staje  się  pochwałą  i  podzięką,  a 
kończy ufnością: bądź wola Twoja 

4. Przykazania boŜe: dziesięcioro przykazań wyraŜa z wyjątkową prostotą 

podstawowe prawdy jako boŜe nakazy. RóŜnica między dobrem i złem ujęta 
jest  w  absolutne  albo  -  albo.  Od  czasów  proroków  wymagana  jest  miłość 
bliźniego i kulminuje w zdaniu: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. 

5.Świadomość  historyczności:  W  epoce  katastrof  politycznych  pojawia 

sięjako  świadomość,  Ŝe  dziejami  rządzi  Bóg.  Staje  się  to  podstawą 
zogniskowania  Ŝycia  wokół  religii,  które  w  obręb  „tu  i  teraz"  wciąga  cały 
ś

wiat.  Nie  rozproszona  i  przypadkowa  nieskończoność,  lecz  teraźniejszość, 

którą rządzi Bóg, nadaje całą wagę Ŝyciu. 

6.  Cierpienie:  Cierpienie  zyskuje  godność,  cierpienie  staje  się  drogą  do 

boskości.  W  dziejach  sługi  boŜego  (Deuteroizajasź)  i  w  symbolice  krzyŜa 
(Chrystus)  staje  się  biegunowym  przeciwieństwem  greckiego  tragizmu. 
Religia biblijna Ŝyje bez świadomości tragicznej lub przezwycięŜa tragizm. 

7.  Gotowość  podejmowania  spraw  nierozstrzy-

g  a  l  n  y  c  h:  Wiara 

wystawia swą pewność na najcięŜszą próbę. Przy

 

określonym  stanowisku  religijnym  -  a  kaŜda  wypowiedź  oznacza  nie-
uchronnie  zajęcie jakiegoś stanowiska -  ośmiela się ujawnić wynikające z 
niego sprawy nierozstrzygalne. Niepowtarzalna jest namiętna walka Hioba z 
Bogiemo  Boga  Rozpacz  na  widoknicości-przezktórąprzejść  musi  kaŜdy 
uczciwy - niedościgle wyraŜa Księga Koheleta.

 

KaŜdej z tych podstawowych cech odpowiadają szczególne wypaczenia:

 

1. J e d e n  B ó g  s t a j e  si ę a b s t r a k c  j ą, a wtedy jest juŜ tylko 

zaprzeczeniem  wszelkiego  świata  oraz  jego  róŜnorodności  i  pełni.  Jed-
ność zabija wielość.

 

2.Bóg  t r a n s c e n d e n t n y   odrywasięodświata.Bógbezstworze-

nia-to myśl, w której wszystko znika. Skoro świat nie tylko jest niewaŜny 
[nichtig],  lecz  staje  się  niczym  [nichts],  to  Transcendencja  teŜ  niejako 
staje się dla nas niczym, a nie ma juŜ nic innego.

 

3.S p o t k a n i e  z B o g i e m  staje się wyrachowaniem lub egzaltacją 

uczuciową.  Niebezpieczeństwem  dla  tej  religii  modlitwy  staje  się  na-
tarczywość wobec Boga egoistycznie nastawionej duszy.

 

Innym  niebezpieczeństwem  jest  skłonność, by  na  pewno  znać  wolę 

boŜą,  co  staje  się  źródłem  wszelkiego  fanatyzmu.  Wiele  okropności  do-
konanych na świecie uzasadniano wolą boŜą. Ilekroć fanatycy słyszą głos 
Boga, głusi są na wszystkie w nim wieloznaczności. Kto wie na pewno, co 
Bóg  mówi  i  czego  chce,  ten  z  Boga  czyni  istotę  w  świecie,  którą  moŜe 
dysponować, i w ten sposób popada w zabobon. śadnego roszczenia ani 
Ŝ

adnego uprawomocnienia nie wolno jednak opierać w świecie na głosie 

boŜym. Coś, co dla jednostki jest zasadnie pewne i co moŜe stać się nie-
kiedy  pewne  dla  wspólnoty,  nie  obowiązuje  bynajmniej  wszystkich  jako 
określona treść, która daje się wyrazić.

 

4.  P r z y k a z a n i a   b o Ŝ e   przekształcają  się  ze  zwykłych  podstaw 

moralności  w  abstrakcyjne  twierdzenia,  które  mają  sens  jurydyczny  i  roz-
wijają się bez końca w prawodawstwo ze szczegółowymi przepisami.

 

5. Ś w i a d o m o ś ć  h i s t o r y c z n o ś c i  zatraca się w obiektywnym 

ujęciu dziejów. Dysponuje się wtedy historią powszechną, bądź w myśli, 
jako wiedzą o jej całości, bądź nawet aktywnie, na mocy świadomości, Ŝe 
jest się wykonawcą boskiego planu, znanego temu, kto działa.

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

32

 

33

 

background image

 
 

 

 

MoŜe teŜ powstać ogląd estetyczny, w którym własna egzystencja zatraca 

swą powagę w obliczu historii w całości.

 

6.  Cierpienie  zostaje  psychologicznie  przekształcone  w  masochi-

styczną rozkosz, znajduje potwierdzenie w sadyzmie albo myśli się o nim w 
dawno przezwycięŜonych kategoriach magii jako o ofierze.

 

7. G o t o w o ś ć   p o d e j m o w a n i a   s p r a w   n i e r o z s t r z y - g 

a l n y c h prowadzi do rozpaczy lub do nihilizmu, do buntu straszliwie 

negatywnego.

 

W dziejach religii biblijnej widać po dziś dzień te przynaleŜne do niej 

wypaczenia.  Przejawiająca  się  w  nich  nieraz  dzikość  jest  niejako  odwrot-

nością pierwotnego patosu wiary. Dawne motory wiary działają nawet w 

tym uwikłaniu, w przeraŜającym powiązaniu z popędami witalnymi i ich 

wynaturzonymi  postaciami  zmuszają  do  wyciągania  fałszywych  konse-

kwencji.

 

3. Rozum i porozumienie

 

Pokazanie zakresu Ogarniającego oraz wskazanie na twierdzenia, które choć 
wyraŜają  treści  wiary,  są  jednak  mgliste,  nie  charakteryzuje  jednak 
dostatecznie wiary filozoficznej. Z istoty swej bowiem uprawia się filozofię 
w  toku  czasu.  Filozofia  jest  zawsze  „pomiędzy",  między  źródłem  i 
celem. Coś, co w nas będąc prowadzi nas tą drogą, co wprawia nas w ruch 
jako  podmiot,  co jako  przedmiot,  choć samo  nie jest  niczym  uchwytnym, 
pociąga  za  sobą coś,  dzięki czemu  właściwie  Ŝyjemy  filozoficznie,  zwie  się 
rozumem. Rozum nigdy nie istnieje bez rozsądku, ale jest nieskończenie więcej 
niŜ  rozsądkiem.  Rozum  jest  niezbędnym  warunkiem  wiary  filozoficznej. 
KaŜdy inny sens prawdy ujawnia się w czystej postaci wtedy dopiero, kiedy 
przechodzi przez tygiel rozumu. Scharakteryzujmy rozum następująco:

 

Rozum skupia wszelki sens prawdy sprawiając, Ŝe kaŜdy nich obo-

wiązuje. Nie pozwala, by jakakolwiek prawda ograniczyła  się do siebie 
samej. Pojmuje, Ŝe fałszywa staje się kaŜda wiara, która izoluje i absolu-
tyzuje  jakiś  rodzaj  Ogarniającego.  Błądtenpopełnianawet„wiara"Świa-
domości, kiedy głosi niesprzeczność samego bytu. Świadomość nie moŜe 
bowiem posunąć się poza stwierdzenie, Ŝe niepojęte jest dla niej coś, co nie 
zgadza się z jej podstawowymi zasadami, np. z zasadą sprzeczności.

 

34

 

Treści wiary filozoficznej

 

Ale nawet ogół treści dostępnych Świadomości, nie jest jeszcze bytem 
samym, lecz tylko sposobem, w jaki przejawia się on w kategoriach po-
wszechnie w myśleniu obowiązujących.

 

Rozum broni przed okopaniem się w prawdzie jakikolwiek byłby jej sens, o 
ile  nie  zawiera  się  w nim  wszelka  prą  wda.  Broni  przed  zaspokojeniem  się 
czymkolwiek, zabrnięciem w ślepy zaułek, zadowoleniem się jakąś, choćby 
nie  wiedzieć  jak  uwodzicielską  ciasnotą,zapomnieniem  i  pominięciem 
czegokolwiek,  czy  to  rzeczywistości,  czy  konieczności  [Geltung],  czy 
moŜliwości. Rozum zmusza do tego, by niczego nie poniechać, ze wszystkim, 
co jest, wejść w kontakt, szukać, co jest i co być powinno, nie bacząc na 
Ŝ

adne granice, obejmować nawet przeciwieństwa i zawsze ujmować całość, 

kaŜdą moŜliwą harmonię.

 

Lecz potem rozum usiłuje znów dokonać niezbędnego wyłomu w tej 

całości. Broni się przed harmonią ostateczną. Podejmuje kaŜde ryzyko, 

byle wniknąć naprawdę w byt.

 

Jego źródłem nie jest chęć niszczenia wyraŜająca siębez końca w sofistyce 

intelektualnej,  lecz  bezgraniczne  otwarcie  na  [rozmaite]  treści.  Ma 
wprawdzie obowiązek wątpić, lecz po to tylko, by zdobyć czystą prawdę. 
Jako myślenie bez dna popada rozsądek w nihilizm; rozum, który ma 
podstawę w Egzystencji, ratuje równieŜ przed nihilizmem, gdyŜ nie przestaje 
ufać, iŜ wnikając wraŜ z rozsądkiem w konkretny byt świata, w przepastne 
antynomie, w przełomy i rozdarcia - uzyska w końcu znowu pewność co do 
Transcendencji.

 

Rozum jest Ogarniającym, które tkwi w nas i nie ma właściwie początku, 

lecz  jest  narzędziem  Egzystencji.  Od  strony  Egzystencji  jest  to  warunek 
konieczny, by w urzeczywistnieniu objawiło się najpełniej źródło.

 

Istnieje niejako nastrój rozumu. Zimna jasność kryje w sobie namiętne 

dąŜenie,  by  wszystko  stanęło  otworem.  Rozumny  człowiek  zarówno  zde-
cydowanie  Ŝyje  wyrastając  z  własnego  historycznego  podłoŜa,  jakzdecy-
dowanie zajmuje się wszelką napotkaną historycznością, aby dotrzeć aŜ do 
głębi  historycznego  bytu  świata,  albowiem  dopiero  w  nim  moŜliwajest 
wiedza,  która  z  wszystkim  łączy.  Stąd  wyrasta,  będąc zarazem motorem, 
umiłowanie  bytu,  wszelkiego  bytu  konkretnego  [alles  seiendem  als 
Seiendem] z 
jego przejrzystością,  dzięki  której przynaleŜy  widomie do 
swego źródła. Rozum zaostrza słuch, wzmaga giętkość, gotowość do po-

 

 

 

Wyklad drugi-

 

4

 

35

 

background image

 
 

 

 

rozumienia, zdolność przemiany w toku nowych doświadczeń, ale tylko 
wówczas,  gdy  wszystko  to  jest  niezawodnie  ugruntowane,  niezachwianie 
wierne,  Ŝywe w czynnym obecnie wspomnieniu o wszystkim, co kiedyś 
było dla niego rzeczywistością.

 

Człowiek, który uprawia filozofię, nie moŜe się dość nachwalić rozumu, za 

pomocą  którego  osiąga  dobre  wyniki.  Rozum  jest  więzią,  która  łączy 
wszystkie rodzaje Ogarniającego. Nie dopuszcza do absolutnego oddzielenia 
jakiegokolwiek bytu, utraty związku z innymi. zagubienia w rozproszeniu. Nic 
nie  moŜe  się  zgubić.  Gdzie  czynny  jest  rozum,  wszystko,  co  jest,  szuka 
związku.  Rozwija  się  uniwersalne  współŜycie,  wraŜliwe  zainteresowanie. 
Rozum budzi uśpione źródła, wyzwala to, co ukryte, umoŜliwia uczciwą walkę. 
DąŜy do Jednego będącego wszystkim i usuwa złudzenia, które ustalają owo 
Jedno przedwcześnie, nie w całości, stronniczo.

 

Rozum domaga się porozumienia bez granic, jest sam całkowicie wolą 

porozumienia. PoniewaŜ w doczesności nie moŜemy obiektywnie posiadać 
prawdy  jako  jedynej  prawdy  wiecznej,  i  poniewaŜ  wszelkie  Istnienie 
moŜliwe jest tylko wraz z innym Istnieniem, a Egzystencja osiąga siebie 
tylko wpz z innymi Egzystencjami, zatem prawda przejawia się w czasie w 
postaci porozumienia.

 

Oto wielkie pokusy: przez wiarę w Boga uciec od ludzi, usprawiedliwić 

rzekomym poznaniem prawdy absolutnej swą samotność, zapewnić sobie 
przez to, Ŝe wierzy się w posiadanie samego bytu, takie zadowolenie, które 
w rzeczywistości jest brakiem miłości. Uzupełnia to twierdzenie, Ŝe kaŜdy 
człowiek  jest  zamkniętą  monadą,  Ŝe  nikt  nie  moŜe  z  siebie  wyjść,  Ŝe 
porozumienie jest ideą złudną.

 

Na drugim biegunie stoi wiara filozoficzna, którą moŜna teŜ nazwać 

wiarą  w  porozumienie.  Tutaj  obowiązują  bowiem  oba  twierdzenia:  Ŝe 
tym, co nas łączy, jest prawda; oraz Ŝe źródło prawdy tkwi w porozumieniu. 
Na  świecie  człowiek  odnajduje  drugiego  człowieka  jako  jedyną  rze-
czywistość, z którą moŜe ufnie i ze zrozumieniem się związać. Na kaŜdym 
szczeblu  powiązań  między  ludźmi  wspólnicy  losu  znajdują  miłując  się 
drogę do prawdy, którą gubią ludzie [pogrąŜeni] w izolacji, uporze i sa-
mowoli, zamknięci w swym osamotnieniu.

 

PrzełoŜył Jan Garewicz

 

Wykład trzeci 

Człowiek 

W ciągu godziny moŜemy tylko bardzo powierzchownie dotknąć tego 

olbrzymiego tematu. Wiedza o człowieku jest dla nas, ludzi, z pewnością 
niezwykle waŜna. Powiada się nawet, Ŝe tylko wiedza o człowieku jest dla 
nas jedyną rzeczy wiście moŜliwą wiedzą, bo sami jesteśmy ludźmi, i Ŝe 
tylko ona jest istotna, bo człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. O wszy-
stkim innym moŜna mówić tylko w odniesieniu do człowieka, a miano-
wicie o tym, co napotyka w świecie, co ma do dyspozycji, co zyskuje nad 
nim przewagę. To, co widzi, słyszy, czego dotyka, zjawia się w chara-
kterystyczny dla niego sposób - jako realna obecność. Wszelkie inne 
treści jego  myśli  są  stworzonymi  przezeń  wyobraŜeniami.  Zajmując  się 
człowiekiem, mamy do czynienia z tym wszystkim, co nam dostępne, co 
nas dotyczy, co jest.

 

Brzmi  to  w  pierwszej  chwili  przekonująco,  ale  mimo  to  jest  cał-

kowicie błędne. To prawda, Ŝe wszystko, co jest, zjawia się w sposób 
dla nas uchwytny. Dlatego człowiek Ŝąda, by wszystko, co jest, stało 
się dlań obecne; by dało się doświadczyć i włączyć w jego tu i teraz. 
śą

danie  to  spełnia  się  w  zadziwiającym,  podstawowym  przejawie  lu-

dzkiego  bytu:  człowieka  w  jego  znikomości,  będącego  nicością  w  za-
ułku  nieskończonego  wszechświata,  w  jego  ograniczeniu  porusza 
jednak to, co wykracza ponad wszystko, co istnieje w świecie i co byt 
ś

wiata poprzedza. Człowiek uznaje za istniejące tylko to, co jest dla 

niego  obecne.  Kant,  napisawszy  swe  słynne  słowa  o  „niebie 
gwiaździstym nade  mną i  prawie moralnym we mnie", kontynuował: 
„Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego 
widzenia [...], widzę je przed sobą i wiąŜę je bezpośrednio ze świa-

 

*     W tym wykładzie, na Ŝyczenie tłumacza, odstępujemy od konwencji 

pisania  terminów  Jaspersowskich,  takich  jak  „Egzystencja",  „Transcen-
dencja", duŜą literą (przypis wydawcy).

 

 

 

Wykład drugi-

 

36

 

37

 

background image

 
 

 

 

domością mego istnienia. To pierwsze zaczyna się od miejsca, jakie zajmuję 
w  zewnętrznym  świecie  zmysłów  [...].  To  drugie  zaczyna  się  od  mej 
niewidzialnej jaźni, od mej osobowości,  i przedstawia mnie  w  świecie 
[...], z którym [...] poznaję siebie jako pozostającego w związku nie tak, jak 
tam, jedynie przypadkowym, lecz powszechnym i koniecznym"*.

 

PoniewaŜ jednak to, co jest, musi stać siędla człowieka obecne, wszelki 

byt  utoŜsamia  on  z  jego  obecnością  dla  niego,  choć  byt  ten  nie  został 
przecieŜ  przez  człowieka  stworzony  -  ani  realności  zmysłowe,  ani  treść 
jego wyobraŜeń, myśli i symboli. To, co autentycznie jest, istnieje takŜe i 
bez człowieka, choć zjawia się dla nas w formach i sposobach mających 
swe źródło w ludzkim bycie. MoŜna by nawet powiedzieć, Ŝe znamy 
lepiej td wszystko, czym sami nie jesteśmy - to, czym jest człowiek, jest dla 
niego moŜe mniej jasne niŜ wszystko, co go spotyka. Staje się dla siebie 
największą tajemnicą, gdy wyczuwa, Ŝe jego skończone moŜliwości zdają 
się sięgać w nieskończoność.

 

W wielkich obrazach antycypowano to, czym jest człowiek, jakby on 

sam  juŜ  to  wiedział.  Po  p i e r w s z e ,  umieszczano  gowhierarchi i 
i s t o t .   Człowiek jako istota zmysłowa stoi najwyŜej wśród zwierząt, 
jako  istota  duchowa-najniŜej wśród  aniołów,  nie  jest  jednak  ani  zwierzę-
ciem, ani aniołem, ale pokrewny jest im obu częścią swojej istoty, wobec 
kaŜdego z nich uprzywilejowany przez to, czego im brakuje, a co on czerpie z 
własnegO'źródła, jako twór samego Boga.

 

O człowieku myśli się takŜe jako o mikrokosmosie, w którym zawarte 

jest wszystko, co mieści w sobie świat- makrokosmos. Odpowiednikiem 
człowieka nie jest Ŝadna inna pojedyncza istota, a tylko świat jako całość. 
Myśl tę zawierały konkretne unaocznienia i analogie przyrównujące jego 
organy do zjawisk w świecie. W sposób wysublimowany myśl tę wyraŜa 
powiedzenie Arystotelesa: dusza jest w pewnym sensie wszystkim.

 

Po dru gi  e, bytu człowieka upatrywano nie w kształcie jego postaci, a 

w jego syt uacj i.  Podstawowa sytuacja, w jakiej znajduje się człowiek, 
jest zarazem podstawowym rysem jego istoty.

 

*          Immanuel  Kant,  Krytyka  praktycznego  rozumu,  przeł.  J.  Galecki,  Warszawa 

1984, s. 256.

 

Będą opowiada o zgromadzeniu Anglosasów w 627 roku, na  którym 

rozwaŜano  sprawę  przyjęcia  wiary  chrześcijańskiej.  Jeden  z  wodzów 
przyrównał Ŝycie człowieka na ziemi do schronienia się wróbla w chacie w 
czasie  zimy.  „Na  palenisku  płonie  ogień  i  ogrzewa  izbę,  na  dworze 
szaleje burza. Nagle przez jedne drzwi wlatuje wróbel, przelatuje szybko 
izbę i wylatuje drugimi drzwiami. Przeciął tę niewielką, miłą mu prze-
strzeń i zniknął - z zimy powrócił do zimy. TakŜe Ŝycie człowieka jest jak 
mgnienie oka. Nie wiemy, co było przed nim i co po nim nastąpi". Ten 
Germanin sam wyczuwa, Ŝe jest zaleŜny od czegoś obcego, Ŝe znalazł się 
w świecie przypadkiem, zarazem jednak czuje się w tym Ŝyciu dobrze i 
bezpiecznie. Trapi się tylko tym, Ŝe Ŝycie jest krótkie, i tym, co po nim 
nastąpi.

 

Augustyn, podobnie jak ów Germanin, dostrzegał zagadkowość pytania, 

skąd  się  wzięliśmy  na  tym  świecie,  ale  jego  ocena  była  zupełnie  inna. 
„Cokolwiek nas bowiem na ten świat sprowadziło - czy to Bóg, czy natura, 
czy  przeznaczenie,  czy  wola  nasza,  czy  niektóre  z  tych  czynników 
łącznie, czy teŜ wszystkie razem (zagadnienie to wielce trudne do roz-
strzygnięcia [...]) - ciśnięto nas na burzliwe morze Ŝycia jak gdyby bez 
ładu i celu"*.

 

Po t r z e c i e ,   byt człowieka ujmowany jest w perspektywie jego 

z a g u b i e n i a   i  w i e l k o ś c i   zarazem,  w  jego  znikomości  i  mo-
Ŝ

liwości, w zagadce, Ŝe to właśnie z jego kruchości wyrastają jego 

szansę i zadania. Ten obraz człowieka,  w  róŜnych odmianach, towa-
rzyszy dziejom Zachodu.

 

Grek wiedział,  Ŝe Ŝadnego człowieka przed  śmiercią nie moŜna na-

zwać szczęśliwym. Jest zdany na niepewny los; ludzie przemijają jak 
liście na drzewie. Apycha, zapominająca o ludzkiej mierze, prowadzi do 
tym głębszego upadku. Ale Grek wiedział zarazem: wiele jest potęg, ale 
najpotęŜniejszy jest człowiek.

 

W Starym Testamencie odnajdujemy podobną biegunowość. WyraŜa on 

nicość człowieka:

 

*     Św. Augustyn, Ŝyciu szczęśliwym, przeł. A. Świderkówna, w: Dialogi 

filozoficzne, Warszawa 1953, s. 8.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

38

 

39

 

background image

 
 

 

 

„Dni człowieka jak trawa,

 

niby kwiat polny zakwita.

 

A kiedy wiatr przejdzie po nim, nie masz go,

 

i nie poznaje go juŜ miejsce jego".

 

AŜ drugiej strony jego wielkość:

 

„Uczyniłeś  go  niewiele  mniejszym  od  niebieskich  mocy, 
chwałą i blaskiem ukoronowałeś go. Postawiłeś go władcą nad 
dziełami rąk Twoich, wszystko poddałeś pod stopy jego"*.

 

""«

 

Stary  Testament  wynosi  człowieka  jako  podobnego  Bogu  ponad  ten 

wspólny  wielu  ludom  obraz  znikomości  i  wielkości:  Bóg  stworzył  czło-
wieka  na  wzór  i  podobieństwo  swoje.  Człowiek  upadł  i  teraz  skrywa  w 
sobie zarazem podobieństwo do Boga i grzech.

 

Chrześcijanie  idą  tą  drogą.  Byli  tak  wyraźnie  świadomi  granic  człowie-

czeństwa,  Ŝe  widzieli  je  nawet  w  Bogu-człowieku.  Jezus  doświadczył  w 
najokrutniejszej  męce  tego,  co  na  krzyŜu  wyraził  słowami  Psalmu:  „BoŜe 
mój,  BoŜe  mój,  czemuś  mnie  opuścił?"  Człowiek  nie  ma  oparcia  w  sa-
mym sobie.

 

Ta  szczerość  pozwala  chrześcijanom  przedstawiać  w  legendach  naj-

większych  świetychjako  ludzi,  którzy  zawodząi  są  winni.  Piotr  w  obliczu 
gróźb siepaczy i natarczywego pytania słuŜącej zapiera się Jezusa po trzykroć. 
Rembrandt namalował tego człowieka (obraz ze zbiorów leningra-dzkiego 
ErmitaŜu przed wojną moŜna było przez jakiś czas oglądać w Holandii): 
oblicze  Piotra  w  momencie  zaparcia  się,  odsłaniające  w  niezapomniany 
sposób  jeden  z  podstawowych  ryso  w  ludzkiego  bytu;  groŜący  siepacze, 
triumfalny uśmiech słuŜącej, łagodne spojrzenie Chrystusa w tle.

 

Ś

w. Paweł i Augustyn pojęli, iŜ niemoŜliwe jest, by dobry człowiek był 

prawdziwie dobry. Dlaczego nie? Jeśli czyni dobro, wie, Ŝe czyni dobro, a 
z wiedzy tej bierze się samozadowolenie i pycha. Bez autorefleksji nie

 

*     Psalm 103 i 8, przeł. C/. Miłosz, w: Księga Psalmów, Paris 1979, s. 235,64.

 

jest moŜliwa ludzka dobroć, lecz za sprawą autorefleksji dobroć przestaje 
być niewinna i czysta.

 

Pico  delia  Mirandola,  w  latach  triumfu  jeszcze  chrześcijańskiego  rene-

sansu, ujmował człowieka zgodnie z ideą, którą przeznaczyła mu bo-
skość, gdy w ostatnim dniu stworzenia po wołała go na świat. Bóg uczynił 
człowieka swoim jednoczącym w sobie wszystko lustrzanym odbiciem i 
powiedział do niego: nie daję ci Ŝadnej określonej siedziby, Ŝadnego 
szczególnego  dziedzictwa.  Wszystkie  inne  stworzenia  poddałem  swoi-
stym prawom. Jedynie ty nie jesteś niczym ograniczony, moŜesz wybrać i 
zdecydować się na bycie tym, czym wedle swój ej woli postanowisz być. Ty 
sam powinieneś wedle twej woli i dla twej chwały stać się swym własnym 
mistrzem  i  twórcą,  i  formować  siebie  samego  z  tworzywa,  które  ci 
odpowiada. To od twojej wolnej decyzji zaleŜy, czy spadniesz na najniŜszy 
szczebel świata zwierząt. Ale moŜesz się takŜe wznieść ku najwyŜszym 
sferom  boskości.  Zwierzęta  od  urodzenia  posiadają  wszystko,  co 
kiedykolwiek będą posiadały. Tylko w człowieku zasiał Ojciec ziarna 
wszelkich czynów i związki wszystkich sposobów Ŝycia.

 

Pascal  w  udrękach  chrześcijańskiej  świadomości  grzechu  dostrzegał 

wielkość i zarazem nędzę człowieka. Człowiek jest wszystkim i niczym. 
Stoi bez oparcia pośród nieskończoności. Zbudowany z nie dających się 
pojednać przeciwieństw, Ŝyje w nie znającym ukojeni a niepokoju, niejest 
ani środkiem, w którym godzą się przeciwieństwa, ani jakimś nierucho-
mym ogniwem pośrednim. „CóŜ za monstrum jest tedy człowiek? CóŜ za 
osobliwość, co za potwór, co za chaos, co za zbieg sprzeczności, co za 
dziw! Sędzia wszechrzeczy - bezrozumny robak ziemny; [...]  chluba i 
zakała  wszechświata.  [...]  człowiek  nieskończenie  przerasta  człowieka 
[...]. Ale oto my nieszczęśliwi [...] mamy pojęcie szczęścia [...], przeczu-
wamy obraz prawdy, a posiadamy jeno kłamstwo; niezdolni do zupełnej 
niewiedzy i do pewnego poznania [...]"*.

 

Dość  juŜ  historycznych  przykładów  ujęć  człowieczego  bytu.  Spró-

bujmy zyskać zasadniczą jasność co do wiedzy o człowieku. Ku czło-
wiekowi prowadzą dwie drogi, ujmujące go jako przedmiot badań lub 
jako wolność.

 

*     Blaise Pascal, Myśli, przeł. T. śeleński (Boy), Warszawa 1977, s. 177-178.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

40

 

41

 

background image

 
 

 

 

 

 

Człowiek  jest  przedmiotem  badań  anatomii,  fizjologii,  psychologii  i 

socjologii.  Antropologia,  badająca  rasy  i  konstytucje  fizyczną,  studiuje 
całokształt  jego  cielesności.  Zyskano  juŜ  znaczną  wiedze,  której  cechę 
z a s a d n i c z ą   stanowi  to,  Ŝe kaŜde  poznanie jest cząstkowe  -  takŜe 
poznanie względnych całości; wyniki poznania są rozproszone - nie składają 
się w jeden skończony obraz. Dlatego poznanie to staje się fałszywe zawsze, 
gdy  prowadzi  do totalnych sądów o bycie człowieka, do rzekomo pewnej 
całościowej wiedzy.

 

Z  filozoficzflSgo  punktu  widzenia  istotne  są  pytania  podstawowe.  Py-

tanieoto,coróŜniczłowieka  od  z w i e r z ę c i a   (azatem  p r o b lem 
s t a w a n i a   się  c zł o wi e k i e m ) ,  jest  prawdopodobnie  najbardziej 
podniecające.  Istnieje  tu  moŜliwość  badania  materiałów  empirycznych, 
podczas  gdy  rozwaŜanie  tego,  co  odróŜnia  człowieka  od  anioła,  moŜe 
dokonywać się tylko wramach projektów twórczej wyobraźni, które  -  choć 
pouczające - przymierzają istotę człowieka do wymyślonych moŜliwości.

 

Punkt  wyjścia  badań  stanowią  dwa  sprzeczne  ze  sobą doświadczenia 

podstawowe.  Ujmujemy  samych  siebie  jako  jedno  z  wielu  ogniw  w  łań-
cuchu istot Ŝywych. Pytanie, co róŜni człowieka od zwierzęcia, okazuje się 
ź

le postawione. Mogę w sposób określony i dający moŜliwość odpowiedzi 

pytać o to, co odróŜnia na przykład człowieka od małpy, a małpę od innych 

ssaków, ale nie mogę pytać o to, co odróŜnia człowieka od zwierzęcia.

 

Drugim doświadczeniem jest jednak dostrzeŜenie nie dającej się z niczym 

porównać ekspresji ludzkiego ciała. Stanowi ona część istoty człowieka, jest 
czymś  tak  wyjątkowo  osobliwym,  szlachetnym  i  pięknym,  Ŝe  wszystkie 
inne istoty Ŝywe zdają się niepełne, jakby utkwiły w ślepym zaułku. Gdy 
pytamy  o  te  nie  dające  się  z  niczym  porównać  podstawowe  rysy,  jakie 
ukazuje  ciało  człowieka,  to  przeciwstawiamy  go  wszystkim  innym 
Ŝ

ywym istotom.

 

Dzięki podąŜaniu obiema drogami pewne fakty stały się jasne, ale rze-

czywiście  rozstrzygające  fakty  odkryto  tylko  na  drodze  pierwszej.  Do-
niosłe konsekwencje miałyby jednak tylko odpowiedzi zdobyte na drugiej 
drodze; ograniczałyby one sens odpowiedzi uzyskanych na drodze

 

42

 

pierwszej. Oznaczałoby to bowiem,  Ŝe w cielesności człowieka odkryto 
coś całkowicie swoistego. Dotąd nie udało się to, mimo wielu prób odpo-
wiedzi: od twierdzenia, Ŝe tylko człowiek potrafi się śmiać, aŜ do tezy o 
fizjologicznie  i  morfologicznie  otwartej  strukturze  jego  cielesności,  za-
wierającej w sobie - w odróŜnieniu od wszystkich innych istot Ŝywych, 
które jakby ugrzęzły w martwym punkcie - wszystkie moŜliwości tego, co 
Ŝ

yje. Pytanie o stan rzeczy odróŜnić naleŜy od pytania o pochodzenie. Na to 

ostatnie odpowiada się, gdy na przykład pojmuje sięczłowiekajako wynik 
zahamowania  rozwoju  embrionalnego  lub  jako  podobny  udomowionym 
zwierzętom  wytwór  domestykacj  i  będącej  następstwem  kultury;  obie 
odpowiedzi są absurdalne. Przełomowe badania Portmanna nad zjawiskami 
właściwymi pierwszemu okresowi Ŝycia i latami dojrzewania człowieka 
ujawniły  po  raz  pierwszy  fakty,  które  dzięki  zastosowaniu  biologicznych 
procedur  badawczych  dowodzą,  Ŝe  takŜe  cielesność  człowieka  nie  moŜe 
urzeczywistnić się bez elementów dziejowej tradycji,  Ŝe jego biologiczne 
cechy stają się zrozumiałe tylko w odniesieniu do tego, co zyskał dzięki 
tradycji, a nie dziedziczeniu.

 

Jesteśmy  jednak  bardzo  odlegli  od  rzeczy  wiście  przekonującej,  biolo-

gicznie niepodwaŜalnej wiedzy o swoistości Ŝycia ludzkiego ciała, choć 
sądzimy, Ŝe dostrzegamy ją bez pomocy nauki.

 

Z pytaniem, co odróŜnia człowieka od zwierzęcia, związane jest ściśle 

p y t a n i e   o  p o c h o d z e n i e   c z ł o   w i e k a ,   o  stawanie  się 
człowiekiem. Z badaniami w tej sferze rzecz  się będzie miała przypu-
szczalnie tak jak z pytaniem o pochodzenie Ŝycia w ogóle. Postęp po-
znania powiększa tylko niewiedzę w sprawach podstawowych, wskazując 
zarazem na granice, którym sens moŜemy nadać tylko czerpiąc z innego 
ź

ródła niŜ poznanie.

 

Przed trzydziestu laty pewien geolog zachęcał mnie do wygłoszenia 

wykładu o powstaniu Ŝycia. Odpowiedziałem: Wielkość biologii przejawia 
się  w  tym,  Ŝe  -  w  przeciwieństwie  do  wcześniejszych  niejasnych 
wyobraŜeń  o  formach  przejściowych  -  dochodzi  do  coraz  bardziej  zde-
cydowanego przekonania, iŜ powstania  Ŝycia nie  sposób pojąć. Na to 
geolog: Ale przecieŜ Ŝycie musiało powstać albo na Ziemi, a więc z nie-
organicznego podłoŜa, albo jego zarodki musiały przybyć na Ziemię z 
kosmosu. Ja: Obie moŜliwości zdają się całkowicie wykluczać, ale obie

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

43

 

background image

 
 

 

 

są w oczywisty sposób fałszywe. Geolog: Azatem poszukuje pan ratunku w 
cudach. Ja: Nie, chciałbym tylko odkryć to, czego z istoty wiedzy wiedzieć 
niepodobna. Geolog: Tego nie rozumiem. Chce pan czegoś negatywnego. 
PrzecieŜ świat daje się pojąć, inaczej cała nasza nauka nie miałaby sensu. Ja: 
A moŜe właśnie tylko dzięki temu ma sens, Ŝe pojmując dociera do tego, co 
prawdziwie  niepojmowalne.  Ale  moŜe  sensowne  jest  wyraŜanie  tego,  co 
niepojmowalne,  w  intelektualnej  grze  na  granicy  poznania,  za  pomocą 
hipotetycznych  niemoŜliwości.  Taką  grą  zdaje  się  wyobraŜenie  zarodków 
Ŝ

ycia w kosmosie rozprzestrzeniających się wszędzie i daj ących początek 

Ŝ

yciu, skoro w tej postaci istniało ono od zawsze. Ale jest to trywialna i nic nie 

mówiąca  gra  intelektu.  Więcej  wyraŜa,  jak  sądzę,  gra  zaproponowana 
przez  Preyera:  świat  jako  jedno  monstrualne  Ŝycie,  którego  trupem  i 
odpadem  jest  to,  co  nieoŜywione.  Nie  powstanie  Ŝycia,  ale  powstanie 
nieoŜywionego domagałoby się wyjaśnienia.

 

Analogicznym  problemem  jest  uczłowieczenie.  Dokonano  tu  rzeczy 

znaczących, ale są to tylko hipotezy i pojedyncze fakty. W sumie zagadka stała 
się  głębsza,  obraz  setek  tysiącleci  nieco  jaśniejszy,  ale  podłoŜe 
uczłowieczenia  jeszcze  bardziej  niepojęte.  Najlepszą  grą  intelektualną 
polegającą  na  wymyślaniu  niemoŜliwości  wydaje  mi  się  gra  Dacąućgo: 
człowiek  istniał  od  zawsze, Ŝył  w  wielorakich formach  świata  zwierzęcego, 
zupełnie  inaczej  niŜ  morfologicznie  pozornie  co  do  gatunku  pokrewne,  a 
jednak  co  do  istoty  róŜne  formy  zwierzęce,  jako  ryba,  gad  itp.  Człowiek 
stanowi - moŜna by kontynuować to rozumowanie - odwieczną, właściwą 
formę Ŝycia, całe pozostałe Ŝycie jest tylko jego zwyrodniałą formą, takŜe w 
końcu okazuje się, Ŝe to nie człowiekrozwinął sięzmałpy, ale raczej małpa z 
człowieka. Być moŜe w dalszej perspektywie czeka nas nowy proces takiego 
wyradzania  się-  powstanie  nowego  gatunku  zwierząt  wskutek  kostnienia 
techniki,  będącej  formą  jego  istnienia:  ukształtuje  się  nowy  ludzki  byt,  z 
punktu widzenia którego ta masa wyglądać będzie jak jakiś inny gatunek, jak 
cośtylko oŜywionego, ale juŜ nie ludzkiego. Myśli te są absurdalne, ale gra 
nimi rozjaśnia naszą niewiedzę.

 

Najkrócej  podsumowałatenproblem  anegdota  zamieszczona  wpiśmie 

„Simplicissimus" wiatach pierwszej wojny  światowej. Rozmawiaj ą dwaj 
chłopi z Górnej Bawarii: „Głupia sprawa, Darwin ma chybarację, pocho-

 

(jzimy od  małpy."  „Tak -  opowiada  drugi - głupia sprawa, ale  chciałbym 
zobaczyć małpę, która po raz pierwszy zauwaŜyła, Ŝe nie jest juŜ małpą".

 

Człowieka  nie  moŜna  wywieść  z  czegoś  innego,  pozostaje  w  bezpo-

ś

rednim  związku  z  podstawą  wszystkich  rzeczy.  Uprzytomnienie  sobie 

tego  oznacza  wolność  człowieka,  która  w  kaŜdym  innym  totalnym  uza-
leŜnieniu  jego bytu gubi  się, a zostaje całkowicie  odzyskana w tej właśnie 
jedynej  totalnej  zaleŜności.  Wszelkie  zaleŜności  od  świata  i  biologiczne 
procesy  rozwojowe  dotyczą  jakby  materii  człowieka,  a  nie  jego  samego. 
Nie moŜna przewidzieć, j ak daleko dotrą badania w poznawaniu rozwoju tej 
człowieczej  materii.  I  nie  ma  chyba  dziedziny,  która  byłaby  dla  nas 
bardziej zajmująca i pobudzająca.

 

KaŜda  wiedza  o  człowieku,  gdy  absolutyzuje  samą  siebie  i  uznaje  za 

wiedzę  o  całości  człowieka,  sprawia,  Ŝe  jego  wolność  znika.  To  samo 
dotyczy  teorii  człowieka,  w  ograniczonych  ramach  sensownych,  które 
stworzyła  psychoanaliza,  marksizm,  nauka  o  rasach.  Przesłaniają  one 
człowieka jako takiego, gdy chcą badać coś więcej niŜ tylko aspekty jego 
zjawiska.

 

Nauka  ukazuje  nam  wprawdzie  godne  uwagi  i  zaskakujące  sprawy  w 

człowieku,  ale  im  staje  się  jaśniejsza,  tym  bardziej  świadomajesttego,  Ŝe 
nigdy  nie  uczyni  człowieka  jako  całości  przedmiotem  swych  badań. 
Człowiek jest zawsze czymś więcej niŜ tym, co o sobie wie. Odnosi się to 
zarówno  do człowieka jako takiego, jak i do kaŜdej jednostki. Nigdy nie 
moŜemy dokonać bilansu i uznać, Ŝe wiemy, czym jest człowiek w ogóle 
lubjakaśjednostka.

 

Absolutyzacja  zawsze  partykularnego  poznania,  uznanie,  Ŝe  stanowi 

ono całość poznania człowieka, niszczy obraz człowieka. To z kolei niszczy 
samego człowieka. Obraz człowieka bowiem, który uwaŜamy za prawdziwy, 
sam staje się elementem naszego Ŝycia. Rozstrzyga o tym, jak traktujemy 
siebie i innych ludzi, o nastroju naszego Ŝycia i o wyborze zadań.

 

Czym  jest  człowiek,  na  to  pytanie  kaŜdy  z  nas  ma  całościową  odpo-

wiedź i jest jej pewien w sposób, na który nie moŜe wpłynąć badanie. To 
sprawa naszej wolności, która wprawdzie świadoma jest swego związku z 
nieodpartym  poznaniem,  ale  sama  nie  jest  jednym  z  właściwych  mu 
przedmiotów. Albowiem gdy poddajemy samych siebie badaniu, nie do-

 

 

 

Wykład trzecL-

 

Człowiek

 

44

 

45

 

background image

 
 

 

 

strzegamy  juŜ  wolności,  tylko  określony  byt,  Skończoność,  postać,  sto-
sunki,  konieczności  przyczynowe.  Ale  to  właśnie  dzięki  naszej  wolności 
jesteśmy świadomi naszego człowieczego bytu.

 

Podsumujmy  nasze  rozwaŜania  raz  jeszcze,  by  uczynić  łatwiejszym 

skok do świadomości wolności.

 

Człowieka nie sposób pojąć przez odwołanie siędo,.rozwoju" ze świata 

zwierzęcego.

 

Przeciwstawia się temu teza: jego pochodzenia nie moŜna pojąć inaczej 

niŜ  przez  odwołanie  się  do  takiego  rozwoju.  Skoro  pochodzenie 
człowieka tylko  tak  moŜna pojąć, a wszystko, co dzieje się w świecie, 
jest zasadniczo zrozumiałe, człowiek musiał powstać w procesie takiego 
rozwoju.

 

Odpowiedź: w rzeczy samej, dla naszego poznania wszystko jest poj-

mowalne, bo granice pojmowalności są toŜsame z granicami poznania; to, 
co leŜy poza nimi, jest dlapoznania niczym. Ale byt nie jest w Ŝadnym razie 
toŜsamy  z  tym,  co  moŜemy  poznać,  jeśli  poznaniem  nazywamy 
naukowo nieodparte poznanie przedmiotowe - przekaz dający się w sposób 
identyczny  zrozumieć.  Samo  to  poznanie  jest  zawsze  partykularne, 
odnosi się do określonych, skończonych przedmiotów - błądzi zasadniczo 
wtedy, gdy kieruje się ku całości jako takiej.

 

Ś

wiata jako całości nie da się pojąć za pomocą jednej, kilku lub wielu 

przejrzystych zasad. Po pierwszej, fałszywej i daremnej próbie ogarnięcia 
całości poznanie rozczłonkowuje swój przedmiot. Poznanie dokonuje się w 
ś

wiecie,  lecz  nie  ujmuje  świata.  Uniwersalne  poznanie  -  na  przykład  w 

matematyce  lub  naukach  przyrodniczych  -  chwyta  wprawdzie  coś 
wszechobecnego, ale nigdy nie jest to całość rzeczywistości.

 

Nowym błędem byłoby jednak dokonanie w  ramach poznania jednego 

typu skoku do poznania innego typu. Jak gdyby na granicy moŜna było 
poznać stwórcę świata, ingerencję stwórcy w losy świata - dla poznania są 
to tylko obrazowe tautologie zdające sprawę z naszej niewiedzy.

 

Ś

wiat  okazuje  się  niezgłębialny.  Ale  człowiek  odnajduje  w  sobie  coś, 

czego nie znajduje nigdzie w świecie, coś nie dającego się poznać ani 
dowieść, coś, co nigdy nie staje się przedmiotem, co wymyka się wszelkiej 
empirycznej nauce: wolność i to, co sięz nią wiąŜe. Doświadczam j ej

 

nie dzięki wiedzy o czymś, ale dzięki czynowi. W wolności odnajduję 
drogę wiodącą przez świat i mnie samego ku transcendencji.

 

Temu,  kto  wolność neguje, nie moŜna jej istnienia dowieść, tak jak 

dowodzi się istnienia rzeczy w świecie. Skoro jednak wolność stanowi 
ź

ródło  naszego  działania  i  naszej  świadomości  bytu,  to  odpowiedź  na 

pytanie,  czym  jest człowiek,  jest nie tylko treścią  wiedzy, lecz  w i a r ą .  
Sposób, w jaki człowiek upewnia się o swoim byciu człowiekiem, stanowi 
podstawowy rys filozoficznej wiary.

 

Wolność  człowieka  nie  daje  się  oddzielić  od  ś w i a d o m o ś c i  

s k o ń c z o n o ś c i  c z ł o w i e k a .

 

Naszkicujmy  pokrótce  podstawowe  rysy.  Skończoność  człowieka  jest, 

po p i e r w s z e ,  skończonością wszystkiego, co Ŝyje. Jest on skazany na 
swoje środowisko, dostarcza mu ono poŜywienia i treści jego zmysłom; 
wydany  jest  nie  znającym  miłosierdzia,  głuchym  i  ślepym  zjawiskom 
przyrodniczym; musi umrzeć.

 

Skończoność  człowieka  wyraŜa  się,  po  d r u g i e , w  tym,  Ŝe  zdany 

jest na innych ludzi i stworzony przez ludzką wspólnotę dziejowy świat. W 
ś

wiecie  tym  nie  moŜe  polegać  na  niczym.  Bogactwa  gromadzą  się  i 

rozpływają.  W  instytucjachludzkichrządzi  nie  tylko  sprawiedliwość,  ale 
teŜ  kaŜdorazowa  władza,  która  swą  samowolę  podaje  za  narzędzie  spra-
wiedliwości i dlatego zawsze opiera się  po części na fałszu. Państwo i 
wspólnota  narodowa  mogą  unicestwiać  ludzi,  którzy  pracowali  dla  nich 
przez całe Ŝycie. Polegać moŜna tylko na wierności ludzi, z którymi wiąŜe 
nas egzystencjalna komunikacja, ale nie moŜna wyliczyć jej szans. Polega 
się tu bowiem na czymś, co nie istniej e w świecie w obiektywny, daj ący się 
dowieść sposób. TakŜe najbliŜszy człowiek moŜe zachorować, zwariować, 
umrzeć.

 

Skończoność człowieka wyraŜa się, p o t r z e c i e ,  takŜe w poznaniu, w 

tym,  Ŝe  skazany  jest  na  dane  mu  doświadczenie,  w  szczególności  na 
naoczność, która nigdy nie moŜe być wolna od treści zmysłowych. Myśląc, 
mogę  ogarnąć  tylko  to,  co  ucieleśnia  się  w  naoczności  wypełniaj  ącej 
myślowe formy.

 

Człowiek uświadamia sobie swoją Skończoność w zetknięciu z tym, co 

skończone nie jest - z bezwarunkowym i nieskończonym.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecl-

 

46

 

47

 

background image

 
 

 

 

B e z w a r u n k o w e   urzeczywistnia się dla niego w decyzji, której 

spełnienie wskazuje, Ŝe pochodzi on skądinąd, niŜ sugerowałoby poznanie 
jego skończonego istnienia.

 

Nieskończone go  człowiek dotyka, choć go nie ogarnia, przede 

wszystkim  w  idei  nieskończoności,  poza  tym  w  wyobraŜeniu  poznania 
boskiego róŜniącego się z istoty od skończonego poznania ludzkiego, w 
końcu  w  idei  nieśmiertelności.  Niepojmowalne,  ale  jednak  stopniowo 
uświadamiane  nieskończone  pozwala  człowiekowi  przekraczać  swoją 
skończoność poprzez jej uświadomienie.

 

Dzięki  obecności  bezwarunkowego  i  nieskończonego  skończoność 

nie jest dla człowieka tylko nie uświadomioną cechą jego istnienia; dzięki 
ś

wiatłu  transcendencji  staje  się  dla  niego  podstawowym  rysem  świado-

mości bycia stworzonym. W ten sposób skończoność człowieka zostaje 
przełamana, choć nie zniesiona.

 

Gdy w bezwarunkowości swej decyzji - w opozycji do wszystkiego, co 

skończone w świecie - człowiek dzięki swej niezaleŜności upewnia się o 
swej  nieskończoności  jako  toŜsamej  z  autentycznym  byciem  sobą, 
wówczas odsłania się przed nim nowe oblicze jego skończoności. Ta 
skończoność  jako  egzystencja  oznacza:  człowiek  nie  moŜe  siebie  za-
wdzięczać samemu sobie. To nie dzięki sobie jest on źródłowo sobą. Po-
dobnie jak swego istnienia w świecie nie zawdzięcza własnej woli, tak 
sam został samemu sobie podarowany przez transcendencję. Musi być 
stale na nowo sobie darowywany, jeśli nie chce przestać być sobą. Jeśli 
człowiek potwierdza się  wewnętrznie w  swoim losie,  gdy niewzruszenie 
stawia czoło nawet śmierci, to nie moŜe zawdzięczać tego wyłącznie sa-
memu sobie. To, co mu w tym pomaga, jest innego rodzaju niŜ wszelka 
pomoc w świecie. Transcendentna pomoc ukazuje mu się wyłącznie w 
tym, Ŝe moŜe być sobą. To, Ŝe moŜe polegać na sobie, zawdzięcza nie-
uchwytnej, tylko w wolności samej wyczuwalnej dłoni transcendencji.

 

Z  radykalnie  odmiennych  źródeł  czerpiemy  pewność  dotyczącą  czło-

wieka jako przedmiotu badani człowieka jako wolności. Pierwszy jest 
treścią wiedzy, drugi - podstawowym rysem naszej wiary. Jeśli jednak 
dąŜymy do uczynienia wolności treścią wiedzy i przedmiotem badań, to 
rodzi się szczególna forma zabobonu.

 

Wiarę  znajdujemy na drodze wolności, która nie jest wolnością abso-

lutną ani pustą, lecz doświadczającą siebie jako moŜliwości utraty siebie i 
bycia sobie podarowaną. Tylko dzięki wolności upewniam się o transcen-
dencji. Dzięki wolności docieram wprawdzie do punktu, w którym jestem 
niezaleŜny od całego świata, ale właśnie za sprawą świadomości radykalnego 
związania z transcendencją. Nie istnieję bowiem dzięki samemu sobie.

 

Za b o b o n   natomiast po wstaje na drodze wiodącej przez przedmioty, 

przez wiarę w coś, a zatem takŜe przez rzekomą wiedzę o wolności. Dlatego 
nowoczesną  postacią  zabobonu  jest  na  przykład  psychoanaliza  jako 
ś

wiatopogląd  i  pseudomedycyna,  która  czyni  rzekomym  przedmiotem 

swych badań wolność człowieka.

 

Ś

wiadomość  siebie  jako  człowieka  jest  zarazem  świadomością  trans-

cendencji  -jest  ograniczeniem  lub  wzlotem,  jest  zabobonem,  gdy  ogra-
nicza się do tego, co przedmiotowe (a przez to wiąŜe się z fałszywym 
wyobraŜeniem  nauki),  lub  wiarą,  gdy  prowadzi  do  uprzytomnienia  Ogar-
niającego (a przez to związana jest z wypełniającą niewiedzą).

 

Skończoność  jako  stygmat  bycia  stworzonym  człowiek  dzieli  ze  zwie-

rzętami,  z  wszystkim,  co  istnieje.  Ale  jego  ludzka  skończoność  nie 
j e s t  z d o l n a  do tego zamknięci a, jakie osiąga kaŜde zwierzę.

 

KaŜde zwierzę jest po swojemu doskonałe, dzięki ograniczeniu znajduje 

spełnienie  w  stale  pulsującym  krwiobiegu  istot  Ŝywych.  Wydane  jest 
wyłącznie na pastwę natury, która stale wszystko niszczy i odradza na 
nowo. Tylko skończoność człowieka nie znajduje spełnienia. Tylko jego 
skończoność prowadzi go w dzieje, w których chce stać się tym, czym 
moŜe być. Otwartość jest znakiem jego wolności.

 

Ta n i e m o Ŝ l i w o ś ć  s p e ł n i e n i a wraz z jej następstwami -

bezustannym  szukaniem  i  próbowaniem  (zamiast  spokojnego  w  swej 
ograniczoności,  nieświadomego  Ŝycia  w  powtarzających  się  cyklach)  -
związana jest nierozdzielnie z wiedzą człowieka o niej. Spośród wszy-
stkich istot Ŝywych tylko człowiek wie o swej skończoności. Jako niemo-
Ŝ

liwość spełnienia jego skończoność staje się dlań czymś więcej niŜ tym, co 

wychodzi na jaw w samej tylko wiedzy o skończoności. To z zagubienia 
człowieka  wyrastają  jego  zadania  i  moŜliwości.  Znajduje  się  on  w 
najbardziej rozpaczliwym połoŜeniu, ale przez to z jego wolności wypły-

 

 

 

Wykład trzect-

 

Człowiek

 

48

 

49

 

background image

 
 

 

 

wa najsilniejsze wezwanie do wzlotu. Dlatego wizje człowieka cechowała 
zawsze  zadziwiająca  sprzeczność  -  przedstawiano  go  jako  najnędz-
niejszą i najwspanialszą istotę.

 

Twierdzenie,  Ŝe człowiek jestistotąskończoną i nie znającą spełnienia, 

ma dwuznaczny charakter. Jego treść poznawcza wywodzi się z dającej się 
udowodnić  wiedzy  o  :;kończoności  człowieka.  Ale  w  swej  ogólności 
wskazuje ono takŜe na coś, co jest treścią wiary, z której wyrasta wolność 
człowieczych  zadań.  Podstawowe  doświadczenie  istoty  człowieka  -
przekraczając wszystko, co poddaje się poznaniu - ujmuje w jedno jego 
niemoŜliwość  spełnienia  i  nieskończone  moŜliwości,  jego  związanie  i 
przełamującą wszystko wolność.

 

Ś

wiadomy swej wolności człowiek chce stać się tym, czym moŜe i 

powinien być. Tworzył d e a ł swej istoty. Tak jak poznanie, traktując czło-
wiekajako przedmiotbadań, fałszywie go ogranicza, czyni zniego obraz, tak i 
wolność, błądząc, kieruje się w swym dąŜeniu pewnym absolutnym ideałem. 
Człowiek chciałby uciec od bezradnych pytań i zagubienia, zanurzyć się w 
powszechności, której konkretne postaci mógłby naśladować.

 

Istnieje  wiele  obrazów  człowieka  uznawanych  za  ideały,  którymi 

chcielibyśmy się stać. Nie moŜna wątpić w historyczne oddziaływanie 
takich  ideałów,  w  realność  społecznych  typów.  Spotęgowany  ideał  prze-
radza się w nieokreśloną „wielkość", wykraczającą jakby poza to, co w 
człowieku ludzkie, w jakiegoś nadczło wieka czy nieczłowieka.

 

Dla naszej filozoficznej świadomości decydujące jest to,  Ŝe przekonu-

jemy się o fałszywości takich dróg i o tym, Ŝe są one niemoŜliwe. Kant 
wyraził tę pewność  w sposób najczystszy: „Lecz chęć urzeczywistnienia 
ideału wjakimśprzykładzie, tzn. w zjawisku, np. mędrca w po wieści [...], 
ma w sobie coś niedorzecznego i mało budującego, gdyŜ naturalne ogra-
niczenia, przynoszące stale uszczerbek doskonałości w idei, uniemoŜliwiaj 
ą

  w  takiej  próbie  wszelką  iluzj  ę  i  czynią  przez  to  dobro  zawarte  w  idei 

podejrzanym i podobnym do prostego urojenia" *.

 

*     Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu, przeł. R. Ingarden, t. II, Warszawa 

1957, s. 312.

 

Tak  jak  człowiek  znika,  gdy  jako  przedmiot  poznania  w  teorii  ras, 

psychoanalizie,  marksizmie  uznawany  jest  za  pojętego  lub  pojmowal-
nego w całości, tak zadanie bycia człowiekiem znika w obrazach ideału 
człowieka.

 

Czymś  zasadniczo  róŜnym  od  ideału  jest  idea.  Nie  istnieje  wprawdzie 

Ŝ

adenideał,  ale  istnieje  idea  człowieka.  Idę  ał  załamuje  się,  idea  prowadzi. 

Ideały  mogą  być  jakby  schematami  idei,  drogowskazami.  Na  tym  polega 
prawda  wielkich  filozoficznych  wyobraŜeń  -  człowieka  szlachetnego  w 
Chinach i mędrca u stoików. Pobudzają one do wzlotu,  lecz nie ukazują 
spełnienia.

 

Czym  innym  jest  takŜe  wzorowanie  się  na  historycznie  określonych, 

czczonych  i  miłowanych  ludziach.  Pytamy  często:  co  powiedziałby  w 
tym przypadku, jak by się zachował? I zaczynamy nim Ŝywą dyskusję, 
nie uznając go bynajmniej za uosobienie prawdy, za bezwarunkowo godny 
naśladowania  wzór.  Albowiem  kaŜdy  człowiek  jest  człowiekiem  i  dlatego 
jest skończony i niedoskonały, dlatego teŜ błądzi.

 

Wszystkie  ideały  człowieka  zawierają  w  sobie  coś  niemoŜliwego,  bo 

człowiek nie moŜe się spełnić. Nie moŜe istnieć człowiek doskonały. Ma to 
istotne filozoficzne następstwa.

 

1. Autentyczna wartość człowieka nie leŜy w gatunku czy typie, do którego 

się  zbliŜa,  a l e w d z i e j o w e j   j e d n o s t c e ,   niepowtarzalnej, 
niezastąpionej.  Wartość  kaŜdego  człowieka  uznaje  się  za  nienaruszalną 
dopiero  wtedy,  gdy  nie  traktuje  sięludzi  j  ako  wymiennego  materiału, 
którymabyć ukształtowany wedle jakiegoś powszechnego wzoru. Społeczny 
i  zawodowy  typ,  do  którego  się  zbliŜamy,  przejmujemy  tylko  jako  rolę 
odgrywaną przez nas w świecie.

 

2. I d e a  r ó w n o ś c i  wszystkich ludzi jest w oczywisty sposób fałszywa, 

gdy  chodzi  o  ich  charaktery  i  uzdolnienia  jako  poddających  się 
psychologicznym  badaniom  istot.  Jest  takŜe  fałszywa  w  odniesieniu  do 
realiów  społecznego  ładu,  w  którym  w  najlepszym  razie  istnieć  moŜe 
równość szans i równość wobec prawa.

 

Istotną równość wszystkich ludzi dostrzec moŜna tylko w owej głębi, w 

której  dla  kaŜdego  dzięki  wolności  otwarta  jest  droga  zdąŜania  przez 
moralne Ŝycie ku Bogu. Jest to równość biorąca się z nie dającej się wy-

 

 

 

I

 

Wykład trzech-

 

Człowiek

 

50

 

51

 

background image

 
 

 

 

kazać zapomocą Ŝadnej ludzkiej wiedzy ani nie dającej sięzobiektywizo-
wać wartości, jaką jest jednostka jako nieśmiertelna dusza. Jest to równość 
wymagań i ostatecznego sądu, po którym przypadnie człowiekowi miejsce 
w  niebie  albo  w  piekle.  Równość  ta  nakazuje  szacunek  dla  kaŜdego 
człowieka, wykluczający traktowanie kogokolwiek wyłącznie jako środka, 
a nie zarazem jako celu samego w sobie.

 

Człowiekowi  zagraŜa  jego  pewność  siebie,  przekonanie,  Ŝe  jest  juŜ 

tym, czym mógłby być. Gdy  wiara, w  której człowiek odnajduje drogę 
swychmoŜliwości,  staje  sięczymś,  co  posiada,  to  zamyka  tę  drogę-prze-
mienia  się  w  pychę  moralnego  samozadowolenialub  dumępłynącą  z  wro-
dzonych cech.

 

Z postawy stoickiej - Ŝyć tak, by podobać się samemu sobie, aŜ do 

zgody  na  siebie,  jaką  zdaniem  Kanta  odczuwa  człowiek  działający  mo-
ralnie - wypływało arbitralne zadowolenie z siebie, któremu św. Paweł i 
Augustyn,  a  nawet  sam  Kant,  przeciwstawiali  fakt  sięgającego  korzeni 
zepsucia człowieka.

 

Istotne jest, Ŝe człowiek jako egzystencja doświadcza tego, iŜ został 

samemu  sobie  w  swojej  wolności  podarowany  przez  transcendencję. 
Przez to  wolność ludzkiego  bytu staje sięjądrem  wszystkich moŜliwości 
człowieka,  który  dzięki  przewodnictwu  transcendencji,  dzięki  jedni  staje 
sięjednością.

 

P r z e w o d n i c t w o   to  jest  radykalnie  odmienne  od  jakiegokolwiek 

przewodnictwa w świecie, bo nigdy nie staje się obiekty wnie jednoznaczne; 
towarzyszy  ono  całkowitemu  wyzwalaniu  człowieka.  Urzeczywistnia  się 
bowiem wyłącznie za sprawą wolności upewniania się o sobie samym. 
Głos Boga zawiera się w przekonaniu, do jakiego dochodzi otwarta na 
tradycję i świat jednostka. Staje się on zrozumiały w wolności wyboru tego, 
co  uznajemy  za  własne  przekonanie,  i  nie  ma  Ŝadnego  innego  sposobu 
objawienia się ludziom. Człowiek, którego decyzja wypływa z jego głębi, 
wierzy, Ŝe posłuszny jest Bogu, choć jego wiedza o tym, jaka jest wola Boga, 
nie ma obiektywnych gwarancji.

 

Przewodnictwo urzeczywistnia się za sprawą sądu, jaki człowiek wydaje 

o swym czynie. Sąd ten hamuje i pobudza, koryguje i potwierdza. W istocie 
jednak człowiek sądząc samego siebie nie moŜe całkowicie i osta-

 

tecznie polegać tylko na sobie. Chce wysłuchać sądu innych ludzi i w 
dyskusji z nimi zdobyć jasność. Ale w końcu i sąd najbardziej znaczących 
dla niego  ludzi, choć  w rzeczywistości jedyny dostępny,  nie jest rozstrzy-
gający. Rozstrzygający byłby sąd Boga.

 

Uznanie sądu zaprawdziwy dokonuje siętedy w czasie wyłącznie dzięki 

temu, Ŝe sami siebie przekonujemy o jego prawdziwości -juŜ to dlatego, Ŝe 
roszczenie uchodzi za powszechnie obowiązujące, juŜ to z tej racji, Ŝe jest 
dla nas wymogiem dziejowym.

 

Powaga  posłuszeństwa  wobec  uznanego  w  wolności  powszechnego 

nakazu etycznego - wobec dziesięciorga przykazań - wiąŜe się z tym, Ŝe 
właśnie jako wolni wsłuchujemy się w transcendencję.

 

PoniewaŜ jednak  czyn  nie daje się  całkowicie  wyprowadzić  z tego,  co 

ogólne,  przewodnictwo  boŜe  przemawia  do  nas  u  źródła  konkretnego 
wymogu  dziejowego  bardziej  bezpośrednio  aniŜeli  w  nakazie  ogólnym. 
Ale to, co słyszymy, pozostaje mimo całej swej pewności problematyczne. 
Wsłuchiwanie  się  w  przewodnictwo  boŜe  niesie  ze  sobą  zawsze  ryzyko 
zbłądzenia. Przesłanie bowiem jest zawsze wieloznaczne, a wolność, w 
porównaniu  z  tą,  jaką  dawałaby  jasna,  jednoznaczna  wiedza  o 
konieczności,  nigdy  nie  jest  doskonała.  Nigdy  nie  opuszcza  mnie  nie-
pewność,  czy  postępując  wedle  nakazów  boskiego  przewodnika  rze-
czywiście  jestem  sobą,  czy  na  pewno  samo  źródło  podpowiada  mi,  w 
jakim kierunku iść.

 

Ś

wiadomość  tego  ryzyka  pozostaje  w  czasie  warunkiem  wzrostu  wol-

ności. Wyklucza poczucie bezpieczeństwa biorące się z pewności, zabrania 
uogólniania  nakazów,  uznawania  ich  za  obowiązujące  wszystkich, 
kładzie tamę fanatyzmowi. Nawet w pewności decyzji, skoro dokonuje się 
ona  w  świecie,  musi  tkwić  jakaś  niepewność.  Pewność  siebie  jest  nie-
dopuszczalna.  Pycha  posiadania  absolutnej  prawdy  niszczy  prawdę  w 
ś

wiecie. W pewności niezbędna jest pokora trwania w pytaniu. Albowiem 

wszystko  moŜe  się  jeszcze  okazać  czymś  zupełnie  innym.  Czyste,  ale 
przecieŜ nigdy dostatecznie czyste sumienie moŜe popełnić błąd.

 

Dopiero  spoglądając  wstecz  moŜemy  się  zdumiewać  tym  niepojętym 

przewodnictwem.  Ale  nawet  wtedy  nie  zyskujemy  pewności,  prawdziwe 
przewodnictwo boŜe nigdy nie jest czymś, co posiadamy.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecir-

 

52

 

53

 

background image

 
 

 

 

Z psychologicznego punktu widzenia głos B oga wyraŜa siew czasie tylko w 

sądzie człowieka o sobie samym. W tym sądzie, który nagle - z rzetelnych 
usiłowań w polu róŜnych moŜliwości, z najdalej posuniętej ostroŜności -
moŜe sam objawić siejako pewny, odnajduje człowiek zawsze nieostateczny i 
zawsze dwuznaczny sąd B oga. Ale usłyszeć go moŜna tylko we wzniosłych 
momentach. To z nich i w dąŜeniu do nich Ŝyjemy.

 

Drogą myślącego człowieka jest filozofujące Ŝycie. Filozofowanie naleŜy 

zatem  do  istoty  człowieka.  Jest  on  jedyną  istotą  w  świecie,  której  w 
istnieniu objawia się byt. Człowiek nie moŜe spełnić się w samym istnieniu, 
zadowolić  się  smakowaniem  Ŝycia.  Przełamuje  wszelką  rzeczywistość 
istnienia  pozornie  spełniającą  się  w  świecie.  Wie,  Ŝe  jest  rzeczy  wiście 
człowiekiem, gdy otwarty na całość bytu Ŝyje w świecie z transcendencją. 
Traktując serio swoje istnienie dąŜy jednak ku bytowi. Nie moŜe bo wiem 
pojąć siebie jako prostego rezultatu tego, co  zdarza się w świecie. Dlatego 
przekracza swoje istnienie i świat, zmierza ku podstawie istnienia i świata, 
tam,  gdzie  upewnia  się  o  swym  źródle,  dostępując  wtajemnicze-niaw 
stworzenie. Człowiek nie jest u źródła bezpieczny, nie jest teŜ u celu. Szuka 
wieczności w swoim Ŝyciu między źródłem i celem.

 

N i e w i a ra  pozwala człowiekowi tkwić w faktach byle jakiego Ŝycia, 

zdać się na poznawalne konieczności i to, co nieuniknione, zatopić się w 
pesymizmie  schyłku,  w  gasnącej  świadomości.  Człowiek  dusi  się  w 
swoim rzekomo określonym bycie.

 

W ia ra  f i l o z o f i c z n a   jest jednak wiarą człowieka w swoje mo-

Ŝ

liwości. W nich oddycha jego wolność.

 

PrzełoŜyła Dorota Lachowska

 

Wykład czwarty 

Filozofia i religia

 

Od  tysiącleci  filozofia  i  religia  spotykają  się  ze  sobą  jako  sojusznicy 

albo wrogowie.

 

Spotykają  się  najpierw  w  mitach  i  obrazach  świata,  potem  w  teologii, 

gdy  filozofia  występuje  w  szatach  teologii,  tak  jak  skądinąd  pojawia  się 
przecieŜ  w  szatach  poezji,  a  najczęściej  nauki.  Potem  zaś,  gdy  dochodzi 
do  rozstania,  religia  staje  się  dla  filozofii  wielką  tajemnicą  -  filozofia  nie 
moŜe  pojąć  religii.  Kult,  roszczenie  do  objawienia,  roszczenie  do  władzy, 
jakie  wysuwa  oparta  na  religii  wspólnota,  organizacja  i  polityka  takiej 
wspólnoty,  oraz  sens,  jaki  religia  nadaje  samej  sobie  - wszystko  to  jest  dla 
filozofii przedmiotem badania.

 

W  tym  badawczym  podejściu  kryje  sięjuŜ  zarodekwalki.  Filozof  moŜe 

podejmować  tę  walkę  tylko  ze  względu  na  prawdę  i  tylko  środkami  du-
chowymi.

 

Ani religia, ani filozofia nie są tworami jednoznacznymi - nie są stałymi 

punktami,  od  których  moglibyśmy  rozpocząć  porównawcze  rozwaŜania. 
Obie podlegają dziejowym przemianom, ale same pojmują się zawsze w 
odniesieniu do wiecznej prawdy, a ich dziej owa postać prawdę tę zarazem 
ukrywaiprzekazuje.  O  wiecznej,  jedynej  prawdzie  religijnej  nie  potrafię 
mówić.  Prawdą  fi\ozofń)Qstphilosophiaperennis,  której  nikt  nie  moŜe 
zagarnąć  dla  siebie,  chociaŜ  o  nią  przecieŜ  chodzi  kaŜdemu  filo-
zofującemu  i  ona  właśnie  obecna  jest  wszędzie  tam,  gdzie  się  naprawdę 
filozofuje.

 

Nie do pomyślenia jest stanowisko wykraczające poza opozycję filozofii 

i  religii.  KaŜdy  z  nas  stoi  juŜ  po  jednej  stronie,  a  o  drugiej  stronie 
wypowiada się w jakiej ś decydującej sprawie bez własnego doświadczenia. 
Przeto  i  po  mnie  mogą  sięPaństwo  spodziewać,  Ŝe  pod  jakimś  względem 
jestem ślepy i błądzę. Ociągam się, a przecieŜ nie mogę się wycofać. Mówić 
o  religii,  jeśli  nie  naleŜy  się  do  niej  całą  swoją  istotą,  to  rzecz 
problematyczna,  ale  takŜe  niezbędna,  jako  wyraz  własnego  wyraźnego 
niedostatku, jako poszukiwanie prawdy, a takŜe jako sprawdzenie same-

 

 

 

Wykład trzeci-

 

55

 

54

 

background image

 
 

 

 

mu religijnej wiary pośród tak rodzących się pytań. Dla filozofii religia 
nie jest wrogiem, ale czymś, co ją istotnie obchodzi i niepokoi.

 

Dziś  znajdujemy  się  w  sytuacji,  którą  scharakteryzuję  słowami  o  oso-

bistym  zabarwieniu.  PoniewaŜ  religia  jest  czymś  tak  istotnym,  świado-
mość niedostatku kazała mi chciwie nasłuchiwać głosów dochodzących ze 
stanowiskareligijnej wiary. OtóŜ dla kogoś, kto jakja całe Ŝycie zabiegał o 
prawdę, jest rzeczą bolesną, Ŝe dyskusja z teologami utyka; w decydujących 
punktach  teologowie  milkną,  wypowiadaj  ą  jakieś  niezrozumiałe  zdania, 
mówią  o  czymś  innym,  coś  bezwarunkowo  stwierdzają,  prze-
mawiająprzyjaźnie i z dobrocią, nie uprzytomniwszy sobie wcale, co się 
przedtem powiedziało - koniec końców nie są wcale zainteresowani. Z 
jednej strony bowiem czują się pewni swej prawdy, przeraŜająco pewni, z 
drugiej strony my, ludzie w ich oczach grzeszący zatwardziałym uporem, 
wydajemy się im nie warci zachodu. Aby ze sobą rozmawiać, trzeba jednak 
słuchać  i  naprawdę  odpowiadać,  nie  wolno  milczeć  ani  wymijać  pytań, 
trzeba  zwłaszcza  kaŜde  wyznanie  wiary  -  które  spełnia  się  przecieŜ  w 
ludzkim języku, kieruje się ku przedmiotom, jest wypowiedzią w ramach 
tego świata-razjeszczezakwestionowaćipoddać sprawdzeniu, nie tylko na 
zewnątrz,  ale  wewnętrznie.  Kto  ostatecznie  posiadł  prawdę,  nie  moŜe  z 
innymi naprawdę rozmawiać - zrywa prawdziwe porozumienie na rzecz 
treści swej wiary.

 

Ten wielki problem mogę poruszyć tylko w kilku aspektach i tylko 

ułamkowo. Chodzi mi o to, by w ten sposób dać odczuć źródłowo wiarę 
filozoficzną.

 

Religia w odróŜnieniu od filozofii charakteryzuje się takimi oto cechami:

 

Religia zna kult, jest związana ze swoistą, wyrastającą z kultu wspólnotą 

ludzi  i  nie  daje  się  oddzielić  od  mitu.  Do  religii  naleŜy  zawsze  realny 
stosunek człowieka do Transcendencji w postaci obecnego w świecie sacrum, 
jako 
czegoś oddzielonego odprofonum, od tego, co sacrum nie jest. Gdzie 
brak sacrum albo gdzie je odrzucono, zanika swoistość religii. Dokąd sięga 
historyczna  pamięć,  niemal  cała  ludzkość  Ŝyje  religijnie  -  tego  dowodu 
prawdy i wagi religii nie wolno ignorować.

 

Filozofia natomiast jako taka kultu nie zna, nie zna wspólnoty kierowanej 

przez kapłanów ani świętości jako wyodrębnionego sposobu istnienia

 

w świecie. To, co religia gdzieś tam umiejscawia, dla filozofii moŜe się 
uobecnić wszędzie i o kaŜdym czasie. Filozofiętworzy jednostka, w swo-
bodnych, nie mających społecznej realności stosunkach, bez gwarancji 
wspólnoty. W filozofii nie ma rytuałów ani pierwotnych realnych mitów. 
Jest  przyswajana  dzięki  swobodnemu  przekazowi,  który  ją  zawsze  prze-
kształca.  Jakkolwiek  przynaleŜy  do  człowieka  jako  takiego,  pozostaje 
sprawąjednostek.

 

Religia dąŜy do ucieleśnienia swych prawd, filozofia - tylko do prze-

konującej pewności.  Religii  Bóg  filozofów  wydaje  się  ubogi,  blady, 
czczy,  filozoficzną  postawę  religia  zwie  lekcewaŜąco  „deizmem";  dla  fi-
lozofii  religijne  ucieleśnienia  są  złudną  osłoną  i  fałszywym  zbliŜeniem. 
Religia Izy Boga filozofów jako czystą abstrakcję, filozofia w religijnych 
wizerunkach Boga podejrzewa zachętę do oddawania pokłonu choćby i 
wspaniałym, ale przecieŜ boŜkom.

 

Niekiedy jednak treści filozofii i religii stykają się ze sobą, ba, wydają 

się toŜsame, mimo iŜ ich przejawy wzajemnie się odpychają - pokaŜemy to 
na przykładach idei Boga, modlitwy, objawienia.

 

I d e a  B o g a  w kulturze Zachodu idea jednego Boga wy wodzi się z 

filozofii greckiej i ze Starego Testamentu. W obu przypadkach dokonał 
się wielki proces abstrakcji, ale za kaŜdym razem w całkiem odmienny 
sposób.

 

W filozofii greckiej monoteizm rodzi się jako idea, czyni zadość kryteriom 

etycznym,  po  cichu  urasta  w  pewność.  Nie  działa  na  masy,  lecz  na 
jednostki. Jego konsekwencją są wzniosłe wizerunki człowieczeństwa i 
wolna filozofia - monoteizm grecki nie tworzy wspólnot.

 

W Starym Testamencie natomiast monoteizm rodzi się wśród namiętnej 

walki o czystego, prawdziwego, jedynego Boga. Abstrakcja nie dokonuje się 
mocą  logiki,  ale  pod  wraŜeniem  obrazów  i  ucieleśnień,  które  Boga 
raczej przesłaniają, niŜ ukazuj ą, oraz w buncie przeciwko pokusom kultu, 
dionizyjskich świąt, skuteczności składania ofiar. W walce z B aala-mi, w 
walce z religią z tego świata, jej szczęściem i jej świętami, jej upo-jeniami i 
zadowoleniem z  siebie,  w  walce  z  etyczną  obojętnością zwycięŜa  czysta 
idea  Ŝywego  Boga,  któremu  się  słuŜy.  Ten  prawdziwy  Bóg  nie  toleruje 
wizerunków ani porównań, nie przywiązuje wagi do kultu ni do

 

 

 

Wykląć, czwarty •

 

Filozofia i religia

 

56

 

57

 

background image

 
 

 

 

ofiary,  do  świątyń,  rytuałów  ani  praw,  uznając  jedynie  prawość  postępo-
wania i miłość do człowieka (Księgi Micheasza, Izajasza, Jeremiasza).

 

Ta  abstrakcja  obraca  się  nihilistycznie  przeciwko  wszystkiemu  co  jest 

ś

wiatem,  ale  jej  źródłem  jest  pełnia  świadomości,  której  ukazał  sięzaświa-

towy  Bóg  Stwórca  ze  swymi  etycznymi  Ŝądaniami.  Ta  abstrakcja  nie 
opiera  się na  rozwoju idei,  ale  na  wyrzeczonym  przez  Boga  słowie,  na 
samym  Bogu,  doświadczanym  w  słowie,  które  prorok  przekazuje  jako 
słowo  BoŜe.  Nie  siła  idei,  lecz  moc  rzeczywistości  Boga  w świadomości 
profetycznej  egzystencji  stworzyła  ten  monoteizm.  ToteŜ,  rzecz  zdumie-
wająca, monoteizm grecki i starotestamentowy zbiegają się pod względem 
swej myślowej treści, lecz róŜnią sięradykalnie w sposobie obecności Boga. 
Jest  to  róŜnica  między  filozofią  a  religią.  Jest  to,  w  konsekwencji, 
róŜnica  między  boskością  a  Bogiem  -  między  pomyślaną 
Transcendencją  a  Bogiem  Ŝywym;  Jednia  absolutu  w  filozofii  to  nie  to 
samo, co Jedyny Bóg w Biblii.

 

Gwoli  filozoficznej  jasności  naleŜy  jednak  spytać,  czy  dlaproroków  ta 

nieporównana,  dziś  jeszcze  porywająca  nas  pewność  wiary  nie  była  mo-
Ŝ

liwa w tej formie tylko dlatego, Ŝe nie wdali się jeszcze w filozofowanie 

Ŝ

yli  w  myślowej  naiwności  i przeto nie spostrzegli,  Ŝe  w  „słowie"  wypo-

wiedzianym  dla  wszystkich  bezpośrednio  przez  Boga  pozostaje  wciąŜ 
resztka cielesnej rzeczywistości owych obrazów i porównań, które wszak z 
zasady zwalczali.

 

Monoteizm Grecji i Starego Testamentu wspólnie wyznaczyły zachodnią 

ideę Boga. Interpretowały się nawzajem. Mogło tak być, poniewaŜ wiara 
proroków dokonała abstrakcji analogicznej do abstrakcji w filozofii. Wiara 
profetyczna przewyŜsza wiarę filozoficzną pod względem siły, gdyŜ wyrasta 

z bezpośredniego doświadczenia Boga. Ale ustępuje filozofii, gdy chodzi o 
jasność mvśli. fote.Ŝ rat™™ c;**™™™, ,„i,~i~:—-t. ^-

 

Boga, chwali Go i błaga. Istotne są tu jednak formy pochodzące z prze-
szłości, której nie sposób dosięgnąć myślą, formy niezbywalne, faktycznie 
wprawdzie dojrzewające i zmieniające się przez całe pokolenia, ale potem 
doświadczane  jako  trwałe.  Od  dawna  stały  sięczęściowo  niezrozumiałe, 
zachowuje sieje albo jako tajemnicę,  albo  zmienia i  wyposaŜa  w nowy, 
zrozumiały sens. Modlitwa natomiast jest czymś indywidualnym, obecnym 
egzystencjalnie.  Jednostka  spełniająca  akt  modlitwy  jako  element  kultu, 
nadająca  mu  stale  tę  samą  formę,  pozostaje  całkowicie  w  domenie 
religii. Ale jako cośnaprawdęosobistego i źródłowego modlitwa sytuuje się 
na  pograniczu  filozofowania  i  staje  się  filozofią  w  chwili,  gdy  zanika 
wszelkie  odniesienie  do  Boga  z  myślą  o  jakimś  celu  i  realna  chęć 
oddziałania  na  boskość.  Jest  to  przeskok  od  cielesności  osobistego  sto-
sunku do osobowego Boga- co jest źródłem religii - do stanu zawieszenia 
właściwego  filozoficznej  kontemplacji,  gdzie  oparcie  daje  człowiekowi 
zrazu  tylko oddanie i wdzięczność, a potem przychodzi pewność. Ta kon-
templacja  nie  zmienia  niczego  w  świecie,  a  tylko  w  samym  człowieku. 
Spekulatywne  upewnienie  się  jest  tam,  gdzie  staje  się  autentyczną  kon-
templacją, jak modlitwa. Jeśli pierwotnie ta kontemplacja mieściła się teŜ w 
tym  wszystkim,  co  urzeczywistniło  sięjako  religia,  to  teraz  odróŜnia  się 
przecieŜ od aktu religijnego i moŜe się usamodzielnić.

 

O b j a w i e n i e :   religie  opierają  się  na  objawieniu,  wyraźnie  i  świa-

domie  -  religie  hinduskie  i  biblijne.  Objawienie  to  bezpośrednie,  umiej-
scowione  w  czasie,  waŜne  dla  wszystkich  ludzi  ujawnienie  się  Boga  w 
słowie, Ŝądaniu, działaniu, zdarzeniu. Bóg daje swoje przykazania, tworzy 
wspólnotę, ustanawia kult. Tak więc podstawą kultu chrześcijańskiego jest 
czyn Boga ustanawiający Wieczerzę. PoniewaŜ objawienie jest źródłem 
jakiejś  treści  religijnej,  waŜne  jest  nie  samo  w  sobie,  ale  we 
wspólnocie  -  narodu,  gminy,  Kościoła  -  która  jest  teraz  autorytetem  i 
gwarancją.

 

W obliczu wysiłków dochodzenia do Boga w myśli, w obliczu myślowej 

drogi,  gdzie  kaŜdy  kolejny  krok  zdaje  się  pozbawiać  nas  tego,  cośmy 
osiągnęli  na  początku,  słyszymy  słowo:  wszelkie  wymyślanie  Boga  jest 
daremne, o Bogu człowiek wie i wiedzieć moŜe tylko przez objawienie. 
Bóg dał prawo, wysłał proroków, przyszedł sam w postaci sługi, aby zbawić 
nas przez śmierć na krzyŜu.

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

„_ _ „ „ . . ———^i^Mjv

&

a.^-iituaujpUjeillOZO-

 

fii, gdy chodzi o jasność myśli, toteŜ zatraca się znowu w kolejnych for-

mach religijnych, juŜ w samej Biblii.

 

M o d l i t w a :   kult  jest  aktem  wspólnoty,  modlitwa  jest  uczynkiem 

jednostki  spełnianym  w  samotności.  Kult  występuje  powszechnie,  mod-
litwa uwidocznia się tu i ówdzie w historii, w Starym Testamencie np. 
zdecydowanie  dopiero  u  Jeremiasza.  Duchowa  struktura  liturgii,  w  której 
dokonuje  się  kult,  wypełniona  jest  tekstami,  które  zwykło  obdarzać  się 
mianem modlitwy, poniewaŜ za pośrednictwem tych tekstów wzywa się

 

58

 

59

 

background image

 
 

 

 

Ale objawienie, głoszone musi mieć jakiś kształt w świecie. Objawienie 

wypowiedziane  wchodzi  w  skończoność,  nagina  się  do  pojęć.  W  mowie 
wypacza się jego znaczenie. Słowo ludzkie nie jest juŜ słowem boŜym. To, 
co  w  objawieniu  dotyczy  człowieka  jako  człowieka,  staje  się  treścią 
filozofii  i  jako  takie  obywa  się  bez  objawienia.  Czy  chodzi  tu  o 
rozcieńczenie religii, utratę jej substancji? W takim razie mówi się o seku-
laryzacji. Czy o oczyszczenie, o powrót do pierwotnej istoty, o pogłębienie i 
właśnie  substancjalizację?  Wydaje  się,  Ŝe  zachodzą  oba  te  procesy. 
Niebezpieczeństwu  wyjałowienia  przez  oświecenie  przeciwstawia  się 
szansa  uzyskania  właściwej  prawdy  przez  człowieka.  Od  czasów  staro-
Ŝ

ytnych  filozofowie  wciąŜ  odrzucali  religię.  Wyliczmy  szereg  typowych 

zarzutów i spróbujmy krytycznie określić granice kaŜdego z nich.

 

a), .Wielość religii dowodzi, Ŝe Ŝadna nie jest prawdziwa. Albowiem prawda 

jest tylko jedna".

 

Zarzut ten ostanie się tylko, jeśli wyznanie wiary traktować będziemy 
tak jak treści naukowe, nie dotyka jednak samej wiary religijnej. Wiara 
ma swoje przejawy historyczne, ale jej zewnętrznego wyrazu nie naleŜy 
mylić z treścią samego Ŝycia w wierze, która przezeń przemawia: Una 
religio in rituum varietate 
(Kuzańczyk).

 

b) „Religie sankcjonowały dotychczas kaŜde zło, mogły czynić lub uspra-

wiedliwiać najstraszniejsze rzeczy, gwałt i kłamstwo, składanie ludzi w 
ofierze,  wyprawy  krzyŜowe,  wojny  religijne".  Niepodobna  dokonać 
rachunku  dobrodziejstw  i  szkód  wyrządzonych  przez  religie.  KaŜda 
ocena musi opierać się na historycznych badaniach stanu faktycznego. 
Zarzut  ten  naleŜy  uzupełnić  stwierdzeniem  zbawiennych  skutków 
religii, jak pogłębianie Ŝyciaduchowego, wprowadzanie ładu w ludzkie 
sprawy, dobroczynność na wielką skalę, inspirowanie sztuki i myśli.

 

Jeśli ktoś twierdziłby zgoła, iŜ dobre stosunki między ludźmi, pokój i 
ład zapewnić moŜe raczej rozum niŜ religia; iŜ sprawiedliwość znaczy 
więcej niŜ wiara, praktycznamoralność więcej niŜ religijność; iŜ to, co 
jest dobrego w ludzkości, jest dziełem nauki i rozumu, nie religii -
trzeba odrzec, Ŝe religia nie wyklucza przecieŜ rozumu, oraz Ŝe do tej 
pory właśnie religia, choć z pomocą rozumu, urzeczywistniła najbardziej 
trwały i pełen treści ład, nie mocą bezpośrednich zaleceń, ale za

 

sprawą  wierzących  ludzi,  ich  powagi  i  rzetelności.  Dotychczasowe  do-
ś

wiadczenia historyczne  świadczą natomiast, iŜ próby oparcia się wy-

łącznie na rozumie - to jest na intelekcie - prowadziły rychło do nirii-
listycznego chaosu.

 

c) „Religia jest źródłem fałszywych lęków. Urojenia dręczą duszę. Męki 

piekielne, gniew Boga, niepojęta rzeczywistość bezlitosnej woli i tym 
podobne  wywołują  przeraŜenie,  zwłaszcza  w  godzinie  śmierci. 
Uwolnienie od religii oznacza spokój, gdyŜ uwalnia od oszukańczych 
wizji".

 

Zarzut ten jest słuszny, jeśli tyczyć ma konkretnych zabobonów. Staje 
się fałszywy, jeśli ma ujmować samą treść lęku. JeŜeli lęk przed pie-
kłem jest dla niezliczonych dusz podstawą wyboru dobra zamiast zła, to 
rzadko bywa to wyłącznie lęk przed czymś rzekomo realnym. Lęk ten, 
zaszyfrowany  w  obrazie  piekła,  moŜe  raczej  objaśniać  głębokie 
egzystencjalne motywy wyboru własnej istoty. Lęk o autentyczny byt to 
podstawowa  cecha  człowieka  rozbudzonego.  Spokój,  który  płynie  z 
negacji piekła, nie wystarcza, spokój musi wyrastać z pozytywnej uf-
ności, z ustroju duszy, która kieruje się dobrą wolą stale przezwycięŜa-
jącą lęk. Człowiek, u którego zanikł lęk, to człowiek juŜ tylko powie-
rzchowny.

 

d) „Religie są poŜywką wszechogarniającego fałszu. PoniewaŜ zakładaj ą u 

początku  coś  niepojętego,  bezmyślnego,  absurdalnego,  poniewaŜ  nie 
pozwalajątego  podać  w  wątpliwość,  wytwarzają  atmosferę  tępego  po-
słuszeństwa.  Jeśli  pojawiają  się  wątpliwości,  człowiek  dławi  własny 
intelekt i tę nieuczciwość poczytuje sobie za zasługę.  Nawyk  wstrzy-
mywania  się  od  dalszych  pytań  toruje  drogę  nieprawdzie  we  wszy-
stkich  innych  dziedzinach.  Człowiek  nie  dostrzega  sprzeczności  w  my-
ś

leniu  i  we  własnym  postępowaniu.  Toleruje  wypaczenia  czegoś  pier-

wotnie prawdziwego, bo ich nie zauwaŜa. Wiara religijna i fałsz są ze 
sobą spokrewnione".

 

Na ten zarzut moŜna tylko odrzec, Ŝe u źródeł religii nie musi wcale 
znajdować się to, co pojawia się w jej rozwoju. Jeśli nawet zgodzić się z 
Burckhardtem,  Ŝe  trudno  nam  pojąć  stopień  bezkrytycyzmu  u  ludzi, 
którzy tworzyli i działali z inspiracji religijnej, to przecieŜ bezkryty-
cyzm nie zawsze równa się nieprawdzie. Granice i zagadki, które inte-

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

60

 

61

 

background image

 
 

 

 

lekt  skłonny  jest  przed  sobą  ukrywać,  w  religii  stają  się  bezpośrednio 
obecne,  choć  w  postaci  mitycznej  mają  tendencję  do  przeradzania  się 
natychmiast we wspomniane treści zabobonów, e) „Religie wyodrębniają w 
ś

wiecie jako świętość to, co w rzeczywistości jest rzeczą świecką i ludzkim 

wytworem.  Wynosić  coś  do  rangi  tajemnicy  oznacza  pozbawiać  resztę 
ś

wiata  jego  wartości.  Wzniosła  cześć,  jeśli  mazasobąreligijnąsankcję, 

skłania do bezczeszczeniatego wszystkiego, co znajduje się poza zasięgiem 
religii.  Swoiście  zrytualizowa-na  cześć  nie  jest  juŜ  wszechogarniającą 
zasadniczą  czcią.  Akt  rozgraniczenia  jest  zarazem  aktem  wykluczenia  i 
unicestwienia".  Zarzut  ten  nie  dotyczy  bynajmniej  kaŜdego  religijnego 
człowieka.  NaleŜy  raczej  powiedzieć,  Ŝe  religia  zdolna  jest  cały  świat 
ogarnąć  swoim  światłem,  rzucać  odblask  tego,  co  stanowi  o  jej 
szczególnej istocie na całą rzeczywistość. Natomiast zarzut ten godzi w 
wiele  poszczególnych  postaci  religii,  które  zresztą  człowiek  religijny 
moŜe odrzucać jako formy zwyrodniałe.

 

Wszystkie te uwagi o religii nie odnoszą się do sprawy zasadniczej. 

Zarzuty uderzają w zwyrodniałe formy religii, nie w religię jako taką.

 

Ponadto była mowa tylko o religii i religiach, nie o tym, co występuje i 

jest  głoszone  jako  jedyna  prawda  objawiona,  która  kaŜe  uznać  swoje 
roszczenia i nie pozwala traktować się jako jedną z wielu innych religii. 
Dzieje  się  tak  w  kościołach  i  wyznaniach  wyrastających  z  wszechogar-
niającej  je  religii  biblijnej,  do  której  wszyscy  naleŜymy  -  Ŝydzi  i  chrze-
ś

cijanie, prawosławni i protestanci - i moŜe teŜ muzułmanie.

 

Z wiary filozoficznej wynikają tu dla nas dwa twierdzenia (jedno negatywne 
i jedno pozytywne), które chciałbym uzasadnić. 1. W religii biblijnej  jest 
załoŜone  i  we  wszystkich  jej  odgałęzieniach  występuje -  choć  moŜe nie 
koniecznie i nie na zawsze do niej przynaleŜne -roszczenie do wyłączności. 
W  swych  motywach  i  skutkach  dla  nas,  ludzi,  jest  ono  zgubne.  W 
interesie prawdy i w interesie naszej duszy musimy z nim walczyć.

 

2. Podstawą naszego filozofowania jest religia biblijna i w niej znajdujemy 

niczym nie zastąpioną prawdę.

 

Oba twierdzenia są dla nas waŜne. WiąŜą sięz pytaniem, które rozstrzyga dziś 

o losach zachodniej kultury: co stanie się z religią biblijną?

 

Przeciwko roszczeniu do wyłączności

 

Treść wiary uwaŜana jest nie tylko zaprawdębezwarunkową, ale takŜe za 

wyłączną prawdę. Chrześcijanin nie mówi zatem: taka jest moja droga, ale: 
taka jest droga, a Chrystusowi, Synowi BoŜemu i Bogu przypisuje słowa: 
„Jam  jest  droga,  prawda  i  Ŝycie".  Wierzącemu  w  Chrystusa  wolno  jest 
myśleć  o  sobie  według  słów:  „Wy  jesteście  solą  ziemi:  wy  jesteście 
ś

wiatłością świata".

 

MoŜliwe  są  tu  następujące  obiekcje.  JeŜeli  ludzie  mogą  być  dziećmi 

Boga, to znaczyłoby raczej, Ŝe wszyscy ludzie są jego dziećmi, a nie tylko 
niektórzy  albo jeden człowiek.  Roszczenie, iŜ tylko człowiek  wierzący  w 
Chrystusa  ma  dostąpić  Ŝycia  wiecznego,  nie  jest  przekonujące.  Ludzi 
wielkiej  szlachetności  i  czystego  serca  moŜna  spotkać  takŜe  poza  chrze-
ś

cijaństwem; byłoby niedorzecznością, gdyby czekała ich zguba, zwłaszcza 

w  porównaniu  z  wątpliwymi,  niezbyt  godnymi  miłości,  sylwetkami 
spośród  najwybitniejszych  chrześcij  an,  którzy  zapisali  się  w  historii.  We-
wnętrzny  zwrot  od  egoizmu  do  bezgranicznego,  ofiarnego  poświęcenia 
dokonał się nie tylko  w  chrześcijaństwie.  Ale  wszystkie te obiekcje nie 
dotykają istoty rzeczy.

 

Gdziekolwiek w świecie ludzie ujmują prawdę wiary, prawda ta ma dla 

nich bezwarunkową waŜność. Nigdzie jednak - poza światem biblijnym - 
nie wykluczają tym samym bynajmniej innej prawdy dla innych. Z punktu 
widzenia  filozofii  ta  powszechna  postawa  ludzi  jest  merytorycznie 
słuszna. Wymaga to rozwaŜenia zasadniczej róŜnicy w kwestii sensu prawdy 
(od czego wyszliśmy mówiąc o B runie i Galileuszu).

 

Ilekroć  działam  w  sposób  bezwarunkowy,  bo  bezwarunkowo  wierzę, 

tylekroć nie ma Ŝadnej dostatecznej podstawy ani Ŝadnego celu, do którego 
moŜna  byłoby  moje  działanie  odnieść  i  tym  samym  uczynić  je  zrozu-
miałym  dla  intelektu.  Bezwarunkowość  nie  ma  charakteru  ogólnego,  ale 
jest dziejowa  w nie dającej się przeniknąć z zewnątrz, rozwidniającej się 
własnym światłem Ŝywej obecności czynu. Działanie bezwarunkowe jest w 
swojej  głębi  nie  uświadamiane,  aczkolwiek  na  jego  podstawie  tak  wiele 
moŜna  się  dowiedzieć  i  powiedzieć.  Jest  niezastąpione,  a  więc  zawsze 
jednorazowe, a przecieŜ nie tylko  moŜe stanowić dla innych wskazówkę, 
lecz takŜe stać się wzorem przy rozpoznawaniu tego, co słuszne, co

 

 

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

62

 

63

 

background image

 
 

 

 

wprawdzie róŜni się w swych historycznych przejawach, ale w wieczności 
jest zbieŜne. Prawda dziejowa, prawda egzystencjalnajest bezwarunkowa, 
ale  nie  jest  bynajmniej  w  swych  ujęciach  i  przejawach  prawdą  dla 
wszystkich.

 

Odwrotnie: to, co jest ogólnie waŜne dla wszystkich (jak naukai wszystkie 

inne  prawdziwe  sądy  inte^ktu),  właśnie  dlatego  nie  jest  prawdą 
bezwarunkową -jest w ramach  świata ogólnie i dla wszystkich prawdą 
pod warunkiem przyjęcia jakiegoś stanowiska i uŜycia określonej metody. 
Ta prawda jest nieodparta dla kaŜdego, kto swym intelektem ją pojmuje. 
Ale jest względna, zrelatywizowana do perspektywy i sposobu myślenia, w 
którym  się  ujawnia.  Jest  egzystencjalnie  obojętna,  bo  skończona, 
partykularna,  obiektywnie  nieodparta  -  Ŝaden  człowiek  nie  moŜe  i  nie 
powinien za nią umierać.

 

Krótko:  z bezwarunkowością dziejowej prawdy wiąŜe się względność 

kaŜdego  sposobu jej wypowiedzenia i jej doczesnych form przejawiania 
się.  Do  powszechnej  waŜności  prawdziwych  twierdzeń poznawczych  w 
wypowiedziach  naleŜy  względność  warunkujących  je  stanowisk  i  metod. 
Dających się wypowiedzieć treści wiary nie naleŜy traktować jako ogólnych 
sądów prawdziwych: bezwarunkowość wewnętrznej prawdy w wierze 
jest czymś rdzennie innym niŜ uchwycenie powszechnej waŜności zawsze 
partykularnych sądówprawdziwych w wiedzy. Dziejowa bezwarunkowość 
to nie to samo, co powszechna waŜność jej przejawów w słowie, dogmacie, 
kulcie,  rytuałach,  instytucji.  Dopiero  z  pomieszania  tych  dwóch  rzeczy 
bierze sięroszczenie do wyłączności jakiej ś prawdy wiary.

 

Błędem jest traktować  powszechną waŜność  wiedzy  naukowej jako 

absolut, którym mógłbym Ŝyć, błędem jest oczekiwać od nauki czegoś, 
czego nie zdoła ona nigdy dokonać. Jeśli opowiadam się za prawdą, nie 
wolno  mi  ignorować  nieodpartych  argumentów  w  dziedzinie  poznania, 
winienem raczej w nieskończoność podkreślać ich wagę. Ale Ŝądać od 
nich tego, co dać mogą tylko treści metafizyczne - świadomości poprze-
stania na bycie, ukojenia w bycie - byłoby oszustwem, które zamiast 
spełnienia oferuje ostatecznie pustkę.

 

Fatalne  jest  takŜe  wypaczenie  odwrotne:  przekształcanie  bezwarun-

kowości egzystencjalnej decyzji w zgodną z wymogami dyskursu umie-

 

jętność orzekania, co jest słuszne, albo obracanie dziejów uwarunkowanej 
bezwarunkowości wiary w ogólnie waŜną prawdę dla wszystkich.

 

Skutkiem takiego wypaczenia jest łudzenie samego siebie co do tego, 

czym  właściwie  jestem  i  czego  chcę,  nietolerancja  (niedopuszczanie do 
uznania Ŝadnych innych wypowiedzi prócz własnych, które mają status 
dogmatu) i  niezdolność do komunikowania się  z innymi  (nieumiejętność 
wysłuchiwania  innych,  nieumiejętność  uczciwego  podania  własnego  sta-
nowiska w wątpliwość). Tak wypaczone pragnienie prawdy moŜe maskować 
takie  pobudki,  jak  Ŝądza  władzy,  okrucieństwo,  instynkt  niszczenia. 
Instynkty te, rzekomo działające w słuŜbie prawdy, korzystają wówczas z 
monstrualnie  fałszywych  usprawiedliwień  i  znajdują  w  nich  mniej  lub 
więcej jawne zaspokojenie.

 

Wydaje się, Ŝe tylko w kręgu religii biblijnej ta wyłączność uchwyco-

nejprawdy wiary naleŜy do niej samej, jest świadomie wyraŜana i dopro-
wadzana  do  swych ostatecznych konsekwencji. Dla  wierzącego moŜe to 
być nowy stygmat potwierdzający właśnie wiarygodność jego wiary.  Z 
pozycji filozofii natomiast widać nie tylko fałsz wynikaj ący z zasadniczego 
błędu popełnionego w tej wierze, ale takŜe jego straszliwe skutki.

 

W obrębie religii biblijnej przykładem jest chrześcijaństwo ze swoim 

roszczeniem  do absolutnej prawdy  dla  wszystkich.  Wiedza  o  niezwy-
kłych  dokonaniach  chrześcijaństwa,  o  wybitnych  ludziach,  którzy  w  tej 
wierze i tą wiarą Ŝyli, nie moŜe przesłaniać świadomości, Ŝe to zasadnicze 
wypaczenie  zaowocowało  w  dziejach  złowrogimi  skutkami,  maskowa-
nymi woalem świętej prawdy absolutnej.

 

Rzućmy okiem na kilka następstw owego roszczenia do wyłączności. 

JuŜ Nowy Testament wkłada w usta Jezusa - Jezusa, który nie stawia 
oporu i który wygłasza Kazanie na Górze - słowa: „nie przyszedłem, aby 
przynieść wam pokój, ale miecz". Stoimy wobec alternatywy pójścia za 
nim lub nie: kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie.

 

Zgodnie z tym postępowało w dziejach wielu chrześcijan. Według uz-

nawanego przez nich porządku zbawienia, potępieni są wszyscy ci, którzy 
Ŝ

yli  przed  Chrystusem  albo  bez  Chrystusa.  Inne,  liczne  religie  są  sumą 

nieprawdy albo, w najlepszym razie, prawdami cząstkowymi, a wszyscy 
ich wyznawcy są poganami. Powinni wyrzec się swojej religii i iść za 
wiarą Chrystusową. Powszechne apostolstwo nie tylko głosiło tę wiarę

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

64

 

65

 

background image

 
 

 

 

wszystkim  ludom  wszelkimi  środkami  propagandy,  ale  zawsze  miało 
ukrytą  chęć  szerzenia  wiary  przemocą  tam,  gdzie  nie przyjmowano  jej 
dobrowolnie  (coge  intrare). Pieniły  się  akty  niszczenia,  szalały  krucjaty. 
Wyznania  chrześcijańskie  wiodły  między  sobą  wojny  religijne.  Polityka 
stała się środkiem działania kościołów.

 

Tak  to  pragnienie  władzy  stało  się  zasadniczym  faktem  religijnej  rze-

czywistości,  która  u  swego  źródła  z  władzą  nie  miała  nic  wspólnego. 
Roszczenie  do  panowania  nad  światem  jest  skutkiem  roszczenia  do  wy-
łączności  prawdy.  W  wielkim  procesie  sekularyzacji  -  tzn.  świeckiego 
zachowania  treści  biblijnych  przy  odrzuceniu  formy  wiary  -  takŜe  fana-
tyczna  niewiara  pozostaje  jeszcze  pod  wpływem  biblijnych  źródeł.  Zse-
kularyzowane  stanowiska  światopoglądowe  w  kulturach  zachodnich  ce-
chuje często ów rys absolutyzmu, prześladowania odmiennych przekonań, 
agresywności w głoszeniu swych racji, inkwizycyjnego badania innych 
i  zawsze  jest  to  konsekwencją  roszczenia  do  wyłączności  prawdy 
absolutnej, rzekomo uznanej przez wszystkich.

 

W obliczu tych wszystkich faktów wierze filozoficznej pozostaj e tylko z 

Ŝ

alem uznać, Ŝe wobec zerwania i wobec zakazu posługiwania się rozumem, 

juŜ  tylko  warunkowo  dopuszczanym  do  głosu,  zawodzi  najlepsza  wola 
szczerego porozumienia.

 

Nie  pojmuję,  jak  moŜna  pozostać  neutralnym  wobec  roszczenia  do 

wyłączności.  Byłoby  to  moŜliwe,  gdyby  wolno  było  traktować  nietole-
rancję  jako  faktycznie  nieszkodliwą,  osobliwą  anomalię.  Tak  jednak  w 
przypadku  opartego  na  Biblii  roszczenia  do  wyłączności  bynajmniej  nie 
jest. Ze swej natury roszczenie to wspiera się na wciąŜ potęŜnych instytu-
cjach i stale gotowe jest od nowa rozpalać stosy dla heretyków. Taka jest 
natura  roszczenia  do  wyłączności  we  wszystkich  postaciach  biblijnej  re-
ligii,  choćby  nawet  wielu  wiernych  osobiście  nie  miało  najmniejszej 
skłonności do  gwałtu lub  wręcz  do niszczenia tych,  których uznają  za 
niewierzących.

 

PoniewaŜ  nietolerancja  wobec  nietolerancji  (ale  tylko  wobec  niej)  jest 

nieunikniona, to nietolerancja wobec roszczenia do wyłączności konieczna 
jest wówczas, gdy roszczenie to nie tylko kaŜe głosić wiarę po to, by inni 
mogli  ją  poznać  i  wypróbować,  lecz  chce  ją  narzucać  przez  prawo, 
przymus szkolny itd.

 

Inaczej rzecz sięmaz wiarą chrześcijańską uwolnioną od tego roszczenia i 

jego skutków. Nasza epoka stawia nas wobec pytania, czy osłabienie wiary 
chrześcijańskiej - co nie oznacza bynajmniej końca chrześcijaństwa jako 
religii  biblijnej  -jest  tylko  przejściowym  stanem  depresji  czy 
następstwem ostatecznej przemiany w dziejach całego świata. Dziś wydaje 
się,  Ŝe  coraz  mniej  ludzi  wierzy  w  Chrystusa  jako  jedynego  syna 
boŜego,  jedynego  pośrednika  zesłanego  przez  Boga.  Trudno  to  spraw-
dzić. Pełni wiary są jeszcze, jak się zdaje, ludzie o wybitnych wartościach 
osobistych.  Nie  da  się  z  góry  rozstrzygnąć  kwestii,  czy  przekształcona 
wiara  w Chrystusa  moŜe być podjęta jako moment religii biblijnej, jako 
wiara uwolniona od stygmatu wyłączności. Czym byłaby wówczas wiara w 
Chrystusa, o tym zadecyduj e religia biblijna, jeśli w całej swej ogarniającej 
rzeczywistości  roztopi  w  sobie  z  powrotem  wyrosłą  z  niej,  zabso-
lutyzowaną wiarę.

 

Roszczenie  do  wyłączności  zawarte  jest  w  wierze  Chrystusa,  wierze 

zakonu Ŝydowskiego,  w religii narodowej,  w islamie. Religia biblijna to 
rozległa  przestrzeń  historyczna,  z  której  kaŜde  wyznanie  wyprowadza 
swoje  szczególne  akcenty,  pomijając  inne  treści.  Biblia  w  całości  jako 
Stary i Nowy  Testament jest  świętą  księgą tylko dla  wyznań chrześcijań-
skich.  śydzi  odrzucają  Nowy  Testament,  przez  nich  przecieŜ  stworzony, 
jednakŜe  jego  treść  etyczna  i  monoteistyczna  ma  dla  wyznania  Ŝydo-
wskiego wagę nie mniejszą niŜ dla chrześcijaństwa. Islam nie uznaje tej 
księgi za świętą, choć sam, pod wpływem Ŝydów i chrześcijan, wyrósł na 
tym samym religijnym gruncie.

 

Biblia  i  religia  biblijna  mają  dla  filozofowania  o  tyle  charakter  zasad-

niczy, Ŝe nie zawierają Ŝadnej całościowej nauki, niczego ostatecznie nie 
rozstrzygają.  Religia  biblijna  jako  taka  nie  wysuwa  roszczenia  do  wyłą-
czności,  cechuje  ono  tylko  jej  poszczególne  formy,  utrwalone  w  dziejo-
wym ruchu tej religii. Roszczenie do wyłączności pochodzi od ludzi i nie 
moŜe  powoływać  się na Boga, który otworzył ludziom  wiele dróg do 
siebie.

 

Biblia  i  religia  biblijna  to  podstawa  naszego  filozofowania,  stały  dro-

gowskaz i źródło niezastąpionych treści. Na Zachodzie filozofuje się -
czy się kto z tym zgodzi czy nie - zawsze z Biblią, nawet wtedy, gdy sieją

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

66

 

67

 

background image

 
 

 

 

Bib-

 

Za religią biblijną

 

W  Biblii  ujawniają  się  najbardziej  skrajne,  z  rozumowego  punktu  wi-

dzenia nieuniknione sprzeczności.

 

1. Od ofiary patriarchów do skomplikowanej codziennej słuŜby ofiarnej w 
jerozolimskiej świątyni i do Wieczerzy Pańskiej chrześcijan religia Biblii jest 
r e l i g i ą   k  u  11  u.  W  jej  obrębie  występuje  zawsze  tendencja  do 
ograniczania i spirytualizacji kultu - a więc zniesienie „wzgó-rzy" (licznych 
miejsc kultowych na prowincji) na rzecz jednego kultu w  jednej  świątyni 
Jerozolimy - a więc przemiana zrośniętego z codziennym Ŝyciem i Ŝywego 
kultu w urzędowo odprawiany abstrakcyjny rytuał - a więc sublimacja kultu, 
kiedy  to  składanie  ofiary  przekształca  się  w  Wieczerzę  Pańską  i  mszę. 
Ciągle  jeszcze  mamy  tu  do  czynienia  z  kultem.  Ale  prorocy  zaczynają 
namiętnie  występować  p r z e c i w k o   k u l t o w i   w  ogóle  (nie  tylko 
przeciwko  fałszywym  wyobraŜeniom  na  temat  kultu).  Jahwe  mówi  (Am 
5,21)*:  „Nienawidzę,  brzydzę  się  waszymi  świętami.  Nie  będę  miał 
upodobania  w  waszych  uroczystych  zebraniach.  Bo  kiedy  składacie  Mi 
całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, a na ofiary biesiadne z tucznych 
wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode mnie ze zgiełkiem pieśni twoich i 
dźwięku twoich harf nie chcęsłyszeć". I mówi takŜe (Oz 6,6): „Miłości pragnę, 
nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niŜ całopaleń". 2. Od dekalogu i 
przymierza aŜ do szczegółowych praw Deuteronomium i kodeksu kapłanów 
biegnie liniarozwoju r e l i g i i   p r a w a .   Prawo jest obecne w objawieniu 
boŜym  przez  słowa  Tory,  jest  to  prawo  pisane.  Ale  Jeremiasz  zwraca  się 
p r z e c i w k o   p r a w u   p i s a n e m u   j a k o   t a k i e m u ,   bo  „w 
kłamstwo je obróciło kłamliwe pióro pisarzy" (Jer 8,8). Prawo boskie jest nie 
w utrwalonych zdaniach pisma, ale w sercach„Lecz takie będzie przymierze, 
jakie zawręz domem Izraela

 

*     Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu 

(Biblia  Tysiąclecia),  Wydawnictwo  Pallottinum,  wyd.  III,  Poznari-War-

szawa 1988

 

po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich 
jestestwa i wypiszę na ich sercu" (31,33).

 

3. Od zawarcia przymierza w czasach MojŜesza w Biblii zarysowuje się 

ś

wiadomość na r o d u   w y b r a n e g o .   Ale nieomal od początku teŜ 

status  narodu  wybranego  zostaje  zniesiony.,,  CzyŜ  nie  jesteście  dla 
mnie jak Kuszyci - wy, synowie Izraela? - wyrocznia Pana. CzyŜ 
Izraela nie wyprowadziłem z ziemi egipskiej jak Filistynów z Kaftor, a 
z Kir-Aramejczyków?" (Am 9,7). Wszystkie narody są sobie równe. 
Na  wygnaniu  Bóg  staje  się  jeszcze  raz  Bogiem  Izraela,  ale  jed-
nocześnie  jako  stworzyciel  świata  jest  teŜ  Bogiem  powszechnym, 
Bogiem dla wszystkich narodów i lituje się nawet wbrew małodusz-
ności Jonasza nad poganami z Niniwy.

 

4. Jezus staje się Chrystusem-Bogiem. Ale od początku przeczą temu

 

słowa samego Jezusa: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest

 

dobry, tylko sam Bóg" (Mk 10,18).

 

Przykłady takie moŜna by mnoŜyć. Wolno mniemać wręcz, Ŝe w Biblii w 

ogóle  wszystko  pojawia  się  w  postaci  biegunowych  przeciwstawień. 
Cokolwiek  zostaje  utrwalone  w  słowie,  znajduje  swoje  zaprzeczenie. 
Nigdzie nie ma całej, pełnej, czystej prawdy - bo teŜ nie moŜe jej być w 
zdaniach ludzkiego języka ani  w  określonej  postaci  ludzkiego  Ŝycia. 
Ograniczoność naszych pojęć sprawia, Ŝe drugi biegun zawsze się nam 
wymyka. Prawdy dosięgamy tylko wtedy, gdy świadomi przeciwieństw, 
poprzez te przeciwieństwa zbliŜamy się do niej.

 

Tak więc stają naprzeciw siebie religia kultu i profetyczna religia czy-

stego etosu; religia prawa i religia miłości; zamknięcie w sztywnych for-
mach (aby cenne dobro wiary zachować mimo upływu czasu) moŜliwość 
otworzenia się człowieka, który tylko wierzy w Boga i miłuje go; religia 
kapłanów i swobodna religia indywidualnej modlitwy; Bóg narodowy i 
Bóg uniwersalny; przymierze z wybranym narodem i przymierze z czło-
wiekiem jako takim; rachunek winy i kary w doczesnym Ŝyciu (szczęście i 
nieszczęście  jako  miara  zasługi  i  grzechu)  i  postawa  wiernego,  jaką  pre-
zentują np. Jeremiasz lub Hiob wobec tajemnicy; religia wspólnoty i religia 
ludzi  boŜych,  wizjonerów,  proroków;  religia  magiczna  i  etyczna  religia 
rozumnego  traktowania  świata  jako  dzieła  stworzenia.  Ba  -  w  Biblii 
mieści się teŜ to, co jest skrajnym przeciwieństwem wiary: demonologia,

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

zwalcza. Poczyńmy na koniec kilka uwag o pozytywnym znaczeniu

 

lii dlfl filnynfnwołiin

 

lii dla filozofowania.

 

68

 

69

 

background image

 
 

 

 

ubóstwienie  człowieka,  nihilizm  (ten  ostatni  w  Księdze  Koheleta).  W 
konsekwencji wszystkie stronnictwai tendencje będą się mogły na Biblię 
powoływać.  Przeciwieństwa,  jasno  tam  ukazane,  powracały  teŜ  później: 
Ŝ

ydowska  teokracja  w  chrześcijańskich  kościołach,  wolność  religii  pro-

fetycznej u mistyków i reformatorów, wybrany naród  w postaci wielu 
uwaŜających się za wybrane narodów, gmin, sekt. Na gruncie religii biblijnej 
obserwujemy  zawsze  nawroty,  sprzeciw  wobec  skostnienia,  Ŝywą 
twórczość. Jak gdyby przeznaczeniem Zachodu było ugruntować - mocą 
autorytetu świętej księgi, na której wspiera się cała zachodnia kultura -
obraz wszelkich sprzeczności Ŝycia, a przeto nie zamykać sobie Ŝadnej 
moŜliwej drogi  w nieustannej walce o podźwignięcie człowieka, który 
wie, Ŝe mając wolność uczynków sam jest darem Boga.

 

Biblia gromadzi w swoich tekstach duchowy osad najbardziej prymi-

tywnej i najbardziej wzniosłej rzeczywistości ludzkiej. Tę samą cechę 
mają inne wielkie dokumenty religii.

 

Ale  juŜ  w  barbarzyńskich  początkach  odnajdujemy  ową  antyczną 

wielkość,  która  nakazuje  nam  powściągliwość  w  szafowaniu  mianem 
barbarzyństwa.  Wszystko  wypowiadane  jest  wprost.  Ta  naiwność  prze-
mawia do nas tonem spiŜu. Biblięprzenika namiętność, niezwykła zgoła, bo 
odniesiona do Boga. Bóg jest w ogniu wulkanów, w trzęsieniu ziemi, w 
burzy.  Wznosi  się  na  niedosięŜne  wyŜyny,  a  owe  nawałnice  są  jego 
wysłannikami,  podczas  gdy  sam  kaŜe  rozpoznawać  swą  niezwykłą  obe-
cność w cichym szeleście -jak ponad wszelkie obrazy, tak wznosi się teŜ 
ponad  te  zmysłowe  zjawiska,  jako  transcendentny  Stwórca,  Bóg  wszy-
stkiego,  niewyobraŜalny,  nietknięty  namiętnościami,  nieodgadniony  w 
swych wyrokach, ale wciąŜ jeszcze niejako osobiście obecny w patosie, 
który porywa człowieka.

 

W obliczu tego Boga ludzie Biblii, znający swoją nicość, urastają do 

ponadludzkich wymiarów. Ci ludzie boŜy i prorocy bez broni są w duszy 
herosami, którzy porywają się na otoczenie - niekiedy w pojedynkę prze-
ciwko wszystkim innym - gdyŜ czują się boŜymi sługami. JuŜ w legendach 
o MojŜeszu i Eliaszu, a całkiem wyraźnie w księgach Amosa, Izaja-sza i 
Jeremiasza widać w istocie postaci, jakie znamy z wizji Michała Anioła.

 

Bohaterstwo w Biblii  to nie upór siły, która polega na  samej sobie. Ci, 

którzy  waŜą  się  na  rzeczy  niemoŜliwe,  czynią  to  z  boskiego  nakazu.  He-
roizm ulega tu sublimacji.

 

Ale  idea  Boga,  która  to umoŜliwia,  moŜe  łatwo  zapomnieć  o  swoich 

ź

ródłach.  Wówczas  heroizm  wynaturza  się  w  odpychające  odrętwienie 

wypaczonego umysłu. Schizofrenik (Ezechiel) moŜe - w jakimśmomen-cie 
- wpłynąć na dzieje świata.

 

Są  natomiast  w  Biblii  słowa,  które  tchną  spokojem,  czystością,  jak 

sama prawda. Są rzadkie i wmieszane w zawieruchę skrajnych moŜliwości. 
Nieumiarkowanie,  rozpasanie,  brzydota  to  jeden  z  Ŝywiołów  Biblii. 
Ostatecznie kładzie się na tym zasłona  wymyślności i monotonii.  Ale  i  tu 
musiały  jeszcze  działać  siły,  za  których  sprawą  nie  uległa  zabójczemu 
skostnieniu  religia  Ezdrasza;  Ŝywy  pozostaje  Ŝar  tchnący  z  Księgi  Hioba, 
Psalmów, Rut i Księgi Kohelet.

 

Stały związek prawdy Biblii z materią mitów, ze społecznymi realiami, z 

przemijającymi  obrazami  świata,  z  prymitywną  wiedzą  przednaukową 
sprawia,  Ŝe  prawda  biblijna  mająca  sama  przez  się  charakter  dziejowy, 
staje  się  potem  zjawiskiem  juŜ  tylko  historycznym.  Zewnętrzne  szaty  tej 
prawdy zmieniają się juŜ w samej Biblii.

 

Poza  ulotnymi  próbami  brak  jest  w  Biblii  filozoficznej  samowiedzy. 

Stąd siła przemawiającej Egzystencji, źródła ujawniającej się prawdy -ale 
stąd  teŜ  stałe  przekraczanie  granicy  w  przeciwnym  kierunku.  Brakuje 
nadrzędnej  instancji  myślącego  sprawdzania.  Namiętność  koryguje  na-
miętność.

 

Biblia  to  depozyt  tysiącletnich  granicznych  doświadczeń  człowieka.  Z 

tych doświadczeń  duch ludzki  wyniósł świadomość  Boga i stąd dopiero  świa-
domość samego siebie. Stanowi to o nieporównanej atmosferze Biblii.

 

Biblia pokazuje  człowieka na głównych drogach jego klęski. Ale tak, Ŝe 

doświadczenie bytu i urzeczywistnienie ujawniają się właśnie w klęsce.

 

W  naszym  stosunku  do  Biblii  chodzi  zawsze  o  to,  by  z  wypaczeń  wy-

dobyć na powrót niezmienną prawdę, która jednak nigdy nie jest obecna w 
sposób  obiektywnie  ostateczny.  Prawdziwą  przemianą  jest  po  wrót  do 
ź

ródeł.  Przestarzałe  formy  trzeba  odrzucić,  stworzyć  nowe,  na  miarę 

współczesności. Ale źródło to nie początek, lecz to, co jest zawsze, co

 

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

71

 

70

 

background image

 
 

 

 

autentyczne  i  wieczne.  Ta  prawda,  gdy  zostaje  wypowiedziana,  przybiera 
natychmiast formę danego czasu. W czasie zaś stosowną formą dla wiary 
jest forma zgodna z postacią tego czasu.

 

NaleŜy jednak nie tylko odrzucić przestarzałą formę, lecz takŜe wydobyć 

ź

ródłową  prawdę  ze  skostnień  i  wypaczeń,  przywrócić  napięcia  między 

skrajnymi  przeciwieństwami;  aby  rozjaśnić  i  umocnić  to,  co  wiecznie 
prawdziwe, naleŜy postępować zawsze najprostszą drogą.

 

1. U w o l n i e n i e   od s k o s t n i e ń: Prawda biblijnej religii prze-

ciwstawia się skostnieniom, które w niej samej zaszły,  które moŜe kiedyś 
miały  dziejową  waŜność,  ale  dziś  juŜ  dla  filozoficznej  refleksji  nie  są 
waŜne.  Jeśli  sienie  mylę,  przykładami  takich  skostnień  są:  religia  narodu, 
religia  Zakonu,  specyficzna  religia  Chrystusa.  Trzeba  porzucić  tę  religię 
narodową, która istniała rzeczywiście we wczesnych stadiach religii biblijnej 
jako religia Jahwe w Izraelu i którą podjęto ponownie w szczególności w 
nurtach protestanckich, zwłaszcza kalwińskich - te bowiem opierały swoje 
chrześcijaństwo  raczej  tylko  na  niektórych  partiach  Starego  Testamentu 
niŜ na jego całości i na Nowym Testamencie.

 

Trzeba porzucić tę religię Zakonu, która ucieleśniła się w Księdze Ez-

drasza i Nehemiasza, w głównych częściach kodeksu kapłanów i w wielu 
redakcjach  pism  Starego  Testamentu  jako  judaizm  w  węŜszym  sensie. 
Wraz  z  nią  odrzucić  naleŜy  panowanie  kapłanów  (hierokrację),  którą 
stworzył  i  urzeczywistnił  judaizm  pod  obcym  panowaniem,  a  którą  kon-
tynuowały lub chciały kontynuować kościoły chrześcijańskie.

 

Trzeba porzucić taką religię Chrystusa, która w Jezusie widzi Boga, a na 

idei ofiary w Deutero-Izajaszu odniesionej do Jezusa opiera fakt zbawienia.

 

KaŜda z tych trzech form religii jest zbyt ciasna, choć kaŜda wychodzi od 

jakiegoś momentu prawdy. Ale religia narodowa nie moŜe jako taka być 
religią absolutną i moŜe tylko wyraŜać powierzchowną prawdę zjawiska. 
Religia  Zakonu  gubi  głębię  idei  prawa  i  pozwala  jej  rozproszyć  się  w 
mnogości absurdów.

 

Religia Chrystusa zawiera tę prawdę, Ŝe Bóg mówi do człowieka przez 

człowieka, ale Bóg przemawia przez wielu ludzi, w Biblii - przez wielu 
proroków, z których ostatnim jest Jezus; Ŝaden człowiek nie moŜe być

 

Bogiem; Bóg nie przemawia  wyłącznie przez jednego człowieka, aprzez 
kaŜdego przemawia wieloznacznie.

 

Religia  Chrystusa  mieści  w  sobie  ponadto  tę  prawdę,  Ŝe  odsyła  czło-

wieka do samego siebie.  Duch Chrystusa jest sprawą kaŜdego  człowieka. 
Jest to pneuma, tzn. duch entuzjazmu  we wzlocie ku rzeczom ponadzmy-
słowym.  Jest  to  ponadto  gotowość  przyjęcia  własnego  cierpienia  jako 
drogi do Transcendencji; kto bierze  na siebie  krzyŜ,  moŜe  w  klęsce do-
ś

wiadczyć  tego,  co  autentyczne.  Duch  Chrystusa  to  wreszcie  więź  z  po-

darowaną  przez  Boga  nobilitas  ingenita,  którą  uznaję  albo  którą  zdra-
dzam, to obecność boskości w człowieku. JeŜeli jednak religia Chrystusa 
ma  znaczyć,  Ŝe  w  akcie  wiary  ogarniam  Chrystusa-wybawiciela  poza 
mną  przez urzeczywistnienie ducha Chrystusa  we  mnie, to dla naszego 
filozofowania  wynikają  stąd  nieuchronnie  dwie  konsekwencje:  Chrystus 
we mnie nie jest związany wyłącznie z owym Jezusem Chrystusem, który 
raz pojawił się w dziejach, a Jezus jako Chrystus, jako Bóg-człowiek jest 
mitem. Demitologizacji nie wolno tu w dowolny sposób zatrzymać. Nawet 
najgłębiej  uduchowiony  mit  pozostaje  mitem  i  jest  grą,  a  staje  się 
obiektywną  gwarancją  tylko  albo  na  mocy  religijnej  prawdy  (której  filo-
zofowanie nie potrafi dostrzec), albo na mocy złudzenia.

 

2. P r z y w r ó c e n i e  n a p i ę ć  m i ę d z y  p r z e c i  w i e ń s t w a - m 

i:  Przyswojenie  przejawiającej  się  w  Biblii  prawdy  wymaga  świadomego 
uprzytomnienia  występujących  w  Biblii  sprzeczności.  Sprzeczności  maj  ą 
wieloraki  sens.  Rozumowe  sprzeczności  prowadzą  do  alternatyw,  gdzie  słu-
szność moŜe być tylko po jednej stronie. Sprzeczne siły tworzą za kaŜdym 
razem rozszczepioną na bieguny całość, przez którą daje o sobie znać prawda. 
Dialektyczne  sprzeczności  oznaczają  ruch  myśli,  przez  ten  ruch  zaś 
przemawia prawda, której bezpośrednio wypowiedzieć nie moŜna.

 

Religia biblijna pełna jest sprzeczności, napięć i  dialektyki.  Nie sama 

tylko  wola, ale takŜe stała gotowość do przyjęcia sprzeczności moŜe pod-
trzymać  popychającą  naprzód  energię  napięcia  albo  przywrócić  ją  tam, 
gdzie zanikła. Rozsądek i  potrzeba spokoju, podobnie jak niszcząca  wola 
walki,  chcą  unicestwić  przeciwieństwa,  aby  ustanowić  panowanie  jedno-
znaczności i jednostronności.

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

72

 

73

 

background image

 
 

 

 

  

W  pismach  biblijnych  moŜna  rozpoznać  zasadnicze  napięcia,  które 
dotychczas utrzymywały w ruchu zachodnią kulturę: Bóg i świat, kościół i 
państwo,  religia  i  filozofia,  religiaprawa  i  religiaprofetyczna,  kult  i  etos. 
Niezmienną prawdę moŜemy tedy uchwycić tylko wówczas, gdy zarazem 
jesteśmy  gotowi  uznać,  Ŝe  zadania,  jakie  stawia  nam  Istnienie,  są 
nierozwiązalne, gotowi zakwestionować kaŜde urzeczywistnione zjawisko, 
dostrzec skrajności, ponieść klęskę.

 

3.  R o z j   aśnienie   i  u m o c n i e n i e   w i e c zn e j   p ra w d y :  

Przez  doświadczenie  napięć,  dialektyki  i  domagając  się  rozstrzygnięcia 
sprzeczności moŜna rzeczywiście uchwycić to, co w słowach da się wyrazić 
tylko abstrakcyjnie, prawdę zawartą wpodstawowychrysach biblijnej religii. 
Momenty tej prawdy, raz jeszcze uwydatnione jako wiara filozoficzna, to:

 

idea jednego Boga;

 

ś

wiadomość, Ŝe wybór między dobrem a złem, jakiego dokonuje czło-

wiek - istota skończona -jest bezwarunkowy;

 

miłość  jako  zasadnicza  rzeczywistość  wieczności  w  człowieku;  za 

czyn-działalność wewnętrzna i zewnętrzna-jako sprawdzian człowieka;

 

idee ładu światowego - wprawdzie bezwarunkowe w chwili, gdy poja-

wiają się w dziejach, ale w przejawach swoich ani absolutne, ani wyłącznie 

obowiązujące;

 

niezamkniętość  stworzonego  świata,  jego  immanentna  niestabilność, 

zawodność wszelkiego ładu  na jego krańcach, doświadczenie skrajności; 
ostateczna i jedyna ucieczka w B ogu.

 

JakŜe  blado  wypadają  wszystkie  słowa  w  obliczu  właściwej  rzeczywi-

stości religii! Kiedy to rozpatrujemy, stajemy natychmiast na płaszczyźnie 
wiary  filozoficznej.  Odnowę  wiary  religijnej  przez  nawrót  do  źródeł 
widzimy mimowolnie jako odnowę ukrytej w religii wiary filozoficznej, 
jako przemianę  religii w filozofię  (albo filozoficzną religię). JednakŜe 
ludzkość zapewne nie pójdzie tą drogą, choć moŜe pójdzie nią jakaś 
mniejszość.

 

Filozof nie moŜe powiedzieć teologom oraz kościołom, jak mają po-

stępować. Filozofowi pozostaje tylko nadzieja udziału w ustalaniu załoŜeń. 
Chciałby pomóc w przygotowywaniu gruntu i uprzytomnić prze-

 

strzeń duchowej sytuacji, w której musi wyrastać to, czego filozof stworzyć 
nie potrafi.

 

To,  co  od  pół  wieku  wypowiada  coraz  więcej  ludzi,  ulega  wciąŜ  szybko 

zapomnieniu,  choć  mówią  o  tym  prawie  wszyscy:  powstaje  nowa  epoka, 
która  poddaje  ludzi  -  aŜ  po  ostatnią  jednostkę-  przemianie  tak  radykalnej, 
jakiej  w  historii  dotąd  nie  było.  Skoro  zaś  przemiaaarealnych  stosunków 
Ŝ

yciowych  sięga  tak  głęboko,  to  przemiana  świadomości  religijnej  musi 

sięgać odpowiednio głębiej, kształtuj ąc nowe treści tak, by stały się nośne i 
inspirujące.  NaleŜy  oczekiwać  przemiany  tego,  co  nazwaliśmy  materią, 
szatą, zjawiskiem, językiem wiary, i to przemiany tak głębokiej jak wszystkie 
inne przemiany nowej epoki - w przeciwnym razie wieczna prawda religii 
biblijnej  zniknie  z  pola  widzenia  człowieka;  człowiek  nie  będzie  jej  juŜ 
doświadczał  i  nie  będzie  mógł  wymyślić  nic,  co  by  zajęło  jej  miejsce. 
Niezbędny  jest  zatem  wysiłek  na  rzecz  odtworzenia  wiecznej  prawdy, 
trzeba  sięgnąć  do  jej  najgłębszych  źródeł  i  nie  troszcząc  się  o  jej 
przemijające formy historyczne znaleźć no wy język, który pozwoliłby się tej 
prawdzie ujawnić.

 

Filozof  napotyka  tu  pytania,  na  które  nie  potrafi  odpowiedzieć,  choć 

wie, Ŝe przyszłość na pewno przyniesie odpowiedź. Oto te pytania:

 

Z  jakich  dogmatów,  w  istocie  obcych  współczesnemu  człowiekowi  i 

niewiarygodnych,  moŜna  zrezygnować?  Choć  o  odrzuceniu  dogmatów 
moŜna  zrazu  milczeć,  to  przecieŜ  myśliciel  musi  zastanowić  się,  które  z 
nich dogmaty nie znajdująjuŜ wiary nawetu wierzących.

 

Co stanowi mocną podstawę religii, podstawę, która przetrwa?

 

Czy jest jakiś absurd, który byłby takŜe dziś nośny lub zgoła uznany za 

niezbędny?  MoŜna  by  sądzić,  Ŝe  zdolność  godzenia  się  właśnie  na  najja-
skrawsze  absurdy  w  dzisiejszej  epoce  wręcz  osobliwie  wzrosła.  Czło-
wiek  współczesny  tak  łatwo  ulega  zabobonom.  Zaś  tam,  gdzie  mamy  do 
czynienia  z  zabobonem,  zwycięŜyć  moŜe  tylko  wiara,  nie  nauka.  Jaki 
absurd moŜe dziś jeszcze być nieodzownym znakiem autentycznej treści

 

wiary?

 

JeŜeli  dojdzie  do  przeobraŜenia  wszystkich  dogmatów,  kto  tego  do-

kona?

 

Czy  masy  ludowe  przywiązują  dziś  jeszcze  wagę  do  kościelnych  pra-

ktyk jako do wyrazu bezwarunkowej wiary? Czy teŜ masy te naleŜy na

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

74

 

75

 

background image

 
 

 

 

nowo  rozpalić  -  oŜywiając  ich  zdolność  do  poświęceń  z  męczeństwem 
włącznie -przez treści nowej prawdy, która będzie prawdą do końca? Czy teŜ 
ś

wiadomy  fałsz  wyŜszych  umysłów  miałby  być  -jak  mniemał  Platon  - 

warunkiem  postępującego  kształtowania  mas  i  przekazywania  nawet 
najgłębszych  treści?  Sądzę,  Ŝe  nie.  JakieŜ  kłamstwa  byłyby  dziś  nieod-
zowne i skuteczne? Na pewno nie te,  które  miałyby  się stać nośnikami 
prawdy.

 

Znowu uświadamiamy sobie, Ŝe wszystkie te pytania nie dotyczą tego, o 

co naprawdę chodzi. Uprzednio musi pojawić się niedostępny dla filozofa 
pierwiastek  religijny.  Nie  moŜna  go  zaplanować  ani  oglądać  z  zewnątrz. 
Znaczenie  kultu,  rytuałów,  świąt,  pewności  wspartej  na  dogmacie, 
kapłaństwa-wszystko  to  w  filozoficznych  rozwaŜani  ach  traci  znaczenie. 
Czy  jest to rozstrzygający  zarzut,  przeciw  całej  filozofii? Czy  idea  wiary 
filozoficznej  jest  dziś,  jaki  przedtem,  bezkrwistą  iluzją?  Tak  nammówią. 
Nie wierzę w to.

 

To, co filozof mówi o religii, nie tylko jest niewystarczające. Wydaje 

sięponadto, Ŝe filozof nigdy nie dociera do religii, gdy o niej mówi.

 

Filozofia dąŜy  do  stałego rozszerzania swego horyzontu.  Jej spojrzenie 

przesuwa się z określonej religii konfesyjnej na szerzej pój mo waną religię 
biblijną, stąd  zaś na to,  co jest  prawdą  we  wszystkich religiach.  Tym  sa-
mym  jednak  traci  to  właśnie,  co  cechuje  rzeczywistą  religię.  Wprzekona-
niu, iŜ ogarniając to, co uniwersalne, zdoła  dotrzeć do najgłębszej  istoty 
religii,  gubi to,  co  w religiach  cielesne. ChociaŜ  filozofia  widzi,  Ŝe ta 
cielesność  wiary,  spełnianej  we  wspólnotach  związanych  z  określoną  tra-
dycją, jest konieczną postacią religii, sama jest od niej daleka, gdyŜ nie 
umie  jej  powołać do  Ŝycia  - nie umie nawet  właściwie pojąć tego,  co 
widzi.

 

Filozofia -  wtedy gdy afirmuje religię, i wtedy gdy ją zwalcza - w 

istocie próbuje wyminąć religię, ale w taki sposób, Ŝe wciąŜ jest nią za-
przątnięta.

 

a ) F i l o z o f i a   o p o w i a d a   s i ę   za  r e l i g i ą   b i b l i j n ą :  

Filozofia zachodnia nie moŜe ignorować okoliczności, Ŝe do tej pory Ŝaden 
z  wielkich  filozofów  Zachodu,  łącznie  z  Nietzschem,  nie  zabierał  się  do 
filozofowania  bez  głębszej  znajomości  Biblii.  Nie  jest  to  okoliczność 
przypadkowa. Powtórzmy raz jeszcze:

 

Po  p i e r w s z e ,   filozofia  nie  moŜe  dać  człowiekowi  tego,  co  daje 

mu religia. Tym samym przynajmniej pozostawia religii pole do działania. 
Nie narzuca sięjako wyłączna i cała prawda dla kaŜdego.

 

Po d r u g i e ,   filozofii trudno jest utrzymać się w świecie na trwałe, 

jeśli  ludzka  wspólnota  nie  Ŝyje  religijnie.  Albowiem  filozoficzne  treści 
Ŝ

yją  wśródludu  dzięki  religijnej  wierze.  Filozoficzna  komunikacja  w  my-

ś

leniu  nie  ma  zniewalającej  siły,  moŜe tylko  pojedynczemu człowiekowi 

dopomóc  w  rozjaśnieniu  tego,  co  z  niego  samego  się  wywodzi.  Filozofo-
wanie  stawałoby  się  coraz  rzadziej  udziałem  jednostek,  a  wreszcie  zani-
kłoby, gdyby ludzka wspólnota nie Ŝyła tym, co ujawnia się w religijnej 
wierze.  Filozofia  nie  moŜe  zapewnić  społecznie  skutecznego  przekazu 
treści niezbędnych człowiekowi, przekaz taki  moŜliwy jest tylko  w sferze 
religii, rozpoczyna się juŜ w dzieciństwie i obejmuje takŜe filozofię.

 

Po t r z e c i e ,  treści biblijnych nie zastąpi nam Ŝadna inna ksiąŜka.

 

b ) F i l o z o f i a   w y k r a c z a   p o z a   r e l i g i ę   b i b l i j n ą :   Obco-

wanie ludzi z sobą, które związało wszystko, co dokonało się na ziemi i 
zmierza do  coraz  głębszej  wzajemnej  komunikacji, odsłoniły  obok  Biblii 
dwa  inne  wielkie  kręgi  religijne:  Indie  z  upaniszadami  i  buddyzmem, 
Chiny z Konfucjuszem i  Lao-tsy. Człowiek  myślący, duchowo otwarty, 
nie moŜe zamykać się przed głębią przemawiającej stamtąd prawdy. Dusza 
chce rozszerzać się w nieskończoność.

 

Łatwo  tu  moŜna  pobłądzić.  Oświecenie  próbowało  znaleźć  prawdziwą 

religię w ten sposób, Ŝe zebrało ze wszystkich religii to, co najlepsze. Ale w 
rezultacie otrzymało nie autentyczną prawdę, oczyszczoną z historycznych 
przypadkowości,  lecz  zbiór  rozwodnionych  (przez  oświecenie)  abstrakcji. 
Ź

ródłem tej uniwersalnej wiary był faktycznie tylko intelekt i jego krytyczne 

miary.  Treść przepadła. To,  co  nas  w religii  przejmuje,  znikło.  Pozostały 
banalne ogólniki.

 

PoniewaŜ wszelka  wiara jest dziejowa, jej prawda nie zawiera się w 

sumie twierdzeń wiary, ale wjej źródle, które przejawia się w rozmai tych 
dziejowych  kształtach.  RóŜne  religie  prowadzą  do  jednej  prawdy,  ale  tej 
prawdy nie  moŜna osiągnąć  wprost, a jedynie tymi drogami,  które się 
rzeczywiście przebywa, a wszystkich ich naraz i w ten sam sposób przebyć 
nie moŜna.

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

76

 

77

 

background image

 
 

 

 

ToteŜ  racjonalna  krytyka  nie  moŜe  tej  prawdy  uchwycić.  Człowiek 

musi raczej pozwolić, by w powiązaniu własnego losu z wezwaniem tradycji 
objawiła mu się prawda, tzn. musi przyswoić ją sobie. Adzieje się to tylko 
wtedy, gdy wsłuchiwaniu się w głębie przeszłości towarzyszy wewnętrzne 
działanie, w którym człowiek zostaje sam sobie podarowany.

 

W stosunku do religii filozofia musi uznać następujące, dotyczące praktyki, 

twierdzenia: aby uczestniczyć w religii biblijnej trzeba wzrastać w tradycji 
określonego  wyznania.  KaŜde  wyznanie  jest  dobre  w  tej  mierze,  w  jakiej 
Ŝ

yjący  w  nim  ludzie  przyswajają  sobie  religię  biblijną  w  całości,  mimo 

określonych,  doczesnych  kształtów  jej  konkretnej  postaci  historycznej  . 
Wierność, dziejowa świadomość i prosty odruch wiąŜą mnie z wyznaniem, w 
którym obudziłem się do świadomego Ŝycia. Zmiana wyznania nie obywa się 
nigdy bez wewnętrznego rozdarcia. Ale choć w kaŜdej konfesyjnej postaci 
religii  biblijnej  historyczne  zjawisko  wiary  ogranicza  się  do  pewnych 
sztywnych formuł, to  przecieŜ u pojedynczych wierzących ludzi obecność 
pełnej biblijnej religii jest czymś moŜliwym i rzeczywistym. Wspólnota ludzi 
poboŜnych rozciąga się w poprzek granic wyznaniowych. Anie kończące się 
walki, podziały i potępienia, które tu mają miejsce, moŜna - odwołując siędo 
słów Melanchtona - uznać za dziedzinę rabies theologorwn.

 

c ) A u t o r y t e t  d l a  f i l o z o f i i : Filozof to jednostka zawsze Ŝyjąca 

na własne ryzyko, czerpiąca z własnego źródła. Ale jako człowiek jest 

częścią jakiejś całości i takŜe jego filozofowanie od początku umieszczone 
jest w tym związku.

 

Związek ten jest zagwarantowany w świecie przez państwo i religie o 

autorytatywnych formach.  Ludzie nie mogą  Ŝyć bez autorytetu.  Kościoły 
uznają  konieczność  przewodzenia  masom,  konieczność  obowiązujących 
obrazów  rzeczywistości  świata uchwytnego,  konieczność uporządkowanej 
tradycji.  Roszczenie  kościołów  do  wszechogarniającej  prawdy  wymaga 
kontroli nad uczynkami jednostek i kierowania ich publiczną działalnością. 
Jako powszechny autorytet prawdy, kościoły są, zgodnie ze swą ideą, władne 
ogarnąć całą prawdę, pomieścić wszystkie sprzeczności, za kaŜdym razem 
odnajdywać syntezę. Czego nie zdoła uczynić jednostka -byt skończony, 
szczególny i jednostronny - to uczyni Kościół w swej totalności.

 

Jednostka będzie się temu zawsze przeciwstawiała. W takim roszczeniu 

do totalności, skoro wysuwają je zawsze ludzie, i skoro nie idzie za nim 
rzeczywistość  prawdziwej  totalności,  jednostka  musi  w  gruncie  rzeczy 
dopatrywać  się  oszustwa.  Mimo  iŜ  uznaje  prawdziwą  intencję  tego 
roszczenia, faktyczny autorytet całości nie moŜe być dla niej całą prawdą. 
Ale jako jednostka własną mocą nie jest w stanie tej prawdy urzeczywi-
stnić.  JeŜeli  usamodzielniasięw swojej aktywności duchowej,  to  przecieŜ 
nie chce usunąć owej totalności jako rzeczywistego roszczenia w świecie, 
jako niezastąpionego kształtu tradycji i wychowania, jako formy porządku. 
Nie chce jednak dopuścić do jej skostnienia i wyłączności. ToteŜ próbuje na 
własne  ryzyko  dotrzeć  do  czegoś  pełniejszego,  przebijając  się  przez 
totalność urzeczywistnionego w świecie autorytetu. Szuka Ogarniającego 
w projekcie filozoficznej wiary.

 

Wiara ta nie jest jednak indywidualnym wynalazkiem, lecz sama opiera 

się na autorytecie. Wyrasta bowiem z całej tradycji rozpoczynającej się od 
ostatniego tysiąclecia przed Chrystusem.

 

Autorytet to nie tylko  wymagające określonych form posłuszeństwa 

przewodnictwo j akiej ś instytucj i i j ej przedstawicieli - kapłanów, ale takŜe 
uznane przez przyswojenie -  z czcią i ufnym posłuszeństwem - duchowe 
przewodnictwo  wielkiej  trzytysiącletniej  przeszłości.  Do  niego  odnosi  się 
prawda: nikt nie połoŜy innych podwalin niŜ juŜ istniejące od początku. 
Stąd  bierze  się  wszechogarniająca  atmosfera,  jaką  niesie  autorytet 
nieuchwytnego przewodnika, który nie moŜe być dla wszystkich czymś 
równie obiektywnym.

 

Wzrastanie w cieniu tego autorytetu to warunek wszelkiego treściwego 

filozofowania.  Niebezpieczeństwo  rozcieńczenia  tego  autorytetu  w 
ogólne abstrakcje -przemawiające do intelektu i budzące niejasne emocje, 
a  egzystencjonalnie  bez  znaczenia  -  przezwycięŜane  jest  na  drodze 
dziejowej:  bliski zrazu  związek  z  własną  tradycją  rodzinną,  ojczystą,  na-
rodową, zakorzenioną we własnej przeszłości, rozszerza się i zarazem 
pogłębia, obejmuje rozległe światy Zachodu i całąludzkość, aby wreszcie w 
epoce  między  VIII  a  II  wiekiem  przed  Chrystusem  odnaleźć  świadomie 
kamień  węgielny  wszystkiego.  Wówczas  dziejowa  tradycja,  zamiast 
spaść do poziomu systemu myślowego, staje się pełną treści całością, ma

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

78

 

79

 

background image

 
 

 

 

  

swoje punkty kulminacyjne, swoich wielkich ludzi i swoje światy, swoje 
klasyczne wykładnie i wielorakie podziały w historycznym rozwoju.

 

Filozofia,  która  zawsze  jest  indywidualnym  wysiłkiem,  stara  się  urze-

czywistnić  ideę  uniwersalną,  zachować  otwartość  człowieka,  wydobyć 
prostą prawdę, skoncentrować ją i - mimo całej jej niezgłębionej taje-
mnicy - rozjaśnić.

 

Czy  taki  wysiłek moŜe  obudzić  zapał, czy  filozoficzna praca  przygo-

towawcza - która moŜe wypełnić Ŝycie tylko jednostce - będzie przez 
religię  wykorzystana,  tego  zaplanować  niepodobna.  Wszelkie  filozofo-
wanie zdradza jednak tendencję do wspomagania tych religijnych instytucji, 
które w tej postaci, jaką mają w świecie, są przez filozofię aprobowane, 
choć filozofowie akurat nie mogą mieć w nich udziału.

 

PrzełoŜyła Małgorzata Łukasiewicz

 

Wykład piąty 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Prawda filozoficzna nie jest jedyna na świecie. Nigdzie i nigdy dotąd 

nie stanowiła ona tej postaci prawdy, którą Ŝyłaby większość ludzi. Jednak 
filozofowanie  wymaga  otwartości  wobec  kaŜdego  moŜliwego  sposobu 
ludzkiego  bytowania,  nie  tylko,  by  je  rozumieć,  lecz  takŜe,  by  uznać 
zawartą w nim prawdę.

 

Filozofia dochodzi jednak przy tym do granic, gdzie natrafia na my-

ś

lenie i Ŝycie zapominające o tych źródłach wiary, których utrata oznacza 

dla  filozofii  utratę  treści.  Kiedy  myślenie  takie  podaje  się  za  filozofię, 
kiedy  bywa  ono  za  nią  uznawane  zarówno  przez  siebie,  jak  i  przez 
innych, nazwiemy je pseudo filozofią. Owa pseudo filozofia, występując w 
kostiumie filozofii, zwraca się przeciwko filozofii, przeczy jej. Dlatego 
filozofia  musi  w  arsenale  swoich  myśli  poszukać  środków  obronnych. 
Pseudofilozofia jest bowiem nie tylko błędem w filozofowaniu, błędem, 
który wystarczy zrozumieć, by go móc naprawić, lecz jest ona zasadniczo 
fałszywą  drogą  całkowitej  negacji,  usiłującą  stworzyć  pozór  czegoś 
pozytywnego za pomocą łatwych do przeniknięcia namiastek. Podlega 
ona  korekturze  drogą  odrodzenia  człowieka,  który  zostaje  sobie 
podarowany  w  procesie  myślowego  powrotu  do  siebie.  Filozofowanie 
pozorne  płynie  szerokimi  strumieniami  poprzez  dzieje.  Kto  tylko 
próbował filozofować, temu zapewne zdarzało się niekiedy padać ofiarą 
tych  pozorów.  Filozofujący  człowiek urzeczywistnia  się  jednak  poprzez 
przezwycięŜanie pseudofilozofii stale obecnej w nim samym.

 

Niewiarą nazywamy wszelką postawę, która pod pozorem absolutnej 

immanencji neguje Transcendencję. Pojawia się wtedy pytanie, czymjest 
owa  immanencja?  Niewiara  odpowiada:  Istnieniem,  realnością,  światem. 
Ale  Istnienie  to tylko  ulotna  teraźniejszość,  ujmowana,  którą  niewiara 
bierze w posiadanie uznając stawanie się i pozór jako takie. Realność cofa się 
jakby  przede  mną,  kiedy  chcę  ją  poznać  samą  w  sobie  i  w  całości; 
niewiara zawłada nią absolutyzując realności cząstkowe.

 

 

 

Wykład czwarty -

 

80

 

81

 

background image

 
 

 

 

Ś

wiat jest nie zamknięty i nieogarniony, jest ideą; niewiara mylnie robi z 

niego  przedmiot  w  ramach  spójnego  obrazu  świata.  Krótko  mówiąc, 
niewiara Ŝyje złudzeniem, poszczególnymi realiami, obrazami świata.

 

Niewiara nigdy nie dociera do bytu, nie moŜe jednak obejść siębez jego 

namiastki  zawartej  w  treściach  wiary  fałszywej.  Uznaje  ona  jedynie  im-
manencje, nie potrafi jednak obyć się bez przyznania doniosłości, choćby w 
ten opaczny sposób, równieŜ Transcendencji.

 

Wielorakość  pseudofilozofii  przyjmuje  jakby  róŜne  postaci  niewiary, 

które same siebie uznają za wiarę, wiedzę lub ogląd. Powołują się przy 
tym na bezpośrednie postrzeŜenia oraz zasady.

 

Wybieram  trzy  przykłady  filozoficznej  niewiary:  demonologię,  ubó-

stwienie człowieka, nihilizm. Występują one jawnie lub w sposób utajony. 
Pozostają  w  takścisłym  związku  wzajemnym,  Ŝejednapostać  niewiary 
prowadzi  zazwyczaj  do  pojawienia  się  innej.  Uchwycenie  ich  jest  nie-
słychanie  trudne,  wymykają  się  one  definitywnemu  określeniu.  Dla  swej 
artykulacji posługują się wszelkimi dostępnymi środkami filozoficznymi, 
nieświadomie  zwodząc  tym  samym  siebie  i  innych.  Próba  ich  chara-
kterystyki utyka rychło w mylnych określeniach. Usiłuje bowiem wytyczyć 
linie proste pośród czegoś, co faktycznie ulega ciągłym zmianom, okazuje 
się  czymś  innym,  przeczy  sobie  samemu,  znajdując  się  w  stanie 
nieobliczalnie  agresywnego  chaosu  myślowego.  Nie  staje  się  tu  oko  w 
oko  z  przeciwnikiem  o  zdeklarowanych  poglądach.  Mystagogia  w  demo-
nologicznym  oglądzie  świata  łączy  się  z  traktowaniem  ludzi  jako  bóstw, 
którym okazy wana jest całkowita uległość, oraz z nihilizmem, którym się to 
wszystko kończy.

 

Przedstawione tu próby charakterystyki są typami idealnymi złoŜonymi z 

moŜliwości tkwiących w kaŜdym z nas. Ale kaŜdy pojedynczy czło-wiekjest 
czymś  więcej,  nosi  przede  wszystkim  w  sobie  moŜliwość  wiary 
przezwycięŜającej wszystkie te rodzaje niewiary. Jednak i w tych ostatnich 
ukryta jest prawda, o której pod koniec przyjdzie nam sobie przypomnieć.

 

Demonologia

 

Demonologią  nazwiemy  pogląd  o  charakterze  bezpośredniego  prze-

konania, dopatrujący się bytu w mocach, w oddziałujących kształtujące

 

siłach  -  twórczych  i  niszczycielskich,  w  demonach  -  Ŝyczliwych  i  zło-
ś

liwych,  w  wielobóstwie; czyni je przedmiotem  myśli i  formułuje  w  po-

staci doktryny. Uświęcone zostają przy tym zarówno dobro, jak i zło, a 
wszystko ulega intensyfikacji przez dostrzeganie mrocznych  głębi, które 
jawią  się  obrazowo.  Immanencję  -  namiętność,  potęgę,  witalność, 
piękno, zniszczenie, okrucieństwo - uznaje się za boskość samą. Mimo Ŝe 
nie  chodzi  tu  wprawdzie  o  Ŝadną  Transcendencję  -  w  takim  oglądzie 
ś

wiata  wszelki  byt  jest  przecieŜ  immanentny  -  immanencja  ta  nie  wy-

czerpuje  realności,  którą  mogłaby  Świadomość  poznać;  jest  ona  czymś 
więcej, jest uznawana za - by posłuŜyć  się określeniem Simmla  - Trans-
cendencją  immanentną,  skoro  rzeczywistość  to  coś  więcej  niŜ  tylko  re-
alność  uchwytna  zmysłem  i  rozumem.  Paradoksalne  wyraŜenie  „imma-
nentną Transcendencja" nie odnosi się juŜ do rzeczy jako moŜliwej mowy 
boskiej,  lecz  do  Transcendencji  jako  mocy  i  czynnika  stale  obecnego  w 
ś

wiecie, z konieczności rozszczepionego na wiele mocy.

 

Poddanie się tym mocom nadaje przeŜyciom podniosły charakter, uŜycza 

im  blasku  płynącego  z  tajemnicy.  W  tym,  co  niesamowite,  budzące 
dreszcz, przeraŜenie, poruszenie, rozpalające duszę, moce te dają o sobie 
znać,  zostają  jakby  cieleśnie  dostrzeŜone.  Walka  z  nimi  porywa  samego 
człowieka i przenosi go  w ich demoniczny świat. Poczucie jedności z 
nimi, opętanie przez demona uŜycza tym mocom, którym staję się oto 
powolny,  niewytłumaczalnej  energii  usankcjonowanej  przez  doktrynę 
demonologii  przypisującej  im  konieczny  charakter  oraz  nadaje  rozmach 
płynący z fałszywej wiary w po wodzenie własnego działania i Ŝycia, oŜywia 
tęsknotę  i  chęć  powrotu  w  czasy  mityczne,  pobudza  do  tworzenia 
własnych, nowych mitów, a myślenie zmitologizowane ogarnia podstawy 
Ŝ

ycia.

 

Jest  w  człowieku  uparte  dąŜenie  do  przybliŜenia  sobie  boskości,  do 

bezpośredniego  przeŜycia  i  teraźniejszego  doświadczenia  jej  w  świecie. 
Znajduje ono swój  wyraz  w uświęcaniu  wszystkich ludzkich  popędów  -
„Bóg" to uczynił, nie ja - i spowija świat w czar mitycznego światła bo-
skości.

 

DuŜo się dziś mówi o demonach i demoniczności. Jednak sens przypi-

sywany tym słowom bywa tak róŜny, Ŝe nie od rzeczy będzie uzmysło-
wienie sobie paru spraw:

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

82

 

83

 

background image

 
 

 

 

1.Gdzie  o r i e n t a c j a   d e m o n o l o g i c z n a   b y ł a   p i e rw o t n a ,  
tam  podobnie  jak  mit,  stanowiła  ona  historyczną  postać  egzystencjalnie 
doświadczanej rzeczywistości. Dostrzeganie demonów oznaczało czynne 
rozprawianie się z nimi, walkę lub podporządkowanie. Następnie człowiek 
stanął przed wielką alternatywą: Boskość jako de-moniczność albo Bóg jako 
Transcendencja,  moce  oddziałujące  wewnątrz  świata  (wielobóstwo)  albo 
jedna transcendentna podstawa.

 

Wbudowanie  demoniczności  w  świadomość  bytu  określoną  przez 

myśl o Bogu dokonywało się bądź poprzez przeobraŜanie tych mocy w 
potencjalny  język,  w  szyfry  Transcendencji,  bądź  poprzez  mityczne 
podporządkowanie demonów i wyznaczenie im roli aniołów, zwiastunów i 
pośredników  Boga  lub  diabła.  Demonologia  zanikła  lub  znalazła  się  pod 
kontrolą.

 

Odtworzona w naszym świecie współczesnym demonologia ukazuje w 

tym  mitycznym  sposobie  myślenia  jedynie  nierzeczywiste  fantazje. 
Urojeniem  jest  traktowanie  demonów  jako  realności,  zakładanie  ich  fa-
ktyczności, liczenie się z nimi. Demonów nie ma. W bezrozumnym ule-
ganiu tzw. przeŜyciom zachodzi fałszywa interpretacja realności poczytanej 
za  postrzeganie  mocy.  Ta  absolutyzacja  niejasnej  bezpośredniości 
przeistacza się w samoułudę, która zezwala na demoniczne wywyŜszanie się 
i  usprawiedliwianie  siebie  pośród  zamętu  czczej  epoki,  stojącej  pod 
znakiem nauki i jej następstw.

 

Kiedy alternatywa: demony czy Bóg -nie zostaje jasno rozstrzygnięta, 

chaos poglądów wywołuje zamęt takŜe w dziedzinie nastrojów, myśli i 

postaw ludzkich.

 

2. Inaczej ma się sprawa wtedy, kiedy demoniczność staje się wyobraŜe-

n i e m c z e g o ś   n i e u c h w y t n e g o ,   p o z o s t a j ą c e g o   na 
g r a n i c y   w yd a rz e ń   jak teŜ mojej woli i mojej istoty, czegoś bez-
pośrednio nie postrzeganego, ale jednak oddziałującego. Tutaj chodzi juŜ 
nie o światopogląd demonologiczny, lecz o obrazową artykulację tego, 
co w swej całości jest niepojęte, nie chciane, pokrętne, przypadkowe, a 
co, jakby samo w sobie mając swe źródło, przemoŜnie oddziałuje. Tu nie 
mówi sięjuŜ o demonach, lecz o samej demoniczności. Nie przybiera ona 
Ŝ

adnej  postaci,  nie  staje  się  teorią,  lecz  pozostaje  ulotnym  wyrazem 

pewnej granicy.

 

Wyraz „demoniczność" pojawia się u starego Goethego, który mówi o 

niej  w  sposób  niezwykle  sugestywny,  ale  taki  zarazem,  Ŝe  to,  co  nie-
uchwytne, nadal stanowi jej istotę. Albo wiem to, co demoniczne, zawsze 
uwikłane jest w sprzeczności i nie daje się sprowadzić do Ŝadnego okre-
ś

lonego  pojęcia.  Dlatego  równieŜ  u  Goethego  „demoniczność"  jest  sło-

wem  niezmiernie  wieloznacznym,  wypowiadanym  wobec  tego,  co  nie-
pojęte,  co  ma  być  wysłowione  jako  tajemnica  czegoś  istniejącego,  dzie-
jącego się, tworzącego splot zdarzeń, a wokół czego mogą jedynie krąŜyć 
przeczucia. Tak oto Goethe, w którego metaforach poetyckich z całą ich 
wielorakością sensów demony pojawiały sięjuŜ od dawna, mówi o pier-
wiastku demonicznym:

 

„Nie był on boski, bo wydawał się bezrozumny; nie był ludzki, gdyŜ 

zbywało mu na rozsądku; nie był szatański, gdyŜ przemawiało zeń miło-
sierdzie; nie był anielski, bo często tchnęła zeń radość z cudzego nieszczęścia. 
Był raczej dziełem przypadku, brak mu było bowiem ciągłości: przywodził 
namyśl Opatrzność, gdyŜ wskazywał na istnienie ukrytych związków [...]. 
Wszystko, co zakreślało granice naszemu poznaniu, przenikał bez trudu 
[...]. Tylko w niepodobieństwach znajdował upodobanie, a osiągnięcia 
moŜliwe odtrącał od siebie z pogardą [...]. Tworzył jeden z elementów 
moralnego  porządku  świata,  jeśli  nie  przeciwstawiający  się  mu,  to  w 
kaŜdym razie krzyŜujący się z nim [...].

 

Ale  najpotworniej  wygląda  ów  demoniczny  pierwiasteK,  gdy  opanuje 

wszystko inne w człowieku [...]. Nie zawsze są to jednostki najznakomitsze 
pod  względem  umysłu  czy  talentu  i  rzadko  odznaczają  się  przymiotami 
serca; ale emanuje z nich jakaś niesamowita siła [...]. Wszystkie połączone 
siły  moralne  nie  są  zdolne  im  się  przeciwstawić;  na  nic  się  nie  zda,  Ŝe 
rozsądniejsze jednostki uwaŜaj ą ich bądź za oszukanych, bądź za oszustów - 
tłumy idą za nimi. Rzadko, a moŜe nigdy nie napotykają w swej epoce 
ludzi o podobnych właściwościach i nic nie jest w stanie ich pokonać, chyba 
wszechświat tylko, z którym właśnie walkę rozpoczęli"*. 3. Goethe mówi 
o demoniczności jako o mocy obiektywnie działającej;

 

okrąŜają, wymieniając jej sprzeczne przejawy. Kierkegaard dostrzega

 

*       Johann Wolfgang Goethe, Z mojego Ŝycia.  Zmyślenie i prawda, przeł. 

Aleksander Guttry, Warszawa 1957, t. 2, s. 375 i 377. 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

84

 

85 

background image

 
 

 

 

demoniczność wyłącznie w człowieku. Demoniczny jest ten, kto swoje 
własne  ja  pragnie  utrzymać  w  sposób  absolutny.  Kierkegaard  wyjaśnia 
swoje rozumienie demoniczności, ukazując sens bycia sobą i wypaczenia, 
na jakie bycie sobą bywa naraŜone.

 

"Demonicznajest  wszelka  indywidualność,  która  odnosi  siędo  idei  bez 

korzystania  z  określeń  pośrednich  (stąd  zamkniecie  si 

(

}na  wszystko  inne). 

Kiedy ideą tą jest Bóg, mamy do czynienia z indywidualnością religijną., 
kiedy ideą tą jest zło, mamy do czynienia z indywidualnością demoniczną w 
węŜszym znaczeniu tego słowa".

 

W przypadku,  kiedy  demoniczność (w  węŜszym  sensie)  pozostaje sama 

dla siebie całkowicie przejrzysta, mamy do czynienia z diabłem. Diabeł  jest 
tylko  duchem,  a  stąd  jego  absolutna  świadomość  i  przejrzystość"*. 
(Zwraca uwagę  zupełnie inne  rozumienie  "demoniczności tego  wyrazu"  u 
Goethego,  gdzie  Mefisto  wcale  nie  jest  demoniczny  właśnie  dlatego,  Ŝe 
cechuje  go  pełna  jasność  umysłu  i  czysta  negatywność).  Demoniczność 
człowieka istotnie nie moŜe się stać sama dla siebie przejrzysta. Ja staje się 
bowiem przejrzyste dzięki absolutnemu stosunkowi do Boga, a nie dzięki 
absolutnemu  stosunkowi  do  siebie  samego  jako  doją  absolutnego. 
Niezrozumiałe są wprawdzie zarówno demoniczność jaki boskość: „Obie są 
milczeniem. Milczenie jest zasadzką szatana; im więcej się przemilcza, tym 
straszniejszy  staje  się  szatan,  ale  milczenie  jest  takŜe  świadectwem 
boskości obecnej w jednostce"**. Demoniczność, podobnie jak religijność, 
stawia  człowieka  poza  powszechnością.  Z  tym,  Ŝe  uwikłaniu  się  w 
nieprzejrzystość  demoniczności  zostaje  przeciwstawione  bezgraniczne 
rozjaśnianie,  jakiego  doznajemy  w  obliczu  Boga:  Zagubieniu  się  w 
paradoksalności  demoniczności  staje  naprzeciw  zbawienie,  jakie  niesie  ze 
sobą paradoks Boga.

 

Demoniczność jako harda wolabyciaswym własnym, przypadkowym ja, 

to rozpaczliwe pragnienie bycia sobą.  „Im  większajednak świadomość  w 
tak cierpiącym człowieku, który rozpaczliwie pragnie być sobą, tym

 

*          S0ren  Kierkegaard,  Choroba  na  śmierć,  przeł.  Jarosław  Iwaszkiewicz, 

Warszawa 1969, s. 181. 

**   S0ren Kierkegaard, Bo jaźń i drŜenie, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Warszawa 

1969, s. 96. 

bardziej  wzrasta potęga rozpaczy, stając się czymś  demonicznym. [...]  Ja 
ludzkie, które rozpaczliwie pragnie być sobą, z trudem znosi to czy owo 
cierpienie,  którego  nie  moŜe  zwyczajnie  usunąć  czy  odłączyć  od  swej 
konkretnej  osobowości.  Właśnie  na  tej  męce  koncentruje  człowiek  całą 
swą namiętność, która w końcu przetwarza się w demoniczny szał. W tym 
momencie,  gdyby sam Pan  Bóg  w niebie i  wszyscy jego aniołowie ofia-
rowali mu się z pomocą, aby go wyrwać z przepaści, nie chciałby tego i 
zawołałby:  «Nie !»  Teraz jest juŜ za późno! Ongi oddałby  wszystko, aby 
siępozbyćtej męki, ale kazano mu czekać, teraz jest juŜ po wszystkim [...] 
on, jedyny na świecie, potraktowany tak niesprawiedliwie [...]. Rozpacz ta 
nie j est pragnieniem bycia sobą w stoickiej wątpliwości co do własnego ja 
[...].  Rozpacz  ta,  to  pragnienie  bycia  sobą  w  nienawiści  do  Ŝycia,  do 
bycia sobą w całej swej nędzy [...]. Buntując sięprzeciw całemu bytowi, 
myśli, Ŝe zdobywa świadectwo przeciwko niemu, przeciw jego dobru. Za to 
ś

wiadectwo  zrozpaczony  ma  samego  siebie  i  nim  właśnie  chce  być 

dlatego, Ŝe chce być sobą, sobą w swej męce i męką tą protestować przeciw 
całemu istnieniu" *.

 

Choć  świadomość  wzmaga  tę  demoniczną  wolę,  wola  ta  nie  potrafi 

sama dla siebie stać się przejrzy sta i moŜe się utrzymać jedynie w ciemności, 
skąd  napiera  na  świadomość  i  wciska  się  w  nią,  wzmagając  zarazem 
wszystkie siły pomagające jej zamknąć się w sobie. Broni się ona przed 
wyjściem na jaw. Stąd pełne sprzeczności połączenie jawności i skryto-
ś

ci:  „Skrytość  moŜe sobie Ŝyczyć ujawnienia, pod  warunkiem jednak,  Ŝe 

przyjdzie ono z zewnątrz, Ŝe się przydarzy [...]. MoŜe ona chcieć jawności, 
ale tylko do pewnego stopnia, bowiem chciałaby zachować małą resztkę, z 
której  skrytość  znów  mogłaby  się  odrodzić  [...].  MoŜe  ona  pragnąć 
jawności,  ale  chciałaby  zarazem  zachować  incognito  (przykłady  tego 
znaleźć  moŜna  w  Ŝyciu  niejednego  poety).  A  nawet  kiedy  juŜ  jawność 
zwycięŜy,  w  tym  samym  momencie  skrytość  podejmuje  ostatnią  próbę  i 
moŜe  wykazać dość przebiegłości, by  jawność  obrócić  w  mistyfikację, i 
okaŜe się

;

 Ŝe to właśnie skrytość zwycięŜyła". „Nie jest wcale takie pewne, 

czy człowiek rzeczywiście chce poznać najprawdziwszą prawdę, czy chce 
jej pozwolić na przeniknięcie całego swojego jestestwa, czy chce

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierćwyd. cyt. s. 218-221. 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

86 

87

 

background image

 
 

 

 

wziąć na siebie wszystkie płynące z niej konsekwencje, czy na wszelki 
wypadek  nie  chce  sobie  pozostawić  małej,  bocznej  furtki".  Demonicz-
ność wykazuje duŜe wyrafinowanie w utajaniu się. Jej kryjówką jest dia-
lektyczność. W niej człowiek się maskuje i w niej gubi z demoniczną 
wirtuozerią refleksji*.

 

PoniewaŜ  demoniczność  nie  znajduje  oparcia  w  samej  sobie,  nie  jest 

zdolna  do  przetrwania.  Pozostając  w  stanie  skrytości  nie  potrafi  przecieŜ 
znieść  milczenia,  a  wówczas  nieszczęsny  człek  kończy  tym,  Ŝe  ze  swą 
tajemnicą  narzuca  się  kaŜdemu.  Zarazem  jednak  boi  się  ujawnienia:  Zna-
lazłszy się w obecności kogoś, kto przewyŜsza go dobrocią, opętany będzie 
błagał, będzie się modlił zalewając się łzami, Ŝe nie chce z nim rozmawiać, 
nie chce, aby ten to dobro przedstawił, aby pozbawiał go sił.

 

Właściwym  znamieniem  człowieka  demonicznego,  który  swoje  przy-

padkowe ja wziął za absolut i na tym poprzestał, jest to, Ŝe niczego nie 
traktuje juŜ powaŜnie. Nie myśli powaŜnie o wieczności, boi sięjej tylko, a 
lęk podsuwa mu setki wybiegów.

 

4.  W  nowszych  czasach  słowo  „demoniczny"  bywa  uŜywane  nieprecy-
zyjnie  i  bez  głębszego  zastanowienia  na  oznaczenie  t e g o     w s z y -
s t k i e g o ,   co  n i e p o j ę t e   i  p r z e z         to  i r y t u j ą c e ,   na  oz-
naczenie tego, co „irracjonalne". Mianem demoniczności zostaje opatrzone 
to,  co  niechciane,  narzucając  się  nam  nieoczekiwanie  w  trakcie  realizacji 
tego, co chciane. „Demonizm techniki" -to jej zwrotne, pize-moŜne, jakby 
usamodzielnione 

oddziaływanie, 

to 

wynik 

ujarzmienia 

bytu 

przedmiotowego  przez  technikę.  TakŜe  nieświadomość  zyskuje  sobie 
miano demonicznej, kiedy to, co nie wyjaśnione i nie dające się do końca 
wyjaśnić,  wypływając  z  głębin  Ŝycia  duchowego  owłada  człowiekiem. 
NiemoŜność,  zniechęcenie,  obezwładnienie,  uwikłanie,  beznadziejność  - 
wszystko  to  potrafi  wywołać  okrzyk:  to  demoniczne  !  Od  mitycznego 
uprzedmiotowienia  po  zwykłą  przenośnię,  od  wiary  w  moc  tkwiącą  i 
działającą w rzeczach aŜ po dostrzeŜenie moŜliwości deprawacji wolności 
człowieka- wszystkie te cztery, pierwotnie sensowne, sposoby mówienia o 
tym, co demoniczne, kiedy zostają odcięte od swych źródeł, mieszają się ze 
sobą, krzyŜują się ich róŜne sensy i składają się w

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierćwyd. cyt. s. 261. 

nowoŜytnej  demonologii  na  światopogląd  niewiary.  Demonologia  ta  jest 
nieuchwytna  niczym  Proteusz  -jakaś  nicość  nieustannie  przyoblekająca 
się  w coraz to inny kostium i posługująca się  wszystkimi dawniejszymi 
zwrotami na temat demoniczności w całej ich wielorakości.

 

Przeciw  światopoglądowi  demonologicznemu  filozofowanie  zdoła 

wypowiedzieć się tylko wtedy, gdy w jakiejś chwili uchwyci go i utrwali w 
jego  typowych  zwrotach  słownych.  Krytykę  demonologii  moŜna  by 
wówczas zawrzeć w następujących zdaniach:

 

1. T r a n s c e n d e n c j i  n ie  u d a j e  si ę o s i ą g n ą ć .  Właśnie Ŝycie 

immanentne,  spotęgowane  demonizowaniem,  nie  dociera  do 
Transcendencji:  Bez  Boga  pozostają  juŜ  tylko  idole.  Sami  bogowie 
stali  się  światem.  Partycypują  w  światowej  niemocy,  ponad  nimi  roz-
pościera się Inne, absolutnie Obce, Nicość.

 

2.  C z ł o w i e k   u l e g a   z a g u b i e n i u .   W  światopoglądzie  demo-

nologicznym wolność polega jedynie na godzeniu się ze spadającymi na 
człowieka  zrządzeniami  losu.  Jeśli  okoliczności  będą  temu  sprzyjać, 
człowiek  moŜe bieg  swojego Ŝycia uznać  za szczęśliwy - od  czasu do 
czasu  melancholijnie  przypominaj  ąc  sobie  o  jego  niepewności  -  ale 
odebranie  mu  prawa  do  szczęścia  na  świecie  uczyni  go  nieszczęśli-
wym,  zostawiając  mu  jedynie  poczucie  pustki  i  rozpacz.  Wobec  tych, 
którym się w Ŝyciu nie powiodło, bądź tych, których spotkało nieszczęście 
pozbawiające  jakichkolwiek  nadziei,  odczuwa  się  wewnętrzną 
obojętność  i  okazuje  im  samo  przez  sięzrozumiałąbezwzględność.  Nie 
ma  czegoś  takiego  jak  niezastąpiona  wartość  jednostki  ludzkiej.  Hu-
manitaryzm  jest  juŜ  tylko  sprawą  immanentnego  nastawienia  i  skłon-
ności  do  zachowania  w  określonych  warunkach  przyjaznego  stosunku 
względem  drugiego  człowieka,  ale  nie  jest  juŜ  onieśmieleniem  wobec 
duszy  przez  jej  odniesienie  do  Transcendencji  zakorzenionej  w  wiecz-
ności, wobec człowieka jako takiego.

 

3.N i e   u d a j e   s i ę   u z y s k a ć   o d n i e s i e n i a   do  J e d n i . Nastę-

puje rozproszenie i pojawia się wiele aspektów, człowiek rozpada się na 
moŜliwości, spośród których dziś urzeczywistnia jedne, jutro inne -Ŝycie 
staje  się  zapominaniem.  śycie  wśród  demonów  staje  się  płynne, 
rozmywa się w nieokreśloności. Niewiary nie sposób przychwycić na

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

89

 

background image

 
 

 

 

tym, co naprawdę mniema, poniewaŜ interpretuje siebie za kaŜdym 
razem inaczej. W niewierze jesteśmy wydani na działanie strumienia 
impulsów  i  szarpiących  nami  namiętności. Wszystko  moŜna  tu  uspra-
wiedliwić. Mimo mocy, jaką obdarzona bywa chwila, brak jest ciągłości. 
Mimo stanowczości stwierdzania czegoś - brak skupienia samej istoty.

 

Wzlot  ku  Transcendencji  Jedni  następował  zawsze  na  drodze  przezwy-
cięŜenia demonologii. Sokrates wyrwał się demonom, by pójść za swoim 
dajmonionem, a tym samym za nakazem boskości. Prorocy przezwycięŜyli 
kult Baala, by słuŜyć Bogu.

 

4. D e m o n o l o g i a  j e s t  o s a d z o n a  w n a t u r z e .  Natura uchodzi 

za ostatnią, przemoŜną konieczność. Zwierzęta są demoniczne. TakŜe 
człowiek  czuje  swoją  demoniczność,  o  ile  upodabnia  się  do 
zwierzęcia.  Wyznawanie  poglądu  demonologicznego  prowadzi  do 
utraty samoświadomości człowieka na rzecz natury. W Ŝyciu pomyślnym 
pogląd demonologiczny występuje niekiedy jako zaufanie do natury. Ale 
zaufanie do natury to nie to samo, co ufność w Bogu. Kiedy zaufanie do 
natury natrafia na granice, wówczas to, co z niego jeszcze zostaje, nie 
znajduje Ŝadnego oparcia w naturze. Zaufanie do natury przemienia się 
w bałwochwalstwo, uprawiane na całej ziemi w kultach natury.

 

5.  N o w o c z e s n a   d e m o n o l o g i a   j e s t   p o s t a w ą   p a r   e x -

c e l l e n c e   e s t e t y c z n ą .   Jej  wyróŜnikiem  jest  nieobowiązujący 
charakter tego, co jest pomyślane w duchu demonologii. Jest to ogląd 
skierowany na to, co pozornie tylko jest realne, zastępujący angaŜowanie 
się we własną rzeczywistość. Jest to ucieczka w dziedzinę kontemplacji 
estetycznej, z mrocznej woli skierowanej ku temu, co nieokreślone i co 
staje  się  samoutwierdzeniem.  UmoŜliwia  ona  przejawy  namiętności 
jako  chwilowe  afekty,  lecz  rozmija  się  niechybnie  z  pasją 
zdecydowania,  niezawodnie  kierującego  całym  swym  Ŝyciem.  MoŜna 
wymusić wybór pomiędzy dobrem i złem, a potem odebrać mu moc 
poprzez afirmację zła w tym, co tragiczne. Łatwo i często myli się 
etyczność z estetyczności ą. Raz z moralnym patosem mówi się o dobru i 
złu, to znów w języku estetycznym rozprawia się o demoni czności. W 
sytuacjach bez wyjścia udziela się sobie samemu pozwolenia na prze-

 

skok ze sfery etycznej do sfery estetycznej. Człowiek za nic nie potrze-
buje odpowiadać, poniewaŜ na kaŜdą okoliczność ma na zawołanie 
fałszywy  przepych  obrazów  estetycznych.  śycie  ulega  rozproszeniu  w 
wielości rzeczy przypadkowych.

 

6.  D e m o n o l o g i a   p r o j e k t u j e   r z e c z y w i s t o ś ć   p o ś r e d -

n i ą ,   k t ó r a   nie  j e s t   ani  e m p i r y c z n ą   r e a l n o ś c i ą ,   ani 
r z e c z y w i s t o ś c i ą   t r a n s c e n d e n t n ą .   Próbuje  uchwycić 
rzeczywistość  i  nie  udaje  się  jej  -  osiąga  jedynie  iluzyjną  nadzmy-
słowość: gubi po drodze jasność tego, co poznawalne. Chce prawdziwej 
nadzmysłowości i nie osiąga jej, sądząc, Ŝe zawiera się ona w tym, co 
immanentne:  gubi  Boga.  Tymczasem  to,  co  nie  jest  albo  światem 
(sprawdzalną realnością), albo Bogiem, jest złudą i iluzją; ich ofiarą 
stajemy się właśnie wtedy, kiedy nasza pogoń za sensacją i potrzeba 
podniesienia na duchu rozbudzają się i wywołują stan intelektualnego 
odurzenia. Jest Bóg i świat, i niczego nie ma pomiędzy nimi. Wszystko to, 
co  realne,  moŜe  być  jako  szyfr  językiem  i  zwiastunem  Boga,  poza 
którym nie ma innych bogów czy demonów. Chodzi więc o to, w jaki 
sposób odczuwam dotknięcie palca BoŜego na granicy tego, co realne. A 
co wciska się między Boga i świat, okazuje się bądź materialistycz-nym 
prostactwem, bądź bezboŜną chimerą.

 

Ubóstwienie człowieka

 

Powszechnym  zjawiskiem  jest  entuzj  azm  i  uwielbienie  okazywane  po-

jedynczemu  człowiekowi  przez  innych  ludzi,  przypisywanie  mu  cech 
nadludzkich,  widzenie  w  nim  spełnienia  ideału  człowieczeństwa.  Komuś 
takiemu ludzie skłonni są okazywać ślepe posłuszeństwo, oczekują po 
nim  cudów.  Rzecz  nie  jest  bez  psychologicznych  analogii.  Gwiazdy  fil-
mowe  muszą  podróŜować  incognito,  Ŝeby  uniknąć  wścibstwa tłumów. 
Gandhi  musiał  się  systematycznie  chronić  przed  „poszukiwaczami  darśa-
nu" (darśan - zobaczenie świętego). Dawniej królowie ukazujący się ludowi 
leczyli z chorób.

 

Okazywanie boskiej czci nie pozostaje bez wpływu na osoby  ubó-

stwiane: Ludzie zadręczają tego, kogo uwaŜają za świętego i Ŝądają, by 
zachowywał siępodług idealnego wyobraŜenia o nim. Oczekują, Ŝe się do 
tego ideału dostosuje. Pokazują mu go jakby palcami, a on musi w jego

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykład piąty-

 

91

 

90

 

background image

 
 

 

 

miejscu się znaleźć.  Jest w  masach  Ŝądza kultu człowieka Jest tak, jakby 
ś

wiadomość  Ŝe  ten  jeden,  ubóstwiany,  gdzieś  istnieje,  przynosiło  to  uspo-

kojenie,  podobnie  jak  królowa  utrzymuje  rój  pszczół  w  stanie  zorgani-
zowanego porządku.

 

Wódz  i  władza  -  te  postacie  ludzkiej  potęgi  najbardziej  rzucają  się  w 

oczy. S amowola i pospolity brak skrupułów u ludzi  prowadzą do pojawienia 
się  tyrana,  który  im  wszystkim  zadaje  gwałt.  Kto  w  wolny  sposób  nie 
respektuje  prawa,  musi  okazywać  posłuszeństwo  obcej  przemocy.  I  oto 
rzecz  zadziwiająca:  tyran,  niczym  narzędzie  zła  słuŜące  do  ukrócenia  zła, 
staje  się  przedmiotem  ludzkiej  czci.  Aleksander,  Cezar,  Napoleon  i  inni 
kroczą  poprzez  dzieje  jako  otaczane  czcią  idole.  Są  to  w  istocie  ludzie 
nadzwyczajni  dzięki  swej  niezwykłej  energii,  przytomności  umysłu,  in-
stynktownemu  wyczuciu  realnych  sił,  pamięci,  pracowitości,  trafnemu 
określaniu  celów  panowania  i  władzy.  JuŜ  za  Ŝycia  dostępują  oni  wywy-
Ŝ

szenia, czy przez to, Ŝe sami ogłaszają się bogami lub synami boŜymi, czy 

teŜ  przez  to,  Ŝe  ulegają  tłumowi  i  znajdują  upodobanie  w  tym,  czego  on 
pragnie, a następnie umieją to wykorzystać przy sprawowaniu władzy. Tyrani 
stają  się  bogami.  „Synem  boŜym"  stał  się  Aleksander,  rzymscy  cesarze-
bogowie  spełniali  usankcjonowany  przez  państwo  kult  swego  numenu. 
Kiedy tego rodzaju fałszywa wiara zostaje porzucona, zawsze jeszcze dość 
będzie  nierozumnych  hołdów  i  ludzkich  idoli  jako  przedmiotu  adoracji  u 
strony świata. Zawsze w takich przypadkach zastanawia, z jaką oczywistością 
fakty  realnego  Ŝycia  ubóstwianych  ludzi  sąprzemil-czane,  przeinaczane, 
kamuflowane.

 

Nie  tylko  tyranów  się  ubóstwia.  Niejeden  filozof  antyczny  był  demo-

nizowany  lub  heroizowany.  W  świecie  podupadającej  kultury  duchowej 
resztki tej postawy są widoczne w ślepym u wielbieniu okazywanym wielkim 
ludziom  lub  szarlatanom.  W  opinii  publicznej  krytykowanie  ich  byłoby 
wprost niestosowne, niezniszczalna jest skłonność do ich mityzowa-nia.

 

Człowiekowi  niełatwo  przychodzi  ogłosić  się  bogiem,  chyba  Ŝe  jest  to 

szaleniec lub polityczny demagog. Częściej zdarza się przyznawanie sobie 
wyłącznego prawa do występowania w imieniu Boga. Ktoś taki uwaŜa, Ŝe 
tylko on jest przez Bogapo wołany i Ŝąda składania sobie naleŜnych hołdów.

 

Boska cześć oddawana człowiekowi to takŜe czynnik kształtowania się 

wielkich  religii. Sposób  interpretacji  tego  zjawiska  jest  przy  tym  tego 
rodzaju, Ŝe za kaŜdym razem tej szczególnej postaci, w którą się wierzy, 
nie traktuje się jako przejawu ubóstwienia człowieka. Postać tę odróŜnia 
się od przypadków boskiej czci okazywanej ludziom, które jako takie 
zostają potępione.

 

Skąd bierze się to ubóstwienie ?

 

Jest  w  człowieku skłonność  do takiego  widzenia człowieka doskona-

łego, Ŝe jest on dla niego tym, czym on sam chciałby być, ale czym być 
nie potrafi.

 

Ubóstwienie człowieka nie moŜe się w świecie obyć bez instancji, wobec 

której moŜliwe jest okazywanie absolutnego posłuszeństwa (a nie tylko 
posłuszeństwa  względnego,  jakie  okazuje  się  prawom,  urzędom  czy 
instytucjom), podobnego posłuszeństwa wobec Boga, nie moŜe się wyrzec 
dąŜenia do cielesnego przybliŜenia sobie ukrytego, dalekiego Boga.

 

Ubóstwienie  człowieka  odgrywa  niekiedy  rolę  namiastki  wiary,  która 

będąc wiarą absurdalną, chce jednak uchodzić za wiarę właściwą. Tę fa-
ktyczną niewiarę moŜna między innymi poznać po tym, Ŝe domaga się od 
wszystkich ludzi i wszystkich innych wyznań wiary w swój przedmiot, Ŝe 
jest fanatyczna, wyzbyta miłości, pełna gniewu, Ŝe nie toleruje u innych 
innej wiary. Wszyscy powinni czcić to, co ona czci.

 

Ubóstwienie człowieka to w zasadzie jedna z kategorii światopoglądu 

demonologicznego.  BezboŜnictwo odwołuje  się  do  demonów  jako  do 
rzekomej Transcendencji, podobnie zwraca się do cielesnych ludzi, by im 
okazać boską cześć.

 

Bez względu na to, w kontekście jakichmotywów występuje ubóstwienie 

człowieka,  na  jak  wysublimowane  formy  i  jak  przenikliwe  interpretacje 
potrafi  się  zdobyć,  w  swym  głównym  trzonie  jest  ono  błędne.  Wiara 
filozoficzna  demaskuje  kaŜdą  postać  ubóstwienia  człowieka.  Nie  zapo-
mina ona ani na chwilę o jego skończoności i niedoskonałości jest prze-
konana, Ŝe Bóg wymaga tego, by nie mylono go z czymkolwiek, kimkol-
wiek, by nie wywoływano go z pomocą fałszerstw z jego ukrycia, do 
którego tym bardziej stanowczo powraca. Domaga się ona od człowieka, by 
odwaŜył  się  stanąć  przed  Nim  bezpośrednio  i  czekał,  co  mu  powie. 
Niech człowiek, biorąc innego człowieka za absolut, przed Nim nie ucie-

 

 

 

Wykladpiąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

92

 

93

 

background image

 
 

 

 

ka, okazując posłuszeństwo człowiekowi zamiast Bogu lub niczym Bogu. 
W  pustce  świata  trudno  pogodzić  się  z  tym,  Ŝe  Bóg  nie  jest  w  nim 
obecny jak  wszystko inne. Tylko  w tej  gorzkiej sytuacji człowiek  jest 
wolny, by słuchał, gdy Bóg mówi, by był gotów nawet gdyby Bóg nigdy 
nie miał przemówić, by pozostawał otwarty na ukazującą mu się historycznie 
rzeczywistość.

 

Nie ma na świecie człowieka, który mógłby być dla nas Bogiem, ale są 

ludzie,  których  wolność  w  posłuszeństwie  Bogu  ukazuje  nam  ludzkie 
moŜliwości i dodaje otuchy. Nie moŜna cieleśnie złapać Boga za rękę, ale 
moŜemy ująć dłoń towarzysza doli i niedoli.

 

Boska  cześć  okazywana  ludziom  poniŜa  człowieka,  podsuwając  mu 

łatwe rozwiązania. Daje mu ona to, co w zasięgu ręki, podczas gdy jego 
sytuacja  w świecie  zmusza  go, by się tego  wyrzekał, natomiast  by  na 
drodze, na której moŜe, a więc i po winien do siebie poprzez Boga dotrzeć, 
odnajdywał jedynie szyfry i obrazy.

 

Nihilizm

 

Podczas gdy demonologia i ubóstwienie człowieka stanowią namiastkę 

wiary,  otwarty  brak  wiary  nosi  miano  nihilizmu.  Ma  on  odwagę  wy-
stępowania bez osłonek. Wszystkie treści przynaleŜne wierze straciły juŜ dla 
niego  wartość,  wszystkie  wykładnie  świata  i  bytu  zostały  zdemaskowane 
jako  iluzje,  wszystko  jest  tylko  warunkowe  i  względne,  nie  ma  Ŝadnego 
gruntu,  niczego  bezwarunkowego,  Ŝadnego  bytu  w  sobie.  Wszystko  jest 
wątpliwe. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

 

Nihilizm  moŜe  wystąpić  tylko  wtedy,  kiedy  napędem  dla  jego  wy-

znawcy jest  witalność, radość Ŝycia,  woli i  mocy. Afirmując je, nihilizm 
unicestwia sam siebie na rzecz wiary witalnej.

 

Albo teŜ jego doświadczenie nicości jest rzeczywiście po waŜne. MoŜe 

niczego nie czuć, nie kochać, nie szanować. Moja dusza jest pusta. Myśl 
nihilistyczna utwierdza mnie w tym, Ŝe mam rację.

 

Bądź  teŜ  bezgraniczne  rozczarowanie  powoduje  załamanie  się  wszy-

stkiego,  w  co  wierzyłem:  kiedy  osoba  ukochana  okaŜe  brak  wierności, 
kiedy okaŜe się, Ŝe rząd oszukiwał swoich obywateli, kiedy autorytatywnie 
wypowiedziane  zdania  okaŜą  się  kłamstwem.  Bieg  dziejów  świata 
objawia iluzoryczność tego wszystkiego, na co się kiedyś liczyło. Myśl

 

nihilistyczna tłumaczy mi, Ŝe moje doświadczenie nie ma w sobie niczego 
szczególnego, Ŝe objawia mi się w nim jedynie istota wszechbytu.

 

Myśl nihilistyczna moŜe jednak tylko  wtedy dokonać negacji,  kiedy za 

punkt wyjścia przyjmie coś uznanego, co pozwala uchwycić kontur tego, co 
jest  niczym,  rozczarowaniem,  oszustwem,  kłamstwem,  złudzeniem. 
Artykulacja nihilizmu wymaga sprowadzenia go na jakiś grunt; gdyby go na 
nim  rzeczywiście  oprzeć,  osadzić,  doprowadziłoby  to  do  zniesienia 
nihilizmu na korzyść tego, co pozytywne, co na tym właśnie gruncie znaj -
duje swoje uzasadnienie. Myślowa droga nihilizmu radykalnego prowadzi 
więc od odrzucenia kryteriów uznanych za oczywiste, aŜ po  wciągnięcie 
wszystkiego w jeden wir wzajemnych negacji, w którym wszystko ginie.

 

RozwaŜmy kilka przykładów nihilistycznych zaprzeczeń.

 

1 . B o g a n i e   ma .   Istnienie Boga, stwórcy świata, nie zostało bowiem 

dowiedzione, ani nie stwierdzono - przy okazji próby przeprowadzenia 
takiego  dowodu  -  choćby  tylko  moŜliwości  lub  prawdopodobieństwa 
istnienia Boga.

 

ZałoŜeniem tej negacji jest waŜność tego, co tu zostaje uznane za mo-

Ŝ

liwość dowodu: waŜność rzeczowych wypowiedzi o czymś występującym 

w świecie oraz racjonalnych dowodów dotyczących skończonych rzeczy 
uŜywających  do  tego  skończonych  środków.  Dlatego  to  myśl 
negatywna  traktuje  problemy  Transcendencji  jako  pytania  o  skończone 
rzeczy tego świata; nie dotyka ona nawet tego, co powinny wyraŜać zda-
niao Bogu, poniewaŜ treść tych zdań rozumie jako rzeczowe wypowiedzi o 
czymś, co występuje w świecie.

 

2. N i c   n i e   ł ą c z y   c z ł o w i e k a   z B o g i e m .   Albo wiem związku 

takiego nie sposób doświadczyć i doświadczeń tego rodzaju wcale nie 
ma, poniewaŜ nie ma Boga. To, co się uwaŜa za takie doświadczenie, 
polega na psychologicznych omamach i na mylnej interpretacji przeŜyć.

 

ZałoŜeniem  tej  negacji  jest  faktyczność  doświadczeń  zachodzących  w 

ś

wiecie  oraz  faktyczność  przeŜyć.  Zostają  one  poddane  absolutyzacji  z 

zamiarem uczynienia z nich bytu w sobie, a zwłaszcza uczynienia z nich 
poznania empirycznego zdarzeń zachodzących w czasie i przestrzeni, a

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

94

 

95

 

background image

 
 

 

 

więc  nadania  im  postaci  powtarzalności.  Przeczy  się  zarazem  egzysten-
cjalnemu doświadczeniu wolności.

 

3.Nie  ma  Ŝ a d n e j   p o w i n n o ś c i   w o b e c   B  o  g a.  PoniewaŜ  w 

rzeczywistości  powinność  taka  to  tylko  podleganie  istniejącym  w 
ś

wiecie  prawom  i  nakazom.  Tutaj  moŜliwe  jest  jedynie  posłuszeństwo 

umotywowane  mocą  i  obowiązującym  charakterem  owych  praw  i  na-
kazów.

 

ZałoŜeniem tej negacji jest uznanie tego rodzaju mocy obowiązujących 

za  absolutne.  Powołując  się  na  nie,  zaprzecza  się  tej  głębokiej,  bez-
warunkowej,  Ŝycionośnej  powinności,  która  nigdy  nie  znajduje  aŜ  tak 
wygodnego oparcia w nakazie i prawie.

 

Przykłady te ukazują nihilizm pozytywistyczny. Wydaje się, Ŝe uznaje on 

za  sam  byt  to,  co  zawiera  się  w  pospolitym,  pozbawionym  głębi  do-
ś

wiadczeniu Istnienia. Jeśli nawet nicości nie ma, to Istnienie, jeśli zostaje 

uznane  za  absolut,  jest  niczym.  Ze  stanowiska  takiego  to  pozytywizmu 
zajmuje  się  nihilizm  porządkiem  Ŝycia  ludzkiego,  zakładając,  Ŝe  tego  ro-
dzaju  porządek  winienbyć  ustalany  napodstawie  wiedzy  o  empirycznych 
realiach.

 

Na przykład: stosunki płciowe winny być regulowane zasadami higieny, 

tak  by  mogły  zapewnić  szczęśliwe  Ŝycie,  nie  powinno  się  im  nadawać 
jeszcze  jakichś  znaczeń  religijnych  czy  etycznych.  ZałoŜeniem  jest  tu 
absolutny charakter samego Ŝycia. Pogląd ten upada jednak, kiedy okazuje 
się, Ŝe ani „szczęścia" nie moŜna jednoznacznie określić (ponadto na dobitkę 
kaŜda  jego  postać  okazuje  się  krucha),  ani  nie  udaje  się  urzeczywistnić 
regulaminu pozytywistycznych zasad.

 

W takich razach nihilizm, początkowo utajony, występuje na jaw dopiero 

wtedy,  kiedy  kaŜdorazowe,  nie  przeanalizowane  krytycznie  załoŜenie 
dotyczące,  pod  względem  trafności,  empirycznego  poznania  obowią-
zującego  wartościowania,  technicznej  wykonalności,  dociera  do  świado-
mości, a tym  samym zostaje obalone. Wprawdzie negacje  nie tracą tym 
samym  swej  waŜności,  przy  okazji  jednak  zostaje  zanegowane  to  mini-
mum  prawdziwości,  którego  załoŜenia  wymaga  nawet  negacja.  Tworzy 
się w ten sposób wir, w którym to, co zostaje weń wciągnięte, nie znajduje juŜ 
Ŝ

adnego oparcia, poza zawsze obecną, pozbawioną sensu witalnością w jej 

bezmyślnej bezpośredniości. Wydanie człowieka na pastwęprzyro-

 

dzonego biegu zdarzeń - do tego sprowadza się w końcu postawa nihili-
styczna.

 

Nihilizmem zupełnie innego rodzaju od tego, który moŜna by nazwać 

nihilizmem filisterskim, jest nihilizm, którego źródłem jest przeraŜenie w 
obliczu  realności  świata  i  Ŝycia  ludzkiego.  Sama  myśl  o  Bogu  -  idea 
Boga  jako  dobroci,  miłości,  prawdy  i  wszechmocy  -  staje  się  mierni-
kiem, by odrzucić Boga i świat.

 

Gdyby Bogu rzeczywiście chodziło o prawdę, dobroć, miłość, wówczas 

inaczej  ukształtowałby  człowieka  i  świat.  A  więc  Bóg  albo  nie  jest 
wszechmocny, albo nie jest dobry.

 

Podyktowane rozpaczą oskarŜenia Boga towarzyszą dziejom. To nie Bogu, 

lecz  złośliwemu  demonowi  świat  ten  zawdzięcza  swoje  istnienie.  Ale  na 
gruncie nihilizmu nawet te oskarŜenia tracą swój ą moc: brak bowiem przed-
miotu oskarŜeń, nie ma ani Boga, ani złych demonów, jest tak, jak jest - nie 
ma niczego poza nicością i satanizmem człowieczego istnienia.

 

W z a j e m n e   p o w i ą z a n i e   t r z e c h   p o s t a c i   n i e w i a r y .  

Demonologia, ubóstwienie człowieka i nihilizm tworzą jedną całość. Jak to, 
co prawdziwe, zdąŜa ku Jedni, nawet jeśli ta prawda nie staje widomie przed 
oczyma, tak w rozproszoności pseudofilozofii dochodzi do głosu, jak się 
wydaje podobne zjawisko: występujące w jej łonie stanowiska są dla siebie 
wzajemnie przyczynami.

 

Nihilizm jest nie do zniesienia. Szuka on wybiegów w demonologii i w 

ubóstwieniu człowieka. W nich znajduje oparcie. Ale nihilistyczny nastrój 
pozostaje.  Dlatego  na  obszarze  demonologii  daje  o  sobie  znać  niejedno 
parcie ku niczemu, czerpanie mocy z niczego.

 

Wobec nie dającej się znieść nicości, pod nieobecność rozpaczy,  Ŝycie 

staje się Ŝyciem bez nadziei. Wówczas jego podstawą moŜe być albo ubóstwo 
duchowe  biorące  się  z  braku  wraŜliwości,  albo  pretendowanie  do 
heroizmu. PoniewaŜ jednak jest to heroizm, który sam siebie za taki uz-
naje, heroizm na pokaz, jest to tylko pseudo heroizm, który stać jedynie 
na gesty, nie na Egzystencję.

 

Ubóstwienie  jakiegoś  człowieka  zdaje  się  ratować  przed  nihilizmem, 

ale  skrycie  samo  jest  juŜ  nihilistyczne.  Musi  rozczarowywać,  jeśli  ubó-
stwiony  człowiek  Ŝyje  wśród  nas,  jest  nam  współczesny.  Wówczas  prze-
konanie się, Ŝe człowiek jest tylko człowiekiem, tym bardziej nieodwo-

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wyklad piąty-

 

96

 

97

 

background image

 
 

 

 

łalnie pogrąŜa nas znów w nihilizmie. B o przecieŜ od początku ubóstwienie 
jednego człowieka słuŜy jako środek okazywania pogardy innym ludziom. 
Tym  ostatnim  nie  przyznaje  się  Ŝadnych  praw,  są  oni  tylko  uŜywani  i 
zuŜywani jako materiał.

 

P r a w d a   z a w a r t a   w  k a Ŝ d e j   z  t r z e c h   p o s t a c i   n i e -

w i a r y .   Z filozoficznego punktu widzenia zadanie polega nie tylko na 
obronie  własnego  stanowiska,  ale  zarazem  na  usprawiedliwieniu  prawdy 
zawartej w tym, co się odrzuca.

 

U  podłoŜa  d e m o n o l o g i i   leŜy  prawda  języka  szyfrów  Transcen-

dencji w świecie. W oglądzie tego,  co obecne  w sposób zmysłowo-nie-
zmysłowy,  w  widzeniu  fizjonomii  rzeczy  i  wydarzeń  jest  jakaś  racja. 
Mitologiczna  postać  myślenia  kryje  w  sobie  prawdę,  którapo  przeformu-
łowaniu ma w sobie coś nie do odrzucenia. Utrata tej prawdy oznaczałaby 
zuboŜenie duszy i powiększenie pustki świata. Człowiek, który nie słyszy juŜ 
tego języka, zdaje sięzatracać zdolność miłości. Albowiem w tym, co ponad 
zmysłowe  i  transcendentne, bez  domieszki  zmysłowości,  nie  ma  juŜ dla 
niego  przedmiotu  nadającego  się  do  miłowania.  MoŜe  się  wprawdzie 
zdarzyć,  Ŝe  w  takim  niezmyslowym  ujęciu  Transcendencji  najbardziej 
niezwykła  miłość  znajdzie  swój  pokarm  i  zachowa  czystość  i  nie-
zmienność. Ale moŜe się teŜ zdarzyć, Ŝe człowiek przez nie straci kontakt ze 
ś

wiatem,  straci  swe  człowieczeństwo,  zagubi  się  w  obcości.  Choć  de-

monologia j ako taka nie jestprawdziwa, to jednakjęzyk Boga moŜe i musi 
dać się ludziom odczuć  w obrazach i szyfrach, nawet gdyby przy próbie 
zobiektywizowania  go  miał  się  okazać  niezrozumiale  wieloznaczny.  Nie 
tylko słabość biorąca sięz naszej skończoności, ale i miłość do światajako do 
tworu  boŜego  zabrania  nam  wykraczać  poza  jego  granice  i  pozostawać 
wyłącznie w sferze ponadzmysłowej Transcendencji.

 

U podłoŜa u b ó s t w i e n i a  c z ł o w i e k a  leŜy prawda mówiąca, Ŝe 

dla  człowieka  w  świecie  jedynym,  co  istotne,  jest  człowiek.  Jest  w 
człowieku coś takiego, co sprawiło, Ŝe moŜliwa stała się wypowiedź: Bóg 
stworzył człowieka na podobieństwo swoje; ale człowiek sprzeniewierzył 
się  Bogu,  dlatego  w  kaŜdym  człowieku  jako  człowieku  właśnie,  po-
dobieństwo do Boga zostało przesłonięte. Wielcy ludzie są dla swoich 
zwolenników  punktem  odniesienia  i  wzorem,  przedmiotem  czci  i  drogo-
wskazem moŜliwego wzlotu, choć nadal pozostają ludźmi ze swymi wa-

 

darni i swą zawodnością, przez co nie  mogą nigdy stanowić przedmiotu 
ś

lepego  naśladowania.  Tylko  w  nacechowanym  wolnością  stosunku  czło-

wieka  do  człowieka  moŜe  zostać  zadzierzgnięty,  podtrzymujący  Ŝycie 
jednostki, oparty na tradycji i spełniony w miłości, jej dziejowy związek z 
inną jednostką.

 

N i h i l i z m   wypowiada  to,  czego  rzetelny  człowiek  nie  moŜe  prze-

milczeć. W realnym istnieniu  świata rozpacz u jego  granic  jest  nie do 
uniknięcia. Kamieniem probierczym kaŜdej wiary jest to, o ile bierze ona 
pod uwagę  moŜliwość nicości.  śadna  wiara nie  moŜe sobie uzurpować 
pewności, na której moŜna by się było obiektywnie oprzeć. Pewność płynąca 
z wiary to zarazem dar i ryzyko. Nihilizm pewność tę ostrzega przed pychą, 
w jaką  wiara  mogłaby popaść i, w przypadku swego skostnienia, często 
istotnie popada.

 

Nihilizm róŜni się od demonologii i od ubóstwienia człowieka, w które się 

z  czasem  przeradza:  jawny  nihilizm  jest  nie  do  odparcia,  i  odwrotnie  -
Ŝ

adnej  wiary  nie  moŜna  udowodnić.  Jest  coś  oburzającego  w  wyniosłej 

pogardzie  okazywanej  nihilizmowi.  Kto  w  obliczu  przeraŜającego  bez-
sensu i niesprawiedliwości nie uprzytamni a ich sobie w ich pełnej realności, 
lecz  z  automatyczną  niemal  oczywistością  przechodzi  nad  nimi  do 
porządku, by rozprawiać o Bogu, moŜe nam się wydać bardziej zakłamany 
od samego nihilisty. Dostojewski wskazuje na przypadki mąk doznawanych 
przez niewinne dzieci i zabójstw na nich dokonanych. Co to za byt, co za 
ś

wiat, co za Bóg, w których i wobec których takie rzeczy są moŜliwe i 

dopuszczalne!  Komu  wyrządzono  krzywdę  najpotworniejszą  i  kto  od  tej 
chwili idzie przez świat pełen nienawiści i oburzenia, gotów do zemsty, jest 
z pewnością bardzo niewygodnym sąsiadem. On sam z kolei napawa innych 
bój  aźnią  i  przeraŜeniem.  Przeciw  niemu  budzą  się  instynkty 
samozachowawcze, które chciałyby go unicestwić jako szaleńca. Podobnie 
jak  człowiek  moŜe  zaprzyczyną  natury  popaść  w  obłęd,  podobnie  za 
przyczyną  drugiego  człowieka  moŜe  popaść  w  przeraŜenie,  które 
wprost robi z niego nihilistę. Nie zgodzimy się na to, nie przyznamy mu 
racji; stwierdzimy, Ŝe zło pozostaje złem, nawet jeśli zostaje wyrządzone w 
konsekwencji  uprzednio  wyrządzonego  zła,  w  reakcji  na  nie.  Ale  nasza 
wiara  w  harmonię  bytu  zostanie  zachwiana.  Nieuchronnie  ogarnie  nas 
bezgraniczna litość, milcząca bezradność, beznadzieja. NaleŜałoby ra-

 

 

 

Wykladpiąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

98

 

99

 

background image

 
 

 

 

czej zapytać, j ak to jest moŜliwe, Ŝe nie wszyscy stajemy się nihilistami, 
niŜ uznać za pozbawione podstaw doświadczenia, które mogą do nihilizmu 
doprowadzić.

 

A jednak moje wywody są w całości próbą dania odporu nihilizmowi. I 

mówię  właśnie o tym, od czego - zdawać by się mogło - dopiero co się 
odŜegnywałem:  mówię  o  Bogu.  Stąd  moja  powściągliwość.  Niczego  nie 
zwiastuję. Pozostaje mi jedynie  zwrócić się do czytelnika z prośbą, by 
zagłębiwszy się w swą własną istotę poddał wypowiedzi piszącego próbie, 
by nie przyjmował ich na ślepo, lecz by je w najlepszym razie potraktował 
jako okazję do upewnienia się o tym samemu.

 

Co  powiedziawszy,  odwaŜę  się  powtórzyć:  demonologia,  ubóstwienie 

człowieka i nihilizm popełniają, kaŜde na swój sposób, ten sam błąd -
chcą uchwycić prawdę sięgając nie dość daleko. Tam, gdzie pada tylko to 
jedno zdanie: Bóg jest, znika cały ten fałsz niczym mgły przed słońcem. 
Ale ta mgła napiera na nas, gdyŜ sięgając po nią mamy coś materialnego, 
rzeczywiście obecnego i coś, co poddaje  się oglądowi. Prawda natomiast, 
będąc tym,  co  oglądowi  nie  podlega,  wydaje  się  w  ogóle nieuchwytna, 
toteŜ niejako rozwiewa się w nicość. Dlatego docieramy do niej jedynie 
drogą okręŜną, poprzez to, co istnieje w świecie; pogrąŜamy się stale w 
tych  samych  fałszach  i  dopiero  przezwycięŜając  je,  jesteśmy  w  stanie 
uprzytomnić sobie głębię właściwego bytu, boskości.

 

Bóg jest tym, co najdalsze, jest Transcendencją, w porównaniu z którą 

zbyt  krótkowzroczne  jest  uznanie  za  absolut  czegokolwiek  innego.  A 
czym jest Bóg, czym Transcendencja- nad tym moŜna się zastanawiać w 
nieskończoność, moŜna to otoczyć negacjami, ale nigdy nie uda nam się 
tego rzeczywiście pojąć.

 

Z w i ą z e k  f i l o z o f i i  i p s e u  do f i l o z o f  ii. Droga do wiary 

prowadzi  poprzez  niewiarę.  Komu  obce  jest  doświadczenie  niewiary,  ten 
nie dorósł do wiary świadomej siebie.

 

Dotyczy to takŜe pseudofilozofii. Nie naleŜy  się jej tak po prostu po-

zbywać.  Nie  jest  ona  czymś  zbytecznym,  przypadkowym,  zasługującym 
jedynie na wyrzucenie za burtę. Jest ona filozofią na granicy i stanowi etap 
przejściowy  we  właściwym  filozofowaniu.  Ale  jest  ona  zarazem  tym,  co 
zostaje przezwycięŜone i porzucone.

 

Transcendencja  zdaje  się  wszystkimi  drogami  umoŜliwiać  dojście  do 

siebie. Prawdę spotyka się juŜ na szlakach pseudofilozofii, z których kaŜdy 
prowadzi rychło do określonego fałszu: demonologia do wiary fałszywej  i 
do  estetyzmu,  boska  cześć  oddawana  ludziom  do  mylenia  Boga  z 
człowiekiem,  nihilizm  do  przepełnionej  rozpaczliwą  nienawiścią  pustki 
chaotycznie rozpadających się przypadkowości.

 

To, co - bądź jako etap przejściowy, bądź jako język, bądź wreszcie 

jako bodziec - dzięki pełnionej przez siebie funkcji  mogłoby  mieścić w 
sobie j akąś prawdę, staje się fałszem przez  nadanie mu charakteru ostate-
cznego i nie podlegającego zakwestionowaniu.

 

Dotychczas  mówiło  się  o  treściach  niewiary  jako  przeciwieństwie  filo-

zofii.  Środkiem,  jakim  posługuje  się  zarówno  pseudofiłozofia  dogmaty-
czna, jak i nihilistyczna, są jednak formy myślowe zakorzenione w naturze 
rzeczy,  pojawiające  się  w  sposób  nieunikniony,  wymagające  zatem 
wyjaśnienia świadomego swej metody.

 

Uprzytomnienie  sobie  logiki  sposobów  myślenia  składających  się  na 

metodycznie  rozwinięty  proces  transcendowania,  a  takŜe  sposobów 
przedmiotowego  urzeczo  wiania  i  zamykania  w  ostateczne  formuły,  spro-
wadzające  filozofię  na  mielizny,  wymagałoby  powiedzenia  sobie,  czym 
jest prawda  i jaką przybiera  postać. Prawda jest prosta, fałsz jest  zróŜni-
cowany. Prawda wiąŜe, fałsz rozprasza. Prawda jest nieskończona, fałsz nie 
ma końca. Prawda kumuluje się, fałsz niszczy sam siebie.

 

Prawda jest źródłem naszego myślenia oraz miernikiem fałszu. Przeglądu 
moŜliwych  fałszów  dokonać  moŜna  jedynie  posługując  się  prawdą  jako 
przewodnikiem;  fałsz  bowiem  to  zejście  na  manowce,  przekręcenie, 
przeinaczenie prawdy. Zamiast takiego przeglądu niech wystarczy tu kilka 
u w a g   o  f o r m a c h   p s e u d o f i l o z o f i i .   l . A b s o l u t y z a c j a .  
Błądtenpoleganaizolowaniui absolutyzowaniu tego, co jest prawdziwe na 
jednym  tylko  poziomie  bytu  lub  myślenia,  które  tylko  z  określonych 
punktów widzenia i pod określonymi względami j est prawdziwe.

 

PoniewaŜ wszelka wiedzaposiadasens kaŜdorazowo ograniczony; dalej: 

poniewaŜ  załoŜeniem  wszelkiego  dowodzenia  jest  odniesienie  do  ja-
kiejśrzeczy skończonej w świecie, tedy fałszywy jest wymóg formułowa-

 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

100

 

101

 

background image

 
 

 

 

nią twierdzeń na temat bytu w całości, np. na temat świata w ogóle, na 
temat Boga, jeśli miałyby to być twierdzenia jednoznaczne i autonomiczne, 
posiadające  definitywny  sens  i  dające  się  dowieść.  Dowieść  moŜna 
jedynie  niedowodliwości  twierdzeń  ogólnych,  np.  o  całości  świata,  bez 
względu na to, czy miałyby to być twierdzenia afirmujące czy negujące.

 

2. O n t o l o g i a .  Ontologia chce być nauką o bycie samym w sobie i w 

jego  całokształcie.  Realizacja  tego  zamierzenia  prowadzi  jednak  w 
sposób nieunikniony do tego, Ŝe Ontologia staje się określoną wiedzą o 
czymś w bycie, a nie wiedzą o samym bycie.

 

Naprawdę  istnieje  jedynie  rozjaśnianie  Ogarniającego,  które  to  rozjaś-

nianie, samo będąc w ruchu, niedokonaniu, pozostaje w stanie zawieszenia; 
moŜliwa jest teŜ uniwersalna teoria metod i kategorii tego, co się w ogóle 
da  pomyśleć.  I  jedno,  i  drugie  zajmuje  miejsce  zawsze  nieprawdziwej 
ontologii.

 

Ontologia,  takŜe  wtedy,  kiedy  obejmuje  i  Boga,  jest  koniec  końców 

zawszeteoriąimmanencji,  tego,  co  trwa  w  czasie,  bytu  jako  bytu  konkret-
nego,  tego,  który  jest  dostępny  poznaniu  człowieka.  Prawdziwe  filozofo-
wanie  występuje  przeciw  wyradzaniu  się  filozoficznego  rozjaśniania  w 
wiedzę o bycie. Porusza się ono w wymiarze Ogarniającego, nie zapomina o 
transcendowaniu  nieodłącznym  od  filozofowania,  (w  poprzek  czasu) 
pozostaje otwarte na byt, który jako wieczność obecna w dziejowości jest 
przez myśl odczuwany jako rzeczywistość.

 

3. P u s t a   r e f l e k s j a .   Nazwą tą opatrujemy  nie  kończący  się bieg 

myśli, którego niciąprzewodnią są formy myślowe z pominięciem treści. 
Pusta  refleksja  stawia  wszystko  pod  znakiem  zapytania;  ale  czyni  to 
jedynie  w  ruchu  negacji,  nie  czerpiąc  impulsów  ze  źródła,  jakim  jest 
Ogarniające,  w  którym  ruch  ten  zostałby  natychmiast  wstrzymany. 
UniewaŜnia ona jedynie wszystko to, co dane, unicestwia kaŜdy cel. To 
niepohamowane  niszczenie  przybiera  na  przykład  postać  myślenia 
oskarŜycielskiego.  Motywy  psychologiczne  tłumaczą  to  myślenie,  ale 
swoje spełnienie osi aga ono w czczej ironii. Jest ono nieświadome i nie 
odczuwa  wyrzutów  sumienia,  gdy  idzie  o  źródło  własnego  sposobu 
myślenia.

 

4.  J e d n o s t r o n n e   w y z n a n i a   w i a r y .   PoniewaŜ  wszystkie  eg-

zystencjalne odniesienia do Transcendencji mają postać dialektyczną,

 

zatem  określona  wypowiedź  jest  w  swej  bezpośredniej  treści  zawsze 
fałszywa. Pewność zawiera się w dialektyce, a nie w posiadaniu jakiejś 
rzeczy.

 

Absolutyzacje,  występując  w roli deklaracji, stają się jakby  sztandarem. 
Stanowią  punkt  oparcia,  oznakę  przynaleŜności  do  jakiejś  grupy  w 
ś

wiecie,  są  signum  entuzjazmu,  bojowym  sztandarem.  5 . C re  do  q u i a  

a b s u r d u m :  ZałoŜenia  logiki  intelektu  zachowuj  ą  swoją  waŜność 
jedynie  w  obszarze  tego,  co  poznawalne,  to  jest  w  obszarze  idealnych 
przedmiotów matematycznych, tego, co empirycznie daje się doświadczyć 
na gruncie poznania nieodpartego. MoŜna zapo-mocą antynomii wyjaśnić 
filozoficznie, Ŝe poznanie to nie wyczerpuje jednak całości bytu. MoŜna to 
teŜ spekulatywnie wyrazić za pomocą paradoksów myślowych.

 

Krokiem  fałszywym,  a  zarazem  dokonanym  na  siłę,  jest  próba  wypo-

wiedzenia (za pośrednictwem form moŜliwej wiedzy przedmiotowej) jako 
prawdy  tego,  co  empirycznie  lub  logicznie  jest  niemoŜliwe,  a  czego 
przyjęcia  wymaga  wiara.  Sens  obiektywnej  niemoŜliwości  zgłębienia 
czegoś  ulega  wówczas  wypaczeniu,  przybierając  postać  pozytywnej  nie-
moŜności,  w  rodzaju  niemoŜności  wyraŜenia  czegoś  w  formach  przed-
miotowych; otwartość na granice obraca się w samozaprzeczenie myślenia, 
a  zdolność  słuchania  jako  droga  wiodąca  do  prawdy  przekształca  się  w 
nieprawdziwość sacrificium intellectus.

 

PowyŜsze  przypadki  fałszywych  form  myślowych  urzeczywistniają 

się  w  osobliwych  przeinaczeniach,  do  których  stale  wykazujemy  skłon-
ność. NaleŜy tu:

 

1.F a n a t y z m   p r a w d y ,   k t ó r y   s a m   s t a j e   s i ę   n i e p r a -

w d ą .  W miaręrozpraszania się ciemności i wychodzeniaznichrośnie w 
nas  potrzeba  nieograniczonej  uczciwości.  Niech  wszystko  będzie 
wyjaśnione do końca, udokumentowane, uzasadnione. Nie ma niczego, 
czego nie wolno by było zakwestionować czy poddać próbie. Entuzjazm 
dla tego,  co prawdziwe,  waŜy  się na  kaŜde niebezpieczeństwo  -  gwoli 
prawdy.

 

Potrzebą tą rzadko jednak kierujączyste pobudki. Z woląprawdy idzie w 

parze poczucie wyŜszości i mocy, wyrastają z niej rychło wojowni-

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

102

 

103

 

background image

 
 

 

 

czość,  duch  niszczycielski  i  skłonność  do  dręczenia  innych.  Nienawiść 
posługuje się prawdziwością jako środkiem.

 

Dzieje się tak tym łatwiej, Ŝe pytanie o sens prawdy, pytanie, na które 

odpowiedź wcale nie jest prosta, nie zostaje zaraz na początku rozwaŜone 
czy choćby tylko postawione. W ten sposób dochodzi do czegoś zdumie-
wającego: człowiek oświecony staje się nieprawdziwy. MoŜe się zasłaniać 
dąŜeniem  do  prawdy,  ale  walczy  przecieŜ  o  swoje  własne,  Ŝyciowe 
interesy; moŜe się teŜ jak niezaradny neurotyk wyŜywać w patosie dąŜenia 
do prawdy.

 

Objawami  rozmijającego  się  z  prawdą  fanatyzmu  prawdy  są  w  szcze-

gólności  pozorne  oczywistości,  przyjmujące  w  zaleŜności  od  sytuacji 
róŜną postać. Na przykład: gdyby tylko był jasny  umysł i dobra  wola, 
ś

wiat  dałoby  się  urządzić  rozsądnie;  prawda  moŜe  mieć  tylko  dobre,  po-

Ŝą

dane  skutki;  we  wszystkich  okolicznościach  i  zawsze  naleŜy  mówić 

prawdę.  Bądź  na  odwrót,  pod  wpływem  rozczarowań  powiada  się:  świat 
jest zepsuty; prawda nic nie jest warta, niszczy tylko; prawdę trzeba zatajać, 
a  znajdować  celowe,  pragmatyczne  kłamstwa.  Fanatyzm  prawdy 
osiągaswoje apogeum, kiedy wskutek domniemanej uczciwości potwierdza 
kłamstwo.

 

Tego rodzaju fałszywe generalizacje słuŜą w rzeczywistości rozmijaniu 

się z autentycznym dąŜeniem do prawdy.

 

2. R e z y g n a c j a   z  d i a l e k t y c z n e g o   k r ą Ŝ e n i a .  Z alternatyw, 
przed jakimi staje intelekt, wyrasta tendencja do ujmowaniatreści me w jej 
napięciach,  biegunowości,  dialektycznym  ruchu,  lecz  wprost,  w  sposób 
jednostronny, mając jakiś cel na widoku. Rezultatem tego bywa nie tylko 
chybienie owego celu, lecz i poraŜenie samego Ŝycia. Uprzytomniają nam 
to  analogiczne  zjawiska  występujące  na  róŜnych  poziomach.  Sama 
a k t y w n o ś ć   p s y c h o f i z y c z n a   nosi  cechy  krąŜenia,  którego 
zasadę  wykryto  juŜ  u początków  badań naukowych  w psychofizycznych 
funkcjach  motoryki,  mówienia,  chodzenia,  pracy,  spostrzegania,  w 
czynnościach  oddechowych,  funkcjonowaniu  narządów  trawiennych, 
płciowych.  Jeśli  w  czynności  tego  rodzaju  ingeruje  świadoma  wola, 
skupiając  na  nich  samych  uwagę,  mogą  one  wprawdzie  ulec 
intensyfikacji, ale moŜe teŜ dojść do radykalnych zaburzeń. Nie wolno

 

bowiem naruszać ich zasady, którą jest proces krąŜenia, oddawanie się 
samemu działaniu, bierność w aktywności.

 

W obrębie p s y c h o l o g i i  przeciwieństwa stale idą ze sobą w parze. 

To,  co  podyktowane  własną  wolą,  osiąga  swe  spełnienie  tylko  dzięki 
mimowolności,  napięcie  łączy  się  z  odpowiadającym  mu  odpręŜeniem, 
ś

wiadomy  bieg  myśli  wieńczy  często  nieświadomy  „szczęśliwy  pomysł". 

Kiedy w aktywnym działaniu brak zdania się na coś, zawierzenia czemuś, 
dochodzi do konwulsyjnego skurczu. W samej woli tkwi juŜ coś, czego 
nie moŜna chcieć, dlatego jej spełnienie musi obejmować takŜe ten składnik 
niechciany.

 

Nie  mogę  chcieć  woli  w  s f e r z e   E g z y s t e n c j i ,   gdyŜ  człowiek 

jest sobą wyłącznie wtedy, kiedy jego bycie jest dla niego darem. Wolnością 
jest być sobie danym dzięki zetknięciu z Transcendencją. Wolność ta nie jest 
celowością, nie jest posłuszeństwem wobec j akiejkol wiek wykal-kulowanej 
powinności,  nie  jest  teŜ  działaniem  wymuszonym,  lecz  jest  to  wolne  od 
jakiegokolwiek  przymusu  „chcę",  które  jest  zarazem  transcendentnym 
„muszę". Tak więc porządek psychofizyczny, psychologiczna naturalność, 
zakorzenienie egzystencjalne stanowią typy urzeczywistnień, których nie 
moŜna pojmować jako jednoznacznie alternatywnych. To na nie zdane jest 
to, co nasza świadomość chce osiągnąć jako jasno określony cel.

 

Rezygnacja  z  tej  podstawy  na  rzecz  racjonalnego  i  niepodwaŜalnego 

ustanowienia  skończonych  celów  stanowi  pochodną  zwątpienia,  nie-
umiejętności oddania się czemukolwiek, wygodnictwa intelektu, potrzeby 
bezpieczeństwa,  jakie  zdaje  się  zapewniać  to,  co  jednoznaczne,  pory 
wczości, której pozy wką jest pustka duchowa. Tak oto schronienia szukamy 
tam, gdzie Ŝycie ustaje i zieje nicość, podczas gdy nasza trwoga tam właśnie 
dopatruje  się  tego,  co  najbardziej  niezawodne.  3.M y l e n i e  
O g a r n i a j ą c e g o  z j e g o  p a r t y k u l a r n y m i

 

u p r z e d m i o t o w i e n i a m i .  Myślenie filozoficzne wyłania się ze

 

skupienia duszy, która myśląc poszukuje świadomości siebie samej, a

 

tym samym obiektywności i moŜliwości przekazu.

 

Rozumieć  tekst  filozoficzny,  to  znaczy  partycypować  w  tym,  co  jest 

jego podstawą. Musimy przeniknąć przez myśl, by wraz z nią dotrzeć do 
tej podstawy, którą jest Ogarniające. W nim bierze początek wszelkie

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykladpiąty -

 

105

 

104

 

background image

 
 

 

 

myślenie, ono samo nie moŜe jednak stać się jego adekwatnym przedmiotem. 
Podstawę tę moŜna wyczuć w trakcie filozoficznego przyswajania: w jego 
głębi i  pełni,  w  jego  pustce  i  ubóstwie,  w  jego  zawodności  i  opacz-ności. 
Zasadniczym  błędem  jest  mylenie  uchwytnej  treści  myśli,  określo-ności 
tego,  co  przedmiotowe,  naoczności  tego,  co  istnieje,  wszystkiego,  co 
partykularne  -  z  Ogarniającym,  w  którym  wszystko  to  ma  swoje 
ź

ródło.  Dopiero  za  jego  pośrednictwem  moŜe  dojść do  skutku  prawdziwa 

komunikacja,  przyciąganie  i  odpychanie.  Natomiast  wszystko  to,  co  daje 
się  obiektywnie  wysłowić,  stanowi  dla  fundamentalnej  postawy  poszuki-
wania jedynie język, który traci swój sens, kiedy zagubione zostaje to, co go 
wydało i zrodziło. W ten sposób pustka otwierająca się w człowieku moŜe 
znaleźć  sobie  pozorne  wypełnienie  przy  uŜyciu  zastanego  języka, 
uwarunkowany  koniunkturą  Ŝyciowy  interes  moŜe się przyodziać  w  stare 
myśli niczym we wspaniałe, choć iluzoryczne szaty.

 

Filozofowanie  dokonuje  się  w  kontekście  z  Ogarniającym.  Pseudofi-

lozofia  natomiast  stoi  na  solidnym  gruncie  partykularyzmu  i  obiektywi-
zmu, dowolnie zastępuje ten pierwszy tym drugim i odwrotnie. Traci ona 
chwiejną  równowagę  Ŝywego  filozofowania  i  osiada  na  gruncie  stabilnej 
trwałości tego, co intelekt moŜe bezpośrednio zrozumieć bądź teŜ rozwiewa 
się w marzycielskich nieokreślonościach.

 

Na tym kończę rozwaŜania o pseudofilozofii, z którą walczymy i w 

którą wikłamy się stale na nowo. Jesteśmy wobec niej bezbronni, jeśli nie 
próbujemy jej sobie uświadomić. Ale teŜ nie wolno nam nią gardzić -
musimy jej patrzeć w twarz, by móc rozpoznać samych siebie. Nigdy nie 
wolno nam zatem zuchwale mniemać, Ŝe juŜ została przezwycięŜona.

 

PrzełoŜyl Antoni Buchner

 

Wykład szósty 

Filozofia w przyszłości

 

Filozofia chce  uchwycić  wieczną prawdę. CzyŜby prawda ta nie była 

stale ta sama, jedna i całkowita? Być  moŜe -  ale nie otrzymujemy  jej 
jednoznacznie  na  własność  w  powszechnie  obowiązującej  postaci.  Byt 
odsłania się przed nami jedynie w czasie, prawda - w czasowym przejawie. 
W  czasie  pełna  prawda  nie  jest  jednak  dostępna  obiektywnie.  Ani 
jednostka, ani dzieje nie mogą uchwycić jej inaczej niŜ w przemijający m 
znów zjawisku.

 

KaŜdy z nas dochodzi jako jednostka do kresu Ŝycia nie wiedząc, co 

właściwie istnieje. Niczego nie osiąga definitywnie idąc drogą, która się 
urywa i nie prowadzi do Ŝadnego absolutnego celu.

 

Uprawianie filozofii jest niejako obrazem wszelkiego naszego działania. 

Właśnie  gdy  doszliśmy  juŜ  tak  daleko,  powiada  Kant,  by  naprawdę 
zacząć  filozofować,  musimy  pozostawić  sprawę  rekrutom.  Takie  było 
doświadczenie  filozofa,  który  nie  skostniał  na  starość  w  posiadaniu  pra-
wdy. Jest to postać, w której wyraŜa się młodość ducha w bólu poŜegnania.

 

Ale czy Ŝycie dla przyszłości jest istotnie celem naszej pracy? Nie sądzę. 

Nawet przyszłości słuŜymy bowiem wtedy tylko, gdy urzeczywistniamy ją 
w teraźniejszości. Nie wolno nam oczekiwać dopiero po przyszłości tego, 
co naprawdęjest. Nawet jeśli teraźniejszość ta faktycznie nie osiąga pełni w 
pewnym  historycznym  stanie,  który  umoŜliwia  spoczynek  i  trwanie  w 
czasie, to jednak moŜna niejako przebić się przez obecną teraźniejszość 
i dotrzeć do teraźniejszości wiecznej, tkwiącej w chwilowym  zjawisku. 
Wprawdzie obecności prawdy w czasie nie moŜna uchwycić, podobnie 
j ak nie moŜna zatrzymać rzutu oka, ale jest ona wciąŜ na nowo.

 

Tak  więc  w  dziejach  Ŝyjemy  niejako  podwójnym  Ŝyciem:  Ŝyciem  słu-

Ŝą

cym połoŜeniu podwalin pod Ŝycie tych, którzy przyjdą po nas - oraz 

Ŝ

yciem  w  poprzek  historii,  po  prostu  teraźniejszym,  zwróconym  ku 

Transcendencji, która nas wyzwala.

 

 

 

Wykład piąty-

 

107

 

106

 

background image

 
 

 

 

To  spełnione  wyzwolenie  uchyla  czas.  Lecz  jeśli  wyzwolenie  takie 

istnieje, to nie moŜna przekazać go inaczej niŜ w estetycznej grze lub w 
myśli  spekulatywnej,  w  kulcie  religijnym  lub  we  wzniosłych  chwilach 
pełnego porozumienia dwojga  ludzi  -  za kaŜdym  zaś razem  staje się na-
tychmiast wątpliwe dla refleksji, która zna tylko zjawisko.

 

Jeśli w dziejach objawia się byt, to prawda zawsze w dziejach jest i 

nigdy jej nie ma, zawsze jest w ruchu i gubi się, ilekroć pozornie wchodzi 
się definitywnie w jej posiadanie. MoŜe  wyłania się z najgłębszej głębi, 
gdzie  w  stałym  upływie  czasu  następuje  najbardziej  przełomowy  ruch. 
Dziś,  znając  przeszłość,  moŜemy  próbować  uświadomić  sobie  specyfikę 
warunków, w jakich Ŝyjemy i w których zawarta jest przyszłość.

 

Pytania  brzmią  następująco:  Czy  stoimy  dziś  w  obliczu  przemian  się-

gających aŜ do głębi? Czy stają przed nami nigdy dotąd nie istniejące 
moŜliwości? Czy dostrzegamy wymogi, jakie stawiaprzed nami ta właśnie 
sytuacja?

 

Wszyscy  świadomi  jesteśmy,  Ŝe  wpływ  naszej  epoki  na  historię  po-

wszechną będzie głębszy i bardziej brzemienny w skutki niŜ jakiejkolwiek 
innej  w  znanych  nam  dziejach.  Porównać  moŜna  go  chyba  tylko  z  nie 
znanymi  nam  czasami,  gdy  rozpalono  pierwszy  ogień,  wynaleziono 
narzędzia, stworzono pierwszy raz państwo. Nowymi faktami są: technika 
nowoczesna i jej skutki dla ludzkiego sposobu pracy i dla społeczeństwa; 
komunikacja  ogarniająca  cały  świat,  dzięki  czemu  obszar  jego  stał  się 
mniejszy niŜ orbis terrarum w czasach rzymskich; absolutna granica, jaką 
wyznacza  wielkość  naszej  planety;  antynomie  wolności  i  czynności 
zawodowej,  osobowości  i  masowości,  ładu  światowego  i  imperium;  de-
cydujące  znaczenie  przekształcenia  narodów  w  masy  i  wielokrotnego 
wzrostu liczby ludzi, którzy pozornie uczestniczą w wiedzy i działaniach, a 
faktycznie  stają  się  przydatnymi  niewolnikami;  upadek  wszystkich 
dawnych  ideałów  ładu  i  konieczność  odkrycia  wśród  rosnącego  chaosu 
nowego,  przepojonego  człowieczeństwem  ładu;  problematyczność 
wszystkich  tradycyjnych  wartości,  które  muszą  sięalbo  potwierdzić,  albo 
zmienić;  do  tego  konkretna  sytuacja  polityczna,  określona  przez  super-
mocarstwa, Amerykę i Rosję; kurcząca się, wewnętrznie skłócona Europa, 
która jeszcze nie przyszła do siebie; przebudzenie się ogromnych mas

 

w Azji, które są na drodze do tego, by w przyszłości stać się decydującymi 
potęgami politycznymi.

 

Bieg  dziejów  doprowadził  do  przejścia  od  epoki  mieszczańskiego  do-

brobytu,  postępu,  kultury,  tradycji  historycznej  jako  ostoi  rzekomego 
własnego  bezpieczeństwa  do  epoki  niszczycielskich  wojen,  masowego 
umierania i masowego mordowania (co nie przeszkadzało powstawaniu na 
nowo  nieprzeliczonych  mas),  zgrozę  budzącego  zagroŜenia,  zaniku 
humanitaryzmu w wirze zdarzeń, gdzie wszystkim, zda się, władarozpad.

 

Czy to rewolucja duchowa, czy raczej wszystko jest procesem w gruncie 

rzeczy zewnętrznym, wynikłym z techniki i jej skutków? - Nieszczęściem 
oraz  jeszcze  niejasną,  niezwykłą  szansą,  czymś,  co  najpierw  po  prostu 
niszczy,  gdy  tymczasem  człowiek  musi  się  dopiero  przebudzić,  by  na  to 
zareagować  i  w  całkiem  nowych  warunkach  własnego  istnienia 
odnaleźć siebie zamiast bezwiednie popadać w rezygnację?

 

Obraz przyszłości jest mniej pewny, bardziej niejasny, ale moŜe bogatszy 

w moŜliwości a zarazem bardziej beznadziejny niŜ kiedykolwiek. Jeśli w 
tych warunkach uświadamiam sobie, Ŝe mam być człowiekiem nie dlatego, 
Ŝ

e wymaga tego bezpośrednio moje istnienie, lecz ze względu na prawdę 

wiekuistą, wówczas pytam o filozofię. C ze go ma d o k o  -n a ć f ii o z 
o f i a w s y t u a c j i ,  w j a k i e j  o b e c n i e  j e s t   
ś w i a t ?

 

Faktyczny nihilizm ma dziś wiele postaci.

 

Zjawili się ludzie na pozór rezygnujący w ogóle z tego, by być sobą, 

którym wydaje się, Ŝe wartości nie ma nic, którymi przypadek miota co 
chwila, którzy obojętnie umieraj ą i obojętnie zabijają, natomiast zdają się 
Ŝ

yć  upajając  się  wyobraŜeniami  liczbowymi,  w  ślepym  fanatyzmie,  który 

zastąpić  moŜna  innym,  pod  władzą  elementarnych,  bezsensownych, 
przemoŜnych, a jednak  szybko wypalaj ących sięuczuć, a w końcu instyn-
ktownego pragnienia uŜywania Ŝycia.

 

Gdy przysłuchamy się słowom, jakie padają w tym zamęcie, to wyglądają 

one  jak  zamaskowane  przygotowania  do  tego,  by  umieć  umrzeć. 
Masowe  wychowanie oślepiło i ogłupiło ludzi, tak aby  odurzeni poświę-
ceniem byli zdolni do wszystkiego i w końcu traktowali jako oczywistość 
ś

mierć i zabijanie, masowe umieranie w walce, którą toczą maszyny.

 

 

 

Filozofia w przyszłości

 

Wykład szósty -

 

109

 

108

 

background image

 
 

 

 

Ale na umiejętność umierania nastawiona jest równieŜ najbardziej jasna 

filozofia.  Chce  ona  znaleźć  podstawę,  która  nie  pozwala  wprawdzie 
ś

mierci pojąć, ale znosić ją w niepokoju wywołanym cierpieniem, nie z 

niewzruszonym stoicyzmem, ale z niewzruszoną, ufną miłością.

 

Obie  postawy  wyjątkowo  tylko  przybierają  czystą  postać.  Nihilizm 

Ŝ

yje dzięki temu, Ŝe się maskuje, a zdemaskowanie naraŜa na rozpacz, o 

ile-człowiek juŜ wcześniej nie popadł w otępienie. Filozofia zaś nie daje 
pewności, trzeba ją codziennie zdobywać na nowo, a ona stale nas zawodzi. 
Co  potem  rozgrywa  się  między  nihilizmem  i  filozofią-  bez  popadania  w 
pełni  w  pierwszy,  bez  uczestnictwa  jeszcze  w  drugiej  -  ma  w  realnych 
sytuacjach  charakter  niesamowity.  Unaocznimy  to  za  pomocą  dwóch 
wspomnień z roku 1938:

 

Młody  człowiek,  rozpatrując  świat  z  typowego  wówczas  punktu  wi-

dzenia,  mówi  o  konieczności stworzeniaimperium.  Sprawia  wraŜenie,  Ŝe 
jest tym zachwycony.Przerywam mu pytaniem: jaki sens ma owo impe-
rium i wojna, która ma do niego doprowadzić? Odpowiedź: Sens? śadnego 
sensu! Po prostu musi się to zdarzyć. Sens ma najwyŜej to, Ŝe podczas bitwy 
z naraŜeniem Ŝycia przyniosę wodę spragnionemu koledze.

 

9 listopada pewien student wziął udział jako przywódca SA w pogromie 

ś

ydów.  Opowiada  o  tym  matce.  On  sam  przeprowadził  tę  akcję  naj-

łagodniej jak moŜna. W pewnym mieszkaniu chwycił talerz, cisnął go z 
brzękiem  napodłogę,  zawołał  do  towarzyszy:  stwierdzam,  Ŝe  mieszkanie 
zostało zdemolowane i wyszedł, nie niszcząc go. W dalszym ciągu jednak 
opowiada,  Ŝe  ten  dzień  zrobił  na nim  ogromne,  napawające  otuchą  wra-
Ŝ

enie; widać było, jakie siły drzemią w narodzie i do czego jest zdolny; są to 

dobre widoki, jeśli idzie o nadchodzącą wojnę. Mówi o nowym ethosie i o 
wielkości ftihrera. PrzeraŜona matka przerywa: chłopcze ,przecieŜ sam w to 
nie wierzysz! On słupieje na chwilę i mówi zdecydowanym głosem: Nie, nie 
wierzę, ale trzeba w to wierzyć.

 

Pierwszy, o którym była mowa, znalazł oparcie w najprostszym huma-

nitaryzmie,  zmąconym  jednak  przez  nastroje  imperialne,  nawet  jeśli 
przejrzał ich nicość. Drugi potraktował powaŜnie zdanie: Nie o to chodzi, w 
co  się  wierzy,  lecz  o  to,  by  wierzyć.  Jest  to  zadziwiające  odwrócenie 
sprawy. Wiara staje się wiarą w wiarę. Odpowiada temu wiele zwrotów, 
które mają być równocześnie nihilistyczne i pozytywne: śmiało chce się

 

zrezygnować z wszelkiego sensu twierdząc, Ŝe sens to tyle co świadomy 
nonsens. Wymaga się „bezuŜytecznej słuŜby" uznając to za osiągnięcie -
czyli poświęca się wszystko, nie dostając nic - Ŝąda się namiętnego po-
twierdzenia  wszystko  jedno  czego,  fanatycznej  gotowości  bez  Ŝadnego 
celu. Sięga się po stare słowa:honor, miłość ojczyzny, wierność, a zarazem 
poświęca wszystko w imię maszyny, rozkazu, terroru, pokazując przez 
to,  Ŝe  tamte  słowa  to  tylko  kulisy.  Rozwija  się  u  człowieka  takie 
zachowania, jakby nosił Ŝelazną maskę: stale był napięty, na pograniczu 
eksplozji, jakby wymogiem była bezwzględność bez treści.

 

W tak rozpaczliwej sytuacji wiele moŜna zaofiarować:

 

Chwali się „dynamikę" za wszelką cenę, raduje ruchem jako takim, 

pragnie tego, co nowe, i chce się zniszczyć stare. Podziwia się wszystkich 
wielkich tyranów: Czyngis Chana, Szi Huang Ti, Agatoklesa, no i jak 
zawsze: Aleksandra, Cezara, Napoleona.

 

Z drugiej strony chwali się nawrót do przeszłości. Co prymitywne, ma 

urok samo przez siei przysługuje mu wieczna prawdziwość, czy mowa o 
prehistorii, czy o  Ŝyciu ludów pierwotnych. Albo teŜ chwali się średnio-
wiecze, wielki ład przymusu w stosunkach, ład wszystkich imperiów,któ-re 
styl swój narzucały przez wieki. Chce się mieć nowy mit, ustanawia się go 
brutalnie  w  ruchach  podległych  dyktaturze,  albo  teŜ  uprawia  się  go  w 
sposób bardziej wysublimowany w wykształconych kręgach, gdzie czci się 
Hólderlina, van Gogha (lub nawet ich epigonów). Zapomina się przy tym, 
Ŝ

e w przypadku tych wielkich postaci chodziło o cudowne wyjątki, a źródła 

ich  autentyczności  wiązały  się  przewaŜnie  z  chorobą  psychiczną.  Mit 
rzeczywiście  u  nich  obecny  sprawia  ogromne  wraŜenie  w  pozbawionym 
mitu  współczesnym  świecie.  Czysta  dusza  Hólderlina  jest  naprawdę 
niezapomniana, jej mityczność oczarowuje, znaleźć się w jej kręgu to 
dobrodziejstwo. Wszystko to nie jest jednak naprawdę mitem, bo jako mit 
prawdziwy istnieje tylko u tych jednostek, nie jest dobrem wspólnym i 
dlatego nagle znika, jakby go nie było.

 

Natomiast wyznania religijne zawsze coś oferują. Kiedy w wirach non-

sensu wszystko staje na głowie, one okazują się trwałe. Dziś, gdy duch 
czasu ucieka od wolności i na przemian dochodzi do głosu w anarchii lub 
dyktaturze, ich bezwzględna prawowierność, ich właściwość całkowitego 
zobowiązania człowieka stale rośnie - choć nie są w stanie przywrócić

 

 

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

110

 

111

 

background image

 
 

 

 

tego, czym kiedyś była religia: przepojenia całego Ŝycia na co dzień od 
narodzin do śmierci - przestrzeni, w której dzieje się wszystko i dzięki 
której człowiek zawsze jest w domu. Dzisiaj nawet religia jest jedną z 
dziedzin Ŝycia, niedzielą obok i poza powszednim dniem.

 

Religie te ze swą alternatywą: „albo nihilizm, albo objawienie" odrzucają 

filozofie.  Zarzuca  się  filozofii,  Ŝejest  współwinna  jako  intelektualny 
sprawca, nieszczęściom duszy współczesnej.

 

Ale o końcu filozofii słyszymy nie tylko od tych, którzy swoją alternatywą 

chcą  nas  zmusić  do  wiary  objawionej.  Koniec  filozofii  głosił  takŜe 
narodowy  socjalizm,  dla  którego  nieznośna  była  niezawisłość  filozoficz-
nego  myślenia.  Filozofię  miał  zastąpić  światopogląd  biologiczny  oraz  an-
tropologia.  I  nadal  odrzuca  filozofię  nihilizm  w  kaŜdej  postaci,  rzekomo 
jako  świat  iluzji,  daremnychmarzeń,samoułudy  cechującej  słabych.  Dla 
niego obie, religia i filozofia, dobiegają końca. Nowa  ma być  wolność 
człowieka  wyzbytego  złudzeń,  bez  podstaw  i  bez  celu.  A  wreszcie  rozpo-
wszechniona  opinia  publiczna  uwaŜa  filozofię  co  najmniej  za  zbędną: 
filozofia jest bowiem jakoby głucha na teraźniejszość, na siły i ruchy  w 
niej.  Zadawano  pytanie:  na  co  filozofia?  Filozofia  nikomu  nie  pomaga. 
Platon nie zdołał pomóc Grekom, nie uratował ich przed upadkiem, co 
więcej, pośrednio do niego się przy czynił.

 

KaŜda negacja filozofii wyrokuje w oparciu o coś jej obcego i wychodzi 

albo od trwałych treści wiary, którym filozofia mogłaby zagrozić, albo od 
celów  Ŝyciowych,  dla  których  filozofia  jest  bezuŜyteczna,  albo  teŜ  od 
nihilizmu, który odrzuca wszystko, a więc i filozofię jako bezwartościową.

 

Ale przy uprawianiu filozofii dzieje się coś, czego nie dostrzega nikt, 

kto jąodrzuca: wraz z nią człowiek dociera do swego źródła. Wtym sensie 
filozofia jest bez  warunków i bez celu. Nie  moŜna ani uzasadnić jej na 
jakiejś innej podstawie,  ani  usprawiedliwić  przydatnością do czegoś.  Nie 
jest ani belką, ani źdźbłem, których moŜna by się uchwycić. Nie moŜna 
zadysponować filozofią. Nie moŜna się nią posłuŜyć.

 

Ś

miem  twierdzić:  filozofia  nie  skończy  się,  póki  Ŝyją  ludzie.  Dzięki 

filozofii trwa wymóg, by Ŝycie zachowało sens wykraczający poza wszelkie 
cele na świecie. Ma ona doprowadzić do tego, by ujawnił się sens

 

obejmujący  wszystkie  te  cele,  spełnić  go  urzeczywistniając  w  teraźniej-
szości, niejako na przekór  Ŝyciu; jej teraźniejszość ma słuŜyć zarazem 
przyszłości;  nigdy  nie  wolno,  by  filozofia  zdegradowała  ludzi  lub  poje-
dynczego jedynie do poziomu człowieka, środka.

 

Stałe  zadanie  uprawiania  filozofii  brzmi:  stawać  się  naprawdę  człowie-

kiem przez uprzytomnienie sobie bytu; albo inaczej: stawać sięsobąprzez 
uzyskanie pewności co do Boga. Spełnienie tego zadania ma następujące, 
niezmienne cechy:

 

Zawsze, a więc i dziś naleŜy dbać o r z e m i o s ł o  f i l o z o f i c z -n e: 

rozwijać  kategorie  i  metody,  budować  podstawowe  struktury  naszej 
wiedzy, orientować się w całym świecie nauki, przyswajać sobie historię 
filozofii,  ćwiczyć  w  myśleniu  spekulatywnym  i  w  metafizyce,  w  rozjaś-
niającym myśleniu filozofii egzystencjalnej.

 

Zawsze celem jest zdobycie n i e z a w i s ł o ś c i   przez człowieka jako 

jednostkę.  Zdobywają  przez  odniesienie  do  samego  bytu.  Zdobywa 
niezawisłość  od  wszystkiego,  co  się  dzieje  na  świecie,  dzięki  głębokiemu 
powiązaniu z Transcendencją. Niezawisłość dało Lao-tsy tao, Sokratesowi -
boski nakaz i wiedza, Jeremiaszowi - Jahwe, który do niego przemawiał, a 
znali ją teŜ Boecjusz, Bruno, Spinoza. Tej niezawisłości nie wolno mylić ani 
z  suwerenną  samowolą  w  libertynizmie,  ani  z  siłą  witalną,  która  gardzi 
ś

miercią.

 

Zawsze  zadanie  powoduje  n a p i ę c i e :   czy  znajdować  niezawisłość 

p o z a  ś w i a t e m , w wyrzeczeniu! w samotności; czy teŜ w ś w i e - c i 
e  samym,  poprzez  świat,  współdziałając  z  nim  bez  popadania  w  jego 
niewolę? Do filozofa, który chce wolności dla siebie tylko wraz z wolnością 
dla innych, w porozumieniu z innymi ludźmi, odnosi się okrzyk błazna za 
odchodzącym Konfucjuszem: „oto człowiek, który  wie, Ŝe nic z tego, a 
mimo  to  działa  nadal"  -prawda  dotycząca  wiedzy  doczesnej,  która 
absolutyzuje  swój  pozorny  charakter,  ale  zarazem  prawda,  która  nie 
wstrząsa posadami prawdy głębszej, prawdy wiary filozoficznej.

 

Filozofiazwracasiędojednostki. WkaŜdym świecie, wkaŜdej sytuacji w 

toku uprawiania filozofii jednostka musi wrócić do siebie samej. Albowiem 
tylko ten, kto jest sobą - i kto w samotności wychodzi cało z tej próby - 
moŜe naprawdę porozumieć się [z innymi].

 

 

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

112

 

113

 

background image

 
 

 

 

Czy moŜna coś powiedzieć o aktualnym zadaniu filozofii w obrębie tak 

sformułowanych stałych jej zadań?

 

Mówiono  nam, Ŝe  skończyła  się  wiara  w  rozum.  Rzekomo  wielkim 

krokiem,  jakiego  dokonał  wiek  XX,  jest  porzucenie  logosu,  idei  ładu 
ś

wiata. Jedni radują się świadomością Ŝycia wyzwolonego, inni opłakują tę 

wielką  zdradę  ducha,  złowrogi  los,  który  musi  jakoby  doprowadzić  do 
zagłady ludzkości.

 

Na to trzeba odrzec: krok ten zawiera coś z prawdy, bo zniszczeniu 

uległo  poczucie pewności jakie miał rozsądek porzucony  przez rozum, bo 
zdemaskowane  zostało  złudzenie  harmonii  świata,  upadło  zaufanie  do 
praworządności  i  ustaw  samych  przez  się.  W  słowach  postawy  takie  wy-
glądały  wspaniale,  ale  kryły  się  za  nimi  niziny  Ŝycia,  zdemaskowane 
przez  psychoanalizę,  ów  kierunek  w  psychoterapii,  który  rozwinął  się  w 
mętny  światopogląd,  częściowo  prawdziwy  w  odniesieniu  do  zakłamanej 
epoki i od niej zaleŜny.

 

Kiedy  wszystko ulega  zrąbaniu,  widać nagie  korzenie. Korzenie te  -to 

ź

ródło, z którego  wyrośliśmy i o którym zapomnieliśmy w  gmatwaninie 

poglądów, nawyków, schematów.

 

Zadanie polega dziś na tym, by oprzeć na nowo właściwy rozum na 

samej Egzystencji. Oto najpilniejszy postulat w sytuacji duchowej, opisanej 
przez Kierkegaardai Nietzschego, Pascala i Dostojewskiego.

 

Nie moŜna go spełnić przywracając przeszłość. Dziś musi ono chyba 

objąć następujące momenty:

 

1. Spokoju szukamy rozbudzając nieustannie nasz niepokój.

 

2. Przechodząc przez nihilizm przyswajamy sobie naszą tradycję.

 

3. Wnauce szukamy  czystości jako przesłanki prawdy  przy uprawianiu 

przez nas filozofii.

 

4. Rozum staje się wolą porozumienia bez granic.

 

1.  S p o ko j u   s z u k a m y   r o z b u d z a j ą c   n i eus t a nn i e  n a s z  

niepokój.  Spokój jest celem uprawiania filozofii.

 

Wśród  straszliwych  zniszczeń  chcielibyśmy  mieć  pewność,  Ŝe  coś  zo-

staje, bo istnieje zawsze. W biedzie powracamy myślą do naszego źródła. 
Gdy grozi śmierć, chcemy myśleć o tym, co pozwala nam wytrwać.

 

TakŜe dzisiaj  filozofia  moŜe nam przynieść  coś  znanego juŜ  Parmeni-

desowi, gdy budował świątynię Bogu w podzięce za spokój doznany dzięki 
filozofii. Ale dziś tak wiele fałszywego spokoju!

 

Straszne to: mimo wszystkich wstrząsów i zniszczeń grozi nam wciąŜ j 

eszcze, Ŝe będziemy Ŝyli i myśleli tak, j akby nic w istocie nie zaszło. Tak 
jakby tylko nas, biedaków dotknęło wielkie nieszczęście niszcząc jak poŜoga 
piękne Ŝycie; ale teraz moŜna by było kontynuować Ŝycie na dawną modłę. 
Takjakby nic sienie stało. Gdy jesteśmy przeraŜeni, bezradni albo wściekli, 
oskarŜamy innych. Kto tak to odczuwa, ten jeszcze uwikłany jest w sidła, 
które pozwalają tylko na pozory spokoju. Ten spokój trzeba przemienić w 
niepokój.  Jest  bowiem  bardzo  niebezpieczny.  Niezmierne  nieszczęście 
moŜe  przeminąć,  a  z  nami  jako  ludźmi  nie  stanie  się  nic,  nie  usłyszymy 
Transcendencji, nie osiągniemy jasności widzenia i nie będziemy z jasnością 
działali. Straszliwy ubytek świadomości zacieśni nas.

 

Jako wzór pouczający, choć nie do naśladowania, jaka jest i będzie w 

przyszłości sytuacja mogą posłuŜyć czasy Ŝydowskich proroków. PołoŜona 
między Wschodem i Zachodem, między mocarstwami Babilonu i Egiptu, 
Palestyna  musiała  upaść  jako  państwo,  rozdarta,  spustoszona:  piłeczka  w 
wielkiej  polityce,  to  tu,  to  tam  przyłączana.  Pojawili  się  wtedy  prorocy 
dając dobre rady,  by  wejść w przymierze ze Wschodem lub Zachodem i 
uzyskać  w  zamian  opiekę,  znaleźć  przyjaciół,  móc  Ŝyć  szczęśliwie.  Tym 
prorokom  wybawienia  przeciwstawili  się  prorocy  nieszczęścia  i  po  dziś 
sławi się ich imię. Widzieli sytuację, odrzucali wszelkie opowiadanie się po 
stronie  Wschodu  lub  Zachodu.  Przewidywali  nadciągające  nieszczęście. 
Ale nie widzieli w nim przypadkowego działania potęŜnych maszyn wojny, 
lecz sens, którego szczegółowo poznać nie moŜna. To Bóg rozściela świat jak 
dywan. To On pozwala Asyryjczykom podbijać łudzą ludem i zawładnąć 
nimi tak, jak  wyjmuje  się  ptaki  z  gniazda.Tokiem  spraw On rządzi,  a 
ludzie i państwa słuŜą Mu  za narzędzia, czynią, co przyszło im czynić, 
nie przeczuwając, Ŝe to Bóg tego chce. Prorocy, którzy to mówili, chcieli 
przebudzić  swój  lud,  a  następnie  wszystkich  ludzi.  Radę  widzieli  jedną 
tylko: słuŜyć Bogu czystym, moralnym Ŝyciem. Świat stworzony został z 
nicości i sam przez się jest niczym. Sens tkwi w tym, co czyni człowiek, by 
był posłuszny Bogu. Aczego chce Bóg, mówi nienaruszalnych dziesięcioro 
przykazań. Czego poza tym chce Bóg w

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

114

 

115

 

background image

 
 

 

 

danej chwili, to w ich mniemaniu prorokom objawia,  a oni przekazują to 
dalej.  Lecz  pozostawała  wieloznaczność.  Bóg  nie  przemawia  do  ludzi 
wprost. W niewiedzy  potrzebna jest niezwykła skromność. Pytania Hioba 
pozostają bez odpowiedzi. Szczytem skromności jest sędziwy Jeremiasz.

 

Nie jesteśmy  bynajmniej prorokami. Nie da się naśladować tego, co 

wtedy  było  wielkie.  MoŜna  natomiast,  porównując  sytuację,  umoŜliwić 
odczucie, jaki niepokój byłby dziś na miejscu i jak dusza mogłaby osiągnąć 
spokój.

 

W  ostatnim  stuleciu  prorocy  mieli  swój  odpowiednik.  Kierkegaard  i 

Nietzsche,  którzy  kiedyś  w  przypływie  jasnego  widzenia  i  przeraŜenia 
drogą,  po  której  kroczy  ludzkość,  daremnie  usiłowali  przebudzić  uśpiony 
ś

wiat,  są  dziś  jeszcze  niezbędni,  jeśli  idzie  o  nasze  podstawowe  doświad-

czenie.  Nawet  dziś  jeszcze  nie  osiągnęli  swego  celu,  nie  przebudzili  na-
prawdę [ludzi].

 

Lecz sami byli wyjątkiem nie stając się wzorem. Iść w ich ślady byłoby 

wbrew ich własnej woli i nie zrobi tego nikt, kto ich rozumie. Byli zarazem 
ofiarą swoich czasów i ich prorokami. Obaj przynieśli najgłębszą prawdę 
w  najściślejszym  powiązaniu  z  dziwacznymi  i  obcymi  nam  twierdzeniami 
pozytywnymi.  Kierkegaard  zinterpretował  chrześcijaństwo  jako  wiarę  w 
absurd,  jako  decyzję  negatywną,  na  mocy  której  nie  wolno  imać  się 
Ŝ

adnego zawodu ani zawrzeć małŜeństwa, a właściwym chrześcijaństwem 

jest męczeństwo. Nietzsche przyniósł myśli o woli mocy, o nadczłowieku i 
wiecznym powrocie,  które niejedną głowę wprawiły  w zamęt, ale są tak 
samo  nie  do  przyjęcia  jak  Kierkegaarda  nadmiernie  niejako  wywyŜszone 
chrześcijaństwo.

 

Ale większość refutacji  Kierkegaarda i Nietzschego jest bez sensu i 

brzmi jak apel o kontynuowanie snu. Trywialnie biorąc są słuszne, ale 
dzięki  temu  znika  zadra,  którą  Kierkegaard  i  Nietzsche wrazili  w  nasze 
sumienie.  Nie  będzie  zaś  Ŝadnego  prawdziwego  rozwoju  filozofii  w  przy-
szłości,  jeśli  nie  zagłębia  się  ona  w  tych  dwóch  gigantów.  Albowiem 
swym dziełem, które się rozpadło, i ofiarą własnego Ŝycia objawili nam 
coś, czego nic nie zastąpi. Pozostają nadal siewcami niepokoju i obejść 
ich sienie da, póki mamy jeszcze fałszywy spokój.

 

2.  P r z e c h o d z ą c   p rz e z   n i h i l i z m   p r z y s w a j a m y   so bi e 

n a s z ą  trad ycj ę. Niepokój oznacza, Ŝe obecność nihilizmu jest mo-

 

Ŝ

liwością przez nas samych doświadczoną. Znamy rozpad obowiązujących 

norm, znamy utratę gruntu pod nogami, kiedy nie ma juŜ Ŝadnej wiary, 
kiedy  narodu  nie  łączy  juŜ  Ŝadna  wspólnota  samowiedzy.  Nieliczni 
doświadczyli tego juŜ za czasów Nietzschego, niektórzy po 1933 r., inni 
później, dziś nie ma chyba Ŝadnego myślącego człowieka, który nie miałby 
takich doświadczeń. MoŜe dochodzimy teraz do punktu, gdy odzywa się 
coś,  co  przemawiało  w  kaŜdym  momencie  historycznego  przełomu  i  do 
czego nawołują nas ówcześni ludzie. Nihilizm zarówno jako ruch myślowy, 
jak  równieŜ  jako  doświadczenie  historyczne  stanowi  przejście  do 
głębszego ujęcia tradycji.  Nihilizm  bowiem nie tylko od dawna  -  jest 
równie stary jak filozofia - był drogą z powrotem do źródeł, lecz takŜe 
wodą królewską, probierzem złota prawdy.

 

Jest  w  filozofii  od  początku  coś  nieprzekraczalnego.  We  wszelkiej 

przemianie  ludzkich  stosunków  i  zadań,  we  wszelkim  postępie  nauki,  w 
całym  rozwoju  kategorii  i metod  myślenia  chodzi  o  uchwycenie  jednej, 
wiecznej  prawdy,  w  nowych  warunkach,  nowymi  środkami,  uzyskując 
moŜe większą jasność.

 

Dziś zadanie nasze polega na tym, by w nihilizmie doprowadzonym do 

szczytu zdobyć znów pewność wiecznej prawdy. Zakłada to przyswojenie 
sobie  tradycji  w  taki  sposób,  by  nie  tylko  znać  j  ą  zewnętrznie,  nie  tylko 
obserwować, lecz samemu dogłębnie w niej uczestniczyć.

 

Aby  to  osiągnąć  trzeba  odrzucić  w  odniesieniu  do  samej  filozofii  ideę 

postępu, słusznąw odniesieniu do nauki filozoficznego rzemiosła. Błędny 
był  pogląd,  jakoby  lepsze  późniejsze  wyniki  eliminowały  wcześniejsze, 
które  jako  przebyte  w  postępie  szczeble  są  juŜ  tylko  przedmiotem 
zainteresowań  historycznych.  Za  prawdziwe  uchodzi  wtedy  nowe  jako 
takie.  Odkrycie  czegoś  nowego  daje  poczucie  osiągnięcia  w  dziejach 
szczytu.  Takie  zasadnicze  nastawienie  cechowało  często  filozofów  w 
ostatnich wiekach. WciąŜ na nowo sądzili, Ŝe całkiem nowymi odkryciami 
przezwycięŜają  całą  przeszłość,  Ŝe  dopiero  teraz  zaczyna  sięprawdzi-wa 
filozofia.  Tak  było  u  Kartezjusza,  u  Kanta  mimo  całej  jego  skromności  i 
szczególnego  po  temu  prawa,  butnie  w  tzw.  niemieckim  idealizmie:  u 
Fichtego,  Schellingai  Hegla,  z  kolei  u  Nietzschego.  Po  tragedii  zaś  nastę-
powała farsa. Kiedy w r. 1910 Husserl ogłosił w pierwszym numerze , 
,Logosu" artykuł o filozofii jako nauce ścisłej, gdzie jako najwaŜniejszy,

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

116

 

117

 

background image

 
 

 

 

gdyŜ  bezwzględnie  konsekwentny  reprezentant  swego  fachu  ustanawiał 
wreszcie  ostateczną  podstawę  filozofii,  wówczas  drogi  myślicieli  się 
rozeszły.  Mimo  całego  respektu  dla  racjonalnej  ścisłości  fenomenologii  i 
neokantyzmu  inni,  sprzeciwiając  się  ty  m  wymogom,  szukali  z  zamiłowa-
niem  istoty  filozofii jako  prawdy  wiecznej  w  tradycji  i  bynajmniej  nie 
dąŜyli  do  jej  problematycznego  unowocześnienia.  A  jednak  nowość  ta 
zachowała ton agresywny i, jeśli się nie mylę, zanika dopiero teraz. Idea 
postępu  była  formą,  w  której  doświadczenie  tego,  co  pierwotne,  mylnie 
pojmowało  siebie  jako  historyczną  nowość,  gdyŜ  nastąpiło  pomylenie 
filozofii  z nowoczesną nauką. Na  dodatek owładnęła filozofią chęć pano-
wania,potęgi i znaczenia. Filozofia jest zupełnie czym innym niŜ to, czym się 
okazała ulegaj ąc takiemu  wypaczeniu; coś  wiecznego j est  w niej obecne, 
odkąd  człowiek  filozoficznie  uświadomił  sobie  sam  siebie.  Oderwanie  od 
historycznego  podłoŜa  w  pogoni  za  nowością  oraz  posługiwanie  się 
dziejami  jako  kamieniołomem,  skąd  pobiera  się  materiał  dla  dowolnych 
interpretacji - taka droga prowadzi w przepaść nihilizmu. Nie wolno nam 
ani  wyabsolutyzować  zjawisk  w  przeszłości  i  poddać  się  im,  ani 
zdystansować  się  nieobowiązująco  od  nich,  z  przyjemnością  obserwując 
minione czasy, przede  wszystkim zaś nie  wolno nam oderwać się od hi-
storycznego podłoŜa. Gdybyśmy zaś to uczynili, nihilizm bolesną operacją 
przywiedzie nas z powrotem do właściwej prawdy.

 

Zasadnicze  stanowisko,  które  ponownie  odradza  się  na  podłoŜu  nihili-

zmu, uczy nas innego spojrzenia na dzieje filozofii. Trzy tysiące lat dziejów 
filozofii okazują się jedną jedyną teraźniejszością. Rozmaite postacie myśli 
filozoficznej kryją  w sobie jedną tylko prawdę. Pierwszy usiłował pojąć 
jedność  tej  myśli  Hegel,  ale  uczynił  to  jeszcze  tak,  Ŝe  wszystko,  co 
poprzedzało  jego  własną  filozofię,  okazywało  się  wobec  niej  wstępnym 
szczeblem i cząstkową prawdą. Chodzi zaś o to, aby kaŜdorazowe szczytowe 
osiągnięcia  filozofii  przyswoić  sobie  przez  stale  odnawiany  związek  z 
wielkimi zjawiskami w przeszłości, niejako z czymś, co juŜ zostało za nami, 
lecz jako z czymś obecnym dzisiaj.

 

Skoro kaŜda filozofia jest teraźniejsza, to wie, Ŝe w jej bycie obecnym 

przejawia  się  źródło  i  Ŝe  niezbędnajest  uniwersalna  tradycja,  owapamięć, 
bez której pogrąŜylibyśmy się w nicości chwili pozbawionej przeszłości i 
przyszłości. Przemijaj ąc w czasie wie, Ŝe prawda właściwa, philosophia

 

perennis,  w  której zawsze  znika  wszelki czas, jest stale  obecna i równo-
czesna.

 

3. W n a u c e  s z u k a m y  c z ys t o ś c i  j a k o  p r z e s ł a n k i  p r a wdy 

p r z y  u p r a w i a n i u   p rz e z   nas  f i l o z o f i i .   Przesłanką  techniki, 
która  przeobraŜa  nasz  byt,  jest  nowoczesna  nauka.  Ale  nauka  ta  sięga 
znacznie  dalej.  Ta  nauka  -  w  przeciwieństwie  do  techniki  -  wrzyna  się 
głęboko w ludzką historię, a tylko niewielu ludzi zdaje sobie z tego w pełni 
sprawę  i  w  tym  uczestniczy,  natomiast  masa  ludzka  tkwi  nadal  w 
formach myślenia przednaukowego i czyni z nauki taki uŜytek, jak niegdyś 
prymitywne ludy z europejskich cylindrów, fraków i szklanych paciorków.

 

ZaląŜki istniały  w dawnych  czasach,  w Grecji, ale dopiero czasy  nowo-

Ŝ

ytne  od  końca  średniowiecza  przyniosły  pierwszy  raz  prawdziwą  swo-

bodę badań bezgranicznie samokrytycznych, rozciągniętych na wszystko, 
co na świecie się zdarza i zdarzyć moŜe.

 

Nauka postępuje metodycznie, bezwarunkowo obowiązujepowszech-nie 

i  wobec tego  faktycznie teŜ  wszędzie zdobywa jednomyślne uznanie,  ma 
krytyczną  świadomość  własnej  procedury,  systematycznie  zdobywa 
pewność  w  odniesieniu  do  całego  dotychczasowego  dorobku,  nigdy  nie 
jest  w  gotowej postaci, a jej postęp idzie  w nieskończoność. Cokolwiek 
pojawia się w świecie, staje sięjej przedmiotem. Odkrywa coś, czego nikt 
przedtem  nawet  nie  przeczuwał.  Zaostrza  i  oczyszcza  naszą  świadomość 
konkretnego  bytu  i  dostarcza  zadatków,  by  praktycznie  coś  sprawić  i 
stworzyć na świecie kierując się celami, których ona sama nie wyznacza, ale 
które niebawem stają się znowu przedmiotem jej badań.

 

Nauka  jest  niezbędnym  warunkiem  uprawiania  filozofii.  Ale  sytuacja 

duchowa, jaka dzięki nauce  powstała, postawiła dziś przed filozofią takie 
wymogi,  których  trudności  w  dawniejszych  czasach  nie  uświadamiano 
sobie równie jasno. Oto one:

 

l. Trzeba uzyskać naukę w pełni c z y s t ą. W faktycznym postępowaniu i 

przeciętnym myśleniu przemieszana jest z twierdzeniami i zachowaniami 
nienaukowymi.  W  kaŜdej  konkretnej  dziedzinie  bytu  na  świecie 
poszczególni  badacze  wspaniale  osiągnęli  czystą  i  ścisłą  naukę,  ale 
jeśli idzie o całość naszego duchowego bytu, bardzo jeszcze do tego 
daleko.

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia -w przyszłości

 

119

 

118

 

background image

 
 

 

 

2. Trzeba prześwietlić i przezwycięŜyć z a b o b o n n ą  w i a r ę  w n a uk ę. 

W  naszych  czasach  nieustannej  niewiary  sięgnięto  po  naukę,  bo 
rzekomo  dawała  mocne  oparcie,  wierzono  w  tak  zwane  wyniki  nauki, 
ś

lepo  podporządkowywano  się  ludziom  uznanym  za  fachowców,  wie-

rzono, Ŝe dzięki nauce i planowaniu moŜna będzie uporządkować świ at w 
całości,  oczekiwano  wyznaczenia  Ŝyciu  celów,  których  nauka  przecieŜ 
nigdy  dać  nie  moŜe,  oraz  nieosiągalnego  dla  nauki  poznania  bytu  w 
całości.

 

3. Wyjaśnić trzeba na nowo metodycznie samą f i l o z o f i ę Jest ona 

nauką  w  pradawnym  i  stale  aktualnym  sensie  metodycznego  myślenia, 
lecz nie jest nauką w znaczeniu całkiem nowoczesnym: jako takie zba-
danie rzeczy, które po prostu prowadzi do powszechnie obowiązuj ące-go, 
zawsze identycznego poznania.

 

Mylne  utoŜsamienie  filozofii  z  nauką  nowoŜytną  przez  Kartezjusza 

oraz  jego  błędy,  niewątpliwie  zgodne  z  duchem  tamtych  wieków,  dopro-
wadziły  do nauki traktowanej jako  rzekoma  wiedza  całościowa i  zepsuły 
filozofię.

 

Dziś razem z czystością nauki trzeba osiągnąć czystość filozofii. Są od 

siebie nieodłączne, ale nie są tym samym; filozofia nie jest ani wiedzą 
fachową  obok  innych,  ani  ukoronowaniem  nauk  jako  rezultat  wszystkich 
pozostałych, ani nauką podstawową celem zabezpieczenia innych nauk.

 

Filozofia wiąŜe się z nauką i jej myśl obecna jest we wszystkich dyscy-

plinach.Prawda nie jest celem niej w ogóle dostępna bez czystości prawdy 
naukowej.

 

[KaŜda] nauka tkwi  we  wszechświecie  wszystkich nauk i kierują nią 

idee, które w kaŜdej dyscyplinie rodzą się juŜ jako filozofia, przy czym 
ich samych naukowo uzasadnić nie moŜna.

 

Nowy przejaw świadomości prawdy moŜliwy jest dopiero na podstawie 

stanu nauk w ostatnim stuleciu, ale jeszcze go nie osiągnięto. Praca nad 
jego  urzeczywistnieniem  naleŜy  do  najpilniejszych  nakazów  chwili 
obecnej.

 

Wbrew  rozpadaniu  się  nauki  na  niepowiązane  z  sobą  specjalizacje, 

wbrew zabobonnej wierze mas w naukę, wbrew spustoszeniom dokonanym 
przez  niepowaŜne  pomieszanie  filozofii  z  nauką,  badania  naukowe  i 
filozofia muszą nas razem przywieść na drogę istotnej prawdy.

 

4.  R o z u m   s t a j e   się  w o l ą   p o r o z u m i e n i a   b e z   g r a n i c .  

PoniewaŜ  niewątpliwie  było  coś  wspólnego,  co  wnikało  we  wszelką  co-
dzienność, istniało niemal do naszych czasów między ludźmi powiązanie i 
dzięki  temu  porozumienie  rzadko  stawało  się  szczególnym  problemem. 
MoŜna  było  zadowolić  się  słowami:  moŜemy  razem  się  modlić,  nie 
moŜemy z sobą rozmawiać.Dopiero dziś, kiedy nie potrafimy juŜ nawet 
razem  się  modlić,  dochodzimy  w  pełni  do  świadomości,  Ŝe  bycie 
człowiekiem  związane  jest  bezwzględnie  z  porozumieniem  między 
ludźmi.

 

Byt  w  przejawach  swoich  rozszczepia  się  na  skutek  rozmaitości  ludzi, 

rozmaitych  źródeł  wiary,  rozmaitej  postaci  wspólnot  ludzkich  na  po-
szczególnych obszarach. Jednakie i  wspólne są tylko nauka i technika  w 
Ś

wiadomości  będącej  Ogarniającym.  W  nichłączy  się  jednak  tylko  świa-

domość  abstrakcyjna

:

  ogólna,  natomiast  dla  rzeczywistego  człowieka  są 

one w całości środkiem zarówno walki, jak porozumienia.

 

Wszystko, co rzeczywiście tkwi  w  człowieku, jest historyczne.Ale hi-

storyczność  oznacza  zarazem  rozmaitą  historyczność.  Dlatego  porozu-
mienie wymaga:

 

1. by inna historyczność obchodziła nas bez sprzeniewierzania się własnej;

 

2. by zachwianiu  ulegała obiektywność tego, co staje się powszechnie 

obowiązujące,  ale  bez  osłabienia  postulatu,  Ŝe  obowiązywać  ma  słusz-
ność;

 

3. by rezygnować z roszczenia wiary do wyłączności, gdyŜ mieści się w 

tym  zerwanie  porozumienia,  nie  zatracając  zarazem  swoich  własnych 
bezwzględnych podstaw;

 

4. by podejmować nieuchronną  walkę z tym,  co  ma inne historyczne ko-

rzenie, ale stale wznosić ją  na poziom walki miłosnej, łącząc się w 
prawdzie nastawionej na wspólnotę, nie na izolację, nie na odgradzanie 
się, na odosobniony punkt;

 

. 5. by kierować się ku głębi, objawiającej się tylko przy rozszczepieniu na 

róŜnorodne uwarunkowania historyczne, przy czym ja sam do jednego z 
nich przynaleŜę, lecz obchodzą mnie wszystkie i razem kierują mnie ku 
owej podstawie.

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

120

 

121

 

background image

 
 

 

 

Wiara  filozoficzna  jest  nieodłączna  od  gotowości  do  porozumieniabez 

reszty. Właściwa prawda wyrasta bowiem przy spotkaniu z wiarą tylko w 
obecności  Ogarniającego.  Dlatego  obowiązuje  twierdzenie:  t y l k o  
l u d z i e   w i e r z ą c y   m o g ą   u r z e c z y w i s t n i ć   p o r o z u m i e -
n i e   .  Natomiast  nieprawda  wyrasta  z  utrwalania  treści  wiary,  które 
jedynie się odpychają. Dlatego obowiązuje twierdzenie: z f a n a t y k a mi 
w i a r y   n i e   ma  r o z m o w y .   Wiara  filozoficzna  odkrywa  dia-
belstwo w kaŜdym przymusie, by z kimś zerwać, i w kaŜdej woli zerwania.

 

Przeciw  filozoficznej  wierze  w  porozumienie  skierowany  jest  z a -

r z u t :  wiara w porozumienie jest utopią. Ludzie tacy nie są. W ruch 
wprawiają ich  własne namiętności, własna  wola  mocy,  własne, interesy 
Ŝ

yciowe  sprzeczne  z  cudzymi.  Porozumienie  zawodzi  niemal  zawsze,  z 

cała  pewnością  zaś  w  ludzkiej  masie.  Najlepszy  jest jeszcze  jakiś  konwe-
ncjonalny  ład  podległy  prawom,  które  przesłaniają  zwykły  brak  zasad  i 
zwykłą  nikczemność,  wykluczające  porozumienie.  Wymagać  od  ludzi 
zbyt wiele - znaczy na dobre ich zniszczyć.

 

NaleŜy na to odrzec:

 

1. Ludzie nie są tacy, jacy są, lecz zawsze stanowią jeszcze dla siebie 

problem i zadanie: wszelkie globalne sądy o nich mówią więcej niŜ 
moŜna wiedzieć.

 

2. Porozumienie w kaŜdej postaci do tego stopnia naleŜy do samej istoty 

człowieka jako takiego, Ŝe musi być zawsze moŜliwe i nigdy nie moŜna 
wiedzieć, jak daleko się jeszcze posunie.

 

3.  Porozumienie  bez  granic  nie  jest  programem,  lecz  samą  wszechogar-

niającą  wolą wiary  filozoficznej  - dopiero  na tej podstawie znajdują 
szczegółowe uzasadnienie zamiar i metody porozumienia na kaŜdym jej 
szczeblu.

 

4. Porozumienie  bez  granic nie  jest  wynikiem  jakiejś  wiedzy,  lecz  zdecy-

dowaniem  do  wkroczenia  na  taką  drogę,  by  być  człowiekiem.  Idea 
porozumienia nie jest utopią, lecz  wiarą. Stoi przed  kaŜdym pytanie, 
czy do tego dąŜy i czy wierzy w to, nie jako w coś w zaświatach, lecz 
jako  w coś całkowicie obecnego: w rzeczywistą, tkwiąca w ludziach 
moŜliwość  współŜycia,  rozmowy,  w  moŜliwość,  by  dotrzeć  przez  to 
współŜycie do prawdy i dopiero tą drogą stać się naprawdę sobą.

 

Dziś,  w  potrzebie,  rozumiemy,  Ŝe  porozumienie  jest  podstawowym 

postulatem skierowanym do nas. Rozjaśnienie porozumienia na podstawie 
jego  róŜnorakich  źródeł  w  kaŜdym  rodzaju  Ogarniającego  staje  się 
głównym  tematem,  gdy  uprawia  się  filozofię.  Natomiast  przybliŜenie  po-
rozumienia, przybliŜenie kaŜdej moŜliwości jego urzeczywistnienia, jest na 
co dzień zadaniem filozoficznego Ŝycia.

 

PrzełoŜył Jan Carewicz

 

 

 

Filozofia \v przyszłości

 

Wykład szósty -

 

123

 

122