background image

Gloria Babiker Lois Arnold
autoagresja
mowa zranionego ciała
przekład:
Magdalena Polaszewska-Nicke
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Gdańsk 2002
Tytuł orginalu: THE LANGUAGE OF INJURY Copyright® 1997, Gloria Babiker and Lois Arnold
Copyright® for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2002
Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani j ej część nie może być prze-drukowywana ani w żaden 
sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody 
Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.
Wydanie pierwsze w języku polskim
Redakcja merytoryczna:
Redakcja polonistyczna:
Korekta:
Projekt okładki:
Skład:

Anna Suchańska
Anna Switalska-Jopek
zespól
Agnieszka Żelewska
Piotr Żylicz
ISBN 83-87957-91-7
Druk: „Stella Maris" ul. Rzeznicka 54/56 Gdańsk
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 81-753 Sopot, ul. Bema 4/1A, tel./fax 551 61 04 e-mail: 
gwp@gwp.gda.pl, www.gwp.pl
SPIS TREŚCI
WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO.................................................9
PODZIĘKOWANIA.............................................................................13
WPROWADZENIE..............................................................................15
Zarys książki..............................................................................16
Rozdział l
USTALENIA WSTĘPNE...................................................................19
Samouszkodzenia: definicje......................................................21
Rozpowszechnienie i częstotliwość
występowania samouszkodzeń.................................................30
Wybrane poglądy na samouszkodzenia....................................32
Rozdział 2
KULTUROWY I HISTORYCZNY KONTEKST 
SAMOUSZKODZEŃ.....................................................44
Leczenie i zapobieganie chorobie..............................................45
Rozwój duchowy, oświecenie i mądrość....................................48
Społeczeństwo, tożsamość i status............................................52
Porządek i bezpieczeństwo .......................................................54
Władza i siła...............................................................................56
Piękno i powab ..........................................................................57
Samookaleczenia a żałoba.........................................................59
Kontrola społeczna a ucisk kobiet i innych grup ...................... 60
Wnioski......................................................................................61
Rozdział 3
SAMOUSZKODZENIA A SPOŁECZEŃSTWO ................................66

background image

Rodzaj a samouszkodzenia........................................................67
Wiek a samouszkodzenia ..........................................................75
Samouszkodzenia a rasa, kultura i przynależność etniczna..............................................78
Status społeczny a samouszkodzenia .......................................81
Seksualność a samouszkodzenia...............................................82
Samouszkodzenia wśród niepełnosprawnych..........................83
Siły społeczne a doświadczenie indywidualne .......................... 85
Praca z osobami dokonującymi samouszkodzeń......................86
Rozdział 4
ŹRÓDŁA I FUNKCJE SAMOUSZKODZEŃ W ŻYCIU 
JEDNOSTKI.......................................................................................92
Doświadczenia z dzieciństwa....................................................94
Doświadczenia życia dorosłego................................................. 96
Wpływ doświadczeń życiowych na samouszkodzenia ..............97
Przypuszczalne uwarunkowania biologiczne.........................110
Znaczenie fizycznych aspektów samouszkodzenia ................111
Funkcje samouszkodzeń w życiu jednostki ............................113
Podsumowanie........................................................................ 127
Rozdział 5
ZASADY PRACY Z OSOBAMI DOKONUJĄCYMI 
SAMOUSZKODZEŃ.........................................................................129
Ogólne zasady efektywnej pracy............................................. 130
Znaczenie wsparcia społecznego dla efektywnej pracy ..........146
Taktyki i procedury................................................................. 148
Rozdział 6
PRACA W OKREŚLONYCH WARUNKACH .................................153
Naturalne środowisko społeczne ............................................153
Oddziały nagłych wypadków i pomocy doraźnej..................... 155
Środowiskowa ochrona zdrowia psychicznego.......................158
Społeczne organizacje udzielające wsparcia
oraz telefony zaufania.............................................................. 162
Grupy wsparcia....................................................................... 165
Praca z osobami dokonującymi samouszkodzeń
w różnych placówkach............................................................. 167
Szczególne problemy pojawiające się
w warunkach szpitalnej opieki całodobowej........................... 173
Szczególne problemy pojawiające się
w więzieniach i placówkach zamkniętych............................... 177
Podsumowanie ........................................................................182
Rozdział 7 LECZENIE OSÓB DOKONUJĄCYCH SAMOUSZKODZEŃ........ 183
Pozycja terapeuty....................................................................184
Stanowisko filozoficzne...........................................................185
Stanowisko teoretyczne..........................................................189
Model terapii ...........................................................................195
Superwizja osób pracujących z samouszkodzeniami.............. 199
Zakończenie: w stronę transformacji......................................203
BIBLIOGRAFIA................................................................................204
INDEKS RZECZOWY.......................................................................211
INDEKS OSOBOWY.........................................................................218
WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO
Wiedza psychologiczna na temat samouszkodzeń ciągle pozostawia bez odpowiedzi wiele pytań 
dotyczących mechanizmów, uwarunkowań i funkcji tego zjawiska. Istniejące badania i dane 

background image

kliniczne każą sądzić, iż o wystąpieniu tej formy samoniszczącego zachowania decyduje splot 
wielu wzajemnie powiązanych czynników i że mogą one pełnić rozmaite funkcje: obronne - 
polegające na redukcji cierpienia, napięcia, gniewu czy lęku i instrumentalne - skierowanych na 
osiągnięcia określonych celów.
Autoagresja. Mowa zranionego ciała - trudno wyobrazić sobie trafniejszy tytuł dla książki 
podejmującej problem samouszkodzeń. Świadomi jesteśmy faktu, że ciało było i jest szczególnego 
rodzaju obiektem uwagi i troski o zdrowie i piękno lub przeciwnie - zaniedbań i agresji. Ciało jest 
najbardziej pierwotną sferą naszego Ja - fundamentem tożsamości, a zarazem zwierciadłem stanów 
psychicznych i napięć. Od czasów Janeta i Charcota wiadomo, że językiem ciała wyrażano to, co 
niewyrażalne słowami, i to, co rodziło lęk jako niemożliwe do zaakceptowania w obrazie własnego 
Ja. Zastosowanie hipnozy w leczeniu nerwic ujawniło ścisły związek między istnieniem konfliktu 
wewnętrznego a jego somatyczną ekspresją.
Zygmunt Freud pisał: „Ja jest przede wszystkim Ja cielesnym [...]" i dalej „Ja jest ostatecznie 
pochodną doznań cielesnych, głównie tych, które radzą się na powierzchni ciała [...] (Laplanche, 
Pontails, 1996, s. 253). Autorzy wspomnianego słownika konkludują następnie:
takie ujęcie zachęca do zdefiniowania instancji Ja Jako powstałej na gruncie realnej operacji 
psychicznej polegającej na "projekcji" organizmu w psychice" (s. 253).
Gordon Allport, klasyk psychologii osobowości uznał ciało i związane z nim doznania za kotwicę 
tożsamości. Doświadczenie istnienia
zaczyna się u niemowlęcia właśnie od doznań sensorycznych. One to sygnalizują bezpieczeństwo i 
zagrożenie, bliskość lub brak obecności matki, poczucie granic własnego Ja. Rolę skóry w 
formowaniu się tożsamości podkreślał też Henri Anzieu.
Podjęte przed laty i nadal kontynuowane na gruncie psychologii rozwoju człowieka badania nad 
więzią dowodzą znaczenia kontaktu fizycznego dla rozwoju poczucia bezpieczeństwa, stosunku do 
siebie i relacji z innymi.
W prawidłowych warunkach rozwojowych miłość i opieka macierzyńska rozwija w dziecku 
umiejętność chronienia siebie. Tę podstawową tendencję obserwujemy często nawet tam, gdzie 
wczesno-dziecięce relacje z matką dalekie były od doskonałości. Co zatem musi się zdarzyć, by 
uległa ona załamaniu? Kaleczenie czy inne formy niszczenia siebie są dramatycznym sygnałem, że 
dotychczasowe sposoby poradzenia sobie z bólem psychicznym zawiodły.
Mimo że studia nad związkiem między ciałem a jaźnią mają tak długą historię, to w dalszym ciągu 
zbyt mała okazuje się wiedza i skuteczność zapobiegania rozwiązywaniu wewnętrznych konfliktów 
drogą ataku na własne ciało. Ciągle na nowo nauka stawia sobie pytanie, co sprawia, że człowiek 
obraca się przeciwko samemu sobie? Kiedy wbrew naturalnej psychofizycznej jedności osoby 
następuje rozdział między tym, co fizyczne, i tym, co psychiczne? Czy wreszcie jak dochodzi do 
tego, że sygnał zagrożenia jakim jest ból czy naruszenie tkanek ciała staje się sposobem 
odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa i obroną?
Dotychczasowe ustalenia każą sądzić, że rozdział taki może mieć wiele przyczyn. Fizyczność może 
się okazać zagrożeniem dla psychiki, może być „wrogiem" grożącym zniszczeniem (złą częścią Ja), 
może zagrażać trudnym do zniszczenia bólem fizycznym. Przy zaburzeniach tożsamości fizyczność 
może być jednym dostępnym źródłem poczucia istnienia. Wreszcie może też zostać unieważniona, 
„odcięta" w imię realizacji określonych psychologicznych czy społecznych celów osoby. Ciało staje 
się polem często brutalnych metod wołania o pomoc, instrumentalnego wymuszania ustępstw 
karania siebie lub innych, kontroli, władzy, pozycji w grupie, obniżania albo podnoszenia swojej 
atrakcyjności. Odpowiedzi na pytanie o wybór własnego ciała jako obiektu agresji częściowo 
udzielają teorie wyjaśniające go zablokowaniem ekspresji impulsów agresywnych na zewnątrz i 
lokalizowaniem źródła frustracji w sobie samym. Jest jednak jeszcze inny aspekt. Materiał zebrany 
przez psychopatologów wskazuje na wyraźną ambiwalen-cję postawy wobec własnego ciała w 
akcie samookaleczenia. Obecne
w nim unieważnienie, okaleczenie lub unicestwienie dotyczy obiektu, który jest jednocześnie na 
tyle istotną wartością, by stać się najwyższą ceną, ofiarą czy symbolem.
Problem samookaleczeń czy innych form ataku na własne ciało nie ogranicza się do 

background image

psychopatologii. Tak jak niegdyś, tak i dziś dotyczy on również praktyk mniej lub bardziej 
społecznie akceptowanych. Studia nad obyczajowością różnych kultur dostarczają szokujących 
opisów zabiegów dokonywanych na ciele w imię tradycji, korzyści duchowych lub społecznych. 
Tatuaże czy przekłuwanie skóry w najróżnieszyjch miejscach, stosowanie sterydów należą dziś do 
powszechnych form upiększania ciała. W sytuacji wzrostu liczby gabinetów chirurgii plastycznej 
warto pamiętać o doniesieniach na temat autodestrukcyjnych motywów podejmowania takich 
zabiegów u niektórych pacjentów.
Granica między normalnym a patologicznym samouszkodzeniem niepokojąco się zaciera. 
Symptomatyczne są też pojawiające się nawyki językowe. Obok dobrze już zadomowionego Ja się 
zabiję", usłyszałam ostatnio z ust ucznia liceum inny zwrot: „bo się potnę" (!).
Kulturowo usankcjonowane, powszechne oraz wyraźnie patologiczne samookaleczenia są 
drobiazgowo opisane w wydanej w języku polskim książce Annegret Eckhardt Autoagresja. O ile 
problematyka samobójstw jest dość chętnie podejmowana i obszernie prezentowana, to o 
samoookaleczeniach pisze się w Polsce stosunkowo mało. Do nielicznych - obok wspomnianej 
wyżej książki Eckhardt - należą publikację dotyczące samouszkodzeń w zakładach zamkniętych i 
samookaleczeń u dzieci niepełnosprawnych. Cenne jest zatem pojawienie się każdej nowej 
publikacji, szczególnie jeśli wychodzi ona spod pióra osób mających doświadczenie kliniczne w 
omawianej dziedzinie. Nawet wówczas, gdy niektóre z postulowanych przez autorki form pomocy 
osobom samouszkadzającym się są kwestię przyszłości.
Anna Suchańska
Konflikt między pragnieniem zaprzeczenia strasznym wydarzeniom a potrzebą wykrzyczenia ich na 
glos stanowi o dialektyce psychicznego urazu. Ludzie, którzy doświadczyli przemocy, często 
opowiadają o niej w sposób wysoce emocjonalny, pełen sprzeczności i luk, co podważa ich 
wiarygodność, a tym samym wypełnia oba nakazy: wypowiedzenia prawdy i zachowania tajemnicy. 
Kiedy prawda zostaje wreszcie odsłonięta, ofiara może zacząć powracać do zdrowia. Zbyt często 
jednak przeważa pragnienie zachowania sekretu i historia traumatycznego wydarzenia przejawia się 
nie w postaci werbalnej narracji, lecz jako symptom1.
Judith Herman, Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi.
J. Herman. (2000). Przemoc. Uraz Psychiczny i powrót do równowagi. Przeł. A.. M. Kacmąjor. 
Gdańsk: GWP.
PODZIĘKOWANIA
Książka ta jest owocem wielu lat gromadzenia wiedzy o samookalecze-niach, czerpanej od naszych 
pacjentów, klientów i innych ludzi, którzy w jakiś sposób uszkadzali swoje ciało. To oni byli 
naszymi najważniejszymi nauczycielami i u nich zaciągnęłyśmy ogromny dług wdzięczności.
Uczyłyśmy się też od innych działających w tej dziedzinie osób, których doświadczenie w 
różnoraki sposób zbiegało się z naszym. Jesteśmy wdzięczne wielu obecnym i dawnym kolegom z 
Exeter University, United Bristol Healthcare Trust, The Basement Project oraz Bristol-skiego 
Ośrodka Opieki Kryzysowej dla Kobiet (Bristol Crisis Sendce for Women) za znaczący i wieloraki 
wkład, jaki wnieśli w tę pracę. Szczególne podziękowania pragniemy skierować do profesora 
Martina Herberta za jego poparcie dla naszego projektu. Chciałybyśmy również podziękować 
naszym wydawcom z BPS Books, Joyce Collins i Susan Pacitti, za ich pomoc w nadawaniu kształtu 
tej książce.
Miałyśmy to szczęście, że mogłyśmy uczyć się zarówno od mentorów i superwizorów, jak i od 
studentów, osób szkolących się i pracujących pod superwizją. Chciałybyśmy tutaj wyrazić swe 
uznanie dla nich wszystkich za to, czego nas nauczyli i co pomogli nam zrozumieć.
Naszym partnerom, Samowi Babiker i Annę Magill, należącym do grona najdroższych nam 
kolegów, zawdzięczamy nie tylko inspirujące dyskusje na temat idei, które legły u podstaw 
niniejszej książki, ale także miłość, wsparcie i zachętę, jakże niezbędne w przedsięwzięciu takim 
jak to.
Obie pragniemy również podkreślić, jak bardzo cenimy sobie wszystko to, czego nauczyłyśmy się 
od siebie nawzajem w trakcie naszej wspólnej pracy.
Gloria Babiker, Lois Arnold

background image

WPROWADZENIE
Chciałybyśmy, aby ta książka złagodziła poczucie bezradności, przytłoczenia, rozpaczy i 
wściekłości, doznawanych przez osoby pracujące z ludźmi, którzy dokonują samouszkodzeń. 
Pogłębiona świadomość własnych uczuć zwiększy również ich skuteczność i pewność siebie.
Jest rzeczą oczywistą, że istnieje zapotrzebowanie na jasną informację na temat zachowań 
samouszkadzających. Należy przede wszystkim uświadamiać ludziom, że zachowania te są 
skutkiem złożonych problemów psychicznych osób znajdujących się w stanie silnego napięcia. 
Pisząc tę książkę, chciałyśmy, by stała się ona materiałem źródłowym na temat samouszkodzeń czy 
- inaczej - samookaleczeń dla praktykujących terapeutów oraz pracowników służby zdrowia i 
opieki społecznej, sądownictwa, a także działaczy społecznych.
Mamy nadzieję, że ci spośród czytelników niniejszej książki, którzy sami dokonują 
samouszkodzeń, uznają ją za pomocną w zorientowaniu się w problemie i odpowiadającą ich 
własnym doświadczeniom. Jednocześnie przyznajemy, że czytanie pewnych jej partii może być 
trudne. Sam akt pisania o czymś obiektywizuje rzecz opisywaną, a widzieć własną rozpacz 
zobiektywizowaną to przeżycie bolesne. Mamy jednak nadzieję, że nasza empatia wobec rozpaczy 
tych, o których opowiadamy, znajdzie na kartach tej książki swój wyraz.
Prezentowane tu podejście zainteresuje osoby zajmujące się upośledzeniem umysłowym, gdyż 
oferuje ono spojrzenie nieco odmienne aniżeli modele tradycyjne. Prowadząc superwizję i treningi, 
przekonałyśmy się, że nasze podejście jest przydatne w zrozumieniu samouszkodzeń osób 
niepełnosprawnych umysłowo, aczkolwiek nie jesteśmy w stanie przedstawić bezpośrednich 
doświadczeń interwencji terapeutycznych w tej szczególnej dziedzinie.
Przyjęte przez nas podejście do omawianego tu problemu wyrasta zarówno z naszego sposobu 
odczytywania społecznego podłoża napięć psychicznych oraz metod, jakimi ludzie radzą sobie z 
tymi napięciami, jak i z naszego pojmowania psychologii jednostki. W trakcie przygotowywania tej 
książki szczególnie zainteresowało nas podstawowe znaczenie, jakie każde społeczeństwo 
przypisuje sprawom dotyczącym ciała, a także dominująca rola ciała w całościowym rozumieniu Ja.
Niniejsza książka jest odbiciem połączenia naszych wcześniejszych bardzo odmiennych 
doświadczeń i orientacji. Splatają się w niej z jednej strony formalne wykształcenie kliniczne oraz 
doświadczenia pracy w środowisku klinicznym w ramach służby zdrowia (Wielka Brytania), z 
drugiej zaś poglądy o rodowodzie socjologicznym oraz doświadczenia działalności w organizacjach 
społecznych (Los Angeles). W trakcie wspólnej pracy wciąż przekonywałyśmy się, że dzielące nas 
różnice teoretyczne pomagają wręcz każdej z nas nadawać większą przejrzystość własnemu 
myśleniu.
Zarys książki
Rozdział pierwszy wprowadza temat samookaleczenia oraz prezentuje przedmiot naszego 
zainteresowania poprzez zdefiniowanie go, pr głąd bieżących danych epidemiologicznych oraz 
zlokalizowanie miejsca tego zjawiska pośród innych zachowań autodestrukcyjnych, takich jak pa-
rasamobójstwo (parasuicide). Rozdział ten prezentuje przegląd rozważań dotyczących tej dziedziny, 
nakreśla niektóre główne tematy oraz perspektywy teoretyczne. Wprowadzamy tutaj także nasze 
własne podejście, wskazując jego miejsce wśród różnorodnych ujęć teoretycznych.
Rozdziały od drugiego do czwartego analizują społeczne oraz indywidualne podłoże 
samouszkodzeń, ponadto prezentują kontekst teoretyczny zjawiska. Nie powstały one z intencją, 
aby czytać je koniecznie w całości, gdyż każdy z nich dotyczy innego aspektu omawianych tu 
zachowań. Niemniej jednak doświadczenie indywidualne i treści społeczne zarówno w naszej 
kulturze, jak i w innych, splatają się z sobą, a te trzy rozdziały łącznie tworzą podstawę dla 
zrozumienia samookaleczeń. W rozdziale czwartym znalazły się odwołania do teorii biologicznych, 
stając się zarazem punktem wyjścia do wprowadzenia szczegółowej wykładni naszego ujęcia źródeł 
oraz funkcjonalnej natury samouszkodzeń. Treść tego rozdziału stanowi trzon naszego podejścia i 
punkt wyjścia dla naszych propozycji dotyczących leczenia.
Trzy rozdziały końcowe zostały poświęcone pracy z samookale-czeniami. Nie istnieje żaden 
sprecyzowany system empirycznej wiedzy mówiącej o tym, co jest skuteczne, a co nie przynosi 
efektów w terapii przewlekłego samookaleczania się. Czerpałyśmy zatem głównie z własnych 

background image

doświadczeń klinicznych, a także z doświadczeń innych klinicystów i autorów specjalizujących się 
w tej dziedzinie, starając się umieścić zgromadzone informacje w ramach teoretycznych i sfor-
mułować praktyczne wskazówki przydatne w pracy w różnorodnych warunkach, także w 
psychoterapii, odwołując się przy tym do filozofii i polityki. Naszą propozycję kierujemy zarówno 
do doświadczonych praktyków, którzy w swej pracy regularnie spotykają się z samookale-czeniami, 
jak i do tych, którzy w zmaganiu się z tym problemem stawiają dopiero pierwsze kroki. Wartości 
szkolenia, wsparcia i superwizji w tym zakresie nie sposób przecenić. Mamy nadzieję, że nasze po-
mysły zostaną rozważone, przyswojone i zaadaptowane, a następnie wykorzystane ku lepszemu 
zrozumieniu problemu w miarę potrzeb ujawniających się w różnorodnych okolicznościach.
Ważny jest język, dlatego dołożyłyśmy wszelkich starań, by wyrażać się jasno, ale i z szacunkiem. 
W szczególności rozwiązać musiałyśmy kwestię tego, jakimi posługiwać się terminami: 
samoniszczenie (self-
-ha?'m), samouszkodzenie (self-injury) czy może samookaleczenie (self-
-mutiiation). Nie używamy określenia „samoniszczenie", ponieważ jest ono nazbyt szerokie w 
stosunku do naszych potrzeb, co wyjaśniamy w rozdziale pierwszym. Termin „samouszkodzenie" 
ma tę przewagę nad określeniem „samookaleczenie", że jest on preferowany przez osoby zmagające 
się z tym problemem i może się odnosić do takich form zadawania sobie cierpienia, które nie 
okaleczają ciała. Termin „samookaleczenie" jest użyteczny w komunikowaniu się z innymi auto-
rami i osobami praktykującymi w tej dziedzinie. Ponadto, jak pokażą zwłaszcza rozdziały trzeci i 
czwarty, „naruszenie" bądź rzeczywiste okaleczanie, stanowi decydujący element omawianych tu 
zachowań, a termin „samouszkodzenie" tego znaczenia nie oddaje. Postanowiłyśmy zatem 
posługiwać się wymiennie oboma określeniami i mamy nadzieję, że nie stanie się to przyczyną 
żadnych nieporozumień ani też nikogo nie urazi. Podobnie żywimy nadzieję, że czytelnik uzna za 
dopuszczalne nasze stosowanie określeń „pacjent" oraz „klient", aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, 
że każde z nich jest na swój sposób problematyczne. Wolałybyśmy mówić o „osobie dokonującej 
samouszkodzeń", zdecydowałyśmy się jednak na kompromis na rzecz czytelności tekstu.
Zajmiemy się zachowaniami (nacinanie, przyżeganie, uderzanie, połykanie, wprowadzanie do ciała 
obcych przedmiotów, zażywanie trucizn, drapanie i wyrywanie włosów) podejmowanymi przez 
osoby odczuwające wewnętrzne napięcie w celu ekspresji i radzenia sobie z nim. Zachowania tego 
rodzaju, podobnie jak leżące u ich podłoża napięcia, mogą przebiegać przy udziale świadomości 
jednostki lub bez jej udziału.
Wszystkie przykłady zamieszczone w niniejszej książce, włącznie z cytatami, zaczerpnięto z 
autentycznych kontaktów w sytuacjach klinicznych i badawczych. Ich istotne szczegóły zostały 
znacznie zmodyfikowane w celu zachowania tajemnicy. Niektóre cytaty w rozdziale czwartym 
przytoczono dosłownie, lecz usunięto z nich wszelkie informacje umożliwiające identyfikację 
cytowanych osób. Dążąc do prostoty, w całej książce używamy rodzaju żeńskiego, pragniemy 
jednak podkreślić, że chciałybyśmy, aby przedstawione tutaj podejście znalazło zastosowanie 
zarówno w pracy z kobietami, jak i z mężczyznami. Niemniej rzeczywistość wyłaniająca się z pracy 
w tej dziedzinie pokazuje, że większość pacjentów i osób pracujących z nimi to jednak kobiety.
Rozdział l
USTALENIA WSTĘPNE
Samookaleczanie, bardziej może niż jakiekolwiek inne ludzkie działanie, mówi o rozpaczy, udręce i 
bólu. Akt zadawania sobie ran ucieleśnia i komunikuje zarazem w sposób dosłowny obecność 
czegoś niemożliwego do zniesienia i nie dającego się wypowiedzieć.
Ciało ma zasadnicze znaczenie dla poczucia Ja. Young (1992) odwołuje się do niego jako do 
„lokum człowieczeństwa", kiedy opisuje sposób, w jaki trauma zaburza relację pomiędzy ciałem a 
tożsamością osobistą i społeczną:
[...] doświadczenie urazu podważa nasz stosunek do „posiadania dala" i „mieszkania w ciele", 
czyniąc centralną rolę dala w ludzkiej egzystencji wielce uciążliwą [...] życie w ciele i postrzeganie 
go jako zasadniczego dla tożsamości jest dla osoby po doświadczeniu urazu zarówno czymś 
niebezpiecznym, jak i szalonym (s. 92).
Samouszkodzenie wyraża, jak „niebezpiecznym i szalonym" jest trwanie w ciele, które doznało 

background image

urazu. W tej książce wielokrotnie łączyć będziemy uraz spowodowany wykorzystaniem seksualnym 
z samouszkodzeniem. Do najbardziej przykrych i rozpaczliwych cech wykorzystania należy wymóg 
dyskrecji i milczenia. Ofiarom, które bardzo pragną, by je ktoś wysłuchał, na różne sposoby 
zakazuje się mówienia o tym, co się stało. Samouszkodzenia tych osób są wyrazem, choćby nawet 
tylko na ich własny użytek, grozy wykorzystania.
Judith Herman opisuje konflikt między mówieniem a milczeniem jako zawieszenie między 
pragnieniem zaprzeczania straszliwym wydarzeniom a chęcią wykrzyczenia ich z siebie (2000). U 
ludzi mających do opowiedzenia coś strasznego konflikt ten odzwierciedla się niekiedy w tym, ze 
czynią to oni w sposób, który podważa ich wiarygodność.
W takim sensie rany zadawane samemu sobie, ujawniając „niewypowiedzianą tajemnicę", mogą 
jednocześnie służyć odwróceniu od niej uwagi. Samookaleczenie podejmowane jest więc zarazem 
po to, by mówić i by nie mówić.
Samobójstwo i próba samobójcza także są formami komunikatów, lecz samookaleczenie wymaga 
wsłuchania się weń w odmienny sposób. Samookaleczenie jest wypowiedzią na temat 
traumatycznego doświadczenia i napięcia, kierowaną przez dokonującą go osobę w pierwszym 
rzędzie do siebie samej, a dopiero w dalszej kolejności do innych ludzi. Samouszkodzenie stanowi 
kontynuację dyskursu życia człowieka, tymczasem próba samobójcza odcina jednostkę od tego 
dyskursu, eliminuje ją z jej świadomości lub nawet z istnienia. Być może różnica między tymi 
dwoma zjawiskami polega na tym, że próba samobójcza jest przede wszystkim wynikiem dążenia 
do zmiany świadomości, samookaleczenie natomiast odmienia ciało. Mowa milknie w odmiennych 
stanach świadomości, ale nie w zachowaniach, w które uwikłany jest język ciała. Walsh i Rosen 
(1988), omawiając różnicę pomiędzy samookaleczeniem a parasamobójstwem, stwierdzają:
W wypadku przyjęcia pigułek bądź trucizny szkodliwość tego aktu jest niepewna, niejednoznaczna, 
nieprzewidywalna i przede wszystkim niewidoczna. W wypadku samookaleczeń rozmiary 
samozniszczenia są wyraźne, jednoznaczne i nader widoczne, a przebieg samego aktu Jest 
przewidywalny (s. 32).
Samouszkodzenia należą do szerszego repertuaru zachowań angażujących ciało w ekspresję napięć 
wewnętrznych jednostki. Jako jedno z tych właśnie zachowań, samookaleczanie daje jednostce po-
nadto możliwość podjęcia próby zmagania się z tymi napięciami. Dwa kolejne rozdziały pokażą 
nam, że samookaleczenia należą do praktyk, których doniosłość historyczna, polityczna oraz 
kulturowa wynika z modyfikowania lub uszkadzania ciała. Spełnia ono zatem szereg funkcji w 
życiu zarówno jednostki, jak i społeczeństwa.
W niniejszym rozdziale zamierzamy przygotować grunt dla naszych rozważań na temat 
samouszkodzeń oraz różnych związanych z nimi reakcji. Rozpoczniemy od wyznaczenia zakresu 
naszego zainteresowania, które obejmuje grupę zachowań opisywanych w naszym mniemaniu 
przez pojęcia „samouszkodzenie" i „samookaleczenie". Wskażemy też miejsce tych zachowań na 
tle czynności pociągających za sobą jakąkolwiek szkodę dla ciała. Następnie przejdziemy do krót
kiego przeglądu kilku głównych nurtów refleksji nad samouszkodze-niami. Czyniąc to, mamy na 
celu przede wszystkim ustalenie miejsca naszych poglądów wśród perspektyw teoretycznych 
dotyczących tego tematu, a także przedstawienie pewnych idei, z których same czerpałyśmy przy 
tworzeniu własnego podejścia do samouszkodzeń. W jednym rozdziale nie sposób oddać 
sprawiedliwości wszystkim tym ujęciom, stąd niektóre z nich (zwłaszcza podejścia związane z 
diagnozą psychiatryczną) traktujemy skrótowo, mając nadzieję, że czytelnicy zainteresowani nimi 
sięgną do bibliografii.
Samouszkodzenia: definicje
Samouszkodzenie to w naszym rozumieniu akt polegający na celowym zadawaniu bólu i/lub ran 
swemu ciału, pozbawiony jednakże intencji samobójczej. Najczęstsza forma samouszkodzeń to 
nacinanie skóry ramion i dłoni, niekiedy nóg, rzadziej zaś twarzy, torsu, piersi czy genitaliów. 
Zdarzają się też poparzenia wodą, parą wodną bądź rozmaitymi substancjami chemicznymi, 
zadawanie sobie ciosów lub obijanie się o ściany. Część osób każdorazowo uszkadza się w inny 
sposób w zależności od stanu uczuć bądź dostępnych środków.
Do innych sposobów zadawania sobie ran zaliczyć można: drapanie, nakłuwanie, gryzienie, 

background image

pocieranie i wprowadzanie pod skórę lub w otwory ciała ostrych przedmiotów. Rzadsze formy 
samouszkodzeń to podwiązywanie kończyn, wyrywanie włosów i rzęs oraz silne szorowanie skóry 
doprowadzające do abrazji2 (niekiedy z użyciem środków czyszczących, takich jak wybielacz). 
Zdarza się też połykanie ostrych przedmiotów lub szkodliwych substancji.
Definiując samouszkodzenia, zestawiamy je z innymi formami zachowań o charakterze wyraźnie 
autodestruktywnym (zob. ryć. l), takimi jak samoniszczenie (np. parasamobójstwo)3, zaburzenia 
łaknienia, nadużywanie substancji oraz zaburzenia pozorowane4. Cechą łączącą wszystkie te 
zachowania jest ich mniejsza lub większa szkodliwość, dlatego właśnie do owej szerszej kategorii 
zachowań zalicza się tez samouszkodzenie. Z drugiej strony jednak samouszkodzenia ró-
Zdarcie naskórka (przyp. red. meryt.). 3
Termin parasamobójstwo stosowany jest w literaturze przedmiotu w różnych znaczeniach, 
najczęściej jako próba samobójcza lub inne zachowanie samoniszczące pozbawione intecji 
samobójczej (przyp. red. meryt.).
A. Eckhardt określa je mianem autoagresji pośredniej, to znaczy stosowanej przez osoby trzecie 
wobec pacjenta (przyp. red. meryt.).
żnią się od innych zachowań destrukcyjnych pod wieloma istotnymi względami, takimi jak stopień 
zagrożenia dla życia, interpretacja społeczna, intencja, cel, bezpośredniość i natychmiastowość 
obrażeń. Ważne jest również to, czy celem danej osoby jest wywołanie choroby, czy też może w grę 
wchodzi jakiekolwiek oszustwo. Zgodnie z deklaracją z wprowadzenia zamiennie stosujemy tutaj 
terminy „samookale-czenie" i „samouszkodzenie", czyniąc to jednak z pełną świadomością, że dla 
każdego mają one odmienne konotacje i że w każdym podejściu preferowane jest inne z nich.

Ryć. l. Samouszkodzenia w kontekście innych zachowań szkodliwych dla dala.
Zespół Miinchausena - osoby cierpiące na to zaburzenie psychiczne pozorują u siebie bądź u 
drugiej osoby (rozszerzony zespół Munchausena) choroby z objawami somatycznymi, dostają się 
do szpitali i skłaniają lekarzy do przeprowadzania zabiegów medycznych (przyp. tłum.).
Samookaleczanie a „udoskonalanie" ciała
Naszym zdaniem istnieją dwie odmiany udoskonalania ciała. Do pierwszej z nich należą 
zachowania społecznie zalecane i ukierunkowane na umożliwienie jednostce doścignięcia jakiegoś 
„ideału" fizycznej „atrakcyjności". Odnosi się to głównie do kobiet, choć coraz częściej także i 
mężczyzn. Przykładem tego może być powiększanie piersi oraz inne operacje kosmetyczne, 
poniekąd także przekłuwanie skóry różnych części ciała w celu zakładania kolczyków (body pier-
cing), usuwanie owłosienia czy noszenie gorsetów. Ten typ zachowań ma też swój aspekt rasowy, 
kiedy celem jest osiągnięcie zachodniego ideału piękna. Przykładem niech będzie tutaj wybielanie 
skóry i prostowanie włosów praktykowane przez kobiety pochodzenia afrykańskiego bądź też 
operacje twarzy wśród kobiet orientalnych. Udoskonalaniu ciała, w odróżnieniu od samouszkodzeń, 
towarzyszy całkowita akceptacja społeczna. Postrzega się je jako dowód odpowiedniego poziomu 
funkcjonowania społecznego i poczucia własnej wartości jako osoby „wartej" zachodu i wydatków. 
Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że tego rodzaju zachowania „udoskonalające" ciało pod 
jednym ważnym względem przypominają samouszkadzanie: ich nieodzownym składnikiem i 
podstawowym założeniem jest przekonanie człowieka, że jeżeli nie modyfikuje on swego ciała, nie 
nadaje się do niczego.
Do drugiej odmiany omawianych tu zachowań należą te, których społeczne znaczenie nie wiąże się 
z estetyczną atrakcyjnością, lecz zasadza się na umożliwianiu wyrażania sprzeciwu wobec kon-
wencji społecznej, czasem szokowania innych, a nawet zaznaczenia przynależności do określonych 
grup społecznych. Przykładami będą tu golenie głowy, pokrywanie ciała rozległymi tatuażami oraz 
umieszczanie kolczyków w nietypowych miejscach. Naszym zdaniem w działaniach tych, w 
przeciwieństwie do samouszkodzeń, bardziej chodzi o związany z nimi przekaz aniżeli o sam akt 
uszkadzania ciała. Innymi słowy, efekt końcowy, wraz z niesionym przezeń przekazem, jest często 
ważniejszy od procesu, któremu jednostka musi się poddać podczas uszkadzania swego ciała. 
Niemniej jednak przekaz ten po części faktycznie może mieć związek z bólem, wytrzymałością i 
odwagą bądź też z dumą lub nienawiścią do siebie, które wpisane są w daną czynność. Akt 

background image

poddania się takiemu uszkodzeniu oraz łączącemu się z nim bólowi może również nieść z sobą 
głębokie treści dotyczące relacji jednostki z innymi i działać w sposób
zbliżony do samookaleczenia. Być może podobieństwo tego rodzaju zachowań do samookaleczania 
leży w pełnionej przezeń funkcji komunikowania złości i bezpośredniego narzucania drugiej osobie 
własnej tożsamości lub pozycji. W pewnych społecznościach podobieństwo to zaznacza się bardzo 
silnie. Harry (1987), porównawszy ze sobą wytatuowanych i niewytatuowanch przestępców płci 
męskiej, ustalił, że u osób mających tatuaże częściej spotyka się także blizny po samooka-
leczeniach.
Wydaje się nam, że oba rodzaje udoskonalania ciała - albo inaczej akceptowanego okaleczania - 
podobnie jak samouszkodzenia zawierają element nienawiści do siebie. Ponadto obie odmiany tych 
zachowań mogą nieść w sobie elementy związane z przynależnością do grupy cenionej przez 
jednostkę bądź też z aspirowaniem do takiej przynależności.
Samookaleczenia a zachowania autodestrukcyjne Samookaleczanie wykazuje wprawdzie 
podobieństwa do innych wyraźnie autodestrukcyjnych zachowań, takich jak zaburzenia łaknienia, 
nadużywanie alkoholu, ryzykowne zachowania seksualne czy wielokrotne, samorzutne zabiegi 
chirurgiczne, ale przecież także od zachowań tych istotnie się różni. Tymczasem autorzy 
koncentrujący się ściśle na powiązaniu zachowań tego rodzaju z urazem na tle seksualnym z okresu 
dzieciństwa mają skłonność do zaliczania wszystkich tych zachowań do jednej kategorii (Miller, 
1994).
Ross i McKay (1979) wprowadzają rozróżnienie między bezpośrednim a pośrednim zachowaniem 
samouszkadzającym. W wypadku bezpośredniego samouszkodzenia związek pomiędzy 
zachowaniem a jego konsekwencją (to znaczy raną) jest ścisły i bezsporny, podczas gdy w wypadku 
pośrednich zachowań samouszkadzających (takich jak zaburzenia łaknienia oraz nadużywanie 
substancji) związek ten jest odległy i niejednoznaczny.
Spośród zachowań żywieniowych najwięcej cech wspólnych z sa-mookaleczaniem ma według nas 
skrajna otyłość, włącznie z elementem buntu przeciw tradycyjnym ideałom kobiecej reaktywności 
emocjonalnej, przy czym wymiotowanie sprawia wrażenie jak najbardziej bezpośredniej formy 
zachowania samouszkadzającego. Właśnie na podobieństwach między samookaleczaniem a 
problemami z jedzeniem koncentruje swą uwagę wielu autorów (na przykład Favazza i in., 1989), 
tymczasem naszym zdaniem istotne jest rozpoznanie odmienności funkcji, jakie zjawiska te pełnią 
w sferze indywidualnej i społecznej.
Element autodestrukcyjny cechujący takie zachowania, jak ryzykowny seks, każe dostrzec w nich 
oczywiste paralele z samookaleczaniem, szczególnie ze względu na ich funkcje redukowania 
napięcia, a także wykorzystania w karaniu własnej osoby. Samouszkadzanie jako sposób radzenia 
sobie z napięciem spełnia tę samą funkcję co nadużywanie alkoholu i narkotyków, aczkolwiek jest 
znacznie mniej kłopotliwe społecznie. Mimo to postrzega się je jako bardziej „anormalne" i 
znajdujące się poza nawiasem zwykłych sposobów radzenia sobie z napięciem. Nadużywanie 
alkoholu i narkotyków tymczasem w powszechnym mniemaniu uchodzi za zwyczajne zachowania 
społeczne, które „przekroczyły pewne granice". Wyjątek tutaj stanowi, co zresztą jest dość 
interesujące, dożylne przyjmowanie narkotyków. Otóż fizyczne „wkłucie w żyłę" to dla wielu 
narkomanów ważny aspekt nałogu, który niesie z sobą rzecz jasna bezpośrednie uszkodzenie ciała. 
Mimo to wstrzykiwanie narkotyku, choć piętnowane, nie jest zazwyczaj postrzegane jako równie 
„anormalne" jak samookaleczanie. W przeciwieństwie do tego ostatniego bowiem, głównym celem 
tej kategorii zachowań autodestrukcyjnych jest raczej ucieczka od przeżywania bólu, a nie 
wyrządzenie sobie krzywdy.
Samouszkodzenia pojawiają się często u osób, które mają ponadto problemy z nadużywaniem 
substancji i/lub jedzeniem (Favazza i in., 1989; Lacey, 1993; Parkin, Eagles, 1993). Niektórzy 
autorzy (na przykład Favazza i in., 1989) opowiadają się za stosowaniem specjalnych etykiet 
(zazwyczaj określeń odwołujących się do „impulsu") w celu opisu kombinacji zachowań 
występujących u takich osób. W pewnym sensie w obrębie takich złożonych kombinacji może 
zachodzić rodzaj wymiany między zachowaniami autodestrukcyjnymi, polegającej na tym, że kiedy 
jedno z nich przygasa, inne się nasila. Naszym zdaniem ujmowanie samouszkodzenia jako 

background image

składowej „syndromu" nie przyczynia się wcale do zrozumienia ani tego zachowania, ani jego zna-
czenia. Favazza i Rosenthal (1993) informują, że według ich pacjentów ze złożonym syndromem 
autodestrukcyjnych zachowań impulsywnych nadużywanie alkoholu jest spośród wymienionych 
zachowań najłatwiejsze do przezwyciężenia, samookaleczanie zaś najtrudniejsze. Nasze kliniczne 
doświadczenie również to potwierdza. Prawdopodobnie działają tu dwa czynniki: po pierwsze 
bardzo trudno jest żyć bez samookaleczenia, a po drugie samookaleczenie wydawać się może 
najłagodniejszym z środków dostępnych jednostce chcącej poradzić sobie w życiu i przetrwać. 
Pewna pacjentka opowiadała kiedyś, że nie byłaby w sta-
nie jeść, gdyby nie świadomość, że po posiłku będzie mogła się okaleczyć: „Muszę jeść, żeby żyć; i 
muszę się ciąć, żeby jeść".
Samouszkodzenie a samoniszczenie
Samouszkodzenie zalicza się często do kategorii zachowań określanych mianem „samoniszczenie" 
lub „umyślne samoniszczenie", obejmującej również parasamobójstwo oraz samobójstwo właściwe. 
Walsh i Rosen (1998) przedstawili chyba najbardziej wyczerpujący i dogłębny przegląd rozważań 
na temat różnic pomiędzy samookaleczeniem a samobójstwem/parasamobójstwem. Autorzy 
zajmujący się tymi zagadnieniami w swej praktyce klinicznej (np. Briere, 1996; Favazza, 
Rosenthal, 1993; Tantam, Whittaker, 1992) zgadzają się raczej, że między próbą samobójczą a 
samouszkodzeniem istnieje istotna różnica i że różnica ta jest dość oczywista: podejmując próbę 
samobójczą, człowiek zamierza się zabić, dokonując zaś samouszkodzenia nie ma takiej intencji. 
Uważamy jednak, że nadmiernie upraszczające obstawanie przy tym rozróżnieniu stwarza pewien 
problem. Otóż postawa taka ignoruje fakt, że często to, co przedstawiane jest jako próba samob-
ójcza, na przykład przedawkowanie, w rzeczywistości nie wypływa wcale z intencji pozbawienia 
się życia. Jednostka dopuszczająca się czynu tego rodzaju może mieć złożoną, ambiwalentną i 
niewyraźną wizję własnych intencji. Bywa też, że osobom często dokonującym samousz-kodzeń 
zdarza się okaleczać z zamiarem popełnienia samobójstwa za pomocą sposobów często 
odmiennych od tych praktykowanych podczas uszkadzania się.
Podobnie osoba, która się okalecza, nie mając bynajmniej zamiarów samobójczych, może 
odczuwać taką rozpacz i nienawiść do siebie, że zapragnie zniszczyć i unicestwić wszelkie realne 
doświadczenia Ja, aby móc dalej funkcjonować już na inn   poziomie. Istnieje zatem pewne 
niebezpieczeństwo w ujmowaniu samouszkodzenia jako działania mniej poważnego aniżeli próba 
samobójcza, gdyż pociąga to za sobą obojętność wobec rozpaczy i głębokiej udręki przeżywanej 
przez Ja w akcie samouszkodzenia.
Kreitman (1977) zaznacza, że choć można by się pokusić o sformułowanie jasnej pojęciowej 
różnicy między próbą samobójczą a innymi formami samouszkodzeń (określanymi przez niego jako 
samookale-czenia), to jednak stworzenie definicji bazującej na doświadczeniach wiązałoby się z 
wieloma trudnościami. My skłonne jesteśmy się spierać, że podczas gdy przeprowadzenie 
rozróżnienia pomiędzy samookaleczeniem a samobójstwem na podstawie takich cech, jak stopień
zagrożenia życia, intencja i tym podobne, może się wydawać łatwe, to sprawą znacznie bardziej 
złożoną jest rozgraniczenie samookaleczenia i powtarzających się mniejszych aktów 
samoniszczenia czy też para-samobójstwa.
Chociaż różnica pomiędzy samobójstwem a samookaleczeniem jest często szczegółowo omawiana 
przez badaczy i praktyków, a do rozróżniania tych dwóch zachowań przywiązuje się dużą wagę 
(Walsh, Rosen, 1988), to jednak w oczach wielu praktyków i autorów opracowań klinicznych 
zjawiska te uchodzą za podobne, ponieważ i samobójstwo, i samookaleczenie postrzegane są jako 
odzwierciedlenie skłonności auto-destrukcyjnych (Linehan, 1993). Nasz pogląd jest jednak taki, że 
osoba, która się okalecza, w pewnym sensie uzewnętrznia wręcz przeciwne dążenie natury. Ona 
usiłuje się chronić. Samouszkodzenie pomaga się jej nie rozpaść „na kawałki", walczyć o 
przetrwanie, a nie spełnić życzenie samounicestwienia.
Samookaleczenia a zaburzenia pozorowane Choroby i uszkodzenia ciała stają się niekiedy 
sposobem unikania silnie stresujących bądź niebezpiecznych sytuacji, na przykład udziału w bez-
pośrednim starciu podczas wojny. Bywają też środkiem służącym poprawie warunków życia. 
Wystarczy przywołać dość jednoznaczne przykłady ludzi, którzy powodując u siebie obrażenia 

background image

ciała lub różnego rodzaju choroby, traktują to jako instrument służący osiąganiu pewnych 
określonych celów. Nie uważamy, aby zachowania tego rodzaju wypływały ze świadomości 
napięcia psychicznego w taki sam sposób, jak dzieje się to w wypadku samouszkodzeń. Zaburzenia 
pozorowane są jednakże zjawiskiem bardziej od tamtych złożonym, ponieważ pociągają za sobą 
wejście w relację medyczną poprzez przyjęcie roli chorego. Podobnie jak w wypadku 
samouszkodzeń, zachowanie takie służyć może zaspokajaniu potrzeb odnoszących się do relacji 
międzyludzkich oraz radzeniu sobie z problemami za pomocą metod o charakterze fizycznym. W 
tym sensie pozorowane zaburzenie rzeczywiście może się wiązać z podjęciem samouszkodzenia, 
które w tym wypadku jednak nie będzie celem samym w sobie, lecz raczej środkiem do osiągnięcia 
innego celu.
Wydaje się, że osoby dokonujące samouszkodzeń mają większą świadomość własnej psychicznej 
udręki i dostrzegają związek wewnętrznego napięcia z zadawaniem sobie ran. Natomiast osoby z 
zaburzeniami pozorowanymi nie wyjaśniają, i zapewne nawet nie rozumieją, swego zachowania 
wywołującego chorobę w kategoriach psychologicznych.
Ich postępowanie zmierza bowiem przede wszystkim do przyjęcia „roli chorego", definiując 
zarazem typ interakcji, w jakie jednostki te pragną wchodzić z innymi ludźmi. Podstawowym celem 
takiego zachowania jest wytworzenie symptomów, czemu często towarzyszy tworzenie 
rozbudowanych zmyślonych opowieści na temat choroby symulanta, jego życia i tożsamości. 
Pracownicy służby zdrowia, mający do czynienia z objawami takiego pochodzenia, zmuszeni są 
tropić ich źródła metodami wręcz detektywistycznymi (zob. Feldman, Ford 1994, gdzie omawiane 
są zaburzenia pozorowane). Inaczej rzecz się ma z przypadkami samouszkodzeń, które są raczej 
sprawą intymną, a wywołanie reakcji innych nie jest ich głównym celem. Wtedy gdy akt 
samouszkodzenia wychodzi na jaw, osoba, której problem dotyczy, raczej nie ucieka się do 
wybiegów i nie twierdzi, że nie była wcale sprawcą własnych obrażeń. Osoby uszkadzające się 
skłonne są też raczej usuwać się w cień, aniżeli snuć nieskończone opowieści przedstawiające je w 
roli heroicznych ofiar. Podobne natomiast u osób dokonujących samouszkodzeń i u symulantów jest 
manifestowanie krańcowej złości skierowanej na opiekunów. U osób z zaburzeniami 
pozorowanymi złość ta ujawniać się jednak będzie w usiłowaniach „przechytrzenia" opiekunów, u 
osób uszkadzających się natomiast zaobserwujemy raczej postawę bardziej zbliżoną do przekory.
Niekiedy pozorowanie zaburzeń pociągać może za sobą krzywdzenie innych, na przykład dziecka 
przez dorosłego lub dorosłego przez drugiego dorosłego. Dzieje się tak, gdy na przykład opiekun 
wywołuje symptomy u swego podopiecznego w celu przyciągnięcia uwagi lekarzy. Osoby 
uciekające się do takich i innych zaburzeń pozorowanych, a często i te dokonujące samouszkodzeń, 
skazane są na tego rodzaju zachowania, bo uważają, że jest to jedyny sposób na zaskarbienie sobie 
upragnionej uwagi i troski opiekunów.
Samookaleczenia a somatyczne przejawy uczuć Choć nie da się w niniejszej książce przedstawić 
tego tematu w sposób w pełni wyczerpujący, cały czas będziemy kłaść nacisk na zrozumienie 
somatycznych przejawów uczuć w kontekście reakcji człowieka na napięcie. Wielu osobom łatwiej 
somatyzować niż mówić, zadawać sobie ból fizyczny w chwilach, gdy nie mogą już znieść bólu 
psychicznego. Somatyzacje obejmować mogą wiele zjawisk, od dolegliwości, które większość ludzi 
uważa za „psychosomatyczne" lub „stresopochodne" (np. bóle głowy), gdzie czynniki 
psychologiczne wpływają na rozpoznane schorzenie, aż do niezwykle poważnych zaburzeń, takich 
jak
ślepota bądź paraliż, niewynikających z widocznych przyczyn fizycznych. Jak przekonamy się w 
rozdziale trzecim, kobiece ciało może dać wyraz napięciu za pośrednictwem swych normalnych 
funkcji, takich jak menstruacja, ciąża czy poród. Sam zaś fakt, że ekspresja odbywa się właśnie tą 
drogą, ma również ogromne znaczenie psychologiczne (zob. np. Pines, 1993). Gdy porównać 
definicje samookaleczenia z definicją somatycznych przejawów uczuć, okaże się, że najbardziej 
oczywista różnica między nimi dotyczy stopnia uświadomienia sobie zmian zachodzących w ciele. 
U osób cierpiących na zaburzenia psychosomatyczne fizykalne objawy nie są intencjonalne ani też 
nie podlegają kontroli, w przeciwieństwie do tego, co obserwujemy zwykle przy okazji 
samookaleczeń. Najbardziej jednak fundamentalną różnicą pomiędzy tymi dwiema sytuacjami jest 

background image

prawdopodobnie atrybucja napięcia. U osób uskarżających się na dolegliwości natury somatycznej 
aspekt fizykalny zazwyczaj postrzegany jest jako przyczyna lub oznaka napięcia, podczas gdy u 
osób dokonujących samookaleczeń aspekt fizyczny jest następstwem i wydaje się raczej sposobem 
radzenia sobie z napięciem psychologicznym.
Samouszkodzenia a inne zachowania samouszkadzające Ludzie z przeróżnych powodów angażują 
się w ogromną liczbę społecznie akceptowanych zachowań mniej lub bardziej szkodliwych i 
niebezpiecznych dla ciała. A jeśli zachowania te spotykają się z dezaprobatą lub sankcjami (jak 
dzieje się to w wypadku nieostrożnej jazdy samochodem czy bójki), nie postrzega się ich wcale 
jako „anormalnych" w takim samym sensie, w jakim uważa się za takie samouszkodzenia. Niektóre 
z tych zachowań, takie jak przepracowywanie się, cieszą się wręcz poklaskiem społecznym i są 
nagradzane, nawet jeżeli ich potencjalna szkodliwość jest oczywista.
Największa różnica pomiędzy zachowaniami tego rodzaju a sa-mouszkodzeniami leży najczęściej 
w intencji. Choć dane zachowanie może działać wyniszczające na ciało (np. palenie), to jednak, 
inaczej niż w aktach samouszkodzeń, wyniszczenie nie jest jego głównym celem. Natomiast celem 
tym może być zaznanie przyjemności i podniecenia, na przykład wskutek oddawania się 
niebezpiecznym sportom. Może nim też być współzawodnictwo i osiągnięcie wysokiego statusu 
społecznego w efekcie przepracowywania się lub udziału w bójce. Z pozoru dążenia te znacznie 
różnią się od tych, które doprowadzają do sa-mouszkodzeń, jednak w wypadku niektórych osób 
zaspokajanie ich
może pełnić te same funkcje co samookaleczenia. Te mniej czytelne na pierwszy rzut oka funkcje 
kształtują podobieństwo między zachowaniami szkodliwymi, lecz nieuważanymi za 
samouszkodzenia, a samo-uszkodzeniami. Palenie na przykład, podobnie jak zachowanie samo-
uszkadzające, może być sposobem radzenia sobie i dodawania otuchy w chwilach napięcia. 
Przepracowywanie się i uprawianie niebezpiecznych sportów, podobnie jak samookaleczenia, mogą 
mieć na celu odcięcie się od nieprzyjemnych odczuć. Ryzykowna jazda samochodem i bójki mogą 
służyć, podobnie jak u innych wyrażaniu złości, rozpaczy i frustracji. Natomiast różnica pomiędzy 
samouszkodzeniami a innymi, nie ostrymi zachowaniami szkodliwymi, polegać może na postawie 
wobec Ja odzwierciedlanej w zachowaniu danej jednostki. Obecność w tej postawie nienawiści do 
siebie albo przynajmniej braku troski o siebie, zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia 
samookaleczenia. Natomiast wyraźne poczucie satysfakcji i urzeczywistniania się (na przykład u 
jednostki z zaangażowaniem uprawiającej ryzykowny sport wzbogacający jej życie) wskazuje na 
znaczną odmienność tego zachowania od samouszkodzenia. Niemniej jednak i tutaj rzecz nie jest 
tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Jak bowiem zobaczymy w rozdziale czwartym, istnieją 
osoby, dla których samouszkodzenia są próbą wzmocnienia poczucie własnego Ja lub 
potwierdzania własnej siły i wytrzymałości.
Rozpowszechnienie i częstotliwość
występowania samouszkodzeń
Istnieje zaskakująco mało konkretnych danych epidemiologicznych na temat rozpowszechnienia i 
częstotliwości występowania samouszkodzeń w ogólnej populacji. Sądzimy, że wynika to ze 
skrytości i braku zrozumienia dla tego zachowania. Co więcej, w obliczu braku jasnej definicji 
samouszkodzeń, zjawisko to wchodzi w zakres z rozpoznaniami o charakterze medycznym, takimi 
jak osobowość z pogranicza, a w normalnej populacji z zachowaniami samobójczymi i 
przedawkowaniem leków i używek. Szacunkowe dane dotyczące częstotliwości występowania 
samouszkodzeń są bardzo zróżnicowane, przy czym ostatnie doniesienie (Favazza, Rosenthal, 
1993) informuje o 400 do 1400 przypadkach na 100 000 osób rocznie. Wykazano też, że na 600 
osób co najmniej jedna dokonuje samouszkodzeń w zakre
sie wymagającym leczenia szpitalnego (Tantam, Whittaker, 1992). Wyłączone pozostają w ten 
sposób osoby (prawdopodobnie liczne), które przedstawiają swe obrażenia jako efekty wypadków. 
Doniesień o samouszkodzeniach jest niewiele, gdyż wielu ludzi ukrywa uszkadzanie się nawet 
przed własnymi rodzinami, nie budząc wcale zainteresowania lekarzy. Z telefonów zaufania 
korzystają osoby, które latami dokonują samouszkodzeń, nikomu się z tym nie zdradzając w 
poczuciu wstydu i lęku przed potępieniem.

background image

Walsh i Rosen (1988) sporządzili przegląd całego szeregu danych na temat rozpowszechnienia 
samouszkodzeń, doszli jednak do wniosku, że „[...] dokładne ustalenie częstotliwości występowania 
samouszkodzeń jest obecnie trudne, jeżeli nie niemożliwe". Zadanie to utrudniają bowiem zarówno 
bardzo niska liczba informacji, jak i ogromne zróżnicowanie badań, które podejmuje się w celu 
ustalenia owej częstotliwości. Wiele badań epidemiologicznych (np. Morgan, 1979) obejmuje 
liczne zachowania, włącznie z przedawkowaniem leków bądź innych substancji oraz zażyciem ich 
w celu otrucia się. Natomiast te nieliczne badania, które skupiły się na samookaleczeniach, 
pomijały z kolei szereg zachowań, ograniczając się wyłącznie do podcinania żył w nadgarstkach 
(np. Weissman, 1975).
Wydaje się więc, że dziedzina ta wymaga przeprowadzenia systematycznych badań empirycznych 
zmierzających do ustalenia częstotliwości występowania samouszkodzeń oraz ich powiązań z 
doświadczeniami z dzieciństwa oraz życia dorosłego. John Briere wraz ze współpracownikami 
(1995, informacja osobista) przygotowują obecnie sprawozdanie z przebiegu takich prac. W wyniku 
badania przeprowadzonego na uniwersyteckiej populacji osób nieleczonych psychiatrycznie, Briere 
i jego koledzy (1990) ustalili, że 11% studentów odpowiadających na pytania zdarzyło się w jakimś 
momencie życia zadawać sobie rany cięte. Badanie to kontynuowane jest w innych grupach.
Częstokroć ludzie informują, że zaczęli się uszkadzać jeszcze w dzieciństwie, gdy siniaki i 
zadrapania udawało im się przemycać Jako efekty „wypadków". W okresie adolescencji 
przechodzili oni do bardziej systematycznego nacinania, przyżegania oraz innych działań tego 
rodzaju. Ważne, by osoby pracujące z dziećmi i młodzieżą miały pewną wiedzę na temat 
samouszkodzeń, dzięki czemu możliwe będzie wczesne wykrywanie tego problemu. Jest to 
szczególnie istotne ze ^giędu na fakt, że samouszkodzenia niemal zawsze pojawiają się
w reakcji na poważny problem w życiu młodego człowieka, jak na przykład wykorzystanie 
seksualne.
Często samouszkodzenia postrzegane są jako problem wczesnej dorosłości i rzadko pojawiają się 
informacje o występowaniu tego zjawiska u osób w wieku średnim bądź ludzi starszych. Wiemy 
jednak, że samouszkodzeń dokonuje się niekiedy latami, tak więc muszą się one zdarzać też u osób 
starszych. Nie ustalono jeszcze, czy pozorna spora-dyczność samouszkodzeń wśród ludzi starszych 
odpowiada prawdzie (być może dojrzewając, ludzie zaprzestają tego typu działań) ani czy różnica 
nie wynika tylko z zaniżonej w stosunku do rzeczywistości liczby doniesień. Na częstość zgłoszeń 
ze strony osób starszych w znacznym stopniu wpływać mogą napiętnowanie i wstyd związane z 
samousz-kodzeniami (oraz innymi problemami leżącymi u ich podłoża). To z kolei powoduje, że 
otoczenie często nie zauważa napięcia występującego u jednostki, nie może więc odpowiednio 
zareagować.
Wybrane poglądy na samouszkodzenia
Diagnoza psychiatryczna a samouszkodzenia
Diagnoza psychiatryczna wywodzi się z podejścia strukturalistycznego, to znaczy z takiego, w 
którym główny nacisk kładzie się na klasyfikację lub zaliczanie „niepoprawnych" zachowań do 
określonych kategorii. Osoby, które za pośrednictwem ciała wyrażają skrajne napięcie, otrzymują 
często jedną z dwóch dość spornych diagnoz brzmiących: zaburzenie osobowości z pogranicza 
(borderline personality disorder), jeżeli się uszkadzają, lub zaburzenie somatyzacyjne (somatization 
disorder), kiedyś znane jako „histeria", jeśli mają fizykalne symptomy niebędące wynikiem 
zadanych sobie obrażeń. U osób, które przeżyły w dzieciństwie wykorzystanie seksualne, 
rozpoznaje się najczęściej właśnie te dwa zaburzenia. Dzieje się tak, chociaż dowody 
przedstawiające związek pomiędzy zaburzeniem somatyzacyjnym a urazem z dzieciństwa nie są 
równie przekonujące jak te, które wykazują związek pomiędzy wykorzystaniem a zaburzeniem 
osobowości z pogranicza (zob. Briere, 1996, Herman, 2000). Ponadto wydaje się, że podobnie jak 
w wypadku samouszkodzeń, osoby z takimi rozpoznaniami wzbudzają bardzo silne reakcje wśród 
lekarzy. W niniejszym podrozdziale skoncentrujemy się głównie na rozpoznaniu „osobowości z 
pogranicza", gdyż zaburzenie to wiąże się z samouszkodzeniami w sposób bezpośredni. Poglądy
zaprezentowane w tej książce pozostają w sprzeczności z tradycją diagnozy psychologicznej 
odnoszącej się do samookaleczeń. Niemniej jednak podejście wypracowane przez nas może znaleźć 

background image

owocne zastosowanie w warunkach psychiatrycznych, co omówimy szerzej w innym miejscu. 
Ważne, byśmy w imię współpracy na rzecz pacjentów poszukiwali punktów stycznych i zgodności 
w naszych poglądach.
Samookaleczenia a osobowość z pogranicza Diagnozowanie osobowości tego typu należy do 
najbardziej kontrowersyjnych kwestii współczesnej psychiatrii. Sam termin „osobowości z 
pogranicza" przysparza różnego rodzaju trudności. Nawet wielu spośród tych, którzy go akceptują, 
wciąż wskazuje, że tak naprawdę nie wiadomo, do czego się on właściwie odnosi (np. Gunderson, 
Singer, 1986): do zaburzenia, do syndromu, do pacjenta, czy - w kategoriach psychoanalitycznych - 
do typu organizacji osobowości (jak u Kernber-ga,1967).
Proces prowadzący do zdiagnozowania zaburzenia takiego jak osobowość z pogranicza (także na 
podstawie kryteriów DSM-IV) przebiega w zasadzie drogą nieco okrężną, składa się nań bowiem 
sporządzanie sprawozdań opisujących cechy łączone z tym zaburzeniem zaobserwowane u osób 
diagnozowanych. Wśród zwolenników tego podejścia nie ma zgody co do charakterystycznych 
wyznaczników tego zaburzenia. Cechą łączoną z zachowaniem pacjentów opisywanych jako 
„pograniczni", co do której panuje największa zgoda, jest impulsywność bądź autodestrukcyjność 
(zazwyczaj przejawiająca się samouszkodzeniami). Gunderson i Singer (1986) wyjaśniają, że 
autodestrukcyjny jest zazwyczaj skutek, a nie cel tego zachowania. Piszą oni, że „[...J ogólnie rzecz 
biorąc, pacjenci z osobowością z pogranicza nie uważają tych zachowań za autodestrukcyjne, 
poniżające ani wzbudzające poczucie winy". Z naszego doświadczenia wynika jednak, że 
wprawdzie ludzie ci często nie postrzegają okaleczania się jako czynności autode-strukcyjnej, 
niemniej często przeżywają je jako poniżające i wzbudzające poczucie winy.
Marsha Linehan skoncentrowała w swym badaniu i działalności klinicznej na tej dziedzinie, 
przylawszy perspektywę, jak sama ją określa, „biospołeczną", czyli uwypuklającą interakcję 
wpływów biologicznego i społecznego uczenia się na .Jednostki z osobowością z pogranicza, 
których biografia obfituje w wielokrotne próby zadawania sobie ran, okaleczania bądź pozbawienia 
się życia" (Linehan, 1993).
Linehan odwołuje się też do „specyfiki behawioralnej" tego typu zaburzenia osobowości, mówiąc o 
nim jako o „wzorcu intencjonalnych aktów samoniszczenia oraz prób samobójczych". Badaczka 
wysuwa wniosek, że dwoma najważniejszymi społecznymi czynnikami, które prawdopodobnie 
mają w tym swój udział, są z jednej strony to, co nazywa ona „upośledzającym środowiskiem", a z 
drugiej seksizm. „Upośledzające środowisko" w ujęciu Linehan to takie środowisko, w którym 
komunikowanie osobistych doświadczeń spotyka się z podważającymi zaufanie, niewłaściwymi i 
skrajnymi reakcjami. Należy podkreślić, że Linehan za istotny uważa brak uwierzytelniania eks-
presji osobistych doświadczeń jednostki, która to ekspresja jest trywializowana lub karana. 
Przejawy napięć przypisuje się zatem nieakceptowanym cechom jednostki albo mówi się jej, że jest 
w błędzie, odczuwając to, co czuje.
Linehan uważa, że twierdzenia dotyczące społecznych wpływów na „osobowość z pogranicza" 
muszą uwzględniać seksizm, jako że diagnoza dotyczy przede wszystkim kobiet (76%). Związek 
pomiędzy samoniszczeniem opisanym przez Linehan jako „osobowości z pogranicza" a tym, co 
określa ona mianem seksizmuJest dość nikły, zwłaszcza że za podstawową formę seksizmu Linehan 
uznaje wykorzystanie seksualne. Co ciekawe, Linehan zdaje się dopatrywać związku zachowania 
samoniszczącego z wykorzystaniem seksualnym w skrytości wymuszonej przez to ostatnie. Można 
by skrytykować Linehan za pisanie o tych kwestiach przy wyraźnym braku świadomości wagi 
feministycznej literatury socjologicznej na ten temat. Być może zresztą właśnie ten brak 
świadomości sprawia, iż w jej opisie wpływów zmiennych społecznych na osobowość z pogranicza 
wyczuwa się niepewność, niemniej już sam fakt, że podejmuje ona ten temat, jest godny pochwały. 
Trzeba też przyznać, że jej podejście do prowadzenia terapii z omawianą grupą, do czego 
powrócimy w innym miejscu, jest na tle podejść głównie strukturalistycznych innowacyjne w swym 
nawoływaniu do docenienia roli doświadczenia pacjenta oraz zaleceniach mówiących, że 
„najważniejsze to unikać obwiniania ofiary".
Samookaleczenie a somatyzacja
Judith Herman (2000) zwraca uwagę, że jeszcze sto lat temu dzięki pracy Paula Briqueta istniała 

background image

pewna świadomość powiązań pomiędzy zaburzeniem somatyzacyjnym (albo częstymi, 
wielokrotnymi dolegliwościami somatycznymi, niekiedy zwanymi także zespołem Briqueta)
u dzieci a faktem, że dzieci te były wcześniej maltretowane i utrzymywane przez swych rodziców w 
ciągłym stanie strachu, albo też miały za sobą inne traumatyczne doświadczenia. Zgodnie z DSM-
IV diagnozę zaburzeń somatyzacyjnych formułuje się na podstawie listy symptomów, na które 
złożyć się muszą najmniej cztery różne źródła bólu, dwa objawy żołądkowo-jelitowe, jeden objaw 
płciowy (zalicza się tu także objawy związane z płodnością) oraz jeden symptom pseu-
doneurologiczny lub „konwersyjny". Do listy tej DSM-IV dołącza informację: „Są oni często 
autorami niespójnych opowieści (i) życie tych osób [...] bywa często równie skomplikowane i 
chaotyczne jak historie ich chorób". U osób (niemal zawsze są to kobiety), u których rozpoznaje się 
„zaburzenie somatyzacyjne", często, poza licznymi dolegliwościami natury fizycznej, diagnozuje 
się też inne nieprawidłowości, na przykład lęk i depresję. Wydaje się nam, że brak szczegółowych 
informacji na temat danego zaburzenia somatyzacyjnego powoduje, że staje się ono czymś niemal 
zupełnie niejasnym. Uważamy, że jedyną drogą do zrozumienia tak ogromnej konstelacji 
zmiennych jest uznanie ich funkcjonalnej natury. Zaburzenie somatyczne może być środkiem, 
dzięki któremu napięcie wynikające z maltretowania w dzieciństwie znajduje swą cielesną 
ekspresję.
Podejście kliniczne
Literatura z tego zakresu obejmuje prace traktujące o „celowych aktach samoniszczenia" (Morgan, 
1979), „samouszkodzeniach", „samookale-czeniach" i - rzadziej - posługujące się takimi 
określeniami, jak „zadawanie sobie ran" (Tantam, Whittaker, 1992). Piśmiennictwo na temat 
„samoniszczenia" przejawia pewną tendencję do wrzucania do jednego worka samobójstwa, 
samobójstwa pozorowanego i samouszkodzeń. Przeszukiwanie literatury według hasła 
„samouszkodzenie" dałoby zapewne efekt w postaci całego zestawu odsyłaczy do źródeł 
odnoszących się głównie do populacji osób z upośledzeniem umysłowym. Termin 
„samookaleczenie" jest szeroko stosowany w literaturze traktującej o zdrowiu psychicznym oraz w 
tekstach feministycznych w odniesieniu do intencjonalnego samouszkodzenia wolnego od intencji 
samobójczej. Pewna część tej literatury (zwłaszcza w Wielkiej Brytanii) posługuje się jednak 
pojęciem „samouszkodzenie" dla odzwierciedlenia języka preferowanego przez osoby korzystające 
z usług medycznych.
Większość prac na temat samouszkodzeń przyjmuje podejście, które można by nazwać klinicznym, 
to znaczy takie, które zalicza to za-
chowanie do patologu, uznając je za odchylenie od normy, przejaw nieprzystosowania, 
dezorganizację normalnego funkcjonowania bądź chorobę. Samouszkodzenie postrzegane jest jako 
manifestacja zaburzeń osobowości lub charakteru (np. Walsh, Rosen, 1998; Favazza, 1992; 
Rosenthal, 1993); zaburzenie kontroli impulsów (Favazza, 1992;
Pattison, Kahan, 1983); osobowość wieloraką (Lacey, Evans, 1986). Tantam i Whittaker (1992) 
argumentują za uznaniem istnienia zespołu celowego samoniszczenia, ale krytykują rozpoznania 
odwołujące się do zaburzeń osobowości, twierdząc, że nie istnieje takie zaburzenie, którego typową 
cechą miałoby być zadawanie sobie ran, i zauważają, że „[...] łączenie dezorganizującego 
zachowania z osobowością patologiczną osłabia normalne reakcje opiekuńcze [...]. Nazbyt często 
głębsze dociekania na temat przyczyn zadawania sobie ran, szczególnie w zakresie sytuacyjnych 
uwarunkowań tego zachowania, kończą się z chwilą postawienia diagnozy".
Podczas gdy tradycyjnie preferowano podejście strukturalne, obecnie wprowadza się elementy 
myślenia funkcjonalnego. Coraz częściej zwolennicy orientacji klinicznej gotowi są przyznać, że 
samo-okaleczeniejest symptomem powstałym na podłożu napięcia psychicznego i że pełni ono 
wiele funkcji w procesie radzenia sobie z tym napięciem. Wciąż jednak dominuje pogląd, że 
zachowanie to stanowi symptom choroby psychicznej wymagającej leczenia. Zrozumieć to można 
wyłącznie z jednego względu: samookaleczenie, zazwyczaj czynność bardzo osobista i 
wykonywana w ukryciu, mimo wszystko często ujawnia się w kontekście skrajnego napięcia 
psychicznego u osób, które otrzymują diagnozę psychiatryczną, o jakiej mówiłyśmy wyżej. Po-
dejście takie, nie oferując szczególnej pomocy jednostce ani nie dając efektów w postaci przerwania 

background image

zachowania samouszkadzającego, jest mimo wszystko stosunkowo proste. Dysponuje ono gotowym 
„zestawem" patologicznym, gdzie samookaleczenie jest tylko jednym z wielu „symptomów", nad 
którymi należy zapanować.
Natomiast sprawą znacznie mniej prostą i jednoznaczną w takim podejściu klinicznym jest to, że 
jakkolwiek wydaje się ono nastawione na pomaganie osobom cierpiącym, to w rzeczywistości 
ukierunkowane jest na te aspekty ekspresji cierpienia, które sprawiają największą trudność 
pracownikom służby zdrowia: „Możesz wyrazić swoją agonię, ale nie w tym języku".
Samouszkodzenia prowokują bardzo silne reakcje wśród lekarzy, innych klientów i pacjentów, 
członków rodzin i przyjaciół ludzi
zadających sobie obrażenia ciała. Frances (1987) donosi, że „[...] spośród wszystkich 
dezorganizujących zachowań pacjentów najtrudniejsze do pojęcia i leczenia dla klinicystów jest 
samookaleczenie [...] Typowemu klinicyście (ze mną włącznie) leczącemu pacjenta, który się 
okalecza, często towarzyszy poczucie bezradności, przerażenia, winy, wściekłości, obrzydzenia i 
smutku". Wygląda na to, że samooka-leczenia często są źródłem niepokoju i czymś niemożliwym 
do zaakceptowania, nawet dla profesjonalistów, którzy bez trudu odnajdują się w pracy z osobami 
usiłującymi popełnić samobójstwo, głodzącymi się na śmierć czy podejmującymi rozmaite inne 
działania wyniszczające i uzależniające.
Wydaje się, że radzenie sobie z celowymi uszkodzeniami ciała będącymi formą ekspresji 
przysparza pracownikom służby zdrowia ogromnych trudności. W takiej sytuacji musimy uznać, że 
prezentując nasze śmiałe postulaty kliniczne na temat samookaleczeń, próbujemy tym samym 
zmierzyć się z własnymi trudnościami z zaakceptowaniem tego zachowania. Pracownicy służby 
zdrowia operują bardzo prostym językiem leczenia i reperacji ciała oraz szacunku dla jego 
integralności: aby ciało było całe i zdrowe, należy opatrzyć rany. Problem z sa-mouszkodzeniami 
polega na tym, że jeżeli ktoś, jako przedstawiciel medycyny, nie zainterweniuje, to ani ciało, ani 
człowiek nie zostaną „opatrzone".
Podejście kliniczne proponuje leki mające przeciwdziałać samouszkodzeniem, programy terapii 
behawioralnej oraz terapii psychologicznej ukierunkowanej na opanowanie problemu, a także 
psychoterapie, których celem jest zatrzymanie samookaleczeń (Rockland, 1987; Linehan, 1993). 
Zazwyczaj w procedurach tego rodzaju samouszkodzenia obejmuje się kategorycznym zakazem, 
którego przestrzeganie jest monitorowane, choćby nawet niejawnie, i często kontynuacja leczenia 
uwarunkowana jest deklaracją pacjenta o trwałym powstrzymaniu się od czynności 
samouszkadzających.
Autodestrukcyjność z perspektywy psychoanalitycznej
Psychoanalityczne podejście do wyjaśniania samouszkodzeń nie zaprezentowało jak dotąd 
jednolitej wizji tego tematu, mamy tu raczej do czynienia z wielością poglądów wyrażanych z 
różnych perspektyw. Książka Menningera Mań against Himself (1938) była pierwszą wyczerpującą 
pracą na ten temat, dlatego też wywarła tak duży wpływ na
późniejsze badania. Menninger zakwalifikował do klasy samookale-czeń wiele zachowań, 
począwszy od obgryzania paznokci poprzez „umyślne" wypadki, symulowanie i wielokrotne 
poddawanie się zabiegom chirurgicznym, aż po najdziwaczniejsze formy samouszko-dzeń. 
Menninger określa samookaleczenie terminem „samobójstwo zogniskowane" (focal suicide)6, który 
definiuje jako samobójstwo częściowe bądź też kompromis. Na Menningera wpływ wywarł Franz 
Alexander, który pisząc w 1929 roku swą pracę The Need for Punishment and the Death Instinct 
(cyt. przez Menningera, 1983) rozwinął freudowską koncepcję instynktu śmierci. W takim ujęciu 
samookaleczenie jest rodzajem kompromisu pomiędzy instynktami życia i śmierci prowadzącym do 
„odroczenia" instynktu śmierci, w wyniku którego impuls zniszczenia Ja zostaje osłabiony. 
Podobnie jak niemal wszyscy późniejsi autorzy podejmujący tę kwestię z perspektywy 
psychoanalitycznej, Menninger teoretyzował na temat podobieństw pomiędzy samookaleczeniem a 
samobójstwem, nie zajął się jednak kwestią różnic pomiędzy nimi. Opisał on akt autentycznego 
samobójstwa jako zawierający trzy komponenty: morderstwo Ja, morderstwo dokonane przez Ja 
oraz element umierania. Następnie o aktach samookaleczeń pisał tak:
Ogólnie rzecz biorąc, są one zdeterminowane tymi samymi motywami i mechanizmami, na które 

background image

wskazano w odniesieniu do samobójstwa właściwego, z wyjątkiem udziału instynktu śmierci.
Jedną z idei Menningera, która wywarła na późniejszych badaczy wielki wpływ, było wyróżnienie 
w samobójstwie oraz „samobójstwie zogniskowanym" trzech aspektów: pragnienia zabicia, 
pragnienia bycia zabitym oraz pragnienia śmierci. Autorzy o orientacji psychoanalitycznej zgadzają 
się od tamtej pory, że ludzie okaleczający się mają problemy z agresją skierowaną zarówno do 
wewnątrz, jak i na zewnątrz. Temat wzajemnych oddziaływań komponentów samo-karzących i 
destrukcyjnych został podjęty przez Mollona (1996), który
Menninger nazywa akt samouszkodzenia „samobójstwem zogniskowanym", ponieważ dokonując 
go, jednostka skupia tendencję autodestruk-cyjną na konkretnej części ciała, nie doprowadzając do 
całkowitego samounicestwienia (przyp.tłum.).
opisuje „stan bezradności" popychający jednostkę do okalecznia się. Mollon pisze:
Osoba, która z rozmyslem nacina sobie skórę, wchodzi w intymny świat omnipotencji, gdzie jest 
ona zarówno prześladowcą, jak i prześladowanym [...] Przejmująca wściekłość jest w ten sposób 
uwalniana do ciała, które następnie jest „karane" za to, że stało się ofiarą przemocy (s. 71).
Autorzy prac psychoanalitycznych podkreślili też znaczenie seksualności, ujmując 
samookaleczaniejako zachowanie zawierające w sobie element erotyczny. Menninger pisał o 
samookaleczeniach jako o formie ceny, którą trzeba zapłacić za folgowanie sobie w oddawaniu się 
„zakazanym" zajęciom, takim jak masturbacja. Późniejsze interpretacje znaczenia samookaleczeń 
także uwzględniały masturbację, symboliczną kastrację (wyczerpujący przegląd daje Favazza, 
1987) lub symboliczną menstruację (Stone, 1987). Estella Weldon (1996) sugeruje, że kobiety 
atakują swe ciała w celu złagodzenia nieznośnego lęku (natury seksualnej). Weldon zauważa też, że 
podczas gdy mężczyźni rozgrywają w działaniu (act out)7 swe „perwersje", kierując się przeciwko 
innym, kobiety zwracają się raczej przeciwko sobie.
Psychoanalitycy powszechnie dopatrują się źródeł samouszko-dzeń w poprzedzających je 
przeżyciach związanych z jakąś formą utraty bądź separacji (Walsh, Rosen, 1988). Stone (1987) 
nazywa to skrajnie traumatyczną stratą lub traumatyczną śmiercią osoby bliskiej, po której człowiek 
za sprawą samouszkodzenia łagodzi przerażenie, a samą śmierć poddaje zaprzeczeniu. Janinę 
Chasseguet-Smirgel (1990) opisuje takie pacjentki (nazywając je „psychosomatycznymi") jako 
niezdolne do tolerowania psychicznej ani też fizycznej nieobecności „partnera miłości" (to znaczy 
matki) i „niepotrafiące znieść świadomości, że umysł matki może być zaprzątnięty myślami 
nieskon-centrowanymi na nich". Doprowadza to te pacjentki do „stanów poczucia odrzucenia, 
wściekłości i rozpaczy" o takim natężeniu, że
Acting out to termin niezwykle rzadko tłumaczony na język polski; niekiedy przekłada się go jako 
rozegranie w działaniu - por. np. S. Fhaner, (1996). Słownik Psychoanalizy. Przeł. z języka 
norweskiego J. Kubitsky. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Spolszczoną wersję 
tego terminu stosuję tylko tam, gdzie jest to ważne dla zachowania jasności tekstu (przyp. tłum.).
w aktach autodestrukcji nieustannie „poszukują one drogi powrotnej do ciała matki".
Temat atrybucji zewnętrznej albo „teoria umysłu" w zakresie samouszkodzeń jest jedną z 
najbardziej twórczych ścieżek w rozważaniach psychoanalitycznych. Fonagy i Target (1995) 
uważają, że samouszkodzenia i agresja skierowane przeciwko innym odzwierciedlają zubożenie 
zdolności do „mentalizacji" (to znaczy myślenia i kon-ceptualizacji). Według nich u tych pacjentów, 
którzy noszą w sobie pragnienie atakowania zarówno swego Ja, jak i innych osób, „pierwotny 
motyw jest ten sam: życzenie atakowania myśli, własnych lub drugiego człowieka" (podkreślenie 
autorów).
Przemoc skierowana przeciw własnemu Ja w ujęciu Fonagy i Target może odzwierciedlać 
niezdolność dopasowania własnego myślenia do myślenia drugiego człowieka - do zrozumienia 
jego stanu umysłu; najprościej mówiąc - do postrzegania spraw z punktu widzenia innej osoby. 
Fonagy (1991) uważa, że maltretowanie w okresie dzieciństwa może prowadzić do upośledzenia 
zdolności do przyjmowania punktu widzenia innego człowieka. Owo upośledzenie może się roz-
winąć jako obrona przed uzmysłowieniem sobie, że ten, kto krzywdzi, prawdopodobnie wie, jak 
jego postępowanie działa na krzywdzonego, a mimo to nie zaprzestaje swoich działań. Zdrowa 
umiejętność mentalizacji oznacza zdolność do akceptowania faktu, że inni mogą mieć własne 

background image

poglądy na nasz temat i widzieć sprawy z naszego punktu widzenia w sposób, którego nie 
postrzegamy ani jako prześladowczy, ani narzucający się. Gdy ta zdolność do mentalizacji zostaje 
upośledzona, a Fonagy i Target wyraźnie stwierdzają, że może się to stać na skutek maltretowania 
w dzieciństwie, to wówczas język i komunikacja symboliczna przestają być adekwatne. Dlatego 
jednostka zmuszona jest odwołać się do komunikacji poprzez ciało. Autorzy określają to mianem 
„potraktowania cielesnego Ja jako schronienia [...] a cielesnych doświadczeń jako źródła poczucia 
konsolidacji".
Choć z pozoru autorzy psychoanalityczni różnią się poglądami na omawiany temat, dotyczy to 
jednak przede wszystkim interpretacji znaczenia aktu samookaleczenia. Funkcje tego aktu w życiu 
jednostki omawiane są znacznie rzadziej. A przecież nasze doświadczenie mówi, że jeżeli już ludzie 
uszkadzający się mówią o głównej roli tego działania w ich życiu, niezmiennie czynią to w 
kategoriach jego funkcji. Jeszcze głębszy problem polega na tym, że proponowane interpre-
tacie często są odbierane przez te osoby jako obraźliwe lub niemające żadnego odniesienia do 
rzeczywistości. Tym właśnie można by zapewne wytłumaczyć brak sympatii, jaki aż do czasu 
ostatniej reorienta-cii teoretycznej w kierunku refleksji zorientowanej na przemoc panował między 
zwolennikami poglądów psychoanalitycznych a osobami dokonującymi samookaleczeń. Mimo 
wszystko jednak prace powstałe dotąd w tym właśnie nurcie otwierają przed nami istotne sposoby 
interpretacji samookaleczeń, które przedstawiamy w tej książce. Powrócimy jeszcze do zagadnień, 
które przyczyniają się do idei ekspresji poprzez ciało, gdy symboliczne środki komunikacji (a 
mianowicie myślenie i język) przestają być adekwatne, a także do sposobu, w jaki do tego dochodzi 
w następstwie maltretowania w dzieciństwie.
Ujęcie autodestrukcji z perspektywy terapii rodzin i podejść systemowych
Samookaleczenie może pełnić w rodzinie (lub parze), podobnie jak w życiu jednostki, określone 
funkcje. Może odzwierciedlać trudności i napięcia w relacjach rodzinnych, a mimo to sprowadzać 
problem zaburzenia bądź winy do jednostki, która się uszkadza. Samouszkadza-nie się członka 
systemu może przyciągnąć uwagę i pomoc bez potrzeby osobistego zaangażowania w nią pozostałej 
części „systemu".
Mary Louise Wise (1989) oraz Fossum i Mason (1986) wypracowali model funkcjonującego w 
rodzinach stosujących przemoc „cyklu wstydu", w przebiegu którego przymusowa kontrola 
doprowadza do brutalnego wyładowania, co z kolei pozwala wyłamać się spod ścisłej kontroli i 
uniknąć poczucia wstydu. Samookaleczenie u członka rodziny to jeden z opisanych przez Fossuma 
i Masona sposobów wyzwolenia się spod kontroli budzącej poczucie wstydu.
Również i w tym podejściu zajęto się różnicami między samo-okaleczeniem a aktami 
samobójczymi. Senior (1988) uważa, że rodziny nastolatków przejawiających skłonności 
samobójcze i tych nie-przejawiających takich skłonności, ale się uszkadzających, wykazują 
odmienne, obserwowalne typy dynamiki i wymagają specjalnych interwencji terapeutycznych. Otóż 
rodziny nastolatków dokonujących samouszkodzeń są według Senior splątane, symbiotyczne i 
sterowane od wewnątrz oraz mają słabe granice, które nie pozwalają członkom tych rodzin 
znajdować sobie zewnętrznych sprzymierzeńców. Natomiast pomiędzy nastoletnimi samobójcami a 
ich rodzicami terapeutka zaobserwowała dystans i brak zaangażowania uczuciowego.
Aidridge (1988) uważa, że w środowisku szpitala psychiatrycznego samookaleczanie jest 
zachowaniem systemowym (bądź jego zbiorowym wzorcem). Zaobserwował on cykliczny układ 
zdarzeń, w którym po pogłębieniu się rozprzężenia i konfliktów pomiędzy lekarzami a 
pielęgniarkami następują epizody narastania liczby samookaleczeń wśród pacjentów, służące 
doraźnym celom, a mianowicie dookreślaniu ról personelu i złagodzeniu konfliktu poprzez 
konsolidację tegoż personelu. Pojawia się sugestia, że w tego rodzaju okolicznościach znacznie 
bardziej owocne będzie potraktowanie samookaleczeń jako reakcji na napięcia wewnątrz całego 
systemu (składającego się z pacjentów i personelu), a nie ograniczanie formułowania problemu do 
pojedynczych pacjentów. Nasze własne ujęcie roli samookaleczeń w kulturze znalazło swe 
rozwinięcie w rozdziale drugim i trzecim. Zgodnie z tym podejściem pacjenci na oddziale mogą 
poprzez swe samookaleczenia być nośnikiem i narzędziem określonej kultury. Trzeba jednak 
również wykazać się wrażliwością na trudności personelu w postrzeganiu siebie jako grupy 

background image

pełniącej rolę przyczynową w samookaleczeniach pacjentów, a podejścia systemowe - takie jak to 
opisane tutaj - podkreślają właśnie potrzebę ujmowania interpretacji samouszkodzeń w sposób 
wolny od obwiniania kogokolwiek.
Podejścia środowiskowe i polityczne Refleksja i terapia feministyczna wyróżniają się na tle 
społecznie motywowanych poglądów na napięcia wewnętrzne człowieka. Podejście feministyczne 
nie różni się od klinicznego pod względem nacisku, jaki kładzie się w nim na pogląd, że 
samouszkodzenie jest sposobem radzenia sobie z trudnościami. Jednakże tam, gdzie punktem 
wyjścia dla podejścia klinicznego jest jednostka, podejście feministyczne podkreśla odmienność 
doświadczeń mężczyzn i kobiet, a także innych grup społecznych. Burstow (1992) twierdzi, że w 
społeczeństwie patriar-chalnym wszystkie kobiety podejmują jakiś rodzaj cielesnego samo-
uszkodzenia (takiego choćby jak wyrywanie włosów) i w istocie rzeczy są do tego zachęcane. Dalej 
autorka ta mówi, że terminu „samookale-czenie" używa się wyłącznie w odniesieniu do takich form 
i nasileń samouszkodzeń, które nie uzyskały przyzwolenia społecznego. Wszelkie inne (to znaczy 
takie, na które społeczeństwo przymyka oczy) samouszkodzenia nie są ogólnie rzecz biorąc 
postrzegane jako szkodliwe. Pragniemy podkreślić wagę stwierdzenia Burstow, że samookalecze-
nie zawiera w sobie czynnik „psucia", które może być odzwierciedleniem sprzeciwu wobec reguł 
dotyczących piękna i kobiecego ciała. Takie ujęcie samouszkodzeń znajdzie swe rozwinięcie w 
rozdziale trzecim.
Ujęcia omawianego tematu z perspektywy osób dokonujących samouszkodzeń (Harrison, 1996; 
Pembroke, 1995) często podkreślają wartość samouszkodzenia jako kreatywnego stylu radzenia 
sobie w społeczeństwie, które krzywdzi swych członków, a zarazem siebie samo. Z jednej strony 
niektóre z tych ujęć mogą stanowić dla jednostki źródło dowartościowania, wsparcia i empatii. Z 
nich wyłoniły się też bardzo potrzebne refleksje będące wyzwaniem dla stanowiska i praktyki 
klinicznej, doprowadzając do powstania pomysłów wypracowania podejścia, które promowałoby 
uprawomocnienie jednostki. Obawiamy się jednak, że niektórzy badacze koncentrujący się na 
osobach uszkadzających się, mogą mieć problemy wynikające z niedostatecznego zrozumienia tego 
zjawiska, a także z niezdolności do odczucia ogromnego napięcia, które leży u podstaw 
samookaleczeń, i zmierzenia się z nim. Akceptacja i potwierdzanie są niezwykle istotne w 
reagowaniu na samookaleczenia, przede wszystkim jednak ważne jest to, aby akceptować osoby 
dokonujące ich ze względu na to, kim są, a nie ze względu na to, co robią.
Rozdział 2
KULTUROWY I HISTORYCZNY KONTEKST SAMOUSZKODZEŃ
Samouszkodzenia są często postrzegane jako szokujące, przerażające, niepojęte i odpychające. 
Celowe powodowanie obrażeń własnego ciała uważa się zazwyczaj za coś złego, niewłaściwego, 
budzącego obrzydzenie większe nawet niż przemoc stosowana wobec innych ludzi. Nowoczesne 
społeczeństwa Zachodu uznają za „obłąkańcze" samookale-czenia, które w innych kontekstach 
mogą być interpretowane jako mające określone znaczenie religijne i społeczne. W końcu 
okaleczanie ciała (dokonywane samodzielne lub przez inne osoby) stanowi element długiej, 
uniwersalnej tradycji ludzkości, spełniając w niej od dawien dawna ważne funkcje, zarówno w 
życiu grup, jak i całych społeczeństw. Okaleczanie ciała i puszczanie krwi w wielu kulturach były (i 
nadal są) nośnikiem rozmaitych głęboko symbolicznych treści. Niekiedy są to rany zadawane przez 
człowieka samemu sobie, ale za aprobatą społeczności, w której się to dokonuje. Naszym zdaniem 
jednak z samouszkodzeniami wiążą się również te praktyki cieszące się przyzwoleniem 
społecznym, w których rany zadaje się innym. Czasem jednostki dobrowolnie poddają się 
okaleczeniu. Kiedy indziej rodzice wyrażają zgodę na okaleczanie swych dzieci bądź też 
przedstawiciele społeczności sankcjonują zadanie fizycznych uszkodzeń ciała określonym 
jednostkom.
W niniejszym rozdziale przyjrzymy się niektórym metodom celowego okaleczania ciała 
stosowanym na przestrzeni wieków w różnych społeczeństwach, a także wielorakim funkcjom, 
jakim ono służyło. Nakreślimy szereg paraleli pomiędzy tamtymi metodami a współczesnymi 
praktykami stosowanymi do dziś w społeczeństwie zachodnim (zarówno w jego głównym nurcie, 
jak i w subkulturach). Przejdziemy następnie do zbadania związków pomiędzy tymi społecz

background image

nie usankcjonowanymi zwyczajami a samouszkodzeniami podejmowanymi pod wpływem napięcia 
psychicznego. W tym miejscu pragniemy wyrazić swą wdzięczność Armandowi Favazza za jego 
przełomowe i wnikliwe badania dotyczące praktyk okaleczających całego świata. Przygotowane 
przez niego opracowanie gromadzące wyniki badań w tej dziedzinie (Favazza, 1987) jest bezcenne i 
w tym rozdziale często przytaczać będziemy przykłady praktyk, które on sam zidentyfikował. Dalej 
jednak przejdziemy do przedstawienia naszej własnej analizy sa-mookaleczenia, która w sposób 
zasadniczy różni się od zaproponowanej przez Favazzę. Po pierwsze kładziemy nacisk raczej na 
funkcję, nie zaś na typologię samookaleczeń. Po drugie preferujemy niepatologiczne ujęcie 
samouszkodzeń jako zachowań znaczących i adaptacyjnych. Jakkolwiek Favazza dokumentował i 
wyrażał swe zrozumienie dla „bezmiaru praktyk kulturowych, postaw i przekonań [...] tworzących 
teatr, na którego scenie rozgrywa się samookaleczenie" (Favazza, 1987, s. xxiii), jednak 
samouszkodzenia podejmowane przez osoby pozostające pod wpływem napięć psychicznych w 
naszej własnej kulturze postrzegał on jako „dewiacyjne", wynikające z „choroby umysłowej", 
aczkolwiek spełniające u jednostki doraźną funkcję „zaradczą" (s. 191-192). W przeciwieństwie do 
niego argumentować będziemy za tym, że samouszkodzenia zostały zaklasyfikowane do patologii 
na skutek arbitralnych i dyskryminujących podziałów na normalne i „dysfunkcjonalne" bądź 
zrozumiałe i obłąkańcze cechy ludzkiego zachowania.
Leczenie i zapobieganie chorobie
Okaleczanie ciała oraz puszczanie krwi w wielu społeczeństwach stanowi ważny element praktyk 
uzdrawiających. Częstym zjawiskiem jest okaleczanie ciała chorego, zdarza się też 
wykorzystywanie krwi lub części ciała innych osób dla ich właściwości uzdrawiających, czasami 
samookaleczenie stanowi zasadniczy element procesu nabywania mocy uzdrowicielskiej. Leczenie 
często polega na podejmowaniu prób usunięcia z ciała przyczyny choroby. Favazza (1987, s. 33) 
przytacza przykład praktyki z wysp Pacyfiku, polegającej na otwieraniu ciała człowieka w celu 
uwolnienia szkodników, które wedle wierzeń znajdują się w jego wnętrzu, powodując chorobę. Z 
kolei trepanacja to stara i dawniej znacznie rozpowszechniona praktyka, w trakcie której nacina się 
czaszkę lub wierci w niej otwór celem zmniejszenia ciśnienia bądź też uwolnienia złych duchów 
będących rzekomo przyczyną choroby. Okaleczanie ciała z zamiarem wypuszczenia zeń złych 
mocy, złych „humorów" lub złej krwi w przekonaniu o ich udziale w chorobie
ma swą bogatą historię. Puszczanie krwi (poprzez nacinanie żył bądź przystawianie pijawek) w 
celach leczniczych lub profilaktycznych to tradycja obecna w Europie od II wieku n.e., która 
przetrwała aż po wiek XIX, a na niektórych obszarach nawet do lat dwudziestych XX wieku. Choć 
w wielu krajach na praktyki tego rodzaju nie ma już przyzwolenia społecznego, związane z nimi 
idee są wciąż żywe. Niedawno w Wielkiej Brytanii na przykład młoda kobieta pochodzenia azjatyc-
kiego zmarła wskutek systematycznych i wielokrotnych pobić, którymi członkowie jej rodziny 
usiłowali „wyleczyć" ją z tego, co według nich stanowiło moralną czy też duchową przyczynę jej 
choroby.
Inne formy okaleczania ciała zidentyfikowane przez antropologów jako przeprowadzane w celu 
wyleczenia choroby lub zapobiegania jej obejmują usuwanie opuszków palców (Virchow, za: 
Favazza 1987, s. 106-107), tatuaż bliznowy ciała (Favazza 1987, s. 128-130) oraz in-fibulację 
mężczyzn (praktyka żywa na Zachodzie do końca XIX wieku, polegająca na przekłuciu napletka i 
założeniu klamry uniemożliwiającej erekcję i wytrysk). Sposób ten uznawany był za lekarstwo lub 
zabezpieczenie przed chorobami takimi, jak słabość i epilepsja (Din-gwall, za: Favazza, 1987, s. 
158-159). Z kolei praktyka polegająca na wycinaniu kobietom łechtaczki rozpowszechniona w 
wiktoriańskiej Anglii (a także w innych rejonach świata) wyrastała z przekonania, że zabieg ten 
leczy wiele dolegliwości, których - jak przypuszczano -przyczyną jest masturbacja.
Różnorodne praktyki polegające na okaleczaniu lub samookale-czaniu są kultywowane do dziś w 
celu uwolnienia ciała od złych substancji, z myślą o podbudowaniu zdrowia i sił organizmu oraz dla 
uniknięcia choroby. Częstokroć praktyki te wiążą się z lękiem przed kobiecą krwią menstruacyjną, 
którą postrzega się jako złośliwą i niebezpieczną. W niektórych plemionach zamieszkujących rejon 
Papui-Nowej Gwinei przeprowadza się powodujące silne krwawienie okaleczenia nosa, języka i 
penisa, dzięki któremu, zgodnie z wierzeniami, ciało mężczyzny uwalniane jest od krwi 

background image

pochodzącej z łona jego matki. Praktykę tę nazywa się „męską menstruacją", co sugeruje, jakoby 
mężczyźni zazdrościli kobietom ich naturalnego miesięcznego cyklu (Hogbin i in., za: Favazza, 
1987,s. 95).
Również wykorzystywanie cudzej krwi w leczeniu chorób ma długą historię. Pliniusz pisał, że, aby 
uleczyć się z epilepsji, wypijano krew gladiatorów. Wiara w to, że chorobę tę można leczyć krwią 
utoczoną z ludzi, którzy zginęli gwałtowną śmiercią, przerwała aż do XIX wieku. Kąpiele we krwi 
(najczęściej pochodzącej od małych dzieci)
uchodziły za lekarstwo na trąd. Bardzo długo też utrzymywała się wiara w lecznicze właściwości 
okaleczonych członków ciał świętych i męczenników.
Samookaleczenie, podobnie jak głodówka i różnego rodzaju wyrzeczenia, w wielu kulturach 
uznawane są za podstawowe metody nabywania mocy uzdrowicielskiej. Szamani przechodzą 
inicjację, w ramach której poddają się takim procedurom, jak torturowanie i okaleczanie, chodzenie 
po rozżarzonych węglach, przekłuwanie prętami skóry torsu i tym podobne (Favazza, 1987, s. 
26-27). Wierzy się też, że droga do mądrości i oświecenia wiedzie przez wizje własnej śmierci, 
ćwiarto-wania i ponownego scalenia ciała. W niektórych kulturach praktyki uzdrawiające obejmują 
samookaleczenie uzdrowiciela, na przykład członkowie marokańskiego bractwa Hamadsza nacinają 
sobie głowy, aby uspokoić duchy rzekomo odpowiedzialne za chorobę (Favazza, 1987, s. 67). W 
Europie w wiekach średnich całe grupy księży biczowały się do krwi w świętym rytuale, który - jak 
wierzono - chronić miał ludzi przed zarazą.
Jaki związek mają te praktyki okaleczające ze współczesnymi metodami leczenia w kulturze 
Zachodu? Medycyna zachodnia, w przeciwieństwie do wielu innych tradycji leczniczych, na 
pierwszym planie stawia chirurgię. Zabieg chirurgiczny w sposób naturalny pociąga za sobą 
okaleczenie, usunięcie pewnych części ciała oraz transfuzję krwi, będące procedurami 
akceptowanymi przez społeczeństwo i uznawanymi za normalne i nieodzowne. Dowodów na to, że 
operacje chirurgiczne nie zawsze są poparte czysto naukowym uzasadnieniem i podejmowane z 
konieczności, dostarczają nam chociażby dane wskazujące na ogromną rozbieżność w liczbie 
przeprowadzanych zabiegów chirurgicznych określonego typu, jaką daje się zaobserwować między 
krajami o podobnych wskaźnikach zapadalności na daną chorobę i o podobnym poziomie rozwoju 
medycyny. W pewnych krajach panuje większa niż gdzie indziej moda i popyt na chirurgię (dotyczy 
to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych), a o jakość i niezbędność przeprowadzania niektórych 
zabiegów można by się spierać. Jest to dziedzina obwarowana potężnymi i precyzyjnie 
dookreślonymi rytuałami, a status społeczny i atmosferę tajemniczości otaczającą praktykujących w 
niej chirurgów porównać zaś można z tymi, jakimi w innych kulturach cieszą się szamani.
Większość usług, których celem jest rozładowywanie napięć emocjonalnych przeżywanych przez 
jednostkę, w zachodniej tradycji medycznej uznawanych za „chorobę umysłową", polega na 
zabiegach
którego główna prawda wiary wiąże się z poddaniem się przez Chrystusa chłoście i ukrzyżowaniu 
dla odkupienia grzechów ludzkości. Wyobrażenia sponiewieranego i okaleczonego ciała zawisłego 
na gwoździach i krwawiącego z przebitego boku, z głową w koronie cierniowej spotykamy w 
kościołach, galeriach sztuki i domach prywatnych. Podczas komunii świętej wierni piją czerwone 
wino i spożywają opłatki symbolizujące ciało i krew Chrystusa, czcząc w ten sposób Jego ofiarę i 
.jednocząc" się z Nim. (Podczas gdy w innych tradycjach wino i chleb pozostają tylko czystymi 
symbolami, w chrześcijaństwie zgodnie z dogmatem o przeistoczeniu stają się one autentycznym 
ciałem i krwią Chrystusa).
Chrześcijańskie teksty obfitują w odwołania do konieczności przelewania krwi i umartwiania lub 
okaleczenia ciała w celu ustrzeżenia się przed grzechem lub odpokutowania zań.
I prawie wszystko oczyszcza się krwią według Prawa, a bez rozlania krwi nie ma oczyszczenia 
[grzechów] (Hbr 9, 22).
Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnijją i odrzuć od siebie! Lepiej 
jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być 
wyrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wylupje i odrzuć 
od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do 

background image

pieklą ognistego (Mt, 18, 8-9)8.
Cierpienie chrześcijańskich świętych często było traktowane jako pokuta i oczyszczenie bądź też 
sposób na zachowanie czystości i uniknięcie grzechu. Święta Łucja na przykład poświęciła swe 
dziewictwo Bogu i wolała poddać się torturom aniżeli być posłuszną wyrokowi skazującemu ją na 
prostytucję. Legendy mówią również, że wyłupiła sobie oczy, aby pewien młodzieniec nie pożądał 
jej więcej. (Okaleczanie oczu i oślepienie to często pochwalana kara za żądzę. Najbardziej znanym 
literackim przykładem takiego związku, poza tekstami religijnymi, jest historia króla Edypa, który 
wyłupił sobie oczy9, odkrywszy,
Biblia Tysiąclecia (1991) Przeł. Zespół Biblistów Polskich (wyd. 5). Poznań: Wydawnictwo 
Pallotinum.
W zasadzie przebił broszą swej żony-matki (przyp. tłum.).
że zabił własnego ojca i współżył z własną matką). Katalog samoponi-żeń i okaleczeń, jakim 
poddawali się skruszeni naśladowcy Chrystusa, jest niezwykle bogaty. Znalazły się w nim 
samobiczowanie, praktykowane przez takich świętych, jak Franciszek i Dominik, za przykładem 
których przez setki lat podążali mnisi, mniszki, księża oraz ich parafianie w całej Europie. Niektóre 
zgromadzenia dopiero niedawno porzuciły tę praktykę, a w pewnych częściach świata do dziś 
odbywają się publiczne samobiczowania z okazji świąt Wielkanocy (Favazza, 1987, s. 40 i nast.). 
Długą historię ma też kastracja od tysięcy lat obecna w kulturze chińskiej, egipskiej czy 
babilońskiej, stosowana tam jako kara za cudzołóstwo i przestępstwa seksualne, później przejęta 
przez chrześcijan. Dla współczesnych chrześcijańskich pielgrzymów, takich jak ci, którzy 
rokrocznie odwiedzają świątynię na skalistej wysepce na Loch Deargh w Irlandii, przeżywanie bólu 
należy do rytuału pokuty i samopoświęcenia. Umartwianie ciała nie ogranicza się tylko do tradycji 
chrześcijańskiej i judaistycznej. Wyznawcy islamu również dążą do poniesienia kary i 
odpokutowania za grzechy na drodze fizycznego cierpienia i okaleczenia. Sufi na przykład w akcie 
pokutnym noszą niewygodne, szorstkie ubrania, szyici zaś biczują się masowo podczas świąt.
Naturalnie przekonanie, że zły postępek powinien być ukarany i w jakiś sposób odkupiony przez 
ból i rany, nie ogranicza się tylko do religii. W większości społeczeństw karanie kryminalistów 
odbywało się przez wymierzanie kar fizycznych, takich jak chłosta, amputacja członków i języka, 
kastracja, przypalanie żelazem i - rzecz jasna - pozbawienie życia. Praktyki tego rodzaju przetrwały 
do dziś w wielu kulturach, nawet w takich krajach jak Wielka Brytania, gdzie fizyczne kary 
zastąpiono wprawdzie więzieniem, ale gdzie wiele osób wciąż popiera pomysł „odkurzenia rózgi" 
lub przywrócenia kary śmierci. Dyscyplinowanie dzieci w wielu domach nadal opiera się na 
wymierzaniu kar cielesnych, co w większości krajów jest zgodne z prawem. Znamienne, że ból 
fizyczny i obrażenia ciała lub odcięcie dostępu do różnego rodzaju dóbr częstokroć jest nie tylko 
karą dla przestępcy i metodą powstrzymywania jego samego oraz innych ludzi od zachowań prze-
stępczych. Działaniom tym towarzyszy bowiem mniemanie, że dzięki karze dokona się też pokuta. 
Podobnie jak grzesznikowi, który może odprawić pokutę, aby pogodzić się z Bogiem, kryminaliście 
daje się możliwość „spłacenia długu wobec społeczeństwa". Występki dziecka mają szansę na 
przebaczenie i puszczenie ich w niepamięć.
W rozdziale czwartym zobaczymy, że myśl, zgodnie z którą zły uczynek należy, i można, 
odpokutować dzięki fizycznej karze, ma wielkie znaczenie dla naszego ujęcia samouszkodzeń u 
jednostek podlegających napięciom emocjonalnym. Wiele osób ich dokonuje, przynajmniej po czę-
ści dla złagodzenia poczucia winy, wstydu, „niegodziwości" bądź skalania. Uczucia te często rodzą 
się w wyniku wykorzystania seksualnego w dzieciństwie, za które dana osoba sama się obwinia (i 
za które nieraz winił ją sam sprawca). Podobnie jak Edyp, męczennicy czy święci, wymierza ona 
karę swemu ciału, usiłując dokonać aktu pokuty czy też oczyszczenia z kazirodztwa bądź 
wykorzystania seksualnego. Jak dziecko, w oczach którego kara, obojętnie jak bolesna, kładzie 
przynajmniej upragniony kres dezaprobacie rodziców, osoba dokonująca samouszkodzenia może 
poprzez akt ten wybaczyć sobie i choć przez chwilę poczuć się mniej odrzucona i niegodna. 
Decydując się na tak ekstremalne działanie, ewidentnie nie odwołuje się ona do żadnych de-
wiacyjnych i idiosynkratycznych idei zrodzonych z jej własnej patologii, lecz do wielkich tradycji 
ludzkich wierzeń oraz praktyk religijnych i społecznych.

background image

Społeczeństwo, tożsamość i status
Okaleczanie ciała często wiąże się z identyfikacją społeczną i lojalnością, a także z inicjacją oraz 
rytuałami przejścia. Przynależność społeczną w różnych kulturach zaznaczano praktykami tak 
zróżnicowanymi, jak obcinanie palców, tatuaż bliznowy czy obrzezanie. Wielu osobom nieobca jest 
idea pieczętowania paktu o lojalności wymianą krwi, a zwrot „bracia krwi" zna większość nas, co 
świadczy o sile krwi jako symbolu jedności i lojalności. Przykładem doniosłości krwi w symbolice 
inicjacyjnej jest kultywowany do dziś w kręgach polujących na lisy zwyczaj „mazania krwią" 
pochodzącą z ogona rozebranego lisa twarzy debiutantów na polowaniu.
Niektóre spośród najbardziej dramatycznych i potężnych praktyk okaleczających kultywowanych 
na całym świecie wiążą się z inicjacją okresu dojrzewania. Często opisuje się w tym kontekście 
obyczaje ini-cjacyjne chłopców, jednak jednym z najbardziej rozpowszechnionych i - w naszej 
opinii - najbardziej brutalnym obyczajem jest poddawanie obrzezaniu małych dziewczynek. 
Inicjacji chłopców w męskość towarzyszą poza tym omawiane wyżej okaleczenia nosa, języka i 
penisa praktykowane w Nowej Gwinei. Chłopcy z zamieszkującego tamten rejon plemienia Awa, 
przysposabiając się do męskości, przechodzą rytuały, na które składają się bicie, wywoływanie 
wymiotów, parzenie
pokrzywami, wywoływanie krwotoków z nosa oraz nacinanie penisa (Newman, Boyd, za: Favazza, 
1987, s. 98). Rytualnego krwawienia z nosa doświadczają też młode kobiety Awa podczas swych 
zaręczyn. Liczne próby cielesne, włącznie z wybijaniem zębów, przekłuwaniem nosa, obrzezaniem, 
chodzeniem po ogniu oraz podcinaniem penisa (podcinanie penisa od dołu, często z otwarciem 
cewki moczowej), wchodzą też w skład męskich obrzędów inicjacyjnych australijskich 
aborygenów. Z kolei chłopcom z południowoamerykańskiego ludu Guyaki przekłuwa się wargi, a 
ich skórę nacina w taki sposób, aby powstały pożądane wzory z blizn, natomiast lud Motu z Nowej 
Gwinei tatuuje różne części dziewczęcych ciał, zaznaczając w ten sposób przechodzenie tychże 
dziewcząt przez różne fazy życia (Favazza, 1987, s.125-129).
Obrzezanie mężczyzn jest praktyką niezmiernie rozpowszechnioną, kontynuowaną na Zachodzie po 
dziś dzień i spełniającą zapewne wiele funkcji, włącznie z podkreślaniem utożsamiania się z 
określoną społecznością oraz jej wierzeniami. Tatuowanie i przekłuwanie skóry różnych części 
ciała to także dobrze znane współczesnemu społeczeństwu Zachodu praktyki mogące pełnić rolę 
wskaźnika identyfikacji z określoną grupą, taką jak marynarze, społeczność gejowska czy inne 
kręgi subkulturowe. Przykładem tego zjawiska spotykanym na terenie Wielkiej Brytanii są tak 
zwane znaki borstalowskie10 - tatuaże, które robią sobie nawzajem osoby osadzone w instytucjach 
dla młodocianych przestępców.
Za pomocą okaleczenia i oznakowania ciała można podkreślić także status społeczny. Tatuaże 
bliznowe i inne znajdują szerokie zastosowanie w komunikowaniu statusu jednostki. Za przykład 
podajmy skomplikowane tatuaże polinezyjskie czy nacinanie ciała praktykowane w Kamerunie, 
zaświadczające o wysokiej pozycji społecznej. Tatuażem zaznacza się także niski status oraz status 
wyrzutka, przykładowo poprzez nanoszenie numerów na przedramiona ofiar obozów koncen-
tracyjnych lub litery „D" na przeguby dezerterów z armii w dziewiętnastowiecznej Anglii.
Wydaje się, że idea okaleczania się dla zamanifestowania tożsamości społecznej i statusu, 
aczkolwiek nieusankcjonowana w większości zachodnich krajów, swą moc ujawnia w określonych 
środowiskach instytucjonalnych. Samouszkodzenia są szczególnie rozpowszechnione
10   Nazwa pochodzi od „borstalowskiego systemu" karno-wychowaw-czego, któremu podlegają 
młodociani przestępcy w Wielkiej Brytanii (przyp. tłum.).
w więzieniach, szpitalach specjalistycznych i placówkach zamkniętych, a także w ośrodkach opieki 
stacjonarnej, takich jak domy dziecka, schroniska dla bezdomnych i tym podobne miejsca. 
Przyczyny powszechności samookaleczeń wśród tych grup mogą być różne, na przykład 
traumatyczne przeżycia i napięcie psychiczne bądź czynniki środowiskowe (zostaną one omówione 
w kolejnych rozdziałach). Niemniej wydaje się, iż działa tu czynnik polegający na tym, że 
samooka-leczenie stanowi po prostu element składowy kultury takich grup, jak osadzeni w 
więzieniach czy rezydenci instytucji opiekuńczych. Zachowanie samouszkadzające może zatem 
służyć demonstrowaniu przynależności i solidarności grupowej oraz oporu wobec tych, którzy mają 

background image

władzę, dotkliwość samouszkodzenia zaś nieraz przyczynia się do poprawy statusu jednostki w 
grupie.
Porządek i bezpieczeństwo
Z identyfikacją społeczną łączone są często praktyki promujące porządek społeczny, solidarność i 
poczucie bezpieczeństwa oraz władzy nad przeznaczeniem. Plemię Abidżi z Wybrzeża Kości 
Słoniowej na przykład urządza festiwale noworoczne poprzedzone spotkaniami, na których są 
omawiane i zażegnywane spory i podziały wewnątrz społeczności. Podczas festiwali tych odbywają 
się tańce i bicia w bębny, wypędzane są złe duchy, a przywoływane dobre, za ich radą zaś i pod ich 
przewodnictwem wybrani uczestnicy obrzędów nacinają sobie skórę brzucha. Publiczne 
samookaleczanie i następujące po nim leczenie ran zdaje się spełniać w tym wypadku funkcję 
demonstrowania znoszenia podziałów społecznych (Favazza, 1987, s. 13 i 23).
Nigeryjski lud Tiw praktykuje samookaleczenia w celu wytworzenia na ciele specjalnego układu 
blizn. Pełni to wiele funkcji społecznych, a jedna z nich wynika z wiary, że akt ten reprezentuje i 
zabezpiecza porządek społeczny oraz ciągłość życia. W podobny sposób opisane wyżej inicjacyjne 
okaleczenia chłopców z plemienia Guyaki zdają się pełnić dodatkowe funkcje utrzymywania 
porządku i bezpieczeństwa. Plemię to wierzy w istnienie błękitnego jaguara nieziemskiej natury, 
który ujawnia się co jakiś czas z zamiarem zniszczenia wszechświata. Rozpłatanie skóry i mięśni 
jest odzwierciedleniem rytualnego rozszczepiania ziemi za pomocą toporów, którego dokonuje 
plemię w celu zaprowadzenia porządku i zapobieżenia zniszczeniu Ziemi przez jaguara.
Wiele mitów stworzenia znanych w całym świecie opiera się na temacie okaleczenia lub 
samopoświęcenia bóstwa bądź innej istoty
w imię stworzenia i ustanowienia porządku społecznego. Mity takie odnajdujemy w wielu świętych 
tekstach: w Indiach jest to Rigweda, w Iranie Bundahiszn, w Skandynawii Edda prozaiczna. Każdy 
z tych tekstów opowiada o stworzeniu świata i ludzkości z części i płynów pochodzących z 
rozczłonkowanych ciał bogów, olbrzymów i zwierząt. W Chinach wierzono, że wszechświat zrodził 
się z ran olbrzyma P'an-ku. W Biblii ten sam temat odnajdujemy w historii Adama i Ewy, według 
której kobieta została stworzona z żebra wyjętego z boku Adama. W wielu społecznościach takie 
historie mityczne tradycyjnie odgrywane są w rytuałach symbolizujących transformację chaosu, 
ofiary, cierpień i terroru w porządek i bezpieczeństwo. Najważniejsze religijne święta 
chrześcijaństwa - upamiętniające narodzenie „zbawiciela" oraz jego ukrzyżowanie i 
zmartwychwstanie - są odbiciem podobnych tematów.
Cierpienie i ofiary w wielu kulturach pełnią ważną rolę w utrzymywaniu porządku i bezpieczeństwa 
społecznego. Ofiary z ludzi lub zwierząt mogą być składane dla przebłagania i zdobycia 
przychylności potężnych i gniewnych bóstw. Wedle niektórych teorii ofiara utrzymuje bogów przy 
życiu i zapewnia łączność duchową między bóstwami a ludźmi. Girard (1993/4) uważa, że 
składanie ofiar umożliwia kierowanie napięć społecznych i konfliktów na ofiarę, podtrzymując tym 
samym harmonię społeczną i chroniąc społeczność przed jej własną przemocą (Girard wskazuje, że 
w społeczeństwach praktykujących składanie ofiar z ludzi poświęca się zwykle osoby nisko cenione 
i nie-zintegrowane ze społecznością, takie jak jeńcy wojenni, niewolnicy i niepełnosprawni). 
Współczesne paralele dla tej praktyki odnajdujemy w zjawisku stawiania pewnych grup 
społecznych w roli kozła ofiarnego. Na przykład w Wielkiej Brytanii i innych krajach zachodnich 
mniejszości etniczne stają się dla części społeczeństwa dogodnym obiektem, który obarcza się 
odpowiedzialnością za takie problemy, jak bezrobocie i niedobór mieszkań komunalnych. W ten 
sposób niezadowolenie i niezgoda na panujący stan rzeczy skupiają się na małej i stosunkowo 
bezsilnej grupie, zamiast być kierowane do całego społeczeństwa i jego rządu. Pogoń za kozłem 
ofiarnym znajduje swój wyraz w atakach rasistowskich na czarnoskórych, które (podobnie jak akty 
agresji wobec gejów i lesbijek) uznać można za współczesną formę „składania ofiar".
Podzielamy zdanie Favazzy (1987, s. 25), który uważa, że samouszkodzenia podejmowane przez 
ludzi pozostających pod wpływem napięcia wewnętrznego (według niego „chorych psychicznie") 
mogą
pełnić podobne funkcje, związane z odwracaniem chaosu (w tym wypadku natury osobistej, 
indywidualnej) i zaprowadzaniem nowego, niczym niezmąconego, choćby nawet tymczasowego, 

background image

ładu. Samouszkodzenia interpretować można zatem poniekąd w kategoriach właściwego wszystkim 
ludziom impulsu do odnajdywania punktu orientacji i sposobu na przezwyciężanie strachu, 
konfliktu, bezsilności i napięcia. Jednostka „wynajduje kozła ofiarnego" we własnym ciele i 
krzywdzi (ofiarowuje) go po to, aby zapewnić sobie znośny punkt koncentracji uwagi oraz środek 
ekspresji wewnętrznego chaosu. Tak osiąga poczucie kontroli. Fizyczne zabiegi lecznicze, które 
następują później, symbolizują prawdopodobnie psychiczne uzdrowienie, do którego tęskni 
jednostka.
Czynności takie mogą również pełnić funkcje społeczne, czy to w rodzinie, czy w szerszej grupie, 
do której dana osoba należy. Napięcie zatrzymywane jest przez jed stkę, która jest uważana przez 
otoczenie za „chorą", uwalniając tym samym i rodzinę, i społeczeństwo od konieczności przyznania 
się do problemów. Częściowo napięcie to znajdzie swój wyraz w samouszkodzeniu, a mimo to jego 
natura i źródła pozostaną w utajeniu. Samouszkodzenie doprowadzić może do odrzucenia przez 
innych jednostki go dokonującej (co pozwala grupie nadal zaprzeczać napięciu) lub do 
demonstracyjnego okazywania niepokoju i troski, które przywracają harmonię i dobrostan. Pomaga 
uzyskać pomoc, ale bez eksponowania rzeczywistych problemów rodziny czy jednostki. Dzięki 
niemu grupa może też zogniskować istniejący w jej łonie konflikt na „trudnej" jednostce. W 
rozdziale pierwszym mowa już była o przykładach tego typu zjawisk spotykanych w środowisku 
klinicznym, gdzie samouszkodzenia nasilają się w reakcji na konflikty pomiędzy grupami personelu 
(Aidridge, 1988). W taki oto sposób samouszkodzenie jednostki może pełnić rolę swoistego zaworu 
bezpieczeństwa dla problemów i uczuć przeżywanych jako zagrażające grupie ludzi.
Władza i siła
Wiele praktyk okaleczających i samouszkadzających służy demonstrowaniu władzy, dominacji, siły 
lub wytrzymałości. Zwycięstwo w bitwie poświadczają trofea w postaci głów, nosów i skalpów 
zwyciężonych, a utoczenie krwi lub pozbawienie przeciwnika części ciała („oko za oko, ząb za 
ząb") zaspokaja potrzebę odzyskania honoru. Okaleczanie i naznaczanie ciała związane z siłą i 
władzą kojarzą się też często z męskością. W kulturach wzmiankowanych wyżej, w których 
praktykuje
się okaleczanie nosa i penisa dla wywołania krwawienia, dąży się do uwolnienia męskiego ciała od 
„kobiecości" i zaszczepienia mu siły i bezkompromisowej odwagi. Nastoletni chłopcy z ludu 
Kagoro żyjącego w Papui-Nowej Gwinei znoszą bicie i bolesne nacinanie skóry, w wyniku których 
powstają na niej układy blizn przypominające plamy spotykane na ciałach gadów. Próby tego 
rodzaju (oraz praktyki takie jak zmuszanie chłopców do przyglądania się, gdy inni tłuką maczugami 
na śmierć ich ulubione zwierzęta) mają wedle wierzeń prowadzić do ponownych narodzin 
chłopców -jako mężczyzn wyposażonych w większą siłę i wytrzymałość (Jilek, Jilek-All, 1978, za: 
Favazza, 1987, s. 130).
We współczesnych społeczeństwach zachodnich formą „okaleczenia" ciała często wykorzystywaną 
do demonstrowania siły fizycznej i agresywności jest tatuaż. Również blizny na ciałach tych, którzy 
brali udział w wojnie lub - w niektórych grupach społecznych - w bójce, są postrzegane jako oznaka 
siły i odwagi oraz powód do dumy. Szereg współcześnie uprawianych sportów, takich jak boks czy 
sztuki walki, odzwierciedla podobne wyobrażenia o potwierdzaniu własnej siły wytrzymałością na 
zadawane rany.
U ludzi uszkadzających się w reakcji na własne cierpienie emocjonalne (zwłaszcza gdy jego 
źródłem jest wykorzystanie seksualne) blizny mogą odgrywać podobnie ważną rolę, symbolizując 
wszystko to, czego doznała dana osoba. Mogą one dostarczać „dowodu" na to, że jednostka tajest w 
stanie wytrzymać i przetrwać doświadczenia (wraz z wynikającymi zeń uczuciami), które wydają 
się zgoła niemożliwe do zniesienia. Osobie uszkadzającej się może też towarzyszyć przekonanie (i 
nadzieja), że jej rany i blizny staną się komunikatem mówiącym innym o jej cierpieniu.
Piękno i powab
Wiele praktyk okaleczających było (i nadal jest) kultywowanych z myślą o doścignięciu pewnych 
wyobrażeń o pięknie i powabie (często w związku z próbą osiągnięcia ideału kobiecości lub 
męskości). Przekonanie, że ciało ludzkie, zwłaszcza kobiece, wymaga modyfikacji, aby mogło stać 
się piękne, a przynajmniej możliwe do zaakceptowania, wydaje się powszechne w całej historii 

background image

ludzkości.
Formowanie głowy (często już od niemowlęctwa) w celu uzyskania jej pożądanego kształtu, to 
praktyka szeroko stosowana w starożytnym Egipcie i Grecji, a w Holandii i Francji żywa aż do XIX 
wieku. W niektórych społeczeństwach odkształceniu poddawano też
nos. Polinezyjczycy na przykład łamali go i spłaszczali. Podobnie jest i na Zachodzie, gdzie ta 
właśnie część ciała często staje się obiektem wzmożonego zainteresowania, a w celu uzyskania 
takiego jej kształtu czy rozmiaru, jaki w ogólnym mniemaniu uchodzi za bardziej atrakcyjny, ludzie 
poddają się operacjom kosmetycznym.
Spośród innych praktyk podejmowanych z myślą o podnoszeniu atrakcyjności fizycznej wymienić 
można rozciąganie płatków uszu i wydłużanie szyi, wypełnianie zębów, tatuaż bliznowy i inny oraz 
wiązanie stóp. Okaleczające i deformujące krępowanie stóp mające na celu zapobieganie ich 
wzrostowi dotknęło na przestrzeni setek lat miliony kobiet w Chinach. Widać efekt takich zabiegów 
uchodził w oczach mężczyzn za nadzwyczaj atrakcyjny i pociągający.
Na Zachodzie akceptuje się wiele zwyczajowych praktyk, w istocie rzeczy polegających na 
okaleczaniu ciała, uznając je za metody, dzięki którym kobieta może stać się piękniejsza i wzbudzać 
większe pożądanie. Należą do nich rozmaite operacje kosmetyczne twarzy i ciała, a także 
drutowanie szczęki oraz klamrowanie żołądka mające jakoby wspomagać odchudzanie. Przez 
wyrywanie, golenie, woskowanie i elektrolizę usuwa się owłosienie. Jeszcze do niedawna kobiety 
sznurowały na sobie ciasne gorsety, łamiąc żebra i uszkadzając organy wewnętrzne po to, aby 
uzyskać szczupłą talię (czego współczesnym odpowiednikiem są szkodliwe diety odchudzające), a 
wiele kobiet i dziś deformuje sobie stopy i odkształca kręgosłup, nosząc modne buty na wysokim 
obcasie lub z wąskim noskiem. Rozpowszechnia się moda na podyktowane względami 
estetycznymi przekłuwanie skóry różnych części ciała w celu umieszczania tam kolczyków. 
Czarnoskórzy na Zachodzie, a także w całej Afryce, wybielają skórę, szkodząc sobie tylko po to, 
aby uzyskać ponoć bardziej „pożądaną" jej bladość, gdy tymczasem biali ryzykują poparzenia i 
raka, pragnąc sprawić sobie opaleniznę.
W rozdziale trzecim szerzej omówimy ten ważny związek, jaki łączy samookaleczenia z 
praktykami polegającymi na uszkadzaniu lub korygowaniu ciała w dążeniu do „piękna" oraz ze 
stojącymi za tym przekonaniami. Za ich pośrednictwem bowiem jednostka - dotyczy to kobiet i 
czarnoskórych - dowiaduje się, że jej ciało nie „spełnia wymagań", a normalnym i pożądanym w 
tym wypadku krokiem jest zmodyfikowanie go, naruszenie i okaleczenie tak, aby stało się bardziej 
godne akceptacji i atrakcyjne. Osoba znajdująca się pod wpływem napięcia, która czuje, że ona 
sama (bądź jej uczucia, myśli i doświadczenia) są przez innych nieakceptowane i odrzucane, może 
odwołać się do
utrwalonego już przekonania o tym, że modyfikując swe ciało, jest w stanie zyskać akceptację. U 
jednych przekonania takie prowadzą do głodówek lub innych szkodliwych nawyków 
żywieniowych, u innych zaś do samouszkodzeń. Nie sugerujemy tu, że podejmując okaleczenia, 
jednostka naiwnie wierzy, iż działanie to uczyni ją bardziej atrakcyjną. Proces przekładający 
pragnienie uwolnienia się od poczucia „bycia złą" i nieakceptowaną na przekonanie o konieczności 
fizycznego przemieniania się po to, by stać się „akceptowaną", jest dużo bardziej złożony.
Samookaleczenia a żałoba
W wielu kulturach społecznie usankcjonowane okaleczenia wiążą się ze smutkiem po utracie 
bliskiej osoby i żałobą. Na Nowej Gwinei młodym kobietom z plemienia Dugum Dani odcina się 
palce w ofiarnym geście podczas pogrzebów męskich członków rodziny (Gardner, Heider, 1968, za: 
Favazza, 1987, s. 106). Przedstawiciele amerykańskiego plemienia Crow obcinają sobie palce i 
włosy, a także nacinają skórę na znak żałoby po śmierci wojownika (Favazza, 1987, s. 108). 
Mieszkańcy wysp Sandwich wybijają sobie zęby w celu zaznaczenia żałoby i przebłagania za 
śmierć przewodnika społeczności (Favazza, 1987, s. 101). Do najbardziej niezwykłych praktyk 
związanych z opłakiwaniem śmierci należy indyjski obyczaj zwany sati, zgodnie z którym kobiety 
rzucały się (lub były wrzucane) na stosy pogrzebowe swych mężów. Obyczaj ten praktykowano 
przez ponad 500 lat. Mniej drastycznymi praktykami związanymi z wyrażaniem żalu po czyjejś 
śmierci, nadal obserwowanymi w różnych społeczeństwach, są wyrywanie włosów oraz bicie się w 

background image

piersi lub głowę.
Powyższe praktyki zdają się pełnić szereg różnorodnych funkcji, raz dając upust ogromnemu 
bólowi i żalowi, innym razem podkreślając znaczenie straty. Być może osoby okaleczające się w 
reakcji na napięcie emocjonalne kierują się dążeniem do spełnienia podobnych funkcji 
wynikających ze straty i smutku. W rozdziale czwartym zobaczymy, że samouszkodzenia są 
podejmowane w następstwie przeżywania smutku z powodu odejścia bliskiej osoby (często jeszcze 
w dzieciństwie), po traumatycznej rozłące lub rozpadzie ważnego związku. Samouszkodzenia 
wiążą się też często z wykorzystaniem seksualnym bądź maltretowaniem, zawierającymi w sobie 
element istotnej straty i mogącymi rodzić głębokie poczucie żalu.
Kontrola społeczna a ucisk kobiet i innych grup
Zwróciłyśmy już uwagę na to, że kary stosowane zarówno wobec przestępców, jak i dzieci, 
częstokroć łączą się z fizycznym bólem i uszkodzeniami ciała. Metody te służą kontroli społecznej i 
od setek lat społeczeństwa ujarzmiają za pomocą kar fizycznych i okaleczeń nie tylko 
kryminalistów, ale też i inne osoby zagrażające władzy rządzących. Wystarczy odwołać się choćby 
do znanych z różnych krajów przykładów dotyczących politycznych dysydentów i aktywistów, 
działaczy związkowych, bojowników o prawa obywatelskie i uczestników demonstracji 
pokojowych.
Na całym świecie stosuje się wiele brutalnych praktyk, których zadaniem jest kontrolowanie i 
tłamszenie kobiet, a także prześladowanych grup etnicznych, homoseksualistów i innych. Wydaje 
się, że wspomniany wcześniej obyczaj palenia żon na stosach pogrzebowych ich mężów (teraz już 
nielegalny) został poniekąd zastąpiony przez zjawisko tak zwanej śmierci z posagiem. Zdarza się, 
że zgodnie z nakazami tegoż obyczaju, azjatyckie panny młode, których posag nie znajduje uznania 
u rodziny pana młodego, dokonują samospalenia (lub są palone). Palenie i torturowanie kobiet ma 
oczywiście długą historię także w Europie, gdzie kobiety podejrzane o jakąkolwiek „działalność 
wywrotową" (często autentyczne uzdrowicielki) palono na stosach jako czarownice.
Do praktyk okaleczających, jakie znosić musiały na przestrzeni dziejów dziewczęta i kobiety, 
należało też wspomniane wcześniej krępowanie stóp, które nie tylko miało czynić kobiety bardziej 
„pożądanymi", ale było też środkiem sprawowania nad nimi kontroli, gdyż w bardzo dosłowny 
sposób uniemożliwiało kobiecie ucieczkę przed żądaniami jej męża. W wielu krajach afrykańskich 
po dziś dzień praktykuje się okaleczanie narządów płciowych milionów dziewczynek. Ma to 
stanowić zabezpieczenie przed ewentualnym uprawianiem przez nie seksu z mężczyznami innymi 
niż ich mężowie. Praktykę tę uznać można za szczególny rodzaj samookaleczenia, gdyż została ona 
usankcjonowana i jest stosowana przez kobiety i ze szkodą dla kobiet. W Wielkiej Brytanii 
podobnym celom kontrolowania seksualności kobiet służył zwyczaj wycinania łechtaczki. Warto 
zwrócić uwagę, że prawo brytyjskie wciąż dopuszcza przeprowadzanie tego typu operacji, co też 
zdarza się czynić chirurgom na życzenie gości przybywających do tego kraju. I choć bicie żon przez 
ich mężów nie jest już zgodne z prawem, to jednak walka o przekonanie policji i społeczeństwa, by 
przy
jęły do wiadomości istnienie zjawiska przemocy w rodzinie i zaczęły mu zapobiegać, wciąż trwa. 
Jak zobaczymy w następnym rozdziale, właśnie w tym kontekście rozpatrywać trzeba większe 
rozpowszechnienie samouszkodzeń wśród kobiet.
Wnioski
Po przeanalizowaniu stosowanych w wielu kulturach różnorodnych praktyk okaleczających oraz ich 
funkcji możemy wyciągnąć pewne wnioski na temat przydatności tej wiedzy do zrozumienia 
samouszkodzeń dokonywanych pod wpływem napięcia psychicznego. Zjawisko to powinniśmy 
rozpatrywać w kategoriach funkcji, jakie samouszkodzenia spełniają w życiu jednostek, ich 
najbliższego otoczenia i społeczeństwa, w którym żyją.
Wydaje się, że zaspokajanie pewnych potrzeb społecznych przez zadawanie bólu, modyfikację, 
okaleczanie i znakowanie ciała jest uniwersalną cechą społeczeństw. W wielu wypadkach czynności 
te pełnią niezmiernie ważne funkcje, a związane z nimi okaleczenia, blizny czy krwawienie 
nabierają głębokiego psychologicznego i społecznego znaczenia. Moc i doniosłość ciała oraz tego, 
co może ono czynić samo i co można uczynić z nim, wiadome są nam wszystkim, przynajmniej na 

background image

poziomie nieświadomym. Istnienie związanej z tym tradycji uświadamiamy sobie za 
pośrednictwem naszego języka, który odzwierciedlają w określeniach takich, jak „dostać ochłapy", 
„wyssać z kogoś krew", „rwać sobie włosy z głowy" i tak dalej. Być może nie wszyscy czytaliśmy 
odpowiednie fragmenty świętych tekstów lub słyszeliśmy o swoistych praktykach stosowanych 
przez różne społeczeństwa, ale wszyscy żyjemy zanurzeni w kulturalnych i historycznych 
tradycjach, w których okaleczanie ciała odgrywa ważną rolę.
Jednostki zmagające się z wewnętrznym napięciem w swym poszukiwaniu sposobów uwolnienia 
się od problemów i rozwiązania ich czerpią z całego repertuaru ludzkich zachowań. Pewne funkcje 
pełnione przez okaleczenia w różnych tradycjach mogą więc stać się tymi samymi, dla których ku 
samouszkodzeniem zwróci się osoba zmagająca się z cierpieniem natury psychicznej. Do funkcji 
tych należeć będą na przykład: leczenie; przywracanie porządku, swojskości i bezpieczeństwa; 
zapewnianie społecznej akceptacji, poczucia wspólnoty i harmonii; wyrażanie uczuć straty i żalu; 
uwalnianie od poczucia winy;
dawanie poczucia władzy i kontroli i tak dalej. Cała ta rozmaitość funkcji, jakie samouszkodzenia 
mogą pełnić w życiu osoby znajdującej się pod wpływem napięcia psychicznego oraz w życiu jej 
otoczenia,
znajdą swe szczegółowe omówienie w rozdziale czwartym. Tymczasem należy sformułować 
fundamentalną tezę, zgodnie z którą akty samookaleczenia są odbiciem głęboko zakorzenionych i 
szeroko rozpowszechnionych przekonań i tradycji odwołujących się do skuteczności i mocy 
zabiegów przeprowadzanych na ciele w ramach ekspresji najgłębszych ludzkich niepokojów.
Jednostka dokonująca samouszkodzeń musi przy tym być widziana w kontekście swego 
środowiska, w którym samouszkodzenia podejmowane przez pewnych jego członków mogą pełnić 
określone funkcje. Sugerowałyśmy, że taką funkcją samouszkodzeń może być rozgrywanie w 
działaniu (acting out), a jednocześnie zatrzymywanie, napięć i patologii w obrębie społeczności, w 
której zachowanie to się pojawia. Może to służyć interesom przynajmniej tych grup społecznych, 
które wolą mówić - gdyż do tego w gruncie rzeczy się to sprowadza - „siedź cicho i się potnij", niż 
stawić czoło złemu traktowaniu i uciskowi, jakiego doznają liczni członkowie tego społeczeństwa. 
Napięcie psychiczne osób, które na tym cierpią, łatwiej jest zindywidualizować, zaklasyfikować do 
patologii i „leczyć", aniżeli zapytać, jaką rolę w jego powstawaniu pełnią instytucje opieki 
społecznej, w ramach których się ono rodzi.
Mieliśmy okazję zobaczyć, że wybór kozła ofiarnego może pełnić w społeczeństwie ważną funkcję, 
polegającą na ogniskowaniu napięć powstałych w danej społeczności na pojedynczych ofiarach, a 
tym samym na zachowywaniu harmonii społecznej. Co ciekawe, nierzadko osoby „brane na cel" 
(obojętnie, czy chodzi o pozbawienie ich życia, pobicie, uwięzienie, czy o bardziej łagodne formy 
ucisku) należą do grup, w których stosunkowo często występują samouszkodzenia. I tak na 
przykład homoseksualiści, ludzie dotknięci fizyczną bądź umysłową niepełnosprawnością, 
więźniowie i osoby znajdujące się w stanie psychicznego napięcia, znacznie częściej niż inni stają 
się kozłami ofiarnymi, spotykają się z ostracyzmem, są wykorzystywane i prześladowane na różne 
sposoby, a przy tym dokonują samouszkodzeń. Wydaje się, jakby sami wchodzili w przydzieloną 
im przez społeczeństwo rolę „ofiary", którą następnie rozgrywają na własnym ciele. Samousz-
kodzenie tylko „potwierdza" ich status „dziwaków", chorych, złych lub szalonych, a tym samym 
niewartych pełnego, należnego innym zainteresowania i prawa do uczestnictwa w życiu 
społeczeym. Tak właśnie społeczeństwo uzyskuje na swój użytek kozły ofiarne, które w dogodny 
dla siebie sposób może uznać za „zasługujące" swym dewiacyjnym zachowaniem na obciążenie 
wszelkimi winami i pognębienie.
W ciele są reprezentowane wartości kulturowe. Ciała kobiet, ich twarze i głosy często dostosowują 
się do uznawanych w danym społeczeństwie wartości i przekonań dotyczących dopuszczalnych u 
kobiet cech i zachowań. Podobnie wskaźniki jawnej agresywności, takie jak blizny, uznaje się za 
dopuszczalne jedynie u mężczyzn. (Jeśli natomiast mężczyzna posunie się do - dajmy na to - 
kastracji, wówczas jego czyn, kłócąc się z wartościami kultury łączonymi z „męskością", zostanie 
zapewne zinterpretowany jako przejaw obłąkania).
Ciało można zarazem ujmować jako aktywny podmiot, jak i biernego odbiorcę i odbicie wartości 

background image

kulturowych (Csordas, 1994). W swym bardziej aktywnym aspekcie ciało rejestruje i wyraża treść. 
Często samouszkodzenie może pełnić rolę zapisu historii jednostki:
„Właśnie to mnie spotkało, właśnie tak cierpię". Jego funkcja w społeczeństwie będzie podobna. 
Samouszkodzenie zaznacza zbiorowe (i indywidualne) doświadczenia, wchłaniając tych, którzy raz 
się zeń zetkną. Potrafi ono także przerzucić pomost ponad pustką powstałą z powodu braku wiedzy 
o ludzkich przeżyciach i o tym, jak przeżycia te mogą na ludzi oddziaływać. W istocie rzeczy 
samouszkodzenie „opowiada" o doświadczeniu społecznym, które inaczej pozostałoby w sferze 
niewiedzy. Historyk antropologii, Pauł Connerton, w swej książce pod tytułem How Societies 
Remember (1989) stawia tezę, która do tego właśnie się odnosi:
[...] umysłowe zniewolenie zaczyna się z chwilą odebrania pamięci. Kiedy wielkie mocarstwo chce 
pozbawić matę państwo jego narodowej świadomości, stosuje metodę zorganizowanego 
zapominania [...] albo zorganizowanej niepamięci. Współczesnych pisarzy obejmuje się zakazem 
publikacji, historyków dymisjonuje się z ich stanowisk, a ludziom, którzy tracą pracę, zamyka się 
usta i skazuje się ich na zapomnienie. Przeraża nie tyle utrata ludzkiej godności, co strach, że może 
nie pozostanie nikt, kto będzie mógl dać należyte świadectwo przeszłości [...] walka obywateli 
przeciw władzy państwa jest walką ich pamięci przeciwko wymuszanemu zapominaniu [...] i są 
tacy, którzy za cel stawiają sobie nie tylko PRZETRWANIE, ale także PAMIĘTANIE [...] i dawanie 
świadectwa, kiedy spisują opozycyjne historie (s. 14).
Podzielamy pogląd Connertona, według którego ludzie są gotowi uczynić wszystko, świadomie lub 
nieświadomie, aby utrwalić historię. Zga-
dzamy się też, że dokonując tego, nadają oni znaczenie nie tylko własnemu doświadczeniu, ale też 
aktualnemu doświadczeniu ich społeczności. Dla niektórych (tych, którzy tkwią w prawdziwych i 
domowych więzieniach) samouszkadzaniejest metodą zapisywania i odzwierciedlania społecznej i 
politycznej rzeczywistości, praktykowaną z użyciem wszelkich dopuszczalnych środków.
Dla tych, których rola polega na pomaganiu osobom dokonującym samouszkodzeń, ujęcie tego 
zjawiska zaproponowane w niniejszym rozdziale pociąga za sobą wiele implikacji:
1. Włączenie do normy: zamiast uznawać je za całkowicie obce, niezrozumiałe i dewiacyjne, można 
na akty samouszkodzeń spojrzeć jak na „normalne" i zrozumiałe zachowania, gdyż naśladują one 
szeroko rozpowszechnione i nośne treściowo tradycje. Takie ujęcie problemu może podziałać 
uspokajająco na osoby zajmujące się pomocą i zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia u nich 
paniki, przewrażliwienia, samoobwiniania się i reakcji karzących. Osobom dokonującym 
samouszkodzeń przyjęcie takiego sposobu rozumienia samookalecza-nia, jako jednego z wielu 
normalnych zachowań, może również ułatwić uwolnienie się przynajmniej od części rozpaczliwego 
poczucia wstydu i strachu.
2. Zrozumienie znaczenia oraz funkcji okaleczania ciała w różnych społeczeństwach może 
dostarczyć istotnego wglądu w jego znaczenie i rolę w życiu jednostki znajdującej się pod 
wpływem napięcia psychicznego. Wgląd taki może pomóc terapeutom w przeciwstawianiu się 
rozpowszechnionym w służbie zdrowia uproszczonym interpretacjom samouszkodzenia, uznającym 
to zachowanie za patologię. Tego rodzaju podejście zastąpić można ściślejszym i bardziej 
wnikliwym rozumieniem złożonych treści i celów, jakie z samouszkodzeniem wiązać może dana 
jednostka.
3. Uznanie, że samouszkodzenia podejmowane przez jednostkę prawdopodobnie pełnią określone 
funkcje w życiu jej rodziny, środowiska i społeczeństwa, może ułatwić pomagającym i ich klientom 
lepsze zrozumienie tego zachowania i - co więcej - ustalenie tego, co należy uczynić, aby jednostka 
przestała się kaleczyć. Możliwe na przykład, że osoba, która swym samouszkadzaniem wyraża 
niezadowolenie i konflikty istniejące w rodzinie bądź instytucji, ale i zatrzymuje je w sobie, 
poddawanajest subtelnym, acz silnym, naciskom, aby nie przestawała się krzywdzić. W takim 
wypadku pojawić się może potrzeba otwartego stwierdzenia znaczenia okoliczności i relacji 
interper
sonalnych w danej społeczności, a nawet podjęcia działań mających na celu rozwiązanie 
problemów tej społeczności, zanim jednostka będzie w stanie dokonać wolnego wyboru co do 
kontynuowania lub zaprzestania czynności samouszkadzających.

background image

4. Docenienie wagi treści, których nośnikiem może być samouszkodzenie (oraz ogromnego 
napięcia, jakie jednostka pragnie rozładować), również stwarza zasadnicze podstawy dla efektywnej 
terapii indywidualnej, popartej współczuciem i cierpliwością.
Rozdział 3
SAMOUSZKODZENIA A SPOŁECZEŃSTWO
Napięcie, które doprowadza do samouszkodzenia, może wynikać z indywidualnych uwarunkowań 
danej osoby i splotu okoliczności życiowych, ale tym, co nadaje kształt temu doświadczeniu, są 
stosunki społeczne. Natura stosunków społecznych sprawia zaś, że jedne grupy mają władzę nad 
innymi. W skali globalnej półkula północna ma władzę nad półkulą południową. Biali mają władzę 
nad czarnoskórymi, mężczyźni nad kobietami, a bogaci nad biednymi. Takie stosunki władzy mogą 
znajdować odzwierciedlenie w rodzinie, gdzie kobiety będą podlegały uciskowi mężczyzn, a dzieci 
będą maltretowane przez dorosłych. Czynniki społeczne odbijają się z kolei na postrzeganiu siebie i 
własnego ciała. Oddziałują na relacje człowieka z innymi ludźmi. Rzeczywistość społeczna i 
polityczna wpływa też na dostępność wsparcia materialnego i środowiskowego, które z kolei może 
zmniejszać lub zwiększać prawdopodobieństwo pojawienia się potrzeby okaleczania się jako 
sposobu ekspresji i radzenia sobie z problemem. „Mowa" ranionego ciała może zatem niektórym 
osobom służyć do „opowiadania" o ich społecznych, politycznych i osobistych doświadczeniach. 
Dlatego też, jeżeli mamy w pełni zrozumieć osoby uszkadzające się i efektywnie z nimi pracować, 
musimy zająć się uwarunkowaniami społecznymi i politycznymi ich położenia oraz siłami, które 
popychają je do wyrażania siebie poprzez krzywdzenie własnego ciała.
Wskazówek dotyczących roli sił społecznych w fenomenologii samouszkodzenia mogą nam 
dostarczyć rozbieżności dotyczące częstości występowania oraz natury tego zjawiska w różnych 
grupach społecznych. Nie dysponując wynikami badań epidemiologicznych, które byłyby 
przeprowadzone na dużą skalę, trudno jest formułować
precyzyjne twierdzenia na temat występowania samouszkodzeń we wszystkich możliwych grupach 
społecznych. Większość autorów informuje o wyższych wskaźnikach wśród kobiet aniżeli wśród 
mężczyzn (szacunkowe proporcje wahają się od 2:1 do 20:1; zob. np. Cross, 1993; Pao, 1969; 
Favazza, 1989; Simpson, 1976). Świadectwa kliniczne i przygodne obserwacje zdają się dowodzić, 
że częstość występowania samouszkodzeń zmienia się w zależności od takich czynników, jak rasa, 
orientacja seksualna i poziom sprawności fizycznej i umysłowej. W niniejszym rozdziale 
zastanowimy się nad rolą, jaką w fenomenologii samouszkodzenia odgrywają rodzaj11, rasa, 
poziom sprawności i seksualność, a także wiek oraz przynależność klasowa.
Rodzaj a samouszkodzenia
Kobiety
Wielu autorów zwraca uwagę, że samouszkadzanie jest zjawiskiem bardziej rozpowszechnionym 
wśród kobiet aniżeli wśród mężczyzn. Z naszego doświadczenia wynika natomiast, że 
samouszkodzenia dokonywane przez kobiety różnią się od tych, które podejmują mężczyźni. Mimo 
iż mężczyźni uszkadzają się rzadziej, to wydaje się, że, kiedy już to czynią, zadają sobie obrażenia 
poważniejsze od tych, które zwykle powodują u siebie kobiety (zauważył to także Pao, 1969).
Skoro mężczyźni i kobiety tak się pod tym względem różnią, domyślać się można, że na przyczyny 
samouszkodzeń wpływać muszą jakieś kwestie związane z rodzajem. Wysunięto jak dotąd kilka 
teorii co do natury tych kwestii. Jedne z nich skupiają się na ewentualnym znaczeniu różnic 
anatomicznych pomiędzy kobietami a mężczyznami (np. Cross, 1993), inne zaś koncentrują się na 
wpływie, jaki na dziewczynki i chłopców wywiera proces socjalizacji kładący nacisk na role 
płciowe (np. Burstow, 1992). Niewykluczone, że w praktyce oba te czynniki ściśle się ze sobą 
łączą.
Wiele kobiet czuje się we własnym ciele niczym w twierdzy osaczonej przez wrogów. Większość 
jest niezadowolona ze swych kształtów, wymiarów i tym podobnych cech fizycznych. Kobiety mają 
poczucie wyalienowania ze swych ciał, które wydają im się tajemnicze, przera-
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne konsekwentnie stosuje w swoich publikacjach 
rozróżnienia na płeć (sex) i rodzaj {gender). Nazwy te w zupełności odpowiadają znanym już w 
Polsce terminami: płeć biologiczna (sex) i płeć kulturowa lub społeczna (gender) (przyp. red.).

background image

zające i niepoddające się kontroli. Cross (1993) uważa, że odczucia te mają swoje źródła w naturze 
anatomii kobiecych narządów płciowych, powodującej, że już w niemowlęctwie i wczesnym 
dzieciństwie dziewczynki inaczej odbierają swoje ciało niż chłopcy. Małe dziewczynki nie 
zapoznają się ze swymi genitaliami równie dobrze jak chłopcy, gdyż ich narządy płciowe w 
znacznej części znajdują się wewnątrz ciała i nie są tak widoczne i dostępne jak u chłopców. 
Dziewczynki nie dotykają się podczas oddawania moczu równie często, jak czynią to chłopcy. 
Eksplorują swe ciało i masturbują się znacznie rzadziej i mniej bezpośrednio aniżeli chłopcy, 
dlatego częściej ich genitalia są dla nich raczej źródłem niepewności i lęku. W okresie dorastania w 
ciałach dziewcząt dokonują się gwałtowne i dramatyczne przemiany: rozwijają się piersi i rozrastają 
biodra, w dodatku trzeba się uporać z nieprzyjemnym i często bolesnym doświadczeniem 
menstruacji. Dorastający chłopcy doświadczają siebie głównie dzięki nabywaniu siły fizycznej. Nie 
pojawia się u nich odpowiednik miesiączki, chyba że uznamy za niego spontaniczną ejakulację 
(„mokre sny"), która jednakże jest przyjemna i często daje powód do dumy.
W późniejszym okresie dziewczęta i kobiety mogą czuć, że ich ciała są narażone na inwazję i 
kontrolę ze strony innych. Na przykład penis chłopca lub mężczyzny będzie przez nie wówczas 
postrzegany jako przerażający intruz, „obcy wewnątrz". W życiu dorosłej kobiety nastąpić mogą też 
dalsze niepokojące doświadczenia, jak choćby wtedy, kiedy jej ciałem zaczyna władać dziecko, a 
jego funkcje zmieniają się w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią.
Rola rozrodcza w pewnym sensie ułatwia kobietom wejście w taki kontakt z ciałem, jakiego 
mężczyźni nie mogą doświadczyć, ta sfera jest więc bardzo istotnym poziomem, na jakim 
rozgrywają się emocje i konflikty. A jednak, przynajmniej u niektórych kobiet, pojawić się może 
odczucie „braku kontroli" nad własną fizycznością, która w ich oczach jest brzydka, podatna na 
zranienie, odpychająca i niemożliwa do ujarzmienia. Dla dziewcząt i kobiet, które nie zdołają 
uporać się (przynajmniej w umiarkowanym stopniu) z rozwojowymi „wyzwaniami i paradoksami 
ciała" opisanymi przez Crossa, samouszkodzenie może stać się próbą wzięcia ciała w swe 
posiadanie, poznania go i zapanowania nad nim.
Analiza Crossa umożliwia zrozumienie, jak odmienność w przeżywaniu własnej fizyczności przez 
kobiety i mężczyzn może się wiązać z samouszkodzeniem. Dyskusję na ten temat musimy jednak 
poszerzyć o zapoznanie się ze znaczeniem wpływów społecznych na to, jak
przedstawiciele obu płci przeżywają własne ciała i - w efekcie - siebie samych. Nie jest wcale 
prawdą, że powodem, dla którego dziewczęta eksplorują swe ciała w mniejszym stopniu i 
masturbują się rzadziej niż chłopcy, jest utrudniony dostęp do ich genitaliów (w rzeczywistości 
przecież dostęp do łechtaczki jest niezwykle łatwy). Otóż dzieje się tak dlatego, że w 
społeczeństwie zachodnim (jak w wielu innych kulturach) dziewczęta i kobiety nie są wcale 
zachęcane do decydowania o przyjemności seksualnej doświadczanej przez siebie. Zakaz społeczny 
obejmujący masturbację oraz aktywność seksualną w ogóle odnosi się do dziewcząt w dużo 
szerszym zakresie aniżeli do chłopców i mężczyzn, stąd obecność w języku ogromnej liczby obelg, 
którymi obrzuca się kobiety dążące do uzyskania satysfakcji seksualnej bez zważania na swą 
„reputację": „panienka", „rura", „kokota", „kurwa" i tak dalej. Nie istnieją odpowiedniki tych 
określeń odnoszące się do mężczyzn, a słowa „ogier" czy „byczek" i tym podobne niosą raczej 
konotacje lekkiego podziwu niż dezaprobaty. Dziewczęta nie wdają się z dumą w porównywanie 
swych genitaliów ani nie dyskutują na temat częstotliwości swych orgazmów, jak czynią to chłopcy, 
ponieważ wiedzą, że nie byłoby to akceptowane. Odczytały już kierowany do nich przekaz 
społeczny, zgodnie z którym nastawienie kultury do kobiecych organów płciowych i rozrodczych 
oraz ich funkcji nacechowane jest znaczną ambiwalencją. Na przykład dyskomfort związany z 
menstruacją bierze się nie tylko z fizycznego bólu i niewygody, ale jest też odbiciem poczucia 
wstydu, zakłopotania i obrzydzenia do siebie, generowanego przez nastawienie społeczne 
(przenoszone na przykład za pośrednictwem reklam podpasek i tamponów) głoszące, że 
menstruacja to coś wstydliwego i nieczystego, w odniesieniu do czego powinno się zachować jak 
najdalej posuniętą „dyskrecję" i „higienę".
Postawy wobec kobiecych ciał, szczególnie zaś tych ich partii, które wiążą się z płcią, pełne są 
sprzeczności i negatywnych podtekstów. Sygnały płynące ku kobietom z reklam, kolorowych 

background image

magazynów i świata rozrywki, a często też ze strony ich własnych rodzin i rówieśników, informują 
je, że ciało kobiece to coś, co musi podlegać kontroli i modelowaniu, aby mogło zadowalać innych. 
Niewiele dziewcząt i kobiet potrafi całkowicie oprzeć się oczekiwaniom, zgodnie z którymi po-
winny dbać o swą „atrakcyjność". To ostatnie słowo implikuje zresztą, ze ich ciała istnieją przede 
wszystkim po to, ażeby inni mogli na nie patrzeć, i to z przyjemnością, a nie po to, aby były 
funkcjonalne, efektywne i miłe dla swych właścicielek. Atrakcyjna kobieta to taka, która spryskana 
jest dezodorantem, wydepilowana, umalowana, ma odpo-
więdnie uczesanie, rysy twarzy, cerę i kształt ciała. Balansowanie pomiędzy byciem „atrakcyjną" a 
„wyzywającą", do którego zmuszane są kobiety, przypomina spacer po linie. Nic dziwnego, że 
wiele kobiet czuje się wyobcowanych z własnego ciała wywołującego u nich głębokie 
niezadowolenie. A kiedy już ma się poczucie, że własne ciało, dopóki się go nie przerobi i 
odpowiednio nie dopasuje, pozostanie czymś obcym, brzydkim, nieczystym, cuchnącym, tłustym i 
niemożliwym do zaakceptowania, to droga do decyzji o skrzywdzeniu tegoż ciała okazuje się 
bardzo krótka, zwłaszcza jeśli wszystkiemu towarzyszy napięcie emocjonalne o wystarczającym 
natężeniu.
Waga, jaką przykłada się do kobiecej „atrakcyjności", może tłumaczyć, dlaczego samouszkodzenie 
wydaje się jako coś „złego", dewiacyjnego i niepokojącego (często nawet bardziej aniżeli inne 
autode-strukcyjne zachowania, takie jak zaburzenia łaknienia). Okaleczanie ciała pozostaje w 
całkowitej sprzeczności z tym, co wyidealizowana kobieta winna czynić: ze wszech miar starać się 
być atrakcyjną i w każdym calu perfekcyjną. Uszkadzając swe ciało, kobieta niszczy to, co 
społeczeństwo ceni i czym pogardza jednocześnie. Jej „niszczenie" wyraża więc być może nie tylko 
nienawiść do siebie i rozpacz, ale także protest wobec kierowanych pod jej adresem sprzecznych 
oczekiwań i ocen, z elementami demonstrowanych z rozmysłem dumy i złości.
Kobiecość domaga się nie tylko fizycznej atrakcyjności. Małe dziewczynki bardzo wcześnie 
dowiadują się, czym jest akceptowane zachowanie kobiece i co się stanie, jeżeli ktoś uznaje za 
chciwe, samolubne, zepsute, narwane albo zwyczajnie nie dość miłe. Spośród zaleceń przeciwko 
„niekobiecości" najsilniej z samouszkodzeniami wiążą się te, które powstrzymują kobiety od pełnej 
ekspresji uczuć i decydowania o własnym życiu. Złość, usilny protest, walka o własne prawa, 
opinie i interesy nie przystoi kobiecie. To nie „kobiece" domagać się zaspokajania własnych potrzeb 
czy też obstawać przy swoich przekonaniach i interesach. Rozpowszechnienie obraźliwych słów, 
określających kobiety postępujące wbrew tym zasadom jako „kastrujące", „dominujące", 
„wymagające", „pewne siebie" i „histeryczne", wskazuje tylko na siłę reakcji, jakie wzbudzić może 
zlekceważenie wymagań kobiecości. Samouszkodzenie częstokroć jest próbą uzyskania (a być 
może i proklamowania) choćby minimum poczucia kontroli nad własnym życiem, bywa też 
sposobem wyrażania i/lub karania siebie za własne potrzeby emocjonalne. Dlatego stosowane 
wobec kobiet zakazy społeczne dotyczące ich aktywnego i werbalnego domagania się szacunku do 
siebie i własnych potrzeb mają ogromne znaczenie.
Narzuca się zachowaniu kobiet wiele wymagań i ograniczeń, często ze sobą sprzecznych. Zadaniem 
kobiety jest bycie delikatną, cichą, pasywną i troskliwą, miłą dla innych i przedkładającą ich 
potrzeby nad własne. Jednak kobieta „ofiara" zasługuje już tylko na pogardę. Zadaniem kobiety jest 
ponoć dbanie o dobre funkcjonowanie małżeństwa czy związku i „trwanie przy jednym 
mężczyźnie", a jednak często o kobiecie żyjącej z brutalnym mężem mówi się, że sama jest sobie 
winna. „Prawdziwa kobieta" jest dostępna seksualnie, uległa i miła dla mężczyzn, ale kiedy ktoś ją 
napastuje lub gwałci, uważa się, że „sama się o to prosiła". W końcu powinna być bardziej 
asertywna albo nauczyć się samoobrony. Zgodnie z innym, podobnie sprzecznym zestawem 
wymagań, kobieta nie powinna zdradzać wiedzy i kompetencji w sprawach „technicznych", ale 
wykluczone, by okazała się zupełnym „nieukiem".
Można wskazać jeszcze wiele innych sposobów, w jakie wymagania związane z kobiecością mogą 
przyczynić się u niektórych kobiet do powstania silnej potrzeby samouszkadzania. Większość 
kobiet w dzisiejszych czasach pracuje poza domem, a mimo to wciąż wykonuje przeważającą część 
prac domowych, włącznie z organizowaniem życia rodzinnego, opieką nad dziećmi oraz chorymi i 
starszymi członkami rodziny. Kobiety troszczą się o innych, utrzymują ich zarówno w sensie 

background image

dosłownym, jak i emocjonalnym, co obciąża je zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ciała kobiet 
(oraz ich energia) mają nie tylko cieszyć i seksualnie zaspokajać innych, lecz muszą też się o nich 
troszczyć i ich obsługiwać.
Kobiety nie otrzymują zapłaty za swe prace domowe, których wartość nie jest adekwatnie oceniana 
przez społeczeństwo, a tym samym i przez nie same oraz rodzinę, na rzecz której tak ciężko 
pracują. Często wynagrodzenie za ich pracę poza domem jest zaniżane, a sama praca uzyskuje 
status niższy niż zajęcia wykonywane przez mężczyzn. Wskutek tego wiele kobiet jest 
wyczerpanych i uczy się dystansu do własnych potrzeb cielesnych i emocjonalnych. Wygłodniałe 
zainteresowania, uznania i wsparcia, które same dają innym, nie doceniają siebie i pogardzają sobą. 
Ponieważ tego właśnie oczekuje się od kobiet, a ich niechęć i niezadowolenie wydają się 
nieuzasadnione, są więc na powrót skrywane i kierowane do wewnątrz.
Chociaż odpowiedzialność, jaką przyjmują na siebie kobiety za swoje związki i sprawy związane z 
życiem osobistym i emocjonalnym, pod wieloma względami może stanowić potencjalne źródło 
wielkiej satysfakcji, to jednak nieraz staje się również przyczyną problemów.
Tam gdzie jest odpowiedzialność, pojawia się ryzyko poczucia winy, dlatego wiele kobiet obwinia 
się (i jest obwinianych) za brak zadowolenia, złość i zazdrość innych (zwłaszcza mężczyzn), a także 
za wszelkie nadużycia, jakie przychodzi im cierpieć. Obwinianie siebie jest częstym powodem 
zachowań samouszkadzających i pojedynczym kobietom trudno się przed nim uchronić w 
społeczeństwie wymagającym, aby brały na siebie odpowiedzialność za tak wiele spraw.
Wszystkie te liczne (i pozostające ze sobą w sprzeczności) wyobrażenia o kobietach i wymagania 
wobec nich wywierają na nie naciski mające doniosłe znaczenie dla naszego rozumienia osób 
dokonujących samouszkodzeń. Po pierwsze konsekwentne tłumienie własnych potrzeb i uczuć oraz 
tolerowanie, bez słowa sprzeciwu, sytuacji krzywdzących, niedających spełnienia, a wręcz 
znieważających, burzy poczucie godności i kondycję emocjonalną. Po drugie trwanie w sytuacji, 
która nie daje szansy wygranej, ponieważ karane są wszelkie działania (zarówno te podejmowane w 
celu uczynienia własnego położenia bardziej znośnym, jak i te wyrażające odmowę tolerowania 
tegoż położenia), może powodować poczucie bezsilności, frustracji i rozpaczy. W zależności od 
stopnia, w jakim potrzeby danej kobiety są lekceważone, a ona sama wykorzystywana lub 
znieważana, gromadzić się będą w niej mniejsze lub większe pokłady urazy, żalu i złości. Kobieta 
pozostająca w takim położeniu, z uwagi na brak bezpiecznych i kulturowo usankcjonowanych 
sposobów ujawniania uczuć oraz niską samoocenę, prawdopodobnie skieruje wszystkie swe emocje 
do wewnątrz, na siebie samą, i zdarzyć się może, że ich nośnikiem stanie się samouszkodzenie.
Mężczyźni
Doświadczenie kobiet związane z samouszkodzeniami znajduje swój wyraz w ruchach kobiecych i 
psychologii feministycznej, które nie mają jednak swych odpowiedników mogących w podobny 
sposób służyć ujawnianiu szczególnych przeżyć właściwych mężczyznom. Możliwe, że 
samouszkodzenia mężczyzn odnoszą się do ich społecznych doświadczeń w sposób zbliżony i/lub 
odmienny od tego, co obserwujemy u kobiet. I choć w dziedzinie tej jest jeszcze wiele do zrobienia, 
pewne istotne kwestie można zidentyfikować już teraz.
W przeciwieństwie do kobiet, chłopcom i mężczyznom zezwala się na to, by zyskiwali władzę nad 
własnym ciałem i seksualnością, a nawet się ich do tego zachęca. Chłopiec w zasadzie nie musi 
borykać się z żadnym konfliktem wynikającym z faktu przeobrażania się jego ciała w ciało 
dojrzałego mężczyzny, którego widomymi oznakami są
rozrost muskulatury i pojawienie się owłosienia, obniżenie głosu i rozwój genitaliów. Nie dotyczą 
go zakazy ograniczające niezależność, asertywność, samoekspresję i determinację, hamujące pełny 
rozwój kobiety wchodzącej w dorosłość. Niemniej także i chłopcy, i mężczyźni doświadczają 
wpływów pewnych oczekiwań innej natury, które mogą prowadzić do samouszkodzeń.
Mężczyźni podlegają oczekiwaniom związanym z „męskością", której tradycyjnymi 
wyznacznikami są na przykład rozmiary ciała, siła, muskulatura, niski głos i zdolność do znoszenia 
bólu. Do cech osobowości kojarzonych z męskością należą odwaga, asertywność i pewna doza 
agresywności, a ponadto raczej logiczne aniżeli emocjonalne podejście do życia. Oczekuje się, że 
mężczyźni będą odnosili sukcesy w sferze publicznej, na przykład w sporcie, wykazywali się 

background image

sprawnością techniczną, robili kariery, uzyskiwali dochody, a także posiadali dobra materialne, 
takie jak samochody. Natomiast jeżeli „zawiodą" w tych sferach, na przykład z powodu bezrobocia 
lub choroby, mogą czuć się pozbawieni znaczenia lub władzy, a ich podatność na depresję i 
trudności emocjonalne nasilą się, co naturalnie może prowadzić do samookaleczania.
Zgodnie z tradycją po chłopcach i mężczyznach żyjących w kulturze Zachodu nikt nie spodziewa 
się płaczu, okazywania słabości, strachu czy wrażliwości na cierpienie. Być może zatem także w 
mężczyznach rodzi się poczucie wyobcowania z własnego ciała, spowodowane niemożnością 
doścignięcia ideału męskości (lub też, coraz częściej, ideału „atrakcyjności" zgodnej z jej definicją 
odnoszącą się do płci męskiej). Może usiłują wtedy odszczepić się (dissociate) od wszelkich 
„słabości" bądź oznak emocjonalności, jaką zdradzać mogą ich ciała. Dla niektórych mężczyzn 
samouszkodzenie może też się stać poniekąd sposobem demonstrowania brawury, siły i 
wytrzymałości. Wyjaśniałoby to większą gwałtowność, krwawość i jawność charakterystyczną dla 
podejmowanych przez niektórych mężczyzn form samouszkodzeń, polegających na przykład na 
uderzaniu pięścią w ścianę aż do pojawienia się sporych ran. Jednocześnie ciała mężczyzn mimo 
wszystko zachowują większe prawo do intymności aniżeli ciała kobiet i podlegają mniejszym 
(aczkolwiek wciąż rosnącym) naciskom wymagającym od nich bycia „pięknym" bądź przeżywania 
lub postrzegania własnego ciała jako cudzej lub publicznej „własności". Fakt ten znajduje zapewne 
swe odzwierciedlenie w stosunku mężczyzn do aktów samouszkodzeń. Otóż nasze kliniczne 
doświadczenia dowodzą, że
mężczyźni, dokonawszy aktu samouszkodzenia, uznają sprawę za zakończoną i - jak się wydaje - 
nie wykazują takiego wstydu oraz tak silnej potrzeby utrzymania problemu w tajemnicy jak kobiety 
w podobnej sytuacji. Nakłonienie mężczyzn do rozmowy o ich samouszko-dzeniach podczas terapii 
bywa trudne, ponieważ zdają się oni nie przywiązywać do tego zachowania równie dużej wagi, jaką 
przypisują mu kobiety.
Ponieważ to kobietom, a nie mężczyznom, przypisuje się rolę czołowych strażniczek życia 
emocjonalnego, u części mężczyzn może to powodować zahamowanie rozwoju emocjonalnego 
języka odnoszącego się do relacji międzyludzkich, w którym mogliby oni wyrażać swe głębokie 
uczucia. Jakkolwiek mężczyźni dysponują licznymi kulturowo usankcjonowanymi sposobami 
wyrażania gniewu (takimi jak uprawianie brutalnych sportów lub kibicowanie im, krzyk, szybka 
jazda samochodem), to środków umożliwiających ekspresję innych emocji, na przykład smutku i 
żalu, niepowodujących przy tym uczucia dyskomfortu, jest niewiele. Mężczyźni skłonni są raczej 
zawężać okazywanie tego rodzaju uczuć do swych najbardziej intymnych związków z kobietami, 
rzadziej też aniżeli kobiety miewają przyjaciół, którym mogliby się zwierzać. Dlatego zerwanie 
związku z partnerką ma szczególną wagę. Z naszego doświadczenia wynika, że uszkadzający się 
mężczyźni często tłumaczą swe zachowanie jako efekt rozpadu związku lub „zdrady" ze strony 
kobiety. Samouszkodzeniem prawdopodobnie reagują oni na poczucie bezradności wynikające z 
nieumiejętności zaspokajania własnych potrzeb emocjonalnych (oraz cielesnych). Możliwe, że ich 
gniewna manifestacja uczuć to element protestu przeciw kobiecie gwałcącej to, co według nich 
należy do jej powinności, a mianowicie otaczanie troską uczuć ich obojga.
To, że mężczyźni okaleczają się sporadycznie, można również po części wyjaśnić faktem 
stosowania przez nich innych strategii radzenia sobie z problemami (w większości mniej 
akceptowanych u kobiet i trudniej im dostępnych). Mężczyźni częściej usiłują dojść do ładu ze 
swymi najdokuczliwszymi uczuciami, uciekając na przykład w alkohol, narkotyki, pracę, hobby lub 
sport. (Samouszkodzenie, pomimo iż może pełnić także funkcję odwracania uwagi od 
emocjonalnego cierpienia, nie ma aż tak silnie ucieczkowego charakteru, ze względu na wyrazistość 
towarzyszących mu emocji). Mężczyźni obracają też swe mniej „akceptowane" uczucia w złość, 
która u części z nich znajduje swój wyraz w przemocy i czynach przestępczych - zamiast zadać ból 
sobie, wolą wyrządzić krzywdę innym. Dzięki temu zachowują siłę i odporność na
zranienie, a także pozostają aktywni. Jest to całkowicie zgodne z procesem socjalizacji 
przygotowującym ich do wypełniania ról „męskich". Natomiast przekonaniom na temat kobiecości 
odpowiada raczej godzenie się z bolesnymi przeżyciami, uwewnętrznianie ich i karanie się za nie 
(Graff, Mallin, 1967).

background image

Mężczyźni w więzieniach
Istotnym wydaje się fakt, że samouszkodzenia u mężczyzn zdarzają się częściej wśród więźniów 
aniżeli w ogólnej populacji (Toch, 1975). Możliwe, że mężczyźni okaleczają się z chwilą 
znalezienia się w więzieniu w dużej mierze z racji tego, że ich zwyczajne źródła wsparcia i strategie 
radzenia sobie z problemami przestają się sprawdzać. Jednocześnie spotykają się tam z kulturą 
operującą przemocą i ekspresją postaw typu „macho" w dużo większym stopniu niż ta, do której 
przywykli na wolności. Ważnym czynnikiem może być też fakt, że w więzieniu mężczyźni 
doświadczają takiej bezsilności i braku poczucia kontroli, z jakimi - w szerszym kontekście 
społecznym - zazwyczaj spotykają się kobiety. Nie mają już swobody podejmowania decyzji i 
działań, którą mogli się cieszyć w normalnych warunkach. Toch (1975) ustalił, że osadzeni w 
więzieniu mężczyźni odbierają to środowisko jako przytłaczające, niesprawiedliwe i odnoszące się 
do jednostki arbitralnie i z wrogością. Dla mężczyzn tych samookaleczenie stanowi zarówno 
metodę radzenia sobie w trudnej sytuacji, jak i próbę uzyskania wpływu na te sytuacje, w stosunku 
do których czują się bezsilni.
Bezsilność mężczyzn osadzonych w więzieniu zaostrzać może dodatkowo seksualne 
uprzedmiotowienie, wykorzystywanie i przemoc ze strony współwięźniów. Zjawiska tego rodzaju, 
mimo iż często relacjonowane w przekazach nieoficjalnych, są usilnie ukrywane, a wszelkie do-
niesienia o nich dementowane przez system penitencjarny. I tak oto mężczyźni narażeni są na 
doświadczenia (tym razem wykorzystanie seksualne i zmuszanie do milczenia), które w 
normalnych warunkach są źródłem cierpień kobiet. Samookaleczanie może być zatem sposobem na 
przetrwanie w niebezpiecznej subkulturze. Uszkodzenia ciała będą dawały wówczas wyraz napięciu 
jednostki, ale zarazem stanowiły próbę nadania komunikatu: „Nie zadzieraj ze mną, jestem twardy; 
patrz, ile zniosę".
Wiek a samouszkodzenia
Z naszych doświadczeń wyniesionych z kontaktów z pacjentami psychiatrycznymi oraz osobami 
zwracającymi się do ośrodków pomocy
kryzysowej wydaje się płynąć wniosek, że choć samouszkodzenia zdarzają się również wśród ludzi 
starszych (to znaczy powyżej pięćdziesiątego roku życia), najczęściej zjawisko to dotyczy osób w 
młodszym wieku. Według informacji kilku autorów tego typy zachowanie najczęściej podejmują się 
nastolatki, dwudziesto- i trzydziestolatki (Favazza, 1993; Graff, Mallin, 1967). I chociaż uważa się, 
że wskaźnik samousz-kodzeń rośnie w całej populacji (Walsh, Rosen, 1988), to jednak z nielicz-
nych dostępnych nam danych zdaje się wynikać, iż wzrost ten dotyczy głównie ludzi młodszych, z 
wiekiem zaś samouszkodzenia zanikają.
Przyczyn większej podatności młodych ludzi na samouszkodzenia może być kilka. Po pierwsze 
dorastanie w rodzinach, w których dochodzi do przemocy i które nie zapewniają dostatecznej opieki 
i wsparcia. Po drugie zmaganie się z własną seksualnością (dalej zobaczymy, że młodzi 
homoseksualiści są szczególnie bezbronni) albo doświadczanie przemocy ze strony rówieśników. 
Młody wiek nie dał jeszcze takiemu człowiekowi możności nabycia doświadczeń pomocnych w 
rozwijaniu własnych umiejętności radzenia sobie z problemami emocjonalnymi spowodowanymi 
przeżyciami z dzieciństwa, które tak często są podłożem sa-mouszkodzeń (zob. rozdział czwarty).
Osoby w młodym wieku często w mniejszym stopniu panują nad okolicznościami własnego życia 
aniżeli ludzie starsi. Nie mają wielkiego wyboru w sprawach takich, jak praca czy zakwaterowanie, 
pieniędzy posiadają też raczej niewiele. Jednocześnie można się spodziewać, że będą w sposób 
szczególny zaprzątnięci kwestiami niezależności i separacji/indywiduacji. W takim kontekście 
samouszkodzenie może okazać się nieodpartą pokusą, po części jako sposób na osiągnięcie po-
czucia kontroli w życiu, a ponadto jako metoda dochodzenia swej niezależności i tożsamości. 
Badanie Spandlera (1996) przeprowadzone w grupie młodzieży wykazało, że różne formy 
okaleczenia się zastępują poczucie kontroli. Samouszkodzenie może również odgrywać rolę w 
zaznaczaniu przynależności bądź zdobywaniu wyższego statusu w określonych grupach 
rówieśniczych. Wyda się to jeszcze bardziej interesujące, jeśli przypomnimy sobie, że w wielu 
kulturach okaleczenia ciała pojawiają się jako element rytuałów inicjacyjnych i obrzędów 
związanych z wchodzeniem w dorosłość, o czym była mowa w rozdziale drugim.

background image

Środowiska, z których wywodzą się osoby okaleczające się, nie dają wsparcia i izolują. Na 
niektórych młodych ludzi czynniki te mogą oddziaływać znacznie silniej, niż się przypuszcza. 
Chociaż relacje z rówieśnikami odgrywają w życiu młodzieży ważną rolę, to jednak
związki w tej grupie wiekowej bywają bardziej przejściowe i ograniczone aniżeli związki ludzi 
starszych żyjących w stałych relacjach partnerskich i rodzinnych. Z naszych doświadczeń w pracy z 
młodymi ludźmi jasno wynika, że mogą oni mieć pewne trudności w uzyskiwaniu wsparcia ze 
strony dorosłych, którym zdarza się odbierać uczucia i problemy młodych ludzi jako trywialne.
Wyraźny zanik zachowań samouszkadzających w miarę dojrzewania z wielu względów budzi 
zaskoczenie, ponieważ istnieje wiele czynników mogących w zupełnie zrozumiały sposób 
prowadzić wręcz do nasilania się zachowań samouszkadzających wraz z wiekiem. Starsze kobiety 
mają znacznie większe problemy ze sprostaniem stereotypowym oczekiwaniom dotyczącym 
„piękna" - takim jak posiadanie napiętej, wolnej od zmarszczek skóry - zatem spodziewać by się po 
nich można większego poczucia niezadowolenia i alienacji wobec własnej cielesności. Ludzie starsi 
uznawani są przez społeczeństwo Zachodu za mniej wartościowych także z wielu innych 
względów. Status społeczny jest zdeterminowany w znacznym stopniu przez wykonywany zawód i 
pieniądze, przekroczywszy więc wiek emerytalny, większość ludzi znajduje się nagle w gorszej 
sytuacji finansowej, traci pozycję i uznanie związane z pracą. Bywa też, że zerwawszy codzienny 
kontakt z kolegami z pracy, starsze osoby popadają w większą izolację. Pozycja kobiet w pewnym 
zakresie wynika z faktu pełnienia przez nie roli matki lub znajdowania się w wieku rozrodczym i 
zdolności do wydawania na świat potomstwa, którą traci się przecież wraz z nadejściem menopau-
zy. Można by się zatem spodziewać, że zaawansowany wiek przyniesie utratę szacunku do siebie i 
wzrost alienacji, a w związku z tym nasilenie tendencji do samouszkodzeń.
Fakt, że osoby starsze wydają się dokonywać samouszkodzeń rzadziej, może wynikać z ich 
większej dojrzałości emocjonalnej. Niemniej jednak prawdopodobne jest też i to, że z wiekiem 
człowiek uczy się uwalniać od uciążliwych oczekiwań związanych z pewnymi rolami, 
absorbujących go nieustannie, kiedy był młodszy. Kobietom zapewne udaje się wówczas 
zapomnieć o niektórych wymaganiach stawianych przed ich płcią i pozbyć się poczucia presji, że 
muszą być atrakcyjne i dostępne seksualnie. Nie muszą one już rodzić dzieci i przypuszczać można, 
że ich poczucie odpowiedzialności za potrzeby innych nieco się zmniejsza. Po przejściu na 
emeryturę zapewne uwalniają się też od ról związanych z wykonywaną pracą, często zbliżoną do 
ich „kobiecych" funkcji domowych.
Niewykluczone, że wstyd i napiętnowanie związane z samooka-leczeniem odczuwane są przez 
starszych ludzi z jeszcze większą mocą niż przez osoby młodsze, a niska liczba doniesień o 
samouszkodze-niach w tej grupie wiekowej w pełni nie odzwierciedla rzeczywistości. Podobnie jak 
dzieje się to wśród ludzi młodych, cierpienie emocjonalne starszych szczególnie często nie znajduje 
pełnego zrozumienia i rzadko spotyka się z propozycją udzielenia pomocy. Wprawdzie dostępne 
świadectwa wydają się dowodzić stosunkowo niewielkiej częstotliwości samouszkodzeń wśród 
starszych, jednak wypadki takie przecież się zdarzają i uważamy, że ani ten problem, ani napięcie 
mu towarzyszące nie powinny być pomijane milczeniem.
Samouszkodzenia a rasa,
kultura i przynależność etniczna
Jakkolwiek istnieje już bogata literatura dotycząca powiązań między czynnikami takimi, jak rasa, 
kultura i przynależność etniczna, a samobójstwem czy parasamobójstwem (np. Soni Raieigh, 
Balarajan, 1992; Merrill, Owens, 1986), to jednak dowodów odnoszących się do znaczenia tych 
elementów konkretnie dla samouszkodzeń zgromadzono jak dotąd niewiele (jeżeli w ogóle zebrano 
jakiekolwiek). Muluka (1986) zauważa, że doniesienia o „ostrych zachowaniach autodestruk-
tywnych" (dokonywanych przez jednostki znajdujące się w stanie napięcia), pochodzące z Afryki i 
Trzeciego Świata, pojawiają się sporadycznie. Wnioskuje on jednak, że samookaleczenia w tych 
rejonach świata zdarzają się równie często, jak w krajach zachodnich, i dodaje, że „ogólnie rzecz 
biorąc, silniejsze jest wrażenie podobieństw aniżeli różnic między kulturami w tym zakresie" 
(Muluka, 1986, s. 779). Istnieją pewne dane mówiące o tym, że czynnikiem wpływającym na 
samouszkodzenia może być migracja (Simpson, Ng, 1992). Ludzie przybywający do nieznanego im 

background image

kraju i kultury (prawdopodobnie niewładający zbyt płynnie obowiązującym tam językiem) mogą 
być narażeni na niepokojące poczucie straty, zaburzenia porządku i dezorientacji, mogą też stanąć 
w obliczu trudności natury praktycznej i finansowej, w dodatku przy nikłym wsparciu społecznym. 
Istnieje potrzeba skierowania większej uwagi na częstotliwość, naturę i implikacje samouszkodzeń 
u osób pochodzących z różnych grup etnicznych zamieszkujących dany kraj. Ma to ogromne 
znaczenie szczególnie w świetle tego, o czym była mowa w rozdziale drugim, a mianowicie, że gdy 
samookaleczenie zostaje ujęte w jego najpełniejszym kontekście
społeczno-kulturowym, wówczas okazuje się, iż wszystko to, co z pozoru wydawać się może 
zachowaniem patologicznym, ma głębokie znaczenie adaptacyjne zarówno dla jednostki, jak i dla 
jej społeczności.
Jednym z problemów budzących rosnący niepokój w Wielkiej Brytanii jest zasięg zachowań 
samoniszczących wśród młodych kobiet pochodzenia azjatyckiego (Soni Raieigh, Balarajan, 1992). 
Mimo iż większość znanych wyników badań dotyczy samobójstw oraz prób samobójczych, to 
dzięki pracy własnej i naszych kolegów mamy świadomość wysokiej częstotliwości 
samouszkodzeń w tej właśnie grupie. Za zjawisko to odpowiadać może szereg czynników natury 
społecznej. Analizując potencjalne przyczyny wysokiego wskaźnika samospaleń wśród młodych 
Azjatek, Soni Raieigh i Balarajan uważają, że kobiety te są poddawane szczególnym naciskom 
wynikającym z ról przypisywanym im w społeczeństwie indyjskim. Ich wypełnianie wymaga od 
kobiet „uległości wobec mężczyzn i osób starszych oraz okazywania im respektu, zawierania 
aranżowanych związków małżeńskich, sprostania presjom finansowym narzucanym przez wymóg 
posagu oraz wszelkim wynikającym z tego konfliktom małżeńskim i rodzinnym" (s. 367). Autorki 
stwierdzają, że presje te są równie silnie odczuwane przez kobiety pochodzenia azjatyckiego 
mieszkające poza Indiami, jak i przez te żyjące w Indiach (wśród których wskaźniki samobójstw i 
prób samobójczych utrzymują się na równie wysokim poziomie). Niemniej jednak istnieje też 
dodatkowy czynnik mogący stać się źródłem napięć psychicznych u osób pochodzenia azjatyckiego 
żyjących w kulturach zachodnich. Jest nim właśnie życie w swoistym „rozdarciu" pomiędzy 
dwiema, często pozostającymi ze sobą w konflikcie, kulturami, w której to sytuacji cechy kultury 
obecnej w domu jednostki nie znajdują odzwierciedlenia w środowisku społecznym. Rzeczywiście 
Soni Raieigh i Balarajan zauważają, że młodzi ludzie z imigracyjnych rodzin indyjskich są 
szczególnie podatni na lęki związane z „zachowaniami non-konformistycznymi", ponieważ ich 
tradycja kulturowa domaga się bezdyskusyjnego posłuszeństwa wobec starszych. Merrill i Owens 
(1986) ustalili, że znacząca liczba Azjatek mieszkających w Birmingham, w Wielkiej Brytanii, 
które mają za sobą próby samobójcze, wcześniej albo sprzeciwiła się zawarciu zaaranżowanego 
przez rodzinę małżeństwa, albo zbuntowała się przeciwko narzucanym przez rodziców obyczajom, 
które wydawały im się restrykcyjne. Wiele z nich miało poczucie, że musi dokonać niemożliwego 
wyboru między skazaniem się na ostracyzm ze strony własnej rodziny i społeczności a porzuceniem 
pragnień o mniej ograniczającym życiu. Przepaść pomiędzy
kulturą obecną w domu jednostki i jej najbliższym otoczeniu a tą funkcjonującą w szerszej 
przestrzeni społecznej prowadzić może do konfliktu, izolacji i alienacji, które z kolei wiązać się 
mogą z samouszkodzeniem. W wypadku niektórych kobiet pochodzenia azjatyckiego 
prawdopodobieństwo powstania u nich poczucia izolacji jest tym większe, że tendencja do 
uznawania wszelkich problemów za intymne i dotyczące jedynie kręgu rodziny istnieje w ich 
środowisku w dużo większym nasileniu aniżeli w społeczeństwie białych. Odzwierciedla to fakt 
relatywnie rzadkiego w stosunku do rzeczywistych potrzeb zwracania się osób pochodzenia 
azjatyckiego do ośrodków zdrowia psychicznego (Beliappa, 1991).
Rasizm może oddziaływać na człowieka na wiele sposobów, powodując - bezpośrednio lub 
pośrednio - samouszkodzenia. Badanie Merrill i Owensa (1986) pokazało, że trzy Azjatki po próbie 
samobójczej uzasadniały ją rasistowskimi zaczepkami w szkole, natomiast kilka osób różnego 
pochodzenia etnicznego biorących udział w badaniach Arnold (1995) miało poczucie, że 
doświadczenia rasistowskich napaści, lżenia i dyskryminacji przyczyniły się do powstania u nich 
napięcia, które popchnęło je do samouszkodzeń. Przypuszczalnie trau-ma, strach, izolacja oraz 
wyobcowanie, do których prowadzić mogą przeżycia tego rodzaju, u części osób budzić będą 

background image

nienawiść do siebie, a tym samym pragnienie okaleczenia się. Rasistowskie postawy bardzo silnie 
mogą wpływać na postrzeganie siebie i własnego ciała. Dowodów na to, że wielu czarnoskórych ma 
przykre odczucia związane z pewnymi cechami ich ciał, dostarcza nam fakt istnienia takich 
praktyk, jak prostowanie włosów, wybielanie skóry oraz chirurgia twarzy. Mówiłyśmy już, że na 
skłonność kobiet do samouszkodzeń może wpływać przeżywanie własnego ciała jako brzydkiego, 
niemożliwego do zaakceptowania i domagającego się modyfikacji. Te same czynniki mogą w 
podobny sposób oddziaływać na ludzi z prześladowanych grup społecznych.
Istnieją dowody, że osoby pochodzenia azjatyckiego oraz afroka-raibskiego objęte psychiatryczną 
opieką zdrowotną są przyjmowane do szpitali pod przymusem, diagnozowane jako „schizofrenicy" 
i poddawane terapii lekami przeciwpsychotycznymi częściej aniżeli pacjenci biali (McGovem, 
Cope, 1987; Littiewood, Cross, 1980). Mniejsze jest też prawdopodobieństwo, iż uzyskają poradę i 
skierowani zostaną na psychoterapię. A zatem osoby uszkadzające się mają mniej okazji do 
przełożenia ekspresji wewnętrznego napięcia z „języka ciała" na komunikat werbalny. Stąd 
wyraźna potrzeba zapewnienia bardziej
odpowiednich i efektywnych form wsparcia osobom należącym do mniejszości narodowych. 
Dotyczy to między innymi tworzenia placówek świadczących opiekę, które byłyby organizowane w 
łonie danych społeczności i obsadzone personelem zaznajomionym z kulturą i językiem ko-
rzystających z ich usług osób.
Status społeczny a samouszkodzenia
Niewiele wiemy (jeżeli cokolwiek) o powiązaniach samouszkodzeń z przynależnością klasową i nie 
wydaje nam się, aby istniała jakaś bezpośrednia zależność pomiędzy wykształceniem czy 
przynależnością do klasy społecznej a prawdopodobieństwem podjęcia próby samouszkodzenia. Na 
podstawie danych dotyczących populacji więźniów i pacjentów psychiatrycznych można 
wnioskować, że okaleczeń częściej dokonują osoby wywodzące się z klasy robotniczej. Niemniej 
jednak fakt, iż akurat we wspomnianych środowiskach mamy do czynienia z nadreprezentacją 
członków tej klasy społecznej, sprawia, że dane te mówią nam niewiele. (Poza tym w szpitalu czy 
więzieniu prawdopodobieństwo wykrycia samouszkodzenia jest znacznie większe aniżeli wówczas, 
kiedy dokonuje go ktoś prowadzący zwyczajne życie w swojej społeczności i mający stałą pracę). 
Cennych informacji na ten temat mogą dostarczyć pozarządowe organizacje udzielające wsparcia. 
Placówki organizacji społecznych, poradnie uniwersyteckie (Robinson, 1996), a także niezależni 
doradcy i terapeuci donoszą, że z samouszko-dzeniami spotykają się także wśród przedstawicieli 
klasy średniej i wysoko kwalifikowanych profesjonalistów. Nieoficjalne doniesienia mówią też o 
przypadkach samouszkodzeń (takich jak nacinanie skóry ramion) w klasie wyższej, co w Wielkiej 
Brytanii potwierdził niedawno przykład księżnej Walii, która w wywiadzie telewizyjnym 
udzielonym BBC potwierdziła, że sama się okaleczała.
Część czynników mogących przyczynić się do wzrostu napięcia psychicznego, a tym samym 
skłonności do uszkadzania się, będzie zaznaczała się nieco silniej w życiu klasy robotniczej aniżeli 
klasy średniej. Do czynników tych zalicza się złą sytuację mieszkaniową i zjawisko bezdomności, 
bezrobocie, ubóstwo, braki w wykształceniu oraz pracę o niskim statusie, eksploatującą fizycznie i 
niedającą sposobności do niezależności ani do samorealizacji. Powodują one niską samoocenę oraz 
poczucie bezsilności i wyobcowania. Inne czynniki wiążą się na przykład z życiem w mniej 
przyjemnym otoczeniu i mniejszą liczbą okazji (zwłaszcza w wypadku kobiet) do przemieszczania 
się i brania udziału w zajęciach poza domem, dających wytchnienie od obo-
wiązków domowych i opiekuńczych. Prawdopodobnie też tradycyjne oczekiwania związane z 
rolami kobiet i mężczyzn mają wciąż duży wpływ na życie społeczności robotniczej.
Przedstawiciele tej sfery zgłaszający się do placówek służby zdrowia rzadziej niż osoby z klasy 
średniej mogą liczyć na wyjaśnienie swoich uczuć w kategoriach psychologicznych bądź na ofertę 
terapii opartej na rozmowie. A przecież nietrudno się domyślić, że u osób tych szansę opłacenia 
prywatnej terapii są znacznie ograniczone. Istnieje tendencja, by nie traktować ich uczuć jako 
problemów psychologicznych i werbalnych, ale jako efekt kłopotów somatycznych (odzwiercie-
dlających się w samookaleczeniach).
Przedstawiciele klasy średniej podlegać mogą z kolei takim naciskom, jak wygórowane 

background image

oczekiwania (na przykład dotyczące sukcesów akademickich). Związek zachodzący czasem między 
tym właśnie czynnikiem a samoouszkodzeniem ujawniły badania Arnold. Ponadto, pomimo iż 
rodziny klasy średniej przypuszczalnie częściej rozwiązują swe problemy poprzez rozmowę, to 
jednak w domach, gdzie „pozory" i samokontrolę ceni się wyżej aniżeli ekspresję i wzajemne 
wsparcie, może dojść do sporych niedoborów w zakresie komunikacji emocjonalnej.
Seksualność a samouszkodzenia
W ostatnich latach stało się jasne, że lesbijki i geje, zwłaszcza młodsi przedstawiciele tych grup, 
okaleczają się bardzo często. Ale i tutaj większość wyników badań dotyczy tego, co określane jest 
mianem „próby samobójczej". W sondażu przeprowadzonym dla Londyńskiej Grupy Nastoletnich 
Gejów i Lesbijek (London Lesbian and Gay Teenage Group) 20% respondentów zgłosiło, że ma za 
sobą próbę samobójczą spowodowaną swoją seksualnością (Trenchard, Warren, 1984). Wydaje się 
jednak oczywiste, że zachowania autoagresywne w ogóle, a w tym samouszkodzenia, są wśród 
gejów i lesbijek zjawiskiem znacznie bardziej powszechnnym (Davies, Neal, 1996). Podczas 
sondażu przeprowadzonego przez Arnold spora liczba jego uczestniczek zgłaszała uszkadzanie się 
w reakcji na konflikty i napięcia przeżywane w związku ze swą orientacją seksualną.
Fakt, iż lesbijki i geje, szczególnie w młodym wieku, są bardzo podatni na uszkadzania własnego 
ciała, wypływa z wielu przyczyn. Osoby te nie są uodpornione na omówione wyżej stereotypy i 
oczekiwania związane z rolami płciowymi, a wyłamują się z nich, dobierając sobie partnerów 
seksualnych. Homoseksualizm nie znalazł jeszcze pełnej akceptacji jako pełnoprawna tożsamość 
płciowa, a lesbijki i geje wciąż spo
tykają się z dyskryminacją i obelżywym traktowaniem. W sondażu przeprowadzonym przez 
Trenchard i Warrena (1984) 21% młodych lesbijek i gejów zgłosiło, iż zdarzyło im się ulec pobiciu 
z powodu swej seksualności. Niezwykle trudno jest człowiekowi być pewnym siebie i zachować 
poczucie własnej godności, jeżeli należy on do mniejszości, która nie stosuje się do norm 
społecznych, zwłaszcza gdy jego orientacja i zachowania seksualne postrzegane są przez innych 
jako coś obcego, śmiesznego i odrażającego. W wypadku młodych ludzi trudności tego rodzaju 
mogą występować w zaostrzonej formie, a w tym wieku potrzeba identyfikacji z rówieśnikami i 
akceptacji z ich strony bywa znacznie silniejsza niż u dorosłych. Młodzi geje i lesbijki często żyją 
w skrajnej izolacji, zwłaszcza jeżeli mieszkają na wsi. Rothblum (1990, cyt. w Davies, Neal, 1996) 
stwierdza, że izolacja nasila zachowania au-todestrukcyjne wśród młodych lesbijek. Wiele czuje 
przymus, aby ukryć się ze swą seksualnością. W wypadku ujawnienia ich orientacji seksualnej 
część jest narażona na dotkliwą wrogość ze strony własnych rodzin (11% młodych ludzi biorących 
udział w sondażu Trenchard i Warrena zostało wyrzuconych ze swych domów). Jeżeli jednostka 
przeżywa swą płciowośćjako sferę pozostającą poza jej kontrolą, wówczas poczucie wstydu, 
nienawiści do siebie i wyobcowania tym bardziej pogłębią ten stan. Takie oto czynniki uformować 
mogą dojrzałe podłoże dla samouszkodzenia.
Samouszkodzenia wśród niepełnosprawnych
Już kilku badaczy ustaliło silny związek pomiędzy poważną, chroniczną chorobą przebytą w 
dzieciństwie (prowadzącą do czasowego bądź trwałego kalectwa) a samouszkodzeniami 
podejmowanymi bądź już w dzieciństwie, bądź też w dalszym życiu (zob. np. Walsh, Rosen, 1988). 
Nie są nam znane żadne badania dotyczące konkretnych powiązań między fizyczną 
niepełnosprawnością w życiu dorosłym a samouszkodzeniem, lecz można się spodziewać, że 
zachodzić będzie tu podobna korelacja. Pewne jest, że niektóre kobiety w badaniu Arnold wskazy-
wały chorobę przebytą w wieku dojrzałym jako czynnik, który według nich doprowadził je do 
podjęcia samouszkodzenia.
Szczególnie wyraźne jest rozpowszechnienie okaleczeń wśród osób z różnego rodzaju 
upośledzeniami umysłowymi (Winchel, Stan-ley, 1991). Przypisuje się to niekiedy pewnym 
przyczynom natury organicznej, brakowi stymulacji bądź trudnościom w porozumiewaniu się 
(Winchel, Stanicy, 1991; Walsh, Rosen, 1988). Nasze doświadczenie podpowiada, że znacznie 
rzadziej dostrzega się fakt, iż osoby upoś-
ledzone umysłowo mogą także uszkadzać się z przyczyn podobnych do tych, na jakie wskazuje się 
w odniesieniu do osób niepełnosprawnych fizycznie. Dopiero niedawno na przykład zaczęto 

background image

zajmować się problemami wykorzystywania fizycznego i seksualnego tych osób. Podobnie, przez 
wiele lat „niewidoczna" pozostawała przemoc wobec dzieci i kobiet niepełnosprawnych fizycznie 
(Westcott, 1991; Stimpson, Best, 1991, cyt. w raporcie Women's Support Project, 1995).
Dotychczasowe interpretacje samookaleczeń dokonywanych przez osoby cierpiące na choroby 
natury fizycznej oraz przez niepełnosprawne dzieci i młodzież odwoływały się między innymi do 
pojęcia wyalienowania z własnego ciała (body alienation). Kilku autorów podaje, że dzieci z 
omawianej grupy często miewają zaburzony i niejasny obraz własnego ciała, postrzegają je jako coś 
im obcego i oddzielonego od nich samych (Geist, 1979). Walsh i Rosen (1988) uważają, że tego 
rodzaju wyalienowanie stanowi „warunek wstępny przygotowania własnego ciała do roli obiektu 
samoniszczenia".
Naturalnie niezmiernie ważne jest dostrzeżenie znaczenia fizycznych i psychicznych doświadczeń 
jednostki związanych z jej chorobą bądź niepełnosprawnością, a także z procesem leczenia. 
Niepełnosprawność jednakże jest również doświadczeniem społecznym, które pojawia się w 
określonym kontekście społecznym. Hughes (1982) pisze, że chore i niepełnosprawne dzieci 
zazwyczaj mówią o sobie, iż są „brzydkie, ułomne i beznadziejne". Takie wypowiedzi świadczą o 
tym, że ich poczucie wyobcowania jest wywołane po części świadomością społecznych postaw 
wobec ciała i niepełnosprawności, a także przeżywaniem swej fizyczności. W społeczeństwie, w 
którym najbardziej rozpowszechniony obraz ciała cechuje młodzieńczość, sprawność i 
nieskazitelność, osobie niepełnosprawnej trudno jest nie czuć się nieakceptowaną, „niewłaściwą" 
lub niezauważaną.
Niepełnosprawność często przynosi izolację, bezsilność i stygma-tyzację. Większości 
niepełnosprawnych dzieci nie objęto jeszcze procesem integracji z uczącymi się w normalnych 
szkołach, część zaś przebywa w instytucjach opiekuńczych. Ich szansę na zdobycie wykształcenia i 
udział w życiu społecznym są zatem poważnie ograniczone. Niektórzy niepełnosprawni (a wśród 
nich wiele osób z upośledzeniem umysłowym) spędzają całe życie w instytucjach opiekuńczych. 
Spora liczba dorosłych osób pozostaje bez pracy, a utrudniony dostęp do wielu miejsc publicznych 
wyklucza je z udziału w większości zdarzeń społecznych. Najczęściej również ich sytuacja 
finansowa przedstawia się gorzej niż osób w pełni sprawnych. Społeczny odbiór i postawy wobec 
nich charakteryzują niepełnosprawnych jako osoby nieinteligent
ne i niezdolne do porozumiewania się z innymi, istoty aseksualne, dziecinne, zależne, pasywne i tak 
dalej.
W takim kontekście samouszkodzenie może mieć wiele znaczeń: od karania własnego ciała za jego 
niedopasowanie do akceptowanego i „pożądanego" wizerunku po ekspresję głębokiej frustracji i 
złości. Samouszkodzenie może też służyć zapewnieniu sobie poczucia kontroli nad opornym ciałem 
bądź też nad egzystencją, która z powodu braku przyzwolenia społecznego na pełne uczestnictwo 
osób niepełnosprawnych w życiu społecznym jest poważnie ograniczona. Może też stać się próbą 
komunikowania napięcia, głębokiego smutku i protestu przeciwko własnej sytuacji.
Dla niektórych osób niepełnosprawnych porozumiewanie się jest kwestią szczególnie znaczącą i 
może mieć pewien związek z samouszko-dzeniami. Chichota, ślepota, zaburzenia mowy i procesów 
poznawczych mogą pociągać za sobą poważne ograniczenie uczestnictwa w życiu otoczenia, które 
w znacznym stopniu opiera się na szybkiej, precyzyjnej komunikacji za pośrednictwem mowy i 
pisma. Samouszkodzenie może wówczas stać się próbą zasygnalizowania trudności i potrzeb 
jednostki, a także sposobem wyrażenia protestu przeciwko poczuciu frustracji i izolacji w sytuacji, 
gdy społeczeństwo nie uznaje i nie wspomaga w odpowiedni sposób innych form porozumiewania 
się.
Siły społeczne a doświadczenie indywidualne
Co łączy kontekst społeczny, w jakim dochodzi do samouszkodzeń, z doświadczeniem 
indywidualnym? W wyjaśnieniu różnic pomiędzy doświadczeniem jednostki a reakcją na nie 
pomocne będzie pojęcie kontinuum. Otóż na jednym jego krańcu mamy sytuację, w której stosunki 
społeczne są wyrażane w swej najbardziej deprymującej i brutalnej formie. Tak się dzieje na 
przykład w rodzinach, w których kobiety i dziewczęta wykorzystuje się seksualnie i maltretuje, 
bądź w warunkach szczególnie nasilonego rasizmu, a przy tym nikłego wsparcia społecznego dla 

background image

osób stawianych w sytuacji ofiary. Na drugim krańcu kontinuum odnajdujemy sytuacje, w których 
nierówności i nadużycia wynikające ze stosunków społecznych są najmniej widoczne, ponieważ 
podlegają zaprzeczaniu i łagodzeniu ze strony rodziny i najbliższego otoczenia. Takie warunki 
stwarza rodzina, która wychowuje, wspiera i dodaje odwagi wszystkim swym członkom, sama zaś 
znajduje podporę w pomocnej społeczności.
Ludzie, których doświadczenie sytuuje bliżej krańca kontinuum charakteryzowanego przez 
przemoc, zapewne bardziej narażeni są na przeżywanie dotkliwego napięcia i konfliktów, które 
następnie starają się przezwyciężyć poprzez zadawanie sobie ran. Można też przypuszczać, że 
osoby znajdujące się na drugim krańcu tego kontinuum, jakkolwiek wciąż mogą naleć do grup 
narażonych na ciosy, to jednak ich szansę na uzyskanie troski i opieki są większe, wykształcą więc 
oni w sobie wystarczające mechanizmy wspierania się umożliwiające im przetrwanie trudności bez 
potrzeby odwoływania się do strategii takich jak samouszkodzenie.
Praca z osobami dokonującymi samouszkodzeń
Dostrzeżenie oddziaływań sił społecznych mogących mieć swój udział w samouszkodzeniach 
pociąga za sobą cały szereg konsekwencji istotnych dla osób parających się pomocą. Zdarzyć się 
może, że będziemy poszukiwać indywidualnych rozwiązań dla problemów społecznych. Jednak 
pracować możemy tylko z pojedynczymi osobami (aczkolwiek jesteśmy w stanie również 
oddziaływać lub pomagać im oddziaływać samodzielnie na prawie całe ich życie). W pojedynkę nie 
sposób wyeliminować seksizmu, rasizmu, nierówności klasowej ani żadnych innych przejawów 
ucisku, które mogą stanowić podłoże przeżyć i trudności tych osób (chociaż jako jednostki możemy 
włączać się w ruchy na rzecz zmian). W efekcie tego wszystkiego pojawić się może frustracja, a za 
nią, zamiast gotowości do znoszenia ograniczeń i sprzeczności narzuconych przez społeczny 
kontekst naszej pracy, przyjść może silna pokusa sklasyfikowania osoby, która dokonuje 
samouszkodzeń, jako jednostki patologicznej, i obwinianie jej za to, że opiera się naszym próbom 
udzielenia jej pomocy.
Wielce pożyteczną rzeczą, jaką mogą uczynić ci, którzy pragną pomagać osobom dokonującym 
samouszkodzeń, jest pełne uwzględnienie we własnej pracy czynników natury społecznej. W 
praktyce oznacza to:
l. Wrażliwość na kontekst społeczny życia klienta i świadomość jego wpływu na przyczyny 
samouszkodzenia. W niektórych wypadkach wpływ ten będzie oczywisty: wszystkie kobiety 
stykają się z sek-sizmem, wszystkie mniejszości etniczne z rasizmem. Innego rodzaju mechanizmy 
ucisku mogą nie ujawniać się z równą wyrazistością, dopóki delikatnie nie stworzymy klientowi 
sposobności do opowiedzenia
o nich. Możemy na przykład nie zdawać sobie sprawy, że ktoś jest gejem, że żyje w nędzy czy też 
jest bezrobotny, że jest uchodźcą lub cierpi z powodu niepełnosprawności na pierwszy rzut oka dla 
nas niedostrzegalnej. Świadomość powinna być poparta edukacją: członkowie personelu danej 
placówki będą pracować znacznie efektywniej, jeżeli zostaną odpowiednio poinformowani o 
doświadczeniach ludzi z grup społecznych, do których sami nie należą.
2. Analizowanie własnych postaw i postępowania w celu upewniania się, że nie sprzyjamy (a raczej 
przeciwstawiamy się) dyskryminacji i uciskowi. Jeżeli nie potrafimy szczerze zaakceptować i 
wspierać drugiego człowieka z powodu własnych uprzedzeń w stosunku do jego orientacji 
seksualnej, płci, rasy bądź innych cech, nie nadajemy się do pracy z tą osobą.
3. Dbanie o to, aby oferowane przez daną placówkę usługi odpowiadały potrzebom przedstawicieli 
różnych grup społecznych. Dotyczyć to może na przykład umożliwienia klientom wskazania 
pracownika tej samej płci bądź z tej samej grupy etnicznej, z którym życzą sobie się spotkać. Aby 
kobiety miały pełen dostęp do usług, trzeba zrozumieć i zatroszczyć się o ich zobowiązania 
wynikające z opieki nad dziećmi i utworzyć strefy dostępne tylko dla kobiet. Trzeba zadbać o 
potrzeby niepełnosprawnych, osób posługujących się obcym językiem w kraju swojego 
zamieszkania oraz przedstawicieli innych grup. W wielu wypadkach zarówno dla usługodawców, 
jak i usługobiorców najodpowiedniejszym rozwiązaniem byłoby utworzenie placówki wewnątrz 
danej społeczności, w której zatrudnieni byliby jej członkowie12.
4. Pomaganie klientom w zrozumieniu ich przeżyć i czynności sa-mouszkadzających w odniesieniu 

background image

do ich kontekstu społecznego i indywidualnego oraz wspomaganie ich w wyrażaniu uczuć z tym 
związanych. Musimy jednak wystrzegać się zawstydzania ludzi niedelikatnym narzucaniem im 
naszego własnego odbioru jakichkolwiek form deprywa-cji społecznej bądź ucisku, którym mogą 
oni być poddawani. Relacja pomagania już ze swej natury jest niesymetryczna, a niesymetryczność 
ta może ulec zaostrzeniu pod wpływem rozbieżności pomiędzy pomagającym a klientem 
wynikających z płci, przynależności do klasy społecznej, wykształcenia, wysokości dochodów i 
tym podobnych czynników. Zadaniem pomagającego jest minimalizowanie przepaści i róż-
12   Funkcję tą mogą pełnić samopomocowe grupy wsparcia (przyp. red. me-
ryt.).
nic w poziomie władzy pomiędzy nim samym a jego klientem za pomocą środków takich, jak 
język, jakim zwraca się on do klienta, otoczenie, w jakim go przyjmuje, oraz sposób uzgadniania 
zasad terapii. Wskazana byłaby też powściągliwość w spontanicznym komentowaniu ewentualnych 
doświadczeń opresji, ale przy jednoczesnym zachowaniu wrażliwości i postawy wspomagającej 
wobec samodzielnych wypowiedzi pacjenta na ten temat.
5. Zachęcanie klientów, o ile to możliwe, do podejmowania stosownych działań mających na celu 
uwolnienie się i umocnienie. Może to oznaczać wspomaganie ich w rozwijaniu asertywności i 
świadomości własnych praw bądź też udzielenie pomocy w nawiązaniu kontaktu z grupami 
wsparcia.
6. Podejmowanie tematu autentycznej sytuacji materialnej i społecznej klienta (na przykład 
problemu złych warunków mieszkaniowych, izolacji, przemocy w rodzinie), a także jego 
wewnętrznych, psychicznych przeżyć. Jeżeli znajduje się to poza sferą działań przypisanych naszej 
roli, możemy udzielić klientowi informacji i skierować go do innych odpowiednich placówek.
7. Uznanie faktu, że chociaż możemy pomóc człowiekowi zaleczyć rany, jakie zadano jego 
psychice, to jednak nie jesteśmy w stanie zmienić uciążliwej sytuacji, w której tkwią ich korzenie. 
Powinniśmy też zdać sobie sprawę, że w miarę pojawiania się zmian w człowieku, który przestaje 
się godzić na złe traktowanie ze strony innych, wzrasta ryzyko silnych reakcji otoczenia. Gdy na 
przykład osoba, która dotąd tolerowała niezwykle złe warunki płacowe w swym zakładzie pracy, 
zaczyna domagać się respektowania swoich praw, to choć zapewne ona sama czuje się z tym dużo 
lepiej, naraża się na niebezpieczeństwo, że straci przy tym pracę. Młody człowiek, który nie potrafi 
już znieść życia „w ukryciu" i oświadcza rodzicom lub przyjaciołom, że jest homoseksualistą, może 
spotkać się z ostracyzmem i kpinami. Kobieta, która przeciwstawi się brutalnemu mężowi, naraża 
się na pobicie. Pomagający mogą dla takich osób zrobić jedno: najpierw wspierać ich w 
rozszerzaniu możliwości życiowych wyborów, z pełną świadomością ich potencjalnych 
konsekwencji, a potem służyć im oparciem podczas dokonywania tych wyborów i w dalszym życiu.
Praca metodą tak „upolitycznioną" nie jest wolna od problemów. Na poziomie indywidualnym ci 
pomagający (zwłaszcza w instytucjach państwowych), którzy dostrzegają istnienie ucisku i dążą do 
umocnienia praw ludzi, mogą napotkać opór i wrogość. Opór ten będzie
odbiciem potężnego oporu całego społeczeństwa wobec zmian w stosunkach społecznych, w 
których mogą być zakorzenione problemy klientów.
Grupy najkorzystniej usytuowane w społeczeństwie mają zbyt dużo do stracenia, aby dopuścić do 
przejścia przez kogoś z zewnątrz władzy. Stąd prosty wniosek, że jeżeli ludzie, którzy dotąd 
zachowywali milczenie, zaczynają się buntować wobec ucisku i żądają większej równości, 
wówczas inni, czerpiący korzyści ze swej obecnej pozycji, poczują się zagrożeni i podejmą próby 
przywrócenia status quo, nie przebierając przy tym w środkach.
Związek tego zjawiska z samouszkadzaniem wynika z tego, czy pomaga ono jednostce tolerować 
jej sytuację. Samouszkodzenia, przynajmniej dla części osób, są sposobem wyrażania złości, 
frustracji, rozpaczy i protestu. Mogą one też pełnić rolę starań o uzyskanie poczucia kontroli i 
sprawstwa. W rzeczywistości jednakże taka metoda wyrażenia protestu i uzyskania kontroli lub 
władzy może okazać się nieefektywna. Złość jednostki dokonującej samouszkodzeń obraca się 
przeciw niej samej, a status quo nie ulega ani podważeniu, ani żadnej zmianie. Gdyby osoby z 
takimi problemami zaniechały dokonywania samouszkodzeń, to być może zupełnie nie byłyby w 
stanie znosić swego położenia. Ich złość i pragnienie siły znalazłyby być może w końcu swój 

background image

zewnętrzny wyraz, przynajmniej na poziomie rodziny, domu, miejsca pracy i społeczności, jeżeli 
nie w większych ruchach na rzecz zmian społecznych.
W ostatnim rozdziale mieliśmy okazję przekonać się, że samouszkodzenia mogą pełnić określone 
role zarówno w społeczeństwie, jak i w życiu jednostki. Jeżeli ludzie przestaną się okaleczać, a 
zamiast tego zaczną otwarcie wyrażać swe niezadowolenie, może się to okazać niezgodne z 
interesami osób, które cieszą się przywilejami i władzą. Samouszkodzenia, podobnie jak wiele 
innych zachowań (takich jak hazard, spożywanie alkoholu, przyjmowanie narkotyków itp.), mogą 
w istocie rzeczy służyć interesom tych, którzy zajmują uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie 
i dzierżą władzę. Działają niczym swoisty „zawór bezpieczeństwa" dla niezadowolenia uciskanych, 
redukując tym samym potencjał rzeczywistych protestów i oporu13.
Uznanie nierówności społecznych za czynniki ryzyka samouszkodzeń wymagałoby rzetelnej 
wryfikacji empirycznej. Są bowiem także dane statystyczne, zgodnie z którymi typowa sylwetka 
osoby samouszkadzającej się to młoda 20-30- letnia kobieta, z klasy średniej (przyp. red. meryt.).
Medycyna, psychiatria oraz wszelkie instytucje ochrony zdrowia i opieki społecznej 
odzwierciedlają społeczne stosunki sił (i zazwyczaj zatrudniają, przynajmniej na wyższych 
szczeblach, przedstawicieli uprzywilejowanych grup, na przykład mężczyzn z klasy średniej). Sy-
tuacja takich instytucji jest dość paradoksalna. Istnieją one po to, aby pomagać ludziom, co w 
odniesieniu do osób uszkadzających się oznacza wspieranie ich w zaprzestawaniu zadawania sobie 
ran. A jednak zarówno one same, jak i struktury sił społecznych, którym służą, mogą być bardzo 
zagrożone, jeżeli duża liczba dotychczas milczących osób zaprzestanie okaleczania się i zacznie 
kierować swą złość i opór na ludzi i instytucje, które ich uciskają.
Częstym „rozwiązaniem" tego dylematu jest indywidualizacja i spychanie napięcia psychicznego w 
obręb patologii. Zamiast zadawać pytanie: „Co takiego niedobrego dzieje się w naszym 
społeczeństwie, że popycha to tak licznych jego członków pochodzących z określonych grup do 
okaleczania się?" (bądź głodzenia się, zażywania narkotyków, a nawet odbierania sobie życia), 
przyjmuje się założenie, że to nie w społeczeństwie, ale w tych osobach, dzieje się coś niedobrego. 
To ich zachowanie jest „nieprzystosowane". Formułuje się więc diagnozę psychiatryczną, która nie 
tylko ostatecznie ich samych obarcza winą za ich odczucia i zachowania, ale także w bardzo 
dogodny sposób unieważnia ich słowa i czyny. Pacjenta lub klienta, który uwierzy w takie wy-
jaśnienia i pogodzi się z tym, że jego napięcie psychiczne i zachowanie mają swe źródło w nim 
samym (jak czyni wielu), można następnie, nie zagrażając niczyjej władzy, poddać terapii, w 
wyniku której spodziewana jest u niego „poprawa". („Poprawa" w tym kontekście polega za-
zwyczaj na uczeniu się radzenia sobie z uczuciami i trudnościami wywołanymi sytuacją jednostki, a 
nie na przeciwstawianiu się jej).
Terapeuci i ich klienci, którzy rzeczywiście starają się demaskować i kwestionować status quo, 
prędko znajdują się w sytuacji walki albo spotykają się z karą. Ostatnio ilustruje to zjawisko 
promowania idei „syndromu fałszywej pamięci" (False Memory Syndrome), która budzi lęk, 
poczucie izolacji i niepewności u wielu osób w przeszłości wykorzystanych seksualnie, a także u 
ich terapeutów pragnących wspomagać swych klientów i darzyć ich zaufaniem.
Argumentując, że istnieje możliwość pojawienia się u profesjonalistów zajmujących się ochroną 
zdrowia psychicznego oporu zarówno przed uznaniem roli sił społecznych we wzbudzaniu napięcia, 
jak i przed zaakceptowaniem ich pacjentów, nie mamy wcale zamiaru sugerować, że są oni obojętni 
i brak im chęci niesienia pomocy. Nasz tok
myślenia jest raczej odbiciem poglądu, że zdrowie psychiczne w ogóle, a zjawisko samouszkodzeń 
w szczególności, są kwestiami tak samo politycznymi, jak osobistymi. Samouszkodzenia 
nierozerwalnie wiążą się z warunkami społecznymi, w których występują. Lekarze i terapeuci 
pracujący z samookaleczeniami wkraczają na arenę polityczną, gdyż ich podejście w podtekście 
ujawnia postawę polityczną. Czy postawa ta zmierza w kierunku pomagania ludziom w radzeniu 
sobie i lepszym funkcjonowaniu, czy idzie dalej ku wspieraniu praw uciśnionych przez stosunki 
społeczne, jest sprawą indywidualnego wyboru. Wybór ten wiąże się jednak z istotnymi 
konsekwencjami dla indywidualnych terapeutów, placówek, których są pracownikami, oraz 
społeczeństwa jako całości.

background image

Rozdział 4
ŹRÓDŁA I FUNKCJE SAMOUSZKODZEŃ W ŻYCIU JEDNOSTKI
Moje dzieciństwo nie bylo szczęśliwe. Byłam najstarsza z pięciorga dzieci w domu, więc bardzo 
wcześnie spadły na mnie obowiązki dorosłych i zajmowanie się młodszym rodzeństwem. Moi 
rodzice nie żyli ze sobą dobrze. Zdarzały się straszne awantury. Wszystko w domu było wtedy 
porozbijane, czasami pojawiała się krew. Przemoc była czymś zwyczajnym. Bez niej się nie 
obchodzono. Byłam wykorzystywana seksualnie, i usiłowałam popełnić samobójstwo. Wciąż 
uciekałam.
W większości wypadków samouszkodzenia wydają się wiązać ze skrajnie trudnymi i stresującymi 
przeżyciami, często mającymi swe źródło w dzieciństwie. W tym rozdziale skoncentrujemy się na 
osobie, która dokonuje samouszkodzeń, oraz na roli, jaką określone doświadczenia życiowe 
odgrywają w etiologii jej zachowania. Wskażemy na wiele możliwych sposobów, jakimi takie 
przeżycia mogą oddziaływać na jednostkę, wzbudzając u niej skłonność do samuszkodzenia się lub 
wręcz popychając do niego. Następnie omówimy nasze stanowisko teoretyczne, zgodnie z którym 
okaleczanie się jest zachowaniem rozwijającym się jako adaptacyjna reakcja na sytuację jednostki, 
pełniąca określone i złożone funkcje.
Badania nad przyczynami samouszkodzeń zgodnie wskazują na znaczenie pewnych specyficznych 
doświadczeń. Najczęstszymi z nich są wykorzystanie seksualne lub maltretowanie, a także 
osierocenie bądź innego rodzaju strata. Badania nad etiologią samouszkodzeń
koncentrują się przede wszystkim na doświadczeniach z dzieciństwa (np. van der Kolk i in., 1991). 
Od pewnego czasu uznaje się, że zdarzeniami poprzedzającymi samookaleczenia są doznane w 
dzieciństwie akty przemocy fizycznej i seksualnej (de Young, 1982). Samouszkodzenia w takim 
wypadku według wszelkiego prawdopodobieństwa pojawiają się jako sposób radzenia sobie z 
wykorzystaniem. Związek między maltretowaniem w dzieciństwie a samouszkodzeniami 
podkreślają ponadto opracowania sugerujące, że dość znaczna część wykorzystywanych bądź 
zaniedbywanych dzieci (Green, 1978) i wykorzystywanych seksualnie nastolatków (Lindberg, 
Distad, 1985) może zacząć się okaleczać. Green (1978) na przykład ustalił, że 41% dzieci z grupy 
wykorzystanych i zaniedbywanych praktykowało uderzanie głową o mur, gryzienie się, przyżeganie 
bądź nacinanie skóry. Favazza (1993) w swym przeglądzie obejmującym z górą 250 artykułów 
dowodzi, że zachodzi silny związek między samookaleczeniami a „sytuacjami stresującymi", do 
których zalicza on fizyczne bądź seksualne wykorzystanie w dzieciństwie, zabiegi medyczne lub 
hospitalizację we wczesnym
i depresję rodziców. Wszystkie te sytuacje pociągają za sobą jakiś rodzaj niewłaściwego 
traktowania, zaniedbania i utraty autonomii, prowadząc do pojawienia się poczucia bezradności, 
złości i straty u dziecka.
W wypadku osób, które zaczynają się uszkadzać w okresie dorastania bądź nawet we wczesnym lub 
późnym dzieciństwie (stanowią one większość ludzi dokonujących samouszkodzeń, o czym 
przekonaliśmy się w rozdziale pierwszym), przyczyny tych zachowań naturalnie tkwić muszą 
gdzieś w pierwszych latach życia. Samouszkodzenia, do których dochodzi dopiero w wieku 
dorosłym, także często zdają się wiązać z doświadczeniami dzieciństwa, ale przecież wydarzenia 
życia dorosłego również mogą prowadzić do ich wystąpienia. Jak dotąd, stosunkowo niewielu 
autorów analizowało wpływ doświadczeń życia dorosłego na występowanie zachowań 
samouszkadzających. Greenspan i Samuel (1989), opierając się na niewielkiej próbie, uważają, że 
do samouszkodzeń może dojść po doznanym w życiu dorosłym gwałcie lub innym urazie, 
niezależnie od doświadczeń z dzieciństwa. Tymczasem Pitman (1990) i Lyons (1991) ustalili, że 
samouszkodzenia mogą pojawić się w następstwie urazu wojennego.
Jedna z autorek niniejszej pracy (Arnold, 1995) przeprowadziła sondaż wśród 76 kobiet z historią 
samouszkodzeń. Głównym celem tego badania było pogłębienie zrozumienia samouszkodzeń 
poprzez dokładne przyjrzenie się temu, jak uczestniczki badania interpretują własne do-
świadczenia. Część analizy odnosiła się do przeszłych, niedawnych i bieżących wydarzeń 
życiowych i sytuacji, które według badanych wywołały u nich samouszkodzenia. Większość 
uczestniczek (blisko dwie trzecie) odnosiło swe samookaleczenia wyłącznie do doświadczeń z 

background image

dzieciństwa. Jedna czwarta uważała, że przeżycia z dzieciństwa i życia dorosłego odgrywają pewną 
rolę, a tylko 14% upatrywało przyczyn swoich samouszkodzeń w doświadczeniach życia dorosłego. 
Ustalenia te potwierdzają opinię, że skłonności do okaleczania się najczęściej ma swoje korzenie w 
doświadczeniach dzieciństwa, aczkolwiek wskazują też na to, że aby w pełni zrozumieć źródła tego 
typu zachowań w indywidualnym przypadku, trzeba zgłębić także okoliczności i zdarzenia życia 
dorosłego danej osoby.
Doświadczenia z dzieciństwa
Sondaż Arnold ujawnił, że jego uczestniczki są przekonane, iż do napięcia psychicznego, które 
doprowadziło je do samouszkodzeń, przyczyniły się wspólne dla wielu z nich różnego typu 
doświadczenia z dzieciństwa. Jak pokazuje Tabela l, sporo kobiet informowało, iż ucierpiały z 
powodu kilku spośród wymienianych przyczyn, często sprowadzających się do wielokrotnego 
wykorzystania i deprywacji. Dwa rodzaje przeżyć najczęściej wskazywanych jako te, które 
doprowadziły jednostkę do podjęcia samouszkodzeń, to wykorzystanie seksualne oraz zaniedbania 
opieki. Nadużycia emocjonalne również były zgłaszane przez sporą liczbę kobiet, a jedna czwarta z 
nich doznała fizycznej przemocy. Niektóre z nich często były świadkami aktów przemocy w swej w 
rodzinie, ale same nie uległy żadnym fizycznym nadużyciom.
Tabela l.
Doświadczenia z dzieciństwa

%14

Wykorzystanie seksualne

49

Zaniedbania opieki

49

Nadużycia emocjonalne

43

Brak komunikacji

27

Przemoc fizyczna

25

14   Procentowy udział w grupie wszystkich kobiet odpowiadających na pytania dotyczące 
doświadczeń życiowych.
Strata/rozłąka Choroba rodzica/all Inne

coholizm

25 17 19

Znaczące straty w dzieciństwie polegały na śmierci rodziców lub rodzeństwa oraz długotrwałej 
bądź trwałej rozłące z jednym lub obojgiem rodziców. W wypadku wielu kobiet choroba lub 
alkoholizm rodziców prowadziły do zaniedbania ich potrzeb i/lub do konieczności opiekowania się 

background image

rodzicami od wczesnych lat.
Moja mama ciągle chorowała. Miała ciężką epilepsję, a poza tym często wpadała w straszliwą 
depresję i wtedy cały czas płakała. Jej choroby były czymś bardzo wstydliwym i musieliśmy 
udawać, że wszystko jest w porządku.
Problemem, który według doniesień wielu kobiet często wpływał na pogorszenie się ich sytuacji w 
dzieciństwie, był brak komunikacji w rodzinie. W niektórych rodzinach dopuszczalne były 
wprawdzie rozmowy na tematy praktyczne oraz dysputy intelektualne, ale uczucia i wszelkie 
problemy objęte były tabu. U części kobiet doprowadziło to w dzieciństwie do podjęcia prób 
nawiązania komunikacji poprzez samookaleczenia.
Czasem całymi tygodniami nikt się do mnie nie odzywał. Mijaliśmy się na schodach jak 
nieznajomi. Nie było żadnych czułych uścisków, tylko spojrzenia zimne jak lód, żadnych rozmów.
Inne źródła napięć doprowadzające do samouszkodzeń, na jakie wskazały niektóre kobiety, to 
nadmiernie wygórowane oczekiwania w domu i w szkole, znęcanie się i odrzucenie ze strony 
rówieśników, rasizm oraz strach i zawstydzenie z powodu dojrzewania płciowego czy lesbij-skiej 
orientacji seksualnej.
Byłam poddawana dużej presji, aby osiągać wysokie wyniki w szkole - oczekiwano, ze dostanę się 
do Cambridge lub Oxfordu. Ajednocześnie w domu działo się wiele rzeczy, o których nie wolno mi 
było rozmawiać z nikim z zewnątrz. Po prostu nie dawałam sobie z tym wszystkim rady!
Wnioski płynące z tego sondażu odnoszącego się do doświadczeń z dzieciństwa są zbieżne z 
ustaleniami innych, zakrojonych na większą skalę badań na temat różnego rodzaju uwarunkowań 
samousz-kodzeń. Van der Kolk i inni (1991) informują, że w badaniu z udziałem 28 osób „79% 
opowiedziało o znaczącym urazie wyniesionym z dzieciństwa, a 89% zgłaszało braki w opiece ze 
strony rodziców [...] najsilniej zaś z wszelkimi formami zachowań autodestruktywnych wiązano 
wykorzystanie seksualne". Znaczący był wiek dziecka w chwili trau-matycznego doświadczenia. W 
zależności od niego pojawiały się różne formy autodestrukcyjności: im dziecko było młodsze w 
momencie pierwszego wykorzystania lub oddzielenia od opiekunów, tym częściej dochodziło do 
nacinania skóry (w przeciwieństwie do innych form zachowań autodestrukcyjnych, takich jak 
przejadanie się bądź próby samobójcze) i tym poważniejsze były zadawane sobie rany. W trakcie 
dalszych badań autorzy ci ustalili też, że najbardziej utrwalone były samouszkodzenia u osób z 
najcięższymi historiami rozłąki i zaniedbania opieki. Skłoniło to badaczy do wysunięcia sugestii, że 
„[...] wprawdzie uraz z dzieciństwa w ogromnym stopniu przyczynia się do pojawienia się 
zachowania autodestrukcyjnego, ale to brak bezpiecznych związków je podtrzymuje". Walsh i 
Rosen (1988) w swym badaniu przeprowadzonym z udziałem nastolatków dokonujących 
samouszko-dzeń ustalili, że wielu z nich przeżyło w przeszłości utratę rodzica (w wyniku śmierci 
bądź rozłąki - często spowodowanej pobytem w placówce opiekuńczej). Wielu miało za sobą 
doświadczenia przemocy fizycznej bądź seksualnej, a więc czynnik ten po raz kolejny wykazał 
najsilniejszą korelację z samookaleczeniem. Większość badanych pochodziła z rodzin, w których 
dominowała impulsywność, przemoc, alkoholizm, autodestrukcyjność i chaos. Znacząca część 
przebyła też w dzieciństwie ciężkie i chroniczne choroby lub zabiegi chirurgiczne. Autorzy 
informują, że wielu uczestników badania ucierpiało również wskutek innego rodzaju strat w okresie 
dorastania, co przyczyniło się do „wyzwolenia" samouszkodzenia. Było to na przykład zerwanie 
ważnego związku z rówieśnikiem, przeprowadzka czy rozłąka z rodziną spowodowana pobytem w 
placówce opieki stacjonarnej.
Doświadczenia życia dorosłego
Sondaż Arnold pokazał, że gdy badane kobiety wiążą swe samouszkodzenia z doświadczeniami z 
życia dorosłego, wskazują na czynniki o podobnym charakterze jak te, które zostały wymienione w 
kontekście przeżyć z dzieciństwa.
Tabela 2. pokazuje, że gwałt i wykorzystanie seksualne (lub napastowanie) były przeżyciami 
wymienianymi najczęściej. Szereg kobiet twierdziło, że impulsem wyzwalającym u nich 
samouszkodzenia była przemoc emocjonalna lub fizyczna doznana w związkach z mężczyznami; 
inne zgłaszały brak wsparcia i komunikacji, również doświadczany najczęściej w związkach 
partnerskich.

background image

Nacinanie skóry nasiliło się u mnie po tym, jak mój szef poturbował mnie w pracy i wszystko 
zostało zatuszowane.
Innymi znaczącymi przeżyciami z okresu dorosłości, które pojawiły się w relacjach kobiet, były 
poronienie, utrata dziecka (na skutek śmierci lub separacji) oraz bezpłodność. U części kobiet 
samouszkodzenia zaczęły się lub nasiliły pod względem częstotliwości bądź dotkliwości w 
następstwie odosobnienia w więzieniu lub szpitalu psychiatrycznym. Inne wykorzystywały 
okaleczenie jako metodę radzenia sobie z wszechogarniającym uczuciem straty bądź odłączenia, 
które pojawiło się po rozpadzie związku. Kilka kobiet poinformowało o podjęciu samouszkodzeń 
po ciężkiej chorobie natury organicznej.
Tabela 2.
Doświadczenia życia dorosłego

%15

Gwałt/wykorzystanie seksualne Brutalny partner Brak wsparcia/komunikacji Utrata 
dziecka/bezpłodność Inne

22 14 13 10 17

Wpływ doświadczeń życiowych na samouszkodzenia
Po ustaleniu, że pewne doświadczenia z dzieciństwa (a niekiedy i dorosłości) są powszechnym 
elementem życia osób dokonujących samouszkodzeń, pojawia się pytanie na temat natury powiązań 
między nimi a rozwinięciem się samego zachowania tego typu. Dlaczego osoba poddawana takim 
czy innym formom wykorzystania lub maltretowania,
15   Procentowy udział w grupie wszystkich kobiet odpowiadających na pytania dotyczące 
doświadczeń życiowych.
która ucierpiała w wyniku zaniedbania lub utraty, miałaby po tym wszystkim podejmować 
powtarzające się okaleczanie własnego ciała? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje wielu autorów. 
Walsh i Rosen (1988) uważają, że doświadczenia z dzieciństwa mogą uformować szereg „cech", 
które uruchamiają w jednostce skłonność do uszkadzania się. Cechami tymi są: „podatność na 
poczucie straty", przyjmowanie „roli ofiary", „zniekształcony i wyalienowany obraz ciała", 
„tendencja do impulsywnych, autodestrukcyjnych zachowań". Inni, jak van der Kolk i jego 
współpracownicy (1991), sugerują istnienie związków natury biologicznej między 
doświadczeniami przemocy w dzieciństwie a późniejszymi samookaleczeniami.
Szerzej rzecz ujmując, powiązania między traumatycznymi przeżyciami a samouszkodzeniami 
rozumiemy w sposób następujący. Otóż doświadczenia wywołujące uraz psychiczny przynoszą 
dwojakie efekty mogące doprowadzić do samouszkodzenia. Po pierwsze zmuszają one dziecko (a 
później i dorosłego) do przeżywania niezwykle złożonych, przykrych emocji z powodu braku 
autonomicznych sposobów radzenia sobie. Samouszkodzenia mogą rozwinąć się jako jedyna 
alternatywa wobec obawy, że być może traumatyzującego doświadczenia nie uda się przetrwać. Po 
drugie przeżycia takie, zwłaszcza maltretowanie, często budzą w jednostce poczucie niskiej 
wartości oraz uczucia nienawiści do siebie, winy i wstydu, które z kolei mogą prowadzić do 
wystąpienia tendencji autodestrukcyjnych. Przejdziemy teraz do dalszej analizy i rozwinięcia 
zagadnień dotyczących całego szeregu potencjalnych powiązań między doświadczeniami 
wykorzystania, maltretowania, zaniedbania i straty a wynikającymi z nich samouszkodzeniami.
Spuścizna rozpaczy
Typowe doświadczenia i sytuacje, przez które przeszli kiedyś ludzie podejmujący 
samouszkodzenia, muszą budzić niezmiernie silne uczucia niepokoju. Wiele osób 
samookaleczających się informuje o przeżywanym od dzieciństwa wszechogarniającym i 
niemożliwym do zniesienia uczuciu smutku, żalu, złości, wstydu, bezsilności i lęku oraz poczuciu 
zdrady ze strony najbliższego otoczenia. Nieznośna natura napięć wewnętrznych prowadzi ich w 
stronę desperackich poszukiwań dróg złagodzenia i radzenia sobie z tymi uczuciami. Uczestniczki 

background image

sondażu Arnold (1995) zgłaszały, że najczęstszym czynnikiem wyzwalającym u nich 
samouszkodzenia było wszechogarniające uczucie emocjonalnego bólu i złości.
Porzucenie i pustka
Dzieci wykorzystywane lub zaniedbywane w taki sposób, że ich potrzeby miłości i troski nie są 
zaspokajane, bądź też doświadczone przez stratę głównego opiekuna, z dużym 
prawdopodobieństwem będą cierpieć z powodu ogromnego poczucia opuszczenia i straty, a także 
przerażającego wrażenia, że świat nie jest dla nich miejscem ani bezpiecznym, ani dobrym. 
Podobnie dzieci, przed którymi ich opiekunowie stawiają wygórowane wymagania emocjonalne 
(prawdopodobnie jednocześnie mając przesadne oczekiwania na temat poziomu zaspokajania ich 
własnych potrzeb przez dziecko) mogą poczuć się porzucone, wściekłe i sfrustrowane. Jeżeli 
dzieciom takim nie udzieli się wsparcia w wyrażaniu i opanowywaniu tych uczuć, nie będą one w 
stanie się nauczyć, jak sobie radzić z podobnymi napięciami w późniejszym życiu. Takie dzieci nie 
są też zdolne do uwewnętrzniania miłości i troski na poziomie wystarczającym do budowania ich 
własnych wewnętrznych zasobów. Pozbawione są sposobności do uczenia się (na przykładzie 
innych), jak dodawać sobie otuchy i łagodzić stany napięcia. Jako dorosłe osoby doświadczać mogą 
przytłaczających uczuć pustki i rozpaczy, nie będą jednak umiały zaspokajać własnych potrzeb 
emocjonalnych.
Shapiro (1987) pisze, że niektóre kobiety biorące udział w jej badaniu przeprowadzonym wśród 
osób uwikłanych w związek kazirodczy uszkadzały się w reakcji na „nierozwiązany lęk przed 
porzuceniem i rozłąką". Podobnie w badaniu Arnold (1995) jedna trzecia uczestniczek mówiła o 
tym, że ich samouszkodzenia pełnią niekiedy funkcję sposobu radzenia sobie z nieznośnym 
poczuciem braku i pustki.
Gabriel zadawał sobie tak poważne rany, że kilkakrotnie był hospitalizowany. Podczas terapii 
mówił, że wychowanie, jakie odebrał w dzieciństwie, miało wiele dobrych stron i było wolne od 
„problemów", choć opowiadał też o okaleczaniu się od dziesiątego roku życia. Z relacji Gabriela na 
temat wczesnego dzieciństwa wynikało, że jego rodzice, choć sprawiedliwi i odpowiedzialni, 
wydawali się niezdolni do tolerowania przejawów silnych negatywnych emocji ani u siebie 
nawzajem, ani u własnych dzieci. Stwarzali atmosferę, w której trudne kwestie rozwiązywano w 
toku sformalizowanych dyskusji rodzinnych. Obowiązywały tam też pewne reguły ustanowione po 
to, aby zapewnić możliwość zabrania głosu każdemu członkowi
rodziny. Gabriel ze wzruszeniem opowiadał swemu terapeucie o tym, jak ciągle „zapominał" o tych 
rodzinnych regułach i nie umiał sobie radzić z zebraniami rodzinnymi ani z uczuciami wściekłości i 
napięcia, jakie mu wtedy towarzyszyły.
Bezsilność
Wykorzystanie i porzucenie mogą wywołać u dzieci przeżycia przerażającej bezsilności i 
bezradności, które niekoniecznie słabną wraz z rozwojem dziecka. Dawny uraz ogranicza 
umiejętność radzenia sobie tu i teraz, między innymi redukując poczucie własnej efektywności 
jednostki lub możliwości wpływania na to, co ją spotyka. Ponadto uważa się, że dorośli, którzy 
doznali w dzieciństwie głębokiego urazu, są bardziej skłonni do reakcji paradoksalnych w obliczu 
urazu w życiu dorosłym. Obecnie wiadomo, że sytuacje traumatyczne, takie jak przemoc w 
rodzinie, gwałt i wojna, mają pod wieloma względami bardziej negatywny wpływ (van der Kolk i 
in., 1996) na tych, którzy doznali urazu w dzieciństwie. Aby przezwyciężyć poczucie bezsilności, 
ludzie uciekają się do różnych środków, włącznie z samouszkodzeniem.
Trudności z rozpoznawaniem, rozumieniem i werbalizacją uczuć Dzieci powinny uczyć się od 
swych rodziców lub opiekunów rozumienia i rozróżniania rozmaitych odmian napięć i przykrości, 
jakie przeżywają, oraz odpowiedniego ich wyrażania - słowami, łzami i innymi środkami. Ci, 
których otoczenie nie dopuszcza do tego rodzaju wymiany emocjonalnej, albo też ci, którzy nie 
zaznają ze strony innych zrozumienia, empatii i wsparcia, nie mogą się tego wszystkiego nauczyć. 
W domach, gdzie panuje przemoc, dzieci chcące wyrażać swe uczucia, są narażone na kary. Okazje 
do komunikowania i uzyskiwania wsparcia dla własnych uczuć i problemów są sporadyczne i 
dziecko może dorastać z nikłą umiejętnością werbalizowania, a nawet rozpoznawania swych 
przeżyć, uczuć i potrzeb. W wypadku niektórych osób dzieje się tak, że ich potrzeby fizyczne są 

background image

całkowicie zaspokajane, ale nikt nie troszczy się o ich potrzeby emocjonalne. Nacisk na troskę o 
potrzeby ciała przy wykluczeniu dbałości o ekspresję emocjonalną i werbalną oraz różnicowanie 
tejże ekspresji, może tłumaczyć, dlaczego w późniejszym życiu sięga się w pierwszej kolejności po 
środki łagodzenia napięć natury fizycznej. Brak zdolności do komunikowania emocji za pomocą 
słów może występować u jednostek, którym trudno nazywać
emocje, odróżniać je od siebie lub lokalizować we własnym ciele reakcje czuciowe. Zjawisko to 
wielu autorów, zwłaszcza Sifneos (1972; zob. także Nemiah i Sifneos, 1970), uważa za źródło 
dolegliwości i objawów psychosomatycznych. Dieter i Pearlman (w druku) przedstawiają taki oto 
opis samouszkodzenia jako formy ekspresji afektu: „Jednostka przechodzi od stanu pobudzenia do 
działania bez faz pośredniczących (podkreślenie nasze) obejmujących uświadomienie uczucia, 
identyfikację uczucia, ekspresję uczucia i samouspokojenie".
Dorośli mający trudności ze zorientowaniem się w tym, co się z nimi dzieje, zwłaszcza gdy rodzą 
się w nich uczucia niepokojące i bolesne, często nie będą dawali sobie rady ze swym życiem 
emocjonalnym. Większość naszych umiejętności rozwiązywania bolesnych spraw bierze się 
głównie ze zdolności opowiadania sobie samym lub innym o tym, co się właśnie z nami dzieje, 
czyli na przetwarzaniu naszych przeżyć za pomocą języka. Ludzie uszkadzający się często mówią o 
sobie, że czują się zdezorientowani i nie radzą sobie z informowaniem o bolesnych uczuciach. 
Wydaje się zatem, że u osób z pewnymi niedostatkami w zakresie płynności ekspresji werbalnej 
istnieje ryzyko skłonienia się w kierunku fizycznych „rozwiązań", takich jak samouszkodzenie.
Lily mocno się okaleczała i kilka razu musiała przebywać w szpitalu. Mówiła, że dorastała jako 
najmłodsza z trzech bardzo bystrych sióstr. Jej matka grała na fortepianie i uczyła muzyki. Muzyka 
nie była jednak mocną stroną Lily, której także w szkole wiodło się gorzej niż siostrom. Lily 
opowiadała, że nauczyciele dokuczali j ej i złościli się na nią za brak skupienia w klasie. Kiedy inni 
opisywali, co właśnie zrobili i jak się czują, Lily miała poczucie swej odmienności, bo wydawało 
jej się, że wszyscy dookoła prowadzą rozmowy, z których ona nic nie zrozumie.
Wybuch (acting out)
Termin ten funkcjonuje w literaturze z dziedziny psychoterapii w wielu znaczeniach, ale ostatnimi 
czasy kojarzy się go, w różnych jego odmianach (acting in, re-enactment itp.), z leczeniem osób, 
które doznały przemocy. Najczęściej odnosi się on do konstelacji autodestrukcyjnych lub 
potencjalnie zagrażających aktów pojawiających się jako forma radzenia sobie z wewnętrznymi 
konfliktami będącymi typowym następstwem wykorzystania (Briere, 1996). Najczęściej mówi się, 
że dane
zachowanie lub czynność w pewien sposób zastępują uczucie bądź wspomnienie związane z 
traumatycznym przeżyciem. Wielu autorów ujmuje i opisuje ten proces w odniesieniu do postępów 
na drodze do integracji traumatycznych doświadczeń. Uważa się, że ponowne przeżywanie (re-
experiencing) stanowi wcześniejszą, przedwerbalną formę ekspresji. Samouszkodzenie zatem może 
być sposobem wyrażania zarówno uczuć związanych z traumą, jak i samego traumatycznego 
przeżycia. Jest niejako wcześniejszą formą „opowieści", powstającą przed pojawieniem się 
zdolności mówienia o tym przeżyciu. Można to porównać do sposobów wyrażania małych dzieci, 
które łatwiej odnajdują się w działaniu niż w mówieniu.
Być może jedną z najbardziej ekscytujących i subtelnych funkcji ciała jest rejestrowanie przeżyć z 
wielu przyczyn niedostępnych świadomej pamięci. Bessel van der Kolk i Rita Fisler (1995) ustalili, 
że pamięć traumyjest odzyskiwana w formie śladów składników czuciowych i afektywnych 
traumatycznego przeżycia. Zdarzenia mające miejsce we wczesnym dzieciństwie (to znaczy przed 
rozwojem języka) nie mogą być zrazu „zapamiętywane" za pośrednictwem języka, są więc 
przeżywane w aktach, których znaczenia nie od początku są jasne i muszą być wyjaśniane 
stopniowo. Wydarzenia traumatyczne, do których dochodzi w związku intymnym, mogą więc być 
przez jednostkę rozgrywane w działaniu (acted out) w samotności lub w związku intymnym.
Język jest decydującym elementem w rozwoju emocji i formowaniu się związków. W niektórych 
wypadkach z różnych przyczyn jego rozwój może ulec zahamowaniu. Możliwe, że wczesne urazy 
emocjonalne, takie jak zaniedbanie, same w sobie osłabiają zdolność dziecka do ekspresji 
werbalnej. Ponadto sądzi się, że wczesne doświadczenia maltretowania przez opiekunów osłabiają 

background image

zdolność jednostki do regulowania natężenia emocjonalnej dezorganizacji w sytuacjach 
stresujących. Tak więc maltretowanie z jednej strony wzmaga potrzebę wyrażania bolesnych 
odczuć, z drugiej zaś ogranicza jej możliwości. Nietrudno się domyślić, jak w takich 
okolicznościach samookaleczenia jako środek ekspresji będą atrakcyjne.
Rzeczywistość złego rodzica
Dziecko, które było maltretowane przez rodzica, ma mimo wszystko niezwykle silną potrzebę 
podtrzymania swojego zaufania do niego. Po części dzieje się tak za sprawą pragnienia dziecka, aby 
usuwać ze świadomości „złe" części osobowości rodzica i złe chwile w przebiegu
relacji z nim. Dzięki temu możliwe staje się kreowanie nowego „idealnego" rodzica, 
nieposiadającego przerażających cech (Bollas, 1995).
Dzieci, które nie były maltretowane, dokonują takiej właśnie operacji na wizerunkach swych 
rodziców. Uważa się to za normalny proces rozwojowy, w którym dziecko mierzy się ze 
świadomością, że zarówno ono samo, jak i jego rodzice mają „dobre" i „złe" cechy. Bollas (1995) 
wysuwa wniosek, że maltretowanie uniemożliwia normalny przebieg tego procesu. Jeżeli rodzic 
naprawdę jest zły, brutalny, potworny i nie panuje nad sobą, rozwijające się dziecko nie może bez-
piecznie „bawić się" wyobrażeniem tego rodzica jako dobrego lub złego. Co więcej, ponieważ 
rodzic burzy zaufanie dziecka do rzeczywistości, jego obraz na zawsze już pozostanie zmącony. 
Oznacza to, że osłabieniu uległa zdolność dziecka do zobaczenia siebie jako mieszaniny dobra i zła, 
a z nią jego możliwości odnalezienia swego „dobrego" Ja i przeżywania siebie (oraz osoby rodzica) 
bez przykrości. W późniejszym życiu, jako osoba dorosła, być może mająca za sobą okres doświad-
czania siebie jako „złej", nie mogąc znaleźć ukojenia, potrzebować będzie czegoś zewnętrznego 
wobec siebie, takiego jak samouszkodzenie, co pomoże jej powrócić do „dobrego" i radzącego 
sobie Ja.
Życie z prześladowcą
Zdarzyć się może, że cała miłość, zainteresowanie i fizyczna bliskość lub przyjemność, jakiej 
dziecko zaznaje w swym rodzinnym domu, łączy się z wykorzystaniem. Czas spokoju i ciepła 
pomiędzy okresami przemocy i zaniedbań może zaspokoić pragnienie dziecka znalezienia się pod 
cudowną opieką rodzica, odprężenia, ukojenia, bezpieczeństwa i bliskości. Bollas (1995) rozwinął 
tę myśl, mówiąc o odnowie (reparacji) rodzica, która za każdym razem oznacza, że horror dobiegł 
końca, że porzucenie nie trwa wiecznie, a „dobry rodzic" jest znów dostępny. W takiej sytuacji 
rodzic prześladowca (lub później inna znacząca osoba) jest jedynym rodzicem (drugim 
człowiekiem), jaki istnieje, a do etapu troskliwej opieki dojść można wyłącznie w następstwie 
maltretowania i poprzez nie. Uwewnętrznienie takiej kolei rzeczy może ustanowić podobną relację 
z Ja, która jest ponownie odgrywana (re-enacted) w samookaleczeniu. Aby zająć się sobą, 
wynagrodzić sobie poczucie bezbronności, tęsknotę za ochroną i ukojeniem, najpierw trzeba przejść 
przez samouszkodzenie lub obrażenia fizyczne.
Pewna kobieta, która uszkadzała się, mocno nacinając i przyże-gając sobie skórę, opowiadała, jak 
po okresie dzieciństwa zdominowa-
nego przez przemoc, deprywację i wykorzystanie seksualne, wyszła za mężczyznę, który traktował 
ją brutalnie:
Moje małżeństwo nie udało się z powodu skłonności mojego męża do przemocy i jego przekonania, 
że jestem do niczego: że się źle ubieram, źle wyglądam. Byłam gwałcona i wykorzystywana w 
przerażający i upokarzający sposób, ale nikomu o tym nie mogłam powiedzieć. Byłam całkowicie 
sama, bałam się zaprzyjaźnić albo choćby porozmawiać z kimkolwiek. Jedynym sposobem radzenia 
sobie z tym wszystkim, jaki mi się nasunął, było samoniszczenie.
Proces ten u osób dorosłych może błędnie uchodzić w oczach innych za „uzależnienie", zarówno w 
wypadku samouszkodzenia, jak i w innych sytuacjach, w których dana osoba wydaje się sama mieć 
swój udział w doświadczanej przez siebie przemocy (na przykład, kiedy kobieta okazuje się 
niezdolna do odstąpienia od decyzji o powrocie do brutalnego partnera). Tak naprawdę ofiara 
pobicia (albo samookaleczenia) może wcale nie mieć ochoty na zaakceptowanie przemocy, ale nie 
ma dostępu do żadnych innych sposobów doświadczania przyjemnego uczucia ciepła, które pojawia 
się z chwilą ulgi (pod postacią przepraszającego, czułego partnera lub zakończenia aktu 

background image

samouszkodzenia).
Nienawiść do siebie
Doświadczenia przemocy, przez które przeszło wiele osób dokonujących samouszkodzeń, 
prowadzą często do wielu negatywnych uczuć, takich jak wstyd, obwinianie własnej osoby i 
wyrzuty sumienia, niska samoocena, nienawiść do siebie i przeświadczenie o byciu człowiekiem 
„niedobrym", „złym" i „plugawym". Po części uczucia te rodzą się pod wpływem bezpośrednich 
sygnałów, płynących zazwyczaj od prześladowcy. Składają się na nie ubliżające uwagi i 
stwierdzenia, wedle których powodem tego, co dzieje się z dzieckiem, jest jego brzydota, tkwiące w 
nim zło i bezwartościowość. Uczucia takie mogą również powstawać wskutek wysiłków 
podejmowanych przez dziecko pragnące zrozumieć swe przeżycia i wytrwać w przekonaniu, że 
jego rodzice są „dobrzy" i z pewnością kochaliby je, gdyby tylko umiało być wystarczająco dobre i 
miłe. Zdecydowanie negatywne uczucia wobec samego siebie nie zawsze doprowadzają do 
samouszkadzania, ale zdają się ważnym warunkiem wstępnym pojawienia się tego zachowania u 
osób, które obierają tę właśnie drogę radzenia sobie ze swymi przeżyciami.
Pewna kobieta bardzo obrazowo opisała te uczucia:
Tak bardzo się siebie brzydzę, że należy mi się kara. Jedynym sposobem, w jaki mogę sobie ją 
wymierzyć, jest cięcie się. Czuję do siebie taką nienawiść za to, kim jestem i kim się stałam. Gruba, 
brzydka, podła, nieznośna, obrzydliwa i plugawa. Nie chcę, żeby mnie dotykano, jestem taka 
ohydna... Teraz to, co myślę o sobie, jest jasne dla innych -wystarczy, że ktoś zobaczy moje 
ramiona.
Wise (1990) za główny element samouszkodzeń uważa poczucie wstydu, uzasadniając swe 
twierdzenie tym, że dzieci wykorzystywane uwewnętrzniają wstyd i tyranię obecne w ich rodzinie 
niekiedy nawet od pokoleń. Nabywają one tym samym „umiejętności przetrwania oparte na 
poczuciu wstydu" (do których należy samookaleczanie), służące radzeniu sobie z własnymi 
przeżyciami. Bonnie Burstow (1992) interpretuje nienawiść do siebie, o której mówi wiele kobiet 
dokonujących samouszkodzeń, jako ekspresję „uwewnętrznionego prześladowania" - procesu, w 
którym jednostka przyjmuje nienawiść i obelgi, jakie spotkały ich ze strony innych, wierząc, że 
sama ponosi winę za ich sądy o niej i sposób, w jaki jest traktowana.
Relacja z ciałem
Częstą konsekwencją traumatycznych, bolesnych przeżyć w dzieciństwie związaną z 
samouszkodzeniami jest poczucie obcości własnego ciała i nienawiść do niego. (Są to zjawiska 
odrębne od nienawiści do siebie, choć wyraźnie z nią powiązane). Walsh i Rosen (1988) informują, 
że dzieci cierpiące na poważną, chroniczną chorobę często bywają zakłopotane swym ciałem, które 
w ich oczach jest brzydkie, zniekształcone i niedające się zaakceptować. Zdarza się, że postrzegają 
one swe ciała jako niezintegrowane z nimi samymi, jako coś od nich odrębnego. Poczucie obcości 
ciała spotyka się też u dzieci, które doświadczyły seksualnej i/lub fizycznej przemocy. Sgroi (1982) 
pisze, że dzieci w przeszłości wykorzystywane seksualnie postrzegają swe ciała jako skalane i 
plugawe, obce i „zdradzieckie".
Samookaleczenie jest przede wszystkim atakiem na ciało, a uczucia jednostki względem niego oraz 
sposób postrzegania go mają doniosłe znaczenie dla samouszkodzeń. Ktoś, kto nienawidzi swego 
ciała i odrzuca je, na przykład obwiniając je za jego słabość, chorobę, doznane przezeń krzywdę i 
wykorzystanie, kto postrzegało ciało jako
obce, jako Innego, będzie z pewnością czuł chęć, a nawet przymus, okaleczenia i „ukarania" go 
bądź zmaltretowania lub obejścia się z nim bez uszanowania.
Znaczenie skóry
Najbardziej rozpowszechnione formy samouszkodzeń polegają na okaleczaniu skóry (a także 
głębiej położonych tkanek) poprzez nacinanie, drapanie, wyciskanie, przypalanie i tym podobne. 
Nasze doświadczenie podpowiada, że w gruncie rzeczy dla wielu osób samouszkodzenie, które nie 
niesie z sobą przerwania tkanki skóry (na przykład obijanie o ścianę czy powodowanie obtłuczeń), 
nie jest przeżywane jako skuteczne i „zadowalające". Wydaje się więc prawdopodobne, że czynniki 
związane z samą skórą mogą być znaczące dla samouszkodzeń.
Dinora Pines (1980; 1993) opisuje pewne istotne funkcje psychologiczne, jakie pełni skóra. Otóż 

background image

skóra służy niemowlęciu i jego matce za środek komunikacji i kontaktu, za pośrednictwem którego 
odbywa się wzajemne obdarzanie przyjemnością i ukojeniem (trzymanie w ramionach) oraz 
doświadczanie radości płynących z dotyku, ciepła, smaku i zapachu. Skóra jest też naczyniem dla 
Ja, reprezentującym granicę pomiędzy Ja i Nie-Ja. Matki (i inni opiekunowie) mogą swym 
sposobem obchodzenia się z ciałem dziecka komunikować mu całe bogactwo emocji, a ich skóra 
(odczuwana przez skórę dziecka) przekazywać może miłość i ciepło, a także obrzydzenie i 
nienawiść. Zaniedbywane dziecko, które nie jest brane na ręce, pocieszane i utrzymywane w 
czystości, będzie odczuwało to po części także przez skórę, która nie jest dotykana, otulana i 
pielęgnowana zgodnie z potrzebami dziecka, daje za to wrażenie zimnej, wilgotnej i obolałej. Pines 
opisuje, w jaki sposób napięcie wewnętrzne dziecka może uzewnętrzniać się na skórze w zmianach 
takich jak egzema: „Skóra może swędzić, skóra może płakać i może szaleć z wściekłości" (Pines, 
1980, s. 315).
Przemoc doznawana przez dzieci często odbija się na ich skórze w postaci naruszenia jej ciągłości i 
ran lub bólu, którego doświadcza się za jej pośrednictwem. Niektóre formy wykorzystania (takie 
jak gwałt) mogą ponadto wiązać się z naruszeniem wyznaczanych przez skórę granic ciała i Ja 
dziecka.
Ogromne znaczenie psychologiczne skóry i jej udziału w przeżywaniu przemocy, porzucenia, 
zaniedbania i odepchnięcia wskazują na jej istotną rolę w samookaleczeniu. Wrażenia skórne 
odnawiają (re-esta-blish) granice Ja, zarówno w sensie symbolicznym, jak i na drodze
fizycznego doświadczenia. Skoro więc po aktach samouszkodzeń dokonujące ich osoby często 
przystępują do zabiegów pielęgnacyjnych skóry, to być może czynności te dostarczają im 
upragnionego ukojenia. Ponadto okaleczenie skóry odtwarza też pogwałcenie granic. Jednostka 
może je ponownie odgrywać (re-enact), usiłując zrozumieć i wyjaśnić swe doświadczenie.
Metody, porzucona przez nastoletnią matkę, po okresie przechodzenia z jednej rodziny zastępczej 
do drugiej, zo-staia zaadoptowana jeszcze jako niemowlę. Przybrana matka Melody opowiadała jej, 
że znalazłszy się u niej, dziewczynka często całymi godzinami leżała, nie wykazując żadnych 
reakcji, i że działo się tak, ponieważ jej naturalna matka i zastępczy opiekunowie rzadko kiedy brali 
ją na ręce i przytulali. Przybrani rodzice Melody przywiązywali dużą wagę do właściwego 
zachowania, manier przy stole i czystości, posyłali dziewczynkę na lekcje tańca i rozmaite zajęcia 
sportowe. Oboje jednak stosowali fizyczną przemoc i zachowywali duży dystans emocjonalny. 
Melody nacinała sobie skórę, gdy miała kilkanaście lat, a także później, po dwudziestym roku 
życia, próbując radzić sobie z falami złości i osamotnienia, jakie ogarniały ją za każdym razem, 
kiedy pomyślała o swym dzieciństwie. W początkowej fazie terapii zaprzestała cięcia się, jednak 
dolegliwości skórne, dokuczające jej od dzieciństwa, drastycznie się zaostrzyły i ze szczególnym 
natężeniem ujawniały się w stanach stresu i poczucia porzucenia przez terapeutkę.
Trudności w związkach
Ludzie, którzy w dzieciństwie byli wykorzystywani, zaniedbywani i porzucani, mogą doświadczać 
trudności z nawiązywaniem wspierających, intymnych związków. Badanie Walsha i Rosena (1988) 
ujawniło, że wielu uszkadzających się nastolatków ma szczególne trudności z wytrwaniem we 
wspierających związkach z rówieśnikami. Ich związki są „krótkotrwałe, konfliktowe i 
wojownicze". Osobom, które były pozbawione wspierających relacji w dzieciństwie, może być 
bardzo trudno zaufać innym ludziom i otworzyć się przed nimi bądź też szukać odpowiedniego 
wsparcia i empatii u innych, kiedy znajdą się w trudnej sytuacji i poczują niepokój. Osoby takie 
mogą też wchodzić w związki,
które replikują uciążliwą mieszaninę wygórowanych oczekiwań i rozczarowania, charakteryzującą 
ich relacje z okresu dzieciństwa. Oznacza to, iż częściej będą się czuły zmuszone uzewnętrzniać 
swe konflikty i uczucia raczej w odosobnieniu aniżeli w związkach z innymi ludźmi, niekiedy 
posuwając się nawet do okaleczania własnego ciała.
Trudności z separacją/indywiduacją Wykorzystanie, zaniedbania opieki, utrata i porzucenie mogą 
zakłócić przebieg ważnego zadania, jakim jest psychiczna separacja od rodziców i rozwój 
zindywidualizowanego Ja. W rodzinie stosującej przemoc egzystencjalne (a także fizyczne) granice 
mogą ulegać wielokrotnemu pogwałceniu. Osoba, która tego doświadczy, będzie odizolowana od 

background image

innych ludzi spoza rodziny i zmuszona zachowywać wysoki stopień identyfikacji i lojalności 
względem tych, którzy stosują wobec niej przemoc. Pod jej adresem nieustannie kierowane są 
oczekiwania, zgodnie z którymi winna ona swymi reakcjami uprzedzać potrzeby i uczucia 
rodziców, tłumiąc przy tym swoje własne lub traktując je jako identyczne z tamtymi. 
Prawdopodobnie nawet dziecku, które w rzeczywistości nie jest wykorzystywane, lecz nie doznaje 
wystarczającej troski (bądź utraci ją przedwcześnie), zabraknie stabilnego fundamentu, z którego 
będzie ono mogło wybić się do życia jako odrębna jednostka. Spowodowane w ten sposób zatarcie 
granic między własną osobą a rodzicami (a później innymi ludźmi) może przenieść się w życie 
dorosłe.
Z samouszkodzeniami wiąże się to na wiele sposobów. Z jednej strony samookaleczenia mogą być 
próbą identyfikacji i ustanowienia granic fizycznych człowieka, jak gdyby dokonująca ich osoba 
mówiła:
„Oto ja. Tutaj się zaczynam, a tutaj kończę". Z drugiej strony osoba ta może tak ściśle 
identyfikować się z inną osobą, że może ona odnosić wrażenie, iż swą złość lub pragnienie ukarania 
tejże osoby jest w stanie dopełnić na swym własnym ciele. Odnosi się to głównie do jednostek 
zgwałconych w bardzo młodym wieku lub w sposób, który wywołał u nich realne pomieszanie co 
do tego, które ciało należy do kogo i kto co komu robi. Samouszkodzenie u osoby wykorzystanej 
może również być sposobem kontynuowania aktów przemocy w imieniu rodzica. Lojalność tej 
osoby wobec rodziców (bądź jej strach przed niezdolnością do odróżniania siebie od nich, a tym 
samym przed „utratą" nawet tej namiastki rodziców, jaką ma dla siebie) może u niej
doprowadzić do krzywdzenia się. Uszkadza się więc, jak gdyby mówiła:
„Jesteś dobry. To, co mi zrobiłeś, było słuszne".
Przemoc i wykorzystanie jako formy nawiązywania relacji i/lub zachowania
Wiele osób uszkadzających się pochodzi z rodzin, gdzie przemoc i impulsywne czy chaotyczne 
zachowania są na porządku dziennym. Nietrudno się domyślić, że obserwowanie takich sposobów 
odnoszenia się ludzi do siebie i takiego podejścia do życia może się częściowo przyczynić do 
rozwoju u niektórych osób skłonności do zadawania sobie obrażeń w reakcji na własne napięcie lub 
trudności.
Melody stalą się osobą znaną wśród pracowników placówek terapetycznych na skutek swych 
licznych problemów emocjonalnych i somatycznych. Już od wczesnej młodości przebywała w 
więzieniu skazana za przestępstwa z użyciem przemocy. Poddawano ją leczeniu odwykowemu. 
Przez wiele lat dokonywała samouszkodzeń i cierpiała z powodu ataków ostrych symptomów, 
między innymi chronicznego bólu i łuszczycy. Melody opowiadała, ze dorastała w domu, gdzie 
ciężkie pobicia i przemoc emocjonalna były codziennością. Jej rodzice „cieszyli się szacunkiem", a 
epizody stosowania skrajnych form przemocy wobec dzieci tłumaczyli jako zasłużoną karę. Z opisu 
Melody wynika, że w trakcie owych scen przemocy jej rodzice „wpadali w szal". Epizody bicia 
różnymi przedmiotami, wymiany między rodzicami obelżywych wrzasków i zachęcających 
okrzyków występowały na przemian z okresami sztywno kontrolowanych zachowań, gdy rodzice 
kładli duży nacisk na „maniery".
Fossum i Mason (1986) uważają, że w wielu rodzinach, w których dochodzi do aktów przemocy, 
obserwować można proces „oscylacji między przymusową kontrolą a gwałtownym 
wyładowaniem". Na „wyładowanie" lub inaczej „fazę wybuchu" składa się szereg destrukcyjnych i 
brutalnych zachowań (pozwalających jednostce uniknąć presji kontroli i wstydu) z udziałem 
alkoholu, narkotyków, jedzenia, seksu, pieniędzy, samookaleczeń oraz przemocy wobec innych. 
Wise (1990) pisze, że dzieci wzrastające w takich rodzinach są uczone „autoagresyw-nego stylu 
przetrwania w sytuacji stresu, bólu, okaleczenia i zdrady".
Dysocjacja
Wiele dzieci i dorosłych radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami, znieczulając się, zarówno 
fizycznie, jak i psychicznie, lub dystansując się wobec bieżącej świadomości siebie i swego 
otoczenia. Ten rodzaj dysocjacji może powracać w późniejszym życiu nawet pod nieobecność 
zewnętrznego zagrożenia. Niektórzy ludzie informują o wypadkach „zorientowania się", że 
okaleczają się, będąc w stanie dysocjacji. Inni stwierdzają, że fizyczne doznanie i szok w momencie 

background image

zadania sobie rany pomagają im odzyskać poczucie bycia żywym, realnym i obecnym.
Przypuszczalne uwarunkowania biologiczne
Część badaczy koncentruje się wyłącznie na biologicznych aspektach samouszkodzeń, 
identyfikując różnorodne potencjalne elementy biorące udział w procesach wywołujących to 
zachowanie. Van der Kolk i inni (1991) przypuszczają istnienie biologicznych powiązań między do-
świadczeniami z dzieciństwa a samouszkodzeniem. Wysuwają oni wniosek, iż pewna biologiczna 
predyspozycja do samouszkodzeń może się wykształcić na skutek doświadczeń maltretowania we 
wczesnym dzieciństwie. Anatomiczne szlaki połączeń nerwowych utworzone w reakcji na silny 
stres w dzieciństwie mogą „programować" jednostkę do uruchamiania podobnych procesów 
biologicznych podczas następnych stresujących przeżyć.
Sądzi się, że w regulacji stanów emocjonalnych biorą udział en-dorfiny (opiaty naturalnie 
wytwarzane przez mózg). Wysunięto wniosek, że układ opioidowy niektórych osób ulega 
uszkodzeniu w taki sposób, że potrzebują one zewnętrznych czynników, które stymulowałyby 
wytwarzanie dodatkowych ilości opiatów. Opiaty te powodują analgezję16, redukując lęk, a także 
utrzymując psychiczną i biologiczną równowagę. Uważa się, że ból i trauma wywołane samookale-
czeniem stymulują i uwalniają endorfiny utrzymujące tę równowagę. Winchel i Staniey (1991) 
przedstawili przegląd badań dotyczących tej teorii, lecz bezpośredni związek produkcji opiatów z 
samookaleczenia-
16   Analgezja - niewrażliwość na ból wskutek zaburzeń w ośrodkowym układzie nerwowym lub 
uszkodzenia odpowiednich dróg nerwowych;
występuje m.in. w histerii, stanach hipnotycznych oraz wskutek zastosowania środków 
farmakologicznych (przyp. red.).
mi wydaje się jednak wciąż niejasny. Możliwe -jak twierdzą niektórzy autorzy (Haines i in., 1995) - 
że analgezję powoduje silny stres poprzedzający epizod samookaleczenia, nie zaś samo zranienie.
Układ serotoninergiczny również bywa łączony z zachowaniami samouszkadzającymi (zob. np. 
Winchel i Stanicy, 1991; Simeon i in., 1992). Prace na ten temat wyraźnie dowodzą, że 
samouszkodzenie jest zaburzeniem kontroli impulsu wywołanym niskim stężeniem se-rotoniny. 
Jednakże spekulacje dotyczące jej roli w zachowaniach auto-destrukcyjnych nie doczekały się 
jeszcze swego pełnego empirycznego potwierdzenia.
Znaczenie fizycznych aspektów samouszkodzenia
Jakkolwiek nie przekonuje nas materiał dowodowy mający potwierdzać biologiczne interpretacje 
samouszkodzeń, jest dla nas rzeczą oczywistą, że fizyczne aspekty samouszkodzeń mają ogromne 
znaczenie. Ból, krwawienie i blizny mogą wzmagać efektywność samouszkodzenia (jako sposobu 
radzenia sobie z przeżyciami) z punktu widzenia dokonującej go jednostki.
Z naszego doświadczenia wynika, że różni ludzie w odmienny sposób przeżywają ból w momencie 
zadawania sobie ran. Niektóre osoby w chwili okaleczania się zdają się odczuwać niewielki ból 
albo nawet nie czuć go wcale. Dopiero po upływie pewnego czasu rany zaczynają przysparzać im, 
wtedy już dotkliwego, cierpienia:
Nie czuję bólu, kiedy się tnę. Im głębsze nacięcie, tym lepsze.
Zazwyczaj wcale nie czuję bólu, ale teraz i tak chyba boli mnie bardziej niż kiedyś. Może to 
dlatego, że zaczynam się bać okaleczania się.
Dla innych uczucie bólu w tym momencie jest bardzo istotne:
Ból jest częścią kary, ale nie trwa wystarczająco długo.
Czasami wolę się przylegać niż ciąć, bo to bardziej boli. Sądzę, że w pewnym sensie dzięki temu 
można oderwać myśli od tego, co się czuje w środku. Ale też uzyskać jakiś dowód, że jest się 
człowiekiem i bardzo się cierpi.
Wydaje się, że u wielu ludzi ważną rolę odgrywa krwawienie:
Lubiłam, kiedy leciała mi krew. Przypominała Izy, a ja nie musiałam płakać. Matka śmiała się ze 
mnie, kiedy płakałam.
Kiedy widzę krew, to czuję ulgę, jakby wypływały ze mnie wszystkie okropności i wiem, że teraz 
wszystko będzie dobrze.
Często rana nie daje satysfakcji, jeżeli nie pozostawi po sobie jakiegoś śladu lub blizny:

background image

Muszę to zrobić tak, zęby było widać, żeby została porządna blizna. Wtedy będę wiedzieć, ze to jest 
prawdziwe, że się liczy.
Mało prawdopodobne, aby jedna prosta teoria, biologiczna czy też inna, mogła wyjaśnić 
zachowanie tak złożone jak samookaleczanie. Każdy model interpretacji tego zachowania musi 
obejmować procesy emocjonalne, poznawcze, interpersonalne oraz intrapsychiczne. Z naszej pracy 
z pojedynczymi osobami wynika, że fizyczne aspekty samouszko-dzeń są zasadnicze dla 
psychicznych motywów i funkcji tego zachowania. Biologiczny punkt widzenia jest całkowicie 
zgodny z najbardziej przekonującymi interpretacjami psychologicznymi, takimi jak zaprezentowane 
przez Johna Briere'a (1996) teorie redukcji napięcia i uczenia się skrajnie unikowego stylu radzenia 
sobie z napięciem powstałym w wyniku wykorzystania w dzieciństwie. Model redukcji napięcia 
(zob. też Favazza, 1989) w swym fizycznym i psychologicznym aspekcie pozostaje w zgodzie z 
fenomenologią samookaleczenia. Związki między psychologicznymi a biologicznymi 
wyjaśnieniami wymagają dalszych badań, takich jakie prowadzi obecnie van der Kolk wraz ze 
swymi współpracownikami na temat wykorzystania w dzieciństwie. Badania tego typu mogą też 
pójść w innym kierunku, ku analizie roli uwarunkowań środowiskowych, związanych na przykład z 
uwięzieniem i odosobnieniem. Naszym zdaniem całokształt złożoności psychofizjologicznych 
przemian biorących udział w samookaleczaniu wciąż oczekuje na swe wyjaśnienie, a proste modele 
związków między fizycznymi i psychologicznymi aspektami tego zachowania nie wydają się jak 
dotąd zbliżać nas do tego wyjaśnienia.
Funkcje samouszkodzeń w życiu jednostki
W ramach naszych dociekań na temat natury powiązań między doświadczeniami życiowymi a 
samouszkodzeniami wymieniłyśmy różnorodne cele, jakim służyć może zadawanie sobie obrażeń. 
W niniejszym podrozdziale jeszcze bliżej przyjrzymy się najważniejszym i najbardziej złożonym 
funkcjom samouszkodzeń w życiu i związkach ludzi, którzy byli narażeni na takie doświadczenia.
l. Funkcje związane z radzeniem sobie i przetrwaniem Wielu osobom samouszkodzenie służy jako 
metoda radzenia sobie z problemami i utrzymywania się przy życiu wbrew ogromnemu napięciu 
psychicznemu. Nacinanie się bądź zadawanie sobie innego rodzaju ran może być odczuwane jako 
ratowanie sobie życia, a nie akt autodestrukcji:
Przyleganie sodą kaustyczną pomaga mi przetrwać. Powstrzymuje mnie przed odebraniem sobie 
życia i umożliwia radzenie sobie z bólem i udręką, które nachodzą mnie od czasu do czasu.
Wystarczy, że się potnę, a wszystko wygląda dużo lepiej. Czasami się zastanawiam, czy 
kiedykolwiek z tym skończę, bo przecież daje mi to poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że głupio to 
zabrzmi, ale wtedy jest tak, jak gdyby się dokładnie wiedziało, co należy zrobić.
Wydaje się, że samouszkadzanie pomaga ludziom radzić sobie z nieznośnymi uczuciami na szereg 
sposobów:
Regulacja napięcia i lęku
Jedną z najczęściej wymienianych funkcji samookaleczeńjest regulacja napięcia i lęku. Gdy uczucia 
stają się nieznośne, samouszkodzenie spełnić może swą rolę, przynosząc uspokojenie i redukcję 
napięcia:
Gdy się tnę, znika moja nienawiść do siebie i wszelkie inne uczucia. To jak wyzwolenie.
Im bardziej się do tego przyłożę, tym szybciej przychodzi ulga. Jakbym przekłuwała nabrzmiały 
pęcherz i, wpusz-
czając do jego wnętrza powietrze i światło, dawała ujście lepkiej cieczy.
Wiemy już, że samouszkodzenia są szczególne rozpowszechnione w populacji więźniów. Poniższa 
relacja oddaje przeżycia pewnego osadzonego, który co kilka dni nacinał sobie skórę:
Muszę się ciąć, bo czuję, że zaraz zwariuję, jakbym był jakąś bombą zegarową, która za chwilę 
wybuchnie, i wiem, ze jak się potnę, to z miejsca będzie mi lepiej.
U niektórych osób główną rolę w redukcji niepokoju i napięcia pełni krwawienie:
Ból sięgnął zenitu, byłam bliska wybuchu i żeby dać temu upust, pocięłam się. Kiedy zobaczyłam 
krew, poczułam, że to wreszcie koniec.
Powstrzymuję się od cięcia, ale w końcu przychodzi ta desperacka wręcz potrzeba pozbycia się 
złości, obrzydzenia do siebie, pogardy i bólu, które dręczą mnie, dopóki nie dam popłynąć krwi. 

background image

Przyglądanie się, jak to wszystko spływa po umywalce, podnieca mnie.
Co ciekawe, ta właśnie funkcja działa nawet poza momentami, kiedy dokonuje się rzeczywiste 
samouszkodzenie. Sama świadomość, że ma się do dyspozycji taki sposób uwalniania się od 
własnych uczuć, może być pomocą w przebrnięciu przez okresy wzmożonego lęku, prawdo-
podobnie zmniejszając poczucie bezradności w obliczu napięcia:
Samoniszczenie stało się dla mnie czymś w rodzaju przyjaciela. Kiedy wszystko się wali i zaczyna 
się ten okrutny ból, mogę polegać na okaleczeniu. Trzymam przy łóżku worek z potłuczonym 
szkłem. Czasami kładę się spać, ściskając w dłoni kawałek szkła na wypadek gdybym chciała go 
później użyć. To mi daje poczucie bezpieczeństwa.
Warto zauważyć, jak często osoby dokonujące samouszkodzeń mówią, że w ich mniemaniu jest to 
całkowicie racjonalny i nieuchronny sposób radzenia sobie z uczuciami:
Po narodzinach mojego dziecka byłam bardzo przygnębiona; cięcie się wydawało mi się czymś 
nieuniknionym, logicznym, racjonalnym i jedyny m, co mogę zrobić, żeby dać sobie radę ze swoimi 
strasznymi uczuciami.
Kiedy czuję lęk i wpadam w panikę, wydaje się, że jest to logiczny sposób na zakończenie tego. To 
po prostu musi się stać.
Powyższe relacje osób dokonujących samouszkodzeń pokazują, że sa-mookaleczenie wydaje im się 
aktem stosunkowo łatwym do przeprowadzenia i niegroźnym w porównaniu z ogromem 
przeżywanego niepokoju i napięcia. To wskazówka mogąca przydać się tym, którzy w swej pracy 
usiłują zrozumieć człowieka sprawiającego wrażenie zaniepokojonego swym samouszkodzeniem w 
stopniu znacznie mniejszym niż pomagający.
Radzenie sobie z gniewem
Uszkadzam się, bo wszystko dookoła budzi moją złość -przeszłość, to, że mnie wsadzili do 
więzienia, jak mnie traktowali w psychiatryku i te pogróżki, że mnie wyślą do Broadmoor17.
Wydaje się, że w naszym społeczeństwie trudno jest wyrazić gniew w sposób akceptowany. Być 
może dzieje się tak, gdyż gniew powszechnie kojarzy się z przemocą i utratą kontroli. Teoretycznie 
powinna istnieć możliwość wyrażania złości w taki sposób, aby zostać usłyszanym przez innych i 
nie krzywdzić przy tym nikogo, w rzeczywistości jednak u większości ludzi przeżywanie tej emocji 
budzi wręcz poczucie zagrożenia. Dotyczy to szczególnie kobiet, które czują się niepewnie zarówno 
wyrażając gniew własny, jak i odbierając gniew innego człowieka.
Trudno jest komunikować gniew wprost, ludzie szukają innych środków, które mogłyby posłużyć 
im za nośnik tego typu silnych emocji. Wiele osób uszkadzających się twierdzi, że jest to dla nich 
sposób radzenia sobie z tym, co odczuwają jako niemożliwą do zniesienia złość:

Broadmoor Hospital to specjalny zamknięty szpital psychiatryczny dla przestępców, znajdujący się 
w hrabstwie Berkshire w Wielkiej Brytanii (przyp. tłum.).
Czasami, kiedy wściekłość zaczyna mi sprawiać wręcz fizyczny ból, staje mi przed oczami obraz 
tej czynności. Pamiętam, ze kiedyś byłam tak wściekła, że upychając jedzenie do otworu młynka na 
odpadki w zlewie, poczułam wielką ochotę wpakowania tam całego ramienia razem ze śmieciami. 
Cieszyłam się nie tyle na myśl o bólu, ile z powodu gwałtowności i brutalnej siły tego urządzenia.
Wiele osób bardzo surowo traktuje siebie i zwraca swój gniew przeciw temu, co odbiera jako 
własne niedopasowanie i niedostatki. Wyrządzanie sobie krzywdy może osobom dokonującym 
samouszkodzeń służyć jednocześnie jako kara za owe niedostatki i jako manifestacja skrajnej złości 
skierowanej na Ja:
Zdarzało mi się bardzo na siebie złościć, więc kaleczyłam się za to, że jestem taka okropna - tłusta, 
brzydka, gruba, za to, że nie mam przyjaciół, że rodzice mnie nienawidzą, ze nigdy nie miałam 
chłopaka i w ogóle.
Częstokroć, gdy ludzie kierują na siebie złość, wydaje się, jakby postrzegali oni swe ciała jako coś 
odrębnego, niebędącego częścią nich
samych:
Wściekałam się, że nikt mnie nie słucha i nie przejmuje się tym, że coś jest ze mną nie tak, dlatego 
robiłam sobie krzywdę, połykając różne przedmioty.

background image

Czasami ludzie uszkadzają się, aby dać upust złości i uniknąć krzywdzenia innych. To, czy w 
rzeczywistości mogliby kogoś krzywdzić, wydaje się nieistotne - wystarczy fantazja, która to 
potwierdza:
Tnę się, zamiast atakować innych. Widząc krew wypływającą z nacięć na mojej skórze, czuję 
odprężenie, znika frustracja i złość.
Unikanie: zogniskowanie bólu w celu zapanowania nad nim Trzeci ważny sposób, w jaki 
samouszkodzenie zdaje się pomagać ludziom w radzeniu sobie z niemożliwymi do zniesienia 
uczuciami, to unikanie. Rana odwraca uwagę jednostki od napięcia i lęku, kierując ją na coś, z 
czym -jak się wydaje - łatwiej sobie radzić:
To pomaga pozbyć się części bólu. Kiedy chcę uciekać, a nie mogę, to się tnę. Kiedy czuję żal, że 
nie miałam dobrego ojca, chcę się ciąć. Gdy przychodzą wspomnienia, którymi nie chcę się 
zajmować, wtedy również mam ochotę się ciąć.
Tak bardzo cierpię emocjonalnie, że muszę to zamieniać na ból fizyczny, który łatwiej jest 
zaakceptować i zrozumieć; dzięki temu odrywam się od swoich uczuć.
Fizyczny ból może odgrywać ważną rolę, pozwalając osobie uszkadzającej się na chwilową 
ucieczkę od emocjonalnej udręki:
Zostawiłabym te nacięcia w nadziei, że długo się nie zagoją. Dzięki bólowi wydaje się odpływać ta 
męka, która doprowadza do podobnych sytuacji - im dłużej trwa ból, tym bardziej oddalają się złe 
uczucia.
Warto zauważyć, że samouszkodzenie może spełniać pewną przydatną funkcję, umożliwiając 
odwrócenie uwagi od traumy lub jej unikanie bez istotnej zmiany stanu świadomości, w 
przeciwieństwie do tego, co dzieje się na przykład podczas nadużywania substancji. Skutki metod 
radzenia sobie, takich jak przyjmowanie alkoholu, narkotyków czy środków nasennych, 
pozwalających na ucieczkę w sen, mogłyby znacznie silniej niż samouszkodzenia odbijać się na 
życiu i pracy jednostki. Tłumaczy to prawdopodobnie, dlaczego niektórzy ludzie zdający się 
mówić: „Nie, teraz nie jestem w stanie się z tym zmierzyć", zamiast dajmy na to upijać się, 
dokonują samouszkodzeń, żeby zaraz potem wrócić do pracy, do swego życia i obowiązków:
To był sposób na radzenie sobie, blokujący na moment wymagania świata zewnętrznego.
2. Funkcje związane z Ja
Wzmożenie poczucia autonomii i kontroli Wielu osobom samouszkadzanie daje poczucie, że nad 
czymś mają władzę, że korzystają z autonomii i są panami własnego życia. Często w środowiskach 
takich, jak więzienie lub rodzina stosująca ciężkie for-
my przemocy, jedynym źródłem poczucia wpływu na rzeczywistość i mocy działania jest 
samouszkodzenie. Simpson (1977) uważa, że akt sa-mookaleczenia pozwala jednostce „wchodzić w 
rolę napastnika i napadniętego, działającego i obiektu działania, karzącego i karanego":
Okaleczenie pewnych partii ciała dawało mi poczucie większej kontroli, jakbym to ja rządziła 
ciałem, a nie ono mną.
Ból wywołany samouszkodzeniem może stanowić ważny element procesu zdobywania poczucia 
kontroli, a nawet dumy z własnej autonomii i siły:
Nawet wtedy, gdy naprawdę mocno mnie boli, zmuszam się do robienia tego, żeby poczuć, ze mnie 
na to stać. To mi daje poczucie władzy.
Czasami towarzyszy temu wrażenie, że samouszkodzenie umożliwia człowiekowi odzyskanie 
części siebie:
Robię sobie blizny na znak, że to moje ciało.
Z funkcją zaznaczania własnej autonomii i władzy wiąże się poczucie przekraczania pewnej 
granicy, podejmowania jakiegoś ryzyka czy złamania tabu. Jak gdyby jednostka miała potrzebę 
oznajmienia (sobie samej, jeżeli nie komu innemu), że nie musi korzyć się przed każdą restrykcją 
ani ograniczać się do tego, na co zezwalają inni:
Za każdym razem, kiedy to robiłam, wiedziałam, że postępuj ę źle.
To może zabrzmieć naprawdę chorobliwie, ale jest w tym jeszcze coś - chodzi o podniecenie 
związane z samą czynnością nacinania. Na ile wystarczy mi odwagi? Ile wypłynie krwi? Ile zrobię 
sobie nacięć? Jakie głębokie, na ile groźne?

background image

Poczucie rzeczywistości
Czasami ludzie nie czują pełnej styczności z daną chwilą, wydaje im się, że nie przeżywają 
własnych doświadczeń. Zjawisko to, które w swej skrajnej postaci określane jest mianem dysocjacji 
lub depersonalizacji,
przejawia się brakiem czucia w ciele, swoistą „nieobecnością", utratą poczucia czasu, martwotą, 
wrażeniem, jak gdyby było się we śnie. Choć może ono powstać jako funkcja ochronna, to jednak 
samo w sobie budzi niepokój i strach. Samookaleczenie wstrząśnie organizmem, wyostrzając na 
powrót odbiór rzeczywistości, i położy kres epizodowi odcięcia od własnych przeżyć:
To działa jak uszczypnięcie, którym sama się budzę.
Zadaję sobie cierpienie, żeby uzyskać kontakt z rzeczywistością, gdy czuję się martwa.
Jakkolwiek sporo osób mimo wszystko uczestniczy w swym doświadczeniu wystarczająco mocno, 
aby wiedzieć, że pragną położyć kres wrażeniu odcięcia od niego i na samouszkodzenie decydują 
się w tym właśnie celu, to jednak niektórzy okaleczają się, znajdując się w stanie dysocjacji:
Czasami zdarza mi się ocknąć, kiedy właśnie to robię.
Dochodzę do siebie i widzę, że cala jestem we krwi, ale nic nie pamiętam.
Okazja do zaopiekowania się sobą
Gdy się potnę, zaraz przestawiam się na „tryb opiekuńczy" i mogę czerpać przyjemność z 
pielęgnowania swych ran.
Okres następujący po samouszkodzeniu w wypadku niektórych osób może dostarczać jedynej 
okazji do doświadczenia fizycznej troski i ukojenia. Bez względu na to, czy towarzyszy temu ból 
fizyczny, dana osoba czuje, że coś przeżyła, a teraz „zasługuje" na odrobinę specjalnej opieki:
Sądzę, że okaleczanie się sprawia, iż jestem w stanie „zobaczyć" ból psychiczny i wreszcie pozwala 
mi trochę się nad sobą użalić; inaczej moje cierpienie pozostałoby bez potwierdzenia, a ja żyłabym 
sobie dalej jak „normalna", aż w końcu doszłobym do siebie.
Gdy pielęgnuję swe oparzenia, to czuję, że mam powód kochać siebie, jak gdybym mówiła sobie: 
„Dobrze już, dobrze".
3. Funkcje związane z radzeniem sobie z własnym doświadczeniem
Demonstrowanie lub wyrażanie wobec siebie własnych doświadczeń
Przerażające i traumatyczne doświadczenia z przeszłości wielu osób, które się uszkadzają, 
spotykają się z zaprzeczaniem, umniejszaniem i ignorowaniem. Samouszkodzenie może być dla 
jednostki swoistym świadectwem: drogą do zachowania wierności sobie i uhonorowania własnego 
doświadczenia wraz z wynikającymi zeń uczuciami:
Chciałam się pociąć, żebym mogła zobaczyć swój wewnętrzny ból. W końcu te lata zadawanej mi 
męczarni daty jakiś efekt. OTO CO MI ZROBILI.
Czułam się beznadziejnie od momentu przyjścia na świat i nie miałam pojęcia, że w ogóle może 
być inaczej. Nie było okazji do porozmawiania z kimkolwiek o tym, co czuję, ale jakaś cząstka 
mnie miała potrzebę zarejestrowania całego tego napięcia - trochę jak więzień, który stuka w rury w 
swojej celi.
Obrażenia ciała mogą być świadectwem odwagi, wytrzymałości i cierpienia. To wyjaśniałoby, 
dlaczego osoby uszkadzające się czują dumę (i wstyd) z powodu swych ran i blizn (z czym trudno 
się pogodzić osobom pracującym z samouszkodzeniami):
Nawet jeśli nikt tego nie widzi, to przynajmniej ja sama mogę na to patrzeć. Dzięki temu ten ból 
wewnątrz staje się prawdziwy i ważny.
Byłam bardzo dumna ze swych blizn, jak gdybym je wyniosła z jakiej ś bitwy - są dowodem tego, 
przez co przeszłam.
Ponowne przeżywanie urazu
Niekiedy jednak z wypowiedzi osoby dokonującej samouszkodzeń wynika, że samookaleczenie 
stanowi replikę okoliczności związanych z doznaną kiedyś przemocą: emocje, strach i - co osobliwe 
- „uspokojenie" (a przynajmniej uczucie swojskości), jakie kojarzy się z tym doświadczeniem:
Przez cale życie byłam przyzwyczajona do fizycznych męczarni i bez nich czułam strach i 
osamotnienie, sama więc reaktywowałam przemoc.
Okaleczam się czasami, kiedy czuję kompletną pustkę i przerażenie. W takich chwilach mam 

background image

wrażenie, że tylko to mi pozostaje. To mnie przeraża, ale jednocześnie na swój sposób pociesza.
Funkcja ponownego odgrywania skupia ostatnimi czasy uwagę wielu autorów (Miller, 1994). 
Niestety, patrzenie na samouszkodzenia z takiej perspektywy wyłonić może postawę sprowadzającą 
się do zdziwienia: „Jak możesz sobie robić coś takiego?":
Mój psychiatra powiedział mi: „To, co sobie robisz, jest tak samo źle jak to, co robił ci twój ojciec". 
Nie umiem tego wyjaśnić, ale poczułam wtedy wielki wstyd.
U osób maltretowanych w dzieciństwie (a zwłaszcza u tych, które wykorzystano seksualnie) 
procesy związane z emocjonalnym i fizjologicznym pobudzeniem mogą się stać nieczytelne i 
przytłaczające. Ludzie, u których do tego dojdzie, w życiu dorosłym mogą być niezdolni do efek-
tywnego różnicowania poszczególnych typów pobudzenia, takich jak strach, wściekłość, 
emocjonalne niezaspokojenie, podniecenie seksualne czy silne doświadczenie związane z 
nacinaniem skóry:
Gdy mnie podnieci jakiś film, mam ochotę się pociąć. To dokładnie to samo uczucie.
Według naszej opinii teorie budowane na związku między tym, co „zrobiono mnie", a tym, „co ja 
robię sobie", mogą wprawdzie być interesujące, ale mimo wszystko jako strategie wyjaśniania 
samouszkodzeń są jednak niewystarczające.
4. Funkcje związane z karaniem własnej osoby i byciem ofiarą
Karanie się
Część ludzi, u których w dzieciństwie wzbudzano poczucie, że są zepsuci, skalani i źli, podejmuje 
samouszkodzenia w odpowiedzi na te właśnie uczucia. Samookaleczenie może działać jako rodzaj 
kary bądź pokuty. W tak bolesnej sytuacji dana osoba będzie się czuła, jak gdyby
rzeczywiście zasługiwała na rany, cierpienie i na namacalne świadectwo swej hańby z powodu 
własnego zepsucia i bezwartościowości. Wydaje się niemal, że istnieje w niej „Ja karzące", które 
zadaje rany, i jednocześnie „Ja Winne", które na kary zasługuje. Po „karze" dana osoba może sobie 
wybaczyć i poczuć przez chwilę, że jej winy zostały odpuszczone, a ona sama uwolniona od części 
swych domniemanych występków i niegodziwości.
Okaleczam się za to, że jestem taka samolubna i że za mało staram się być inna.
Gdy się poparzę albo potnę, mogę sobie wybaczyć ipoużalać się troszkę nad sobą, a nie czuć się 
ciągle, jak gdybym była najgorszym człowiekiem na ziemi.
Zjawisko to jest wyjątkowo złożone. Z naszego doświadczenia wynika, że autodestrukcyjne aspekty 
samouszkodzenia nie składają się bynajmniej w żaden prosty sposób na opisaną właśnie 
bezpośrednią zależność w rodzaju: „Zrobiłam to, więc mi lepiej". Czasami samouszkodzenie 
wydaje się raczej pełnić rolę świadectwa nienawiści do siebie (a nie wyzwolenia od niej):
Frustruje mnie to, że nigdy nie udaje mi się oszpecić na tyle, żeby pokazać, jaka naprawdę jestem.
Gdy się nie tnę, mam poczucie winy, że nie dość siebie nienawidzę.
Dość złożona w tym względzie może być funkcja blizn - czasami będą one jednocześnie nośnikiem 
elementu samodoskonalenia i czynnikiem podsycającym nienawiść do siebie:
Blizny są swoistym dowodem na to, że żyję, ale i przypomnieniem, jak silna jest we mnie potrzeba 
uszkadzania się.
Muszę się pilnować i uważać, żeby zawsze mieć na sobie szlafrok, kiedy nachodzą mnie te uczucia, 
żeby tylko nie widzieć swoich blizn, bo kiedy je zobaczę, dopada mnie takie poczucie wstydu, że 
znowu muszę się ciąć.
Aspekt samouszkodzenia związany z nienawiścią do siebie i karaniem się jest na tyle silny, że w 
wypadku gdy samookaleczanie próbuje się zastąpić jakąś alternatywą, może on nie poddawać się 
usunięciu równie łatwo jak inne omówione funkcje. Zanim zaniknie potrzeba okaleczania się, 
będzie musiało ulec zmianie przekonanie osoby o jej niegodziwości, zepsuciu i plugawości będące 
podłożem samouszkodzenia, a to wymagać może sporo czasu i pracy.
Oczyszczenie
Pokrewna powyżej opisanym funkcjom jest rola „oczyszczająca" samouszkodzenia. Niektórzy 
ludzie uważają, że zadając sobie rany, chwilowo pozbywają się „nieczystości", „zła" i „skalania" 
(wraz z wszelkimi wiążącymi się z tym uczuciami):
Czułam, że razem z krwią wypływa ze mnie wszystko co złe. Podawszy się, poczułam się 

background image

oczyszczona.
Bywa też, że osoba okaleczająca się doznaje wrażenia, jakby pozbywała się resztek prześladowcy, 
które -jak jej się wydaje - zostawił on wewnątrz niej.
Tak skrajne formy okaleczenia jak nacinanie narządów płciowych od wewnątrz należą do 
najbardziej przygnębiających form samo-uszkodzeń. Zadawanie sobie takich obrażeń może stać się 
niezwykle dramatycznym sposobem radzenia sobie z wykorzystaniem seksualnym w dzieciństwie i 
związanymi z nim silnymi emocjami:
Okaleczałam się, żeby uśmierzyć ból i usunąć ze swego ciała mojego ojca, jego kolegów i tych 
wszystkich, którzy dokonali na mnie zbiorowego gwałtu. Używałam do tego celu noża i 
stłuczonych butelek.
Karanie prześladowcy
Ta funkcja samookaleczenia jest złożona i jej zrozumienie wymaga pewnego wysiłku. Zdarzało się 
nam rozmawiać z osobami, które w momentach skrajnego gniewu spowodowanego bolesnymi 
doznaniami, atakują oprawcę poprzez karanie własnego ciała. W takich chwilach ciało jako takie 
staje się całkowicie nieistotne -jest jedynie reprezentacją człowieka zasługującego na karę.
Gdy się tnę, wydaje mi się, jakbym robiła to jemu, temu draniowi.
Radzenie sobie z dezorientacją w sferze doznań seksualnych Strach i zawstydzenie z powodu 
podniecenia seksualnego również mogą prowadzić do samookaleczenia. Fizjologiczne aspekty 
pobudzenia seksualnego mogą wywoływać dezorientację i poczucie zagrożenia u osoby, która 
przeżyła uraz spowodowany przemocą seksualną. Podniecenie natury seksualnej kojarzy się jej 
prawdopodobnie z niemożliwym do zniesienia napięciem bądź tęsknotą i dotkliwym bólem 
emocjonalnym. Za sprawą samouszkodzenia można radzić sobie z tymi uczuciami poprzez 
bezpośrednią ingerencję fizyczną, która w tych okolicznościach będzie miała pierwszeństwo przed 
rozładowaniem w akcie seksualnym:
Często się tnę, usiłując pozbyć się ze swego ciała podniecenia seksualnego. To sposób na 
uwolnienie się odplugastwa.
Przylegam się, żeby wybić sobie z głowy wszelkie ciągoty seksualne.
Jeżeli w następstwie maltretowania jakaś osoba stwierdza, że podniecenie i masturbacja kojarzą jej 
się z fantazjami na temat przemocy i wykorzystania seksualnego, to istnieje prawdopodobieństwo, 
że wywołana tym odraza i nienawiść do siebie będzie prowadzić do samookaleczenia 
podejmowanego w ramach kary czy też pokuty:
Gdy usłyszę albo choćby pomyślę o czymś ohydnym, to po prostu muszę to zrobić [masturbować 
się], a potem dociera do mnie, jaka naprawdę jestem, i wtedy kaleczę sobie ręce.
5. Funkcje dotyczące relacji z innymi ludźmi Choć nasze doświadczenie wskazuje, że najczęściej 
samouszkodzenia pełnią u jednostki funkcje natury intrapsychicznej, niemniej wydaje się, że 
czasami ludzie okaleczają się również w celu wywarcia jakiegoś wpływu na inne osoby w ich 
życiu.
Komunikacja
Samouszkodzenie może być próbą nawiązania komunikacji z innymi. Dzieje się tak, gdy jednostka, 
choć pragnie coś przekazać, czuje się niezdolna do wypowiadania się wprost albo też jest 
przekonana (zapewne zresztą słusznie), że nawet jeżeli się odezwie i tak niewiele wskóra. Sa
mouszkodzenie często bywa więc próbą zasygnalizowania, że coś jest nie tak w nadziei, iż ktoś 
okaże chęć wysłuchania dalszego ciągu:
Chciałam, zęby ktoś mnie zapytał, dlaczego to robię. Wtedy mogłabym opowiedzieć o swojej 
przeszłości.
Kto inny może po prostu czuć, że mowa nie ma tej mocy przekazu i nie jest w stanie unaocznić 
innym jego wewnętrznych napięć:
Puszczanie sobie krwi to inny sposób mówienia: „Spójrz, jakie to straszne, teraz mi wierzysz?"
Zawsze musiałam robić różne drastyczne rzeczy, żeby ściągnąć na siebie uwagę mamy, więc zostało 
mi to aż do teraz, kiedy jestem już dorosła. Nie sądzę, aby ludzie mi uwierzyli, gdybym po prostu 
im powiedziała, co czuję, dlatego to robię, żeby sami mogli zobaczyć.
Co ciekawe, gdy jedne osoby okaleczają się w nadziei, że spotka się to z reakcjami współczucia, 

background image

inne wydają się czynić to samo w celu zakomunikowania otoczeniu „zła", które czują w sobie. Być 
może kieruje nimi chęć wywołania odrazy do siebie u osób z tego otoczenia. Może chcą pokazać, 
co czują, kiedy są „autentyczne", ale nieakceptowane (na przykład pełne złości, nienawiści, 
nieopanowane, bezradne). Gdzieś w głębi mają być może nadzieję, że inni mimo wszystko je zaak-
ceptują takimi, jakie są. Albo liczą na to, że postępując w ten sposób, zdołają uwolnić się od 
nierealistycznych oczekiwań:
Czuję, że w środku jestem zła, ale ludzie myślą, że jestem mila.
Dzięki temu mogę pokazać sobie samej i innym, jak bardzo się nienawidzę i że naprawdę nie jest ze 
mną najlepiej.
Karanie innych
Pracownicy placówek opieki, członkowie rodzin i przyjaciele osób dokonujących samouszkodzeń 
często czują się „karani" ich zachowaniem. Zazwyczaj nie leży to wcale w bezpośredniej intencji 
osoby dokonującej okaleczeń, która bardziej jest zainteresowana regulacją własnych uczuć. 
Niemniej rzeczywiście wydaje się, że samouszkodzenie bywa podejmowane z intencją wytrącenia z 
równowagi osób, do kt-
órych jednostka czuje złość. Kryje się w tym zapewne przekaz: „To twoja wina" lub „Zawiodłeś 
mnie":
Nigdy nie powiedziałam ojcu nawet słowa o tym, co mi zrobił. Ale on nienawidzi moich blizn. Są 
dla niego jak wyrzut sumienia - nie może udawać, ze nic się nie stało albo ze mnie to nie boli.
W relacji seksualnej samookaleczenie może się okazać gestem niezwykle gniewnym. Obnoszenie 
„oszpeconego" ciała to dla partnera seksualnego sygnał obliczony na rozdrażnienie lub ukaranie go:
Okaleczyłem się, wiedząc, ze moja dziewczyna ma poczucie winy i uda mi się nakłonić ją do 
przespania się ze mną po raz ostatni. Kiedy zdjąłem ubranie, a ona zobaczyła blizny, poczułem się 
okropnie, widząc, jak ją to zdenerwowało.
Wywieranie wpływu na zachowanie innych Samouszkodzenie może służyć jako metoda wpływania 
na własną sytuację bądź też na zachowanie innych osób. Może być ze strony jednostki próbą 
nakłonienia innych do dostarczenia jej tego, czego ona sama wedle własnego mniemania nie jest 
zdolna uzyskać bezpośrednią drogą. Osobą postępującą w ten sposób kieruje zapewne nadzieja, że 
dzięki temu uda jej się wpłynąć na innych, aby okazywali jej uprzejmość czy też coś dla niej 
zrobili. Często ludzie, którzy mają trudności ze zwracaniem się do innych z prośbą o pomoc lub 
opiekę w celu uzyskania ich dokonują samouszkodzenia:
Okaleczałam się, ponieważ się bałam, ze wypiszą mnie ze szpitala. Chciałam zostać tam, gdzie 
czułam się bezpieczna, ale nikomu nie umiałam powiedzieć, dlaczego bałam się wrócić do domu.
Nacinanie skóry to był dobry pretekst, żeby pójść do pielęgniarki i poprosić, aby się mną zajęła.
Ludzie z otoczenia osób uszkadzających się często rozpoznają tę funkcję samookaleczeń i złości ich 
to, co odbierają jako „manipulację". Trzeba jednak zrozumieć, że do samouszkodzenia ucieka się 
osoba, która czuje się bezsilna. Dlatego nawet w sytuacji, kiedy ktoś wreszcie
będzie skłonny jej wysłuchać i odnieść się z powagą do jej uczuć i pragnień, może upłynąć wiele 
czasu, nim nauczy się ona podejmować ryzyko dopominania się w sposób bezpośredni o 
zaspokojenie własnych potrzeb.
Samouszkodzenie może być metodą odpychania od siebie innych, próbą zapewnienia sobie 
bezpieczeństwa, a także sposobem zniechęcenia do ewentualnego wykorzystania:
Musiałam trzymać ich od siebie z daleka. Byłam przekonana, że jeżeli zobaczą, jak bardzo cierpię i 
się okaleczam, to mnie już nie skrzywdzą.
Za pomocą samouszkodzenia można podjąć bezpośrednią próbę ochrony własnego ciała przed 
niepożądanym zainteresowaniem czy też molestowaniem seksualnym, czyniąc je „brzydkim" lub 
„zagrażającym":
Ciekawe, czy gdybym to robiła, kiedy byłam mała, to moja pochwa byłaby bezpieczna, jak w końcu 
być powinno u małych dzieci. To mi przynosi chwilowy spokój i jakieś poczucie słuszności mojego 
postępowania. Najlepiej byłoby cały czas mieć tam coś ostrego, może by mnie to zabezpieczyło na 
stałe.
Podsumowanie

background image

W niniejszym rozdziale mieliśmy okazję przyjrzeć się temu, jak przemożny i długofalowy wpływ 
mogą wywierać na jednostkę doświadczenia wyniesione z trudnego dzieciństwa (a czasem i z życia 
dorosłego), tak typowe dla historii osób uszkadzających się. Przemoc, trauma, strata, deprywacja i 
porzucenie zakłócają rozwój stabilnego poczucia Ja oraz pozytywnego obrazu siebie i własnego 
ciała. Zahamowują rozwój języka i umiejętności radzenia sobie z przeżyciami i uczuciami oraz ko-
munikowania ich. Relacje z innymi i postrzeganie innych ulec mogą pod ich wpływem znacznemu 
zniekształceniu. Doświadczenia tego rodzaju oddziałują przytłaczająco na dziecko (i dorosłego), a 
ponadto zaburzają bądź osłabiają jego zdolności radzenia sobie z nimi. Jednocześnie mogą 
wykształcić u jednostki style zachowania i radzenia sobie z doświadczeniami i uczuciami, w 
których główny nacisk przypada na rozwiązania o charakterze fizycznym lub destrukcyjnym, co 
będzie sprzyjało rozwijaniu się zachowań samouszkadzających.
U ludzi dotkniętych takimi wpływami okaleczenie będzie pełniło cały szereg funkcji. Może ono 
stać się doświadczeniem centralnym dla ich zdolności radzenia sobie w życiu, zmagania się z 
bólem, nienawiścią do siebie i zamętem wewnętrznym.
Fakt, że samouszkodzenie jest zachowaniem jak najbardziej funkcjonalnym, a przy tym służy 
rozmaitym i złożonym celom w życiu jednostki, oznacza też, że niełatwo je przezwyciężyć. Nic 
więc dziwnego, że często okazuje się ono niezwykle trwałe i wiele osób ma ogromne trudności z 
zastąpieniem go innymi sposobami radzenia sobie, pomimo znacznego wkładu pracy i determinacji.
Rozdział siódmy zilustruje, w jaki sposób starania ukierunkowane na udzielanie efektywnej 
pomocy terapeutycznej osobom uszkadzającym się mogą odzwierciedlić pełne zrozumienie głębi i 
złożoności doświadczeń jednostki oraz procesów leżących u podłoża jej problemu.
Rozdział 5
ZASADY PRACY Z OSOBAMI DOKONUJĄCYMI SAMOUSZKODZEŃ
Nasze przygotowanie zawodowe oraz wszelkie kontakty profesjonalne uświadamiają nam, jaki lęk i 
niepewność wzbudzają samouszkodzenia. Część placówek oraz niezależnych terapeutów wykazuje 
wręcz niechęć do pracy z osobami dokonującymi samouszkodzeń (bądź czuje się do tego 
niezdolna), skutkiem czego osobom tym trudno jest uzyskać dostęp do pomocy, a placówkom 
kierować odpowiednio pacjentów. Spotkałyśmy wielu pracowników niezadowolonych z reakcji, 
jakie wzbudzają okaleczenia, ale nie bardzo wiedzących, „jak to naprawić". W istocie rzeczy to 
właśnie stało się zasadniczym impulsem do napisania tej książki.
Osoby pracujące w środowiskach tak różnorodnych, jak szpitale, gabinety lekarzy pierwszego 
kontaktu, poradnie zdrowia psychicznego, opieka społeczna, więzienia, domy dziecka, poradnie, 
telefony zaufania, ośrodki walki z narkomanią i alkoholizmem, dotowane mieszkalnictwo i wiele 
innych mają duże szansę napotkać ludzi uszkadzających się. Mimo to kształcenie zawodowe w 
większości wypadków poświęca niewiele uwagi tej kwestii. Tym, którzy pragną pomóc osobom 
okaleczającym się, rzadko oferuje się jakiekolwiek porady czy informacje, a poszczególne 
instytucje przyjmują wobec nich rozmaite, często sprzeczne ze sobą, stanowiska. Praca z osobami, 
które się uszkadzają, nieuchronnie rodzi wiele trudnych problemów i uczuć, a zmagający się z nimi 
profesjonaliści często mogą liczyć jedynie na niewielkie wsparcie.
W niniejszym rozdziale prezentujemy pewne zasady, które według nas mogą być pomocne w pracy 
z osobami dokonującymi samouszkodzeń. Choć z konieczności są one sformułowane dość ogólnie,
jesteśmy przekonane, że czytelnik działający w jakimkolwiek środowisku znajdzie tu przydatne 
wskazówki, które będzie mógł zastosować zgodnie z pełnioną przez siebie rolą we własnym 
kontekście zawodowym. (W rozdziale szóstym przejdziemy do rozważań na temat niektórych 
zagadnień związanych z praktyką i wskazówkami odnoszącymi się do szczególnych okoliczności, 
w jakich istnieje możliwość zetknięcia się z samouszkodzeniami). Rozdział ten zakończy 
omówienie roli szkolenia i udzielania wsparcia personelowi.
Ogólne zasady efektywnej pracy
Wiedza na temat samouszkodzeń
Pierwszy wymóg efektywnej pracy to świadomość problemu i wrażliwość personelu na 
samouszkodzenia. Wiele osób wstydzi się swego postępowania i zataja je w obawie przed reakcją 
otoczenia. Nie podejmą więc tego tematu z własnej inicjatywy, chyba że wyczują, iż dany pra-

background image

cownik już o tym wie i nie potępi ich. Z drugiej strony jednak desperacko wręcz pragną 
porozmawiać (a być może i uzyskać pomoc) o swym problemie i napięciu leżącym u jego podłoża. 
Ważne, by spostrzec samouszkodzenie najwcześniej, jak to tylko możliwe, by nie ulegało ono 
utrwaleniu, a poważne problemy znajdujące się u jego źródeł nie zostały przeoczone:
Pierwszy lekarz rodzinny, któremu o tym powiedziałam, byl okropny. Wcześniej nie miał o tym 
pojęcia. Potem, w momencie mojego kryzysu, po prostu wykreślił mnie z listy swoich pacjentów. 
Lekarz, do którego teraz chodzę, jest znacznie bardziej wyrozumiały i odnosi się do mnie z 
szacunkiem.
Gotowość wysłuchania osoby uszkadzającej się często jest komunikowana w sposób naturalny, ale 
pracownicy mogą niekiedy zechcieć wspomóc nieco klienta w podjęciu tego tematu, gdy sytuacja 
po temu okaże się stosowna. Można to uczynić w sposób delikatny, deklarując wyraźnie za 
pośrednictwem podsuwanej literatury i informacji ogólnych lub rozmów, że dana placówka (czy też 
konkretny pracownik) jest zaznajomiona z samouszkodzeniem. W pewnych wypadkach pracownik 
może uznać za stosowne zareagowanie na aluzje czy ślady samouszkodzeń. Dana osoba może mieć 
wyraźne rany, sińce czy świeże blizny lub
nosić widoczny opatrunek. Delikatne, taktowne zainteresowanie się tym, wyrażone na przykład 
pytaniem: „Skaleczyła się pani?" (a nie domaganie się wyjaśnień), może zachęcić jednostkę do 
ujawnienia swego samouszkodzenia. Może się zdarzyć, że osoba ta sama będzie dawać pewne 
wskazówki werbalne, mówiąc o „braku poczucia bezpieczeństwa", wspominając, że „martwi się 
tym, co może zrobić" i tak dalej. Wskazówki te można podchwycić i zachęcić daną osobę do ich 
rozwinięcia. Pracownicy mogą się lękać, że zachęcanie pacjentów do wypowiedzi na temat 
samouszkodzeń będzie odebrane jako natarczywe czy denerwujące, nasze doświadczenie jednak 
podpowiada, że wiele osób z wielką ulgą przyjmuje pomoc w podjęciu rozmowy na ten temat. Je-
żeli pytania zostały sformułowane jak zaproszenie, które można przyjąć lub odrzucić, a nie brzmią 
jak indagacje, możliwe jest uniknięcie wrażenia natarczywości.
Podczas zajęć na uczelni miałam zwyczaj siedzieć z rękawami niby to przypadkowo 
podciągniętymi do łokci w nadziei, że ktoś zauważy ślady i zapyta, co się dzieje.
Dobrze, jeżeli dana instytucja jest w stanie zapewnić swym klientom (a także, gdy okaże się to 
stosowne, ich rodzinom) dostęp do informacji na temat samouszkodzeń oraz źródeł pomocy i 
wsparcia. Do niedawna niezmiernie trudno było osobom kaleczącym się dotrzeć do literatury czy 
innego rodzaju materiałów, które mogłyby pomóc im w zrozumieniu tego zachowania, czy choćby 
podpowiedzieć, że nie są jedynymi osobami na świecie, które robią takie „szalone" rzeczy. Ludzie, 
z którymi się kontaktujemy, często wręcz rozpaczliwie poszukują jakiejkolwiek pomocnej 
informacji. W ostatnim czasie ukazało się nieco wartościowych materiałów na ten temat, dostęp do 
nich może jednak nie być na tyle powszechny, by dorównać potrzebom (pomocne źródła informacji 
podaje Dodatek l).
Z sugestii, że pracownicy powinni wykazywać się świadomością i umieć z otwartością 
wysłuchiwać relacji o samouszkodzeniach, oczywiście wypływa założenie, że oni sami muszą 
dysponować odpowiednią wiedzą. W dalszej części tego rozdziału omówimy potrzeby związane ze 
szkoleniem personelu.
Pomocne reakcje
Najbardziej pomagamy, jeżeli usłyszawszy od kogoś o samouszkodzeniu lub zetknąwszy się z nim 
osobiście, reagujemy nań z akceptacją,
zrozumieniem, współczuciem i szacunkiem. Ludzie przede wszystkim pragną, by ich wysłuchano i 
potraktowano poważnie. Powinniśmy starać się patrzeć na człowieka, a nie tylko na jego rany, i 
reagować na niego samego i na jego niepokój w taki sam sposób, w jaki reagowalibyśmy na każdą 
inną osobę.
Taka reakcja jest niezwykle cenna z wielu powodów:
• Zachęca osobę do uwierzenia w to, że może ona liczyć na zrozumienie i pomoc; że być może jej 
zachowanie nie jest „złe" ani bezsensowne, a jej sytuacja beznadziejna.
Kiedyś, gdy znalazłam się na oddziale powypadkowym, wydawało mi się, że wszyscy mnie 
ignorują i złoszczą się na mnie, ale gdy trafiłam tam innym razem, pielęgniarka zrobiła mi herbatę, 

background image

usiadła i pogawędziła ze mną. Bardzo mi to pomogło. Po raz pierwszy ktoś zdawał się myśleć, że 
być może okaleczam się nie bez powodu.
• Wysyła sygnał do osoby uszkadzającej się, że jest ona kimś wartościowym, zasługującym na 
troskę i szacunek; że jest pełnym, wielowymiarowym człowiekiem, a nie tylko i wyłącznie „uszka-
dzającym się" czy „sznyciarzem". Pomaga to stawić czoło nienawiści do siebie i niskiej 
samoocenie, które należą do przyczyn samouszkodzeń.
• Dostarcza danej osobie wsparcia i sposobności do rozmowy o jej zachowaniu i jego znaczeniu, jej 
problemach i uczuciach. Jak mogliśmy się już przekonać, samouszkodzenie częstokroć działa jak 
swoisty , Język", zastępując werbalne i inne formy ekspresji i komunikacji. Często komunikuje ból i 
zagubienie związane z maltretowaniem w dzieciństwie. W pewnych okolicznościach z różnych 
przyczyn niełatwo usłyszeć tę mowę. W takich wypadkach pomóc może odwołanie się do 
ustrukturowanych wytycznych (Babiker, 1993; Cook, Babiker, 1995), które ułatwiają stworzenie 
atmosfery dającej wszystkim zainteresowanym poczucie bezpieczeństwa w rozmowach o 
wykorzystaniu.
Dezaprobujące, potępiające i karzące reakcje nikomu nie pomagają i przyczyniają się tylko do 
pogorszenia samopoczucia jednostki (a także zwiększają prawdopodobieństwo, że znów podejmie 
ona samouszkodzenia) oraz zniechęcają ją do dalszego poszukiwania pomocy.
Szorstka, pełna dezaprobaty reakcja może szybko uwolnić pracownika od uzasadnionego napięcia i 
frustracji, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele pomoże nawet jemu samemu. Spowoduje 
jedynie zakłócenie komunikacji, porozumienia i procesu zawiązywania kontraktu pracownika z 
klientem bądź pacjentem. Jednocześnie pozostawić może u pracownika negatywne odczucia na 
własny temat, a także na temat osoby oczekującej od niego pomocy.
Lekarz, do którego chodzę, w ogóle nie okazuje mi pomocy - krytykuje mnie i traktuje z pogardą z 
powodu moich samouszkodzeń.
Pracownicy niepokoją się czasem, czy poświęcając swą uwagę komuś, kto się okalecza, nie 
„wzmocnią" jego zachowania. Otóż może się tak dziać wyłącznie wówczas, gdy dana osoba zostaje 
wysłuchana i spotyka się z jakąkolwiek reakcją innych jedynie w sytuacji stwarzanej przez 
samouszkodzenie, co sprawia, że samouszkodzenie nabiera dla niej określonego sensu. Dlatego 
należy słuchać i wspierać jąbez względu na to, czy się okalecza, czy też nie, nie karząc jej za 
radzenie sobie i wyrażanie siebie w jedyny prawdopodobnie dostępny jej w danym momencie 
sposób. Podkreśla to siostra oddziałowa z jednego ze szpitali psychiatrycznych:
Uważam, że dawniej sami wzmacnialiśmy zachowania sa-mouszkadzające bezustannym 
obserwowaniem i negatywnym nastawieniem do pacjentów. Odkąd więcej uwagi kierujemy na 
jednostkę i to, co ją niepokoi, mamy mniej wypadków samouszkodzeń (Arnold, 1995).
Umacnianie
Mieliśmy okazję zobaczyć, że wiele osób dokonujących samouszkodzeń doświadcza w wyniku 
maltretowania poczucia całkowitej bezsilności, z którym często radzi sobie za pomocą 
samouszkodzeń. Wszystkie osoby korzystające z opieki powinny być traktowane jak ludzie w pełni 
sprawni, zaradni, mający wobec siebie pełne prawa i obowiązki. Przedstawicielom mniejszości 
społecznych należy umożliwić dostęp do pracowników, którzy mają lub przynajmniej rozumieją do-
świadczenia związane z prześladowaniem.
Najważniejsze, aby placówki świadczące usługi nie pogłębiały ubezwłasnowolnienia18 ludzi 
zwracających się do nich, ale zachęcały ich do brania swego życia i rozwoju osobistego we własne 
ręce. Osobom, które się uszkadzają, trzeba pozwolić na dokonywanie wyborów dotyczących 
oferowanych im terapii i usług, opartych na uzyskanej informacji. W ośrodkach opieki całodobowej 
czy szpitalach taka wymiana informacji może polegać na organizowaniu zebrań środowiskowych z 
udziałem personelu i pensjonariuszy, podczas których omawiane są różne tematy i podejmowane 
decyzje. Offer i Barglow (1960) ilustrują to swym odkryciem wskazującym, że najważniejszym 
czynnikiem powodującym gwałtowny wzrost liczby samouszkodzeń u młodych dorosłych 
uczestników ich badania przeprowadzonego wśród pacjentów szpitalnych było zawieszenie 
zwyczajowych cotygodniowych zebrań środowiskowych.
Osoby dokonujące samouszkodzeń nierzadko są poddawane przymusowemu leczeniu. 

background image

(Paradoksalnie, często też spotykają się one z odmową udostępnienia im usług, z których życzą 
sobie skorzystać, lub z powodu samouszkodzeń są zwalniane ze szpitala wbrew własnej woli). 
Tantam i Whittaker (1992) w swym przeglądzie stosowanych terapii stwierdzają, że przymusowe 
leczenie psychiatryczne bywa „niekiedy nieuniknione, pomaga bardzo rzadko, a dość często 
pogłębia tylko zachowania samoniszczące".
Proponujemy, by pomagający zawsze starali się działać w taki sposób, by zachęcać jednostki do 
brania odpowiedzialności za sytuację, w jakiej się znajdują. Nie zawsze jest to proste, zwłaszcza 
gdy pasywna rola patologicznego pacjenta zdążyła się już u danej osoby utrwalić. Może wówczas 
zaistnieć potrzeba, by przywracanie jej poczucia kontroli i odpowiedzialności przebiegało 
stopniowo. W każdym przypadku należy rozważyć pewne ważne pytanie: czego uczą daną osobę 
metody i stosowane wobec niej interwencje. Czy mamy do czynienia z jakimkolwiek zdobywaniem 
wiedzy lub umiejętności, które z pożytkiem będą mogły zostać przeniesione do życia poza 
środowiskiem danej placówki? Na przykład metody polegające na zachęcaniu jednostki do 
rozpoznawania własnych potrzeb i uczuć oraz do dostrzegania i rozszerzania możliwości 
kształtowania własnego życia i zachowania mogą wpoić jej istotne umiejętności, które będzie ona w 
stanie wykorzystać we wspieraniu samej siebie również w przyszłości.
Ubezwłasnowolnienie (disempowerment) jest tu rozumiane jako pozbawianie jednostki (lub grupy) 
inicjatywy, pewności siebie, a co za tym idzie - wpływu na kształtowanie swojego życia (przyp. 
red.).
Konfrontacja z przyczynami samouszkodzeń
Należy zdać sobie sprawę, że samouszkodzenie często wskazuje na poważne napięcia i trudności 
leżące u jego podłoża. Jednym z najbardziej uderzających ustaleń wynikających z badania Arnold 
(1995), przeprowadzonego wśród 76 uszkadzających się kobiet, było wyraźne przekonanie 
badanych o potrzebie uzyskania pomocy w skonfrontowaniu się z najgłębszymi przyczynami 
napięcia, które pchnęło je w pułapkę samouszkodzenia.
Należy zbadać potrzeby i pragnienia danej osoby i uzgodnić z nią odpowiedni sposób dalszego 
postępowania bądź ewentualne skierowanie jej do innej placówki czy terapeutki. Indywidualni pra-
cownicy w związku z tym będą pełnić rzecz jasna bardzo zróżnicowane role. Jedni będą 
zaangażowani w głęboką, długotrwałą pracę. Inni będą mieli krótki lub ograniczony kontakt z 
klientem, ale mogą mu okazać cenną pomoc, udzielając wsparcia i dostarczając informacji na temat 
rodzajów dostępnego doradztwa lub w miarę potrzeby kierując go do innej placówki. Zawsze 
bardzo pomocne jest okazywanie zrozumienia dla jego bolesnych przeżyć, które mogą leżeć u 
podłoża samouszkodzenia. Niemniej kierując swą uwagę na głębsze problemy mogące stanowić 
przyczynę samouszkodzeń, należy z ostrożnością podchodzić do tego tematu, zagłębiając się weń 
na tyle tylko, na ile jest to stosowne i bezpieczne, uwzględniwszy możliwości czasowe.
Spotykałam się z pracownikiem poradni i bardzo mi to pomagało przez dziesięć tygodni, ale potem 
to się skończyło i nic więcej mi nie zaoferowano. Te spotkania otworzyły wiele spraw, z którymi 
później zostałam sama.
Oto niektóre korzystne sposoby postępowania/usługi:
• Nieustanne dostarczanie jednostce okazji do wyrażania własnych odczuć i trudności oraz 
udzielanie jej wsparcia.
• Poradnictwo/terapia: wspierający związek, w ramach którego jednostka może odkrywać treści 
kryjące się za jej samouszkodzeniem i zająć się dawnymi doświadczeniami oraz ich skutkami 
(szczegółowe omówienie tego tematu znajdzie czytelnik w rozdziale siódmym).
• Cała gama rozmaitych terapii i podejść wspomagających eksplorację, ekspresję, relaksację, 
budowanie szacunku do siebie bądź sprzyjających lepszemu kontaktowi z własnym ciałem.
Należą do nich terapie z wykorzystaniem sztuki, dramy, muzyki i tańca. Istota rzeczy polega na 
odkrywaniu i identyfikowaniu podejść, które jednostka uzna za odpowiednie dla siebie i pomocne.
• Zajęcia grupowe: okazja do dzielenia się doświadczeniami i wzajemne udzielanie sobie wsparcia 
przez osoby, z którymi jednostka może się zidentyfikować (dalsze omówienie tego tematu w 
rozdziale szóstym).
• Udzielanie pomocy w rozwiązywaniu głębszych problemów pojawiających się na bieżąco w życiu 

background image

jednostki, które mogą przyczyniać się do powstawania napięć związanych z zakwaterowaniem, 
finansami, izolacją, opieką nad dziećmi, przemocą w rodzinie, napastowaniem lub wykorzystaniem 
seksualnym.
Leki
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pacjentom, którzy znajdą się w środowisku medycznym czy 
psychiatrycznym, zostanie zaproponowana terapia farmakologiczna. Jakkolwiek leki mogą się 
przydać w pewnych okresach u niektórych pacjentów, stosowanie tego rodzaju czysto medycznej 
terapii w leczeniu problemów natury psychicznej i społecznej wydaje się nieco problematyczne, 
gdyż umacnia ono przekonanie tkwiące u samych źródeł samouszkodzenia, zgodnie z którym 
najlepszym środkiem zaradczym na złożone emocjonalne lub osobiste napięcia są bezpośrednie 
rozwiązania fizyczne.
Farmakoterapia może przynosić pacjentom uszkadzającym się rozczarowanie, mimo to jednak będą 
oni na niej polegać, nie mając dostępu do żadnej innej formy pomocy, która zaradziłaby ich 
napięciom. W sondażu Arnold wiele osób korzystających z usług medycznych dało wyraz swemu 
odczuciu, że „wyprowadzono ich w pole", podając leki i nie oferując żadnej możliwości rozmowy 
na temat ich napięcia psychicznego czy też leżących u jego podłoża doświadczeń. Leki 
wywoływały niekiedy przerażające poczucie „odrealnienia", dezorientacji i bezradności, co tym 
bardziej mogło doprowadzać do nasilenia się zachowań samousz-kadzających.
Lekarz rodzinny, do którego się zgłosiłam, nie potępił samouszkodzenia, aleje zignorował. Nie 
zapytał, dlaczego to zrobiłam, i nie zaproponował nic poza środkami przeciw depresyjny mi, które 
nic nie pomogły.
Przyczepiono mi etykietkę i nafaszerowano lekami. Powiedzieli mi, że będę chora do końca życia. 
Nie zainteresowali się, dlaczego się pocięłam. Nie miałam z kim rozmawiać... [to] mnie zupełnie 
wykończyło.
Tantam i Whittaker (1992) analizują doniesienia dotyczące stosowania farmakoterapii u osób 
dokonujących samouszkodzeń. Dochodzą oni do wniosku, że „leki starannie dobrane w trakcie 
trapii w związku z określonymi symptomami mogą się sprawdzić u pacjentów z tej grupy, ale nie 
istnieją żadne dowody, aby leki te miały jakikolwiek bezpośredni wpływ na skłonność do 
okaleczania się, za to wiele dowodów potwierdza, że leki są często nadużywane, czego 
konsekwencje bywają niekiedy fatalne". Dodają oni, że benzodiazepiny mają działanie rozlu-
źniające i mogą doprowadzać do nasilenia się zachowań samouszka-dzających.
Naszym zdaniem terapia farmakologiczna powinna być wdrażana z wielką rozwagą i nigdy nie 
można jej stosować jako alternatywy zastępującej pracę z przyczynami napięć i samouszkodzeń. 
Pacjenci powinni być szczegółowo poinformowani o środkach farmakologicznych, jakie można im 
zaoferować, a podjąwszy decyzję o ich przyjmowaniu, aktywnie uczestniczyć w ocenie 
skuteczności bądź nieskuteczności takiej terapii.
Reagowanie na obrażenia ciała
Oczywiście, reakcje na obrażenia ciała będą się między sobą bardzo różnić w zależności od roli 
pełnionej przez danego pracownika. Tam gdzie rola personelu sprowadza się do udzielania pomocy 
medycznej, najlepiej będzie zachować się uprzejmie, spokojnie i z szacunkiem, umożliwiając 
pacjentowi maksymalne zachowanie godności. Niewiele pomogą - i będą wręcz nieetyczne - 
wszelkie reakcje karzące. Są one równoznaczne z przekazem: „Tobie nie wolno się krzywdzić, ale 
nam tego nikt nie zabroni".
Opieka na oddziale powypadkowym, gdzie leżę, jest nieprzyjemna i znikoma. Ignorują nas, 
traktują, jakbyśmy byli jakimiś przedmiotami, które się zaszywa i rzuca w kąt.
Osoba, która dopiero co się okaleczyła, jest zazwyczaj wytrącona z równowagi i podatna na 
zranienie, mimo iż może to ukrywać. Fakt, że sama zadała sobie ranę, nie oznacza, iż rana ta nie 
boli ani że nie
przeraża czy nie szokuje jej samej. Okazanie takiej osobie troski to dla niej sygnał, że jest ona kimś 
ważnym i zasługuje na opiekę. Nie „wzmocni" to zachowania samouszkadzającego, chyba że taka 
sytuacja będzie dla tej osoby jedyną, w jakiej ktoś się o nią troszczy. (Jeśli tak właśnie jest, powinno 
się zaspokoić wyraźną potrzebę wsparcia jednostki, nie potępiając jej za to, że poszukuje go w 

background image

jedyny dostępny dla niej w danej chwili sposób).
Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby się sobą zająć. Ten lekarz był naprawdę delikatny i dodawał 
mi otuchy, a poza tym rozmawiał ze mną o tym, jak powinnam pielęgnować swoje rany. Czuję, że 
pomaga mi to wyrwać się z tego błędnego koła - umiem już być dla siebie dobra, a nie tylko 
pogarszać wszystko coraz bardziej.
Niektórym osobom może pomóc udzielenie informacji, jak powinny pielęgnować swe rany i w 
jakich sytuacjach będą potrzebować pomocy medycznej. Przyda się też rozmowa o bezpieczeństwie 
i minimalizacji szkodliwości. (Część poradników wymienionych w Dodatku l zawiera informacje 
na te tematy).
Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby osoby pełniące role dorad-czo-terapeutyczne (włącznie z 
głównymi opiekunami oraz pielęgniar-kami-terapeutkami) na co dzień nie zajmowały się ranami 
klienta, gdyż może to „zamącić" ich relację z nim. Pracownicy ci pomimo to mogą oczywiście 
okazywać pozytywne zainteresowanie okaleczeniami i napięciami, które do nich doprowadziły. 
Mogą delikatnie sugerować osobie, aby (gdy poczuje się do tego gotowa) zwróciła się do kogoś, kto 
zajmie się jej ranami. Członkowie personelu niemedycznego nie powinni czuć się zobowiązani do 
oglądania ran i zajmowania się nimi czy wysłuchiwania szczegółów na temat okaleczeń, jeżeli 
czują się tym skrępowani. Gdy w grę wchodzą granice prywatności, lepiej nie udawać i zachować 
się uprzejmie, ale rzeczowo. Należy unikać wszystkiego, co mogłoby sugerować wstręt do danej 
osoby czyjej zachowania.
W większości środowisk niezwykle rzadko się zdarza, aby ktoś dokonywał samouszkodzenia na 
oczach personelu danej placówki (chyba że nie ma tam miejsca, gdzie można by to uczynić na 
osobności). Gdy jednak do tego dojdzie, oznacza to zwykle, że osoba, która dopuszcza się takiego 
aktu, ma poczucie, iż nikt nie chce jej wysłuchać i jest zmuszona komunikować się w sposób 
zdecydowanie domagający się uwagi otoczenia. Z naszych doświadczeń wynika, że w sytuacji tera
peutycznej, gdzie czynniki relacyjne są zazwyczaj bardzo złożone, niezwykle rzadko się zdarza, 
aby pacjent podejmował próby poważnych samouszkodzeń, przebywając w jednym pomieszczeniu 
z terapeutką. Odpowiedź terapeutki i personelu na samouszkodzenie może być bardzo różna: od 
delikatnej sugestii, aby pacjent spróbował „ująć to w słowa", do bardziej stanowczego wytyczenia 
granic własnej prywatności w zależności od sytuacji oraz osobistej reakcji danego pracownika. Bez 
względu na to, jak dany incydent zostanie potraktowany na bieżąco, po przeminięciu sytuacji 
kryzysowej należy go omówić i zrozumieć. Szczególnie ważne w tym kontekście jest wyjaśnienie 
reakcji i przeanalizowanie, na przykład w ramach superwizji, odczuć danego członka personelu czy 
terapeutki, o czym piszemy w rozdziale siódmym.
Próby powstrzymania samouszkodzeń lub zapobiegania im
Naszym zdaniem powstrzymywanie osób pragnących się uszkadzać od robienia tego jest 
zdecydowanie niekorzystne. Zasada ta może być trudna do zaakceptowania. Rozumiemy, że 
niektórzy pracownicy znajdują się w takim położeniu, które wymaga od nich zapobiegania 
samouszkodzeniem (tę sytuację omówimy niżej). Pracownikom, którzy poważnie traktują swą 
pracę i pacjentów bądź uważają, że ich rola polega na ochronie i leczeniu ludzi, trudno jest stać 
spokojnie i pozwalać innym krzywdzić się i okaleczać. Problem jednak nie w tym, czy chcemy 
poprawić sytuację jednostki i dążymy do tego celu, lecz w tym, jaka jest najlepsza droga do jego 
osiągnięcia. Często jest to kwestia krótko- lub długofalowych korzyści. Niepowstrzymywanie 
samouszkodzeń przez krótki czas przynosi zazwyczaj efekty w postaci lepszych skutków 
długotrwałych, pozwalających jednostce radzić sobie z trudnościami i brać odpowiedzialność za 
własne zachowanie. I odwrotnie, doraźne ingerowanie w samouszkodzenia (czy to siłą, czy 
perswazją) może pogorszyć sytuację w perspektywie długofalowej z następujących przyczyn:
• Jeżeli dana osoba nadal odczuwa potrzebę uszkadzania się, tak czy owak znajdzie w końcu 
sposób, aby to uczynić, za to w jeszcze większej tajemnicy i być może z dużo groźniejszymi 
skutkami (na przykład jeżeli odebrano jej narzędzia, którymi zwykła nacinać sobie skórę, może ona 
skorzystać z pierwszego lepszego przedmiotu, który wpadnie jej w ręce, bez względu na to, czy bę-
dzie on czysty, czy zabrudzony; może też uciec się do przedawkowania albo nawet uduszenia).
• Jeżeli człowiekowi są niedostępne inne efektywne strategie radzenia sobie, zapobieganie 

background image

samouszkodzeniem może sprawić, że będzie on niezdolny do radzenia sobie, co zwiększy ryzyko 
poważnych zachowań niszczących, a nawet samobójstwa.
• Zaufanie do profesjonalistów może ulec zachwianiu. Ucierpi na tym przymierze i komunikacja 
między pracownikiem a klientem, zwłaszcza jeżeli ten ostatni poczuje się zmuszony do kłamania na 
temat swych samouszkodzeń.
• Klient będzie prawdopodobnie czuł się bezsilny, przestraszony i zły, co doprowadzi do nasilenia 
się potrzeby zastosowania jeszcze ostrzejszych niż dotychczasowe form uszkadzania się. W roz-
dziale czwartym była mowa o tym, że samouszkodzenie często służy uzyskiwaniu poczucia kontroli 
i autonomii. Odebranie jednostce tej możliwości sprawi, że jeszcze bardziej desperacko będzie ona 
dążyć do odzyskania jakiegoś zakresu kontroli.
• Ambiwalentny stosunek danej osoby do jej okaleczeń może ulec zamaskowaniu, gdy jednostkę tę 
wtłoczy się w spolaryzowaną pozycję. Może się ona czuć przymuszona do utożsamienia się z rolą 
„dobrego klienta", który zgadza się, że uszkadzanie się jest złe i przyrzeka nigdy więcej takich 
rzeczy nie robić (przemilczając i pomijając tę ważną część siebie, która pragnie okaleczeń). Albo z 
kolei może ona „zbuntować się" i poczuć jeszcze większą determinację do samouszkadzania (tracąc 
tym samym kontakt z tą częścią siebie, która pragnie zmiany). W poważnym stopniu zagrozi to jej 
zdolności do podejmowania odpowiedzialnych decyzji i dokonywania wyborów dotyczących jej 
własnego okaleczenia.
• Jest to sygnał, że człowiek nie ma żadnych praw do własnego ciała. Nasila to jeszcze bardziej 
wymowę komunikatu, odebranego przez niego zapewne już wcześniej wskutek wykorzystania lub 
prześladowania, który sam w sobie odgrywa już przyczynową rolę w jego samouszkodzeniach.
• Przemienia samouszkodzenie w potężną „broń", metodę domagania się swych praw lub wyrażania 
złości skierowanej przeciw
personelowi. Podważa te wszystkie działania, których celem jest zmniejszenie roli samouszkodzeń 
w życiu człowieka.
• Zapobieganie uszkodzeniom często skutecznie powstrzymuje też ludzi od mówienia o nich. Temat 
staje się nośnikiem silnych napięć, a nawet objęty zostaje „tabu". Znacznie utrudnia to ważną pracę 
nad wspólnym odkrywaniem znaczeń i funkcji samouszkodzeń w życiu jednostki.
• Niektóre środki zaradcze powszechnie stosowane w celu zapobiegania samouszkodzeniem mogą 
być dla klientów deprymujące i szkodliwe. Należą do nich między innymi przymusowa hospi-
talizacja oraz terapia farmakologiczna stosowana wbrew woli pacjenta; umieszczanie go pod 
obserwacją; przeszukiwanie i konfiskata należących do niego przedmiotów, fizyczne ograniczanie 
swobody; stosowanie „gospodarki symbolicznych wpłat" lub przyznawanie i wstrzymywanie 
„przywilejów"; w placówkach zamkniętych umieszczanie ludzi w pustych celach pozbawionych 
sprzętów; wykluczanie klientów z usług terapeutycznych, gdy się okaleczają, i wymaganie od nich 
zawierania „kontraktów" lub składania obietnic, że nie będą się uszkadzać. Postępowanie takie 
może wzbudzić odczucie jednostki, że jest „zła", nieopanowana i niezdolna do odpowiadania za 
siebie. Nie sprzyja to autentycznemu rozwojowi i zmianie. Trzeba porównać szkody emocjonalne, 
jakie tego typu działania mogą wyrządzić jednostce (zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że 
przynajmniej część przypomina przemoc doznaną w dzieciństwie), z krzywdą, jaką przynieść mogą 
dalsze akty samouszkodzenia. W wielu wypadkach ich wynikiem są niegroźne obrażenia, a kroki 
podejmowane w celu zapobieżenia im - bezzasadnie inwazyjne, dehumanizujące i infantylizujące. 
Również sami pracownicy mogą odczuwać niepokój i dyskomfort w związku z rolami, w jakie są 
zobowiązani wchodzić w relacjach z pacjentami.
Konsultant powiedział nam, że mamy po prostu ignorować pacjentkę, gdy się tnie, nie powinniśmy 
z nią rozmawiać, wtedy przestanie. Nie zgadzaliśmy się z tym, ale zachowywaliśmy się w ten 
sposób. To bylo okropne.
Czasami czuję się jak oprawca. Zastanawiam się, co jest gorsze: to, że one się tną, czy to, ze my się 
na nie tak rzucamy, żeby je przed tym powstrzymywać.
Sugerując, że pracownicy nie powinni usiłować powstrzymywać nikogo przed okaleczaniem się, w 
żadnym razie nie postulujemy przyjmowania postawy zobojętnienia wobec samouszkodzeń. 
Pracownicy nie muszą udawać, że zadawanie sobie krzywdy jest czymś właściwym. W istocie 

background image

rzeczy dawanie do zrozumienia osobie okaleczającej się, że nie obchodzi nas, co dzieje się z jej 
ciałem, byłoby dla niej niezwykle szkodliwe. Naszym zdaniem najbardziej pomocna jest postawa, 
która łączy w sobie zrozumienie wartości samouszkodzenia jako strategu przetrwania jednostki z 
troską o fizyczne bezpieczeństwo i wsparciem dla jej wysiłków w przechodzeniu do innych metod 
radzenia sobie i wyrażania siebie. Pracownicy mogą zaakceptować to, że w danym okresie jed-
nostka odczuwa niekiedy potrzebę uszkadzania się, jednocześnie poszukując wraz z nią metod 
minimalizacji szkód i najskuteczniejszego dbania o własne ciało. Mogą się odnosić z szacunkiem 
do wagi i znaczenia, jakie jednostka przywiązuje do samouszkodzenia, jednocześnie zachęcając ją 
do wypracowywania nowych metod wspierania i wyrażania siebie.
Niekiedy pracuje się w sytuacji, w której obowiązki personelu wykluczają całkowicie 
„nieinterwencyjne" podejście do samouszkodzeń. Niemniej ważne jest, by zachować tu postawę 
realistyczną. Strach pracowników, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności, może wywoływać 
u nich niepotrzebną panikę z powodu dość drobnych samouszkodzeń. Do kierownictwa danej 
placówki należy wyznaczenie zakresów odpowiedzialności i ujęcie ich w formę wytycznych skiero-
wanych do personelu. Wytyczne takie powinny również obejmować wszelkie niezbędne procedury 
oceny ryzyka.
Gdy któryś z pracowników stwierdzi, że zachodzi konieczność zainterweniowania w 
samouszkodzenie, ważne jest zapewnienie pacjentowi czy klientowi zachowania maksymalnej 
godności i odpowiedzialności za siebie. Większość ludzi, którym da się po temu okazję, udzielając 
wyjaśnień, zrozumie położenie pracownika czy instytucji ponoszących odpowiedzialność i 
troszczących się o ich bezpieczeństwo. Wiele osób skłonnych będzie negocjować z pracownikami 
warunki utrzymywania swych samouszkodzeń w akceptowanych granicach. Osoby te będą chętnie 
się godzić na pewne restrykcje, jeżeli tylko da się im szansę decydowania o tym. Można też 
zachęcić je do wyrażania
własnych sugestii odnoszących się do tego, w jaki sposób personel może najlepiej wspierać je w 
radzeniu sobie bez samouszkodzeń. Zawsze dobrze jest mieć w pamięci dalekosiężny cel, jakim jest 
wyposażenie jednostki na przyszłość w umiejętność samodzielnego dbania o swe bezpieczeństwo, 
nie zaś zachęcanie jej do zrzucania odpowiedzialności na innych.
Wsparcie
Wiele osób uszkadzających się odczuwa od czasu do czasu ogromną potrzebę wsparcia 
emocjonalnego. Niektórym trudno jest zwracać się po nie do innych i od innych je przyjmować, 
pozostali zaś, poszukując go, w szerokim zakresie korzystają z wielu różnorodnych form usług. W 
okresach działania silnego stresu oraz wzmożonej eksploracji doświadczeń leżących u podłoża 
samouszkodzenia jednostka może odczuć chwilowy wzrost tej potrzeby. Oprócz pragnienia 
nieustającego, niezawodnego, solidnego wsparcia, częstokroć pojawia się też konieczność 
uzyskania pomocy kryzysowej - poprzez rozmowę z kimś, zatelefonowanie lub pójście tam, gdzie 
można poczuć się bezpiecznie, gdy problemy zdają się człowieka przerastać. W takich momentach 
należy poświęcić zgłaszającej się osobie nieco czasu, umożliwiając jej niespieszną, swobodną, 
wyjaśniającą rozmowę, gdyż nie zawsze przyczyna napięcia jest jej od razu znana.
To bardzo pomaga, jeżeli instytucja jest na tyle elastyczna, by udzielać wsparcia na różnym 
poziomie i różnego typu, dostosowanego do zmieniających się potrzeb zwracających się do niej 
osób. Dobrze jest też gromadzić aktualne informacje na temat innych źródeł pomocy w danym 
rejonie. Wsparcia nie powinno się udzielać czy też intensyfikować wyłącznie w odpowiedzi na 
wypadek samouszkodzenia ani też nie powinno się go uzależniać od powstrzymywania się danej 
osoby od okaleczeń, gdyż taka postawa wzmacnia tylko znaczenie i siłę zachowania 
samouszkadzającego. W zaspokajaniu potrzeby wsparcia decydującą rolę odgrywa również 
umożliwienie klientom bądź pacjentom zachowania poczucia odpowiedzialności i szacunku do 
siebie. Może zaistnieć potrzeba znalezienia delikatnej równowagi pomiędzy udzielaniem jednostce 
wsparcia wystarczającego, aby mogła sobie ona samodzielnie radzić, a ubezwłasnowolnianiem jej i 
przejmowaniem od niej całej odpowiedzialności za jej życie. Ważne jest, by wspólnie z pacjentem 
wypracowywać sposoby docierania w razie potrzeby do źródeł wsparcia, rozwijając przy tym jego 
wewnętrzną siłę i zasoby. Z czasem osoba pracująca z jednostką dokonującą samouszkodzeń może 

background image

pomóc
jej w identyfikowaniu sytuacji, które stwarzają ryzyko, że osoba ta nie podoła im i podejmie lub 
nasili uszkadzanie się, a także w planowaniu sposobów samodzielnego udzielania sobie wsparcia i 
poszukiwania go w najbliższym otoczeniu.
Czynniki instytucjonalne wpływające na samouszkodzenia Ważne jest, aby się zastanowić, w jaki 
sposób dana instytucja lub/i zachowanie pracującego w niej personelu (a także pozostałych osób 
korzystających z usług danej placówki) mogą mieć wpływ samouszkodzenia pojedynczych osób. 
Skoro samouszkadzanie jest zachowaniem funkcjonalnym i znaczącym (zob. rozdział czwarty), 
wynika z tego, że może ono pełnić ważne role w relacjach z daną instytucją lub w sytuacji 
pomagania, a także w innych sferach życia jednostki. Nierzadko zdarza się, że samouszkodzenie 
zostaje wywołane lub gwałtownie się nasila w reakcji na czynniki działające w środowisku 
instytucjonalnym. Gdy istnieje możliwość, że mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją, należy 
zadać sobie kilka pytań natury ogólnej:
• Czy u osób korzystających z usług danej placówki/klientów nie wzbudza się poczucia 
bezradności, bezbronności i braku kontroli nad własnym życiem?
• Czy traktuje się ludzi poważnie i wysłuchuje tylko wtedy, kiedy się uszkadzają?
• Czy korzystający z usług są napastowani, prześladowani bądź atakowani (przez innych klientów 
lub członków personelu)?
• Czy samouszkodzenie jest dla danej osoby jedynym dostępnym sposobem wyrażania niepokoju i 
złości lub rozładowywania napięcia?
• Czy na samopoczucie i zachowanie osób korzystających z usług danej placówki mają wpływ 
nierozwiązane konflikty między członkami personelu? (W rozdziale pierwszym mowa była o do-
wodach przemawiających za tym, że konflikty wśród pracowników prawdopodobnie mają związek 
z eskalacją zachowań sa-mouszkadzających u korzystających z opieki danej instytucji;
Aidridge, 1988).
• Czy samouszkodzenie jest jedynym sposobem osiągania pewnych pożądanych celów, będąc na 
przykład jedyną okazją do
zmiany otoczenia lub skierowania uwagi na bezpieczeństwo czy też zdrowie?
• Czy osoby korzystające z usług danej placówki są znudzone, czy dostarcza się im niewielu 
bodźców lub izoluje? (Odnosi się to głównie do placówek opieki stacjonarnej i instytucji opiekuń-
czych).
• Czy samouszkodzenie jest jedynym sposobem wyrażania niezadowolenia z opieki oferowanej 
przez personel lub z innych aspektów otoczenia lub usług?
• Czy akceptuje się sytuację, kiedy pewne grupy klientów narzucają innym takie zasady 
funkcjonowania w społeczności, które sprzyjają samouszkodzeniem poprzez wskazywanie ich jako 
normy zachowania i warunku przynależności do owej grupy?
• W jaki sposób dana instytucja replikuje kontekst kulturowy -pod względem reprezentacji płci, ras, 
orientacji seksualnych i tym podobnych elementów - mogący się przyczyniać do rozwinięcia się 
zachowania samouszkadzającego? Jak może to oddziaływać na osoby korzystające z usług danej 
placówki? (zob. rozdział trzeci, gdzie szczegółowo omówiono to zagadnienie).
Oddziaływanie samouszkodzeń na innych
Samouszkodzenia mogą mieć znaczący wpływ na inne osoby korzystające z usług danej placówki, 
a także na rodziny i przyjaciół osób uszkadzających się. Często wywołują silny niepokój, złość i 
lęk. Otocze-
Pracownicy zatem będą musieli wiedzieć, jak udzielić wsparcia pozostałym osobom korzystającym 
z usług danej placówki, a ponadto zapewne także członkom rodziny/przyjaciołom przygnębionym z 
powodu samouszkodzenia ich krewnego/przyjaciela. Może również pojawić się potrzeba ochrony 
osób dokonujących samouszkodzeń przed oczernianiem i wyśmiewaniem.
Pracownicy mogą pomóc, dostarczając informacji na temat samouszkodzeń, aby innym osobom 
znajdującym się w kręgu oddziaływania tego zachowania łatwiej było je zrozumieć (zob. Dodatek 
l). Może pojawić się konieczność odbycia rozmowy z osobą uszkadzającą się na temat rozsądnego 
sposobu złagodzenia oddziaływania jej zachowania na innych. W pewnych okolicznościach 

background image

stosowne może być omówienie
samouszkodzenia w grupie, a nawet poszerzenie dyskusji o inne formy „samoniszczenia", które 
mogą być podejmowane przez członków danej grupy, bądź o stosowane przez różne osoby metody 
radzenia sobie. W środowisku, w którym wymagania stawiane przed personelem przez osoby 
uszkadzające się mogą oddziaływać na innych klientów, poziom zatrudnienia powinien być taki, 
aby potrzeby wszystkich osób korzystających z usług danej placówki były zaspokajane. Ci, którzy 
się uszkadzają, nie powinni być traktowani jak kozły ofiarne z powodu wymagań, jakie ich 
zachowanie stawia przed członkami personelu.
Znaczenie wsparcia społecznego dla efektywnej pracy
Już w rozdziale pierwszym była mowa o tym, że samouszkadzanie może być dla profesjonalistów (i 
osób udzielających wsparcia) jednym z zachowań, z którymi najtrudniej sobie radzą, często 
wzbudzającym niezwykle silne i nieprzyjemne reakcje. Pracownicy informują, że w obliczu 
samouszkodzenia przeżywają wiele tak przemożnych uczuć, jak przerażenie, smutek, bezsilność, 
złość i frustracja. Bywa, że chociaż czują się odpowiedzialni za udzielenie pomocy, są niezdolni do 
wypełnienia swoich obowiązków, a nawet lękają się, że ich reakcja mogłaby w jakiś sposób nasilić 
zachowanie samouszkadzające.
Trudności odczuwane przez pracowników są często spowodowane również brakiem przeszkolenia i 
informacji na temat samouszko-dzeń, a także brakiem wsparcia oraz precyzyjnych taktyk i 
wytycznych dotyczących postępowania z samouszkodzeniami. Jeżeli pracownicy mają odpowiadać 
efektywnym działaniem na samouszkodzenia klientów, a przy tym zachować własne zdrowie, 
należy zapewnić im odpowiednie wyszkolenie oraz udzielić potrzebnych wskazówek i wsparcia.
Szkolenia
Wielu profesjonalistów pracujących w różnych placówkach, gdzie utrzymują oni częsty kontakt z 
osobami uszkadzającymi się, ma znikome przygotowanie zawodowe do pracy z tym problemem. 
Spotykając się z samouszkodzeniami, odczuwają więc lęk, niepokój i niepewność co do tego, jak to 
zachowanie interpretować i jak z nim postępować.
Szkolenia dotyczące samouszkodzeń powinny początkowo wchodzić w skład wstępnego 
przygotowania do działalności profesjonalnej, a następnie odbywać się już w kontekście pracy 
zawodowej. Częstokroć szczególnie skuteczne okazuje się wspólne szkolenie całych ze
społów pracujących razem w danej instytucji, umożliwiające ich członkom omawianie własnych 
spraw i problemów. Szczegółowy zakres takiego szkolenia powinien być dostosowany do 
działalności danej placówki i określonych zadań wypełnianych przez poszczególnych jej 
pracowników. Istotne mogą się okazać następujące zagadnienia.
Informacja o samouszkodzeniu
Niezbędna jest podstawowa informacja na temat natury samouszkodzeń, ich związków (a także 
różnic) z próbami samobójczymi oraz innymi samoniszczącymi i/lub gwałtownymi zachowaniami.
Postawy i odczucia związane z samouszkodzeniem Dużą wartość dla personelu mają sytuacje 
dające sposobność do identyfikowania i omawiania własnych uczuć i niepokojów dotyczących sa-
mouszkodzeń w ogóle, a także klientów, którzy ich dokonują, oraz wpływu, jaki to wszystko 
wywiera na ich pracę. Dzięki temu będą oni umieli podejmować racjonalne decyzje związane z 
reagowaniem na samouszkodzenie w środowisku zawodowym. Zespoły pracowników mogą 
również wskazywać na własne potrzeby korzystania w trakcie pracy ze wsparcia, pomocy i/lub 
superwizji.
Przyczyny samouszkodzeń
Członkowie personelu powinni rozumieć funkcjonalną naturę samouszkodzenia oraz wiedzieć o 
doświadczeniach życiowych i uczuciach, które zazwyczaj stanowią podłoże tego zachowania. 
Dzięki temu nie będą już czuli się tak bardzo zakłopotani i niekompetentni, stając twarzą w twarz z 
osobą uszkadzającą się. Pozwoli im to również wybierać odpowiednie metody pracy z nią.
Reagowanie na osoby dokonujące samouszkodzeń Szkolenie powinno obejmować analizę potrzeb 
osób uszkadzających się i dostarczać informacji na temat tego, jak reagować w sposób pomocny. 
Pracownicy pełniący różne role będą potrzebować zróżnicowanej informacji na temat modeli 
leczenia, wszyscy jednak skorzystają, dowiadując się, jakie są poglądy osób korzystających z usług 

background image

na temat tego, co z ich punktu widzenia jest pomocne, a także zapoznając się z doświadczeniami 
innych profesjonalistów. Zespoły wspólnie odbywające szkolenie mogą zastanowić się później nad 
płynącymi z tych informacji wnioskami istotnymi dla pracy w ich własnym środowisku.
Taktyki i wskazania stosowane przez placówkę Gdy dana placówka dysponuje własną taktyką (lub 
jakimś sprecyzowanym podejściem) postępowania z samouszkodzeniami, szkolenia mogą 
dostarczać zespołom pracowników sposobności do ich poznawania i rewidowania, do szczerej 
wymiany poglądów na temat ich użyteczności i możliwości realizowania ich przez personel i 
klientów. W placówkach niedysponujących taktykami ani wytycznymi określającymi sposoby 
postępowania z samouszkodzeniami (a jest ich wiele) szkolenie może dostarczyć personelowi 
impulsu i okazji do dostrzeżenia potrzeby stworzenia konkretnych modeli leczenia.
Szczególne obowiązki związane z samouszkodzeniami Różne środowiska pracy mogą wymagać od 
personelu pełnienia pewnych szczególnych ról i stawiać przed nim specyficzne zadania wiążące się 
z samouszkodzeniami, stąd może pojawić się potrzeba przeszkolenia pracowników w tym zakresie. 
Zadania te obejmować mogą ocenę ryzyka, planowanie opieki, zmniejszenie/zapobieganie 
szkodliwości i tym podobne.
Oddziaływanie samouszkodzeń na innych Od wielu członków personelu sytuacja wymagać będzie 
pracy z rodzinami i przyjaciółmi osób uszkadzających się oraz z innymi osobami przebywającymi 
w danej placówce. Korzystne dla nich byłoby więc, aby podczas szkolenia mogły rozważyć wpływ 
samouszkodzeń na wszystkie te osoby i zastanowić się nad pożytecznymi sposobami udzielania im 
informacji i wspierania ich w radzeniu sobie z tym problemem. Kierownictwo odbywające 
szkolenia powinno także mieć okazję do przemyślenia wpływu samouszkodzeń na personel oraz 
potrzeb tegoż personelu związanych z pomocą, wsparciem i superwizją.
Źródła pomocy
Szkolenia powinny dostarczać informacji na temat placówek świadczących osobom uszkadzającym 
się usługi o zasięgu zarówno lokalnym, jak i ogólnokrajowym, a także na temat przydatnej 
literatury oraz grup zainteresowań/wsparcia dla tych, którzy pracują zarówno w tej dziedzinie, jak i 
w dziedzinach pokrewnych (zob. Dodatek l).
Taktyki i procedury
Niewiele placówek dysponuje sprecyzowanymi taktykami postępowania z samouszkodzeniami. 
Oznacza to, że pracownicy błądzą po
omacku. Ich reakcje na okaleczenia mogą więc opierać się na nieadekwatnej informacji bądź na ich 
własnym wrażemu dotyczącym tego, jak są traktowane samouszkodzenia. Jeżeli poszczególni 
członkowie personelu odmiennie reagują na samouszkodzenia, klienci mogą odczuwać lęk i 
usiłować nastawiać pracowników przeciwko sobie. Kiedy występują różnice w traktowaniu 
poszczególnych klientów, może to wprowadzać dezorientację, niepokój i podziały. Brak określonej 
taktyki i wytycznych postępowania leczniczego powoduje niekiedy, że personel jest bardziej 
zainteresowany „pilnowaniem własnej skóry" niż troską o zaspokojenie u klientów ich potrzeby 
prywatności, wolności wyboru i odpowiedzialności.
Z drugiej strony dobrze przemyślana taktyka i wskazówki odnoszące się do postępowania z 
samouszkodzeniami mogą dawać personelowi oparcie i większą swobodę, a tym samym pewność i 
kreatywność w pracy. Takie taktyki i wytyczne powinny być opracowywane przez grupy składające 
się z reprezentantów personelu wszystkich szczebli/dyscyplin obecnych w placówce, od których 
oczekuje się, że ich działanie w grupach będzie przebiegać przy współpracy z osobami 
korzystającymi z opieki lub ich przedstawicielami.
Oto przykłady zagadnień, które prawdopodobnie powinny zostać uwzględnione przy tworzeniu 
ogólnej taktyki i związanych z nią procedur i wytycznych:
• Podejście i filozofia organizacji w odniesieniu do samouszkodzeń oraz do jej własnej roli i 
obowiązków wiążących się z tym zachowaniem.
• Wszelkie zasady przyjmowania do placówki osób uszkadzających się/korzystania z usług przez 
osoby uszkadzające się.
• Poufność i wszelkie okoliczności zezwalające na złamanie zasady tajemnicy w odniesieniu do 
samouszkodzeń.

background image

• Reagowanie na obrażenia ciała i/lub na ujawnienie się zachowania samouszkadzającego.
• Bezpieczeństwo, włącznie z takimi kwestiami jak zdrowie i bezpieczeństwo personelu oraz osób 
korzystających z usług; dostęp do sprzętu do udzielania pierwszej pomocy; dostęp klientów do 
przedmiotów, których można użyć do uszkadzania się; kroki podejmowane w celu ograniczenia 
szkodliwości okaleczeń.
• Interwencja/prewencja: czy personel powinien interweniować lub podejmować działania 
zmierzające do zapobiegania samouszkodzeniem, a jeżeli tak, to w jakich okolicznościach i w jaki 
sposób.
• Szkolenia, informacje, superwizja i wsparcie dostępne personelowi zajmującemu się 
samouszkodzeniami.
• Wymagania dotyczące rejestracji i raportów.
Wsparcie
Wszyscy pracownicy, którzy mieli duży kontakt z osobami dokonującymi samouszkodzeń, 
potrzebują wsparcia (a także prawdopodobnie bardziej sformalizowanej superwizji - zob. rozdział 
siódmy, który szerzej omawia to zagadnienie). Wsparcie nie jest luksusem, ale ważną podstawą 
efektywnej i w pełni profesjonalnej pracy. Nasze doświadczenie pokazuje, że niewielu 
pracowników czuje wystarczające wsparcie i większość stwierdza, że zarówno oni sami, jak i ich 
praca z klientami bardzo na tym cierpią. Jako przyczyny tego niedostosowania potrzeb do poziomu 
ich zaspokajania podaje się często brak funduszy i czasu. Istnieje wyraźna konieczność zwrócenia 
w placówkach większej uwagi na potrzebę korzystania ze wsparcia przez pracowników oraz na 
kreatywność w znajdowaniu sposobów zaspokajania tej potrzeby, nawet tam, gdzie środki są 
ograniczone.
Zapotrzebowanie na konkretne formy wsparcia będzie zróżnicowane w zależności od szczególnych 
ról pełnionych przez pracowników, ale mogą się na nie składać elementy takie jak:
• Kontakt z innymi pracownikami: niektórzy profesjonaliści pracują w pojedynkę lub mają niewiele 
okazji do spotkań z kolegami. Możliwość spędzania czasu z innymi osobami, z którym łączą ich 
wspólne sprawy zawodowe, to minimum, jakie powinno się zaspokoić.
• Odreagowanie: okazje do rozładowania napięć, do omówienia kłopotliwych kwestii i odczuć 
wyłaniających się podczas pracy z samouszkodzeniami. (Niekiedy może się okazać, że dany pra-
cownik potrzebuje większego wsparcia w pokonywaniu własnego napięcia powstałego w toku 
pracy z jego klientami).
• Zrozumienie: dostrzeganie i docenianie wagi trudności, z jakimi trzeba się mierzyć, oraz 
podejmowanych starań i czynionych postępów.
• Dzielenie się pomysłami: możliwość dyskutowania z innymi na temat własnej pracy, wymiana 
idei i uzyskiwanie świeżych pomysłów.
• Odciążenie w pracy: w sytuacjach, kiedy klient wymaga intensywnego kontaktu i opieki, najlepiej 
będzie, jeżeli część obciążeń pracownika przejmie inna osoba.
• Poparcie: personel pracujący z osobami uszkadzającymi się musi wiedzieć, że ma za sobą 
poparcie swych kolegów, a co najważniejsze, swych przełożonych. Pracownicy powinni mieć mo-
żliwość zwrócenia się do innych z prośbą o radę i wsparcie. Działają oni w obszarze ryzyka i muszą 
wiedzieć, że nie będą traktowani jak kozły ofiarne ani nie zostaną obciążeni winą, jeżeli ich klienci 
będą się nadal uszkadzać lub wyrządzą sobie poważną szkodę.
Oto niektóre ze sposobów zaspokojenia powyższych potrzeb.
Praca zespołowa
Odpowiedzialność za pracę z klientami, którzy się uszkadzają, najlepiej rozłożyć na małe 
interdyscyplinarne zespoły. Korzystne dla takiego zespołu będzie regularne planowanie i ocenianie 
wspólnej pracy oraz stałe wzajemne wspieranie się jego członków.
Czasami odwiedzasz kogoś, a kiedy wychodzisz, nie wiesz, czy on się nie okaleczy przed 
następnym spotkaniem. To bardzo pomaga, jeżeli można porozmawiać z innymi ludźmi, którzy 
znają tę osobę i podobnie jak ty muszą wciąż podejmować takie ryzyko.
Superwizja
Superwizję w terapii i poradnictwie dokładniej omawiamy w rozdziale siódmym. Tutaj 

background image

chciałybyśmy tylko podkreślić potrzebę korzystania z superwizji przez personel, który nie jest 
zaangażowany w bieżące porady bądź terapie, lecz którego zadania polegają na udzielaniu znacz-
nego wsparcia osobom dokonującym samouszkodzeń. Pracownicy ci potrzebują przestrzeni, gdzie 
mogliby zastanowić się nad swą działalnością i - co ważne - nad własnymi uczuciami i reakcjami 
oraz wpływem, jaki mają one na ich pracę z klientami. Należy nadać super-
wizji odpowiednie znaczenie i zarezerwować na nią odpowiednią ilość czasu. Często korzystniej 
będzie, jeżeli poprowadzi ją osoba, która nie będzie przełożonym danego pracownika, dzięki czemu 
uniknie się „mącenia" sytuacji troską o ocenę lub sposób postępowania z danym przypadkiem. 
Porozumienie się w tym zakresie w obrębie grupy lub współpracowników może być sposobem na 
uzyskanie superwizji na korzystnych warunkach finansowych (Arnold, Magill, 1996).
Systematyczne narady personelu/zespołu Grupy pracowników i zespoły mogą odbywać regularne 
zebrania w czasie pracy, służące udzielaniu sobie wzajemnego wsparcia i dyskutowaniu 
niepokojących kwestii. Gdy samouszkodzenia w grupie klientów urastają do rangi ważnego 
problemu, dużego znaczenia nabiera charakter tych zebrań. Korzystne może się okazać 
wyznaczenie podczas każdego z takich spotkań „gospodarza", którego zadaniem byłoby pil-
nowanie, aby grupa była cały czas skoncentrowana na wzajemnym wspieraniu się i nie zbaczała z 
tematu, oddając się przygodnym pogawędkom na tematy ogólne.
Gdy brakuje czasu, ważna jest kreatywność. Niekiedy wygospodarowanie czasu na takie spotkania 
okazuje się łatwiejsze, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Dla przykładu, na jednym ze 
specjalistycznych oddziałów dla osób dokonujących ostrych samouszkodzeń, cały personel co dzień 
na godzinę odstępuje od swych pacjentów, ufając, że umieją oni przejąć za siebie odpowiedzialność 
i wspierać się nawzajem podczas nieobecności pracowników.
Koleżeńskie grupy wsparcia
Wariantem poprzedniego pomysłu jest utworzenie mniejszych grup, w skład których wchodziliby 
pracownicy niekoniecznie pracujący na co dzień w tych samych zespołach, których celem byłoby 
wzajemne udzielanie sobie wsparcia. Grupa taka byłaby nastawiona na koncentrowanie się wokół 
jednego tematu, jakim jest samouszkodzenie. Grupy zainteresowań i wsparcia z różnych instytucji 
również mogą okazać się dużą pomocą, szczególnie dla osób pracujących w środowisku, które 
przyczynia się do ich izolacji, lub gdzie inni nie podzielają ich poglądów na problemy związane z 
samouszkodzeniem.
Rozdział 6
PRACA W OKREŚLONYCH WARUNKACH
W niniejszym rozdziale odwołujemy się do zasad omówionych już w rozdziale piątym w celu 
rozwinięcia pewnych myśli na temat pracy z osobami dokonującymi samouszkodzeń w 
różnorodnych warunkach środowiskowych i instytucjonalnych/opieki stacjonarnej. Naturalnie nie 
jesteśmy w stanie omówić zagadnień związanych z każdym środowiskiem, w którym można się 
zetknąć z samouszkodzeniami, mamy jednak nadzieję, że w naszym opracowaniu dotyczącym tych 
warunków, na których się skupiłyśmy, wszyscy czytelnicy odnajdą interesujące treści odnoszące się 
w jakiś sposób także do ich własnego miejsca pracy. Osoby zajmujące się terapią i poradnictwem 
bardziej szczegółowe omówienie zagadnień związanych z ich działalnością odnajdą w rozdziale 
siódmym.
Naturalne środowisko społeczne
W placówkach środowiskowych (publicznych, pozarządowych i niezależnych) wśród osób 
korzystających z ich usług znajdują się prawdopodobnie ludzie dokonujący samouszkodzeń 
(aczkolwiek pracownicy owych placówek nie zawsze są tego świadomi). Skoncentrujemy się tutaj 
na kwestiach pojawiających się w warunkach podstawowej opieki zdrowotnej, na oddziałach 
nagłych wypadków i pomocy doraźnej, w środowiskowych ośrodkach ochrony zdrowia 
psychicznego oraz w sektorze organizacji społecznych i telefonów zaufania. Rozważymy też rolę 
grup wsparcia, które oczywiście spotykamy w środowiskach różnego typu.
Podstawowa opieka zdrowotna
Lokalny ośrodek zdrowia lub gabinet lekarza pierwszego kontaktu to
często pierwsza instancja, do której zgłasza się osoba pragnąca uzy-

background image

skać pomoc w związku z samouszkodzeniem lub (zapewne częściej) w związku z napięciem 
psychicznym leżącym u podłoża samouszkodzenia. Lekarz pierwszego kontaktu ma duże 
możliwości wczesnego wykrywania samouszkodzeń, zarówno u dzieci, jak i u dorosłych, i or-
ganizowania odpowiedniej pomocy.
Lekarz pierwszego kontaktu lub pielęgniarka mogą zauważyć samouszkodzenie przy wielu różnych 
okazjach. Niekiedy pacjenci sami otwarcie opowiadają^ wyrządzanej sobie krzywdzie, choć są to 
raczej rzadkie wypadki. Ślady potencjalnych samouszkodzeń mogą jednak zostać zauważone przez 
pracowników podczas badań i zabiegów medycznych. Delikatne zainteresowanie się pochodzeniem 
tychże śladów i wspierająca reakcja pomoże wówczas pacjentowi szczerze przyznać się do 
samouszkodzeń. Może się też zdarzyć, że problem ujawni rodzina osoby okaleczającej się.
W Wielkiej Brytanii lekarz pierwszego kontaktu to podstawowa instancja, która kieruje pacjenta do 
specjalistów, oraz często główne źródło finansowania leczenia, jego reakcja zatem w znacznej 
mierze determinuje szansę pacjenta na uzyskanie odpowiedniej pomocy. Wiele osób dokonujących 
samouszkodzeń twierdzi, że potrzebuje rozmowy i możliwości dotarcia do przyczyn swych 
problemów w takim kontekście, w którym nie będą traktowani jak chorzy (Arnold, 1995). Lekarze 
pierwszego kontaktu muszą być świadomi istnienia wielu bardzo różnorodnych placówek, do 
których mogą skierować pacjenta (włącznie z ośrodkami niepublicznymi) i konieczności 
omówienia z pacjentem dalszej pomocy. Coraz więcej przychodni lekarzy rodzinnych zatrudnia 
obecnie doradcę - kontakt z taką osobą pacjenci mogą odebrać jako wartościowy i mniej 
etykretykujący aniżeli wizyty w szpitalu czy ośrodku ochrony zdrowia psychicznego. Jeżeli jednak 
konsultacje tego typu są dostępne wyłącznie przez krótki okres, nie będą one wystarczające dla 
pacjentów, którzy ucierpieli wskutek poważnych traumatycznych doświadczeń i wymagają dłuższej 
terapii.
Lekarze pierwszego kontaktu oraz pracownicy podstawowego szczebla opieki zdrowotnej często 
dobrze znają pacjenta, zazwyczaj mieszkają w sąsiedztwie i dostęp do nich jest bardzo ułatwiony. 
Oznacza to, iż mogą oni zapewnić pacjentowi stałe wsparcie bądź doraźną pomoc w sytuacjach 
kryzysowych, dzięki czemu będzie on mógł radzić sobie poza szpitalem.
Mój lekarz pierwszego kontaktu okazuje mi dużo akceptacji i wsparcia; ma czas, żeby mnie 
wysłuchać. Od czasu do czasu, gdy tracę poczucie bezpieczeństwa, idę do niego pod
koniec godzin przyjęć - tak po prostu, żeby się spotkać z kimś, kogo obchodzi to, czy jeszcze żyję, 
czy nie.
Lekarze pierwszego kontaktu oraz pielęgniarki mogą również udzielić praktycznej pomocy osobie 
dokonującej samouszkodzeń, ucząc ją opatrywania ran i rozmawiając o tym, w jaki sposób może 
ona uniknąć przekroczenia pewnej granicy bezpieczeństwa. (Wielu pacjentów woli, aby ich 
obrażeniami zajął się ich własny lekarz, zamiast zgłaszać się na oddział nagłych wypadków w 
szpitalu).
Jeżeli partner i/lub rodzina osoby dokonującej samouszkodzeń są pacjentami tej samej przychodni, 
jej personel może odegrać ważną rolę w udzielaniu wsparcia tym, u których samouszkodzenia 
bliskiego budzą głęboki niepokój i przerażenie. Lekarz może także podlegać presji ze strony 
rodziny, aby spowodował u swego pacjenta zaprzestanie samouszkodzeń. Powinien wówczas 
najpierw pomóc bliskim pacjenta zrozumieć fakt, że zazwyczaj nie jest to możliwe, przynajmniej w 
krótkim czasie, a następnie pomóc im poradzić sobie z tą świadomością. Pracownicy ośrodków 
podstawowej opieki zdrowotnej znajdują się w położeniu, które umożliwia im spostrzeganie 
problemów w danym związku lub rodzinie i uzyskiwanie ważnej w tym wypadku wiedzy na temat 
praktycznej i ekonomicznej sytuacji pacjentów, mogącej wiązać się z napięciem osoby dokonującej 
samouszkodzeń. Może to być istotne przy ustalaniu, kto potrzebuje pomocy i jakiego rodzaju 
wsparcie powinien uzyskać.
Oddziały nagłych wypadków i pomocy doraźnej
Ludzie dokonujący samouszkodzeń będą się zgłaszać - poza lekarzami pierwszego kontaktu - do 
personelu oddziałów nagłych wypadków i pomocy doraźnej. Pracownicy tych oddziałów muszą 
więc być świadomi, że część obrażeń, z jakimi się spotykają, powstała w wyniku samouszkodzeń. 
Powinni oni w takiej sytuacji przyjąć postawę akceptacji i wykazać się odpowiednią wrażliwością.

background image

Wielu pracowników oddziałów nagłych wypadków i pomocy doraźnej uważa, że nie są to 
odpowiednie miejsca do przeprowadzania „doraźnych interwencji psychiatrycznych", nawet gdy 
idzie o samouszkodzenia. (Zwraca to uwagę na ważny problem ogólnego braku w wielu rejonach 
kraju wsparcia kryzysowego dla ludzi znajdujących się w stanie napięcia psychicznego, zwłaszcza 
poza godzinami pracy). Na oddziałach nagłych wypadków i pomocy doraźnej często panuje spory 
ruch, personel zaś może czuć, że nie dysponuje ani czasem, ani odpowiednim przygotowaniem 
zawodowym do udzielania osobom znaj-
dującym się w stanie silnego napięcia emocjonalnego tak złożonej pomocy, jaką życzyliby sobie 
oferować. Trudnościom odczuwanym przez personel towarzyszy fakt, że, w przeciwieństwie do 
lekarza pierwszego kontaktu, wcześniej nie miał on zazwyczaj żadnej styczności z danym 
pacjentem. Jednorazowy, krótki kontakt wpływa frustrujące na pracowników, ograniczając ich rolę i 
wywołując u nich poczucie, że nie są w stanie wiele zdziałać, gdy idzie o rzeczywiste potrzeby 
pacjenta. Z drugiej strony ten sam pacjent może wielokrotnie stawiać się na leczenie, a wówczas 
lekarze i pielęgniarki mogą czuć frustrację, rozczarowanie i złość.
Osoby korzystające z usług oddziałów nagłych wypadków i pomocy doraźnej inaczej odbierają 
opiekę na tych oddziałach i mają inne oczekiwania dotyczące potrzebnego im wsparcia niż 
pracujący tam personel. Oddziały te to zazwyczaj jedyne miejsca, gdzie można uzyskać 
bezpośrednią pomoc przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, do którego dostęp jest otwarty i 
gdzie nie są wymagane żadne skierowania. Oznacza to, że dla osób dokonujących samouszkodzeń 
ich najbliższy oddział nagłych wypadków i pomocy doraźnej może być czymś w rodzaju ostatniej 
deski ratunku. Ludzie zjawiający się tam z obrażeniami ciała spowodowanymi przez siebie samych 
mogą jednak, poza pomocą medyczną, rozpaczliwie potrzebować wsparcia. Respondentki biorące 
udział w badaniu Bristolskiego Centrum Kryzysowego dla Kobiet (Bristol Crisis Service 
forWomen) (Arnold, 1995) potwierdzają, że niekiedy w akcie desperacji zadają sobie rany tylko po 
to, aby dysponować „ważnym" powodem skontaktowania się z kimś, kto mógłby im pomóc, czyli 
zazwyczaj z oddziałem nagłych wypadków i pomocy doraźnej.
Chciałabym, żeby można było po prostu tam pójść i poczuć się bezpiecznie i nie musieć przedtem 
się okaleczać.
Istnieje więc rozbieżność pomiędzy charakterem usług dostępnych na oddziałach nagłych 
wypadków i pomocy doraźnej a złożonymi motywacjami i potrzebami niektórych zgłaszających się 
tam pacjentów. Taki stan rzeczy może wywoływać rozczarowanie i frustrację zarówno u pacjentów, 
jak i u personelu. Członkowie tegoż personelu mogą zresztą w większości być w pełni świadomi, że 
pacjenci życzyliby sobie większego wsparcia, a oni nie czują się na siłach im go udzielić. Niektórzy 
na wywołaną tym frustrację (a być może i poczucie winy) reagują złością i krytycyzmem 
kierowanym pod adresem pacjenta, który rzekomo stawia im takie „wygórowane" wymagania.
Pacjent trafiający na oddział nagłych wypadków i pomocy doraźnej w następstwie 
samouszkodzenia może znajdować się w stanie szoku i dezorganizacji. Stan ten, połączony z lękiem 
towarzyszącym ujawnieniu jego samouszkodzenia, może spowodować u niego nieko-
munikatywność oraz pojawienie się postawy obronnej, a niekiedy nawet agresywnej. Widok ran 
zadanych sobie przez osobę uszkadzającą się może szokować i niepokoić także pracowników 
oddziału. Z drugiej strony nawet jeżeli napięcie u danej osoby osiąga silne natężenie, jej obrażenia 
mogą być dość powierzchowne, co u pracowników wzbudzi wrażenie, że tracą czas na drobnostki. 
Ciężkie doświadczenia życiowe oraz uczucia będące źródłem samouszkodzenia (które w innych 
okolicznościach wywołałyby zapewne zrozumienie i pobudziły empatię personelu) mogą nie być 
ani nikomu znane, ani w jakikolwiek sposób dostrzegalne. Organizacje zrzeszające osoby 
korzystające z usług medycznych (Pembroke, 1994; 1996) proponują, by ludzie, którzy dokonują 
samouszkodzeń, nosili przy sobie coś w rodzaju karty kryzysowej, honorowanej przez personel 
szpitalny, która zawierałaby wyjaśnienie ich sytuacji i potrzeb.
Sondaż przeprowadzony przez Arnold, dotyczący doświadczeń osób korzystających z usług 
medycznych ujawnia, że choć część z nich ma dobre wspomnienia ze swego pobytu na oddziale, to 
jednak większość spotkała się tam z traktowaniem nieprzyjemnym i karzącym. Narażeni oni byli na 
krytycyzm i obelżywe uwagi, musieli dłużej niż inni pacjenci oczekiwać na pomoc i znosić 

background image

zszywanie ran bez zastosowania znieczulenia miejscowego. Niektórym kobietom dokonującym 
samouszkodzeń wielokrotnie odmówiono udzielenia niezbędnej pomocy medycznej, inne odniosły 
wrażenie, że zaoferowano im leczenie nieadekwatne do potrzeb, natomiast u pozostałych podjęcie 
leczenia obrażeń ciała było uwarunkowane wyrażeniem przez nie zgody na spotkanie z 
dyżurującym psychiatrą.
Któregoś razu, gdy tam trafiłam, lekarz był naprawdę troskliwy i powiedział, ze zszyje mi rany tak, 
ze prawie nie pozostawią blizn. Następnym razem inny lekarz sprawił mi duży ból i nie bardzo się 
przyłożył. Ta rana później nie chciała się goić i przysporzyła mi sporo kłopotów.
Oddziały takie powinny wypracowywać w konsultacji z odbiorcami ich usług taktyki i wytyczne 
odnoszące się do reagowania na samouszkodzenia. Taktyka powinna uwzględniać sposób 
traktowania fizycznych obrażeń pacjenta (włącznie ze sprawami takimi, jak czas oczekiwania
na pomoc, uśmierzanie bólu i prywatność), powinna również dostarczać wskazówek na temat 
zrozumienia samouszkodzenia oraz postaw wobec pacjentów. (Szczegółowe zalecenia na temat 
leczenia pacjentów dokonujących samouszkodzeń zostały przygotowane przez National Self-harm 
Network - zob. Dodatek l).
Istnieje też potrzeba systematycznej analizy sposobów zaspokajania pozamedycznych potrzeb ludzi 
dokonujących samouszkodzeń. Niektóre oddziały nagłych wypadków i pomocy doraźnej rutynowo 
kierują wszystkich pacjentów, którzy w jakikolwiek sposób się uszkadzają, do dyżurującego 
psychiatry, podczas gdy inne czynią to tylko w wypadku jawnych prób samobójczych. W razie 
samouszkodzeń bardziej adekwatna byłaby elastyczna taktyka w postępowaniu z pacjentem, 
którego pytałoby się o jego własne potrzeby i pragnienia. Dla części osób dokonujących 
samouszkodzeń skierowanie do psychiatry może stać się ważną sposobnością uzyskania dostępu do 
pomocy w rozwiązywaniu problemów stojących za samookaleczeniem. Niemniej wielu ludzi nie 
życzy sobie spotkania z psychiatrą podczas swego pobytu na oddziale, mimo iż pragną uzyskać 
wsparcie emocjonalne. Można wówczas zastanowić się nad innymi sposobami udzielenia takiej 
pomocy, na przykład przez pielęgniarki lub wolontariuszy. Wiemy, że w kilku szpitalach 
rozwiązano ten problem dzięki kontaktom ze środowiskowymi ośrodkami ochrony zdrowia 
psychicznego bądź też z lokalnymi organizacjami społecznymi. Placówki te oferują oddziałom 
nagłych wypadków i pomocy doraźnej usługi w zakresie udzielania wsparcia i poradnictwa w 
wymiarze kilku godzin dziennie. Jakkolwiek tego typu rozwiązania mogą być bardzo cenne, ważne 
jest, aby nie zaowocowały one wśród personelu przekonaniem, że udzielanie wsparcia 
emocjonalnego pacjentom nie wchodzi w zakres jego zadań. Bo choć pracownikom tych oddziałów 
wydawać się może, że ich rola ogranicza się do „opatrywania" ran, w rzeczywistości ich pomoc 
może mieć niezwykłą wartość. Uprzejmość, akceptacja i gotowość wysłuchania ze strony personelu 
może poprawić nastawienie pacjenta do siebie i wzbudzić w nim wiarę w sens szukania dalszej 
pomocy. Personel oddziału może wówczas udzielić informacji na temat innych usług dostępnych (w 
publicznych lub niepublicznych placówkach) w danym rejonie.
Środowiskowa ochrona zdrowia psychicznego
Niniejszy podrozdział odnosi się do publicznych środowiskowych zespołów opieki nad zdrowiem 
psychicznym oraz szpitali pobytu dziennego (lub centrów pomocy). Są to zazwyczaj jednostki 
interdy
scyplinarne, dysponujące dużym potencjałem w zakresie świadczenia niezwykle cennych usług 
osobom zmagającym się z samouszkodzeniem oraz z leżącym u jego podłoża napięciem. Mogą one 
oferować wiele podejść terapeutycznych i typów wsparcia, dostosowanych do potrzeb klienta, 
nawet w dłuższej perspektywie czasowej. Są one w stanie wspomagać jednostkę w radzeniu sobie z 
życiem w społeczeństwie bez potrzeby korzystania z leczenia stacjonarnego, z uniknięciem 
ubezwłasnowolnienia i stygmatyzacji związanej z takim leczeniem. Wczesne skierowanie do opieki 
środowiskowej może stworzyć szansę udzielenia jednostce odpowiedniej pomocy, zanim napięcie i 
samouszkodzenie ulegną takiemu zaostrzeniu i utrwaleniu, które prowadziłoby do powtarzających 
się hospitalizacji.
Moja psychiatryczna pielęgniarka środowiskowa wpadała do mnie na chwilę co wieczór i zawsze 
trochę sobie pogawędziliśmy. Dzięki temu, gdy przychodziły najgorsze chwile, udawało mi się 

background image

jakoś przetrwać do następnego dnia.
Niestety jednak brak środków często sprawia, że służba zdrowia nie może wykorzystać swego 
pełnego potencjału w zaspokajaniu potrzeb osób dokonujących samouszkodzeń (ani też innych 
pacjentów). W Wielkiej Brytanii ostatnie decyzje zawężające usługi związane z ochroną zdrowia 
psychicznego do osób cierpiących z powodu „ciężkich chorób umysłowych" doprowadziły do tego, 
że działania profilaktyczne czy też prewencyjne są podejmowane obecnie dużo rzadziej. Częstokroć 
ani samouszkodzenia, ani doświadczeń traumatycznych leżących u jego podłoża nie uważa się za 
problemy wystarczająco poważne, aby gwarantowały opiekę psychiatryczną. Jest to frustrujące i 
niepokojące dla personelu medycznego, poza tym oznacza, że część osób jest zmuszona znosić swe 
napięcia i samouszkodzenia bez jakiegokolwiek wsparcia. Zdarza się, że brak pomocy powoduje 
takie pogorszenie ich stanu, że w końcu zaczynają spełniać kryteria określone dla osoby 
„psychicznie chorej" i w ten sposób kwalifikują się do uzyskania opieki medycznej. Godny 
ubolewania jest fakt, że środowiskowa opieka psychiatryczna może być powstrzymywana przed 
bardziej elastycznym reagowaniem na potrzeby i napięcia osób uciekających się do 
samouszkodzeń.
Gdy już się oferuje pacjentom jakąś formę opieki, często jest ona bardzo ograniczona w czasie, 
personel zaś podlega presji, by doprowadzić do widocznej poprawy stanu pacjenta, którego należy 
wypisać
w możliwie krótkim czasie - w ciągu kilku tygodni lub miesięcy. Krótkoterminowe działania 
rzeczywiście mogą się okazać korzystne dla niektórych osób; samouszkodzenie jednak to 
zazwyczaj problem długotrwały. Analiza doświadczeń leżących u podłoża tego zjawiska (takich jak 
wykorzystanie seksualne) często wymaga pracy trwającej kilka lat. Ograniczenie opieki do 
krótkiego okresu może oznaczać zaprzepaszczenie szansy udzielenia autentycznej pomocy, która 
przyniosłaby trwałą poprawę. Wymóg „dostrzegalnych" efektów może wywierać na pracowników 
nacisk, by starali się zatrzymywać zachowanie samo-uszkadzające u pacjenta, zanim jest on 
rzeczywiście gotowy do radzenia sobie bez niego. Gdy starania te kończą się porażką, pracownicy 
mogą reagować na pacjenta zniecierpliwieniem i frustracją.
Do innych zagadnień związanych z pracą z samouszkodzeniem w warunkach środowiskowej 
ochrony zdrowia psychicznego należą:
• Ewentualny udział pracowników opieki środowiskowej w przymusowych przyjęciach do szpitala 
lub w wydawaniu zaleceń leczniczych. Pracownik, który zdążył już nawiązać dobrą relację z 
pacjentem, będzie w stanie realistycznie ocenić jego stan i potrzeby oraz wynegocjować z nim 
odpowiedni dla niego rodzaj wsparcia i terapii. Z drugiej strony ewentualny udział w decyzjach 
związanych z przymusowym leczeniem mógłby zakłócać jego przymierze terapeutyczne z 
klientem. Udział ten może również wpływać na klientów, którzy będą wstrzymywali się przed 
kontaktem ze służbą zdrowia, gdy odczują potrzebę wsparcia w momentach kryzysowych.
Chciałabym móc z kimś porozmawiać i nie musieć się martwić, że zaraz mnie wezmą pod lupę. 
Czasami naprawdę potrzebuję pomocy, ale nie mam odwagi powiedzieć, co się ze mną dzieje.
' Wśród osób dokonujących samouszkodzeń istnieje ogromne zapotrzebowanie na porady (Arnold, 
1995) i bardzo dobrze się dzieje, jeżeli coraz częściej rolę tę pełnią środowiskowe pielęgniarki 
psychiatryczne - pod warunkiem że są w tym celu przeszkolone i pracują pod superwizją. Niemniej 
jednak należy rozważać ewentualność zaistnienia konfliktu pomiędzy doradztwem a innymi 
zadaniami terapeutycznymi. Pacjentowi nie jest łatwo czuć się bezpiecznie w relacji doradzania z 
osobą, która
jednocześnie daje mu zastrzyki (zapewne w pośladki), zwłaszcza gdy wolałby uniknąć tego rodzaju 
farmakoterapii. Sytuacja się zaostrza, jeżeli środowiskowy pielęgniarz psychiatryczny to 
mężczyzna (co jest dość częste), a pacjentką jest kobieta, która jako dziecko doświadczyła 
wykorzystania seksualnego (częsty przypadek wśród osób dokonujących samouszkodzeń). Role te 
powinny więc być rozdzielone.
Personel pracujący z osobami dokonującymi samouszkodzeń może przeżywać silny lęk związany z 
bezpieczeństwem swych klientów. Każdorazowe opuszczenie domu klienta może wiązać się z 
obawą, że przed kolejną wizytą klient ponownie się uszkodzi, być może nawet bardzo dotkliwie. 

background image

Wymaga to podejmowania trudnej oceny ryzyka. Pracownicy w takiej sytuacji potrzebują więc 
pomocy i wsparcia.
Poza godzinami pracy klienci doświadczający silnych napięć lub przeżywający kryzys liczyć mogą 
na niewielką pomoc (albo nawet nie mogą liczyć na żadne wsparcie). Środowiskowi pracownicy 
psychiatryczni często świetnie zdają sobie sprawę, że ich usługi są niedostępne klientom w 
momentach, kiedy są oni najbardziej narażeni na cierpienie (na przykład wieczorami lub w dni 
wolne od pracy). Rezultatem tej sytuacji mogą być nieplanowane i prawdopodobnie dające się 
uniknąć w innych okolicznościach hospitalizacje. Istnieje wyraźna potrzeba zwiększenia dostępu 
klientów do bardziej elastycznego, niepiętnującego doraźnego wsparcia. W odpowiedzi na ten 
problem zespoły pracowników środowiskowych uruchomiły już w kilku miejscach działające poza 
godzinami pracy usługi polegające na udzielaniu wsparcia przez kontakt telefoniczny (lub 
osobisty). W innych wypadkach pracownicy mogą pomóc swym klientom, informując ich o 
lokalnych placówkach udzielających wsparcia.
Niezbędna jest dobra komunikacja i wzajemne relacje zarówno wewnątrz grup, w których z danym 
klientem pracuje więcej niż jeden jej członek, jak i pomiędzy zespołami pracowników środo-
wiskowych a innymi profesjonalistami pracującymi z klientami, takimi jak lekarze pierwszego 
kontaktu czy personel szpitala. Jeżeli komunikacja ta nie będzie dobra, może się okazać, że 
poszczególni pracownicy prezentować będą różne, a nawet sprzeczne, podejścia do samouszkodzeń 
danej osoby. Klienci będą wówczas czuć się zdezorientowani, a ich zaufanie do tera-
pii zostanie zachwiane. Do niekorzystnej sytuacji dojść może również wówczas, gdy klient będzie 
mógł unieważniać decyzje jednego pracownika przez zwrócenie się do innego, na przykład takiego, 
który nie dysponuje dostatecznymi informacjami. Systemy oparte na pracy tak zwanych głównych 
opiekunów powinny pozwalać unikać takich sytuacji - pod warunkiem że wszyscy profesjonaliści 
pracujący z klientem będą dobrze poinformowani i będą współpracować ze sobą.
• Ponieważ środowiskowa ochrona zdrowia psychicznego oraz placówki pobytu dziennego stosują 
medyczny model leczenia, mogą się do nich odnosić także niektóre kwestie omawiane przez nas w 
dalszej części tej książki. Dotyczy to między innymi ryzyka ubezwłasnowolnienia pacjentów i 
identyfikowania ich z pasywną rolą „chorego". Podobnie jak w wypadku opieki całodobowej 
preferowane powinno być podejście umożliwiające pacjentom zachowanie godności, 
odpowiedzialności za siebie i wolności wyboru.
Społeczne organizacje udzielające wsparcia oraz telefony zaufania
Osoby dokonujące samouszkodzeń mogą się zgłaszać do organizacji społecznych, które zajmują się 
problemami takimi, jak gwałt i wykorzystanie seksualne, przemoc w rodzinie, samobójstwa, 
kryzysy emocjonalne/zdrowotne czy sytuacja młodzieży z grup ryzyka. Tego rodzaju placówki 
oferują rozmaite usługi, na przykład wspieranie poprzez regularne krótkie wizyty u potrzebujących 
pomocy oraz udzielanie informacji, poradnictwo, występowanie w obronie klienta oraz prowa-
dzenie telefonów zaufania. Teoretycznie organizacje tego typu mają możliwość wykazania się 
niezwykłą elastycznością w wychodzeniu naprzeciw potrzebom osób korzystających z ich usług. Są 
one niezależne i nie podlegają ograniczeniom w zakresie kryteriów dotyczących skierowań, jakie 
obowiązują w placówkach publicznej służby zdrowia. Niestety, w wielu wypadkach elastyczności 
tej zagrażają ograniczenia i warunki finansowania. Równocześnie okazuje się, że w ostatnich latach 
do organizacji społecznych w Wielkiej Brytanii zgłasza się coraz więcej osób w stanie silnego 
napięcia psychicznego, zmagających się z coraz poważniejszymi problemami (włącznie z 
samouszkodzeniem). Jeżeli zakres usług świadczonych przez publiczną psychiatryczną opiekę 
zdrowotną w dalszym ciągu będzie ograniczany i coraz mniejsza
liczba osób uzyskiwać będzie od niej coraz mniejsze wsparcie, organizacje społeczne przejmujące 
jej dawnych pacjentów będą musiały korzystać ze stałego i długoterminowego dofinansowania w 
odpowiedniej wysokości. Tylko to pozwoli im planować i wprowadzać do swej oferty odpowiednie 
usługi, a także stosownie wspierać personel oraz wolontariuszy.
Istnieje wiele powodów, dla których usługi oferowane przez organizacje społeczne mogą wydawać 
się szczególnie atrakcyjne osobom dokonującym samouszkodzeń. Niezależność tych placówek 
może wzbudzać większe poczucie bezpieczeństwa u osób obawiających się przymusowej 

background image

hospitalizacji czy też umieszczenia ich dzieci w instytucjach opiekuńczych, gdy tylko o ich 
samouszkodzeniach dowie się placówka publicznej służby zdrowia. Inne osoby (szczególnie te, 
które same pracują w służbie zdrowia) mogą się obawiać odwoływania do publicznej opieki 
zdrowotnej w obawie o swoją karierę zawodową. Z niektórych usług (zwłaszcza telefonów zaufania 
i krótkich wizyt domowych) korzystać można bez potrzeby podawania swych personaliów. Taka 
gwarancja anonimowości może być atrakcyjna dla osób, które wstydzą się samouszkodzeń.
Osoby zwracające się do organizacji społecznych postrzegają jako mniej ubezwłasnowolniające niż 
działania psychiatrycznej opieki zdrowotnej. W wielu wypadkach placówki sektora społecznego 
oferują usługi szybko i łatwo dostępne, niewymagające formalnych skierowań i oceny stanu 
pacjenta. Organizacje te są prowadzone często przez te same osoby, które korzystają z ich usług, ich 
personel i wolontariusze zaś otwarcie mówią o własnych doświadczeniach związanych z napięciem 
emocjonalnym, wykorzystaniem czy innymi przeżyciami. Może to być szczególnie ważne dla osób, 
które uważają, że publiczna opieka psychiatryczna obeszła się z nimi surowo i niewłaściwie lub 
napiętnowała ich, natomiast ludzie o podobnych doświadczeniach zaoferują im więcej zrozumienia 
i empatii.
Bardzo pomaga świadomość, że ktoś cię wysłucha i nie potraktuje jak wariata; ani się nie skrzywi, 
jakby dostal w twarz, kiedy mu powiesz: „Właśnie się pocięłam".
Usługi oferowane przez telefony zaufania mogą być szczególnie cenne dla osób dokonujących 
samouszkodzeń, dlatego ich personel powinien być przygotowany do udzielania wsparcia takim 
dzwoniącym. Ci ostatni z kolei, wciąż lękając się, że ktoś może potępić ich samouszkodzenia, czują 
się dużo bezpieczniej, jeśli mogą wypróbować daną linię
w krótkiej rozmowie, a potem odłożyć słuchawkę, jeżeli nie spotkają się z życzliwą reakcją. Wiele 
telefonów zaufania działa również w porach, kiedy zły nastrój i izolacja szczególnie dają się we 
znaki, czyli wieczorami i w dni wolne od pracy, kiedy inne placówki zazwyczaj są nieczynne. 
Dostęp do telefonu zaufania jest natychmiastowy, w każdym momencie, kiedy tylko jednostka 
poczuje w sobie dość odwagi lub desperacji, aby szukać pomocy. Bywa, że telefon zaufania staje 
się pierwszą placówką, z którą kontaktuje się osoba dokonująca samousz-kodzeń lub przed którą 
samouszkodzenie zostaje ujawnione. Dla wielu osób taki kontakt może być zachętą do 
poszukiwania pomocy bezpośredniej, w osobistym spotkaniu. Inne nie będą się czuły na siłach, aby 
skontaktować się z jakąkolwiek inną placówką i polegać będą na jednej lub kilku organizacjach 
prowadzących telefony zaufania, pozostając tylko przy tej formie pomocy. Jedne osoby korzystają z 
telefonów zaufania tylko sporadycznie, w momentach szczególnego napięcia, dla innych jest to 
źródło systematycznej i długotrwałej pomocy. Osoby dokonujące samouszkodzeń najczęściej 
dzwonią do telefonów zaufania w chwilach, gdy odczuwają pragnienie okaleczenia się, lecz chcą 
jakoś uniknąć zaspokojenia go, albo też gdy stwierdzają, że grozi im ryzyko wyjątkowo poważnego 
samookaleczenia. Część dzwoni też, poszukując wsparcia po akcie samouszkodzenia, który wzbu-
dził u nich poczucie wstydu, przerażenia lub przygnębienia.
Nim zadzwoniłam, przezywałam bardzo silne pragnienie okaleczenia się. Wszystko to minęło, 
jeszcze zanim skończyłam rozmowę, dzięki temu, ze mogłam porozmawiać o tym, dlaczego się tak 
dzieje i co mam zrobić zamiast się okaleczać (Lindsay, 1995).
Pomoc udzielana za pośrednictwem telefonów zaufania charakteryzuje się licznymi ograniczeniami. 
Dzwoniącemu może być bardzo trudno zaufać doradcy i odczuć jego współczucie i wsparcie, gdy 
kontakt między nimi ogranicza się do głosu w słuchawce. Jednorazowość tego kontaktu może być 
odczuwana jako przeszkoda, zarówno przez dzwoniącego, jak i przez pracownika odbierającego 
telefon, gdyż zwykle dzwoniący ma niewielkie szansę na zbudowanie jakiejkolwiek relacji z osobą 
udzielającą mu porady przez telefon. Oznaczać to może, że dzwoniący nie będzie zdolny do 
ujawnienia ważnych informacji na swój temat, bądź też uczyniwszy to, poczuje się przestraszony, 
zdema
skowany i pozbawiony oparcia. Niektóre telefony zaufania umożliwiają dzwoniącym planowanie 
rozmowy z określonym pracownikiem, z którym mogą oni wejść w bliższą relację, ale nie zawsze 
jest to wykonalne.
Gdy człowiek czuje się przygnębiony i bezbronny, to strasznie się boi podnieść słuchawkę i prosić o 

background image

pomoc, jeżeli nie ma pojęcia, kto znajdzie się po drugiej stronie. Co będzie, jeżeli ta osoba okropnie 
się zachowa w stosunku do ciebie albo najzwyczajniej w świecie cię nie zrozumie? Przecież cię nie 
zna - więc jak możesz ją w ogóle obchodzić?
Niektóre telefony zaufania są bardzo przeciążone i dzwoniący muszą wykazać się dużą 
wytrwałością, chcąc się z nimi połączyć. Osoba znajdująca się akurat w stanie silnego napięcia 
może się poczuć zawiedziona i zniechęcona, słysząc po raz kolejny sygnał zajętej linii i nie mając 
pojęcia, kiedy jej próby zakończą się sukcesem i czy w ogóle uda jej się dodzwonić. Telefony 
zaufania potrzebują zapewne większych i bardziej przewidywalnych funduszy, aby mogły 
zaspokajać potrzeby swych potencjalnych użytkowników. Ponownie zatem okazuje się, że fundato-
rzy i nabywcy powinni dostrzec wartość usług świadczonych przez organizacje społeczne i udzielać 
im adekwatnego w stosunku do potrzeb wsparcia.
Grupy wsparcia
Grupy wsparcia mogą być prowadzone przez różnorodne organizacje, mogą też działać niezależnie 
bądź zbierać się w ramach samopomocy. Praca grupowa podjęta we właściwym czasie może być 
bardzo pomocna i nasze doświadczenie podpowiada, że ludzie często chętnie uczestniczą w 
spotkaniach z innymi osobami uszkadzającymi się bądź też z takimi, z którymi łączą ich innego 
rodzaju doświadczenia (na przykład wykorzystanie seksualne w dzieciństwie). Niektórzy 
pracownicy wystrzegają się dopuszczania do udziału w pracy grupowej osób dokonujących 
samouszkodzeń, niepokojąc się, że członkowie grupy będą wzajemnie naśladować swe zachowania 
samouszkadzające i zachęcać się do nich. Z naszego doświadczenia wynika, że tego rodzaju obawy 
są ogólnie rzecz biorąc bezpodstawne, przynajmniej dopóty, dopóki grupa jest dobrze 
zorganizowana i otrzymuje wsparcie.
Oto kilka szczególnych korzyści, jakie przynieść może jednostce uczestnictwo w spotkaniach grupy 
wsparcia:
• złagodzenie poczucia izolacji i tajności;
• poczucie akceptacji, identyfikacji i złagodzenie wrażenia, iż jest się „innym" lub „złym";
• pogłębienie zrozumienia samego siebie poprzez zrozumienie innych członków grupy;
• nowe doświadczenie wzajemnego szacunku, zaufania, empatii i intymności;
• rozwój umiejętności komunikacyjnych;
• okazja do obserwowania, nabywania umiejętności i dzielenia się nimi oraz wyrażania uczuć i 
radzenia sobie z nimi;
• przeżywanie siebie jako osoby zdolnej do zaoferowania czegoś innym, do czerpania z własnych 
negatywnych doświadczeń w celu udzielania pomocy i wsparcia innym członkom grupy;
• umocnienie: doświadczanie poczucia solidarności i siły płynącego z przynależności do grupy. 
Środowisko grupy pozwala również jej członkom odczuć większą równość, kontrolę i wzajemność, 
aniżeli jest to możliwe w terapii indywidualnej.
Grupy mają też swoje ograniczenia, co sprawia, że czasami nie stanowią one odpowiedniego 
środowiska dla niektórych osób. Polega to głównie na tym, że istnieją niewielkie szansę, aby 
podczas każdego spotkania wystarczyło czasu na wysłuchanie lub zaspokojenie indywidualnych 
potrzeb każdego uczestnika. Dla tych członków grupy, którzy czują szczególne napięcie i 
osłabienie, wysłuchiwanie opowieści o doświadczeniach innych może być przytłaczające. 
Uczestnicy spotkań grupy mogą również przeżywać te same reakcje, jakich doświadczają 
pracownicy placówek opieki zdrowotnej, spotykając się z ujawnianymi przez ich klientów 
samouszkodzeniami (bądź urazami). Aby oddziaływanie grupy było korzystne i efektywne, 
potrzebuje ona dobrego wsparcia, jej granice muszą być wyraźnie zaznaczone, a zasady 
przestrzegane, dzięki czemu jej członkowie będą czuli, że są bezpieczni i w pełni nad sobą panują 
(Arnold, Magill, 1996).
Praca z osobami dokonującymi samouszkodzeń
w różnych placówkach
Z osobami okaleczającymi się mogą się zetknąć pracownicy wielu rozmaitych ośrodków i instytucji 
opieki stacjonarnej. Zaczniemy od szczegółowego omówienia wielu zagadnień typowych dla 
środowiska opieki stacjonarnej/instytucjonalnej. Dalej przeanalizujemy kilka szczególnych kwestii 

background image

pojawiających się w specyficznych warunkach szpitalnych oddziałów psychiatrycznych oraz 
placówek zamkniętych.
Typowe problemy pojawiające się w placówkach opieki stacjonarnej, szpitalnej i w ośrodkach 
zamkniętych
Odpowiedzialność za bezpieczeństwo pensjonariuszy W placówkach opieki całodobowej, szpitalnej 
i instytucjonalnej (włącznie z ośrodkami zamkniętymi) często szczególne obawy budzi sprawa od-
powiedzialności i konsekwencji ponoszonych przez personel za samooka-leczenia pensjonariuszy. 
Instytucje kierujące do placówki pacjentów oraz ich rodziny mogą oczekiwać od pracowników 
zapobiegania samouszkodzeniem u ich pacjentów.
W rezultacie członkowie personelu obawiają się, że w wypadku gdy któryś z ich podopiecznych 
uszkodzi się w jakikolwiek sposób, nawet bardzo nieznaczny, zostaną oni obciążeni winą, a nawet 
pociągnięci do odpowiedzialności prawnej. Trudno pogodzić tego rodzaju obawy z potrzebą 
autonomii, prywatności i poczucia odpowiedzialności za siebie i swoich klientów. Także działacze 
organizacji pozarządowych czuć mogą na swych barkach sporą odpowiedzialność, nie dysponują 
oni jednak władzą i dostępem do usług, z jakich korzystać mogą osoby pracujące w placówkach 
medycznych/psychiatrycznych bądź w pomocy społecznej. (Bardzo ważna jest tutaj dobra 
komunikacja z instytucjami kierującymi do danej organizacji klientów - lub finansującymi jej 
działalność - oraz wsparcie z ich strony). Zgodnie z tym, o czym była mowa w rozdziale piątym, 
personel powinien być dobrze poinstruowany i wspierany w ponoszeniu odpowiedzialności i 
ryzyka, w przeciwnym razie istnieje możliwość, że będzie on „schodził na bezpieczną pozycję" i 
przyjmował postawę autorytarną wobec klienta z historią samouszkodzeń.
Wspieranie pensjonariusza, który dokonuje samouszkodzeń Gdy w środowisku placówki opieki 
stacjonarnej czy szpitalnej pojawić się ma osoba dokonująca samouszkodzeń, niezwykle cenne 
okazuje się planowanie. Należy zadbać o liczebność personelu, aby był on w stanie w sposób 
adekwatny (i w miarę elastyczny) wspierać wszystkich pensjonariuszy nawet wówczas, gdy 
samouszkodzenia nałożą nań dodatkowe obowiązki. Dobrze byłoby, gdyby - o ile to możliwe - 
każdy przyszły rezydent mógł wcześniej odwiedzić dany ośrodek i porozmawiać o swych 
potrzebach i życzeniach związanych między innymi z samouszkodzeniem. Personel mógłby 
wówczas wyjaśnić ewentualnemu klientowi przyjęte w swojej placówce sposoby postępowania z 
samouszkodzeniami i wraz z nim zastanowić się, jak najlepiej ułożyć przyszłą współpracę. Można 
to uczynić również w momencie przyjmowania klienta do placówki lub tuż po jego przyjęciu. 
Pewność siebie pensjonariuszy w identyfikowaniu i zgłaszaniu własnych potrzeb będzie rosła w 
miarę ich oswajania się z pobytem w placówce, przemianom będą też podlegały ich potrzeby w 
zakresie wsparcia.
Potrzeba wsparcia (emocjonalnego, praktycznego i społecznego) może być - przynajmniej czasami 
- niezmiernie silna. To ważne, aby pensjonariusz, który się uszkadza, wiedział, że może uzyskać 
wsparcie, szczególnie w chwilach silnego napięcia. Bardzo pomaga mu świadomość istnienia 
systematycznych i budzących ufność sposobności do rozmowy o jego uczuciach i przeżyciach z 
którymś z pracowników - takich jak zaplanowane sesje z głównym opiekunem. Rezydent, który się 
uszkadza, musi również mieć możliwość poproszenia o wsparcie w momentach kryzysowych. 
Teoretycznie placówki opieki stacjonarnej dysponują największym potencjałem udzielania 
odpowiedniego wsparcia, cały czas podążającego za zmieniającymi się potrzebami jednostki. 
Jednakże część z nich boryka się z niedoborem personelu, w innych natomiast pewne aspekty zadań 
pracowników (wynikające z dyscyplin, jakie reprezentują, oraz z ich ról kierowniczych) mogą być 
nie do pogodzenia z udzielaniem emocjonalnego wsparcia i prowadzeniem poważniejszej pracy 
terapeutycznej z osobą tego potrzebującą. Może wówczas zaistnieć potrzeba zatrudnienia 
indywidualnego pracownika bądź nawiązanie współpracy z placówką zewnętrzną wobec danego 
ośrodka w celu zapewnienia pensjonariuszowi odpowiedniego wsparcia. Zdarza się niekiedy 
(zwłaszcza w środowisku szpitalnym), że charakter i natężenie oferowanego wsparcia oddziałuje 
infantylizująco i ubezwłasnowolniające na osoby korzystające z usług danej placówki,
które powinny być zachęcane do wypowiadania się na temat swoich rzeczywistych potrzeb w tym 
zakresie.

background image

Wpływ samouszkodzenia na innych podopiecznych placówki
Atmosfera w środowisku placówki opieki stacjonarnej bądź instytucjonalnej często bywa silnie 
naładowana emocjonalnie, a przebywające tam osoby co dzień są świadkami znacznych napięć. 
Ponadto na terenie placówki może dochodzić do wszelkiego rodzaju aktów samouszkodzeń. Będzie 
to zapewne oddziaływać przygnębiająco i zakłócające na innych pacjentów czy pensjonariuszy, 
budząc u nich przerażenie, poczucie odpowiedzialności, złość lub zazdrość o zainteresowanie, jakie 
wywołuje samouszkodzenie. W pewnych okolicznościach samouszkodzenie może prowadzić do 
powstania ogólnej atmosfery nieprze-widywalności, lęku i chaosu, niezwykle niekorzystnej dla 
niektórych klientów (Pawlicki, Gaumer, 1993). Na własne odczucia klienci tacy mogą reagować 
odrzucaniem i ośmieszaniem osoby dokonującej samouszkodzeń, a niekiedy nawet okaleczaniem 
się.
Niektóre programy realizowane w ośrodkach opieki stacjonarnej wymagają od pensjonariuszy 
uczestnictwa w naradach dotyczących przyjmowania nowych osób. Zawsze dobrze jest rozmawiać 
z rezydentami czy pacjentami na temat samouszkodzeń. Pomoże im to w radzeniu sobie, 
zaakceptowaniu i wspieraniu nowego pensjonariusza, który się uszkadza. Aby czuć się bezpiecznie 
w otoczeniu, które w istocie na jakiś czas (choćby na krótko) staje się dla nich domem, 
pensjonariusze muszą wiedzieć, że personel potrafi postępować z samouszkodzeniami. Być może 
będą potrzebowali zapewnienia, że pracownicy placówki pozostają do ich dyspozycji w takim 
samym stopniu jak dla osoby, która się okalecza, i nie odbierają innych pacjentów i ich napięć jako 
mniej ważnych.
Rola instytucji w częstotliwości występowania samouszkodzeń Niekiedy osoby, które wcześniej 
nigdy się nie uszkadzały, zaczynają to robić, znalazłszy się w szpitalu, więzieniu lub placówce 
opiekuńczej. Inni, przebywając w takim środowisku, okaleczają się rzadziej lub częściej, niż zwykli 
to czynić. Należy zatem się zastanowić, jakie czynniki wynikające z faktu przebywania w danym 
otoczeniu mogą wpływać na podejmowanie samouszkodzeń. Samouszkodzenia pojawiać się mogą 
również „rzutowo". Gdy uszkadza się cała grupa klientów, może się to wiązać w jakiś sposób z 
działaniem swoistego elementu naśladownictwa lub współzawodnictwa między jej członkami.
Personel będzie próbował zaradzić tej „epidemii" (czy współzawodnictwu), uciekając się do 
różnych sposobów: izolując osoby uszkadzające się od siebie lub całe grupy klientów 
uszkadzających się od reszty pensjonariuszy. Być może podejmie próby modyfikowania za-
chowania. W niektórych placówkach wykorzystuje się presję grupy, co polega na tym, że od 
jednostek dokonujących samouszkodzeń wymagane jest wytłumaczenie się ze swego zachowania 
na forum składającym się ze wszystkich pensjonariuszy, którzy następnie decydują, jakie sankcje 
zostaną zastosowane.
W naszym przekonaniu istnieje kilka potencjalnych przyczyn wystąpienia lub eskalacji 
samouszkodzeń obserwowanych po przyjęciu jednostki do placówki. U części osób 
samouszkadzanie może być reakcją na lęk, utratę, napięcie, dezorientację, bezsilność i wiele innych 
uczuć wywołanych oddaleniem od domu i wejściem w obce środowisko. Normalne sposoby 
udzielania sobie wsparcia oraz wyrażania uczuć i radzenia sobie z nimi mogą stać się niedostępne 
albo też (lub jednocześnie) samouszkodzenie może być reakcją na cechy samego środowiska, w 
którym do niego dochodzi.
W rozdziale piątym pisałyśmy o ważnych funkcjach, jakie pełnić może samouszkodzenie w sytuacji 
przebywania w placówce pobytu stałego, i zaproponowałyśmy rozważenie kilku pytań dotyczących 
roli instytucji i jej pracowników oraz użytkowników w rozwoju zachowań samouszkadzających. 
Tam gdzie samouszkodzenie jest szczególnie rozpowszechnione albo zdaje się występować 
„rzutami", ważne będzie zrozumienie, co naprawdę się dzieje. Personel powinien porozmawiać z 
klientami, indywidualnie i w grupach, aby dowiedzieć się, co według nich jest przyczyną ich 
samouszkodzeń. Uzyskawszy możliwość wypowiedzenia się wobec osób, które wysłuchają ich ze 
współczuciem i potraktują poważnie, wielu pensjonariuszy gotowych będzie dać wyraz swym 
problemom i zająć się kwestiami dotyczącymi całej grupy, wykazując się kreatywnością w 
znajdowaniu rozwiązań dla tychże problemów.
Oto kilka sposobów rozwiązania problemu wyraźnych „rzutów" czy „epidemii" samouszkodzeń:

background image

• zapewnienie wszystkim klientom takiej uwagi i wsparcia, by ich potrzeby w tym zakresie zostały 
zaspokojone;
• traktowanie wszystkich z szacunkiem, jako osób mających swe prawa, poglądy, zdolności i zalety;
• zachęcanie do bezpośredniej werbalnej ekspresji uczuć, konfliktów i trudności;
• wspomaganie rozwoju kultury wzajemnego wspierania się i współpracy, zarówno w obrębie grupy 
klientów, jak i między klientami a personelem;
• dawanie pensjonariuszom jak największej swobody decydowania o własnym życiu i sytuacji oraz 
o funkcjonowaniu ich otoczenia;
• udostępnienie bezpiecznych kanałów przekazywania wszelkich zażaleń i ich rozpatrywania;
• zapewnienie pensjonariuszom dostępu do wystarczającej liczby stymulujących, pożytecznych 
zajęć i okazji do kontaktów społecznych (nuda i izolacja mogą podsycać zachowania samouszka-
dzające, szczególnie wieczorami);
• dostarczanie pensjonariuszom sposobności do bezpiecznego rozładowywania złości, napięcia i 
frustracji, na przykład na worku treningowym lub w aktywności sportowej;
• stworzenie efektywnych sposobów rozwiązywania konfliktów powstających wśród personelu 
(Aidridge, 1988).
Oddziaływanie samouszkodzeń na personel Pracownicy placówek opieki stacjonarnej i szpitali 
zgłaszają, że samouszkodzenia wymagają ogromnego pod względem czasowym zaangażowania 
personelu, zakłócając jego zdolność sprawnego zarządzania ośrodkiem i zaspokajania potrzeb 
wszystkich klientów. Pracownicy odczuwający stałe przeciążenie mogą ze złością i w sposób 
karzący reagować na pensjonariusza, który często się okalecza lub grozi samouszkodzeniem i 
sprawia wrażenie „nadmiernie wymagającego". Samouszkodzenia mogą również szczególnie silnie 
oddziaływać na sferę emocjonalną osób pracujących w takim środowisku. Będąc świadkiem 
powtarzających się wypadków samouszkodzenia, usiłując przewidywać zagrożenie i zapanować 
nad nim, a także znosząc szereg innych podobnych obciążeń, personel może przeżywać dotkliwy 
niepokój i napięcie. Pracownicy placówek, w których osoby dokonujące samouszkodzeń nie są 
poddawane ścisłej kontroli, mówią często o uczuciu odrazy i przerażenia na myśl o tym, co w 
każdej chwili mogą zastać, otwierając drzwi któregoś z pokoi lub którejś z łazienek. (Na szczęście
strach przed tym, co mogłoby się wydarzyć, jest zwykle silniejszy od tego, co rzeczywiście 
przeżywają w momencie ujrzenia zadanych sobie przez pacjenta ran).
Wymagania stawiane przed personelem przez samouszkodzenia wynikają najczęściej z poniższych 
czynników.
Kroki podejmowane w celu zapobiegania samouszkodzeniem.
Metody takie jak ścisła obserwacja są niezmiernie czasochłonne. W rozdziale piątym mieliśmy 
okazję zobaczyć, że korzystne dla klientów (oraz pracowników) są rozwiązania polegające na 
rezygnacji z kontrolowania samouszkodzeń przez personel.
Potrzeba wsparcia u osób dokonujących samouszkodzeń.
Może zaistnieć potrzeba zatrudnienia większej liczby personelu. Szczególnie istotna jest obecność 
wielu pracowników w tych porach dnia, kiedy samouszkodzenia zdają się przybierać na sile - 
zazwyczaj jest to wieczór. Niemniej jednak, nawet przy najlepszych chęciach, niemożliwe jest, aby 
każdy pensjonariusz miał stały dostęp do kogoś z personelu. Rezydenci mogą sami wzajemnie się 
wspierać, warto więc zastanowić się nad sposobami zachęcania do tego rodzaju zachowań (na 
przykład w pracy grupowej lub w trakcie zajęć integracyjnych). Dobrze byłoby również pomagać 
jednostkom w wypracowywaniu sposobów radzenia sobie i wyrażania siebie niewymagających 
bezpośredniego zaangażowania personelu.
Postępowanie z obrażeniami ciała. W placówkach opieki całodobowej i szpitalach wypadki 
samouszkodzeń mogą się wielokrotnie powtarzać, pojawiając się nawet u kilku klientów naraz. 
Powoduje to, że personel spędza wielu czasu na zajmowaniu się samouszkodzeniami.
Bardzo korzystne dla pacjentów byłoby przejęcie jak największego zakresu odpowiedzialności za 
pielęgnowanie swych okaleczeń. Są to często niewielkie zranienia, które z powodzeniem będą 
mogli sobie opatrzyć, jeżeli tylko udostępni się im zestawy opatrunkowe i udzieli prostej instrukcji. 
(Mimo to nadal będą potrzebować emocjonalnego wsparcia, nie powinno się ich po prostu 

background image

pozostawiać sobie samym i ignorować). Personel placówek niedysponujących sprzętem medycz-
nym może próbować nawiązać współpracę z lekarzami rodzinnymi i oddziałami nagłych 
wypadków i pomocy doraźnej, które będą lepiej przygotowane do udzielania pomocy 
pensjonariuszom wymagającym leczenia poważniejszych obrażeń.
Szczególne problemy pojawiające się
w warunkach szpitalnej opieki całodobowej
Szpitale lub oddziały psychiatryczne to najczęściej główne źródło intensywnego leczenia dostępne 
większości osób dokonujących samouszkodzeń. Mają one możliwość udzielania wsparcia w takim 
zakresie, jaki w innych placówkach jest rzadko osiągalny. Wiele osób uszkadzających się stwierdza, 
że od czasu do czasu potrzebują „azylu", to znaczy miejsca, gdzie mogą schronić się na chwilę i 
poczuć się bezpiecznie, uzyskać opiekę i pomoc, odetchnąć od presji życia na zewnątrz (Arnold, 
1995). Jednak mimo iż wsparcie, ochrona i leczenie oferowane przez szpital psychiatryczny 
przynosi sporej części tych osób dużo korzyści, to na wielu ludzi zmagających się z 
samouszkodzeniem pewne aspekty długotrwałego stacjonarnego leczenia psychiatrycznego mogą 
wywierać niezbyt pozytywny wpływ.
Już sam charakter środowiska szpitalnej opieki psychiatrycznej powoduje powstanie wielu ważkich 
kwestii spornych i dylematów. Powszechne oczekiwania, że personel będzie zapobiegał 
samouszkodzeniem, to tylko jeden z elementów ogólnie panującego nastawienia -zazwyczaj od 
placówek opieki stacjonarnej wymaga się, by roztaczały one nad pacjentem coś w rodzaju 
rodzicielskiej opieki. Leczenie napięć natury psychicznej w warunkach medycznych jest oparte na 
założeniu, że napięcia tego rodzaju, niczym fizyczny symptom, powstają na gruncie choroby, której 
zaradzić mogą lekarze i pielęgniarki. Rola pacjenta w modelu medycznym charakteryzuje się 
biernością: polega na poddaniu się leczeniu zaleconemu przez „eksperta", który zdiagnozo-wał, co 
złego się z nim dzieje. W takiej sytuacji pacjenci skłonni będą zrzekać się znacznej części 
odpowiedzialności za siebie na rzecz szpitala i jego personelu. Napięcie emocjonalne i wywołane 
nim zachowania mogą być postrzegane jako reakcje, które personel powinien kontrolować i leczyć. 
Takie zrzeczenie się odpowiedzialności (a z nią mocy decydowania) za siebie może być 
niebezpieczne z medycznego punktu widzenia i błędne ze względów psychologicznych, gdyż jed-
nostka będzie skutecznie zachęcana do unikania odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo i 
własne życie, uczucia i czyny.
Nastawienie na zapobieganie samouszkodzeniem i „leczenie" choroby (połączone z narzucaniem 
terapii), często skutkuje nadmiernym naciskiem na stosowanie leków i takich metod, jak 
przymusowa hospitalizacja, ścisła obserwacja i dozór, bądź wdrażaniem surowych programów 
modyfikujących zachowania. Zgodnie z tym, o czym była
mowa w rozdziale piątym, sytuacja taka może spowodować ubezwłasnowolnienie pacjenta i 
pogłębić problemy leżące u podłoża jego zachowania samouszkadzającego (sprawę napięcia 
emocjonalnego rozwiązuje się za pomocą bezpośrednich metod fizycznych lub uznaje się daną 
osobę za jednostkę złą i pozbawioną zahamowań).
Osoba przybywająca do szpitala psychiatrycznego jako pacjent mający tam pozostać przez jakiś 
czas (szczególnie jeżeli zostaje on przyjęty do szpitala po raz pierwszy) może doświadczać wielu 
niezwykle silnych emocji. Naturalnie, już wcześniej przeżywała skrajne napięcie, stąd decyzja o 
hospitalizacji. Nagle jednak znalazła się z dala od wszystkiego, co swojskie, od własnych ról 
życiowych, wsparcia, relacji rodzinnych i społecznych, od zwyczajnego, codziennego życia. 
Wprawdzie świadomość, że jej napięcie zostało wreszcie zauważone, a ona sama wkrótce otrzyma 
pomoc, jest źródłem pewnej ulgi, niemniej jednak przerażać może sam fakt znalezienia się w 
„szpitalu dla psychicznie chorych", zachowanie i niepokój innych pacjentów oraz zapewne 
szczelnie zamknięte drzwi i okna. Człowiek w takiej sytuacji może czuć się bezsilny i lękać się, co 
go spotka, szczególnie jeżeli hospitalizacja nie była planowana. (Sytuacja niektórych pacjentów, 
zwłaszcza kobiet, jest tym bardziej traumatyczna, że narażone są one na molestowanie seksualne 
lub napaści ze strony innych pacjentów lub personelu).
Można się spodziewać, że w obcym środowisku szpitala większość pacjentów będzie się starać 
złagodzić poczucie dyskomfortu, obserwując i przejmując zachowania innych pacjentów. Zachęta 

background image

ku temu płynąć będzie w znacznym zakresie od personelu, któremu ułatwia to pracę; chodzi na 
przykład o przystosowanie się do rytmu wyznaczanego przez pory posiłków, rozdawanie leków, 
terapię zajęciową, obchody i tym podobne. Oczekuje się od pacjentów podporządkowania niepisa-
nym normom zachowania, niekiedy znacznie różniącym się od zwyczajnego postępowania osoby 
dorosłej poza szpitalem, opartym na bierności i posłuszeństwie oraz akceptacji ograniczenia 
wolności. Jedną z mniej aprobowanych „norm" zachowania przejmowanych przez pacjentów może 
być samouszkodzenie. Jest to najwyraźniej sposób „radzenia sobie", jednakże jego przyczyny nie są 
bynajmniej tak proste, jak sugerować by mogło opisujące go określenie.
Może się okazać, że samouszkodzenie to podstawowy sposób sygnalizowania napięcia panującego 
w środowisku szpitalnym. Jeżeli nowo przybyli pacjenci nie usłyszą wyraźnego zapewnienia, że 
mogą uzyskać wsparcie w zmaganiu się ze swym napięciem, i nie zostaną zachęceni do korzystania 
z niego, to być może nie będą się czuli wystar
czająco pewnie, aby zwracać się do personelu z zamiarem wyrażenia swych odczuć. Będą 
natomiast uciekać się do pośrednich form komunikacji, które -jak wynika z ich obserwacji - są 
skuteczne.
Przebywając w środowisku domowym, ludzie mogą wykorzystywać takie sposoby wyrażania uczuć 
(na przykład płacz, awanturowanie się, trzaskanie drzwiami), które nie są tolerowane w szpitalu. 
Nierzadko więc korzystający z opieki psychiatrycznej stwierdzają, że czują się bardzo skrępowani 
w wyrażaniu silnych uczuć, ponieważ okazywanie ich z pewnością spowoduje, że zostaną zmuszeni 
do przyjęcia leków, a nie wysłuchani i zaakceptowani.
Jak się wkurzysz, dają ci leki. Gdy plączesz, mówią, żeby pobyć z innymi albo iść na terapię 
zajęciową. Kiedy się śmiejesz, mówią, ze to histeria i masz się uspokoić. Można oszaleć.
Model alternatywny
Zwracałyśmy już uwagę, że pewne elementy kultury i sposobów postępowania z 
samouszkodzeniami w środowisku szpitalnym mogą szkodzić leczeniu. Stan pacjentów ulega 
wprawdzie chwilowej „poprawie" na czas, gdy ich zachowanie podlega kontroli, ale rzeczywiste 
zmiany są niewielkie, dlatego latami ludzie ci nieustannie powracają do szpitala. Opieka tego typu 
może jednak obejmować wiele form terapii korzystnych dla osób dokonujących samouszkodzeń. 
Podejścia wspomagające pacjenta w wyrażaniu uczuć i radzeniu sobie z nimi oraz w operowaniu 
większą liczbą zachowań przynoszą efekty w postaci nabywania przez niego umiejętności, dzięki 
którym będzie on mógł udzielać sobie wsparcia poza szpitalem. Ponadto odnoszenie się do pacjenta 
z szacunkiem i wyrozumiałością będzie korzystnie wpływało na jego poczucie godności i 
rozumienie siebie.
Przykładem takiego właśnie alternatywnego podejścia jest model wdrażany ostatnimi czasy na 
oddziale dla osób dokonujących ostrych samouszkodzeń w Bethlem Royal Hospital (Jane Bunclark, 
1996, tekst wygłoszony na konferencji oraz informacja osobista). Podejście stosowane tam 
poprzednio kładło nacisk na zapobieganie samouszkodzeniem za pomocą metod tradycyjnych, 
niekiedy również dość inwazyjnych lub ograniczających swobodę. Podejście to odrzucono, 
przekonawszy się, że przyczynia się ono do powstawania wielu problemów: wymuszało walkę o 
władzę pomiędzy personelem a pacjentami; wszelkie samouszkodzenia, nawet te najdrobniejsze, 
od-
bierane były przez pracowników oddziału jako porażka; natomiast pacjenci, którym 
uniemożliwiono uszkadzanie się, po prostu zastępowali to zachowanie innymi formami 
„samoniszczenia", takimi jak głodówki lub odmowa przyjmowania płynów. Nowe podejście 
pozwala pacjentom decydować i samodzielnie regulować swe samouszkodzenia. Pacjentom 
pomaga się identyfikować uczucia i przeżycia, które zdają się wyzwalać samouszkodzenie, a także 
radzić sobie z nimi. Pacjenci wspólnie z personelem opracowują „plan bezpieczeństwa", prze-
widując i planując sposoby działania w sytuacjach kryzysowych, które mogą zapowiadać 
samouszkodzenie. Zachęca się pacjentów do pogłębiania własnego zrozumienia samouszkodzeń i 
wypracowywania alternatywnych sposobów ekspresji i radzenia sobie. Według informacji 
pracowników podejście to się sprawdza, a na oddziale zapanowała bardziej „terapeutyczna" 
atmosfera. Przejawia się to w tym, że obecnie pracuje się z rzeczywistymi przyczynami napięć i 

background image

samouszkodzeń, nie koncentrując się, jak to czyniono wcześniej, na doraźnej kontroli symptomu. 
Gdy czasami okazuje się, że tego rodzaju podejście nie jest dość skuteczne w zapobieganiu ostrym 
samouszkodzeniem, personel i pacjenci negocjują umowę, na podstawie której personel (za uprzed-
nim przyzwoleniem pacjenta) może interweniować w sytuacji, kiedy samouszkodzenie osiągnie 
określony poziom zagrożenia. Jakkolwiek w danym momencie pociąga to za sobą kłopotliwe 
ograniczenie swobody, to jednak owo ograniczenie następuje wskutek wcześniejszej decyzji, w 
podjęciu której uczestniczył sam pacjent.
Domaganie się od personelu szpitala ponoszącego odpowiedzialność za bezpieczeństwo i dobro 
pacjentów przyjęcia mniej interwencyjnej postawy i przekazania pacjentom odpowiedzialności za 
ich samouszkodzenia wywołuje u tegoż personelu nowy rodzaj stresu. Aby mógł on pracować w 
takich warunkach, niezbędne mu będzie oparcie w postaci wskazówek i pomocy ze strony 
kierownictwa, a także super-wizji i wsparcia.
Mówiłyśmy już o korzyściach, jakie osobom dokonującym samouszkodzeń przynieść może 
bardziej wspierająca postawa wobec ich sytuacji. Szerzej rzecz ujmując, sugerowałybyśmy, aby 
placówki psychiatryczne opierały swe podejście na modelu, w którym samouszkodzenie jest 
postrzegane jako jeden ze skutków urazu. W takim modelu ludzie są traktowani jako w pełni 
sprawne osoby dorosłe, które najzwyczajniej w świecie muszą poradzić sobie z wcześniejszym 
doświadczeniem. Podkreśla się tu panowanie jednostki nad procesem leczenia
jej własnych „ran". Sprzyjać mu będą z pewnością takie elementy środowiska terapeutycznego, jak 
bezpieczeństwo, wsparcie, opanowanie oraz przyjęcie zasady, że uczucia nie są niczym złym i 
można je zaakceptować.
Szczególne problemy pojawiające się
w więzieniach i placówkach zamkniętych
Więzienia, szpitale specjalistyczne i placówki zamknięte to miejsca, gdzie notuje się najwięcej 
przypadków samouszkodzeń, zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet (Winchel, Staniey, 1991). 
Wydaje się, że najczęściej dokonują ich młodzi więźniowie. Na wysokie wskaźniki samouszkodzeń 
obserwowanych w instytucjach zamkniętych wpływa wiele przyczyn.
Do wystąpienia samouszkodzeń przyczynia się sam fakt pozbawienia wolności. Liczne badania 
prowadzone w placówkach zamkniętych wskazują na duże znaczenie takich czynników, jak 
ograniczenie przestrzeni, nuda i brak zajęć (zob. np. Holloway Project Committee, 1985). 
Uwięzienie pod nadzorem innych wywołuje uczucia bezsilności i frustracji, mogące z kolei 
uruchamiać zachowania samouszkadzające (Cookson, 1977). Paradoksalnie więzień postrzegany 
jako osoba, u której ryzyko wystąpienia samouszkodzeń jest wysokie, poddawany będzie jeszcze 
ściślejszemu nadzorowi i kontroli, co z kolei pogłębi jego frustrację i poczucie izolacji, tym bardziej 
zwiększając prawdopodobieństwo podjęcia przez niego samouszkodzeń. Z badania dotyczącego sa-
mouszkodzeń przeprowadzonego przez Burrowa (1992) na terenie jednego z brytyjskich szpitali 
specjalistycznych wynika, że szczególnie pacjentki były tam poddawane różnorodnym formom 
oddziaływań -włącznie z obserwacją, izolacją, farmakoterapią i stosowaniem kaftanów 
bezpieczeństwa - mających na celu zapobieganie samouszkodzeniem, nawet jeżeli były one bardzo 
nieznaczne. Burrow zauważa, że tego rodzaju kroki podejmuje się czasami już po akcie 
samouszkodzenia, gdy kryzys, który je wywołał, zdążył przeminąć, a zatem nie mają one nic 
wspólnego z „prewencją". Istnieją dowody przemawiające za tym, że prawdopodobieństwo 
pojawienia się samouszkodzenia szczególnie się nasila w okresach całkowitego odosobnienia 
(Cullen, 1995). Paradoksalnie, tego rodzaju metoda „prewencyjna" stosowana jest nader często 
wobec więźniów, którzy dokonują samouszkodzeń. Dzieje się tak pomimo sugestii płynących z 
badania przeprowadzonego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii (HMSO, 
1990),
wedle których izolacja nie jest bynajmniej korzystna dla więźniów wykazujących tendencje 
samobójcze, a wobec osób, u których istnieje ryzyko wystąpienia zachowań samoniszczących, 
zamiast „biernej obserwacji", stosowany powinien być tak zwany nadzór interaktywny.
Brak bezpośredniej kontroli nad własnym życiem i położeniem może powodować, że więzień 
będzie usiłował wykorzystać samouszkodzenie jako formę nacisku, na przykład prowokując władze 

background image

więzienia do przeniesienia go do innej jego części. Sytuacja osób znajdujących się w areszcie 
śledczym lub oczekujących na rozprawę jest szczególnie stresująca, a strach i niepewność 
pogłębiają prawdopodobieństwo podjęcia samouszkodzenia (bądź próby samobójczej). Więźniowie 
mający przed sobą odbycie długiej kary (lub -jak to bywa w szpitalach specjalistycznych - 
nieznający daty opuszczenia placówki) mogą się czuć przygnębieni i zniechęceni. Brakuje im 
motywacji do stanowczego rozliczania się z własną sytuacją i uczuciami, zatem ich zachowanie 
samouszka-dzające będzie tym bardziej miało szansę się utrwalić. W więzieniach i szpitalach 
zamkniętych brak zazwyczaj prywatności i fizycznej przestrzeni, w której można by się swobodnie 
poruszać. (Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zachowania autodestrukcyjne, takie jak gryzienie 
się, spotykamy również u zwierząt uwięzionych w klatkach). Więzienie to środowisko zwykle 
hałaśliwe i ogarnięte chaosem, osadzeni zaś często są świadkami przejawów napięć u swych 
współwięźniów. Izolowani od swych rodzin i przyjaciół, mogą odczuwać brak wsparcia i troski.
Nawet jeżeli personel w miarę możliwości udziela wsparcia, jego pole działania jest dość 
ograniczone zarówno ze względu na dużą liczbę więźniów przypadającą na każdego pracownika 
oraz na rolę dyscyplinującą, którą pracownicy muszą stawiać na pierwszym miejscu w 
wykonywaniu swej pracy. (W badaniu przeprowadzonym wśród młodych więźniarek Cullen [1985] 
ustalił, że spora liczba tych kobiet postrzega swe otoczenie jako niedostarczające wsparcia i 
odczuwa zachowanie pracowników jako nadmiernie kontrolujące). Szczególnie stresujące w 
sytuacji, kiedy ludzie przebywają w zamknięciu, blisko siebie, są konflikty pomiędzy więźniami (i 
personelem). Mogą one rodzić lęk i brak poczucia bezpieczeństwa, które popychają więźniów do 
samouszkodzeń.
Ludzie w instytucjach zamkniętych są oddaleni od swych dążeń, struktury i obowiązków 
normalnego życia, które zazwyczaj stanowi źródło pewnej motywacji i poczucia stałości. Mogą oni 
przeżywać
ogromy smutek, wrażenie nieładu i tęsknotę za domem. Szczególnie niszcząca może być rozłąka z 
dziećmi, zwłaszcza dla kobiety bez partnera, który zadba o dom i dzieci. Skutkiem tego dzieci 
wędrują pod obcą opiekę. Kiedy wyrok jest długi, może to oznaczać dla kobiety całkowitą utratę 
dzieci. Małżeństwa i inne ważne związki kobiet i mężczyzn przebywających w więzieniu często 
doznają poważnego uszczerbku lub się rozpadają. Wiadomości na ten temat docierające do 
więźniów często stają się czynnikiem prowadzącym do samouszkodzenia. Więźniowie nie są w 
stanie wpłynąć na poprawę sytuacji na zewnątrz placówki, potrzebują więc wsparcia w radzeniu 
sobie z takimi trudnościami.
Więźniowie często nie mają zbyt wielu zajęć i brakuje im stymulacji społecznej i sensorycznej 
(dotyczy to szczególnie „więźniów podatnych na wpływy", którzy większość czasu przebywają w 
osamotnieniu). Więźniarki uczestniczące w spotkaniach grupy wsparcia podczas swego pobytu w 
części szpitalnej więzienia dla kobiet zgłaszały nam, że „miały zbyt dużo czasu na myślenie". 
Niektóre z nich musiały przedtem przerwać codzienne zajęcia rękodzielnicze z powodu obaw 
personelu, że w pracy tej mają dostęp do przedmiotów, które mogłyby wykorzystać do okaleczenia 
się. Gdy kobiety te nie miały czym się zająć, wszelkie uczucia lęku i niepokoju z łatwością 
eskalowały, wpędzając je w rozpacz. Ludzie przebywający w więzieniach pozbawieni są wielu 
normalnych możliwości wyrażania emocji (Bach-Y-Rita, 1974), nie mają do dyspozycji zbyt wielu 
usankcjonowanych sposobów ekspresji i uzyskiwania zrozumienia dla własnych niepokojów, 
gniewu i tym podobnych uczuć. W takim kontekście samouszkodzenie może wydawać się jedyną 
metodą dającą upust odczuciom, które zdają się już niemożliwe do zniesienia.
Niektóre aspekty życia w więzieniu czy szpitalu zamkniętym mogą bardzo mocno łączyć się ze 
wspomnieniami wykorzystania doznanego w dzieciństwie. Już samo ograniczenie wolności i 
bezsilność powodują przerażenie i poczucie pognębienia. Traumatyczne doświadczenie może zostać 
na powrót ożywione za sprawą środków kontroli i ubezwłasnowolnienia; rewizji z rozbieraniem do 
naga; obserwowania przez wizjery; wchodzenia do cel bez ostrzeżenia; napastowania i nadużyć 
emocjonalnych i seksualnych ze strony personelu (Potier, 1993), prześladowań i wykorzystania 
(włącznie z napaścią seksualną) ze strony innych więźniów. Wszystko to dla każdego byłoby 
koszmarem, ale na osobę, która w dzieciństwie doznała wykorzystania seksualnego (co jest częstym 

background image

przypadkiem wśród więźniów), może to mieć wpływ szczególnie traumatyczny. Usiłując sobie z 
tym radzić, więźniowie podejmują albo intensyfikują samouszkodzenia.
W niektórych wypadkach więzień okalecza się, pragnąc przyłączyć się do podkulimy więziennej, w 
której samouszkodzenia stanowią normę i jeden ze sposobów ekspresji. Rany i blizny mogą być 
środkiem zapewnienia sobie określonego statusu lub wiarygodności i więźniowie mogą podlegać 
presji grupy, by się okaleczać. Samouszkodzenie może też być wyrazem protestu i buntu przeciwko 
władzom i pracownikom więzienia. Jednak nie zawsze podkultura funkcjonująca w danym 
środowisku zamkniętym aprobuje samouszkodzenie. Podczas rozmów z personelem więziennym i 
osadzonymi mówiono nam także o piętnowaniu i pogardzie ze strony współwięźniów, na jakie są 
narażone osoby uszkadzające się. W każdym razie ważne jest, by nie traktować samouszkodzeń 
wśród więźniów wyłącznie jako „normy" i „naśladownictwa", ponieważ bardzo często wyrastają 
one z autentycznych napięć psychicznych.
Reagowanie na problem samouszkodzeń w placówkach zamkniętych
Istnieje wyraźna potrzeba zajęcia się samouszkodzeniami w placówkach zamkniętych oraz 
zagrożeniami i napięciami, na jakie narażają one więźniów i pacjentów (a także personel). Część 
czynników wpływających na to, że samouszkodzenia są tak częstym zjawiskiem w środowisku 
zamkniętym, wynika z samej natury tego środowiska. Na przykład odosobnienie stanowi warunek 
sine quo. non sytuacji więźnia. Jednakże pewne aspekty zaostrzające tę sytuację mogą być zmie-
nione, by złagodzić napięcia i samouszkodzenia. Do takich pożądanych zmian (w naszym odczuciu) 
należą:
• ograniczenie przepełnienia; większa prywatność;
• poprawa warunków bytowych i żywieniowych;
• więcej czasu spędzanego poza celą, przy pracy, nauce, na ćwiczeniach fizycznych, aktywności 
społecznej i przy innych pożytecznych zajęciach;
• umieszczanie młodzieży w instytucjach dostosowanych do ich wieku i potrzeb, a nie w 
więzieniach/placówkach dla dorosłych;
• zwiększenie liczby personelu w stosunku do liczby więźniów (na przykład przez powierzanie 
danemu pracownikowi odpowiedzialności za mniejszą grupę osadzonych);
• dostrzeżenie zjawisk takich jak napaści, wykorzystywanie seksualne i prześladowanie oraz 
zapobieganie im;
• zwiększenie częstotliwości kontaktów z rodzinami i przyjaciółmi (i zmniejszenie oddalenia od 
nich);
• udostępnienie lepszych sposobów komunikacji i wyrażenia zadwolenia, składania zażaleń;
• przykładanie większej wagi do słuchania i wspierania więźniów dokonujących samouszkodzeń, 
nie zaś wyłącznie do kontrolowania ich. Stwarza to potrzebę odpowiedniego szkolenia pracow-
ników odpowiadających za nadzór i opiekę nad więźniami znajdującymi się w stanie silnego 
napięcia.
Większość tych zmian wymagałaby woli politycznej i przyznania placówkom znacznie 
zwiększonych środków. Jeżeli jednak problem rozpowszechnienia samouszkodzeń (a także 
samobójstw) ma znaleźć rozwiązanie, trzeba zająć się powyższymi kwestiami.
Pomocne w radzeniu sobie z samouszkodzeniami w środowisku placówki zamkniętej może też być 
zastosowanie innych sposobów. Najniższy wskaźnik samouszkodzeń Cullen (1985) zanotował 
wśród przestępczyń przebywających w placówce, która ustanowiła swoisty „reżim terapeutyczny", 
gdzie „wsparcie, ekspresja, zaangażowanie i orientacja na problem indywidualny" uważane były za 
sprawy najwyższej wagi. Oto niektóre elementy tego reżimu, tak korzystnego dla 
więźniów/pacjentów dokonujących samouszkodzeń:
• atmosfera wspomagająca wyrażanie uczuć i trudności;
• dostarczanie okazji do wypowiadania się na temat własnych uczuć, zanim jednostka tak się 
„nakręci", że jedynym wyjściem wydaje jej się samouszkodzenie. Więźniowie powinni móc ujaw-
niać przed personelem swe napięcia bez obawy, że natychmiast zostaną wobec nich zastosowane 
środki zapobiegawcze, chroniące przed samouszkodzeniem, takie jak rewizje lub umieszczanie w 
„gołych celach";

background image

• zapewnienie możliwości bezpiecznego wyrażania złości, na przykład w „miękkim" pokoju, gdzie 
więźniowie mogą uderzać pięściami w worek treningowy lub ściany;
• organizowanie pracy grupowej umożliwiającej omawianie trudności i sposobów radzenia sobie. 
Członkinie grup wsparcia dla ko-
biet dokonujących samouszkodzeń wAshworth Special Hospital i Holloway Prison zgłaszały, że 
praca w grupie pomogła im podbudować poczucie własnej godności, dostarczyła okazji do 
dzielenia się uczuciami, doświadczeniami i przemyśleniami, wspomagając zrozumienie własnego 
zachowania i nabywanie cennych umiejętności, którymi posługiwać się mogą w życiu -włącznie z 
metodami radzenia sobie bez konieczności samousz-kadzania (Liebling, Chipchase, Velangi, 1996; 
Kelland, 1995);
• programy powierzające pojedynczym więźniom rolę „agentów terapeutycznych" (lub 
„kompanów"), wspierających i dzielących się odpowiedzialnością za siebie nawzajem (Gardner, 
Cowdrey,
1985);
• praca mająca na celu budowanie poczucia własnej godności;
• umożliwienie dostępu do ciągłych, regularnych i trwałych form poradnictwa/terapii prowadzonej 
przez pracownika niespra-wującego funkcji dyscyplinującej;
• zaangażowanie w podejmowanie decyzji i zarządzanie placówką (Offer, Barglow, 1960). Ogólna 
orientacja na współpracę oraz rozwiązywanie problemów i konfliktów.
Podsumowanie
W niniejszym rozdziale omówiłyśmy niektóre wyzwania i możliwości wyłaniające się z pracy z 
osobami dokonującymi samouszkodzeń w różnym otoczeniu społecznym i instytucjonalnym. 
Jakkolwiek środowiska, w których spotykamy się z osobami dokonującymi samouszkodzeń, 
charakteryzują się dużym zróżnicowaniem pod względem natury i przypisanych im zadań, w 
każdym z nich jednak dysponujemy sporym repertuarem możliwości pomocnego i efektywnego 
reagowania na potrzeby osób uszkadzających się. Podstawowe zasady obowiązujące w każdym z 
tych środowisk to zrozumienie dla napięć odzwierciedlanych przez samouszkodzenia oraz 
gotowość dostrzegania wszystkich tych cech samej instytucji, które mogą mieć swój udział w 
powstawaniu tychże napięć. Na potrzeby osób dokonujących samouszkodzeń można odpowiadać 
podejściem kładącym nacisk na wrażliwość, wsparcie i umacnianie w każdych okolicznościach.
Rozdział 7
LECZENIE OSÓB DOKONUJĄCYCH SAMOUSZKODZEŃ
W niniejszym rozdziale skoncentrujemy się na sytuacji terapii. Naszym celem będzie naświetlenie 
zagadnień związanych z samookaleczeniem, które mogą się wyłonić w okolicznościach terapii, oraz 
zaprezentowanie najpierw kilku refleksji, a następnie wskazówek praktycznych, które będą mogły 
znaleźć swe zastosowanie w metodach pracy już wykorzystywanych przez terapeutów.
Z całą mocą podkreślamy, że pisząc ten rozdział, nie mamy zamiaru uczyć terapii tych, którzy nie 
dysponują umiejętnościami specjalistycznymi w tym zakresie. Niniejszy tekst jest skierowany do 
terapeutów, mających różnorodne doświadczenia terapeutyczne i wyznających rozmaite poglądy, 
którzy już pracują, w rozmaitych rolach, z trudnymi problemami i silnymi napięciami u swych 
pacjentów. Osobom, które nie są terapeutkami, lecz pracują z samouszkodzeniami w różnego 
rodzaju innych okolicznościach, radzimy skorzystać z rozdziałów piątego i szóstego.
Nie wszyscy pacjenci dokonujący samookaleczeń kwalifikują się do psychoterapii bądź też życzą 
sobie tego rodzaju leczenia. Niemniej jednak osoby te nie kryją swej wrażliwości na sposób 
traktowania ich przez innych. Ponownie odwołując się do rozdziałów piątego i szóstego, można 
zatem powiedzieć, że jest rzeczą oczywistą, iż wszystkim osobom dokonującym samouszkodzeń 
wiele korzyści terapeutycznych przynosi atmosfera empatii i zrozumienia istniejąca także poza 
kontekstem formalnych sesji terapeutycznych.
Naszym punktem wyjścia jest przekonanie, że samouszkodzenie to zachowanie instrumentalne: 
służy ważnym funkcjom psychologicznym. Samookaleczenie podejmowane jest jako sposób 
radzenia sobie
z niemożliwym do zniesienia natężeniem lęku, jako uspokojenie i oderwanie od bólu, próba 

background image

powrotu do równowagi po okresach dysocjacji lub oderwania od Ja. Jak mieliśmy okazję się 
przekonać, za sprawą tych właśnie funkcji samookaleczenie to niezwykle skuteczny, a tym samym 
silnie wzmacniający, sposób rozładowywania napięć. Z tego też powodu niezmiernie trudna może 
być rezygnacja z wykorzystywania go.
Ponadto widzieliśmy, że samookaleczenie może również stanowić skomplikowany akt destrukcji. 
Osoba uszkadzająca swe ciało dokonuje w tym wypadku aktu, który zawiera w sobie dwa 
podstawowe elementy: z jednej strony jest to potrzeba niszczenia, z drugiej zaś - potrzeba przyjęcia 
na siebie roli ofiary. W akcie samookaleczenia osoba ta jest zarówno prześladowcą, wymierzającym 
karę ciału, jak i ofiarą oraz karanym. Pacjentka może być jednego z tych aspektów świadoma bar-
dziej, drugiego zaś mniej.
Sytuację komplikuje fakt, że jako „prześladowca" może być niezwykle ambiwalentna i pełna 
skruchy. Jako krzywdzona z kolei, może czuć się albo jak niewinna, przerażona ofiara, albo jak 
osoba zasługująca na karę; może też zawierać w sobie oba te aspekty.
Pozycja terapeuty
Samouszkodzenie może budzić przerażenie u terapeuty, u pacjentki albo u nich obu. Aby uniknąć 
paniki i strachu oraz stworzyć bezpieczną przestrzeń, terapeuta musi zrozumieć znaczenie zarówno 
zachowań samouszkadzających, jak i swoich własnych reakcji na ich przejawy. Relacja 
terapeutyczna oparta na takim zrozumieniu pozwala na prowadzenie terapii, która unika stawiania 
sobie za główny cel powstrzymania samookaleczeń. W pracy z osobami ich dokonującymi, jak 
zawsze w wypadku zetknięcia się z nadużyciem, najbardziej fundamentalnym warunkiem 
zachowania przez terapeutę integralności jest uświadamianie sobie własnych niepokojących reakcji 
i uczuć oraz skuteczne radzenie sobie z nimi. Terapeuta może systematycznie monitorować te 
uczucia przy każdej okazji sporządzania notatek z sesji, a także później, podczas superwizji. Notatki 
te mogłyby mieć na przykład takie nagłówki: Szok, horror i odraza; Niepojęte; Strach i lęk;
Niepokój i smutek; Złość i frustracja; Bezsilność i beznadziejność. Celem takiego monitorowania 
jest ciągłe uświadamianie sobie przez terapeutę własnych postępów w radzeniu sobie z trudnymi 
uczuciami, w miarę jak pacjentka posuwa się naprzód w swojej własnej pracy.
To naturalne i zrozumiałe, że osobom pracującym z ludźmi dokonującymi samouszkodzeń 
przychodzi zmagać się z tego rodzaju trudnymi uczuciami i reakcjami. Zasadnicze pytanie, jakie się 
tu nasuwa, dotyczy tylko tego, jak skutecznie pracować w takiej sytuacji. Odpowiedź na to pytanie 
niemal w całości sprowadza się do stwierdzenia, że terapeuta bezwzględnie powinien mieć dostęp 
do odpowiedniej superwizji i wsparcia, a być może także sam poddać się terapii. Po raz kolejny 
zakładamy tu, że terpeuci i terapeutki czytające ten rozdział i pracujące z osobami dotkliwie się 
uszkadzającymi mają już sporą wiedzę o pracy z doświadczeniami przemocy.
Stanowisko filozoficzne
Podrozdział ten dotyczy ogólnej orientacji, która naszym zdaniem jest istotnym elementem, jaki 
terapeuta powinien wnieść do swej pracy. Wiedza psychologiczna terapeuty oraz wgląd we własne 
uczucia to sprawy fundamentalne. Ponadto uważamy, że w pracy z samookale-czeniami na efekt 
terapii silniej wpływają uprzedzenia, przekonania i idealistyczne opinie terapeuty aniżeli stosowane 
techniki. Stanowisko filozoficzne w sytuacji terapeutycznej można zdefiniować za pomocą kilku 
kluczowych stwierdzeń.
Samookaleczanie nie jest „chorobą" Terapeuta i pacjentka rezygnują z patologicznego ujęcia 
samouszkodzeń. Samookaleczanie nie jest zaburzeniem ani nawet symptomem zaburzenia. Główny 
zakres pracy, w jakim terapia w ogóle się nim zajmuje, skupia się na funkcjonalnym, adaptacyjnym 
i instrumentalnym charakterze tego zachowania. Zarówno terapeuta, jak i pacjentka zdają sobie 
sprawę, że nawet najokrutniejsze akty samookaleczenia pełnią między innymi funcję 
samozachowawczą i służą definiowaniu, zrozumieniu i ogarnianiu głębokiego cierpienia 
emocjonalnego.
Celem terapii nie jest wyeliminowanie zachowania samookale-czającegojako takiego. Owszem, nie 
ulega wątpliwości, że istnieje pewien związek pomiędzy samookaleczeniem a terapią, a osoby 
przechodzące terapię niekiedy zaprzestają kaleczenie się. Dzieje się tak, gdyż przedmiot terapii jest 
ukryty. Gdy ból ten ulega przepracowaniu w toku terapii, potrzeba okaleczania się wygasa. 

background image

Niekiedy, z tej samej przyczyny, świadomość bólu i uczuć skrytych dotąd w głębi, a wyłonionych 
przez proces terapii, powoduje przejściowe nasilenie się potrzeby sa-mookaleczania lub zaostrzenie 
się form samookaleczeń. Terapeuta nie odbiera tego jednak jako oznaki „pogorszenia się" stanu 
pacjentki,
ale uznaje, że zaczyna ona właśnie dopuszczać do swej świadomości wcześniej niedostępne i 
nietolerowane uczucia. Dzięki temu, że terapeuta nie uznaje nasilenia się samookaleczeń za 
porażkę, pacjentka unika poczucia wstydu i może dalej przybliżać się do treści trudnych lub 
budzących lęk. Jeżeli terapeutka dowie się o eskalacji samouszko-dzeń u swej pacjentki, powinna 
ona tak ustalić tempo pracy i dobór tematów, aby pacjentka nie poczuła się przytłoczona i nie była 
narażona na ponowne przeżywanie dawnej traumy, ale uzyskiwała pomoc w rozwijaniu własnych 
wewnętrznych systemów wsparcia, umożliwiających radzenie sobie z uczuciami przywoływanymi 
podczas terapii.
Terapeutka nie interweniuje w samookaleczenia Terapeutka nie nalega, nie wymaga ani nie prosi 
pacjentki, aby zaprzestała okaleczania się. Nie oznacza to jednak, że minimalizuje lub skrycie 
sprzyja zachowaniu samouszkadzającemu. Stara się po prostu zrozumieć postępowanie pacjentki i 
pomaga jej dostrzec w nim przeszkodę na drodze do wewnętrznej integracji. Zdaje sobie sprawę, że 
sa-mookaleczanie pełni funkcje zachowawcze, w miarę potrzeby jednak wspomaga swą pacjentkę 
w zrozumieniu autodestrukcyjnego aspektu tego zachowania oraz jego związku z nienawiścią do 
siebie, a także w poszukiwaniu alternatywnych sposobów radzenia sobie z problemami i wyrażania 
siebie.
Terapeutka interesuje się okaleczeniami i może okazywać to zainteresowanie. Niemniej jej uwaga 
koncentruje się zasadniczo na bólu, strachu i wstydzie przeżywanym przez pacjentkę w danej chwili 
lub w momencie okaleczania się.
Terapeutka nie musi monitorować zachowań samouszkadzających ani też systematycznie 
wypytywać pacjentki o ich częstotliwość i natężenie. Nie oznacza to, iż nie powinna rozmawiać z 
pacjentką o samookale-czeniach; w rzeczy samej bardzo ważne jest, by zasygnalizowała jej, że 
problem ten może zostać poruszony, zanalizowany i zrozumiany wspólnie, że nikt jej przy tym nie 
zawstydzi i nie skarci. Pacjentka prawdopodobnie będzie się obawiała ujawnienia swych 
samookaleczeń, podobnie jak obawia się ujawnienia bólu, którego odbiciem jest samookaleczenie. 
Terapeutka, która swymi pytaniami wchodzi w tę sferę, powinna upewnić się, że pacjentka nie 
odbierze tego jako pogwałcenia jej prywatności i ataku na nią. Terapeutka nie może używać 
frazeologii niosącej z sobą jakikolwiek ładunek emocjonalny i preferuje język konkretny, jasno 
opisujący zdarzenia.
Terapeutka potrafi rozmawiać o samookaleczeniach Nie zachęcamy do zadawania szczegółowych 
pytań, niemniej ważne jest, by terapeutka potrafiła słuchać i „ogarnąć"; to znaczy, by umiała 
bezpiecznie „przyjąć własną i pacjenta świadomość dotyczącą szcze-gułów samookaleczenia", czyli 
zarówno własną wiedzę o powierzonych jej informacjach na temat aktów samouszkodzeń, jak i 
wiedzę pacjentki na ten temat. Podstawą pracy terapeutycznej jest „bycie" dla pacjenta. Terapeutka 
powstrzymuje swą potrzebę „robienia czegoś", dając pierwszeństwo potrzebie wsparcia u pacjentki.
Często pracy terapeutycznej nad sprawami leżącymi u podłoża samookaleczeń towarzyszyć będzie 
zanikanie tego zachowania, w miarę jak jednostka będzie nabywać coraz większą zdolność radzenia 
sobie i integrowania doświadczeń. Może to jednak nastąpić dopiero po dłuższym czasie, dlatego 
wcześniej terapeutka powinna być otwarta i wyczulona na wszelkie zmiany w częstotliwości i 
rozmiarach samookaleczeń.
Ważne, by terapeutka zajmująca się tą dziedziną umiała rozmawiać o sprawach „ciała" w ogóle. W 
wypadku wielu osób pracujących w tym zawodzie wiąże się to z dodatkowym wysiłkiem, gdyż 
niewiele z nich czuje się swobodnie, poruszając tematy takie, jak funkcjonowanie organizmu czy 
zdrowie fizyczne, seks, praktyki seksualne i tak dalej. Nie oznacza to, że terapeutka powinna 
narzucać sobie lub pacjentce zainteresowanie fizycznymi aspektami jej problemu. Chodzi raczej o 
stworzenie atmosfery, w której i terapeutka, i pacjentka będą mogły pracować nad znaczeniem ciała 
w docieraniu do zrozumienia napięć psychicznych.
Zadawanie pytań na temat samookaleczeń osobie, która dopiero co wchodzi w terapię, może zostać 

background image

odebrane jako ocena lub naznaczenie. Będzie to tym bardziej prawdopodobne, jeżeli pewne aspekty 
historii pacjentki (na przykład wykorzystanie seksualne w dzieciństwie) poprowadzą terapeutkę w 
kierunku ran zadawanych sobie przez pacjentkę. Bardziej odpowiednim kontekstem do 
wprowadzenia tematu ewentualnych samookaleczeń byłaby rozmowa obracająca się wokół 
emocjonalnego i fizycznego poczucia bezpieczeństwa.
Zaletą zadawania pytań zachęcających pacjentkę do ujawnienia zachowań samookaleczającychjest 
głównie to, że wbrew powszechnej opinii osoby okaleczające się nie poszukują widowni i 
większość uszkadza się potajemnie, starając się ukryć swój problem. Terapeutka, stwarzając 
atmosferę, w której zachowanie to zostanie zauważone,
nazwane, a być może nawet potraktowane jako zjawisko normalne, w istocie rzeczy ofiarowuje swą 
akceptację i robi pierwszy krok w kierunku zawiązania relacji terapeutycznej.
Ujawnienie przez pacjentkę samookaleczania nie musi oznaczać jej gotowości do poważniejszej 
rozmowy o tym aspekcie jej życia. Nawet jeżeli temat ten zostanie poruszony dość spontanicznie, 
nie należy przyjmować, że samookaleczenie powinno stać się głównym przedmiotem 
zainteresowania terapeuty.
Niekiedy zachodzi również potrzeba omówienia przez terapeut-kę i pacjentkę miejsca 
samookaleczeń w ich wzajemnej relacji oraz faktu, że mogą one być nośnikiem „informacji" 
dotyczących tej relacji, a także wcześniejszych doświadczeń życiowych pacjentki. Samookale-
czenie bywa niekiedy odbiciem napięć, wrogości bądź tęsknot związanych z relacją terapeutyczą. 
Niemniej ostrzegałybyśmy jednak tera-peutki przed założeniem, że każdy ujawniony przez 
pacjentkę akt samouszkodzenia ma związek z terapią.
Znaczenie samookaleczenia
Założenia, które przedstawiłyśmy wcześniej, prezentują określone stanowisko teoretyczne. 
Zastosowanie tego stanowiska w sytuacji terapeutycznej sprowadza się do jednej zasadniczej idei: 
praca w terapii koncentruje się na problemach kryjących się pod zachowaniem samo-
uszkadzającym. W rozdziale czwartym zorganizowałyśmy liczne znaczenia i funkcje 
samookaleczeń wokół pięciu głównych tematów:
1. Problematyka dotycząca Ja oraz poszerzania zakresu autonomii i kontroli;
2. Szereg funkcji związanych z „radzeniem sobie" ze stresem;
3. Aspekt autodestrukcyjny „ofiary" i „uwalniania się" od dóbr i wygód;
4. Ponowne odgrywanie i demonstrowanie samemu sobie własnego doświadczenia traumatycznego;
5. Funkcje „interpersonalne" związane ze znaczeniem i przebiegiem relacji.
Dwa ostatnie tematy, łączące uzewnętrznienie sobie samemu oraz innym bólu i napięcia leżącego u 
podłoża samookaleczeń, splatają się niejako w jeden problem, który nazwać można 
„uwierzytelnianiem".
Skoro w naszym pojęciu samookaleczanie samo w sobie nie jest „zaburzeniem", ale odbiciem 
bolesnych doświadczeń i problemów oraz sposobem radzenia sobie z nimi, wynika z tego, że w 
procesie terapii główny punkt ciężkości przypadał będzie właśnie na doświadczenia i problemy 
stanowiące podłoże samookaleczeń.
Stanowisko teoretyczne
W podrozdziale tym ponownie zajmiemy się krytyczną analizą wybranych poglądów na 
samouszkodzenia w sytuacji terapeutycznej. Ważne, by terapeuta wystrzegał się nadmiernych 
uproszczeń w swym rozumieniu samookaleczeń. Jeszcze ważniejsze jest zaś to, by unikał 
narzucania pacjentce swego rozumienia funkcji tego zachowania.
Związki z przeszłością i teraźniejszością Istnieje bardzo silny związek między zachowaniem 
samookaleczającym a historią maltretowania, straty i porzucenia w życiu jednostki. Zasadniczo 
terapia polega na odsłanianiu tego związku. Samookaleczenie jednak może pojawić się mimo braku 
bezpośredniej świadomej wiedzy na temat trudnych przeżyć w przeszłości, a jednostka 
interpretować je będzie jako nowy mechanizm radzenia sobie w odpowiedzi na bieżącą sytuację. 
Istotnie, może się okazać, że w danym czasie pacjentka znajduje się w niezwykle trudnym 
położeniu życiowym. Terapia powinna brać pod uwagę funkcje zachowania samookaleczającego 
zarówno w odniesieniu do bieżących, jak i przeszłych doświadczeń. Umożliwi to także 

background image

zastanowienie się nad tym, dlaczego aktualna sytuacja przerasta jednostkę na tyle, by 
uniemożliwiać jej radzenie sobie przy użyciu metod zwykle przez nią stosowanych.
Ważnym aspektem terapii w tym względzie jest wspomaganie zrozumienia doświadczeń i fantazji 
seksualnych w odniesieniu do samookaleczeń. Materiał seksualny sam w sobie ujawnia terapeutcie 
wiele trudności łączących się z samookaleczeniem, wspomnianych przez nas wyżej. Ważne, by 
podczas rozmów o seksie i doświadczeniach seksualnych terapeuta zachowywał wysoką 
samoświadomość, co pozwoli mu radzić sobie ze swymi reakcjami i komunikować się w sposób 
jasny i spokojny.
Kwestie społeczne
W rozdziale trzecim podkreśliłyśmy wagę świadomości terapeuty w zakresie czynników natury 
społecznej oddziałujących na samookaleczającą
się osobę. Omówione przez nas doświadczenia, w szczególności przemoc, nierozerwalnie wiążą się 
z zagadnieniami politycznymi. Elementy tworzące podłoże samookaleczeń pojawiają się bowiem w 
społeczno--kulturowym kontekście braku równowagi sił. Pośrednio lub bezpośrednio terapia łączy 
doświadczenia i odczucia bezsilności jednostki z jej refleksją na temat nierówności szerszej natury, 
występujących w rodzinie pacjentki, w systemie, którego jest ona elementem, i w końcu w całym 
społeczeństwie. W rozdziale trzecim zaproponowałyśmy kilka sposobów prześledzenia tych 
związków. Praca, w której bierze się pod uwagę czynniki natury politycznej, może być trudna dla 
terapeutów, szczególnie praktykujących w środowisku instytucjonalnym. Ci jednak, którzy mimo 
wszystko podejmą próbę zdemaskowania status quo i rzucenia mu wyzwania, prędko mogą 
zorientować się, że ich pozycja została zachwiana, a oni sami spychani będą na margines lub karani. 
Obdarzanie pacjentek, których problemy powstały na tle politycznym i społecznym, zaufaniem i 
wsparciem może obudzić u terapeutki uczucie niepokoju i uczynić ją podatną na zranienie. 
Uważamy jednak, wraz z innymi terapeutami pracującymi w taki sposób (Herman, 2000), że 
nagrodą dla nas i dla naszych pacjentek jest osiąganie coraz pełniejszej integracji. Uważamy, że aby 
stawać twarzą w twarz z niewyrażalnym napięciem, które doprowadza nasze pacjentki do podej-
mowania straszliwych aktów samouszkodzeń, musimy - i my, i one -wykazać się rozwagą, 
dojrzałością i spójnością wewnętrzną.
Komunikowanie uczuć
Często zachowanie samookaleczające łączy się z trudnościami w przeżywaniu i werbalizowaniu 
materiału o silnym zabarwieniu emocjonalnym. Studia nad znaczeniem komunikacyjnym 
samouszkodzeń prezentują się dość przekonująco, szczególnie te dotyczące osób z wadami rozwo-
jowymi (Carr, Durand, 1985). Sądzi się, że jednostki mające ograniczony repertuar możliwości 
ekspresji lub przebywające w środowisku, które nie sprzyja efektywnej komunikacji, uczą się 
alternatywnych, funkcjonalnie równoważnych metod autoekspresji. Nawet jeśli metody te nie służ ą 
przy stosowaniu, mogą skutecznie służyć swemu celowi. Stąd w pewnych sytuacjach 
samookaleczenie pełnić może te same funkcje, co posługiwanie się językiem.
Terapia uczy panować nad silnymi emocjami, stymulując komunikowanie ich środkami 
pozawerbalnymi, a w końcu również ujmować je w słowa. Umiejętność mówienia o własnych 
doświadczeniach i wy
wołanych nimi uczuciach w sposób bezpośredni łączy się ze zdobywaniem kontroli nad skutkami 
traumy, a w efekcie końcowym z integracją.
Zaprzestanie samookaleczania staje się łatwiejsze, gdy trauma-tyczne uczucia zostaną zrozumiane i 
zaakceptowane jako część Ja, przestając być odrębnym dręczącym tworem istniejącym poza 
zdolnością Ja do rozumienia i ujmowania przeżyć w słowa. Bessel van der Kolk i in. (1996) 
przedstawili eksperymentalny materiał dowodowy odnoszący się do tego, co przypuszczalnie wiąże 
się z tym procesem na płaszczyźnie fizycznej i psychologicznej. Co więcej - zresztą wydać się to 
może paradoksalne - gdy tylko jednostka pojmie pełnię swej udręki i może już powiedzieć: „Tak się 
właśnie czuję", „Oto, co mnie spotkało" czy „To stanowi część mnie samej"19, trudniej jej dokonać 
samouszkodzenia. Potrzeba, aby się do niego uciekać, słabnie zapewne, ponieważ w użycie 
wchodzą znacznie bardziej skuteczne sposoby komunikowania się; pogłębia się też szacunek do 
siebie, który przychodzi wraz z większym rozumieniem siebie, za tym zaś idzie zanik woli 

background image

wyrządzania sobie krzywdy. Zadaniem terapeuty w odniesieniu do tego aspektu terapii jest 
zachęcanie i wspomaganie pacjenta w wyrażaniu uczuć i przeżyć nowymi sposobami. Może to 
wymagać sporo czasu i kreatywności, terapeuta zaś zapewne przekona się, że takie środki ekspresji 
jak rysunek, fotografia, pisarstwo bardzo pomagają osobom, którym trudno werbalizować własne 
przeżycia.
Ból, lęk i uzależnienie
W samookaleczeniach ból fizyczny może pełnić samodzielną rolę. Korzystne dla terapii byłoby 
przeanalizowanie aktu samouszkodzenia jako jednego zagadnienia i potraktowanie funkcji jego 
fizycznych konsekwencji, takich jak ból, jako kwestii odrębnej.
W rozdziale czwartym była mowa o tym, że jeden z modeli biologicznych (van der Kolk, 1988) 
zakłada, że samookaleczenie indukowało analgezję za sprawą uwolnienia się w mózgu 
endogennych opia-tów, a tym samym wywoływało odmienne stany świadomości. Na tej podstawie 
wysunięto wniosek, jakoby ludzie dokonujący samookaleczeń mogli być „uzależnieni" od tego 
procesu, który nabrał dla nich roli potężnego wzmocnienia. Zjawisko negatywnego wzmocnienia 
(likwidujące reakcje niekorzystne, na przykład lęk) jest zrozumiałe
19   Proponowana strategia zmierza też do ograniczenia procesu dysocjacji obecnego w większości 
aktów autodestrukcji (przyp. red. meryt.).
i zgadzamy się, że wykorzystanie go w terapii może być przydatne. Niebezpieczeństwo jednak 
interpretowania opisanego tu procesu jako uzależnienia, ze wszystkimi negatywnymi konotacjami, 
jakie sformułowanie to sugeruje, polega na zbędnym spychaniu go w obszar patologii. Może to 
prowadzić do przyjmowania uproszczonego podejścia ukierunkowanego wyłącznie na usunięcie 
symptomu. Niemniej korzystne będzie przedyskutowanie „uzależniających" cech samouszko-dzeń 
w kontekście normalnych reakcji człowieka oraz wskazanie na fakt, że zdolność do odsunięcia od 
siebie przeżyć budzących odrazę może podziałać wzmacniająco na psychikę.
Terapeutkajest przekonana, że lęku ani niepokojących uczuć nie trzeba „pozbywać się" za wszelką 
cenę, lecz można stopniowo stawiać czoło temu wszystkiemu, czego kiedyś nie sposób było 
tolerować ani wytrzymać. Pacjentka i terapeuta powinni także eksplorować sposoby postępowania i 
radzenia sobie z napięciem odczuwanym jako nieznośne, aby samookaleczenie nie było jedynym 
środkiem służącym temu celowi, jakim dana pacjentka dysponuje.
Reaktywowanie urazu
Niektórzy klinicyści i autorzy z naciskiem głoszą pogląd, zgodnie z którym samookaleczenie to 
ponowne odgrywanie wypadków maltretowania, z dużą dokładnością odtwarzające szczegóły 
tamtych doświadczeń. Naszym zdaniem jednakże to uczucia generowane przez maltretowanie w 
dzieciństwie, nie zaś same zdarzenia, wiążą się z sa-mookaleczaniem w życiu dorosłym w sposób 
najsilniejszy. Dusty Mil-ler (1994) proponuje termin zespół reaktywowania urazu (Trauma Re-
enactment Syndrome) dla opisania cyklu negatywnych uczuć i przekonań prowadzących do 
samookaleczenia, które z kolei wyzwalają poczucie winy i dalsze negatywne uczucia. McCann i 
Pearlman (1990) sytuują ponowne odgrywanie w szerszym kontekście zachowań autode-
strukcyjnych będących odpowiedzią na traumę. Mówią one, że aspekt ponownego odgrywania jest 
w zachowaniach tych ledwo uchwytny i pojawia się bez wiedzy pacjentki na temat jego znaczenia. 
Płynie z tego wniosek, że skoro tylko symboliczny cel ponownego odgrywania przejawiającego się 
samookaleczeniem zostanie odkryty i zinterpretowany, zachowanie samouszkadzające zaniknie. 
Według nas jednak interpretacja, jakkolwiek niezwykle pożyteczna, w większości wypadków -u 
osób, u których okaleczanie się zajmuje centralną pozycję w ich życiu i w stosowanych przez nie 
sposobach radzenia sobie - sama w sobie
nie wystarczy. Aby zrozumieć samookaleczenia, terapia musi wykroczyć poza ich symboliczny 
aspekt związany z ponownym odgrywaniem. Musi się zająć funkcjonalną i społeczną stroną tego 
zachowania, co z kolei pozwoli podjąć problem trudności związanych z zaprzestaniem go, 
utrzymujących się nawet po przeprowadzeniu interpretacji.
Fantazje o ratunku
Kilku autorów prac prezentujących podejście kliniczne, między innymi Gil (1988) i Courtois 
(1988), wspomina, że celem samookaleczeń może być odzwierciedlenie głębokiego pragnienia 

background image

pacjenta, by tera-peutkają wyratowała. Zgadzamy się, że refleksja nad ewentualnym istnieniem 
takiego pragnienia i nad jego potężnym znaczeniem dla relacji terapeutycznej jest istotna. Jednakże 
koniecznie należy wziąć pod uwagę ewentualną potrzebę terapeutki, by wybawiać - potrzebę, która 
poniekąd wyklucza ponoszenie przez pacjentkę odpowiedzialności za opanowanie własnego 
zachowania samouszkadzajacego. Terapeutka powinna zawsze dążyć do wspomagania u pacjentki 
rozwoju kontroli i władzy nad jej własnym życiem. Wykazując się elastycznością i oferując troskę 
oraz wsparcie, nie zachęca jednak do nadmiernej zależności ze względu na samookaleczenia i nie 
ustala, na przykład procedury „ratunkowej" polegającej na rozlicznych rozmowach telefonicznych i 
sesjach specjalnych, aranżowanych w nagłych wypadkach. Zachęca natomiast pacjentkę do 
radzenia sobie, składając na nią odpowiedzialność za jej powrót do równowagi. Na każdym od-
powiednim etapie pracy terapeutka kładzie nacisk na własny system wartości pacjentki oraz na jej 
potrzebę kierowania własnym życiem.
Uznanie i akceptacja
Sprawą najwyższej wagi w tego rodzaju pracy terapeutycznej jest okazywanie wsparcia i akceptacja 
pacjentki oraz podkreślanie przystosowawczej roli jej niepokojących zachowań. Holmes (1995), 
argumentując na rzecz wagi wsparcia w sformalizowanych modelach terapii, pisze:
„U podstaw większości technik udzielania wsparcia leży nadawanie pozytywnego znaczenia 
sytuacjom, które wydają się mieć charakter negatywny". Nadawanie pozytywnych znaczeń określa 
się czasami jako „przeformułowanie". Chodzi zazwyczaj o to, że chociaż terapeutka uważa 
zachowanie samouszkadzające za nieprzystosowane, poszukuje jego „dobrych stron", w celu 
złagodzenia uczucia porażki towarzyszącego pa-cj ntce. Rockland (1987) opisuje w leczeniu 
samookaleczeń stosowanie
właśnie takiego podejścia, które początkowo prezentuje postawę terapeutyczną opartą na „surowej 
dezaprobacie", a następnie wprowadza strategie behawioralne. Jeżeli takie postępowanie zawiedzie, 
to wówczas - mówi Rockland - terapeutka musi „przypomnieć sobie, że pacjentka w końcu stara się 
jak może", i zaproponować jej podejście wspierające polegające na odsunięciu na bok 
zainteresowania samo-okaleczeniem na rzecz uzyskania „poprawy w pozostałych sferach jej życia".
W naszej opinii istnieje duża różnica pomiędzy podejściem Ro-cklanda a innymi podejściami 
opierającymi się na „przeformułowaniu i paradoksie" oraz na uwierzytelnianiu w terapii, które my 
postulujemy. Różnica polega na jakości przekazu płynącego od terapeutki. Aby był on integralny, 
potrzebna jest wewnętrzna akceptacja i szacunek ze strony terapeuty dla „rozwiązań" stosowanych 
przez pacjentkę.
Linehan (1993) opracowała własne podejście do leczenia osób dokonujących samouszkodzeń z 
„osobowością z pogranicza", któremu nadała nazwę Dialektyczna Terapia Behawioralna (Dialectic 
Beha-viour Therapy). Istotną rolę wśród idei tworzących podstawy tego modelu pełnią 
uwierzytelnianie doświadczenia pacjentki oraz unikanie obwiniania jej. Linehan wskazuje jednak, 
że taka postawa stanowi w terapii poważne wyzwanie: trzeba uwierzytelniać bieżące możliwości i 
zachowania pacjentki (oraz przypuszczalnie jej myśli i emocje) i jednocześnie skupiać się na 
trenowaniu umiejętności i zmianie zachowania. Aby to osiągnąć, Linehan łączy konwencjonalne 
strategie behawioralne i poznawcze, których celem jest zmiana, ze strategiami wyrastającymi z 
koncepcji „uważności" zaczerpniętej z buddyzmu zeń. Jest to w dużej mierze niezwykle 
interesujące pod względem pojęciowym. Zgromadzono już dowody empiryczne przemawiające za 
efektywnością takiego integralnego podejścia (Linehan, 1993). Jednakże - jak wspomniałyśmy 
wcześniej - sprzeciwiamy się założeniu, jakie Linehan zdaje się przyjmować, że koniecznym 
punktem wyjścia dla terapii jest oznajmienie pacjentce, iż jej samookaleczenia są „niedopuszczal-
ne". Taka forma autorytarnego wpływu, daleka od postawy uwierzytelniającej, w istocie rzeczy 
wydaje się wręcz sprzeczna z podejściem Linehan, zwłaszcza z jej nawoływaniem do nieobwiniania 
ofiary. Linehan sama pisze, że trudno uniknąć obwiniania. Dlatego przyczyny, dla których 
terapeutka może odbierać samookaleczenia swej pacjentki jako „niedopuszczalne" z pewnością 
należy uwierzytelnić i przepracować, jak pisałyśmy wcześniej. Nie dostrzegamy żadnych korzyści 
w postawie negatywnego osądzania i nieudzielania wsparcia. Uwa
żamy, że terapeutka zawsze musi być świadoma niebezpieczeństwa zachwiania poczucia autonomii 

background image

i odpowiedzialności pacjentki.
Model terapii
Podrozdział ten ma na celu zaprezentowanie elementów terapii, z których skorzystać może każda 
terapeutka pracująca z osobami dokonującymi samouszkodzeń. Terapeuci związani z określonymi 
szkołami myślenia mogą stwierdzić, że aby spełnić wymagania modelu opisanego w niniejszym 
rozdziale, będą musieli nieco dostosować i dopasować swe metody pracy. Terapia samookaleczeń to 
tylko jedna z form pracy, w której może się to okazać konieczne. Coraz częściej uznaje się, że tak 
głębokie i złożone problemy psychologiczne, jak samookaleczenie, wymagają podejść o 
charakterze bardziej integracyjnym. Terapia opisana tutaj ma na celu wykreowanie środowiska, w 
którym uwaga koncentrować się będzie na myślach, uczuciach, wspomnieniach i problemach; 
innymi słowy przede wszystkim na świadomych przeżyciach i wiedzy, nie zaś na zgłębianiu 
„nieświadomego". Bardzo ważna jest relacja z terapeutka. Istotne są zwłaszcza te aspekty 
zachowania terapeutki, które pokazują, że jest ona obyta z samookaleczeniem oraz innymi formami 
„złego zachowania" i że umie tolerować wrogość. Terapeutka nie zajmuje się jednak zachowaniami 
samouszkadząjącymi głównie w kategoriach „interpretacji przeniesienia" ani też nie sugeruje, że są 
one skierowane przede wszystkim wprost na nią samą, gdyż nie jest to szczególnie korzystne w 
tego rodzaju pracy (Babiker, 1995). Relacja pomiędzy terapeutka a pacjentką cechuje się 
otwartością, przy czym terapeutka omawia cele terapii, otwarcie i aktywnie przedstawia swe 
poglądy i wspomaga mechanizmy obronne pacjentki. Zachęca pacjentkę do radzenia sobie, składa 
na nią odpowiedzialność za jej powrót do równowagi i sama również pracuje nad utrzymaniem 
stałości i ciągłości ich relacji. Terapeutka odpowiada na pytania dokładnie i szczerze, udziela 
informacji zwrotnych; ponadto, w razie konieczności, sprowadza pacjentkę na drogę realizmu.
Może się okazać, że terapeutka będzie musiała zachować odpowiedni dystans, wiedząc, iż z 
powodu określonej historii z życia pacjentki bliskie związki wywołują w niej duży lęk i nieufność. 
Nawet wtedy jednak, stwarzając atmosferę bezpieczeństwa i konsekwencji, dążyć będzie do 
wykreowania „bezpiecznego" środowiska, w którym sprzyja się intymności; okazuje pomoc i 
optymizm, nawet jeżeli rezul-
taty tych działań będą kazały na siebie długo czekać. Na każdym etapie terapeutka kładzie nacisk na 
system wartości pacjentki i jej potrzebę kierowania własnym życiem.
Nawiązywanie relacji terapeutycznej Bez względu na rodzaj terapii pierwszym krokiem do 
nawiązania relacji jest zawsze stworzenie bezpiecznego środowiska. Inaczej terapia nie powinna 
być kontynuowana. Bezpieczeństwo oznacza możliwość zaakceptowania pacjentki na jej 
warunkach. Oznacza też, że terapeutka jest chętna i zdolna do podjęcia pracy. Bezpieczeństwo 
może również wymagać, aby zadbać o warunki środowiskowe. Terapeutka i pacjentka będą musiały 
się upewnić, że sytuacja życiowa pacjentki pod każdym możliwym względem jest bezpieczna. 
Terapeutka zmierzać też będzie do tego, aby pacjentka dysponowała planem opiekowania się sobą 
na wypadek zagrożenia i kryzysu, uwzględniającym zastosowanie rozwiązań alternatywnych wobec 
samookaleczenia.
Następnym, zasadniczym etapem w pracy terapeutycznej zmierzającej do budowania związku jest 
samo nawiązanie relacji między pacjentką a terapeutka. Zjawiskiem powszechnym w psychoterapii 
jest postrzeganie pacjentki dokonującej samookałeczeń jako jednostki toczącej walkę z terapeutka i 
domagającej się w ten sposób z jej strony miłości i troski. Jednakże w pracy nad budowaniem 
relacji zgodnej z naszą wizją terapeutka musi ofiarować pacjentce coś w rodzaju em-patycznej 
więzi, nawet jeżeli pacjentka, wskutek swej przeszłości, skłania się ku „niewłaściwemu" 
przywiązaniu (to znaczy rozpaczliwie pragnie miłości terapeutki, a zarazem nie pozwala, aby jej 
ona pomogła) i stosuje „niewłaściwą" technikę (samookaleczenie), aby cel ten osiągnąć.
Nawiązywanie relacji terapeutycznej może wymagać umiejętności komunikowania się wieloma 
środkami, nie tylko mową. Jeżeli terapeutka dysponuje odpowiednim materiałem, może korzystać z 
alternatywnych mediów w rodzaju fotografii czy plastyki. Niemniej powinna zachować umiar w 
korzystaniu z tego rodzaju metod i mieć świadomość, że przerodzić się ono może w dość 
desperackie miotanie się w poszukiwaniu jakiegokolwiek sposobu na „ruszenie z miejsca". 
Szczególnie terapeutka nastawiona na „działanie" na tym etapie pracy będzie musiała uzbroić się w 

background image

cierpliwość. Być może będzie także musiała zidentyfikować swój strach w obliczu odrażającego dla 
niej materiału i przezwyciężyć pragnienie zdystansowania się wobec opisywanych jej przeżyć i 
sytuacji. Powinna umieć dostrzegać naturę, je
żeli nie rzeczywiste rozmiary, koszmaru doświadczeń swej pacjentki, a także „wsłuchiwać się" w 
jej napięcia i odpowiadać na nie.
Dopiero gdy aspekt relacyjny pracy terapeutycznej zostanie zakończony, pacjentka i terapeutka 
mogą wyjść poza sprawy relacji i zacząć pracę nad zmianami. Okaże się ona zapewne znacznie 
trudniejsza, choć może bardziej ustrukturowana. Największa i najważniejsza zmiana wiąże się z 
dążeniem do rozwikłania i zintegrowania przyczyn cierpienia, które jest podłożem 
samookaleczenia.
Wprowadzanie zmian
Zaprzestanie samookałeczeń nie jest celem terapii w naszym rozumieniu. Niemniej, skoro tylko 
związek terapeutyczny zostanie ustalony, partnerzy w tym związku mogą zacząć rozmawiać o 
wprowadzaniu zmian. Wiele zmian dokonywanych u osób uszkadzających się to w zasadzie te same 
zmiany, jakie zachodzą w każdej innej formie terapii, a jedyna różnica polega na tym, że tutaj 
pacjentka powinna decydować o tym, czy samookaleczenia są dla niej problemem, czy też nie są.
Najbardziej zasadnicza zmiana wiąże się z pracą nad tym, aby u pacjentki, która nie czuje się 
bezpieczna, wzbudzić poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo cielesne jest tu szczególnie 
istotne. Ludzie dokonujący samouszkodzeń nie czują się bezpiecznie w swych ciałach. Tworzenie 
atmosfery bezpieczeństwa zaczyna się zatem od wykreowania wspólnego dla pacjentki i terapeutki 
pełnego szacunku stosunku do ciała. Może to pociągać za sobą konieczność rozwiązania problemu 
bezsenności lub jedzenia. Pacjentka i terapeutka mogą też porozmawiać o ćwiczeniach fizycznych i 
podstawowych potrzebach zdrowotnych. Czasami osoba uszkadzająca się zażywa przepisane przez 
lekarza leki. Terapeutka nie ocenia wówczas potrzeby przyjmowania tych leków, ale ma 
świadomość, że stosowanie takich środków może umocnić pacjentkę w przekonaniu, że 
bezpośrednie fizyczne metody usuwania bólu i napięć są czymś pożądanym.
Aby zapanować nad stresem, złagodzić silny strach czy radzić sobie z „traumatycznymi 
wspomnieniami (wtargnięciami)" i innymi zakłóceniami, na tym etapie pracy można się posłużyć 
kombinacją różnych technik terapeutycznych. Nad dezorientacją, stanami obniżonego nastroju i 
trudnościami interpersonalnymi pracować można za pomocą ustrukturowanych strategii 
poznawczych. Terapeutka z umiarem korzysta jednak z ustrukturowanych form interwencji, gdyż 
cały czas pamięta, jak ważne jest to, aby sama pacjentka kierowała swym procesem powrotu do 
równowagi. Nigdy też nie wprowadza tego rodzaju form interwencji przed ustaleniem się 
bezpiecznej relacji terapeutycz-
nej. Praca nad procesami poznawczymi koncentrować się może na jednym z wymienionych 
punktów lub na kilku jednocześnie:
1. Samookaleczenie jest mi niezbędne do przetrwania;
- to dla mnie jedyne wyjście
- tylko to zapewnia mi poważne traktowanie ze strony innych.
2. Moje ciało jest wstrętne/wszystko, co się wiąże z seksem, jest wstrętne.
3. Muszę się natychmiast pozbyć nieprzyjemnych uczuć.
Celem wszelkich interwencji jest zawsze wyposażenie pacjentki w podstawowe umiejętności 
życiowe, a nie usuwanie „symptomów", a także przygotowanie jej do wykonania bolesnego 
zadania, które polega na zmierzeniu się z przyczyną napięcia kryjącego się za symptomami. 
Szczególnie praca nad traumą wymaga tego, by pacjent miał dostęp do odpowiednich zasobów 
wewnętrznych i zewnętrznych, dzięki którym będzie mógł bezpiecznie przetrwać cały proces.
Od tego momentu terapia nabiera bardziej „tradycyjnego" charakteru w takim sensie, że można 
zacząć rozmawiać o leżących u podłoża samookaleczeń konfliktach, bolesnych wspomnieniach i 
doświadczeniach, docierając do ich znaczenia. W wypadku jednostek okaleczających się w sposób 
szczególnie dotkliwy prawdopodobnie pociągać to będzie za sobą pracę nad traumą. Nie mamy 
bynajmniej zamiaru przywoływać tutaj wszystkich problemów, jakie mogą się z tym wiązać; 
kierujemy raczej czytelnika do lektury książek Briere'a (1996), Courtois (1988), Herman (2000), 

background image

Pearlman i Saakvitne (1995). Pragniemy jednak jeszcze raz zwrócić uwagę na pewien aspekt pracy 
terapeutycznej, który w sposób szczególny odnosi się do samookaleczeń. Chodzi o trudności z 
werbalną ekspresją afektu będącego podłożem niektórych przypadków samookaleczeń, omawiane 
już w rozdziale czwartym. Dla osób mających tego rodzaju problemy zgromadzenie zasobu 
słownictwa, za pomocą którego można wyrazić napięcie, jest jednocześnie ważniejsze i trudniejsze 
niż dla innych. Rozmowy przeprowadzane w trakcie mogą więc prowadzić do podobnych 
nieporozumień i frustracji, do jakich dochodzi w innych sferach życia pacjentki. Babiker (1992) 
uważa, że łączność między poznaniem a emocją, ujawniająca się w pracy nad słownictwem 
odnoszącym się do przemocy, może być nieco spowolniona u osób, które doznały przemocy. U 
niektórych z nich może dojść do tego, że pewne słowa lub tematy ulegają dysocja-cji. Uważamy, że 
w takich wypadkach nie należy się spodziewać, aby
nacisk na ekspresję ukrytego urazu był korzystny. Zgadzamy się z Ju-dith Herman (2000), że stan 
pacjentki musi się „ustabilizować", zanim sięgnie się do jakiegokolwiek materiału związanego z 
urazem. W wypadku pacjentki mającej trudności z werbalizacją afektu, stosującej somatyczną 
ekspresję napięć, sugerowałybyśmy, aby terapia zmierzała do wypracowania modelu, w którym 
dopiero po wstępnej „zwyczajnej" rozmowie na temat bieżących relacji pacjentki i ich znaczenia 
dla niej, stopniowo przechodziło się do omawiania coraz trudniejszych treści. Sam proces 
wypracowywania takiego modelu zajmie prawdopodobnie sporo czasu, ale model ten pozwala na 
budowanie zaufania i uniknięcie nadmiernej natarczywości wobec pacjentki i odtwarzania atmosfe-
ry przemocy.
Zakończenie terapii
Zakończenie terapii z pacjentką, która dokonuje samouszkodzeń, nie różni się w zasadzie od 
zakończenia terapii z jakąkolwiek inną osobą. Zakończenia dla każdego bywają trudne. Terapeutka 
może się niepokoić, że w tym niełatwym okresie samookaleczenia będą się nasilać, jest to jednak 
mało prawdopodobne, jeżeli zakończenie terapii następuje we właściwym momencie i zostało 
dobrze przeprowadzone, zarówno przez terapeutkę, jak i przez pacjentkę. Z naszych obserwacji 
wynika, że za każdym razem, kiedy pytamy o samookaleczenie przy końcu terapii, ludzie 
odpowiadają, iż choć nadal zdarza im się o nim myśleć, to jednak już go nie stosują.
Największym krokiem tego końcowego etapu terapii jest podjęcie tematu społecznej alienacji osoby 
dokonującej samouszkodzeń w celu przeprowadzenia jej od terapii do świata zewnętrznego. Jest to 
coś w rodzaju ustanawiania bezpieczeństwa, tyle że w szerszym znaczeniu niż na początku terapii. 
Praca na tym etapie polegać może na rewizji systemów udzielania wsparcia, na skontaktowaniu 
pacjentki z agendami społecznymi i organizacjami samopomocy oraz na zachęceniu jej do 
rozwijania dotychczasowych zainteresowań bądź inicjowania nowych, a także do aktywności w 
różnych dziedzinach.
Superwizja osób pracujących z samouszkodzeniami
Mówiąc o potrzebie superwizji w tej dziedzinie terapii, nie sposób przecenić wagi tego problemu. 
Największa część pracy terapeutycznej z osobami dokonującymi samouszkodzeń przebiega w 
zakresie, w którym sfera traumy będącej efektem przemocy nakłada się na sferę samookaleczeń. O 
potrzebie superwizji w pracy nad traumą mówi się nieustannie i bardzo dobitnie. Pearlman i 
Saakvitne (1995), które pre-
zentują najdokładniejsze i najbardziej klarowne ujęcie potrzeb terapeutów zajmujących się pracą z 
traumą, w swej książce Trauma and the Therapist (Trauma i terapeuta) podkreślają, że superwizja w 
tego typu działalności ma zupełnie podstawowy charakter i jest niezbędna. Odnosimy wrażenie, że 
osoby pracujące z urazami same rozumieją, jakie znaczenie ma superwizja w ich działalności, ale, z 
przyczyn natury wewnętrznej lub zewnętrznej, nie zawsze dysponują środkami umożliwiającymi jej 
uzyskanie. Rozdział niniejszy nie ma na celu wyczerpującego omówienia zagadnień związanych z 
superwizja pracy z traumą. Mamy raczej nadzieję zwrócić uwagę na to, że potrzeba su-perwizji w 
sposób szczególny odnosi się do pracy z samookaleczeniem. Wyraźnie zaznaczamy, że także tutaj, 
w superwizji terapii indywidualnej, interesuje nas opis różnych poziomów pracy: od bezpośrednie-
go pouczania aż po pracę z ekspozycją na traumę doświadczaną przez klinicystę za pośrednictwem 
samookaleczenia pacjentki.

background image

Model superwizji
W działalności klinicznej panuje obecnie trend polegający na odchodzeniu od modelu superwizji 
Jeden na górze, drugi na dole" (one up-one down), w którym bardziej doświadczona terapeutka 
zajmuje się brakiem doświadczenia drugiej. Zmierza się natomiast w kierunku większego 
partnerstwa - wówczas terapeutka i superwizor pracują wspólnie, starając się zrozumieć proces 
terapeutyczny i wyjaśniając trudności, z jakimi boryka się terapeutka. Taki model jest szczególnie 
przydatny w „nowych" dziedzinach działalności klinicznej, takich jak praca z traumą i 
samookaleczeniem, gdzie mniej i bardziej doświadczeni terapeuci wspólnie dopiero odkrywają i 
formułują problemy kliniczne. W pewnych przypadkach równie dobrze może sprawdzać się model 
tradycyjny. W modelu opartym na „partnerstwie" mamy do czynienia z większym poziomem lęku u 
terapeutki i superwizora. Terapeutka, który po raz pierwszy spotyka się z ciężkimi samouszkodze-
niami i czuje się tym przytłoczony, będzie dużo spokojniejszy, mając możność polegania na 
bardziej dyrektywnych wskazówkach klinicysty z większym doświadczeniem w tej dziedzinie.
Zagadnienia związane z osobą terapeutki Według Pearlman i Saakyitne (1995) superwizja leczenia 
traumy to nie tyle superwizja „przypadku", ile relacji między terapeutą a pacjentką. Takie ujęcie 
przesuwa punkt ciężkości superwizji. Sugerowałyśmy wcześniej, że terapeutka powinna 
monitorować i notować swe reakcje na szczegóły dotyczące samouszkodzeń pacjentki, aby zapiski 
te
zabierać z sobą na sesje superwizji. W relacji superwizyjnej wyłonią się być może również inne 
sprawy, które partnerki uczestniczące w superwizji także mogą zechcieć poddać monitorowaniu:
1. Być może terapeutka nigdy dotąd nie zetknęła się z samouszkodzeniem;
2. Być może terapeutka jest zmuszona do utrzymywania w sobie rodzącego się w niej lęku o 
wyjątkowym natężeniu;
3. Być może terapeutka nigdy dotąd nie prowadziła interwencji ukierunkowanych na niepokojący 
„symptom" czy zachowanie sprawiające problemy;
4. Terapeutka może odbierać cięcia pacjentki jako próbę manipulacji z jej strony;
5. Terapeutka może postrzegać zachowanie samouszkadzające jako chęć ukarania jej;
6. Samouszkodzenia mogą się nasilić w trakcie terapii.
Zagadnienia związane z osobą superwizorki Pracująca z samookaleczeniem superwizorka powinna 
być wierna określonemu podejściu teoretycznemu i filozoficznemu i posługiwać się nimi w 
łagodzeniu lęku terapeutki. Nie zawsze jednak będzie chciała, aby widziano w niej eksperta 
znającego odpowiedzi na wszystkie pytania, zwłaszcza gdy sama czuje się przytłoczona.
Superwizorka, która zaleca terapeutce rezygnację z powstrzymania samouszkodzeń u swojej 
pacjentki, zorientuje się być może, iż powierza jej niezwykle trudne zadanie. Wszelkie trudności 
związane z jego wykonaniem mogą obrócić się w złość na superwizorkę. Doświadczenie nasze i 
wielu innych osób (np. Zerbe, 1988) podpowiada, że w takiej sytuacji najlepiej jest, gdy 
superwizorka odniesie się ze zrozumieniem i szacunkiem do terapeutki, sama jednak przejmie 
odpowiedzialność za decyzję o wyborze podejścia, jakie będzie stosowane wobec samookaleczeń 
pacjentki.
Relacje terapeutki na temat samouszkodzeń mogą być dla superwizorki przeżyciem 
traumatyzującym. Wysłuchując wyrwanych z kontekstu opisów samouszkodzeń, nie znając przecież 
pacjentki i nie mając z nią żadnego kontaktu, superwizorka może być zupełnie bezbronna. W 
trakcie wspólnej pracy każda z autorek niniejszej książki doświadczyła takiego przeżycia, w którym 
relacje o okaleczeniach przedstawio-
ne przez partnerkę okazały się znacznie bardziej przykre, aniżeli te usłyszane od pacjentek, z 
którymi sama pracowała.
Proces Proces superwizji dotyczy następujących zagadnień:
1. Epizody samouszkodzenia nie są zasadniczym tematem superwizji, w każdym razie nie zajmują 
w niej ważniejszego miejsca niż w terapii. Niemniej, ponieważ reakcje innych osób związanych z 
pacjentką oddziałują na terapeutkę, superwizorka staje się dla niej ważnym źródłem wsparcia i 
wzmocnienia w momentach, kiedy terapeutka zmuszona jest bronić swego podejścia.
2. Kiedy system domaga się opanowania symptomu, może to wywołać u terapeutki uczucia będące 

background image

ścisłym odzwierciedleniem uczuć jej pacjentki; superwizja może pomóc w ich zidentyfikowaniu i 
wyjaśnieniu przydatności w terapii.
3. Przeinwestowanie: należy chronić terapeutkę przed potrzebą bezustannego matkowania pacjentce 
i osłaniania jej przed jej własnymi impulsami; należy ją chronić przed wyczerpaniem zagrażającym 
leczeniu innych jej pacjentów.
4. Terapeutka potrzebuje ochrony przed odczuciem, że jest tyranizowana przez samookaleczenia 
pacjentki.
5. Niedoinwestowanie: okazywanie troski terapeutce umożliwia jej przenoszenie w terapię 
atmosfery opiekuńczej, której pacjentce dotąd brakowało. Pozwala to terapeutce stworzyć 
„środowisko podtrzymujące" i przezwyciężyć potrzebę dystansowania się wobec problemów 
pacjentki.
6. Superwizja może „opanować" niepokój związany z utrzymaniem tajemnicy i oceną ryzyka.
7. Proces superwizji może w odbiorze terapeutki implikować krytycyzm: ponieważ zaleca się, aby 
nie poddawać się przerażeniu wywołanemu zachowaniem samouszkadzającym ani nie próbować 
mu zapobiegać, terapeutka, która poczuje przerażenie albo zechce zapobiec samouszkodzeniu, 
może poczuć się niekompetentna. Będzie również miała trudności z radzeniem sobie z uczuciami 
generowanymi przez superwizorkę, która „zjadła wszystkie rozumy", zwłaszcza gdy idzie o 
samookale-
czenie, a uczucia wstydu i oburzenia spowodować mogą opór przed dalszą pracą w superwizji albo 
doprowadzić do sporu.
8. Własna terapia: jeżeli superwizja skupia się głównie na sprawach związanych z własną historią 
terapeutki, wskazane jest, aby terapeutka sama przeszła terapię. Jeżeli terapeutka padła kiedyś 
ofiarą poważnego urazu, który pozostaje nierozwiązany, lub jeżeli sama dokonuje samookaleczeń, 
powinna bezwzględnie poddać się terapii.
Zakończenie: w stronę transformacji
Pisałyśmy w naszej książce o tym, że samouszkodzenie to język, a my, jako osoby pomagające, 
jesteśmy powołane do zrozumienia wszystkich wyrażających się w nim treści. Posługując się tym 
językiem, ludzie mówią o swoim bólu i nieustannych zmaganiach oraz opowiadają o społecznej, 
kulturowej i politycznej sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Za pośrednictwem jednostki dokonującej 
samouszkodzeń mogą również dawać nam o sobie znać słabości i niesprawiedliwość systemu 
służby zdrowia, a fakt, że same jesteśmy częścią tego systemu, komplikuje naszą odpowiedź na te 
sygnały. Naszym zadaniem jest rozszerzanie zrozumienia samouszkodzeń, aż po ten paradoks, że 
ciało służyć może jednostce do ochrony i wyrażania siebie, nawet wówczas, kiedy okalecza je ona i 
gwałci.
Dajemy świadectwo wielkiemu bólowi, rozpaczy, złości, poczuciu straty i tęsknocie oraz usiłujemy 
tym przeżyciom nadawać sens. Musimy odnajdywać w sobie odwagę do uznawania trudnych prawd 
na temat prześladowania, niesprawiedliwości i okrucieństwa w świecie, w którym żyjemy. 
Przypominać nam to będzie o naszych własnych zmaganiach, naszych własnych uczuciach napięcia 
i bezsilności, z którymi również nie potrafimy sobie radzić bez pomocy i wsparcia. W związku te-
rapeutycznym nie tylko pacjentka odczuwa ból, nie tylko u niej możliwa jest transformacja.
Związek pomagającej i cierpiącej obu przynosi nagrodę. Obie uczestniczą w procesie, za sprawą 
którego niewypowiedziane zostaje wypowiedziane, ponieważ czyni się je możliwym do 
wytrzymania i wypowiedzenia. W opowiadaniu o własnym doświadczeniu drugiej osobie, która 
rozumie je i którą ono porusza, kryje się szansa na położenie kresu uwięzieniu w tym 
doświadczeniu, we własnym ciele, we własnym życiu.
BIBLIOGRAFIA
Aidridge, D. (1988). Treating Self-MutiIating Behavior: A social strategy. Fa-mily Systems 
Medicine, 6 (l), 5-20.
Alexander, F. (1929). The need for punishment and the death instinct. Inter-national Journal 
ofPsychoanalysis, 10, s. 260. Cyt. za: K. A. Mennin-gera (1938). W: Mań Against Himself. London: 
Rupert Hart-Davis (Harvest Books).
Arnold, L., Magill, A. (1996). Working with Self-Injury: A Practical Guide. Bristol: The Basement 

background image

Project.
Arnold, L., Magill, A. (1996). Strength in Numbers: Groupwork with women abused in childhood. 
Bristol: The Basement Project.
Arnold, L. (1995). Women and Self-Injury: A suruey of76 women. Bristol: Bristol Crisis Seryice for 
Women.
Babiker, G. (1992). Psychological Measurement and the Identification of Sexual Abuse in Chiidren 
and Adolescents. Niepublikowana rozprawa doktorska, University of Bristol.
Babiker, G. (1995). Therapy with Women Who Self-Injure. Warsztaty podczas konferencji: „Cutting 
Out the Pain". Bristol, wrzesień 1995.
Babiker, G., Herbert, M. (1996). The role ofpsychological instruments in the as-sessment of child 
sexual abuse. Child Abuse Reuiew, 5, 239-251.
Babiker, I. E. (1993). Managing sexual abuse disciosure by adult psychiatrie patients - some 
suggestions. Psychiatrie Bulletin, 17, 286-288.
Bach-Y-Rita, G. (1974). Habituał violence and self-mutiiation. American Journal of Psychiatry, 
131,1018-1020.
Beliappa, J. (1991). Illness or Distress? Alternatiue Models of Mentol Health. London: 
Confederation of Indian Organisations.
Bollas, C. B. (1995). Cracking Up: The work of unconscious experience. London: Routledge.
Bradford, D. T. (1990). Eariy Christian martyrdom and the psychology of de-pression, suicide, and 
bodiiy mutiiation. Special Issue: Psychotherapy and religion. Psychotherapy and Psychosomatics, 
27 (l), 30-41.
Briere, J., Henschel, D., Smiijanich, K. i Morgan-Magallanes, M. (1990). Sprawozdanie z 
konferencji: „Self-injurious behaviour and child abuse hi-story in adult men and women". Tekst 
zaprezentowany podczas narodowego sympozjum na temat wiktymizacji dziecka (National 
Symposium on Child Victimization), Atlanta.
Briere, J. (1996). Therapy for Adults Molested as Chiidren: Beyond survival (drugie wydanie). New 
York: Springer Publishing.
Bunclark, J. (1996). Allowing Choices. Tekst zaprezentowany podczas konferencji: „Working With 
Self-Injury", Durham, maj 1996.
Burrow, S. (1992). The deliberate self-harming behaviour of patients within a British special 
hospital. Journal ofAduanced Nursing, 17,138-148.
Burstow, B. (1992). Radical Feminist Therapy. Newbury Park: Sagę.
Carr, E. G. i Durand, V. M. (1985). The social communicative basis ofsevere behavior problems in 
chiidren. W: S. Reiss i R. R. Bootzin (red.), The-oretical Issues in Behavior Therapy. New York: 
Academic Press.
Chasseguet-Smirgel, J. (1990). On acting out. International Journal ofPsychoanalysis, 71, 77-86.
Connerton, P. (1989). How Societies Remember. Cambridge: Cambridge University Press.
Cook, D. i Babiker, G. (1995). Guidelines for Professionals in UBHT Working with Adult 
Psychiatrie Patients who Disciose Sexual Abuse in Childhood. United Bristol Healthcare Trust, 
Mental Health Directorate.
Cookson, H. M. (1977). A survey of self-injury in a closed prison for women. British Journal 
ofCriminology, 17 (4), s. 332-334.
Courtois, C. (1988). Healing the Incest Wound: Adult survivors in therapy. New York: Norton and 
Co.
Cross, L. W. (1993). Body and selfin feminine development: implications for eating disorders and 
delicate self-mutiiation. Bulletin of the Mennin-ger Glinie, 57 (l), 41-68.
Csordas, T. J. (1994). Embodiment and experience: The existential ground of culture and self. 
Cambridge: Cambridge University Press.
Cullen, J. E. (1985). Prediction and treatment of self-injury by female young offenders. W: D. P. 
Tarrington i R. Tarling (red.), Prediction in Crimi-nology. Albany: State University ofNew York 
Press.
Davies, D., Neal, C. (1996). Pink Therapy. Buckingham: Open Univeristy Press.

background image

de Young, M. (1982). The Sexual Victimization of Chiidren. London: McFar-land and Co.
Dieter, P. J., Pearlman, L. A. (w druku). Respondingto Self-injurious Behaviour. W: P. Kleespies 
(red.), Emergencies in Mentol Health Practice: Eua-luation and management. New York: Guilford 
Publications.
Favazza, A. R. (1987). Bodies Under Siege. Baltimore: Johns Hopkins University Press.
Favazza, A. R. (1989). Why patients mutiiate themselves. Hospital and Com-munity Psychiatry, 40 
(2), 137-145.
Favazza, A. R. (1992). Repetitive self-mutiiation. Psychiatrie Annals, 22 (2),
60-63. Favazza, A. R., Rosenthal, R. J. (1993). Diagnostic issues in self-mutiiation.
Hospital and Community Psychiatry, 44 (2), 134-140. Favazza, A. R., De Rosear, Conterio, K. 
(1989). Self-mutiiation and eating di-
sorders. Suicide and Life-Threatening Behauior, 19 (4), 352-361. Feldman, M. D. i Ford, C. V. 
(1994). Patient or Pretender: Inside the strange
worid offactitious disorder. New York: Wiley. Feldman, M. D. (1988). The challenge of self-
mutiiation: a review. Compre-
hensiue Psychiatry, 29 (3), 252-269. Fonagy, P. (1991). Thinking about thinking: some climcal and 
theoretical
considerations in the treatment of a borderline patient. International
Journal of Psychoanalysis, 72, 639-656. Fonagy, P., Target, M. (1995). Understanding the violent 
patient: The use of
the body and the role ofthe father. International Journal o f Psychoanalysis, 76, 487-501. Fossum, 
M. A., Mason, M. J. (1986). Facing Shame: Families in recouery. New
York: W. W. Norton and Co. Frances, A. (1987). The borderline self-mutiiator: introduction. Journal 
of
Personality Disorders, l, 316. Gardner, D. L. i Cowdrey, R. W. (1985). Suicidal and parasuicidal 
behaviour in
borderline personality disorder. Psychiatrie Clinics ofNorth America,
8, 389-403. Geist, R. A. (1979). Onset of chronić illness in chiidren and adolescents. Ame-
rican Journal of Orthopsychiatry, 52, 704-711. German, G. A. (1987). A neurobiological hypothesis 
on the naturę of chronić
self-mutiiation. Integrated Psychiatry, 4, 212-213. Gil, E. (1988). Treatment ofAdult Suruiuors of 
Childhood Abuse. Walnut
Creek, CA: Launch Press. Girard, R. (1977). Violence and the Sacred. Baltimore: Johns Hopkins 
Univer-
sity Press. [Wyd. poi. (1993-4): Sacrum i przemoc. Przełożyli Maria
i Jacek Plecińscy. Poznań: Brama].
Graff, H., Mallin, R. (1967). The syndrome ofthe wrist-cutter. American Journal of Psychiatry, 135, 
579-582. Green, A. H. (1987). Self-destructive behavior in battered chiidren. American
Journal of Psychiatry, 135, 579-582. Greenspan, G. S., Samuel, S. E. (1989). Self-cutting after rape. 
American Journal of Psychiatry, 146, 789-790. Gunderson, J. G., Singer, M. T. (1986). Defining 
borderline patients: an ove-
rview, w: M.H. Stone (red.), Essential Papers on Borderline Disorders:
One hundred years at the border. New York: New York University
Press. Haines, J., Williams, C. L., Brain, K. L., Wilson, G. V. (1995). The psycho-
biology of self-mutiiation. Journal of Abnormal Psychology, 104 (3),
471-489.
Harrison, D. (1996). Yicious Circies. London: Good Practices in Mental Health.
Harry, B. (1987). Tattoos, body experience, and body image boundary among violent małe 
offenders. Bulletin o f the American Academy o f Psychiatry and the Law, 15 (2), 171-178.
Herman, J. (1992). Trauma and Recouery: From domestic abuse to political terror. London: 
Pandora. [Wyd. poi. (2000): Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi. Przełożyły Anna i 
Magdalena Kacmajor. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne].

background image

HMSO (1990). Home Office Research Study No 115, Suicide and Self-injury in Prison: A literaturę 
review. London: HMSO.
Holloway Project Committee (1985). Holloway Project Committee Report. H. M. Prison Service. 
London: HMSO.
Holmes, J. (1995). Supportive psychotherapy: the search for positive me-anings. British Journal o f 
Psychiatry, 167, 439-445.
Hughes, M. C. (1982). Chronically iii chiidren in groups: recurrent issues and ad-aptations. 
American Journal of Orthopsychiatry, 52, 704-711.
Kelland, D. (1995). Working with Women who Self-injure: Therapeutic Opti-mism v. Therapeutic 
Pessimism. Studium na temat samouszkodzeń wśród kobiet przebywających w więzieniu Holloway, 
praca magisterska złożona w Applied Criminological Psychology, Birkbeck College (tekst 
niepublikowany).
Kernberg, O. (1967). Borderline personality organization. Journal of the American Psychoanalytic 
Association, 15, 641-685.
Kreitman, N. (1977). Parasuicide. Chichester: Wiley.
Lacey, J. H. (1993). Self-damaging and addictive behaviour in bulimia nervo-sa: a catchment area 
study. British Journal o f Psychiatry, 163, 190-194.
Lacey, J. H. i Evans, C. D. H. (1986). The impulsivist: a multi-impulsive personality disorder. 
British Journal ofAddiction, 81, 641-649.
Liebling, H. i Chipchase, H, (1993). APilot Study on the Problem ofSelf-inju-rious Behaviour in 
Women in Asworth Hospital (niepublikowany manuskrypt).
Liebling, H., Chipchase, H. i Yelangi, R. (1996). Women who Self-Harm in a Special Hospital 
(niepublikowany manuskrypt).
Lindberg, F. H., Distad, J. (1985). Survival responses to incest: adolescents in crisis. Child Abuse 
and Neglect, 9, 521-526.
Lindsay, H. (1995). Needing Attention: an evaluation ofservices for women who self-injure. Bristol: 
Bristol Crisis Service for Women.
Linehan, M. M. (1993). Cognitiue-Behauioral Treatment o f Borderline Personality Disorder. New 
York: Guilford Press.
Littiewood, R., Cross, S. (1980). Ethnic minorities and psychtiatric services. Sociology of Health 
and Illness, 2 (2). 194-201.
Lyons, J. A. (1991). Self-mutiiation by a mań with post-traumatic stress disorder. Journal ofNeruous 
and Mentol Disease, 179 (8), 505-507.
McCann, I. L., Pearlman, L. A. (1990). Psychological Trauma and the Adult
Survivor: Theory, therapy, and trans formation. New York: Bruner Ma-
zel. McGovern, D., Cope, R. (1987). Compulsory detention ofmales ofdifferent et-
hnic groups with special reference to offender status. British Journal
of Psychiatry, 150, 505-512. Menninger, K. (1938). Mań Against Himself. London: Rupert Hart-
Davis
(Harvest Books). Merrii, J., Owens, J. (1986). Ethnic differences in self-poisoning: a compari-
son of Asian and White groups. British Journal o f Psychiatry, 148,
708-712. Miller, D. (1994). Women Who Hurt Themselues: A book ofhope and under-
standing. New York: Basie Books. Mollon, P. (1996). Multiple Selues, Multiple Voices: Working 
with trauma uio-
lation and dissociation. London: John Wiley and Sons. Morgan, H. G. (1979). Death Wishes? The 
understanding and management of
deliberate self-harm. London: Wiley. Muluka, E. (1986). Severe self-mutiiation among Kenyan 
psychotics. British
Journal o f Psychiatry, 149, 778-780. Nelson,S.,Grunebaum,H. (1971).Afollow-upstudyofwrist-
slashers.Affiert-
can Journal of Psychiatry, 127, 1345-1349. Nemiah, J. C., Sifneos, P. E. (1970). Psychosomatic 
illness: a problem ofcom-

background image

munication. Psychotherapy and Psychosomatics, 18, 154-160. Offer, D., Barglow, P. (1960). 
Adolescents and young adult self-mutiiation in-
cidents in a generał psychiatrie hospital. Archiues of General Psychiatry, 3, 194-204. Pao, P. E. 
(1969). The syndrome of delicate self-cutting. British Journal of
Medical Psychology, 42, 195-206. Par kin, J. R., Eagles, J. M. (1993). Blood-letting in bulimia 
nervosa. British
Journal o f Psychiatry, 162, 246-248. Pattison, E. M., Kahan, J. (1983). The deliberate self-harm 
syndrome. Ameri-
can Journal of Psychiatry, 140, 867-872. Pawlicki, C. M., Gaumer, C. (1993). Nursing care ofthe 
self-mutiiating pa-
tient. Bulletin ofthe Menninger Clinic, 57 (3), 380-389. Pearlman, L. A., Saakvitne, K. W. (1995). 
Trauma and the Therapist: Coun-
tertransference and uicarious traumatization in psychotherapy with incest suruiuors. New York: W. 
W. Norton and Co. Pembroke, L. (red.) (1994). Self-Harm: Perspectiues from Personal Experien-
ce. London: Survivors Speak Out. Pembroke, L. (1996). Self-injury: Myths and commonsense. 
London: National
Self-Harm Network. Pembroke, L., Smith, A. (1996). Minimising the Damage from Self-harm.
London: National Self-Harm Network. Pines, D. (1993). AWoman's Unconscious UseofherBody: 
Apsychoanalytical
perspectwe. London: Virago.
Pines, D. (1980) Skin communication: earły skin disorders and their effect on
transference and countertransference. International Journal o f Psy-
choanalysis, 61, 315-322.
Pitman, R. K. (1990). Self-mutiiation in combat-related PTSD. American Journal o f Psychiatry, 
147. 123-124. Potier, M. A. (1993). Giving evidence: women's lives in Ashworth Maximum
Security Psychiatrie Hospital. Feminism and Psychology, 3 (3),
335-347.
Robinson, C. (1996). Informacja osobista. Rockland, L. H. (1987). A supportive approach: 
psychodynamically oriented
supportive therapy-treatment of borderline patients who self-mutiia-
te. Journal of Personality Disorders, 1(4), 350-353. Ross, R. R., McKay, H. B. (1979). Self-
mutiiation. Lexington, MA: Lexington
Books. Senior, N. (1988). Families ofsuicidal and non-suicidal self-mutiiating adole-
scents. Family Therapy, 15 (l), 31-37. Sgroi, S. M. (1982). Handbook ofCIinical lntervention in 
Child Sexual Abuse.
Lexington, MA: Lexington Books. Shapiro, S. (1987). Self-mutiiation and self-blame in incest 
victims. American
Journal o f Psychotherapy, XLI (l), 46-54. Sifneos, P. E. (1972). The prevalence of „alexythemic" 
characteristics in psy-
chosomatic patients. W: H. Freyberger (red.), Topics o f Psychosomatic
Research. Basie: Karger. Simeon, D., Staniey, B., Frances, A., Mann, J. J., Winchel, R., Staniey, M. 
(1992).
Self-mutiiation in personality disorders: psychological and biological cor-
relates. American Journal of Psychiatry, 149, 221-226. Simpson, A., Ng, M. (1992). Deliberate self-
harm of Filipino immigrants in
Hong Kong. Psychologia: Ań International Journal of Psychology in
the Orient, 35, 117-120. Simpson, M. A. (1976). Self-mutiiation. British Journal o f Hospital 
Medicine,
16, 430^138. Simpson, M. A. (1977). Self-mutiiation and borderline syndrome. Dynamische
Psychiatrie, 42, 42-48. Cyt. w: S. Shapiro, 1987. Soni Raieigh V. i Balarajan, R. (1992). Suicide and 
self-burning among In-
dians and West Indians in England and Wales. British Journal of Psychiatry, 161, 365-368. 

background image

Spandler, H. (1996). Who's Hurting Who? Young people, self-harm and suici-
de. Manchester: 42' Street. Stimpson, L., Best, M. (1991). Courage Aboue Ali: Sexual assault 
against women
with disability. Toronto: Disabled Women's Network (DAWN). Stone, M. H. (1987). A 
psychodynamic approach: some thoughts on the dyna-
mics and therapy of self-mutiiating borderline patients. Journal of
Personality Disorders, 1(4), 347-349. Tantam, D., Whittaker, J. (1992). Personality disorder and 
self-wounding.
British Journal of Psychiatry, 161, 451-464.
Foch, H. (1975). Men in Crisis. Chicago: Aldine. Frenchard, L., Warren, H. (1984). Something to 
Tell You. London: London
Gay Teenage Group. ran der Kolk, B. A. (1988). The trauma spectrum: the interaction ofbiological
and social events in the genesis of the trauma response. Journal of
Traumatic Stress, l, 273-290. 'an der Kolk, B. A., Perry, C., Herman, J. (1991). Childhood origins 
ofself-de-
structive behaviour. American Journal of Psychiatry, 148 (12),
1665-1671. 'an der Kolk, B. A., McFarlane, A. C., Weisaeth, L. (1996). Traumatic Stress:
The effects o fan ouerulhelming experience on mind, body and society.
New York: Guilford Press.
'an der Kolk, B. A., Fisler, R. R. (1995). Dissociation and the fragmentary naturę oftraumatic 
memories: overview and exploratory study. Journal
o f Traumatic Stress, 8, 505-525. Valsh, B. W. Rosen, P. M. (1988). Self-mutiiation: Theory, 
Research and Tre-
atment. New York: Guilford Press. Yeissman, M. (1975). Wrist cutting. Archiues o f General 
Psychiatry, 32,
1166-1171. Veldon, E. (1996). Perversions in men and women. British Journal of Psy-
chotherapy, 12 (4), 480-486. Vestcott, H. (1991). The abuse ofdisabled chiidren: a review ofthe 
literaturę.
Child: Care, health and deuelopment, 17, 243-258. Yinchel, R. M. iStanley,M. (1991) Self-injurious 
behavior: A review ofthe be-
havior and biology ofself-mutiiation. American Journal o f Psychiatry,
148 (3), 306-317. Vise, W. L. (1989). Adult self-injury as a survival response in victim-survivors
ofchildhood abuse. Journal ofChemical Dependency Treatment, 3 (l),
185-201. Vomen's Support Project (1995). „We're no exception": Male uiolence against
women with disability. A report for the Zero Tolerance Campaign.
Glasgow: Women's Support Project. 'oung, L. (1992). Sexual abuse and the problem of 
embodiment. Child Abuse
and Neglect, 16, 89-100. ierbe, K. J. (1988). Walking on the razor's edge: the use ofconsultation in 
the
treatment of a self-mutiiating patient. Bulletin ofthe Menninger Glinie, 52, 492-503.
Susan Forward, Donna Frazier
SZANTAŻ EMOCJONALNY Jak się obronić przed manipulacją i wykorzystaniem
W książce przedstawione są typowe zachowania emocjonalnych szantażystów i ich ofiar oraz 
przyczyny tych zachowań. Autorki prezentują skuteczne strategie położenia kresu tej niezdrowej 
relacji, zachęcają „ofiary" emocjonalnego szantażu do tego, by oprzeć się presji szantażystów. 
Książka jest ilustrowana przykładami z praktyki terapeutycznej autorek, w których czytelnik 
znajdzie zachętę do podjęcia trudu zmiany swojej sytuacji, przywrócenia równowagi w związku i 
ponownego oparcia go na mocnych podstawach.
Bryn C. Collins
EMOCJONALNA NIEDOSTĘPNOŚĆ Jak rozpoznać chłód emocjonalny, zrozumieć go i unikać w 
związku
Wobec niektórych osób nigdy nie jesteśmy dość dobrzy. Nie możemy sprostać ich wygórowanym 

background image

oczekiwaniom. Czujemy się bezwartościowi, a nasza samoocena gwałtownie spada. Osoby, które 
wywołują w nas takie odczucia cierpią na niedostępność emocjonalną, czyli na niezdolność do 
wyciągnięcia ręki i zbudowania uczuciowej więzi z inną osobą. Celem książki jest przedstawienie 
typów osób niedostępnych emocjonalnie, aby każdy z nas mógł je rozpoznać, kiedy pojawią się w 
naszym życiu.
Giinter Scheich
POZYTYWNE MYŚLENIE Czy może szkodzić
Autor, na podstawie swojej wiedzy naukowej i praktyki terapeutycznej, omawia teorie 
„pozytywnego myślenia". Na przykładzie różnych przypadków wykazuje, dlaczego obietnice 
sukcesu, dawane przez Murphy'ego, Carnegiego i Peale'a nie zawsze mogą być dotrzymane, a w 
wypadku osób mających niską samoocenę, depresyjnych czy nieśmiałych mogą doprowadzić wręcz 
do zaburzeń psychicznych.
Gloria Babiker, Lois Arnold
AUTOAGRESJA. Mowa zranionego ciata
Uszkodzenie własnego ciała mówi o rozpaczy, udręce i bólu. Akt zadawania sobie ran w sposób 
dosłowny komunikuje obecność czegoś niemożliwego do zniesienia. Autorki definiują problem 
autoagresji, analizują indywidualne i społeczne podstawy tego zjawiska oraz-na podstawie 
własnych doświadczeń klinicznych - podają bardzo praktyczne wskazówki postępowania w pracy z 
pacjentem.
Judith Lewis Herman
PRZEMOC. Uraz psychiczny i powrót do równowagi
Autorka omawia powstawanie długotrwałego urazu psychicznego i omawia jego psychologiczne i 
medyczne konsekwencje. Wykazuje, że pozornie tak odległe doświadczenia, jak przeżycia wojenne, 
przemoc fizyczna i seksualna, terror polityczny i maltretowanie w dzieciństwie, wywołują podobne 
skutki. Wyjaśnia zasady tworzenia się złożonego zespołu pourazowego. Proponuje model 
skutecznej, długoterminowej terapii ofiar urazu psychicznego.
Cloe Madanes
PRZEMOC W ROOZINIE. Psychoterapia sprawców i ofiar
Pierwsze wydanie ukazało się pod tytułem SEKS - MIŁOŚĆ - PRZEMOC. Autorka, zajmująca się 
terapią rodzin, podjęła w swojej pracy próbę wyjaśnienia nierozerwalnych związków pomiędzy 
miłością i przemocą, które pojawiają się w rodzinie. Odsłania problemy trudne i bolesne, zwłaszcza 
tam, gdzie mowa o wykorzystywaniu seksualnym i maltretowaniu psychicznym dzieci. Madanes 
poświęca uwagę zarówno sprawcom przemocy, ofiarom, jak i samym terapeutom, którzy znajdą tu 
dla siebie wiele cennych wskazówek.
Rory 0'Connor, Noel Sheehy
ZROZUMIEĆ SAMOBÓJCĘ
Autorzy analizują listy samobójców i rozmowy z tymi, którzy niedawno usiłowali targnąć się na 
swoje życie. Próbują zrozumieć samobójstwo, by stawić czoło najtrudniejszemu wyzwaniu: 
przewidzieć, kiedy ktoś będzie chciał się zabić, co należy robić, by temu zapobiegać. Książka ma 
charakter przeglądu i jest adresowana do szerokiej rzeszy czytelników - studentów, lekarzy i innych 
pracowników służby zdrowia oraz wszystkich tych, którzy chcą zrozumieć zachowania samobójcze.
Steve Andreas
VIRGINIA SATIR Jak pracowała. Zapis sesji terapeutycznej z komentarzem
Opierając się na zapisie 73-minirtowej sesji, którą terapeutka poprowadziła w 1986 r. autor 
dokonuje analizy stylu jej pracy. Dzięki temu czytelnik ma szansę przyjrzeć się zarówno 
podstawowym założeniom i technikom wykorzystywanym przez Vir-gnię Satir, jak również 
zachwycić się precyzyjnym zastosowaniem ich w procesie komunikowania się z klientem.
Larry Feldman
Łączenie terapii indywidualnej i rodzinnej
Książka jest pierwszą na polskim rynku wydawniczym publikacją poruszająca zagadnienie 
integrowania terapii rodzin i terapii indywidualnej. Dzięki ich łączeniu można w prący 
terapeutycznej wykorzystywać różne podejścia psychologiczne, można też postawić bardziej 

background image

dogłębną diagnozę i zaplanować zróżnicowany proces terapeutyczny.
Richard Bandler, John Grinder, Virginia Satir
ZMIENIAMY SIĘ WRAZ Z RODZINAMI O zdrowej komunikacji
Autorzy, opierając się na własnych doświadczeniach w terapii rodzin, prezentują nowy model 
komunikacji. Ich zdaniem posługiwanie się ustalonymi zasadami umożliwia osiągnięcie pełnego 
porozumienia i rozwój zarówno osoby pomagającej, jak i tych, którym udzielana jest pomoc. Ich 
książka ułatwi terapeutom zmieniać się wraz z rodzinami, uczestniczyć w procesie rozwoju i 
budowania doświadczeń, dzielić problemy i radości rodziny.
Virginia Satir
TERAPIA RODZINY. Teoria i praktyka
Znana i niezwykle twórcza terapeutka - Virginia Satir - przedstawia koncepcję terapii całej rodziny. 
Według autorki jedyną drogą do uzdrowienia relacji w rodzinie jest terapia wszystkich jej 
członków. Obserwacje poczynione w trakcie terapii zaowocowały napisaniem przystępnego 
podręcznika do pracy z dysfunkcjonalnymi rodzinami, użytecznego zarówno dla początkujących, 
jak i dla doświadczonych psychoterapeutów.
Virginia Satir
RODZINA. Tu powstaje człowiek
Satir w swej pracy terapeutycznej zwracała szczególną uwagę na powiązania między 
funkcjonowaniem rodziny i tym, na jakich ludzi wyrastają wychowane w niej dzieci. Bazując na 
własnych doświadczeniach w pracy z rodzinami na całym świecie napisała książkę, która ma 
wspierać, wzmacniać i edukować oraz podkreślać znaczenie rodziny w kształtowaniu osobowości 
jej członków.
Tomasz Maruszewski
PSYCHOLOGIA POZNANIA
Podręcznik psychologii procesów poznawczych napisany przez najwybitniejszego w tej dziedzinie 
polskiego psychologa. Przedstawione są tu wszystkie istotne zagadnienia z zakresu psychologii 
poznawczej, czyli: postrzeganie, uwaga, pamięć i sposób jej funkcjonowania, wyobraźnia, pojęcia, 
myślenie i rozwiązywanie problemów. Autor prezentuje nowe spojrzenie na procesy poznawcze. W 
związku z tym często nawiązuje do wyników badań uzyskanych w ramach psychologii społecznej, 
osobowości i psychologii emocji.
Linda Brannon
PSYCHOLOGIA RODZAJU
Oto pierwszy podręcznik w języku polskim, wprowadzający nas w interdyscyplinarną dziedzinę, 
jaką jest „rodzaj". Autorka uwzględnia perspektywę obu płci i konsekwentnie prowadzi nas przez 
aspekty funkcjonowania człowieka będące pod szczególnym wpływem rodzaju: emocje, związki, 
seksualność, edukację oraz pracę i karierę. Z wyprawy tej wracamy wzbogaceni o nowe punkty 
widzenia, zaś bogaty indeks nazwisk i obszerna bibliografia z pewnością pomogą nam w dalszych 
poszukiwaniach.
Lawrence A. Penrin
PSYCHOLOGIA OSOBOWOŚCI
Ten znakomicie przygotowany od strony dydaktycznej podręcznik zawiera wszystkie podstawowe 
elementy programu kształcenia w zakresie psychologii osobowości. Spośród wielu innych książek 
dydaktycznych wyróżnia się niezwykle ciekawą strukturą, ułatwiającą prezentację zagadnienia 
osobowości. Książka przybliża kolejno: tradycje badawcze, podstawowe jednostki służące do opisu 
osobowości, rozwój osobowości oraz obszary badań tejże dziedziny.
David M. Buss
PSYCHOLOGIA EWOLUCYJNA Jak wytłumaczyć społeczne zachowania człowieka?
Najnowsze koncepcje
Pierwszy systematyczny i kompletny podręcznik z zakresu psychologii ewolucyjnej. Autor 
wychodzi poza tradycyjne obszary zainteresowań psychologii ewolucyjnej i zajmuje się 
możliwościami ewolucyjnego spojrzenia na procesy poznawcze, osobowość, psychologię kliniczną, 
psychologię wychowawczą i kulturową. Książka jest świetnie napisana, zawiera mnóstwo materiału 

background image

ilustracyjnego pochodzącego z badań empirycznych i otwiera przed psychologami zupełnie nowe 
perspektywy badawcze.