background image

ŚWIĘTY  TERRORYZM  IZRAELA  

ISRAEL'S SACRED TERRORISM [wyd. 1980, 1982, 1986] 
 
Livia Rokach (1934-1984)  

https://msuweb.montclair.edu/~furrg/essays/rokach.html

 

 

"

W 1984, kiedy książka przestała być nowością, Rokach znaleziono martwą w rzymskim  

pokoju hotelowym".  

- Nicholas Lysson, Holokaust i holodomor: geneza antysemityzmu, s. 12 

   
Badanie oparte na osobistych Dziennikach Moshe Sharetta i innych dokumentach. 
Przedmowa Noam Chomsky 
 
Dedykacja 
Wszystkim palestyńskim ofiarom bezbożnego terroryzmu Izraela, których poświęcenie, 
cierpienie i trwająca walka jeszcze pokaże, że są to bóle odrodzenia Palestyny… 
 
SPIS TREŚCI 
Przedmowa - Noam Chomsky  
Przedmowa do tego wydania - Naseer H Aruri  

(preface notes)

 

Wprowadzenie 
Rozdziały 
1.Moshe Sharett i jego Dzienniki 
2.Ben Gurion udaje się do Sdeh Boker: duchowe odosobnienie jako taktyka 
3.Odwet za wojnę 
4."Historyczna okazja" okupacji Syrii 
5.

Utwórzmy maronickie państwo w Libanie 

6.Święty terroryzm 
7.Afera Lavona: terroryzm do zmuszenia Zachodu 
8.Rozproszmy palestyńskich uchodźców 
9…. i obalmy reżim Nassera 
 

 

Apendyksy 

1.  Operacja Kibya 
2. 

A później była Kafr Qasim 

3. 

"Wkrótce śpiew zamieni się w jęk śmierci" 

4.  Afera Lavona

; Terroryzm zmuszający Zachód 

5. 

Izraelski dziennik ujawnia próbę rządu zatrzymania publikacji Świętego terroryzmu 
Izraela 

6.  Przypisy 

 

PRZEDMOWA 

HISTORI

Ę,  zwłaszcza niedawną  historię,  przedstawia się  opinii  publicznej  zgodnie z  syste-

mem doktrynalnym opartym 

na pewnych fundamentalnych dogmatach. W przypadku społe-

czeństw totalitarnych, to jest zbyt oczywiste by wymagało komentarza. Sytuacja jest bardziej 
intrygująca w społeczeństwach którym brakuje bardziej prymitywnej formy represji i kontroli 
ideologicznej. Na przykład Stany Zjednoczone, na pewno są jednym z najmniej represyjnych 

background image

społeczeństw w kwestii przeszłej i obecnej historii z szacunkiem do swobody badań i wyrazu. 
Ale  rzadko  analiza  kluczowych  w

ydarzeń  historycznych  zdobywa szeroką audiencję,  chyba 

że dostosuje się do pewnych doktryn wiary. 

"Stany Zjednoczone zawsze rozpoczynają od dobrych zamiarów". Tym rytualnym zaklęciem 
liberalny  krytyk  amerykańskiego  interwencjonizmu  wkracza  w  strefę  dozwolonej  debaty, 
możliwych  do  pomyslenia  mysli  (w  tym  przypadku  William  Pfaff,  "Kara  interwencjonizmu" 
[Penalty  of  Interventionism],  International  Herald  Tribune,  luty  1979). 

Żeby  zaakceptować 

dogmaty, człowiek który nie może tolerować więcej niż ograniczonego stopnia wewnętrznej 
sprzeczności,  musi  unikać  zapisów  historycznych,  których  jest  pełno  w  wolnym  społeczeń-
stwie,  na  przykład  dokumentów  o  planowaniu  wysokiego  szczebla  pokazywanych  w  Doku-
mentach  Pentagonu,  zwłaszcza  tych  z  wczesnych  lat  amerykańskiego  zaangazowania  w 
latach 1940 i na poczatku 1950, kiedy rozwijano i formułowano podstawowy zarys strategii. 
W  zawodach  naukowych  i  mediach  inteligencja  może  ogólnie  liczyć  na  zwarcie  szeregów; 
oni odmawiają poddania analizie krytycznej doktryn wiary, przycinania zapisów historycznych 
i dokumentalnych, żeby odizolować te doktryny od badania, i przechodzić do przedstawienia 
wersji historii, która jest bezpiecznie wolna od krytyki instytucjonalnej czy analizy. Okazjonal-
ne odejście od ortodoksji  jest na chwilę, tak długo jak są one ograniczone do wąskich krę-
gów, które mo

żna ignorować albo odrzucać jako "nieodpowiedzialne", "naiwne" albo "niemo-

gące zrozumieć zawiłości historii", lub w inny sposób utożsamiane ze znanymi słowami wy-
trychami jako p

rzekraczające granice. 

Choć relacje między Izraelem i Ameryką nigdy nie były pozbawione konfliktu, to nadal nie ma 
żadnych wątpliwości, że istniały, jak często się mówi, "stosunki szczególne". To jest oczywi-
ste na poziomie materialnym, mierzonym przepływem kapitału i broni, albo wsparciem dyplo-
matycznym, albo wspólnymi działaniami, jak kiedy Izrael działał w celu obrony istotnych in-
teresów Ameryki na Bliskim Wschodzie w czasach k

ryzysu w 1970 z udziałem Jordanii, Syrii 

i  Palestyńczyków.  Szczególne  stosunki  wydają  się  być  także  na  poziomie  ideologicznym.  I 
znowu  z  rzadkimi  wyjątkami,  należy  przyjmowac  pewne  doktryny  wiary  by  wejść  na  arenę 
debaty, przynajmniej przed każdym istotnym sektorem społeczeństwa. 

Podstawowa  doktryna  jest  taka

,  że Izrael  jest  nieszczęśliwą ofiarą terroryzmu,  ataków  mili-

tarnych,  zajadłej  i  nieracjonalnej  nienawiści.  Nie  jest  niezwykłe  by  poinformowani  amery-
kańscy  analitycy  polityczni  pisali,  że  Izrael  był  4  razy  zaatakowany  przez  sąsiadów,  w  tym 
nawet  w  1956. 

Izrael  często  jest  łajany  za  reakcję  na  atak  terrorystyczny,  reakcję  którą 

uznaje się za błędną choć zrozumiałą. Przekonanie że Izrael mógł odgrywać istotną rolę w 
inicjowaniu  i  utrwalaniu  przemocy  i  ko

nfliktu,  z  zasady  wyrażana  jest  jedynie  daleko  poza 

głównym  nurtem.  Omawiając  tło  wojny  1956,  Nadav  Safran  z  Harvard  University,  w  pracy 
która  jest  sprawiedliwsza  niż  większość,  wyjaśnia,  że  Nasser  "wydawał  się  zdecydowany 
zmobilizować egipskie zasoby militarne i prowadzić kraje arabskie w ataku na Izrael".  

Izraelski rajd 

na Gazę w lutym 1955 był "odwetem" za powieszenie izraelskich sabotazystów 

w Egipcie 

– a dopiero po 6 latach, twierdzi Safran, okazało się, że faktycznie byli izraelskimi 

agentami. Tło konfliktu przedstawia się w kategoriach terrorystycznych rajdów fedayeenów i 
izraelskiego adwetu. Terror zorganizowany przez egipski wywiad "miał istotny wpływ na de-
cyzję Izraela rzysttąpienia do wojny w 1956, i był głównym powodem odmowy ewakuacji ze 
Strefy  Gazy"  (Izrael 

–  gotowy  sojusznik  /  Israel  -  The  Embattled  Ally,  Cambridge:  Harvard 

University Press, 1978).  

Aby utrzymać takie doktryny jak te, czy analizę rzekomego faktu zgodnego z nimi, konieczne 
jest  skrupulatne  unikanie  kluczowej  dokumentacji.  W  swojej  600-stronicowej  pracy,  Safran 
nie korzysta z głównych źródeł, takich jak przeglądane tu przez Livię Rokach dzienniki, któ-
rych istotne elementy zostały upublicznione w 1974, lub przechwycone egipskie dokumenty 
opub

likowanych  w  Izraelu  w  1975,  albo  inne  źródła  podważające  te  analizy  (zob.  przypisy 

background image

19,  20).  To  samo  odnosi  się  dość  ogólnie  do  głównego  nurtu  literatury  naukowej  i  publicy-
styki. 

Dzienniki Moshe Sharetta

, którym poświęcona jest monografia Livii Rokach, są niewątpliwie 

głównym  źródłem  dokumentalnym.  Pozostaje  poza  "oficjalnej  historii"  -  ta  wersja  historii, 
która dociera do więcej niż maleńkiej grupy ludzi nieusatysfakcjonowanych konwencjonalną 
doktryną. Jest rozsądne przewidzieć, że to pozostanie prawdziwe w Ameryce, tak długo jak 
będą  trwać  "specjalne  relacje".  Gdyby  zaś  Izrael  był,  powiedzmy,  sojusznikiem  Związku 
Sowieckiego, to rewelacje Sharett

a za szybko stałyby się powszechnie znane, tak jak nikt nie 

mówi

łby o egipskim ataku na Izrael w 1956. 

Badając proces kształtowania polityki w dowolnym kraju, powszechne jest znalezienie szors-
tkiego podziału między stosunkowo bezkompromisowymi stanowiskami, które zachęcają do 
stosowan

ia siły i przemocy by osiągnąć cele państwowe, i "miękkimi" metodami, które opo-

wiad

ają się za metodami dyplomatycznymi lub handlowymi by osiągnąć te same cele – roz-

różnienie między "Prusakami" i "handlowcami", pożyczając określenia zaproponowane przez 
Michaela Klare w pracy o polityce zagranicznej USA. Cele 

są zasadniczo takie same, środki 

dostępne są różne, przynajmniej w pewnym stopniu, co może ostatecznie wpływać na cha-
rakter pożądanych celów.  

Sharett 

był zwolennikiem "miękkiego" podejścia. Jego niepowodzenie w wewnetrznej polityce 

Izraela 

odzwierciedliło  pojawienie  się  stanowisk  Ben  Guriona,  Dayana  i  innych,  którzy  nie 

wahali się wykorzystywać siłe do realizacji ich celów. Jego dzienniki pokazuja bardzo dema-
skujący obraz powstającego konfliktu, jak on go postrzegał, i pokazuje oświecający wgląd we 
wczesną historię  państwa Izrael,  z konsekwencjami sięgającymi  do  współczesności  i  poza. 
Livia Rokach 

wykonała cenne usługi w udostępnieniu tego materiału, po raz pierwszy, tym, 

których interesuje poznan

ie prawdziwego świata leżącego za "oficjalną historią".  

Noam Chomsky, 1 stycznia 1980

 

 

Prefacja 

  

PREFACJA  DO  TEGO  WYDANIA   

W  CELU 

rozpowszechniania  dokładnych  informacji  na  temat  Bliskiego  Wschodu, 

Stowarzyszenie  Arabsko-

Amerykańskich  Absolwentów  Uniwersytetów  Inc.  uważało  iż  w 

interesie  publicznym  będzie  opublikowanie  tej  pracy,  która  analizuje  stosunki  izraelsko-
arabskie w latach 1

940 i 1950 w świetle osobistego dziennika Moshe Sharetta. [1] Kierownik 

Działu  Politycznego  Agencji  Żydowskiej  w  latach  1933-1948,  Sharett  był  pierwszym 
ministrem spraw zagranicznych Izraela (1948-1956) za Davida Ben Guriona, i premierem w 
1954-1955. 

Od cz

asu pierwszego wydania tej książki pięć lat temu, wiele się wydarzyło co wskazuje na 

jej 

trwałe znaczenie. Choć praca ta zajmuje się przede wszystkim wydarzeniami z lat 1950,  

to 

ma  większe  znaczenie  niż  historyczne.  Rzeczywiście,  z  dostarczonych  informacji  jasno 

wynika, że historię ostatniego ćwierćwiecza można było łatwo przewidzieć, jedyną nową  ja-
kością jest zaciekłość z jaką syjonistyczna strategia lat 1950 została przeprowadzona w na-
stępnych  dziesięcioleciach.  Ruch  syjonistyczny  już  nie  czuje  się  zmuszony  do  ukrywania 
swoich prawdziwych zamiarów. Jego regionalne sojusze z partią Phalanges i innymi prawi-
cowymi 

elementami w południowym Libanie, i jego szczególne stosunki ze Stanami Zjedno-

c

zonymi, napędzają go jak walec w realizacji imperialnych celów. 

Pierwsze wydanie tej książki pojawiło się kiedy Bliski Wschód i Ameryka zajęci byli negocja-
cjami egipsko-

izraelskimi, które doprowadziły do Porozumień w Cam David w 1978 i układu 

background image

egipsko-izraelskiego  w  marcu  1979,  i 

Izrael  dokonał  inwazji  na  południowy  Liban  w  marcu 

1978. W rezultacie formuła Camp David nie tylko poniosła fiasko w doprowadzeniu do kom-
pleksowego  rozwiązania  obiecanego  przez  prezydenta  Jimmy'ego  Cartera,  ale  przyczyniła 
się do drugiej inwazji izraelskiej na Liban w czerwcu 1982. Neutralizując Egipt, traktat egip-
sko-

izraelski  umożliwił  Izraelowi  śmiałą  kontynuację  planów  zmiażdżenia  palestyńskiego 

oporu  i 

wymazania  palestyńskiej  tożsamości  narodowej,  z  planem  utrwalenia  okupacji  Za-

chodniego Brzegu, Strefy Gazy i Wzgórz Golan. Teraz sprawa Palestyny jest dalej od poko-
jowego i sprawiedliwego rozwiązania niż kiedykolwiek w przeszłości, podczas gdy Liban na-
dal krwawi i jest podzielony wzdłuż linii sekciarskich. 

Porozumienia Camp David

, i późniejszy Plan Reagana wprowadzony w 1982, zostały zatrzy-

mane przez błędne założenia o "bezpieczeństwie" Izraela i arabskich groźbach wobec tego 
bezpieczeństwa.  Ostatnie  wydarzenia  w  regionie  zdemaskowały  uczestnictwo  rządu  Rea-
gana w izraelskiej inwazji na Liban w 1982 [2], która była skalkulowana by przynieść rezul-
taty uznane za korzystne zarówno dla amerykańskich interesów strategicznych jak i ekspan-
sjonistycznych  celów  Izraela. 

Interesy  rządu  Reagana  i  izraelskiego  rządu  Likud  połaczyły 

się  wokół  trzech  celów:  zniszczenie  palestyńskiej  infrastruktury  w  Libanie,  przerysowanie 
mapy politycznej Libanu, i zmniejszenie Syrii do 

łatwych do zarządzania proporcji. Pax Ame-

ricana  i  pax  Israelica 

miały  być  zrealizowane  poprzez  kampanię  cynicznie  nazwaną  "Pokój 

dla Galilei". 

"Operacja" w 1982, jak i jej poprzedniczka, "Operacja Litani" 

w 1978, były częścią długopla-

nowej strateg

ii dla Libani i Palestyny, której przejście oświetla dziennik Sharetta. W rzeczywi-

stości, ta strategia, sformułowana i zastosowana w latach 1950, została przewidziana co naj-
mniej  40  lat  wczesniej,  i  próby  wprowadzenia  jej  trwaja  na

dal  30  lat  później.  6  listopada 

1918,  

komitet składający się z oficjeli brytyjskiego mandatu i liderów syjonistycznych zapro-

ponowali północną granicę dla żydowskiej Palestyny "od północy rzeki Litani do Banias". W 
następnym roku na konferencji w Paryżu, ruch syjonistyczny zaproponował granice obejmu-
jace  libański  region  Bint  Jubayl  i  wszystkie  tereny  do  rzeki  Litani.  Propozycja  podkreślała 
"istotne znaczenie kontrolowania wszystkich zasobó

w wodnych do ich źródeł". 

Podczas konferencji paryskiej Chaim Weizmann i David Ben Gurion (

którzy później byli, od-

powiednio,  pierwszym  prezydentem  i  pierwszym  premierem  Izraela) 

próbowali  przekonać 

Patriarch

ę Hayika, szefa delegacji libańskiej, by zrezygnowała z południowego Libana w za-

mian  za  pomoc  techniczną  i  finansową  w  rozwoju  terenu  na  północy,  który,  mieli  nadzieję, 
stanie się państwem chrześcijańskim. 

Syjonistyczne  siły  wojskowe  które  zaatakowały  Palestynę  w  1948,  okupowały  także  część 
regionu Marjayun i Bint Jubayl, 

i doszły blisko do rzeki Litani, ale w wyniku międzynarodowej 

presji zostały zmuszone do wycofania się. Wtedy, w 1954, liderzy nowo ustanowionego pań-
stwa Izrael wznowili syjonistyczne roszczenia do libańskiej wody, kiedy wysłannik prezydenta  
Eisenhowera, Eric Johnston, zapropo

nował formułę dzielenia się wodami Litani między Liba-

nem, Syrią i Izraelem. W rzeczywistości Izrael zagroził uzyciem siły wobec Libanu by zapo-
biec wykorzystywaniu wody z Litani dla rozwoju południowego Libanu. 

Choć te groźby poczyniono w okresie obejmującym dziennik Sharetta, rozważmy co faktycz-
nie stało się  później,  w  latach  1950,  1970,  1980:  w  1967  izraelska wojna  z  trzema  krajami 
arabskimi nie tylko dała Izraelowi w posiadanie wschodnią Palestynę (Zachodni Brzeg), Ga-
zę,  Synaj  i  syryjskie Wzgórza  Golan,  ale  także umożliwiła  zdobyć  strumienie  rzek  Jordan  i 
Manias. Ponadto Izrael zniszczył jordański Wschodni Kanał Ghor i jego tamę Khaled na rze-
ce Yarmuk, która wpływa do izraelskiego Basenu Nahariva. W 1978 w wyniku "Operacji Li-
tani" Izrael ustanowił silna kontrolę nad rzeka Wazzani, wpływająca do Jordanu, jak również 
niemal  całą  długością  rzeki  Hasbani.  I  w  1982  w  wyniku  "Operacji  Pokój  dla  Galilei"  cała  
rzeka 

Litani dostała się pod izraelską kontrolę". 

background image

Cel  głęboko zmieniający  dystrybucję wody  w  regionie można  było osiągnąć  jedynie w  kon-
tekście Libanu jako wasala z marionetkowym rzadem, przedsięwzięcie o którym wiele mówi 
dziennik Sharetta (s. 22). 

W rzeczywistości plan Ben Guriona z 1954 ustanawiania marionet-

kowych rzadów entuzjastycznie przyjety przez Moshe Dayana w końcu uruchomiono prawie 
25 lat później. "Oficer" Dayana rzeczywiście się pojawił, nawet mając tę samą rangę "majora" 
-  major  Sa'd  Haddad, 

którego  Izrael  zachęcał  do  ogłoszenia  secesji  od  Libanu  w  kwietniu 

1979. Minister obrony Izraela, Ezer Weizmann, 

ogłosił poparcie jego rządu dla kantonu "wol-

nego Libanu" Haddada: "Haddada uważam za libańskiego nacjonalistę, i z tego co wiem on 
chce by Bejrut jeszcze raz stał się stolicą wolnego niepodległego Libanu, bez ingerencji Sy-
ryjczyków czy Palestyńczyków". [4] Poparcie dla Haddada, a tym samym dla sojuszu syjonis-
tów  z  Falangistami, 

okazali  również  prawicowi  politycy  libańscy.  Camille  Chamoun  oświad-

czył: "Potrzebujemy takiej siły libańskiej do walki na południu o wyzwolenie Libanu, nie tylko 
części Libanu, a Sa'd Haddad nie jest zdrajcą". 

Ale syjonistycznego zastępczego "mini-państwa" ustanowionego na pasie przygranicznym o 
szerokości  9  km  i  długości  90  km  nie  uznała  społeczność  międzynarodowa.  Tymczasowe 
Siły  ONZ  w  Libanie  (UNIFIL)  miały  zadanie  ponownego  ustanowienia  władzy  centralnego 
rz

ądu  libańskiego  na  południu.  Ale  Izrael  odrzucił  rezolucje  ONZ  (którą  poparł  nawet  rząd 

Cartera) 

i  nadal  wspierał  Haddada.  Po  porozumieniu  w  marcu  1981  między  prezydentami 

Syrii  i  Libanu  odzyskania 

–  przy  współpracy  z  UNIFIL  –  władzy  przez  rząd  w  Bejrucie  na 

południu,  Izrael  i  milicja Haddada  zbombardowały  pozycje  UNIFIL,  zabijając  trzech  nigeryj-
skich żołnierzy (16 marca 1981). 

Destabilizacja przez Izrael Libanu, w dążeniu do zdominowanego przez maronitów państwa-
klienta,  przybrała  kilka  form,  od  poszerzenia  formuły  Cam  David  na  Liban,  do  inwazji  na 
pełną  skalę  w  1982. W odniesieniu  do  narzucenia  rozwiązania  z  Camp  David  o  Libanie,  7 
maja  1979  Menachem  Begin  wygłosił  oświadczenie  w  izraelskim  parlamencie,  zaproszenie 
Libanu do wejścia w negocjacje z Izraelem w oparciu o wycofanie się Syrii i wypędzenie Pa-
lestyńczyków z Libannu. Ta propozycja wywołała entuzjastyczną reakcję  Bashira Gemayela, 
dowódcy  libańskich  sił  Phalangist,  który  28  maja  1979  tak  powiedział  bejruckiemu  dzienni-
kowi Monday Morning: 

"Te zas

ady są rozsądne i powinno się je zaakceptowac jako podstawy dla każdego przedsię-

wzięcia libańskiego w znalezieniu rozwiązania… Prezydent Sadat przyjął podobną propozy-
cję i teraz prowadzi Egipt do ery dobrobytu. Kiedy Libanowi będzie wolno mieć prawo do dą-
żenia do własnego dobrobytu?" 

Starszy  Gemayel,  Pierre, 

dodał:    Powiecie,  że  bronię  Sadata  jak  broniłem  Sa'd  Haddada,  

byłbym tchórzem i bez honoru gdybym nie bronił swojej opinii" (Al-Safir, 2 sierpnia 1979) 

Agresja Izraela wobec Libanu w 1982 była wyraźnie wymyslona do scementowania tych so-
juszy miedzy Izraelem i "majorem" na południu i z Gemayelami i Chamounami na północy – 
wszystko  po  to  by  móc  przeprowadzić  bałkanizację  i  wasalizację  Libanu,  wymazanie  pale-
styńskiego nacjonalizmu, i zastraszenie Syrii. Żeby osiagnąć te cele, izraelscy liderzy skłonni 
byli ryzykować szerszą wojną regionalną, i rzeczywiście wepchnąć świat w coś co pod każ-
dym względem jest sytuacją "przednuklearną". Samo to powinno amerykańskiemu narodowi 
dać powód do niepokoju i działania. Ponadto, Ameryka dostarczyła Izraelowi środki ekono-
miczne i wojskowe do inwazji na Liban, zbombardowania Bagdadu i przeprowadzić okupację 
Palestyny i terytorium Syrii z jawnym naruszeniem amerykańskiego prawa, łącznie z Uchwa-
łą  Kontroli  Eksportu  Broni  z  1976  i  Porozumieniem  Izraelsko-Amerykańskim  o  Wzajemnej 
Obronie z 1952. 

Inwazja izraelska w 1982 tak przeważyła krajową równowagę na korzyść libańskich sojusz-
ników Izraela, że większość muzułmanów, nacjonalistów i innych antyizraelskich ugrupowań 

background image

pozostała w zdecydowanie uległym stanie. Warunki zwycięzcy zostały podyktowane zwycię-
żonym. Nowy sojusznik lzraela, Bashir Gemayel, miał być prezydentem / wicekrólem Libanu, 
chociaż  według  znanego  amerykańskiego  dziennikarza  Jonathana  Randala,  sam  Bashir, 
który prezydentu

rę zawdzięczał Beginowi i Szaronowi, narzekał, że ci dwaj traktowali go jak 

"wasala".  Porozumi

enie  Shultza  z  17  maja  1983  miało  być  Wersalem  Libanu,  które  zredli-

zo

wałoby    wieloletnie  syjonistyczne  marzenie  opisane  w  dziennikach  Sharetta  jako 

"chrześcijańskie" państwo, które sprzymierzy się z Izraelem. 

Pomimo zabójstwa prezydenta elekta Bashira Gemayela zanim mógł on objąć urząd, począt-
kowo sprawy  rozwijały  się zgodnie ze strategią  Izraela dla Libanu.  Negocjacje prowadzone 
przez  cywilów  z 

ministerstw  spraw  zagranicznych  obu  krajów  zdawały  się  zmierzać  ku 

normalizacji  wzdłuż  linii  Camp  David;  Izrael  zapewnił  biuro  łącznikowe  w  Bejrucie,  co  jest 
następną rzeczą dla ambasady; Partia Falangi i syn jej przywódcy, Amin Gemajel, obecnie 
prezydent 

Libanu, zaczęli przekształcać kraj na ich własny obraz. 

Ale  wkrótce  stało  się jasne,  że  sekciarska  hegemonia,  sponsorowana  przez  Izrael  i  wspie-
rana przez Amerykę, była słabym substytutem nawet przestarzałego systemu wyznaniowego 
z 1943. Jesienią 1983 izraelskie oddziały zostały zmuszone do wycofania się do rzeki Allah. 
W lutym 1984 p

rezydent Reagan nakazał wycofanie oddziałów amerykańskich, podczas gdy 

Druzowie i szyici triumfalnie wkroczyli do Bejrutu (10 lutego 1986). Prezydent Amin Gemayel, 
który za

wdzięczał swoją prezydenturę izraelskiej inwazji, został zmuszony w nowych warun-

kach  politycznych  i  militarnych  do  odrzucenia  umowy  Shultza  (marzec  1984)  i 

zamknięcia 

izraelskiej "ambasady" w Bejrucie (w lipcu tego samego roku). 

Izraelska inwazja w 1982 n

ie tylko zawiodła w realizacji większości celów: popchnęła prawi-

cowe siły libańskie na pozycję graniczącą z faszyzmem, a reunifikację i reintegrację uczyniła 
odległą  możliwością.  Zaostrzyła  też  libańską  wojnę  domową  kosztem  życia  i  wielkich  strat 
materialnych. 

Ta  ludzka  tragedia  zmusza  nas  do  zbadania  izraelskiego 

uzasadnienia  "bezpieczeństwa", 

sprawy 

która  obejmowała  zaskakująco  dużą  liczbę  izraelskich  naruszeń  prawa 

międzynarodowego  i  praw  człowieka,  zarówno  niedawno,  jak  i  w  przeszłości.  Dlaczego, 
musim

y  zapytać,  czy  Izrael  na  Zachodnim  Brzegu  i  w  Strefie  Gazy  zamyka  uniwersytety, 

strzela  do  uczniów  w  klasach  i  na  ulicach,  deportuje  przywódców,  zwalnia  burmistrzów, 
tworzy  osiedla  kolonialne  i  zachęca  osadników  do  terrorystycznych  działań  w  imię 
"bezpiecz

eństwa"?  Dlaczego,  w  konfrontacji  z masowym  powszechnym sprzeciwem  wobec 

okupacji południowego Libanu, Izrael reagował z tą samą "żelazną pięścią", inicjując wypady 
na  wioski,  masowe  aresztowania  ludności  cywilnej,  szeroko  zakrojoną  destrukcję  domów  i 
własności oraz zabójstwa, mimo że ta polityka mogłaby tylko dalej zrażać populację".  

Osobisty  dziennik  Moshe  Shareta  rzuca  światło  na  to  pytanie,  obszernie  dokumentując 
przesłanki  i mechanizmy  "arabskiej  polityki"  lsraela w  późnych latach  1940 i  1950.  Polityka 
przedstawiona  w  najbardziej  intymnych  szczegółach  jest  jednym  z  celowych  izraelskich 
aktów prowokacji, mających na celu wywołanie wrogości Arabów, a tym samym stworzenie 
pretekstów dla działań zbrojnych i ekspansji terytorialnej. Dzienniki Sharetta dokumentują tę 
politykę  "świętego  terroryzmu"  i  demaskują  mity  o  "potrzebach  bezpieczeństwa"  Izraela  i 
"arabskim z

agrożeniu", które traktuje jako oczywiste prawdy od utworzenia Izraela do chwili 

obecnej,  kiedy  izraelski  terr

oryzm  przeciwko  Palestyńczykom  na  Zachodnim  Brzegu  i  w 

Strefie Gazy, a także Palestyńczykom i Libańczykom w południowym Libanie osiągnął nie do 
zniesienia  poziom.  Coraz  bardziej  oczywiste  staje  się  to,  że  wyjątkowe  zmiany 
demograficzne  i  geograficzne  w  społeczeństwie  izraelskim  w  obecnym  pokoleniu  zostały 
osiągnięte, nie jako przypadkowe rezultaty starań o ochronę "bezpieczeństwa Izraela" przed 
"zagrożeniem arabskim", a poprzez dążenie do lebensraum

background image

Odnosząc  się  do  zamachów  terrorystycznych,  które  okaleczyły  dwóch  wybitnych 
burmistrzów 

Zachodniego Brzegu i raniły innych cywilów 2 czerwca 1980, William Browser, 

w artykule dla New York Times (5.06.1980), wyjaśnił obawę Palestyńczyków z Zachodniego 
Brzegu:  choć  okupacja  nie  jest  dla  nich  nowa,  to  izraelski  terroryzm  -  jeśli  tym  był  - 
prakt

ycznie nie ma precedensu w ciągu ostatnich 30 latach". To zobowiązuje Mr Browsera i 

uważną opinię publiczną, która czyta "wiadomości, które nadają się do druku", do zbadania 
licznych precedensów, które są obszernie udokumentowane, i od czasu do czasu potępiane 
przez  zdezorientowanego  izraelskiego  premiera,  który  martwił  się  moralnym  rozkładem  
społeczeństwa izraelskiego w latach 1950, co doprowadziło do uznania zemsty za "świętą" 
zasadę. W cytowanym tu przez Rokach fragmencie Sharett napisał: 

"W latach 1930 powstrzymywaliśmy uczucia zemsty… Teraz wręcz odwrotnie, uzasadniamy 
system  odwetu…  usunęliśmy  z  tego instynktu  hamulec mentalny  i  moralny  i  uczyniliśmy  to 
możliwe… żeby zemstę uważać za wartość moralną… świętą zasadę". (s. 33) 

Nieukrywana s

atysfakcja jaką okaleczenie dwóch palestyńskich burmistrzów wywołało wśród 

wielu żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu, przypomina uczucie w Izraelu w latach 
1950,  które  u  Sharetta  wywołało  tyle  udręki  i  rzuciło  wyzwanie  jego  sumieniu.  W 
rzeczywistości  prywatne  armie  teraz  organizowane  przez  grupy  żydowskich  wigilantów, 
zdecydowane  utrzymać  okupowane  Zachodni  Brzeg  i  Strefę  Gazy  pod  stałą  izraelską 
kontrolą,  otwarcie  opowiadały  się  za  usunięciem  wszystkich  Arabów  z  okupowanej 
Palestyny.  

Chociaż  ci  ultranacjonaliści  uważają,  że  były  premier  Menachem  Begin  i  minister  spraw 
zagranicznych  Yitzhak  Sh

amir (byli  członkowie terrorystycznych gangów  Irgun  i  Stern) stali 

się  naiwniakami,  głupcami  i  zdrajcami,  i  chociaż  Begin  potępił  ataki  na  palestyńskich 
burmistrzów  jako  "zbrodnie  najgorszego  rodzaju",  pozostaje  faktem,  że  osadnicy  z  Gush 
Emunim  i  Kach  realizują  politykę  osadniczą  izraelskiego  rządu.  Ten  rząd  zapewnia  im 
ochronę i korzyści materialne oraz zapewnia im legitymację. Tym samym gwarantuje, że ich 
ofiary będą bezbronne i bezsilne. Masakra w Deir Yassin w 1948 dokonana przez Irgun Zvei 
Leumi  Begina,  oraz  zamach  bombowy  z  2  c

zerwca  1980  przez  inną  grupę  zbrojną,  to 

produkty 

tego samego rodzaju "świętego terroryzmu".  

Trzydzieści  dwa  minione  lata  były  świadkami  niezliczonych  aktów  izraelskiego  terroru:  nie 
wydaje  się  konieczne  przypominanie  o  bombardowaniu  z  powietrza  żywotnych  cywilnych 
infrastruktur w Egipcie i Syrii pod koniec lat 1960, [7] czy zniszczeniu południowego Libanu w 
latach 1970 i 1980, ani też brutalności z jaką okupacyjny reżim traktuje Palestyńczyków na 
Zachodnim  Brzegu  i  w  Strefie  Gazy,  czy  licznych  zamachach  n

a  palestyńskich 

intelektualistów w różnych stolicach europejskich na początku lat 1970.  

Najbardziej  niepokojącym  zjawiskiem,  które  będzie  nadal  hamowało  perspektywy 
koegzystencji  palestyńsko-izraelskiej,  jest  przewaga  radykalnej  prawicy  w  Izraelu.  Jego 
or

ientacja  na  brutalną  siłę,  jej  stosunek  do  Arabów,  pogarda  do  debaty  i  sprzeciwu, 

pozostawia  niewiele  miejsca  na  współistnienie.  Uzasadnienia  aktów  terroru  przeciwko 
palestyńskim cywilom szerzą się wśród członków establiszmentu politycznego i żydowskich 
osadników. 

Były  minister  nauki  i  energii,  Yuval  Neeman,  członek  Knessetu  Haim  Druckman,  były  szef 
sztabu  Raphael  Eytan,  i  sefardyjski  główny  rabin  Mordechai  Eliahu  usprawiedliwiają  ten 
rodzaj terroryzmu. [8] W lipcu 1985 szef MSZ Yitzhak Shamir 

obiecał działać nad wcześniej-

szym  zwolnieniem  skazanych  terrorystów  żydowskich,  których  nazwał  "wspaniałymi  ludźmi 
którzy popełnili błąd" (Jerusalem Post, 12.07.1985). Skłonność do przemocy wobec Arabów 
ustalili  izraelscy  i  zachodni  dziennikarze  na  podstawie  wywi

adów  z  osadnikami,  młodymi  i 

starymi. [9] 

background image

Radykalna  prawica  teraz  otwarcie  mówi  o  wywłaszczeniu  i  deportacji  Palestyńczyków. 
Izraelski socjolog Yoram Peri napisał w Daivar (11.05.1984), że kiedy minister obrony  Arens 
i  spraw  zagranicznych  Shamir 

mówią  o  aneksacji  Zachodniego  Brzegu  i  Gazy  i  tworzeniu 

"pluralistycznego"  społeczeństwa,  skrajna  prawica  opowiada  się  za  deportacją,  terminem, 
którego 4 lata temu nikt nie odważyłby się wymówić. "Stąd" – napisał – "bliskość prawicy do 
faszystowskiej koncepcji państwa". 

Innym  czynnikiem  hamującym  koegzystencję  jest  kawaleryjski  sposób,  w  jaki  członkowie 
establiszmentu  domagają  się  suwerenności  nad  Zachodnim  Brzegiem  i  Strefą  Gazy.  Tak 
pogardliwy  wobec  potrzeby  argumentowania  i  przekonywania  był  minister  spraw 
zagranicz

nych Szamir, że jego odpowiedź na pytanie, dlaczego Izrael rości sobie prawa do 

tych  terytoriów,  składała  się  z  jednego  słowa:  "Bo!"  Główny  rabin  Izraela,  Shlomo  Goren, 
zauważył,  że  w  prawie  religijnym  zachowanie  terytoriów  okupowanych  ma  pierwszeństwo 
przed  obowiązkiem  ratowania  życia.  Terminy  takie  jak  "Zachodni  Eretz  Israel"  i  "Judea  i 
Samaria",  których 

używa  się  częściej  i  z  większym  naciskiem,  reprezentują  odrodzenie 

rewizjonistycznego  syjonistycznego  poglądu,  że  "ziemia  Izraela"  obejmuje  także  dzisiejszą 
Jordanię  i  podkreśla  determinację  izraelskich  przywódców,  aby  nigdy  nie  zrezygnować  z 
nielegalnie okupowanego Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. 

Im bardziej świat próbuje zrozumieć sytuację na Bliskim Wschodzie, tym bardziej organizacje 
syjonistyczne 

w Ameryce, działając wspólnie z Izraelem, usiłują ją zamglić. Wojny Izraela z 

Arabami  w  1967  i  1982  zamazały  jego  wizerunek  w  David  i  potwierdziły  go  jako  Goliata 
Bliskiego Wschodu.  Nie  było  już  możliwe  by  izraelski  rząd  uciekł  przed  kontrolą  publiczną, 
pomimo całej bezkarności jaką ma na amerykańskiej arenie publicznej, kiedy jego wojsko, w 
imię  "bezpieczeństwa"  dla  izraelskich  cywilów,  dokonywało  najbardziej  bezwzględnego 
bombardowania od czasów Wietnamu. 

Amerykański ambasador w Libanie, którego rząd wykorzystał veto w Radzie Bezpieczeństwa 
żeby  oprotestować  izraelskie  korzyści  w  ojenne  w  1982,  tak  opisał  to  bombardowanie 
dywanowe:  

"na otwartych przestrzeniach nie ma dokładności celów". Kanadyjcki ambasador 

powiedzia,  że  izraelskie  bombardowanie  "sprawi,  że  Berlin  w  1944  wygląda  jak  spotkanie 
przy  herbatce…  jest  to  naprawdę  scena  z  Piekła  Dantego".  John  Chancellor  z  NBC 
powiedział: "Myślę o zbombardowaniu Madrytu podczas hiszpańskiej wojny domowej… teraz 
mamy  do  czynienia  z  imperialnym  Izrael

em".  Rzeczywiście,  swoją  czystą  morderczością, 

biorąc pod uwagę częste stosowanie fosforu i bomb kasetowych, izraelskie zbombardowanie 
Bejrutu,  rozwinięta  forma  państwowego  terroru,  bardzo  wyprzedziła  ataki  na  Guernica, 
Coventry i Drezno. 

Od pierwszego wyd

ania tej książki w 1980, ruch syjonistyczny odpowiedział na narastającą 

krytykę  izraelskiej  przemocy  w  sposób  histeryczny.  Inwigilacja,  monitorowanie  działań 
krytyków  Izraela  w  mediach,  kościołach  i  na  kampusach,  zbieranie  informacji 
wywiadowczych  i  czarne 

listy  przypominające  okres  McCarthy'ego  w  Ameryce,  należą  do 

taktyk  uzywanych  niedawno  przez  organizacje  syjonistyczne  w  celu  zduszenia  krytyki 
Izraela". [10] 

Przypinanie  łaty  antysemity  krytykom  stalo  się  standardową  i  najłatwiejszą  taktyką  żeby 
wyprzedz

ić  racjonalną  dyskusję  o  polityce  publicznej  odnośnie  Izraela,  i  zastraszać 

przyszłych  krytyków.  Lista  ofiar  obejmuje  takie  wybitne  jednostki  jak  sen.  Charles  Percy, 
pastor Jesse Jackson, były podsekretarz stanu George Ball, były kongresman Paul Findley, i 
wielu innych mniej znanych osób, które walczą z z przytłaczającymi szansami na utrzymanie 
pracy i zapewnienie sobie środków do życia. 

Słynna wypowiedź Menachema Begina po rzeziach w Sabra i Shatila, która definiowała kry-
tykę Izraela jako "oczernianie narodu żydowskiego", jest rażącym przykładem trendu zrówna-

background image

nia jawnej krytyki z antysemityzmem, nawet kiedy Izael nadal ma relacje handlowe i współ-
pracę  wojskową  z  większością  notorycznie  antysemickich  reżimów  w  Ameryce  środkowej  i 
południowej. Wojna Izraela z dziennikarzami pokazała się na procesie  przeciwko raportom 
NBC  o  inwazji  Libanu  w  1982,  [13]  wielokrotnych  zarzutów,  że  dziennikarze  przekazujący 
wiadomości szkodzące Izraelowi robią to tylko w reakcji na "groźby" arabskie, [14] i  zabójs-
twa 

załogi  CBS  TV  w  południowym  Libanie,  zajmującej  się  wprowadzeniem  przez  Izrael 

polityki "żelaznej pięści" (21.03.1985). 

Inne  histeryczne  odpowiedzi  na  rosnącą  znajomość  faktów  o  konflikcie  na  Bliskim 
Wschodzie    pojawiły  się  w  pismach  propagandystów  podszywających  się  pod  uczonych. 
Książka  Joan  Peters  Od  niepamiętnych  czasów  /  From  Time  Immemorial  [13]  przewraca 
historię do góry nogami, twierdząc, że Żydzi nie zastąpili rdzennych Palestyńczyków, którzy 
byli  rzekomo  nikim  więcej  niż  arabskimi  nielegalnymi  imigrantami,  którzy  przenieśli  się  do 
"miejsca, w którym znaleźli pracę". Absurdalny i nie dający się obronić zarzut, że praktycznie 
nie  było  Arabów  w  Palestynie  przed  napływem  syjonistów,  wydaje  się  mieć  na  celu 
stworzenie powłoki  legalności  wobec coraz gwałtowniejszych starań  lzraela,  by mit,  że "nie 
ma czegoś takiego jak Palestyńczyk", stał się mrożącą krew w żyłach rzeczywistością . 

Syjonistyczna próba zduszenia publicznej debaty o izraelskich działaniach rozszerzyła się na 
obecne badania. Po nieudanych próbach izraelskiego establiszmentu stłumienia publikacji w 
języku hebrajskim, dzienników Sharetta w Izraelu, podjęto próby grożenia sporem sądowym, 
a także w celu powstrzymania publikacji naszego badania tych dzienników tutaj w Ameryce. 
11 kwietnia 1980 AAUG otrzymała pismo od znanej kancelarii adwokackiej w Nowym Jorku 
proszące  w  "najbardziej  stanowczy  sposób"  o  zaniechanie  druku,  wydania  czy  reprodukcji 
części  dziennika.  Kancelaria  ta,  działająca  w  imieniu rodziny  nieżyjącego  Moshe Sharetta i 
izraelskiego  wydawcy  dzienników,  zagroziła  "wszczęciem  szybkiego  procesu  w  Federal 
District Court" z powodu rzekomego naruszenia praw autorskich USA. 

Następnie AAUG otrzymał telegram od rodziny Sharetta, podkreślający, że wszystkie prawa 
będą silnie chronione, jeśli stowarzyszenie opublikuje "części lub wszystkie dzienniki Moshe 
Sharetta". Niespokojne transoc

eaniczne telefony odbierało przez nasze biuro od izraelskich 

mediów.  Nasze  prawo  do  publikowania  zostało  zakwestionowane,  ale  nie  z  powodu  
wskazanego  przez  rodzinę  Sharetta  i  jej  radcę  prawnego.  Zamiast  tego,  zostaliśmy 
histerycznie oskarżeni o próbę demaskowania Izraela przez Sharetta w sensacyjny sposób. 

Izraelska  gazeta  Ma'ariv  zamieścił  na  pierwszej  stronie  historię  pod  nagłówkiem: 
"Nienawistnicy Izraela w Ameryce przetłumaczyli bez pozwolenia Dzienniki Moshe Sharetta" 
(4  kwietnia  1980).  Według  byłego  członka  Knessetu,  Uri  Avneriego,  piszącego  w  Haolam 
Hazeh  (23.09.1980)  izraelskie  MSZ  początkowo  wspierało  syna  Moshe  Sharetta,  Yaqova, 
który redagował hebrajską publikację dziennika, próbując powstrzymać publikację pracy Livii 
Rokach na podstawie pamiętnika. "Ale ku jego rozczarowaniu MSZ wycofało swoje poparcie: 
politycy  z  Jerozolimy  uznali,  że  postępowanie  sądowe  w  celu  zatrzymania 
rozpowszechniania  książki  byłoby  błędem  pierwszego  rzędu,  ponieważ  dałoby  to  dużo 
większy rozgłos". 

Nie  trzeba  dodawać,  że  nasi  oskarżyciele  nie  tylko  osądzili  naszą  książkę  przed  jej 
publikacją  i  rzucili  cień  na  organizację  i  osoby  zaangażowane  w  jej  produkcję;  założyli 
również,  że  nasza  publikacja  jest  nieautoryzowanym  tłumaczeniem.  W  rzeczywistości 
materiał  cytowany  w  dosłownym  tłumaczeniu  z  pamiętnika  Sharetta  lub  zasadniczo 
sparafrazowany z tego dziennika zawiera go tylko w około 1%. Książka Rokach wykorzystuje 
fragmenty z dziennika Sharetta dla wzmocnienia i zilustrowania jej własnej tezy. 

Nie mamy złudzeń, że wyzwanie przed nami było w przeważającej mierze legalne. W końcu 
to 

co  Sharett  powiedział  w  swoim  dzienniku,  ograniczone  jak  to  jest  w  przypadku 

background image

hebrajskojęzycznej  publiczności,  jest  bardzo  odkrywcze;  stanowi  akt  oskarżenia  syjonizmu 
przez  byłego  premiera  Izraela,  i  rozwiązuje  wiele  błędnych  założeń  dotyczących  konfliktu 
arabsko-izraelskiego.  Odrzuca  on  30-letni  dogmat 

i  podkreśla  konieczność  ponownego 

zdyskredytowania  bezkrytycznego 

poparcia  Izraela  na  Zachodzie  za  jego  politykę  wobec 

Arabów. Stąd izraelska potrzeba tłumienia i cenzurowania, ukrycia istotnych informacji przed  
publiczną debatą o Bliskim Wschodzie. 

Z  bólem  przy

pomina  się  nam  podobne  próby  ukrywania  nieuczciwych  metod  stosowanych 

przez  polityczno-

wojskowy  establiszment  Ameryki  w  pogoni  za  wojną  przeciwko 

Wietnamczykom. Zdolność establiszmentu do ukrywania prawdy przed amerykańską opinią 
publiczną  przedłużyła  wojnę  wietnamską  i  pogorszyła  problemy  społeczne,  ekonomiczne  i 
ludzkie,  które  wynikły  z  tej  wojny.  Będzie  się  oczekiwac,  że  złudna  strategia  Davida  Ben 
Guriona,  którą  Moshe  Sharett  udokumentował  w  swoimi  codziennymi  wpisami,    nie  będzie 
na zawsze ukrywana przed amerykańską opinią publiczną, na której życie materialne  istotny 
wpływ mają wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Dlatego, naszym zdaniem, Święty terroryzm 
Izraela
 

ma  bezdyskusyjne  znaczenie  w  formułowaniu  zdrowej  i  obiektywnej  polityki  wobec 

Bliskiego Wschodu. 

Uważamy,  że  osobisty  pamiętnik  Sharetta  jest  bardzo  ważnym  źródłem  historycznym, 
rzucającym wiele światła na politykę Izraela wobec świata arabskiego, w szczególności dla 
nas  wszystkich  w  Ameryce,  którzy  mają  tak  duży  udział  w  wydarzeniach  na  Bliskim 
Wschodzie  i  ewentualnym  wyniku  konfliktu.  Dlatego  korzystanie  z  historycznych  zasobów 
Sharetta w badaniach naukowych nie narusza praw autorskich. 

Ale  podjęliśmy  szczególne  środki  ostrożności,  aby  upewnić  się,  że  nasze  selekcje  zostały 
dokładnie  przetłumaczone,  nie  zostały  wyjęte  z  kontekstu  i  nie  są  łagodzone  ani 
zaprzeczane  przez  wszystko  co  Sharett  napisał  w  innym  miejscu  dzienników.  Jesteśmy 
również przekonani, że te selekcje spełniają kryteria "dozwolonego użytku" amerykańskiego 
prawa autorskiego:

  

 

1. AALUG 

jest edukacyjną organizacją użytku publicznego, nie wydaje tej pracy dla zysku.   

2. Charakter Dzienników Moshe Sharett

a odnosi się materialnie do "prawa opinii publicznej 

do wiedzy". 

3. 

Ilość materiału objętego prawem autorskim reprodukowana w tej pracy wynosi nie wiecej 

niż 1% całości. 

4.

Wartość komercyjna oryginalnej pracy nie ucierpi z powodu ograniczonych cytatów 

zawartych w naszej pracy. 

Pocieszamy  się  ochroną  zapewnioną  przez  Pierwszą  Poprawkę  do  Konstytucji  USA 
obejmującą  wolność  słowa  i  prasy  oraz  towarzyszące  jej  "prawo  opinii  publicznej". 
Dokumenty  Pentagonu  zostały  ujawnione  publiczności  po  tym,  jak  długo  pozostawały 
niezauw

ażone  w  archiwach  amerykańskiej  biurokracji  wojskowej.  Krytyczny  charakter  ich 

treści  gwarantował,  że  powinny  zostać  ujawnione  dużo  wcześniej  niż  ich  dramatyczne 
pojawienie  się.  Uderzające  rewelacje  Sharetta  nie  mogą  być  poddawane  temu  samemu 
biurokratyczn

emu  tłumieniu  lub  trzymane  z  daleka  od  anglojęzycznej  publiczności,  aby  ich 

przydatność jako czynnika w polityce na Bliskim Wschodzie została unieważniona.     

NASEER H. ARURI, AAUG Publications Committee, listopad 1985   

 

background image

PRZYPISY   

  

 

1. Moshe Sharett, Yoman Ishi (Dziennik), red. Yaqov Sharett (Tel Aviv: Ma'a 1979).  

2. 

Na przykład po przejściu na emeryturę w maju 1985, amerykański ambasador w Izraelu, 

Samuel Lewis

, ujawnił, że w grudniu  1981 izraelski minister obrony, Ariel Sharon przedstawił 

swoje plany o 

zbliżającej się inwazji amerykańskiemu wysłannikowi Philipowi Habib 

(Washington Post, 24.05.1985).  

3. 

Zob. na przykład Thomas Stauffer, "Izrael kalkuluje cenę pokoju: pieniądze i woda" / Israel 

Calculates the Price of Peace: Money and Water, Christian Science Monitor, 13.01.1982, i 
"Izraelska potrzeba w

ody może erodować ścieżkę do pokoju w regionie" / Israel's Water 

Needs May Erode Path to Peace in Region, Christian Science Monitor, 20.01.1982; John 
Cooley, "

Syria wiąże wycofanie się z gwarantowanym dostępem do wody" / Syria Links Pull-

Out to Guaranteed Access to Water, Washington Post, 8.06.1983; i Leslie C. Schmida, 
"

Izraelski wyścig o wodę" / Israel's Drive for Water, Link, 17, 4 (listopad 1994).  

4. Cyt. w al-Nahar i al-Sa ir, 22.04.1979.  

5. 

Cyt. w Sojusz izolacjonistów z Izraelem jest zjawiskiem zagrażającym jedności Libanu / 

The Isolationist-Israeli Alliance Is a Phenomenon that Threatens the Unity of Lebanon, 
przedstawionym na światowym Kongresie Solidarności z Narodem Libańskim, Paryż, 16-
18.06. 1980 (Beirut: Information Bureau of the Lebanese National Movement, 1980), 9.  

6. Jonathan C. Randal, 

Pójście na całego: chrześcijańscy watażkowie, izraelscy awanturnicy 

i wojna w Libanie / Going All the Way: Christian Warlords, Israeli Adventurers, and the War in 
Lebanon (Nowy Jork: Viking Press, 1983), 10-11.  

7. Pod koniec lat 1960 

i na początku 1970-tych, izraelskie bombardowania doprowadziły do 

tego, że egipskie miasta Suez, Port Said i Ismailia stały się miastami duchów. W tym samym 
okresie Izrael dokonywał wielokrotnych ataków na Syrię. Po zabiciu 11 izraelskich sportow-
ców na Olimpiadzie w Monachium w 1972, co najmniej 200 ludzi, niemal wszyscy cywile, 
zginęli w izraelskich atakach "odwetowych" w samej Syrii. David Hirst, Pistolet i gałązka 
oliwna / The Gun and the Olive Branch (Londyn: Futura, 1978), 251-252.  

8. Zob. artykuły Yorama Peri w Davar, 11.05.1984. Ya'acova Rahamim w Ma'ariv, 
14.12.1983, i Mary Curtius, "

Izraelska debata: czy powinno się uniewinnić osadników" / 

Israeli Debate: Should Settlers Be Pardoned, Christian Science Monitor, 15.07.1985.  

9. Zob. np. Christian Science Monitor, 10.05.1984.  

10. 

Na corocznej konwencji w 1984, Stowarzyszenie Badań Bliskowschodnich / Middle East 

Studies Association 

wezwało AIPAC i ADL (B'nai B'rith) do "wyrzeczenia się i powstrzymania 

od" sporządzania czarnej listy z nazwiskami  badaczy i studentów. Więcej info o wysiłkach 
zwolenników Izraela w tłumieniu otwartej debaty, zob. np. Naseer Aruri, "Bliski Wschód na 
amerykańskich kampusach" / The Middle East on the U.S. Campus, Link, 18, 2 (maj-
czerwiec 1985).  

11. Były kongresman Findley dokumentuje wszechobecny wpływ AIPAC w  Oni ośmielają się 
wypowiadać / They Dare to Speak Out (Westport, Conn.: Lawrence Hill, 1985).  

12. Szczegółowa analiza relacji Izraela z reżimami Ameryki Środkowej, zob. Milton Jamail i 
Margo Gutierrez, 

To żadna tajemnica: wojskowe zaangażowanie Izraela w Ameryce 

background image

Środkowej / It's No Secret: lsrael's Military, Involvement in Central America, AAUG. Zob. też 
Israel Shahak, 

Globalna rola Izraela: broń do represjonowania / Israel's Global Role: 

Weapons.for Repression (Belmont, Mass.: AAUG, 1982)  

13. W maju 1994 pro-izraelska grupa znana jako Amerykanie za Bezpiecznym Izraelem /  
Americans for a Safe Israel (AFSI) f

złozyła petycję w Federalnej Komisji Komunikacji żeby 

odmówiła odnowy licencji dla stacji WNBC-TV w Nowym Jorku i 7 innych filii NBC, 
zarzucając, że NBC przedstawiła jednostronną wersję wojny w Libanie. Zob. Christian 
Science Monitor, 14.05.1984. AFSI 

zatrudniła też prof.  Edward Alexander do napisania 

analizy, którą opublikowała zatytułowaną  Wojna NBC w Libanie: zniekształcające lustro / 
NBC's War In Lebanon: The Distorting Mirror (1983).  

14. 

Przykładem jest Ze'ev Chafets, Podwójna wizja: jak prasa zniekształca amerykańskie 

media o Bliskim Wschodzie / Double Vision: How the Press Distorts America's Media, of the 
Middle Last (Nowy Jork: William Morrow, 1983). Chafets 

to były szef izraelskiego bioura 

prasowego 

w Jerozolimie. Amerykańscy dziennikarze energicznie zaprzeczali te zarzuty. 

(Zob. np.  Charles Glass, korespondent ABC w Bejrucie, w CPJ Update [wyd. przeez Komitet 
Ochrony Dziennikarzy / Committee to Protect Journalists], listopad-

grudzień 1984).  

15. Nowy Jork: Harper and Row, 1984. 

Krytyczne recenzje książki Petera, zob. Norman 

Finklestein, w In These Times, 5-11.09.1984, 12-13, Muhammad Hallaj, "

Od niepamiętnych 

czasów: rezurekcja mitu" / From Time Immemorial: The Resurrection of a Myth, Link, 18, 
1(sty

czeń/marzec 1985); i Ian Gilmour i David Gilmour, w Arab Studies Quarterly, 7, 2 3 

(wiosna/lato 1985), 181-195.  

AAUG Publications Committee, listopad 1985   

------------------------------------ 

WPROWADZENIE    

POPULARNE  WSPARCIE 

Izraela  w  ciągu  ostatniego  ćwierćwiecza  opierało  się  na  wielu 

mitach,  z  których  najbardziej  trwały  był  mit  bezpieczeństwa  Izraela.  Wskazując  na  stałe 
istnienie poważnych zagrożeń dla przetrwania społeczeństwa żydowskiego w Palestynie, ten 
mit  został  starannie  dopracowany  by  wzbudzić  niepokój  opinii  publicznej,  pozwalając,  a 
nawet zachęcając, do korzystania z dużej ilości funduszy publicznych na utrzymanie Izraela 
militarnie i  ekonomicznie. "Bezpieczeństwo Izraela" jest  oficjalnym  argumentem, którym  nie 
tyl

ko  Izrael,  ale  też  Ameryka  odmawia  narodowi  palestyńczykiemu  prawa  do 

samostanowienia w ich 

własnym kraju.   

W  ostatnich  trzech  dekadach  uznawano  za  słuszne  wyjaśnienie  naruszania  przez  Izrael 
międzynarodowych  rezolucji  wołających  o  powrót  Palestyńczyków  do  ich  domów.  W 
ostatnich  13  latach  Izraelowi  zezwalano  na  przywoływanie  swojego  bezpieczeństwa  by 
uzasadnić  swoją  odmowę  do  wycofania  się  z  arabskich  i  palestyńskich  terytoriów 
okupowanych  od  1967.  Bezpieczeństwo  nadal  jest  pretekstem  dawanym  przez  kolejne 
izraelskie  rządy  dla  szeroko  zakrojonych  rzezi  ludności  cywilnej  w  Libanie,  wywłaszczania 
arabskich gruntów dla ustanawiania żydowskich osad na okupowanych terenach, deportacji i 
arbitralnych zatrzymań więźniów politycznych. 

Mimo  że  bezpieczeństwo  arabskich  społeczności  w  całym  regionie  było  wielokrotnie 
zagrożone  w  ciągu  tych  lat  jawnymi  i  tajnymi  wojnami,  spiskami  terrorystycznymi  i 
programami  wywrotowymi,  i  mimo  że  rezolucje  ONZ  żądają  ustanowienia  bezpiecznych 
granic  dla  wszystkich  państw  w  regionie,  do  tej  pory  tylko  bezpieczeństwo  Izraela  było 
tematem międzynarodowych dyskusji. 

background image

Trwałość mitu bezpieczeństwa Izraela pokazuje, że istnieje znaczna publiczna wiara w tzw. 
arabskie  zaangażowanie  na  rzecz  wyeliminowania  żydowskiego  państwa.  Większość 
wybitnyc

h zachodnich pisarzy, którzy przedstawiają tę sprawę, wywodzi swoje argumenty z 

syjonistycznych wersji wydarzeń z późnych lat 1940, w momencie ustanowienia Izraela, oraz 
w  połowie  lat  1950,  kiedy  do  władzy  doszedł  Nasser.  Idą  dalej  od  tych  argumentów,  aby 
przedstawić tzw. walkę Izraela o bezpieczeństwo i przetrwanie jako kwestię moralną. Media 
często dostarczają politykom, którzy mają inne przyczyny politycznego i militarnego wsparcia 
dla Izraela, z wygodną kwestią moralnego zaangażowania Zachodu w sprawy Izraela. 

Inne  wersje  lub  podejścia  do  faktów  częściej  niż  nie  ignorowano.  Na  przykład  niedawne 
ujawnienia Nahuma Goldmanna (Le Monde Diplomatique, sierpień 1979) zostały praktycznie 
niezauważone. Goldmann, który przez ponad 30 lat kierował pro-syjonistycznym Światowym 
Kongresem  Żydów,  zarzuca,  że  Arabowie  nie  byli  konsultowani  w  sprawie  podziału 
Palestyny  w  1947.  A  ponadto  byli  gotowi  negocjować  polityczny  kompromis,  który  mógł 
zapobiec  wojnie  w  1948, 

został  on  zawetowany  i  podważony  przez  Ben  Guriona  przed 

majem 1948. 

Niedawno wydane Osobiste dzienniki Moshe Sharetta (Yoman Ishi. Tel Awiw: Ma'ariv, 1979, 
po  hebrajsku)  teraz  proponują  decydujący  i  autorytatywny  wkład  w  demistyfikację  mitu  o 
bezpieczeństwie lzraela  i  jego polityce bezpieczeństwa.  Od  1933  do  1948  Sharett kierował 
stosunkami  zagranicznymi  ruchu  syjonistycznego,  jako  szef  Departamentu  Politycznego 
Agencji Żydowskiej, a od 1948 do 1956 był ministrem spraw zagranicznych Izraela. W latach 
1954  i  1955  był  także  jego  premierem.  Zamieszczone  poniżej  strony  przedstawiają 
fragmenty z dziennika Sharetta pokazujące następujące punkty: 

1.  Izraelski establishment polityczny / wojskowy 

nigdy powaznie nie wierzył w zagro-

żenie arabskie dla istnienia Izraela. Wręcz odwrotnie, poszukiwał i stosował wszelkie 
środki, by zaostrzyć dylemat arabskich reżimów po wojnie w 1948. Rządy arabskie 
bardzo niechętnie angażowały się w konfrontację militarną z Izraelem, jednak aby 
przetrwać, musiały pokazać swoim społecznościom i wygnanym Palestyńczykom w 
ich krajach 

jakąś reakcję na agresywną politykę Izraela i ciągłe prześladowania. 

Innymi słowy, zagrożenie ze strony Arabów było wymyślonym przez Izrael mitem, 
któremu 

z przyczyn wewnętrznych i między-arabskich reżimy arabskie nie mogły 

całkowicie zaprzeczyć, choć nieustannie obawiali się izraelskich przygotowań do 
nowej wojny.  

2. 

Celem izraelskiego establishmentu politycznego / wojskowego było wepchnięcie 
państw arabskich w konfrontacje militarne, których zwycięstwa niezmiennie bylki 
pewni izraelscy przywódcy. Celem tyc

h konfrontacji była radykalna modyfikacja 

równowagi sił w regionie, przekształcenie syjonistycznego państwa w główną potęgę 
na Bliskim Wschodzie. 

3. 

Dla osiągnięcia tego strategicznego celu wykorzystywano następujące taktyki: 

a) 

Operacje wojskowe na dużą i małą skalę, skierowane na ludność cywilną na liniach 
zawieszenia broni, zwłaszcza na terytoriach palestyńskich na Zachodnim Brzegu i w 
Strefie Gazy, 

pod kontrolą Jordanii i Egiptu. Operacje te miały podwójny cel: terro-

ryzowanie ludności i tworzenie trwałej destabilizacji wynikającej z napięć między 
rządami arabskimi a ludnością, która uważała, że nie jest odpowiednio chroniona 
przed izraelską agresją. 

b)  Operacje wojskowe przeciwko arabskim instalacjom wojskowym na obszarach 

przygranicznych w celu osłabienia morale armii i nasilennia destabilizacji wewnątrz 
struktur wojskowych. 

c) 

Tajne operacje terrorystyczne w świecie arabskim, wykorzystywane zarówno do 
szpiegostwa, jak i wywoływania strachu, napięcia i niestabilności. 

background image

4. 

Realizacja strategicznego celu Izraela miała być osiągnieta następującymi metodami: 

a)  N

owe podboje terytorialne poprzez wojnę. Mimo że porozumienia rozejmowe przypi-

sały Izraelowi terytorium o 1 / 3 większe niż ONZowski plan podziału, izraelskie przy-
wództwo jeszcze nie było zadowolone z wielkości państwa, którego granice zobowią-
zało się szanować na szczeblu międzynarodowym. Dążyło do zdobycia przynajmniej 
granic palestyńskiego mandatu. Wymiar terytorialny uważano za istotny czynik w 
transformacji Izraela w regionalną potęgę.  

b) 

Wysiłki polityczne jak i wojskowe mające doprowadzić do likwidacji wszelkich arab-
skich i palestyńskich roszczeń do Palestyny poprzez rozproszenie palestyńskich 
uchodźców po wojnie 1947-49 do odległych cześci świata arabskiego jak i poza. 

c) 

Operacje wywrotowe mające na celu podział świata arabskiego, zniszczenie 
arabskiego ruchu narodowego, i utworzenie marionetkowych reżimów uległych 
wobec regionalnej potęgi Izraela. 

Udostępniając dokumentację o powyższych punktach, Dzienniki Sharetta zadają śmiertelny 
cios wielu ważnym interpretacjom nadal przedstawianym jako prawdy historyczne, i są to, 
między innymi:    

1.Do 

dnia dzisiejszego większość badaczy i analityków powołuje się na nacjonalizację 

Kanału Sueskiego jako główną przyczynę wojny w październiku 1956. Dlatego sugeruje się, 
że planowana brytyjska i francuska agresja wobec Egiptu dała Izraelowi pretekst do zatrzy-
mania ataków fedayeen zza lini rozejmu, i rozliczenia się z reżimem Nassera, któremu 
przypisywano te ataki. 

Sharett 

mówi, że główna wojna z Egiptem w celu podboju Gazy i Synaju była w programie 

izraelskiego  przywództwa  co  najmniej  od  jesieni  1953,  prawie  rok  zanim  Nasser  obalił 
Neguba  i  skonsolidował  swoje  przywództwo.  Wtedy  uzgodniono,  że  sytuacja  międzynaro-
dowa  dla  takiej  wojny  doj

rzeje  w  okresie  około  3  lat.  Izraelski  atak  na  Gazę  w  lutym  1955 

podjęto  świadomie  jako  wstępny  akt  wojny.  Kilka  miesięcy  później  rządowa  decyzja 
rozpoczęcia  wojny  dla  podbicia  Strefy  Gazy  napotkała  na  ostry  sprzeciw  ministra  spraw 
zagranicznych,  którego  l

ikwidację  polityczną  zadecydowali  zwolennicy  polityki  wojny  pod 

przywództwem  Ben  Guriona.  Gdyby  perspektywa  trójstronnej  agresji  nie  pojawiła  się  na 
horyzoncie  w  późniejszych  miesiącach,  Izrael  zaatakowałby  Egipt  zgodnie  ze  swoimi 
planami, i co więcej, za zgodą Ameryki. 

2. 

Izraelską okupację Zachodniego Brzegu i Gazy w 1967 opisywano, i nadal tak się rozu-

mie, jako izraelskie działania defensywne w obliczu zagrożeń arabskich. Dziennik Sharetta 
pokazują bezsporne dowody na to, że okupacja Gazy jak i Zachodniego Brzegu była częścią 
izraelskich planów od lat 1950. Liderzy amerykańskich syjonistów zostali poinformowani o 
tych planach w 1954. W 1955 w szeregu prowokacyjnych ataków dla stworzenia pretekstu 
dla okupacji terytorium Jordanii poświęcono życie Arabów i Żydów. Główną przeszkodą 
odraczającą tę okupację była obecność Brytanii w Jordanii popierającej haszemicką 
monarchię. 

3.

Kontynuowaną pełną przemocy izraelską agresję w Libanie dalej przypisuje się, bezwstyd-

nie, izraelskim potrzebom bezpieczeństwa. W szczególności izraelscy politycy, przy wtórze 
zachodnich mediów, usiłują tłumaczyć ogromną interwencję w Libanie i wydarzenia libańskie 
ogólnie, następującymi argumentami historycznymi

a)W walce między muzułmanami i chrześcijanami, konflikcie który wybuchłby niezależnie od 
ingerencji zewnętrznej, rola Izraela ograniczała się do obrony mniejszości chrześcijańskiej. 

background image

b)Palestyński opór, albo według izraelskiej terminologii, palestyński terroryzm w tym kraju 
wymagał izraelskiej interwencji. 

Ale Dzienniki Sharett

a pokazują całą dokumentację o tym jak w 1954 Ben Gurion wyszedł z 

szatańskimi  planami  "chrystianizacji"  Libanu,  tzn.  wymyślił  konflikt  w  Libanie,  i  jak  Izrael 
opracował plan podziału i poddania sobie tego kraju ponad 15 lat zanim obecność Palestyń-
czyków stała się czynnikiem politycznym w Libanie. 

Stosowanie terroru i agresji dla sprowokowania czy wywołania pozoru arabskiego zagroże-
nia  dla  istnienia  Izraela  tak  podsumował  ówczesny  "Nr  2"  w  hierarchii  syjonistycznego 
państwa: 

"Rozmyślałem nad długim łańcuchem wymyślonych przez nas fałszywych incydentów i wro-
gości,  i  nad  wieloma  zderzeniami,  które  sprowokowaliśmy,  które  kosztowały  nas  tak  dużo 
krwi, oraz nad naruszeniami prawa przez naszych ludzi - z kt

órych wszystkie przyniosły po-

ważne katastrofy i określiły cały bieg wydarzeń i przyczyniły się do kryzysu bezpieczeństwa". 

Tydzień  wcześniej,  Moshe  Dayan,  wtedy  izraelski  szef  sztabu,  wyjaśnił  dlaczego  Izrael 
musiał  odrzucić  wszelkie  uzgodnienia  bezpiecznych  granic  zaproponowane  przez 
sąsiadujące  państwa  arabskie,  labo  przez  ONZ,  jak  i  formalne  gwarancje  bezpieczeństwa 
proponowane przez Amerykę. Takie gwarancje, przewidywał, mogą "związać Izraelowi ręce". 
Przypuszczalnie  to  uznałoby  za  nieuzasadnione,  a  nawet  niemożliwe,  ataki  i  wtargnięcia 
przez  linie  rozejmu,  które  w  połowie  lat  1950  nazwano  eufemistycznie  działaniami 
odwetowymi. 

Te działania, powiedział Dayan, 

"są  naszą  żywą  limfą.  One…  pomagają  nam  utrzymać  wysokie  napięcie  w  naszym  społe-
czeństwie i w armii… żeby zmusić młodych mężczyzn do pobytu na Negev musimy krzyczeć, 
że jest ona w niebezpieczeństwie". (26.05.1955, 1021) 

Wytworzenie mentalności oblężenia w izraelskim społeczeństwie było konieczne dla uzupeł-
nienia  sprefabrykowanego  mitu  o arabskim  z

agrożeniu.  Te  dwa  elementy  miały  się  nawza-

jem  zasilać.  Chociaż  społeczeństwo  izraelskie  stanęło  przed  poważnym  ryzykiem  dezinte-
gracji  społecznej  i  kulturowej  poprzez  masową  imigrację  Żydów  azjatyckich  i  północnoafry-
kańskich do ideologicznie jednorodnej wspólnoty, celem mentalności oblężenia było nie tyle 
samo osiągnięcie defensywnej spójności. w żydowskim społeczeństwie Izraela. 

To  obliczono głównie w  celu "wyeliminowania hamulców  moralnych"  wymaganych po  to  by 
społeczeństwo  w  pełni  popierało  policję,  co  stanowiło  całkowite  odwrócenie  zbiorowego 
kodeksu etycznego, na którym opierała się formalna edukacja, i z którego miało czerpać siłę 
życiową.  Oczywiście  ten  kodeks  etyczny  również  nie  był  przestrzegany  w  przeszłości. 
Agresję i terroryzm wykorzystywali syjoniści przed i w trakcie wojny 1947-48. Oto świadectwo 
żołnierza, który brał udział w okupacji palestyńskiej wioski Duelma w 1948, które jest ostat-
nim ujawnionym z długiego łańcucha dowodowego: 

Zabiliśmy około 80-100 Arabów, kobiet i dzieci. Żeby zabijać dzieci rozwalali im głowy kijami. 
Nie  było  ani  jednego  domu  bez  zwłok.  Mężczyzn  i  kobiety  w  wiosce  wpychano  do  domów 
bez  jedzenia  i  wody.  Następnnie  przychodzili  sabotażyści  żeby  wysadzać  domy.  Jeden 
dowódca rozkazał żołnierzowi wprowadzić dwie kobiety do domu który zamierzał wysadzić w 
powietrze…  Inny  żołnierz  przechwalał  się  tym  iż  zgwałcić  Arabkę  zanim  ją  zastrzelił.  Inną 
Arabkę  z  nowo  narodzonym  dzieckiem  zmuszono  do  sprzątania  przez  kilka  dni,  a  później 
zastrzelono  ją  i  dziecko.  Wykształceni  i  dobrze  wychowani  dowódcy  uważani  za  "dobrych 
facetów"… stali się mordercami, i nie podczas walki, a jako metada wypędzenia i zagłady. Im 
mniej Arabów zostanie tym lepiej. (cyt. w Davar, 9.06.1979)  

background image

Ale  te  epizody  nie  przedostały  się  do  ogółu  społeczeństwa. Wojna  o  niepodległość  została 
zrytualizowana, wręcz przeciwnie, jako cudowne zwycięstwo (żydowskiego) prawa przeciwko 
(arabskiej)  potędze.  Deir  Yassin  został  (kłamliwie)  opisany  przez  rządzący  establishment 
Partii  Pracy  jako  odizolowany,  a  nawet  potępialny  przypadek,  produkt  brutalności 
mniejszościowej  grupy  lrgun.  Podręczniki  szkolne,  książki  historyczne,  antologie  i  media 
łagodnie  wysławiały  jakość  moralną  wojny,  "czystość  broni"  używanej  przez  wojsko, 
żydowski etos leżący u podstaw państwa. 

Polityka bezpieczeństwa lub represji w latach 1950 stanowiła w tym sensie skok jakościowy. 
Strategiczne  projekty  były  postrzegane  przez  samych  izraelskich  przywódców,  jako  całko-
wicie  nieracjonalne  w  odniesieniu  do  regionalnych  realiów,  a  zwłaszcza  w  odniesieniu  do 
kontekstu 

międzynarodowego, do którego Izrael formalnie się zobowiązał. W związku z tym 

poparcie  wymagane  w  kraju  musiało  być  całkowite,  tj.  emocjonalne,  niemal  instynktowne, 
bez ustępstw dla racjonalności i przykrywki moralnej. 

Cel strategiczny, taki jak przekszta

łcenie Izraela w potęgę regionalną, nieuchronnie zakładał 

użycie szeroko zakrojonej, otwartej przemocy, i nie mógł udawać, że nawet mitycznie można 
to osiągnąć w oparciu o wcześniejszą doktrynę o wyższości moralnej, która w związku z tym 
musiała być zastąpiona nową. Terroryzm i "zemsta" miały teraz być gloryfikowane jako nowe 
"moralne…a  nawet  święte"  wartości  izraelskiego  społeczeństwa.  Odrodzony  militaryzm  nie 
potrzebował  już  idealistycznego,  socjalistycznego  lakieru  Paimacha:  symbolem  wojskowym 
była teraz Jednostka 101, dowodzona przez Arika Sharona. 

Proces  tej  kulturowej  nawet  bardziej  niż  politycznej  transformacji  nie  był  automatyczny.  W 
rzeczywistości,  jak  przyznał  Dayan  w  powyższym  cytacie,  dla  zacęty  trzeba  było 
wygener

ować wiele obaw. Życie ofiar żydowskich również musiano poświęcać, by stworzyć 

prowokacje  uzasadniające  późniejsze  represje,  szczególnie  w  tych  okresach,  w  których 
rządom arabskim udało się opanować reakcje prześladowanych i rozwścieczonych arabskich 
populacji.  Wbijanie  codziennej 

propagandy  kontrolowanej  przez  cenzurę,  skierowano  na 

karmienie  ludności  izraelskiej  obrazami  potworności  wroga.  Pokazywano  więcej  zdjęć 
po

twierdzających,  że  wynegocjowane  z  wrogiem  ustalenia  dotyczące  bezpieczeństwa 

można interpretować jedynie jako fatalny dowód na słabość Izraela. 

Ostatnim punktem tego procesu, który Sharett obserwował w latach 1950, był wybór w 1977 
Menachema Begina na premiera. Syjonistyczna opinia 

Sharetta opierała się na politycznej / 

d

yplomatycznej  alternatywie  w  przeciwieństwie  do  terrorystycznej  strategii  Ben  Guriona  i 

jego  zwolenników.  To,  jak  sądził,  może  wzmocnić  powstanie  żydowskiego  państwa  w 
Palestynie, 

i  być  może  powiększyć  je  w  przyszłości,  bez  większych  ustępstw  wobec 

otaczającego świata arabskiego. 

Sharett  wierzył,  że  jego  cele  można  osiągnąć  bez  niepokojenia  Zachodu.  Myślał,  że 
izraelskie plany można skoordynować z Zachodem. Klarownie uznał faszystowską logikę za 
doktrynę  bezpieczeństwa  Izraela  i  słusznie  ocenił  jej  następstwa  zepsuciem  moralnym  na 
poziomie wewnętrznym i wzrost przemocy na poziomie regionalnym. Sprzeciwiał się temu i 
był z pewnością najbardziej znamienitą ofiarą. Jego klęska była nieunikniona, ponieważ jego 
sprzeciw  wobec  strategii  był  bardziej  ilościowy  niż  jakościowy:  raczej  w  kwestii  metod  niż 
substancji

;  na  przykład  liczby  ofiar  danego  działania  wojskowego  i  tylko  niejasno  na  temat 

ideologii  stojącej  za  takimi  działaniami.  Zasadniczo,  w  świetle  jego  niesłabnącej 
syjonistycznej  wiary,  był  tak  zafascynowany  jak odtrącony  przez  strategię,  tak  zazdrosny  o 
sw

oje bezpośrednie sukcesy, jak martwił się o długotrwałe konsekwencje i międzynarodowe 

reperkusje dla syjonizmu i Izraela. 

Likwidację  tego  buntownika  uważano  za  niezbędną  dla  realizacji  megalomańskich  i  krymi-
nalnych  planów  izraelskiego  kierownictwa  polityc

znego  /  wojskowego.  Jego  wewnętrzna 

background image

słabość polegała na jego pozornie racjonalnej nadziei, że tzw. liberalny Zachód uniemożliwi 
realizację  planów  jego  przeciwników.  Oparł  się  raczej  na  Zachodzie  niż  na  przebudzeniu 
lokalnego, powszechnego sumienia, do spro

wokowania którego miał władzę i informacje, ale 

czego j

ako syjonista nie mógł i nie ośmielił się zrobić. 

Wręcz przeciwnie, niezależnie od jego skrupułów i udręk prawie zawsze kończył współpracę 
ze  swoimi  przeciwnikami,  a  także  z  tymi  elementami  w  establiszmencie  bezpieczeństwa, 
którzy  sprzysięgli  się  przeciwko  niemu,  w  fabrykowaniu  i  rozpowszechnianiu  celowo 
zniekształconych wersji wydarzeń i polityki na rzecz konsumpcji krajowej i międzynarodowej.  

Z  historycznego  punktu  widzenia  autoportret  Sharetta,  jaki 

wyłania  się  z  jego  Dziennika, 

wyjaśnia również, dlaczego niemożliwa jest tzw. umiarkowana syjonistyczna propozycja, i jak 
każda próba liberalizacji syjonizmu od wewnątrz nie może się nie udać  - jak to wielokrotnie 
miało  miejsce  –  a  skończyć  porażką.  Jasna,  przejrzysta,  spójna  logika  przebiega  przez 
historię  ostatnich  trzech  dekad.  Na  początku  lat  1950  wyłożono  podstawy  do  budowy 
państwa 

nasyconego 

zasadami 

świętego 

terroryzmu 

przeciwko 

otaczającym 

społeczeństwom  arabskim,  na  progu  lat  1980,  to  samo  państwo  po  raz  pierwszy  zostaje 
potępione przez własnych intelektualistów iż jest w śmiertelnym uścisku faszyzmu. 

To  może  być  jeszcze jeden powód,  dla którego zachodni  dziennikarze, badacze i  analitycy 
mogą  być  bardzo  zakłopotani  poniższym  dokumentem.  Komentatorzy  ci  nadal  nalegają  na 
utrzymanie  domniemanego  moralnego  zobowiązania  Zachodu  do  tego  co  oni  uporczywie 
mistyfikują  -  bezpieczeństwo  Izraela.  W  tym  sensie  Dziennik  Sharetta  jest  potencjalnie 
niszczycielski  dla  propagandy  syjonistycznej,  tak  jak  dokumenty  P

entagonu  dotyczące 

amerykańskiej agresji w Wietnamie. 

 

ROZDZIAŁ  1: Moshe Sharett i jego osobiste Dzienniki  

Moshe Sharett (Shertok) 

urodził się w Harsson [Chersoń], Rosja, w 1894. W 1906, w wieku 

12 lat, emigrował do Palestyny. Jego ojciec był żarliwym działaczem syjonistycznym. Rodzi-
na  zamieszkała w  arabskiej  wiosce  Ein Sinya koło Nablus.  Później,  Moshe, jego  brat  i  trzy 
siostry  nazw

ą  ten  2-letni  okres  kiedy  uczyli  się  arabskiego,  bawili  się  z  dziećmi  w  wiosce  i 

poznawali fascynujące historie od starszyzny wioski, jako najszczęśliwszy okres w ich życiu. 
W 1980 rodzina Shertok przeniosła się do Tel Awiwu i Moshe uczęszczał do Hertselyah High 
School. 

Po wybuchu I wojny światowej został wcielony do armii osmańskiej, gdzie skończył 

kurs oficerski, a następnie służył jako oficer, głównie w Syrii. Po wojnie, kiedy w Palestynie 
ustanowiono  brytyjski  mandat,  ukończył  London  School  of  Economics,  i  wkrótce  potem 
rozpoczął działalność polityczną w szeregach lejberzystowskiego syjonizmu. Był członkiem-
założycielem Mapai (Partii Pracowników Eretz Israel) i został redaktorem naczelnym Davar, 
gazety Histadrut (federacja związków zawodowych zdominowana przez Mapai). 

Póxniej  został  mianowany  na  zastępcę  Haima  Arlosorova,  szefa  Wydziału  Politycznego 
Agencji  Żydowskiej.  Po  zabójstwie  Arlosorova  na  plaży  w  Tell  Awiwie  w  1933,  Sharetta 
mianowano  na  jego  następcę.  Szefem  Agecnji  Żydowskiej  wtedy  był  David  Ben  Gurion. 
Zdaniem Sharetta, konflikt z Ben Gurionem cechujący ich 25-letnią współpracę na szczycie 
ruchu  syjonistycznego  i 

państwa  Izrael,  powstał  z  podejrzeń  Ben  Guriona  iż  Sharett  był 

lojalny wobec Chaima Weizmanna, przewodniczącego Światowej Organizacji Syjonistycznej. 

W  latach  1940  Ben  Gurion  oskarżył  Sharetta,  jego  zdaniem  niesłusznie,  o  współpracę  z 
Weizmannem  w  kwestii 

negocjacji,  za  pośrednictwem  Ameryki,  porozumienia  między 

ruchem  syjonistycznym  i  Emirem  Faisalem  z  Arabii  Saudyjskiej.  Sharett  twierdził,  że 
faktycznie  przyczynił  się  do  fiaska  tych  negocjacji.  Ale  zdaniem  dr  Nahuma  Goldmanna, 

background image

Sharett  znowu  uczestniczył  w  1947-48  z  Goldmannem  w  negocjacjach  z  Ameryką  jako 
mediatorem  w  osobie  sekretarza  stanu  Georgem  Marshallem  w  celu  osiągnięcia 
politycznego  rozwiązania  obecności  syjonistów  w  Palestynie,  być  może  prowadzących  do 
utworzenia Konfederacji Bliskowschodniej ob

ejmującej byt syjonistyczny. 

Głównym negocjatorem po stronie arabskiej mmiał być egipski szef MSZ Nukrashi Pasha. Te 
negocjacje,  które  miały  zapobiec  wojnie  arabsko-izraelskiej,  oznaczałyby  przelożenie  daty 
ogłoszenia  powstania  państwa  Izrael.  Ben  Guriom  zawetował  negocjacje,  odrzucił 
przełożenie  ogłoszenia,  i  oskarżył  Sharetta  o  sprzeciwianie  się  powstaniu  państwa, 
oskarżenie któremu gwałtownie zaprzeczał. 

Zasadniczo,  preferencja  Ben 

Guriona  do  użycia  siły,  w  przeciwieństwie  do  preferencji 

Sharetta 

osiągnięcia  tych  samych  celów  metodą  dyplomatyczną,  była  podstawą  konfliktu 

między  tymi  dwoma  przywódcami syjonistycznymi, który  trwał  do  czasu, gdy  Sharett  został 
usunięty z rządu izraelskiego w czerwcu 1956. Moshe Sharett zmarł w Tel Awiwie w 1965. 
Dzien

nik  osobisty,  który  Moshe  Sharett  pisał  od  października  1953  do  listopada  1956, 

obejmuje  ostatnie  lata  jego  działalności  politycznej  jako  pierwszego  ministra  spraw 
zagranicznych  Izraela,  w  tym  2  lata,  w  których  zastępował  Ben  Guriona  na  stanowisku  
premiera. 

Następnie  rozciąga  się  na  pierwsze  15  miesięcy  udręczonej  bezczynności  po  jego  śmierci 
politycznej. Mos

he Sharett przestał pisać Dziennik w środku zdania 29 listopada 1957. Jego 

ostatnie  notatki  wskazują  na  jednego  z  jego  dawnych  współpracowników,  uważanego  za 
bliskiego  osobistego  i  politycznego  przyjaciela,  jako  jednego  z  konspiratorów  przeciwko 
niemu.  Dziennik,  2400  stronicowy  dokument  w  8  tomach,  zawiera  codzienne  notatki  i 
wspomnienia,  w  których  Sharett  rejestrował  bieżące  wydarzenia:  osobiste,  rodzinne  i 
partyjne,  a  także  spotkania  krajowe  i  międzynarodowe  o  pierwszorzędnym  znaczeniu, 
rozmowy  z  żoną  lub  innymi  członkami  rodziny  wraz  ze  sprawami  administracyjnymi 
dotyczącymi jego ministerstwa i komentarzy na posiedzeniach gabinetu. 

Intymny charakter D

zienników, wraz z wyjątkowo autorytatywnym stanowiskiem jego autora, 

daje  rzadką  gwarancję  wiarygodności.  W  przeciwieństwie  do  innych  dzienników  jakie 
pokazały  wię  w  Izraelu  w  ostatnich  latach,  i  które  napisano  w  celu  publikacji,  Dzienniów 
Sharetta  nie  da 

się  podejrzewać o przekręty,  samochwalstwo czy  subiektywnie polemiczne 

zamiary.  Dlatego  w  ogóle  nie  dziwi  to,  że  syna  i  rodzinę  Sharetta  poddano  ogromnym 
naciskom  by  wycofali  się  z  publikacji,  czy  przynajmniej  przekazania  dokumentu  cenzurze 
Partii Pracy. S

yn Sharetta, Ya'acov, w końcu postanowił opublikować je w całości.

 

 

 

ROZDZIAŁ  2: Ben Gurion udaje się do Sdeh Boker: duchowe odosobnienie 
jako taktyka 

Pierwszą z codziennych notatek w Dziennikach Moshe Sharrett napisał 9 października 1953. 
Krótko  przedtem  Ben  Gurion,  wtedy 

premier  i  szef  MSZ,  ogłosił  zamiar  wycofania  się  z 

działalności  rządowej.  Sharett,  wtedy  na  drugiej  pozycji  po  Ben  Gurionie  od  czasów  przed 
ustanowieniem  państwa,  był  wyznaczony  jako  jego  zastępca  na  stanowisku  premiera. 
Przejmie 

też stanowisko szefa MSZ. 

Dla  opinii  publicznej,  zamiar  Ben  Guriona 

wycofania  się  został  uroczyście  przedstawiony 

jako  ćwiczenie  duchowe,  środek  zdolny  związać  Izraelczyków  i  młodzież  żydowską  i 
konieczny  do  sprowadzenia  syjonistyczneego  stada  owiec  z  powrotem  do  porzuconych 
ideałów pionierskich i osadnictwa. W rzeczywistości, kiedy państwo wydawało miliony funtów 
na budowę "chaty" dla Ben Guriona w kibucu Sdeh Boker na Negev, oraz na wiążące się z 

background image

tym 

aranżacje  dotyczące  bezpieczeństwa  i  komunikacji,  Stary  już  wiedział,  i  poinformował 

swoich współpracowników, że jego nieobecność w rządzie będzie  trwała 2 lata. 

Za  kampanią  idealizującą  jego  wycofanie  się  był  scenariusz  drobiazgowo  przygotowany 
przez  niego  i  jego  ludzi.  Nawet  wtedy,  zaledwie  4  lata  po  wojnie  1948-49,  establishment 
bezpieczeństwa był gotowy z planami ekspansji terytorialnej Izraela. Ustanowione na Rodos 
linie zawieszenia broni, choć przeprowadzone tak żeby przyznać Izraelowi ponad 1 / 3 więcej 
niż  terytorium  przyznane  mu  przez  rezolucję  o  podziale  ONZ  w  1947,  zostały  uznane  za 
niezadowalające przez armię, która dążyła do odzyskania co najmniej granic mandatowych 
Palestyny.  

Ben Gurion 

już teoretyzował o konieczności Izraela stania się potęgą regionalną na Bliskim 

Wschodzie. Dla realizacji tego 

celu opracowano strategię destabilizacji regionu: operacyjnie, 

jak  zobaczymy,  jego  punktem  centralnym  na  następny  ćwierć  wieku  miała  być  polityka 
polityczno-

militarna  znana  pod  fałszywą  nazwą  "odwetu".  Ale  międzynarodowe  warunki 

wdrożenia tego strategicznego projektu nie zostały jeszcze przygotowane. 

Szczególnie  ważnym  warunkiem  była  pomoc  gospodarcza  i  militarna  Zachodu.  Jedno-
cześnie  trzeba  było  zapobiec  zbliżeniu  Zachodu  ze  światem  arabskim.  W  tym  celu  trzeba 
było  przekonać  Zachód,  że  Izrael  będzie  dlań  najlepszą  rzeczą  w  regionie  pod  względem 
militarnym,  i 

to  był  kolejny  z  głównych  celów  masowych  represji  przeprowadzanych  na 

terenach 

przygranicznych przez armię izraelską. 

W  tym  samym  czasie  Zachód  nie  powinien  być  zbyt  wcześnie  zaniepokojony  intencjami 
Izraela,  ponieważ  nie  był  jeszcze  gotowy  do  poparcia  tych  izraelskich  celów.  Formalne 
wycofanie  się  Ben  Guriona  i  jego  (formalne)  zastąpienie  przez  "umiarkowanego"  Sharetta 
dyplomacja międzynarodowa zinterpretowała jako znak, że Izrael nie będzie dążył do wojny. 
Od czasu rozpoczęcia działań represyjnych, obawa ta była powszechna w świecie arabskim. 

Krótko  mówiąc,  izraelski  projekt  miał  na  celu  spowolnienie  negocjacji  między  państwami 
arabskimi,  które  nalegały  na  uzbrojenie  ich,  i  Zachód,  który  nie  chciał  ich  zbroić.  W 
międzyczasie  pomysł,  że  akcje  wojskowe  miały  być  nie  dla  żadnego  innego  celu,  jak  tylko 
przez  nich  zadeklarowanego  - 

obrony  ludności  cywilnej  Izraela  przed  atakami  typu 

partyzanckiego  z  terytoriów  arabskich  - 

zyskałby  wiarygodność  w  ramach  premierostwa 

Sharetta, człowieka notorycznie oddanego umiarowi i dyplomacji. 

Mit  o  bezpieczeństwie  Izraela,  mający  na  celu  wygenerowanie  konsensusu,  zwiększyłby 
swoją  moc  podczas  nieobecności  Ben  Guriona.  Dlatego  udał  się  do  Sdeh  Boker,  w 
towarzystwie  opinii  pioniera-

świetego,  i  Sharett  przygotowwyał  się  do  przejęcia,  czy  tak 

myślał. W rzeczywistości Ben Gurion miał zachować prawdziwe kanały dowództwa. 

 

Rozdział  3: Odwet za wojnę    

11 października 1953, przyszły szef MSZ i premier napisał w Dzienniku, że odwiedził prezy-
denta kraju, Bena Zvi: 

Ben  Zvi  podniósł  jak  zwykle  kilka  natchnionych  pytań  ...  tak  jak  czy  mamy  szansę  zająć 
Synaj  i  jak  wspaniale  by  było,  gdyby  Egipcjanie  rozpoczęli  ofensywę,  którą  moglibyśmy 
wygrać  i  dokonać  inwazji  tej  pustyni.  Był  bardzo  rozczarowany,  gdy  powiedziałem  mu,  że 
Egipcjanie  nie  pokazują  tendencji  do  ułatwiania  nam  tego  zadania  okupacyjnego  przez 
prowokacyjne wyzwanie z ich strony. (11.10.1953, 27) 

background image

Następnego dnia Ben Gurion poinformował Sharetta, że Pinhas Lavon, zagorzały zwolennik 
polityki odwetu, zastąpi go jako minister obrony, i że miał nominować Moshe Dayana na 
szefa sztabu sił zbrojnych. 

Natychmiast powiedziałem, że Moshe Dayan jest żołnierzem tylko w czasie wojny, a w 
czasie pokoju jest politykiem. Nominacja ta oznacza "upolitycznienie" siedziby. Ogromna 
zdolność spiskowania i wywoływania intryg nowego szefa sztabu doprowadzi do wielu 
kom

plikacji. Ben Gurion potwierdził prawdę o tych cechach, i nawet dodał, że Dayan sam 

określił się w ten sposób i chciał zdyskwalifikować się z tego stanowiska, ale nieważne, 
wszystko będzie dobrze. Wyszedłem ze złamanym sercem. (ibid., 29) 

Sharett  uznał  ówczesny  klimat  międzynarodowy  za  niekorzystny  dla  Izraela:  USA  właśnie 
podjęły  decyzję  o  dostarczeniu  broni  do  Syrii  i  Iraku,  oraz  do  uzbrojenia  Egiptu  tuż  po 
podpisaniu  porozumienia  dotyczącego  strefy  kanału.  Ponadto  nieustanne  łamanie  przez 
Izrael nakazów 

ONZ, by zaprzestał dywersji rzeki Jordan i przestrzegania Planu Johnstona, 

wywoływały narastającą konsternację w zachodnich stolicach. 

Zachód  kultywował  nadzieję,  że  porozumienie  arabsko-izraelskie  w  sprawie  dywersji  wód 
Jordanu,  jeśli  zostanie  osiągnięte  i  wdrożone,  stanie  się  kamieniem  węgielnym  szerszego 
porozumienia,  które  osłabi  narastające  anty-zachodnie  nacjonalistyczne  napięćciana  tym 
obszarze.  [2]  Według  szefa  ONZ,  duńskiego  generała  Wagena  Benike:  "Izraelczycy  pra-
cowali  i  nadal  pracują  na  ziemiach  arabskich.  My  [Izraelczycy]  strategicznie  zmieniamy 
teren
". (15.10.1955, 39). To jest, komentuje Sharett, 

naprawdę haniebny czyn: 

Zapytałem kilka razy i za każdym razem zapewniano mnie, że nie tknięto żadnych arabskich 
gruntów.    Po  tym  jak  Benike  powiedział  mi  ...  że  udowodniono  mu,  że  nasza  praca 
rozpoczęła  się  na  ziemi  arabskiej  ...  Ponownie  przesłuchałem  Amira  [szefa  Zakładu  Robót 
Wodnych], który teraz przyznaje się do faktów .... W ten sposób pojawiłem się jako kłamca 
przed całym światem! (31.10.1955, 32) 

Obawiając się,  że zbytnia  przemoc Izraela może  przyspieszyć  kryzys  z  Zachodem,  Sharett 
próbował zablokować operację odwetową Kibya, którą Ben Gurion potwierdził w przeddzień 
wyjazdu  na  wakacje  poprzedzające  jego  oficjalne  odosobnienie.  Zwrócił  uwagę,  że  drobny 
incydent  na  granicy,  który  miał  służyć  jako  pretekst  do  planowanego  ataku  na  wieś  na 
Zachodnim  Brzegu,  został  publicznie  potępiony  przez  Jordanię,  i  że  jordańscy 
przedstawiciele  w  mieszanej  komisji  rozjemcze

j  obiecali  dopilnować,  żeby  podobne 

incydenty się nie powtórzyły. 

Powiedziałem Lavon, że to [atak] będzie wielkim błędem, i przypomniałem, powołując się na 
różne precedensy, że nigdy nie wykazano by akcje odwetowe służyły ich zadeklarowanemu 
celowi.  Lavon 

uśmiechnął  się…  i  został  przy  swoim  pomyśle.  Ben  Gurion,  powiedział,  nie 

podzielał mojego poglądu. (14.10.1953, 57) 

Jak  mówią  wiadomości  z  drugiej  strony,  w  jednej  wiosce  zdemolowano  30  domów.  Twn 
odwet  jest  bezprecedensowy  w  wymiarze  i  zastosowanej  sile  o

fensywnej.  Chodziłem  po 

pokoju,  bezradny  i  zupełnie  załamany  poczuciem  niemocy…  Byłym  przerażony  opisem  w 
programie  Radio  Ramallah  zniszczenia  arabskiej  wioski 

–  dziesiątki  domów  zrównano  z 

zniemią  i  zabito  dziesiątki  ludzi.  Mogę  wyobrazić  sobie  burzę  jaka  jutro  pojawi  się  w 
arabskich i zachodnich stolicach. (15.10.1953, 39) 

Muszę podkreślić,  że kiedy  sprzeciwiłem  się tej  akcji  nawet  nie  podejrzewałem  takiej  rzezi. 
Uważałem,  że  sprzeciwiałem  się  jednej  z  tych  akcji,  które  stały  się  rutyną  w  przeszłości. 
Gdy

bym choć podejrzewał iż dojdzie do takiej rzezi, zrobiłym prawdziwe piekło. (16.10.1953, 

44) 

background image

Teraz armia chce wiedzieć jak my [MSZ] to wytłumaczymy. Na wspólnym spotkaniu armii i 
MSZ Shmuel Bendor zaproponował byśmy mówili, że armia nie brała udziału w tej operacji, a 
że  mieszkańcy  przygranicznych  wiosek,  rozwścieczeni  wcześniejszymi  incydentami  i 
szukając zemsty, działali sami. Taka wersja sprawi, że będziemy wyglądać śmiesznie: każde 
dziecko powie, że była to operacja wojskowa. (16.10.1953) 

Yehoshafat Harkabi [wtedy 

zastępca szefa wywiadu wojskowego] poinformował o ruchach 

jordańskich wojsk z Transjordanii na Zachodni Brzeg w dwóch kierunkach… z Irbid do regio-
nu Nablus i z Ammanu do Jerozolimy. Uważałem, że te ruchy nie wskazywały na przygoto-
wania do 

ataku, były tylko przygotowaniami na agresję z naszej strony. Niemożliwe jest by 

nie mieli wrażenia, że bombardowanie Kibya oznacza, jeśli nie skalkulowany plan wywołania 
wojny, to przynajmniej chęć rozpoczęcia jej jako konsekwencji akcji. "Fati" powiedział, że 
według Radio Ramallah z ruin już wyciągnięto 56 ciał. (17.10.1955, 44-45) 

O 15:00 weszli Russel [amerykański Charge d'Affaires] i Milton Fried [amerykański Attache] 
... twarz Russel

a była posępna. Kibya była "w powietrzu"… ale muszę ostrzec przed rozdzie-

la

niem tej akcjiod łańcucha wydarzeń, i za niekontrolowaną sytuację obwiniałem bezradność 

albo brak dobrej woli ze strony Jordanu. Z tego punktu widzenia zaatakowałem amerykańską 
politykę jako jeden z czynników mających wpływ na zachęcenie Arabów i izolację Izraela… 
Skrytykowałem  szaleństwo  amerykańskiego  pomysłu,  że  chcemy  wojny,  i  wszelkie  nasze 
działania na  południu i  północy  skierowane są  jedynie po  to  by  ją  wywołać… Russel  zapy-
tał…  czy  wyprzemy  się  Kibya.  Powiedziałem,  że  nie  potrafię  odpowiedziec…  Katriel 
("Salmon")  [

izraelski  attache  wojskowy  w  Londynie]  wyszedł  z  pomysłem  "dywersji":  spawa 

Kibya  ściągnie  na  siebie  uwagę  jeśli  nie  wymyślimy  jakiegoś  innego  dramatycznego 
problemu. (17.10.1953, 45) 

[Na  spotkaniu  rządu]  skrytykowałem  sprawę  Kibya,  która  zdemaskowała  nas  przed  całym 
światem  jako  bandę  krwiopijców,  zdolnych  do  masowych  rzezi,  niezależnie,  wydaje  się,  od 
tego czy ich działania mogą doprowadzić do wojny. Ostrzegłem, że ta plama przyklei się do 
nas i nie zmyje się jej przez wiele lat… Postanowiono, że komunikat o Kibya zostanie opu-
blikowany i napisze go Ben Gurion [wrócił z wakacji na tę okazję]. Nalegałem na wyrażenie 
żalu. Ben Gurion uparł się by wykluczyć jakikolwiek udział armii (Zob. Appendyks 1): cywilni 
obywatele z pogranicznych t

erenów, rozgniewani ciągłymi mordami, wzięli sprawiedliwość w 

swoje ręce. W końcu [powiedział] osady przygraniczne są pełne broni, a osadnicy są byłymi 
żołnierzami…  Powiedziałem,  że  nikt  na  świecie  nie  uwierzy  w  taką  historię,  a  my  tylko 
pokażemy  się  jako  kłamcy.  Ale  nie  mogłem  poważnie  żądać  żeby  komunikat  potwierdził 
odpowiedzialność wojska, bo to uniemożliwiłoby potępienie tego aktu, i dla nas skończyłoby 
się naszym przyzwoleniem na tę ogromną rzeź. (18.10.1953, 51) 

Również dla Sharetta armia była nienaganna. Ale dlaczego winić armię, gdy decyzja została 
po

djęta na szczeblu politycznym? A poza tym wyłania się ważny szczegół. Oczywiste jest, że 

bezpieczeństwo  izraelskiej  ludności  przygranicznej  nie  może  być  bardziej  zagrożone  niż 
przypisanie  jej 

odpowiedzialności  za rozlew  krwi,  taki jak  w  Kibya.  Zachęcanie do  eskalacji 

aktów  zemsty  i  dalszych  represji  najwyraźniej  miało  cyniczny  zamiar  prowokacji,  podobnie 
jak  uśmiech  Lavona,  gdy  Sharett  próbował  przekonać  go  o  głupocie  relacji  w  stosunku  do 
dek

larowanego  celu. Od  samego  początku  polityka  odwetowa zmierzała w  innym  kierunku: 

im  silniejsze  napięcia  w  regionie,  tym  bardziej  demoralizowała  się  ludność    arabska  i 
destabilizowały  się  reżimy  arabskie,  tym  silniejsza  presja  na  przeniesienie  koncentracji 
uchodźców  palestyńskich  z  przygranicznych  terenów  do  wnętrza  świata  arabskiego  -  i  tym 
lepiej  dla  przygotowania  następnej  wojny.  W  międzyczasie  armia  mogła  się  szkolić.  19 
października zwołano posiedzenie gabinetu, na którym: 

background image

Przez  2.5  godziny  mówił  o  przygotowaniach  armii  do  drugiej  rundy…  Przedstawił  szczegó-
łowe  liczby  o  zwiększeniu  siły  wojskowej  w  krajach  arabskich,  co  (powiedział)  osiągnie 
szczyt w 1956. (19.10.1953, 54) 

To nie było proroctwo. To oznaczało, że wtedy Izrael wywoła wojnę. Sharett dodał: 

Kiedy  słuchałem  tego…  myślałem…  że  powinniśmy  postępować  przeciwko  niebezpie-
czeństwu środkami pozamilitarnymi: proponować odważne i konkretne rozwiązania problemu 
uchodźców poprzez wypłatę rekompensat, polepszać nasze relacje z władzami, nieustannie 
pos

zukiwać porozumienia z Egiptem. 

To  na  pewno  nie  było  tym  czego  chciał  izraelski  establishment  bezpieczeństwa.  26 
października  1953,  w  Izraelu  płk  Matti  Peled  wygłosił  wykład  dla  grupy  amerykańskich 
przywódców syjonistycznych. Wnioski z niego, napisał Sharett, były "absolutnie jasne":  

Pierwszy,  że  armia  uważa  iż  obecna  granica  z  Jordanią  jest  absolutnie  nie  do  przyjęcia. 
Drugi, że armia planuje wojnę żeby  zająć resztę zachodniego Eretz Israel. [4] (26.10.1953, 
81) 

Choć  sformułowane  w  bardzo  łagodny  sposób,  potępienie  Izraela  przez  Radę 
Bezpieczeństwa  za  atak  w  Kibya  zmusiło  Sharetta  do  narzucenia  embargo  na  akcje 
odwetowe,  chyba  że  sam  je  autoryzuje.  Przez  chwilę  nie  podejmowano  żadnych 
spektakularnych działań, ale drobne, nieautoryzowane izraelskie wypady na Zachodni Brzeg 
i  Gazę  kontynuowano,  i  były  cywilne  ofiary.  Na  przykład  mord  jordańskiego  lekarza  na 
drodze Betlejem-

Hebron, który opisała prasa, wywołał podejrzenia premiera. Rozwścieczony 

dowiedział  się  iż  było  to  dzieło  Izraelczyków.  To  jak  i  podobne  śledztwa  miały  postrzępić 
relacje  między  wojskiem  i  premierem.  W  styczniu  1954  Dayan  poprosił  o  spotkanie  ze 
wszystkimi ministrami Mapai i ono się odbyło: 

Moshe  Dayan  przedstawiał  jeden  plan  po  drugim  o  "bezpośredniej  akcji".  Pierwsze  co 
powinno się zrobic to wymusic blokadę cieśniny Eilat. Powinno się wysłać statek z izraelską 
flagą, i jeśli zbombardują go Egipcjanie, my zbombardujemy z powietrza egipską bazę, albo 
podbijemy Ras-e-

Naqueb, albo otworzymy drogę z południa do Stref Gazy aż do wybrzeża. 

Pojawiło się ogólne oburzenie. Zapytałem go, czy zdajesz sobie sprawę, że to oznaczałoby 
wojnę z Egiptem? Odpowiedział – oczywiście. (31.01.1954, 331) 

Wojna  z  Egiptem  miała  pozostać  główną  ambicją  izraelskiego  establishmentu 
bezpieczeństwa,  ale  to  jeszcze  nie  był  odpowiedni  czas.  25  lutego  sam  Ben  Gurion 
zahamował  niecierpliwość  swoich  kolaborantów,  kiedy  odrzucił  propozycję  Lavona  "by 
natychmiast  rozpocząć  plan  oderwania  Strefy  Gazy  od  Egiptu
".  Stary  był  zdecydowany 
trzymać  się  tego  harmonogramu.  Sharett  napisał  później:  "Ben  Gurion  zasugerował  by 
skupić się na działaniach przeciwko Syrii
". (27.02.1954, 377)   

 

ROZDZIAŁ  4: "Historyczna okazja okupacji południowej Syrii" 

Na wspomnianym powyżej spotkaniu 31 stycznia 1954, Moshe Dayan przedstawił swoje 
plany wojny. Wpis Sharetta z tego dnia mówi: 

Drugi  plan 

–  akcja  przeciwko  ingerencji  Syryjczyków  w  nasze  rybołówstwo  na  Jeziorze 

Tyberyjskim… Trzeci – jeśli, z powodu wewnętrznych problemów w Syrii, Irak dokona inwazji 
na nią, powinniśmy wkroczyć [z wojskiem do Syrii] i przeprowadzić serię "faits accomplis." … 

background image

Ciekawy wniosek z tego wszystkiego dotyczy kierunku w jakim myśli szef sztabu. Bardzo się 
martwię. (31.01.1954, 332) 

25  lutego  1954  syryjskie wojska stacjonujące  w  Aleppo  zbuntowały  się przeciwko reżimowi 
Adiba Shishakly'ego. 

Po lunchu Lavon wziął mnie na bok i zaczął próbować mnie przekonać: To jest odpowiednia 
chwila na działanie, to jest czas by pójść do przodu i zająć stanowiska na syryjskiej granicy 
za  strefą  zdemilitaryzowaną.  Syria się rozpada.  Państwo  z  którym  podpisaliśmy  rozejm  już 
nie  istnieje.  Jego  rząd  upada,  i  nie  ma  żadnej  innej  władzy.  Co  więcej,  Irak  praktycznie 
wszed

ł do Syrii. To jest historyczna okazja, nie powinniśmy jej przeoczyć. 

Nie chciałem akceptować takiego planu ataku i zobaczyłem, że jesteśmy na granicy otchłani 
katastrofalnej  przygody.  Zapytałem  czy  sugerował  natychmiastowe  działania,  i  byłem 
zszokowany  kiedy  zrozumiałem  co  robi.  Powiedziałem,  że  faktycznie  jeśli  Irak  wejdzie  do 
Syrii 

ze  swoją  armią,  będzie  torewolucyjny  odwrót,  który…  uzasadni  daleko  sięgające 

wnioski,  ale  w  tej  chwili  to  jest  jedynie  zagrożenie,  a  nie  fakt.  Niejasne  jest  nawet  czy 
Shishakly  upadnie:  może  przetrwać.  Powinniśmy  zaczekać  przed  podjęciem  jakiejkolwiek  
decyzji. Powtórzeył, że czas był ważny i musimy działać, żeby nie stracić okazji, którą inaczej 
stracimy  na  zawsze.  Znowu  odpowiedziałem,  że  w  obecnej  sytuacji  nie  mogę  aprobować 
takich  działań.  W  końcu  powiedziałem,  że  w  następną  sobotę  spotkamy  się  z  Ben 
Gurionem…  i  wtedy  możemy  go  skonsultować  w  tej  sprawie.  Widziałem,  że  był  bardzo 
niezadowolony z tego opóźnienia. Ale nie miał żadnego wyboru niż się zgodzić. (25.02.1954, 
374) 

Następnego  dnia  rzeczywiście  reżim  Shiskakly'ego  upadł.  I  dzień  później,  w  sobotę  27 
Sharett  był  obecny  na  spotkaniu gdzie Lavon  i  Dayan  powiedzieli  Ben  Gurionowi,  że to co 
stało  się  w  Syrii  było  –  "typową  akcją  Iraku".  Obaj  zaproponowali  znowu,  żeby  armię 
izraelską  ustawić  do  marszu.  Podekscytowany  Ben  Gurion  zgodził  się.  Sharett  powtórzył 
swój 

sprzeciw, 

wskazując 

na 

pewność 

potępienia 

Rady 

Bezpieczeństwa, 

prawdopodobieństwo  zastosowania  wobec  Izraela  Deklaracji  Trójstronnej  z  1950,  stąd 
prawdopodobieństwo  "hańbiącego  fiaska".  Wszyscy  trzej  sprzeciwili  się,  że  "nasze  wejście 
[do  Syrii]  jest  uzasadnione  z  powodu  sytuacji  w  Syrii.  To  jest  akt  obrony  naszych  terenów 
przygranicznych". Sharett zamknął tę dyskusję nalegając na konieczność dalszej dyskusji na 
spotkaniu  gabinetu  zwołanego  na  następny  poranek:  Twarz  Lavona  pokazywała  depresję. 
Zrozumiał, że to był koniec tej sprawy. (27.02.1954, 377) 

W  niedzielę  28  lutego  prasa  poinformowała,  że  do  Syrii  nie  wkroczyło  irackie  wojsko. 
Sytuacja w Damaszku była pod całkowitą kontrolą prezydenta Hashema Al Atassi. Gabinet 
aprobował  stanowisko Sharetta i  odrzucił  zażarty  apel  Lavona żeby  nie stracić  historycznej 
okazji.  Lavon  powiedział:  "Ameryka  nas  zdradzi  i  porozumieć  się  ze  świarem  arabskim". 
Powinniśmy "pokazać naszą siłę i powiedzieć Ameryce, że od tego należy nasze życie, żeby 
nie odważyli się zrobić coś przeciwko nam". Ale zwycięstwo premiera trwało krótko. 

Do  tego  czasu  granica  syryjsko-

izraelska  nie  stanowiła  problemów  dla  Izraelczyków.  Kiedy 

pojawiły  się  napięcia,  było  to  prawie  zawsze  z  powodu  izraelskich  prowokacji,  np.  prace 
irygacyjne  na  terenach  należących  do  arabskich  rolników,  co  potępiła  ONZ;  albo 
wykorzystywanie  wojskowych  łodzi  patrolowych  przeciwko  syryjskim  rybakom  na  Jeziorze 
Tyberyjskim. Żaden syryjski reżim nie byłby w stanie powstrzymać się od oferowania pewnej 
minimalnej  ochrony  swoim  obywatelom  na  przygranicznych  terenach  przed  izraelskimi 
atakami  lub  odebrania  im  środków  do  życia,  ale  rządzący  Damaszkiem  czuli  się 
wystarczająco stabilni, by chcieć wciągnąć się w poważny konflikt z południowym sąsiadem. 
Dlatego starcia były niewielkie i głównie okresowe. Nie można było powoływac się na żadne 

background image

wiarygodne 

argumenty  na  temat  bezpieczeństwa    by  usprawiedliwić  ekspansjonistyczny 

program czy  

jakąkolwiek inną agresję przeciwko Syrii.  

Ale  12  grudnia 

1954  izraelskie  samoloty  bojowe  porwały  syryjski  samolot  cywilny  tuż  po 

starcie  i  zmu

siły  go  do  lądowania  na  lotnisku  Lydda.    Pasażerów  i  załogę  zatrzymano  i 

przesłuchiwano  przez  2  dni,  aż  ostre  międzynarodowe  protesty  zmusiły  Izraelczyków  do 
wypuszczenia ich. Wściekły Sharett tak napisał do Lavona 22 grudnia: 

Musi  być  dla  ciebie  jasne,  że  nie  mamy  żadnego  uzasadnienia  żeby  przejąć  samolot,  i  że 
gdy  zmusiliśmy  go  do  lądowania,  powinniśmy  natychmiast  go  zwolnić  i  nie  przesłuchiwać 
pasażerów  przez  48  godzin.  Nie  mam  powodu  by  wątpić  w  prawdę  faktycznej  afirmacji 
amerykańskiego  Departamentu  Stanu,  że  nasze  działania  były  bezprecedensowe  w  historii 
międzynarodowej  praktyki  ...  To  co  mnie  nurtuje  i  denerwuje,  to  wąskie  myślenie  i  krótko-
wzroczność  naszych  wojskowych  przywódców.  Wydają  się  mniemać,  że  państwo  Izrael 
może, a nawet musi w sferze stosunków międzynarodowych postępować zgodnie z prawami 
dżungli. (22.12.1954, 607) 

Sharett zaprotestował również do Lavona przeciwko skandalicznej kampanii prasowej, która, 
jak podejrzewał, została zainspirowana przez establishment bezpieczeństwa i miała na celu 
przekonanie  opinii  publicznej,  że  syryjski  samolot  zatrzymano  i  zmuszono  do  lądowania, 
gdyż naruszył suwerenność Izraela, i być może zagroził jego bezpieczeństwu. "W rezultacie, 
społeczeństwo nie rozumie, dlaczego taki samolot został zwolniony i naturalnie dochodzi do 
wniosku, że mamy tutaj nieuzasadnione ustępstwo ze strony rządu". (ibid) 

11  grudnia,  w  przeddzień ustanowienia przez  Izrael  precedensu  piractwa powietrznego,  na 
terytorium  Syrii  złapano  5  izraelskich  żołnierzy  Kidy  zakładali  instalacje  podsłuchowe  na 
syryjską  sieć  telefoniczną.  Miesiąc  później,  13  stycznia  1955,  jeden  z  nich  popełnił 
samobójstwo  w  więzieniu.  Oficjalna  izraelska  wersja  jest  taka,  jeszcze  raz,  że  tych  pięciu 
porwano na izraelskim terytorium, zabrano do Syrii i poddano tort

urom. Skutkiem tego było 

gwałtowne nasilenie się emocji, tym bardziej, że ta wiadomość pojawiła się tuż po skazaniu 
w  Kairze  izraelskiej  grupy  terrorystycznej,  opisanej  opinii  publicznej  jako  anty-

żydowską 

fabrykację. Premier napisał w swoim dzienniku: 

Poświęcono młodego chłopaka za nic… Teraz powiedzą, że jego krew jest na moich rękach. 
Gdybym  nie  nakazał  uwolnienia  syryjskiego  samolotu  [mielibyśmy  naszych  zakładników], 
Syria musiałaby zwolnić cała piętkę. Chłopak… by zył… nasi zołnierze nie zostaliby porwani 
na  izraelskim  terytorium  przez  syryjskich  najeźdźców,  jak  ogłosił  syryjski  rzecznik…  Oni 
weszli  na  teren  Syrii  nie  przypadkowo,  a  w  celu  zajęcia  się  instalacją  podsłuchową, 
podłączenia jej do syryjskich linii telefonicznych… młodych ludzi wysłano bez doświadczonej 
osoby,  nie  otrzymali  instrukcji  co  robić  gdyby  ponieśli  fiasko,  i  skutkiem  było  to,  że  na 
pierwszym  przesłuchani  załamali  się  i  powiedzielii  całą  prawdę…  Nie  mam  żadnych 
wątpliwości,  że  prasa  i  Kneset  będą  krzyczeć  o  torturach.  Z  drugiej  strony  możliwe  jest  że 
chłopak  popełnił  samobójstwo  dlatego,  że  załamał  się  na  przesłuchaniu,  i  dopiero  później 
zrozumiał jakie niebezpieczeństwo sprowadził na swoich towarzyszy, i co zrobił dla państwa. 
Może później dręczyli go koledzy. W każdym razie sumienie kazało mu podjąć ten straszny 
krok. (3.01.1955, 649) 

Isser [Harel, wtedy szef Shin Bet] 

ostrzegł mnie co może mnie spotkać osobiście na skutek 

tego samobójstwa. Przeciwko mnie organizuje się jadowity atak... jest szczególnie konieczne 
by  zająć  się  tym  co  dzieje  się  w  armii  i  zapobiec  bezprawnym  zamieszkom  (14.01.1955, 
653). 

Jasne  jest,  że  zamiarem  Dayana…  jest  zdobycie  [syryjskich]  zakładników,  żeby 

odzyskać  naszych  więźniów  w  Damaszku. Wbił  sobie  do  głowy,  że  konieczne  jest  wzięcie 
zakładników, i tego nie odpuści. (10.02.1955, 714) 

background image

Dziewiętnaście  lat  później,  Dayan,  wtedy  minister  obrony  w  rządzie  Goldy  Meir,  rozkazał 
żołnierzom  wejść  do  szkoły  w  Ma'alot,  nie  zwracając  uwagi  na  niebezpieczeństwo  dla 
izraelskich cywilów w tym dzieci, w jedynym celu, uniemożliwienia palestyńskim bojownikom, 
dzięki schwytaniu zakładników, uwolnienia swoich towarzyszy więzionych i torturowanych w 
więzieniu pod okupacją wojskową Zachodniego Brzegu i  Strefy Gazy.  Przy  tej,  jak  i  innych 
podobnych  okazjach,  jadowita  syjonistyczna  kampania,  szeroko  powtarzana  przez 
zachodnie  media,  głosiła,  że  PLO  próbowała  uwolnić  więźniów  poprzez  przejęcie 
zakładników,  co  było  nie  do  przyjęcia,  barbarzyńskie,  dzikie,  mordercze  i  terrorystyczne. 
Kiedy te same media nazwały terrorystą Moshe Dayana? 

Izraelskie  spiski  przeciwko  Syrii  w  latach  1950  nie  ograniczały  się  tylko  do  planów 
ekspansjonistycznych  i  terrorystycznych.  31  lipca  1955,  ważny  pracownik  MSZ,  Gideon 
Raphael

,  poinformował  Sharetta  o  kilku  "ciekawych  spotkaniach"  jakie  odbył  z  arabskimi 

u

chodźcami w Europie. Jedno z nich było z byłym premierem Syrii – Hosnim Barazi: 

Hosni chce odzyskać władzę, i jest gotów przyjąć pomoc od każdego: od Turcji, w zamian za 
przyszłe  wejście  Syrii  do  Układu  Ankara-Bagdad;  od  Ameryki  w  zamian  za  przyszły  sojusz 
Syrii z Zachodem; od Izraela w zamian za porozumienie pokojowe. (31.07.1955, 1099) 

Ale  pokój  był  ostatnią  rzeczą  jaka  interesowała  Izrael.  Poparcie  Izraela  wymagałoby  innej 
ceny: 

Tymczasem  on  mówi  nam  daj-

daj:  pieniądze  na  gazety,  pieniądze  na  przekupienie 

osobistości,  pieniądze  na  przekupienie  partii  politycznych.  Gideon  [zaproponował  mu]  że… 
on  sam  jest  właścicielem  wielkich  gruntów,  i  dlaczego  nie  zgromadzi  grupy  właścicieli 
ziemskich by rozpocząć wielki plan zasiedlania uchodźców… Hosni słuchał, powiedział iż to 
był  wspaniały  pomysł…  ale  dopiero  kiedy  odzyska  władzę,  a  zanim  ją  odzyska  potrzebuje 
zapłatę z góry. (31.07.1955, 1100) 

Rok później, tydzień przed ostatecznym opuszczeniem rządu, Sharett dostał ostatni raport o 
działaniach wywrotowych Izraela w Syrii od swojego doradcy ds. arabskich "Josha" Palmona: 

Nasze  kontakty  z  Adibem  Shishaklym  [

syryjski  dyktator  na  uchodźstwie  obalony  w  1954] 

uległy wzmocnieniu. Ustalono wytyczne wspólnych działań po jego powrocie do władzy (jeśli 
wróci!). Postanowiliśmy skontaktować się z Ameryką w tej sprawie. (12.06.1956, 1430) 

Żadna z  tych "historycznych okazji"  w  kwestii  Syrii  nie urzeczywistniła się wtedy,  ani  Izrael 
nie porzucił swoich planów zainstalowania marionetkowego rządu w Damaszku. Ale również 
w  Libanie  prec

yzyjne  plany  operacyjne  opracowane  w  1954  czekały  20  lat  zanim  je 

uruchomiono. [5] 

 

ROZDZIAŁ  5: W Libanie utwórzmy maronickie państwo   

O  spotkaniu  27   

lutego  1954  Nen  Guriona,  Sharetta,  Lavona  i  Datana  już  wspomniano  w 

związku z izraelskimi planami inwazji na Egipt i Syrię. Na tym spotkaniu przedstawiono kon-
kretną  propozycję  wywołania  chaosu  u  najbardziej  spokojnego  wtedy  sąsiada  Izraela  –  w 
Libanie. W 

tym przypadku hegemoniczne ambicje Izraela nawet nie udawały, że przykrywają 

się fałszywym liściem figowym bezpieczeństwa czy obrony.  

 

Wtedy  Ben  Gurion  wyszedł  z  inną  sprawą.    Teraz  jest  czas,  powiedział,  żeby  popchnąć 
Liban, tzn. maronitów w tym kraju, żeby ogłosili go krajem chrześcijańskim. Powiedziałem, że 
to nonsens. Maronici są podzieleni. Partyzanci chrześcijańskiego separatyzmu są słabi i nie 

background image

odważą się nic zrobić. Chrześcijański Liban oznaczałby rezygnację z Tyru, Trypolisu, Beka'a. 
Nie  ma  takiej  siły,  która  mogłaby  przywrócić  Libanowi  wymiar  sprzed  I  wojny  światowej,  a 
tym bardziej, że w takim przypadku straciłby ekonomiczną rację bytu. 
 
Ben  Gurion  zareagował  wściekle.  Zaczął  wymieniać  historyczne  uzasadnienie 
ograniczonego  chrześcijańskiego  Libanu.  Gdyby  doszło  do  takiej  sytuacji,  mocarstwa 
chrześcijańskie nie ośmieliłyby się temu przeciwstawić. Stwierdziłem, że nie ma niczego co 
byłoby  w  stanie  stworzyć  taką  sytuację,  i  gdybyśmy  sami  ją  popchnęli  i  zachęcili, 
wpakowalibyśmy  się  w  awanturę  która  będzie  nas  zawstydzać.  Wyszedł  z  falą  obelg 
dotyczących  mojego  braku  śmiałości  i  ograniczonego  myślenia.  Powinniśmy  wysłać 
wysłanników i wydać pieniądze. 
 
Powiedziałem,  że  nie  było  pieniędzy.  Odpowiedział,  że  nie  ma  nic  takiego.  Pieniądze  musi 
się  znaleźć,  jeśli  nie  w  skarbie  to  w  Agencji  Żydowskiej!  Bo  w  taki  plan  warto  wrzucić  sto 
tysięcy,  pół  miliona,  milion  dolarów.  Kiedy  to  się  stanie  wystapi  decydująca  zmiana  na 
Blis

kim Wschodzie. Dosyć mam walki z wiatrakami. (27.02.1954, 377) 

 
Następnego dnia Ben Gurion wysłał Sharettowi następujący list: 
   
Do Premiera Moshe Sharetta  

Sdeh Boker  27.02.1954  

Po 

odejściu  z  rządu  zdecydowałem  w  moim  sercu,  iż  przestanę  interweniować  i  wyrażać 

opinię na temat bieżących spraw politycznych, tak by w żaden sposób nie utrudniać rządowi. 
I  gdybyście  mnie  nie  wezwali,  ty,  Lavon  i  Dajan,  nie  wyrażałbym,  z  własnej  woli,  opinii  na 
temat  tego 

co  się  robi  i  co  należy  zrobić.  Ale  skoro  mnie  wezwaliście,  uważam  za  swój 

obowiązek spełnienie waszych życzeń, a zwłaszcza twoje życzenie jako premiera. 

Dlatego  pozwolę  sobie  wrócić  do  jednej  kwestii,  której  nie  aprobowałeś  i  jeszcze  raz  ją 
omówić,  jest  kwestia  Libanu...  Jasne  jest,  że  Liban  jest  najsłabszym  ogniwem  w  Lidze 
Arabskiej.  Pozostałe  mniejszości  w  państwach  arabskich  to  muzułmanie,  z  wyjątkiem 
koptów.  Ale  Egipt  jest  najbardziej  zwartym  i  solidnym  państwem  arabskim,  i  większość 
składa  się  z  jednego  solidnego  bloku,  jednej  rasy,  religii  i  języka,  a  mniejszość 
chrześcijańska nie ma poważnego wpływu na ich jedność polityczną i narodową. 

Nie  jest  tak  z  chrześcijanami  w  Libanie.  Stanowią  większość  w  historycznym  Libanie  i  ta 
większość  ma  tradycję  i  kulturę  inną  od  pozostałych  komponentów  Ligi.  Również  w 
szerszych  granicach  (był  to  najgorszy  błąd  popełniony  przez  Francję,  kiedy  rozszerzyła 
granice Libanu), muzułmanie nie mogą robić co chcą, nawet jeśli są tam większością (i nie 
wiem,  czy  są  w  istocie  większością)  z  obawy  przed  chrześcijanami.  Utworzenie 
chrześcijańskiego  państwa  jest  zatem  naturalnym  działaniem;  ma  historyczne  korzenie  i 
znajdzie poparcie w szerokich kręgach chrześcijańskiego świata, zarówno katolickiego, jak i 
protestanckiego. 

W  normaln

ych  czasach  to  byłoby  niemal  niemożliwe.  Przede  wszystkim  z  powodu  braku 

inicjatywy  i  odwagi  chrześcijan.  Ale  w  czasach  konfuzji,  rewolucji  albo  wojny  domowej, 
rzeczy wyglądają inaczej, i nawet słaby uważa się za bohatera. Może (w polityce nigdy nie 
ma  pew

ności)  teraz  jest  czas  doprowadzenia  do  chrześcijańskiego  państwa  w  naszym 

sąsiedztwie. Bez naszej inicjatywy i energicznej pomocy tego się nie zrobi. Wydaje mi się, że 
to  główny  obowiązek  –  co  najmniej  jeden  z  głównych  obowiązków,  naszej  polityki 
zagranic

znej.  To  oznacza,  że  powinniśmy  poświęcić  czas,  energię  i  środki,  i  że  musimy 

działać wszelkimi możliwymi sposobami żeby doprowadzić do radykalnych zmian w Libanie. 
Trzeba zmobilizować Sassona… i  naszych innych arabistów.  Jeśli  potrzebne  są pieniądze, 

background image

nie 

powinniśmy oszczędzać żadnej kwoty w dolarach, choć pieniądze mogą być wydane na 

próżno. Wszystkie nasze wysiłki musimy skupić na tej sprawie… Jest to historyczna okazja. 
Przeoczenie  jej  będzie  niewybaczalne.  Nie  ma  w  tym  wyzwania  wobec    mocarstw 
światowych ... Wszystko, moim zdaniem, powinno się zrobić szybko i pełną siłą. 

Oczywiście nie zrealizuje się tego celu bez ograniczenia granic Libanu. Ale jeśli znajdziemy 
w  Libanie  ludzi  i  uchodźców  zdolnych  do  mobilizacjio  utworzenie  maronickiego  państwa, 
poszerz

one  granice  i  duża  populacja  muzułmańska  nie  będą  dla  nich  przydatne,  i  to  nie 

będzie stanowić niepokojącego czynnika. 

Nie  wiem  czy  mamy  ludzi  w  Libanie 

–  ale  istnieje  wiele  sposobów  dzięki  którym  można 

przeprowadzić proponowany eksperyment. 
D.B.G. (27.02.1954, 2397-2398) 

Kilka tygodni później Sharett odpowiedział: 

Mr David Ben Gurion, 18.03.1954, Sdeh Boker  

…Moje stałe założenie jest takie, że jeśli czasami istnieją jakieś powody wtrącania się z 
zewnątrz w sprawy wewnętrzne jakiegoś kraju, żeby wesprzeć ruch polityczny wewnątrz 
niego, zmierzający w kierunku jakiegoś celu, to tylko wtedy, gdy ruch ten wykazuje pewną 
niezależną działalność, która tam jest szansą na ulepszenie, a może na doprowadzenie do 
sukcesu dzięki zachętom i pomocy z zewnątrz. Nie ma sensu próbować tworzyć z zewnątrz 
ruchu, który wewnątrz w ogóle nie istnieje ... nie można wstrzyknąć życia do martwego ciała. 

Z tego co wiem, w Libanie dzisiaj nie ma żadnego ruchu chcącego przekształcić kraj w 
chrześcijański zarządzany przez społeczność maronicką… 

To  nie  zaskakuje.  Przekształcenie  Libanu  w  państwo  chrześcijańskie  w  wyniku  inicjatywy 
zewnętrznej nie jest dziś możliwe… Nie wykluczam możliwości osiągnięcia tego celu po fali 
wstrząsów, które zmienią Bliski Wschód… zniszczą obecne konstelacje i utworzą inne. Ale w 
obecnym  Libanie,  z  obecnym  terytorialnym  i  demograficznym  wymiarem  i  stosunkami 
międzynarodowymi, niewyobrażalna jest żadna poważna inicjatywa tego rodzaju. 

Chrześcijanie  nie  stanowią  w  Libanie  większości,  ani  nie  są  zjednoczonym  blokiem  pod 
względem  politycznym  czy  społecznośicowym.  Ortodoksyjna  mniejszość  w  Libanie  skłania 
się  ku  utożsamianiu  się  z  braćmi  w  Syrii.  Nie  będą  chcieli  iść  na  wojnę  za  chrześcijański 
Liban, czyli za Liban mniejszy niż jest dzisiaj, i odłączony od Ligi Arabskiej. Wręcz odwrotnie, 
prawdopodobnie nie będą sprzeciwiać się połączeniu Libanu z Syrią, bo to przyczyniłoby się 
do  wzmocnienia  własnej  i  ortodoksyjnej  wspólnoty  w  całym  regionie…  W  rzeczywistości  w 
Syrii  jest  więcej  ortodoksyjnych  chrześcijan  niż  w  Libanie,  i  ortodoksów  w  Syrii  i  Libanie 
razem jest więcej niż maronitów. 

Co do maronitów, ogromna większość ich od lat wspiera tych pragmatycznych przywódców 
politycznych swojej społeczności, którzy od dawna porzucili sen o chrześcijańskim Libanie, i 
głosują  za  koalicję  chrześcijańsko-muzułmańską  w  tym  kraju.  Przywódcy  ci  rozwinęli 
świadomość, że nie ma szans na odizolowany maronicki Liban i że historyczna perspektywa 
ich  społeczności  oznacza  partnerstwo  z  muzułmanami  u  władzy,  i  członkostwo  Libanu  w 
Lidze,  mając  nadzieję  i  wierząc,  że  te  czynniki  mogą  zagwarantować,  że  libańscy 
muzułmanie  porzucą  tęsknotę  za  zjednoczeniem  Libanu  z  Syrią,  i  wzmocnią  rozwój  wśród 
nich poczucia libańskiej niepodległości. 

Dlatego też ogromna większość społeczności maronickiej w każdej próbie podniesienia flagi 
terytorialnego kurczenia się, i siłę maronitów widzi niebezpieczną próbą podważenia statusu 

background image

ich  społeczności,  bezpieczeństwa,  a  nawet  samego  istnienia.  Taka  inicjatywa  mogłaby 
wydawać się im katastrofalna, ponieważ mogłaby oderwać wzór współpracy chrześcijańsko-
muzułmańskiej w obecnym Libanie, która powstała dzięki wielkim wysiłkom i poświęceniom 
całego pokolenia, bo to oznaczałoby to rzucenie libańskich muzułmanów w uścisk syryjski, i 
w  koncu,  bo  to  doprowadziłoby  to  do  fatalnego  wywołania  historycznej  katastrofy  aneksji 
Libanu  do  Syrii  i  unicestwienia  jego 

osobowości  poprzez  rozcieńczenie  jej  w  dużym 

muzułmańskim państwie. 

Możesz sprzeciwić się, że te argumenty są nieistotne, ponieważ plan polega na oderwaniu 
od Libanu muzułmańskich prowincji Tyru, Beka'a i Trypolisu. A kto może przewidzieć, że te 
prowincje  zrezygnują  ze  związku  z  Libanem,  i  ich  politycznego  i  gospodarczego  związku  z 
Bejrutem?  Kto  może  zapewnić,  że  Liga  Arabska  będzie  gotowa  zrezygnować  ze  statusu 
przynależnego Libanowi…? Kto zapewni, że krwawa wojna, która nieuchronnie wybuchnie w 
wyniku takiej próby ograniczy się do Libanu i nie wciągnie natychmiast Syrii na pole bitwy? 
Kto może być pewien, że zachodnie mocarstwa będą patrzeć jako obserwatorzy i nie będą 
interwe

niować  w  eksperyment  zanim  powstanie  chrześcijański  Liban?  Kto  może 

zagwarantować,  że  samo  przywództwo  maronickie  nie  stanie  się  świadome  wszystkich 
powyższych rozważań i dlatego wycofa się z tak niebezpiecznej przygody? 

...  Są  również  decydujące  argumenty  ekonomiczne  przeciwko.  Nie  rozmawiamy  o  tym  w 
1920/21…a 30 lat później. Góry Liban w międzyczasie zostały włączone w jedną organiczną 
jednostkę  z  nadmorską  niziną  Tyru  i  Sydonu,  Doliną  Baalbek  i  miastem  Tripoli.  Są 
współzależne  handlowo  i  ekonomicznie  i  nierozłączne.  Góri  Liban  nie  były  samodzielną 
jednostką jeszcze przed I wojną światową… Aneksja trzech regionów plus miasta Bejrutu do 
państwa  libańskiego  umożliwiła  stworzenie  zrównoważonej  gospodarki.  Powrót  do 
przeszłości oznaczałby nie tylko operację chirurgiczną, ale także dezintegrację prowadzącą 
do końca Libanu… 

Nie  wyobrażam  sobie,  nawet  tylko  z  tego  powodu,  żeby  jakaś  poważna  organizacja 
współpracowała  z  planem,  który,  według  mnie,  pociągnąłby  za  sobą  samobójstwo 
ekonomiczne Libanu. 

Powiedziawszy  t

o  wszystko  [muszę  dodać],  nie  sprzeciwiałbym  się,  a  wręcz  przeciwnie, 

byłbym  z  pewnością  przychylny  idei  aktywnego  udzielania  pomocy  wszelkiemu  przejawowi 
agitacji  w  społeczności  maronickiej  zmierzającej  do  wzmocnienia  jej  tendencji 
izolacjonistycznych, na

wet gdyby nie było realnych szans na osiągnięcie celów; uznałbym za 

pozytywne samo istnienie takiej agitacji i destabilizację jaką mogłaby spowodować, problem 
dla  Ligi,  odwrócenie  uwagi  od  arabsko-

izraelskich  komplikacji  jakie  by  wywołały,  i  samo 

rozpaleni

e ognia składającego się z impulsów wobec chrześcijańskiej niezależności. Ale co 

mogę zrobić skoro takiej agitacji nie ma?... W obecnej sytuacji obawiam się, że każda próba 
z  naszej  stro

ny  zostanie  uznana  za  beztroskość  i  powierzchowność,  albo  gorzej  -  za 

awanturnicze spekulacje w dobrobycie i istnieniu innych, 

oraz gotowość do poświęcenia ich 

podstawowego dobra dla korzyści tymczasowej przewagi taktycznej Izraela. 

Co  więcej,  jeśli  tego  planu  nie  utrzyma  się  w  tajemnicy,  a  stanie  się  znany, 
niebezpieczeństwa którego nie da się lekceważyć w warunkach Bliskiego Wschodu - szkody 
które  poniesiemy…  nie  zostaną  zrekompensowane  nawet  przez  ostateczny  sukces  samej 
operacji…M. S. (18.03.1954, 2398- 2400) 
 
24 kwietnia ulotna notatka w Dzienniku informuje nas, że "kontakty z niektórymi kręgami w 
Libanie" były omawiane tego dnia między premierem i niektórymi jego współpracownikami w 
MSZ.  Następny  raz  gdy  Liban  jest  wymieniony  to  12.02.1955:  Neguib  Sfeir,  "poszukiwacz 
przygód  i  wizjoner",  którego  Sharett  znał  od  1920,  złożył  właśnie  wizytę  u  izraelskiego 
ambasadora  w  Rzymie,  Eliahu  Sassona...  najwyraźniej  w  imieniu  prezydenta  Libanu, 

background image

Camille'a 

Chamouna.  Liban  byłby  gotowy  podpisać  odrębny  układ  pokojowy,  jeśli 

zaakceptujemy  następujące trzy  warunki:  a)  zagwarantowanie granic  Libanu;  (b)  udzielenie 
Libanowi  pomocy  jeśli  zostanie  zaatakowany  przez  Syrię;  (c)  zakup  nadwyżek  produktów 
rolniczych  Libanu.  Sasson...  zasugerował  iż  spotka  się  z    Chamounem  podczas  kolejnej 
wizyty w Rzymie. (12.02.1955, 723)  
 
Podczas  spotkania  16 

maja  z  wysokiego  szczebla  urzędnikami  MON  i  MSZ  Ben  Gurion 

znowu  wyszedł  z  żądaniem,  żeby  Izrael  zrobił  coś  z  Libanem.  Moment  był  szczególnie 
sprzyjający, uważał, z powodu wznowionych napięć między Syrią i Irakiem, i i wewnętrznego 
problemu w Syrii. Dayan 

natychmiast wyraził swoje entuzjastyczne wsparcie: 

 
Według niego [Dayana] jedyną rzeczą, która jest konieczna, jest znalezienie oficera, nawet 
tylko majora. Powinniśmy albo zdobyć jego serce, albo przekupić, by zgodził się ogłosić, że 
jest  zbawicielem  populacji  maronickiej.  Wtedy  armia  izraelska  wejdzie  do  Libanu,  zajmie 
niezbędne  terytorium  i  utworzy  chrześcijański  reżim,  który  sprzymierzy  się  z  Izraelem. 
Terytorium  od  Litani  na  południe  zostanie  całkowicie  przyłączone  do  Izraela  i  wszystko 
będzie w porządku. Gdybyśmy przyjęli radę szefa sztabu, zrobilibyśmy to jutro, nie czekając 
na sygnał z Bagdadu. 
 
…  Nie  chciałem  sprzeczać  się  z  Ben  Gurionem  w  obecności  jego  oficerów,  i  ograniczyłem 
się  do  powiedzenia,  że  to  mogłoby  oznaczać…  wojnę  Izraela  z  Syrią…  Jednocześnie 
zgodziłem się na ustanowienie wspólnej komisji składającej się z urzędników MSZ i MON do 
zajmowania  się  sprawami  Libanu…  [Zdaniem  Ben  Guriona]  komisja  powinna  podlegać 
premierowi. (16.05.1954, 966) 
 
Szef  sztabu  popiera  plan  zatrudnienia  [libańskiego]  oficera,  który  zgodzi  się  posłużyć  jako 
marionetka,  żeby  armia  izraelska  mogła  wyglądać  jakby  reagowała  na  jego  apel 
"

wyzwolnienia  Libanu  od  muzułmańskich  ciemiężców".  To  będzie  oczywiście  szalona 

przygoda  ...  Musimy  starać  się  zapobiec  niebezpiecznym  komplikacjom.  Komisja  musi 
wykonywać  zadania  badawcze  i  rozważnie  działać  w  kierunku  zachęcania  kręgów 
maronickich,  które  odrzucają  presję  muzułmańską  i  zgadzają  się  oprzeć  na  nas. 
(28.05.1954, 1024) 
 
"R

ozważne  działania"  kontynuowano.  22  września  miał  miejsce  tajemniczy  incydent.  W 

Galilei koło Safad zaatakowano autobus. Dwie osoby zginęły i 10 zostało rannych.  Jeszcze 
zanim  dochodzenie  mogło  ustalić  skąd  pochodzili  napastnicy  (wtedy  były  3  sprzeczne 
hipotezy),  Dayan  zażądał  odwetu  na  Libanie.  Wybrano  już  wioskę  libańską  skąd  mieli 
pochodzić  atakujący.  Jej  mieszkańców  ewakuuje  się  w  ciągu  nocy,  a  domy  wysadzi  w 
powietrze.  Sharett  sprzeciwił  się otwarciu  przez  Izrael  nowego frontu  wzdłuż  granicy, gdzie 
było zupełnie spokojnie od 1948. Ale tego właśnie chciał Dayan: destabilizacji Libanu i szukał 
poprzednika maj.  Sa'd  Haddada,  który  ogłosił  państwo  maronickie  w  1979.  Realizacja tych 
destrukcyjnych planów da

łaby idealny punkt wyjścia dla tej akcji terrorystycznej. 

 
Ale Sharett sprzeciwił się natychmiastowej akcji. W tym momencie izraelski spisek przeciwko 
Libanowi  zawieszono  z  innych  powodów.  1  października  1955,  Ameryka  poprzez  CIA  dała 
Izraelowi "zielone światło" do ataku na Egipt. Energie izraelskich służb całkowicie pochłaniały 
przygotowania do wojny która wybuchnie dokładnie rok później. 
 
Latem  1956,  przygotowując  się  do  operacji  Synaj-Suez,  zawarto  bliski  sojusz  wojskowy  i 
polityczny  z  Francją.  Praktycznie  trwał  on  do  dnia  przed  wojną  1967,  i  uniemożliwiłby 
Izraelowi,  zwłaszcza  po  dojściu  do  władzy  de  Gaulle'a  we  Francji  w  1957,  realizację 
izraelskich  planów  rozbioru  kraju,  który  Paryż  uważał  za  należący  do  francuskiej  strefy 
wpływów.  Izraelskie  bombardowanie  południowego  Libanu,  specyficznie  mające  na  celu 
destabilizację tego kraju, miało rozpocząć się w 1968 po wojnie 1967, po nominacji Dayana 

background image

na ministra obrony w rządzie Levi Eshkola, i po izraelskim zdecydowanym przestawieniu się 
z sojuszu z Francją na ten z Ameryką. [6] 
 
O

dtąd  ten  bezbożny  sojusz  polegał  na  nieustannym  wykorzystywaniu  wszelkich  możliwych 

środków  do  eskalacji  przemocy  terrorystycznej  i  politycznej  dywersji  w  Libanie,  zgodnie  z 
planami  Izraela  z  lat  1950. Wszystko  to,  nie trzeba  przypomnieć,  wykluło  się,  gdy  nie  było 
widać żadnych palestyńskich partyzantów. [7] Jeśli już, to trudności napotykane przez Izrael 
przez te wszystkie lata żeby zaspokoić wieloletnie ambicje podzielenia Libanu i oddzielenia 
go od świata arabskiego, stanowią jeszcze jeden dowód na zewnętrzny i obcy charakter tych 
spisków  w  odniesieniu  do  autentycznych  aspiracji  mieszkańców  Libanu,  niezależnie  od  ich 
religii. 

 

 

ROZDZIAŁ  6:  Święty terroryzm   

17 marca 1954 autobus jadący z Eilatu do Beersheba został zaatakowany na skrzyżowaniu 
w Ma'aleh 

Ha'akrabim. Dziesięciu pasażerów zginęło, a czterech przeżyło. Według tropicieli 

izraelskiej armii wszystkie ślady sprawców znikały w odległości 10 km od granicy jordańskiej, 
na  terytorium  Izraela,  ze  względu  na  skalisty  charakter  terenu.  Jeden  z  ocalałych,  sierżant 
odpowiedzialny  za  ustalenia  dotyczące  bezpieczeństwa  podczas  podróży,  zeznał,  że 
napastnikami byli "Beduini". 

Inna ocalała kobieta powiedziała, że było tam "pięciu mężczyzn w długich szatach". Armia, 
według Sharetta, "wtedy wysłała niektórych ze swoich arabskich informatorów do wioski Tel 
Tsafi  [po  jordańskiej  stronie  granicy]  naprzeciwko  Sodomy
".  Po  powrocie  informatorzy 
donieśli,  że  "grupę  8-10  mężczyzn  przechodzących  przez  granicę  na  zachód  [tego  dnia] 
widzieli ludzie z tej wioski
".   

Niezale

żnie od tego, że było to zwyczajowe, od niepamiętnych czasów, ponieważ populacja 

koczowników tego obszaru przechodziła tam i z powrotem, musiało być coś dużo dziwniej-
szego  w  tej  opowieści  o  informatorach  i  wieśniakach  oferujących  dowody.  Płk.  Hutcheson, 
a

merykański  przewodniczący  mieszanej  jordańsko-izraelskiej  Komisji  Rozejmowej,  nie 

potraktował tego poważnie. Podsumowując dochodzenie Komisji, płk. Hutcheson faktycznie 
oficjalnie  ogłosił,  że  "ze  świadectw  osób,  które  przeżyły,  nie  wynika,  że  wszyscy  mordercy 
byli Arabami
". (23.03.1954, 41 1)  

Ponadto, w tajnym raporcie z 24 marca zaadresowanym do gen Benike, Hutcheson wyraźnie 
przypisał atak na autobus terrorystycznemu zamiarowi wywołania napięć na tym terenie jak i 
kłopotu  dla  obecnego  rządu.  Skutkiem  tego  Izraelczycy  w  proteście  opuścili  Komisję 
Rozejmową i rozpoczęli światową kamopanię przeciwko "arabskiemu terroryzmowi" i "krwio-
żerczej nienawiści" do Żydów. Ze swojego odosobnienia w Sdeh Boker, Ben Gurion zażądał 
żeby  Izrael  zajął  terytorium  Jordaniu  i  zagroził  wyjściem  z  przywództwa  partii  Mapai,  jeśli 
polityka  Sharetta  jeszcze  raz  zwycięży.  Lavon  też  naciskał  o  akcję.  4  kwietnia  premier 
napisał do Ben Guriona: 

"Słyszałem,  że  po  Ma'aleh  Ha'akrabim  uważałeś  iż  powinniśmy  zająć  terytorium  Jordanii. 
Moim 

zdaniem  taki  krok  wciągnąłby  nas  w  wojnę  z  popieraną  przez  Brytanię  Jordanią,  a 

Amerykapotępiłaby  nas  przed  całym  światem  i  uznałaby  nas  za  agresora.  Dla  Izraela  to 
mogło oznaczać katastrofę, a może zniszczenie". (4.04.1954, 453)  

Sharett 

próbował  zapobiec  akcji  wojskowej.  Powiedział  urzędnikom  w  MSZ,  że  "wszyscy 

uważamy, że odwet za taki rozlew krwi tylko osłabi to straszne wrażenie i postawi nas na tym 
samym poziomie jak morderców po drugiej stronie. Dla nas lepiej byłoby  wykorzystać incy-

background image

dent  w  Ma'aleh  Ha'akrabim 

jako  instrument  do  ataku  politycznego  na  potęgi,  żeby  one 

wywarły  bezprecedensową  presję  na  Jordanię".  Zauważył  też,  że  odwet  osłabiłby  skutek 
ogromnej  kampanii  propagandowej,  która,  napisał  w  Dzienniku,  powinna  przeciwdziałać 
"zwróceniu uwagi pr

asy amerykańskiej na wersję jordańską… zdaniem której rzezi w Ma'aleh 

Ha'akrabim dokonali Izraelczycy". Nie tylko publicznie, ale i w prywatnych notatkach premier 
deklarował swoją niechęć do uwierzenia w tę wersję. [9] 

Ale  w  głębi  serca  Sharett  też  musiał  mieć  niewyznane  wątpliwości.  Nie  tylko  zablokował 
proponowane  działania  wojskowe,  ale  zdecydował,  że  Izrael  powinien  powstrzymać  się  od 
złożenia skargi do Rady Bezpieczeństwa, tj. od międzynarodowej debaty, która jego zdaniem 
mogłaby przynieść efekt przeciwny do zamierzonego. Uważał, że działał mądrze, gdy Dayan, 
w  trakcie  rozmowy  23  kwietnia,  stwierdził,  że  "nie  jest  przekonany,  że  masakra  w  Ma'aleh 
Ha'akrabim  była  dziełem  zorganizowanej  grupy  militarnej
".  Później  dowiedział  się  od 
brytyjskiego  dziennikarz

a  Jona  Kimche,  że  Dayan  powiedział  o  Ma'aleh  Ha'akrabim,  że 

"

raporty ONZ są często dokładniejsze niż nasze ..." Napisał: "Z innego źródła usłyszałem w 

tym tygodniu, że Dayan powiedział izraelskim dziennikarzom, że nie udowodniono,  że gang 
Ma'aleh Ha'akrabi

m był jordański - możliwe, że był lokalny". 

Oczywiście  Sharettowi  nie  przyszło  na  myśl  by  zorganizować  wewnętrzne  śledztwo  żeby 
dowiedzieć się prawdy. Przeciwnie, nalegał na usunięcie płk Hutchesona ze stanowiska jako 
warunku powrotu Izraela do Komisji Roz

jemczej. Wojsko jednak niechętnie poddało się wetu 

w sprawie nowego ataku na Zachodni Brzeg. Biorąc za pretekst nie Ma'aleha Ha'akrabima, 
ale  późniejszy  drobny  incydent  na  obszarze  korytarza  jerozolimskiego,  w  nocy  28  marca 
armia  rozpoczęła  masowy  atak  na  wioskę  Nahlin  niedaleko  Betlejem.  Dziesiątki  cywilów 
zostało zabitych i rannych, domy zburzono, wioska - kolejna palestyńska wioska - całkowicie 
zniszczona. 

"

Powiedziałem  [do  Teddy  Kollek,  wtedy  starszego  doradcy  premiera,  dzisiaj  burmistrza 

Jerozolimy]: 

znowu jesteśmy w punkcie wyjścia – czy idziemy w kierunku wojny, czy chcemy 

zapobiec  wojnie?  Zdaniem  Teddy  przywództwo  wojskowe 

ma  apetyt  na  wojnę…  Oni  są 

zupełnie  ślepi  na  problemy  ekonomiczne  i  złożoność  relacji  międzynarodowych". 
(31.03.1954, 426) 

Arabs

kie  stolice  też  były  przekonane,  że  izraelska  eskalacja  sprowokowanych  przez  sibie 

incydentów, terroryzm i wznowiony odwet oznaczały, że Izrael przygotowuje grunt do wojny. 
Dlatego rozmieścili wojska wzdłuż granic i podjęli ostre kroki by zapobiec wszelkiej infiltracji 
na teren Izraela. To z kolei matwiło Izraelczyków. "Sytuacja wzdłuż granic jest lepsza niż była 
od  dawna,  i  faktycznie  jest  dość  zadowalająca
",  powiedział  Dayan  przyjacielowi 
dziennikarzowi, który przekazał to Sharettowi 17 maja. 

Skutkiem teg

o izraelska armia wprowadziła nową i bardziej subtelną strategię tajnej agresji. 

Jej  cel: 

ominąć  oba  –  arabskie  aranżacje  bezpieczeństwa  i  niechęć  Sharetta  do 

autoryzowania  ataków  przez  granicę.  Małe  patrole  przedzierały  się  na  Zachodni  Brzeg  i 
Gazę z precyzyjnymi wytycznymi wciągania odizolowanych egipskich czy jordańskich patroli 
wojskowych,  albo  dostawać  się  do  wiosek  na  akcje  sabotażowe  czy  mordy.  Niezmiennie 
każdą  taką  akcję później  opisywała oficjalna  informacja jakoby  miała miejsce na  izraelskim 
tery

torium.  Zaatakowany  patrol,  jak  wyjaśniał  rzecznik  wojskowy,  zaczął  ścigać  agresorów 

na  terytorium  wroga.  Niemal  codzienne  akcje  tego  rodzaju,  dokonywane  przez  specjalnych 
spadochroniarzy Arika Sharona

, wywoływały wiele ofiar. Było tak, że premier miał domyślać 

się  co  się  naprawdę  działo.  Między  kwietniem  i  czerwcem  zapisał  w  dzienniku,  że  przez 
przypadek dowiedział się na przykład o mordzie z zimną krwią palestyńskiego chłopca, który 
znalazł  się  na  drodze  izraelskiego  patrolu  koło  swojej  wioski  na  Zachodnim  Brzegu. 
Odnośnie innego incydentu napisał: 

background image

"W  końcu  poznałem  tajną  oficjalną  wersję  akcji  w  Tel  Tsafi  –  dwaj  wysłani  przez  nas 
Arabowie zaatakowali Mukhtara, o którym rzekomo mówiono iż brał udział w kradzieży i zabił 
swoją  żonę;  w  innym  incydencie  nasza  jednostka  "pomyłkowo"  przekroczyła  granicę;  w 
trzecim incydencie trzech 

naszych żołnierzy patrolowało na jordańskim terytorium, wpadła na 

Straż  Narodową,  która  otworzyła  ogień  (kto to  sprawdzi?),  oddała  strzały  i  zabiła  czterech. 
(31.05.1954, 523) 

Setki 

robotników  w  Sodomie  znali  prawdę  i  śmiali  się  z  izraelskiego  radia  i  rządu  za 

negowanie tego mordu. 

Ta  sytuacja  zagraża  życiu  i  przedsięwzięciu  w  Sodomie…  Czy  armii  wolno  działać  w  ten 
sposób  zgodnie  z  jej  zachciankami  i  zagrażać  takiemu  istotnemu  przedsięwzięciu?" 
(13.05.1954, 514) 

27  czerwca  izraelska  jednostka  komandosów  przekroczyła  granicę,  "pomyłkowo",  według 
oficjalnego  komunikatu,  13  km  wgłąb  Zachodniego  Brzegu,  gdzie  zaatakowała  i  poważnie 
uszkodziła  jordańską  bazę  wojskową  w  Azun,  na  wschód  od  Qalqilia.  "Niecywilizowani, 
znowu okłamują wszystkich
",  napisał pomysłowo Sharett o wypowiedzi rzecznika armii.  

Najbardziej Sharett obawiał się reakcji Zachodu. W Dzienniku zamieścił wiele amerykańskich 
pełnych niepokoju opinii o rządzie Izraela pochodzących z tych kilku tygodni. 

Zbadane  w  Waszyngtonie  raporty  amerykańskich  ambasad  w  arabskich  stolicach 
doprowadziły  Departament  Stanu  do  przekonania,  że  izraelski  plan  odwetu,  realizowany 
zgodnie  z  wveśniej  opracowanym  rozkładem,  istnieje,  i  że  jego  celem  jest  stała  eskalacja 
napięcia na terenie po to, żeby doprowadzić do wojny. [10] Amerykańska dyplomacja jest też 
pewna, że zamiarem Izraela jest sabotaż amerykańskich negocjacji z Egiptem, jak i z Irakiem 
i Turcją, żeby ustanowić prozachodnie sojusze. (14.04.1955) 

Ta analiza była poprawna. Potwierdziło ją w następnych tygodniach odrzucenie przez Izrael 
propozycji dotyczących bezpieczeństwa granic wcześniej aprobowanej przez Egipt,, łącznie 
z  utworzeniem  patroli  Izael-Egipt-ONZ,  i  zaminowania  pewnych  przygranicznych  terenów. 
Takie  propozycje,  potwierdził  Dayan,  "zwiążą  nam  ręce".  Później  potwierdził  to  incydent  w 
lipcu,  kiedy  władze  egipskie  rozbiły  grupę  izraelskich  terrorystów  sabotującą  zachodnie 
instytucje w Kairze i Aleksandrii. 

Izraelski terroryzm granicz

ny w różnych formach miał trwac dalej be przeszkód w następnych 

2  latach,  aż  do  wojny  synajsko-sueskiej,  i,  oczywiście,  dalej.  Sharett  napisał  o  epizodzie 
"najgorszego rodzaju

" w marcu 1955, tuż po operacji Gaza. 

"Armia poinformowała Tkoa… [odpowiedzialnego za sprawy Komisji Rozjmnczej w MSZ], że 
ostatniej nocy przeprowadzono "prywatną" akcję odwetową po zabiciu młodego mężczyzny 
oi kobiety, Oded Wegmeister i Shoshana Hartsion, którzy sami udali się na teren wokół Ein 
Gedi [na terytorium Jordanii]. Wersja w

ojskowa mówi, że grupa młodych mężczyzn, łącznie z 

bratem  kob

iety,  Meirem  Hartsionem…  przekroczyli  granicę,  zaatakowali  Beduinów,  i 

zamordowali 

5  z  nich.  Armia  mówi,  że  taką  inicjatywę  przygotowywano  i  zamierzano  jej 

zapobiec, ale według ich informacji akcję zaplanowano na dzisiejszy wieczór i zakładano, że 
jest czas na działanie zapobiegawcze, ale chłopcy przyspieszyli akcję i taki jest powód tego 
co się wydarzyło. Dzisiaj Jordańczycy wyszli z zupełnie inną wersją: 20 izraelskich żołnierzy 
dokonali  mordów 

kiedy  zaatakowali  6  Beduinów,  zabili  5  i  1  zostawili  by  opowiadał  o  Tyn 

innym.  Rzecznik  armii  dzisiaj  ogłosił…  że  w  operacji  nie  uczestniczyła  żadna  jednostka 
wojskowa… 

background image

To można uznać za decydujący dowód na to, że postanowiliśmy przejść do ogólnie krwawej 
ofensywy  na  wszystkich  frontach:  wczoraj  Gaza,  dzisiaj  coś  na  granicy  jordańskiej,  jutro 
syryjska  strefa  zdemilitaryzowana,  itd.  Na  jutrzejszym  spotkaniu  gabinetu  zażądam  by 
sprawców sądzono jako zbrodniarzy. (5.03.1955, 816) 

Ben Gurion [z powrotem w 

rządzie jako szef MON po pojawieniu się afery Lavona] opowie-

dział  rządowi…  jak  nasi  4  młodzieńcy  łapali  jednego  po  drugim  beduińskich  chłopców,  jak 
zabrali  ich  do  wadi,  jak  ich  dźgali  nożami  na  śmierć  jednego  po  drugim,  i  jak  przepytywali 
każdego  z  nich,  zanim  go  zabili,  o  tożsamość  morderców  chłopaka  i  dziewczyny,  i  jak  nie 
mogli zrozumieć odpowiedzi na ich pytania, bo nie mówią po arabsku. Grupą kierował Meir 
Hartsion z kibucu 

Fin Harod… Sami zgłosilii się do armii i w pełni potwierdzili to co zrobili. 

B

en Gurion i ja dostrzegliśmy korzyść w sądzeniu ich w sądzie  wojskowym ... z naukowego 

punktu  widzenia  pożądane  jest  by  długotrwałe  więzienie,  na  które  zostaną  skazani,  wydał 
sąd wojskowy, ponieważ armia nie będzie miała żadnego szacunku dla kary pochodzącej z 
sądu cywilnego... Wieczorem minister  sprawiedliwości  i  prokurator generalny  poinformowali 
mnie, że nie ma żadnego legalnego sposobu przekazania ich sądowi wojskowemu. . . Skon-
taktowałem  się  z  Ben  Gurionem  i  zaaranżowałem,  że  on  wyda  instrukcje  wojsku  by  prze-
kazano 

ich policji. . . . Nawiasem mówiąc, Hartsion. . . i jego trzej przyjaciele są komando-

sami rezerwy. (6.03.1955, 817) 

[Podcz

as gdy  na  ulicach  Tel  Awiwu  świętowano  Purim]  radio  nadawało  radośną muzykę… 

któr

a  wyraża  dużo  telentu,  duchowy  wdzięk  i  tęsknotę  za  oryginalnym  pięknem. 

Rozmyślałem nad istotą i losem tego narodu, który jest zdolny do subtelnej delikatności, tak 
głębokiej  miłości  do  ludzi  i  tak  uczciwej  aspiracji  do  piękna  i  szlachetności,  a  jednocześnie 
wśród  najlepszej  młodzieży  kultywuje  zdolność  do  mordowania  z  zimną  krwią,  dźgania 
nożami ciał młodych bezbronnych Beduinów. Która z tych dwóch biblijnych dusz zwycięży w 
tym narodzie?" (8.03.1955, 823) 

"W  końcu  tych  czterech  oddano  policji,  ale  teraz  nie  chcą  mówić  ...  Zadzwoniłem  do  Ben 
Guriona  ...  To  jest  ich  legalne  prawo",  powiedział  ...  [Dodał],  że  ich  zeznania  dla  armii  nie 
mogą służyć  za oskarżenie przez  sądem  cywilnym.  Z  prawnego  punktu widzenia może tak 
być, ale z publicznego punktu widzenia jest to skandal. (10.03.1955, 828)  

Szef policji zapytał szefa sztabu czy armia chce pomóc policyjnemu śledztwu… Szef sztabu 
powiedział, że zapyta ministra obrony, i odpowiedział w jego immieniu, że on nie zgadza się 
na śledztwo w armii… jasne jest, że armia kryje facetów. 

Isser [Har'el] czu

je, że nikt w kraju nie potępia młodych którzy zamordowali Beduina. Opinia 

publiczna jest zdecydowanie po ich stronie. 

Kiedy  przyjechałem  do  Tel  Awiwu  oficer…  przyszedł  do  mnie  by  powiedzieć,  że  całą 
operację odwetową zorganizowano przy aktywnej pomocy Arika Sharona, dowódcy batalionu 
spadochroniarzy. Wyposażył tę czwórkę w broń, żywność, sprzęt, zorganizował podwiezienie 
ich  autem  jednostki  przez  część  drogi,  i  rozkazał  by  ich  wycofywanie  ubezpieczał  patrol. 
Oficer nie wykluczył, że Dayan też wiedział wcześniej o tej operacji. Ponadto, teraz czwórka 
odmawia rozmów o wyraźnym rozkazie Arika Sharona, może aprobowanego przez Dayana. 
Organizuje się przeciwko mnie kampanię, bo ujawniłem ich tożsamość prasie. Arik krzyczy, 
że  naraziłem  ludzi  na  zemstę  w  przypadku  gdyby  stali  się  więźniami  walcząc  w  armii  w 
przyszłości. (11.03.1955, 834) 

Czwórka jest gotowa przyznać się pod warunkiem zagwarantowania amnestii. (13.03.1955, 
840) 

background image

W  latach  1930  powstrzymywaliśmy  emocje  odwetu  i  edukowaliśmy  opinię  publiczną  by 
zemstę uważała za absolutnie negatywny impuls. Teraz wręcz odwrotnie, usprawiedliwiamy 
system  odwetu  ze  względów  pragmatycznych…  wyeliminowaliśmy  hamulce  psychiczne  i 
moralne  z  tego  instynktu  i  umożliwiliśmy…  podtrzymać  zemstę  jako  wartość  moralną.  Tę 
koncepcję  wyznają  duże  części  społeczeństwa,  szczególnie  młodzież,  ale  to  się 
skrystalizowało  i  osiągnęło  wartość  świętej  zasady  w  batalionie  Sharona,  która  staje  się 
narzędziem zemsty państwa. (31.03.1955, 840) 

Brytyjski  ambasador,  Nichols,  wyraził…  zdziwienie  z  powodu  zwolnienia  czwórki.  Jego 
zdaniem,  Jordańczycy  aresztowali  mordercę  pary  w  Ajur…  Co  za  kontrast  między  ich 
krokiem  i  bezwstydną  procedurą  zastosowaną  przez  nas!...  Kesseh  [sekretarz  generalny 
Mapai] dowiedział się od syna [senior oficer w armii], że operację przeprowadzono z pełną 
wiedzą armii, na wszystkich poziomach, łącznie z szefem sztabu, i uczestniczyli w niej ważni 
oficerowie. (28.03.1955, 870) 

Na spotkaniu sekretariatu Mapai sześć lat później, 11 stycznia 1961, Sharett wrócił do tego 
upiornego epizodu. 

Zjawiskiem jakie przeważało wśród nas przez wiele lat jest brak wrażliwości na złe czyny… 
korupcję moralną…  Dla nas  zły  czyn sam  w  sobie nie jest  niczym  powaznym,  budzimy  się 
tylko  kiedy  w  grę  wchodzi  groźba  kryzysu  albo  poważny  rezultat  utraty  stanowiska,  utraty 
władzy  czy  wpływu.  Nie  mamy  moralnego  podejścia  do  problemów  moralnych,  a 
pragmatyczne podejście do problemów moralnych… Kiedy izraelscy żołnierze  zamordowali 
wielu Arabów z powodu ślepej zemsty… i nie wyciągnięto z tego żadnego wniosku, nikogo 
nie  zdegradowano,  nikogo  nie  usunięto  z  urzędu.  Potem  był  Kafr  Qasim*…  odpowiedzialni 
nie wyciągnęli żadnego wniosku. Ale to nie oznacza, że opinia publiczna, armia, policja, nie 
wyciągnęły wniosków, ich wniosek był taki, że arabską krew można swobodnie przelewać. A 
później była amnestia dla tych z Kafr Qasim, i można by wyciągnąć jakieś wnioski, mógłbym 
o tym mówić bez końca. (11.01.1961, 769)

 

Wszystko to może wywołać odrazę w sensie sprawiedliwości i uczciwości w opinii publicznej, 
musi  sprawiać,  że  państwo  w  oczach  świata  wygląda  jak  dzikie  państwo,  które  nie  uznaje 
zasad sprawiedliwości, gdyż ustanowiło je i uznało współczesne społeczeństwo. 

*Zobacz Apendyks 2.  

 

ROZDZIAŁ  7: Afera Lavona:  Terroryzm zmuszający Zachód  
 

PIERWSZE:  Rozpocząć natychmiast  akcję by  zapobiec lub  odroczyć  Porozumienie Anglia-
Egipt.  Cele:  pierwszy 

–  ośrodki  kulturalne  i  informacyjne,  drugi  –  instytucje  gospodarcze, 

trzeci 

–  auta  przedstawicieli  brytyjskich  i  innych  Brytyjczyków,  czwarty  –  wszelki  sabotaż 

który doprowadziłby do pogorszenia stosunków dyplomatycznych. DRUGIE: informować nas 
o możliwościach akcji w strefie kanału. TRZECIE: słuchać nas codziennie o 7:00 na falach 
G. 
 
T

en zakodowany telegram wysłano do izraelskiej grupy szpiegoskiej ustanowionej w Egipcie 

wiele miesięcy wcześniej, zanim aktywowano ją w lipcu 1954. Oryginalnie grupa miała służyć 
jako  V  kolumna  podczas  następnej  wojny.  Przed  telegramem  były  ustne  instrukcje  płk. 
Benjamina  Givli,  szefa  izraelskiego  wywiadu  wojskowego,  przekazane  oficerowi 
wyjeżdżającemu do Kairu dołączającego się do grupy. Instrukcje te były następujące: 
 

background image

Naszym  celem  jest  zniszczenie  zaufania  Zachodu  do  istniejącego  egipskiego  rezimu… 
Działania  powinny  wywołać  aresztowania,  demonstracje  i  wyrażanie  odwetu.  Pochodzenie 
izraelski  powinno  się  całkowicie  ukrywać,  a  uwagę  przekierowywać  na  każdy  możliwy  inny 
czynnik.  Celem  jest  zapobieganie  zachodniej  pomocy  gospodarczej  i  wojskowej  Egiptowi. 
Wyb

ór  precyzyjnych  celów  do  sabotażu  pozostawi  się  ludziom  na  miejscu,  którzy  powinni 

oszacować  możliwe  konsekwencje  każdej  akcji…  w  kategoriach  wywołania  chaosu  i 
niepokojów społecznych. [13] 
 
Te  rozkazy  wykonano  w  okresie  2-

27  lipca  1954,  była to  siatka skaładająca  się z  około 10 

egipskich Żydów pod dowództwem izraelskich agentów. Trwały negocjacje między Kairem i 
Londynem  o  ewakuacji  strefy  kanału,  i  między  Kairem  i  Waszyngtonem  o  dostawy  broni  i 
innej  pomocy  w  związku  z  możliwym  sojuszem  USA-Egipt.  Zorganizowano  zamachy 
bombowe  w  Kairze  i  Aleksandrii,  na  brytyjskie  i  amerykańskie  ośrodki  kulturalne  i 
informacyjne,  należące  do  Brytyjczyków  kina,  jak  i  egipskie  budynki  publiczne  (np.  urzędy 
pocztowe). Podejrzenia skierowano na Braci Muzułmańskich, przeciwników rezimu Nassera. 
Izraelską  grupę  w  końcu  wykryto  i  rozbito  27  lipca,  kiedy  złapano  jednego  z  jej  członków, 
kiedy przebywał w Aleksandrii i w kieszeni wybuchła mu bomba. 
 
Tego  samego  dnia,  Sharett  który  nic  nie  wiedział  o  tej  grupie,  został  poinformowany  o 
faktach,  i  zaczął  zbierać  dowody  na  odpowiedzialność  MON  i  wojskowych urzędników.  Nie 
zajmował  się  niczym  innym,  aż  do  5  października,  kiedy  Kair  oficjalnie  poinformował  o 
zbliżającym  się  procesie  aresztowanych  sabotażystów.  Wtedy  w  pełni  poparł  rozpoczętą 
przez Izrael kampanię żeby sprawę przedstawić jako anty-żydowską ustawkę przez egipski 
reżim. 
 
13 grudnia, dwa dni po rozpoczęciu się procesu w Kairze, premier skrytykował w Knesecie 
"spisek…  i  pokazowy  proces…  przeciwko  grupie  Żydów…  ofiar  fałszywych  oskarżeń".* 
Dziennik jego partii, Davar, posunął się tak daleko, że oskarżył egipski rząd o "zainspirowaną 
przez  nazistów  politykę".  W  izraelskich  i  międzynarodowych  mediach  krążyły  przerażające 
historie  o  zeznaniach  wymuszonych  torturami  od  oskarżonych.  Sharett  wiedział,  że  to 
wszystko jest nieprawdą. "Faktycznie" – napisał w Dzienniku 2.01.1955 – "oprócz pierwszych 
dwóch  dni  ich  aresztu,  kiedy  ich  bito,  traktowanie  naszych  ludzi  było  absolutnie  dobre  i 
ludzkie". Ale publicznie milczał, nie przyłączył się do masowego chóru przeciwko Nasserowi. 
Nawet  członkowie  jego  gabinetu,  prezydent  państwa,  nie  mówiąc  o  prasie,  nie  zostali 
oficjalnie  poinformowani  aż  do  lutego,  kiedy  wybuchły  pogłoski  na  rogu  każdej  ulicy  w 
Izraelu. 
 
Później pojawiła się prawdziwa historia, że propaganda rządowa była fałszywa od początku 
do  końca,  że  grupę  terrorystyczną  Izraelczycy  faktycznie  umieścili  w  Egipcie,  i  jedyną 
fałszywką była ta wymyślona przeciwko Egiptowi przez rząd Sharetta. 

*Zobacz Apendyks 4.  

Kiedy  proces  się  zakończył,  dwóch  oskarżonych  skazano  na  śmierć  i  wyrok  wykonano, 
ośmiu  na  wieloletnie  więzienie,  a  trzem  izraelskim  dowódcom  operacji    udało  się  uciec  z 
Egiptu, czwarty popełnił samobójstwo, i premier poznał  inne ważne fakty.   

Techniczną  sprawę  kto  naprawdę  wydał  rozkaz  aktywowania  grupy  w  pewnym  dniu 
wyjaśniono  dopiero  po  6  latach,  kiedy  czwarta  czy  piąta  komisja  śledcza  w  końcu  i 
zdecydowanie zwolniła Lavona od odpowiedzialności, i ustaliła, że Dayan, Peres, Givli i inni 
"asystenci "bez

pieczeństwa" sfałszowali dokumenty i zeznania żeby oskarżyć szefa MON.  

W  1954-

55  Sharett  przewidział  wyniki  tej  komisji,  domyślając  się,  że  za  aferę  odpowiadało 

całe przywództwo establishmentu bezpieczeństwa. Dla niego sprawa kto wydał rozkaz była 

background image

drugorz

ędna wobec konieczności osądzenia ideologii i polityki terroryzmu Izraela. A zatem, 

choć  nie  miał  żadnych  wątpliwości  co  do  winy  kliki  Dayan-Peres-Givli,  to  polityczna 
odpowiedzialność Lavona była też bezsporna. 

[Ludzie] pytają mnie czy jestem pewien, że "on wydał rozkaz?"… ale załóżmy, że Givli działał 
bez instrukcji… czy odpowiedzialność moralna spoczywa też na Lavonie, który ciągle wzywał 
do  szaleńczych  akcji  i  uczył  przywództwo  armii  diabolicznej  lekcji  o  tym  jak  podpalić  Bliski 
Wschód, jak wywoływać konflikty, krwawe konfrontacje, sabotażować cele i własność władzy 
[i dokonywać] aktów rozpaczy i samobójstw". (10.01.1955, 639) 

W  tym,  momencie  Sharett  mógł  zmienić  bieg  historii  Bliskiego  Wschodu.  Szczerze  i 
bezpośrednio  mówił  do  opinii  publicznej,  która  była  bardzo  zaniepokojona  wydarzeniami  w 
Egipcie: aresztowaniami, procesem, egzekucjami, sprzecznymi pogłoskami, klimatem intrygi 
wokół  "afery",  zdzierając  maskę  tajemnicy,  krytykując  odpowiedzialnych,  pokazując  swoje 
prawdziwe  przekonania  co  do  terrorystyc

znych  ideologii  i  skłonności  Izraela,  proponując 

alternatywę, mógł stworzyć dla siebie warunki w których wykorzystywałby formalną siłę jaką 
posiadał  by  przeprowadzić  radykalne  sprzątanie  w  establishmencie  bezpieczeństwa. 
Rezultat  takiego  działania  prawdpopdobnie  byłby  znaczny  nie  tylko  w  Izraelu,  ale  także  w 
świecie  arabskim,  zwłaszcza  w  Egipcie.  Upadek  Lavona  z  jednej  strony,  a  gangu  Ben 
Gurionistów  pod  dowództwem  Dayana  i  Peresa  z  drugiej  mógłby  zablokować  powrót  Ben 
Guriona  do  władzy,  a  w  długim  okresie  wojnę  synajsko-sueską.  Odtąd  wydarzenia  miałyby 
inny bieg. [14] 

Jednak  było  tak,  premier  nie  miał  ani  odwagi,  ani  temperamentu  potrzebnego  do  takiego 
działania.  Ponadto,  zawsze  obawiał  się,  że  jego  "umiarkowane"  przekonania  narażą  go  na 
oskarżenia  o  defetyzm  przez  działaczy  agresywnego  syjonizmu.  Dlatego  ukrył  się  za 
rozmaitymi  p

retekstami,  które  miały  usprawiedliwiać  jego  bierność  nawet  w  stosunku  do 

siebie 

samego,  podczas  gdy  w  głębi  duszy  wiedział,  że  jego  obiektywna  zgodność  z 

zasadami  gry  narzuconymi  mu  przez  wrogów 

mogłaby  odbić,  w  końcu  przeciwko  jego 

karierze. 

Otwarte  przyznanie  się  do  faktów,  nieustannie  przekonywał,  może  zaszkodzić  ludziom 
sądzonym  w  Kairze;  lub  może  zaszkodzić  wizerunkowi  lzraela  w  świecie;  albo  może 
doprowadzić do rozłamu w partii Mapai, do której przywództwa należą Lavon i Ben Gurion, a 
także  on,  powodując  utratę  większości  w  następnych  wyborach.  Nieuchronnie  wylądował 
wplątany  w  spiski  utkane  wokół  niego  przez  przeciwne  frakcje  w  rządzie,  armii  i  partii.  W 
połowie  lutego  nie  miał  innego  wyjścia,  jak  tylko  zgodzić  się  na  niepisane  ultimatum  ludzi 
Ben  Guriona  i  zaapelować  do  Starego  o  ponowne  wejście  do  gabinetu  jako  szef  MON  w 
miejscu Lavona. 

W styczniu 1955 Sharett miał świadomość, że "aferę" Lavon z przyjaciółmi wykorzystywali z 
jednej  strony,  Ben  Gurioniści  z  drugiej,  i  takie  skrajne  pro-militarystyczne  frakcje jak  Ahdut 
Ha'avoda  [15] 

–  żeby  doprowadzić  do  otwartego  konfliktu  między  poglądami  "działaczy"  i 

"umiarkowaną" polityką premiera. Poinformowany był też, że Dayan próbował zorganizować 
zamach  stanu,  i  że  poparł  go  Ben  Gurion.  Inne  kontaktowane  osoby  (głównie  młodsi 
bojownicy z Mapai) odrzucili pomysł zmiany przywództwa metodą przemocy. [16]  Dayan za 
wszelką  cenę  chciał  uniknąć  zdemaskowania  przez  komisję  śledczą  zorganizowaną  przez 
Sharetta    jako  jeden  z  faktycznie  odpowiedzialnych  za  "aferę".  Natomiast  Lavon  zagroził 
popełnieniem samobójstwa, jeśli komisja uzna go za winnego wydania rozkazu. 

Teddy [Kollek] 

malował przerażający obraz relacji na szczycie establiszmentu bezpieczeńs-

twa.  Minister  obrony  jest  całkowicie  odizolowany  i  żaden  z  jego  kolaborantów  z  nim  nie 
rozmawia.  Podczas  dochodzenia  ci  kolaboranci  [tzn.  Peres,  Dayan  i  wielu  urzędników  z 
ministerstwa  i  oficerów]  spiskowali  by  go  oczernić  i  zastawić  nań  pułapkę.  Schwytali  czło-

background image

wieka  z  zagranicy  [komendant  jednostki  w  Egipcie  Avraham  Zeidenberg, 

znany  też  jako 

"Paul  Frank",  "Flad

"  albo  "trzeci  człowiek"],  który  uciekł  z  Egiptu…  poinstruowali  go  szcze-

gółowo jak odpowiadać, łącznie z tym jak okłamać śledczych, i skoordynowali zeznania tak 
by zastawić pułapkę na Lavona. Teddy jest pewien, że Lavon natychmiast musi odejść. Givli 
też musi zostać zwolniony, a Dayana nie powinno się tknąć w tej chwili. (9.01.1954, 637) 

Nigdy nie wyobrażałem sobie żebyśmy mogli dojść do tak strasznego stanu zatrutych relacji, 
rozpętania  najbardziej  podstawowych  instynktów  nienawiści  i  zemsty,  i  wzajemnego 
oszukiwania się na szczycie naszego najwspanialszego Ministerstwa [Obrony].  

Chodzę  jak  lunatyk,  przerażony  i  zagubiony,  zupełnie  bezradny…  co  mam  robić?  Co  mam 
robić? (10.01.1954, 639) 

Isser  [Harel,  szef  Shin  Bet,  ukąszony  wtedy  bo  "aferę"  wykonał  wywiad  wojskowy,  bez 
uzgodnienia  z  jego  organizacją]  opowiadał  mi  mrożące  krew  w  żyłach  historie  o  rozmowie 
zorganizowanej  prz

ez  Givli,  kiedy  zaproponował  porywanie  Egipcjan  nie  tylko  ze  Strefy 

Gazy, ale także na Cyprze i w Europie. Zaproponował szalony plan wysadzenia w powietrze 
amerykańskiej  ambasady  w  Ammanie  gdyby  na  kairskim  procesie  wydano  wyroki  śmierci. 
(14.01.1955, 654) 

Dla  Aharona  Barkatta,  ówczesnego  sekretarza  generalnego  Mapai,  Sharett  przedstawił 
następujący obraz izraelskiego establishmentu bezpieczeństwa: 

Dayan  był  gotów  porywac  samoloty  i  arabskich  oficerów  z  pociągów,  ale  zszokowała  go 
sugestia Lavona o Strefie 

Gazy. Maklef [poprzednik Dayana jako szef sztabu] zażądał wolnej 

ręki  by  zamordować  Shishakly'ego,  i  wstrząśnięty  kiedy  Lavon  wydał  mu  szalony  rozkaz 
dotyczący syryjskiej strefy zdemilitaryzowanej. (25.01.1955, 682) 

Lavon  inspirował  i  kultywował  negatywny  awanturniczy  trend  w  armii  i  głosił  doktrynę,  że 
wrogiem nie są państwa arabskie, a zachodnie potęgi, i jedynym sposobem zniechęcenia ich 
od spisków są bezpośrednie działania, które będą ich terroryzować. (26.01.1955, 685) 

Peres wyznaje 

tę samą ideologię: chce przestraszyć Zachód by wspierał cele Izraela.  

 

ROZDZIAŁ  8: Nasser: współistnienie z Izraelem możliwe  

Odpowiedź Ben Guriona: Operacja Gazat  

Komentując  terrorystyczne  akcje  Izraela  w  Egipcie,  urzędnik  amerykańskiej  ambasady  w 
Kairze  podsumował  8  lutego  1955,  że  "Sharett  nie  ma  kontroli  nad  sprawami  jeśli  można 
prowadzić takie szaleńcze działania". [17] 

Departament  Stanu,  zauważył  premier,  obawiał  się  kolejnych  izraelskich  prowokacji  sabo-
tażowania amerykańskich relacji ze światem arabskim po podpisaniu paktu Ankara-Bagdad. 
Dlatego  amerykański  rząd  próbował  poruszać  się  jednocześnie  w  dwóch  kierunkach,  żeby 
ratować to co można uratować w tej sytuacji: wywierał presję na Nassera by wynegocjował 
jakiś  rodzaj  porozumienia  z  rządem  Sharetta,  i  syjonistycznemu  państwu  zaproponował 
układ  bezpieczeństwa.  Izraelski  premier  zauważył,  że  Kermit  Roosevelt  Jr  z  CIA  pracował 
nad nawiązaniem kontaktów między Izraelem i Egiptem, i że on, Sharett, nominuje Yigaela 
Yadina na swojego przedstawiciela. (21.01.1955, 675) 

background image

Spotkałem  się  z  Rogerem  Baldwinem,  wysłannikiem  Amerykańskiej  Ligi  Praw  Człowieka, 
który  odwiedził  Kair…  Nasser  rozmawiał  z  nim  o  Izraelu,  mówiąc,  że  nie  należy  do  tych 
którzy chcą wrzucić Izrael do M Śródziemnego. Wierzy we współistnienie z Izraelem i wie, że 
pewnego dnia rozpoczną się negocjacje. (25.01.1955, 680) 

Telegram  od  Ebana…  Ameryka  jest  gotowa  podpisać  porozumienie  z  nami,  w  którym 
zobowiążemy  się  nie  poszerzać  siłą  naszych  granic,  zobowiąże  się  udzielić  nam  pomocy 
gdyby nas zaatakowano. (28.01.1955, 691) 

Teddy  [Kollek]  dostarczył  wiadomość  od  ludzi  Issera  [szefa  służb  bezpieczeństwa]  w 
Waszyngtonie.  Partnerzy  (CIA)  ponawiają  propozycję  spotkania  z  Nasserem,  który  nie 
uważa inicjatywy spotkania za odwołaną z powodu rezultatu procesu… On chce spotkać się 
z nami jak wcześniej, i inicjatywa teraz należy do Izraela. (10.02.1955, 716) 

[Co do propozycji Waszyngtonu - 

paktu bezpieczeństwa Ameryka-Izrael] wysłałem Ebanowi 

telegram, że jesteśmy gotowi przyjąć klauzulę zobowiązującą nas do nie poszerzania granic 
siłą, ale w żaden sposób nie powinniśmy zobowiązywać się do zaprzestania wrogich działań, 
bo  to  oznaczaloby  zamknięcie  drzwi  na  wszelką  możliwość  prowadzenia  działań 
odwetowych. (14.02.1955, 726) 

To ostatnie wyrażenie pokazuje, że wiadomość o amerykańskich propozycjach, i możliwych 
negocjacjach  Sharetta  z  Nasserem  błyskawicznie  rozeszzła  się  w  establishmencie 
bezpieczeństwa. Zwiększono presję na Sharetta. 17 lutego Ben Gurion przyjął zaproszenie 
premiera  do  powrotu  do  rządu  jako  minister  obrony.  Powołując  się  na  jego  gospodynię, 
Sharett napisał tego dnia w Dzienniku, "że to koniec spokoju".  

Dziesięć  dni  później  Ben Gurion  przyszedł…  z…  szefem  sztabu,  który  przyniósł  zrolowane 
mapy. Od razu zrozumiałem co będzie tematem rozmowy… Szef sztabu zaproponował atak 
na  egipską  bazę  wojskową  przy  wejściu  do  miasta  Gazy…  Szacował,  że  straty  wroga 
wyniosą około 10… i my  musimy się przygotować na kilka ofiar z naszej strony. Ben Gurion 
nalegał, że celem nie jest zabijanie, a jedynie zniszczenie budynków. Jeśli Egipcjanie będą 
uciekać zszokowani atakiem, może nie dojść do żadnego rozlewu krwi. 

Zgodziłem się na ten plan. Akt przedostania się na teren koło Rehovot – 30 km od granicy ze 
Strefą Gazy – zszokował mieszkańców i brak reakcji jest nie do przyjęcia… W duszy przykro 
mi było, że akcję odwetową przypisze się Ben  Gurionowi. W końcu to ja autoryzowałem tę 
akcję…  kiedy  Ben  Gurion  nie  był  w  rządzie,  i  było  zupełnie  przypadkiem,  że  akcja  się  nie 
odbyła.  Aprobowałbym  też  ją  bez  względu  na  to  czy  Ben  Gurion  był  ministrem  obrony. 
(27.02.1955, 799-800) 

Jestem zszokowany. Liczba egipskich ofiar (39 śmiertelnych i 30 rannych, łącznie z 7-letnim 
chłopcem), zmienia nie tylko wymiar operacji, a jej istotę, zamienia się w wydarzenie mogące 
wywołać poważne komplikacje i zagrożenia polityczne i wojskowe… Rzecznik armii, zgodnie 
z  instrukcjami  ministra  obrony, 

przekazał  prasie  fałszywą  wersję:  po  zaatakowaniu  naszej 

jednostki rzekomo na naszym terytorium, oddała ona strzały i toczyła walkę, która później tak 
się rozwinęła. Kto nam uwierzy? (1.03.1955, 804) 

Była to ta sama stara historia: uciekaj z miejsca zdarzenia i próbuj oszukać świat – 

Ambasady  powinno  się  poinstruować  by  potępiały  Egipt,  a  nie  były  w  defensywie…  Teraz 
będzie ogólne wrażenie, że podczas gdy płaczemy z powodu naszej izolacji i zagrożeń dla 
naszego  bezpieczeństwa,  wszczynamy  agresję  i  pokazujemy  się  jako  krwiożerczy  i 
aspi

rujący  do  dokonywania  masowych  rzezi…  możliwe  jest,  że  ten  wybuch  zostanie 

background image

zinterpretowany jako skutek oburzenia armii i narodu przeciwko polityce władzy, ignorowaniu 
bezpieczeństwa państwa i powstrzymaniu kontynuacji tej polityki do gorzkiego końca. 

Musim

y  przynajmniej  upewnić  się,  że  będzie  to  powszechne  wrażenie…  Podyktowałem 

instrukcje 

dla ambasad ... Pożądane jest by prasa wyrażała co następuje: (a) Nasza opinia 

publiczna  była  poruszona  przeniknięciem  egipskiego  gangu  na  gęsto  zaludniony  obszar  i 
jego 

atak na transport publiczny; (b) Wygląda na to, że to starcie przerodziło się w poważną 

walkę,  kiedy  trwała  wymiana  ognia;  (c)  Egipt  zawsze  twierdzi,  że  jest  w  stanie  wojny  z 
Izraelem,  który  demonstruje  poprzez  działania  takie  jak  blokada  i  mordy,  a  skoro  jest  stan 
wojny,  to  są  to  skutki;  (d)  Tego  wydarzenia  nie  można  oderwać  od  ogólnego  tła  poczucia 
izolacji,  które  panuje  w  Izraelu  w  świetle  sojuszów  Zachodu  z  państwami  arabskimi,... 
najnowszym  przykładem  jest  pakt  Irak-Turcja,  którego  antyizraelskie  cele  są  szczególnie 
widoczne. 

Ostatni  punkt  (d)  wymaga  bardzo  ostrożnego  podejścia  w  tym  sensie,  że  nie  powinno  się 
przypisywać go nam, i powinno ograniczać się tylko do najbardziej lojalnych komentatorów, 
których trzeba ostrzec, żeby nie wyglądało to jako zainspirowane przez nas. 

Kiedy 

to pisałem [instrukcje dla ambasad] jeszcze nie wiedziałem, jak miażdżące są dowody 

które już opublikowano, obalając naszą oficjalną wersję. Ogromne ilości broni i materiałów 

wybuchowych, taktyka ataku, blokowanie i minowanie dróg ... precyzyjna koordynacja ataku. 
Kto byłby na tyle głupi, by uwierzyć, że tak skomplikowana operacja może "rozwinąć się" z 
przypadkowego i nagłego ataku na jednostkę armii izraelskiej przez egipską jednostkę?... 

Dręczą  mnie  myśli  czy  to  nie  jest  moim  największym  fiaskiem  jako  premiera.  Kto  wie  jakie 
będą konsekwencje polityczne i bezpieczeństwa". (1.03.1955, 804-805) 

Jedną z bezpośrednich i nieuchronnych konsekwencji było: 

Wczoraj… odbyła się rozmowa Salahla Gohara [główny przedstawiciel egipski w  mieszanej 
komisji rozjemczej] i Josepha Tkoa, egipski przedstawiciel poinformował [Tkoa] natychmiast, 
że tuż po wcześniejszym spotkaniu [zaraz po ataku na Gazę]… Nasser powiedział mu… że 
miał  osobisty  kontakt  z  premierem  Izraela,  i  że były  spore  szanse  iż  sprawy  rozwiną  się  w 
pozytywny sposób, ale potem nastąpił atak na Gazę, i naturalnie teraz… to przepadło. 

Lawson [amerykański ambasador] uważa, że powodem ostrzeżenia i gróźb [ze strony krajów 
arabskich] jest strach jaki zapanował w świecie arabskim po powrocie Ben Guriona. Atak na 
Gazę  interpretuje  się  jako  decyzję  sygnalizującą  nasz  atak  na  wszystkich  frontach. 
Amerykanie też obawiają się, że to doprowadzi do nowego konfliktu na Bliskim Wschodzie, 
który  udaremni  wszystkie ich plany.  Dlatego  żądają od  nas  zdecydowanej  obietnicy,  że nie 
powtórzy się podobnych działań. (12.03.1955, 837) 

Ale  właśnie  dlatego  żeby  zapobiec  podobnej  obietnicy  Ben  Gurion  wrócił  do  rządu,  i  nie 
zamierzał zmienić zdania. Wręcz odwrotnie, 25 marca, mniej niż miesiąc po ataku na Gazę, 
zaproponował  rządowi,  żeby  Izrael  przeszedł  do  okupacji  Strefy  Gazy,  tym  razem  na 
zawsze.  Dyskusja  trwała  5  dni,  i  zakończyła  się  podziałem  wśród  ministrów  –  między 
przeciwnikami  propozycji  z  Sharettem,  i  zwolennikami  Ben  Guriona.  Oddano  5  głosów  na 
'tak'

,  9  na  'nie'  i  2  wstrzymujące  się,  plan  odrzucono,  albo  może  tylko  przełożono.  Ale 

proponowanmy  przez  Amerykę  pakt  bezpieczeństwa  musiał  zostac  odrzucony,  bo  –  jak 
wyjaśnił  Dayan  w  kwietniou  1955  –  "to  założyłoby  kajdanki  i  pozbawi  swobody  działań 
naszego 

wojska". Dokładnie tłumaczył to 26 maja na spotkaniu z izraelskimi ambasadorami 

w  Waszyngtonie  (Abba  Eban),  Paryżu  (Ya'acov  Tsur)  i  w  Londynie  (Eliahu  Eilat).  O 
rozmowie powiedzieli później Sharettowi Ya'acob Herzog i Gideon Raphael: 

background image

Nie  potrzebujemy  (powi

edział  Dayan)  paktu  bezpieczeństwa  z  Ameryką:  taki  pakt  dla  nas 

będzie stanowił tylko przeszkodę.  

Nie grozi nam arabska przewaga sił przez następne 8-10 lat. Nawet jeśli otrzymają ogromną 
pomoc wojskową od Zachodu, zachowamy naszą przewagę militarną dzięki naszej nieskoń-
czenie  większej  zdolności  do  asymilacji  nowego  uzbrojenia.  Pakt  bezpieczeństwa  tylko 
założy nam kajdanki i pozbawi nas wolności działania, której potrzebujemy w nadchodzących 
latach. 

Działania odwetowe, których nie moglibyśmy przeprowadzić, gdybyśmy byli związani 

paktem  bezpieczeństwa,  są  naszą  żywą  limfą...  pozwalają  nam  utrzymać  wysoki  poziom 
napięcia wśród naszego społeczeństwa i w armii. Bez tych działań przestalibyśmy być wojo-
wniczymi ludźmi, a bez dyscypliny wojowniczych ludzi jesteśmy zgubieni. Musimy krzyczeć, 
że Negev jest w niebezpieczeństwie, więc młodzi ludzie tam pójdą... 

Wniosek  ze  słów  Dayana  jest  jasny:  to  państwo  nie  ma  żadnych  zobowiązań 
międzynarodowych, żadnych problemów gospodarczych, kwestia pokoju nie istnieje…  Musi 
ono  dobrze 

kalkulować swoje kroki i żyć na swoim mieczu. Musi uważać miecz za główny, 

jeśli nie jedyny, instrument, za pomocą którego można trzymać wysokie morale i zachować 
moralne napięcie. W tym celu może, nie – musi wymyślać niebezpieczeństwa, i dlatego musi 
przyjąć metodę prowokacji i odwetu… A przede wszystkim – mijemy nadzieję na nową wojnę 
z  krajami  arabskimi,  żeby  w  końcu  pozbyć  się  problemów  i  zdobyć  nowe  terytoria.  (Takie 
przejęzyczenie  się:  sam  Ben  Gurion  powiedział,  że  warto  będzie  zapłacić  Arabowi  milion 
funtów żeby rozpoczął wojnę.) (26.05.1021) 

14  sierpnia  przywódca  amerykańskich  Quakerów,  Elmer  Jackson,  podczas  wizyty  w 
Jerozolimie,  po  spotkaniu  w  Kairze  z  szefem  egipskiego  MSZ,  Mahmoudem  Fawzi, 
powiedział Sharettowi, że Nasser dalej był zainteresowany normalizacją relacji z Izraelem. 7 
października  egipski  prezydent  powiedział  dziennikarzowi  New  York  Times,  Kennethowi 
Love:  "Żaden  Arab  dzisiaj  nie  mówi,  że  powinniśmy  zniszczyć  Izrael".  [18]  Ale  Izrael  już 
podjął decyzje. [19] 

 

R

OZDZIAŁ  9:  Rozproszyć palestyńskich uchodźców… 

Jednym z ważnych powodów uporu, z jakim Izrael prowadził politykę odwetową, było  prag-
nienie  syjonistycznego  establishmentu  rządzącego  wywierania  stałego  nacisku  na  państwa 
arabskie,  aby  usunęły  palestyńskich  uchodźców  z  wojny  z  1949  z  terenu  blisko  linii  zawie-
szenia  broni  i  by  ich  rozproszyć  po  świecie  arabskim.  Na  początku  lat  1950  nie  było  to 
spowodowane  względami  militarnymi:  jak  widzieliśmy,  i  jak  wyraźnie  pokazuje  powyższy 
cytat Dayana, izraelski rząd był bardziej zainteresowany nasilaniem napięć granicznych niż 
ich usuwaniem. 

Co  więcej,  brak  troski  o  bezpieczeństwo  żydowskiej  ludności  przy  granicy  był  równie 
cyniczny  jak  promowanie  poczucia  zagrożenia  wśród  osadników  poprzez  prowokację  i 
fałszywą propagandę. Ponadto, w tamtych latach nie istniał zorganizowany palestyński ruch 
oporu. Zbyt oczywiste było, że niski poziom działań partyzanckich dozwolonych przez reżimy 
arabskie  miał  raczej  na  celu  zmniejszenie  napięć  powstających  w  ich  krajach  przez 
obecność uchodźców i utrzymanie sprawy na arenie międzynarodowej, niż przygotować się 
do wojny wyzwoleńczej w Palestynie. [20] 

Ale obecność palestyńskich uchodźców wzdłuż linii rozejmu w Gazie i na Zachodnim Brzegu 
była nie tylko ciągłym przypominaniem nielegalności podbojów terytorialnych Izraela w 1948-
49 i naruszania przezeń rezolucji ONZ wzywających do repatriacji, był to żywy, fizyczny znak 
wzdłuż  granic,  których  Izrael  nie  zamierzał  uznać  za  zdecydowane  ograniczenie  jego 

background image

ekspansji terytorialnej. Inaczej mówiąc, dopóki masy Palestyńczyków dalej koncentrowały się 
na  palestyńskiej  ziemi,  twierdzili  izraelscy  władcy,  występowało  ryzyko  międzynarodowej 
presji popierającej ich prawo do powrotu do swoich domów, jak i małe prawdopodobieństwo 
międzynarodowego  pozwolenia  Izraelowi  na  całkowite  anulowanie  geopolitycznej  koncepcji 
Palestyny, zastępując ją pojęciem "Eretz-lsrael". 

Trzeba  tu  podkreślić,  że  stanowisko  Sharetta  o  kwestii  Palestyńczyków  nie  różniło  się,  z 
wyjątkiem  użycia  metod  wojskowych  do  ich  rozproszenia,  od  stanowiska  "działaczy". 
Całkowicie odrzucił  wielokrotne  prośby  Księcia Bernadotte  w  1948  o  powrót  uchodźców  do 
swoich domów (Folke Bernadotte  Do Jerozolimy /To Jerusalem, Londyn, 1951).  

Rok  później  ośmieszył  stanowisko  Generalnej  Partii  Syjonistycznej  na  rzecz  niezależnego 
państwa  palestyńskiego  na  Zachodnim  Brzegu  i  przeciwko  porozumieniu  z  królem 
Abdullahem  w  sprawie  podziału  Zachodniego  Brzegu  między  Izraelem  a  Jordanią  (Divrei, 
Haknesset, Jerozolima, 1949).  

W jego 

Dziennikach jest wiele odniesień do negocjacji podejmowanych przez jego doradców 

z MSZ z arabskimi przedstawicielami czy uchodźcami w celu przesiedlenia Palestyńczyków 
do  krajów  takich  jak  Libia,  Syria  czy  Irak.  (Między  innymi  Mustafę  Abdul  Mun'im,  zastępca 
sekretarza  generalnego  Ligi  Arabs

kiej  cytuje  Sharett  23.05.1954,  iż  potwierdził,  że 

"uchodźców  powinno  się  osiedlić  w  sąsiednich  krajach,  albo,  jeśli  będą  fundusze,  na 
Synaju".) 

30  czerwca  1954  Sharett  spotkał  się  z  dwoma  przedstawicielami  Unii  Palestyńskich 
Uchodźców,  Azizem  Shehadehem  z  Jaffy  i  Mahmudem  Yahia  z  Tantury  w  sprawie 
wypłacenia  odszkodowań.  W  końcu  28  maja  1955,  swoje  pomysły  na  temat  palestyńskich 
uchodźców  Sharett  jednoznacznie  wyraził  w  instrukcjach  do  izraelskich  ambasadorów  w 
związku  z  zaproponowanym  Izraelowi  przez  Amerykę  Paktem  Bezpieczeństwa,  który, 
podejrzewał minister spraw zagranicznych, może zawierać pewne warunki: "Może być próba 
osiągnięcia  pokoju  dzięki  wywieraniu  na  nas  presji    o  koncesje  w  sprawie  terytorium  i 
uchodźców.  Ostrzegłem  ambasadorów  by  nie  myśleli  o  możliwości  powrotu  kilkudziesięciu 
tysięcy uchodźców, nawet kosztem pokoju". 

I  to  był  "liberalny"  syjonistyczny  lider  uważający  się  za  eksperta  w  sprawach  arabskich,  bo 
przez 2 lata w młodości mieszkał w arabskiej wiosce na Zachodnim Brzegu; bo znał arabski, 
bo w czasie służby w armii tureckiej mieszkał w Syrii. Mówiąc ogólnie, jego postawę wobec 
Palestyńczyków  dobrze  pokazuje  wpis  w  Dziennikach  z  15.11.1953.  Nawiązuje  do  raportu 
sporządzonego przez płk. Yitzhaka Shani, ówczesnego głównego gubernatora wojskowego 
arabskiej mniejszości  w Izraelu,  na  odbyte  w  tym  dniu  spotkanie gabinetu.  (Oczywiste jest, 
że  ci  których  Sharett  nazywa  infiltratorami,  byli  siłą  wypędzonymi  palestyńskimi  Arabami 
próbującymi  wrócić  do  swoich  rodzinnych  wiosek  lub  odnowić  kontakty  z  rodzinami 
pozostającymi pod rządem Izraela.) 

W  ostatnich  3  latach,  na

pisał  Shani,  w  Izraelu  osiedliło  się  20.000  infiltratorów,  nie  licząc 

30.000 którzy wrócili tuż po wojnie… Tylko dzięki temu, że tych 20.000 nie otrzymali stałych 
dokumentów, nałożono hamulec na przepływ infiltracji skierowanej na osiedlanie. Zniesienie 
wojskowego 

rządu  oznaczałoby  otwarcie  obszarów  przygranicznych  dla  niezakłóconej 

infiltracji  i  zwiększenia  penetracji  do  wnętrza  kraju.  Nawet  teraz  około  19.000  Arabów  w 
Galilei posiada stałe pozwolenie na poruszanie się, ale tylko na zachód i południe, a nie na 
północ  i  wschód…  prawdą  jest,  że  kłopotliwy  problem  ewakuowanych  musi  się  zakończyć 
poprzez  stałe  przesiedlenie,  ale  ewakuowani  stanowczo  odmawiają  osiedlania  się  na 
terenach  należących do uchodźców  mieszkających po  drugiej  stronie granicy…  Nawet  jeśli 
wybudu

je się dla nich kamienne domy, odmawiają mieszkania w nich, jeśli stawia się je na 

gruntach nieobecnych… Arabowie którzy dalej mieszkają na swojej ziemi odnoszą korzyści, 

background image

bo  ich  koszty  produkcji  są  dużo  niższe  niż  te  Żydów.  Poza  tym  nie  muszą  wydawać 
pieni

ędzy i angażować siły roboczej dla zachowania czujności, gdyż infiltratorzy nie dotykają 

ich  własności…  Można  by  założyć,  że  po  tej  lekturze  żądanie  "Ogólnych  Syjonistów" 
zniesienia wojskowego rządu w końcu zostanie wyciszone. (15.11.1953, 150) 

W  latach  1953-

54  Sharett  okresowo  odnosił  się  w  swoim  Dzienniku  do  propozycji  Ben 

Guriona,  Dayana,  Lavona  i  innych,  by  przedstawić  Egiptowi  ultimatum:  albo  ewakuuje 
wszystkich palestyńskich uchodźców z Gazy i rozproszy ich w Egipcie, albo… Opis dyskusji 
w  rządzie  w  ostatnim  tygodniu  marca  1955  na  temat  żądania  Bena  Guriona  dotyczącego 
okupacji Strefy Gazy zawiera więcej szczegółów: 
 
Minister  obrony  proponuje  by  Izrael  ogłosił  jako  nieważne  porozumienie  rozejmowe  z 
Egiptem,  i  w  ten  sposób  wznowić  swoje  "prawo"  odnowienia  wojny  1948-49…  Potępiłem 
pokrętną  logikę  polegającą  na  tym,  że  Ben  Gurion  opiera  się  na  naruszeniu  przez  Egipt 
postanowień  o  zawieszeniu  broni,  aby  uzasadnić  oświadczenie  z  naszej  strony,  że 
porozumienie to nie istnieje, a zatem możemy wznowić wojnę… Załóżmy, że w Strefie Gazy 
jest 20

0.000 Arabów. Załóżmy, że połowa z nich ucieknie albo zmusi się ich do ucieczki na 

wzgórza  Hebron. 

Oczywiście  uciekną  bez  niczego,  a  wkrótce  po  tym,  jak  ustanowią  dla 

siebie stabilne środowisko, staną się znowu buntowniczym i bezdomnym motłochem. Łatwo 
jest  wyobrazić  sobie  oburzenie,  nienawiść,  gorycz  i  pragnienie  zemsty,  które  będą  ich 
napędzać ... I nadal będziemy mieć ich 100.000 w Strefie, i łatwo jest sobie wyobrazić jakich 
środków użyjemy by ich represjonować, i jakie fale nienawiści będziemy tworzyć ponownie, i 
jakie  nagłówki  otrzymamy  w  prasie  międzynarodowej.  Pierwsza  runda  będzie:  Izrael 
agresywnie  atakuje  Strefę  Gazy.  Drugi:  Izrael  znowu  wywołuje  przerażający  los  dla  mas 
arabskich uchodźców. (27.03.1955, 865) 
 
Na kolejnym 6-

godzinnym spotkaniu rządu Sharett dalej przedstawia swoje argumenty: 

 
Co  udało  się  nam  osiągnąć  w  1948  nie  wolno  nam  powtarzać  kiedy  zapragniemy.  Dzisiaj 
musimy  uznać  nasz  istniejące  granice  i  próbować  rozluźnić  napięcia  z  sąsiadami  żeby 
przygot

owac  grunt  dla  pokoju  i  wzmocnić  relacje  z  potegami…  W  końcu  udowodniłem,  że 

okupacja Strefy Gazy nie rozwiąże naszego problemu bezpieczeństwa, kiedy uchodźcy będą 
stanow

ić  ten  sam  problem,  i  więcej,  ich  nienawiść  rozpali  się  przez  okrucieństwa,  które 

spra

wią, że będą cierpieć w czasie okupacji. (29.03.1955, 873) 

 
Wystąpienie Ben Gurion było pełne złości wobec tych którzy się z nim nie zgadzają, i którzy 
według niego nie mogą dostrzec fatalnej przepowiedni i nie mogą zrozumieć, że możemy się 
re

alizować jedynie przez odważne działania, jeśli przeprowadzi się je w odpowiednim czasie, 

zanim  przeoczy  się  okazję…  Problem  uchodźców  naprawdę  jest  wielki,  jednak  będziemy 
gonić ich do Jordanii. (ibid, 874-875) 

 

ROZDZIAŁ  10 .... i obalić reżim  Nassera   

Jak czytamy w Dzienniku Sharetta, na tym samym spotkaniu gabinetu, Ben Gurion: 

Usiłował wykazać, że Egipt aspiruje do dominacji Afryki, na zachód do Maroka i na południe 
do Południowej Afryki, gdzie pewnego dnia Murzyni powstaną i zmasakrują 2 mln białych, i 
wtedy 

oddadzą  się  pod  moralną  władzę  Egiptu…  Nasser,  powiedział,  prawdopodobnie  nie 

zareaguje na okupację Gazy, gdyż jego reżim opiera się wyłącznie na armii, i jeśli spróbuje 
walczyć zostanie pokonany i jego rząd upadnie. Kraje arabskie prawdopodobnie nie przyjdą 
Nasserowi  z  pomocą.    W  końcu  zachodnie  potęgi  nie  zareagują…  militarnie.  Anglia  nie 
zaatakuje Negev 

– "a jeśli zechce, będziemy walczyć i wyrzucimy ją w niełasce…" Nasza siła 

polega  na  realizacji  faktów  - 

to  jedyny  sposób,  abyśmy  stali  się  czynnikiem  politycznym,  

background image

który  należy  brać  pod  uwagę.  To  jest  odpowiedni  moment,  ponieważ  świat  arabski  jest 
podzielony, a Egipt nie podpisał jeszcze porozumienia Ameryką lub Anglią. (ibid.) 

Zapobieganie sojuszowi między Zachodem i światem arabskim, zwłaszcza z najważniejszym 
krajem arabskim - Egiptem - 

było (i miało pozostać) głównym celem Izraela. To nie miało nic 

wspólnego  z  bezpieczeństwem  Izraela.  Wręcz  odwrotnie,  polityka  Bena  Guriona  była 
skierowana na zapobieganie narzucaniu gwarancji na państwo syjonistyczne przez Amerykę. 
Takie  gwarancje  oznaczałyby  koniecznie  osiągnięcie  minimalnego  porozumienia  między 
Izraelem  a  światem  arabskim (definicja granic,  rozwiązanie "ratujące twarz"  dla uchodźców 
palestyńskich).  Podstawowa  motywacja  została  również  wyraźnie  stwierdzona:  użycie  siły 
było "jedynym sposobem", aby Izrael stał się hegemoniczną potęgą w regionie, być może w 
sojuszu  z  Zachodem.  Nasser  musiał  zostać  wyeliminowany  nie  dlatego,  że  jego  reżim 
stanowił zagrożenie dla Izraela, ale dlatego, że sojusz między Zachodem a jego prestiżowym 
przywództwem w Trzecim Świecie i na Bliskim Wschodzie nieuchronnie doprowadziłoby do 
porozumienia  pokojowego,  co  z  kolei  doprowadziłoby  do  relatywizowania  państwa 
syjonistycznego, tylko jako 

jedno z narodowych społeczności regionu. 

To 

że  Nasser  nie  stanowił  żadnego  niebezpieczeństwa  dla  istnienia  Izraela  bardzo  dobrze 

wiedzieli Izraelczycy. Sharett zauważył: 

Wyraziłem swoje wątpliwości w kwestii szeroko głoszonej przez Izrael rosnącej siły militarnej 
Egiptu,  widząc  iż  w  tym  roku  wszelkie  energie  egipskiej  armii  pochłaniały  wewnętrzne  
konflikty  i  rywalizacje…  Około  500  oficerów,  z  pośród  najlepszych  w  siłąch  egipskich, 
opuściło  armię  [kiedy  Nasser  wymienił  Neguiba]  i  przeszedł  do  działań  administracyjnych  i 
politycznych. (30.03.1955) 

Al

e światowa kampania Izraela nie miała nic wspólnego z faktami: 

Na spotkaniu gabinetu Ben Gurion zadeklarował, że Nasser jest najbardziej niebezpiecznym 
wrogiem Izraela, i spiskuje jego zniszczenie… Niejasne jest skąd ma takie informacje, żeby 
móc  to  wyrażać  dak  zdecydowanie  i  stanowczo,  jakby  opierał  się  na  solidnych  faktach. 
(24.04.1955) 

Po prostu to skierowane było do zmobilizowania międzynarodowej opinii przeciwko Egiptowi 
i  przygotowania  korzystnego  gruntu  dla  zbliżającej  się  agresji  militarnej  Izraela.  Ale 
jednocześnie urzędnicy izraelscy  zostali poinstruowani, aby przekonać zachodnie rządy, że 
niestabilność  reżimu  Nasera  nie  czyni  go  godnym  zachodniej  pomocy  i  wsparcia.  Jak 
zawsze,  gdy  ich  cel  uzasadniał  środki,  władcy  Izraela  wcale  nie  byli  zaniepokojeni 
sprzecznością między ich równoległymi kampaniami. Żeby dowieść słabości Nassera, uciekli 
się do świadectw Egipcjan: 

Gideon  Raphael... 

poinformował  o…ciekawym  spotkaniu  z  jednym  z  czołowych  egipskich 

kapitalistów, Aboudem Pasha… Aboud okazał się być przyjacielem Nassera. Wydaje się iż 
on  zachował  a  nawet  wzmocnił  swoje  stanowisko  za  nowego  rezimu,  który  jest  wrogiem 
kapitalistów…Zdaniem  Abouda  pozycja  Nassera  nie  jest  stabilna  w  jego  szeregach.  Jest 
ciągle  nerwowy  i  nie  wie  do  kogo  się  zwrócić.  Przywództwo  grupy  jest  podzielone  i  wybu-
chają  konflikty  między  oficerami,  z  których  każdy  ma  poparcie  różnych  sił  –  lotnictwa, 
marynarki,  wojsk  lądowych.  Sytuacja  jest  bardzo    niestabilna  i  trudno  jest  wiedzieć  co  się 
stanie. (31.07.1955, 1100) 

Jak i do nowych prób działań wywrotowych: 

Siedziałem  z  Joshem  Palmonem…  by  wysłuchac  raportu  o  trwających  negocjacjach  z 
liderami sudańskiej partii Umma… Jeden z nich wkrótce odwiedzi Izrael. Pojawia się więcej 

background image

możliwości  rozwijania  kontaktów  handlowych  między  nami  i  nimi.  Konieczne  jest  oderwać 
S

udan od zależności gospodarczej od Egiptu, i od jego sfery wpływów. 

Podtrzymujemy kontakty z uchodźcami Wafd w Londynie [prawicowa, nacjonalistyczna partia 
anty-Nasserowska]. (3.10.1955) 

Administracja  Eisenhowera  wydawała  się  być  podzielona.  Pro-arabskie  elementy  w 
Departamencie  Stanu,  zdaniem  Sharetta,  dalej  naciskali  na  sojusz  zachodnio-arabski  na 
Bliskim  Wschodzie,  i  porozumienie  między  Waszyngtonem  i  Kairem  uważali  za  istotne  dla 
bezpieczeństwa  i  stabilności  regionu,  słowami  izraelskiego  ministra  spraw  zagranicznych. 
Ale  izraelskie  naciski  coraz  bardziej  przynosiły  owoce.  Po  latach  kontaktów  i  negocjacji, 
egipskie  prośby  o  uzbrojenie  obronne  poskutkowały  niczym  więcej  niż,  jak  później  ujawnił 
Mohammed  Hassanein  Heykal,  osobistym  prezentem  dla  gen.  Neguiba  w  postaci 
dekoracyjnego  pistoletu  do  noszenia  podczas  ceremonii,  i  to  podczas  gdy  z  dnia  na  dzień 
narastała bezczelna agresja militarna Izraela. 

Żadna pomoc  ekonomiczna,  o której  można  by mówić,  nie docierała do  Egiptu  z  Zachodu. 
Obietnica Johna Fostera 

Dullesa by pomóc Egiptowi w budowie tamy w Asuanie, rozpłynęła 

się  w  powietrzu.  Kair  był  upokorzony,  kiedy  słowa  żalu  Zachodu  po  niszczycielskim 
izraelskim  ataku  na  Gazę,  najwyraźniej  w  żaden  sposób  nie  wpłynęły  na  przygotowania 
Izraela  do  wojny  totalnej. 

Ben  Gurion  wygłosił  publiczne  wystąpienie  8  sierpnia,  w  którym 

skrytykował  politykę  Sharetta  mającą  na  celu  tylko  zadowolenie  Gojów  i  wskazał  na 
zniszczenie  pa

ństwa.  Zapowiedział,  że  od  tej  pory  obowiązkiem  ministra  spraw 

zagranicznych  będzie  nic  innego,  jak  wyjaśnianie  światu  polityki  bezpieczeństwa 
ministerstwa obrony. Czynniki te przyczyniły się do wygaszenia ostatnich złudzeń Kairu. Do 
końca września 1955 Egipt podpisał umowę z Czechosłowacją, mającą na celu zapewnienie 
jego przetrwania i samoobrony. 

października  Teddy  [Kollek]  przyniósł  tajny  telegram  z  Waszyngtonu.  Nasz  "partner"  o 

zaszyfrowanym  imieniu  "Ben"  [Kermit  Roosevelt  z  CIA]  ... 

opisujący  straszną  konfuzję 

panującą  w  Departamencie Stanu z  powodu szoku  jaki  wywołał  układ  Nasser-Czechy  "tzn
Rosja". 

(Henry)  Byroade  wraz  ze  wszystkimi  innymi  opowiadającymi  się  za  amerykańskim 

poparciem  dla  Egiptu 

zagubili  się.  Dodaje:  "Zaskakuje  nas  wasze  milczenie".  Kiedy  nasz 

człowiek  zapytał  o  znaczenie  tych  słów,  i  czy  mamy  oczekiwać  wejście  do  wojny, 
odpow

iedział:  "jeśli,  kiedy  przybędzie  sowiecka  broń,  zaatakujecie  Egipt,  nikt  nie  będzie 

protestował". 1.10.1955, 1182) 

Na spotkaniu gabinetu 3 października w pewnym momencie Ben Gurion zadeklarował: 

"

jeśli naprawdę dostaną MIGi… poprę ich bombardowania! Możemy to zrobić!" Zrozumiałem, 

że czytał telegram z Waszyngtonu. Dzikie nasionko upadło na urodzajny grunt. (3.10.1955) 

Podobnie  Isser  [Harel, 

szef  Shin  Bet]  podsumowuje,  że  Ameryka  podpowiada  nam  iż  jeśli 

chodzi  o  nią,  mamy  wolną  rękę  i  niech  nam  Bóg  błogosławi  kiedy  zadziałamy  zuchwale… 
Teraz…  Amerykę  interesuje  obalenie  rezimu  Nassera,…  ale  w  tej  chwili  nie  odważy  się 
zastosować  metod  jakimi  obaliła  lewicowy  rząd  Jacobo  Arbeni  w  Gwatemali  [1954]  i  
Mossadegha w Iranie [1953].... 

Woli by zrobił to Izrael. 

Dlatego  Isser  proponuje  poważnie  i  pilnie…  byśmy  teraz  zrealizowali  nasz  plan  okupacji 
Strefy  Gazy…  Sytuacja  się  zmieniła  i  są  inne  powody  pokazujące,  że  jest  "czas  na 
działanie". Po pierwsze, odkrycie ropy koło Strefy… jej obrona wymaga zdominowania Strefy 
– samo to zasługuje na zajęcie się kłopotliwą sprawą uchodźców. Po drugie, Zachód zdradził 
Egipt.  To  eliminuje  niebezpieczeństwo  zbrojnej  interwencji  potęg  przeciwko  nam.  (ibid., 
1186) 

background image

Dokładnie rok później wojska Dayana zajęły Strefę Gazy, Synaj i Cieśninę Tirańską i zostały 
ustawione  wzdłuż  brzegu  Kanału  Sueskiego,  by  obserwować  francuskie  i  brytyjskie 
bombardowania lotnicze Ismailii i Suezu, i towarzyszące im błyskawiczne lądowanie wojsk w 
Strefie Kanału.  

Sześć  miesięcy  wcześniej,  w  rezultacie  osobistej  decyzji  Ben  Guriona,  Sharetta  usunięto  z 
rządu.  Premierostwo  przejął  ponownie  Stary  w  listopadzie  1955,  miesiąc  po  "zielonym 
świetle" od Ameryki dla izraelskiej inwazji na Egipt. Rozpętano zaciekłą kampanię szeptów, 
by  przedstawić  ministrowi  spraw  zagranicznych  niezdolność  do  zdobycia  dla  Izraela  broni 
niezbędnej mu do samoobrony. Atmosfera wokół odejścia Sharetta jest istotna: 

Na  spotkaniu  gabinetu  wszyscy  siedzący  wokół  stołu  milczeli.  Żaden  z  moich  kolegów  ni 
epodniósł głowy by na mnie spojrzeć. Nikt nie wstał by uścisnąć mi dłoń, pomimo wszystko. 
Było  to  tak  jakby  były  sparaliżowane  ich  zdolności  psychiczne,  jakby  zakazano  swobody  
ruchu ich ciał, odebrano im z serca wolnośc wypowiedzi i z sumienia swobodę nizależnych 
działań.  Siedzieli  ciężko  i  gapili  się  w  milczeniu.  Dlatego  przeszedłem  całą  długość 
pomieszczenia i wyszedłem. (18.06.1956) 

W  następnych  miesiącach  Ameryka  autoryzowała  Francję  by  przekierowała  Izraelowi 
samoloty  Mirage  już  przeznaczone  dla  NATO.  W  czasie  ofensywy  na  Suez  Ameryka 
udawała zaskoczenie, a nawet oburzenie. Ale to pokazało wyraźną różnicę między Anglią i 
Francją,  pobitymi  rywalami  w  między-imperialistycznej  walce  o  wpływy  na  Bliskim 
Wschodzie,  i  Izraelem.  W  ciągu  kilku  godzin  prezydent  Eisenhower  zażądał 
natychmiastoweg

o  wycofania  się  Brytanii  i  Francji  z  Egiptu.  Rezygnację  Izraela  z  Gazy  i 

Synaju  przeforsowano  zaledwie  4  miesiące  później,  i  tylko  dzięki  wielkiej  sowieckiej  presji, 
która  zagroziła  pogrążeniem  Zachodu  w  nieprzewidzianych  komplikacjach  dla  pokoju  na 
świecie.  Izraelowi,  z  pozwoleniem  CIA  w  kieszeni,  przyznano  okoliczności  łagodzące 
"

potrzeb bezpieczeństwa" w osądzie światowej opinii na temat tej zbrodniczej wojny. W ten 

sposób ustalono precedens i można by tylko powiedzieć, że wycofanie się z Gazy i Synaju 
m

iało być tylko taktyczne, jak później pokazała wojna w 1967. 

Jako  tzw.  umiarkowany  syjonista,  Moshe  Sharett  zawsze  zakładał,  że  niemożliwe  jest 
przetrwanie Izraela bez wsparcia Zachodu, ale że zachodnia tzw. moralność jak i zachodnie 
obiektywne  interesy  na 

Bliskim  Wschodzie  nigdy  nie  pozwoliłyby  Zachodowi  poprzeć 

państwo Izrael, które "postępuje zgodnie z prawami dżungli", i wynosi terroryzm na poziom 
świetej  zasady.  Wybitnemu  liderowi  Mapai,  Davidowi  Hacohen,  który  ogłosił  iż  jest 
przekonany,  że  Izraelczycypowinni  zachowywać  się  na  Bliskim  Wschodzie    jakby  byli 
szaleńcami żeby terroryzować Arabów i szantażować Zachód, odpowiedział: "Jeśli będziemy 
zachowywać się jak szaleńcy, to będziemy traktowani jako tscy - zamknięci w psychiatryku i 
odizolowani od świata. Ale jego przeciwnicy udowodnili, że się myli, więc zadali miażdżący 
cios jego osobowości jak i samej hipotezie o umiarkowanym syjonizmie. Co oni wykazali, to 
że  jego  rzekomo  racjonalne  założenie  było  nie  tylko  fałszywe  ale  i  nierealistyczne.  W 
końcowej  analizie  Zachód,  a  zwłaszcza  Ameryka  pozwala  sobie  być  wystraszona  lub 
szantażowana,  żeby  popierać  megalomańskie  ambicje  Izraela,  ponieważ  obiektywny 
związek współudziału już istniał, i ponieważ raz został ujawniony, ten współudział okazał się 
pomocny tak 

by służył sprawie zachodniej polityki władzy w regionie. [21] 

Podobnie 

jak  syjonizm  opierający  się  na  odpalestynianiu  i  judaizacji  Palestyny,  był 

wewnętrznie  rasistowski  i  niemoralny,  tak  i  Zachód  w  rzeczywistości  nie  miał  żadnego 
pożytku z państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie, które nie zachowywało się zgodnie z 
prawami  dżungli,  i  na  którego  terroryzmie  nie  można  było  polegać  jako  głównym 
instrumencie  ucisku  narodów  regionu. W  tym  nowo  nabytym  równaniu  by

ła śmiertelna  lecz 

spójna logika, która usta

lałaby przebieg przyszłych wydarzeń: 

background image

Powtarzam  sobie:  teraz  przyznaj  się  iż  przegrałeś!  Oni  wykazywali  dużo  więcej  odwagi  i 
dynamiki…  oni  igrali  z  ogniem,  i  wygrali.  Przyznaj  się,  że  bilans  wojny  na  Synaju  jest 
pozytywny.  Ignorując  moralną  ocenę,  polityczne  znaczenie  Izraela  na  świecie  ogromnie 
wzrosło…Zostałeś  sam.  Masz  tylko  syna  Coby'ego.  Publiczność,  nawet  twoja  publiczność, 
nie  zgadza  się  z  twoim  stanowiskiem.  Wręcz  odwrotnie…  teraz  publiczność  odwraca  się 
nawet  przeciwko  swoim  "panom",  i  jej  gorycz  przeciwko  wycofaniu  się  [z  Synaju  i  Gazy] 
rozwija się w chęć zmiany równowagi politycznej w tym kraju na korzyść Begina. (4.04.1957) 

 

APENDYKS  1:  Operacja Kibya  

Oficjalne  wersja  Ben  Guriona  operacji  w  Kibya  przekazana  w  izraelskim  radio  19.10.1953, 
nagrana przez Davar

, 20 października 1953. 

(  ...  )  Żydowscy  osadnicy  przy  granicy  w  Izraelu,  w  większości  uchodźcy,  ludzie  z  krajów 
arabskich i ocaleni z nazistowskich obozów koncentracyjnych, od lat byli celem morderczych 
ataków, i wykazali wielką powściągliwość. Słusznie domagali się by ich rząd chronił ich życie, 
a izraelski rząd dał im broń i przeszkolił ich w samoobronie. 

Ale siły zbrojne z Transjordanii nie zatrzymały swoich przestępczych działań, dopóki ludzie w 
niektórych  osadach  granicznych  stracili  cierpliwość  i  po  zamordowaniu  matki  z  dwojgiem 
dzieci  w  Yahud,  zaatakowali  w  zeszłym  tygodniu  wioskę  Kibya  przez  granicę,  która  była 
jednym z głównych ośrodków gangów morderców. Każdy z nas żałuje i cierpi kiedy przelewa 
się  krew,  i  nikt  nie  żałuje  bardziej  niż  izraelski  rząd  tego,  że  zabito  niewinnych  ludzi  w 
odwecie  w  Kibya.  Ale  cała  odpowiedzialność  spoczywa  na  rządzie  Transjordanii,  który  od 
wielu lat tolerował i zachęcał do ataków mordów i rabunków przez sily zbrojne w jego kraju 
na obywateli Izraela. 

Rząd  Izraela  zdecydowanie  odrzuca  absurdalną  i  fantastyczną  wersję,  tak  jakby  600 
żołnierzy  uczestniczyło  w  akcji  przeciwko  Kibyi.  Przeprowadziliśmy  dokładną  kontrolę  i 
dowiedzieliśmy się, że w noc ataku na Kibię z bazy nie zniknęła nawet najmniejsza jednostka 
wojskowa. 

 

APENDYKS  2:   "A 

później była Kafr Qasim..."  

W przeddzień wojny synajskiej w 1956, izraelski bryg. Shadmi, dowódca batalionu na granicy 
izraelsko-

jordańskiej, nakazał ciszę nocną narzuconą na "mniejszość" arabskich wiosek pod 

jego zarządem. Ci wieśniacy byli wewnątrz izraelskich granic, więc ich mieszkańcy byli oby-
watelami  izra

elskimi. Jak mówią dokumenty sądowe (orzeczenia Sądu Rejonowego, proku-

rator  wojskowy  vs.  maj.  Melinki  et  al.),  Shadmi  powiedział  komendantowi  jednostki  strazy 
granicznej, maj. Melinki, że cisza nocna musi być "wyjątkowo ostra", i że "nie wystarczy by 
ares

ztować  tych  którzy  ją  łamią,  ich  trzeba  zastrzelić".  Dodał:  "Martwy  człowiek  (według 

zeznań 'kilku ludzi') jest lepszy niż komplikacje zatrzymania". 

Z dalszej części dokumentów sądowych: 

On (Melinki) poinformował zebranych oficerów, że wojna się rozpoczęła, że ich jednostki były 
teraz  pod  dowództwem  IDF,  i  że  ich  zadaniem  było  narzucenie  ciszy  nocnej  w  większości 
wiosek od 17:00 do 6:00, po poinformowaniu Mukhtars o tym o 16:30. Co do przestrzegania 
ciszy  nocnej,  Melinki  podkreślił,  że  nie  wolno  krzywdzić  mieszkańców  pozostających  w 
swoich  domach,  ale  że  każdy  przebywający  na  zewnątrz  domu  (albo,  zdaniem  innych 

background image

świadków,  każdy  kto  wyszedł  z  domu,  albo  każdy  łamiący  ciszę)  powinien  zostać 
zastrzelony. Dodał, że nie będzie żadnych aresztowań, i że wielu ludzi zabito w ciągu nocy 
(zdaniem  innych  świadków:  wymagano  by  wielu  zabić,  gdyż)  to  ułatwi  narzucenie  ciszy 
nocnej w kolejne noce. 

…Kiedy  przedstawiał  serię  rozkazów,  maj.  Melinki  pozwolił  oficerom  na  zadawanie  pytań. 
Por.  Franknathal  zapytał:  "Co  robimy  ze  zmarłymi?"  (albo,  wedlug  innych  świadków  "z 
rannymi?")  Mel

inki  odpowiedział:  "Nie  zwracajcie  na  nich  uwagi"  (albo,  według  innego 

zeznania  "

Nie  wolno  ich  usuwać",  albo,  zdaniem  trzeciego  świadka:  "Nie  będzie  żadnych 

rannych".)  Arieh  Menches,  lider  sekcji,  wte

dy  zapytał:  "Co  z  kobietami  i  dziecmi?"  na  co 

Melinki odpowiedział: "Żadnego sentymentu" (według innego świadka: "ich trzeba traktować 
jak wszystkich innych 

– cisza też ich obowiązuje".) Wtedy Menches zadał drugie pytanie: "Co 

z ludźmi wracającymi z pracy?" Tu próbował ingerować Alexandroni, ale Melinki uciszył go i 
odpowiedział:  "Ich  traktować  jak  wszystkich  innych"  (według  innego  świadka,  dodał:  "źle 
będzie dla nich, jak powiedział komendant
".) 

W protokóle 

spotkania który sporządził i podpisał  Melinki tuż po podpisaniu serii rozkazów, 

widać co następuje: 

…  Od  17:00  dzisiaj  zostanie  narzucona  nocna  cisza  na  mniejszościowe  wioski  do  6:00,  i 
wszyscy którzy się nie dostosują zostaną zastrzeleni. 

Po  odprawie  psychologicznej  i  instrukcjach  przekazanych  policjantom-

żołnierzom  o 

"zastrzeleniu wszystkich łamiących ciszę nocną", jednostka udała się do wioski Kafr Qasim 
by rozpocząć akcję: 

Pierwszymi  zastrzelonymi  przy  zachodnim  wejściu  do  wioski  byli  czterej  pracownicy 
kamieniołomów wracający na rowerach z miejsc gdzie pracowali koło Petah Tiqva i Ras al-
Ain

.  Wkrótce  po  rozpoczęciu  ciszy  nocnej  na  zakręcie  pojawili  się  ci  czterej  robotnicy 

pchający swoje rowery. Kiedy uszli 10-15 metrów wzdłuż drogi w kierunku szkoły, ostrzelano 
ich z bliska z lewej strony w plecy. Dwaj z czterech (Ahmad Mahmud Freij i Ali Othman Taha, 
obaj 30 

lat) zginęli na miejscu. Trzeci (Muhammad Mahmud Freij, brat Ahmada Freij) został 

ranny w udo i ramię, a czwarty, Abdullah Samir Badir, uciekł rzucając się na ziemię. Rower 
rannego  Ahmada  upadł  na  niego  i  pokrył  jego  ciało,  i  udało  mu  się  leżeć  bez  ruchu  kiedy 
krwawe incydenty działy się wokół niego. W końcu doczołgał się do gaju oliwnego i do rana 
przeleżał pod drzewem oliwnym. Abdullaha postrzelono jeszcza raz kiedy stoczył się z drogi 
na  chodn

ik,  gdzie  westchnął  i  udawał  martwego.  Po  dwu  kolejnych  zabójstwach  jaki  miały 

miejsce obok niego, ukrył się w stadzie owiec, których pasterza zabito, i uciekł do wioski ze 
stadem… 

Wkrótce po tym mordzie z pastwiska przyszli ze stadem pasterz z 12-letnim synem. Podeszli 
do zakrętu drogą z żydowskiej kolonii w Masha. Stado szło wzdłuż drogi aż do szkoły we wsi, 
pasterz  rzucał  kamienie w  owce  które  odchodziły,  by  zawrócić  je  da  drogę  z  Masha.  Dwaj 
albo trzej żołnierze, stojący przy zakręcie, otworzyli ogień z bliska do pasterza i jego synka i 
ich zabili. Nazywali się Othman Abdullah Issa, 30, i syn Fathi Othman Abdullah Issa, 12. 

Uwaga: przekład procedury sądowej opublikował The Arabs in Israel, autorstwa Sabri Jiyrisa 
(Monthly Review, 1976). Jiyris tak podsumowuje: " W pierwszej godzinie ciszy nocnej, 
między 17:00-18:00, ludzie z izraelskiej straży granicznej zabili 47 arabskich obywateli w 
Kafr Qasim
". 

 

background image

APENDYKS  3: 

"Wkrótce śpiew zamienił się w jęk śmierci" 

Poniżej fragment Dziennika Meir Har-Tzion wydanego przez Levin-Epstein, Ltd., Tel Awiw, 
1969. Opisuje izraelski atak na Gazę na początku lat 1950: 

Szerokie  suche  koryto  rzeki  lśni  w  świetle  księżyca.  Ostrożnie  idziemy  po  zboczu  góry. 
Widzimy kilka domów. Krzewy i krzaki kołyszą się na wietrze rzucając na ziemię cień. Daleko 
widzimy  trzy  światła  i  słyszymy  dźwięki  arabskiej  muzyki  wychodzącej  z  zanurzonych  w 
ciemności domów. Dzielimy się na 3 grupy po czterech. Dwie idą dą ogromnego obozu dla 
uchodźców na południe. Tzecia maszeruje w kierunku samotnego domu na płaskim terenie 
na północ od Wadi Gaza. Idziemy naprzód depcząc zielone pola, brodząc w kanałach wod-
nych,  gdy  księżyc  obmywa  nas  swym  migocącym  światłem.  Ale  wkrótce  ciszę  przerwały 
pociski, wybuchy i krzy

ki tych którzy teraz spokojnie śpią. Szybko idziemy dalej i wchodzimy 

do jednego z domów "Mann Haatha?" (arabski: "Kto tam?") 

Skaczemy  w  kierunku  głosów.  Obawiając  się  i  drżąc,  dwaj  Arabowie  stoją  przy  ścianie 
budynku. Próbują uciec. Otwieram ogień. W powietrzu unosi się przeszywający ucho krzyk. 
Jeden  człowiek  upada  na  ziemię,  jego  przyjaciel  nadal  ucieka.  Teraz  musimy  działać,  nie 
mamy  czasu  do  stracenia.  Ruszamy  od  domu  do  domu,  Arabowie  biegają  w  zamieszaniu. 
Terkocą  karabiny  maszynowe,  ich  hałas  miesza  się  z  okropnym  wyciem.  Docieramy  do 
głównej  części  obozu.  Tłum  uciekających  Arabów  powiększa  się.  Druga  grupa  atakuje  z 
przeciwnego  kierunku.  Grzmot  granatów  ręcznych  odbija  się  echem  w  oddali.  Dostajemy 
rozkaz wycofania się. Atak dobiegł końca. 

Następnego  ranka  były  takie  nagłówki:  "Zaatakowano  obóz  dla  uchodźców  w  Al.-Burj  koło 
Gazy. Obóz służył jako baza dla infiltratorów na terytorium Izraela. Dwadzieścia osób zabito i 
kolejne 20 było rannych
". 

Linia telefoniczna blokuje nam drogę. Przecinamy ją i idziemy dalej. Wąska ścieżka prowadzi 
wzdłuż  zbocza  wzgórza.  Kolumna  idzie  naprzód  w  milczeniu.  Stop!  Kilka  skał  spada  ze 
wzgórza. Zauważyłem mężczyznę obserwującego ciszę. Odblokowuję karabin. Gibly czołga 
się do mnie, "Har, na miłość Boską, nóż!" Jego zaciśnięte zęby błyszczą w ciemności, a całe 
jego ciało jest napięte, umysł czujny: "Na litość boską". . . Kładę karabin na ziemi i wyciągam 
maczetę.  Czołgamy  się w  stronę  samotnej  postaci, gdy  zaczyna  śpiewać arabską  melodię. 
Wkrótce  śpiew  zamieni  się  w  jęk  śmierci.  Trzęsę  się,  każdy  mięsień  w  moim  ciele  jest 
napięty.  To  jest  moje  pierwsze  doświadczenie  z  tego  typu  bronią.  Czy  będę  w  stanie  to 
zrobić? 

Zbliżamy się. On stoi, zaledwie kilka metrów przed nami. Skaczemy. Gibly łapie go i wbijam 
nóż głęboko w jego plecy. Krew rozlewa się po pasiastej bawełnianej koszuli. Nie tracąc ani 
sekundy, reaguję instynktownie i dźgam go ponownie. Jęczy, walczy, a potem cichnie. 

Fragment wywiadu z Meir Har-Tzion w dodatku Ha'aretz, 9 listopada 1965: 

"Wyrzuty  sumienia?  Nie.  Dlaczego  powinienem  mieć?"  Błękitne  oczy  mężczyzny  otwierają 
się szeroko ze zdumienia. "Łatwo jest zabić człowieka karabinem, naciskasz spust i koniec, 
ale nóż, dlaczego, to jest coś innego - to prawdziwa walka, nawet jeśli ci się uda, zbliżasz się 
do śmierci. Ostrze wroga jest tak blisko jak powietrze, to fantastyczne uczucie, zdajesz sobie 
sprawę, że jesteś mężczyzną".

 

 

background image

APENDYKS  4: Afera Lavona  

Publiczna  wersja  Moshe  Sharetta  "Afery  Lavona

"  w  jego  oświadczeniu  w  izraelskim 

parlamencie  (Divrei Ha-Knesset, 514 sesja, 13.12.1954): 

Szanowny panie przewodniczący, członkowie Knesetu. Proces który rozpoczął się w Egipcie 
2 dni temu przeciwko 13 Żydom niepokoi wszystkich i wywołuje emocjonalne zamieszanie i 
głęboką  gorycz  w  kraju  [Izrael]  i  w  całym  żydowskim  świecie.  To  faktycznie  musi  budzić 
troskę  i  niepokój  w  sercach  wszystkich  dążących  do  sprawiedliwości  w  całym 
wszechświecie. Komitet ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa już się zajął i będzie zajmował 
się  tym  poważnym  problemem.  Ale  na  tym  etapie  czuję  się  zobowiązany  wygłosić  krótkie 
oświadczenie. W przemówieniu w Knesecie z 15 listopada powiedziałem: "Niekontrolowane 
zachowanie  Egiptu…  nie  wskazuje…  żeby  jego  przywództwo…  chciało  umiarkowanych 
rozwiązań  i  pokoju.  Jak  daleko  Egiptowi  od  tego  ducha  [umiarkowania  i  pokoju]  można 
zobaczyć  w  spisku  zawiązanym  w  Aleksandrii,  pokazowym  procesie  jaki  zorganizowano 
przeciwko  grupie  Żydów,  którzy  stali  się  ofiarami  fałszywych  oskarżeń  o  szpiegostwo,  i 
którym,  wydaje  się,  grozi  i  torturuje  żeby  wyciągnąć  z  nich  przyznanie  się  do 
wyimaginowanych zbrodni
". 

To ponure założenie zostało zweryfikowane i okazało się okrutnym i szokującym faktem, w 
oświadczeniu oskarżonej Victorin Ninyo w sądzie wojskowym w Kairze, opublikowanym dziś 
rano.  [Zgodnie  z  tą  deklaracją]  była  torturowana  podczas  przesłuchania,  które  poprzedziło 
proces, i tymi torturami 

wyciągnęli z niej fałszywe przyznanie się do zbrodnii, które nie miały 

miejsca. 

Rząd  Izraela  ostro  protestuje  przeciwko  tej  praktyce,  która  na  Bliskim  Wschodzie 

ożywia metody stosowane przez inkwizycję w średniowieczu. 

Rząd  Izraela  zdecydowanie  odrzuca  fałszywe  oskarżenia  generalnego  egipskiego 
prokuratora,  który  zarzuca  władzom  Izraela  straszne  czyny  i  diaboliczne  spiski  przeciwko 
bezpieczeństwu  i  egipskim  relacjom  międzynarodowym.  Z  tego  miejsca  wielokrotnie 
protestowaliśmy w przeszłości przeciwko prześladowaniom i fałszywym oskarżeniom Żydów 
w różnych krajach. W niewinnych Żydach oskarżonych przez egipskie władze o takie ciężkie 
zbrodnie, widzimy ofiary okrutnej wrogości wobec państwa Izrael i narodu żydowskiego. 

Jeśli ich zbrodnia jest syjonistyczna i oddana Izraelowi, to miliony Żydów na całym świecie 
uczestniczą w tej zbrodni. Nie uważamy, żeby władców Egiptu interesowała ich 
odpowiedzialność za przelewanie żydowskiej krwi. Wzywamy wszystkich, którzy wierzą w 
pokój, stabilność i relacje między narodami, by zapobiec śmiertelnej niesprawiedliwości. 

 

APENDYKS  5:  Izrae

lski dziennik ujawnia próby rządu zatrzymania publikacji 

Świętego terroryzmu Izraela 

Poniżej fragmenty artykułu izraelskiego członka Knesetu Uri Avneri, zamieszczonego w 
Hoalam Hazeh, 23.09.1980, 

zatytułowanego "Dzienniki Sharetta dla Arabów" / Sharett's 

Diary for the Arabs. 

Książeczka zawiera cytaty z Dzienników Sharetta żeby pokazać 8 afer 

jakie miały miejsce w latach 1950. Livia Rokach wykonała czystą robotę. Wszystkie jej cytaty 
są prawdziwe. Nawet nie wyjęła ich z kontekstu, ani nie cytowała ich tak by zaprzeczały 
zamiar autora Dzienników. Dla każdego kto zna izraelską propagandę, takie cytaty mogą 
mieć oszałamiajacy skutek… Wykorzystując selektywne fragmenty Dzienników Sharetta, jej 
badanie zajmuje się szczegółowo następującymi aferami: 

 

–  Operacje  odwetowe.  Cytaty  z  Dziennika  Sharetta  [pokazują,  że  te  działania  nigdy  nie 

były  z  powodu  zemsty  czy  odwetu,  jak  je  przedstawiano,  a  były  rezultatem  przemyślonej 

background image

polityki Davida Ben Guriona i Moshe Dayana. Celem tej polityki było podgrzewanie sytuacji 
przy  g

ranicy  jako  przygotowania  do  wojny,  i  jako  pretekst  do  wypędzenia  i  rozproszenia 

palestyńskich uchodźców żyjących w obozach blisko granicy. Cytaty z Dzienników Sharetta 
ujawniają teź, że prezydent Yitzhak Ben Zvi spodziewał się egipskich ataków żeby uzasadnić 
okupację  przez  Izrael  połowy  terenu  Synaju.  Co  więcej,  Sharett  pokazuje,  że  incydenty  na 
granicy  syryjskiej  były  też  rezultatem  izraelskiej  inicjatywy.  Sharet  szczegółowo  opisuje 
przyczyny krwawej rzezi dokonanej przez Jednostkę 101 pod dowództwem Arika Sharona, w 
wiosce  Kibya,  gdzie  zabito  56  niewinnych  arabskich  mieszkańców.  Pisze  też  jak  rząd 
postanowił  opublikować  fałszywy  komunikat,  w  którym  to  wydarzenie  pokazano  jako 
działania partyzanckie przeprowadzone przez cywilnych "osadników". 

2 - Plan 

okupacji południowej Syrii. Sharett ujawnia, że w lutym 1954 Ben Gurion, Dayan i 

Pinhas Lavon wezwali do obalenia syryjskiego dyktatora, Adiba Shishakly, 

poprzez zajęcie 

południowej Syrii i przyłączenia jej do Izraela. Wzywali też do przekupienia syryjskiego 
oficera, który zdobędzie władzę w Damaszku i ustanowi pro-izraelski rząd. Te sprawy wydają 
się bardziej aktualne dzisiaj w świetle słabnącej pozycji Hafeza al.-Assada i odnoszących się 
do tego izraelskich deklaracji. 

– Zamiar podziału Libanu. Sharett ujawnia, że już w lutym 1954 Ben Guion zaproponował 

przeprowadzenie  dużej  operacji  izraelskiej  w  celu  rozczłonkowania  państwa  libańskiego  i 
ustanowienia  w  jednej  jego  części  maronicko-chrześcijańskiego  państwa.  W  rezultacie 
wywiązały się szerokie dyskusje. Ben Gurion dokładnie wyjaśnił ten plan w liście doSharetta, 
i  Sharett  odpowiedział  w  długim  liście,  w  którym  ostro  się  temu  sprzeciwił.  Ben  Gurion  był 
gotów  zainwestować  duże  fundusze  na  przekupienie  chrześcijańskich  liderów  w  Libanie. 
Sharett  ujawnił  też,  że  szef  sztabu  poparł  plan  kupienia  oficera  z  libańskiej  armi,  którego 
wykorzysta się jako marionetkę, i który sprawi by to wydawało się, że interwencja izraelskiej 
armii byłaby odpowiedzią na jego wezwanie do wyzwolenia Libanu z muzułmańskiej władzy. 

oczach  współczesnego  czytelnika  ten  plan  wydaje  się  być  dokładnym  planem  tego  co 

wydarzyło  się  w  Libanie  po  tym  –  wojna  domowa,  ustanowienie  maronickiej  enklawy  maj. 
Sa'da Haddada i nazwanie jej "wolnym Libanem". 

4  -  Afera  Har-Tzion.  Sharet  ujawnia  jak  Meir  Har-

Tzion  z  Jednostki  101  własnymi  rękami 

zamordował  5  niewinnych  młodych  Beduinów  w  odwecie  za  zabicie  jego  siostry,  która 
przekroczyła  jordańska  granicę  w  czasie jednej  z  jej  wypraw.  Sharett  pisze  dalej  o  tym  jak 
Arik  Sharon  i  Moshe  Dayan  ukryli  ten  od

rażający  czyn,  i  jak  Ben  Gurion  udaremnił  jego 

decyzję postawienia Har-Tziona wraz z przyjaciółmi przed sądem. 

– Afera Lavona. Sharett szczegółowo opisuje te brzydką sprawę w Egipcie. Livia Rokach 

załączyła w książce to jak Sharett ujawnia prawdę o tej aferze we własnym pełnym kłamstw 
przemówieniu  w  Knesecie,  w  którym  stwierdził,  że  oskarżenia  przeciwko  występującym 

procesach w Kairze były motywowane przez zniesławienie i antysemityzm.

  

Izraelczyk który czyta fragmenty z Dzienników Sharetta, które były serializowane w Maariv, a 
nawet  8  tomów  Dziennikó,  nie  mogą  zszokować  te  rewelacje,    pomimo  ich  surowości.  Ale 
wpływ takiej publikacji za granicą musi być ostrzejszy. W rzeczywistości interwencja prawna 
ze strony izraelskiego MSZ uniemożliwiła rozpowszechnienie broszury w szerokim zakresie. 
Organizacja  arabsko-

amerykańska,  która  opublikowała  broszurę,  nie  ma  środków 

niezbędnych  do  jej  szerokiego  rozpowszechnienia,  szczególnie  w  obliczu  spisku  milczenia 
narzuconego przez proizraelskie amerykańskie media.... 

 

background image

PRZYPISY  

[1]    W  Dziennikach  Sharett  pisze  o  konsultacjach  z  izraelskim  ambasador  Em  w  Brazylii, 
Davidem Shealtielem, 

w kwestii osiedlenia w tym kraju  pół miliona palestyńskich uchodźców 

– 100.000 "w pierwszej fazie". Sharett wyraża się entuzjastycznie o tym projekcie. 

[2] Nego

cjacje o wdrożeniu aprobowanego przez ONZ planu podziału rzeki Jordan pomiędzy 

Izrael,  Syrię  i  Jordania przeprowadzał  wtedy  przez    specjalny  wysłannik  prezydenta  Eisen-
howera  Erric  Johnston,  ale  Izrael, 

szybko  zbliżal  się  do  końca  własnego  projektu  odcięcia 

rzeki. Nigdy nie zakończono żadnego porozumienia. 

[3] 

We wrześniu 1979, po publikacji Dzienników Sharetta, obywatel Izraela w debacie radio-

wej  zapytał  Arika  Sharona o rzezi,  w  której  zabito 69  cywilów.  Sharon, który  osobiście kie-
rował  akcją w  Kibya,  i  był  lojalnym  członkiem  Mapai  w  latach  1950,  zdaniem  Sharetta,  jest 
dzisiaj  ministrem  w  rządzie  Begina  odpowiedzialnym  za  kolonizację  Zachodniego  Brzegu  i 
Gazy.  Artykuł  o  tej  dyskusji  radiowej  zamieszczony  w  dzienniku  Partii  Histadrut  –  Davar, 
14.09.1979, tak ją komentuje: 

Odpowiedzialność za zabicie 69 cywilów w Kibya, zdaniem Sharona, spoczywa na samych 
ofiarach.  Wtedy  żołnierze  doszli  do  skraju  wioski,  wysadzając  tylko  jeden  dom,  i  odeszli. 
Dlatego  ludzie  pozostali  w  swoich  domach

.  W  ten  sposób  każdy  zarzut,  że  w  Kibya  doko-

nano akcji z zimną krwią żeby wymordować kobiety i dzieci powinno się nazwać całkowicie 
bezpodstawnym.  

Sharon 

osobiście zdecydował by tej akcji nadać energetyczny charakter. Poinstruował, żeby 

zabrać ze sobą 600 kg materiałów wybuchowych. We wiosce wyznaczono do wysadzenia 45 
domów, między innymi szkołę. Wojsko nie wiedziało, że ludzie ukrywali się w piwnicach i na 
wyższych Pietrach.  Domy  wysadzono po  powierzchownym  sprawdzeniu  tylko ich parterów. 
To dlatego lic

zba ofiar była tak duża. 

Jak  mówią  wszelkie  dowody,  Kibya  była  tragicznym  błędem.  Bardziej  ostrożny  dowódca 
mógłby  tego  uniknąć.  Gdyby  Arik  Sharon  zmienił  się na  lepszego człowieka  od tej  pory, to 
teraz mógłby przeprosić. Ale tak nie było. 

Redaktor Davar, 

Nahum Barnea, wyraźnie atakuje Sharona, a faktycznie najwidoczniej chce 

znaleźć pretekst dla tej morderczej operacji. Kibya nie była "żadnym tragiczny tym błędem", 
a  celową  zbrodnią,  jak  pokazuje  kontekst  relacji  Sharona.  Przed  pojęciem  akcji  żołnierzom 
Sharona 

przekazano dramatyczny opis wcześniejszego incydentu w Yahud (arabska wioska 

do  której  przesiedlono  izraelskich  Żydów),  podczas  którego  zabito  kobietę.  Yahud  posłużył 
jako  pretekst  do  ataku  w  Kibya,  mimo  że  wiedziano,  że  Kibya  nie  miała  nic  wspólnego  z 
wcześniejszym  epizodem.  Jest  jasne,  że zamiarem  było zachęcenie emocjonalne  żołnierzy 
do  eksterminacji  największej  możliwie  liczby  cywilów,  i  by  nie  wahali  się  zabijać  kobiet  i 
dzieci.   

Co  istotne,  po  powrocie  z  Kibya,  Sharon  poinformował,  że  liczba  ofiar  wynosiła  10  do  12: 
"Policzyliśmy tylko poległych żołnierzy, żołnierzy z garnizonu Rejonu Jordanii" - powiedział w 
powyższym komunikacie. 

[4] 

W  tamtym  czasie  Izrael  dosłownie  zalewał  świat  propagandą,  w  kórej  katastroficznie 

przedstawiał  się  jakby  zagrożone  było  jego  codzienne  istnienie  poprzez  rosnącą  potęgę 
arabską.    Ważne  jest  też,  że  powyższe  rewelacje  przekazano  w  zaufaniu  liderom  amery-
kańskich  syjonistów,  którzy  w  ten  sposób  zaangażowali  się  w  dwulicową  strategię  Izraela. 
Stosowanie określenia "Zachodni Eretz Izrael" jest szczególnie oświecające. Implikuje, że w 

background image

przeciwieństwie  do  ich  ówczesnych  oficjalnych  oświadczeń,  koncepcji  "Zachodni  Eretz 
Izrael" (tzn. Jordanii) nigdy nie usunieto ze słownika politycznego izraelskiego przywództwa. 

[5]  Zobacz  Ha'aretz  z  29.06.1979,   

komentujący  niedawną  falę  działań  terrorystycznych 

przypisanych  Braciom  Muzułmańskim:  "Jeśli  Syria  znowu  nabierze  charakteru  sunickiego, 
jak było przed dojściem do władzy Ba'ath i Alawitów, to dla Izraela, Libanu i całego Bliskiego 
Wschodu  otworzą się nowe i różne okazje.  W świetle takiej możliwości, Izrael musi zacho-
wać czujność: nie wolno mu przeoczyć takiej okazji, która może być niepowtarzalna". Ćwierć 
wieku później wykorzystano tę samą formułę. Ogólnie rzecz biorąc, prasa izraelska do 1979 
sugeruje,  że  Izrael  wznawia  wysiłki  w  różnych  kierunkach,  aby  doprowadzić  do  upadku 
reżimu  Assada  i  zainstalować  reżim  w  Damaszku,  który  byłby  zgodny  z  polityką  izraelską. 
"Izrael  dąży  do  zainstalowania  Sadata  w  Damaszku"  -  powiedział  nam  jeden  z  izraelskich 
polityków we wrześniu 1979. 

[6]  T

o  nie  oznacza,  oczywiście,  że  przed  1967  nie  istniał  żaden  sojusz  między  Izraelem  i 

Ameryką.  W  latach  1950  współpraca  była  szczególnie  dobra  między  izraelskimi  służbami 
specjalnymi  i  CIA.  Nieprzypadkowe  jest  na  pewno  to,  że  zgadzając  się  z  przedstawionymi 
przez  izraelskie  przywództwo  planami  zakłócenia  w  Libanie,  Ameryka,  zdaniem  dyrektora 
CIA  Williama  Colby  w  senackiej  Komisji  ds.  Uchodźców  w  lipcu  1967  –  "w  latach  1950 
dostarczyła  broń  w  latach  1950  chrześcijanom  w  Libanie,  i  plan  wykorzystania  mniejszości 
religijnych i etnicznych do walki z komunizmem". Ale począwszy od lata 1956, jak i dalej w 
latach  1960,  w  kwestii  dostawy  broni  Izrael  zależał  od  Francji,  i  nie  mógł  otwarcie  działać 
wbrew życzeniom Francji. Koniec wojny kolonialnej Francji z Algerią i narastająca niecierpli-
wość De Gaulle'a wobec arogancji Izraela doprowadziły do zakończenia szczególnych relacji 
francusko-izraelskich 

w 1967, i do zastąpienia ich wyłącznymi relacjami Ameryka-Izrael. 

[7]  Systematyczne  ludobójstwo  Izraela  dokonywane  na  Liba

nie  prze  sponad  dekadę,  które 

ostatnio doszło do cynicznej brutalności nie mającej równych we współczesnej historii poza 
działaniami Ameryki w Indochinach, w żadnym przypadku nie zasługuje na  żadne usprawie-
dliwienie. 

W świetle przedstawionych przez nas faktów, opinia Izraela iż działa w samoobro-

nie i w obronie libańskich chrześcijan przed terrorem Frontu Wyzwolenia Palestyny staje się 
jeszcze bardziej śmieszna jak i oburzająca. Tę opinię zbyt często popierają zachodnie media 
i  rządy.  Niewątpliwie  stały  przedstawiciel  Izraela  w  ONZ.  Yehuda  Blum,  cynicznie  liczy  na 
ignorancję opinii publicznej kiedy mówi: "Podstawowe problemy Libanu ciągną się od wielu 
lat.  Sytuację  na  południu  powinno  się  uważać  za  tylko  za  produkt  uboczny  i  objaw  tych 
problemów". (The Nation,15.09.1979). Tak opisuje rzezie populacji cywilnej i inne codzienne 
ataki, 

niszczenie  i  tortury  dokonywane  przez  Izrael  przy  pomocy  amerykańskiej  broni  i  pod 

izraelską  protekcją  izraelskich  izolacjonistycznych  maronickich  marionetek  dowodzonych 
przez maj. Sa'ada Haddada. 

[8] Sharett 

napomknął, że raport potajemnie przechwycili Izraelczycy. Powiedział też o możli-

wości, że Hutcheson zamierzał nawiązać do ludzi z Irgunu, działając wbrew swojemu rządo-
wi,  a następnie odrzucił  tę hipotezę. W  związku z  tym  warto przypomnieć,  że w  debacie w 
Knesecie  (Divrei  Haknesset  Hashnya,  s.  654)  25.01.1955,  rzecznik  Herut,  Arie  Altmann, 
zaatakował rząd za "słabość", i dodał: "Jeśli rząd nie będzie spełniał swoich obowiązków w 
kwestii bezpieczeństwa, to nie dziwcie się kiedy pewnego dnia zostaniecie skonfrontowani z 
zaskakującym  zjawiskiem  inicjatyw  prywatnych,  i  nie  jednej  inicjatywy,  a  bardzo  złożonej  i 
różnej…"  

W Mistraim Ve'Haa Fedayeen (zob. przypis 20), Ehud Ya'ari pisze o istnieniu grupy terrory-
stycznej działającej na terenach przygranicznych o nazwie "Grupa Tadmor", o której mówi: 
"szczegółów nie znamy". Te rewelacje sugerują, że wtedy istniała bliska współpraca na 
poziomie tajnych operacji, między syjonistycznymi organizacjami terrorystycznymi Irgun i 
gang Sterna 

jeszcze przed powstaniem państwa, które oficjalnie rozwiązano w 1948, a 

background image

faktycznie nadal działały jako jednostki militarne albo "bezpieczeństwa" jako grupy koman-
dosów i Jednostka 101 Sharona. Ta ostatnia, wspomina Ya'ari, "

prowadziła własne tajne 

'infiltracje' w Strefie Gazy

… dokonując takich akcji jak atak 31.08.1953 na obóz uchodźców 

w Al. Burj koło Gazy".  

Dalsze badania na ten temat mogą ujawnić, że zakres aktów agresywnych prowokacji przez 
siły izraelskie w ramach linii zawieszenia broni był znacznie większy niż kiedykolwiek znany 
publicznie. Ale najważniejszy aspekt tych stosunków leży w ich politycznym znaczeniu, które 
oferuje  zupełnie  nowy  klucz  do  interpretacji  historii  syjonistycznego  państwa. W  rzeczywis-
tości stanowią one zdecydowane odrzucenie przyjętej tezy, zgodnie z którą wyraźny podział, 
naznaczony  antagonizmami  ideologicznymi,  politycznymi  i  pragmatycznymi,  istniał  przynaj-
mniej do 1965 między syjonizmem partii pracy i tzw. "irracjonalnym syjonizmem" pochodze-
nia rewizjonistycznego. 

[9] Izrael 

zainicjował szczególnie zjadliwą kampanię o Ma'aleh Ha'akrabim, i wznowił wtedy 

kampanię jako uzasadnienie ataku na Egipt w 1956. 

[10] Eufemistyczne uzywanie określenia "odwet" w kontekście działań realizowanych zgodnie 
z  wcześniej  ustalonym  planem  odnosi  się  do  określenia  przez  Dayana  polityki  "odewetu". 
Pamietając  notoryczne  eufemizmy  z  wojny  wietnamskiej  ("pacyfikacja",  "neutralizacja", 
"wietnamizacja"), określenie wykorzystywano do niedawna dla opisania dokonywanych przez 
Izrael rzezi w Libanie. 

[11]  Teraz  Sharon  jest  minist

rem  rolnictwa  w  rządzie  Begina,  i  odpowiada  za  kolonizację 

Zachodniego Brzegu i Gazy. Był dowódcą notorycznej "Jednostki 101", która uczestniczyła w 
akcjach  przeciwko  cywilnej  populacji  w  strefie  rozejmowej.  W  niedawnej  debacie  radiowej 
(zob. przypis 3), Sharona zapytano o ten epizod. "Jeśli chodzi o Meir Hartsion"  – odpowie-
dział  –  "chciałbym  to  powiedzieć:  niefortunne  jest  to,  że  nie  ma  więcej  ludzi  jak  on,  z  jego 
lojalnością,  miłością  do  kraju  i  wkładzie  w  podniesienie  szczebla  walki  w  izraelskiej  armii. 
Haniebne  jest  to,  że  człowieka  który  walczył  za  was  też,  nazywacie  mordercą".  (Davar, 
14.09.1979)  

[12]  Należy  zauważyć,  że  określenie  "terroryzm"  wtedy  nie  było  modne.  Mówiąc  prawdę, 
Sharett uzywa słowa "odwet" i "ślepy odwet". Jasne jest, że łapał się słowa które  odpowia-
dałoby dokładnie dzisiejszemu słowu "terroryzm". 

[13] Oba teksty pochodzą z Działań Komisji Śledczej Olshan-Dori w kwestii "Afery", włączone 
do Dzienników, s. 659 i 664. 

[14] W  liście  do  Ben  Guriona z  6.03.1961  Sharett  potwierdził:  "Dlaczego  wtedy  odmówiłem 
usunięcia  Peresa?  Bo  to  w  tamtym  czasie  interpretowano  by  jako  przyznanie,  że  za  dzikie 
akcje  w  Kairze odpowiadało przywództwo izraelskiego  establishmentu  bezpieczeństwa".  (s. 
789)  Ogólnie,  bardzo  mało  wiadomo  poza  Izraelem  o  "Aferze"  i  jej  skomplikowanych  kon-
sekwencjach  i  implikacjach, które głęboko skorodowały  i  wpłynęły  na  wiele lat  politycznego 
życia Izraela.  

Dlatego zrozumiałe jest, że nawet wspaniały reporter taki jak David Hirst mógł zostać wpro-
wadzony w błąd by uważać, że Lavon i Sharett byli umiarkowani ( Spluwa i gałązka oliwna / 
The Gun and the Olive Branch, Londyn: Futura Publications, 1976). 

W rzeczywistości Lavon 

był żarliwm "działaczem", który nie stracił okazji głoszenia stosowania przemocy, i to dlatego 
Ben Gurion, 

udając się do Sdeh Boker, mianował go na szefa "jego" MON. Ale później Ben 

Gurion 

zaczął podejrzewać, że przez jego żarliwość działacza, Lavon chciał też zastąpić go 

jako  szefa  establishmentu  bezpieczeństwa.  Tak  więc,  skomplikowana  rywalizacja,  w  którą 
zaangażowani są zarówno członkowie przywództwa Mapai, jak i ich własne powody i ambi-

background image

cje, młodsi spadkobiercy Ben Guriona, zwłaszcza Peres i Dayan, wpadli w intrygi, do których 
doprowadziła "Afera". 

[15]  Ahdut  Ha'avoda,  którego  najbardziej  znanymi  liderami  byli  Yigal  Allon  i  Israel  Galili, 
powiązani z Mapai by w latach 1960 utworzyć  Partię Pracy. 

[16]  Historia  prób  zorganizowania  coups  d'etat  w  Izrael 

jest  też  mało  znana  poza  jego 

granicami.  W  1957 

jedną  taką  próbę  spiskowała  grupa  oficerów,  którzy  chcieli  zapobiec 

wycofaniu się z Gazy i Synaju, które Ben Gurion niechętnie uznał pod dużą presją między-
narodową. Pod koniec maja 1967 było zagrożenie wojskowego zamachu stanu, że  premier 
Levi  Fishkol  zdecydował  się  na  włączenie  opozycjonisty  członka  Knesetu,  Moshe  Dayana, 
do jego rządu jako ministra obrony, tym samym zdecydowanie zgadzając się z decyzją armii 
o rozpoczęciu wojny. 

[17]  Jest  to  komentarz  Lewisa  Jonesa  z  ambasady  w  Kairze,  którego,  jak  mówi  Sharett, 
"uważa się za osobistego przyjaciela Nahuma Goldmana i Teddy Kollek, i jest znany nam za 
sprawiedliwą  postawę  wobec  Izraela".  Jones  wyraził  też  opinię,  że  izraelskich  protestów 
przeciwko  wyrokom  kairskim  nie  powinno  się  traktowac  poważnie:  "Nawet  jeśli  to  będzie 
powieszenie [wyrok śmierci], to nie będzie żadna katastrofa [dl Izrelczyków]… bo to prawdo-
podobnie pomoże [Izraelczykom] zebrać więcej pieniędzy w Ameryce". 18.02.1955, s. 712)  

[18]  (7.10.1955,  s.  1197). 

Zob.  też  Kenneth  Love,  Suez  (McGraw-Hill,  1969).  Tu  Sharett 

opowiedział historię o tym jak wcześniejsza wiadomość od agencji informacyjnej o wywiadzie 
z  Love,  przypisała  Nasserowi  wyrażenie  "powinniśmy  zniszczyć  Izrael".  Sharett  nie  mógł 
uwierzyć iż to jest prawda, i wyznał, że ulżyło mu kiedy przyszła korekta tego o czym poin-
formowano   

jako  "błąd  transmisji  teleksu",  potwierdzając  jego  własną  opinię  o  ugodowej 

polityce Nassera. 

[19]  Szczegółowe  porównanie  powyższych  realiów  z,  między  innymi,  relacjami  wydarzeń  z 
tamtego okresu przekazane przez Nadaya Safrana w jego Izrael 

– gotowy sojusznik / Israel - 

The Embattled Ally (Cambridge: Harvard University Press. 1978)

, rzuciłby ważne światło na 

podróbki  jakie  się  fabrykuje  by  przeniknęły  do  pewnej  inspirowanej  przez  syjonistów 
historiografii do dnia dzisiejszego. Zdaniem Safrana, postawa Nassera zmieniła się w 1955 
"z  wyraźnego  umiarkowania  do  tego  co  wydawałoby  się  skłonne…prowadzić  arabskie 
państwa  w  ataku  na  Izrael",  i  "wyraźnej  chęci  krajów  arabskich  do  uznania  państwa 
żydowskiego" zmieniła się  w połowie lat 1950 do "zdecydowanej eliminacji tego kraju". (Zob. 
też  przypis 20)  

[20]  Zob.  Abu  Ayad, 

Palestyńczycy  bez  ojczyzny  /  Palestinians  Sans  Patrie  (Paris:  n.p., 

1979)  i  Ehud  Ya'ari,  Mitsraim  Ve'Ha  Fedayeen  (Givat  Haviva,  1975).  Pierwsza,  autorstwa 
jednej  z  czołowych  postaci  Fatah,  daje  bezpośredni  opis,  z  osobistego  doświadczenia,  o 
egipskich  represjach  z  powodu  prób  palestyńskich  uchodźców  w  Gazie  organizowania 
komórek 

oporu. Druga składa się ze zbioru dokumentów zdobytych przez izraelski wywiad w 

latach  1956-

1957  z  wojen  w  Gazie,  Synaju  i  Zachodnim  Brzegu,  pokazuje  wysiłki  rządów 

egipskiego  i  jordańskiego  w  zakresie  likwidowania  wszelkiej  infiltracji  do  Izraela, 
kontrol

owania  granic  i  tłumienia  żądań  ludności  dotyczących  odpowiednich  środków 

obronnych w celu ich ochrony przed wtargnięciem Izraela, w tym żądanie dystrybucji broni. 
Poniżej główne punkty zawarte w dokumentach Ya'ari: 

- Pod koniec 1953, egipska administracja 

Gazy poinformowała Ministerstwo Wojny w Kairze 

o  areszcie  infiltratorów  i  działaniach  blokujących  ich  dostęp  do  dróg  do  granicy.  W  tym 
samym  czasie  policja  i  wojsko  zatrudnieni  w  obozach  dla  uchodźców  atakował  Izrael  żeby 
rozproszyć  demonstrantów  proszących o broń i przeciwko planom  osiedlenia palestyńskich 
uchodźców  na terenie koło Al. Arish. Pod koniec 1953 utworzono socjalną straż do kontroli 

background image

obozów  z  palestyńskimi  uchodźcami.  W  1954  tę  straż  wzmocniono.  W  tym  roku  egipski 
przedstawiciel w  Mieszanej Ko

misji Rozjemczej tak odpowiedział na skargę przedstawiciela 

Izraela Arie Shaleva w kwestii infiltracji: "My ich nie wysyłamy, i jeśli chodzi o nas, możecie 
ich  zabić.  Nie  ma  ani  jednego  egipskiego  dokumentu [pośród  tych  zdobytych  i  zbadanych] 
który mówi po

zytywnie o infiltracjach albo działaniach sabotażowych. Wręcz odwrotnie, one 

wszystkie pokazują oficjalną politykę tłumienia i energiczne dyrektywy w tym zakresie" – jak 
mówi Ya'ari w podsumowaniu. To potwierdziły też inne źródła: 

Gen. E. L. M. Burns,  ówczesny szef Korpusu Obserwacyjnego ONZ na Bliskim Wschodzie, 
w książce Między Arabem i Izraelczykiem / Between Arab and Israeli (Londyn: n.p., 1962), 
że  Nasser powiedział mu w listopadzie 1954, że chciał spokoju by rządzić w Strefie Gazy. 

Keith Wheelock 

w książce Nowy Egipt Nassera / Nasser's New Egypt (Londyn: n.p., 1960) 

napisał: "było jasne, że egipski rząd chce uniknąć walk wzdłuż granicy, choćby tylko dlatego, 
że  wielki  plan  rozwoju  wewnętrznego  miał  bardzoograniczone  środki  na  wzmocnienie 
egipskiej armii". 

Wśród przessgtawionych przez Ya'ari dokumentów jest memorandum ze spotkania w biurze 
egipskiego  gubernatora  Strefy  Gazy,  Yussefa  Al.  Agrudi,  29.01.1955,  miesiąc  przed 
izraelskim  atakiem  na  Gazę,  na  którym  postanowiono  o  następujących środkach  mających 
na celu kontrolę granicy:  

Zakaz ruchu od zachodu słońca do świtu na terenie na wschód od drogi Gaza-Rahab, 
łącznie z obozem dla uchodźców w Jebelyiah. 

Rozkaz  strzelania  do  każdego  infiltratora.  Wszyscy  Mukhtars  (szefowie  wiosek)  mieli  infor-
mować o zaginionych osobach z ich wiosek czy plemion. Ostrzeżenia w mediach przeciwko 
infiltracjom.  Ustanowienie  obozu  dla  aresztowanych  osób  podejrzanych  o  infiltrację  przeci-
wko którym były wystarczające dowody postawienia ich przed sądem. 

Dystrybucja żywności dla uchodźców którzy nie zgłosili się po nią osobiście zostanie 
zatrzymana. 

I w końcu, zdaniem Ya'ari: 

Atak  armii  izraelskiej  na  Gazę  28  lutego  1955  był  ...  decydującym  punktem  zwrotnym  w 
stosunkach między Izraelem i Egiptem. Nasser, podobnie jak wielu zachodnich dyplomatów i 
analityków,  mówi  o  nim  jako  o  punkcie  zwrotnym  w  polityce  Kairu.  Sam  Nasser  wyjaśniał 
niezliczoną ilość razy, że atak był momentem prawdy, w którym zrozumiał, że nie ma szans 
na  linię  [ugodową]  przyjętą  przez  Egipt  do  tego  czasu.  W  końcu  dostrzegł  wymiary  izrael-
skiego problemu. dlatego zaapelował o sowiecką broń… 

Akcja  w  Gazie  miała  miejsce  w  momencie  względnego  spokoju  po  wprowadzeniu 
represyjnych  środków,  o  których  zadecydowała  egipska  administracja  w  Strefie.  Dlatego 
wyjaśnienia decyzji Bena Guriona o zamiarze przeprowadzenia ataku ... należy szukać gdzie 
indziej. 

Atak  Izraela na  Gazę wywołał  ogromne  demonstracje w  Strefie  i  starcia  między  miejscową 
ludnością i armią egipską. W związku z dalszymi izraelskimi prowokacjami protesty trwały, a 
w  maju rząd  egipski  był  zmuszony  do  wyrażenia  zgody  na  działania  jednostek  fedainów  w 
związku  z  działaniami  sabotażowymi  w  Izraelu.  Ale  jednostki  te  poddano  ścisłej  kontroli 
egipskiej armii, aby ich działalność można było znowu ograniczać kilka miesięcy później. "W 
każdym  razie"  -  konkluduje  Ya'ari  -  "nie  ma  wątpliwości,  że  pojawienie  się  fedainów  pod 

background image

bezpośrednim  egipskim  przewodnictwem  było  zjawiskiem,  które  wyłoniło  się  po  izraelskim 
ataku na Gazę". 

Warto tu wspomnieć, że przedstawione przez Ya'ari dokumenty zawierają również szczegó-
łowe informacje o dwóch akcjach terrorystycznych podjętych przez wywiad izraelski w lipcu 
1956

. W obu  przypadkach wyżsi  egipscy  oficerowie zostali  zabici  przez  wybuchowe paczki 

przebrane za książki. W  pierwszym  przypadku ofiarą był  Lt. Gen.  Mustafa Hafez,  dowódca 
wywiadu  egipskiego  w  Strefie  Gazy.  Hafez  wyłania  się  z  dokumentów  jako  człowiek,  który 
sprzeciwiał się infiltracji do Izraela, a także włączeniu Palestyńczyków do Gwardii Cywilnej. 
W  rzeczywistości  w  sfałszowanej  wersji  okoliczności  jego  zabójstwa,  Izrael  próbował  przy-
pisać  mord  do  rozliczenia  w  imieniu  oburzonych  uchodźców,  mając  oczywiście  powody  by 
sądzić,  że  ta  wersja  zostanie  uznana  za  wiarygodną.  Drugą  ofiarą  był  egipski  attache 
wojskowy  w  Ammanie,  według  Ya'ari,  współpracownik  Hafeza  w  rekrutacji  fedainów  i  ich 
infiltracji  do  Izraela  z  terytorium  Jordanii.  Ya'ari  stwierdza,  że  na  podstawie  posiadanych 
przez  niego  dokumentów,  sprzeczność  w  opisie  roli  Hafeza  pozostaje  nierozwiązana. 
Epizody  te  są  jednak  zgodne  z  przekonaniem  Sharetta  w  kwestii  nieograniczonego  stoso-
wania terroryzmu przez izraelski establishment bezpieczeństwa. 
 
Natomiast  Dziennik  Sharetta  potwierdza  ponad 

wszelką  wątpliwość,  że  izraelski 

establiszment  bezpieczeństwa  stanowczo  sprzeciwiał  się  wszystkim  uzgodnieniom 
bezpieczeństwa na granicach proponowanym przez Egipt, Jordanię lub ONZ. 

Propozycja ONZ-

Egiptu, żeby mieszane patrole egipsko-izraelsko-ONZ ONZ działały wzdłuż 

granic, aby zapobiec infiltracji i minowaniu, doszła do Dayana, zauważył Sharett. Szef sztabu 
eksplodował  gniewem.  "Ale  ja  nie  chcę  by  ONZ  zapobiegała  minowaniu".  Oczywiście 
odstraszający  efekt  propozycji  mieszanych  patroli  na  izraelskie  wypady  do  Strefy  (zob. 
przypis  8)  potraktował  jako  bardziej  szkodliwy  dla bezpieczeństwa Izraela niż  przypadkowe 
infiltracje ze Strefy do Izraela. W rzeczywistości Ben Gurion odrzucił propozycję dlatego, że 
"będzie wiązał nam ręce". 

[21] Zob. Noam Chomsky w The Nation, 22-29.07.1978, s. 83-88

, recenzja 5 książek o 

stosunkach Ameryka-

Izrael, i jego artykuł "Cywilizowany terroryzm" / Civilized Terrorism w 

Seven Days, lipiec 1976, s 22-23.  

 

 


Document Outline