background image

 
 

    
    

MORGAN RAYE

MORGAN RAYE

MORGAN RAYE

MORGAN RAYE    

PORZUCONA 

PORZUCONA 

PORZUCONA 

PORZUCONA 

NARZECZONA

NARZECZONA

NARZECZONA

NARZECZONA    

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
ROZDZIAŁ PIERWSZY  
 
GdzieŜ on się podziewa?  
Kendall McCormick obciągnęła długie koronkowe rękawy ślubnej 
sukni i raz jeszcze spojrzała  
nerwowo przez wizjer na zgromadzonych w kaplicy gości. Tego to juŜ 
naprawdę za wiele. Co  
robić? Stanąć przed nimi i oświadczyć: Przykro mi, kochani, ale Darren 
rozmyślil się i ślubu nie  
będzie. Wracajcie do domu. Wszystko skończone.  
Poczuła ucisk w dołku i znowu zaczęła przechadzać się nerwowo po 
pokoju.  
 
- Kendall! - W uchylonych drzwiach ukazała się zatroskana twarz Kim.  
- Co się z mm dzieje? Organista spieszy Się na następny ślub po drugiej 
stronie miasta.  
Kendall uśmiechnęła się z wysiłkiem.  
- Obawiam się, Ŝe Darren juŜ nie przyjdzie - powiedziała, z trudem 
panując nad głosem. - Zostałam  
porzucona i to przed samym ołtarzem. Dobre, co?  
- Mój ty BoŜe! - jęknęła Kim, zakrywając rękami twarz. - Nigdy w to 
nie uwierzę. On się po prostu  
spóźnia. MoŜe złapał gumę. MoŜe ... Nie przejmuj się za bardzo. Myślę, 
Ŝ

e jednak się zjawi. Nie  

zamartwiaj się tak, kochanie.  
- Na pewno, na pewno - mruknęła Kendall, chociaŜ była juŜ zupełnie 
pewna, Ŝe Darren wystrychnął  
ją na dudka.  
Kim opuściła pokój i zbiegła szybko na dół. Kendall obróciła się i 
spojrzała w wysokie, zimne  

background image

lustro. Dług0 patrzyła na swoją wspaniałą, satynową suknię z białym 
aksamitnym stanikiem  
obszytym perełkami. Wysbko upięte kasztanowe włosy nadawały jej 
wygląd modelek z obrazów  
Toulouse-Lautreca. Wyglądała jak replika panny młodej z magazynów 
mód.  
- Dzięki ci, BoŜe - powiedziała nagle głośno i spokojnie, - Niech 
będzie, jak chcesz. Uciekam  
stąd.  
Obróciła się gwałtownie, chwyciła leŜący na stole bloczek i długopis, i 
napisała kilka słów.  
"Mamo, przykro mi, Ŝe zostawiam cię z tym całym bałaganem, ale 
muszę wyjechać. Chcę być  
sama przez pewien czas. Zadzwonię."  
PołoŜyła bloczek. na widocznym miejscu, zebrała spódnicę i wybiegła z 
pokoju. Znalazła tylne  
schody, minęła drzwi sanktuarium, drzwi sekretariatu i juŜ po chwili 
była na zalanym słońcem  
dziedzińcu. Na parkingu zatrzymała się. Co robić dalej? Przypomniała 
sobie, Ŝe przyjechała  
wynajętą limuzyną. Jak wydostać się. stąd bez samochodu?  
- Halo! - odezwał się tuŜ obok niej niski, lecz dźwięczny męski głos. - 
Czy panna młoda?  
Spojrzała na mówiącego. Siedział za kierownicą pięknego sportowego 
wozu z otwieranym  
dachem. Był zapewne jednym ,z przyjaciół Darrena, którego nigdy 
przedtem nie widziała.  
- Niedoszła panna młoda .... odpada bez uśmiechu. . - Teraz jestem po 
prostu uciekinierką.  
- Co takiego? - MęŜczyzna zmarszczył ze zdziwienia brwi.  
- JeŜeli przyjechał pan na ślub - powiedziała do niego - to moŜe pan 
wracać do domu. Ślub się  
nie odbędzie.  
U śmiechnęła się.  
- Czy mogłabym się z panem zabrać?  
- Niech pani siada - powiedział bez chwili zastanowienia. - Zawiezę 
panią, gdzie pani tylko zechce.  

background image

Nieznajomy przechylił się i otworzył drzwiczki wozu.  
Kendall wsunęła się na skórzane siedzenie i byle jak zgarnęła ,szeroką 
spódnicę.  
Ruszyli. Poczuła na twarzy powiew wiatru. Welon rozwinął się za nią 
białą smugą.  
- Czy mogłaby mi pani podać jakiś adres? Potrząsnęła przecząco głową, 
po czym spojrzała w  
kierunku morza. MęŜczyzna popatrzył ze zrozumieniem i skręcił w 
główną ulicę. Kendall  
westchnęła głęboko i odpręŜyła się. Wiatr przewiewał ją na wskroś. 
Pomyślała, Ŝe moŜe wymiecie  
jej z głowy wszystkie przykre myśli. I nagle poczuła się wspaniale.  
- Zostawiam przeszłość za sobą - szepnęła niemal bezgłośnie. - Niech 
się dzieje co chce.  
W milczeniu sunęli przez Colorado Boulevard.  
W pewnym momencie skręcili na Arroyo Parkway i wtedy męŜczyźnie 
udało się dokładnie  
przyjrzeć Kendall. Zaskoczony, spojrzał na nią raz jeszcze przy 
najbliŜszej okazji. Była zupełnie  
inna, niŜ ją sobie wyobraŜał.  

background image

 
No, ale właściwie, jak ją sobie wyobraŜał?  
Nigdy o niej nie słyszał aŜ do poprzedniego wieczoru, kiedy zadzwonił 
do niego Darren.  
 
 
- Hej, Rafe - powiedział. - Twój jedyny brat jutro się Ŝeni. Przyjedź do 
mnie i przyłącz się do stypy.  
Rafe i Darren rzadko się ze sobą komunikowali.  
Darren zgłaszał się do starszego brata wyłącznie, kiedy czegoś 
potrzebował - przy czym były to na  
ogół pieniądze. ToteŜ Rafe natychmiast uznał, Ŝe i tym razem młodszy 
brat jest w finansowych  
tarapatach.  
Przyjęcie kawalerskie było juŜ w toku, kiedy przyjechał pod wskazany 
adres. W pokoju było  
gwarno, duszno i tłoczno. A Darren miał juŜ dobrze w czubie.  
-To wspaniała dziewczyna - wymamrotał i sięgnął po kolejną porcję 
whisky z lodem. - Na pewno  
ci się spodoba.  
To było wszystko, co potrafił powiedzieć.  
Rafe zwrócił się do najbliŜszego przyjaciela brata.  
- Jaka ona jest? - zapytał go.  
- Bo ja wiem - mruknął Binko, kolega Darrena ze studiów. -, Nie mogę 
sobie przypomnieć, czy  
chodzi o tę wspaniałą opaloną blondynę, czy teŜ o taką jedną Hawajkę z 
cudownym pępuszkiem ...  
Rafe zaczął wypytywać innych gości, ale dopiero po upływie pół 
godziny natrafił na Dorchestera,  
który pracował z Darrenem w klubie Border Cantina. Ten stwierdził, Ŝe 
osobiście zna' pannę młodą.  
- Jaka ona jest? - zapytał go Rafe raczej obcesowo.  
- Jaka jest? - powtórzył Dorchester. - Powiem ci. Ma wspaniałe włosy, 
gęste i puszyste jak bita  
ś

mietana i bardzo, ale to bardzo długie. Nogi jak stąd dotąd ...  

- Pytam cię, jaka jest - zdenerwował się Rafe.  

background image

Dorchester przewracał oczami; zdawał się zagubiony w rozkosznych 
wspomnieniach.  
- Ma chód jak gazela. Wspaniałą figurę. Na jej widok całe zastępy 
robotników budowlanych  
spadają z rusztowań. Wiją się u jej stóp i błagają o' łaskę. A ona tylko 
odrzuca w tył włosy i...  
W tym momencie Rafe dał za wygraną. Z opisu Dorchestera wynikało, 
Ŝ

e Kendall McCormick' jest  

dokładną kopią innych dziewcząt, jakie uwodził Darren, od kiedy 
wyrósł z pieluch. A były ich całe  
zastępy. Musiała się jednakŜe róŜnić czymś od tamtych, skoro Darren 
postanowił się z nią oŜenić.  
Rafe zawsze uwaŜał, Ŝe małŜeństwo to najbardziej upokarzająca rzecz; 
jaka moŜe przytrafić się  
męŜczyźnie. Zachowanie brata zdawało się świadczyć o tym, Ŝe i on 
podziela to zdanie.  
Rafe wzruszył ramionami i poszedł w kierunku drzwi. Miał dosyć tej 
balangi.  
Był juŜ na korytarzu, kiedy zatrzymał go okrzyk Sama, kolegi Darrena 
jeszcze z podstawówki.  
- Dlaczego się zmywasz? Zaczekaj! Musisz mu pomóc! To przecieŜ 
twój rodzony brat, na litość  
boską!  
Rafe obrócił się i stwierdził, Ŝe Sam jest bliski płaczu. Na jego 
upstrzonej piegami twarzy malował  
się wyraz pijackiej rozpaczy.  
- Pozbieraj się, Sam - rozzłościł się Rafe. - Darren jest dorosłym 
człowiekiem i musi .sam kierować  
swoim Ŝyciem.  
Sam chwycił Rafe'a za poły marynarki.  
-Ta kobieta rzuciła na niego urok. Mówię ci. Zupełnie go opanowała. 
Nie moŜesz go opuścić. Ona  
go zniszczy. PomóŜ mu.  
- Jak mógłbym mu pomóc?  
-Ty jesteś powodem jego nieszczęścia. I tylko ty moŜesz go z tego 
wyciągnąć.  

background image

Rafe zupełnie nie wiedział, o co chodzi Samowi, co więcej, nie chciał 
wiedzieć. Powoli przesuwał  
się ku drzwiom.  
- Czego oczekujesz ode mnie? - zapytał.  
- Pogadaj z nim. Wybij mu to z głowy.  
Sam objął Rafe'a ramieniem.  
-Wracaj do środka. Opowiem ci tę całą historię. Rafe niechętnie dał się 
zaciągnąć w głąb  
mieszkania.  
Wiedział, Ŝe to błąd, ale nie było innego wyjścia. Wiedział teŜ, Ŝe nie 
wyśpi się tej nocy. Nie  
podejrzewał jednakŜe, Ŝe znajdzie się z niedoszłą Ŝoną młodszego brata 
w samochodzie, w drodze  

background image

 
ku brzegowi oceanu.  
Zerknął raz jeszcze na dziewczynę. I pomyślał sobie, Ŝe jest zupełnie 
inna, niŜ ją sobie wyobraŜał.  
Spodziewał się osóbki raczej wyzywającej, moŜe nawet nieco 
wulgarnej i w kaŜdym razie bardzo  
zmartwionej. A tymczasem ...  
Siedziała odchylona w fotelu, zrelaksowana, spokojna. Zadowolona z 
siebie. Zadowolona z Ŝycia.  
Co to mogło znaczyć? Przed chwilą zostawił ją narzeczony niemal 
dosłownie przed ołtarzem.  
Zdawałoby się, Ŝe powinna być jeŜeli nie nieszczęśliwa, to 
przynajmniej wściekła, nawet gdyby  
duma nie pozwoliła jej płakać. Ale nic z tych rzeczy.  
Poczuła na sobie jego wzrok, przechyliła głowę w jego stronę i 
uśmiechnęła się szeroko.  
 
 
- Hej, jest naprawdę wspaniale! - powiedziała wesoło.  
Oderwał od niej oczy i skoncentrował się na prowadzeniu. Zmarszczył 
brwi i usiłował skupić  
myśli. Nic z tego nie rozumiał.  
Kendall zawinęła sobie głowę welonem, przymknęła powieki i jeszcze 
wygodniej umościła się w  
fotelu. WjeŜdŜali do Los Angeles. Wiatr był teraz- silniejszy i bardzo 
orzeźwiający. Pomyślała  
sobie, Ŝe wszystko układa się doskonale. Właściwie nie mogło być 
lepiej.  
Ale czy na pewno?  
Poczu:ła lekkie ukłucie w sercu, ale' zaraz udało jej się odsunąć .od 
siebie wszelkie wątpliwości.  
Darren zrobił właściwie dokładnie to, co ona powinna była uczynić. JuŜ 
od pewnego czasu było  
rzeczą jasną, Ŝe ich małŜeństwo nie miałoby szans na przetrwanie. Po 
co więc Ŝałować czegoś, co  
nie wróŜyło nic dobrego. To nie miało sensu.  

background image

Przez pewien czas trzeba będzie moŜe trochę poszaleć. To jedyna 
odtrutka na taką poraŜkę. Czy ten  
sympatyczny młody człowiek, który zaofiarował jej miejsce w swoim 
samochodzie, zgodziłby się  
trochę z nią pohulać?  
Spojrzała na niego i natrafiła na jego wzrok. 
 
 
 - Zajedziemy do Marina del Rey? - zapytał.  
- Doskonale - odparła.  
Skinął głową, nie odrywając oczu od szosy. Kendall przyjrzała mu się 
uwaŜnie. Był muskularny,  
choć szczupły, i chyba dość wysoki. Ciemne wizytowe ubranie leŜało 
na nim doskonale, ale na co  
dzień ubierał się z pewnością znacznie mniej oficjalnie. Kołnierzyk 
białej koszuli był rozpięty,  
odsłaniając nasadę opalonej piersi i kępkę czarnych, kędzierzawych 
włosów. Nie nosił obrączki.  
Kosztowny, płaski, złoty zegarek na przegubie lewej ręki świadczył o 
wybrednym guście.  
Twarz miał znaczoną kilkoma zmarszczkami. Od uśmiechów czy od 
grymasów? Wyglądał na człowieka  
opanowanego, pewnego siebie, a nawet trochę niebezpiecznego. Był 
dokładnym przeciwieństwem  
Darrena, tego słonecznego, wesołego, wysportowanego I chłopca. Na 
pewno nie uciekłby od  
narzeczonej i to sprzed samego ołtarza. Nie oświadczyłby się kobiecie, 
gdyby nie był pewny  
swoich uczuć.  
Co za łajdak z tego Darrena. Jak mógł jej coś takiego zrobić?  
ZbliŜali się do oceanu. Powietrze ochłodziło się nieco. Zjechali na 
boczną drogę i po chwili znaleźli  
się na parkingu, y.I odległości zaledwie kilku metrów od plaŜy.  
Kendall wysiadła z wozu i rozprostowała się.  
Zrzuciła z nóg jedwabne pantofelki i unosząc suknię aŜ po kolana, 
pobiegła ku brzegowi.  
Nie zwracała na nikogo uwagi.  

background image

Biegła coraz szybciej. Usłyszała za sobą czyjś szybki oądech, ale nie 
odwróciła się. Nagłe  
szarpnięcie zatrzymało ją w pół kroku. W mgnieniu oka znalazła się w 
silnych męskich ramionach.  
- Co pan robi? - krzyknęła. - Proszę mnie natychmiast puścić!  
Ale Rafe trzymał ją mocno jak gdyby się obawiał, - Ŝe mu się wymknie. 
Wiatr tarmosił jej szeroką  
spódnicę, owijał ją dokoła ich nóg.  
- Co pan robi? Nie podejrzewa pan chyba, Ŝe zamierzam się utopić?  
Rafe nie rozluźniał uścisku swych ramion i patrzył na nią niemal ze 
złością.  
- Nie puszczę pani, dopóki pani nie przysięgnie.  
- Co za bzdura - obruszyła się Kendall.  

background image

 
On naprawdę boi się·, Ŝe popełnię samobójstwo, powiedziała do siebie, 
na pół zła, na pół  
rozbawiona. No cóŜ, o zabawieniu się z nim lepiej zapomnieć. Jest 
zupełnie pozbawiony poczucia  
humoru.  
 
- Zgoda - uśmiechnęła się. - Zapewniam pana z ręką na sercu, Ŝe nie 
rzucę się w morską toń.  
Rafe spojrzał głęboko w jej. ciemne oczy. Przytulił ją nieco mocniej, 
ale tylko po to, by opuszczać  
powoli, aŜ dotknęła stopami piasku. Jaka jest zgrabna i szczupła, a 
jednocześnie muskularna,  
pomyślał. Od wieków nie doznawał 'potrzeby takiej opiekuńczości w 
stosunku do kobiety. No, ale  
teŜ od dawna nie miał tak silnej motywacji.  
Kendall wyprostowała się, odrzuciła welon za siebie i uśmiechnęła się 
do Rafe'a niemal  
wyzywająco.  
- Dobrze się pan czuje w roli zbawcy kobiet, co? JeŜeli kiedyś będzie 
potrzebny mi znów ratownik,  
dam panu znać. Przyrzekam.  
- Droga Kendall- odparł. - Tobie nie jest potrzebny Ŝaden ratownik, ale 
po prostu opiekun.  
Przynajmniej na pewien czas.  
A więc znał jej imię. Właściwie nie naleŜało się temu dziwić. PrzecieŜ 
był zaproszony na jej ślub  
..  
- Czy myśmy się juŜ kiedyś spotkali? - zapytała.  
- Czy powinnam wiedzieć, kim jesteś?  
- Nazywam się Rafe.  
Jakoś nie chciał jej na razie powiedzieć, Ŝe jest bratem jej niedoszłego 
męŜa.  
-A więc jesteś przyjacielem Darrena- stwierdziła Kendall i pomyślała 
sobie, Ŝe, jest zupełnie inny  
od tych wszystkich młodych ludzi, których Darren jej przedstawiał. 
PowaŜniejszy jakiś, starszy,  

background image

spokojniejszy, i na pewno inteligentniejszy.  
Co tu duŜo gadać, kumple Darrena byli po prostu durnymi 
smarkaczami, nastawionymi wyłącznie  
na flirty i zabawy. Dlaczego postanowiła sobie wmówić, Ŝe takich 
właśnie lubi? Ŝe Darren to  
męŜczyzna jej Ŝycia? Co za idiotka ze mnie, pomyślała. MoŜe 
rzeczywiście powinnam się utopić.  
- Nie mam Ŝadnych skłonności samobójczych, zapewniam Cię - 
powiedziała, rzucając mu  
zawadiacki uśmiech. - Jestem moŜe mściwa, ale nie mam skłonności do 
histerii. Więc nie rzucaj się  
na kaŜdy granat, jaki widzisz na mojej drodze. To niewypały.  
- Spróbuj sobie uzmysłowić, jak wyglądałaś. Kobieta w ślubnej sukni 
pędząca jak szalona w  
kit"trunku oceanu. Poza tym miałem świadomość, Ŝe zostałaś niemal 
przed chwilą ...  
- Porzucona. Czy to chciałeś powiedzieć?  
Wzruszył ramionami. No tak, właśnie to. Po co udawać, Ŝe nie.  
Kendall wpatrywała się vi niego intensywnie. Czuła, Ŝe dzieje się z nią 
coś dziwnego. Targały nią  
uczucia, których rzadko doznawała. Złość? Strach? Na dodatek z pewną 
domieszką rozbawienia.  
- No cóŜ - powiedziała krótko. - Przyjmij do wiadomości, Ŝe doskonale 
pływam. Gdybyś nie  
zatrzymał mnie na plaŜy, ale pozwolił mi dotrzeć do morza, nie 
dogoniłbyś mnie tak łatwo.  
Rafe nie odpowiedział na jej ostatnie słowa, więc ruszyła naprzód i 
zaczęła przechadzać się po  
twardym piasku, tuŜ poza zasięgiem piany rozpryskujących się fal.  
Rafe podąŜył za nią zastanawiając się, dlaczego czuje tak wielką 
odpowiedzialność za losy tej  
dziewczyny. Była w końcu pełnoletnia. Sięgnęła po Darrena, ale to jej 
się nie udało. Zresztą ten  
problem był jej i tylko jej. Przywiózł ją nad ocean, na jej własną prośbę. 
Teraz powinien się z nią  
poŜegnać, wsiąść do samochodu i zniknąć z jej Ŝycia. JednakŜe nie 
mógł się na to zdobyć.  

background image

Szli więc szybkim krokiem po mokrym piasku.  
Rafe przyglądał się, jak Kendall walczy z wiatrem tarmoszącym jej 
szeroką suknię.  
- MoŜe byś tak przynajmniej zdjęła welon - odezwał się po pewnym 
czasie.  
Obróciła się ku niemu.  
-A po co? Czy krępuje cię, Ŝe ludzie się nam przyglądają?  
- Mnie miałoby to krępować? PrzecieŜ oni nie gapią się na mnie, ale na 
ciebie.  
Rozejrzała się i stwierdziła, Ŝe Rafe ma rację. Była ośrodkiem 
powszechnego zainteresowania.  
Ludzie wyciągali szyje, uśmiechali się, zdejmowaF słoneczne okulary, 
by móc ją lepiej widzieć.  
- Oblubienica oceanu - roześmiała się Kendall i wykonała piruecik. - To 
bardzo zabawne.' MoŜe  

background image

 
powinnam zadzwonić do gazet. Niech przyślą reporterów. Szkoda, Ŝe 
nie przybył oblubieniec  
plaŜy. No, ale co robić?  
Rafe rozpoznał w jej kpiarskim tonie lekką nutę Ŝalu i zrobiło mu się 
przykro. Ale był jednocześnie  
zadowolony, Ŝe dziewczyna zaczyna normalnie reagować na swoją 
sytuację  
Gdy patrzył na nią, stojącą na tle spienionych fal, w tej wymiętej 
ś

lubnej sukni, z rozwianym  

białym welonem, włosami w nieładzie, rozchylonymi wilgotnymi 
wargami, wydała mu się dziwnie  
bezradna. Miał ochotę znów otoczyć ją ramieniem, przycisnąć do siebie 
i jakoś osłonić od  
przykrości, jakie niechybnie na nią czyhały.  
 
- Jesteś bardzo piękną panną młodą - odezwał się wreszcie.  
-Tak uwaŜasz? Powinnam była sobie zrobić zdjęcie, zanim uciekłam. 
Fotograf czekał w kaplicy.  
Teraz wiem, Ŝe taka okazja nigdy się juŜ nie powtórzy.  
- Jesteś piękna i młoda. Masz przed sobą całe Ŝycie. KendaII zaśmiała 
się cicho. Sympatyczny jest  
ten Rafe i moŜe nawet nie kłamie.  
- Bardzo jesteś miły - powiedziała, odsuwając włosy z czoła.  
- O nie, Kendall - odparł i spojrzał na nią 'spode łba. - Mylisz się co do 
mnie.  
Z niewiadomych powodów słowa te zdenerwowały Kendall. 
Przyspieszyła kroku.  
- Skąd wiesz, Ŝe zostałam wystawiona do wiatru przed ołtarzem? - 
krzyknęła. - A moŜe to ja  
uciekłam, zanim zjawił się Darren, a on został tam sam jeden ku uciesze 
zgromadzonych gości?  
Zanim Rafe zdąŜył odpowiedzieć, Kendall uświadomiła sobie, Ŝe jej 
pytanie nie ma sensu.  
Zatrzymała się gwałtownie i spojrzała mu prosto w oczy.  
-Ty go dobrze znasz, prawda? Wiedziałeś, Ŝe Ŝadnego ślubu nie będzie. 
Przyznaj się!  

background image

Nie zaprzeczał. To nie miało juŜ Ŝadnego sensu.  
~ W takim razie powiedz mi, dlaczego on tak postąpił - zaŜądała 
Kendall.  
Stała w rozkroku z rękami na biodrach. Na jej policzkach zakwitły 
ciemne rumieńce, w ciemnych  
oczach iskrzył się gniew.  
- Spróbuję zgadnąć - dorzuciła szybko. -;- Przypomniał sobie, Ŝe musi 
umyć włosy. Porsche mu  
nawaliło? Nie, nie, to musiało być coś znacznie waŜniejszego. Jego 
psychoanalityk powiedział mu,  
Ŝ

e potrzeba ,mu więcej czasu na zrozumienie własnej duszy, Ŝe ślub 

moŜe wytrącić go z  
równowagi. Albo jeszcze lepiej. Jego przyboczny astrolog zawiadomił 
go, Ŝe układ gwiazd jest mu  
nieprzychylny. Jowisz znajduje się w kolizji z Marsem. Lada moment 
moŜe nastąpić zderzenie i  
jeŜeli natychmiast nie wyjedzie z miasta, moŜe być zasypany 
radioaktywnym pyłem. Która  
koncepcja najlepiej ci odpowiada?  
PołoŜył jej ręce na ramionach i przytrzymał. Tak bardzo pragnął 
przytulić ją do siebie, uspokoić, ale  
instynkt mówił mu, Ŝe nie zostanie to dobrze przyjęte.  
- JeŜeli tak o nim myślisz - powiedział spokojnie  
- to dlaczego postanowiłaś wyjść za niego?  
-To dobre pytanie - odparła Kendall, trochę jakby zawstydzona. - No, 
ale miłość jest podobno  
ś

lepa.  

- Rozumiem. I nic tak dziewczyny nie otrzeźwia, jak ucieczka 
narzeczonego sprzed ołtarza.  
Kendall cofnęła się słysząc te słowa., Obróciła się szybko i znowu 
puściła się biegiem.  
Rafe ruszył za nią, tym razem juŜ znacznie spokojniej. Zamierzał 
doprowadzić ją do łez, gdyŜ był  
przekonany, Ŝe płacz dobrze by jej zrobił.  
Nagle opamiętał się. Do czego ja się właściwie mieszam, pomyślał. 
Dlaczego próbuję jej pomóc,  

background image

pocieszyć ją? A w ogóle, co do jasnej cQ.olery, robię na tej plaŜy? 
Gdybym mógł przewidziić, Ŝe  
sprawy tak się potoczą, za nic nie pojechałbym do kościoła, Ŝeby 
zawiadomić Kendall, Ŝe Darren  
nie zamierza się tam zjawić. W końcu Darr'en wcale go o to nie prosił.  
Ani Darren, ani nikt inny. Przesiedział całą noc z bratem i grupą jego 
przyjaciół, i przysłuchiwał się  
jego lamentowaniu, jego pijackim szlochom, jego uŜalaniom się nad 
sobą. Wreszcie zwrócił się do  
Sama.  
- Słuchaj. Dlaczego on jej przyrzekł małŜeństwo?  
- zapytał.  
- Bo wycięła mu ten sam numer, co inne.  

background image

 
-Więc jest w ciąŜy?  
- No bo niby jak? Czy inaczej udałoby jej się uziemić naszego 
niebieskiego ptaka?  
Rafe spojrzał raz jeszcze na swego nieszczęsnego braciszka.  
- Nie jest juŜ szczeniakiem. Zdawałoby się, Ŝe zdąŜył się czegoś 
nauczyć.  
- Kto? Darren? - zdziwił się Sam.  
- Masz rację. OstroŜność nigdy nie była jego mocną stroną. I na pewno 
juŜ nigdy nie będzie.  
- No to pogadaj z nim.  
Rafe wiedział, o co chodzi Samowi, ale wolał. się do tego nie przyznać.  
- O czym?  
- Powiedz mu, Ŝe nie musi się z nią Ŝenić. śe są inne sposoby 
rozwiązywania takich problemów. śe  
jako starszy brat nie będziesz miał mu za złe, jeŜeli się wycofa.  
- On to dobrze wie.  
Sam potrząsnął energicznie głową.  
- Nic podobnego. Przez cały tydzień mówił wyłącznie o tym, jaki 
będziesz dumny z niego, kiedy  
nareszcie ustatkuje się i załoŜy rodzinę. śe wreszcie uznasz go 
za,odpowiedzialnego, dorosłego  
człowieka.  
Sam westchnął cięŜko.  
- Musisz z nim porozmawiać, Rafe. Musisz go rozgrzeszyć. Pozwolić, 
by wycofał się z tej historii  
nawet w ostatniej chwili.  
Pozwolić mu na wycofanie się z tak waŜnego kontraktu? Zgodzić się, 
by tak brutalnie potraktował  
dziewczynę? No cóŜ, czemu nie? Nie było to w końcu rzeczą tak rzadką 
i niezwykłą. Tak mu się  
przynajmniej zdawało kilkanaście godzin temu. Ale było to, zanIm 
poznał dziewczynę..- której to'  
dotyczyło.  
Kendall bynajmniej nie zamierzała płakać. Doskonale nad sobą 
panowała. Przyjemne to nie było,  

background image

zdawała sobie z tego sprawę. Przyjemne nie było i nawęt trochę bolało. 
Ale na pewno obróci się na  
dobre. Trzeba się tylko przyzwyczaić do tego paskudnego uczucia 
wewnętrznej pustki. I tyle. Z  
czasem wszystko się ułoŜy.  
Potknęła się o kępę mokrej, brunatnej trawy. Rafe wyciągnął rękę, by ją 
podtrzymać, ale odsunęła  
się. Nie potrzebowała niczyjej pomocy. Sama da sobie radę.  
 
 
- Spójrz - zwróciła się do Rafe'a. - Jaki wspaniały zachód słońca.  
-Tak zawsze jest na tym wybrzeŜu.  
Obróciła się szybko i pobiegła w stronę samochodu. - Jestem głodna jak 
wilk!- krzyknęła przez  
ramię.  
- I nie mam przy sobie złamanego grosza. Czy mógłbyś mi postawić 
kolację? - Spojrzała na duŜy,  
przeszklony budynek, stojący na skraju plaŜy.  
Rafe podąŜył oczami za jej wzrokiem. Patrzyła na jeden z 
najekskluzywniejszych hoteli w Marina  
deI Rey. Była tam znakomita restauracja, słynna z doskonałej kuchni.  
- No więc? - upewniła się Kendall.  
Mimo woli uśmiechnął się do niej. Jej entuzjazm był stanowczo 
zaraźliwy. Odczuł przemoŜną  
ochotę dogodzenia jej. Chciał, Ŝeby była szczęśliiwa, Ŝeby jej twarz 
rozjaśniła się uśmiechem.  
- No to idziemy - powiedział.  
Kierownik sali nabrał powietrza w płuca i patrzał ze zdziwieniem na 
wymiętą suknię Kendall i jej  
bose stopy, z których strzepywała na podłogę sporo piasku. Rafe podał 
jej pantofelki, które przyjęła  
jak skarb wyłowiony przez niego z dna oceanu. Kierownikowi sali nie 
podobała się ta dziwna para.  
A juŜ na pewno nie zachwycał go welon, którym Kendall owinęła sobie 
szyję, jej rozczochrane  
włosy i płonące policzki.  
 

background image

- Niech pan nam szybko da dobry stolik - poprosiła. - Jesteśmy bardzo 
głodni.  
Kierownik rozejrzał się bezradnym wzrokiem po sali. Zupełnie nie 
wiedział, co robić. Nie chciał  
naraŜać reputacji swojej ekskluzywnej restauracji.  
- Niech pan się nie martwi - szepnęła Kendall.  

background image

 
- Jesteśmy naprawdę zupełnie normalnymi ludźmi.  
Promienny uśmiech dziewczyny pokonał opory kierownika. Poddał się i 
zaprowadził ich do stolika  
pod oknem, skąd mieli widok na ocean.  
Kelner przyniósł im kartę, ale spojrzawszy na Kendall, pospiesznie się 
oddalił.  
- Dlaczego wszyscy tak dziwnie się zachowują? - zapytała Kendall 
niewinnym głosem. - Patrzą na  
mnie jak na straszydło.  
- Bo panny młode zazwyczaj wyglądają trochę inaczej - roześmiał się 
Rafe.  
- No tak, ale ja nie jestem panną młodą·  
-Twój strój jakby na to wskazuje.  
- Powiedzmy, Ŝe jestem panną młodą, tyle Ŝe niedoszłą·  
Zamilkła i zamyśliła się.  
- Inaczej to sobie wyobraŜałam. Było nawet przyjemnie, ale szczęście 
trwało krótko.  
Nie zastanawiając się, Rafe wyciągnął rękę przez stół i połoŜył ją na 
drobnej dłoni Kendall. Nie  
miał zwyczaju pocieszania ludzi i ten spontaniczny gest  
samego go zdziwił.  
Kendall nie cofnęła dłoni, spojrzała na niego, spodziewając się, Ŝe moŜe 
coś powie. Czuł, Ŝe  
powinie,n to zrobić, ale milczał.  
Mała, wesoła kelnerka podbiegła do ich stolika i zaczęła się przy nich 
krzątać.  
- ŚwieŜo poślubiona para, co? - roześmiała się.  
- Nawet gdyby pani nie miała na sobie ślubnej sukni, łatwo byłoby się 
domyślić, Ŝe przyszliście tu  
prosto od ołtarza. Powinniście się napić szampana. I to koniecznie. 
Nazywam się Molly. Zaraz  
wrócę·  
Nie czekając na odpowiedź, oddaliła się szybkim krokiem.  
-Widocznie stanowimy idealną parę! - roześmiała się Kendall - Czy ty 
jesteś Ŝonaty? - zapytała  
nagle. - Byłem, ale dawno temu się rozwiodłem.  

background image

- Oboje nie mamy chyba szczęścia w miłości - stwierdziła Kendall 
niemal wesoło. - Czasami wierzę  
w przeznaczenie. MoŜe nasze spotkanie nie jest przypadkowe.  
Kelnerka powróciła, niosąc kubełek z duŜą butelką szampana, 
wypełniony kostkami lodu.  
- Jaka dobrana z was para - roześmiała się. Korek strzelił wysoko w 
górę.  
- Będziecie mieli piękne Ŝycie - kontynuowała z entuzjazmem Molly. - 
Zapamiętacie moje słowa.  
Braliście ślub kościelny?  
-Aha - potwierdziła Kendall. - Było pięknie. Cała kaplica w irysach i 
tulipanach.  
Kelnerka westchnęła, rzuciła im nostalgiczne spojrzenie i oddaliła się.  
- Lekko przesadzasz - odezwał się Rafe nieco kwaśnym tonem. - Za 
chwilę zaŜądasz, Ŝebym  
zamówił portret malowany na czarnym aksamicie. To ostatnio bardzo 
modne.  
-Wspaniały pomysł. Na pamiątkę dzisiejszego dnia!.  
- Przykro mi, ale wolałbym z tego zrezygnować.  
Kendall wzruszyła ramionami i wypiła łyk szampana.  
CzyŜby Rafe nie zrozumiał jej Ŝartu? Poczuła ucisk w sercu. Dlaczego 
męŜczyźni przede mną  
uciekają? - zapytała samą siebie. Darren pobił wszystkie rekordy. 
Wykonał odwrót w ostatniej  
chwili. A teraz ten nowo poznany okazywał wyraźne objawy 
nerwowości. CzyŜby się narzucała? A  
moŜe robiła wraŜenie sfrustrowanej panny polującej na męŜa?  
Wzdrygnęła się. Za nic w świecie nie chciała robić wraŜenia kobiety 
niezdolnej do samodzielnej  
egzystencji, potrzebującej męskiej pomocy. PrzecieŜ dawała , sobie 
doskonale radę.  
Molly zjawiła się ponownie, by przyjąć ich zamówienie. Kendall 
poprosiła o homara, a Rafe o  
lososia . z wody i zieloną sałatę.  
Kendall przyglądała się męŜczyźnie znad kieliszka.  
Kim właściwie jest ten obcy, tajemniczy brunet? Dlaczego mu 
zawierzyła? Nigdy w Ŝyciu nie  

background image

czuła się bardziej bezbronna.  
Usłyszała nagle znajomy głos, uniosła głowę i zobaczyła ... Darrena. A 
więc wrócił! Zaraz jej  
wszystko wytłumaczy i ...  
- Darren! - krzyknęła, zerwała się z krzesła i śmiejąc się pobiegła ku 
niemu. Jednocześnie rzuciła  

background image

 
Rafe'owi takie spojrzenie, jak gdyby chciała powiedzieć: Byłeś pewny, 
Ŝ

e on ode mnie uciekł, ale  

pomyliłeś się!  
 
- Darren! - zawołała. - Tu, tu jesteśmy!  
Rafe takŜe wstał, podszedł do niej i chwycił ją mocno za ramię.  
-To nie jest Darren, Kendall - powiedział ostrym tonem.  
Próbowała mu się wyrwać.  
-AleŜ tak - Ŝachnęła się. - PrzecieŜ ...  
MęŜczyzna obrócił się twarzą do niej i wzruszył ramionami. Rafe miał 
rację. To nie był Darren.  
Kendall spuściła głowę, wzdrygnęła się i oparła  
Rafe'a.  
Objął ją opiekuńczym ramieniem. Rozejrzała się dokoła i spostrzegła, 
Ŝ

e ludzie się im przyglądają,  

a szczególnie jej, z niekłamanym zdziwieniem. I nie bez powodu. 
Wyglądała rzeczywiście jak  
wariatka w tej swojej wymiętej, wybrudzonej sukni ślubnej i na domiar 
złego zaczepiała obcych  
męŜczyzn. Co za widowisko! Kendall najchętniej wtuliłaby się jeszcze 
mocniej w ramiona  
Rafe'a,ale zmobilizowała się, wyprostowała, uniosła głowę i posłała 
uśmiech gapią  
cym się na nią ludziom. Po czym powróciła do stolika, usiadła na 
krześle i dumnie się  
wyprostowała.  
 
-Więc co z tobą? - zapytał ją Rafe. - JuŜ w porządku?  
- Oczywiście. PrzecieŜ nic się nie stało. Trochę się zdenerwowałam i 
juŜ mi przeszło. Ale słuchaj, ja  
przecieŜ okropnie wyglądam. To wszystko nie ma sensu. MoŜe byśmy 
juŜ poszli.  
Zaczęła rozgrzebywc1ć widelcem sałatę. Straciła apetyt.  
- Czy ciebie nie Ŝenuje przebywanie ze mną w tej, bądź co bądź, 
eleganckiej restauracji? Moja  
suknia jest w strasznym stanie.  

background image

Rafe przyglądał jej się przez chwilę w milczeniu.  
Wreszcie rzucił serwetkę na stół i odsunął krzesło. . - Zostań tu, wyjdę 
na chwilę i zaraz wrócę.  
Kupię ci jakąś suknię, przebierzesz się i będzie spokój.  
- Co takiego?  
-W holu hotelowym zauwaŜyłem kilka butików z odzieŜą. Podaj mi 
swój rozmiar i powiedz, jaki  
jest twój ulubiony kolo!;?  
Roześmiała się i chwyciła go za rękę. - Nie musisz tego robić. 
Naprawdę.  
- Nie ruszaj się stąd ani na krok. Zaraz wracam - oświadczył i szybko 
wyszedł z sali.  
Rafe od dawna nie kupował damskich fatałaszków. Rozejrzał się po 
rozstawionych w butiku  
manekinach.  
 
- Proszę mi to zapakować - oświadczył, wskazując na 
jaskrawoczerwoną sukienkę. Uznał, Ŝe to  
właśnie ten typ ubioru, w którym powinny gustować przyjaciółki 
Darrena.  
Czekając z kartą kredytową w ręku na paczkę, uśmiechał się mimo 
woli. Zapomniał juŜ, jaką  
przyjemnością jest kupowanie prezentu dla kobiety. Miał nadzieję, Ŝe 
trafił w gust lffedoszłej  
bratowej. Miał teŜ nadzieję, Ŝe zastanie ją tam, gdzie przed chwilą 
pozostawił. .  
Dziwna to była dziewczyna. Trudna do rozgryzienia.  
Zdawała się zmieniać z minuty na minutę.  
Kendall cięŜko przeŜywała swoją poraŜkę. Co do tego Rafe nie miał juŜ 
teraz Ŝadnych wątpliwości.  
Był teŜ pewien, Ŝe poczucie klęski niebawem przemieni się w złość. 
Myśl ta zmroziła go. Jak  
zareagowałaby na wiadomość, Ŝe to on namówił Darrena do ucieczki?  
Szybkim krokiem powrócił do restauracji.  
Kendall zarumieniła się z radości, kiedy podał jej torbę z suknią.  
- Pójdę do toalety i przebiorę się - oświadczyła. Wstała, musnęła 
wargami policzek Rafe'a i  

background image

wymamrotała słowa podziękowania.  
W toalecie nałoŜyła suknię przez głowę, spojrzała w lustro i 
przestraszyła się. CóŜ to była za  

background image

 
wyzywająca kiecka! CzyŜby Rafe sobie z niej zaŜartował? Ale nic to. 
Postanowiła udawać, Ŝe  
wszystko jest w porządku. Jak zabawa to zabawa!  
Wyjęła szpilki z wysoko upiętych włosów i pozwoliła im spłynąć na 
plecy. Z trudem wcisnęła  
ś

lubną suknię do plastikowej torby, w którą zapakowana była ta 

czerwona, i powróciła do jadalni.  
Krokiem pełnym zupełnie nowej determinacji.  
Na jej widok Rafe uśmiechnął się od ucha do ucha.  
Dopiero teraz zorientował się, co zrobił. Rzuciwszy torbę na krzesło 
Kendall stanęła przed nim w  
wyzywającej pozie.  
 
 
- Jak ci się podobam? - zapytała.  
Przyglądał jej się długo, uwaŜnie i z niekłamaną przyjemnością. W 
ś

lubnej szacie wyglądała jak  

piękna, romantyczna dziewczyna, ale wyzywająca, szkarłatna suknia 
przemieniła ją w kobietę z  
krwi i kości, w istną uwodzicielkę. Miękki jedwab lgnął do jej stromych 
piersi, uwypuklał krągłe  
biodra. Co za boskie ciało! Rafe poczuł przyspieszone bicie pulsu.  
- Bardzo mi się podobasz - powiedział wreszcie ,nieco zachrypłym 
głosem. - Ale to bardzo.  
Kendall uśmiechnęła się chłodno.  
- Oczywiście. Kobiety w takich sukniach jak ta zawsze podobają się 
męŜczyznom. KaŜda szanująca  
się prostytutka powinna mieć coś takiego w swojej szafie.  
Ze zdumieniem zrozumiał, Ŝe nie jest zadowolona, ale nie bardzo 
wiedział dlaczego.  
- Czy sądzisz, Ŝe jest troohę zbyt ... - zaczął.  
- Owszem, trochę zbyt - przerwała mu i próbowała podciągnąć nieco 
dekolt, by choć częściowo  
zasłonić piersi - zbyt wulgarna i to stanowczo ...  
Zmarszczył brwi.  

background image

- Czy to znaczy, Ŝe nigdy nie ubierasz się w tym stylu? - zapytał ze 
szczerym zdziwieniem.  
Kendall westchnęła głęboko i zaczęła bębnić palcami po blacie stołu.  
- Ubieram się przewaŜnie w dŜinsy i stare, trykotowe koszulki. Do 
pływania wkładam  
jednoczęściowy kostium i kiedy wychodzę z wody, owijam się wielkim 
ręcznikiem z wyblakłą  
podobizną Jamesa Deana. Niewiele czasu spędzam na rogach ulic. 
Jestem właścicielką szkoły  
pływania - dodała mimochodem.  
Rafe zatrzepotał powiekami.  
- Prowadzisz własną szkołę? - zdziwił się.  
Powoli zaczynało mu się rozjaśniać w głowie. Zdał sobie sprawę, Ŝe ma 
do czynienia z zupełnie  
inną osobą niŜ ta, za jaką dotychczas ją uwaŜał. Co za dureń ze mnie, 
pomyślał. Ta suknia .nie jest  
dla niej. Nadaje się jednak doskonale dla kobiety, jaką opisywał mu 
Darren poprzedniego wieczoru.  
Kobiety coraz to mniej i mniej podobnej do tej, która teraz przed nim 
siedziała.  
Ale co tu ukrywać, wyglądała wspaniale w tej wyzywającej kiecce.  
- Przykro mi, Kendall - powiedział. - Nie znam się na damskich 
toaletach. Po prostu spodobał mi  
się ten kolor. JeŜeli chcesz, to' odniosę ją do butiku.  
- Nie, nie - odparła. - Nie komplikujmy sobie Ŝycia. ChociaŜ szczerze 
mówiąc, wolałam, jak ludzie  
gapili się na mnie, kiedy miałam na sobie ślubną suknię· RozłoŜyła 
serwetkę na kolanach i zabrała  
się do pałaszowania wielkiego homara. Widać powrócił jej apetyt.  
Przyglądał jej się z przyjemnością· Co za bezpośrednia, Ŝywa, 
inteligentna dziewczyna. Gdzie do  
niej Darrenowi?  
-Wiesz, co ci powiem - odezwał się nagle. ~ Myślę, . Ŝe dobrze się 
stało, Ŝeś się go pozbyła.  
-Wiem, wiem. - Nie przerywając jedzenia, skinęła potakująco głową·  
Rafe przyglądał się jej uwaŜnie. ZaleŜało mu bardzo na zrozumieniu jej 
motywacji. .  

background image

-Więc dlaczego zgodziłaś się za niego wyjść? - zapytał.  
Kendall zmruŜyła oczy. Zastanawiała się przez chwilę·  
-Trudno mi to wytłumaczyć. Ale czy ty naprawdę chcesz wiedzieć?  
-O tak!  
Kendall wsunęła do ust kawałek homara, uśmiechnęła się błogo, upiła 
trochę białego wina i  
westchnęła. - Spotkaliśmy się na kursie nurkowania głębinowego.  
- Brałaś lekcje głębinowego nurkowania?  

background image

 
- Nie. Udzielałam ich.  
No tak, to by się zgadzało z obrazem, jaki powoli krystalizował się w 
wyobraźni Rafe'a. Zaczynał  
rozumieć, co mogło łączyć tę niedobraną parę - Ken-  
dall i Darrena. Jego brat uprawiał sporty, ale w grze, jaką jest Ŝycie, 
odgrywał zawsze rolę pionka,  
nie zaś przywódcy. Kochał podróŜe. Czasami pracował na jakiejś 
posadzie. Ale nigdy nie uczył,  
niczym nie zarządzał, niczym i nikim nie kiero'wał. Kepdall zaś ...  
- Darren pobierał u mnie lekcje nurkowania  
- opowiadała Kendall. Ale niezbyt dobrze mu szło.  
Uśmiechnęła się na wspomnienie tamtych dni.  
- Nie mogłam ani na 'chwilę puszczać go samego pod wodę. Musiałam 
go przez cały czas  
pilnować1 bo bałam się, Ŝe w ogóle nie wypłynie.  
Sięgnęła po kieliszek.  
 
 
-Ale umiał mnie rozśmieszać. Zaprosił mnie na przejaŜdŜkę jachtem. 
Bawiliśmy się doskonale.  
Łyknęła trochę wina.  
- Przez kilka tygodni rozmawialiśmy codziennie przez telefon. Miałam 
mnóstwo pracy i nie byłam  
pewna, czy chcę zaczynać z nim coś powaŜnego. Ale przecieŜ go znasz. 
Nie dawał za wygraną.  
Więc zgodziłam się na jedno spotkanie, potem na drugie. Byłam pewna, 
Ŝ

e to się z czasem  

rozejdzie po kościach. Jak wszystkie takie romansiki w dzisiejszych 
czasach.  
Spojrzała na Rafe'a przenikliwym wzrokiem. Zastanawiała się, jak on 
zachowuje się w takich  
sytuacjach.  
-Większość facetów, z którymi się umawiałam, nie kwapiła się do 
nawiązania trwałych stosunków  
- ciągnęła dalej. - Zresztą gdy się osiąga moje lata, poznaje się na ogół 
męŜczyzn, którzy są świeŜo  

background image

po rozwodzie i nie mają ochoty na nowe kajdany. Chcą się trochę 
zabawić i szukać szczęścia gdzie  
indziej.  
Zorientowała się nagle, Ŝe pewnie robi wraŜenie rozŜalonej i 
uśmiechnęła się.  
- Zaczęłam się obawiać, Ŝe mój domowy ogródek zamienia się w 
cmentarzysko byłych romansów zaŜartowała.  
- Zastanawiałam się, czy to moja wina, czy teŜ zwariowanych czasów,w 
jakich  
Ŝ

yjemy.  

Przerwała tyradę przestraszona, czy nie powiedziała za duŜo.  
Przez chwilę jedli w milczeniu. Wreszcie Kendall znów rzuciła okiem 
na Rafe'a. Czuła przemoŜną  
potrzebę wytłumaczenia mu tego, co się stało.  
-Widzisz - powiedziała cicho - zaczynałam podejrzewać, Ŝe jestem 
urodzonym. pechowcem. I  
właśnie wtedy zjawił się Darren. Wesoł~, beztroski Darren. I ni stąd, ni 
zowąd zaproponował mi  
małŜeństwo.  
- Jednym słowem, zgodziłaś się za niego wyjśc tylko dlatego, Ŝe był od 
długiego czasu pierwszym,  
który cię o to poprosił?  
W głosie Rafe'a zabrzmiała lekka nuta sarkazmu. Kendall odłoŜyła 
widelec i sięgnęła po kieliszek ..  
Rafe widać nie dawał za wygraną, ale postanowiła zachować spokój.  
- Nic podobnego - zaprzeczyła. - Po prostu zakochałam się w nim. 
Dlatego zgodziłam się na jego  
propozycję. Poza tym świetnie bawiłam się w jego towarzystwie. 
Pragnęłam być szczęśliwa dodała  
cicho. - To nie jest chyba zbrodnia.  
- Nie, Kendall - odparł Rafe z wyraźną sympatią·  
-To na pewno nie jest zbrodnia.  
Kendall opróŜniła kieliszek, a Rafe napełnił go ponownie z 
przyniesionej przez Molly świeŜej  
butelki. Ogarnęło go uczucie skruchy zmieszanej z lekkim 
przeraŜeniem. Zdał sobie sprawę z tego,  

background image

Ŝ

e popełnił straszny błąd. Nie miał prawa namówić Darrena do 

zerwania z Kendall.  
Zrobił to w pełnym przekonaniu, Ŝe ma rację· Wszystko wydawało mu 
się wówczas jasne i proste.  
Darren był niebieskim ptakiem, absolutnie nie nadawał się na męŜa. A 
Kendall McCormick uznał  
po prostu za jeszcze jedną z korowodu dziewczyn Darrena, która zaszła 
podstępnie w ciąŜę, by  
zmusić go do małŜeństwa. MałŜeństwa z góry skazanego na klęskę. 
Darren na pewno nie chciał się  
Ŝ

enić, ale nie wiedział, jak się z tego wykręcić. W ostatniej chwili 

pojawił się starszy brat, wziął  
sprawy w swoje ręce i namówił go do wycofania się. Podjął się 
załatwienia wszystkiego, nawet  

background image

 
zapłacenia dziewczynie ewentualnego odszkodowania za poniesione 
straty moralne. Jednym  
słowem poratował lekkomyślnego braciszka. Historia jak z głupiego 
komiksu, pomyślał Rafe. Ale  
nawet komiksy zawierają czasami niespodzianki. No cóŜ, starszy brat 
pomylił się i to ,bardzo.  
Trzeba będzie wyciągnąć z tego jakieś wnioski.  
Kendall nie była tuzinkową dziewczyną, zwykłą tlirciarą z gatunku 
tych, z którymi z reguły  
zadawał . się Darren. Była piękną, czarującą kobietą, ze wszech miar 
nadającą się na Ŝonę dla  
prawdziwego męŜczyzny. Prawdopodobnie zrobiłaby z Darrena 
człowieka.  
Rafe zerwał się z krzesła i rzucił serwetkę na stół. - Bardzo przepraszam 
- powiedział szybko. Muszę  
zatelefonować. Zaczekaj na mnie.  
 
-A dokąd miałabym pójść? - uśmiechnęła się Kendall i figlarnie uniosła 
kieliszek.  
Rafe spojrzał na nią uwaŜnie. Mój ty BoŜe, pomyślał, co ja 
wyprawiam? Upiłem ją. Jak idiota  
dolewam jej szampana do kieliszka, li ona jest przecieŜ w ciąŜy. Co się 
ze mną dzisiaj dzieje?  
Wyjął jej kieliszek z ręki tak energicznie, jakby ją ratował od ukąszenia 
jadowitego węŜa, po czym  
wrzucił go do pojemnika z kwiatami, który stał za jej krzesłem.  
-W twoim stanie nie wolno pić alkoholu - mruknął.  
- Czy ty tego nie wiesz? Czy nie czytałaś wyników ostatnich badań na 
ten temat?  
-W moim stanie? - zdziwiła się Kendall. - Hej, co t ty sobie 
wyobraŜasz? PrzecieŜ nie jestem  
pijana. O co ci właściwie chodzi?  
Rafe porwał butelkę ze stołu i wsunął ją do wiaderka z lodem.  
- Nie waŜ się więcej pić. Zaczekaj tu. Zaraz wracam. Kendall patrzyła 
za nim ze zdumieniem.  

background image

Kręciło jej się trochę w głowie i nie bardzo wiedziała, o co temu 
człowiekowi chodzi: Lubiła  
szampana. MoŜe była nawet leciutko wstawiona. Ale co w tym złego? 
Miała chyba prawo upić się  
po takim dniu. Co on sobie właściwie wyobraŜa? śe je.st jej ojcem?  
PokaŜe mu, co potrafi. Sięgnęła po butelkę i uśmiechnęła się od ucha do 
ucha. Napije się, Ŝeby tam  
nie wiem co. Powoli, ostroŜnie, Ŝeby nie uronić ani jednej kropelki, 
przechyliła butelkę i trzymając  
ją oburącz, piła z niej małymi łykami.  
Darrena nie było w domu. Rafe czekał ponad pół minuty, ale nikt nie 
podniósł słuchawki. Gdzie go  
szukać? Gdzie mógł teraz być? Rafe chciał za wszelką cenę naprawić 
swój błąd. Znaleźć brata,  
chwycić go za kark i zawlec do ołtarza, w ostateczności Rod lufą 
pistoletu. Tyle naleŜało się od  
niego tej nieszczęsnej Kendall.  
Ale znalezienie Darrena nie będzie łatwe. Z tego zdawał sobie sprawę. 
Rafe zastanowił się  
pospiesznie nad wszystkimi ewentualnościami i postanowił zadzwonić 
do przyjaciela brata. Sam  
juŜ po pierwszym sygnale podniósł słuchawkę.  
 
- Gdzie, do cholery, jest Darren? - wrzasnął Rafe.  
- Darren? - zająknął się Sam. - Czy to ty, Rafe?  
- Gdzie, do diabła, jest mój brat? - powtórzył pytanie.  
- Nie wiem. Chyba wyjechał.  
- Jak to wyjechał? Dokąd?  
- PrzecieŜ wiesz, Ŝe miał bilety na Hawaje. To miała być podróŜ 
poślubna. Zamienił je na jeden  
bilet do Australii ...  
- I ty pozwoliłeś mu wyjechać?  
- Dlaczego nie? Odleciał godzinę temu. Ale powiedz mi, jak ta jego 
babka zareagowała?  
- Nie mów o niej babka. Kendall McCormick to wspaniała kobieta. Czy 
nie rozumiesz, draniu, Ŝe  
pewnie zrujnowałeś jej Ŝycie?  

background image

- Ja? - oburzył się Sam. - Dlaczego ja? PrzecieŜ ja nic nie zrobiłem.  
Rafe zamknął na chwilę oczy i zacisnął pięść na słuchawce. Muszę się 
uspokoić, pomyślał. Sam ma  
rację. On nic nie zrobił. Po prostu gadał trzy po trzy, powtarzał głupie 
plotki, robił brzydkie aluzje,  
jednym słowem zachowywał się tak jak zawsze. Rafe dobrze go znał. I 
to w końcu nie Sam, ale on  
namówił brata do ucieczki i to w ostatniej chwili, niemal sprzed ołtarza. 
I to on, Rafe, podjął ~ię  
zawiadomienia Kendall o odwołaniu ślubu, o tym, Ŝe męŜczyzna, 
którego kocha, ojciec jej nie  
narodzonego dziecka, puścił ją w' trąbę. Byłoby miło, gdyby moŜna to 
wszystko zwalić na Sama,  

background image

 
ale Rafe dobrze wiedział, Ŝe mu się to nie uda.  
 
- Zrobiłem głupstwo - powiedział cicho. - Gorzej, błąd. A ty się na niej 
nie 'poznałeś.  
Rzucił słuchawkę, wyprostował się i nabrał powietrza w płuca. JuŜ 
wiedział, co musi zrobie.  
Pierwszym jego zadaniem okazało się doprowadzenie Kendall do stanu 
trzeźwości.  
Zastał ją siedzącą na krześle z podciągniętymi kolanami. Piła szampana 
prosto z butelki i nuciła  
jakąś melodyjkę. Przed nią stał talerz z nie dojedzonym homarem.  
 
 
- Hej! - zawołała na jego widok. - Jesteś bardzo fajny, nawet mi się 
podobasz. Wyszłabym chętnie  
za fajnego faceta, takiego jak ty. Na pewno nie postąpiłbyś ze mną tak 
jak Darren, no nie?  
- Kendall - mruknął Rafe. - Opamiętaj się. Jesteś potwornie zalana.  
- NiemoŜliwe - wymamrotała. - Ja nigdy nie piję. Podniósł pustą 
butelkę i spojrzał groźnie na  
dziewczynę·  
-A to co jest? Lemoniada?  
-To szampan - uśmiechnęła się cała szczęśliwa.  
- Bardzo pyszny szampanik. Mam chyba prawo pić na własnym 
weselu?  
Rafe patrzał na nią i czuł się zagubiony. Kendall draŜniła go swoim 
zachowaniem, ale musiał  
przyznać, Ŝe jest diablo czarująca. Co z nią zrobić? PrzecieŜ nie mógł 
jej w tym stanie zawieźć do  
domu swoim otwartym sportowym wozem. Trzeba jej będzie wynająć 
pokój w hotelu. '  
- Idziemy - powiedział stanowczo i rzucił na stół kilka banknotów. - 
Wiem, Ŝe miałaś cięŜki dzień szepnął.  
- Jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. W gruncie rzeczy' masz prawo 
upić się jak bela.  
Ale nie wolno ci tego robić. Ze względu na dziecko.  

background image

- Na dziecko? - zdziwiła się, rozglądając się dokoła.  
- Jakie dziecko?  
- No dobrze, chodźmy juŜ, wynajmiemy pokój.  
Próbowała się wyprostować, ale nogi ugięły się pod nią·  
Rafe otoczył ją ramieniem. Oparła się o niego z uczuciem wielkiej ulgi. 
Uniosła głowę, spojrzała  
mu w oczy .  
- No juŜ, idziemy - powiedział lekko drŜącym z podniecenia głollem. - 
Weź się w garść,  
dziewczyno. - Robię, co mogę - odparła. - Ale kręci mi się  
trochę w głowie.  
Zaprowadził ją do holu, asystował przy załatwieniu formalności 
meldunkowych, co poszło jej  
stosunkowo gładko i dopiero gdy czekali na windę, załamała się· Nogi 
ugięły się pod nią, o mały  
włos nie upadła. Rafe rozejrzał się dookoła i mimo obecności kilku 
osób podniósł ją i po prostu  
przerzucił sobie przez ramię.  
Przez chwilę milczała, moŜe nawet zasnęła. Ale tuŜ przed nadjechaniem 
windy odezwała się nagle i  
to tak  
. głośno, Ŝe słychać ją było w całym holu.  
- Dlaczego mnie dźwigasz, Rafe! - zawołała.  
- Bo jesteś zalana - odparł rzeczowo.  
Nadjechała winda, z której wysypała się spora grupa ludzi. Na ich 
widok Kendall oŜywiła się  
jeszcze bardziej.  
-Wcale nie jestem zalana - krzyknęła mi cały głos. - Pijani śpiewają 
piosenki. Hej, Rafe, a moŜe  
zaśpiewałbyś coś ze mną?  
- Nie teraz - powiedział, jak mógł najspokojniej.  
- Zgoda, więc tylko pomacham tym miłym państwu - zgodziła się 
Kendall.  
Drzwi windy zsunęły się. Kendall i Rafe znaleźli się w niej w 
towarzystwie niemłodego  
małŜeństwa, które przyglądało się im z niesmakiem.  
- Hej. - Kendall uśmiechnęła się do nich.  

background image

- Czy pani źle się czuje? - zainteresowała się kobieta, wpatrując się w 
Kendall badawczym  
wzrokiem.  
- Panie - zwróciła się po chwili do Rafe'a. - Co pan właściwie wyrabia z 
tą dziewczyną?  
Rafe westchnął głęboko. Tylko tego brakowało.  

background image

 
-Wiem, Ŝe to dziwnie wygląda - zaczął.  
- Bardzo dziwnie - przerwała mu kobieta. - Wygląda na to, Ŝe pan ją 
spił, a teraz niesie ją pan do  
swojego .pokoju i to wbrew jej woli.  
- Nic podobnego - tłumaczył się Rafe.  
Winda zatrzymała się, drzwi rozsunęły się i, ku wściekłości Rafe'a, 
okazało się, Ŝe wścibska bąba i  
jej mąŜ wysiadają na tym samym piętrze.  
- Niech się pan wstydzi - powfedziała kobieta, dotrzymując kroku 
Rafe'owi,który ruszył korytarzem  
niemal biegiem.  
Zatrzymał się przed drzwiami jednego z pokojów, poszukał klucza i 
zabrał się pospiesznie do  
otwierania drzwi.  
Pchnął je i postawił Kendall na nogi. Trzeba ją było jednak podtrzymać, 
bo osuwała się i o mały  
włos nie upadła.  
- Niech pani wejdzie do środka - zapraszała swoją rozmówczynię. - 
Opowiem pani całą moją  
historię· Pewnie znajdzie się jeszcze trochę szampana.  
- MoŜe innym razem - przerwał jej Rafe i stanowczym ruchem zamknął 
drzwi.  
-A ja chciałam jej opowiedzieć o' moim ślubie - Ŝaliła się Kendall 
płaczliwie.  
- Nie było Ŝadnego ślubu - odparł Rafe zniecierpliwionym tonem. - Czy 
ty juŜ nic nie pamiętasz? .  
Ciemne oczy Kendall napełniły się łzami i nieszczęsny Rafe 
natychmiast poŜałował swoich słów.  
Znów narastało w nim współczucie dla tej dziewczyny. Obawiał się, Ŝe 
jeŜeli będzie musiał jej  
dotknąć, to...  
Nie miał jednakŜe wyboru. Kendall zatoczyła się gwałtownie, więc 
Ŝ

eby utrzymać ją na nQgach,  

objął w talii. Ona zaś przylgnęła do niego i chwyciła go za klapy 
marynarki.  

background image

- No juŜ, nie gniewaj się - szepnął, wdychając zapach jej dyskretnie 
uperfumowanych wspaniałych  
włosów.  
Przepraszał ją w duchu za to, Ŝe znalazła się w tej przykrej sytuacji, do 
której się przyczynił, za to,  
Ŝ

e dopuścił, by się upiła. W ogóle za wszystko.  

A Kendall szlochała cicho, tuliła się do niego jak dziecko, on zaś 
głaskał ją po głowie i zastanawiał  
się, jak ją pocieszyć.  
Zaniósł ją na łóŜko. Wypłakała się, pomyślał, to jej na pewno dobrze 
zrobi i teraz szybciutko  
zaśnie. LeŜała rzeczywiście prawie nieruchomo, z zamkniętymi oczami, 
i wyglądała bardzo  
kusząco. Co za dureń z Darrena, Ŝeby zrezygnować z takiej 
dziewczyny. Ale to dobrze. PrzecieŜ nie  
zasługiwał na nią, to pewne.  
ZauwaŜył, Ŝe czerwona suknia była stanowczo za ciasna w talii i Ŝ 
pewnością uciskała ją.  
Wydawało mu się, Ŝe dziewczyna zbyt płytko oddycha, więc 
postanowił zdjąć z niej sukienkę.  
Sięgnął za jej plecy i szybkim ruchem rozsunął błyskawiczny zamek. 
,Następnie ściągnął z niej  
suknię i obrócił dziewczynę delikatnie na bok.  
Rzucił jedwabną szatkę na fotel i nachylił się nad łóŜkiem, by zakryć 
Kendall kołdrą. I wtedy go  
zamurowało. Widok jej nagiego ciała był jak cios pięścią w splot 
słoneczny.  
Bo teŜ Kendall była niezwykle piękna. Długie, gęste włosy tworzyły 
ramę wokół jej twarzy i  
ramion. Powieki miała zamknięte, na ustach\ błogi uśmieszek, skórę 
aksamitną, smagłą, tylko piersi  
spętane koronkowym staniczkiem prześwitywały przezeń alabastrową 
bielą. Miała krągłe biodra,  
wąską talię, płaski brzuch, nie wykazujący najmniejszego śladu ciąŜy, i 
długie, smukłe nogi.  
Paznokcie palców jej stóp połyskiwały róŜowym lakierem.  

background image

Rafe dosłownie stracił oddech. Z wysiłkiem wciągnął powietrze w 
płuca. Stał jeszcze przez minutę,  
wpatrując się w cudowne ciało dziewczyny, wreszcie sięgnął po kołdrę 
i nakrył ją starannie.  
Otrząsnął się, podszedł do telefonu i połączył się z portiernią.  
- Chciałbym zamówić samochód na jutro rano - powiedział, wyciągając 
z kieszeni kartę kredytową.  
- Na moje nazwisko. Ale odbierze go pani McCormick.  
Następnie napisał karteczkę do Kendall, zawiadamiając ją, Ŝe ma do 
dyspozycji samochód. Wyjął z  
portfela kilka banknotów dwudziesto dolarowych i wsunął je pod 
kartkę·  
W tej samej chwili usłyszał ziewnięcie. Spojrzał w kierunku łóŜka i 
zobaczył, Ŝe Kendall juŜ nie  
ś

pi. Siedziała oparta o poduszki i przecierała oczy.  

background image

 
- Rafe? - zawołała.  
Podszedł do niej i delikatnym ruchem poprawił jej kołdrę·  
- Spróbuj zasnąć, Kendall - powiedział, gładząc jej policzek grzbietem 
dłoni.  
Nagle zarzuciła mu ręce na' szyję i przylgnęła do niego.  
- Cały pokój wiruje - szepnęła. - Trzymaj mnie mocno.  
- Nie, Kendall. Musisz się teraz przespać.  
-Trzymaj mnie, proszę cię. Bardz? cię potrzebuję·  
Rafe wiedział, Ŝe to, do czego dąŜy Kendall, jest dla nich obojga 
zgubne, ale mimo Ŝe był silnym  
męŜczyzną, tak silnej pokusie oprzeć się nie zdołał. Przyjął więc to, co 
mu ofiarowywała.  
Zakosztował jej słodyczy, wchłonął w siebie jej namiętność, pieścił ją i 
tulił do siebie, wreszcie  
poddał się jej.  
CóŜ to 'była za dziewczyna. Miała smak rosy poranka i zapach dzikiej 
róŜy. Była więcej niŜ  
kobietą· Była wcieleniem kobiecości, pełnej nieokreślonego 
niebezpieczeństwa i jeszcze czegoś, co  
nie dawało się zdefiniować. Pragnął jej i bał się jej zarazem. Wiedział, 
Ŝ

e jej nigdy całkowicie nie  

posiądzie, ale przynajmniej przez tę krótką chwilę mógł cieszyć się 
tym, co mu dawała ...  
Wsunęła ręce pod jego koszulę i przesuwała je po jego torsie.  
- Kochaj mnie, Rafe - szeptała. - Bardzo cię pragnę. Kochaj mnie.  
Był jak zahipnotyzowany. Wiedział, Ŝe powinien wstać i uciec jak 
najdalej, ale nie starczało mu sił.  
Jej dłonie parzyły mu skórę. Lgnęła do niego, przyciągała do siebie z 
całych sił.  
Nigdy w Ŝyciu nie miał takiej kobiety. Sięgała po niego śmiało i bez 
najmniejszego wahania.  
Ogarnęło go dzikie poŜądanie. Serce waliło mu jak młotem, krew 
szumiała w skroniach.  
Wiedział, Ŝe powinien oderwać się od niej, Ŝe to, co robią, jest 
szaleństwem. PrzecieŜ Kendall jest  

background image

kobietą Darrena. I na pewno wcale go nie pragnie, chce jedynie 
zapomnieć o tym, co jej się  
przytrafiło. Traktuje go jak narkotyk, jak odtrutkę na swoje 
nieszczęście. Jak kielich szampana.  
Poza tym, czy godzi się kochać z kobietą, która jest w ciąŜy z jego 
bratem?  
Ta ostatnia myśl dodała mu sił i pozwoliła mu oderwać się od niej. 
Wysuwał się powoli. z ramion  
Kendall, nie zwaŜając na jej pomruki protestu. Przysunął krzesło do 
łóŜka, usiadł, zaczął ją  
łagodnie głaskać po głowie i szeptać jej do ucha uspokajające słówka. 
JuŜ po chwili mruczała jak  
kot i trochę pochlipywała, wreszcie usnęła jak zmęczone dziecko.  
Jeszcze ponad godzinę siedział przy niej, głaszcząc po włosach, patrzył, 
jak jej pierś unosi się w  
rytmicznym oddechu, i rozmyślał nad sytuacją, w jakiej się znalazł. 
Szaleństwo! To prawda, ale  
jakoś nie mógł zdobyć się na skruchę. Wszystko, co mógł zrobić, to 
przyrzec sobie solennie, Ŝe to,  
co działo się tu przed chwifą, juŜ nigdy się nie powtórzy.  
ROZDZIAŁ DRUGI  
 
-To mi wcale ne wygląda na Hawaje.  
Kendall wypowidziała te słowa w kilka sekund po przebudzeniu się w 
obcym pokoju, pełnym  
obitych welurem mebli i oklach zasłoniętych cięŜkimi storami z 
brokatu.  
Rozejrzała się wokół. Powoli zaczęła sobie wszystko przypominać.  
A więc zaraz, jakto właściwie było? Długi, niski sportowy samochód. 
Wysoki, przystojny, młody  
mętczyzna. Typowy twardziel. Bieg przeŜ plaŜę. Szampan.  
No i męskie ramima, otaczające jej talię, dłonie głaszczące jej włosy, 
lsta muskające jej szyję,  
skronie, policzki.  
CzyŜby stało się to co ... ?  
Odrzuciła kołdrę, Ŝeby stwierdzić, co ma na sobie. Okazało się, Ŝe 
biustonosz i majteczki. To ją  

background image

trochę pocieszyło. MoŜe jedlak sprawy nie posunęły się za daleko.  
Głowa bolała ją okopnie. Z trudem przypomniała sobie imię tego 
człowitra. Rafe. No tak. Ale  
nazwisko? Nie miała pojęcia. Musiał być znajomym Darrena, skoro 
przyjechał na ślub.  
Był sympatyczny i szalenie opiekuńczy. Ale dlaczego się nią zajął, 
dlaczeg( pomógł jej w  
ucieczcze? No i gdzie podział się tel tajemniczy nieznajomy? Nie było 
go w pokoju.  
Zobaczyła na stolikujakieś papiery, wstała i zrobiła kilka ostroŜnych 
kroków. CóŜ to takiego?  
Pieniądze i karteczka z wiadomością, Ŝe został dla niej wynajęty 
samochód.  

background image

 
RóŜne obrazy przebiegały jej przed oczami: męska dłoń na jej ramieni\l, 
usta na jej policzku ...  
Przymknęła powieki i zatkała sobie uszy. Nie! Nie będzie teraz o tym 
myślała! Była niemal pewna,  
Ŝ

e nic naprawdę waŜnego między nią a tym człowiekiem nie zaszło. 

Trzeba tylko uwaŜać, Ŝeby taka  
sytuacja się nie powtórzyła.  
Poszła do łazienki i wzięła gorący prysznic. Umyła włosy i zaczęła się 
zastapawiać nad tym, co na  
siebie włoŜyć. Na ziemi leŜała zmięta suknia ślubna, a na krześle ta 
okropna szkarłatna kiecka,  
którą Rafe kupił jej" w hotelowym butiku.  
Cofając się w stronę łóŜka, potknęła się o jakiś leŜący na ziemi 
przedmiot. Nachyliła się z trudem i  
podniosła męski portfel. Był to portfel Rafe'a, zawierający prawo jazdy 
ze zdjęciem.  
Ucieszyła się nawet. Będzie miała pretekst do skontaktowania się z 
nim.  
Przejrzała zawartość portfela. Znalazła liczne wizytówki, jakieś 
pokwitowania i sporo pieniędzy.  
 
 
- Powinieneś być ostroŜniejszy, bracie - wymamrotała. Raz jeszcze 
obejrzała prawo jazdy i  
przeczytała nazwisko. Raphael Tennyson.Jakśe to moŜliwe? Ach tak, 
więc Rafe jest bratem  
Darrena?  
Darren nigdy nie przedstawił jej starszego brata i niewiele nim mówił. 
Wydawało jej się, Ŝe trochę  
się go boi. Jej niedoszły mąŜ nie miał właściwie Ŝadnej stałej pracy, a 
Raphael był juŜ szefem duŜej  
korporacji. Darren zazdrościł bratu, ale jednocześnie był z niego 
dumny.  
Raphael Tennyson. Tak, to na pewno był on i na pewno takŜe wiedział, 
dokąd uciekł młodszy  
braciszek.  

background image

Krew zagotowała się w niej na wspomnienie zwierzeń, jakie czyniła 
temu człowiekowi, pełna  
zaufania do niego. Płakała na jego ramieniu, upiła się jego szampanem. 
BoŜe, co, za wstyd! A on  
nie puszczał pary i teraz prawdopodobnie siedzi gdzieś z Darrenem i 
opowiada mu dokładnie, jak  
zareagowała na ten koszmarny numer, jaki jej wyciął. Co za łajdak!  
Palce Kendall zacisnęły się na portfelu. Jej przepastne ciemne oczy 
zmruŜyły się jak "!l kota. O tak,  
to wielki łajdak! I zapłaci za ws:z;ystko, co jej zrobił!  
-Telefon do pana, na drugiej linii ...  
Rafe przemierzał szybkim krokiem wielki, przeszklony hol, ozdobiony 
nowoczesnymi  
marmurowymi rzeźbatni." Oczy miał cŜerwone z braku snu i zimne jak 
stal, pięści zaciśnięte.  
- No, no - powiedziała energiczna blondynka, kierowniczka hali 
maszyn, do dziewczyny  
obsługującej kopiarkę. - Nasz lew musiał wbić sobie cierń w łapę. Czy 
znajdzie się ktoś na  
ochotnika, kto mu go usunie?  
- Grace, skreśl wszystkie moje spotkania na następną godzinę - polecił 
sekretarce, gdy tylko wszedł  
do swojego gabinetu. "7 Trzeba " będzie wykonać kilka telefonów.  
- Słucham pana.  
- Kogo mamy w Australii? - zapytał ją Rafe.  
W półtorej godziny później musiał dać za wygraną.  
Nikt nie miał pojęcia o miejscu pobytu Darrena. Znalezienie go było 
najprawdopodobniej po prostu  
niemoŜliwe. A tymczasem rada nadzorcza zebrała się w sali 
konferencyjnej i jej członkowie z  
niecierpliwością czekali na pana dyrektora.  
Rafe pobieŜnie przejrzał leŜącą na jego biurku pocztę, ale myślami był 
zupełnie gdzie indziej. Nie  
opuszczał go obraz nieszczęsnej, samotnej Kendall, skulonej na 
hotelowym łóŜku. Tej smukłej,  
kruchej dziewczyny, ubranej tylko w koronkowy staniczek i wąziutkie 
bikini. Odczuwał nie znane  

background image

mu dotąd uczucie tkliwości.  
Trzeba wziąć się w garść i zająć bieŜącymi sprawami, powiedział sobie. 
Opamiętaj się, człowieku.  
Zatrzymał wzrok na dwóch fotografiach, stojących na jego biurku. 
Jedna przedstawiała małą,  
jasnowłosą dziewczynkę o nieśmiałym uśmiechu i róŜowych 
policzkach. Druga, nieco młodszą,  
smutną raczej, o ciemniejszych włosach i czarnych przepastnych 
oczach. Były to jego córeczki,  
sześcioletnia Cami i czteroletnia Tori.  
Tyle kłopotów. śycie wydało mu się nagle strasznie skomplikowane. 
Gdyby udało mu się odnaleźć  
Darrena, mógłby przynajmniej pozbyć się jednego ze swoich 
problemów, mianowicie problemu  
Kendall.  

background image

 
- Panie Tennyson, czekają na pana - odezwała się Grace.  
-Wiem, wiem - mruknął Rafe. - Proszę ich zawiadomić, Ŝe za chwilę 
będę.  
- Pani McReady bardzo się niecierpliwi.  
- Proszę powiedzieć tej starej wiedźmie, Ŝeby ...  
- ... zaczekała na pana razem z innymi członkami rady.  
- Proszę nie kończyć za mnie moich myśli - warknął Rafe.  
Brutalność jego reakcji zaskoczyła Grace, ale nie dała tego po sobie 
poznać. Skinęła wyniośle  
głową i opuściła pokój. .  
Rafe skrzywił się. śałował, Ŝe dał się ponieść temperamentowi. To nie 
było w jego stylu. Ale wyda.  
rzenia dwóch ostatnich nocy nadszarpnęły mu nerwy. Zrobił coś, co 
było w raŜącej sprzeczności z  
jego Ŝelaznymi zasadami. Dął się mianowicie wciągnąć w cudze 
sprawy. Nie dopuścił do ślubu,  
zrujnował Ŝycie dwojgu ludziom, wywołał wielkie zamieszanie. Od 
dwóch dni nie był w firmie.  
Ponadto zgubił gdzieś portfel. Przez cały ten czas spał najwyŜej cztery 
godziny.  
Poza tym był zupełnie pewny, Ŝe nie odnajdzie spokoju, dopóki nie 
rozmówi się z Darrenem i nic  
ustali z nim jego dalszego postępowania w stosunku do Kendall.  
W pół godziny później Grace oderwała wzrok od maszyny do pisania i 
jej oczom ukazała się  
dziwna postać. Stała przed nią młoda kobieta z ostrym makijaŜem na 
twarzy, w białych jedwabnych  
pantofelkach na nogach, wciśnięta w zbyt wąską i stanowczo zbyt 
wydekoltowaną suknię.  
Wyglądała na tancerkę z podrzędnego lokalu, na pewno nie na 
interesantkę powaŜnych instytucji.  
 
- Czy jest pan Tennyson? - zapytała.  
- Pan Tennyson jest w tej chwili na zebraniu. Czy pani jest z nim 
umówiona?  

background image

-Więc Rafe jest zajęty? - zmartwiła się dziewczyna. Grace zaczęła 
gorączkowo zastanawiać się nad  
sytuacją. Rafe Tennyson nie zwier:zal się nikomu. Miało to zapewne 
coś wspólnego z jego dziećmi,  
które po rozwodzie sąd przyznał matce. Stojąca przed nią ładna młoda 
kobieta mogła stanowić  
kłucz do zagadki, jaką było prywatne Ŝycie s/.efa. NaleŜało się nią 
zająć.  
- Pan Tennysoń jest na posiedzeniu rady nadzorczej - powiedziała więc 
do Kendall. ...l. Zechce pani  
spocząć i zaczeka.ć. Być moŜe uda mi się skontaktować panią z nim w 
ciągu przerwy obiadowej.  
- Nie mam czasu - odparła młoda kobieta, zmruŜyła oczy i zerkntrła na 
drzwi prowadzące do sałi  
konferencyjnej.  
- Czy tam odbywa się to zebranie? - zapytała. Grace w mig 
zorientowała się w sytuacji i szybko  
zerwała na nogi.  
- O nie, tam pani nie wejdzie! - krzyknęła.  
-Tak pani myśli?  
Grace była wprawdzie szybka, ale nie doceniła Kendall. Ta podbiegła 
do drzwi, pchnęła je  
energicznie i wkroczyła na salę krokiem zwycięskiego gladiatora. 
Rozejrzała się po obecnych i  
skinęła im głową na powitanie.  
- Kendall! - wykrzyknął Rafe na jej widok, przerywając przemówienie 
w pół słowa.  
-We własnej osobie - odparła Kendall z uśmiechem.  
Stanęła przed stołem konferencyjnym w dość wyzywającej pozie, 
podkreślonej jeszcze jej  
przyciasną czerwoną suknią. Czte1,'ej siedzący tam męŜczyźni 
wpatrywali się w nią z nie  
ukrywanym zainteresowaniem, zaś dwie kobiety z wyraźną 
dezaprobatą. Właśnie tego spodziewała  
się Kendall. Z przyjemnością przyglądała się speszonej twarzy Rafe'a, 
który widać oczekiwał  
najgorszego. .  

background image

Kendall przywitała się podaniem ręki z naj bliŜej siedzącymi członkami 
rady,  
-Witam państwa. Nazywam się Kendall McCormick. Wiem, Ŝe jesteście 
państwo bardzo zajęci,  
toteŜ postaram się moŜliwie jak najszybciej załatwić sprawę, jaką mam 
do waszego  
przewodniczącego.  
Pochyliła się i zniŜyła głos, jak gdyby chciała powierzyć tym ludziom 
jakąś tajemnicę.  
- Jest to sprawa osobista, ale wiem, Ŝe wszyscy jesteście bliskimi 
przyjaciółmi Rafe'a, więc chyba  
mogę mówić szczerze. NieprawdaŜ, Rafe?  
Rafe był bardzo zdenerwowany. Mógł albo wezwać straŜników i kazać 
ją siłą usunąć., albo  

background image

 
przerzucić ją sobie przez ramię, tak jak poprzedniego wieczoru, i 
wynieść na korytarz. Ŝadne z tych  
wyjść nie wydawało mu się dobre. Postanowił więc czekać i nic nie 
robić.  
 
- O co chodzi, Kendall? - odezwał się, przybierając marsową minę, 
.która zazwyczaj wprowadzała  
w panikę jego sekretarki, nie mówiąc o młodszym personelu. ..:. Czym 
mogę ci słuŜyć?  
Uśmiechnęła się, ale to go wcale nie uspokoiło.  
W jej oczach czaiło się coś, czego dotychczas nie zauwaŜył.  
- Kochanie ... - Uśmiechnęła się znowu, tym razem jeszcze przymilniej. 
- Zostawiłeś w pokoju  
hotelowym portfęl. LeŜał pod łóŜkiem. Musiał wypaść ci z kieszeni, 
kiedy ... NiewaŜne.  
Przyniosłam ci go jak najprędzej, bo myślę, Ŝe jest ci potrzebny.  
Rzuciła portfel na stół.  
- Dziękuję. - Rafe zdobył się na uprzejmość.  
Ale Kendall nie zamierzała bynajmniej na tym skończyć.  
- JeŜeli chodzi o pieniądze, które mi zostawiłeś ... - zaczęła.  
Sięgnęła za dekolt, wyciągnęła plik banknotów i rzuciła je wysoko w 
powietrze. Opadły na stół  
niczym duŜe zielone konfetti.  
- Rafe jest bardzo szczodry - zwróciła się do zebranych dokoła stołu 
ludzi.  
Milczeli zaŜenowani, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.  
- Kochanie - ciągnęła Kendall słodkim głosem.  
- Nie musisz mi płacić za to, co robiliśmy w nocy. Byłeś w tym tak 
dobry, Ŝe właściwie ja  
powinnam cię wynagrodzić.  
Popatrzyła znacząco na wszystkich obecnych.  
- On potrafi nawet z pustej tubki wycisnąć mnóstwo pasty do zębów - 
szepnęła.  
Rafe spojrzał na nią jak na wariatkę·  
- Kendall - jęknął.  

background image

- JuŜ idę - powiedziała Kendall wesoło. - Nie odprowadzaj mnie. Sama 
znajdę drogę·  
Odwróciła się na pięcie i kołysząc biodrami opuściła salę·  
Rafe spojrzał bezradnie na Grace. Ta zaś odczuła małą satysfakcję. 
Pierwszy raz w Ŝyciu zobaczyła  
w oczach szefa wyraz zakłopotania.  
-Trzeba przyznać - powiedziała śmiało - Ŝe ta młoda osoba wie, jak 
wykonuje się spektakularne  
wejście. No i wyjście teŜ - dodała: po chwili.  
Rafe otworzył usta, Ŝeby jej odpowiedzieć, ale zagłuszył go gwar 
oburzonych głosów członków  
rady, którzy jak gdyby obudzili się z hipnozy.  
- Co za bezczelność ...  
- Doprawdy, Rafe, z jakimi kobietami się zadajesz .....  
- Co ona miała na myśli z tą pastą do zębów? Mów!  
- Czy doszło do tego, Ŝe chodzisz do prostytutek? Twój ojciec 
przewraca się w grobie ... a matka!  
Nagle rozległ się, energiczny głos pani McReady i wszyscy inni 
umilkli.  
- Zamknijcie się, na litość boską. Czyście wszyscy zidiocieli? Ta 
dziewczyna nie jest prostytutką.  
Stuknęła laską w blat stołu.  
- Ona mi się bardzo podoba. Jest to urocza młoda kobieta z wielkim 
temperamentem i odwagą.  
Zwróciła się do Rafe'a, groŜąc mu palcem.  
- Leć za nią, idioto. Nie daj jej odejść. MoŜe ona cię nareszcie rozrusza. 
Jesteś od dłUŜszego czasu  
tak sztywny i nudny, Ŝe patrzeć na to nie moŜna.  
Rafe gąpił się przed siebie pustym wzrokiem. Nie słyszał nic, co do 
niego mówiono. Myślał  
wyłącznie o tym, Ŝe Kendall jest na niego wściekła i Ŝe nie ma pojęcia 
dlaczego. Kobiety obraŜają  
się na męŜczyzn o najdziwniejsze rzeczy. To fakt. Coś niecoś o tym 
wiedział. Przysiągł sobie, Ŝe  
odnajdzie ją i dowie się, co chodzi.  
Westchnął głęboko i opuścił głowę na piersi. Wczoraj postanowił, Ŝe 
będzie się trzymał od niej z  

background image

daleka, przynajmniej do chwili, kiedy uda mu się skłonić Darrena do 
poślubienia jej. Teraz sytuacja  
się zmieniła. Trzeba będzie odszukać tę zwariowaną dziewczynę i 
wyjaśnić, o co jej chodzi.  
zamknął posiedzenie i powrócił do swojego gabinetu. _ Grace - 
powiedział do sekretarki. - Połącz  
mnie ze szkołą pływania Kendall McCormick. Nie wiem, gdzie się 
mieści, i nie znam numeru  

background image

 
telefonu. Ale zrób coś.  
Grace z wysiłkiem powstrzymała się od okazania  
swojego rozbawienia.  
 
 
-Tak jest, szefie - odparła. - Zrobi się·  
Kendall głęboko wdychała przesycone chlorem powietrze. Od ścian 
basenu odbijały się wesołe  
dziecięce głosy. Woda pluskała. Pompa huczała. Czuła się znowu w 
swoiim Ŝywiole.  
_ Od dzisiaj zabieram się znów ostro do roboty _ powiedziała. - 
Skończyłam z zabawą raz na  
zawsze.  
- Mogłabym zabić tego wstrętnego Darrena - oburzyła się Kim, 
księgowa, kierowniczka zakładu i  
najlepsza przyjaciółka Kendall, z trzaskiem zamykając księgę 
rachunkową. - Zrobił ci okropne  
ś

wiństwo.  

W niecałe dwie godziny później przed biurkiem Kim stanął wysoki, 
przystojny młody męŜczyzna.  
Najprawdopodobniej przyszedł, Ŝeby zapisać swoje dzieciaki na lekcje 
pływania - uznała i  
uśmiechnęła się do niego uprzejmie.  
 
- Czym mogę panu słuŜyć? - zapytała.  
Spojrzał na nią wyrazistymi niebieskimi oczami.  
- Chciałbym się zobaczyć z panną Kendall McCormick - odparł 
głębokim, melodyjnym głosem.  
Kim z trudem przełknęła ślinę i opuściła powieki.  
-W tej chwili nie mogę jej poprosić - wyjąkała z trudem. - Prowadzi 
lekcję·  
- Czy mogę tam wejść i popatrzeć? - zapytał uprzejmie.  
- Oczywiście - odparła Kim. - Proszę za mną. Zerwała się szybko ze 
stołka, przeprowadziła  
męŜczyznę przez krótki korytarz i otworzyła drzwi prowadzące na 
'basen. Nie była to aŜ tak skomplikowana  

background image

droga, by wymagała przewodnika, ale Kim poczuła przemoŜną chęć 
przysłuŜenia się  
temu przystojnemu młodemu człowiekowi.  
- Oto ona. - Kim wskazała na Kendall, która była zresztą jedyną 
instruktorką na basenie. - Niech  
pan przysiądzie na ławce i poczeka na koniec lekcji. To potrwa nie 
dłuŜej niŜ dziesięć minut.  
Młody człowiek podziękował jej, Kim opuściła go raczej niechętnie i 
jeszcze ze trzy razy obejrzała  
się, zanim zamknęła za sobą drzwi.  
Rafe zaś skoncentrował się na widoku Kendall, która stała po pas w 
wodzie, otoczona sześcioma  
dzieciakami, chłonącymi kazde jej słowo. Włosy miała zaplecione w 
gruby warkocz, którego  
koniec był lekko zanurzony w wodzie niczym pędzelek w farbie. 
Prowadziła w tej chwili ćwiczenia  
oddechowe. Demonstrowała je rytmicznie wydymając i wciągając 
policzki. Rozbawione tym  
dzieciaki pękały ze śmiechu. Rafe chętnie zrobiłby to samo. Podziwiał 
jej umiejętność obchodzenia  
się z malcami. Robiła to doskonale.  
Z przyjemnością przyglądał się jej wdzięcznym ruchom. Poruszała się 
w wodzie jak syrena, jakby  
była w swoim Ŝywiole. Podziwiał jej piękne ramiona, smukłą szyję, a 
gdy uniosła głowę i spojrzała  
na niego, poczuł się jak raŜony piorunem.  
Kendall nie uśmiechnęła się, wydało mu się, Ŝe go nie poznała. 
Zwróciła się znów ku dzieciom,  
całkowicie ignorując jego obecność. Nie podobał mu się wyraz jej 
twarzy. Miała trochę przeniŜone  
i raczej zmęczone oczy. JakŜe miło byłoby wziąć ją w ramiona - 
pomyślał - pocieszyć, całować do  
utraty tchu. JednakŜe instynktownie wiedział, Ŝe nie zostałoby to 
przychylnie przyjęte.  
Otrząsnął się więc i powiedział sobie, Ŝe nie ma do niej Ŝadnych praw. 
No, ale ponosi przecieŜ  

background image

pewną odpowiedzialność za jej losy, co zawdzięczał swojemu 
braGiszkowi, który zaszył się nie  
wiadomo gdzie.  
Patrzył więc Rafe na Kendall i oddawał się niewesołym myślom. 
Będzie musiał dbać o to, Ŝeby nie  
stała się jej krzywda i jednocześnie trzymać się od niej z daleka. 
Wiedział, Ŝe łatwo mu to nie  
przyjdzie. Jej widok burzył jego wewnętrzny spokój. Nie był  
I pewny, czy potrafi być blisko niej i nawet jej nie dotknąć.  
Wreszcie lekcja skończyła się i dzieci pobiegły do szatni. Kendall 
wyszła z wody i owinęła się  
ręcznikiem. Powoli zbliŜała się do ławki, na której siedział Rafe.  
Stanęła o dwa stopnie niŜej od niego, tak Ŝe patrzyli sobie prosto w 
oczy. ZauwaŜył gładkość jej  

background image

 
skóry, lekkie drŜenie jędrnych mięśni. Za kaŜdym razem, pomyślał, 
wydaje mi się piękniejsza.  
 
- Co tu robisz? - zapytała go chłodnym tonem.  
- Przyglądam ci się - odparł.  
Kendall cofnęła się o krok. Potrzebne mi są bariery a nie mosty, 
pomyślała.  
- Oddałam ci portfel. Czego jeszcze chcesz?  
- Pokoju na całym świecie. Własnej druŜyny futbolowej. Gwiazdki z 
nieba.  
Chciał dodać: I ciebie. Ale powstrzymał się· Kendall jednak jakby 
domyśliła się tych nie. wypowiedzianych  
słów, a moŜe podziałało na nią jego przenikliwe spojrzen.ie, albowiem 
nagle  
zarumieniła się po nasadę włosów.  
SpesŜyło ją to potwornie. Co, się ze mną dzieje? - pomyślała. Nie 
rumienię się od lat. Nachyliła  
się, Ŝeby coś podnieść z ziemi.  
- Nic z tego nie mogę ci dać - powiedziała szybko.  
-Więc idź sobie i rozejrzyj się gdzie indziej. MoŜe ci się uda.  
- Powiedz, jak się czujesz, Kendall? - zapytał nagle z wielką powagą.  
- Ja? Doskonale. A co? Nie widać tego?  
-Wyglądasz wspaniale - odparł cicho.  
BoŜe, Ŝeby się tylko znowu nie zarumienić. Kendall szybko usiadła 
obok Rafe'a i owinęła się  
ciasniej ręcznikiem.  
-A więc ty i Darren rzeczywiście jesteście braćmi  
- powiedziała, przyglądając mu się uwaŜnie.  
-Tak. Rzeczywiście. Ale nie przyszedłem tu po to, Ŝeby o tym 
rozmawiać.  
Kendall przyglądała mu się z boku. Nie mogła go w Ŝaden sposób 
rozgryźć.  
- Powiem ci szczerze - odezwała się wreszcie - Ŝe bardzo trudno mi w 
to uwierzyć. Nie jesteście w  
ogóle do siebie podobni. Zachowujecie się inaczej, wyglądacie maczej.  
- Jesteśmy z· róŜnych matek - wyjaśnił Rafe krótko.  

background image

Jego oczy zgasły. Widać było, Ŝe nie jest zadowolony z obrotu, jaki 
przyjęła rozmowa.  
- Moja matka była pierwszą Ŝoną ojca. Zakochali się w sobie jeszcze w 
szkole średniej, a potem  
ona pracowała, by umoŜliwić mu wyŜsze studia. Rozwiódł się z nią dla 
matki Darrena.  
- Która oczywiście była od niej młodsza.  
- Oczywiście.  
No tak, to tłumaczyło róŜnice ich osobowości i wyglądu. Kendall miała 
ochotę na postawienie mu  
wielu pytań, ale powstrzymała się. Nie chciała wytwarzać atmosfery 
zaŜyłości pomiędzy sobą a  
Rafe'em. Postanowiła sobie, Ŝe nie będzie się na. razie zadawała z 
męŜczyznami, co wydało jej się  
w tej chwili łatwe do zrealizowania. Większość męŜczyzn, jakich znała, 
nie pociągała jej w  
najmniejszym stopniu. Gdyby teraz zjawił się Darren, odrzuciłaby go 
bez wahania. JednakŜe  
osobowość Rafe'a podwaŜyła nieco to niezłomne postanowienie. Było 
w nim coś bardzo  
atrakcyjnego. To stanowcze spojrzenie niebieskich oczu, ta męska 
twarz o wyrazistych  
regularnych rysach. Całowała się z nim poprzedniego wieczoru i dobrze 
to zapamiętała. A i on  
chyba teŜ nie zapomniał.  
Trzeba mu się oprzeć za wszelką cenę, mówiła sobie stanowczo. 
Interesowanie się jego Ŝyciowymi  
problemami na pewno w tym nie pomoŜe. KendaII dodawała samej 
sobie odwagi, jak mała  
zabłąkana w ciemności dziewczynka.  
Ten facet moŜe się stać twoją zgubą, powtarzała sobie raz po raz. .  
- Dlaczego tak się na mnie boczysz? - zapytał ją Rafe.  
CzyŜby czytał w jej myślach?  
- Bo nie powiedziałeś mi, kim jesteś. Nabrałeś mnie. Łudziłam się, Ŝe 
będę mogła się oprzeć na  
tobie, zwierzyć ci się, poprosić o pomoc. A tymczasem okazałeś się 
bratem Darrena ...  

background image

- Czy gdybyś od razu o tym wiedziała, postąpiłabyś inaczej? Czy 
zmieniłoby to sytuację?  
- Owszem. Zaczęłabym cię nienawidzić o dwadzieścia cztery godziny 
wcześniej.  
Roześmiał się krótko, ale szczerze.  
- Nie moŜesz mnie nienawidzić tylko dlatego, Ŝe mam brata. To przeczy 
wszystkim regułom gry.  
Ale masz prawo gniewać się, jeŜeli chcesz, na cały świat. I na mnie teŜ, 
jeŜeli sprawia ci to ulgę.  

background image

 
- Jestem rzeczywiście bardzo zła. - Kendall postanowiła być z nim 
szczera. - Gniewam się na ciebie  
pewnie dlatego, Ŝe nie mam pod ręką Darrena.  
Skinął głową na znak zrozumienia.  
- Powiem ci prawdę - odezwała się znów po chwili. - Trochę Ŝałuję, Ŝe 
zrobiłam wczóraj tę scenę w  
twoim biurze. Zemsta bywa słodka, ale czasami dziecinna.  
- Nie peszę się łatwo - odparł Rafe - ale nie będę krył, Ŝe mnie 
zaskoczyłaś. Zupełnie oniemiałem.  
Słowa nie mogłem z siebie wydobyć. Jeszcze teraz wydaje mi się, Ŝe to 
był sen.  
-Ale przyznasz, Ŝe zabawny - roześmiała się Kendall. - Przypomnij 
sobie miny tych ludzi.  
Rafe uśmiechnął się mimo woli.  
- Zniszczyłaś moją reputację.  
- Doprawdy? No to się cieszę. Co za banda nadętych durniów. Na 
pewno byli oburzeni.  
Nagle spowaŜniała.  
- Mam nadzieję, Ŝe nie stracisz przeze mnie posady? - zaniepokoiła się. 
.  
Rafe zapragnął nagle objąć ją mocno i przytulić. Wcale nie była taka 
harda, za jaką pragnęła  
uchodzić. .  
- Nie, Kendall. Jestem tam szefem i mam bardzo mocną pozycję. Nie 
mogliby się mnie pozbyć,  
nawet gdyby tego bardzo chcieli. .  
- No to świetnie.  
Kendall natychmiat poŜałowała, Ŝe wykazała troskę o jego posadę. 
Oczy ich spotkały się. Ona  
odwróciła się szybko. Nie chciała, Ŝeby zadzierzgnęła się między nimi 
nić sympatii. Nie chciała,  
by zbliŜyli się do siebie, znaleźli przyjemność w rozmowie.  
 
 
- Kiedy wróciłam do domu, odtworzyłam nagraną wiadomość od 
twojego brata.  

background image

- Co mówił?  
- Spróbuję ci to dokładnie zacytować ... "Hej, mała, przykro mi, Ŝe 
nawaliłem z tym ślubem.  
Próbowałem się wywiązać, ale strach był silniejszy ode mnie. Teraz 
uciekam daleko stąd. Muszę  
pozbierać myśli. Jak wrócę, to zaraz zadzwonię. Aha, gdyby potrzebne 
ci były pieniądze na  
pokrycie wydatków za przyjęcie i takie róŜne, to skontaktuj się z moim 
bratem, Raphaelem. Albo  
po prostu wyślij mu wszystkie rachunki. On się tym zajmie. Ciao, 
kochanie."  
- Naprawdę to wszystko powiedział? - zdumiał się Rafe, chociaŜ dobrze 
wiedział, Ŝe to prawda.  
-Tak jest. Nie skasowałam taśmy. MoŜesz ją sobie przesłuchać.  
Wierzył kaŜdemu jej słowu. Ale coraz trudniej było mu zrozumieć, 
dlaczego taka dziewczyna jak  
Kendall mogła się zakochać w Darrenie.  
- Posłuchaj, Kendall- powiedział powaŜnie. - Zapłacę wszystkie jego 
naleŜności. Co do grosza.  
Powiedz mi tylko, ile to wynosi.  
Kendall spojrzała na niego zimnym, twardym wzrokiem.  
- Niepotrzebne mi pańskie pieniądze, panie Tennyson. Moi rodzice 
pokryją wszystkie koszta.  
Wstała i zaczęła zbierać się do wyjścia.  
- Musisz juŜ iść. Za chwilę mam następną grupę uczniów.  
Rafe zobaczył po drugiej stronie basenu kilkoro dzieci i rodziców.  
- Zjedz ze mną dzisiaj kolację - zaproponował.  
- Chyba zwariowałeś!  
Rafe podniósł na Kendall swoje przenikliwe jasne oczy. No tak. Na 
pewno zwariował. Powinien się  
przecieŜ trzymać od niej z daleka. Powinien, w razie konieczności, 
kontaktować się z nią wyłącznie  
przez telefon. JeŜeli się z nią umówi, zaprosi na kolację, zostanie z nią 
sam na sam ... Dobrze  
wiedział, co się wtedy stanie. I ona to takŜe wiedziała.  
No, ale przecieŜ zwariował. I nic na to nie mógł poradzić.  

background image

Bardzo cię proszę. Umów się ze mną, jeŜeli masz wolny wieczór. 
Musimy koniecznie porozmawiać:  
.  
- JuŜ porozmawialiśmy. Wszystko jest chyba jasne.  
Kendall obróciła się i ruszyła ku szatni. Serce waliło jej jak młotem. 
Miała straszną ochotę na  
kolacyjkę z Rafe'em, ale rozum mówił jej, Ŝe powinna unikać go za 
wszelką cenę.  
- Kendall, zaczekaj!  

background image

 
Rafe chwycił ją za ramię, obrócił ku sobie i zajrzał jej w oczy. Zobaczył 
w nich ten sam lęk, który  
zauwaŜył pierwszego dnia.  
 
- JeŜeli go znajdę i sprowadzę, to czy zgodzisz się wziąć z nim ślub? - 
zapytał gniewnie.  
Nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie, ale musiał je postawić.  
Kendall zdawała się bardzo zaskoczona.  
- Co takiego?  
- Czy dałabyś Darrenowi jeszcze jedną szansę?  
- Rafe, o co ci właściwie chodzi? - zdenerwowała się Kendall.  
- Rozpocząłem poszukiwania - oświadczył. - Wynająłem prywatnego 
detektywa.  
- Prywatnego detektywa? - Kendall chwyciła się za serce i odetchnęła 
głęboko. Próbowała za  
wszelką cenę odzyskać równowagę.  
-Tak jest. A kiedy go odnajdzie, zamknę was w pokoju, przekręcę klucz 
w zamku i ...  
- O nie! - krzyknęła Kendall i cofnęła się o kilka kroków. - Za Ŝadne 
skarby świata nie zgodzę się  
juŜ nigdy rozmawiać z Darrenem Tennysonem.  
Rafe zastąpił jej drogę.  
-Ale powiedz, czy go jeszcze kochasz.  
- Czy go kocham? - Kendall spojrzała na Rafe'a płonącymi oczami. Jej 
nastrój zmienił się  
całkowicie. W jej oczach nie było juŜ lęku, tylko złość, naj 
prawdziwsza złość. - Nie mówmy o  
miłości. To bujda. Czyś ty na przykład choć raz w Ŝyciu kogoś 
naprawąę kochał?  
_ Uspokój się, Kendall. - Rafe był zaskoczony jej gwałtowną reakcją. - 
Nie potrzebuję wykładów  
na temat miłości.  
_ A moŜe jednak? - Kendall wydawała się być w swoim Ŝywiole. - Czy 
ty wiesz, co to jest miłość?  
Czy ktokolwiek coś o niej wie? Czy moŜna ją włoŜyć pod mikroskop i 
dokładnie zbadać? Czy  

background image

moŜna rzucić ją na ekran i przeanalizować?  
Rafe słuchał słów dziewczyny, zafascynowany jej temperamentem. 
Przypomniał sobie sytuacje, w  
których to on przekonywał swoje partnerki w mniej więcej tych samych 
słowach o nieokreślonej  
naturze miłości. Zupełnie niedawno siedział w swoim srebrno-
błękitnym mercedesie w  
towarzystwie uroczej blondynki i tłumaczył jej, Ŝe nikt nie jest pewien, 
czy miłość istnieje. Zbijał  
wszystkie jej argumenty. Wtedy zdawało mu się, Ŝe stosuje znakomitą 
strategię· Teraz te same  
opinie, wypowiadane ustami Kendall, przemieniły się w niemądrą 
racjonalizację.  
_ Miłość ma wiele wspólnego z rozczulaniem się nad sobą - ciągnęła 
Kendall. - Jedno i drugie  
osłabia człowieka i robi z niego szmatę·  
_ Skończ z tym tematem - zaproponował Rafe.  
- Przynajmniej na dziś.  
_ No dobrze, ale powiedz mi tylko, czy jesteś w kimś zakochany.  
Rafe westchnął. CóŜ, trudno, trzeba będzie jej odpowiedzieć chociaŜby 
po to, Ŝeby jak najszybciej  
skończyć tę rozmowę·  
- Nie - odparł krótko.  
-A czy kiedyś byłeś zakochany?  
- Jeden raz. Tak mi się przynajmniej zdawało ..  
-No i co?  
Oczy Rafe'a pociemniały. JakŜe niechętnie mówił swoich prywatnych 
sprawach.  
- KendalI - powiedział z irytacją. - Nie mam ochoty stać nad basenem i 
opowiadać ci historii  
mojego małŜeństwa.  
KendalI zorientowała się, Ŝe przeciągnęła strunę.  
- Masz rację - odparła pospiesznie. - Przepraszam cię. Nie zamierzałam 
wyciągać cię na  
zwierzenia. Zastanawiałam się akurat w tej chwili nad istotą tego, co 
nazywamy miłością. Myślę,  

background image

Ŝ

e jest to często coś, co sobie po prostu wmawiamy. A jeszcze częściej 

coś, co imputujemy innym.  
Co za gorycz, ile cynizmu w tej dziewczynie, pomyślał Rafe. Pamiętał, 
Ŝ

e zaraz po swoim  

rozwodzie był w podobnym nastroju. KendalI na pewno zupełnie 
inaczej odnosiła się do tych  
spraw, zanim Darren wyciął jej ten paskudny numer.  
Ale w gruncie rzeczy nie Darren, ale on, Rafe, zrobił jej to. Trzeba 
będzie wytłumaczyć jej to  

background image

 
wszystko, powiedzieć całą prawdę, ale przecieŜ nie tutaj.  
Wciągnął KendalI do budki ratownika, Ŝeby choć przez chwilę być z 
nią sam na sam.  
 
 
- Słuchaj - powiedział pospiesznie - jest tyle spraw, które muszę z ~obą 
omów~ć. Nie chciałbym,  
Ŝ

eby ci się coś złego stało.  

- Nic złego mi się nie stanie - zapewniła go, patrząc nań ze 
zdziwieniem.  
- Czy ty się dobrze odŜywiasz? Czy pijesz mleko?  
- Co takiego?  
- No bo musisz teraz na siebie uwaŜać.  
Dotknął przelotnie jej policzka.  
- Będzie ci cięŜko w najbliŜszych miesiącach. Chciałbym cię moŜliwie 
jak najczęściej widywać.  
KendalI przyglądała mu się z rosnącym zainteresowaniem. Ten dziwny 
człowiek chciał jej  
niewątpliwie dać coś do zrozumienia, ale co? Był podenerwowany. 
Ostatecznie to, Ŝe jego brat  
zostawił ją na lodzie, nie było jego winą. Nie powinien się czuć za to 
odpowiedzialny. Była  
przecieŜ pełnoletnia i na, pewno da sobie radę bez jego pomocy.  
- Na najbliŜsze miesiące - odparła - mam mnóstwo nowych planów. I 
daruj mi, ale nie ma wśród  
nich miejsca na Ŝadnego z braci Tennysonów.  
Rafe speszył się, ale natychmiast odzyskał pewność siebie. Był 
przekonany, Ŝe KendalI robi dobrą  
minę do złej gry i udaje bohaterkę. Pocieszał się, Ŝe ona niebawem 
straci tę swoją sztuczną krzepę·  
Wtedy będzie go potrzebowała, a on natychmiast przybiegnie z 
'pomocą.  
Dlaczego on na mnie tak dziwnie patrzy, zastanawiała się Kendall. 
Zaczęła mieć tego serdecznie  
dość. Obróciła się na pięcie i ruszyła ku drzwiom, lecz zatrzymała się 
nagle. Przypomniało jej się,  

background image

Ŝ

e ma do niego jeszcze jedną sprawę. Spojrzała mu śmiało w oczy.  

- Przy okazji chciałabym cię zapytać, co właściwie robiliśmy tamtej 
nocy w hotelu, bo nic a nic nie  
pamiętam.  
- Nic nie pamiętasz?  
- No, prawie nic.  
Nie mógł się oprzeć ochocie poŜartowania sobie trochę·  
- Czy to znaczy, Ŝe nie pamiętasz, jaki byłem dobry?  
KendalI zbladła.  
- Chyba nie ... ?  
- ... kochaliśmy się, chciałaś powiedzieć, prawda?  
I nagle zrobiło mu się przykro. Głupie Ŝarty, pomyślał.  
- Nie martw się, Kendall - powiedział szybko.  
-Atakowałaś mnie wprawdzie bardzo energicznie, ale jakoś się 
wybroniłem.  
Speszyła się, Ŝe zawiodło ją poczucie humoru. Obróciła się na pięcie i 
oddaliła pospiesznym  
krokiem.  
Kendall wróciła z werwą do pracy, tak Ŝe nawet nie zauwaŜyła, kiedy 
Rafe odszedł. Postanowiła  
zapomnieć o tamtej nocy. Nie jestem w końcu podlotkiem, pomyślała, 
muszę się pozbierać, ułoŜyć  
sobie Ŝycie i skreślić ze swoich planów tego człowieka.  
Na razie nie wiedziała jeszcze, co dalej zrobi ze sobą. Zastanawiała się 
nad tym intensywnie przez  
resztę dnia i cały wieczór. MałŜeństwa w ogóle nie brała w rachubę. 
Wszystkie przyjaźnie z  
męŜczyznami, jakie nawiązywała w minionych dziesięciu latach, 
kończyły się niczym. Postanowiła  
skreślić te sprawy raz na zawsze.  
Zwątpiła w istnienie miłości.  
- Nie chcę juŜ Ŝadnego męŜczyzny w swoim Ŝyciu - powiedziała do 
siebie samej półgłosem. MoŜna  
być całkiem szczęśliwą bez nich.  
Zanim spotkała Darrena, była w końcu całkiem zadowolona ze swojej 
egzystelłcji. Lubiła pracę,  

background image

miała wielu przyjaciół. Rozwijanie szkoły pływania, zdobywanie 
nowych uczniów, prowadzenie  
kursów dla dzieci, tworzenie zespołu zawodników zadowalało ją 
całkowicie.  
Znała wiele zamęŜnych młodych, kobiet, bardzo nieszczęśliwych z 
wybranymi przez siebie  
męŜczyznami. A jej było dobrze samej. MoŜna by mieć co 'prawda i 
jedno, i drugie - przyjemną  
 

background image

 
pracę i dobrego, stałego partnera Ŝyciowego, ale na razie zadowoli się 
tym, co ma. To powinno  
wystarczyć.  
Ale czy wystarczy?  
W kaŜdym razie postanowiła trzymać się z dala od braci Tennysonów. 
To sobie solennie przyrzekła.  
W kilka dni póŜniej Kendall rozmawiała przez telefon z męŜczyzną o 
wyraźnym południowym  
akcencie, który pragnął zaangaŜować ją do udzielania lekcji pływania 
dwóm dziewczynkom w  
jego prywatnym basenie kąpielowym. Zgodziła się przyjeŜdŜać tam 
codziennie przez dwa  
tygodnie o trzeciej godzinie i juŜ notowała jego adres, kiedy nagle 
odezwał się w niej dzwonek  
alarmowy. Było coś w tym głosie ...  
 
-A więc, panie Smith, ma pan dwie córeczki?  
_ Tak jest. Nazywają się Cami i Tori. Cari ma sześć lat, Tori cztery i 
Ŝ

adna z nich nie potrafi się  

nawet utrzymać na powierzchni wody.  
Taak? Kendall spojrzała na wypisane VI, notesie nazwisko, które podał 
jej klient. Zawracanie  
głowy. Lipne nazwisko. Lipny akcent. Nagle wszystko stało się dla niej 
jasne.  
- Rafe Tennyson, przestań się wygłupiać! Nastąpiła chwilz: ciszy, po 
czym rozmówca Kendall  
odezwał się z jeszcze silniejszym niŜ przedtem południowym akcentem.  
- O co pani chodzi?  
_ DajŜe juŜ spokój, Rafe. Dlatego Ŝe nie chcę przyjąć twojego 
zaproszenia na kolację, próbujesz  
ś

ciągnąć mnie do swojego domu za pomocą głupiego kłamstwa o 

dwóch małych dziewczynkach,  
którym potrzebna jest nauka pływania?  
_ Chwileczkę. Ta część jest prawdziwa. Ja rzeczywiście mam dwię 
córeczki. I Ŝadna z nich nie  
umie pływać.  

background image

Kendall zamyśliła się. To prawda, Ŝe go unika, ale powinien dobrze 
wiedzieć, Ŝe jedynym  
sposobem na pokonanie dziwnej sympatii, jaką do siebie czuli, jest 
niewidywanie się. Powinien po  
prostu zapomnieć o jej istnieniu. Mało brakowało, a zostaliby 
członkami rodziny, ale to się nie  
udało, więc lepiej trzymać się z daleka. Dlaczego ten człowiek nie chce 
się z tym pogodzić?  
- Jest mnóstwo innych instruktorek pływania. Zwróć się d.o którejś z 
nich.  
- Kiedy ja chcę ciebie. Obserwowałem cię wczoraj z dzieciakami. 
Właśnie takiej nauczycielki  
potrzebują moje dzieci. Kilka miesięcy temu straciły matkę. Od 
niedawna mieszkają ze mną. Mam  
wielki basen za domem, a Ŝadna z nich nie czuje się bezpiecznie w 
wodzie. Mówię powaŜnie,  
Kendall. Boję się o nie.  
Kendall potrząsnęła głową. Kto go tam wie? MoŜe próbuje po prostu 
wzbudzić jej współczucie.  
Powiedział jej, Ŝe jest rozwiedziony, ale nie wiedziała, Ŝe ma pod 
opieką dzieci. Nie było w tym nic  
nadzwyczajnego. ChociaŜ jeŜeli ich matka rzeczywiście niedawno 
umarła i pozostawiła mu te dwa  
małe stworzenia, to sytuacja mogła być. skomplikowana.  
-To ty naprawdę masz dwie córeczki?  
- Daję ci słowo honoru. No i co, nauczysz je pływania?  
- Zaproponuję ci coś. Przyjadę do was w poniedziałek, zrobię im próbną 
lekcję i potem  
zobaczymy? W porządku?  
- Bardzo się cieszę, Kendall.  
Nie ukrywany triumf w jego głosie zirytował ją.  
Był zadowolony, Ŝe udało mu się wmanewrować ją w tę sprawę.  
- Rafe - zdenerwowała się - jeŜeli to ma SIę przyczynić do pogodzenia 
mnie z Darrenem, to  
ostrzegam ...  
- Nie, nie - przerwał jej Rafe pospiesznie. - Nie mam nawet pojęcia, 
gdzie on jest. Nie widziałem  

background image

go od ...  
- Od dnia naszego niedoszłego ślubu? To dobrze. Ale uprzedzam cię, Ŝe 
gdybym się zorientowała,  
Ŝ

e Darren . był u ciebie w ciągu ostatnich kilku dni, to mnie juŜ nigdy 

nie zobaczysz.  
ROZDZIAŁ TRZECI  
Nadszedł poniedziałek. W miarę zbliŜania się do posesji oznaczonej 
numerem, który podał Rafe,  
Kendall jechała coraz to wolniej i wolniej. Musiała przyznać sama 
przed sobą, Ŝe ponowne  
 

background image

 
spotkanie z tym człowiekiem napawało ją niepokojem. Szczerze 
mówiąc, bała się go trochę.  
Dom Rafe'a znajdował się na końcu ślepej uliczki.  
Była to piękna rezydencja, otoczona starymi dębami. Trudno było na 
pierwszy rzut oka zorientować  
się, ile akrów obejmowała cała posiadłość, ale była raczej rozległa i 
gęsto zalesiona. Kendall  
zatrzymała samochód u stóp podjazdu.  
Bardzo to imponujące, oceniła. ZamyśIila się trochę.  
Prawdę mówiąc mobilizowała siły.  
Wreszcie postanowiła wziąć byka za rogi - śmiało zajechała przed 
wejściowe drzwi i wtedy kątem  
oka zobaczyła małą jasnowłosą dziewczynkę, buszującą w gęstych 
krzakach.  
Kendall zorientowała się natychmiast, Ŝe mała obserwuje ją z 
bezpiecznego, jak się jej zdaje,  
ukrycia. .Udała więc, Ŝe jej nie zauwaŜyła, podjechała kawałek drogą 
pod górę i zatrzymała się za  
zakrętem. Szybko wysiadła z wozu i ruszyła w dół, próbując wypatrzyć 
kryjące się w krzakach  
dziecko.  
Natychmiast natknęła się nie na jedną dziewczynkę, lecz dwie. Obie 
dźwigały kolorowe szkolne  
plecaczki.  
 
 
-Podwieić was? - zaproponowała.  
Podskoczyły ze strachu, wrzasnęły na cały głos i objęły się mocno.  
- Hej, uspokójcie się - uśmiechnęła się Kendall. - Przyjechałam na 
zaproszenie waszego ojca. A wy  
jesteście Cami i Tori. . .  
Skinęły głowami i przyglądały się jej szeroko otwartymi oczami.  
- Nazywam się Kendall McCormick. MoŜecie mówić do mnie Kendall. 
Przyjechałam, Ŝeby was  
nauczyć pływania. Dlaczego przede mną uciekacie? Ładne te wasze 
plecaczki. Co w nich macie?  

background image

Dziewczynki spojrzały po sobie z lękiem, po czym starsza z nich 
podniosła wzrok na Kendall.  
- Ubranie - powiedziała - i trochę herbatników.  
-Ach tak? - Kendall pokiwała głową z powagą.  
-Więc postanowiłyście uciec z domu.  
Spuściły główki i milczały.  
Kendall przygryzła górną wargę i udała, Ŝe zastanawia się nad sytuacją.  
-Wiecie co? - odezwała się po chwili. - Skoro przyjechałam z tak daleka 
na tę lekcję, to wróćcie ze  
mną na górę. Uciekniecie sobie trochę później. Zgoda?  
Starsza z dziewczynek podeszła nieco bliŜej.  
- Kiedy my nie chcemy lekcji pływania - powiedziała śmiało. - Tori boi 
się, Ŝe pani kaŜe jej  
skoczyć do głębokiej wody. A ona boi się głębokiej wody.  
Młodsza z dziewczynek wpatrywała się w Kendall wielkimi 
przeraŜonymi oczami. Kendall  
wyczuwała fizycznie barierę, jaką to dziecko się otoczyło." Niełcitwo 
będzie ją sobie zjednać,  
pomyślała, ale miała wprawę w obchodzeniu się z trudnymi dziećmi.  
-Tori posiedzi sobie dzisiaj na schodkach i w ogóle nie wejdzie do 
wody - oświadczyła. - Chyba Ŝe  
sama to poprosi.  
- Słowo honoru? - dopytywała się Cami i spojrzała na siostrzyczkę. - 
Czy słyszałaś, co ona  
powiedziała?  
Ciemna główka Tori pochyliła się na znak zgody, ale jej oczy pozostały 
powaŜne.  
- No to chodźcie - zawołała Kendall i .wyciągnęła ręce do dziewczynek. 
- Strasznie jestem ciekawa  
waszego basenu.  
Pobiegły z nią, podskakując co chwila, by dotrzymać jej kroku. .  
- Mamy zjeŜdŜalnię i urządzenie do robienia fal - pochwaliła się Cami.  
- Ja u siebie nic takiego nie mam. Szczęściary z was.  
Wpuściła dziewczynki na tylne siedzenie i zanim zamknęła drzwiczki 
samochodu, wsunęła głowę  
do środka i uśmiechnęła się do nich wesoło i serdeczme.  

background image

- Powiedzcie prawdę, czy dlatego chciałyście uciec z domu, Ŝe Tori boi 
się głębokiej wody?  
Cami spojrzała na Tori, która skinęła głową·  
- Uciekamy od taty - szepnęła Cami po chwili.  
- My go nie lubimy.  

background image

 
Kendall poczuła się tak, jak gdyby otrzymała cios w głowę. JakŜe to 
moŜliwe, Ŝeby dziewczynki  
tak bardzo nie lubiły Rafe'a? Bywał wprawdzie dość denerwujący i 
trochę zarozumiały, ale na  
pewno nie zasługiwał na tak wrogie uozucia. Zrobiło jej się go bardzo 
Ŝ

al. Ale juŜ po chwili  

ogarnęła ją złość. Czym aŜ tak zraził sobie własne dzieci?  
 
- Dlaczego go nie lubicie? - zapytała.  
- Bo jest wstrętny - oświadczyła Cami.  
Widać było, Ŝe zwierzenie się Kendall ze swoich zmartwień przynosi 
jej ulgę·  
- KaŜe nam ciągle siedzieć w domu. Wrzeszczy na nas. Tori nie chce 
się kłąść do łóŜka, dopóki jest  
jasno, a on nas do tego zmusza. Ton chce spać w namiocie, a on jej nie 
pozwala. Pani McReady  
chciała nam podarować małego kotka, to jej zabronił.  
Więc Tori postanowiła, Ŝe uciekniemy. .  
Kendall spojrzała na milczącą Ton, która spokojnie słuchała Ŝalów 
siostry.Takie ładne dziewuszki,  
pomyślała Kendall, ubrane w gustowne, uszyte z dobrych materiałów 
sukienki, kupione zapewne w  
najlepszych sklepach, mieszkające we wspaniałym domu, w 
ekskluzywnej dzielnicy, a ich  
zmartwienia są takie same, jak zmartwienia wszystkich innych 
dzieciaków. Tyle Ŝe one mają  
dodatkowy powód. Była niemal pewna, Ŝe w gruncie rzeczy w ogóle 
nie znają swojego ojca.  
 
 
- Dokąd zamierzałyście uciec? - zapytała jakby mimochodem.  
Zapadło milczenie i Kendall poŜałowała swojego pytania. Dziewczynki 
naj prawdopodobniej nie  
zastanawiały się jeszcze nad tą sprawą. Jedyna osoba, która dawała im 
poczucie bezpieczeństwa i  

background image

która je kochała, odeszła na zawsze. Straciły matkę w jakŜe młodym 
wieku, były całkowicie  
bezbronne.  
Ojciec powinien był dołoŜyć wszelkich starań, by wynagrodzić im tę 
stratę. Kendall miała zamiar  
porozmawiać z nim na ten temat. Na razie postanowiła wywiązać się ze. 
swojego zadania.  
Basen okazał się wspaniały. Miał kształt nerki, wypełniony był błękitną 
wodą i wyłoŜony róŜnokolorowymi  
kamykami. Mały wodospad nadawał mu charakter jeziorka, 
wyłaniającego się z leśnej  
dolinki. Nie był przystosowany do wyczynowego pływania ani nawet 
do powaŜnego treningu, ale  
wyglądał wspaniale.  
Namówiła dziewczynki, Ŝeby powoli weszły do basenu od jego płytkiej 
strony i od razu  
zorientowała się, Ŝe nie mają pojęcia, jak zachowywać się w wodzie. 
Kaźała im łagodnie poruszać  
rękami, rzuciła im kilka razy piłkę, aŜ przyzwyczaiły się do nowej 
sytuacji. Po kilkunastu minutach  
spostrzegła, Ŝe Rafe przygląda się im z drewnianej platformy.  
Zasmucił ją widok tego człowieka tak obcego dla własnych dzieci, nie 
znającego ich problemów,  
ich marzeń. CzyŜby go nie interesowały? Miała nadzieję, Ŝe tak nie jest.  
W tej chwili Rafe rzeczywiście nie' myślał szczególnie intensywnie o 
swoich dzieciach. Skupiał się  
całkowicie na widoku Kendall.  
Przypomniał sobie, jak wyglądała w świetle lampki nocnej, kiedy 
rozbierał ją tamtej nocy, i  
przeszedł go silny dreszcz. W tej kobiecie było coś szatańskiego. Co 
ona ze mną robi, do stu tysiący  
diabłów, pomyślał.  
Wiele miał w swym Ŝyciu kobiet i to kobiet pięknych, seksownych, 
dających męŜczyźnie poczucie  
władzy, przy których czuł się jak król Ŝycia. Ale wszystkie one działały 
na jego ciało i nie  
penetrowały jego duszy. Tylko Kendall, tylko ona jedna.  

background image

Działo się tak na pewno dlatego, Ŝe nie mógł jej mieć i to za Ŝadną 
cenę. Nosiła pod sercem dziecko  
jego brata, co zamykało mu drogę do niej raz na zawsze.  
Postanowił odnaleźć Darrena, sprowadzić go do kraju i zmusić do 
poślubienia Kendall. Ale sama  
myśl o tym, Ŝe Darren będzie ją trzymał w ramionach, przyprawiała 
Rafe'a o szaleństwo.  
Usłyszał jej śmiech i jęknął z cicha. Nie trzeba jej było zapraszać. Ale 
przecieŜ musiał ją mieć na  
oku. To było absolutnie konieczne.  
Oderwał się od barierki i poszedł w głąb domu.  
Postanowił zabrać się do pracy, choć wcale nie był pewien, czy mu się 
to uda.  
Kiedy lekcja się skończyła, Kendall pomogła dziewczynkom wytrzeć 
się i nałoŜyć podomki. Opowiadała  
im przy tym zabawne anegdoty. Cami rozśmieszyła do Ŝywego, ale na 
buzi Tori wywołała  
 

background image

 
tylko blady uśmieszek.  
 
- Czy pani będzie codziennie przychodziła? - zapytała Cami z nie 
ukrywaną nadzieją.  
- . Z wyjątkiem niedziel. W porządku? Cami skinęła entuzjastycznie 
głową.  
- No to na razie nie będziemy uciekały - przyrzekła.  
- MoŜe później - dodała po chwili.  
-Więc do jutra - poŜegnała się Kendall.  
Ruszyła szybko w stronę domu. Muszę wywołać wilka z lasu, 
pomyślała, nie ma. innego wyjścia;!  
. Pokojówka zaprowadziła ją do gabinetu Rafe'a. Siedział za biurkiem i 
przeglądał jakieś papiery.  
Kiedy drzwi się otworzyły, uniósł głowę. Przez moment KendaU 
pozostała na' progu i oboje  
patrzyli sobie prosto w oczy.  
-Więc przyszłaś - odezwał się wreszcie.  
- Nie przypuszczałeś chyba, Ŝe nawalę?  
Wolnym krokiem weszła do pokoju i zatrzymała się na środku dywanu.  
- Obawiałem się, Ŝe przyśles?: kogoś w zastępstwie. MoŜe trzeba było 
to zrobić, pomyślała. Rafe  
nie był łatwym kontrahentem, Napawał ją niepokojem. Na jego widok 
jej puls zaczynał szaleć,  
krew szybciej krąŜyć w Ŝyłach, nie wiadomo dlacze.go ogarniała ją 
złość i niezwykle silne  
podniecenie. Pocieszała się, Ŝe to po prostu chemiczna reakpja. Ten 
człowiek rozta.czał jakiś  
zwierzęcy ma.gnetyzm.  
Ogarnęła ją ,taka panika, Ŝe miała ochotę zawrócić i uciec jak najdalej. 
Ale powstrzymała się. Musi  
za wszelką cenę uporządkować swoje stosunki· z tym człowiekiem. 
Nikt inny tego za nią nię zrobi.  
ChociaŜby ze względu na jego córeczki, za które poczuła się nagle 
odpowiedzialna.  
Usiadła na brzegu krzesła, po drugiej stronie jego biurka i patrzyła mu 
prosto w oczy.  

background image

- Dziewczynki są urocze - powiedziała - i bardzo zdolne.  
-To świetnie.  
- Nie wyobraŜam sobie ciebie w roli ojca - dodała z uśmiechem.  
- Ja siebie teŜ nie.  
Niebieskie oczy, Rafe'a nabrały odcienia hartowanej stali. Nie było w 
nich cienia emocji.  
-Ach tak. Więc dziewczynki nie mieszkały z tobą, kiedy ...  
Przerwał jej ruchem ręki. Nie chciał mówić o tych sprawach. Nie lubił 
wspominać swojego  
małŜeństwa, a zwłaszcza okresu jego rozpadu. Był czas, kiedy zdawało 
mu się, Ŝe kocha swoją  
Ŝ

onę. I Ŝe ona odwzajemnia to uczucie. Nagle wszystko zaczęło się 

psuć, przemieniało się w jego  
oczach w proch i pył, a ukochana kobieta w potwora. Wtedy 
znienawidził ją i wszystko, co było z  
nią związane. Teraz wiedział, Ŝe jednocześnie skrzywdził swoje dzieci. 
ś

ałował tego, ale zupełnie  

nie umiał tego naprawić. Mógł tylko starać się o to, by miały wszystko, 
na co go było stać, i ufać,  
Ŝ

e reszta jakoś się ułoŜy.  

- Rozeszliśmy się z Marci, jeszcze zanim urodziła się Tori - powiedział 
krótko, nie patrząc na  
Kendall. -. A potem juŜ było mi tru.dno grać rolę dobrego Ojca.  
Kendall zastanawiała się nad tym, co powiedział.  
Nie była pewna, czy dawał jej do zrozumienia, Ŝe nic nie robi sobie? 
tego, Ŝe nie sprostał roli ojca,  
czy teŜ, Ŝe tego Ŝałuje.  
-Więc kiedy, zjawiły się w tym domu, byłeś dla nich praktycznie obcym 
człowiekiem.  
- Chyba tak. Ale co to ma do rzeczy?  
- Historia twoich stosunków z dziewczynkami duŜo wyjaśnia. To, Ŝe 
prawie cię nie znają, jest  
zapewne główną przyczyną próby ucieczki z domu. Zatrzymałam Je w 
samą porę.  
Jego twarz natychmiast zachmlłrzyła się i przybrała nieprzenikniony 
wyraz, tak dobrze juŜ Kendall  
znany. Próbował pod nim ukryć swoje prawdziwe emocje.  

background image

- O czym ty właściwie mówisz? - mruknął.  
- Spotkałam je na drodze. Dźwigały plecaki. Wyglądały jak para 
więźniarek uciekających z obozu.  
- Pleciesz - skrzywił się Rafe.  
JeŜeli ona mówi prawdę, pomyślał, to trzeba jak najszybciej dojść do 
sedna tej sprawy.  
Wstał zza biurka i tuszył w stronę drzwi. Kendall zatrzymała go.  
- Nie, nie - krzyknęła. - Nie wolno ci ich karcić. To naj gorsza rzecz, 
jaką mógłbyś teraz zrobić.  

background image

 
Spojrzał ponownie na Kendall. W jego oczach malowała się tak 
charakterystyczna dla niego determinacja,  
ale takŜe jakby lekka niepewność.  
 
- Przyrzekam, Ŝe nie nakrzyczę na nie - powiedział spokojnie. - Muszę 
się jednak dowiedzieć, co je  
stąd wygania.  
Kendall odetchnęła z ulgą. Lody zaczynają pękać, pomyślała. Rafe 
naprawdę troszczy się o swoje  
córeczki. Po prostu nie ma pojęcia, jak się wobec nich zachować.  
- Myślę, Ŝe potrafię ci to wyjaśnić - odezwała się po chwili.  
Usiłowała być łagodna i stanowcza zarazem.  
- Po pierwsze, nie pozwalasz im trzymać kota. Nie pozwalasz im sypiać 
w namiocie. To dwa.  
KaŜesz im, się kłaść do łóŜka przed zapadnięciem zmroku. To trzy. I za 
często na nie wrzeszczysz.  
Jednym słowem, nie jesteś dla nich dobry.  
- Ja niedobry? - zdziwił się Rafe. - Ja jestem dla nich niedobry?  
Kendall połoŜyła mu rękę na ramieniu. Trochę współczuła temu 
bezradnemu ojcu, trochę teŜ  
bawiła ją jego wyraźna frustracja.  
- Czy ty z nimi kiedykolwiek rozmawiasz? - zapytała.  
-AleŜ oczywiście. Cały czas.  
- Naprawdę? Nie mam na myśli upominania ich, Ŝeby nie hałasowały, 
Ŝ

eby robiły to czy tamto. Ani  

teŜ strofowania ich, poprawiania ich manier, Ŝądania, Ŝeby się nie 
spóźniały lub trzymały się z dala  
od płonącego kominka. Nie o to mi chodzi. Pytam się, czy z nimi r o z 
m a w i a s z jak z ludźmi?  
Czy wypytujesz je o to, co robią przez cały dzień, jak reagują na to czy 
tamto. Czy rozumiesz, o co  
im chodzi?  
Zmarszczył brwi i patrzył na nią bez słowa. To milczenie starczyło za 
odpowiedź. Uśmiechnęła się  
do niego przyjaźnie.  
- Rafe, posłuchaj, to są małe, smutne kobietki.  

background image

PrzeŜyły wielki dramat. Jesteś iin potrzebny. Muszą czuć, Ŝe jesteś silny 
i Ŝe mogą się na tobie  
oprzeć. śe nadasz ich Ŝyciu kształt. Jestem pewna, Ŝe potrafisz to 
doskonale zrobić. Poza tym  
musisz koniecznie otworzyć się przed nimi, pokazać im swoje wnętrze, 
przekonać je do siebie.  
Muszą cię dobrze poznać. I wiedzieć, Ŝe są ci bardzo, ale to bardzo 
bliskie.  
Głos Kendall był teraz miękki, prawie czuły.  
- Musisz je przekonać, Ŝe jeŜeli są gotowe cię pokochać, to i ty jesteś 
gotowy.  
Wyraz twarzy Rafe'a moŜe nieco złagodniał, ale w jego oczach wciąŜ 
tliły się iskierki złości.  
- Czy liczysz sobie oddzielnie za lekcje z zakresu psychologii dzieci? - 
zapytał po chwili z lekką  
ironią· Nagle spostrzegł, Ŝe Kendall połoŜyła mu rękę na ramieniu, i 
cofnął się odrobinę·  
Kendall zarumieniła się i takŜe cofnęła się jak oparzona. Serce 
załomotało jej w piersi, puls zaczął  
bić jak szalony. Nie musiał jej nawet dotykać, wystarczyło, Ŝeby 
spojrzał na nią tymi swoimi  
jasnymi, zimnymi oczami.  
- Nic sobie za to nie liczę - odparła pospiesznie.  
-To jest bezpłatny dodatek do moich rutynowych usług.  
Wyraz oczu Rafe'a nie zmienił się. Nic teŜ juŜ na to nie odpowiedział. 
Kendall z trudem przełknęła  
ś

linę, po czym obróciła się i ruszyła ku drzwiom.  

Ale Rafe wyciągnął rękę, chwycił ją za warkocz i zmusił do cofnięcia o 
kilka kroków.  
-A jak jest z tobą, Kendall? - zapytał, próbując zajrzeć jej w oczy. - 
Wszystko w porządku?  
Przez chwilę nie rozumiała, o co mu chodzi, ale po chwili przypomniał 
jej 'się Darren i związana z  
nim historia. Rafe widać podejrzewał, Ŝe Kendall wciąŜ jeszcze cierpi z 
tego powodu.  
-W porządku - odparła. - O mnie się nie martw, naprawdę·  
-Naprawdę?  

background image

JakŜe pragnął, by tak rzeczywiście było. Wiedział jednak, Ŝe nawet 
wtedy nie potrafiłby o niej  
zapomnieć. O niej i jej wspaniałych bujnych włosach, o tym, jak 
błyskawicznie wysuwała czubek  
języka, by zwilŜyć dolną wargę, o nasadzie jej piersi wyłaniających się 
z turkusowego kostiumu  
kąpielowego, o jej smukłej talii i o tym, jak rozpaczliwie pragnął objąć 
ją i przytulić do siebie z  
całej siły.  
Pociągnął ją delikatnie' za warkocz. Jej głowa zbliŜyła się do jego 
twarzy. Poczuł zapach włosów,  

background image

 
sKóry, ciepło oddechu na swoim policzku. Usta miała rozchylone. 
Wystarczyło, Ŝeby prŜesunął się  
 
o kilka centymetrów i miałby ją w swojej mocy. Dreszcz przebiegł mu 
po ciele. Zapragnął jej aŜ do  
bólu ..  
Wiedział, Ŝe i nią targają podobne uczucia. Ukrywała je dobrze, ale nie 
do końca. Był pewien, Ŝe  
czuje to samo co on. PoŜądał jej całym swoim rozgorączkowanym, 
pulsującym ciałem i wiedział,  
Ŝ

e ona pragnie go równie mocno, choć być moŜe nie zdaje sobie z tego 

sprawy.  
Zachowujemy się jak para błaznów, pomyślał.  
PrzecieŜ dobrze wiemy, Ŝe nasze marzenia nigdy się nie spełnią.  
Cofnął się nagle i pchnął ją lekko ku drzwiom.  
- Idź sobie juŜ - powiedział zachrypłym głosem. Patrzyła na niego przez 
chwilę, trochę przeraŜona  
tym, co mogło się stać, gdyby się nie opanowali. Czego on się 
właściwie po niej spodziewał?  
.Czego od niej chce? Była pewna, Ŝe mu się podoba, ale dlaczego 
odpycha ją od siebie, jak gdyby  
się jej bał?  
Złościło ją to i cieszyło zarazem. Nie chciała zaczynać nowego 
romansu, a juŜ na pewno nie z  
Rafe'em. Wyrzekła się miłości raz na zawsze. A z Rafe'em nie chciała 
mieć do czynienia za Ŝadne  
skarby świata chociaŜby dlatego, Ŝe był bratem Darrena. Przechodzenie 
z ramion jednego brata w  
ramiona drugiego miało w sobie coś niemiłego, zwłaszcza po tym, co 
się stało.  
Obróciła się szybko i starając się myśleć o czymś innym, ruszyła ku 
drzwiom.  
- Czy przyjdziesz jutro? - usłyszała głos,Rafe'a. Obróciła się raz jeszcze 
i spojrzała na niego.  
Wiedziała, Ŝe powinna uciec jak najdalej i jak najszybciej. Skinęła 
głową na znak zgody.  

background image

-Tak. O tej samej porze - powiedziała i opuściła pokój energicznym 
krokiem.  
Nazajutrz dziewczynki czekały na Kendall przy basenie w asyście 
pokojówki. Cami pobiegła jej na  
spotkanie, a Tori prawie się :uśmiechnęła.  
 
- Dzisiaj nauczę was leŜeć na wodzie - oświadczyła Kendall.  
- Na głębokiej wodzie? - przeraziła się Cami.  
-Tori strasznie się boi głębokiej wody.  
-TuŜ przy schodach - uspokoiła ją Kendall. - PrzecieŜ wam mówiłam, 
Ŝ

e moŜecie sobie siedzieć na  

schodkach, jak długo wam się podoba. Zaczekam, aŜ same poprosicie, 
Ŝ

ebym wam pozwoliła wejść  

do wody.  
To je wyraźnie uspokoiło i obydwie ostroŜnie weszły do basenu.  
Kendall zrzuciła z siebie ,sukienkę i wyjęła ręcznik z płóciennego 
worka.  
- Hej, panienki! - zawołała. - Czego was wczoraj uczyłam? Jaka jest 
czynność numer jeden?  
- Moczymy twarze - odparła Cami. Nabrała w dłonie wody i natarła nią 
sobie buzię. Tori zrobiła to  
samo.  
Po chwili Kendall zauwaŜyła, Ŝe dziewczynki wpatrują się intensywnie 
vr okolicę jej pępka.  
- O co chodzi, panienki? Czy moŜe wyrastają mi kwiatki z brzucha?  
Dziewczynki zachichotały, potrząsnęły główkami, ale nic nie 
powiedziały. Kendall zaczęła  
pokazywać im pewne ruchy, ale ku jej zdziwieniu raz jedna, raz druga 
wciąŜ zerkały na jej brzuch.  
Zaczęło ją to irytować. Sprawdziła, czy coś nie przykleiło się do jej 
kostiumu. Był w tym zapewne  
jakiś Ŝart wymyślony przez dziewczynki, ale jaki, do licha!  
- Czy rozmawiałyście dzisiaj z tatusiem? - zapytała je, gdy skończyły 
ć

wiczenia nóg.  

Obydwie spojrzały na nią wielkimi oczami, lecz milczały.  
-To nie jest przecieŜ skomplikowane pytanie. Czy tatuś rozmawiał 
dzisiaj z wami chociaŜ trochę?  

background image

Była ciekawa, czy Rafe wziął sobie do serca jej rady.  
-Tak - odezwała się wreszcie Cami. - A skąd pani wie? '  
- Mam małego ptaszka, który donosi mi o takich sprawach - 
uśmiechnęła się Kendall. - A o czym  
była mowa? - dodała jakby mimochodem.  
Nie chciała być wścibska, ale bardzo chciała zdobyć ich zaufanie. 
Pragnęła, Ŝeby nauczyły się  
swobodnie rozmawiać i z ojcem, i z nią.  
JednakŜe reakcja Cami zaskoczyła ją. Dziewczynka milczała, jak gdyby 
była zawstydzona lub  
czuła się winna.  

background image

 
- Hej, nie musisz mi nic mówić, jeŜeli nie chcesz - zawołała szybko. - 
MoŜecie sobie rozmawiać z  
tatusiem, o czym tylko chcecie, to naprawdę nie moja sprawa. Pytałam 
po prostu z Ŝyczliwości.  
- Rozmawiałyśmy z nim o pani - szepnęła wreszcie Cami i spuściła 
powieki.  
- O mnie? Jak to o mnie?  
-Tatuś powiedział, Ŝebyśmy uwaŜały, Ŝeby przypadkiem na panią nie 
wpaść, nie uderzyć panią  
głową w brzuszek.  
-To bardzo miło z jego strony. A czy powiedział wam, dlaczego macie 
się ze mną tak ostroŜnie  
obchodzić?  
Cami skinęła powaŜnie głową·  
- Powiedział, Ŝe pani ma dzidziusia.  
Kendall zatrzepotała powiekami. Zaraz, zaraz. Co to za historia?  
- Dzidziusia? - zdziwiła się, 'spoglądając to na jedną, to na drugą 
dziewczynkę. - Gdzie?  
-W brzuszku - oświadczyła Cami i palcem wskazała okolicę pępka 
Kendall. - Czy to jest  
chłopczyk, czy dziewczynka?  
Kendall aŜ się wzdrygnęła z przeraŜenia. Mój ty BoŜe, Rafe jest 
przekonany, Ŝe zaszła w ciąŜę z  
Darrenem. Rafe, męŜczyzna, który patrzył na nią tak, jak gdyby coś się 
w nim paliło, coś, co' tylko  
ona potrafiłaby ugasić, jest pewny, Ŝe nosi w sobie dziecko jego brata!  
Potrząsnęła głową. Była zbyt zaszokowana, by móc od razu pojąć 
konsekwencje tej rewelacji.  
- Bardzo mi przykro, Cami - powiedziała nieco drŜącym głosem - ale ja 
Ŝ

adnego dzidziusia w sobie  

me mam.  
Kontynuowała lekcję, a w jej głowie kłębiło się tysiące myśli. 
Przypominały się jej róŜne dziwne  
zachowania i powiedzenia Rafe'a,. których nie potrafiła sobie 
wytłumaczyć. ChociaŜby to, Ŝe nie  

background image

pozwalał jej pić alkoholu, jego nieustanne dopytywanie się o jej 
samopoczucie, naleganie na to,  
Ŝ

eby się dobrze odŜywiała i piła duŜo mleka. Wszystko to wydawało jej 

się dotąd raczej zabawne,  
ś

wiadczyło o jego sympatii. A on tymczasem był przekonany, Ŝe 

Kendall jest w ciąŜy i stąd ta  
nadmierna troska o nią.  
Oznaczało to równieŜ, Ŝe jego zdaniem Darren przyrzekł jej 
małŜeństwo z tego właśnie powodu i  
Ŝ

e zbuntował się dopiero w ostatniej chwili, gdyŜ poczuł się nabran'y i 

schwytany w pułapkę.  
Nagle zrobiła się okropnie zła. Rafe dawał jej do zrozumienia, Ŝe mu na 
niej zaleŜy, troszczył się o  
nią, był miły, usłuŜny i niemal czuły, a to wszystko dlatego, Ŝe sądził, iŜ 
jest przyszłą matką dziecka  
jego brata, Jak tylko nadarzy się okazja, powie mu kilka słów do słuchu. 
Co chwila zerkała na  
zegarek. Nie mogła się wprost doczekać nadejścia Rafe'a.  
Kiedy dziewczynki i Kendall skończyły się wycierać i właśnie zbierały 
swoje rzeczy, przed dom  
zajechał duŜy, luksusowy samochód, z którego wysiadła elegancko 
ubrana kobieta. Podeszła do  
frontowych drzwi.  
-To jest panna Wandergroven - skrzywiła się Cami. - Ona bardzo lubi 
tatusia.  
-A czy tatuś teŜ ją lubi? - zapytała Kendall.  
- Nie wiem. Raz widziałam, jak ją całował. Tori jej nie znosi.  
- Dlaczego? - zapytała,Kendall, patrząc uwaŜnie na młodszą z 
dziewczynek. Ale ta, jak zwykle,  
milczała. Cami natomiast doskonale rozumiała siostrzyczkę i bez 
wahania wyjaśniła, o co chodzi.  
-Tori nie lubi jej - powiedziała potrząsając mokrymi włosami - bo ona 
jest niesympatyczna. U  
ś

miecha się i głaszcze nas po głowach, ale jak tylko tatuś odjeŜdŜa, robi 

się paskudna. RaŜ uderzyła  
Tori w rękę, kiedy ona sięgnęła po chrupki ziemniaczane.  
-Naprawdę?  

background image

CzyŜby panna Vandergroven była obecną towarzyszką Ŝycia Rafe'a, 
zastanawiała się Kendall. To by  
nawet było zabawne, pomyślała, gwałtownymi ruchami wpychając 
ręczniki do torby.  
- Popatrzycie sobie te:az na telewizję - zaproponowała dziewczynkom. - 
Pójdę z wami do domu i  
zapoznam się z tą panią.  
Szybkim krokiem ruszyła do salonu. Miała na sobie kostium kąpielowy 
z lycry koloru dojrzałego  
pomidora, z głębokim dekoltem i tak skrojony, Ŝe jej  
uda odsłonięte były prawie do bioder. Doskonale wiedziała, Ŝe bardzo 
dobrze wygląda w tym  
stroju, a dziś była gotowa do uŜycia kaŜdej broni ze swojego arsenału.  

background image

 
Rafe i jego gość właśnie przechodzili z tarasu do jego gabinetu. Oboje 
obrócili się i spojrzeli na  
Kendall. Na jej widok Rafe uśmiechnął się. Jego oczy zabłysły 
szczerym podziwem. Natomiast  
panna Vandergroven zdawała się zgorszona. Zielonymi oczami 
zmierzyła Kendall od stóp do głów  
z wyrazem bezbrzeŜnej pogardy.  
 
- Hej - odezwała się Kendall, uśmiechając się uprzejmie. - Proszę mi 
wybaczyć strój,. ale właśnie  
wyszłam z basenu.  
-AleŜ nie ma o czym mówić - powiedział Rafe, starając się, by 
zabrzmiało to obojętnie. - Pozwól,  
Caroline, Ŝe przedstawię ci pannę Kendall McCormick. Jest 
instruktorką pływania i zajęła się  
dziewczynkami. - A takŜe byłą narzeczoną jego brata - dodała Kendall. 
- To ja jestem tą osobą,  
którą Darren porzucił tuŜ przed ślubem. Chyba pani o tym słyszała. - 
Miło mi panią poznać odparła  
panna Vander-  
groven chłodno.  
Wyciągnęła rękę, którą Kendall mocno uścisnęła. - Cała przyjemność 
po mojej stronie oświadczyła.  
- Cami tyle mi o pani opowiedziała.  
Zielone oczy damy zwęziły się.  
- CzyŜby? - zapytała.  
Ignorując Kendall zwróciła się do Rafe'a.  
- Kochanie - powiedziała - przyjechałam tu, Ŝeby zabrać cię na wczesną 
kolacyjkę w moim domu.  
Nikogo więcej nie zaprosiłam. Będziemy sami, nastawimy sobie dobrą 
muzykę i mam nadzieję, Ŝe  
nikt nam nie przeszkodzi.  
Wsunęła mu rękę pod ramię i uśmiechnęła się kusząco. Kendall 
przestała istnieć dla panny Vandergroven,  
to było jasne.  
- Liczę na ciebie, mój drogi. Mam ci mnóstwo do powiedzenia.  

background image

- Co za zbieg okoliczności - przerwała jej Kendall donośnym głosem. - 
Właśnie myślałam o tym,  
Ŝ

eby porwać Rafe'a na kilka godzin. Jest chyba wart grzechu, nie sądzi 

pani?  
Pociągnęła za wstąŜkę, którą wiązała włosy, potrząsnęła głową i 
kaskada loków spadła jej na plecy.  
Rafe i Caroline, zaszokowani jej słowami, spojrzeli na nią z 
niedowierzaniem, lecz ona uśmiechała  
się niewinnie  
- Niestety, jest strasznie mrukliwy i lubi sobie powarczeć. Pani wie, o 
co mi chodzi. Przy okazji  
chciałabym panią zapytać, czy on naprawdę jest taki paskudny, za 
jakiego pragnie uchodzić?  
_ Kendall- obruszył się Rafe, który zdawał się nie wierzyć własnym 
uszom.  
Ale Kendall nadal grała swoją rolę .. ZauwaŜywszy paczkę papierosów, 
sterczącą z nie domkniętej  
torebki . Caroline, wyjęła ją szybko i wyciągnęła z niej papierosa. _ 
Pani pozwoli, Ŝe się  
poczęstuję - zawołała. _ Postanowiłam zacząć palić. Jest to podobno 
zabójczy nałóg, ale co mi  
tam.  
Rafe podbiegł do niej i wyrwał jej z ręki papierosa.  
Kendall roześmiała się·  
_ To cały Rafe - zachichotała. - Ma jakieś dziwne, staroświeckie 
obyczaje. Czy pani to zauwaŜyła?  
Dwa wieczory temu spił mnie szampanem, a pQtem uparł się, Ŝeby grać 
rolę dŜentelmena, mimo Ŝe  
ja mu się po prostu narzucałam. MoŜe mi pani wierzyć lub nie.  
_ Kendall! - krzyknął Rafe i spojrzał na nią groźnym wzrokiem. 
Postanowiła jednak brnąć dalej.  
Zasługiwał na to. .  
_ Po wszystkim, co mi się ostatnio przytrafiło, uznałam, Ŝe naleŜy mi 
się odrobina przyjemności,  
ale skoro Rafe jest taki zasadniczy w tych sprawach, to pójdę sobie i 
znajdę jakichś chłopaków,  
którzy umieją się bawić.  

background image

_ Przepraszam cię na chwilę, Caroline - odezwał się Rafe głosem nie 
tolerującym sprzeciwu.  
Chwycił Kendall mocno za ramię, wbijając przy tym paznokcie w jej 
skórę. - Kendall i ja mamy  
pewne sprawy do załatwienia. Zadzwonię do ciebie nieco później.  
Caroline ruszyła ku wyjściowym drzwiom.  
_ Co to wszystko ma znaczyć, do jasnej cholery? _ krzyknął, gdy tylko 
Caroline zniknęła.  
_ Ze ty, mój drogi, nie powinieneś wyciągać zbyt pochopnych 
wniosków z wyimaginowanych  

background image

 
załoŜeń - odparła Kendall chłodno.  
_ Z jakich znowu załoŜeń? - zdenerwował się·  
 
 
- O czym ty właściwie mówisz?  
-Więc dobrze. Co byś powiedział, gdybym ci oświadczyła, Ŝe 
zamierzam palić, zabrać się zdrowo  
do picia, znaleźć sobie kochanka, głodzić się dla osiągnięcia idealnej 
figury i uprawiać  
spadochroniarstwo w czasie weekendów?  
- Powiedziałbym, Ŝe zwariowałaś - odparł zimno Rafe i spojrzał na nią 
jak na wygłupiające się  
dziecko. - Poza tym nie pozwoliłbym ci na to - dodał.  
- Nie pozwoliłbyś mi? Kto daje ci prawo zabraniania mi czegokolwiek?  
- Zdrowy rozsądek daje mi to prawo. Doskonale wiesz, Ŝe w twoim 
stanie nie moŜna sobie  
pozwalać na takie rzeczy,  
-A w jakim to ja jestem stanie, jeŜeli wolno wiedzieć?  
Rafe poczuł się nieswojo. To, Ŝe była w ciąŜy, sprawiało mu 
niewątpliwą przykrość, ale nie chciał  
pokazywać swoich uczuć.  
- Doskonale wiesz, w jakim - mruknął,  
-Wiem, wiem. Ale chcę, Ŝebyś ty mi to powiedział.  
- Nie mam ochoty o tym mówić - odparł i wzruszył ramionami,  
- Jesteś przekonany, Ŝe jestem w ciąŜy, przyznaj się.  
- Naturalnie.  
Ogarnęła ją złość.  
- Czy moja figura na to wskazuje?' - zapytała z ironią.  
Spojrzał na jej smukłą··talię i przymknął na chwilę oczy.  
- Przypuszczam, Ŝe jesteś w pierwszych tygodniach.  
-Ty wszystko wiesz najlepiej - roześmiała się Kendall. - Ale z ciebie 
zarozumialec!  
Rozprostowała się, wciągnęła brzuch i stanęła na palcach. Jej uroda 
podziałała na Rafe'a jak  
smagnięcie pejczem po plec,ach ..  

background image

- Czy ty wiesz, co dzieje się z ciałem kobiety, kiedy zachodzi w ciąŜę? - 
zagadnęła go Kendall. - JuŜ  
w pierwszych tygodniach? Dobrze, powiem ci. Jej piersi nabrzmiewają 
i stają się bolesne. Biodra  
poszerzają się. Dostaje wilczego apetytu i bez przerwy coś je.  
- Doskonale to znam. PrzecieŜ moja Ŝona urodziła mi dwie córki.  
- JeŜeli tak jest, to przyjrzyj mi się i postaw diagnozę. Czy moja figura 
wskazuje na najmniejsze  
chociaŜby objawy ciąŜy?  
Powiódł wzrokiem po jej smukłym ciele.  
- Czy to znaczy, Ŝe się mylę?  
- Rafe, ja jeszcze nigdy w Ŝyciu nie byłam w ciąŜy.  
Rafe spuścił głowę. Wierzył jej. Oczywiście, Ŝe jej wierzył.  
-Więc dlaczego okłamałaś Darrena? Nabrałaś go po to, Ŝeby się z tobą 
oŜenił. Co z ciebie za  
kobieta? - DajŜe spokój. Jaki męŜczyzna dałby się nabrać na taki stary 
numer? Chyba tylko  
skończony idiota. - Darren był przekonany, Ŝe nosisz jego dziecko.  
- Ciekawe. W takim razie jest jeszcze głupszy, niŜ  
myślałam. Czy moŜesz mi wytłumaczyć, jak mogłam zajść z nim w 
ciąŜę, jeŜeli ani razu z nim nie  
spałam?  
Słowa Kendall niemal ogłuszyły Rafe'a. Cofnął się kilka kroków.  
- Chcesz powiedzieć, Ŝe ... no, Ŝe nigdy ...  
Kendall westchnęła. Była nagle tym wszystkim potwornie zmęczona.  
- Nie, nigdy - odparła'cicho.  
Rafe zaklął mimo woli i odetchnął z olbrzymią ulgą. Przeniknęła go 
ogromńa radość. A więc nie  
była w ciąŜy za sprawą brata. Nawet nie przespała się z tym durniem. 
To całkowicie zmieniało  
sytuację.  
Tymczasem Kendall mówiła dalej, więc znów zwrócił się ku niej.  
- Zdawało mi się, Ŝe zachowuję się bardzo mądrze - mówiła, unikając 
jego wzroku. - Przyglądałam  

background image

 
się kobietom, które posługują się seksem, by zdobyć miłość męŜczyzny, 
i spostrzegłam, Ŝe to  
prawie nigdy nie daje rezultatu. Kiedy poznałam Darrena, 
zorientowałam się natychmiast, Ŝe kaŜdą  
dziewczynę, która mu się podoba, wciąga natychmiast do łóŜka, zaraz 
potem przestaje się nią  
interesować i sięga po następną.  
Potrząsnęła głową i uśmiechnęła się.  
 
- Powiedziałam sobie wtedy, Ŝe nie ze mną takie numery. Stanowczo 
odmówiłam przespania się z  
nim. I wyobraź sobie, Ŝe dopiero to na niego podziałało jak afrodyzjak. 
Zaczął za mną szaleć. Za  
wszelką cenę chciał mnie mieć. Kiedy teraz o tym myślę, wydaje mi 
się, Ŝe tylko dlatego mi się  
oświadczył, chociaŜ wtedy nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli. 
No, ale kiedy stanął w obliczu  
ostatecznej decyzji, przestraszył się i pewnie uznał, Ŝe gra nie warta 
ś

wieczki.  

Rafe pomyślał o bracie i krew się w nim zagotowała.  
Co za podłość, jak mógł tak potraktować tę dziewczynę· Był gotów za 
bić go bez wahania, lecz  
jednocześnie poczuł nieprawdopodobną ulgę. Teraz wolno mu sięgnąć 
po Kendall. Zapragnął jej  
tak silnie, jak Ŝadnej dotąd kobiety. Instynktownie, prymitywnie. CóŜ to 
było za wspaniałe uczucie.  
- Kendall ... - Podszedł do niej, połoŜył jej rękę na ramieniu, ale 
zakręciło mu się w głowie i  
zapomniał, co chciał powiedzieć. - Kendall - powtórzył niemal 
niedosłyszalnym szeptem.  
Objął ją, przytulił do siebie, ustami dotknął jej ust. Nie spodziewała się 
tego, ale nie opierała mu  
się za bardzo. Nie miała na to sił. Ten człowiek przyciągał ją jak 
magnes.  
 

background image

Jego usta były gorące i zaborcze. Nikt jej nigdy tak nie całował. Z takim 
głodem, z tak wielką  
namiętnością. Podniosła ręce, zarzuciła mu je na kark, przylgnęła  
do niego całym ciałem. A on wsunął dłonie pod materiał jej kostiumu 
kąpielowego i przesuwał je  
po jej gładkiej skórze.  
 
- Rafe - szepnęta - nie moŜemy ...  
Zsunął ramiączka kostiumu i obnaŜył jej chłodne piersi.  
- Dlaczego nie?  
Kendall westchnęła głęboko. Pragnęła go tak samo jak on jej, ale 
wiedziała, Ŝe nie powinni tego  
robić, nie tu i nie teraz. A on pieścił jej piersi i patrzył jej w oczy, by 
napawać się jej reakcją na  
swoje pieszczoty. Słyszał pulsowanie krwi w jej skroniach, słyszał jej 
przyspieszony oddech.  
Marzył o tym, by ją posiąść, móc obserwować kaŜdy jej odruch, 
najlŜejsze nawet drŜenie,  
doprowadzić ją do szczytowego momentu, na który ją przygotowywał. -  
 
Ją i siebie. Wiedział, Ŝe oszaleje, jeŜeli jej natychmiast nie posiądzie, Ŝe 
wybuchnie jak granat,  
rozpadnie się na tysiące kawałeczków.  
 
- Poczekaj - szepnął, podniósł ją i ruszył w stronę kanapy .. - Tato?  
Oboje zdrętwieli. Wstrzymali dech.  
-Tato, czy Tori moŜe wejść? Zostawiła tam swoją lalkę·  
Za drzwiami stały dziewczynki. Na szczęście czekały na jego 
pozwolenie. Kendall spojrzała na  
Rafe'a. Wydawało się jej, Ŝe zbudziła się z koszmarnego snu. Co się tu 
dzieje? Co ona tu robi?  
PrzecieŜ to szaleństwo!  
Rafe oprzytomniał pierwszy. Powoli opuścił ją na ziemię·  
 
 
- Chwileczkę, Cami - powiedział zachrypłym głosem . ..: Zaraz otworzę 
wam drzwi.  

background image

Kendall cofnęła się o kilka kroków.  
- Powariowaliśmy - powiedziała cicho. - AŜ mi się wierzyć nie chce.  
- Kendall - szepnął Rafe i wyciągnął do niej rękę. Cofnęła się jeszcze 
dalej.  
- Muszę juŜ iść - powiedziała i poprawiła na sobie kostium. - Za chwilę 
mam jeszcze jedną grupę  
uczniów.  

background image

 
WciąŜ kręciło jej się w głowie. Potykając się, ruszyła ku drzwiom.  
 
- Zadzwonię do ciebie - obiecał Rafe:  
Potrząsnęła głową.  
- Nie rób tego. Potrzebuję trochę czasu, Ŝeby się pozbierać.  
Jej ciemne oczy spojrzały na niego błagalnie.  
- Proszę cię, nie przyciskaj mnie do muru. Chcę sobie to wszystko 
dobrze przemyśleć.  
Otworzyła drzwi i wpuściła dziewczynki.  
- Halo - zawołała - wejdźcie i pocałujcie tatusia. . Skończyliśmy juŜ 
naszą rozmowę.  
Chwyciła swoją torbę i szybko pobiegła do samochodu.  
Rafe siedział w fotelu za biurkiem i niewidzącymi oczami patrzył na 
leŜący przed nim raport. Miał  
straszliwy ból głowy i nie był w stanie pracować. Mógł myśleć 
wyłącznie o Kendall. Rachunek  
zysków i strat firmy był mu w tej chwili całkowicie obojętny.  
 
- Proszę pana. - Grace uchyliła drzwi i wsunęła głowę. W jej oczach 
tliły się iskierki zaciekawienia  
i figlarności. - Zgłosiła się interesantka. Czy przyjmie ją pan?  
Wzruszył ramionami. Czemu nie? MoŜe ta wizyta odwiedzie go od 
bolesnych myśli.  
Grace otworzyła szerzej drzwi i Rafe zobaczył stojącą za nią Kendall. .  
Skoczył na równe nogi i ruszył jej na spotkanie.  
- JakŜe się cieszę, Ŝe przyszłaś.  
- Myślę, Ŝe to jest najlepsze miejsce na powaŜną rozmowę - 
powiedziała, nie podając mu ręki. Jest  
kilka spraw do wyjaśnienia.  
- Mów, o co ci chodzi, Kendall.  
- Przyszłam do twojego biura, bo myślę, Ŝe tu będzie bezpieczniej niŜ 
gdzie indziej, i to dla nas  
obojga - powiedziała bez uśmiechu.  
- Bezpieczniej?  
-Tak. Bo tu nie jesteśmy sami. Telefony, interesanci, sekretarka.  
Rafe poczuł się dotknięty.  

background image

- Czyś ty sobie wyobraŜała, Ŝe rzucę cię na ziemię i zgwałcę? - 
mruknął.  
- Myślę, Ŝe jesteś do tego zdolny - odparła sucho.  
- Gdyby tak było, dawno bym to zrobił - powiedział.  
- Ho, ho! - krzyknęła. - Udajemy brutala, co?  
- Daj spokój - Ŝachnął się·  
Poczuł się bezradny. Zupełnie nie wiedział, co zrobić, Ŝeby ta obojętna 
teraz, siedząca przed nim  
kobieta, przemieniła się w rozpaloną, namiętną dziewczynę, którą tak 
niedawno trzymał w  
ramionach.  
- Posłuchaj, co ci chcę zaproponować - odezwała się Kendall chłodnym 
tonem. - Gotowa jestem w  
dalszym ciągu udzielać lekcji pływania twoim dziewczynkom, ale nie 
mam zamiaru juŜ nigdy być  
z tobą sam na sam.  
- Co ty pleciesz? - zdziwił się Rafe.  
- Nie mogę się z tobą. spotykać. Zrozum to. Ilekroć pozostajemy sami, 
dzieje się z nami coś  
przeraŜającego.  
_ To nic przeraŜającego, to po prostu wzajemna sympatia - przerwał jej 
Rafe. Wyciągnął rękę i  
musnął jej włosy. - Ja nie mam nic przeciwko temu.  
Kendall poczuła lęk. Za Ŝadne skarby świata nie chciała znowu ulec 
temu człowiekowi!  
Kiedy ja nie chcę mieć z tobą do czynienia - oświadozyła i 
wyprostowała się jeszcze bardziej.  
Rafe sięgnął po jej warkocz i obwijał go sobie dokoła ręki.  
- Czasami nie ma się na to wpływu - powiedział cicho.  
- MoŜemy się po prostu nie widywać sam na sam - oświadczyła - i 
wtedy nic nam nie będzie  
groziło. Od dzisiaj będę z tobą rozmawiała jedynie w obecności 
dziewczynek.  
-To niczego nie zmieni.  
Kendall odsunęła się i jej warkocz wysunął mu się z ręki.  
- Myślę, Ŝe zmieni.  

background image

 
-A ja wiem, Ŝe nie. Próbowałem cię unikać, kiedy myślałem, Ŝe. jest po 
temu powód. Ale tego  
powodu juŜ nie ma. Teraz pragnę cię bardziej niŜ kiedykolwiek.  
Przez krótką chwilę Kendall poczuła się pokonana.  
Rafe był taki przystojny, taki pewny siebie. I patrzył na nią tymi swoimi 
przepastnymi, namiętnymi  
oczami. Usta miał kuszące, dłonie smukłe i silne zarazem. 
Przypomniała sobie nagle uczucie,  
jakiego doznała, gdy ich ciała były wtulone w siebie, i zaparło jej dech. 
O BoŜe, jak wielką miała  
ochotę odsunąć od siebie wszystkje skrupuły i rzucić mu się w ramiona.  
Ale nie, nie mogła sobie na to pozwolić. Nie chciała być czyjąś 
zabawką na jedną lub dwie noce, a  
o wiązaniu się z kimś na stałe nie mogło być mowy., Nie była zresztą 
pewna, co on w niej widzi.  
Czy tylko porzuconą dziewczynę brata, której naleŜy wynagrodzić 
krzywdę, czy teŜ kobietę, której  
pragnie dla niej samej, niezaleŜnie od wszelkich okoliczności. Zresztą, 
po co się nad tym  
zastanawiać? Nie miała ochoty na prielotny romans. Pragnęła stałego 
związku. Seks bez uczucia  
nigdy jej nie kusił. Marzyła o miłości, mimo Ŝe w gruncie rzeczy nie 
wierzyła w jej trwałość.  
Zmobilizowała wszystkie siły i narzuciła sobie spokój.  
_ Zapominasz o jednym - powiedziała z pozorną determinacją. - 
Zapominasz o tym, Ŝe ja ciebie  
wcale nie chcę.  
Rafe delikatnie pogłaskał ją po policzku.  
- Kłamczuszka - szepnął.  
- Nie wiem, jak cię przekonać, mój drogi - odparła zimno. - Pozwól, Ŝe 
powiem ci prosto z mostu,  
co myślę. Nie zamierzam być twoją kochanką. Nie uznaję takich 
układów. Nie spałam z twoim  
bratem, mimo Ŝe byłam z nim zaręczona i Ŝe mieliśmy się pobrać.  
Nareszcie dotarło do niego, o co jej chodzi. Wzdrygnął się, zrobiło mu 
się zimno.  

background image

A ona nie traciła ani sekundy. Nie chciała mu dać Ŝadnej szansy. 
Ruszyła szybkim krokiem ku  
drzwiom.  
_ Mówię zupełnie serio, Rafe - rzuciła mu na poŜegnanie. - Nie 
potrzebuję kochanka. A zwłaszcza  
twoich zalotów, które mnie tylko złoszczą·  
Rafe patrzył na nią nieruchomymi oczami. Kendall zawahała się. Była 
rozczarowana. Spodziewała  
się, Ŝe on ruszy za nią, Ŝe ją dogoni, zatrzyma. Ale nie. MoŜe to i 
dobrze. Wyszła na korytarz i  
niemal biegiem rzuciła się ku windom.  
Rafe siedział nieruchomo i wpatrywał się w zamknięte drzwi. Co za 
idiota ze mnie! Wydawało mu  
się, Ŝe pozbył się problemu. Ale łudził się, to jasne. To nie jej ciąŜa była 
problemem. Główna  
przeszkoda tkwiła od początku w czym innym. Widział to teraz bardzo 
jasno i wyraźnie. Kendall  
wciąŜ kochała Darrena. I dopóki tak jest, dopóty on, Rafe, nie 
zdobędzie jej, dla siebie.  
RozDZIAŁ CZWARTY  
Rafe zwalił się bezsilnie na szezlong. Na stoliku obok leŜało mnóstwo 
papierów i dokumentów.  
Jednak trudno mu było skoncentrować się na pracy. Zza ciemnych 
okularów przyglądał się  
Kendall, która udzielała jego córeczkom nauki pływania.  
Od tygodnia stosował się do warunków, jakie mu postawiła. Nię 
próbował być z nią sam na sam.  
Widywał ją wyłącznie przy basenie w czasie lekcji, za to wtedy 
wpatrywał się w nią bardzo  
intensywnie.  
Obserwowanie jej sprawiało mu wielką przyjemność. Wspaniale 
rozumiała dzieci, miała  
prawdziwy talent dydaktyczny, świetną metodę nauczania, w której 
humor odgrywał niepoślednią  
rolę. Cami i Tori uwielbiały ją. A on niemal całkowicie podzielał ich 
uczucia.  

background image

Dziewczynki robiły wielkie postępy. Przemierzały basen niczym małe 
holowniki, a Kendall rzucała  
im od czasu do czasu .instrukcje lub słowa zachęty.  
Jego stosunki z dziewczynkami poprawiały się systematycznie, lecz 
bardzo powoli. Zgadzał się z  
Kendall, Ŝe powinien się starać o ich względy, ale nie bardzo wiedział, 
jak to robić.  
Zabierał je na przejaŜdŜki samochodem, zatrzymywał się w parku, 
kupował im lody. 'Ale bez  
większego rezultatu. Nie miał łatwego kontaktu z małymi dziećmi i tyle 
..  
TegoŜ ranka próbował nawiązać z nimi przyjacielską rozmówkę. 
Czekali na samochód, który miał  
zawieźć dziewczynki na lekcję muzyki. Cami odpowiadała mu 
monosylabami, a Tori po prostu  
 

background image

 
totalnie go Ignorowała.  
Rafe poczuł się okropnie sfrustrowany, miał ochotę wrzasnąć na nią, ale 
jakoś się powstrzymał.  
_ Tori, czy nie mogłabyś się choć raz do mnie odezwać? - zapytał ją w 
pewnym momencie.  
Cami, jak zwykle w takich sytuacjach, wsunęła się pomiędzy ojca i 
siostrę.  
 
 
- Ona nie ma ci nic do powiedzenia - oświadczyła.  
- Dlatego milczy.  
-A z tobą rozmawia? - zapytał ostro.  
- Ze mną tak.  
Oczy dziecka patrzyły na niego beznamiętnie.  
- Kiedy?  
- Kiedy ma ochotę·  
To była odpowiedź nie do odparowania. Jak na to zareagować? I w 
ogóle, co robić dalej?  
Doszedł wreszcie do wniosku, Ŝe takie sprawy powinny załatwiać 
kobiety. One wszystkie mają  
bzika, zdecydował. Są jakieś tajemnicze. No i kapryśne. Okazuje się, 
pomyślał ze złością, Ŝe  
objawia się to juŜ w wieku czterech czy sześciu lat. Nic dziwnego, Ŝe 
męŜczyzna nie rozumie ich,  
kiedy są dorosłe, a na dodatek piękne i ponętne.  
Trudna rada. Trzeba się z tym pogodzić, pomyślał, i cieszyć się, Ŝe są. 
Postanowił spędzić  
większość lata w mieście. Gdyby tylko mógł przedłuŜyć te lekcje 
pływania! Do czterech godzin  
dziennie? A moŜe pięciu?  
Kendall wiedziała, do czego Rafe zmierza. Z początku ją to złościło. 
Ale z czasem przyzwyczaiła  
się do jego obecności, a nawet znajdowała w niej pewną przyjemność. 
Musiała przyznać, Ŝe  
zachowywał się dyskretnie i Ŝe nie wywierał na nią najmniejszego 
nawet nacisku. WciąŜ czuli do  

background image

siebie nieprzeparty pociąg, tego była pewna. Pewna była równieŜ tego, 
Ŝ

e podoba się Rafe'owi pod  

kaŜdym względem. Wdzięczna była mu jednak za to, Ŝe się do niej nie 
zalecał.  
Na razie cieszyła się swoją egzystencją, pracą wypełniającą jej dni. 
Odzyskiwała spokój ducha i  
równowagę. Weekendy spędzała II rodziców. Prowadzenie szkoły 
pływania dawało jej satysfąkcję,  
cieszyły ją postępy, jakie robiła ekipa, którą trenowała na zawody, 
niemałą przyjemność sprawiało  
jej uczenie córeczek Rafe'a. Tyle na razie. A dalej się zobaczy.  
 
-Tato, tato, spójrz na Top. Ona próbuje przepłynąć basen wszerz, na 
plecach. Rafe wstał z leŜaka,  
by popatrzeć, jak jego młodsza córka dzielnie przecina wodę, 
rytmicznie wyrzucając za siebie  
ramiom~. Buzię miała skrzywioną a oczy szczelnie zamknięte.  
- Brawo, Tori!- krzyknął, gdy dotarła do drugiego brzegu. - Niech się 
gwiazdy olimpijskie mają na  
baczności! Wyrasta powaŜna konkurencja.  
Kendall uśmiechnęła się. Była juŜ pewna, Ŝe Rafe kocha swoje 
dziewczynki tak samo, jak wszyscy  
dobrzy ojcowie. I Ŝe stara się je sobie zjednać. Sprawy rozwijały się 
niewątpliwie w dobrym  
kierunku.  
Niemal pod sam koniec lek:cji jakiś samochód pojawił się na 
podjeździe. Był to stary, rozklekotany  
łazik, pochodzący z demobilu. Kendall była przekonana, Ŝe naleŜy do 
ogrodnika. Okazało się  
jednak, Ŝe jest własnością pani McReady.  
Rafe speszył się.  
- Nie zauwaŜyłem, kiedy pani zajechała.  
- Oczywiście, Ŝe nie - burknęła. - Jesteś zbyt zajęty gą,pieniem się na 
inną osobę.  
Zmierzyła Kendall od stóp do głów krytycznym wzrokiem.  
- Pani McReady, Kendall McCormick - powiedział Rafe szybko.  

background image

- Ja ją juŜ gdzieś widziałam - zauwaŜyła pani McReady. - Oczywiście. 
JuŜ sobie przypominam. To  
pani przerwała zebranie rady, udając zdzirę, Ŝeby skompromitować 
Rafe'a.  
Roześmiała się krótko.  
- Mnie pani nie nabrała. Z miejsca zorientowałam się, Ŝe pani się 
zgrywa i Ŝe Rafe dobrze by  
zrobił, gdyby się pani trzymał. Powiedziałam mu to.  
Zwróciła się w jego stronę·  

background image

 
- Cieszę się, Ŝe poszedłeś za moją radą. Powinieneś to częściej robić.  
Rafe uśmiechnął się, ale starsza pani nie dała mu dojść do słowa.  
_ Zbierajcie się, dziewczynki - zwróciła się do Tori i Cami. - Obiecałam 
zawieźć was na moją fermę  
i pokazać nowe szczeniaki. Jazda do domu. NałóŜcie dŜinsy i adidasy. 
Trzeba będzie przejść przez  
dość wyboisty teren.  
Dziewczynki chwyciły ją za ręce i przytuliły się do niej. Były mokre, 
ale pani McReady nie  
zwracała na to uwagi. Bardzo je lubiła, to było jasne. I to z 
wzajemnością.  
- Jak mają się kotki? - dopytywała się Cami.  
-Tori chce je koniecznie jeszcze raz zobaczyć.  
_ Większość jest juŜ rozdana - odparła pani McReady. - ChociaŜ jeden 
jest chyba wciąŜ do wzięcia.  
JeŜeli go znajdziemy. On bardzo lubi uciekać w góry.  
Kiedy cała trójka zniknęła we wnętrzu domu, Rafe zwrócił się do 
Kendall.  
_ Daję ci słowo honoru, Ŝe tego nie zaplanowałem - powiedział.  
Kendall przysiadła na skraju basenu, rozpryskując nogami wodę. 
Powinnam się ubrać i czym  
prędzej wrócić do siebie, . pomyślała. Ale ogarnęło ją obezwładniające 
lenistwo, więc rytmicznie  
poruszała stopami, robiła na wodzie małe fale i s'poglądała w niebo, na 
którym rysowały się korony  
dębów.  
Rafe rozłoŜył się wygodniej na szezlongu i podziwiał niebieski kostium 
kąpielowy, w którym było  
jej tak do twatzy. Miękki, mokry materiał opinał jej strome piersi. 
Przymknął oczy i zacisnął pięści.  
- Przyznaj, Ŝe zachowuję się bezbłędnie - odezwał się cicho.  
Uśmiechnęła się, nie przestając obserwować nieba.  
- Owszem. Jesteś nadzwyczajny.  
- Posłuszeństwo powinno być nagradzane:  
-Tak powiadasz?  
-Tak mówią ludzie.  

background image

- Hm.  
- Czy w nagrodę dla mnie nie przyjęłabyś zaproszenia na kolację?  
- Na kolację?  
~ W miejscu publicznym - pqwiedział pospiesznie. - W restauracji. 
Pełnej ludzi, takich samych,  
jak ty j ja.  
Uśmiechnęła się. JakŜe dziecinnie usiłował przekonać ją o niewinności 
swoich zamiarów.  
- Niestety, nie mogę - powiedziała.  
Rafe wiedział, Ŝe otrzyma kosza, mimo to skrzywił się i potrząsnął 
smętnie głową.  
- Dlaczego? - zapytał .. !  
- Po prostu, nie mam na to ochoty ... nie chcę brnąć głębiej w ...  
- O czym ty właściwie mówisz, Kendall? PrzecieŜ nie zrobiliśmy nic 
złego ...  
-Nie? .  
Patrzył na nią zastanawiając się, o co jej chodzi. Ale zanim zdąŜył o to 
zapytać, usłyszeli głosy  
dziewczynek, które pędziły w kierunku łazika. Pani McReady 
próbowała dotrzymać im kroku.  
Cała trójka usadowiła się na przednim siedzeniu. Pani McReady 
uruchomiła wóz.  
- One chyba bardzo lubią tę panią - zauwaŜyła Kendall.  
- O tak - odparł Rafe.  
- Ciebie teŜ.  
Spojrzał na nią ze zdziwieniem.  
- Po czym to poznajesz?  
- Po ich oczach. Przez ostatnie dwa tygodnie zmieniły radykalnie swój 
stosunek do ciebie.  
- Ja tego jakoś nie widzę.  
Rafe potrząsnąt głową z powątpiewaniem. Bardzo pragnął, Ŝeby słowa 
Kendall nie były jedynie  
próbą pocieszenia go.  
Przez chwilę milczeli.  
 
 

background image

- Hej, Rafe - odezwała się wreszcie Kendall. - Czy miałeś jakąś 
wiadomość od Darrena?  

background image

 
Rafe zesztywniał. JuŜ od pewnego czasu obawiał się tego pytania. Mógł 
je zignorować, ale patrząc  
Kendall w oczy, trudno ją było oszukiwać.  
 
- Nie - odparł więc - ale wiem, gdzie go moŜna znaleźć.  
Znów zaległo milczenie. Rafe czekał z zapartym tchem na następne 
pytanie Kendall. JednakŜe  
dziewczyna nie odzywała się.  
- Czy podać ci jego adres? - zapytał Rafe po chwili. Kendall potrząsnęła 
powoli głową.  
- Nie - powiedziała cicho. - Zastanawiałam się tylko nad tym, czy 
wiesz, jak się z nim w razie  
czego porozumieć.  
Skinął głową ze zrozumieniem. Znowu uświadomił sobie, Ŝe Kendall 
nie zapomniała jeszcze ó  
istnieniu . Darrena. I Ŝe chyba nigdy go nie zapomni. Powinien ją sobie 
wybić z głowy. I to jak  
najprędzej.  
Ale to nie było moŜliwe. Z tej pr,ostej przyczyny, Ŝe w miarę upływu 
czasu pragnął jej cąraz  
goręcej. Nigdy w Ŝyciu nie pragnął Ŝadnej kobiety z taką desperacką 
siłą.  
Lekcje pływania dawały świetne rezultaty i zostały przedłuŜone na 
następne dwa tygodnie. Cami  
uczyła się szybko i czuła się w wodzie doskonale. Tori musiała więcej 
nad sobą pracować, ale  
czyniła to z ochotą· Obydwie robiły szybkie postępy. Pokochały wodę· 
KendaIl stała się ich  
najlepszą przyjaciółką. Z niecierpliwością czekały na kaj;de jej. 
przybycie i gdy nadchodziła pora  
rozstania, czepiały się jej i nie pozwalały odejść. Zdawała sobie sprawę, 
Ŝ

e traktują ją jak zastępczą  

matkę, ale' wcale jej to nie przeszkadzało.  
Poza tym bardzo je polubiła. Cami była zawsze wesoła i promienna, a 
zatroskana buzia Tori  
budziła w KendaIl wielką sympatię.  

background image

 
- Cami, powiedz mi, dlaczego Ton nic nie mówi? - zapytała KendaIl 
dziewczynkę, gdy jej  
siostrzyczka pobiegła z ojcem na poszukiwanie swoich okularów.  
Oczy Cami przygasły, jak zwykle, kiedy wypytywano ją o problemy 
Tori.  
- Nie wiem - odparła krótko. - Pewnie nie ma ochoty.  
-A czy dawniej odzywała się częściej? - dopytywała się KendalI.  
Cami skinęła głową.  
-Tak. Dopóki mieszkałyśmy w naszym starym domu. Zanim 
przeprowadziłyśmy się tutaj.  
Rozmowę przerwał powrót Tori. KendaIl wznowiła lekcję·  
Później długo zastanawiła się nad tą sprawą. CzyŜby śmierć matki tak 
na nią wpłynęła? A moŜe  
Rafe niechcący ją przestraszył i to odebrało jej chęć do odzywania się?  
Trzeba będzie poruszyć tę sprawę z Rafe'em, trzeba pomóc temu 
dziecku, być moŜe nawet  
zasięgnąć porady specjalisty. .  
Obecność Rafe'a w czasie lekcji miała tę zaletę, Ŝe coraz lepiej 
poznawał swoje córki, a one coraz  
swobodniej czuły się w jego towarzystwie. KendaIl z przyjemnością 
myślała, Ŝe przyczynia się do  
tego stanu rzeczy. Osobiście było jej wszystko jedno, czy Rafe 
obserwuje ją w czasie lekcji, czy  
nie. Przynajmniej tak jej się zdawało.  
W kilka dni poźniej Rafe nie zjawił się przy basenie.  
Zamiast niego pojawiła się słuŜąca~ rozstawiła na murawie stół i 
zabrała się do nakrywania go na  
dwie osoby. Rozkładała na nim piękne talerze, kryształowe kieliszki, 
eleganckie srebrne sztućce.  
Na środku postawiła niską chińską wazę wypełnioną czerwonymi 
róŜami. Kendall przeszedł  
radosny dreszczyk. A więc Rafe postanowił zaprosić ją na kolację tu, na 
swoim terenie. No cóŜ, tym  
razem chyba się zgodzi. W końcu niczym nie ryzykuje.  
Rafe przyszedł do ogrodu pod sam koniec lekcji.  

background image

Kendall właśnie zwolniła dziewczynki i stała po pas w wodzie, 
odpoczywając po wyczerpującym,  
upalnym dniu. Podniosła wzrok i z przyjemnością stwierdziła, Ŝe Rafe 
ubrał się wyjątkowo  
starannie. JuŜ miała się do niego uśmiechnąć, gdy zauwaŜyła stojącą za 
nim Caroline, wytworną, w  
długiej, obcisłej, jedwabnej sukni.  
W tym momencie Kendall miała ochotę po prostu zanurkować, 
przepłynąć basen pod wodą i uciec  
jak najdalej. Co za kretynka ze mnie, pomyślała ze złością. Jak mogłam 
sobie wyobrazić, Ŝe stół  
został nakryty dla mnie? Szybko spojrzała na Rafe'a, by stwierdzić, czy 
,on orientuje się w sytuacji.  

background image

 
Wesoły uśmieszek na jego wargach przekonał ją o tym, Ŝe łajdak bawi 
się jej kosztem i Ŝe z  
pewnością wszystko to specjalnie zaaranŜował, by zagrać KendaIl na 
nosie.  
Uniosła wysoko głowę, wyprostowała plecy i skinęła dystyngowanie 
głową.  
 
-Wieczór zapowiada się romantycznie - zauwaŜyła. - śyczę państwu 
smacznego.  
- Nie wiem, czy wiesz, ale dziś jest pełnia księŜyca - uśmiechnął się 
Rafe. .  
-W takim razie radzę, by Caroline miała się na baczności - odparła 
wesoło Kendall. - Niektórzy  
męŜczyźni dostają od tego bzika.  
Caroline podeszła do basenu.  
- Halo, halo - zawołała i posłała dziewczynkom kilka pocałunków. - 
Halo Cami, halo Tori. Jest teŜ  
panna Candy, o ile się nie mylę?  
- Kendall.  
- Oczywiście, Kendall.  
Dziewczynki podpłynęły do Kendall i objęły ją z dwóch stron.  
- Dlaczego trzeba się mieć na baczności przed pełnią księŜyca? - 
dopytywała się Cami.  
- Bo wtedy z lasu wychodzą wilki, a wiedźmy pędzą na miotłach po 
niebie - roześmiała się  
Kendall. - UwaŜajcie, Ŝeby was nie porwały.  
Dziewczynki zaczęły piszczeć, udając, Ŝe się boją. Były zachwycone.  
Rafe roześmiał się, ale Caroline się zgorszyła.  
- Dobrze wiecie, Ŝe ona Ŝartuje. Pełnia księŜyca to romantyczne 
zjawisko. Sprzyja zakochanym powiedziała.  
- Jak moŜna tak straszyć małe dzieci - dodała, patrząc oburzonym 
wzrokiem na  
Kendall. - A na dodatek nie własne, lecz cudze.  
Kendall uniosła brwi. CzyŜby wytworna dama rzuciła jej rękawicę? 
Objęła dziewczynki, pomogła  

background image

im wyjść z basenu i stanęła z nimi na trawie. Lgnęły do niej jak małe 
małpki do swojej mamy.  
- Czy ty teŜ uwaŜasz, Ŝe źle zachowuję się wobec twoich pociech? - 
zwróciła się Kendall do Rafe'a.  
Rafe patrzył to na jedną, to na drugą kobietę. Widać było, Ŝe bawi się 
doskonale.  
 
- Kendall ma znacznie więcej doświadczenia z dziećmi niŜ ty i ja - 
powiedział do Caroline. - Myślę,  
Ŝ

e naleŜy jej w tych sprawach zaufać.  

_ Czy moŜemy zjeść z wami kolację, tato? - zapytała nagle Cami.  
Caroline chciała coś odpowiedzieć, ale ubiegł ją Rafe.  
_ Oczywiście, Ŝe tak. Lećcie do domu i przebierzcie się w najładniejsze 
sukienki.  
Kendall z satysfakcją zobaczyła, Ŝe twarz Caroline wyraźnie się 
wydłuŜa.  
_ Czy KendaH teŜ moŜe zostać? - dowiadywała się Cami podnieconym 
głosem.  
Kendall skrzywiła się. Tylko tego brakowało! Miała juŜ zamiar bardzo 
stanowczo odmówić, gdy  
zobaczyła minę Caroline i usłyszała jej cienki głosik.  
- O nie, ona wszystko zamoczy! - Caroline zgarnęła swoją jedwabną 
spódnicę i cofnęła się o kilka  
kroków. - Jest cała mokra.  
_ Niech zmoczy - roŜeśmiał się Rafe. - To normalne na przyjęciach 
koło basenów. Zapraszam cię,  
Kendall - zwrócił się do niej. - Zostań z namI.  
Kendall spojrzała na Caroline, która z trudem trzymała nerwy na 
wodzy.  
_ Bardzo dziękuję - odparła powoli. - Ale, niestety, mam jeszcze wiele 
spraw do załatwienia.  
_ Powiedziałaś nam, Ŝe odwołałaś dzisiejszy trening ekipy - 
przypomniała jej Cami. - Błagam cię,  
zostań. Tori tak się ucieszy!  
- Zostań, Kendall - powiedział Rafe dziwnie serdecznie. - Bardzo cię o 
to proszę·  
Kendall zmiękła.  

background image

_ Mam w samochodzie sukienkę. Polecę i szybko się przebiorę·  
_ Świetnie - ucieszył się Rafe. - Ale pospiesz się, bo zaczniemy bez 
ciebie.  
Cami zaczęła podskakiwać jak piłka, Tori uśmiechnęła się od ucha do 
ucha, Caroline spuściła oczy,  
Rafe roześmiał się na cały głos.  
To jest nonsens, pomyślała Kendall. Nie powinnam tego robić. Caroline 
przyszła tu, spodziewając  
się kolacji w romantycznym nastroju. Sam na sam z Rafe'em. A 
tymczasem czeka ją rodzinne  
spotkanie i, na dodatek, moje towarzystwo. DuŜa przykrość dla tej 
,wytwornej damy!  

background image

 
Ale po co Caroline udaje, Ŝe lubi dzieci, skoro w gruncie rzeczy ich nie 
cierpi? Po c6 się zgrywa? A  
w ogóle, czy ona zasługuje na takiego męŜczyznę, jak Rafe? Kendall 
usiłowała sobie uzmysłowić,  
jakby to było, gdyby Caroline przeniosła się na stałe do tego domu, 
zaczęła dyrygować dziećmi,  
częstować Tori klapsami, i krew się w niej zagotowała. O nie, nie 
wolno do tego dopuścić! Z  
pomocą dziewczynek postara się o to, Ŝeby Caroline raz na zawsze 
znikła z Ŝycia ich ojca.  
Kendall ubrała się w jasną, bawełnianą sukienkę, rozczesała wilgotne 
włosy, pozwalając im  
swobodnie opaść n~ plecy i powróciła na brzeg basenu. Powietrze było 
łagodne i ciepłe, ostatnie  
promienie zachodzącego słońca odbijały się w spokojnej wodzie. 
Dziewczynki jeszcze nie zeszły  
na dół, prawdopodobnie przebierały się w swoich pokojach, Rafe zaś z 
Caroline tańczyli w takt  
muzyki, płynącej ze stojącego w salonie adaptera.  
Kendall utkwiła wzrok w nagich plecach Caroline, na których 
spoczywała teraz smukła, smagła  
dłoń Rafe'a. Ogarnęło ją paskudne uczucie zazdrości. Poczuła 
nienawiść do tej kobiety, właściwie  
bez konkretnej przyczyny. Zaskoczyło ją to. Nigdy w Ŝyciu nie zaznała 
czegoś podobnego. W  
mgnieniu oka, z przeraźliwą wręcz jasnością, zrozumiała, Ŝe bierze się 
ono z jednego jedynego  
powodu: chciała mieć Rafe'a dla siebie! O tak! Nie mogła dopuścić do 
tego, by dostała go  
Caroline.  
Po chwili zastanowienia doszła jednak do wniosku, Ŝe jest to z 
pewnością chwilowy kaprys, nagły  
apetyt na,ciastko, oglądane przez szybę cukierni. Tak będzie na pewno i 
z Rafe'em. Gdy tylko uda  
jej się, przy pomocy dziewczynek, posłać Caroline na grzybki, znowu 
Rafe stanie się jej obojętny.  

background image

Ogarnęła ją chęć ucieczki, ale było za późno.  
Caroline zauwaŜyła ją i zwróciła się do niej z kokieteryjnym chichotem.  
 
- Och, Candy - zawołała - chodź i pomóŜ mi! Rafe jest strasznie 
bezczelny. Robi rzeczy, od których  
się rumienię·  
- Nazywam się Kendall.  
Caroline zachichotała jeszcze piskliwiej, a Rafe zaczął ją teraz łaskotać 
po białych plecach.  
- Nie rób tego, wstrętny człowieku - piszczała Caroline. - Candy, 
przyjdź mi z pomocą. CóŜ to za  
Casanova! Cieszę się, Ŝe wróciłaś, bo nie daję sobie z nim rady.  
Mizdrzenie się Caroline przyprawiło Kendall o ból zębów, jednakŜe 
Rafe nie zwracał na nią uwagi.  
Wyglądał jak kot, który najadł się spyrki i jeszcze nie oblizał sobie 
wąsów.  
- Candy, powiedz sama, czy on nie jest naj przystojniejszym męŜczyzną 
na świecie?  
- Nazywam się Kendall, ale mniejsza z tym. Owszem, jest całkiem 
przystojny. Ma ładne oczy. No,  
ale moŜe 'trochę zbyt cofnięty podbródek.  
Kendall rozsiadła się wygodnie w jednym z fotelików i krytycznie się 
przyglądała tańczącej parze.  
Rafe zrobił do niej perskie oko.  
- Zmiana partnerek - oświadczył. Odprowadził Caroline do krzesła i 
wyciągnął rękę do Kendall. - 
Czy mogę panią prosić o ten taniec? - zapytał i ukłonił się.  
Caroline skrzywiła się, a Kendall skoczyła na równe nogi i wtuliła się w 
ramiona Rafe'a. Zrobiła to  
na złość głupiej babie, ale prawie natychmiast zorientowała się, Ŝe 
nieco przesadziła. Nie zdawała  
sobie bowiem sprawy z tego, jak wspaniale umięśnione było ciało 
Rafe'a. Po kilku krokach poczuła,  
Ŝ

e uginają się pod nią kolana, zwłaszcza Ŝe trzymał'ją mocno i Ŝe jego· 

ciepły oddech owiewał jej  
skroń i ucho. Rafe prowadził ją wokół basenu, a' gdy dotarli do końca, 
tam, gdzie woda była  

background image

najgłębsza, przechylił ją w tył i tak trwali przez dłuŜszą chwilę.  
Spojrzała na niego, unosząc z trudem głowę, i skrzywiła się.  
- Mogłeś sobie wybrać jakąś lepszą - szepnęła.  
- Próbowałem; ale dostałem kosza ..  
Przyciągnął ją mocniej do siebie i w rytmie walca wrócili do miejsca, w 
którym siedziała Caroline.  
Dziewczynki, ubrane w najlepsze sukienki i pięknie, uczesane, wyłoniły 
się z domu. Tori nałoŜyła  
lewy pantofelek na prawą nogę, co Caroline z miejsca zauwaŜyła i 
wyśmiała. KendaH wzięła  
dziewczynkę na kolana, naprawiła błąd i zaprowadziła ją do stołu.  
Kolacja była, doskonała. Fileciki z łososia; ryŜ, sałatka z cykorii. 
Caroline bez przerwy !p-ówiła,  
ale mimo to jadła dwa razy więcej niŜ inni. Coraz bardziej działała 
wszystkim na nerwy, tylko  
Rafe w ogóle na nią nie reagował. Być moŜe dlatego, Ŝe bawi go 
sytuacja, pomyślała Kendall.  

background image

 
Tymczasem Caroline stawała się agresywna. Spałaszowała dwie porcje 
sernika i zabrała się do  
systematycznego krytykowania dziewczynek.  
 
-Tori, kochanie, dlaczego. zawsze patrzysz spode łba? Musisz 
koniecznie odzywać się do lu(,izi.  
Twoje milczenie jest po prostu śmieszne. A ty,Cami, musisz coś zrobić 
z włosami. Ściągnij je  
bardziej do tyłu. Wpadają·ci ciągle do oczu. To okropne! PrzecieŜ na 
pewno chcesz, Ŝeby twój  
tatuś był z ciebie dumny!  
Cami na pewno chciała jednego, a mianowicie, Ŝeby pozwolono jej 
uausić tę paskudną babę. Tego  
Kendall była pewna. Sama chętnie by to zrobiła.  
-Wiesz co - zwróciła się Caroline do Rafe'a. - Powinniśmy popłynąć 
statkiem po Pacyfiku. We  
dwoje. Tak, Ŝeby nas nikt nie mógł znaleźć. Są takie wycieczki. Trwają 
wiele tygodni. MoŜna się  
oderwać od wszystkiego - dodała, spoglądając z nie ukrywaną nifchęcią 
na dziewczynki.  
-To mogłoby być wspaniałe - odparł Rafe odruchowo. Nie zauwaŜył, Ŝe 
córki patrzą na niego z  
przeraŜeniem w oczach.  
Kertdall ogarnęła złość. Jak mógł tak bezmyślnie dokuczać swoim 
dzieciom?! CzyŜby zapomniał,  
jak niedawno straciły matkę?  
- M02!e Candy mogłaby zamieszkać z wami przez ten czas - 
zasugerowała Caroline. - Ta  
sprawiłoby wam przyjemność, nieprawdaŜ, dziewczynki?  
Kendall kopnęła Rafe'a pod stołem z całych sił. Spojrzał na nią ze 
zdziwieniem. Najwyraźniej nie  
miał zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.  
Zanim Kendall zdąŜyła go ponownie kopnąć, zjawiła się pokojówka.  
-Telefon do pana.  
- Dziękuję. Odbiorę go w gabinecie.  
Rafe rzucił serwetkę na stół i pobiegł w głąb domu.  

background image

- Pospiesz się, kochanie - gruchała Caroline.  
- Będziemy na ciebie czekały.  
Zsunęła z przegubu ręki cięŜką, złotą bransoletę.  
PołoŜyła ją obok szklanki z wodą i zwróciła się do dziewcząt głosem 
tak .innym niŜ ten, którym  
mówiła do Rafe'a, Ŝe Kendall aŜ się wzdrygnęła. Przypomniał jej się 
film Egzorcysta.  
-Słuchajcie, wy dwie, łokcie ze stołu, ale juŜ - burknęła. Spojrzała na 
Kendall.  
- .Mogłaby je pani nauczyć choć trochę dobrych mamer.  
- Nie jestem ich guwernantką, tylko instruktorką pływania.  
Caroline zapaliła papierosa, zaciągnęła się głęboko i zaczęła coś 
mruczeć na temat niesprawności  
dzisiejszej słuŜby. W pewnym momencie Kendall zauwaŜyła, jak Cami 
wyciąga swoją małą rączkę  
i zręcznym ruchem zgarnia ze stołu bransoletkę Caroline. Myślała, Ŝe 
dziewczynka chce się  
przyjrzeć ładnej ozdobie, ale pomyliła się. Cami i Tori wstały od stołu i 
szybko pobiegły do basenu.  
CzyŜby wykonywały jakiś dobrze opracowany plan?  
- Mam nadzieję, Ŝe pani wkrótce pojedzie do domu - zauwaŜyła 
Caroline cierpkim tonem. - Rafe i  
ja chcielibyśmy zostać sami. Ufam, Ŝe mnie pani rozumie.  
Kendall skinęła głową, Przyglądała się intensywnie dziewczynkom. Co 
one knują?  
Rozległ się lekki plusk i zaraz potem Cami i Tori podbiegły do stołu.  
- Ojejku! - krzyknęła Cami, zakrywając sobie oczy rączkami. - 
Bransoletka Caroline wpadła do  
wody. - Moja bransoletka! - zdenerwowała się Caroline, wodząc rękami 
po obrusie. - O mój BoŜe!  
Co za wstrętne bachory! Zrobiłyście to naumyślnie!  
Pobiegła na skraj basenu i spojrzała w głąb wody.  
Dziewczynki stanęły obok niej.  
-Widzę ją. LeŜy na dnie - krzyknęła Caroline. Następne dźwięki, jakie 
wydobyły się z jej krtani,  
były raczej nieartykułowane. Machała dziko rękami, zupełnie jakby się 
spodziewała, Ŝe niebo  

background image

ześle jej jakieś narzędzie do pomocy. Piszczała i gdakała jak zarzynana 
kura. Wreszcie wpadła do  
wody jak  
wypełniony kamieniami worek.  
Kendall bawiła się doskonale. Nie mogłaby przysiąc, ale zdawało jej 
się, Ŝe dwie małe piąstki  
podcięły kolana Caroline, przez co straciła równowagę i wylądowała w 
basenie.  

background image

 
Kendall pochyliła się. Caroline leŜała na dnie i łykała vyodę·  
 
- Słuchajcie - zdenerwowała się Kendall. - Ona chyba nie umie pływać.  
Bez chwili zast.;tnowienia zrzuciła z nóg sandały i skoczyła do wody. 
Objęła Caroline wpół i  
popłynęła z nią do schodków. Wszystko to trwało zaledwie chwilę. 
Caroline krz.tusiła się, ale była  
cała i zdrowa, chociaŜ bardzo mokra.  
W sercu miała więcej złości niŜ wody w płucach.  
Jeszcze zanim odzyskała normalny oddech, zaczęła wrzeszczeć na 
dziewczynki i wygraŜać im  
pięścią·  
- Coście zrobiły? JuŜ ja wam pokaŜę!  
Rafe powrócił do ogrodu. Na schodkach basenu ;zobaczył Caroline i 
Kend.;tll. Miały mokre włosy,  
suknie przyklejone do ciała.  
- Odchodzę na chwilę i od razu się topicie - mruknął.  
- Caroline wpadła do basenu - przerwała mu Cami, patrząc na ojca 
lliewinnymi oczami. - Kendall  
wskoczyła za nią i uratowała jej Ŝycie.  
- Rafe, Rafe - popłakiwała Caroline.  
Wyglądała Ŝałośnie. Jej mokre włosy okalały pozbawioną makijaŜu 
twarz.  
Wstała i podeszła chwiejnym krokiem do Rafe'a, przylgnęła do· niego i 
zmoczyła mu przód koszuli.  
-Te twoje okropne dziewczyny wepchnęły mnie z premedytacją do 
wody! Musisz je natychmiast  
ukarać - zaŜądała.  
- Co ty opowiadasz? Jesteś śmieszna.  
Rafe otrząsnął się jak mokry buldog, odsl,lwając jednocześnie od siebie 
Caroline.  
- One to zrobiły! Przysięgam ci.  
Rafe spojrzał w stronę Kendall, która siedziała na brzegu basenu i 
machała nogami.  
- Co tu się stało? - zapytał.  

background image

Kendall wzruszyła .ramionami, uśmiechnęła się szeroko, a potem 
zanurkowała i wyciągnęła z dna  
bransoletkę Caroline. Podała ją Rafe'owi. Była zadowolona. Caroline 
najwyraźniej zbierała się do  
wyjścia.  
- JeŜeli ich nie ukarzesz ... jeŜeli nie wyciągniesz konsekwencji. .. - 
krzyczała - to nigdy ci tego nie  
daruję! Ale co tam. PrzecieŜ widzę, Ŝe jesteś po ich stronie.  
Rafe wydawał się nie tyle zgorszony, ile znudzony całą tą sprawą·  
- Caroline - powiedział. - PrzecieŜ to są moje córki. Oczywiście, Ŝe 
jestem po ich stronie. .  
- Proszę, Ŝebyś mnie odwiózł do domu - zaŜądała Caroline. - Nikt mnie 
jeszcze nigdy tak podle nie  
potraktował.  
Rafe wzruszył ramionami.  
- Ben cię odwiezie. Zaraz mu powiem, Ŝeby wyprowadził samochód. 
Idź na ganek.  
Otrząsając się i prychając Caroline poszła do samochodu, a Kendall 
wyskoczyła z basenu. Rafe  
podał jej ręcznik i spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.  
- Czy to ty sprawiłaś jej tę kąpiel? - zapytał podejrzliwie.  
- Nie, to nie ja. Ale muszę przyznać, Ŝe sobie na nią zasłuŜyła.  
- Rozumiem - odparł Rafe z powagą.  
Gdy Caroline wreszcie odjechała, Rafe zwrócił się do swoich córek, 
które siedziały grzecznie na  
ławce ze spuszczonymi oczami.  
- Miałyście dzisiaj dobry dzień, prawda? Teraz idźcie do swoich 
pokojów i przygotujcie się do  
spania. Przyjdę do was za chwilę i pogadamy sobie o tym, co się stało.  
Wstały posłusznie i ruszyły w stronę domu, uśmiechając się 
konspiracyjnie do Kendall.  
- One ją popchnęły - zawiadomiła Kendall Rafe'a, kiedy znaleźli się 
sami. - I to nie bez przyczyny.  
Ale przypuszczam, Ŝe naleŜy 'im uświadomić, Ŝe to mogło mieć przykre 
konsekwencje.  
- Biedna Caroline - uśmiechnął się Rafe. - Niezbyt dobrze 
potraktowaliśmy ją dzisiaj.  

background image

- Jak juŜ mówiłam, niestety zasłuŜyła sobie na to. Dlaczego ją 
zaprosiłeś?  
- Skoro odmawiasz mi swojego towarzystwa, muszę sobie jakoś radzić. 
MęŜczyzna juŜ taki jest.  
- I właśnie dlatego tyle kobiet przed nim ucieka - oświadczyła Kendall i 
zaczęła rozglądać się za  
swoimi rzeczami.  

background image

 
Rafe podszedł do niej szybkim krokiem i chwycił za przegub ręki.  
 
- O nie - powiedział. -. Nie pojedziesz do domu w tych mokrych 
ciuchach. Musisz wziąć gorący  
prysznic. Znajdę ci jakieś suche rzeczy.  
Zamilkł. Po chwili odezwał się, ale juŜ cichszym głosem.  
- MoŜe byś została u nas na noc?  
-Na noc?  
- Słuchaj, w tym domu jest piętnaście sypialni. Wybierz sobie, którą 
chcesz. Pokojówka ją  
przygotuje. Jesteś w końcu bohaterką dnia. NaleŜy ci się gorący 
prysznic, miękki płaszcz  
kąpielowy, piękny pokój ...  
To brzmiało zachęcająco. Kendall stwierdziła, ku własnemu zdumieniu, 
Ŝ

e zaczyna zastanawiać się  

nad propozycją Rafe'a.  
ROZDZIAŁ PIĄTY  
W godzinę później, otulona od stóp do głów miękką, białą podomką, 
KendalI przekraczała  
ogromny hol domu Rafe'a. Była po orzeźwiającej kąpieli w ciepłym 
baseniku z podwodnym  
masaŜem i czuła się znakomicie. Zajrzała przed chwilą do sypialni 
dziewczynek, które spały jak  
susły.  
Zatrzymała się i raz jeszcze spojrzała w głąb holu. I Po raz trzeci. Ani 
ś

ladu Rafe'a. OdwaŜyła się  

nawet zajrzeć do jego pokoju. Co to miało znaczyć? Czy nie zamierzał 
jej nawet powiedzieć  
dobranoc? CzyŜby był szczery, gdy zapewniał ją, Ŝe nie ma się czego 
obawiać z jego strony?  
KendalI ruszyła na schody. Była zbyt zaintrygowana sytuacją, by móc 
się połoŜyć do łóŜka.  
Postanowiła poszukać czegoś do czytania.  
Zeszła na dół. Po ciemku znalazła drzwi biblioteki.  
Wodząc ręką po ścianie szukała wyłącznika. Natrafiła na coś miękkiego 
.. i powiewnego.  

background image

Wzdrygnęła się. Była to prawdopodobnie jakaś zasłona, ale w 
ciemnościach takie cienkie zasłony  
bywają niepokojąco podobne do pajęczyn.  
 
 
- Halo - rozległ się znajomy męski głos. KendalI podskoczyła i jęknęła 
ze strachu.  
-To tylko ja - odezwał się ponownie ten sam męski głos.  
PrzecieŜ to Rafe, pomyślała. Jaka ja jestem niemądra!  
Zabłysła niewielka lampa z zielonym kloszem, oświetlając głęboki, 
skórzany fotel, w którym  
rozsiadł się pan domu. Trzymał wysoką szklankę, wypełnioną 
złocistym płynem.  
- Rafe! - zawołała i przyłoŜyła sobie rękę do serca.  
-Ale mnie przestraszyłeś! Co tu robisz?  
Mógł odpowiedzieć, Ŝe na nią czeka, i byłoby to częściowo prawdziwe, 
ale nie chciał jej  
odstraszyć. Wskazał więc tylko ręką na stojący naprzeciwko wygodny 
fotel. Pomyślał, Ŝe KendaIl  
wygląda szalenie ponętnie w tym miękkim, białym stroju.  
- Po prostu siedzę sobie po ciemku i zastanawiam się nad moim losem - 
powiedział z udanym  
smutkiem.  
Postanowił sobie trochę poŜartować, co tam.  
- Myślałem o tym, jakby to było, gdybym się oŜenił z Caroline. .  
- Z Caroline? - KendalI spojrzała na niego ze szczerym zdziwieniem. - 
Nie zrobisz chyba takiego  
głupstwa - dodała.  
- Sam nie wiem, moja droga. Widzisz, mam te dwie małe dziewczynki i 
nie bardzo daję sobie z  
nimi radę. Powinienem się chyba o~enić, chociaŜby po to, Ŝeby ktoś się 
nimi na serio zajął.  
- MoŜe ktoś, ale na pewno nie CaroIine - oburzyła się KendalI. - Ona 
nie ma zielonego pojęcia o  
tym, jak się obchodzić z dziećmi. .  
-A mnie się zdawało, Ŝe kaŜda kobieta instynktownie to umie.  
- Nie ona. .  

background image

Rafe westchnął.  
- MoŜe masz rację - powiedział po chwili. - Prawdę mówiąc, nie 
wyobraŜam jej sobie, robiącej na  
drutach malutkie pantofelki dla niemowląt.  

background image

 
KendaIl roześmiała się.  
 
- Zwracam ci uwagę, Ŝe Cami i Tori juŜ dawno wyrosły z takich 
pantofelków.  
-Trochę Ŝałuję, Ŝe nie są chłopcami.  
Rafe zasępił się i KendaIl zrobiło się go Ŝal.  
- Myślisz, Ŝe szłoby ci łatwiej z chłopcami? - zapytała. - Dlaczego?  
- Dlaczego?! - Rafe był zaskoczony jej pytaniem.  
- Dlatego, Ŝe chłopcy są znacznie łatwiejsi od dziewczynek. Mówią, co 
myślą, kopią piłkę, rozbijają  
sobie kolana. Kiedy klną, moŜna im dać klapsa. Jak spadają z drzewa i 
coś sobie łamią, wiezie się  
ich do lekarza i zakłada gips. Gdy dochodzą do osiemnastu lat i stają się 
bezczelni, wypycha ich się  
z domu, Ŝeby zaczęli sobie sami dawać radę. Tyle wiem o chłopcach, . i 
to mi wystarczy.  
KendaIl roześmiała się.  
-Wydaje mi się, Ŝe to jeszcze nie wszystko.  
I Rafe takŜe się roześmiał.  
- Chyba masz rację.  
Łyknął trochę whisky i spowaŜniał.  
- Prawdę mówiąc, martwię się o moje dziewczynki. Potrzebna im jest 
matczyna ręka.  
- Nie moŜesz się oŜenić tylko po to, Ŝeby im dać matkę·  
- Czemu nie?  
- Bo do tego potrzebna jest chociaŜ odrobina miłości. Bez niej moŜe 
być jeszcze gorzej.  
- No cóŜ, to ty przekonywałaś mnie niedawno, Ŝe miłość w ogóle nie 
istnieje.  
KendaIl wzruszyła ramionami.  
-Tak mi się zdawało, ale tylko przez krótką chwilę.  
- Innymi słowy, zmieniłaś zdanie i znów wierzysz w istnienie tego 
dziwnego zjawiska.  
- MoŜe - szepnęła i uśmiechnęła się blado.  
Rafe zmarkotniał. No tak, przecieŜ wiedział, Ŝe prędzej czy później 
Kendall przestanie się gniewać  

background image

na Darrena, miał jednak nadzieję, Ŝe wtedy równieŜ przestanie go 
kochać. Widać się mylił.  
Duszkiem wypił swojego drinka. Co tam., pomyślał, trzeba wreszcie 
zapomnieć o Darrenie.  
Kendall jest wolną ,kobietą. Nic nie stoi na przeszkodzie, Ŝeby się do 
niej zalecać.  
Kendall zorientowała się, Ŝe coś go trapi. Była pewna, Ŝe jest to myśl o 
córkach, o całej tej skomplikowanej  
sytuacji.  
_ Dzieciom niełatwo jest przejść do porządku nad. śmiercią matki - 
powiedziała szybko. - Daj im  
jeszcze trochę czasu. .  
- Myślę, Ŝe zrobiły juŜ pewne postępy - odparł Rafe, odstawiając na 
stolik pustą szklankę i  
prostując plecy. - Szkoda, Ŝe ich nie widziałaś, kiedy tu przyjechały. 
Były naprawdę w bardzo złej  
formie. Marci była moŜe niezbyt dobrą Ŝoną, ale za to znakomitą 
matką.  
Ś

mierć Marci zatarła w nim niechęć, którą tak długo do niej Ŝywił. 

Potrafił myśleć o niej juŜ tylko  
jako o matce Cami i Tori, a nie jako o kobiecie, która niemal zniszczyła 
mu Ŝycie ..  
_ Były zupełnie zagubione. A ja umierałem ze strachu. Nie miałem 
pojęcia, co robić.  
Przypomniał sobie, jak wyglądały, jakie były blade i smutne, jak mocno 
trzymały się za ręce, z  
jakim przeraŜeniem na niego patrzyły, zupełnie jak gdyby się bały, Ŝe 
zamknie je w klatkach. Co  
Marci o nim naopowiadała? Nawet nie chciał wiedzieć.  
-Ty teŜ zrobiłeś duŜe postępy. Nauczyłeś się z nimi obchodzić - 
pocieszała go KendaIl. - Dzisiaj,  
na przykład, gdy zorientowałeś się, Ŝe popchnęły Caroline do wody, 
nawet na nie nie nakrzycŜałeś.  
Usiłowałeś im tylko wytłumaczyć, dlaczego nie powinny były tego 
zrobić. Myślę, Ŝe to najlepsza  
metoda wychowawcza.  
-Tak sądzisz? - Rafe był wyraźnie z siebie zadowolony.  

background image

- Cami powiedziała mi coś bardzo ciekawego - odezwała się Kendall po 
chwili. - OtóŜ, zanim z  
tobą zamieszkały, Tori zupełnie normalnie mówiła!  
-To znaczy, Ŝe ja jestem winien temu, Ŝe prakty'cznie zaniemówiła. Czy 
to moŜliwe? A ja  
myślałem, Ŝe ona jest po prostu trochę zapóźniona w rozwoju i Ŝe to się 
z czasem wyrówna. Ale,  
jeŜeli przedtem normalnie mówiła, to znaczy, Ŝe zrobiłem jakieś 
straszne głupstwo.  
Rafe był tak zmartwiony, Ŝe Kendall miała ochotę pogłaskać go po 
głowie, szepnąć coś  

background image

 
pocieszającego do ucha, pocałować go czule.  
 
- Czy przestraszyłeś ją czymś? - zapytała.  
-Chyba nie.  
Zamknął oczy i zamyślił się.  
- MoŜe po prostu wyczuła ... - szepnął i urwał w pół zdania.  
- Co takiego?  
- Nic, nic.  
Kendall wstała i przyklękła przy jego fotelu. PołoŜyła mu rękę na 
kolanie i spojrzała głęboko w  
oczy.'  
- Co chciałeś powiedzieć? - zapytała.  
-To nic takiego, Kendall. Nie powinienem był wypić tej whisky. Czuję 
się zupełnie znokautowany.  
Dotknął delikatnie jej policzka.  
- Jestem do niczego - uśmiechnął się. - Nic mi się ostatnio nie udaje.  
Nagle Rafe spowaŜniał. Ściemniały mu oczy.  
- Powiedz mi prawdę. Czy chcesz iść ze mną do łóŜka? .  
Kendall wzdrygnęła się. Nie spodziewała się tak radykalnej zmiany 
tematu.  
-AleŜ skąd!  
-Tak teŜ myślałem. - Rafe pokiwał głową ze smutkiem. - Wobec tego 
powiem ci dobranoc.  
Sięgnął po pustą szklankę i zaczął się podnosić z fotela.  
- Zaczekaj - szepnęła Kendall pospiesznie.  
Wyciągnęła rękę, by go zatrzymać.  
- Na co? - zapytał krótko.  
Kendall zawahała się. Nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć. Po 
prostu nie chciała się Ŝ nim  
jeszćze rozstawać.  
-Więc moŜe pocałujesz mnie na dobranoc? - zapytał Rafe.  
Skinęła głową. Wolała na niego nie patrzeć.  
Usta Rafe'a były chłodne, pachniały whisky i tytoniem. Kendall liczyła 
na przelotny, przyjacielski  
pocałunek, taki, po którym moŜna wziąć się za ręce i pomaszerować do 
osobnych pokojów. Ale  

background image

intensywny, męski zapach Rafe'a oszołomił ją. Rozchyliła bezwiednie 
wargi, poddała się jego  
pieszczocie, a on objął ją twardym jak stal, delikatnym jak aksamit 
ramieniem. Pociągnął ją ku  
sobie, posadził na kolanach, wsunął rękę za białą podomkę i dotknął jej 
piersi. Kendall poczuła się  
jak pijana, siły ją opuściły, poddała mu się bez reszty. Mógł teraz robić 
z nią, co tylko chciał.  
Rafe tracił panowanie nad sobą, serce łomotało mu w piersi jak szalone, 
przemoŜna siła ciągnęła go  
ku tej wspaniałej dziewczynie, choć dobrze wiedział, Ŝe powinien 
trzymać się od niej z daleka.  
Ach, gdyby tylko mógł zagłuszyć wszystkie myśli, tzucić ,się na oślep 
w tę otchłań poŜądania ...  
Kendall zamknęła oczy. Ona pewnie wyobraŜa sobie, Ŝe leŜy w 
ramionach Darrena, pomyślał nagle  
Rafe. Zimny dreszcz wstrząsnął jego ciałem, poczuł się tak, jak gdyby 
oblano go kubłem zimnej  
wody.  
- Kendall - szepnął, zanurzając twarz w jej pachnących włosach. - O 
BoŜe, Kendall, ty mnie doprowadzisz  
do szaleństw.a.  
Zsunął ją łagodnie ze swoich kolan na ziemię·  
- Muszę uciec, zanim zrobimy coś, czego potem będziemy gorzko 
Ŝ

ałowali.  

Pobiegł na schody, pozostawiając Kendall skuloną na dywanie. 
Oddychała cięŜko i patrzyła za nim  
zdumionymi oczami. Zrobiło jej się nagle bardzo, ale to bardzo smutno. 
Co się stało? Dlaczego  
Rafe tak nagle z niej zrezygnował? Czyiby jej po prostu nie chciał? Nic 
z tego nie rozumiała.  
Odrzucił ją, to jedno jest pewne. A do tego powinna być 
przyzwyczajona. MoŜe było w niej coś  
takiego, co w decydującej chwili zraŜało męŜczyzn?  
Była przecieŜ pewna, Ŝe Darren ją kocha, ale gdy przyszło podjąć 
Ŝ

yciową decyzję, okazało się, Ŝe  

background image

po prostu puścił ją kantem. IMoŜe nigdy nie był pewny swoich uczuć 
do niej. A teraz co? Myślała,  
Ŝ

e Rafe ją autentycznie lubi i pragnie jej. Ale gdy doszło do zbliŜenia, 

zdezerterował. CzyŜby nie  
umiała juŜ odczytywać miłosnych znaków? A moŜe męŜczyźni bali się 
jej, z jakichś nie znanych jej  
przyczyn?  

background image

 
Wstała i zaczęła powoli wchodzić na górę. Złość narastała w niej z 
kaŜdym krokiem. PtzecieŜ  
zaprosił ją do swojego domu, więc dlaczego tak nagle odszedł? 
Postanowiła zaŜądać wyjaśnień.  
Nie pozwoli, Ŝeby ją wciąŜ wystawiano do wiatru. JeŜeli Rafe doszedł 
nagle do wniosku, Ŝe jej nie  
chce, to niech się przynajmniej z tego wytłumaczy.  
Nigdy nie kochała się z Darrenem i nagle zrozumiała, dlaczego. Po 
prostu nie miała na to ochoty.  
Lubiła go, wydawało jej się, Ŝe Ŝycie z nim będzie miłe i zabawne, i 
dopiero w tej chwili pojęła, Ŝe  
w gruncie rzeczy przede wszystkim pragnęła być męŜatką, a dopiero 
potem Ŝoną Darrena. Nigdy  
nie budził w niej tego, co Rafe, nigdy nie marzyła o tym, by być z nim 
sam na sam, by zwierzać  
mu się ze swoich intymnych myśli. Rafe przyciągał ją jak magnes, 
chciała kaŜdej nocy tulić go do  
siebie, kochać go, zasypiać u jego boku, budzić się rano w jego 
ramionach.  
Minęła swoją sypialnię, poszła dalej l mocno zastukała do pokoju. 
Rafe'a.  
Otworzył drzwi. Stał przednią w samych spodniach, z nagim torsem. 
Skórę miał gładką i opaloną.  
Nie wydawał się zbytnio zachwycony jej widokiem. - Kendall... - 
zaczął ostrzegawczo i oparł się  
framugę drzwi.  
Był tak piękny, Ŝe Kendall z wraŜenia omal nie osunęła się na ziemię. 
Ale opanowała się. Uniosła  
głowę i spojrzała mu śmiało w oczy.  
 
 
- Czy mogę wejść? - zapytała.  
Po chwili wahania odsunął się i wpuścił ją do pokoju. Weszła 
powolnym krokiem do środka i  
rozejrzała się dyskretnie. Na oknach wisiały grube, błękitne zasłony, 
niebieska narzuta zasłaniała  

background image

łóŜko, zarzucone poduszkami w biało-niebieskie paski. W rogu stała 
antyczna komoda, a na niej  
kilka fotografii dziewczynek w srebrnych ramkach. Kendall 
zastanawiała 'się przez chwilę, jak  
wyglądała Marci. Cami była chyba do niej podobna. Nie wiadomo 
dlaczego ogarnęło ją ciepłe  
uczucie do 'pierwszej Ŝony Rafe'a.  
- Kendall - zaczął Rafe. Przerwała mu.  
- Przyszłam tu nie bez powodu. Muszę wyjaśnić z tobą pewną sprawę.  
Rafe zobaczył iskierki złości w jej oczach. Był zaintrygowany.  
- Słucham cię.  
- Oto, co chciałabym wiedzieć. - Kendall skrzyŜowała ręce na piersiach, 
nabrała powietrza. w płuca  
i spojrzała Rafe'owi prosto w oczy.  
- Co to za gra, którą uprawiają niektórzy męŜczyźni w stosunku do 
kobiet? Chciałabym znać jej  
zasady, bo nic nie rozumiem.  
- O czym ty mówisz, dziewczyno?  
- Przyglądasz mi się od dłuŜszego czasu, jak smacznemu kęskowi na 
cudzym talerzu. Przy tym  
dajesz mi do zrozumienia, Ŝe w gruncie rzeczy gotów jesteś 
spałaszować pełny posiłek. Rzucasz mi  
gorące spojrzenia. Całujemy się, co podnosi temperaturę mojego ciała 
do niebezpiecznej  
wysokości. Podniecasz mnie z premedytacją. Rozgrzewasz. 
Namawiasz. A gdy wreszcie mówię tak,  
przyznaję się, Ŝe teŜ tego chcę, ziewasz i idziesz do swojego łóŜka. Co 
tu jest grane?  
Rafe patrzył na nią ze zdumieniem.  
-Ty naprawdę nic nie rozumiesz.  
- Masz rację, nic a nic nie rozumiem. Czy to jest rodzinna cecha 
Tennysonów? Najpierw Darren  
porzuca mnie w ostatniej chwili, potem ty zostawiasz mnie na , środku 
pokoju jak kukłę. Co się  
właściwie dzieje? Czy to ja robię jakiś błąd?  
- Słuchaj, Kendall, to nie ma nic wspólnego z tobą. To ja mam w tej 
chwili jakieś dziwne  

background image

zahamowania. Nie myśl ani przez chwilę, Ŝe ciebie nie pragnę.  
- Na pewno? - zapytała cicho.  
Niemal nie oddychając, wpatrywała się w kapę łóŜk;a, gdyŜ nie miała 
odwagi spojrzeć mu w oczy.  
Czekała na jego odpowiedź.  
-Tak, jak Ŝadnej kobiety na świecie.  
DrŜał na całym ciele. CzyŜby ona tego nie widziała?  
-Wycofałem się, bo nie byłem pewny, czy jesteś juŜ gotowa.  
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - szepnęła i powoli rozwiązała 
sznur podomki, która zsunęła  
się po niej i opadła na podłogę z szumem, który w uszach Kendall 
zabrzmiał jak szmer oceanu.  

background image

 
Stała teraz przed nim naga jak w dniu narodzin. Na jej policzkach 
wykwitły dwa ciemne wypieki.  
Wszystko zaleŜało teraz od Rafe'a. Oddała się w jego ręce. JeŜeli ją 
odrzuci, opuści ten dom i  
nigdy jej noga tu nie postanie. Nie była całkiem pewna, jak doszło do 
tej sytuacji. Sama ją chyba  
sprowokowała.  
Teraz wszystko zaleŜało od niego. Usiłowała odczytać odpowiedź na to 
dręczące pytanie z jego  
oczu. Nadaremnie. Mogła więc tylko trwać nieruchomo i modlić się.  
Zdawało jej się, Ŝe czas się zatrzymał. Rafe nie robił najmniejszego 
ruchu, nie zbliŜał się do niej.  
Zamknęła oczy, nie chciała dłuŜej na niego patrzeć. JakŜe się bała, Ŝe 
odejdzie.  
Nagle znalazł się tuŜ przy niej i chwycił ją za ramiona.  
 
 
- Słuchaj, Kendall- powiedział zachrypłym głosem.  
- Nie kuś mnie, jeŜeli nie jesteś gotowa do poniesienia wszystkich 
konsekwencji.  
Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na niego śmiało. PrzecieŜ właśnie o 
te konsekwencje jej  
chodziło.  
Wyczytał z jej oczu zgodę i zrozumiał, Ŝe jest stracony. Nie mógł juŜ 
dłuŜej zastanawiać się nad  
tym, kogo ona naprawdę pragnie, kogo kocha. MoŜe uda mu się 
przekonać ją do siebie, moŜe stanie  
się męŜczyzną jej Ŝycia. JeŜeli teraz ją uszczęśliwi, to moŜe zdobędzie 
ją na zawsze.  
Jakie piękne miała ciało. Piersi pełne, jędrne, sutki delikatne jak płatki 
róŜy. O, jakŜe pragnął  
zanurzyć się w niej cały, całować aŜ do utraty tchu!  
Stanął przed nią i nie dotykając jej, pocałował ją w usta. Ujął jej twarz 
w dłonie tak delikatnie i  
ostroŜnie, jak trzyma się kosztowne naczynia. Bliskość jej stromych 
piersi, płaskiego brzucha,  

background image

wąskiej talii, smukłych nóg wprowadziła go w stan euforii. Był jak 
zahipnotyzowany. Przesuwał  
ręce po jej szyi, potem delikatnie po piersiach, aŜ zaczęła cicho mruczeć 
z rozkoszy.  
- Będę cię kochał, Kendall - szepnął jej do ucha, pocierając policzkiem 
jej policzek. - Będę cię  
kochał tak, jak nikt cię dotąd nie kochał.  
Wiedział, Ŝe dotrzyma obietnicy. Nigdy w Ŝyciu nie był tak 
podniecony, nigdy w Ŝyciu nie zaznał  
takiego poŜądania. Pieścił ją niespiesznie, z mistrzowską wprawą, chcąc 
doprowadzić ją do takiego  
stanu napięcia, by zaznała najwyŜszej, najwspanialszej, 
wszechogarniającej ekstazy.  
Kendall juŜ dawno przestała myśleć. Wyłączyła się ze wszystkiego, 
grały w niej juŜ tylko zmysły.  
Przylgnęła do niego, wparła koniuszki palców w jego muskularny tors 
tak, jak gdyby to była jej  
ostatnia ostoja. Słyszała gwałtowne, przeraŜające niemal bicie jego 
serca. W ostatnim przebłysku  
przytomności zastanawiała się, czy potrafi uczynić go szczęśliwym?  
Ale nie było czasu do namysłu. Jakaś tajemnicza siła pociągnęła ją ku 
niemu. Był jej jedynym, jej  
wyłącznym celem. Chciała go mieć ...  
Zaraz potem jego ciało przylgnęło do jej ciała. Jego usta nakryły jej 
usta. Uniósł ją, rZaniósł na  
łóŜko i połoŜył na jedwabnej kapie. Sięgnęła po niego i przyciągnęła go 
do siebie. Powoli traciła  
poczucie  
. rzeczywistości, by wkroczyć w nową, cudowną krainę, w której nigdy 
dotąd nie przebywała.  
Zdawało jej się, Ŝe cała promieniuje jakimś nieziemskim ciepłem, Ŝe 
owiewa ją tropikalna bryza, Ŝe  
biją w nią fale oceanu i otula srebrzyste światło księŜyca. A potem było 
jej tak, jak gdyby dryfowała  
na powierzchni chłodnego górskiego jeziora, potem znalazła się w 
rwących strumieniach  

background image

wodospadu, przez chwilę była pod wodą, wreszcie wypłynęła na 
wierzch. Otworzyła oczy.i  
spojrzała na Rafe'a, na jego smagłe ciało. Wsunął ręce pod jej biodra i 
powoli, łagodnie i delikatnie  
przygotowywał się do momentu kulminacji. I zaraz znowu zaczęły 
miotać nią wielkie fale i uniosły  
ją tak, Ŝe sięgnęła ku gwiazdom i nie mogła juŜ ani krzyczeć, ani 
szeptać, ani nawet odqychać, i  
opuściły ją wszystkie siły, więc spoczęła nieruchom o na skraju plaŜy, 
na którą wyrzuciła ją ostatnia  
fala.  
Potem leŜeli obok siebie wśród rozrzuconej pościeli.  
Gdy Kendall wreszcie otworzyła oczy i spojrzała na Rafe'a, wybuchnęła 
ś

miechem.  

- Co cię tak bawi? - zdziwił się. - Czy śmiejesz się ze mnie?  
-AleŜ skąd.  
Ujęła jego twarz w swoje ręce i częstowała go na oślep pocałunkami w 
usta, policzki, nos.  
- Jestem po prostu bezgranicznie szczęśliwa. Odchyliła się i przyjrzała 
mu się uwaŜnie.  

background image

 
- Czy ty to zawsze tak dobrze robisz? Nigdy nie przypuszczałam, Ŝe coś 
takiego jest w ogóle  
moŜliwe. . - To była dopiero zakąska - roześmiał się. - Przygotuj się na 
główne danie.  
Objął ją i przytulił do siebie bardzo delikatnie, a ona chłonęła w siebie 
tę cudowną chwilę· Nie  
miała juŜ Ŝadnych wątpliwości. Była po uszy zakochana.  
Jak to się stało? Sama me była tego pewna. Wiedziała tylko, Ŝe Rafe 
jest tym jednym, jedynym, jej  
przeznaczonym męŜczyzną. Na teraz i na całe Ŝycie.  
Pory roku zmieniły się. Wiosna smutku i Ŝalu przemieniła się w lato 
szczęścia i radości.  
Kendall spędzała kaŜdą wolną chwilę dnia i wszystkie niemal noce w 
domu Rafe'a. Nadal dawała  
dziewczynkom lekcje pływania. Poza tym wraz z Rafe'em jeździła z 
nimi na pikniki w góry albo  
Ŝ

aglówką do Cataliny. Spędzali całe dnie w Disneylandzie. Wmawiała 

sobie, Ŝe to wszystko ma na  
celu ułatwić Rafe'owi zaprzyjaźnienie się z dziewczynkami, 'ale 
przecieŜ wiedziała, Ŝe robi to, Ŝeby  
przebywać jak najczęściej w jego towarzystwie. Nie chciała go ani na 
chwilę spuszczać z oczu,  
pragnęła zatrzymać przy sobie za wszelką cenę·  
Więc to jest miłość, myślała. Uczucie zupełnie inne niŜ to, jakie sobie 
wyobraŜała. Było jak  
olbrzym, trzymający człowieka w kleszczach, jak ciepła kąpiel, jak 
miękki, gronostajowy płaszcz,  
dający poczucie luksusu i bezpieczeństwa. Ale było teŜ jak film, na 
którym widz się boi, jak jazda  
diabelską kolejką, jak waniliowe lody polane gorącym, czekoladowym 
sosem.  
,Tak, miłość ta była pełna niespodzianek, tyle Ŝe Kendallnie miała 
czasu na zastanawianie się nad  
nimi.  
Zresztą nie chciała tego robić. Wiedziała, Ŝe jeŜeli będzie snuła plany, 
wyznaczała daty, ustanawiała  

background image

priorytety, to zaczną ją ogarniać wątpliwości. Rafe teŜ nie rozpoczynał 
Ŝ

adnych rozmów na ten  

temat. Jeszcze nie wylizał ran po swoim burzliwym małŜeństwie i 
Kendall była pewn:;t, Ŝe na razie  
nie chce się na stałe wiązać z Ŝadną kobietą. To miał być romans 
jednego lata. Wiedziała o tym i  
akceptowała to. Sama teŜ nie kwapiła się do trwałego związku. Ilekroć 
zamierzała budować coś  
solidnego, grunt usuwał jej się spod nóg. A uczucie, które przeŜywała, 
było zbyt piękne na to, by  
naraŜać je na szwank.  
Pani McReady przyszła pewnego wieczoru na kolację i bez wahania 
podjęła draŜliwy temat  
stosunków pomiędzy Kendall i Rafe'em.  
- Rafe ostatnio jakoś mało bywa w firmie - po-, wiedziała prosto z 
mostu.  
Pomagała Kendall nakrywać do stołu. Ustawiała dzbanki z mroŜoną 
herbatą i koktajlami na  
obrusie w biało-czerwoną kratkę.  
-Taak ... - Kendal uśmiechnęła się z pewnym zaŜenowaniem. Nie czuła 
się jeszcze swobodnie w  
obecności tej energicznej i pewnej siebie pani. - Myślę, Ŝe chce spędzać 
jak najwięcej czasu z  
dziewczynkami. Uczy się roli' ojca, a to wcale nie jest łatwe.  
Pani McReady spojrzała na Kendall ze zdumieniem.  
-Tak pani uwaŜa? A ja myślałam, Ŝe on wagaruje z panią.  
Kendall zarumieniła się po uszy.  
-To takŜe - przyznała.  
Pani McReady spojrzała na taras, gdzie Rafe i Cami układali na grillu 
hamburgery.  
-Wygląda jak kot, któremu udało się ukraść spyrkę - powiedziała 
wesoło. - To zabawne, ale po  
męŜczyźnie zawsze widać, kiedy mu się zdaje, Ŝe jest panem sytuacji.  
- Nie znam się na kotach - odparła pogodnie Kendall - ale myślę, Ŝe 
Rafe panuje nad kaŜdą  
sytuacją·  

background image

Pomyślała sobie, Ŝe w gruncie rzeczy bardzo jej to odpowiada. Niech 
sobie baby mówią, co chcą,  
ale co to za frajda znaleźć męŜczyznę, na którym moŜna się oprzeć!  
- Z kotami jest tak - mówiła pani McReady. - Są koty domowe i 
podwórzowe, czyli dzikie. Od kilku  
lat, to jest od czasu, kiedy rozpadło się jego małŜeństwo, Rafe naleŜał 
do drugiej kategorii. Był  
chudym, wiecznie głodnym kocurem, takim, co to grzebie w 
ś

mietnikach i wdaje się w bójki z  

innymi kotami. Teraz nasz Rafe zmienił się nie do poznania - ciągnęła 
dalej. - Stał się sytym,  
zadowolonym, domowym kotem, który najchętniej wylegiwałby się, 
mrucząc przy kominku. A to  
wszystko dzięki pani.  

background image

 
KendaIl wcale nie była pewna, czy pani McReady uwaŜa ten stan 
rzeczy za pozytywny. .  
 
-A co, pani zdaniem, ja jemu zawdzięczam? - zapytała z braku innego 
pomysłu.  
- Myślę, Ŝe poskromił panią, jeŜeli sądzić po tym, jak zachowała się 
pani tamtego dnia na zebraniu  
rady - roześmiała się pani McReady. - Zgorszyła pani tych starych 
durniów, nie ma co. Niektórzy  
do tej pory jeszcze nie wyszli spod namiotu tlenowego.  
Pani McReady przysiadła na ławce i przyciągnęła Kendall do siebie.  
- U siądź ze mną, dziecko - poprosiła. - Muszę ci coś powiedzieć o 
małŜeństwie Rafe'a. Nie było,  
niestety, udane. Marci była bar,dzo piękna i z początku wydawała się 
łagodna i delikatna. Wszyscy  
uwaŜali ich za wspaniałą parę i myśleli" Ŝe będą bardzo szczęśliwi. 
Rafe traktował ją jak królową.  
Starsza pani zamilkła i zanurzyła się we wspomnieniach. Kendall takŜe 
milczała. Tak bardzó  
pragnęła dowiedzieć się, co łączyło, a właściwie co rozłączyło Rafe'a z 
jego piękną Ŝoną.  
- MoŜe właśnie na tym polegał błąd - odezwała się po chwili pani 
McReady. - Postawił ją na  
piedestał, a ona chciała zejść na ziemię, poznać Ŝycie i jego brud, 
wytarzać się w nim i przekonać,  
jakie ono naprawdę jest. Zmieniła się wkrótce po urodzeniu Callii. Nie 
wiem, dlaczego. Chciała koniecznie  
przeŜyć coś nowego. Więc zaczęła eksperymentować.  
Czy to znaczy, Ŝe zdradzała Rafe'a? Kendall trudno było sobie 
wyobrazić taką sytuację. CzyŜby  
Marci straciła rozum?  
- Pamiętam takie dni, kiedy Rafe co chwila dzwonił z biura do domu, 
ale Marci nigdy nie było.  
Zostawiała dziecko z opiekunką i znikała na całe godziny. Bóg wie, 
gdzie przebywała. Rafe'a  
doprowadzało to do szału.  

background image

Kendall wpatrywała się w starszą panią z niedowierzaniem. Tego się 
nie spodziewała.  
- Próbował wszystkiego, by ją odzyskać - ciągnęła pani McReady. - Ale 
w końcu musiał się z nią  
rozstać. I zaraz potem okazało się, Ŝe ona jest w ciąŜy z Tori. Rafe był 
zrozpaczony, sam nie  
wiedział, co robić. Ale nie mógł juŜ wrócić do domu. Zdawał sobie 
sprawę, Ŝe ich małŜeństwo juŜ  
nigdy się nie sklei. Więc zaŜądał rozwodą Ona zgodziła się 
natychmiast. I tak się to skończyło.  
Cała ta historia przyniosła Kendall więcej pytań niŜ odpowiedzi. Ale 
nie chciała być zbyt wścibska.  
Pragnęła jedynie dowiedzieć się czegoś więcej o Marci.  
- Co było przyczyną śmierci Marci? - zapytała.  
- Jechała z jakimś męŜczyzną do Aspen, gdzie mieli spędzić kilka dni 
na nartach. Samochód rozbił  
się na górskiej drodze. Marci była zawsze w towarzystwie jakiegoś 
męŜczyzny. Zapytałam ją  
kiedyś: "Co się z tobą dzieje? Czy ty wiesz, jaką krzywdę robisz swoim 
dzieciom, swojemu  
męŜowi?" A ona roześmiała mi się w nos i powiedziała tylko, Ŝe jest za 
młoda, Ŝeby wiązać się z  
jednym facetem, Ŝe Ŝycie jest na to za krótkie. MoŜe miała jakieś 
przeczucie? No, ale gdyby nie  
była pijana, to prawdopodobnie Ŝyłaby jeszcze do dziś. Ale' cóŜ, takie 
było widać jej przezna, 
czenie. Jak myślisz?  
Kendall wiedziała, Ŝe musi coś powiedzieć.  
- Nie mogę sobie wyobrazić kobiety, która byłaby tak głupia, Ŝeby 
Ibędąc Ŝoną Rafe'a zadawać się  
z innymi męŜczyznami.  
- Ona nie mogła się od tego powstrzymać i zrujnowała ich małŜeństwo.  
Kendall ogarnęło wielkie współczucie dla Rafela.  
Chciała go wziąć w ramiona, pocieszyć go. Ale oczywiście nie teraz.  
Jak mogła tak litować się nad sobą dlatego, Ŝe Darren wystawił ją do 
wiatru, kiedy Rafe przeŜył o  
wiele gorsze chwile i nigdy się jej nie poŜalił.  

background image

Trochę później wszyscy zasiedli do hamburgerów i praŜonej 
kukurydzy. Pani McReady opowiadała  
zabawne historyjki i dziewczynki śmiały się do rozpuku. Nastrój był 
doskonały.  
Ale tej nocy, gdy Rafe przyszedł do jej sypialni, Kendall kochała go 
namiętniej i intensywniej niŜ  
kiedykolwiek.  
- O BoŜe - westchnął Rafe, gdy później leŜeli obok siebie, zlani potem i 
bezgranicznie szczęśliwi. Jesteś  
jak Ŝywe srebro. Jak błyskawica. Nie mogę za tobą nadąŜyć.  
-Tylko z tobą - szepnęła, patrząc na niego oczami pełnymi 
największego uwielbienia. Czy on czuł  
do niej to samo, co ona do niego? Czy był pewien swoich uczuć?  

background image

 
Dziewczynki kwitły. W niczym teraz nie przypominały owych dwóch 
zahukanych, kryjących się po  
krzakach stworzeń, jakie Kendall zastała, gdy po raz pierwszy 
odwiedziła dom Rafe'a.  
JednakŜe Tori wciąŜ nie odzywała się ani słowem.  
Poza tym Kendall zauwaŜyła coś, co ją ogromnie zaniepokoiło. OtóŜ 
Rafe stanowczo faworykował  
Cami.  
Był wprawdzie bardzo miły równieŜ dla Tori, uśmiechał się do niej, 
obsypywał ją prezentami, ale  
znacznie częściej zwracał się do Cami, z nią teŜ bawił się i Ŝartował. A 
gdy szli gdzieś we czwórkę,  
Rafe zawsze towarzyszył Cami, a Kendall Tori.  
Kendall była pewna, Ŝe działo się to dlatego, Ŝe Cami Ŝywiej na 
wszystko reagowała. T ori zaś była  
cicha, bardzo nieśmiała i powaŜna. Poza tym Rafe'a denerwowało jej 
milczenie.  
Kendall przypomniała sobie takŜe coś, co Rafe' powiedział jej pierwszej 
nocy spędzonej razem, a  
mianowicie, Ŝe czuje się winny za ten stan rzeczy. Nigdy juŜ nie wraca l 
do tego tematu.  
Usiłowała pomówić z nim jeszcze raz pewnegą wieczoru, gdy siedziała 
przed toaletką i  
szczotkowała swoje długie włosy. Rafe zaszedł ją od tyłu i pocałował w 
kark. Kendall błogo  
westchnęła, wparła się w niego plecami i uśmiechnęła się·  
_ Przypominam ci, Ŝe w sobotę idziesz z dziewczynkami na balet. 
Załatwiłam wam bilety.  
 
 
-A co? Ty nie? - przestraszył się Rafe, który nie przepadał za baletem.  
- Nie, nie mogę - odparła. - Jadę na zawody pływackie do Santa 
Barbara. Nie będzie mnie przez  
cały weekend. Musisz sobie sam dać radę·  
- Balet - jęknął Rafe. - BoŜe drogi! Te chude dziewczyny w sztywnych 
spódniczkach, skaczące bez  

background image

przerwy w górę i w dół, i te chłoptasie w rajstopach, poruszające się na 
czubkach palców. Czy ty  
naprawdę myślisz, Ŝe ja to wytrzymam?  
- UwaŜaj, bo trzeba cię będzie zapisać na lekcje baletu dla tatusiów i 
córeczek.  
Wzięła z toaletki broszurkę i rzuciła mu ją·  
- Obejrzyj sobie to. Takie kursy naprawdę istnieją· Cami przyniosła to 
dzisiaj do domu. Ten pomysł  
ogromnie jej się podoba. Popatrz na zdjęcia ojca w baletkach 
tańczącego ze swoją córeczką· Cami  
zamierza je wyciąć i powiesić ci nad łóŜkiem.  
Rafe jęknął.  
_ Przyrzeknij, Ŝe wybronisz mnie przed tym okropieństwem. JeŜeli nie, 
to tym razem ja ucieknę z  
domu.  
- Miło wiedzieć, Ŝe mamy na ciebie bicz - roześmiała się Kendall. - 
Słuchajcie, Tennyson - dodała  
głębokim basem. - My znamy wasze słabe strony. UwaŜajcie, Ŝeby nie 
zrobić jakiegoś głupstwa, bo  
będzie z wami źle.  
Rafe nie słuchał. Zupełnie nowy pomysł przyszedł mu do głowy.  
-. Wiesz co - powiedział. - Wykupię tę szkółkę baletową. 
Zorganizujemy tam kursy judo. Lekcje  
judo dla tatusiów i ich córeczek. Zamiast baletu. Co ty na to? - Rafe ...  
- Czy myślisz, Ŝe uda nam się to wszystko załatwić i zarejestrować w 
nadchodzącym tygodniu?  
Jestem przekonany, Ŝe dziewczynki będą wolały lekcje judo niŜ baletu. 
Trzeba irp to tylko  
zaproponować.  
- DajŜe spokój. Jesteś ojcem córek, a nie synów, i musisz się z tym 
pogodzić.  
- Bardzo kocham dziewczynki - tłumaczył się Rafe. Był rozdraŜniony, 
ale jakby zrezygnowany. - 
Szkoda tylko, Ŝe lubią takie nudne zajęcia.  
- No nic, powoli stajesz się typowym ojcem - roześmiała się Kendall.  
- Chyba tak. To nie jest wcale takie trudne, jak mi się zdawało.  

background image

Kendall zastanawiała się przez chwilę, ale w końcu postanowiła 
poruszyć draŜliwą sprawę, która  
nie dawała jej od pewnego czasu spokoju. .  
- Nie wiem, czy zdajesz sobie, z tego sprawę  
- powiedziała - ale ty nie traktujesz ich jednakowo.  
- Nie rozumiem?  
- Z Cami stale przekomarzasz się i Ŝartujesz, a z Tori nigdy.  
- Bo ona nie reaguje Ŝartem na Ŝart i boję się ją urazić.  
-To prawda, ale nie wszystko polega na Ŝartach. Robisz wraŜenie, jak 
gdybyś wolał towarzystwo  

background image

 
Cami niŜ Tori. Jak gdybyś ją bardziej kochał.  
 
- Nie bądź śmieszna - powiedział cicho. - Mówisz po prostu głupstwa. 
To czysty nonsens.  
- Mam nadzieję, Ŝe tak jest. Zastanawiam się tylko nad tym, co o tym 
myśli Tori.  
- Cierpisz na nadmiar wyobraźni - oświadczył Rafe, odwrócił się od 
niej i udawał, Ŝe czegoś szuka  
w szufladzie komody. Nie chciał patrzeć jej w oczy.  
Po chwili ruszył ku drzwiom pokoju. Kendall podąŜyła za nim. 
Pomyślała sobie, Ŝe skoro wreszcie  
zdobyła się na poruszenie tego trudnego tematu, to musi doprowadzić 
rozmowę do końca.  
- Martwię się tym, Ŝe Tori wciąŜ tak uparcie milczy. MoŜe powinniśmy 
zaprowadzić ją do psychologa.  
- Nie wierzę w Ŝadnych psychologów - Ŝachnął się. - Miałem juŜ z nimi 
do czynienia. To zwykli  
szarlatani.  
- Czy to znaczy, Ŝe leczyłeś się u kogoś takiego?  
- Nie, nie ja - odparł krótko.  
I na tym skończyła się rozmowa. Tej nocy po raz pierwszy nie kochali 
się, chociaŜ spali obok siebie  
w tym samym, szerokim łóŜku.  
Kendall wiedziała, ,Ŝe jeŜeli nie uda im się rozwiązać problemów Tori, 
jej własne stosunki z  
Rafe'em zaczną się psuć. Te obawy potwierdziły się. Przez następne 
dwa dni obserwowała pilnie  
Rafe'a i Cami. Rafe usiłował to maskować; ale było rzeczą jasną, Ŝe 
woli towarzystwo starszej  
córki. Tori teŜ to rozumiała i gdy Kendall patrzyła na powaŜną 
twarzyczkę dziewczynki, serce jej  
się krajało.  
Postanowiła działać. Przekonała się juŜ, Ŝe bezpośrednie podejście nie 
daje rezultatu. Pomyślała  
więc, Ŝe gdyby lepiej znała stosunki rodzinne z okresu Ŝycia Marci, 
ułatwiłoby to jej zadanie i  

background image

nasunęło jakieś pomysły.  
Jednej z następnych nocy, kiedy kochali się szczególnie namiętnie, a 
potem leŜeli obok siebie,  
szczęśliwi i spełnieni, Kendall uniosła się w pościeli, oparła na łokciu i 
zaczęła wodzić palcami po  
muskularnym torsie Rafe'a.  
- Opowiedz mi o Marci - szepnęła.  
- Nie chcę o niej mówić - Ŝachnął się.  
Kendall zaczęła go łagodnie głaskać po włosach.  
- Rafe, czy ty kochasz Tori? - zapytała.  
Rafe milczał, chyba trochę za długo, po czym zwrócił ku Kendall twarz 
surową, powaŜną, zupełnie  
jak wyciosaną w marmurze.  
-Tak, kocham ją - odpowiedział wreszcie, moŜe odrobinę niepewnie.  
Kendall odczuła ulgę. Co poczęłaby, gdyby odpowiedź brzmiała 
inaczej?!  
- I chcesz jej pomóc, nieprawdaŜ?  
- Oczywiście.  
- Przedyskutujemy sobie, jak się do tego zabrać. Tylko Ŝe po to, by 
mieć jakiś pogląd na tę sprawę,  
muszę wiedzieć coś niecoś oMarci.  
Rafe spochmurniał i zesztywniał. Przez chwilę Kendall bała się, Ŝe 
rozzłości się i wybiegnie z  
pokoju. Ale wkrótce zaczął się odpręŜać.  
- Na pewno masz rację - odparł. - Ale niełatwo mi o niej mówić. 
Nienawidzę wspominania tamtych  
lat. Ale skoro ma to pomóc Tori, to spróbuję ci wszystko powiedzieć.  
- Jest mi naprawdę przykro, Ŝe cię do tego zmuszam, kochanie. Wiem, 
jak boli wspominanie  
starych krzywd ...  
- No' dobrze, powiem ci wszystko. Marci była motylem, który 
p(zemienił się na powrót w  
gąsienicę. Gdy się z nią Ŝeniłem, myślałem, Ŝe będę w niej miał 
kochankę i przyjaciela, ale okazało  
się, Ŝe ta kobieta, wkrótce stała się potworem. Nigdy nie zrozumiałem, 
dlaczego tak się stało. A  
moŜesz mi wierzyć, Ŝe przez kilka lat nie myślałem o niczym innym.  

background image

Zamilkł i zamyślił się głęboko.  
- Przez pierwszy rok małŜeństwa byliśmy bardzo szczęśliwi - 
powiedział wreszcie. - Marci nie  
chciała pracować, a ja jej do tego nie namawiałem. Odpowiadała mi 
ś

wiadomość tego, Ŝe ona siedzi  

przez cały dzień w domu i ,czeka na mnie. A kiedy urodziła się Cami, 
wyobraŜałem sobie ...  

background image

 
Urwał w pół zdania, potrząsnął głową, wreszcie uśmiechnął się gorzko.  
 
- Zresztą, obojętne, co sobie w.yobraŜałem. Prawdą jest, Ŝe po porodzie 
Marci zmieniła się  
całkowicie, zupełnie, jak gdyby jej się coś w głowie przekręciło. 
Zaczęła wychodzić z domu,  
pozostawiając dziecko bez opieki. A potem, pewne gb dnia ...  
Rafe znowu przerwał swoją opowieść i silnie uścisnął dłonie Kendall.  
- ... pewnego dnia - ciągnął dąlej po chwili - wróciłem niespodziewanie 
wcześniej do domu i  
zastałem ją w łóŜku z chłopcem, który nam czyścił basen.  
Nastąpiła długa cisza. Wreszcie Rafe otrząsnął się. - Nadszedł dla nas 
bardzo trudny czas. Z  
początku byłem pewien, Ŝe zwariuję. Chciałem zabić wszystkich 
męŜczyzn, których  
podejrzewałem o to, Ŝe z nią spali.  
Spojrzał na Kendall niemal dzikim wzrokiem.  
- Rozumiesz, co chcę powiedzieć? Chciałem kaŜdego z nich powalić na 
ziemię i udusić własnymi  
rękami. Chwilami myślałem, Ŝeby i ją zabić.  
- Na szczęście do tego nie doszło.  
- Nie. Tłumaczyłem sobie, Ŝe jest chora, Ŝe straciła rozum. 
Prowadzałem ją do specjalistów,  
umieściłem ją nawet w dobrej klinice. Nic nie pomagało. Wreszcie 
zrozumiałem, Ŝe ona nie  
współpracuje z lekarzami. Bo wiesz, co ci powiem? Ona lubiła swój 
stan. Czuła się w nim  
doskonale. A ja tego nie potrafiłem zrozumieć. To było takie 
upokarzające. Dla niej, dla mnie, dla  
Cami.  
Rafe patrzał w oczy Kendall, jak gdyby spodziewał się, Ŝe znajdzie w 
nich odpowiedź na dręczące  
go pytania. Nie znalazłszy jej, zaczął bawić się jej włosami.  
- Ostatecznym ciosem, jaki mi zadała, było zajście w ciąŜę. Z Tori, 
oczywiście.  

background image

Kendall czekała z drŜeniem serca na dalszy ciąg jego opowieści. Była 
przeraŜona wyrazem jego  
twarzy, bólem, jaki się na niej malował. No i tym zachrypłym z emocji 
głosem.  
-Wiedziałem, Ŝe to nie jest moje dziecko. Nie spałem z nią od miesięcy.  
Kendall zamknęła oczy.  
- Och, Rafe - powiedziała tylko.  
- I pewnie dlatego traktuję Tori inaczej niŜ Cami - szepnął Rafe niemal 
bezgłośnie. - Nie robię tego  
ś

wiadomie. Lubię ją. Ale ilekroć na nią patrzę ...  

Kendall objęła go, przytuliła jego głowę do swajej piersi i zaczęła go 
lekko kołysać. Łzy płynęły jej  
po policzkach. Trzeba to będzie jakoś przetrawić, myślała. Damy sobie 
radę. Na pewno. Nie  
obejdzie się bez wysiłku i na pewno to trochę potrwa, ale Ŝycie zawsze 
się jakoś układa~ Myśl o  
małej, milczącej dziewczynce, kryjącej się po kątach domu i czekającej 
na nie wiadomo co, budziła  
w Kendall bezbrzeŜnewspółCZUCIe.  
- Kendall! Popatrz!  
Kendall odwróciła się, by spojrzeć na Gami, która pędziła na nartach 
wodnych, cała 'w bryzgach  
białej piany.  
-Trzymaj się mocno. Nie chcemy, Ŝeby nam tu ktoś wpadł do wody.  
-Wszyscy umieją pływaćł- wrzasnęła Cami w odpowiedzi.  
Kendall roześmiała się i spojrzała na Rafe'a, który siedział przy sterze 
motorówki z Tori na  
kolanach. Od czasu do czasu dawał jej do ręki gładką, wilgotną 
kierownicę i szeptał komendy do  
ucha. Kendall była zadowolona z Rafe'a. Naprawdę się starał.  
No właśnie. Starał się. To było widać gołym okiem.  
Na razie nie przychodziło mu to łatwo. NaleŜało mu jednak przyznać, 
Ŝ

e robił wielki wysiłek.  

Ś

wietny z niego facet, uznała Kendall. Im lepiej go poznawała, tym 

bardziej kochała.  
Lekcje pływania z dziewczynkami skończyły się. ZbliŜał się koniec 
lata. A wraz z nim stare,  

background image

znajome . lęki. Co czeka ją w przyszłości? Co będzie dalej? Nic się 
właściwie nie wyjaśniło.  
Powiedziała wreszcie Cami, Ŝe przestanie przychodzić kaŜdego 
popołudnia.  
- Będziemy za tobą tęskniły - zasmuciła się dziewczynka, a oczy Tori 
napełniły się łzami.  
- Hej, nie martwcie się! .  
Kendall uklękła przy nich i mocno je objęła.  

background image

 
-Wasz tata zapisze was do mojego zespołu młodzieŜowego. Będziecie 
codziennie przychodziły na  
trening. .  
Uzgodniła to wcześniej z Rafe'em.  
-To im dobrze zrobi. Mam zespół złoŜony z samych początkujących 
dzieciaków, mniej więcej w  
ich wieku. Będą miały okazję do zawierania nowych przyjaźni. 
Powinny być bardzo zadowolone.  
- Będą zadowolone ze wszystkiego, co dla nich wymyślisz, zwłaszcza 
jeŜeli zapewni im to  
codzienny kontakt z tobą - powiedział Rafe. - Poza tym to doskonały 
pomysł. Cieszę się, Ŝe będę  
wiedział, gdzie je znaleźć kaŜdego popołudnia. Często biegają same po 
lesie i jak wracam z pracy,  
muszę je szukać po całym terenie.  
Kendall zastanawiała się, czy to, co robi, jest bezinteresowne. Przyjęcie 
dziewczynek do zespołu  
oznaczało przecieŜ stykanie się na co dzień z ich ojcem.  
Tak więc lato zbliŜało się do końca. Przygoda z Rafe'em była 
prawdopodobnie typową przygodą  
wakacyjną, taką, co to kończy się z nastaniem krótkich dili. Czy Rafe 
znowu zacznie wyjeŜdŜać w  
interesach na całe tygodnie? PrzecieŜ opowiadał jej o tych podróŜach. I 
czy nie zapomni zadzwonić  
do niej po powrocie?  
No, ale nic. Kendall wyprostowała się, stanęła pod wiatr i wystawiła 
twarz na słońce. Postanowiła  
nacieszyć się tą szybką jazdą, tą wspaniałą pogodą. Mogła to być w 
końcu ostatnia okazja  
przebywania z Rafe'em i jego córeczkami.  
ROZDZIAŁ SZÓSTY  
Rafe wpatrywał się w gładką powierzchnię swego wypolerowanego 
biurka. Przyszedł do gabinetu,  
by w ciszy i spokoju przemyśleć całą historię. Wiedział, Ŝe musi coś 
postanowić w sprawie swojej i  
Kendall.  

background image

 
 
- Panie Tennyson. - Grace uchyliła drzwi od sekretariatu i wsunęła 
głowę w szparę. - Przepraszam,  
Ŝ

e przeszkadzam, ale mam na linii pana Clintona z Clinton Industries. 

Są tak zmartwieni tym, Ŝe  
odrzucił pan ich ofertę, Ŝe proponują panu przyjazd do Las Vegas na 
najbliŜszy weekend. Pan  
Clinton wyśle panu bilet pierwszej klasy na sobotni ranny lot i zamówi 
apartament w najlepszym  
hotelu. Chce przedyskutować z panem raz jeszcze swoją propozycję. Co 
pan na to?  
- Proszę powiedzieć Clintonowi, Ŝe przykro mi, ale w sobotę mam z 
córkami lekcję baletu. MoŜe  
mnym razem.  
- Ho, ho - zdziwiła się Grace i uniosła wysoko brwi. Pan Tennyson na 
lekcji baletu z córeczkami!  
To nie do wiary! .  
-Tak jest, proszę pana - odparła i wyszła z pokoju. Po kilku minutach 
drzwi jego gabinetu  
otworzyły się ponownie i stanęła w nich piękna, ruda dziewczyna o 
wydatnym biuście. Miała na  
sobie spódniczkę tak obcisłą, Ŝe wyglądała jak spętana, i równie obcisłą 
bluzkę, przez którą  
prześwitywało coś całkiem ponętnego.  
- Hej! Grace wyszła na chwilę, więc przemknęłam się przez sekretariat, 
Ŝ

eby zajrzeć do pana i  

zapytać, czy panu czegoś nie potrzeba.  
Uśmiechnęła się do Rafe'a zalotnie.  
- Czy mi czegoś nie pottzeba? - zdziwił się Rafe i z wraŜenia zakrztusił 
się własną śliną. - Co to ma  
znaczyć? .  
Dziewczyna nachyliła się nad biurkiem Rafe'a, dając mu głębszy wgląd 
w swój śmiały dekolt.  
- Nazywam się Tracy. Jestem tu nowa. Przyjmuję zamówienia na lunch. 
Przynoszę wszystko z  

background image

najbliŜszych delikatesów. Podobno zamawia pan stale sandwicze z 
razowego chleba z rostbefem,  
no ale pomyślałam sobie, Ŝe lepiej upewnić się, czy nie zmienił pan 
zdania.  
-W porządku. Rostbef na razowym chlebie bardzo mi odpowiada.  
Tracy zamrugała długimi rzęsami.  
-A nie chciałby pan czegoś specjalnego? - zapytała.  
- Bo ja wszystko potrafię załatwić.  
- Dziękuję, Tracy. Nic więcej dzisiaj nie potrzebuję.  
- Czy aby na pewno?  
Dziewczyna była bardzo zawiedziona.  

background image

 
- Na pewno. Mam lekcję baletu z moimi córeczkami.  
Tracy wyszła, a Rafe zaczął nucić w takt płynącej z głośnika muzyki. 
ś

ycie wcale nie jest takie złe,  

pomyślał.  
Ale gdzie, do diabła, podziała się Grace? PrzecieŜ jej zadaniem było, 
między innymi, chronienie go  
przed takimi wizytami.  
Drzwi otworzyły się raz jeszcze i do gabinetu wszedł George Mooney.  
- Hej, Rafe, pomyślałem sobie, Ŝe wpadnę i zaproponuję ci, Ŝebyśmy w 
sobotę poszli na mecz  
Dodgersów. Mam bilety. Zjemy kolację, a potem udamy się na 
przyjęcie. Pamiętasz nasze  
całonocne gry w pokera sprzed kilku lat? OtóŜ wznawiamy je. Co na to 
powiesz?  
- George, bardzo bym chciał, ale widzisz, mam teraz te moje 
dziewczynki i wieczorami...  
- Masz dziewczynki? Doskonale. Przyprowadź je. Im więcej kobiet, 
tym lepiej.  
Rafe skrzywił się.  
- Głupstwa gadasz, George, mówię o moich córkach.  
-Taak?  
George aŜ zesztywniał ze zdumienia.  
- No, to moŜe innym razem - powiedział szybko i wyszedł.  
W chwilę później Grace znowu wsunęła głowę w drzwi.  
- JuŜ wróciłam.  
- Dzięki Bogu. Nie wpuszczaj nikogo, dobrze? Snują się tu jakieś 
dziwne typy.  
- Oczywiście. Tylko Ŝe musi pan jeszcze porozmawiać z trzema 
młodymi dziewczynami. ZłoŜyły  
podania i mają na dziś wyznaczone rozmowy. Są bardzo ładne - dodała 
z uśmiechem.  
CóŜ to za dzień? Istny koszmar. CzyŜby jakaś wyŜsza siła wystawiała 
go na próbę? Rafe był zły, ale  
jednocześnie trochę rozbawiony.  
- Nie, teraz naprawdę nie mam dla nich czasu. Ty z nimi porozmawiaj i 
przyjmij tę, która ci się  

background image

wyda najodpowiedniejsza. Mam do ciebie pełne zaufanie.  
- Bardzo dobrze - zgodziła się Grace - ale pragnę panu zwrócić uwagę, 
Ŝ

e takie zadania naleŜą do  

asystentów administracyjnych, nie do sekretarek, a asystenci 
administracyjni otrzymują znacznie  
wyŜsze pensje. Chciałabym, Ŝeby pan o tym pamiętał.  
Grace uśmiechnęła się i zniknęła za drzwiami.· Rafe znowu zaczął 
rozmyślać.  
Trudna sprawa, pomyślał, trudniejsza niŜ mi się z początku zdawało. 
Trzeba się skoncentrować i  
zebrać myśli: A więc, przede wszystkim: jaki jest dokładnie mój 
stosunek do Kendall? I czy jestem  
pewien jej uczuć do mnie? A w ogóle, po jaką cholerę analizuję to 
wszystko? Przysiągł sobie  
kiedyś, Ŝe juŜ nigdy nie zwiąŜe się na dobre z Ŝadną kobietą i przez 
cztery lata trzymał się tego  
postanowienia. A teraz zadurzył się. W porządku, pragnął jej. I to 
bardzo. Ale przecieŜ ułoŜyli sobie  
te sprawy. Był przekonany, Ŝe po kilku tygodniach miłosnych uniesień 
wszystko znów spowszednieje  
i moŜna będzie przenieść swoje zainteresowania na następną 
kandydatkę. Zawsze tak  
dotychczas było.  
Ale tym razem sprawy rozwijały się inaczej. Uczucie, jakie Ŝywi do tej 
dziewczyny, nie maleje.  
Szczerze mówiąc, rośnie z tygodnia na tydzień. I właśnie dlatego trzeba 
się koniecznie  
zorientować, jakie są jej uczucia do niego.  
Wstał i zaczął krąŜyć po pokoju. Kobiety! KtóŜ je zrozumie? Nie chciał 
dłuŜej o tym myśleć.  
Głowa go od tego rozbolała.  
Ach, ta Kendall ... jakieŜ miała wspaniałę ciało, jak wspaniale pływała, 
jak świetnie prowadziła  
swoją szkołę! Dzieci ubóstwiały ją. Gdyby więcej ludzi wiedziało, co ta 
dziewczyna potrafi, przed  
jej szkołą ustawiałyby się długie kolejki... Hej, zaraz. Rafe zmarszczył 
brwi. Miał pomysł.  

background image

Konkretny, moŜliwy do wykonania, wspaniały pomysł. Trzeba go 
wypróbować. Na pewno się uda.  
Podniósł słuchawkę telefonu i wystukał numer.  
- Halo, Conan. Przyjdź tu zaraz, dobrze? Mam rewelacyjny pomysł. 
Trzeba zdobyć koncesję na  
szkółki pływania. To wspaniały interes. Szczęka ci opadnie, jak podam 
ci szczegóły.  
Rzucił słuchawkę, wziął kartkę papieru i zaczął wypisywać długie 
kolumny cyfr. Był w swoim  
Ŝ

ywiole. śadne tam głupie rozwiązania na temat głębszych uczuć. To 

nie w jego stylu. Co będzie,  
to będzie.  

background image

 
Cieszył się ze swojego projektu. Kochał biznes,- tego nie dało się 
ukryć. Nawet nie zauwaŜył, Ŝe  
Grace znowu wsunęła się do jego gabinetu.  
_ To nadeszło przed chwilą - powiedziała i połoŜyła przed nim 
pocztówkę·  
Przez chwilę dalej kalkulował, ale gdy spojrzał na znaczek pocztowy, 
opadły mu ręce.  
Pocztówka wysłana była z Brazylii. Mogła być wyłącznie od jednej 
osoby. .  
"Hej, Rafe, jak reci? Lato w Rio to piekiełko. Wracam na BoŜe 
Narodzenie. Dzięki za wszystko.  
Darren."  
Rafe zgniótł zapisaną przez siebie kartkę papieru, zrobił twardą kulkę i 
wrzucił ją do kosza.  
Wszystko, co przed chwilą wymyślił, nagle przestało mieć jakikolwiek 
sens.  
 
 
Kendall podjechała po pracy do willi Rafe'a, ale nie zastała tam nikogo.  
_ Pan Tennyson wrócił do biura - oświadczyła jej pokojówka - a 
dziewczynki bawią się w  
ogrodzie.  
W ogrodzie dziewczynek nie było. Nie było ich takŜe przy basenie. 
Kendall spostrzegła cień  
postaci, przebiegającej pomiędzy drzewami, w lasku znajdującym się 
na tyłach posiadłości. Poszła  
tam.  
Dzień był gorący i duszny. Roje małych muszek fruwały w powietrzu. 
Kendall juŜ zamierzała się  
wycofać, kiedy zauwaŜyła postać dziecka pomiędzy sosnami. Była to 
niewątpliwie Tori.  
Chciała na nią krzyknąć, ale powstrzymała się· Pomyślała, Ŝe lepiej 
będzie, jeŜeli zorientuje się, co  
dziewczynki tu robią·  
Szła najostroŜniej, jak mogła, unikając nadepnięcia na suchą gałązkę, 
czy stertę suchych liści. l  

background image

nagle zobaczyła je. Kucały, pochylając się nad wiklinowym koszykiem 
i wydawały z siebie dźwięki  
podobne do gruchania. CzyŜby znalazły w lesie niemowlę?  
Kendall z premedytacją nastąpiła na grubszą gałąź. PrzeraŜone 
dziewczynki poderwały się i zaczęły  
uciekać.  
 
 
- Cami, Tori, stójcie, to ja, Kendall.  
Podeszły do niej ze spuszczonymi głowami.  
- Halo, Kendall - odezwała się Cami. - Co ty tu robisz?  
- Zastanawiam się, co macie w tym koszyku. Czy pozwolicie mi 
zajrzeć? .  
Tori otworzyła wieko. W środku leŜał malutki pasiasty kotek, łudząco 
podobny do tygrysiątka.  
Mógł mieć najwyŜej dwa miesiące. Otworzył róŜowy pyszczek i 
miauknął Ŝałośnie.  
- CóŜ to za cudo!  
Kendall wzięła go na ręce. Mruczał, jakby miał w środku elektryczną 
maszynkę.  
- Nazywa się Ricky-Ticky - powiedziała Cami, patrząc na Kendall 
przeraŜonymi oczami. - Nie  
mów nic tacie, bo on kaŜe pozbyć się go. Proszę cię, Kendall.  
- Skąd go macie?  
- Znalazłyśmy go koło rzeczki.  
- MoŜe do kogoś naleŜy?  
- Nie. Był strasznie wychudzony i miał skaleczoną łapkę·  
Teraz wydawał się być w doskonałym stanie. Jego futerko było gładkie 
i błyszczące.  
- Od jak dawna trzymacie go tutaj?  
- Od tygodnia.  
-A jak go karmicie?  
-Wygrzebujemy coś ze śmietnika. Nie ukradłyśmy niczego z kuchni. 
Słowo honoru.  
- On powinien jeść prawdziwe poŜywienie dla kotów.  
- No tak, ale nie mamy na to pieniędzy.  
Temu moŜna łatwo zaradzić, pomyślała Kendall.  

background image

- Nic nie powiesz tacie, prawda? - błagała Cami.  
- Przysięgnij.  
Kendall przypomniała sobie, Ŝe niedawno Rafe nie zgodził się, by 
trzymały w domu kota.  
Delikatnie połoŜyła zwierzątko do koszyka i przymknęła wieko. Sprawa 
nie będzie łatwa,  
pomyślała.  

background image

 
~ Przykro mi, dziewczynki, tego nie mogę wam obiecać. Ale pomogę 
wam zdobyć dla niego  
porządny pokarm.  
To nie zadowoliło dziewczynek, ale trudna rada.  
Kendall zaprowadziła je do domu. Były bardzo przygnębione. 
Wiedziały, Ŝe z ojcem nie wygrają.  
Kendall poszła do sklepu - po puszki z kocimi smakołykami. Na 
szczęście zdąŜyła wrócić przed  
powrotem do domu Rafe'a i pobiec z dziewczynkami do lasu. We trójkę 
przyglądały się  
zgłodniałemu stworzeniu, które z wielką energią rzuciło się na 
smakowity posiłek.  
Po najedzeniu się, kotek zaczął wesoło podskakiwać na nieco 
sztywnych nóŜkach. Był zabawny i  
naprawdę szalenie sympatyczny. Trzeba go na wszelki wypadek 
zawieźć do weterynarza,  
pomyślała Kendall. Ale co powiedziałby na to Rafe?  
Rafe powrócił do domu tuŜ przed kolacją. Kendall wyszła mu na 
spotkanie uzbrojona. w najrozmaitsze  
argumenty, mające mu udowodnić, Ŝe dzieci duŜo zyskują w kontaktach 
ze zwierzętami,  
ale gdy spojrzała na jego ponurą twarz, zaniechała swojego zamiaru.  
 
 
- Co się stało? - zapytała go z niepokojem.  
Bez słowa sięgnął do kieszeni marynarki i podał jej pocztówkę od 
Darrena.  
Czując instynktownie, od kogo pochodzi, obracała ją przez chwilę w 
rękach, po czym przeczytała  
ją.  
-To cały Darren - powiedziała wreszcie. Zorientowała się, Ŝe nie udało 
jej się powstrzymać  
lekkiego drŜenia głosu. Wiedziała teŜ, Ŝe zbladła. No cóŜ, ten człowiek 
wywad piętno na jej Ŝyciu,  
tego nie moŜna było ukryć. Myśl o nim musiała wywołać emocjonalną 
reakcję· Na to nie było rady.  

background image

Spojrzała znów na Rafe'a i przeraziła się na widok jego 
rozwścieczonych oczu.  
- Co się stało? - zawołała. - Mów!  
Rafe obrócił się na pięcie i bez słowa pomaszerował do domu. Kendall 
patrzyła za nim ze skrajnym  
zdumieniem. Nie miała pojęcia, o co- mu chodzi.  
Kolacja minęła w atmosferze wielkiego napięcia.  
Cami i Tpri martwiły się o los Ricky-Ticky'ego, Rafe zaś był zły. To 
musiało mieć jakiś związek z  
Darrenem. Ale jaki? Tego nie była w stanie się domyślić.  
Gdy dziewczynki, leŜały juŜ w łóŜkach, Kendall udała się do swojego 
pokoju, a Rafe pozostał na  
dole, by załatwić kilka telefonów. Kiedy przyszedł do niej, siedziała w 
łózku; czytając ksiąŜkę.  
Stanął w drzwiach i przyglądał jej się tak, jak gdyby zobaczył ją po raz 
pierwszy w Ŝyciu.  
- Co cię ugryzło? - zapytała, odkładając swoją lekturę·  
Rafe wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.  
Przysiadł na skraju jej łóŜka i przez długą chwilę nic nie mówił.  
-Ty go wciąŜ kochasz, prawda? - zapytał wreszcie.  
- Kogo? - zdenerwowała się Kendall. - Darrena? Rafe milczał ponuro.  
- Słuchaj - roześmiała się Kendall. - Nie mówisz tego chyba powaŜnie. 
Ja go od dawna nie  
kocham. - Obserwowałem cię, kiedy czytałaś jego pocztówkę.  
- DajŜe spokój. Ja do tego stopnia o nim zapomniałam, Ŝe doznałam 
szoku na widok charakteru  
jego pisma. Przypomniałam sobie, Ŝe on rzeczywiście istnieje, Ŝe zrobił 
mi potworne świństwo, Ŝe  
wystawił mnie na pośmiewisko. Uświadomiłam sobie, Ŝe to nie był zły 
sen, ale rzeczywistość. Taka  
rzecz nie mija bez śladu. A jeŜeli idzie o moje uczucia do Darrena, to 
nie tylko go nie kocham, ale  
nigdy go właściwie nie kochałam. Teraz to wiem.  
- Słuchaj, ja cię dobrze znam - wszedł jej w słowo Rafe. - Nie 
zgodziłabyś się wyjść za mąŜ za  
człowieka, którego byś nie kochała. Nie jesteś tym typem kobiety.  
-A jakim? - zapytała, chwytając go za połę koszuli.  

background image

- Nie rób ze mnie wzoru wszelkich cnót, błagam cię. Miałam powód, 
Ŝ

eby wyjść za Darrena. Nie  

jestem z tego dumna, ale taka jest, niestety, prawda. Owszem, bardzo 
go lubiłam, ale przede  
wszystkim chciałam wreszcie zostać męŜatką.  
-A on cię zawiódł.  
-Tak, zawiódł mnie.  
-Więc dlaczego nie poszukałaś sobie innego kandydata na męŜa?  
- Bo moje priorytety zmieniły się. Zrozumiałam, Ŝe małŜeństwo nie jest 
najwaŜniejszą rzeczą w  

background image

 
Ŝ

yciu. Dostałam dobrze po łapach i to mnie otrzeźwiło. Zrozumiałam 

teŜ, Ŝe są ludzie, którym  
małŜeństwo nie jest pisane. Ja zapewne do nich naleŜę.  
Rafe nie spuszczał z niej wzroku. Zmroziło ją to.  
Odsunęła się od niego i obserwowała go. Trochę się go bała.  
 
 
- Rafe - powiedziała po chw,ili. - Jak przekonać cię o tym, Ŝe nic nie 
czuję do Darrena? śe nie chcę,  
Ŝ

eby wrócił?  

- Chciałbym móc w to uwierzyć - odparł cicho. Powoli zdejmował z 
siebie ubranie. Kendall  
odsunęła kołdrę i przyjęła go do łóŜka. Kochali się nie spiesznie i czule. 
Kendall usiłowała  
udowodnić mu swoim ciałem to, czego nie udało jej się udowodnić 
słowami.  
Rozmawiali potem jeszcze długo w ciemnym pokoju.  
Rafe mówił o swoim dzieciństwie, o Darrenie jako małym chłopcu, o 
łicznych sytuacjach, w  
których Darren wpadał w tarapaty, a Rafe pomagał mu się z nich 
wydostać.  
- Darren zawsze budził we mnie poczucie winy - przyznał jej się na 
koniec. - WciąŜ wydaje mi się,  
Ŝ

e mu coś ukradłem.  

- Czy to w związku z firmą?  
Kendall przypomniała sobie, Ŝe Darren miał jakieś pretensje do brata, 
związane z podziałem  
majątku po rodzicach.  
- No tak, ja przejąłem firmę, a Darren nie ma nic.  
- Podobno wypłaciłeś mu dokładnie połowę jej wartości i zdeponowałeś 
pieniądze na jego koncie  
bankowym. Dlatego moŜe sobie pozwolić na prowadzenie takiego 
Ŝ

ycia.  

- No tak. Poza tym dałem mu moŜność pozostania udziałowcem firmy. 
Ale od dziewiątej do piątej  

background image

to nie są godziny pracy dla mojego brata. Odmówił mi. Woli być 
lekkoduchem. Ale niech ci się nie  
zdaje, Ŝe jest szczęśliwy.  
Kendall musiała przyznać Rafe'owi rację. Teraz dopiero widziała jasno, 
jakim człowiekiem jest  
Darren. - Wiem, o co ci chodzi - powiedziała cicho.  
- Zawsze wiedziałem, Ŝe z nas dwóch ja zrobiłem  
lepszy interes - zamyślił się Rafe.  
-Więc o co chodzi? - uśmiechnęła się Kendall i przytuliła głowę Rafe'a. 
- Czy chcesz ofiarować mu  
mnie, Ŝeby wynagrodzić mu krzywdy?  
Rafe roześmiał się i pocałował ją w usta. - Głuptasie - powiedział.  
- Darren jest dorosłym męŜczyzną i odpowiada za swoje czyny. Nie 
moŜesz brać na siebie  
wszystkich jego kłopotów.  
Kendall usiadła, wparła się w poduszki i głęboko westchnęła. Doszła do 
wniosku, Ŝe nadeszła  
chwila na załatwienie kilku spraw.  
- Posłuchaj, chcę z tobą ó czymś pogadać - zaczęła. - Psychologowie 
twierdzą, Ŝe dzieci powinny  
mieć zwierzęta domowe. śe to dla nich bardzo waŜne. Uczy 
odpowiedzialności za inną istotę,  
wytwarza insty,nkt opiekuńczy. Czy nie sądzisz, Ŝe byłoby dobre dla 
dziewczynek, gdyby miały  
kota?  
- Kota? - Rafe był wciąŜ jeszcze myślami przy rozmowie, którą przed 
chwilą prowadzili. - Nie dodał  
po chwili.- Nie mam ochoty na trzymanie w domu zwierząt. Niszczą 
meble i robią straszny  
nieporządek.  
- Ą. gdyby przyrzekły trzymać go z dala od ciebie, tak Ŝebyś się nigdy z 
nim nie stykał?  
- O co chodzi, Kendall? - zapytał podejrzliwym tonem.  
- No dobrze, powiem ci prawdę. One znalazły małego kotka i ukrywają 
go w lasku. Zanoszą mu  
resztki jedzenia. Uwielbiają go. Jest naprawdę rozkoszny. Myślę, Ŝe 
powinieneś pozwolić, Ŝeby go  

background image

przyniosły do domu.  
- Byłaś z nimi w lesie i oglądałaś go? - zapytał, usiłując ukryć 
zdenerwowanie.  
- No tak, jest uroczy i taki malutki.  
- Czy to znaczy, Ŝe pomagałaś im mnie oszukiwać?  
- SkądŜe, było zupełnie inaczej. One nie powiedziały ci dotychczas o 
tym kociaku, bo się ciebie  
boją ..  
-A ty uwaŜasz, Ŝe mają rację? I, to wszystko .z powodu jakiegoś 
przeklętego kota!  

background image

 
Wyskoczył z łóŜka i podszedł do okna. Zobaczyła jego muskularną 
sylwetkę na tle oświetlonej  
księŜycowym światłem zieleni ogrodu.  
 
- Jutro rano zawiozę kocisko do przytułku dla zwierząt. Tam jest jego 
miejsce! A ty wytłumaczysz  
to dziewczynkom.  
Po chwili wybiegł z pokoju .  
KendallleŜała jeszcze bardzo długo i wpatrywała się w sufit szeroko 
otwartymi oczami. Czekała na  
Rafe'a, ale nadaremnie.  
Kiedy wczesnym rankiem obudziła się, mIejsce przy niej było puste. Z 
głębi domu dochodził czyjś  
płacz. Kendall wyskoczyła z łóŜka, szybko naciągnęła dŜinsy i bluzkę, 
przyczesała włosy i zbiegła  
na dół. Dziewczynki czekały na nią na tarasie. Szlochały, jakby miały 
im pęknąć serca.  
 
- Powiedziałaś mu o kocie! - krzyknęła Cami. - Jak mogłaś?  
- Co się tu dzieje?  
-Tato poszedł do lasku po naszego kotka - roz płakała się Cami. .  
Kendall przyklękła i przycisnęła do siebie dziewczynki. Cami wyrywała 
się z jej ramion, Ton  
zawodziła na cały głos.  
- Uspokójcie się, tato nie zrobi kotkowi krzywdy  
- przekonywała je Kendall. - Porozmawiamy z nim, moŜe uda nam się 
go zmiękczyć.  
- On go udusi - wrzeszczała Catni. - On nienawidzi kotów. Słyszałam, 
jak mówił, Ŝe trzeba by  
wszystkie koty potopić.  
- Kochanie, on na pewno Ŝartował.  
Kendall podniosła głowę i zobaczyła Rafe'a powracającego z lasku z 
koszykiem w ręku. Wstała i  
trzymając dziewczynki za ręce, wyszła mu na spotkanie. Na jego 
twarzy malowała się autentyczna  
złość.  

background image

- Błagam cię, tato - szlochała Cami. - Proszę cię ... Nagle Ton puściła 
rękę Kendall i rzuciła się  
naprzód.  
Runęła na Rafe'a. Twarz miała zalaną łzami i skrzywioną strachem. 
Zaczęła małymi piąstkami bić  
go po nogach.  
- Hej, mała, puść mnie - krzyknął Rafe i podniósł koszyk tak, by 
dziecko nie mogło go dosięgnąć.  
- Nie zabijaj go, tato! - wrzasnęła Tori - Nie zabijaj go!  
Rafe spojrzał na Kendall ze zdumieniem.  
-T ori - powiedział - odezwałaś się nareszcie. Postawił koszyk na 
ziemię, przyklęknął, wziął Tori  
w ramiona, przytulił do siebie i zaczął ją łagodnie kołysać. Gładził ją po 
główce, po szczupłych  
ramionkach, całował jej włosy, jej rozpaloną buzię, aŜ powoli, powoli 
zaczęła się uspokajać.  
-Tori, dziecinko, pie płacz - szeptał. - Słuchaj, jesteś mi potrzebna ... - 
pdsunął ją od siebie i  
spojrzał w jej rozpaloną twarz.  
- Musisz mi powiedzieć, jak ten kotek się nazywa.  
- Rrr-ricky-Ticky - wymamrotała mała.  
- Świetnie. - Rafe spojrzał na Kendall uszczęśliwionym wzrokiem i 
mrugnął do niej  
porozumiewawczo. - A teraz powiedz mi, co chciałabyś zrobić z tym 
swoim Ricky-Tickym.  
- Chciałabym go zatrzymać w naszym domu. Rafe skinął głową na znak 
zgody.  
Kendall była zachwycona. Rafe prowadził romlowę z Tori po to, Ŝeby 
nie zapadła na powrót w  
milczenie, by przyzwyczaiła się do nowej sytuacji. Powstrzymywała 
Cami, która chciała koniecznie  
pobiec do ojca. Wiedziała, Ŝe Tori musi mówić sama za siebie', Ŝe nie 
wolno jej w tym  
przeszkadzać.  
- Gdzie chciałabyś, Ŝeby zamieszkał?  
-W moim pokoju.  
-W twoim pokoju? Czy uwaŜasz, Ŝe to jest dobre miejsce dla kotka?  

background image

Tori skinęła głową.  
-Naprawdę?  
- Naprawdę - odparło dziecko.  
-Tori, kochanie.- Rafe objął dziewczynkę i mocno przycisnął ją do 
piersi. - MoŜesz trzymać kotka  

background image

 
w swoim pokoju. Jest bardzo sympatyczny i ładny. UwaŜam, Ŝe na 
niego zasługujesz.  
Tori spojrzała na Rafe'a ze zdumieniem i niedowierzaniem.  
 
-Więc jest mój?  
-Twój.  
Rafe spojrzał na Cami i zobaczył w jej oczach radość zmieszaną z 
Ŝ

alem.  

- Będziemy musieli postarać się o jeszcze jednego kotka, który by mógł 
zamieszkać w pokoju Cami  
- powiedział z powagą. - Zgoda?  
Cami wydała z siebie okrzyk radości i rzuciła mu się w ramiona.  
- Dwa kotki w naszym domu? - zapytała z niedowlerzamem.  
- Czemu nie? - roześmiał się Rafe. - Mam przecieŜ dwie córeczki.  
Cami podskoczyła z radości.  
-Wolałabym mieć u siebie Ricky-Ticky'ego - powiedziała śmiało.  
- Nic z tego, ciapku - odparł. - Tym razem Tori ma pierwszeństwo 
wyboru.  
Tori promieniowała szczęściem. Nie chciała puścić ojca, toteŜ dźwigał 
ją przez dobrą godzinę,  
trzymał na kolanach przy śniadaniu, po czym oboje poszli do jej 
pokoju, by przygotować kącik dla  
kota. Kendall przyglądała się temu wszystkiemu z zachwytem. 
Wiedziała juź, Ŝe sprawy się ułoŜą.  
Rafe miał niezwykłą zdolność szybkiego przystosowywania się do 
okoliczności i do uznawania  
cudzych racji, a to była tak rzadka cecha, tak cenna, tak ujmująca. Nic 
dziwnego, Ŝe zakochałam się  
w nim, pomyślała.  
Gdy Tori wreszcie uspokoiła się i cała szczęśliwa bawiła ze swoim 
kotkiem, Rafe podszedł do  
Kendall, zaprowadził ją do jej pokoju i zamknął drzwi.  
- Przepraszam cię za to, co było w nocy - zaczął. _ Ale musiałem sobie 
wszystko spokojnie  
przemyśleć. Mam ci coś do powiedzenia. .  
- Jeszcze coś? Nie wiem, czy to zniosę·  

background image

_ To powaŜna sprawa. Okłamałem cię. Widzisz, oskarŜam innych, a 
sam ukrywałem przed tobą  
prawdę, od chwili kiedy cię spotkałem.  
Kendall zrobiło się nagle zimno. Przysiadła na łóŜku. Trzymaj się, 
mówiła sobie. Wiedziała, Ŝe  
będzie to konieczne.  
- O co chodzi? - zapytała .  
_ Darren rzucił cię dlatego, Ŝe ja mu to poradziłem. Tego się nie 
spodziewała. Była tak zaskoczona,  
Ŝ

e zabrakło jej słów.  

_ To wszystko moja robota. Darren był gotów wywiązać się ze swojego 
przyrzeczenia. Przyjaciele  
urządzili mu wieczór kawalerski, zaprosił mnie takŜe. Byłem nieco 
zaskoczony. Nie rozmawiałem z  
nim od dobrych kilku ląt. No i wtedy jego przyjaciel Sam powiedział 
mi, Ŝe umyślnie zaszłaś w  
ciąŜę, Ŝeby zmusić Darreml do ślubu. Znając typ kobiet, z którymi się 
zadawał, uwierzyłem  
Samowi z miejsca. Poza tym Darren wydawał mi się naprawdę 
przeraŜony perspektywą  
małŜeństwa.  
Rafe zamilkł na chwilę i przysiadł obok Kendall.  
_ Powiedziałem mu, Ŝeby sobie dał z tobą spokój. Podjąłem się 
wszystko załatwić. Pojechac do  
kościoła, porozmawiać z tobą, wytłumaczyć ci, Ŝe to nie ma sensu. 
Podziękował mi za to, Ŝe  
pomogłem mu wybrnąć z trudnej sytuacji. No i pojechałem do kościoła, 
Ŝ

eby się z tobą  

porozumieć.  
Kendall była pewna, Ŝe wszystko to jest koszmarnym snem, z którego 
juŜ nigdy się nie obudzi.  
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedziała cicho .  
_ Wiem. To było okropne, brutalne i strasznie nieodpowiedzialne. 
Gdyby.m cię znał, nigdy bym  
czegoś podobnego nie zasugerował.  
To go wcale nie tłumaczy, myślała Kendall gorączkowo. Ja chyba w 
ogóle nie znam tego  

background image

człowieka. Jaki on wł.aściwie jest?  
Patrzyła na Rafe'a z przeraŜeniem w oczach.  
,- Jak mogłeś zrobić coś takiego, nie mając pojęcia, kogo krzywdzisz? 
A gdybym rzeczywiści~  
spodziewała s.ię dziecka, co wtedy? Nawet gdybym była jedną z tych 
lekkomyślnych dziewczyn  
Darrena, to odpowiedzialność za dziecko spadałaby przecieŜ ~a nas 
oboje co najmniej w równej  

background image

 
mihze. Dlaczego o tym nie pomyślałeś?  
 
- Sam nie wiem. Jest mi bardzo przykro. Z drugiej strony cieszę się, bo 
gdyby sprawy potoczyły się  
inaczej, byłabyś w tej chwili Ŝoną Darrena.  
- Nie mogę uwierzyć, Ŝe wziąłeś moje losy w swoje ręce i ukryłeś to 
przede mną. To straszne!  
-Teraz to rozumiem. Mój pogląd na róŜne sprawy bardzo się zmienił. 
Byłem cyniczny w stosunku  
do kobiet. Miałem ku temu powody. Ale teraz wstydzę się mojego 
postępowania i chcę, Ŝebyś  
wiedziała, Ŝe jestem za wszystko odpowiedzialny.  
Kendall obróciła się i ruszyła ku schodom.  
Patrzyi za nią, ale nie śmiał jej zatrzymywać.  
Wiedział, Ŝe nie wolno mil tego zrobić. - Dokąd idziesz? - zapytał 
tylko.  
- Odchodzę. Muszę być sama.,  
- Zadzwonię do ciebie z rana - powiedział Rafe zduszonym głosem.  
- Nie, nie, nie dzwoń. Potrzebuję trochę czasu na przemyślenie tego 
wszystkiego. Nie wiem, czy  
potrafię ci to zapomnieć. To jest jeszcze gorsze niŜ to, co zrobił Darren. 
Jemu mogę od biedy  
wybaczyć, bo nigdy nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Ale tobie?  
Potrząsnęła głową·  
- Ja z tego nic nie rozumiem, Rafe. Nie rozumiem, jak mogłeś to zrobić 
i dlaczego mi tego  
dotychczas nie wyznałeś.  
Zniknęła na schodach, a Rafe stał nieruchomo i wsłuchiwał się w stukot 
jej obcasów. To nie moŜe  
być koniec, myślał. Jutro wszystko wróci do normy. Nie dopuszczę do 
tego, Ŝeby odeszła ode mnie.  
Nie mogę jej utracić. Znajdzie się z pewnością jakiś sposób na 
odzyskanie tej wspaniałej  
dziewczyny. A. na razie trzeba załatwić coś innego. Kupić Cami kota.  
ROZDZIAŁ SIÓDMY  
 

background image

- Słuchaj, Kim, myślę, Ŝe trzeba będzie wyłoŜyć ściany holu nową 
tapetą. Przy okazji kaŜę teŜ  
odmalować szyldy. I trzeba by zasadzić kilka krzewów przed domem.  
Kim uniosła głowę znad księgi rachunkowej.  
-Wróciłaś pełna animuszu - stwierdziła - Bardzo mnie to cieszy. Przez 
dwa miesiące wpadałaś tu  
jak po ogień. Nareszcie zabrałaś się do porządków i sprawdzania 
urządzeń. Zachowujesz się jak  
inspektor z wydziału zdrowia. To bardzo dobrze.  
- NajwyŜszy czas, nie uwaŜasz?  
Kendall przyglądała się wiszącym na ścianie fotografiom szczeniaków.  
- Zdejmiemy je. Znudziły mi się te pieski.  
- Co chcesz powiesić na tym miejscu? Kotki?  
- Nie, kotki teŜ nie. MoŜe dzieci. Tłuste, róŜowe niem')wlęta fikające 
nóŜkami, sięgające rączkami  
po motyle. To teŜ nie. Za Ŝadne skarby świata.  
- No dobrze, nie złość się - odparła Kim. - Widzę, Ŝe przestałaś być 
wielbicielką zwierząt. A takŜe  
niemowlaków.  
- PejzaŜe - zdecydowała Kendall. - Sceny morskie, niebo, chmury, 
drzewa.  
- Świetnie. I oczywiście bez ludzkich postaci, prawda?  
Kendall spojrzała uwaŜnie na swojcr przyjaciółkę i współpracownicę.  
- Dlaczego to mówisz?  
- Bo od czasu zerwania z Rafe'em nie wykazujesz większej sympatii dla 
rodzaju ludzkiego. Zrobiłaś  
się bardzo szorstka. Dzieciaki często opuszczają lekcje ze łzami w 
oczach.  
- Nic podobnego.  
-AleŜ tak! Okropnie na nie wrzeszczysz.  
- Nigdy na nikogo nie wrzeszczę·  
- Powiedz to członkom ekipy pływackiej. Prosili mnie o kupienie im 
zatyczek do uszu.  
Kendall wzruszyła ramionami i poszła na basen, Ŝeby sprawdzić 
zawartość chloru w wodzie. Nie  
chciała dłuŜej słuchać wyrzutów Kim. Była w podłym humorze. 
Ogromnie brakowało jej Rafe'a.  

background image

Spotykali się wprawdzie od czasu do czasu, ale nie były to miłe okazje. 
Kendall z trudem pogodziła  
się juŜ trochę z tym, Ŝe Rafe zapobiegł jej małŜeństwu, i z pewnością 
zapomniałaby o wszystkim,  

background image

 
gdyby nie to, Ŝe on bronił swojego ówczesnego stanowiska. Dlatego nie 
zamierzał,a mu wybaczyć.  
Chciała, Ŝeby wykazał chociaŜby najmniejszą skruchę·  
Tylko czasami, gdy przypominała sobie chwile spędzone z Rafe'em, 
jego uroczy uśmiech, ciepło  
jego muskularnych ramion, ściskało jej się serce .  
 
 
Rafe znów przechadzał się po swoim gabinecie. Od jednej ściany do 
drugiej, tam i z powrotem.  
 
 
-Wydepcze pan dziury w dywanie - zauwaŜyła Grace, ale to go nie 
powstrzymało.  
Nie mógł usiedzieć w miejscu. Dręczył go niepokój.  
Kendall rzuciła go i wszystko wskazywało na to, Ŝe na zawsze.  
- Panie Tennyson - odezwała się ponownie Grace. - Mam kilka 
dokumentów i listów do podpisania.  
Rafe zatrzymał śię i spojrzał na nią uwaŜnie.  
- Dlaczego mówisz do mnie panie Tennyson, kiedy ja mówię ci Grace? 
- zapytał.  
Spojrzała na niego, jak gdyby podejrzewała, Ŝe stracił zmysły.  
- Dlatego, Ŝe pan się tak nazywa - odparła. - A ja nazywam się Grace. 
Tak to juŜ jest.  
- Nie, nie. JeŜeli ja zwracam się do ciebie po imieniu, to moŜesz mówić 
do mnie Rafe, nie uwaŜasz?  
- Ja nic nie uwaŜam, panie Tennyson. Od myślenia są szefowie albo ich 
asystenci. Ja otrzymuję  
pensję sekretarki. Gdyby uznał pan za moŜliwe awansowanie mnie, to 
zmieniłoby to stan rzeczy.  
Myślę, Ŝe dałabym sobie radę, na przykład, jako asystentka i wtedy 
mogłabym się do pana zwracać  
po imieniu. Ale tak ...  
Rafe uśmiechnął. się od ucha do ucha. Zrozumiał aluzję·  
-W porządku, Grace - powiedział. - Zaraz zadzwonię do wydziału 
personalnego i załatwię tę  

background image

sprawę. Mam nadzieję, Ŝe zdajesz sobie sprawę z tego, Ŝe natychmiast 
przekaŜę ci część moich  
obowiązków. Będzie to oznaczało dodatkowe godziny i dodatkową 
odpowiedzialność.  
- Rozumiem i bardzo się cieszę.  
- Dobrze; a teraz poprosiłbym o filiŜankę kawy.  
Grace roześmiała się. Od dawna nie parzyła juŜ kawy dla szefa.  
- Jeszcze jedno - powiedziała, wychodząc z gabinetu. - Będzie nam 
potrzebna sekretarka. Czy mam  
się w tej sprawie porozumieć z personalnym?  
- Lubię twój ·styl, Grace - odparł Rafe, rozbawiony jej postawą. - Rób, 
jak uwaŜasz. JeŜeli mi się  
coś nie  
spodoba, mogę ci zawsze wymówić. .  
- Oczywiście - zgodziła się z uśmiechem. - Ale, ci propos skoro juŜ 
jestem doradcą, to czy wolno  
mi coś powiedzieć?  
- Zdaje się, Ŝe stworzyłem potwora? - mruknął Rafe.  
- Powiem prosto z mostu. Cały personel boi się ciebie jak ognia. Nie 
znają cię, tak jak ja. Ja wiem,  
co kryje się pod tą szorstką powłoką, i Ŝe ton, jakim przemawiasz do 
ludzi, wcale nie odzwierciedla  
twojego charakteru. Wiem teŜ o twoich stosunkach z Kendall 
McCormick ...  
- Co takiego? - zdenerwował się.  
- I wiem takŜe, Ŝe ostatnio przestaliście się widywać.  
To nie poprawia ci humoru. I powiem jeszcze coś. Nie poddawaj się. 
Kendall jest wspaniałą  
kobietą· Byłoby niedobrze, gdyby ktoś sprzątnął ci ją sprzed nosa. 
Posłuchaj więc mojej rady... .  
- Proszę cię, Grace, nie dawaj mi Ŝądnych rad.  
Bardzo tego nie lubię. Moźesz je sobie ...  
- No, no, no. - Grace pokiwała mu ostrzegawczo palcem przed nosem. - 
Lepiej tego nie mów. A  
teraz polecę chyba do'wydziału personaJnego.  
Wybiegła z gabinetu jak strzała, pozostawiając Rafe'a w głębokiej 
zadumie. Miał niejasne  

background image

przeczucie, Ŝe w przyszłości z rozczuleniem wspominać będzie dawne, 
dobre czasy, kiedy Grace  
była miłą, cichą sekretarką·  
Minęło dwa tygodnie, odkąd widzieli się po raz ostatni, i Rafe czuł, Ŝe 
dłuŜej tego nie L:niesie.  
Potrzebne było jakieś radykalne po:mnięcie. Przede wszystkim musi 
odzyskać Kendall. Inaczej nie  
da się Ŝyć.  
 

background image

 
Pewnego dość późnego wieczora zebrał się w sobie, zmobilizował 
wszystkie siły i podjechał pod  
szkółkę Kendall.  
Kiedy Kim właśnie nakrywała komputer, Rafe wszedł do jej pokoju.  
 
 
- Hej, Rafe! - zawołała. - Kendall zamyka basen na noc. JeŜeli pan chce, 
to moŜe pan tam iść. Ja tu  
zaraz kończę.  
Rafe wyjął jej kluczyki z ręki.  
- Zrobię to za panią. Niech pani idzie do domu - zaproponował.  
Idąc na basen, Rafe pozamykał wszystko, co było trzeba. Kendall robiła 
porządki i zwijała liny  
wytyczające tory. Rafe zamknął ostroŜnie drzwi i ruszył w jej stronę.  
Mimo Ŝe poruszał się cicho jak kot, Kendall instynktownie wyczuła, Ŝe 
nie jest sama. Uniosła  
wzrok i zobaczyła go. Idąc ściągnął z siebie krawat i odrzucił go na 
bok. Następnie zaczął rozpinać  
guziki koszuli.  
- Dobrze, Ŝe przyszedłeś - odezwała się Kendall nieco nerwowym 
głosem. - Musimy porozmawiać.  
- Nie przyszedłem tu na Ŝadne rozmowy - oświadczył i sięgnął do 
klamry paska.  
Zdjął szybkim ruchem pasek i opuścił go na ziemię. - Przyszedłem, bo 
nie mogłem inaczej.  
Ken'ctall miała na sobie czarny kostium kąpielowy, który Rafe pamiętał 
z czasów, kiedy skazany  
był na przyglądanie się jej lekcjom pływania i kiedy jeszcze nie wolno 
mu było jej 'dotykać.  
Marzył o tym, Ŝeby go z niej zedrzeć. Podszedł do niej, wsunął ręce pod 
ramiączka kostiumu i  
szarpnął go, obnaŜając jej wspaniałe piersi. Ich widok zawsze zapierał 
mu dech. Ciało Kendall  
było chłodne i wilgotne, dopiero przed chwilą wyszła z wody.  
- Rafe, daj spokój - krzyknęła. - Kim jest...  

background image

- Kim poszła do domu. Widziałem, jak odjeŜdŜała. A ja zaryglowałem 
wszystkie drzwi.  
-Ale przecieŜ nie moŜemy ...  
- Czemu nie? DrŜysz na całym ciele, ja boję się, Ŝe za chwilę 
eksploduję, a ty mi powiadasz, Ŝe nie  
moŜemy.  
-AleŜ Rafe..  
Przycisnął ją do siebie z całych sił i pozwolił poczuć intensywność 
swojego poŜądania. Nogi  
ugięły się pod nią.  
Przestała protestować. Pragnęła go tak samo, jak on jej. Objęła go, 
powiodła palcami po Jego muskularnych  
plecach.  
-Trzymaj mnie, Rafe, taki mi jesteś potrzebny ....  
- Zaczekaj chwilę - mruczał pod nosem. - Nie śpiesz się, moja panno. 
Chcę cię całą, cal po calu.  
Chcę sobie przypońmieć wszystko to, czego mi tak długo brakowało.  
Zsunęli się na ziemię. Kendall poczuła pod plecami chłodny cement 
podłogi, ale było jej wszystko  
jedno. - Teraz, Rafe, teraz - szeptała.  
Wydawała z' siebie ochrypłe dźwięki, przyciskała go coraz to mocniej, 
oddychała głośno i  
łapczywie. - Kocham cię, moja Kendall.  
Czy aby jej się to nie śniło? Rafe nie mógł powiedzieć tych słów! Ale 
nie ,był to czas na  
zastanawianie się. Kendall sięgała bram raju, unosiła się coraz to wyŜej 
i wyŜej ku najdalszym z  
gwiazd.  
- Och - westchnęła wreszcie. - JeŜeli następnym razem będzie jeszcze 
lepiej niŜ dziś, z pewnością  
od tego umrę.  
- Na pewno będzie lepiej - zapewniał ją. - I nie umrzesz od tego, ale 
znajdziesz się w siódmym  
niebie. - Ty łajdaku - uśmiechnęła się i uniosła na łokciu.  
- Nie dałeś mi nawet szansy na zaŜądanie przeprosin.  
- Nie miałem zamiaru przepraszać. Mogę przyklęnąć na jednym 
kolanie, jeŜeli ci to sprawi  

background image

przyjemność.  
Uniósł się z trudem. Bolały go wszystkie mięśnie.  
-Co robisz? .  
- Próbuję klęknąć, czyli przybrać odpowiednią pozycję·  
-Do czego?  
- Do tego, by cię poprosić o rękę.  

background image

 
Kendall zamarła z wraŜenia.  
 
- Czy słyszałaś, co powiedziałem?  
- Nie. Powtórz to.  
- Czy zechcesz zostać moją Ŝoną? - zapytał z wielką powagą·  
A więc dobrze słyszała. JakŜe trudno było jej w to uwierzyć!  
- Kochanie - powiedziała wreszcie - zaskoczyłeś mme.  
- Jak to? PrzecieŜ sypiamy ze sobą od tygodni.  
- No tak, ale nigdy nie wspominałeś o małŜeństwie.  
- M usiałem być zupełnie pewien, Ŝe tego chcę.  
Trzeba się obudzić, myślała Kendall, to jest na pewno sen!  
Ujął jej głowę w swoje ręce, przeczesał palcami jej bujne włosy.  
- Zgódź się, kochanie - szepnął jej do ucha. - To tylko formułka, ale dla 
mnie bardzo waŜna.  
- Zgadzam się. - Kendall przylgnęła do niego z całej mocy. - O tak, 
Rafe, zgadzam się, bo bardzo  
cię kocham.  
ROZDZIAŁ ÓSMY  
Przygotowania do ślubu odbywały się w szalonym tempie. Rafe'owi 
spieszyło się. Chciał być  
męŜem Kendall przed powrotem Darrena.  
Najchętniej porwałby ją i wziął ślub w jakimś małym miasteczku, ze 
ś

wiadkami z ulicy. Ale ona nie  

zgadzała się na to.  
 
- Nonsens - mówiła - zaprosimy najbliŜszych przyjaciół. Poszukamy 
małego, prowincjonalnego  
kościółka.  
W końcu postanowili, Ŝe ceremonia .odbędzie się w domu Rafe'a.  
- Stamtąd trudno będzie ci uciec - Ŝartowała Kendali. - Nie zechcesz 
urządzić kawalerskiego  
wieczoru? - AleŜ skąd! Nawet mi się nie śni. Po prostu chciałbym, 
Ŝ

ebyśmy się jak najszybciej  

pobrali.  
Najstarszy i najlepszy przyjaciel Rafe'.fl zgodził się zostać druŜbą, Kim 
po raz drugi miała odegrać  

background image

rolę druhny.  
- Mam nadzieję, Ŝe nie boisz się, Ŝe przynoszę pecha - roześmiała się 
Kim.  
- Pechowa jestem ja - odparła Kendall. - Musisz to dla mnie zrobić.  
Cami i Tori były w siódmym niebie. Godzinami stały przed lustrem, 
podczas gdy krawcowa  
mierzyła im sukienki, będące miniaturami ślubnej sukni Kendall. Jedna 
w kolorze Ŝółtym, druga w  
róŜowym.  
- No, bo tak naprawdę, to my wszyscy pobieramy się między sobą - 
oświadczyła Cami kll ogólnej  
uciesze.  
Suknia Kendall była prosta, lecz bardzo elegancka.  
Uszyta z białego jedwabiu, wyszywana drobnymi perełkami, z długimi 
rękawami i owalnym  
dekoltem. Welon przymocowany był do włosów za pomocą klamerek w 
kształcie pączków róŜy.  
Gdy nadszedł weselny poranek, Rafe nie wierzył własnemu szczęściu. 
Za chwilę Kendall będzie  
jego Ŝoną! Za niecałe dwie godziny! Za sześćdziesiąt minut! Zjawili się 
pierwsi goście. Rafe  
przechadzał się pomiędzy nimi, witał, z trudem przypominał sobie ich 
nazwiska.  
W pewnym momencie podeszła do niego pokojówka. - Panie Tennyson, 
bardzo pana  
przepraszam, ale w bibliotece czeka na pana jakiś męŜczyzna. Mówi, Ŝe 
musi z panem pomówić.  
Ze to pilne.  
-Aha.  
Rafe ruszył w głąb domu, otworzył cięŜkie mahoniowe drzwi i znalazł 
się twarzą w twarz z  
bratem.  
Oprzytomniał błyskawicznie.  
-Ach, to ty, Darren - powiedział chłodno. - Więc wróciłeś.  
Piękny, jasnowłosy Darren patrzył Rafe'owi prosto w oczy.  
-W samą porę - odparł.  
- Czy przyjechałeś na mój ślub?  

background image

 
Gdzie jest Kendall? Czy widziała go?  
Darren nie odpowiedział na pytanie brata, tylko uśmiechnął się 
ironicznie.  
 
 
- Pragnę wyjaśnić tylko jedną rzecz, drogi braciszku - powiedział. - Ozy 
dlatego odwiodłeś mnie od  
małŜeństwa z Kendall, Ŝeby się sam z nią oŜenić?  
- Człowieku, przecieŜ dobrze wiesz, Ŝe ja jej wtedy w ogóle nie znałen!. 
WyobraŜałem sobie ...  
- Coś sobie wyobraŜał?  
- PrzecieŜ nie chciałeś się z nią Ŝenić. Błagałeś mnie, Ŝeby ci pomóc 
wykręcić się z tego.  
- No tak, ale pomysł był twój. Ciekawe, co ona powie, kiedy się dowie 
całej prawdy.  
Rafe spojrzał na brata z pogardą. Jest nie tylko zwykłym durniem, 
pomyślał, ale na dodatek mitomanem.  
- Nigdy jej nie kochałeś - powiedział stanowczym tonem. - Gdybyś 
miał dla niej choć trochę  
uczucia, nie zostawiłbyś jej w tak upokarzającej sytuacji.  
- Nienawidzę cię, Rafe - burknął. - Ty za,wsze, stawiasz na swoim. Ale 
tym razem popsuję ci szyki.  
Kendall powróci do mnie.  
Darren wybiegł z biblioteki i ruszył na schody.  
Rafe nie usiłował go zatrzymać. Serce podeszło mu do gardła i waliło 
jak młotem.  
Słyszał, jak Darren Ŝartuje z kimś, kogo spotkał na schodach, po czym 
puka do drzwi pokoju  
Kendall. Drzwi otwierają się. Darren mówi coś, śmieje się· Wchodzi do 
ś

rodka.  

- Gdzie się podziewałeś? - dopytywał druŜba, chwytając Rafe'a mocno 
za ramię. - Musimy przejść  
równo między rzędami krzeseł i zająć swoje miejsca.  
Rafe potrząsnął nieprzytomnie głową· Rozglądał się za Darrenem, 
ale,nie widział go. CzyŜby był  

background image

wciąŜ w pokoju Kendall? A moŜe oboje uciekli i tym razem jego 
wystawili do wiatru?  
Niech się dzieje co chce. Przejdzie pomiędzy gośćmi, zajmie swoje 
miejsce i będzie czekał. MoŜe  
nadaremnie!  
Muzyka nabrała rozmachu. DruŜba trzymał ramię Rafe'a w Ŝelaznym 
uścisku i prowadził go przed  
oblicze czekającego przed zaimprowizowanym ołtarzem pastora 
Petersena. Rafe szedł jak manekin,  
nie odwracając oczu od ołtarza, ozdobionego masą chryzantem i 
goździków.  
Pastor otworzył' Biblię na odpowiedniej stronie.  
Zabrzmiały tony pieśni: "Oto nadchodzi oblubienica". Goście obrócili 
się w stronę drzwi,  
niecierpliwie czekając na pojawienie się Kendall.  
Rafe drŜał na całym ciele. Walczył z chęcią puszczenia się w pościg za 
Darrenem i wyrwania  
swojej dziewczyny z jego szponów.  
I właśnie wtedy pojawiła się w całej krasie. Zamknął oczy, a gdy je 
otworzył, okazało się, Ŝe to nie  
sen, Ŝe oto stoi przy nim jego urodziwa Kendall, piękniejsza niŜ 
kiedykolwiek.  
- Przepraszam - szepnęła. - No, ale juŜ jestem. - Gdzie Darren? - zapytał 
równieŜ szeptem.  
- Odjechał. Co za bezczelny bęcwał. Streścił mi waszą rozmowę. AŜ mi 
się wierzyć nie chciało!  
Rafe objął ją, ku zgorszeniu zebranych gości.  
-Tak się bałem ... - zaczął, ale nie mógł skończyć zdania.  
Kendall wysunęła się z jego ramion.  
- Przestań myśleć, Ŝe on jeszcze coś dla mnie znaczy. Darren 
prawdopodobnie nigdy nie będzie  
dorosły. A ty jesteś prawdziwym męŜczyzną. Prawdziwe kobiety 
wychodzą za prawdziwych  
męŜczyzn. Tylko takie małŜeństwa mają sŜansę przetrwania.  
Odsunął welon z jej twarzy i pocałował ją w usta. - Zaczekajcie jeszcze 
chwilę - oburzył się pastor.  

background image

- Pan młody musi przyrzec pannie młodej wierność i dozgonną miłość, i 
dopiero wtedy ...  
-Właśnie to zrobiłem, pastorze - uśmiechnął się Rafe.  
Pastor Petersen wzruszył ramionami i takŜe się uśmiechnął.  
- No dobrze, poczekamy, aŜ państwo młodzi skończą się całować i 
wtedy rozpoczniemy  
ceremonię.  
Tak teŜ się stało, przy akompaniamencie oklasków i śmiechu 
zgromadzonych gości.  

background image