Karol Marks
Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne
Przedmowa
114
W „Deutsch-Französische Jahrbücher" zapowiedziałem krytykę nauki o prawie i państwie
w postaci krytyki heglowskiej filozofii prawa
115
. Przy opracowywaniu materiałów do druku
okazało się, Ŝe zmieszanie krytyki wymierzonej jedynie przeciwko spekulacji myślowej z
krytyką samych przedmiotów, przy tym róŜnorodnych, jest zupełnie niestosowne, hamuje wywód
i utrudnia zrozumienie. Ponadto, ze względu na bogactwo i róŜnorodność spraw, które naleŜałoby
omówić, materiał dałby się wtłoczyć do jednej pracy jedynie w sposób aforystyczny, a znowu
taki aforystyczny wykład sprawiałby wraŜenie dowolnego systematyzowania. Opublikuję zatem
kolejno w kilku samodzielnych broszurach krytykę prawa, moralności, polityki itd., a w końcu
postaram się przedstawić w osobnej pracy powiązanie całości, stosunek poszczególnych części
do siebie i wreszcie dać krytykę spekulatywnego opracowania owego materiału. Z tego powodu
w niniejszej pracy zajmuję się związkiem ekonomii politycznej z państwem, prawem,
moralnością, Ŝyciem obywatelskim itd. tylko o tyle, o ile ekonomia polityczna sama ex professo
porusza te tematy. Czytelnika obeznanego z ekonomią polityczną nie potrzebuję chyba
zapewniać, Ŝe wyniki swoich badań uzyskałem dzięki analizie całkowicie empirycznej, opartej na
sumiennym, krytycznym studiowaniu ekonomii politycznej.
(Natomiast ignorancki recenzent, który usiłuje skryć swoje zupełne nieuctwo i ubóstwo myślowe
obrzucając pozytywnego krytyka frazesami takimi, jak „utopijny frazes" albo teŜ „całkowicie
czysta, całkowicie zdecydowana, całkowicie krytyczna krytyka", „nie tylko prawne, lecz i
społeczne, całkowicie społeczne społeczeństwo", „zwarta masowa masa", „przewodzący
przywódcy masowej masy"
116
- recenzent ten musi wpierw jeszcze dać jakiś dowód tego, Ŝe ma
coś do powiedzenia nie tylko w swych teologicznych sprawach rodzinnych, ale i w sprawach
ś
wieckich).
Jest rzeczą oczywistą, Ŝe korzystałem nie tylko z socjalistów francuskich i angielskich, ale i z
niemieckich prac socjalistycznych. JednakŜe do zawierających głębszą treść i oryginalnych prac
niemieckich z zakresu tej wiedzy zaliczyć moŜna - prócz pism Weitlinga - jedynie artykuły
Hessa w „Einundzwanzig Bogen"
117
i „Zarys krytyki ekonomii politycznej"
117a
Engelsa z
„Deutsch-Französische Jahrbücher", w których i ja nakreśliłem bardzo ogólnikowo pierwsze
elementy niniejszej pracy.
(Poza wspomnianymi autorami, którzy zajmowali się krytycznie ekonomią polityczną, krytyka
pozytywna w ogóle, a więc i niemiecka krytyka pozytywna ekonomii politycznej zawdzięcza swe
rzeczywiste uzasadnienie odkryciom Feuerbacha, przeciw którego „Filozofii przyszłości"
118
i
wydrukowanym w „Anekdota" „Tezom o reformie filozofii"
119
małostkowa zawiść jednych, a
szczery gniew drugich uknuły, rzec moŜna, formalną zmowę milczenia, choć po cichu się je
wykorzystuje). Dopiero od Feuerbacha datuje się pozytywna humanistyczna i naturalistyczna
krytyka. Im mniej hałaśliwy, tym pewniejszy, głębszy, szerszy i trwalszy jest wpływ prac
Feuerbacha, jedynych prac od czasu „Fenomenologii" i „Logiki" Hegla, które zawierają
prawdziwą rewolucję teoretyczną.
Końcowy rozdział niniejszej pracy, rozprawienie się z heglowską dialektyka i filozofią w ogóle,
uznałem, w przeciwieństwie do krytycznych teologów
120
naszych czasów, za bezwzględnie
potrzebny, gdyŜ nie dokonano dotąd tego rodzaju pracy - ten brak gruntowności jest tu
koniecznością, poniewaŜ nawet krytyczny teolog pozostaje teologiem, a zatem albo musi
wychodzić z określonych załoŜeń filozofii jako autorytetu, albo teŜ, gdy w toku krytyki i wskutek
cudzych odkryć budzą się w nim wątpliwości co do tych filozoficznych załoŜeń, porzuca je
tchórzliwie i bez uzasadnienia, abstrahuje od nich, a swoją niewolniczą zaleŜność od tych
załoŜeń i złość na tę niewolę przejawia juŜ tylko w sposób negatywny, nieświadomy i
sofistyczny.
{Przejawia tylko negatywnie i nieświadomie, juŜ to zapewniając nieustannie o czystości swej
własnej krytyki, juŜ to w ten sposób, Ŝe - w celu odwrócenia uwagi obserwatora, jak i swej
własnej uwagi, od konieczności rozprawienia się krytyki z jej rodzicielką (z heglowską dialektyka
i filozofią niemiecką w ogóle), od owej konieczności wzniesienia się nowoczesnej krytyki ponad
swą własną ograniczoność i Ŝywiołowość - usiłuje raczej stworzyć pozory, jakoby krytyka miała
do czynienia jedynie z pewną ograniczoną postacią krytyki poza nią samą (powiedzmy, z krytyką
XVIII wieku) oraz z ograniczonością masy. Wreszcie w ten sposób, Ŝe krytyczny teolog, kiedy
pojawiają się odkrycia dotyczące istoty jego własnych filozoficznych załoŜeń (jak odkrycia
Feuerbacha), bądź to stwarza wraŜenie, jakoby on sam tego dokonał, ciskając rezultatami owych
odkryć, których nie umie rozwinąć, rezultatami ograniczonymi u niego do efektownych frazesów,
w pisarzy pozostających jeszcze w niewoli filozofii, bądź teŜ potrafi nawet wmówić w siebie, Ŝe
jest wyŜszy nad te odkrycia, gdy skrycie, złośliwie i sceptycznie wysuwa przeciw
feuerbachowskiej krytyce dialektyki heglowskiej te elementy tejŜe dialektyki, których jeszcze w
tej krytyce nie znajduje, których nie dostarcza mu się jeszcze w krytycznym, gotowym juŜ
opracowaniu, a których sam nie usiłuje i bodaj nie potrafi właściwie zastosować, tylko po cichu
posługuje się nimi po prostu w tej postaci, która jest właściwa dialektyce heglowskiej - stosuje
np. kategorię dowodu pośredniego wobec kategorii poczynającej się z samej siebie prawdy
pozytywnej. Teologiczny krytyk uznaje mianowicie za rzecz całkiem naturalną, Ŝe filozofowie ze
swej strony powinni uczynić wszystko, by on mógł pleść o czystości, stanowczości, o całej tej
krytycznej krytyce, i roi sobie, Ŝe jest tym, który prawdziwie przezwycięŜył filozofię, kiedy czuje,
Ŝ
e jakiegoś tam elementu Hegla brak u Feuerbacha, bo teologiczny krytyk nie potrafi się wznieść
ponad czucie do świadomości, do wiedzy, mimo całego swego spirytualistycznego
bałwochwalstwa wobec „samowiedzy" i „ducha".}
Teologiczna krytyka - mimo Ŝe w początkach ruchu była momentem rzeczywistego postępu -
przy dokładniejszej analizie okazuje się w ostatniej instancji niczym innym, jak wyrodzonym w
teologiczną karykaturę uwieńczeniem i konsekwencją starej filozoficznej, a zwłaszcza
heglowskiej transcendencji. Tę interesującą sprawiedliwość historii, która teologię, będącą od
dawna zgniłą plamą na filozofii, obecnie przeznacza równieŜ do tego, Ŝeby na sobie
zademonstrowała negatywny rozkład filozofii - tzn. proces jej gnicia - tę historyczną Nemezis
przedstawię obszernie przy innej okazji
121
.
{W jakim stopniu natomiast po odkryciach Feuerbacha dotyczących istoty filozofii niezbędne
jest jeszcze - przynajmniej dla ich udowodnienia - krytyczne rozprawienie się z dialektyką
filozoficzną, to się okaŜe z samego mego wywodu.}
Płaca robocza
Płacę roboczą określa wroga walka między kapitalistą i robotnikiem. Niechybnym zwycięzcą
kapitalista. Kapitalista moŜe dłuŜej Ŝyć bez robotnika niŜ robotnik bez kapitalisty. Zrzeszanie się
kapitalistów ogólnie przyjęte i skuteczne; zrzeszanie się robotników zakazane i przynosi im złe
skutki. Prócz tego właściciel ziemski i kapitalista mogą do swoich dochodów dodać zyski
przemysłowe, robotnik nie moŜe dodać do swego dochodu przemysłowego ani renty gruntowej,
ani procentów od kapitału. Stąd tak wielka konkurencja wśród robotników. A zatem jedynie dla
robotnika oddzielenie od siebie kapitału, własności ziemskiej i pracy jest oddzieleniem
nieuchronnym, istotnym i szkodliwym. Kapitał i własność ziemska nie muszą pozostawać w
ramach tej abstrakcji, praca robotnika musi.
Tak więc dla robotnika oddzielenie od siebie kapitału, renty gruntowej i pracy - zabójcze.
NajniŜszą - i taka jedynie jest niezbędna - stawkę płacy stanowi utrzymanie robotnika w czasie
pracy i tyle ponadto, Ŝeby mógł wyŜywić rodzinę i Ŝeby rasa robotników nie wymarła. Zwykłą
płacą jest według Smitha najniŜsza, jaką moŜna pogodzić z simple humanité [ze zwykłą
humanitarnością]
122
, mianowicie z bydlęcą egzystencją.
Popyt na ludzi reguluje w sposób konieczny produkcję ludzi, jak kaŜdego innego towaru. JeŜeli
podaŜ znacznie przewyŜsza popyt, część robotników stacza się do stanu Ŝebraczego albo ginie
ś
miercią głodową. Egzystencja robotnika została więc sprowadzona do warunków egzystencji
kaŜdego innego towaru. Robotnik stał się towarem i jest dla niego szczęściem, jeśli uda mu się
znaleźć nabywcę. A popyt, od którego zaleŜy Ŝycie robotnika, zaleŜy od kaprysu bogaczy i
kapitalistów. JeŜeli podaŜ przewyŜsza popyt, to jedna z części konstytuujących cenę (zysk, renta
gruntowa, płaca robocza) jest opłacana poniŜej ceny, następuje więc wstrzymanie zastosowania
[części z tych] czynników i w ten sposób cena rynkowa ciąŜy ku cenie naturalnej jako punktowi
centralnemu. Ale i przy wysoce rozwiniętym podziale pracy robotnikowi najtrudniej znaleźć dla
swej pracy inne zastosowanie, 2. będąc zaleŜny od kapitalisty on pierwszy ponosi stratę.
Wskutek ciąŜenia ceny rynkowej ku cenie naturalnej robotnik traci więc najwięcej i
bezwarunkowo. Właśnie zdolność kapitalisty do nadania swemu kapitałowi innego zastosowania
albo pozbawia chleba robotnika, który jest ograniczony ramami określonej gałęzi pracy, albo
zmusza go do podporządkowania się wszystkim Ŝądaniom kapitalisty.
Przypadkowe i nagłe wahania ceny rynkowej godzą mniej w rentę gruntową niŜ w tę część ceny,
która rozpada się na zysk i płacę, przy czym godzą mniej w zysk niŜ w płacę. Wypadki wzrostu
płacy znajdują zazwyczaj przeciwwagę w innych wypadkach jej stagnacji i spadku.
Gdy kapitalista osiąga zysk, robotnik niekoniecznie musi zyskiwać, natomiast straty dzieli on z
kapitalistą nieuchronnie. Tak np. robotnik nie zyskuje, gdy kapitalista dzięki tajemnicy
fabrycznej lub handlowej, dzięki monopolowi lub korzystnemu połoŜeniu swej ziemi utrzymuje
cenę rynkową powyŜej ceny naturalnej.
Dalej: ceny pracy są znacznie bardziej stałe niŜ ceny środków utrzymania. Często pozostają one
wobec siebie w stosunku odwrotnym. W roku drogim płaca maleje wskutek zmniejszenia się
popytu, rośnie zaś wskutek wzrostu cen środków utrzymania. A więc jedno równowaŜy drugie.
W kaŜdym razie pewna ilość robotników zostaje bez chleba. W latach taniości płaca wzrasta
wskutek wzrostu popytu, maleje zaś pod wpływem cen środków utrzymania. A więc jedno
równowaŜy drugie.
Inne upośledzenie robotnika:
Ceny pracy róŜnych kategorii robotników są o wiele bardziej zróŜnicowane niŜ zyski w róŜnych
dziedzinach zastosowania kapitału. Co się tyczy pracy, występuje w pełni naturalne, duchowe i
społeczne zróŜnicowanie indywidualnej działalności i róŜnie się ją wynagradza, gdy tymczasem
martwy kapitał chadza stale tą samą drogą i rzeczywista indywidualna działalność jest mu
obojętna.
W ogóle naleŜy zauwaŜyć, Ŝe tam, gdzie robotnik traci równo z kapitalistą, strata robotnika godzi
w jego egzystencję, a strata kapitalisty - w zysk z jego martwej mamony.
Robotnik musi walczyć nie tylko o fizyczne środki do Ŝycia, ale i o uzyskanie pracy, tzn. o
moŜliwości, o środki urzeczywistniania swej działalności.
Rozpatrzmy trzy podstawowe sytuacje, w których moŜe się znaleźć społeczeństwo, i zwaŜmy,
jakie będzie w nich połoŜenie robotnika.
1. JeŜeli bogactwo społeczeństwa upada, robotnik traci najwięcej, choć bowiem w okresie
pomyślności społeczeństwa klasa robotnicza nie moŜe tyle zyskać, co klasa właścicieli, „Ŝadna
nie cierpi tak okrutnie przy jego upadku, jak klasa robotnicza"
123
.
2. Weźmy teraz pod uwagę społeczeństwo, w którym bogactwo wzrasta. Jest to jedyna sytuacja
pomyślna dla robotnika. Pojawia się wówczas konkurencja wśród kapitalistów. Popyt na
robotników przewyŜsza ich podaŜ. Ale:
Po pierwsze: Wzrost płacy powoduje przepracowywanie się robotników. Im więcej chcą zarobić,
tym więcej swojego czasu muszą poświęcać i wykonywać w słuŜbie chciwości pracę
niewolniczą, wyrzekając się całkowicie wszelkiej wolności. Zarazem skracają sobie wskutek tego
Ŝ
ycie. To skracanie Ŝycia jest okolicznością pomyślną dla klasy robotniczej wziętej jako całość,
gdyŜ stwarza konieczność coraz to nowego dopływu. Klasa ta musi stale składać w ofierze część
samej siebie, aby nie zginąć całkowicie.
Po wtóre: Kiedy społeczeństwo przeŜywa proces bogacenia się? Wraz ze wzrostem kapitałów i
dochodów kraju. Ale to jest moŜliwe jedynie dzięki temu, Ŝe
a) gromadzi się wiele pracy, gdyŜ kapitał jest nagromadzoną pracą; a więc dzięki temu, Ŝe
robotnikowi zabiera się coraz więcej jego produktów, Ŝe jego własna praca w coraz większym
stopniu przeciwstawia mu się jako cudza własność, a środki jego egzystencji i jego działalności
coraz bardziej koncentrują się w ręku kapitalisty.
b) Nagromadzenie kapitału zwiększa podział pracy, podział pracy zwiększa ilość robotników;
odwrotnie - zwiększenie ilości robotników zwiększa podział pracy, a podział pracy zwiększa
nagromadzenie kapitałów. Wraz z rozwojem podziału pracy - z jednej strony - i gromadzeniem
się kapitałów -z drugiej, robotnik staje się coraz bardziej zaleŜny wyłącznie od pracy, i to od
określonej, bardzo jednostronnej, zmechanizowanej pracy. W miarę jak robotnik jest duchowo i
fizycznie degradowany do roli maszyny, przekształcany z człowieka w abstrakcyjną działalność i
Ŝ
ołądek, popada on w coraz większą zaleŜność od wszelkich wahań ceny rynkowej, zastosowania
kapitałów i kaprysu bogaczy. Zarazem wskutek przyrostu klasy ludzi Ŝyjących tylko z pracy
zwiększa się konkurencja wśród robotników, a więc cena ich spada. W systemie fabrycznym ta
pozycja robotnika osiąga swój punkt szczytowy.
c) W społeczeństwie, którego dobrobyt wzrasta, juŜ tylko co najbogatsi mogą Ŝyć z procentu.
Wszyscy inni muszą prowadzić przy pomocy swego kapitału jakieś przedsiębiorstwo albo
ulokować go w handlu. Wskutek tego konkurencja kapitałów zwiększa się, koncentracja
kapitałów rośnie, wielcy kapitaliści rujnują małych i część dawnych kapitalistów spada do klasy
robotników, której powiększenie się powoduje po części znowu obniŜkę płacy i pociąga za sobą
jeszcze większą zaleŜność tej klasy od nielicznych wielkich kapitalistów; wraz ze zmniejszeniem
się liczby kapitalistów nieomal znika ich walka konkurencyjna o robotników, natomiast wraz ze
wzrostem liczby robotników konkurencja między robotnikami staje się tym większa, bardziej
zwyrodniała i gwałtowna. Część klasy robotniczej stacza się wskutek tego równie nieuchronnie
do stanu Ŝebraków bądź mrących z głodu nędzarzy, jak część średnich kapitalistów spada do
stanu robotniczego.
A zatem nawet wtedy, gdy sytuacja społeczeństwa jest dla robotników najkorzystniejsza,
nieuchronnie czeka ich przepracowanie i wczesna śmierć, stoczenie się do roli maszyny, do roli
niewolników kapitału, którego nagromadzenie groźnie im się przeciwstawia, czeka ich nowa
konkurencja, śmierć głodowa albo Ŝebractwo części robotników.
Wzrost płacy budzi w robotniku kapitalistyczną Ŝądzę bogacenia się, którą jednakŜe moŜe
zaspokoić jedynie przez złoŜenie w ofierze swego ducha i ciała. Przesłanką i wynikiem wzrostu
płacy jest gromadzenie kapitału; wzrost płacy przeciwstawia więc robotnikowi wytwór jego
pracy jako coś coraz bardziej mu obcego. Podobnie podział pracy czyni go coraz bardziej
jednostronnym i zaleŜnym, a takŜe prowadzi do konkurencji nie tylko ludzi, lecz i maszyn.
PoniewaŜ robotnik stoczył się do roli maszyny, maszyna moŜe mu się przeciwstawić jako
konkurent. Wreszcie, gdy gromadzenie kapitału zwiększa ilość pracy [Industrie], a więc i
robotników, to ta sama ilość pracy daje wskutek owej akumulacji większą ilość produktu;
następuje nadprodukcja, która prowadzi do tego, Ŝe albo wielka część robotników traci pracę,
albo płaca ich spada do najnędzniejszego minimum.
Oto skutki takiej sytuacji społeczeństwa, która jest najkorzystniejsza dla robotnika, mianowicie
sytuacji, kiedy bogactwo rośnie, rozwija się.
Ostatecznie jednak ten okres wzrostu musi wreszcie kiedyś osiągnąć swój punkt szczytowy.
JakieŜ jest teraz połoŜenie robotnika?
3. „W kraju, który by osiągnął moŜliwie najwyŜszy poziom bogactw, zarówno płace robocze, jak
i zyski z kapitału byłyby bardzo niskie. Konkurencja wśród robotników o uzyskanie pracy byłaby
tak wielka, Ŝe zredukowałaby płace do poziomu wystarczającego ledwie na to, by utrzymać
dotychczasową liczbę robotników, a Ŝe kraj byłby juŜ dostatecznie zaludniony, liczba ta nie
mogłaby wzrastać"
124
. Wszystko, co ponadto, musiałoby umrzeć.
A więc w okresie pogarszającego się połoŜenia społeczeństwa nędza robotnika rośnie, w okresie
poprawy - obraz nędzy się komplikuje, w okresie pełnego rozkwitu - nędza się stabilizuje.
Skoro jednak według Smitha nie jest szczęśliwe takie społeczeństwo, w którym większość cierpi,
i skoro stan najwyŜszego bogactwa społeczeństwa prowadzi do tego cierpienia większości, a
ekonomia polityczna (w ogóle społeczeństwo interesu prywatnego) prowadzi do tego stanu
najwyŜszego bogactwa, to celem ekonomii politycznej jest nieszczęście społeczeństwa.
Co do stosunku pomiędzy robotnikiem a kapitalistą naleŜy jeszcze zauwaŜyć, Ŝe wzrost płacy
wyrównuje się kapitaliście z nadwyŜką przez zmniejszenie się wydatkowanego czasu pracy i Ŝe
wzrost płacy wpływa na cenę towaru jak procent prosty, a wzrost zysku z kapitału jak procent
składany.
Przyjmijmy teraz w zupełności punkt widzenia ekonomisty i zestawmy, idąc za nim, teoretyczne
i praktyczne roszczenia robotników.
Ekonomista mówi nam, Ŝe pierwotnie i zgodnie z pojęciem cały produkt pracy naleŜy do
robotnika. Równocześnie jednak mówi nam, Ŝe w rzeczywistości robotnikowi przypada
najmniejsza i najniezbędniejsza część produktu; tylko tyle, ile potrzeba, Ŝeby istniał nie jako
człowiek, lecz jako robotnik, Ŝeby rozmnaŜał nie ród ludzki, lecz niewolniczą klasę robotników.
Ekonomista mówi nam, Ŝe wszystko kupuje się za pracę i Ŝe kapitał to nic innego jak
nagromadzona praca, ale równocześnie mówi nam, Ŝe robotnikowi nie tylko daleko do tego, Ŝeby
mógł wszystko kupować, lecz nawet musi sprzedawać samego siebie i swoje człowieczeństwo.
Podczas gdy renta gruntowa gnuśnego właściciela ziemskiego stanowi najczęściej trzecią część
produktu ziemi, a zysk skrzętnego kapitalisty nawet dwakroć przewyŜsza procent, zarobek
robotnika w najlepszym razie wynosi tyle, Ŝe na czworo dzieci dwoje musi mu umrzeć z głodu.
Według ekonomistów praca jest jedynym czynnikiem, dzięki któremu człowiek powiększa
wartość wytworów przyrody, jest jego czynną własnością; zarazem według tejŜe ekonomii
politycznej właściciel ziemski i kapitalista, którzy jako właściciel ziemski i kapitalista są przecieŜ
niczym więcej, jak uprzywilejowanymi i próŜniaczymi bogami, wszędzie mają przewagę nad
robotnikiem i dyktują mu prawa.
Według ekonomistów praca jest jedyną niezmienną ceną rzeczy, zarazem jednak nie ma nic
bardziej przypadkowego, naraŜonego na większe wahania niŜ cena pracy.
Podział pracy podnosi produkcyjną siłę pracy, bogactwo i cywilizację społeczeństwa; zarazem
zubaŜa on robotnika, spychając go do poziomu maszyny. Praca powoduje gromadzenie
kapitałów, a tym samym wzrost dobrobytu społeczeństwa, ale robotnika uzaleŜnia ona coraz
bardziej od kapitalisty, wciąga go do coraz ostrzejszej konkurencji, pcha w wir nadprodukcji, po
której następuje równie wielki zastój.
Według ekonomistów interes robotnika nigdy nie przeciwstawia się interesowi społeczeństwa,
ale społeczeństwo zawsze i nieodzownie przeciwstawia się interesowi robotnika.
Według ekonomistów interes robotnika nigdy nie przeciwstawia się interesowi społeczeństwa, 1.
gdyŜ wzrost płacy wyrównuje się z nadwyŜką przez zmniejszenie się wydatkowanego czasu
pracy oraz inne omówione wyŜej następstwa, i 2. gdyŜ w odniesieniu do społeczeństwa cały
produkt brutto jest produktem netto, produkt netto ma sens tylko w odniesieniu do osób
prywatnych.
To zaś, Ŝe sama praca - nie tylko w obecnych warunkach, lecz w ogóle zawsze, gdy celem jej jest
jedynie powiększenie bogactwa - to, Ŝe sama praca jest szkodliwa, zgubna, wynika z wywodów
ekonomisty, choć on sam nie zdaje sobie z tego sprawy.
Zgodnie z pojęciem renta gruntowa i zysk z kapitału stanowią potrącenie z płacy. Ale w
rzeczywistości płaca jest potrąceniem dokonywanym przez ziemię i kapitał na rzecz robotnika,
ustępstwem z produktu pracy na rzecz robotnika, na rzecz pracy.
W okresie podupadania społeczeństwa robotnik cierpi najbardziej. Specyficzny cięŜar jego
brzemienia wynika z jego stanu jako robotnika, ale brzemię w ogóle - ze stanu społeczeństwa.
Natomiast w okresie rozwoju społeczeństwa upadek i zuboŜenie robotnika jest wytworem jego
pracy i wytworzonego przezeń bogactwa. A więc nędza ta wynika z samej istoty dzisiejszej
pracy.
Stan największego bogactwa społeczeństwa, ten ideał, który jednak bywa w przybliŜeniu
osiągany, a przynajmniej jest celem zarówno ekonomii politycznej, jak i społeczeństwa
burŜuazyjnego, oznacza ustabilizowaną nędzę dla robotników.
Jest rzeczą oczywistą, Ŝe ekonomia polityczna rozpatruje proletariusza - tzn. człowieka
pozbawionego kapitału i renty gruntowej, Ŝyjącego wyłącznie z pracy, i to z pracy jednostronnej,
abstrakcyjnej - jedynie jako robotnika. Dlatego moŜe ona wysunąć tezę, Ŝe robotnik zupełnie tak
samo jak koń musi otrzymywać tyle, by mógł pracować. Gdy jest bez pracy, nie zajmuje się nim
jako człowiekiem, lecz pozostawia to sądownictwu kryminalnemu, lekarzom, religii, tabelom
statystycznym, polityce i specjalnym urzędnikom policji.
Wznieśmy się teraz ponad poziom ekonomii politycznej i poszukajmy w dotychczasowym
wywodzie, przedstawionym niemal słowami ekonomii politycznej, odpowiedzi na dwa pytania:
1. Jaki sens ma w rozwoju ludzkości to sprowadzenie przewaŜającej części ludzkości do pracy
abstrakcyjnej?
2. Jakie błędy popełniają reformatorzy en détail, którzy albo chcą podwyŜszyć płacę i w ten
sposób polepszyć sytuację klasy robotniczej, albo (jak Proudhon) widzą cel rewolucji społecznej
w zrównaniu płacy?
Praca występuje w ekonomii politycznej tylko jako działalność zarobkowa.
„MoŜna wysunąć twierdzenie, Ŝe takie zajęcia, które wymagają specyficznych uzdolnień lub
dłuŜszego szkolenia, na ogół stały się zyskowniejsze; natomiast w porównaniu z tym płaca za
pracę mechanicznie jednostajną, do której kaŜdego moŜna szybko i łatwo przyuczyć, w
warunkach rosnącej konkurencji obniŜyła się i nieuchronnie musiała się obniŜyć. A właśnie ten
rodzaj pracy przy obecnym stanie jej organizacji zdecydowanie przewaŜa. Jeśli więc jakiś
robotnik pierwszej kategorii zarabia obecnie siedem razy więcej niŜ przed mniej więcej
pięćdziesięciu laty, a inny robotnik drugiej kategorii zarabia tyle samo, to obaj zarabiają
przeciętnie, rzecz jasna, cztery razy więcej. JednakŜe gdy w jakimś kraju pracę pierwszej
kategorii wykonuje zaledwie tysiąc ludzi, a drugiej - milion ludzi, to 999 tysiącom ludzi wiedzie
się nie lepiej niŜ przed pięćdziesięciu laty, a gdy równocześnie wzrosły ceny artykułów pierwszej
potrzeby, wiedzie im się gorzej. I za pomocą takich powierzchownych obliczeń przeciętnych chce
się siać złudzenia co do najliczniejszej klasy ludzi. Ponadto wysokość płacy jest tylko jednym z
elementów oceny dochodów robotnika, poniewaŜ przy ich ustalaniu istotną rolę odgrywa
zabezpieczenie ich trwałości, o czym przecieŜ w anarchii tak zwanej wolnej konkurencji, 2 jej
stale powtarzającymi się wahaniami 1 okresami zastoju, po prostu nie moŜe być mowy. W końcu
naleŜy jeszcze wziąć pod uwagę, jaki zazwyczaj był dawniej i jaki jest obecnie czas pracy. A
czas pracy angielskich robotników zatrudnionych w manufakturze bawełnianej przedłuŜono -
wskutek pogoni przedsiębiorców za zyskiem - w ciągu jakichś 25 lat, a więc właśnie od czasu
wprowadzenia maszyn oszczędzających pracę, do 12 - 16 godzin dziennie, a wobec ogólnie
jeszcze uznawanego prawa bogatych do nieograniczonego wyzysku biednych przedłuŜenie czasu
pracy w jednym kraju i w jednej gałęzi przemysłu musiało w mniejszym lub większym stopniu
nastąpić i gdzie indziej"(Schulz, „Bewegung der Produktion", str. 65)
125
.
„Ale gdyby nawet było tyle prawdy, ile jest fałszu w twierdzeniu, jakoby przeciętny dochód
wszystkich klas społeczeństwa się zwiększył, to jednak róŜnice i względne rozpiętości między
dochodami mogły się zwiększyć i skutkiem tego mogły przeciwieństwa między bogactwem i
ubóstwem wystąpić ostrzej. Bo właśnie dlatego, Ŝe ogólna produkcja wzrasta i Ŝe w tym samym
stopniu, co ona, rosną równieŜ potrzeby, pragnienia i ambicje, względne ubóstwo moŜe się
zwiększać, podczas gdy bezwzględne maleje. Samojed Ŝyjąc tranem i nadpsutymi rybami nie jest
biedny, poniewaŜ w jego odizolowanym społeczeństwie wszyscy mają te same potrzeby. Ale w
rozwijającym się państwie, które np. w ciągu dziesięciolecia zwiększa swą ogólną produkcję w
stosunku do ludności o jedną trzecią, robotnikowi, którego zarobek w ciągu tych dziesięciu lat się
nie zmienił, nie powodzi się równie dobrze; jego niedostatek wzrósł o jedną trzecią" (tamŜe, str.
65 - 66).
Lecz ekonomia polityczna zna robotnika tylko jako bydlę robocze, jako zwierzę, którego
potrzeby ograniczają się do najniezbędniejszych potrzeb fizycznych.
„Aby lud mógł się swobodniej rozwijać duchowo, nie moŜe dalej pozostawać w niewoli swych
potrzeb fizycznych, nie moŜe być dalej niewolnikiem ciała. Musi więc mieć przede wszystkim
czas na to, by móc tworzyć dobra duchowe i korzystać z nich. Postęp w organizacji pracy daje ten
czas. PrzecieŜ obecnie w fabrykach wyrobów bawełnianych jeden robotnik dzięki nowym siłom
napędowym i ulepszonym maszynom wykonuje nierzadko pracę, którą dawniej wykonywało stu,
a nawet 250 do 350 robotników. Podobne skutki występują we wszystkich gałęziach produkcji,
gdyŜ w coraz większej mierze zmusza się zewnętrzne siły przyrody do udziału w pracy ludzkiej.
O ile tedy nakład czasu i siły ludzkiej, niezbędny dawniej dla zaspokojenia pewnej ilości potrzeb
materialnych, zmniejszył się później o połowę, to zarazem o tyleŜ bez Ŝadnego uszczerbku dla
dostatku fizycznego powiększyły się moŜliwości twórczości duchowej i korzystania z niej. Lecz i
o podziale tego skarbu, wydartego samemu sędziwemu Kronosowi, będącego jego najosobistszą
własnością, decyduje jeszcze gra ślepego, niesprawiedliwego przypadku. Obliczono we Francji,
Ŝ
e przy obecnym stanie produkcji, gdyby kaŜdy człowiek zdolny do pracy pracował przeciętnie
pięć godzin dziennie, wystarczyłoby to do zaspokojenia wszystkich materialnych potrzeb
społeczeństwa... Pomimo oszczędności na czasie wynikłej z udoskonalenia maszyn długość dnia
niewolniczej pracy w fabrykach dla znacznej liczby ludności tylko się powiększyła" (tamŜe, str.
67 - 68).
„Przejście od skomplikowanej pracy ręcznej ma za przesłankę rozłoŜenie jej na proste operacje.
Ale początkowo tylko jedną cześć jednostajnie powtarzających się operacji wykonywać będą
maszyny, druga natomiast przypadnie ludziom. Z natury rzeczy i według zgodnych doświadczeń
taka ustawiczna, jednostajna czynność jest równie szkodliwa dla ducha, jak i dla ciała; a zatem
przy tym połączeniu maszyn z prostym podziałem pracy pomiędzy wiele rąk ludzkich muszą
jeszcze występować takŜe wszystkie szkodliwe strony takiego podziału. Szkodliwość ta ujawnia
się m. in. w wielkiej śmiertelności robotników fabrycznych... Tej wielkiej róŜnicy między pracą
ludzi za pomocą maszyn i pracą ludzi jako maszyn nie... uwzględniono" (tamŜe, str. 69).
„JednakŜe ludzkość doczeka przyszłości, gdy nierozumne siły przyrody działające w maszynach
będą naszymi niewolnikami i poddanymi" (tamŜe, str. 74).
„W angielskich przędzalniach pracuje tylko 158 818 męŜczyzn i 196 818 kobiet. Na kaŜdych 100
robotników w fabrykach wyrobów bawełnianych hrabstwa Lancaster przypadają 103 robotnice, a
w Szkocji nawet 209. W angielskich fabrykach wyrobów lnianych w Leeds było na 100
robotników 147 robotnic; w Druden i na wschodnim wybrzeŜu Szkocji -aŜ 280. W angielskich
fabrykach jedwabiu wiele robotnic; w fabrykach wyrobów wełnianych, gdzie trzeba większej siły
fizycznej, więcej męŜczyzn... RównieŜ w północnoamerykańskich fabrykach wyrobów
bawełnianych było zatrudnionych w 1833 r. obok 18 593 męŜczyzn nie mniej niŜ 38 927 kobiet.
A więc wskutek zmian w organizacji pracy zakres pracy zarobkowej płci Ŝeńskiej rozszerzył
się... kobiety bardziej usamodzielniły się ekonomicznie... obie płci zbliŜyły się do siebie pod
względem społecznym" (tamŜe, str. 71 - 72).
„W angielskich przędzalniach, pędzonych parą i wodą, pracowało w 1835 r. : 20 558 dzieci w
wieku od 8 do 12 lat, 35 867 - w wieku od 12 do 13 lat i wreszcie 108 208 - w wieku od 13 do 18
lat... Wprawdzie dalsze postępy mechaniki, uwalniając ludzi w coraz większym stopniu od
wszelkich jednostajnych zajęć, prowadzą stopniowo do usunięcia tego zła. JednakŜe szybszym
postępom mechaniki stoi na przeszkodzie właśnie ta okoliczność, Ŝe kapitaliści mogą niezmiernie
łatwo i niezmiernie tanio przywłaszczać sobie siły niŜszych klas, nawet siły dzieci, aby stosować
i zuŜywać je zamiast pomocniczych środków mechaniki" (tamŜe, str. 70 - 71).
„Lord Brougham wzywa robotników: <<Stawajcie się kapitalistami!>>... Zło w tym, Ŝe miliony
mogą zdobyć skąpe utrzymanie tylko przez usilną pracę, rujnującą organizm i kaleczącą
człowieka moralnie i duchowo; Ŝe nawet nieszczęście, jakim jest znalezienie takiej pracy, muszą
uwaŜać za szczęście" (tamŜe, str. 60).
„+ śeby więc Ŝyć, nieposiadający zmuszeni są pójść bezpośrednio lub pośrednio w słuŜbę do
posiadających, tzn. uzaleŜnić się od nich+" (Pecqueur, „Théorie nouvelle d'économie soc."
etc.
126
, str. 409).
+SłuŜba - zasługi; robotnicy - płaca; urzędnicy - pensja lub uposaŜenie+ (tamŜe, str. 409 - 410).
„+ Wynajmować swoją pracę, wypoŜyczać swoją pracę na procent, pracować za kogoś".
„Wynajmować rzeczowe elementy pracy, wypoŜyczać rzeczowe elementy pracy na procent,
kazać innym pracować za siebie +" (tamŜe [str. 411]).
„+ Ten ustrój ekonomiczny skazuje ludzi na zajęcia tak dalece upodlające, na poniŜenie tak
dalece rozpaczliwe i gorzkie, Ŝe stan dzikości w porównaniu z tym wydaje się królewskim
Ŝ
yciem +" (1. c, str. 417 -418).
,,+Prostytucja klasy nieposiadającej we wszelkich formach+" (str. 421 - 422). Gałganiarze.
Ch. London w pracy „Solution du problčme de la population"
127
etc., ParyŜ 1842, ocenia liczbę
prostytutek w Anglii na 60 000 do 70 000. Liczba „femmes d'une vertu douteuse" [kobiet
wątpliwej cnoty] ma być równie wielka (str. 228).
„+Przeciętna długość Ŝycia tych nieszczęśliwych istot ulicznych, po zejściu na drogę występku,
wynosi około sześciu lub siedmiu lat. Tak więc Ŝeby ilość prostytutek mogła się utrzymać na
poziomie 60 000 do 70 000, w Zjednoczonym Królestwie musi co najmniej 8 do 9 tys. kobiet
rocznie poświęcać się temu hańbiącemu rzemiosłu, a to wynosi około dwudziestu czterech
nowych ofiar dziennie lub przeciętnie jedna na godzinę. A zatem jeŜeli ten sam stosunek dotyczy
całej kuli ziemskiej, musi stale istnieć półtora miliona tych nieszczęśliwych kobiet+" (tamŜe, str.
229).
,,+Liczba nędzarzy rośnie wraz z ich nędzą i na granicy skrajnej nędzy tłoczy się największa ilość
istot ludzkich, dobijając się o prawo do cierpienia... W roku 1821 ludność Irlandii wynosiła 6 801
827 osób. W roku 1831 wzrosła do 7 764 010 osób, to jest o 14% w ciągu dziesięciu lat. W
prowincji Leinster, w której jest największy dobrobyt, ludność wzrosła tylko o 8%, podczas gdy
w najuboŜszej prowincji Connaught przyrost wynosił 21%). (Wyciągi z ogłoszonych w Anglii
badań nad Irlandią. Wiedeń 1840 r.)+" (Buret, „De la misčre" etc.
128
, t. I, str. 36 - 37). Ekonomia
polityczna rozpatruje pracę abstrakcyjnie, jako rzecz; +praca jest towarem+; jeŜeli cena jest
wysoka, to znaczy, Ŝe jest duŜy popyt na towar; jeŜeli cena jest niska, to znaczy, Ŝe jest duŜa
podaŜ towaru; +jako towar, praca musi coraz bardziej spadać w cenie+; częściowo zmusza do
tego konkurencja między kapitalistą a robotnikiem, częściowo konkurencja wśród robotników.
,,+Ludność robotnicza, sprzedawczyni pracy, jest zmuszona poprzestać na najmniejszym udziale
w produkcie... CzyŜ teoria o pracy jako towarze nie jest teorią zamaskowanego niewolnictwa?+"
(l. c., str. 43). „+Dlaczego w pracy widziano jedynie wartość wymienną?+" (tamŜe, str. 44).
Wielkie zakłady kupują przede wszystkim pracę kobiet i dzieci, gdyŜ ta mniej kosztuje od pracy
męŜczyzn (l. o). ,,+Robotnik nie jest wobec tego, kto go zatrudnia, w połoŜeniu wolnego
sprzedawcy... Kapitalista ma zawsze wolną rękę, jeśli chodzi o zatrudnienie pracy, a dla
robotnika sprzedaŜ pracy to zawsze mus. Wartość pracy zupełnie ginie, jeŜeli jej się natychmiast
nie sprzeda. Pracy, w przeciwieństwie do rzeczywistych towarów, nie moŜna ani gromadzić, ani
nawet oszczędzać. Praca jest Ŝyciem, a jeŜeli Ŝycia nie wymienia się dzień w dzień na środki
utrzymania, marnieje i rychło zamiera. śeby Ŝycie człowieka mogło być towarem, trzeba
dopuścić niewolnictwo+" (l. c, str. 49 - 50). JeŜeli więc praca jest towarem, to jest ona towarem o
najfatalniejszych własnościach. Ale nawet według zasad ekonomii politycznej nie jest ona nim,
nie będąc „wolnym rezultatem wolnej sprzedaŜy". Obecny system ekonomiczny +obniŜa zarazem
i cenę, i wynagrodzenie za pracę; doskonali on robotnika, a degraduje człowieka+ (1. c., str. 52 -
J3). ,,+Przemysł stał się wojną, a handel grą+" (1. c., str. 62).
Same tylko +maszyny przerabiające bawełnę+ (w Anglii) zastępują 84 000 000 rzemieślników
[tamŜe, str. 133].
Przemysł toczył dotychczas wojnę zaborczą: ,,+roztrwonił Ŝycie ludzi, którzy stanowili jego
armię, z taką samą obojętnością, jak wielcy zdobywcy. Celem jego było posiadanie bogactwa, nie
zaś szczęście ludzi+" (Buret, l. c, str. 20). „+Te interesy (ekonomiczne), pozostawione wyłącznie
samym sobie... muszą z konieczności popaść w konflikt; nie mają one nad sobą Ŝadnego innego
arbitra prócz wojny, a wyroki wojny przynoszą jednym klęskę i śmierć, drugim - zwycięstwo...
W konflikcie przeciwstawnych sił nauka doszukuje się porządku i równowagi: wieczna wojna
jest według niej jedynym sposobem osiągnięcia pokoju; ta wojna zwie się konkurencją+" (l. c,
str. 23).
„Pomyślne prowadzenie wojny przemysłowej wymaga wielu armii, które by moŜna gromadzić w
jednym punkcie i naraŜać na masowe dziesiątkowanie. A Ŝołnierze tych armii znoszą trudy,
którymi się ich obarcza, nie z przywiązania ani z poczucia obowiązku; znoszą je tylko po to, Ŝeby
ujść twardej konieczności głodu. Nie Ŝywią oni dla swoich dowódców ani przywiązania, ani
wdzięczności; tych nie łączy z podwładnymi Ŝadne uczucie Ŝyczliwości; nie widzą w nich ludzi,
lecz wyłącznie narzędzia produkcji, które muszą przynosić moŜliwie jak największy dochód i
przyczyniać moŜliwie jak najmniej kosztów. Te zastępy robotników, coraz bardziej uciśnione,
nie mają nawet pewności, Ŝe będą stale zatrudnione; przemysł, który robotników zgromadził,
pozwala im Ŝyć tylko wówczas, kiedy ich potrzebuje, a skoro tylko moŜe się bez nich obejść,
porzuca ich bez najmniejszych skrupułów; robotnicy są wówczas zmuszeni zaofiarować swoją
osobę i swoją siłę za cenę, jaką im zechcą dać. Im bardziej długotrwała, męcząca, wstrętna jest
praca, którą otrzymują, tym gorzej jest płatna; spotyka się robotników, którzy za szesnaście
godzin pracy dziennie, przy ustawicznym wysiłku, ledwie zdobywają sobie prawo do tego, Ŝeby
nie skonać" (1. c, str. 68 - 69). ,,+Mamy przekonanie... podzielane przez członków komisji, której
Zlecono zbadanie połoŜenia tkaczy rękodzielników, Ŝe wielkie miasta przemysłowe straciłyby w
krótkim czasie swą ludność roboczą gdyby me otrzymywały nieustannie dopływu zdrowych
ludzi, świeŜej krwi, z sąsiednich wsi+" (1. c, str. 362).
Zysk z kapitału
1. Kapitał
1. Na czym polega kapitał, tj. prywatna własność produktów cudzej pracy?
„Dopuściwszy nawet, Ŝe kapitał nie jest owocem Ŝadnego wywłaszczenia, to jednak potrzebne
mu jest współdziałanie ustawodawstwa do uświęcenia dziedzictwa" (Say, t. I, str. 136,
przypis)
129
.
Jak dochodzi się do własności funduszu produkcyjnego? Jak dochodzi się do własności
produktów, które są wytwarzane przy pomocy tego funduszu?
Dzięki prawu pozytywnemu (Say, t. II, str. 4).
Co zdobywa się wraz z kapitałem, np. z odziedziczeniem wielkiego majątku?
„Osoba, która np. dziedziczy wielki majątek, nie zdobywa bezpośrednio przez to władzy
politycznej. Władza, jaką posiadłość ta daje jej bezpośrednio i natychmiast, to siłą nabywcza,
prawo rozporządzania wszelką pracą innych lub wszelkim produktem tej pracy, jaki znajduje się
wówczas na rynku" (Smith, t. I, str. 61).
Zatem kapitał to władza zwierzchnia nad pracą i jej produktami. Kapitalista posiada tę władzę nie
dzięki swym cechom osobistym czy ludzkim, lecz jedynie jako właściciel kapitału. Jego siłą jest
siła nabywcza jego kapitału, której nic nie jest w stanie się oprzeć.
Później zobaczymy, po pierwsze, jak kapitalista przy pomocy kapitału realizuje swą władzę
zwierzchnią nad pracą, po wtóre zaś poznamy władzę zwierzchnią kapitału nad samym
kapitalistą.
Co to jest kapitał?
,,+Pewna ilość pracy nagromadzonej i odłoŜonej na zapas+" (Smith, t. II, str. 312).
Kapitał jest nagromadzoną pracą.
2. Fundusze, zasoby - to wszelkie nagromadzenie produktów ziemi i pracy przemysłowej. Zasoby
nazywają się kapitalem tylko wówczas, gdy przynoszą swemu właścicielowi dochód czy teŜ zysk
(Smith, t. II, str. 191).
2. Zysk z kapitału
Zysk z kapitału jest zgoła odmienny od płacy roboczej. Ta odmienność objawia się w dwojaki
sposób: po pierwsze, zyski z kapitału zaleŜą całkowicie od wartości włoŜonego kapitału, chociaŜ
praca polegająca na nadzorze i kierowaniu moŜe być przy róŜnych kapitałach taka sama. Do tego
dochodzi okoliczność, Ŝe w wielkich fabrykach cała ta praca bywa powierzana naczelnemu
kierownikowi, którego pensja nie pozostaje w Ŝadnej proporcji do kapitału, którego
funkcjonowania dogląda. ChociaŜ więc praca właściciela sprowadza się tu niemal do zera,
domaga się on jednak zysków proporcjonalnych do wielkości swego kapitału (Smith, t. I, str. 97 -
99).
Dlaczego kapitalista domaga się tej proporcji między zyskiem a kapitałem?
Nie byłby zainteresowany w tym, aby zatrudniać robotników, gdyby nie spodziewał się ze
sprzedaŜy ich wytworów czegoś więcej, niŜ potrzeba do zastąpienia kapitału wyłoŜonego na
płacę, i nie byłby bardziej zainteresowany w tym, aby stosować większą sumę kapitału niŜ małą,
gdyby zysk jego nie był proporcjonalny do wielkości zastosowanego kapitału (t. I, str. 96 - 97).
Kapitalista osiąga zatem zysk, po pierwsze, odpowiednio do płac, po drugie - odpowiednio do
sum wyłoŜonych na surowce. W jakim tedy stosunku pozostaje zysk do kapitału?
JeŜeli juŜ trudno określić zwykłą średnią stopę płacy w danym miejscu i czasie, to jeszcze
trudniej określić zysk z kapitałów. Zmiany cen towarów, z którymi kapitał ma do czynienia,
powodzenie albo niepowodzenie jego rywali i klientów, tysiąc innych przypadków, na które
towary są naraŜone zarówno podczas transportu, jak i w składach, powodują co dzień, niemal co
godzinę, zmianę zysku (Smith, t. I, str. 179 — 180). Jakkolwiek więc nie moŜna określić ściśle
zysków z kapitałów, to jednak moŜna wyrobić sobie o nich pewne pojęcie na podstawie
procentu. JeŜeli z pieniędzy moŜna mieć wielki zysk, to daje się duŜo za to, by móc ich uŜywać,
a jeŜeli zysk mały, to i procent niewielki (Smith, t. I, str. 181). Stosunek, w jakim musi
pozostawać zwykła stopa procentowa do stopy czystego zysku, zmienia się z konieczności w
miarę tego, jak zysk wzrasta lub obniŜa się. W Wielkiej Brytanii ocenia się, Ŝe suma dwakroć
wyŜsza od stopy procentowej stanowi to, co kupcy nazywają zyskiem przyzwoitym,
umiarkowanym, rozsądnym; wszystkie te terminy nie oznaczają nic innego jak zysk zwykły i
utarty (Smith, t. I, str. 198).
Jaka jest najniŜsza stopa zysku? Jaka najwyŜsza?
NajniŜsza stopa zwykłego zysku z kapitałów musi zawsze nieco przewyŜszać to, co jest potrzebne
na skompensowanie przypadkowych strat, na które jest naraŜone kaŜde zastosowanie kapitału. Ta
nadwyŜka stanowi właściwy zysk, czyli zysk netto. Tak samo ma się sprawa z najniŜszą stopą
procentową (Smith, t. I, str. 196).
NajwyŜszą stopą, do jakiej mogą dochodzić zwykłe zyski, jest ta, która w większości towarów
pochłania całą rentę gruntową, a płacę roboczą zawartą w dostarczonym towarze redukuje do
najniŜszej ceny, wyłącznie do utrzymania przy Ŝyciu robotnika w czasie pracy. Robotnika, dopóki
uŜywa się go do pracy, trzeba bądź co bądź utrzymać w ten czy w inny sposób; renta gruntowa
moŜe całkowicie odpaść. Przykład: w Bengalu agenci indyjskiej kompanii handlowej (Smith, t. I,
str. 197 - 198).
Poza wszelkimi korzyściami ze słabej konkurencji, jakie moŜe kapitalista ciągnąć w danym
wypadku, moŜe on nie naruszając zasad przyzwoitości utrzymywać cenę rynkową powyŜej ceny
naturalnej.
Po pierwsze, dzięki tajemnicy handlowej, kiedy rynek jest bardzo odległy od tych, którzy go
zaopatrują: mianowicie dzięki trzymaniu w tajemnicy zmian ceny, jej podwyŜki ponad naturalny
poziom. Zatajenie to ma mianowicie ten skutek, Ŝe inni kapitaliści nie lokują kapitału w tej
branŜy.
Następnie, dzięki tajemnicy produkcji, kiedy to kapitalista przy mniejszych kosztach produkcji
dostarcza towaru po tych samych lub nawet niŜszych cenach z wyŜszym zyskiem niŜ jego
konkurenci. - (Czy oszustwo polegające na zatajeniu nie jest niemoralne? Transakcje giełdowe). -
Dalej: kiedy produkcja jest związana z określoną miejscowością (np. drogie wina) i efektywnego
popytu nigdy nie da się zaspokoić. Wreszcie: dzięki monopolom poszczególnych osób i
towarzystw. Cena monopolowa jest najwyŜsza z moŜliwych (Smith, t. I, str. 120 - 124).
Inne przypadkowe przyczyny, które mogą zwiększyć zysk z kapitału: opanowanie nowych
terytoriów albo nowych gałęzi gospodarki powiększa często, nawet w bogatym kraju, zysk z
kapitałów, poniewaŜ odciąga część kapitałów z dawnych gałęzi, łagodzi konkurencję, przyczynia
się do słabszego zaopatrzenia rynku w towary, których ceny wówczas rosną; ci, którzy tymi
towarami handlują, mogą wtedy płacić za poŜyczone pieniądze wyŜsze procenty (Smith, t. I, str.
190).
Im więcej pracy przetwórczej zawiera towar, im w większym stopniu staje się produktem
manufaktury, tym bardziej wzrasta ta część ceny, która przypada na płacę i zysk, w stosunku do
tej części, która przypada na rentę gruntową. Ze wzrostem udziału pracy przetwórczej w towarze
zwiększa się nie tylko ilość kolejnych zysków, lecz kaŜdy następny zysk jest większy od
poprzedniego, gdyŜ kapitał, z którego zysk płynie, siłą rzeczy jest coraz większy. Kapitał, który
daje pracę tkaczom, musi być zawsze większy od kapitału, który daje pracę przędzarzom, nie
tylko bowiem zwraca tamten kapitał wraz z jego zyskami, ale poza tym pokrywa jeszcze płace
tkaczy, a zyski muszą zawsze pozostawać w określonym stosunku do kapitału (tamŜe, t. I, str.
102-103).
Tak więc wzrost pracy ludzkiej nad przetwarzaniem produktu przyrody i w przetworzonym
produkcie przyrody nie zwiększa płacy, lecz zarówno liczbę kapitałów dających zysk, jak i
wielkość kaŜdego następnego kapitału w stosunku do poprzedniego.
O korzyści, jaką kapitalista osiąga z podziału pracy -później.
Zyskuje on podwójnie, po pierwsze na podziale pracy, po drugie w ogóle na tym, Ŝe wzrasta
praca ludzka nad przetwarzaniem produktu przyrody. Im większy udział pracy ludzkiej w
towarze, tym większy zysk z martwego kapitału.
W jednym i tym samym społeczeństwie przeciętne stopy zysków z kapitału są o wiele bliŜsze
jednego poziomu niŜ płace za róŜne rodzaje pracy (tamŜe, t. I, str. 228). Przy rozmaitych
zastosowaniach kapitału zwykła stopa zysku zmienia się w zaleŜności od tego, czy powrót
kapitału jest bardziej czy mniej pewny. Stopa zysku wzrasta wraz z ryzykiem, choć niezupełnie
proporcjonalnie (tamŜe, str. 226-227).
Jest rzeczą oczywistą, Ŝe zyski z kapitału wzrastają równieŜ i wtedy, kiedy środki cyrkulacji stają
się bardziej dostępne czy teŜ mniej kosztowne (np. pieniądz papierowy).
3. Panowanie kapitału nad pracą i motywy kapitalisty
Jedynym motywem decydującym o tym, czy właściciel kapitału zastosuje go raczej w rolnictwie
czy w przemyśle, czy teŜ w jakiejś specjalnej gałęzi handlu hurtowego lub detalicznego, jest
wzgląd na jego własny zysk. Nigdy nie przychodzi mu do głowy, Ŝeby obliczać, ile pracy
produkcyjnej uruchomi kapitał w zaleŜności od tego, jak go zastosuje, albo o ile zwiększy
wartość rocznego produktu ziemi i pracy jego kraju (Smith, t. II, str. 400 - 401).
NajpoŜyteczniejsze dla kapitalisty jest takie zastosowanie kapitału, które przy tym samym ryzyku
przynosi mu największy zysk. Zastosowanie to nie zawsze jest najpoŜyteczniejsze dla
społeczeństwa; najpoŜyteczniejsze jest to zastosowanie, które ma na celu osiągnięcie korzyści z
sił wytwórczych przyrody (Say, t. II, str. 130 - 131).
Wszelkimi waŜniejszymi operacjami pracy rządzą i kierują zamiary i przedsięwzięcia osób
stosujących kapitał, a celem, do którego zmierzają wszystkie te plany i operacje, jest zysk. OtóŜ
stopa zysku nie wzrasta, jak renta gruntowa i płaca robocza, wraz z dobrobytem społeczeństwa i
nie spada wraz z jego upadkiem. Przeciwnie, jest ona z natury rzeczy niska w krajach bogatych, a
wysoka w biednych, najwyŜsza zaś jest zawsze w tych krajach, które najszybciej zdąŜają ku
ruinie. ToteŜ interes tej klasy nie jest tak związany z ogólnym interesem społeczeństwa, jak
interesy obu pozostałych... Własny interes przedsiębiorców poszczególnych gałęzi handlu czy
przemysłu jest zawsze pod pewnym względem róŜny od interesu publicznego, a często nawet jest
mu wrogi. W interesie kupców leŜy zawsze rozszerzanie rynku i ograniczanie konkurencji
sprzedawców... Jest to klasa ludzi, której interes nigdy nie będzie dokładnie taki sam, jak interes
społeczeństwa, i która na ogół zainteresowana jest w tym, by oszukiwać społeczeństwo i
ciemięŜyć je (Smith, t. II, str. 163 - 165).
4. Akumulacja kapitałów i konkurencja między kapitalistami
Wzrost ilości kapitałów, który podnosi płacę, prowadzi do obniŜania zysku kapitalistów wskutek
konkurencji między nimi (Smith, t. I, str. 179).
„Jeśli np. kapitał potrzebny do prowadzenia handlu towarami kolonialnymi w jakimś mieście jest
podzielony między dwóch róŜnych kupców, konkurencja sprawi, Ŝe kaŜdy z nich sprzedawać
będzie taniej, niŜ gdyby kapitał ten był w ręku jednego tylko kupca; gdyby zaś kapitał ten był
podzielony między dwudziestu, konkurencja byłaby tyleŜ razy silniejsza, a szansa na to, by
porozumieli się w sprawie podniesienia cen swych towarów, byłaby tyleŜ razy mniejsza" (Smith,
t. II, str. 372 - 373).
Skoro, jak juŜ wiemy, ceny monopolowe są najwyŜsze z moŜliwych, skoro interes kapitalistów
nawet z pospolitego punktu widzenia ekonomii politycznej jest wrogi społeczeństwu, skoro
wzrost zysku z kapitału działa na cenę towaru jak procent składany (Smith, t. I, str. 199-201), to
konkurencja, która według ekonomii politycznej wpływa równie dobroczynnie na wzrost płacy,
jak i na potanienie towarów z korzyścią dla ogółu konsumentów, jest jedynym ratunkiem
przeciwko kapitalistom.
JednakŜe konkurencja jest moŜliwa tylko dzięki temu, Ŝe kapitały rosną, i to w wielu rękach.
Powstanie wielkiej liczby kapitałów jest moŜliwe tylko dzięki wielostronnej akumulacji,
poniewaŜ kapitał w ogóle powstaje tylko w drodze akumulacji, a wielostronna akumulacja siłą
rzeczy przechodzi w akumulację jednostronną. Konkurencja między kapitałami wzmaga
akumulację kapitałów. Akumulacja, która pod panowaniem własności prywatnej jest
koncentracją kapitału w niewielu rękach, występuje w ogóle w sposób nieuchronny, gdy
pozostawia się kapitały ich naturalnemu biegowi; a to naturalne przeznaczenie kapitału toruje
sobie na dobre drogę właśnie dzięki konkurencji.
Słyszeliśmy, Ŝe zysk z kapitału jest proporcjonalny do jego wielkości. Dlatego teŜ jeśli nawet
zrazu całkowicie pominiemy rozmyślną konkurencję, wielki kapitał akumuluje, odpowiednio do
swojej wielkości, szybciej niŜ mały kapitał.
Dlatego teŜ nawet zgoła niezaleŜnie od konkurencji akumulacja wielkiego kapitału jest o wiele
szybsza niŜ mniejszego. Ale śledźmy dalej przebieg tych zjawisk.
W miarę wzrostu kapitałów zmniejszają się, wskutek konkurencji, zyski z kapitałów. A więc
cierpi przede wszystkim drobny kapitalista.
Dalej. Przesłanką wzrostu kapitałów i wielkiej ilości kapitałów jest rosnące bogactwo kraju:
,,W kraju, który by osiągnął bardzo wysoki stopień bogactwa, zwykła stopa zysku byłaby nader
niska; przeto stopa procentowa, na jaką ten zysk by pozwalał, byłaby tak niska, Ŝe nikt prócz
ludzi najbogatszych nie mógłby Ŝyć z procentów od swych pieniędzy. Wszyscy ludzie średnio
zamoŜni musieliby więc sami zająć' się zastosowaniem swych kapitałów, trudnić się przemysłem
albo jakąś gałęzią handlu" (Smith, t. I, str. 196 - 197).
Ten stan jest ulubionym stanem ekonomii politycznej.
„Stosunek między sumą kapitałów i dochodów określa wszędzie proporcję ludzi pracowitych do
próŜniaków; tam, gdzie przewaŜa kapitał, dominuje pracowitość, gdzie zaś przewaŜa dochód,
panuje próŜniactwo" (Smith, t. II, str. 325).
Jak ma się tedy sprawa zastosowania kapitału w warunkach tej zwiększonej konkurencji?
„Wraz ze wzrostem kapitałów musi się stopniowo zwiększać ilość funduszów poŜyczanych na
procent; w miarę jak rosną te fundusze, obniŜa się procent, gdyŜ 1. cena rynkowa wszystkich
rzeczy spada w miarę, jak wzrasta ich ilość; 2. skoro w jakimś kraju kapitały wzrastają, staje się
rzeczą coraz trudniejsza znaleźć zyskowny sposób ulokowania nowego kapitału. Powstaje
konkurencja między poszczególnymi kapitałami, właściciele jednych kapitałów usiłują zdobywać
dla siebie te dziedziny działalności, które juŜ zajęli inni. Ale w większości przypadków właściciel
kapitału nie moŜe mieć nadziei, Ŝe wyprze drugiego inaczej, jak tylko w ten sposób, Ŝe będzie
prowadził interesy na gorszych dla siebie warunkach. Musi nie tylko taniej sprzedawać swe
towary, ale teŜ niekiedy, aby je dostać na sprzedaŜ, musi sam droŜej za nie płacić. Im więcej
funduszów przeznacza się na utrzymanie pracy produkcyjnej, tym bardziej wzrasta popyt na
pracę: robotnicy łatwo znajdują zatrudnienie, kapitalistom natomiast trudniej znaleźć robotników.
Konkurencja między kapitalistami podnosi płacę i obniŜa zyski" (Smith, t. II, str. 358 - 359).
Drobny kapitalista ma więc do wyboru: 1. albo przejeść swój kapitał, poniewaŜ nie moŜe juŜ
wyŜyć z procentów, a więc przestać być kapitalistą, albo 2. samemu załoŜyć interes, sprzedawać
swoje towary taniej i kupować droŜej niŜ bogatszy kapitalista oraz droŜej płacić robotnikom, a Ŝe
cena rynkowa wobec panującej, według załoŜenia, silnej konkurencji jest juŜ bardzo niska,
zrujnować się. JeŜeli natomiast wielki kapitalista chce mniejszego wysadzić z siodła, ma nad nim
pod kaŜdym względem tego rodzaju przewagę, jaką ma kapitalista jako kapitalista nad
robotnikiem. Mniejsze zyski kompensuje mu większa masa kapitału i nawet chwilowe straty
moŜe ponosić tak długo, aŜ zrujnuje mniejszego kapitalistę i uwolni się od jego konkurencji. W
ten sposób akumuluje sobie zyski drobnego kapitalisty.
Dalej. Wielki kapitalista kupuje zawsze taniej niŜ drobny, poniewaŜ zakupuje masowo. MoŜe
więc bez straty sprzedawać taniej.
Jeśli zaś spadek procentu przeobraŜa średnich kapitalistów z rentierów w ludzi interesu, to z
drugiej strony wzrost kapitałów funkcjonujących i wynikający stąd mniejszy zysk wywołuje
spadek procentu.
„Gdy zmniejszają się zyski, jakie moŜna osiągnąć ze stosowania kapitału, cena, jaką moŜna
zapłacić za uŜycie tego kapitału, musi się z konieczności zmniejszać" (Smith, t. II, str. 359).
„Im bardziej wzrasta bogactwo, przemysł, ludność, tym bardziej obniŜa się stopa procentowa, a
więc i zysk z kapitałów; ale same kapitały pomimo to rosną, i to jeszcze szybciej niŜ poprzednio,
choć zyski uległy zmniejszeniu... Wielki kapitał, choćby dawał małe zyski, wzrasta na ogół o
wiele szybciej niŜ mały kapitał, który daje wielkie zyski. Pieniądz robi pieniądz, mówi
przysłowie" (t. I, str. 189).
JeŜeli więc z tym wielkim kapitałem zmierzą się nader małe kapitały, dające małe zyski, jak to
się dzieje w warunkach silnej konkurencji, przyjętej w załoŜeniu, to wypiera on je całkowicie.
Nieuniknionym następstwem tej konkurencji jest wtedy ogólne pogorszenie się jakości towarów,
fałszowanie, podrabianie, masowe zatrucia, jakie zdarzają się w wielkich miastach.
WaŜną okolicznością w konkurencji wielkich i małych kapitałów jest poza tym stosunek między
kapitałem trwałym a kapitałem obrotowym.
„Kapitał obrotowy jest to kapitał uŜyty na wytwarzanie środków utrzymania, przetwarzanie czy
handel. Kapitał uŜyty w ten sposób nie przynosi swemu właścicielowi dochodu czy zysku
dopóty, dopóki pozostaje w jego posiadaniu lub dopóki zachowuje tę samą postać. Odpływa od
niego nieustannie w jednej postaci, a wraca w innej, i tylko przez taką cyrkulację, czyli kolejne
przeobraŜanie i akty wymiany, moŜe przynosić zysk. Kapitał trwały to kapitał uŜyty na
podniesienie jakości ziemi, na zakup maszyn, przyrządów, narzędzi itp. rzeczy" (Smith, t. II, str.
197 - 198).
„KaŜda oszczędność na kosztach utrzymywania kapitału trwałego zwiększa czysty zysk. Cały
kapitał kaŜdego przedsiębiorcy zatrudniającego robotników dzieli się z konieczności na kapitał
trwały i kapitał obrotowy. Gdy cały kapitał nie ulega zmianie, to im mniejsza będzie jedna część,
tym większa musi być druga. Kapitał obrotowy dostarcza mu materiałów i płac roboczych oraz
uruchamia produkcję. A zatem kaŜda oszczędność na kapitale trwałym, która nie pomniejsza
produkcyjnej siły pracy, zwiększa fundusz, jaki uruchamia produkcję" (Smith, t. II, str. 226).
Widać od razu, Ŝe wzajemny stosunek kapitału trwałego i kapitału obrotowego jest o wiele
korzystniejszy dla wielkiego kapitalisty niŜ dla mniejszego. Bardzo wielki bankier potrzebuje
tylko nieco więcej kapitału trwałego niŜ bankier bardzo mały. Kapitał trwały jednego i drugiego
ogranicza się do kantoru. Ilość narzędzi wielkiego właściciela ziemskiego nie zwiększa się
proporcjonalnie do wielkości jego gruntu. Tak samo kredyt, do którego wielki kapitalista ma
pierwszeństwo przed małym, stanowi tym większą oszczędność na kapitale trwałym, tzn. na
pieniądzach, które kapitalista musi stale mieć w pogotowiu. Jest wreszcie rzeczą zrozumiałą, Ŝe
tam gdzie praca przemysłowa osiągnęła wysoki poziom, a więc gdzie prawie cała praca ręczna
przekształciła się w pracę fabryczną, cały kapitał drobnego kapitalisty nie wystarcza juŜ choćby
na to, by pokryć tylko niezbędny kapitał trwały
129a
.
W ogóle wraz z akumulacją wielkich kapitałów zachodzi teŜ odpowiednia koncentracja i
uproszczenie kapitału trwałego w porównaniu z drobnymi kapitałami. Wielki kapitalista
wprowadza u siebie pewnego rodzaju organizację narzędzi pracy.
„Tak samo w dziedzinie przemysłu kaŜda manufaktura i fabryka stanowi juŜ dalej idące
powiązanie większego majątku rzeczowego z licznymi i wielorakimi umiejętnościami
intelektualnymi i sprawnością techniczną dla wspólnego celu produkcji... Gdzie dzięki
ustawodawstwu utrzymują się wielkie obszary własności ziemskiej, tam nadmiar zwiększającej
się ludności pcha się do przemysłu, i, jak w Wielkiej Brytanii, właśnie głównie w przemyśle
skupia się większa liczba proletariuszy. Gdzie natomiast ustawodawstwo nie ogranicza podziału
ziemi, tam powiększa się, jak we Francji, liczba drobnych i zadłuŜonych właścicieli, którzy na
skutek postępującego rozdrobnienia zostają zepchnięci do klasy biednych i niezadowolonych.
Gdy wreszcie to rozdrobnienie i nadmierne zadłuŜenie dojdzie do odpowiednio wysokiego
stopnia, to znowu wielka własność ziemska połyka małą, podobnie jak wielki przemysł rujnuje
drobny; a Ŝe powstają wówczas większe zespoły dóbr, to wielu nieposiadających robotników,
którzy są po prostu niepotrzebni w rolnictwie, zostaje znowu wypartych do przemysłu" Schulz,
„Bewegung der Produktion", str. 58 - 59).
„Jakość tych samych towarów zmienia się wskutek przemian w sposobie produkcji, a zwłaszcza
wskutek zastosowania maszyn. Samo wyeliminowanie siły ludzkiej umoŜliwiło wyprzedzenie z
funta bawełny, mającej wartość 3 szylingów i 8 pensów, 350 motków długości 167 mil
angielskich, czyli 36 mil niemieckich, o wartości 25 gwinei" (tamŜe, str. 62).
„Przeciętnie w Anglii ceny wyrobów bawełnianych w ciągu ostatnich 45 lat spadły o
11
1/2, i tę
samą ilość produktu, za którą w 1814 r. płacono jeszcze 16 szylingów, teraz sprzedają według
obliczeń Marshalla za 1 szyling 10 pensów. To, Ŝe wyroby przemysłowe stały się tańsze,
zwiększyło zarówno konsumpcję w kraju, jak i rynek za granicą; w związku z tym w Wielkiej
Brytanii liczba robotników przemysłu bawełnianego po wprowadzeniu maszyn nie tylko się nie
zmniejszyła, lecz wzrosła z 40 000 do 1 1/2 miliona. Co się zaś tyczy zarobku przedsiębiorców
przemysłowych i robotników, to wskutek rosnącej konkurencji wśród fabrykantów zysk ich w
stosunku do ilości dostarczonych przez nich wyrobów musiał się zmniejszyć. W latach 1820 do
1833 zysk brutto fabrykantów manchesterskich na jednej sztuce kalikotu spadł z 4 szylingów 1
1/3 pensa do 1 szylinga 9 pensów. Ale w celu wyrównania tej straty jeszcze bardziej rozszerzono
rozmiary produkcji. Wskutek tego w poszczególnych gałęziach przemysłu występuje okresowa
nadprodukcja, dochodzi często do bankructw, a to sprawia, Ŝe w łonie klasy kapitalistów i
chlebodawców chwieje się niebezpiecznie i chyboce stan posiadania, co część przedsiębiorców
zrujnowanych ekonomicznie przerzuca do szeregów proletariatu; stąd się bierze konieczność
częstego i nagłego wstrzymywania lub ograniczania pracy, a ujemne skutki tego klasa
robotników najemnych zawsze gorzko odczuwa" (tamŜe, str. 63).
„+Oddać w najem swoją pracę to zapoczątkować swą własną niewolę; oddać w najem rzeczowe
elementy pracy to ustanowić swoją wolność... Praca to człowiek, natomiast w elementach
rzeczowych nie ma nic z człowieka+" (Pecqueur, „Théorie nouvelle d'économie sociale" etc., str.
411 - 412).
,,+Elementy rzeczowe, które w procesie tworzenia bogactwa nic nie znaczą bez drugiego
elementu, pracy, zyskują magiczną siłę przynoszenia im [tym, którzy je posiadają] owoców, jak
gdyby własnymi rękoma włoŜyli w nie ów niezbędny element+" (tamŜe).
„+JeŜeli przyjmiemy, Ŝe codzienna praca jednego robotnika przynosi mu przeciętnie 400 franków
rocznie i Ŝe ta suma wystarczy dorosłemu człowiekowi na prymitywne Ŝycie, to kaŜdy, kto
posiada 2 000 franków rocznego dochodu z procentów, dzierŜawy, komornego itd., zmusza
pośrednio do pracy na siebie 5 ludzi; 100 000 franków dochodu reprezentuje pracę 250 ludzi, a 1
000 000 - pracę 2 500 osób+" (tamŜe, str. 412 -413). (A więc 300 milionów - Ludwik Filip -
pracę 750 000 robotników). „+Właściciele otrzymali - na mocy ustawy wydanej przez ludzi -
prawo do uŜywania i naduŜywania, to znaczy prawo robienia co im się podoba z wszelkimi
rzeczowymi elementami pracy... nie są oni wcale zobowiązani przez ustawę do tego, by w
kaŜdym wypadku i na czas dawać nieposiadającym pracę, ani do tego, by zawsze płacić
wystarczające wynagrodzenie itd. + " (1. c, str. 413). ,,+Całkowita swoboda co do natury, ilości,
jakości, celowości produkcji, uŜywania i konsumpcji dóbr, rozporządzania wszelkimi
rzeczowymi elementami pracy. KaŜdy moŜe dowolnie wymienić swoją rzecz, jak chce, biorąc
pod uwagę wyłącznie swój własny, indywidualny interes+" (1. c., str. 413).
,,+Konkurencja wyraŜa jedynie dowolną wymianę, która ze swej strony jest bezpośrednią i
logiczną konsekwencją prawa jednostki do uŜywania i naduŜywania wszelkich narzędzi
produkcji. Te trzy momenty ekonomiczne, stanowiące w istocie jedną całość - prawo uŜywania i
naduŜywania, swoboda wymiany i nieograniczona konkurencja - pociągają za sobą następujące
skutki: kaŜdy produkuje, co chce, jak chce, kiedy chce, gdzie chce; produkuje dobrze lub źle, za
duŜo lub za mało, za późno lub za wcześnie, za drogo lub za tanio; nikt nie wie, czy swój towar
sprzeda, komu sprzeda, jak sprzeda, kiedy sprzeda, gdzie sprzeda; tak samo sprawa ma się z
kupnem. Producent nie zna ani potrzeb, ani źródeł surowców, ani popytu, ani podaŜy. Sprzedaje,
kiedy chce, kiedy moŜe, gdzie chce, komu chce, bierze cenę, jaką chce. Tak samo kupuje. W tym
wszystkim jest on stale igraszką przypadku, niewolnikiem prawa dyktowanego przez tego, kto
silniejszy, kogo nie naglą okoliczności, kto bogatszy... Podczas gdy w jednym miejscu brak
jakiegoś dobra, w drugim jest go za duŜo i marnuje się. Podczas gdy jeden producent sprzedaje
duŜo lub bardzo drogo i z olbrzymim zyskiem, drugi nie sprzedaje nic lub ze stratą... PodaŜ nie
wie nic o popycie, a popyt nie wie nic o podaŜy. Produkuje się licząc na gust, modę, jaka pojawia
się wśród konsumentów, ale gdy towar jest gotów do sprzedaŜy, to kaprys juŜ minął, a
upodobania zwróciły się ku innemu produktowi... Nieuchronną konsekwencją tego są ciągłe,
zataczające coraz szersze kręgi bankructwa, zawiedzione nadzieje, nagłe ruiny i równie
nieoczekiwane fortuny; kryzysy handlowe, bezrobocie, powtarzające się okresy nadmiaru i
niedostatku towarów; niepewność i spadek płac i zysków, trwonienie lub olbrzymie
marnotrawstwo dóbr, czasu i wysiłków na arenie dzikiej konkurencji+" (1. c., str. 414 - 416).
Z ksiąŜki Ricarda (rent of land [renta gruntowa]): Kraje są tylko warsztatami wytwórczymi,
człowiek jest maszyną do konsumowania i produkowania; Ŝycie ludzkie jest kapitałem, światem
rządzą ślepo prawa ekonomiczne. Dla Ricarda ludzie są niczym, produkt wszystkim. W 26
rozdziale tłumaczenia francuskiego czytamy: ,,+Dla osoby, która posiada 20 000 fr. kapitału
przynoszącego rocznie 2 000 fr. zysku, jest sprawą zupełnie obojętną, czy jej kapitał zatrudnia sto
czy tysiąc osób...
CzyŜ nie podobnie ma się sprawa z rzeczywistym interesem całego narodu? Jeśli rzeczywisty
dochód netto narodu, jego renta i zysk pozostają bez zmiany, to bez znaczenia jest, czy składa się
on z dziesięciu czy dwunastu milionów mieszkańców". „Doprawdy, mówi pan de Sismondi (t. II,
str. 331), nie pozostaje nic więcej, jak Ŝyczyć sobie, Ŝeby król sam jeden mieszkał na wyspie i
ustawicznie kręcąc korbą wykonywał za pomocą automatów całą pracę Anglii"
130
.
„Pan, który kupuje pracę robotnika za cenę tak niską, Ŝe ta ledwie wystarcza na najniezbędniejsze
potrzeby, nie jest odpowiedzialny ani za niedostateczny poziom płac, ani za zbyt długi czas
pracy: on sam podlega prawu, które narzuca innym... źródłem niedoli są nie tyle ludzie, ile
potęga rzeczy+" ([Buret], 1. c., str. 82).
„W Anglii jest wiele terenów, których mieszkańcom nie starcza kapitałów do uprawy wszystkich
gruntów. Znaczna część wełny z południowych hrabstw Szkocji po długim przewozie lądowym
po bardzo złych drogach jest przerabiana w Yorkshire, poniewaŜ na miejscu brak jest kapitału do
jej przeróbki. W Anglii wiele jest miasteczek przemysłowych, których mieszkańcy nie mają
dosyć kapitału, by przewieźć wyroby własnego przemysłu na te odległe rynki, gdzie jest na nie
popyt i są konsumenci. Miejscowi kupcy są tylko agentami bogatszych kupców, którzy mają swe
siedziby w którymś z większych miast handlowych" (Smith, t. II, str. 382). ,,+Nie moŜna
powiększyć wartości rocznego produktu ziemi i pracy inaczej, jak tylko albo zwiększając liczbę
robotników produkcyjnych, albo teŜ silę produkcyjną tych robotników, którzy byli dotychczas
zatrudnieni... W obu przypadkach niemal zawsze jest potrzebny dodatkowy kapitał + " (Smith, t.
II, str. 338).
„Podobnie jak akumulacja kapitału z natury rzeczy musi poprzedzać podział pracy, tak teŜ i
dalsze pogłębianie się podziału pracy moŜe następować jedynie w miarę coraz większego
gromadzenia kapitałów. Ilość materiałów, jaką moŜe przerobić ta sama liczba osób, zwiększa się
w miarę pogłębiania się podziału pracy, a poniewaŜ czynności kaŜdego robotnika upraszczają się
stopniowo coraz bardziej, to wynajduje się rozmaite nowe maszyny dla ułatwienia i skrócenia
tych czynności. Aby więc w miarę rozwoju podziału pracy zapewniać stałe zatrudnienie tej samej
liczbie robotników, naleŜy uprzednio nagromadzić zasoby środków utrzymania w ilości tej
samej, a zasoby materiałów i narzędzi w ilości większej, niŜ byłoby to potrzebne dawniej. Liczba
robotników w kaŜdej gałęzi rośnie w miarę, jak postępuje tam podział pracy, albo raczej wzrost
tej liczby pozwala na tego rodzaju specjalizowanie się i róŜnicowanie pracy" (Smith, t. II, str.
193-194).
„I podobnie jak uprzednia akumulacja kapitałów jest niezbędna, aby dokonał się ten wielki
wzrost produkcyjnej siły pracy, tak akumulacja kapitałów prowadzi w sposób naturalny do tego
wzrostu. Kapitalista chce mianowicie wytwarzać przy pomocy swego kapitału moŜliwie
największą ilość produktu, stara się więc o to, aby przeprowadzić jak najwłaściwszy podział
pracy między swymi robotnikami i wyposaŜyć ich w najlepsze maszyny. Jego moŜliwości w
jednym i drugim zakresie są proporcjonalne do wielkości jego kapitału i do liczby ludzi, jaką
moŜe za pomocą tego kapitału zatrudniać. Tak więc nie tylko ilość pracy zwiększa się w kraju
wraz ze wzrostem kapitału, jaki ją uruchamia, ale wskutek tego wzrostu ta sama ilość pracy
wytwarza znacznie większą ilość produktu" (Smith, 1. c, str. 194-195). Stąd nadprodukcja.
„Dalej idące kombinacje sił wytwórczych... w przemyśle i handlu przez zespolenie liczniejszych i
róŜnorodniej szych sił ludzkich i sił przyrody dla dokonywania przedsięwzięć na większą skalę.
Gdzieniegdzie... juŜ ściślejsze połączenie ze sobą głównych gałęzi produkcji. Tak np. wielcy
fabrykanci starają się równieŜ nabyć wielką własność ziemską, aby przynajmniej części
surowców potrzebnych dla ich przemysłu nie musieli nabywać z drugiej ręki, albo łączą ze
swoimi przedsiębiorstwami przemysłowymi handel, nie tylko w celu zbytu własnych fabrykatów,
lecz z pewnością teŜ w celu zakupu innych produktów i sprzedaŜy ich robotnikom. W Anglii,
gdzie poszczególni wielcy fabrykanci mają niekiedy 10 000 do 12 000 robotników... takie
połączenia róŜnych gałęzi produkcji pod kierownictwem jednej inteligencji, takie małe państwa
czy prowincje w państwie, nie są juŜ rzadkością. Ostatnio np. właściciele kopalń z okręgu
Birmingham przejmują w swoje ręce cały proces produkcji Ŝelaza, który dawniej był podzielony
pomiędzy róŜnych przedsiębiorców i właścicieli. Patrz <<Okręg górniczy Birmingham>>,
<<Deutsche Vierteljahrsschrift>> nr 3, 1838. - Wreszcie widzimy w większych
przedsiębiorstwach akcyjnych, których tyle się namnoŜyło, daleko idące kombinacje sił
pienięŜnych wielu udziałowców z naukową i techniczną wiedzą i biegłością innych, którym
powierzono wykonawstwo. Dzięki temu kapitaliści mają moŜność zastosowania swych
oszczędności w róŜnorodny sposób, a nawet w rolnictwie, przemyśle i handlu równocześnie,
przez co ich interesy stają się bardziej wielostronne, a przeciwieństwa między interesami
rolnictwa, przemysłu i handlu zacierają się i zanikają. Ale nawet to, Ŝe łatwiej jest w
najrozmaitszy sposób wykorzystać kapitał, musi zwiększyć przeciwieństwo między klasami
posiadającymi i nieposiadającymi" (Schulz, 1. c., str. 40-41).
Kolosalny zysk, jaki kamienicznicy ciągną z nędzy. Komorne jest odwrotnie proporcjonalne do
nędzy spowodowanej przez przemysł.
Procenty równieŜ z występków zrujnowanych proletariuszy (prostytucja, pijaństwo, lombard).
Akumulacja kapitałów wzrasta, a ich konkurencja maleje, gdy kapitał i własność ziemska
skupiają się w jednym ręku, a takŜe wówczas, gdy kapitał dzięki swej wielkości jest w stanie
tworzyć kombinację róŜnych gałęzi produkcji.
Obojętność wobec ludzi. 20 losów loteryjnych Smitha
131
.
+Dochód netto i brutto+ Saya.
Renta gruntowa
Prawo właścicieli ziemskich wywodzi się z grabieŜy (Say, t. I, str. 136, przypis). Właściciele
ziemscy, jak wszyscy ludzie, lubią zbierać, czego nie posiali, i Ŝądają renty nawet za naturalne
płody ziemi (Smith, t. I, str. 99).
„MoŜna by myśleć, Ŝe renta gruntowa jest tylko zyskiem od kapitału, jaki właściciel wyłoŜył, by
podnieść kulturę ziemi. W pewnych przypadkach moŜe tak być częściowo... Ale właściciel Ŝąda
1. renty takŜe od ziemi nie uŜyźnionej, a rzekomy procent czy zysk z wydatków łoŜonych na jej
uŜyźnienie jest na ogół tylko dodatkiem do owej pierwotnej renty. 2. Poza tym kulturę ziemi nie
zawsze podnosi swymi kapitałami właściciel, lecz niekiedy podnosi ją własnym kapitałem
dzierŜawca. A gdy przychodzi do odnowienia umowy dzierŜawnej, właściciel Ŝąda zazwyczaj
takiego podwyŜszenia czynszu, jakby ulepszeń tych dokonano na jego własny koszt. 3. Niekiedy
Ŝą
da renty i od tego, czego ludzkie starania nie mogą zupełnie udoskonalić" (Smith, t. I, str. 300-
301).
Smith przytacza jako przykład tego przypadku soliród (salicornia), rodzaj rośliny morskiej, która
daje po spaleniu sól alkaliczną, przydatną do wyrobu szkła, mydła itp. Rośnie ona w wielu
okolicach Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w Szkocji, ale na takich tylko skałach, które leŜą niŜej od
poziomu przypływu wód (wysokiej fali), są dwa razy dziennie zalewane przez morze i
pracowitość ludzi nie powiększyła nigdy produktu tych skał. JednakŜe właściciel gruntu, na
którym rośnie ten rodzaj roślin, domaga się renty tak samo, jak za pole zboŜowe. W pobliŜu
Wysp Szetlandzkich morze jest nadzwyczaj bogate. Wielka część ich mieszkańców Ŝyje z
rybołóstwa. Aby jednak móc korzystać z tego produktu morza, muszą oni mieszkać na pobliskim
wybrzeŜu. Renta gruntowa odpowiada tu nie temu, co dzierŜawca moŜe osiągnąć z ziemi, lecz
temu, co moŜe osiągnąć zarówno z ziemi, jak i z wody (Smith, t. I, str. 301-302).
„Rentę gruntową moŜna uwaŜać za produkt tych sił przyrody, które właściciel ziemi wypoŜycza
dzierŜawcy. Produkt ten jest większy lub mniejszy w zaleŜności od wielkości tych sił, czyli
innymi słowy od tego, jaka jest naturalna lub osiągnięta dzięki kulturze urodzajność ziemi. Gdy
odliczy się czy teŜ pokryje wszystko to, co moŜna uwaŜać za dzieło człowieka, to wtedy reszta,
jaka pozostaje, jest dziełem przyrody" (Smith, t. II, str. 377-378).
„Renta gruntowa rozumiana jako cena, którą płaci się za uŜytkowanie ziemi, jest naturalnie ceną
monopolową. Nie odpowiada ona bynajmniej temu, co właściciel wyłoŜył na uŜyźnienie gruntu
lub co musi wziąć, by nie ponieść straty, lecz temu, co dzierŜawca moŜe ewentualnie dać, nie
ponosząc straty" (Smith, t. I, str. 302).
„Właściciele ziemscy są jedyną z trzech zasadniczych klas, której dochody nie wymagają od nich
ani pracy, ani Ŝadnych starań, lecz zjawiają się jak gdyby same i niezaleŜnie od jakiegokolwiek
zamiaru czy przedsięwzięcia z ich strony" (Smith, t. II, str. 161).
Słyszeliśmy juŜ, Ŝe wysokość renty gruntowej zaleŜy od stopnia urodzajności gruntu.
Innym momentem, który ją określa, jest jego połoŜenie.
„Renta gruntowa zaleŜy nie tylko od urodzajności ziemi, bez względu na to, jaki byłby jej
produkt, ale od połoŜenia ziemi, bez względu na jej urodzajność" (Smith, t. I, str. 306).
„Wielkość produkcji otrzymywanej z roli, z kopalń i łowisk rybnych przy równej ich naturalnej
wydajności jest proporcjonalna do rozmiarów kapitałów, włoŜonych w uprawę i eksploatację, i
do właściwego ich uŜycia. Gdy kapitały są jednakowe i równie dobrze uŜyte, wielkość produkcji
zaleŜy od naturalnej wydajności roli, kopalń i łowisk" (t. II, str. 210).
Te twierdzenia Smitha są waŜne dlatego, Ŝe przy jednakowych kosztach produkcji i jednakowych
rozmiarach kapitału sprowadzają rentę gruntową do mniejszej lub większej urodzajności ziemi.
Ś
wiadczy to jawnie o pomieszaniu pojęć w ekonomii politycznej, która przekształca urodzajność
ziemi we właściwość właściciela ziemskiego.
Rozpatrzmy teraz, jak renta gruntowa kształtuje się w rzeczywistych stosunkach.
Renta gruntowa ustala się w walce pomiędzy dzierŜawcą i właścicielem ziemskim. Wszędzie w
ekonomii politycznej widzimy wrogą przeciwstawność interesów, walkę, wojnę jako uznaną
podstawę organizacji społecznej.
Zobaczmy teraz, w jakim stosunku do siebie pozostają właściciel ziemski i dzierŜawca.
„Układając warunki dzierŜawy właściciel ziemi usiłuje pozostawić dzierŜawcy moŜliwie tylko
tyle, ile potrzebne jest do zwrócenia kapitału, wyłoŜonego na nasiona, na opłacenie pracy, na
zakup i utrzymanie bydła i wszelkiego innego inwentarza gospodarskiego wraz ze zwykłym
zyskiem z kapitału, jaki dają dzierŜawy w danej okolicy. Jest to oczywiście najmniejszy udział,
jakim dzierŜawca moŜe się zadowolić nie ponosząc straty, a właściciel ziemski rzadko kiedy jest
skłonny pozostawić mu więcej. Wszystko, co pozostaje z produktu czy z jego ceny poza tym
udziałem, właściciel stara się zastrzec dla siebie jako rentę gruntową, której wielkość jest
oczywiście najwyŜsza, jaką dzierŜawca moŜe zapłacić w warunkach aktualnego stanu ziemi. Tę
nadwyŜkę uwaŜać moŜna zawsze za naturalną rentę gruntową, czyli za rentę, za którą z natury
rzeczy wydzierŜawią się większą część ziemi" (Smith, t. I, str. 299-300).
„Właściciele ziemscy - mówi Say - władają pewnego rodzaju monopolem w stosunku do
dzierŜawców. Popyt na ich towar, na ziemię, moŜe stale rosnąć, ale ilość ich towaru rośnie tylko
do pewnego momentu... Umowa między właścicielem ziemskim i dzierŜawcą jest zawsze jak
najbardziej korzystna dla pierwszego z nich... prócz korzyści, jakie czerpie z przyrodzenia
rzeczy, odnosi on korzyści ze swej pozycji, większego majątku, kredytu, znaczenia; wystarczy
juŜ korzyści pierwszego rodzaju, by miał on moŜność zgarniać wyłącznie do własnej kieszeni
zyski płynące z okoliczności pomyślnych dla jego posiadłości. Otwarcie kanału, drogi, wzrost
ludności i dobrobytu jakiejś okolicy podwyŜszają zawsze cenę dzierŜawy... Sam dzierŜawca
moŜe wprawdzie polepszyć jakość ziemi własnym nakładem, ale z uŜytego na to kapitału
korzysta tylko w okresie trwania dzierŜawy, z chwilą zaś jej wygaśnięcia dostaje się on
właścicielowi. Odtąd właściciel ziemski, nie poniósłszy nakładów, ciągnie z tego kapitału
procenty, gdyŜ czynsz dzierŜawny odpowiednio teraz wzrasta" (Say, t. II, str. 143).
„Renta gruntowa, rozumiana jako cena płacona za uŜytkowanie ziemi, jest naturalnie ceną
najwyŜszą, jaką w warunkach aktualnego stanu ziemi dzierŜawca jest w stanie zapłacić" (Smith, t.
I, str. 299).
„Renta z posiadłości na powierzchni ziemi stanowi przewaŜnie trzecią część produktu brutto i
jest to na ogół renta stała i niezaleŜna od przypadkowych róŜnic w zbiorach" (Smith, t. I, str.
351). „Rzadko kiedy wynosi ona mniej niŜ jedną czwartą całego produktu" (tamŜe, t. II, str. 378).
Nie wszystkie towary mogą przynosić rentę gruntową. Np. w niektórych okolicach nie płaci się
renty gruntowej za kamienie.
„Na ogół spośród produktów ziemi tylko takie mogą być dostarczane na rynek, których zwykła
cena jest dostatecznie wysoka, aby zwrócić zuŜyty na ich dostarczenie kapitał wraz ze zwykłym
zyskiem. JeŜeli zwykła cena jest wyŜsza od takiej ceny, to ta nadwyŜka pójdzie oczywiście na
rentę gruntową. JeŜeli nie jest od niej wyŜsza, to towar moŜe być wprawdzie dostarczony na
rynek, ale nie moŜe dać renty właścicielowi ziemi. ZaleŜy od popytu, czy ceny są, czy nie są
dostatecznie wysokie" (Smith, t. I, str. 302-303).
„Renta w inny sposób wchodzi w skład ceny towarów niŜ płace i zysk. Wysokie lub niskie place i
zyski są przyczyną wysokiej lub niskiej ceny, wysoka lub niska renta jest jej skutkiem" (Smith, t.
I, str. 303-304).
Do produktów, które zawsze przynoszą rentę gruntową, naleŜy Ŝywność.
„PoniewaŜ ludzie, podobnie jak wszystkie zwierzęta, rozradzają się zaleŜnie od środków
utrzymania, przeto zawsze istnieje większy lub mniejszy popyt na Ŝywność. Zawsze moŜna za
nią nabyć większą lub mniejszą ilość pracy i zawsze moŜna znaleźć kogoś, kto gotów jest coś
zrobić, by Ŝywność tę uzyskać. Ilość pracy, jaką moŜna za nią nabyć, nie zawsze wprawdzie jest
równa pracy tych robotników, których ta Ŝywność przy bardzo skrupulatnej gospodarce mogłaby
utrzymać, a to ze względu na wysokie płace, jakie czasami otrzymują pracownicy. Zawsze
jednak moŜna za nią nabyć taką ilość pracy, jaką Ŝywność ta moŜe utrzymywać według zwykłej
stopy utrzymania dla danego rodzaju pracowników w danej okolicy. Lecz ziemia w kaŜdych
niemal warunkach daje większą ilość Ŝywności niŜ potrzeba, aby utrzymać wszystkich
pracowników niezbędnych dla dostarczenia jej na rynek. NadwyŜka ta zawsze przewyŜsza
równieŜ to, co jest potrzebne na odtworzenie wraz z zyskiem kapitału zatrudniającego tych
pracowników. Zawsze więc pozostaje coś na rentę gruntową dla właściciela ziemi" (Smith, t. I,
str. 305-306). „śywność jest nie tylko pierwotnym źródłem renty, lecz kaŜdy inny produkt ziemi,
który przynosi później rentę, czerpie tę część swej wartości z rozwiniętej przez postęp kultury
rolnej produkcyjnej siły pracy, która Ŝywność wytwarza" (Smith, t. I, str. 345). „PoŜywienie ludzi
zawsze przynosi rentę gruntową" (t. I, str. 337). „Zaludnienie kraju nie jest proporcjonalne do
liczby ludności, którą kraj moŜe zaopatrzyć w odzieŜ i mieszkanie, lecz do liczby, którą moŜe
wyŜywić swym produktem" (Smith, t. I, str. 342).
„OdzieŜ i mieszkanie z opałem stanowią po Ŝywności dwie najwaŜniejsze potrzeby człowieka.
Materiały na odzieŜ i mieszkanie przynoszą przewaŜnie rentę, ale nie zawsze muszą ją przynosić"
(tamŜe, t. I, str. 337-338).
Zobaczmy teraz, jak właściciel ziemski wykorzystuje wszystko, co przynosi poŜytek
społeczeństwu.
1. Renta gruntowa podnosi się wraz ze wzrostem ludności (Smith, t. I, str. 335).
2. Dowiedzieliśmy się juŜ od Saya, jak renta gruntowa rośnie, w miarę jak powstają koleje itd.,
jak następują ulepszenia, rośnie bezpieczeństwo i ilość środków komunikacji.
3. „Wszelki postęp, który pojawia się w stosunkach społecznych, prowadzi pośrednio lub
bezpośrednio do podniesienia renty gruntowej, powiększenia rzeczywistego bogactwa właściciela
ziemskiego, tj. jego zdolności nabywania pracy lub wytworu pracy innych ludzi... Wzrost kultury
rolnej prowadzi do tego bezpośrednio. Udział właściciela ziemskiego w produkcie ziemi wzrasta
nieodzownie wraz ze wzrostem produktu... Wzrost rzeczywistej ceny tego rodzaju płodów
rolnych, np. wzrost ceny bydła, prowadzi równieŜ bezpośrednio do zwiększenia renty gruntowej,
i to w jeszcze większym stopniu. Wraz z rzeczywistą wartością produktu wzrasta nie tylko
rzeczywista wartość udziału właściciela ziemskiego, jego rzeczywista władza nad pracą innych
ludzi, lecz takŜe stosunek jego udziału do całości produktu. Wytworzenie tego produktu, gdy
wzrośnie jego rzeczywista cena, nie wymaga więcej pracy niŜ poprzednio. Mniejsza część
produktu wystarczy więc na to, by odtworzyć wraz ze zwykłym zyskiem kapitał, który tych
pracowników zatrudnia. Wskutek tego część produktu, która przypada właścicielowi
ziemskiemu, musi być większa" (Smith, t. II, str. 157-159).
Zwiększający się popyt na surowce i spowodowany tym wzrost wartości moŜe wypływać
częściowo ze wzrostu ludności i ze wzrostu jej potrzeb. Ale kaŜdy nowy wynalazek, kaŜdy nowy
uŜytek, jaki przemysł czyni z surowca dotąd mało lub w ogóle nie uŜywanego, powiększa rentę
gruntową. Tak np. gdy powstały koleje, parowce itd., renta kopalń węgla ogromnie wzrosła.
Prócz tej korzyści, którą właściciel ziemski czerpie z przemysłu, odkryć, pracy, poznamy
wkrótce jeszcze inną korzyść.
4. „Cały ten rozwój produkcyjnej siły pracy, który zmierza bezpośrednio do tego, by obniŜyć
rzeczywistą cenę wyrobów przemysłowych, zmierza pośrednio do tego, by podnieść rzeczywistą
rentę gruntową. Właściciel ziemi wymienia tę część swych płodów rolnych, która przewyŜsza
jego własne spoŜycie, lub cenę tej części, na wyroby przemysłowe. Cokolwiek obniŜa
rzeczywistą cenę tych ostatnich, podnosi cenę pierwszych. Jednakowa ilość płodów rolnych staje
się przez to równowaŜna większej ilości wyrobów przemysłowych, a właściciel ziemi moŜe
nabyć większą ilość rzeczy słuŜących wygodzie i ozdobie, więcej przedmiotów zbytku" (Smith, t.
II, str. 159).
Kiedy jednak Smith z tego, Ŝe właściciel ziemski wykorzystuje wszystko, co przynosi poŜytek
społeczeństwu, wyciąga wniosek (t. II, str. 161), Ŝe interes właściciela ziemskiego zawsze jest
równoznaczny z interesem społeczeństwa, to jest to niedorzecznością. W ekonomii politycznej, w
warunkach panowania własności prywatnej, interes własny jednostki w stosunku do
społeczeństwa jest akurat odwrotny niŜ interes społeczeństwa w stosunku do jednostki, podobnie
jak interes lichwiarza w stosunku do utracjusza bynajmniej nie pokrywa się z interesem
utracjusza.
Wspomnimy tylko mimochodem zapędy monopolistyczne właścicieli ziemskich wobec
własności ziemskiej innych krajów, co np. dało początek ustawom zboŜowym. Tak samo
pomijamy tu średniowieczne poddaństwo, niewolnictwo w koloniach, nędzę robotników rolnych
w Wielkiej Brytanii. Trzymajmy się tez ekonomii politycznej głoszonych przez nią samą.
1. Według ekonomii politycznej właściciel ziemski jest zainteresowany w dobrobycie
społeczeństwa, jest zainteresowany w ustawicznym wzroście jego ludności, we wzroście jej
potrzeb, w produkcji przemysłowej, słowem - we wzroście bogactwa, a wzrost ten, jak juŜ
widzieliśmy, jest identyczny ze wzrostem nędzy i niewolnictwa. Podnoszenie się komornego, w
miarę jak rośnie nędza, jest przykładem pokrywania się interesu właściciela ziemskiego z
interesem społeczeństwa, wraz z czynszem mieszkaniowym rośnie bowiem renta gruntowa,
czynsz z ziemi, na której stoi dom.
2. Według samych ekonomistów interes właściciela ziemskiego jest wrogo przeciwstawny
interesowi dzierŜawcy, a więc juŜ znacznej części społeczeństwa.
3. PoniewaŜ właściciel ziemski moŜe Ŝądać od dzierŜawcy tym większej renty, im mniej
dzierŜawca wydaje na płacę, i poniewaŜ dzierŜawca tym bardziej obniŜa płacę, im większej renty
gruntowej
Ŝą
da
właściciel,
interes
właściciela
ziemskiego
jest w tym samym stopniu wrogi interesowi parobków, co interes fabrykantów interesowi
robotników. Wymaga on, tak samo jak interes fabrykantów, aby płaca spadła do minimum.
4. PoniewaŜ rzeczywista obniŜka ceny wyrobów przemysłowych podnosi rentę gruntową,
właściciel ziemski jest bezpośrednio zainteresowany w obniŜaniu płacy robotników
przemysłowych,
w
konkurencji
między
kapitalistami,
w
nadprodukcji,
we wszelkich plagach, które rodzi przemysł.
5. Interes właściciela ziemskiego nie tylko nie pokrywa się w najmniejszym stopniu z interesem
społeczeństwa, nie tylko przeciwstawia się wrogo interesowi dzierŜawców, parobków,
robotników przemysłowych i kapitalistów, ale interes jednego właściciela ziemskiego nie
pokrywa się nawet z interesem drugiego z powodu konkurencji, którą teraz rozpatrzymy.
Na ogół sprawa z wielką i drobną własnością ziemską ma się podobnie jak z wielkim i drobnym
kapitałem. Wchodzą tu jednak w grę jeszcze szczególne okoliczności, które bezwarunkowo
prowadzą do akumulacji wielkiej własności ziemskiej i pochłaniania przez nią własności drobnej.
1. Nigdzie względna liczba robotników i narzędzi pracy nie maleje wraz ze wzrostem zasobów
tak bardzo, jak w rolnictwie. Tak samo moŜliwość wszechstronnego wyzysku, oszczędność na
kosztach produkcji i właściwy podział pracy nigdzie nie zwiększają się wraz ze wzrostem
zasobów tak bardzo, jak w rolnictwie. Choćby pole było nie wiem jak małe, ilość narzędzi pracy,
które są dlań niezbędne, takich jak pług, piła itd., dochodzi do pewnej granicy, poniŜej której
zejść juŜ nie moŜe, podczas gdy rozmiary gospodarstwa mogą spaść znacznie poniŜej tej granicy.
2. Wielka własność ziemska akumuluje procenty od kapitału, który dzierŜawca obrócił na
ulepszenie gruntów. Drobna własność musi wykładać swój własny kapitał i cały ten zysk dla niej
nie istnieje.
3. Podczas gdy kaŜdy postęp społeczny wychodzi na korzyść wielkiej własności ziemskiej, małej
przynosi szkodę, gdyŜ zawsze sprawia, Ŝe potrzeba jej więcej gotówki.
4. Trzeba jeszcze rozpatrzyć dwa prawa waŜne dla tej konkurencji.
a) Renta z gruntów uprawnych, których wytworem jest poŜywienie dla ludzi, reguluje rentę z
większości innych gruntów uprawnych (Smith, t. I, str. 331).
Takie środki Ŝywności, jak bydło itd. moŜe ostatecznie produkować tylko wielka własność
ziemska. Reguluje ona zatem rentę pozostałych gruntów i moŜe obniŜyć ją do minimum.
Drobny posiadacz, który pracuje sam, ma się wówczas do wielkiego właściciela ziemskiego jak
rzemieślnik, który posiada własne narzędzia, do fabrykanta. Drobna posiadłość stała się tylko
narzędziem pracy. Drobnemu posiadaczowi renta gruntowa całkowicie przepada, pozostaje mu
co najwyŜej procent od jego kapitału i jego płaca robocza, gdyŜ renta gruntowa moŜe pod
wpływem konkurencji ulec takiej redukcji, Ŝe właśnie będzie juŜ tylko procentem od kapitału
stosowanego nie przez samego posiadacza.
b) Słyszeliśmy ponadto, Ŝe przy równej wydajności naturalnej i równie umiejętnej eksploatacji
gruntów, kopalń czy łowisk rybnych produkt jest proporcjonalny do wielkości kapitałów. A więc
zwycięstwo wielkiej własności ziemskiej. Podobnie przy równych kapitałach - proporcjonalny do
wydajności naturalnej. Zatem przy równych kapitałach wygrywa właściciel ziemi
urodzajniejszej.
c) „Kopalnię moŜemy na ogól nazwać wydajną lub niewydajną w zaleŜności od tego, czy ilość
kopaliny, jaką przy określonej ilości pracy dać moŜe, jest większa czy teŜ mniejsza od ilości,
którą przy takiej samej ilości pracy dać moŜe większość innych kopalń tego rodzaju" (Smith, t. I,
str. 345-346). „Najbardziej wydajna kopalnia węgla decyduje o cenie węgla wszystkich innych
sąsiadujących z nią kopalń. Sprzedając cokolwiek taniej niŜ sąsiedzi, właściciel kopalni
spodziewa się uzyskać większą rentę, a przedsiębiorca - większy zysk. Ich sąsiedzi będą
zmuszeni wkrótce sprzedawać po takiej samej cenie, choć trudniej im pozwolić sobie na to i choć
to zawsze zmniejsza, a niekiedy zupełnie niweczy ich rentę i zysk. W rezultacie niektóre kopalnie
są całkowicie porzucane, inne nie mogą juŜ przynosić renty i mogą być eksploatowane jedynie
przez właścicieli" (Smith, t. I, str. 350). „Po odkryciu peruwiańskich kopalń srebra zaniechano
eksploatacji większości kopalń europejskich... Tak stało się równieŜ z kopalniami na Kubie i na
San Domingo, a nawet z dawnymi kopalniami w Peru po odkryciu kopalń w Potosi" (t. I, str.
353).
To samo, co Smith mówi tu o kopalniach, dotyczy w mniejszym czy większym stopniu własności
ziemi w ogóle.
d) „NaleŜy zauwaŜyć, Ŝe rynkowa cena ziemi zaleŜy wszędzie od zwykłej stopy procentowej...
Gdyby renta gruntowa była o wiele niŜsza niŜ procent, nikt nie chciałby kupować ziemi, co
obniŜyłoby wkrótce jej cenę. Na odwrót, gdyby przychody z renty gruntowej o wiele
przewyŜszały procent, wszyscy chcieliby kupować ziemię, co znów podniosłoby wkrótce jej
zwykłą cenę" (t. II, str. 367-368).
Z tego stosunku renty gruntowej do procentu wynika, Ŝe renta gruntowa musi się coraz bardziej
zmniejszać, tak Ŝe w końcu juŜ tylko co najbogatsi będą mogli Ŝyć z renty. A więc konkurencja
między właścicielami ziemskimi, którzy nie wydzierŜawiają gruntów, coraz większa. Część z
nich się rujnuje. Nowa akumulacja wielkiej własności ziemskiej.
Dalej. Wskutek tej konkurencji wielka część własności ziemskiej dostaje się w ręce kapitalistów,
którzy stają się tym sposobem równocześnie właścicielami ziemskimi; podobnie zresztą
pomniejsi właściciele ziemscy są juŜ tylko kapitalistami. Tak samo część wielkich właścicieli
ziemskich równocześnie staje się przemysłowcami.
Ostatecznym wynikiem tego jest więc zatarcie róŜnicy między kapitalistą a właścicielem
ziemskim, tak Ŝe - ogólnie biorąc - pozostają juŜ tylko dwie klasy ludności, klasa robotników i
klasa kapitalistów. Kupczenie własnością ziemską, przekształcenie jej w towar, jest oznaką
ostatecznego upadku starej arystokracji i ostatecznego ukształtowania się arystokracji pieniądza.
1. Dalecy jesteśmy od sentymentalnych łez, które z tego powodu wylewają romantycy. Mylą oni
stale nikczemność, która tkwi w kupczeniu ziemią, z całkiem racjonalnymi, w ramach własności
prywatnej nieuniknionymi i poŜądanymi konsekwencjami zawartymi w kupczeniu prywatną
własnością ziemi. A przede wszystkim, juŜ feudalna własność ziemska jest w istocie ziemią
wyszachrowaną, ziemią wyobcowaną od człowieka, i dlatego przeciwstawiającą mu się w
osobach nielicznych wielkich panów.
JuŜ feudalne władanie ziemią zawiera w sobie panowanie ziemi nad ludźmi jako władzę jakiejś
obcej im siły. Poddany jest dodatkiem do ziemi. Tak samo ordynat, pierworodny syn, naleŜy do
ziemi. Ona go dziedziczy. W ogóle od władania ziemią zaczyna się panowanie własności
prywatnej; władanie ziemią jest jej podstawą. Ale w feudalnej posiadłości ziemskiej pan
przynajmniej wydaje się królem posiadłości. Tak samo istnieje jeszcze pozór bardziej intymnych
więzów między posiadaczem a ziemią niŜ więzy samego rzeczowego bogactwa. Posiadłość
indywidualizuje się wraz ze swym panem, nosi wraz z nim jego tytuł baronowski czy hrabiowski,
posiada jego przywileje, jego jurysdykcję, jego pozycję polityczną itd. Stanowi nieorganiczne
ciało swego pana. Stąd przysłowie: nulle terre sans maître [nie ma ziemi bez pana], które wyraŜa
zrośnięcie się majestatu z posiadaniem ziemi. Tak samo panowanie własności ziemskiej nie
występuje bezpośrednio jako panowanie nagiego kapitału. Ci, którzy do niej naleŜą, traktują ją
raczej jako ojczyznę. Jest to dychawiczna odmiana narodowości.
Feudalna własność ziemska nadaje imię swemu panu tak samo jak królestwo swemu królowi.
Historia jego rodu, historia jego domu itd. - wszystko to indywidualizuje jego posiadłość i czyni
ją formalnie jego domem, personifikuje ją. Tak samo ci, którzy uprawiają posiadłość, nie
występują jako najemnicy pracujący na dniówką, lecz po części sami jako poddani są własnością
pana, po części pozostają z nim w stosunkach opartych na uszanowaniu, podległości i
powinnościach. Jego pozycja wobec nich nosi zatem charakter bezpośrednio polityczny, a
ponadto ma pewną stronę emocjonalną. Obyczaje, charakter itd. są w kaŜdej posiadłości
odmienne i niejako z nią zrośnięte, podczas gdy później juŜ tylko sakiewka pańska, a nie
charakter i osobowość, wiąŜe ludzi z posiadłością. Wreszcie pan nie usiłuje ciągnąć z posiadłości
maksimum moŜliwych korzyści. Raczej spoŜywa to, co ma, i w spokoju ducha pozostawia troskę
o zaopatrzenie poddanym i dzierŜawcom. Oto szlachecki stosunek do własności ziemskiej, który
opromienia jej pana nimbem romantyczności.
Trzeba usunąć te pozory, trzeba, Ŝeby własność ziemska, ten korzeń własności prywatnej, została
całkowicie wciągnięta w ruch własności prywatnej i stała się towarem; Ŝeby panowanie
właściciela wystąpiło jako panowanie samej własności prywatnej, kapitału, bez wszelkiej
politycznej tynktury; Ŝeby stosunki między właścicielem i robotnikiem sprowadziły się do
ekonomicznego stosunku między wyzyskiwaczem i wyzyskiwanym; Ŝeby znikł wszelki osobisty
stosunek właściciela do jego własności i Ŝeby stała się ona jedynie rzeczowym, materialnym
bogactwem; Ŝeby miejsce małŜeństwa z ziemią dla honoru zajęło małŜeństwo z wyrachowania i
Ŝ
eby ziemia tak samo jak człowiek spadła do rzędu wartości, będącej przedmiotem handlu.
Trzeba, Ŝeby brudny egoizm, z którego wyrasta własność ziemska, wystąpił równieŜ w swej
cynicznej postaci. Trzeba, Ŝeby monopol statyczny przekształcił się w monopol pełen ruchu i nie
zaznający spokoju, w konkurencję, a próŜniacze rozkoszowanie się cudzą krwawicą - w
oŜywiony handel tą krwawicą. Wreszcie trzeba, Ŝeby w tej konkurencji własność ziemska w
postaci kapitału okazała swe panowanie zarówno nad klasą robotniczą, jak i nad samymi
właścicielami, rujnowanymi lub awansowanymi przez prawa ruchu kapitału. Wówczas to miejsce
ś
redniowiecznego przysłowia: nulle terre sans seigneur zajmuje nowoczesne przysłowie: l'argent
n'a pas de maître [pieniądz nie zna pana], które dobitnie wyraŜa panowanie martwej materii nad
człowiekiem.
2. Co się tyczy sporu na temat: dzielić posiadłości ziemskie czy nie dzielić, naleŜy zauwaŜyć, co
następuje:
Podział posiadłości ziemskich stanowi zaprzeczenie wielkiego monopolu własności ziemskiej,
znosi go, ale jedynie poprzez nadanie mu charakteru powszechnego. Nie znosi podstawy
monopolu, własności prywatnej. Atakuje formę istnienia monopolu, nie zaś jego istotę. W
wyniku tego podzielona własność pada ofiarą praw własności prywatnej. Podział posiadłości
ziemskich odpowiada mianowicie ruchowi konkurencji w przemyśle. Prócz ujemnych skutków
ekonomicznych, jakie przynosi podział narzędzi i rozproszenie pracy (rozproszenie to naleŜy
dokładnie odróŜniać od podziału pracy: pracy nie dzieli się tu między wiele osób, lecz tę samą
pracę wykonuje kaŜdy z osobna, mamy tu uwielokrotnienie tej samej pracy), podział ten
przekształca się nieuchronnie, podobnie jak konkurencja w przemyśle, w akumulację.
Dlatego teŜ tam, gdzie dochodzi do podziału posiadłości ziemskich, nie pozostaje nic innego, jak
tylko albo powrót do monopolu w postaci jeszcze bardziej odraŜającej, albo negacja samego
podziału posiadłości ziemskich, zniesienie go. Nie jest to jednak powrót do własności feudalnej,
lecz zniesienie prywatnej własności ziemi w ogóle. Pierwsze zniesienie monopolu jest zawsze
jednoznaczne z nadaniem mu powszechnego charakteru, z jego rozszerzeniem. Zniesienie
monopolu, który upowszechnił się i doszedł do moŜliwie najpełniejszego rozwoju, jest
jednoznaczne z jego całkowitym unicestwieniem. Zrzeszenie w zastosowaniu do ziemi podziela
ekonomiczne walory wielkiej własności ziemskiej i ono dopiero realizuje pierwotną tendencję
podziału, mianowicie równość, a takŜe przywraca emocjonalny stosunek człowieka do ziemi,
urzeczywistniając go w sposób racjonalny, a nie za pośrednictwem poddaństwa, panowania i
niedorzecznej mistyki własności, ziemia bowiem przestaje być przedmiotem kupczenia i dzięki
wolnej pracy i wolnemu uŜywaniu znowu staje się prawdziwą, osobistą własnością człowieka.
Wielką zaletą podziału jest to, Ŝe tu masy, które nie godzą się na dalszą pańszczyźnianą niewolę,
giną od własności inaczej niŜ w przemyśle.
Co się tyczy wielkiej własności ziemskiej, to jej obrońcy utoŜsamiają wszędzie w sofistyczny
sposób korzyści ekonomiczne, jakie daje wielka gospodarka rolna, z wielką własnością ziemską,
jak gdyby nie dostrzegali, Ŝe korzyści te właśnie dopiero dzięki zniesieniu własności osiągają
maksymalne rozmiary i stają się poŜyteczne dla społeczeństwa. Podobnie szydzą oni z
szachrajskiego ducha drobnej własności, jak gdyby wielka własność ziemska nie kryła w sobie
szachrajstwa, nawet juŜ w swej formie feudalnej, a cóŜ dopiero mówić o współczesnej formie
angielskiej, w której feudalizm wielkiego właściciela ziemskiego łączy się z szachrajstwem i
przedsiębiorczością dzierŜawcy.
Rzecznicy wielkiej własności ziemskiej mogą zrewanŜować się tym samym zarzutem monopolu,
który wysuwają rzecznicy podziału posiadłości ziemskich, gdyŜ równieŜ podział opiera się na
monopolu własności prywatnej; podobnie rzecznicy podziału posiadłości ziemskich mogą
zrewanŜować się rzecznikom wielkiej własności ziemskiej zarzutem podziału, gdyŜ i tam panuje
podział, tyle Ŝe w sztywnej, zastygłej postaci. W ogóle własność prywatna opiera się przecieŜ na
podziale. Zresztą podział własności prowadzi z powrotem do wielkiej własności jako bogactwa
kapitalistycznego, a feudalna własność ziemska musi nieuchronnie ulec z czasem podziałowi lub
przynajmniej wpaść w ręce kapitalistów, choćby nie wiem jak się od tego wykręcała.
Albowiem wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, rzuca przewaŜającą część ludności w
objęcia przemysłu, a własnych robotników doprowadza do skrajnej nędzy. Rodzi więc ona i
wzmaga potęgę swego wroga, kapitału, przemysłu, oddając w jego ręce biedotę i w ogóle całą
działalność w kraju. Sprawia, Ŝe większość ludności kraju staje się przemysłowa, a więc staje się
przeciwnikiem wielkiej własności ziemskiej. A gdy przemysł osiągnie wielką potęgę, jak to
widać obecnie w Anglii, odbiera stopniowo wielkiej własności ziemskiej jej monopol wobec
zagranicy i rzuca ją w wir konkurencji z własnością ziemską innych krajów. Pod panowaniem
przemysłu własność ziemska mogła bowiem zabezpieczyć swą feudalną wielkość tylko dzięki
monopolom wobec zagranicy, broniąc się w ten sposób przed ogólnymi prawami handlu,
sprzecznymi z jej feudalną istotą. Raz rzucona w wir konkurencji, podlega prawom konkurencji
jak kaŜdy inny wciągnięty do niej towar. Tak samo się chwieje, rośnie i maleje, przechodzi z rąk
do rąk, i Ŝadna ustawa nie zdoła juŜ jej utrzymać w rękach niewielu predestynowanych do tego
osób. Bezpośrednim skutkiem jest rozdrobnienie jej między wielu właścicieli, a w kaŜdym razie
podporządkowanie władzy kapitału przemysłowego.
Wreszcie, jeśli wielka własność ziemska zostaje w ten sposób przemocą utrzymana i rodzi obok
siebie potęŜny przemysł, to jeszcze szybciej doprowadza to do kryzysu niŜ podział własności
ziemskiej, przy którym potęga przemysłu zachowuje wciąŜ jeszcze znaczenie drugorzędne.
Wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, straciła juŜ na tyle swój feudalny charakter i
nabrała charakteru przemysłowego, Ŝe usiłuje zbijać moŜliwie jak najwięcej pieniędzy. Przynosi
ona właścicielowi maksymalnie wysoką rentę gruntową, a dzierŜawcy - maksymalnie wysoki
zysk z jego kapitału. Dlatego teŜ zarobki robotników rolnych ograniczają się do minimum, a
klasa dzierŜawców reprezentuje juŜ w łonie własności ziemskiej potęgę przemysłu i kapitału.
Wskutek konkurencji z zagranicą renta gruntowa przewaŜnie przestaje juŜ stanowić
wystarczający dochód. Wielka część właścicieli ziemskich musi zająć miejsce dzierŜawców,
których część stacza się w ten sposób do szeregów proletariatu. Z drugiej strony równieŜ wielu
dzierŜawców moŜe zawładnąć własnością ziemską, gdyŜ wielcy właściciele, którzy dzięki
łatwym dochodom stają się po większej części utracjuszami, przewaŜnie juŜ nie nadają się do
prowadzenia gospodarki rolnej na wielką skalę, gdyŜ nie posiadają ani kapitału, ani
odpowiednich kwalifikacji. Tak więc równieŜ część z nich doszczętnie się rujnuje. Wreszcie
ograniczoną do minimum płacę roboczą trzeba jeszcze bardziej ograniczyć, by móc wytrzymać
nową konkurencję. A to prowadzi nieuchronnie do rewolucji.
Własność ziemska musiała rozwijać się zarówno w jeden, jak i w drugi sposób, by i w jednym, i
w drugim przypadku doczekać się nieuchronnej zagłady, podobnie jak przemysł zarówno w
postaci monopolu, jak i w postaci konkurencji musiał dojść do ruiny, by nauczyć się wierzyć w
człowieka.
[Praca wyobcowana]
Wyszliśmy z przesłanek ekonomii politycznej. Zgodziliśmy się na jej język i jej prawa.
Przyjęliśmy jako załoŜenie własność prywatną, oddzielenie od siebie pracy, kapitału i ziemi oraz
płacy roboczej, zysku z kapitału i renty gruntowej; następnie podział pracy, konkurencję, pojęcie
wartości wymiennej itd. Na podstawie samej ekonomii politycznej, uŜywając jej własnych słów,
pokazaliśmy, Ŝe robotnik spada do poziomu towaru, i to najlichszego towaru, Ŝe nędza robotnika
pozostaje w odwrotnym stosunku do mocy i rozmiarów jego produkcji, Ŝe nieuchronnym
wynikiem konkurencji jest akumulacja kapitału w ręku nielicznych osób, to znaczy przywrócenie
jeszcze straszliwszego monopolu, wreszcie, Ŝe róŜnica między kapitalistą a rentierem ziemskim,
jak i róŜnica między rolnikiem a robotnikiem przemysłowym zanika i całe społeczeństwo musi
się rozpaść na dwie klasy: właścicieli i pozbawionych własności robotników.
Punktem wyjścia ekonomii politycznej jest fakt własności prywatnej. Faktu tego ekonomia
polityczna nie wyjaśnia. Ujmuje materialny proces, który własność prywatna przebywa w
rzeczywistości, w ogólne, abstrakcyjne formuły, które mają dla niej następnie walor praw. Nie
rozumie tych praw, tzn. nie wykazuje, jak wynikają z istoty własności prywatnej. Ekonomia
polityczna nie wyjaśnia nam wcale przyczyn oddzielenia się od siebie pracy i kapitału, kapitału i
ziemi. Kiedy np. określa stosunek płacy roboczej do zysku z kapitału, to ostateczną przyczynę
upatruje w interesie kapitalisty, tzn. zakłada to, co ma wykazać. Podobnie ma się wszędzie
wciskać konkurencja. Wyjaśnia się ją okolicznościami zewnętrznymi. Ekonomia polityczna nie
mówi nam nic o tym, w jakim stopniu te zewnętrzne, pozornie przypadkowe okoliczności
stanowią jedynie przejaw koniecznego rozwoju. Widzieliśmy, Ŝe nawet wymiana wydaje się jej
czymś przypadkowym. Jedyne koła napędowe, jakie ekonomista puszcza w ruch, to chciwość i
wojna między chciwcami, konkurencja.
Właśnie dlatego, Ŝe ekonomia polityczna nie rozumie wzajemnego związku, jaki istnieje w tym
ruchu, moŜna było np. teorię konkurencji przeciwstawić teorii monopolu, teorię wolności
przemysłowej teorii korporacji, teorię podziału posiadłości ziemskich teorii wielkiej własności
ziemskiej, gdyŜ konkurencję, wolność przemysłową, podział posiadłości ziemskich rozpatrywano
i rozumiano tylko jako przypadkowe, zamierzone, narzucone przemocą, a nie jako konieczne,
nieuchronne, naturalne następstwa monopolu, korporacji i własności feudalnej.
Musimy więc teraz zrozumieć istotny związek między własnością prywatną, Ŝądzą posiadania,
oddzieleniem się od siebie pracy, kapitału i własności ziemskiej, między wymianą a konkurencją,
między wartością a deprecjacją ludzi, między monopolem a konkurencją itd., między całą tą
alienacją a systemem pienięŜnym.
Nie przenośmy się, jak ekonomista, kiedy chce coś wyjaśnić, w urojony stan pierwotny. Taki stan
pierwotny nic nie wyjaśnia. Przenosi to tylko pytanie w siną, mglistą dal. Ekonomista zakłada w
postaci faktu, zdarzenia, to, co ma wyprowadzić, mianowicie konieczny związek między dwiema
rzeczami, np. między podziałem pracy i wymianą. Tak teologia wyjaśnia pochodzenie zła
grzechem pierworodnym, tzn. zakłada, jako fakt, w postaci historii, to, co ma wyjaśnić. Dla nas
punktem wyjścia jest współczesny fakt ekonomiczny. Robotnik uboŜeje tym bardziej, im więcej
produkuje bogactwa, im bardziej wzrasta moc i ilość jego produkcji. Robotnik staje się towarem
tym tańszym, im więcej towarów wytwarza. W miarę jak rośnie wartość świata rzeczy, zwiększa
się wprost proporcjonalnie deprecjacja świata ludzi. Praca wytwarza nie tylko towary; wytwarza
samą siebie i robotnika jako towar, i to w takim stosunku, w jakim w ogóle wytwarza towary.
Fakt ten wyraŜa tylko tyle: przedmiot, który praca wytwarza, jej produkt, przeciwstawia się jej
jako jakaś obca istota, jako siłą niezaleŜna od wytwórcy. Produkt pracy jest pracą utrwaloną w
przedmiocie, pracą, która przybrała formę rzeczy, jest uprzedmiotowieniem pracy.
Urzeczywistnieniem pracy jest jej uprzedmiotowienie. W tym stanie rzeczy, o jakim traktuje
ekonomia polityczna, to urzeczywistnienie pracy występuje jako odrzeczywistnienie robotnika,
uprzedmiotowienie występuje jako utrata przedmiotu i dostanie się w jego niewolę, przyswojenie
- jako wyobcowanie, jako alienacja.
Urzeczywistnienie pracy oznacza, tak daleko idące odrzeczywistnienie, Ŝe robotnik zostaje
odrzeczywistniony aŜ do śmierci głodowej włącznie. Uprzedmiotowienie oznacza, utratę
przedmiotu tak dalece, Ŝe robotnik zostaje obrabowany z przedmiotów najniezbędniejszych nie
tylko do Ŝycia, lecz i do pracy. Ba, sama praca staje się przedmiotem, który robotnik moŜe
zdobywać tylko z najwyŜszym wysiłkiem i bardzo nieregularnie. Przyswojenie przedmiotu
oznacza tak daleko idące wyobcowanie, Ŝe im więcej przedmiotów robotnik produkuje, tym
mniej moŜe posiadać i tym bardziej dostaje się we władzę swego produktu, kapitału.
Wszystkie te następstwa zawarte są juŜ w określeniu, Ŝe robotnik pozostaje do produktu swojej
pracy w takim stosunku, jak do obcego przedmiotu. Bo z tego załoŜenia wynika jasno, Ŝe im
bardziej robotnik się spracowuje, tym potęŜniejszy staje się obcy świat przedmiotów, który
tworzy jako coś, co mu się przeciwstawia, tym uboŜszy staje się on sam, jego świat wewnętrzny,
tym mniej jest jego własnością. Podobnie jest z religią. Im więcej człowiek wkłada w boga, tym
mniej zachowuje w sobie samym. Robotnik wkłada w przedmiot swoje Ŝycie; lecz odtąd naleŜy
ono juŜ nie do niego, tylko do przedmiotu. Im bardziej wzrasta więc ta działalność, tym bardziej
bezprzedmiotowy jest robotnik. Co jest produktem jego pracy, nie jest nim samym. Dlatego teŜ
im większy jest ten produkt, tym mniej przedstawia on sam. Alienacja robotnika we własnym
produkcie oznacza nie tylko to, Ŝe jego praca staje się przedmiotem, bytem zewnętrznym, lecz i
to, Ŝe istnieje poza nim, niezaleŜnie od niego, jako coś obcego, i Ŝe staje się wobec niego
samodzielną potęgą, Ŝe Ŝycie, które dał przedmiotowi, przeciwstawia mu się wrogo i obco.
Rozpatrzmy teraz dokładniej uprzedmiotowienie, produkcję robotnika, a w niej - wyobcowanie,
utratę przedmiotu, jego produktu.
Robotnik nie moŜe nic tworzyć bez przyrody, bez zmysłowego świata zewnętrznego. Jest to
materia, w której urzeczywistnia się praca robotnika; w niej on działa, z niej i za pomocą niej
produkuje.
Lecz przyroda daje pracy środki do Ŝycia nie tylko w tym znaczeniu, Ŝe praca nie moŜe Ŝyć bez
przedmiotu jej uprawiania; przyroda dostarcza środków do Ŝycia równieŜ w węŜszym znaczeniu,
mianowicie środków fizycznej egzystencji samego robotnika.
Im bardziej więc robotnik przyswaja sobie dzięki swej pracy świat zewnętrzny, zmysłową
przyrodę, tym bardziej pozbawia siebie środków do Ŝycia, i to w dwojakim znaczeniu, gdyŜ, po
pierwsze, zmysłowy świat zewnętrzny coraz bardziej przestaje być przedmiotem pracy robotnika,
ś
rodkiem do Ŝycia jego pracy, oraz po drugie, coraz bardziej przestaje być środkiem do śycia w
znaczeniu bezpośrednim, środkiem umoŜliwiającym fizyczną egzystencję robotnika.
Robotnik staje się zatem niewolnikiem swego przedmiotu w tym dwojakim znaczeniu, Ŝe po
pierwsze, Ŝywi, utrzymuje przedmiot pracy, tzn. pracę, i po drugie, Ŝe utrzymuje środki swej
fizycznej egzystencji. A więc po pierwsze, Ŝe moŜe istnieć jako robotnik, a po drugie, Ŝe moŜe
istnieć jako podmiot fizyczny. Szczytem tej niewoli jest fakt, Ŝe juŜ tylko w charakterze robotnika
moŜe utrzymać się jako podmiot fizyczny i Ŝe robotnikiem jest juŜ tylko jako podmiot fizyczny.
(Wyobcowanie robotnika w jego przedmiocie wyraŜa się według praw ekonomicznych w ten
sposób, Ŝe im więcej robotnik produkuje, tym mniej moŜe konsumować, im więcej tworzy
wartości, tym bardziej staje się bezwartościowy, wzgardzony, im piękniejszego kształtu jest jego
produkt, tym bardziej kaleki jest robotnik, im bardziej cywilizowany jego produkt, tym bardziej
barbarzyński staje się on sam, im bardziej rośnie potęga pracy, tym bardziej bezsilny staje się
robotnik, im większej inteligencji wymaga praca, tym bardziej tępy i ujarzmiony przez przyrodę
staje się sam robotnik).
Ekonomia polityczna zataja wyobcowanie zawarte w istocie pracy przez to, Ŝe nie rozpatruje
bezpośredniego stosunku między robotnikiem (pracą) a produkcją. Bo w istocie rzeczy praca
stwarza cuda dla bogatych, a dla robotnika nędzę. Wznosi pałace, a dla robotnika nory. Stwarza
piękno, a robotnika czyni kaleką. Zastępuje pracę maszynami, ale część robotników wprzęga na
powrót w jarzmo barbarzyńskiej pracy, z drugiej zaś części robi maszyny. Tworzy bogactwa
duchowe, a robotnikowi niesie tępotę i kretynizm.
Bezpośrednim stosunkiem pracy do jej produktów jest stosunek robotnika do przedmiotów jego
produkcji. Stosunek bogacza do przedmiotów produkcji i do samej produkcji jest tylko
konsekwencją tamtego stosunku. I potwierdza go. Tę drugą stronę rozpatrzymy później.
Kiedy więc pytamy, na czym polega istota stosunku pracy, to pytamy o stosunek robotnika do
produkcji.
Dotychczas rozpatrywaliśmy wyobcowanie, alienację robotnika tylko od jednej strony,
mianowicie jego stosunek do produktów własnej pracy. Ale wyobcowanie ujawnia się nie tylko
w końcowym wyniku, lecz i w samym akcie produkcji, w samej działalności produkcyjnej. JakŜe
robotnik mógłby przeciwstawiać się produktowi swej pracy jako czemuś obcemu, jeśliby w
samym akcie produkcji nie dokonywało się jego samowyobcowanie? Produkt jest przecieŜ tylko
podsumowaniem działalności, produkcji. JeŜeli więc produktem pracy jest alienacja, to i sama
produkcja musi być alienacją czynną, alienacją czynności, czynnością alienacji. W wyobcowaniu
przedmiotu pracy podsumowuje się tylko wyobcowanie, alienacja w czynności samej pracy.
Na czym więc polega alienacja pracy?
Po pierwsze na tym, Ŝe praca jest dla robotnika czymś zewnętrznym, tzn. nie naleŜy do jego
istoty, Ŝe wobec tego robotnik nie potwierdza się w swojej pracy, lecz zaprzecza, nie czuje się
zadowolony, lecz nieszczęśliwy, nie rozwija swobodnie energii fizycznej i duchowej, lecz
umartwia swe ciało i rujnuje się duchowo. Robotnik czuje się zatem sobą dopiero poza pracą, a w
procesie pracy nie czuje się sobą. Czuje się swobodnie, gdy nie pracuje, a gdy pracuje, czuje się
skrępowany. ToteŜ praca jego nie jest dobrowolną, lecz narzuconą, jest pracą przymusową. Nie
jest ona zaspokojeniem potrzeby pracy, lecz tylko środkiem do zaspokojenia potrzeb poza nią. Jej
obcość uwidacznia się wyraźnie w tym, Ŝe gdy tylko nie ma przymusu fizycznego czy jakiegoś
innego, człowiek ucieka od niej jak od zarazy. Praca zewnętrzna, praca, w której człowiek się
alienuje, to składanie w ofierze siebie samego, umartwianie się. Wreszcie zewnętrzny w stosunku
do robotnika charakter pracy uwidacznia się w tym, Ŝe nie jest ona jego własnością, lecz
własnością kogoś innego, Ŝe do niego nie naleŜy, Ŝe nie naleŜy on w procesie pracy do samego
siebie, lecz do kogoś innego. Podobnie jak w religii własna aktywność fantazji ludzkiej,
ludzkiego mózgu i ludzkiego serca wywiera wpływ na jednostkę niezaleŜnie od niej, tzn. jako
siła obca, boska czy diabelska, tak i działalność robotnika nie jest jego własną działalnością.
NaleŜy do kogoś innego, jest utratą samego siebie.
Dochodzi więc do tego, Ŝe człowiek (robotnik) odczuwa jako nieprzymuszone tylko swoje
funkcje zwierzęce, jedzenie, picie i płodzenie, co najwyŜej jeszcze mieszkanie, ubieranie się itd.,
i w swych funkcjach ludzkich czuje się tylko zwierzęciem. To, co zwierzęce, staje się ludzkie, a
to, co ludzkie, zwierzęce.
Co prawda, jedzenie, picie, płodzenie itd. to równieŜ funkcje prawdziwie ludzkie. JednakŜe w
abstrakcji, która odrywa je od pozostałej działalności ludzkiej i czyni ostatecznym i wyłącznym
celem głównym, mają charakter zwierzęcy.
Rozpatrzyliśmy akt wyobcowania praktycznej działalności ludzkiej, pracę, od dwóch stron. 1.
Stosunek robotnika do produktu pracy jako do obcego przedmiotu, który nad nim panuje.
Stosunek ten jest zarazem stosunkiem do zewnętrznego świata zmysłowego, do przedmiotów
przyrody, jako obcego świata, który mu się wrogo przeciwstawia. 2. Stosunek pracy do aktu
produkcji w procesie pracy. Stosunek ten jest stosunkiem robotnika do jego własnej działalności
jako do działalności obcej, nie naleŜącej do niego. Działalność jako pasywność, siła jako niemoc,
płodzenie jako trzebienie, własna fizyczna i duchowa energia robotnika, jego Ŝycie osobiste - bo
czymŜe jest Ŝycie jeśli nie działalnością - jako działalność zwrócona przeciwko niemu samemu,
niezaleŜna od niego, nie naleŜąca do niego. Samowyobcowanie jak powyŜej wyobcowanie rzeczy.
Musimy teraz wyprowadzić z obu poprzednich jeszcze trzecie określenie pracy wyobcowanej.
Człowiek jest istotą gatunkową nie tylko dlatego, Ŝe praktycznie i teoretycznie czyni swym
przedmiotem gatunek, zarówno własny, jak i gatunek pozostałych rzeczy, lecz równieŜ dlatego -
a to jest tylko inny wyraz tej samej rzeczy - Ŝe odnosi się do siebie samego jako do istniejącego,
Ŝ
yjącego gatunku, Ŝe odnosi się do siebie jako do istoty uniwersalnej i dlatego wolnej.
ś
ycie gatunkowe, zarówno człowieka, jak i zwierzęcia, polega pod względem fizycznym, po
pierwsze, na tym, Ŝe człowiek (jak i zwierzę) Ŝyje przyrodą nieorganiczną, a im uniwersalniejszy
jest człowiek od zwierzęcia, tym uniwersalniejszy jest zakres przyrody nieorganicznej, którą
Ŝ
yje. Tak jak pod względem teoretycznym rośliny, zwierzęta, kamienie, powietrze, światło itd.
stanowią część świadomości ludzkiej, bądź jako przedmioty przyrodoznawstwa, bądź jako
przedmioty sztuki -jego duchową przyrodę nieorganiczną, duchowy pokarm, który musi dopiero
przygotować do spoŜycia i przetrawienia - tak i pod względem praktycznym stanowią część
ludzkiego Ŝycia i ludzkiej działalności. Fizycznie człowiek Ŝyje tylko tymi produktami przyrody,
a występują one w postaci poŜywienia, opału, odzieŜy, mieszkania itd. Uniwersalność człowieka
uwidacznia się praktycznie właśnie w tej uniwersalności, która całą przyrodę czyni jego ciałem
nieorganicznym, zarówno jako 1. bezpośredni środek do Ŝycia, jak teŜ [2.] jako substancję,
przedmiot i narzędzie jego działalności Ŝyciowej. Przyroda, o ile sama nie jest ciałem ludzkim,
jest nieorganicznym ciałem człowieka. Człowiek Ŝyje przyrodą, znaczy to: przyroda jest jego
ciałem, z którym musi pozostawać w nieustannym procesie, by nie umrzeć. To, Ŝe fizyczne i
duchowe Ŝycie człowieka jest nierozdzielnie związane z przyrodą, znaczy tyle tylko, Ŝe przyroda
jest nierozdzielnie związana z sobą samą, gdyŜ człowiek jest częścią przyrody.
PoniewaŜ praca wyobcowana czyni człowiekowi obcymi 1. przyrodę, 2. samą siebie, jego własną
czynną funkcję, jego działalność Ŝyciową, to czyni mu obcym gatunek; sprawia, Ŝe Ŝycie
gatunkowe staje się dlań jedynie środkiem Ŝycia indywidualnego. Po pierwsze, wyobcowuje
Ŝ
ycie gatunkowe i Ŝycie indywidualne, a po drugie, czyni z Ŝycia indywidualnego w jego
abstrakcyjnej postaci - cel Ŝycia gatunkowego, równieŜ w jego abstrakcyjnej i wyobcowanej
postaci.
Po pierwsze bowiem praca, działalność Ŝyciowa, samo Ŝycie produkcyjne, staje się dla człowieka
tylko środkiem zaspokojenia jednej jego potrzeby, potrzeby zachowania egzystencji fizycznej. A
Ŝ
ycie produkcyjne jest Ŝyciem gatunkowym. Jest to Ŝycie wytwarzające Ŝycie. W sposobie
działalności Ŝyciowej zawiera się cały charakter danej species, jej charakter gatunkowy - a wolna,
ś
wiadoma działalność stanowi charakter gatunkowy człowieka. śycie samo staje się tylko
ś
rodkiem do Ŝycia. Zwierzę jest bezpośrednio toŜsame ze swoją działalnością Ŝyciową. Nie
odróŜnia się od niej. Jest nią. Człowiek czyni samą swą działalność Ŝyciową przedmiotem
własnej woli i świadomości. Jego działalność Ŝyciowa jest świadoma. Nie jest czymś, z czym
człowiek bezpośrednio stapia się w jedno. Świadoma działalność Ŝyciowa odróŜnia człowieka
bezpośrednio od działalności Ŝyciowej zwierząt. Właśnie tylko dzięki temu jest on istotą
gatunkową. Czyli Ŝe jest istotą świadomą, tzn. jego własne Ŝycie jest dla niego przedmiotem
właśnie dlatego, Ŝe jest on istotą gatunkową. Tylko dlatego jego działalność jest działalnością
wolną. Praca wyobcowana odwraca ten stosunek w taki sposób, iŜ człowiek, właśnie dlatego, Ŝe
jest istotą świadomą, czyni ze swej działalności Ŝyciowej, ze swej istoty, jedynie środek swej
egzystencji.
Praktyczne wytwarzanie świata przedmiotowego, przetwarzanie przyrody nieorganicznej jest
przyświadczeniem człowieka jako świadomej istoty gatunkowej, tzn. istoty, która odnosi się do
gatunku jako do swej własnej istoty, czyli do siebie jako do istoty gatunkowej. Wprawdzie i
zwierzę produkuje. Buduje sobie gniazdo, mieszkanie, jak pszczoła, bóbr, mrówka itd. Ale
zwierzę produkuje tylko to, czego potrzebuje bezpośrednio dla siebie albo dla swego potomstwa;
produkuje jednostronnie, podczas gdy człowiek produkuje wszechstronnie; zwierzę produkuje
tylko pod działaniem bezpośredniej potrzeby fizycznej, podczas gdy człowiek produkuje będąc
nawet wolnym od fizycznej potrzeby i naprawdę dopiero wtedy produkuje, gdy jest od niej
wolny; zwierzę produkuje tylko siebie samo, podczas gdy człowiek reprodukuje całą przyrodę;
produkt zwierzęcia jest bezpośrednio związany z jego organizmem fizycznym, podczas gdy
człowiek jest wolny w stosunku do swego produktu. Zwierzę formuje tylko na miarę i
odpowiednio do potrzeb swojej species, podczas gdy człowiek potrafi produkować na miarę
kaŜdego gatunku i stosować do kaŜdego przedmiotu właściwą miarę; dlatego teŜ człowiek
formuje równieŜ według praw piękna.
ToteŜ
właśnie
przetwarzanie
ś
wiata
przedmiotowego
stanowi
dopiero
rzeczywiste
przyświadczenie człowieka jako istoty gatunkowej. Produkcja ta jest jego czynnym Ŝyciem
gatunkowym. Dzięki niej przyroda staje się jego dziełem i jego rzeczywistością. Przedmiot pracy
jest więc uprzedmiotowieniem Ŝycia gatunkowego człowieka: człowiek podwaja się nie tylko
intelektualnie, jak w świadomości, lecz czynnie, rzeczywiście, i ogląda siebie w stworzonym
przez siebie świecie. A więc praca wyobcowana, wydzierając człowiekowi przedmiot jego
produkcji, wydziera mu tym samym jego Ŝycie gatunkowe, jego rzeczywistą gatunkową
przedmiotowość, i zmienia jego wyŜszość nad zwierzęciem w upośledzenie, polegające na tym,
Ŝ
e zostaje on pozbawiony swego ciała nieorganicznego, przyrody.
Podobnie praca wyobcowana, degradując samorzutną, wolną działalność do roli środka, czyni
Ŝ
ycie gatunkowe człowieka środkiem jego egzystencji fizycznej.
Ś
wiadomość swego gatunku, jaką ma człowiek, zmienia się zatem wskutek wyobcowania tak, Ŝe
Ŝ
ycie gatunkowe staje się dlań środkiem.
Praca wyobcowana czyni więc:
3. gatunkową istotę człowieka, zarówno przyrodę, jak i jego duchowe własności gatunkowe,
istotą dlań obcą, środkiem jego egzystencji indywidualnej. Czyni człowiekowi obcym zarówno
jego własne ciało, jak i przyrodę zewnętrzną, jak równieŜ jego istotę duchową, jego istotę ludzką.
4. Bezpośrednią konsekwencją tego, Ŝe człowiekowi obcy staje się produkt jego pracy, jego
działalność Ŝyciowa, jego istota gatunkowa, jest to, Ŝe człowiekowi obcy staje się człowiek. Gdy
człowiek przeciwstawia się samemu sobie, to przeciwstawia się mu inny człowiek. Co dotyczy
stosunku człowieka do jego pracy, do produktu jego pracy i do siebie samego, dotyczy równieŜ
stosunku człowieka do innego człowieka oraz do pracy i przedmiotu pracy innego człowieka,
W ogóle twierdzenie, Ŝe człowiekowi stała się obca jego istota gatunkowa, znaczy, Ŝe jeden
człowiek stał się obcy drugiemu, a kaŜdy - istocie człowieczeństwa.
Wyobcowanie człowieka, w ogóle wszelki stosunek, w jakim człowiek pozostaje do siebie
samego, urzeczywistnia się, wyraŜa się dopiero w stosunku, w jakim człowiek pozostaje do
innych ludzi.
A zatem w warunkach pracy wyobcowanej kaŜdy człowiek traktuje drugiego według miernika i
stosunku, w jakim znajduje się sam jako robotnik.
Naszym punktem wyjścia był ekonomiczny fakt alienacji robotnika i jego produkcji.
Sformułowaliśmy pojęcie tego faktu: praca wyobcowana, wyalienowana. Zanalizowaliśmy to
pojęcie, a więc zanalizowaliśmy tylko fakt ekonomiczny.
Zobaczmy teraz z kolei, jak pojęcie pracy wyobcowanej, wyalienowanej musi się wyraŜać i
przedstawiać w rzeczywistym świecie.
Skoro produkt pracy jest mi obcy, przeciwstawia się mi jako obca siła, do kogo więc naleŜy?
Skoro moja własna działalność nie naleŜy do mnie, jest działalnością obcą, narzuconą, do kogo
więc naleŜy? Do jakiejś istoty innej niŜ ja. Kim jest ta istota?
Bogowie? Co prawda, w dawnych czasach najwaŜniejsza produkcja, jak np. budowa świątyń itd.
w Egipcie, Indiach, Meksyku, dokonuje się w słuŜbie bogów, a takŜe sam produkt naleŜy do
bogów. JednakŜe nigdy sami bogowie nie byli pracodawcami. Ani teŜ przyroda. I cóŜ to by była
za sprzeczność, gdyby człowiek, im bardziej podporządkowuje sobie dzięki pracy przyrodę, im
bardziej cuda bogów stają się zbędne dzięki cudom przemysłu, miał dla tych sił rezygnować z
radości produkowania i uŜywania produktu.
Obcą istotą, do której naleŜy praca i produkt pracy, która jest panem pracy i której uŜywaniu
słuŜy produkt pracy, moŜe być tylko sam człowiek.
Jeśli produkt pracy nie naleŜy do robotnika i przeciwstawia mu się jako obca siła, to jest to
moŜliwe tylko dlatego, Ŝe produkt pracy naleŜy do innego człowieka, nie do robotnika. Jeśli
działalność robotnika dla niego jest męką, to dla kogoś innego musi być źródłem uŜywania i
radości Ŝycia. Nie bogowie, nie przyroda, tylko sam człowiek moŜe być tą obcą siłą, panującą
nad człowiekiem.
NaleŜy ponadto wziąć pod uwagę sformułowane wyŜej twierdzenie, Ŝe stosunek człowieka do
siebie samego staje się dlań przedmiotowy, rzeczywisty dopiero poprzez jego stosunek do
drugiego człowieka. JeŜeli zatem produkt jego pracy, jego uprzedmiotowiona praca, jest dlań
przedmiotem obcym, wrogim, potęŜnym, odeń niezaleŜnym, to jest tak dlatego, Ŝe inny, obcy mu,
wrogi, potęŜny, niezaleŜny odeń człowiek jest panem tego przedmiotu. JeŜeli do swojej własnej
działalności odnosi się on jako do działalności niewolnej, to odnosi się do niej jako do
działalności w słuŜbie, pod panowaniem, pod przymusem i w jarzmie drugiego człowieka.
Wszelkie samowyobcowanie człowieka od siebie i przyrody przejawia się w stosunku, który
ustanawia on między sobą i przyrodą a innymi, róŜnymi od niego ludźmi. Stąd religijne
samowyobcowanie przejawia się z konieczności w stosunku człowieka świeckiego do kapłana
czy teŜ, jako Ŝe chodzi tu o świat intelektu, do jakiegoś świętego pośrednika itd. W praktycznym,
rzeczywistym świecie samowyobcowanie moŜe się przejawić tylko poprzez praktyczny,
rzeczywisty stosunek do innego człowieka. Sam środek, za pomocą którego dokonuje się
wyobcowanie, jest środkiem praktycznym. Przez pracę wyobcowaną człowiek kształtuje więc nie
tylko swój stosunek do przedmiotu i aktu produkcji jako do obcych i wrogich mu sił, ale
kształtuje równieŜ stosunek innych ludzi do swojej produkcji i swego produktu oraz swój
stosunek do innych ludzi. Przeistaczając swoją własną działalność produkcyjną w
odrzeczywistnienie siebie samego, w karę dla siebie, a swój własny produkt w stratę, w produkt
nie naleŜący do niego, stwarza tym samym panowanie tego, kto nie produkuje, nad produkcją i
nad produktem. Wyobcowując od siebie swoją własną działalność, przyswaja komuś obcemu
działalność doń nie naleŜącą.
Dotychczas rozpatrywaliśmy ten stosunek tylko od strony robotnika; dalej rozpatrzymy go takŜe
od strony nierobotnika.
OtóŜ poprzez pracę wyobcowaną, wyalienowaną robotnik kształtuje stosunek, w jakim pozostaje
do tej pracy człowiek, któremu jest ona obca, który stoi poza nią. Stosunek robotnika do pracy
kształtuje stosunek do niej kapitalisty, czy jak tam nazwać pracodawcę. Własność prywatna jest
więc produktem, wynikiem, konieczną konsekwencją pracy wyalienowanej, zewnętrznego
stosunku robotnika do przyrody i do siebie samego.
Pojęcie własności prywatnej otrzymujemy zatem w drodze analizy z pojęcia pracy
wyalienowanej, tzn. wyalienowanego człowieka, wyobcowanej pracy, wyobcowanego Ŝycia,
wyobcowanego człowieka.
Co prawda, biorąc za punkt wyjścia ekonomię polityczną otrzymaliśmy pojęcie pracy
wyalienowanej (wyalienowanego Ŝycia) jako rezultat ruchu własności prywatne). Ale analiza
tego pojęcia wykazuje, Ŝe chociaŜ własność prywatna występuje jako podstawa, jako przyczyna
pracy wyalienowanej, jest ona raczej jej następstwem, tak jak i bogowie pierwotnie są nie
przyczyną, lecz skutkiem zbłądzenia rozumu ludzkiego. Później stosunek ten przekształca się we
wzajemne oddziaływanie.
Dopiero w ostatecznym, kulminacyjnym punkcie rozwoju własności prywatnej znów odsłania się
ta jej tajemnica: własność prywatna okazuje się, z jednej strony, produktem pracy wyalienowanej,
z drugiej zaś - środkiem jej alienacji, realizacją tej alienacji.
Wyjaśnienie to rzuca od razu światło na róŜne nie rozwiązane dotąd sprzeczności.
1. Punktem wyjścia ekonomii politycznej jest praca jako właściwa dusza produkcji, a mimo to
pracy nie przyznaje ona nic, własności prywatnej zaś wszystko. Proudhon wyciągnął z tej
sprzeczności wnioski na korzyść pracy, przeciwko własności prywatnej. Widzimy jednak, Ŝe ta
pozorna sprzeczność jest sprzecznością pracy wyobcowanej z samą sobą i Ŝe ekonomia
polityczna wyraziła tylko prawa pracy wyobcowanej.
Widzimy więc równieŜ, Ŝe płaca robocza i własność prywatna są identyczne, gdyŜ istnienie
płacy, kiedy to produkt, przedmiot pracy, opłaca samą pracę, jest tylko koniecznym następstwem
wyobcowania pracy, boć w płacy praca występuje nie jako cel sam w sobie, lecz jako słuŜebnica
płacy. Rozwiniemy to później, a teraz wyciągniemy jeszcze tylko kilka wniosków.
Wymuszona przemocą podwyŜka płacy (nie mówiąc juŜ o wszelkich innych trudnościach, nie
mówiąc juŜ o tym, Ŝe jako anomalię moŜna by ją utrzymać równieŜ tylko przemocą) byłaby
zatem jedynie lepsza opłatą niewolników i nie zapewniłaby ani robotnikom, ani pracy ich
ludzkiego charakteru i godności.
Ba, nawet równość płac, której Ŝąda Proudhon, przekształca tylko stosunek obecnego robotnika
do pracy w stosunek wszystkich ludzi do pracy. Społeczeństwo zostaje tu ujęte jako abstrakcyjny
kapitalista.
Płaca jest bezpośrednim następstwem pracy wyobcowanej, a praca wyobcowana jest
bezpośrednią przyczyną własności prywatnej. Dlatego z upadkiem jednej musi upaść i druga.
2. Ze stosunku pracy wyobcowanej do własności prywatnej wynika następnie, Ŝe emancypacja
społeczeństwa z własności prywatnej itd., z niewoli, przybiera polityczną postać emancypacji
robotników, nie dlatego, by szło tylko o ich emancypację, lecz dlatego, Ŝe ich emancypacja
zawiera w sobie ogólną emancypację człowieka, a zawiera ją dlatego, Ŝe cała niewola
społeczeństwa zawarta jest w stosunku robotnika do produkcji, a wszelkie stosunki niewolące
człowieka są jedynie odmianami i następstwami tego stosunku.
Jak z pojęcia pracy wyobcowanej, wyalienowanej otrzymaliśmy w drodze analizy pojęcie
własności prywatnej, tak teŜ moŜna z pomocą obu tych czynników wywieść wszystkie
ekonomiczne kategorie, przy czym w kaŜdej z tych kategorii, jak np. w handlu, konkurencji,
kapitale, pieniądzu, odnajdziemy tylko pewien określony i rozwinięty wyraz tych pierwszych
załoŜeń.
Zanim jednak rozpatrzymy te kategorie, spróbujmy rozwiązać jeszcze dwa zadania.
1. Określić ogólną istotę własności prywatnej, jako rezultatu pracy wyalienowanej, w jej
stosunku do własności prawdziwie ludzkiej i społecznej.
2. Przyjęliśmy wyobcowanie pracy, jej alienację jako fakt i poddaliśmy ten fakt analizie. Nasuwa
się teraz pytanie, jak doszedł człowiek do alienacji, do wyobcowania swej pracy? Jakie
uzasadnienie znajduje to wyobcowanie w istocie rozwoju ludzkości? Wiele juŜ zrobiliśmy dla
rozwiązania tego zadania przekształcając zagadnienie pochodzenia własności prywatnej w
zagadnienie stosunku pracy wyalienowanej do procesu rozwoju ludzkości. Bo kiedy mowa o
własności prywatnej, sądzi się, Ŝe chodzi o rzecz istniejącą poza człowiekiem. Kiedy mowa o
pracy, chodzi bezpośrednio o samego człowieka. To nowe ujęcie zagadnienia zawiera juŜ jego
rozwiązanie.
Ad 1. Ogólna istota własności prywatnej i jej stosunek do własności prawdziwie ludzkiej.
Pracę wyalienowaną rozłoŜyliśmy na dwie części składowe, które się wzajemnie warunkują czy
teŜ są tylko róŜnymi wyrazami jednego i tego samego stosunku: przyswojenie występuje jako
wyobcowanie, jako alienacja; alienacja jako przyswojenie; wyobcowanie - jako prawdziwe
zyskanie praw obywatelstwa.
Rozpatrzyliśmy jedną stronę, pracę wyalienowaną w jej stosunku do samego robotnika, tzn.
stosunek pracy wyalienowanej do siebie samej. Jako produkt, jako nieuchronny rezultat tego
stosunku otrzymaliśmy stosunek własności nierobotnika do robotnika i pracy. Własność
prywatna jako materialny, sumaryczny wyraz pracy wyalienowanej obejmuje oba stosunki:
stosunek robotnika do pracy, do produktu jego pracy i do nierobotnika oraz stosunek
nierobotnika do robotnika i do produktu jego pracy.
Skoro juŜ przekonaliśmy się, Ŝe w odniesieniu do robotnika, który poprzez pracę przyswaja sobie
przyrodę, przyswojenie występuje jako wyobcowanie, działalność własna jako działalność dla
kogoś innego i jako działalność kogoś innego, Ŝycie jako ofiara z Ŝycia, produkcja przedmiotu
jako utrata przedmiotu na rzecz obcej siły, obcego człowieka, to rozpatrzmy teraz stosunek tego
obcego pracy i robotnikowi człowieka do robotnika, do pracy i do jej przedmiotu.
Po pierwsze, trzeba zauwaŜyć, Ŝe wszystko, co u robotnika występuje jako czynność alienacji,
wyobcowania, u nierobotnika występuje jako stan alienacji, wyobcowania.
Po drugie, Ŝe rzeczywisty, praktyczny stosunek robotnika w produkcji i do produktu (jako stan
ducha) występuje u przeciwstawiającego się mu nierobotnika jako stosunek teoretyczny.
Po trzecie. Nierobotnik czyni w stosunku do robotnika wszystko, co robotnik czyni w stosunku
do siebie samego, ale nie czyni w stosunku do siebie samego tego, co czyni w stosunku do
robotnika.
Rozpatrzmy dokładniej te trzy stosunki
131a
.
[Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał]
[...] stanowi procenty od jego kapitału
132
. A więc w robotniku istnieje subiektywnie to, Ŝe kapitał
jest człowiekiem, który całkowicie postradał samego siebie, w kapitale zaś istnieje obiektywnie
to, Ŝe praca jest człowiekiem, który postradał siebie. Ale robotnik ma nieszczęście być kapitałem
Ŝ
ywym i dlatego będącym w potrzebie - w kaŜdej chwili, gdy nie pracuje, traci swoje procenty, a
tym samym i swoją egzystencję. Jako kapitał wartość robotnika wzrasta w zaleŜności od popytu i
podaŜy, a nawet fizycznie jego byt, jego Ŝycie pojmowano i pojmuje się jako podaŜ towaru
takiego samego jak kaŜdy inny. Robotnik wytwarza kapitał, kapitał wytwarza robotnika, robotnik
wytwarza więc samego siebie, a produktem tego całego ruchu jest człowiek jako robotnik, jako
towar. Dla człowieka, który jest wyłącznie robotnikiem, dla człowieka jako robotnika jego
ludzkie właściwości istnieją tylko o tyle, o ile istnieją dla obcego mu kapitału. PoniewaŜ zaś
kapitał i robotnik są sobie obcy i dlatego pozostają w obojętnym zewnętrznym i przypadkowym
stosunku wzajemnym, obcość ta musi występować takŜe i realnie. Dlatego teŜ kiedy tylko
kapitałowi przyjdzie do głowy - z konieczności czy z własnego widzimisię - Ŝeby przestać istnieć
dla robotnika, sam robotnik przestaje istnieć dla siebie, nie ma pracy, a więc nie ma płacy, a Ŝe
istnieje nie jako człowiek, lecz jako robotnik, moŜe dać się pogrzebać, zginąć z głodu itd.
Robotnik tylko wówczas istnieje jako robotnik, gdy jest dla siebie kapitałem, a jest kapitałem
tylko wówczas, gdy jest dla niego kapital. Istnienie kapitału jest jego istnieniem, jego Ŝyciem, i
określa treść jego Ŝycia w sposób dla siebie obojętny. Dlatego teŜ ekonomia polityczna nie zna
robotnika nie zatrudnionego, człowieka pracy znajdującego się poza obrębem stosunku pracy.
Łajdak, szalbierz, Ŝebrak, bezrobotny, ginący z głodu, cierpiący nędzę i popełniający
przestępstwa człowiek pracy - to postaci, które istnieją nie dla niej; pozostawia je innym:
lekarzom, sędziom, grabarzom, specjalnym urzędnikom policji itd.; są to widma spoza jej
królestwa. Dlatego potrzeby robotnika są dla niej tylko potrzebą utrzymywania go podczas
pracy, i to tylko o tyle, Ŝeby ród robotników nie wymarł. Płaca ma zatem zupełnie taki sam sens,
jak konserwacja, utrzymywanie w dobrym stanie jakiegokolwiek narzędzia produkcyjnego, jak w
ogóle konsumpcja kapitału, potrzebna mu po to, by mógł się reprodukować z procentami, jak
oliwienie kół w celu utrzymania ich w ruchu. Oto dlaczego płaca robocza naleŜy do koniecznych
kosztów ponoszonych przez kapitał i kapitalistę, i nie moŜe wykraczać poza ramy tej
konieczności. Angielscy fabrykanci postępowali więc zupełnie konsekwentnie, kiedy do czasu
Amendment Bili z 1834 r. odtrącali z płacy roboczej jałmuŜnę publiczną, którą robotnik
otrzymywał z podatku na ubogich, traktując ją jako integralną część płacy roboczej.
Produkcja nie tylko wytwarza człowieka w postaci towaru, człowieka-towar, człowieka z
przeznaczeniem towaru; wytwarza go, zgodnie z tym przeznaczeniem, jako istotę
odczłowieczoną zarówno duchowo, jak i fizycznie. - Zepsucie, zwyrodnienie, tępota robotników i
kapitalistów. - Jej produktem jest towar świadomy sam siebie i zdolny do samodzielnej
działalności... człowiek-towar... Wielkiego postępu dokonali Ricardo, Mill itd. w stosunku do
Smitha i Saya, uznając istnienie człowieka. - mniejszą czy większą zdolność towaru do
produkowania ludzi - za coś obojętnego, a nawet szkodliwego. Prawdziwy cel produkcji polega
nie na tym, ilu kapitał utrzymuje robotników, lecz na tym, ile przynosi procentów, jaką sumę
rocznych oszczędności. PowaŜnym i konsekwentnym krokiem naprzód najnowszej angielskiej
ekonomii politycznej było równieŜ to, Ŝe podnosząc pracę do rangi jedynej zasady ekonomii
politycznej stwierdziła zarazem z całkowitą jasnością odwrotną proporcjonalność między płacą
roboczą a procentami od kapitału, to, Ŝe kapitalista z reguły moŜe powiększać swoje zyski tylko
przez obniŜanie płacy roboczej i odwrotnie. Nie zdzieranie z konsumenta, lecz wzajemne
zdzierstwo kapitalisty i robotnika ma być stosunkiem normalnym.
Stosunek własności prywatnej zawiera w sobie w sposób utajony zarówno stosunek własności
prywatnej jako pracy, jak i jej stosunek jako kapitału oraz wzajemny stosunek jednego i drugiego.
Z jednej strony produkcja działalności ludzkiej jako pracy, a więc jako działalności zupełnie
obcej samej sobie, zupełnie obcej człowiekowi i naturze, a zatem działalności zupełnie obcej
ś
wiadomości i przejawom Ŝycia, abstrakcyjny byt człowieka jako wyłącznie człowieka pracy,
który wskutek tego w kaŜdej chwili ze swej wypełnionej nicości moŜe stoczyć się w nicość
absolutną, w swój społeczny i dlatego w swój rzeczywisty niebyt; z drugiej strony produkcja
przedmiotu działalności ludzkiej jako kapitału, gdzie niknie wszelka naturalna i społeczna
określoność przedmiotu, gdzie własność prywatna pozbawiona zostaje swych jakości naturalnych
i społecznych (a więc wszelkich złudzeń politycznych i socjalnych i nie splata się z
jakimikolwiek stosunkami choćby pozornie ludzkimi) -gdzie ten sam kapitał pozostaje tym
samym w najróŜnorodniejszych naturalnych i społecznych formach bytu, całkowicie obojętny
wobec swej rzeczywistej treści; przeciwieństwo to, posunięte do ostateczności, staje się
nieuchronnie szczytem, punktem kulminacyjnym i zagładą całego tego stosunku.
Jest zatem znowu wielką zasługą najnowszej angielskiej ekonomii politycznej, Ŝe określiła rentę
gruntową jako róŜnicę między procentami z najgorszej uprawianej ziemi i najlepszej,
rozwiewając romantyczne rojenia właściciela ziemskiego co do jego rzekomej społecznej
waŜności i identyczności jego interesu z interesem społeczeństwa, co jeszcze głosi, śladem
fizjokratów, Adam Smith; Ŝe antycypowała i przygotowała rzeczywisty proces, który przekształci
właściciela ziemskiego w zwykłego, prozaicznego kapitalistę, a przez to uprości i zaostrzy to
przeciwieństwo i przyśpieszy dzięki temu jego likwidację. Ziemia jako ziemia, renta gruntowa
jako renta gruntowa utraciły przez to swoją róŜnicę stanową i stały się nic nie mówiącym lub
raczej przemawiającym tylko językiem pieniądza kapitałem i procentem.
RóŜnica między kapitałem a ziemią, między zyskiem a rentą gruntową oraz między jednym i
drugim a płacą, między przemysłem a rolnictwem, między nieruchomą a ruchomą własnością
prywatną jest jeszcze róŜnicą historyczną, nie zaś róŜnicą załoŜoną w istocie rzeczy, jest
utrwalonym momentem kształtowania się i powstawania przeciwieństwa między kapitałem a
pracą. W przeciwstawianiu przemysłu itd. nieruchomej własności ziemskiej znalazł tylko wyraz
sposób jego powstawania i to, Ŝe przemysł rozwijał się jako coś przeciwstawnego rolnictwu. Jako
szczególny rodzaj pracy, jako róŜnica istotna, waŜna, obejmująca wszystkie dziedziny Ŝycia
istnieje ona tylko dopóty, dopóki przemysł (Ŝycie miejskie) kształtuje się jako coś
przeciwstawnego posiadłości ziemskiej (Ŝyciu feudalno-szlacheckiemu) i sam nosi jeszcze
feudalny charakter swego przeciwieństwa - w postaci monopolu, cechu, gildii, korporacji itd., w
obrębie których praca ma jeszcze znaczenie pozornie społeczne, znaczenie rzeczywistej
wspólnoty, nie nabrała jeszcze obojętnego stosunku względem swej treści i nie stała się
całkowicie bytem dla siebie, tj. wyabstrahowanym z wszelkiego innego bytu, a zatem nie stała się
jeszcze wolnym kapitałem.
Lecz nieuchronnym stadium rozwoju pracy jest wolny, a więc sam dla siebie ukonstytuowany
przemysł i wolny kapitał. Panowanie przemysłu nad przeciwstawnym mu rolnictwem uwidacznia
się rychło w powstaniu rolnictwa jako rzeczywistego przemysłu, gdy dawniej główną pracę
pozostawiało ono ziemi i niewolnikowi tej ziemi, za pomocą którego ta się sama uprawiała. Wraz
z przekształceniem się niewolnika w wolnego robotnika, tzn. w najemnika, właściciel ziemski ze
swej strony przekształcił się w przemysłowca, kapitalistę; przekształcenie to dokonuje się
początkowo poprzez ogniwo pośrednie -dzierŜawcę. Ale dzierŜawca jest przedstawicielem
właściciela ziemskiego, jego wyjawioną tajemnicą; tylko dzierŜawcy zawdzięcza właściciel
ziemski swój byt ekonomiczny, swój byt właściciela prywatnego - bo renta gruntowa z jego ziemi
istnieje tylko wskutek konkurencji dzierŜawców. A więc w osobie dzierŜawcy właściciel ziemski
stał się juŜ w gruncie rzeczy pospolitym kapitalistą. I to musi się dokonać takŜe w rzeczywistości;
kapitalista zajmujący się rolnictwem, tj. dzierŜawca, musi stać się właścicielem ziemskim lub
odwrotnie. Przemysłowe machinacje dzierŜawcy są przemysłowymi machinacjami właściciela
ziemskiego, gdyŜ byt pierwszego warunkuje byt drugiego.
Pamiętają oni sobie jednak swą przeciwstawną genezę, swe pochodzenie: właściciel ziemski
widzi w kapitaliście butnego, wyzwolonego, wzbogaconego wczorajszego swego niewolnika i
czuje się sam jako kapitalista zagroŜony przez niego, kapitalista natomiast widzi we właścicielu
ziemskim próŜniaczego i egoistycznego, okrutnego wczorajszego pana, wie, Ŝe ten mu jako
kapitaliście szkodzi, choć przemysłowi zawdzięcza całe swoje obecne znaczenie społeczne, swe
mienie i swe przyjemności; widzi w nim przeciwieństwo wolnego przemysłu i wolnego kapitału,
niezaleŜnego od wszelkiej naturalnej określoności; to ich przeciwieństwo jest w najwyŜszym
stopniu zaprawione goryczą i skłania do mówienia sobie prawdy w oczy. Wystarczy tylko
przeczytać napaści własności nieruchomej na ruchomą i odwrotnie, Ŝeby mieć jasne wyobraŜenie
o niegodziwości tak jednej, jak i drugiej. Właściciel ziemski obnosi się ze szlacheckim
pochodzeniem swej własności, ze swoimi feudalnymi reminiscencjami, pamiątkami,
poetycznymi wspomnieniami, ze swoją romantycznością, doniosłością polityczną itd., a gdy
mówi językiem ekonomii politycznej: tylko rolnictwo jest produkcyjne. Równocześnie mówi o
swoim przeciwniku, Ŝe jest to łajdak łasy na pieniądze, chytry lis, sprzedajny kupczyk, faktor,
oszust, chciwiec, warchoł, nieczuły egoista bez serca i bez ducha, obcy społeczności i z lekkim
sercem kupczący jej dobrem, lichwiarz, stręczyciel, sługus, płaszczący się pochlebca, zdzierca,
rodzic, karmiciel i piastun konkurencji, a przez to pauperyzmu, zbrodni i rozkładu wszelkich
więzów społecznych, nikczemnik bez zasad, bez poetyczności, bez substancji, bez niczego.
(Patrz m. in.: fizjokrata Bergasse, którego juŜ Camille Desmoulins chłoszcze w swym
czasopiśmie „Révolutions de France et de Brabant", patrz von Vincke, Lancizolle, Haller, Leo,
Kosegarten
133a
, a takŜe Sismondi).
Własność ruchoma ze swej strony powołuje się na cuda przemysłu i ruchu, na to, Ŝe jest
dzieckiem czasów nowoŜytnych, ich prawowitym, rodzonym synem; ubolewa nad tym, Ŝe jej
przeciwnik jest półgłówkiem nie rozumiejącym swej istoty (i to jest zupełnie słuszne), który chce
zastąpić moralny kapitał i wolną pracę brutalną, niemoralną przemocą i poddaństwem;
przedstawia go jako Don Kichota, który pod maską prostoty, poczciwości, interesu społecznego,
stałości ukrywa niemoc czynu, zachłanną Ŝądzę rozkoszy, samolubstwo, prywatę, niegodziwe
zamiary; uznaje go za przebiegłego monopolistę; jego wspomnienia, jego poetyczność, jego
romantyczność zagłusza historycznym i sarkastycznym wyliczaniem podłości, okrucieństw,
marnotrawstwa, prostytucji, nikczemności, anarchii, warcholstw, których wylęgarnią były
romantyczne zamki.
To ona przecie miała dać ludowi wolność polityczną, zerwać okowy ze społeczeństwa
obywatelskiego, połączyć ze sobą światy, stworzyć dobroczynny handel, czystą moralność,
dobrodziejstwa oświaty; to ona miała zrodzić w ludzie w miejsce prostackich potrzeb potrzeby
cywilizowane i dać środki ich zaspokojenia, podczas gdy właściciel ziemski - ten zgnuśniały
lichwiarz zboŜowy i zawalidroga - podraŜa ludowi artykuły pierwszej potrzeby, a przez to
zmusza kapitalistę do podwyŜszania płacy roboczej bez moŜności zwiększenia siły produkcyjnej;
w ten sposób właściciel ziemski utrudnia i w końcu całkowicie uniemoŜliwia wzrost rocznych
dochodów narodu, akumulację kapitałów, a więc i dostarczanie ludowi pracy, a krajowi
bogactwa, to on powoduje ogólny upadek i po lichwiarsku eksploatuje wszelkie dobrodziejstwa
nowoczesnej cywilizacji, nic zgoła dla niej nie czyniąc i nie odstępując nawet od swych
feudalnych przesądów. Wreszcie, niechŜe właściciel ziemski spojrzy tylko na swojego
dzierŜawcę - on, który w rolnictwie i w samej ziemi widzi tylko otrzymane w darze źródło
pieniędzy - i niech sam powie, czy nie jest on prostaczą, pełną fantastycznych pomysłów,
przebiegłą szują, która w głębi serca i w rzeczywistości juŜ od dawna naleŜy do wolnego
przemysłu i kochanego handlu, choć tak bardzo się on przed tym broni i choć tyle plecie o swojej
historycznej przeszłości i o celach moralnych czy politycznych. Wszystko, co przytacza
rzeczywiście na swoją korzyść, jest słuszne tylko w odniesieniu do rolnika (kapitalisty i
parobka), a przecieŜ właściciel ziemski jest raczej ich wrogiem; świadczy on więc przeciwko
sobie samemu. Bez kapitału własność ziemska jest martwą, pozbawioną wartości materią. Jego
cywilizowane zwycięstwo ma polegać właśnie na tym, Ŝe w miejsce martwej rzeczy odkrył i
powołał do Ŝycia pracę ludzką jako źródło bogactwa. (Patrz: Paul Louis Courier, St. Simon,
Ganilh, Ricardo, Mill, MacCulloch, Destutt de Tracy i Michel Chevalier).
133b
Z rzeczywistego procesu rozwoju (tu wstawka) wynika nieuchronne zwycięstwo kapitalisty, tzn.
rozwiniętej własności prywatnej nad nierozwiniętą, połowiczną, nad właścicielem ziemskim, jak
w ogóle ruch musi zwycięŜyć bezruch, jawna, świadoma podłość - ukrytą i bezwiedną, Ŝądza
posiadania -Ŝądzę uŜycia, jawny, niepohamowany, obrotny egoizm oświecenia - lokalny,
ostroŜny, prostaczy, gnuśny i dziwaczny egoizm zabobonu, jak pieniądz musi zwycięŜyć inne
formy własności prywatnej.
Państwa, które mają jakieś wyobraŜenie o niebezpieczeństwie w pełni rozwiniętego wolnego
przemysłu, w pełni rozwiniętej czystej moralności i w pełni rozwiniętego dobroczynnego handlu,
próbują - ale całkiem bezskutecznie - zahamować kapitalizację własności ziemskiej.
Własność ziemska, w odróŜnieniu od kapitału, jest taką własnością prywatną, takim kapitałem,
który obciąŜony jest jeszcze lokalnymi i politycznymi przesądami, który jest jeszcze w pewnym
stopniu wpleciony w otaczający go świat i nie stał się jeszcze kapitałem dla siebie, nie stał się
jeszcze kapitałem w pełni rozwiniętym. Musi on w trakcie swego światowego rozwoju osiągnąć
abstrakcyjny, tzn. czysty wyraz.
Stosunek własności prywatnej to praca, kapitał i ich stosunek wzajemny.
134
Ogniwa te muszą dokonać następującego ruchu: Po pierwsze - bezpośrednia lub zapośredniczona
jedność obu. Kapitał i praca początkowo jeszcze zespolone; potem, choć oddzielone i
wyobcowane, jednak dźwigają się wzajemnie i stymulują jako warunki pozytywne.
Przeciwstawność obu względem siebie. Wykluczają się wzajemnie; robotnik widzi w kapitaliście
(i odwrotnie) swój niebyt; kaŜdy z nich usiłuje drugiego pozbawić bytu.
Przeciwstawność kaŜdego z nich wobec samego siebie. Kapitał = nagromadzona praca = praca.
Jako taki rozpada się na siebie i swoje procenty, a te znowu na procenty i zysk. Całkowite
ofiarowanie kapitalisty. Stacza się do szeregów klasy robotniczej, jak robotnik - jednak tylko
wyjątkowo - staje się kapitalistą. Praca jako moment kapitału, jako jego koszty. Zatem płaca
robocza ofiarą ponoszoną przez kapitał.
Praca rozpada się na siebie i płacę roboczą. Robotnik sam kapitałem, towarem.
Wroga wzajemna przeciwstawność
134a
.
[Własność prywatna a praca. Poglądy merkantylistów, fizjokratów, Adama Smitha,
Ricarda i jego szkoły]
Do str. XXXVI. - Subiektywna istota własności prywatnej, własność prywatna jako działalność
sama dla siebie, jako podmiot, jako osoba, to - praca. Jest więc rzeczą zrozumiałą, Ŝe dopiero
ekonomię polityczną, która uznała pracę za swą zasadę (Adam Smith), a więc przestała
pojmować własność prywatną tylko jako stan poza człowiekiem - Ŝe dopiero tę ekonomię
polityczną naleŜy, z jednej strony, uwaŜać za wytwór rzeczywistej energii i ruchu własności
prywatnej, za wytwór nowoczesnego przemysłu
134b
, z drugiej zaś strony - ekonomia ta pobudziła,
uświetniła energię i rozwój tego przemysłu, i uczyniła siłą świadomości. Dlatego teŜ dla tej
oświeconej ekonomii politycznej, która odkryła w łonie własności prywatnej subiektywną istotę
bogactwa, fetyszystami, katolikami są zwolennicy systemu monetarnego i merkantylnego, którzy
sądzą, Ŝe własność prywatna jest dla człowieka jedynie istotą przedmiotową. Słusznie więc
Engels nazwał Adama Smitha Lutrem ekonomii politycznej
134c
. Podobnie jak Luter uznał, Ŝe
religia, wiara, ma za swą istotę świat zewnętrzny, i dlatego powstał przeciw katolickiemu
pogaństwu, zniósł zewnętrzną religijność, przekształcając religijność w wewnętrzną istotę
człowieka, odrzucił klechę znajdującego się na zewnątrz człowieka świeckiego, bo umieścił go w
sercu człowieka świeckiego - tak znosi się bogactwo znajdujące się poza człowiekiem i
niezaleŜne odeń, a więc bogactwo, które moŜna zachować i utrzymać jedynie w sposób
zewnętrzny; innymi słowy, znosi się tę jego zewnętrzną, bezmyślną przedmiotowość, uznając, Ŝe
własność prywatna ucieleśnia się w samym człowieku, a człowiek sam stanowi jej istotę; ale
dlatego teŜ człowiek ujmowany jest w kategoriach własności prywatnej, podobnie jak u Lutra w
kategoriach religii. Pod pozorem uznania człowieka ekonomia polityczna, której zasadą jest
praca, przeprowadza więc właściwie tylko konsekwentną negację człowieka, gdyŜ nie jest on juŜ
w stanie zewnętrznego napięcia z zewnętrzną istotą własności prywatnej, lecz sam stał się tą
pełną napięcia istotą własności prywatnej. Co dawniej było czymś zewnętrznym, rzeczywistą
alienacją człowieka, stało się tylko aktem alienacji, wyobcowania. Gdy więc owa ekonomia
polityczna zaczyna od pozornego uznania człowieka, jego samodzielności, jego działalności
własnej itd., to przenosząc własność prywatną do istoty samego człowieka nie moŜe juŜ być
uzaleŜniona od lokalnych, narodowych itp. określeń własności prywatnej jako czegoś
istniejącego poza nią, a więc rozwija energię kosmopolityczną, powszechną, obalającą wszelkie
bariery, zrywającą wszelkie więzy, aby zająć ich miejsce jako jedyna polityka, jedyna forma
spólnoty, jedyna bariera i jedyna więź - dlatego teŜ w procesie dalszego rozwoju musi odrzucić tę
hipokryzję, wystąpić w całym swym cynizmie. Tak teŜ i czyni, kiedy nie dbając o wszelkie
zewnętrzne sprzeczności, w których wikła się ta teoria, rozwija o wiele jednostronniej, a stąd
ostrzej i konsekwentniej pojęcie pracy jako jedynej istoty bogactwa, ujawnia konsekwencje tej
teorii - w przeciwieństwie do owego pierwotnego ujęcia - jako wrogie człowiekowi, a wreszcie
zadaje śmiertelny cios ostatniemu indywidualnemu, naturalnemu, istniejącemu niezaleŜnie od
ruchu pracy bytowi własności prywatnej i źródłu bogactwa, rencie gruntowej, temu całkowicie
juŜ zekonomizowanemu i dlatego niezdolnemu do przeciwstawiania się ekonomii wyrazowi
własności feudalnej. (Szkoła Ricarda). Cynizm ekonomii politycznej rośnie nie tylko w sensie
względnym od Smitha poprzez Saya do Ricarda, Milla itd., w miarę tego, jak konsekwencje
przemysłu przed oczyma tych ostatnich stają w formie bardziej rozwiniętej i bardziej sprzecznej,
lecz i w sensie pozytywnym posuwają się oni ustawicznie, i to świadomie, dalej niŜ ich
poprzednicy w obcości względem człowieka, ale jedynie dlatego, Ŝe ich nauka rozwija się
konsekwentniej i prawdziwiej. Kiedy czynią podmiotem własność prywatną w jej aktywnej
postaci, a więc uznają za istotę zarówno człowieka, jak i coś nieludzkiego, to sprzeczność
rzeczywistości całkowicie odpowiada sprzecznej istocie, którą przyjęli jako zasadę. Rozdarta
rzeczywistość przemysłu bynajmniej nie obala tej ich rozdartej wewnętrznie zasady, lecz ją
właśnie potwierdza. Ich zasada to przecieŜ zasada tego rozdarcia.
Fizjokratyczna teoria dra Quesnaya stanowi przejście od systemu merkantylnego do Adama
Smitha. Fizjokratyzm jest bezpośrednio ekonomicznym rozkładem własności feudalnej, ale
właśnie dlatego równie bezpośrednim ekonomicznym przekształceniem, przywróceniem tej
własności, tyle Ŝe jego język nie jest juŜ językiem feudalnym, lecz ekonomicznym. Wszelkie
bogactwo sprowadzone zostaje do ziemi i rolnictwa (kultury rolnej). Ziemia nie jest jeszcze
kapitałem, jest jeszcze szczególną formą jego istnienia, formą, której walor ma być zawarty w jej
naturalnej szczególności i z niej wynikać; ale ziemia jest przecie powszechnym naturalnym
Ŝ
ywiołem, gdy natomiast według systemu merkantylnego jedyną formą istnienia bogactwa jest
kruszec szlachetny. Przedmiot bogactwa, jego materia, staje się więc przez to najbardziej
uniwersalny w obrębie granic przyrody (będąc jeszcze jako element przyrody bogactwem
bezpośrednio przedmiotowym). A ziemia słuŜy człowiekowi tylko dzięki pracy, dzięki uprawie.
Tak więc subiektywna istota bogactwa zostaje juŜ związana z pracą. Ale zarazem uprawa ziemi
jest jedyną pracą produkcyjną. Nie jest to więc jeszcze ogólne i abstrakcyjne ujęcie pracy, jest
ona jeszcze związana ze szczególnym elementem przyrody jako swą materią, dlatego teŜ uznaje
się tylko szczególną, określoną przez przyrodę formę jej istnienia. Stanowi ona wobec tego
dopiero określoną, szczególną alienację człowieka, podobnie jak jej produkt ujmuje się tylko jako
określone bogactwo, pochodzące raczej z przyrody niŜ z niej samej. Ziemię uznaje się tu jeszcze
za niezaleŜny od ludzi byt przyrody, jeszcze nie za kapitał, tzn. za moment samej pracy. To
raczej praca występuje jako jej moment. PoniewaŜ jednak fetyszyzm dawnego zewnętrznego
bogactwa, istniejącego tylko jako przedmiot, zostaje zredukowany do bardzo prostego elementu
przyrody, a za istotę bogactwa jest uznane -aczkolwiek dopiero częściowo, w specyficzny sposób
- jego istnienie subiektywne, to nieunikniony staje się dalszy krok naprzód: poznanie ogólnej
istoty bogactwa, a więc uznanie pracy w jej skończonej absolutności, tj. abstrakcji, za zasadę.
Wykazuje się fizjokratyzmowi, Ŝe rolnictwo pod względem ekonomicznym, a jest to jedyny
wzgląd właściwy, nie róŜni się od Ŝadnej innej produkcji, i dlatego teŜ istotę bogactwa stanowi
nie jakaś praca określona, związana z jakimś szczególnym elementem, nie jakiś szczególny
przejaw pracy, lecz praca w ogóle. Uznając pracę za istotę bogactwa, fizjokratyzm neguje
bogactwo szczególne, zewnętrzne, wyłącznie przedmiotowe. Ale dla fizjokratyzmu praca jest
subiektywną istotą tylko własności ziemskiej (jego punktem wyjścia jest ten rodzaj własności,
który historycznie występuje jako panujący i uznany); czyni on tylko własność ziemską
wyalienowanym człowiekiem. Fizjokratyzm znosi feudalny charakter własności ziemskiej,
uznając produkcję (rolnictwo) za jej istotę; ale jego stosunek do świata przemysłu jest
negatywny, uznaje on feudalizm, uwaŜając rolnictwo za jedyną produkcję.
Jest rzeczą zrozumiałą, Ŝe skoro tylko ujmie się subiektywną istotę przemysłu konstytuującego
się jako przeciwieństwo własności ziemskiej, tzn. konstytuującego się jako przemysł, istota ta
zawiera w sobie i to swoje przeciwieństwo. Bo podobnie jak przemysł zawiera w sobie zniesioną
własność ziemską, tak subiektywna istota przemysłu zawiera w sobie zarazem subiektywną istotę
własności ziemskiej.
Podobnie jak własność ziemska jest pierwszą postacią własności prywatnej, a przemysł
historycznie występuje wobec niej początkowo tylko jako szczególny rodzaj własności, albo
raczej jest wyzwolonym niewolnikiem własności ziemskiej - tak tenŜe sam proces powtarza się
przy naukowym ujmowaniu subiektywnej istoty. własności prywatnej, pracy, i praca występuje
początkowo tylko jako praca rolnicza, potem jednak zostaje uznana jako praca w ogóle.
Wszelkie bogactwo staje się bogactwem przemysłowym, bogactwem pracy, przemysł jest
skończoną postacią pracy, a system fabryczny rozwiniętą postacią przemysłu, tzn. pracy, kapitał
przemysłowy zaś - skończoną obiektywną postacią własności prywatnej.
Widzimy, Ŝe dopiero teraz moŜe się dokonać panowanie własności prywatnej nad człowiekiem i
w najogólniejszej formie stać się siłą dziejową.
[Własność prywatna a komunizm. RóŜne etapy rozwoju poglądów komunistycznych.
Komunizm prymitywny, zrównujący, i komunizm jako socjalizm, pokrywający się z
humanizmem]
Do str. XXXIX. - Lecz przeciwieństwo między brakiem własności a własnością jest
przeciwieństwem jeszcze obojętnym; nie ujmuje się go w jego czynnym stosunku, w jego
stosunku wewnętrznym, nie ujmuje się go jeszcze jako sprzeczności, dopóki nie pojmie się go
jako przeciwieństwa między pracą a kapitalem. Przeciwieństwo to moŜe wyrazić się w swej
pierwszej postaci nawet tam, gdzie ruch własności prywatnej nie jest zaawansowany, w
staroŜytnym Rzymie, w Turcji itd. Wówczas nie występuje ono jeszcze jako przeciwieństwo
stworzone przez samą własność prywatną. Ale praca, subiektywna istota własności prywatnej,
jako coś, co wyłącza własność, i kapitał, praca obiektywna, jako coś, co wyłącza pracę - oto
własność prywatna jako rozwinięty stosunek tej sprzeczności, a zatem stosunek w stanie
czynnym, prący do rozwiązania.
Do tej samej strony. - Zniesienie samowyobcowania przebywa tę samą drogę, co
samowyobcowanie. Najpierw rozpatruje się własność prywatną tylko od jej strony obiektywnej,
ale jednak uwaŜa się pracę za jej istotę. Formą jej istnienia jest zatem kapitał, który „jako taki"
naleŜy znieść (Proudhon). Albo teŜ bierze się szczególny sposób pracy - pracę zniwelowaną,
rozdrobnioną i dlatego niewolną - za źródło szkodliwego charakteru własności prywatnej i jej
wyobcowania w stosunku do człowieka. Tak jest u Fouriera, który podobnie jak fizjokraci znów
uwaŜa pracę rolniczą co najmniej za pracę par excellence, podczas gdy St. Simon, przeciwnie,
uznaje pracę przemysłową jako taką za istotną i dlatego domaga się wyłącznego panowania
industrialistów i poprawy połoŜenia robotników. Komunizm wreszcie jest pozytywnym wyrazem
zniesionej własności prywatnej; początkowo występuje on jako powszechna własność prywatna.
Ujmując stosunek własności prywatnej w jego powszechności, jest on
1. w swej początkowej postaci tylko upowszechnieniem i dokonaniem stosunku własności
prywatnej; w tym charakterze występuje w dwojakiej postaci: po pierwsze, panowanie własności
rzeczowej jest w porównaniu z nim taką potęgą, Ŝe chce on zniweczyć wszystko, co nie moŜe stać
się własnością prywatną wszystkich; chce siłą abstrahować od talentów itd. Bezpośrednie
fizyczne posiadanie jest dlań jedynym celem Ŝycia i istnienia; kategorii robotnika nie znosi, lecz
rozciąga na wszystkich ludzi; stosunek własności prywatnej pozostaje stosunkiem wspólnoty do
ś
wiata rzeczy; wreszcie, ten ruch usiłujący przeciwstawić własności prywatnej powszechną
własność prywatną wyraŜa się w zwierzęcej postaci, gdy małŜeństwu (które jest zresztą pewną
formą ekskluzywnej własności prywatnej) przeciwstawia wspólność Ŝon, kiedy to kobieta staje się
społeczną i pospólną własnością. Rzec moŜna, Ŝe ta idea wspólności Ŝon zdradza tajemnicę tego
jeszcze zupełnie prymitywnego i bezmyślnego komunizmu. Jak kobieta z małŜeństwa do
powszechnej prostytucji
134d
, tak i cały świat bogactwa, tzn. przedmiotowej istoty człowieka,
przechodzi ze stosunku ekskluzywnego małŜeństwa z właścicielem prywatnym w stosunek
uniwersalnej prostytucji ze społeczeństwem. Komunizm ten, negując wszędzie osobowość
człowieka, jest właśnie tylko konsekwentnym wyrazem własności prywatnej, będącej tą negacją.
Powszechna i konstytuująca się we władzę zazdrość jest tą zamaskowaną formą, którą przyjmuje
Ŝą
dza posiadania i w której, tylko w pewien odmienny sposób, znajduje satysfakcję. Idea kaŜdej
własności prywatnej jako takiej obraca się przynajmniej przeciw większej własności prywatnej
jako zazdrość i dąŜenie do zrównania - co stanowi nawet istotę konkurencji. Prymitywny
komunista jest jedynie dokonaniem tej zazdrości i tego zrównania, a punktem wyjścia jest tu
urojone minimum. Ma on określony, ograniczony miernik. śe takie zniesienie własności
prywatnej nie jest bynajmniej rzeczywistym przyswojeniem, tego dowodzi właśnie abstrakcyjna
negacja całego świata kultury i cywilizacji, powrót do nienaturalnej prostoty ubogiego i nie
mającego potrzeb człowieka, który nie tylko nie przerósł własności prywatnej, lecz nawet do niej
nie dorósł.
Wspólnota jest tu tylko wspólnotą pracy i równością płacy, którą wypłaca wspólny kapitał,
wspólnota jako powszechny kapitalista. Obie strony stosunku podniesiono do rzędu urojonej
powszechności: pracę jako coś, co określa kaŜdego, kapital jako uznaną powszechność i siłę
wspólnoty.
W stosunku do kobiety jako do zdobyczy i niewolnicy powszechnej poŜądliwości wyraŜa się
nieskończona degradacja, w jakiej człowiek znajduje się wobec siebie samego, gdyŜ tajemnica
tego stosunku znajduje swój niedwuznaczny, zdecydowany, otwarty, ujawniony wyraz w
stosunku męŜczyzny do kobiety i w sposobie pojmowania bezpośredniego, przyrodniczego
stosunku gatunkowego. Bezpośrednim, przyrodniczym, koniecznym stosunkiem człowieka do
człowieka jest stosunek męŜczyzny do kobiety. W tym przyrodniczym stosunku gatunkowym
stosunek człowieka do przyrody jest bezpośrednio jego stosunkiem do człowieka, a stosunek do
człowieka jest bezpośrednio jego stosunkiem do przyrody, jego własnym przyrodniczym
określeniem. W tym stosunku przejawia się więc w sposób zmysłowy, sprowadzony do
naocznego faktu, w jakiej mierze ludzka istota stała się dla człowieka przyrodą czy teŜ w jakiej
mierze przyroda stała się ludzką istotą człowieka. Wedle tego stosunku moŜna więc ocenić
poziom całej kultury człowieka. Charakter tego stosunku świadczy o tym, w jakiej mierze
człowiek stał się dla siebie istotą gatunkową, Człowiekiem, oraz w jakiej mierze pojmuje siebie
jako taką istotę; stosunek męŜczyzny do kobiety jest najbardziej przyrodniczym stosunkiem
człowieka do człowieka. Pokazuje on więc, w jakiej mierze przyrodnicze postępowanie
człowieka stało się ludzkie, czyli w jakim stopniu ludzka istota stała się dlań istotą przyrodnicza,
w jakiej mierze jego natura ludzka stała się dlań przyrodą. Stosunek ten pokazuje równieŜ, w
jakiej mierze potrzeba człowieka stała się potrzebą ludzką, a więc w jakiej mierze inny człowiek
stał się dlań potrzebny jako człowiek, w jakiej mierze w swym najbardziej indywidualnym bycie
jest on zarazem istotą społeczną.
A więc pierwsze pozytywne zniesienie własności prywatnej, komunizm prymitywny jest tylko
formą przejawiania się nikczemności własności prywatnej, która chce się ukonstytuować jako
pozytywna wspólnota.
2. Komunizm a) jeszcze o charakterze politycznym, demokratyczny lub despotyczny; b)
połączony ze zniesieniem państwa, ale zarazem jeszcze nie w pełni rozwinięty i w dalszym ciągu
pozostający pod wpływem własności prywatnej, czyli alienacji człowieka. W obydwu postaciach
komunizm traktuje juŜ siebie jako reintegrację, czyli powrót człowieka do siebie, jako zniesienie
samoalienacji człowieka, poniewaŜ jednak nie uchwycił jeszcze pozytywnej istoty własności
prywatnej oraz nie zrozumiał ludzkiej natury potrzeby, przeto jest jeszcze omotany przez
własność prywatną i nią zakaŜony. Uchwycił wprawdzie jej pojęcie, nie uchwycił jednak jeszcze
jej istoty.
Komunizm jako pozytywne zniesienie własności prywatnej - tej samoalienacji człowieka - i
dlatego teŜ jako rzeczywiste przyswojenie ludzkiej istoty przez człowieka i dla człowieka; dlatego
teŜ jako pełny powrót człowieka do samego siebie jako do człowieka społecznego, to znaczy
ludzkiego, powrót dokonany świadomie i w oparciu o całe bogactwo dotychczasowego rozwoju.
Komunizm ten, jako skończony naturalizm = humanizmowi, jako skończony humanizm =
naturalizmowi; stanowi on prawdziwe rozwiązanie konfliktu między człowiekiem a przyrodą
oraz między człowiekiem a człowiekiem, prawdziwe rozwiązanie konfliktu między istnieniem a
istotą, między uprzedmiotowieniem a samostanowieniem, między wolnością a koniecznością,
między osobnikiem a gatunkiem. Stanowi on rozwiązanie zagadki historii i jest świadomy tego.
A zatem cały ruch historii, będąc rzeczywistym aktem płodzenia komunizmu - aktem narodzin
jego empirycznego bytu -jest zarazem dla jego myślącej świadomości pojętym i uświadomionym
ruchem jego stawania się; tymczasem ów nie rozwinięty jeszcze w pełni komunizm szuka dla
siebie historycznego dowodu w poszczególnych przeciwstawnych własności prywatnej
formacjach historycznych, szuka dowodu w tym, co istnieje, wyrywając pojedyncze momenty
ruchu (na tym koniku jadą w szczególności Cabet, Villegardelle itd.) i fiksując je jako dowody
swej historycznej rasowości; ale w ten sposób wykazuje on tylko, Ŝe nieporównanie większa
część ruchu historii przeczy jego twierdzeniom i Ŝe jeŜeli juŜ kiedyś istniał, to właśnie jego
przeszły byt obala jego pretensje do tego, by stanowić istotę.
ś
e ruch własności prywatnej, właśnie ekonomia, stanowi nie tylko empiryczną, ale i teoretyczną
bazę całego ruchu rewolucyjnego - tę konieczność nietrudno pojąć.
Ta materialna, bezpośrednio zmysłowa własność prywatna jest materialnym, zmysłowym
wyrazem wyalienowanego Ŝycia ludzkiego. Jej ruch - produkcja i konsumpcja - jest zmysłowym
przejawem ruchu wszelkiej dotychczasowej produkcji, tzn. urzeczywistnieniem, czyli
rzeczywistością człowieka. Religia, rodzina, państwo, prawo, moralność, nauka, sztuka itd. są to
tylko szczególne sposoby produkcji podporządkowane jej ogólnemu prawu. A zatem pozytywne
zniesienie własności prywatnej, jako przyswojenie Ŝycia ludzkiego, jest pozytywnym zniesieniem
wszelkiej alienacji, czyli powrotem człowieka od religii, rodziny, państwa itd. do swego
ludzkiego, tj. społecznego bytu. Alienacja religijna jako taka dokonuje się tylko w sferze
ś
wiadomości, w ludzkim wnętrzu, natomiast alienacja ekonomiczna jest alienacją rzeczywistego
Ŝ
ycia - i dlatego teŜ zniesienie tej ostatniej obejmuje obie strony. Jest rzeczą zrozumiałą, Ŝe
początkowy punkt wyjściowy tego ruchu u poszczególnych narodów zaleŜy od tego, czy
prawdziwe, uznane Ŝycie narodu rozwija się bardziej w świadomości czy teŜ w świecie
zewnętrznym, czy jest bardziej Ŝyciem idealnym czy teŜ realnym. Komunizm zaczyna od razu
(Owen) od ateizmu; ateizmowi początkowo wiele jeszcze brakuje do tego, by być komunizmem,
jako Ŝe ów ateizm jest bardziej jeszcze abstrakcją. Filantropia ateizmu jest więc zrazu tylko
filantropią filozoficzną, abstrakcyjną, natomiast filantropia komunizmu jest od razu realna i
nastawiona bezpośrednio na działanie.
Widzieliśmy, jak przy załoŜeniu pozytywnego zniesienia własności prywatnej człowiek
produkuje człowieka - siebie samego i innego człowieka; jak przedmiot, który jest bezpośrednią
czynną manifestacją jego indywidualności, jest zarazem jego własnym bytem dla drugiego
człowieka, bytem tego drugiego człowieka oraz bytem tego drugiego człowieka dla pierwszego.
Tak samo jednak i materiał pracy, i człowiek jako podmiot są zarówno rezultatem, jak i punktem
wyjściowym ruchu (i właśnie na tym, Ŝe muszą być tym punktem wyjściowym, polega dziejowa
konieczność własności prywatnej). A więc charakter społeczny jest ogólnym charakterem całego
tego ruchu; jak samo społeczeństwo produkuje człowieka jako człowieka, tak i człowiek
produkuje społeczeństwo. Działalność i uŜywanie zarówno co do swej treści, jak i co do sposobu
istnienia są społeczne - jest to działalność społeczna i społeczne uŜywanie. Ludzka istota
przyrody istnieje dopiero dla człowieka społecznego; bo dopiero tu przyroda jest dla niego więzią
łączącą człowieka z człowiekiem, bytem jego dla drugiego człowieka i drugiego dla niego,
elementem Ŝyciowym rzeczywistości ludzkiej, podstawą jego własnego ludzkiego bytu. Dopiero
wtedy jego byt przyrodniczy staje się dla niego bytem ludzkim i przyroda staje się dla niego
człowiekiem. Tak więc społeczeństwo jest skończoną jednością istoty człowieka i przyrody,
prawdziwym zmartwychwstaniem przyrody, urzeczywistnieniem naturalizmu człowieka i
humanizmu przyrody.
Działalność społeczna i społeczne uŜywanie istnieją bynajmniej nie tylko w postaci bezpośrednio
wspólnej działalności i bezpośrednio wspólnego uŜywania, aczkolwiek wspólna działalność i
wspólne uŜywanie, tj. taka działalność i takie uŜywanie, które przejawiają się i potwierdzają
bezpośrednio w rzeczywistym obcowaniu z innymi ludźmi, będą istnieć wszędzie tam, gdzie ów
bezpośredni wyraz społeczności ma oparcie w istotnej treści działalności i uŜywania i odpowiada
naturze tej treści.
Nawet wtedy, kiedy zajmuję się pracą naukową itp. - pracą, którą mało kiedy mogę wykonywać
bezpośrednio wespół z innymi - działam społecznie, gdyŜ działam jako człowiek. Nie tylko
materiał mojej działalności - nawet sam język, którym posługuje się myśliciel - jest mi dany jako
produkt społeczny, ale mój własny byt jest działalnością społeczną; dlatego teŜ to, co daję z
siebie, daję z siebie za społeczeństwo, będąc świadomy siebie jako istoty społecznej.
Moja ogólna świadomość jest tylko teoretyczną postacią tego, czego Ŝywą postacią jest realna
wspólnota, społeczność, natomiast w naszych czasach ogólna świadomość abstrahuje od
rzeczywistego Ŝycia i dlatego wrogo mu się przeciwstawia. Dlatego teŜ i działalność mojej
ogólnej świadomości - jako taka -jest moim bytem teoretycznym jako istoty społecznej.
W szczególności naleŜy unikać z kolei przeciwstawiania „społeczeństwa" jako abstrakcji
jednostce. Jednostka jest istotą społeczną. Dlatego przejawy jej Ŝycia - choćby nie miały
bezpośrednio postaci społecznej, postaci przejawów Ŝycia wespół z innymi - są przejawami i
potwierdzeniem Ŝycia społecznego. śycie indywidualne i gatunkowe człowieka nie są czymś
róŜnym, choć sposób Ŝycia indywidualnego jest siłą rzeczy bądź bardziej szczególnym, bądź
bardziej ogólnym przejawem Ŝycia gatunkowego, czy teŜ Ŝycie gatunkowe jest bądź bardziej
szczególnym, bądź ogólnym Ŝyciem indywidualnym.
Jako świadomość gatunkowa człowiek potwierdza swoje realne Ŝycie społeczne i tylko powtarza
w myśleniu swój rzeczywisty byt, i na odwrót, byt gatunkowy potwierdza się w świadomości
gatunkowej i istnieje dla siebie w swej ogólności jako istota myśląca.
Człowiek przeto, jakkolwiek jest jednostką szczególną i ta szczególność właśnie czyni go
jednostką i prawdziwie indywidualną istotą społeczną, jest zarazem w równej mierze całością,
idealną całością, subiektywnym bytem dla siebie myślanego i zmysłowo doznawanego
społeczeństwa, podobnie jak i w rzeczywistości istnieje on zarówno jako ogląd i rzeczywiste
uŜywanie bytu społecznego, jak równieŜ jako całość ludzkiego przejawiania Ŝycia.
Dlatego myślenie i byt są wprawdzie czymś róŜnym, ale równocześnie stanowią jedność.
Ś
mierć wydaje się srogim zwycięstwem gatunku nad określonym osobnikiem i niejako
zaprzeczeniem ich jedności, ale określony osobnik jest tylko określoną istotą gatunkową i
ś
miertelny jest jako taki.
{4. Jak własność prywatna jest tylko zmysłowym wyrazem tego, Ŝe człowiek staje się dla siebie
równocześnie czymś przedmiotowym i zarazem przedmiotem obcym sobie i nieludzkim, Ŝe jego
przejawianie Ŝycia jest jego alienacją Ŝycia, jego urzeczywistnianie - jego odrzeczywistnianiem,
obcą rzeczywistością, tak teŜ pozytywne zniesienie własności prywatnej, tj. zmysłowe
przyswojenie dla człowieka i przez człowieka istoty ludzkiej i Ŝycia ludzkiego, człowieka
przedmiotowego, dziel ludzkich, naleŜy pojmować nie tylko w sensie bezpośredniego,
jednostronnego uŜywania, nie tylko w sensie władania, w sensie posiadania. Człowiek przyswaja
sobie swą wszechstronną istotę w sposób wszechstronny, a więc jako człowiek całościowy.
Wszelki jego ludzki stosunek do świata, widzenie, słyszenie, wąchanie, smakowanie, dotykanie,
myślenie, kontemplowanie, czucie, chcenie, działanie, kochanie - słowem, wszystkie narządy
jego osobowości, jak i narządy, które są bezpośrednio w swej formie narządami społecznymi,
stanowią w swym stosunku przedmiotowym, czyli w swym stosunku do przedmiotu, przyswojenie
tego przedmiotu, przyswojenie rzeczywistości ludzkiej; ich stosunek do przedmiotu to
przejawianie się rzeczywistości ludzkiej
134e
; ludzka aktywność i ludzka pasywność [menschliches
Leiden], bo pasywność, ujęta z punktu widzenia człowieka, jest uŜywaniem jego samego.
Własność prywatna zrobiła z nas ludzi tak głupich i jednostronnych, Ŝe przedmiot jest nasz
dopiero wówczas, gdy go mamy, a więc gdy istnieje dla nas jako kapitał, albo gdy go
bezpośrednio posiadamy, jemy, pijemy, nosimy na sobie, mieszkamy w nim itd. - słowem, gdy
go spoŜywamy - aczkolwiek sama własność prywatna uwaŜa wszystkie te sposoby bezpośredniej
realizacji posiadania tylko za środki do Ŝycia, Ŝycie zaś, dla którego są one środkami, to Ŝycie
własności prywatnej, praca i kapitalizacja.
Miejsce wszystkich zmysłów fizycznych i duchowych zajęła więc prosta alienacja wszystkich tych
zmysłów - zmysł posiadania. Do takiego stanu bezwzględnej nędzy musiała być doprowadzona
istota ludzka, Ŝeby mogła zrodzić z siebie swe wewnętrzne bogactwo. (O kategorii posiadania
ob.: Hess, w „Einundzwanzig Bogen"
117
).
ToteŜ zniesienie własności prywatnej jest całkowitą emancypacją wszystkich ludzkich zmysłów i
właściwości; ale jest tą emancypacją właśnie dlatego, Ŝe owe zmysły i właściwości stały się
ludzkie, zarówno subiektywnie, jak i obiektywnie. Oko stało się okiem ludzkim, a jego przedmiot
stał się przedmiotem społecznym, ludzkim, pochodzącym od człowieka i dla człowieka
przeznaczonym. Zmysły stały się więc bezpośrednio w swej praktyce teoretykami.
Ustosunkowują się do rzeczy ze względu na samą rzecz, ale sama rzecz jest przedmiotowym,
ludzkim ustosunkowaniem się do siebie samej oraz do człowieka
134f
, i na odwrót. ToteŜ potrzeba
czy teŜ uŜywanie utraciły swoją egoistyczną naturę, a przyroda utraciła swą czystą uŜyteczność,
gdyŜ poŜytek stał się poŜytkiem ludzkim.
Tak teŜ zmysły i uŜywanie innych ludzi zostały przeze mnie zawłaszczone. Dlatego oprócz tych
bezpośrednich narządów tworzą się narządy społeczne, w postaci społeczeństwa; tak np.
działalność w bezpośrednim powiązaniu z innymi itd. stała się narządem mego przejawiania
Ŝ
ycia i sposobem zawłaszczania Ŝycia ludzkiego.
Jasne jest, Ŝe oko ludzkie doznaje inaczej niŜ prymitywne oko nieludzkie, ucho ludzkie słyszy
inaczej niŜ ucho prymitywne itd.
Stwierdziliśmy, Ŝe człowiek nie traci siebie w swym przedmiocie tylko wtedy, gdy ten staje się
dla niego przedmiotem ludzkim albo człowiekiem przedmiotowym. Jest to moŜliwe tylko wtedy,
gdy przedmiot ten staje się dla niego przedmiotem społecznym, on sam staje się dla siebie istotą
społeczną, a społeczeństwo staje się dla niego istotą w tym przedmiocie. Kiedy zatem, z jednej
strony, dla człowieka w społeczeństwie rzeczywistość przedmiotowa staje się wszędzie
rzeczywistością sił istoty ludzkiej, rzeczywistością ludzką, a więc rzeczywistością sił jego
własnej istoty, wówczas wszystkie przedmioty stają się dla niego uprzedmiotowieniem jego
samego, przedmiotami potwierdzającymi i urzeczywistniającymi jego indywidualność, jego
przedmiotami, tzn. przedmiot staje się nim samym. To, jak się one dla niego stają jego
przedmiotami, zaleŜy od natury przedmiotu i od natury odpowiadającej jej siły istoty, bo właśnie
określoność tego stosunku stanowi szczególny, rzeczywisty sposób potwierdzania. Dla oka,
przedmiot jest inny niŜ dla ucha i przedmiot oka jest inny niŜ przedmiot ucha. Swoistość kaŜdej
siły istoty stanowi właśnie jej swoistą istotę, a zatem równieŜ swoisty sposób jej
uprzedmiotowienia, jej przedmiotowo-rzeczywistego, Ŝywego bytu. Człowiek potwierdza się więc
w świecie przedmiotowym nie tylko przez myślenie, lecz takŜe wszystkimi zmysłami.
Z drugiej strony, biorąc subiektywnie, dopiero muzyka rozbudza zmysł muzyczny człowieka; dla
niemuzykalnego ucha najpiękniejsza muzyka nie ma Ŝadnego sensu, nie jest dla niego
przedmiotem, gdyŜ mój przedmiot moŜe być tylko potwierdzeniem jednej z sił mojej istoty, czyli
moŜe istnieć dla mnie tylko tak, jak istnieje dla siebie siła mojej istoty, jako zdolność
subiektywna, gdyŜ sens przedmiotu dla mnie (ma sens tylko dla odpowiadającego mu zmysłu)
sięga właśnie tak daleko, jak daleko sięga mój zmysł. Dlatego zmysły człowieka społecznego są
innymi zmysłami niŜ zmysły człowieka niespołecznego; dopiero poprzez rozwinięte
przedmiotowo bogactwo istoty ludzkiej bądź rozwija się, bądź się dopiero tworzy bogactwo
subiektywnej zmysłowości ludzkiej: muzykalne ucho, oko wraŜliwe na piękno formy, słowem,
zmysły zdolne do ludzkich doznań, zmysły, które potwierdzają się jako siły istoty ludzkiej.
Albowiem nie tylko pięć zmysłów, lecz równieŜ tzw. zmysły duchowe, zmysły praktyczne (wola,
miłość itd.), słowem -zmysł ludzki, człowieczeństwo zmysłów, powstaje tylko dzięki istnieniu
swego przedmiotu, dzięki uczłowieczonej przyrodzie. Wykształcenie pięciu zmysłów jest dziełem
całej dotychczasowej historii. Zmysł podległy prymitywnej potrzebie praktycznej ma tylko
ograniczone znaczenie.} Dla człowieka wygłodzonego nie istnieje ludzka postać pokarmu, lecz
tylko abstrakcyjny byt pokarmu jako pokarmu; z równym powodzeniem mógłby on mieć postać
jak najbardziej prymitywną i nie sposób powiedzieć, czym takie zaspokojenie głodu róŜni się od
zwierzęcego zaspokajania głodu. Człowiek stroskany, nękany potrzebami nie jest wraŜliwy na
najpiękniejszą sztukę teatralną; handlujący minerałami widzi tylko ich wartość handlową, nie zaś
ich piękno i swoistą naturę; nie ma on zmysłu mineralogicznego. Tak więc uprzedmiotowienie
istoty ludzkiej, zarówno pod względem teoretycznym, jak i praktycznym, jest niezbędne zarówno
do tego, by uczłowieczyć zmysł ludzki, jak i do tego, by uczłowieczyć całe bogactwo ludzkiego i
przyrodniczego jestestwa.
{Podobnie jak stające się społeczeństwo znajduje wskutek ruchu własności prywatnej, jej
bogactwa i jej nędzy - bogactwa i nędzy materialnej i duchowej - cały materiał do tego
kształtowania się, tak społeczeństwo juŜ powstałe produkuje, jako swoją stałą rzeczywistość,
człowieka w całym tym bogactwie jego istoty, człowieka bogatego, o głęboko i wszechstronnie
wykształconych zmysłach. }
Widzimy, Ŝe subiektywizm i obiektywizm, spirytualizm i materializm, działanie i pasywność
dopiero w stanie społecznym tracą swój przeciwstawny charakter, a więc i przestają istnieć jako
takie przeciwieństwa; {widzimy, Ŝe nawet przeciwieństwa teoretyczne moŜna rozwiązać tylko w
sposób praktyczny, tylko dzięki praktycznej energii człowieka, i dlatego rozwiązanie ich nie jest
bynajmniej tylko zadaniem poznania, lecz rzeczywistym zadaniem Ŝycia, zadaniem, którego
filozofia nie mogła rozwiązać właśnie dlatego, Ŝe ujmowała je jako zadanie wyłącznie
teoretyczne. }
{Widzimy, Ŝe historia przemysłu i powstały przedmiotowy byt przemysłu jest otwartą księgą sil
istoty ludzkiej, zmysłową postacią psychologii ludzkiej, którą dotychczas rozpatrywano nie w jej
związku z istotą człowieka, lecz stale tylko pod kątem zewnętrznego stosunku uŜyteczności,
albowiem - poruszając się w sferze alienacji - ludzie umieli ujmować jako rzeczywistość sił istoty
ludzkiej i jako ludzkie akty gatunkowe tylko ogólny byt człowieka, religię czy historię w ich
postaci abstrakcyjno-ogólnej, w postaci polityki, sztuki, literatury itd. W zwykłym, materialnym
przemyśle (- który moŜna traktować jako część owego ogólnego ruchu, ale równie dobrze sam ten
ruch moŜna traktować jako szczególną część przemysłu, gdyŜ wszelka działalność ludzka była
dotąd pracą, czyli przemysłem, działalnością sobie samej wyobcowaną -) mamy przed sobą w
postaci
zmysłowych,
obcych,
uŜytecznych
przedmiotów,
w
postaci
wyobcowanej,
uprzedmiotowione siły istoty człowieka. Psychologia, dla której księga ta, to znaczy właśnie
zmysłowo najbardziej obecna, najdostępniejsza część historii, jest zamknięta, nie moŜe stać się
rzeczywistą, bogatą w treść i realną nauką.} CóŜ w ogóle myśleć o takiej nauce, która
arystokratycznie abstrahuje od tej wielkiej części pracy ludzkiej i nie odczuwa jako swej własnej
ograniczoności, gdy tak wielkie bogactwo ludzkiego działania nie mówi jej nic, prócz tego, co da
się wyrazić jednym słowem: „potrzeba", „pospolita potrzeba"?
Nauki przyrodnicze rozwinęły niebywałą działalność i przyswoiły sobie materiał, który
nieustannie rośnie. Ale filozofia pozostała im równie obca, jak one filozofii. Chwilowe
połączenie było tylko fantastyczną iluzją. Nie brak było woli, ale nie dostało zdolności.
Historiografia sama zwraca uwagę na nauki przyrodnicze tylko mimochodem, jako na moment
oświecenia, uŜyteczności, poszczególnych wielkich odkryć. Ale za to tym praktyczniej
przyrodoznawstwo wtargnęło za pośrednictwem przemysłu do Ŝycia ludzkiego, przekształciło je i
przygotowało
emancypację
człowieka,
aczkolwiek
bezpośrednio
musiało
dokonać
odczłowieczenia. Przemysł jest rzeczywistym historycznym stosunkiem przyrody, a zatem i
przyrodoznawstwa, do człowieka; skoro zatem ujmie się przemysł jako egzoteryczne odsłonięcie
sił istoty ludzkiej, to zrozumiała stanie się równieŜ ludzka istota przyrody czy teŜ przyrodnicza
istota człowieka; w rezultacie przyrodoznawstwo utraci swój abstrakcyjnie materialny, a raczej
idealistyczny kierunek i stanie się podstawą nauki ludzkiej, jak juŜ dziś - choć w wyalienowanej
postaci -stało się podstawą rzeczywiście ludzkiego Ŝycia, przyjmować zaś inną podstawę dla
Ŝ
ycia, a inną dla nauki - to a priori zakładać coś kłamliwego. {Przyroda kształtująca się w historii
ludzkiej - w akcie narodzin społeczeństwa ludzkiego - jest rzeczywistą przyrodą człowieka,
dlatego przyroda kształtowana - aczkolwiek w wyalienowanej postaci - przez przemysł jest
prawdziwą przyrodą antropologiczną.}
Zmysłowość (ob. Feuerbach) powinna być podstawą wszelkiej nauki. Nauka jest rzeczywistą
nauką tylko wtedy, gdy jej punktem wyjścia jest zmysłowość w dwojakiej postaci, zarówno w
postaci zmysłowej świadomości, jak i zmysłowej potrzeby, a więc wtedy, gdy punktem wyjścia
nauki jest przyroda. Cała historia to przygotowywanie tego, by „człowiek" stał się przedmiotem
zmysłowej świadomości, a potrzeba „człowieka jako człowieka" stała się prawdziwą potrzebą.
Sama historia jest rzeczywistą częścią historii naturalnej, stawania się przyrody człowiekiem.
Przyrodoznawstwo w przyszłości wchłonie naukę o człowieku, podobnie jak nauka o człowieku
wchłonie przyrodoznawstwo: będzie jedna nauka.
Człowiek jest bezpośrednim przedmiotem przyrodoznawstwa, bo bezpośrednią zmysłową
przyrodą jest dla człowieka bezpośrednio ludzka zmysłowość (wyraŜenie identyczne),
bezpośrednio jako inny zmysłowo istniejący dlań człowiek; albowiem jego własna zmysłowość
jest dla niego samego zmysłowością ludzką dopiero poprzez innego człowieka. Przyroda zaś jest
bezpośrednim przedmiotem nauki o człowieku. Pierwszy przedmiot człowieka - człowiek - jest
przyrodą, zmysłowością; i szczególne zmysłowe siły istoty ludzkiej znajdujące swoje
przedmiotowe urzeczywistnienie wyłącznie w przedmiotach przyrody, mogą osiągnąć swoje
samopoznanie tylko w nauce o przyrodzie w ogóle. Nawet Ŝywioł myślenia, Ŝywioł, w którym
przejawia się Ŝycie myśli, język, jest natury zmysłowej. Społeczna rzeczywistość przyrody i
ludzkie przyrodoznawstwo albo nauka przyrodnicza o człowieku - to wyraŜenia identyczne.
{Widzimy, Ŝe miejsce ekonomicznego bogactwa i nędzy zajmuje bogaty człowiek i bogata
potrzeba ludzka. Bogaty człowiek jest zarazem człowiekiem potrzebującym pełni przejawów
ludzkiego Ŝycia, człowiekiem, w którym jego własne urzeczywistnienie istnieje jako wewnętrzna
konieczność, jest człowiekiem w potrzebie. Nie tylko bogactwo, w równej mierze takŜe ubóstwo
człowieka zyskuje - w warunkach socjalizmu - znaczenie ludzkie, a zatem społeczne. Jest
pasywną więzią, która kaŜe człowiekowi odczuwać jako potrzebę największe bogactwo, jakim
jest inny człowiek. Panowanie we mnie istoty przedmiotowej, zmysłowy wybuch działalności
mojej istoty, jest namiętnością, która w ten sposób staje się tu działalnością mojej istoty
134g
}
5. Istota uwaŜa się za samodzielną dopiero wtedy, gdy stoi na własnych nogach, a stoi na
własnych nogach dopiero wtedy, gdy swoje istnienie zawdzięcza samej sobie. Człowiek, który
Ŝ
yje z łaski innego, uwaŜa się za istotę zaleŜną. śyję zaś całkowicie z łaski innego wtedy, gdy
zawdzięczam mu nie tylko utrzymanie swego Ŝycia, lecz i to, Ŝe ponadto stworzył moje śycie, Ŝe
jest źródłem mojego Ŝycia, a moje Ŝycie ma z konieczności taką przyczynę zewnętrzną, jeśli nie
jest moim własnym tworem. Dlatego akt stworzenia jest wyobraŜeniem, które bardzo trudno
wyprzeć ze świadomości ludu. Byt sam przez się przyrody i człowieka jest dlań niepojęty,
poniewaŜ przeczy wszelkim oczywistościom Ŝycia praktycznego.
WyobraŜeniu o stworzeniu Ziemi zadała potęŜny cios geognozja, tj. nauka, która przedstawia
kształtowanie się ziemi, powstawanie ziemi jako proces, jako sam otworzenie się. Generatio
aequivoca jest jedynym praktycznym obaleniem teorii stworzenia.
Łatwo, rzecz jasna, powiedzieć poszczególnemu osobnikowi to, co mówił juŜ Arystoteles:
Zostałeś zrodzony przez swego ojca i swą matkę, to znaczy, spółkowanie dwojga ludzi, a więc
akt gatunkowy ludzi stworzył człowieka w twojej osobie. Widzisz więc, Ŝe człowiek równieŜ pod
względem fizycznym zawdzięcza swoje istnienie człowiekowi. Masz więc mieć na uwadze nie
tylko jedną stronę, nieskończony proces, na mocy którego pytasz dalej: Kto zrodził mojego ojca,
kto zrodził jego dziadka itd.? Musisz teŜ pamiętać o tym ruchu okręŜnym, który w owym procesie
jest zmysłowo postrzegalny, o ruchu, na mocy którego człowiek rodząc powtarza siebie samego,
a więc podmiotem pozostaje stale człowiek. Ale ty odpowiesz: Uznaję ten ruch okręŜny, uznaj
więc i ty ten proces, który prowadzi mnie coraz dalej i dalej, aŜ do pytania, kto zrodził
pierwszego człowieka i w ogóle przyrodę. Mogę ci odpowiedzieć tylko tyle: Twoje pytanie samo
jest wytworem abstrakcji. Zapytaj sam siebie, jak doszedłeś do tego pytania; zapytaj, czy swego
pytania nie zadałeś z punktu widzenia, który nie pozwala mi udzielić odpowiedzi, gdyŜ jest on z
gruntu opaczny? Zapytaj sam siebie, czy dla rozumnego myślenia istnieje ów proces jako taki?
Pytając o stworzenie przyrody i człowieka, abstrahujesz tym samym od człowieka i przyrody.
Zakładasz ich nieistnienie, a mimo to chcesz, bym ci dowiódł ich istnienia. Powiem ci więc:
Porzuć swoją abstrakcję, a porzucisz i swoje pytanie, jeśli zaś chcesz się jej trzymać, to bądź
konsekwentny, i skoro myślisz człowieka i przyrodę jako nie istniejące, to myśl teŜ siebie jako
nie istniejącego, bo przecieŜ ty teŜ jesteś przyrodą i człowiekiem. Nie myśl, nie pytaj mnie, bo
skoro tylko myślisz i pytasz, twoje abstrahowanie od istnienia przyrody i człowieka traci sens. A
moŜe jesteś takim egoistą, Ŝe zakładasz nicość wszystkiego i chcesz istnieć tylko sam?
MoŜesz mi odrzec: Nie chcę zakładać nicości przyrody itd., ja pytam ciebie o akt jej powstania,
jak anatoma pytam o powstanie kości itd.
Skoro jednak dla człowieka socjalistycznego cała tak zwana historia powszechna jest niczym
innym, jak tylko tworzeniem człowieka przez pracę ludzką, jak tylko stawaniem się przyrody dla
człowieka, to ma on oczywisty, nieodparty dowód swego narodzenia z siebie samego, dowód
procesu swego powstawania. Skoro istotność człowieka i przyrody stała się czymś praktycznym,
zmysłowym, naocznym, skoro człowiek stał się dla człowieka praktycznie, zmysłowo, naocznie
bytem przyrody, a przyroda dla człowieka bytem człowieka, pytanie o obcą istotę, o istotę
istniejącą ponad przyrodą i człowiekiem - pytanie, które zawiera w sobie stwierdzenie
nieistotności przyrody i człowieka - stało się praktycznie niemoŜliwe. Ateizm, jako zaprzeczenie
tej nieistotności, nie ma juŜ sensu, bo ateizm jest negacją boga i stanowieniem przez tę negację
bytu człowieka; ale socjalizm jako socjalizm nie potrzebuje juŜ takiego pośrednictwa; rozpoczyna
on od teoretycznie i praktycznie zmysłowej świadomości człowieka i przyrody jako istoty. Jest
pozytywną samowiedzą człowieka, obywającą się juŜ bez pośrednictwa zniesienia religii, tak jak
rzeczywiste Ŝycie jest pozytywną rzeczywistością człowieka, obywającą się juŜ bez pośrednictwa
zniesienia własności prywatnej, czyli komunizmu. Komunizm jako zaprzeczenie zaprzeczenia jest
pozytywnym stanowieniem i dlatego jest rzeczywistym, koniecznym dla najbliŜszego etapu
rozwoju historycznego, momentem emancypacji i odnalezienia się człowieka. Komunizm jest
konieczną formą i czynną zasadą najbliŜszej przyszłości, ale komunizm nie jest jako taki celem
rozwoju ludzkiego - formą społeczeństwa ludzkiego.
[Znaczenie potrzeb człowieka w ustroju własności prywatnej i w ustroju socjalistycznym.
RóŜnica między bogactwem rozrzutnym a bogactwem przemysłowym. Podział pracy]
7. Widzieliśmy, jakie znaczenie ma w warunkach socjalizmu bogactwo potrzeb ludzkich, a więc
zarówno nowy sposób produkcji, jak i nowy przedmiot produkcji: nowy przejaw siły istoty
ludzkiej i nowe wzbogacenie ludzkiej istoty. W granicach własności prywatnej ma to znaczenie
odwrotne. KaŜdy człowiek przemyśliwa nad tym, by wzbudzić w drugim nową potrzebę, by
zmusić go do nowej ofiary, by wtrącić go w nową zaleŜność, podsunąć nowy sposób uŜywania, a
przez to doprowadzić do ruiny ekonomicznej. KaŜdy usiłuje stworzyć jakąś siłę panującą nad
drugim, obcą jego istocie, aby znaleźć w tym zaspokojenie swej własnej egoistycznej potrzeby.
Wraz z masą przedmiotów rośnie więc królestwo obcych istot, które ujarzmiają człowieka, a
kaŜdy nowy produkt stanowi nową moŜliwość wzajemnego oszustwa i wzajemnego rabunku.
Człowiek staje się tym uboŜszy jako człowiek, potrzebuje tym więcej pieniędzy, by móc
zawładnąć tą wrogą istotą, a siła jego pieniądza spada akurat odwrotnie proporcjonalnie do masy
produkcji, tzn. potrzeby człowieka rosną wraz ze wzrostem władzy pieniądza. - Potrzeba
pieniądza jest przeto rzeczywistą potrzebą zrodzoną przez ekonomię i jedyną potrzebą, jaką ona
rodzi. Ilość pieniądza staje się coraz bardziej jego jedyną moŜną właściwością; podobnie jak
redukuje on wszelką istotę do jej abstrakcji, tak teŜ siebie redukuje w swym własnym ruchu do
istoty ilościowej. Brak miary i nieumiarkowanie staje się jego faktyczną miarą.
Nawet subiektywnie wygląda to w pewnej mierze tak, Ŝe rozszerzenie kręgu produktów i potrzeb
staje się wynalazczym i bezustannie kalkulującym niewolnikiem nieludzkich, wyrafinowanych,
nienaturalnych i zmyślonych rozkoszy. Własność prywatna nie potrafi przekształcić potrzeby
prymitywnej w potrzebę ludzką; jej idealizm sprowadza się do fantazji, zachcianki, kaprysu i
Ŝ
aden eunuch nie schlebia bardziej haniebnie swemu despocie i nie usiłuje w bardziej podły
sposób podniecać jego stępiałych zmysłów, aby zaskarbić sobie jego łaski, niŜ eunuch
przemysłowy, producent, starający się wyłudzić srebrniki, wywabić złotego ptaka z kieszeni po
chrześcijańsku umiłowanego bliźniego (kaŜdy produkt jest przynętą, za pomocą której chce się
zwabić istotę drugiego, jego pieniądze; kaŜda rzeczywista czy moŜliwa potrzeba jest słabostką,
która ściągnie muchę na lep - powszechny wyzysk społecznej istoty ludzkiej; podobnie wszelka
niedoskonałość człowieka jest więzią łączącą go z niebem: tu łatwy przystęp do jego serca ma
kapłan; wszelka potrzeba stanowi okazję, by pod najniewinniejszym pozorem podejść do
bliźniego i powiedzieć: drogi przyjacielu, daję ci, czego potrzebujesz; ale znasz conditio sine qua
non; wiesz, jakim atramentem masz mi podpisać cyrograf; sprawiając ci przyjemność daję ci
wpaść w matnię i zdzieram z ciebie skórę). Eunuch ten jest na usługi najbardziej przewrotnych
pomysłów człowieka, gra rolę stręczyciela między nim i jego potrzebą, budzi w nim chorobliwe
poŜądania, podpatruje kaŜdą jego słabość, by potem zaŜądać zapłaty za tę przyjacielską
przysługę.
Ta alienacja wyraŜa się częściowo w tym, Ŝe istniejące, z jednej strony, wyrafinowanie potrzeb i
ś
rodków ich zaspokojenia wytwarza, z drugiej strony, zwierzęce zdziczenie, skończony, surowy,
abstrakcyjny prymitywizm potrzeb albo raczej odtwarza tylko samo siebie w swym odwrotnym
znaczeniu. Nawet potrzeba świeŜego powietrza przestaje być potrzebą robotnika; człowiek wraca
znów do jaskini, tyle Ŝe teraz jest ona zatruta morowym powietrzem cywilizacji i mniej pewna
jako siła obca; kaŜdego dnia moŜe być jej pozbawiony; kaŜdego dnia mogą go z niej wyrzucić,
jeśli nie uiści zapłaty. Za tę trupiarnię musi płacić. Jasne mieszkanie, które Prometeusz u
Ajschylosa nazywa jednym z największych darów, dzięki którym przekształcił dzikusa w
człowieka, przestaje istnieć dla robotnika. Światło, powietrze itd., najprostsza, właściwa nawet
zwierzętom, czystość przestaje być potrzebą człowieka. Brud, to zabagnienie, gnicie człowieka,
rynsztok (w dosłownym znaczeniu) cywilizacji stają się Ŝywiołem jego Ŝycia. Przeciwne naturze
całkowite zaniedbanie, gnijąca przyroda staje się Ŝywiołem jego Ŝycia. śaden z jego zmysłów juŜ
nie funkcjonuje nie tylko na sposób ludzki, lecz i nieludzki, a więc nawet na sposób zwierzęcy.
Wracają znów najprymitywniejsze sposoby (i narzędzia) pracy ludzkiej, np. deptak niewolników
rzymskich stał się sposobem produkcji, sposobem egzystencji wielu angielskich robotników.
Człowiek wyzbywa się nie tylko potrzeb ludzkich, ale i zwierzęcych. Irlandczyk zna juŜ tylko
potrzebę jedzenia, i to tylko jedzenia ziemniaków, i to tylko ziemniaków świńskich, ziemniaków
najpodlejszego gatunku. A Anglia i Francja mają juŜ w kaŜdym mieście przemysłowym małą
Irlandię. Dzikus, zwierzę mają przecieŜ jeszcze potrzebę polowania, ruchu itd., potrzebę
towarzystwa. - Uproszczenie maszyny, pracy wykorzystuje się do tego, by istotę, która dopiero
staje się człowiekiem, zupełnie nie ukształtowanego człowieka - dziecko - uczynić robotnikiem,
podobnie jak robotnik stał się zaniedbanym dzieckiem. Maszyna przystosowuje się do słabości
człowieka, by słabego człowieka przekształcić w maszynę.
{W jaki sposób wzrost potrzeb i środków ich zaspokojenia rodzi brak potrzeb i środków,
wykazuje ekonomista (i kapitalista - w ogóle mamy zawsze na myśli empirycznych
przedsiębiorców, gdy mówimy coś pod adresem ekonomistów, którzy są ich naukowym
sumieniem i bytem) w ten sposób, Ŝe 1. redukuje potrzeby robotnika do najniezbędniejszego,
najnędzniejszego utrzymania egzystencji fizycznej, a jego działalność do najbardziej
abstrakcyjnego ruchu mechanicznego, czyli mówi, Ŝe człowiek nie ma Ŝadnych innych potrzeb
ani jeśli chodzi o działalność, ani teŜ o uŜywanie; albowiem nawet takie Ŝycie ekonomista
nazywa Ŝyciem ludzkim i ludzkim bytem; Ŝe 2. najmarniejsze Ŝycie (egzystencję) bierze w swych
kalkulacjach za miernik, i to miernik powszechny: powszechny, bo mający walor dla masy ludzi;
czyni z robotnika istotę pozbawioną zmysłów i potrzeb, a z jego działalności czystą abstrakcję
wszelkiej działalności; dlatego wszelki luksus robotnika jest dlań zdroŜny, a wszystko, co
przekracza granice najbardziej abstrakcyjnie pojętej potrzeby - czy to będzie bierne uŜywanie,
czy aktywna działalność - wydaje mu się luksusem. Tak więc ekonomia polityczna, ta nauka o
bogactwie, jest zarazem nauką o wyrzeczeniu się, rezygnacji, oszczędności, i dochodzi ona
faktycznie do tego, Ŝe oszczędza człowiekowi nawet potrzeby czystego powietrza czy teŜ ruchu
fizycznego. Ta nauka o cudownym przemyśle jest zarazem nauką o ascetyzmie, a jej
prawdziwym ideałem jest ascetyczny, ale trudniący się lichwą kutwa oraz ascetyczny, ale
produkujący niewolnik. Jej ideałem moralnym jest robotnik, który zanosi część swego zarobku
do kasy oszczędności, i dla tej ulubionej idei wynalazła nawet lokajską sztukę. Takie sentymenty
grają w teatrze. Ekonomia polityczna jest więc - mimo swego ziemskiego i zmysłowego wyglądu
- nauką prawdziwie moralną, najmoralniejszą z nauk. Jej podstawową zasadą jest
samowyrzeczenie, wyrzeczenie się Ŝycia i wszelkich ludzkich potrzeb. Im mniej jesz, pijesz,
kupujesz ksiąŜek, im rzadziej chodzisz do teatru, na bal, do gospody, im mniej myślisz, kochasz,
teoretyzujesz, śpiewasz, malujesz, układasz wierszy
134h
, tym więcej oszczędzasz, tym większy
staje się twój skarb, którego ani mól nie zje, ani robak nie stoczy - kapitał. Im mniej jesteś, im
słabiej przejawiasz swoje Ŝycie, tym więcej masz, tym większe jest twoje wyalienowane Ŝycie,
tym więcej gromadzisz swej wyalienowanej istoty. Wszystko, co ekonomista zabiera ci z Ŝycia i
człowieczeństwa, zwraca ci w pieniądzach i w bogactwie, i wszystko, czego ty nie moŜesz, moŜe
twój pieniądz: moŜe jeść, pić, chodzić na bale i do teatru, moŜe podróŜować, potrafi [zdobyć]
sobie sztukę, uczoność, rzadkości historyczne, władzę polityczną -wszystko to moŜe tobie
przyswoić; moŜe to wszystko kupić; jest on prawdziwą moŜnością. Lecz mimo wszystko nie
moŜe tworzyć nic więcej prócz siebie samego, nie moŜe kupić nic więcej prócz siebie samego,
albowiem wszystko inne jest przecie jego sługą, a skoro władam panem, to władam i sługą i nie
potrzebuję uganiać się za sługą. Tak więc wszelkie namiętności i wszelka działalność musi
utonąć w Ŝądzy posiadania. Robotnikowi wolno mieć tylko tyle, Ŝeby chciał Ŝyć, a wolno mu
chcieć Ŝyć tylko po to, Ŝeby mieć.}
Co prawda, pojawia się na terenie ekonomii politycznej kontrowersja. Jedna strona (Lauderdale,
Malthus i in.) zaleca luksus i wyklina oszczędność; druga (Say, Ricardo i in.) zaleca oszczędność
i wyklina luksus. Ale pierwsza przyznaje, Ŝe chce luksusu, by produkować pracę (tzn. absolutną
oszczędność); druga zaś przyznaje, Ŝe zaleca oszczędność, by produkować bogactwo, tzn. luksus.
Pierwsza strona ulega romantycznym fantazjom, pragnąc, by nie sama Ŝądza zysku określała
konsumpcję bogaczy, i przeczy swym własnym prawom, gdy przedstawia rozrzutność jako
bezpośredni środek wzbogacenia; dlatego druga strona dowodzi bardzo powaŜnie i szczegółowo,
Ŝ
e przez rozrzutność uszczuplam, a nie pomnaŜam swoje mienie. Ta druga strona obłudnie uchyla
się od przyznania, Ŝe właśnie kaprysy i zachcianki określają produkcję; zapomina o
„wyrafinowanych potrzebach", zapomina, Ŝe bez konsumpcji nie byłoby produkcji; zapomina, Ŝe
na skutek konkurencji produkcja musi się stawać tylko wszechstronniejsza, bardziej luksusowa;
zapomina, Ŝe według niej uŜytek określa wartość rzeczy, a moda określa uŜytek; chciałaby, Ŝeby
produkowano tylko „to, co poŜyteczne" [„Nützliches"], zapomina jednak, Ŝe produkcja zbyt
wielu rzeczy poŜytecznych produkuje zbyt wiele zbytecznej [unnütze] ludności. Obie strony
zapominają, Ŝe rozrzutność i oszczędność, luksus i brak rzeczy niezbędnych, bogactwo i nędza
równają się sobie.
{I musisz oszczędzać nie tylko na swoich bezpośrednich potrzebach zmysłowych, jak na jedzeniu
itd., musisz równieŜ oszczędzić sobie udziału w sprawach ogółu, współczucia, zaufania itd.,
wszystkiego tego musisz sobie oszczędzić, jeśli chcesz być w zgodzie z ekonomią, jeśli nie
chcesz zginąć wskutek złudzeń.}
Wszystko, co masz, musisz mieć na sprzedaŜ, tzn. musisz mieć z tego poŜytek. Gdy pytam
ekonomistę: czy jestem posłuszny prawom ekonomicznym, kiedy zarabiam pieniądze,
wystawiając na sprzedaŜ, wydając na łup cudzej rozpusty swoje ciało (robotnicy fabryczni we
Francji nazywają prostytucję swych Ŝon i córek X-tą godziną pracy, i tak jest dosłownie), albo
czy postępuję według zasad ekonomii politycznej, kiedy sprzedaję swego przyjaciela
Marokańczykom (a bezpośrednia sprzedaŜ ludzi w postaci handlu poborowymi itd. jest
praktykowana we wszystkich krajach cywilizowanych), to ekonomista odpowiada: nie
postępujesz wbrew moim prawom, ale posłuchaj, co powie na to ciotka Moralność i ciotka
Religia; moja ekonomiczna moralność i religia nie mają ci nic do zarzucenia, ale... - Ale komu
jednak mam bardziej wierzyć, ekonomii politycznej czy moralności? - Moralność ekonomii
politycznej to zysk, praca i oszczędność, wstrzemięźliwość -ale ekonomia polityczna obiecuje mi
zaspokojenie moich potrzeb. - Ekonomia moralności to bogactwo czystego sumienia, cnoty itd.;
ale jakŜe mogę być cnotliwy, jeśli w ogóle nie jestem, jakŜe mogę mieć czyste sumienie, jeśli nie
mam zgoła rozeznania. - W istocie alienacji tkwi to, Ŝe kaŜda sfera przykłada do mnie inną,
wprost przeciwstawną miarę, inną - moralność, inną - ekonomia polityczna, gdyŜ kaŜda z nich
jest określoną alienacją człowieka i kaŜda utrwala odrębny zakres wyalienowanej działalności
mej istoty, kaŜda odnosi się w sposób wyalienowany do drugiej alienacji. I tak pan Michel
Chevalier zarzuca Dawidowi Ricardo, Ŝe abstrahuje od moralności. Ale u Ricarda ekonomia
polityczna mówi swym własnym językiem. Jeśli nie jest on moralny, to nie Ricarda to wina. M.
Chevalier abstrahuje od ekonomii politycznej, gdy moralizuje, ale z konieczności abstrahuje
faktycznie od moralności, gdy uprawia ekonomię polityczną. PrzecieŜ odniesienie ekonomii
politycznej do moralności - jeśli nie ma być arbitralne, przypadkowe, a więc nieuzasadnione i
nienaukowe, jeśli nie ma być przeprowadzone dla pozoru, lecz ujmować istotę - moŜe oznaczać
tylko przynaleŜność praw ekonomii politycznej do dziedziny moralności; jeśli tak nie jest, lecz
raczej jest wręcz przeciwnie, to cóŜ moŜe na to poradzić Ricardo? Zresztą samo przeciwieństwo
między ekonomią polityczną i moralnością to tylko pozór; będąc przeciwieństwem wcale nim nie
jest. Ekonomia polityczna wyraŜa prawa moralne, tyle Ŝe na swój sposób.
{Wyzucie z potrzeb jako zasada ekonomii politycznej przejawia się najdobitniej w jej teorii
ludnościowej. Jest za duŜo ludzi. Nawet istnienie ludzi jest czystym luksusem i jeśli robotnik jest
„moralny" (Mill proponuje publiczne pochwały dla tych, którzy są wstrzemięźliwi w Ŝyciu
płciowym, i publiczne potępienie tych, którzy grzeszą płodnością małŜeństwa... CzyŜ to nie
moralność, nie nauka ascezy?), będzie oszczędny w płodzeniu. Produkcja człowieka okazuje się
złem społecznym.}
Sens produkcji obliczonej na bogatych ujawnia się bez osłonek w sensie, jaki ma produkcja
obliczona na biedotę; w górze manifestuje się to zawsze w sposób subtelny, zamaskowany,
dwuznaczny - to pozór; na dole - w sposób brutalny, bez ogródek, szczerze - to istota.
Prymitywna potrzeba robotnika jest o wiele większym źródłem zysku niŜ subtelna potrzeba
bogacza. Londyńskie sutereny przynoszą swym właścicielom więcej niŜ pałace, tzn. stanowią ze
względu na zysk, jaki przynoszą, większe bogactwo, czyli, mówiąc językiem ekonomii
politycznej, są większym bogactwem społecznym.
Przemysł spekuluje w równej mierze na subtelności potrzeb, jak i na ich prymitywności, i to na
prymitywności wywołanej sztucznie, dla której prawdziwym uŜywaniem jest samoodurzenie,
złudne zaspokojenie potrzeby, cywilizacja pośród prymitywnego barbarzyństwa potrzeb. Dlatego
angielskie knajpy są jaskrawym symbolem własności prywatnej. Ich luksus obrazuje prawdziwy
stosunek przemysłowego luksusu i bogactwa do człowieka. ToteŜ nie bez powodów są to jedyne
rozrywki świąteczne ludu, do których policja angielska odnosi się co najmniej pobłaŜliwie.
Widzieliśmy juŜ, jak to ekonomista ustanawia róŜnymi sposobami jedność pracy i kapitału, 1.
Kapitał jest to nagromadzona praca; z. przeznaczenie kapitału w procesie produkcji -po części
reprodukcja kapitału z zyskiem, po części kapitał jako surowiec (przedmiot pracy), po części jako
samo pracujące narzędzie (maszyna to kapitał bezpośrednio utoŜsamiony z pracą) - to praca
produkcyjna; 3. robotnik jest kapitałem; 4. płaca robocza naleŜy do kosztów kapitału; 5. w
odniesieniu do robotnika praca jest reprodukcją jego kapitału Ŝyciowego; 6. w odniesieniu do
kapitalisty momentem działania jego kapitału.
Wreszcie, 7. ekonomista zakłada pierwotną jedność obu tych czynników jako jedność kapitalisty
i robotnika, jest to ów rajski stan pierwotny. To, Ŝe te dwa czynniki występują przeciw sobie jako
dwie osoby, jest dla ekonomisty wydarzeniem przypadkowym, a więc takim, które się tłumaczy
tylko przyczynami zewnętrznymi. (Por. Mill).
Narody, które są jeszcze oślepione zmysłowym blaskiem metali szlachetnych i dlatego są jeszcze
fetyszystami metalowego pieniądza, nie są jeszcze w pełni narodami pienięŜnymi.
Przeciwieństwo między Francją i Anglią. - Na przykładzie fetyszyzmu widzimy, w jak wielkiej
mierze rozwiązanie zagadek teoretycznych jest zadaniem praktyki i dokonuje się za jej
pośrednictwem, jak prawdziwa praktyka jest warunkiem rzeczywistej i pozytywnej teorii.
Ś
wiadomość zmysłowa fetyszysty jest inna niŜ Greka, dlatego Ŝe inny jest teŜ jego byt
zmysłowy. Abstrakcyjna wrogość między zmysłami i duchem jest nieuchronna dopóty, dopóki
człowiek nie stworzy swoją własną pracą ludzkiego odczuwania natury, ludzkiego zmysłu natury,
a więc i naturalnych zmysłów człowieka.
Równość to nic innego, jak niemieckie Ich = Ich [Ja = Ja], przetłumaczone na francuski, tzn. na
język polityki. Równość jako zasada komunizmu stanowi jego uzasadnienie polityczne; z tym
samym mamy do czynienia, kiedy Niemiec uzasadnia sobie komunizm ujmując człowieka jako
powszechną samowiedzę. Jest rzeczą zrozumiałą, Ŝe zniesienie alienacji rozpoczyna się zawsze
od tej postaci alienacji, która jest siłą panująca: w Niemczech samowiedza, we Francji równość,
bo polityka, w Anglii rzeczywista, materialna potrzeba praktyczna, mająca za swój miernik tylko
siebie samą. Z tego punktu widzenia naleŜy krytykować i uznawać Proudhona.
Jeśli nawet komunizmu (poniewaŜ jest zaprzeczeniem zaprzeczenia, takim przyswojeniem istoty
ludzkiej, które samo siebie [zapośrednicza] poprzez zaprzeczenie własności prywatnej) nie
nazywamy jeszcze prawdziwym pozytywnym stanowieniem, poczynającym się z samego siebie,
tylko takim, które zaczyna od własności prywatnej, [.......................................]
134i
.
PoniewaŜ więc przy tym
134j
rzeczywista alienacja Ŝycia ludzkiego trwa i jest tym większa, im
bardziej ludzie uświadamiają ją sobie jako taką, to [znieść tę alienację] moŜe tylko wprowadzony
w czyn komunizm. Do zniesienia idei własności prywatnej wystarcza w zupełności idea
komunizmu. Do zniesienia rzeczywistej własności prywatnej konieczne jest rzeczywiste działanie
komunistyczne. Historia przyniesie je, i ruch ten, który w teorii znamy juŜ jako ruch, który sam
się znosi, w rzeczywistości przejdzie nader brutalny i długotrwały proces. Musimy jednak uznać
za rzeczywisty postęp juŜ to, Ŝe z góry mamy świadomość zarówno ograniczoności, jak i celu
tego ruchu historycznego, Ŝe wyprzedziliśmy ten ruch w świadomości. Gdy jednoczą się
komunistyczni rzemieślnicy [kommunistische Handwerker], ich celem jest przede wszystkim
nauka, propaganda itp. Ale równocześnie wytwarza się u nich przez to nowa potrzeba, potrzeba
wspólnoty, i to, co ma być środkiem, staje się celem. Najświetniejsze osiągnięcia tego
praktycznego ruchu moŜna ujrzeć obserwując zebrania francuskich socjalistycznych ouvriers
[robotników]. Palenie, picie, jedzenie itd. przestały juŜ tam być środkiem jednoczenia, środkiem
wytwarzającym więź. Wystarcza im wspólnota, związek, rozmowa, której celem znów jest
wspólnota; braterstwo ludzi nie jest w ich ustach frazesem, lecz prawdą, a z ich zgrubiałych od
pracy rysów bije ludzkie dostojeństwo.
{Kiedy ekonomia polityczna twierdzi, Ŝe popyt i podaŜ zawsze się pokrywają, to zapomina
równocześnie, Ŝe według jej własnych twierdzeń podaŜ ludzi (teoria ludności) zawsze
przewyŜsza popyt, Ŝe więc w najistotniejszym rezultacie całej produkcji - w egzystencji
człowieka - znajduje najdobitniejszy wyraz dysproporcja między popytem a podaŜą.
O tym, w jakiej mierze pieniądz, który występuje jako środek, jest prawdziwą siłą i jedynym
celem, w jakim stopniu w ogóle ten środek, który czyni mnie istotą, który przyswaja mi obcą
przedmiotową istotę, jest sam sobie celem, świadczy to, Ŝe własność ziemska tam, gdzie ziemia
jest źródłem Ŝycia, koń i miecz tam, gdzie one są prawdziwym środkiem egzystencji - są równieŜ
uznawane za prawdziwe siły Ŝycia politycznego. W średniowieczu stan emancypował się
uzyskując prawo noszenia miecza. U ludów koczowniczych koń jest tym, co czyni człowieka
wolnym, co daje mu moŜność uczestniczenia w Ŝyciu wspólnoty.}
Powiedzieliśmy wyŜej, Ŝe człowiek wraca do mieszkania jaskiniowego itd., ale w jego
wyalienowanej, wrogiej postaci. Dziki czuje się w swej jaskini - którą po prostu sama przyroda
ofiarowuje do uŜytkowania i obrony - nie bardziej obco, a raczej równie swojsko jak ryba w
wodzie. Natomiast suterena biedaka jest dla niego czymś wrogim, gdyŜ jest to „mieszkanie, które
kryje w sobie obcą siłę, które jest jego tylko dopóty, dopóki oddaje mu swą krwawicę"; nie moŜe
go uwaŜać za swój dom, o którym wreszcie mógłby powiedzieć: „tu jestem u siebie", znajduje się
bowiem w domu cudzym, w domu innego człowieka, który dzień w dzień na niego czyha i
wyrzuci go, gdy nie zapłaci komornego. Wie równieŜ, Ŝe i pod względem jakości jego
mieszkanie jest przeciwieństwem ludzkiego mieszkania znajdującego się na tamtym świecie, w
niebieskim królestwie bogactwa.
{Alienacja wyraŜa się zarówno w tym, Ŝe mój} środek do Ŝycia naleŜy do kogoś innego, Ŝe to, co
jest moim pragnieniem, stanowi niedostępną własność kogoś innego, jak i w tym, Ŝe kaŜda rzecz
jest czymś innym, niŜ jest, Ŝe moje działanie jest czymś innym, Ŝe wreszcie - a odnosi się to takŜe
do kapitalisty - nad wszystkim w ogóle panuje nieludzka siła.
Charakterystyka bogactwa, które słuŜy wyłącznie uŜyciu, bogactwa bezczynnego i
marnotrawionego: z jednej strony, rozkoszujący się bogactwem uaktywnia się jako indywiduum
jedynie przemijające, wyŜywa się bezsensownie i traktuje cudzą niewolniczą pracę, ludzką
krwawicę, jako łup swej poŜądliwości, a przeto i samego człowieka, a więc teŜ siebie samego,
jako wydaną na łup marną istotę, przy czym pogarda dla człowieka przejawia się w swawoli, w
szastaniu tym, co mogłoby utrzymać przy Ŝyciu setkę istnień ludzkich, bądź w bezecnym
urojeniu, Ŝe jego nieokiełznana rozrzutność i niepohamowana, nieproduktywna konsumpcja są
warunkiem pracy, a tym samym warunkiem istnienia innych; urzeczywistnienie sil istoty ludzkiej
zna tylko w postaci urzeczywistnienia swych wybryków, swych zachcianek i kapryśnych,
dziwacznych pomysłów; z drugiej strony jednakŜe uwaŜa bogactwo tylko za środek i rzecz wartą
jedynie tego, by ją zmarnować. Tym samym jest więc zarazem i niewolnikiem bogactwa, i
panem, jest i wielkoduszny, i nikczemny, kapryśny, pyszny, zarozumiały, wykwintny,
wykształcony, wyrafinowany; nie doświadczył jeszcze bogactwa jako całkowicie obcej siły nad
samym sobą; widzi w nim raczej tylko swą własną siłę i [nie] bogactwo, lecz uŜycie [wydaje mu
się] celem ostatecznym [.......................................]
134k
Tej błyskotliwej, zaślepionej zmysłowym pozorem iluzji co do istoty bogactwa przeciwstawia się
pracujący, wstrzemięźliwy, myślący kategoriami gospodarczymi, prozaiczny, świadomy istoty
bogactwa przemysłowiec; stwarzając dla Ŝądzy uŜycia rozrzutnika nowe moŜliwości, wdzięcząc
się do niego swoimi produktami - jego produkty to równie niskie schlebianie zachciankom
rozrzutnika - potrafi w jedyny korzystny sposób przyswoić sobie wymykającą się tamtemu siłę.
Jeśli więc początkowo bogactwo przemysłowe występuje jako rezultat bogactwa rozrzutnego,
fantastycznego, to z czasem własny rozwój bogactwa przemysłowego wypiera bogactwo
rozrzutne równieŜ w sposób czynny. Spadek procentu jest właśnie konieczną konsekwencją i
rezultatem rozwoju przemysłu. Środki rozrzutnego rentiera zmniejszają się więc dzień w dzień
akurat w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do wzrostu środków i pokus uŜycia. Musi on więc
albo przejeść swój kapitał, czyli doprowadzić się do ruiny, albo sam stać się kapitalistą
przemysłowym. Wprawdzie z drugiej strony wskutek procesu rozwoju przemysłu ustawicznie
wzrasta bezpośrednio renta gruntowa, ale - jak juŜ widzieliśmy - nadchodzi nieuchronnie
moment, gdy własność ziemska, jak kaŜda inna własność, musi podpaść pod kategorię
reprodukującego się z zyskiem kapitału - co jest takŜe rezultatem tegoŜ rozwoju przemysłu. Tak
więc i rozrzutny właściciel ziemski musi albo przejeść swój kapitał, czyli zrujnować się, albo
sam zostać dzierŜawcą swej własnej ziemi, to znaczy przemysłowcem rolnym.
Spadek procentu - który Proudhon traktuje jako zniesienie kapitału i tendencję do jego
socjalizacji - jest więc bezpośrednio raczej tylko oznaką całkowitego zwycięstwa kapitału
pracującego nad bogactwem rozrzutnym, czyli przekształcenia wszelkiej własności prywatnej w
kapitał przemysłowy; jest to całkowite zwycięstwo własności prywatnej nad wszelkimi pozornie
jeszcze ludzkimi jej cechami i całkowite podporządkowanie właściciela prywatnego istocie
własności prywatnej -pracy. Oczywiście kapitalista przemysłowy teŜ uŜywa Ŝycia. Nie cofa się
bynajmniej do nienaturalnej prostoty potrzeb. Ale jego uŜywanie jest tylko czymś ubocznym,
odpoczynkiem podporządkowanym produkcji, jest przy tym uŜywaniem skalkulowanym, a więc
równieŜ ekonomicznym, dolicza je bowiem do kosztów kapitału i dlatego moŜe wydać na
uŜywanie tylko tyle, Ŝeby to, co roztrwonił, zwróciło mu się z zyskiem poprzez reprodukcję
kapitału. UŜywanie jest więc podporządkowane kapitałowi, jednostka konsumująca - jednostce
kapitalizującej, gdy przedtem było odwrotnie. Dlatego teŜ spadek procentu jest tylko w tym
sensie symptomem zniesienia kapitału, iŜ jest symptomem dopełniającego się panowania
kapitału, symptomem dopełniania się alienacji i rychłego jej zniesienia. Jest to w ogóle jedyny
sposób, w jaki to, co istnieje, potwierdza swoje przeciwieństwo.}
Spór ekonomistów na temat luksusu i oszczędności jest zatem tylko sporem ekonomii
politycznej, która uświadomiła sobie istotę bogactwa, z ekonomią, która jeszcze jest obarczona
romantycznymi, antyprzemysłowymi reminiscencjami. Ale Ŝadna ze stron nie potrafi ująć
przedmiotu sporu w prosty sposób i dlatego teŜ nie dojdą ze sobą do ładu.
Dalej. Renta gruntowa została obalona jako renta gruntowa, gdy najnowsza ekonomia polityczna
- w przeciwieństwie do argumentu fizjokratów, Ŝe właściciel ziemski jest jedynym rzeczywistym
wytwórcą - dowiodła, Ŝe właściciel ziemski jako taki jest właśnie jedynym całkowicie
nieprodukcyjnym rentierem i Ŝe rolnictwo jest sprawą kapitalisty, który lokuje tam swój kapitał,
gdy moŜe stąd oczekiwać normalnego zysku. Dlatego teŜ teza fizjokratów, Ŝe tylko własność
ziemska jako jedyna własność produkcyjna powinna płacić podatki państwowe, a tym samym
tylko ona powinna je uchwalać i uczestniczyć w sprawach państwowych, przekształca się w
twierdzenie odwrotne, Ŝe podatek od renty gruntowej jest jedynym podatkiem od dochodów
nieprodukcyjnych, a więc jedynym podatkiem, który nie przynosi szkody produkcji narodowej.
Jest rzeczą zrozumiałą, Ŝe przy takim ujęciu sprawy równieŜ przywileje polityczne właścicieli
ziemskich nie wynikają juŜ stąd, Ŝe są oni głównymi podatnikami.
Wszystko, co Proudhon ujmuje jako ruch pracy przeciwko kapitałowi, jest tylko ruchem pracy w
postaci kapitału, kapitału przemysłowego przeciwko kapitałowi zuŜywanemu nie jako kapitał,
tzn. nie w sposób przemysłowy. I ruch ten kroczy drogą swego zwycięstwa, tzn. drogą
zwycięstwa kapitału przemysłowego. - Widzimy więc, Ŝe dopiero wtedy, gdy ujmuje się pracę
jako istotę własności prywatnej, moŜna równieŜ zgłębić rzeczywistą naturę ruchu ekonomicznego
jako takiego.
Społeczeństwo widziane oczyma ekonomisty jest społeczeństwem obywatelskim, w którym kaŜda
jednostka stanowi pewien całokształt potrzeb, i jednostki istnieją dla siebie nawzajem tylko o
tyle, o ile stają się dla siebie nawzajem środkiem. Ekonomista - tak samo jak politycy w ich
prawach człowieka - sprowadza wszystko do człowieka, tzn. do jednostki, którą pozbawia
wszelkiej konkretności, by traktować ją jako kapitalistę czy robotnika.
Podział pracy jest ekonomicznym wyrazem społecznego charakteru pracy w ramach alienacji.
Innymi słowy, poniewaŜ praca jest tylko wyrazem działalności ludzkiej w ramach alienacji,
przejawianiem się Ŝycia jako alienowaniem Ŝycia, to i podział pracy jest niczym innym, jak tylko
wyobcowanym, wyalienowanym stanowieniem działalności ludzkiej jako realnej działalności
gatunkowej, czyli jako działalności człowieka jako istoty gatunkowej.
Na temat istoty podziału pracy - który od chwili, gdy pracę uznano za istotę własności prywatnej,
musiał być, rzecz jasna, uwaŜany za jeden z głównych motorów wytwarzania bogactw -tzn. na
temat wyobcowanej, wyalienowanej postaci działalności ludzkiej jako działalności gatunkowej -
ekonomiści wypowiadają się nader niejasno i przeczą sobie nawzajem.
„Podział pracy nie zawdzięcza swego powstania mądrości ludzkiej. Jest on koniecznym
następstwem powolnego i stopniowego rozwoju skłonności do wymiany i wzajemnego handlu
produktami. Ta skłonność do handlu jest prawdopodobnie koniecznym następstwem zdolności
myślenia i mówienia. Skłonność ta jest wspólna wszystkim ludziom i nie spotykamy jej u
Ŝ
adnego zwierzęcia. Zwierzę, gdy tylko dorośnie, Ŝyje na własną rękę. Człowiekowi stale
potrzebna jest pomoc innych ludzi i daremnie czekałby na nią licząc na ich dobrą wolę. O wiele
pewniej będzie odwołać się do ich interesu osobistego i przekonać ich, Ŝe ich własna korzyść
wymaga, aby czynili to, czego sobie od nich Ŝyczymy. W stosunkach z innymi ludźmi zwracamy
się nie do ich humanitarności, lecz do egoizmu, nie mówimy im nigdy o naszych potrzebach, lecz
zawsze o ich korzyściach. - PoniewaŜ więc większość usług, które są nam nawzajem potrzebne,
otrzymujemy przez wymianę, handel, targ, to właśnie ta skłonność do handlu zrodziła podział
pracy. Na przykład w jakimś plemieniu myśliwych czy pasterzy ktoś wyrabia łuki i cięciwy
szybciej i zręczniej niŜ inni. Często wymienia on ze swymi towarzyszami te produkty swojej
pracy na bydło i zwierzynę i wkrótce spostrzega, Ŝe tym sposobem moŜe zdobyć łatwiej
zwierzynę, niŜ gdyby sam chodził na łowy. Na podstawie kalkulacji czyni przeto z wyrobu łuków
etc. swoje główne zajęcie. ZróŜnicowanie przyrodzonych uzdolnień poszczególnych jednostek
jest więc nie tyle przyczyną, ile skutkiem podziału pracy... Gdyby człowiek nie miał skłonności
do handlu i wymiany, kaŜdy musiałby sam wytwarzać wszystkie rzeczy niezbędne do Ŝycia i
słuŜące jego wygodzie. Wszyscy musieliby wykonywać jednakową pracę i nie byłoby tej
wielkiej róŜnorodności zajęć, a tylko ona moŜe zrodzić tak wielką róŜnorodność uzdolnień. - I
jak ta skłonność do wymiany stwarza wśród ludzi róŜnorodność uzdolnień, tak teŜ ta sama
skłonność sprawia, Ŝe ta róŜnorodność jest uŜyteczna. Wiele ras zwierząt, choć naleŜy do tego
samego gatunku, obdarzyła natura odmiennymi cechami i predyspozycjami, bardziej rzucającymi
się w oczy niŜ te, które spotykamy wśród niewykształconych ludzi. Z natury róŜnica między
filozofem a tragarzem - jeśli chodzi o talent i inteligencję - nie jest nawet w połowie tak wielka,
jak między kundlem a chartem, chartem a wyŜłem, wyŜłem a owczarkiem. Niemniej jednak te
róŜne rasy zwierząt, chociaŜ naleŜą do tego samego gatunku, nie przynoszą sobie nawzajem
prawie Ŝadnej korzyści. Kundel nie moŜe wesprzeć walorów swojej siły szybkością charta itd.
Owoce tych róŜnych uzdolnień czy poziomów inteligencji z braku zdolności czy popędu do
handlu i wymiany nie mogą łączyć się, sumować i nie mogą w Ŝaden sposób przynieść korzyści
czy udogodnień Ŝycia całemu gatunkowi. KaŜde zwierzę musi utrzymać się, obronić samo,
niezaleŜnie od innych, nie moŜe czerpać nawet najmniejszych korzyści z róŜnorodności
uzdolnień, jakimi obdarzyła natura jego pobratymców. Wśród ludzi natomiast najbardziej
odmienne uzdolnienia są sobie nawzajem uŜyteczne, albowiem dzięki ogólnej skłonności do
handlu i wymiany róŜne produkty poszczególnych uzdolnień składane są jak gdyby na jedną
wspólną gromadę, z której kaŜdy człowiek moŜe nabyć tę część produktu uzdolnień innych ludzi,
jakiej potrzebuje. - Skoro skłonność do wymiany jest źródłem podziału pracy, to wskutek tego
wzrost tego podziału jest zawsze ograniczony przez zakres zdolności do wymiany, czyli, innymi
słowy, przez zakres rynku. Gdy rynek jest bardzo mały, nikt nie znajduje zachęty do tego, by
oddać się wyłącznie jednemu zajęciu, a to dlatego, Ŝe nie moŜe wymienić całej nadwyŜki
produktu własnej pracy, przekraczającej jego własną konsumpcję, na odpowiednią ilość produktu
pracy innych..." Na wyŜszym szczeblu rozwoju „kaŜdy człowiek Ŝyje dzięki wymianie, staje się w
pewnej mierze kupcem, a samo społeczeństwo staje się właściwie społecznością prowadzącą
handel"
135
. (Por. Destutt de Tracy: Społeczeństwo stanowi łańcuch wzajemnej wymiany, na
commerce polega cała istota społeczeństwa
136
). „...Akumulacja kapitałów wzrasta wraz z
rozwojem podziału pracy i na odwrót". Tyle Adam Smith.
„Gdyby kaŜda rodzina wytwarzała wszystkie przedmioty swojej konsumpcji, społeczeństwo
mogłoby funkcjonować, choćby nie było tam Ŝadnej formy wymiany. - Aczkolwiek wymiana nie
jest podstawą społeczeństwa, jest jednak nieodzowna na wyŜszym szczeblu rozwoju naszego
społeczeństwa. - Podział pracy jest umiejętnym zastosowaniem sił człowieka; pomnaŜa produkty
społeczeństwa, jego potęgę i jego wygody, ale ogranicza, pomniejsza zdolności kaŜdego
człowieka wziętego z osobna. - Produkcja nie moŜe istnieć bez wymiany". Tak mówi J. B. Say
137
.
„Siły tkwiące w samym człowieku to: jego władze umysłowe i fizyczna zdolność do pracy. Te
siły, które wypływają ze stanu towarzyskiego, zaleŜą na moŜności rozdzielania między ludzi
róŜnych zatrudnień... oraz na moŜności zobopólnej zamiany usług i rzeczy, środkami utrzymania
będących. Pobudką, która nakłania ludzi do wzajemnego świadczenia sobie usług, jest korzyść
własna. - Człowiek Ŝąda wynagrodzenia za usługi obcym świadczone. - Prawo wyłącznej
własności jest niezbędne, by mogła istnieć zamiana między ludźmi". „Zamiana i podział
przemysłu wpływają na siebie wzajemnie".
Tak mówi Skarbek
138
.
Mill przedstawia rozwiniętą wymianę, handel, jako następstwo podziału pracy.
„Działalność człowieka moŜna sprowadzić do bardzo prostych elementów. W istocie moŜe on
robić tylko jedno: wytwarzać ruch; moŜe poruszać rzeczy, by je oddalać od siebie lub do siebie
przybliŜać; reszty dokonują właściwości materii. Mając do czynienia z pracą i maszynami ludzie
często spostrzegają, Ŝe moŜna zwiększyć wyniki przez umiejętny podział, przez rozdzielenie
operacji, które się ze sobą kłócą, i przez połączenie wszystkich tych operacji, które w jakikolwiek
sposób mogą się nawzajem wspomagać. PoniewaŜ na ogół człowiek nie potrafi wykonywać
wielu róŜnych operacji z szybkością i sprawnością równą tej, z jaką wykonuje dzięki nawykom
pewną małą ich ilość, przeto zawsze korzystne jest maksymalne ograniczenie ilości operacji
powierzonych kaŜdej jednostce. - W celu jak najkorzystniejszego podzielenia pracy i
rozmieszczenia sił ludzi i maszyn konieczne jest w licznych wypadkach przeprowadzanie
operacji na wielką skalę, czyli, innymi słowy, produkowanie bogactw w ogromnych ilościach. Ta
korzyść jest przyczyną powstania wielkich manufaktur. Niekiedy mała ilość takich manufaktur,
załoŜonych w sprzyjających warunkach, zaopatruje częstokroć w Ŝądaną ilość produkowanych
przez nie przedmiotów nie tylko jeden kraj, lecz wiele krajów". Tak mówi Mill
139
.
Cała współczesna ekonomia polityczna zgodna jest jednak co do tego, Ŝe podział pracy i
bogactwo produkcji, podział pracy i akumulacja kapitału wzajemnie się warunkują, jak równieŜ
co do tego, Ŝe tylko nieskrępowana, pozostawiona samej sobie własność prywatna moŜe
stworzyć najkorzystniejszy i moŜliwie najszerszy podział pracy.
Wywody Adama Smitha moŜna zreasumować, jak następuje:
Podział pracy daje pracy nieograniczoną wydajność. Podstawą jego jest skłonność do wymiany i
handlu, skłonność specyficznie ludzka, która zapewne nie jest przypadkowa, lecz uwarunkowana
zdolnością myślenia i mówienia. Motywem wymiany nie jest humanitarność, lecz egoizm.
RóŜnorodność ludzkich uzdolnień jest raczej skutkiem niŜ przyczyną podziału pracy, tj.
wymiany. I dopiero wymiana czyni tę róŜnorodność uŜyteczną. Szczególne cechy róŜnych ras
jednego gatunku zwierzęcego są z natury bardziej zróŜnicowane niŜ uzdolnienia i działania ludzi.
PoniewaŜ jednak zwierzęta nie potrafią wymieniać, Ŝadnemu z nich nie przynosi korzyści
odmienna cecha zwierzęcia tego samego gatunku a innej rasy. Zwierzęta nie potrafią łączyć
róŜnych cech swej species; nie potrafią w niczym przyczynić się do jej ogólnego dobra i wygody.
Inaczej ludzie: ich najróŜnorodniejsze zdolności i sposoby działania wzajemnie się wspomagają,
gdyŜ potrafią oni zbierać róŜne swe produkty na jedną wspólną gromadę, z której kaŜdy moŜe
nabywać. Jak podział pracy wyrasta ze skłonności do wymiany, tak teŜ rozmiary wymiany, rynku
określają wzrost podziału pracy i jego granice. Na wyŜszym szczeblu rozwoju kaŜdy człowiek
jest kupcem, a społeczeństwo - towarzystwem handlowym.
Say uwaŜa wymianę za rzecz przypadkową, a nie podstawową. Społeczeństwo mogłoby istnieć i
bez niej. Staje się ona niezbędna na wyŜszym szczeblu rozwoju społeczeństwa. JednakŜe
produkcja nie moŜe bez niej istnieć. Podział pracy jest wygodnym, korzystnym środkiem,
umiejętnym zastosowaniem sił ludzkich do wytwarzania bogactwa społecznego, ale pomniejsza
zdolności kaŜdego człowieka z osobna. Ta ostatnia uwaga jest u Saya krokiem naprzód.
Skarbek odróŜnia siły indywidualne, tkwiące w samym człowieku, jego władze umysłowe i
fizyczną zdolność do pracy, od sił wywodzących się ze społeczeństwa, wymiany i podziału pracy,
które się nawzajem warunkują. Ale konieczną przesłanką wymiany jest własność prywatna.
Skarbek wyraŜa tutaj w formie obiektywnej to, co mówią Smith, Say, Ricardo i in., gdy
przedstawiają egoizm, interes prywatny jako podstawę wymiany albo gdy nazywają handel
odpowiadającą istocie rzeczy i adekwatną formą wymiany.
Mill przedstawia handel jako następstwo podziału pracy. Działalność ludzka sprowadza się
według niego do ruchu mechanicznego. Podział pracy i zastosowanie maszyn sprzyja bogactwu
produkcji. Poszczególnym ludziom naleŜy powierzać moŜliwie mały zakres operacji. Ze swej
strony podział pracy i zastosowanie maszyn warunkują masowe wytwarzanie bogactwa, tzn.
produktów. To jest przyczyną wielkich manufaktur.
Analiza podziału pracy i wymiany ma wielkie znaczenie, gdyŜ są to postrzegalnie dla zmysłów
wyalienowane wyrazy działalności człowieka jako działalności gatunkowej oraz siły istoty
człowieka jako gatunkowej siły istoty.
Teza, Ŝe podział pracy i wymiana opierają się na własności prywatnej, jest równoznaczna z
twierdzeniem, Ŝe praca stanowi istotę własności prywatnej, z twierdzeniem, którego ekonomista
nie moŜe udowodnić i które udowodnimy za niego. Właśnie to, Ŝe podział pracy i wymiana są
formami własności prywatnej, właśnie to stanowi dowód zarówno tego, Ŝe Ŝycie ludzkie
potrzebowało do swego urzeczywistnienia własności prywatnej, jak i z drugiej strony dowód
tego, Ŝe obecnie potrzebne mu jest zniesienie własności prywatnej.
Podział pracy i wymiana to dwa zjawiska, przy analizie których ekonomia chełpi się społecznym
charakterem swej nauki i jednym tchem, nieświadomie wypowiada zawartą w niej sprzeczność, a
mianowicie uzasadnienie społeczeństwa za pomocą niespołecznego interesu prywatnego.
Mamy rozpatrzyć następujące momenty: po pierwsze skłonność do wymiany - której podstawę
widzi się w egoizmie -traktuje się jako podstawę podziału pracy bądź stwierdza się, Ŝe zachodzi
między nimi oddziaływanie wzajemne. Say uwaŜa, Ŝe wymiana nie jest sprawą podstawową dla
istoty społeczeństwa. Bogactwo, produkcję tłumaczy się podziałem pracy i wymianą. Przyznaje
się, Ŝe podział pracy powoduje zuboŜenie i degradację działalności indywidualnej. Wymianę i
podział pracy uznaje się za przyczynę wielkiego zróŜnicowania uzdolnień ludzkich,
zróŜnicowania, które z kolei staje się poŜyteczne dzięki wymianie. Skarbek dzieli siły wytwórcze,
czyli produkcyjne siły istoty ludzkiej, na dwie części: 1. tkwiące w niej samej siły indywidualne,
jej władze umysłowe i szczególne usposobienie, czyli zdolność do określonej pracy, 2. siły
wywodzące się ze społeczeństwa, a nie z konkretnej jednostki, którymi są podział pracy i
wymiana. - Dalej: podział pracy jest ograniczony przez rynek. - Praca ludzka jest prostym
ruchem mechanicznym; najwaŜniejszą rolę odgrywają materialne właściwości przedmiotów. -
Poszczególnej jednostce naleŜy przydzielać moŜliwie najmniej operacji. - Podział pracy i
koncentracja kapitału, nieefektywność produkcji indywidualnej i masowa produkcja bogactwa. -
Sens wolnej własności prywatnej w podziale pracy
139a
.
[Pieniądz]
Jeśli doznania człowieka, jego namiętności
139b
itd. są nie tylko określeniami antropologicznymi
w [wąskim]
139c
znaczeniu, lecz prawdziwie ontologicznymi potwierdzeniami istoty (natury) -i
jeśli ich rzeczywistym potwierdzeniem jest tylko to, Ŝe ich przedmiot istnieje dla nich zmysłowo,
to rzecz zrozumiała, Ŝe 1. sposób ich potwierdzania nie jest bynajmniej jeden i ten sam, lecz - na
odwrót - róŜnoraki sposób potwierdzania stanowi swoistość ich bytu, ich Ŝycia; sposób, w jaki
przedmiot istnieje dla nich, jest swoistym sposobem ich uŜywania; 2. tam gdzie potwierdzenie
zmysłowe jest bezpośrednim zniesieniem przedmiotu w jego samoistnej postaci (jedzenie, picie,
obrabianie przedmiotu itd.), stanowi ono potwierdzenie przedmiotu; 3. o ile człowiek jest ludzki,
a więc i jego doznawanie itd. jest ludzkie, potwierdzenie przedmiotu przez kogoś innego jest
równieŜ jego własnym uŜywaniem; 4. dopiero dzięki rozwiniętemu przemysłowi tj. dzięki
pośrednictwu własności prywatnej, realizuje się ontologiczna istota namiętności ludzkiej
zarówno w swej całościowości, jak i w swym człowieczeństwie; nauka o człowieku jest więc
sama produktem praktycznej samorealizacji człowieka; 5. sens własności prywatnej - w
oderwaniu od jej alienacji - polega na istnieniu istotnych przedmiotów dla człowieka, zarówno w
postaci przedmiotów uŜywania, jak i przedmiotów działalności.
Pieniądz posiada właściwość nabywania wszystkiego, właściwość przyswajania sobie wszystkich
przedmiotów, jest więc przedmiotem par excellence. Uniwersalność jego właściwości stanowi
wszechmoc jego istoty; uchodzi on zatem za istotę wszechmocną. Pieniądz występuje w roli raj
fura między potrzeba i przedmiotem, między Ŝyciem i środkiem do Ŝycia człowieka. Ale to, co
jest pośrednikiem między mną i moim Ŝyciem, jest teŜ dla mnie pośrednikiem między mną a
istnieniem innego człowieka. To jest dla mnie innym człowiekiem.
„Do diaska! mówisz: ręce i nogi, i głowa,
i wszystkie części ciała są moje, li-moje -
więc ci i rozum, i myśl kaŜe zdrowa
funkcje tych członków teŜ uznać za swoje!
Gdy kupię ogrów sześć - czyjeŜ ich nogi?
moje! - to ja ubijam kopytami drogi!"
Goethe, „Faust" (Mefisto)
140
Szekspir w „Tymonie Ateńczyku" :
,,CóŜ to jest? Złoto? śółte i świecące,
Kosztowne złoto? Modłym me zanosił
Nie o to, bogi...
Toć odrobina tego zmienić zdolna
Czarne na białe, szpetne na urodne,
A złe na dobre, podłe na szlachetne,
Starość na młodość, tchórza na rycerza.
Na co to, bogi? To zdolne odciągnąć
Kapłanów waszych od waszych ołtarzy,
Wyrwać poduszkę spod głów zdrowych ludzi
140a
.
Złoty niewolnik ten wiąŜe i zrywa
Ludzkie przysięgi, przeklętych poświęca,
KaŜe ubóstwiać wstrętną trędowatość,
Złodziejom daje godność i pokłony,
Na senatorskiej ławie ich osadza.
Zwiędłą juŜ wdowę w nowe stadło wiedzie;
Tej, którą nawet szpital trędowatych
Od drzwi by swoich odepchnął ze wstrętem,
Wdzięk i woń daje wiosennego ranka.
Przeklęty prochu, świata wszetecznico,
Ziarno niezgody między narodami..."
A niŜej :
,,O, królobójco słodki, drogi sprawco
Rozwodu między synem a rodzicem!
Czystego łoŜa jasny hańbicielu!
Waleczny Marsie, tyś zawsze jest młody,
Ś
wieŜy, kochany! Twój rumieniec topi
Ś
nieg poświęcony na łonie Diany!
Widomy BoŜe, wszystkie przeciwieństwa
140b
Ty w jednym moŜesz połączyć uścisku!
W kaŜdym języku kaŜdą wygrasz sprawę!
O, ty, probierczy serc ludzkich kamieniu!
Przypuść, Ŝe podniósł bunt człek, twój niewolnik,
Twoją potęgą zniszcz ród jego cały,
By mogły bestie tym światem zawładnąć!"
141
.
Szekspir świetnie przedstawia istotę pieniądza. By go zrozumieć, zacznijmy najpierw od
interpretacji ustępu z Goethego.
To, co mam dzięki pieniądzowi, to, za co mogę zapłacić, tzn. to, co mogą kupić pieniądze - to
wszystko to ja, sam posiadacz pieniądza. Siła moja jest tak wielka, jak wielka jest siła pieniądza.
Cechy pieniądza są moimi - jego właściciela - cechami i siłami istoty. Nie osobowość moja
określa więc, czym jestem i na co mnie słać. Jestem brzydki, ale mogę sobie kupić najpiękniejszą
kobietę. A więc nie jestem brzydki, bo działanie brzydoty, jej siłę odstraszającą zniweczył
pieniądz. Sam jestem chromy, ale pieniądz dostarczy mi 24 nóg; a więc nie jestem chromy.
Jestem człowiekiem złym, nieuczciwym, niesumiennym, ograniczonym, ale pieniądz doznaje
czci, a więc czczony jest i jego posiadacz. Pieniądz jest najwyŜszym dobrem, a więc i jego
posiadacz jest dobry; ponadto dzięki pieniądzowi nie potrzebuję sobie zadawać trudu być
nieuczciwym, z góry mają mnie więc za uczciwego. Nie jestem mądry, ale pieniądz jest
prawdziwą mądrością wszystkiego, więc jakŜe jego posiadacz miałby nie być mądry? Ponadto
moŜe on sobie kupić mądrych ludzi, a czyŜ ten, kto włada mądrymi ludźmi, nie jest mądrzejszy
od mądrych ludzi? CzyŜ ja, który dzięki pieniądzowi mogę mieć wszystko, do czego wzdycha
dusza ludzka, nie posiadam wszystkich ludzkich moŜności? CzyŜ więc moje pieniądze nie
zamieniają wszystkich moich niemoŜności w ich przeciwieństwo?
Jeśli pieniądz jest więzią, która wiąŜe mnie z Ŝyciem ludzkim, ze społeczeństwem, z przyrodą i
ludźmi, to czyŜ nie jest on więzią wszystkich więzi? CzyŜ nie potrafi rozwiązywać i zawiązywać
wszelkich więzi? CzyŜ nie jest zatem równieŜ powszechnym środkiem separacji? Jest on
prawdziwą monetą zdawkową
141a
, jak i prawdziwym środkiem wiąŜącym, [powszechną]
141b
chemiczną siłą społeczeństwa.
Szekspir podkreśla zwłaszcza dwie cechy pieniądza:
1. Jest on widzialnym bóstwem, przeistacza wszystkie cechy ludzkie i przyrodnicze w ich
przeciwieństwo, podmienia i wy wraca na opak wszystkie rzeczy; łączy przeciwieństwa.
2. Jest on wszetecznicą świata, powszechnym rajfurem ludzi i narodów.
Wywracanie na opak i podmienianie wszystkich właściwości ludzkich i przyrodniczych, łączenie
przeciwieństw; ta boska moc pieniądza tkwi w jego istocie jako w wyobcowanej, alienującej i
alienującej się istocie gatunkowej ludzi. Jest on wyalienowaną mocą ludzkości.
Czego nie jestem w stanie zrobić jako człowiek, czego nie są w stanie zrobić wszystkie siły mojej
indywidualnej istoty, to jestem w stanie zrobić przy pomocy pieniądza. Zatem pieniądz czyni
kaŜdą z tych sił mej istoty czymś, czym sama w sobie nie jest, tj. jej przeciwieństwem.
Kiedy mam chęć na jakąś potrawę albo chcę skorzystać z dyliŜansu, poniewaŜ jestem za słaby,
by odbyć drogę pieszo, pieniądz dostarcza mi potrawy i dyliŜansu, tzn. przeobraŜa moje Ŝyczenia
ze stanu wyobraŜenia, przenosi je z bytu myślowego, w wyobraźni, w pragnieniu - w byt
zmysłowy, rzeczywisty, z wyobraźni w Ŝycie, z bytu wyobraŜonego w byt rzeczywisty. Jako ten
pośrednik pieniądz jest siłą prawdziwie
twórczą.
Popyt występuje oczywiście i u tego, kto nie ma pieniędzy, ale jego popyt jest jedynie czymś, co
istnieje w wyobraźni, nie ma wpływu na mnie, na osobę trzecią, na innych, nie istnieje, a więc
pozostaje nawet dla mnie czymś nierzeczywistym, bezprzedmiotowym. RóŜnica między popytem
efektywnym, opartym na pieniądzu, a nieefektywnym, opartym na mojej potrzebie, mojej
namiętności, moim Ŝyczeniu itd., jest róŜnicą między bytem a myśleniem, między wyobraŜeniem
istniejącym jedynie we mnie a wyobraŜeniem istniejącym dla mnie jako rzeczywisty przedmiot
poza mną.
Kiedy nie mam pieniędzy na podróŜowanie, nie mam potrzeby, tzn. nie mam rzeczywistej i
urzeczywistniającej się potrzeby podróŜowania. Kiedy mam powołanie do studiów, ale brak mi
pieniędzy, nie mam powołania do studiów, tzn. nie mam powołania efektywnego, prawdziwego.
Natomiast kiedy w rzeczywistości nie mam powołania do studiów, ale mam takie Ŝyczenie i
pieniądze, to mam efektywne powołanie do studiów. Pieniądz - jako powszechna moŜność i
powszechny środek zewnętrzny, nie pochodzący od człowieka jako człowieka i nie wywodzący
się ze społeczeństwa ludzkiego jako społeczeństwa, zdolny uczynić wyobraŜenia rzeczywistością,
a rzeczywistość pustym wyobraŜeniem - z jednej strony, przekształca rzeczywiste ludzkie i
przyrodnicze siły istoty w czysto abstrakcyjne wyobraŜenia, a więc w ułomności, dręczące
urojenia, z drugiej zaś przeobraŜa rzeczywiste ułomności i urojenia, faktycznie bezwładne,
istniejące tylko w wyobraźni jednostki siły istoty ludzkiej - w jej rzeczywiste siły i zdolności. A
więc to samo świadczy juŜ, Ŝe jest on powszechnym wywróceniem na opak indywidualności,
które przekształca w ich przeciwieństwo i którym nadaje cechy sprzeczne z ich rzeczywistymi
cechami.
Jako ta siła wywracająca wszystko na opak występuje pieniądz z kolei i wobec jednostki, i wobec
więzi społecznych itd., pretendujących do roli istoty. Przekształca on wierność w niewierność,
miłość w nienawiść, nienawiść w miłość, cnotę w występek, występek w cnotę, sługę w pana,
pana w sługę, głupotę w rozsądek, rozsądek w głupotę.
PoniewaŜ pieniądz jako istniejące i potwierdzające się w rzeczywistości pojęcie wartości
zamienia i podmienia wszystkie rzeczy, jest on powszechną zamianą i podmianą wszystkich
rzeczy, a więc światem na opak, zamienianiem i podmienianiem wszystkich ludzkich i
przyrodniczych cech.
Kto moŜe kupić dzielność, jest dzielny, nawet gdy jest tchórzem. PoniewaŜ pieniądz wymienia
się nie na określoną właściwość, na określoną rzecz, na określone siły istoty ludzkiej, lecz na cały
przedmiotowy świat ludzki i przyrodniczy, to, z punktu widzenia jego posiadacza, wymienia on
kaŜdą właściwość na kaŜdą inną - równieŜ przeciwną jej właściwość i przeciwny przedmiot;
brata niemoŜliwości, łączy w uścisku przeciwieństwa.
Przy załoŜeniu, Ŝe człowiek jest człowiekiem i jego stosunek do świata jest ludzki, miłość moŜesz
wymieniać tylko na miłość, zaufanie tylko na zaufanie itd. Jeśli chcesz rozkoszować się sztuką,
musisz być człowiekiem wykształconym w dziedzinie sztuki; jeśli chcesz wywierać wpływ na
innych ludzi, musisz być człowiekiem, który rzeczywiście inspiruje i wiedzie naprzód innych
łudzi. KaŜdy twój stosunek do człowieka - i do przyrody - musi być określonym,
odpowiadającym przedmiotowi twej woli przejawem twego rzeczywistego indywidualnego Ŝycia..
Jeśli kochasz nie wzbudzając wzajemnej miłości, tzn. jeśli twoja miłość jako miłość nie
wytwarza wzajemnej miłości, jeśli poprzez swój przejaw Ŝycia człowieka kochającego nie
czynisz siebie człowiekiem kochanym, miłość twoja jest bezsilna, jest nieszczęściem.
[Krytyka heglowskiej dialektyki i filozofii w ogóle]
6. Chyba w tym punkcie będzie miejsce na to, by dla wyjaśnienia i uzasadnienia wywodów
poświęcić kilka uwag dialektyce heglowskiej w ogóle, a w szczególności ujęciu jej w
„Fenomenologii" i „Logice", jak równieŜ stosunkowi do Hegla nowego ruchu krytycznego.
Współczesna krytyka niemiecka była tak zaabsorbowana treścią starego świata, jej rozwój był tak
przemoŜnie skrępowany materiałem krytyki, Ŝe w konsekwencji cechował ją całkowicie
bezkrytyczny stosunek do metody krytykowania i zupełny brak rozeznania, jeśli chodzi o kwestię
poniekąd formalną, w istocie jednak zasadniczą, jaki jest nasz stosunek do dialektyki
heglowskiej. Nieświadomość - jeśli chodzi o stosunek współczesnej krytyki do filozofii Hegla w
ogóle i do jego dialektyki w szczególności - była tak wielka, Ŝe krytycy tacy, jak Strauss i Bruno
Bauer, wciąŜ jeszcze pozostają w niewoli logiki heglowskiej: pierwszy całkowicie, drugi równieŜ
-przynajmniej potencjalnie - w swoich „Synoptykach"
142
(gdzie w przeciwieństwie do Straussa
wysuwa „samowiedzę" abstrakcyjnego człowieka na miejsce substancji „abstrakcyjnej
przyrody"), a nawet jeszcze w „Chrześcijaństwie odkrytym"
143
. Tak na przykład w
„Chrześcijaństwie odkrytym" czytamy:
„Jak gdyby samowiedza ustanawiając świat, ustanawiając róŜnicę, i w tym, co tworzy, tworząc
siebie samą, jako Ŝe z kolei znosi ona róŜnicę między tym, co stworzyła, a samą sobą i jest samą
sobą tylko w akcie tworzenia i w ruchu — jak gdyby ta samowiedza nie miała mieć swego celu w
tym ruchu" itd.; albo: „Oni" (materialiści francuscy) „nie mogli jeszcze dostrzec, Ŝe ruch
wszechświata stał się rzeczywiście ruchem dla siebie i osiągnął jedność z samym sobą dopiero
jako ruch samowiedzy".
WyraŜenia te nawet językowo nie róŜnią się niczym od ujęcia Hegla, raczej powtarzają je
dosłownie.
Jak mało świadomy był stosunek do dialektyki Hegla w samym akcie krytyki (Bauer,
„Synoptycy"), jak mało świadomy pozostał równieŜ po akcie krytyki przedmiotowej, dowodzi
Bauer, który w swojej „Słusznej sprawie wolności" uchyla się od odpowiedzi na niedyskretne
pytanie pana Gruppego: „A co teraz począć z logiką?" - odsyłając go do przyszłych krytyków
144
.
Ale i teraz, kiedy Feuerbach - i w swoich „Tezach" w „Anekdota", i szczegółowo w „Filozofii
przyszłości" - obalił starą dialektykę i filozofię w jej podstawach, kiedy natomiast owa krytyka,
która nie potrafiła tego dokonać, ujrzawszy, iŜ rzecz została dokonana, ogłosiła się krytyką
czystą, zdecydowaną, absolutną, krytyką, która wszystko sobie wyjaśniła, kiedy w swoim
spirytualistycznym zadufaniu sprowadziła cały ruch historyczny do stosunku pozostałego świata
(który w odróŜnieniu od siebie samej zalicza do kategorii „masy") do niej samej i rozwiązała
wszystkie przeciwieństwa dogmatyczne w jedno dogmatyczne przeciwieństwo własnej mądrości
i głupoty świata, krytycznego Chrystusa i ludzkości jako „tłumu", kiedy nieustannie dowodziła
swej własnej doskonałości wykazując ubóstwo duchowe masy, kiedy ogłosiła drukiem
145
swą
wyŜszość nad wszelkimi doznaniami ludzkimi, jak i nad światem, nad którym króluje we
wzniosłej samotności wybuchając tylko od czasu do czasu szyderczym śmiechem olimpijskich
bogów, kiedy wreszcie zapowiedziała krytyczny sąd ostateczny oznajmiając, Ŝe zbliŜa się dzień,
w którym cała ginąca ludzkość stanie przed nią gromadnie, zostanie przez nią podzielona na
grupy i kaŜda grupa otrzyma swoje testimonium paupertatis - teraz, po tych wszystkich
pociesznych gestach idealizmu (młodoheglizmu), umierającego w formie krytyki, idealizm ten
nawet nie napomknął o tym, Ŝe nadszedł czas na rozrachunek krytyczny z własną jego matką,
dialektyką heglowską, a nawet nie potrafił nic powiedzieć o swoim krytycznym stosunku do
dialektyki Feuerbacha. Jest to zupełnie niekrytyczny stosunek do samego siebie.
Feuerbach jest jedynym myślicielem, który ma powaŜny,krytyczny stosunek do dialektyki
heglowskiej; on jeden dokonał prawdziwych odkryć w tej dziedzinie i w ogóle naprawdę
przezwycięŜył starą filozofię. Wielkość dzieła dokonanego przez Feuerbacha i skromna prostota,
z jaką podaje je światu, odbiegają jaskrawo od zachowania się krytyków. Wielkim dziełem
Feuerbacha jest:
1. dowód, Ŝe filozofia nie jest niczym innym, jak wyraŜoną w myślach i logicznie
usystematyzowaną religią, Ŝe zatem powinna być równieŜ osądzona jako inna forma, inny sposób
istnienia alienacji istoty ludzkiej;
2. stworzenie prawdziwego materializmu i rzeczywistej nauki, Feuerbach czyni bowiem równieŜ
społeczny stosunek „człowieka do człowieka" podstawową zasadą teorii, a
3. zaprzeczeniu zaprzeczenia, które podaje siebie za absolutną pozytywność, przeciwstawia
pozytywność zasadzającą się na samej sobie i w samej sobie znajdującą swe pozytywne
uzasadnienie.
Feuerbach w następujący sposób tłumaczy dialektykę Hegla (i tym samym uzasadnia, Ŝe
punktem wyjścia powinno być to, co jest pozytywne - to, co jest pewne zmysłowo):
Punktem wyjścia Hegla jest alienacja (logicznie: to, co nieskończone, abstrakcyjnie ogólne),
substancja, absolutna i niezmienna abstrakcja, czyli - wyraŜając się popularnie - jego punktem
wyjścia jest religia i teologia.
Po drugie: znosi on to, co nieskończone, i ustanawia to, co rzeczywiste, zmysłowe, realne,
skończone, szczególne (filozofia, zniesienie religii i teologii).
Po trzecie: znosi z kolei to, co pozytywne, i przywraca abstrakcję, to, co nieskończone.
Przywrócenie religii i teologii.
Feuerbach rozpatruje więc zaprzeczenie zaprzeczenia tylko jako sprzeczność filozofii samej z
sobą, jako filozofię, która potwierdza teologię (transcendentność itd.), gdy uprzednio poddała ją
zaprzeczeniu, a zatem potwierdza ją wbrew samej sobie.
To twierdzenie, czyli samoutwierdzenie i samopotwierdzenie zawarte w zaprzeczeniu
zaprzeczenia Feuerbach rozpatruje jako twierdzenie, któremu brak jeszcze pewności siebie, które
przeto zawiera w sobie własne przeciwieństwo, samo podaje się w wątpliwość i dlatego wymaga
dowodu, a więc rozpatruje je jako twierdzenie, które nie dowodzi siebie samo przez się, przez
swój byt, jako twierdzenie nie poświadczone, i dlatego przeciwstawia mu bezpośrednio
twierdzenie pewne zmysłowo, zasadzające się na samym sobie
145a
.
Natomiast Hegel, który zaprzeczenie zaprzeczenia od strony pozytywnej, zawartej w nim,
rozpatrywał jako pozytywność prawdziwą i jedyną, od strony zaś negatywnej w nim zawartej
jako jedyny akt prawdziwy i akt samourzeczywistniania się wszelkiego bytu, znalazł tylko
abstrakcyjny, logiczny, spekulatywny wyraz dla ruchu historii, która nie jest jeszcze rzeczywistą
historią człowieka przyjętego w załoŜeniu jako podmiot, lecz dopiero aktem kreacji, historią
powstania człowieka.
Postaramy się wytłumaczyć zarówno abstrakcyjną formę tego ruchu u Hegla, jak i to, czym róŜni
się ten ruch u Hegla w porównaniu z krytyką współczesną, w porównaniu z tym samym
procesem w „Istocie chrześcijaństwa" Feuerbacha, albo mówiąc inaczej, postaramy się
wytłumaczyć krytyczną formę tego ruchu będącego u Hegla ruchem jeszcze niekrytycznym.
Rzut oka na system Hegla. NaleŜy zacząć od heglowskiej „Fenomenologii", z niej bowiem
zrodziła się filozofia Hegla i w niej kryje się jej tajemnica.
Fenomenologia.
A. Samowiedza.
I. Świadomość: a) Pewność zmysłowa, czyli to, co jest [das Dieses], i mniemanie. - b)
PostrzeŜenie, czyli rzecz z jej właściwościami, i złudzenie. - c) Siła i umysł, zjawisko i świat
nadzmysłowy.
II. Samowiedza. Prawdziwość pewności samego siebie, a) Samodzielność i niesamodzielność
samowiedzy, panowanie i niewola, b) Wolność samowiedzy. Stoicyzm, sceptycyzm,
nieszczęśliwa świadomość.
III. Rozum. Pewność i prawda rozumu, a) Rozum obserwujący; obserwacja przyrody i
samowiedzy. b) Urzeczywistnienie samowiedzy rozumnej za pośrednictwem siebie samej.
Zadowolenie i konieczność. Prawo serca i szaleństwo zarozumiałości. Cnota i bieg świata, c)
Indywidualność realna w sobie i dla siebie. Duchowe królestwo zwierzęce i oszustwo, czyli rzecz
sama. Rozum prawodawczy. Rozum badający prawa.
B. Duch.
I. Duch prawdziwy, moralność obiektywna [die Sittlichkeit].
II. Duch wyobcowany z siebie, kultura.
III. Duch pewny samego siebie, moralność subiektywna [die Moralität].
C) Religia. Religia natury, religia sztuki, religia objawienia.
D) Wiedza absolutna.
PoniewaŜ „Encyklopedia" Hegla zaczyna się od logiki, od czystej spekulatywnej myśli, a kończy
na wiedzy absolutnej, na mającym świadomość samego siebie, pojmującym samego siebie duchu
filozoficznym, czyli absolutnym, to znaczy ponadludzkim duchu abstrakcyjnym, przeto cała
„Encyklopedia" jest niczym innym, jak rozwiniętą istotą ducha filozoficznego, jego
samouprzedmiotowieniem; natomiast duch filozoficzny jest niczym innym, jak wyalienowanym
duchem świata pojmującym siebie myślowo, tzn. abstrakcyjnie, w obrębie swojej samoalienacji.
Logika - pieniądz ducha, spekulatywna, myślowa wartość człowieka i przyrody - ich istota, która
stała się zupełnie obojętna wobec wszelkiej rzeczywistej określoności i dlatego nierealna - jest
myśleniem wyalienowanym i dlatego abstrahującym od przyrody i rzeczywistego człowieka;
myśleniem abstrakcyjnym. - Zewnętrzność tego abstrakcyjnego myślenia... CzymŜe jest przyroda
dla tego abstrakcyjnego myślenia? Jest ona dla niego czymś zewnętrznym, jest jego samoutratą;
ono zaś ujmuje ją równieŜ zewnętrznie, jako myśl abstrakcyjną, ale jako wyalienowane myślenie
abstrakcyjne. - Wreszcie duch, owo myślenie powracające na swe własne, macierzyste łono,
myślenie, które jako duch antropologiczny, fenomenologiczny, psychologiczny, moralny,
artystyczno-religijny wciąŜ jeszcze nie jest dla siebie samym sobą, aŜ w końcu odnajduje siebie
jako wiedzę absolutną w duchu juŜ absolutnym, tzn. abstrakcyjnym, w którym odnosi się do
siebie samego i otrzymuje swój świadomy i odpowiadający mu byt. Albowiem jego prawdziwym
bytem jest abstrakcja.
Podwójny błąd u Hegla.
Pierwszy najdobitniej występuje w „Fenomenologii" jako łonie macierzystym filozofii Hegla.
Kiedy na przykład rozpatruje on bogactwo, władzę państwową itd. jako istoty wyalienowane z
istoty ludzkiej, to ujmuje je tylko w ich formie myślowej... Są one istotami myślowymi i dlatego
są tylko alienacją czystego, tzn. abstrakcyjnego filozoficznego myślenia. Dlatego cały ruch
kończy się na wiedzy absolutnej. Tym, z czego przedmioty te są wyalienowane i czemu się
przeciwstawiają jako pretendujące do realności, jest właśnie abstrakcyjne myślenie. Filozof -
który sam jest abstrakcyjną postacią wyalienowanego człowieka - czyni siebie miarą
wyobcowanego świata. Cała historia alienacji i całe usuwanie alienacji jest przeto niczym
innym, jak historią produkowania myślenia abstrakcyjnego, tzn. absolutnego, myślenia
logicznego, spekulatywnego. Wyobcowanie będące właściwą treścią tej alienacji i znoszenia tej
alienacji, jest tu przeciwieństwem między „w sobie" i „dla siebie", między świadomością i
samowiedzą, między podmiotem i przedmiotem, czyli przeciwieństwem między myśleniem
abstrakcyjnym i rzeczywistością zmysłową czy teŜ rzeczywistą zmysłowością, w obrębie samej
myśli. Wszystkie inne przeciwieństwa i ruchy tych przeciwieństw są tylko pozorem, powloką,
egzoteryczną formą tych przeciwieństw, które są jedynymi interesującymi przeciwieństwami i
stanowią sens innych, pospolitych przeciwieństw. Istotą alienacji, ustanowioną i podlegającą
zniesieniu, jest w tym ujęciu nie to, Ŝe istota ludzka uprzedmiotawia się w sposób nieludzki i jako
swoje przeciwieństwo, lecz to, Ŝe się uprzedmiotawia jako róŜnica i przeciwieństwo myślenia
abstrakcyjnego.
Przyswojenie sił istoty człowieka, które stały się przedmiotami, i to przedmiotami obcymi, jest
więc, po pierwsze, tylko takim przyswojeniem, które dokonuje się w świadomości, w czystym
myśleniu, czyli w abstrakcji, jest przyswojeniem tych przedmiotów jako myśli i ruchów myśli;
dlatego juŜ w „Fenomenologii" - mimo Ŝe z wyglądu jest zdecydowanie negatywna i krytyczna i
mimo Ŝe rzeczywiście zawiera krytykę, która często znacznie wyprzedza późniejsze rozwinięcia -
znajduje się w postaci utajonej, jako zarodek, potencja, tajemnica, niekrytyczny pozytywizm i
równie niekrytyczny idealizm późniejszych dzieł Hegla, owo filozoficzne rozłoŜenie i restytucja
istniejącej empirii. Po drugie, windykacja świata przedmiotowego dla człowieka - na przykład
zrozumienie tego, Ŝe świadomość zmysłowa nie jest abstrakcyjną świadomością zmysłową, lecz
ludzką świadomością zmysłową, Ŝe religia, bogactwo itd. są tylko wyalienowaną rzeczywistością
ludzkiego uprzedmiotowienia, wyalienowaną rzeczywistością uprzedmiotowionych sił istoty
ludzkiej i Ŝe dlatego są tylko drogą do prawdziwie ludzkiej rzeczywistości - to przyswojenie sił
istoty ludzkiej albo uświadomienie sobie tego procesu przybiera tedy u Hegla taką postać, w
której zmysłowość, religia, władza państwowa itd. są istotami duchowymi, tylko duch bowiem
jest prawdziwą istotą człowieka, prawdziwą zaś formą ducha jest duch myślący, logiczny, duch
spekulatywny. Ludzki charakter przyrody, jak równieŜ przyrody tworzonej przez historię,
wytworów człowieka, przejawia się w tym, Ŝe są one wytworami ducha abstrakcyjnego, a więc w
tym sensie momentami duchowymi, istotami myślowymi.
Dlatego „Fenomenologia" jest krytyką utajoną, krytyką, która jest jeszcze dla samej siebie
niejasna, krytyką mającą w sobie coś z mistyki; o tyle jednak, o ile konstatuje ona alienację
człowieka - jakkolwiek człowiek występuje w niej tylko w postaci ducha - o tyle ukryte są w niej
wszystkie elementy krytyki, często przygotowane i opracowane w sposób, który znacznie góruje
nad punktem widzenia Hegla. „Nieszczęśliwa świadomość", „uczciwa świadomość", walka
„szlachetnej i nikczemnej świadomości" itd., itd., te poszczególne rozdziały zawierają w sobie -
jakkolwiek jeszcze w formie wyalienowanej - elementy krytyczne całych sfer, takich jak religia,
państwo, Ŝycie obywatelskie itd. Tak jak istota, przedmiot są u Hegla istotami myślowymi, tak
samo podmiot jest zawsze świadomością lub samowiedzą, albo raczej przedmiot występuje tylko
jako abstrakcyjna świadomość, a człowiek tylko jako samowiedzą. Dlatego teŜ róŜne formy
alienacji występujące w „Fenomenologii" są tylko róŜnymi postaciami świadomości i
samowiedzy. Podobnie jak świadomość abstrakcyjna -w której to postaci rozpatruje się
przedmiot - jest sama w sobie tylko momentem róŜnicowania samowiedzy, tak teŜ w wyniku
całego tego ruchu otrzymujemy toŜsamość samowiedzy i świadomości, wiedzę absolutną, czyli
taki ruch myślenia abstrakcyjnego, który skierowany jest juŜ nie na zewnątrz, lecz przebiega
tylko w obrębie samego siebie, czyli Ŝe w wyniku otrzymujemy dialektykę czystej myśli.
Wielkość „Fenomenologii" Hegla i jej ostatecznego rezultatu - dialektyki negatywności jako
zasady poruszającej i twórczej - polega więc na tym, Ŝe Hegel samotworzenie się człowieka
ujmuje jako proces, uprzedmiotowienie jako odprzedmiotowienie, jako alienację i jako zniesienie
tej alienacji; polega więc na tym, Ŝe uchwycił on istotę pracy i pojmuje człowieka
przedmiotowego, człowieka prawdziwego, bo rzeczywistego, jako rezultat jego własnej pracy.
Rzeczywisty, czynny stosunek człowieka do samego siebie jako do istoty gatunkowej albo
samoprzejawianie się człowieka jako prawdziwej istoty gatunkowej, tzn. jako istoty ludzkiej, jest
moŜliwe tylko w ten sposób, Ŝe człowiek rzeczywiście wydobywa z siebie wszystkie swoje siły
gatunkowe (co z kolei moŜliwe jest tylko na drodze współdziałania ludzi, tylko jako rezultat
historii), Ŝe ma do nich stosunek jako do przedmiotów, co początkowo moŜliwe jest znów tylko
w postaci alienacji.
Jednostronność i ograniczoność Hegla przedstawimy szczegółowo przy omawianiu rozdziału
końcowego „Fenomenologii", traktującego o wiedzy absolutnej, rozdziału, który zawiera w sobie
w postaci skondensowanej zarówno ducha fenomenologii, jej stosunek do dialektyki
spekulatywnej, jak równieŜ rozumienie przez Hegla jednej i drugiej oraz ich wzajemnego
stosunku.
Na razie zaznaczymy jeszcze tylko, co następuje: Hegel stoi na stanowisku nowoczesnej
ekonomii politycznej. Ujmuje on pracę jako istotę, jako realizującą się istotę człowieka; widzi on
tylko pozytywną stronę pracy, nie widzi jej strony negatywnej. Praca jest stawaniem się dla
siebie człowieka w ramach alienacji, czyli jako człowieka wyalienowanego. Hegel zna i uznaje
jedną tylko postać pracy, abstrakcyjną pracę duchowa. A więc to, co w ogóle stanowi istotę
filozofii, mianowicie alienację człowieka wiedzącego siebie, czyli myślącą siebie wyalienowaną
wiedzę ujmuje Hegel jako jej istotę, moŜe przeto w przeciwieństwie do filozofii, która go
poprzedza, ująć w jedną całość poszczególne jej momenty i przedstawić swoją filozofię jako
filozofię w ogóle [die Philosophie]. To, co robili inni filozofowie - rozpatrywali oni poszczególne
momenty przyrody i Ŝycia ludzkiego jako momenty samowiedzy, i to samowiedzy abstrakcyjnej -
to Hegel wie z czynności samej filozofii, dlatego jego wiedza jest absolutna. Przejdźmy teraz do
naszego przedmiotu. Wiedza absolutna. Ostatni rozdział „Fenomenologii". Istota rzeczy polega
na tym, Ŝe przedmiot świadomości to nic innego jak samowiedza, albo inaczej, Ŝe przedmiot jest
tylko uprzedmiotowioną samowiedza, jest samowiedza w charakterze przedmiotu. (Postawienie
znaku równości między człowiekiem i samowiedza).
Chodzi więc o przezwycięŜenie przedmiotu świadomości. Przedmiotowość jako taka traktowana
jest jako wyalienowany stosunek człowieka, stosunek nie odpowiadający istocie ludzkiej,
samowiedzy. Powrotne przyswojenie przedmiotowej istoty człowieka, która w ramach alienacji
ukształtowała się jako obca, oznacza zatem nie tylko zniesienie alienacji, ale i przedmiotowości,
czyli Ŝe człowiek jest rozpatrywany jako istota nieprzedmiotowa, spirytualistyczna.
Ruch przezwycięŜania przedmiotu świadomości opisuje Hegel w sposób następujący:
Przedmiot ukazuje się nie tylko jako powracający do własnego ja [in das Selbst] (jest to według
Hegla jednostronne -tzn. obejmujące jedną tylko stronę - pojmowanie tego ruchu). Człowiek
zostaje zrównany z własnym ja. Ale własne ja to człowiek ujęty abstrakcyjnie i stworzony przez
abstrakcję. Człowiek jest egocentryczny [selbstisch]. Jego oko, jego ucho itd. są egocentryczne;
kaŜda z sił jego istoty posiada w nim właściwość egocentryzmu. Ale właśnie dlatego jest rzeczą
całkowicie błędną mówić: samowiedza posiada oczy, uszy, siłę istoty. Nie natura ludzka stanowi
qualitas samowiedzy, lecz przeciwnie, samowiedza stanowi qualitas natury ludzkiej, oka
ludzkiego itd.
Własne ja, wyabstrahowane i utrwalone jako rzecz dla siebie - to człowiek jako abstrakcyjny
egoista, to egoizm podniesiony w swej czystej abstrakcji do sfery myślenia. (Wrócimy do tego
później).
Istota ludzka, człowiek jest dla Hegla równoznaczny z samowiedza. Wszelka alienacja istoty
ludzkiej jest przeto dla niego alienacją samowiedzy. Alienacja samowiedzy nie jest ujmowana
jako wyraz, jako odzwierciedlający się w wiedzy i myśleniu wyraz rzeczywistej alienacji istoty
ludzkiej. Przeciwnie, rzeczywista, realnie przejawiająca się alienacja jest ze swej najbardziej
wewnętrznej, ukrytej - i dopiero przez filozofię ujawnionej - istoty jedynie zjawiskiem alienacji
rzeczywistej istoty ludzkiej, samowiedzy. Dlatego teŜ nauka, która tego docieka, nazywa się
fenomenologią. A więc wszelkie powrotne przyswojenie wyalienowanej istoty przedmiotowej
występuje jako wcielenie jej w samowiedzę; człowiek opanowujący swoją istotę jest tylko
samowiedzą, która opanowuje swoją przedmiotową istotę; powrót przedmiotu do własnego ja jest
właśnie przyswojeniem przedmiotu.
PrzezwycięŜenie przedmiotu świadomości znajduje wszechstronny wyraz w tym:
1) Ŝe przedmiot jako taki przedstawia się świadomości jako coś znikającego;
2) Ŝe alienacja samowiedzy jest tym, co ustanawia rzeczowość [Dingheit] ;
3) Ŝe ta alienacja ma znaczenie nie tylko negatywne, lecz równieŜ pozytywne;
4) Ŝe ma ona to znaczenie nie tylko dla nas czy teŜ w sobie, ale i dla niej samej;
5) Ŝe dla niej negacja przedmiotu czy teŜ jego samozniesienie otrzymuje znaczenie pozytywne
dzięki temu, albo uświadamia ona sobie tę nicość przedmiotu dzięki temu, Ŝe sama siebie
alienuje, w tej alienacji bowiem ustanawia ona siebie jako przedmiot albo przedmiot jako siebie
samą - a to z racji nierozdzielnej jedności bytu dla siebie;
6) z drugiej strony jest tu jednocześnie zawarty i ten moment, Ŝe świadomość w takiej samej
mierze zniosła i wchłonęła w siebie z powrotem tę alienację i tę przedmiotowość, Ŝe zatem w
swoim innobycie jako takim jest u siebie;
7) jest to ruch świadomości i w ruchu tym świadomość jest całokształtem swoich momentów;
8) świadomość musi równieŜ odnosić się do przedmiotu wedle całokształtu swoich określeń i
ujmować go z punktu widzenia kaŜdego z nich. Ten całokształt określeń świadomości czyni
przedmiot w sobie istotą duchową, dla świadomości zaś przedmiot staje się nią naprawdę przez
ujmowanie kaŜdego z określeń przedmiotu z osobna jako własnego ja albo dzięki wyŜej
wspomnianemu duchowemu stosunkowi do nich.
ad 1) To, Ŝe przedmiot jako taki przedstawia się świadomości jako coś znikającego, jest owym
wyŜej wspomnianym powrotem przedmiotu do własnego ja.
ad 2) Alienacja samowiedzy ustanawia rzeczowość. PoniewaŜ człowiek równa się samowiedzy,
przeto jego wyalienowana przedmiotowa istota, czyli rzeczowość (to, co jest dla niego
przedmiotem, a przedmiotem jest dla niego naprawdę tylko to, co jest dla niego przedmiotem
jego istoty, co zatem jest jego istotą przedmiotową; poniewaŜ podmiotem czyni się tu nie
rzeczywistego człowieka jako takiego, a zatem i nie przyrodę - bo przecieŜ człowiek jest ludzką
przyrodą - lecz tylko abstrakcję człowieka, samowiedzę, przeto rzeczowość moŜe być tylko
samowiedzą wyalienowaną) równa się wyalienowanej samowiedzy i rzeczowość jest przez tę
alienację ustanowiona. Jasne jest, Ŝe Ŝywa, naturalna istota, wyposaŜona i obdarzona
przedmiotowymi, tzn. materialnymi siłami istoty, posiada równieŜ rzeczywiste, naturalne
przedmioty swej istoty i Ŝe jej samoalienacja ustanawia świat rzeczywisty, lecz występujący w
formie zewnętrzności, a więc nie naleŜący do jej istoty i panujący nad nią świat przedmiotowy.
Nie ma w tym nic niepojętego ani zagadkowego. Byłoby raczej czymś zagadkowym, gdyby się
rzecz miała przeciwnie. Ale jest równieŜ jasne, Ŝe samowiedzą przez swoją alienację moŜe
ustanawiać tylko rzeczowość, to znaczy tylko rzecz abstrakcyjną, rzecz abstrakcji, a nie rzecz
realną. I jasne jest takŜe, Ŝe rzeczowość w stosunku do samowiedzy nie jest przeto bynajmniej
czymś samodzielnym, istotnym, lecz tylko tworem przez nią ustanowionym i Ŝe ten ustanowiony
twór zamiast potwierdzać sam siebie jest tylko potwierdzeniem aktu ustanawiania, który na
moment utrwala swoją energię w postaci produktu, nadając mu dla pozoru -lecz tylko na moment
- rolę samodzielnego, rzeczywistego przedmiotu.
Kiedy rzeczywisty, cielesny człowiek, stojący na twardym gruncie kuli ziemskiej, emanujący i
wchłaniający w siebie wszystkie siły przyrody, poprzez swoją alienację ustanawia rzeczywiste
przedmiotowe siły swojej istoty jako przedmioty obce, to nie ustanawianie jest podmiotem; jest
nim podmiotowość przedmiotowych sił istoty, których działanie musi być przeto równieŜ
przedmiotowe. Istota przedmiotowa działa przedmiotowo i nie działałaby przedmiotowo, gdyby
przedmiotowość nie była zawarta w określeniu jej istoty. I tylko dlatego tworzy ona, ustanawia
przedmioty, Ŝe sama jest przez przedmioty ustanawiana, Ŝe sama jest od początku przyrodą. W
akcie ustanawiania nie przechodzi ona od swojej „czystej działalności" do tworzenia przedmiotu -
jej przedmiotowy produkt tylko potwierdza jej przedmiotową działalność, jej działalność jako
działalność przedmiotowej istoty przyrodniczej.
Widzimy tu, Ŝe konsekwentny naturalizm czy teŜ humanizm róŜni się zarówno od idealizmu, jak
i od materializmu będąc zarazem prawdą jednoczącą je oba. Widzimy zarazem, Ŝe tylko
naturalizm jest w stanie pojąć akt historii powszechnej.
{Człowiek jest bezpośrednio istotą przyrodniczą. Jako istota przyrodnicza, i to Ŝywa istota
przyrodnicza, jest on, z jednej strony, wyposaŜony w siły przyrodnicze, siły Ŝyciowe, jest aktywną
istotą przyrodniczą; siły te istnieją w nim jako dyspozycje i zdolności, jako popędy; z drugiej
strony, jako istota przyrodnicza, cielesna, zmysłowa, przedmiotowa jest on istotą pasywną,
doznającą [ein leidendes Wesen], uwarunkowaną i ograniczoną, jak zwierzę i roślina, to znaczy
Ŝ
e przedmioty jego popędów istnieją poza nim jako niezaleŜne od niego przedmioty, które są
jednak przedmiotami jego potrzeb, przedmiotami, które są nieodzowne, istotne dla przejawiania i
potwierdzania sił jego istoty. To, Ŝe człowiek jest istotą cielesną, wyposaŜoną w siły
przyrodnicze, Ŝywą, rzeczywistą, zmysłową, przedmiotową, oznacza, Ŝe przedmiotem jego istoty,
jego przejawiania Ŝycia, są rzeczywiste, zmysłowe przedmioty, albo Ŝe moŜe on przejawiać swe
Ŝ
ycie tylko w rzeczywistych, zmysłowych przedmiotach. Być przedmiotowym, przyrodniczym,
zmysłowym to to samo, co mieć przedmiot, przyrodę, zmysł na zewnątrz siebie albo być samemu
przedmiotem, przyrodą, zmysłem dla innej istoty. Głód jest potrzebą przyrodniczą, przeto dla
swego zaspokojenia, dla uśmierzenia potrzeba mu przyrody na zewnątrz siebie, przedmiotu na
zewnątrz siebie.} Głód to przedmiotowa potrzeba ciała, potrzeba pewnego przedmiotu
znajdującego się na zewnątrz ciała i nieodzownego dla jego integracji i przejawienia jego istoty.
Słońce jest przedmiotem rośliny, przedmiotem nieodzownym dla niej, utwierdzającym jej Ŝycie,
podobnie jak roślina jest przedmiotem słońca jako uzewnętrznienie Ŝyciodajnej siły słońca,
przedmiotowej siły istoty słońca.
Istota, która nie ma swojej przyrody na zewnątrz siebie, nie jest istotą przyrodniczą i nie
uczestniczy w bycie przyrody. Istota, która nie ma Ŝadnego przedmiotu na zewnątrz siebie, nie
jest istotą przedmiotową. Istota, która sama nie jest przedmiotem dla jakiejś innej istoty, nie
posiada Ŝadnej istoty, która byłaby dla niej przedmiotem, a zatem nie zachowuje się
przedmiotowo, jej byt nie jest bytem przedmiotowym.
Istota nieprzedmiotowa jest istotą nierzeczywistą.
Proszę sobie wyobrazić istotę, która ani sama nie jest przedmiotem, ani nie posiada przedmiotu.
Taka istota byłaby, po pierwsze, istotą jedyną, poza nią nie istniałaby Ŝadna istota, istniałaby ona
samotnie, sama jedna. Z chwilą bowiem kiedy istnieją przedmioty poza mną, z chwilą kiedy nie
jestem sam, jestem czymś innym, jakąś inną rzeczywistością niŜ przedmiot na zewnątrz mnie. Dla
tego drugiego przedmiotu jestem więc inną rzeczywistością niŜ on, to znaczy jestem jego
przedmiotem. Zatem istota, która nie jest przedmiotem dla innej istoty, zakłada, Ŝe nie istnieje
Ŝ
adna istota przedmiotowa. Z chwilą kiedy mam coś jako przedmiot, to przedmiot ten ma mnie
jako swój przedmiot. Istota nieprzedmiotowa zaś jest istotą nierzeczywistą, niezmysłową, istotą
tylko pomyślaną, to znaczy tylko wyobraŜoną, rzeczą abstrakcji. Być zmysłowo to tyle co być
rzeczywiście, być przedmiotem zmysłu, być przedmiotem zmysłowym, a więc mieć na zewnątrz
siebie przedmioty zmysłowe, przedmioty swojej zmysłowości. Być zmysłowym to tyle co być
pasywnym, doznającym [leidend sein].
Człowiek jako istota przedmiotowa, zmysłowa, jest tedy istotą pasywną, doznającą [ein
leidendes Wesen]; a Ŝe jest istotą ten swój stan odczuwającą, jest zarazem istotą obdarzoną
namiętnością [ein leidenschaftliches Wesen] ; namiętność, pasja, to siła istoty człowieka
energicznie sięgająca po swój przedmiot
145a
.
{Ale człowiek jest nie tylko istotą przyrodniczą, lecz jest ludzką istotą przyrodniczą, to znaczy
istotą istniejącą dla samej siebie; jest tedy istotą gatunkową i jako taka musi potwierdzać się i
przejawiać w swoim bycie i w swojej wiedzy. Ani więc przedmioty ludzkie nie są przedmiotami
przyrodniczymi w tej postaci, w jakiej dane są bezpośrednio, ani teŜ zmysł ludzki, tak jak jest
dany bezpośrednio, w swej przedmiotowości, nie jest ludzką zmysłowością, ludzką
przedmiotowością. Ani obiektywnie, ani subiektywnie przyroda nie jest dana istocie ludzkiej
bezpośrednio i adekwatnie.} I podobnie jak wszystko, co przyrodnicze, musi powstać, tak
równieŜ człowiek ma swój akt powstania, historię, która jednak jest dla niego czymś świadomym
i dlatego jako akt powstania jest znoszącym się świadomie aktem powstania. Historia jest
prawdziwą historią naturalną człowieka. - (Do tego trzeba jeszcze wrócić).
Po trzecie, to stanowienie rzeczowości samo jest tylko pozorem, aktem sprzecznym z istotą
czystego działania, musi ono przeto być z kolei zniesione, rzeczowość musi być poddana
zaprzeczeniu.
ad 3, 4, 5, 6. - 3) Ta alienacja świadomości ma znaczenie nie tylko negatywne, lecz równieŜ
pozytywne i 4) to pozytywne znaczenie ma ona nie tylko dla nas czy teŜ w sobie, ale i dla niej
samej, dla świadomości. 5) Dla świadomości negacja przedmiotu czy teŜ jego samozniesienie
otrzymuje znaczenie pozytywne dzięki temu, albo uświadamia ona sobie tę nicość przedmiotu
dzięki temu, Ŝe sama siebie alienuje, w tej alienacji bowiem rozpoznaje siebie jako przedmiot
albo przedmiot jako siebie samą, a to z racji nierozdzielnej jedności bytu dla siebie. 6) Z drugiej
strony jest tu jednocześnie zawarty i ten moment, Ŝe świadomość w takiej samej mierze zniosła i
wchłonęła w siebie z powrotem tę alienację i tę przedmiotowość, Ŝe zatem w swoim innobycie
jako takim jest u siebie.
Widzieliśmy juŜ, Ŝe przyswojenie wyobcowanej istoty przedmiotowej, czyli zniesienie
przedmiotowości jako wyobcowania - które musi się rozwijać od obojętnej obcości aŜ do
rzeczywistego wrogiego wyobcowania - ma dla Hegla zarazem, a nawet przede wszystkim
znaczenie zniesienia przedmiotowości, dla samowiedzy bowiem kamieniem obrazy w alienacji
jest nie określony charakter przedmiotu, lecz jego przedmiotowy charakter. Dlatego przedmiot
jest czymś negatywnym, czymś, co się samo znosi, nicością. Ta nicość przedmiotu ma dla
ś
wiadomości znaczenie nie tylko negatywne, lecz równieŜ pozytywne, nicość przedmiotu stanowi
bowiem właśnie samopotwierdzenie nieprzedmiotowości, abstrakcji, jej samej. Dla samej
ś
wiadomości nicość przedmiotu ma znaczenie pozytywne dlatego, Ŝe rozpoznaje ona tę nicość,
istotę przedmiotową, jako swoją samo alienację, wie, Ŝe owa nicość istnieje tylko dzięki
jej samoalienacji...
Sposobem, w jaki świadomość istnieje i w jaki coś dla niej istnieje, jest wiedza. Wiedza jest jej
jedynym aktem. Dlatego teŜ coś moŜe zaistnieć dla świadomości o tyle, o ile zna ona to coś.
Wiedza jest jej jedynym stosunkiem przedmiotowym. -Świadomość zna nicość przedmiotu, to
znaczy wie, Ŝe przedmiot nie róŜni się od niej, wie o niebycie przedmiotu dla niej, poniewaŜ zna
przedmiot jako swoją samo alienację, to znaczy, zna siebie (wiedzę jako przedmiot) dzięki temu,
Ŝ
e przedmiot jest tylko pozorem przedmiotu, złudnym miraŜem, ze swej istoty zaś nie jest niczym
innym, jak samą wiedzą, która się sama sobie przeciwstawia i dlatego przeciwstawiła sobie
nicość, coś, co nie posiada Ŝadnej przedmiotowości poza obrębem wiedzy, czyli Ŝe wiedza wie,
iŜ kiedy odnosi się do jakiegoś przedmiotu, wychodzi tylko poza obręb siebie, alienuje się, Ŝe
sama tylko się jawi sobie jako przedmiot albo Ŝe tym, co jawi się jej jako przedmiot, jest tylko
ona sama.
Z drugiej strony, jak powiada Hegel, jest tu jednocześnie zawarty i ten moment, Ŝe samowiedza
w takiej samej mierze zniosła i wchłonęła w siebie z powrotem tę alienację i tę przedmiotowość,
Ŝ
e zatem w swoim innobycie jako takim jest u siebie.
W tym rozumowaniu mamy wszystkie iluzje spekulacji zebrane razem.
Po pierwsze: w swoim innobycie jako takim świadomość, samowiedza jest u siebie. Dlatego
samowiedza człowieka -jeŜeli, abstrahując od heglowskiej abstrakcji, postawimy ją zamiast samo
wiedzy - w swoim innobycie jako takim jest u siebie. Zawiera się w tym, po pierwsze, to, Ŝe
ś
wiadomość - wiedza jako wiedza, myślenie jako myślenie - utrzymuje o sobie, Ŝe jest
bezpośrednio czymś innym niŜ ona sama: zmysłowością, rzeczywistością, Ŝyciem - myśleniem,
które w myśleniu przeszło samo siebie (Feuerbach)
146
. Moment taki zawiera się w tym o tyle, Ŝe
dla świadomości jako czystej świadomości kamieniem obrazy jest nie przedmiotowość
wyalienowana, lecz przedmiotowość jako taka.
Po drugie, zawiera się w tym to, Ŝe jeŜeli człowiek obdarzony samowiedza rozpoznał i zniósł
ś
wiat duchowy - albo powszechny byt duchowy swego świata - jako samoalienację, to jednak
potwierdza go on ponownie w tej wyalienowanej postaci i utrzymuje, Ŝe jest to jego byt
prawdziwy, przywraca go utrzymując, Ŝe w swoim innobycie jako takim jest u siebie. Tak więc
np. po zniesieniu religii, po rozpoznaniu religii jako produktu samoalienacji znajduje mimo to
potwierdzenie samego siebie w religii jako religii. Tutaj właśnie tkwi korzeń fałszywego
pozytywizmu Hegla albo jego pozornego tylko krytycyzmu (to, co Feuerbach nazywa
ustanowieniem, zaprzeczeniem i przywróceniem religii albo teologii, co naleŜy jednak pojmować
w sensie bardziej ogólnym). Zatem rozum jest u siebie w nierozumie jako nierozumie. Człowiek,
który zrozumiał, Ŝe w prawie, polityce itd. prowadzi Ŝycie wyalienowane, prowadzi w tym
wyalienowanym Ŝyciu jako takim swoje prawdziwe Ŝycie ludzkie. A zatem samoutwierdzenie,
samopotwierdzenie się w sprzeczności z samym sobą, zarówno z wiedzą, jak i z istotą
przedmiotu, ma być prawdziwą wiedza i prawdziwym Ŝyciem.
A więc nie moŜe juŜ być mowy o jakimś przystosowaniu się Hegla do religii, do państwa itd.,
albowiem kłamstwo to jest kłamstwem jego zasady.
JeŜeli wiem, Ŝe religia jest wyalienowaną samowiedza ludzką, to wiem, Ŝe w niej jako religii
potwierdza się nie moja samowiedza, lecz moja wyalienowana samowiedza; wiem tedy, Ŝe moja
samowiedza naleŜąca do samej siebie, do swej istoty, potwierdza się nie w religii, lecz
przeciwnie, w unicestwionej,
zniesionej religii.
U Hegla tedy negacja negacji nie jest potwierdzeniem prawdziwej istoty właśnie przez negację
istoty pozornej, lecz potwierdzeniem istoty pozornej lub istoty wyobcowanej z siebie w swoim
zaprzeczeniu albo zaprzeczeniem tej istoty pozornej jako istoty przedmiotowej, znajdującej się
poza człowiekiem i niezaleŜnej od niego, i przemianą jej w podmiot.
Dlatego szczególną rolę odgrywa u niego zniesienie, w którym łączą się zaprzeczenie i
zachowanie, utwierdzenie.
Tak więc na przykład w heglowskiej filozofii prawa zniesione prawo prywatne równa się
moralności, zniesiona moralność równa się rodzinie, zniesiona rodzina równa się społeczeństwu
obywatelskiemu, zniesione społeczeństwo obywatelskie równa się państwu, zniesione państwo
równa się historii powszechnej. W realnej rzeczywistości prawo prywatne, moralność, rodzina,
społeczeństwo obywatelskie, państwo itd. istnieją nadal, ale stały się momentami, egzystencjami i
sposobami istnienia człowieka, które tracą sens w izolacji, wzajemnie się rozwiązują i tworzą itd.
Momenty ruchu.
W ich rzeczywistej egzystencji ta ich ruchliwa istota pozostaje ukryta. Ukazuje się ona, objawia
dopiero w myśleniu, w filozofii, i dlatego moim prawdziwym bytem religijnym jest mój byt w
filozofii religii, moim prawdziwym bytem politycznym - mój byt w filozofii prawa, moim
prawdziwym bytem przyrodniczym - mój byt w filozofii przyrody, moim prawdziwym bytem
artystycznym - mój byt w filozofii sztuki, moim prawdziwym bytem ludzkim - mój byt w filozofii.
Tak teŜ prawdziwą egzystencją religii, państwa, przyrody, sztuki jest filozofia religii, filozofia
przyrody, filozofia państwa, filozofia sztuki. JeŜeli jednak prawdziwym bytem religii jest dla
mnie tylko filozofia religii itd., to prawdziwie religijny jestem tylko jako filozof religii, to neguję
rzeczywistą religijność i rzeczywiście religijnego człowieka. Zarazem jednak potwierdzam jedno
i drugie po części w obrębie mego własnego bytu czy teŜ w obrębie obcego bytu, które im
przeciwstawiam (gdyŜ jest on tylko ich wyrazem filozoficznym), po części zaś w ich własnej
pierwotnej formie, gdyŜ mają one dla mnie walor tylko pozornych innobytów, alegorii, ukrytych
pod powłokami zmysłowymi form ich własnego prawdziwego, tj. mojego bytu filozoficznego
146a
.
Podobnie zniesiona jakość równa się ilości, zniesiona ilość równa się mierze, zniesiona miara
równa się istocie, zniesiona istota równa się zjawisku, zniesione zjawisko równa się
rzeczywistości, zniesiona rzeczywistość równa się pojęciu, zniesione pojęcie równa się
obiektywności, zniesiona obiektywność równa się idei absolutnej, zniesiona idea absolutna równa
się przyrodzie, zniesiona przyroda równa się duchowi subiektywnemu, zniesiony duch
subiektywny równa się obiektywnemu duchowi moralnemu, zniesiony duch moralny równa się
sztuce, zniesiona sztuka równa się religii, zniesiona religia równa się wiedzy absolutnej.
Z jednej strony zniesienie to jest zniesieniem istoty myślowej, a więc myślowa własność
prywatna znosi się w myślowe ujęcie moralności. A Ŝe myślenie mniema, Ŝe jest bezpośrednio
czymś innym niŜ ono samo, Ŝe jest zmysłową rzeczywistością, a więc ma swą czynność za
czynność takŜe i zmysłową, realną, przeto owo myślowe zniesienie, pozostawiając w
rzeczywistości swój przedmiot nienaruszonym, mniema, Ŝe go rzeczywiście przezwycięŜyło; z
drugiej zaś strony, poniewaŜ przedmiot stał się teraz dla myślenia momentem myśli, przeto
myślenie traktuje go równieŜ w jego realności jako samopotwierdzenie jego samego,
samowiedzy, abstrakcji.
Dlatego teŜ, z jednej strony, ten byt, który Hegel znosi w filozofię, nie jest wcale rzeczywistą
religią, państwem, przyrodą, lecz religią, która juŜ jest przedmiotem wiedzy, dogmatyką; to samo
dotyczy nauki prawa, nauki o państwie, przyrodoznawstwa. A więc z jednej strony zajmuje on
pozycję przeciwstawną zarówno rzeczywistej istocie, jak i bezpośredniej wiedzy niefilozoficznej
lub niefilozoficznym pojęciom o tej istocie. Pozostaje więc w sprzeczności z ich potocznymi
pojęciami.
Z drugiej strony człowiek religijny itd. moŜe znaleźć w Heglu swe ostateczne potwierdzenie.
Teraz naleŜy rozpatrzyć - w ramach kategorii alienacji -pozytywne momenty dialektyki Hegla.
a) Zniesienie jako ruch przedmiotowy wchłaniający na powrót alienację. {- Jest to wyraŜona w
ramach alienacji idea przyswojenia istoty przedmiotowej przez zniesienie jej alienacji,
wyalienowane
poznanie
rzeczywistego
uprzedmiotowienia
człowieka,
rzeczywistego
przyswojenia przezeń jego przedmiotowej istoty przez unicestwienie wyalienowanej determinacji
ś
wiata przedmiotowego, przez zniesienie go w jego wyalienowanym bycie, podobnie jak ateizm
jako zniesienie boga jest stawaniem się humanizmu teoretycznego, a komunizm jako zniesienie
własności prywatnej jest windykacją prawdziwie ludzkiego Ŝycia jako własności człowieka, jest
stawaniem się humanizmu praktycznego; albo, innymi słowy, ateizm jest humanizmem
zapośredniczonym z sobą samym przez zniesienie religii, komunizm zaś humanizmem
zapośredniczonym z sobą samym przez zniesienie własności prywatnej. Dopiero przez zniesienie
tego pośredniczenia - które stanowi jednak konieczną przesłankę -powstaje humanizm
poczynający się pozytywnie z samego siebie, humanizm pozytywny.}
WszakŜe ateizm, komunizm nie są bynajmniej ani ucieczką, ani abstrakcją, ani utratą świata
przedmiotowego, stworzonego przez człowieka, utratą sił jego istoty, które przybrały formę
przedmiotową, ubóstwem, które powraca do nienaturalnej, nierozwiniętej prostoty. Przeciwnie,
to one dopiero są rzeczywistym stawaniem się, otwartą realnie przed człowiekiem realizacją jego
istoty, realizacją jego istoty jako czegoś rzeczywistego.
Rozpatrując - wprawdzie znów w formie wyalienowanej - sens pozytywny negacji odniesionej do
samej siebie, rozpatruje tedy Hegel samowyobcowanie człowieka, alienację jego istoty, jego
odprzedmiotowienie i odrzeczywistnienie - jako odzyskanie siebie, przejawianie istoty,
uprzedmiotowienie i urzeczywistnienie. {Krótko mówiąc, rozpatruje on - w ramach abstrakcji -
pracę jako akt samotworzenia się człowieka, stosunek do siebie jako do istoty obcej i
realizowanie siebie jako istoty obcej, jako stającą się świadomość gatunkową i Ŝycie gatunkowe.}
b) Ale u Hegla - niezaleŜnie lub raczej w konsekwencji wyŜej opisanego opacznego ujęcia
sprawy - akt ten, po pierwsze, ma charakter czysto formalny, poniewaŜ jest abstrakcyjny,
poniewaŜ istota ludzka sama jest rozpatrywana tylko jako abstrakcyjna istota myśląca, jako
samowiedza, a
po drugie, jako Ŝe ten punkt widzenia jest formalny i abstrakcyjny, zniesienie alienacji staje się
potwierdzeniem alienacji albo, inaczej mówiąc, dla Hegla ów ruch samotworzenia się,
samouprzedmiotowiania się jako samoalienacji i samowyobcowania - to absolutne i dlatego
ostateczne ludzkie przejawianie Ŝyda, będące samo sobie celem, uspokajające się w sobie i
docierające do swej istoty.
Ruch ten rozpatrywany w jego abstrakcyjnej formie, jako dialektyka, traktowany jest zatem jako
prawdziwe Ŝycie ludzkie, ale Ŝe jest abstrakcją, alienacją Ŝycia ludzkiego, przeto jest traktowany
jako proces boski - jako boski proces człowieka, proces, który przebywa sama jego róŜna od
niego, abstrakcyjna, czysta, absolutna istota.
Po trzecie: proces ten musi mieć swego nosiciela, swój podmiot; podmiotem jednak jest dopiero
rezultat; tym rezultatem, podmiotem, który jest świadomy siebie jako samowiedzy absolutnej,
jest przeto bóg, duch absolutny, świadoma siebie i urzeczywistniająca się idea. Człowiek
rzeczywisty i rzeczywista przyroda stają się jedynie predykatami, symbolami tego ukrytego,
nierzeczywistego człowieka i tej nierzeczywistej przyrody. Podmiot i predykat pozostają więc do
siebie w stosunku absolutnie opacznym: mistyczny podmiot-przedmiot albo subiektywność
rozciągająca się na obiekt, podmiot absolutny jako proces, jako podmiot, który się alienuje i z tej
alienacji powraca do siebie wchłaniając ją jednak na powrót w siebie, oraz podmiot jako ten
proces; czyste, bezustanne krąŜenie w sobie.
Najprzód co do formalnego i abstrakcyjnego ujmowania aktu samotworzenia czy teŜ
samouprzedmiotowiania się człowieka.
PoniewaŜ Hegel stawia znak równości między człowiekiem a samowiedza, przeto wyalienowany
przedmiot, wyalienowana rzeczywistość istoty człowieka jest niczym innym, jak świadomością
alienacji, myślą o alienacji, jej abstrakcyjnym i dlatego beztreściowym i nierzeczywistym
wyrazem, negacją. Dlatego i zniesienie alienacji jest niczym innym jak abstrakcyjnym,
beztreściowym zniesieniem owej beztreściowej abstrakcji, negacją negacji. Dlatego pełna treści,
Ŝ
ywa, zmysłowa, konkretna czynność samouprzedmiotowiania się staje się jedynie jej abstrakcją,
absolutną negatywnością, abstrakcją, która z kolei utrwala się jako taka i jest myślana jako
czynność samoistna, jako po prostu czynność. PoniewaŜ ta tak zwana negatywność jest niczym
innym, jak abstrakcyjną, beztreściową formą owego rzeczywistego Ŝywego aktu, przeto równieŜ
jej treść moŜe być tylko treścią formalną, otrzymaną przez abstrahowanie od wszelkiej treści. Są
to więc ogólne, abstrakcyjne, właściwe kaŜdej treści i dlatego zarówno obojętne wobec kaŜdej
treści, jak i właśnie dlatego dla kaŜdej treści nadające się formy abstrakcji, formy myślenia,
kategorie logiczne, oderwane od rzeczywistego ducha i rzeczywistej przyrody. (Treść logiczną
negatywności absolutnej analizujemy dalej).
Strona pozytywna tego, czego tu w swojej spekulatywnej logice Hegel dokonał, zawiera się w
tym, Ŝe określone pojęcia, ogólne stale formy myślenia są w swojej samoistności wobec przyrody
i ducha koniecznym rezultatem ogólnej alienacji ludzkiej istoty, a więc równieŜ ludzkiego
myślenia, i Ŝe Hegel przedstawił je dlatego jako momenty procesu abstrakcji i ujął je w jedną
całość. Tak więc na przykład zniesiony byt jest istotą, zniesiona istota pojęciem, zniesione
pojęcie... ideą absolutną. Ale czymŜe z kolei jest idea absolutna? Z kolei znosi ona samą siebie,
jeŜeli nie chce całego aktu abstrakcji dokonać znów od początku i zadowolić się tym, Ŝe jest
całokształtem abstrakcji albo abstrakcją pojmującą siebie. Ale abstrakcja pojmująca siebie jako
abstrakcję jest świadoma swojej nicości; musi się wyrzec siebie jako abstrakcji i w ten sposób
dochodzi do czegoś, co jest jej zupełnym przeciwieństwem, do przyrody. Cała logika jest tedy
dowodem, Ŝe myślenie abstrakcyjne samo przez się jest niczym, Ŝe idea absolutna sama przez się
jest niczym, Ŝe tylko przyroda jest czymś.
Idea absolutna, idea abstrakcyjna, która „rozwaŜana od strony swej jedności ze sobą jest
oglądem" (Hegel, „Encyklopedia", wyd. 3, str. 222)
147
, która (1. c.) „w swej absolutnej prawdzie
decyduje się wyzwolić z siebie moment swej szczególności, czyli pierwszego określenia i
innobytu, ideę bezpośrednią jako swe odbicie, wyzwolić z samej siebie siebie jako przyrodę", cała
ta idea zachowująca się tak osobliwie i dziwacznie, idea, która przyprawiła heglistów o tak
straszliwe bóle głowy, jest niczym innym, jak abstrakcją - to znaczy abstrakcyjnym myślicielem
- która nauczona doświadczeniem i rozpoznawszy swą prawdziwą istotę decyduje się pod
pewnymi warunkami - fałszywymi i równieŜ jeszcze abstrakcyjnymi -wyrzec się siebie i na
miejsce swego bytu u siebie, niebytu, swej ogólności i nieokreśloności postawić swój innobyt,
czyli to, co szczególne i określone; decyduje się wyzwolić z siebie przyrodę, która była w niej
ukryta jedynie jako abstrakcja, jako rzecz myślowa, to znaczy porzucić abstrakcję i spojrzeć
wreszcie na wolną od niej przyrodę. Idea abstrakcyjna, która staje się bezpośrednio oglądem, jest
właśnie takim myśleniem abstrakcyjnym, które wyrzeka się siebie i decyduje się na to, by stać się
oglądem. Całe to przejście logiki w filozofię przyrody jest niczym innym jak przejściem -
którego abstrakcyjnemu myślicielowi tak trudno dokonać i które dlatego opisuje tak fantastycznie
- od abstrahowania do oglądu. Mistycznym uczuciem, które wygania filozofa ze sfery myślenia
abstrakcyjnego do sfery oglądu, jest nuda, tęsknota za treścią.
(Człowiek wyalienowany z samego siebie jest myślicielem wyalienowanym równieŜ ze swej
istoty, to znaczy ze swej istoty przyrodniczej i ludzkiej. Myśli jego są przeto zastygłymi duchami
przemieszkującymi gdzieś poza przyrodą i poza człowiekiem. Hegel wszystkie te zastygłe duchy
zamknął razem w swojej „Logice", rozpatrując kaŜdego z nich najprzód jako negację, tzn. jako
alienację ludzkiego myślenia, potem jako negację negacji, tzn. jako zniesienie tej alienacji, jako
rzeczywistą manifestację ludzkiego myślenia; poniewaŜ jednak ta negacja negacji nie wyzwoliła
się jeszcze sama z alienacji, jest ona po części równoznaczna z restytuowaniem tych zastygłych
duchów w ich alienacji, po części oznacza zatrzymanie się na ostatnim akcie, odniesienie siebie
do samej siebie w alienacji jako prawdziwym bycie tych zastygłych duchów
147a
, po części zaś -
jako Ŝe owa abstrakcja ogranicza się do samej siebie i jest jej bezbrzeŜnie nudno z sobą samą -
wyrzeczenie się abstrakcyjnego myślenia, które porusza się tylko w obrębie myślenia, które nie
ma oczu, zębów, uszu, nie ma niczego, występuje u Hegla jako postanowienie uznania przyrody
za istotę i oddania się oglądowi).
Ale równieŜ przyroda, ujmowana abstrakcyjnie, dla siebie, utrwalona w oderwaniu od człowieka,
jest dla człowieka niczym. Rozumie się samo przez się, Ŝe abstrakcyjny myśliciel, który
zdecydował się na ogląd, patrzy na nią abstrakcyjnie. Gdy przedtem przyroda spoczywała
zamknięta przez myśliciela jako idea absolutna, jako rzecz myślowa w postaci dla niego samego
tajemniczej i zagadkowej, to teraz, kiedy ją z siebie wyzwolił, w rzeczy samej wyzwolił tylko tę
abstrakcyjną przyrodę, tylko abstrakcję myślową przyrody, nadał jej jednak to znaczenie, Ŝe jest
innobytem myśli, Ŝe jest przyrodą rzeczywistą, oglądaną, róŜną od myślenia abstrakcyjnego.
Albo - mówiąc językiem ludzkim - w swoim oglądzie przyrody abstrakcyjny myśliciel
przekonuje się, Ŝe istoty, o których w boskiej dialektyce mniemał, Ŝe tworzy je z niczego, z
czystej abstrakcji, jako czyste produkty pracy myślowej, która przebiega sama w sobie i nigdzie
nie spogląda w realną rzeczywistość, są niczym innym, jak abstrakcjami określeń przyrody. A
więc cała przyroda powtarza mu abstrakcje logiczne, tyle Ŝe w formie zmysłowej, zewnętrznej.
On zaś znów analizuje ją i te abstrakcje. Jego ogląd przyrody jest zatem tylko procesem
potwierdzenia jego abstrahowania od oglądu przyrody, jest tylko powtórzonym przez niego
ś
wiadomie aktem tworzenia jego abstrakcji. Tak więc na przykład czas równa się negatywności
odniesionej do siebie samej (1. c, str. 238). Zniesionemu stawaniu się jako bytowi odpowiada - w
formie przyrodniczej -zniesiony ruch jako materia. Światło jest przyrodniczą formą te fleksji
introspekcyjnej. Ciało w postaci księŜyca i komety jest przyrodniczą formą przeciwieństwa, które
według „Logiki" jest, z jednej strony, pozytywnością zgadzającą się na samej sobie, z drugiej zaś
strony - negatywnością zasadzającą się na samej sobie. Ziemia jest przyrodniczą formą racji
logicznej, jako negatywna jedność przeciwieństwa itp.
Przyroda jako przyroda, to znaczy o tyle, o ile róŜni się jeszcze zmysłowo od owego tajemnego,
ukrytego w niej sensu, przyroda oddzielona, róŜna od tych abstrakcji, jest nicością, która objawia
się jako nicość, jest czymś bezsensownym albo ma tylko sens zewnętrzności, która została
zniesiona.
„W punkcie widzenia finalistycznej teleologii mieści się słuszna przesłanka, Ŝe przyroda nie
zawiera celu absolutnego w sobie samej" (str. 225).
Celem jej jest potwierdzenie abstrakcji.
„Przyroda pojawiła się jako idea w formie innobytu. PoniewaŜ idea występuje wobec tego jako
zaprzeczenie samej siebie czy teŜ jako zewnętrzna wobec siebie, przeto sprawa ma się nie tak, Ŝe
przyroda jest zewnętrzna tylko w sensie względnym, w stosunku do tej idei, ale tak, Ŝe
zewnętrzność stanowi określenie, w którym występuje ona jako przyroda" (str. 227).
Zewnętrzność naleŜy tu rozumieć nie jako zmysłowość, która się uzewnętrznia i otwiera dla
ś
wiatła, dla zmysłowego człowieka; zewnętrzność tę naleŜy tu pojmować w sensie alienacji,
braku, ułomności, której być nie powinno. Albowiem prawdziwa jest wciąŜ jeszcze idea.
Przyroda jest tylko formą jej innobytu. A poniewaŜ myślenie abstrakcyjne jest istotą, wobec tego
to, co jest w stosunku do niego zewnętrzne, jest z istoty swojej tylko czymś zewnętrznym.
Abstrakcyjny myśliciel uznaje, Ŝe istotę przyrody stanowi zmysłowość, zewnętrzność, w
przeciwieństwie do obracającego się w sobie samym myślenia. Ale zarazem wyraŜa on to
przeciwieństwo w ten sposób, Ŝe ta zewnętrzność przyrody, jej przeciwieństwo do myślenia
stanowi jej brak, Ŝe przyroda, o ile róŜni się od abstrakcji, jest istotą niedoskonałą. Istota,
niedoskonała nie tylko dla mnie, nie tylko w moich oczach, lecz niedoskonała sama przez się, ma
na zewnątrz siebie coś, czego jej brak. To znaczy, Ŝe jej istota jest czymś innym niŜ ona sama.
ToteŜ dla abstrakcyjnego myśliciela przyroda musi się sama znieść, poniewaŜ załoŜył ją juŜ jako
istotę potencjalnie zniesioną.
„Duch ma dla nas jako swoją przesłankę przyrodę, której sam jest prawdą, jest więc w stosunku
do przyrody czymś absolutnie pierwotnym. Przyroda znikła w tej prawdzie, duch zaś okazał się
ideą, która osiągnęła swój byt dla siebie i której przedmiotem, jako teŜ podmiotem, jest pojęcie.
ToŜsamość ta jest absolutną negatywnością, poniewaŜ w przyrodzie pojęcie ma swoją całkowitą
zewnętrzną obiektywność, ale ta jego samoalienacja została zniesiona, przez co stało się ono
toŜsame z sobą. Jest więc ono tą toŜsamością tylko jako powrót z przyrody" (str. 392).
„Objawianie się, które jako idea abstrakcyjna jest bezpośrednim przejściem do przyrody, jej
stawaniem się, jest jako objawianie się ducha, który jest wolny, stanowieniem przyrody jako jego
ś
wiata; stanowieniem, które zarazem jako refleksja zakłada świat jako samodzielną przyrodę.
Objawianie się w pojęciu jest tworzeniem przyrody jako bytu ducha, w którym daje on sobie
potwierdzenie i prawdę swej wolności". „Absolutem jest duch; jest to najwyŜsza definicja
absolutu"
148
.
PRZYPISY
113
„Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r.". Praca ta doszła do nas w postaci 3 rękopisów,
z których kaŜdy ma swą odrębną paginację (rzymskie cyfry). Z rękopisu drugiego zachowały się
tylko cztery ostatnie strony (str. XL-XLIII). W rękopisie pierwszym kaŜda ze składających się
nań 27 stron podzielona została pionowymi linia mi na 3 kolumny, i kaŜda kolumna zaopatrzona
została na kaŜdej stronie - jeszcze przed jej wypełnieniem - tytułem: „Płaca robocza", „Zysk z
kapitału", „Renta gruntowa". Od strony XXII do końca rękopisu pierwszego Marks pisał przez
wszystkie trzy kolumny, nie licząc się z uprzednio wpisanymi tytułami. Tekst tych sześciu stron
(str. XXII-XXVII) nosi w obecnym wydaniu redakcyjny tytuł „Praca wyobcowana". Rękopis
trzeci składa się z duŜych 43 stron, podzielonych na dwie kolumny i ponumerowanych przez
samego Marksa. Pod koniec trzeciego rękopisu (na str. XXXIX-XL) znajduje się „Przedmowa".
— 497.
114
Przedmowa ta nie stanowi skończonej całości, ani teŜ nie moŜna uwaŜać, Ŝe jest to wersja
ostateczna, przeznaczona do druku. Jest to pełen przekreśleń i szkicowych ujęć pierwszy rzut
przedmowy do pracy, którą Marks chciał napisać, a której części doszły do nas jako tzw.
„Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r.". Plany swe, nakreślone w „Przedmowie", Marks
zrealizował w pełni - po gruntownych studiach - w serii swych późniejszych, szczegółowych prac
z zakresu filozofii i ekonomii. - 499.
115
Mowa o artykule pt. „Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa. Wstęp", który
ukazał się w czasopiśmie „Deutsch-Französische Jahrbücher", ParyŜ 1844 (patrz tom niniejszy,
str. 457-473). - 499.
116
WyraŜenia z artykułów Brunona Bauera zamieszczonych w miesięczniku „Allgemeine
Literatur-Zeitung" w numerach z grudnia 1843r. oraz z marca i z lipca 1844 r. - 499.
117
Moses Hess, „Sozialismus und Communismus" („Socjalizm i komunizm"), „Die eine und die
ganze Freiheit" („Wolność jednostki i ogółu"), „Philosophie der Tat" („Filozofia czynu") w
zbiorze „Einundzwanzig Bogen aus der Schweiz", Zurych i Winterthur 1843. -500, 582.
117a
Patrz tom niniejszy, str. 750-781. - Red. 500
118
Ludwig Feuerbach, „Grundsätze der Philosophie der Zukunft", Zurych i Winterthur 1843. -
500.
119
Ludwig Feuerbach, „Vorläufige Thesen zur Reformation der Philosophie" w II tomie zbioru
„Anekdota zur neuesten deutschen Philosophie und Publicistik", Zurych i Winterthur 1843. - 500.
120
Mowa tu o Brunonie Bauerze i jego grupie z „Allgemeine Literatur-Zeitung". - 500.
121
Patrz F. Engels i K. Marks, „Święta Rodzina, czyli krytyka krytycznej krytyki", (Dzieła, t. 2
niniejszego wydania). - 502.
122
Marks posługiwał się przekładem francuskim: „Recherches sur la nature et les causes de la
richesse des nations"; par Adam Smith. Traduction nouvelle avec les notes et observations; par
Germain Garnier. ParyŜ 1802. - Stąd wszystkie podawane później przez Marksa strony pracy
Smitha odnoszą się do wydania francuskiego. (Por. Adam Smith, „Badania nad naturą i
przyczynami bogactwa narodów", Warszawa 1954, t. I, str. 88, 92). - 503.
123
Por. tamŜe, str. 74-75. - 505.
124
Por. tamŜe, str. 76-77. - 507.
125
Wilhelm Schulz, „Die Bewegung der Produktion. Eine geschichtlich-statistische Abhandlung",
Zurych i Winterthur 1843. - 511.
126
Charles Constantin Pecqueur, „Théorie nouvelle d'économie sociale et politique, ou études
sur l'organisation des sociétés", ParyŜ 1842. - 513.
127
Charles Loudon, „Solution du problčme de la population et de la subsistance", ParyŜ 1842. -
513.
128
Eugčne Buret, „De la misčre des classes laborieuses en Angleterre et en France", ParyŜ 1840.
- 514.
129
Jean Baptiste Say, „Traité d'économie politique, ou simple exposition de la maničre dont se
forment, se distribuent et se consomment les richesses", wydanie trzecie, ParyŜ 1817. Wydanie
polskie: „Wykład ekonomii politycznej, czyli proste wyłuszczenie, jak się tworzą, rozdzielają i
spoŜywają bogactwa" przez Jana Baptiste Say, tłumaczenie z francuskiego przez Damazego
DzieroŜyńskiego, Warszawa 1821; por. t. I, str. 140-141. - 517.
129a
W tym miejscu rękopisu Marks zrobił przypis w języku francuskim: „Wiadomo, Ŝe na
wielkich uprawach zajęta jest zwykle przy pracy tylko niewielka ilość rąk". - Red.
130
Cały ten ustęp (łącznie z cytatami z ksiąŜki Ricarda „Zasady ekonomii politycznej i
opodatkowania" i z ksiąŜki Sismondiego „Nowe zasady ekonomii politycznej" etc.) wzięty jest z
pracy Bureta, cyt. wyd., t. I, str. 6-7. - 529.
131
Por. cyt. wydanie polskie, t. I, str. 136-137. - 531.
131a
Na tym kończy się rękopis pierwszy. - Red.
132
Tak zaczyna się czterdziesta strona drugiego rękopisu. Początkowych stron brak. - 561.
133a
Tygodnik wydawany w ParyŜu w latach 1789-91, stanowiący serię pamfletów jakobina
Camille'a Desmoulins. - 565.
133b
Napuszony staroheglowski teolog Funke ze łzami w oczach powtarza za panem Leo, jak to w
czasie zniesienia poddaństwa pewien niewolnik nie chciał przestać być własnością szlachecką.
Porównaj takŜe patriotyczne fantazje Justusa Masera
134
, które wyróŜniają się tym, Ŝe ani na
chwilę nie wykraczają poza poczciwy, drobnomieszczański, „domorosły", pospolity, ograniczony
horyzont filistra, a pomimo to są czystymi fantazjami. Ta sprzeczność sprawiła, Ŝe tak urzekają
umysłowość niemiecką.
134
Justus Moser, „Patriotische Phantasien", Berlin 1774-1778. - 566.
134a
Na tym kończy się rękopis drugi, — Red.
134b
Ekonomia ta jest samoistnym ruchem własności prywatnej, który w świadomości stał się
ruchem dla siebie, nowoczesnym przemysłem jako samoistnym podmiotem.
134c
Patrz tom niniejszy, str. 755. - Red
134d
Prostytucja to tylko szczególny wyraz powszechnej prostytucji robotnika, a poniewaŜ
prostytucja jest stosunkiem obejmującym nie tylko prostytuowanego, lecz i prostytuującego —
którego nikczemność jest jeszcze większa — to do tej kategorii naleŜy takŜe kapitalista itp.
134e
Dlatego jest ona tak samo wieloraka, jak wielorakie są określenia istoty i działania ludzkie.
134f
Praktycznie mogę ustosunkować się do rzeczy po ludzku tylko wtedy, kiedy rzecz
ustosunkowuje się po ludzku do człowieka.
134g
Por. tom niniejszy, str. 626-628. - Red.
134h
W oryginale słowo trudne do odczytania. - Red.
134i
W rękopisie udarty lewy dolny róg stronicy, wskutek czego zachowały się tylko końcowe
słowa sześciu wierszy (podane w następnym przypisie). MoŜna z nich wywnioskować, Ŝe Marks
krytykuje tu heglowskie przezwycięŜenie alienacji. - Red.
134j
Przy ,,przezwycięŜeniu" alienacji ,,na modłę staroniemiecką - na sposób heglowskiej
fenomenologii", to znaczy przy przezwycięŜeniu jej tylko w „świadomości" podmiotu. - Red.
134k
Urwana dolna część stronicy rękopisu; brak trzech lub czterech wierszy. - Red.
135
Por. cyt. wyd. polskie, t. I, str. 31. - 604.
136
Antoine Destutt de Tracy, „Éléments d'idéologie. IV-e et V-e parties. Traité de la volonté et de
ses effets", ParyŜ 1826, str. 68, 78. -604.
137
Por. cyt. wyd. polskie, t. I, str. 323, 77. - 605.
138
Frédéric Skarbek, „Théorie des richesses sociales", ParyŜ 1839. Por. Fryderyk Skarbek,
„Ogólne zasady nauki gospodarstwa narodowego, czyli czysta teoria ekonomii politycznej".
Warszawa 1955, t. I, str. 27-28, 61, 89-96. - 605.
139
Por. James Mill, „Éléments d'économie politique" (przełoŜył z angielskiego J. T. Parisot),
ParyŜ 1823, str. 7, II-12. - 605.
139a
Na tym urywa się ta czcić trzeciego rękopisu, która stanowi uzupełnienie do XXXIX stronicy
rękopisu drugiego. - Red.
139b
Por. str. 626-628. - Red.
139c
W rękopisie stówo trudne do odczytania. - Red.
140
Przekład Emila Zegadłowicza, Warszawa 1953, cz. I, str. 119. - 610.
140a
UwaŜano wówczas, Ŝe wyrywanie poduszki spod głowy umierającego przyśpieszało jego
ś
mierć. - Red.
140b
Podkreślenia Marksa. - Red.
141
Wiliam Szekspir, „Tymon Ateńczyk", akt IV. Dzieła, t. V, str. 580, 594, PIW 1958. Tłum.
Leon Ulrich. - 611.
141a
W oryginale gra słów: scheiden — rozłączać, separować; Scheidemünze — moneta
zdawkowa. — Red.
141b
W rękopisie brak w tym miejscu kawałka strony. - Red.
142
Bruno Bauer, „Kritik der evangelischen Geschichte der Synoptiker", t. I, II, Lipsk 1841, t. III,
Brunszwik 1842. - 615
143
Bruno Bauer, „Das entdeckte Christentum", Zurych i Winterthur 1843. - 615.
144
Bruno Bauer, „Die gute Sache der Freiheit und meine eigene Angelegenheit", Zurych i
Winterthur 1842, str. 193. Autorem pytania był nie Gruppe, jak podaje przez pomyłkę Marks,
lecz Marheineke. - 616.
145
Mowa o „Allgemeine Literatur-Zeitung". - 616.
145a
Feuerbach rozpatruje zaprzeczenie zaprzeczenia, konkretne pojęcie, równieŜ jako myślenie,
które w myśleniu przechodzi siebie i jako myślenie chce być bezpośrednio oglądem, przyrodą,
rzeczywistością.
145a
Język niemiecki pozwala tu na taką grę słów - przejście od pasywności, doznawania czegoś,
cierpienia czegoś do namiętności, pasji. Począwszy zresztą od greki, gdzie cierpienie czegoś,
odbieranie wraŜeń jest połączone w jednym - nader bogatym semantycznie - słowie z afektem,
namiętnością poprzez łacinę i języki romańskie ciągnie się to etymologiczne powinowactwo tych
dwóch dla Polaka odrębnych pojęć. Podobnie w języku rosyjskim spotykamy się z analogicznym
zjawiskiem. - Red.
146
W § 30 dzieła „Grundsätze der Philosophie der Zukunft" Feuerbach mówi: „Hegel to
myśliciel, który przeszedł siebie w myśleniu". - 630.
146a
Cały ten akapit Marks dopisał później na marginesie, stąd akapit następny wiąŜe się ściśle z
poprzednio omówionym zagadnieniem. - Red.
147
Georg Wilhelm Friedrieb Hegel, „Encyklopedie der philosophischen Wissenschaften im
Grundrisse", 3 wydanie, Heidelberg 1830. - 636.
147a
To znaczy, Ŝe na miejsce owych zastygłych abstrakcji stawia Hegel krąŜący w samym sobie
akt abstrakcji; dzięki temu, i to jest jego zasługą, mógł on wskazać źródło wszystkich tych
nieodpowiednich pojęć (które, jeśli chodzi o ich pierwotne pochodzenie, naleŜą do róŜnych
filozofii), ująć je syntetycznie i zamiast jakiejś jednej określonej abstrakcji uczynić przedmiotem
krytyki abstrakcję wyczerpującą je, wszechogarniającą. (Zobaczymy później, dlaczego Hegel
oddziela myślenie od podmiotu, ale juŜ teraz jest rzeczą jasną, Ŝe jeŜeli nie ma człowieka, to i
manifestacja jego istoty nie moŜe być ludzka i dlatego równieŜ myślenie nie mogło być
rozpatrywane jako manifestacja istoty człowieka pojmowanego jako podmiot ludzki i
przyrodniczy, obdarzony oczami, uszami itd., Ŝyjący w społeczeństwie, świecie i przyrodzie).
148
TamŜe, str. 393. - 639.