background image

Karl Jaspers

Wiara Filozoficzna

Wykład pierwszy 

Pojęcie wiary filozoficznej

Jeśli zapytamy o źródło i cel naszego życia, padnie zapewne 

odpowiedź: wiara objawiona; poza nią byłby bowiem tylko nihilizm. Pewien 

teolog niemiecki po wiedział niedawno: „Decydującepytanie: «Sam  jeno 

Chrystus albo nihilizm» nie zostało wymyślone przez kościół". Jeśli tak, to 

nie byłoby w ogóle filozofii: istniałaby tylko z jednej strony historia filozofii 

jako historia niewiary, to znaczy: droga do nihilizmu, a z drugiej strony 

systematyzacja pojęć w służbie teologii. Filozofii niejako wyrwano by 

serce, co zresztą spotkało ją na gruncie teologu. Jeśli nawet w aurze  tej 

powstały arcydzieła  myśli,  pojęciowo dokładnie  opracowane, to  na-

stawienie ich brało się ze źródeł religijnych, obcych filozofii, jako filozofii 

zaś nie traktowano właściwie tych arcydzieł poważnie, przypisując im 

samodzielność jedynie pozorną, zapożyczoną.

Odmienna odpowiedź na pytanie o źródło naszego życia brzmi :rozum 

ludzki, nauki, które pokazują nam w świecie sensowne cele i uczą, jakimi 

środkami można je osiągnąć. Poza naukami są bowiem jakoby tylko iluzje. 

Prawomocność filozofii nie jest samoistna; krokza krokiem wyłaniały się z 

niej   wszystkie   nauki,   na   końcu   także   logika,   która   stała   się   nauką 

szczegółową. Nie pozostało już nic więcej. - I znowu, gdyby to ujęcie 

było prawdziwe, nie byłoby w ogóle filozofii. Kiedyś filozofiabyła drogą 

prowadzącą do nauk. Teraz może najwyżej pędzić zbędny żywot jako 

służka nauk - np. jako teoria poznania.

A jednak wydaje się, że oba ujęcia filozofii sprzeczne są całkiem z tą 

treścią, która przejawiała się w niej przez trzy tysiące lat w Chinach, In-

diach i na Zachodzie. Sprzeczne są z powagą, z jaką obecnie uprawiamy 

filozofię, dziś, gdy przestała już być służką nauk, jak pod koniec XIX 

wieku, a nie staje się na powrót służką teologii.

Lecz owe zbyt pochopne alternatywy: albo wiara objawiona, albo ni-

hilizm; albo nauka wszechogarniająca, albo iluzja, przydają sięjako oręż, 

by zastraszyć dusze, ograbić je z boskiego daru samoodpowiedzialności

background image

 

l

 i podporządkować je sobie. Rozdzieraj ą ludzkie możliwości na opozycje S

między którymi gubi się prawdziwe bycie człowiekiem.

'

:

A jeśli ktoś usiłuje filozofować w nawiązaniu do czcigodnych tradycji 

pomawia się go na skutek owych alternatyw, albo że jest nihilistą, albo że 

ulega iluzjom. Jeśli zaś nie pasujemy do takiego, z góry przyjętego obrazu, 

to zarzuca się nam połowiczność, niekonsekwencję, trywialne poglądy 

Oświecenia, oderwanie od życia, przy czym zarzuty te padają z obu stron, 

wysuwa   je   zarówno   ekskluzywna   wiara   objawiona,   jak   nauka,   też 

przekształcona w zabobon.

A mimo to ośmielamy się podjąć próbę takiego filozofowania, w którym 

nasze   bycie   człowiekiem   pozostaje   sprawą   otwarta.   Filozofia   zre-

zygnować nie może. Zwłaszcza dziś.

Żyjemy ze świadomością takich zagrożeń, jakich nie znały wieki mi-

nione: przerwać się może porozumienie z ludzkością na przestrzeni ty-

siącleci; możemy nieświadomie pozbawić się tradycji; obniżyć się może 

poziom świadomości; zagubić się powszechne przekonanie o powiązaniu 

przekazywanych treści. W obliczu tych śmiertelnych zagrożeń musimy w 

toku filozofowania być przygotowani na wszystko, tak aby myśl nasza 

pomogła nam pozostać ludźmi w maksymalnym stopniu. Właśnie na skutek 

katastrofy zachodu filozofowanie odzyskuje znów w pełni świadomość 

swej niezależności, gdy chodzi o odnalezienie związku z samymi źródłami 

człowieczeństwa.

Tematem naszym jest wiara filozoficzna, fundament takiego właśnie 

naszego myślenia. Bezbrzeżny to temat. Aby uwydatnić jego najprostsze 

zasady, dzielę jego problematykę na sześć wykładów: 1. Pojęcie wiary 

filozoficznej. 2. Treści wiary filozoficznej. 3. Człowiek. 4. Filozofia i 

religia. 5. Filozofia i pseudofilozofia (demonologia, ubóstwienie czło-

wieka, nihilizm). 6. Przyszła filozofia.

Wiara różni się od wiedzy. Giordano Bruno wierzył, a Galileusz wie-

dział. Zewnętrznie obaj znajdowali się w takim samym położeniu. Trybunał 

inkwizycji żądał od nich odwołania pod groźbą śmierci. Bruno gotów był 

odwołać niektóre, lecz nie najważniejsze dla niego twierdzenia; poniósł 

śmierć męczeńską. Galileusz odwołał naukę o obrocie ziemi wokół słońcai 

trafnie wymyślono anegdotę o wypowiedzianych potem słowach: „a jednak 

się obraca". Jest to różnica między prawdą, która ucierpi na

statek od wołani a, i prawdą, której odwołanie nie naruszy. Obaj postąpili 

jiaodnie z istotą głoszonej przez siebie prawdy. Prawda, którą żyję, jest 

prawdą tylko dzięki temu, że się z nią utożsamiam;jej przejaw jest histo-

fvczny, możliwość obiektywnego jej wyrażenia nie obowiązuje po-

wszechnie, a jednak jest bezwarunkowa. Prawda, której słuszności mogę 

dowieść, istnieje sama beze mnie; obowiązuje powszechnie,ponad histo-

rycznie, poza czasem, ale nie bezwzględnie, raczej tylko w odniesieniu do 

założeń  i  metod  poznania   w  ramach   powiązań   rzeczy  skończonych. 

'Niestosowne byłoby, gdyby ktoś chciał umierać za słuszność czegoś.co 

można dowieść. W jakim jednak przypadku myślicielowi, który wierzy że 

zna istotę rzeczy, nie wolno odwołać swych twierdzeń bez naru-SZCnia 

prawdy, to jego tajemnica. Na mocy żadnej wiedzy ogólnej nie można od 

niego wymagać męczeństwa. Tylko męczeństwo poniesione, i  lOlak, jak 

poniósł je Bruno, nie w entuzjastycznym porywie i nie na skutek Chwilowej 

hardości, lecz po długim, opornym przezwyciężaniu samego Siebie, jest 

znamieniem prawdziwej wiary, mianowicie pewności posiadania prawdy, 

której dowieść nie mogę tak jak naukowego poznania rzeczy skończonych.

Przypadek Bruna jest jednak niezwykły. Albowiem filozofia bynajmniej 

nic koncentruje się na twierdzeniach, które przybierają charakter wyznania 

wiary, lecz na takich po wiązaniachmyśli, które wnikają w życie jako całość. 

Sokrates, Boecjusz, Bruno są niejako świętymi dziejów filozofii, ale nie są 

przez to bynajmniej największymi filozofami. Są to jednak czci godne przy-

kłady potwierdzenia męczeństwem jakiejś wiary filozoficznej.

Wbrew oczywistości, jakoby człowiek mógł polegać całkiem na swoim 

rozumie - wszystko byłoby rzekomo w porządku, gdyby nie głupota i Zła 

wola-wbrew tej ułudzie rozumu nazywa się, wciąż jeszcze na gruncie 

rozumu, coś innego, z czym jesteśmy związani, irracjonalnym. Niechętnie 

się, to uznaje albo traktuje jako nieważną grę uczuć, jako iluzję niezbędną 

dla psychiki lub rozrywkę w wolnych chwilach. Niekiedy dostrzega się w 

tym   nawet   jakieś   siły   i   odwołuje   do   nich   jako   do   irracjonalnych 

namiętności duchowo-psychicznych, aby przy ich pomocy osiągnąć 

własne cele. I wreszcie dostrzega się w tym prawdę i popada w irracjonal-

ność, w upojenie, które rzekomo jest prawdziwym życiem.

Wykład pierwszy-

Pojęcie wiary filozoficznej

background image

 

10

11

background image

Otóż wiary nie należy w żadnym wypadku traktować jako czegoś irra-

cjonalnego. Ta biegunowa opozycja racjonalnego i irracjonalnego doprowadziła 

wręcz do zamącenia egzystencji. W tym naleganiu raz na naukę,     .  kiedy 

indziej na niedyskusyjny, rzekomo ostateczny punkt widzenia, w     J tym 

odwoływaniu się raz do poznania, kiedy indziej znów do własnych     f 

odczuć, zrodziło się przerzucanie się poglądami bez możności porożu-    | 

mienia. Ta zabawa była możliwa, dopóki faktycznie jaśniały jeszcze treści 

wielkiej tradycji, coraz słabsze zresztą. Kiedy duch świadomie oparł   ł się na 

tym, co irracjonalne, był to jego koniec. Jak fajerwerk uszedł z  dymem 

niewybrednie   wszystko   atakując,   przeciwstawiając   się   hardo   tym  właśnie 

treściom,   które   uważano   za   pożądane   i   pożyteczne,   trwoniąc   tradycję   w 

wolności   niepoważnej,   a   rzekomo   nadrzędnej   i   w   nieodpowiedzialnym 

patosie. Całej płaszczyzny takiej frazeologii nie można zwalczyć - nie ma 

bowiem w ogóle przeciwnika, jest tylko mglista, zmienna     f jak Proteusz 

różnorodność,   której   w   ogóle   nie   można   uchwycić,   bo   całkiem   ulega 

zapomnieniu - można ją tylko przezwyciężyć jasnością.

Naszą wiarą nie może być coś, co w gruncie rzeczy jest tylko negatywne, 

coś irracjonalnego, jakieś rzucanie się na oślep w ciemność tego, co 

sprzeczne z rozumem i nie podległe prawom.

Wiarę   filozoficzną,  wiarę   człowieka   myślącego   cechuje  zawsze,  to  że 

istnieje tylko w powiązaniu z wiedzą. Chce ona wiedzieć tyle, ile wiedzieć    * 

można i samą siebie przeniknąć.

Po zna wa nie   bez kresu, nauka, jest podstawowym elementem filo-

zofowania. Nie może być niczego, o co nie wolno pytać, żadnej tajemnicy 

niedostępnej badaniu, niczego, co mogłoby się przed nim ukryć. Lecz 

czystość poznania, jego sens i granice osiąga się przez krytykę. Kto uprawia 

filozofię, ten potrafi obronić się przed nadużyciami pseudo-wiedzy, przed 

ześlizgnięciem się nauki na manowce.

A dalej, wiara filozoficzna chce rozjaśnić siebie samą. Kiedy filozofuję, nie 

przyjmuję niczego zwyczajnie, bez zgłębienia, tak jak mi się nasuwa 

Wiara nie może wprawdzie stać się powszechnie obowiązującą wiedzą, 

ale ma mi się uobecnić drogą przekonania się samemu. I ma się stawać 

coraz jaśniejsza, bardziej świadoma, a świadomość ma posuwać ją na-

przód.

Co znaczy więc wiara?

Nieodłączne są w niej wiara, z której wynika moje przeświadczenie, 

oraz uchwycona przeze mnie treść wiary - wiara jako spełniony akt i 

wiara, jaką przyswajam sobie w tym akcie -fidesąua creditur i fides ąuae 

creditur.  Subiektywna i obiektywna strona wiary są jedną całością. Jeśli 

wezmę tylko stronę subiektywną, pozostanie wiara jako wierzenie, wiara 

bez przedmiotu, wiara, która niejako w siebie samą wierzy, wiara w istocie 

bez   treści.   Jeśli   wezmętylko   stronęobiektywną,   pozostanie   treść   wiary   jako 

przedmiot, jako twierdzenie, dogmat, stan; coś, co niejako jest martwe.

Tak więc wiara jest wprawdzie zawsze wiarą w coś. Ale nie mogę po-

wiedzieć ani, by była to prawda obiektywna, która nie zostaje określona 

przez wiarę, lecz raczej sama ją określa - ani by była to prawda subie-

ktywna, której nie określa przedmiot, lecz raczej ona go określa. Wiara jest 

jednością czegoś, w czym my odróżniamy podmiot i przedmiot jako wiarę, 

na podstawie której wierzymy, i wiarę, którą wierzymy.

Kiedy więc mówimy o wierze, będziemy mieli na myśli coś, co ogarnia 

podmiot i przedmiot. Tu tkwi cała trudność, gdy chcemy mówić o pojęciu 

wiary.

Przypomnijmy tu wielką naukę Kanta, która miała poprzedników w 

filozofii Zachodu i Azji, a której podstawowa myśl musiała pojawić się 

wszędzie, gdziekolwiek w ogóle uprawiano filozofię, lecz jako myśl uświa-

domiona i wywiedziona metodycznie dopiero u Kanta stała się elementem 

filozoficznego rozjaśnienia- wprawdzie i tu w postaci historycznej, lecz w 

zasadzie już na zawsze. Jest to myśl o zjawiskowości naszego istnienia 

rozszczepionego na podmiot i przedmiot, przykutego do przestrzeni i czasu 

jako do form naoczności, do kategorii jako form myślenia. Cokolwiek ma 

byt, musi stać się dla nas przedmiotem w tych formach i dlatego staje się 

zjawiskiem, jest dla nas takie, jakie znamy, nie jest dla nas takie, jakie jest 

samo w sobie. Byt nie jest ani przedmiotem stojącym przednami, kiedy  go 

spostrzegamy lub o nim myślimy, ani podmiotem.

Podobnie wiara. Jeśli wiara nie jest ani treścią jedynie, ani tylko aktem 

podmiotu, lecz korzenie jej tkwią w czymś, co jest wehikułem zjawisko-

wości, to uprzytomnić ją może tylko coś, co nie jest ani przedmiotem, ani 

podmiotem, lecz jest jednością jednego i drugiego, która pojawia się roz-

szczepiona na podmiot i przedmiot. Nazywamy byt, który nie jest ani

 

12

13

background image

 

jedynie podmiotem, ani tylko przedmiotem, lecz raczej w rozszczepieniu na 

podmiot i przedmiot leży po obu stronach  O g a r n i a j ą c y m   (das 

Umgreifende)*. Chociaż nie może on stać się dla nas adekwatnie przed-

miotem, kiedy uprawiamy filozofię, mówimy wychodząc od niego i do 

niego zmierzając.

Wydaje się, że wiara jest c z y m ś   b e z p o ś r e d n i m   w przeciwień-

stwie do wszystkiego, co zapośrednicza rozum. Wiara byłaby zatem przeży-

ciem, przeżyciem Ogarniającego, które przypada mi w udziale lub nie.

Lecz wydaje się, że w takim ujęciu zbacza na tory czegoś, co daje się 

psychologicznie opisać, czegoś, co się nam przydarza, coś, co właściwie 

jest podstawą i źródłem naszego bytu. Dlatego Kierkegaard mówi: „Coś, 

co Schleiermacher zwie religią, a dogmatycy heglowscy wiarą, jest w 

gruncie rzeczy niczym innym niż pierwszym i bezpośrednim warunkiem 

wszystkiego - witalnym fluidem - atmosferą duchową, którą oddychamy" 

(Dzienniki, 1,54). Wiara, która „się tak rozpływa, roztapia w mgle", nie jest 

wiarą, mówi Kierkegaard mając na myśli wiarę chrześcijańską.

Kierkegaard upatruje istotną cechę wiary w tym, że zmierza do histo-

rycznej niepowtarzalności i sama jest zjawiskiem historycznym. Nie jest to 

przeżycie, nie jest to coś bezpośredniego, co można opisać jako dane. 

Wiara jest raczej dogłębnym uświadomieniem sobie źródła bytu za po-

średnictwem historii i myślenia.

Wiara filozoficzna uświadamia to sobie. Dla niej wszelkie uprawianie 

filozofii w dziele ujętym w słowa jest tylko przygotowaniem lub przypo-

mnieniem, tylko bodźcem lub potwierdzeniem. Dlatego żadna filozofia 

jako wytwór myśli nie może sensownie stanowić zamkniętej w sobie ca-

łości. Dzieło myśli zawsze jest połowiczne i aby było prawdą musi dojść 

ktoś, kto nie tylko pomyślał je sobie jako pewną myśl, lecz zarazem sprawił, 

że tym samym w jego własnej egzystencji pojawiło się historycznie.

Pojęcia stanowiące kategorię specyficzną dla Jaspersa, której treść odbiega 

od potocznie przyjętej piszemy - z wyjątkiem rozdz. III, gdzie tłumacz 

zgłosił sprzeciw - z dużej litery.

Dlatego ten, kto uprawia filozofię, zachowuje swobodę wobec swoich 

myśli. Wiarę filozoficzną należy scharakteryzować negatywnie: nie może 

stać się wyznaniem. Myśl jej nie staje się dogmatem. Wiara filozoficzna 

nie zna trwałego oparcia w czymkolwiek skończonym na świecie, bo tylko 

posługuje się swymi twierdzeniami, pojęciami i metodami, lecz im się nie 

poddaje. Jej substancja jest po prostu historyczna i nie można jej ustalić 

ogólnie, choć tylko w ogólnikach może się ona wyrazić.

A zatem wiara filozoficzna musi w historycznie określonej sytuacji 

czerpać stale ze źródeł. Nie zaspokaja jej żaden stan. Stale musi ponosić 

ryzyko maksymalnej otwartości. Nie może powoływać się na siebie jako na 

wiarę, od której nie ma apelacji.

Natomiast zawsze musi się objawiać w sposobie myślenia i uzasadnia-

nia. W filozofii zagubieniem grozi już sama patetyczność niezaprzeczal-

nych twierdzeń, które brzmią jak objawienie.

Nie należy jednak wyobrażać sobie ogólności prawdziwej wiary jako 

powszechnego obowiązywania jej treści, nie należy jej uznawać za bez-

pośrednią oczywistość ani obiektywnie ustalać jako pewnego stanu histo-

rycznego, lecz trzeba tylko upewnić się o niej przez historyczny ruch w 

czasie. To jednak ma miejsce tylko w  ra ma c h   O g a r n i a j ą c e g o , 

nie będącego ani tylko przedmiotem, ani tylko podmiotem. Teraźniejszość, 

która ukazuje się w historii, zawiera w sobie źródła wszelkiej wiary.

Aby uzyskać pojęcie Ogarniającego, musimy rozjaśnić Ogarniające. 

Odnawiająca się stale, zawsze zapośredniczona bezpośredniość Ogarnia-

jącego, ta ostateczna teraźniejszość istnieje na wiele sposobów. Ogarniające 

w naszym rozjaśnieniu okazuje się wielością rodzajów Ogarniającego. 

Posłużę się - ze względu na naszą tradycję filozoficzną - t a k i m 

sch emat em,  który mogę teraz pokrótce tylko przedstawić (spróbujcie, 

proszę, przez chwilę dokonać wraz  ze mną  rzeczy  niemożliwej: w 

ramach jedynie dla nas możliwego myślenia przedmiotowego przekroczyć 

to   myślenie,   wyjść   poza   przedmiotowość   za   pomocą   myślenia 

przedmiotowego, dokonać czegoś, bez czego faktycznie nie ma żadnej 

filozofii, ale co ja pokazuję tu tylko za pomocą pewnego schematu):

Ogarniające albo jest  b y t e m   s a m y m   w sobie.którynasobej-

muje, albo bytem, którym my jesteśmy.

Byt, który nas obejmuje, zwie się światem i Transcendencją.

 

Wykład pierwszy-

Pojęcie wiary filozoficznej

\

l

14

15

background image

 

Byt, którym my jesteśmy, zwie się Istnieniem [Daseiri], Świadomością 

[Bewusstsein Uberhaupt], Duchem, z wie się Egzystencją.

a) Byt, który nas obejmuje. - Ten byt, który jest, nawet gdy nas nie ma, i 

który nas obejmuje, choć nie my nim jesteśmy, jest dwojakiego rodzaju: 

jest to świat, czyli byt, którego malutką cząstką jest pewna strona 

naszej istoty, kiedy cały świat jako byt, którym my nie jesteśmy, nas 

ogarnia; jest to Transcendencja, czyli byt po prostu od nas różny, w 

którym żadnego udziału nie mamy, ale w którym tkwią nasze podstawy i 

do którego się odnosimy.

aa) Ś w i a t: świat w całości nie jest przedmiotem, lecz ideą. Wszystko, co 

poznajemy, jest w świecie, światem nie jest nigdy.

bb)Tr anse endencj  a: Transcendencją jest byt, który nigdy nie staje 

się światem, ale niejako przemawia przez byt w świecie. Transcendencja 

jest wtedy tylko, kiedy świat nie istnieje samoistnie, kiedy nie ma 

podstaw sam w sobie, lecz odsyła do czegoś poza sobą. Jeśli świat jest 

wszystkim, to nie ma Transcendencji. JeślijednakTranscendencjajest, to 

byt świata jest wskazówką, która może na nią wskazywać.

b ) B y t ,  k t ó r y m  my j e s t e ś m y.-Uświadamiamy sobie własny 

byt na następujące sposoby:

aa)Jesteśmy  I s t n i e n i e m :   żyjemy w otaczającym nas świecie jak 

wszystko, co żywe. Ogarniające tego żywego bytu staje się przedmiotem 

badania w swoich przejawach, w powstawaniu życia, w przybieraniu 

postaci   cielesnej,   w   funkcjach   fizjologicznych,   w   dziedzicznie 

przekazanych kształtach, w przeżyciach psychicznych, w zachowa-

niach, w strukturach otaczającego świata. Człowiek, i on tylko, dodaje 

do tego języki, narzędzia, wytwory, czyny, wytwarza sam siebie jako 

przedmiot. Wszelkie życie poza życiem ludzkim jest tylko istnieniem w 

otoczeniu. Natomiast pełnia przejawów Istnienia ludzkiego bierze się 

stąd, że dalsze rodzaje Ogarniającego wchodzą w nie, że albo są 

nośnikiem tego Istnienia, albo muszą mu służyć.

bb) Jesteśmy  Ś w i a d o m o ś c i ą   rozszczepioną na podmiot i przed-

miot. Tylko to, co wchodzi do tej świadomości, jest dla nas bytem. 

Jesteśmy świadomością wszechogarniającą,w której wszystko, co ist-

nieje, można pomyśleć sobie, znać i poznawać w formach przedmio-

towości. Przełamujemy granice świata, który nas tylko otacza, i docie-

ramy do idei świata, do którego należą wszystkie światy otaczające, co 

więcej, wykraczamy w myśleniu poza świat i możemy sprawić, że znika z 

naszej myśli tak jakby go nie było.

cc) Jesteśmy Duch em:   życie duchowe to życie idei. Idee - np. prakty-

czne idee naszego zawodu i zadań, jakie mamy urzeczywistnić, albo 

teoretyczne idee świata, duszy i życia - kierują nami jako tkwiące w nas 

pobudki, jako znamię sensownej całości w rzeczach, jako metoda sy-

stematycznego   wnikania,   przyswajaniasobieiurzeczywistniania.   Idee 

przedmiotami nie są, pojawiają się jednak w schematach! postaciach. 

Działają   bieżąco,   a   zarazem   są   nieskończonym   zadaniem.  Te   trzy 

sposoby   bytu   Ogarniającego   -   Istnienie,   Świadomość,   Duch   -są 

sposobem, w jaki my jesteśmy światem; tj. kiedy Ogarniające obie-

ktywizuje się w czymś przedmiotowym, pojawiamy się empirycznie w 

adekwatny sposób jako przedmioty badań biologicznych i psychologi-

cznych, socjologicznych i humanistycznych. Ale byt nasz na tym się 

nie wyczerpuje.

dd) Jesteśmy możnością  E g z y s t e n c j i : życie nasze wypływa ze 

źródła leżącego poza naszym Istnieniem, które staje się empiryczne i 

obiektywne, poza Świadomością i Duchem. Ta istota nas samych daje o 

sobie znać:

1 . w n i e z a d o w o l e n i u ,   jakiego człowiek stale doznaje, zawsze 

bowiem nie przystaje do swego Istnienia, swojej wiedzy, swego świata 

duchowego;

2.w  b e z w z g l ę d n y m   w y m o g u   [dem Unbedingten],któremu 

podporządkowuje się jego Istnienie jako czemuś, czym właściwie on 

sam jest [Selbstsein], lub czemuś, co do niego zrozumiale i w obowią-

zujący sposób powiedziano;

3.w  n i e u s t a n n y m   d ą ż e n i u   do  j e d n o ś c i ;   człowiekanie 

zadowala bo wiem jeden sposób bytu Ogarniającego ani wszystkie naraz, 

lecz dąży do jedności w samej podstawie, a jest nią wyłącznie byt  i 

wieczność;

4. w świadomości, że posiada nieuchwytne  w s p o m n i e n i e ,   tak 

jakby wiedział o współuczestnictwie w stworzeniu świata (Schelling) 

lub mógł przypomnieć sobie coś, co oglądał zanim w ogóle był świat

 

Wyklad pierwszy-

Pojęcie wiary filozoficznej

16

17

background image

 

(Platon); w świadomości  nie śmie rt el nośc i,   która nie jest dal-

szym życiem w innej postaci, lecz jest schronieniem w wieczności z wy-

mazaniem czasu i ukazuje się człowiekowi jako droga do nieustannego 

działania nadal w czasie.

Ogarniające, którym ja sam jestem, ma w każdej postaci dwa bieguny: 

podmiot i przedmiot.

Jako  Istnienie  jestem światem wewnętrznym i światem otaczają-

cym;

jako Św iado moś ć  - świadomością i przedmiotem;

jako D u c h - ideą tkwiącą we mnie i ideą wychodzącą mi naprzeciw 

od przedmiotu, obiektywną;

jako E g z y s t e n c j a -  Egzystencją i Transcendencją.

Ogarniające, którym ja sam jestem, ogarnia niejako Ogarniające, którym 

jest sam byt, a zarazem zostaje przez nie ogarnięte. Byt ten zwie się 

„światem" jako biegun w trzech pierwszych przypadkach i tu występuje 

jako świat otaczający, jako przedmiotowość wszystkiego, co można po-

znać, jako idea. W czwartym przypadku zwie się Transcendencją.

W i a r ą  w s e ns i e  n a j s z e r s z y m  nazywa się występowanie w 

tych biegunowościach. Takiego bowiem występowania nie może w żadnym 

wypadku narzucić rozum, lecz ma ono zawsze własne źródło, niezależne od 

mej woli, natomiast ja jestem, chcę i wiem czerpiąc z niego.

I s t n i e n i e jest dla nas czymś tak oczywistym, że nie uświadamiamy 

sobie najczęściej tajemnicy zawartej w samej świadomości rzeczywistości: 

po prostu jestem ja, są rzeczy. Bywają chorzy pozbawieni przez pewien 

czas   świadomości   rzeczywistości.   Daremnie   tupią   w   ziemię,   by   się 

przekonać, że istnieje realnie. Wszystko wydaje im się pozorem. Czują się 

martwi, mary, które nie żyją, a w pewnych przypadkach ciężkiego obłędu 

sądzą, że jako takie nieżywe mary będą musieli żyć wiecznie. Nazywają 

siebie figurantami lub posługują się innymi słowami, które mają wyrazić ich 

nierzeczywistość. Kartezjańskie  cogito ergo sum  jest na pewno aktem 

myślowym, ale nie może zmusić do uznania, że to, co realne w świado-

mości, istnieje faktycznie.

Jako Świadomość  dowiaduję się, że obowiązuje to, co słuszne. Tej 

oczywistości nie mogę się oprzeć. W każdym przypadku z osobna muszę

uznać, że coś jest lub nie jest słuszne, inaczej nie mogę. Lecz sama ta 

oczywistość jest bezpośrednia i nieprzekraczalna.

Jako  D u c h   mampełnoidei,którepozwalająmiuchwycićkażdąideę 

wybiegającą mi naprzeciw. Co w intelekcie się rozszczepia, tutaj zawsze 

się zbiega i staje się duchowym ruchem. Kiedy idee znikają, świat rozpada 

się na nieskończoną ilość rozproszonych przedmiotów.

E g z ys t e n c j ą   jestem, gdy wiem, że jestem podarunkiem Transcen-

dencji dla mnie. Mojej decyzji nie zawdzięczam tylko sobie. Mój samo-

istny byt jest bytem darowanym mi w mojej wolności. Może mi siebie 

zabraknąć i żadna wola moja nie zdoła mi siebie podarować.

Otóż pewność rzeczywistości, oczywistość, ideę nazywamy wiarą w 

szerszym sensie. Jako Istnienie coś istnieje niejako instynktownie, jako 

Świadomość - na pewno, jako Duch - na mocy przekonania. Ale wiara 

właściwa jest aktem Egzystencji, w której nastąpiło uświadomienie rze-

czywistości Transcendencji.

Wiara jest życiem płynącym z Ogarniającego, jest pokierowaniem 

przez Ogarniające i spełnieniem dzięki niemu.

Wiara płynąca z Ogarniającego jest wolna, bo nie utrwalona w wyab-

solutyzowanej skończoności. Ma charakter płynny (jeśli idzie mianowicie 

o możliwość jej wyrażenia) - nie wiem, czy wierzę ani w co wierzę -a 

zarazem bezwzględny (w praktycznym działaniu i w bezczynności, które 

wynikają z decyzji).

Mówienie o niej wymaga podstawowej operacji filozoficznej: trzeba 

przekraczając wszelką przedmiotowość upewnić się co do ogarniającego w 

myśleniu, które  nieuchronnie  jest  zawsze przedmiotowe, to  znaczy: 

będąc uwięzionym w bycie, który ukazuje się rozszczepiony na podmiot i 

przedmiot, wydostać się z tego więzienia, mimo że naprawdę nie można 

wyjść poza jego obszar.

Coś w nas wzdraga się przed tą podstawową operacją, a tym samym 

przed myśleniem filozoficznym. Pragniemy zawsze czegoś uchwytnego. 

Dlatego myśl filozoficzną ujmujemy błędnie tak jakby była poznaniem 

przedmiotowym. Jak kot na cztery łapy popadamy zawsze w uchwytność 

przedmiotową. Wzdragamy się przed filozoficznym zawrotem głowy, 

przed pomówieniem, że stajemy na głowie. Chcielibyśmy, rzec można,

 

Wykład pierwszy-

Pojęcie wiary filozoficznej

18

19

background image

 

zachować „zdrowie" trzymając się naszych przedmiotów i uniknąć odro-

dzenia naszej istoty w toku [ich] przekraczania.

Ale nic nam to nie pomoże. Zniechęceni możemy wycofać się na po-

zycje tzw. zdrowego rozsądku, ale kiedy chcemy wtłoczyć wszystko w 

jego formy, popadamy właśnie w przesąd, którego charakterystycznym 

rysem jest, że wszystko, czym wykraczając poza rozdarcie na podmiot i 

przedmiot jest sam byt, zastyga w przedmiot i w ten sposób staje się 

uchwytne.

Wiara filozoficzna z sumieniem uczulonym na przesąd, jakim jest wiara w 

przedmiot,   nie   nadaje   się   więc   do   wyznania   w   twierdzeniach.   To,   co

obiektywne, musi być ruchome i niejako rozpłynąć się w dym, tak aby,

gdy zanika przedmiotowość, właśnie w tym zaniku jasno ukazała się pełna 

świadomość bytu. Dlatego wiara filozoficzna zawsze mieści się w dia-

lektyce,

 

która

 

wszystko

 

roztapia

 

i

 

znosi.

"

D i a l e k t y k a^pa wiele rozmaitych znaczeń. Wspólne jest jej to tylko, że 

istotne znaczenie maj ą w niej przeciwieństwa. Dialektyką zwie się , logiczne 

przechodzenie przez antytezy do syntezy. Dialektyką zwie się  \  realny 

proces, w którym przeciwieństwa przechodzą w siebie nawzajem, łączą się, 

tworzą   coś   nowego.   Ale   dialektyką   zwie   się   też   spotęgowanie  

przeciwieństw   w   nierozwiązywalne   antynomie,   popadanie   w   nieroz-

wiązywalność, w sprzeczność - zwie się tak też docieranie do granic, 

gdzie byt okazuje się absolutnie rozdarty, gdzie mój właściwy byt staje się 

sprawą wiary, a wiara uchwyceniem czegoś na pozór absurdalnego.

W wierze filozoficznej mieści się struktura takich dialektyk.

Tak jak nierozerwalne są byt i nicość, jak mieszczą się w sobie nawzajem, 

a potem znów radykalnie odpychają, tak też wiara i niewiara są nie-

rozłączne, po czym znów namiętnie się odpychają.

Przeciwieństwa Istnienia. Ducha, świata dochodzą do pojednania w 

harmonijnej wizji całościowej, tę zaś przełamuje bunt Egzystencji przeciw 

tej nieprawdzie.

Wiara wycofuje się, kurczy do minimum na granicy niewiary, by tu, 

skupiona w punkt, przejść do rozprzestrzenienia się w dal. W ten sposób 

mogę kurczowo uczepić się mego w pustkę przechodzącego Ja - cogito 

ergo sum - mojej dumy z wewnętrznej niezłomności - sifractus illabatur 

orbis, impavidum ferient ruinae -postawy nieruchomego obserwatora:

tak już jest - potępienia świata bez reszty („zwracam bilet wstępu"). Za 

każdym razem łudzę się, że jestem jeszcze, skoro nie chcę być niczym, że 

mógłbym jeszcze być nie podlegając warunkom skończoności w świecie. 

Doświadczywszy nicości, właściwie uskrzydlony dopiero przez doświad-

czenie kresu, puszczam się w dal, znów wierząc ufnie, by rozjaśnić wszelkie 

rodzaje Ogarniającego, którym sam jestem i w którym się odnajduję.

Wiara filozoficzna przechodzi wprawdzie przez nicość, lecz nie wyrasta z 

bezdenności. Nie zaczyna od zera, choć jest pierwotna. Czemu wierzysz? - 

ojciec   mi   powiedział.   Ta   odpowiedź   Kierkegaarda   obowiązuje   w 

zmienionej postaci także w filozofii.

Wiara filozoficzna jest zawarta w tradycji. Wprawdzie wiara ta istnieje 

tylko w refleksji każdej jednostki nad sobą, nie ma obiektywnego oparcia w 

instytucji, jest tym, co pozostaje, gdy wszystko się załamuje, a jednak nie 

ma jej, gdy chcemy się jej uchwycić szukając pomocy w świecie. Ale w 

teraźniejszości pojawia się zawsze, ilekroć wraca się do siebie samego pod 

wpływem   tradycji.   Dlatego   filozofię   określa   jej   historia,   a   historia 

filozofii zawsze staje sięcałością, kiedy uprawia się filozofię tak jak się to 

czyni obecnie.

W dziej ach nie osiągnięto dotądrńgdyphilosophiaeperennis, a jednak 

tkwi ona stale w idei uprawiania filozofii i w całym obrazie prawdy filo-

zoficznej jako jej historii przez trzy tysiące lat, które stają się jedną jedyną 

teraźniejszością.

Zadaje się - zwłaszcza w obliczu osiągnięć religii - pytanie: czy filo-

zofia pomaga w biedzie? Pytanie takie zadaje ten, kto szuka obiektywnego, 

a nawet zmysłowo uchwytnego mocnego oparcia. Takiego oparcia w 

filozofii jednak nie ma. Mieć w filozofii mocne oparcie znaczy zastanowić 

się nad sobą, nabrać tchu uprzytomniając sobie Ogarniające, zdobyć siebie 

samego będąc sobie podarowanym. Wiara filozoficzna wie, że zdana jest na 

siebie, niezabezpieczona, pozbawiona schronienia.

A jednak tradycja filozoficzna jest czymś w rodzaju podpory. Mamy 

przed oczami faktyczne filozofowanie w przeszłości, wielkich filozofów, 

dzieła filozoficzne. Ale kiedy w dziełach poszczególnych filozofów ko-

chamy ich samych, nie możemy przecież zobaczyć nigdy w człowieku 

więcej niż człowieka i musimy zawsze dostrzegać też błąd i granice, i 

niepowodzenie. Nawet najszczytniejsza tradycja zawsze tkwi w czasie,

 

Pojęcie wiary filozoficznej

Wyklad pierwszy-

21

20

background image

 

mi daje ani mocnego oparcia, ani realnej wspólnoty, nie staje się zbiorem 

świętych ksiąg ani nie zna dzieła, które obowiązuje bez reszty. Prawda 

nigdzie nie jest dana w gotowej postaci, natomiast całe dzieje filozofii od 

Chin po Zachód są jej niewyczerpalnym źródłem, które tryska jednak 

wtedy tylko, kiedy sięga się po nie z współczesnych powodów celem 

urzeczywistnienia jej na nowo.

Wdzięczność za możliwość kontynuacji takiej rozmowy z przeszłością 

znajduje symboliczną personifikację w „Filozofii". Przywykło się mówić 

o niej jak o jakiejś istocie. Personifikacji takiej dokonał Cyceron, a 

najdobitniej Boecjusz.

Wiara filozoficzna nie darzy jednak przekazanej filozofii ślepym po-

słuszeństwem, chociaż darzy ją czcią.Historia nie staje się dla niej auto-

rytetem, lecz jest tylko nieustanną obecnością zmagań duchowych.

Historia jest wieloznaczna. Jakże łatwo schodzi filozofia na manowce, 

gdy staje się wyznaniem wiary, gdy kostnieje w dogmat, gdy rodzi szkoły 

jako wspólnoty instytucjonalne, gdy pozwala, by tradycja stała się auto-

rytetem, gdy ubóstwia przywódców szkół i gdy dialektycznie popada w 

nieobowiązujące zabawy. Wiara filozoficzna wymaga trzeźwości a zarazem 

ogromnej powagi. Być może zbłądzenia filozofii wysuwają się na czoło 

jej przejawów. Być może częściej rozumiano wielkie myśli źle niż dobrze. 

Być może całe np. dzieje platonizmu (poczynając od Speuzypa) są przede 

wszystkim historią wypaczeń i zatracania, a z rzadka tylko odnajdowania na 

nowo   [myśli   Platona].   Niezgodnie   z   sensem   filozofii   ludzie  za   jej 

pośrednictwem znaleźli drogę do nihilizmu. Dlatego filozofia uchodzi  za 

niebezpieczną. Nieraz uważa sieją właściwie za niemożliwą.

Odnaleźć w dziej ach filozofii w bezładnym stosie poślizgnięć drogę do 

prawdy, która w niej się otworzyła, można tylko na podstawie wiary filo-

zoficznej, zawsze oryginalnie, umiejąc rozpoznać się na nowo w cudzych 

myślach.

Przełożył Jan Carewicz

Wykład drugi 

Treści wiary filozoficznej

Po filozofii oczekuje się poznania zniewalającego rozsądek, oczekuje 

się czegoś, co każdy musi uznać za słuszne i może potem znać nie potrze-

bując wiary.

Filozofia faktycznie nie powołuje się na żadne objawienia ani żaden 

autorytet. Lecz to, co filozofujący człowiek poznaje rozumem,dalece wy-

kracza poza poznanie zniewalające rozsądek. Jest to coś, co rozum poj-

muje jako prawdę sam z siebie, co uobecnia całą swą istotą, wszystkimi jej 

organami.

Kiedy człowiek uprawia filozofię, wychodzi poza samą tylko swoją 

naturalność, lecz na mocy własnej istoty. Tym, co zdobywa w tym prze-

łomie jako byt i jako siebie samego, jest jego wiara. Kiedy filozofujemy, 

odbywamy drogę do źródeł wiary, która przysługuje człowiekowi jako 

człowiekowi.

Myśli filozoficzne każdy człowiek uprawia w zalążku, nieraz w naj-

czystszej postaci jako dziecko. Zadaniem filozofii jako myślenia upra-

wianego zawodowo jest odszukanie takich toków myśli, wyjaśnienie ich i 

rozwinięcie oraz powtórzenie przez rozpoznanie ich w myślach rozwi-

janych przez tysiąclecia. Mieści się w tym, po pierwsze, refleksja nad 

z a k r e s e m  t r e ś c i   w i a r y   (czyli rozważania metodyczne), a po 

wtóre, refleksja nad samymi treściami wiary.

Pierwszą już podjęliśmy. Po wtórzę ją raz jeszcze pokrótce w innej postaci.

1. Zakres treści

Zakres ten otwierają przed nami cztery pytania: co wiem? - co właściwie 

istnieje?   -   czym   jest   prawda?   -jak   uzyskuję   wiedzę?   Odpowiadamy 

posługując się pojęciami rozwiniętym w pierwszym wykładzie.

P y t a n i e   p i e r w s z e :   co  w i e m ?   Odpowiedź:  wszystko,  o 

czym wiem, jest rozszczepione na podmioti przedmiot, jest przedmiotem 

(obiektem) dla mnie, zjawiskiem, nie istnieje samo w sobie. Ale w tym

 

Wykład pierwszy-

22

23

background image

 

rozszczepieniu podmiot i przedmiot są z sobą związane. Nie ma przed-

miotu bez podmiotu, ale nie ma też podmiotu bez przedmiotu. Wszystko 

wiec, co poznaje jako byt, jest zawsze całością rozszczepioną na podmiot i 

przedmiot, a nie jedną j ej stroną.

Są rozmaite rozszczepienia na podmiot i przedmiot: Istnienie mieści 

się w otaczającym świecie; Świadomość staje w obliczu przedmiotów; 

Duch żyje w ideach, Egzystencja odnosi się do Transcendencji. Lecz 

świat otaczający, idee, Transcendencja stają się pomyślanymi przed-

miotami dopiero w Świadomości na skutek uprzedmiotowienia w 

schematach i symbolach.

Wszystko, o czym wiem, jest zatem bytem obiektywnym w Świado-

mości i wobec tego jest ograniczone; ale w swej skończoności może być 

odskocznią dla transcendowania.

P y t a n i e   d r u g i e :   co  w ł a ś c i w i e   i s t n i e j e ?   Odpowiedzi 

nie szuka się i nie znajduje jej wyliczając mnóstwo istniejących bytów, 

lecz przez uchwycenie tego, co jest samo przez się, czyli naprawdę. Po-

nieważ pytanie zadajemy zawsze w ramach rozszczepienia na podmiot i 

przedmiot, byt zaś musi wykraczać poza podmiot i przedmiot,czyli obej-

mować oba, zatem pytanie o byt jest zarazem pytaniem o tego, kto pyta. 

Odpowiedź musi pokazać, że byt dla nas nieodłączny jest od tego, czym 

my sami jesteśmy; albowiem byt za pomocą istoty naszego bytu musi 

umożliwić pytanie o byt i być dla tego pytania dostępny.

Otóż istnieją stereotypowe odpowiedzi napytanie o byt (po części trafne, 

po części wręcz chybione). Najpierw uważano za byt lub za podstawę 

wszelkiego bytu coś  p r z e d m i o t o w e g o , a istniejącego na świecie: 

materię, łady przestrzenne, obrazy świata. Byt jest przedmiotem.

Albo na odwrót: t o,  co s u b i e k t y w n e ,  uchodziło za coś, z czego 

wyrasta, z czego zostaje stworzony wszelki byt, co ulega uprzedmio-

towieniu. Byt jest wytworem jaźni.

A wreszcie po oczyszczeniu od przypadkowo określonego materiału 

pomyślano sobie byt jako pewne s t r u k t u r y   m y ś l o w e   (kategorie), 

które pozwalają ująć wszelki byt, bo zawarte są w samym bycie. Kiedy 

sięmyśli o bycie, pojawia siębezpośrednio oczywistość, że byt jest, że go 

nie ma, że się staje, jest obecny, jest czymś, jest substancją, przyczyną, 

skutkiem itd. Byt to logos.

Niezadowolenie z każdej takiej ontologii kieruje nasząuwagęna osob-

liwość uzyskiwania w filozofii pewności co do bytu:

1. Jeśli to, co właściwie jest, n i e  j e s t  p r z e d m i o t e m  w sensie 

przedmiotu dla podmiotu, to wymyka się ono tego rodzaju poznaniu, 

które oznacza wiedzę przedmiotową o czymś. Ale ponieważ widzimy, 

że   wszystko,   co   jest   dla   nas   przedmiotem,  obarczone   jest 

zjawiskowością w odróżnieniu odbytu samego w sobie, zatem byt jako 

zjawisko wskazuje na byt właściwy, który przemawia przez zjawisko i 

który się w zjawisku wyczuwa.

2. Jeśli to, co właściwie jest, nie jest   przeżyciem w znaczeniu pod-

miotu dla obserwującej je indywidualnej świadomości  [punktuelles 

Bewusstsein], to wymyka się również poznaniu psychologicznemu. Ale 

ponieważ   wszelkie   przeżycie   jest   jakąś   obecnością   bytu,   zatem 

istnienie w subiektywności jest zasadniczym przejawem bytu; przeżywanie 

i rozumienie są procedurą niezbędną, by upewnić się co do bytu.

3. Jeśli to, co właściwie jest, nie j e s t  m y ś l o w ą  s t r u k t u r ą  ka-

tegorii, nie jest logosem, w takim razie wymyka się też poznaniu logi-

cznemu.

Ale ponieważ wszystko, co istnieje dla nas, musi jakoś zostać pomy-

ślane, zatem znajomość kategorii jest warunkiem jasności przy upra-

wianiu filozofii.

Nazwaliśmy właściwy byt, który nie jest ani przedmiotem, ani pod-

miotem, lecz przejawia się w całości rozszczepionej na podmiot i przed-

miot i musi wypełnić kategorie - Ogarniającym.

Napytanie, co właściwie jest, trzeba zatem znaleźć odpowiedź drogą 

rozjaśnienia rodzajów Ogarniającego - tj. świata i Transcendencji - Ist-

nienia, Świadomości, Ducha, Egzystencji. Skoro jednak wszystkie te ro-

dzaje Ogarniającego mają tę samą podstawę, zatem odpowiedź w końcu 

brzmi: bytem właściwym jest Transcendencja (czyli Bóg), a rzeczywiste 

zrozumienie tego zdania obejmuje wszelką wiarę filozoficzną i wszelkie 

rozjaśniające myślenie filozoficzne, lecz nie można tego dokonać inną 

drogą niż przechodząc przez wszystkie rodzaje Ogarniającego po kolei. 

P y t a n i e   t r z e c i e :   c z y m   j e s t   p r a w d a ?   Odpowiedź:   w 

każdego rodzaju Ogarniającym, którym my jesteśmy, tkwi korzeniami 

swoisty sens prawdziwości.

 

Treści wiaty filozoficznej

Wykład drugi-

24

25

background image

 

W I s t n i e n i u  prawda polega na bezpośredniej zmysłowej obecności, 

na przydatności w życiu, na instynkcie, na praktyce i tym, co korzystne 

[das Opportune],

W Ś w i a d o m o ś c i  prawda polega na niesprzeczności tego, co daje 

się pomyśleć przedmiotowo w ogólnych kategoriach.

W D u c h u  prawda polega na przeświadczeniu o ideaca

W E g z y s t e n c j i   prawda polega na wierze we właściwym sensie 

tego słowa. Prawdą zwie się świadomość Egzystencji odniesionej do 

Transcendencji.

Wszelka prawdziwość wyraża się przez pryzmat Świadomości, która 

dostarcza jednak w tym przypadku tylko form słuszności, podczas gdy 

źródło prawdy pochodzi z innych rodzajów Ogarniającego.

P y t a n i e  c z w a r t e :  j a k  u z y s k u j ę  w i e d z ę ?  Kiedy poja-

wia się wątpliwość, pragnę uzasadnienia. Pytam o sposób, w jaki uzyskuję 

wiedzę, o sens i granice tej wiedzy. Jasne staje się wówczas, że każda 

prawda obecna jest w jakimś szczególnym sposobie myślenia. Te sposoby 

myślenia uświadamiamy sobie w nauce o kategoriach i o metodzie. Dają 

mi one podstawy do uprawiania filozofii, dzięki ich opanowaniu nie tylko 

wiem, ale wiem też, jaki dzięki czemu wiem.

Dla   uprawiania   filozofii   ma   przy   tym   szczególne,   ba,   decydujące 

znaczenie   uzyskanie   pewności   co   do   różnicy   między   myśleniem 

poznającym przedmiotowo, jakie ma miejsce w naukach, i myśleniem [je] 

przekraczającym, jakie przysługuje filozofii. Można rzec, iż rozważanie 

filozoficzne  osiąga swój cel, kiedy sprawa staje się bezprzedmiotowa- w 

sensie  dwojakim:   że   nic   już   nie   pozostaje   dla   pozytywisty,   bo   nie 

dostrzega on już  żadnego przedmiotu, i że właśnie przez to rozbłyska 

światło dla filozofa. W zanikającym przedmiocie nie może on wprawdzie 

uchwycić właściwego bytu, ale byt ten może go wypełnić.

Nasze cztery pytania prowadzą myśl na takie tory, że przekracza ona 

granice tego, co poznawalne, i świata w całości, tak iż uzyskujemy pewność 

co do zjawiskowego charakteru Istnienia, a przez to upewniamy się, że byt 

jest Ogarniającym, i otwiera się przestrzeń dla wiary. To transcendujące 

myślenie   jest   takim   myśleniem,   które   dzięki   metodzie   ma   charakter 

naukowy, a jednak różni się od wszelkiego poznania naukowego, gdyż 

znika w nim określony przedmiot.

Takie drogi myślowe nie obowiązują każdego tak, jak empiryczne i 

racjonalne poznanie skończonych przedmiotów, ale obowiązkowe są dla 

każdego, kto nimi podąża, kto przekraczając na nich wszystko, co skoń-

czone, uświadamia sobie wraz ze skończonością nieskończoność. Kiedy 

porusza się na samym skraju. musi nieuchronnie odczuwać skraj jako 

skraj; za pomocą kategorii przekracza metodycznie same te kategorie; 

odkrywa w niewiedzy nowy rodzaj bezprzedmiotowej wiedzy. Takie 

uprawianie filozofii posuwa się drogami myślowymi, na których nie po-

jawiają się, co prawda, jeszcze żadne treści wiary, ale oczyszcza się dla 

nich pole.

2. Treści wiary

Filozoficzne treści wiary można wyrazić w następujących twierdzeniach: 

Jest Bóg.

Istnieje wymóg bezwzględny.

Istnienie świata niknie pomiędzy Bogiem i Egzystencją.  l.Jest  B ó g : 

Transcendencja ponad wszelkim światem i przed wszelkim światem zwie 

się Bogiem. Najgłębsze zróżnicowanie wiary polega na tym, czy uważam 

cały świat za byt sam w sobie, naturę za Boga, czy też uważam, że świat cały 

sam przez się nie ma podstaw i szukam podstawy świata i mojej własnej 

poza światem.

Bywają dowody na istnienie Boga. Od Kanta jest dla rzetelnej myśli 

pewnikiem, że takie dowody nie są możliwe, o ile miałyby zmusić 

rozum [do ich uznania] tak, jak mogę go zmusić do uznania, że ziemia 

obraca się dookoła słońca, a księżyc ma drugą stronę. Ale jeśli dowody 

istnienia Boga tracą charakter dowodu, nie stają się przez to dla myśli 

bezużyteczne. Oznaczają upewnienie się w wierze w toku rozumowania, 

które, jeśli pojawia się po raz pierwszy, wstrząsa myślącymi o nich jak 

najgłębsze przeżycie, a myślącym ponownie o nich ze zrozumieniem 

przynosi   powtórzenie   takiego   upewnienia.   Sama   myśl   sprawia,   że 

człowiek się zmienia. Sprawia niejako, że otwierają nam się oczy. Co 

więcej, myśl [ta] staje się podstawą nas samych. Zwiększa świadomość 

bytu   i   przez   to   staje   się   źródłem   powagi.  Dowody   istnienia   Boga 

wychodzą przede wszystkim od tego, co moż-

 

Wyktad drugi-

Treści wiary filozoficznej

l

26

27

background image

 

na znaleźć w świecie, czego można doświadczyć, i prowadzą do wniosku: 

skoro to istnieje, musi być Bóg. W ten sposób pojawia się na widowni 

zasadnicza   zagadka   istnienia   świata   i   odsyła   do   Boga.  Albo   też 

przeprowadza się takie rozumowania, w których własne myślenie 

okazuje się świadomością bytu i pogłębia się aż do świadomości 

Boga: jest to właściwa filozofia spekulatywna.  Albo też pewność 

uzyskuje się na mocy Egzystencji: rozróżnienie dobra i zła nabiera w 

pełni powagi jako nakaz boży. Rzeczywistość miłości jest jak boża 

mowa.

A wszędzie nie zamknięcie świata i porażka każdego zamkniętego ob-

razu świata, załamanie wszelkiego planowania w świecie, ludzkich 

projektów i ich realizacji, niemożność osiągnięcia przez ludzką dosko-

nałość ostatecznych granic prowadzi do wniosku: w obliczu otchłani 

doświadcza się nicości lub Boga.

Lecz nie ma tu nigdzie dowodu w sensie dowodu naukowego, nie do 

odrzucenia. Dowiedziony Bóg nie jest Bogiem. Dlatego ten tylko, kto 

od Boga wychodzi, może Go szukać. Pewność istnienia Boga, nawet 

jeśli jest tylko zalążkowa i nieuchwytna, jest przesłanką, a nie wyni-

kiem uprawiania filozofii.

Po znakomitym obaleniu wszystkich dowodów istnienia Boga przez 

Kanta, po pomysłowym, ale obliczonym na wygodę i błędnym zbudo-

waniu tych dowodów na nowo przez Hegla, po najnowszym zaintere-

sowaniu średniowiecznymi dowodami istnienia Boga, przyswojenie 

sobie w nowy, filozoficzny sposób dowodów istnienia Boga jest palącą 

koniecznością. Theodor Heubach, powieszony przez gestapo socjalista i 

uczestnik  spisku 20 lipca,  polityk  i  realista,w  pełni  nadziei  na 

odbudowę Niemiec po ich nieuchronnym upadku zajmował się dogłębnie 

w latach wojny dowodami istnienia Boga, które uważał za niezbędny 

fundament łączącej nas wszystkich świadomości. Po myśli, że jest Bóg, 

następuje  niebawem   dociekanie,   czym  jest  Bóg.  Nie   można   tego 

wymyślić, a jednak rozwija się tu myśl bogata i inspirująca. Zwycięstwo 

odnosi wprawdzie teologia negatywna, która mówi, czym Bóg nie jest - 

nie   jest,   mianowicie,   niczym,   co   stałoby   nam  przed   oczami   lub 

ukazywało się w myśli jako jakaś skończoność. Ale

różne rzeczy skończone pozwalają uobecnić boskość przez porównanie, 

symbol i analogię.

2.  I s t n i e j e   w y m ó g   b e z w z g l ę d n y :   podstawą wymogów do 

nas kierowanych są zazwyczaj zamiary życiowe (korzyści) lub jakiś 

niekwestionowany   autorytet.   Warunkiem   takich   wymogówjestcellub 

ślepe posłuszeństwo.

Jeśli powoduje mną wymóg bezwzględny, źródło jego tkwi we mnie. Tej 

bezwzględności nie tłumaczy ani cel, ani autorytet. Istnienie wymogu 

bezwzględnego jako podstawy działania nie jest sprawą poznania, lecz 

przedmiotem wiary. W skończonym myśleniu odkrywamy tylko w nie-

skończoność warunki i dlatego może ono jakoś wszystko usprawiedliwić. 

Ujmowanie przez nas tego, co bezwzględne, ma w stale historycznym „tu i 

teraz" charakter nieskończony, i choć rozjaśniają je zdania ogólne, nie 

można go przez nic ogólnego określić ani z niego wywieść.  Wymóg 

bezwzględny pój awia się u mnie j ako wymóg, j aki stawia memu życiu 

moje właściwe ja, coś, czym niejako jestem wieczyście w  obliczu 

Transcendencji, jako wymóg wobec czasowości mego obecnego życia. 

Jeśli podstawą mej woli jest coś bezwzględnego, to uprzytomniam je 

sobie jako coś, czym właściwie sam jestem i czemu ma odpowiadać 

moje życie.

Sam wymóg bezwzględny nie mieści się w czasie. Gdzie jest, tam idzie 

niejako w poprzek czasu. Z Transcendencji przedziera się w świat do-

czesny drogą naszej wolności.

3. R z e c z y  wi s t o  ść ś w i a t a  ma n i k ł e  i s t n i e n i e  m i ę d z y 

B o g i e m   i  E g z y s t e n c j   ą:   Płynność   poznanej   rzeczywistości 

wszelkiego rodzaju, interpretacyjny charakter wszelkiego poznawania, 

okoliczność, że każdy byt dany nam jest w rozszczepieniu na podmiot i 

przedmiot - te podstawowe cechy dostępnej nam wiedzy oznaczają; że 

każdy przedmiot jest tylko zjawiskiem; że żaden byt nie  jest bytem 

samym   w   sobie   i   w   całości.   Zjawiskowy   charakter   poznania  jest 

podstawowym   odkryciem   myśli   filozoficznej.   Jeśli   nawet   nie   można 

ujrzeć tego przedmiotowo, lecz tylko wykraczając poza przedmiot,  to 

rozum, który w ogóle potrafi tak wykraczać, nie może się od tego 

uchylić. Ale wówczas odkrycie to nie dodaje do posiadanej wiedzy 

żadnej nowej wiedzy szczegółowej, lecz wstrząsa całą świadomością

 

Wykład drugi-

Treści wiary filozoficznej

l

28

29

background image

 

bytu. Stąd to nagłe światło, potem już nie gasnące, które rozbłyska np. po 

krótszym lub dłuższym wysiłku przy studiowaniu Kanta. Jeśli się nie 

pojawi, to całe  studiowanie Kanta  skończy się na znajomości w 

gruncie rzeczy nie zrozumianych, bo nie przetrawionych lekcji. Świat 

jako całość nie staje się dla nas przedmiotem. Wszelki przedmiot istnieje w 

świecie, żaden nie jest światem. Każde określenie świata i każdy sąd o nim, 

czy jest to optymistyczna akceptacja jego harmonii, czy pesymistyczna 

negacja jego dysharmonii, prowadzi do całościowych sądów, które zawsze 

preferują jakieś byty realne, a pomijają inne. Przeciwstawia  się temu 

upewnienie się, że świat nie jest zamknięty i jest niewyczerpalny,  tym 

samym nieustanna gotowość, by zważać na każdy rodzaj bytu świata, na 

wszystko, co się zdarza i czego się dokonało samemu w toku wciąż 

jeszcze nie zakończonego życia. Z taką gotowością wiąże się:

— po pierwsze, upewnienie się o absolutnej transcendencji Boga wobec 

świata: deus absconditus oddala się, gdy chcę go pojąć, a przybliża niepo-

miernie w absolutnej historyczności każdej niepowtarzalnej sytuacji;

—po wtóre, doświadczenie świata jako bożej mowy: świat nie ma samo

istnego bytu, natomiast realizuje się w nim stale wieloznaczna mowa |

boża, która jednoznaczna może się stać tylko historycznie przez chwilę f

dla

 

Egzystencji.

>

Dla takiej wiary nasz byt w czasie jest spotkaniem Egzystencji z Trans- l

cendencją - wieczności, jaką jesteśmy jako byty stworzone i sobie daro- |

wane, z wiecznością samą w sobie.                                                         |

W świecie dokonuje się spotkanie tego, co wieczne, z tym, co doczesne.

Ale ponieważ spotkanie Egzystencji z Transcendencją dokonuje się w f

świecie, więc na wieki jest ze światem związane. Ponieważ to, co istnieje

dla nas, musi pojawić się w bycie doczesnego świata, więc nie istnieje

bezpośrednia wiedza o Bogu ani o Egzystencji. Badanie świata jest jedyną

drogą   naszego   poznania,   realizacja   świata-jedyną   drogą   egzystencjalne

go   urzeczywistnienia.   Kiedy   świata   nie   ma,   zatracamy   się   też   sami.

W wierze obowiązują następujące zasady:

Niczego nie można dowieść tak jak wiedzy skończonej. Można tylko 

zwrócić u wagę na prawdziwość zasad wiary, rozjaśnić je za pomocą toku 

myśli lub przypomnieć apelem. Trwają zawieszone w niewiedzy.

Należy być powściągliwym w pochopnym wypowiadaniu tych zasad. 

Zbyt łatwo można uznać je za wiedzę, a wtedy tracą sens. Tego, kto je 

W

ypowiada, skłaniają do błędnych roszczeń.

Do wypowiedzi bezpośredniej zmuszony jestem w toku uprawiania 

filozofii, gdy pada wprost pytanie: Czy jest Bóg? Czy na świecie istnieją 

absolutne wymogi? Czy ostatecznością jest świat, czy też byt jego jest 

ulotny i przemijający?

Brak wiary wypowiada się tu następująco:

Po pierwsze: Boganie ma, bo istnieje tylko świat i reguły jego zdarzeń; 

świat jest Bogiem.

Po wtóre: nie ma nic bezwzględnego, gdyż wymogi mego postępowania 

powstały na skutek nawyków, ćwiczeń, tradycji, posłuszeństwa i przez 

nie są uwarunkowane; wszystko zależy na wieki od warunków.

Po trzecie: świat jest wszystkim, jest jedyną i właściwą rzeczywistością. 

Wprawdzie na świecie wszystko przemija, ale sam świat jest absolutny, 

wieczny, nie znika, nie jest bytem ulotnym, przejściowym.

W filozofii nie wolno korzystać z niewiedzy, by uchylić się od wszelkiej 

odpowiedzi.Nie wiem,  czy wierzę. Ale  taka wiara  skłania mnie  do 

nabrania odwagi, by żyć z jej perspektywą. Przy uprawianiu filozofii za-

wsze będzie istniało napięcie między wypowiedzią, niezdecydowaną i 

zawieszoną, a zdecydowanym zachowaniem faktycznym w określonej 

sytuacji dziejowej.

Historyczne źródła treści filozofii zachodniej tkwią w myśli nie tylko 

greckiej, lecz także biblijnej. Nawet ten, kto nie potrafi uwierzyć w żadne 

objawienie jako takie, może jednak przyswoić sobie źródło biblijne, zez-

wolić, by dotarła do niego jako do człowieka prawda biblijna bez obja-

wienia. Studiowanie Biblii było też rzeczywiście po dziś dzień jednym z 

podstawowych źródeł niemal całej filozofii zachodniej. To wyjątkowe 

dzieło nie jest wyłączną własnością jednego wyznania ani jednej religii, 

lecz należy do wszystkich.

Religię biblijną jako naszą szczególną podstawę uświadamiamy sobie 

porównując ją z religiami hinduskimi i Dalekiego Wschodu. Wprawdzie 

podstawowych cech religii biblijnej nie brak całkowicie również innym 

religiom, ale nie mają one w nich decydującego znaczenia. W Biblii też te

 

Wykład drugi-

Treści wiary filozoficzne j

30

31

background image

 

cechy nie wszędzie mają charakter zasadniczy, niektóre pojawiają się z 

rzadka, ale szczególnie wymownie. Przypominam je:

1.J e d e n  t y l k o  B ó g :  Jedno staje się podstawą świadomości bytu i 

ethosu, źródłem czynnego uczestnictwa w świecie. Żadnych innych bogów 

obok Boga - oto metafizyczna podstawa powagi Jednego na świecie.

2.  T r a n s c e n d e n c j   a B  oga-S t w ó r c y :   Przezwyciężenie de-

monicznego świata i magii prowadzi do świadomości Boga niewyobra-

żalnego, bezpostaciowego, nie do pomyślenia. Myśl o kreacji wstrząsa 

całym światem. Ś wiat nie stoi na twardym gruncie i nie istnieje sam przez 
się. Człowiek w swej jednostkowej egzystencji zyskuje w świecie wolność 
jako stwór boży; w powiązaniu z Bogiem transcendentnym  i tylko dzięki 
temu jest niezależny od całego świata.

3. Spotkanie człowieka z B o g i e m: Bóg transcendentny ma aspekt 

osobowy. Jest osobą, do której człowiek się zwraca Jestto dążenie do Boga, 
chęć   usłyszenia   Go.   Wyrasta   stąd   namiętne   osobiste   poszukiwanie 
osobowości   Boga.   Religiabiblijnajestreligiąmodłitwy.   Modlitwa   w   czystej 
postaci - wolna od pragnień doczesnych staje się pochwałą i podzięką, a 
kończy ufnością: bądź wola Twoja

4. Przykazania boże: dziesięcioro przykazań wyraża z wyjątkową prostotą 

podstawowe prawdy jako boże nakazy. Różnica między dobrem i złem ujęta 
jest w absolutne albo - albo. Od czasów proroków wymagana jest miłość 
bliźniego i kulminuje w zdaniu: kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

5.Świadomość historyczności:  W epoce katastrof politycznych  pojawia 

sięjako   świadomość,   że   dziejami   rządzi   Bóg.   Staje   się   to   podstawą 
zogniskowania życia wokół religii, które w obręb „tu i teraz" wciąga cały 
świat. Nie rozproszona i przypadkowa nieskończoność, lecz teraźniejszość, 
którą rządzi Bóg, nadaje całą wagę życiu.

6. Cierpienie: Cierpienie zyskuje godność, cierpienie staje się drogą do 

boskości. W dziejach sługi bożego (Deuteroizajasź) i w symbolice krzyża 
(Chrystus)   staje   się   biegunowym   przeciwieństwem   greckiego   tragizmu. 

Religia biblijna żyje bez świadomości tragicznej lub przezwycięża tragizm.

7.   Gotowość   podejmowania   spraw   nierozstrzy-

g a l n y c h: Wiara 

wystawia swą pewność na najcięższą próbę. Przy

określonym stanowisku religijnym - a każda wypowiedź oznacza nie-

uchronnie zajęcie jakiegoś stanowiska - ośmiela się ujawnić wynikające z 

niego sprawy nierozstrzygalne. Niepowtarzalna jest namiętna walka Hioba z 

Bogiemo Boga Rozpacz na widoknicości-przezktórąprzejść musi każdy 

uczciwy - niedościgle wyraża Księga Koheleta.

Każdej z tych podstawowych cech odpowiadają szczególne wypaczenia:

1. J e d e n  B ó g  s t a j e  się a b s t r a k c  j ą, a wtedy jest już tylko 

zaprzeczeniem wszelkiego świata oraz jego różnorodności i pełni. Jed-

ność zabija wielość.

2.Bóg  t r a n s c e n d e n t n y   odrywasięodświata.Bógbezstworze-

nia-to myśl, w której wszystko znika. Skoro świat nie tylko jest nieważny 

[nichtig], lecz staje się niczym [nichts], to Transcendencja też niejako 

staje się dla nas niczym, a nie ma już nic innego.

3.S p o t k a n i e  z B o g i e m  staje się wyrachowaniem lub egzaltacją 

uczuciową. Niebezpieczeństwem dla tej religii modlitwy staje się na-

tarczywość wobec Boga egoistycznie nastawionej duszy.

Innym niebezpieczeństwem jest skłonność, by na pewno znać wolę 

bożą, co staje się źródłem wszelkiego fanatyzmu. Wiele okropności do-

konanych na świecie uzasadniano wolą bożą. Ilekroć fanatycy słyszą głos 

Boga, głusi są na wszystkie w nim wieloznaczności. Kto wie na pewno, co 

Bóg mówi i czego chce, ten z Boga czyni istotę w świecie, którą może 

dysponować, i w ten sposób popada w zabobon. Żadnego roszczenia ani 

żadnego uprawomocnienia nie wolno jednak opierać w świecie na głosie 

bożym. Coś, co dla jednostki jest zasadnie pewne i co może stać się nie-

kiedy pewne dla wspólnoty, nie obowiązuje bynajmniej wszystkich jako 

określona treść, która daje się wyrazić.

4. P r z y k a z a n i a   b o ż e   przekształcają się ze zwykłych podstaw 

moralności w abstrakcyjne twierdzenia, które mają sens jurydyczny i roz-

wijają się bez końca w prawodawstwo ze szczegółowymi przepisami.

5. Ś w i a d o m o ś ć  h i s t o r y c z n o ś c i  zatraca się w obiektywnym 

ujęciu dziejów. Dysponuje się wtedy historią powszechną, bądź w myśli, 

jako wiedzą o jej całości, bądź nawet aktywnie, na mocy świadomości, że 

jest się wykonawcą boskiego planu, znanego temu, kto działa.

 

Wykład drugi-

Treści wiary filozoficznej

32

33

background image

 

Może też powstać ogląd estetyczny, w którym własna egzystencja zatraca 

swą powagę w obliczu historii w całości.

6. Cierpienie  zostaje psychologicznie przekształcone w masochi-

styczną rozkosz, znajduje potwierdzenie w sadyzmie albo myśli się o nim w 

dawno przezwyciężonych kategoriach magii jako o ofierze.

7. G o t o w o ś ć  p o d e j m o w a n i a  s p r a w  n i e r o z s t r z y - g 

a l n y c h prowadzi do rozpaczy lub do nihilizmu, do buntu straszliwie 

negatywnego.

W dziejach religii biblijnej widać po dziś dzień te przynależne do niej 

wypaczenia. Przejawiająca się w nich nieraz dzikość jest niejako odwrot-

nością pierwotnego patosu wiary. Dawne motory wiary działają nawet w 

tym uwikłaniu, w przerażającym powiązaniu z popędami witalnymi i ich 

wynaturzonymi postaciami zmuszają do wyciągania fałszywych konse-

kwencji.

3. Rozum i porozumienie

Pokazanie zakresu Ogarniającego oraz wskazanie na twierdzenia, które choć 

wyrażają   treści   wiary,   są   jednak   mgliste,   nie   charakteryzuje   jednak 

dostatecznie wiary filozoficznej. Z istoty swej bowiem uprawia się filozofię 

w toku czasu. Filozofia jest zawsze „pomiędzy", między  źródłem i 

celem. Coś, co w nas będąc prowadzi nas tą drogą, co wprawia nas w ruch 

jako podmiot, co jako przedmiot, choć samo nie jest niczym uchwytnym, 

pociąga za sobą coś, dzięki czemu właściwie żyjemy filozoficznie, zwie się 

rozumem. Rozum nigdy nie istnieje bez rozsądku, ale jest  nieskończenie 

więcej   niż   rozsądkiem.   Rozum   jest   niezbędnym   warunkiem   wiary 

filozoficznej. Każdy inny sens prawdy ujawnia się w czystej postaci wtedy 

dopiero, kiedy przechodzi przez tygiel rozumu. Scharakteryzujmy rozum 

następująco:

Rozum skupia wszelki sens prawdy sprawiając, że każdy nich obo-

wiązuje. Nie pozwala, by jakakolwiek prawda ograniczyła się do siebie 

samej. Pojmuje, że fałszywa staje się każda wiara, która izoluje i absolu-

tyzuje jakiś rodzaj Ogarniającego. Błądtenpopełnianawet„wiara"Świa-

domości, kiedy głosi niesprzeczność samego bytu. Świadomość nie może 

bowiem posunąć się poza stwierdzenie, że niepojęte jest dla niej coś, co 

nie zgadza się z jej podstawowymi zasadami, np. z zasadą sprzeczności.

34

Treści wiary filozoficznej

Ale nawet ogół treści dostępnych Świadomości, nie jest jeszcze bytem 

samym, lecz tylko sposobem, w jaki przejawia się on w kategoriach po-

wszechnie w myśleniu obowiązujących.

Rozum broni przed okopaniem się w prawdzie jakikolwiek byłby jej sens, o 

ile nie zawiera się w nim wszelka prą wda. Broni przed zaspokojeniem się 

czymkolwiek, zabrnięciem w ślepy zaułek, zadowoleniem się jakąś, choćby 

nie   wiedzieć   jak   uwodzicielską   ciasnotą,zapomnieniem   i  pominięciem 

czegokolwiek, czy to rzeczywistości, czy konieczności  [Geltung], czy 

możliwości. Rozum zmusza do tego, by niczego nie poniechać, ze wszystkim, 

co jest, wejść w kontakt, szukać, co jest i co być powinno, nie bacząc na 

żadne granice, obejmować nawet przeciwieństwa i zawsze ujmować całość, 

każdą możliwą harmonię.

Lecz potem rozum usiłuje znów dokonać niezbędnego wyłomu w tej 

całości. Broni się przed harmonią ostateczną. Podejmuje każde ryzyko, 

byle wniknąć naprawdę w byt.

Jego źródłem nie jest chęć niszczenia wyrażająca siębez końca w sofistyce 

intelektualnej,   lecz   bezgraniczne   otwarcie   na   [rozmaite]   treści.   Ma 

wprawdzie obowiązek wątpić, lecz po to tylko, by zdobyć czystą prawdę. 

Jako myślenie bez dna popada rozsądek w nihilizm; rozum, który ma 

podstawę w Egzystencji, ratuje również przed nihilizmem, gdyż nie przestaje 

ufać, iż wnikając wraż z rozsądkiem w konkretny byt świata, w przepastne 

antynomie, w przełomy i rozdarcia - uzyska w końcu znowu pewność co do 

Transcendencji.

Rozum jest Ogarniającym, które tkwi w nas i nie ma właściwie początku, 

lecz jest narzędziem Egzystencji. Od strony Egzystencji jest to warunek 

konieczny, by w urzeczywistnieniu objawiło się najpełniej źródło.

Istnieje niejako nastrój rozumu. Zimna jasność kryje w sobie namiętne 

dążenie, by wszystko stanęło otworem. Rozumny człowiek zarówno zde-

cydowanie żyje wyrastając z własnego historycznego podłoża, jakzdecy-

dowanie zajmuje się wszelką napotkaną historycznością, aby dotrzeć aż do 

głębi historycznego bytu świata, albowiem dopiero w nim możliwajest 

wiedza, która z wszystkim łączy. Stąd wyrasta, będąc zarazem motorem, 

umiłowanie bytu, wszelkiego bytu konkretnego  [alles seiendem als 

Seiendem] z jego przejrzystością, dzięki której przynależy widomie do 

swego źródła. Rozum zaostrza słuch, wzmaga giętkość, gotowość do po-

Wyklad drugi-

4

35

background image

 

background image

 

rozumienia, zdolność przemiany w toku nowych doświadczeń, ale tylko 

wówczas, gdy wszystko to jest niezawodnie ugruntowane, niezachwianie 

wierne, żywe w czynnym obecnie wspomnieniu o wszystkim, co kiedyś 

było dla niego rzeczywistością.

Człowiek, który uprawia filozofię, nie może się dość nachwalić rozumu, za 

pomocą którego osiąga dobre wyniki. Rozum jest więzią, która łączy 

wszystkie rodzaje Ogarniającego. Nie dopuszcza do absolutnego oddzielenia 

jakiegokolwiek bytu, utraty związku z innymi. zagubienia w rozproszeniu. Nic 

nie może się zgubić. Gdzie czynny jest rozum, wszystko, co jest, szuka 

związku. Rozwija się uniwersalne współżycie, wrażliwe zainteresowanie. 

Rozum budzi uśpione źródła, wyzwala to, co ukryte, umożliwia uczciwą 

walkę. Dąży do Jednego będącego wszystkim i usuwa złudzenia, które ustalają 

owo Jedno przedwcześnie, nie w całości, stronniczo.

Rozum domaga się porozumienia bez granic, jest sam całkowicie wolą 

porozumienia. Ponieważ w doczesności nie możemy obiektywnie posiadać 

prawdy jako jedynej prawdy wiecznej, i ponieważ wszelkie Istnienie 

możliwe jest tylko wraz z innym Istnieniem, a Egzystencja osiąga siebie 

tylko wpz z innymi Egzystencjami, zatem prawda przejawia się w czasie w 

postaci porozumienia.

Oto wielkie pokusy: przez wiarę w Boga uciec od ludzi, usprawiedliwić 

rzekomym poznaniem prawdy absolutnej swą samotność, zapewnić sobie 

przez to, że wierzy się w posiadanie samego bytu, takie zadowolenie, które 

w rzeczywistości jest brakiem miłości. Uzupełnia to twierdzenie, że każdy 

człowiek jest zamkniętą monadą, że nikt nie może z siebie  wyjść, że 

porozumienie jest ideą złudną.

Na drugim biegunie stoi wiara filozoficzna, którą można też nazwać 

wiarą w porozumienie. Tutaj obowiązują bowiem oba twierdzenia: że 

tym, co nas łączy, jest prawda; oraz że źródło prawdy tkwi w porozumieniu. 

Na świecie człowiek odnajduje drugiego człowieka jako jedyną  rze-

czywistość, z którą może ufnie i ze zrozumieniem się związać. Na każdym 

szczeblu powiązań między ludźmi wspólnicy losu znajdują miłując się 

drogę do prawdy, którą gubią ludzie [pogrążeni] w izolacji, uporze i sa-

mowoli, zamknięci w swym osamotnieniu.

Przełożył Jan Garewicz

Wykład trzeci

Człowiek

W ciągu godziny możemy tylko bardzo powierzchownie dotknąć tego 

olbrzymiego tematu. Wiedza o człowieku jest dla nas, ludzi, z pewnością 

niezwykle ważna. Powiada się nawet, że tylko wiedza o człowieku jest dla 

nas jedyną rzeczy wiście możliwą wiedzą, bo sami jesteśmy ludźmi, i że 

tylko ona jest istotna, bo człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. O wszy-

stkim innym można mówić tylko w odniesieniu do człowieka, a miano-

wicie o tym, co napotyka w świecie, co ma do dyspozycji, co zyskuje nad 

nim przewagę. To, co widzi, słyszy, czego dotyka, zjawia się w chara-

kterystyczny dla niego sposób - jako realna obecność. Wszelkie inne 

treści jego myśli są stworzonymi przezeń wyobrażeniami. Zajmując się 

człowiekiem, mamy do czynienia z tym wszystkim, co nam dostępne, co 

nas dotyczy, co jest.

Brzmi to w pierwszej chwili przekonująco, ale mimo to jest cał-

kowicie błędne. To prawda, że wszystko, co jest, zjawia się w sposób 

dla nas uchwytny. Dlatego człowiek żąda, by wszystko, co jest, stało 

się dlań obecne; by dało się doświadczyć i włączyć w jego tu i teraz. 

Żądanie to spełnia się w zadziwiającym, podstawowym przejawie lu-

dzkiego bytu: człowieka w jego znikomości, będącego nicością w za-

ułku nieskończonego wszechświata, w jego ograniczeniu porusza 

jednak to, co wykracza ponad wszystko, co istnieje w świecie i co byt 

świata poprzedza. Człowiek uznaje za istniejące tylko to, co jest dla 

niego   obecne.   Kant,   napisawszy   swe   słynne   słowa   o   „niebie 

gwiaździstym nade mną i prawie moralnym we mnie", kontynuował: 

„Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego 

widzenia [...], widzę je przed sobą i wiążę je bezpośrednio ze świa-

*     W tym wykładzie, na życzenie tłumacza, odstępujemy od konwencji 

pisania terminów Jaspersowskich, takich jak „Egzystencja", „Transcen-

dencja", dużą literą (przypis wydawcy).

 

Wykład drugi-

36

37

background image

 

domością mego istnienia. To pierwsze zaczyna się od miejsca, jakie zaj-

muję w zewnętrznym świecie zmysłów [...]. To drugie zaczyna się od mej 

niewidzialnej jaźni, od mej osobowości, i przedstawia mnie w świecie 

[...], z którym [...] poznaję siebie jako pozostającego w związku nie tak, 

jak tam, jedynie przypadkowym, lecz powszechnym i koniecznym"*.

Ponieważ jednak to, co jest, musi stać siędla człowieka obecne, wszelki 

byt utożsamia on z jego obecnością dla niego, choć byt ten nie został 

przecież przez człowieka stworzony - ani realności zmysłowe, ani treść 

jego wyobrażeń, myśli i symboli. To, co autentycznie jest, istnieje także i 

bez człowieka, choć zjawia się dla nas w formach i sposobach mających 

swe źródło w ludzkim bycie. Można by nawet powiedzieć, że znamy 

lepiej td wszystko, czym sami nie jesteśmy - to, czym jest człowiek, jest dla 

niego może mniej jasne niż wszystko, co go spotyka. Staje się dla siebie 

największą tajemnicą, gdy wyczuwa, że jego skończone możliwości zdają 

się sięgać w nieskończoność.

W wielkich obrazach antycypowano to, czym jest człowiek, jakby on 

sam już to wiedział. Po  pierwsze,   umieszczano  gowhierarchii 

istot.  Człowiek jako istota zmysłowa stoi najwyżej wśród zwierząt, 

jako istota duchowa-najniżej wśród aniołów, nie jest jednak ani zwierzę-

ciem, ani aniołem, ale pokrewny jest im obu częścią swojej istoty, wobec 

każdego z nich uprzywilejowany przez to, czego im brakuje, a co on czerpie z 

własnegO'źródła, jako twór samego Boga.

O człowieku myśli się także jako o mikrokosmosie, w którym zawarte 

jest wszystko, co mieści w sobie świat- makrokosmos. Odpowiednikiem 

człowieka nie jest żadna inna pojedyncza istota, a tylko świat jako całość. 

Myśl tę zawierały konkretne unaocznienia i analogie przyrównujące jego 

organy do zjawisk w świecie. W sposób wysublimowany myśl tę wyraża 

powiedzenie Arystotelesa: dusza jest w pewnym sensie wszystkim.

Po drugi e, bytu człowieka upatrywano nie w kształcie jego postaci, 

a w jego sytuacji. Podstawowa sytuacja, w jakiej znajduje się człowiek, 

jest zarazem podstawowym rysem jego istoty.

*         Immanuel Kant,  Krytyka praktycznego rozumu,  przeł. J. Galecki, Warszawa 

1984, s. 256.

Będą opowiada o zgromadzeniu Anglosasów w 627 roku, na którym 

rozważano sprawę przyjęcia wiary chrześcijańskiej. Jeden z wodzów 

przyrównał życie człowieka na ziemi do schronienia się wróbla w chacie w 

czasie zimy. „Na palenisku płonie ogień i ogrzewa izbę, na dworze 

szaleje burza. Nagle przez jedne drzwi wlatuje wróbel, przelatuje szybko 

izbę i wylatuje drugimi drzwiami. Przeciął tę niewielką, miłą mu prze-

strzeń i zniknął - z zimy powrócił do zimy. Także życie człowieka jest jak 

mgnienie oka. Nie wiemy, co było przed nim i co po nim nastąpi". Ten 

Germanin sam wyczuwa, że jest zależny od czegoś obcego, że znalazł się 

w świecie przypadkiem, zarazem jednak czuje się w tym życiu dobrze i 

bezpiecznie. Trapi się tylko tym, że życie jest krótkie, i tym, co po nim 

nastąpi.

Augustyn, podobnie jak ów Germanin, dostrzegał zagadkowość pytania, 

skąd się wzięliśmy na tym świecie, ale jego ocena była zupełnie inna. 

„Cokolwiek nas bowiem na ten świat sprowadziło - czy to Bóg, czy natura, 

czy przeznaczenie, czy wola nasza, czy niektóre z tych czynników 

łącznie, czy też wszystkie razem (zagadnienie to wielce trudne do roz-

strzygnięcia [...]) - ciśnięto nas na burzliwe morze życia jak gdyby bez 

ładu i celu"*.

Po t r z e c i e ,  byt człowieka ujmowany jest w perspektywie jego 

z a g u b i e n i a   i  w i e l k o ś c i   zarazem, w jego znikomości i mo-

żliwości, w zagadce, że to właśnie z jego kruchości wyrastają jego 

szansę i zadania. Ten obraz człowieka, w różnych odmianach, towa-

rzyszy dziejom Zachodu.

Grek wiedział, że żadnego człowieka przed śmiercią nie można na-

zwać szczęśliwym. Jest zdany na niepewny los; ludzie przemijają jak 

liście na drzewie. Apycha, zapominająca o ludzkiej mierze, prowadzi do 

tym głębszego upadku. Ale Grek wiedział zarazem: wiele jest potęg, ale 

najpotężniejszy jest człowiek.

W Starym Testamencie odnajdujemy podobną biegunowość. Wyraża 

on nicość człowieka:

*     Św. Augustyn, O życiu szczęśliwym, przeł. A. Świderkówna, w: Dialogi 

filozoficzne, Warszawa 1953, s. 8.

 

Wykład trzeci-

Człowiek

38

39

background image

 

„Dni człowieka jak trawa,

niby kwiat polny zakwita.
A kiedy wiatr przejdzie po nim, nie masz go,

i nie poznaje go już miejsce jego".

Aż drugiej strony jego wielkość:

„Uczyniłeś   go   niewiele   mniejszym   od   niebieskich   mocy, 

chwałą i blaskiem ukoronowałeś go. Postawiłeś go władcą nad 

dziełami rąk Twoich, wszystko poddałeś pod stopy jego"*.

""«

Stary Testament wynosi człowieka jako podobnego Bogu ponad ten 

wspólny wielu ludom obraz znikomości i wielkości: Bóg stworzył czło-

wieka na wzór i podobieństwo swoje. Człowiek upadł i teraz skrywa w 

sobie zarazem podobieństwo do Boga i grzech.

Chrześcijanie idą tą drogą. Byli tak wyraźnie świadomi granic człowie-

czeństwa, że widzieli je nawet w Bogu-człowieku. Jezus doświadczył w 

najokrutniejszej męce tego, co na krzyżu wyraził słowami Psalmu: „Boże 

mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Człowiek nie ma oparcia w samym 

sobie.

Ta szczerość pozwala chrześcijanom przedstawiać w legendach naj-

większych świetychjako ludzi, którzy zawodząi są winni. Piotr w obliczu 

gróźb siepaczy i natarczywego pytania służącej zapiera się Jezusa po trzykroć. 

Rembrandt namalował tego człowieka (obraz ze zbiorów leningra-dzkiego 

Ermitażu przed wojną można było przez jakiś czas oglądać w Holandii): 

oblicze Piotra w momencie zaparcia się, odsłaniające w niezapomniany 

sposób jeden z podstawowych ryso w ludzkiego bytu; grożący siepacze, 

triumfalny uśmiech służącej, łagodne spojrzenie Chrystusa w tle.

Św. Paweł i Augustyn pojęli, iż niemożliwe jest, by dobry człowiek był 

prawdziwie dobry. Dlaczego nie? Jeśli czyni dobro, wie, że czyni dobro, a z 

wiedzy tej bierze się samozadowolenie i pycha. Bez autorefleksji nie

*     Psalm 103 i 8, przeł. C/. Miłosz, w: Księga Psalmów, Paris 1979, s. 235,64.

jest możliwa ludzka dobroć, lecz za sprawą autorefleksji dobroć przestaje 

być niewinna i czysta.

Pico delia Mirandola, w latach triumfu jeszcze chrześcijańskiego rene-

sansu, ujmował człowieka zgodnie z ideą, którą przeznaczyła mu bo-

skość, gdy w ostatnim dniu stworzenia po wołała go na świat. Bóg uczynił 

człowieka swoim jednoczącym w sobie wszystko lustrzanym odbiciem i 

powiedział do niego: nie daję ci żadnej określonej siedziby, żadnego 

szczególnego dziedzictwa. Wszystkie inne stworzenia poddałem swoi-

stym prawom. Jedynie ty nie jesteś niczym ograniczony, możesz wybrać i 

zdecydować się na bycie tym, czym wedle swój ej woli postanowisz być. Ty 

sam powinieneś wedle twej woli i dla twej chwały stać się swym własnym 

mistrzem i twórcą, i formować siebie samego z tworzywa, które ci 

odpowiada. To od twojej wolnej decyzji zależy, czy spadniesz na najniższy 

szczebel świata zwierząt. Ale możesz się także wznieść ku najwyższym 

sferom   boskości.   Zwierzęta   od   urodzenia   posiadają   wszystko,   co 

kiedykolwiek będą posiadały. Tylko w człowieku zasiał Ojciec ziarna 

wszelkich czynów i związki wszystkich sposobów życia.

Pascal w udrękach chrześcijańskiej świadomości grzechu dostrzegał 

wielkość i zarazem nędzę człowieka. Człowiek jest wszystkim i niczym. 

Stoi bez oparcia pośród nieskończoności. Zbudowany z nie dających się 

pojednać przeciwieństw, żyje w nie znającym ukojeni a niepokoju, niejest 

ani środkiem, w którym godzą się przeciwieństwa, ani jakimś nierucho-

mym ogniwem pośrednim. „Cóż za monstrum jest tedy człowiek? Cóż za 

osobliwość, co za potwór, co za chaos, co za zbieg sprzeczności, co za 

dziw! Sędzia wszechrzeczy - bezrozumny robak ziemny; [...] chluba i 

zakała wszechświata. [...] człowiek nieskończenie przerasta człowieka 

[...]. Ale oto my nieszczęśliwi [...] mamy pojęcie szczęścia [...], przeczu-

wamy obraz prawdy, a posiadamy jeno kłamstwo; niezdolni do zupełnej 

niewiedzy i do pewnego poznania [...]"*.

Dość już historycznych przykładów ujęć człowieczego bytu. Spró-

bujmy zyskać zasadniczą jasność co do wiedzy o człowieku. Ku czło-

wiekowi prowadzą dwie drogi, ujmujące go jako przedmiot badań lub 

jako wolność.

*     Blaise Pascal, Myśli, przeł. T. Żeleński (Boy), Warszawa 1977, s. 177-178.

 

Wykład trzeci-

Człowiek

40

41

background image

 

 

Człowiek jest przedmiotem badań anatomii, fizjologii, psychologii i 

socjologii. Antropologia, badająca rasy i konstytucje fizyczną, studiuje 

całokształt jego cielesności. Zyskano już znaczną wiedze, której  cechę 

z a s a d n i c z ą   stanowi to, że każde poznanie jest cząstkowe - także 

poznanie względnych całości; wyniki poznania są rozproszone - nie składają 

się w jeden skończony obraz. Dlatego poznanie to staje się fałszywe zawsze, 

gdy prowadzi do totalnych sądów o bycie człowieka, do rzekomo pewnej 

całościowej wiedzy.

Z filozoficzflSgo punktu widzenia istotne są pytania podstawowe. Py-

tanieoto,coróżniczłowieka  od  z w i e r z ę c i a   (azatem  p r o b lem 

s t a w a n i a   się  człowiekiem),   jest prawdopodobnie najbardziej 

podniecające.   Istnieje   tu   możliwość   badania   materiałów   empirycznych, 

podczas gdy rozważanie tego, co odróżnia człowieka od anioła,  może 

dokonywać się tylko wramach projektów twórczej wyobraźni, które - choć 

pouczające - przymierzają istotę człowieka do wymyślonych możliwości.

Punkt wyjścia badań stanowią dwa sprzeczne ze sobą doświadczenia 

podstawowe. Ujmujemy samych siebie jako jedno z wielu ogniw w łań-

cuchu istot żywych. Pytanie, co różni człowieka od zwierzęcia, okazuje się 

źle postawione. Mogę w sposób określony i dający możliwość odpowiedzi 

pytać o to, co odróżnia na przykład człowieka od małpy, a małpę  od 

innych ssaków, ale nie mogę pytać o to, co odróżnia człowieka od 

zwierzęcia.

Drugim doświadczeniem jest jednak dostrzeżenie nie dającej się z ni-

czym porównać ekspresji ludzkiego ciała. Stanowi ona część istoty czło-

wieka, jest czymś tak wyjątkowo osobliwym, szlachetnym i pięknym, że 

wszystkie inne istoty żywe zdają się niepełne, jakby utkwiły w ślepym 

zaułku. Gdy pytamy o te nie dające się z niczym porównać podstawowe 

rysy, jakie ukazuje ciało człowieka, to przeciwstawiamy go wszystkim 

innym żywym istotom.

Dzięki podążaniu obiema drogami pewne fakty stały się jasne, ale rze-

czywiście rozstrzygające fakty odkryto tylko na drodze pierwszej. Do-

niosłe konsekwencje miałyby jednak tylko odpowiedzi zdobyte na drugiej 

drodze; ograniczałyby one sens odpowiedzi uzyskanych na drodze

42

pierwszej. Oznaczałoby to bowiem, że w cielesności człowieka odkryto 

coś całkowicie swoistego. Dotąd nie udało się to, mimo wielu prób odpo-

wiedzi: od twierdzenia, że tylko człowiek potrafi się śmiać, aż do tezy o 

fizjologicznie i morfologicznie otwartej strukturze jego cielesności, za-

wierającej w sobie - w odróżnieniu od wszystkich innych istot żywych, 

które jakby ugrzęzły w martwym punkcie - wszystkie możliwości tego, co 

żyje. Pytanie o stan rzeczy odróżnić należy od pytania o pochodzenie. Na to 

ostatnie odpowiada się, gdy na przykład pojmuje sięczłowiekajako wynik 

zahamowania rozwoju embrionalnego lub jako podobny udomowionym 

zwierzętom  wytwór   domestykacj  i  będącej   następstwem  kultury;   obie 

odpowiedzi są absurdalne. Przełomowe badania Portmanna nad zjawiskami 

właściwymi pierwszemu okresowi życia i latami dojrzewania człowieka 

ujawniły po raz pierwszy fakty, które dzięki zastosowaniu biologicznych 

procedur badawczych dowodzą, że także cielesność człowieka nie może 

urzeczywistnić się bez elementów dziejowej tradycji, że jego biologiczne 

cechy stają się zrozumiałe tylko w odniesieniu do tego, co zyskał dzięki 

tradycji, a nie dziedziczeniu.

Jesteśmy jednak bardzo odlegli od rzeczy wiście przekonującej, biolo-

gicznie niepodważalnej wiedzy o swoistości życia ludzkiego ciała, choć 

sądzimy, że dostrzegamy ją bez pomocy nauki.

Z pytaniem, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, związane jest ściśle 

p y t a n i e   o  p o c h o d z e n i e   c z ł o   w i e k a ,   o   stawanie   się 

człowiekiem. Z badaniami w tej sferze rzecz się będzie miała przypu-

szczalnie tak jak z pytaniem o pochodzenie życia w ogóle. Postęp po-

znania powiększa tylko niewiedzę w sprawach podstawowych, wskazując 

zarazem na granice, którym sens możemy nadać tylko czerpiąc z innego 

źródła niż poznanie.

Przed trzydziestu laty pewien geolog zachęcał mnie do wygłoszenia 

wykładu o powstaniu życia. Odpowiedziałem: Wielkość biologii przejawia 

się w tym,  że - w przeciwieństwie  do wcześniejszych  niejasnych 

wyobrażeń o formach przejściowych - dochodzi do coraz bardziej zde-

cydowanego przekonania, iż powstania życia nie sposób pojąć. Na to 

geolog: Ale przecież życie musiało powstać albo na Ziemi, a więc z nie-

organicznego podłoża, albo jego zarodki musiały przybyć na Ziemię z 

kosmosu. Ja: Obie możliwości zdają się całkowicie wykluczać, ale obie

Wykład trzeci-

Człowiek

43

background image

 

background image

 

są w oczywisty sposób fałszywe. Geolog: Azatem poszukuje pan ratunku w 

cudach. Ja: Nie, chciałbym tylko odkryć to, czego z istoty wiedzy wiedzieć 

niepodobna. Geolog: Tego nie rozumiem. Chce pan czegoś negatywnego. 

Przecież świat daje się pojąć, inaczej cała nasza nauka nie miałaby sensu. Ja: 

A może właśnie tylko dzięki temu ma sens, że pojmując dociera do tego, 

co prawdziwie niepojmowalne. Ale może sensowne jest wyrażanie tego, co 

niepojmowalne, w intelektualnej grze na granicy poznania, za pomocą 

hipotetycznych niemożliwości. Taką grą zdaje się wyobrażenie zarodków 

życia w kosmosie rozprzestrzeniających się wszędzie i daj ących początek 

życiu, skoro w tej postaci istniało ono od zawsze. Ale jest to trywialna i nic 

nie mówiąca gra intelektu. Więcej wyraża, jak sądzę, gra zaproponowana 

przez Preyera: świat jako jedno monstrualne  życie, którego trupem i 

odpadem jest to, co nieożywione. Nie powstanie  życia, ale powstanie 

nieożywionego domagałoby się wyjaśnienia.

Analogicznym  problemem jest uczłowieczenie. Dokonano tu  rzeczy 

znaczących, ale są to tylko hipotezy i pojedyncze fakty. W sumie zagadka stała 

się   głębsza,   obraz   setek   tysiącleci   nieco   jaśniejszy,   ale   podłoże 

uczłowieczenia   jeszcze   bardziej   niepojęte.   Najlepszą   grą   intelektualną 

polegającą na wymyślaniu niemożliwości wydaje mi się gra Dacąućgo: 

człowiek istniał od zawsze, żył w wielorakich formach świata zwierzęcego, 

zupełnie inaczej niż morfologicznie pozornie co do gatunku pokrewne, a 

jednak co do istoty różne formy zwierzęce, jako ryba, gad itp. Człowiek 

stanowi - można by kontynuować to rozumowanie - odwieczną, właściwą 

formę życia, całe pozostałe życie jest tylko jego zwyrodniałą formą, także w 

końcu okazuje się, że to nie człowiekrozwinął sięzmałpy, ale raczej małpa z 

człowieka. Być może w dalszej perspektywie czeka nas nowy proces takiego 

wyradzania się- powstanie nowego gatunku zwierząt wskutek kostnienia 

techniki, będącej formą jego istnienia: ukształtuje się nowy ludzki byt, z 

punktu widzenia którego ta masa wyglądać będzie jak jakiś inny gatunek, jak 

cośtylko ożywionego, ale już nie ludzkiego. Myśli te są absurdalne, ale gra 

nimi rozjaśnia naszą niewiedzę.

Najkrócej podsumowałatenproblem anegdota zamieszczona wpiśmie 

„Simplicissimus" wiatach pierwszej wojny światowej. Rozmawiaj ą dwaj 

chłopi z Górnej Bawarii: „Głupia sprawa, Darwin ma chybarację, pocho-

(jzimy od małpy." „Tak - opowiada drugi - głupia sprawa, ale chciałbym 

zobaczyć małpę, która po raz pierwszy zauważyła, że nie jest już małpą".

Człowieka nie można wywieść z czegoś innego, pozostaje w bezpo-

średnim związku z podstawą wszystkich rzeczy. Uprzytomnienie sobie 

tego oznacza wolność człowieka, która w każdym innym totalnym uza-

leżnieniu jego bytu gubi się, a zostaje całkowicie odzyskana w tej właśnie 

jedynej totalnej zależności. Wszelkie zależności od świata i biologiczne 

procesy rozwojowe dotyczą jakby materii człowieka, a nie jego samego. 

Nie można przewidzieć, j ak daleko dotrą badania w poznawaniu rozwoju tej 

człowieczej materii. I nie ma  chyba dziedziny, która  byłaby dla  nas 

bardziej zajmująca i pobudzająca.

Każda wiedza o człowieku, gdy absolutyzuje samą siebie i uznaje za 

wiedzę o całości człowieka, sprawia, że jego wolność znika. To samo 

dotyczy teorii człowieka, w ograniczonych ramach sensownych, które 

stworzyła psychoanaliza, marksizm, nauka o rasach. Przesłaniają one 

człowieka jako takiego, gdy chcą badać coś więcej niż tylko aspekty jego 

zjawiska.

Nauka ukazuje nam wprawdzie godne uwagi i zaskakujące sprawy w 

człowieku, ale im staje się jaśniejsza, tym bardziej świadomajesttego, że 

nigdy nie uczyni człowieka jako całości przedmiotem swych badań. 

Człowiek jest zawsze czymś więcej niż tym, co o sobie wie. Odnosi się to 

zarówno do człowieka jako takiego, jak i do każdej jednostki. Nigdy nie 

możemy dokonać bilansu i uznać, że wiemy, czym jest człowiek w ogóle 

lubjakaśjednostka.

Absolutyzacja zawsze partykularnego poznania, uznanie, że stanowi 

ono całość poznania człowieka, niszczy obraz człowieka. To z kolei niszczy 

samego człowieka. Obraz człowieka bowiem, który uważamy za prawdziwy, 

sam staje się elementem naszego życia. Rozstrzyga o tym, jak traktujemy 

siebie i innych ludzi, o nastroju naszego życia i o wyborze zadań.

Czym jest człowiek, na to pytanie każdy z nas ma całościową odpo-

wiedź i jest jej pewien w sposób, na który nie może wpłynąć badanie. To 

sprawa naszej wolności, która wprawdzie świadoma jest swego związku z 

nieodpartym poznaniem, ale sama nie jest jednym z właściwych mu 

przedmiotów. Albowiem gdy poddajemy samych siebie badaniu, nie do-

 

Wykład trzecL-

Człowiek

44

45

background image

 

strzegamy już wolności, tylko określony byt, Skończoność, postać, sto-

sunki, konieczności przyczynowe. Ale to właśnie dzięki naszej wolności 

jesteśmy świadomi naszego człowieczego bytu.

Podsumujmy nasze rozważania raz jeszcze, by uczynić łatwiejszym 

skok do świadomości wolności.

Człowieka nie sposób pojąć przez odwołanie siędo,.rozwoju" ze świata 

zwierzęcego.

Przeciwstawia się temu teza: jego pochodzenia nie można pojąć inaczej 

niż   przez   odwołanie   się   do   takiego   rozwoju.   Skoro   pochodzenie 

człowieka tylko tak można pojąć, a wszystko, co dzieje się w świecie, 

jest zasadniczo zrozumiałe, człowiek musiał powstać w procesie takiego 

rozwoju.

Odpowiedź: w rzeczy samej, dla naszego poznania wszystko jest poj-

mowalne, bo granice pojmowalności są tożsame z granicami poznania; to, 

co leży poza nimi, jest dlapoznania niczym. Ale byt nie jest w żadnym razie 

tożsamy   z   tym,   co   możemy   poznać,   jeśli   poznaniem   nazywamy 

naukowo nieodparte poznanie przedmiotowe - przekaz dający się w sposób 

identyczny   zrozumieć.   Samo   to   poznanie   jest   zawsze   partykularne, 

odnosi się do określonych, skończonych przedmiotów - błądzi zasadniczo 

wtedy, gdy kieruje się ku całości jako takiej.

Świata jako całości nie da się pojąć za pomocą jednej, kilku lub wielu 

przejrzystych zasad. Po pierwszej, fałszywej i daremnej próbie ogarnięcia 

całości poznanie rozczłonkowuje swój przedmiot. Poznanie dokonuje się w 

świecie, lecz nie ujmuje świata. Uniwersalne poznanie - na przykład  w 

matematyce   lub   naukach   przyrodniczych   -   chwyta   wprawdzie   coś 

wszechobecnego, ale nigdy nie jest to całość rzeczywistości.

Nowym błędem byłoby jednak dokonanie w ramach poznania jednego 

typu skoku do poznania innego typu. Jak gdyby na granicy można było 

poznać stwórcę świata, ingerencję stwórcy w losy świata - dla poznania są 

to tylko obrazowe tautologie zdające sprawę z naszej niewiedzy.

Świat okazuje się niezgłębialny. Ale człowiek odnajduje w sobie coś, 

czego nie znajduje nigdzie w świecie, coś nie dającego się poznać ani 

dowieść, coś, co nigdy nie staje się przedmiotem, co wymyka się wszelkiej 

empirycznej nauce: wolność i to, co sięz nią wiąże. Doświadczam j ej

nie dzięki wiedzy o czymś, ale dzięki czynowi. W wolności odnajduję 

drogę wiodącą przez świat i mnie samego ku transcendencji.

Temu, kto wolność neguje, nie można jej istnienia dowieść, tak jak 

dowodzi się istnienia rzeczy w świecie. Skoro jednak wolność stanowi 

źródło naszego działania i naszej świadomości bytu, to odpowiedź na 

pytanie, czym jest człowiek, jest nie tylko treścią wiedzy, lecz w i a r ą . 

Sposób, w jaki człowiek upewnia się o swoim byciu człowiekiem, stanowi 

podstawowy rys filozoficznej wiary.

Wolność człowieka nie daje się oddzielić od  ś w i a d o m o ś c i 

s k o ń c z o n o ś c i  c z ł o w i e k a .

Naszkicujmy pokrótce podstawowe rysy. Skończoność człowieka jest, 

po p i e r w s z e ,   skończonością wszystkiego, co żyje. Jest on skazany 

na swoje środowisko, dostarcza mu ono pożywienia i treści jego zmy-

słom; wydany jest nie znającym miłosierdzia, głuchym i ślepym zjawi-

skom przyrodniczym; musi umrzeć.

Skończoność człowieka wyraża się, po  d r u g i e , w tym, że zdany 

jest na innych ludzi i stworzony przez ludzką wspólnotę dziejowy świat. W 

świecie tym nie może polegać na niczym. Bogactwa gromadzą się i 

rozpływają. W instytucjachludzkichrządzi nie tylko sprawiedliwość, ale 

też każdorazowa władza, która swą samowolę podaje za narzędzie spra-

wiedliwości i dlatego zawsze opiera się po części na fałszu. Państwo i 

wspólnota narodowa mogą unicestwiać ludzi, którzy pracowali dla nich 

przez całe życie. Polegać można tylko na wierności ludzi, z którymi wiąże 

nas egzystencjalna komunikacja, ale nie można wyliczyć jej szans. Polega 

się tu bowiem na czymś, co nie istniej e w świecie w obiektywny, daj ący się 

dowieść sposób. Także najbliższy człowiek może zachorować, zwariować, 

umrzeć.

Skończoność człowieka wyraża się, p o t rz ec ie ,  także w poznaniu, w 

tym, że skazany jest na dane mu doświadczenie, w szczególności na 

naoczność, która nigdy nie może być wolna od treści zmysłowych. Myśląc, 

mogę ogarnąć tylko to, co ucieleśnia się w naoczności wypełniaj ącej 

myślowe formy.

Człowiek uświadamia sobie swoją Skończoność w zetknięciu z tym, co 

skończone nie jest - z bezwarunkowym i nieskończonym.

 

Człowiek

Wykład trzecl-

46

47

background image

 

Bezwarunkowe   urzeczywistnia się dla niego w decyzji, której 

spełnienie wskazuje, że pochodzi on skądinąd, niż sugerowałoby poznanie 

jego skończonego istnienia.

Nieskończonego  człowiek dotyka, choć go nie ogarnia, przede 

wszystkim w idei nieskończoności, poza tym w wyobrażeniu poznania 

boskiego różniącego się z istoty od skończonego poznania ludzkiego, w 

końcu w idei nieśmiertelności. Niepojmowalne, ale jednak stopniowo 

uświadamiane nieskończone pozwala człowiekowi przekraczać swoją 

skończoność poprzez jej uświadomienie.

Dzięki obecności bezwarunkowego i nieskończonego skończoność 

nie jest dla człowieka tylko nie uświadomioną cechą jego istnienia; dzięki 

światłu transcendencji staje się dla niego podstawowym rysem świado-

mości bycia stworzonym. W ten sposób skończoność człowieka zostaje 

przełamana, choć nie zniesiona.

Gdy w bezwarunkowości swej decyzji - w opozycji do wszystkiego, co 

skończone w świecie - człowiek dzięki swej niezależności upewnia się o 

swej nieskończoności jako tożsamej z autentycznym  byciem sobą, 

wówczas odsłania się przed nim nowe oblicze jego skończoności. Ta 

skończoność jako egzystencja oznacza: człowiek nie może siebie za-

wdzięczać samemu sobie. To nie dzięki sobie jest on źródłowo sobą. Po-

dobnie jak swego istnienia w świecie nie zawdzięcza własnej woli, tak 

sam został samemu sobie podarowany przez transcendencję. Musi być 

stale na nowo sobie darowywany, jeśli nie chce przestać być sobą. Jeśli 

człowiek potwierdza się wewnętrznie w swoim losie, gdy niewzruszenie 

stawia czoło nawet śmierci, to nie może zawdzięczać tego wyłącznie sa-

memu sobie. To, co mu w tym pomaga, jest innego rodzaju niż wszelka 

pomoc w świecie. Transcendentna pomoc ukazuje mu się wyłącznie w 

tym, że może być sobą. To, że może polegać na sobie, zawdzięcza nie-

uchwytnej, tylko w wolności samej wyczuwalnej dłoni transcendencji.

Z radykalnie odmiennych źródeł czerpiemy pewność dotyczącą czło-

wieka jako przedmiotu badani człowieka jako wolności. Pierwszy jest 

treścią wiedzy, drugi - podstawowym rysem naszej wiary. Jeśli jednak 

dążymy do uczynienia wolności treścią wiedzy i przedmiotem badań, to 

rodzi się szczególna forma zabobonu.

Wiarę znajdujemy na drodze wolności, która nie jest wolnością abso-

lutną ani pustą, lecz doświadczającą siebie jako możliwości utraty siebie i 

bycia sobie podarowaną. Tylko dzięki wolności upewniam się o transcen-

dencji. Dzięki wolności docieram wprawdzie do punktu, w którym jestem 

niezależny od całego świata, ale właśnie za sprawą świadomości radykalnego 

związania z transcendencją. Nie istnieję bowiem dzięki samemu sobie.

Zabobon  natomiast po wstaje na drodze wiodącej przez przedmioty, 

przez wiarę w coś, a zatem także przez rzekomą wiedzę o wolności. Dlatego 

nowoczesną   postacią   zabobonu   jest   na   przykład   psychoanaliza   jako 

światopogląd i pseudomedycyna, która czyni rzekomym przedmiotem 

swych badań wolność człowieka.

Świadomość siebie jako człowieka jest zarazem świadomością trans-

cendencji -jest ograniczeniem lub wzlotem, jest zabobonem, gdy ogra-

nicza się do tego, co przedmiotowe (a przez to wiąże się z fałszywym 

wyobrażeniem nauki), lub wiarą, gdy prowadzi do uprzytomnienia Ogar-

niającego (a przez to związana jest z wypełniającą niewiedzą).

Skończoność jako stygmat bycia stworzonym człowiek dzieli ze zwie-

rzętami, z wszystkim, co istnieje. Ale jego ludzka skończoność  nie 

j e s t  z d o l n a  do tego zamknięci a, jakie osiąga każde zwierzę.

Każde zwierzę jest po swojemu doskonałe, dzięki ograniczeniu znajduje 

spełnienie w stale pulsującym krwiobiegu istot żywych. Wydane jest 

wyłącznie na pastwę natury, która stale wszystko niszczy i odradza na 

nowo. Tylko skończoność człowieka nie znajduje spełnienia. Tylko jego 

skończoność prowadzi go w dzieje, w których chce stać się tym, czym 

może być. Otwartość jest znakiem jego wolności.

Ta n i e m o ż l i w o ś ć  s p e ł n i e n i a wraz z jej następstwami 

-bezustannym szukaniem i próbowaniem (zamiast spokojnego w swej 

ograniczoności, nieświadomego życia w powtarzających się cyklach) 

-związana jest nierozdzielnie z wiedzą człowieka o niej. Spośród wszy-

stkich istot żywych tylko człowiek wie o swej skończoności. Jako niemo-

żliwość spełnienia jego skończoność staje się dlań czymś więcej niż tym, 

co wychodzi na jaw w samej tylko wiedzy o skończoności. To z zagubienia 

człowieka wyrastają jego zadania i możliwości. Znajduje się on w 

najbardziej rozpaczliwym położeniu, ale przez to z jego wolności wypły-

 

Wykład trzect-

Człowiek

48

49

background image

 

wa najsilniejsze wezwanie do wzlotu. Dlatego wizje człowieka cechowała 

zawsze zadziwiająca sprzeczność - przedstawiano go jako najnędz-

niejszą i najwspanialszą istotę.

Twierdzenie, że człowiek jestistotąskończoną i nie znającą spełnienia, 

ma dwuznaczny charakter. Jego treść poznawcza wywodzi się z dającej 

się udowodnić wiedzy o :;kończoności człowieka. Ale w swej ogólności 

wskazuje ono także na coś, co jest treścią wiary, z której wyrasta wolność 

człowieczych   zadań.   Podstawowe   doświadczenie   istoty   człowieka 

-przekraczając wszystko, co poddaje się poznaniu - ujmuje w jedno jego 

niemożliwość spełnienia i nieskończone możliwości, jego związanie i 

przełamującą wszystko wolność.

Świadomy swej wolności człowiek chce stać się tym, czym może i 

powinien być. Tworzył d e a ł swej istoty. Tak jak poznanie, traktując czło-

wiekajako przedmiotbadań, fałszywie go ogranicza, czyni zniego obraz, tak i 

wolność, błądząc, kieruje się w swym dążeniu pewnym absolutnym ideałem. 

Człowiek chciałby uciec od bezradnych pytań i zagubienia, zanurzyć się w 

powszechności, której konkretne postaci mógłby naśladować.

Istnieje wiele obrazów człowieka uznawanych za ideały, którymi 

chcielibyśmy się stać. Nie można wątpić w historyczne oddziaływanie 

takich ideałów, w realność społecznych typów. Spotęgowany ideał prze-

radza się w nieokreśloną „wielkość", wykraczającą jakby poza to, co w 

człowieku ludzkie, w jakiegoś nadczło wieka czy nieczłowieka.

Dla naszej filozoficznej świadomości decydujące jest to, że przekonu-

jemy się o fałszywości takich dróg i o tym, że są one niemożliwe. Kant 

wyraził tę pewność w sposób najczystszy: „Lecz chęć urzeczywistnienia 

ideału wjakimśprzykładzie, tzn. w zjawisku, np. mędrca w po wieści [...], 

ma w sobie coś niedorzecznego i mało budującego, gdyż naturalne ogra-

niczenia, przynoszące stale uszczerbek doskonałości w idei, uniemożliwiaj 

ą w takiej próbie wszelką iluzj ę i czynią przez to dobro zawarte w idei 

podejrzanym i podobnym do prostego urojenia" *.

*     Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu, przeł. R. Ingarden, t. II, War-

szawa 1957, s. 312.

Tak jak człowiek znika, gdy jako przedmiot poznania w teorii ras, 

psychoanalizie, marksizmie uznawany jest za pojętego lub pojmowal-

nego w całości, tak zadanie bycia człowiekiem znika w obrazach ideału 

człowieka.

Czymś zasadniczo różnym od ideału jest idea. Nie istnieje wprawdzie 

żadenideał, ale istnieje idea człowieka. Idę ał załamuje się, idea prowadzi. 

Ideały mogą być jakby schematami idei, drogowskazami. Na tym polega 

prawda wielkich filozoficznych wyobrażeń - człowieka szlachetnego w 

Chinach i mędrca u stoików. Pobudzają one do wzlotu, lecz nie ukazują 

spełnienia.

Czym innym jest także wzorowanie się na historycznie określonych, 

czczonych i miłowanych ludziach. Pytamy często: co powiedziałby w 

tym przypadku, jak by się zachował? I zaczynamy nim żywą dyskusję, 

nie uznając go bynajmniej za uosobienie prawdy, za bezwarunkowo godny 

naśladowania wzór. Albowiem każdy człowiek jest człowiekiem i dlatego jest 

skończony i niedoskonały, dlatego też błądzi.

Wszystkie ideały człowieka zawierają w sobie coś niemożliwego, bo 

człowiek nie może się spełnić. Nie może istnieć człowiek doskonały. Ma to 

istotne filozoficzne następstwa.

1. Autentyczna wartość człowieka nie leży w gatunku czy typie, do którego 

się   zbliża,  a l e w d z i e j o w e j   j e d n o s t c e ,   niepowtarzalnej, 

niezastąpionej. Wartość każdego człowieka uznaje się za nienaruszalną 

dopiero wtedy, gdy nie traktuje sięludzi j ako wymiennego materiału, 

którymabyć ukształtowany wedle jakiegoś powszechnego wzoru. Społeczny 

i zawodowy typ, do którego się zbliżamy, przejmujemy tylko jako  rolę 

odgrywaną przez nas w świecie.

2. I d e a  r ó w n o ś c i  wszystkich ludzi jest w oczywisty sposób fałszywa, 

gdy   chodzi   o   ich   charaktery   i   uzdolnienia   jako   poddających   się 

psychologicznym badaniom istot. Jest także fałszywa w odniesieniu do 

realiów społecznego ładu, w którym w najlepszym razie istnieć może 

równość szans i równość wobec prawa.

Istotną równość wszystkich ludzi dostrzec można tylko w owej głębi, w 

której dla każdego dzięki wolności otwarta jest droga zdążania przez 

moralne życie ku Bogu. Jest to równość biorąca się z nie dającej się wy-

 

I

Wykład trzech-

Człowiek

50

51

background image

 

kazać zapomocą żadnej ludzkiej wiedzy ani nie dającej sięzobiektywizo-

wać wartości, jaką jest jednostka jako nieśmiertelna dusza. Jest to równość 

wymagań i ostatecznego sądu, po którym przypadnie człowiekowi miejsce 

w niebie albo w piekle. Równość ta nakazuje szacunek dla każdego 

człowieka, wykluczający traktowanie kogokolwiek wyłącznie jako środka, 

a nie zarazem jako celu samego w sobie.

Człowiekowi zagraża jego pewność siebie, przekonanie, że jest już 

tym, czym mógłby być. Gdy wiara, w której człowiek odnajduje drogę 

swychmożliwości, staje sięczymś, co posiada, to zamyka tę drogę-prze-

mienia się w pychę moralnego samozadowolenialub dumępłynącą z wro-

dzonych cech.

Z postawy stoickiej - żyć tak, by podobać się samemu sobie, aż do 

zgody na siebie, jaką zdaniem Kanta odczuwa człowiek działający mo-

ralnie - wypływało arbitralne zadowolenie z siebie, któremu św. Paweł i 

Augustyn, a nawet sam Kant, przeciwstawiali fakt sięgającego korzeni 

zepsucia człowieka.

Istotne jest, że człowiek jako egzystencja doświadcza tego, iż został 

samemu sobie w swojej wolności podarowany przez transcendencję. 

Przez to wolność ludzkiego bytu staje sięjądrem wszystkich możliwości 

człowieka, który dzięki przewodnictwu transcendencji, dzięki jedni staje 

sięjednością.

P r z e w o d n i c t w o   to jest radykalnie odmienne od jakiegokolwiek 

przewodnictwa w świecie, bo nigdy nie staje się obiekty wnie jednoznaczne; 

towarzyszy ono całkowitemu wyzwalaniu człowieka. Urzeczywistnia się 

bowiem wyłącznie za sprawą wolności upewniania się o sobie samym. 

Głos Boga zawiera się w przekonaniu, do jakiego dochodzi otwarta na 

tradycję i świat jednostka. Staje się on zrozumiały w wolności wyboru tego, 

co uznajemy za własne przekonanie, i nie ma żadnego innego sposobu 

objawienia się ludziom. Człowiek, którego decyzja wypływa z jego głębi, 

wierzy, że posłuszny jest Bogu, choć jego wiedza o tym, jaka  jest wola 

Boga, nie ma obiektywnych gwarancji.

Przewodnictwo urzeczywistnia się za sprawą sądu, jaki człowiek wydaje 

o swym czynie. Sąd ten hamuje i pobudza, koryguje i potwierdza. W istocie 

jednak człowiek sądząc samego siebie nie może całkowicie i osta-

tecznie polegać tylko na sobie. Chce wysłuchać sądu innych ludzi i w 

dyskusji z nimi zdobyć jasność. Ale w końcu i sąd najbardziej znaczących 

dla niego ludzi, choć w rzeczywistości jedyny dostępny, nie jest rozstrzy-

gający. Rozstrzygający byłby sąd Boga.

Uznanie sądu zaprawdziwy dokonuje siętedy w czasie wyłącznie dzięki 

temu, że sami siebie przekonujemy o jego prawdziwości -już to dlatego, że 

roszczenie uchodzi za powszechnie obowiązujące, już to z tej racji, że jest 

dla nas wymogiem dziejowym.

Powaga posłuszeństwa wobec uznanego w wolności powszechnego 

nakazu etycznego - wobec dziesięciorga przykazań - wiąże się z tym, że 

właśnie jako wolni wsłuchujemy się w transcendencję.

Ponieważ jednak czyn nie daje się całkowicie wyprowadzić z tego, co 

ogólne, przewodnictwo boże przemawia do nas u źródła konkretnego 

wymogu dziejowego bardziej bezpośrednio aniżeli w nakazie ogólnym. 

Ale to, co słyszymy, pozostaje mimo całej swej pewności problematyczne. 

Wsłuchiwanie się w przewodnictwo boże niesie ze sobą zawsze ryzyko 

zbłądzenia. Przesłanie bowiem jest zawsze wieloznaczne, a wolność, w 

porównaniu   z   tą,   jaką   dawałaby   jasna,   jednoznaczna   wiedza   o 

konieczności, nigdy nie jest doskonała. Nigdy nie opuszcza mnie nie-

pewność, czy postępując wedle nakazów boskiego przewodnika rze-

czywiście jestem sobą, czy na pewno samo źródło podpowiada mi, w 

jakim kierunku iść.

Świadomość tego ryzyka pozostaje w czasie warunkiem wzrostu wol-

ności. Wyklucza poczucie bezpieczeństwa biorące się z pewności, zabrania 

uogólniania   nakazów,   uznawania   ich   za   obowiązujące   wszystkich, 

kładzie tamę fanatyzmowi. Nawet w pewności decyzji, skoro dokonuje się 

ona w świecie, musi tkwić jakaś niepewność. Pewność siebie jest nie-

dopuszczalna. Pycha posiadania absolutnej prawdy niszczy prawdę w 

świecie. W pewności niezbędna jest pokora trwania w pytaniu. Albowiem 

wszystko może się jeszcze okazać czymś zupełnie innym. Czyste, ale 

przecież nigdy dostatecznie czyste sumienie może popełnić błąd.

Dopiero spoglądając wstecz możemy się zdumiewać tym niepojętym 

przewodnictwem. Ale nawet wtedy nie zyskujemy pewności, prawdziwe 

przewodnictwo boże nigdy nie jest czymś, co posiadamy.

 

Człowiek

Wykład trzecir-

52

53

background image

 

Z psychologicznego punktu widzenia głos B oga wyraża siew czasie tylko w 

sądzie człowieka o sobie samym. W tym sądzie, który nagle - z rzetelnych 

usiłowań w polu różnych możliwości, z najdalej posuniętej ostrożności 

-może sam objawić siejako pewny, odnajduje człowiek zawsze nieostateczny i 

zawsze dwuznaczny sąd B oga. Ale usłyszeć go można tylko we wzniosłych 

momentach. To z nich i w dążeniu do nich żyjemy.

Drogą myślącego człowieka jest filozofujące życie. Filozofowanie należy 

zatem do istoty człowieka. Jest on jedyną istotą w świecie, której w 

istnieniu objawia się byt. Człowiek nie może spełnić się w samym istnieniu, 

zadowolić się smakowaniem życia. Przełamuje wszelką rzeczywistość 

istnienia pozornie spełniającą się w świecie. Wie, że jest rzeczy wiście 

człowiekiem, gdy otwarty na całość bytu żyje w świecie z transcendencją. 

Traktując serio swoje istnienie dąży jednak ku bytowi. Nie może bo wiem 

pojąć siebie jako prostego rezultatu tego, co zdarza się w świecie. Dlatego 

przekracza swoje istnienie i świat, zmierza ku podstawie istnienia i świata, 

tam, gdzie upewnia się o swym źródle, dostępując wtajemnicze-niaw 

stworzenie. Człowiek nie jest u źródła bezpieczny, nie jest też u celu. Szuka 

wieczności w swoim życiu między źródłem i celem.

Niewiara  pozwala człowiekowi tkwić w faktach byle jakiego życia, 

zdać się na poznawalne konieczności i to, co nieuniknione, zatopić się w 

pesymizmie schyłku, w gasnącej świadomości. Człowiek dusi się w 

swoim rzekomo określonym bycie.

Wiara  f il oz of ic z na   jest jednak wiarą człowieka w swoje mo-

żliwości. W nich oddycha jego wolność.

Przełożyła Dorota Lachowska

Wykład czwarty 

Filozofia i religia

Od tysiącleci filozofia i religia spotykają się ze sobą jako sojusznicy 

albo wrogowie.

Spotykają się najpierw w mitach i obrazach świata, potem w teologii, 

gdy filozofia występuje w szatach teologii, tak jak skądinąd pojawia się 

przecież w szatach poezji, a najczęściej nauki. Potem zaś, gdy dochodzi do 

rozstania, religia staje się dla filozofii wielką tajemnicą - filozofia nie może 

pojąć religii. Kult, roszczenie do objawienia, roszczenie do władzy,  jakie 

wysuwa   oparta   na   religii   wspólnota,   organizacja   i   polityka   takiej 

wspólnoty, oraz sens, jaki religia nadaje samej sobie - wszystko to jest dla 

filozofii przedmiotem badania.

W tym badawczym podejściu kryje sięjuż zarodekwalki. Filozof może 

podejmować tę walkę tylko ze względu na prawdę i tylko środkami du-

chowymi.

Ani religia, ani filozofia nie są tworami jednoznacznymi - nie są stałymi 

punktami,  od  których  moglibyśmy  rozpocząć   porównawcze  rozważania. 

Obie podlegają dziejowym przemianom, ale same pojmują się zawsze w 

odniesieniu do wiecznej prawdy, a ich dziej owa postać prawdę tę zarazem 

ukrywaiprzekazuje. O wiecznej, jedynej prawdzie religijnej nie potrafię 

mówić.   Prawdą  fi\ozofń)Qstphilosophiaperennis,  której   nikt   nie  może 

zagarnąć dla siebie, chociaż o nią przecież chodzi każdemu filozofującemu 

i ona właśnie obecna jest wszędzie tam, gdzie się naprawdę filozofuje.

Nie do pomyślenia jest stanowisko wykraczające poza opozycję filozofii 

i   religii.  Każdy  z   nas  stoi   już   po   jednej   stronie,   a  o   drugiej   stronie 

wypowiada się w jakiej ś decydującej sprawie bez własnego doświadczenia. 

Przeto i po mnie mogą sięPaństwo spodziewać, że pod jakimś względem 

jestem ślepy i błądzę. Ociągam się, a przecież nie mogę się wycofać. Mówić 

o   religii,   jeśli   nie   należy   się   do   niej   całą   swoją   istotą,   to   rzecz 

problematyczna, ale także niezbędna, jako wyraz własnego wyraźnego 

niedostatku, jako poszukiwanie prawdy, a także jako sprawdzenie same-

 

Wykład trzeci-

55

54

background image

 

mu religijnej wiary pośród tak rodzących się pytań. Dla filozofii religia 

nie jest wrogiem, ale czymś, co ją istotnie obchodzi i niepokoi.

Dziś znajdujemy się w sytuacji, którą scharakteryzuję słowami o oso-

bistym zabarwieniu. Ponieważ religia jest czymś tak istotnym, świado-

mość niedostatku kazała mi chciwie nasłuchiwać głosów dochodzących ze 

stanowiskareligijnej wiary. Otóż dla kogoś, kto jakja całe życie zabiegał o 

prawdę, jest rzeczą bolesną, że dyskusja z teologami utyka; w decydujących 

punktach teologowie milkną, wypowiadaj ą jakieś niezrozumiałe zdania, 

mówią   o   czymś   innym,   coś   bezwarunkowo   stwierdzają,   prze-

mawiająprzyjaźnie i z dobrocią, nie uprzytomniwszy sobie wcale, co się 

przedtem powiedziało - koniec końców nie są wcale zainteresowani. Z 

jednej strony bowiem czują się pewni swej prawdy, przerażająco pewni, z 

drugiej strony my, ludzie w ich oczach grzeszący zatwardziałym uporem, 

wydajemy się im nie warci zachodu. Aby ze sobą rozmawiać, trzeba jednak 

słuchać i naprawdę odpowiadać, nie wolno milczeć ani wymijać pytań, 

trzeba zwłaszcza każde wyznanie wiary - które spełnia się przecież  w 

ludzkim języku, kieruje się ku przedmiotom, jest wypowiedzią w ramach 

tego świata-razjeszczezakwestionowaćipoddać sprawdzeniu, nie tylko na 

zewnątrz, ale wewnętrznie. Kto ostatecznie posiadł prawdę, nie może z 

innymi naprawdę rozmawiać - zrywa prawdziwe porozumienie na rzecz 

treści swej wiary.

Ten wielki problem mogę poruszyć tylko w kilku aspektach i tylko 

ułamkowo. Chodzi mi o to, by w ten sposób dać odczuć źródłowo wiarę 

filozoficzną.

Religia w odróżnieniu od filozofii charakteryzuje się takimi oto cechami:

Religia zna kult, jest związana ze swoistą, wyrastającą z kultu wspól-

notą ludzi i nie daje się oddzielić od mitu. Do religii należy zawsze realny 

stosunek człowieka do Transcendencji w postaci obecnego w świecie sac-

rum, jako czegoś oddzielonego odprofonum, od tego, co sacrum nie jest. 

Gdzie brak sacrum albo gdzie je odrzucono, zanika swoistość religii. Dokąd 

sięga historyczna pamięć, niemal cała ludzkość żyje religijnie - tego 

dowodu prawdy i wagi religii nie wolno ignorować.

Filozofia natomiast jako taka kultu nie zna, nie zna wspólnoty kierowanej 

przez kapłanów ani świętości jako wyodrębnionego sposobu istnienia

w świecie. To, co religia gdzieś tam umiejscawia, dla filozofii może się 

uobecnić wszędzie i o każdym czasie. Filozofiętworzy jednostka, w swo-

bodnych, nie mających społecznej realności stosunkach, bez gwarancji 

wspólnoty. W filozofii nie ma rytuałów ani pierwotnych realnych mitów. 

Jest przyswajana dzięki swobodnemu przekazowi, który ją zawsze prze-

kształca. Jakkolwiek przynależy do człowieka jako takiego, pozostaje 

sprawąjednostek.

Religia dąży do ucieleśnienia swych prawd, filozofia - tylko do prze-

konującej pewności. Religii Bóg filozofów wydaje się ubogi, blady, 

czczy, filozoficzną postawę religia zwie lekceważąco „deizmem"; dla fi-

lozofii religijne ucieleśnienia są złudną osłoną i fałszywym zbliżeniem. 

Religia Izy Boga filozofów jako czystą abstrakcję, filozofia w religijnych 

wizerunkach Boga podejrzewa zachętę do oddawania pokłonu choćby i 

wspaniałym, ale przecież bożkom.

Niekiedy jednak treści filozofii i religii stykają się ze sobą, ba, wydają 

się tożsame, mimo iż ich przejawy wzajemnie się odpychają - pokażemy to 

na przykładach idei Boga, modlitwy, objawienia.

Idea Boga w kulturze Zachodu idea jednego Boga wy wodzi się z 

filozofii greckiej i ze Starego Testamentu. W obu przypadkach dokonał 

się wielki proces abstrakcji, ale za każdym razem w całkiem odmienny 

sposób.

W filozofii greckiej monoteizm rodzi się jako idea, czyni zadość kryte-

riom etycznym, po cichu urasta w pewność. Nie działa na masy, lecz na 

jednostki. Jego konsekwencją są wzniosłe wizerunki człowieczeństwa i 

wolna filozofia - monoteizm grecki nie tworzy wspólnot.

W Starym Testamencie natomiast monoteizm rodzi się wśród namiętnej 

walki o czystego, prawdziwego, jedynego Boga. Abstrakcja nie dokonuje się 

mocą logiki, ale pod wrażeniem obrazów i ucieleśnień, które  Boga 

raczej przesłaniają, niż ukazuj ą, oraz w buncie przeciwko pokusom kultu, 

dionizyjskich świąt, skuteczności składania ofiar. W walce z B aala-mi, w 

walce z religią z tego świata, jej szczęściem i jej świętami, jej upo-jeniami i 

zadowoleniem z siebie, w walce z etyczną obojętnością zwycięża czysta 

idea żywego Boga, któremu się służy. Ten prawdziwy Bóg nie toleruje 

wizerunków ani porównań, nie przywiązuje wagi do kultu ni do

 

Wykląć, czwarty •

Filozofia i religia

56

57

background image

 

ofiary, do świątyń, rytuałów ani praw, uznając jedynie prawość postępo-

wania i miłość do człowieka (Księgi Micheasza, Izajasza, Jeremiasza).

Ta abstrakcja obraca się nihilistycznie przeciwko wszystkiemu co jest 

światem, ale jej źródłem jest pełnia świadomości, której ukazał sięzaświa-

towy Bóg Stwórca ze swymi etycznymi żądaniami. Ta abstrakcja nie 

opiera się na rozwoju idei, ale na wyrzeczonym przez Boga słowie, na 

samym Bogu, doświadczanym w słowie, które prorok przekazuje jako 

słowo Boże. Nie siła idei, lecz moc rzeczywistości Boga w świadomości 

profetycznej egzystencji stworzyła ten monoteizm. Toteż, rzecz zdumie-

wająca, monoteizm grecki i starotestamentowy zbiegają się pod względem 

swej myślowej treści, lecz różnią sięradykalnie w sposobie obecności Boga. 

Jest to różnica między filozofią  a religią. Jest to, w konsekwencji, 

różnica   między   boskością   a   Bogiem   -   między   pomyślaną 

Transcendencją a Bogiem żywym; Jednia absolutu w filozofii to nie to 

samo, co Jedyny Bóg w Biblii.

Gwoli filozoficznej jasności należy jednak spytać, czy dlaproroków ta 

nieporównana, dziś jeszcze porywająca nas pewność wiary nie była mo-

żliwa w tej formie tylko dlatego, że nie wdali się jeszcze w filozofowanie 

żyli w myślowej naiwności i przeto nie spostrzegli, że w „słowie" wypo-

wiedzianym dla wszystkich bezpośrednio przez Boga pozostaje wciąż 

resztka cielesnej rzeczywistości owych obrazów i porównań, które wszak z 

zasady zwalczali.

Monoteizm Grecji i Starego Testamentu wspólnie wyznaczyły zachodnią 

ideę Boga. Interpretowały się nawzajem. Mogło tak być, ponieważ wiara 

proroków dokonała abstrakcji analogicznej do abstrakcji w filozofii. Wiara 

profetyczna   przewyższa   wiarę   filozoficzną   pod   względem   siły,  gdyż 

wyrasta z bezpośredniego doświadczenia Boga. Ale ustępuje filozofii, gdy 

chodzi o jasność mvśli. fote.ż rat™™ c;**™™™, ,„i,~i~:—-t. ^-

Boga, chwali Go i błaga. Istotne są tu jednak formy pochodzące z prze-

szłości, której nie sposób dosięgnąć myślą, formy niezbywalne, faktycznie 

wprawdzie dojrzewające i zmieniające się przez całe pokolenia, ale potem 

doświadczane jako trwałe. Od dawna stały sięczęściowo niezrozumiałe, 

zachowuje sieje albo jako tajemnicę, albo zmienia i wyposaża w nowy, 

zrozumiały sens. Modlitwa natomiast jest czymś indywidualnym, obecnym 

egzystencjalnie. Jednostka spełniająca akt modlitwy jako element kultu, 

nadająca mu stale tę samą formę, pozostaje całkowicie w  domenie 

religii. Ale jako cośnaprawdęosobistego i źródłowego modlitwa sytuuje się 

na pograniczu filozofowania i staje się filozofią w chwili, gdy  zanika 

wszelkie   odniesienie   do   Boga   z   myślą   o   jakimś   celu   i   realna   chęć 

oddziałania na boskość. Jest to przeskok od cielesności osobistego sto-

sunku do osobowego Boga- co jest źródłem religii - do stanu zawieszenia 

właściwego filozoficznej kontemplacji, gdzie oparcie daje człowiekowi 

zrazu tylko oddanie i wdzięczność, a potem przychodzi pewność. Ta kon-

templacja nie zmienia niczego w świecie, a tylko w samym człowieku. 

Spekulatywne upewnienie się jest tam, gdzie staje się autentyczną kon-

templacją, jak modlitwa. Jeśli pierwotnie ta kontemplacja mieściła się też w 

tym wszystkim, co urzeczywistniło sięjako religia, to teraz odróżnia się 

przecież od aktu religijnego i może się usamodzielnić.

O b j a w i e n i e :   religie opierają się na objawieniu, wyraźnie i świa-

domie - religie hinduskie i biblijne. Objawienie to bezpośrednie, umiej-

scowione w czasie, ważne dla wszystkich ludzi ujawnienie się Boga w 

słowie, żądaniu, działaniu, zdarzeniu. Bóg daje swoje przykazania, tworzy 

wspólnotę, ustanawia kult. Tak więc podstawą kultu chrześcijańskiego jest 

czyn Boga ustanawiający Wieczerzę. Ponieważ objawienie jest źródłem 

jakiejś   treści   religijnej,   ważne   jest   nie   samo   w   sobie,   ale   we 

wspólnocie - narodu, gminy, Kościoła - która jest teraz autorytetem i 

gwarancją.

W obliczu wysiłków dochodzenia do Boga w myśli, w obliczu myślowej 

drogi, gdzie każdy kolejny krok zdaje się pozbawiać nas tego, cośmy 

osiągnęli na początku, słyszymy słowo: wszelkie wymyślanie Boga jest 

daremne, o Bogu człowiek wie i wiedzieć może tylko przez objawienie. 

Bóg dał prawo, wysłał proroków, przyszedł sam w postaci sługi, aby zbawić 

nas przez śmierć na krzyżu.

Wyklad czwarty •

Filozofia i religia

„_ _ „ „ . . ———^i^Mjv

&

a.^-iituaujpUjeillOZO-

fii, gdy chodzi o jasność myśli, toteż zatraca się znowu w kolejnych for-

mach religijnych, już w samej Biblii.

M o d l i t w a :   kult jest aktem wspólnoty, modlitwa jest uczynkiem 

jednostki spełnianym w samotności. Kult występuje powszechnie, mod-

litwa uwidocznia się tu i ówdzie w historii, w Starym Testamencie np. 

zdecydowanie dopiero u Jeremiasza. Duchowa struktura liturgii, w której 

dokonuje się kult, wypełniona jest tekstami, które zwykło obdarzać się 

mianem modlitwy, ponieważ za pośrednictwem tych tekstów wzywa się

background image

 

58

59

background image

 

Ale objawienie, głoszone musi mieć jakiś kształt w świecie. Objawienie 

wypowiedziane wchodzi w skończoność, nagina się do pojęć. W mowie 

wypacza się jego znaczenie. Słowo ludzkie nie jest już słowem bożym. To, 

co w objawieniu dotyczy człowieka jako człowieka, staje się  treścią 

filozofii   i   jako   takie   obywa   się   bez   objawienia.   Czy   chodzi   tu   o 

rozcieńczenie religii, utratę jej substancji? W takim razie mówi się o seku-

laryzacji. Czy o oczyszczenie, o powrót do pierwotnej istoty, o pogłębienie i 

właśnie   substancjalizację?   Wydaje   się,   że   zachodzą   oba   te   procesy. 

Niebezpieczeństwu wyjałowienia przez oświecenie przeciwstawia się 

szansa uzyskania właściwej prawdy przez człowieka. Od czasów staro-

żytnych filozofowie wciąż odrzucali religię. Wyliczmy szereg typowych 

zarzutów i spróbujmy krytycznie określić granice każdego z nich.

a), .Wielość religii dowodzi, że żadna nie jest prawdziwa. Albowiem prawda 

jest tylko jedna".

Zarzut ten ostanie się tylko, jeśli wyznanie wiary traktować będziemy 

tak jak treści naukowe, nie dotyka jednak samej wiary religijnej. Wiara 

ma swoje przejawy historyczne, ale jej zewnętrznego wyrazu nie należy 

mylić z treścią samego życia w wierze, która przezeń przemawia: Una 

religio in rituum varietate (Kuzańczyk).

b) „Religie sankcjonowały dotychczas każde zło, mogły czynić lub uspra-

wiedliwiać najstraszniejsze rzeczy, gwałt i kłamstwo, składanie ludzi w 

ofierze, wyprawy krzyżowe, wojny religijne".  Niepodobna dokonać 

rachunku dobrodziejstw i szkód wyrządzonych  przez religie. Każda 

ocena musi opierać się na historycznych badaniach stanu faktycznego. 

Zarzut  ten  należy  uzupełnić  stwierdzeniem  zbawiennych  skutków 

religii, jak pogłębianie życiaduchowego, wprowadzanie ładu w ludzkie 

sprawy, dobroczynność na wielką skalę, inspirowanie sztuki i myśli.

Jeśli ktoś twierdziłby zgoła, iż dobre stosunki między ludźmi, pokój i 

ład zapewnić może raczej rozum niż religia; iż sprawiedliwość znaczy 

więcej niż wiara, praktycznamoralność więcej niż religijność; iż to, co 

jest dobrego w ludzkości, jest dziełem nauki i rozumu, nie religii 

-trzeba odrzec, że religia nie wyklucza przecież rozumu, oraz że do tej 

pory właśnie religia, choć z pomocą rozumu, urzeczywistniła najbar-

dziej trwały i pełen treści ład, nie mocą bezpośrednich zaleceń, ale za

sprawą wierzących ludzi, ich powagi i rzetelności. Dotychczasowe do-

świadczenia historyczne świadczą natomiast, iż próby oparcia się wy-

łącznie na rozumie - to jest na intelekcie - prowadziły rychło do nirii-

listycznego chaosu.

c) „Religia jest źródłem fałszywych lęków. Urojenia dręczą duszę. Męki 

piekielne, gniew Boga, niepojęta rzeczywistość bezlitosnej woli  i 

tym podobne wywołują przerażenie, zwłaszcza w godzinie śmierci. 

Uwolnienie od religii oznacza spokój, gdyż uwalnia od oszukańczych 

wizji".

Zarzut ten jest słuszny, jeśli tyczyć ma konkretnych zabobonów. Staje 

się fałszywy, jeśli ma ujmować samą treść lęku. Jeżeli lęk przed pie-

kłem jest dla niezliczonych dusz podstawą wyboru dobra zamiast zła, to 

rzadko bywa to wyłącznie lęk przed czymś rzekomo realnym. Lęk ten, 

zaszyfrowany   w   obrazie   piekła,   może   raczej   objaśniać   głębokie 

egzystencjalne motywy wyboru własnej istoty. Lęk o autentyczny byt to 

podstawowa cecha człowieka rozbudzonego. Spokój, który płynie z 

negacji piekła, nie wystarcza, spokój musi wyrastać z pozytywnej uf-

ności, z ustroju duszy, która kieruje się dobrą wolą stale przezwycięża-

jącą lęk. Człowiek, u którego zanikł lęk, to człowiek już tylko powie-

rzchowny.

d) „Religie są pożywką wszechogarniającego fałszu. Ponieważ zakładaj ą u 

początku coś niepojętego, bezmyślnego, absurdalnego, ponieważ nie 

pozwalajątego podać w wątpliwość, wytwarzają atmosferę tępego po-

słuszeństwa. Jeśli pojawiają się wątpliwości, człowiek dławi własny 

intelekt i tę nieuczciwość poczytuje sobie za zasługę. Nawyk wstrzy-

mywania się od dalszych pytań toruje drogę nieprawdzie we wszy-

stkich innych dziedzinach. Człowiek nie dostrzega sprzeczności w my-

śleniu i we własnym postępowaniu. Toleruje wypaczenia czegoś pier-

wotnie prawdziwego, bo ich nie zauważa. Wiara religijna i fałsz są ze 

sobą spokrewnione".

Na ten zarzut można tylko odrzec, że u źródeł religii nie musi wcale 

znajdować się to, co pojawia się w jej rozwoju. Jeśli nawet zgodzić się z 

Burckhardtem, że trudno nam pojąć stopień bezkrytycyzmu u ludzi, 

którzy tworzyli i działali z inspiracji religijnej, to przecież bezkryty-

cyzm nie zawsze równa się nieprawdzie. Granice i zagadki, które inte-

 

Wykład czwarty -

Filozofia i religia

60

61

background image

 

lekt skłonny jest przed sobą ukrywać, w religii stają się bezpośrednio 

obecne, choć w postaci mitycznej mają tendencję do przeradzania się 

natychmiast we wspomniane treści zabobonów, e) „Religie wyodrębniają w 

świecie jako świętość to, co w rzeczywistości jest rzeczą świecką i ludzkim 

wytworem. Wynosić coś do rangi tajemnicy oznacza pozbawiać resztę 

świata   jego   wartości.   Wzniosła   cześć,  jeśli   mazasobąreligijnąsankcję, 

skłania   do   bezczeszczeniatego   wszystkiego,   co   znajduje   się   poza 

zasięgiem   religii.   Swoiście   zrytualizowa-na   cześć   nie   jest   już 

wszechogarniającą   zasadniczą   czcią.   Akt   rozgraniczenia   jest   zarazem 

aktem wykluczenia i unicestwienia".  Zarzut ten nie dotyczy bynajmniej 

każdego religijnego człowieka. Należy raczej powiedzieć, że religia zdolna 

jest cały świat ogarnąć swoim światłem, rzucać odblask tego, co stanowi o 

jej szczególnej istocie na całą rzeczywistość. Natomiast zarzut ten godzi 

w wiele poszczególnych postaci religii, które zresztą człowiek religijny 

może odrzucać jako formy zwyrodniałe.

Wszystkie te uwagi o religii nie odnoszą się do sprawy zasadniczej. 

Zarzuty uderzają w zwyrodniałe formy religii, nie w religię jako taką.

Ponadto była mowa tylko o religii i religiach, nie o tym, co występuje i 

jest głoszone jako jedyna prawda objawiona, która każe uznać swoje 

roszczenia i nie pozwala traktować się jako jedną z wielu innych religii. 

Dzieje się tak w kościołach i wyznaniach wyrastających z wszechogar-

niającej je religii biblijnej, do której wszyscy należymy - żydzi i chrze-

ścijanie, prawosławni i protestanci - i może też muzułmanie.

Z wiary filozoficznej wynikają tu dla nas dwa twierdzenia (jedno ne-

gatywne i jedno pozytywne), które chciałbym uzasadnić.  1. W religii 

biblijnej jest założone i we wszystkich jej odgałęzieniach występuje - choć 

może nie koniecznie i nie na zawsze do niej przynależne -roszczenie do 

wyłączności. W swych motywach i skutkach dla  nas, ludzi, jest ono 

zgubne. W interesie prawdy i w interesie naszej  duszy musimy z nim 

walczyć.

2. Podstawą naszego filozofowania jest religia biblijna i w niej znajdujemy 

niczym nie zastąpioną prawdę.

Oba twierdzenia są dla nas ważne. Wiążą sięz pytaniem, które rozstrzyga dziś 

o losach zachodniej kultury: co stanie się z religią biblijną?

Przeciwko roszczeniu do wyłączności

Treść wiary uważana jest nie tylko zaprawdębezwarunkową, ale także za 

wyłączną prawdę. Chrześcijanin nie mówi zatem: taka jest moja droga, ale: 

taka jest droga, a Chrystusowi, Synowi Bożemu i Bogu przypisuje słowa: 

„Jam jest droga, prawda i życie". Wierzącemu w Chrystusa wolno  jest 

myśleć o sobie według słów: „Wy jesteście solą ziemi: wy jesteście 

światłością świata".

Możliwe są tu następujące obiekcje. Jeżeli ludzie mogą być dziećmi 

Boga, to znaczyłoby raczej, że wszyscy ludzie są jego dziećmi, a nie tylko 

niektórzy albo jeden człowiek. Roszczenie, iż tylko człowiek wierzący w 

Chrystusa ma dostąpić życia wiecznego, nie jest przekonujące. Ludzi 

wielkiej szlachetności i czystego serca można spotkać także poza chrze-

ścijaństwem; byłoby niedorzecznością, gdyby czekała ich zguba, zwłaszcza 

w   porównaniu   z   wątpliwymi,   niezbyt   godnymi   miłości,   sylwetkami 

spośród najwybitniejszych chrześcij an, którzy zapisali się w historii. We-

wnętrzny zwrot od egoizmu do bezgranicznego, ofiarnego poświęcenia 

dokonał się nie tylko w chrześcijaństwie. Ale wszystkie te obiekcje nie 

dotykają istoty rzeczy.

Gdziekolwiek w świecie ludzie ujmują prawdę wiary, prawda ta ma dla 

nich bezwarunkową ważność. Nigdzie jednak - poza światem biblijnym - 

nie wykluczają tym samym bynajmniej innej prawdy dla innych. Z punktu 

widzenia   filozofii   ta   powszechna   postawa   ludzi   jest   merytorycznie 

słuszna. Wymaga to rozważenia zasadniczej różnicy w kwestii sensu prawdy 

(od czego wyszliśmy mówiąc o B runie i Galileuszu).

Ilekroć działam w sposób bezwarunkowy, bo bezwarunkowo wierzę, 

tylekroć nie ma żadnej dostatecznej podstawy ani żadnego celu, do którego 

można byłoby moje działanie odnieść i tym samym uczynić je zrozu-

miałym dla intelektu. Bezwarunkowość nie ma charakteru ogólnego, ale 

jest dziejowa w nie dającej się przeniknąć z zewnątrz, rozwidniającej się 

własnym światłem żywej obecności czynu. Działanie bezwarunkowe jest w 

swojej głębi nie uświadamiane, aczkolwiek na jego podstawie tak wiele 

można się dowiedzieć i powiedzieć. Jest niezastąpione, a więc zawsze 

jednorazowe, a przecież nie tylko może stanowić dla innych wskazówkę, 

lecz także stać się wzorem przy rozpoznawaniu tego, co słuszne, co

 

Filozofia i religia

Wykład czwarty •

62

63

background image

 

wprawdzie różni się w swych historycznych przejawach, ale w wieczności 

jest zbieżne. Prawda dziejowa, prawda egzystencjalnajest bezwarunkowa, 

ale nie jest bynajmniej  w swych ujęciach  i przejawach prawdą dla 

wszystkich.

Odwrotnie: to, co jest ogólnie ważne dla wszystkich (jak naukai wszystkie 

inne   prawdziwe   sądy   inte^ktu),   właśnie   dlatego   nie   jest   prawdą 

bezwarunkową -jest w ramach świata ogólnie i dla wszystkich prawdą 

pod warunkiem przyjęcia jakiegoś stanowiska i użycia określonej metody. 

Ta prawda jest nieodparta dla każdego, kto swym intelektem ją pojmuje. 

Ale jest względna, zrelatywizowana do perspektywy i sposobu myślenia, w 

którym   się   ujawnia.   Jest   egzystencjalnie   obojętna,   bo   skończona, 

partykularna, obiektywnie nieodparta - żaden człowiek nie może i nie 

powinien za nią umierać.

Krótko: z bezwarunkowością dziejowej prawdy wiąże się względność 

każdego sposobu jej wypowiedzenia i jej doczesnych form przejawiania 

się. Do powszechnej ważności prawdziwych twierdzeń poznawczych w 

wypowiedziach należy względność warunkujących je stanowisk i metod. 

Dających się wypowiedzieć treści wiary nie należy traktować jako ogól-

nych sądów prawdziwych: bezwarunkowość wewnętrznej prawdy w 

wierze jest czymś rdzennie innym niż uchwycenie powszechnej ważności 

zawsze partykularnych sądówprawdziwych w wiedzy. Dziejowa bezwa-

runkowość to nie to samo, co powszechna ważność jej przejawów w słowie, 

dogmacie, kulcie, rytuałach, instytucji. Dopiero z pomieszania tych dwóch 

rzeczy bierze sięroszczenie do wyłączności jakiej ś prawdy wiary.

Błędem jest traktować powszechną ważność wiedzy naukowej jako 

absolut, którym mógłbym żyć, błędem jest oczekiwać od nauki czegoś, 

czego nie zdoła ona nigdy dokonać. Jeśli opowiadam się za prawdą, nie 

wolno mi ignorować nieodpartych argumentów w dziedzinie poznania, 

winienem raczej w nieskończoność podkreślać ich wagę. Ale żądać od 

nich tego, co dać mogą tylko treści metafizyczne - świadomości poprze-

stania na bycie, ukojenia w bycie - byłoby oszustwem, które zamiast 

spełnienia oferuje ostatecznie pustkę.

Fatalne jest także wypaczenie odwrotne: przekształcanie bezwarun-

kowości egzystencjalnej decyzji w zgodną z wymogami dyskursu umie-

jętność orzekania, co jest słuszne, albo obracanie dziejów uwarunkowanej 

bezwarunkowości wiary w ogólnie ważną prawdę dla wszystkich.

Skutkiem takiego wypaczenia jest łudzenie samego siebie co do tego, 

czym właściwie jestem i czego chcę, nietolerancja (niedopuszczanie do 

uznania żadnych innych wypowiedzi prócz własnych, które mają status 

dogmatu) i niezdolność do komunikowania się z innymi (nieumiejętność 

wysłuchiwania innych, nieumiejętność uczciwego podania własnego sta-

nowiska w wątpliwość). Tak wypaczone pragnienie prawdy może maskować 

takie   pobudki,   jak   żądza   władzy,   okrucieństwo,   instynkt   niszczenia. 

Instynkty te, rzekomo działające w służbie prawdy, korzystają wówczas z 

monstrualnie fałszywych usprawiedliwień i znajdują w nich mniej lub 

więcej jawne zaspokojenie.

Wydaje się, że tylko w kręgu religii biblijnej ta wyłączność uchwyco-

nejprawdy wiary należy do niej samej, jest świadomie wyrażana i dopro-

wadzana do swych ostatecznych konsekwencji. Dla wierzącego może to 

być nowy stygmat potwierdzający właśnie wiarygodność jego wiary. Z 

pozycji filozofii natomiast widać nie tylko fałsz wynikaj ący z zasadniczego 

błędu popełnionego w tej wierze, ale także jego straszliwe skutki.

W obrębie religii biblijnej przykładem jest chrześcijaństwo ze swoim 

roszczeniem do absolutnej prawdy dla wszystkich. Wiedza o niezwy-

kłych dokonaniach chrześcijaństwa, o wybitnych ludziach, którzy w tej 

wierze i tą wiarą żyli, nie może przesłaniać świadomości, że to zasadnicze 

wypaczenie zaowocowało w dziejach złowrogimi skutkami, maskowa-

nymi woalem świętej prawdy absolutnej.

Rzućmy okiem na kilka następstw owego roszczenia do wyłączności. 

Już Nowy Testament wkłada w usta Jezusa - Jezusa, który nie stawia 

oporu i który wygłasza Kazanie na Górze - słowa: „nie przyszedłem, aby 

przynieść wam pokój, ale miecz". Stoimy wobec alternatywy pójścia za 

nim lub nie: kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie.

Zgodnie z tym postępowało w dziejach wielu chrześcijan. Według uz-

nawanego przez nich porządku zbawienia, potępieni są wszyscy ci, którzy 

żyli przed Chrystusem albo bez Chrystusa. Inne, liczne religie są sumą 

nieprawdy albo, w najlepszym razie, prawdami cząstkowymi, a wszyscy 

ich wyznawcy są poganami. Powinni wyrzec się swojej religii i iść za 

wiarą Chrystusową. Powszechne apostolstwo nie tylko głosiło tę wiarę

 

Wykład czwarty •

Filozofia i religia

64

65

background image

 

wszystkim ludom wszelkimi środkami propagandy, ale zawsze miało 

ukrytą chęć szerzenia wiary przemocą tam, gdzie nie przyjmowano jej 

dobrowolnie (coge intrare). Pieniły się akty niszczenia, szalały krucjaty. 

Wyznania chrześcijańskie wiodły między sobą wojny religijne. Polityka 

stała się środkiem działania kościołów.

Tak to pragnienie władzy stało się zasadniczym faktem religijnej rze-

czywistości, która u swego źródła z władzą nie miała nic wspólnego. 

Roszczenie do panowania nad światem jest skutkiem roszczenia do wy-

łączności prawdy. W wielkim procesie sekularyzacji - tzn. świeckiego 

zachowania treści biblijnych przy odrzuceniu formy wiary - także fana-

tyczna niewiara pozostaje jeszcze pod wpływem biblijnych źródeł. Zse-

kularyzowane stanowiska światopoglądowe w kulturach zachodnich ce-

chuje często ów rys absolutyzmu, prześladowania odmiennych przekonań, 

agresywności w głoszeniu swych racji, inkwizycyjnego badania innych 

i   zawsze   jest   to   konsekwencją   roszczenia   do   wyłączności   prawdy 

absolutnej, rzekomo uznanej przez wszystkich.

W obliczu tych wszystkich faktów wierze filozoficznej pozostaj e tylko z 

żalem uznać, że wobec zerwania i wobec zakazu posługiwania się rozu-

mem, już tylko warunkowo dopuszczanym do głosu, zawodzi najlepsza 

wola szczerego porozumienia.

Nie pojmuję, jak można pozostać neutralnym wobec roszczenia do 

wyłączności. Byłoby to możliwe, gdyby wolno było traktować nietole-

rancję jako faktycznie nieszkodliwą, osobliwą anomalię. Tak jednak w 

przypadku opartego na Biblii roszczenia do wyłączności bynajmniej nie 

jest. Ze swej natury roszczenie to wspiera się na wciąż potężnych instytu-

cjach i stale gotowe jest od nowa rozpalać stosy dla heretyków. Taka jest 

natura roszczenia do wyłączności we wszystkich postaciach biblijnej re-

ligii, choćby nawet wielu wiernych osobiście nie miało najmniejszej 

skłonności do gwałtu lub wręcz do niszczenia tych, których uznają za 

niewierzących.

Ponieważ nietolerancja wobec nietolerancji (ale tylko wobec niej) jest 

nieunikniona, to nietolerancja wobec roszczenia do wyłączności konie-

czna jest wówczas, gdy roszczenie to nie tylko każe głosić wiarę po to, by 

inni mogli ją poznać i wypróbować, lecz chce ją narzucać przez prawo, 

przymus szkolny itd.

Inaczej rzecz sięmaz wiarą chrześcijańską uwolnioną od tego roszczenia i 

jego skutków. Nasza epoka stawia nas wobec pytania, czy osłabienie wiary 

chrześcijańskiej - co nie oznacza bynajmniej końca chrześcijaństwa jako 

religii   biblijnej   -jest   tylko   przejściowym   stanem   depresji   czy 

następstwem ostatecznej przemiany w dziejach całego świata. Dziś wydaje 

się,   że   coraz   mniej   ludzi   wierzy   w   Chrystusa   jako   jedynego   syna 

bożego, jedynego pośrednika zesłanego przez Boga. Trudno to spraw-

dzić. Pełni wiary są jeszcze, jak się zdaje, ludzie o wybitnych wartościach 

osobistych. Nie da się z góry rozstrzygnąć kwestii, czy przekształcona 

wiara w Chrystusa może być podjęta jako moment religii biblijnej, jako 

wiara uwolniona od stygmatu wyłączności. Czym byłaby wówczas wiara w 

Chrystusa, o tym zadecyduj e religia biblijna, jeśli w całej swej ogarniającej 

rzeczywistości   roztopi   w   sobie   z   powrotem   wyrosłą   z   niej,   zabso-

lutyzowaną wiarę.

Roszczenie do wyłączności zawarte jest w wierze Chrystusa, wierze 

zakonu żydowskiego, w religii narodowej, w islamie. Religia biblijna to 

rozległa przestrzeń historyczna, z której każde wyznanie wyprowadza 

swoje szczególne akcenty, pomijając inne treści. Biblia w całości jako 

Stary i Nowy Testament jest świętą księgą tylko dla wyznań chrześcijań-

skich. Żydzi odrzucają Nowy Testament, przez nich przecież stworzony, 

jednakże jego treść etyczna i monoteistyczna ma dla wyznania żydo-

wskiego wagę nie mniejszą niż dla chrześcijaństwa. Islam nie uznaje tej 

księgi za świętą, choć sam, pod wpływem żydów i chrześcijan, wyrósł na 

tym samym religijnym gruncie.

Biblia i religia biblijna mają dla filozofowania o tyle charakter zasad-

niczy, że nie zawierają żadnej całościowej nauki, niczego ostatecznie nie 

rozstrzygają. Religia biblijna jako taka nie wysuwa roszczenia do wyłą-

czności, cechuje ono tylko jej poszczególne formy, utrwalone w dziejo-

wym ruchu tej religii. Roszczenie do wyłączności pochodzi od ludzi i nie 

może powoływać się na Boga, który otworzył ludziom wiele dróg do 

siebie.

Biblia i religia biblijna to podstawa naszego filozofowania, stały dro-

gowskaz i źródło niezastąpionych treści. Na Zachodzie filozofuje się 

-czy się kto z tym zgodzi czy nie - zawsze z Biblią, nawet wtedy, gdy sieją

 

Wyklad czwarty •

Filozofia i religia

66

67

background image

 

Bib-

Za religią biblijną

W Biblii ujawniają się najbardziej skrajne, z rozumowego punktu wi-

dzenia nieuniknione sprzeczności.

1. Od ofiary patriarchów do skomplikowanej codziennej służby ofiarnej w 

jerozolimskiej świątyni i do Wieczerzy Pańskiej chrześcijan religia Biblii jest 

religią   k   u   11   u.   W   jej   obrębie   występuje   zawsze   tendencja   do 

ograniczania i spirytualizacji kultu - a więc zniesienie „wzgó-rzy" (licznych 

miejsc kultowych na prowincji) na rzecz jednego kultu w jednej świątyni 

Jerozolimy - a więc przemiana zrośniętego z codziennym życiem i żywego 

kultu w urzędowo odprawiany abstrakcyjny rytuał - a więc sublimacja kultu, 

kiedy to składanie ofiary przekształca się w Wieczerzę Pańską i mszę. 

Ciągle jeszcze mamy tu do  czynienia z kultem. Ale prorocy zaczynają 

namiętnie  występować  p rz ec iw ko   k u l t o w i   w ogóle (nie tylko 

przeciwko fałszywym  wyobrażeniom na temat kultu). Jahwe mówi (Am 

5,21)*:   „Nienawidzę,   brzydzę   się   waszymi   świętami.   Nie   będę   miał 

upodobania w waszych uroczystych zebraniach. Bo kiedy składacie Mi 

całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, a na ofiary biesiadne z tucznych 

wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode mnie ze zgiełkiem pieśni twoich i 

dźwięku twoich harf nie chcęsłyszeć". I mówi także (Oz 6,6): „Miłości 

pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń". 2. Od 

dekalogu i przymierza aż do szczegółowych praw Deuteronomium i kodeksu 

kapłanów biegnie liniarozwoju  r e l i g i i   p r a w a .   Prawo jest obecne w 

objawieniu bożym przez słowa Tory, jest to prawo pisane. Ale Jeremiasz 

zwraca się p r z e c i w k o   p r a w u   p i s a n e mu   jako  ta ki e mu,   bo 

„w kłamstwo je obróciło kłamliwe pióro pisarzy" (Jer 8,8). Prawo boskie jest 

nie   w   utrwalonych   zdaniach   pisma,   ale  w   sercach„Lecz   takie   będzie 

przymierze, jakie zawręz domem Izraela

*     Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu 

(Biblia   Tysiąclecia),   Wydawnictwo   Pallottinum,   wyd.   III,   Poznari-War-

szawa 1988

po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich 

jestestwa i wypiszę na ich sercu" (31,33).

3. Od zawarcia przymierza w czasach Mojżesza w Biblii zarysowuje się 

świadomość narodu  w ybr anego.   Ale nieomal od początku też 

status narodu wybranego zostaje zniesiony.,, Czyż nie jesteście dla 

mnie jak Kuszyci - wy, synowie Izraela? - wyrocznia Pana. Czyż 

Izraela nie wyprowadziłem z ziemi egipskiej jak Filistynów z Kaftor, a 

z Kir-Aramejczyków?" (Am 9,7). Wszystkie narody są sobie równe. 

Na wygnaniu Bóg staje się jeszcze raz Bogiem Izraela, ale jed-

nocześnie jako stworzyciel świata jest też Bogiem powszechnym, 

Bogiem dla wszystkich narodów i lituje się nawet wbrew małodusz-

ności Jonasza nad poganami z Niniwy.

4. Jezus staje się Chrystusem-Bogiem. Ale od początku przeczą temu

słowa samego Jezusa: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest

dobry, tylko sam Bóg" (Mk 10,18).

Przykłady takie można by mnożyć. Wolno mniemać wręcz, że w Biblii w 

ogóle wszystko pojawia się w postaci biegunowych przeciwstawień. 

Cokolwiek zostaje utrwalone w słowie, znajduje swoje zaprzeczenie. 

Nigdzie nie ma całej, pełnej, czystej prawdy - bo też nie może jej być w 

zdaniach ludzkiego języka ani w określonej postaci ludzkiego życia. 

Ograniczoność naszych pojęć sprawia, że drugi biegun zawsze się nam 

wymyka. Prawdy dosięgamy tylko wtedy, gdy świadomi przeciwieństw, 

poprzez te przeciwieństwa zbliżamy się do niej.

Tak więc stają naprzeciw siebie religia kultu i profetyczna religia czy-

stego etosu; religia prawa i religia miłości; zamknięcie w sztywnych for-

mach (aby cenne dobro wiary zachować mimo upływu czasu) możliwość 

otworzenia się człowieka, który tylko wierzy w Boga i miłuje go; religia 

kapłanów i swobodna religia indywidualnej modlitwy; Bóg narodowy i 

Bóg uniwersalny; przymierze z wybranym narodem i przymierze z czło-

wiekiem jako takim; rachunek winy i kary w doczesnym życiu (szczęście i 

nieszczęście jako miara zasługi i grzechu) i postawa wiernego, jaką pre-

zentują np. Jeremiasz lub Hiob wobec tajemnicy; religia wspólnoty i religia 

ludzi bożych, wizjonerów, proroków; religia magiczna i etyczna religia 

rozumnego traktowania świata jako dzieła stworzenia. Ba - w Biblii 

mieści się też to, co jest skrajnym przeciwieństwem wiary: demonologia,

Wyklad czwarty •

Filozofia i religia

zwalcza. Poczyńmy na koniec kilka uwag o pozytywnym znaczeniu

lii dlfl filnynfnwołiin

lii dla filozofowania.

68

69

background image

 

background image

 

ubóstwienie człowieka, nihilizm (ten ostatni w Księdze Koheleta). W 

konsekwencji wszystkie stronnictwai tendencje będą się mogły na Biblię 

powoływać. Przeciwieństwa, jasno tam ukazane, powracały też później: 

żydowska teokracja w chrześcijańskich kościołach, wolność religii pro-

fetycznej u mistyków i reformatorów, wybrany naród w postaci wielu 

uważających się za wybrane narodów, gmin, sekt. Na gruncie religii bib-

lijnej obserwujemy zawsze nawroty, sprzeciw wobec skostnienia, żywą 

twórczość. Jak gdyby przeznaczeniem Zachodu było ugruntować - mocą 

autorytetu świętej księgi, na której wspiera się cała zachodnia kultura 

-obraz wszelkich sprzeczności życia, a przeto nie zamykać sobie żadnej 

możliwej drogi w nieustannej walce o podźwignięcie człowieka, który 

wie, że mając wolność uczynków sam jest darem Boga.

Biblia gromadzi w swoich tekstach duchowy osad najbardziej prymi-

tywnej i najbardziej wzniosłej rzeczywistości ludzkiej. Tę samą cechę 

mają inne wielkie dokumenty religii.

Ale już w barbarzyńskich początkach odnajdujemy ową antyczną 

wielkość, która nakazuje nam powściągliwość w szafowaniu mianem 

barbarzyństwa. Wszystko wypowiadane jest wprost. Ta naiwność prze-

mawia do nas tonem spiżu. Biblięprzenika namiętność, niezwykła zgoła, bo 

odniesiona do Boga. Bóg jest w ogniu wulkanów, w trzęsieniu ziemi, w 

burzy. Wznosi się na niedosiężne wyżyny, a owe nawałnice są jego 

wysłannikami, podczas gdy sam każe rozpoznawać swą niezwykłą obe-

cność w cichym szeleście -jak ponad wszelkie obrazy, tak wznosi się też 

ponad te zmysłowe zjawiska, jako transcendentny Stwórca, Bóg wszy-

stkiego, niewyobrażalny, nietknięty namiętnościami, nieodgadniony w 

swych wyrokach, ale wciąż jeszcze niejako osobiście obecny w patosie, 

który porywa człowieka.

W obliczu tego Boga ludzie Biblii, znający swoją nicość, urastają do 

ponadludzkich wymiarów. Ci ludzie boży i prorocy bez broni są w duszy 

herosami, którzy porywają się na otoczenie - niekiedy w pojedynkę prze-

ciwko wszystkim innym - gdyż czują się bożymi sługami. Już w legen-

dach o Mojżeszu i Eliaszu, a całkiem wyraźnie w księgach Amosa, Izaja-sza 

i Jeremiasza widać w istocie postaci, jakie znamy z wizji Michała 

Anioła.

Bohaterstwo w Biblii to nie upór siły, która polega na samej sobie. Ci, 

którzy ważą się na rzeczy niemożliwe, czynią to z boskiego nakazu. He-

roizm ulega tu sublimacji.

Ale idea Boga, która to umożliwia, może łatwo zapomnieć o swoich 

źródłach. Wówczas heroizm wynaturza się w odpychające odrętwienie 

wypaczonego umysłu. Schizofrenik (Ezechiel) może - w jakimśmomen-cie 

- wpłynąć na dzieje świata.

Są natomiast w Biblii słowa, które tchną spokojem, czystością, jak 

sama prawda. Są rzadkie i wmieszane w zawieruchę skrajnych możliwości. 

Nieumiarkowanie,   rozpasanie,   brzydota   to   jeden   z   żywiołów   Biblii. 

Ostatecznie kładzie się na tym zasłona wymyślności i monotonii. Ale i tu 

musiały jeszcze działać siły, za których sprawą nie uległa zabójczemu 

skostnieniu religia Ezdrasza; żywy pozostaje żar tchnący z Księgi Hioba, 

Psalmów, Rut i Księgi Kohelet.

Stały związek prawdy Biblii z materią mitów, ze społecznymi realiami, z 

przemijającymi   obrazami   świata,   z   prymitywną   wiedzą   przednaukową 

sprawia, że prawda biblijna mająca sama przez się charakter dziejowy, 

staje się potem zjawiskiem już tylko historycznym. Zewnętrzne szaty tej 

prawdy zmieniają się już w samej Biblii.

Poza ulotnymi próbami brak jest w Biblii filozoficznej samowiedzy. 

Stąd siła przemawiającej Egzystencji, źródła ujawniającej się prawdy -ale 

stąd   też   stałe   przekraczanie   granicy   w   przeciwnym   kierunku.   Brakuje 

nadrzędnej  instancji  myślącego sprawdzania. Namiętność  koryguje  na-

miętność.

Biblia to depozyt tysiącletnich granicznych doświadczeń człowieka. Z 

tych doświadczeń duch ludzki wyniósł świadomość Boga i stąd dopiero świa-

domość samego siebie. Stanowi to o nieporównanej atmosferze Biblii.

Biblia pokazuje człowieka na głównych drogach jego klęski. Ale tak, że 

doświadczenie bytu i urzeczywistnienie ujawniają się właśnie w klęsce.

W naszym stosunku do Biblii chodzi zawsze o to, by z wypaczeń wy-

dobyć na powrót niezmienną prawdę, która jednak nigdy nie jest obecna w 

sposób   obiektywnie   ostateczny.   Prawdziwą   przemianą  jest  po   wrót   do 

źródeł. Przestarzałe  formy  trzeba  odrzucić,  stworzyć  nowe,  na miarę 

współczesności. Ale źródło to nie początek, lecz to, co jest zawsze, co

 

Filozofia i religia

Wykład czwarty •

71

70

background image

 

autentyczne i wieczne. Ta prawda, gdy zostaje wypowiedziana, przybiera 

natychmiast formę danego czasu. W czasie zaś stosowną formą dla wiary 

jest forma zgodna z postacią tego czasu.

Należy jednak nie tylko odrzucić przestarzałą formę, lecz także wydobyć 

źródłową prawdę ze skostnień i wypaczeń, przywrócić napięcia między 

skrajnymi  przeciwieństwami;  aby rozjaśnić  i umocnić to, co wiecznie 

prawdziwe, należy postępować zawsze najprostszą drogą.

1. U w o l n i e n i e  od s k o s t n i e ń: Prawda biblijnej religii prze-

ciwstawia się skostnieniom, które w niej samej zaszły, które może kiedyś 

miały dziejową ważność, ale dziś już dla filozoficznej refleksji nie są 

ważne. Jeśli sienie mylę, przykładami takich skostnień są: religia narodu, 

religia Zakonu, specyficzna religia Chrystusa. Trzeba porzucić tę religię 

narodową, która istniała rzeczywiście we wczesnych stadiach religii bib-

lijnej jako religia Jahwe w Izraelu i którą podjęto ponownie w szczegól-

ności w nurtach protestanckich, zwłaszcza kalwińskich - te bowiem opierały 

swoje   chrześcijaństwo   raczej   tylko   na   niektórych   partiach   Starego 

Testamentu niż na jego całości i na Nowym Testamencie.

Trzeba porzucić tę religię Zakonu, która ucieleśniła się w Księdze Ez-

drasza i Nehemiasza, w głównych częściach kodeksu kapłanów i w wielu 

redakcjach pism Starego Testamentu jako judaizm w węższym sensie. 

Wraz z nią odrzucić należy panowanie kapłanów (hierokrację), którą 

stworzył i urzeczywistnił judaizm pod obcym panowaniem, a którą kon-

tynuowały lub chciały kontynuować kościoły chrześcijańskie.

Trzeba porzucić taką religię Chrystusa, która w Jezusie widzi Boga, a na 

idei ofiary w Deutero-Izajaszu odniesionej do Jezusa opiera fakt zbawienia.

Każda z tych trzech form religii jest zbyt ciasna, choć każda wychodzi 

od jakiegoś momentu prawdy. Ale religia narodowa nie może jako taka 

być religią absolutną i może tylko wyrażać powierzchowną prawdę zja-

wiska. Religia Zakonu gubi głębię idei prawa i pozwala jej rozproszyć się w 

mnogości absurdów.

Religia Chrystusa zawiera tę prawdę, że Bóg mówi do człowieka przez 

człowieka, ale Bóg przemawia przez wielu ludzi, w Biblii - przez wielu 

proroków, z których ostatnim jest Jezus; żaden człowiek nie może być

Bogiem; Bóg nie przemawia wyłącznie przez jednego człowieka, aprzez 

każdego przemawia wieloznacznie.

Religia Chrystusa mieści w sobie ponadto tę prawdę, że odsyła czło-

wieka do samego siebie. Duch Chrystusa jest sprawą każdego człowieka. 

Jest to pneuma, tzn. duch entuzjazmu we wzlocie ku rzeczom ponadzmy-

słowym. Jest to ponadto gotowość przyjęcia własnego cierpienia jako 

drogi do Transcendencji; kto bierze na siebie krzyż, może w klęsce do-

świadczyć tego, co autentyczne. Duch Chrystusa to wreszcie więź z po-

darowaną przez Boga nobilitas ingenita, którą uznaję albo którą zdra-

dzam, to obecność boskości w człowieku. Jeżeli jednak religia Chrystusa 

ma znaczyć, że w akcie wiary ogarniam Chrystusa-wybawiciela poza 

mną przez urzeczywistnienie ducha Chrystusa we mnie, to dla naszego 

filozofowania wynikają stąd nieuchronnie dwie konsekwencje: Chrystus 

we mnie nie jest związany wyłącznie z owym Jezusem Chrystusem, który 

raz pojawił się w dziejach, a Jezus jako Chrystus, jako Bóg-człowiek jest 

mitem. Demitologizacji nie wolno tu w dowolny sposób zatrzymać. Nawet 

najgłębiej uduchowiony mit  pozostaje mitem i jest grą, a staje się 

obiektywną gwarancją tylko albo na mocy religijnej prawdy (której filo-

zofowanie nie potrafi dostrzec), albo na mocy złudzenia.

2. P r z y  w r ó c e n i e  n a p i ę ć  m i ę d z y  p r z e c i  w i e ń s t w a - m 

i: Przyswojenie przejawiającej się w Biblii prawdy wymaga świadomego 

uprzytomnienia występujących w Biblii sprzeczności. Sprzeczności maj ą 

wieloraki sens. Rozumowe sprzeczności prowadzą do alternatyw, gdzie słu-

szność może być tylko po jednej stronie. Sprzeczne siły tworzą za każdym 

razem rozszczepioną na bieguny całość, przez którą daje o sobie znać prawda. 

Dialektyczne   sprzeczności   oznaczają   ruch   myśli,   przez   ten   ruch   zaś 

przemawia prawda, której bezpośrednio wypowiedzieć nie można.

Religia biblijna pełna jest sprzeczności, napięć i dialektyki. Nie sama 

tylko wola, ale także stała gotowość do przyjęcia sprzeczności może pod-

trzymać popychającą naprzód energię napięcia albo przywrócić ją tam, 

gdzie zanikła. Rozsądek i potrzeba spokoju, podobnie jak niszcząca wola 

walki, chcą unicestwić przeciwieństwa, aby ustanowić panowanie jedno-

znaczności i jednostronności.

 

Wykład czwarty •

Filozofia i religia

72

73

background image

 

 

W pismach biblijnych można rozpoznać zasadnicze napięcia, które 

dotychczas utrzymywały w ruchu zachodnią kulturę: Bóg i świat, kościół i 

państwo, religia i filozofia, religiaprawa i religiaprofetyczna, kult i etos. 

Niezmienną prawdę możemy tedy uchwycić tylko wówczas, gdy zarazem 

jesteśmy  gotowi uznać,  że zadania,  jakie  stawia nam  Istnienie,  są 

nierozwiązalne, gotowi zakwestionować każde urzeczywistnione zjawisko, 

dostrzec skrajności, ponieść klęskę.

3.  Rozj   aśnienie  i  u mo cn i en i e   wiecznej   prawdy: 

Przez doświadczenie napięć, dialektyki i domagając się rozstrzygnięcia 

sprzeczności można rzeczywiście uchwycić to, co w słowach da się wy-

razić tylko abstrakcyjnie, prawdę zawartą wpodstawowychrysach biblijnej 

religii. Momenty tej prawdy, raz jeszcze uwydatnione jako wiara filo-

zoficzna, to:

idea jednego Boga;
świadomość, że wybór między dobrem a złem, jakiego dokonuje czło-

wiek - istota skończona -jest bezwarunkowy;

miłość jako zasadnicza rzeczywistość wieczności w człowieku; za 

czyn-działalność wewnętrzna i zewnętrzna-jako sprawdzian człowieka;

idee ładu światowego - wprawdzie bezwarunkowe w chwili, gdy poja-

wiają się w dziejach, ale w przejawach swoich ani absolutne, ani wyłącznie 

obowiązujące;

niezamkniętość stworzonego świata, jego immanentna niestabilność, 

zawodność wszelkiego ładu na jego krańcach, doświadczenie skrajności; 

ostateczna i jedyna ucieczka w B ogu.

Jakże blado wypadają wszystkie słowa w obliczu właściwej rzeczywi-

stości religii! Kiedy to rozpatrujemy, stajemy natychmiast na płaszczyźnie 

wiary filozoficznej. Odnowę wiary religijnej przez nawrót do źródeł 

widzimy mimowolnie jako odnowę ukrytej w religii wiary filozoficznej, 

jako przemianę religii w filozofię (albo filozoficzną religię). Jednakże 

ludzkość zapewne nie pójdzie tą drogą, choć może pójdzie nią jakaś 

mniejszość.

Filozof nie może powiedzieć teologom oraz kościołom, jak mają po-

stępować. Filozofowi pozostaje tylko nadzieja udziału w ustalaniu założeń. 

Chciałby pomóc w przygotowywaniu gruntu i uprzytomnić prze-

strzeń duchowej sytuacji, w której musi wyrastać to, czego filozof stworzyć 
nie potrafi.

To, co od pół wieku wypowiada coraz więcej ludzi, ulega wciąż szybko 

zapomnieniu, choć mówią o tym prawie wszyscy: powstaje nowa epoka, 

która poddaje ludzi - aż po ostatnią jednostkę- przemianie tak radykalnej, 

jakiej w historii dotąd nie było. Skoro zaś przemiaaarealnych stosunków 

życiowych sięga tak głęboko, to przemiana świadomości religijnej musi 

sięgać odpowiednio głębiej, kształtuj ąc nowe treści tak, by stały się nośne i 

inspirujące.  Należy  oczekiwać  przemiany tego, co nazwaliśmy  materią, 

szatą, zjawiskiem, językiem wiary, i to przemiany tak głębokiej jak wszystkie 

inne przemiany nowej epoki - w przeciwnym razie wieczna prawda religii 

biblijnej zniknie z pola widzenia człowieka; człowiek nie będzie  jej już 

doświadczał i nie będzie mógł wymyślić nic, co by zajęło jej miejsce. 

Niezbędny jest zatem wysiłek na rzecz odtworzenia wiecznej prawdy, 

trzeba   sięgnąć   do   jej   najgłębszych   źródeł   i   nie   troszcząc   się   o   jej 

przemijające formy historyczne znaleźć no wy język, który pozwoliłby się tej 

prawdzie ujawnić.

Filozof napotyka tu pytania, na które nie potrafi odpowiedzieć, choć 

wie, że przyszłość na pewno przyniesie odpowiedź. Oto te pytania:

Z jakich dogmatów, w istocie obcych współczesnemu człowiekowi i 

niewiarygodnych, można zrezygnować? Choć o odrzuceniu dogmatów 

można zrazu milczeć, to przecież myśliciel musi zastanowić się, które z 

nich dogmaty nie znajdująjuż wiary nawetu wierzących.

Co stanowi mocną podstawę religii, podstawę, która przetrwa?

Czy jest jakiś absurd, który byłby także dziś nośny lub zgoła uznany za 

niezbędny? Można by sądzić, że zdolność godzenia się właśnie na najja-

skrawsze absurdy w dzisiejszej epoce wręcz osobliwie wzrosła. Człowiek 

współczesny   tak   łatwo   ulega   zabobonom.   Zaś   tam,   gdzie   mamy   do 

czynienia z zabobonem, zwyciężyć może tylko wiara, nie nauka. Jaki 

absurd może dziś jeszcze być nieodzownym znakiem autentycznej treści

wiary?

Jeżeli dojdzie do przeobrażenia wszystkich dogmatów, kto tego do-

kona?

Czy masy ludowe przywiązują dziś jeszcze wagę do kościelnych praktyk 

jako do wyrazu bezwarunkowej wiary? Czy też masy te należy na

 

Wykład czwarty -

Filozofia i religia

74

75

background image

 

nowo rozpalić - ożywiając ich zdolność do poświęceń z męczeństwem 

włącznie -przez treści nowej prawdy, która będzie prawdą do końca? Czy też 

świadomy fałsz wyższych umysłów miałby być -jak mniemał Platon  - 

warunkiem  postępującego  kształtowania   mas  i  przekazywania  nawet 

najgłębszych treści? Sądzę, że nie. Jakież kłamstwa byłyby dziś nieod-

zowne i skuteczne? Na pewno nie te, które miałyby się stać nośnikami 

prawdy.

Znowu uświadamiamy sobie, że wszystkie te pytania nie dotyczą tego, o 

co naprawdę chodzi. Uprzednio musi pojawić się niedostępny dla filozofa 

pierwiastek religijny. Nie można go zaplanować ani oglądać z zewnątrz. 

Znaczenie   kultu,   rytuałów,   świąt,   pewności   wspartej   na   dogmacie, 

kapłaństwa-wszystko to w filozoficznych rozważani ach traci znaczenie. 

Czy jest to rozstrzygający zarzut, przeciw całej filozofii? Czy idea wiary 

filozoficznej jest dziś, jaki przedtem, bezkrwistą iluzją? Tak nammówią. 

Nie wierzę w to.

To, co filozof mówi o religii, nie tylko jest niewystarczające. Wydaje 

sięponadto, że filozof nigdy nie dociera do religii, gdy o niej mówi.

Filozofia dąży do stałego rozszerzania swego horyzontu. Jej spojrzenie 

przesuwa się z określonej religii konfesyjnej na szerzej pój mo waną religię 

biblijną, stąd zaś na to, co jest prawdą we wszystkich religiach. Tym sa-

mym jednak traci to właśnie, co cechuje rzeczywistą religię. Wprzekona-

niu, iż ogarniając to, co uniwersalne, zdoła dotrzeć do najgłębszej istoty 

religii, gubi to, co w religiach cielesne. Chociaż filozofia widzi, że ta 

cielesność wiary, spełnianej we wspólnotach związanych z określoną tra-

dycją, jest konieczną postacią religii, sama jest od niej daleka, gdyż nie 

umie jej powołać do życia - nie umie nawet właściwie pojąć tego, co 

widzi.

Filozofia - wtedy gdy afirmuje religię, i wtedy gdy ją zwalcza - w 

istocie próbuje wyminąć religię, ale w taki sposób, że wciąż jest nią za-

przątnięta.

a ) F i l o z o f i a   o p o w i a d a   s i ę   za  r e l i g i ą   b i b l i j n ą : 

Filozofia zachodnia nie może ignorować okoliczności, że do tej pory żaden 

z wielkich filozofów Zachodu, łącznie z Nietzschem, nie zabierał się do 

filozofowania bez głębszej znajomości Biblii. Nie jest to okoliczność 

przypadkowa. Powtórzmy raz jeszcze:

Po p i e r w s z e ,   filozofia nie może dać człowiekowi tego, co daje 

mu religia. Tym samym przynajmniej pozostawia religii pole do działania. 

Nie narzuca sięjako wyłączna i cała prawda dla każdego.

Po d r u g i e ,  filozofii trudno jest utrzymać się w świecie na trwałe, 

jeśli ludzka wspólnota nie żyje religijnie. Albowiem filozoficzne treści 

żyją wśródludu dzięki religijnej wierze. Filozoficzna komunikacja w my-

śleniu nie ma zniewalającej siły, może tylko pojedynczemu człowiekowi 

dopomóc w rozjaśnieniu tego, co z niego samego się wywodzi. Filozofo-

wanie stawałoby się coraz rzadziej udziałem jednostek, a wreszcie zani-

kłoby, gdyby ludzka wspólnota nie żyła tym, co ujawnia się w religijnej 

wierze. Filozofia nie może zapewnić społecznie skutecznego przekazu 

treści niezbędnych człowiekowi, przekaz taki możliwy jest tylko w sferze 

religii, rozpoczyna się już w dzieciństwie i obejmuje także filozofię.

Po t r z e c i e ,  treści biblijnych nie zastąpi nam żadna inna książka.

b )F i l o z o fi a   w y k r a c z a   p o z a   r e l i g i ę   b i b l i j n ą :   Obco-

wanie ludzi z sobą, które związało wszystko, co dokonało się na ziemi i 

zmierza do coraz głębszej wzajemnej komunikacji, odsłoniły obok Biblii 

dwa inne wielkie kręgi religijne: Indie z upaniszadami i buddyzmem, 

Chiny z Konfucjuszem i Lao-tsy. Człowiek myślący, duchowo otwarty, 

nie może zamykać się przed głębią przemawiającej stamtąd prawdy. Dusza 

chce rozszerzać się w nieskończoność.

Łatwo tu można pobłądzić. Oświecenie próbowało znaleźć prawdziwą 

religię w ten sposób, że zebrało ze wszystkich religii to, co najlepsze. Ale w 

rezultacie otrzymało nie autentyczną prawdę, oczyszczoną z historycznych 

przypadkowości, lecz zbiór rozwodnionych (przez oświecenie) abstrakcji. 

Źródłem tej uniwersalnej wiary był faktycznie tylko intelekt i jego krytyczne 

miary. Treść przepadła. To, co nas w religii przejmuje, znikło. Pozostały 

banalne ogólniki.

Ponieważ wszelka wiara jest dziejowa, jej prawda nie zawiera się w 

sumie twierdzeń wiary, ale wjej źródle, które przejawia się w rozmai tych 

dziejowych kształtach. Różne religie prowadzą do jednej prawdy, ale tej 

prawdy nie można osiągnąć wprost, a jedynie tymi drogami, które się 

rzeczywiście przebywa, a wszystkich ich naraz i w ten sam sposób przebyć 

nie można.

 

Wykład czwarty -

Filozofia i religia

76

77

background image

 

Toteż racjonalna krytyka nie może tej prawdy uchwycić. Człowiek 

musi raczej pozwolić, by w powiązaniu własnego losu z wezwaniem tra-

dycji objawiła mu się prawda, tzn. musi przyswoić ją sobie. Adzieje się to 

tylko wtedy, gdy wsłuchiwaniu się w głębie przeszłości towarzyszy we-

wnętrzne działanie, w którym człowiek zostaje sam sobie podarowany.

W stosunku do religii filozofia musi uznać następujące, dotyczące praktyki, 

twierdzenia: aby uczestniczyć w religii biblijnej trzeba wzrastać w tradycji 

określonego wyznania. Każde wyznanie jest dobre w tej mierze, w jakiej 

żyjący w nim ludzie przyswajają sobie religię biblijną w całości, mimo 

określonych, doczesnych kształtów jej konkretnej postaci historycznej . 

Wierność, dziejowa świadomość i prosty odruch wiążą mnie z wyznaniem, w 

którym obudziłem się do świadomego życia. Zmiana wyznania nie obywa się 

nigdy bez wewnętrznego rozdarcia. Ale choć w każdej konfesyjnej postaci 

religii  biblijnej  historyczne  zjawisko  wiary  ogranicza  się   do   pewnych 

sztywnych formuł, to przecież u pojedynczych wierzących ludzi obecność 

pełnej biblijnej religii jest czymś możliwym i rzeczywistym. Wspólnota ludzi 

pobożnych rozciąga się w poprzek granic wyznaniowych. Anie kończące się 

walki, podziały i potępienia, które tu mają miejsce, można - odwołując siędo 

słów Melanchtona - uznać za dziedzinę rabies theologorwn.

c )A ut or yt e t   dla  f i l o z o f i i : Filozof to jednostka zawsze ży-

jąca na własne ryzyko, czerpiąca z własnego źródła. Ale jako człowiek 

jest częścią jakiejś całości i także jego filozofowanie od początku umie-

szczone jest w tym związku.

Związek ten jest zagwarantowany w świecie przez państwo i religie o 

autorytatywnych formach. Ludzie nie mogą żyć bez autorytetu. Kościoły 

uznają konieczność przewodzenia masom, konieczność obowiązujących 

obrazów rzeczywistości świata uchwytnego, konieczność uporządkowanej 

tradycji. Roszczenie kościołów do wszechogarniającej prawdy wymaga 

kontroli nad uczynkami jednostek i kierowania ich publiczną działalnością. 

Jako powszechny autorytet prawdy, kościoły są, zgodnie ze swą  ideą, 

władne   ogarnąć   całą   prawdę,   pomieścić   wszystkie   sprzeczności,   za 

każdym razem odnajdywać syntezę. Czego nie zdoła uczynić jednostka 

-byt skończony, szczególny i jednostronny - to uczyni Kościół w swej 

totalności.

Jednostka będzie się temu zawsze przeciwstawiała. W takim roszczeniu 

do totalności, skoro wysuwają je zawsze ludzie, i skoro nie idzie za nim 

rzeczywistość prawdziwej totalności, jednostka musi w gruncie rzeczy 

dopatrywać  się oszustwa. Mimo iż uznaje prawdziwą intencję tego 

roszczenia, faktyczny autorytet całości nie może być dla niej całą prawdą. 

Ale jako jednostka własną mocą nie jest w stanie tej prawdy urzeczywi-

stnić. Jeżeli usamodzielniasięw swojej aktywności duchowej, to przecież 

nie chce usunąć owej totalności jako rzeczywistego roszczenia w świecie, 

jako niezastąpionego kształtu tradycji i wychowania, jako formy porządku. 

Nie chce jednak dopuścić do jej skostnienia i wyłączności. Toteż próbuje na 

własne ryzyko dotrzeć do czegoś pełniejszego, przebijając się  przez 

totalność urzeczywistnionego w świecie autorytetu. Szuka Ogarniającego 

w projekcie filozoficznej wiary.

Wiara ta nie jest jednak indywidualnym wynalazkiem, lecz sama opiera 

się na autorytecie. Wyrasta bowiem z całej tradycji rozpoczynającej się od 

ostatniego tysiąclecia przed Chrystusem.

Autorytet to nie tylko wymagające określonych form posłuszeństwa 

przewodnictwo j akiej ś instytucj i i j ej przedstawicieli - kapłanów, ale także 

uznane przez przyswojenie - z czcią i ufnym posłuszeństwem - duchowe 

przewodnictwo wielkiej trzytysiącletniej przeszłości. Do niego odnosi się 

prawda: nikt nie położy innych podwalin niż już istniejące od początku. 

Stąd   bierze   się   wszechogarniająca   atmosfera,   jaką   niesie   autorytet 

nieuchwytnego przewodnika, który nie może być dla wszystkich czymś 

równie obiektywnym.

Wzrastanie w cieniu tego autorytetu to warunek wszelkiego treściwego 

filozofowania.   Niebezpieczeństwo   rozcieńczenia   tego   autorytetu   w 

ogólne abstrakcje -przemawiające do intelektu i budzące niejasne emocje, 

a egzystencjonalnie  bez znaczenia  - przezwyciężane jest na drodze 

dziejowej: bliski zrazu związek z własną tradycją rodzinną, ojczystą, na-

rodową, zakorzenioną we własnej przeszłości, rozszerza się i zarazem 

pogłębia, obejmuje rozległe światy Zachodu i całąludzkość, aby wreszcie w 

epoce między VIII a  II  wiekiem przed Chrystusem odnaleźć świadomie 

kamień węgielny wszystkiego. Wówczas dziejowa tradycja, zamiast 

spaść do poziomu systemu myślowego, staje się pełną treści całością, ma

 

Wykład czwarty -

Filozofia i religia

78

79

background image

 

 

swoje punkty kulminacyjne, swoich wielkich ludzi i swoje światy, swoje 

klasyczne wykładnie i wielorakie podziały w historycznym rozwoju.

Filozofia, która zawsze jest indywidualnym wysiłkiem, stara się urze-

czywistnić ideę uniwersalną, zachować otwartość człowieka, wydobyć 

prostą prawdę, skoncentrować ją i - mimo całej jej niezgłębionej taje-

mnicy - rozjaśnić.

Czy taki wysiłek może obudzić zapał, czy filozoficzna praca przygo-

towawcza - która może wypełnić życie tylko jednostce - będzie przez 

religię wykorzystana, tego zaplanować niepodobna. Wszelkie filozofo-

wanie zdradza jednak tendencję do wspomagania tych religijnych instytucji, 

które w tej postaci, jaką mają w świecie, są przez filozofię aprobowane, 

choć filozofowie akurat nie mogą mieć w nich udziału.

Przełożyła Małgorzata Łukasiewicz

Wykład piąty

Filozofia i pseudofilozofia

Prawda filozoficzna nie jest jedyna na świecie. Nigdzie i nigdy dotąd 

nie stanowiła ona tej postaci prawdy, którą żyłaby większość ludzi. Jednak 

filozofowanie wymaga otwartości wobec każdego możliwego sposobu 

ludzkiego bytowania, nie tylko, by je rozumieć, lecz także, by uznać 

zawartą w nim prawdę.

Filozofia dochodzi jednak przy tym do granic, gdzie natrafia na my-

ślenie i życie zapominające o tych źródłach wiary, których utrata oznacza 

dla filozofii utratę treści. Kiedy myślenie takie podaje się za filozofię, 

kiedy bywa ono za nią uznawane zarówno przez siebie, jak i przez 

innych, nazwiemy je pseudo filozofią. Owa pseudo filozofia, występując w 

kostiumie filozofii, zwraca się przeciwko filozofii, przeczy jej. Dlatego 

filozofia musi w arsenale swoich myśli poszukać środków obronnych. 

Pseudofilozofia jest bowiem nie tylko błędem w filozofowaniu, błędem, 

który   wystarczy   zrozumieć,   by   go   móc   naprawić,   lecz   jest   ona 

zasadniczo fałszywą drogą całkowitej negacji, usiłującą stworzyć pozór 

czegoś pozytywnego za pomocą łatwych do przeniknięcia namiastek. 

Podlega ona korekturze drogą odrodzenia człowieka, który zostaje sobie 

podarowany w procesie myślowego powrotu do siebie. Filozofowanie 

pozorne   płynie   szerokimi   strumieniami   poprzez   dzieje.   Kto   tylko 

próbował filozofować, temu zapewne zdarzało się niekiedy padać ofiarą 

tych pozorów. Filozofujący człowiek urzeczywistnia się jednak poprzez 

przezwyciężanie pseudofilozofii stale obecnej w nim samym.

Niewiarą nazywamy wszelką postawę, która pod pozorem absolutnej 

immanencji neguje Transcendencję. Pojawia się wtedy pytanie, czymjest 

owa immanencja? Niewiara odpowiada: Istnieniem, realnością, światem. 

Ale Istnienie to tylko ulotna teraźniejszość, ujmowana, którą niewiara 

bierze w posiadanie uznając stawanie się i pozór jako takie. Realność cofa 

się jakby przede mną, kiedy chcę ją poznać samą w sobie i w całości; 

niewiara zawłada nią absolutyzując realności cząstkowe.

 

Wykład czwarty -

80

81

background image

 

Świat jest nie zamknięty i nieogarniony, jest ideą; niewiara mylnie robi z 

niego przedmiot w ramach spójnego obrazu świata. Krótko mówiąc, 

niewiara żyje złudzeniem, poszczególnymi realiami, obrazami świata.

Niewiara nigdy nie dociera do bytu, nie może jednak obejść siębez jego 

namiastki zawartej w treściach wiary fałszywej. Uznaje ona jedynie im-

manencje, nie potrafi jednak obyć się bez przyznania doniosłości, choćby w 

ten opaczny sposób, również Transcendencji.

Wielorakość pseudofilozofii przyjmuje jakby różne postaci niewiary, 

które same siebie uznają za wiarę, wiedzę lub ogląd. Powołują się przy 

tym na bezpośrednie postrzeżenia oraz zasady.

Wybieram trzy przykłady filozoficznej niewiary: demonologię, ubó-

stwienie człowieka, nihilizm. Występują one jawnie lub w sposób utajony. 

Pozostają   w   takścisłym   związku   wzajemnym,   żejednapostać   niewiary 

prowadzi zazwyczaj do pojawienia się innej. Uchwycenie ich jest nie-

słychanie trudne, wymykają się one definitywnemu określeniu. Dla swej 

artykulacji posługują się wszelkimi dostępnymi środkami filozoficznymi, 

nieświadomie  zwodząc  tym samym siebie i innych. Próba ich chara-

kterystyki utyka rychło w mylnych określeniach. Usiłuje bowiem wytyczyć 

linie proste pośród czegoś, co faktycznie ulega ciągłym zmianom, okazuje 

się   czymś   innym,   przeczy   sobie   samemu,   znajdując   się   w   stanie 

nieobliczalnie agresywnego chaosu myślowego. Nie staje się tu oko w 

oko z przeciwnikiem o zdeklarowanych poglądach. Mystagogia w demo-

nologicznym oglądzie świata łączy się z traktowaniem ludzi jako bóstw, 

którym okazy wana jest całkowita uległość, oraz z nihilizmem, którym się to 

wszystko kończy.

Przedstawione tu próby charakterystyki są typami idealnymi złożonymi z 

możliwości tkwiących w każdym z nas. Ale każdy pojedynczy czło-wiekjest 

czymś   więcej,   nosi   przede   wszystkim   w   sobie   możliwość   wiary 

przezwyciężającej wszystkie te rodzaje niewiary. Jednak i w tych ostatnich 

ukryta jest prawda, o której pod koniec przyjdzie nam sobie przypomnieć.

Demonologia

Demonologią nazwiemy pogląd o charakterze bezpośredniego prze-

konania, dopatrujący się bytu w mocach, w oddziałujących kształtujące

siłach - twórczych i niszczycielskich, w demonach - życzliwych i zło-

śliwych, w wielobóstwie; czyni je przedmiotem myśli i formułuje w po-

staci doktryny. Uświęcone zostają przy tym zarówno dobro, jak i zło, a 

wszystko ulega intensyfikacji przez dostrzeganie mrocznych głębi, które 

jawią   się   obrazowo.   Immanencję   -   namiętność,   potęgę,   witalność, 

piękno, zniszczenie, okrucieństwo - uznaje się za boskość samą. Mimo że 

nie chodzi tu wprawdzie o żadną Transcendencję - w takim oglądzie 

świata wszelki byt jest przecież immanentny - immanencja ta nie wy-

czerpuje realności, którą mogłaby Świadomość poznać; jest ona czymś 

więcej, jest uznawana za - by posłużyć się określeniem Simmla - Trans-

cendencją immanentną, skoro rzeczywistość to coś więcej niż tylko re-

alność uchwytna zmysłem i rozumem. Paradoksalne wyrażenie „imma-

nentną Transcendencja" nie odnosi się już do rzeczy jako możliwej mowy 

boskiej, lecz do Transcendencji jako mocy i czynnika stale obecnego w 

świecie, z konieczności rozszczepionego na wiele mocy.

Poddanie się tym mocom nadaje przeżyciom podniosły charakter, użycza 

im blasku płynącego z tajemnicy. W tym, co niesamowite, budzące 

dreszcz, przerażenie, poruszenie, rozpalające duszę, moce te dają o sobie 

znać, zostają jakby cieleśnie dostrzeżone. Walka z nimi porywa samego 

człowieka i przenosi go w ich demoniczny świat. Poczucie jedności z 

nimi, opętanie przez demona użycza tym mocom, którym staję się oto 

powolny, niewytłumaczalnej energii usankcjonowanej przez doktrynę 

demonologii przypisującej im konieczny charakter oraz nadaje rozmach 

płynący z fałszywej wiary w po wodzenie własnego działania i życia, ożywia 

tęsknotę   i   chęć   powrotu   w   czasy  mityczne,   pobudza   do  tworzenia 

własnych, nowych mitów, a myślenie zmitologizowane ogarnia podstawy 

życia.

Jest w człowieku uparte dążenie do przybliżenia sobie boskości, do 

bezpośredniego przeżycia i teraźniejszego doświadczenia jej w świecie. 

Znajduje ono swój wyraz w uświęcaniu wszystkich ludzkich popędów -

„Bóg" to uczynił, nie ja - i spowija świat w czar mitycznego światła bo-

skości.

Dużo się dziś mówi o demonach i demoniczności. Jednak sens przypi-

sywany tym słowom bywa tak różny, że nie od rzeczy będzie uzmysło-

wienie sobie paru spraw:

 

Wykład piąty-

Filozofia i pseudofilozofia

82

83

background image

 

1.Gdzie  o ri en ta cj a   d emon o lo g ic z na   b y ł a   pierwotna, 

tam podobnie jak mit, stanowiła ona historyczną postać egzystencjalnie 

doświadczanej rzeczywistości. Dostrzeganie demonów oznaczało czynne 

rozprawianie się z nimi, walkę lub podporządkowanie. Następnie człowiek 

stanął przed wielką alternatywą: Boskość jako de-moniczność albo Bóg 

jako Transcendencja, moce oddziałujące wewnątrz  świata (wielobóstwo) 

albo jedna transcendentna podstawa.

Wbudowanie demoniczności w świadomość bytu określoną przez 

myśl o Bogu dokonywało się bądź poprzez przeobrażanie tych mocy w 

potencjalny język, w szyfry Transcendencji, bądź poprzez mityczne 

podporządkowanie demonów i wyznaczenie im roli aniołów, zwiastunów i 

pośredników Boga lub diabła. Demonologia zanikła lub znalazła się pod 

kontrolą.

Odtworzona w naszym świecie współczesnym demonologia ukazuje w 

tym   mitycznym   sposobie   myślenia   jedynie   nierzeczywiste   fantazje. 

Urojeniem jest traktowanie demonów jako realności, zakładanie ich fa-

ktyczności, liczenie się z nimi. Demonów nie ma. W bezrozumnym ule-

ganiu tzw. przeżyciom zachodzi fałszywa interpretacja realności poczy-

tanej za postrzeganie mocy. Ta absolutyzacja niejasnej bezpośredniości 

przeistacza się w samoułudę, która zezwala na demoniczne wywyższanie się 

i usprawiedliwianie siebie pośród zamętu czczej epoki, stojącej pod 

znakiem nauki i jej następstw.

Kiedy alternatywa: demony czy Bóg -nie zostaje jasno rozstrzygnięta, 

chaos poglądów wywołuje zamęt także w dziedzinie nastrojów, myśli i 

postaw ludzkich.
2. Inaczej ma się sprawa wtedy, kiedy demoniczność staje się wyobraże-

n i e mc z e g o ś   n i e u c h w y t n e g o ,   p o z o s t a j ą c e g o   na 

granic y  wydarzeń   jak też mojej woli i mojej istoty, czegoś bez-

pośrednio nie postrzeganego, ale jednak oddziałującego. Tutaj chodzi 

już nie o światopogląd demonologiczny, lecz o obrazową artykulację 

tego, co w swej całości jest niepojęte, nie chciane, pokrętne, przypad-

kowe, a co, jakby samo w sobie mając swe źródło, przemożnie oddziałuje. 

Tu nie mówi sięjuż o demonach, lecz o samej demoniczności. Nie 

przybiera ona żadnej postaci, nie staje się teorią, lecz pozostaje ulot-

nym wyrazem pewnej granicy.

Wyraz „demoniczność" pojawia się u starego Goethego, który mówi o 

niej w sposób niezwykle sugestywny, ale taki zarazem, że to, co nie-

uchwytne, nadal stanowi jej istotę. Albo wiem to, co demoniczne, zawsze 

uwikłane jest w sprzeczności i nie daje się sprowadzić do żadnego okre-

ślonego pojęcia. Dlatego również u Goethego „demoniczność" jest sło-

wem niezmiernie wieloznacznym, wypowiadanym wobec tego, co nie-

pojęte, co ma być wysłowione jako tajemnica czegoś istniejącego, dzie-

jącego się, tworzącego splot zdarzeń, a wokół czego mogą jedynie krążyć 

przeczucia. Tak oto Goethe, w którego metaforach poetyckich z całą ich 

wielorakością sensów demony pojawiały sięjuż od dawna, mówi o pier-

wiastku demonicznym:

„Nie był on boski, bo wydawał się bezrozumny; nie był ludzki, gdyż 

zbywało mu na rozsądku; nie był szatański, gdyż przemawiało zeń miło-

sierdzie; nie był anielski, bo często tchnęła zeń radość z cudzego nieszczęścia. 

Był raczej dziełem przypadku, brak mu było bowiem ciągłości: przywodził 

namyśl Opatrzność, gdyż wskazywał na istnienie ukrytych związków [...]. 

Wszystko, co zakreślało granice naszemu poznaniu, przenikał bez trudu 

[...]. Tylko w niepodobieństwach znajdował upodobanie, a osiągnięcia 

możliwe odtrącał od siebie z pogardą [...]. Tworzył jeden z elementów 

moralnego porządku świata, jeśli nie przeciwstawiający się  mu, to w 

każdym razie krzyżujący się z nim [...].

Ale najpotworniej wygląda ów demoniczny pierwiasteK, gdy opanuje 

wszystko inne w człowieku [...]. Nie zawsze są to jednostki najznakomitsze 

pod względem umysłu czy talentu i rzadko odznaczają się przymiotami 

serca; ale emanuje z nich jakaś niesamowita siła [...]. Wszystkie połączone 

siły moralne nie są zdolne im się przeciwstawić; na nic się nie zda,  że 

rozsądniejsze jednostki uważaj ą ich bądź za oszukanych, bądź za oszustów - 

tłumy idą za nimi. Rzadko, a może nigdy nie napotykają w swej epoce 

ludzi o podobnych właściwościach i nic nie jest w stanie ich pokonać, chyba 

wszechświat tylko, z którym właśnie walkę rozpoczęli"*. 3. Goethe mówi 

o demoniczności jako o mocy obiektywnie działającej;

okrążają, wymieniając jej sprzeczne przejawy. Kierkegaard dostrzega

*     Johann Wolfgang Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, przeł. 

Aleksander Guttry, Warszawa 1957, t. 2, s. 375 i 377.

 

Wykład piąty-

Filozofia i pseudofilozofia

84

85

background image

 

demoniczność wyłącznie w człowieku. Demoniczny jest ten, kto swoje 

własne ja pragnie utrzymać w sposób absolutny. Kierkegaard wyjaśnia 

swoje rozumienie demoniczności, ukazując sens bycia sobą i wypaczenia, 

na jakie bycie sobą bywa narażone.

"Demonicznajest wszelka indywidualność, która odnosi siędo idei bez 

korzystania z określeń pośrednich (stąd zamkniecie si 

(

}na wszystko inne). 

Kiedy ideą tą jest Bóg, mamy do czynienia z indywidualnością religijną., 

kiedy ideą tą jest zło, mamy do czynienia z indywidualnością demoniczną w 

węższym znaczeniu tego słowa".

W przypadku, kiedy demoniczność (w węższym sensie) pozostaje sama 

dla siebie całkowicie przejrzysta, mamy do czynienia z diabłem. Diabeł jest 

tylko   duchem,   a   stąd   jego   absolutna   świadomość   i   przejrzystość"*. 

(Zwraca uwagę zupełnie inne rozumienie "demoniczności tego wyrazu" u 

Goethego, gdzie Mefisto wcale nie jest demoniczny właśnie  dlatego, że 

cechuje go pełna jasność umysłu i czysta negatywność). Demoniczność 

człowieka istotnie nie może się stać sama dla siebie przejrzysta. Ja staje się 

bowiem przejrzyste dzięki absolutnemu stosunkowi do Boga, a nie dzięki 

absolutnemu   stosunkowi   do   siebie   samego   jako   doją   absolutnego. 

Niezrozumiałe są wprawdzie zarówno demoniczność jaki boskość: „Obie są 

milczeniem. Milczenie jest zasadzką szatana; im więcej się przemilcza, tym 

straszniejszy   staje   się   szatan,   ale   milczenie   jest  także   świadectwem 

boskości obecnej w jednostce"**. Demoniczność, podobnie jak religijność, 

stawia   człowieka   poza   powszechnością.   Z   tym,  że   uwikłaniu   się   w 

nieprzejrzystość   demoniczności   zostaje   przeciwstawione   bezgraniczne 

rozjaśnianie,   jakiego   doznajemy   w   obliczu   Boga:  Zagubieniu   się   w 

paradoksalności demoniczności staje naprzeciw zbawienie, jakie niesie ze 

sobą paradoks Boga.

Demoniczność jako harda wolabyciaswym własnym, przypadkowym ja, 

to rozpaczliwe pragnienie bycia sobą. „Im większajednak świadomość w 

tak cierpiącym człowieku, który rozpaczliwie pragnie być sobą, tym

*         S0ren Kierkegaard,  Choroba na śmierć,  przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, 

Warszawa 1969, s. 181.

**   S0ren Kierkegaard, Bo jaźń i drżenie, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Warszawa 

1969, s. 96.

bardziej wzrasta potęga rozpaczy, stając się czymś demonicznym. [...] Ja 

ludzkie, które rozpaczliwie pragnie być sobą, z trudem znosi to czy owo 

cierpienie, którego nie może zwyczajnie usunąć czy odłączyć od swej 

konkretnej osobowości. Właśnie na tej męce koncentruje człowiek całą 

swą namiętność, która w końcu przetwarza się w demoniczny szał. W tym 

momencie, gdyby sam Pan Bóg w niebie i wszyscy jego aniołowie ofia-

rowali mu się z pomocą, aby go wyrwać z przepaści, nie chciałby tego i 

zawołałby: «Nie !» Teraz jest już za późno! Ongi oddałby wszystko, aby 

siępozbyćtej męki, ale kazano mu czekać, teraz jest już po wszystkim [...] 

on, jedyny na świecie, potraktowany tak niesprawiedliwie [...]. Rozpacz ta 

nie j est pragnieniem bycia sobą w stoickiej wątpliwości co do własnego ja 

[...]. Rozpacz ta, to pragnienie bycia sobą w nienawiści do życia, do 

bycia sobą w całej swej nędzy [...]. Buntując sięprzeciw całemu bytowi, 

myśli, że zdobywa świadectwo przeciwko niemu, przeciw jego dobru. Za to 

świadectwo zrozpaczony ma samego siebie i nim właśnie chce być 

dlatego, że chce być sobą, sobą w swej męce i męką tą protestować przeciw 

całemu istnieniu" *.

Choć świadomość wzmaga tę demoniczną wolę, wola ta nie potrafi 

sama dla siebie stać się przejrzy sta i może się utrzymać jedynie w ciemności, 

skąd napiera na świadomość i wciska się w nią, wzmagając zarazem 

wszystkie siły pomagające jej zamknąć się w sobie. Broni się ona przed 

wyjściem na jaw. Stąd pełne sprzeczności połączenie jawności i skryto-

ści: „Skrytość może sobie życzyć ujawnienia, pod warunkiem jednak, że 

przyjdzie ono z zewnątrz, że się przydarzy [...]. Może ona chcieć jawności, 

ale tylko do pewnego stopnia, bowiem chciałaby zachować małą resztkę, z 

której  skrytość  znów  mogłaby się odrodzić  [...].  Może  ona  pragnąć 

jawności,   ale   chciałaby   zarazem   zachować  incognito  (przykłady   tego 

znaleźć można w życiu niejednego poety). A nawet kiedy już jawność 

zwycięży, w tym samym momencie skrytość podejmuje ostatnią próbę i 

może wykazać dość przebiegłości, by jawność obrócić w mistyfikację, i 

okaże się

;

 że to właśnie skrytość zwyciężyła". „Nie jest wcale takie pewne, 

czy człowiek rzeczywiście chce poznać najprawdziwszą prawdę, czy chce 

jej pozwolić na przeniknięcie całego swojego jestestwa, czy chce

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 218-221.

 

Wykład piąty -

Filozofia i pseudofilozofia

86

87

background image

 

wziąć na siebie wszystkie płynące z niej konsekwencje, czy na wszelki 

wypadek nie chce sobie pozostawić małej, bocznej furtki". Demonicz-

ność wykazuje duże wyrafinowanie w utajaniu się. Jej kryjówką jest dia-

lektyczność. W niej człowiek się maskuje i w niej gubi z demoniczną 

wirtuozerią refleksji*.

Ponieważ demoniczność nie znajduje oparcia w samej sobie, nie jest 

zdolna do przetrwania. Pozostając w stanie skrytości nie potrafi przecież 

znieść milczenia, a wówczas nieszczęsny człek kończy tym, że ze swą 

tajemnicą narzuca się każdemu. Zarazem jednak boi się ujawnienia: Zna-

lazłszy się w obecności kogoś, kto przewyższa go dobrocią, opętany będzie 

błagał, będzie się modlił zalewając się łzami, że nie chce z nim rozmawiać, 

nie chce, aby ten to dobro przedstawił, aby pozbawiał go sił.

Właściwym znamieniem człowieka demonicznego, który swoje przy-

padkowe ja wziął za absolut i na tym poprzestał, jest to, że niczego nie 

traktuje już poważnie. Nie myśli poważnie o wieczności, boi sięjej tylko, a 

lęk podsuwa mu setki wybiegów.

4. W nowszych czasach słowo „demoniczny" bywa używane nieprecy-

zyjnie  i bez  głębszego zastanowienia  na oznaczenie  tego    w s z y -

s t k i e g o ,   co  n i e p o j ę t e   i  p r z e z        to  i r y t u j ą c e ,   na oz-

naczenie tego, co „irracjonalne". Mianem demoniczności zostaje opatrzone 

to, co niechciane, narzucając się nam nieoczekiwanie w trakcie realizacji 

tego, co chciane. „Demonizm techniki" -to jej zwrotne, pize-możne, jakby 

usamodzielnione   oddziaływanie,   to   wynik   ujarzmienia   bytu 

przedmiotowego   przez   technikę.   Także   nieświadomość   zyskuje  sobie 

miano demonicznej, kiedy to, co nie wyjaśnione i nie dające się do końca 

wyjaśnić, wypływając z głębin życia duchowego owłada człowiekiem. 

Niemożność, zniechęcenie, obezwładnienie, uwikłanie,  beznadziejność - 

wszystko to potrafi  wywołać okrzyk: to demoniczne !  Od   mitycznego 

uprzedmiotowienia po zwykłą przenośnię, od wiary w  moc tkwiącą i 

działającą w rzeczach aż po dostrzeżenie możliwości deprawacji wolności 

człowieka- wszystkie te cztery, pierwotnie sensowne, sposoby mówienia o 

tym, co demoniczne, kiedy zostają odcięte od swych źródeł, mieszają się ze 

sobą, krzyżują się ich różne sensy i składają się w

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 261.

nowożytnej demonologii na światopogląd niewiary. Demonologia ta jest 

nieuchwytna niczym Proteusz -jakaś nicość nieustannie przyoblekająca 

się w coraz to inny kostium i posługująca się wszystkimi dawniejszymi 

zwrotami na temat demoniczności w całej ich wielorakości.

Przeciw   światopoglądowi  demonologicznemu  filozofowanie   zdoła 

wypowiedzieć się tylko wtedy, gdy w jakiejś chwili uchwyci go i utrwali w 

jego   typowych   zwrotach   słownych.   Krytykę   demonologii   można   by 

wówczas zawrzeć w następujących zdaniach:

1. T r a n s c e n d e n c j i  nie u d a j e  się o s i ą g n ą ć .  Właśnie życie 

immanentne,   spotęgowane   demonizowaniem,   nie   dociera   do 

Transcendencji: Bez Boga pozostają już tylko idole. Sami bogowie 

stali się światem. Partycypują w światowej niemocy, ponad nimi roz-

pościera się Inne, absolutnie Obce, Nicość.

2.  C z ł o w i e k   u l e g a   z a g u b i e n i u .   W światopoglądzie demo-

nologicznym wolność polega jedynie na godzeniu się ze spadającymi 

na człowieka zrządzeniami losu. Jeśli okoliczności będą temu sprzyjać, 

człowiek może bieg swojego życia uznać za szczęśliwy - od czasu do 

czasu melancholijnie przypominaj ąc sobie o jego niepewności - ale 

odebranie mu prawa do szczęścia na świecie uczyni go nieszczęśli-

wym, zostawiając mu jedynie poczucie pustki i rozpacz. Wobec tych, 

którym się w życiu nie powiodło, bądź tych, których spotkało nieszczęście 

pozbawiające   jakichkolwiek   nadziei,   odczuwa   się   wewnętrzną 

obojętność i okazuje im samo przez sięzrozumiałąbezwzględność. Nie 

ma czegoś takiego jak niezastąpiona wartość jednostki ludzkiej. Hu-

manitaryzm jest już tylko sprawą immanentnego nastawienia i skłon-

ności do zachowania w określonych warunkach przyjaznego stosunku 

względem drugiego człowieka, ale nie jest już onieśmieleniem wobec 

duszy przez jej odniesienie do Transcendencji zakorzenionej w wiecz-

ności, wobec człowieka jako takiego.

3.N i e   u d a j e   się  u z y s k a ć   o d n i e s i e n i a   do  J e d n i . Nastę-

puje rozproszenie i pojawia się wiele aspektów, człowiek rozpada się na 

możliwości, spośród których dziś urzeczywistnia jedne, jutro inne -życie 

staje   się   zapominaniem.   Życie   wśród   demonów   staje   się   płynne, 

rozmywa się w nieokreśloności. Niewiary nie sposób przychwycić na

 

Wykład piąty-

Filozofia i pseudofilozofia

89

background image

 

tym, co naprawdę mniema, ponieważ interpretuje siebie za każdym 

razem inaczej. W niewierze jesteśmy wydani na działanie strumienia 

impulsów i szarpiących nami namiętności. Wszystko można tu uspra-

wiedliwić. Mimo mocy, jaką obdarzona bywa chwila, brak jest ciągłości. 

Mimo stanowczości stwierdzania czegoś - brak skupienia samej istoty.

Wzlot ku Transcendencji Jedni następował zawsze na drodze przezwy-

ciężenia demonologii. Sokrates wyrwał się demonom, by pójść za swoim 

dajmonionem, a tym samym za nakazem boskości. Prorocy przezwyciężyli 

kult Baala, by służyć Bogu.

4. D emon ol og i a  j est osadzona  w naturze.  Natura uchodzi 

za   ostatnią,   przemożną   konieczność.   Zwierzęta   są   demoniczne. 

Także człowiek czuje swoją demoniczność, o ile upodabnia się do 

zwierzęcia. Wyznawanie poglądu demonologicznego prowadzi do 

utraty samoświadomości człowieka na rzecz natury. W życiu pomyśl-

nym pogląd demonologiczny występuje niekiedy jako zaufanie do na-

tury. Ale zaufanie do natury to nie to samo, co ufność w Bogu. Kiedy 

zaufanie do natury natrafia na granice, wówczas to, co z niego jeszcze 

zostaje, nie znajduje żadnego oparcia w naturze. Zaufanie do natury 

przemienia się w bałwochwalstwo, uprawiane na całej ziemi w kultach 

natury.

5. N o w o c z e s n a   d e m o n o l o g i a   j e s t   p o s t a w ą   p a r   ex-

c e l l e n c e   estet yc zn ą.   Jej wyróżnikiem jest nieobowiązujący 

charakter tego, co jest pomyślane w duchu demonologii. Jest to ogląd 

skierowany na to, co pozornie tylko jest realne, zastępujący angażowanie 

się we własną rzeczywistość. Jest to ucieczka w dziedzinę kontemplacji 

estetycznej, z mrocznej woli skierowanej ku temu, co nieokreślone i co 

staje się samoutwierdzeniem. Umożliwia ona przejawy namiętności 

jako   chwilowe   afekty,   lecz   rozmija   się   niechybnie   z   pasją 

zdecydowania, niezawodnie kierującego całym swym życiem. Można 

wymusić wybór pomiędzy dobrem i złem, a potem odebrać mu moc 

poprzez afirmację zła w tym, co tragiczne. Łatwo i często myli się 

etyczność z estetyczności ą. Raz z moralnym patosem mówi się o dobru i 

złu, to znów w języku estetycznym rozprawia się o demoni czności. W 

sytuacjach bez wyjścia udziela się sobie samemu pozwolenia na prze-

skok ze sfery etycznej do sfery estetycznej. Człowiek za nic nie potrze-

buje odpowiadać, ponieważ na każdą okoliczność ma na zawołanie 

fałszywy przepych obrazów estetycznych. Życie ulega rozproszeniu w 

wielości rzeczy przypadkowych.

6.  D e m o n o l o g i a   p r o j e k t u j e   r z e c z yw i s t o ś ć   p o ś r e d -

n i ą ,   k tó ra   nie  j e s t   ani  e mp i r yc z n ą   r e a l n o ś c i ą ,   ani 

r z e c z yw i s t o ś c i ą   t r a n s c e n d e n t n ą .   Próbuje   uchwycić 

rzeczywistość i nie udaje się jej - osiąga jedynie iluzyjną nadzmy-

słowość: gubi po drodze jasność tego, co poznawalne. Chce prawdziwej 

nadzmysłowości i nie osiąga jej, sądząc, że zawiera się ona w tym, co 

immanentne: gubi Boga. Tymczasem to, co nie jest albo światem 

(sprawdzalną realnością), albo Bogiem, jest złudą i iluzją; ich ofiarą 

stajemy się właśnie wtedy, kiedy nasza pogoń za sensacją i potrzeba 

podniesienia na duchu rozbudzają się i wywołują stan intelektualnego 

odurzenia. Jest Bóg i świat, i niczego nie ma pomiędzy nimi. Wszystko 

to, co realne, może być jako szyfr językiem i zwiastunem Boga, poza 

którym nie ma innych bogów czy demonów. Chodzi więc o to, w jaki 

sposób odczuwam dotknięcie palca Bożego na granicy tego, co realne. A 

co wciska się między Boga i świat, okazuje się bądź materialistycz-nym 

prostactwem, bądź bezbożną chimerą.

Ubóstwienie człowieka

Powszechnym zjawiskiem jest entuzj azm i uwielbienie okazywane po-

jedynczemu człowiekowi przez innych ludzi, przypisywanie mu cech 

nadludzkich, widzenie w nim spełnienia ideału człowieczeństwa. Komuś 

takiemu ludzie skłonni są okazywać ślepe posłuszeństwo, oczekują po 

nim cudów. Rzecz nie jest bez psychologicznych analogii. Gwiazdy fil-

mowe muszą podróżować incognito, żeby uniknąć wścibstwa tłumów. 

Gandhi musiał się systematycznie chronić przed „poszukiwaczami darśa-

nu" (darśan - zobaczenie świętego). Dawniej królowie ukazujący się ludowi 

leczyli z chorób.

Okazywanie boskiej czci nie pozostaje bez wpływu na osoby ubó-

stwiane: Ludzie zadręczają tego, kogo uważają za świętego i żądają, by 

zachowywał siępodług idealnego wyobrażenia o nim. Oczekują, że się do 

tego ideału dostosuje. Pokazują mu go jakby palcami, a on musi w jego

 

Filozofia i pseudofilozofia

Wykład piąty-

91

90

background image

 

miejscu się znaleźć. Jest w masach żądza kultu człowieka Jest tak, jakby 

świadomość że ten jeden, ubóstwiany, gdzieś istnieje, przynosiło to uspo-

kojenie, podobnie jak królowa utrzymuje rój pszczół w stanie zorgani-

zowanego porządku.

Wódz i władza - te postacie ludzkiej potęgi najbardziej rzucają się w 

oczy. S amowola i pospolity brak skrupułów u ludzi prowadzą do pojawienia się 

tyrana, który im wszystkim zadaje gwałt. Kto w wolny sposób nie respektuje 

prawa,   musi   okazywać   posłuszeństwo   obcej   przemocy.   I   oto  rzecz 

zadziwiająca: tyran, niczym narzędzie zła służące do ukrócenia zła, staje się 

przedmiotem   ludzkiej   czci.   Aleksander,   Cezar,   Napoleon   i   inni  kroczą 

poprzez   dzieje   jako   otaczane   czcią   idole.   Są   to   w   istocie   ludzie 

nadzwyczajni   dzięki   swej   niezwykłej   energii,   przytomności   umysłu,   in-

stynktownemu   wyczuciu   realnych   sił,   pamięci,   pracowitości,   trafnemu 

określaniu celów panowania i władzy. Już za życia dostępują oni wywy-

ższenia, czy przez to, że sami ogłaszają się bogami lub synami bożymi, czy 

też przez to, że ulegają tłumowi i znajdują upodobanie w tym, czego  on 

pragnie, a następnie umieją to wykorzystać przy sprawowaniu władzy. Tyrani 

stają się bogami. „Synem bożym" stał się Aleksander, rzymscy  cesarze-

bogowie spełniali usankcjonowany przez państwo kult swego  numenu. 

Kiedy tego rodzaju fałszywa wiara zostaje porzucona, zawsze jeszcze dość 

będzie nierozumnych hołdów i ludzkich idoli jako przedmiotu adoracji u 

strony świata. Zawsze w takich przypadkach zastanawia, z jaką oczywistością 

fakty   realnego   życia   ubóstwianych   ludzi   sąprzemil-czane,   przeinaczane, 

kamuflowane.

Nie tylko tyranów się ubóstwia. Niejeden filozof antyczny był demo-

nizowany lub heroizowany. W świecie podupadającej kultury duchowej 

resztki tej postawy są widoczne w ślepym u wielbieniu okazywanym wielkim 

ludziom lub szarlatanom. W opinii publicznej krytykowanie ich byłoby 

wprost niestosowne, niezniszczalna jest skłonność do ich mityzowa-nia.

Człowiekowi niełatwo przychodzi ogłosić się bogiem, chyba że jest to 

szaleniec lub polityczny demagog. Częściej zdarza się przyznawanie sobie 

wyłącznego prawa do występowania w imieniu Boga. Ktoś taki uważa, że 

tylko on jest przez Bogapo wołany i żąda składania sobie należnych hołdów.

Boska cześć oddawana człowiekowi to także czynnik kształtowania się 

wielkich religii. Sposób interpretacji tego zjawiska jest przy tym tego 

rodzaju, że za każdym razem tej szczególnej postaci, w którą się wierzy, 

nie traktuje się jako przejawu ubóstwienia człowieka. Postać tę odróżnia 

się od przypadków boskiej czci okazywanej ludziom, które jako takie 

zostają potępione.

Skąd bierze się to ubóstwienie ?

Jest w człowieku skłonność do takiego widzenia człowieka doskona-

łego, że jest on dla niego tym, czym on sam chciałby być, ale czym być 

nie potrafi.

Ubóstwienie człowieka nie może się w świecie obyć bez instancji, wobec 

której możliwe jest okazywanie absolutnego posłuszeństwa (a nie tylko 

posłuszeństwa   względnego,   jakie   okazuje   się   prawom,   urzędom   czy 

instytucjom), podobnego posłuszeństwa wobec Boga, nie może się wyrzec 

dążenia do cielesnego przybliżenia sobie ukrytego, dalekiego Boga.

Ubóstwienie człowieka odgrywa niekiedy rolę namiastki wiary, która 

będąc wiarą absurdalną, chce jednak uchodzić za wiarę właściwą. Tę fa-

ktyczną niewiarę można między innymi poznać po tym, że domaga się od 

wszystkich ludzi i wszystkich innych wyznań wiary w swój przedmiot, że 

jest fanatyczna, wyzbyta miłości, pełna gniewu, że nie toleruje u innych 

innej wiary. Wszyscy powinni czcić to, co ona czci.

Ubóstwienie człowieka to w zasadzie jedna z kategorii światopoglądu 

demonologicznego. Bezbożnictwo odwołuje się do demonów jako do 

rzekomej Transcendencji, podobnie zwraca się do cielesnych ludzi, by im 

okazać boską cześć.

Bez względu na to, w kontekście jakichmotywów występuje ubóstwienie 

człowieka, na jak wysublimowane formy i jak przenikliwe interpretacje 

potrafi się zdobyć, w swym głównym trzonie jest ono błędne. Wiara 

filozoficzna demaskuje każdą postać ubóstwienia człowieka. Nie zapo-

mina ona ani na chwilę o jego skończoności i niedoskonałości jest prze-

konana, że Bóg wymaga tego, by nie mylono go z czymkolwiek, kimkol-

wiek, by nie wywoływano go z pomocą fałszerstw z jego ukrycia, do 

którego tym bardziej stanowczo powraca. Domaga się ona od człowieka, 

by odważył się stanąć przed Nim bezpośrednio i czekał, co mu powie. 

Niech człowiek, biorąc innego człowieka za absolut, przed Nim nie ucie-

 

Wykladpiąty -

Filozofia i pseudofilozofia

92

93

background image

 

ka, okazując posłuszeństwo człowiekowi zamiast Bogu lub niczym Bogu. 

W pustce świata trudno pogodzić się z tym, że Bóg nie jest w nim 

obecny jak wszystko inne. Tylko w tej gorzkiej sytuacji człowiek jest 

wolny, by słuchał, gdy Bóg mówi, by był gotów nawet gdyby Bóg nigdy 

nie miał przemówić, by pozostawał otwarty na ukazującą mu się history-

cznie rzeczywistość.

Nie ma na świecie człowieka, który mógłby być dla nas Bogiem, ale są 

ludzie, których wolność w posłuszeństwie Bogu ukazuje nam ludzkie 

możliwości i dodaje otuchy. Nie można cieleśnie złapać Boga za rękę, ale 

możemy ująć dłoń towarzysza doli i niedoli.

Boska cześć okazywana ludziom poniża człowieka, podsuwając mu 

łatwe rozwiązania. Daje mu ona to, co w zasięgu ręki, podczas gdy jego 

sytuacja w świecie zmusza go, by się tego wyrzekał, natomiast by na 

drodze, na której może, a więc i po winien do siebie poprzez Boga dotrzeć, 

odnajdywał jedynie szyfry i obrazy.

Nihilizm

Podczas gdy demonologia i ubóstwienie człowieka stanowią namiastkę 

wiary, otwarty brak wiary nosi miano nihilizmu. Ma on odwagę wy-

stępowania bez osłonek. Wszystkie treści przynależne wierze straciły już dla 

niego wartość, wszystkie wykładnie świata i bytu zostały zdemaskowane 

jako iluzje, wszystko jest tylko warunkowe i względne, nie ma żadnego 

gruntu, niczego bezwarunkowego, żadnego bytu w sobie. Wszystko  jest 

wątpliwe. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

Nihilizm może wystąpić tylko wtedy, kiedy napędem dla jego wy-

znawcy jest witalność, radość życia, woli i mocy. Afirmując je, nihilizm 

unicestwia sam siebie na rzecz wiary witalnej.

Albo też jego doświadczenie nicości jest rzeczywiście po ważne. Może 

niczego nie czuć, nie kochać, nie szanować. Moja dusza jest pusta. Myśl 

nihilistyczna utwierdza mnie w tym, że mam rację.

Bądź też bezgraniczne rozczarowanie powoduje załamanie się wszy-

stkiego, w co wierzyłem: kiedy osoba ukochana okaże brak wierności, 

kiedy okaże się, że rząd oszukiwał swoich obywateli, kiedy autorytatywnie 

wypowiedziane   zdania   okażą   się   kłamstwem.   Bieg   dziejów   świata 

objawia iluzoryczność tego wszystkiego, na co się kiedyś liczyło. Myśl

nihilistyczna tłumaczy mi, że moje doświadczenie nie ma w sobie niczego 

szczególnego, że objawia mi się w nim jedynie istota wszechbytu.

Myśl nihilistyczna może jednak tylko wtedy dokonać negacji, kiedy za 

punkt wyjścia przyjmie coś uznanego, co pozwala uchwycić kontur tego, 

co jest niczym, rozczarowaniem, oszustwem, kłamstwem, złudzeniem. 

Artykulacja nihilizmu wymaga sprowadzenia go na jakiś grunt; gdyby go na 

nim  rzeczywiście   oprzeć,   osadzić,   doprowadziłoby  to   do   zniesienia 

nihilizmu na korzyść tego, co pozytywne, co na tym właśnie gruncie znaj 

-duje swoje uzasadnienie. Myślowa droga nihilizmu radykalnego prowadzi 

więc od odrzucenia kryteriów uznanych za oczywiste, aż po wciągnięcie 

wszystkiego w jeden wir wzajemnych negacji, w którym wszystko ginie.

Rozważmy kilka przykładów nihilistycznych zaprzeczeń.

1 . B o g a n i e  ma. Istnienie Boga, stwórcy świata, nie zostało bowiem 

dowiedzione, ani nie stwierdzono - przy okazji próby przeprowadzenia 

takiego dowodu - choćby tylko możliwości lub prawdopodobieństwa 

istnienia Boga.

Założeniem tej negacji jest ważność tego, co tu zostaje uznane za mo-

żliwość dowodu: ważność rzeczowych wypowiedzi o czymś występującym 

w świecie oraz racjonalnych dowodów dotyczących skończonych rzeczy 

i   używających   do   tego   skończonych   środków.   Dlatego   to   myśl 

negatywna traktuje problemy Transcendencji jako pytania o skończone 

rzeczy tego świata; nie dotyka ona nawet tego, co powinny wyrażać zda-

niao Bogu, ponieważ treść tych zdań rozumie jako rzeczowe wypowiedzi o 

czymś, co występuje w świecie.

2. N i c  n i e  ł ą c z y  c z ł o w i e k a  z B o g i e m .  Albo wiem związku 

takiego nie sposób doświadczyć i doświadczeń tego rodzaju wcale nie 

ma, ponieważ nie ma Boga. To, co się uważa za takie doświadczenie, 

polega na psychologicznych omamach i na mylnej interpretacji przeżyć.

Założeniem tej negacji jest faktyczność doświadczeń zachodzących w 

świecie oraz faktyczność przeżyć. Zostają one poddane absolutyzacji z 

zamiarem uczynienia z nich bytu w sobie, a zwłaszcza uczynienia z nich 

poznania empirycznego zdarzeń zachodzących w czasie i przestrzeni, a

 

Wykład piąty-

Filozofia i pseudofilozofia

94

95

background image

 

więc nadania im postaci powtarzalności. Przeczy się zarazem egzysten-

cjalnemu doświadczeniu wolności.

3.Nie ma ż a d n e j  p o w i n n o ś c i  w o b e c  B o g a. Ponieważ w 

rzeczywistości powinność taka to tylko podleganie istniejącym w 

świecie prawom i nakazom. Tutaj możliwe jest jedynie posłuszeństwo 

umotywowane mocą i obowiązującym charakterem owych praw i na-

kazów.

Założeniem tej negacji jest uznanie tego rodzaju mocy obowiązują-

cych za absolutne. Powołując się na nie, zaprzecza się tej głębokiej, bez-

warunkowej, życionośnej powinności, która nigdy nie znajduje aż tak 

wygodnego oparcia w nakazie i prawie.

Przykłady te ukazują nihilizm pozytywistyczny. Wydaje się, że uznaje 

on za sam byt to, co zawiera się w pospolitym, pozbawionym głębi do-

świadczeniu Istnienia. Jeśli nawet nicości nie ma, to Istnienie, jeśli zostaje 

uznane za absolut, jest niczym. Ze stanowiska takiego to pozytywizmu 

zajmuje się nihilizm porządkiem życia ludzkiego, zakładając, że tego ro-

dzaju porządek winienbyć ustalany napodstawie wiedzy o empirycznych 

realiach.

Na przykład: stosunki płciowe winny być regulowane zasadami higieny, 

tak by mogły zapewnić szczęśliwe życie, nie powinno się im nadawać 

jeszcze jakichś znaczeń religijnych czy etycznych. Założeniem jest tu 

absolutny charakter samego życia. Pogląd ten upada jednak, kiedy okazuje 

się,  że ani  „szczęścia"  nie  można  jednoznacznie  określić (ponadto  na 

dobitkę każda jego postać okazuje się krucha), ani nie udaje się urzeczy-

wistnić regulaminu pozytywistycznych zasad.

W takich razach nihilizm, początkowo utajony, występuje na jaw do-

piero wtedy, kiedy każdorazowe, nie przeanalizowane krytycznie założenie 

dotyczące,   pod   względem   trafności,   empirycznego   poznania   obowią-

zującego wartościowania, technicznej wykonalności, dociera do świado-

mości, a tym samym zostaje obalone. Wprawdzie negacje nie tracą tym 

samym swej ważności, przy okazji jednak zostaje zanegowane to mini-

mum prawdziwości, którego założenia wymaga nawet negacja. Tworzy 

się w ten sposób wir, w którym to, co zostaje weń wciągnięte, nie znajduje 

już żadnego oparcia, poza zawsze obecną, pozbawioną sensu witalnością w 

jej bezmyślnej bezpośredniości. Wydanie człowieka na pastwęprzyro-

dzonego biegu zdarzeń - do tego sprowadza się w końcu postawa nihili-

styczna.

Nihilizmem zupełnie innego rodzaju od tego, który można by nazwać 

nihilizmem filisterskim, jest nihilizm, którego źródłem jest przerażenie w 

obliczu realności świata i życia ludzkiego. Sama myśl o Bogu - idea 

Boga jako dobroci, miłości, prawdy i wszechmocy - staje się mierni-

kiem, by odrzucić Boga i świat.

Gdyby Bogu rzeczywiście chodziło o prawdę, dobroć, miłość, wów-

czas inaczej ukształtowałby człowieka i świat. A więc Bóg albo nie jest 

wszechmocny, albo nie jest dobry.

Podyktowane rozpaczą oskarżenia Boga towarzyszą dziejom. To nie Bogu, 

lecz złośliwemu demonowi świat ten zawdzięcza swoje istnienie. Ale na 

gruncie nihilizmu nawet te oskarżenia tracą swój ą moc: brak bowiem przed-

miotu oskarżeń, nie ma ani Boga, ani złych demonów, jest tak, jak jest - nie 

ma niczego poza nicością i satanizmem człowieczego istnienia.

W z a j e m n e   p o w i ą z a n i e   t r z e c h   p o s t a c i   n i e w i a r y . 

Demonologia, ubóstwienie człowieka i nihilizm tworzą jedną całość. Jak to, 

co prawdziwe, zdąża ku Jedni, nawet jeśli ta prawda nie staje widomie przed 

oczyma, tak w rozproszoności pseudofilozofii dochodzi do głosu, jak się 

wydaje podobne zjawisko: występujące w jej łonie stanowiska są dla siebie 

wzajemnie przyczynami.

Nihilizm jest nie do zniesienia. Szuka on wybiegów w demonologii i w 

ubóstwieniu człowieka. W nich znajduje oparcie. Ale nihilistyczny nastrój 

pozostaje. Dlatego na obszarze demonologii daje o sobie znać niejedno 

parcie ku niczemu, czerpanie mocy z niczego.

Wobec nie dającej się znieść nicości, pod nieobecność rozpaczy, życie 

staje się życiem bez nadziei. Wówczas jego podstawą może być albo ubó-

stwo duchowe biorące się z braku wrażliwości, albo pretendowanie do 

heroizmu. Ponieważ jednak jest to heroizm, który sam siebie za taki uz-

naje, heroizm na pokaz, jest to tylko pseudo heroizm, który stać jedynie 

na gesty, nie na Egzystencję.

Ubóstwienie jakiegoś człowieka zdaje się ratować przed nihilizmem, 

ale skrycie samo jest już nihilistyczne. Musi rozczarowywać, jeśli ubó-

stwiony człowiek żyje wśród nas, jest nam współczesny. Wówczas prze-

konanie się, że człowiek jest tylko człowiekiem, tym bardziej nieodwo-

 

Filozofia i pseudofilozofia

Wyklad piąty-

96

97

background image

 

łalnie pogrąża nas znów w nihilizmie. B o przecież od początku ubóstwienie 

jednego człowieka służy jako środek okazywania pogardy innym ludziom. 

Tym ostatnim nie przyznaje się żadnych praw, są oni tylko używani i 

zużywani jako materiał.

P r a w d a   z a w a r t a   w  k a ż d e j   z  t r z e c h   p o s t a c i   n i e -

w i a ry.  Z filozoficznego punktu widzenia zadanie polega nie tylko na 

obronie własnego stanowiska, ale zarazem na usprawiedliwieniu prawdy 

zawartej w tym, co się odrzuca.

U podłoża  d e mo n o l o g i i   leży prawda języka szyfrów Transcen-

dencji w świecie. W oglądzie tego, co obecne w sposób zmysłowo-nie-

zmysłowy, w widzeniu fizjonomii rzeczy i wydarzeń jest jakaś racja. 

Mitologiczna postać myślenia kryje w sobie prawdę, którapo przeformu-

łowaniu ma w sobie coś nie do odrzucenia. Utrata tej prawdy oznaczałaby 

zubożenie duszy i powiększenie pustki świata. Człowiek, który nie słyszy już 

tego języka, zdaje sięzatracać zdolność miłości. Albowiem w tym, co ponad 

zmysłowe i transcendentne, bez domieszki zmysłowości, nie ma już dla 

niego  przedmiotu   nadającego   się   do miłowania.  Może  się  wprawdzie 

zdarzyć, że w takim niezmyslowym ujęciu Transcendencji najbardziej 

niezwykła   miłość   znajdzie   swój   pokarm   i   zachowa   czystość   i   nie-

zmienność. Ale może się też zdarzyć, że człowiek przez nie straci kontakt ze 

światem, straci swe człowieczeństwo, zagubi się w obcości. Choć de-

monologia j ako taka nie jestprawdziwa, to jednakjęzyk Boga może i musi 

dać się ludziom odczuć w obrazach i szyfrach, nawet gdyby przy próbie 

zobiektywizowania go miał się okazać niezrozumiale wieloznaczny. Nie 

tylko słabość biorąca sięz naszej skończoności, ale i miłość do światajako 

do tworu bożego zabrania nam wykraczać poza jego granice i pozostawać 

wyłącznie w sferze ponadzmysłowej Transcendencji.

U podłoża  u b ó s t w i e n i a   c z ł o w i e k a   leży prawda mówiąca, 

że dla człowieka w świecie jedynym, co istotne, jest człowiek. Jest w 

człowieku coś takiego, co sprawiło, że możliwa stała się wypowiedź: Bóg 

stworzył człowieka na podobieństwo swoje; ale człowiek sprzeniewierzył 

się Bogu, dlatego w każdym człowieku jako człowieku właśnie, po-

dobieństwo do Boga zostało przesłonięte. Wielcy ludzie są dla swoich 

zwolenników punktem odniesienia i wzorem, przedmiotem czci i drogo-

wskazem możliwego wzlotu, choć nadal pozostają ludźmi ze swymi wa-

darni i swą zawodnością, przez co nie mogą nigdy stanowić przedmiotu 

ślepego naśladowania. Tylko w nacechowanym wolnością stosunku czło-

wieka do człowieka może zostać zadzierzgnięty, podtrzymujący życie 

jednostki, oparty na tradycji i spełniony w miłości, jej dziejowy związek z 

inną jednostką.

N i h i l i z m   wypowiada to, czego rzetelny człowiek nie może prze-

milczeć. W realnym istnieniu świata rozpacz u jego granic jest nie do 

uniknięcia. Kamieniem probierczym każdej wiary jest to, o ile bierze ona 

pod uwagę możliwość nicości. Żadna wiara nie może sobie uzurpować 

pewności, na której można by się było obiektywnie oprzeć. Pewność płynąca 

z wiary to zarazem dar i ryzyko. Nihilizm pewność tę ostrzega przed pychą, 

w jaką wiara mogłaby popaść i, w przypadku swego skostnienia, często 

istotnie popada.

Nihilizm różni się od demonologii i od ubóstwienia człowieka, w które się 

z czasem przeradza: jawny nihilizm jest nie do odparcia, i odwrotnie 

-żadnej wiary nie można udowodnić. Jest coś oburzającego w wyniosłej 

pogardzie okazywanej nihilizmowi. Kto w obliczu przerażającego bez-

sensu i niesprawiedliwości nie uprzytamni a ich sobie w ich pełnej realności, 

lecz   z   automatyczną   niemal   oczywistością   przechodzi   nad   nimi   do 

porządku, by rozprawiać o Bogu, może nam się wydać bardziej zakłamany 

od samego nihilisty. Dostojewski wskazuje na przypadki mąk doznawanych 

przez niewinne dzieci i zabójstw na nich dokonanych. Co to za byt, co za 

świat, co za Bóg, w których i wobec których takie rzeczy są możliwe i 

dopuszczalne! Komu wyrządzono krzywdę najpotworniejszą i  kto od tej 

chwili idzie przez świat pełen nienawiści i oburzenia, gotów do zemsty, jest 

z pewnością bardzo niewygodnym sąsiadem. On sam z kolei napawa innych 

bój   aźnią   i   przerażeniem.   Przeciw   niemu   budzą   się   instynkty 

samozachowawcze, które chciałyby go unicestwić jako szaleńca. Podobnie 

jak człowiek może  zaprzyczyną  natury popaść  w obłęd, podobnie  za 

przyczyną   drugiego   człowieka   może   popaść   w   przerażenie,   które 

wprost robi z niego nihilistę. Nie zgodzimy się na to, nie przyznamy mu 

racji; stwierdzimy, że zło pozostaje złem, nawet jeśli zostaje wyrządzone w 

konsekwencji uprzednio wyrządzonego zła, w reakcji na nie. Ale nasza 

wiara w harmonię bytu zostanie zachwiana. Nieuchronnie ogarnie nas 

bezgraniczna litość, milcząca bezradność, beznadzieja. Należałoby ra-

 

Wykladpiąty-

Filozofia i pseudofilozofia

98

99

background image

 

czej zapytać, j ak to jest możliwe, że nie wszyscy stajemy się nihilistami, 

niż uznać za pozbawione podstaw doświadczenia, które mogą do nihili-

zmu doprowadzić.

A jednak moje wywody są w całości próbą dania odporu nihilizmowi. I 

mówię właśnie o tym, od czego - zdawać by się mogło - dopiero co się 

odżegnywałem: mówię o Bogu. Stąd moja powściągliwość. Niczego nie 

zwiastuję. Pozostaje mi jedynie zwrócić się do czytelnika z prośbą, by 

zagłębiwszy się w swą własną istotę poddał wypowiedzi piszącego próbie, 

by nie przyjmował ich na ślepo, lecz by je w najlepszym razie potraktował 

jako okazję do upewnienia się o tym samemu.

Co powiedziawszy, odważę się powtórzyć: demonologia, ubóstwienie 

człowieka i nihilizm popełniają, każde na swój sposób, ten sam błąd 

-chcą uchwycić prawdę sięgając nie dość daleko. Tam, gdzie pada tylko to 

jedno zdanie: Bóg jest, znika cały ten fałsz niczym mgły przed słońcem. 

Ale ta mgła napiera na nas, gdyż sięgając po nią mamy coś materialnego, 

rzeczywiście obecnego i coś, co poddaje się oglądowi. Prawda natomiast, 

będąc tym, co oglądowi nie podlega, wydaje się w ogóle nieuchwytna, 

toteż niejako rozwiewa się w nicość. Dlatego docieramy do niej jedynie 

drogą okrężną, poprzez to, co istnieje w świecie; pogrążamy się stale w 

tych samych fałszach i dopiero przezwyciężając je, jesteśmy w stanie 

uprzytomnić sobie głębię właściwego bytu, boskości.

Bóg jest tym, co najdalsze, jest Transcendencją, w porównaniu z którą 

zbyt krótkowzroczne jest uznanie za absolut czegokolwiek innego. A 

czym jest Bóg, czym Transcendencja- nad tym można się zastanawiać w 

nieskończoność, można to otoczyć negacjami, ale nigdy nie uda nam się 

tego rzeczywiście pojąć.

Z w i ą z e k  f i l o z o f i i  i p s e u  do f i l o z o f  ii. Droga do wiary 

prowadzi poprzez niewiarę. Komu obce jest doświadczenie niewiary, ten 

nie dorósł do wiary świadomej siebie.

Dotyczy to także pseudofilozofii. Nie należy się jej tak po prostu po-

zbywać. Nie jest ona czymś zbytecznym, przypadkowym, zasługującym 

jedynie na wyrzucenie za burtę. Jest ona filozofią na granicy i stanowi etap 

przejściowy we właściwym filozofowaniu. Ale jest ona zarazem tym, co 

zostaje przezwyciężone i porzucone.

Transcendencja zdaje się wszystkimi drogami umożliwiać dojście do 

siebie. Prawdę spotyka się już na szlakach pseudofilozofii, z których każdy 

prowadzi rychło do określonego fałszu: demonologia do wiary fałszywej i 

do   estetyzmu,   boska   cześć   oddawana   ludziom   do   mylenia   Boga   z 

człowiekiem, nihilizm do przepełnionej rozpaczliwą nienawiścią pustki 

chaotycznie rozpadających się przypadkowości.

To, co - bądź jako etap przejściowy, bądź jako język, bądź wreszcie 

jako bodziec - dzięki pełnionej przez siebie funkcji mogłoby mieścić w 

sobie j akąś prawdę, staje się fałszem przez nadanie mu charakteru ostate-

cznego i nie podlegającego zakwestionowaniu.

Dotychczas mówiło się o treściach niewiary jako przeciwieństwie filo-

zofii. Środkiem, jakim posługuje się zarówno pseudofiłozofia dogmaty-

czna, jak i nihilistyczna, są jednak formy myślowe zakorzenione w naturze 

rzeczy,  pojawiające   się   w   sposób   nieunikniony,   wymagające   zatem 

wyjaśnienia świadomego swej metody.

Uprzytomnienie sobie logiki sposobów myślenia składających się na 

metodycznie rozwinięty proces transcendowania, a także sposobów 

przedmiotowego urzeczo wiania i zamykania w ostateczne formuły, spro-

wadzające filozofię na mielizny, wymagałoby powiedzenia sobie, czym 

jest prawda i jaką przybiera postać. Prawda jest prosta, fałsz jest zróżni-

cowany. Prawda wiąże, fałsz rozprasza. Prawda jest nieskończona, fałsz nie 

ma końca. Prawda kumuluje się, fałsz niszczy sam siebie.

Prawda jest źródłem naszego myślenia oraz miernikiem fałszu. Przeglądu 

możliwych fałszów dokonać można jedynie posługując się prawdą jako 

przewodnikiem;   fałsz   bowiem   to   zejście   na   manowce,   przekręcenie, 

przeinaczenie prawdy. Zamiast takiego przeglądu niech wystarczy tu kilka 

u w a g   o  f o r m a c h   p s e u d o f i l o z o f i i .   l . A b s o l u t y z a c j a . 

Błądtenpoleganaizolowaniui absolutyzowaniu tego, co jest prawdziwe na 

jednym  tylko   poziomie   bytu  lub   myślenia,  które  tylko z  określonych 

punktów widzenia i pod określonymi względami j est prawdziwe.

Ponieważ wszelka wiedzaposiadasens każdorazowo ograniczony; dalej: 

ponieważ   założeniem   wszelkiego   dowodzenia   jest   odniesienie   do   ja-

kiejśrzeczy skończonej w świecie, tedy fałszywy jest wymóg formułowa-

 

Wykład piąty -

Filozofia i pseudofilozofia

100

101

background image

 

nią twierdzeń na temat bytu w całości, np. na temat świata w ogóle, na 

temat Boga, jeśli miałyby to być twierdzenia jednoznaczne i autonomiczne, 

posiadające   definitywny   sens  i   dające   się   dowieść.  Dowieść   można 

jedynie niedowodliwości twierdzeń ogólnych, np. o całości świata, bez 

względu na to, czy miałyby to być twierdzenia afirmujące czy negujące.

2. O n t o l o g i a .  Ontologia chce być nauką o bycie samym w sobie i w 

jego całokształcie. Realizacja tego zamierzenia prowadzi jednak w 

sposób nieunikniony do tego, że Ontologia staje się określoną wiedzą o 

czymś w bycie, a nie wiedzą o samym bycie.

Naprawdę istnieje jedynie rozjaśnianie Ogarniającego, które to rozjaś-

nianie, samo będąc w ruchu, niedokonaniu, pozostaje w stanie zawieszenia; 

możliwa jest też uniwersalna teoria metod i kategorii tego, co się w ogóle 

da pomyśleć. I jedno, i drugie zajmuje miejsce zawsze nieprawdziwej 

ontologii.

Ontologia, także wtedy, kiedy obejmuje i Boga, jest koniec końców 

zawszeteoriąimmanencji, tego, co trwa w czasie, bytu jako bytu konkret-

nego, tego, który jest dostępny poznaniu człowieka. Prawdziwe filozofo-

wanie występuje przeciw wyradzaniu się filozoficznego rozjaśniania w 

wiedzę o bycie. Porusza się ono w wymiarze Ogarniającego, nie zapomina o 

transcendowaniu   nieodłącznym   od   filozofowania,   (w   poprzek   czasu) 

pozostaje otwarte na byt, który jako wieczność obecna w dziejowości jest 

przez myśl odczuwany jako rzeczywistość.

3. P u s t a  r e f l e k s j a .  Nazwą tą opatrujemy nie kończący się bieg 

myśli, którego niciąprzewodnią są formy myślowe z pominięciem treści. 

Pusta refleksja stawia wszystko pod znakiem zapytania; ale czyni  to 

jedynie w ruchu negacji, nie czerpiąc impulsów ze źródła, jakim jest 

Ogarniające, w którym ruch ten zostałby natychmiast wstrzymany. 

Unieważnia ona jedynie wszystko to, co dane, unicestwia każdy cel. To 

niepohamowane niszczenie przybiera na przykład postać myślenia 

oskarżycielskiego. Motywy psychologiczne tłumaczą to myślenie, ale 

swoje spełnienie osi aga ono w czczej ironii. Jest ono nieświadome i nie 

odczuwa wyrzutów sumienia, gdy idzie o źródło własnego sposobu 

myślenia.

4.  J e d n o s t r o n n e   w y z n a n i a   w i a r y .   Ponieważ wszystkie eg-

zystencjalne odniesienia do Transcendencji mają postać dialektyczną,

zatem określona wypowiedź jest w swej bezpośredniej treści zawsze 

fałszywa. Pewność zawiera się w dialektyce, a nie w posiadaniu jakiejś 

rzeczy.

Absolutyzacje, występując w roli deklaracji, stają się jakby sztandarem. 

Stanowią   punkt   oparcia,   oznakę   przynależności   do   jakiejś   grupy   w 

świecie, są signum entuzjazmu, bojowym sztandarem. 5.Cre  do q u i a 

a b s u r d u m :  Założenia logiki intelektu zachowuj ą  swoją ważność 

jedynie w obszarze tego, co poznawalne, to jest w obszarze idealnych 

przedmiotów matematycznych, tego, co empirycznie daje się doświadczyć 

na gruncie poznania nieodpartego. Można zapo-mocą antynomii wyjaśnić 

filozoficznie, że poznanie to nie wyczerpuje jednak całości bytu. Można to 

też spekulatywnie wyrazić za pomocą paradoksów myślowych.

Krokiem fałszywym, a zarazem dokonanym na siłę, jest próba wypo-

wiedzenia (za pośrednictwem form możliwej wiedzy przedmiotowej) jako 

prawdy tego, co empirycznie lub logicznie jest niemożliwe, a czego 

przyjęcia wymaga wiara. Sens obiektywnej niemożliwości zgłębienia 

czegoś ulega wówczas wypaczeniu, przybierając postać pozytywnej nie-

możności, w rodzaju niemożności wyrażenia czegoś w formach przed-

miotowych; otwartość na granice obraca się w samozaprzeczenie myślenia, 

a zdolność słuchania jako droga wiodąca do prawdy przekształca się w 

nieprawdziwość sacrificium intellectus.

Powyższe przypadki fałszywych form myślowych urzeczywistniają 

się w osobliwych przeinaczeniach, do których stale wykazujemy skłon-

ność. Należy tu:

1.F a n a t y z m   p r a w d y ,   k t ó r y   s a m   s t a j e   s i ę   n i e p r a -

w d ą .  W miaręrozpraszania się ciemności i wychodzeniaznichrośnie w 

nas   potrzeba   nieograniczonej   uczciwości.   Niech   wszystko   będzie 

wyjaśnione do końca, udokumentowane, uzasadnione. Nie ma niczego, 

czego nie wolno by było zakwestionować czy poddać próbie. Entuzjazm 

dla tego, co prawdziwe, waży się na każde niebezpieczeństwo - gwoli 

prawdy.

Potrzebą tą rzadko jednak kierujączyste pobudki. Z woląprawdy idzie w 

parze poczucie wyższości i mocy, wyrastają z niej rychło wojowni-

 

Wykład piąty-

Filozofia i pseudofilozofia

102

103

background image

 

czość, duch niszczycielski i skłonność do dręczenia innych. Nienawiść 

posługuje się prawdziwością jako środkiem.

Dzieje się tak tym łatwiej, że pytanie o sens prawdy, pytanie, na które 

odpowiedź wcale nie jest prosta, nie zostaje zaraz na początku rozważone 

czy choćby tylko postawione. W ten sposób dochodzi do czegoś zdumie-

wającego: człowiek oświecony staje się nieprawdziwy. Może się zasłaniać 

dążeniem do prawdy,  ale  walczy  przecież  o swoje  własne, życiowe 

interesy; może się też jak niezaradny neurotyk wyżywać w patosie dążenia 

do prawdy.

Objawami rozmijającego się z prawdą fanatyzmu prawdy są w szcze-

gólności pozorne oczywistości, przyjmujące w zależności od sytuacji 

różną postać. Na przykład: gdyby tylko był jasny umysł i dobra wola, 

świat dałoby się urządzić rozsądnie; prawda może mieć tylko dobre, po-

żądane skutki; we wszystkich okolicznościach i zawsze należy mówić 

prawdę. Bądź na odwrót, pod wpływem rozczarowań powiada się: świat 

jest zepsuty; prawda nic nie jest warta, niszczy tylko; prawdę trzeba zatajać, 

a   znajdować   celowe,   pragmatyczne   kłamstwa.   Fanatyzm   prawdy 

osiągaswoje apogeum, kiedy wskutek domniemanej uczciwości potwierdza 

kłamstwo.

Tego rodzaju fałszywe generalizacje służą w rzeczywistości rozmijaniu 

się z autentycznym dążeniem do prawdy.

2. R e z y g n a c j a   z  d i a l e k t y c z n e g o   k r ą ż e n i a .  Z alternatyw, 

przed jakimi staje intelekt, wyrasta tendencja do ujmowaniatreści me w jej 

napięciach, biegunowości, dialektycznym ruchu, lecz wprost,  w sposób 

jednostronny, mając jakiś cel na widoku. Rezultatem tego bywa nie tylko 

chybienie owego celu, lecz i porażenie samego życia. Uprzytomniają nam 

to   analogiczne   zjawiska   występujące   na   różnych  poziomach.   Sama 

a k t y w n o ś ć   p s y c h o f i z y c z n a   nosi   cechy  krążenia, którego 

zasadę wykryto już u początków badań naukowych w psychofizycznych 

funkcjach   motoryki,   mówienia,   chodzenia,   pracy,   spostrzegania,   w 

czynnościach   oddechowych,   funkcjonowaniu   narządów  trawiennych, 

płciowych.   Jeśli   w   czynności   tego   rodzaju   ingeruje   świadoma   wola, 

skupiając   na   nich   samych   uwagę,   mogą   one   wprawdzie   ulec 

intensyfikacji, ale może też dojść do radykalnych zaburzeń. Nie wolno

bowiem naruszać ich zasady, którą jest proces krążenia, oddawanie się 

samemu działaniu, bierność w aktywności.

W obrębie p s y c h o l o g i i  przeciwieństwa stale idą ze sobą w parze. 

To, co podyktowane własną wolą, osiąga swe spełnienie tylko dzięki 

mimowolności, napięcie łączy się z odpowiadającym mu odprężeniem, 

świadomy bieg myśli wieńczy często nieświadomy „szczęśliwy pomysł". 

Kiedy w aktywnym działaniu brak zdania się na coś, zawierzenia czemuś, 

dochodzi do konwulsyjnego skurczu. W samej woli tkwi już coś, czego 

nie można chcieć, dlatego jej spełnienie musi obejmować także ten składnik 

niechciany.

Nie mogę chcieć woli w  s f e r z e   E g z y s t e n c j i ,   gdyż człowiek 

jest sobą wyłącznie wtedy, kiedy jego bycie jest dla niego darem. Wolnością 

jest być sobie danym dzięki zetknięciu z Transcendencją. Wolność ta nie jest 

celowością, nie jest posłuszeństwem wobec j akiejkol wiek wykal-kulowanej 

powinności, nie jest też działaniem wymuszonym, lecz jest to  wolne od 

jakiegokolwiek   przymusu   „chcę",   które   jest   zarazem   transcendentnym 

„muszę". Tak więc porządek psychofizyczny, psychologiczna naturalność, 

zakorzenienie egzystencjalne stanowią typy urzeczywistnień, których nie 

można pojmować jako jednoznacznie alternatywnych.  To na nie zdane 

jest to, co nasza świadomość chce osiągnąć jako jasno określony cel.

Rezygnacja z tej podstawy na rzecz racjonalnego i niepodważalnego 

ustanowienia skończonych celów stanowi pochodną zwątpienia, nie-

umiejętności oddania się czemukolwiek, wygodnictwa intelektu, potrzeby 

bezpieczeństwa, jakie zdaje się zapewniać to, co jednoznaczne, pory 

wczości, której pozy wką jest pustka duchowa. Tak oto schronienia szukamy 

tam, gdzie życie ustaje i zieje nicość, podczas gdy nasza trwoga tam właśnie 

dopatruje   się   tego,   co   najbardziej   niezawodne.  3.M y l e n i e 

O g a r n i a j ą c e g o  z j e g o  p a r t y k u l a r n y m i

u p r z e d m i o t o w i e n i a m i .  Myślenie filozoficzne wyłania się ze

skupienia duszy, która myśląc poszukuje świadomości siebie samej, a

tym samym obiektywności i możliwości przekazu.

Rozumieć tekst filozoficzny, to znaczy partycypować w tym, co jest 

jego podstawą. Musimy przeniknąć przez myśl, by wraz z nią dotrzeć do 

tej podstawy, którą jest Ogarniające. W nim bierze początek wszelkie

 

Filozofia i pseudofilozofia

Wykladpiąty -

105

104

background image

 

myślenie, ono samo nie może jednak stać się jego adekwatnym przedmiotem. 

Podstawę tę można wyczuć w trakcie filozoficznego przyswajania: w jego 

głębi i pełni, w jego pustce i ubóstwie, w jego zawodności i opacz-ności. 

Zasadniczym błędem jest mylenie uchwytnej treści myśli, określo-ności 

tego, co przedmiotowe, naoczności tego, co istnieje, wszystkiego,  co 

partykularne - z Ogarniającym,  w którym wszystko to ma  swoje 

źródło. Dopiero za jego pośrednictwem może dojść do skutku prawdziwa 

komunikacja, przyciąganie i odpychanie. Natomiast wszystko to, co daje 

się obiektywnie wysłowić, stanowi dla fundamentalnej postawy poszuki-

wania jedynie język, który traci swój sens, kiedy zagubione zostaje to, co go 

wydało i zrodziło. W ten sposób pustka otwierająca się w człowieku może 

znaleźć   sobie   pozorne   wypełnienie   przy   użyciu   zastanego   języka, 

uwarunkowany koniunkturą życiowy interes może się przyodziać w stare 

myśli niczym we wspaniałe, choć iluzoryczne szaty.

Filozofowanie dokonuje się w kontekście z Ogarniającym. Pseudofi-

lozofia natomiast stoi na solidnym gruncie partykularyzmu i obiektywi-

zmu, dowolnie zastępuje ten pierwszy tym drugim i odwrotnie. Traci ona 

chwiejną równowagę żywego filozofowania i osiada na gruncie stabilnej 

trwałości tego, co intelekt może bezpośrednio zrozumieć bądź też rozwiewa 

się w marzycielskich nieokreślonościach.

Na tym kończę rozważania o pseudofilozofii, z którą walczymy i w 

którą wikłamy się stale na nowo. Jesteśmy wobec niej bezbronni, jeśli nie 

próbujemy jej sobie uświadomić. Ale też nie wolno nam nią gardzić 

-musimy jej patrzeć w twarz, by móc rozpoznać samych siebie. Nigdy nie 

wolno nam zatem zuchwale mniemać, że już została przezwyciężona.

Przełożyl Antoni Buchner

Wykład szósty

Filozofia w przyszłości

Filozofia chce uchwycić wieczną prawdę. Czyżby prawda ta nie była 

stale ta sama, jedna i całkowita? Być może - ale nie otrzymujemy jej 

jednoznacznie na własność w powszechnie obowiązującej postaci. Byt 

odsłania się przed nami jedynie w czasie, prawda - w czasowym przejawie. 

W   czasie   pełna   prawda   nie   jest   jednak   dostępna   obiektywnie.   Ani 

jednostka, ani dzieje nie mogą uchwycić jej inaczej niż w przemijający m 

znów zjawisku.

Każdy z nas dochodzi jako jednostka do kresu życia nie wiedząc, co 

właściwie istnieje. Niczego nie osiąga definitywnie idąc drogą, która się 

urywa i nie prowadzi do żadnego absolutnego celu.

Uprawianie filozofii jest niejako obrazem wszelkiego naszego działania. 

Właśnie gdy doszliśmy już tak daleko, powiada Kant, by naprawdę 

zacząć filozofować, musimy pozostawić sprawę rekrutom. Takie było 

doświadczenie filozofa, który nie skostniał na starość w posiadaniu pra-

wdy. Jest to postać, w której wyraża się młodość ducha w bólu pożegnania.

Ale czy życie dla przyszłości jest istotnie celem naszej pracy? Nie sądzę. 

Nawet przyszłości służymy bowiem wtedy tylko, gdy urzeczywistniamy ją 

w teraźniejszości. Nie wolno nam oczekiwać dopiero po przyszłości tego, 

co naprawdęjest. Nawet jeśli teraźniejszość ta faktycznie nie osiąga pełni w 

pewnym historycznym stanie, który umożliwia spoczynek  i trwanie w 

czasie, to jednak można niejako przebić się przez obecną teraźniejszość 

i dotrzeć do teraźniejszości wiecznej, tkwiącej w chwilowym zjawisku. 

Wprawdzie   obecności   prawdy   w   czasie   nie   można  uchwycić, 

podobnie j ak nie można zatrzymać rzutu oka, ale jest ona wciąż na nowo.

Tak więc w dziejach żyjemy niejako podwójnym życiem: życiem słu-

żącym położeniu podwalin pod życie tych, którzy przyjdą po nas - oraz 

życiem w poprzek historii, po prostu teraźniejszym, zwróconym ku 

Transcendencji, która nas wyzwala.

 

Wykład piąty-

107

106

background image

 

To spełnione wyzwolenie uchyla czas. Lecz jeśli wyzwolenie takie 

istnieje, to nie można przekazać go inaczej niż w estetycznej grze lub w 

myśli spekulatywnej, w kulcie religijnym lub we wzniosłych chwilach 

pełnego porozumienia dwojga ludzi - za każdym zaś razem staje się na-

tychmiast wątpliwe dla refleksji, która zna tylko zjawisko.

Jeśli w dziejach objawia się byt, to prawda zawsze w dziejach jest i 

nigdy jej nie ma, zawsze jest w ruchu i gubi się, ilekroć pozornie wchodzi 

się definitywnie w jej posiadanie. Może wyłania się z najgłębszej głębi, 

gdzie w stałym upływie czasu następuje najbardziej przełomowy ruch. 

Dziś, znając przeszłość, możemy próbować uświadomić sobie specyfikę 

warunków, w jakich żyjemy i w których zawarta jest przyszłość.

Pytania brzmią następująco: Czy stoimy dziś w obliczu przemian się-

gających aż do głębi? Czy stają przed nami nigdy dotąd nie istniejące 

możliwości? Czy dostrzegamy wymogi, jakie stawiaprzed nami ta właśnie 

sytuacja?

Wszyscy świadomi jesteśmy, że wpływ naszej epoki na historię po-

wszechną będzie głębszy i bardziej brzemienny w skutki niż jakiejkolwiek 

innej w znanych nam dziejach. Porównać można go chyba tylko z  nie 

znanymi   nam   czasami,   gdy   rozpalono   pierwszy   ogień,   wynaleziono 

narzędzia, stworzono pierwszy raz państwo. Nowymi faktami są: technika 

nowoczesna i jej skutki dla ludzkiego sposobu pracy i dla społeczeństwa; 

komunikacja ogarniająca cały świat, dzięki czemu obszar jego stał  się 

mniejszy niż orbis terrarum w czasach rzymskich; absolutna granica, jaką 

wyznacza   wielkość   naszej   planety;   antynomie   wolności   i   czynności 

zawodowej, osobowości i masowości, ładu światowego i imperium; de-

cydujące znaczenie przekształcenia narodów w masy i wielokrotnego 

wzrostu liczby ludzi, którzy pozornie uczestniczą w wiedzy i działaniach, a 

faktycznie   stają   się   przydatnymi   niewolnikami;   upadek   wszystkich 

dawnych ideałów ładu i konieczność odkrycia wśród rosnącego chaosu 

nowego,   przepojonego   człowieczeństwem   ładu;   problematyczność 

wszystkich tradycyjnych wartości, które muszą sięalbo potwierdzić, albo 

zmienić; do tego konkretna sytuacja polityczna, określona przez super-

mocarstwa, Amerykę i Rosję; kurcząca się, wewnętrznie skłócona Europa, 

która jeszcze nie przyszła do siebie; przebudzenie się ogromnych mas

w Azji, które są na drodze do tego, by w przyszłości stać się decydującymi 

potęgami politycznymi.

Bieg dziejów doprowadził do przejścia od epoki mieszczańskiego do-

brobytu, postępu, kultury, tradycji historycznej jako ostoi rzekomego 

własnego bezpieczeństwa do epoki niszczycielskich wojen, masowego 

umierania i masowego mordowania (co nie przeszkadzało powstawaniu 

na nowo nieprzeliczonych mas), zgrozę budzącego zagrożenia, zaniku 

humanitaryzmu w wirze zdarzeń, gdzie wszystkim, zda się, władarozpad.

Czy to rewolucja duchowa, czy raczej wszystko jest procesem w gruncie 

rzeczy zewnętrznym, wynikłym z techniki i jej skutków? - Nieszczęściem 

oraz jeszcze niejasną, niezwykłą szansą, czymś, co najpierw po prostu 

niszczy, gdy tymczasem człowiek musi się dopiero przebudzić, by na to 

zareagować   i   w   całkiem   nowych   warunkach   własnego   istnienia 

odnaleźć siebie zamiast bezwiednie popadać w rezygnację?

Obraz przyszłości jest mniej pewny, bardziej niejasny, ale może bogatszy 

w możliwości a zarazem bardziej beznadziejny niż kiedykolwiek. Jeśli w 

tych warunkach uświadamiam sobie, że mam być człowiekiem nie dlatego, 

że wymaga tego bezpośrednio moje istnienie, lecz ze względu na prawdę 

wiekuistą, wówczas pytam o filozofię. C ze go ma d o k o  -n a ć f ii o z 

o f i a w s y t u a c j i ,  w j a k i e j  o b e c n i e  j e s t   ś w i a t ?

Faktyczny nihilizm ma dziś wiele postaci.

Zjawili się ludzie na pozór rezygnujący w ogóle z tego, by być sobą, 

którym wydaje się, że wartości nie ma nic, którymi przypadek miota co 

chwila, którzy obojętnie umieraj ą i obojętnie zabijają, natomiast zdają się 

żyć upajając się wyobrażeniami liczbowymi, w ślepym fanatyzmie, który 

zastąpić można innym, pod władzą elementarnych, bezsensownych, 

przemożnych, a jednak szybko wypalaj ących sięuczuć, a w końcu instyn-

ktownego pragnienia używania życia.

Gdy przysłuchamy się słowom, jakie padają w tym zamęcie, to wyglądają 

one   jak   zamaskowane   przygotowania   do   tego,   by   umieć   umrzeć. 

Masowe wychowanie oślepiło i ogłupiło ludzi, tak aby odurzeni poświę-

ceniem byli zdolni do wszystkiego i w końcu traktowali jako oczywistość 

śmierć i zabijanie, masowe umieranie w walce, którą toczą maszyny.

 

Filozofia w przyszłości

Wykład szósty -

109

108

background image

 

Ale na umiejętność umierania nastawiona jest również najbardziej jasna 

filozofia. Chce ona znaleźć podstawę, która nie pozwala wprawdzie 

śmierci pojąć, ale znosić ją w niepokoju wywołanym cierpieniem, nie z 

niewzruszonym stoicyzmem, ale z niewzruszoną, ufną miłością.

Obie postawy wyjątkowo tylko przybierają czystą postać. Nihilizm 

żyje dzięki temu, że się maskuje, a zdemaskowanie naraża na rozpacz, o 

ile-człowiek już wcześniej nie popadł w otępienie. Filozofia zaś nie daje 

pewności, trzeba ją codziennie zdobywać na nowo, a ona stale nas zawodzi. 

Co potem rozgrywa się między nihilizmem i filozofią- bez popadania w 

pełni w pierwszy, bez uczestnictwa jeszcze w drugiej - ma w realnych 

sytuacjach charakter niesamowity. Unaocznimy to za pomocą dwóch 

wspomnień z roku 1938:

Młody człowiek, rozpatrując świat z typowego wówczas punktu wi-

dzenia, mówi o konieczności stworzeniaimperium. Sprawia wrażenie, że 

jest tym zachwycony.Przerywam mu pytaniem: jaki sens ma owo impe-

rium i wojna, która ma do niego doprowadzić? Odpowiedź: Sens? Żadnego 

sensu! Po prostu musi się to zdarzyć. Sens ma najwyżej to, że podczas 

bitwy z narażeniem życia przyniosę wodę spragnionemu koledze.

9 listopada pewien student wziął udział jako przywódca SA w pogromie 

Żydów. Opowiada o tym matce. On sam przeprowadził tę akcję naj-

łagodniej jak można. W pewnym mieszkaniu chwycił talerz, cisnął go z 

brzękiem napodłogę, zawołał do towarzyszy: stwierdzam, że mieszkanie 

zostało zdemolowane i wyszedł, nie niszcząc go. W dalszym ciągu jednak 

opowiada, że ten dzień zrobił na nim ogromne, napawające otuchą wra-

żenie; widać było, jakie siły drzemią w narodzie i do czego jest zdolny; są to 

dobre widoki, jeśli idzie o nadchodzącą wojnę. Mówi o nowym ethosie i o 

wielkości ftihrera. Przerażona matka przerywa: chłopcze ,przecież sam w to 

nie wierzysz! On słupieje na chwilę i mówi zdecydowanym głosem: Nie, nie 

wierzę, ale trzeba w to wierzyć.

Pierwszy, o którym była mowa, znalazł oparcie w najprostszym huma-

nitaryzmie, zmąconym jednak przez nastroje imperialne, nawet jeśli 

przejrzał ich nicość. Drugi potraktował poważnie zdanie: Nie o to chodzi, w 

co się wierzy, lecz o to, by wierzyć. Jest to zadziwiające odwrócenie 

sprawy. Wiara staje się wiarą w wiarę. Odpowiada temu wiele zwrotów, 

które mają być równocześnie nihilistyczne i pozytywne: śmiało chce się

zrezygnować z wszelkiego sensu twierdząc, że sens to tyle co świadomy 

nonsens. Wymaga się „bezużytecznej służby" uznając to za osiągnięcie 

-czyli poświęca się wszystko, nie dostając nic - żąda się namiętnego po-

twierdzenia wszystko jedno czego, fanatycznej gotowości bez żadnego 

celu. Sięga się po stare słowa:honor, miłość ojczyzny, wierność, a zara-

zem poświęca wszystko w imię maszyny, rozkazu, terroru, pokazując 

przez to, że tamte słowa to tylko kulisy. Rozwija się u człowieka takie 

zachowania, jakby nosił żelazną maskę: stale był napięty, na pograniczu 

eksplozji, jakby wymogiem była bezwzględność bez treści.

W tak rozpaczliwej sytuacji wiele można zaofiarować:

Chwali się „dynamikę" za wszelką cenę, raduje ruchem jako takim, 

pragnie tego, co nowe, i chce się zniszczyć stare. Podziwia się wszystkich 

wielkich tyranów: Czyngis Chana, Szi Huang Ti, Agatoklesa, no i jak 

zawsze: Aleksandra, Cezara, Napoleona.

Z drugiej strony chwali się nawrót do przeszłości. Co prymitywne, ma 

urok samo przez siei przysługuje mu wieczna prawdziwość, czy mowa o 

prehistorii, czy o życiu ludów pierwotnych. Albo też chwali się średnio-

wiecze, wielki ład przymusu w stosunkach, ład wszystkich imperiów,któ-re 

styl swój narzucały przez wieki. Chce się mieć nowy mit, ustanawia się go 

brutalnie w ruchach podległych dyktaturze, albo też uprawia się go w 

sposób bardziej wysublimowany w wykształconych kręgach, gdzie czci się 

Hólderlina, van Gogha (lub nawet ich epigonów). Zapomina się przy tym, 

że w przypadku tych wielkich postaci chodziło o cudowne wyjątki,  a 

źródła ich autentyczności wiązały się przeważnie z chorobą psychiczną. Mit 

rzeczywiście u nich obecny sprawia ogromne wrażenie w pozbawionym 

mitu   współczesnym   świecie.   Czysta   dusza   Hólderlina   jest   naprawdę 

niezapomniana, jej mityczność oczarowuje, znaleźć się w jej kręgu to 

dobrodziejstwo. Wszystko to nie jest jednak naprawdę mitem, bo jako mit 

prawdziwy istnieje tylko u tych jednostek, nie jest dobrem wspólnym i 

dlatego nagle znika, jakby go nie było.

Natomiast wyznania religijne zawsze coś oferują. Kiedy w wirach non-

sensu wszystko staje na głowie, one okazują się trwałe. Dziś, gdy duch 

czasu ucieka od wolności i na przemian dochodzi do głosu w anarchii lub 

dyktaturze, ich bezwzględna prawowierność, ich właściwość całkowitego 

zobowiązania człowieka stale rośnie - choć nie są w stanie przywrócić

 

Wyklad szósty -

Filozofia w przyszłości

110

111

background image

 

tego, czym kiedyś była religia: przepojenia całego życia na co dzień od 

narodzin do śmierci - przestrzeni, w której dzieje się wszystko i dzięki 

której człowiek zawsze jest w domu. Dzisiaj nawet religia jest jedną z 

dziedzin życia, niedzielą obok i poza powszednim dniem.

Religie te ze swą alternatywą: „albo nihilizm, albo objawienie" odrzu-

cają filozofie. Zarzuca się filozofii, żejest współwinna jako intelektualny 

sprawca, nieszczęściom duszy współczesnej.

Ale o końcu filozofii słyszymy nie tylko od tych, którzy swoją alterna-

tywą chcą nas zmusić do wiary objawionej. Koniec filozofii głosił także 

narodowy socjalizm, dla którego nieznośna była niezawisłość filozoficz-

nego myślenia. Filozofię miał zastąpić światopogląd biologiczny oraz an-

tropologia. I nadal odrzuca filozofię nihilizm w każdej postaci, rzekomo 

jako świat iluzji, daremnychmarzeń,samoułudy cechującej słabych. Dla 

niego obie, religia i filozofia, dobiegają końca. Nowa ma być wolność 

człowieka wyzbytego złudzeń, bez podstaw i bez celu. A wreszcie rozpo-

wszechniona opinia publiczna uważa filozofię co najmniej za zbędną: 

filozofia jest bowiem jakoby głucha na teraźniejszość, na siły i ruchy w 

niej. Zadawano pytanie: na co filozofia? Filozofia nikomu nie pomaga. 

Platon nie zdołał pomóc Grekom, nie uratował ich przed upadkiem, co 

więcej, pośrednio do niego się przy czynił.

Każda negacja filozofii wyrokuje w oparciu o coś jej obcego i wychodzi 

albo od trwałych treści wiary, którym filozofia mogłaby zagrozić, albo od 

celów życiowych, dla których filozofia jest bezużyteczna, albo też od 

nihilizmu, który odrzuca wszystko, a więc i filozofię jako bezwartościową.

Ale przy uprawianiu filozofii dzieje się coś, czego nie dostrzega nikt, 

kto jąodrzuca: wraz z nią człowiek dociera do swego źródła. Wtym sensie 

filozofia jest bez warunków i bez celu. Nie można ani uzasadnić jej na 

jakiejś innej podstawie, ani usprawiedliwić przydatnością do czegoś. Nie 

jest ani belką, ani źdźbłem, których można by się uchwycić. Nie można 

zadysponować filozofią. Nie można się nią posłużyć.

Śmiem twierdzić: filozofia nie skończy się, póki żyją ludzie. Dzięki 

filozofii trwa wymóg, by życie zachowało sens wykraczający poza wszelkie 

cele na świecie. Ma ona doprowadzić do tego, by ujawnił się sens

obejmujący wszystkie te cele, spełnić go urzeczywistniając w teraźniej-

szości, niejako na przekór życiu; jej teraźniejszość ma służyć zarazem 

przyszłości; nigdy nie wolno, by filozofia zdegradowała ludzi lub poje-

dynczego jedynie do poziomu człowieka, środka.

Stałe zadanie uprawiania filozofii brzmi: stawać się naprawdę człowie-

kiem przez uprzytomnienie sobie bytu; albo inaczej: stawać sięsobąprzez 

uzyskanie pewności co do Boga. Spełnienie tego zadania ma następujące, 

niezmienne cechy:

Zawsze, a więc i dziś należy dbać o r z e m i o s ł o  f i l o z o f i c z -n 

e: rozwijać kategorie i metody, budować podstawowe struktury naszej 

wiedzy, orientować się w całym świecie nauki, przyswajać sobie historię 

filozofii, ćwiczyć w myśleniu spekulatywnym i w metafizyce, w rozjaś-

niającym myśleniu filozofii egzystencjalnej.

Zawsze celem jest zdobycie n i e z a w i s ł o ś c i  przez człowieka jako 

jednostkę.   Zdobywają   przez   odniesienie   do  samego   bytu.   Zdobywa 

niezawisłość od wszystkiego, co się dzieje na świecie, dzięki głębokiemu 

powiązaniu z Transcendencją. Niezawisłość dało Lao-tsy tao, Sokratesowi 

-boski nakaz i wiedza, Jeremiaszowi - Jahwe, który do niego przemawiał, a 

znali ją też Boecjusz, Bruno, Spinoza. Tej niezawisłości nie wolno mylić ani 

z suwerenną samowolą w libertynizmie, ani z siłą witalną, która gardzi 

śmiercią.

Zawsze zadanie powoduje  napięcie:   czy znajdować niezawisłość 

p o z a  ś w i a t e m , w wyrzeczeniu! w samotności; czy też w ś w i e - c i 

e samym, poprzez świat, współdziałając z nim bez popadania w jego 

niewolę? Do filozofa, który chce wolności dla siebie tylko wraz z wolnością 

dla innych, w porozumieniu z innymi ludźmi, odnosi się okrzyk błazna za 

odchodzącym Konfucjuszem: „oto człowiek, który wie, że nic z tego, a 

mimo   to   działa   nadal"   -prawda   dotycząca   wiedzy   doczesnej,   która 

absolutyzuje swój pozorny charakter, ale zarazem prawda, która nie 

wstrząsa posadami prawdy głębszej, prawdy wiary filozoficznej.

Filozofiazwracasiędojednostki. Wkażdym świecie, wkażdej sytuacji w 

toku uprawiania filozofii jednostka musi wrócić do siebie samej. Albowiem 

tylko ten, kto jest sobą - i kto w samotności wychodzi cało z tej próby - 

może naprawdę porozumieć się [z innymi].

 

Wyklad szósty -

Filozofia w przyszłości

112

113

background image

 

Czy można coś powiedzieć o aktualnym zadaniu filozofii w obrębie tak 

sformułowanych stałych jej zadań?

Mówiono nam, że skończyła się wiara w rozum. Rzekomo wielkim 

krokiem, jakiego dokonał wiek XX, jest porzucenie logosu, idei ładu 

świata. Jedni radują się świadomością życia wyzwolonego, inni opłakują tę 

wielką zdradę ducha, złowrogi los, który musi jakoby doprowadzić do 

zagłady ludzkości.

Na to trzeba odrzec: krok ten zawiera coś z prawdy, bo zniszczeniu 

uległo poczucie pewności jakie miał rozsądek porzucony przez rozum, bo 

zdemaskowane zostało złudzenie harmonii świata, upadło zaufanie do 

praworządności i ustaw samych przez się. W słowach postawy takie wy-

glądały wspaniale, ale kryły się za nimi niziny życia, zdemaskowane 

przez psychoanalizę, ów kierunek w psychoterapii, który rozwinął się w 

mętny światopogląd, częściowo prawdziwy w odniesieniu do zakłamanej 

epoki i od niej zależny.

Kiedy wszystko ulega zrąbaniu, widać nagie korzenie. Korzenie te -to 

źródło, z którego wyrośliśmy i o którym zapomnieliśmy w gmatwaninie 

poglądów, nawyków, schematów.

Zadanie polega dziś na tym, by oprzeć na nowo właściwy rozum na 

samej Egzystencji. Oto najpilniejszy postulat w sytuacji duchowej, opi-

sanej przez Kierkegaardai Nietzschego, Pascala i Dostojewskiego.

Nie można go spełnić przywracając przeszłość. Dziś musi ono chyba 

objąć następujące momenty:

1. Spokoju szukamy rozbudzając nieustannie nasz niepokój.

2. Przechodząc przez nihilizm przyswajamy sobie naszą tradycję.

3. Wnauce szukamy czystości jako przesłanki prawdy przy uprawianiu 

przez nas filozofii.

4. Rozum staje się wolą porozumienia bez granic.

1.  Spokoju   s z u k a my   r o z b u d z a j ą c   nieustannie  nasz 

niepokój. Spokój jest celem uprawiania filozofii.

Wśród straszliwych zniszczeń chcielibyśmy mieć pewność, że coś zo-

staje, bo istnieje zawsze. W biedzie powracamy myślą do naszego źródła. 

Gdy grozi śmierć, chcemy myśleć o tym, co pozwala nam wytrwać.

Także dzisiaj filozofia może nam przynieść coś znanego już Parmeni-

desowi, gdy budował świątynię Bogu w podzięce za spokój doznany dzięki 

filozofii. Ale dziś tak wiele fałszywego spokoju!

Straszne to: mimo wszystkich wstrząsów i zniszczeń grozi nam wciąż j 

eszcze, że będziemy żyli i myśleli tak, j akby nic w istocie nie zaszło. Tak 

jakby tylko nas, biedaków dotknęło wielkie nieszczęście niszcząc jak po-

żoga piękne życie; ale teraz można by było kontynuować życie na dawną 

modłę. Takjakby nic sienie stało. Gdy jesteśmy przerażeni, bezradni albo 

wściekli, oskarżamy innych. Kto tak to odczuwa, ten jeszcze uwikłany 

jest w sidła, które pozwalają tylko na pozory spokoju. Ten spokój trzeba 

przemienić w niepokój. Jest bowiem bardzo niebezpieczny. Niezmierne 

nieszczęście może przeminąć, a z nami jako ludźmi nie stanie się nic, nie 

usłyszymy Transcendencji, nie osiągniemy jasności widzenia i nie będziemy 

z jasnością działali. Straszliwy ubytek świadomości zacieśni nas.

Jako wzór pouczający, choć nie do naśladowania, jaka jest i będzie w 

przyszłości sytuacja mogą posłużyć czasy żydowskich proroków. Położona 

między Wschodem i Zachodem, między mocarstwami Babilonu i Egiptu, 

Palestyna musiała upaść jako państwo, rozdarta, spustoszona: piłeczka w 

wielkiej polityce, to tu, to tam przyłączana. Pojawili się wtedy prorocy 

dając dobre rady, by wejść w przymierze ze Wschodem lub Zachodem i 

uzyskać w zamian opiekę, znaleźć przyjaciół, móc żyć szczęśliwie. Tym 

prorokom wybawienia przeciwstawili się prorocy nieszczęścia  i po dziś 

sławi się ich imię. Widzieli sytuację, odrzucali wszelkie opowiadanie się po 

stronie Wschodu lub Zachodu. Przewidywali nadciągające nieszczęście. 

Ale nie widzieli w nim przypadkowego działania potężnych maszyn wojny, 

lecz sens, którego szczegółowo poznać nie można. To Bóg rozściela świat jak 

dywan. To On pozwala Asyryjczykom podbijać łudzą ludem i zawładnąć 

nimi tak, jak wyjmuje się ptaki z gniazda.Tokiem spraw On rządzi, a 

ludzie i państwa służą Mu za narzędzia, czynią, co przyszło im czynić, 

nie przeczuwając, że to Bóg tego chce. Prorocy, którzy to mówili, chcieli 

przebudzić swój lud, a następnie wszystkich ludzi. Radę widzieli jedną 

tylko: służyć Bogu czystym, moralnym życiem. Świat stworzony został 

z nicości i sam przez się jest niczym. Sens tkwi w tym, co czyni człowiek, by 

był   posłuszny   Bogu.   Aczego   chce   Bóg,   mówi  nienaruszalnych 

dziesięcioro przykazań. Czego poza tym chce Bóg w

 

Wykład szósty -

Filozofia w przyszłości

114

115

background image

 

danej chwili, to w ich mniemaniu prorokom objawia, a oni przekazują to 

dalej. Lecz pozostawała wieloznaczność. Bóg nie przemawia do ludzi 

wprost. W niewiedzy potrzebna jest niezwykła skromność. Pytania Hioba 

pozostają bez odpowiedzi. Szczytem skromności jest sędziwy Jeremiasz.

Nie jesteśmy bynajmniej prorokami. Nie da się naśladować tego, co 

wtedy było wielkie. Można natomiast, porównując sytuację, umożliwić 

odczucie, jaki niepokój byłby dziś na miejscu i jak dusza mogłaby osiągnąć 

spokój.

W ostatnim stuleciu prorocy mieli swój odpowiednik. Kierkegaard i 

Nietzsche, którzy kiedyś w przypływie jasnego widzenia i przerażenia 

drogą, po której kroczy ludzkość, daremnie usiłowali przebudzić uśpiony 

świat, są dziś jeszcze niezbędni, jeśli idzie o nasze podstawowe doświad-

czenie. Nawet dziś jeszcze nie osiągnęli swego celu, nie przebudzili na-

prawdę [ludzi].

Lecz sami byli wyjątkiem nie stając się wzorem. Iść w ich ślady byłoby 

wbrew ich własnej woli i nie zrobi tego nikt, kto ich rozumie. Byli zarazem 

ofiarą swoich czasów i ich prorokami. Obaj przynieśli najgłębszą prawdę 

w najściślejszym powiązaniu z dziwacznymi i obcymi nam twierdzeniami 

pozytywnymi. Kierkegaard zinterpretował chrześcijaństwo jako wiarę w 

absurd, jako decyzję negatywną, na mocy której nie wolno  imać się 

żadnego zawodu ani zawrzeć małżeństwa, a właściwym chrześcijaństwem 

jest męczeństwo. Nietzsche przyniósł myśli o woli mocy, o nadczłowieku i 

wiecznym powrocie, które niejedną głowę wprawiły w zamęt, ale są tak 

samo nie do przyjęcia jak Kierkegaarda nadmiernie niejako wywyższone 

chrześcijaństwo.

Ale większość refutacji Kierkegaarda i Nietzschego jest bez sensu i 

brzmi jak apel o kontynuowanie snu. Trywialnie biorąc są słuszne, ale 

dzięki temu znika zadra, którą Kierkegaard i Nietzsche wrazili w nasze 

sumienie. Nie będzie zaś żadnego prawdziwego rozwoju filozofii w przy-

szłości, jeśli nie zagłębia się ona w tych dwóch gigantów. Albowiem 

swym dziełem, które się rozpadło, i ofiarą własnego życia objawili nam 

coś, czego nic nie zastąpi. Pozostają nadal siewcami niepokoju i obejść 

ich sienie da, póki mamy jeszcze fałszywy spokój.

2.  P r z e c h o d z ą c   prze z  n ih i l i z m   p r z y s w a j a m y   sobie 

n a s z ą  tradycję. Niepokój oznacza, że obecność nihilizmu jest mo-

żliwością przez nas samych doświadczoną. Znamy rozpad obowiązują-

cych norm, znamy utratę gruntu pod nogami, kiedy nie ma już żadnej 

wiary, kiedy narodu nie łączy już żadna wspólnota samowiedzy. Nieliczni 

doświadczyli tego już za czasów Nietzschego, niektórzy po 1933 r., inni 

później, dziś nie ma chyba żadnego myślącego człowieka, który nie miałby 

takich doświadczeń. Może dochodzimy teraz do punktu, gdy odzywa się 

coś, co przemawiało w każdym momencie historycznego przełomu i do 

czego nawołują nas ówcześni ludzie. Nihilizm zarówno jako ruch myślowy, 

jak   również   jako   doświadczenie   historyczne   stanowi   przejście   do 

głębszego ujęcia tradycji. Nihilizm bowiem nie tylko od dawna - jest 

równie stary jak filozofia - był drogą z powrotem do źródeł, lecz także 

wodą królewską, probierzem złota prawdy.

Jest w filozofii od początku coś nieprzekraczalnego. We wszelkiej 

przemianie ludzkich stosunków i zadań, we wszelkim postępie nauki, w 

całym rozwoju kategorii i metod myślenia chodzi o uchwycenie jednej, 

wiecznej prawdy, w nowych warunkach, nowymi środkami, uzyskując 

może większą jasność.

Dziś zadanie nasze polega na tym, by w nihilizmie doprowadzonym do 

szczytu zdobyć znów pewność wiecznej prawdy. Zakłada to przyswojenie 

sobie tradycji w taki sposób, by nie tylko znać j ą zewnętrznie, nie tylko 

obserwować, lecz samemu dogłębnie w niej uczestniczyć.

Aby to osiągnąć trzeba odrzucić w odniesieniu do samej filozofii ideę 

postępu, słusznąw odniesieniu do nauki filozoficznego rzemiosła. Błędny 

był pogląd, jakoby lepsze późniejsze wyniki eliminowały wcześniejsze, 

które   jako   przebyte   w   postępie   szczeble   są   już   tylko   przedmiotem 

zainteresowań historycznych. Za prawdziwe uchodzi wtedy nowe jako 

takie. Odkrycie czegoś nowego daje poczucie osiągnięcia w dziejach 

szczytu. Takie zasadnicze nastawienie cechowało często filozofów w 

ostatnich wiekach. Wciąż na nowo sądzili, że całkiem nowymi odkryciami 

przezwyciężają całą przeszłość, że dopiero teraz zaczyna sięprawdzi-wa 

filozofia. Tak było u Kartezjusza, u Kanta mimo całej jego skromności  i 

szczególnego po temu prawa, butnie w tzw. niemieckim idealizmie: u 

Fichtego, Schellingai Hegla, z kolei u Nietzschego. Po tragedii zaś nastę-

powała farsa. Kiedy w r. 1910 Husserl ogłosił w pierwszym numerze 

, ,Logosu" artykuł o filozofii jako nauce ścisłej, gdzie jako najważniejszy,

 

Wykład szósty •

Filozofia w przyszłości

116

117

background image

 

gdyż bezwzględnie konsekwentny reprezentant swego fachu ustanawiał 

wreszcie ostateczną podstawę filozofii, wówczas drogi myślicieli się 

rozeszły. Mimo całego respektu dla racjonalnej ścisłości fenomenologii i 

neokantyzmu inni, sprzeciwiając się ty m wymogom, szukali z zamiłowa-

niem istoty filozofii jako prawdy wiecznej w tradycji i bynajmniej nie 

dążyli do jej problematycznego unowocześnienia. A jednak nowość ta 

zachowała ton agresywny i, jeśli się nie mylę, zanika dopiero teraz. Idea 

postępu była formą, w której doświadczenie tego, co pierwotne, mylnie 

pojmowało siebie jako historyczną nowość, gdyż nastąpiło pomylenie 

filozofii z nowoczesną nauką. Na dodatek owładnęła filozofią chęć pano-

wania,potęgi i znaczenia. Filozofia jest zupełnie czym innym niż to, czym się 

okazała ulegaj ąc takiemu wypaczeniu; coś wiecznego j est w niej obecne, 

odkąd człowiek filozoficznie uświadomił sobie sam siebie. Oderwanie od 

historycznego   podłoża  w  pogoni  za  nowością  oraz  posługiwanie  się 

dziejami jako kamieniołomem, skąd pobiera się materiał dla dowolnych 

interpretacji - taka droga prowadzi w przepaść nihilizmu. Nie wolno nam 

ani   wyabsolutyzować   zjawisk   w   przeszłości   i   poddać   się   im,   ani 

zdystansować się nieobowiązująco od nich, z przyjemnością obserwując 

minione czasy, przede wszystkim zaś nie wolno nam oderwać się od hi-

storycznego podłoża. Gdybyśmy zaś to uczynili, nihilizm bolesną operacją 

przywiedzie nas z powrotem do właściwej prawdy.

Zasadnicze stanowisko, które ponownie odradza się na podłożu nihili-

zmu, uczy nas innego spojrzenia na dzieje filozofii. Trzy tysiące lat dziejów 

filozofii okazują się jedną jedyną teraźniejszością. Rozmaite postacie myśli 

filozoficznej kryją w sobie jedną tylko prawdę. Pierwszy usiłował pojąć 

jedność tej myśli  Hegel, ale uczynił to jeszcze  tak, że wszystko, co 

poprzedzało jego własną filozofię, okazywało się wobec niej wstępnym 

szczeblem i cząstkową prawdą. Chodzi zaś o to, aby każdorazowe szczy-

towe osiągnięcia filozofii przyswoić sobie przez stale odnawiany związek 

z wielkimi zjawiskami w przeszłości, niejako z czymś, co już zostało za 

nami, lecz jako z czymś obecnym dzisiaj.

Skoro każda filozofia jest teraźniejsza, to wie, że w jej bycie obecnym 

przejawia się źródło i że niezbędnajest uniwersalna tradycja, owapamięć, 

bez której pogrążylibyśmy się w nicości chwili pozbawionej przeszłości i 

przyszłości. Przemijaj ąc w czasie wie, że prawda właściwa, philosophia

perennis, w której zawsze znika wszelki czas, jest stale obecna i równo-

czesna.

3. W n au c e  s z u k a m y  czystości  j a k o  przesłanki  p ra wdy 

p r z y   u p r a w i a n i u   przez  nas  f i l o z o f i i .   Przesłanką techniki, 

która przeobraża nasz byt, jest nowoczesna nauka. Ale nauka ta  sięga 

znacznie dalej. Ta nauka - w przeciwieństwie do techniki - wrzyna się 

głęboko w ludzką historię, a tylko niewielu ludzi zdaje sobie z tego w pełni 

sprawę   i   w   tym   uczestniczy,   natomiast   masa   ludzka   tkwi   nadal   w 

formach myślenia przednaukowego i czyni z nauki taki użytek, jak niegdyś 

prymitywne ludy z europejskich cylindrów, fraków i szklanych paciorków.

Zalążki istniały w dawnych czasach, w Grecji, ale dopiero czasy nowo-

żytne od końca średniowiecza przyniosły pierwszy raz prawdziwą swo-

bodę badań bezgranicznie samokrytycznych, rozciągniętych na wszy-

stko, co na świecie się zdarza i zdarzyć może.

Nauka postępuje metodycznie, bezwarunkowo obowiązujepowszech-nie 

i wobec tego faktycznie też wszędzie zdobywa jednomyślne uznanie, ma 

krytyczną   świadomość   własnej   procedury,   systematycznie   zdobywa 

pewność w odniesieniu do całego dotychczasowego dorobku, nigdy nie 

jest w gotowej postaci, a jej postęp idzie w nieskończoność. Cokolwiek 

pojawia się w świecie, staje sięjej przedmiotem. Odkrywa coś, czego nikt 

przedtem nawet nie przeczuwał. Zaostrza i oczyszcza naszą świadomość 

konkretnego bytu i dostarcza zadatków, by praktycznie coś sprawić i 

stworzyć na świecie kierując się celami, których ona sama nie wyznacza, ale 

które niebawem stają się znowu przedmiotem jej badań.

Nauka jest niezbędnym warunkiem uprawiania filozofii. Ale sytuacja 

duchowa, jaka dzięki nauce powstała, postawiła dziś przed filozofią takie 

wymogi, których trudności w dawniejszych czasach nie uświadamiano 

sobie równie jasno. Oto one:

l. Trzeba uzyskać naukę w pełni c z y s t ą. W faktycznym postępowaniu i 

przeciętnym myśleniu przemieszana jest z twierdzeniami i zachowa-

niami nienaukowymi. W każdej konkretnej dziedzinie bytu na świecie 

poszczególni badacze wspaniale osiągnęli czystą i ścisłą naukę, ale 

jeśli idzie o całość naszego duchowego bytu, bardzo jeszcze do tego 

daleko.

 

Wykład szósty -

Filozofia -w przyszłości

119

118

background image

 

2. Trzeba prześwietlić i przezwyciężyć z a b o b o n n ą  w i a r ę  w n a uk 

ę. W naszych czasach nieustannej niewiary sięgnięto po naukę, bo 

rzekomo dawała mocne oparcie, wierzono w tak zwane wyniki nauki, 

ślepo podporządkowywano się ludziom uznanym za fachowców, wie-

rzono, że dzięki nauce i planowaniu można będzie uporządkować świ at w 

całości, oczekiwano wyznaczenia życiu celów, których nauka przecież 

nigdy dać nie może, oraz nieosiągalnego dla nauki poznania bytu  w 

całości.

3. Wyjaśnić trzeba na nowo metodycznie samą f i l o z o f i ę . Jest ona 

nauką w pradawnym i stale aktualnym sensie metodycznego myślenia, 

lecz nie jest nauką w znaczeniu całkiem nowoczesnym: jako takie zba-

danie rzeczy, które po prostu prowadzi do powszechnie obowiązuj ące-

go, zawsze identycznego poznania.

Mylne utożsamienie filozofii z nauką nowożytną przez Kartezjusza 

oraz jego błędy, niewątpliwie zgodne z duchem tamtych wieków, dopro-

wadziły do nauki traktowanej jako rzekoma wiedza całościowa i zepsuły 

filozofię.

Dziś razem z czystością nauki trzeba osiągnąć czystość filozofii. Są od 

siebie nieodłączne, ale nie są tym samym; filozofia nie jest ani wiedzą 

fachową obok innych, ani ukoronowaniem nauk jako rezultat wszystkich 

pozostałych, ani nauką podstawową celem zabezpieczenia innych nauk.

Filozofia wiąże się z nauką i jej myśl obecna jest we wszystkich dyscy-

plinach.Prawda nie jest celem niej w ogóle dostępna bez czystości prawdy 

naukowej.

[Każda] nauka tkwi we wszechświecie wszystkich nauk i kierują nią 

idee, które w każdej dyscyplinie rodzą się już jako filozofia, przy czym 

ich samych naukowo uzasadnić nie można.

Nowy przejaw świadomości prawdy możliwy jest dopiero na podstawie 

stanu nauk w ostatnim stuleciu, ale jeszcze go nie osiągnięto. Praca nad 

jego   urzeczywistnieniem   należy   do   najpilniejszych   nakazów   chwili 

obecnej.

Wbrew rozpadaniu się nauki na niepowiązane z sobą specjalizacje, 

wbrew zabobonnej wierze mas w naukę, wbrew spustoszeniom dokonanym 

przez  niepoważne  pomieszanie  filozofii  z  nauką, badania  naukowe  i 

filozofia muszą nas razem przywieść na drogę istotnej prawdy.

4.  R o z u m   st a j e   się  w o l ą   p o r o z u m i e n i a   b e z   granic. 

Ponieważ niewątpliwie było coś wspólnego, co wnikało we wszelką co-

dzienność, istniało niemal do naszych czasów między ludźmi powiązanie i 

dzięki temu porozumienie rzadko stawało się szczególnym problemem. 

Można było zadowolić się słowami: możemy razem się modlić,  nie 

możemy z sobą rozmawiać.Dopiero dziś, kiedy nie potrafimy już nawet 

razem   się   modlić,   dochodzimy   w   pełni   do   świadomości,   że   bycie 

człowiekiem związane jest bezwzględnie z porozumieniem między 

ludźmi.

Byt w przejawach swoich rozszczepia się na skutek rozmaitości ludzi, 

rozmaitych źródeł wiary, rozmaitej postaci wspólnot ludzkich na po-

szczególnych obszarach. Jednakie i wspólne są tylko nauka i technika w 

Świadomości będącej Ogarniającym. W nichłączy się jednak tylko świa-

domość abstrakcyjna

:

  ogólna, natomiast dla rzeczywistego człowieka są 

one w całości środkiem zarówno walki, jak porozumienia.

Wszystko, co rzeczywiście tkwi w człowieku, jest historyczne.Ale hi-

storyczność oznacza zarazem rozmaitą historyczność. Dlatego porozu-

mienie wymaga:

1. by inna historyczność obchodziła nas bez sprzeniewierzania się własnej;

2. by zachwianiu ulegała obiektywność tego, co staje się powszechnie 

obowiązujące, ale bez osłabienia postulatu, że obowiązywać ma słusz-
ność;

3. by rezygnować z roszczenia wiary do wyłączności, gdyż mieści się w 

tym zerwanie porozumienia, nie zatracając zarazem swoich własnych 

bezwzględnych podstaw;

4. by podejmować nieuchronną walkę z tym, co ma inne historyczne ko-

rzenie, ale stale wznosić ją na poziom walki miłosnej, łącząc się w 

prawdzie nastawionej na wspólnotę, nie na izolację, nie na odgradzanie 

się, na odosobniony punkt;

. 5. by kierować się ku głębi, objawiającej się tylko przy rozszczepieniu na 

różnorodne uwarunkowania historyczne, przy czym ja sam do jednego z 

nich przynależę, lecz obchodzą mnie wszystkie i razem kierują mnie ku 

owej podstawie.

 

Wykład szósty •

Filozofia w przyszłości

120

121

background image

 

Wiara filozoficzna jest nieodłączna od gotowości do porozumieniabez 

reszty. Właściwa prawda wyrasta bowiem przy spotkaniu z wiarą tylko w 

obecności   Ogarniającego.   Dlatego   obowiązuje   twierdzenie:  t y l k o 

l u d z i e  w i e r z ą c y  m o g ą  u r z e c z y w i s t n i ć  p o r o z u m i e n i e 

. Natomiast nieprawda wyrasta z utrwalania treści wiary, które jedynie 

się odpychają. Dlatego obowiązuje twierdzenie: z f a n a t y k a mi w i a r y 

n i e   ma  r o z m o w y .   Wiara   filozoficzna   odkrywa   dia-belstwo w 

każdym przymusie, by z kimś zerwać, i w każdej woli zerwania.

Przeciw filozoficznej wierze w porozumienie skierowany jest  z a -

r z u t :  wiara w porozumienie jest utopią. Ludzie tacy nie są. W ruch 

wprawiają ich własne namiętności, własna wola mocy, własne, interesy 

życiowe sprzeczne z cudzymi. Porozumienie zawodzi niemal zawsze, z 

cała pewnością zaś w ludzkiej masie. Najlepszy jest jeszcze jakiś konwe-

ncjonalny ład podległy prawom, które przesłaniają zwykły brak zasad i 

zwykłą nikczemność, wykluczające porozumienie. Wymagać od ludzi 

zbyt wiele - znaczy na dobre ich zniszczyć.

Należy na to odrzec:

1. Ludzie nie są tacy, jacy są, lecz zawsze stanowią jeszcze dla siebie 

problem i zadanie: wszelkie globalne sądy o nich mówią więcej niż 

można wiedzieć.

2. Porozumienie w każdej postaci do tego stopnia należy do samej istoty 

człowieka jako takiego, że musi być zawsze możliwe i nigdy nie można 

wiedzieć, jak daleko się jeszcze posunie.

3. Porozumienie bez granic nie jest programem, lecz samą wszechogar-

niającą wolą wiary filozoficznej - dopiero na tej podstawie znajdują 

szczegółowe uzasadnienie zamiar i metody porozumienia na każdym jej 

szczeblu.

4. Porozumienie bez granic nie jest wynikiem jakiejś wiedzy, lecz zdecy-

dowaniem do wkroczenia na taką drogę, by być człowiekiem. Idea 

porozumienia nie jest utopią, lecz wiarą. Stoi przed każdym pytanie, 

czy do tego dąży i czy wierzy w to, nie jako w coś w zaświatach, lecz 

jako w coś całkowicie obecnego: w rzeczywistą, tkwiąca w ludziach 

możliwość współżycia, rozmowy, w możliwość, by dotrzeć przez to 

współżycie do prawdy i dopiero tą drogą stać się naprawdę sobą.

Dziś, w potrzebie, rozumiemy, że porozumienie jest podstawowym 

postulatem skierowanym do nas. Rozjaśnienie porozumienia na podstawie 

jego   różnorakich   źródeł   w   każdym   rodzaju   Ogarniającego   staje   się 

głównym tematem, gdy uprawia się filozofię. Natomiast przybliżenie po-

rozumienia, przybliżenie każdej możliwości jego urzeczywistnienia, jest na 

co dzień zadaniem filozoficznego życia.

Przełożył Jan Carewicz

 

Filozofia \v przyszłości

Wykład szósty -

123

122


Document Outline