background image

 

 

 

Karl Jaspers 

 

Wiara Filozoficzna 

 
 
 
 

Wykład pierwszy  

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Jeśli  zapytamy  o  źródło  i  cel  naszego  życia,  padnie  zapewne 

odpowiedź: wiara objawiona; poza nią byłby bowiem tylko nihilizm. Pewien 

teolog  niemiecki  po  wiedział  niedawno:  „Decydującepytanie:  «Sam  jeno 

Chrystus albo nihilizm» nie zostało wymyślone przez kościół". Jeśli tak, to 

nie byłoby w ogóle filozofii: istniałaby tylko z jednej strony historia filozofii 
jako  historia  niewiary,  to  znaczy:  droga  do  nihilizmu,  a z  drugiej strony 

systematyzacja  pojęć  w  służbie  teologii.  Filozofii  niejako  wyrwano  by 

serce,  co  zresztą  spotkało  ją  na  gruncie  teologu.  Jeśli  nawet  w  aurze  tej 

powstały  arcydzieła  myśli,  pojęciowo  dokładnie  opracowane,  to  na-

stawienie ich brało się ze źródeł religijnych, obcych filozofii, jako filozofii 

zaś  nie  traktowano  właściwie  tych  arcydzieł  poważnie,  przypisując  im 

samodzielność jedynie pozorną, zapożyczoną.

 

Odmienna odpowiedź na pytanie o źródło naszego życia brzmi :rozum 

ludzki, nauki, które pokazują nam w świecie sensowne cele i uczą, jakimi 

środkami można je osiągnąć. Poza naukami są bowiem jakoby tylko iluzje. 

Prawomocność filozofii nie jest samoistna; krokza krokiem wyłaniały się z 

niej  wszystkie  nauki,  na  końcu  także  logika,  która  stała  się  nauką 
szczegółową. Nie pozostało już nic więcej. - I znowu, gdyby to ujęcie 

było prawdziwe, nie byłoby w ogóle filozofii. Kiedyś filozofiabyła drogą 

prowadzącą do nauk. Teraz może najwyżej pędzić zbędny żywot jako 

służka nauk - np. jako teoria poznania.

 

A jednak wydaje się, że oba ujęcia filozofii sprzeczne są całkiem z tą 

treścią, która przejawiała się w niej przez trzy tysiące lat w Chinach, In-

diach i na Zachodzie. Sprzeczne są z powagą, z jaką obecnie uprawiamy 

filozofię, dziś, gdy przestała już być służką nauk, jak pod koniec XIX 

wieku, a nie staje się na powrót służką teologii.

 

Lecz owe zbyt pochopne alternatywy: albo wiara objawiona, albo ni-

hilizm; albo nauka wszechogarniająca, albo iluzja, przydają sięjako oręż, 

by zastraszyć dusze, ograbić je z boskiego daru samoodpowiedzialności

 

background image

 

 

 

 

l

 i podporządkować je sobie. Rozdzieraj ą ludzkie możliwości na opozycje S

 

między którymi gubi się prawdziwe bycie człowiekiem. 

'

:

 

A jeśli ktoś usiłuje filozofować w nawiązaniu do czcigodnych tradycji 

pomawia się go na skutek owych alternatyw, albo że jest nihilistą, albo że 

ulega iluzjom. Jeśli zaś nie pasujemy do takiego, z góry przyjętego obrazu, 

to  zarzuca  się  nam  połowiczność,  niekonsekwencję,  trywialne  poglądy 

Oświecenia, oderwanie od życia, przy czym zarzuty te padają z obu stron, 

wysuwa  je  zarówno  ekskluzywna  wiara  objawiona,  jak  nauka,  też 

przekształcona w zabobon.

 

A mimo to ośmielamy się podjąć próbę takiego filozofowania, w którym 

nasze  bycie  człowiekiem  pozostaje  sprawą  otwarta.  Filozofia  zre-

zygnować nie może. Zwłaszcza dziś.

 

Żyjemy  ze  świadomością takich  zagrożeń,  jakich  nie  znały  wieki  mi-

nione:  przerwać  się  może  porozumienie  z  ludzkością  na  przestrzeni  ty-

siącleci; możemy  nieświadomie  pozbawić  się  tradycji;  obniżyć  się  może 

poziom świadomości; zagubić się powszechne przekonanie o powiązaniu 

przekazywanych treści. W obliczu tych śmiertelnych zagrożeń musimy w 

toku  filozofowania  być  przygotowani  na  wszystko,  tak  aby  myśl  nasza 

pomogła nam pozostać ludźmi w maksymalnym stopniu. Właśnie na skutek 

katastrofy zachodu filozofowanie odzyskuje znów w pełni świadomość 

swej niezależności, gdy chodzi o odnalezienie związku z samymi źródłami 

człowieczeństwa.

 

Tematem  naszym  jest  wiara  filozoficzna,  fundament  takiego  właśnie 

naszego  myślenia.  Bezbrzeżny  to  temat.  Aby  uwydatnić  jego  najprostsze 

zasady, dzielę jego problematykę na sześć wykładów: 1. Pojęcie wiary 

filozoficznej.  2. Treści  wiary  filozoficznej.  3.  Człowiek.  4.  Filozofia i 
religia.  5.  Filozofia  i  pseudofilozofia  (demonologia,  ubóstwienie  czło-

wieka, nihilizm). 6. Przyszła filozofia.

 

Wiara różni się od wiedzy. Giordano Bruno wierzył, a Galileusz wie-

dział. Zewnętrznie obaj znajdowali się w takim samym położeniu. Trybunał 

inkwizycji żądał od nich odwołania pod groźbą śmierci. Bruno gotów był 

odwołać  niektóre,  lecz  nie  najważniejsze  dla  niego  twierdzenia;  poniósł 

śmierć męczeńską. Galileusz odwołał naukę o obrocie ziemi wokół słońcai 

trafnie wymyślono anegdotę o wypowiedzianych potem słowach: „a jednak 

się obraca". Jest to różnica między prawdą, która ucierpi na

 

statek od wołani a, i prawdą, której odwołanie nie naruszy. Obaj postąpili 

jiaodnie z istotą głoszonej przez siebie prawdy. Prawda, którą żyję, jest 

prawdą tylko dzięki temu, że się z nią utożsamiam;jej przejaw jest histo-

fvczny,  możliwość  obiektywnego  jej  wyrażenia  nie  obowiązuje  po-

wszechnie,  a  jednak  jest  bezwarunkowa.  Prawda,  której  słuszności  mogę 

dowieść,  istnieje  sama  beze  mnie;  obowiązuje  powszechnie,ponad  histo-

rycznie, poza czasem, ale nie bezwzględnie, raczej tylko w odniesieniu do 

założeń  i  metod  poznania  w  ramach  powiązań  rzeczy  skończonych. 

'Niestosowne  byłoby,  gdyby  ktoś  chciał  umierać  za  słuszność  czegoś.co 

można dowieść. W jakim jednak przypadku myślicielowi, który wierzy że 

zna istotę rzeczy, nie wolno odwołać swych twierdzeń bez naru-SZCnia 

prawdy, to jego tajemnica. Na mocy żadnej wiedzy ogólnej nie można od 

niego  wymagać  męczeństwa.  Tylko  męczeństwo  poniesione,  i  lOlak,  jak 

poniósł je Bruno, nie w entuzjastycznym porywie i nie na skutek Chwilowej 
hardości,  lecz  po  długim,  opornym  przezwyciężaniu  samego  Siebie,  jest 

znamieniem prawdziwej wiary, mianowicie pewności posiadania prawdy, 

której dowieść nie mogę tak jak naukowego poznania rzeczy skończonych.

 

Przypadek Bruna jest jednak niezwykły. Albowiem filozofia bynajmniej nic 

koncentruje się na twierdzeniach, które przybierają charakter wyznania wiary, 

lecz na takich po wiązaniachmyśli, które wnikają w życie jako całość. Sokrates, 

Boecjusz, Bruno są niejako świętymi dziejów filozofii, ale nie są przez to 

bynajmniej  największymi  filozofami.  Są  to  jednak  czci  godne  przykłady 

potwierdzenia męczeństwem jakiejś wiary filozoficznej.

 

Wbrew oczywistości, jakoby człowiek mógł polegać całkiem na swoim 

rozumie - wszystko byłoby rzekomo w porządku, gdyby nie głupota i Zła 
wola-wbrew  tej  ułudzie  rozumu  nazywa  się,  wciąż  jeszcze  na  gruncie 

rozumu, coś innego, z czym jesteśmy związani, irracjonalnym. Niechętnie 

się, to uznaje albo traktuje jako nieważną grę uczuć, jako iluzję niezbędną 

dla psychiki lub rozrywkę w wolnych chwilach. Niekiedy dostrzega  się w 

tym  nawet  jakieś  siły  i  odwołuje  do  nich  jako  do  irracjonalnych 

namiętności  duchowo-psychicznych,  aby  przy  ich  pomocy  osiągnąć 

własne cele. I wreszcie dostrzega się w tym prawdę i popada w irracjonal-

ność, w upojenie, które rzekomo jest prawdziwym życiem.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

10

 

11

 

background image

 

 

Otóż  wiary  nie  należy  w  żadnym  wypadku  traktować  jako  czegoś  irra-

cjonalnego. Ta biegunowa opozycja racjonalnego i irracjonalnego doprowadziła 

wręcz  do  zamącenia  egzystencji.  W  tym  naleganiu  raz  na  naukę,      .  kiedy 
indziej  na  niedyskusyjny,  rzekomo  ostateczny  punkt  widzenia,  w      J  tym 

odwoływaniu się raz do poznania, kiedy indziej znów do własnych   f odczuć, 

zrodziło się przerzucanie się poglądami bez możności porożu-   | mienia. Ta 

zabawa  była  możliwa,  dopóki  faktycznie  jaśniały  jeszcze  treści  wielkiej 

tradycji, coraz słabsze zresztą. Kiedy duch świadomie oparł   ł się na tym, co 

irracjonalne, był to jego koniec. Jak fajerwerk uszedł z dymem niewybrednie 

wszystko  atakując,  przeciwstawiając  się  hardo  tym  właśnie  treściom,  które 

uważano  za  pożądane  i  pożyteczne,  trwoniąc  tradycję  w  wolności 

niepoważnej, a rzekomo nadrzędnej i w nieodpowiedzialnym patosie. Całej 

płaszczyzny takiej frazeologii nie można zwalczyć - nie ma bowiem w ogóle 
przeciwnika, jest tylko mglista, zmienna   f jak Proteusz różnorodność, której 

w ogóle nie można uchwycić, bo całkiem ulega zapomnieniu - można ją tylko 

przezwyciężyć jasnością.

 

Naszą wiarą nie może być coś, co w gruncie rzeczy jest tylko negatywne, 

coś  irracjonalnego,  jakieś  rzucanie  się  na  oślep  w  ciemność  tego,  co 

sprzeczne z rozumem i nie podległe prawom.

 

Wiarę filozoficzną, wiarę człowieka myślącego cechuje zawsze, to że istnieje 

tylko w powiązaniu z wiedzą. Chce ona wiedzieć tyle, ile wiedzieć    * można i 

samą siebie przeniknąć.

 

P o z n a w a n i e   bez  kresu,  nauka,  jest  podstawowym  elementem  filo-

zofowania. Nie może być niczego, o co nie wolno pytać, żadnej tajemnicy 

niedostępnej badaniu, niczego, co mogłoby się przed nim ukryć. Lecz 

czystość poznania, jego sens i granice osiąga się przez krytykę. Kto uprawia 

filozofię, ten potrafi obronić się przed nadużyciami pseudo-wiedzy, przed 

ześlizgnięciem się nauki na manowce.

 

A dalej, wiara filozoficzna chce rozjaśnić siebie samą. Kiedy filozofuję, nie 

przyjmuję niczego zwyczajnie, bez zgłębienia, tak jak mi się nasuwa Wiara 

nie może wprawdzie stać się powszechnie obowiązującą wiedzą, ale ma 

mi  się  uobecnić drogą przekonania  się  samemu.  I ma się  stawać  coraz 

jaśniejsza, bardziej świadoma, a świadomość ma posuwać ją naprzód.

 

Co znaczy więc wiara?

 

Nieodłączne  są  w  niej  wiara,  z  której  wynika  moje  przeświadczenie, 

oraz  uchwycona  przeze  mnie  treść  wiary  -  wiara  jako  spełniony  akt  i 

wiara, jaką przyswajam sobie w tym akcie -fidesąua creditur i fides ąuae 
creditur.  
Subiektywna  i  obiektywna  strona  wiary  są  jedną  całością.  Jeśli 

wezmę  tylko  stronę  subiektywną,  pozostanie  wiara  jako  wierzenie,  wiara 

bez przedmiotu, wiara, która niejako w siebie samą wierzy, wiara w istocie 

bez  treści.  Jeśli  wezmętylko  stronęobiektywną,  pozostanie  treść  wiary  jako 
przedmiot, jako twierdzenie, dogmat, stan; coś, co niejako jest martwe.

 

Tak  więc  wiara  jest  wprawdzie  zawsze  wiarą  w  coś.  Ale  nie  mogę  po-

wiedzieć  ani,  by  była  to  prawda  obiektywna,  która  nie  zostaje  określona 

przez  wiarę, lecz  raczej  sama ją  określa  -  ani  by  była to  prawda  subie-

ktywna,  której  nie  określa  przedmiot,  lecz  raczej  ona  go  określa.  Wiara 

jest jednością czegoś,  w czym  my  odróżniamy  podmiot i przedmiot jako 

wiarę, na podstawie której wierzymy, i wiarę, którą wierzymy.

 

Kiedy więc mówimy o wierze, będziemy mieli na myśli coś, co ogarnia 

podmiot i przedmiot. Tu tkwi cała trudność, gdy chcemy mówić o pojęciu 
wiary.

 

Przypomnijmy  tu  wielką  naukę  Kanta,  która  miała  poprzedników  w 

filozofii  Zachodu  i  Azji,  a  której  podstawowa  myśl  musiała  pojawić  się 

wszędzie,  gdziekolwiek  w  ogóle  uprawiano  filozofię,  lecz  jako  myśl  uświa-

domiona  i  wywiedziona  metodycznie  dopiero  u  Kanta  stała  się  elementem 

filozoficznego  rozjaśnienia-  wprawdzie  i  tu  w  postaci  historycznej,  lecz  w 

zasadzie  już  na  zawsze.  Jest  to  myśl  o  zjawiskowości  naszego  istnienia 
rozszczepionego  na  podmiot  i  przedmiot,  przykutego  do  przestrzeni i  czasu 

jako do form naoczności, do kategorii jako form myślenia. Cokolwiek ma 

byt, musi stać się dla nas przedmiotem w tych formach i dlatego staje  się 
zjawiskiem, jest dla  nas takie, jakie znamy,  nie jest dla  nas takie, jakie  jest 

samo  w  sobie.  Byt  nie  jest  ani  przedmiotem  stojącym  przednami,  kiedy  go 

spostrzegamy lub o nim myślimy, ani podmiotem.

 

Podobnie wiara. Jeśli wiara nie jest ani treścią jedynie, ani tylko aktem 

podmiotu,  lecz  korzenie  jej  tkwią  w  czymś,  co  jest  wehikułem  zjawisko-

wości, to uprzytomnić ją może tylko coś, co nie jest ani przedmiotem, ani 

podmiotem,  lecz  jest  jednością  jednego  i  drugiego,  która  pojawia  się  roz-
szczepiona na podmiot i przedmiot. Nazywamy byt, który nie jest ani

 

 

 

12

 

13

 

background image

 

 

 

 

jedynie podmiotem, ani tylko przedmiotem, lecz raczej w rozszczepieniu na 

podmiot  i  przedmiot  leży  po  obu  stronach  O g a r n i a j ą c y m   (das 
Umgreifende)*.  
Chociaż  nie  może  on  stać  się  dla  nas  adekwatnie  przed-

miotem, kiedy uprawiamy filozofię, mówimy wychodząc od niego i do 

niego zmierzając.

 

Wydaje  się,  że  wiara jest c z y m ś   b e zp o śre d n i m   w  przeciwień-

stwie do wszystkiego, co zapośrednicza rozum. Wiara byłaby zatem przeży-

ciem, przeżyciem Ogarniającego, które przypada mi w udziale lub nie.

 

Lecz wydaje się, że w takim ujęciu zbacza na tory czegoś, co daje się 

psychologicznie opisać, czegoś, co się nam przydarza, coś, co właściwie 

jest podstawą i źródłem naszego bytu. Dlatego Kierkegaard mówi: „Coś, 

co  Schleiermacher  zwie  religią, a  dogmatycy  heglowscy  wiarą,  jest  w 

gruncie rzeczy niczym innym niż pierwszym i bezpośrednim warunkiem 
wszystkiego - witalnym fluidem - atmosferą duchową, którą oddychamy" 
(Dzienniki, 1,54). Wiara, która „się tak rozpływa, roztapia w mgle", nie jest 

wiarą, mówi Kierkegaard mając na myśli wiarę chrześcijańską.

 

Kierkegaard upatruje istotną cechę wiary w tym, że zmierza do histo-

rycznej niepowtarzalności i sama jest zjawiskiem historycznym. Nie jest to 

przeżycie,  nie  jest  to  coś  bezpośredniego,  co  można  opisać  jako  dane. 

Wiara jest raczej dogłębnym uświadomieniem sobie źródła bytu za po-

średnictwem historii i myślenia.

 

Wiara filozoficzna uświadamia to sobie. Dla niej wszelkie uprawianie 

filozofii  w  dziele  ujętym  w  słowa  jest  tylko  przygotowaniem  lub  przypo-

mnieniem,  tylko  bodźcem  lub  potwierdzeniem.  Dlatego  żadna  filozofia 

jako wytwór myśli nie może sensownie stanowić zamkniętej w sobie ca-

łości. Dzieło myśli zawsze jest połowiczne i aby było prawdą musi dojść 

ktoś, kto nie tylko pomyślał je sobie jako pewną myśl, lecz zarazem sprawił, 

że tym samym w jego własnej egzystencji pojawiło się historycznie.

 

Pojęcia stanowiące kategorię specyficzną dla Jaspersa, której treść odbiega 

od  potocznie  przyjętej  piszemy  -  z  wyjątkiem  rozdz.  III,  gdzie  tłumacz 

zgłosił sprzeciw - z dużej litery.

 

Dlatego ten, kto uprawia filozofię, zachowuje swobodę wobec swoich 

myśli.  Wiarę  filozoficzną  należy  scharakteryzować  negatywnie:  nie  może 

stać się wyznaniem. Myśl jej nie staje się dogmatem. Wiara filozoficzna nie 

zna  trwałego  oparcia  w  czymkolwiek  skończonym  na  świecie,  bo  tylko 

posługuje się swymi twierdzeniami, pojęciami i metodami, lecz im się nie 

poddaje.  Jej  substancja  jest  po  prostu  historyczna  i  nie  można  jej  ustalić 

ogólnie, choć tylko w ogólnikach może się ona wyrazić.

 

A  zatem  wiara  filozoficzna  musi w  historycznie  określonej  sytuacji 

czerpać stale ze źródeł. Nie zaspokaja jej żaden stan. Stale musi ponosić 

ryzyko maksymalnej otwartości. Nie może powoływać się na siebie jako na 

wiarę, od której nie ma apelacji.

 

Natomiast zawsze musi się objawiać w sposobie myślenia i uzasadniania. 

W  filozofii  zagubieniem  grozi  już  sama  patetyczność  niezaprzeczalnych 

twierdzeń, które brzmią jak objawienie.

 

Nie należy jednak wyobrażać sobie ogólności prawdziwej wiary jako 

powszechnego obowiązywania jej treści, nie należy jej uznawać za bez-

pośrednią oczywistość ani obiektywnie ustalać jako pewnego stanu histo-

rycznego, lecz trzeba tylko upewnić się o niej przez historyczny ruch w 
czasie. To jednak ma miejsce tylko w r a m a c h  O g a r n i a j ą c e g o ,   nie 

będącego ani tylko przedmiotem, ani tylko podmiotem. Teraźniejszość, która 

ukazuje się w historii, zawiera w sobie źródła wszelkiej wiary.

 

Aby  uzyskać  pojęcie  Ogarniającego,  musimy  rozjaśnić  Ogarniające. 

Odnawiająca  się  stale,  zawsze  zapośredniczona  bezpośredniość  Ogarnia-

jącego, ta ostateczna teraźniejszość istnieje na wiele sposobów. Ogarniające 

w  naszym  rozjaśnieniu  okazuje  się  wielością  rodzajów  Ogarniającego. 

Posłużę  się  -  ze  względu  na  naszą  tradycję  filozoficzną  -  t  a  k  i  m 
s c h e m a t e m ,  który mogę teraz pokrótce tylko przedstawić (spróbujcie, 

proszę,  przez  chwilę  dokonać  wraz  ze  mną  rzeczy  niemożliwej:  w 

ramach jedynie dla nas możliwego myślenia przedmiotowego przekroczyć 

to  myślenie,  wyjść  poza  przedmiotowość  za  pomocą  myślenia 

przedmiotowego, dokonać czegoś, bez czego  faktycznie nie ma żadnej 

filozofii, ale co ja pokazuję tu tylko za pomocą pewnego schematu):

 

Ogarniające  albo  jest  b y t e m   s a m y m   w  sobie.którynasobej-

muje, albo bytem, którym my jesteśmy.

 

Byt, który nas obejmuje, zwie się światem i Transcendencją.

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

\ 

l 

14

 

15 

background image

 

 

 

 

Byt, którym my jesteśmy, zwie się Istnieniem [Daseiri], Świadomością 

[Bewusstsein Uberhaupt], Duchem, z wie się Egzystencją.

 

a) Byt, który nas obejmuje. - Ten byt, który jest, nawet gdy nas nie ma, i 

który nas obejmuje, choć nie my nim jesteśmy, jest dwojakiego rodzaju: 

jest  to  świat,  czyli  byt,  którego  malutką  cząstką  jest  pewna  strona 

naszej istoty, kiedy cały świat jako byt, którym my nie jesteśmy, nas 

ogarnia; jest to Transcendencja, czyli byt po prostu od nas różny, w 

którym żadnego udziału nie mamy, ale w którym tkwią nasze podstawy i 

do którego się odnosimy.

 

aa) Ś w i a t: świat w całości nie jest przedmiotem, lecz ideą. Wszystko, co 

poznajemy, jest w świecie, światem nie jest nigdy.

 

bb)Tr anse   e n d e n c j   a: Transcendencją jest byt, który nigdy nie staje 

się światem, ale niejako przemawia przez byt w świecie. Transcendencja 

jest  wtedy  tylko,  kiedy  świat  nie  istnieje  samoistnie,  kiedy  nie  ma 

podstaw sam w sobie, lecz odsyła do czegoś poza sobą. Jeśli świat jest 

wszystkim, to nie ma Transcendencji. JeślijednakTranscendencjajest, to 

byt świata jest wskazówką, która może na nią wskazywać.

 

b ) B y t ,  k t ó r y m  my j e s t e ś m y.-Uświadamiamy sobie własny 

byt na następujące sposoby:

 

aa)Jesteśmy  I s t n i e n i e m :   żyjemy  w  otaczającym  nas  świecie  jak 

wszystko, co żywe. Ogarniające tego żywego bytu staje się przedmiotem 

badania  w  swoich  przejawach,  w  powstawaniu  życia,  w  przybieraniu 
postaci  cielesnej,  w  funkcjach  fizjologicznych,  w  dziedzicznie 

przekazanych  kształtach,  w  przeżyciach  psychicznych,  w  zachowa-

niach, w strukturach otaczającego świata. Człowiek, i on tylko, dodaje 

do tego języki, narzędzia, wytwory, czyny, wytwarza sam siebie jako 
przedmiot. Wszelkie życie poza życiem ludzkim jest tylko istnieniem w 

otoczeniu. Natomiast pełnia przejawów Istnienia ludzkiego bierze się 

stąd,  że  dalsze  rodzaje  Ogarniającego  wchodzą  w  nie,  że  albo  są 

nośnikiem tego Istnienia, albo muszą mu służyć.

 

bb)  Jesteśmy  Ś w i a d o m o ś c i ą   rozszczepioną  na  podmiot  i  przed-

miot. Tylko to, co wchodzi do tej świadomości, jest dla nas bytem. 

Jesteśmy  świadomością  wszechogarniającą,w  której  wszystko,  co  ist-

nieje, można pomyśleć sobie, znać i poznawać w formach przedmio-

 

towości. Przełamujemy granice świata, który nas tylko otacza, i docie-

ramy do idei świata, do którego należą wszystkie światy otaczające, co 

więcej, wykraczamy w myśleniu poza świat i możemy sprawić, że znika z 

naszej myśli tak jakby go nie było.

 

cc) Jesteśmy Duc hem:  życie duchowe to życie idei. Idee - np. praktyczne 

idee  naszego  zawodu  i  zadań,  jakie  mamy  urzeczywistnić,  albo 

teoretyczne idee świata, duszy i życia - kierują nami jako tkwiące w nas 

pobudki,  jako  znamię  sensownej  całości  w  rzeczach,  jako  metoda  sy-
stematycznego  wnikania,  przyswajaniasobieiurzeczywistniania.  Idee 

przedmiotami nie są, pojawiają się jednak w schematach! postaciach. 

Działają  bieżąco,  a  zarazem  są  nieskończonym  zadaniem.  Te  trzy 

sposoby  bytu  Ogarniającego  -  Istnienie,  Świadomość,  Duch  -są 

sposobem,  w  jaki  my  jesteśmy  światem;  tj.  kiedy  Ogarniające  obie-

ktywizuje się w czymś przedmiotowym, pojawiamy się empirycznie w 

adekwatny  sposób  jako  przedmioty  badań  biologicznych  i  psychologi-
cznych,  socjologicznych i humanistycznych.  Ale byt nasz na tym się 
nie wyczerpuje.

 

dd)  Jesteśmy  możnością  E g z y s t e n c j i :  życie  nasze  wypływa  ze 

źródła leżącego poza naszym Istnieniem, które staje się empiryczne i 

obiektywne, poza Świadomością i Duchem. Ta istota nas samych daje o 

sobie znać:

 

1 . w n i e z a d o w o l e n i u ,   jakiego  człowiek  stale  doznaje,  zawsze 

bowiem nie przystaje do swego Istnienia, swojej wiedzy, swego świata 
duchowego;

 

2.w  b e z w z g l ę d n y m   w y m o g u   [dem  Unbedingten],któremu 

podporządkowuje się jego Istnienie jako czemuś, czym właściwie on 
sam jest [Selbstsein], lub czemuś, co do niego zrozumiale i w obowią-

zujący sposób powiedziano;

 

3.w  n i e u s t a n n y m   d ą ż e n i u   do  j e d n o ś c i ;   człowiekanie 

zadowala bo wiem jeden sposób bytu Ogarniającego ani wszystkie naraz, 

lecz  dąży  do  jedności  w  samej  podstawie,  a  jest  nią  wyłącznie  byt  i 

wieczność;

 

4.  w  świadomości,  że  posiada  nieuchwytne  w s p o m n i e n i e ,   tak 

jakby  wiedział o  współuczestnictwie  w  stworzeniu  świata  (Schelling) 

lub mógł przypomnieć sobie coś, co oglądał zanim w ogóle był świat

 

 

 

Wyklad pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

16

 

17

 

background image

 

 

 

 

(Platon);  w  świadomości  n ieśmierteln ości ,   która  nie  jest  dal-

szym życiem w innej postaci, lecz jest schronieniem w wieczności z wy-

mazaniem czasu i ukazuje się człowiekowi jako droga do nieustannego 

działania nadal w czasie.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ma w każdej postaci dwa bieguny: 

podmiot i przedmiot.

 

Jako  I s t n i e n i e   jestem  światem  wewnętrznym  i  światem  otaczają-

cym;

 

jako Ś w i a d o m o ś ć  - świadomością i przedmiotem;

 

jako D u c h - ideą tkwiącą we mnie i ideą wychodzącą mi naprzeciw 

od przedmiotu, obiektywną;

 

jako E g z y s t e n c j a -  Egzystencją i Transcendencją.

 

Ogarniające, którym ja sam jestem, ogarnia niejako Ogarniające, którym 

jest  sam  byt,  a  zarazem  zostaje  przez  nie  ogarnięte.  Byt  ten  zwie  się 

„światem" jako biegun w trzech pierwszych przypadkach i tu występuje 

jako  świat  otaczający,  jako  przedmiotowość  wszystkiego,  co  można  po-

znać, jako idea. W czwartym przypadku zwie się Transcendencją.

 

W i a r ą  w se n si e  n a j s z e r s z y m  nazywa się występowanie w 

tych biegunowościach. Takiego bowiem występowania nie może w żadnym 

wypadku narzucić rozum, lecz ma ono zawsze własne źródło, niezależne od 

mej woli, natomiast ja jestem, chcę i wiem czerpiąc z niego.

 

I s t n i e n i e jest dla nas czymś tak oczywistym, że nie uświadamiamy 

sobie najczęściej tajemnicy zawartej w samej świadomości rzeczywistości: 

po prostu jestem ja, są rzeczy. Bywają chorzy pozbawieni przez pewien 

czas  świadomości  rzeczywistości.  Daremnie  tupią  w  ziemię,  by  się 

przekonać, że istnieje realnie. Wszystko wydaje im się pozorem. Czują się 

martwi, mary, które nie żyją, a w pewnych przypadkach ciężkiego obłędu 

sądzą, że jako takie nieżywe mary będą musieli żyć wiecznie. Nazywają 

siebie figurantami lub posługują się innymi słowami, które mają wyrazić ich 

nierzeczywistość.  Kartezjańskie  cogito  ergo  sum  jest  na  pewno  aktem 

myślowym, ale nie może zmusić do uznania, że to, co realne w świado-

mości, istnieje faktycznie.

 

Jako Świadomość   dowiaduję się, że obowiązuje to, co słuszne. Tej 

oczywistości nie mogę się oprzeć. W każdym przypadku z osobna muszę

 

uznać, że coś jest lub nie jest słuszne, inaczej nie mogę. Lecz sama ta 

oczywistość jest bezpośrednia i nieprzekraczalna.

 

Jako  D u c h   mampełnoidei,którepozwalająmiuchwycićkażdąideę 

wybiegającą mi naprzeciw. Co w intelekcie się rozszczepia, tutaj zawsze 
się zbiega i staje się duchowym ruchem. Kiedy idee znikają, świat rozpada 

się na nieskończoną ilość rozproszonych przedmiotów.

 

E g z yst e n c j ą   jestem, gdy wiem, że jestem podarunkiem Transcen-

dencji dla mnie. Mojej decyzji nie zawdzięczam tylko sobie. Mój samo-
istny byt jest bytem darowanym mi w mojej wolności. Może mi siebie 

zabraknąć i żadna wola moja nie zdoła mi siebie podarować.

 

Otóż  pewność  rzeczywistości,  oczywistość,  ideę  nazywamy  wiarą  w 

szerszym sensie. Jako Istnienie coś istnieje niejako instynktownie, jako 

Świadomość - na pewno, jako Duch - na mocy przekonania. Ale wiara 

właściwa  jest  aktem  Egzystencji,  w  której  nastąpiło  uświadomienie  rze-

czywistości Transcendencji.

 

Wiara  jest  życiem  płynącym  z  Ogarniającego,  jest  pokierowaniem 

przez Ogarniające i spełnieniem dzięki niemu.

 

Wiara płynąca z Ogarniającego jest wolna, bo nie utrwalona w wyab-

solutyzowanej skończoności. Ma charakter płynny (jeśli idzie mianowicie 

o możliwość jej wyrażenia) - nie wiem, czy wierzę ani w co wierzę -a 

zarazem  bezwzględny  (w  praktycznym  działaniu  i  w  bezczynności,  które 

wynikają z decyzji).

 

Mówienie  o  niej  wymaga  podstawowej  operacji  filozoficznej:  trzeba 

przekraczając wszelką przedmiotowość upewnić się co do ogarniającego w 

myśleniu,  które  nieuchronnie  jest  zawsze  przedmiotowe,  to  znaczy: 

będąc uwięzionym w bycie, który ukazuje się rozszczepiony na podmiot i 

przedmiot,  wydostać  się  z tego  więzienia,  mimo  że  naprawdę  nie można 

wyjść poza jego obszar.

 

Coś w nas wzdraga się przed tą podstawową operacją, a tym samym 

przed  myśleniem  filozoficznym.  Pragniemy  zawsze  czegoś  uchwytnego. 

Dlatego myśl filozoficzną ujmujemy błędnie tak jakby była poznaniem 

przedmiotowym. Jak kot na cztery łapy popadamy zawsze w uchwytność 

przedmiotową.  Wzdragamy  się  przed  filozoficznym  zawrotem  głowy, 
przed pomówieniem, że stajemy na głowie. Chcielibyśmy, rzec można,

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

18

 

19

 

background image

 

 

 

 

zachować „zdrowie" trzymając się naszych przedmiotów i uniknąć odro-
dzenia naszej istoty w toku [ich] przekraczania.

 

Ale nic nam to nie  pomoże. Zniechęceni możemy wycofać się na po-

zycje tzw. zdrowego rozsądku, ale kiedy chcemy wtłoczyć wszystko w 

jego  formy,  popadamy  właśnie  w przesąd,  którego  charakterystycznym 

rysem jest, że wszystko, czym wykraczając poza rozdarcie na podmiot i 
przedmiot jest sam byt, zastyga w przedmiot i w ten sposób staje się 
uchwytne.

 

Wiara filozoficzna z sumieniem uczulonym na przesąd, jakim jest wiara w 

przedmiot,  nie  nadaje  się  więc  do  wyznania  w  twierdzeniach.  To,  co 

obiektywne,  musi  być  ruchome  i  niejako  rozpłynąć  się  w  dym,  tak  aby, 

gdy zanika przedmiotowość, właśnie w tym zaniku jasno ukazała się pełna 

świadomość  bytu.  Dlatego  wiara  filozoficzna  zawsze  mieści  się  w  dia- 
lektyce, 

która 

wszystko 

roztapia 

znosi.

 
"

 

D i a l e k t y k a^pa wiele rozmaitych znaczeń. Wspólne jest jej to tylko, że 

istotne znaczenie maj ą w niej przeciwieństwa. Dialektyką zwie się , logiczne 

przechodzenie  przez  antytezy  do  syntezy.  Dialektyką  zwie  się  \  realny 

proces, w którym przeciwieństwa przechodzą w siebie nawzajem, łączą się, 

tworzą  coś  nowego.  Ale  dialektyką  zwie  się  też  spotęgowanie  

przeciwieństw  w  nierozwiązywalne  antynomie,  popadanie  w  nieroz-

wiązywalność,  w  sprzeczność  -  zwie  się  tak  też  docieranie  do  granic, 

gdzie  byt  okazuje  się  absolutnie rozdarty,  gdzie mój  właściwy  byt  staje  się 

sprawą wiary, a wiara uchwyceniem czegoś na pozór absurdalnego.

 

W wierze filozoficznej mieści się struktura takich dialektyk.

 

Tak jak nierozerwalne są byt i nicość, jak mieszczą się w sobie nawzajem, 

a  potem  znów  radykalnie  odpychają,  tak  też  wiara  i  niewiara  są  nie-

rozłączne, po czym znów namiętnie się odpychają.

 

Przeciwieństwa Istnienia. Ducha, świata dochodzą do pojednania w 

harmonijnej wizji całościowej, tę zaś przełamuje bunt Egzystencji przeciw 
tej nieprawdzie.

 

Wiara wycofuje się, kurczy do minimum na granicy niewiary, by tu, 

skupiona w punkt, przejść do rozprzestrzenienia się w dal. W ten sposób 

mogę kurczowo uczepić się mego w pustkę przechodzącego Ja - cogito 
ergo sum - 
mojej dumy z wewnętrznej niezłomności - sifractus illabatur 
orbis, impavidum ferient ruinae 
-postawy nieruchomego obserwatora:

 

tak już jest - potępienia świata bez reszty („zwracam bilet wstępu"). Za 

każdym razem łudzę się, że jestem jeszcze, skoro nie chcę być niczym, że 

mógłbym  jeszcze  być  nie  podlegając  warunkom  skończoności  w  świecie. 

Doświadczywszy  nicości,  właściwie  uskrzydlony  dopiero  przez  doświad-

czenie kresu, puszczam się w dal, znów wierząc ufnie, by rozjaśnić wszelkie 

rodzaje Ogarniającego, którym sam jestem i w którym się odnajduję.

 

Wiara filozoficzna przechodzi wprawdzie przez nicość, lecz nie wyrasta z 

bezdenności. Nie zaczyna od zera, choć jest pierwotna. Czemu wierzysz? - 

ojciec  mi  powiedział.  Ta  odpowiedź  Kierkegaarda  obowiązuje  w 

zmienionej postaci także w filozofii.

 

Wiara filozoficzna jest zawarta w tradycji. Wprawdzie wiara ta istnieje 

tylko w refleksji każdej jednostki nad sobą, nie ma obiektywnego oparcia w 

instytucji, jest tym, co pozostaje, gdy wszystko się załamuje, a jednak nie 

ma jej, gdy chcemy się jej uchwycić szukając pomocy w świecie. Ale w 

teraźniejszości pojawia się zawsze, ilekroć wraca się do siebie samego pod 

wpływem  tradycji.  Dlatego  filozofię  określa  jej  historia,  a  historia 

filozofii zawsze staje sięcałością, kiedy uprawia się filozofię tak jak się to 
czyni obecnie.

 

W  dziej  ach  nie  osiągnięto  dotądrńgdyphilosophiaeperennis,  a  jednak 

tkwi ona stale w idei uprawiania filozofii i w całym obrazie prawdy filo-

zoficznej jako jej historii przez trzy tysiące lat, które stają się jedną jedyną 

teraźniejszością.

 

Zadaje się - zwłaszcza w obliczu osiągnięć religii - pytanie: czy filo-

zofia pomaga w biedzie? Pytanie takie zadaje ten, kto szuka obiektywnego, a 

nawet zmysłowo uchwytnego mocnego oparcia. Takiego oparcia w filozofii 

jednak nie ma. Mieć w filozofii mocne oparcie znaczy zastanowić się nad 

sobą, nabrać tchu uprzytomniając sobie Ogarniające, zdobyć siebie samego 

będąc sobie podarowanym. Wiara filozoficzna wie, że zdana jest na siebie, 
niezabezpieczona, pozbawiona schronienia.

 

A jednak tradycja filozoficzna jest czymś w rodzaju podpory. Mamy 

przed oczami faktyczne filozofowanie w przeszłości, wielkich filozofów, 

dzieła  filozoficzne.  Ale  kiedy  w  dziełach poszczególnych  filozofów ko-

chamy ich samych, nie możemy przecież zobaczyć nigdy w człowieku 

więcej niż człowieka i musimy zawsze dostrzegać też błąd i granice, i 
niepowodzenie. Nawet najszczytniejsza tradycja zawsze tkwi w czasie,

 

 

 

Pojęcie wiary filozoficznej

 

Wyklad pierwszy-

 

21

 

20

 

background image

 

 

 

 

mi daje ani mocnego oparcia, ani realnej wspólnoty, nie staje się zbiorem 

świętych ksiąg ani nie zna dzieła, które obowiązuje bez reszty. Prawda 

nigdzie nie jest dana w gotowej postaci, natomiast całe dzieje filozofii od 

Chin po Zachód są jej niewyczerpalnym źródłem, które tryska jednak 

wtedy tylko, kiedy sięga się po nie z współczesnych powodów celem 
urzeczywistnienia jej na nowo.

 

Wdzięczność za możliwość kontynuacji takiej rozmowy z przeszłością 

znajduje symboliczną personifikację w „Filozofii". Przywykło się mówić 

o  niej  jak  o  jakiejś  istocie.  Personifikacji  takiej  dokonał  Cyceron,  a 
najdobitniej Boecjusz.

 

Wiara  filozoficzna nie darzy jednak przekazanej  filozofii ślepym po-

słuszeństwem, chociaż darzy ją czcią.Historia nie staje się dla niej auto-

rytetem, lecz jest tylko nieustanną obecnością zmagań duchowych.

 

Historia jest wieloznaczna. Jakże łatwo schodzi filozofia na manowce, 

gdy staje się wyznaniem wiary, gdy kostnieje w dogmat, gdy rodzi szkoły 

jako wspólnoty instytucjonalne, gdy pozwala, by tradycja stała się auto-

rytetem, gdy ubóstwia przywódców szkół i gdy dialektycznie popada w 

nieobowiązujące zabawy. Wiara filozoficzna wymaga trzeźwości a zarazem 

ogromnej powagi. Być może zbłądzenia filozofii wysuwają się na czoło 

jej przejawów. Być może częściej rozumiano wielkie myśli źle niż dobrze. 

Być może całe np. dzieje platonizmu (poczynając od Speuzypa) są przede 

wszystkim historią wypaczeń i zatracania, a z rzadka tylko odnajdowania na 

nowo  [myśli  Platona].  Niezgodnie  z  sensem  filozofii  ludzie  za  jej 

pośrednictwem  znaleźli  drogę  do  nihilizmu.  Dlatego  filozofia  uchodzi  za 

niebezpieczną. Nieraz uważa sieją właściwie za niemożliwą.

 

Odnaleźć w dziej ach filozofii w bezładnym stosie poślizgnięć drogę do 

prawdy, która w niej się otworzyła, można tylko na podstawie wiary filo-

zoficznej, zawsze oryginalnie, umiejąc rozpoznać się na nowo w cudzych 

myślach.

 

Przełożył Jan Carewicz

 

Wykład drugi  

Treści wiary filozoficznej

 

Po  filozofii  oczekuje  się  poznania  zniewalającego  rozsądek,  oczekuje 

się czegoś, co każdy musi uznać za słuszne i może potem znać nie potrze-

bując wiary.

 

Filozofia faktycznie nie powołuje się na żadne objawienia ani żaden 

autorytet.  Lecz  to,  co  filozofujący  człowiek  poznaje  rozumem,dalece  wy-

kracza poza poznanie zniewalające rozsądek. Jest to coś, co rozum poj-

muje jako prawdę sam z siebie, co uobecnia całą swą istotą, wszystkimi jej 
organami.

 

Kiedy  człowiek  uprawia  filozofię,  wychodzi  poza  samą  tylko  swoją 

naturalność, lecz na mocy własnej istoty. Tym, co zdobywa w tym prze-

łomie jako byt i jako siebie samego, jest jego wiara. Kiedy filozofujemy, 

odbywamy  drogę  do źródeł wiary,  która  przysługuje  człowiekowi jako 

człowiekowi.

 

Myśli  filozoficzne  każdy  człowiek  uprawia  w  zalążku,  nieraz  w  naj-

czystszej  postaci  jako  dziecko.  Zadaniem  filozofii  jako  myślenia  upra-

wianego zawodowo jest odszukanie takich toków myśli, wyjaśnienie ich i 

rozwinięcie  oraz  powtórzenie  przez  rozpoznanie  ich  w  myślach  rozwi-

janych przez tysiąclecia. Mieści się w tym, po pierwsze, refleksja nad 
z a k r e s e m   t r e ś c i   w i a r y   (czyli  rozważania  metodyczne),  a  po 

wtóre, refleksja nad samymi treściami wiary.

 

Pierwszą już podjęliśmy. Po wtórzę ją raz jeszcze pokrótce w innej postaci.

 

1. Zakres treści

 

Zakres ten otwierają przed nami cztery pytania: co wiem? - co właściwie 

istnieje?  -  czym  jest  prawda?  -jak  uzyskuję  wiedzę?  Odpowiadamy 

posługując się pojęciami rozwiniętym w pierwszym wykładzie.

 

P y t a n i e   p i e r w s z e :   co  w i e m ?   Odpowiedź:  wszystko,  o 

czym  wiem,  jest  rozszczepione  na  podmioti  przedmiot,  jest  przedmiotem 
(obiektem) dla mnie, zjawiskiem, nie istnieje samo w sobie. Ale w tym

 

 

 

Wykład pierwszy-

 

22

 

23

 

background image

 

 

 

 

rozszczepieniu podmiot i przedmiot są z sobą związane. Nie ma przed-

miotu bez podmiotu, ale nie ma też podmiotu bez przedmiotu. Wszystko 

wiec, co poznaje jako byt, jest zawsze całością rozszczepioną na podmiot i 

przedmiot, a nie jedną j ej stroną.

 

Są rozmaite rozszczepienia na podmiot i przedmiot: Istnienie mieści 

się  w  otaczającym  świecie;  Świadomość  staje  w  obliczu  przedmiotów; 

Duch żyje w ideach, Egzystencja odnosi się do Transcendencji. Lecz 

świat  otaczający,  idee,  Transcendencja  stają  się  pomyślanymi  przed-

miotami  dopiero  w  Świadomości  na  skutek  uprzedmiotowienia  w 
schematach i symbolach.

 

Wszystko, o czym wiem, jest zatem bytem obiektywnym w Świado-

mości i wobec tego jest ograniczone; ale w swej skończoności może być 

odskocznią dla transcendowania.

 

P y t a n i e   d r u g i e :   co  w ł a ś c i w i e   i s t n i e j e ?   Odpowiedzi 

nie szuka się i nie znajduje jej wyliczając mnóstwo istniejących bytów, 

lecz przez uchwycenie tego, co jest samo przez się, czyli naprawdę. Po-

nieważ pytanie zadajemy zawsze w ramach rozszczepienia na podmiot i 

przedmiot, byt zaś musi wykraczać poza podmiot i przedmiot,czyli obej-

mować oba, zatem pytanie o byt jest zarazem pytaniem o tego, kto pyta. 

Odpowiedź musi pokazać, że byt dla nas nieodłączny jest od tego, czym 

my sami jesteśmy; albowiem byt za pomocą istoty naszego bytu musi 

umożliwić pytanie o byt i być dla tego pytania dostępny.

 

Otóż istnieją stereotypowe odpowiedzi napytanie o byt (po części trafne, 

po  części  wręcz  chybione).  Najpierw  uważano  za  byt  lub  za  podstawę 

wszelkiego  bytu  coś  p r z e d m i o t o w e g o , a  istniejącego  na  świecie: 

materię, łady przestrzenne, obrazy świata. Byt jest przedmiotem.

 

Albo na odwrót: t o ,  co s u b i e k t y w n e ,  uchodziło za coś, z czego 

wyrasta,  z  czego  zostaje  stworzony  wszelki  byt,  co  ulega  uprzedmio-

towieniu. Byt jest wytworem jaźni.

 

A  wreszcie  po  oczyszczeniu  od  przypadkowo  określonego  materiału 

pomyślano  sobie  byt  jako  pewne  s t r u k t u r y   m y ś l o w e   (kategorie), 

które pozwalają ująć wszelki byt, bo zawarte są w samym bycie. Kiedy 

sięmyśli o bycie, pojawia siębezpośrednio oczywistość, że byt jest, że go 

nie ma, że się staje, jest obecny, jest czymś, jest substancją, przyczyną, 
skutkiem itd. Byt to logos.

 

Niezadowolenie  z  każdej  takiej  ontologii  kieruje  nasząuwagęna  osob-

liwość uzyskiwania w filozofii pewności co do bytu:

 

1. Jeśli to, co właściwie jest, n i e  j e s t  p r z e d m i o t e m  w sensie 

przedmiotu dla podmiotu, to wymyka się ono tego rodzaju poznaniu, 

które oznacza wiedzę przedmiotową o czymś. Ale ponieważ widzimy, 

że  wszystko,  co  jest  dla  nas  przedmiotem,  obarczone  jest 

zjawiskowością w odróżnieniu odbytu samego w sobie, zatem byt jako 
zjawisko wskazuje na byt właściwy, który przemawia przez zjawisko i 

który się w zjawisku wyczuwa.

 

2. Jeśli to, co właściwie jest, nie jest  przeżyciem w znaczeniu pod-

miotu  dla  obserwującej  je  indywidualnej  świadomości  [punktuelles 
Bewusstsein], 
to wymyka się również poznaniu psychologicznemu. Ale 

ponieważ  wszelkie  przeżycie  jest  jakąś  obecnością  bytu,  zatem 

istnienie w subiektywności jest zasadniczym przejawem bytu; przeżywanie i 

rozumienie są procedurą niezbędną, by upewnić się co do bytu.

 

3. Jeśli to, co właściwie jest, nie j e s t   m y ś l o w ą   s t r u k t u r ą   ka-

tegorii, nie jest logosem, w takim razie wymyka się też poznaniu logi-
cznemu.

 

Ale ponieważ wszystko, co istnieje dla nas, musi jakoś zostać pomy-

ślane,  zatem  znajomość  kategorii  jest  warunkiem  jasności  przy  upra-
wianiu filozofii.

 

Nazwaliśmy  właściwy  byt,  który  nie  jest  ani  przedmiotem,  ani  pod-

miotem, lecz przejawia się w całości rozszczepionej na podmiot i przed-

miot i musi wypełnić kategorie - Ogarniającym.

 

Napytanie,  co  właściwie  jest,  trzeba  zatem  znaleźć  odpowiedź  drogą 

rozjaśnienia rodzajów Ogarniającego - tj.  świata i Transcendencji -  Ist-

nienia,  Świadomości,  Ducha,  Egzystencji.  Skoro  jednak  wszystkie  te  ro-

dzaje Ogarniającego mają tę samą podstawę, zatem odpowiedź w końcu 

brzmi: bytem właściwym jest Transcendencja (czyli Bóg), a rzeczywiste 

zrozumienie tego  zdania obejmuje wszelką  wiarę  filozoficzną i  wszelkie 

rozjaśniające myślenie filozoficzne, lecz nie można tego dokonać inną 

drogą  niż  przechodząc  przez  wszystkie  rodzaje  Ogarniającego  po  kolei. 
P y t a n i e   t r z e c i e :   c z y m   j e s t   p r a w d a ?   Odpowiedź:  w 

każdego  rodzaju  Ogarniającym,  którym  my  jesteśmy,  tkwi  korzeniami 

swoisty sens prawdziwości.

 

 

 

Treści wiaty filozoficznej

 

Wykład drugi-

 

24 

25

 

background image

 

 

 

 

W I s t n i e n i u  prawda polega na bezpośredniej zmysłowej obecności, 

na  przydatności  w  życiu,  na  instynkcie,  na  praktyce  i  tym,  co  korzystne 
[das Opportune],

 

W Ś w i a d o m o ś c i   prawda polega na niesprzeczności tego, co daje 

się pomyśleć przedmiotowo w ogólnych kategoriach.

 

W D u c h u  prawda polega na przeświadczeniu o ideaca

 

W  E g z y s t e n c j i   prawda  polega  na  wierze  we  właściwym  sensie 

tego  słowa.  Prawdą  zwie  się  świadomość  Egzystencji  odniesionej  do 
Transcendencji.

 

Wszelka prawdziwość wyraża się przez pryzmat Świadomości, która 

dostarcza jednak w tym przypadku tylko form słuszności, podczas gdy 

źródło prawdy pochodzi z innych rodzajów Ogarniającego.

 

P y t a n i e   c z w a r t e :   j a k   u z y s k u j ę   w i e d z ę ?   Kiedy poja-

wia się wątpliwość, pragnę uzasadnienia. Pytam o sposób, w jaki uzyskuję 

wiedzę, o sens i granice tej wiedzy. Jasne staje się wówczas, że każda 

prawda obecna jest w jakimś szczególnym sposobie myślenia. Te sposoby 

myślenia uświadamiamy sobie w nauce o kategoriach i o metodzie. Dają 

mi one podstawy do uprawiania filozofii, dzięki ich opanowaniu nie tylko 

wiem, ale wiem też, jaki dzięki czemu wiem.

 

Dla  uprawiania  filozofii  ma  przy  tym  szczególne,  ba,  decydujące 

znaczenie  uzyskanie  pewności  co  do  różnicy  między  myśleniem 

poznającym przedmiotowo, jakie ma miejsce w naukach, i myśleniem [je] 
przekraczającym,  jakie  przysługuje  filozofii.  Można  rzec,  iż  rozważanie 
filozoficzne  osiąga  swój  cel,  kiedy  sprawa  staje  się  bezprzedmiotowa-  w 
sensie  dwojakim:  że  nic  już  nie  pozostaje  dla  pozytywisty,  bo  nie 

dostrzega  on  już  żadnego  przedmiotu,  i  że  właśnie  przez  to  rozbłyska 

światło dla filozofa. W zanikającym przedmiocie nie może on wprawdzie 

uchwycić właściwego bytu, ale byt ten może go wypełnić.

 

Nasze cztery pytania prowadzą myśl na takie tory, że przekracza ona 

granice tego, co poznawalne, i świata w całości, tak iż uzyskujemy pewność 
co do zjawiskowego charakteru Istnienia, a przez to upewniamy się, że byt 

jest  Ogarniającym, i otwiera się  przestrzeń dla  wiary. To transcendujące 

myślenie  jest  takim  myśleniem,  które  dzięki  metodzie  ma  charakter 

naukowy, a jednak różni się od wszelkiego poznania naukowego, gdyż 

znika w nim określony przedmiot.

 

Takie drogi myślowe nie  obowiązują każdego tak, jak  empiryczne i 

racjonalne poznanie skończonych przedmiotów, ale obowiązkowe są dla 

każdego, kto nimi podąża, kto przekraczając na nich wszystko, co skoń-

czone,  uświadamia  sobie  wraz  ze  skończonością  nieskończoność.  Kiedy 

porusza się na samym skraju. musi nieuchronnie odczuwać skraj jako 

skraj;  za  pomocą  kategorii  przekracza  metodycznie  same  te  kategorie; 
odkrywa  w  niewiedzy  nowy  rodzaj  bezprzedmiotowej  wiedzy.  Takie 
uprawianie  filozofii  posuwa  się  drogami  myślowymi,  na  których  nie  po-

jawiają się, co prawda, jeszcze żadne treści wiary, ale oczyszcza się dla 
nich pole.

 

2. Treści wiary

 

Filozoficzne treści wiary można wyrazić w następujących twierdzeniach: 
Jest Bóg.

 

Istnieje wymóg bezwzględny.

 

Istnienie  świata  niknie  pomiędzy  Bogiem  i  Egzystencją.  l.Jest  B ó g :  

Transcendencja ponad wszelkim światem i przed wszelkim światem zwie 

się Bogiem. Najgłębsze zróżnicowanie wiary polega na tym, czy uważam 

cały świat za byt sam w sobie, naturę za Boga, czy też uważam, że świat cały 

sam  przez się nie  ma  podstaw  i szukam  podstawy  świata i  mojej  własnej 

poza światem.

 

Bywają  dowody na  istnienie Boga.  Od  Kanta jest  dla  rzetelnej  myśli 

pewnikiem,  że  takie dowody nie  są  możliwe,  o ile  miałyby  zmusić 

rozum [do ich uznania] tak, jak mogę go zmusić do uznania, że ziemia 

obraca się dookoła słońca, a księżyc ma drugą stronę. Ale jeśli dowody 

istnienia Boga tracą charakter dowodu, nie stają się przez to dla myśli 

bezużyteczne. Oznaczają upewnienie się w wierze w toku rozumowania, 

które, jeśli pojawia się po raz pierwszy, wstrząsa myślącymi o nich jak 

najgłębsze  przeżycie,  a  myślącym  ponownie  o  nich  ze  zrozumieniem 

przynosi  powtórzenie  takiego  upewnienia.  Sama  myśl  sprawia,  że 

człowiek się zmienia. Sprawia niejako, że otwierają nam się oczy. Co 

więcej, myśl [ta] staje się podstawą nas samych. Zwiększa świadomość 

bytu  i  przez  to  staje  się  źródłem  powagi.  Dowody  istnienia  Boga 

wychodzą przede wszystkim od tego, co moż-

 

 

 

Wyktad drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

26

 

27

 

background image

 

 

 

 

na znaleźć w świecie, czego można doświadczyć, i prowadzą do wniosku: 

skoro to istnieje, musi być Bóg. W ten sposób pojawia się na widowni 

zasadnicza  zagadka  istnienia  świata  i  odsyła  do  Boga.  Albo  też 

przeprowadza  się  takie  rozumowania,  w  których  własne  myślenie 

okazuje się świadomością bytu i pogłębia się aż do świadomości Boga: 

jest to właściwa filozofia spekulatywna. Albo też pewność uzyskuje się 

na mocy Egzystencji: rozróżnienie dobra i zła nabiera w pełni powagi 
jako nakaz boży. Rzeczywistość miłości jest jak boża mowa.

 

A wszędzie nie zamknięcie świata i porażka każdego zamkniętego obrazu 

świata,  załamanie  wszelkiego  planowania  w  świecie,  ludzkich 

projektów i ich realizacji, niemożność osiągnięcia przez ludzką dosko-

nałość ostatecznych granic prowadzi do wniosku: w obliczu otchłani 

doświadcza się nicości lub Boga.

 

Lecz nie ma tu nigdzie dowodu w sensie dowodu naukowego, nie do 
odrzucenia. Dowiedziony Bóg nie jest Bogiem. Dlatego ten tylko, kto od 

Boga wychodzi, może Go szukać. Pewność istnienia Boga, nawet jeśli 

jest tylko zalążkowa i nieuchwytna, jest przesłanką, a nie wynikiem 
uprawiania filozofii.

 

Po  znakomitym  obaleniu  wszystkich  dowodów  istnienia  Boga  przez 

Kanta, po pomysłowym, ale obliczonym na wygodę i błędnym zbudo-
waniu tych dowodów na nowo przez Hegla, po najnowszym zaintere-

sowaniu  średniowiecznymi  dowodami  istnienia  Boga,  przyswojenie 

sobie w nowy, filozoficzny sposób dowodów istnienia Boga jest palącą 

koniecznością. Theodor Heubach, powieszony przez gestapo socjalista i 

uczestnik  spisku  20  lipca,  polityk  i  realista,w  pełni  nadziei  na 

odbudowę Niemiec po ich nieuchronnym upadku zajmował się dogłębnie 

w  latach  wojny  dowodami  istnienia  Boga,  które  uważał  za  niezbędny 

fundament łączącej nas wszystkich świadomości. Po myśli, że jest Bóg, 

następuje  niebawem  dociekanie,  czym  jest  Bóg.  Nie  można  tego 

wymyślić, a jednak rozwija się tu myśl bogata i inspirująca. Zwycięstwo 
odnosi wprawdzie teologia negatywna, która mówi, czym Bóg nie jest - 
nie  jest,  mianowicie,  niczym,  co  stałoby  nam  przed  oczami  lub 

ukazywało się w myśli jako jakaś skończoność. Ale

 

różne rzeczy skończone pozwalają uobecnić boskość przez porównanie, 

symbol i analogię.

 

2.  I s t n i e j e   w y m ó g   b e z w z g l ę d n y :   podstawą  wymogów  do 

nas  kierowanych  są  zazwyczaj  zamiary  życiowe  (korzyści)  lub  jakiś 
niekwestionowany  autorytet.  Warunkiem  takich  wymogówjestcellub 

ślepe posłuszeństwo.

 

Jeśli powoduje mną wymóg bezwzględny, źródło jego tkwi we mnie. Tej 

bezwzględności  nie  tłumaczy  ani  cel,  ani  autorytet.  Istnienie  wymogu 
bezwzględnego  jako  podstawy  działania  nie  jest  sprawą  poznania,  lecz 

przedmiotem  wiary.  W  skończonym  myśleniu  odkrywamy  tylko  w  nie-

skończoność  warunki i  dlatego  może  ono jakoś  wszystko  usprawiedliwić. 

Ujmowanie przez nas tego, co bezwzględne, ma w stale historycznym „tu i 

teraz"  charakter  nieskończony,  i  choć  rozjaśniają  je  zdania  ogólne,  nie 

można  go  przez  nic  ogólnego  określić  ani  z  niego  wywieść.  Wymóg 

bezwzględny pój awia się u mnie j ako wymóg, j aki stawia memu życiu 

moje  właściwe  ja,  coś,  czym  niejako  jestem  wieczyście  w  obliczu 

Transcendencji,  jako  wymóg  wobec  czasowości  mego  obecnego  życia. 

Jeśli  podstawą  mej  woli  jest  coś  bezwzględnego,  to  uprzytomniam  je 

sobie  jako  coś,  czym  właściwie  sam  jestem  i  czemu  ma  odpowiadać 

moje życie.

 

Sam wymóg bezwzględny nie mieści się w czasie. Gdzie jest, tam idzie 

niejako w poprzek czasu. Z  Transcendencji przedziera się w świat do-

czesny drogą naszej wolności.

 

3.  R z e c z y   wi  s t o   ść  ś w i a t a   ma  n i k ł e   i s t n i e n i e   m i ę -

d z y   B o g i e m   i  E g z y s t e n c j   ą:  Płynność  poznanej  rzeczywi-

stości  wszelkiego  rodzaju,  interpretacyjny  charakter  wszelkiego  po-

znawania, okoliczność, że każdy byt dany nam jest w rozszczepieniu na 
podmiot  i  przedmiot  -  te  podstawowe  cechy  dostępnej  nam  wiedzy 

oznaczają; że każdy przedmiot jest tylko zjawiskiem; że żaden byt nie 

jest bytem samym w sobie i w całości. Zjawiskowy charakter poznania 

jest podstawowym odkryciem myśli filozoficznej. Jeśli nawet nie można 

ujrzeć  tego  przedmiotowo,  lecz  tylko  wykraczając  poza  przedmiot,  to 
rozum,  który  w  ogóle  potrafi  tak  wykraczać,  nie  może  się  od  tego 

uchylić.  Ale  wówczas  odkrycie  to  nie  dodaje  do  posiadanej  wiedzy 

żadnej nowej wiedzy szczegółowej, lecz wstrząsa całą świadomością

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

28

 

29

 

background image

 

 

 

 

bytu. Stąd to nagłe światło, potem już nie gasnące, które rozbłyska np. po 

krótszym lub dłuższym wysiłku przy studiowaniu Kanta. Jeśli się nie 

pojawi,  to  całe  studiowanie  Kanta  skończy  się  na  znajomości  w 
gruncie  rzeczy  nie  zrozumianych,  bo  nie  przetrawionych  lekcji.  Świat 

jako całość nie staje się dla nas przedmiotem. Wszelki przedmiot istnieje w 

świecie, żaden nie jest światem. Każde określenie świata i każdy sąd o nim, 
czy  jest  to  optymistyczna  akceptacja  jego  harmonii,  czy  pesymistyczna 

negacja jego dysharmonii, prowadzi do całościowych sądów, które zawsze 

preferują  jakieś  byty  realne,  a  pomijają  inne.  Przeciwstawia  się  temu 

upewnienie się, że świat nie jest zamknięty i jest niewyczerpalny, tym samym 

nieustanna gotowość, by zważać na każdy rodzaj bytu świata, na wszystko, 

co  się  zdarza  i  czego  się  dokonało  samemu  w  toku  wciąż  jeszcze  nie 

zakończonego życia. Z taką gotowością wiąże się:

 

— po pierwsze, upewnienie się o absolutnej transcendencji Boga wobec 

świata: deus absconditus oddala się, gdy chcę go pojąć, a przybliża niepo-
miernie w absolutnej historyczności każdej niepowtarzalnej sytuacji;

 

—po  wtóre,  doświadczenie  świata  jako  bożej  mowy:  świat  nie  ma  samo 

istnego  bytu,  natomiast  realizuje  się  w  nim  stale  wieloznaczna  mowa  | 

boża,  która  jednoznaczna  może  się  stać  tylko  historycznie  przez  chwilę  f 
dla 

Egzystencji.

 

Dla  takiej  wiary  nasz  byt  w  czasie  jest  spotkaniem  Egzystencji  z  Trans-  l 

cendencją - wieczności, jaką jesteśmy jako byty stworzone i sobie daro- | 

wane, z wiecznością samą w sobie.                                                         | 

W  świecie  dokonuje  się  spotkanie  tego,  co  wieczne,  z  tym,  co  doczesne. 

Ale  ponieważ  spotkanie  Egzystencji  z  Transcendencją  dokonuje  się  w  f 

świecie,  więc  na  wieki  jest  ze  światem  związane.  Ponieważ  to,  co  istnieje 

dla  nas,  musi  pojawić  się  w  bycie  doczesnego  świata,  więc  nie  istnieje 

bezpośrednia  wiedza o  Bogu  ani  o  Egzystencji.  Badanie świata jest jedyną 

drogą  naszego  poznania,  realizacja  świata-jedyną  drogą  egzystencjalne 

go  urzeczywistnienia.  Kiedy  świata  nie  ma,  zatracamy  się  też  sami. 
W wierze obowiązują następujące zasady:

 

Niczego nie można dowieść tak jak wiedzy skończonej. Można tylko 

zwrócić u wagę na prawdziwość zasad wiary, rozjaśnić je za pomocą toku 

myśli lub przypomnieć apelem. Trwają zawieszone w niewiedzy.

 

Należy być powściągliwym  w pochopnym wypowiadaniu tych zasad. 

Zbyt łatwo można uznać je za wiedzę, a wtedy tracą sens. Tego, kto je 

W

ypowiada, skłaniają do błędnych roszczeń.

 

Do  wypowiedzi bezpośredniej  zmuszony  jestem  w  toku  uprawiania 

filozofii, gdy pada wprost pytanie: Czy jest Bóg? Czy na świecie istnieją 

absolutne wymogi? Czy ostatecznością jest świat, czy też byt jego jest 

ulotny i przemijający?

 

Brak wiary wypowiada się tu następująco:

 

Po pierwsze: Boganie ma, bo istnieje tylko świat i reguły jego zdarzeń; 

świat jest Bogiem.

 

Po wtóre: nie ma nic bezwzględnego, gdyż wymogi mego postępowania 

powstały na skutek nawyków, ćwiczeń, tradycji, posłuszeństwa i przez 

nie są uwarunkowane; wszystko zależy na wieki od warunków.

 

Po trzecie: świat jest wszystkim, jest jedyną i właściwą rzeczywistością. 

Wprawdzie  na świecie wszystko  przemija, ale sam  świat jest absolutny, 

wieczny, nie znika, nie jest bytem ulotnym, przejściowym.

 

W filozofii nie wolno korzystać z niewiedzy, by uchylić się od wszelkiej 

odpowiedzi.Nie  wiem,  czy  wierzę.  Ale  taka  wiara  skłania  mnie  do 

nabrania odwagi, by żyć z jej perspektywą. Przy uprawianiu filozofii za-

wsze  będzie  istniało  napięcie  między  wypowiedzią,  niezdecydowaną  i 

zawieszoną,  a  zdecydowanym  zachowaniem  faktycznym  w  określonej 
sytuacji dziejowej.

 

Historyczne  źródła  treści  filozofii  zachodniej tkwią  w myśli  nie  tylko 

greckiej, lecz także biblijnej. Nawet ten, kto nie potrafi uwierzyć w żadne 

objawienie jako takie, może jednak przyswoić sobie źródło biblijne, zez-

wolić, by dotarła do niego jako do człowieka prawda biblijna bez obja-

wienia. Studiowanie Biblii było też rzeczywiście po dziś dzień jednym z 

podstawowych  źródeł  niemal  całej  filozofii  zachodniej.  To  wyjątkowe 

dzieło nie jest wyłączną własnością jednego wyznania ani jednej religii, 

lecz należy do wszystkich.

 

Religię  biblijną  jako  naszą  szczególną  podstawę  uświadamiamy  sobie 

porównując ją z religiami hinduskimi i Dalekiego  Wschodu.  Wprawdzie 

podstawowych cech religii biblijnej nie brak całkowicie również innym 

religiom, ale nie mają one w nich decydującego znaczenia. W Biblii też te

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficzne j

 

30 

31

 

background image

 

 

 

 

cechy nie wszędzie mają charakter zasadniczy, niektóre pojawiają się z 
rzadka, ale szczególnie wymownie. Przypominam je:

 

1.J e d e n  t y l k o  B ó g :  Jedno staje się podstawą świadomości bytu i 

ethosu, źródłem czynnego uczestnictwa w świecie. Żadnych innych bogów 
obok Boga - oto metafizyczna podstawa powagi Jednego na świecie.

 

2.  T r a n s c e n d e n c j   a  B  o g a - S t w ó r c y :   Przezwyciężenie  de-

monicznego  świata  i  magii  prowadzi  do  świadomości  Boga  niewyobra-

żalnego,  bezpostaciowego,  nie  do  pomyślenia.  Myśl  o  kreacji  wstrząsa 

całym światem. Ś wiat nie stoi na twardym gruncie i nie istnieje sam przez 
się. Człowiek  w swej jednostkowej egzystencji zyskuje  w  świecie  wolność 
jako  stwór  boży;  w  powiązaniu  z  Bogiem  transcendentnym  i  tylko  dzięki 
temu jest niezależny od całego świata. 

3.  Spotkanie  człowieka  z  B  o  g  i  e  m:  Bóg  transcendentny  ma  aspekt 

osobowy. Jest osobą, do której człowiek się zwraca Jestto dążenie do Boga, 
chęć  usłyszenia  Go.  Wyrasta  stąd  namiętne  osobiste  poszukiwanie 
osobowości  Boga.  Religiabiblijnajestreligiąmodłitwy.  Modlitwa  w  czystej 
postaci  -  wolna  od  pragnień  doczesnych  staje  się  pochwałą  i  podzięką,  a 
kończy ufnością: bądź wola Twoja 

4. Przykazania boże: dziesięcioro przykazań wyraża z wyjątkową prostotą 

podstawowe prawdy jako boże nakazy. Różnica między dobrem i złem ujęta 
jest  w  absolutne  albo  -  albo.  Od  czasów  proroków  wymagana  jest  miłość 
bliźniego i kulminuje w zdaniu: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. 

5.Świadomość  historyczności:  W  epoce  katastrof  politycznych  pojawia 

sięjako  świadomość,  że  dziejami  rządzi  Bóg.  Staje  się  to  podstawą 
zogniskowania  życia  wokół  religii,  które  w  obręb  „tu  i  teraz"  wciąga  cały 
świat. Nie rozproszona i przypadkowa  nieskończoność, lecz teraźniejszość, 
którą rządzi Bóg, nadaje całą wagę życiu. 

6.  Cierpienie:  Cierpienie  zyskuje  godność,  cierpienie  staje  się  drogą  do 

boskości.  W  dziejach  sługi  bożego  (Deuteroizajasź)  i  w  symbolice  krzyża 
(Chrystus)  staje  się  biegunowym  przeciwieństwem  greckiego  tragizmu. 
Religia biblijna żyje bez świadomości tragicznej lub przezwycięża tragizm. 

7.  Gotowość  podejmowania  spraw  nierozstrzy-

g  a  l  n  y  c  h:  Wiara 

wystawia swą pewność na najcięższą próbę. Przy

 

określonym  stanowisku  religijnym  -  a  każda  wypowiedź  oznacza  nie-

uchronnie zajęcie jakiegoś stanowiska - ośmiela się ujawnić wynikające z 

niego sprawy nierozstrzygalne. Niepowtarzalna jest namiętna walka Hioba z 

Bogiemo  Boga  Rozpacz  na  widoknicości-przezktórąprzejść  musi  każdy 
uczciwy - niedościgle wyraża Księga Koheleta.

 

Każdej z tych podstawowych cech odpowiadają szczególne wypaczenia:

 

1. J e d e n  B ó g  s t a j e  si ę a b s t r a k c  j ą, a wtedy jest już tylko 

zaprzeczeniem  wszelkiego  świata  oraz  jego  różnorodności i  pełni. Jed-

ność zabija wielość.

 

2.Bóg  t r a n s c e n d e n t n y   odrywasięodświata.Bógbezstworze-

nia-to myśl, w której wszystko znika. Skoro świat nie tylko jest nieważny 
[nichtig],  lecz  staje  się  niczym  [nichts],  to  Transcendencja  też  niejako 

staje się dla nas niczym, a nie ma już nic innego.

 

3.S p o t k a n i e  z B o g i e m  staje się wyrachowaniem lub egzaltacją 

uczuciową.  Niebezpieczeństwem  dla  tej  religii  modlitwy  staje  się  na-

tarczywość wobec Boga egoistycznie nastawionej duszy.

 

Innym niebezpieczeństwem jest skłonność, by na pewno znać wolę 

bożą, co staje się źródłem wszelkiego fanatyzmu. Wiele okropności do-

konanych na świecie uzasadniano wolą bożą. Ilekroć fanatycy słyszą głos 

Boga, głusi są na wszystkie w nim wieloznaczności. Kto wie na pewno, co 

Bóg mówi i czego chce, ten z Boga czyni istotę w świecie, którą może 

dysponować, i w ten sposób popada w zabobon. Żadnego roszczenia ani 

żadnego uprawomocnienia nie wolno jednak opierać w świecie na głosie 

bożym. Coś, co dla jednostki jest zasadnie pewne i co może stać się nie-

kiedy pewne dla wspólnoty, nie obowiązuje bynajmniej wszystkich jako 

określona treść, która daje się wyrazić.

 

4.  P r z y k a z a n i a   b o ż e   przekształcają  się  ze  zwykłych  podstaw 

moralności w abstrakcyjne twierdzenia, które mają sens jurydyczny i roz-

wijają się bez końca w prawodawstwo ze szczegółowymi przepisami.

 

5. Ś w i a d o m o ś ć  h i s t o r y c z n o ś c i  zatraca się w obiektywnym 

ujęciu dziejów. Dysponuje się wtedy historią powszechną, bądź w myśli, 

jako wiedzą o jej całości, bądź nawet aktywnie, na mocy świadomości, że 

jest się wykonawcą boskiego planu, znanego temu, kto działa.

 

 

 

Wykład drugi-

 

Treści wiary filozoficznej

 

32

 

33

 

background image

 

 

 

 

Może też powstać ogląd estetyczny, w którym własna egzystencja zatraca 

swą powagę w obliczu historii w całości.

 

6.  Cierpienie  zostaje  psychologicznie  przekształcone  w  masochi-

styczną rozkosz, znajduje potwierdzenie w sadyzmie albo myśli się o nim w 

dawno przezwyciężonych kategoriach magii jako o ofierze.

 

7. G o t o w o ś ć   p o d e j m o w a n i a   s p r a w   n i e r o z s t r z y - g 

a l n y c h prowadzi do rozpaczy lub do nihilizmu, do buntu straszliwie 

negatywnego.

 

W dziejach religii biblijnej widać po dziś dzień te przynależne do niej 

wypaczenia. Przejawiająca się w nich nieraz dzikość jest niejako odwrot-

nością pierwotnego patosu wiary. Dawne motory wiary działają nawet w 

tym uwikłaniu, w przerażającym powiązaniu z popędami witalnymi i ich 

wynaturzonymi  postaciami  zmuszają  do  wyciągania  fałszywych  konse-

kwencji.

 

3. Rozum i porozumienie

 

Pokazanie zakresu Ogarniającego oraz wskazanie na twierdzenia, które choć 

wyrażają  treści  wiary,  są  jednak  mgliste,  nie  charakteryzuje  jednak 
dostatecznie wiary filozoficznej. Z istoty swej bowiem uprawia się filozofię 

w  toku  czasu.  Filozofia  jest  zawsze  „pomiędzy",  między  źródłem  i 

celem. Coś, co w nas będąc prowadzi nas tą drogą, co wprawia nas w ruch 

jako podmiot, co jako przedmiot, choć samo nie jest niczym  uchwytnym, 

pociąga za sobą coś, dzięki czemu właściwie żyjemy filozoficznie, zwie się 

rozumem. Rozum nigdy nie istnieje bez rozsądku, ale jest nieskończenie więcej 

niż  rozsądkiem.  Rozum  jest  niezbędnym  warunkiem  wiary  filozoficznej. 

Każdy inny sens prawdy ujawnia się w czystej postaci wtedy dopiero, kiedy 
przechodzi przez tygiel rozumu. Scharakteryzujmy rozum następująco:

 

Rozum skupia wszelki sens prawdy sprawiając, że każdy nich obo-

wiązuje. Nie pozwala, by jakakolwiek prawda ograniczyła się do siebie 

samej. Pojmuje, że fałszywa staje się każda wiara, która izoluje i absolu-

tyzuje  jakiś  rodzaj  Ogarniającego.  Błądtenpopełnianawet„wiara"Świa-

domości, kiedy głosi niesprzeczność samego bytu. Świadomość nie może 

bowiem posunąć się poza stwierdzenie, że niepojęte jest dla niej coś, co nie 

zgadza się z jej podstawowymi zasadami, np. z zasadą sprzeczności.

 

34

 

Treści wiary filozoficznej

 

Ale nawet ogół treści dostępnych Świadomości, nie jest jeszcze bytem 

samym, lecz tylko sposobem, w jaki przejawia się on w kategoriach po-

wszechnie w myśleniu obowiązujących.

 

Rozum broni przed okopaniem się w prawdzie jakikolwiek byłby jej sens, o 

ile nie zawiera się w nim wszelka prą wda. Broni przed zaspokojeniem  się 

czymkolwiek, zabrnięciem w ślepy zaułek, zadowoleniem się jakąś, choćby 
nie  wiedzieć  jak  uwodzicielską  ciasnotą,zapomnieniem  i  pominięciem 

czegokolwiek,  czy  to  rzeczywistości,  czy  konieczności  [Geltung],  czy 

możliwości. Rozum zmusza do tego, by niczego nie poniechać, ze wszystkim, 

co jest, wejść w kontakt, szukać, co jest i co być powinno, nie bacząc na 

żadne granice, obejmować nawet przeciwieństwa i zawsze ujmować całość, 

każdą możliwą harmonię.

 

Lecz potem rozum usiłuje znów dokonać niezbędnego wyłomu w tej 

całości. Broni się przed harmonią ostateczną. Podejmuje każde ryzyko, 

byle wniknąć naprawdę w byt.

 

Jego źródłem nie jest chęć niszczenia wyrażająca siębez końca w sofistyce 

intelektualnej,  lecz  bezgraniczne  otwarcie  na  [rozmaite]  treści.  Ma 

wprawdzie obowiązek wątpić, lecz po to tylko, by zdobyć czystą prawdę. 

Jako myślenie bez dna popada rozsądek w nihilizm; rozum, który ma 

podstawę w Egzystencji, ratuje również przed nihilizmem, gdyż nie przestaje 

ufać, iż wnikając wraż z rozsądkiem w konkretny byt świata, w przepastne 

antynomie, w przełomy i rozdarcia - uzyska w końcu znowu pewność co do 
Transcendencji.

 

Rozum jest Ogarniającym, które tkwi w nas i nie ma właściwie początku, 

lecz  jest  narzędziem  Egzystencji.  Od  strony  Egzystencji  jest  to  warunek 

konieczny, by w urzeczywistnieniu objawiło się najpełniej źródło.

 

Istnieje niejako nastrój rozumu. Zimna jasność kryje w sobie namiętne 

dążenie,  by  wszystko  stanęło  otworem.  Rozumny  człowiek  zarówno  zde-

cydowanie  żyje  wyrastając  z  własnego  historycznego  podłoża,  jakzdecy-

dowanie zajmuje się wszelką napotkaną historycznością, aby dotrzeć aż do 

głębi  historycznego  bytu  świata,  albowiem  dopiero  w  nim  możliwajest 

wiedza, która z wszystkim łączy. Stąd wyrasta, będąc zarazem motorem, 

umiłowanie  bytu,  wszelkiego  bytu  konkretnego  [alles  seiendem  als 
Seiendem] z  
jego  przejrzystością,  dzięki  której  przynależy  widomie do 

swego źródła. Rozum zaostrza słuch, wzmaga giętkość, gotowość do po-

 

 

 

Wyklad drugi-

 

4

 

35

 

background image

 

 

 

 

rozumienia, zdolność przemiany w toku nowych doświadczeń, ale tylko 
wówczas,  gdy  wszystko  to  jest  niezawodnie  ugruntowane,  niezachwianie 
wierne, żywe w czynnym obecnie wspomnieniu o wszystkim, co kiedyś 

było dla niego rzeczywistością.

 

Człowiek, który uprawia filozofię, nie może się dość nachwalić rozumu, za 

pomocą  którego  osiąga  dobre  wyniki.  Rozum  jest  więzią,  która  łączy 
wszystkie rodzaje Ogarniającego. Nie dopuszcza do absolutnego oddzielenia 

jakiegokolwiek bytu, utraty związku z innymi. zagubienia w rozproszeniu. Nic 

nie  może  się  zgubić.  Gdzie  czynny  jest  rozum,  wszystko,  co  jest,  szuka 

związku.  Rozwija  się  uniwersalne  współżycie,  wrażliwe  zainteresowanie. 

Rozum budzi uśpione źródła, wyzwala to, co ukryte, umożliwia uczciwą walkę. 

Dąży do Jednego będącego wszystkim i usuwa złudzenia, które ustalają owo 

Jedno przedwcześnie, nie w całości, stronniczo.

 

Rozum domaga się porozumienia bez granic, jest sam całkowicie wolą 

porozumienia. Ponieważ w doczesności nie możemy obiektywnie posiadać 

prawdy  jako  jedynej  prawdy  wiecznej,  i  ponieważ  wszelkie  Istnienie 

możliwe jest tylko wraz z innym Istnieniem, a Egzystencja osiąga siebie 
tylko wpz z innymi Egzystencjami, zatem prawda przejawia się w czasie w 
postaci porozumienia.

 

Oto wielkie pokusy: przez wiarę w Boga uciec od ludzi, usprawiedliwić 

rzekomym poznaniem prawdy absolutnej swą samotność, zapewnić sobie 

przez to, że wierzy się w posiadanie samego bytu, takie zadowolenie, które 

w rzeczywistości jest brakiem miłości. Uzupełnia to twierdzenie, że każdy 

człowiek  jest  zamkniętą  monadą,  że  nikt  nie  może  z  siebie  wyjść,  że 

porozumienie jest ideą złudną.

 

Na drugim biegunie stoi wiara filozoficzna, którą można też nazwać 

wiarą w porozumienie. Tutaj obowiązują bowiem oba twierdzenia: że 

tym, co nas łączy, jest prawda; oraz że źródło prawdy tkwi w porozumieniu. 

Na  świecie  człowiek  odnajduje  drugiego  człowieka  jako  jedyną  rze-

czywistość, z którą może ufnie i ze zrozumieniem się związać. Na każdym 

szczeblu powiązań między ludźmi wspólnicy losu znajdują miłując się 

drogę do prawdy, którą gubią ludzie [pogrążeni] w izolacji, uporze i sa-

mowoli, zamknięci w swym osamotnieniu.

 

Przełożył Jan Garewicz

 

Wykład trzeci 

Człowiek 

W ciągu godziny możemy tylko bardzo powierzchownie dotknąć tego 

olbrzymiego tematu. Wiedza o człowieku jest dla nas, ludzi, z pewnością 

niezwykle ważna. Powiada się nawet, że tylko wiedza o człowieku jest dla 

nas jedyną rzeczy wiście możliwą wiedzą, bo sami jesteśmy ludźmi, i że 

tylko ona jest istotna, bo człowiek jest miarą wszystkich rzeczy. O wszy-

stkim innym można mówić tylko w odniesieniu do człowieka, a miano-

wicie o tym, co napotyka w świecie, co ma do dyspozycji, co zyskuje nad 
nim przewagę. To, co widzi, słyszy, czego dotyka, zjawia się w chara-
kterystyczny dla niego sposób  - jako realna obecność. Wszelkie inne 

treści jego myśli są stworzonymi przezeń wyobrażeniami. Zajmując się 

człowiekiem, mamy do czynienia z tym wszystkim, co nam dostępne, co 
nas dotyczy, co jest.

 

Brzmi to w pierwszej chwili przekonująco, ale mimo to jest cał-

kowicie błędne. To prawda, że wszystko, co jest, zjawia się w sposób 

dla nas uchwytny. Dlatego człowiek żąda, by wszystko, co jest, stało 

się dlań obecne; by dało się doświadczyć i włączyć w jego tu i teraz. 

Żądanie  to  spełnia  się  w  zadziwiającym,  podstawowym  przejawie  lu-

dzkiego bytu: człowieka w jego znikomości, będącego nicością w za-

ułku  nieskończonego  wszechświata,  w  jego  ograniczeniu  porusza 
jednak to, co wykracza ponad wszystko, co istnieje w świecie i co byt 

świata poprzedza. Człowiek uznaje za istniejące tylko to, co jest dla 

niego  obecne.  Kant,  napisawszy  swe  słynne  słowa  o  „niebie 

gwiaździstym nade mną i prawie moralnym we mnie", kontynuował: 

„Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego 

widzenia [...], widzę je przed sobą i wiążę je bezpośrednio ze świa-

 

*     W tym wykładzie, na życzenie tłumacza, odstępujemy od konwencji 

pisania  terminów  Jaspersowskich,  takich  jak  „Egzystencja",  „Transcen-

dencja", dużą literą (przypis wydawcy).

 

 

 

Wykład drugi-

 

36

 

37 

background image

 

 

 

 

domością mego istnienia. To pierwsze zaczyna się od miejsca, jakie zajmuję 

w  zewnętrznym  świecie  zmysłów  [...].  To  drugie  zaczyna  się  od  mej 

niewidzialnej jaźni, od mej osobowości, i przedstawia mnie w świecie 

[...], z którym [...] poznaję siebie jako pozostającego w związku nie tak, jak 
tam, jedynie przypadkowym, lecz powszechnym i koniecznym"*.

 

Ponieważ jednak to, co jest, musi stać siędla człowieka obecne, wszelki 

byt  utożsamia  on  z  jego  obecnością  dla  niego,  choć  byt  ten  nie  został 

przecież przez człowieka stworzony - ani realności zmysłowe, ani treść 

jego wyobrażeń, myśli i symboli. To, co autentycznie jest, istnieje także i 

bez człowieka, choć zjawia się dla nas w formach i sposobach mających 

swe źródło w ludzkim bycie. Można by nawet powiedzieć, że znamy 

lepiej td wszystko, czym sami nie jesteśmy - to, czym jest człowiek, jest dla 

niego może mniej jasne niż wszystko, co go spotyka. Staje się dla siebie 

największą tajemnicą, gdy wyczuwa, że jego skończone możliwości zdają 

się sięgać w nieskończoność.

 

W wielkich obrazach antycypowano to, czym jest człowiek, jakby on 

sam  już  to  wiedział.  Po  pierwsze,  umieszczano  gowhierarchii 
i st ot .   Człowiek jako istota zmysłowa stoi najwyżej  wśród zwierząt, 
jako  istota  duchowa-najniżej  wśród  aniołów,  nie  jest  jednak  ani  zwierzę-

ciem, ani aniołem, ale pokrewny jest im obu częścią swojej istoty, wobec 

każdego z nich uprzywilejowany przez to, czego im brakuje, a co on czerpie z 

własnegO'źródła, jako twór samego Boga.

 

O człowieku myśli się także jako o mikrokosmosie, w którym zawarte 

jest wszystko, co mieści w sobie świat- makrokosmos. Odpowiednikiem 

człowieka nie jest żadna inna pojedyncza istota, a tylko świat jako całość. 

Myśl tę zawierały konkretne unaocznienia i analogie przyrównujące jego 

organy do zjawisk w świecie. W sposób wysublimowany myśl tę wyraża 
powiedzenie Arystotelesa: dusza jest w pewnym sensie wszystkim.

 

Po drugi  e, bytu człowieka upatrywano nie w kształcie jego postaci, a 

w jego s yt uacji .  Podstawowa sytuacja, w jakiej znajduje się człowiek, 
jest zarazem podstawowym rysem jego istoty.

 

*          Immanuel  Kant,  Krytyka  praktycznego  rozumu,  przeł.  J.  Galecki,  Warszawa 

1984, s. 256.

 

Będą opowiada o zgromadzeniu Anglosasów w 627 roku, na którym 

rozważano sprawę przyjęcia wiary  chrześcijańskiej. Jeden z wodzów 

przyrównał życie człowieka na ziemi do schronienia się wróbla w chacie w 

czasie  zimy.  „Na  palenisku  płonie  ogień  i  ogrzewa  izbę,  na  dworze 
szaleje burza. Nagle przez jedne drzwi wlatuje wróbel, przelatuje szybko 

izbę i wylatuje drugimi drzwiami. Przeciął tę niewielką, miłą mu prze-

strzeń i zniknął - z zimy powrócił do zimy. Także życie człowieka jest jak 

mgnienie oka. Nie wiemy, co było przed nim i co po nim nastąpi". Ten 
Germanin sam wyczuwa, że jest zależny od czegoś obcego, że znalazł się 
w świecie przypadkiem, zarazem jednak czuje się w tym życiu dobrze i 

bezpiecznie. Trapi się tylko tym, że życie jest krótkie, i tym, co po nim 

nastąpi.

 

Augustyn, podobnie jak ów Germanin, dostrzegał zagadkowość pytania, 

skąd  się  wzięliśmy  na  tym  świecie,  ale  jego  ocena  była  zupełnie  inna. 

„Cokolwiek nas bowiem na ten świat sprowadziło - czy to Bóg, czy natura, 
czy  przeznaczenie,  czy  wola  nasza,  czy  niektóre  z  tych  czynników 

łącznie, czy też wszystkie razem (zagadnienie to wielce trudne do roz-

strzygnięcia [...]) - ciśnięto nas na burzliwe morze życia jak gdyby bez 

ładu i celu"*.

 

Po t r z e c i e ,   byt człowieka ujmowany jest w perspektywie jego 

z a g u b i e n i a   i  w i e l k o ś c i   zarazem,  w  jego  znikomości  i  mo-

żliwości, w zagadce, że to właśnie z jego kruchości wyrastają jego 

szansę i zadania. Ten obraz człowieka, w różnych odmianach, towa-
rzyszy dziejom Zachodu.

 

Grek wiedział, że żadnego człowieka przed śmiercią nie można na-

zwać szczęśliwym. Jest zdany na niepewny los; ludzie przemijają jak 

liście na drzewie. Apycha, zapominająca o ludzkiej mierze, prowadzi do 

tym głębszego upadku. Ale Grek wiedział zarazem: wiele jest potęg, ale 

najpotężniejszy jest człowiek.

 

W Starym Testamencie odnajdujemy podobną biegunowość. Wyraża on 

nicość człowieka:

 

*     Św. Augustyn, O życiu szczęśliwym, przeł. A. Świderkówna, w: Dialogi 

filozoficzne, Warszawa 1953, s. 8.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

38 

39

 

background image

 

 

 

 

„Dni człowieka jak trawa,

 

niby kwiat polny zakwita.

 

A kiedy wiatr przejdzie po nim, nie masz go,

 

i nie poznaje go już miejsce jego".

 

Aż drugiej strony jego wielkość:

 

„Uczyniłeś  go  niewiele  mniejszym  od  niebieskich  mocy, 

chwałą i blaskiem ukoronowałeś go. Postawiłeś go władcą nad 

dziełami rąk Twoich, wszystko poddałeś pod stopy jego"*.

 

""«

 

Stary  Testament  wynosi  człowieka  jako  podobnego  Bogu  ponad  ten 

wspólny  wielu  ludom  obraz  znikomości  i  wielkości:  Bóg  stworzył  czło-

wieka na  wzór i podobieństwo swoje.  Człowiek upadł i teraz skrywa w 

sobie zarazem podobieństwo do Boga i grzech.

 

Chrześcijanie  idą  tą  drogą.  Byli  tak  wyraźnie  świadomi  granic  człowie-

czeństwa,  że  widzieli  je  nawet  w  Bogu-człowieku.  Jezus  doświadczył  w 

najokrutniejszej  męce  tego,  co  na  krzyżu  wyraził  słowami  Psalmu:  „Boże 

mój,  Boże  mój,  czemuś  mnie  opuścił?"  Człowiek  nie  ma  oparcia  w  sa-
mym sobie.

 

Ta  szczerość  pozwala  chrześcijanom  przedstawiać  w  legendach  naj-

większych  świetychjako  ludzi,  którzy  zawodząi  są  winni.  Piotr  w  obliczu 

gróźb siepaczy i natarczywego pytania służącej zapiera się Jezusa po trzykroć. 
Rembrandt namalował tego człowieka (obraz ze zbiorów leningra-dzkiego 

Ermitażu przed wojną można było przez jakiś czas oglądać w Holandii): 

oblicze  Piotra  w  momencie  zaparcia  się,  odsłaniające  w  niezapomniany 
sposób  jeden  z  podstawowych  ryso  w  ludzkiego  bytu;  grożący  siepacze, 

triumfalny uśmiech służącej, łagodne spojrzenie Chrystusa w tle.

 

Św. Paweł i Augustyn pojęli, iż niemożliwe jest, by dobry człowiek był 

prawdziwie dobry. Dlaczego nie? Jeśli czyni dobro, wie, że czyni dobro, a 

z wiedzy tej bierze się samozadowolenie i pycha. Bez autorefleksji nie

 

*     Psalm 103 i 8, przeł. C/. Miłosz, w: Księga Psalmów, Paris 1979, s. 235,64.

 

jest możliwa ludzka dobroć, lecz za sprawą autorefleksji dobroć przestaje 

być niewinna i czysta.

 

Pico  delia  Mirandola,  w  latach  triumfu  jeszcze  chrześcijańskiego  rene-

sansu, ujmował człowieka zgodnie z ideą, którą przeznaczyła mu bo-

skość, gdy w ostatnim dniu stworzenia po wołała go na świat. Bóg uczynił 

człowieka swoim jednoczącym w sobie wszystko lustrzanym odbiciem i 

powiedział do niego: nie daję ci żadnej określonej siedziby, żadnego 

szczególnego  dziedzictwa.  Wszystkie  inne  stworzenia  poddałem  swoi-

stym prawom. Jedynie ty nie jesteś niczym ograniczony, możesz wybrać i 

zdecydować się na bycie tym, czym wedle swój ej woli postanowisz być. Ty 

sam powinieneś wedle twej woli i dla twej chwały stać się swym własnym 

mistrzem  i  twórcą,  i  formować  siebie  samego  z  tworzywa,  które  ci 

odpowiada. To od twojej wolnej decyzji zależy, czy spadniesz na najniższy 

szczebel świata zwierząt. Ale możesz się także wznieść ku najwyższym 

sferom  boskości.  Zwierzęta  od  urodzenia  posiadają  wszystko,  co 

kiedykolwiek będą posiadały. Tylko w człowieku zasiał Ojciec ziarna 

wszelkich czynów i związki wszystkich sposobów życia.

 

Pascal  w  udrękach  chrześcijańskiej  świadomości  grzechu  dostrzegał 

wielkość i zarazem nędzę człowieka. Człowiek jest wszystkim i niczym. 

Stoi bez oparcia pośród nieskończoności. Zbudowany z nie dających się 

pojednać przeciwieństw, żyje w nie znającym ukojeni a niepokoju, niejest 

ani środkiem, w którym godzą się przeciwieństwa, ani jakimś nierucho-

mym ogniwem pośrednim. „Cóż za monstrum jest tedy człowiek? Cóż za 

osobliwość, co za potwór, co za chaos, co za zbieg sprzeczności, co za 

dziw! Sędzia wszechrzeczy - bezrozumny robak ziemny; [...] chluba i 

zakała  wszechświata.  [...]  człowiek  nieskończenie  przerasta  człowieka 

[...]. Ale oto my nieszczęśliwi [...] mamy pojęcie szczęścia [...], przeczu-

wamy obraz prawdy, a posiadamy jeno kłamstwo; niezdolni do zupełnej 
niewiedzy i do pewnego poznania [...]"*.

 

Dość  już  historycznych  przykładów  ujęć  człowieczego  bytu.  Spró-

bujmy zyskać zasadniczą jasność co do wiedzy o człowieku. Ku czło-

wiekowi prowadzą dwie drogi, ujmujące go jako przedmiot badań lub 

jako wolność.

 

*     Blaise Pascal, Myśli, przeł. T. Żeleński (Boy), Warszawa 1977, s. 177-178.

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

40 

41 

background image

 

 

 

 

 

 

Człowiek  jest  przedmiotem  badań  anatomii,  fizjologii,  psychologii  i 

socjologii.  Antropologia,  badająca  rasy  i  konstytucje  fizyczną,  studiuje 

całokształt jego  cielesności. Zyskano  już znaczną  wiedze,  której  cechę 

z a s a d n i c z ą   stanowi to, że każde poznanie jest cząstkowe - także 

poznanie względnych całości; wyniki poznania są rozproszone - nie składają 

się w jeden skończony obraz. Dlatego poznanie to staje się fałszywe zawsze, 
gdy  prowadzi  do totalnych  sądów o bycie człowieka, do rzekomo  pewnej 

całościowej wiedzy.

 

Z  filozoficzflSgo  punktu  widzenia  istotne  są  pytania  podstawowe.  Py-

tanieoto,coróżniczłowieka  od  z w i e r z ę c i a   (azatem  p r o b l em 
s t a w a n i a   się  c z ł o wi e k i em ) ,   jest  prawdopodobnie  najbardziej 

podniecające.  Istnieje  tu  możliwość  badania  materiałów  empirycznych, 

podczas  gdy  rozważanie  tego,  co  odróżnia  człowieka  od  anioła,  może 

dokonywać się tylko wramach projektów twórczej wyobraźni, które - choć 

pouczające - przymierzają istotę człowieka do wymyślonych możliwości.

 

Punkt wyjścia badań stanowią dwa sprzeczne ze sobą doświadczenia 

podstawowe. Ujmujemy samych siebie jako jedno z wielu ogniw w łań-

cuchu istot żywych. Pytanie, co różni człowieka od zwierzęcia, okazuje się 

źle postawione. Mogę w sposób określony i dający możliwość odpowiedzi 

pytać o to, co odróżnia na przykład człowieka od małpy, a małpę od innych 

ssaków, ale nie mogę pytać o to, co odróżnia człowieka od zwierzęcia.

 

Drugim doświadczeniem jest jednak dostrzeżenie nie dającej się z niczym 

porównać ekspresji ludzkiego ciała. Stanowi ona część istoty człowieka, jest 

czymś tak  wyjątkowo  osobliwym, szlachetnym  i pięknym, że  wszystkie 

inne istoty żywe zdają się niepełne, jakby utkwiły w ślepym zaułku. Gdy 

pytamy  o  te  nie  dające  się  z  niczym  porównać  podstawowe  rysy,  jakie 

ukazuje  ciało  człowieka,  to  przeciwstawiamy  go  wszystkim  innym 

żywym istotom.

 

Dzięki podążaniu obiema drogami pewne fakty stały się jasne, ale rze-

czywiście  rozstrzygające  fakty  odkryto  tylko  na  drodze  pierwszej.  Do-

niosłe konsekwencje miałyby jednak tylko odpowiedzi zdobyte na drugiej 

drodze; ograniczałyby one sens odpowiedzi uzyskanych na drodze

 

42

 

pierwszej. Oznaczałoby to bowiem, że w cielesności człowieka odkryto 

coś całkowicie swoistego. Dotąd nie udało się to, mimo wielu prób odpo-

wiedzi: od twierdzenia, że tylko człowiek potrafi się śmiać, aż do tezy o 

fizjologicznie  i  morfologicznie  otwartej  strukturze  jego  cielesności,  za-

wierającej w sobie - w odróżnieniu od wszystkich innych istot żywych, 
które jakby ugrzęzły w martwym punkcie - wszystkie możliwości tego, co 

żyje. Pytanie o stan rzeczy odróżnić należy od pytania o pochodzenie. Na to 

ostatnie odpowiada się, gdy na przykład pojmuje sięczłowiekajako wynik 
zahamowania  rozwoju  embrionalnego  lub  jako  podobny  udomowionym 

zwierzętom  wytwór  domestykacj  i  będącej  następstwem  kultury;  obie 

odpowiedzi są absurdalne. Przełomowe badania Portmanna nad zjawiskami 

właściwymi pierwszemu okresowi życia i latami dojrzewania człowieka 

ujawniły  po  raz  pierwszy  fakty,  które  dzięki  zastosowaniu  biologicznych 

procedur  badawczych  dowodzą,  że  także  cielesność  człowieka  nie  może 

urzeczywistnić się bez elementów dziejowej tradycji, że jego biologiczne 

cechy stają się zrozumiałe tylko w odniesieniu do tego, co zyskał dzięki 
tradycji, a nie dziedziczeniu.

 

Jesteśmy jednak bardzo odlegli od rzeczy wiście przekonującej, biolo-

gicznie niepodważalnej wiedzy o swoistości życia ludzkiego ciała, choć 

sądzimy, że dostrzegamy ją bez pomocy nauki.

 

Z pytaniem, co odróżnia człowieka od zwierzęcia, związane jest ściśle 

p y t a n i e   o  p o c h o d z e n i e   c z ł o   w i e k a ,   o  stawanie  się 

człowiekiem. Z badaniami w tej sferze rzecz się będzie miała przypu-

szczalnie tak jak z pytaniem o pochodzenie życia w ogóle. Postęp po-

znania powiększa tylko niewiedzę w sprawach podstawowych, wskazując 

zarazem na granice, którym sens możemy nadać tylko czerpiąc z innego 

źródła niż poznanie.

 

Przed trzydziestu laty pewien geolog zachęcał mnie do wygłoszenia 

wykładu o powstaniu życia. Odpowiedziałem: Wielkość biologii przejawia 
się  w  tym,  że  -  w  przeciwieństwie  do  wcześniejszych  niejasnych 

wyobrażeń o formach przejściowych  - dochodzi do coraz bardziej zde-

cydowanego przekonania, iż powstania życia nie sposób pojąć. Na to 

geolog: Ale przecież życie musiało powstać albo na Ziemi, a więc z nie-

organicznego podłoża, albo jego zarodki musiały przybyć na Ziemię z 

kosmosu. Ja: Obie możliwości zdają się całkowicie wykluczać, ale obie

 

 

 

Wykład trzeci-

 

Człowiek

 

43 

background image

 

 

 

 

są w oczywisty sposób fałszywe. Geolog: Azatem poszukuje pan ratunku w 
cudach. Ja: Nie, chciałbym tylko odkryć to, czego z istoty wiedzy wiedzieć 

niepodobna. Geolog: Tego nie rozumiem. Chce pan czegoś negatywnego. 

Przecież świat daje się pojąć, inaczej cała nasza nauka nie miałaby sensu. Ja: 

A może właśnie tylko dzięki temu ma sens, że pojmując dociera do tego, co 

prawdziwie  niepojmowalne.  Ale  może  sensowne  jest  wyrażanie  tego,  co 
niepojmowalne,  w  intelektualnej  grze  na  granicy  poznania,  za  pomocą 

hipotetycznych  niemożliwości.  Taką  grą  zdaje  się  wyobrażenie  zarodków 

życia w kosmosie rozprzestrzeniających się wszędzie i daj ących początek 

życiu, skoro w tej postaci istniało ono od zawsze. Ale jest to trywialna i nic nie 

mówiąca  gra  intelektu.  Więcej  wyraża,  jak  sądzę,  gra  zaproponowana 

przez  Preyera:  świat  jako  jedno  monstrualne  życie,  którego  trupem  i 

odpadem  jest  to,  co  nieożywione.  Nie  powstanie  życia,  ale  powstanie 

nieożywionego domagałoby się wyjaśnienia.

 

Analogicznym  problemem  jest  uczłowieczenie.  Dokonano  tu  rzeczy 

znaczących, ale są to tylko hipotezy i pojedyncze fakty. W sumie zagadka stała 

się  głębsza,  obraz  setek  tysiącleci  nieco  jaśniejszy,  ale  podłoże 

uczłowieczenia  jeszcze  bardziej  niepojęte.  Najlepszą  grą  intelektualną 

polegającą  na  wymyślaniu  niemożliwości  wydaje  mi  się  gra  Dacąućgo: 

człowiek istniał od zawsze, żył w wielorakich formach świata zwierzęcego, 

zupełnie  inaczej  niż  morfologicznie  pozornie  co  do  gatunku  pokrewne,  a 

jednak  co  do  istoty  różne  formy  zwierzęce,  jako  ryba,  gad  itp.  Człowiek 
stanowi - można by kontynuować to rozumowanie - odwieczną, właściwą 

formę życia, całe pozostałe życie jest tylko jego zwyrodniałą formą, także w 

końcu okazuje się, że to nie człowiekrozwinął sięzmałpy, ale raczej małpa z 

człowieka. Być może w dalszej perspektywie czeka nas nowy proces takiego 

wyradzania  się-  powstanie  nowego  gatunku  zwierząt  wskutek  kostnienia 

techniki,  będącej  formą  jego  istnienia:  ukształtuje  się  nowy  ludzki  byt,  z 

punktu widzenia którego ta masa wyglądać będzie jak jakiś inny gatunek, jak 

cośtylko ożywionego, ale już nie ludzkiego. Myśli te są absurdalne, ale gra 

nimi rozjaśnia naszą niewiedzę.

 

Najkrócej  podsumowałatenproblem  anegdota  zamieszczona  wpiśmie 

„Simplicissimus" wiatach pierwszej wojny światowej. Rozmawiaj ą dwaj 

chłopi z Górnej Bawarii: „Głupia sprawa, Darwin ma chybarację, pocho-

 

(jzimy  od  małpy."  „Tak  -  opowiada  drugi  -  głupia  sprawa,  ale  chciałbym 

zobaczyć małpę, która po raz pierwszy zauważyła, że nie jest już małpą".

 

Człowieka  nie  można  wywieść  z  czegoś  innego,  pozostaje  w  bezpo-

średnim  związku  z  podstawą  wszystkich  rzeczy.  Uprzytomnienie  sobie 

tego  oznacza  wolność  człowieka,  która  w  każdym  innym  totalnym  uza-

leżnieniu jego bytu gubi się, a zostaje całkowicie odzyskana w tej właśnie 

jedynej  totalnej  zależności.  Wszelkie  zależności  od  świata  i  biologiczne 

procesy rozwojowe dotyczą jakby materii człowieka, a nie jego samego. 

Nie można przewidzieć, j ak daleko dotrą badania w poznawaniu rozwoju tej 

człowieczej  materii.  I  nie  ma  chyba  dziedziny,  która  byłaby  dla  nas 

bardziej zajmująca i pobudzająca.

 

Każda wiedza o człowieku, gdy absolutyzuje samą siebie i uznaje za 

wiedzę  o  całości człowieka, sprawia, że jego wolność  znika.  To samo 

dotyczy  teorii  człowieka,  w  ograniczonych  ramach  sensownych,  które 

stworzyła  psychoanaliza,  marksizm,  nauka  o  rasach.  Przesłaniają  one 

człowieka jako takiego, gdy chcą badać coś więcej niż tylko aspekty jego 
zjawiska.

 

Nauka  ukazuje  nam  wprawdzie  godne  uwagi  i  zaskakujące  sprawy  w 

człowieku, ale im staje się jaśniejsza, tym bardziej świadomajesttego, że 

nigdy  nie  uczyni  człowieka  jako  całości  przedmiotem  swych  badań. 

Człowiek jest zawsze czymś więcej niż tym, co o sobie wie. Odnosi się to 

zarówno do człowieka jako takiego, jak i do każdej jednostki. Nigdy nie 

możemy dokonać bilansu i uznać, że wiemy, czym jest człowiek w ogóle 

lubjakaśjednostka.

 

Absolutyzacja  zawsze  partykularnego  poznania,  uznanie,  że  stanowi 

ono całość poznania człowieka, niszczy obraz człowieka. To z kolei niszczy 

samego człowieka. Obraz człowieka bowiem, który uważamy za prawdziwy, 

sam staje się elementem naszego życia. Rozstrzyga o tym, jak traktujemy 

siebie i innych ludzi, o nastroju naszego życia i o wyborze zadań.

 

Czym jest człowiek, na to  pytanie każdy z  nas  ma  całościową odpo-

wiedź i jest jej pewien w sposób, na który nie może wpłynąć badanie. To 

sprawa naszej wolności, która wprawdzie świadoma jest swego związku z 

nieodpartym  poznaniem,  ale  sama  nie  jest  jednym  z  właściwych  mu 
przedmiotów. Albowiem gdy poddajemy samych siebie badaniu, nie do-

 

 

 

Wykład trzecL-

 

Człowiek

 

44

 

45 

background image

 

 

 

 

strzegamy  już  wolności,  tylko  określony  byt,  Skończoność,  postać,  sto-

sunki, konieczności przyczynowe. Ale to właśnie dzięki naszej wolności 

jesteśmy świadomi naszego człowieczego bytu.

 

Podsumujmy  nasze  rozważania  raz  jeszcze,  by  uczynić  łatwiejszym 

skok do świadomości wolności.

 

Człowieka nie sposób pojąć przez odwołanie siędo,.rozwoju" ze świata 

zwierzęcego.

 

Przeciwstawia się temu teza: jego pochodzenia nie można pojąć inaczej 

niż  przez  odwołanie  się  do  takiego  rozwoju.  Skoro  pochodzenie 

człowieka tylko tak można pojąć, a wszystko, co dzieje się w świecie, 
jest zasadniczo zrozumiałe, człowiek musiał powstać w procesie takiego 
rozwoju.

 

Odpowiedź: w rzeczy samej, dla naszego poznania wszystko jest poj-

mowalne, bo granice pojmowalności są tożsame z granicami poznania; to, 

co leży poza nimi, jest dlapoznania niczym. Ale byt nie jest w żadnym razie 

tożsamy  z  tym,  co  możemy  poznać,  jeśli  poznaniem  nazywamy 
naukowo nieodparte poznanie przedmiotowe - przekaz dający się w sposób 

identyczny  zrozumieć.  Samo  to  poznanie  jest  zawsze  partykularne, 

odnosi się do określonych, skończonych przedmiotów - błądzi zasadniczo 

wtedy, gdy kieruje się ku całości jako takiej.

 

Świata jako całości nie da się pojąć za pomocą jednej, kilku lub wielu 

przejrzystych zasad. Po pierwszej, fałszywej i daremnej próbie ogarnięcia 

całości poznanie rozczłonkowuje swój przedmiot. Poznanie dokonuje się w 

świecie,  lecz  nie  ujmuje  świata.  Uniwersalne  poznanie  -  na  przykład  w 
matematyce  lub  naukach  przyrodniczych  -  chwyta  wprawdzie  coś 

wszechobecnego, ale nigdy nie jest to całość rzeczywistości.

 

Nowym błędem byłoby jednak dokonanie w ramach poznania jednego 

typu skoku do poznania innego typu. Jak gdyby na granicy można było 

poznać stwórcę świata, ingerencję stwórcy w losy świata - dla poznania są 

to tylko obrazowe tautologie zdające sprawę z naszej niewiedzy.

 

Świat okazuje się niezgłębialny. Ale człowiek odnajduje w sobie coś, 

czego nie znajduje nigdzie w świecie, coś nie dającego się poznać ani 

dowieść, coś, co nigdy nie staje się przedmiotem, co wymyka się wszelkiej 

empirycznej nauce: wolność i to, co sięz nią wiąże. Doświadczam j ej

 

nie dzięki wiedzy o czymś, ale dzięki czynowi. W wolności odnajduję 

drogę wiodącą przez świat i mnie samego ku transcendencji.

 

Temu, kto wolność neguje, nie można jej istnienia dowieść, tak jak 

dowodzi się istnienia rzeczy w świecie. Skoro jednak wolność stanowi 

źródło naszego działania i naszej świadomości bytu, to odpowiedź na 

pytanie, czym jest człowiek, jest nie tylko treścią wiedzy, lecz w i a r ą .  

Sposób, w jaki człowiek upewnia się o swoim byciu człowiekiem, stanowi 
podstawowy rys filozoficznej wiary.

 

Wolność  człowieka  nie  daje  się  oddzielić  od  ś w i a d o m o ś c i  

s k o ń c z o n o ś c i  c z ł o w i e k a .

 

Naszkicujmy  pokrótce  podstawowe  rysy.  Skończoność  człowieka  jest, 

po p i e r w s z e ,  skończonością wszystkiego, co żyje. Jest on skazany na 

swoje środowisko, dostarcza mu ono pożywienia i treści jego zmysłom; 

wydany  jest  nie  znającym  miłosierdzia,  głuchym  i  ślepym  zjawiskom 

przyrodniczym; musi umrzeć.

 

Skończoność  człowieka  wyraża  się,  po  d r u g i e , w  tym,  że  zdany 

jest na innych ludzi i stworzony przez ludzką wspólnotę dziejowy świat. W 

świecie  tym  nie  może  polegać  na  niczym.  Bogactwa  gromadzą  się  i 

rozpływają.  W  instytucjachludzkichrządzi  nie  tylko  sprawiedliwość,  ale 

też  każdorazowa  władza,  która  swą  samowolę  podaje  za  narzędzie  spra-

wiedliwości i dlatego zawsze opiera się po części na fałszu. Państwo i 

wspólnota narodowa mogą unicestwiać ludzi, którzy pracowali dla nich 

przez całe życie. Polegać można tylko na wierności ludzi, z którymi wiąże 

nas egzystencjalna komunikacja, ale nie można wyliczyć jej szans. Polega 

się tu bowiem na czymś, co nie istniej e w świecie w obiektywny, daj ący się 

dowieść sposób. Także najbliższy człowiek może zachorować, zwariować, 

umrzeć.

 

Skończoność człowieka wyraża się, p o t r zecie,  także w poznaniu, w 

tym,  że  skazany  jest  na  dane  mu  doświadczenie,  w  szczególności  na 

naoczność, która nigdy nie może być wolna od treści zmysłowych. Myśląc, 

mogę  ogarnąć  tylko  to,  co  ucieleśnia  się  w  naoczności  wypełniaj  ącej 

myślowe formy.

 

Człowiek uświadamia sobie swoją Skończoność w zetknięciu z tym, co 

skończone nie jest - z bezwarunkowym i nieskończonym.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecl-

 

46

 

47 

background image

 

 

 

 

B e z w a r u n k o w e   urzeczywistnia się dla niego w decyzji, której 

spełnienie wskazuje, że pochodzi on skądinąd, niż sugerowałoby poznanie 

jego skończonego istnienia.

 

Nieskończonego  człowiek dotyka, choć go nie ogarnia, przede 

wszystkim w idei nieskończoności, poza tym w wyobrażeniu poznania 

boskiego różniącego się z istoty od skończonego poznania ludzkiego, w 

końcu  w  idei  nieśmiertelności.  Niepojmowalne,  ale  jednak  stopniowo 

uświadamiane  nieskończone  pozwala  człowiekowi  przekraczać  swoją 

skończoność poprzez jej uświadomienie.

 

Dzięki  obecności  bezwarunkowego  i  nieskończonego  skończoność 

nie jest dla człowieka tylko nie uświadomioną cechą jego istnienia; dzięki 

światłu  transcendencji  staje  się  dla  niego  podstawowym  rysem  świado-

mości bycia stworzonym. W ten sposób skończoność człowieka zostaje 

przełamana, choć nie zniesiona.

 

Gdy w bezwarunkowości swej decyzji - w opozycji do wszystkiego, co 

skończone w świecie - człowiek dzięki swej niezależności upewnia się o 

swej  nieskończoności  jako  tożsamej  z  autentycznym  byciem  sobą, 

wówczas odsłania się przed nim nowe oblicze jego skończoności. Ta 

skończoność  jako  egzystencja  oznacza:  człowiek  nie  może  siebie  za-

wdzięczać samemu sobie. To nie dzięki sobie jest on źródłowo sobą. Po-

dobnie jak swego istnienia w świecie nie zawdzięcza własnej woli, tak 

sam został samemu sobie podarowany przez transcendencję. Musi być 

stale na nowo sobie darowywany, jeśli nie chce przestać być sobą. Jeśli 

człowiek potwierdza się wewnętrznie w swoim losie, gdy niewzruszenie 

stawia czoło nawet śmierci, to nie może zawdzięczać tego wyłącznie sa-

memu sobie. To, co mu w tym pomaga, jest innego rodzaju niż wszelka 

pomoc w świecie. Transcendentna pomoc ukazuje mu się wyłącznie w 

tym, że może być sobą. To, że może polegać na sobie, zawdzięcza nie-

uchwytnej, tylko w wolności samej wyczuwalnej dłoni transcendencji.

 

Z  radykalnie  odmiennych  źródeł  czerpiemy  pewność  dotyczącą  czło-

wieka jako przedmiotu badani człowieka jako wolności. Pierwszy jest 

treścią wiedzy, drugi - podstawowym rysem naszej wiary. Jeśli jednak 

dążymy do uczynienia wolności treścią wiedzy i przedmiotem badań, to 

rodzi się szczególna forma zabobonu.

 

Wiarę  znajdujemy na drodze wolności, która nie jest wolnością abso-

lutną ani pustą, lecz doświadczającą siebie jako możliwości utraty siebie i 

bycia sobie podarowaną. Tylko dzięki wolności upewniam się o transcen-

dencji. Dzięki wolności docieram wprawdzie do punktu, w którym jestem 

niezależny od całego świata, ale właśnie za sprawą świadomości radykalnego 

związania z transcendencją. Nie istnieję bowiem dzięki samemu sobie.

 

Z a b o b o n   natomiast po wstaje na drodze wiodącej przez przedmioty, 

przez wiarę w coś, a zatem także przez rzekomą wiedzę o wolności. Dlatego 

nowoczesną  postacią  zabobonu  jest  na  przykład  psychoanaliza  jako 

światopogląd  i  pseudomedycyna,  która  czyni  rzekomym  przedmiotem 

swych badań wolność człowieka.

 

Świadomość  siebie  jako  człowieka  jest  zarazem  świadomością  trans-

cendencji  -jest  ograniczeniem  lub  wzlotem,  jest  zabobonem,  gdy  ogra-

nicza się do tego, co przedmiotowe (a przez to wiąże się z fałszywym 

wyobrażeniem nauki), lub wiarą, gdy prowadzi do uprzytomnienia Ogar-

niającego (a przez to związana jest z wypełniającą niewiedzą).

 

Skończoność jako stygmat bycia stworzonym człowiek dzieli ze zwie-

rzętami, z wszystkim, co istnieje. Ale jego ludzka skończoność  nie 
j e s t  z d o l n a  do tego zamknięci  a, jakie osiąga każde zwierzę.

 

Każde zwierzę jest po swojemu doskonałe, dzięki ograniczeniu znajduje 

spełnienie  w  stale  pulsującym  krwiobiegu  istot  żywych.  Wydane  jest 

wyłącznie na pastwę natury, która stale wszystko niszczy i odradza na 

nowo. Tylko skończoność człowieka nie znajduje spełnienia. Tylko jego 

skończoność prowadzi go w dzieje, w których chce stać się tym, czym 

może być. Otwartość jest znakiem jego wolności.

 

Ta n i e m o ż l i w o ś ć  s p e ł n i e n i a wraz z jej następstwami -

bezustannym  szukaniem  i  próbowaniem  (zamiast  spokojnego  w  swej 

ograniczoności, nieświadomego życia w powtarzających się cyklach) -

związana jest nierozdzielnie z wiedzą człowieka o niej. Spośród wszy-

stkich istot żywych tylko człowiek wie o swej skończoności. Jako niemo-

żliwość spełnienia jego skończoność staje się dlań czymś więcej niż tym, co 
wychodzi na jaw w samej tylko wiedzy o skończoności. To z zagubienia 

człowieka  wyrastają  jego  zadania  i  możliwości.  Znajduje  się  on  w 

najbardziej rozpaczliwym położeniu, ale przez to z jego wolności wypły-

 

 

 

Wykład trzect-

 

Człowiek

 

48

 

49

 

background image

 

 

 

 

wa najsilniejsze wezwanie do wzlotu. Dlatego wizje człowieka cechowała 

zawsze  zadziwiająca  sprzeczność  -  przedstawiano  go  jako  najnędz-

niejszą i najwspanialszą istotę.

 

Twierdzenie, że człowiek jestistotąskończoną i nie znającą spełnienia, 

ma dwuznaczny charakter. Jego treść poznawcza wywodzi się z dającej się 

udowodnić  wiedzy  o  :;kończoności  człowieka.  Ale  w  swej  ogólności 

wskazuje ono także na coś, co jest treścią wiary, z której wyrasta wolność 

człowieczych  zadań.  Podstawowe  doświadczenie  istoty  człowieka  -

przekraczając wszystko, co poddaje się poznaniu - ujmuje w jedno jego 

niemożliwość spełnienia i nieskończone możliwości, jego związanie i 

przełamującą wszystko wolność.

 

Świadomy swej wolności człowiek chce stać się tym, czym może i 

powinien być. Tworzył d e a ł swej istoty. Tak jak poznanie, traktując czło-

wiekajako przedmiotbadań, fałszywie go ogranicza, czyni zniego obraz, tak i 

wolność, błądząc, kieruje się w swym dążeniu pewnym absolutnym ideałem. 

Człowiek chciałby uciec od bezradnych pytań i zagubienia, zanurzyć się w 

powszechności, której konkretne postaci mógłby naśladować.

 

Istnieje  wiele  obrazów  człowieka  uznawanych  za  ideały,  którymi 

chcielibyśmy się stać. Nie można wątpić w historyczne oddziaływanie 

takich  ideałów,  w  realność  społecznych  typów.  Spotęgowany  ideał  prze-

radza się w nieokreśloną „wielkość", wykraczającą jakby poza to, co w 

człowieku ludzkie, w jakiegoś nadczło wieka czy nieczłowieka.

 

Dla naszej filozoficznej świadomości decydujące jest to, że przekonu-

jemy się o fałszywości takich dróg i o tym, że są one niemożliwe. Kant 

wyraził tę pewność w sposób najczystszy: „Lecz chęć urzeczywistnienia 

ideału wjakimśprzykładzie, tzn. w zjawisku, np. mędrca w po wieści [...], 

ma w sobie coś niedorzecznego i mało budującego, gdyż naturalne ogra-

niczenia, przynoszące stale uszczerbek doskonałości w idei, uniemożliwiaj 

ą  w  takiej  próbie  wszelką  iluzj  ę  i  czynią  przez  to  dobro  zawarte  w  idei 
podejrzanym i podobnym do prostego urojenia" *.

 

*     Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu, przeł. R. Ingarden, t. II, Warszawa 

1957, s. 312.

 

Tak jak człowiek znika, gdy jako przedmiot poznania w teorii ras, 

psychoanalizie,  marksizmie  uznawany  jest  za  pojętego  lub  pojmowal-

nego w całości, tak zadanie bycia człowiekiem znika w obrazach ideału 

człowieka.

 

Czymś zasadniczo różnym od ideału jest idea. Nie istnieje wprawdzie 

żadenideał, ale istnieje idea człowieka. Idę ał załamuje się, idea prowadzi. 

Ideały mogą być jakby schematami idei, drogowskazami. Na tym polega 

prawda  wielkich  filozoficznych  wyobrażeń  -  człowieka  szlachetnego  w 

Chinach i mędrca u stoików. Pobudzają one do wzlotu, lecz nie ukazują 

spełnienia.

 

Czym innym jest także wzorowanie się na historycznie określonych, 

czczonych  i  miłowanych  ludziach.  Pytamy  często:  co  powiedziałby  w 

tym przypadku, jak by się zachował? I zaczynamy nim żywą dyskusję, 
nie uznając go bynajmniej za uosobienie prawdy, za bezwarunkowo godny 

naśladowania  wzór.  Albowiem  każdy  człowiek  jest  człowiekiem  i  dlatego 

jest skończony i niedoskonały, dlatego też błądzi.

 

Wszystkie  ideały  człowieka  zawierają  w  sobie  coś  niemożliwego,  bo 

człowiek nie może się spełnić. Nie może istnieć człowiek doskonały. Ma to 

istotne filozoficzne następstwa.

 

1. Autentyczna wartość człowieka nie leży w gatunku czy typie, do którego 

się  zbliża,  a l e w d z i e j o w e j   j e d n o s t c e ,   niepowtarzalnej, 

niezastąpionej. Wartość każdego człowieka uznaje się za nienaruszalną 

dopiero  wtedy,  gdy  nie  traktuje  sięludzi  j  ako  wymiennego  materiału, 

którymabyć ukształtowany wedle jakiegoś powszechnego wzoru. Społeczny 

i  zawodowy  typ,  do  którego  się  zbliżamy,  przejmujemy  tylko  jako  rolę 

odgrywaną przez nas w świecie.

 

2. I d e a  r ó w n o ś c i  wszystkich ludzi jest w oczywisty sposób fałszywa, 

gdy  chodzi  o  ich  charaktery  i  uzdolnienia  jako  poddających  się 

psychologicznym badaniom istot. Jest także fałszywa w odniesieniu do 

realiów społecznego ładu, w którym w najlepszym razie istnieć może 

równość szans i równość wobec prawa.

 

Istotną równość wszystkich ludzi dostrzec można tylko w owej głębi, w 

której  dla  każdego  dzięki  wolności  otwarta  jest  droga  zdążania  przez 

moralne życie ku Bogu. Jest to równość biorąca się z nie dającej się wy-

 

 

 

I

 

Wykład trzech-

 

Człowiek

 

50 

51

 

background image

 

 

 

 

kazać zapomocą żadnej ludzkiej wiedzy ani nie dającej sięzobiektywizo-

wać wartości, jaką jest jednostka jako nieśmiertelna dusza. Jest to równość 

wymagań i ostatecznego sądu, po którym przypadnie człowiekowi miejsce 

w  niebie  albo  w  piekle.  Równość  ta  nakazuje  szacunek  dla  każdego 

człowieka, wykluczający traktowanie kogokolwiek wyłącznie jako środka, 
a nie zarazem jako celu samego w sobie.

 

Człowiekowi zagraża jego pewność siebie, przekonanie, że jest już 

tym, czym mógłby być. Gdy wiara, w której człowiek odnajduje drogę 

swychmożliwości,  staje  sięczymś,  co  posiada,  to  zamyka  tę  drogę-prze-

mienia  się  w  pychę  moralnego  samozadowolenialub  dumępłynącą  z  wro-
dzonych cech.

 

Z postawy stoickiej - żyć tak, by podobać się samemu sobie, aż do 

zgody na siebie, jaką zdaniem Kanta odczuwa człowiek działający mo-
ralnie - wypływało arbitralne zadowolenie z siebie, któremu św. Paweł i 

Augustyn,  a  nawet  sam  Kant,  przeciwstawiali  fakt  sięgającego  korzeni 

zepsucia człowieka.

 

Istotne jest, że człowiek jako egzystencja doświadcza tego, iż został 

samemu  sobie  w  swojej  wolności  podarowany  przez  transcendencję. 

Przez to wolność ludzkiego bytu staje sięjądrem wszystkich możliwości 

człowieka,  który  dzięki  przewodnictwu  transcendencji,  dzięki  jedni  staje 

sięjednością.

 

P r z e w o d n i c t w o   to  jest  radykalnie  odmienne  od  jakiegokolwiek 

przewodnictwa w świecie, bo nigdy nie staje się obiekty wnie jednoznaczne; 

towarzyszy ono całkowitemu wyzwalaniu człowieka. Urzeczywistnia się 

bowiem wyłącznie za sprawą wolności upewniania się o sobie samym. 

Głos Boga zawiera się w przekonaniu, do jakiego dochodzi otwarta na 

tradycję i świat jednostka. Staje się on zrozumiały w wolności wyboru tego, 

co  uznajemy  za  własne  przekonanie,  i  nie  ma  żadnego  innego  sposobu 

objawienia się ludziom. Człowiek, którego decyzja wypływa z jego głębi, 

wierzy, że posłuszny jest Bogu, choć jego wiedza o tym, jaka jest wola Boga, 
nie ma obiektywnych gwarancji.

 

Przewodnictwo urzeczywistnia się za sprawą sądu, jaki człowiek wydaje 

o swym czynie. Sąd ten hamuje i pobudza, koryguje i potwierdza. W istocie 

jednak człowiek sądząc samego siebie nie może całkowicie i osta-

 

tecznie polegać tylko na sobie. Chce wysłuchać sądu innych ludzi i w 

dyskusji z nimi zdobyć jasność. Ale w końcu i sąd najbardziej znaczących 

dla niego ludzi, choć w rzeczywistości jedyny dostępny, nie jest rozstrzy-

gający. Rozstrzygający byłby sąd Boga.

 

Uznanie sądu zaprawdziwy dokonuje siętedy w czasie wyłącznie dzięki 

temu, że sami siebie przekonujemy o jego prawdziwości -już to dlatego, że 

roszczenie uchodzi za powszechnie obowiązujące, już to z tej racji, że jest 
dla nas wymogiem dziejowym.

 

Powaga  posłuszeństwa  wobec  uznanego  w  wolności  powszechnego 

nakazu etycznego - wobec dziesięciorga przykazań - wiąże się z tym, że 

właśnie jako wolni wsłuchujemy się w transcendencję.

 

Ponieważ jednak czyn nie daje się całkowicie wyprowadzić z tego, co 

ogólne,  przewodnictwo  boże  przemawia  do  nas  u  źródła  konkretnego 

wymogu  dziejowego  bardziej  bezpośrednio  aniżeli  w  nakazie  ogólnym. 

Ale to, co słyszymy, pozostaje mimo całej swej pewności problematyczne. 

Wsłuchiwanie  się  w  przewodnictwo  boże  niesie  ze  sobą  zawsze  ryzyko 

zbłądzenia. Przesłanie bowiem jest zawsze wieloznaczne, a wolność, w 

porównaniu  z  tą,  jaką  dawałaby  jasna,  jednoznaczna  wiedza  o 

konieczności,  nigdy  nie  jest  doskonała.  Nigdy  nie  opuszcza  mnie  nie-

pewność,  czy  postępując  wedle  nakazów  boskiego  przewodnika  rze-

czywiście jestem sobą, czy na pewno samo źródło podpowiada mi, w 

jakim kierunku iść.

 

Świadomość tego  ryzyka  pozostaje  w  czasie  warunkiem  wzrostu  wol-

ności. Wyklucza poczucie bezpieczeństwa biorące się z pewności, zabrania 

uogólniania  nakazów,  uznawania  ich  za  obowiązujące  wszystkich, 

kładzie tamę fanatyzmowi. Nawet w pewności decyzji, skoro dokonuje się 

ona  w  świecie,  musi  tkwić  jakaś  niepewność.  Pewność  siebie  jest  nie-

dopuszczalna.  Pycha  posiadania  absolutnej  prawdy  niszczy  prawdę  w 

świecie. W pewności niezbędna jest pokora trwania w pytaniu. Albowiem 

wszystko może się jeszcze okazać czymś zupełnie innym. Czyste, ale 

przecież nigdy dostatecznie czyste sumienie może popełnić błąd.

 

Dopiero spoglądając wstecz możemy się zdumiewać tym niepojętym 

przewodnictwem.  Ale  nawet  wtedy  nie  zyskujemy  pewności,  prawdziwe 

przewodnictwo boże nigdy nie jest czymś, co posiadamy.

 

 

 

Człowiek

 

Wykład trzecir-

 

52

 

53

 

background image

 

 

 

 

Z psychologicznego punktu widzenia głos B oga wyraża siew czasie tylko w 

sądzie człowieka o sobie samym. W tym sądzie, który nagle - z rzetelnych 

usiłowań w polu różnych możliwości, z najdalej posuniętej ostrożności -

może sam objawić siejako pewny, odnajduje człowiek zawsze nieostateczny i 

zawsze dwuznaczny sąd B oga. Ale usłyszeć go można tylko we wzniosłych 

momentach. To z nich i w dążeniu do nich żyjemy.

 

Drogą myślącego człowieka jest filozofujące życie. Filozofowanie należy 

zatem  do  istoty  człowieka.  Jest  on  jedyną  istotą  w  świecie,  której  w 

istnieniu objawia się byt. Człowiek nie może spełnić się w samym istnieniu, 

zadowolić  się  smakowaniem  życia.  Przełamuje  wszelką  rzeczywistość 
istnienia  pozornie  spełniającą  się  w  świecie.  Wie,  że  jest  rzeczy  wiście 

człowiekiem, gdy otwarty na całość bytu żyje w świecie z transcendencją. 

Traktując serio swoje istnienie dąży jednak ku bytowi. Nie może bo wiem 

pojąć siebie jako prostego rezultatu tego, co zdarza się w świecie. Dlatego 

przekracza swoje istnienie i świat, zmierza ku podstawie istnienia i świata, 

tam,  gdzie  upewnia  się  o  swym  źródle,  dostępując  wtajemnicze-niaw 

stworzenie. Człowiek nie jest u źródła bezpieczny, nie jest też u celu. Szuka 

wieczności w swoim życiu między źródłem i celem.

 

N i e w i a r a  pozwala człowiekowi tkwić w faktach byle jakiego życia, 

zdać się na poznawalne konieczności i to, co nieuniknione, zatopić się w 

pesymizmie  schyłku,  w  gasnącej  świadomości.  Człowiek  dusi  się  w 
swoim rzekomo określonym bycie.

 

W i ara   f i l o z o f i c z n a   jest jednak wiarą człowieka w swoje mo-

żliwości. W nich oddycha jego wolność.

 

Przełożyła Dorota Lachowska

 

Wykład czwarty 

Filozofia i religia

 

Od tysiącleci filozofia i religia spotykają się ze sobą jako sojusznicy 

albo wrogowie.

 

Spotykają  się  najpierw  w  mitach  i  obrazach  świata,  potem  w  teologii, 

gdy filozofia  występuje  w szatach teologii, tak jak skądinąd  pojawia się 

przecież w szatach poezji, a najczęściej nauki. Potem zaś, gdy dochodzi 

do rozstania, religia staje się dla filozofii wielką tajemnicą  - filozofia nie 

może  pojąć  religii.  Kult,  roszczenie  do  objawienia,  roszczenie  do  władzy, 
jakie  wysuwa  oparta  na  religii  wspólnota,  organizacja  i  polityka  takiej 
wspólnoty,  oraz  sens, jaki  religia  nadaje  samej  sobie  -  wszystko  to jest  dla 
filozofii przedmiotem badania.

 

W  tym  badawczym  podejściu  kryje  sięjuż  zarodekwalki.  Filozof  może 

podejmować  tę  walkę  tylko  ze  względu  na  prawdę  i  tylko  środkami  du-
chowymi.

 

Ani religia, ani filozofia nie są tworami jednoznacznymi - nie są stałymi 

punktami,  od  których  moglibyśmy  rozpocząć  porównawcze  rozważania. 

Obie podlegają dziejowym przemianom, ale same pojmują się zawsze w 

odniesieniu do wiecznej prawdy, a ich dziej owa postać prawdę tę zarazem 
ukrywaiprzekazuje.  O  wiecznej,  jedynej  prawdzie  religijnej  nie  potrafię 

mówić.  Prawdą  fi\ozofń)Qstphilosophiaperennis,  której  nikt  nie  może 

zagarnąć  dla  siebie,  chociaż  o  nią  przecież  chodzi  każdemu  filo-

zofującemu  i  ona  właśnie  obecna jest  wszędzie tam,  gdzie  się  naprawdę 
filozofuje.

 

Nie do pomyślenia jest stanowisko wykraczające poza opozycję filozofii 

i  religii.  Każdy  z  nas  stoi  już  po  jednej  stronie,  a  o  drugiej  stronie 

wypowiada się w jakiej ś decydującej sprawie bez własnego doświadczenia. 

Przeto  i  po  mnie  mogą  sięPaństwo  spodziewać,  że  pod  jakimś  względem 

jestem ślepy i błądzę. Ociągam się, a przecież nie mogę się wycofać. Mówić 

o  religii,  jeśli  nie  należy  się  do  niej  całą  swoją  istotą,  to  rzecz 

problematyczna,  ale  także  niezbędna,  jako  wyraz  własnego  wyraźnego 
niedostatku, jako poszukiwanie prawdy, a także jako sprawdzenie same-

 

 

 

Wykład trzeci-

 

55

 

54

 

background image

 

 

 

 

mu religijnej wiary pośród tak rodzących się pytań. Dla filozofii religia 

nie jest wrogiem, ale czymś, co ją istotnie obchodzi i niepokoi.

 

Dziś znajdujemy się w sytuacji, którą scharakteryzuję słowami o oso-

bistym  zabarwieniu.  Ponieważ  religia  jest  czymś  tak  istotnym,  świado-

mość niedostatku kazała mi chciwie nasłuchiwać głosów dochodzących ze 

stanowiskareligijnej wiary. Otóż dla kogoś, kto jakja całe życie zabiegał o 

prawdę, jest rzeczą bolesną, że dyskusja z teologami utyka; w decydujących 

punktach  teologowie  milkną,  wypowiadaj  ą  jakieś  niezrozumiałe  zdania, 

mówią  o  czymś  innym,  coś  bezwarunkowo  stwierdzają,  prze-

mawiająprzyjaźnie i z dobrocią, nie uprzytomniwszy sobie wcale, co się 

przedtem powiedziało - koniec końców nie są wcale zainteresowani. Z 

jednej strony bowiem czują się pewni swej prawdy, przerażająco pewni, z 

drugiej strony my, ludzie w ich oczach grzeszący zatwardziałym uporem, 

wydajemy się im nie warci zachodu. Aby ze sobą rozmawiać, trzeba jednak 

słuchać i  naprawdę  odpowiadać,  nie  wolno  milczeć  ani  wymijać  pytań, 

trzeba  zwłaszcza  każde  wyznanie  wiary  -  które  spełnia  się  przecież  w 

ludzkim języku, kieruje się ku przedmiotom, jest wypowiedzią w ramach 

tego świata-razjeszczezakwestionowaćipoddać sprawdzeniu, nie tylko na 

zewnątrz,  ale  wewnętrznie. Kto  ostatecznie  posiadł  prawdę,  nie  może z 

innymi naprawdę rozmawiać - zrywa prawdziwe porozumienie na rzecz 

treści swej wiary.

 

Ten wielki problem mogę poruszyć tylko w kilku aspektach i tylko 

ułamkowo. Chodzi mi o to, by w ten sposób dać odczuć źródłowo wiarę 

filozoficzną.

 

Religia w odróżnieniu od filozofii charakteryzuje się takimi oto cechami:

 

Religia zna kult, jest związana ze swoistą, wyrastającą z kultu wspólnotą 

ludzi  i  nie  daje  się  oddzielić  od  mitu.  Do  religii  należy  zawsze  realny 

stosunek człowieka do Transcendencji w postaci obecnego w świecie sacrum, 
jako 
czegoś oddzielonego odprofonum, od tego, co sacrum nie jest. Gdzie 
brak sacrum albo gdzie je odrzucono, zanika swoistość religii. Dokąd sięga 

historyczna  pamięć,  niemal cała  ludzkość żyje  religijnie  -  tego  dowodu 

prawdy i wagi religii nie wolno ignorować.

 

Filozofia natomiast jako taka kultu nie zna, nie zna wspólnoty kierowanej 

przez kapłanów ani świętości jako wyodrębnionego sposobu istnienia

 

w świecie. To, co religia gdzieś tam umiejscawia, dla filozofii może się 

uobecnić wszędzie i o każdym czasie. Filozofiętworzy jednostka, w swo-

bodnych, nie mających społecznej realności stosunkach, bez gwarancji 

wspólnoty. W filozofii nie ma rytuałów ani pierwotnych realnych mitów. 

Jest przyswajana dzięki swobodnemu przekazowi, który ją zawsze prze-

kształca.  Jakkolwiek  przynależy  do  człowieka  jako  takiego,  pozostaje 

sprawąjednostek.

 

Religia dąży do ucieleśnienia swych prawd, filozofia - tylko do prze-

konującej pewności. Religii Bóg  filozofów wydaje się ubogi, blady, 
czczy,  filozoficzną  postawę  religia  zwie  lekceważąco  „deizmem";  dla  fi-

lozofii religijne ucieleśnienia są złudną osłoną i fałszywym zbliżeniem. 
Religia Izy Boga filozofów jako czystą abstrakcję, filozofia w religijnych 

wizerunkach Boga podejrzewa zachętę do oddawania pokłonu choćby i 

wspaniałym, ale przecież bożkom.

 

Niekiedy jednak treści filozofii i religii stykają się ze sobą, ba, wydają 

się tożsame, mimo iż ich przejawy wzajemnie się odpychają - pokażemy to 

na przykładach idei Boga, modlitwy, objawienia.

 

Id e a   B o g a  w kulturze Zachodu idea jednego Boga wy wodzi się z 

filozofii greckiej i ze Starego Testamentu. W obu przypadkach dokonał 

się wielki proces abstrakcji, ale za każdym razem w całkiem odmienny 
sposób.

 

W filozofii greckiej monoteizm rodzi się jako idea, czyni zadość kryteriom 

etycznym,  po  cichu  urasta  w  pewność.  Nie  działa  na  masy,  lecz  na 

jednostki. Jego konsekwencją są wzniosłe wizerunki człowieczeństwa i 
wolna filozofia - monoteizm grecki nie tworzy wspólnot.

 

W Starym Testamencie natomiast monoteizm rodzi się wśród namiętnej 

walki o czystego, prawdziwego, jedynego Boga. Abstrakcja nie dokonuje się 

mocą  logiki,  ale  pod  wrażeniem  obrazów  i  ucieleśnień,  które  Boga 

raczej przesłaniają, niż ukazuj ą, oraz w buncie przeciwko pokusom kultu, 

dionizyjskich świąt, skuteczności składania ofiar. W walce z B aala-mi, w 

walce z religią z tego świata, jej szczęściem i jej świętami, jej upo-jeniami i 
zadowoleniem  z  siebie,  w  walce  z  etyczną  obojętnością  zwycięża  czysta 

idea żywego Boga, któremu się służy. Ten prawdziwy Bóg nie  toleruje 

wizerunków ani porównań, nie przywiązuje wagi do kultu ni do

 

 

 

Wykląć, czwarty •

 

Filozofia i religia

 

56

 

57 

background image

 

 

 

 

ofiary,  do  świątyń,  rytuałów  ani  praw,  uznając  jedynie  prawość  postępo-

wania i miłość do człowieka (Księgi Micheasza, Izajasza, Jeremiasza).

 

Ta  abstrakcja  obraca  się  nihilistycznie  przeciwko  wszystkiemu  co  jest 

światem,  ale  jej  źródłem  jest  pełnia  świadomości,  której  ukazał  sięzaświa-

towy  Bóg  Stwórca  ze  swymi  etycznymi  żądaniami.  Ta  abstrakcja  nie 

opiera się na rozwoju idei, ale na wyrzeczonym przez Boga słowie, na 

samym  Bogu,  doświadczanym  w  słowie,  które  prorok  przekazuje  jako 

słowo Boże. Nie siła idei, lecz moc rzeczywistości Boga w świadomości 

profetycznej  egzystencji  stworzyła  ten  monoteizm.  Toteż,  rzecz  zdumie-

wająca, monoteizm grecki i starotestamentowy zbiegają się pod względem 

swej myślowej treści, lecz różnią sięradykalnie w sposobie obecności Boga. 
Jest  to  różnica  między  filozofią  a  religią.  Jest  to,  w  konsekwencji, 

różnica  między  boskością  a  Bogiem  -  między  pomyślaną 

Transcendencją  a  Bogiem  żywym;  Jednia  absolutu  w  filozofii  to  nie  to 
samo, co Jedyny Bóg w Biblii.

 

Gwoli filozoficznej jasności należy jednak spytać, czy dlaproroków ta 

nieporównana,  dziś  jeszcze  porywająca  nas  pewność  wiary  nie  była  mo-

żliwa w tej formie tylko dlatego, że nie wdali się jeszcze w filozofowanie 

żyli w myślowej naiwności i przeto nie spostrzegli, że w „słowie" wypo-
wiedzianym  dla  wszystkich  bezpośrednio  przez  Boga  pozostaje  wciąż 

resztka cielesnej rzeczywistości owych obrazów i porównań, które wszak z 
zasady zwalczali.

 

Monoteizm Grecji i Starego Testamentu wspólnie wyznaczyły zachodnią 

ideę Boga. Interpretowały się nawzajem. Mogło tak być, ponieważ wiara 

proroków dokonała abstrakcji analogicznej do abstrakcji w filozofii. Wiara 

profetyczna przewyższa wiarę filozoficzną pod względem siły, gdyż wyrasta 

z bezpośredniego doświadczenia Boga. Ale ustępuje filozofii, gdy chodzi o 

jasność mvśli. fote.ż rat™™ c;**™™™, ,„i,~i~:—-t. ^-

 

Boga, chwali Go i błaga. Istotne są tu jednak formy pochodzące z prze-

szłości, której nie sposób dosięgnąć myślą, formy niezbywalne, faktycznie 
wprawdzie dojrzewające i zmieniające się przez całe pokolenia, ale potem 

doświadczane  jako  trwałe.  Od  dawna  stały  sięczęściowo  niezrozumiałe, 

zachowuje sieje albo jako tajemnicę, albo zmienia i wyposaża w nowy, 

zrozumiały sens. Modlitwa natomiast jest czymś indywidualnym, obecnym 

egzystencjalnie. Jednostka  spełniająca  akt modlitwy  jako  element  kultu, 

nadająca  mu  stale  tę  samą  formę,  pozostaje  całkowicie  w  domenie 

religii. Ale jako cośnaprawdęosobistego i źródłowego modlitwa sytuuje się 
na  pograniczu  filozofowania  i  staje  się  filozofią  w  chwili,  gdy  zanika 

wszelkie  odniesienie  do  Boga  z  myślą  o  jakimś  celu  i  realna  chęć 

oddziałania  na  boskość.  Jest  to  przeskok  od  cielesności  osobistego  sto-
sunku do osobowego Boga- co jest źródłem religii - do stanu zawieszenia 

właściwego  filozoficznej  kontemplacji,  gdzie  oparcie  daje  człowiekowi 

zrazu tylko oddanie i wdzięczność, a potem przychodzi pewność. Ta kon-

templacja nie zmienia niczego w świecie, a tylko w samym człowieku. 

Spekulatywne  upewnienie  się  jest  tam,  gdzie  staje  się  autentyczną  kon-

templacją, jak modlitwa. Jeśli pierwotnie ta kontemplacja mieściła się też w 

tym  wszystkim,  co  urzeczywistniło  sięjako  religia,  to  teraz  odróżnia  się 

przecież od aktu religijnego i może się usamodzielnić.

 

O b j a w i e n i e :   religie  opierają  się  na  objawieniu,  wyraźnie  i  świa-

domie  -  religie  hinduskie  i  biblijne.  Objawienie  to  bezpośrednie,  umiej-

scowione w czasie, ważne dla wszystkich ludzi ujawnienie się Boga w 

słowie, żądaniu, działaniu, zdarzeniu. Bóg daje swoje przykazania, tworzy 

wspólnotę, ustanawia kult. Tak więc podstawą kultu chrześcijańskiego jest 

czyn Boga ustanawiający Wieczerzę. Ponieważ objawienie jest źródłem 

jakiejś  treści  religijnej,  ważne  jest  nie  samo  w  sobie,  ale  we 
wspólnocie  -  narodu,  gminy,  Kościoła  -  która  jest  teraz  autorytetem  i 

gwarancją.

 

W obliczu wysiłków dochodzenia do Boga w myśli, w obliczu myślowej 

drogi,  gdzie  każdy  kolejny  krok  zdaje  się  pozbawiać  nas  tego,  cośmy 

osiągnęli na początku, słyszymy  słowo: wszelkie wymyślanie Boga jest 

daremne, o Bogu człowiek wie i wiedzieć może tylko przez objawienie. 

Bóg dał prawo, wysłał proroków, przyszedł sam w postaci sługi, aby zbawić 

nas przez śmierć na krzyżu.

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

„_ _ „ „ . . ———^i^Mjv

&

a.^-iituaujpUjeillOZO-

 

fii, gdy chodzi o jasność myśli, toteż zatraca się znowu w kolejnych for-

mach religijnych, już w samej Biblii.

 

M o d l i t w a :   kult  jest  aktem  wspólnoty,  modlitwa  jest  uczynkiem 

jednostki  spełnianym  w  samotności.  Kult  występuje  powszechnie,  mod-

litwa uwidocznia się tu i ówdzie w historii, w Starym Testamencie np. 
zdecydowanie  dopiero  u  Jeremiasza.  Duchowa  struktura  liturgii,  w  której 

dokonuje  się  kult,  wypełniona  jest  tekstami,  które  zwykło  obdarzać  się 

mianem modlitwy, ponieważ za pośrednictwem tych tekstów wzywa się

 

58

 

59

 

background image

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

Ale objawienie, głoszone musi mieć jakiś kształt w świecie. Objawienie 

wypowiedziane  wchodzi  w  skończoność,  nagina  się  do  pojęć.  W  mowie 

wypacza się jego znaczenie. Słowo ludzkie nie jest już słowem bożym. To, 

co  w  objawieniu  dotyczy  człowieka  jako  człowieka,  staje  się  treścią 

filozofii  i  jako  takie  obywa  się  bez  objawienia.  Czy  chodzi  tu  o 

rozcieńczenie religii, utratę jej substancji? W takim razie mówi się o seku-

laryzacji. Czy o oczyszczenie, o powrót do pierwotnej istoty, o pogłębienie i 

właśnie  substancjalizację?  Wydaje  się,  że  zachodzą  oba  te  procesy. 
Niebezpieczeństwu  wyjałowienia  przez  oświecenie  przeciwstawia  się 

szansa  uzyskania  właściwej  prawdy  przez  człowieka.  Od  czasów  staro-

żytnych  filozofowie  wciąż  odrzucali  religię.  Wyliczmy  szereg  typowych 

zarzutów i spróbujmy krytycznie określić granice każdego z nich.

 

a), .Wielość religii dowodzi, że żadna nie jest prawdziwa. Albowiem prawda 

jest tylko jedna".

 

Zarzut ten ostanie się tylko, jeśli wyznanie wiary traktować będziemy 

tak jak treści naukowe, nie dotyka jednak samej wiary religijnej. Wiara 
ma swoje przejawy historyczne, ale jej zewnętrznego wyrazu nie należy 

mylić z treścią samego życia w wierze, która przezeń przemawia: Una 
religio in rituum varietate 
(Kuzańczyk).

 

b) „Religie sankcjonowały dotychczas każde zło, mogły czynić lub uspra-

wiedliwiać najstraszniejsze rzeczy, gwałt i kłamstwo, składanie ludzi w 

ofierze,  wyprawy  krzyżowe,  wojny  religijne".  Niepodobna  dokonać 

rachunku  dobrodziejstw  i  szkód  wyrządzonych  przez  religie.  Każda 

ocena musi opierać się na historycznych badaniach stanu faktycznego. 
Zarzut  ten  należy  uzupełnić  stwierdzeniem  zbawiennych  skutków 

religii, jak pogłębianie życiaduchowego, wprowadzanie ładu w ludzkie 

sprawy, dobroczynność na wielką skalę, inspirowanie sztuki i myśli.

 

Jeśli ktoś twierdziłby zgoła, iż dobre stosunki między ludźmi, pokój i 

ład zapewnić może raczej rozum niż religia; iż sprawiedliwość znaczy 

więcej niż wiara, praktycznamoralność więcej niż religijność; iż to, co 

jest dobrego w ludzkości, jest dziełem nauki i rozumu, nie religii -

trzeba odrzec, że religia nie wyklucza przecież rozumu, oraz że do tej 

pory właśnie religia, choć z pomocą rozumu, urzeczywistniła najbardziej 

trwały i pełen treści ład, nie mocą bezpośrednich zaleceń, ale za

 

sprawą wierzących ludzi, ich powagi i rzetelności. Dotychczasowe do-

świadczenia historyczne świadczą natomiast, iż próby oparcia się wy-

łącznie na rozumie - to jest na intelekcie - prowadziły rychło do nirii-
listycznego chaosu.

 

c) „Religia jest źródłem fałszywych lęków. Urojenia dręczą duszę. Męki 

piekielne, gniew Boga, niepojęta rzeczywistość bezlitosnej woli i tym 

podobne  wywołują  przerażenie,  zwłaszcza  w  godzinie  śmierci. 

Uwolnienie od religii oznacza spokój, gdyż uwalnia od oszukańczych 
wizji".

 

Zarzut ten jest słuszny, jeśli tyczyć ma konkretnych zabobonów. Staje 

się fałszywy, jeśli ma ujmować samą treść lęku. Jeżeli lęk przed pie-

kłem jest dla niezliczonych dusz podstawą wyboru dobra zamiast zła, to 

rzadko bywa to wyłącznie lęk przed czymś rzekomo realnym. Lęk ten, 

zaszyfrowany  w  obrazie  piekła,  może  raczej  objaśniać  głębokie 
egzystencjalne motywy wyboru własnej istoty. Lęk o autentyczny byt to 

podstawowa  cecha  człowieka  rozbudzonego.  Spokój,  który  płynie  z 

negacji piekła, nie wystarcza, spokój musi wyrastać z pozytywnej uf-

ności, z ustroju duszy, która kieruje się dobrą wolą stale przezwycięża-

jącą lęk. Człowiek, u którego zanikł lęk, to człowiek już tylko powie-
rzchowny.

 

d) „Religie są pożywką wszechogarniającego fałszu. Ponieważ zakładaj ą u 

początku  coś  niepojętego,  bezmyślnego,  absurdalnego,  ponieważ  nie 

pozwalajątego  podać  w  wątpliwość,  wytwarzają  atmosferę  tępego  po-

słuszeństwa. Jeśli pojawiają się wątpliwości, człowiek dławi własny 

intelekt i tę nieuczciwość poczytuje sobie za zasługę. Nawyk wstrzy-

mywania się od dalszych pytań toruje drogę nieprawdzie we wszy-
stkich  innych  dziedzinach.  Człowiek  nie  dostrzega  sprzeczności  w  my-

śleniu  i  we  własnym  postępowaniu.  Toleruje  wypaczenia  czegoś  pier-

wotnie prawdziwego, bo ich nie zauważa. Wiara religijna i fałsz są ze 

sobą spokrewnione".

 

Na ten zarzut można tylko odrzec, że u źródeł religii nie musi wcale 

znajdować się to, co pojawia się w jej rozwoju. Jeśli nawet zgodzić się z 

Burckhardtem,  że  trudno  nam  pojąć  stopień  bezkrytycyzmu  u  ludzi, 

którzy tworzyli i działali z inspiracji religijnej, to przecież bezkryty-

cyzm nie zawsze równa się nieprawdzie. Granice i zagadki, które inte-

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

60

 

61

 

background image

 

 

 

 

lekt  skłonny  jest  przed  sobą  ukrywać,  w  religii  stają  się  bezpośrednio 

obecne,  choć  w  postaci  mitycznej  mają  tendencję  do  przeradzania  się 
natychmiast we wspomniane treści zabobonów, e) „Religie wyodrębniają w 

świecie jako świętość to, co w rzeczywistości jest rzeczą świecką i ludzkim 

wytworem.  Wynosić  coś  do  rangi  tajemnicy  oznacza  pozbawiać  resztę 

świata  jego  wartości.  Wzniosła  cześć,  jeśli  mazasobąreligijnąsankcję, 

skłania do bezczeszczeniatego wszystkiego, co znajduje się poza zasięgiem 

religii.  Swoiście  zrytualizowa-na  cześć  nie  jest  już  wszechogarniającą 

zasadniczą  czcią.  Akt  rozgraniczenia  jest  zarazem  aktem  wykluczenia  i 
unicestwienia".  Zarzut  ten  nie  dotyczy  bynajmniej  każdego  religijnego 

człowieka.  Należy  raczej  powiedzieć,  że  religia  zdolna  jest  cały  świat 

ogarnąć  swoim  światłem,  rzucać  odblask  tego,  co  stanowi  o  jej 
szczególnej istocie na całą rzeczywistość. Natomiast zarzut ten godzi w 
wiele  poszczególnych  postaci  religii,  które  zresztą  człowiek  religijny 

może odrzucać jako formy zwyrodniałe.

 

Wszystkie te uwagi o religii nie odnoszą się do sprawy zasadniczej. 

Zarzuty uderzają w zwyrodniałe formy religii, nie w religię jako taką.

 

Ponadto była mowa tylko o religii i religiach, nie o tym, co występuje i 

jest  głoszone  jako  jedyna  prawda  objawiona,  która  każe  uznać  swoje 

roszczenia i nie pozwala traktować się jako jedną z wielu innych religii. 

Dzieje  się  tak  w  kościołach  i  wyznaniach  wyrastających  z  wszechogar-

niającej je religii biblijnej, do której wszyscy należymy  - żydzi i chrze-

ścijanie, prawosławni i protestanci - i może też muzułmanie.

 

Z wiary filozoficznej wynikają tu dla nas dwa twierdzenia (jedno negatywne 

i jedno pozytywne), które chciałbym uzasadnić. 1. W religii biblijnej jest 

założone i we wszystkich jej odgałęzieniach występuje - choć może nie 
koniecznie i nie na zawsze do niej przynależne -roszczenie do wyłączności. 
W  swych  motywach  i  skutkach  dla  nas,  ludzi,  jest  ono  zgubne.  W 
interesie prawdy i w interesie naszej duszy musimy z nim walczyć.

 

2. Podstawą naszego filozofowania jest religia biblijna i w niej znajdujemy 

niczym nie zastąpioną prawdę.

 

Oba twierdzenia są dla nas ważne. Wiążą sięz pytaniem, które rozstrzyga dziś 

o losach zachodniej kultury: co stanie się z religią biblijną?

 

Przeciwko roszczeniu do wyłączności

 

Treść wiary uważana jest nie tylko zaprawdębezwarunkową, ale także za 

wyłączną prawdę. Chrześcijanin nie mówi zatem: taka jest moja droga, ale: 
taka jest droga, a Chrystusowi, Synowi Bożemu i Bogu przypisuje słowa: 

„Jam  jest  droga,  prawda  i  życie".  Wierzącemu  w  Chrystusa  wolno  jest 

myśleć  o  sobie  według  słów:  „Wy  jesteście  solą  ziemi:  wy  jesteście 

światłością świata".

 

Możliwe są tu następujące  obiekcje. Jeżeli ludzie mogą być dziećmi 

Boga, to znaczyłoby raczej, że wszyscy ludzie są jego dziećmi, a nie tylko 

niektórzy albo jeden człowiek. Roszczenie, iż tylko człowiek wierzący w 

Chrystusa  ma  dostąpić  życia  wiecznego,  nie jest  przekonujące.  Ludzi 

wielkiej  szlachetności i czystego serca można  spotkać także  poza chrze-

ścijaństwem; byłoby niedorzecznością, gdyby czekała ich zguba, zwłaszcza 

w  porównaniu  z  wątpliwymi,  niezbyt  godnymi  miłości,  sylwetkami 

spośród najwybitniejszych chrześcij an, którzy zapisali się w historii. We-

wnętrzny  zwrot  od  egoizmu  do  bezgranicznego,  ofiarnego  poświęcenia 

dokonał się nie tylko w chrześcijaństwie. Ale wszystkie te obiekcje nie 

dotykają istoty rzeczy.

 

Gdziekolwiek w świecie ludzie ujmują prawdę wiary, prawda ta ma dla 

nich bezwarunkową ważność. Nigdzie jednak - poza światem biblijnym - 

nie wykluczają tym samym bynajmniej innej prawdy dla innych. Z punktu 
widzenia  filozofii  ta  powszechna  postawa  ludzi  jest  merytorycznie 

słuszna. Wymaga to rozważenia zasadniczej różnicy w kwestii sensu prawdy 
(od czego wyszliśmy mówiąc o B runie i Galileuszu).

 

Ilekroć  działam  w  sposób  bezwarunkowy,  bo  bezwarunkowo  wierzę, 

tylekroć nie ma żadnej dostatecznej podstawy ani żadnego celu, do którego 

można  byłoby  moje  działanie  odnieść  i  tym  samym  uczynić  je  zrozu-

miałym dla intelektu. Bezwarunkowość nie ma charakteru ogólnego, ale 

jest dziejowa w nie dającej się przeniknąć z zewnątrz, rozwidniającej się 

własnym światłem żywej obecności czynu. Działanie bezwarunkowe jest w 

swojej  głębi  nie  uświadamiane,  aczkolwiek  na  jego  podstawie  tak  wiele 

można  się  dowiedzieć  i  powiedzieć.  Jest  niezastąpione,  a  więc  zawsze 

jednorazowe, a przecież nie tylko może stanowić dla innych wskazówkę, 

lecz także stać się wzorem przy rozpoznawaniu tego, co słuszne, co

 

 

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

62

 

63

 

background image

 

 

 

 

wprawdzie różni się w swych historycznych przejawach, ale w wieczności 

jest zbieżne. Prawda dziejowa, prawda egzystencjalnajest bezwarunkowa, 

ale  nie  jest  bynajmniej  w  swych  ujęciach  i  przejawach  prawdą  dla 
wszystkich.

 

Odwrotnie: to, co jest ogólnie ważne dla wszystkich (jak naukai wszystkie 

inne  prawdziwe  sądy  inte^ktu),  właśnie  dlatego  nie  jest  prawdą 

bezwarunkową -jest w ramach świata ogólnie i dla wszystkich prawdą 

pod warunkiem przyjęcia jakiegoś stanowiska i użycia określonej metody. 

Ta prawda jest nieodparta dla każdego, kto swym intelektem ją pojmuje. 

Ale jest względna, zrelatywizowana do perspektywy i sposobu myślenia, w 

którym  się  ujawnia.  Jest  egzystencjalnie  obojętna,  bo  skończona, 
partykularna,  obiektywnie  nieodparta  -  żaden  człowiek  nie  może  i  nie 

powinien za nią umierać.

 

Krótko: z bezwarunkowością dziejowej prawdy wiąże się względność 

każdego sposobu jej wypowiedzenia i jej doczesnych form przejawiania 

się. Do powszechnej ważności prawdziwych twierdzeń poznawczych w 

wypowiedziach  należy  względność  warunkujących  je  stanowisk  i  metod. 

Dających się wypowiedzieć treści wiary nie należy traktować jako ogólnych 

sądów prawdziwych: bezwarunkowość wewnętrznej prawdy w wierze 

jest czymś rdzennie innym niż uchwycenie powszechnej ważności zawsze 

partykularnych sądówprawdziwych w wiedzy. Dziejowa bezwarunkowość 

to nie to samo, co powszechna ważność jej przejawów w słowie, dogmacie, 

kulcie,  rytuałach,  instytucji.  Dopiero  z  pomieszania  tych  dwóch  rzeczy 

bierze sięroszczenie do wyłączności jakiej ś prawdy wiary.

 

Błędem jest traktować powszechną ważność wiedzy naukowej jako 

absolut, którym mógłbym żyć, błędem jest oczekiwać od nauki czegoś, 

czego nie zdoła ona nigdy dokonać. Jeśli opowiadam się za prawdą, nie 

wolno mi ignorować nieodpartych argumentów w dziedzinie poznania, 

winienem raczej w nieskończoność podkreślać ich wagę. Ale żądać od 

nich tego, co dać mogą tylko treści metafizyczne - świadomości poprze-
stania na bycie, ukojenia w bycie - byłoby oszustwem, które zamiast 

spełnienia oferuje ostatecznie pustkę.

 

Fatalne  jest  także  wypaczenie  odwrotne:  przekształcanie  bezwarun-

kowości egzystencjalnej decyzji w zgodną z wymogami dyskursu umie-

 

jętność orzekania, co jest słuszne, albo obracanie dziejów uwarunkowanej 

bezwarunkowości wiary w ogólnie ważną prawdę dla wszystkich.

 

Skutkiem takiego wypaczenia jest łudzenie samego siebie co do tego, 

czym właściwie jestem i czego chcę, nietolerancja (niedopuszczanie do 

uznania żadnych innych wypowiedzi prócz własnych, które mają status 
dogmatu)  i  niezdolność do komunikowania się z innymi  (nieumiejętność 

wysłuchiwania  innych,  nieumiejętność  uczciwego  podania  własnego  sta-

nowiska w wątpliwość). Tak wypaczone pragnienie prawdy może maskować 

takie  pobudki,  jak  żądza  władzy,  okrucieństwo,  instynkt  niszczenia. 

Instynkty te, rzekomo działające w służbie prawdy, korzystają wówczas z 

monstrualnie  fałszywych  usprawiedliwień  i  znajdują  w  nich  mniej  lub 

więcej jawne zaspokojenie.

 

Wydaje się, że tylko w kręgu religii biblijnej ta wyłączność uchwyco-

nejprawdy wiary należy do niej samej, jest świadomie wyrażana i dopro-

wadzana do swych ostatecznych konsekwencji. Dla wierzącego może to 

być nowy stygmat potwierdzający właśnie wiarygodność jego wiary. Z 

pozycji filozofii natomiast widać nie tylko fałsz wynikaj ący z zasadniczego 

błędu popełnionego w tej wierze, ale także jego straszliwe skutki.

 

W obrębie religii biblijnej przykładem jest chrześcijaństwo ze swoim 

roszczeniem  do  absolutnej  prawdy  dla  wszystkich.  Wiedza  o  niezwy-

kłych dokonaniach chrześcijaństwa, o wybitnych ludziach, którzy w tej 

wierze i tą wiarą żyli, nie może przesłaniać świadomości, że to zasadnicze 

wypaczenie  zaowocowało  w  dziejach  złowrogimi  skutkami,  maskowa-

nymi woalem świętej prawdy absolutnej.

 

Rzućmy okiem na kilka następstw owego roszczenia do wyłączności. 

Już Nowy Testament wkłada w usta Jezusa - Jezusa, który nie stawia 

oporu i który wygłasza Kazanie na Górze - słowa: „nie przyszedłem, aby 

przynieść wam pokój, ale miecz". Stoimy wobec alternatywy pójścia za 
nim lub nie: kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie.

 

Zgodnie z tym postępowało w dziejach wielu chrześcijan. Według uz-

nawanego przez nich porządku zbawienia, potępieni są wszyscy ci, którzy 

żyli  przed  Chrystusem  albo  bez  Chrystusa.  Inne,  liczne  religie  są  sumą 
nieprawdy albo, w najlepszym razie, prawdami cząstkowymi, a wszyscy 

ich wyznawcy są poganami. Powinni wyrzec się swojej religii i iść za 

wiarą Chrystusową. Powszechne apostolstwo nie tylko głosiło tę wiarę

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

64

 

65

 

background image

 

 

 

 

wszystkim  ludom  wszelkimi  środkami  propagandy,  ale  zawsze  miało 

ukrytą chęć szerzenia wiary przemocą tam, gdzie nie przyjmowano jej 
dobrowolnie  (coge  intrare). Pieniły  się  akty  niszczenia,  szalały  krucjaty. 

Wyznania chrześcijańskie wiodły między sobą wojny religijne. Polityka 

stała się środkiem działania kościołów.

 

Tak  to  pragnienie  władzy  stało  się  zasadniczym  faktem  religijnej  rze-

czywistości, która u swego źródła z władzą nie miała nic wspólnego. 

Roszczenie  do  panowania  nad  światem  jest  skutkiem  roszczenia  do  wy-

łączności  prawdy.  W  wielkim  procesie  sekularyzacji  -  tzn.  świeckiego 

zachowania treści  biblijnych  przy  odrzuceniu  formy  wiary  -  także  fana-

tyczna  niewiara  pozostaje  jeszcze  pod  wpływem  biblijnych  źródeł.  Zse-

kularyzowane  stanowiska  światopoglądowe  w  kulturach  zachodnich  ce-

chuje często ów rys absolutyzmu, prześladowania odmiennych przekonań, 

agresywności w głoszeniu swych racji, inkwizycyjnego badania innych 

i  zawsze  jest  to  konsekwencją  roszczenia  do  wyłączności  prawdy 
absolutnej, rzekomo uznanej przez wszystkich.

 

W obliczu tych wszystkich faktów wierze filozoficznej pozostaj e tylko z 

żalem uznać, że wobec zerwania i wobec zakazu posługiwania się rozumem, 

już  tylko  warunkowo  dopuszczanym  do  głosu,  zawodzi  najlepsza  wola 
szczerego porozumienia.

 

Nie  pojmuję,  jak  można  pozostać  neutralnym  wobec  roszczenia  do 

wyłączności.  Byłoby  to  możliwe,  gdyby  wolno  było  traktować  nietole-

rancję  jako  faktycznie  nieszkodliwą,  osobliwą  anomalię.  Tak  jednak  w 

przypadku opartego na Biblii roszczenia do wyłączności bynajmniej nie 
jest. Ze swej natury roszczenie to wspiera się na wciąż potężnych instytu-

cjach i stale gotowe jest od nowa rozpalać stosy dla heretyków. Taka jest 

natura  roszczenia  do  wyłączności  we  wszystkich  postaciach  biblijnej  re-

ligii,  choćby  nawet  wielu  wiernych  osobiście  nie  miało  najmniejszej 

skłonności do gwałtu lub wręcz do niszczenia tych, których uznają za 

niewierzących.

 

Ponieważ nietolerancja wobec nietolerancji (ale tylko wobec niej) jest 

nieunikniona, to nietolerancja wobec roszczenia do wyłączności konieczna 
jest wówczas, gdy roszczenie to nie tylko każe głosić wiarę po to, by inni 

mogli  ją  poznać  i  wypróbować,  lecz  chce  ją  narzucać  przez  prawo, 
przymus szkolny itd.

 

Inaczej rzecz sięmaz wiarą chrześcijańską uwolnioną od tego roszczenia i 

jego skutków. Nasza epoka stawia nas wobec pytania, czy osłabienie wiary 

chrześcijańskiej - co nie oznacza bynajmniej końca chrześcijaństwa jako 
religii  biblijnej  -jest  tylko  przejściowym  stanem  depresji  czy 

następstwem ostatecznej przemiany w dziejach całego świata. Dziś wydaje 

się,  że  coraz  mniej  ludzi  wierzy  w  Chrystusa  jako  jedynego  syna 

bożego,  jedynego  pośrednika  zesłanego  przez  Boga.  Trudno  to  spraw-

dzić. Pełni wiary są jeszcze, jak się zdaje, ludzie o wybitnych wartościach 

osobistych. Nie da się z góry rozstrzygnąć kwestii, czy przekształcona 

wiara w Chrystusa może być podjęta jako moment religii biblijnej, jako 

wiara uwolniona od stygmatu wyłączności. Czym byłaby wówczas wiara w 

Chrystusa, o tym zadecyduj e religia biblijna, jeśli w całej swej ogarniającej 
rzeczywistości  roztopi  w  sobie  z  powrotem  wyrosłą  z  niej,  zabso-

lutyzowaną wiarę.

 

Roszczenie  do  wyłączności  zawarte  jest  w  wierze  Chrystusa,  wierze 

zakonu żydowskiego, w religii narodowej, w islamie. Religia biblijna to 

rozległa  przestrzeń  historyczna,  z  której  każde  wyznanie  wyprowadza 

swoje szczególne akcenty, pomijając inne treści. Biblia w całości jako 

Stary i Nowy Testament jest świętą księgą tylko dla wyznań chrześcijań-

skich.  Żydzi  odrzucają  Nowy  Testament,  przez  nich  przecież  stworzony, 

jednakże  jego  treść  etyczna  i  monoteistyczna  ma  dla wyznania  żydo-

wskiego wagę nie mniejszą niż dla chrześcijaństwa. Islam nie uznaje tej 

księgi za świętą, choć sam, pod wpływem żydów i chrześcijan, wyrósł na 
tym samym religijnym gruncie.

 

Biblia i religia biblijna mają dla filozofowania o tyle charakter zasad-

niczy, że nie zawierają żadnej całościowej nauki, niczego ostatecznie nie 

rozstrzygają.  Religia  biblijna  jako  taka  nie  wysuwa  roszczenia  do  wyłą-

czności,  cechuje  ono  tylko  jej  poszczególne  formy,  utrwalone  w  dziejo-
wym ruchu tej religii. Roszczenie do wyłączności pochodzi od ludzi i nie 

może powoływać się na Boga, który otworzył ludziom wiele dróg do 
siebie.

 

Biblia  i  religia  biblijna  to  podstawa  naszego  filozofowania,  stały  dro-

gowskaz i źródło niezastąpionych treści. Na Zachodzie filozofuje się -

czy się kto z tym zgodzi czy nie - zawsze z Biblią, nawet wtedy, gdy sieją

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

66

 

67

 

background image

 

 

 

 

Bib-

 

Za religią biblijną

 

W Biblii ujawniają się najbardziej skrajne, z rozumowego punktu wi-

dzenia nieuniknione sprzeczności.

 

1. Od ofiary patriarchów do skomplikowanej codziennej służby ofiarnej w 

jerozolimskiej świątyni i do Wieczerzy Pańskiej chrześcijan religia Biblii jest 

rel i gi ą   k  u  11  u.  W  jej  obrębie  występuje  zawsze  tendencja  do 
ograniczania i spirytualizacji kultu - a więc zniesienie „wzgó-rzy" (licznych 
miejsc kultowych na prowincji) na rzecz jednego kultu  w  jednej  świątyni 
Jerozolimy - a więc przemiana zrośniętego z codziennym życiem i żywego 

kultu w urzędowo odprawiany abstrakcyjny rytuał - a więc sublimacja kultu, 

kiedy  to  składanie  ofiary  przekształca  się  w  Wieczerzę  Pańską  i  mszę. 

Ciągle  jeszcze  mamy  tu  do  czynienia  z  kultem.  Ale  prorocy  zaczynają 

namiętnie  występować  p r z eci w ko   k u l t o w i   w  ogóle  (nie  tylko 

przeciwko  fałszywym  wyobrażeniom  na temat  kultu). Jahwe  mówi  (Am 

5,21)*:  „Nienawidzę,  brzydzę  się  waszymi  świętami.  Nie  będę  miał 
upodobania  w  waszych  uroczystych  zebraniach.  Bo  kiedy  składacie  Mi 

całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, a na ofiary biesiadne z tucznych 

wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode mnie ze zgiełkiem pieśni twoich i 

dźwięku twoich harf nie chcęsłyszeć". I mówi także (Oz 6,6): „Miłości pragnę, 
nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń". 2. Od dekalogu i 

przymierza aż do szczegółowych praw Deuteronomium i kodeksu kapłanów 
biegnie liniarozwoju  r e l i g i i   p r a w a .   Prawo  jest obecne w objawieniu 

bożym  przez  słowa  Tory,  jest  to  prawo  pisane.  Ale  Jeremiasz  zwraca  się 
p r z e c i w k o   p r a w u   p i s a n e m u   j a k o   t a k i e m u ,   bo  „w 

kłamstwo je obróciło kłamliwe pióro pisarzy" (Jer 8,8). Prawo boskie jest nie 
w utrwalonych zdaniach pisma, ale w sercach„Lecz takie będzie przymierze, 

jakie zawręz domem Izraela

 

*     Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu 

(Biblia  Tysiąclecia),  Wydawnictwo  Pallottinum,  wyd.  III,  Poznari-War-

szawa 1988

 

po tych dniach - wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich 

jestestwa i wypiszę na ich sercu" (31,33).

 

3. Od zawarcia przymierza w czasach Mojżesza w Biblii zarysowuje się 

świadomość narodu  w ybranego.   Ale nieomal od początku też 

status narodu wybranego zostaje zniesiony.,, Czyż nie jesteście dla 
mnie jak Kuszyci - wy, synowie Izraela? - wyrocznia Pana. Czyż 
Izraela nie wyprowadziłem z ziemi egipskiej jak Filistynów z Kaftor, a 
z Kir-Aramejczyków?" (Am 9,7). Wszystkie narody są sobie równe. 

Na  wygnaniu  Bóg  staje  się  jeszcze  raz  Bogiem  Izraela,  ale  jed-

nocześnie  jako  stworzyciel  świata  jest  też  Bogiem  powszechnym, 
Bogiem dla wszystkich narodów i lituje się nawet wbrew małodusz-

ności Jonasza nad poganami z Niniwy.

 

4. Jezus staje się Chrystusem-Bogiem. Ale od początku przeczą temu

 

słowa samego Jezusa: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest

 

dobry, tylko sam Bóg" (Mk 10,18).

 

Przykłady takie można by mnożyć. Wolno mniemać wręcz, że w Biblii w 

ogóle  wszystko  pojawia  się  w  postaci  biegunowych  przeciwstawień. 

Cokolwiek zostaje utrwalone  w słowie, znajduje swoje zaprzeczenie. 

Nigdzie nie ma całej, pełnej, czystej prawdy - bo też nie może jej być w 

zdaniach ludzkiego języka ani w określonej postaci ludzkiego życia. 

Ograniczoność naszych pojęć sprawia, że drugi biegun zawsze się nam 

wymyka. Prawdy dosięgamy tylko wtedy, gdy świadomi przeciwieństw, 

poprzez te przeciwieństwa zbliżamy się do niej.

 

Tak więc stają naprzeciw siebie religia kultu i profetyczna religia czy-

stego etosu; religia prawa i religia miłości; zamknięcie w sztywnych for-

mach (aby cenne dobro wiary zachować mimo upływu czasu) możliwość 

otworzenia się człowieka, który tylko wierzy w Boga i miłuje go; religia 

kapłanów i swobodna religia indywidualnej modlitwy; Bóg narodowy i 

Bóg uniwersalny; przymierze z wybranym narodem i przymierze z czło-

wiekiem jako takim; rachunek winy i kary w doczesnym życiu (szczęście i 
nieszczęście  jako  miara  zasługi  i  grzechu)  i  postawa  wiernego,  jaką  pre-

zentują np. Jeremiasz lub Hiob wobec tajemnicy; religia wspólnoty i religia 

ludzi  bożych,  wizjonerów,  proroków;  religia  magiczna  i  etyczna  religia 

rozumnego  traktowania  świata  jako  dzieła  stworzenia.  Ba  -  w  Biblii 

mieści się też to, co jest skrajnym przeciwieństwem wiary: demonologia,

 

 

 

Wyklad czwarty •

 

Filozofia i religia

 

zwalcza. Poczyńmy na koniec kilka uwag o pozytywnym znaczeniu

 

lii dlfl filnynfnwołiin

 

lii dla filozofowania.

 

68

 

69

 

background image

 

 

 

 

ubóstwienie człowieka, nihilizm (ten ostatni w Księdze Koheleta). W 
konsekwencji wszystkie stronnictwai tendencje będą się mogły na Biblię 

powoływać.  Przeciwieństwa,  jasno  tam  ukazane,  powracały  też  później: 

żydowska  teokracja  w  chrześcijańskich  kościołach,  wolność  religii  pro-
fetycznej u mistyków i reformatorów, wybrany naród w postaci wielu 

uważających się za wybrane narodów, gmin, sekt. Na gruncie religii biblijnej 

obserwujemy  zawsze  nawroty,  sprzeciw  wobec  skostnienia,  żywą 

twórczość. Jak gdyby przeznaczeniem Zachodu było ugruntować - mocą 

autorytetu świętej księgi, na której wspiera się cała zachodnia kultura -

obraz wszelkich sprzeczności życia, a przeto nie zamykać sobie żadnej 

możliwej drogi w nieustannej walce o podźwignięcie człowieka, który 

wie, że mając wolność uczynków sam jest darem Boga.

 

Biblia gromadzi w swoich tekstach duchowy osad najbardziej prymi-

tywnej i najbardziej wzniosłej rzeczywistości ludzkiej. Tę samą cechę 

mają inne wielkie dokumenty religii.

 

Ale  już  w  barbarzyńskich  początkach  odnajdujemy  ową  antyczną 

wielkość,  która  nakazuje  nam  powściągliwość  w  szafowaniu  mianem 

barbarzyństwa.  Wszystko  wypowiadane  jest  wprost.  Ta  naiwność  prze-

mawia do nas tonem spiżu. Biblięprzenika namiętność, niezwykła zgoła, bo 

odniesiona do Boga. Bóg jest w ogniu wulkanów, w trzęsieniu ziemi, w 

burzy.  Wznosi  się  na  niedosiężne  wyżyny,  a  owe  nawałnice  są  jego 
wysłannikami,  podczas  gdy  sam  każe  rozpoznawać  swą  niezwykłą  obe-

cność w cichym szeleście -jak ponad wszelkie obrazy, tak wznosi się też 

ponad  te  zmysłowe  zjawiska,  jako  transcendentny  Stwórca,  Bóg  wszy-

stkiego,  niewyobrażalny,  nietknięty  namiętnościami,  nieodgadniony  w 

swych wyrokach, ale wciąż jeszcze niejako osobiście obecny w patosie, 

który porywa człowieka.

 

W obliczu tego Boga ludzie Biblii, znający swoją nicość, urastają do 

ponadludzkich wymiarów. Ci ludzie boży i prorocy bez broni są w duszy 
herosami, którzy porywają się na otoczenie - niekiedy w pojedynkę prze-
ciwko wszystkim innym - gdyż czują się bożymi sługami. Już w legendach 

o Mojżeszu i Eliaszu, a całkiem wyraźnie w księgach Amosa, Izaja-sza i 

Jeremiasza widać w istocie postaci, jakie znamy z wizji Michała Anioła.

 

Bohaterstwo w Biblii to nie upór siły, która polega na samej sobie. Ci, 

którzy ważą się na rzeczy niemożliwe, czynią to z boskiego nakazu. He-
roizm ulega tu sublimacji.

 

Ale idea Boga, która to umożliwia, może łatwo zapomnieć o swoich 

źródłach.  Wówczas  heroizm  wynaturza  się  w  odpychające  odrętwienie 

wypaczonego umysłu. Schizofrenik (Ezechiel) może - w jakimśmomen-cie 
- wpłynąć na dzieje świata.

 

Są  natomiast  w  Biblii  słowa,  które  tchną  spokojem,  czystością,  jak 

sama prawda. Są rzadkie i wmieszane w zawieruchę skrajnych możliwości. 

Nieumiarkowanie,  rozpasanie,  brzydota  to  jeden  z  żywiołów  Biblii. 

Ostatecznie kładzie się na tym zasłona wymyślności i monotonii. Ale i tu 

musiały jeszcze działać siły,  za których sprawą nie  uległa  zabójczemu 
skostnieniu  religia  Ezdrasza;  żywy  pozostaje  żar  tchnący  z  Księgi  Hioba, 

Psalmów, Rut i Księgi Kohelet.

 

Stały związek prawdy Biblii z materią mitów, ze społecznymi realiami, z 

przemijającymi  obrazami  świata,  z  prymitywną  wiedzą  przednaukową 

sprawia,  że prawda  biblijna  mająca  sama  przez  się  charakter  dziejowy, 

staje się potem zjawiskiem już tylko historycznym. Zewnętrzne szaty tej 

prawdy zmieniają się już w samej Biblii.

 

Poza  ulotnymi  próbami  brak  jest  w  Biblii  filozoficznej  samowiedzy. 

Stąd siła przemawiającej Egzystencji, źródła ujawniającej się prawdy -ale 

stąd  też  stałe  przekraczanie  granicy  w  przeciwnym  kierunku.  Brakuje 

nadrzędnej  instancji  myślącego  sprawdzania.  Namiętność  koryguje  na-

miętność.

 

Biblia  to  depozyt  tysiącletnich  granicznych  doświadczeń  człowieka.  Z 

tych doświadczeń duch ludzki wyniósł świadomość Boga i stąd dopiero świa-

domość samego siebie. Stanowi to o nieporównanej atmosferze Biblii.

 

Biblia pokazuje człowieka na głównych drogach jego klęski. Ale tak, że 

doświadczenie bytu i urzeczywistnienie ujawniają się właśnie w klęsce.

 

W naszym stosunku do Biblii chodzi zawsze o to, by z wypaczeń wy-

dobyć na powrót niezmienną prawdę, która jednak nigdy nie jest obecna w 

sposób  obiektywnie  ostateczny.  Prawdziwą  przemianą  jest  po  wrót  do 

źródeł.  Przestarzałe  formy  trzeba  odrzucić,  stworzyć  nowe,  na  miarę 

współczesności. Ale źródło to nie początek, lecz to, co jest zawsze, co

 

 

 

Filozofia i religia

 

Wykład czwarty •

 

71

 

70 

background image

 

 

 

 

autentyczne  i  wieczne.  Ta  prawda,  gdy  zostaje  wypowiedziana,  przybiera 
natychmiast formę danego czasu. W czasie zaś stosowną formą dla wiary 

jest forma zgodna z postacią tego czasu.

 

Należy jednak nie tylko odrzucić przestarzałą formę, lecz także wydobyć 

źródłową  prawdę  ze  skostnień  i  wypaczeń,  przywrócić  napięcia  między 
skrajnymi  przeciwieństwami;  aby  rozjaśnić  i  umocnić  to,  co  wiecznie 

prawdziwe, należy postępować zawsze najprostszą drogą.

 

1. U w o l n i e n i e   od s k o s t n i e ń: Prawda biblijnej religii prze-

ciwstawia się skostnieniom, które w niej samej zaszły, które może kiedyś 

miały dziejową ważność, ale dziś już dla filozoficznej  refleksji nie są 

ważne. Jeśli sienie mylę, przykładami takich skostnień są: religia narodu, 

religia Zakonu, specyficzna religia Chrystusa. Trzeba porzucić tę religię 

narodową, która istniała rzeczywiście we wczesnych stadiach religii biblijnej 

jako religia Jahwe w Izraelu i którą podjęto ponownie w szczególności w 

nurtach protestanckich, zwłaszcza kalwińskich - te bowiem opierały swoje 

chrześcijaństwo  raczej  tylko  na  niektórych  partiach  Starego  Testamentu 

niż na jego całości i na Nowym Testamencie.

 

Trzeba porzucić tę religię Zakonu, która ucieleśniła się w Księdze Ez-

drasza i Nehemiasza, w głównych częściach kodeksu kapłanów i w wielu 

redakcjach  pism  Starego  Testamentu  jako  judaizm  w  węższym  sensie. 

Wraz  z  nią  odrzucić  należy  panowanie  kapłanów  (hierokrację),  którą 

stworzył i urzeczywistnił judaizm pod obcym panowaniem, a którą kon-

tynuowały lub chciały kontynuować kościoły chrześcijańskie.

 

Trzeba porzucić taką religię Chrystusa, która w Jezusie widzi Boga, a na 

idei ofiary w Deutero-Izajaszu odniesionej do Jezusa opiera fakt zbawienia.

 

Każda z tych trzech form religii jest zbyt ciasna, choć każda wychodzi od 

jakiegoś momentu prawdy. Ale religia narodowa nie może jako taka być 

religią absolutną i może tylko wyrażać powierzchowną prawdę zjawiska. 

Religia  Zakonu  gubi  głębię  idei  prawa  i  pozwala  jej  rozproszyć  się  w 

mnogości absurdów.

 

Religia Chrystusa zawiera tę prawdę, że Bóg mówi do człowieka przez 

człowieka, ale Bóg przemawia przez wielu ludzi, w Biblii - przez wielu 

proroków, z których ostatnim jest Jezus; żaden człowiek nie może być

 

Bogiem; Bóg nie przemawia wyłącznie przez jednego człowieka, aprzez 

każdego przemawia wieloznacznie.

 

Religia Chrystusa mieści w sobie ponadto tę prawdę, że odsyła czło-

wieka do samego siebie. Duch Chrystusa jest sprawą każdego człowieka. 
Jest to pneuma, tzn. duch entuzjazmu we wzlocie ku rzeczom ponadzmy-

słowym.  Jest  to  ponadto  gotowość  przyjęcia  własnego  cierpienia  jako 

drogi do Transcendencji; kto bierze na siebie krzyż, może w klęsce do-

świadczyć tego, co autentyczne. Duch Chrystusa to wreszcie więź z po-

darowaną  przez Boga  nobilitas ingenita,  którą  uznaję albo  którą  zdra-

dzam, to obecność boskości w człowieku. Jeżeli jednak religia Chrystusa 

ma znaczyć, że w akcie wiary ogarniam Chrystusa-wybawiciela poza 

mną przez urzeczywistnienie ducha Chrystusa we mnie, to dla naszego 

filozofowania  wynikają  stąd  nieuchronnie  dwie  konsekwencje:  Chrystus 

we mnie nie jest związany wyłącznie z owym Jezusem Chrystusem, który 

raz pojawił się w dziejach, a Jezus jako Chrystus, jako Bóg-człowiek jest 

mitem. Demitologizacji nie wolno tu w dowolny sposób zatrzymać. Nawet 

najgłębiej  uduchowiony  mit  pozostaje  mitem  i  jest  grą,  a  staje  się 

obiektywną  gwarancją  tylko  albo  na  mocy  religijnej  prawdy  (której  filo-

zofowanie nie potrafi dostrzec), albo na mocy złudzenia.

 

2. P r z y  w r ó c e n i e  n a p i ę ć  m i ę d z y  p r z e c i  w i e ń s t w a - m 

i:  Przyswojenie  przejawiającej  się  w  Biblii  prawdy  wymaga  świadomego 

uprzytomnienia  występujących  w  Biblii  sprzeczności.  Sprzeczności  maj  ą 
wieloraki  sens.  Rozumowe  sprzeczności  prowadzą  do  alternatyw,  gdzie  słu-

szność może być tylko po jednej stronie. Sprzeczne siły tworzą za każdym 

razem rozszczepioną na bieguny całość, przez którą daje o sobie znać prawda. 

Dialektyczne  sprzeczności  oznaczają  ruch  myśli,  przez  ten  ruch  zaś 

przemawia prawda, której bezpośrednio wypowiedzieć nie można.

 

Religia biblijna pełna jest sprzeczności, napięć i dialektyki. Nie sama 

tylko wola, ale także stała gotowość do przyjęcia sprzeczności może pod-

trzymać  popychającą  naprzód  energię  napięcia  albo  przywrócić  ją  tam, 

gdzie zanikła. Rozsądek i potrzeba spokoju, podobnie jak niszcząca wola 

walki,  chcą  unicestwić  przeciwieństwa,  aby  ustanowić  panowanie  jedno-

znaczności i jednostronności.

 

 

 

Wykład czwarty •

 

Filozofia i religia

 

72

 

73

 

background image

 

 

 

 

  

W  pismach  biblijnych  można  rozpoznać  zasadnicze  napięcia,  które 

dotychczas utrzymywały w ruchu zachodnią kulturę: Bóg i świat, kościół i 

państwo,  religia  i  filozofia,  religiaprawa  i  religiaprofetyczna,  kult  i  etos. 

Niezmienną prawdę możemy tedy uchwycić tylko wówczas, gdy zarazem 

jesteśmy  gotowi  uznać,  że  zadania,  jakie  stawia  nam  Istnienie,  są 

nierozwiązalne, gotowi zakwestionować każde urzeczywistnione zjawisko, 

dostrzec skrajności, ponieść klęskę.

 

3.  R o z j   aśni eni e   i  u m o c n i e n i e   w i e c z n e j   p r a w d y:  

Przez  doświadczenie  napięć,  dialektyki  i  domagając  się  rozstrzygnięcia 

sprzeczności można rzeczywiście uchwycić to, co w słowach da się wyrazić 

tylko abstrakcyjnie, prawdę zawartą wpodstawowychrysach biblijnej religii. 
Momenty tej prawdy, raz jeszcze uwydatnione jako wiara filozoficzna, to:

 

idea jednego Boga;

 

świadomość, że wybór między dobrem a złem, jakiego dokonuje czło-

wiek - istota skończona -jest bezwarunkowy;

 

miłość  jako  zasadnicza  rzeczywistość  wieczności  w  człowieku;  za 

czyn-działalność wewnętrzna i zewnętrzna-jako sprawdzian człowieka;

 

idee ładu światowego - wprawdzie bezwarunkowe w chwili, gdy poja-

wiają się w dziejach, ale w przejawach swoich ani absolutne, ani wyłącznie 

obowiązujące;

 

niezamkniętość  stworzonego  świata,  jego  immanentna  niestabilność, 

zawodność wszelkiego ładu na jego krańcach, doświadczenie skrajności; 
ostateczna i jedyna ucieczka w B ogu.

 

Jakże blado wypadają wszystkie słowa w obliczu właściwej rzeczywi-

stości religii! Kiedy to rozpatrujemy, stajemy natychmiast na płaszczyźnie 

wiary  filozoficznej.  Odnowę  wiary  religijnej  przez  nawrót  do  źródeł 

widzimy mimowolnie jako odnowę ukrytej w religii wiary filozoficznej, 

jako przemianę religii w filozofię (albo filozoficzną religię). Jednakże 

ludzkość zapewne nie pójdzie tą drogą, choć może pójdzie nią jakaś 

mniejszość.

 

Filozof nie może powiedzieć teologom oraz kościołom, jak mają po-

stępować. Filozofowi pozostaje tylko nadzieja udziału w ustalaniu założeń. 

Chciałby pomóc w przygotowywaniu gruntu i uprzytomnić prze-

 

strzeń duchowej sytuacji, w której musi wyrastać to, czego filozof stworzyć 
nie potrafi.

 

To,  co od  pół  wieku  wypowiada coraz  więcej  ludzi,  ulega wciąż  szybko 

zapomnieniu,  choć  mówią  o  tym  prawie  wszyscy:  powstaje  nowa  epoka, 
która  poddaje  ludzi  -  aż  po  ostatnią  jednostkę-  przemianie  tak  radykalnej, 

jakiej  w  historii  dotąd  nie  było.  Skoro  zaś  przemiaaarealnych  stosunków 

życiowych  sięga  tak  głęboko,  to  przemiana  świadomości  religijnej  musi 

sięgać odpowiednio głębiej, kształtuj ąc nowe treści tak, by stały się nośne i 

inspirujące.  Należy  oczekiwać  przemiany  tego,  co  nazwaliśmy  materią, 

szatą, zjawiskiem, językiem wiary, i to przemiany tak głębokiej jak wszystkie 
inne przemiany nowej epoki - w przeciwnym razie wieczna prawda religii 
biblijnej  zniknie  z  pola  widzenia  człowieka;  człowiek  nie  będzie  jej  już 

doświadczał  i  nie  będzie  mógł  wymyślić  nic,  co  by  zajęło  jej  miejsce. 

Niezbędny  jest  zatem  wysiłek  na  rzecz  odtworzenia  wiecznej  prawdy, 

trzeba  sięgnąć  do  jej  najgłębszych  źródeł  i  nie  troszcząc  się  o  jej 

przemijające formy historyczne znaleźć no wy język, który pozwoliłby się tej 

prawdzie ujawnić.

 

Filozof  napotyka  tu  pytania,  na  które  nie  potrafi odpowiedzieć,  choć 

wie, że przyszłość na pewno przyniesie odpowiedź. Oto te pytania:

 

Z  jakich  dogmatów,  w  istocie  obcych  współczesnemu  człowiekowi  i 

niewiarygodnych,  można  zrezygnować?  Choć  o  odrzuceniu  dogmatów 

można zrazu milczeć, to przecież myśliciel musi zastanowić się, które z 

nich dogmaty nie znajdująjuż wiary nawetu wierzących.

 

Co stanowi mocną podstawę religii, podstawę, która przetrwa?

 

Czy jest jakiś absurd, który byłby także dziś nośny lub zgoła uznany za 

niezbędny? Można by sądzić, że zdolność godzenia się właśnie na najja-

skrawsze  absurdy  w  dzisiejszej  epoce  wręcz  osobliwie  wzrosła.  Czło-

wiek współczesny tak łatwo ulega zabobonom. Zaś tam, gdzie mamy do 

czynienia  z  zabobonem,  zwyciężyć  może  tylko  wiara,  nie  nauka.  Jaki 

absurd może dziś jeszcze być nieodzownym znakiem autentycznej treści

 

wiary?

 

Jeżeli  dojdzie  do  przeobrażenia  wszystkich  dogmatów,  kto  tego  do-

kona?

 

Czy  masy  ludowe  przywiązują  dziś  jeszcze  wagę  do  kościelnych  pra-

ktyk jako do wyrazu bezwarunkowej wiary? Czy też masy te należy na

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

74 

75 

background image

 

 

 

 

nowo rozpalić - ożywiając ich zdolność do poświęceń z męczeństwem 

włącznie -przez treści nowej prawdy, która będzie prawdą do końca? Czy też 

świadomy  fałsz  wyższych  umysłów  miałby  być  -jak  mniemał  Platon  - 

warunkiem  postępującego  kształtowania  mas  i  przekazywania  nawet 

najgłębszych  treści?  Sądzę,  że  nie.  Jakież  kłamstwa  byłyby  dziś  nieod-

zowne i skuteczne? Na pewno nie te, które miałyby się stać nośnikami 
prawdy.

 

Znowu uświadamiamy sobie, że wszystkie te pytania nie dotyczą tego, o 

co naprawdę chodzi. Uprzednio musi pojawić się niedostępny dla filozofa 
pierwiastek  religijny.  Nie  można  go  zaplanować  ani  oglądać  z  zewnątrz. 

Znaczenie  kultu,  rytuałów,  świąt,  pewności  wspartej  na  dogmacie, 

kapłaństwa-wszystko  to  w  filozoficznych  rozważani  ach  traci  znaczenie. 

Czy jest to rozstrzygający zarzut, przeciw całej filozofii? Czy idea wiary 

filozoficznej  jest  dziś,  jaki  przedtem,  bezkrwistą  iluzją? Tak  nammówią. 

Nie wierzę w to.

 

To, co filozof mówi o religii, nie tylko jest niewystarczające. Wydaje 

sięponadto, że filozof nigdy nie dociera do religii, gdy o niej mówi.

 

Filozofia dąży do stałego rozszerzania swego horyzontu. Jej spojrzenie 

przesuwa się z określonej religii konfesyjnej na szerzej pój mo waną religię 

biblijną, stąd zaś na to, co jest prawdą we wszystkich religiach. Tym sa-

mym jednak traci to właśnie, co cechuje rzeczywistą religię. Wprzekona-

niu, iż ogarniając to, co uniwersalne, zdoła dotrzeć do najgłębszej istoty 

religii, gubi to, co w religiach cielesne. Chociaż filozofia widzi, że ta 

cielesność wiary, spełnianej we wspólnotach związanych z określoną tra-

dycją, jest konieczną postacią religii, sama jest od niej daleka, gdyż nie 

umie jej powołać do życia - nie umie nawet właściwie pojąć tego, co 
widzi.

 

Filozofia - wtedy gdy afirmuje religię, i wtedy gdy ją zwalcza  - w 

istocie próbuje wyminąć religię, ale w taki sposób, że wciąż jest nią za-

przątnięta.

 

a ) F i l o z o f i a   o p o w i a d a   s i ę   za  r e l i g i ą   b i b l i j n ą :  

Filozofia zachodnia nie może ignorować okoliczności, że do tej pory żaden 

z  wielkich  filozofów  Zachodu,  łącznie  z  Nietzschem,  nie  zabierał  się  do 

filozofowania  bez  głębszej  znajomości  Biblii.  Nie  jest  to  okoliczność 
przypadkowa. Powtórzmy raz jeszcze:

 

Po  p i e r w s z e ,   filozofia  nie  może  dać  człowiekowi tego,  co  daje 

mu religia. Tym samym przynajmniej pozostawia religii pole do działania. 

Nie narzuca sięjako wyłączna i cała prawda dla każdego.

 

Po d r u g i e ,   filozofii trudno jest utrzymać się w świecie na trwałe, 

jeśli ludzka wspólnota nie żyje religijnie. Albowiem filozoficzne treści 

żyją  wśródludu  dzięki  religijnej  wierze.  Filozoficzna  komunikacja  w  my-

śleniu nie ma zniewalającej siły, może tylko pojedynczemu człowiekowi 

dopomóc w rozjaśnieniu tego, co z niego samego się wywodzi. Filozofo-

wanie  stawałoby  się  coraz  rzadziej  udziałem  jednostek,  a  wreszcie  zani-

kłoby, gdyby ludzka wspólnota nie żyła tym, co ujawnia się w religijnej 
wierze.  Filozofia  nie  może  zapewnić  społecznie  skutecznego  przekazu 

treści niezbędnych człowiekowi, przekaz taki możliwy jest tylko w sferze 

religii, rozpoczyna się już w dzieciństwie i obejmuje także filozofię.

 

Po t r z e c i e ,  treści biblijnych nie zastąpi nam żadna inna książka.

 

b ) F i l o z o f i a   w y k r a c z a   p o z a   r e l i g i ę   b i b l i j n ą :   Obco-

wanie ludzi z sobą, które związało wszystko, co dokonało się na ziemi i 

zmierza do coraz głębszej wzajemnej komunikacji, odsłoniły obok Biblii 

dwa inne wielkie kręgi religijne: Indie z upaniszadami i buddyzmem, 
Chiny z Konfucjuszem i Lao-tsy. Człowiek myślący, duchowo otwarty, 

nie może zamykać się przed głębią przemawiającej stamtąd prawdy. Dusza 

chce rozszerzać się w nieskończoność.

 

Łatwo tu można pobłądzić. Oświecenie próbowało znaleźć prawdziwą 

religię w ten sposób, że zebrało ze wszystkich religii to, co najlepsze. Ale w 

rezultacie otrzymało nie autentyczną prawdę, oczyszczoną z historycznych 

przypadkowości,  lecz  zbiór  rozwodnionych  (przez  oświecenie)  abstrakcji. 

Źródłem tej uniwersalnej wiary był faktycznie tylko intelekt i jego krytyczne 

miary. Treść przepadła. To, co nas w religii przejmuje, znikło. Pozostały 
banalne ogólniki.

 

Ponieważ wszelka wiara jest dziejowa, jej prawda nie zawiera się w 

sumie twierdzeń wiary, ale wjej źródle, które przejawia się w rozmai tych 

dziejowych kształtach. Różne religie prowadzą do jednej prawdy, ale tej 

prawdy nie można osiągnąć wprost, a jedynie tymi drogami, które się 

rzeczywiście przebywa, a wszystkich ich naraz i w ten sam sposób przebyć 

nie można.

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

76

 

77 

background image

 

 

 

 

Toteż racjonalna krytyka nie może tej prawdy uchwycić. Człowiek 

musi raczej pozwolić, by w powiązaniu własnego losu z wezwaniem tradycji 

objawiła mu się prawda, tzn. musi przyswoić ją sobie. Adzieje się to tylko 
wtedy, gdy wsłuchiwaniu się w głębie przeszłości towarzyszy wewnętrzne 

działanie, w którym człowiek zostaje sam sobie podarowany.

 

W stosunku do religii filozofia musi uznać następujące, dotyczące praktyki, 

twierdzenia: aby uczestniczyć w religii biblijnej trzeba wzrastać w tradycji 

określonego  wyznania.  Każde wyznanie jest dobre w tej mierze, w jakiej 

żyjący  w  nim  ludzie  przyswajają  sobie  religię  biblijną  w  całości,  mimo 

określonych,  doczesnych  kształtów  jej  konkretnej  postaci  historycznej  . 

Wierność, dziejowa świadomość i prosty odruch wiążą mnie z wyznaniem, w 

którym obudziłem się do świadomego życia. Zmiana wyznania nie obywa się 

nigdy bez wewnętrznego rozdarcia. Ale choć w każdej konfesyjnej postaci 
religii  biblijnej  historyczne  zjawisko  wiary  ogranicza  się  do  pewnych 

sztywnych formuł, to przecież u pojedynczych wierzących ludzi obecność 

pełnej biblijnej religii jest czymś możliwym i rzeczywistym. Wspólnota ludzi 

pobożnych rozciąga się w poprzek granic wyznaniowych. Anie kończące się 

walki, podziały i potępienia, które tu mają miejsce, można - odwołując siędo 

słów Melanchtona - uznać za dziedzinę rabies theologorwn.

 

c ) A u t o r yt e t  d l a  f i l o z o f i i : Filozof to jednostka zawsze żyjąca 

na własne ryzyko, czerpiąca z własnego źródła. Ale jako człowiek jest 

częścią jakiejś całości i także jego filozofowanie od początku umieszczone 

jest w tym związku.

 

Związek ten jest zagwarantowany w świecie przez państwo i religie o 

autorytatywnych formach. Ludzie nie mogą żyć bez autorytetu. Kościoły 

uznają  konieczność  przewodzenia  masom,  konieczność  obowiązujących 

obrazów rzeczywistości świata uchwytnego, konieczność uporządkowanej 

tradycji.  Roszczenie  kościołów  do  wszechogarniającej  prawdy  wymaga 

kontroli nad uczynkami jednostek i kierowania ich publiczną działalnością. 
Jako powszechny autorytet prawdy, kościoły są, zgodnie ze swą ideą, władne 

ogarnąć całą prawdę, pomieścić wszystkie sprzeczności, za każdym razem 

odnajdywać syntezę. Czego nie zdoła uczynić jednostka -byt skończony, 
szczególny i jednostronny - to uczyni Kościół w swej totalności.

 

Jednostka będzie się temu zawsze przeciwstawiała. W takim roszczeniu 

do totalności, skoro wysuwają je zawsze ludzie, i skoro nie idzie za nim 

rzeczywistość  prawdziwej  totalności,  jednostka  musi  w  gruncie  rzeczy 

dopatrywać  się  oszustwa.  Mimo  iż  uznaje  prawdziwą  intencję  tego 

roszczenia, faktyczny autorytet całości nie może być dla niej całą prawdą. 

Ale jako jednostka własną mocą nie jest w stanie tej prawdy urzeczywi-

stnić. Jeżeli usamodzielniasięw swojej aktywności duchowej, to przecież 

nie chce usunąć owej totalności jako rzeczywistego roszczenia w świecie, 

jako niezastąpionego kształtu tradycji i wychowania, jako formy porządku. 

Nie chce jednak dopuścić do jej skostnienia i wyłączności. Toteż próbuje na 

własne  ryzyko  dotrzeć  do  czegoś  pełniejszego,  przebijając  się  przez 

totalność urzeczywistnionego w świecie autorytetu. Szuka Ogarniającego 
w projekcie filozoficznej wiary.

 

Wiara ta nie jest jednak indywidualnym wynalazkiem, lecz sama opiera 

się na autorytecie. Wyrasta bowiem z całej tradycji rozpoczynającej się od 

ostatniego tysiąclecia przed Chrystusem.

 

Autorytet to nie tylko wymagające określonych form posłuszeństwa 

przewodnictwo j akiej ś instytucj i i j ej przedstawicieli - kapłanów, ale także 
uznane przez przyswojenie  -  z czcią i  ufnym posłuszeństwem  -  duchowe 

przewodnictwo wielkiej trzytysiącletniej przeszłości. Do niego odnosi się 

prawda: nikt nie położy innych podwalin niż już istniejące od początku. 

Stąd  bierze  się  wszechogarniająca  atmosfera,  jaką  niesie  autorytet 
nieuchwytnego przewodnika, który nie może być dla wszystkich czymś 
równie obiektywnym.

 

Wzrastanie w cieniu tego autorytetu to warunek wszelkiego treściwego 

filozofowania.  Niebezpieczeństwo  rozcieńczenia  tego  autorytetu  w 
ogólne abstrakcje -przemawiające do intelektu i budzące niejasne emocje, 
a  egzystencjonalnie  bez  znaczenia  -  przezwyciężane  jest  na  drodze 

dziejowej: bliski zrazu związek z własną tradycją rodzinną, ojczystą, na-

rodową, zakorzenioną we własnej przeszłości, rozszerza się i zarazem 

pogłębia, obejmuje rozległe światy Zachodu i całąludzkość, aby wreszcie w 

epoce  między  VIII  a  II  wiekiem  przed  Chrystusem  odnaleźć  świadomie 

kamień  węgielny  wszystkiego.  Wówczas  dziejowa  tradycja,  zamiast 

spaść do poziomu systemu myślowego, staje się pełną treści całością, ma

 

 

 

Wykład czwarty -

 

Filozofia i religia

 

78 

79

 

background image

 

 

 

 

  

swoje punkty kulminacyjne, swoich wielkich ludzi i swoje światy, swoje 

klasyczne wykładnie i wielorakie podziały w historycznym rozwoju.

 

Filozofia,  która  zawsze  jest  indywidualnym  wysiłkiem,  stara  się  urze-

czywistnić  ideę  uniwersalną,  zachować  otwartość  człowieka,  wydobyć 

prostą prawdę, skoncentrować ją i - mimo całej jej niezgłębionej taje-
mnicy - rozjaśnić.

 

Czy taki wysiłek może obudzić zapał, czy filozoficzna praca przygo-

towawcza - która może wypełnić życie tylko jednostce - będzie przez 

religię  wykorzystana,  tego  zaplanować  niepodobna.  Wszelkie  filozofo-

wanie zdradza jednak tendencję do wspomagania tych religijnych instytucji, 

które w tej postaci, jaką mają w świecie, są przez filozofię aprobowane, 

choć filozofowie akurat nie mogą mieć w nich udziału.

 

Przełożyła Małgorzata Łukasiewicz

 

Wykład piąty 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Prawda filozoficzna nie jest jedyna na świecie. Nigdzie i nigdy dotąd 

nie stanowiła ona tej postaci prawdy, którą żyłaby większość ludzi. Jednak 

filozofowanie  wymaga  otwartości  wobec  każdego  możliwego  sposobu 

ludzkiego  bytowania,  nie  tylko,  by  je  rozumieć,  lecz  także,  by  uznać 

zawartą w nim prawdę.

 

Filozofia dochodzi jednak przy tym do granic, gdzie natrafia na my-

ślenie i życie zapominające o tych źródłach wiary, których utrata oznacza 

dla  filozofii  utratę treści.  Kiedy  myślenie  takie  podaje się za  filozofię, 

kiedy  bywa  ono  za  nią  uznawane  zarówno  przez  siebie,  jak  i  przez 

innych, nazwiemy je pseudo filozofią. Owa pseudo filozofia, występując w 

kostiumie filozofii, zwraca się przeciwko filozofii, przeczy jej. Dlatego 

filozofia  musi  w  arsenale  swoich  myśli  poszukać  środków  obronnych. 

Pseudofilozofia jest bowiem nie tylko błędem w filozofowaniu, błędem, 

który wystarczy zrozumieć, by go móc naprawić, lecz jest ona zasadniczo 

fałszywą  drogą  całkowitej  negacji,  usiłującą  stworzyć  pozór  czegoś 

pozytywnego za pomocą łatwych do przeniknięcia namiastek. Podlega 

ona  korekturze  drogą  odrodzenia  człowieka,  który  zostaje  sobie 
podarowany  w  procesie  myślowego  powrotu  do  siebie.  Filozofowanie 

pozorne  płynie  szerokimi  strumieniami  poprzez  dzieje.  Kto  tylko 

próbował filozofować, temu zapewne zdarzało się niekiedy padać ofiarą 

tych pozorów. Filozofujący  człowiek urzeczywistnia się jednak poprzez 
przezwyciężanie pseudofilozofii stale obecnej w nim samym.

 

Niewiarą nazywamy wszelką postawę, która pod pozorem absolutnej 

immanencji neguje Transcendencję. Pojawia się wtedy pytanie, czymjest 

owa  immanencja?  Niewiara  odpowiada:  Istnieniem,  realnością,  światem. 

Ale Istnienie to tylko ulotna teraźniejszość, ujmowana, którą niewiara 

bierze w posiadanie uznając stawanie się i pozór jako takie. Realność cofa się 

jakby  przede  mną,  kiedy  chcę  ją  poznać  samą  w  sobie  i  w  całości; 

niewiara zawłada nią absolutyzując realności cząstkowe.

 

 

 

Wykład czwarty -

 

80

 

81

 

background image

 

 

 

 

Świat jest nie zamknięty i nieogarniony, jest ideą; niewiara mylnie robi z 

niego  przedmiot  w  ramach  spójnego  obrazu  świata.  Krótko  mówiąc, 

niewiara żyje złudzeniem, poszczególnymi realiami, obrazami świata.

 

Niewiara nigdy nie dociera do bytu, nie może jednak obejść siębez jego 

namiastki  zawartej w treściach wiary  fałszywej. Uznaje  ona jedynie im-

manencje, nie potrafi jednak obyć się bez przyznania doniosłości, choćby w 
ten opaczny sposób, również Transcendencji.

 

Wielorakość  pseudofilozofii  przyjmuje  jakby  różne  postaci  niewiary, 

które same siebie uznają za wiarę, wiedzę lub ogląd. Powołują się przy 

tym na bezpośrednie postrzeżenia oraz zasady.

 

Wybieram  trzy  przykłady  filozoficznej  niewiary:  demonologię,  ubó-

stwienie człowieka, nihilizm. Występują one jawnie lub w sposób utajony. 

Pozostają  w  takścisłym  związku  wzajemnym,  żejednapostać  niewiary 

prowadzi  zazwyczaj  do  pojawienia  się  innej.  Uchwycenie  ich  jest  nie-

słychanie  trudne,  wymykają  się  one  definitywnemu  określeniu.  Dla  swej 

artykulacji posługują się wszelkimi dostępnymi środkami filozoficznymi, 

nieświadomie  zwodząc  tym  samym  siebie  i  innych.  Próba  ich  chara-

kterystyki utyka rychło w mylnych określeniach. Usiłuje bowiem wytyczyć 
linie proste pośród czegoś, co faktycznie ulega ciągłym zmianom, okazuje 

się  czymś  innym,  przeczy  sobie  samemu,  znajdując  się  w  stanie 

nieobliczalnie  agresywnego  chaosu  myślowego.  Nie  staje  się  tu  oko  w 

oko  z  przeciwnikiem  o  zdeklarowanych  poglądach.  Mystagogia  w  demo-

nologicznym  oglądzie  świata łączy  się  z traktowaniem ludzi jako bóstw, 

którym okazy wana jest całkowita uległość, oraz z nihilizmem, którym się to 

wszystko kończy.

 

Przedstawione tu próby charakterystyki są typami idealnymi złożonymi z 

możliwości tkwiących w każdym z nas. Ale każdy pojedynczy czło-wiekjest 

czymś  więcej,  nosi  przede  wszystkim  w  sobie  możliwość  wiary 

przezwyciężającej wszystkie te rodzaje niewiary. Jednak i w tych ostatnich 
ukryta jest prawda, o której pod koniec przyjdzie nam sobie przypomnieć.

 

Demonologia

 

Demonologią  nazwiemy  pogląd  o  charakterze  bezpośredniego  prze-

konania, dopatrujący się bytu w mocach, w oddziałujących kształtujące

 

siłach - twórczych i niszczycielskich, w demonach - życzliwych i zło-

śliwych, w wielobóstwie; czyni je przedmiotem myśli i formułuje w po-

staci doktryny. Uświęcone zostają przy tym zarówno dobro, jak i zło, a 

wszystko ulega intensyfikacji przez dostrzeganie mrocznych głębi, które 

jawią  się  obrazowo.  Immanencję  -  namiętność,  potęgę,  witalność, 

piękno, zniszczenie, okrucieństwo - uznaje się za boskość samą. Mimo że 

nie  chodzi  tu  wprawdzie  o  żadną  Transcendencję  -  w  takim  oglądzie 

świata wszelki byt jest przecież immanentny - immanencja ta nie wy-

czerpuje  realności,  którą  mogłaby  Świadomość  poznać;  jest  ona  czymś 

więcej, jest uznawana za - by posłużyć się określeniem Simmla - Trans-

cendencją immanentną,  skoro  rzeczywistość  to  coś  więcej  niż  tylko  re-

alność  uchwytna  zmysłem  i  rozumem.  Paradoksalne  wyrażenie  „imma-

nentną Transcendencja" nie odnosi się już do rzeczy jako możliwej mowy 
boskiej,  lecz  do  Transcendencji  jako  mocy  i  czynnika  stale  obecnego  w 

świecie, z konieczności rozszczepionego na wiele mocy.

 

Poddanie się tym mocom nadaje przeżyciom podniosły charakter, użycza 

im  blasku  płynącego  z  tajemnicy.  W  tym,  co  niesamowite,  budzące 

dreszcz, przerażenie, poruszenie, rozpalające duszę, moce te dają o sobie 

znać, zostają jakby cieleśnie dostrzeżone. Walka z nimi porywa samego 

człowieka i przenosi go w ich demoniczny świat. Poczucie jedności z 

nimi, opętanie przez demona użycza tym mocom, którym staję się oto 

powolny,  niewytłumaczalnej  energii  usankcjonowanej  przez  doktrynę 

demonologii  przypisującej  im  konieczny  charakter  oraz  nadaje  rozmach 

płynący z fałszywej wiary w po wodzenie własnego działania i życia, ożywia 

tęsknotę  i  chęć  powrotu  w  czasy  mityczne,  pobudza  do  tworzenia 

własnych, nowych mitów, a myślenie zmitologizowane ogarnia podstawy 

życia.

 

Jest w człowieku uparte dążenie do przybliżenia sobie boskości, do 

bezpośredniego  przeżycia i  teraźniejszego  doświadczenia  jej  w  świecie. 

Znajduje ono swój wyraz w uświęcaniu wszystkich ludzkich popędów -

„Bóg" to uczynił, nie ja - i spowija świat w czar mitycznego światła bo-

skości.

 

Dużo się dziś mówi o demonach i demoniczności. Jednak sens przypi-

sywany tym słowom bywa tak różny, że nie od rzeczy będzie uzmysło-
wienie sobie paru spraw:

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

82

 

83 

background image

 

 

 

 

1.Gdzie  o r i e n t a c j a   d e m o n o l o g i c z n a   b y ł a   p i e r w o t n a ,  

tam  podobnie  jak  mit,  stanowiła  ona  historyczną  postać  egzystencjalnie 

doświadczanej rzeczywistości. Dostrzeganie demonów oznaczało czynne 

rozprawianie się z nimi, walkę lub podporządkowanie. Następnie człowiek 

stanął przed wielką alternatywą: Boskość jako de-moniczność albo Bóg jako 

Transcendencja,  moce  oddziałujące  wewnątrz  świata  (wielobóstwo)  albo 
jedna transcendentna podstawa.

 

Wbudowanie  demoniczności  w  świadomość  bytu  określoną  przez 

myśl o Bogu dokonywało się bądź poprzez przeobrażanie tych mocy w 

potencjalny  język,  w  szyfry  Transcendencji,  bądź  poprzez  mityczne 
podporządkowanie demonów i wyznaczenie im roli aniołów, zwiastunów i 

pośredników Boga lub diabła. Demonologia zanikła lub  znalazła się pod 

kontrolą.

 

Odtworzona w naszym świecie współczesnym demonologia ukazuje w 

tym  mitycznym  sposobie  myślenia  jedynie  nierzeczywiste  fantazje. 

Urojeniem jest traktowanie demonów jako realności, zakładanie ich fa-

ktyczności, liczenie się z nimi. Demonów nie ma. W bezrozumnym ule-

ganiu tzw. przeżyciom zachodzi fałszywa interpretacja realności poczytanej 
za  postrzeganie  mocy.  Ta  absolutyzacja  niejasnej  bezpośredniości 

przeistacza się w samoułudę, która zezwala na demoniczne wywyższanie się 

i  usprawiedliwianie  siebie  pośród  zamętu  czczej  epoki,  stojącej  pod 

znakiem nauki i jej następstw.

 

Kiedy alternatywa: demony  czy Bóg -nie zostaje jasno rozstrzygnięta, 

chaos poglądów wywołuje zamęt także w dziedzinie nastrojów, myśli i 

postaw ludzkich.

 

2. Inaczej ma się sprawa wtedy, kiedy demoniczność staje się wyobraże-

n i e m c z e go ś   n i e u c h w y t n e g o ,   p o z o s t a j ą c e g o   na 
g r a n i c y  w yd a r z e ń   jak też mojej woli i mojej istoty, czegoś bez-

pośrednio nie postrzeganego, ale jednak oddziałującego. Tutaj chodzi już 

nie o światopogląd demonologiczny, lecz o obrazową artykulację tego, 

co w swej całości jest niepojęte, nie chciane, pokrętne, przypadkowe, a 
co, jakby samo w sobie mając swe źródło, przemożnie oddziałuje. Tu nie 

mówi sięjuż o demonach, lecz o samej demoniczności. Nie przybiera ona 

żadnej  postaci,  nie  staje  się  teorią,  lecz  pozostaje  ulotnym  wyrazem 
pewnej granicy.

 

Wyraz „demoniczność" pojawia się u starego Goethego, który mówi o 

niej w sposób niezwykle sugestywny, ale taki zarazem, że to, co nie-

uchwytne, nadal stanowi jej istotę. Albo wiem to, co demoniczne, zawsze 

uwikłane jest w sprzeczności i nie daje się sprowadzić do żadnego okre-

ślonego  pojęcia.  Dlatego  również  u  Goethego  „demoniczność"  jest  sło-
wem  niezmiernie  wieloznacznym,  wypowiadanym  wobec  tego,  co  nie-

pojęte, co ma być wysłowione jako tajemnica czegoś istniejącego, dzie-

jącego się, tworzącego splot zdarzeń, a wokół czego mogą jedynie krążyć 
przeczucia. Tak oto Goethe, w którego metaforach poetyckich z całą ich 

wielorakością sensów demony pojawiały sięjuż od dawna, mówi o pier-
wiastku demonicznym:

 

„Nie był on boski, bo wydawał się bezrozumny; nie był ludzki, gdyż 

zbywało mu na rozsądku; nie był szatański, gdyż przemawiało zeń miło-

sierdzie; nie był anielski, bo często tchnęła zeń radość z cudzego nieszczęścia. 

Był raczej dziełem przypadku, brak mu było bowiem ciągłości: przywodził 

namyśl Opatrzność, gdyż wskazywał na istnienie ukrytych związków [...]. 

Wszystko, co zakreślało granice naszemu poznaniu, przenikał bez trudu 

[...]. Tylko w niepodobieństwach znajdował upodobanie, a osiągnięcia 

możliwe odtrącał od siebie z pogardą [...]. Tworzył jeden z elementów 

moralnego  porządku  świata,  jeśli  nie  przeciwstawiający  się  mu,  to  w 

każdym razie krzyżujący się z nim [...].

 

Ale najpotworniej wygląda ów demoniczny pierwiasteK, gdy opanuje 

wszystko inne w człowieku [...]. Nie zawsze są to jednostki najznakomitsze 

pod  względem  umysłu  czy  talentu  i  rzadko  odznaczają  się  przymiotami 

serca; ale emanuje z nich jakaś niesamowita siła [...]. Wszystkie połączone 

siły  moralne  nie  są  zdolne  im  się  przeciwstawić;  na  nic  się  nie  zda,  że 

rozsądniejsze jednostki uważaj ą ich bądź za oszukanych, bądź za oszustów - 

tłumy idą za nimi. Rzadko, a może nigdy nie napotykają w swej epoce 

ludzi o podobnych właściwościach i nic nie jest w stanie ich pokonać, chyba 

wszechświat tylko, z którym właśnie walkę rozpoczęli"*. 3. Goethe mówi 

o demoniczności jako o mocy obiektywnie działającej;

 

okrążają, wymieniając jej sprzeczne przejawy. Kierkegaard dostrzega

 

*       Johann Wolfgang Goethe,  Z mojego życia. Zmyślenie i prawda,  przeł. 

Aleksander Guttry, Warszawa 1957, t. 2, s. 375 i 377.

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

84 

85

 

background image

 

 

 

 

demoniczność wyłącznie w człowieku. Demoniczny jest ten, kto swoje 

własne ja pragnie utrzymać w sposób absolutny. Kierkegaard wyjaśnia 

swoje rozumienie demoniczności, ukazując sens bycia sobą i wypaczenia, 

na jakie bycie sobą bywa narażone.

 

"Demonicznajest  wszelka  indywidualność,  która  odnosi  siędo  idei  bez 

korzystania z określeń pośrednich (stąd zamkniecie si 

(

}na  wszystko  inne). 

Kiedy ideą tą jest Bóg, mamy do czynienia z indywidualnością religijną., 

kiedy ideą tą jest zło, mamy do czynienia z indywidualnością demoniczną w 

węższym znaczeniu tego słowa".

 

W przypadku, kiedy demoniczność (w węższym sensie) pozostaje sama 

dla siebie całkowicie przejrzysta, mamy do czynienia z diabłem. Diabeł jest 

tylko  duchem,  a  stąd  jego  absolutna  świadomość  i  przejrzystość"*. 

(Zwraca uwagę zupełnie inne rozumienie "demoniczności tego wyrazu" u 

Goethego,  gdzie  Mefisto  wcale  nie  jest  demoniczny  właśnie  dlatego,  że 

cechuje  go  pełna  jasność  umysłu  i  czysta  negatywność).  Demoniczność 

człowieka istotnie nie może się stać sama dla siebie przejrzysta. Ja staje się 

bowiem przejrzyste dzięki absolutnemu stosunkowi do Boga, a nie dzięki 

absolutnemu  stosunkowi  do  siebie  samego  jako  doją  absolutnego. 

Niezrozumiałe są wprawdzie zarówno demoniczność jaki boskość: „Obie są 
milczeniem. Milczenie jest zasadzką szatana; im więcej się przemilcza, tym 

straszniejszy  staje  się  szatan,  ale  milczenie  jest  także  świadectwem 

boskości obecnej w jednostce"**. Demoniczność, podobnie jak religijność, 

stawia  człowieka  poza  powszechnością.  Z  tym,  że  uwikłaniu  się  w 

nieprzejrzystość  demoniczności  zostaje  przeciwstawione  bezgraniczne 

rozjaśnianie,  jakiego  doznajemy  w  obliczu  Boga:  Zagubieniu  się  w 

paradoksalności  demoniczności  staje  naprzeciw  zbawienie,  jakie  niesie  ze 

sobą paradoks Boga.

 

Demoniczność jako harda wolabyciaswym własnym, przypadkowym ja, 

to rozpaczliwe pragnienie bycia sobą. „Im większajednak świadomość w 

tak cierpiącym człowieku, który rozpaczliwie pragnie być sobą, tym

 

*          S0ren  Kierkegaard,  Choroba  na  śmierć,  przeł.  Jarosław  Iwaszkiewicz, 

Warszawa 1969, s. 181.

 

**   S0ren Kierkegaard, Bo jaźń i drżenie, przeł. Jarosław Iwaszkiewicz, Warszawa 

1969, s. 96.

 

bardziej wzrasta potęga rozpaczy, stając się czymś demonicznym. [...] Ja 

ludzkie, które rozpaczliwie pragnie być sobą, z trudem znosi to czy owo 

cierpienie, którego nie może zwyczajnie usunąć czy odłączyć od swej 

konkretnej  osobowości.  Właśnie na tej męce  koncentruje  człowiek całą 

swą namiętność, która w końcu przetwarza się w demoniczny szał. W tym 
momencie, gdyby sam Pan Bóg w niebie i wszyscy jego aniołowie ofia-

rowali mu się z pomocą, aby go wyrwać z przepaści, nie chciałby tego i 

zawołałby: «Nie !» Teraz jest już za późno! Ongi oddałby wszystko, aby 

siępozbyćtej męki, ale kazano mu czekać, teraz jest już po wszystkim [...] 
on, jedyny na świecie, potraktowany tak niesprawiedliwie [...]. Rozpacz ta 

nie j est pragnieniem bycia sobą w stoickiej wątpliwości co do własnego ja 

[...].  Rozpacz  ta,  to  pragnienie  bycia  sobą  w  nienawiści  do  życia,  do 

bycia sobą w całej swej nędzy [...]. Buntując sięprzeciw całemu bytowi, 

myśli, że zdobywa świadectwo przeciwko niemu, przeciw jego dobru. Za to 

świadectwo  zrozpaczony  ma  samego  siebie  i  nim  właśnie  chce  być 

dlatego, że chce być sobą, sobą w swej męce i męką tą protestować przeciw 

całemu istnieniu" *.

 

Choć świadomość  wzmaga  tę demoniczną wolę, wola ta nie potrafi 

sama dla siebie stać się przejrzy sta i może się utrzymać jedynie w ciemności, 

skąd  napiera  na  świadomość  i  wciska  się  w  nią,  wzmagając  zarazem 

wszystkie siły pomagające jej zamknąć się w sobie. Broni się ona przed 

wyjściem na jaw. Stąd pełne sprzeczności połączenie jawności i skryto-

ści: „Skrytość może sobie życzyć ujawnienia, pod warunkiem jednak, że 

przyjdzie ono z zewnątrz, że się przydarzy [...]. Może ona chcieć jawności, 
ale tylko do pewnego stopnia, bowiem chciałaby zachować małą resztkę, z 

której  skrytość  znów  mogłaby  się  odrodzić  [...].  Może  ona  pragnąć 

jawności,  ale  chciałaby  zarazem  zachować  incognito  (przykłady  tego 

znaleźć  można  w  życiu  niejednego  poety).  A  nawet  kiedy  już  jawność 

zwycięży, w tym samym momencie skrytość podejmuje ostatnią próbę i 

może wykazać dość przebiegłości, by jawność obrócić w mistyfikację, i 

okaże się

;

 że to właśnie skrytość zwyciężyła". „Nie jest wcale takie pewne, 

czy człowiek rzeczywiście chce poznać najprawdziwszą prawdę, czy chce 

jej pozwolić na przeniknięcie całego swojego jestestwa, czy chce

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 218-221.

 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

86

 

87 

background image

 

 

 

 

wziąć na siebie wszystkie płynące z niej konsekwencje, czy na wszelki 

wypadek  nie  chce  sobie  pozostawić  małej,  bocznej  furtki".  Demonicz-

ność wykazuje duże wyrafinowanie w utajaniu się. Jej kryjówką jest dia-

lektyczność. W niej człowiek się maskuje i w niej gubi z demoniczną 

wirtuozerią refleksji*.

 

Ponieważ demoniczność nie znajduje oparcia w samej sobie, nie jest 

zdolna do przetrwania. Pozostając w stanie skrytości nie potrafi przecież 

znieść milczenia, a wówczas nieszczęsny człek kończy tym, że ze swą 

tajemnicą narzuca się każdemu. Zarazem jednak boi się ujawnienia: Zna-

lazłszy się w obecności kogoś, kto przewyższa go dobrocią, opętany będzie 

błagał, będzie się modlił zalewając się łzami, że nie chce z nim rozmawiać, 

nie chce, aby ten to dobro przedstawił, aby pozbawiał go sił.

 

Właściwym  znamieniem  człowieka  demonicznego,  który  swoje  przy-

padkowe ja wziął za absolut i na tym poprzestał, jest to, że niczego nie 

traktuje już poważnie. Nie myśli poważnie o wieczności, boi sięjej tylko, a 

lęk podsuwa mu setki wybiegów.

 

4.  W  nowszych  czasach  słowo  „demoniczny"  bywa  używane  nieprecy-

zyjnie  i  bez  głębszego  zastanowienia  na  oznaczenie  t ego    w s z y -
s t k i e g o ,   co  n i e p o j ę t e   i  p r z e z         to  i r y t u j ą c e ,   na  oz-

naczenie tego, co „irracjonalne". Mianem demoniczności zostaje opatrzone 

to, co niechciane, narzucając się nam nieoczekiwanie  w  trakcie realizacji 

tego, co chciane. „Demonizm techniki" -to jej zwrotne, pize-możne, jakby 

usamodzielnione  oddziaływanie,  to  wynik  ujarzmienia  bytu 

przedmiotowego  przez  technikę.  Także  nieświadomość  zyskuje  sobie 
miano demonicznej, kiedy to, co nie wyjaśnione i nie dające się do końca 

wyjaśnić, wypływając z głębin życia duchowego owłada człowiekiem. 

Niemożność,  zniechęcenie,  obezwładnienie,  uwikłanie,  beznadziejność  - 

wszystko  to  potrafi  wywołać  okrzyk:  to  demoniczne  !  Od  mitycznego 

uprzedmiotowienia  po  zwykłą  przenośnię,  od  wiary  w  moc  tkwiącą  i 

działającą w rzeczach aż po dostrzeżenie możliwości deprawacji wolności 

człowieka- wszystkie te cztery, pierwotnie sensowne, sposoby mówienia o 

tym, co demoniczne, kiedy zostają odcięte od swych źródeł, mieszają się ze 

sobą, krzyżują się ich różne sensy i składają się w

 

*     S0ren Kierkegaard, Choroba na śmierć, wyd. cyt. s. 261.

 

nowożytnej  demonologii  na  światopogląd  niewiary.  Demonologia  ta  jest 
nieuchwytna  niczym  Proteusz  -jakaś  nicość  nieustannie  przyoblekająca 

się w coraz to inny kostium i posługująca się wszystkimi dawniejszymi 

zwrotami na temat demoniczności w całej ich wielorakości.

 

Przeciw  światopoglądowi  demonologicznemu  filozofowanie  zdoła 

wypowiedzieć się tylko wtedy, gdy w jakiejś chwili uchwyci go i utrwali w 

jego  typowych  zwrotach  słownych.  Krytykę  demonologii  można  by 

wówczas zawrzeć w następujących zdaniach:

 

1. T r a n s c e n d e n c j i  n i e  u d a j e  się o s i ą g n ą ć .  Właśnie życie 

immanentne,  spotęgowane  demonizowaniem,  nie  dociera  do 
Transcendencji:  Bez  Boga  pozostają  już  tylko  idole.  Sami  bogowie 

stali  się  światem.  Partycypują w  światowej niemocy, ponad nimi roz-

pościera się Inne, absolutnie Obce, Nicość.

 

2.  C z ł o w i e k   u l e g a   z a g u b i e n i u .   W  światopoglądzie  demo-

nologicznym wolność polega jedynie na godzeniu się ze spadającymi na 

człowieka  zrządzeniami  losu.  Jeśli  okoliczności  będą  temu  sprzyjać, 

człowiek może bieg swojego życia uznać za szczęśliwy - od czasu do 

czasu  melancholijnie  przypominaj  ąc  sobie  o  jego  niepewności  -  ale 
odebranie  mu  prawa  do  szczęścia  na  świecie  uczyni  go  nieszczęśli-

wym,  zostawiając mu jedynie poczucie pustki i rozpacz.  Wobec tych, 

którym się w życiu nie powiodło, bądź tych, których spotkało nieszczęście 

pozbawiające  jakichkolwiek  nadziei,  odczuwa  się  wewnętrzną 

obojętność  i  okazuje  im  samo  przez  sięzrozumiałąbezwzględność.  Nie 

ma  czegoś  takiego  jak  niezastąpiona  wartość  jednostki  ludzkiej.  Hu-

manitaryzm  jest  już  tylko  sprawą  immanentnego  nastawienia  i  skłon-

ności  do  zachowania  w  określonych  warunkach  przyjaznego  stosunku 

względem  drugiego  człowieka,  ale  nie  jest  już  onieśmieleniem  wobec 
duszy  przez  jej  odniesienie  do  Transcendencji  zakorzenionej  w  wiecz-

ności, wobec człowieka jako takiego.

 

3.N i e   u d a j e   si ę   u z y s k a ć   o d n i e s i e n i a   do  J e d n i . Nastę-

puje rozproszenie i pojawia się wiele aspektów, człowiek rozpada się na 

możliwości, spośród których dziś urzeczywistnia jedne, jutro inne -życie 

staje  się  zapominaniem.  Życie  wśród  demonów  staje  się  płynne, 

rozmywa się w nieokreśloności. Niewiary nie sposób przychwycić na

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

89

 

background image

 

 

 

 

tym, co naprawdę mniema, ponieważ interpretuje siebie za każdym 

razem inaczej. W niewierze jesteśmy wydani na działanie strumienia 

impulsów i szarpiących nami namiętności. Wszystko można tu uspra-

wiedliwić. Mimo mocy, jaką obdarzona bywa chwila, brak jest ciągłości. 

Mimo stanowczości stwierdzania czegoś - brak skupienia samej istoty.

 

Wzlot  ku  Transcendencji  Jedni  następował  zawsze  na  drodze  przezwy-

ciężenia demonologii. Sokrates wyrwał się demonom, by pójść za swoim 
dajmonionem, a tym samym za nakazem boskości. Prorocy przezwyciężyli 

kult Baala, by służyć Bogu.

 

4. D e m o n o l o g i a  j e s t  o s a d z o n a  w n a t u r z e .  Natura uchodzi 

za ostatnią, przemożną konieczność. Zwierzęta są demoniczne. Także 

człowiek  czuje  swoją  demoniczność,  o  ile  upodabnia  się  do 

zwierzęcia.  Wyznawanie  poglądu  demonologicznego  prowadzi  do 

utraty samoświadomości człowieka na rzecz natury. W życiu pomyślnym 

pogląd demonologiczny występuje niekiedy jako zaufanie do natury. Ale 
zaufanie do natury to nie to samo, co ufność w Bogu. Kiedy zaufanie do 
natury natrafia na granice, wówczas to, co z niego jeszcze zostaje, nie 

znajduje żadnego oparcia w naturze. Zaufanie do natury przemienia się 

w bałwochwalstwo, uprawiane na całej ziemi w kultach natury.

 

5.  N o w o c z e s n a   d e m o n o l o g i a   j e s t   p o s t a w ą   p a r   e x -

c e l l e n c e   e s t e t yc z n ą .   Jej  wyróżnikiem  jest  nieobowiązujący 

charakter tego, co jest pomyślane w duchu demonologii. Jest to ogląd 

skierowany na to, co pozornie tylko jest realne, zastępujący angażowanie 

się we własną rzeczywistość. Jest to ucieczka w dziedzinę kontemplacji 
estetycznej, z mrocznej woli skierowanej ku temu, co nieokreślone i co 

staje  się  samoutwierdzeniem.  Umożliwia  ona  przejawy  namiętności 

jako  chwilowe  afekty,  lecz  rozmija  się  niechybnie  z  pasją 
zdecydowania,  niezawodnie  kierującego  całym  swym  życiem.  Można 

wymusić wybór pomiędzy dobrem i złem, a potem odebrać mu moc 

poprzez afirmację zła w tym, co tragiczne. Łatwo i często myli się 

etyczność z estetyczności ą. Raz z moralnym patosem mówi się o dobru i 

złu, to znów w języku estetycznym rozprawia się o demoni czności. W 

sytuacjach bez wyjścia udziela się sobie samemu pozwolenia na prze-

 

skok ze sfery etycznej do sfery estetycznej. Człowiek za nic nie potrze-

buje odpowiadać, ponieważ na każdą okoliczność ma na zawołanie 

fałszywy przepych obrazów estetycznych. Życie ulega rozproszeniu w 

wielości rzeczy przypadkowych.

 

6.  D e m o n o l o g i a   p r o j e k t u j e   r z e c z y w i s t o ś ć   p o ś r e d -

n i ą ,   kt óra  nie  j e s t   ani  e m p i r yc z n ą   r e a l n o ś c i ą ,   ani 

r z e c z yw i s t o ś c i ą   t ra n s c e n d en t n ą.   Próbuje  uchwycić 
rzeczywistość  i  nie  udaje  się  jej  -  osiąga  jedynie  iluzyjną  nadzmy-

słowość: gubi po drodze jasność tego, co poznawalne. Chce prawdziwej 

nadzmysłowości i nie osiąga jej, sądząc, że zawiera się ona w tym, co 
immanentne:  gubi  Boga.  Tymczasem  to,  co  nie  jest  albo  światem 

(sprawdzalną realnością), albo Bogiem, jest złudą i iluzją; ich ofiarą 

stajemy się właśnie wtedy, kiedy nasza pogoń za sensacją i potrzeba 

podniesienia na duchu rozbudzają się i wywołują stan intelektualnego 

odurzenia. Jest Bóg i świat, i niczego nie ma pomiędzy nimi. Wszystko to, 

co  realne,  może  być  jako  szyfr  językiem  i  zwiastunem  Boga,  poza 

którym nie ma innych bogów czy demonów. Chodzi więc o to, w jaki 

sposób odczuwam dotknięcie palca Bożego na granicy tego, co realne. A 

co wciska się między Boga i świat, okazuje się bądź materialistycz-nym 

prostactwem, bądź bezbożną chimerą.

 

Ubóstwienie człowieka

 

Powszechnym  zjawiskiem  jest  entuzj  azm  i  uwielbienie  okazywane  po-

jedynczemu  człowiekowi przez innych ludzi,  przypisywanie mu  cech 
nadludzkich,  widzenie  w  nim  spełnienia  ideału  człowieczeństwa.  Komuś 

takiemu ludzie skłonni są okazywać ślepe posłuszeństwo, oczekują po 
nim  cudów.  Rzecz  nie  jest  bez  psychologicznych  analogii.  Gwiazdy  fil-

mowe muszą podróżować incognito, żeby uniknąć wścibstwa tłumów. 
Gandhi  musiał  się  systematycznie  chronić  przed  „poszukiwaczami  darśa-

nu" (darśan - zobaczenie świętego). Dawniej królowie ukazujący się ludowi 
leczyli z chorób.

 

Okazywanie boskiej czci nie pozostaje bez wpływu na osoby ubó-

stwiane: Ludzie zadręczają tego, kogo uważają za świętego i żądają, by 

zachowywał siępodług idealnego wyobrażenia o nim. Oczekują, że się do 

tego ideału dostosuje. Pokazują mu go jakby palcami, a on musi w jego

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykład piąty-

 

91

 

90

 

background image

 

 

 

 

miejscu się znaleźć. Jest w masach żądza kultu człowieka Jest tak, jakby 

świadomość  że  ten  jeden,  ubóstwiany,  gdzieś  istnieje,  przynosiło  to  uspo-

kojenie,  podobnie  jak  królowa  utrzymuje  rój  pszczół  w  stanie  zorgani-

zowanego porządku.

 

Wódz  i  władza  -  te  postacie  ludzkiej  potęgi  najbardziej  rzucają  się  w 

oczy. S amowola i pospolity brak skrupułów u ludzi prowadzą do pojawienia 

się  tyrana,  który  im  wszystkim  zadaje  gwałt.  Kto  w  wolny  sposób  nie 

respektuje  prawa,  musi  okazywać  posłuszeństwo  obcej  przemocy.  I  oto 

rzecz  zadziwiająca:  tyran,  niczym  narzędzie  zła  służące  do  ukrócenia  zła, 

staje  się  przedmiotem  ludzkiej  czci.  Aleksander,  Cezar,  Napoleon  i  inni 

kroczą  poprzez  dzieje  jako  otaczane  czcią  idole.  Są  to  w  istocie  ludzie 

nadzwyczajni  dzięki  swej  niezwykłej  energii,  przytomności  umysłu,  in-

stynktownemu  wyczuciu  realnych  sił,  pamięci,  pracowitości,  trafnemu 

określaniu  celów  panowania  i  władzy.  Już  za  życia  dostępują  oni  wywy-

ższenia, czy przez to, że sami ogłaszają się bogami lub synami bożymi, czy 

też  przez  to,  że  ulegają  tłumowi  i  znajdują  upodobanie  w  tym,  czego  on 

pragnie, a następnie umieją to wykorzystać przy sprawowaniu władzy. Tyrani 

stają  się  bogami.  „Synem  bożym"  stał  się  Aleksander,  rzymscy  cesarze-

bogowie  spełniali  usankcjonowany  przez  państwo  kult  swego  numenu. 
Kiedy tego rodzaju fałszywa wiara zostaje porzucona, zawsze jeszcze dość 

będzie nierozumnych  hołdów  i  ludzkich  idoli  jako  przedmiotu adoracji u 

strony świata. Zawsze w takich przypadkach zastanawia, z jaką oczywistością 

fakty  realnego  życia  ubóstwianych  ludzi  sąprzemil-czane,  przeinaczane, 
kamuflowane.

 

Nie  tylko  tyranów  się  ubóstwia.  Niejeden  filozof  antyczny  był demo-

nizowany  lub  heroizowany.  W  świecie  podupadającej  kultury  duchowej 

resztki tej postawy są widoczne w ślepym u wielbieniu okazywanym wielkim 
ludziom  lub  szarlatanom.  W  opinii  publicznej  krytykowanie  ich  byłoby 

wprost niestosowne, niezniszczalna jest skłonność do ich mityzowa-nia.

 

Człowiekowi niełatwo przychodzi ogłosić się bogiem, chyba że jest to 

szaleniec lub polityczny demagog. Częściej zdarza się przyznawanie sobie 

wyłącznego prawa do występowania w imieniu Boga. Ktoś taki uważa, że 

tylko on jest przez Bogapo wołany i żąda składania sobie należnych hołdów.

 

Boska cześć oddawana człowiekowi to także czynnik kształtowania się 

wielkich  religii.  Sposób  interpretacji  tego  zjawiska  jest  przy  tym  tego 

rodzaju, że za każdym razem tej szczególnej postaci, w którą się wierzy, 

nie traktuje się jako przejawu ubóstwienia człowieka. Postać tę odróżnia 

się od przypadków boskiej czci okazywanej ludziom, które jako takie 

zostają potępione.

 

Skąd bierze się to ubóstwienie ?

 

Jest w człowieku skłonność do takiego widzenia człowieka doskona-

łego, że jest on dla niego tym, czym on sam chciałby być, ale czym być 
nie potrafi.

 

Ubóstwienie człowieka nie może się w świecie obyć bez instancji, wobec 

której możliwe jest okazywanie absolutnego posłuszeństwa (a nie tylko 

posłuszeństwa  względnego,  jakie  okazuje  się  prawom,  urzędom  czy 

instytucjom), podobnego posłuszeństwa wobec Boga, nie może się wyrzec 

dążenia do cielesnego przybliżenia sobie ukrytego, dalekiego Boga.

 

Ubóstwienie człowieka odgrywa niekiedy rolę namiastki wiary, która 

będąc wiarą absurdalną, chce jednak uchodzić za wiarę właściwą. Tę fa-

ktyczną niewiarę można między innymi poznać po tym, że domaga się od 
wszystkich ludzi i wszystkich innych wyznań wiary w swój przedmiot, że 

jest fanatyczna, wyzbyta miłości, pełna gniewu, że nie toleruje u innych 

innej wiary. Wszyscy powinni czcić to, co ona czci.

 

Ubóstwienie człowieka to w zasadzie jedna z kategorii światopoglądu 

demonologicznego.  Bezbożnictwo  odwołuje  się  do  demonów  jako  do 

rzekomej Transcendencji, podobnie zwraca się do cielesnych ludzi, by im 

okazać boską cześć.

 

Bez względu na to, w kontekście jakichmotywów występuje ubóstwienie 

człowieka,  na  jak  wysublimowane  formy  i  jak  przenikliwe  interpretacje 

potrafi  się  zdobyć,  w  swym  głównym  trzonie  jest  ono  błędne.  Wiara 

filozoficzna  demaskuje  każdą  postać  ubóstwienia  człowieka.  Nie  zapo-

mina ona ani na chwilę o jego skończoności i niedoskonałości jest prze-

konana, że Bóg wymaga tego, by nie mylono go z czymkolwiek, kimkol-

wiek, by nie wywoływano go z pomocą fałszerstw z jego ukrycia, do 

którego tym bardziej stanowczo powraca. Domaga się ona od człowieka, by 

odważył  się  stanąć  przed  Nim  bezpośrednio  i  czekał,  co  mu  powie. 
Niech człowiek, biorąc innego człowieka za absolut, przed Nim nie ucie-

 

 

 

Wykladpiąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

92

 

93

 

background image

 

 

 

 

ka, okazując posłuszeństwo człowiekowi zamiast Bogu lub niczym Bogu. 

W  pustce  świata  trudno  pogodzić  się  z  tym,  że  Bóg  nie  jest  w  nim 

obecny jak wszystko inne. Tylko w tej gorzkiej sytuacji człowiek jest 

wolny, by słuchał, gdy Bóg mówi, by był gotów nawet gdyby Bóg nigdy 

nie miał przemówić, by pozostawał otwarty na ukazującą mu się historycznie 

rzeczywistość.

 

Nie ma na świecie człowieka, który mógłby być dla nas Bogiem, ale są 

ludzie,  których  wolność  w  posłuszeństwie  Bogu  ukazuje  nam  ludzkie 

możliwości i dodaje otuchy. Nie można cieleśnie złapać Boga za rękę, ale 

możemy ująć dłoń towarzysza doli i niedoli.

 

Boska cześć okazywana ludziom poniża człowieka, podsuwając mu 

łatwe rozwiązania. Daje mu ona to, co w zasięgu ręki, podczas gdy jego 

sytuacja w świecie zmusza go, by się tego wyrzekał, natomiast by na 

drodze, na której może, a więc i po winien do siebie poprzez Boga dotrzeć, 
odnajdywał jedynie szyfry i obrazy.

 

Nihilizm

 

Podczas gdy demonologia i ubóstwienie człowieka stanowią namiastkę 

wiary,  otwarty  brak  wiary  nosi  miano  nihilizmu.  Ma  on  odwagę  wy-

stępowania bez osłonek. Wszystkie treści przynależne wierze straciły już dla 
niego  wartość,  wszystkie  wykładnie  świata  i  bytu  zostały  zdemaskowane 

jako  iluzje,  wszystko  jest  tylko  warunkowe  i  względne,  nie  ma  żadnego 

gruntu,  niczego  bezwarunkowego,  żadnego  bytu  w  sobie.  Wszystko  jest 

wątpliwe. Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

 

Nihilizm może wystąpić tylko wtedy, kiedy napędem dla jego wy-

znawcy jest witalność, radość życia, woli i mocy. Afirmując je, nihilizm 
unicestwia sam siebie na rzecz wiary witalnej.

 

Albo też jego doświadczenie nicości jest rzeczywiście po ważne. Może 

niczego nie czuć, nie kochać, nie szanować. Moja dusza jest pusta. Myśl 

nihilistyczna utwierdza mnie w tym, że mam rację.

 

Bądź  też  bezgraniczne  rozczarowanie  powoduje  załamanie  się  wszy-

stkiego, w co wierzyłem: kiedy osoba ukochana okaże brak wierności, 
kiedy okaże się, że rząd oszukiwał swoich obywateli, kiedy autorytatywnie 

wypowiedziane  zdania  okażą  się  kłamstwem.  Bieg  dziejów  świata 

objawia iluzoryczność tego wszystkiego, na co się kiedyś liczyło. Myśl

 

nihilistyczna tłumaczy mi, że moje doświadczenie nie ma w sobie niczego 

szczególnego, że objawia mi się w nim jedynie istota wszechbytu.

 

Myśl nihilistyczna może jednak tylko wtedy dokonać negacji, kiedy za 

punkt wyjścia przyjmie coś uznanego, co pozwala uchwycić kontur tego, co 
jest  niczym,  rozczarowaniem,  oszustwem,  kłamstwem,  złudzeniem. 

Artykulacja nihilizmu wymaga sprowadzenia go na jakiś grunt; gdyby go na 

nim  rzeczywiście  oprzeć,  osadzić,  doprowadziłoby  to  do  zniesienia 

nihilizmu na korzyść tego, co pozytywne, co na tym właśnie gruncie znaj -
duje swoje uzasadnienie. Myślowa droga nihilizmu radykalnego prowadzi 

więc od odrzucenia kryteriów uznanych za oczywiste, aż po wciągnięcie 
wszystkiego w jeden wir wzajemnych negacji, w którym wszystko ginie.

 

Rozważmy kilka przykładów nihilistycznych zaprzeczeń.

 

1 . B o g a n i e   m a .   Istnienie Boga, stwórcy świata, nie zostało bowiem 

dowiedzione, ani nie stwierdzono - przy okazji próby przeprowadzenia 
takiego  dowodu  -  choćby  tylko  możliwości  lub  prawdopodobieństwa 
istnienia Boga.

 

Założeniem tej negacji jest ważność tego, co tu zostaje uznane za mo-

żliwość dowodu: ważność rzeczowych wypowiedzi o czymś występującym 

w świecie oraz racjonalnych dowodów dotyczących skończonych rzeczy 

używających  do  tego  skończonych  środków.  Dlatego  to  myśl 
negatywna  traktuje  problemy  Transcendencji  jako  pytania  o  skończone 

rzeczy tego świata; nie dotyka ona nawet tego, co powinny wyrażać zda-

niao Bogu, ponieważ treść tych zdań rozumie jako rzeczowe wypowiedzi o 

czymś, co występuje w świecie.

 

2. N i c   n i e   ł ą c z y   c z ł o w i e k a   z B o g i e m .   Albo wiem związku 

takiego nie sposób doświadczyć i doświadczeń tego rodzaju wcale nie 

ma, ponieważ nie ma Boga. To, co się uważa za takie doświadczenie, 
polega na psychologicznych omamach i na mylnej interpretacji przeżyć.

 

Założeniem  tej  negacji  jest  faktyczność  doświadczeń  zachodzących  w 

świecie oraz faktyczność przeżyć. Zostają one poddane absolutyzacji z 

zamiarem uczynienia z nich bytu w sobie, a zwłaszcza uczynienia z nich 

poznania empirycznego zdarzeń zachodzących w czasie i przestrzeni, a

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

94

 

95

 

background image

 

 

 

 

więc  nadania  im  postaci  powtarzalności.  Przeczy  się  zarazem  egzysten-

cjalnemu doświadczeniu wolności.

 

3.Nie  ma  ż a d n e j   p o w i n n o ś c i   w o b e c  B  o  g a.  Ponieważ  w 

rzeczywistości  powinność  taka  to  tylko  podleganie  istniejącym  w 

świecie prawom i nakazom. Tutaj możliwe jest jedynie posłuszeństwo 

umotywowane mocą i obowiązującym charakterem owych praw i na-
kazów.

 

Założeniem tej negacji jest uznanie tego rodzaju mocy obowiązujących 

za  absolutne.  Powołując  się  na  nie,  zaprzecza  się  tej  głębokiej,  bez-

warunkowej, życionośnej powinności, która nigdy nie znajduje aż tak 
wygodnego oparcia w nakazie i prawie.

 

Przykłady te ukazują nihilizm pozytywistyczny. Wydaje się, że uznaje on 

za  sam  byt  to,  co  zawiera  się  w  pospolitym,  pozbawionym  głębi  do-

świadczeniu Istnienia. Jeśli nawet nicości nie ma, to Istnienie, jeśli zostaje 
uznane  za  absolut,  jest  niczym.  Ze  stanowiska  takiego  to  pozytywizmu 

zajmuje  się  nihilizm  porządkiem  życia  ludzkiego,  zakładając,  że  tego  ro-

dzaju  porządek  winienbyć  ustalany  napodstawie  wiedzy  o  empirycznych 
realiach.

 

Na przykład: stosunki płciowe winny być regulowane zasadami higieny, 

tak  by  mogły  zapewnić  szczęśliwe  życie,  nie  powinno  się  im  nadawać 

jeszcze  jakichś  znaczeń  religijnych  czy  etycznych.  Założeniem  jest  tu 
absolutny charakter samego życia. Pogląd ten upada jednak, kiedy okazuje 

się, że ani „szczęścia" nie można jednoznacznie określić (ponadto na dobitkę 

każda  jego  postać  okazuje  się  krucha),  ani  nie  udaje  się  urzeczywistnić 
regulaminu pozytywistycznych zasad.

 

W takich razach nihilizm, początkowo utajony, występuje na jaw dopiero 

wtedy,  kiedy  każdorazowe,  nie  przeanalizowane  krytycznie  założenie 

dotyczące,  pod  względem  trafności,  empirycznego  poznania  obowią-

zującego  wartościowania,  technicznej  wykonalności,  dociera  do  świado-

mości, a tym samym zostaje obalone. Wprawdzie negacje nie tracą tym 

samym  swej  ważności,  przy  okazji jednak  zostaje  zanegowane  to mini-

mum  prawdziwości,  którego  założenia  wymaga  nawet  negacja.  Tworzy 

się w ten sposób wir, w którym to, co zostaje weń wciągnięte, nie znajduje już 

żadnego oparcia, poza zawsze obecną, pozbawioną sensu witalnością w jej 

bezmyślnej bezpośredniości. Wydanie człowieka na pastwęprzyro-

 

dzonego biegu zdarzeń - do tego sprowadza się w końcu postawa nihili-
styczna.

 

Nihilizmem zupełnie innego rodzaju od tego, który można by nazwać 

nihilizmem filisterskim, jest nihilizm, którego źródłem jest przerażenie w 

obliczu  realności  świata  i  życia  ludzkiego.  Sama  myśl  o  Bogu  -  idea 

Boga  jako  dobroci,  miłości,  prawdy  i  wszechmocy  -  staje  się  mierni-

kiem, by odrzucić Boga i świat.

 

Gdyby Bogu rzeczywiście chodziło o prawdę, dobroć, miłość, wówczas 

inaczej  ukształtowałby  człowieka  i  świat.  A  więc  Bóg  albo  nie  jest 
wszechmocny, albo nie jest dobry.

 

Podyktowane rozpaczą oskarżenia Boga towarzyszą dziejom. To nie Bogu, 

lecz  złośliwemu  demonowi  świat  ten  zawdzięcza  swoje  istnienie.  Ale  na 

gruncie nihilizmu nawet te oskarżenia tracą swój ą moc: brak bowiem przed-

miotu oskarżeń, nie ma ani Boga, ani złych demonów, jest tak, jak jest - nie 
ma niczego poza nicością i satanizmem człowieczego istnienia.

 

W z a j e m n e   p o w i ą z a n i e   t r z e c h   p o s t a c i   n i e w i a r y .  

Demonologia, ubóstwienie człowieka i nihilizm tworzą jedną całość. Jak to, 

co prawdziwe, zdąża ku Jedni, nawet jeśli ta prawda nie staje widomie przed 

oczyma, tak w rozproszoności pseudofilozofii dochodzi do głosu, jak się 

wydaje podobne zjawisko: występujące w jej łonie stanowiska są dla siebie 
wzajemnie przyczynami.

 

Nihilizm jest nie do zniesienia. Szuka on wybiegów w demonologii i w 

ubóstwieniu człowieka. W nich znajduje oparcie. Ale nihilistyczny nastrój 

pozostaje.  Dlatego  na  obszarze  demonologii  daje  o  sobie  znać  niejedno 
parcie ku niczemu, czerpanie mocy z niczego.

 

Wobec nie dającej się znieść nicości, pod nieobecność rozpaczy, życie 

staje się życiem bez nadziei. Wówczas jego podstawą może być albo ubóstwo 

duchowe  biorące  się  z  braku  wrażliwości,  albo  pretendowanie  do 

heroizmu. Ponieważ jednak jest to heroizm, który sam siebie za taki uz-
naje, heroizm na pokaz, jest to tylko pseudo heroizm, który stać jedynie 

na gesty, nie na Egzystencję.

 

Ubóstwienie  jakiegoś  człowieka  zdaje  się  ratować  przed  nihilizmem, 

ale  skrycie  samo  jest  już  nihilistyczne.  Musi  rozczarowywać,  jeśli  ubó-

stwiony człowiek żyje wśród nas, jest nam współczesny. Wówczas prze-
konanie się, że człowiek jest tylko człowiekiem, tym bardziej nieodwo-

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wyklad piąty-

 

96

 

97

 

background image

 

 

 

 

łalnie pogrąża nas znów w nihilizmie. B o przecież od początku ubóstwienie 

jednego człowieka służy jako środek okazywania pogardy innym ludziom. 

Tym  ostatnim  nie  przyznaje  się  żadnych  praw,  są  oni  tylko  używani  i 

zużywani jako materiał.

 

P r a w d a   z a w a r t a   w  k a ż d e j   z  t r z e c h   p o s t a c i   n i e -

w i a r y .   Z filozoficznego punktu widzenia zadanie polega nie tylko na 

obronie  własnego  stanowiska,  ale  zarazem  na  usprawiedliwieniu  prawdy 

zawartej w tym, co się odrzuca.

 

U  podłoża  d e m o n o l o gi i   leży  prawda  języka  szyfrów  Transcen-

dencji w świecie. W oglądzie tego, co obecne w sposób zmysłowo-nie-

zmysłowy,  w widzeniu  fizjonomii  rzeczy i wydarzeń jest jakaś racja. 
Mitologiczna  postać  myślenia  kryje  w  sobie  prawdę,  którapo  przeformu-

łowaniu ma w sobie coś nie do odrzucenia. Utrata tej prawdy oznaczałaby 

zubożenie duszy i powiększenie pustki świata. Człowiek, który nie słyszy już 

tego języka, zdaje sięzatracać zdolność miłości. Albowiem w tym, co ponad 

zmysłowe i transcendentne, bez domieszki zmysłowości, nie ma już dla 

niego  przedmiotu  nadającego  się  do  miłowania.  Może  się  wprawdzie 

zdarzyć,  że  w  takim  niezmyslowym  ujęciu  Transcendencji  najbardziej 

niezwykła  miłość  znajdzie  swój  pokarm  i  zachowa  czystość  i  nie-

zmienność. Ale może się też zdarzyć, że człowiek przez nie straci kontakt ze 

światem,  straci  swe  człowieczeństwo,  zagubi  się  w  obcości.  Choć  de-

monologia j ako taka nie jestprawdziwa, to jednakjęzyk Boga może i musi 

dać się ludziom odczuć w obrazach i szyfrach, nawet gdyby przy próbie 

zobiektywizowania  go  miał  się  okazać  niezrozumiale  wieloznaczny.  Nie 

tylko słabość biorąca sięz naszej skończoności, ale i miłość do światajako do 

tworu  bożego  zabrania  nam  wykraczać  poza  jego  granice  i  pozostawać 

wyłącznie w sferze ponadzmysłowej Transcendencji.

 

U podłoża u b ó s t w i e n i a  c z ł o w i e k a  leży prawda mówiąca, że 

dla  człowieka  w  świecie  jedynym,  co  istotne,  jest  człowiek.  Jest  w 

człowieku coś takiego, co sprawiło, że możliwa stała się wypowiedź: Bóg 

stworzył człowieka na podobieństwo swoje; ale człowiek sprzeniewierzył 

się  Bogu,  dlatego  w  każdym  człowieku  jako  człowieku  właśnie,  po-

dobieństwo do Boga zostało przesłonięte. Wielcy ludzie są dla swoich 
zwolenników  punktem  odniesienia  i  wzorem,  przedmiotem  czci  i  drogo-

wskazem możliwego wzlotu, choć nadal pozostają ludźmi ze swymi wa-

 

darni i swą zawodnością, przez co nie mogą nigdy stanowić przedmiotu 

ślepego  naśladowania.  Tylko  w  nacechowanym  wolnością  stosunku  czło-

wieka  do  człowieka  może  zostać  zadzierzgnięty,  podtrzymujący  życie 

jednostki, oparty na tradycji i spełniony w miłości, jej dziejowy związek z 

inną jednostką.

 

N i h i l i z m   wypowiada  to,  czego  rzetelny  człowiek  nie  może  prze-

milczeć. W realnym istnieniu świata rozpacz u jego granic jest nie do 

uniknięcia. Kamieniem probierczym każdej wiary jest to, o ile bierze ona 

pod uwagę możliwość nicości. Żadna wiara nie może sobie uzurpować 

pewności, na której można by się było obiektywnie oprzeć. Pewność płynąca 
z wiary to zarazem dar i ryzyko. Nihilizm pewność tę ostrzega przed pychą, 

w jaką wiara mogłaby popaść i, w przypadku swego skostnienia, często 
istotnie popada.

 

Nihilizm różni się od demonologii i od ubóstwienia człowieka, w które się 

z  czasem  przeradza:  jawny  nihilizm  jest  nie  do  odparcia,  i  odwrotnie  -

żadnej  wiary  nie  można  udowodnić. Jest  coś  oburzającego  w  wyniosłej 

pogardzie  okazywanej  nihilizmowi.  Kto  w  obliczu  przerażającego  bez-

sensu i niesprawiedliwości nie uprzytamni a ich sobie w ich pełnej realności, 
lecz  z  automatyczną  niemal  oczywistością  przechodzi  nad  nimi  do 

porządku, by rozprawiać o Bogu, może nam się wydać bardziej zakłamany 

od samego nihilisty. Dostojewski wskazuje na przypadki mąk doznawanych 
przez niewinne dzieci i zabójstw na nich dokonanych. Co to za byt, co za 

świat, co za Bóg, w których i wobec których takie rzeczy są możliwe i 

dopuszczalne!  Komu  wyrządzono  krzywdę  najpotworniejszą  i  kto  od  tej 

chwili idzie przez świat pełen nienawiści i oburzenia, gotów do zemsty, jest 

z pewnością bardzo niewygodnym sąsiadem. On sam z kolei napawa innych 

bój  aźnią  i  przerażeniem.  Przeciw  niemu  budzą  się  instynkty 

samozachowawcze, które chciałyby go unicestwić jako szaleńca. Podobnie 

jak  człowiek  może  zaprzyczyną  natury  popaść  w  obłęd,  podobnie  za 

przyczyną  drugiego  człowieka  może  popaść  w  przerażenie,  które 

wprost robi z niego nihilistę. Nie zgodzimy się na to, nie przyznamy mu 

racji; stwierdzimy, że zło pozostaje złem, nawet jeśli zostaje wyrządzone w 

konsekwencji  uprzednio  wyrządzonego  zła,  w  reakcji  na  nie.  Ale  nasza 

wiara  w  harmonię  bytu  zostanie  zachwiana.  Nieuchronnie  ogarnie  nas 

bezgraniczna litość, milcząca bezradność, beznadzieja. Należałoby ra-

 

 

 

Wykladpiąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

98

 

99

 

background image

 

 

 

 

czej zapytać, j ak to jest możliwe, że nie wszyscy stajemy się nihilistami, 

niż uznać za pozbawione podstaw doświadczenia, które mogą do nihilizmu 

doprowadzić.

 

A jednak moje wywody są w całości próbą dania odporu nihilizmowi. I 

mówię właśnie o tym, od czego - zdawać by się mogło - dopiero co się 

odżegnywałem: mówię o Bogu. Stąd moja powściągliwość. Niczego nie 

zwiastuję. Pozostaje mi jedynie zwrócić się do czytelnika z prośbą, by 

zagłębiwszy się w swą własną istotę poddał wypowiedzi piszącego próbie, 

by nie przyjmował ich na ślepo, lecz by je w najlepszym razie potraktował 

jako okazję do upewnienia się o tym samemu.

 

Co  powiedziawszy,  odważę  się  powtórzyć:  demonologia,  ubóstwienie 

człowieka i nihilizm popełniają, każde na swój sposób, ten sam błąd -

chcą uchwycić prawdę sięgając nie dość daleko. Tam, gdzie pada tylko to 

jedno zdanie: Bóg jest, znika cały ten fałsz niczym mgły przed słońcem. 

Ale ta mgła napiera na nas, gdyż sięgając po nią mamy coś materialnego, 

rzeczywiście obecnego i coś, co poddaje się oglądowi. Prawda natomiast, 

będąc tym, co oglądowi nie podlega, wydaje się w ogóle nieuchwytna, 

toteż niejako rozwiewa się w nicość. Dlatego docieramy do niej jedynie 

drogą okrężną, poprzez to, co istnieje w świecie; pogrążamy się stale w 

tych samych fałszach i dopiero przezwyciężając je, jesteśmy w stanie 

uprzytomnić sobie głębię właściwego bytu, boskości.

 

Bóg jest tym, co najdalsze, jest Transcendencją, w porównaniu z którą 

zbyt  krótkowzroczne  jest  uznanie  za  absolut  czegokolwiek  innego.  A 
czym jest Bóg, czym Transcendencja- nad tym można się zastanawiać w 

nieskończoność, można to otoczyć negacjami, ale nigdy nie uda nam się 

tego rzeczywiście pojąć.

 

Z w i ą z e k  f i l o z o f i i  i p s e u  do f i l o z o f  ii. Droga do wiary 

prowadzi poprzez niewiarę. Komu obce jest doświadczenie niewiary, ten 

nie dorósł do wiary świadomej siebie.

 

Dotyczy to także pseudofilozofii. Nie należy  się jej tak po prostu po-

zbywać.  Nie  jest  ona  czymś  zbytecznym,  przypadkowym,  zasługującym 

jedynie na wyrzucenie za burtę. Jest ona filozofią na granicy i stanowi etap 

przejściowy we właściwym  filozofowaniu. Ale jest ona zarazem tym, co 

zostaje przezwyciężone i porzucone.

 

Transcendencja  zdaje  się  wszystkimi  drogami  umożliwiać  dojście  do 

siebie. Prawdę spotyka się już na szlakach pseudofilozofii, z których każdy 

prowadzi rychło do określonego fałszu: demonologia do wiary fałszywej i 

do  estetyzmu,  boska  cześć  oddawana  ludziom  do  mylenia  Boga  z 

człowiekiem,  nihilizm  do  przepełnionej  rozpaczliwą  nienawiścią  pustki 

chaotycznie rozpadających się przypadkowości.

 

To, co - bądź jako etap przejściowy, bądź jako język, bądź wreszcie 

jako bodziec - dzięki pełnionej przez siebie funkcji mogłoby mieścić w 

sobie j akąś prawdę, staje się fałszem przez nadanie mu charakteru ostate-

cznego i nie podlegającego zakwestionowaniu.

 

Dotychczas  mówiło  się  o  treściach  niewiary  jako  przeciwieństwie  filo-

zofii.  Środkiem,  jakim  posługuje  się  zarówno  pseudofiłozofia  dogmaty-

czna, jak i nihilistyczna, są jednak formy myślowe zakorzenione w naturze 
rzeczy,  pojawiające  się  w  sposób  nieunikniony,  wymagające  zatem 

wyjaśnienia świadomego swej metody.

 

Uprzytomnienie  sobie  logiki  sposobów  myślenia  składających  się  na 

metodycznie  rozwinięty  proces  transcendowania,  a  także  sposobów 

przedmiotowego  urzeczo  wiania  i  zamykania  w  ostateczne  formuły,  spro-

wadzające  filozofię  na  mielizny,  wymagałoby  powiedzenia  sobie,  czym 

jest prawda i jaką przybiera postać. Prawda jest prosta, fałsz jest zróżni-

cowany. Prawda wiąże, fałsz rozprasza. Prawda jest nieskończona, fałsz nie 

ma końca. Prawda kumuluje się, fałsz niszczy sam siebie.

 

Prawda jest źródłem naszego myślenia oraz miernikiem fałszu. Przeglądu 

możliwych  fałszów  dokonać  można  jedynie  posługując  się  prawdą  jako 

przewodnikiem;  fałsz  bowiem  to  zejście  na  manowce,  przekręcenie, 

przeinaczenie prawdy. Zamiast takiego przeglądu niech wystarczy tu kilka 
u w a g   o  f o r m a c h   p s e u d o f i l o z o f i i .   l . A b s o l u t y z a c j a .  

Błądtenpoleganaizolowaniui absolutyzowaniu tego, co jest prawdziwe na 

jednym  tylko  poziomie  bytu  lub  myślenia,  które  tylko  z  określonych 

punktów widzenia i pod określonymi względami j est prawdziwe.

 

Ponieważ wszelka wiedzaposiadasens każdorazowo ograniczony; dalej: 

ponieważ  założeniem  wszelkiego  dowodzenia  jest  odniesienie  do  ja-

kiejśrzeczy skończonej w świecie, tedy fałszywy jest wymóg formułowa-

 

 

 

Wykład piąty -

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

100

 

101

 

background image

 

 

 

 

nią twierdzeń na temat bytu w całości, np. na temat świata w ogóle, na 

temat Boga, jeśli miałyby to być twierdzenia jednoznaczne i autonomiczne, 

posiadające  definitywny  sens  i  dające  się  dowieść.  Dowieść  można 

jedynie niedowodliwości twierdzeń ogólnych, np. o całości świata, bez 
względu na to, czy miałyby to być twierdzenia afirmujące czy negujące.

 

2. O n t o l o g i a .  Ontologia chce być nauką o bycie samym w sobie i w 

jego  całokształcie.  Realizacja  tego  zamierzenia  prowadzi  jednak  w 

sposób nieunikniony do tego, że Ontologia staje się określoną wiedzą o 

czymś w bycie, a nie wiedzą o samym bycie.

 

Naprawdę  istnieje  jedynie  rozjaśnianie  Ogarniającego,  które  to  rozjaś-

nianie, samo będąc w ruchu, niedokonaniu, pozostaje w stanie zawieszenia; 

możliwa jest też uniwersalna teoria metod i kategorii tego, co się w ogóle 

da  pomyśleć.  I  jedno,  i  drugie  zajmuje  miejsce  zawsze  nieprawdziwej 
ontologii.

 

Ontologia, także wtedy, kiedy obejmuje i Boga, jest koniec końców 

zawszeteoriąimmanencji, tego, co trwa w czasie, bytu jako bytu konkret-
nego,  tego,  który  jest  dostępny  poznaniu  człowieka.  Prawdziwe  filozofo-

wanie  występuje  przeciw  wyradzaniu  się  filozoficznego  rozjaśniania  w 

wiedzę o bycie. Porusza się ono w wymiarze Ogarniającego, nie zapomina o 

transcendowaniu  nieodłącznym  od  filozofowania,  (w  poprzek  czasu) 

pozostaje otwarte na byt, który jako wieczność obecna w dziejowości jest 

przez myśl odczuwany jako rzeczywistość.

 

3. P u s t a   r e f l e k s j a .   Nazwą tą opatrujemy nie kończący  się bieg 

myśli, którego niciąprzewodnią są formy myślowe z pominięciem treści. 
Pusta  refleksja  stawia  wszystko  pod  znakiem  zapytania;  ale  czyni  to 

jedynie  w  ruchu  negacji,  nie  czerpiąc  impulsów  ze  źródła,  jakim  jest 

Ogarniające,  w  którym  ruch  ten  zostałby  natychmiast  wstrzymany. 

Unieważnia ona jedynie wszystko to, co dane, unicestwia każdy cel. To 

niepohamowane  niszczenie  przybiera  na  przykład  postać  myślenia 

oskarżycielskiego.  Motywy  psychologiczne  tłumaczą  to  myślenie,  ale 

swoje spełnienie osi aga ono w czczej ironii. Jest ono nieświadome i nie 

odczuwa wyrzutów sumienia, gdy idzie o źródło własnego sposobu 

myślenia.

 

4.  J e d n o s t r o n n e   w y z n a n i a   w i a r y .   Ponieważ  wszystkie  eg-

zystencjalne odniesienia do Transcendencji mają postać dialektyczną,

 

zatem określona wypowiedź jest w swej bezpośredniej treści zawsze 

fałszywa. Pewność zawiera się w dialektyce, a nie w posiadaniu jakiejś 
rzeczy.

 

Absolutyzacje, występując w roli deklaracji, stają się jakby sztandarem. 

Stanowią  punkt  oparcia,  oznakę  przynależności  do  jakiejś  grupy  w 

świecie, są signum entuzjazmu, bojowym sztandarem. 5.Cre  do q u i a  
a b s u r d u m :  
Założenia  logiki  intelektu  zachowuj  ą  swoją  ważność 
jedynie  w  obszarze  tego,  co  poznawalne,  to  jest  w  obszarze  idealnych 
przedmiotów matematycznych, tego, co empirycznie daje się doświadczyć 

na gruncie poznania nieodpartego. Można zapo-mocą antynomii wyjaśnić 

filozoficznie, że poznanie to nie wyczerpuje jednak całości bytu. Można to 

też spekulatywnie wyrazić za pomocą paradoksów myślowych.

 

Krokiem fałszywym, a zarazem dokonanym na siłę, jest próba wypo-

wiedzenia (za pośrednictwem form możliwej wiedzy przedmiotowej) jako 

prawdy  tego,  co  empirycznie  lub  logicznie  jest  niemożliwe,  a  czego 

przyjęcia  wymaga  wiara.  Sens  obiektywnej  niemożliwości  zgłębienia 

czegoś  ulega  wówczas  wypaczeniu,  przybierając  postać  pozytywnej  nie-

możności,  w  rodzaju  niemożności  wyrażenia  czegoś  w  formach  przed-

miotowych; otwartość na granice obraca się w samozaprzeczenie myślenia, 

a  zdolność  słuchania  jako  droga  wiodąca  do  prawdy  przekształca  się  w 

nieprawdziwość sacrificium intellectus.

 

Powyższe  przypadki  fałszywych  form  myślowych  urzeczywistniają 

się  w  osobliwych  przeinaczeniach,  do  których  stale  wykazujemy  skłon-

ność. Należy tu:

 

1.F a n a t y z m   p r a w d y ,   k t ó r y   s a m   s t a j e   s i ę   n i e p r a -

w d ą .  W miaręrozpraszania się ciemności i wychodzeniaznichrośnie w 

nas  potrzeba  nieograniczonej  uczciwości.  Niech  wszystko  będzie 

wyjaśnione do końca, udokumentowane, uzasadnione. Nie ma niczego, 

czego nie wolno by było zakwestionować czy poddać próbie. Entuzjazm 

dla tego, co prawdziwe, waży się na każde niebezpieczeństwo - gwoli 
prawdy.

 

Potrzebą tą rzadko jednak kierujączyste pobudki. Z woląprawdy idzie w 

parze poczucie wyższości i mocy, wyrastają z niej rychło wojowni-

 

 

 

Wykład piąty-

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

102

 

103

 

background image

 

 

 

 

czość, duch niszczycielski i skłonność do dręczenia innych. Nienawiść 

posługuje się prawdziwością jako środkiem.

 

Dzieje się tak tym łatwiej, że pytanie o sens prawdy, pytanie, na które 

odpowiedź wcale nie jest prosta, nie zostaje zaraz na początku rozważone 

czy choćby tylko postawione. W ten sposób dochodzi do czegoś zdumie-

wającego: człowiek oświecony staje się nieprawdziwy. Może się zasłaniać 

dążeniem  do  prawdy,  ale  walczy  przecież  o  swoje  własne,  życiowe 

interesy; może się też jak niezaradny neurotyk wyżywać w patosie dążenia 
do prawdy.

 

Objawami  rozmijającego  się  z  prawdą  fanatyzmu  prawdy  są  w  szcze-

gólności  pozorne  oczywistości,  przyjmujące  w  zależności  od  sytuacji 

różną postać. Na przykład: gdyby tylko był jasny umysł i dobra wola, 

świat dałoby się urządzić rozsądnie; prawda może mieć tylko dobre, po-

żądane  skutki;  we  wszystkich  okolicznościach  i  zawsze  należy  mówić 

prawdę. Bądź na odwrót, pod wpływem rozczarowań powiada się: świat 

jest zepsuty; prawda nic nie jest warta, niszczy tylko; prawdę trzeba zatajać, 

a  znajdować  celowe,  pragmatyczne  kłamstwa.  Fanatyzm  prawdy 

osiągaswoje apogeum, kiedy wskutek domniemanej uczciwości potwierdza 

kłamstwo.

 

Tego rodzaju fałszywe generalizacje służą w rzeczywistości rozmijaniu 

się z autentycznym dążeniem do prawdy.

 

2. R e z y g n a c j a   z  d i a l e k t y c z n e g o   k r ą ż e n i a .  Z alternatyw, 
przed jakimi staje intelekt, wyrasta tendencja do ujmowaniatreści me w jej 

napięciach,  biegunowości,  dialektycznym  ruchu,  lecz  wprost,  w  sposób 

jednostronny, mając jakiś cel na widoku. Rezultatem tego bywa nie tylko 

chybienie owego celu, lecz i porażenie samego życia. Uprzytomniają nam 

to  analogiczne  zjawiska  występujące  na  różnych  poziomach.  Sama 

a k t y w n o ś ć   p s y c h o f i z y c z n a   nosi  cechy  krążenia,  którego 

zasadę wykryto już u początków badań naukowych w psychofizycznych 
funkcjach  motoryki,  mówienia,  chodzenia,  pracy,  spostrzegania,  w 

czynnościach  oddechowych,  funkcjonowaniu  narządów  trawiennych, 

płciowych.  Jeśli  w  czynności  tego  rodzaju  ingeruje  świadoma  wola, 

skupiając  na  nich  samych  uwagę,  mogą  one  wprawdzie  ulec 

intensyfikacji, ale może też dojść do radykalnych zaburzeń. Nie wolno

 

bowiem naruszać ich zasady, którą jest proces krążenia, oddawanie się 

samemu działaniu, bierność w aktywności.

 

W obrębie p s y c h o l o g i i  przeciwieństwa stale idą ze sobą w parze. 

To,  co  podyktowane  własną  wolą,  osiąga  swe  spełnienie  tylko  dzięki 

mimowolności,  napięcie  łączy  się  z  odpowiadającym  mu  odprężeniem, 

świadomy  bieg  myśli  wieńczy  często  nieświadomy  „szczęśliwy  pomysł". 

Kiedy w aktywnym działaniu brak zdania się na coś, zawierzenia czemuś, 

dochodzi do konwulsyjnego skurczu. W samej woli tkwi już coś, czego 

nie można chcieć, dlatego jej spełnienie musi obejmować także ten składnik 
niechciany.

 

Nie  mogę  chcieć  woli  w  s f e r z e   E g z y s t e n c j i ,   gdyż  człowiek 

jest sobą wyłącznie wtedy, kiedy jego bycie jest dla niego darem. Wolnością 

jest być sobie danym dzięki zetknięciu z Transcendencją. Wolność ta nie jest 

celowością, nie jest posłuszeństwem wobec j akiejkol wiek wykal-kulowanej 

powinności,  nie  jest  też  działaniem  wymuszonym,  lecz  jest  to  wolne  od 

jakiegokolwiek  przymusu  „chcę",  które  jest  zarazem  transcendentnym 

„muszę". Tak więc porządek psychofizyczny, psychologiczna naturalność, 

zakorzenienie egzystencjalne stanowią typy urzeczywistnień, których nie 

można pojmować jako jednoznacznie alternatywnych. To na nie zdane jest 

to, co nasza świadomość chce osiągnąć jako jasno określony cel.

 

Rezygnacja z tej podstawy  na rzecz  racjonalnego i niepodważalnego 

ustanowienia  skończonych  celów  stanowi  pochodną  zwątpienia,  nie-

umiejętności oddania się czemukolwiek, wygodnictwa intelektu, potrzeby 

bezpieczeństwa,  jakie  zdaje  się  zapewniać  to,  co  jednoznaczne,  pory 

wczości, której pozy wką jest pustka duchowa. Tak oto schronienia szukamy 

tam, gdzie życie ustaje i zieje nicość, podczas gdy nasza trwoga tam właśnie 

dopatruje  się  tego,  co  najbardziej  niezawodne.  3.M y l e n i e  
O g a r n i a j ą c e g o  z j e g o  p a r t y k u l a r n y m i

 

u p r z e d m i o t o w i e n i a m i .  Myślenie filozoficzne wyłania się ze

 

skupienia duszy, która myśląc poszukuje świadomości siebie samej, a

 

tym samym obiektywności i możliwości przekazu.

 

Rozumieć tekst filozoficzny, to znaczy partycypować w tym, co jest 

jego podstawą. Musimy przeniknąć przez myśl, by wraz z nią dotrzeć do 

tej podstawy, którą jest Ogarniające. W nim bierze początek wszelkie

 

 

 

Filozofia i pseudofilozofia

 

Wykladpiąty -

 

105

 

104

 

background image

 

 

 

 

myślenie, ono samo nie może jednak stać się jego adekwatnym przedmiotem. 

Podstawę tę można wyczuć w trakcie filozoficznego przyswajania: w jego 

głębi i pełni, w jego pustce i ubóstwie, w jego zawodności i opacz-ności. 

Zasadniczym  błędem  jest  mylenie  uchwytnej  treści  myśli,  określo-ności 

tego,  co  przedmiotowe,  naoczności  tego,  co  istnieje,  wszystkiego,  co 
partykularne  -  z  Ogarniającym,  w  którym  wszystko  to  ma  swoje 

źródło. Dopiero za jego pośrednictwem może dojść do skutku prawdziwa 

komunikacja, przyciąganie i odpychanie. Natomiast wszystko to, co daje 

się  obiektywnie  wysłowić,  stanowi  dla  fundamentalnej  postawy  poszuki-

wania jedynie język, który traci swój sens, kiedy zagubione zostaje to, co go 

wydało i zrodziło. W ten sposób pustka otwierająca się w człowieku może 

znaleźć  sobie  pozorne  wypełnienie  przy  użyciu  zastanego  języka, 

uwarunkowany koniunkturą życiowy interes może się przyodziać w stare 

myśli niczym we wspaniałe, choć iluzoryczne szaty.

 

Filozofowanie  dokonuje  się  w  kontekście  z  Ogarniającym.  Pseudofi-

lozofia  natomiast  stoi  na  solidnym  gruncie  partykularyzmu  i  obiektywi-

zmu, dowolnie zastępuje ten pierwszy tym drugim i odwrotnie. Traci ona 

chwiejną  równowagę  żywego  filozofowania  i  osiada na gruncie  stabilnej 

trwałości tego, co intelekt może bezpośrednio zrozumieć bądź też rozwiewa 

się w marzycielskich nieokreślonościach.

 

Na tym kończę rozważania o pseudofilozofii, z którą walczymy i w 

którą wikłamy się stale na nowo. Jesteśmy wobec niej bezbronni, jeśli nie 

próbujemy jej sobie uświadomić. Ale też nie wolno nam nią gardzić -

musimy jej patrzeć w twarz, by móc rozpoznać samych siebie. Nigdy nie 

wolno nam zatem zuchwale mniemać, że już została przezwyciężona.

 

Przełożyl Antoni Buchner

 

Wykład szósty 

Filozofia w przyszłości

 

Filozofia chce uchwycić wieczną prawdę. Czyżby prawda ta nie była 

stale ta sama, jedna i całkowita? Być może - ale nie otrzymujemy jej 

jednoznacznie  na  własność  w  powszechnie  obowiązującej  postaci.  Byt 

odsłania się przed nami jedynie w czasie, prawda - w czasowym przejawie. 

W  czasie  pełna  prawda  nie  jest  jednak  dostępna  obiektywnie.  Ani 
jednostka, ani dzieje nie mogą uchwycić jej inaczej niż w przemijający m 
znów zjawisku.

 

Każdy z nas dochodzi jako jednostka do kresu życia nie wiedząc, co 

właściwie istnieje. Niczego nie osiąga definitywnie idąc drogą, która się 

urywa i nie prowadzi do żadnego absolutnego celu.

 

Uprawianie filozofii jest niejako obrazem wszelkiego naszego działania. 

Właśnie  gdy  doszliśmy  już  tak  daleko,  powiada  Kant,  by  naprawdę 

zacząć  filozofować, musimy  pozostawić  sprawę  rekrutom.  Takie  było 

doświadczenie  filozofa,  który  nie  skostniał  na  starość  w  posiadaniu  pra-

wdy. Jest to postać, w której wyraża się młodość ducha w bólu pożegnania.

 

Ale czy życie dla przyszłości jest istotnie celem naszej pracy? Nie sądzę. 

Nawet przyszłości służymy bowiem wtedy tylko, gdy urzeczywistniamy ją 

w teraźniejszości. Nie wolno nam oczekiwać dopiero po przyszłości tego, 

co naprawdęjest. Nawet jeśli teraźniejszość ta faktycznie nie osiąga pełni w 

pewnym  historycznym  stanie,  który  umożliwia  spoczynek  i  trwanie  w 

czasie, to jednak można niejako przebić się przez obecną teraźniejszość 

i dotrzeć do teraźniejszości wiecznej, tkwiącej w chwilowym zjawisku. 

Wprawdzie obecności prawdy w czasie nie można uchwycić, podobnie 

j ak nie można zatrzymać rzutu oka, ale jest ona wciąż na nowo.

 

Tak więc w dziejach żyjemy niejako podwójnym życiem: życiem słu-

żącym położeniu podwalin pod życie tych, którzy przyjdą po nas - oraz 

życiem  w  poprzek  historii,  po  prostu  teraźniejszym,  zwróconym  ku 
Transcendencji, która nas wyzwala.

 

 

 

Wykład piąty-

 

107

 

106

 

background image

 

 

 

 

To  spełnione  wyzwolenie  uchyla  czas.  Lecz  jeśli  wyzwolenie  takie 

istnieje, to nie można przekazać go inaczej niż w estetycznej grze lub w 

myśli  spekulatywnej,  w  kulcie  religijnym  lub  we  wzniosłych  chwilach 

pełnego porozumienia dwojga ludzi - za każdym zaś razem staje się na-

tychmiast wątpliwe dla refleksji, która zna tylko zjawisko.

 

Jeśli w dziejach objawia się byt, to prawda zawsze w dziejach jest i 

nigdy jej nie ma, zawsze jest w ruchu i gubi się, ilekroć pozornie wchodzi 

się definitywnie w jej posiadanie. Może wyłania się z najgłębszej głębi, 

gdzie w stałym upływie czasu następuje najbardziej przełomowy ruch. 

Dziś,  znając  przeszłość,  możemy  próbować  uświadomić  sobie  specyfikę 

warunków, w jakich żyjemy i w których zawarta jest przyszłość.

 

Pytania brzmią następująco: Czy stoimy dziś  w obliczu przemian się-

gających aż do głębi? Czy stają przed nami nigdy dotąd nie istniejące 

możliwości? Czy dostrzegamy wymogi, jakie stawiaprzed nami ta właśnie 
sytuacja?

 

Wszyscy  świadomi  jesteśmy,  że  wpływ  naszej  epoki  na  historię  po-

wszechną będzie głębszy i bardziej brzemienny w skutki niż jakiejkolwiek 

innej  w  znanych  nam  dziejach.  Porównać  można  go  chyba  tylko  z  nie 

znanymi  nam  czasami,  gdy  rozpalono  pierwszy  ogień,  wynaleziono 

narzędzia, stworzono pierwszy raz państwo. Nowymi faktami są: technika 

nowoczesna i jej skutki dla ludzkiego sposobu pracy i dla społeczeństwa; 

komunikacja  ogarniająca  cały  świat,  dzięki  czemu  obszar  jego  stał  się 

mniejszy niż orbis terrarum w czasach rzymskich; absolutna granica, jaką 

wyznacza  wielkość  naszej  planety;  antynomie  wolności  i  czynności 

zawodowej,  osobowości  i  masowości,  ładu  światowego  i  imperium;  de-

cydujące  znaczenie  przekształcenia  narodów  w  masy  i  wielokrotnego 

wzrostu liczby ludzi, którzy pozornie uczestniczą w wiedzy i działaniach, a 

faktycznie  stają  się  przydatnymi  niewolnikami;  upadek  wszystkich 

dawnych ideałów ładu i konieczność odkrycia wśród rosnącego chaosu 

nowego,  przepojonego  człowieczeństwem  ładu;  problematyczność 

wszystkich  tradycyjnych  wartości,  które  muszą  sięalbo  potwierdzić,  albo 

zmienić; do tego konkretna sytuacja polityczna, określona przez super-

mocarstwa, Amerykę i Rosję; kurcząca się, wewnętrznie skłócona Europa, 

która jeszcze nie przyszła do siebie; przebudzenie się ogromnych mas

 

w Azji, które są na drodze do tego, by w przyszłości stać się decydującymi 

potęgami politycznymi.

 

Bieg  dziejów  doprowadził  do  przejścia  od epoki mieszczańskiego  do-

brobytu,  postępu,  kultury,  tradycji  historycznej  jako  ostoi  rzekomego 

własnego  bezpieczeństwa  do  epoki  niszczycielskich  wojen,  masowego 

umierania i masowego mordowania (co nie przeszkadzało powstawaniu na 

nowo  nieprzeliczonych  mas),  zgrozę  budzącego  zagrożenia,  zaniku 

humanitaryzmu w wirze zdarzeń, gdzie wszystkim, zda się, władarozpad.

 

Czy to rewolucja duchowa, czy raczej wszystko jest procesem w gruncie 

rzeczy zewnętrznym, wynikłym z techniki i jej skutków? - Nieszczęściem 

oraz jeszcze niejasną, niezwykłą szansą, czymś, co najpierw po prostu 

niszczy, gdy tymczasem człowiek musi się dopiero przebudzić, by na  to 

zareagować  i  w  całkiem  nowych  warunkach  własnego  istnienia 

odnaleźć siebie zamiast bezwiednie popadać w rezygnację?

 

Obraz przyszłości jest mniej pewny, bardziej niejasny, ale może bogatszy 

w możliwości a zarazem bardziej beznadziejny niż kiedykolwiek. Jeśli w 
tych warunkach uświadamiam sobie, że mam być człowiekiem nie dlatego, 

że wymaga tego bezpośrednio moje istnienie, lecz ze względu na prawdę 

wiekuistą, wówczas pytam o filozofię. C ze go ma d o k o  -n a ć f ii o z 
o f i a w s y t u a c j i ,  w j a k i e j  o b e c n i e  j e s t   ś w i a t ?

 

Faktyczny nihilizm ma dziś wiele postaci.

 

Zjawili się ludzie na pozór rezygnujący w ogóle z tego, by być sobą, 

którym wydaje się, że wartości nie ma nic, którymi przypadek miota co 

chwila, którzy obojętnie umieraj ą i obojętnie zabijają, natomiast zdają się 

żyć upajając się wyobrażeniami liczbowymi, w ślepym fanatyzmie, który 

zastąpić  można  innym,  pod  władzą  elementarnych,  bezsensownych, 

przemożnych, a jednak szybko wypalaj ących sięuczuć, a w końcu instyn-

ktownego pragnienia używania życia.

 

Gdy przysłuchamy się słowom, jakie padają w tym zamęcie, to wyglądają 

one  jak  zamaskowane  przygotowania  do  tego,  by  umieć  umrzeć. 

Masowe wychowanie oślepiło i ogłupiło ludzi, tak aby odurzeni poświę-

ceniem byli zdolni do wszystkiego i w końcu traktowali jako oczywistość 

śmierć i zabijanie, masowe umieranie w walce, którą toczą maszyny.

 

 

 

Filozofia w przyszłości

 

Wykład szósty -

 

109

 

108

 

background image

 

 

 

 

Ale na umiejętność umierania nastawiona jest również najbardziej jasna 

filozofia.  Chce  ona  znaleźć  podstawę,  która  nie  pozwala  wprawdzie 

śmierci pojąć, ale znosić ją w niepokoju wywołanym cierpieniem, nie z 

niewzruszonym stoicyzmem, ale z niewzruszoną, ufną miłością.

 

Obie  postawy  wyjątkowo  tylko  przybierają  czystą  postać.  Nihilizm 

żyje dzięki temu, że się maskuje, a zdemaskowanie naraża na rozpacz, o 
ile-człowiek już wcześniej nie popadł w otępienie. Filozofia zaś nie daje 

pewności, trzeba ją codziennie zdobywać na nowo, a ona stale nas zawodzi. 

Co potem rozgrywa się między nihilizmem i filozofią- bez popadania  w 

pełni  w  pierwszy,  bez  uczestnictwa  jeszcze  w  drugiej  - ma  w  realnych 

sytuacjach  charakter  niesamowity.  Unaocznimy  to  za  pomocą  dwóch 

wspomnień z roku 1938:

 

Młody człowiek, rozpatrując świat z typowego wówczas punktu wi-

dzenia, mówi o konieczności stworzeniaimperium. Sprawia wrażenie, że 
jest tym zachwycony.Przerywam mu pytaniem: jaki sens ma owo impe-

rium i wojna, która ma do niego doprowadzić? Odpowiedź: Sens? Żadnego 

sensu! Po prostu musi się to zdarzyć. Sens ma najwyżej to, że podczas bitwy 

z narażeniem życia przyniosę wodę spragnionemu koledze.

 

9 listopada pewien student wziął udział jako przywódca SA w pogromie 

Żydów.  Opowiada  o  tym  matce.  On  sam  przeprowadził  tę  akcję  naj-

łagodniej jak można. W pewnym mieszkaniu chwycił talerz, cisnął go z 

brzękiem  napodłogę,  zawołał  do  towarzyszy:  stwierdzam,  że  mieszkanie 

zostało zdemolowane i wyszedł, nie niszcząc go. W dalszym ciągu jednak 

opowiada, że ten dzień zrobił na nim ogromne, napawające otuchą wra-

żenie; widać było, jakie siły drzemią w narodzie i do czego jest zdolny; są to 
dobre widoki, jeśli idzie o nadchodzącą wojnę. Mówi o nowym ethosie i o 

wielkości ftihrera. Przerażona matka przerywa: chłopcze ,przecież sam w to 

nie wierzysz! On słupieje na chwilę i mówi zdecydowanym głosem: Nie, nie 

wierzę, ale trzeba w to wierzyć.

 

Pierwszy, o którym była mowa, znalazł oparcie w najprostszym huma-

nitaryzmie,  zmąconym  jednak  przez  nastroje  imperialne,  nawet  jeśli 

przejrzał ich nicość. Drugi potraktował poważnie zdanie: Nie o to chodzi, w 

co  się  wierzy,  lecz  o  to,  by  wierzyć.  Jest  to  zadziwiające  odwrócenie 

sprawy. Wiara staje się wiarą w wiarę. Odpowiada temu wiele zwrotów, 

które mają być równocześnie nihilistyczne i pozytywne: śmiało chce się

 

zrezygnować z wszelkiego sensu twierdząc, że sens to tyle co świadomy 

nonsens. Wymaga się „bezużytecznej służby" uznając to za osiągnięcie -

czyli poświęca się wszystko, nie dostając nic - żąda się namiętnego po-

twierdzenia  wszystko  jedno  czego,  fanatycznej  gotowości  bez  żadnego 

celu. Sięga się po stare słowa:honor, miłość ojczyzny, wierność, a zarazem 

poświęca wszystko w imię maszyny, rozkazu, terroru, pokazując przez 

to,  że  tamte  słowa  to  tylko  kulisy.  Rozwija  się  u  człowieka  takie 

zachowania, jakby nosił żelazną maskę: stale był napięty, na pograniczu 

eksplozji, jakby wymogiem była bezwzględność bez treści.

 

W tak rozpaczliwej sytuacji wiele można zaofiarować:

 

Chwali się „dynamikę" za wszelką cenę, raduje ruchem jako takim, 

pragnie tego, co nowe, i chce się zniszczyć stare. Podziwia się wszystkich 
wielkich tyranów: Czyngis Chana, Szi Huang Ti, Agatoklesa, no i jak 
zawsze: Aleksandra, Cezara, Napoleona.

 

Z drugiej strony chwali się nawrót do przeszłości. Co prymitywne, ma 

urok samo przez siei przysługuje mu wieczna prawdziwość, czy mowa o 

prehistorii, czy o życiu ludów pierwotnych. Albo też chwali się średnio-
wiecze, wielki ład przymusu w stosunkach, ład wszystkich imperiów,któ-re 

styl swój narzucały przez wieki. Chce się mieć nowy mit, ustanawia się go 

brutalnie  w  ruchach  podległych  dyktaturze,  albo  też  uprawia  się  go  w 

sposób bardziej wysublimowany w wykształconych kręgach, gdzie czci się 

Hólderlina, van Gogha (lub nawet ich epigonów). Zapomina się przy tym, 

że w przypadku tych wielkich postaci chodziło o cudowne wyjątki, a źródła 

ich  autentyczności  wiązały  się  przeważnie  z  chorobą  psychiczną.  Mit 

rzeczywiście  u  nich  obecny  sprawia  ogromne  wrażenie  w  pozbawionym 

mitu  współczesnym  świecie.  Czysta  dusza  Hólderlina  jest  naprawdę 

niezapomniana, jej mityczność oczarowuje, znaleźć się w jej kręgu to 

dobrodziejstwo. Wszystko to nie jest jednak naprawdę mitem, bo jako mit 
prawdziwy istnieje tylko u tych jednostek, nie jest dobrem wspólnym i 

dlatego nagle znika, jakby go nie było.

 

Natomiast wyznania religijne zawsze coś oferują. Kiedy w wirach non-

sensu wszystko staje na głowie, one okazują się trwałe. Dziś, gdy duch 
czasu ucieka od wolności i na przemian dochodzi do głosu w anarchii lub 

dyktaturze, ich bezwzględna prawowierność, ich właściwość całkowitego 

zobowiązania człowieka stale rośnie - choć nie są w stanie przywrócić

 

 

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

110

 

111

 

background image

 

 

 

 

tego, czym kiedyś była religia: przepojenia całego życia na co dzień od 

narodzin do śmierci - przestrzeni, w której dzieje się wszystko i dzięki 

której człowiek zawsze jest w domu. Dzisiaj nawet religia jest jedną z 

dziedzin życia, niedzielą obok i poza powszednim dniem.

 

Religie te ze swą alternatywą: „albo nihilizm, albo objawienie" odrzucają 

filozofie.  Zarzuca  się  filozofii,  żejest  współwinna  jako  intelektualny 

sprawca, nieszczęściom duszy współczesnej.

 

Ale o końcu filozofii słyszymy nie tylko od tych, którzy swoją alternatywą 

chcą  nas  zmusić  do  wiary  objawionej.  Koniec  filozofii  głosił  także 

narodowy  socjalizm,  dla  którego  nieznośna  była  niezawisłość  filozoficz-

nego  myślenia.  Filozofię  miał  zastąpić  światopogląd  biologiczny  oraz  an-
tropologia.  I  nadal  odrzuca  filozofię  nihilizm  w  każdej  postaci,  rzekomo 

jako  świat  iluzji,  daremnychmarzeń,samoułudy  cechującej  słabych.  Dla 

niego obie, religia i filozofia, dobiegają końca. Nowa ma być wolność 

człowieka wyzbytego  złudzeń, bez podstaw i bez celu. A wreszcie rozpo-

wszechniona  opinia  publiczna  uważa  filozofię co  najmniej  za  zbędną: 

filozofia jest bowiem jakoby głucha na teraźniejszość, na siły i ruchy w 
niej.  Zadawano  pytanie:  na  co  filozofia?  Filozofia  nikomu  nie  pomaga. 

Platon nie zdołał pomóc Grekom, nie uratował ich przed upadkiem, co 

więcej, pośrednio do niego się przy czynił.

 

Każda negacja filozofii wyrokuje w oparciu o coś jej obcego i wychodzi 

albo od trwałych treści wiary, którym filozofia mogłaby zagrozić, albo od 

celów  życiowych,  dla  których  filozofia  jest  bezużyteczna,  albo  też  od 

nihilizmu, który odrzuca wszystko, a więc i filozofię jako bezwartościową.

 

Ale przy uprawianiu filozofii dzieje się coś, czego nie dostrzega nikt, 

kto jąodrzuca: wraz z nią człowiek dociera do swego źródła. Wtym sensie 

filozofia jest bez warunków i bez celu. Nie można ani uzasadnić jej na 

jakiejś innej podstawie, ani usprawiedliwić przydatnością do czegoś. Nie 

jest ani belką, ani źdźbłem, których można by się uchwycić. Nie można 

zadysponować filozofią. Nie można się nią posłużyć.

 

Śmiem twierdzić: filozofia nie skończy się, póki żyją ludzie. Dzięki 

filozofii trwa wymóg, by życie zachowało sens wykraczający poza wszelkie 

cele na świecie. Ma ona doprowadzić do tego, by ujawnił się sens

 

obejmujący  wszystkie te  cele,  spełnić  go  urzeczywistniając  w  teraźniej-

szości, niejako na przekór życiu; jej teraźniejszość ma służyć zarazem 

przyszłości;  nigdy  nie  wolno,  by  filozofia  zdegradowała ludzi  lub  poje-

dynczego jedynie do poziomu człowieka, środka.

 

Stałe zadanie uprawiania filozofii brzmi: stawać się naprawdę człowie-

kiem przez uprzytomnienie sobie bytu; albo inaczej: stawać sięsobąprzez 

uzyskanie pewności co do Boga. Spełnienie tego zadania ma następujące, 
niezmienne cechy:

 

Zawsze, a więc i dziś należy dbać o r z e m i o s ł o  f i l o z o f i c z -n e: 

rozwijać  kategorie  i  metody,  budować  podstawowe  struktury  naszej 

wiedzy, orientować się w całym świecie nauki, przyswajać sobie historię 

filozofii, ćwiczyć  w myśleniu spekulatywnym i w metafizyce, w rozjaś-

niającym myśleniu filozofii egzystencjalnej.

 

Zawsze celem jest zdobycie n i e z a w i s ł o ś c i   przez człowieka jako 

jednostkę.  Zdobywają  przez  odniesienie  do  samego  bytu.  Zdobywa 

niezawisłość od wszystkiego, co się dzieje na świecie, dzięki głębokiemu 

powiązaniu z Transcendencją. Niezawisłość dało Lao-tsy tao, Sokratesowi -
boski nakaz i wiedza, Jeremiaszowi - Jahwe, który do niego przemawiał, a 

znali ją też Boecjusz, Bruno, Spinoza. Tej niezawisłości nie wolno mylić ani 

z  suwerenną  samowolą  w  libertynizmie,  ani  z  siłą  witalną,  która  gardzi 

śmiercią.

 

Zawsze  zadanie  powoduje  n a p i ę c i e :   czy  znajdować  niezawisłość 

p o z a  ś w i a t e m , w wyrzeczeniu! w samotności; czy też w ś w i e - c i 

e  samym,  poprzez  świat,  współdziałając  z  nim  bez  popadania  w  jego 

niewolę? Do filozofa, który chce wolności dla siebie tylko wraz z wolnością 

dla innych, w porozumieniu z innymi ludźmi, odnosi się okrzyk błazna za 

odchodzącym Konfucjuszem: „oto człowiek, który wie, że nic z tego, a 

mimo  to  działa  nadal"  -prawda  dotycząca  wiedzy  doczesnej,  która 
absolutyzuje  swój  pozorny  charakter,  ale  zarazem  prawda,  która  nie 

wstrząsa posadami prawdy głębszej, prawdy wiary filozoficznej.

 

Filozofiazwracasiędojednostki. Wkażdym świecie, wkażdej sytuacji w 

toku uprawiania filozofii jednostka musi wrócić do siebie samej. Albowiem 
tylko ten, kto jest sobą - i kto w samotności wychodzi cało z tej próby - 

może naprawdę porozumieć się [z innymi].

 

 

 

Wyklad szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

112

 

113

 

background image

 

 

 

 

Czy można coś powiedzieć o aktualnym zadaniu filozofii w obrębie tak 

sformułowanych stałych jej zadań?

 

Mówiono nam, że skończyła się wiara w rozum. Rzekomo wielkim 

krokiem, jakiego  dokonał wiek  XX,  jest  porzucenie  logosu,  idei  ładu 

świata. Jedni radują się świadomością życia wyzwolonego, inni opłakują tę 

wielką  zdradę  ducha,  złowrogi  los,  który  musi  jakoby  doprowadzić  do 

zagłady ludzkości.

 

Na to trzeba odrzec: krok ten zawiera coś z prawdy, bo zniszczeniu 

uległo poczucie pewności jakie miał rozsądek porzucony przez rozum, bo 

zdemaskowane  zostało  złudzenie  harmonii  świata,  upadło  zaufanie  do 

praworządności i ustaw samych przez się. W słowach postawy takie wy-

glądały  wspaniale,  ale  kryły  się  za  nimi  niziny  życia,  zdemaskowane 

przez psychoanalizę, ów kierunek  w psychoterapii, który rozwinął  się w 

mętny  światopogląd,  częściowo  prawdziwy  w  odniesieniu  do  zakłamanej 

epoki i od niej zależny.

 

Kiedy wszystko ulega zrąbaniu, widać nagie korzenie. Korzenie te -to 

źródło, z którego wyrośliśmy i o którym zapomnieliśmy w gmatwaninie 

poglądów, nawyków, schematów.

 

Zadanie polega dziś na tym, by oprzeć na nowo właściwy rozum na 

samej Egzystencji. Oto najpilniejszy postulat w sytuacji duchowej, opisanej 
przez Kierkegaardai Nietzschego, Pascala i Dostojewskiego.

 

Nie można go spełnić przywracając przeszłość. Dziś musi ono chyba 

objąć następujące momenty:

 

1. Spokoju szukamy rozbudzając nieustannie nasz niepokój.

 

2. Przechodząc przez nihilizm przyswajamy sobie naszą tradycję.

 

3. Wnauce szukamy czystości jako przesłanki prawdy przy uprawianiu 

przez nas filozofii.

 

4. Rozum staje się wolą porozumienia bez granic.

 

1.  S p o k o j u   s z u k a m y   r o z b u d z a j ą c   n i e u st an n i e   n a s z 

niepokój.  Spokój jest celem uprawiania filozofii.

 

Wśród  straszliwych  zniszczeń  chcielibyśmy  mieć  pewność,  że  coś  zo-

staje, bo istnieje zawsze. W biedzie powracamy myślą do naszego źródła. 

Gdy grozi śmierć, chcemy myśleć o tym, co pozwala nam wytrwać.

 

Także dzisiaj filozofia może nam przynieść coś znanego już Parmeni-

desowi, gdy budował świątynię Bogu w podzięce za spokój doznany dzięki 

filozofii. Ale dziś tak wiele fałszywego spokoju!

 

Straszne to: mimo wszystkich wstrząsów i zniszczeń grozi nam wciąż j 

eszcze, że będziemy żyli i myśleli tak, j akby nic w istocie nie zaszło. Tak 

jakby tylko nas, biedaków dotknęło wielkie nieszczęście niszcząc jak pożoga 

piękne życie; ale teraz można by było kontynuować życie na dawną modłę. 
Takjakby nic sienie stało. Gdy jesteśmy przerażeni, bezradni albo wściekli, 

oskarżamy innych. Kto tak to odczuwa, ten jeszcze uwikłany jest w sidła, 

które pozwalają tylko na pozory spokoju. Ten spokój trzeba przemienić w 
niepokój.  Jest  bowiem  bardzo  niebezpieczny.  Niezmierne  nieszczęście 

może  przeminąć, a  z nami jako ludźmi nie  stanie  się  nic, nie  usłyszymy 

Transcendencji, nie osiągniemy jasności widzenia i nie będziemy z jasnością 

działali. Straszliwy ubytek świadomości zacieśni nas.

 

Jako wzór pouczający, choć nie do naśladowania, jaka jest i będzie w 

przyszłości sytuacja mogą posłużyć czasy żydowskich proroków. Położona 

między Wschodem i Zachodem, między mocarstwami Babilonu i Egiptu, 

Palestyna  musiała  upaść  jako  państwo,  rozdarta,  spustoszona:  piłeczka  w 

wielkiej  polityce,  to  tu,  to  tam  przyłączana.  Pojawili  się  wtedy  prorocy 

dając dobre rady, by wejść w przymierze ze Wschodem lub Zachodem i 

uzyskać  w  zamian  opiekę,  znaleźć  przyjaciół,  móc  żyć  szczęśliwie.  Tym 

prorokom  wybawienia  przeciwstawili  się  prorocy  nieszczęścia  i  po  dziś 

sławi się ich imię. Widzieli sytuację, odrzucali wszelkie opowiadanie się po 

stronie  Wschodu  lub  Zachodu.  Przewidywali  nadciągające  nieszczęście. 

Ale nie widzieli w nim przypadkowego działania potężnych maszyn wojny, 
lecz sens, którego szczegółowo poznać nie można. To Bóg rozściela świat jak 

dywan. To On pozwala Asyryjczykom podbijać łudzą ludem i zawładnąć 

nimi tak, jak wyjmuje się ptaki z gniazda.Tokiem spraw On rządzi, a 

ludzie i państwa służą Mu za narzędzia, czynią, co przyszło im czynić, 

nie przeczuwając, że to Bóg tego chce. Prorocy, którzy to mówili, chcieli 

przebudzić swój lud, a następnie wszystkich ludzi.  Radę  widzieli  jedną 

tylko: służyć Bogu czystym, moralnym życiem. Świat stworzony został z 

nicości i sam przez się jest niczym. Sens tkwi w tym, co czyni człowiek, by 

był posłuszny Bogu. Aczego chce Bóg, mówi nienaruszalnych dziesięcioro 

przykazań. Czego poza tym chce Bóg w

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia w przyszłości

 

114

 

115

 

background image

 

 

 

 

danej chwili, to w ich mniemaniu prorokom objawia, a oni przekazują to 

dalej. Lecz pozostawała wieloznaczność. Bóg nie przemawia do ludzi 

wprost. W niewiedzy potrzebna jest niezwykła skromność. Pytania Hioba 

pozostają bez odpowiedzi. Szczytem skromności jest sędziwy Jeremiasz.

 

Nie jesteśmy bynajmniej prorokami. Nie da się naśladować tego, co 

wtedy było wielkie. Można natomiast, porównując sytuację, umożliwić 

odczucie, jaki niepokój byłby dziś na miejscu i jak dusza mogłaby osiągnąć 
spokój.

 

W  ostatnim  stuleciu  prorocy  mieli  swój  odpowiednik.  Kierkegaard  i 

Nietzsche,  którzy  kiedyś  w  przypływie  jasnego  widzenia  i  przerażenia 

drogą, po której kroczy ludzkość, daremnie usiłowali przebudzić uśpiony 

świat, są dziś jeszcze niezbędni, jeśli idzie o nasze podstawowe doświad-

czenie. Nawet dziś jeszcze nie osiągnęli swego celu, nie  przebudzili na-

prawdę [ludzi].

 

Lecz sami byli wyjątkiem nie stając się wzorem. Iść w ich ślady byłoby 

wbrew ich własnej woli i nie zrobi tego nikt, kto ich rozumie. Byli zarazem 

ofiarą swoich czasów i ich prorokami. Obaj przynieśli najgłębszą prawdę 

w najściślejszym powiązaniu z dziwacznymi i obcymi nam twierdzeniami 

pozytywnymi.  Kierkegaard  zinterpretował  chrześcijaństwo  jako  wiarę  w 

absurd,  jako  decyzję  negatywną,  na  mocy  której  nie  wolno  imać  się 

żadnego zawodu ani zawrzeć małżeństwa, a właściwym chrześcijaństwem 

jest męczeństwo. Nietzsche przyniósł myśli o woli mocy, o nadczłowieku i 

wiecznym powrocie, które niejedną głowę wprawiły w zamęt, ale są tak 

samo nie  do  przyjęcia  jak  Kierkegaarda  nadmiernie  niejako  wywyższone 

chrześcijaństwo.

 

Ale większość refutacji Kierkegaarda i Nietzschego jest bez sensu i 

brzmi jak apel o kontynuowanie snu. Trywialnie biorąc są słuszne, ale 

dzięki temu znika zadra, którą Kierkegaard i Nietzsche wrazili w nasze 

sumienie. Nie będzie zaś  żadnego prawdziwego rozwoju  filozofii w przy-

szłości, jeśli nie zagłębia się ona w tych dwóch gigantów. Albowiem 

swym dziełem, które się rozpadło, i ofiarą własnego życia objawili nam 

coś, czego nic nie zastąpi. Pozostają nadal siewcami niepokoju i obejść 
ich sienie da, póki mamy jeszcze fałszywy spokój.

 

2.  P r z e c h o d z ą c   p r z e z   n i h i l i z m   p r z y s w a j a m y   so b ie 

n a s zą  tradycję. Niepokój oznacza, że obecność nihilizmu jest mo-

 

żliwością przez nas samych doświadczoną. Znamy rozpad obowiązujących 

norm, znamy utratę gruntu pod nogami, kiedy nie ma już żadnej wiary, 

kiedy  narodu  nie  łączy  już  żadna  wspólnota  samowiedzy.  Nieliczni 

doświadczyli tego już za czasów Nietzschego, niektórzy po 1933 r., inni 

później, dziś nie ma chyba żadnego myślącego człowieka, który nie miałby 

takich doświadczeń. Może dochodzimy teraz do punktu, gdy odzywa się 

coś, co przemawiało w każdym momencie historycznego przełomu i  do 

czego nawołują nas ówcześni ludzie. Nihilizm zarówno jako ruch myślowy, 

jak  również  jako  doświadczenie  historyczne  stanowi  przejście  do 

głębszego ujęcia tradycji. Nihilizm bowiem nie tylko od dawna - jest 
równie stary jak filozofia - był drogą z powrotem do źródeł, lecz także 

wodą królewską, probierzem złota prawdy.

 

Jest  w  filozofii  od  początku  coś  nieprzekraczalnego.  We  wszelkiej 

przemianie  ludzkich  stosunków  i  zadań,  we  wszelkim  postępie  nauki,  w 

całym rozwoju kategorii i metod myślenia chodzi o uchwycenie jednej, 

wiecznej  prawdy,  w  nowych  warunkach,  nowymi  środkami,  uzyskując 

może większą jasność.

 

Dziś zadanie nasze polega na tym, by w nihilizmie doprowadzonym do 

szczytu zdobyć znów pewność wiecznej prawdy. Zakłada to przyswojenie 

sobie  tradycji  w  taki  sposób,  by  nie  tylko  znać  j  ą  zewnętrznie,  nie  tylko 

obserwować, lecz samemu dogłębnie w niej uczestniczyć.

 

Aby to osiągnąć trzeba odrzucić w odniesieniu do samej filozofii ideę 

postępu, słusznąw odniesieniu do nauki filozoficznego rzemiosła. Błędny 

był  pogląd,  jakoby  lepsze  późniejsze  wyniki  eliminowały  wcześniejsze, 

które  jako  przebyte  w  postępie  szczeble  są  już  tylko  przedmiotem 
zainteresowań  historycznych.  Za  prawdziwe  uchodzi  wtedy  nowe  jako 

takie.  Odkrycie czegoś  nowego daje poczucie  osiągnięcia w dziejach 

szczytu.  Takie  zasadnicze  nastawienie  cechowało  często  filozofów  w 

ostatnich wiekach. Wciąż na nowo sądzili, że całkiem nowymi odkryciami 

przezwyciężają  całą  przeszłość,  że  dopiero  teraz  zaczyna  sięprawdzi-wa 

filozofia.  Tak  było  u  Kartezjusza,  u  Kanta  mimo  całej  jego  skromności  i 
szczególnego  po  temu  prawa,  butnie  w  tzw.  niemieckim  idealizmie:  u 
Fichtego,  Schellingai  Hegla, z  kolei  u  Nietzschego.  Po  tragedii  zaś  nastę-

powała farsa. Kiedy w r. 1910 Husserl ogłosił w pierwszym numerze , 

,Logosu" artykuł o filozofii jako nauce ścisłej, gdzie jako najważniejszy,

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

116

 

117

 

background image

 

 

 

 

gdyż  bezwzględnie  konsekwentny  reprezentant  swego  fachu  ustanawiał 

wreszcie  ostateczną  podstawę  filozofii,  wówczas  drogi  myślicieli  się 

rozeszły. Mimo całego respektu dla racjonalnej ścisłości fenomenologii i 

neokantyzmu inni,  sprzeciwiając się ty m wymogom, szukali z zamiłowa-
niem  istoty  filozofii jako  prawdy  wiecznej  w  tradycji  i  bynajmniej  nie 

dążyli  do  jej  problematycznego  unowocześnienia.  A  jednak  nowość  ta 

zachowała ton agresywny i, jeśli się nie mylę, zanika dopiero teraz. Idea 

postępu była formą, w której doświadczenie tego, co pierwotne, mylnie 

pojmowało  siebie  jako  historyczną  nowość,  gdyż  nastąpiło  pomylenie 

filozofii z nowoczesną nauką. Na dodatek owładnęła filozofią chęć pano-

wania,potęgi i znaczenia. Filozofia jest zupełnie czym innym niż to, czym się 

okazała ulegaj ąc takiemu wypaczeniu; coś wiecznego j est w niej obecne, 

odkąd człowiek filozoficznie uświadomił sobie sam siebie. Oderwanie  od 

historycznego  podłoża  w  pogoni  za  nowością  oraz  posługiwanie  się 

dziejami  jako  kamieniołomem,  skąd  pobiera  się  materiał  dla  dowolnych 
interpretacji - taka droga prowadzi w przepaść nihilizmu. Nie wolno nam 

ani  wyabsolutyzować  zjawisk  w  przeszłości  i  poddać  się  im,  ani 

zdystansować  się  nieobowiązująco  od  nich,  z  przyjemnością  obserwując 
minione czasy, przede wszystkim zaś nie wolno nam oderwać się od hi-

storycznego podłoża. Gdybyśmy zaś to uczynili, nihilizm bolesną operacją 

przywiedzie nas z powrotem do właściwej prawdy.

 

Zasadnicze stanowisko, które ponownie odradza się na podłożu nihili-

zmu, uczy nas innego spojrzenia na dzieje filozofii. Trzy tysiące lat dziejów 

filozofii okazują się jedną jedyną teraźniejszością. Rozmaite postacie myśli 

filozoficznej kryją w sobie jedną tylko prawdę. Pierwszy usiłował pojąć 

jedność  tej  myśli  Hegel,  ale  uczynił  to  jeszcze  tak,  że  wszystko,  co 

poprzedzało jego własną filozofię, okazywało się wobec niej wstępnym 

szczeblem i cząstkową prawdą. Chodzi zaś o to, aby każdorazowe szczytowe 

osiągnięcia  filozofii  przyswoić  sobie  przez  stale  odnawiany  związek  z 

wielkimi zjawiskami w przeszłości, niejako z czymś, co już zostało za nami, 

lecz jako z czymś obecnym dzisiaj.

 

Skoro każda filozofia jest teraźniejsza, to wie, że w jej bycie obecnym 

przejawia  się  źródło i  że  niezbędnajest  uniwersalna tradycja,  owapamięć, 

bez której pogrążylibyśmy się w nicości chwili pozbawionej przeszłości i 

przyszłości. Przemijaj ąc w czasie wie, że prawda właściwa, philosophia

 

perennis, w której zawsze  znika wszelki czas, jest stale  obecna i równo-
czesna.

 

3. W n a u c e  s z u k a m y  c z y s t o ś c i  j a k o  p r z e s ł a n k i  p r a wdy 

p r z y   u p r a w i a n i u   p r z e z   nas  f i l o z o f i i .   Przesłanką  techniki, 

która  przeobraża  nasz  byt,  jest  nowoczesna  nauka.  Ale  nauka  ta  sięga 
znacznie  dalej.  Ta  nauka  -  w  przeciwieństwie  do  techniki  -  wrzyna  się 

głęboko w ludzką historię, a tylko niewielu ludzi zdaje sobie z tego w pełni 

sprawę  i  w  tym  uczestniczy,  natomiast  masa  ludzka  tkwi  nadal  w 

formach myślenia przednaukowego i czyni z nauki taki użytek, jak niegdyś 
prymitywne ludy z europejskich cylindrów, fraków i szklanych paciorków.

 

Zalążki istniały w dawnych czasach, w Grecji, ale dopiero czasy nowo-

żytne  od  końca  średniowiecza  przyniosły  pierwszy  raz  prawdziwą  swo-

bodę badań bezgranicznie samokrytycznych, rozciągniętych na wszystko, 

co na świecie się zdarza i zdarzyć może.

 

Nauka postępuje metodycznie, bezwarunkowo obowiązujepowszech-nie 

i wobec tego faktycznie też wszędzie zdobywa jednomyślne uznanie, ma 

krytyczną  świadomość  własnej  procedury,  systematycznie  zdobywa 

pewność w odniesieniu do całego dotychczasowego dorobku, nigdy nie 

jest w gotowej postaci, a jej postęp idzie w nieskończoność. Cokolwiek 

pojawia się w świecie, staje sięjej przedmiotem. Odkrywa coś, czego nikt 

przedtem  nawet  nie  przeczuwał.  Zaostrza  i  oczyszcza  naszą  świadomość 

konkretnego  bytu  i  dostarcza  zadatków,  by  praktycznie  coś  sprawić  i 

stworzyć na świecie kierując się celami, których ona sama nie wyznacza, ale 

które niebawem stają się znowu przedmiotem jej badań.

 

Nauka  jest  niezbędnym  warunkiem  uprawiania  filozofii.  Ale  sytuacja 

duchowa, jaka dzięki nauce powstała, postawiła dziś przed filozofią takie 

wymogi,  których  trudności  w  dawniejszych  czasach  nie  uświadamiano 
sobie równie jasno. Oto one:

 

l. Trzeba uzyskać naukę w pełni c z y s t ą. W faktycznym postępowaniu i 

przeciętnym myśleniu przemieszana jest z twierdzeniami i zachowaniami 
nienaukowymi.  W  każdej  konkretnej  dziedzinie  bytu  na  świecie 

poszczególni badacze wspaniale osiągnęli czystą i ścisłą naukę, ale 

jeśli idzie o całość naszego duchowego bytu, bardzo jeszcze do tego 
daleko.

 

 

 

Wykład szósty -

 

Filozofia -w przyszłości

 

119

 

118

 

background image

 

 

 

 

2. Trzeba prześwietlić i przezwyciężyć z a b o b o n n ą  w i a r ę  w n a uk ę. 

W  naszych  czasach  nieustannej  niewiary  sięgnięto  po  naukę,  bo 

rzekomo dawała mocne oparcie, wierzono w tak zwane wyniki nauki, 

ślepo  podporządkowywano  się  ludziom  uznanym  za  fachowców,  wie-

rzono, że dzięki nauce i planowaniu można będzie uporządkować świ at w 

całości, oczekiwano wyznaczenia życiu celów, których nauka przecież 

nigdy  dać  nie  może,  oraz  nieosiągalnego  dla  nauki  poznania  bytu  w 

całości.

 

3. Wyjaśnić trzeba na nowo metodycznie samą f i l o z o f i ę . Jest ona 

nauką w pradawnym i stale aktualnym sensie metodycznego myślenia, 

lecz nie jest nauką w znaczeniu całkiem nowoczesnym: jako takie zba-
danie rzeczy, które po prostu prowadzi do powszechnie obowiązuj ące-go, 
zawsze identycznego poznania.

 

Mylne  utożsamienie  filozofii  z  nauką  nowożytną  przez  Kartezjusza 

oraz jego błędy, niewątpliwie zgodne z duchem tamtych wieków, dopro-

wadziły do nauki traktowanej jako rzekoma wiedza całościowa i zepsuły 

filozofię.

 

Dziś razem z czystością nauki trzeba osiągnąć czystość filozofii. Są od 

siebie nieodłączne, ale nie są tym samym; filozofia nie jest ani wiedzą 

fachową obok innych, ani ukoronowaniem nauk jako rezultat wszystkich 

pozostałych, ani nauką podstawową celem zabezpieczenia innych nauk.

 

Filozofia wiąże się z nauką i jej myśl obecna jest we wszystkich dyscy-

plinach.Prawda nie jest celem niej w ogóle dostępna bez czystości prawdy 
naukowej.

 

[Każda] nauka tkwi we wszechświecie wszystkich nauk i kierują nią 

idee, które w każdej dyscyplinie rodzą się już jako filozofia, przy czym 

ich samych naukowo uzasadnić nie można.

 

Nowy przejaw świadomości prawdy możliwy jest dopiero na podstawie 

stanu nauk w ostatnim stuleciu, ale jeszcze go nie osiągnięto. Praca nad 

jego  urzeczywistnieniem  należy  do  najpilniejszych  nakazów  chwili 
obecnej.

 

Wbrew  rozpadaniu  się  nauki  na  niepowiązane  z  sobą  specjalizacje, 

wbrew zabobonnej wierze mas w naukę, wbrew spustoszeniom dokonanym 

przez  niepoważne  pomieszanie  filozofii  z  nauką,  badania  naukowe  i 

filozofia muszą nas razem przywieść na drogę istotnej prawdy.

 

4.  R o z u m   s t a j e   się  w o l ą   p o r o z u m i e n i a   b e z   g r a n i c .  

Ponieważ niewątpliwie było coś wspólnego, co wnikało we wszelką co-

dzienność, istniało niemal do naszych czasów między ludźmi powiązanie i 

dzięki  temu  porozumienie  rzadko  stawało  się  szczególnym  problemem. 

Można  było  zadowolić  się  słowami:  możemy  razem  się  modlić,  nie 

możemy z sobą rozmawiać.Dopiero dziś, kiedy nie potrafimy już nawet 

razem  się  modlić,  dochodzimy  w  pełni  do  świadomości,  że  bycie 

człowiekiem  związane  jest  bezwzględnie  z  porozumieniem  między 

ludźmi.

 

Byt w przejawach swoich rozszczepia się na skutek rozmaitości ludzi, 

rozmaitych  źródeł  wiary,  rozmaitej  postaci  wspólnot  ludzkich  na  po-

szczególnych obszarach. Jednakie i wspólne są tylko nauka i technika w 

Świadomości  będącej  Ogarniającym.  W  nichłączy  się  jednak  tylko  świa-

domość  abstrakcyjna

:

  ogólna,  natomiast  dla  rzeczywistego  człowieka  są 

one w całości środkiem zarówno walki, jak porozumienia.

 

Wszystko, co rzeczywiście tkwi w człowieku, jest historyczne.Ale hi-

storyczność  oznacza  zarazem  rozmaitą  historyczność.  Dlatego  porozu-
mienie wymaga:

 

1. by inna historyczność obchodziła nas bez sprzeniewierzania się własnej;

 

2. by zachwianiu ulegała obiektywność tego, co staje się powszechnie 

obowiązujące, ale  bez  osłabienia postulatu,  że  obowiązywać ma słusz-
ność;

 

3. by rezygnować z roszczenia wiary do wyłączności, gdyż mieści się w 

tym  zerwanie porozumienia, nie zatracając zarazem swoich własnych 

bezwzględnych podstaw;

 

4. by podejmować nieuchronną walkę z tym, co ma inne historyczne ko-

rzenie, ale stale wznosić ją na poziom walki miłosnej, łącząc się w 

prawdzie nastawionej na wspólnotę, nie na izolację, nie na odgradzanie 

się, na odosobniony punkt;

 

. 5. by kierować się ku głębi, objawiającej się tylko przy rozszczepieniu na 

różnorodne uwarunkowania historyczne, przy czym ja sam do jednego z 

nich przynależę, lecz obchodzą mnie wszystkie i razem kierują mnie ku 
owej podstawie.

 

 

 

Wykład szósty •

 

Filozofia w przyszłości

 

120

 

121

 

background image

 

 

 

 

Wiara  filozoficzna  jest  nieodłączna  od  gotowości  do  porozumieniabez 

reszty. Właściwa prawda wyrasta bowiem przy spotkaniu z wiarą tylko w 

obecności  Ogarniającego.  Dlatego  obowiązuje  twierdzenie:  t y l k o  
l u d z i e   w i e r z ą c y   m o g ą   u r z e c z y w i s t n i ć   p o r o z u m i e -
n i e   .  Natomiast  nieprawda  wyrasta  z  utrwalania  treści  wiary,  które 
jedynie się odpychają. Dlatego obowiązuje twierdzenie: z f a n a t y k a mi 
w i a r y   n i e   ma  r o z m o w y .   Wiara  filozoficzna  odkrywa  dia-

belstwo w każdym przymusie, by z kimś zerwać, i w każdej woli zerwania.

 

Przeciw  filozoficznej  wierze  w  porozumienie  skierowany  jest  z a -

r z u t :  wiara w porozumienie jest utopią. Ludzie tacy nie są. W ruch 

wprawiają ich własne namiętności, własna wola mocy, własne, interesy 

życiowe  sprzeczne  z  cudzymi.  Porozumienie  zawodzi  niemal  zawsze,  z 

cała pewnością zaś w ludzkiej masie. Najlepszy jest jeszcze jakiś konwe-

ncjonalny ład podległy prawom, które przesłaniają zwykły brak zasad i 

zwykłą  nikczemność,  wykluczające  porozumienie.  Wymagać  od  ludzi 
zbyt wiele - znaczy na dobre ich zniszczyć.

 

Należy na to odrzec:

 

1. Ludzie nie są tacy, jacy są, lecz zawsze stanowią jeszcze dla siebie 

problem i zadanie: wszelkie globalne sądy o nich mówią więcej niż 

można wiedzieć.

 

2. Porozumienie w każdej postaci do tego stopnia należy do samej istoty 

człowieka jako takiego, że musi być zawsze możliwe i nigdy nie można 
wiedzieć, jak daleko się jeszcze posunie.

 

3. Porozumienie bez granic nie jest programem, lecz samą wszechogar-

niającą wolą wiary filozoficznej - dopiero na tej podstawie znajdują 

szczegółowe uzasadnienie zamiar i metody porozumienia na każdym jej 
szczeblu.

 

4. Porozumienie bez granic nie jest wynikiem jakiejś wiedzy, lecz zdecy-

dowaniem do wkroczenia na taką drogę, by być człowiekiem. Idea 

porozumienia nie jest utopią, lecz wiarą. Stoi przed każdym pytanie, 

czy do tego dąży i czy wierzy w to, nie jako w coś w zaświatach, lecz 

jako w coś całkowicie obecnego: w rzeczywistą, tkwiąca w ludziach 

możliwość  współżycia,  rozmowy,  w  możliwość,  by  dotrzeć  przez  to 

współżycie do prawdy i dopiero tą drogą stać się naprawdę sobą.

 

Dziś,  w  potrzebie,  rozumiemy,  że  porozumienie  jest  podstawowym 

postulatem skierowanym do nas. Rozjaśnienie porozumienia na podstawie 

jego  różnorakich  źródeł  w  każdym  rodzaju  Ogarniającego  staje  się 

głównym  tematem,  gdy  uprawia  się  filozofię.  Natomiast  przybliżenie  po-

rozumienia, przybliżenie każdej możliwości jego urzeczywistnienia, jest na 

co dzień zadaniem filozoficznego życia.

 

Przełożył Jan Carewicz

 

 

 

Filozofia \v przyszłości

 

Wykład szósty -

 

123

 

122