background image

RAYE MORGAN 

Kawaler 

Harlequin® 

Toronto • Nowy Jork • Londyn 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg 

Madryt • Mediolan • Paryż • Praga • SoHa • Sydney 

Sztokholm • Tokio • Warszawa 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Telefon rozdzwonił się zupełnie nie w porę. Niewiel­

ka restauracja była już niemal pusta, ale Mia nie miała 

zamiaru się pożegnać. Kusiła Dawida, rzucając na 

szalę wszystkie swe wdzięki. Któż mógłby się jej 

oprzeć, jest taka śliczna i uwodzicielska, pomyślał 

młody mężczyzna. Pochlebiało mu zainteresowanie 

uroczej dziewczyny. 

Od rana krzątał się bezustannie. Praca w restauracji 

była przyjemną odmianą po zwykłych całorocznych 

zajęciach, ale nie należała do łatwych. Nie mógł się 

doczekać przerwy. W połowie dnia zawsze zamykał 

lokal. Mia, piękna dziewczyna o długich rudych 

włosach i pełnych czerwonych wargach, nabrała ocho­

ty, by mu ten czas umilić. 

Od razu wpadła mu w oko. Przychodziła codzien­

nie. Wiedział, że się jej podoba. Przyjechał do Puerto 

Vallarta przed tygodniem i zamierzał pozostać jeszcze 

siedem dni. Jeśli chciał poznać bliżej tę dziewczynę, 

czas najwyższy, by uczynił pierwszy krok. Coś go 

jednak powstrzymywało. Zabawne, nie znał dotąd 

takiego uczucia. Lubił kobiety. Ilekroć odwiedzał to 

nadmorskie meksykańskie miasteczko, romansował 

na prawo i lewo. W tym roku rozchichotane dziew­

czyny, które przesiadywały w restauracji i gapiły się 

trzepocąc rzęsami, wydały mu się nagle głupie i niedo­

jrzałe. Zamiast szeptać uroczym kociakom słodkie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

słówka, gadał wieczorami z Rosą, kelnerką, która 

pracowała w tym lokalu od dwudziestu pięciu lat. 

Uznał, że tak dłużej być nie może. Mia to prawdzi­

wa piękność, poza tym wcale nie chichocze. Zmysłowe 

zielone oczy obiecywały niebezpieczne rozkosze, a go­

rące spojrzenia, które rzucała na niego ta dziewczyna, 

sprawiły, że wątpliwości zniknęły. Nie miał zamiaru 

dłużej się umartwiać. Odstawił stertę brudnych na­

czyń, które niósł do kuchni, zdjął fartuch i usiadł przy 

stoliku prześlicznej klientki, śmiejąc się z jej żarcików. 

Dziewczyna obdarzyła go zalotnym spojrzeniem. 

- Chcesz zobaczyć mój tatuaż? - zaczęła figlarnie. 

Też pytanie! Dawid uśmiechnął się. Miał na to 

wielką ochotę. 

- Zawsze interesowałem się sztuką - oznajmił. - Za 

nic w świecie nie przegapiłbym takiej okazji. 

Mia położyła dłoń na elastycznym kołnierzu baweł­

nianej bluzki i wtedy rozległ się dzwonek telefonu. Dawid 

zerknął na dziewczynę, która zsuwała już koszulkę 

z kształtnych ramion, a potem na aparat telefoniczny. 

Każdy normalny mężczyzna zlekceważyłby w takiej 

chwili natarczywe buczenie, coś jednak mówiło mu, że 

powinien podnieść słuchawkę. Instynktownie wyczuwał, 

że to jedna z tych chwil, które mogą zmienić całe życie. 

Musiał wybierać: flirt z uroczą dziewczyną albo nieznane 

niebezpieczeństwo; kilka przyjemnych chwil albo głos 

przeznaczenia. Nie miał pojęcia, co go skłoniło do 

odebrania telefonu. 

- Poczekaj moment - poprosił, wstając z krzesła. 

Podszedł do lady, na której stał czarny staromodny 

aparat. - Zaraz do tego wrócimy. 

Mia zrobiła niezadowoloną minę. Dawid podniósł 

słuchawkę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Halo? - rzucił niecierpliwie. Kobiecy głos, który 

usłyszał po chwili, był matowy, zniżony do szeptu; 

przywodził na myśl miękkość jedwabiu i migotliwy 

blask palących się świec. Natychmiast przyciągnął jego 

uwagę. 

- Dawid Coronado? 

- Tak. Przy telefonie. - Mężczyzna przymknął 

powieki. Tajemnicza rozmówczyni miała głos filmowej 

femme fatale. 

- Dawid Coronado, kolega z wojska Reeda Britt-

mana? Pamiętasz, stacjonowaliście razem w Nie­

mczech dziesięć lat temu? - Mocniej objął palcami 

słuchawkę. Głos nieznajomej fascynował go. Wyczuł 

w nim strach i zaczął się nagle denerwować. 

- Tak, wszystko się zgadza. Kim jesteś? - zapytał 

niecierpliwie. 

- Tak się cieszę, że cię odnalazłam. 

Dawid podzielał jej radość, ale nie mógł się do­

czekać odpowiedzi na swoje pytanie. 

- Powiedz mi, kim jesteś. 

- Dawidzie, nie znamy się, mimo to muszę cię 

prosić o przysługę... - przerwała nagle. Usłyszał głos 

jakiegoś mężczyzny. Tajemnicza rozmówczyni wstrzy­

mała oddech, a potem szepnęła: - Och, tylko nie to. 

- Połączenie zostało przerwane. 

Dawid stał nieruchomo ze słuchawką przyciśniętą do 

ucha, jakby się spodziewał, że znowu usłyszy nieznajo­

mą, jeśli cierpliwie poczeka. Ktoś ją zaskoczył i przestra­

szył tak bardzo, że odłożyła słuchawkę, albo... 

- Dawidzie! - Mia zaczynała tracić cierpliwość. 

Odwrócił się i spojrzał na nią z roztargnieniem. 

Rudowłosa uwodzicielka i jej ukryty tatuaż przestały 

go nagle obchodzić. Rozmyślał bezustannie o prze-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

rwanej rozmowie telefonicznej. Kim była ta kobieta? 

Na pewno znała Reeda, z którym przyjaźnił się 

w wojsku, ale od tamtego czasu minęło dziesięć lat. 

Dlaczego zadzwoniła? Co jej się przytrafiło? Nadal 

brzmiał mu w uszach niewiarygodnie zmysłowy głos. 

Nie wiedzieć czemu, Dawid miał pewność, że tajemni­

cza nieznajoma zadzwoni jeszcze raz. Znalazł pretekst, 

by pożegnać Mię i grzecznie wyprosić ją za drzwi. Nie 

interesowały go już frywolne tatuaże. Zabrał się do 

przygotowywania posiłków, które miały być serwowa­

ne po południu. 

Restauracja była przytulna i trochę staroświecka. 

Kto znał Maję i Eduarda, dziadków Dawida i właś­

cicieli lokalu, wcale się temu nie dziwił. Wnuk przyjeż­

dżał co roku z San Diego, by zastąpić staruszków, 

którzy dzięki niemu mogli sobie pozwolić na dwutygo­

dniowy urlop. Tego roku wybrali się w odwiedziny do 

przyjaciół mieszkających w Guadalajarze, a Dawid 

przyjechał jak zwykle do Puerto Vallarta. Restauracja 

dziadków była ulubionym miejscem spotkań miesz­

kańców dzielnicy. Turyści zaglądali tu rzadko, woleli 

nadmorskie bulwary. Praca w restauracji sprawiała 

Dawidowi ogromną przyjemność i pozwalała zapo­

mnieć o rutynie pracowitego życia, jakie wiódł na 

południu Kalifornii. Ale nie o tym teraz rozmyślał. 

Z niepokojem wpatrywał się w milczący telefon. 

- Zadzwoń! - krzyknął nagle. - No, zadzwoń, do 

cholery! 

W tej samej chwili rozległ się sygnał. Chwycił 

słuchawkę. 

- Halo. To ty, Dawidzie? - Dreszcz przebiegł mu 

po plecach, gdy usłyszał znajomy głos. Czego chciała 

ta kobieta? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Tak, jestem przy telefonie. Co tam się dzieje? Nic 

ci się nie stało? 

- Wszystko w porządku - odparła szeptem. Domy­

ślił się, że nadal była w niebezpieczeństwie. Gdyby 

chociaż wiedział, skąd dzwoni! 

- Mogę zapytać, z kim rozmawiam? - niecierpliwił 

się. 

- Jestem siostrą Reeda Brittmana. Na imię mi 

Shelley. 

- Ach, Shelley. -Coś sobie przypominał. Słyszał już 

to imię, ale twarzy nie pamiętał. - Czy my się znamy? 

- Nie, ale Reed wiele mi o tobie opowiadał. Kiedy 

mu oznajmiłam, że będę w Puerto Vallarta, dał mi twój 

numer telefonu na wypadek... 

- Na wypadek, gdybyś potrzebowała pomocy? 

- Dawid ścisnął mocniej słuchawkę. Siostra Reeda 

była w niebezpieczeństwie. Dla przyjaciela zrobiłby 

wszystko, a zatem było zrozumiałe samo przez się, że 

nie odmówi pomocy również bliskiej mu osobie. 

Zresztą czy mógłby opuścić w potrzebie kobietę ob­

darzoną przez naturę tak czarującym głosem? 

- Gdzie jesteś? Chcesz, żebym po ciebie przyjechał? 

Czy grozi ci niebezpieczeństwo? 

- Powiedzmy, że... jestem tu uwięziona. 

Tego właśnie się lękał. Ktoś trzymał ją pod kluczem. 

Nie ma obawy, znajdzie się jakieś wyjście. 

- Gdzie jesteś? Podaj mi adres, wkrótce się tam 

zjawię. 

- Nie - odrzekła głośniej niż przedtem. - Lepiej nie. 

To się nie uda, a może tylko pogorszyć sytuację. 

- Jaką sytuację? -Dawid zmarszczył brwi. - Co ten 

człowiek ci zrobił? 

- Dawidzie... lepiej nie wysnuwaj pochopnych 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wniosków. Wcale nie twierdzę, że ktoś mi zrobił coś 

złego. 

- Słyszałem głos mężczyzny. Przyznałaś, że zo­

stałaś uwięziona. 

- Muszę się sama stąd wydostać - odparła z wes­

tchnieniem. 

Dawid nie zamierzał spokojnie tego słuchać. 

- Shelley, naprawdę chcę ci pomóc, lecz jeśli mi nie 

zdradzisz, gdzie... 

- Dawidzie, jesteś uroczy. - Roześmiała się cicho. 

- Przyznam, że tego się właśnie spodziewałam. 

Uroczy? Dawid podniósł wyżej głowę i wzruszył 

ramionami. Wcale nie chciał być uroczy. Wolał ucho­

dzić za twardziela, który bez trudu, a nawet z pewną 

nonszalancją, zabija smoki czyhające na tajemniczą 

królewnę. Co za głos! Z pewnością była piękna. 

Domyślił się tego, kiedy ją usłyszał. 

- Gdzie jesteś? - zapytał szorstko. 

- To nie ma znaczenia. Chciałam tylko wiedzieć, 

czy mogę na ciebie liczyć. Przypuszczam, że zdołam 

stąd umknąć, ale będzie to chyba możliwe dopiero 

w środku nocy. Gdzie cię znajdę? 

- Mieszkam nad restauracją. - Podał adres. - Gdy 

miniesz Playa del Oro, kieruj się na wzgórze, w stronę 

dzielnicy willowej. 

- Na szczęście to niedaleko od przystani. 

- Tylko kilka przecznic - odparł nachmurzony. 

- Jesteś w porcie, zgadłem? 

- Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Wkrótce się 

u ciebie zjawię. 

Nie tak to sobie wyobrażał, ale cóż mógł poradzić 

na jej upór? 

- Drzwi wejściowe zostawię otwarte - oznajmił. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- To chyba ryzykowne? - zapytała po chwili mil­

czenia. 

- Wcale nie. Puerto Vallarta jest miłym, spokoj­

nym miasteczkiem. 

- Nie dla mnie, niestety - odrzekła ze smutkiem. 

Dawid zapragnął natychmiast pospieszyć Shelley 

na ratunek. Spotkała ją krzywda i tamten nikczemnik 

powinien drogo za to zapłacić. Z drugiej strony, 

sytuacja była dość śmieszna. Nie widział nigdy w życiu 

tej kobiety, a jednak zapragnął zostać jej obrońcą. Co 

za niedorzeczność! 

- Jak się tu dostaniesz? Masz samochód? 

- Jakoś sobie poradzę. Nie martw się. - Zamilkła, 

jakby nasłuchiwała. Gdy odezwała się znowu, jej głos 

był stłumiony. Domyślił się, że osłoniła ręką słuchaw­

kę. - Dzięki, Dawidzie. To jest gra o życie. 

Gdy usłyszał, jak wymawia jego imię, ugięły się pod 

nim kolana. 

- Shelley, powiedz mi, gdzie jesteś - nalegał. -Jeśli 

coś się stanie... 

- Nie mogę... - Zmysłowy szept przyprawił go 

o dreszcze. - Czekaj na mnie. To może potrwać, ale 

zjawię się u ciebie na pewno. 

Odłożyła słuchawkę. Dawid oddychał ciężko jak po 

długim biegu. Przez chwilę stał bez ruchu. Shelley 

Brittman. Jak niewiele trzeba, by powróciły wspomnie­

nia. Brat Shelley, Reed, był w wojsku najlepszym 

przyjacielem Dawida. Stacjonowali w Niemczech. Przed 

dziesięciu laty zjeździli ten kraj wzdłuż i wszerz. Poznali 

wtedy nie tylko słynne zabytki, lecz i uroki nocnego 

życia. Kiedy zakończyli służbę, a ich statek przybił do 

amerykańskiego wybrzeża, Reed zaprosił przyjaciela na 

kilka dni do rodzinnego domu w Hamptons. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Dawid sam nie wiedział, czego się ma spodziewać. 

Zdawał sobie sprawę, że rodzina przyjaciela jest zamo­

żna, ponieważ Reed był wychowankiem najlepszych 

szkół i nigdy nie narzekał na brak pieniędzy, ale 

rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania. W po­

siadłości Brittmanów miał okazję podziwiać konie 

specjalnie do gry w polo, dowiedział się o hojnych 

dotacjach na renomowane zespoły baletowe, oglądał 

portrety słynnych amerykańskich patriotów na rycinie 

przedstawiającej drzewo genealogiczne rodziny. Po­

tentaci przemysłowi wpadali do Hamptons na partię 

tenisa, a politycy znani z telewizji bywali na obiadach. 

Brittmanowie byli zamożną familią z wielkimi tradyc­

jami. Dawid nie czuł się wśród nich dobrze. Wszystko 

było mu obce, jakby przyjechał do nieznanego kraju 

i nie potrafił się z nikim porozumieć. Opuścił Hamp­

tons najszybciej jak mógł i nigdy nie dał się namówić 

na kolejną wizytę. Przyjaźń z Reedem przetrwała tę 

próbę. Dawid musiał przyznać uczciwie, że Brittman 

odwiedzał go regularnie przynajmniej raz do roku, 

ilekroć załatwiał interesy w Kalifornii. Na zawsze 

pozostaną przyjaciółmi, ale lepiej, by spotykali się na 

neutralnym gruncie. Wytworność Brittmanów przy­

prawiała go o mdłości. Jak to możliwe, że ktoś z nich 

potrzebował teraz jego pomocy? 

Shelley. Reed trochę mu o niej opowiadał, ale 

niewiele z tego pamiętał. Poślubiła chyba jakiegoś 

greckiego przemysłowca. Niejasno sobie przypominał, 

że mówiło się o rozwodzie. Nigdy nie poznał Shelley, 

a wszystkie rewelacje Reeda dotyczące jego siostry nie 

robiły na nim żadnego wrażenia. Uchodziła podobno 

za postrzeloną flirciarę. Kobieta, która do niego 

zadzwoniła, nie sprawiała takiego wrażenia. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Przed czym próbowała się uchronić? Dawid miał 

nadzieje, że wkrótce się dowie. Był wściekły, że nie 

pozwoliła sobie pomóc w ucieczce, nie miał jednak 

wyboru. Musiał czekać cierpliwie. 

Rosa Sanchez pracowała jako kelnerka w restaura­

cji należącej do dziadków, odkąd Dawid sięgał pamię­

cią. Traktował ją jak ciotkę i był jej prawdziwym 

oczkiem w głowie. 

- Querido - zaczęła, gdy tylko wpadła do lokalu po 

przerwie. - Znalazłam ci wspaniałą dziewczynę. 

- Jeszcze jedna poczwara? - jęknął Dawid, pod­

nosząc głowę. Kroił właśnie łososia na cienkie plastry. 

- Ależ nie. - Rosa spojrzała na niego z wyrzutem. 

- To idealna kandydatka na żonę dla ciebie. Jest 

wykształcona, kulturalna i bardzo, bardzo ładna. 

- Pewnie to znowu twoja kuzynka? - zapytał 

z uśmiechem. Już słyszał podobne zachwyty. 

- Naturalnie. Mam liczną rodzinę. - Rosa wypros­

towała się z godnością. Zabrała się do przygotowywa­

nia sałatek i kontynuowała monolog nie przerywając 

pracy. -Ta dziewczyna jest dyplomowaną sekretarką 

w firmie zajmującej się doradztwem. Pracuje z najlep­

szymi prawnikami i przedsiębiorcami w naszym mieś­

cie. Zna doskonale trzy języki. 

- I jest na pewno niewiarygodnie piękna - pod­

powiedział Dawid. Wszystkie panie, z którymi swatała 

go Rosa, obdarzone były rzekomo mnóstwem zalet. 

- Przysięgam na pamięć mojej drogiej matki, że to 

prawdziwa piękność. 

- Twój ideał urody czasem się różni od mojego. 

Pamiętasz tamtą łysą akrobatkę? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Sama dałam się nabrać, mój chłopcze. Kiedy z nią 

rozmawiałam, miała na głowie perukę - przyznała 

Rosa, kiwając głową ze smutkiem. - A wracając do 

mojej kuzynki, to naprawdę śliczna dziewczyna. Ciało 

ma jędrne, chociaż urodziła troje dzieci... 

- Chwileczkę! Trójka dzieci? - przerwał jej Dawid. 

- Nie rozumiesz, że to jest bezcenna zaleta? Moja 

kuzynka w niczym nie przypomina tych pannic, które 

przesiadują tu podczas sjesty i wodzą cię na pokusze­

nie. 

- Ależ Roso! -Dawid udawał, że jest wstrząśnięty. 

- Dobrze wiem, co się tu dzieje - burknęła, odgar­

niając ciemne, kręcone włosy. - Uważasz, że jestem 

ślepa. Sandry nie można porównywać z tymi dziewu­

chami. Jest poważna, zna życie... 

- Rozwódka? 

- Niezupełnie - odparła Rosa z wahaniem. - Jej 

mąż... gdzieś przepadł. Została sama z trójką uroczych 

dzieciaków... 

Dawid odłożył na bok rybę i zajrzał do sali jadalnej, 

żeby sprawdzić, czy wszystko gotowe. Do otwarcia 

lokalu zostało tylko kilka minut. Bar lśnił czystością. 

Na każdym stole ustawiono koszyczki z przyprawami 

i świeże kwiaty z różanego ogrodu babci. Wszystko 

wyglądało tak, jak życzyliby sobie dziadkowie Dawi­

da. Od lat nic się tu nie zmieniało. 

- Znasz przecież moją zasadę numer jeden - mruk­

nął podchodząc do Rosy i całując ją w policzek. 

- Żadnych dzieciaków. 

Rosa sięgnęła po fartuch. Gdy nadchodziła właś­

ciwa pora, nie musiała nawet spoglądać na zegar, żeby 

się upewnić, czy już czas otwierać lokal. 

- Mieszka z nią tylko jedno dziecko. - Rosa nie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dawała za wygraną. - Dwójka przebywa w zakładzie 

poprawczym. 

- Roso! Jak możesz mnie swatać z kobietą, której 

dzieci wylądowały w zakładzie poprawczym? - Dawid 

próbował stłumić śmiech. 

- O Boże, jakiś ty wymagający, nieczuły i samolub­

ny - mruknęła Rosa, żałośnie kiwając głową. Oskar-

życielskim gestem wyciągnęła palec w jego kierunku. 

- Typowy kawaler. 

- Wymagający i nieczuły, zgoda -mruknął Dawid 

bardziej do siebie niż do Rosy. - Ale obojętny... 

- Uśmiechnął się na myśl o tym, jakie wrażenie zrobił 

na nim piękny głos Shelley. - Nie mogę się z tobą 

zgodzić. 

- Zastanów się jeszcze - nie ustępowała Rosa. 

- Gdybyś poślubił Sandrę, miałbyś zapewnioną przy­

szłość. Nie musiałbyś wracać do San Diego. Najlepiej 

byłoby, gdybyś został tutaj i zajął się lokalem, kiedy 

starsi państwo przejdą na emeryturę. 

- Wydało się wreszcie, o co ci naprawdę chodzi! 

- zawołał Dawid, wybuchając śmiechem. - Chcesz się 

upewnić, że nie stracisz pracy. Zgadłem? 

Rosa odwróciła się dumnie, nie racząc odpowie­

dzieć na bezsensowne pytanie. Spojrzała przez ramie 

na Dawida, który otwierał drzwi restauracji i witał 

pierwszego gościa. Żarty żartami, ale naprawdę mart­

wiła się o niego. Kochała tego chłopca jak własne 

dziecko. Pamiętała, jaki był ostrożny i nieufny, gdy 

zaczął przyjeżdżać do dziadków. Tylko najbliższym 

okazywał ciepło i czułość. Wobec obcych stawał się 

arogancki i bezczelny. Niewiele brakowało, żeby wylą­

dował w zakładzie poprawczym. Bardzo się zmienił od 

tamtego czasu. Wyrósł na przystojnego ciemnookiego 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

młodzieńca o szerokich ramionach. Odnosił sukcesy, 

emanowała z niego siła i pewność siebie. W jego żyłach 

płynęła krew Azteków, przybyszów z Kastylii, pionie­

rów z Kansas oraz irlandzkich hodowców koni. Ich 

potomek wyrósł na silnego i szlachetnego człowieka. 

Rosa nie znała nikogo, kto mógłby się z nim równać. 

Czasami tylko dostrzegała jakiś drobiazg, który przy­

pominał jej o tamtym nieufnym, przerażonym chłop­

czyku. Dawid nie zapomniał o trudnym dzieciństwie, 

chociaż głęboko ukrył smutne wspomnienia. 

- Potrzeba mu dobrej żony, ot co - mruknęła 

patrząc, jak prowadzi do stolika dwie urodziwe pan­

nice i żartobliwie przekomarza się z nimi. - Biedny 

chłopiec, powinien się zakochać. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Popołudnie ciągnęło się w nieskończoność. Dawid 

bezustannie zerkał na ścienny zegar i niewiele uwagi 

poświęcał gotowaniu. Rosa musiała mu przypomi­

nać dwukrotnie o pewnym zamówieniu. Wreszcie 

ostatni goście opuścili restaurację. Wkrótce wyszła 

także Rosa. Stojąc w drzwiach opowiedziała mu raz 

jeszcze o zaletach kuzynki, Sandry. Dawid zabrał się 

do sprzątania, przygotował wszystko, co było po­

trzebne na dzień następny, i zamknął restaurację. 

Drzwi wiodące do mieszkania zostawił otwarte. Łu­

dził się nadzieją, że Shelley oczekuje go na górze, ale 

nikogo tam nie było. Przez chwilę stał bez ruchu, 

wpatrując się w mrok. Gdzie jest teraz Shelley? Na­

dal brzmiał mu w uszach jej głos. Była w niebez­

pieczeństwie, to pewne. Nie powinien sterczeć tu 

bezczynnie. Musi coś zrobić. Gdyby tylko wiedział, 

gdzie jej szukać... 

W porcie! Sama o tym wspomniała. Ich rozmowę 

przerywały jakieś trzaski, a więc na pewno dzwoniła 

z jachtu. Dawid chwycił kurtkę, zbiegł po schodach 

i wcisnął się do małego sportowego samochodu. Po 

kilku minutach znalazł się na przystani. Krążył po 

nabrzeżu przez kwadrans, ale nie dostrzegł ani śladu 

obecności Shelley. Przyszło mu nagle do głowy, że 

wymyślił sobie tę historię. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Mieszkanie nadal było puste. Przemierzał pokój 

i powoli tracił cierpliwość. Przecież wcale nie znasz tej 

kobiety, powtarzał sobie. Może w ogóle nie przyjdzie, 

a nawet jeśli tu w końcu zawita, okaże się uderzająco 

podobna do swego brata. Okularnica z rozczoch­

ranymi włosami. Skrzywił się, ale nadal czekał na 

siostrę przyjaciela. Gdy zegar wybił drugą, postanowił 

się wreszcie położyć. Wziął przysznic, włożył szlafrok 

i nucąc jakąś melodyjkę poszedł do sypialni. Nagle 

usłyszał dziwny szelest. Zatrzymał się i nasłuchiwał 

przez chwilę. Nie, z pewnością to tylko złudzenie. Nikt 

nie przyjdzie. Niepotrzebnie czekał tak długo. Wyszedł 

na głupca. Otworzył drzwi sypialni. A jednak się mylił. 

Ktoś tam był. Ujrzał dwoje małych dzieci. 

- Cześć, proszę pana - przywitała go uprzejmie 

jasnowłosa dziewczynka z warkoczykami i piegami na 

nosku. Ona i jej braciszek siedzieli na łóżku machając 

nogami i wpatrując się w niego z uwagą. 

- Cześć, maluchy-odparł niepewnie, całkiem zbity 

z tropu. Mrugnął do nich, nie bardzo wiedząc, co 

powinien zrobić. - Jak leci? 

- Mamusia kazała nam tu poczekać. Powiedziała, 

żebyśmy się stąd nie ruszali - dodał chłopczyk. 

- Rozumiem. - Dawid zerknął na dziewczynkę. 

Wyglądała na starszą od brata. Mogła mieć sześć lub 

siedem lat, a chłopiec cztery, najwyżej pięć. 

- Mamusia wróci za chwilę - dodał malec. - Tak 

powiedziała, za chwilę. - Dziewczynka kiwnęła głową, 

ale milczała. Oboje wyczekująco patrzyli na Dawida. 

Był przecież dorosły. Powinien im powiedzieć, co mają 

teraz robić. 

Mężczyzna nie wiedział, jak się zachować. Dzieci. 

Nic nie wiedział o dzieciach, nawet z nimi nie roz-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

mawiał, odkąd sam przestał być dzieckiem. Niechętnie 

wspominał tamte czasy. Nie wolno okazać strachu, 

powiedział sobie w duchu. Podobno takie maluchy 

wyczuwają, że ktoś się ich boi. Nie miał pojęcia, jak 

postępować z dziećmi. Podobno są równie hałaśliwe 

i irytujące jak zwierzaki. Prawdopodobnie matka tych 

dzieciaków to siostra Reeda, przynajmniej taką miał 

nadzieję. Gdyby się okazało, że przyprowadził je ktoś 

inny, trudno byłoby przetrwać tę noc. 

- Co wy tu właściwie robicie? - zapytał, nadal nie 

mogąc ochłonąć ze zdumienia. 

- Mamusia powiedziała, że się nami zaopiekujesz 

- oznajmiła dziewczynka po chwili milczenia. 

- Co takiego? - Dawid był wstrząśnięty. Nie, to 

nieuczciwe. Miał uratować z opresji piękną dziewczynę 

o zmysłowym głosie. Nikt słowem nie wspomniał 

o dwójce rozwydrzonych bachorów, których pewno 

nie można spuścić z oka nawet na moment. - Nic z tego 

- odparł zdecydowanie. Tak zareagowałby każdy 

prawdziwy mężczyzna, gdyby znalazł się w równie 

nieprzyjemnej sytuacji. - Nie jestem niańką. 

- Mamusia kazała - powiedziały dzieci jednocześ­

nie. Było oczywiste, że uznały dyskusję za zakończoną. 

Dawida ogarnęło przerażenie. A jeśli Shelley podrzuci­

ła mu dzieci i nie zamierza wrócić? 

- Gdzie jest wasza mama? - zapytał, rozglądając się 

niespokojnie, jakby w każdej chwili Shelley mogła 

wyskoczyć z jakiejś kryjówki, żeby go przestraszyć. 

- Wróciła po walizkę - oznajmił chłopiec z godnoś­

cią. - Musieliśmy ją zostawić na rogu, bo była za 

ciężka. - Dawid spojrzał na niego z niedowierzaniem. 

Ta historyjka wydała mu się całkiem nieprawdopodo­

bna. Jeśli Shelley nie zjawi się tu za dziesięć minut... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Usłyszał skrzypnięcie drzwi. Stanęła w nich dziew­

czyna trzymająca w ręku niedużą walizkę. 

- Cześć - rzuciła, z trudem łapiąc oddech. - Prze­

praszam za kłopot. 

Dawid odwrócił się, żeby na nią popatrzeć. Czas 

zatrzymał się nagle. Przez cały wieczór powtarzał 

sobie, że Shelley ma wprawdzie piękny głos, ale nie 

jest pewnie zbyt urodziwa. Pomylił się. Stała nadal 

w otwartych drzwiach. Światło księżyca rozświetlało 

jej włosy spływające na ramiona niczym pasma 

wieczornej mgły. Jasna czupryna jakby przyprószona 

migotliwym srebrem, miękka niczym atłasowa przę­

dza, lekka jak powiew morskiego wiatru. Błękitne 

oczy dziewczyny przypominały Dawidowi kolor 

szlachetnego chińskiego jedwabiu. Shelley była drob­

na i szczupła. Poruszała się szybko, energicznie. 

Wyprostowała się dumnie, a na jej pięknej twarzy 

ujrzał wyraz zdecydowania i troski, chociaż w jas­

nych oczach migotały wesołe iskierki. Wcale nie była 

podobna do Reeda. Dawid nie potrafił wykrztusić 

słowa, niczym dziesięciolatek, który właśnie popełnił 

okropną gafę. Shelley podeszła i wyciągnęła do 

niego rękę ze swobodą i pewnością siebie, której nie 

sposób się nauczyć. 

- Nazywam się Shelley Brittman. Dzięki, jesteś 

prawdziwym aniołem. 

Ujął dłoń dziewczyny. Czuł się wyjątkowo głupio, 

stojąc przed nią w szlafroku. Spojrzeli sobie w oczy. 

Dawid pierwszy odwrócił wzrok. Wydawało mu się, że 

patrzy na uroczą zjawę. 

- To pewnie twoje dzieci? - zapytał, wskazując 

maluchy ruchem głowy. 

- Przepraszam za kłopot. Mam nadzieję, że ci się 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

nie naprzykrzały. - Uśmiechnęła się niepewnie. Dawid 

był nadal pod jej urokiem. 

- Ani trochę - odparł. Popatrzył z wahaniem na 

dłoń, którą ściskał. Nie zauważył obrączki. Zmarsz­

czył brwi, próbując zebrać myśli. Głos i uroda Shelley 

zrobiły na nim oszałamiające wrażenie. Gdy zadzwoni­

ła, zaczął marzyć o ekscytującej przygodzie, nie przy­

puszczał jednak, że widok dziewczyny całkiem od­

bierze mu rozum. To wcale nie było przyjemne. - Nie 

sądziłem, że zjawisz się tu z takim bagażem. 

- Nie wspomniałam ci o dzieciach, gdy rozmawialiś­

my przez telefon? - Shelley naprawdę była zdziwiona. 

Uśmiechnęła się promiennie. - Wybacz. To jest Jill, a to 

Chris. Jesteśmy nierozłączni. Dzieci, przedstawiam wam 

Dawida Coronado, najlepszego przyjaciela wujka Reeda. 

Cóż było robić? Dawid z powagą uścisnął dziecięce 

łapki. Maluchy potrząsnęły kolejno jego dłonią i wsko­

czyły na łóżko. Zmarszczył brwi. Ależ wiercipięty. 

- Masz tylko jedną sypialnię? - spytała dziew­

czyna, zerkając na Dawida, jakby wyczuwała jego 

zakłopotanie. Skinął głową. 

- Będziecie tu spać we trójkę. Na podeście nad 

restauracją stoi kanapa. Prześpię się na niej. 

- Wykluczone. - Shelley podniosła wąską dłoń 

w geście protestu. - My będziemy spać na kanapie. 

Albo na podłodze. Daj nam tylko jakieś koce, a zrobi­

my sobie wygodne posłanie. Nie możemy przecież 

zająć twego łóżka. 

Dawid gapił się na dziewczynę, nadal oszołomiony 

jej urodą i głosem, ale coś mu mówiło, że powinien 

mieć się na baczności. Shelley przypominała postaci 

z jego młodzieńczych snów, a wiadomo, że senne 

marzenia niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Rozumie się, że zostaniecie w sypialni -mruknął. 

Nie chciał okazać się gburem, ale musiał jakoś ukryć 

zmieszanie. 

Zawahała się, a potem skinęła głową, jakby z jego 

oczu wyczytała coś, co rozwiało jej wątpliwości. 

- Zgoda. Dziękujemy - odrzekła. Spuściła wzrok 

i spojrzała na bose stopy Dawida, który przypomniał 

sobie nagle, że pod cienkim szlafrokiem jest zupełnie 

nagi. 

- Przepraszam, zaraz się ubiorę - wymamrotał 

i popędził do łazienki. Przymknął drzwi, zostawiając 

tylko wąską szparkę, żeby Shelley usłyszała, co mówi. 

- W schowku są koce i poduszki. Czyste ręczniki leżą 

w łazience, w szafce pod umywalką. 

Dawid zrzucił szlafrok i naciągnął spodnie. Leżąca 

na podłodze w kałuży wody koszulka nie nadawała się 

do włożenia. Trudno, nie miał wyjścia. Wkroczył do 

pokoju boso i z nagim torsem. Kątem oka dostrzegł, 

że Shelly spojrzała z podziwem na jego muskularne 

ramiona i płaski brzuch. Przez krótką chwilę nie 

rozumiał, co się z nim dzieje. Potem przyszło olśnie­

nie. Po prostu się zarumienił. Rumieniec na twarzy 

trzydziestoletniego mężczyzny, ulubieńca kobiet! I to 

dlatego, że jedna z nich spojrzała na niego z uznaniem 

i dała mu do zrozumienia, że może się podobać. Co 

się z nim dzieje? Czyżby stracił rozum? Odetchnął 

głęboko i spojrzał na walizkę, którą Shelley przyniosła 

ze sobą. 

- Jak się tu dostaliście? - zapytał. Przez krótką 

chwilę obawiał się, że głos mu się załamie niczym 

nastolatkowi przechodzącemu mutację. 

- Piechotą. 

- Piechotą? - Do najbliższego hotelu było prawie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

półtora kilometra, a do przystani jeszcze dalej, i to 

w linii prostej. A przecież restauracja dziadków stała 

na zboczu wzgórza. - Weszłaś tu, na górę, z dwójką 

dzieciaków? 

- Nie odważyłam się wziąć taksówki - odparła po 

chwili wahania. Spochmurniała. - On... mógłby od­

kryć, gdzie się schroniliśmy, i mój plan by się nie 

powiódł - dodała z niepokojem. Dawid patrzył na nią 

uważnie, zastanawiając się, czy ta opowieść jest praw­

dziwa. W pierwszej chwili przyszło mu do głowy, że 

dziewczyna zbyt często ogląda filmy kryminalne. 

- Co to za „on? - zapytał spokojnie. 

Shelley spojrzała na dokazujące dzieci. Dawid na­

tychmiast zrozumiał. Nie chciała przy nich rozmawiać 

o swoich kłopotach. Nie miał nic przeciwko temu. I tak 

prędzej czy później będzie musiała wszystko mu powie­

dzieć. 

Shelley położyła niewielką walizkę na łóżku. Dawid 

przyglądał się, jak wyciąga z niej dziecięce ubranka. 

Coś ścisnęło go w żołądku. Dziewczyna miała na sobie 

błękitny kombinezon z delikatnej tkaniny przypomi­

nającej kaszmir, a na nogach baletki. Gdy się odwraca­

ła, jasne włosy fruwały wokół jej głowy. Przypominała 

bohaterki filmów rysunkowych. Nadal miał wrażenie, 

e ktoś taki nie może istnieć w rzeczywistości. 

- Zabrałam trochę ubrań dla dzieci, ale nie wzięłam 

prawie nic dla siebie - powiedziała, wyjmując z walizki 

kolorowe piżamki. - Nie masz tu przypadkiem jakiejś 

nocnej koszuli? 

Na myśl, że mógłby ją zobaczyć w takim stroju, 

poczuł dziwną słabość. Oparł się plecami o ścianę 

udając, że zrobił to mimochodem. Próbował opano­

wać drżenie kolan. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Przykro mi, raczej nie. Jedyną osobą, która tu 

czasami mieszka, jestem ja. Co roku odwiedzam 

dziadków. 

- Reed wspominał mi o tym - odrzekła z uśmie­

chem. - Gdy mu oznajmiłam, że wybieram się do 

Meksyku, na wszelki wypadek dał mi twój adres 

i numer telefonu. Miałam chyba dużo szczęścia, że cię 

tu zastałam, gdy jestem w potrzebie. 

Szczęście. Dawid tak by tego nie nazwał. Próbował 

uśmiechnąć się do Shelley, ale daremnie. Czuł się jak 

mały chłopiec, który próbuje stawić czoło potężnemu 

nurtowi rzeki. Jeśli zapomni na chwilę o niebezpie­

czeństwie, zrobi z siebie kompletnego idiotę i zacznie 

się umizgać do tej dziewczyny. Powinien zachować 

dystans, nie zapominając jednak o gościnności. 

- Jeśli chcesz, mogę ci pożyczyć jedną z moich 

koszul. 

- Naprawdę? - ucieszyła się Shelley. - Doskonały 

pomysł. 

Dawid wolałby nie oglądać jej promiennego uśmie­

chu. Dobry Boże, znów się rumienię, pomyślał. Zaklął 

cicho. To po prostu śmieszne. Zawsze panował nad 

sobą i trzeźwo oceniał fakty. Złościło go, że tym razem 

okazał się bezsilny. Nie mógł tego znieść. Odwrócił się 

do Shelley i spojrzał na nią nieprzyjaźnie. Gdyby 

jeszcze udało mu się poczuć do niej prawdziwą nie­

chęć... Dziewczyna obserwowała go z ciekawością, ale 

nie okazał jej zainteresowania. Przeniósł wzrok na 

dzieci. 

- Czy będzie wam trojgu wygodnie w takim wąs­

kim łóżku? - zapytał niezadowolony, że nie może im 

zaproponować niczego lepszego. 

- Na pewno - odparła. Wcale nie wydawała się 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

rozczarowana spartańskimi warunkami. - Często ra­

zem sypiamy. Maluchy przychodzą do mojej sypialni, 

gdy się czegoś boją. Prawda? - Odwróciła się do Jill 

i Chrisa. Dzieci podbiegły do niej natychmiast. Wszys­

cy troje zaczęli się śmiać i obejmować. -Kto pierwszy 

nałoży piżamkę, opowiada bajkę na dobranoc. 

Części dziecięcej garderoby fruwały po pokoju. 

Dawid skorzystał z okazji i wyszedł dyskretnie. 

- Gdybyś czegoś potrzebowała, będę na podeście 

- rzucił przez ramię. 

Shelley odruchowo pokiwała głową, nie odrywając 

wzroku od dzieci. Nagle odwróciła się z uśmiechem 

i pospieszyła za Dawidem. 

- Dzięki raz jeszcze, że bez wahania udzieliłeś nam 

gościny. Mam nadzieję, że nie zrobimy w twoim domu 

zbyt wielkiego zamieszania. Pomyśl sobie, że jesteśmy 

niczym rozbitkowie w czasie burzy. 

- Czy mogę wiedzieć, co wam grozi? - zapytał 

spokojnie Dawid, z wolna przychodząc do siebie. 

- Proszę? - Shelley popatrzyła na niego, jakby nie 

zrozumiała pytania. 

Zmarszczył brwi. Nie lubił, gdy robiono z niego idiotę. 

- Przed czym uciekasz? Co cię tak wystraszyło? 

- Czy wyglądam na wystraszoną? - odparła, pa­

trząc mu prosto w oczy. 

- Sądzę, że tak, moja droga - rzekł przysuwając się 

bliżej. Patrzył na nią wrogo. - Przez telefon powiedzia­

łaś mi, że w pewnym sensie jesteś uwięziona. Zauważy­

łem, że czegoś się boisz. Nadal grozi ci niebezpieczeńst­

wo. Nie próbuj mnie nabierać. 

Shelley oblizała wargi. W jej niebieskich oczach 

błysnął gniew. 

- Nie oszukuję cię, Dawidzie - odparła po chwili 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

całkiem spokojnie, modulując umiejętnie głos i używa­

jąc go niczym oręża. -To są moje prywatne sprawy i po 

prostu nie chcę o nich mówić. 

- Prawo do prywatności to pierwsza rzecz, którą 

się traci podczas ucieczki - rzekł chłodno Dawid 

z kpiącym uśmiechem. - Muszę wiedzieć, dlaczego 

uciekasz. Czy przypuszczasz, że ten mężczyzna, z któ­

rym byłaś, zamierza cię ścigać? 

Shelley drgnęła, usłyszawszy pogardliwe: „z którym 

byłaś". Dawid żałował trochę tych słów. Złościło go, że 

zadawała się z facetem, od którego musiała potem 

uciekać w środku nocy. Była przecież siostrą Reeda. 

Powinna lepiej dbać o siebie... i o własne dzieci. 

Po chwili milczenia Shelley przyznała, że musi się 

ukrywać. 

- Kim jest ten facet? O co tu chodzi? - wypytywał ją 

zirytowany. 

- Naprawdę nie chcę o tym mówić - odparła bez 

wahania. 

- A ja nie położę się spać, póki się wszystkiego nie 

dowiem. - Patrzył na nią z niechęcią. 

Wytrzymała jego spojrzenie. Czuł na sobie chłodny, 

taksujący wzrok. Nagle podjęła decyzję. 

- Niejestesmytumilewidziani-rzekłasuchoiruszyła 

do pokoju, z którego dochodziły głosy szykujących się do 

snu dzieci. -Przepraszam zakłopot. Zaraz się spakujemy 

i uwolnimy cię od swego towarzystwa. 

- O czym ty mówisz?! - zawołał Dawid, chwytając 

ją za ramię. Obejrzała się. Była wzburzona. 

- Wyraźnie dałeś mi do zrozumienia, że nie chcesz 

nas tutaj. 

- Nieprawda! - zaprzeczył natychmiast. Skąd przy­

szła jej do głowy ta bezsensowna myśl? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- W takim razie, dlaczego jesteś wściekły? - zapyta­

ła z gniewnym błyskiem w oczach. Zbity z tropu Dawid 

zamrugał powiekami. Wcale nie był wściekły. Raczej... 

zaniepokojony, to właściwe słowo. 

- Nie, nie jestem na ciebie zły - upierał się, ale jego 

słowa nie zabrzmiały przekonująco. Wiedział, że za­

chowuje się niczym gbur, ale nie miał innego wyjścia. 

Musiał się przed nią bronić. Cofnął rękę, która dotyka­

ła jej ramienia, i rozchmurzył się. - Przepraszam 

- dodał cicho. - Nie chciałem być taki szorstki. 

- Szorstki? O, nie. - Kąciki jej ust podniosły się 

w uśmiechu. - Po prostu zirytowany. 

- Posłuchaj, jesteś siostrą Reeda. Czuj się tu jak 

u siebie w domu - rzekł Dawid. - Nie możesz jednak 

zaprzeczyć, że dzieje się coś niedobrego. Przecież 

ukrywasz się w moim mieszkaniu. Sądzę, że powinie­

nem wiedzieć, przed kim mam cię chronić. 

W odpowiedzi Shelley wolno pokiwała głową. W jej 

spojrzeniu dostrzegł wahanie. 

- Naturalnie - odrzekła. Uśmiechnęła się z trudem. 

- Ale to wcale nie znaczy, że od razu wszystko ci 

opowiem. Jestem zmęczona i nie mam ochoty na 

poważne rozmowy, przynajmniej na razie. Musisz mi dać 

trochę czasu. Powinnam najpierw wszystko przemyśleć. 

- Zawahała się, a potem spojrzała mu prosto w oczy. 

-1 tak już dużo wiesz. Prawdą jest, że uciekam przed 

pewnym mężczyzną. Byłam z dziećmi na jego jachcie, 

przycumowanym w porcie. Nie mogłam tam dłużej 

pozostać. Muszę jak najprędzej wrócić do Stanów. 

- A on nie powinien się o tym dowiedzieć - dokoń­

czył za nią. Shelley skinęła głową. Odgarnęła do tyłu 

włosy i Dawid zrozumiał nagle, że naprawdę jest 

bardzo zmęczona. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Zgadłeś, ale przed wyjazdem muszę jeszcze załat­

wić kilka spraw. Potem uwolnisz się od nas. 

Patrzył, jak Shelley idzie do sypialni. Potem jęknął 

cicho. Był zaniepokojony, oto właściwe słowo. Ode­

brała spokój, odarła z przyjemnych złudzeń, zawróciła 

mu w głowie i rozbudziła zmysły. Czuł się jak rozna-

miętniony nastolatek. To nie do przyjęcia. Na szczęście 

ta kobieta wkrótce stąd wyjedzie, powtarzał sobie, 

próbując ułożyć się wygodnie na zniszczonej kanapie. 

Zniknie z jego życia i wszystko wróci do normy. Teraz 

trzeba spać... Ale sen nie nadchodził. Dawid wsłuchi­

wał się w szepty trójki niespodziewanych gości, zajmu­

jących jego łóżko. Głosy w końcu ucichły, a on nadal 

leżał nie mogąc zasnąć i patrzył w ciemność szeroko 

otwartymi oczyma. Myślał o Shelley. Jak to się stało, 

że zrobiła na nim tak wielkie wrażenie? Czy dlatego, że 

była siostrą Reeda? A może sprawił to cudowny głos 

dziewczyny? Albo wyraz udręczenia, który dostrzegł 

w jej oczach? A może jej upór i odwaga? 

- Wszystko naraz - burknął, wiercąc się na niewy­

godnej kanapie. Mimochodem pomyślał, że następ­

nego ranka z pewnością obudzi się z bólem w krzyżu. 

Westchnął i zamknął oczy. Skończył niedawno trzy­

dzieści lat. Może przeżywał kryzys, jak każdy mężczyz­

na w średnim wieku? 

Dlaczego właśnie Shelley Brittman zawróciła mu 

w głowie? Musiał przyznać, że była piękna, ale znał 

wiele urodziwych kobiet. Do licha, Mia też ma śliczną 

buzię. Ale z drugiej strony, Shelley była taka inna. 

Przyszła tu jak zjawa w środku nocy. Wydawała się 

tajemnicza i romantyczna. Zdawał sobie sprawę, że nie 

potrafi zdobyć takiej dziewczyny. Dla chłopaka z jego 

pochodzeniem Shelley była niczym zakazany owoc. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Powinien trzymać się od niej z daleka. Nie potrzebował 

jej. Dlaczego zatem jego serce i zmysły nie chciały się 

pogodzić z takim wyrokiem? 

Odpowiedź była prosta: Shelley go pokonała. Nok­

aut. Nie miał w tej rozgrywce cienia szansy na zwycięs­

two. Była jak marzenie szalonego wizjonera - cudow­

na i niedotykalna. Dawid nie spotkał dotąd kobiety, 

która byłaby niemal doskonałością. 

Przypomniał mu się nagle rodzinny dom Shelley 

w Hamptons. Minęło wiele lat, ale tamto wspomnienie 

pozostało niezwykle żywe. Zaraz po przyjeidzie oprowa­

dzono go po wytwornej rezydencji Brittmanów. Sypial­

nia dziewczyny była prześliczna i doskonała w każdym 

calu, urządzona w odcieniach różowości i bieli. Przypo­

minała pokoje bohaterek dziewiętnastowiecznych powie­

ści, niewiele mających wspólnego z rzeczywistością. 

Dawid miał wrażenie, że znalazł się w buduarze 

wytwornej damy. Trochę go to zirytowało. Odwrócił się, 

chcąc wyjść, i wtedy połą marynarki zaczepił o porcela­

nową figurkę tancerki ustawioną na niskiej szafce 

z książkami. Statuetka spadła na podłogę, nim zdołał ją 

pochwycić, i rozbiła się na tysiąc kawałków. Matka 

Reeda, która oprowadzała go po domu, zbagatelizowała 

ten wypadek. Przed wyjazdem zajrzał przypadkowo do 

sypialni Shelley. Na szafce ujrzał dokładnie taką samą 

porcelanową figurkę. Wszystko było znowu na swoim 

miejscu. 

Świat Dawida był zupełnie inny. A może raczej jego 

światy? Dorastał w dwu odmiennych środowiskach. 

Z jednej strony wielka, kochająca, hałaśliwa rodzina 

matki, prawdziwy klan ze środkowego zachodu, z dru­

giej zaś spokojne, proste życie z ojcem, który ciężko 

pracował w Los Angeles, zmagając się nieustannie 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

z biedą. W żadnym z tych światów Shelley nie czułaby 

się dobrze. Tam nikt nie zrozumiałby, że można żyć tak 

jak ona. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że na 

dorosłe już dziecko powinien zawsze czekać ślicznie 

umeblowany pokój, na wypadek, gdyby chciało po­

wrócić na łono rodziny. Dawid uśmiechnął się w ciem­

ności. W jego świecie nikt nie wpadłby na taki pomysł. 

Musiał jednak przyznać, że piękna Shelley Brittman 

w niczym nie przypominała księżniczki z baśni Ander­

sena. Była kobietą z krwi i kości, a błękitne oczy sypały 

iskry świadczące o żywym usposobieniu. Pod uroczą 

powierzchownością krył się na pewno ogromny tem­

perament. Na samą myśl, że mogliby się kochać, 

Dawid poczuł przyspieszone bicie serca, ale wiedział, 

że nie ma prawa do takich marzeń. 

Przed kim uciekała? Czy to mąż, czy kochanek? 

Kobietę tak urodziwą z pewnością otaczało mnóstwo 

wielbicieli. 

Dawid usłyszał dobiegający z sypialni stukot okiennic. 

Wzmagał się wiatr od oceanu. Łomotanie rozległo się 

ponownie. Wstał z kanapy i cicho podszedł do okna. Nie 

chciał przyglądać się uśpionym gościom, ale pokusa była 

zbyt silna. Shelley leżała między dwójką dzieci niczym 

współczesna Madonna. Oczy miała zamknięte, oddycha­

ła spokojnie. Dawid poczuł ból w sercu. Odruchowo 

wyciągnął rękę, żeby dotknąć złocistych włosów. Przera­

żony śmiałym gestem cofnął się i odszedł. 

Było z nim gorzej, niż przypuszczał. Ciało podstęp­

nie zdradzało jego najskrytsze pragnienia. Cała na­

dzieja w tym, że przetrwa jakoś do chwili, gdy trójka 

niespodziewanych gości znajdzie się wreszcie w samo­

locie. Może nie zrobi z siebie kompletnego idioty. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Ktoś chrapał tak, aż drżało łóżko. Na wpół roz­

budzona Shelley wyciągnęła rękę, chcąc odepchnąć 

mężczyznę, dzielącego z nią posłanie, i uciszyć go 

w końcu. Jej dłoń dotknęła szczupłych dziecięcych 

plecków. Kręgi sterczały pod cienką skórą jak u zre­

konstruowanego dinozaura. Natychmiast otworzyła 

oczy. 

- Chris, syneczku. - Pogłaskała chłopca i odwróci­

ła twarz ku Jill. Ledwie ją widziała w słabym świetle 

poranka. Patrzyła na różowiejące niebo, widoczne 

przez szpary w okiennicach. Zaczynał się nowy dzień. 

- Wracamy do domu - szepnęła, chociaż nikt nie 

mógł jej usłyszeć. Dzieci spały. Przeciągnęła się, ziew­

nęła i z uśmiechem popatrzyła na ciemny pokój. Dom. 

Jak miło znowu usłyszeć to słowo. Po chwili uświado­

miła sobie, gdzie się znajduje. Przyjaciel Reeda udzielił 

jej schronienia. Uciekła od Armanda. Znowu! 

Poczuła zdenerwowanie. To było coś nowego. Do­

tąd nie obawiała się byłego męża. Teraz wiedziała, że 

już nigdy nie potrafi mu zaufać. A jeśli nie uda jej się 

dotrzeć z dziećmi do domu? Jeśli Armand ich wytropi? 

I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu śmiałaby się 

z takich obaw i nie czułaby się wcale zagrożona. Teraz 

wiedziała, co ją może spotkać. 

Czekało ją trudne zadanie. Musiała przekonać 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Dawida, żeby przez jakiś czas popilnował dzieci. 

Uśmiechnęła się. Potrafiła już przewidzieć jego reakcje 

i wiedziała, że nie będzie tym zachwycony, ale nie miała 

wyboru. Nie mogła zabrać dzieci ze sobą, a w Puerto 

Vallarta Dawid był jedynym człowiekiem, któremu 

mogła je powierzyć. 

Z restauracji na dole dobiegło jakieś postukiwanie. 

Dawid był już na nogach i pracował w kuchni. 

Wyślizgnęła się z łóżka ostrożnie, by nie obudzić 

śpiących dzieci, i poszła do łazienki. Umyła się i zwią­

zała włosy na czubku głowy. Popatrzyła z niesmakiem 

na bladoniebieski kombinezon. Musi poprosić Dawi­

da, żeby znalazł jakieś ciuchy, w których Armand jej 

nie rozpozna. Powinna wtopić się w tłum. 

Włożyła stare szorty i zeszła po cichu na dół. Minęła 

wielkie okna, przez które wpadały złote promienie 

słońca, i wkroczyła do kuchni. Dawid nie zauważył jej 

w pierwszej chwili. Opasany fartuchem, pochylony 

nad wielkim kotłem zupy, wpatrywał się w gęste opary, 

jakby szukał czegoś na dnie. Kosmyk miękkich wło­

sów opadł mu na oczy. Koszula w zielono-niebieski 

wzorek okrywała muskularny tors, na który porzed-

niej nocy Shelley patrzyła z zachwytem. Stroju dopeł­

niały wypłowiałe dżinsy opinające smukłe uda. Dawid 

był przystojnym mężczyzną i fartuch zupełnie do niego 

nie pasował. Trochę ją to rozśmieszyło. 

- Dzień dobry - powiedziała z rozbawieniem w gło­

sie. Dawid podniósł głowę i Shelley przez moment 

widziała go takim, jakim był w rzeczywistości; życz­

liwy, przyjazny, zachwycony jej widokiem. Ale w na­

stępnej chwili na jego twarz powrócił wyraz surowości. 

Odwrócił wzrok. Westchnęła. Trudno, nic się nie 

zmieniło. Nadal był nieufny. Musiała się z tym pogo-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dzić. Opadła na stołek przy kuchennym blacie i uśmie­

chnęła się. Jakoś może zdoła go przekonać, że opieka 

nad jej dziećmi to wspaniałe zajęcie. 

Gdy Dawid ujrzał Shelley, oniemiał z zachwytu. 

Dziewczyna wyglądała w jego koszuli prześlicznie, 

oryginalnie, słodko i uwodzicielsko. Miała długie 

smukłe nogi, a jej piersi... Litości, czy i biust tej kobiety 

musi być doskonały? Czy nie wystarczyłaby ładna 

buzia i zmysłowy głos, żeby go pognębić? 

Stanął przy kuchennym stole i zabrał się energicznie 

do przygotowywania kolejnej potrawy. Burknął coś, 

odpowiadając na powitanie. Wciąż miał przed przed 

oczyma jej smukłą postać. 

- Wybacz, że tu wtargnęłam - rzekła stłumio­

nym głosem, świadoma wrażenia,,-jakie na nim wy­

warła. 

Wyglądała jak dziewczyna z reklamy męskich ko­

szul albo postać z filmu, którego bohaterowie obudzili 

się po miłosnej nocy w apartamencie z widokiem na 

Manhattan. Oczy miała przymknięte, jakby była jesz­

cze trochę śpiąca. Rozchylona koszula odsłaniała 

fragment biustu. Włosy związane były na czubku 

głowy, a pojedyncze kosmyki opadały na twarz. Każdy 

mężczyzna, który obudziłby się rankiem w łóżku takiej 

kobiety... 

Hola! Co to ma znaczyć? Shelley jest siostrą Reeda, 

powtarzał sobie w duchu, milcząc ponuro. Wbił spo­

jrzenie w cebulę, którą właśnie zaczął kroić. Pożądanie 

surowo wzbronione. 

- Chyba nie utrzymujesz się z tego? - zapytała 

Shelley. 

- Mówisz o gotowaniu? - Dawid zmusił się, żeby 

na nią nie patrzeć. Nie było to łatwe. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Shelley skinęła głową. 

Ujął nóż o lśniącym cienkim ostrzu. Z zawziętą 

miną posiekał mięso, a potem zabrał się do krojenia 

warzyw. Czerpał z tego zajęcia ponure zadowolenie. 

Ach, śmierć wam, małe, zielone paskudztwa. 

- Jestem architektem terenów zielonych - odrzekł 

w końcu. - Mam własną firmę w San Diego. 

- Naprawdę? - Shelley przyglądała się z zacieka­

wieniem jego pracy, oparłszy pobrodek na dłoni. -Ja 

również mieszkam koło San Diego, w La Jolli. 

- Doprawdy? - Dawid zagłębił nóż w miąższu 

dojrzałego pomidora, z którego popłynął krwistoczer­

wony sok. Zazwyczaj nie pastwił się tak nad warzywa­

mi, ale teraz musiał coś zrobić, żeby uwolnić się od 

straszliwej udręki. 

- Tak - odparła radośnie, jakby nie zauważyła, 

jaka masakra odbywa się na jej oczach. -Zatrzymałam 

się na pewien czas w letnim domu rodziców. 

Dawid znał tę posiadłość Brittmanów. Willa z wido­

kiem na ocean zbudowana była na urwistym wybrzeżu 

i tak się miała do skromnych siedzib przedstawicieli 

klasy średniej jak równe puste pole do niedostępnych 

kraterów na Księżycu. Dawid chwycił widelec i zaczął 

rozgniatać składniki potrawy na miazgę, jakby pastwił 

się nad śmiertelnym wrogiem, na którego czyhał od 

dawna. Shelley nie próbowała podtrzymywać konwer­

sacji, co okazało się jeszcze gorsze. W milczeniu 

obserwowała Dawida przygotowującego kolejne da­

nia. Zapanowała grobowa cisza. Znosił ją z trudem. 

W końcu nie wytrzymał, podniósł głowę i napotkał jej 

rozbawione spojrzenie. Co ją, do diabła, tak śmieszy­

ło? 

- Może napijesz się kawy? - burknął. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Z największą przyjemnością. Dzięki. - Skinęła 

głową i oblizała wargi, starając się nie uśmiechać. 

Podał jej filiżankę, nie podnosząc wzroku. Shelley 

objęła ją dłońmi i z lubością wdychała cudowny 

aromat. Dawid popatrzył na nią i uderzył go wyraz 

zmysłowej przyjemności na jej pięknej twarzy. Poczuł 

ucisk w żołądku, cały zdrętwiał. Zacisnął palce na 

rękojeści noża. Miał ochotę coś zniszczyć, ale gdyby 

pociął na strzępy świeżo przygotowane tortille, Shelley 

uznałaby go za wariata. 

- Przyjeżdżasz tu każdego lata, by pomóc dziad­

kom? - zapytała w końcu dziewczyna, by przerwać 

milczenie. 

- Gdybym nie przyjechał - odparł Dawid, wrzuca­

jąc do kosza odpadki z siłą o wiele większą niż 

zazwyczaj - nie mogliby wyjechać na wakacje. Tylko ja 

potrafię utrzymać lokal na odpowiednim poziomie 

w czasie ich nieobecności. 

- Dobry z ciebie człowiek - rzekła cicho. 

Dawid spłukiwał wrzątkiem kuchenny blat. Pod­

niósł wzrok. 

- Robię to dla przyjemności. Czasami mam ochotę 

oderwać się na pewien czas od codzienności. To 

prawdziwy powód moich wizyt w Meksyku. Nie 

jestem wcale altruistą. 

- Och, wybacz, że podejrzewałam cię o taką słabość 

- odparła z uśmiechem. 

Dawid miał tego dość. Odwrócił się, oparł dłonie 

na stole i spojrzał jej prosto w oczy. Czas najwyż­

szy, by wyjaśnili sobie wszystko. Nie pozwoli się 

dłużej wodzić za nos. Miał dość tej pustej gadaniny. 

Jeśli Shelley ma ochotę porozmawiać, proszę bar­

dzo. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Chcesz pogadać? - zapytał spokojnie. - Dosko­

nale. Powiedz mi, co ci się przytrafiło w Puerto 

Vallarta, oczywiście, jeśli wszystko już sobie przemyś­

lałaś. 

W błękitnych oczach zamigotały jasne iskierki. 

Przez chwilę sądził, że Shelley ma wielką ochotę 

odpłacić mu podobną impertynencją, ale opanowała 

się i niechętnie skinęła głową. 

- Zgoda, Dawidzie - odrzekła spokojnie. - Zamie­

rzam opowiedzieć ci o wszystkim. Słyszałeś o Arman­

dzie Alexiakisie? 

- To ten grecki milioner, którego poślubiłaś, praw­

da? - spytał, marszcząc brwi. 

- Skąd wiesz? 

- Reed wspomniał mi o tym. Aksuakis był z tobą 

na jachcie? - Shelley skinęła głową. Dawid odwrócił 

się. Mężatka. Ta wiadomość nie poprawiła mu samo­

poczucia. - A zatem... w czym problem? Kłótnia 

małżeńska? 

- No cóż... - Shelley odetchnęła głęboko. - Nie 

jesteśmy już małżeństwem, ale byłam z nim na jachcie. 

Dawid poczuł się nagle jak balonik, z którego 

wypuszczono powietrze. Miał wielką ochotę uciec i nie 

patrzeć na nią dłużej. Shelley była rozwódką. Coś 

podobnego! 

- Rozwiedliśmy się trzy lata temu - wyjaśniła. 

Dawid spojrzał na nią i zauważył, że posmutniała. 

- Ale Armand jest przecież ojcem moich dzieci. 

Skinął głową. Reed wspomniał mu, że małżeństwo 

siostry, łagodnie mówiąc, nie należało do udanych. 

Dawid nie lubił spotykać się z rozwódkami. Za­

zwyczaj były trochę zgorzkniałe. Bardzo pragnęły 

udowodnić, że nadal są warte grzechu; bywały zbyt 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

natarczywe jak na jego gust. Shelley wydawała się 

zupełnie inna... do diabła, co mu przychodzi do głowy? 

Rozwiedziona czy nie, i tak mogła tylko mu zatruć 

życie. Nie powinien o tym zapominać. Opanował się 

i słuchał uważnie opowieści dziewczyny. 

- Kiedy zaprosił w odwiedziny całą naszą trójkę, 

pomyślałam, że to dla Jiii i Chrisa doskonała sposob­

ność lepszego poznania ojca. Nie widzieli go od lat. 

- Chce, żebyś do niego wróciła - domyślił się 

Dawid. Nie przyszło mu do głowy inne wyjaśnienie. 

- Tak. W pewnym sensie - odparła z wahaniem. 

- Ale ty nie masz na to ochoty. 

- Istotnie. 

- Próbował cię zmusić? - dopytywał Dawid. 

- Tak. Zachowywał się jak szaleniec. Przeraził 

mnie. 

Dawid potrafił zrozumieć, że facet nie daje za 

wygraną, ale uważał, że nie powinien jednak posuwać 

się do gróźb. 

- Dziś po południu wszyscy troje wsiądziecie do 

samolotu i Alexiakis przestanie wam zagrażać. Przy­

puszczam, że twoja posiadłość jest dobrze strzeżona? 

- Oczywiście. Ale jest pewien problem... Praw­

dopodobnie Armand będzie szukał nas na lotnisku 

i w bankach. Potrzebne mi dobre przebranie. 

- Słucham? - Dawid spojrzał na dziewczynę ze 

zdumieniem, zastanawiając się, czy nie brak jej przypa­

dkiem piątej klepki. Był nią tak zauroczony, że mógł 

tego nie zauważyć. Dostrzegła nieufność w jego spo­

jrzeniu i zmarszczyła brwi. 

- Mówię poważnie. Próbowałam opuścić jacht 

przedwczoraj, lecz Armand zatrzymał mnie siłą. Nie 

mogę ryzykować ponownie. - Przerwała na chwilę 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

i spojrzała na niego z powagą. - Postaraj się zrozumieć! 

-przekonywała rozpaczliwie. -Jeśli zdoła odebrać mi 

dzieci, nigdy ich nie odzyskam. Będzie mnie... szan­

tażował. 

Dawid wolno kiwał głową. Niski, gardłowy głos 

Shelley działał na niego jak magiczne zaklęcie i od­

bierał mu rozum. No dobrze, gotów był jej uwierzyć. 

Zresztą takie rzeczy się zdarzają. Porzucony mąż 

porywa dzieci, by skłonić byłą żonę do powrotu. 

Niewykluczone, że Shelley słusznie się niepokoiła. 

- Właśnie z tego powodu muszę cię prosić, żebyś 

znowu został z dziećmi - oznajmiła dziewczyna, z nie­

pokojem czekając na jego reakcję. Przerażony Dawid 

patrzył na nią w osłupieniu. Drugi raz tego nie zniosę, 

pomyślał z rozpaczą. 

- Mam z nimi zostać? Wykluczone. Nie potrafię 

opiekować się dziećmi. W sąsiedztwie mieszka wiele 

dziewcząt, które chętnie... 

Shelley energicznie pokręciła głową. 

- Nie. Jesteś jedyną osobą, której mogę zaufać. 

Dlatego zwróciłam się z tym do ciebie. Ludzie Arman­

da będą nas szukać wszędzie. - Przysunęła się bliżej. 

- Obiecuję szybko wrócić. Muszę tylko podjąć pienią­

dze w banku i kupić nowe bilety na samolot. 

Trzeba będzie zająć się tymi dziećmi, pomyślał 

bezradnie Dawid. 

- Nie możesz wykorzystać biletów powrotnych? 

Na pewno je miałaś. 

- Zostały na jachcie Armanda. Nie mogłam go 

poprosić o ich zwrot, skoro planowałam ucieczkę. 

W banku nie zabawię długo, ale nie mogę wziąć dzieci 

ze sobą. Szpiedzy Armanda z pewnością szukają nas 

po całym mieście. Potrzebne mi jakieś ubranie, muszę 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

się upodobnić do miejscowych kobiet. Przydałaby się 

także peruka. 

Dawid nadal miał wątpliwości. Ostrożność nie 

zawadzi, ale ta dziewczyna chyba przesadza. 

- Shelley, trochę się zagalopowałaś. Ten człowiek 

nie może być wszędzie. - Spojrzał jej w oczy. Patrzyła 

całkiem przytomnie. Nie dostrzegł oznak szaleństwa. 

- Roześle po mieście swoich ludzi. Ma ich dosyć, by 

przeszukać wszystkie zakątki. Zrobi, co w jego mocy, 

by nas odnaleźć. Możesz mi wierzyć, Dawidzie, dobrze 

poznałam tego człowieka. - Mówiła z przejęciem i czuł, 

że jest z nim szczera. Nie wątpił, że sama głęboko 

wierzy w to wszystko, ale cała ta historia wydawała się 

nieco melodramatyczna. Zacisnął usta. Będzie musiał 

popilnować dzieciaków. To było nie do uniknięcia. 

Cóż za komiczna sytuacja. 

- Czy i tu możemy się spodziewać szpiegów Ar­

manda? - spytał żartobliwie. 

- Nie sądzę - odparła, uśmiechając się słabo. 

- Armand nieprędko wpadnie na to, że mogłam ukryć 

się w tej części miasta. Gdy byliśmy małżeństwem, 

żyliśmy dość ekstrawagancko. Nie przyjdzie mu do 

głowy, że potrafię obyć się bez luksusów. Będzie mnie 

szukał przede wszystkim w czterogwiazdkowych hote­

lach. 

Wystarczyło jedno zdanie, by Dawid ujrzał wszyst­

ko we właściwej proporcji. Obruszył się, ale Shelley 

była zbyt zajęta swoimi problemami, aby to zauważyć. 

Co go właściwie tak oburzyło? Przypomniała mu tylko 

o rzeczy oczywistej. Wywodzili się z różnych środo­

wisk. Shelley była w jego świecie tylko gościem, i to nie 

na długo. Im szybciej go opuści i pozwoli Dawidowi 

wrócić do równowagi, tym lepiej. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Zgoda -rzekł krótko. -Przyniosę ci jakieś ciuchy 

i zaopiekuję się dziećmi. Możesz wziąć mój samochód. 

- Dzięki. - Uśmiechnęła się do niego promiennie. 

Odwrócił się natychmiast. Proste zajęcia przy kuchni 

miały być ratunkiem dla jego udręczonej duszy. Nie 

tak łatwo jednak było skłonić Shelley, żeby sobie 

poszła. Wstała i podeszła do Dawida. Stanęła na­

przeciw niego, tak że nie mógł się odsunąć. 

- Dawidzie - zaczęła odważnie, opierając dłonie na 

biodrach - dlaczego mnie nie lubisz? 

Utkwił w niej spojrzenie zupełnie pozbawione wyra­

zu. Była urocza i stała tak blisko. Wystarczyło tylko 

wyciągnąć rękę i... 

Odsunął się. 

- Czyja coś takiego powiedziałem? - rzekł ochryp­

łym głosem. 

Potrząsnęła głową, przyglądając mu się uważnie. 

Sama nie wiedziała, co ma o nim myśleć. 

- Czytam to w twoich oczach, ilekroć na mnie 

patrzysz. 

Dawid zadrżał i nagle parsknął śmiechem, a potem 

odwrócił się, żeby uciec przed jej badawczym spo­

jrzeniem. 

- Uznajmy, że moje oczy kłamią - odparł, sięgając 

po wielką patelnię. Naczynie wypadło mu z rąk. 

Schylili się po niejednocześnie i chwycili z obu stron. 

- Chciałabym ci pomóc - oznajmiła Shelley, nie 

puszczając patelni. - Co mogę robić? 

Włóż grubą puchową kurtkę, ufarbuj włosy na 

zielono, zachoruj na wietrzną ospę i przestań mówić 

takim głosem, a najlepiej wyjedź z miasta, pomyślał. 

- Wcale nie musisz mi pomagać - oznajmił, ścis­

kając brzeg patelni. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Przeciwnie. Pozwoliłeś nam się tu ukryć. Chciała­

bym jakoś ci się odwdzięczyć. Pozwól mi pomóc. 

Dawid był pewny, że Shelley nie ustąpi, póki nie 

wymusi na nim zgody. 

- No dobrze - odrzekł, wzruszając ramionami. 

Wyrwał jej patelnię, postawił na kuchennym blacie 

i zaczął starannie układać na niej kawałki sera i czer­

wonej papryki. - Pomóż mi to dokończyć. 

- Chętnie. - Podeszła bliżej, gotowa do pomocy, 

ale zaraz posmutniała. - Jest tylko jeden problem. Nie 

umiem gotować. 

- Jak to: nie umiesz gotować? - Patrzył na nią 

z niedowierzaniem. Ręka, w której trzymał kawałki 

papryki, zawisła w powietrzu. - W twoim wieku? Nie 

żartujesz? 

- Nigdy nie musiałam sama gotować. Inni robili to 

za mnie - wyjaśniła. Z wyrazem zafrasowania na 

twarzy wyglądała tak uroczo, że niewiele brakowało, 

aby Dawid porwał ją w objęcia, zapominając o goto­

waniu. 

Jeszcze raz przeanalizował jej słowa. Spokojnie 

wyjaśniła, w czym rzecz; nie czuła żalu ani zażenowa­

nia. Czy to możliwe, że całe życie spędziła wśród armii 

służących gotowych na każde jej skinienie? Oczywiście, 

przecież widział na własne oczy, jak żyją Brittmanowie 

w swojej rezydencji w Hamptons. 

- Sądziłem, że choćby dla zabawy nauczyłaś się 

gotować to i owo - rzucił, marszcząc brwi. Zdawał 

sobie sprawę, że trochę zrzędzi, ale dlaczego miałby 

tego nie robić? Bogacze patrzą na ludzi z góry, 

wysługują się nimi, gardzą tymi, którzy coś potrafią. 

W głowie im tylko miłostki... Cholera, dlaczego nie­

ustannie przychodzą mu do głowy takie myśli? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Kiedyś robiłam z koleżankami karmelki - przy­

pomniała sobie dziewczyna - ale to było dawno temu. 

- Karmelki, też coś. - Dawid potrząsnął głową 

i zmrużył oczy. Pewnie umazała się od stóp do głów. 

Lepiej byłoby, gdyby wzięła się do ubijania śmietany. 

Trochę kapnie tu, trochę tam... Zakrztusił się i za­

mrugał powiekami. Z trudem wrócił do rzeczywistości. 

- No dobrze, mam dla ciebie zadanie - oznajmił. 

Wręczył dziewczynie miskę, do której wbił tuzin jaj. 

- Świetnie - odrzekła z ożywieniem. Wzięła trzepa-

czkę i dziwnym ruchem zaczęła mieszać nią zawartość 

miski. - W ten sposób? 

- Mniej więcej. - Nie radziła sobie najlepiej, ale 

miał nadzieję, że się wprawi. Pokazał jej, jak należy 

ułożyć ręce, i cofnął się szybko, nie chcąc jej dotykać. 

Shelley zabrała się do ubijania jajek. Robiła to nie­

zgrabnie, lecz z wielkim zapałem. Dawid wrzucił do 

rondla pomidory i dusił je na małym ogniu. 

- Jak nauczyłeś się gotować? 

- Musiałem, w przeciwnym razie umarłbym z gło­

du. Jako dziecko często zostawałem w domu zupełnie 

sam. Gdy chciało mi się jeść, trzeba było coś ugotować. 

- Niewiarygodne. - Uśmiechnęła się. - Gdzie się 

wychowywałeś? 

- Głównie w Los Angeles - odparł z ponurą miną. 

Jak to się stało, że zaczęli rozmawiać o jego przeszło­

ści? Zazwyczaj unikał takich tematów. 

- 1 gdzie jeszcze? - Kobiety nigdy nie zadowalają 

się zdawkowymi odpowiedziami. 

- W Los Angeles mieszkałem z ojcem, matka 

osiadła w Kansas City. Latem przyjeżdżałem tutaj, do 

dziadków. 

- Sporo podróżowałeś. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Miała rację. I nie stać go było na pierwszą klasę. Ale 

co ona może wiedzieć o tanich nocnych lotach. Czy 

jechała kiedykolwiek autokarem, żeby zaoszczędzić 

kilka dolarów? Nie miała żadnych problemów, nie 

musiała nawet gotować. Zerknął ukradkiem, żeby 

sprawdzić, jak sobie radzi z ubijaniem jajek. Powinna 

to robić energiczniej, ale i tak wydawała się zmęczona, 

poprosił więc, by ułożyła w rondlu ser i paprykę, a sam 

zajął się przygotowywaniem sosu pomidorowego. 

- M a m włożyć fartuch? - zapytała niespodziewa­

nie. 

- Nie - odparł pospiesznie. Pięknie wyglądała 

w jego koszuli. Nie chciał, żeby obszerny fartuch 

osłonił wspaniałą figurę dziewczyny. 

- Wyjaśnij mi dokładnie, co mam robić - po­

prosiła. Zauważył, że posmutniała. - Jak się nazywa 

danie, które przygotowujemy? - Zerknął na nią z nie­

dowierzaniem i omal nie wybuchnął śmiechem. Nie 

spotkał dotąd osoby, która tak mało wiedziałaby 

o gotowaniu. 

- Chilies rellenos. Podamy je na obiad. 

- Chilies rellenos - powtórzyła nazwę całkiem 

poprawnie. - Jadłam to kiedyś. Pyszne. 

Po chwili wzięła się znowu do ubijania jajek. 

Pracowała z zapałem, przygryzając dolną wargę, ale 

niewiele to pomagało. Źle trzymała trzepaczkę i gęsta 

maź chlapała na boki. Dawid uśmiechnął się, odłożył 

nóż i podszedł do niej. 

- Tu powinnaś trzymać. W ten sposób. - Sięgając 

po trzepaczkę, zbliżył się do Shelley i poczuł zapach jej 

włosów. Był jak zaczarowany. Spuścił oczy i w wycię­

ciu koszuli zobaczył kształtne, jędrne, łagodnie za­

okrąglone piersi z ciemnymi sutkami, które nabrzmia-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ły przy zetknięciu z ocierającą się o nie tkaniną. 

Natychmiast odwrócił wzrok, ale nadal był oszołomio­

ny. Wydawało mu się, że w jego żyłach płynie roz­

topiony metal. Stał jak skamieniały, nie mogąc ochło­

nąć z wrażenia. Shelley uniosła głowę i spojrzała na 

niego ze zdziwieniem. Była tak blisko. Bardzo pragnął 

ją pocałować. Nie miał pewności, czy zdoła oprzeć się 

pokusie. Patrzył w błękitne oczy, które mówiły: kto 

wie... Na pewno pozwoliłaby mu na pocałunek, może 

by go nawet odwzajemniła. 

Dawid wiedział jednak, że na tym by się nie 

skończyło. Gdyby dotknął wargami jej ust, gdyby 

poczuł ciepło jej ciała, wsunąłby dłonie pod ogromną 

koszulę, żeby objąć piersi Shelley. Chciał, by pragnęła 

go równie mocno. Obudziła w nim gwałtowne pożąda­

nie. Drżał cały, krew pulsowała mu w skroniach, 

a ciało reagowało niecierpliwie na jej bliskość. Chciał 

uciec, ale nie mógł złapać tchu, jakby wszystko działo 

się we śnie, w którym musiał biec, ale nie był w stanie 

wykonać najmniejszego ruchu. W końcu jednak zebrał 

resztki sił i cofnął się. Patrzył na Shelley, jakby była 

przybyszem z obcej planety, który wkroczył niespo­

dziewanie do jego kuchni. 

- Później to dokończę - mruknął, zdejmując po­

spiesznie fartuch. -Muszę ci przywieźć jakieś ubrania, 

żebyś mogła iść do banku. 

- Co się stało, Dawidzie? - zapytała, ale nie usły­

szała odpowiedzi. Nie potrafił o tym mówić. 

-Wrócę za godzinę -rzucił i wyszedł. Na ulicy oparł 

się o ścianę i odetchnął głęboko, jakby się lękał, że 

zabraknie mu powietrza. -Boże -mamrotał, szukając 

niezdarnie kluczyków do samochodu - spraw, żeby ta 

kobieta jak najszybciej wyjechała. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Gdy Dawid zjawił się w domu Rosy i poprosił 

o pożyczenie ubrań oraz peruki, został zasypany 

gradem pytań. Tego się właśnie spodziewał, ale tylko 

do niej mógł się zwrócić. Była osobą godną zaufania. 

Chociaż nie zaspokoił jej ciekawości, dostał wszystko, 

o co prosił: ogromną torbę pełną ciuchów i innych 

drobiazgów. Rosa dała mu także perukę, którą ostatni 

raz miała na sobie dwadzieścia lat temu. 

- Gdy ją noszę, swędzi mnie głowa - wyznała - ale 

włosy wyglądają jak prawdziwe i dlatego żal mi było ją 

wyrzucić. 

- Dzięki, Roso -rzucił Dawid i popędził do drzwi. 

Musiał wracać do dziewczyny, która rozpanoszyła się 

w jego domu i myślach. 

Shelley natychmiast przymierzyła perukę. Czarne 

loki raziły nieco w zestawieniu z błękitnymi oczyma 

i jasną skórą. 

- Wyglądam jak handlarka bananami z osady 

zagubionej w dżungli - oznajmiła, patrząc na swoje 

odbicie. 

- Chciałaś zmienić wygląd i to ci się udało -zauwa­

żył z uśmiechem Dawid. Shelley wydęła pogardliwie 

wargi i zmarszczyła nos. 

- Nie sądziłam, że przy okazji zrobię z siebie 

prawdziwe straszydło. Ale trudno, nie mam wyboru. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Miała na sobie zielonkawe wąskie spodnie i obszer­

ną bluzę ozdobioną wizerunkiem papugi. Nowe ubra­

nie i peruka całkiem ją odmieniły, ale Dawid wcale nie 

uważał, że wygląda karykaturalnie. Nikt by jej nie 

rozpoznał w barwnym tłumie mieszkańców miasta 

i odwiedzających je turystów. Poza tym przebranie 

sprawiło, że Dawidowi łatwiej było z nią rozmawiać. 

- O jej,jaka szkoda,żenie ubierałam się tak na jachcie 

-żartowała, obrzucając krytycznym spojrzeniem swoje 

odbicie w dużym lustrze. - Zrobiłabym furorę w czasie 

popołudniowych przyjęć urządzanych przez Armanda. 

Dawid skinął głową, zastanawiając się jednocześ­

nie, jak to możliwe, że stare łachy nie pozbawiły 

dziewczyny niepokojącego uroku i pomogły mu odzys­

kać kruchą równowagę ducha i umysłu. 

- Doskonały strój na karnawał w Rio - rzucił 

pogodnie. Shelley odwróciła się i spojrzała na niego. 

- Świetne przebranie. To zabawne. Gdyby Ar­

mand zobaczył mnie taką, na pewno straciłby ochotę 

na wspólną wycieczkę po morzach południowych. 

- Takie miał plany? 

- Mieliśmy spędzić tydzień w Puerto Vallarta, 

a potem popłynąć wzdłuż wybrzeży Ameryki Połu­

dniowej. Zaproponował, żebyśmy spędzili razem sześć 

tygodni, aż do dnia świętego Walentego. 

- Dzień Zakochanych jako główna atrakcja wy­

prawy, tak? Stara sztuczka - stwierdził Dawid z przyja­

cielskim uśmiechem. 

- Ktoś ci kiedyś zrobił głupi kawał? - Shelley 

zrozumiała go natychmiast, jakby znali się od lat. 

- Trochę inny niż twój były mąż, ale czułem się 

równie podle. - Z posępną miną pokiwał głową. 

-Dwie dziewczyny uprowadziły mnie, przebrały w ko-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

stium amorka i zmusiły, żebym sprzedawał pocałunki 

podczas festynu w dniu świętego Walentego. 

- Przerażające. - Shelley wybuchnęła śmiechem. 

- To musiało być straszne przeżycie, skoro wcale nie 

rwiesz się do całowania. 

- Dlaczego tak uważasz? - Zdziwiony Dawid 

uniósł brwi, ale natychmiast przypomniał sobie, jak 

postąpił w kuchni, nim pojechał po ubrania. Na pewno 

się domyśliła, jak bardzo pragnął ją objąć i pocałować. 

Uznała go bez wątpienia za wyjątkowego idiotę. 

Spojrzał na nią. Przestała się śmiać i obserwowała go 

uważnie, z głową przechyloną na bok. 

- Nie twierdzę, że nie lubisz całować - odparła 

z godnością - ale nie robisz tego bez zastanowienia. 

Dwa razy pomyślisz, mm pocałujesz dziewczynę, pra­

wda? 

- Nie, Shelley - odparł, wybuchając śmiechem 

i energicznie potrząsnął głowa. - Niewłaściwie mnie 

zaszufladkowałaś. 

- Muszę to przemyśleć - oznajmiła po cichu, 

wysuwając w zadumie dolną wargę. Jeszcze przez 

chwilę przyglądała mu się, kiwając głową. Stanęła 

twarzą do lustra i spojrzała na swoje odbicie. - Cał­

kiem nieźle. Nikt mnie nie pozna w tym przebraniu, ale 

czegoś tu brakuje. - Zmarszczyła brwi i zamyśliła się. 

-Moja twarz za bardzo rzuca się w oczy. Powinnam się 

mocno umalować... 

- Proszę. - Dawid podał dziewczynie przeciwsłone­

czne okulary Rosy. Shelley włożyła je i pokręciła głową 

ze zdumieniem. 

- Chyba kupiłeś je u handlarza starzyzną. Takie się 

nosiło pod koniec lat pięćdziesiątych. - Okulary, choć 

niemodne, okazały się niezwykle przydatne. Shelley 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zmieniła się nie do poznania. - Wyglądam śmiesznie 

- oświadczyła, a Dawid musiał przyznać jej rację. 

Jill zachichotała, widząc matkę w przebraniu, ale 

Chris trochę się przestraszył i usta wygięły mu się 

w podkówkę. Młoda kobieta uklękła i przytuliła 

synka. Po chwili przyzwyczaił się do niezwykłego 

wyglądu matki. 

- Zostaniecie z Dawidem - tłumaczyła Shelley. 

- Będzie się wami opiekował przez kuka godzin. 

Dzieci wlepiły w niego oczy. Przejrzały go na wylot. 

Poczuł się jak oskarżony w czasie procesu o morderstwo. 

- Zobaczycie, będzie fajnie - przekonywał je z fał­

szywym uśmiechem. 

- Możemy... - Zabrakło mu słów. Czym najchęt­

niej zajmują się dzieci? 

Shelley pospieszyła mu z pomocą nie kryjąc roz­

bawienia. 

- Może pójdziecie razem do kuchni? Dawid skoń­

czy przygotowywać jedzenie. Chris, mógłbyś zabrać 

książeczki i kolorować obrazki, a Jill popracuje nad 

swoim dziennikiem. 

- Doskonały pomysł - przytaknął skwapliwie Da­

wid. - O tym właśnie myślałem. 

Shelley obdarzyła go promiennym uśmiechem i Da­

wid odważył się w końcu spojrzeć jej w twarz. Przyszło 

mu to z łatwością, ponieważ dzięki ciemnym okularom 

nie musiał patrzeć w jasne oczy, które tak bardzo go 

onieśmielały. Wręczył jej kluczyki do samochodu 

i wyszli przed dom. Wyjaśnił pokrótce, jak należy 

prowadzić jego sportowe auto. Dziewczyna usiadła za 

kierownicą i wysłuchała wykładu na temat biegów 

i kontrolek. Gdy w końcu otworzył drzwi, chcąc 

wysiąść, położyła mu rękę na ramieniu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Dawidzie, dlaczego stałeś się nagle taki przyja­

cielski? - zapytała cicho. 

- A dlaczego tak cię to obchodzi? - odciął się 

i wysiadł z samochodu. Dobrze wiedział, co mu ułatwiło 

przestawanie z Shelley, lecz nie chciał z nią o tym 

rozmawiać. Pochylił się i dodał z uśmiechem: - Mam 

nadzieję, że dasz sobie radę w banku. Wracaj szybko. 

Mogę potrzebować pomocy, jeśli dzieciakom przyjdzie 

do głowy wziąćmnie do niewoli i przywiązać do krzesła. 

Shelley uśmiechnęła się i odjechała, a Dawid wrócił 

do restauracji. Maluchy, za które ponosił teraz cał­

kowitą odpowiedzialność, nie mogły się go pewnie 

doczekać. Tak mu się przynajmniej wydawało. Gdy 

stanął w drzwiach, natychmiast zrozumiał, że wiele się 

tu w międzyczasie wydarzyło. Pojął natychmiast, co 

oznacza obecność dzieciaków. Zupełny chaos. 

Chris, ciekawy z natury jak każdy chłopiec w jego 

wieku, otworzył tylne drzwi, wychodzące na ulicę. 

Chciał sprawdzić, co się tam znajduje i niechcący 

wpuścił do środka sześć dzikich kotów, które buszo­

wały teraz po kuchennych stołach, grzebały w koszu na 

śmieci i wyciągały okrawki filetów ze zlewu, walcząc 

o nie zawzięcie. Jill próbowała pogłaskać jednego 

z nich i została podrapana. Miała niewielką rankę na 

nosku. Uklękła na podłodze i zaczęła płakać, roz­

paczając bardziej z powodu kociej niewdzięczności niż 

z powodu bólu. 

- Psik, koty, psik! -wrzeszczał Chris, podskakując. 

Dawid doznał wstrząsu, ale nie miał czasu na 

drobiazgową analizę stanu swoich uczuć. W ciągu 

kilku chwil udało mu się przywrócić spokój i porządek. 

Przepędził koty, pocieszył Jill i zachęcił ją, by wróciła 

do pracy nad dziennikiem. Z Chrisem nie poszło mu 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

tak łatwo. Chłopczyk nie kwapił się do kolorowania 

obrazków, wolał naśladować we wszystkim Dawida. 

W końcu usadowił się za jego zgodą na kuchennym 

blacie, skąd mógł obserwować, co się dzieje, nie plącząc 

się pod nogami. Ledwo udało się Dawidowi uporać 

z nadmierną ruchliwością małego, dała o sobie znać 

typowa dziecięca gadatliwość. Chris zasypał go gradem 

pytań. Początkowo Dawid nie miał problemów z udzie­

laniem odpowiedzi. Lecz pytań było coraz więcej 

i więcej, a każda odpowiedź sprawiała, że chłopiec 

domagał się dalszych wyjaśnień. Czy należało bezwzglę­

dnie zaspokajać jego ciekawość? Dawid wątpił, czyjego 

odporność psychiczna zdoła przetrwać tę próbę. 

- Jeśli bardzo dużo ludzi jedzie autobusem - zapy­

tał Chris, a wyraz jego buzi świadczył, że ogromnie mu 

zależy na wyjaśnieniu tej kwestii - dlaczego nie wy­

fruną ha zakręcie? 

Dawid pokręcił głową. Przygotowywał właśnie file­

ty z halibuta na obiad i nie w głowie mu były zagadki, 

zwłaszcza jeśli nie całkiem przystawały do rzeczywisto­

ści. Mniejsza z tym. To tylko dziecko. Nie rozumie, 

więc pyta. 

- Pasażerowie siedzą w fotelach - wyjaśnił spokoj­

nie. - Dlaczego mieliby fruwać? 

- Bo ptaki fruwają - oznajmił Chris, mrugając 

powiekami. - Sam widziałem. 

- To normalne - odparł Dawid, uśmiechając się 

wyrozumiale. 

Chris pokiwał głową wyraźnie uradowany. 

- Założę się, że też potrafię fruwać. Miałem kiedyś 

taki sen. 

- O lataniu? 

- Nie, o moim rowerku. Z czerwonymi pedałami 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

i dzwonkiem. W domu ciągle jeżdżę rowerkiem i dzwo­

nię. - Uderzył piętami o szafkę. Był z siebie ogromnie 

dumny. -Przyjedziesz do nas, żeby na mnie popatrzeć? 

Dawid pomyślał, że ten dzieciak go wykończy. Naj­

pierw bezsensowne pytania, a potem przeskakiwanie 

z tematu na temat. Był napięty i zdenerwowany. Za 

chwilę straci wątek. Z trudem odzyskał spokój. 

- Chętnie popatrzyłbym, jak jeździsz rowerkiem 

- rzekł z wahaniem. 

- Kiedy? - dopytywał się niecierpliwie chłopczyk. 

- Musimy to omówić z twoją mamą. 

- Może w niedzielę? Mamusia powiedziała, że 

będziemy już w domu. Przyjedziesz w niedzielę? 

- To całkiem możliwe. Zobaczymy. 

- Fajnie. Jesteś kowbojem? 

- Ależ nie. - Dawid zmarszczył brwi. Był trochę 

oszołomiony. 

- To po co chodzisz w kowbojskich butach? 

Dawid poczuł nieznośne napięcie. Cały zdrętwiał. 

Musiał policzyć do dziesięciu i dopiero wtedy odważył 

się wykrztusić odpowiedź. 

- Lubię chodzić w takich butach - odparł z wymu­

szonym uśmiechem. 

- Po co ci kowbojski kapelusz? 

- Żeby chronić głowę przed słońcem - burknął 

Dawid. Tym razem w jego głosie słychać było zniecier­

pliwienie. Ogarnęła go rozpacz, ale Chris zdawał się 

tego nie dostrzegać. 

- Po co gotujesz tyle jedzenia? - wypytywał dalej. 

- Żeby ludzie, którzy przychodzą tu na obiad, 

mogli je kupić. 

- Po co oni tu przychodzą? - ciągnął Chris z miną 

niewiniątka. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Ponieważ są głodni - odpowiedział z wysiłkiem 

Dawid, próbując wziąć się w garść. 

- A dlaczego? 

Szklanka wypadła Dawidowi z ręki i rozbiła się na 

kawałki o kafle podłogi. 

- Żadnych pytań przez chwilę, dobrze, Chris? 

- Jasne - przytaknął malec tak chętnie, że Dawid 

poczuł wyrzuty sumienia. Sprzątnął szkło i uśmiechnął 

się do chłopca. 

- Może chciałbyś trochę porysować? 

- Dlaczego nie masz telewizora? - zapytał Chris, 

nie zwracając uwagi na propozycję. 

Dawid popatrzył na niego niezbyt przytomnie. 

Kolejne zaskakujące pytanie. Nie wiedział, jak długo 

będzie w stanie to znosić. 

- Nie zastanawiałem się nad tym. Moja babcia ma 

przenośny telewizor, ale zabrała go ze sobą. 

Dawid popatrzył z uwagą na chłopca. Wreszcie 

odkrył, gdzie tkwi błąd. Ten malec owinął go sobie 

wokół palca. Powinien był podsunąć mu bezpieczny 

temat. Jeśli zdoła opanować sytuację, może to być 

całkiem przyjemne popołudnie. 

- I tak nie mógłbyś oglądać telewizji, bo nie 

zrozumiałbyś ani słowa. Wszystkie programy nadawa­

ne są po hiszpańsku -rzekł, próbując znaleźć odpowie­

dni temat do rozmowy. 

- Znam hiszpański -pochwalił się Chris, wybawia­

jąc go z kłopotu. 

- Naprawdę? - Dawid uśmiechnął się do chłopca. 

- A co umiesz powiedzieć w tym języku? 

Chris skrzywił się, szukając w pamięci znanych 

słów, a po chwili wrzasnął na cały głos: 

-Si! 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- To bardzo ważne słowo w hiszpańskim - rzekł 

śmiejąc się Dawid. - Chcesz nauczyć się czegoś więcej? 

- Chris radośnie pokiwał głową. - Świetnie. Spróbuj 

powtórzyć to: muchas gracias. To znaczy „dziękuję". 

- Moossh graassus. 

- Muchas gracias. 

- Muchas grassssus. 

- Nieźle. A teraz: buenos dias. To znaczy „dzień 

dobry". Buenos dias. 

Chris zmarszczył brwi, daremnie próbując wypo­

wiedzieć hiszpańskie słowa. Nagle twarzyczka chłopca 

się rozjaśniła. 

- E, znam coś lepszego - pochwalił się. Po chwili 

Dawid usłyszał słowo na cztery litery, nie nadające się 

do powtórzenia w dobrym towarzystwie. Wstrzymał 

oddech. 

- Nie, Chris. To nie jest dobry hiszpański. A poza 

tym jeśli mamusia usłyszy, że mówisz takie ohydne 

rzeczy, zmyje ci głowę. - Skrzywił się. Znowu to 

obezwładniające poczucie bezradności. Skąd miał wie­

dzieć, jak należy rozmawiać z dziećmi? A jeśli prze­

straszył tego malca? - Chciałbym wiedzieć, kto cię tego 

nauczył - dodał zirytowany. Chris wzruszył ramiona­

mi. 

- Na miłość boską, nie waż się powiedzieć mamie, 

że to ja nakładłem ci takich rzeczy do głowy. 

- Ci panowie z jachtu go nauczyli - wtrąciła się 

siedząca przy stole Jill. - Powiedziałam o wszystkim 

mamusi, a ona na nich nakrzyczała. 

Dawid odwrócił głowę i uśmiechnął się do dziew­

czynki. Całkiem o niej zapomniał. Chris był niezwykle 

absorbujący, a Jill siedziała cichutko. Na pewno 

przywykła do tego, że nie zwraca na siebie uwagi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Dawid postanowił ją trochę rozruszać. Podszedł do 

stołu i opadł ciężko na krzesło. 

- Zobaczmy, co tu masz - zaczął, wskazując notes. 

- To jest mój dziennik - oznajmiła i spojrzała na 

niego badawczo. - Wszystko tu zapisuję. 

- Naprawdę? To ciekawe - zainteresował się Da­

wid. Sprytna dziewuszka, pomyślał, podobna do Shel­

ley. Z pewnością wyrośnie na wspaniałą kobietę. 

- Zrobiłam listę osób i zapisuję różne rzeczy. 

- listę osób? - Dziwne zajęcie dla małej dziew­

czynki. 

- Dla każdego mam osobną stronę - dodała, 

obserwując go uważnie. 

- Opowiedz mi o nich - zaproponował. Sądził, że 

dowie się czegoś o jej koleżankach z klasy. 

- Piszę o ludziach, z którymi umawia się mamusia 

-wyjaśniła pogodnie. 

To zabrzmiało interesująco. Dawid przysunął się 

bliżej, splótł dłonie i oparł na nich podbródek. 

- Masz na myśli mężczyzn?-zapytał. Dziewczynka 

skinęła głową. Zerknął na dziennik. - Tylko nie bujaj. 

Mama często umawia się z mężczyznami? 

- Nie. -Jill energicznie potrząsnęła głową. -Musi­

my ją ciągle namawiać. 

Zdziwiony Dawid spojrzał na dziewczynkę nie 

wiedząc, czy wypada się roześmiać. Jill była niewątp­

liwie najdziwniejszym dzieckiem, jakie w życiu spo­

tkał. Rzecz w tym, że niewiele ich znał. Może w dzisiej­

szych czasach wszystkie dzieci są takie. 

- Namawiacie ją, żeby często umawiała się z męż­

czyznami? - zapytał, aby się upewnić. 

Jill skinęła główką. 

- Chcielibyśmy mieć tatusia. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Jasne. Chwileczkę, coś tu się nie zgadza. 

- Wydawało mi się, że macie ojca. 

Jill zaprzeczyła ruchem głowy. Z pewnością dobrze 

to sobie przemyślała. 

- Nie lubimy go. Tatuś powinien być miły. 

Mówiła równie szczerze jak jej matka. Dawid ze 

zdumieniem pokręcił głową. Nie znał dotąd takich 

osób jak Shelley i Jill. Dziewczynka nie spuszczała 

z niego oczu. Położyła dziennik na stole i otworzyła go 

na pierwszej stronie zapisanej od góry do dołu. 

- Chcesz zobaczyć? 

Dawid zawahał się. Wykluczone. To byłoby nie* 

właściwe. Shelley mogłaby się poczuć urażona, gdyby 

wtykał nos w nie swoje sprawy. 

- No wiesz... 

- Proszę. - Dziewczynka podsunęła mu notes. 

Wcale jej o to nie prosił! Pochylił się i czytał z wielkim 

zaciekawieniem. - Na tej stronie jest Cubby Van 

Brinkster. Spójrz, tu jego data i miejsce urodzenia, 

a tutaj opisałam, jak wygląda. A dalej różne rzeczy, 

które o nim wiem. Zapytałam też Chrisa, co o nim 

myśli, i wszystko zanotowałam. Przecież byłby naszym 

wspólnym tatusiem. 

- Bardzo to szlachetnie z twojej strony - mruknął 

Dawid, czytając z zaciekawieniem. Cubby był wyso­

kim, dobrze zbudowanym blondynem, tak to przynaj­

mniej wynikało z zapisków Jill. Tenis, polo, udział 

w wyścigach konnych. Dziewczynka próbowała go 

narysować, ale jej umiejętności w tej dziedzinie pozo­

stawiały jeszcze wiele do życzenia, toteż Dawid niewie­

le wydedukował z obrazka. 

- Gdyby mamusia wyszła za Cubby'egoVan Brink-

stera, mielibyśmy fajnego tatę - oznajmiła Jill. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Jesteś pewna? - Dawid odsunął się. Wcale nie 

wiedział, czy ma ochotę dalej tego słuchać. 

- Oczywiście. - Jill energicznie pokiwała głową. 

- Cubby lubi się bawić z dziećmi. Kiedy przychodzi, 

zawsze daje nam w prezencie maskotki. Kiedyś przy­

niósł namiot. Rozbiliśmy go w salonie i udawaliśmy, że 

jesteśmy na biwaku. - Zachichotała cichutko. 

Dawid miał kwaśną minę. Ten facet przyjął właś­

ciwe założenie: żeby zdobyć serce Shelley, należało 

sobie zaskarbić sympatię jej dzieci. Rozumował słusz­

nie. Bardzo kochała te maluchy. 

- To chyba miły facet. A z czego żyje? 

- Nie wiem. - Jill zmarszczyła czoło, próbując 

sobie przypomnieć. -Może pracuje w cyrku. Mamusia 

powiedziała kiedyś, że to błazen. 

- Rozumiem - rzekł Dawid wesoło. Cubby się nie 

liczy. Przewrócił stronę. 

- Tu jest Jim Stockman. Pracuje w banku. Przy­

nosi mamie kosztowne prezenty. Dał jej nawet samo­

chód, ale mamusia powiedziała, żeby go sobie za­

brał. 

Bogacz, nie ma co do tego wątpliwości. Jill zanoto­

wała, że jest wysoki, ma brunatne włosy i nosi ohydne 

brązowe garnitury. 

- Lubi robić mamie niespodzianki - opowiadała. 

- A potem mówi: Czy dzieci nie mogłyby przenocować 

dzisiaj u twoich krewnych albo przyjaciół? 

- Co mama na to? - zapytał szybko Dawid, nie 

podnosząc oczu. Był na siebie wściekły za tę dociek­

liwość. Jul podniosła dumnie głowę. W tym również 

przypominała matkę. 

- Mamusia odpowiada wtedy: „To wykluczone. 

Dzieci są dla mnie najważniejsze". 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Dobrze powiedziane - rzekł cicho Dawid i na­

tychmiast się odprężył. Jim ze swoimi drogimi prezen­

tami przestał go nagle obchodzić. Przewrócił kartkę. 

- Ach, to jest Kyle Tanner, kierowca rajdowy. 

Mamusia pojechała z nim do Francji. Byliśmy wście­

kli, bo zawiozła nas do babci, a u niej ciągle są 

przyjęcia. 

Pojechała z nim do Francji. Dawid poczuł chłód 

w sercu. Trzeba się dowiedzieć czegoś więcej o tym 

facecie. Cubby to bez wątpienia faworyt dzieciaków, 

ale na towarzysza podróży Shelley wybrała Kyle'a. 

A zresztą, co go to obchodzi. To zrozumiałe, że kobietę 

tak piękną zawsze otaczają rzesze wielbicieli. Nie­

których lubiła wystarczająco, by... Chwileczkę, znowu 

zachował się głupio. Nie miał prawa być o nią zazdros­

ny. To nie do pomyślenia! Nie była jego dziewczyną. 

Nie figurował nawet na liście kandydatów w notesie 

małej Jill. Shelley wkrótce wyjedzie i nigdy więcej się 

nie spotkają. Nigdy jej nie spotka... Dlaczego na myśl 

o tym ściska mu się serce? 

- A co ty i Chris myślicie o Kyle'u Tannerze? 

- Czy ja wiem? - Dziewczynka wzruszyła ramiona­

mi. - Niewiele o nim możemy powiedzieć, bo nie 

zabrali nas do Francji. 

Dobra odpowiedź. Ta mała rozumuje logicznie, 

pomyślał Dawid. Ciekawe, kto został opisany na 

następnej stronie. Odwrócił kartkę i osłupiał. Widniało 

na niej nazwisko Armanda Alexiakisa. Dawid spojrzał 

z ukosa na dziewczynkę. 

- To wasz ojciec, prawda? - W milczeniu skinęła 

głową. Nie musiała nic mówić. Wszystko widniało tu 

czarno na białym. Pierwsze zapiski sporządzone pew­

ną ręką, wyraźnie, niebieskim atramentem, powstały 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zapewne przed wyjazdem do Meksyku: „Mój praw­

dziwy tata. Przystojny. Bogaty. Ma własny jacht". 

Następne zdania zanotowano innym kolorem i mniej 

wyraźnie: „ Wstrętny, ciągle wrzeszczy, nie lubi dzieci. 

Mamusia przez niego płacze". Dawid uniósł głowę 

i napotkał utkwione w sobie jasne, poważne oczy Jill. 

- Nie lubię go - wyznała cichutko. - Czy to źle? 

Dlaczego zwróciła się do niego z tym pytaniem? 

Dawid sam pochodził z rozbitej rodziny i wiedział, jak 

cierpi dziecko rozwiedzionych rodziców. Daremnie 

próbuje zadowolić ich oboje i poczuwa się do winy, gdy 

okazuje się to niemożliwe, w każdym razie nie na tyle, by 

znowu chcieli być razem. On przynajmniej kochał 

rodziców. O ileż gorzej czuje się Jill, która nie znosi 

jednego z nich! Jej mały świat zachwiał się w posadach. 

Ktoś powinien z nią porozmawiać o tym, co przeżyła. Ale 

dlaczego on? Nie umiał rozmawiać z dzieciakami o takich 

sprawach. Rozejrzał się bezradnie, próbując uniknąć 

odpowiedzi. Na szczęście w drzwiach stanęła Rosa. 

- Już jesteś? - rzekł zaskoczony. Spojrzał na zega­

rek i jęknął. Dwie godziny minęły nie wiadomo kiedy. 

- Za dziesięć minut otwieramy, a nic jeszcze nie jest 

gotowe. 

Dawid wstał i przywitał się ze swoją leciwą pomoc­

nicą. 

- Co to ma znaczyć? - zapytała Rosa, rzucając 

pakunki na stół, przy którym siedziała córka Shelley. 

- Czyje to dziecko? 

- Przedstawiam ci Jill. Ona i jej brat przyjechali 

mnie odwiedzić. -Dawid odwrócił się, szukając chłop­

ca, ale go nie zobaczył. Kuchenny blat był pusty. 

Zapomniane książeczki do kolorowania poniewierały 

się na podłodze. - Gdzie się podział ten dzieciak? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Jill wzruszyła ramionami. Dawid zaklął pod nosem 

i pobiegł na górę, wołając głośno Chrisa. Rosa obser­

wowała wszystko z ciekawością. Przez chwilę przy­

glądała się Jill, a potem zapytała: 

- Gdzie jest twoja mamusia, dziecinko? 

- Poszła zabrać pieniądze z banku - odparła dziew­

czynka, podnosząc głowę znad dziennika. Spojrzenie 

małej było niewinne i szczere. - Przebrała się. Wy­

glądała bardzo śmiesznie. Powinna niedługo wrócić. 

- Włożyła perukę? - zpytała Rosa drżącym głosem. 

Jill przytaknęła ruchem głowy. 

- I bardzo śmieszne okulary. 

- Chcesz powiedzieć, że poszła do banku w prze­

braniu? - upewniła się Rosa, nie kryjąc strachu. 

Zamierzała wypytywać dalej, ale nie zdążyła. Dawid 

pędził po schodach. 

- Nie ma go na górze. Na pewno wybiegł na ulicę. 

Ten dzieciak... - Ruszył w stronę drzwi. - Roso, 

popilnuj Jill, dobrze? Muszę znaleźć Chrisa - rzucił 

przez ramię. Kobieta pokiwała głową z chmurną miną. 

Dawid wyszedł pospiesznie, nie czekając na jej od­

powiedź. 

- Czy twoja mamusia od dawna zna Dawida? 

- zapytała Rosa bojaźliwie. Dziewczynka pokręciła 

głową. 

- Przyszliśmy tu wczoraj. Dawid powiedział, że 

możemy zostać. - Przysunęła się bliżej i szepnęła 

tajemniczo: - Musieliśmy uciekać. 

Rosa krzyknęła i załamała ręce, a potem wybuch-

nęła potokiem hiszpańskich słów, niezrozumiałych dla 

Jill. Gdy w drzwiach pojawił się Dawid, ciągnący za 

sobą niezadowolonego Chrisa, podążyła za nim na­

tychmiast. Perorowała bezustannie, nie dając mu dojść 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

do słowa. Jill patrzyła na nią z zachwytem. Za­

stanawiała się, o czym mówi ta dziwna kobieta. Dawid 

odwrócił się nagle, wybuchnął śmiechem i objął czule 

wystraszoną Rosę, próbując ją uspokoić. 

- Nie ma powodu do obaw - tłumaczył. - Nikt nie 

zamierza obrabować banku. Przysięgam na wszystkie 

świętości. Przestań się martwić, wszystko ci wyjaśnię. 

Jill obserwowała uważnie dwoje dorosłych. Starsza 

kobieta wytarła oczy i powiedziała coś po hiszpańsku. 

Dawid roześmiał się serdecznie. Dziewczynka otwo­

rzyła dziennik na nowej stronie. „Dawid Coronado", 

napisała u góry. „Bardzo przystojny". Przerwała na 

chwilę, trzymając pióro w dłoni. Ciekawe, czego 

jeszcze się o nim dowie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Dawid nie miał czasu martwić się o Shelley. Minęło 

południe i w restauracji tłoczyli się klienci. Dopiero 

gdy zaczęli powoli wychodzić, zorientował się, że 

jeszcze jej nie ma. Czy pobranie gotówki z banku może 

zająć aż tyle czasu? 

Rosa już się uspokoiła, przyjęła do wiadomości, 

że dzieci przyjechały w odwiedziny, i wspaniale się 

nimi zaopiekowała. Zamiast posłać je na górę i za­

mknąć w sypialni, zabrała maluchy do sali jadalnej, 

gdzie wraz z nią przyjmowały zamówienia i roz­

nosiły posiłki z takim wdziękiem, że goście byli za­

chwyceni. 

Shelley jeszcze nie wróciła. Te słowa dudniły nie­

ustannie w głowie Dawida jak odgłos bębnów: Shelley 

nie wróciła. Dochodziła druga. O tej porze zaczynała 

się popołudniowa przerwa. Dzieci zaczęły kaprysić. 

- Położę je spać - zaproponowała Rosa. W re­

stauracji pozostało zaledwie kilku gości, więc Dawid 

chętnie się na to zgodził. Gdy cała trójka wspinała się 

po schodach, u frontowych drzwi rozległ się dzwonek. 

Dawid poszedł otworzyć. Na progu stał śniady męż­

czyzna w jasnym garniturze. Z pewnością nie mieszkał 

w tej dzielnicy, nie wyglądał też na turystę... 

Dziwny gość wszedł, ale nie usiadł przy barze ani 

przy stoliku, lecz skierował się od razu do kuchni. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Skinął na Dawida i obrzucił pomieszczenie badaw­

czym spojrzeniem, jakby je poznawał. 

- Szukam kogoś - wyjaśnił krótko po hiszpańsku 

i pokazał Dawidowi fotografię. - Widział pan tę 

kobietę albo dzieciaki? 

- Nie, nigdy w życiu - skłamał Dawid, zerknąwszy 

na zdjęcie. 

Mężczyzna nie wydawał się zaskoczony. Obojętnie 

skinął głową, schował zdjęcie i podał Dawidowi wizy­

tówkę z numerem telefonu. 

- Gdyby się pan czegoś dowiedział, proszę za­

dzwonić pod ten numer. Może się pan spodziewać 

nagrody. 

- Jasne - wykrztusił Dawid starając się, by jego 

głos zabrzmiał spokojnie. - Będę o tym pamiętał. 

Musiał trzymać nerwy na wodzy. Miał wielką 

ochotę rozgnieść intruza na miazgę. Mężczyzna ruszył 

do wyjścia. Nagle dobiegł go z góry wesoły dziecięcy 

chichot. 

- Przestań mnie łaskotać! - pisnęła Jill. 

Mężczyzna usłyszał, że dziecko mówiło po angiels­

ku. Dawid zdrętwiał ze strachu. Jeśli ten facet spotykał 

dzieci na jachcie, może rozpoznać ich głosy. Nie­

znajomy przystanął i podniósł głowę. Dawid rozejrzał 

się, szukając wzrokiem ostrego noża. 

- To moje bachory - rzekł po angielsku z wyraź­

nym amerykańskim akcentem. - Ciągle się wydzierają. 

- Współczuję. Na szczęście nie mam żadnych dzie­

ciaków - rzucił krótko śniady mężczyzna i wyszedł 

z kuchni. 

Dawid sięgnął po nóż i ścisnął go z całej siły. Jeśli ten 

gość pokaże fotografię klientom pijącym kawę, ci bez 

wątpienia rozpoznają dzieci, a on będzie musiał wkro-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

czyć zdecydowanie do akcji. Na szczęście nieznajomy 

szedł prosto do wyjścia. Po chwili zniknął za drzwiami. 

Dawid odetchnął z ulgą. Musiał przyznać, że przesad­

ne z pozoru obawy Shelley okazały się uzasadnione. 

Były mąż szukał jej po całym mieście za pośrednictwem 

bardzo podejrzanych osobników. To nie mieściło się 

głowie! 

Gdzie ta dziewczyna się podziewa, do diabła? 

Najchętniej poszedłby jej szukać, ale dzieci nie mogły 

przecież zostać same. Zamknął wcześniej lokal i szyko­

wał się do wyjścia, mając nadzieję, że Rosa z nimi 

posiedzi. Ale okazało się to niemożliwe. Kelnerka 

wybierała się do dentysty. Nie mogła przełożyć wizyty, 

na którą czekała cały miesiąc. Zapewniała solennie, że 

wróci najszybciej, jak to będzie możliwe, i zajmie się 

maluchami, żeby mógł poszukać Shelley. Dobre i to. 

Dawid poszedł do sypialni. Chodził niespokojnie po 

pokoju, zerkając na śpiące rodzeństwo. Może coś złego 

przydarzyło się Shelley, może dostała się w łapy 

Armanda... Gdyby jednak ponownie została uwięzio­

na, uczyniłby wszystko, by przyjść jej z pomocą. Ten 

łajdak nie skrzywdzi jej nigdy więcej, powtarzał w kół­

ko. Opadł na krzesło i zapatrzył się na dwie jasne 

główki spoczywające na poduszce. Chciał pospieszyć 

Shelley na ratunek, a tymczasem siedział tu, niańcząc 

jej dzieci. Wkrótce zacznie czytać romanse! 

Musiał się chyba zdrzemnąć, bo nagle ujrzał Shelley 

idącą przez pokój. Zdjęła perukę i jej jasne włosy 

opadły na ramiona. Przez moment wydawało mu się, 

że śni, ale wnet oprzytomniał i zerwał się na równe 

nogi. 

- Co się stało? - rzucił niecierpliwie. 

Wyglądała na zmartwioną. Położyła palec na 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ustach i wskazała dłonią śpiące dzieci. Przeszli do holu. 

Shelley opadła na kanapę. Odgarnęła włosy do tyłu, 

położyła głowę na oparciu i zamknęła oczy. Dawid 

przysiadł ostrożnie na brzeżku sofy, starając się za­

chować bezpieczną odległość. Znów czuł znajomy 

niepokój. Powinien mieć się przed nią na baczności. 

- Okazało się, że dla meksykańskich banków po 

prostu nie istnieję - rzekła, otwierając oczy i uśmiecha­

jąc się bezradnie. 

- Co ty opowiadasz? - spytał z chmurną miną. 

- Zadzwoniłam do Reeda, żeby mi przysłał trochę 

pieniędzy. Odwiedziłam wszystkie banki w tym mieś­

cie. Wszędzie rozmawiałam z ważnymi urzędnikami. 

Większość z nich potraktowała mnie jak wariatkę. To 

przez to błazeńskie przebranie. Inni bardzo mi współ­

czuli, ale nie mogli pomóc, bo nie przedstawiłam 

żadnego dowodu tożsamości. 

- Nie wystarczyło im kalifornijskie prawo jazdy 

i karty kredytowe? - dopytywał się zaskoczony Dawid. 

- Przecież ci powiedziałam, że Armand zabrał mi 

torebkę i schował do sejfu. Trzymałam w niej wszyst­

kie dokumenty. Nie mogę udowodnić, kim jestem. 

To było nie do uwierzenia. Musiał istniećjakiś sposób. 

- Czy jest tu oddział banku, w którym masz konto? 

- Nie, ale ma tu swój oddział bank, który zajmuje 

się finansami mego ojca. Niestety, oni też są bezradni. 

Muszę przedstawić jakiś dowód tożsamości albo po­

prosić ojca o poręczenie. 

- A konsulat?! - zawołał Dawid. - Jest przecież 

w Puerto Vallarta. Na pewno ci pomogą. 

- Tak sądzisz? - odparła, unosząc brwi. - Wątpię, 

Armand ma tam swoje wpływy. Ktoś mu o wszystkim 

donosi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Skąd o tym wiesz? - Dawid popatrzył na nią 

z niedowierzaniem. Przekonał się, że były mąż Shelley 

to nikczemnik, ale ten ostatni zarzut wydał mu się 

absurdalny. 

- Wspomniał mi o tym, gdy chciałam wyjechać 

-odparła, przesuwając dłońmi po elastycznych spod­

niach. 

- Nie wierz mu. To na pewno blef. - Energicznie 

potrząsnął głową. 

- Możliwe, ale nie mogę ryzykować - odparła, 

wzruszając ramionami. Patrzyła na niego ponuro jak 

nigdy dotąd. 

- W takim razie pojedźmy do konsulatu w Mazat-

lan - zaproponował. Tak bardzo pragnął ją przytulić, 

wziąć za rękę. Znużona Shelley westchnęła i znowu 

odgarnęła włosy. 

- Nie, to zbyt daleko. Poza tym Armand polecił 

zapewne obserwować budynek. 

Tym razem Dawid nie szydził z jej obaw. Przekonał 

się już raz, że miała rację. 

- Jakiś nieznajomy był tu przed godziną - powie­

dział. 

Dziewczyna wyprostowała się natychmiast. Otwo­

rzyła szeroko oczy. 

- Tutaj? Jak wyglądał? Co mówił? Wymienił na­

zwisko Armanda? 

Dawid opowiedział krótko o dziwnym gościu. 

- Teraz wiem, że miałaś rację. Twój były mąż 

naprawdę chce was schwytać. 

- Och, nie mam co do tego wątpliwości. Wszystko 

na to wskazuje. - Spochmurniała i zadumała się na 

chwilę. - Nie rozumiem tylko, dlaczego. 

- Pragnie, żebyś do niego wróciła - odparł Dawid 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zachrypniętym głosem. Wystarczyło popatrzeć na tę 

piękną dziewczynę, by wszystko zrozumieć. Starannie 

unikał jej wzroku, by nie domyśliła się, jakie są jego 

prawdziwe uczucia. - To przecież oczywiste. 

- Miło z twojej strony, że tak mówisz-powiedziała 

miękko Shelley i wzięła go za rękę - ale prawda jest 

nieco inna. 

Patrzyli na swoje splecione dłonie. Ręka Dawida 

była duża i silna. Shelley czuła się niemal bezpieczna 

w obecności tego dobrze zbudowanego, postawnego 

mężczyzny. To chwilowe poczucie bezpieczeństwa 

mogło jednak okazać się złudne. Nigdy jeszcze nie 

spotkała człowieka, któremu mogłaby całkowicie za­

ufać. Pomyśleć tylko, że był czas, gdy naprawdę 

kochała się w Armandzie. Z drugiej strony skrzyw­

dziłaby Dawida, patrząc na niego przez pryzmat 

poprzednich życiowych doświadczeń. Był trochę gbu-

rowaty i dziwnie powściągliwy, lecz zarazem dobry 

i uczciwy. Wzruszyła się, gdy weszła do pokoju 

i ujrzała go drzemiącego na krześle obok łóżka, 

w którym spały jej maluchy. Postanowiła mu zaufać 

i powiedzieć o swoich troskch. 

- Wcale nie jestem pewna, czy Armand chce, 

żebym do niego wróciła, bo mu na mnie zależy. Mam 

ogromne wątpliwości. Na jachcie była także jego 

obecna dziewczyna. - Shelley spuściła oczy. Myślała 

o tym z przykrością. Nie zamierzała wiązać się z Ar­

mandem, nie kochała go i wiedziała, że on również nic 

do niej nie czuje. Dlaczego zatem udawał, że jest mu 

bliska, a jednocześnie zaprosił tę dziewczynę? Czy 

chciał ją w ten sposób upokorzyć? Nie potrafiła sobie 

tego wytłumaczyć i zastanawiała się, jaką grę z nią 

prowadzi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Dawid zmarszczył brwi. On również tego nie rozu­

miał. 

- Dlaczego to zrobił, skoro zarazem próbował cię 

przekonać, że mu na cobie zależy? 

Shelley wybuchnęła śmiechem i potrząsnęła głową. 

- Jest bardzo pewny siebie i uważa, że wszystko mu 

wolno. Chciał, żebym do niego wróciła, co wcale nie 

oznacza, że przestałby sypiać ze swoją dziewczyną, 

a więc przywiózł ją na jacht. Jest przekonany, że 

potrafi każdego owinąć sobie wokół palca. Dlatego 

z nikim się nie liczy. 

Dawid popatrzył na nią badawczo. Im więcej 

dowiadywał się o tym łotrze, tym bardziej go nienawi­

dził. 

- Czemu go poślubiłaś? - zapytał cicho, zaszoko­

wany postępowaniem Armanda. Dlaczego ta cudowna 

dziewczyna wyszła za mąż za takiego szubrawca? 

Shelley posmutniała i wysunęła dłoń z jego ręki. 

- To się zdarzyło tak dawno temu - odparła 

wymijająco. - Wróćmy do naszego problemu. Wiem, 

co powinnam teraz zrobić. Zadzwonię do ojca. Szybko 

się upora z moimi kłopotami. Zawsze tak było. 

- Skrzywiła się i mruknęła do siebie: - Właśnie z tego 

powodu wcale nie mam ochoty do niego dzwonić. 

- Przyśle ci pieniądze? 

Oczywiście, że to zrobi... Ojciec Shelley był człowie­

kiem bogatym i wpływowym. Wystarczyło, że za­

dzwonił, a już wszyscy stawali na baczność. Ale nie to 

martwiło Dawida. Przez chwilę sądził, że Shelley 

zostanie trochę dłużej i choć jego sercem targały 

sprzeczne uczucia, ucieszył się bardzo. Okazało się 

jednak, że wkrótce jej tu nie będzie. Kto jest bogaty 

i ustosunkowany, zawsze dopnie celu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Owszem. Ojciec przyśle pieniądze albo poleci 

bankowi, by mi je przekazał. - Westchnęła ciężko. 

- Chodzi o to, że nie powiedziałam nikomu z rodziny 

o swoich planach, o tym, że zamierzam spotkać się 

z Armandem. Będą wściekli, że zrobiłam to bez ich 

wiedzy. Czeka mnie przykra rozmowa. Muszę się 

wytłumaczyć i wysłuchać paru dobrych rad. Cóż, nic 

nie przychodzi łatwo, prawda? - Wzruszyła ramiona­

mi i spojrzała z irytacją na swój dziwaczny strój. 

Postanowiła natychmiast zmienić ubranie, by poczuć 

się znów sobą. 

- Dawidzie, chciałabym się przebrać. Dasz mi coś 

ze swoich rzeczy? 

- Spodnie na pewno nie będą na ciebie pasować 

- oświadczył, podnosząc się z kanapy - ale znajdziesz 

jakąś bluzę lub koszulkę. - Zawahał się. Nie miał 

zamiaru grzebać z nią w ciuchach i patrzeć, jak je 

przymierza. To by się mogło źle skończyć. - Najlepiej 

będzie, jeśli sama czegoś poszukasz. Muszę zejść na dół 

i posprzątać lokal przed otwarciem. 

Shelley wślizgnęła się cichutko do pokoju, w którym 

spały dzieci. Dawid zszedł na dół, ale jej wizerunek stał 

mu ciągle przed oczyma. Czuł nadal ciepło niewielkiej 

dłoni. Łagodnie zaokrąglone policzki, odrobinę skoś­

ne oczy, pięknie wykrojone wargi, to wszystko budziło 

wzruszenie, którego nie zaznał w towarzystwie innych 

kobiet. Podobnie reagował, kiedy słuchał muzyki 

poważnej. Chwytała go za serce tak samo jak niezwyk­

ła uroda Shelley. 

Dzieci jeszcze spały. Shelley westchnęła, spogląda­

jąc na nie z zachwytem. Kochała je z głębi serca. Były 

jej dumą i radością. Oto dowód, że nie zmarnowała 

siedmiu lat swego życia. Gotowa była walczyć o dzieci 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zębami i pazurami. Nie pozwoli, by dostały się w łapy 

Armanda. Na samą myśl, że miałyby żyć pod jednym 

dachem z taką kreaturą, cierpła jej skóra. 

Pomyślała, że przez kilka ostatnich lat jakby pod­

świadomie na coś czekała. Teraz zrozumiała, co to 

było. Musiała wreszcie uwolnić się od Armanda, 

przekonać się, czy rzeczywiście nic ich już nie łączy, czy 

też jest dla nich obojga jakaś szansa. Czekała, aż 

sprawy ostatecznie się wyjaśnią, a gdy ten moment 

wreszcie nastąpił, całe jej życie niespodziewanie stanę­

ło na głowie. Nareszcie uporała się ze swoim najwięk­

szym problemem. Niczego już nie żałowała. Odtąd 

będzie żyła własnym życiem. Trochę się tylko obawia­

ła, jak zdoła wrócić do domu. Musiała zadzwonić do 

ojca. Skrzywiła się na myśl o tym. Bała się tej 

rozmowy. Na pewno nie będzie przyjemna. Zbyt 

często telefonowała do niego w przeszłości, by przeka­

zać złe nowiny. Czuła się jak mała dziewczynka, jak 

postrzelona głupiutka smarkula, przysparzająca wszy­

stkim zmartwień. Znów zadzwoni do tatusia, żeby 

wyciągnął ją z tarapatów, w jakie sama się wpakowała. 

Musiała zadzwonić, nie miała innego wyjścia, po­

stanowiła jednak najpierw się przebrać. Na dnie torby 

z ciuchami znalazła czarne wąskie spodnie. Potem 

zajrzała do komody i pogrzebała w ubraniach Dawida. 

Nie było ich wiele. Wybrała ciemnoniebieską bluzę 

z krótkimi rękawami, bez kołnierzyka. Trochę zsuwała 

się z ramion i sięgała do połowy ud, ale Shelley 

podobała się o wiele bardziej niż elastyczny sweterek 

z papugą. Postanowiła zejść na dół i porozmawiać 

z Dawidem. Jeszcze raz zerknęła w lustro. To niezwyk­

łe, że tak bardzo go polubiła. Ogromnie różnił się od 

Armanda. Nie wydawał się zdolny do intryg i podłości. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

W głębi serca był zacny i uczciwy, chociaż czasami 

pojawiał się w jego ciemnych oczach niebezpieczny 

błysk. 

Zeszła na dół. Dawid wycierał szklanki i ustawiał je 

w równiutkie rzędy. Usiadła na wysokim stołku przy 

barze i uśmiechnęła się do niego. 

- Zapytałeś, dlaczego poślubiłam Armanda-zaczę­

ła bez żadnych wstępów - a ja ci nie odpowiedziałam, 

ponieważ wspominam ten czas z przykrością. Postano­

wiłam wszystko ci wyjaśnić, bo okazałeś się prawdzi­

wym przyjacielem. Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, 

dlaczego wyszłam za tego człowieka, opowiem ci. 

Dawid odwrócił się i popatrzył na nią badawczo. 

Właściwie cudze sprawy nie powinny go obchodzić, ale 

nie dbał o to. Oczywiście, że chciał wiedzieć. Odłożył 

ścierkę i stanął przy barze naprzeciwko dziewczyny. 

- Dobrze. Zaczynaj - odparł cicho. Shelley splotła 

przed sobą dłonie i wpatrywała się w nie przez chwilę. 

- Moi rodzice mieli tylko nas dwoje, mnie i Reeda. 

Znasz dobrze mego brata. To wspaniały człowiek. 

Rodzice zawsze byli z niego bardzo dumni. Trochę się 

poróżnili, gdy postanowił iść do wojska, ale i tak 

pozostał dla nich wzorem wszelkich cnót. - Dawid 

skinął głową. Zauważył to podczas wizyty u Britt-

manów. - Uważali Reeda za chodzącą doskonałość, 

natomiast mnie za życiowego nieudacznika, za czarną 

owcę w rodzinie. Właściwie nie wiem, co sprawiło, że 

przypadła mi taka rola. 

Shelley podniosła wzrok. Uśmiechała się bardzo 

smutno. Dawid poczuł, że wielki żal ścisnął mu serce. 

- Wszyscy uznali, że jestem postrzelona, głupiutka, 

dość ograniczona. Nikt by się nie zdziwił, gdybym 

w czasie przyjęcia wpadła do basenu albo usiadła na 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

torcie podczas pikniku. -Zrobiła dziwną minę. Dawid 

zagryzł wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Coś mu 

mówiło, że nie wymyśliła sobie tych przykładów. -Póki 

byłam w szkole średniej, nie robiłam nic, żeby zmienić ten 

wizerunek. Pogodziłam się z tym, że wszyscy tak o mnie 

myślą. Niewiele się po mnie spodziewano, więc nie 

próbowałam nikogo przekonać, że potrafię coś osiągnąć. 

- Westchnęła i pokiwała głową, zastanawiając się nad 

swoją przeszłością. - Dobrze wiem, że zmarnowałam 

mnóstwo czasu, ale... -Uśmiechnęła się przepraszająco. 

- Oho, za dużo o tym mówię, właściwie sama byłam sobie 

winna, prawda?Tak czy owak, gdy skończyłam dwadzie­

ścia lat, postanowiłam, że nie pozwolę, aby rodzina 

uważała mnie dłużej za półgłówka. Próbowałam wielu 

sposobów, żeby ich przekonać, kim jestem naprawdę, ale 

oni już dawno mnie zaszufladkowali. Dla nich pozosta­

łam niemądrą smarkulą, koniec, kropka. 

Shelley przerwała na chwilę, popatrzyła na Dawida 

i wzruszyła ramionami. 

- Wtedy poznałam Armanda - kontynuowała swo­

ją opowieść. -Niełatwo byłoby ci zrozumieć, co mnie 

w nim pociągało. Mężczyzna dojrzały, odnoszący 

sukcesy i powszechnie szanowany zakochał się we 

mnie od pierwszego wejrzenia i nagle wszystko się 

zmieniło. Ludzie spojrzeli na mnie inaczej. Nieoczeki­

wanie okazało się, że jestem coś warta. 

- Tylko dlatego, że ten łajdak zwrócił na ciebie 

uwagę? - burknął Dawid z ponurą miną. Nie mógł tego 

pojąć. 

- Och, nie znasz Armanda. Jest przystojny, czaru­

jący, doskonale się prezentuje. 

- Czemu to jest takie ważne? - rzucił zaczepnie 

Dawid, chociaż doskonale rozumiał, co Shelley miała 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

na myśli. Armand robił na ludziach wrażenie. On sam 

nigdy tego nie potrafił. 

- Ten człowiek jest w oczach innych bez zarzutu 

- tłumaczyła. - Ma wszelkie atuty. Jest bogaty, 

wykształcony, pochodzi z dobrej rodziny. Jego matka 

uczęszczała do tej samej szkoły w Szwajcarii, co moja 

mama. Gdy pojawialiśmy się gdzieś we dwoje, ludzie 

patrzyli na mnie z podziwem, inaczej niż dawniej. To 

cudowne uczucie, uderza do głowy jak szampan. 

- Ale podziwiali cię tylko ze względu na niego. 

- Uważasz, że zagorzałe feministki mają rację? 

- zapytała Shelley, wybuchając śmiechem. 

- A cóż mam powiedzieć? Mamy lata dziewięć­

dziesiąte. Jestem za równouprawnieniem - odparł 

Dawid z wymuszonym uśmiechem. 

- Teraz przyznaję ci rację. Wtedy nie widziałam 

tego tak jasno. Armand był mi całkowicie oddany, 

niezwykle czuły. Ślub i wesele były wielkim wydarze­

niem towarzyskim. Ale miesiąc miodowy... -zamilkła 

na chwilę, a Dawid przyglądał się jej z uwagą. - Zbaga­

telizowałam pewien fakt, który powinnam była potra­

ktować jako ostrzeżenie - dodała stłumionym głosem. 

Patrzyła znowu na splecione dłonie. - Pomyślałam 

wtedy, że wszystko się ułoży, że oboje potrzebujemy 

czasu, by się lepiej poznać. - Podniosła wzrok i odważ­

nie spojrzała Dawidowi w oczy. - Kochałam go. Nie 

mogę dziś twierdzić, że było inaczej. Miałam nadzieję, 

że będziemy dobrym małżeństwem. Mieliśmy aparta­

ment na Manhattanie i rezydencję w Grecji. Dużo 

czasu spędzaliśmy na jachcie. Żeglowaliśmy od wyspy 

do wyspy, Bardzo to lubiłam. Zapraszaliśmy przyja­

ciół i bawiliśmy się cudownie. Złudzenia prysły, gdy 

miała urodzić się Jill. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie chciał dzieci? 

- Nie o to chodziło. Twierdził, że powinniśmy je 

mieć, ale kiedy zaszłam w ciążę, zaczął mnie... zanie­

dbywać. Potem weszło mu to w krew; nie miał ochoty 

albo nie był w stanie się zmienić. Musiałam się 

pogodzić z tym, żemoje małżeństwo było nieudane, ale 

gdy ponownie zaszłam w ciążę, właściwie przez nie­

uwagę, próbowałam jeszcze ratować ten związek. 

Niestety, coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie. 

W końcu postanowiłam odejść. 

- To było przed narodzinami Chrisa? 

- Tak. Armand chętnie zgodził się na rozwód. 

Pragnął odzyskać wolność. - Splotła ciasno ręce, jakby 

poczuła chłód, i obszerna bluza zsunęła się z jej 

ramienia. Poprawiła ją błyskawicznym ruchem, ale 

Dawid zauważył coś, co go przeraziło. 

- Ejże! - krzyknął marszcząc brwi i wyszedł zza 

baru. - Co on ci zrobił? 

- Nic - odparła zmieszana Shelley, zaciskając 

dłonie na szyi. 

- Do diabła, nie wierzę ci. - Odsunął jej ręce 

zdecydowanym ruchem i delikatnie odsłonił ramię 

i plecy pokryte wielkimi ciemnymi siniakami. Patrzył 

na nie w milczeniu, czując, że ogarnia go furia. 

- On ci to zrobił? - zapytał głucho. 

- Dawidzie... 

-To on, tak? 

Zamknęła oczy i skinęła głową. 

- Zabiję tego drania. - W głosie Dawida brzmiała 

groźba. Mocno zacisnął pięści. 

- Nie przejmuj się, to już nie boli, tylko wygląda 

okropnie. - Pospiesznie naciągnęła bluzę na ramię. 

Spojrzała Dawidowi w oczy. Na stężałej twarzy męż-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

czyzny malowała się złość. Shelley dotknęła jego dłoni 

i rzekła łagodnie: - Nie powinieneś się tym prze­

jmować. 

Dawid odwrócił głowę. Nie był w stanie wykrztusić 

słowa. Pragnął rozerwać Armanda na strzępy. Jak 

można skrzywdzić kobietę... Nie potrafił o tym myśleć 

bez gniewu. 

- Dawidzie... - Smukłe palce nadal obejmowały 

jego dłoń. Spojrzał na Shelley niepewnie. Uśmiech­

nęła się najserdeczniej jak potrafiła. To wyjątkowy 

mężczyzna! - Spotykasz się z kimś? - zapytała cichu­

tko. 

- Proszę? - Osłupiały Dawid patrzył na nią, nie 

rozumiejąc pytania. 

- Chcę wiedzieć, czy masz dziewczynę. 

- Nie. - Zmarszczył brwi, nie mogąc pojąć, jakie to 

ma teraz znaczenie. Shelley uśmiechęła się złośliwie, 

a jej błękitne oczy nagle pojaśniały. 

- To dlaczego nie chcesz mnie pocałować? 

Dawid widział dziewczynę jak przez mgłę. Złociste 

włosy, czerwone usta... Wyciągnął rękę i pogłaskał ją 

delikatnie po policzku, jakby dotykał bezcennego 

i kruchego dzieła sztuki. Była wobec niego szczera 

i uczciwa. Musiał powiedzieć jej prawdę. 

- Bo na pocałunkach się nie skończy - odparł 

niskim, chrapliwym głosem, nie kryjąc, jak bardzo jej 

pragnie. Shelley położyła rękę na jego dłoni, nie 

pozwalając mu jej cofnąć. 

- Gotowa jestem zaryzykować - szepnęła. 

- Shelley... -Przyciągnął ją do siebie. Krew płynęła 

w jego żyłach coraz szybciej. - Nie pasuję do ciebie. 

W niczym nie przypominam twoich bogatych wiel­

bicieli. Jestem nieokrzesany, dobrze o tym wiesz. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Jakoś to zniosę, Dawidzie -mruknęła, podnosząc 

głowę. Jej usta prawie dotykały jego warg. -Udowod­

nię ci to. 

Daremnie opierał się jej przez tyle godzin. Musiał 

skapitulować. Do tej chwili chłonął jej niezwykłą 

urodę, oddychał nią jak powietrzem, zachwycał się 

i odkrywał wciąż na nowo, ale to było tylko marzenie. 

Teraz trzymał Shelley w ramionach, a rzeczywistość 

przeszła wszelkie oczekiwania. 

Gdy dotknął jej ust, przytuliła się z całej siły. Była 

taka delikatna i krucha. Ciepło jej ciała ogrzewało mu 

serce. Całował ją coraz namiętniej, jakby z obawy, że 

umknie mu i rozwieje się jak sen. Początkowo chciał 

być szorstki, trochę grubiański, aby zrozumiała, że do 

siebie nie pasują, lecz to mu się nie udało. Shelley była 

prawdziwą damą i musiał ją należycie traktować. 

Przytulił ją mocniej. Objęła go z całych sił. Miał 

wrażenie, że odrywa się od ziemi i unosi w prze­

stworzach. Nagle usłyszał głos powtarzający jego imię. 

Shelley próbowała uwolnić się z uścisku. Spojrzał na 

nią nieprzytomnie, całkiem oszołomiony jej uwodzi­

cielską mocą. 

- Dawidzie, to dzieci. Obudziły się, nie słyszysz? 

Spochmurniał, próbując złapać oddech. Wracał 

z innego świata, gdzie mógł słyszeć, czuć, dotykać 

tylko Shelley. Niewiele brakowało, żeby przestał nad 

sobą panować. Odsunął się niechętnie. 

- Muszę tam iść - rzekła i wbiegła na schody. 

Dawid stał oparty o bar. Co się z nim stało? 

Dlaczego postąpił tak głupio? Zdarzyło mu się to po 

raz pierwszy, nigdy dotąd tak się nie zapomniał. 

Shelley złapała go w swoje sidła i nie wiedział, jak się 

z nich uwolnić. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Ciało Dawida nie chciało słuchać rozumu. Z naj-

wyższym trudem udało mu się zapanować nad od-

dechem. Przydałby się zimny prysznic. Harakiri roz-

wiązałoby definitywnie jego problem. Właściwie, cze-

mu nie? Stracił do siebie szacunek. To byłoby przynaj-

mniej honorowe wyjście. Jęknął i przymknął oczy. 

Żadnej kobiety nie pragnął tak bardzo jak Shelley. Nie 

był pewny, jak długo będzie w stanie panować nad 

namiętnościami, chociaż ciągle powtarzał sobie, że to 

jedyny rozsądny sposób postępowania. W końcu był 

tylko człowiekiem. 

- Raczej bezczelnym typem, który się za niego 

podaje - burknął, idąc do kuchni. Napełnił szklankę 

zimną wodą, ale jej nie wypił, tylko ochlapał sobie 

twarz. Wycierał się ręcznikiem, gdy usłyszał tupot na 

schodach. Na widok Jill odetchnął z ulgą. Dziewczyn­

ka uśmiechnęła się radośnie i pomachała mu ręką. 

- Cześć! - zawołała. - Mamusia dzwoni do dziad­

ka. Możemy z tobą posiedzieć? 

Dzieci. Jak to dobrze, że przyszły. Oprzytomniał 

natychmiast; zimny przysznic nie był już potrzebny. 

Odetchnął głęboko i odpowiedział na powitanie wy­

muszonym uśmiechem. 

- Zapraszam do kuchni. Mam pomysł: ty i Chris 

pomożecie mi przygotować lemoniadę, zgoda? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Z prawdziwych cytryn? - zerknęła na niego 

z zainteresowaniem. 

- Z najprawdziwszych. 

- Powiesz nam, co mamy robić? - Jill zgodziła się 

natychmiast. W tej samej chwili do kuchni wszedł 

Chris. Zabrali się do przygotowywania lemoniady. 

Dzieci wyciskały sok z cytryn przyniesionych rano 

przez Rosę. Po chwili w drzwiach stanęła Shelley 

i przyłączyła się do trojga zapracowanych kucharzy. 

Dawid nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy, więc zaczął 

dowcipkować. Po chwili maluchy turlały się ze śmie­

chu. 

W końcu cytrynowy sok został przelany do szkla­

nego dzbanka. Sporo wylało się na podłogę i na 

ubranka dzieci. Każde dostało po szklance lemonia­

dy, a potem Shelley posłała je na górę, żeby się 

umyły i przebrały.

 fc 

- Ależ się upaćkały! - rzekła, odprowadzając je 

wzrokiem. - Muszę cię nauczyć, jak postępować 

z dziećmi - dodała z uśmiechem. 

- Warto było się pomęczyć, jeśli przy okazji czegoś 

się nauczyły - odparł, wzruszając ramionami. Staran­

nie wycierał zachlapany sokiem blat. 

- Chyba masz rację - oznajmiła, kiwając głową. 

Wzięła drugą ścierkę i zaczęła mu pomagać. Dawid 

przesunął się na drugi koniec stołu, żeby jej przypad­

kiem nie dotknąć. Nie można wymagać od mężczyzny 

zbyt wiele. 

- No i co, ojciec zgodził się ci pomóc? - zapytał. 

Ogarnęła go czarna rozpacz, gdy pomyślał, że Shelley 

wkrótce wyjedzie, ale zdawał sobie sprawę, że tak 

będzie najlepiej. Odwróciła się w jego stronę i ze 

smutkiem pokręciła głową. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nic nie załatwiłam. Właśnie się zastanawiałam, 

jak ci o tym powiedzieć. Wygląda na to, że nadal 

musimy korzystać z twojej gościny, jeśli zechcesz jej 

nam udzielić. To może potrwać kilka dni. Moi rodzice 

wyjechali prawdopodobnie do Paryża na pokazy mo­

dy. Będą biegać po sklepach. Reed podróżuje w inte­

resach. Adwokat ojca łowi gdzieś ryby i do poniedział­

ku będzie nieuchwytny. Dziś mamy czwartek. 

- A więc musicie tu przeczekać jeszcze trzy dni. 

- Przepraszam, Dawidzie, naprawdę bardzo cię 

przepraszam, ale sama nie wiem, co dalej robić. 

Stał odwrócony plecami i nie przerywał sprzątania; 

trudno było odgadnąć, w jakim jest nastroju. 

- Jeśli to dla ciebie duży kłopot, powiedz, u kogo 

z twoich znajomych moglibyśmy zamieszkać - ciąg­

nęła. 

- Dam ci pieniądze - rzekł krótko, odwracając się 

i spoglądając na nią z nieodgadnionym wyrazem 

twarzy. - Niewiele przywiozłem tu ze sobą, ale jakoś 

uzbieram na bilety dla waszej trójki. 

- Wykluczone - sprzeciwiła się zdecydowanie Shel­

ley i potrząsnęła głową. Jasne włosy tańczyły wokół jej 

twarzy. - Nie wezmę pieniędzy twoich dziadków. 

- Możesz je potem zwrócić. -Dawid przyglądał się 

jej ze zdumieniem. 

- Nie. Już postanowiłam. - Zerknęła na niego 

nieśmiało. Gdyby miała powiedzieć całą prawdę, mu­

siałaby przyznać, że wcale jej nie martwiła perspek­

tywa spędzenia następnych kilkudziesięciu godzin 

u Dawida. Im dłużej z nim przebywała, tym bardziej jej 

się podobał. Powoli rozkwitało w nich nowe niezwykłe 

uczucie. Nie chciała, by zwiędło, nim dojrzeje. 

Bała się Armanda. Ten człowiek miał długie ręce i to 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ją przerażało. Ale z drugiej strony wysłał już do 

restauracji swojego szpiega, który zbadał teren, ale nic 

nie odkrył. Gdy była z Dawidem, czuła się bezpieczna. 

Istniał jeszcze inny powód. Tamten pocałunek wiele 

obiecywał. Potrzebowali jedynie trochę czasu, by się 

do siebie zbliżyć. Zazwyczaj unikała wszelkiej poufało­

ści z mężczyznami, ale Dawid zaintrygował ją. Prag­

nęła się o nim dowiedzieć dużo więcej. Tylko jedno ją 

martwiło: bywał chwilami niesympatyczny. Można by 

pomyśleć, że marzy o tym, by wyjechała jak najszyb­

ciej. Nawet teraz sprawiał takie wrażenie. Odwrócił się 

do niej plecami i bez słowa zabrał do sprzątania. 

Dawid bił się z myślami. Pragnął Shelley. Umierał 

z tęsknoty i tylko ona mogła go uratować. Ale może 

chodziło o coś innego? Może fascynowały go koneksje 

i bogactwo dziewczyny? Wychowała się w pięknej 

rezydencji, bywała na przyjęciach, uczyła się w prywat­

nych szkołach w Europie, znała ważne osobistości. 

Miała wszystko, za czym tęsknił daremnie, czego nie 

mógł osiągnąć ze względu na swoje, pochodzenie. 

Shelley należała do innego świata, dlatego bał się ją 

pokochać. O nie, to nie jest miłość, tylko opętanie. 

Zwykłe szaleństwo. Dawid postanowił dawno temu, że 

nigdy się nie zakocha. To dopiero byłby prawdziwy 

obłęd. Musiał się z tym uporać. 

Shelley była jak anioł zabłąkany wśród zwykłych 

ludzi. Nie można pokochać anioła, nie sposób go przy 

sobie zatrzymać, nie można zamknąć go w uścisku. 

Anioły fruwają po niebie i niewiele mają wspólnego 

z mieszkańcami ziemi. Nawet miłość nie dodaje skrzy­

deł przeciętnemu śmiertelnikowi. 

Dzieci zeszły na dół i ochoczo zabrały się do pracy. 

Jill zamiatała podłogę w jadalni, a Chris układał 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

serwetki. Shelley uczyła się gotować. Jej zabawne 

pomyłki wzbudziły ogólną wesołość. Nim Dawid się 

obejrzał, znowu żartowali niczym starzy przyjaciele, 

a nie para niedoszłych kochanków. Nauczył Shelley, 

jak przygotować czerwony ryż i gęsty sos z chili 

podawany ze smażoną rybą. Mieszała w rondlu tak 

długo, aż sos był zawiesisty jak śmietana. Rozpierała ją 

duma. 

- To nie jest trudne - oznajmiła, wysłuchawszy 

pochwał Dawida i dzieci. - Gdy wrócę do domu, 

zacznę sama gotować. 

- A może teraz coś przygotujesz? - zaproponował. 

- Chciałbym dziś podać enchiladas rancheras na ciepło. 

Tortille i kurczaki już są gotowe - dodał. 

Shelley wahała się tylko przez chwilę, a potem 

energicznie przystąpiła do pracy. Jill trochę jej poma­

gała, a potem wróciła do swego dziennika. Chris 

klęczał na podłodze w jadalni i przesuwał stare pudeł­

ka udając, że to samochody, a Dawid mieszał sos 

i zerkał na Shelley. 

- Bardzo przyjemne zajęcie - oznajmiła, podając 

mu rondel. Jej enchiladas prezentowały się całkiem 

nieźle. - Byłaby ze mnie dobra pani domu. 

- Może powinnaś ponownie wyjść za mąż - rzekł 

bez zastanowienia Dawid i natychmiast tego pożało­

wał. 

- Czyżby? - Spojrzała na niego i uniosła brwi, ale 

nie wydawała się urażona. - Skąd ci to przyszło do 

głowy? 

- Słyszałem, że w San Diego uganiają się za tobą 

wielbiciele - rzekł z powagą, nie odwracając wzroku. 

Shelley była zaskoczona. Stała przez chwilę z otwar­

tymi ustami, szybko się jednak opanowała. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Skąd wiesz? - Utkwiła w nim badawcze spo­

jrzenie. 

- Jill mi powiedziała. Odbyliśmy długą rozmowę 

- wyjaśnił i obojętnie wzruszył ramionami. 

Shelley przysiadła na stołku i zerknęła na Jill, 

udając rozgniewaną. Dziewczynka zachichotała. Da­

wid spojrzał na nią porozumiewawczo i wytarł ręce 

ścierką. 

- Z tego co słyszałem, wynika, że Kyle Tanner, 

ten kierowca rajdowy, to twój ulubieniec. A może 

jest ktoś, o kim nie wie nawet Jill? - Obserwował 

dziewczynę uważnie, ciekawy, jak przyjmie jego sło­

wa. 

- Proszę? - wybąkała Shelley, wodząc spojrzeniem 

od Dawida do córki. Była tak zaskoczona, że nie 

potrafiła wykrztusić nic więcej, ale ta dziwna rozmowa 

zaczynała ją bawić. Gotowa była uczynić wszystko, 

byle Dawid zachował dobry humor. 

- Nie powinniśmy jednak zapominać o młodym 

człowieku imieniem Cubby, którego uwielbiają dzieci 

- perorował wesoło Dawid, nie odrywając wzroku od 

dziewczyny. Miał nadzieję, że dowie się czegoś o jej 

sympatiach. 

- Cubby! - Shelley omal nie parsknęła śmiechem. 

Chris usiadł na podłodze i zaczął skandować, 

klaszcząc w rączki: 

- Cubby! Cubby! 

Jill przyłączyła się do niego z umiarkowanym 

entuzjazmem. Chciała podtrzymać dobry nastrój. 

Shelley spojrzała znacząco na Dawida. 

- Dzieci lubią Cubby'ego - oświadczyła z kwaśną 

miną. 

- Tak, domyśliłem się tego. - Podszedł bliżej i po-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

patrzył jej w oczy. - Rzecz w tym, czy ty również go 

chcesz. 

- Co cię to obchodzi? - odparła, rzucając mu 

wyzywające spojrzenie. Uśmiechnął się i leniwym 

ruchem odgarnął kosmyk włosów opadający na jej 

policzek. Zrobił to odruchowo, niewiele myśląc. 

- A jeśli chodzi o Jima, to drań. Lepiej o nim 

zapomnij - dodał. 

Shelley była innego zdania. 

- Jim jest przyzwoitym człowiekiem. Dorobił się 

znacznego majątku, ma poczucie humoru. 

- Poczucie humoru! Powinnaś chyba w związku 

z tym wyjść za niego - rzekł Dawid, parskając śmie­

chem. 

- Może tak zrobię - odparła przekornie Shelley. 

Odpowiedzią był żałosny jęk Jill i Chrisa. 

- A widzisz, dzieci go nie lubią - zauważył Dawid 

z ironicznym uśmieszkiem. - Jim sądzi, że można cię 

przekupić. Przynosi drogie prezenty. 

- Skąd pewność, że nie jestem na sprzedaż? - zapy­

tała stłumionym głosem. 

- Istnieją skarby tak cenne, że nie da się ich 

wartości przeliczyć na pieniądze - odparł cicho, by 

tylko ona go słyszała. Nie mogli oderwać od siebie 

wzroku. Shelley poczuła, że braknie jej tchu. Tym 

razem to ona wpatrywała się zachłannie w usta 

Dawida. 

- Tak czy siak, nie lubię go -dobiegł ich głosik Jill. 

Shelley zamrugała powiekami, próbując sobie uświa­

domić, o kim mówi córka. 

- Dlaczego? 

- Zawsze prosi, żebyśmy sobie poszli i przenocowa­

li u kogoś. Chce być z tobą sam - przypomniała Jill, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wzruszając ramionami. Zerknęła na matkę, która 

pobladła i westchnęła ciężko. 

- Powiedziałaś o tym Dawidowi? 

- Pokazałam mu swój dziennik - oznajmiła Jill, 

kiwając główką. 

- Ach, te przeklęte zapiski mojej córki. - Shelley 

spojrzała bezradnie na Dawida. 

- Widziałaś tę listę? - zapytał, tłumiąc śmiech. 

Shelley przytaknęła. 

- Jill jest pedantką. Próbuje też uporządkować 

moje życie. Nie znoszę tego. 

- Ty pewnie nigdy nie sporządzasz notatek ani list. 

- To nie jest w moim stylu. Zawsze lubiłam im­

prowizację i ryzyko - oznajmiła z uśmiechem. Dawid 

podejrzewał, że chciała mu coś dać do zrozumienia. 

- Nigdy w życiu nie miałam notesu. 

- Muszę przyznać, że Jill zanotowała mnóstwo 

ciekawych informacji - ciągnął Dawid z uśmiechem, 

krzyżując ręce na piersiach. - Z jej zapisków jasno 

wynika, żeTanner pokonał wszystkich rywali. Zgodzi­

łaś się pojechać z nim do Francji. - Zmrużył oczy 

i obserwował ją z uwagą. 

- Jesteś tego pewny? - zapytała, wybuchając śmie­

chem. -No tak, na to wygląda. Chyba postąpiłam zbyt 

lekkomyślnie. 

Niech to diabli... Miał nadzieję, że zaprzeczy albo 

oznajmi, że z Tannerem łączy ją tylko przyjaźń. 

Spochmurniał nagle. 

- To jego wybrałaś, prawda? A może... jest ktoś inny? 

- Chyba masz rację - odparła, nie spuszczając 

z niego błękitnych oczu. 

- Kto? - burknął. Sam nie wiedział, czy chce 

usłyszeć odpowiedź. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- lego ci nie powiem - rzeku. uśmiechając się 

leciutko. 

- Zaczynam nową stronę - oznajmiła Jill i czar 

prysł. 

- O kim będziesz pisała? - dopytywała się Shelley 

drżącym głosem. 

- O Dawidzie - brzmiała rzeczowa i krótka od­

powiedź. Oboje spojrzeli na dziewczynkę w osłupieniu. 

- Zanotowałam, że jest bardzo przystojny. Co 

mam dalej pisać? - Jill była uszczęśliwiona niczym 

poszukiwacz skarbów, dokonujący ważnego odkrycia. 

Shelley zerknęła na Dawida i w jej oczach pojawiły 

się złośliwe ogniki. 

- Może byś tak napisała... - zawiesiła głos, wy­

stawiając na próbę jego cierpliwość - że... wspaniale 

całuje. 

- Mamusiu! -zawołała ze zgrozą dziewczynka. 
- Shelley! - wtórował jej Dawid. 

- Mamusiu, skąd wiesz? -Jill pierwsza przyszła do 

siebie. 

- Sam mi o tym powiedział - odparła niewinnie 

Shelley i uśmiechnęła się do córki - a ja mam do niego 

zaufanie. 

Dawid spłonął rumieńcem, po raz trzeci w ciągu 

dwudziestu czterech godzin. Nie rumienił się, nim 

poznał Shelley, nie miał pojęcia, że jego organizm 

może tak zareagować. 

- Nic takiego nie mówiłem - oświadczył bez prze­

konania. Jill zachichotała, pochyliła głowę nad dzien­

nikiem i zaczęła pisać. Shelley z zachwytem przy­

glądała się rumieńcom na policzkach Dawida, który 

wyciągnął nagle rękę i chwycił jej dłoń. Palce obojga 

splotły się w mocnym uścisku. Dawid pochylił się do 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ucha dziewczyny. Poczuł delikatny zapach i zatracił 

się na chwilę w połyskującej złociście gęstwinie jej 

włosów. 

- Poczekaj, zapłacisz mi za to - szepnął. 

- Nie rozumiem. Czyżbyś zamierzał mi udowod-

nić, że się pomyliłam? - odparła cichutko. Błękitne 

oczy śmiały się do niego, ale był w nich także wyraz 

niepewności, może nieśmiałe pytanie. 

Czego Shelley chciała się dowiedzieć? Nie dawało 

mu to spokoju przez całe popołudnie. Poszedł po 

zakupy i spotkał po drodze kilku znajomych, ale nie 

miał ochoty z nimi rozmawiać. Nie mógł się uwolnić od 

natrętnych myśli. Ta dziewczyna była powodem ciąg­

łego niepokoju. Wypełniała mu serce i myśli, działała 

na zmysły. Zbytnio się ostatnio zbliżyli. Sytuacja 

stawała się niebezpieczna. Czas z tym skończyć. 

- Posłuchaj dobrej rady - zaczął bez żadnych 

wstępów, gdy wszedł do kuchni i zaczął wyjmować 

z torby warzywa. - Myślę, że nie powinnaś powtórnie 

wychodzić za mąż. 

- Nie? A to dlaczego? - Zdumiona Shelley podnios­

ła głowę znad garnka, w którym coś mieszała. 

- Małżeństwo to pułapka - oznajmił, próbując jej 

zupy. - Sama się o tym przekonałaś, prawda? To 

współczesna forma dozwolonego przez prawo niewol­

nictwa. Należałoby znieść tę instytucję. 

- Rozumiem, jesteś zaprzysięgłym kawalerem. 

Zgadłam? - Odważnie spojrzała mu w oczy. 

- Ma się rozumieć. Małżeństwo jest dobre dla 

kretynów. 

-Ach, ty natomiast jesteś zbyt sprytny i niezależny, 

by się pakować w takie kłopoty. 

- Wreszcie mnie zrozumiałaś. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Ale to chyba nic oznacza, że całkiem wyrzekasz 

się towarzystwa kobiet? - zapytała podstępnie. 

Nim zdążył odpowiedzieć, Jill wtrąciła się do roz­

mowy. 

- Mamusiu - pisnęła, łuskając z zapałem zielony 

groszek - Dawid ma mnóstwo dziewczyn. 

- Coś podobnego! - zdziwiła się Shelley. 

Jill z powagą skinęła głową i rzuciła na nich 

badawcze spojrzenie. 

- Rosa mi powiedziała, gdy kładła nas do łóżka. 

- Co takiego wam opowiedziała? - Dawid czuł się 

jak niewinna ofiara wzięta na tortury. 

Jill uśmiechnęła się do niego. 

- Dziewczyny z całego miasta przychodzą tutaj, 

żeby poderwać Dawida - zawiadomiła matkę. 

- Rosa powinna trzymać język za zębami - zdener­

wował się Dawid. 

Shelley wpatrywała się w niego z kpiącym uśmie­

chem. 

- Mów dalej, Jill. Co jeszcze powiedziała Rosa 

o tych dziewczynach? - zachęcała córkę. 

- Posłuchaj, lepiej będzie, jeśli ta mała... - próbo­

wał ją powstrzymać zaniepokojony Dawid. 

- Och! - Shelley uniosła brwi z niedowierzaniem. 

- Czyżbyś i ty postępował lekkomyślnie? - Nic nie 

odpowiedział, tylko bezradnie pokiwał głową. Shelley 

zlitowała się nad nim. - Nie ma obawy. Jestem 

przekonana, że Rosa nie zdradziła dzieciom żadnych 

pikantnych szczegółów - dodała, ujmując czule jego 

dłoń. - Słuchamy, Jill. 

- Rosa mówiła, że wszystkie dziewczyny z miasta 

wkładają najładniejsze sukienki i przyłażą tu, żeby się 

pokazać Dawidowi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Wszystkie, powiadasz? - zapytała ironicznie 

Shelley. 

- Rosa zawsze przesadza - mruknął ponuro. 

- Potem Dawid wybiera najładniejszą dziewczynę 

i umawia się z nią na randkę. 

- Rozpustnik - rzuciła półgłosem Shelley. 

- Rosa opowiada głupstwa. - Dawid wtrącił się do 

rozmowy i nagle odzyskał dobry humor. - Każda 

dziewczyna przechodzi test na inteligencję. Słowo 

honoru. Umawiam się z tą, która ma najwyższy iloraz. 

Wygląd jest bez znaczenia. 

Shelley pokazała mu język. Jill zamierzała kon­

tynuować opowieść. 

- Dosyć, kochanie - przerwała jej matka. - Nie 

będziemy dłużej znęcać się nad Dawidem. Opowiesz 

mi później. Niedługo kończy się przerwa. Dawid musi 

się przygotować. 

- Oczywiście. - Jill zeskoczyła z krzesła i zebrała 

swoje rzeczy. - Chodź, Chris, wracamy na górę. 

Opowiem ci bajkę. 

Chłopczyk wstał natychmiast, ogromnie zacieka­

wiony. 

- O fruwających tarantulach? Zgoda, idziemy. 

- Dzieci ruszyły w stronę schodów. 

- Wydaje mi się, że powinnam uciąć sobie z Rosą małą 

pogawędkę. - Shelley kpiła niemiłosiernie, obserwując 

Dawida spod zmrużonych powiek. - Dużo o tobie wie. 

- Rosa ma bujną wyobraźnię. Nie przywiązuj wagi 

do tego, co od niej usłyszysz - odparł Dawid, patrząc 

na nią umęczonym wzrokiem. 

- Traktujesz ją jak ciotkę. Od dawna się znacie? 

- Odkąd sięgam pamięcią. Zawsze przyjeżdżałem 

tu latem. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Co roku? A twoi rodzice? Dlaczego nie byłeś 

z nimi? Podróżowali? 

Dawid mruknął coś pod nosem. A więc tak to sobie 

wyobrażała. To zrozumiałe, w ten sposób żyli jej 

rodzice; teraz na przykład wybrali się po zakupy do 

Paryża. 

- Nie. Byli rozwiedzeni. 

- Wybacz mi, Dawidzie, że o to zapytałam. - Shel­

ley nagle posmutniała. 

- Nic nie szkodzi. Jak widzisz, to mnie nie załamało 

- odrzekł, wzruszając ramionami. 

Shelley wcale nie była tego pewna. Wydawał się taki 

nieufny.. Dzieci z rozbitych rodzin niełatwo odzyskują 

duchową równowagę. Niektóre radzą sobie doskonale 

w dorosłym życiu, ale nie zapominają nigdy o przeży­

tych cierpieniach. 

- Opowiedz mi o swoich rodzicach - poprosiła, 

kładąc dłoń na jego ramieniu. 

Dawid był wściekły. Do licha, co ją to obchodzi? 

Czemu pyta o jego rodziców, o dzieciństwo człowieka, 

który nic dla niej nie znaczy? Może chce się upewnić, że 

do siebie nie pasują. Nie usłyszy od niego ani słowa 

o przeszłości. Popatrzył spode łba, ale zamiast kpiny 

zobaczył współczucie i nagle przestał się obawiać. 

Słowa popłynęły jak rzeka, która zerwała nareszcie 

wszystkie tamy. 

- Mój ojciec przyjechał do Stanów z Meksyku, 

a matka pochodziła z Kansas i była nauczycielką 

angielskiego w szkole wieczorowej dla cudzoziemców. 

Tam się poznali. 

- Był jej uczniem? 

- Owszem. Chciał poznać dobrze język, ponieważ 

miał własną firmę. Hodował sadzonki drzew i kwia-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

tów. Trudno mu było dogadać się z klientami. Matka 

bardzo dużo go nauczyła. -Dziwne, dotąd nie przyszło 

mu do głowy, że to niezwykle romantyczna historia. 

Szkoda, że ich małżeństwo trwało tak krótko. -Poko­

chali się. Potem był ślub, moje narodziny, a w końcu 

rozwód. 

- Ile miałeś wtedy lat? - zapytała, próbując sobie 

wyobrazić, co wtedy czuł. 

- Kiedy się rozwiedli? Prawie dziesięć. - Milczał, 

a Shelley czekała cierpliwie, aż się znowu odezwie. 

- Mój świat nagle się zawalił. Odtąd żyłem w dwóch 

różnych środowiskach. Nie wiedziałem, kim naprawdę 

jestem. Matka wróciła do Kansas, gdzie mieszkała jej 

rodzina. Spędzałem z nią pół roku w domu otoczonym 

płotkiem z białych sztachet. W niedziele chodziłem do 

kościoła, spotykałem dziesiątki kuzynek i kuzynów 

podczas rodzinnych obiadów, brałem lekcje tańca, 

jeździłem na pikniki do parku. Przez pozostałą część 

roku mieszkałem z ojcem w Los Angeles. Tata praco­

wał po osiemnaście godzin na dobę, by nas utrzymać, 

i miał oko na chłopców z naszej ulicy, którzy chcieli 

sprawić mi lanie, bo odmówiłem wstąpienia do ich 

gangu. Kiedy mieszkałem w Kansas, czułem się winny, 

ponieważ ojciec zostawał sam w pustym domu, a gdy 

do niego przyjeżdżałem, miałem wrażenie, że matce 

dzieje się krzywda. Tutaj, u dziadków, mogłem od­

począć i po prostu cieszyć się życiem. Nie miałem 

wyrzutów sumienia. 

- Dlatego lubisz ich odwiedzać... 

- To pewnie jeden z ważniejszych z powodów 

- odrzekł. Rozległ się dzwonek. Rosa stała u fron­

towych drzwi. Dawid odetchnął z ulgą i postanowił 

zakończyć trudną rozmowę. - Możecie sobie pogawę-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dzić, ale proszę, nie bierz zbyt poważnie tego, co Rosa 

o mnie opowiada. 

- Nie licz na to, Dawidzie. - Shelley wstała i poszła 

przywitać się z kelnerką. - Mamy jeszcze wiele do 

omówienia. Będę na ciebie czekała - dodała na od­

chodnym. 

Będzie czekała. Te słowa niczym dzwon na trwogę 

dudniły w głowie Dawida. Przeczuwał, że dziś wieczo­

rem trudno będzie się oprzeć jej urokowi. Powinien 

mieć się na baczności. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Shelley trzymała się dzielnie podczas rozmowy 

z Dawidem i potem, gdy czytała dzieciom bajeczki. 

Teraz siedziała sama po ciemku, a wspomnienia 

z przeszłości nie dawały jej spokoju. Z restauracji 

dobiegały odgłosy rozmów spóźnionych gości. Nie 

zwracała na nie uwagi. Myślała o Armandzie. 

Któż by przypuszczał, że znowu odbierze jej spokój 

i niemal zrujnuje życie. Gdy zjawiła się z dziećmi na 

pokładzie jachtu, był niezwykle przyjazny. Chętnie 

przekomarzał się z Jill i Chrisem, żartował z Shelley, 

zachwycał się jej urodą. Był czarujący, jak za dawnych 

dobrych czasów. Takim go poznała, takiego Armanda 

poślubiła. Pierwszego dnia wspólnych wakacji za­

stanawiała się, jak wyglądałoby ich życie, gdyby 

zaczęli wszystko od początku. Wkrótce pozbyła się 

złudzeń. Minęło kilka dni i Armand stał się drażliwy. 

Pewnego wieczoru, gdy położyli dzieci do łóżek, 

przyszedł do jej kabiny z butelką wina. Zapalili świece 

i rozmawiali o przeszłości. Wtedy ją pocałował. 

To nie było przyjemne. Armand wydał jej się 

odrażający. Powróciły złe wspomnienia z trudnych lat 

ich małżeństwa. Niełatwo zapomnieć o upokorze­

niach. Shelley próbowała odepchnąć byłego męża i to 

go rozgniewało. Nawet w najgorszych latach nigdy nie 

podniósł na nią ręki. Tym razem ją uderzył, pchnął na 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

kanapę i próbował jeszcze raz pocałować. Oznajmił, że 

chce się z nią kochać. 

Kochać się? Jak mógł to powiedzieć? Przecież byli 

rozwiedzeni, nic do siebie nie czuli, od lat każde z nich 

żyło po swojemu. Odmówiła. Tłumaczyła, że od 

dawna go nie kocha. Teraz, gdy sobie o tym przypo­

mniała, zasłoniła dłonią usta, żeby nie krzyczeć. Tak 

bardzo się bała. Nie mogła wzywać pomocy. Prócz 

nich na jachcie była jedynie załoga, ludzie przez niego 

opłacani. Nie chciała również obudzić dzieci. Byłyby 

przerażone, ujrzawszy rodziców w takiej sytuacji. 

Broniła się w ciszy, zawzięcie drapała i kopała, gdzie 

popadło. W końcu Aramand puścił ją, obrzucił wy­

zwiskami i wybiegł z kabiny. 

Nie tknął jej więcej, ale w jego oczach pojawił się 

wyraz nienawiści. Nadal chciał, aby do niego wróciła. 

Nie kochał jej, więc dlaczego tak mu na tym zależało? 

Rano próbował zjednać Shelley prezentami, ale zda­

wała sobie sprawę, że to jedynie gra pozorów. Została 

jeszcze jeden dzień ze względu na dzieci, lecz Armand 

przestał zwracać na nie uwagę. Drażniły go tak samo 

jak ich matka. Shelley uznała, że dłuższe przebywanie 

w towarzystwie ojca może im tylko zaszkodzić. Po­

stanowiła wyjechać. Przechadzając się po jachcie, 

zauważyła nagle młodziutką przyjaciółkę Armanda. 

Dziewczyna opalała się na pokładzie. Shelley natych­

miast poszła do kabiny byłego męża i powiedziała, że 

wyjeżdża. Parsknął śmiechem, ale dopiero gdy oznaj­

mił, że nie odda jej zamkniętej w sejfie torebki oraz 

dokumentów, zrozumiała, co jej grozi. 

- Nie wyjedziesz - oświadczył Armand, szydząc 

z niej bezlitośnie. -Zrobisz, co każę. Powiedziałem, że 

będziemy razem, i nic tego nie zmieni. Pobierzemy się. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Nie ma się czego bać, kochanie, Los nas znowu 

połączył. Takie jest twoje przeznaczenie. 

Po co to wszystko? Obojgu przecież zależało na 

rozwodzie. Skąd ta nagła obsesja? Dlaczego tak nale­

gał, by się pobrali? 

Powinna jak najszybciej wrócić do domu. Przybyła 

tu bez zastanowienia i przeżyła koszmar. Nadal grozi­

ło jej niebezpieczeństwo. Wyjechałaby natychmiast, 

gdyby nie brak pieniędzy i... Dawid. Przeciągnęła się 

jak kotka. Tak, to niezwykły człowiek. Ma pewne 

wady, ale któż jest ich pozbawiony? Jest uczciwy 

i godny zaufania, chociaż czasami niepotrzebnie złości 

się i zrzędzi. Jego słowa płyną zawsze prosto z serca. 

Czy można się oprzeć takiemu mężczyźnie? Shelley 

westchnęła i zwinęła się w kłębek na kanapie. Musi 

porozmawiać z Dawidem. Przymknęła oczy. Postano­

wiła zdrzemnąć się, czekając na niego. 

W godzinę po zamknięciu restauracji Dawid pogasił 

światła i poszedł na górę. Przedtem długo krzątał się po 

kuchni i jadalni. Nie miał tu już nic do roboty i nie 

mógł dłużej zwlekać. W mieszkaniu panowała cisza. 

Shelley na pewno zasnęła. Gdyby czuwała, zeszłaby do 

niego. Miał nadzieję, że niebezpieczeństwo minęło. 

Wspiął się cichutko po schodach. Gdy stanął na 

podeście, ujrzał Shelley zwiniętą w kłębek na kanapie. 

Miała na sobie jego koszulę. Patrzył na nią, a serce 

waliło mu jak młotem. Była delikatna, krucha i nie­

rzeczywista, niczym postać ze starej fotografii albo 

bezcenne dzieło sztuki. Chciał wziąć dziewczynę na 

ręce i zanieść do łóżka, ale bał się, że ją przestraszy. 

Potrząsnął nią delikatnie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Shelley, wstań. 

Poruszyła się. Rozpięta koszula zsunęła się z ramie­

nia, odsłaniając jędrną pierś. Dawid nie mógł złapać 

tchu. Uroda dziewczyny odebrała mu rozum. 

Shelley wiedziała, że Dawid jej pragnie. Była pięk­

ną, wzbudzającą pożądanie kobietą, toteż wcale się 

temu nie dziwiła. Cieszyło ją, że i ona go pragnie. 

Rzadko doznawała tego uczucia. Szczerze mówiąc, od 

czasu gdy pokochała Armanda, żaden mężczyzna nie 

wzbudził w niej podobnej namiętności. Shelley była 

teraz starsza i bardziej dojrzała; potrafiła ocenić siłę 

charakteru i zalety mężczyzny. Dawid był pod każdym 

względem wyjątkowy. Pragnęła go. Przez całe życie 

dostawała to, czego chciała. Brittmanowie potrafili 

zawsze postawić na swoim. 

Objęła Dawida, poddając się obezwładniającej roz­

koszy. Przesunęła się, robiąc mu miejsce na kanapie, 

a kiedy położył się obok niej, dotknęła udem jego 

bioder i zaczęła całować szorstkie policzki. Ich wargi 

odnalazły się wreszcie. Sheljey była zachłanna i niena­

sycona. Pragnęła dotknąć jego rozgrzanej skóry, od­

dychać zapachem muskularnego ciała. Dawid rozpinał 

niezdarnie koszulę. Pomagała mu, nie przerywając 

pocałunków, tuliła się do niego i ponaglała nieustannie 

pieszczotami, czując, jak narasta w nim podniecenie. 

Roześmiała się, gdy jęknął i zaczął drżeć. Miała nad 

nim ogromną władzę. Niespodziewanie zamarł w bez­

ruchu. 

- A dzieci? - mruknął. 

- Już śpią. Na pewno ich nie obudzimy. 

Ręce Dawida znów błądziły po jej ciele. Doznawał 

uczucia całkowitej satysfakcji. Święcił dziś swój 

tryumf, niczym myśliwy powracający z udanego polo-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wania. Teraz Shelley należała do niego. Miał prawo 

obejmować ją i... kochać. Na krótką chwilę niebo się 

przed nim otworzyło. 

Shelley coś do niego szeptała. Prosiła, by uważał. 

Nie wiedzieć czemu, nagle odzyskał zdrowy rozsądek. 

Oczywiście, powinien uważać. Omal jej nie skrzywdził, 

idąc za głosem pożądania. Powinien był pomyśleć 

także o sobie. Nie może pozwolić, by złamała mu serce. 

Przymknął oczy, zaklął i odsunął się zdecydowanym 

ruchem. 

- Co się stało? - Usiadła na kanapie, a przyćmione 

światło padło na jej biust, wydobywając go z mroku. 

- Zapnij się, Shelley - rzekł głucho, odwracając 

głowę. - Czas spać. Porozmawiamy jutro. 

- Czy zrobiłam coś złego? - zapytała cicho, otula­

jąc się koszulą. 

- Nie - odparł natychmiast i spojrzał jej w oczy. 

Chciał ją objąć, przekonać, że to wyłącznie jego wina, 

ale nie miał odwagi. Panował nad sobą z wielkim 

trudem. 

- Dawidzie... - Chwyciła jego rękę i przytuliła do 

swego policzka. - Dlaczego? 

- Jesteś przecież... siostrą Reeda - wymamrotał. 

Nie potrafił wyznać prawdy. Spojrzała na niego z nie­

dowierzaniem. 

- Nie mówisz poważnie. To nie ma żadnego zna­

czenia. 

- Wiem. — Niechętnie wysunął rękę z jej dłoni. 

- W tym cały problem. 

Odwrócił się i zniknął w łazience. Postanowił wziąć 

zimny prysznic. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Poranek nie poprawił nastroju żadnemu z nich. 

Deszcz dudnił po dachu. Trudno było oddychać 

ciężkim, wilgotnym powietrzem. 

- Muszę się stąd wydostać - szepnęła Shelley, 

rozglądając się po pokoju. Nie potrafiła pogodzić się 

z tym, że Dawid odtrącił ją wczorajszej nocy. Każda 

kobieta czułaby się upokorzona, lecz dla Shelley ten 

incydent był szczególnym wstrząsem. Nie przywykła 

do takiego traktowania. Była rozżalona, a zarazem nie 

potrafiła zrozumieć motywacji Dawida. Wiedziała, że 

mu się podoba, że budzi w nim pożądanie. Miał to 

wypisane na twarzy. Po raz pierwszy od wielu lat 

chętnym okiem patrzyła na mężczyznę. Od czasu 

rozstania z Armandem pocałunki nie dawały jej żadnej 

radości, z nikim się nie kochała. Była zimna jak lód. 

Gdyby spotkała właściwego mężczyznę, może po­

trafiłaby się zmienić, ale dotychczas nie poznała niko­

go takiego. Postanowiła całkowicie poświęcić się dzie­

ciom. Musiała kochać je za dwoje, skoro wychowywa­

ły się bez ojca. 

Zerknęła na dwie potargane czuprynki. Gdyby 

mogła zacząć wszystko od nowa, nie wahałaby się 

przed niczym, byle mieć tę parę urwisów. Żyła tylko 

dla nich. 

Ubrała się w spodnie i gruby sweter. Zeszła na dół. 

Z żalem myślała o tym, że nie udało jej się oczarować 

Dawida. Wyraźnie dał jej do zrozumienia, że pragnie 

zdusić w zarodku rodzące się między nimi uczucie. 

Miał prawo, skoro było mu z tym dobrze. 

Dawid czuł się podle. Zwymyślał dwóch dostawców 

i niewiele brakowało, by poczęstował kopniakiem 

piwnicznego kota, który próbował wślizgnąć się za 

nim do restauracji. W końcu usiadł przy stole, gapiąc 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

się bezmyślnie na kubek z kawą. Najchętniej rzuciłby 

się do morza z urwistej skały. Wyszedł na idiotę. 

Kobieta piękna i godna pożądania otworzyła mu 

ramiona, a on ją odtrącił. Dlaczego? 

Zgoda, ma mnóstwo pieniędzy, należy do wyższych 

sfer, kończyła drogie renomowane szkoły, obracała się 

w najlepszym towarzystwie, krótko mówiąc, nie pasu­

ją do siebie. Ale czy to naprawdę znaczy, że nie mogą 

być razem? Przecież oboje są Amerykanami. Tutaj 

przynależność klasową określa nie urodzenie, lecz 

sukces zdobyty własną pracą. Dawid radził sobie 

całkiem nieźle i miał powody do dumy. Nie chodził 

wprawdzie do ekskluzywnej szkoły, ale uniwersytet 

stanowy skończył z wyróżnieniem. Dorobił się własnej 

firmy, zatrudniał wielu pracowników i nie miał kłopo­

tów z zamówieniami. Czy to się nie liczy? Chwycił 

szklankę i cisnął nią o ścianę. Chciał widzieć, jak 

rozpada się na kawałki. Do cholery, przecież tak wiele 

osiągnął. Nie można tego lekceważyć. A jednak nie 

potrafił zapomnieć o nieudanym małżeństwie rodzi­

ców, o matce szlochającej w słuchawkę ani o ojcu. 

który o piątej rano przygotowywał kanapki i w po­

śpiechu wychodził do pracy. Wywodzą się z różnych 

światów. Nic z tego nie będzie. 

Czy jednak koniecznie od razu musi się żenić? 

Wystarczy, że zostaną kochankami. Po co im trwały 

związek? Trzeba cieszyć się chwilą, póki to możliwe. 

Nagle zrozumiał, co go dręczy. Bał się. Drżał ze 

strachu. Wreszcie do niego dotarło, że jeśli zbliży się do 

Shelley, już nigdy nie potrafi się od niej uwolnić. 

- Tchórz - rzekł na głos. Miał ochotę rzucić tym 

razem kubkiem o ścianę. - Nędzny tchórz - powtórzył 

głośniej. Nagle spostrzegł Shelley i zrozumiał, że 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

słyszała jego słowa. Wstał, podszedł do zlewu i umył 

kubek. Byle się tylko nie zarumienić. 

- Dzień dobry - odezwała się spokojnym głosem. 

Postanowiła nie zwracać się do niego po imieniu. 

- Mogę nalać sobie kawy? - Gdy Dawid odwrócił 

głowę, zauważyła, że ma podkrążone oczy. Na pewno 

niewiele spał tej nocy. 

- Naturalnie - przytaknął skwapliwie. 

- Zrobię też parę grzanek. Muszę przygotować 

dzieciom śniadanie. 

- Jasne. Czuj się jak u siebie w domu. 

Był wyjątkowo uprzejmy. Szkoda, że nie zachowuje 

się opryskliwie, pomyślała Shelley. Mogłaby mu wtedy 

zrobić awanturę. Zerkała na niego, przygotowując 

grzanki. Rozbijał jajka o brzeg miski z taką pasją, 

jakby to były głowy jego wrogów. 

- Nie chciałabym się znowu naprzykrzać, ale nie 

mam innego wyjścia - rzekła chłodno. - Czy mógłbyś 

przez godzinę, może nieco dłużej, popilnować dzieci? 

- Wybierasz się znowu do banku? 

- Nie. Zamierzam wrócić na jacht i odzyskać 

torebkę, bilety oraz dokumenty. 

- Co? - Jajko wypadło mu z rąk i rozlało się na 

podłodze. - Czyś ty oszalała? Nie możesz tego zrobić. 

- A co mi pozostaje? Nie mogę u ciebie mieszkać 

- odparła, podnosząc dumnie głowę. - Dałeś mi do 

zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana. Zawa­

dzam ci. - Zdecydowanym ruchem odgarnęła włosy. 

Doskonale. Chciała go zwymyślać i zdaje się, że będzie 

miała okazję. - Nie przywykłam, żeby mnie trak­

towano jak zawalidrogę. Nie zamierzam tego znosić. 

Wychodzę. 

- O nie. Nigdzie nie pójdziesz - odparł zdecydowa-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

nie. Nie słyszała złości w jego głosie. Podszedł i ujął ją 

za ramię. Odsunęła się. 

- Nie będziesz mi dyktował, co mam robić. Powo­

dzenie u kobiet przewróciło ci w głowie - oświadczyła. 

W oczach Dawida pojawił się groźny błysk. 

- Przynajmniej nie grzeję się w blasku cudzej 

chwały. 

- Wychodzę! - krzyknęła Shelley, wbiegając na 

schody. Była urażona i wściekła. Zawiódł jej zaufanie. 

Nie powinien wykorzystywać przeciwko niej tego, co 

mu wyznała. 

Dwa długie kroki wystarczyły, by ją dogonił i chwy­

cił za ramiona zmuszając, by się odwróciła. 

. - Masz rację, Shelley. Nie potrafię cię powstrzymać 

od zrobienia głupstwa, chociaż mógłbym zamknąć 

pokój na klucz. 

- Nie odważysz się - wysapała ze złością. 

- Przeciwnie - rzucił lekceważąco - tyle że nigdy 

bym sobie tego nie wybaczył. -Zawahał się i popatrzył 

w jasne oczy dziewczyny. - Mamy tylko jedno wyjście 

z tej matni, Shelley. 

- Ciekawe, jakie? - zapytała przekornie. 

- Jeśli naprawdę zamierzasz wrócić na jacht, pójdę 

z tobą. 

- Nie - odparła bez namysłu i odruchowo dotknęła 

ręką jego torsu. - Och, Dawidzie, to niemożliwe. Bóg 

jeden wie, co się wydarzy. A jeśli zostaniesz ranny? 

- A jeśli tobie stanie się jakaś krzywda? Nie mogę 

pozwolić, żebyś poszła tam sama - rzekł z wes­

tchnieniem. 

- Zrozum, Dawidzie, Armand nic mi nie zrobi. 

Przecież chce się ze mną ożenić. Ale tobie groziłoby 

poważne niebezpieczeństwo. Na jachcie aż roi się od 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ciemnych typów. Wyglądają na płatnych morderców. 

- Dawid ujrzał w jej oczach prawdziwy strach. 

- I uważasz, że wiedząc o tym, pozwolę ci samej 

wrócić na jacht? 

- Nie mogę siedzieć tu i wiecznie się ukrywać. 

W końcu Armand wpadnie na mój trop. - Shelley 

czuła, że za chwilę się rozpłacze. Usiłowała powstrzy­

mać łzy. 

- A jeśli cię złapie? Co się stanie z dziećmi? -Dawid 

pogładził jej włosy. Mgła przesłoniła mu oczy. 

- Odwieziesz je natychmiast do San Diego. 

- Miałbym zostawić cię tu samą? - Dotknął ręką jej 

policzka. - Nie, Shelley. Wykluczone. 

- Nasza obecna sytuacja nie wygląda zbyt różowo 

- argumentowała, próbując odzyskać przytomność 

umysłu. 

- Ale przynajmniej jesteście bezpieczni. 

- Na jak długo? - Patrzyła na niego z obawą. 

- Wiem, że chcesz się mnie pozbyć. Spójrz prawdzie 

w oczy, Dawidzie. Sprawiam ci kłopot. 

Jęknął bezradnie i przyciągnął ją do siebie. 

- Przyznaję, twoja obecność przysparza mi kłopo­

tów, ale to wcale nie znaczy, że marzę o twoim 

wyjeździe. 

Shelley wtuliła się w jego ramiona. Całowali się, 

zapominając o rozterkach i złości. Z góry dobiegł 

głośny tupot. Dzieci się obudziły i w każdej chwili 

mogły zbiec na dół. Odsunęli się od siebie. Shelley 

z trudem chwytała powietrze. Spojrzała pytająco na 

Dawida. Pocałował ją raz jeszcze. 

- Shelley, nie zostawiaj mnie - poprosił cicho 

łagodnym głosem. - Jeszcze nie teraz. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Po deszczu przejaśniło się i wszystko połyskiwało 

w blasku słońca. Shelley nasłuchiwała głosów dobiega­

jących z restauracji. Przez całe przedpołudnie siedziała 

z dziećmi w mieszkaniu Dawida. Najchętniej zeszłaby 

na dół, żeby mu pomóc, ale obawiała się, że ktoś może 

ją rozpoznać i powiadomić Armanda. Czytała dzie­

ciom bajeczki i wymyślała zabawy. W końcu wszyscy 

troje mieli tego serdecznie dosyć. Shelley była roztarg­

niona i nie mogła skupić myśli. 

Armand z pewnością kontynuował poszukiwania. 

W końcu ich odnajdzie, to było nieuniknione. Kilka 

osób widziało ją i dzieci w kawiarni, przechodnie mogli 

ich dostrzec przez wielkie frontowe okna. Początkowo 

wszyscy troje zachowywali się bardzo nieostrożnie. 

Dręczyły ją ponure wizje. Najbardziej przerażająca 

była ta, w której Armand i jego ludzie wpadali do 

jadłodajni, a Dawid usiłował zastąpić im drogę. Za­

strzeliliby go bez wahania, nie miała co do tego 

wątpliwości. Potem zabraliby ją i dzieci na jacht 

i odpłynęli w nieznanym kierunku. Na samą myśl 

o tym czuła chłód w sercu. Nie, nie można do tego 

dopuścić. 

Wzięła prysznic i już miała wyjść z łazienki, gdy 

usłyszała kroki Dawida na schodach. Zaczęła się 

popołudniowa przerwa. Jill i Chris mogli teraz bawić 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

się na dole. Uradowane maluchy zbiegły po schodach. 

Usłyszała ciche pukanie. 

- Shelley, jesteś w łazience? Muszę z tobą poroz­

mawiać. 

- Chwileczkę, zaraz wyjdę. - Owinęła się miękkim 

turkusowym ręcznikiem i otworzyła drzwi. Dawid był 

zaskoczony. Patrzył na jej włosy związane na czubku 

głowy, na ledwie osłonięte ramiona i nogi. 

- O rany, Shelley -jęknął rozpaczliwie. -Dlaczego 

znów mnie to spotyka? 

- Nie rozumiem, o co ci chodzi - odparła, rzucając 

mu niewinne spojrzenie. - Jak to: znów? Pierwszy raz 

pokazałam ci się w ręczniku. 

- Dobrze wiesz, co mam na myśli - rzekł, daremnie 

próbując odwrócić wzrok. - Shelley... -jęknął głucho, 

jakby pogrążał się w otchłani. 

- Z drobnostki robisz wielki problem - ciągnęła 

bezlitośnie. Uniosła wyżej głowę i przemawiała urażo­

nym głosem, chociaż w jej oczach migały wesołe 

iskierki. - Pamiętasz, kiedy się u ciebie zjawiłam, 

powitałeś mnie w szlafroku. Zachowałam się wtedy jak 

na dorosłą osobę przystało. Ty tego nie potrafisz? 

- Czyżby? Twierdzisz, że nie zrobiłem na tobie 

żadnego wrażenia? - droczył się z nią Dawid. Po­

stanowił odpłacić pięknym za nadobne. Odsunął deli­

katnie kosmyk włosów przylepiony do jej policzka. 

- Przecież widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Przyznaj, 

moja droga, że tamten widok odebrał ci spokój. 

Nie wiedziała, czy ma się roześmiać, czy obrazić. 

- Przecież to nie ja się zarumieniłam - wybrnęła 

zręcznie. 

- To dlatego, że jesteś bezwstydnicą- rzekł prowo­

kacyjnie. Prychnęła ze złości. Dawid wsunął palce za 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

obrębek ręcznika. - Lepiej się poddaj, bo ci go zabiorę. 

-Podszedł bliżej. Czuła ciepły oddech rozwiewający jej 

włosy. Przytuliła się do muskularnego torsu. 

- Proszę bardzo - szepnęła. - Ciekawe, kto pierw­

szy się zaczerwieni. 

Usta Dawida zbliżały się do jej warg. Podniosła 

głowę, żeby poczuć znowu ich smak... 

- Mamusiu! - krzyknęła z dołu Jill. - Chris stoi 

w oknie i robi miny do przechodniów. 

Shelley parsknęła śmiechem i potrząsnęła głową. 

Dawid popatrzył na nią z nie ukrywanym żalem. 

- Zejdę na dół i przywołam go do porządku. 

Chciałem ci tylko powiedzieć, że dzwoniłem do kilku 

dobrze poinformowanych osób i dowiedziałem się 

ciekawych rzeczy o twoim eks-małżonku. 

- Opowiadaj - rzekła stłumionym głosem. 

- Finansowe imperium Armanda chyli się ku upad­

kowi. Grecki rząd skonfiskował jego statki i firmy 

transportowe. Ten człowiek ma poważne kłopoty. 

Moim zdaniem, chciał się związać ponownie z twoją 

rodziną, by poprawić swoje notowania wśród finans-

jery i ukryć fakt, że jest niewypłacalny. 

- Tego się właśnie spodziewałam. Wcale mu na 

mnie nie zależało - odrzekła z gorzkim uśmiechem. 

- Uważam, że głupiec z niego - oznajmił głucho 

i pogłaskał ją ukradkiem po ramieniu. - To nie 

wszystko. Wplątał się w jakieś ciemne interesy, za 

które jest poszukiwany w Stanach. Grozi mu więzienie. 

- To dlatego poprosił, żebyśmy się spotkali w Mek­

syku. A ja, głupia, uważałam go za romantyka - doda­

ła z ironicznym uśmiechem. 

Na czole Dawida pojawiła się pionowa zmarszczka, 

ale nie podjął tego tematu. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- To już wszystkie rewelacje. Idę na dół sprawdzić,; 

co wyrabia twój mały urwis - oznajmił i ruszył w stronę 

schodów. Nagle przystanął i odwrócił głowę. -Dobrze' 

się czujesz? - zapytał. 

- Oczywiście - przytaknęła i uśmiechnęła się szero­

ko. - Nie zmartwiło mnie to, o czym mówiłeś. Od J 

dawna wiem, że Armand mnie nie kocha. Ja też nic do 

niego nie czuję. 

- To dobrze. - Dawid skinął głową i zbiegł po 

schodach, przeskakując po trzy stopnie. 

Shelley zastanawiała się, dlaczego ten niezwykły 

mężczyzna unika bliższego kontaktu i boi się ulec 

namiętności. Co go powstrzymuje? Może jest w jego 

życiu kobieta, wobec której ma jakieś zobowiązania? 

Shelley nie potrafiła na razie rozwikłać tego problemu, 

ale miała nadzieję, że prędzej czy później pozna 

prawdę. 

Ubrała się i zeszła do restauracji. Dawid nauczył ją 

gotować dwie nowe potrawy: tacos i burritos. Uważała 

się za zdolną kucharkę. Z dumą pomyślała, że potrafi 

już przygotować smaczny i zdrowy posiłek. Szkoda, że 

dotąd się tym nie zajmowała. Gotowanie sprawiało jej 

prawdziwą radość. 

Dzieci poczuły się senne i poczłapały na górę. 

Dawid musiał iść do portu po świeże ryby. Shelley 

kroiła pomidory, nucąc jakąś melodyjkę. Usłyszała, że 

ktoś otwiera kuchenne drzwi, i szybko się odwróciła. 

Do restauracji weszła młoda dziewczyna. Shelley zno­

wu poczuła strach. W pierwszej chwili chciała umknąć 

na górę, ale było już za późno. 

- Cześć. Kim jesteś? -* zapytała nieznajoma, mie­

rząc ją badawczym spojrzeniem. Shelley zauważyła 

natychmiast bujne rude włosy i idealną figurę, którą 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

podkreślała krótka obcisła sukienka w złocistym kolo­

rze. Dziewczyna była całkiem ładna. 

- My się chyba nie znamy, prawda? W czym mogę 

pani pomóc? - odparła uprzejmie Shelley. 

Dziewczyna przyglądała się jej przez chwilę, potem 

wzruszyła ramionami i odęła kapryśnie wargi. 

- Jestem Mia - rzuciła niechętnie. - Gdzie Dawid? 

Shelley domyśliła się, że to jedna z jego wielbicielek. 

Na szczęście, bo już się obawiała, że jej odwiedziny to 

nowy podstęp Armanda. 

- Dawid wyszedł. Mam mu coś przekazać? - zapy­

tała, trochę uspokojona. 

- Co tu robisz? - dopytywała się Mia. - Pracujesz 

jako kelnerka? 

- Nie, jestem znajomą Dawida - wyjaśniła Shelley, 

kryjąc złośliwy uśmieszek. No proszę, ta pannica jest 

zazdrosna; boi się, że inna zajmie jej miejsce. 

- Ach, rozumiem. - Mia przyglądała się uważnie 

swym długim paznokciom, jakby nie miała pewności, 

czy wybrała.właściwy kolor. -Przez chwilę myślałam, 

że ty i Dawid... -Wzruszyła ramionami. -Ale gdy ci się 

przyjrzałam, doszłam do wniosku, że to niemożliwe 

- oświadczyła złośliwie. - On lubi kobiety ogniste 

i namiętne. Jesteś dla niego zbyt mdła. 

Shelley oniemiała na chwilę. Okazało się, że Mia 

uważa ją za rywalkę. Obie zabiegały o względy Dawi­

da, a ta ruda pannica miała się za jego wybrankę. 

W końcu dziewczyna odzyskała głos i rzekła ze 

złośliwym uśmieszkiem: 

- Czyżbyście wy... Rozumiesz...? 

- Jasne. - Mia z zapałem żuła gumę. - Pasujemy do 

siebie. Wiem, jak go zadowolić. 

Shelley spojrzała na nią z niedowierzaniem. Słuchała 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

jej słów z przykrością, ale prędzej by umarła, niż okazała 

Mii, że cierpi. Dziewczyna patrzyła na nią nieżyczliwie. 

- Czy masz tatuaż? - zapytała niespodziewanie. 

- Nie. - Shelley zamrugała powiekami, całkiem zbita 

z tropu tym pytaniem. - Dlaczego chcesz to wiedzieć? 

- Kazałam sobie zrobić tatuaże w dwóch miejs­

cach, tu i tu - oznajmiła, wskazując rzadko odsłaniane 

partie ciała. - Malutkie tygryski. 

- To ciekawe. Bolało? - Miała nadzieję, że ruda 

pannica porządnie się nacierpiała. Mia rzuciła jej 

pogardliwe spojrzenie. 

- Warto było znieść ból. Dawid lubi moje tatuaże. 

Bardzo go podniecają. Powiedz, żeby do mnie za­

dzwonił, i przekaż, że dziś w nocy bardzo za nim 

tęskniłam. - Odgarnęła włosy i ruszyła do wyjścia. 

Shelley odprowadziła ją wzrokiem. Nigdy nie spot­

kała kobiety, która równie zawzięcie broniłaby swoich 

praw. Okazało się, że trzeba będzie rywalizować z Mią 

o względy Dawida. Doskonale, Shelley zawsze miała 

w sobie ducha walki. Gotowa była podjąć wyzwanie. 

Pogrzebała w torbie z ciuchami. Znalazła jaskrawą 

szminkę i kolczyki w kształcie ogromnych pierścieni. 

Z szuflady wyciągnęła cieniutki flamaster. Postanowi­

ła, że zrobi sobie pseudotatuaż. Na wewnętrznej 

stronie ramienia. Miała spore zdolności plastyczne 

i szybko wymalowała na skórze ślicznego kotka. 

Kończyła właśnie obrysowywac pępek kunsztownym 

wzorem, gdy do kuchni wszedł Dawid. Podniosła się, 

kilkoma zręcznymi ruchami nastroszyła czuprynę 

i złożyła do pocałunku jaskrawo umalowane usta. 

- Cześć, skarbie - wyszczebiotała, dzwoniąc kol­

czykami. -Tęskniłam za tobą, podrywaczu - dodała, 

zakręciła biodrami i posłała mu całusa. Dawid patrzył 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

na nią w osłupieniu. Miała wrażenie, że za chwilę 

ucieknie z kuchni. 

- Co to za komedia? - zapytał podejrzliwie. 

- Komedia? - Shelley roześmiała się gardłowo. 

- Nie, skarbie. Stoi przed tobą bardzo, bardzo zmys­

łowa kobieta. - Wspięła się na palce i uszczypnęła go 

w policzek. -Miałeś gościa. Mia wpadła tu na chwilkę. 

Dowiedziałam się od niej, co cię najbardziej podnieca. 

- Dawid jęknął rozpaczliwie. - Niestety, jej zdaniem, 

nie mam szans. Podobno jestem dla ciebie zbyt mdła. 

Może powinnam ufarbować włosy na rudo, jak są­

dzisz? 

- Wariatka. - Dawid oplótł jej talię ramionami 

i roześmiał się cicho. - Uważam, że jesteś cudowna. 

- Byłam pewna, że tatuaż pomoże - oznajmiła 

figlarnie. 

- Jaki tatuaż? - zapytał zdziwiony. Uniosła ramię 

i pokazała mu kotka. Poruszyła mięśniami, by wyda­

wało się, że zwierzątko przebiera łapkami. 

- Widzisz, jaki śliczny. I co, już się we mnie 

zakochałeś? 

- Shelley... 

- Chwileczkę, musisz zobaczyć drugi... 

Dawid objął ją mocno, nim zdążyła pokazać mu 

efektownie ozdobiony pępek. 

- Shelley, nie potrzebujesz żadnych tatuaży. Podo­

basz mi się taka, jaka jesteś: delikatna, zgrabna, 

jasnowłosa. Pachniesz jak morski wiatr, a wyglądasz 

niczym uosobienie wiosny. 

- W takim razie, dlaczego wolisz kochać się z Mią 

niż ze mną? - zapytała nieśmiało. Znowu była poważ­

na i spoglądała na niego smutnymi oczyma. Długo 

wpatrywał się w nią bez słowa. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Shelley, nigdy z nią nie spałem. 

- Chcesz powiedzieć, że kłamała? 

- Komu uwierzysz, Mii czy mnie? 

Nie musiała się dłużej zastanawiać. Poczuła usta 

Dawida na swoich wargach. Ogarnęło ją rozkoszne 

ciepło. Warto było czekać, aż Dawid wyjawi swoje 

prawdziwe uczucia. 

Przerwa dobiegła końca. Dzieci ukryły się w miesz­

kaniu. Rosa i Dawid witali popołudniowych gości. 

Shelley wspominała niedawne spotkanie z Mią. Nagle 

zrozumiała, że zazdrość tak bardzo ją zaślepiła, iż nie 

dostrzegła niebezpieczeństwa. Mia też była zazdrosna. 

Jeśli zobaczy fotografię Shelley, bez skrupułów sko­

rzysta z okazji, by pozbyć się rywalki, i przyprowadzi 

tu szpiegów Armanda. Przez głupotę naraziła siebie 

i dzieci na wielkie niebezpieczeństwo. Powinna była 

zostać w mieszkaniu. 

Nie, nie była w stanie znosić tego dłużej. Nie potrafiła 

siedzieć tu bez końca czekając, aż ludzie Armanda 

wpadną na jej trop. Czas wziąć byka za rogi i zmierzyć się 

z niebezpieczeństwem. Niema innego sposobu. Zerknęła 

na pogrążone we śnie dzieci i cicho wymknęła się na 

schody. Skinęła na krzątającą się po lokalu Rosę. Przez 

chwilę naradzały się po cichu. Shelley poczuła ulgę. Czas 

skończyć tę okrutną zabawę w kotka i myszkę. 

Dużo później Dawid zauważył, że co pewien czas 

Rosa znika na kilka minut. Znalazł wolną chwilę 

i poszedł za nią. Wchodziła po schodach do jego 

mieszkania. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Po co tam idziesz? - zapytał przytłumionym 

głosem. 

Rosa drgnęła, złapała się za serce i zeszła na dół. 

- Jak mogłeś mnie tak przestraszyć? - gderała. 

- Gdybym spadła ze schodów, pogruchotałabym kości 

nam obojgu. Powinieneś bardziej uważać. 

- Po co idziesz na górę? 

- Chciałam popatrzeć na te urocze maleństwa. 

Wyglądają słodko, gdy śpią. Nie miałam nic do 

roboty, więc pomyślałam, że do nich zajrzę... - traj-

kotała, wyraźnie zakłopotana. Nagle Dawid zrozu­

miał, co się stało. 

- Dokąd poszła Shelley? - przerwał kobiecie, chwy­

tając ją za ramię. Udawała, że nie rozumie, o co mu 

chodzi. 

- Czy powiedziałam... 

- Roso, nie próbuj mnie zwodzić. Wyszła, a ty 

pilnujesz dzieci, prawda? 

- Powiedziała, że niedługo wróci... - Rosa z wes­

tchnieniem załamała ręce. 

- Dokąd poszła? 

- Przysięgam, że nie wiem. Twierdziła, że musi 

wyjść, ponieważ ma coś do załatwienia. Nie chciała, 

żebyś o tym wiedział, bo za bardzo się zmartwisz. 

- Idiotka, kompletna idiotka. - Dawid zaklął i ude­

rzył pięścią w ścianę. - Zamykamy - oznajmił po chwili. 

-Musisz zostaćz dziećmi. Nie spuszczaj ich z oka, jasne? 

- Co się stało, Dawidzie?-Rosa spojrzała na niego 

z obawą. 

- Nic - odparł, próbując się uspokoić. Nie chciał 

straszyć Rosy. Wystarczyło, że sam był śmiertelnie 

przerażony. - Drobne kłopoty. Dam sobie radę, a ty 

zrób, o co proszę. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Skinęła głową, ale nie wyglądała na przekonaną. 

Wrócił do restauracji. Przy stolikach siedziało jeszcze 

kilku gości, kończących posiłek. Dawid powiedział, że 

z powodu kłopotów rodzinnych musi zamknąć lokal. 

Zapakował resztki jedzenia do papierowych torebek 

i najszybciej jak mógł wyprosił za drzwi zdziwionych 

klientów. Zdarł z siebie fartuch i sięgnął po kluczyki do 

samochodu. Zniknęły. Shelley pojechała autem. To 

dobrze. Dzięki temu łatwiej będzie ją odnaleźć. Wy­

biegł na ulicę, nie tracąc ani chwili. Pędził na przystań, 

co sił w nogach. 

Pamiętał, gdzie przycumowany był jacht Armanda. 

Natychmiast rzucał się w oczy. „Księżniczka", naj­

większy jacht, jaki Dawid kiedykolwiek widział, praw­

dziwy olbrzym; ponad trzydzieści metrów długości. 

Zastanawiał się, He osób mogło na nim pływać. Dawid 

był w porcie dwukrotnie w ciągu ostatnich kilku dni. 

Dyskretnie obserwował, co się działo na łodzi. Miał 

nadzieję, że rozpozna Armanda, ale nie udało mu się 

podejść dostatecznie blisko. Po nabrzeżu kręcili się 

ciągle jacyś ludzie o podejrzanym wyglądzie. 

Wkrótce znalazł się w porcie. Wieczór był ciemny. 

Światła jachtu odbijały się w wodzie czarnej jak 

atrament. 

Na jej powierzchni połyskiwały świetlne refleksy. 

Dawid spostrzegł swój samochód zaparkowany na 

poboczu. Shelley z pewnością była w pobliżu. Podszedł 

do auta, mając nadzieję, że znajdzie tam dziewczynę. 

Niestety, rozczarował się. Strach dławił go za gardło. 

Ruszył w stronę jachtu. Stał przez chwilę w cieniu, 

mając nadzieję, że dostrzeże jakiś ślad obecności 

Shelley, ale niczego nie zauważył. Nabrzeże było puste. 

Zacisnął zęby i wszedł po trapie na pokład. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Zmyliłeś drogę, przyjacielu - oznajmił strażnik 

gardłowym głosem, przykładając pistolet do głowy 

Dawida. - Wdarłeś się na teren prywatny. 

- Miły z ciebie facet. Dzięki, żerni o tym powiedzia­

łeś - rzekł Dawid, odpychając dłonią lufę pistoletu. 

- Wszystkich tak witasz na pokładzie? 

Strażnik odsunął się nieco, ale nie schował broni. 

- Jak się nazywasz i dlaczego się tu kręcisz? - zapy­

tał chłodno. Blisko osadzone oczy połyskiwały czer­

wonym blaskiem w świetle latarni. 

- Zaprowadź mnie do Armanda Alexiakisa-zażą­

dał Dawid. - Mam do niego sprawę. 

- Trochę się spóźniłeś, przyjacielu. Pan Alexiakis 

udał się już na spoczynek. 

- Naprawdę? - Dawid obrzucił pokład spojrze­

niem. Gdzieś tutaj musiała być, Shelley. Ale gdzie, do 

diabła? A jeśli została uwięziona? 

- Lepiej to sprawdź, może jeszcze nie zasnął -prze­

konywał strażnika. Miał nadzieję, że przy okazji dowie 

się czegoś o losie Shelley. 

- Dlaczego miałbym się fatygować? - burknął 

strażnik. - Nawet nie wiem, kim jesteś. 

Dawid rozglądał się dyskretnie po jachcie. Chyba 

dostrzegł przemykającą w ciemności postać. A może to 

był tylko cień? Odwrócił wzrok, żeby podejrzany typ 

nie spojrzał w tę stronę. 

- Nazywam się Jesse Larimer -rzucił od nie­

chcenia. - Podobno twój szef kogoś szuka. - Dawid 

pomyślał, że w ten sposób dowie się przynajmniej, czy 

poszukiwania nadal trwają i czy Armand nadal po­

trzebuje informatorów. 

- Co wiesz na ten temat? Gadaj, stary. Może nas to 

zaciekawi. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Chwileczkę, sięgnę tylko do kieszeni. 

- Po co? - zapytał podejrzliwie strażnik. 

- Pokażę ci wizytówkę. 

- Dobrze, ale pamiętaj, żadnych gwałownych ru­

chów - ostrzegł mężczyzna, patrząc na niego nieufnie. 

Dawid wyciągnął wizytówkę, którą zostawił mu wy­

słannik Armanda. 

- Jakiś facet był u mnie kilka dni temu. Twier­

dził, że kogoś szukacie, i powiedział, żeby się 

zgłaszać z informacjami do pana Alexiakisa. 

- Wzruszył ramionami. - Dowiedziałem się czegoś, 

więc przyszedłem. 

- Gadaj. Przekażę wszystko szefowi - warknął 

strażnik, zerkając na wizytówkę. Chyba nabrał w koń­

cu do niego zaufania. 

Dawid potrząsnął głową. 

- Będę rozmawiał tylko z nim - oświadczył. 

Lufa pistoletu dotknęła jego karku. 

- No dalej! Mów, albo jazda stąd. 

- Cavon, co tam się dzieje? - usłyszeli głos, dobie­

gający z ciemności. Strażnik znieruchomiał. Wyraźnie 

bał się przybysza. W kręgu światła pojawił się wysoki 

ciemnowłosy mężczyzna o siwiejących skroniach i bły­

szczących zielonych oczach. * 

- Któż to nas odwiedził o tak późnej porze? Czego 

pan sobie życzy? 

- Mówi, że ma dla pana wiadomość, szefie. Pomyś­

lałem, że... 

- Dlaczego trudzisz się myśleniem, Cavon? Zostaw 

to mnie. Marnie dajesz sobie z tym radę. 

Wystraszony strażnik przycichł. Dawid obserwo­

wał mężczyznę, który unieszczęśliwił Shelley. W in­

nych okolicznościach nie darowałby mu tego i zemści) 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

się za wszystkie doznane przez nią upokorzenia, ale 

sytuacja nie była sprzyjająca. 

Dostrzegł znów ciemną sylwetkę. To była Shelley. 

Zbiegła cicho po spiralnych schodach i ukryła się 

wśród łodzi ratunkowych. Miała na sobie czarne 

spodnie i sweter w tym samym kolorze. Na głowę 

naciągnęła czapkę. Dawid musiał za wszelką cenę 

odwrócić od niej uwagę obu mężczyzn. 

- Słyszałem, że chce pan odnaleźć pewną kobietę 

- oświadczył. 

- Kto tak twierdzi? - Armand patrzył na niego 

obojętnie. Dawid pokazał wizytówkę. Armand wziął 

ją do ręki i uśmiechnął się ironicznie. 

- Myli się pan, drogi przyjacielu. Ta kobieta nic 

mnie już nie obchodzi. - Cisnął wizytówkę do wody. 

Oczy zabłysły mu gniewnie. -Zależy mi na odzyskaniu 

dwójki dzieci, które uprowadziła. 

Shelley z pewnością usłyszała jego słowa. Musiała 

być przerażona. Uspokój się, zaklinał ją w duchu 

Dawid. Zachowaj zimną krew i uciekaj. Później się nad 

tym zastanowisz. 

- Podobno ktoś ich widział w południowej dziel­

nicy. Znam tam kilka osób. Mógłbym popytać, jeśli 

coś za to dostanę - ciągnął Dawid. 

- Ile czasu to panu zajmie? - dopytywał się Ar­

mand. 

- Nie więcej niż dwadzieścia cztery godziny - rzekł 

Dawid, wzruszając ramionami. 

- Za długo. - Armand potrząsnął głową. - Mam 

pomysł. Pójdziemy tam razem. Zaprowadzi mnie pan 

do swoich informatorów. 

- Obawiam się, że ich nie zastaniemy. Poza tym, 

jeśli przyjdę z panem, niczego się nie dowiem. Po-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

staram się wrócić tu jutro jak najwcześniej, ale nic 

więcej nie obiecuję. 

- Szefie, chce pan... - zaczął Cavon, unosząc 

pistolet. 

- Schowaj to, głupku. - Armand powstrzymał go 

ruchem dłoni. - Ten pan i ja mamy ważne sprawy 

do omówienia. Nie strasz naszego gościa. - Zmierzył 

Dawida spojrzeniem zimnym i twardym jak stal. 

- Proszę pamiętać, muszę dostać te dzieciaki. Jeśli 

wskaże mi pan ich kryjówkę, hojnie pana wyna­

grodzę. 

- Co to znaczy hojnie? 

- Dwa tysiące. Wystarczy? 

- Zgoda. - Dawid od razu się domyślił, że coś 

knują, ale robił dobrą minę do złej gry. Cień przemknął 

po trapie. Odetchnął z ulgą. Udało się. Reszta to 

drobnostka. Postanowił zostać na pokładzie jeszcze 

chwilę, żeby dać Shelley trochę czasu. Szczęśliwie dla 

niego, Armand nie zamierzał kończyć rozmowy. 

- Kim pan właściwie jest? - rzekł chłodno. 

-Ja? 

- Owszem. Mówi pan jak Amerykanin. 

- Bo jestem Amerykaninem. 

Armand bez przekonania skinął głową. 

- Rozumiem, dlaczego nie chce pan ujawnić swego 

źródła informacji, ale proszę mi chociaż powiedzieć, 

kim są dla pana tamte osoby, które widziały kobietę 

i dzieciaki. Powinniśmy sobie ufać, prawda? 

- Mój krewny jest przewodnikiem w agencji turys­

tycznej. - Dawid wymyślał na poczekaniu historyjkę. 

- Zauważył ich tam. Resztę opowiem panu jutro. 

- Jak się nazywa pański krewny? Proszę mi podać 

jego adres. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nic panu nie powiem. Wolę sam dostać te 

pieniądze - oznajmił Dawid obrażonym tonem. 

- Teraz wiadomo, po co tu przyszedł. - Cavon 

roześmiał się urągliwie. 

- Posłuchaj, nic mnie nie obchodzi, komu zapłacę. 

Muszę odnaleźć dzieciaki. Rozumiesz?-wycedził jego 

szef, chwytając Dawida za koszulę. 

- Jasne. Jasne. Nie ma obawy. Nie zwiodę pana. 

- Dawid nerwowo pokiwał głową, udając że się 

boi. Miał wielką ochotę spoliczkować tego drania. 

Armand cofnął się i starannie obciągnął zmiętą ko­

szulę niespodziewanego gościa, który dodał skwa­

pliwie: - Wrócę tu jutro. Będzie pan ze mnie za­

dowolony. 

Dawid oddalił się pospiesznie. Wiedział, że będą go 

śledzić. Nie ufali mu. Szedł coraz szybciej. Minął port 

i skręcił w stronę targowiska, gdzie sprzedawano ryby. 

Wszystkie stragany już pozamykano. Na ulicach nie* 

było żywego ducha. Na szczęście Shelley udało się 

uciec. Miał nadzieję, że od razu pojechała do jego 

mieszkania. Nie mógł tam wrócić, ponieważ śledzili go 

ludzie Armanda. Musiał ich jakoś zgubić. 

Nagle ujrzał samochód, pędzący z wielką szybko­

ścią w jego stronę. Uskoczył na bok, przerażony 

i oślepiony reflektorami. To było jego auto. Shelley 

zahamowała i otworzyła drzwi. 

- Wsiadaj! - krzyknęła. Opadł ciężko na przednie 

siedzenie, uderzając się boleśnie w głowę i łydkę. Silnik 

zawył, gdy dziewczyna gwałtownie ruszyła. 

- Mów, jak mam jechać - poleciła. Dawid znał 

w Puerto Vallarta każdy kąt. Długo krążyli po bocz­

nych uliczkach. Wreszcie uznali, że nikt ich nie goni. 

Ruszyli w stronę plaży. Zaparkowali na skraju sąsia-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

dującej z nią dżungli. Siedzieli w aucie, oddychając 

z trudem. Dawid pierwszy odzyskał głos. 

- Co ci przyszło do głowy? Mogli cię schwytać, 

a nawet zabić! - krzyknął, chwytając ją za ramiona. 

- Słyszałeś, co mówił Armand? - rzekła spokojnie. 

Odchyliła głowę na oparcie i przymknęła oczy. -To nie 

mnie chce schwytać, tylko dzieci. - Spojrzała bezradnie 

na Dawida. - Musiałam zaryzykować. Nie mogę się 

wiecznie ukrywać. Niczego nie planowałam. Pomyś­

lałam, że mogłabym pójść do Armanda i zażądać 

zwrotu dokumentów, ale na wszelki wypadek włoży­

łam czarne ubranie, żeby się łatwiej ukryć. Nie miałam 

odwagi stawić mu czoła, wiec zakradłam się na jacht. 

Przerwała i przez chwilę oddychała głęboko. Dawid 

usiadł wygodnie i milczał, patrząc w ciemność. 

- Ukryłam się wśród skrzyń i czekałam na od­

powiedni moment. Pamiętałam, gdzie zamontowano ' 

czujniki systemu alarmowego, więc bez trudu dotar­

łam do kabiny Armanda. Niestety, był tam ze swoją < 

dziewczyną. Zobaczyłam ich przez szybę w drzwiach, j 

- Shelley... - dotknął współczująco jej ramienia. 

Obruszyła się i strząsnęła jego dłoń. 

- Nadal uważasz, że mi na nim zależy? Zrozum, 

nienawidzę go. Niedobrze mi się robi, kiedy o nim 

pomyślę. Byłam wściekła, że Armand i ta dziewczyna mi 

przeszkodzili. Potem zajrzałam do swojej kajuty. Mia­

łam nadzieję, że tam ukrył dokumenty. Niestety, 

zniknęły nawet moje ubrania. Weszłam też do pokoju 

dzieci i... - Głos się jej załamał. - Wszystko było 

przygotowane, jakby miały za chwilę stanąć w drzwiach. 

- Go masz na myśli? - Zdziwiony Dawid zmarsz­

czył brwi. Shelley przyłożyła dłoń do czoła, próbując 

się uspokoić. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Łóżeczka rozścielone, nowiutkie maskotki na 

poduszkach, mnóstwo nowych ubrań w szafie. 

- Chwyciła go za ramię. - Dawidzie, on jest tak 

cholernie pewny siebie. 

- Nie przesadzaj. Po prostu się przygotował 

-uspokajał ją Dawid. 

- Byłam przerażona. Z trudem dowlokłam się na 

pokład. Strasznie się bałam, że mnie złapią, i wtedy 

zobaczyłam ciebie. Jakoś zdołałam się wymknąć. 

- Dzięki Bogu! - Głaskał ją czule po włosach. 

Patrzyła na niego z lękiem. 

- Dawidzie, on dopnie swego, zabierze mi dzieci. 

- Nie, Shelley - odparł zdecydowanie, dotykając jej 

policzka. 

Uparcie potrząsała głową. Oczy miała błędne. 

- Będzie nas śledził, wszędzie nas znajdzie - po­

wtarzała drżącym głosem. - Cokolwiek zrobię, gdzie­

kolwiek się udam, i tak dopnie swego. Zabierze mi 

dzieci. 

- Nie. - Przytulił Shelley, pragnąc uwolnić dziew­

czynę od panicznego strachu, który nie pozwalał jej 

myśleć logicznie. - Nie dopuścimy do tego. 

- Jesteśmy w obcym kraju. Nikt nam nie pomo­

że - jęczała, wczepiając się palcami w jego ramiona. 

Patrzyła mu w oczy i daremnie próbowała uwierzyć 

w te zapewnienia. Nagle wyskoczyła z samochodu. 

Dawid nie był na to przygotowany. Biegła na oślep 

w stronę oceanu. Chwycił kluczyki i popędził za 

nią. Dogonił ją niemal na granicy białego piasku 

i wody. 

- Shelley, Shelley - powtarzał szeptem, tuląc ją ze 

wszystkich sił. - Zrozum, nie jesteś sama. Mamy teraz 

wspólnego wroga i razem będziemy z nim walczyć. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Pokonamy go, przysięgam. Wszyscy troje dotrzecie 

bezpiecznie do domu. 

Chciała mu wierzyć. Podniosła głowę i zaczęła go 

zapamiętale całować. Jęknął z rozkoszy. Tulił ją do 

siebie, oddychał jej zapachem. Pragnął jej, ale nawet 

gdyby się kochali, nie zaspokoiłby tego szczególnego 

pożądania. Sięgało głębiej, w rejony jego jestestwa, 

których istnienia dotąd nie podejrzewał. 

Wziął ją na ręce i zaniósł na skraj dżungli, gdzie 

gęste zarośla dały im schronienie. Światło księżyca 

połyskiwało na czarnych grzbietach fal. Wiatr znad 

oceanu niósł wilgoć i ostry korzenny zapach. Złocisty 

piasek skrzypiał pod stopami. Shelley przywarła do 

Dawida, jakby chciała pozostać z nim przez całą 

wieczność. 

Wsunęła palce w jego włosy i pocałowała go w usta. 

Drżał z pożądania. Pieścił jej wargi ustami i językiem, 

całując do utraty tchu. Wczepiła się palcami w jego 

włosy, przytulając się jeszcze mocniej. 

- Dawidzie... - szepnęła, dotykając niemal jego 

warg. - Dawidzie, chcę być z tobą... 

Leżeli na chłodnym piasku. Pochylił się i zdjął jej 

czarny sweter. Sunął dłońmi po jasnej skórze, aż jego 

palce objęły miękką pierś. Tylko sutki były twarde 

i nabrzmiałe. Tęsknił do Shelley każdą cząstką swej 

istoty. Nie panował nad sobą. Nie potrafił opierać się 

dłużej. Potrzebował jej jak powietrza. 

- Shelley, naprawdę tego chcesz? - zapytał stłumio­

nym chrapliwym głosem. 

- O tak, Dawidzie, chcę, bardzo chcę - odpowie­

działa z radosnym westchnieniem. 

Usta i język Dawida powędrowały w ślad za 

dłońmi, kreśląc na jej ramionach, brzuchu i piersiach 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

skomplikowany wzór. Krzyczała i drżała spazmatycz­

nie pod wpływem delikatnych pieszczot. Uniosła bio­

dra i Dawid zsunął z nich spodnie. Gładził rozpalone 

uda, każdym gestem wzmagając w niej pożądanie, 

które dorównywało jego żądzy. 

Na pewno masz... - szepnęła, patrząc na niego 

nieprzytomnym, wzrokiem. 

- O nic się nie martw - uspokoił ją, choć był tak 

rozdygotany, że nie miał pewności, czy da sobie radę. 

Pogrążyli się w słodkim oszołomieniu. Westchnęła, 

kiedy w nią wszedł, i spojrzała na niego szeroko 

otwartymi oczyma. Krzyknęła z radością i ulgą. Unio­

sła biodra, chcąc przyjąć go w siebie głębiej, mocniej. 

Ogarnęła ich szalona namiętność. Kołysali się rytmicz­

nie, wzmagając narastającą w nich rozkosz. Przywarli 

ciasno do siebie, by razem przeżyć moment spełnienia, 

a kiedy przeminął, opadli na piasek, z trudem łapiąc 

powietrze. Wiatr chłodził rozgrzane ciała. 

Dawid otworzył oczy. Minęło kilka minut, nim zdał 

sobie sprawę, gdzie się znajduje. 

- Shelley? - mruknął i podniósł głowę, by na nią 

popatrzeć. 

Była tak blisko. Leżeli obok siebie, spleceni ciasnym 

uściskiem. Nagle zobaczył łzy w jej oczach. 

- Shelley! - Opanowały go nagle bolesne wyrzuty 

sumienia. Pogłaskał ją po policzku. - Powiedz, masz 

do mnie żal? 

- Niczego nie żałuję - szepnęła z uśmiechem. Jej 

oczy lśniły od łez; rozświetlał je srebrny blask księżyca, 

nadając dziewczynie wygląd baśniowej istoty z innego 

świata. -To było takie... - Nie potrafiła znaleźć słów. 

- Wybacz mi -jęknął, odsuwając się. - Nie powi­

nienem... 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie waż się prosić mnie o wybaczenie - rozkazała 

z dzikim błyskiem w spojrzeniu. Wczepiła się palcami 

we włosy Dawida i przyciągnęła go do siebie. - Za­

braniam ci mówić, że popełniliśmy błąd. To było jedno 

z najcudowniejszych przeżyć i nie pozwolę ci go 

zbagatelizować. 

Dawid wpatrywał się w nią całkiem zbity z tropu. 

Przecież rozpłakała się, więc chciał ją pocieszyć. Zaczą] 

nagle podejrzewać, że były to łzy szczęścia. 

Kobiety. Uwielbiał je; ale skąd miał wiedzieć, czego 

pragną? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

- Chcę, żeby Dawid wziął mnie na ręce - oznajmił 

rozespany Chris. Uniósł nieco ciężkie powieki i wycią­

gnął rączki. - Jest silniejszy. 

Shelley zerknęła na Dawida, tłumiąc śmiech. Za­

stanawiała się, czy rozumie, jak wielki spotkał go 

zaszczyt. Ze wszystkich jej znajomych tylko Cubby 

dostąpił kiedyś tego przywileju. 

- Zgoda - odparła cichutko, rozglądając się po 

niewielkim pokoju. - Jill, zejdziesz sama po schodach, 

prawda, kochanie? Muszę nieść walizkę. 

- Dlaczego mówisz szeptem? - zapytał nagle Da­

wid. Uśmiech rozjaśniłmu twarz. -Przecież nikt cię nie 

usłyszy. 

- Wymykamy się chyłkiem, w środku nocy, a więc 

musimy porozumiewać się szeptem. Takie są reguły 

gry - wyjaśniła zniecierpliwiona. - Powinieneś się tego 

domyślić. Naprawdę, brakuje w twoim życiu kobiety, 

która uświadomiłaby ci znaczenie takich drobiazgów. 

- Dawid spojrzał na nią ze zdumieniem, ale odwróciła 

głowę. - Nie marudź, Jill. Musimy iść, córeńko, 

- Dokąd jedziemy? - dopytywała się dziewczynka, 

mrugając powiekami. 

- Do domu, kochanie - powiedziała Shelley, obe­

jmując małą. 

Dawid zaparkował w bocznej uliczce. Walizka 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

z trudem zmieściła się w niewielkim bagażniku. Z boku 

upchnął trochę swoich ubrań. Shelley spojrzała z dez­

aprobatą na tylne siedzenie, gdzie jej dzieci miały 

spędzić wiele godzin podczas tej podróży. 

- Strasznie tu ciasno - narzekała. 

- Spodziewałaś się, że odwiozę was mikrobusem? 

Jestem kawalerem. Niepotrzebny mi duży samochód 

- obruszył się Dawid. 

Przyglądała mu się uważnie, gdy układał dzieci na 

siedzeniu i wsuwał poduszki pod ciężkie od snu główki. 

Może poza zaprzysięgłego kawalera to jedynie rodzaj 

kamuflażu? Uśmiechnęła się. Że też wcześniej o tym 

nie pomyślała! 

- Jedźmy - powiedziała cicho, gdy usadowili się 

w aucie. Uśmiechnęła się i wyciągnęła do niego rękę. 

- Dzięki, Dawidzie. Wpawdzie przykro mi, że narobi­

łam tyle zamieszania, ale... 

Ścisnął mocno jej dłoń i uruchomił silnik. Od­

wróciła głowę i patrzyła na znikające światła Puerto 

Valląrta. 

Zaledwie przed godziną kochali się na plaży. Ze­

rknęła na Dawida i zadrżała mimo woli. Tak bardzo 

pragnęła wiedzieć, czy tamte chwile były dla niego 

równie wielkim przeżyciem. Nie potrafiła wyrazić 

słowami, ile dla niej znaczyły. Czuła się całkiem 

odmieniona. Jej życie nigdy już nie będzie takie jak 

przedtem. Poznała wyjątkowego mężczyznę. Prawie 

się w nim zakochała. Niewiele brakowało, by całkiem 

zawładnął jej sercem. Nie mogła sobie na to pozwolić. 

Byłaby to wielka nieostrożność, niemal szaleństwo. 

Dawid uprzedził ją dawno temu, że nie interesują go 

trwałe związki. Musiała przyznać, że i ona nie miała 

tego w planach. Tyle chciała osiągnąć, by zaimpono-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wać innym - a przede wszystkim sobie. Nie mogła się 

teraz zakochać. Musiała wiele zmienić w swoim życiu, 

a miłość pochłonęłaby wszystkie jej siły. Uwolniła się 

nareszcie od Armanda i nie zamierzała od razu rzucać 

się w ramiona innego mężczyzny. Musiała stanąć na 

własnych nogach. 

Samochód mknął przez ciemność. Reflektory drą­

żyły w niej wąski tunel. Nie było odwrotu. Dawid czuł 

się jak potępieniec zmierzający prostą drogą ku bra­

mom piekielnym. 

Obiecywał sobie, że nie podda się urokowi Shel­

ley, i nie dotrzymał danego sobie przyrzeczenia. 

Omotała go, tak jak się obawiał. Zapach jej wło­

sów, jedwabista w dotyku skóra, żar bijący z jej 

ciała, krągłość piersi pod jego dłonią, wyraz cał­

kowitego oddania na pięknej twarzy... Wszystko to 

na zawsze wryło się w jego pamięć. Czy zdoła kie­

dykolwiek zapomnieć o tej kobiecie, teraz, gdy stała 

się częścią niego samego? Przez całe życie będzie 

żałował nierozważnego kroku. 

Zerknął na jasnowłosą dziewczynę, śpiącą na przed­

nim siedzeniu, i omal nie wybuchnął śmiechem. Użalał 

się nad sobą niczym bohater melodramatu. Żałować 

tamtej chwili? Do diabła, też pomysł. Dni spędzone 

z Shelley okażą się zapewne przełomowymi w całym 

jego życiu. 

Wrócił myślą do pospiesznego wyjazdu. Zamknię­

cie na kilka dni restauracji okazało się nieuniknione. 

Zawiadomił Rosę, która przyrzekła zadzwonić z same­

go rana do jego dziadków i wszystko im wyjaśnić. Będą 

zaniepokojeni, ale na pewno zrozumieją, że nie mógł 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

postąpić inaczej. Był przekonany, że sami nalegaliby 

stanowczo, aby pomógł Shelley i jej pociechom. 

Plan był prosty: jak najszybciej dotrzeć do granicy. 

Jeśli tam zatrzymaliby ich samochód i domagaliby się 

okazania dokumentów, Dawid mógłby zwrócić się do 

znanych mu wysokich urzędników w nadgranicznym 

mieście Mexicali. Może udałoby się wtedy uzyskać 

nowe papiery dla Shelley i dzieci, by cała trójka mogła 

wjechać do Stanów. Jeśli i ten sposób zawiedzie, będą 

mogli przejść przez zieloną granicę. Jeden z kuzynów 

Dawida trudnił się od lat przeprowadzaniem na ame­

rykańską stronę nielegalnych emigrantów. Uśmiech­

nął się ironicznie. To dopiero byłoby wydarzenie: 

Shelley Brittman przekradająca się przez granicę z gru­

pą meksykańskich biedaków. 

Noc i szybka jazda wprawiły Dawida w nastrój 

szczególnego rozmarzenia. Śnił na jawie, że zabiera 

Shelley i maluchy tam, gdzie wszystko będzie proste 

i łatwe, a żadne problemy nie zmącą ich szczęścia. 

- Gdzie jest Dawid? - rozległ się dziecięcy głosik. 

To Chris się obudził. - Chcę siusiu. 

Dawid parsknął śmiechem. Koniec marzeń. Trzeba 

wracać do rzeczywistości. 

- Nie martw się, Chris - uspokoił chłopca. - Znaj­

dziemy miejsce na postój. 

Kilka godzin później słońce wyjrzało zza zielonej 

ściany tropikalnego lasu. Uciekinierzy zatrzymali się, 

by zjeść przygotowane wcześniej kanapki. Podziwiali 

różowe flamingi brodzące po rzecznych rozlewiskach 

i połyskujący w dali ocean. Shelley patrzyła z ukosa na 

twarz Dawida. Był dziś niezwykle rzeczowy i oficjalny, 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

jakby próbował zapomnieć o wczorajszej nocy. Stłumi­

ła śmiech, ale miała ochotę trochę z niego pożartować. 

- Meksykańskie plaże są zachwycające. Szkoda, że 

nie mogę zwiedzić wszystkich - powiedziała z żalem, 

wpatrując się w dal. - Mam do nich szczególny 

sentyment. 

Dawid spojrzał jej w oczy i dostrzegł w nich wesołe 

iskierki. Po krótkim wahaniu przyciągnął ją do siebie. 

Dzieci bawiły się w pobliżu i nie zwracały na nich 

uwagi. Pocałował ją. 

- Zachowuj się przyzwoicie - szepnął i oczy mu 

pojaśniały - albo będę musiał przywołać cię do porząd­

ku. 

- Oho, tak to się teraz nazywa? - spytała, wybucha­

jąc śmiechem. 

Gdy wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę, 

Dawida znów opadły wątpliwości. Czas z tym skoń­

czyć, postanowił. Powinienem zapanować nad swoimi 

odruchami. 

Kolejny postój zrobili w Mazatlan. Dawid zdecydo­

wał się na małe ustępstwo: zabrał Shelley i dzieci na 

plażę. Spacerowali wolnym krokiem po białym piasku, 

a maluchy biegały wokół, goniąc fale. Jill uderzyła się 

w palec i przybiegła z płaczem do Dawida. Shelley 

obserwowała z rozbawieniem, jak mężczyzna pociesza 

jej córkę. 

- Świetnie radzisz sobie z dziećmi -zauważyła, gdy 

Jill pobiegła do braciszka. 

Wzruszył ramionami i wsunął ręce w kieszenie. 

Unikał jej wzroku. Westchnęła, przytrzymując dłonią 

rozwiewane morską bryzą włosy. Nie spotkała dotąd 

mężczyzny, który tak bardzo lękałby się wszelkich 

zobowiązań. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie zamierzasz się ożenić, prawda? - zapytała 

z pozorną obojętnością. 

- Zgadłaś. 

- Nie założysz także rodziny. Żadnych dzieci, czy 

tak? 

Żadnych dzieci? Nagle zrobiło mu się przykro. 

Jeszcze niedawno nie miałby wątpliwości, jak od­

powiedzieć na takie pytanie. Przypadkowe spotkanie 

z Jill i Chrisem sprawiło, że polubił dzieci. Shelley 

uświadomiła mu, że wyrzeka się czegoś bardzo waż­

nego. Patrzył bez uśmiechu na rozbawione maluchy. 

- Po co mieć dzieci i przysparzać im cierpień, po co 

je narażać na życie w rozbitej rodzinie? - oświadczył po 

dłuższym milczeniu. 

Shelley pokiwała głową. Potwierdziły się jej najgor­

sze przeczucia. 

- Chyba cię rozumiem, ale popatrz na moje dzieci. 

Wiele przeszły, ale to ich nie załamało. Uważam, że są 

szczęśliwe. A jeśli usiłujesz mi wmówić, że byłoby 

lepiej, gdyby się nie urodziły... 

- Wcale tak nie myślę. Dobrze wiesz, że twoje 

dzieci są mi bardzo bliskie. 

No cóż, nie dałaby za to głowy, ale zaczynała mu 

wierzyć. 

- Dawidzie, czy masz jakieś marzenia? -<- zapytała 

nagle. Wpatrywała się w niego poważnie, bez uśmie­

chu. 

- Marzenia są dobre dla pechowców - odparł 

szorstko. - Ja wyznaczam sobie cele. Marzenia nie są 

mi potrzebne. 

Chris zawołał Dawida, który pomachał mu ręką 

i podbiegł do wesoło dokazujących dzieci. Shelley 

pokiwała głową. Była przekonana, że Dawid nie ma 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

racji. Nic nie jest w życiu ważniejsze od marzeń. 

Żałowała, że ma tak mało czasu, by go o tym 

przekonać. 

Krajobraz się zmieniał. Dżungla ustąpiła miejsca 

pustyni i barwnym szachownicom pól. Po prawej 

stronie widzieli na horyzoncie góry, po lewej - daleki 

ocean. 

Jill i Chris zaczęli kaprysić. Dziewczynka zajęła się 

na krótko swoim dziennikiem, a jej braciszek grą 

w literki, ale wkrótce znowu ogarnęła ich nuda. 

- Daleko jeszcze? - dopytywali się raz po raz. 

Shelley poprosiła, żeby zaśpiewali, potem opowie­

działa im bajkę. Wreszcie dzieci zasnęły. Uśmiechnęła 

się do Dawida. 

- Potrafisz je zabawić - zauważył. - Znasz mnóst­

wo sposobów, prawda? 

Bardzo mu imponowała, ale nie potrafił jasno tego 

wyrazić. 

- Owszem, potrafię to i owo - przyznała. - Prak­

tykuję od lat, więc doszłam do pewnej wprawy. 

- Lubisz przebywać z dziećmi - rzekł z przekona­

niem. 

- Wspaniale jest być mamą. - Zamknęła oczy 

i położyła głowę na oparciu. - Myślę jednak, że 

nadszedł czas, abym zaczęła żyć trochę inaczej. 

- Jak to rozumiesz? - Popatrzył na nią ze zdziwie­

niem. Dla niego nie musiała się zmieniać. Uważał ją za 

doskonałość. 

- Chcę zarabiać na swoje utrzymanie. 

Dawid nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Ucie­

szyła się, że może z nim o tym porozmawiać. Usiadła 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wygodnie, twarzą do zdumionego towarzysza po­

dróży, i opowiadała z zapałem. 

- To naprawdę bardzo ważne. Mówiłam ci, że 

jestem osobą niezależną, ale muszę przyznać, że oszu­

kiwałam samą siebie. Daleko mi do prawdziwej nieza­

leżności. Mieszkam w domu, który należy do rodzi­

ców, a teraz ta historia z Armandem. Do końca życia 

będę się wstydzić. Wystarczyło, że skinął palcem, 

i przybiegłam w nadziei, że znowu będzie chciał dzielić 

ze mną życie. - Przez chwilę patrzyła na niego w mil­

czeniu. -Wiesz, dlaczego tak postąpiłam? Bo nie ufam 

sobie. Nie potrafię żyć na własny rachunek. Ale to się 

musi zmienić. 

- Jakie masz plany? - zapytał, kręcąc się niespokoj­

nie w fotelu. Nie był pewny, czy zdoła polubić tę nową 

Shelley, polegającą wyłącznie na sobie. 

- Jedna z moich przyjaciółek ma firmę. Przygoto­

wuje dekoracje kwiatowe dla znanych restauracji, na 

uroczyste śluby, wesela i przyjęcia. Chce rozszerzyć 

ofertę i założyć własną hodowlę roślin, ale potrzebuje 

wspólnika. Bardzo by mi odpowiadała taka praca. 

Postanowiłam spróbować. 

Słusznie. Cóż stało na przeszkodzie? Świetnie się do 

tego nadawała. Wyobraził sobie Shelley podczas roz­

mów z klientami. W ręku aktówka, włosy skromnie 

upięte w kok, na nosie okulary... Dla niego zawsze 

będzie piękna i pociągająca, nawet gdyby miała na 

sobie stary worek. To chyba obsesja. Albo rodzaj 

choroby. Potrząsnął głową, by się uwolnić od roman­

tycznych mrzonek. Daremnie. Ta przypadłość przeszła 

u niego w stan chroniczny. 

- Uważam, że to dobry pomysł - przyznał niechęt­

nie, lecz po chwili rozchmurzył się. - Będziesz trochę 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

rozczarowana nudnym życiem zwykłych śmiertelni­

ków - dodał z uśmiechem. 

- Uwierzyłbyś, gdybym powiedziała, że jestem cał­

kiem zwyczajna? - rzekła cicho. 

Dawid zacisnął wargi. Tu właśnie tkwił problem. 

Nie była zwykłą dziewczyną. Powinien to sobie po­

wtarzać bez przerwy, bo inaczej popełni wielkie głupst­

wo. 

- Postanowiłam się przeprowadzić - ciągnęła Shel­

ley. - Znajdę jakiś ładny domek z ogrodem na 

przedmieściu. Jill i Chris będą chodzili do państwo­

wych szkół. 

- Jak dzieci zwykłych śmiertelników - podpowie­

dział, próbując ukryć narastającą irytację. 

- Zgadłeś. 

- Wyprzesz się także nazwiska i tradycji Brittma-

nów? - zapytał uszczypliwie. 

- To oczywiste, że zawsze będę należała do rodziny, 

ale jeśli zmienię styl życia, stanę się w końcu... praw­

dziwym człowiekiem, kobietą z krwi i kości. 

- Przecież taka właśnie jesteś - oświadczył, ze­

rkając na nią. Oczy mu zabłysły. Zaśmiała się, pogłas­

kała go po policzku i odgarnęła włosy, opadające mu 

na czoło. 

- Tylko w twoich oczach. Niestety, daremnie sta­

ram się przekonać o tym samą siebie. 

Dawid zacisnął zęby. Uwielbiał łagodny dotyk jej 

rąk. Tego będzie mu najbardziej brakowało, gdy się 

pożegnają. I ten głos, który przyprawiał go o rozkosz­

ne dreszcze. Chciał go znów usłyszeć. 

- Opowiedz mi bajkę - poprosił jak dziecko. 

Wybuchnęła śmiechem, nie domyślając się, że mówi 

całkiem poważnie. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Późnym popołudniem Dawid zaczął się niepokoić. 

Słońce prażyło niemiłosiernie. Mrużył oczy, wpat­

rzone w przednią szybę. Martwiły go dziwne odgłosy 

dobiegające z silnika. Auto jechało coraz wolniej. 

- Słyszysz ten dźwięk? - zapytała Shelley. 

- Samochód wysiadł. - Uśmiechnął się przeprasza­

jąco i zjechał na pobocze. Droga była zupełnie pusta. 

- Zobaczmy, co się popsuło. 

Wysiedli. Dawid poddał silnik dokładnym oględzi­

nom i poprosił, by spróbowała włączyć stacyjkę. 

Wsunął głowę pod maskę, zaklął i znów pogrzebał 

w skomplikowanej maszynerii. Shelley była przekona­

na, że poradzi sobie z naprawą. 

- Ugrzęźliśmy. Zepsuł się gaźnik. Nie naprawię go 

przed zmrokiem. Musimy gdzieś przenocować. 

Shelley czuła, że ogarnia ją panika. Przecież to 

niemożliwe. Trzeba uciekać, żeby jak najprędzej do­

trzeć do domu. Była przekonana, że Armand jest na 

ich tropie. Lada chwila jego samochód wyłoni się zza 

najbliższego wzgórza. 

- Błagam, jedźmy! - zawołała, chwytając Dawida 

za rękaw. - Musimy dotrzeć do granicy. 

- To niemożliwe. Samochód jest zepsuty i naprawa 

trochę potrwa. - Pogłaskał ją po policzku. Chwyciła 

się za głowę i spojrzała na niego błędnym wzrokiem. 

Oczami wyobraźni ujrzała czarną limuzynę uwożącą 

dzieci w nieznanym kierunku. Próbowała się opano­

wać. Osłoniła ręką oczy i popatrzyła wkoło. W oddali 

dostrzegła jakieś budynki. 

- Spójrz! - zawołała uradowana. - Na prawo, 

u stóp góry. To chyba motel. 

- Pomożesz mi pchać auto. Droga prowadzi w dół, 

więc bez trudu dotrzemy na parking - oznajmił. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Pchanie zepsutego samochodu było dla Shelley 

zupełnie nowym doświadczeniem, ale nieźle sobie radziła. 

- Zatrzymamy się przy wjeździe. Sprawdzę, czy 

mają wolne pokoje - rzucił Dawid, kierując się w stro­

nę budynków. Po chwili zawrócił i dodał, zerkając na 

Shelley niespokojnie: - Wynajmę pokój na swoje 

nazwisko. 

- Dobrze - zgodziła się, nie rozumiejąc, co go tak 

martwi. 

- Powiem, że jesteśmy małżeństwem. 

O to chodziło! Miała ochotę parsknąć śmiechem. 

Jeśli sądził, że się nie zgodzi, to go rozczaruje. Nie 

podzielała jego niechęci do małżeństwa. 

- Lepiej uprzedź maluchy, że na jedną noc zo­

staniesz ich tatusiem - poradziła. 

Skinął głową i zajrzał do auta. 

- Zameldujemy się w motelu jako rodzina. Pamię­

tajcie, jeśli ktoś was spyta o nazwisko, odpowiadajcie: 

Coronado. Zgoda? 

Jill zachichotała, a Chris wzruszył ramionami. Było 

mu wszystko jedno. Shelley nawet nie próbowała 

ukryć zadowolenia. 

- Państwo Coronado - powiedziała wesoło, czując 

w sercu przyjemne ciepło. - Ładnie brzmi. 

- Szczególny gust, droga pani - odparł z błyskiem 

w oku. 

- Och, co za gafa! Zapomniałam, że pan jest starym 

kawalerem! - zawołała, udając przerażenie. Zakryła 

dłonią usta. 

Dawid zaklął cicho i uśmiechnął się rozbrajająco. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

- Popatrz, Shelley! - zawołał Dawid, spoglądając 

za siebie. Wpychali właśnie samochód na parking. 

- Zupełnie jak w filmie z lat pięćdziesiątych. - Spo­

jrzała we wskazanym kierunku. 

- Na litość boską, co to...? - Zrobiła krok do 

przodu. Nie mogła oderwać oczu od szeregu potęż­

nych, kolorowych motocykli, połyskujących chromem 

i świeżym lakierem. Wtuliła się w ramię Dawida. 

- Wynośmy się stąd. Ten motel został opanowany 

przez gang motocyklistów. 

- Chyba masz rację - stwierdził, spoglądająjb z za­

chwytem na wspaniałą kolekcję doskonale utrzyma­

nych maszyn. 

Shelley daremnie próbowała wyrwać go ze stanu 

zauroczenia. Fatalny zbieg okoliczności. Nie miała 

najmniejszej ochoty nocować w sąsiedztwie bandy 

motocyklistów. Oglądała filmy sensacyjne, czytała 

kryminały i zdawała sobie sprawę, że mogą być 

niebezpieczni. 

- Nie możemy tu zostać - nalegała, szarpiąc go za 

ramię. - Ci ludzie nie mają skrupułów. Gotowi są 

rozerwać na strzępy napotkanych podróżnych. 

- Tak uważasz, laleczko? - usłyszała dobiegający 

z tyłu donośny głos. -To ci dopiero historia, prawda? 

Odwróciła się i ujrzała postawną kobietę w znoszo-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

nej kurtce z czarnej skóry i ze złotym kółkiem w nosie. 

Nieznajoma oparła dłonie na biodrach i wlepiała 

w nich wzrok. Oczy ukryte były za ciemnymi okulara­

mi, w których odbijało się słońce. 

- Cześć-wyjąkała Shelley i oparła się o samochód. 

- Cześć - huknęła kobieta, podchodząc bliżej. 

Wydawała się dziewczynie wielka jak stodoła. - Boisz 

się, że rozerwę cię na strzępy? 

- Nazywam się Dawid Coronado - wtrącił się 

mężczyzna, tłumiąc śmiech. Wyciągnął rękę na powi­

tanie. - Przepraszam w imieniu Shelley. Jest bardzo 

naiwna. Wierzy we wszystko, co pokazują w telewizji. 

- Miło cię poznać, Dawidzie - odparła kobieta po 

chwili wahania i uścisnęła mu dłoń. - Na imię mi 

Marge. Nigdy nie oglądam telewizji. 

- Bardzo mądrze. - Dawid wskazał na parking 

wypełniony motocyklami. -Doskonałe maszyny. Nie­

które z nich są przepiękne. Gdy byłem młodszy i trochę 

stuknięty, też jeździłem motocyklem. 

Marge parsknęła śmiechem i poklepała go po 

plecach tak mocno, aż zgiął się wpół. 

- Wiesz, skarbie, muszę przyznać, że z wiekiem 

staję się coraz bardziej postrzelona. Powinieneś brać ze 

mnie przykład. Chcecie się tu zatrzymać, kochani? 

Chodźcie ze mną. - Wyciągnęła do Shelley rękę 

w czarnej rękawicy i wzięła ją za ramię. - Zaprowadzę 

twoją panią do recepcji i pomogę jej wszystko załatwić. 

- Och, lepiej nie, proszę nie robić sobie kłopotu. 

- Dziewczyna skurczyła się i spojrzała bezradnie na 

Dawida. Potrząsnęła głową i zrobiła przerażoną minę, 

ale mężczyzna udawał, że tego nie dostrzega. 

- Wspaniale - odparł z uśmiechem. - Dziękuję, 

Marge. Zaparkuję tylko samochód tak, żebym mógł 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

go doprowadzić do porządku, i przyprowadzę dziecia­

ki. 

- Ależ Dawidzie... 

- Spokojnie, Marge się tobą zajmie. -Tego właśnie 

Shelley najbardziej się obawiała. Nim zdołała wy­

krztusić słowo, kobieta chwyciła ją mocniej i pociąg­

nęła w stronę recepcji. 

- Cześć, Gertie! - zawołała. - Przyprowadziłam ci 

klientkę. Daj jej dwa pokoje. Przyjechała z dziećmi. 

Gertie, chudziutka kobieta o spalonej słońcem, 

pomarszczonej skórze, wyszła z sąsiedniego pokoju, 

powłócząc nogami, zmierzyła wzrokiem Shelley i poki­

wała głową. 

- Przykro mi. Nie mamy wolnych pokoi. 

- Ojej, to straszne. Muszę powiadomić Dawida. 

- Shelley odetchnęła z ulgą. Na szczęście nie mogą tu 

zostać. Wyrwała ramię z uścisku Marge i ruszyła 

w stronę drzwi, ale w tej samej chwili poczuła na 

plecach jej rękę. Musiała się odwrócić. 

- Poczekaj chwilę. Dokąd pędzisz? Mam pomysł, 

Gertie. Ta milutka rodzinka mogłaby przenocować 

w naszym pokoju. Charlie i ja prześpimy się u Jełopa. 

Tam jest dość miejsca. - Shelley próbowała zaprotes­

tować, ale Marge nie pozwoliła jej dojść do słowa. - Do 

diabła, miło jest pomóc ludziom w potrzebie, więc 

przestań się wygłupiać. 

Po chwili maszerowały w stronę niskiego domku. 

- Nie musisz się niczego obawiać, koteczku. Two­

rzymy klub miłośników motocykli. Nazywa się „Stara 

Gwardia". Prawie wszyscy mieszkamy w San Francis­

co. Nie jesteśmy żadnym gangiem. Przyjeżdżamy tu co 

roku, żeby się wy szumieć, kapujesz? Uwielbiamy ten 

motel. - Otworzyła szeroko drzwi. Shelley stanęła na 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

progu i zaraz cofnęła się odruchowo. W półmroku 

dostrzegła jakiegoś mężczyznę. 

- To Charlie, mój chłop. - Marge weszła do środka 

i zdjęła ciemne okulary, odsłaniając prześliczne fiołko­

we oczy, ocienione najdłuższymi rzęsami, jakie pani 

Brittman w życiu widziała. - Przedstawiam ci Shelley. 

Ona i jej mąż, Dawid, mają kłopoty z samochodem 

i muszą tu przenocować. Prześpimy się u Jełopa. 

Charlie podniósł głowę znad książki i popatrzył na 

Shelley życzliwie. Miał duże oczy i brodę, która 

nadawała mu wygląd statecznego profesora. 

- Witam panią - rzekł z powagą i wstał, by uścisnąć 

dłoń młodej kobiety. - Co za miłe spotkanie. 

- Lecę do Jełopa! - krzyknęła z werwą Marge. 

- Rozpakuj się, koteczku - rzuciła i zniknęła za 

drzwiami. 

- Pan i Marge naprawdę... jesteście małżeństwem? 

- wyjąkała Shelley z niedowierzaniem. 

- Owszem. - Charlie wskazał jej krzesło. Przysiadła 

na brzeżku. 

- Nie wygląda pan na... - przerwała zakłopotana. 

- Na zwariowanego motocyklistę? - dokończył 

z uśmiechem. - Ma pani słuszność. To Marge należy 

do „Starej Gwardii". Ja wykładam filozofię na uniwer­

sytecie w Marin County. 

- Och! - Zaskoczona Shelley zamrugała powieka­

mi. Charlie wybuchnął śmiechem, widząc jej zdumie­

nie. 

- Pobraliśmy się przed czternastu laty. Mamy 

dwóch synów. Raz w roku przyjeżdżamy do Meksyku 

z grupą jej przyjaciół. To doskonała zabawa. Uważam, 

że trzeba się wyrwać od czasu do czasu z uniwersytec­

kiej biblioteki i nudnych posiedzeń rady wydziału. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Shelley machinalnie potrząsnęła głową. Charlie był 

nadzwyczaj dobrze wychowany i sympatyczny. Ludzi 

takich jak on można spotkać raczej na przedstawie­

niach operowych i zjazdach absolwentów. 

r-

 Powiadają, że przeciwieństwa się przyciągają, ale 

wasz związek jest trochę... - Nie potrafiła znaleźć 

właściwego określenia. 

- Dziwaczny7 -podpowiedział z uśmiechem. -Tyl­

ko pozornie. Marge i ja bardzo się różnimy, ale to 

wychodzi na dobre naszemu małżeństwu; Nie spo­

wszedniało nam wspólne życie. Uznajemy te same 

wartości i mamy wspólne cele. Zaryzykowałbym twier­

dzenie, że rozmawiamy ze sobą na różne tematy 

częściej niż inne pary w naszym wieku. Poza tym, 

dzięki Marge, nasze auta zawsze są na chodzie - dodał 

i roześmiał się, a Shelley mu zawtórowała. Powoli 

odzyskiwała zdolność do logicznego myślenia. 

- Ciekawe, jak sobie dajecie radę na przyjęciach? 

Na pewno spotyka tam pan kolegów z uczelni. 

- Marge odkłada skórzaną kurtkę i wyjmuje kol­

czyk z nosa, ale pozostaje sobą. Warto ją lepiej poznać. 

Wszyscy uwielbiają moją żonę. 

Shelley pokiwała głową ze zrozumieniem. Ta roz­

mowa dała jej wiele do myślenia. 

- Musi pan koniecznie porozmawiać z Dawidem 

- oznajmiła nagle z radosnym błyskiem w oczach. 

- Proszę mi przyrzec, że powtórzy mu pan wszystko, co 

przed chwilą usłyszałam. 

Shelley, Dawid i dzieci rozgościli się w domku. Jełop 

był zdolnym mechanikem. Wszystko wskazywało na 

to, że przy jego pomocy do wieczora gaźnik zostanie 

naprawiony. Jill i Chris przyłączyli się do dzieci 

motocyklistów. Maluchy siedziały na motorach, na-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

siadując warkot silników. Shelley patrzyła na nie 

z dumą i radością. Marge przedstawiła ją innym 

dziewczynom. Awaria silnika okazała się początkiem 

miłego wieczoru. Shelley wciąż zerkała na pochylone­

go nad samochodem Dawida. Gdy na niego patrzyła, 

jej serce trzepotało się w piersi, a skóra cierpła ze 

strachu. Czy panowała jeszcze nad swoimi uczuciami? 

Czas pokaże. 

Nadszedł wieczór. Dawid stał pod prysznicem, 

zmywając brud i smary. Auto zostało naprawione. 

Mogli wyruszyć natychmiast, ale zdecydował inaczej. 

Lepiej było jechać za dnia. Gdyby znów mieli awarię, 

musieliby przeczekać do rana pod gołym niebem, na 

pustkowiu, w ciasnym samochodzie. Wolał spędzić tę 

ostatnią wspólną noc w motelu. 

Posmutniał nagle. Nie chciał myśleć o rychłym 

pożegnaniu. Wyszedł z łazienki. Shelley krzątała się po 

pokoju, nucąc cicho. 

- Przed chwilą była tu Marge. Zaprosiła nas na 

ognisko. Na pewno dostaniemy tam jakąś kolację. 

Powiedziałam, że przyjdziemy. 

Dawid zgodził się ochoczo i wyszedł na spacer. 

Motocykliści schodzili się już na wieczorną biesia­

dę. Przyłączył się do nich, żeby pogadać o maszynach. 

W chwilę później nadeszła Shelley. Za namową Marge 

pożyczyła od jednej z kobiet białą sukienkę i wpięła we 

włosy różowy kwiat. Na jej widok Dawid poczuł nagle 

wielkie pragnienie. Chwycił butelkę piwa i wypił je do 

dna. Gdy Shelley przeciskała się przez tłum, goniły ją 

zachwycone spojrzenia i pełne podziwu szepty. Nie 

zwracała na nie uwagi, szukając wzrokiem Dawida. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Wstał szybko. Jej twarz rozjaśniła się na jego widok. 

Czuł się dumny, a zarazem nieszczęśliwy. Ostatnia 

wspólna noc. 

Jedzenie było doskonałe: mięso z rusztu i pieczone 

ziemniaki. Podczas kolacji siedzieli razem, Jill i Chris 

usadowili się u ich stóp. Później wszyscy zaczęli 

wędrować z miejsca na miejsce i rozdzielili ich. Dawid 

poczuł szturchnięcie w bok. Marge przysiadła się do 

niego. 

- Posłuchaj mojej rady, mały. Ożeń się z tą ślicznot­

ką. 

- Proszę? 

- Nie żartuję. Na początku była trochę spięta, ale 

to fajna dziewczyna. Widzisz, nie odrywa od ciebie 

oczu. 

- Nieprawda - odparł zdecydowanie. Dlaczego 

Marge tak się upiera? Przecież ten związek nie miałby 

żadnej przyszłości. Ale niełatwo było ją zniechęcić. 

Z pewnością miała romantyczne usposobienie. 

- Możesz mi wierzyć - przekonywała. - Shelley ma 

bzika na twoim punkcie. 

- Jak się domyśliłaś, że nie jesteśmy małżeństwem? 

- zapytał z uśmiechem. 

- Nie robilibyście wciąż do siebie słodkich oczu. 

Trudno jest oszukać starą Marge, skarbie. 

- Nic z tego nie wychodzi, nie warto próbować. 

- Dawid posmutniał. 

- Wszystko się ułoży, jeśli naprawdę wam na tym 

zależy. Wyjdź jej naprzeciw, a ona zrobi to samo, daję 

słowo. Weź przykład ze mnie i Charliego. - Wybuch-

nęła śmiechem i poklepała go po plecach. Nagle 

spoważniała. -Jeśli nie umiesz podjąć tego ryzyka, nie 

zasługujesz na prawdziwą miłość. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Po kolacji siedzieli przy ognisku, śpiewając i roz­

mawiając. Zmęczone i senne maluchy wdrapały się 

Dawidowi na kolana i drzemały. Shelley przysiadła 

obok. Podniósł wzrok i zobaczył, że dziewczyna ma 

oczy pełne łez. Pochyliła się i delikatnie pocałowała go 

w usta. 

- Trzeba położyć je do łóżka - szepnęła w końcu. 

Niechętnie skinął głową. Wzięli dzieci na ręce, pożeg­

nali się i wrócili do swojej kwatery. Wkrótce Jill i Chris 

spali na rozłożonej kanapie. Shelley poszła do sypialni, 

a Dawid podążył za nią. 

- Nasza ostatnia noc - powiedziała, odwracając się 

do niego z czułym uśmiechem. Zanurzył palce w jej 

włosach i wpatrywał się w nią, dokładnie studiując 

twarz piękną niczym najcenniejsze dzieło sztuki. 

- Powiedz mi coś miłego, Dawidzie - błagała. 

Oparła dłonie na jego torsie, spoglądając mu w oczy 

z tęsknotą. - Powiedz, że wszystko dobrze się skończy, 

że podoba ci się zapach moich perfum, że to nie jest 

tylko pożądanie. 

Pragnął mówić jej o miłości. Rozumiał, że chciała 

usłyszeć czułe wyznanie, ale nie potrafił kłamać. Nie 

kochał jej. Nie wiedział, czym jest miłość. Odgarnął 

jasne włosy i zaczął szeptać jej do ucha: 

- Kiedy się z tobą kocham, czuję się tak, jakbym 

wielbił słońce, jakbym składał ofiarę bogom. 

Roześmiała się gardłowo, odrzucając głowę do tyłu, 

a Dawid całował jej szyję. 

- Wariacie, chyba rzeczywiście płynie w tobie krew 

Azteków. Muszę być ostrożna, chcesz poświęcić moje 

serce ich okrutnym pogańskim bożkom. 

Dawid dotknął jej pleców. Rozpinał powoli zamek 

błyskawiczny białej sukienki. Po chwili zsunął ją do 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

talii. Wstrzymał oddech, wpatrzony w wyłaniający się 

spod tkaniny kształtny biust. Całował ją bez pośpiechu 

i natarczywości, łagodnie i cierpliwie, jakby nigdy nie 

mieli zamiaru się rozstać. Chciał jej dać tyle czułości, 

na ile zasługiwała. 

Położył ją na łóżku, nie przerywając pocałunku. 

Wygięła się w łuk. Czuła dotyk jego dłoni, zsuwających 

sukienkę coraz niżej. Pełne rozgrzane piersi mocno 

przylgnęły do jego torsu. Obsypał pocałunkami jej 

szyję i biust, przygryzając nabrzmiałe sutki. Poruszał 

się wolno, niczym we śnie, jakby chciał utrwalić 

w pamięci każdą z mijających chwil. 

Po raz pierwszy w życiu pojął, czym jest poezja. 

Obnażone ciało kobiety było odwiecznym źródłem 

życia, hymnem ku czci natury. Zalała go fala czułości. 

Pieścił Shelley z czcią, wzmagającą tylko jego pożąda­

nie. Była doskonałością, przeznaczeniem, wiecznością 

i spełnieniem. Była miłością. 

Pozwolił jej zdjąć z siebie ubranie i czekał cierpliwie, 

aż się nasyci jego ciałem. Dłonie i usta Shelley błądziły 

po nim, doprowadzając mężczyznę niemal do szaleńst­

wa. Gdy usłyszał, że dziewczyna oddycha spazmatycz­

nie, rozsunął smukłe uda i wszedł w nią. Pragnął to 

zrobić powoli, odnajdując stopniowo idealny dla oboj­

ga rytm, ale jej niecierpliwość na to nie pozwoliła. 

Usłyszał krzyk dziewczyny i poczuł, że obejmuje go 

coraz mocniej. W odwiecznym tańcu unosiła się z nim 

coraz wyżej i wyżej, aż cały świat ogarnęła jasność 

i otworzyły się przed nimi niebiosa. 

Ocknęli się wreszcie. Potem rozmawiali, dowcip­

kowali i co chwila wybuchali śmiechem. Zjedli w łóżku 

miętowe lody, które znaleźli w lodówce. Shelley była 

uszczęśliwiona, jej serce było pełne czułości, którą 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

chciała ofiarować Dawidowi. Miała ochotę tańczyć. 

Jej ciało i duszę przepełniała radość, lecz rozum nie 

mógł się uwolnić od czarnych myśli. 

Pragnęła kochać Dawida. To cudowne uczucie 

przyszło niespodziewanie. Czemu tak się dotąd upiera­

ła? Lata mijają. Niedługo dobiegnie trzydziestki. Jak 

długo będzie sobie wmawiała, że ma jeszcze czas na 

prawdziwą miłość? Tylko Dawid potrafił ją rozśmie­

szyć i rozczulić, tylko on miał tyle serca dla Jill i Chrisa. 

Gdy na nią patrzył, czuła się naprawdę piękna, a gdy 

się kochali, zapominała o całym świecie. Miałaby 

z niego zrezygnować, ponieważ zjawił się nie w porę? 

Przecież to szaleństwo. Nie pozwoli, by takie myśli 

zawładnęły jej umysłem i sercem. 

Przyznała w końcu, że jest zakochana. A wtedy 

doznała wrażenia, jakby rozjarzyło się w niej tajem­

nicze światło. Nie wiedziała tylko, w jaki sposób 

skłonić Dawida, by dzielił z nią radość kochania. 

Rozmawiali długo o jego rodzicach. Shelley pró­

bowała go przekonać, że nie zmarnowali swego ży­

cia; przyniosło im wiele cierpienia, lecz ofiarowało 

także prawdziwą miłość. Długo milczał, rozważając 

jej słowa. Shelley powoli odzyskiwała spokój. Da­

wid był człowiekiem rozumnym. Sam potrafi roz­

wikłać ten problem. Wiedział, że się zmieniła, że nie 

jest już tamtą bezradną dziewczyną, szukającą u in­

nych potwierdzenia swojej wartości. Nie potrzebo­

wała ogólnej aprobaty, nie chciała ulegać presji wła­

snej sfery. 

- Wyjdziesz ponownie za mąż?-przerwał w końcu 

milczenie. Shelley odetchnęła z ulgą. Zrozumiał. 

- Kto wie? 

- Kogo wybierzesz? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Mężczyznę, którego kocham - odrzekła, pod­

nosząc dumnie głowę. Dawid skwitował jej słowa 

wybuchem śmiechu. 

- Raz już byłaś mężatką, prawda? 

- Zaryzykuję ponownie - oznajmiła, tuląc się do 

niego. Oczy Dawida pociemniały. Wziął ją za rękę. 

- Kierowca rajdowy? - zapytał cicho. 

- Raczej nie. - Trudno jej było zachować powagę. 

Zagryzła wargi. 

Dawid milczał długo. 

- Pojechałaś z nim do Francji - przypomniał 

stłumionym głosem. 

- Tak, Dawidzie. Byliśmy razem we Francji - przy­

znała z uśmiechem, biorąc go za rękę. - Jego siostra 

należy do grona moich najlepszych przyjaciółek. Cho­

dziłyśmy razem do szkoły w Anglii. Spędziliśmy we 

trójkę cudowne wakacje w luksusowym hotelu. Ani 

chwili nie byłam z nim sam na sam. 

- Nie romansowałaś z nim? - Oczy Dawida lśniły 

tak jasno, że miała uczucie, jakby patrzyła w płomie­

nie. Dotknęła jego policzka. 

- Jak mogłabym z nim romansować? Przecież 

czekałam na ciebie - oznajmiła pół żartem, pół serio. 

Pocałował ją. Znowu wtulili się w siebie. Ich ciała 

płonęły prawdziwym ogniem, któremu nie sposób się 

oprzeć. Pragnęła dać mu tyle szczęścia i radości, ile on 

jej ofiarował. Kto wie, może to już się stało? 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Wyjechali o świcie, żegnani przez Marge, Charliego 

i motocyklistów ze „Starej Gwardii". Dzieci dostały na 

drogę ciasto i mnóstwo herbatników. Gdyby musieli 

się zatrzymać na pustyni, na pewno nie umarliby 

z głodu. Jill i Chris machali niestrudzenie do nowych 

przyjaciół, aż motel zniknął za zakrętem. 

- Wbrew moim obawom, to wyjątkowo mili ludzie 

- przyznała Shelley, sadowiąc się wygodnie na przed­

nim siedzeniu. - Dawno nie spędziłam tak uroczego 

popołudnia. 

- Wyciągnij z tego wnioski i nie kieruj się w przy­

szłości uprzedzeniami - poradził z satysfakcją Dawid. 

- Uznałaś, że to banda łobuzów tylko dlatego, ze 

jeżdżą na motocyklach. Okazało się, że to normalni, 

przyzwoici ludzie. 

- Wiele się nauczyłam - przyznała Shelley. - A ty, 

Dawidzie? - spytała.—Mam nadzieje, że pozbędziesz 

się uprzedzeń, które mnie dotyczą. 

- Nie rozumiem - burknął, patrząc na nią ze 

zdziwieniem. 

- Wiesz doskonale, do czego zmierzam. Przestań 

zakładać, że nie potrafię zmienić swoich przyzwycza­

jeń i rozpocząć nowego życia, bo urodziłam się w boga­

tej rodzinie. 

Dawid zmarszczył brwi, patrząc w słońce, które 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wznosiło się nad horyzontem. Wiedział, o czym chciała 

go przekonać, ale miał swoje zdanie. Nie mogła 

zmienić natury ani życiorysu. 

Wspominał minioną noc. To były wyjątkowe chwi­

le, które przeniosły ich oboje w inny świat. Żadna 

kobieta nie dała mu takiej rozkoszy, żadna nie była tak 

godna miłości, w każdym jej aspekcie. Zaklął na myśl 

o tym, jak puste będzie jego życie bez Shelley. Nie miał 

prawa jej przy sobie zatrzymywać. Wczorajsza noc 

musi pozostać ostatnią. Dawid postanowił nieodwoła­

lnie, że po powrocie do kraju zacznie się znowu 

kierować rozsądkiem i rzuci się w wir pracy. Musi 

zapomnieć o Shelley. Warto pomyśleć o operacji 

mózgu, pomyślał ironicznie. Dobrym rozwiązaniem 

byłaby lobotomia czołowa. Podobno niczego się po 

tym nie pamięta. Niektórzy twierdzą, że miłość to 

swoiste zaburzenie równowagi umysłowej. Na szczęś­

cie jednak wcale nie był zakochany. 

Późnym popołudniem przekroczyli granicę niedale­

ko Mexicali. Mieli dużo szczęścia. Widząc kalifornijs­

kie tablice rejestracyjne, straż graniczna przepuściła 

samochód Dawida bez żadnej kontroli. Shelley nie 

musiała starać się o nowe dokumenty. Przyjemnie było 

wrócić do kraju. Cieszyła się jak dziecko, widząc 

drogowskazy sygnalizujące zjazd z autostrady w stro­

nę La Jolli. Wkrótce znajdzie się w domu. Ta myśl 

dodawała jej otuchy. Wreszcie ujrzała zawieszoną nad 

urwistym wybrzeżem rezydencję. 

- Dzięki, Dawidzie - szepnęła, biorąc go za rękę. 

Drzwi otworzyła zaspana pokojówka. Na widok 

dziewczyny oniemiała ze zdumienia. Nie spodziewała 

się ujrzeć jej tak szybko. Zaprowadzili dzieci na górę. 

Po chwili Jill leżała już w łóżku. Dawid robił złośliwe 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

uwagi o służbie, zatrudnionej w wytwornej rezydencji. 

Zmęczona Shelley cierpliwie znosiła jego docinki, ale 

wreszcie straciła opanowanie. 

- O co ci chodzi? ~ zawołała, marszcząc brwi. 

-Mam ich zwolnić i wyrzucić na bruk? Wtedy będziesz 

mógł oskarżyć mnie o okrucieństwo i łamanie prawa 

pracy. Dzięki mnie mają posady i nie korzystają 

z zasiłku dla bezrobotnych. 

- Stara śpiewka pracodawców - odciął się Dawid. 

Shelley wzięła głęboki oddech i próbowała odzys­

kać spokój. 

- Trzeba położyć Chrisa. Porozmawiamy później. 

- To chyba niemożliwe. Muszę wracać do Mek­

syku. -Patrzył na nią, lecz jego oczy były pozbawione 

wyrazu. Shelley nie kryła zdziwienia. Spodziewała 

się... 

- Nie chcesz tu odpocząć? - zapytała bez ogródek. 

-Nie. 

Powinna była to przewidzieć. Dawid ma przecież 

własne życie. Weszli do pokoju Chrisa. Shelley posłała 

łóżko, a Dawid położył na nim chłopca. Pochylił się 

i pocałował go w czoło. Zmienił się na twarzy. Shelley 

była zdziwiona. Od przyjazdu do La Jolli nie po­

znawała go. Zachowywał się inaczej niż dotąd. Gdy 

wyszli z pokoju, przystanął i położył dłoń na jej 

ramieniu. 

- Musisz zmienić zamki - rzekł spokojnie. - Zrób 

to z samego rana. Pamiętaj, że Armand ma twoje 

klucze. - Pomyślała, że to dobra rada, ale coś ją 

zaniepokoiło. - I jeszcze jedno - ciągnął Dawid. 

- Powinien tu zamieszkać jakiś mężczyzna, który 

opiekowałby się tobą i dziećmi. Byłbym o wiele 

spokojniejszy, gdyby ktoś taki cię chronił. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Nie chcesz się tego podjąć? - zapytała z waha­

niem, opierając dłoń na jego piersi i zaglądając mu 

w oczy. Delikatnie odsunął jej rękę. 

- Nie jestem odpowiednim kandydatem. Sama 

o tym wiesz. 

Łamał jej serce. Nagle zrozumiała, do czego zmie­

rza. 

- Już tu nie wrócisz, zgadłam? 

- Zgadłaś - odparł chłodno po dłuższej chwili. 

Shelley poczuła łzy pod powiekami. Opanowała się 

z trudem. Nie chciała, by Dawid ujrzał ją zapłakaną. 

- Szkoda - odparła z wymuszonym uśmiechem. 

Zdziwiła się, że jej głos brzmi tak spokojnie. - Ładna 

z nas para. 

Nim zdążył odpowiedzieć, drzwi do pokoju Chrisa 

otworzyły się nagle i chłopczyk podszedł do nich 

chwiejnym krokiem. Podniósł rączki go góry i po­

prosił, żeby Dawid go przytulił. Po krótkim wahaniu 

mężczyzna wziął go na ręce. 

- Śpij dobrze, malutki - mruknął. - Położę cię do 

łóżka, chcesz? 

- Mamusiu, Dawid będzie miał u nas swój pokój, 

prawda? - zapytał Chris, odwracając główkę. 

- Nie mamy osobnego pokoju dla Dawida, synku 

- rzekła. Łzy piekły ją pod powiekami. 

- U mnie jest dużo miejsca - odpowiedział chłop­

czyk z powagą. - Zostań. 

- Dzięki, maluszku, ale muszę wrócić do swego 

domu - oznajmił Dawid dziwnie zmienionym głosem. 

Przytulił mocno Chrisa, a potem ułożył go na posłaniu 

i raz jeszcze pocałował. 

- Przyjdziesz do nas jutro? - dopytywał się chłop­

czyk. Zakłopotany Dawid podszedł do Shelley. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Powinnaś chyba zadzwonić jutro do Cubby'ego 

i poprosić, żeby odwiedził dzieciaki. 

Buzia Chrisa skrzywiła się do płaczu. Małe paluszki 

ściskały mocno kołdrę. 

- Nie chcę, żeby Cubby tu przychodził - pisnął 

drżącym głosem. - Niech Dawid u nas zostanie. 

- Nagle przyszedł mu do głowy doskonały pomysł. 

- Chcesz zobaczyć mój rowerek? 

- Owszem. Wpadnę za kilka dni - wymamrotał 

Dawid. 

- Jutro rano? 

- Zamknij oczka i śpij. Kiedyś o tym pogadamy. 

Zgoda? 

- Zgoda. Mamusiu, zrób coś, żeby Dawid u nas 

został, dobrze? 

Gdy Dawid wyszedł z pokoju chłopca, na jego 

twarzy malowała się rozpacz. Muszę się stąd wynieść, 

myślał w panice. Ale okazało się to o wiele trudniejsze, 

niż przypuszczał. W korytarzu czekała na niego Jill. 

Stała w drzwiach swego pokoju. Chciał ją minąć, ale 

zastąpiła mu drogę. Z pewnością wszystko słyszała, ale 

jej twarz wyrażała całkowitą obojętność. Shelley za­

gryzła wargi. Ta mała była do niej bardzo podobna. 

Na widok dziewczynki Dawid podniósł wyżej głowę, 

a jego spojrzenie świadczyło o całkowitej determinacji. 

- Musisz już iść? - zagadnęła Jill, ujmując go za 

rękę. - Odwiedzisz nas? 

Dawid przełknął ślinę i próbował się uśmiechnąć. 

- Wpadnę tu kiedyś. Wracaj do łóżka. 

Dziewczynka nie puszczała jego ręki. 

- A może popilnujesz nas kiedyś, gdy mamusia 

będzie musiała wyjść? - zaproponowała, wpatrując się 

w niego błyszczącymi niebieskimi oczyma. -Moglibyś-

scandalous

wykonanie - Irena

background image

my przyjść do ciebie. Będziemy grzeczni, daję słowo. 

Nie sprawimy ci kłopotu. 

- Muszę się nad tym zastanowić, Jill - mruknął 

Dawid, spoglądając z rozpaczą na Shelley. Pochylił się 

i pocałował małą w policzek. - Śpij dobrze. - Uwolnił 

dłoń, odwrócił się i zbiegł po schodach. Shelley 

odprowadziła go wzrokiem. Dławiły ją łzy, ale nie 

mogła poddać się rozpaczy. Jill stała obok i obser­

wowała matkę z niepokojem. 

- Wracaj do łóżka-powiedziała Shelley najczulej, 

jak potrafiła. Dziewczynka patrzyła bez słowa w jej 

twarz. Zdawała się wszystko rozumieć. W końcu 

posłuchała i wślizgnęła się pod kołdrę. 

- Odpocznij, córeńko. - Shelley zaciągnęła zasłony 

i zamknęła drzwi. Długo stała w korytarzu oparta 

o ścianę, próbując przywyknąć do myśli, że musi żyć 

dalej bez Dawida. 

Samochód uwoził go coraz dalej od nadmorskiej 

rezydencji Brittmanów. Czuł się pusty i całkowicie 

wypalony. Dobrze wiedział, czemu to przypisać. 

W tamtym domu zostawił cząstkę własnej duszy. Ale 

to bez znaczenia. Rzuci się znowu w wir życia, będzie 

pracował i uprawiał sport. Wkrótce zapomni o Shelley 

i jej dzieciach. Musi zająć się firmą, piąć się w górę, 

odnowić dawne znajomości. Wkrótce nie będzie miał 

czasu, by myśleć o tym, co go ostatnio spotkało. 

Okazało się jednak, że dni zamiast mijać jak z bicza 

trząsł, wloką się niemiłosiernie. Ledwo się obudził, 

zaczynał rozmyślać o Shelley, a gdy zasypiał, widział ją 

we śnie. Do cholery, przecież to niemożliwe, by dorosły 

człowiek bezwolnie poddawał się uczuciom. Szukał 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

zapomnienia w pracy. Przychodził do biura o świcie, 

opuszczał je o północy, zaniedbywał przyjaciół i nie­

ustannie krzyczał na podwładnych. 

Pewnego dnia spotkał Shelley przypadkowo na 

uniwersyteckim dziedzińcu. Przybył tam z dwoma 

współpracownikami, by uczestniczyć w przetargu na 

projekt nowych zieleńców i skwerów. Z tej okazji ubrał 

się w elegancki garnitur. Dzień był słoneczny i oczy 

Dawida przesłaniały ciemne okulary. Nagle ujrzał 

Shelley wychodzącą z gmachu, który ufundował jeden 

z jej wujów. Sunęła w asyście polityków i innych 

ważnych osób. Z pewnością uczestniczyła w jakiejś 

uroczystości. Patrzył na nią, gdy zbliżała się wolnym 

krokiem, i serce w nim zamarło. Wyglądała przepięk­

nie w skromnym bawełnianym kostiumie i białych 

rękawiczkach. Jasne włosy upięła w kok. Zachowywa­

ła się jak prawdziwa księżniczka i wszyscy okazywali 

jej taki szacunek, jakby naprawdę pochodziła z króle­

wskiego rodu. Nagle podniosła wzrok i zauważyła go. 

- Dawidzie! - rzekła, wyciągając rękę na powitanie. 

Przez chwilę dotykał ukrytej w rękawiczce smukłej 

dłoni. Po chwili Shelley dołączyła do pozostałych 

osób. Nagle odwróciła głowę. - Zadzwoń do mnie 

- poprosiła. W jej oczach widział cierpienie. Tak samo 

patrzyła tamtej nocy w Meksyku, gdy ujrzał ją po raz 

pierwszy. 

A może to złudzenie? Albo tylko jego pobożne 

życzenia. Bał się przyznać, że gdyby nie ciemne 

okulary, Shelley wyczytałaby z jego oczu, jak bardzo 

jest nieszczęśliwy. A jeśli naprawdę była smutna? 

- Zadzwonię! - krzyknął za nią, jakby naprawdę 

miał taki zamiar. 

Pewnej nocy, około dziesiątej, zmęczony bezcelową 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

wędrówką po pokoju, patrzeniem na światła przejeżdża­

jących ulicą samochodów, na wpół pijany, zapragnął 

nagle usłyszeć jej niski zmysłowy głos. Zadzwonił. Czekał 

z bijącym sercem, a gdy się odezwała, odłożył słuchawkę. 

Z nienawiścią popatrzył na swoje odbicie w lustrze. 

- Pięknie. Nisko upadłeś, przyjacielu. Zamierzasz 

ją straszyć dla własnej przyjemności? 

Zbliżał się dzień świętego Walentego. Dawid nie 

lubił związanego z nim zamieszania. W ubiegłych 

latach drażniło go i śmieszyło zarazem. Sądził, że 

obchodzone czternastego lutego święto istnieje wyłącz­

nie w interesie firm zalewających rynek okolicznościo­

wymi pocztówkami i upominkami. Tego roku zacho­

wywał się inaczej. Mimo woli wstępował do sklepów, 

szukając odpowiednich prezentów. Kupił czekoladki 

w eleganckim pudełku w kształcie serca, kotka z serdu­

szkiem przymocowanym do obroży, który z pewnością 

spodobałby się Jill, i czerwony wóz strażacki dla 

Chrisa. Innym razem wybrał puchatego króliczka 

i zabawnego żółwia, mrugającego ślepkami. Kupował 

ogromne pocztówki, na których były serca przebite 

strzałą Amora i bzdurne życzenia. Gdy je oglądał, coś 

ściskało go w dołku. Dlaczego znosił do domu te 

rupiecie? To było silniejsze od niego. Maskotek i kart 

ciągle przybywało. Jeśli tak dalej pójdzie, będzie 

musiał wynająć dodatkowy pokój, żeby je pomieścić. 

Często nadkładał drogi, żeby przejechać obok do­

mu Shelley. Musiał się upewnić, czy wszystko u niej 

w porządku, chociaż na dobrą sprawę, ukradkowe 

spojrzenia, rzucane na dom z ulicy, niewiele mogły mu 

powiedzieć o życiu trójki jego mieszkańców. Raz udało 

mu się zobaczyć dzieci. Jill wchodziła do domu z dzien­

nikiem pod pachą, a Chris biegł za nią i wrzeszczał: 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Uważaj, bo nadepniesz... -Drzwi się zatrzasnęły. 

Nie usłyszał, na co miała uważać Jill. Gdy ujrzał dzieci 

i usłyszał ich głosy, poczuł palące łzy pod powiekami. 

Wyobrażał sobie, że dzień świętego Walentego 

będzie swoistym kamieniem milowym w jego życiu. 

Jeśli zdoła przetrwać to święto, upora się także ze 

wspomnieniami i natłokiem czarnych myśli. Znów 

zacznie normalnie funkcjonować. Tego dnia postano­

wił po raz ostatni rzucić okiem na dom Shelley. 

Wczesnym rankiem wyruszył do La Jolli. Miał na­

dzieję, że uda mu się zobaczyć całą trójkę, wychodzącą 

na spacer. Chciał jeszcze raz na nich popatrzeć. 

W pobliżu domu zwolnił, ale nie zauważył żadnego 

ruchu. Nagle rudy pasiasty kocur wyskoczył wprost 

pod koła jego samochodu. Dawid zahamował, żeby go 

nie przejechać. Zerknął w bok na zaparkowany po 

lewej stronie samochód i poczuł nagły chłód. W czarnej 

furgonetce siedzieli dwaj mężczyźni. Jednym z nich był 

Armand. 

Ktoś mu pomógł nielegalnie przekroczyć granicę. 

Z pewnością okup za porwane dzieci był dla niego 

ostatnią szansą, skoro narażał się na niebezpieczeńst­

wo aresztowania. Dawid mógł tylko mieć nadzieję, że 

nie został rozpoznany. Skręcił w najbliższą przecznicę, 

by zniknąć z oczu kidnaperom, i zatrzymał się z pis­

kiem opon przy budce telefonicznej. Musiał natych­

miast wezwać policję. 

- Nazywam się Dawid Coronado-rzucił w słucha­

wkę. Podał nieufnym policjantom swój adres. - Zgła­

szam próbę porwania. - Podał w pośpiechu wszystkie 

potrzebne informacje. Słyszał głośne uderzenia swego 

serca. Denerwowała go skrupulatność dyżurnego ofi­

cera. -Muszę tam wracać. Przyjeżdżajcie natychmiast! 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

Zaparkował w pobliżu domu. Gdy wysiadał z sa­

mochodu, drzwi się otworzyły. Pierwszy wybiegł 

Chris, za nim Jill, a na końcu szła Shelley. Dwaj 

mężczyźni wyskoczyli z furgonetki. Dawid popędził 

w ich stronę. Nie zdoła unieszkodliwić ich obu, ale 

może pokrzyżować im plany. 

- Shelley! - wrzasnął. - Zabierz dzieci do domu. 

Już! - Minęło parę sekund, nim zrozumiała, co się 

dzieje, a tymczasem Chris i Jill ruszyli biegiem w jego 

stronę. 

- Dawid! -wołał chłopczyk, pędząc co sił w nogach. 

Jill i Shelley niemal równocześnie dostrzegły porywaczy. 

- Wracaj, Chris! - zawołała dziewczynka, próbując 

go dogonić, ale było już za późno. " 

Dawid rzucił się na Armanda, który nadbiegł 

pierwszy. Nim się na niego rzucił, dostrzegł jakiś 

błyszczący metalowy przedmiot. Pistolet. Kidnaperzy 

byli uzbrojeni. Chwycił Armanda za nogi. Upadli obaj 

na asfalt. Dawid uderzył się w głowę i poczuł piekący 

ból. Trzymał mocno wyrywającego się Armanda. 

Pistolet upadł z łoskotem na jezdnię. 

- Uciekaj, Shelley! Łap dzieciaki i uciekaj! - zdołał 

krzyknąć, nim noga drugiego mężczyzny dosięgła jego 

głowy i wszystko pochłonęła ciemność. 

Zamroczenie trwało tylko chwilę. Ujrzał Shelley, 

pędzącą do domu, z uczepionymi do jej rąk malucha­

mi. Westchnął z ulgą. W tej samej chwili usłyszał wycie 

policyjnych syren. Doskonale. Trzeba tylko pilnować 

tych drani. Zaraz zajmie się nimi policja. Wszystko 

będzie dobrze. 

- Nie ruszaj się. - Shelley dezynfekowała rany na 

twarzy Dawida. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Au! Ostrożnie, to szczypie!-wrzasnął i odsunął się. 

- Proszę, proszę! Miałeś dość odwagi, by rzucić się 

na dwóch porywaczy, a lekki ból... - szydziła wesoło. 

- Wszystko jest względne - gderał. - Gdy do 

opatrywania ran bierze się sadystka... 

- Jeśli będziesz narzekał, wsadzę cię do wanny 

i wyszoruję od stóp do głów - oznajmiła sucho, 

przemywając następną ranę. - Sam rozumiesz, pielęg­

niarka powinna dbać o pacjenta. 

- To groźba czy obietnica? - Dawid uśmiechnął się 

mimo woli. 

Popatrzyli sobie w oczy i spoważnieli. Shelley 

opamiętała się pierwsza. Schowała do apteczki narzę­

dzia tortur. 

- Dzieci uważają, że jesteś bohaterem. Jill wynosi 

cię pod niebiosa w swoim dzienniku. 

Jak na zawołanie, maluchy wkroczyły do pokoju. 

Chris od razu wdrapał się Dawidowi na kolana, a nieco 

onieśmielona Jill przycupnęła z boku, trzymając go za 

rękaw. 

- Dzięki, Dawidzie, że nas uratowałeś - rzekła 

cichutko. 

- Chcesz popatrzeć, jak jeżdżę na rowerku? - zawo­

łał Chris. 

Wkrótce Shelley odesłała dzieci na górę. Dawid 

chciał ją przytulić i nigdy więcej nie wypuszczać 

z objęć, ale nadal uważał, że nie ma prawa. 

- Na szczęście zjawiłem się w samą porę - wymam­

rotał, odwracając wzrok. 

- Skąd się wziąłeś koło mego domu? Ciągle zadaję 

sobie to pytanie. 

- Kto, ja? - Próbował zyskać na czasie. Odpowiedź 

musi brzmieć przekonująco. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Tak, ty - odparła z uśmiechem. 

- Przejeżdżałem - oznajmił, spoglądając jej prosto 

w oczy. 

- Jeździsz tędy do pracy? 

- Czasami. - Skrzywił się, by skryć uśmiech. 

- Czyżby? Musisz nadkładać wiele kilometrów. 

- Kopnęła go lekko. - Gadaj. Po co tu przyjechałeś? 

- Wreszcie zaświtała jej nadzieja. 

- Sprawdzałem, czy u ciebie wszystko w porządku 

- przyznał w końcu. 

- Dawidzie - zaczęła drżącym głosem - muszę ci 

o czymś powiedzieć. Nie pozwolę ci odejść, póki tego 

nie wysłuchasz. Długo myślałam, że po prostu cię lubię. 

Dopiero w tamtym meksykańskim motelu zrozumia­

łam, że... zakochałam się w tobie. - Chciał jej przerwać, 

ale położyła mu palec na ustach. - Wiem, że mnie nie 

poślubisz - dodała, a oczy zaszły jej łzami. - Nie musisz 

\ mi tego wyjaśniać od nowa. Lubisz mnie, prawda? 

Może przez jakiś czas moglibyśmy żyć razem? Kocham 

cię, Dawidzie - szeptała, wpatrując się w jego oczy 

i muskając palcami zraniony policzek. 

- Kocham cię. 

Dawid całował zachłannie usta Shelley. Ciało zdradzi­

ło natychmiast jego najskrytsze pragnienia. Schroniła się 

wjego objęciach. Przytuliłjąmocno. Niemógłjuż bez niej 

żyć. Odsunął się, żeby spojrzeć w zapłakane błękitne oczy. 

- Ja też cię kocham, Shelley - oznajmił ponuro, 

jakby przyznawał się do winy. - Myślę, że powinnaś 

o tym wiedzieć. - Uśmiechnęła się przez łzy. Znowu ją 

pocałował. - Ale miłość to nie wszystko. 

- Dla mnie tak. Myślę, że zawsze będę cię kochała. 

- Straciłem dla ciebie głowę już wtedy, gdy usłysza­

łem przez telefon twój głos - wyznał z uśmiechem. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Och, to ciekawe. Miłość od pierwszego... słysze­

nia? - zażartowała. 

Wybuchnął śmiechem, ale wnet spochmurniał. 

- Moi rodzice też byli zakochani, a wiesz, jak się 

skończyło ich małżeństwo. 

- Nie porównuj nas z nimi. - Shelley nie dawała za 

wygraną. - Zrozum, Dawidzie. Musimy się sami 

przekonać, czy potrafimy być razem. - Pocałowała go 

delikatnie. - Myślę, że przyjemnie się rozczarujesz 

- dodała łagodnie. 

- Co za głuptas! - wymamrotał. 

- Mówisz o mnie? 

- O sobie. - Parsknął śmiechem. - Ogłupiałem ze 

strachu, gdy cię poznałem. 

- Czego się obawiałeś? 

- Że się w tobie zakocham. Głuptas ze mnie 

- powtórzył. - Nie rozumiałem, że miłość, przed którą 

uciekam, to najcudowniejsze uczucie, jakiego w życiu 

doznałem. 

- Ale teraz to wiesz. Nie uciekniesz, prawda? 

- Nie, z pewnością nie. - Przytulił ją mocno i wdychał 

delikatny zapach jasnych włosów. Uznał wreszcie, żerna 

prawo do szczęścia, i było mu z tym dobrze. 

- Zabawne-szepnęła, uświadamiając sobie, że po raz 

pierwszy od wielu dni odczuwa prawdziwą radość 

i zadowolenie. -Założę się, że nie wiesz, jaki dziś mamy 

dzień. 

- Czternasty lutego. Czy to ważne? - odparł, 

udając, że nie rozumie. 

- Ależ nie. To tylko dzień świętego Walentego. 

- Rzeczywiście. 

- Niestety, nie jesteś romantykiem. - Potrząsnęła 

głową, wpatrując się w niego kochającym wzrokiem. 

scandalous

wykonanie - Irena

background image

- Chyba nie - westchnął. - Nie mam do tego głowy. 

- Potwór! -mruknęła. 

Pomyślał o stosach okolicznościowych pocztówek 

i upominkach, które zgromadził w domu. Stłumił 

śmiech. 

- Mam pomysł. Popatrzymy, jak Chris radzi sobie 

z jazdą na rowerku, a potem pojedziemy z dziećmi do 

mnie. Chciałbym wam coś pokazać. 

Potwór, co za niesprawiedliwość! 

- Chcesz, żebyśmy spróbowali, czy potrafimy żyć 

razem? 

- Nie będziemy próbować. Jestem pewny, że nam 

się uda, tobie i mnie. 

- I dzieciom - dodała. 

- I dzieciom - przytaknął z głębi serca i przypieczę­

tował umowę pocałunkiem. 

Świąteczne prezenty mogły poczekać. 

scandalous

wykonanie - Irena