background image

Barbara Cartland

FORELLA

Najpiękniejsze miłości

background image

Od Autorki

Książę   Walii,   późniejszy   Edward   VII,   miał   swój   specjalny  sposób   na   odnajdowanie 

sypialni pięknej kobiety, którą się interesował. Ponieważ domy, w których bywał Jego Wysokość, 

były zwykle olbrzymie, sugerował on, że róża wystawiona na zewnątrz danej sypialni ułatwi jego 

poszukiwania i zapobiegnie kłopotliwym pomyłkom.

Książę ożenił się z piękną Aleksandrą Duńską w 1863 roku, ale już pięć lat później, gdy 

przyszło   na   świat   ich   trzecie   dziecko,   księżniczka   Viktoria,   jego   romanse   ożywiały  plotki. 

Mówiło się o ponętnych pięknościach w Rosji, gdzie książę był obecny na ślubie Dagmary, siostry 

księżniczki Aleksandry, z carewiczem Aleksandrem i kuszących księżniczkach, a także aktorkach 

w Paryżu, dokąd pojechał sam następnego roku. Tam książę wodził rej, a młodsi członkowie 

towarzystwa chętnie naśladowali go. Dla wielu z nich był  to mile widziany bunt przeciwko 

powadze i dokładności Księcia Pana, a po jego śmierci,  przeciwko  przygnębieniu,  nudzie i 

nieustającej żałobie Królowej Wiktorii w Zamku Windsor.

background image

Rozdział 1

Rok 1870

Po   obiedzie   panie   przeszły   do   wielkiego   salonu   ozdobionego   kryształowymi 

kandelabrami i ogromną ilością egzotycznych kwiatów. Ubrane w suknie spiętrzone z tyłu na 

tiurniurach, które według wskazówek Frederica Wortha zajęły miejsce krynolin, wyglądały jak 

wspaniałe łabędzie. Tiurniury idealnie akcentowały ich cienkie talie, a ponad nimi opięte gorsety 

doskonale podkreślały wypukłość i krągłość piersi, które przyciągały wzrok dzięki znów modnym 

głęboko wyciętym dekoltom.

Kogoś, kto nie wiedział, że gospodarzem przyjęcia jest  książę Janos Kovac, mógłby 

zdziwić widok tak wielu pięknych kobiet zebranych w jednym pokoju. Zdawało się, że całe 

Alchester otoczone jest aurą bogactwa.

Niewielu  zapewne z przybyłych  tu na weekend gości mogło   pamiętać   jak   wyglądał 

zamek, zanim duke Alchester sprzedał go księciu.

Jedyne   pocieszenie   —   powiedziała   starsza   bogata   dama   w   stroju   mieniącym   się 

diamentami — to, że Alchesterowie nie tylko byli w stanie zapłacić swoje rachunki, ale 

odkąd pozbyli się zamku, wiedli swoje życie we względnym komforcie.

Moja   droga,   czy   pamiętasz   jak   tu   było?   —   zawołała  jej   rozmówczyni.   —Zimą 

przejmujący chłód, a sufit i ściany wilgotne z powodu cieknącego dachu! Nic nie było 

reperowane ani poprawiane od blisko pięćdziesięciu lat! I to nie-zjadliwe jedzenie!

Damy roześmiały się ironicznie.

— Zupełnie inaczej, niż dziś wieczór!

Zamilkły nagle obydwie zdając sobie sprawę, jak wspaniała była kolacja i jaką radością 

dla każdego smakosza było wino podawane do kolejnych dań.

Książę Janos, właściciel ponad tysiąca akrów ziem we wschodnich Węgrzech, przyjechał 

do Anglii przede wszystkim po to, by polować. Tak bardzo jednak zauroczył go sport,  który 

uprawiał z ogromnym entuzjazmem w Shires, że nie tylko został członkiem kilku klubów, lecz 

stał   się  także  posiadaczem   stajni   dla  koni   wyścigowych,   które  na  dokładkę  bardzo   szybko 

zaczęły odnosić zwycięstwa.

Gdyby udało się to jakiemuś innemu młodemu człowiekowi, rozsiewałby wokół siebie 

zazdrość i nienawiść. Jednak nie książę Janos. Był coraz bardziej popularny nie tylko wśród tych, 

którzy dosiadali jego koni i kibicowali mu, ale  także w Klubie Jeździeckim, którego stał się 

background image

członkiem. Zaproszenia na jego przyjęcia były wręcz rozchwytywane, a on znalazł sposób na to, 

jak to ktoś zauważył trochę złośliwie, by pomieścić więcej piękności na jednym metrze kwadrato-

wym, niż udało się to kiedykolwiek innym gospodarzom.

Rozglądając się po pokoju, widząc te wszystkie blondynki, brunetki i rude, nikt nie miał 

wątpliwości, że nawet Parysowi, gdyby mógł być tam obecny, trudno byłoby zdecydować, której 

z nich należy się złote jabłko.

Książę   znał   mnóstwo   pięknych   kobiet   i   nie   było   wątpliwości,   że   one   były   nim 

zafascynowane, zaintrygowane i zaślepione, i z całą pewnością znajdował się w centrum ich 

uwagi. Tym więc dziwniejsze było to, że nawet najbardziej  wścibscy intryganci towarzystwa 

mogli powiedzieć tak niewiele o nieskandalizującym i dyskretnym księciu Janosu, co bynajmniej 

nie odnosiło się do jego gości. W momencie, gdy lady Esme Meldrum podchodziła do jednego ze 

zdobionych  złotymi   ramami   luster,   markiza   Claydon   śledziła   jej   ruchy  wzrokiem   pełnym 

nienawiści.  Bez  wątpienia  lady Esme  była  nadzwyczaj  piękna,  a jej  uroda  podziwiana  przez 

współczesnych artystów. Wydawało się niemożliwe, by mógł gdzieś  istnieć ktoś cudowniejszy 

od niej, złotowłosej, z oczami koloru miodu, o cerze jak przeźroczysta porcelana. Poruszała się 

pięknie, a jej figura przypominała figurę bogini.

Z   prawdziwej   miłości   poślubiła   Sir   Richarda   Meldrum.  Co   prawda   jej   rodzice 

oczekiwali że znajdzie lepszą partię, ale gdy o Sir Richardzie Meldrum zaczęto mówić jako o jed-

nym z najbardziej obiecujących ambasadorów w Europie, pogodzili się z wyborem córki. Jednak 

po   ośmiu   latach   małżeństwa   z   mężczyzną   który   był   coraz   bardziej   pochłonięty  swoimi 

obowiązkami, lady Esme zaczęła szukać rozrywki.

Hrabia Sherburn zwrócił uwagę na jej piękność w tym samym momencie, w którym ona 

stwierdziła, że niewątpliwie jest on szalenie atrakcyjną partią.

Osmond   Sherburn   był   bogaty,   przystojny,   odrobinę   już  znudzony   odnoszonymi 

sukcesami i absolutnie nie zainteresowany małżeństwem. Dużo ambitnych matek uważało, że 

właśnie ich córki z wdziękiem zdobiłyby klejnoty Sherburnów i na pewno byłyby czarującymi 

paniami rodzinnego domu hrabiego i innych jego posiadłości. Wykazał on jednak na tyle sprytny, 

by kierowe swoją uwagę ku kobietom zamężnym. Narażał się przez to ich małżonkom, czasami 

do tego stopnia nawet, iż gotowi byli wyzwać go na pojedynek.  Jednak przyjaźń hrabiego z 

Księciem Walii i jego pozycja w towarzystwie, zmuszały ich do pewnych ustępstw i słusznych 

przemyśleń, że prowokowanie go byłoby na pewno błędem.

Tym to sposobem hrabia mógł bawić się na całego, dokonując przy tym odkrycia, że 

tylko nieliczne kobiety odmawiały spełnienia jego życzeń.

Właśnie zakończył krótkotrwały, acz przyjemny romans z markizą Claydon. Jak zwykle, 

background image

to on ochłonął pierwszy i zastanawiał się, jak wyswobodzić się z jej kurczowo zaciśniętych i 

zaborczych objęć, gdy na horyzoncie pojawiła się lady Esme.

Mówienie, że stracił dla niej głowę byłoby przesadą gdyż  hrabia zawsze stał twardo na 

ziemi.  Jego sercem zawsze rządził rozum,  gdyż  nawet w najbardziej żarliwych  i burzliwych 

romansach zachowywał ostrożność. To właśnie, bardziej niż  cokolwiek innego sprawiało, że 

zakochane w nim kobiety zawsze zdawały sobie sprawę, że nigdy w pełni nim nie zawładną.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego straciłam Osmonda —  szlochała   do markizy  jakaś 

piękność, zanim ona i hrabia zwrócili na siebie uwagę.

Moja droga, może byłaś zbyt uległa — odparła Kathie Claydon.

A jak inaczej można zachowywać się przy Osmondzie? — zapytała piękność. — On 

jest taki dominujący, taki  władczy, a i jego przygniatająca przewaga sprawia, że nie 

sposób odmówić mu czegokolwiek.

Markiza trafnie oceniła sytuację i stwierdziła, że tym razem hrabiemu potrzebne jest 

wyzwanie.

Kiedy więc spotkali się na przyjęciu, na którym żadne z nich nie było zainteresowane nikim 

innym, posyłała mu zagadkowe spojrzenia. Była w swym zachowaniu prowokująca, a jednocześnie 

intrygująca, zachęcająca i tajemnicza.

Ale   gdy   zostali   już   kochankami,   jej   siła   osłabła   i   nie   była  już   w   stanie   dłużej   go 

prowokować, tak jak wcześniej zamierzała. Stała się absolutnie uległa i posłuszna wszystkiemu, 

czego od niej żądał. Kiedy więc zdała sobie sprawę,  a była bardzo doświadczona w sztuce 

miłości, że hrabia oddala się od niej, ogarnęła ją rozpacz.

Uświadomiła sobie, że pokochała hrabiego tak, jak nigdy dotąd nikogo w całym swoim 

życiu nie kochała.

Jej małżeństwo było zaaranżowane przez rodziców i chociaż pochlebiał jej fakt bycia 

markizą   Claydon,   nie   zdarzyło   się,   by   nawet   w   bardziej   intymnych   chwilach   doznała 

przyjemności.   Dopiero   wtedy,   gdy  obdarowała   męża   dwoma   synami   i   córką   i   gdy  wzięła 

swojego pierwszego kochanka, odkryła namiętność. Zrozumiała jak wiele w życiu straciła, ale 

przecież i tak nigdy nie była naprawdę zakochana. Aż do chwili, dopóki w jej życiu nie pojawił 

się hrabia.

Potem, gdy już zakochała się tak bardzo, że gotowa była błagać hrabiego by uciekł gdzieś 

razem z nią odkryła, że żyła dotąd w świecie złudzeń. Fakt, że jej miejsce zajęła lady Esme, był 

dla niej bardziej gorzki, niż gdyby chodziło o jakąś nieznaną piękność należącą do tego samego 

kręgu towarzyskiego, w którym nieuchronnie widywali się prawie każdego dnia.

W ciągu ostatnich kilku lat Książę Walii znów zaczął cieszyć się wolnością. Otaczał się 

background image

młodymi, żądnymi rozrywki, najbogatszymi i nie szanującymi etykiety członkami towarzystwa 

londyńskiego.

W 1863 roku poślubił piękną Aleksandrę Duńską ale już w 1868 roku, kiedy to przyszło 

na świat ich trzecie dziecko, księżniczka Viktoria, liczba jego romansów była na tyle duża, że nie 

sposób było je tuszować lub choćby ignorować.

Już   dwa   lata   wcześniej,   gdy   odwiedził   St.   Petersburg,   by  wziąć   udział   w   przyjęciu 

weselnym   siostry   księżniczki   Aleksandry,  Dagmary,   z carewiczem  Aleksandrem,  dużo ludzi 

szeptało, że nie poprzestawał tylko na flirtach z ponętnymi pięknościami rosyjskiej stolicy. Jeszcze 

więcej opowieści dotarło z Paryża, dokąd samotnie udał się następnego roku.

Odtąd jego podboje i ich efekty,  dosyć barwnie opisywane, szybko  następowały po 

sobie.

Pierwszą   z   wielu   aktorek,   które   zaistniały   w   jego   życiu,  była   ponętna   Hortensja 

Schneider. Po niej były też inne piękne kobiety, poczynając od debiutujących w towarzystwie pa-

nien, które miał okazję spotkać na balach, aż do dojrzałych, zamężnych piękności Beau Monde.

Książę Walii miał swój styl — całkiem inny niż jego ojciec czy matka uważaliby za 

właściwy — i nie sposób było mu się oprzeć.

Ułatwiło to bardzo życie innym dżentelmenom, którzy dotąd  dbali o pozory porządnego 

zachowania. W istocie, dopóki nie umarł ojciec księcia zawsze narażeni byli na burę lub wyklu-

czenie z dworu z powodu najmniejszego nawet skandalu.

Nikt już nie stawiał barier, a romanse Księcia Walii były  jawne i akceptowane prawie 

przez wszystkich, z wyjątkiem niektórych rodzin z zasadami, jak na przykład rodzina markizy 

Salisbury. Życie tym samym stało się łatwiejsze i znacznie przyjemniejsze dla arystokratów w 

wieku księcia lub nieco od niego starszych.

Nie ułatwiało to markizie Claydon pogodzenia się z faktem, że hrabia Sherburn znudził 

się nią. Próbowała oszukiwać samą siebie i wierzyć, że to tylko chwilowy nastrój i że on wróci 

do niej. Jednak przerwy między jego odwiedzinami stawały się coraz dłuższe, a tłumaczenia, że 

jakiś   niecierpiący   zwłoki   interes   wymagał   jego   obecności,   nie   były   już  przekonywające. 

Wkrótce, gdy stało się jasne, że tym „interesem" był lady Esme Meldrum, złość i zazdrość 

markizy osiągnęły szczyt. Jeszcze nigdy w życiu nie darzyła nikogo taką nienawiścią, jak lady 

Esme.

Godzinami   wpatrując   się   w   lustro   zastanawiała   się,   dlaczego   nie   zdołała   utrzymać 

hrabiego, mimo że w opinii innych, z burzą ciemnych włosów, błyszczącymi  oczami i szla-

chetnymi rysami, była daleko bardziej atrakcyjna od swojej rywalki. W końcu jednak musiała 

pogodzić się z faktem, że hrabia odszedł. Nie widziała go od miesiąca, aż do chwili, gdy dzisiaj 

background image

znaleźli się wśród innych gości w zamku Alchester.

Sama skarciła siebie w duchu, gdy przed kolacją na widok hrabiego wchodzącego do 

salonu, jej serce podskoczyło i poczuła, że jest jej ciężko oddychać. Była zbyt dumna, by  się 

skarżyć, tak jak to czyniły inne kobiety po utracie hrabiego. Udawała, nawet jeśli nikt w to nie 

wierzył, że ona pierwsza zakończyła ten romans, ponieważ już jej nie bawił.

Markiza  miała  wiele  wad,  ale  na  pewno nie  była  typem   kobiety,  która  zdruzgotana 

przeciwnościami   losu szlochałaby  i   lamentowała,   nawet   jeśli   utraciła   coś,  co  było   dla   niej 

najważniejsze w życiu. Przyrzekła sobie, że będzie walczyła, i nawet jeśli hrabia nie wróci do 

niej, znajdzie sposób na to, by pożałował tego, jak z nią postąpił. Prędzej czy później, myślała, 

odegra się także na Esme Meldrum i sprawi, by cierpiała tak, jak ona teraz.

Być może wśród przodków markizy znalazł się jakiś gorącokrwisty Włoch lub Hiszpan, 

którzy dobrze wiedzieli co znaczy vendetta.

Wszystkie inne kobiety porzucone przez hrabiego płakały straciwszy nadzieję, ale nie 

działały. Markiza zdecydowała, że będzie inna.

— Ukaram go — mówiła do swojego odbicia w lustrze —  nawet jeśli miałaby to być 

ostatnia rzecz, jaką uczynię w moim życiu.

W  nocy leżała  z  otwartymi   oczami   i  myślała  o  nieszczęściach   i   katastrofach,   które 

ściągnie na głowę hrabiego, aż pewnego dnia ten przypełznie do niej na kolanach błagając  o 

litość. Fantazje te, choć na krótko, koiły ból po stracie, ból, który był jak otwarta rana w sercu.

Teraz, gdy obserwowała go jak wszedł do salonu i witał się z księciem miała pewność, że 

z żadnym mężczyzną, który ją całował, nie czuła się tak dobrze, jak z nim. Gardziła sobą wierząc, 

że gdyby w tym momencie wyciągnął do niej ręce,  bez wahania pobiegłaby do niego. Zamiast 

tego jednak, sztywno wyprostowana i cała oficjalna w swej pozie odezwała  się do niego gdy 

podszedł:

—Dobry wieczór, Osmondzie, miło cię tu widzieć.

Chyba nie muszę ci mówić, że wyglądasz piękniej niż kiedykolwiek — odparł hrabia 

lekko...

To co powiedział brzmiało szczerze, ale wyraz jego oczu  tylko utwierdził markizę w 

przykrym przekonaniu, że hrabia nie jest już nią zainteresowany. Jej nienawiść wzmogła się. Z 

wysiłkiem, gdyż trudno jej było wydobyć z siebie głos, powiedziała:

—  George cieszy się na spotkanie z tobą, ale najpierw  poznaj jego bratanicę, córkę 

zmarłego brata Petera, która właśnie przyjechała, by zamieszkać z nami.

Mówiąc   to   wskazała   na   stojącą   obok   niej   bardzo   młodą   i   schowaną   w   cieniu 

dziewczynę.

background image

— Forello — ciągnęła markiza—to jest hrabia Sherburn, właściciel najświetniejszych koni 

wyścigowach w Anglii, jak również słynny sportowiec.

Ton głosu markizy sprawił, że charakterystyka ta zabrzmiała jak obelga. Hrabia doceniając 

jej sarkazm, skłonił się lekko w stronę bratanicy i przesunął w kierunku lady Esme, która stała po 

drugiej stronie pokoju. Sposób w jaki podała mu rękę  i wyraz oczu, z jakim na niego patrzyła 

potwierdził tylko to, czego markiza była już pewna.

Gdy odwróciła się, by z przesadną wylewnością przywitać się z innymi znanymi sobie 

gośćmi, pałała żądzą zemsty.

Stojąc obok ciotki i bacznie obserwując Forella zastanawiała się, skąd pochodzi źródło tej 

złości. Podczas dziwnego życia jakie wiodła ze swoim ojcem, nauczyła się oceniać ludzi nie tylko 

po tym co mówią ale także wyczuwając wibracje pochodzące od nich.

Zorientowała się szybko, gdy zjawiła się tydzień temu w domu swojego wuja na Park 

Lane, że jej ciotka nie ucieszyła się z tej wizyty.  Markiza sprzeciwiała się zamieszkaniu z 

bratanicą męża pod jednym dachem.

Mimo, że nie była obecna przy kłótniach toczących się na  temat jej osoby, doskonale 

zdawała sobie z nich sprawę.

Od   momentu   przyjazdu   z   Włoch,   gdzie   w   czasie   epidemii  tyfusu   zmarł   jej   ojciec, 

wiedziała, że ciotka nie przyjmie jej życzliwie.

Czy chcesz mi powiedzieć, George — zapytała markiza z niedowierzaniem — że córka 

twojego brata, której nie widziałam w życiu na oczy, zamieszka razem z nami i że to ja 

będę musiała przedstawiać ją na Dworze i wprowadzić do towarzystwa?

Nie pozostaje nam nic innego do zrobienia Kathie — odpowiedział markiz krótko. — 

Teraz, po śmierci Petera, stałem się opiekunem tej dziewczyny, a ponieważ ona ma dzie-

więtnaście lat, powinna była zostać wprowadzona do towarzystwa już prawie rok temu.

Ależ to było niemożliwe, bo szalała po świecie ze swoim ekscentrycznym ojcem — 

odrzekła markiza ostro.

Wiem o tym — odparł markiz — dotąd jednak nie była to nasza sprawa, że Peter wiódł 

życie według własnego widzimisię. Teraz jednak my musimy zrobić to, co jest najwła-

ściwsze dla jego córki.

Ona z pewnością musi mieć jeszcze jakąś rodzinę, która chętnie przejęłaby opiekę nad nią, 

gdybyś im dobrze zapłacił.

Ich pozycja jest inna niż nasza — odparł markiz. — Uważam, że opieka nad nią jest 

moim obowiązkiem aż do chwili, gdy wyjdzie za mąż.

background image

Zapadła cisza, a po chwili markiza wybuchła:

Więc tak naprawdę chodzi ci o to, żebym to ja znalazła dla niej męża!

Czemu nie? — zapytał markiz. — Masz mnóstwo znajomych, którzy plączą się tu, piją 

moje wino i korzystają  z mojej gościnności. Na pewno któryś z nich nadawałby się na 

męża mojej bratanicy!

Bratanicy bez posagu i bez obycia  towarzyskiego, sądząc po sposobie życia  jakie 

prowadził twój brat? — spytała urażona markiza.

Jest   piękną   dziewczyną—   odpowiedział   markiz   —  i   przypuszczam,   że   możesz 

zadbać o jej wygląd i nauczyć tego, co powinna wiedzieć.

Jego   żona   nic   nie   odpowiedziała,   a   dopiero   po   chwili   on  dodał   już   bardziej 

pojednawczym tonem:

No, Kathie, przecież nie tak dawno temu też byłaś młoda. Nie moglibyśmy przecież 

zostawić tej dziewczyny w slamsach Neapolu bez nikogo, kto mógłby się nią zająć, poza 

starym sługą Petera, który podróżował razem z nimi przez wszystkie te lata.

Chyba nie masz zamiaru i jego tutaj sprowadzić? — zapytała markiza.

Nie, zamierzam dać mu odprawę — odpowiedział markiz. — Jest dobrym człowiekiem i 

podaruję mu domek na wsi.

Po chwili ciszy jaka zapadła markiza spytała:

—A dziewczyna?

Przyjedzie za trzy tygodnie. W drodze przez Francję towarzyszyć jej będzie siostra 

zakonna i kurier. Uważałem za stosowne dać jej trochę czasu, by mogła dojść do siebie 

po śmierci ojca... Słowo „śmierć" zapaliło światełko w mroku tego wszystkiego, o co 

prosił ją mąż.

Jeśli   Forella   jest  w  żałobie,  nie  może   się spodziewać,  że   będzie   uczestniczyła   w 

balach. Nikt nie chce widzieć małej, czarnej wrony na przyjęciach.

—Tym nie musisz się martwić — odrzekł markiz.

—Czemu?

Ponieważ wiesz, że Peter był zawsze niezwykły. Otóż zaznaczył w swoim testamencie, 

że nikt nie powinien być po nim w żałobie, czy też ubierać się na czarno. Życzył sobie 

również, żeby pochować go bez żadnego zamieszania. Markiz zamilkł na chwilę, po 

czym dodał:

— Mój brat napisał do mnie: „Wiodłem cholernie dobre życie i cieszyłem się każdą jego 

chwilą. Jeśli ktokolwiek zatęskni za mną, to mam nadzieję, że wypije szklankę szampana w imię 

background image

mojej pamięci i będzie życzyć mi szczęścia, gdziekolwiek znajdowałbym się w przyszłości".

Jego głos załamał się lekko po przytoczeniu słów brata, ale markiza tylko prychnęła:

To brzmi dokładnie tak nonsensownie, jak tylko można się było spodziewać po twoim 

bracie, ale myślę, że w znacznym stopniu ułatwi mi to właściwe zajęcie się jego dziec-

kiem. Jednocześnie nie myśl, George, że będzie to dla mnie łatwe, bo wcale nie będzie.

Chcesz powiedzieć — odrzekł markiz —- że nie za bardzo podoba ci się pomysł bycia 

opiekunką debiutantki i ponieważ nie jestem głupcem, naprawdę doceniam to. Najlepszą 

więc rzeczą jaką możesz zrobić, jest wydanie jej za mąż  tak szybko, jak tylko się da. 

Wtedy oboje będziemy mieli ją z głowy.

Zamilkł, zanim po chwili dodał:

—  Dam jej trzysta gwinei rocznie, co powinno wszystko ułatwić, a poza tym możesz 

wydać na jej wyprawę tyle, ile zechcesz.

Dopiero teraz spojrzenie markizy jakby trochę złagodniało.

—To wyjątkowo hojnie, George.

Byłem dumny z Petera — powiedział markiz zamyślony — i, możesz mi wierzyć lub nie, 

często zazdrościłem mu.

Nie   mówiąc   nic   więcej   wyszedł   z   pokoju,   podczas   gdy  markiza   patrzyła   za   nim 

zdumiona.   Jak   to   możliwe   żeby  George,   który   miał   wszystko:   tytuł,   bogactwo   i   pozycję 

zarówno na Dworze, jak i w towarzystwie, zazdrościł swojemu bratu? Nie widywała Petera zbyt 

często i nie darzyła sympatią, czego powodem było głównie to, że go po prostu nie rozumiała.

Peter był  trzecim  z kolei potomkiem  poprzedniego markiza,  a   tym  samym   nie  miał 

najmniejszej szansy na dziedziczenie tytułu. W czasie, gdy George ożenił się i miał syna, Peter 

zaczął   wieść   życie   zupełnie   inne   niż   reszta   rodziny.  Było   tradycją,   że   młodsi   synowie 

otrzymywali niewiele, podczas gdy wszystkie pieniądze i dobra przypadały dziedzicowi. Wiedząc, 

że nie mógłby prowadzić życia towarzyskiego,  które interesowało i bawiło jego dwóch braci, 

postanowił wyruszyć na podbój świata. Niezadługo wydał swój mały kapitał i musiał polegać na 

pensji, którą otrzymywał co sześć miesięcy od prawników rodziny. Było to jednak wystarczająco 

dużo, by mógł podróżować a także ożenić i być szczęśliwym z żoną, której podobał się ten sam 

dziwny styl życia. Ich jedyne dziecko, Forella, przemierzyła pustynie na grzbiecie  wielbłąda 

zanim jeszcze zaczęła chodzić. Dotarła z rodzicami do tylu dziwnych i ciekawych miejsc, gdzie 

angielska  kobieta  i mężczyzna  byli  rzadkością  i gdzie tubylcy  przyglądali  im  się  z  lękiem. 

Czasami żona nakłaniała Petera, by napisał do Królewskiego Towarzystwa Geograficznego o 

swoich podróżach i niezwykłych rzeczach jakie oglądał. Ale zazwyczaj, choć wspominał nawet o 

książce, jego czynny tryb  życia pochłaniał go bez reszty, i brakowało stale czasu by  usiąść i 

background image

przelać wspomnienia na papier.

— Zrobię to, kiedy będę już stary — mówił śmiejąc się, a potem znów jechali w jakieś 

inne miejsce, które Peter uznał za ekscytujące i warte odwiedzenia.

Życie Forelli było kalejdoskopem barw, nowych ludzi,  dziwnych zwyczajów i tak jak 

ojciec  uwielbiała  podróże. Dopiero   po   śmierci   matki   zdała   sobie   sprawę,   że   teraz   ona   jest 

odpowiedzialna za ojca i musi dbać o niego, ponieważ było jasne, że on nie był w stanie dbać o 

nią. Nigdy w swoim życiu Peter Claydon nie martwił się o dzień następny. Podporządkował je 

pewnej filozoficznej sentencji: „Ciesz się dniem  dzisiejszym,  bo nie wiadomo, czy jutrzejszy 

nadejdzie".

Dopadło  go, gdy z braku pieniędzy musieli  zatrzymać  się  w   prawdziwych  slamsach 

Neapolu. Co prawda ostrzegano ich, że było kilka przypadków tyfusu w mieście, ale on śmiał się:

— Jestem niezniszczalny — chwalił się, a w tydzień później już nie żył.

To Jackson, sługa Petera, miał na tyle rozsądku, by napisać do markiza. Forella nie była 

zadowolona, gdy dowiedziała się o tym.

Czemu to zrobiłeś? — spytała. — Wuj George nie interesował się nami przez lata. 

Czemu miałby martwić się teraz?

Ktoś musi zatroszczyć się o panienkę, Forello — odparł Jackson.

—Dlaczegóż to?

Dlatego, że teraz, gdy ojciec panienki nie żyje, Bóg niech świeci nad jego duszą, Jego 

Wysokość jest jedynym opiekunem panienki i on musi coś postanowić.

Forella spojrzała smutnym wzrokiem na kościstego, małego człowieka.

Co przez to rozumiesz? Ja wcale nie chcę, żeby ktokolwiek się mną opiekował.

Niech panienka posłucha — powiedział Jackson — teraz, kiedy mistrza nie ma już z 

nami, musimy robić to, co jest dobre i właściwe, i czego matka, ta cudowna kobieta, 

pragnęłaby dla panienki, gdyby żyła.

Nie wiem, o czym mówisz — odrzekła Forella, ale  wiedziała jednak i przerażało 

jato.

Jak można się było tego spodziewać, dwa tygodnie później w odpowiedzi na list Jacksona 

markiz zjawił się w Neapolu. Ponieważ przypominał jej z wyglądu tatę i był przy tym bardzo 

wyrozumiały, Forella rozpłakała się po raz pierwszy od śmierci ojca.

Brakuje mi go, wuju George — powiedziała przez łzy. — Było z nim tak wesoło i 

dobrze, a już na pewno nigdy więcej tak nie będzie.

Wiem, moja droga — odparł markiz — ale teraz musisz zacząć nowe życie, a to 

background image

oznacza wyjazd ze mną do Anglii.

—O nie! — Forella krzyknęła mimochodem.

—Nie podoba ci się ten pomysł?

Przeraża — wyjaśniła. — Tata zwykł śmiać się i opowiadać, jacy ty i ciocia Kathie 

jesteście mądrzy.

Zamilkła na chwilę, zanim zaczęła mówić dalej:

— Czasem czytaliśmy o was w starych gazetach, gdzieś w Singapurze czy Hongkongu i 

tata wtedy mówił: „Widzisz Forello, mój brat George panuje nad nimi wszystkimi, a ja jestem z 

niego dumny, bardzo dumny. Ale dzięki Bogu, że nie muszę prowadzić takiego życia jak on, 

nawet jeśli jest kimś tak ważnym".

Markiz roześmiał się.

— Zupełnie jakbym słyszał Petera. On zawsze uważał towarzystwo za żart.

Po chwili Forella odezwała się cichym, proszącym głosikiem:

— Błagam, wuju George... czy mogłabym... zostać tu... z Jacksonem?

Markiz wziął ją za rękę i powiedział:

— Posłuchaj mnie, Forello, Jackson to niewątpliwie bardzo miły staruszek, podczas gdy ty 

jesteś młoda, bardzo młoda i masz jeszcze całe życie przed sobą.

Uścisk jego dłoni był pocieszający, gdy mówił dalej: - Teraz musisz zostać damą w 

pełnym tego słowa znaczeniu. Tak będzie dla ciebie najlepiej i wierzę, że twój ojciec myślałby 

tak samo.

Forella   nie   mogła   znaleźć   argumentów,   by   temu   zaprzeczyć,   gdyż   miała   niejasne 

przeczucie, że jednak była to prawda. Pamiętała jak podczas jakiejś kolejnej wyprawy matka 

powiedziała:

— Kiedy Forella będzie miała osiemnaście lat, wrócimy do Anglii kochanie, by dać jej 

szansę cieszyć się tym wszystkim co ty porzuciłeś, a czego ja nigdy nie pragnęłam.

Słuchając tego Forella była pewna, że ojciec sprzeciwi się  gwałtownie,  ale  on tylko 

odpowiedział:

— Czy rzeczywiście wyobrażasz sobie nas w Pałacu Buckingham wyelegantowanych w 

te sztywne stroje i Forellę w śmiesznych piórach na głowie, próbującą dygać bez potykania się o 

swój tren.

— Tak, mogę — odpowiedziała stanowczo jego żona.

Po krótkiej chwili ojciec dodał:

— Tak czy owak, jeśli już będę musiał znosić te niewygody, z pewnością dużo gorsze od 

background image

obecnych, przynajmniej będą mi towarzyszyły dwie najpiękniejsze kobiety przy wejściu do Sali 

Tronowej. Forella nigdy więcej nie myślała o tej rozmowie, aż do dziś. Nie dyskutowała dłużej z 

markizem. On zaś zorganizował dla niej i Jacksona eskortę do Londynu, zaraz po tym jak przejdą 

kwarantannę, nałożoną od czasu epidemii tyfusu na mieszkańców Neapolu.

Trzy tygodnie później zjawiła się na Park Lane, lecz gdy ujrzała swoją ciotkę natychmiast 

wyczuła,   że   nie   była   tu   mile  widziana.   Mimo   to,   markiza   zrobiła   wszystko   czego   od   niej 

oczekiwano, i chociaż Forella nie była tego świadoma, ciotka wzięła sobie do serca sugestie 

męża, by wydać dziewczynę jak najszybciej  za mąż. Wybrała  się z Forella  do najlepszych 

sklepów, gdzie kupiła dla niej eleganckie suknie i rękawiczki. Jej włosy zostały ostrzyżone i 

uczesane przez najlepszych i najdroższych fryzjerów w Londynie, a wszystko, co przywiozła ze 

sobą z Włoch, zostało wyrzucone lub spalone.

„Nie jestem już sobą— myślała Forella dziesiątki razy — ale kukłą, której sznurki 

pociąga ciotka Kathie i to sprawia, że nie myślę już sama i nie mogę powiedzieć niczego, co nie 

byłoby wcześniej przez nią zaaprobowane".

Jej wykształcenie było bardzo kosmopolityczne. Nauczyła się w różnych częściach świata 

dwunastu języków, umiała szybko liczyć i gotować lepiej, niż większość kucharzy. Teraz ciotka 

skoncentrowała się na lekcjach tańca. Nauczyciel  dobrych manier przychodził codziennie, by 

uczyć Forellę jak wchodzi się do pokoju, jak używa wachlarza, i jak należy dygać i podawać rękę. 

Umiała   już   siadać   tak,   żeby   nie   pokazywać   kostek   i   aby   czubek   buta   był   jak   najmniej 

widoczny.  W   rzeczywistości   nauczyła   się   wielu   tańców   na   Wschodzie,   chcąc   sprawić 

przyjemność swemu ojcu. Nauczyciel uważał ją za uczennicę nadzwyczaj pojętną pełną wdzięku 

i giętkości, które to cechy wyróżniały ją spośród innych, często niezdarnych panienek.

— Czy mogę ci pokazać jak Japończycy witają swoich gości? — pytała Forella. —A tak 

robią to mieszkańcy Wysp Mórz Południowych.

Najpierw   nauczyciel   cofał   się,   niby   ze   strachu,   a   potem  śmiali   się   oboje   na   głos. 

Markiza wchodziła wówczas do pokoju, by sprawdzić czemu robią tyle hałasu.

Kiedy nadszedł dzień, gdy była już gotowa by uczestniczyć w swoim pierwszym w życiu 

balu, Forella czuła jakby została przemieniona z ostrego i surowego kamienia w wygładzony i 

wypolerowany klejnot, tak samo twardy, myślała sobie, jak i nieciekawy.

Gdy pozwolono jej wreszcie poznać niektórych znajomych ciotki, odkryła, że najlepsze co 

mogła   robić,   to   milczeć.   Szybko   zresztą   zdała   sobie   sprawę,   że   oni   w   ogóle   nie   byli   nią 

zainteresowani.

Stosunek ciotki do niej odkąd zamieszkała na Park Lane nie zmienił się nawet odrobinę, 

więc Forella schodziła jej z drogi gdy tylko mogła. Wuj natomiast był zawsze miły i często, 

background image

gdy wracał do domu z Izby Lordów, wślizgiwała się do jego pokoju, gdzie odpoczywał i czytał 

gazetę. Lubiła z nim porozmawiać. Ku jej zdziwieniu on rzeczywiście interesował się podróżami 

jej ojca. Prosił nawet, by opowiedziała mu o wyprawie ojca do źródeł Nilu i wytłumaczyła, w jaki 

sposób dawali sobie radę w Sudanie z różnymi, rzekomo agresywnymi, plemionami.

Raz czy dwa — mówiła Forella z uśmiechem — mama myślała, że wybiła nasza ostatnia 

godzina, ale tata umiał postępować z tymi ludźmi i znał ich język, co całkiem zmieniało 

naszą sytuację.

Ciekawe skąd on miał ten dar? — zastanawiał się markiz. — Ja nie opanowałem nawet 

francuskiego. Te żabojady mówią zbyt szybko, bym z tego potoku mowy zrozumiał choć 

słowo.

Forella śmiała się.

—Tata zawsze umiał sobie poradzić, a mama uważała, że wszystkie języki są tak samo 

łatwe jak jej własny.

Oczywiście — zgodził się markiz — ale ona była cudzoziemką.

Chciał, by zabrzmiało to łagodnie, jakby nie stanowiło żadnego problemu. Ciotka dała 

jej natomiast jasno do zrozumienia, że narodowość matki Forelli powinna być zapomniana, jeśli 

dziewczyna ma odnieść sukces w towarzystwie.

— Cudzoziemcy, chyba że są to Francuzi lub członkowie rodzin królewskich, nie są tak 

naprawdę akceptowani —  mówiła wyniosłym  tonem. — Oczywiście, królowie i książęta to 

zupełnie co innego. Tym samym musimy ci znaleźć angielskiego męża i zapomnieć, że niestety 

nie jesteś w pełni Angielką.

Nie było sensu wdawać się w dyskusję, więc Forella tylko potulnie odpowiedziała:

—Tak, ciociu Kathie.

Nie ma potrzeby wnikać w szczegóły. Jesteś bratanicą swojego wuja i to jest twoim 

głównym atutem, z tym, że niestety nie masz zbyt dużo pieniędzy. Trzeba jak najbar-

dziej wykorzystać fakt, że pochodzisz z Claydonów, a nikt nie może zaprzeczyć, że jest 

to jedna z najbardziej arystokratycznych rodzin w kraju.

Forella próbowała nie myśleć o tym, jak jej ojciec zwykł śmiać się ze snobów i tych, 

którzy wspinali się po stopniach drabiny społecznej, więc odparła tylko:

— Tak, ciociu Kathie.

Nie była świadoma faktu, że dla większości gości stanowiło wielką niespodziankę 

ujrzeć tak młodą osobę na przyjęciu wydawanym przez księcia Janosa. Było bowiem regułą, 

że spotykali się u niego wybrani przyjaciele, mniej więcej w jego wieku. Kobiety mogły być 

background image

odrobinę młodsze, ale zawsze zamężne. Miały przeważnie te same zainteresowania, bawiły je 

te same żarty i obracały się w tych samych kręgach co reszta, nie trzeba więc było wysilać się 

na wyszukane uprzejmości. Wyjątkiem na przyjęciach u księcia była zawsze obecność jakiejś 

starszej kobiety, która pełniła rolę gospodyni i zajmowała miejsce jego żony.

Tym razem była to lady Roehampton. Cieszyła się sympatią znała wszystkie intrygi i 

orientowała się kto kogo lubi i kto z kim się nie znosi. Takiej właśnie wiedzy oczekiwano od 

dobrej gospodyni.

Lady Roehampton była zbulwersowana, gdy książę poinformował ją, iż markiz pytał o 

zgodę na przyprowadzenie swojej bratanicy.

—Młodą dziewczynę? Ależ to absurdalny pomysł!

Wiem o tym  — odrzekł  książę  — ale  nie  mogłem  odmówić  Claydonowi  po tym 

wszystkim, co dla mnie zrobił. Jeśli  dobrze pamiętasz, to właśnie George wprowadził 

mnie do White's Club, kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Anglii i to on był moim 

sponsorem, gdy chciałem przyłączyć się do Klubu Jeździeckiego. Mam wobec niego dług 

wdzięczności, a to jest dobry sposób, by go spłacić.

Rozumiem, ale przecież to młoda dziewczyna! Co mam z nią na Boga począć?

Z tego, co mówił George, zrozumiałem, że ona dopiero co przyjechała z zagranicy i nic 

nie wie o Anglii. Nie powinniśmy sobie zawracać nią głowy.

Książę roześmiał się, po czym dodał:

Moim zdaniem, będzie ona zdziwiona i zarazem zaskoczona tym wszystkim, i to co 

zobaczy i pozna uzna za  coś absolutnie niezrozumiałego, tak jak jestem pewny i ty 

uznałaś będąc w jej wieku.

To było tak dawno temu, że nie pamiętam — odrzekła lady Roehampton i położyła mu 

rękę na ramieniu:

Masz całkowitą rację Janos, nie mogłeś Georgowi tego odmówić, ale założę się, że Kathie 

jest wściekła, iż musi ciągnąć ze sobą tę młodą dziewczynę.

W takim razie współczuję temu dziecku — odparł książę.

Zapewne   słyszałeś   —   lady   Roehampton   ciągnęła   dalej   —   że   Kathie   straciła 

Osmonda?

—Chcesz powiedzieć, że ich romans się skończył?

Oczywiście, jakieś trzy tygodnie temu, zaraz po tym jak wyjechałeś do Paryża. Doszły 

mnie słuchy, choć mogę się mylić, że aktualnie zajęty jest Esme Meldrum.

Dobry Boże! — zawołał książę. — I oni wszyscy  mają przyjechać w ten weekend! 

Powinnaś była mnie uprzedzić.

background image

Lady Roehamptom rozłożyła ręce w znaczącym geście.

— Czym się przejmujesz? Przecież muszą prędzej czy później spotkać się, natomiast 

innym da to dobry pretekst do rozmowy.

Książę westchnął.

—Mam   nadzieję,   że   się   nie   mylisz,   ale   chętnie   poprosiłbym   Esme   Meldrum,   by 

przyjechała tu innym razem.

Myślę, że byłoby to bardzo niegrzeczne — odparła lady Roehampton — a poza tym 

nie jestem pewna, czy rzeczywiście jest coś między Esme i Osmondem.

Zmarszczyła brwi i mówiła dalej:

To na razie szepty, ale podejrzewam, że Osmond zwróci  uwagę na Esme, i wtedy na 

pewno nie będzie mógł się oprzeć jej urodzie i wdziękowi.

—Nieodpartemu — dodał książę.

Lady Roehampton spojrzała na niego surowo.

—Co to znaczy... co chcesz przez to powiedzieć Janos?

—Nie,   nic   —   odparł   książę   —  to   by  tylko   jeszcze   bardziej   pogmatwało   i   tak   już 

skomplikowane sprawy.

Uśmiech gościł na jego twarzy, gdy opuszczał pokój i patrząc za nim lady Roehampton 

zastanawiała się, czy kiedykolwiek jakaś kobieta usidli serce Janosa Kovaca.

Pomimo że znała go całkiem nieźle, pozostawał dla niej zagadką.

background image

Rozdział 2

Gdy tylko panowie dołączyli do pań, hrabia wcale nie siląc się na dyskrecję przesunął się 

w stronę Esme Meldrum. Obserwując ją, gdy tak stała naprzeciw niego na tle egzotycznych 

kwiatów i patrzyła mimochodem na ostatnie promienie zachodzącego słońca pomyślał, że jest 

bardzo piękna.

U   księcia,   w   przeciwieństwie   do   innych   gospodarzy,   nie  zasłaniano   zasłon,   dopóki 

rzeczywiście nie zapadła noc.  Świece paliły się w kandelabrach, a ich blask odbijał się  w 

diamentach na szyi Esme. Dla hrabiego ten blask nie był  jednak tak silny, jak światło w jej 

oczach.  Mając duże doświadczenie  w obcowaniu z kobietami  doskonale wiedział,  że w jej 

ciepłym   uśmiechu   było   niezaprzeczalne   zaproszenie.   Stał   przez   chwilę   patrząc   na   nią   w 

milczeniu, lecz żeby zbytnio go nie przedłużać powiedział zaraz:

Chyba obydwoje wiemy, że choć patrzysz na zachód słońca, jest on dla nas preludium 

świtu.

Czy jesteś pewien, że tego... właśnie chcesz? — spytała.

—Ponieważ jest to zupełnie niepotrzebne pytanie, odpowiem na nie później — odparł, a 

po chwili zapytał:

—W którym pokoju będziesz spała?

Spojrzała na niego dając jasno do zrozumienia, że pragnie go tak samo mocno jak on jej. 

Pomyślał, że to dar niebios, iż  Richard Meldrum miał przyjechać dopiero nazajutrz. Szybko, 

zanim zdążyła odpowiedzieć, zaproponował:

— Ponieważ jest tu bardzo dużo pokoi, lepiej weźmy przykład z Księcia Walii.

Obydwoje wiedzieli, że gdy książę starał się o względy ładnej dziewczyny w domu 

którego nie znał, proponował  zawsze, by zaznaczyła swoją sypialnię stawiając różę przed 

drzwiami.

— Masz całkowitą rację—zgodziła się Esme — nie chciałabym absolutnie, żebyś się 

zgubił.

Po sposobie w jaki wypowiedziała te słowa, hrabia wiedział już wszystko co chciał 

wiedzieć i pomyślał, że teraz rozsądnie byłoby odejść od niej. Mógłby przyłączyć się np. do 

kilku innych mężczyzn, lub zaszczycić swoją uwagą wiele innych kobiet. Ale ponieważ był 

zepsuty i zawsze robił to na co miał ochotę, zdecydował, że w tym momencie istnieje tylko jedna 

osoba z którą chciałby rozmawiać i pozostał tam gdzie był.

background image

Książę Janos wskazał gościom stolik do kart przygotowany dla nich w sąsiednim pokoju 

i rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy kogoś nie przeoczył. Wtedy to spostrzegł markizę  stojącą 

obok   kominka.   Podążając   w   jej   stronę   zauważył,   że   ona   wcale   nie   patrzy   na   niego,   lecz 

obserwuje dwoje ludzi rozmawiających ze sobą przy oknie. Wściekłość malująca  się w jej 

oczach była tak wyraźna, że książę nie musiał zgadywać powodu. Zamiast tego podszedł do niej 

z wdziękiem i biorąc ją za ręką powiedział:

— Nie muszę ci chyba mówić Kathie, że jesteś tu najpiękniejszą kobietą i że za każdym 

razem gdy cię widzę jestem przekonany, że stajesz się coraz piękniejsza.

Na   chwilę   oczy   markizy   rozszerzyły   się   ze   zdumienia.  Książę   zawsze  był  dla  niej 

uprzejmy, była  mu bardzo wdzięczna   za   to,  że   tak   często   zapraszał   ją  i   Georga   na  swoje 

przyjęcia. Jednak nigdy jej nie wyróżniał i ani przez chwilę nie pomyślała, że mógłby zostać jej 

kochankiem. Nie przegapiłaby oczywiście najmniejszej choćby szansy na to, gdyż zawładnięcie 

sercem księcia Janosa Kovaca byłoby powodem do chwały dla każdej kobiety. Przemknęło jej 

nawet  przez   myśl,   że   jeśli   rzeczywiście   uważa   ją   za   atrakcyjną,   byłby   na   pewno   bardzo 

odpowiednim następcą hrabiego. Przymknęła oczy i spojrzała na niego tajemniczo. Wypróbowała 

to już na innych mężczyznach i zawsze działało.

Drogi   Janos,   jesteś   zawsze   tak   miły.   Chciałabym   wierzyć,   że   to   co   mówisz   jest 

prawdą.

Jak możesz w to wątpić — spytał książę i dodał — Kathie, właśnie kupiłem obraz i 

chciałbym zasięgnąć twojej opinii. Myślę, że spodoba ci się, bo w pewien sposób przy-

pomina ciebie.

Nie czekając na odpowiedź, książę wyprowadził markizę z salonu i poszli przez hall do 

pięknej bawialni, gdzie obraz o którym mówił wisiał nad kominkiem. Był to portret nieznanej 

weneckiej kobiety. Namalowano go w początkach  XVIII wieku. Kobieta była piękna, a w 

ciemnych włosach  i oczach modelki markiza zauważyła niewątpliwe podobieństwo do siebie 

samej. Wygięła szyję w sposób, który wiedziała że podkreślał jej piękną linię i będąc świadoma, 

że książę na nią patrzy powiedziała:

—Dziękuję Janos. Pochlebiasz mi.

Jak mógłbym to robić — spytał książę — kiedy wiesz  dobrze, że jesteś pięknością 

każdego balu w jakim bierzesz udział. Zauważyłem, że nie było nikogo, kto by dorównał 

ci tamtego wieczoru w Marlbolugh House i słyszałem, że książę Albert mówił to samo.

Powinnam udawać zawstydzoną? — spytała markiza— Czy też poprosić byś mówił 

dalej?

Uczyniłbym to bardzo chętnie — odparł książę — ale przedtem muszę zająć się moimi 

background image

gośćmi. Niemniej, Kathie, mamy cały weekend przed sobą.

Delikatnie ujął jej dłoń i pocałował. W wykonaniu takiego mistrza jak książę, był to gest 

pełen wdzięku i zmysłowości. To sprawiło, że markiza wstrzymała oddech i gdy zmierzali w 

stronę drzwi trzymając się za ręce, uśmiechała się i wyglądała zupełnie inaczej niż wcześniej w 

salonie. Książę odprowadził ją do stolika baccarata. Inni goście już go oczekiwali. Posadził 

markizę po swojej prawej stronie mówiąc:

— Czuję, że przyniesiesz mi szczęście, więc dzisiaj będziemy grać razem.

Markiza była zachwycona. Tym razem on pokryje jej straty, podczas gdy każda następna 

wygrana należeć będzie do niej. Jakkolwiek nie byliby bogaci członkowie towarzystwa, nigdy 

nie odmówili sobie możliwości wzbogacenia się jeszcze bardziej. Markiza zaczynając grać, 

planowała już kupno sobolowej  etoli,   którą  pragnęła  mieć,  a  której  George  odmówił  jej 

uważając za zbyt drogą. Ponieważ książę był bardzo bogaty i większość jego gości również, 

stawki przy stole baccarata były wysokie. Jak na świetnego gospodarza przystało, książę Janos 

potrafił tak wszystkich usadzić, żeby ci, których nie stać było na przegrane, znaleźli się przy stoli-

ku brydżowym, nie czując się tym absolutnie urażeni.

Po pewnym czasie markiza znów powróciła myślami do hrabiego i Esme Meldrum. Stos 

żetonów przed nią był już pokaźny. Dopiero gdy przy ostatnim rozdaniu przegrała, pomyślała, 

że może szczęście odwróciło się od niej i że byłoby rozsądnie odejść z ciągle jeszcze dużą 

wygraną. Książę jakby domyślił się tego i powiedział:

—  Jestem   pewien,   że   masz   ochotę   na   kieliszek   szampana.   Może   pójdziemy   na 

szklaneczkę, zanim zaczniemy nową partię?

Byłoby cudownie — odpowiedziała markiza. Podnieśli się od stołu, a jeden z 

gości zapytał:

—Chyba nas nie opuszczasz Kovac?

—  Nie, oczywiście, że nie — odparł książę. — Rozprostujemy tylko nogi i ugasimy 

pragnienie.

Być może będziesz mógł wznieść toast za siebie samego — padła odpowiedź — ale 

spiesz się, mam zamiar się odegrać.

—Będziesz miał okazję — odparł książę rozbawiony.

Udał   się   z   markizą   w   stronę   drzwi   prowadzących   do   salonu,   a   gdy   już   tam   weszli 

zauważył, że na samym końcu siedzi hrabia z Esme Meldrum i rozmawia z nią cicho. W pokoju 

były jeszcze jakieś inne dwie osoby i markiza spostrzegła ze zdumieniem, że to jej mąż i Forella. 

Rozmawiali   z   ożywieniem,   i   gdy   książę   z   markizą   podchodzili   do   nich,   Forella   śmiała   się 

background image

spontanicznie dźwięcznym śmiechem. Wyglądała uroczo, a markiza znów uświadomiwszy sobie 

jak   bardzo   hrabia   zainteresowany   był   jej   rywalką   poczuła,   że   musi   na   kimś   odreagować. 

Zatrzymała się obok męża i odezwała się do Forelli:

Mam   nadzieję,   że   zdajesz   sobie   sprawę   iż   powinnaś  już  spać   i  nie   przeszkadzać 

biednemu wujowi, który z pewnością bardzo tęskni za stolikiem karcianym.

I tu się mylisz  — rzekł  markiz,  zanim jego bratanica  zdążyła  coś powiedzieć.  — 

Prowadzimy z Forellą bardzo interesującą rozmowę i bawimy się doskonale.

Miło to słyszeć — odparła markiza, nie słuchając jednak dokładnie tego, co mówi jej 

mąż, ponieważ kątem oka obserwowała hrabiego stojącego po drugiej stronie pokoju.

Książę nadszedł od bocznego stolika, gdzie napełnił dwa kieliszki szampana. Podając jej 

jeden spytał:

—Może tobie George zrobić drinka?

Nie, dziękuję — odrzekł markiz. — Zrobię sobie sam. Przyznam, że twoje wina podane 

do kolacji były wyśmienite.

—Miałem nadzieję, że będą wam smakowały.

Markiza zauważyła, że Forella stoi przy swoim wuju czekając, by mogła powiedzieć 

dobranoc. Specjalnie więc odwróciła się, by rozmawiać z księciem. Jednak i tak usłyszała  jak 

Forella mówi:

— Dziękuję wuju George, że byłeś tak miły. Bawiłam się  tego wieczoru lepiej niż 

potrafię to wyrazić.

Pocałowała go w policzek, a potem chcąc uciec przed krytyką ciotki, w pośpiechu 

skierowała się w stronę drzwi. Markiza pomyślała, że im szybciej wyda tę dziewczynę za mąż 

tym lepiej, i to właśnie wtedy przyszedł jej niespodziewanie do głowy pewien pomysł.

Kiedy   Forella   znalazła   się   w   hallu,   przestała   się   spieszyć.  Wchodząc   powoli   po 

wspaniale rzeźbionych schodach myślała o tym, że zamek był jedną z najświetniejszych budow-

li, jakie widziała, a już na pewno największą z tych, w jakich  mieszkała. Stwierdziła, że bez 

względu na to co inni mieli  zamiar robić nazajutrz, ona znajdzie kogoś kto oprowadzi ją  po 

zamku i pokaże obrazy. Jej matka bardzo interesowała się sztuką i Forella odwiedzała muzea za 

każdym razem, gdy znaleźli się w mieście, które je posiadało. To ona nauczyła ją rozumieć i 

doceniać prawdziwe piękno.

„Piękno   jest   wszędzie,   kochanie   —   powiedziała   kiedyś   —  nie   musisz   mieć   go   na 

własność, wystarczy, że będziesz je miała w myślach i wtedy bez względu na to, czy będziesz 

bogata czy biedna, ono będzie twoje na zawsze".

background image

Forella nie zapominała o tym. Teraz idąc korytarzem, w którym stały wspaniałe meble, a na 

ścianach  wisiały rzeźbione  lustra   i   obrazy   pędzli   wielkich   mistrzów,   mówiła   sobie,   że  to 

wszystko jest jej.

„Następnym razem, gdy będę spała w namiocie na pustyni, pomyślała, albo w ciasnej 

kajucie   małego   zatęchłego   parowca,   wyczaruję   sobie   to   wszystko   co   teraz   widzę".   Potem 

przypomniała sobie z bólem serca, że to koniec z podróżami  w nieznane, koniec z trudami i 

przygodami, które były zawsze ekscytujące. W zamian za to, będzie wiodła życie towarzyskie z 

ciotką i wujem, życie, które czasem uważała za nudne, innym znów razem za niezrozumiałe:

„Oni jedzą i mówią, mówią i jedzą i tak biegnie dzień po dniu, pomyślała, nic dziwnego, 

że mężczyźni tyją a kobiety stają się fałszywe".

Była bardzo inteligentną dziewczyną i szybko zorientowała się, jak dwulicowi bywają 

goście i przyjaciele ciotki, i jakie gierki prowadzi ona sama. Forella nie rozumiała ich żartów, a 

wszystkie insynuacje puszczała mimo uszu. Jednocześnie miała uczucie, że wszystko wokół niej 

jest marne, nieważne i ulotne. Tęskniła do rozmów ze swoim ojcem o zwyczajach Berberów, 

znaczeniu Mekki dla muzułmanów, czy planowania z nim wyprawy, która zawiodłaby ich na te-

rytoria, gdzie dotarło zaledwie kilku Europejczyków.

„Och tato, zapłakała z głębi serca, dlaczego musiałeś mnie tak zostawić?"

W sypialni czekała na nią pokojówka, by pomóc się jej rozebrać. To był ten luksus, na 

który nie zgodziła się w domu wuja na Park Lane i powiedziała szybko:

Przepraszam, powinnam była powiedzieć, żebyś nie czekała na mnie.

To mój obowiązek, panienko — odpowiedziała pokojówka.

Czy nie jesteś zbyt zmęczona? — zapytała Forella ciekawie.

Czasem mam szansę, panienko, położyć się po południu. To tylko w weekendy dom 

jest tak wypełniony ludźmi i musimy być na nogach do późna.

Nie czekała, aż Forella się odezwie tylko mówiła dalej:

— Panienka wróciła wcześnie. Reszta gości będzie się bawić do godzin rannych.

Kiedy   pokojówka   wieszała   jej   suknie   w   garderobie,   ona  przeszła   przez   pokój   do 

wewnętrznych drzwi łączących jej pokój z pokojem ciotki, żeby sprawdzić, czy są dobrze za-

mknięte. Gdy już to zrobiła pomyślała z uśmiechem, że jeśli ciotka znalazłaby najmniejszy nawet 

powód do narzekania, że np. przeszkadzało jej chrapanie lub odgłosy dochodzące z pokoju, nie 

zawaha się by ją obwiniać i rugać przez cały poranek.

Sypialnia   Forelli   była   ogromna   i   miała   wielkie   łóżko   z   udrapowanym   jedwabnym 

baldachimem, robiącym niewątpliwie duże wrażenie.

— Widzę, że masz pokój obok wuja i mnie — powiedziała markiza, gdy przyjechali. — 

background image

Myślę, że to bardzo rozważnie ze strony lady Roehampton, gdyż zwykle młode dziewczyny są 

umieszczone w pojedynczych pokojach w drugiej części zamku.

Sposób w jaki to powiedziała, zabrzmiał raczej jak wymówka niż uznanie. Markiza dała 

jej jasno do zrozumienia, że obecność takiej młodej dziewczyny jak ona, była bardzo niezwykła 

na przyjęciu ludzi starszych.

— Jeśli chodzi o księcia Janosa — dodała — nie słyszałam, żeby zaprosił kiedykolwiek 

kogoś tak młodego.

Forella   milczała,   ponieważ   nie   przyszło   jej   do   głowy   nic,  co   mogłaby   na   to 

odpowiedzieć.

Mam   nadzieję,   że   rozumiesz   jakie   spotkało   cię   szczęście   —   zakończyła   ciotka 

twardym głosem, jakim zwykle zwracała się do niej.

—Jestem naprawdę bardzo wdzięczna, ciociu Kathie.

Powinnaś być! Pomyśl o poniesionych na ciebie wydatkach. Bóg raczy wiedzieć, co 

powie twój wuj, kiedy zobaczy rachunki.

Forella słyszała tę uwagę tak często, że nie dotknęła już jej tak, jak za pierwszym 

razem. Prawdę mówiąc zwróciła się kiedyś do wuja, gdy byli sami:

— Dziękuję wuju George, że jesteś tak dobry i hojny, i dajesz mi tak wiele pięknych 

sukien, ale jestem pewna, że wystarczyłoby mi tylko kilka.

Jej wuj uśmiechnął się serdecznie:

— Jesteś bardzo ładna, kochanie, a kobiety potrzebują pięknych strojów.

—Wiem, ale są tak strasznie drogie.

Nie martw się, nie zbankrutuję przez ciebie, a kiedy już będę cię prowadził do ołtarza, 

byś poślubiła kogoś ważnego, sprawi mi to ogromną przyjemność.

Forella wiedziała, że mówiąc „ważny", miał na myśli kogoś z tego samego towarzystwa, 

do którego należeli oni sami.  Chciała powiedzieć, że wolałaby raczej poślubić odkrywcę  lub 

cudzoziemca,   ale   wiedziała,   jakby   to   przeraziło   jej   ciotkę.   Od   kiedy   tylko   zjawiła   się   w 

Londynie, ta wbijała jej  dzień po dniu do głowy, że sposób życia jej ojca był ekscentryczny, 

wręcz skandaliczny, i że miała dużo szczęścia, iż została uratowana. Nie sposób było protestować 

mówiąc, że czuje się uwięziona w czterech ścianach i że bez tego miękkiego łóżka można się 

obejść, że tęskni za szerokimi przestrzeniami pod usianym gwiazdami niebem i za kołyszącymi 

falami morza.

„Ciotka Kathie nigdy by nie zrozumiała" — myślała z rozpaczą i wiedziała, że nie było 

sensu nawet próbować mówić jej o tym, co czuła.

background image

Teraz odsłoniła ciężkie brokatowe zasłony, podciągnęła żaluzje i otworzywszy wszystkie 

okna wpuściła do środka nocne powietrze. Było chłodne i orzeźwiające po upale, jaki panował w 

pokoju na dole. Forella wychyliła się. Niebo usiane było gwiazdami, ale miała wrażenie, że nie 

taką ilością i nie takimi świecącymi jak te, które błyszczały nad nią na Wschodzie. Księżyc dawał 

jednak wystarczająco dużo światła, by można  było  zobaczyć  jego odbicie w jeziorze przed 

domem i odróżnić stare dęby daleko na końcu parku.

„Gdyby tata tu był — powiedziała do siebie — pomógłby  mi przestudiować historię 

zamku,  docenić jego bogactwo,  a jednocześnie nie traktowałby zgromadzonych tu ludzi tak 

całkiem serio!" Pomyślała, że jej przygnębienie brało się ze zbyt poważnego podejścia do nowego 

życia  z ciotką i wujem.  Tę część mojego życia,  powiedziała  do siebie, można  porównać do 

wspinania się pod górę z bolącym bąblem na stopie, albo do spania w jednym z tych baraków z 

wężami pod stopami. Pamiętała, jak pewnego razu złapał ich w Turcji okropny  sztorm i musieli 

skryć się w jaskini, w której czuć było jeszcze zapach dzikich zwierząt. Po niedługim czasie wszyscy 

drapali się po ukąszeniach insektów, które zwierzęta pozostawiły po sobie. Jej ojciec przeklął parę 

razy dosadnie i kiedy jej mama napominała go ze śmiechem, odpowiedział:

„Kilka brytyjskich przekleństw nigdy nikomu nie zaszkodziło. Mam tylko nadzieję, że te 

cholerne muchy rozumieją angielski". Wszyscy roześmieli się, wspominając potem całe zdarzenie 

jak niezły żart.

„Muszę bardziej humorystycznie traktować to, co mi się  przydarza", powiedziała do 

siebie Forella. Położyła się do łóżka i patrząc na gwiazdy zasnęła.

Śniło się jej, że była ze swoim ojcem, gdy nagle obudził ją  dźwięk otwieranych drzwi. 

Ponieważ tak często sypiała w różnych dziwnych miejscach, jej sen był bardzo czujny. Nauczyła 

się nawet budzić na szelest kobry na podłodze, lub na prychanie dzikiego zwierza na zewnątrz. 

Zauważyła ku swojemu zdumieniu, że ktoś stoi w drzwiach. Nie mogła rozpoznać kto to, bo 

światło gwiazd i księżyca, które wpadały przez okno nie sięgało tak daleko. Była jeszcze na wpół 

pogrążona we śnie i chociaż wiedziała, że ktoś tam jest, nie bała się. Potem, gdy wysoka postać 

mężczyzny zaczęła zbliżać się do jej łóżka, westchnęła lekko próbując spytać:

—Kim... jesteś? Czego... chcesz?

—Esme, to ty? — usłyszała.

W tym momencie, gdy otworzyła usta żeby krzyknąć, wewnętrzne drzwi otworzyły się i 

jej ciotka weszła do pokoju  niosąc srebrny świecznik z zapalonymi świecami. Była ubrana w 

wytworny, satynowy szlafrok z koronkami i wyglądała, jak pomyślała Forella, imponująco i 

background image

niezaprzeczalnie pięknie. Markiza jednak nie patrzyła na nią ale na mężczyznę stojącego koło jej 

łóżka. Teraz dopiero Forella dostrzegła, że ten który ją przestraszył, to hrabia Sherburn. Męż-

czyzna wpatrywał się w nią w absolutnym zdziwieniu.

—  Osmondzie, jak mogłeś próbować uwieść tak młodą  osobę jak Forella? — spytała 

markiza.

Przez chwilę hrabia nie mógł wydobyć głosu, w końcu powiedział:

—Oczywiście pomyliłem pokoje!

Nie możesz się chyba spodziewać, żebym w to uwierzyła.

Mówiła   to   w   kpiący   sposób   i   Forella   zauważyła,   że   jakiś  nieprzyjemny   triumfalny 

uśmiech pojawił się na jej ustach. Ciotka odwróciła się by zawołać:

— George, proszę, przyjdź tu szybko, mówiłam ci, że ktoś jest w pokoju Forelli.

Słowa te jakby zmusiły hrabiego do działania. Stanął przed markizą. Chociaż mówił cichym 

głosem, Forella wszystko słyszała:

Wiesz dobrze Kathie, jaka jest prawda i byłoby wielkim  błędem   z twojej  strony, 

gdybyś zrobiła scenę!

Nie wiem o czym mówisz — odpowiedziała takim samym niskim głosem markiza. Potem 

bez odwracania się, czując, że jej mąż wszedł do pokoju i stoi za nią powiedziała:

Nie mogę wyobrazić sobie nic bardziej haniebnego niż znaleźć cię tutaj.

—O co tu chodzi? Co się dzieje? — zapytał markiz.

Dobrze, że pytasz George — odpowiedziała jego żona. — Usłyszałam hałas, tak jak ci 

mówiłam, przyszłam sprawdzić i oto znalazłam Osmonda przy łóżku Forelli.

Markiz przez moment wydawał się być zaskoczony.

— O co tu chodzi Sherburn? — spytał — Poznałeś tę dziewczynę dopiero dziś!

Markiza zaśmiała się nieprzyjemnie.

Z tego co wiemy George, mogli się spotykać w Londynie, albo gdziekolwiek indziej. 

Co zamierzasz z tym zrobić?

Co masz na myśli? — spytał markiz. Po chwili jakby domyślił się, że oczekiwano od 

niego czegoś więcej, powiedział:

—Uważam Sherburn, że powinieneś przeprosić.

Już wytłumaczyłem — odparł hrabia — że pomyliłem się i wszedłem do niewłaściwego 

pokoju. Oczekuję, że wierzysz mi George, nawet jeśli twoja żona mi nie wierzy.

Tak, oczywiście jeśli... — zaczął markiz, ale markiza przeszkodziła mu.

Mój   drogi   George,   musisz   zdawać   sobie   sprawę,   że  jedyną   rzeczą   jaką   w   tych 

background image

okolicznościach   nasz   przyjaciel   hrabia   Sherburn   może   zrobić,   to   zachować   się   z 

honorem. Nie możesz pozwolić, żeby reputacja twojej bratanicy była zszargana i żeby on 

tego nie naprawił we właściwy sposób.

Dobry Boże, chyba nie myślisz, że... — zaczął markiz pytająco.

Tak — odparła markiza zdecydowanie — jedyne co Osmond może zrobić w tych 

okolicznościach, to poślubić Forellę.

Po jej słowach zapadła cisza, a Hrabia wstrzymał oddech. Forella, która siedziała na łóżku 

krzyknęła przerażona.

— Nie, nie! Oczywiście, że... nie! To była... pomyłka, ciociu Kathie! Oczywiście, że to 

była pomyłka!

Mówiąc to miała przed oczami hrabiego z piękną lady Meldrum i przypomniała sobie, że 

gdy rozmawiała z wujem, myślała o tym jak oni pięknie razem wyglądają. Prawie tak, jakby byli 

bohaterami jakiejś sztuki. Wiedziała, choć nie mogła ich słyszeć, że hrabia flirtował z lady Esme i 

że ona flirtowała z nim spojrzeniami, ustami i drobnymi gestami. To było tak fascynujące, że 

Forella nie miała ochoty odrywać od nich wzroku, lecz czułaby się zażenowana, gdyby oni zo-

rientowali się, że są obserwowani. Teraz oczywiście rozumiała, że hrabia chciał być sam na sam z 

lady Esme, co było niemożliwe na dole. Chciał iść do jej sypialni, ale przez pomyłkę wszedł do 

niej. Gdy usiłowała to wyjaśnić, markiza wyraźnie wściekła powiedziała:

— Ty bądź cicho! Jesteś bez wątpienia tak samo winna temu niemoralnemu zachowaniu 

jak   i   on!   Zwracam   ci   uwagę   Forello,   że   żaden   mężczyzna   nie   przyszedłby   do   twojej

sypialni bez zachęty z twojej strony!

Atak jej ciotki był tak zdumiewający, że przez chwilę Forella mogła tylko patrzeć na nią z 

otwartą buzią i gdy próbowała znaleźć odpowiednie słowa by wyrazić swoją niewinność, markiz 

powiedział:

— Nie mogę pozwolić na splamienie reputacji mojej bratanicy przez zamieszanie jej w tak 

młodym wieku w jakikolwiek skandal...

Znów  zapadła  cisza i Forella  patrząc na hrabiego  uważnie, pomyślała, że nigdy nie 

widziała  tak zawziętego,  a jednocześnie   tak  pełnego  pogardy  mężczyzny.  Patrząc   na ciotkę 

powiedział:

—  Dobrze, wygrałaś! Poślubię twoją bratanicę i mam  nadzieję, że ucieszy ją fakt, iż 

zostanie moją żoną!

Jego słowa zdały się wibrować w pokoju. Po chwili wyszedł trzasnąwszy drzwiami. 

Forella odzyskawszy głos powiedziała:

Nie... proszę... wuju George... To jest wszystko okropna pomyłka...

background image

Przypuszczam, że mówisz prawdę — rzekł markiz — ale twoja ciotka ma rację. Nie 

możesz pozwolić sobie na  zszarganie reputacji, zanim w ogóle zostałaś komukolwiek 

przedstawiona.

Forella patrzyła na niego z rozpaczą.

— Poczekaj... proszę poczekaj... wuju George — krzyczała.

Markiza podeszła do jej łóżka mówiąc:

— Ucisz się i nie bądź taką idiotką! Załatwiłam ci męża, dla którego poślubienia wiele 

dziewcząt oddałoby wszystko i chociaż bez wątpienia będziesz miała z nim ciężkie życie, 

zostaniesz hrabiną Sherburn!

Wydawało się, że pluła tymi słowami na Forellę. Potem, jakby już nie mogła znieść jej 

widoku, odwróciła się szybko  i podążyła  za mężem zabierając ze sobą świecznik. Forella 

krzyknęła ze strachu. Trudno jej było uwierzyć, że to co się stało nie było nocnym koszmarem. 

Wiedziała jednak, że to niemożliwe, kompletnie i absolutnie niemożliwe, żeby ona poślubiła 

mężczyznę, którego nie znała i który w dodatku, czego była pewna, kochał kogoś innego.

„Nie mogę tego zrobić! Och, tato, uratuj mnie!" modliła się. Wyszła z łóżka i podeszła 

do okna, żeby popatrzeć na gwiazdy.

Gdy hrabia dotarł do swojej sypialni czuł podobnie jak Forella, jakby dostał się w nocny 

koszmar, z którego nie można się wydostać. Rozumiał nawet zbyt jasno co się stało. Kiedy już 

wszyscy poszli spać, Kathie musiała sprawdzić, czy przy drzwiach Esme jest wystawiona róża. 

Teraz przypomniał sobie, jak przy jakiejś okazji oboje śmiali się z uzgodnień księcia z kobietą, 

którą ten był  zainteresowany.  Zrozumiał,  iż Kathie  odgadła,  że  wykorzystał   on  ten  znak  do 

rozpoznania sypialni Esme. To był z jej strony rewanż, powiedział sam do siebie, ale jakże 

wyrafinowany. Poza tym, wszystkie affaire de coeur w które się angażował nie trwały zbyt długo 

i było niezwykłe by kobiety, które porzucił, stały się jego wrogami. Zawsze starał się, podobnie 

jak Książę Walii, aby pozostały jego przyjaciółkami. Było zrozumiałe, że gdy romans się kończył, 

on   pozostawał   lojalny   wobec   damy   z   którą   się   rozstawał,   tak   jak   i   ona   wobec   niego. 

Sporadycznie zdarzało się by  dama, którą nie był już więcej zainteresowany robiła mu sceny i 

groziła.   Jednak   żadna   z   tych   pogróżek,   nawet   najbardziej   dramatyczna,   nigdy   nie   stała   się 

rzeczywistością. Tym razem,  pomyślał, markiza zwyciężyła tam, gdzie inne przegrały. Nie miał 

zamiaru, przynajmniej przez wiele jeszcze lat, żenić się, a j uż na pewno, myślał wściekły, nie z tak 

młodą dziewczyną która co prawda mogłaby być pokorną żoną ale którą zanudziłby się już po 

miesiącu trwania ich związku. Co więcej, każdy nerw w nim oburzał się przed naciskaniem go do 

małżeństwa, lub powiedzmy to jasno przed złapaniem go w sidła, jak to się właśnie stało.

background image

„Nie zrobię tego na pewno! — mówił do siebie z bezsilną wściekłością.

Markiza   miała   wszystkie   atuty  w   ręku   i   oczywiście   robiła  z  nich  użytek.   Przy  tym 

wiedział, że jeśli ma zacząć działać, musi to zrobić szybko. Był pewien, że jutro Kathie zawiadomi 

lady Roehampton, jeśli nawet nie księcia, że on oświadczył się Forelli. Ze względu na dobro 

dziewczyny   nie   wytłumaczy   w   jakich   okolicznościach   do   tego   doszło,   ale   przewidując   jej 

rozumowanie, będzie pewnie insynuowała, że spotykali się w Londynie od czasu, gdy Forella 

przyjechała z Neapolu. Później zapewne powie, że skorzystał ze sposobności ostatniej nocy, gdy 

wszyscy byli w zamku, żeby poinformować jej ciotkę i wuja o swych zamiarach. W głowach tych, 

którzy obserwowali jego zachowanie wobec lady Esme zalęgną się wątpliwości. Jednak będą oni 

zachwyceni,   że  został   złapany   nareszcie   w   więzy   małżeństwa   —   tak,   więzy  to  najbardziej 

odpowiednie określenie. Już jakby słyszał wylewne gratulacje i cyniczne życzenia wszystkiego 

dobrego na przyszłość.

„Co ja do diabła mogę zrobić" — zapytywał samego siebie w ciemności. Przemknęło mu 

przez myśl, że mógłby wyjechać za granicę, ale to niczego by nie rozwiązało, bo przecież nie 

zostanie tam na zawsze. Był pewien, że zwrócenie  się do Forelli nie ma sensu, gdyż jest ona 

całkowicie podporządkowana swojej ciotce i wujowi. Wiedział, że Kathie będzie zachwycona, 

gdy pozbędzie się tej dziewczyny. Hrabia  dobrze znał się na kobietach i gdy usłyszał plotkę o 

przyjeździe bratanicy Georga Claydona wiedział, że Kathie będzie wściekła.

Nienawidzę młodych dziewczyn — powiedziała mu  kiedyś, gdy byli razem. —Nie 

mogę wyobrazić sobie, w jaki sposób stają się one zabawnymi i dowcipnymi kobietami.

Ty sama musiałaś być kiedyś bardzo młoda — powiedział kpiąco.

Nigdy! — zawołała Kathie. Urodziłam się dojrzała  i mądra, od razu znając się na 

wszystkim co ma jakieś znaczenie, a także ze znajomością czarów, na co zresztą ty sam 

się skarżyłeś.

Oczywiście   —   ochoczo   zgodził   się   hrabia   —   zaczarowałaś   mnie   od   pierwszego 

momentu, gdy cię ujrzałem. To była odpowiedź, jakiej oczekiwała i kiedy oplotła rękoma 

jego   szyję   i   poczuł   bliskość   jej   ciała   i...   pomyślał,   że   rzeczywiście   miała   w   sobie 

nieodparty czar. Ale czarownice mogą  być niebezpieczne i teraz zdał sobie sprawę, że 

nigdy   nie   powinien   był   zadać   się   z   Kathie.   Zawsze   wolał   jasnowłose   kobiety   o 

niebieskich  oczach,  kobiety,  które zazwyczaj  nie  grzeszyły inteligencją. Podczas gdy 

markizę można było bez wątpienia zaliczyć do najbardziej intrygujących czarnowłosych 

piękności, jakie kiedykolwiek widział, to jej oczy powinny były go ostrzec, że może ona 

okazać się bardzo mściwa i nieprzejednanie niebezpieczna, jak przekonał się teraz  na 

własnej skórze. Było za późno. Dał się złapać w pułapkę, którą na niego zastawiła i żadne 

background image

szarpanie nie mogło go z niej uwolnić.

background image

Rozdział 3

Książę wstawał zwykle wczesnym rankiem i około szóstej  udawał się na przejażdżkę. 

Tego dnia jednak obudził się o godzinę wcześniej. Otworzył oczy i zobaczył promienie słońca 

wpadające przez okno. Poprzedniego wieczoru położył się z jakimś dziwnym niepokojem, a jego 

węgierska intuicja podpowiadała mu, że coś jest nie w porządku.

Nie był pewien co to mogło być, ale miał nieodpartą  świadomość, że w jakiś sposób 

dotyczyło to markizy i lady Esme. Ponieważ zaraz po przebudzeniu się lubił być aktywny, więc 

wstał i ubrał się bez dzwonienia po lokaja, zszedł na dół i udał się w kierunku stajni. O tej porze 

kilka młodszych sprzątaczek ubranych w czepki i sukienki w kratkę zaczynało odsłaniać zasłony 

i czyścić paleniska. Książę  zauważył także, że lokaje sprzątali szklanki i kieliszki w salonie i 

pokoju karcianym, gdzie były pozostawione poprzedniego wieczoru. Później dopiero pojawią się 

starsi służący, by ich dopilnować, dać instrukcje i upewnić się, że wszystko jest w doskonałym 

porządku na czas, gdy zjawi się on lub jego goście. Fakt, że pojawił się nadzwyczaj wcześnie 

sprawił, że służący patrzyli na niego pytającym wzrokiem, jakby przeczuwali, że coś jest nie 

tak.   Książę  przeszedł   jednak   zdecydowanym   krokiem   do   stajni,   czując,   że   to   czego   mu 

najbardziej potrzeba, to przejażdżka na jednym z jego najszybszych koni. Potem będzie cieszył 

się walką o przewagę, w której będzie niezmiennie odnosił zwycięstwo, czerpiąc satysfakcję z 

faktu,   że   je   wywalczył.  Regularnie   sprowadzał   z   Węgier   konie,   które   były   półujeżdżone. 

Wiedział, że jego doświadczenie z końmi było doceniane nie tylko przez jego przyjaciół, ale 

przez wszystkich których zatrudniał. Doszedł do stajni, która od czasu gdy kupił zamek została 

całkowicie przebudowana. Zawsze winszował sobie nie tylko zaprojektowania budynku tak, by 

pasował   do   architektury   zamku,   ale   także   tego,   że   jego  konie   były   otoczone   znacznie 

większym komfortem niż u kogokolwiek innego w tym kraju.

Ponieważ   przyszedł   tak   wcześnie,   zastał   tylko   pomocnika,   który   rzucił   na   niego 

przestraszone spojrzenie, po czym  pośpieszył zawiadomić stajennego. Książę ruszył wzdłuż 

przegród   dla   koni   by   zdecydować,   którego   wybrać   na   dzisiejszą   jazdę   i   zauważył   z 

przyjemnością   że   koń   przywieziony   poprzedniego   tygodnia   z   Węgier   uspokoił   się.   Przy-

najmniej nie walczył już o wolność, nie próbował kopaniem rozbić przegrody, tak jak to robił 

po przyjeździe. Książę zdecydował, ponieważ był jakoś dziwnie zaniepokojony, że tego ranka 

będzie jeździł na Aspadzie. Miał właśnie otworzyć jego przegrodę, gdy przybiegł zadyszany 

stajenny.

background image

Dzień dobry, Wasza Wysokość — powiedział z szacunkiem. — Nie spodziewałem się 

pana tak wcześnie.

Wiem   Barton   —   odparł   —   ale   jest   taki   piękny   ranek,  że   przyda   mi   się   trochę 

gimnastyki. Książę samowolnie poddawał się rygorowi, by utrzymać swoje ciało i emocje 

pod ścisłą kontrolą. Odkrył, że całkiem dobrze czuje się po trzech godzinach snu, podczas 

gdy inni mężczyźni potrzebowali go dwa razy tyle.

Pomyślałem sobie Barton — powiedział — że miałbym ochotę pojeździć dzisiaj na 

Aspadzie. Widzę, że jest dużo spokojniejszy niż zaraz po przyjeździe.

Dobrze Wasza Wysokość — odpowiedział stajenny — To najświetniejszy koń, jakiego 

kiedykolwiek widziałem, a gdy książę go wytrenuje, będzie fantastyczny.

I   ja   tak   myślę   —   odrzekł   książę   i   postąpił   za   Bartonem,   żeby   otworzyć   drzwi 

przegrody, ale ku jego zdziwieniu mężczyzna zatrzymał się.

—O co chodzi? — zapytał książę.

Właśnie miałem powiedzieć Wasza Wysokość — odpowiedział Barton. — Była już tu 

dziś rano pewna dama i nalegała, żeby pojeździć na Gyorgy.

Książę patrzył na niego w zdumieniu.

—Gyorgy! — zawołał.

Tak Wasza Wysokość, oczywiście gdybym o tym wiedział, nie zgodziłbym się, ale był 

tu tylko ten przygłupi stajenny. Gyorgy nie jest bezpiecznym koniem dla kobiety. — 

Książę   wiedział,   że   to   była   prawda.   Gyorgy   był   koniem,   którego   on   sam   ujeżdżał 

ostatnio, ale stale jeszcze był bardzo dziki i czasem trudny do opanowania.

Myślę, że musiała tu zajść jakaś pomyłka, Barton. Czy  Jeb wie kim była ta kobieta, 

która poprosiła o Gyorgy?

On nie znał jej imienia, Wasza Wysokość — odparł Barton, ale powiedział, że była 

bardzo ładna i dużo młodsza od gości księcia, którzy zwykle tu przyjeżdżają.

Osiodłaj szybko Joska, a ja dowiem się od Jeba, w którą stronę pojechała ta pani.

Książę   odszedł   szybkimi   krokami,   a   Barton   pośpieszył-do  przegrody   Joska.   Był   on 

jednym z najszybszych i nawięk-szych koni w stajni i gdziekolwiek trzeba, zawiezie księcia 

szybciej, niż każdy inny.

Książę odnalazł Jeba, gdy ten niósł wiadra z wodą.

— Czy może wiesz — spytał spokojnie — w którą stronę pojechała panna Claydon na 

Gyorgy?

—  Tak, Wasza Wysokość — Jeb położył wiadra na ziemi, wskazał na daleki koniec 

background image

parku i wyjaśnił.

Widziałem jak odjeżdżała, Gyorgy wariował i martwiłem się, że może ją zrzucić, ale 

ona jechała na nim tak, jakby znała się na tym.

Mam nadzieję — odparł książę prawie bez tchu. Odwrócił się w stronę Bartona, który 

prowadził Joska ze stajni na podwórze.

Szybko dosiadł konia i gdy duży czarny ogier zaczął niespokojnie ciągnąć wodze by 

ruszyć, on poprowadził go  przez park we wskazanym przez Jeba kierunku. Jadąc myślał z 

niedowierzaniem, że jakakolwiek młoda dziewczyna wybrała Georgy na przejażdżkę uważając, 

że jest w stanie utrzymać się na koniu, który jemu samemu przysparzał tak wiele problemów. 

Nie tylko trudno go było utrzymać pod kontrolą, ale także płoszyło go wszystko, co było mu 

nie znane. Książę myślał, że znajdzie pannę Claydon, nie mógł sobie przypomnieć jej imienia, 

leżącą gdzieś na ziemi, nieprzytomną a gdy odwiezie ją do domu, będzie musiał wysłać dużo 

służby w poszukiwaniu konia. Nie przyszłoby mu nigdy do głowy, że ktokolwiek będzie chciał 

pojeździć konno   tak   wcześnie,   gdy   nie   będzie   jeszcze   Bartona,   który   by  nie dopuścił, by 

jakikolwiek niebezpieczny koń opuścił stajnię. Wiedział, że stało się tak, bo Jeb był zbyt głupi, by 

obudzić Bartona i spytać o radę i że Claydon na pewno zachwycona wyglądem Gyorgy poprosiła 

właśnie o niego. Kiedy myślał o niej, próbował przypomnieć sobie jak wyglądała, i jednego 

był pewien: na pewno nie była typem jeźdźca. Mógł tylko mieć nadzieję, że kiedy Gyorgy 

zrzuci  ją co bez  wątpienia  nastąpi  tak  szybko  jak to możliwe,  upadnie na  miękki  grunt, 

najlepiej na łąkach, gdzie raczej nie złamie sobie niczego. To na pewno wywoła poruszenie i 

popsuje przyjęcie, no i będzie musiał przepraszać markizę, tłumaczyć, dlaczego tak się stało.

Książę dojechał do granicy parku, potem pozwolił Josce na galop przez płaską część pola, 

którą ogier pokonał z szybkością jakiej nikt nie dorównałby mu na żadnych wyścigach. Zmierzał 

do najwyższego miejsca, skąd mógł mieć widok na kilka mil nad doliną przez którą przepływał 

mały strumień. Ścigając cugle spowodował, że Joska wspiął się na ostre wzniesienie wolniej i 

gdy dojechali na szczyt zatrzymał się.

Książę   najpierw   rozejrzał   się   w   oczekiwaniu,   że   zobaczy  w   zasięgu   ręki   leżące 

nieruchomo ciało i Gyorgy biegającego dziko w oddaleniu. Nie było śladu żadnego z nich i do-

piero, gdy popatrzył dalej, na wprost ponad drzewami w kierunku strumienia zobaczył ich w 

odległości jakichś dwóch  mil. Ku jego zdziwieniu dziewczyna wciąż jeszcze trzymała  się w 

siodle i spokojnie jechała wzdłuż strumienia.  Wyglądało, że chce znaleźć  miejsce do jego 

przekroczenia, chociaż nie miał pojęcia po co. W ostatnim miesiącu spadło dosyć dużo deszczu i 

strumień zwykle płytki, wezbrał podwójnie. Teraz, gdy już ją zobaczył, książę nie tracił czasu by 

zastanawiać się nad jej zamiarami, ale wiedział, że im prędzej dotrze do niej, tym lepiej. Zjechał 

background image

ze wzgórza znów pozwalając Josce na galop, który przywiódł go do doliny i który pozwolił na 

pokonanie odległości dzielącej go od Forelli w mniej niż piętnaście minut.

Ciągle   jechała   wzdłuż   strumienia   próbując   znaleźć   odpowiednie   miejsce   do 

przekroczenia go. Wymyśliła, że skoro Londyn był na północ od rzeki, najkorzystniej dla niej 

będzie jechać na południe. Chociaż zupełnie nie znała angielskiej wsi ani okolic posiadłości 

księcia, pomyślała, że ziemia po drugiej stronie wody wygląda na bardziej dziką i zaniedbaną. 

Była skoncentrowana na jednym, chciała uciec  i wiedziała, że miała dużo szczęścia mogąc 

jechać na tak silnym i wytrzymałym koniu. Musiała ściągnąć wodze i zatrzymać Gyorgy w 

miejscu, gdzie po raz pierwszy mogła dojrzeć dno strumienia. Wiedziała, że nie było tu zbyt 

głęboko i koń brodząc mógłby łatwo przedostać się na drugi  brzeg. W pewnym momencie 

spojrzała za siebie i zobaczyła  mężczyznę  zbliżającego się do niej na koniu. Instynktownie 

poczuła, że jest w niebezpieczeństwie i nie brnąc już dalej  w strumień zawróciła Gyorgy i 

popędziła, w kierunku w jakim jechali wcześniej. Koń jakby tylko czekał na to, by pokazać co 

potrafi. Żeby jednak zademonstrować swoją niezależność najpierw stanął dęba, mając nadzieję, 

że jeździec  spadnie, a potem ponieważ się to nie udało, posłuszny ostrogom ruszył  dzikim 

galopem.

Obserwując wierzgającego konia książę wstrzymał dech, spodziewając się, że zobaczy 

Forellę spadającą na ziemię.  Wiedział, że w takiej sytuacji niedoświadczony jeździec bardzo 

łatwo mógł być zrzucony. Kiedy zobaczył, że Forella nadal utrzymuje się w siodle, aczkolwiek z 

bardzo dużym  wysiłkiem, pomyślał że to cud, a jednocześnie wyzwanie dla  Joska. Książę nie 

musiał go nawet lekko dotykać batem czy użyć ostróg. Ogier naprężając każdy mięsień skoczył do 

przodu   z   grzmotem   kopyt.   Forelli   trudno   było   uwierzyć,   że   jakiekolwiek   zwierzę   mogło 

dorównać temu, na którym jechała ona. Nie zatrzymała się jednak, aż w końcu książę na Josce 

zrównał się z nią i wtedy rozpoznała, kto podążał za nią. Widok księcia sprawił jej ulgę, gdyż 

przypuszczała, że był to wysłany przez ciotkę markiz, który miałby ją sprowadzić z powrotem. 

Ponieważ nie było już sensu się ścigać, powoli  i co zauważył książę, bez większego wysiłku, 

zwolniła tempo. On postąpił tak samo. Po tak morderczej jeździe zadał całkiem inne pytanie niż 

zamierzał:

— Gdzie na litość boską nauczyłaś się jeździć w ten sposób?

Ponieważ było to tak niespodziewane odezwanie, Forella roześmiała się:

—  Gyorgy   jest   cudowny!   Zobaczyłam   jego   imię   napisane   na   przegrodzie,   więc 

wiedziałam, że przyjechał z Węgier.

- Oczywiście — odparł książę — aleja chciałbym wiedzieć panno Claydon, dokąd się na 

nim wybierasz?

background image

Forella chciała odpowiedzieć,  że właściwie nigdzie, gdy  uświadomiła sobie, że książę 

zauważył zwinięty węzełek przytroczony do jej siodła. Nie było tego dużo, ale pomyślała, że nie 

może   wyjechać   zupełnie   bez   niczego.   Ponieważ   Jeb   nie  rozumiał   o   co   jej   chodziło,   sama 

aczkolwiek z pewnymi trudnościami, ponieważ Gyorgy był zniecierpliwiony, przyczepiła węzełek 

do siodła. Była ekspertem w tych sprawach, ponieważ bardzo często musiała pakować wszystko 

co posiadała na konia, muła czy wielbłąda, gdy podróżowała ze swoim ojcem. W jednej kieszeni 

siodła miała szczotkę i grzebień,  a szczoteczkę do zębów, gąbkę i kawałek mydła w drugiej. 

Ponieważ zwykła podróżować z niewielkim bagażem, wiedziała, że przynajmniej przez jakiś czas 

nie będzie musiała  kupować tych niezbędnych rzeczy i tym samym naruszać niewielką sumę 

pieniędzy, jaką miała ze sobą. Zastanawiała się desperacko co odpowiedzieć, lecz książę uprzedził 

ją i pomyślała, że było to nadzwyczaj domyślne z jego strony:

—  Jeśli   uciekasz   to   myślę,   że   mam   przynajmniej   prawo  zapytać,   dokąd   zabierasz 

mojego konia?

Zobaczył jak rumieniec zalewa jej twarz, zanim odparła cicho:

—  Ja przepraszam... że kradnę go... ale przysięgam...  oddałabym go tak szybko... jak 

tylko byłoby to możliwe.

Po chwili książę rzekł:

—  Zastanawiam   się,   czy   moglibyśmy   o   tym   porozmawiać,   chociaż   nie   mogę   cię 

zmusić, żebyś mi zaufała. Jest coś, o co chciałbym cię prosić ze względu na Gyorgy.

Ponieważ sposób, w jaki to mówił nie był potępiający ani nieprzyjemny, a wydawał się 

być wręcz życzliwy, Forella powiedziała szybko:

—   Byłoby   dużo   prościej,   Wasza   Wysokość..   .jeśli   mógłbyś...   udać,   że   mnie   nie 

widziałeś i pozwolił mi... uciec.

—  Czy wyobrażasz sobie, jakie byłoby to dla mnie frustrujące— zapytał  książę—

zastanawiać się co się stało z tobą i Gyorgy, i nie być w stanie pomóc wam w kłopotach?

Małe światełko zabłysło nagle w oczach Forelli, gdy spytała:

Czy mógłbyś... pomóc mi... jeśli powiedziałabym... co się stało?

Mogę cię zapewnić — odpowiedział książę — że spróbuję z całej mocy zrobić to, co dla 

ciebie najlepsze.

Poczuł, że Forella odetchnęła z ulgą zanim powiedziała:

Bałam się, że będziesz... bardzo zły na mnie, że zabrałam Gyorgy, ale myślę, że żaden 

inny koń nie mógłby jechać szybciej... niż on.

—To dlatego go wybrałaś?

background image

Jak mogłam się oprzeć czemuś tak pięknemu, a poza tym jestem pewna, że mógłby 

prześcignąć każdego konia.

Skąd mogłaś to wiedzieć... — zaczął książę, po czym zatrzymał się. — Panno Claydon, 

ponieważ musimy porozmawiać, czy nie zjadłabyś ze mną śniadania na jednej z moich 

farm, niedaleko stąd?

Forella zawahała się, gdyż przyszło jej do głowy, że być może szuka on możliwości, by 

zabrać jej konia, żeby nie mogła odjechać, lub by w jakiś inny sposób zmusić ją do powrotu z 

nim do zamku.

— Nie knuję żadnego podstępu — powiedział — i jak już przyrzekłem wcześniej, pomogę 

ci jeśli będę mógł i mam nadzieję, że mi zaufasz.

Spojrzała na niego, a on pomyślał, że jej oczy mają bardzo dziwny kolor. Było w nich 

trochę zieleni, chociaż mogło to być tylko złudzenie odbitej trawy po której jechali.

—Ja... ufam ci — powiedziała cicho po pewnej przerwie.

Dziękuję — odparł książę — farma jest tam. — Wskazał na miejsce, gdzie w pewnej 

odległości widać było jakieś stogi siana, a za nimi dym unoszący się z komina.

Dotknął lekko Joska swoim batem i gdy ogier ruszył do przodu, Gyorgy podążył za nim. 

Jechali szybko w stronę farmy i książę stwierdził, że jeszcze nigdy nie znał kobiety, która 

umiałaby tak dobrze jeździć konno i która w jakiś magiczny sposób mogła utrzymać kontrolę 

nad koniem tak  dzikim jak Gyorgy. Dopiero kiedy dotarli do farmy i książę  skierował się w 

stronę   stajni,   gdzie   Gyorgy   już   kiedyś   był,   koń   zaprotestował.   Zaprezentował   rutynowe 

płoszenie się, stawanie dęba, wierzganie, ale książę który już zsiadł, obserwował tylko Forellę. 

Ona nie tylko pewnie siedziała  w siodle, ale utrzymywała nad koniem kontrolę w sposób, w 

jaki on sam nie umiałby lepiej i jednocześnie mówiła do Gyorgy:

— No chodź, odpoczniesz sobie trochę, nie chcę, żebyś się za bardzo zmęczył przez te 

wygibasy, bo będziesz zbyt wyczerpany, by zawieźć mnie tam, dokąd będę chciała.

W jej głosie było coś miłego i hipnotyzującego i Gyorgy wiedząc, że nie uda mu się jej 

zrzucić, stał się nagle łagodny. Pozwolił nawet bez żadnych dalszych protestów zaprowadzić się 

do stajni. Książę w milczeniu udał się do domu, gdzie w drzwiach czekała już rumiana kobieta w 

średnim wieku, która schyliła się w ukłonie, gdy zbliżyli się do niej.

—Dzień dobry, Wasza Wysokość, miło pana widzieć. Mieliśmy nadzieję, że książę znów 

nas niedługo odwiedzi.

No i oto jestem pani Hickson — odpowiedział książę — i przywiozłem ze sobą tę 

młodą damę na śniadanie. Jest ona tak samo głodna jak i ja.

background image

Pani Hickson skłoniła się w stronę Forelli i ciągle mówiąc poprowadziła ich do wygodnego 

pokoju ze stołem przy oknie. Wprawnie zasłała stół czystym obrusem.

-— Przyjechałeś  w  dobrym  czasie,  Wasza  Wysokość.  Mój  mąż   zabił   świniaka,  a   ja 

uwędziłam szynkę w zeszłym tygodniu, wiem że będzie ci smakowała, panie.

—  Jestem pewny, że tak — odpowiedział książę. — Zawsze to powtarzam, że nikt w 

całej posiadłości nie potrafi tak wędzić szynki jak pani.

Z uśmiechem zadowolenia pani Hickson wyszła spiesznie z pokoju. Książę spostrzegł, 

że Forella zdjęła z głowy swój kapelusz, stanęła na palcach i przeglądała się w lusterku. Kiedy 

odwróciła się w jego stronę pomyślał, że jest bardzo atrakcyjna.

Wyglądała zupełnie inaczej niż kobiety, które przedtem  widywał. Sprawiały to nie 

tylko jej włosy z domieszką złota i pojedynczymi loczkami wymykającymi się z koczka, które 

zresztą daremnie usiłowała utrzymać na miejscu, bo i tak układały się po swojemu. Było też 

coś   niesamowitego  w   jej   ogromnych,   zielonkawych   oczach.   Miała   bardzo   długie   rzęsy, 

ciemne na początku, zawinięte i złote na końcach. Uśmiechnęła się nieśmiało, potem usiadła 

przy stole mówiąc:

— Muszę przyznać, że teraz czuję się głodna.

Książę usiadł naprzeciwko niej i powiedział:

—Mamy dużo spraw do omówienia, ale wszystko będzie prostsze, jeśli powiesz mi 

najpierw, jak masz na imię.

—Forella.

—  A poza tym  — mówił dalej — powiedz, gdzie nauczyłaś  się jeździć lepiej niż 

jakakolwiek kobieta jaką znam.

Po chwili milczenia dodał:

Wyruszając na poszukiwanie ciebie byłem pewien, że znajdę cię gdzieś nieprzytomną i 

Gyorgy biegającego gdzieś daleko i zajmie godziny, jeśli nie dni, złapanie go.

Jeździłam od dziecka — odpowiedziała Forella po chwili — ale żaden z koni nie był 

tak świetny jak Gyorgy.  Po chwili ciszy dodała impulsywnie. — Odesłałabym go... z 

powrotem.

— Nie rozumiem, dlaczego musiałaś uciekać z zamku zaraz po swoim przyjeździe? — 

potem, jakby szukając słów dodał — Czy jestem rzeczywiście takim złym gospodarzem?

Mówił to lekko, ale ku jego zdumieniu, Forella wyglądając przez okno odezwała się z 

desperacją w głosie:

—Ja... ja... muszę jechać.

—Dlaczego?

background image

—Lepiej, żebym ci o tym nie mówiła.

Wolałbym dowiedzieć się od ciebie co się stało, niż usłyszeć o całej historii od twojego 

wuja i ciotki gdy wrócę.

—Myślę... że nie powiedzą... prawdy.

—Więc chyba powinienem wiedzieć?

Domyślał się, że stało się coś bardzo złego i pochylając się nad stołem nadał swojemu 

głosowi brzmienie, któremu dotychczas nie mogła się oprzeć żadna kobieta:

— Proszę, zaufaj mi Forello, przysięgam, że to co mi powiesz będzie naszą tajemnicą i 

nie zrobię nic, co mogłoby cię zranić lub pogorszyć sytuację.

Powoli odwróciła głowę ku niemu. Czuł, że potrzebuje  ona jakiegoś zapewnienia, iż 

może mu zaufać.

Nie pozostaje mi nic innego... jak tylko uciec i ukryć się.

—Przed czym?

—Przed tym, co stało się... ostatniej nocy.

—Czy powiesz mi, co się wydarzyło?

Forella wstrzymała na chwilę oddech, po czym powiedziała ledwo słyszalnym głosem:

— Hrabia.. Sherburn... wszedł do mojej sypialni przez pomyłkę, myśląc, że to... pokój 

lady Esme.

Książę zesztywniał, gdyż trudno mu było uwierzyć, że to co słyszy jest prawdą, ale kiedy 

Forella mówiła dalej zrozumiał.

— Spałam — mówiła — i kiedy się obudziłam przestraszyłam się, bo w moim pokoju... 

był mężczyzna, ale zanim... zdołałam coś powiedzieć, do pokoju weszła ciotka Kathie.

Książę nie musiał słuchać dalej by wiedzieć, co nastąpiło później. Był to rewanż Kathie 

Claydon planowany już wtedy, gdy widział z jaką nienawiścią patrzy na Esme Meldrum  w 

bawialni. To był rewanż, któremu instynktownie chciał  przeszkodzić zabierając ją do innego 

pokoju i pokazując obraz, który kupił. Gdy Forella trochę chaotycznie opowiedziała mu co się 

zdarzyło, zgadł, że hrabia pomylił, zgodnie z planem Kathie, pokój Forelli z sypialnią zajmowaną 

przez Esme. A Kathie czekała na niego jak kot na mysz przy mysiej dziurze.

Jak... ja mogę poślubić mężczyznę... z którym... nigdy nawet nie rozmawiałam? — 

spytała Forella. To właśnie dlatego... musiałam uciekać.

—Rozumiem, co czujesz — powiedział książę cicho.

Ro-rozumiesz mnie... naprawdę?

Oczywiście, że tak — odpowiedział — ale dokąd się wybierałaś?

background image

Forella wykonała mały bezradny gest, który był w jakiś sposób bardzo patetyczny.

—  Jestem  w Anglii...  dopiero  od dwóch tygodni...  ale  myślałam,  że   znajdę  jakieś 

miejsce, gdzie mogłabym się ukryć przed ciotką Kathie, dopóki to wszystko nie pójdzie  w 

zapomnienie.

A masz ze sobą jakieś pieniądze?

— Mam... trochę.

Po czym dodała niechętnie, jakby czytała mu w myślach:

—Prawie pięć funtów.

I myślisz, że rzeczywiście wystarczyłoby ci, żebyś nie głodowała?

— Mogłabym znaleźć... jakąś pracę— odpowiedziała broniąc się Forella.

—A co umiesz robić?

Zastanawiałam się nad tym — powiedziała. — Umiem gotować, chociaż być może nikt 

nie zatrudniłby mnie  bez żadnych  referencji, a poza tym  znam dobrze kilka  obcych 

języków, także arabski.

Książę zdumiony zapytał:

—Gdzie się tego nauczyłaś?

—Byłam w wielu dziwnych miejscach z moim ojcem.

Obawiam się, że nic o tobie nie wiem — powiedział książę. — Proszę, opowiedz mi o 

swoich rodzicach. Jestem ciekaw, jacy byli.

Mój ojciec pod koniec lutego zmarł na tyfus w Neapolu. Gdy to powiedziała, zauważyła 

lekkie zdziwienie w o-czach księcia, tak jakby zastanawiał się, dlaczego Forella nie nosi 

żałoby, wyjaśniła więc szybko:

Tata prosił, żeby nikt nie nosił żałoby po nim, bo... on nie wierzył w śmierć.

Zamilkła na chwilę, po czym dodała:

Na Wschodzie, gdzie spędziliśmy dużo czasu, wszyscy wierzą w reinkarnację. Tata był 

pewien, że ponieważ tak bardzo kochali się z mamą spotkają się znów w innym życiu. .. 

Mówił, że miłość jest niezniszczalna i nie może umrzeć!

Więc kiedy umarł twój ojciec, przyjechałaś z powrotem do Anglii?

Nie napisałabym do wuja Georga — powiedziała Forella— ale zrobił to nasz sługa. 

Znam go od dawna, gdy  byłam jeszcze małym dzieckiem i uważał, że tak powinien 

postąpić.

—Miał rację — zgodził się książę.

Ale ja nie chcę prowadzić życia, z jakiego śmiał się tata. Mówił, że towarzystwo jest 

background image

wielkim nonsensem i składa się z głupich ludzi, którzy ścigają się ze sobą o większe i 

lepsze tytuły, tracąc czas i energię na hazard, narzekania i plotki.

Mówiła to w tak zabawny sposób, że książę musiał się roześmiać.

Myślę, że twój ojciec miał rację, ale jednocześnie nie  ma specjalnej alternatywy dla 

takiej młodej damy jak ty.

Ja nie chcę być „młodą damą" — powiedziała Forella przekornie. — Chciałabym nadal 

żyć tak, jak żyłam z tatą, tylko nie jestem pewna, jak mogę to zrobić... sama.

— A jak żyłaś; ze swoim ojcem?

Uśmiechnęła się do niego psotnie, dając tym do zrozumienia, że będzie zdziwiony gdy 

się dowie.

— Urodziłam się w namiocie Beduinów — odpowiedziała — próbowałam dotrzeć do 

źródeł Gangesu, wspinałam się po niższych partiach Himalajów, widziałam łowców głów w 

Sarawah, a na dokładkę jadłam obiad z plemieniem, którego ulubionym daniem jest upieczony 

chrześcijanin.

Książę   patrzył!   na   nią   niedowierzająco,   a   ona   roześmiała  się   widząc   jego   minę. 

Pomyślał, że jej śmiech brzmi tak naturalnie i spontanicznie, jak śmiech dziecka.

—   Spytałeś   mnie,   ale   nie   musisz   mi   wierzyć   —   powiedziała,   zanim   zdążył   się 

odezwać.

Myślę, że poznałbym, gdybyś kłamała — odparł książę.

—Dlaczego * tak uważasz?

Mam intuicję i chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, wiem że mówisz* prawdę.

Więc jeśli i mi wierzysz, wiesz, że nie chcę spędzić mojego życia z ludami, którzy 

głównie zajmują się obgadywaniem swoich nieobecnych przyjaciół.

Usta księcia ściągnęły się i powiedział:

— Myślą, że; to dosyć surowy osąd.

Poza tym — ciągnęła Forella innym tonem — nienawidzę siedzieć całymi dniami w 

przegrzanym, przeperfumowanym pokoju, przymierzając ubrania i jedząc w regularnych 

odstępach czasu. Zamilkła na chwilę, po czym zapytała:

Czy masz pojęcie, ile mogą zjeść codziennie tacy ludzie jak wuj George i ciotka Kathie? 

Jeśli włożyłbyś to wszystko razem do wiadra, można byłoby nakarmić setki głodujących w 

Indiach dzieci.

Mówiła   to   dosyć   zapalczywie,   więc   książę   chcąc   załagodzić   napiętą   atmosferę, 

powiedział:

— Rozumiem, że jest to dla ciebie pewien szok, nawet kulturowy.

background image

Forella wzruszyła lekko ramionami, zanim odparła:

Od momentu przyjazdu do Anglii nosiłam się z zamiarem jak najszybszego wyjazdu 

stąd, a teraz tym bardziej nie mogę tu pozostać.

Nie uważasz, że poślubienie hrabiego Sherburn dałoby ci w towarzystwie pozycję, którą 

większość młodych kobiet uznałaby za godną pozazdroszczenia? — spytał książę.

To właśnie powiedział wuj George, ale moja odpowiedź brzmi „nie". Jak mogłabym 

poślubić mężczyznę, którego nie kocham? A poza tym, hrabia jest zakochany w kimś 

innym.

Książę nawet nie próbował się spierać.

Cały ten pomysł wydania mnie na siłę za mąż, ponieważ ciotka Kathie chce się mnie 

pozbyć, jest poniżający  i wstrętny — ciągnęła Forella. — W żadnym razie nie chcę 

pozycji w towarzystwie za cenę bycia kukiełką która pociągana za odpowiednie sznurki 

będzie mówiła' właściwe rzeczy, a także zachowywała się i myślała w sposób, jaki jej się 

powie by myślała! Chcę być wolna... chcę być sobą!

Czy jesteś pewna, że jest to całkiem niewykonalne w otoczeniu, w jakim żyją twój 

wuj i ciotka?

Książę zadał to pytanie poważnie i ku jego zdziwieniu, zamiast popatrzeć na niego ze 

złością Forella zastanowiła się zanim odpowiedziała:

— Jest to problem, który zwykliśmy dyskutować z tatą. Myślę, że każdy może być sobą 

wszędzie w świecie tak długo, jak długo nie jest zmuszany do robienia rzeczy, które on  sam 

uważa za złe. Tata mówił, że całe życie jest poszukiwaniem samego siebie, a ponieważ on i mama 

byli tak szczęśliwi razem, nie miało to znaczenia, jakie niewygody musieli  znosić, ponieważ 

mogli się z nich śmiać, a każdy nowy dzień był dla nich odkryciem.

A cóż takiego spodziewali się oni odkryć? — spytał książę.

Myślę, że prawdziwą odpowiedzią na to są ich Dusze — odpowiedziała Forella.

Mówiła prosto i książę znów pomyślał, że to dziwne, iż

 

ktoś mógł mówić takie rzeczy, 

nie będąc tym zażenowany.  W tym momencie drzwi otworzyły się i do pokoju weszła  pani 

Hickson niosąc tacę z jedzeniem. Chwilę później Forella odezwała się:

Tata opowiadał, jak wspaniałe są angielskie jaja na bekonie. Spróbowałam ich po raz 

pierwszy i teraz dopiero wiem, co rzeczywiście miał na myśli. Mówiąc to poczęstowała się 

jeszcze jednym kawałkiem chleba i posmarowała go masłem. Książę nalał sobie filiżankę 

herbaty, zanim powiedział:

Myślę Forello, że teraz powinniśmy wrócić do najważniejszego pytania, a mianowicie 

background image

co masz zamiar zrobić.

Zgodziłeś się przecież, że powinnam wyjechać — odparła szybko Forella.

Powiedziałem, że rozumiem dlaczego chcesz to  zrobić.

—Ale nie zatrzymasz mnie?

Myślę, że tak naprawdę to powinienem to uczynić — odpowiedział książę.

Forella odłożyła kromkę chleba i odezwała się zupełnie innym tonem:

Po tym jak mnie tu przywiozłeś i kiedy ci zaufałam, nie możesz mnie zdradzić.

Mam nadzieję, że nadal będziesz mi ufać -  odpowiedział   książę.   —   Jednocześnie 

musisz zdać sobie sprawę, że twoja ucieczka jest prawie niewykonalna.

Zrobię to i nie masz prawa mi przeszkodzić.

- Nawet nie mam zamiaru, ale dostrzegam ogrom trudności, jakie mogą cię czekać.

—Pokonywałam już różne trudności.

—Ale nie sama.

To była niezbita prawda i Forella milczała, gdy on mówił dalej:

Na samotną kobietę czyha tak wiele niebezpieczeństw, że trudno byłoby je policzyć. Bez 

wahania ktoś ukradłby ci Gyorgy, a wtedy znalazłabyś się w biedzie, bez pieniędzy i 

zdana na samą siebie.

Dlaczego mam w to wierzyć? — spytała Forella wrogo.

Dlatego, że taka właśnie jest prawdziwa Anglia — odpowiedział książę.

Więc im szybciej wyjadę z tego kraju, tym lepiej — odpowiedziała Forella.

To, co mam zamiar ci zaproponować jest prostsze. Rozumiem, że nie możesz się zwrócić 

o pomoc do rodziny ojca,  ale na pewno musisz mieć w kraju jakąś rodzinę ze strony 

matki? — zapytał książę.

Po chwili ciszy Forella powiedziała ostro:

— Moja matka nie była Angielką!

Ku jej zdziwieniu książę wykrzyknął:

Miałem rację! Czułem, że jest w tobie coś innego. Przypuszczam, że twoja matka była 

Węgierką!

—Dlaczego tak uważasz?

— Bo chyba tylko osoba, w których żyłach płynie węgierska krew, potrafi tak dobrze 

jeździć konno. Jest też coś w twojej twarzy, co mnie zastanowiło, ale teraz już wiem.

—  Tak,   moja   matka   była   Węgierką—   przyznała   Forella   —   ale   ciotka   Kathie 

powiedziała,   żebym   nikomu   o   tym  nie   mówiła.   Mogłoby   to   podobno   sprawić,   że   żaden 

background image

mężczyzna nie zechciałby mnie poślubić.

Książę odwrócił głowę i zaśmiał się:

- Nigdy nie słyszałem czegoś równie śmiesznego! Przypuszczam iż wiesz, że także jestem 

Węgrem?

—Tak, oczywiście.

—Więc czemu nie opowiedziałaś mi o swojej matce?

—Nie myślałam, że to by mogło cię zainteresować.

—Oczywiście, że tak! Jak się nazywała, zanim poślubiła

twojego ojca?

Rakozi, ale nie sądzę, żeby ci to coś mówiło. Jej rodzina pochodziła ze wschodnich 

Węgier.

Oczywiście, że słyszałem o nich — odparł książę. — Są słynną węgierską rodziną i 

tak się składa, że ich ziemie sąsiadują z moimi.

Matka uciekła z tatą więc jeśli masz to na myśli, Rakozi na pewno nie powitają mnie 

z radością.

Wątpię,  rzeczywiście  — głośno zastanawiał  się książę — jednocześnie myślę,  że 

zabrałoby to bardzo dużo czasu, żeby sprawdzić jaki jest ich stosunek do tej sprawy. Mam 

całkiem inny pomysł.

—Jaki? — spytała Forella.

W jasności jej oczu mógł prawie zobaczyć kłębiące się w głowie myśli. Powiedział 

bardzo cicho:

— W obojgu nas płynie węgierska krew Forello i chociaż byłem gotowy już przedtem ci 

pomóc, teraz uważam, że jestem do tego zobowiązany honorem jako twój krajan.

— Naprawdę, pomożesz mi?

Stale nie była go pewna, ale zauważył w jej oczach błysk  nadziei, którego nie było 

wcześniej.

—  Rozumiem — książę mówił powoli — że byłoby niemożliwe, czując to co czujesz, 

poślubić hrabiego Sherburn,  nawet jeśli ze społecznego punktu widzenia byłby to znakomity i 

nieoczekiwany ślub.

— Ale on kocha lady Esme — odpowiedziała Forella. Książę pomyślał, że były inne, 

bardziej adekwatne określenia uczuć łączących hrabiego i Esme Meldrum, lecz Forella, pomimo 

włóczęg po świecie, była zbyt niewinna by to zrozumieć.

To   byłby   rzeczywiście   bardzo   nieszczęśliwy   dla   ciebie   sposób   zamążpójścia— 

background image

powiedział— a to co jest dla mnie ważne, to twoje uczucia. Więc zamiast jechać sama 

w nie znany kraj i stawiać czoła niebezpieczeństwom, niedostatkowi, a może i głodowi 

mając tylko pięć funtów w kieszeni, chcę ci coś zaproponować.

Jeśli myślisz o rozmowie z ciotką Kathie mogę ci zaręczyć, że nie będzie słuchać — 

powiedziała Forella szybko. — Chce mnie wydać za mąż i myślę, chociaż mogę się 

mylić, że także w jakiś sposób chce ukarać tym ślubem hrabiego.

—Sama to wymyśliłaś? — dopytywał się książę.

Wywnioskowałam to ze sposobu, w jaki patrzyła na mnie ostatniej nocy i z tonu jej 

głosu — odpowiedziała Forella. — Nie wiem dlaczego, ale jestem pewna, że była zła na 

niego nie tylko z tego powodu, że znalazł się w mojej sypialni, ale z zupełnie jeszcze 

jakichś innych przyczyn.

Teraz, odkąd książę wiedział że jest Węgierką był pewien,  że jej intuicja jest tak samo 

silna jak jego, ale nie było sensu o tym mówić, odparł więc tylko łagodnie:

Chcę ci zaproponować i wiem że będzie to bezpieczniejsze i wygodniejsze, niż twój 

plan, żebyś schroniła się w domu, który znajduje się jakieś pięć mil stąd.

—Dom? — spytała Forella.

Mieszka   w   nim   moja   krewna   —   odpowiedział   książę   —   która   ponieważ   jest 

częściowo sparaliżowana, sama  prowadzi tam spokojne i ciche życie w dworku, który 

kupiłem jej pięć lat temu, gdy po raz pierwszy przyjechała z Węgier.

—Jest Węgierką?

—Tak jak powiedziałem, jest moją krewną.

—I... mogłabym z nią zostać?

— Myślę, że byłaby tym zachwycona. Nie mówi dobrze po angielsku i tak naprawdę nic 

nie wie o życiu towarzyskim w tym kraju, który ty uznałaś za nieprzyjazny. Jest bardzo oczytaną 

i inteligentną osobą i myślę, że spodobacie się sobie.

Forella popatrzyła na niego, zanim zapytała:

Czy rzeczywiście nie powiesz wujowi George i ciotce Kathie, gdzie się ukrywam?

Daję ci słowo, a kiedy okaże się w zamku, że zniknęłaś,   będę   udawał   ogromne 

zdziwienie.

Co ze stajennym, on na pewno powie, że zabrałam Gyorgy?

Zostaw   to   mnie   —   powiedział   książę   —   znajdę   jakieś  wytłumaczenie,   może   że 

znalazłem Gyorgy włóczącego się po polu i zostawiłem go pod opieką przyjaciół — 

uśmiechnął się, zanim dodał. — Spodziewam się, że chciałabyś móc na nim jeździć, gdy 

background image

będziesz w Dworku Ledbury?

— Czy właśnie tak się nazywa ten dom, do którego mnie zawieziesz?

Książę przytaknął, a Forella zaklaskała:

Czy możesz być rzeczywiście tak miły... i wyrozumiały... nie wiem jak ci dziękować.

Tak   jak   ci   powiedziałem   —   odpowiedział   książę   —  Węgier   nie   może   pozostać 

obojętny na głos innego Węgra wołającego o pomoc.

—Dziękuję... dziękuję.

Książę sięgnął do kieszeni kamizelki po swój zegarek i powiedział:

—  Ponieważ droga do Ledbury zabierze nam trochę czasu, więc myślę, że powinniśmy 

ruszać niezwłocznie. Muszę być na śniadanie w zamku, by stawić czoła nowinom, gdy ogłoszą 

twoje zniknięcie. Oczy Forelli miały figlarny wyraz, gdy powiedziała:

— Jest przynajmniej jedna osoba, którą na pewno zachwyci moje zniknięcie i która 

będzie miała nadzieję, że jestem już nieżywa. Tym kimś jest hrabia Sherburn. Książę roześmiał 

się, zanim powiedział:

Nie mam zamiaru temu zaprzeczać. Osmond Sherburn mówił od lat, że nie ma zamiaru 

się żenić.

On będzie zadowolony, natomiast ciotka Kathie wściekła.

Moja kuzynka zajmie się tobą— obiecał książę —  a tak przy okazji, nazywa się 

księżniczka Maria Dabas.

Forella uśmiechnęła się do niego zachwycona i powiedziała:

To jakby przeznaczenie, że mama opuściła dom i wszystko co węgierskie by być z tatą i 

teraz ja wracam, żeby być uratowana przez Węgra przed czymś, co byłoby dla mnie bez 

wątpienia piekłem.

—Z tego co mówisz, Forello — odpowiedział książę — myślę że los odgrywa bardzo 

znaczącą rolę w twoim życiu.

—Ależ oczywiście — przytaknęła dziewczyna.

Mogę cię tylko zapewnić, że to było zrozumiałe —  rzekł książę — a teraz chodź i 

pokaż mi jeszcze raz, jak dobrze dajesz sobie radę z Gyorgy.

Wstał od stołu i nie zastanawiając się nad tym, wyciągnął do niej rękę jak do dziecka. 

Gdy ona wsunęła swoją dłoń  w jego pomyślał, że właściwie pomagając jej w ucieczce za-

chowuje się karygodnie. Ale jego instynkt i węgierska intuicja mówiły mu, że nie tylko było to 

słuszne, ale też nie było innego wyjścia.

background image

Rozdział

 

4

Przejechali już kawałek drogi, zanim książę odezwał się:

—Myślałem o nowej tożsamości dla ciebie.

Tak, rzeczywiście, to bardzo ważne — zgodziła się Forella.

Wydaje mi się, że najlepszą rzeczą i na pewno najbardziej wiarygodną jest przedstawić 

cię jako córkę mojego węgierskiego przyjaciela, który zamierzał przyjechać do mnie.

—Węgierskiego? — przerwała Forella.

Chcę ci zasugerować, żebyś przybrała nazwisko twojej matki — odparł książę — a jeśli 

się nie mylę, miała też i tytuł.

Była   hrabianką—   potwierdziła   Forella—   ale   oczywiście   nigdy   się   tym   nie 

posługiwała.

Teraz się przyda — stwierdził książę. — Będziesz hrabiną Forella Rakozi.

Forella roześmiała się.

—  Ależ   ja   usiłuję   właśnie   uciec   od   towarzystwa   i   tych  wszystkich   błyszczących 

głupstw.

Książę pokręcił głowę.

— W tym przypadku musisz zgodzić się na te frywolności... Zakładam, że umiesz mówić 

po węgiersku na tyle dobrze, że nikt nie będzie mógł zakwestionować twojego pochodzenia.

—  To mnie  obraża — odpowiedziała  Forella.  — Mama  mówiła po węgiersku, gdy 

byłyśmy same, po to, by nie wyjść  z wprawy. Tata też dobrze nim władał, tak jak i wieloma 

innymi językami.

Mówiła  to z  odrobiną  prowokacji w  głosie  i książę  już się  nie   spierał   z   nią,   tylko 

powiedział prawie uniżenie:

—Przepraszam.

Myślę, że wyśmiewasz się ze mnie — odparła Forella — ale ponieważ mam tak mało 

rzeczy należących tylko do mnie, moja inteligencja jest mi szczególnie droga.

To była tak oryginalna uwaga, że książę roześmiał się i pomyślał, że jego kuzynka, która 

jak   już   wspomniał   była   bardzo   inteligentną   kobietą,   uzna   Forellę   za   pociechę   w   swojej 

monotonnej w tych dniach egzystencji.

— Teraz musimy to wszystko poukładać w głowach — powiedział książę — tak, żeby 

background image

wersje naszych opowiadań zgadzały się.

Wiedział, że Forella słucha z przejęciem, gdy mówił da-lej:

— Opuściliście Węgry około miesiąca temu, żeby przyjechać do Anglii i zamieszkać ze 

mną, ale gdy przyjechaliście do Triste, twój ojciec nagle zmarł.

Forella zauważyła, że trzyma się on możliwie blisko prawdziwej wersji wydarzeń.

Więc przyjechałaś do Anglii sama — kontynuował książę —ponieważ jesteś w żałobie, 

nie chcesz być w Londynie, ale wolisz raczej zamieszkać na wsi w ciszy, to znaczy wła-

śnie tam gdzie cię teraz zabieram.

To jest bardzo dobra i wiarygodna opowieść — przytaknęła Forella. — Muszę bardzo 

uważać, żeby zapamiętać swoje nowe nazwisko.

Jestem pewien, że nie będzie z tym żadnych trudności, a kiedy dojedziemy na miejsce 

chciałabym, żebyś napisała krótką kartkę do swojego wuja.

—Kartkę? — strach znów pojawił się w oczach Forelli.

Tylko po to, żeby mu dać znać, że odjechałaś by zamieszkać z jakimiś przyjaciółmi — 

powiedział książę szybko — że jesteś całkiem bezpieczna i nie ma potrzeby martwić się 

o ciebie.

Gdy Forella milczała, on po chwili dodał:

— W innym razie, jeśli okaże się że po prostu zniknęłaś, jest bardzo prawdopodobne, że 

twój wuj wyśle policję i detektywów w poszukiwaniu ciebie.

Forella krzyknęła ze strachu.

—Nie można do tego dopuścić!

Nie, oczywiście, że nie — zgodził się książę — dlatego właśnie jest tak ważne, żebyś 

napisała list w którym oczywiście nie podasz adresu.

Myślę, że jesteś bardzo mądry — powiedziała po chwili zastanowienia się. — Jestem ci 

bardzo wdzięczna.

Potem, ponieważ książę miał niewiele czasu, jeśli chciał wrócić do zamku o rozsądnej 

godzinie, jechali dosyć szybko i gdy konie galopowały łeb w łeb, nie dawało się rozmawiać. W 

pewnym momencie książę powiedział:

— Przed nami Little Ledbury!

Przez chwilę Forella widziała tylko drzewa i potem między nimi kilka krytych słomą 

dachów.   Dalej   odkryła   małą  wioskę,   gdzie   czarne  i  białe   domki  z  krytymi  słomą  dachami 

wyglądały jak z bajki. Przed każdym z nich był mały ogródek mieniący się kwiatami. Poza małym 

sklepem z oknami w kształcie łuków i kościołem z szarego kamienia nie było nic więcej.

Jakieś pięćdziesiąt jardów za kościołem wjechali w bramę, gdzie po obu jej stronach niby 

background image

strażnicy siedziały dwa kamienne lwy. Kiedy Forella zobaczyła już Dworek Ledbury zrozumiała, 

że pochodzi on z tego samego okresu co kościół,  czyli XVII w. Wybudowany także z szarego 

kamienia i z wysokimi kominami był bardzo piękny. Nad wejściem umieszczona była kamienna 

tablica z datą „1623" upamiętniającą jego pierwszego właściciela. Dom nie był duży. Miał trzy 

piętra i szybki w oknach w kształcie rombów. Z jednej strony ogrodzony był wysokim murem. 

Kłębiące się na dachu  i trzepocące wokół ogromne ilości gołębi sprawiały wrażenie, że dom 

wyglądał jak ze snu. Były tak piękne, że Forella z zachwytem powiedziała:

— Gołębie! Towarzysze Afrodyty!

Gdy zsiedli z koni pojawiło się dwóch stajennych, którzy przywitali księcia z szacunkiem, 

po czym  odprowadzili  konie  do stajni.  Gyorgy próbował  wierzgać,  ale  stajenny szybko  go 

uspokoił. Forella obserwowała go z niepokojem.

—  Nic mu nie będzie. Thomas jest bardzo doświadczonym człowiekiem, inaczej nie 

powierzyłbym mu stajni, powiedział książę.

Wskazywało to, że w posiadłości znajduje się więcej koni i gdy wchodzili do domu 

Forella zastanowiła się, jak sobie  radzi z tym  wszystkim częściowo sparaliżowana kuzynka 

księcia. Jednak nie wypadało pytać o to, czy nawet myśleć o czymś innym niż o swojej nowej 

tożsamości. Książę po powitaniu się z kamerdynerem rzekł:

— Jestem pewien, że chciałabyś  się trochę odświeżyć,  a dla mnie będzie zręczniej 

najpierw porozmawiać z kuzynką na osobności zanim przedstawię jej ciebie.

— Tak, oczywiście — zgodziła się Forella.

Książę zwrócił się do kamerdynera:

Newman, czy możesz poprosić swoją żonę, by zajęła  się moim gościem? — Potem 

przyprowadź panią do saloniku, gdzie jak się spodziewam znajdę Jej Wysokość.

Tak jest — odpowiedział Newman i poprowadził ją schodami na górę, gdzie czekała 

już na nich starsza kobieta. Ukłoniła się lekko i powiedziała:

Witam panią, bardzo się cieszymy, że książę znów nas odwiedził.

Nie   czekając   na   odpowiedź   skierowała   się   do   pięknej   sypialni.   Okno   ozdobione 

kwiecistymi zasłonami wychodziło na starannie utrzymany ogród, który jak spostrzegła Forella, 

prowadził do małego strumienia. Pani Newman nie przestawała mówić, pomagając Forelli zdjąć 

kapelusz, a potem żakiet.

— Jest bardzo gorąco, proszę pani — powiedziała. — Jej Wysokość zrozumie, że będzie 

się pani lepiej czuła tylko w samej bluzce.

Była to w istocie bardzo ładna bluzka. Uszyta z białego batystu z wstawką z prawdziwej 

koronki,   o   której   sprzedawca   zapewniał,   że   właśnie   nadeszła   z   Paryża.   Na   wzór   francuski 

background image

zrobiona była z zielonej piki i zakończona białą wstążką. Forella dostała ją od ciotki.

— To jest coś, co nie nadaje się na polowanie — powiedziała markiza.

Forella była zbyt zajęta ucieczką, by jeszcze myśleć o ubraniach, i teraz dopiero uzmysłowiła 

sobie, że miała tylko jedną suknię w pakunku przytroczonym  do siodła Gyorgy.  Pomyślała 

jednak, że najlepiej będzie nie mówić o tym, co ze sobą przywiozła, dopóki nie będzie pewna, że 

kuzynka księcia pozwoli jej tu zostać. Umyła więc twarz i ręce, a pani  Newman uczesała ją. 

Potem czując się już trochę lepiej podeszła do schodów, gdzie w hallu czekał na nią Newman. Gdy 

schodziła na dół modliła się, żeby nie było żadnych nagłych zmian w planach i żeby nie musiała 

po tym wszystkim wyruszyć znów sama w drogę. Teraz myśląc o tym, zdała sobie sprawę, jakie 

to było przerażające przedsięwzięcie. Kiedy uciekała, w potwornej panice nie miała czasu myśleć o 

szczegółach ani o tym, jak da sobie radę z Gyorgy i bardzo małą sumą pieniędzy.

„Książę   ma   rację   i   jest   bardzo...   bardzo...   dobry"   —   stwierdziła   wchodząc   do   hallu. 

Pomyślała nagle z lękiem, że być może gdy do niego podejdzie okaże się, że on zmienił zdanie, 

ale gdy ukazała się w pięknym saloniku do którego słońce wpadało przez okna złotą powodzią, 

wiedziała gdy wstał na jej widok, że wszystko jest w porządku. Jakby domyślał się, co ona może 

czuć, podszedł do niej i wziął za rękę.

— Kuzynko Mario, to jest Forella Rakozi o której ci mówiłem.

Mówił po węgiersku i księżniczka odezwała się w tym samym języku wyciągając do niej 

rękę:

— Biedne dziecko, tak mi cię szkoda, oczywiście, że możesz zostać ze mną tak długo jak 

sobie życzysz. Dla mnie będzie to cudownie mieć tu kogoś, z kim mogłabym rozmawiać w moim 

języku.

Forella dygnęła.

To bardzo miło ze strony Waszej Wysokości — powiedziała myśląc jednocześnie, że 

księżniczka   musiała   być  kiedyś   bardzo   piękna,   Forella   czuła,   że   coś   instynktownie 

ciągnie ją do księżniczki i była prawie pewna, że tamta odczuwa to samo. Potem kiedy już 

usiadła, księżniczka powiedziała:

Jesteś bardzo piękna i nic w tym dziwnego, Rakozi słynął przecież z tego, czyż nie tak 

Janos?

—Zawsze tak mówiono — odpowiedział książę — i oczywiście zgadzam się z tym.

Obawiam się, że możesz się tu nudzić — rzekła księżniczka — ale Janos powiedział mi, 

że jesteś w żałobie i potrzebujesz ciszy.

Mam nadzieję ją tu znaleźć — odparła Forella — i mogę tylko być wdzięczna za 

background image

gościnę.

To ja powinnam dziękować tobie — odpowiedziała księżniczka — nie mogę udawać, 

że to miejsce kipi wesołością. Wyglądało to na wymówkę, ale książę roześmiał się:

Chcesz, żeby było mi ciebie żal kuzynko Mario — zaprotestował — ale tak samo 

dobrze jak ja wiesz, że doktor kazał ci odpoczywać.

Księżniczka położyła mu dłoń na ramieniu i powiedziała:

Tak naprawdę to ja nie narzekam Janos, i wiesz, że jestem ci niezmiernie wdzięczna za 

to wszystko, co dla mnie zrobiłeś.

Teraz   czuję   się   zażenowany   —   zaprotestował   książę.   —   Zostawiam   ci   Forellę, 

podczas gdy ja wracam dopilnować mojego przyjęcia.

Czy   jest   to   jak   zwykle   kolekcja   pięknych   kobiet   szukających   rozrywki   i   kobiet 

poszukujących przystojnych mężczyzn? — dopytywała się księżniczka.

Książę roześmiał się.

— Nie mógłbym tego wyrazić lepiej.

Pocałował ją w rękę i powiedział:

Wybacz mi, że zabiorę na chwilę Forellę do pokoju  dziennego. Ma adresy ludzi, z 

którymi powinienem skontaktować się w jej imieniu.

Tak, oczywiście — odparła księżniczka. — Znajdziesz tam wszystko co potrzeba.

Forella wstała, a księżniczka zwróciła się do księcia:

—Kiedy znów cię zobaczymy?

Całkiem   niedługo   —   może   gdy  skończy   się   przyjęcie,  zanim   jeszcze   wyjadę   do 

Londynu.

Będę zachwycona — odpowiedziała księżniczka, usiadła i patrzyła jak Forella wychodzi 

z księciem, potem wzięła  do rąk gazetę, którą czytała zanim jej przerwano i uważnie 

zaczęła studiować „Wiadomości Dworskie", szukając imienia swojego kuzyna.

Książę i Forella weszli do pokoju dziennego i gdy zamknął drzwi powiedział:

Napisz list do swojego wuja. Chcę także, żebyś podała mi swoje wymiary.

—Wymiary? — spytała Forella zdziwiona.

Nie sądzę, żebyś miała zamiar codziennie ubierać się w to samo.

Rzeczywiście,   zapomniałam   o   tym   —   powiedziała   Forella   —   i   podejrzewam,   że 

księżniczka mogłaby to uznać za dziwne, że nie mam żadnych strojów.

Nawet bardzo — zgodził się książę. — Dlatego muszę posłać po jakieś do Londynu.

background image

Zapadła cisza i rumieńce napłynęły na policzki Forelli, gdy ta odezwała się speszona:

—Uważam, że to jest... przesada.

Chcesz przez to powiedzieć, że to nie jest zwyczajne, ale przecież wszystko co robisz, 

czy zrobiłaś dotąd Forello,  jest niecodzienne i nie ma sensu, byśmy ulegając konwe-

nansom zaprzepaścili cały plan.

Podobał mu się sposób, w jaki odpowiedziała:

Pomagasz mi, bo jesteś Węgrem, może pewnego dnia ja jako Węgierka, też będę mogła 

ci pomóc.

Uważam to za swój obowiązek po prostu dlatego, że  nieszczęśliwe okoliczności w 

jakich się znalazłaś zdarzyły się w moim domu.

Osobą przez którą znalazłam się w tym ambarasie jest hrabia Sherburn — odparła 

Forella — i to właściwie powinien być jego obowiązek, a nie twój.

Książę uśmiechnął się.

— Myślę jednak, że nie jesteś gotowa wytknąć mu jego obowiązków.

Forella wydała okrzyk na półprzerażenia, a na półżartobliwy:

— Napiszę list i będę się modliła, żeby wuj George uwierzył, że wszystko w porządku i 

nie wysłał za mną detektywów.

Stolik do pisania stał przy oknie. Usiadła, wyjęła kartkę papieru listowego ze skórzanej 

oprawy, która, co zauważyła, nosiła insygnia księcia. Nożyczkami odcięła adres zwrotny z górnej 

części kartki. Uważnie napisała to, co podyktował jej książę:

„Drogi Wuju George

Uciekłam,   gdyż   uważałam,   że   nie   mogę   poślubić   hrabiego   Sherburn,   skoro   on   nie 

chciałby poślubić mnie. Jedyne co mogę zrobić to szybko zniknąć, by nikt nie dowiedział się co 

zaszło. Mieszkam z przyjaciółmi i nie próbuj mnie szukać. Dziękuję za okazanie mi serca. 

Pozostaję z szacunkiem.

Twoja kochająca bratanica Forella".

Gdy to napisała, przeczytała całość raz jeszcze, żeby sprawdzić czy nie zrobiła błędów. 

Potem podała kartkę księciu. Wziął ją od niej, przeczytał i oddał z powrotem:

Bardzo   dobrze!   Uważaj   tylko   i   włóż   do   koperty   bez

znaku z tyłu.

Forella znalazła jedną w bibularzu, włożyła kartę do środka i zalepiła. Potem napisała na 

innym kawałku papieru swoje  wymiary, które po tylu zakupach w Londynie znała na pamięć. 

Wstała od stolika, podała obie kartki księciu, po czym powiedziała:

background image

Obawiam się, że nie mam nic poza jedną sukienką i koszulą nocną, ale proszę nie 

wydawaj za dużo pieniędzy, w przeciwnym razie zbyt dużo czasu zajmie mi ich zwrot.

Myślałem, że wyraziłem się jasno, iż to co przyślę masz potraktować jako podarunek. 

Zastanawiam   się   tylko  co  byś   wolała,   ubierać   się  jak  angielska,  czy  też  węgierska 

debiutantka! — spytał książę.

Nie widzę potrzeby odpowiadać na to pytanie — uśmiechnęła się Forella. — Byłam 

szczęśliwa w ubraniach,  które nosiłam będąc z tatą, a które ciotka Kathie uznała, że 

nadają się tylko na śmietnik, gdzie zresztą rzeczywiście je wyrzuciła.

Rozumiem dokładnie co masz na myśli — odparł książę — ale zawsze uważałem, że 

piękny obraz wymaga pięknej ramy.

— Teraz mówisz jak aktor w jakiejś sztuce — powiedziała Forella. — Myślałam ostatniej 

nocy, że to wszystko co się działo nie może być rzeczywistością, lecz rozgrywa się na jakiejś 

scenie.

Zauważyła że wyglądał na zdziwionego, lecz kontynuowała opowieść:

— To bawiło publiczność, ale nawet przez chwilę nie pomyśleli oni, że aktorzy i aktorki 

były prawdziwe lub, że pokazują coś, co rzeczywiście pochodzi z ich serc.

Książę spostrzegł, że wyśmiewa się z niego, więc powiedział:

—  Zastanawiam się tylko Forello, dlaczego uważasz się za krytyka, sędziego i ławę 

przysięgłych   za   jednym   zamachem   i   jakim   prawem   wydajesz   oceny   i   formułujesz   takie 

absurdalne przypuszczenia.

Zapadła cisza, a po chwili dziewczyna odrzekła:

—  Masz... absolutnie rację. Jestem... impertynencka i... przepraszam! Zapomniałam... 

przez chwilę, że nie... rozmawiam z tatą. Zwykliśmy pojedynkować się na słowa...  zawsze 

próbowaliśmy... ogrywać się nawzajem.

Gdy to mówiła zarumieniła się i książę zrozumiał, że był tylko zbyt surowy wobec osoby 

tak młodej i jak to teraz odczuł, bardzo wrażliwej.

— Podoba mi się pojedynkowanie z tobą, jak to nazwałaś — powiedział szybko — i jest 

to coś, czego nie robiłem w ten sposób z nikim innym.

Zauważył, że jej to nie uspokoiło więc dodał:

—  Chcę, żebyś nadal była ze mną szczera i mówiła to co  myślisz. Nie uważam, żeby 

towarzystwo w którym żyję było tak zdeprawowane jak to przedstawiasz, ale muszę się przyznać, 

że jest dużo prawdy w tym co mówisz.

Nic nie odpowiedziała, ale książę zauważył,  że z jej ust  zniknął uśmiech, a z oczu 

background image

psotność   i   zapytał   sam   siebie,   jak  mógł   być   tak   niezdarny.   Jednocześnie   jeszcze   bardziej 

uświadomił sobie, że ta dziewczyna nie poradzi sobie sama w świecie. Kiedy pożegnał się, Forella 

podziękowała   mu   raz   jeszcze  i   jej   wdzięczność   była   rzeczywiście   szczera.   Gdy   stała   na 

schodkach patrząc jak dosiada Joska przyprowadzonego ze stajni, książę popatrzył na nią po raz 

ostatni i pomyślał, że  wygląda tak młodo i zarazem samotnie. Odjeżdżał z nadzieją, że zrobił 

dobrze pomagając jej tak, jak go o to poprosiła. Jednocześnie wiedział, że wziął na siebie ciężki 

obowiązek  i   zachował   się   w   sposób   jaki   większość   ludzi   uznałaby   za   co  najmniej 

nieodpowiedzialny. W końcu, w towarzystwie, żadna młoda dziewczyna nie pragnęła nic więcej, 

jak zostać żoną hrabiego Sherburn bez względu na okoliczności, które zmusiłyby go do ślubu. 

Książę wiedział, że w Anglii tak jak w większości krajów, córki arystokratów nie miały wiele do 

powiedzenia w sprawie małżeństwa. Ślub był w rzeczywistości taką samą transakcją, jakie 

prowadzono w czasach rzymskich i które oznaczały wymianę pieniędzy czy ziem. Zakładano, że 

królowie poślubiają królów, więc arystokrata powinien poślubić arystokratę.  Z tego punktu 

widzenia, Osmond Sherburn był świetną partią dla Forelli.

„Sądzę, że gdybym myślał jak Anglik i zachowywał się tak jak Anglik — powiedział 

książę do siebie samego — to zmusiłbym Forellę, by wróciła ze mną do zamku".

Ale był Węgrem i raz dając Forelli słowo, nie złamałby go...

„Poza   tym,   próbował   uspokoić   swoje   wyrzuty   sumienia,  ona   jest   zupełnie   inna   niż 

angielskie panny... Oczywiście dlatego, że płynie w niej także węgierska krew".

Do zamku dotarł przed dziewiątą, o której to godzinie  dżentelmeni będą stopniowo 

schodzić chwiejnym krokiem na śniadanie. Panie zadzwonią dużo później po swoje pokojówki i 

większość z nich nie pojawi się przed lunchem. Zatem książę mógł bardzo łatwo dotrzeć do 

sypialni Forelli, by zostawić na stoliku przy jej drzwiach napisany przez nią do wuja list. Było 

mało prawdopodobne, aby szybko go znaleziono i oddano markizowi. Do tego czasu, planował 

książę, zdąży już powiedzieć Bartonowi, że nie widział śladu Gyorgy ani jeźdźca, zatem wrócił 

do   zamku   mając   nadzieję,   że  wrócili  inną   drogą.  Zobaczywszy   się  z  Bartonem  napisał  do 

krawcowej na Bond Street, u której wydał w przeszłości ogromne sumy pieniędzy. Przeszedł 

później do biblioteki,  gdzie tak jak oczekiwał większość jego męskiej części gości zebrała się i 

czytała gazety. Był między nimi i markiz. Książę pomyślał z satysfakcją, że zapewne on i jego 

żona zaplanowali wystrzelenie fajerwerków na później. Nie było śladu  hrabiego i dopiero po 

jakiejś godzinie książę dowiedział się, że pojechał on na przejażdżkę w towarzystwie lady Esme.

Jedną z przyczyn powodzenia, jakim cieszyły się przyjęcia księcia było to, że jego goście 

mogli robić dokładnie to,  na co mieli ochotę. Mieli udostępnione konie i powozy, łódki na 

jeziorze, dwa pola do krykieta, kilka kortów tenisowych i ostatnio zainstalowany kryty kort, 

background image

który był cudownym wynalazkiem, gdy padał deszcz. Można było również grać w golfa, a w 

zamku czekał stół bilardowy. Książę myślał o tym, czego może dotyczyć rozmowa hrabiego i 

lady Esme i stwierdził, że tego jeszcze dnia czeka hrabiego miła niespodzianka.

Jechali wolno przez las, w którym dróżki były wycięte tak,  by dokładnie dwa konie 

mogły zmieścić się obok siebie, gdy hrabia odezwał się:

Co mam zrobić Esme? Co do diabła mam z tym zrobić?

Uważam,   że   to   co   wymyśliła   Kathie   jest   haniebne,  a   poza   tym   zachowała   się 

podstępnie! — krzyknęła lady Esme. — Czuję, że nie będę mogła już z nią rozmawiać.

Wyglądała nadzwyczaj pięknie, choć była blada z powodu nie przespanej połowy nocy, 

gdy  zastanawiała  się  dlaczego  hrabia   nie   przyszedł   do   jej   pokoju,  tak   jak  to   obiecał.   Gdy 

otrzymała od niego liścik zaraz po przebudzeniu, wiedziała, zanim zdążyła go przeczytać, że coś 

się stało:

„Muszę cię zobaczyć niezwłocznie. Proponuję, żebyśmy  wybrali się na przejażdżkę. 

Będę czekał w stajniach za pół godziny".

Esme   trudno   było   ubrać   się   tak   szybko,   nawet   z   pomocą   bardzo   doświadczonej 

pokojówki, ale jakoś się udało. Gdy dołączyła do hrabiego i spojrzała na niego z lekką wymów-

ką w niebieskich oczach, zdziwił ją wyraz jego twarzy. Chociaż było to niemożliwe, wyglądał 

tak, jakby znacznie postarzał się od momentu, gdy widziała go po raz ostatni. Wokół jego ust 

pojawiły się zmarszczki, a w oczach niezrozumiały mrok. Dopiero gdy powiedział jej co się 

stało, krzyknęła z gniewu i frustracji, a to sprawiło, że zapragnął wziąć ją w ramiona i utulić.

To jest szatańskie! Absolutnie szatańskie! Kathie jest diabłem planując coś takiego!

To moja wina — powiedział hrabia. — Nie powinniśmy byli używać znaków Księcia 

Walii, z których śmieje się każdy klub i jak przypuszczam każdy buduar.

W moim wazonie w pokoju nie było róż — wyjaśniła  Esme — więc wystawiłam 

zamiast nich lilie.

Przez głowę hrabiego przemknęła myśl, że ten wybór kwiatów mógł rozzłościć Kathie 

jeszcze bardziej. Wiedział bowiem, że podczas gdy Kathie miała wielu kochanków od czasu gdy 

stała się niewierną żoną, on byłby pierwszym kochankiem Esme i wtedy lilie byłyby w jakiś 

sposób adekwatne.

— Gdybym przyszedł do ciebie ostatniej nocy, kochanie, po tym wszystkim co się stało i 

opowiedział ci o wszystkim, czułbym się znacznie lepiej, niż gdy poszedłem do mojego pokoju i 

zostałem sam na sam z tymi  wszystkimi  demonami, które szydziły,  że dałem się złapać w 

background image

pułapkę.

Tak dokładnie było — krzyknęła Esme oburzona. — Pułapka zastawiona przez Kathie! 

Nienawidzę jej!

Czuję dokładnie to samo — zgodził się hrabia — Pytanie tylko, jak mogę uchronić się 

przed marszem do ołtarza,  gdy z wszystkiego czego pragnę, to pozostać wolnym czło-

wiekiem.

Pomyślał jednak, że zabrzmiało to dosyć niegrzecznie, więc dodał szybko:

—I być z tobą moja najmilsza!

Ja też tego pragnę — powiedziała  Esme  miękko — ale  poza   wszystkim   kochany 

Osmondzie,  jeśli będziesz  miał  żonę tak jak ja mam  męża,  nie sprawi to większej 

różnicy.

Była już prawie pora lunchu, gdy markiza poprawiając swój  wygląd przed wyjściem 

odezwała się do pokojówki:

Jones, idź i powiedz pannie Forelli, że chcę z nią porozmawiać, a jeśli zeszła już na dół 

przekaż któremuś z służących, by ją odszukał.

Tak, milady — odpowiedziała Jones — ale nie słyszałam żadnego hałasu, spodziewam 

się więc, że ciągle jeszcze śpi.

Więc obudź ją! — powiedziała markiza ostro, uśmiechając się do swojego odbicia w 

lustrze.

Dokonała tego, że hrabia zapłaci za to, jak ją potraktował. Upewniła się także tego ranka, 

zanim George zszedł na dół na śniadanie, że nie cofnie on swojej decyzji i hrabia będzie musiał 

poślubić Forellę.

Jeśli chcesz znać moje zdanie, to było bardzo nieostrożne ze strony Sherburna, żeby 

pomylić pokoje —powiedział markiz.

Masz rację, George — odpowiedziała jego żona — było nieostrożne, ale jakkolwiek 

na to patrzeć, przez tę wielką pomyłkę właśnie Forella musiałaby pokutować.

Spojrzała szybko na męża, czy ją słucha i ciągnęła dalej:

— Dobrze wiesz tak jak ja, że jeśli rozejdzie się choćby najmniejsza pogłoska o tym, że 

on był  w jej sypialni i widziano go jak stamtąd wychodzi, wszyscy liczący się gospodarze 

wykreślą to dziecko z list gości.

Ucichła, po czym dodała dramatycznym głosem:

Nigdy nie znaleźlibyśmy jej męża, który wybaczyłby coś podobnego.

background image

Dobrze, Kathie, rozumiem co mówisz — odpowiedział  markiz  niecierpliwie  — ale 

jednocześnie lubię Osmonda i czuję, że jest to raczej chamskie zagranie postąpić z nim 

w ten sposób.

Cokolwiek myślisz George — odpowiedziała markiza — jest jakaś satysfakcja w 

tym, że wiedząc o fortunie Osmonda nie będziesz musiał dawać Forelli posagu. Stać go 

na to, by zaopiekować się swoją żoną.

Nie myślałem  o pieniądzach  — ostro odpowiedział  markiz. — Miałem na myśli 

Sherburna i oczywiście Forellę, która nie da sobie z nim rady.

Nie czekając na odpowiedź żony, wyszedł z pokoju głośno trzaskając drzwiami. Nie 

zaniepokoiło to markizy. Zaśmiała się cicho i pomyślała, że od tej pory hrabia będzie żałował, 

że ją kiedykolwiek porzucił.

W tym czasie Jones zapukała do drzwi Forelli i ponieważ nikt nie odpowiadał, weszła 

cicho do środka. Słońce wpadało przez nie zasłonięte okno i jedno spojrzenie wystarczyło, żeby 

zorientować się, że Forelli nie ma. Poszła więc na górę, przywołała jednego Z gońców i kazała 

mu ją odszukać.

Słyszałem od jej pokojówki — odpowiedział goniec, że pojechała rano na przejażdżkę 

i jeszcze nie wróciła.

Dobrze, więc powinna być niedługo z powrotem — odparła Jones. — Gdy się pojawi 

powiedz jej, że pani chce ją widzieć.

Jones wróciła do markizy.

— Sprawdziłam proszę pani, wydaje się, że panna Forella jest na przejażdżce.

Markiza zerknęła na zegar.

Spóźni się na lunch — odpowiedziała. — Doprawdy, jakie te dziewczyny potrafią być 

męczące! Puste miejsce przy stole rozzłości księcia.

—Jeszcze   jest   dużo   czasu.   Na   pewno   panienka   zdąży   wrócić   i   przebrać   się   — 

powiedziała Jones uspokajająco.

W tym czasie chociaż markiza nie wiedziała o tym, pokojówka, która odkurzała korytarz 

znalazła list zaadresowany przez Forellę do jej wuja. Oddała go gońcowi, by ten przekazał go 

kamerdynerowi.  Kamerdyner  włożył  na siebie  smoking,   położył   list   na   srebrnej   tacy   i   bez 

specjalnego pośpiechu udał się do biblioteki, gdzie spodziewał się znaleźć markiza. O tej porze 

goście zaczęli gromadzić się na lunch. Chwilę wcześniej dołączył do nich hrabia, a chwilę później 

lady Esme.

— Masz dużo energii Sherburn — zauważył jeden z gości — Miałem zamiar pojeździć 

dzisiejszego ranka, ale po tym  jak późno poszliśmy spać i oczywiście po świetnym  winie 

background image

gospodarza, wysiłek ten przewyższył moje zamiary!

Hrabia wymruczał jakąś niezrozumiałą uwagę i skrył się za gazetą „The Times". Ponieważ 

zdawał się być nie w sosie, pozostawiono go samego sobie. Kiedy pojawiła się Esme, markiza 

zauważyła z fałszywym uśmieszkiem:

Jak świeżo wyglądasz! To musi być wynik tak rannej i szybkiej jazdy!

Było rzeczywiście bardzo przyjemnie — odpowiedziała lady Esme jakimś sztucznym 

głosem mając cichą nadzieję, że nienawiść do markizy nie pojawiła się w jej oczach. 

Potem przeszła przez pokój, żeby porozmawiać z dwiema innymi kobietami, które uznały 

za daleko przyjemniejsze leżenie w łóżku niż spotkanie ze słońcem. Kamerdyner podał list 

markizowi,   a   ten   biorąc   go   do   ręki   przez   moment   zastanowił   się   dlaczego   mu   go 

przysłano, skoro dał wyraźne instrukcje służbie na Park Lane, że ponieważ nie będzie 

go  w   domu   tylko   przez   weekend   nie   życzy   sobie,   żeby   przesyłać   mu   jakąkolwiek 

korespondencję. Wyjął list Forelli z koperty, przeczytał i wykrzyknął prawie bez tchu:

— Dobry Boże!

Przeczytał list raz jeszcze, żeby mieć pewność, że się nie pomylił, zanim podszedł do 

rozmawiającej z księciem żony i odciągnął ją na bok.

Co  się  stało,   George?  —  spytała   go  uważając,  że   jego  zachowanie   było   bardzo 

niestosowne.

Muszę ci coś pokazać — powiedział markiz cicho. Zdecydowanym ruchem wziął ją 

pod  rękę   i   poprowadził  w róg pokoju, gdzie nikt nie mógłby ich podsłuchać. Nie 

pozostało   jej   nic   innego   jak   podporządkować   się   i   pójść   za  nim.   Dopiero   gdy 

przeczytała   list   od   Forelli   wpatrzyła   się  w   papier   tak,   jakby   nie   mogła   uwierzyć 

własnym oczom.

Myślałam, że ona nie ma przyjaciół w Anglii — powiedziała przeciągle.

—Jeśli ma, nie wiem kim są.

—Co zamierzasz zrobić?

— A co byś radziła? — odpowiedział pytaniem markiz.

Markiza zwinęła list i włożyła z powrotem do koperty, po czym powiedziała:

Jeśli to spisek między nią i Osmondem Sherburn, zabiję go.

Nie możesz zrobić tu sceny — powiedział markiz szybko.

Nie, oczywiście, że nie — odpowiedziała jego żona — ale porozmawiam z Osmondem 

po lunchu. Teraz nie było już na to czasu, bo Newman podszedł do lady Roehampton i 

powiedział:

—Lunch podany mi lady...

background image

Lady   Roehampton,   która   rozmawiała   z   księciem   w   drugim   końcu   pokoju   zaczęła 

zapraszać panie, by przeszły do pokoju stołowego. Podchodząc do markizy odezwała się takim 

tonem jakby ona sama była najważniejszą tu damą:

—Proszę bardzo, Kathie kochanie!

Obawiam się, chociaż uznasz to za złe wychowanie —  powiedziała markiza — że 

Forella nie będzie obecna na lunchu. Mogę tylko przeprosić, że nie powiedziałam ci tego 

wcześniej, ale później wyjaśnię wszystko.

Lady   Roehampton   bez   żadnych   komentarzy   poinformowała   lokaja   by   zabrał   jedno 

nakrycie ze stołu, a gdy zbliżali się do jadalni, zastanawiała się jak porozsadzać gości przy stole, 

by mężczyźni nie siedzieli obok siebie. Szybko zdecydowała, że będzie to niemożliwe. Zamiast 

tego   udało   się   jej   zręcznie   usadzić   obok   siebie   dwóch   miłośników   wyścigów.  Obserwując 

hrabiego markiza zauważyła, że rozgląda się przy stole tak, jakby szukał Forelli. Była prawie 

pewna, że to tylko wybieg i że on dobrze wie ojej zniknięciu.

Namówił   ją   by   odjechała,   żeby   mógł   w   jakiś   sposób   uwolnić   się   od   zaręczyn   — 

kalkulowała — ale nigdy do tego nie dopuszczę! Ożeni się z nią, nawet jeśli George będzie mu-

siał wyzwać go na pojedynek!

Była pewna, że do tego nie dojdzie, bo zarówno hrabia jak i markiz bali się skandalu lub 

opisania w gazecie w uwłaczający im sposób. Markiza cieszyła się na myśl o małżeństwie 

hrabiego, a jednocześnie satysfakcjonował ją fakt wygranej. Cokolwiek przyniesie przyszłość, on 

zawsze będzie wiedział, że ona śmieje się z niego.

„Wygrałam! Wygrałam! — mówiła do siebie triumfalnie. — Za każdym razem gdy 

spojrzy na kobietę, która będzie nosiła jego nazwisko będzie żałował, że mnie zostawił".

Gdy panie opuszczały pokój stołowy udało jej się mijając hrabiego odezwać się tak, żeby 

tylko on mógł usłyszeć.

— Muszę się z tobą widzieć Osmondzie! To ważne!

Zauważyła, że chciał jej odmówić, ale gdy panowie weszli do biblioteki, chwilę później 

przesunęła się w jego stronę i powiedziała:

— Chodźmy do ogrodu, chcę ci coś pokazać!

Wiedziała, że chce się jej pozbyć i nie słuchać tego, co  ma mu do powiedzenia, ale 

czując że to tylko mogłoby pogorszyć sytuację, zgodził się. Ponieważ dobrze go znała, wiedziała 

co czuł nawet nie patrząc na jego zaciśnięte szczęki  i twardy wzrok. Przeszli przez łąkę, aż 

znaleźli się poza zasięgiem uszu tych, którzy wyszli na taras. Markiza bez słowa podała mu list 

Forelli. Poczekała aż skończył czytać i powiedziała:

Jeśli to twoja sprawka, życzę sobie byś powiedział dokąd ją wysłałeś.

background image

Nie mam z tym nic wspólnego i nie mam pojęcia dokąd ta dziewczyna pojechała — 

ostro odpowiedział hrabia.

—Myślisz, że ci w to uwierzę?

Wierz w co chcesz — odparł. — Mogę sobie tylko wyobrazić, że miała dość dobrego 

smaku, by zgorszyć się twoim zachowaniem ostatniej nocy. Była zbyt zawstydzona, by 

znosić twoje, czy moje towarzystwo.

Jesteś bardzo elokwentny — powiedziała markiza szyderczo — ale jak możesz sobie 

wyobrazić, George jest bardzo poruszony tym, co przydarzyło się Forelli. Nie była nigdy 

wcześniej w Anglii,  nie ma  przyjaciół  i z tego co wiem  od służby, pojechała przed 

śniadaniem na jednym z koni księcia i dotąd nie wróciła.

Po raz pierwszy hrabia okazał zainteresowanie:

—Pojechała sama?

Oczywiście, że sama — warknęła markiza. — Nie zna  nikogo w domu poza mną i 

wujem.

Wszystko co mogę powiedzieć — to to, że wykazała dużo zdrowego rozsądku.

Nie   mów   tak   —   odpowiedziała   markiza   wściekle.   —  Powiedz   mi   lepiej   dokąd 

pojechała.

Mogę tylko powtórzyć, że nie mam bladego pojęcia —  odpowiedział hrabia. — Nie 

wiem nic o twojej bratanicy, oprócz tego co już powiedziałem, że wykazała dużo zdro-

wego rozsądku.

Czy   chcesz   mi   powiedzieć,   że   to   wszystko   co   wiesz  w   tej   sprawie?   —   spytała 

markiza.

A na co liczysz, że ci powiem? — odparł hrabia. — Czy chcesz żebym wziął psy i 

zapolował na nią jak na lisa?

Zamilkł, po czym po chwili dodał:

—  Jeśli   chodzi   o   mnie,   może   ona   nie   pokazywać   się   tak   długo,   jak   tylko   zechce, 

ponieważ ogłoszenie naszych zaręczyn w czasie nieobecności przyszłej panny młodej byłoby bez 

sensu i przyczyniłoby się do wielu komentarzy.

Na twarzy hrabiego pojawił się wyraz satysfakcji, który sprawił, że markiza miała ochotę 

go uderzyć. Ponieważ nic nie mogła na to odpowiedzieć i wiedziała, że mimo wszystko ma rację, 

odeszła.

background image

Rozdział 5

Forella zsiadła z Gyorgy przed drzwiami frontowymi i odezwała się do Thomasa, który 

towarzyszył jej w przejażdżce:

—Dziękuję, było bardzo przyjemnie.

Mnie również, milady — odpowiedział Thomas.  Gdy odjeżdżał w stronę stajni, zdjął 

czapkę   z   głowy,   a   Forella   idąc   do   domu   pomyślała,   że   to   bardzo   miły   człowiek. 

Przestraszyła   się   kiedy   okazało   się,   że   jeśli   chce   pojeździć   na   Gyorgy,   musi   jej 

towarzyszyć stajenny. Pomyślała, że pewnie będzie zwalniał tempo i narzekał, jeśli ona 

będzie jechała zbyt daleko przed nim. Ku swojemu zdziwieniu odkryła, że stajnie Ladbury 

posiadają wiele wyjątkowo dobrych koni i że Thomas, który był za nie odpowiedzialny, 

różnił  się od przeciętnego angielskiego  stajennego, jakiego oczekiwała tu zastać. Był 

przystojnym mężczyzną około czterdziestki, o bardzo dobrych manierach i chyba jak na 

wykonywaną pracę za dobrze wykształconym. Oczywiście nie znała angielskich stajni, 

ale przynajmniej umiała rozpoznać eksperta znającego się na koniach, a Thomas bez 

wątpienia nim był. Doceniła go i, co zauważyła od pierwszej chwili przejażdżki, Thomas 

także poznał się na jej umiejętnościach. Gdy  Gyorgy był  mniej  więcej  pod kontrolą, 

Thomas powiedział:

— Gratuluję milady.

Forella posłała mu uśmiech.

Gyorgy tylko tak się bawi, a ja nigdy nie cieszyłam się jazdą konną ani nie czekałam 

na nią tak bardzo, jak dzisiejszego ranka.

Jestem pewien, że się panienka nie zawiedzie — powiedział Thomas.

Zabrał ją na daleką przejażdżkę, a ponieważ wiedziała, że jadą w przeciwnym kierunku, 

niż zamek, nie obawiała się spotkać jakiegokolwiek gościa z przyjęcia księcia. Zresztą spotykali 

tylko nieliczne osoby, samych mężczyzn pracujących na polu i czasem dwukółkę lub farmerski 

wóz toczący się po wąskich dróżkach.

Dwa dni później Forella nabrała wystarczająco odwagi, żeby zapytać:

— Dlaczego Jego Wysokość trzyma tutaj tak dużo koni i kto na nich jeździ?

Thomas odpowiedział dopiero po chwili:

Niektóre z nich są końmi zaprzęgowymi milady, a inne Jego Wysokość zostawił bym je 

background image

ujeżdżał, gdy on sam nie ma na to czasu.

Czy od dawna dla niego pracujesz? — spytała Forella i znów musiała trochę poczekać 

na odpowiedź:

W zasadzie jestem z Jego Wysokością prawie trzy lata.

Było oczywiste, że Thomas nie życzy sobie być indagowany i pomyślała, że to było 

natrętne z jej strony zadać mu tak wiele pytań. Jednocześnie była nim zainteresowana coraz bar-

dziej, tak jak i wieloma innymi  rzeczami  w miarę upływających  dni. Nie mogła  zrozumieć 

organizacji dworku samego w sobie, który zresztą od początku uznała za piękny. Pani Newman 

przynosiła jej śniadanie do sypialni sugerując, że  ponieważ księżniczka spożywa je zawsze w 

łóżku, ona też będzie się lepiej czuła tu, niż sama w pokoju stołowym.

— Tak będzie bardziej wytwornie — zgodziła się Forella.

Przyszło jej do głowy, gdy to powiedziała, że w ciągu ostatnich lat po śmierci mamy, 

zwykle wstawała wcześnie,  by sama przygotować śniadanie dla swojego ojca. Nawet gdy mieli 

służbę, nie zawsze podane dania mu smakowały. Kiedy indziej, zwłaszcza podczas podróży, 

śniadania były często przygotowywane nad ogniskiem lub składały się z kukurydzy i orzechów, 

którym smaku dodawało mleko kokosowe. Cokolwiek by to nie było, choćby tylko świeży owoc 

prosto z drzewa, Forella zawsze przynosiła go ojcu i czekała, aż jej powie czy mu smakował. 

Czasem prawie nostalgicznie mówił:

„Mam dosyć tego jedzenia, mam ochotę na dobre angielskie śniadanie, jaja na bekonie i 

do wyboru pół tuzina srebrnych półmisków na bocznym stole, jak to bywało w domu, a potem 

śmiał się i dodawał:

— Muszę się robić zgrzybiały, jeśli nawet zaczynam o tym myśleć! Ale nie ma wątpliwości, 

co się ze mną stanie na stare lata".

Potem mówił podekscytowany o nowych krajach do zwiedzenia lub o wyprawie, która 

wymagała wielkiego planowania i zawsze kosztowała więcej niż mogli wydać.

Drugiego ranka, gdy Forella skończyła śniadanie usłyszała ciche gruchanie dobiegające z 

otwartego okna i zobaczyła białego gołębia siedzącego na parapecie, patrzącego na nią ciekawie. 

Wyszła z łóżka, uważnie, by go nie wystraszyć, wzięła do ręki kawałek chleba ze srebrnej tacy i 

przeszła  przez pokój rozdrabniając go. Gołąb wcale się nie bał i spokojnie czekał, aż położy 

pierwszy okruch przed nim. Zjadł go, a potem wziął resztę z jej dłoni. Gdy odtruwał, pani Newman 

weszła do pokoju.

—Czy zjadła panienka śniadanie? — spytała.

—Tak, dziękuję — odpowiedziała Forella — a to czego już nie mogłam, zjadł jeden z 

tych ślicznych białych gołębi.

background image

Zaśmiała się, ale pani Newman zmarszczyła brwi.

Myślę, że nie powinna ich panienka karmić. — One należą do biednej pani.

—Do biednej pani — spytała Forella.

Pani Newman odwróciła się, zabrała tacę i powiedziała szybko:

—  Nie, jestem pewna, że wszystko jest w porządku, niech  panienka zapomni o tym, co 

przed chwilą powiedziałam, popełniłam błąd.

Wyszła z pokoju zanim Forella mogła zapytać o coś więcej, ale patrzyła w ślad za nią 

zastanawiając się, kim też mogła być biedna pani. Może odnosiło się to do księżniczki, ale  jak 

dotychczas nie widziała jej karmiącej gołębie. Nawet, pomyślała Forella, nie dalej jak wczoraj 

narzekała, że robią one tyle hałasu i że budzą ją rano, a w ogóle, to jest ich za dużo.

—Ale są takie ładne — zaoponowała Forella.

Może i tak, ale bałaganią—odparła księżniczka i zmieniła temat.

Więc, jeśli nie chodziło o Księżniczkę, to kim mogła być biedna pani? Forella zauważyła, 

że w domu było dosyć dużo  służby,  dużo więcej niż się spodziewała. Nie interesowała  się 

organizacją angielskich domów, chociaż ojciec opowiadał jej o wielkich zastępach służby, jakie 

zatrudniał jego ojciec, a jej dziadek, w ich rodzinnym domu w Huntingtonshier. Pamiętała jak 

wyliczał wszystkich, zaczynając od pomywacza a kończąc na kamerdynerze, który był tak ważny, 

że służba bała się go jak swojego pana. Ponieważ lubił opowiadać o rodzinnym domu i przodkach, 

Forella żeby mu zrobić przyjemność prosiłaby robił to często. Opisywał jej więc ze szczegółami 

jak był wychowywany, gdy był małym chłopcem i o dużych przyjęciach, które wydawano w 

Claydon Park. Gdy przebywała z mamą zachęcała ją do opowiadań  o życiu na Węgrzech, o 

pałacu w którym żyła jej rodzina,  o ziemiach, które posiadali we wschodnich Węgrzech. Od 

samego początku gdy znalazła się w Anglii żałowała, że nie  ma przy niej ojca, który umiał 

żartować z wszystkich narzucanych i wymaganych reguł. Wiedziała jednocześnie, że to  dzięki 

tym właśnie regułom w tak wielkim domu księcia wszystko działało jak w zegarku.

Dworek natomiast był mały. Pokojówki w pasiastych sukniach sprzątały dom każdego 

ranka,   a   młodzi   lokaje   ze   zdobnymi   guzikami   przy   swoich   liberiach   pomagali   Newmanowi 

podawać do stołu księżniczce.

Forella często zastanawiała się, czym zajmowały się pokojówki po skończonej pracy w 

jadalni, ale podejrzewała, że Newman, który cieszył się dużym autorytetem, zawsze znalazł im 

jakieś zajęcie. Jeśli chodziło o nią, każdy dzień  był oczarowaniem wszystkim, co działo się 

dookoła. Tuż po śniadaniu, gdy księżniczka nie wymagała jej towarzystwa, zawsze cieszyła się 

przejażdżką. Po południu każda chwila  rozmowy  z księżniczką  przynosiła  radość. Była  to 

background image

mądra  i wyrozumiała kobieta. Forella odnosiła wrażenie, że słucha  kogoś, kto opowiada jej 

baśnie.

Było to we wtorek i obie miały nadzieję, że przyjęcie się skończyło i że książę przyjedzie 

odwiedzić je, gdy nagle księżniczka spytała:

— Czy Janos opowiadał ci o mnie?

— Powiedział, że jesteś jego kuzynką i że dał ci ten dom, gdy przyjechałaś do Anglii.

—Nie powiedział, dlaczego musiałam tu przyjechać?

—Nie.

Więc być może już wiesz, że jeśli istnieje jakiś anioł na tej ziemi, to jest nim Janos 

Kovac!

Nie   myślałam   o   nim   w   ten   sposób,   chociaż   był   dla  mnie   bardzo   dobry   — 

odpowiedziała Forella.

Jest   dobry   dla   wszystkich   —   uśmiechnęła   się   księżniczka.   —Nie  ma   nikogo,  kto 

zwrócił się do Janosa o pomoc i nie otrzymał jej. Czasem leżę nie śpiąc w nocy i myślę, 

dlaczego człowiek o takim sercu nie może być szczęśliwy.

On nie jest szczęśliwy? — spytała Forella zdziwiona. Wydawało jej się, że księżniczka 

chce coś jeszcze dodać, ale nagle zmieniła zdanie i powiedziała zamiast tego:

Bogaci nie zawsze są tak szczęśliwi, jak to sobie ludzie wyobrażają.

Opowiedz mi o tym, w jaki sposób książę był dobry dla ludzi — poprosiła Forella.

Po chwili księżniczka odparła:

— Nie ma powodu, żebyś nie wiedziała. Tak jak ci powiedział, jestem jego kuzynką, ale z 

innej generacji. Podejrzewam, że tak jak wszystkie węgierskie rodziny, Kovacowie trzymają się 

razem na dobre i złe, chyba że ktoś taki jak ja specjalnie zerwie więzy, które łączą nas ze sobą.

Forella słuchała z zainteresowaniem.

Co masz na myśli? — spytała. Księżniczka uśmiechnęła się i powiedziała:

—Poślubiłam mężczyznę, którego kochałam.

—I Kovacowie nie pogodzili się z tym.

—Więcej, bo niemalże z furią wyrazili swój protest.

—Ale dlaczego?

O tym właśnie chcę ci opowiedzieć, kochanie — odparła księżniczka. — Mój mąż nie 

był arystokratą, nie był też człowiekiem z ludu, lecz rewolucjonistą.

—Jak wspaniale!

Forella patrzyła na księżniczkę szeroko otwartymi oczami i starsza pani ciesząc się, że 

ma tak uważnego słuchacza ciągnęła dalej:

background image

Kiedy zagrozili, że zastrzelą Imbe Dabas, jeśli się do mnie zbliży, uciekłam z nim.

Jak odważnie z twojej strony! — powiedziała Forella i pomyślała, że może łatwiej jest 

uciec z kimś, kogo się kocha niż samotnie tak jak próbowała ona.

Wykradłam się pewnej nocy, zupełnie jak bohaterka  romantycznej noweli — mówiła 

księżniczka — niosąc wszystko co miałam wartościowego owinięte w szalu. Imbe czekał 

na mnie i odjechaliśmy z pałacu ojca, wiedząc, że gdyby  nas złapali, Imbe na pewno 

zostałby stracony, a ja byłabym ni mniej ni więcej tylko uwięziona w pałacu bez szansy 

na ucieczkę.

—Ale jednak wam się udało! — krzyknęła Forella.

Jechaliśmy dwa dni bez snu — opowiadała księżniczka — aż opuściliśmy ziemie ojca, a 

potem wzięliśmy ślub.

—Gdzie to się odbyło?

—W małym kościółku u stóp gór.

—I nigdy nie żałowałaś ucieczki?

Nigdy, przenigdy! — krzyknęła księżniczka. — Kochałam Imbe, a on mnie uwielbiał. 

Myślę, że można powiedzieć, że byliśmy dla siebie stworzeni. Razem tworzyliśmy jedność.

Jakie to romantyczne — powiedziała Forella — to samo czuli do siebie mój ojciec i 

mama.

Mówimy o prawdziwej miłości — powiedziała księżniczka — i cokolwiek zdarzyło się 

później  wiedziałam,   że  od momentu  gdy Imbe  wziął mnie  za żonę, stałam się naj-

szczęśliwszą kobietą na całym świecie.

Mówiła bardzo wzruszonym głosem.

—Co się stało potem? — spytała Forella.

Zaczęliśmy żyć na Węgrzech — odpowiedziała księżniczka — ale Imbe stał się już znany 

z tego, że stale atakował zadowolony z siebie rząd, żądając reform, biorąc w obronę tych, 

którzy byli uciskani i traktowani niesprawiedliwie.

—Czy pomagałaś mu? — spytała Forella.

Pomagałam kochając go i utrzymując życie domowe z dala od spraw publicznych.

Forella musiała wyglądać na trochę rozczarowaną, bo księżniczka powiedziała:

—  Tego właśnie chciał. Ponieważ byłam mu tak droga,  nie pozwoliłby mi działać w 

świecie, gdzie on sam był obrażany i nie zrozumiany.

Myślę, że tak dzieje się z wszystkimi reformatorami — wymruczała Forella.

Masz   rację   —   odpowiedziała   księżniczka   —   i   gdy   dużo  ludzi   potępiało   go   i 

nienawidziło, on nie zgadzał się z nimi i naprawił wiele nadużyć, co przecież nigdy by 

background image

się nie zdarzyło, gdyby nie walczył za tych, którzy byli za słabi by sami walczyć o swoje 

prawa.

—Brzmi cudownie.

Też tak myślałam — odpowiedziała księżniczka — więc nic mnie nie obchodziło, że 

nikt z mojej rodziny nie będzie ze mną rozmawiał, i że moi tzw. przyjaciele wyprą się 

mnie jeśli mnie zobaczą, ponieważ nikt tak naprawdę nie był ważny w moim życiu poza 

Imbe.

Domyśliła się, że Forella jej nie zrozumiała, więc wyjaśniła:

Szybko zdałam sobie sprawę, że ludzie, którzy pracowali z nim i podążali za nim, 

patrzyli na mnie podejrzliwie.

—Dlaczego?

Należałam   do   wyższej   klasy,   której   po   prostu   nienawidzili   —   odpowiedziała 

księżniczka.

Wykonała ekspresyjny gest dłońmi i dodała:

— Ich zachowanie jednak nie znaczyło dla mnie więcej, niż zachowanie mojej rodziny. 

Istniał tylko Imbe, który przychodził do mnie i mówił jak bardzo mnie kocha. W jego ramionach 

mogłam zapomnieć o wszystkich innych sprawach przynoszących zmartwienia.

Księżniczka uśmiechnęła się mówiąc:

Gdy będziesz w moim wieku dziecko, dowiesz się, że to co warto pamiętać, to tylko 

chwile szczęścia, a to znaczy czas, gdy ktoś dawał i otrzymywał miłość.

Ale dostali go w końcu — powiedziała księżniczka smutno — mały błąd popełniony 

przez jednego z ludzi, któremu ufał, dał im możliwość skazania go na śmierć.

—O nie! — Forella krzyknęła z przerażenia.

Zabili mojego Imbe — i nie pozwolili mi nawet pożegnać go przed śmiercią.

—To okrutne i bezlitosne!

Bali się, że jeśli pozwoliliby mu na jakiekolwiek ustępstwo, to w jakiś sposób udałoby 

mu się uciec w ostatnim momencie.

—To musiało... być... okrutne dla ciebie.

Uważano, że ja także powinnam być wtrącona do więzienia — ciągnęła księżniczka 

cicho — a gdyby to się stało, wiedziałam, że nawet jeśli nie byłabym publicznie potępio-

na, umarłabym.

I książę uratował cię? — spytała Forella tak, jakby znała już odpowiedź.

Tak, Jano zjawił się, gdy byłam  zdesperowana i wywiózł mnie  z Węgier,  zanim 

ktokolwiek zrozumiał, co się dzieje i przywiózł mnie do Anglii — westchnęła zanim po-

background image

wiedziała dalej. — Zawsze istniała szansa, że rząd Węgier zażąda mojej repatriacji, więc 

przywiózł mnie tu, bym żyła w ciszy z nadzieją, że nikt się o mnie nie dowie, nie znajdą 

mnie i wkrótce zapomną o moim istnieniu. Myślę, że tak się też stało.

To jest najbardziej fascynująca i ekscytująca opowieść, jaką kiedykolwiek słyszałam — 

zawołała Forella — i podziwiam cię za twoją odwagę.

Nie   chcę   być   podziwiana.   Cieszę   się,   że   mogłam   uszczęśliwić   najbardziej 

kontrowersyjnego człowieka w moim kraju. To wszystko — odpowiedziała księżniczka 

prosto, a po chwili dodała. —Teraz chcę tylko umrzeć, żebym mogła być

znów z nim.

Co na pewno się stanie — krzyknęła Forella. — Tata  zawsze był pewien, że gdy 

umrze, spotka się z moją mamą.

—Jeśli kocha się kogoś tak bardzo, nie ma możliwości, by go stracić — odpowiedziała 

księżniczka cicho i dodała:

Mojemu drogiemu Janosowi też życzę, żeby odnalazł swoją miłość.

—Myślałam, że jest żonaty — powiedziała Forella.

Tak, jest — odpowiedziała  księżniczka.  — Zaaranżowano ten ślub, gdy Janos był 

jeszcze bardzo młody i niestety nie przyniósł mu szczęścia.

Forella wyczuła, że księżniczka nie bardzo ma ochotę na  rozwijanie tego tematu, więc 

powiedziała taktownie:

To nie w porządku, że ktoś tak przystojny i tak dobry nie jest szczęśliwy. Jestem pewna, 

że gdzieś musi być kobieta która czeka na niego, tak jak twój mąż czekał na ciebie, i da 

mu to wszystko, na co książę zasługuje.

O to modlę się każdego ranka i każdej nocy — odpowiedziała księżniczka. — Zawsze, 

kiedy o nim myślę.

Kładąc się tego wieczora spać Forella przyłapała się na tym,  że myśli o księciu i była 

zdumiona, gdy odkryła, że jest on  zupełnie inny niż przewidywała. Ponieważ był otoczony 

przez ludzi z towarzystwa takich jak wuj, ciotka, hrabia czy lady Esme i wszystkich innych gości, 

których poznała w zamku, myślała, że chociaż był dla niej miły, odpowiada mu jednak styl życia, z 

którego śmiał się jej ojciec.

Kto chce jechać do Pałacu Buckingham? — spytał raz jej mamę.

Chcę tam pojechać tylko raz — odpowiedziała — i przekonać się, czy jest rzeczywiście tak 

wielki i wspaniały, jak sobie zawsze wyobrażałam.

Zobaczycie wielu wystrojonych głupków — odparł ojciec — czekających na uśmiech 

background image

króla, czy klepanie po ramieniu, tak jak lwy morskie czekają na rybę.

Mama śmiała się.

—Jesteś złośliwy, kochanie.

Bo to prawda — odparł — mężczyźni i kobiety, którzy wydawałoby się mają trochę 

rozumu w głowie czołgaliby się do bieguna, byle tylko otrzymać królewską łaskę, lub 

jeszcze lepiej kawałek metalu, który nazywają medalem, by powiesić go sobie na piersi.

—Nie mów tak przy Forelli — protestowała matka.

Dlaczego   nie?   —   spytał   ojciec.   —-   Kiedy   przyjdzie   jej  czas   by   mogła   zostać 

przedstawiona Jej Wysokości Królowej, sama zadecyduje czy jest to najwspanialsza 

rzecz, jaka jej się przytrafiła, czy nie wolałaby raczej ścigać się ze mną jadąc wzdłuż 

plaży na koniu, któremu przydałoby się trochę ruchu.

Jej matka śmiała się mówiąc:

— Obie będziemy się z tobą ścigać!

Potem nie było już więcej rozmów o Pałacu Buckingham, ale kpiny jej ojca pozostały w 

pamięci Forelli i przyjechała do Anglii uprzedzona do życia towarzyskiego, które miała wieść z 

wujem i ciotką. To co wydarzyło się później, gdy hrabia Sherburn wszedł przez pomyłkę do jej 

sypialni, potwierdziło to przekonanie, że jej ojciec miał rację. Wszystko co miało coś wspólnego 

z towarzystwem było nieprzyjemne i raczej przerażające. To co usłyszała o księciu sprawiło, że 

zrewidowała swoją opinię o nim.

„To dlatego, że jest Węgrem — powiedziała do siebie. Rozumie co czuję i o czym myślę, 

tak jak żaden Anglik nie potrafiłby".

Następnego dnia zdarzyło się coś, co sprawiło, że znów pomyślała jak zupełnie inny 

był książę.

Zerwała w ogrodzie kilka pięknych pachnących żółtych  róż dla księżniczki i niosła je, 

mając zamiar wejść do saloniku, gdy nagle usłyszała czyjąś rozmowę. Nie wiedziała, kto to mógł 

być i czy można przeszkodzić. Potem usłyszała mężczyznę mówiącego po francusku.

—  Proszę   się   nie   martwić   księżniczko,   dobrze,   że   pani  mnie   zawołała,   ale   to   nic 

groźnego.

Wtedy Forella zorientowała się, że księżniczce towarzyszy doktor i pomyślała, że powinna 

zaczekać na zewnątrz aż  wyjdzie. Jednocześnie była zdziwiona, że mówił po francusku, ale 

prawdopodobnie   księżniczce   łatwiej   było   go   zrozumieć,   gdyż   nie   mówiła   zbyt   dobrze   po 

angielsku. I wtedy gdy już odwróciła się żeby odejść, usłyszała jak dodał:

background image

— Biedna pani, nie mogę nic więcej dla niej zrobić poza uspokajaniem jej. Dałem jej coś 

na sen i gdy się obudzi, nie będzie pamiętała co się stało.

Na te słowa Forella znieruchomiała. „Biedna pani", były to słowa, których już użyła pani 

Newman. Zaciekawiona weszła do saloniku i księżniczka ujrzawszy ją odezwała się łamanym 

angielskim:

O, tu jesteś moje dziecko, chcę żebyś poznała doktora Bouvais, który mi towarzyszy i 

jest zawsze mile widzianym gościem, zarówno zawodowo jak i prywatnie.

Wasza Wysokość  jest bardzo łaskawa — powiedział  doktor   i   wyciągnął   rękę   do 

Forelli.

—Enchante, mademoiselle.

Nie tylko sposób mówienia, ale i jego wygląd powiedział Forelli, że był on Francuzem, 

więc odpowiedziała w jego języku:

—Jestem zachwycona, że mogę pana poznać mounsieur.

Mówiono mi, że jesteś Węgierką—powiedział zdziwiony — ale mówisz po francusku 

jak paryżanka.

To jest komplement, jakiego mi nie powiedział nigdy — odezwała się księżniczka. — 

Mój gość, mounsieur, jest bardzo utalentowaną młodą damą.

I doskonałym jeźdźcem — dodał doktor. — Cała okolica mówi, że nikt nie widział 

dotąd, żeby jakaś kobieta jeździła na koniu księcia tak dobrze.

Forella, która nie miała pojęcia, że ktokolwiek zauważył ją poza dworkiem pomyślała z 

nadzieją, że nie będzie to niebezpieczne. Przecież pomysł księcia, by napisała do swojego wuja i 

zawiadomiła go że wszystko w porządku, zapobiegnie poszukiwaniom.

Muszę   cię   teraz   opuścić,   madame   —   powiedział   doktor.   Francuskim   zwyczajem 

pocałował   księżniczkę   w   rękę,  ze   szczerym   zachwytem   w   oczach   obdarzył   Forellę 

komplementem i wyszedł. Forella wręczyła księżniczce róże mówiąc:

To na pewno bardzo niezwykłe mieć francuskiego lekarza w wiosce.

Księżniczka roześmiała się.

Oczywiście rozumiesz, że jest to jeszcze jedna osoba ze stadka drogiego Janosa?

—Z jakiej przyczyny znalazł się on w Little Ledbury?

To fakt — odpowiedziała księżniczka — że praktycznie wszyscy wokół są z jakichś 

przyczyn zagrzebani w tej  zabitej dechami dziurze. Jak możesz zgadnąć, jestem ogro-

mnie ciekawa, dlaczego i ty jesteś tutaj.

Forella odwróciła od niej wzrok i powiedziała szybko:

background image

—Proszę, opowiedz mi o doktorze.

Czemu nie — odparła księżniczka — nie robi z tego  sekretu, że gdyby nie Janos, 

czekał go proces sądowy we Francji i na pewno dostałby wyrok kilkunastu lat więzienia.

— Co zrobił? — spytała Forella.

Księżniczka wzruszyła ramionami.

— Nie opowiadał mi szczegółów, ale zgaduję, że przeprowadzał nielegalną operację, i że 

odkryto to lub pacjent zmarł.

Forella nic nie powiedziała, a księżniczka mówiła dalej:

—  Ale   cokolwiek   się   zdarzyło,   jestem   pewna,   że   nie   był  winny,   bo   nie   spotkałam 

lepszego, bardziej rozsądnego człowieka i chociaż cieszę się, że go tu mam, nie mogę pozbyć się 

uczucia, że on się tu marnuje.

Forella miała wiele spraw do przemyślenia, gdy znalazła się sama i pomyślała, że znów 

coś na kształt sztuki rozgrywa się przed jej oczami. Była to „sztuka" całkiem inna niż ta, którą 

widziała w zamku. Mogła bardzo dokładnie wyobrazić sobie księcia wywożącego księżniczkę z 

Węgier i upewniającego się, że nie tylko była ona zadowolona, ale i bezpieczna w jego pięknym 

dworku. Nie można było się też dziwić, że doktor był mu wdzięczny za to, co dla niego zrobił. 

Potem zapytała sama siebie, ilu innym jeszcze ludziom książę pomógł i była pewna, że jednym z 

nich jest Thomas.

„Mam nadzieję, że opowie mi swoją historię — pomyślała — lub zrobi to księżniczka". 

Ale było jeszcze inne pytanie, na które bardzo chciała znać odpowiedź. Kim była biedna pani i 

jeśli żyła ona w pałacu, dlaczego jej jeszcze nie spotkała.

W środę nadeszła w końcu przesyłka, na którą Forella czekała. Dotarła pocztą konną z 

Londynu i jak tylko zobaczyła  co zostało przyniesione do jej pokoju pomyślała, że było to 

typowe dla drobiazgowości księcia. Były tam dwie skrzynie. Na każdej z nich nad literą „R" 

przystęplowana  była  korona.   Sznurki  zostały  rozcięte,  skrzynie  otwarte  i   pani  Newman  z 

pokojówką zaczęły je rozpakowywać. Wtedy Forella zobaczyła ubrania kupione dla niej przez 

księcia.

— Już zaczynałam myśleć milady, że pani bagaż nigdy  nie przyjedzie — zawołała 

pani Newman.

Forella nie podtrzymywała rozmowy, zbyt była zajęta oglądaniem sukien. Widziała, że 

są piękne i będą pasowały lepiej niż te, które kupiła ciotka. Markiza chciała sprawić, by Forella 

wyglądała oszałamiająco i żeby przyciągała wzrok ewentualnych kandydatów na bogatego męża. 

background image

Książę zaś, pomyślała, musiał użyć swojej węgierskiej intuicji, żeby wiedzieć w czym będzie 

czuła się dobrze i co według jego  własnych słów będzie „najlepszą ramą dla jej piękności". 

Suknie były stosunkowo proste, ale różniły się od tych wszystkich, jakie na kimkolwiek wcześniej 

widziała.   Nie  były   białymi   sukniami   angielskich   panien,   ale   swoimi   kolorami   przypominały 

alpejskie kwiaty, jakie pokrywają stoki, gdy stopnieje śnieg i o których często opowiadała jej 

matka. Blado-niebieskie i różowe, złocistożółte żyły swoim życiem i pozostawały nieskalane 

dotykiem człowieka. Każda suknia miała oryginalny krój i była tak piękna, że Forella tęskniła, 

by zobaczyć  się we wszystkich  jednocześnie.  Zdecydowała,  że   najpierw   przymierzy  suknię 

bladozieloną, która jak się wydawało podkreśli jeszcze bardziej zieleń jej oczu i sprawi, że cera 

jej będzie jeszcze jaśniejsza niż w rzeczywistości. Pani Newman pomogła jej zapiąć guziki i 

powiedziała:

Teraz wyglądasz pani jak powiew wiosny, którą wniosłaś nam od chwili, gdy jesteś 

we dworku.

Dziękuję pani Newman — odpowiedziała Forella zdziwiona.

Mówię prawdę, milady. Gdy słyszę twój śmiech i widzę cię zbiegającą po schodach, 

czuję się znów naprawdę młoda.

Nic milszego nie mogłaś mi powiedzieć — uśmiechnęła się Forella.

Ponieważ chciała pokazać księżniczce swoją nową suknię pospieszyła w stronę schodów, 

ale gdy do nich dobiegła zdała sobie sprawę, że ktoś stoi za frontowymi drzwiami. Zatrzymała 

się i zobaczyła mężczyznę wchodzącego do hallu. Poczuła jak jej serce skoczyło. Był to książę, 

który tak jak miały nadzieję, przyjechał zobaczyć się z nimi. Już go miała zawołać, ale nie było 

potrzeby. Tak jakby to, co czuła przyciągnęło jego wzrok i spojrzał do góry. Uśmiechnął się, gdy 

zobaczył ją, jak wychyla się przez balustradę. Zeszła szybko na dół, a on obserwował jej ruchy, 

czekając aż dojdzie do hallu. Potem wyciągnął obie dłonie by uścisnąć ją.

—Czy wszystko w porządku? — spytał.

Oczywiście   i   tak   bardzo   się   cieszę,   że   cię   widzę!   —  odpowiedziała   Forella.   — 

Myślałyśmy z księżniczką, że być może zapomniałeś o nas.

To   byłoby   niemożliwe   —   odpowiedział.   —   Pozwól,  że   powiem,   iż   wyglądasz 

ślicznie!

Forella spojrzała na swoją suknię.

Dopiero co przyjechały i tak się cieszę, że mogę ci się pokazać.

—Pasuje ci.

Też tak mi się wydaje, chociaż przypuszczam, że to  niemożliwe, iż wybrałeś je... 

background image

specjalnie... dla mnie.

Czy mam powiedzieć, że opisałem jak wyglądasz i czego szukam komuś, kto wiedziałem 

że zrozumie?

Jesteś   tak   samo   mądry,   jak   dobry   —   powiedziała   Forella.   Sposób,   w   jaki 

wypowiedziała ostatnie słowa sprawiły, że książę odparł:

—Mam przeczucie, że moja kuzynka rozmawiała z tobą.

To było bardzo interesujące posłuchać, co księżniczka miała do powiedzenia.

Niech  zgadnę,  żadna  kobieta   nie  potrafi  dotrzymać  tajemnicy   —   zauważył   książę 

prowokująco, gdy szli w stronę saloniku.

Ja trzymam mój sekret—powiedziała Forella cicho — i proszę, musisz mi opowiedzieć 

co się dzieje.

Oczywiście — odpowiedział książę — ale najpierw przywitam się z kuzynką.

Weszli do saloniku i księżniczka widząc księcia krzyknęła z radości.

Janos, tak się bałam, że pojedziesz z powrotem do Londynu nie przyjeżdżając się z nami 

zobaczyć.

Musiałem poczekać, choć muszę powiedzieć, dość niechętnie, aż ostatni z moich gości 

odjedzie — odpowiedział książę.

— Tego właśnie się spodziewałam — rzekła księżniczka — oni narzucają się tobie, tak 

jak my wszyscy.

— To nieprawda, a nawet jeżeli tak, to lubię to.

Księżniczka spojrzawszy na Forellę zawołała:

Twoje ubrania przyjechały! Och, jak się cieszę i jaka piękna suknia! Wyglądasz w niej 

wspaniale, czyż nie tak Janos?

Właśnie to powiedziałem — odparł książę. Gdy to mówił, jego oczy napotkały oczy 

Forelli i z jakiejś niezrozumiałej   przyczyny  nie  mogła   czy  też  nie  chciała  umknąć 

wzrokiem.

Przyjechał tak jak się spodziewała i pomyślała, że w swoich wypastowanych oficerkach i 

płaszczu wyglądał tak elegancko i tak niesamowicie przystojnie, jak z obrazu przedstawiającego 

eleganta z czasów księcia Jerzego. Wiedziała, że jakkolwiek konwencjonalnie nie byłby ubrany, i 

tak nie wyglądał na Anglika. Było w nim coś uderzająco cudzoziemskiego, czego nie umiała 

określić słowami.  Newman  przyszedł  j  z pośpiechem do saloniku, a za nim jeden z lokai 

przyniósł I tacę z butelką szampana w srebrnym pojemniku z lodem.

— Czy świętujemy dzisiaj coś specjalnego? — spytała księżniczka.

background image

Celebrujemy to, że wyglądasz lepiej niż ostatnio, kuzynko Mario — odpowiedział 

książę - i Forella wygląda na szczęśliwą.

—Jestem szczęśliwa! — zawołała Forella.

I ja także — wtrąciła księżniczka. — Przez te ostatnie  kilka dni bawiłam się lepiej z 

Forella niż przez całe lata będąc tu prawie sama.

— Miałem nadzieję, że to powiesz.

Newman napełnił szampanem kieliszki i kiedy już miał  swój w dłoni, książę wzniósł 

toast:

— Za szczęście — powiedział prosto — bo cóż mogłoby być dla nas ważniejszego?

Upił trochę szampana, postawił kieliszek na stole i spytał:

—Czy pozwolisz mi kuzynko Mario zabrać Forellę do ogrodu? Mam kilka osobistych 

spraw do omówienia z nią.

Tak, oczywiście — odpowiedziała księżniczka — ale uważaj, by nie pobrudziła swojej 

nowej sukni.

Będę bardzo ostrożny — odpowiedział książę udając powagę.

Wyszli przez oszklone drzwi do ogrodu, a gdy byli już na łące Forella powiedziała:

—Musisz mi opowiedzieć, co się wydarzyło.

Mogę dać ci na to jedyną i najlepszą odpowiedź — odparł książę — po prostu nic.

—Nic?

Myślę, że twój wuj był zdziwiony, a ciotka zła, gdy przeczytała Ust.

—A hrabia?

Podejrzewam, że ciotka pokazała mu go, bo był znacznie weselszy pod koniec dnia niż 

rano i spędzał każdą chwilę z lady Esme, aż do przyjazdu jej męża.

Gdy   skończył   mówić,   zauważył,   że   Forella   wpatruje   się  w   niego   z   wielkim 

zdziwieniem.

Jej...   jej   męża?   —   spytała   jakby   myślała,   że   źle   zrozumiała.   —   Czy   chcesz 

powiedzieć, że... lady Esme.. jest mężatką?

Oczywiście, że tak. Myślałem, że o tym wiesz! — odparł książę. — Jej mężem jest Sir 

Richard Meldrum, bardzo znany dyplomata.

Ale...   nie   miałam   pojęcia!   —   krzyknęła   Forella:   —  Więc,   jeśli   ona   ma   męża... 

dlaczego... flirtowała z hrabią? I czemu on szukał jej sypialni?

Niewinność pytania sprawiła, że książę zanim odpowiedział wziął głęboki oddech.

—  Myślę,   Forello,   że   nie   powinnaś   interesować   się   lub  martwić   o   tych,   których 

background image

zostawiłaś za sobą po to, by zacząć nowe życie. Ty i ja znamy siłę myśli i być może, myśląc o 

nich zbyt dużo, ściągniesz na siebie ich uwagę. Forella krzyknęła lekko przestraszona.

— Tego bym nie chciała... i jestem pewna, że masz rację.

Pomyślała chwilę, zanim powiedziała dalej:

Kiedy   byliśmy   w   Indiach   tata   mówił   mi,   że   niektórzy  Hindusi   wiedzieli,   albo 

świadomie albo instynktownie wyczuwając, kiedy coś działo się setki mil dalej w tym 

danym momencie.

To prawda — powiedział książę — dlatego chcę, żebyś przestała myśleć po pierwsze o 

ciotce i wuju, po drugie o hrabim. Nie ma powodu, by znów wtargnęli w twoje życie.

—Czy chcesz powiedzieć — spytała Forella po chwili — że powinnam tu zostać... na 

zawsze?

Nie oczywiście,  że nie — odpowiedział książę. —  Mam pewien plan dla ciebie, 

chociaż nie chciałbym o nim teraz mówić.

Wiedział, że patrzy na niego zaciekawiona.

—Prosiłem cię, byś mi zaufała.

Ufam ci — odpowiedziała Forella. — Jak mogłoby być inaczej, kiedy byłeś dla mnie 

tak dobry? W przyszłości będę pilnowała nie tylko mojego języka... ale i myśli.

Książę roześmiał się.

Jestem pewny, że to bardzo rozsądne — powiedział —  a to wielka sztuka udawać i 

wcielać się w rolę, którą musisz grać.

Staram się to robić! — odrzekła Forella. — Księżniczka jest przekonana, wiem o tym, że 

jestem Węgierką i wszyscy w domu też tak myślą.

—Jesteś Węgierką!

Tak i jednocześnie nigdy nie byłam na Węgrzech i zawsze boję się, że się... pomylę.

Co się stało z tą błyskotliwą inteligencją, która jak mi  mówiłaś jest ci tak droga? — 

spytał książę.

Teraz próbujesz mnie przestraszyć — odpowiedziała  Forella. — Chociaż skoro do tej 

pory miałam tyle szczęścia... jestem pewna, że i w przyszłości mi ono dopisze.

—Jestem pewien, że tak — uśmiechnął się książę.

Moje szczęście zawdzięczam tobie — szepnęła Forella cicho — i nigdy, nigdy nie 

zapomnę, że ocaliłeś mnie, gdy byłam taka... samotna i przestraszona możliwością... powro-

tu... w niełasce do zamku... i poślubienia hrabiego.

Zapomnij, zapomnij o tym wszystkim! —zawołał książę.

background image

Spróbuję... ponieważ mnie o to prosisz... a ja... chcę cię zadowolić — odparła Forella.

Zadowalasz mnie — rzekł książę — i chciałbym tylko móc zostać i patrzeć na ciebie, 

ubierającą inne suknie, które dla ciebie wybrałem.

— Zostawisz... nas?

To był prawie płacz.

Muszę jechać dzisiaj do Londynu — odpowiedział książę — ale przyjadę najszybciej 

jak tylko będę mógł.

—Przyrzeknij mi... że tak zrobisz.

Forella nie wiedziała czemu, ale miała chęć nie puszczać  go, jakby chciała zapobiec, 

żeby nie jechał, żeby został.

Obiecuję — odpowiedział książę — i być może następnym razem będę mógł zostać 

dłużej.

Wiesz jak to dużo znaczy dla... księżniczki — i nie mogąc się powstrzymać dodała — 

i dla... mnie.

Książę nic nie odpowiedział, ale miał bardzo dziwny wyraz twarzy. Gdy zawrócili w stronę 

domu, kilka gołębi wzbiło się w górę tuż przed nimi i odleciało trzepocąc skrzydłami.

—  Przypomniałam sobie, o co miałam się ciebie zapytać — powiedziała Forella. — 

Doktor i pani Newman mówili o kimś, o kim oboje wyrażali się „biedna pani". Kogo mieli  na 

myśli?

W momencie wypowiadania tych słów zdała sobie sprawę, że popełniła błąd. Książę 

zmarszczył brwi i jego twarz przybrała smutny wyraz, jakiego przedtem nie widziała.

Kiedy chciała przeprosić za swoją dociekliwość, odparł głosem bez żadnego wyrazu:

— Mówili o mojej żonie.

background image

Rozdział 6

Przez chwilę Forella nie mogła wymówić słowa. Potem zdołała tylko powtórzyć:

— Twoja... żona?

Nie wyobrażała sobie nawet przez chwilę, że księżniczka mogłaby mieszkać w dworku, czy 

w ogóle przebywać w Anglii. Ale przecież było to bardzo odpowiednie miejsce dla żony księcia, 

która najpewniej była kaleką. Dotarli do domu,  ale zamiast wejść przez oszklone drzwi, tak jak 

wyszli, książę nagle zawrócił. Ujął Forellę pod rękę i poprowadził przez trawnik z powrotem do 

ogrodu do miejsca, w którym była tylko raz. Rosło tu więcej krzaków niż kwiatów i stał mały 

domek letni, który jak Forella domyśliła się, był  raczej rzadko używany.  Książę przystanął i 

spostrzegła, że tuż pod krytym słomą dachem, obrośniętym pnącymi różami, zostało umieszczone 

drewniane siedzenie z poduszkami. To była dokładność, ewidentna we wszystkim co go dotyczyło. 

Służący musi codziennie latem kłaść poduszki na drewnianym siedzeniu na wypadek, gdyby ktoś 

zapragnął tam odpoczywać. Teraz jednak jej myśli skoncentrowane były na tym, co powiedział 

książę. Niespodziewana wiadomość, że mieszka pod  jednym dachem z jego żoną wytrąciła ją z 

równowagi. Usiedli, a książę rzekł:

—  Chcę ci opowiedzieć o mojej żonie, Forello i wolę zrobić to sam, niż gdybyś miała 

usłyszeć jakąś zniekształconą wersję od kogoś innego.

Ponieważ odczuła ból w jego głosie zaprotestowała:

Proszę...   nie   opowiadaj   mi...   jeśli   nie   chcesz.   Przykro   mi...   jeśli   byłam...   zbyt 

ciekawa.

—To zrozumiałe.

Nie uśmiechał się, lecz siedział patrząc przed siebie nie widzącymi oczyma. Potem, po 

bardzo niezręcznej dla niej przerwie zaczął:

— Ożeniłem się, gdy byłem bardzo młody z córką sąsiada — posiadacza ziemskiego. 

Rodzina   ta  była   w  hierarchii  równie ważna co moja. Chociaż ślub był zaaranżowany przez

mojego ojca i ojca panny młodej, gdy zobaczyłem  Gisellę, która była nadzwyczaj piękna, 

zakochałem się w niej.

Z jakiegoś powodu, choć nie wiedziała jeszcze dlaczego,  Forella poczuła się dziwnie, 

słuchając opowieści o jego żonie.

— To było tuż po ślubie, ponieważ przedtem widywaliśmy się bardzo rzadko — mówił 

książę — kiedy zrozumiałem, że Gisella była bardzo niedojrzała jak na swój wiek, a w wielu 

background image

sprawach reagowała zupełnie jak dziecko.

Westchnął głęboko zanim powiedział dalej:

— To jest praktycznie cała opowieść. Gisella nigdy nie dorosła i chociaż myślę, że jej 

rodzice musieli wiedzieć o jej chorobie, byli tak zadowoleni z tego ślubu, że nie powiedzieli nic, 

co mogłoby temu przeszkodzić.

Forella krzyknęła lekko, ale nic nie odrzekła. Książę po chwili ciągnął dalej:

— Dopiero kiedy zrozumiałem, że Gisella nie była zupełnie w stanie skoncentrować się 

na czymkolwiek dłużej niż przez parę sekund, i że kwiat, czy motyl bawił ją, podczas gdy dla 

mnie,   jako mężczyzny  nie  było   tak  naprawdę  miejsca  w  jej   życiu,   musiałem  stawić  czoło 

prawdzie.

Czy były szanse... że coś się polepszy? — udało się Forelli spytać.

Jak możesz sobie wyobrazić — odparł książę — zabrałem ją do wszystkich lekarzy na 

Węgrzech, Austrii i Francji, ale oni jedynie potwierdzali to, co już wiedziałem, czyli że 

jest dzieckiem, które nigdy nie dorośnie. Powiedzieli mi, że przeszła uszkodzenie mózgu, 

może przy porodzie, może gdy była upuszczona jako dziecko, ale sami nie byli pewni 

przyczyn.

Głos księcia przepełniony był bólem i gdy Forella instynktownie wyciągnęła ręce w jego 

kierunku, powiedział ostrzegającym tonem:

—To jeszcze nie wszystko.

—Cóż jeszcze?

Gdy Gisella stawała się starsza, nie była w stanie kontrolować siły swojego gniewu i 

zaczynała być groźna.

—O... nie! — krzyk strachu wyrwał się z ust Forelli.

To właśnie dlatego — książę ciągnął dalej jakby nic nie słyszał — dwie pielęgniarki 

muszą być zawsze przy niej i nie można jej pozwolić, by widywała się z kimkolwiek. 

Może   żyć   tydzień,   miesiąc   czy   dwa   bez   ataku,   ale   gdy  ten  przychodzi   jest   wręcz 

przerażający.

Znów wziął głęboki oddech.

To wszystko, wybacz, ale chciałem, żebyś znała prawdę.

Dobrze... że mi powiedziałeś— powiedziała Forella — ale to tak boli kiedy myślę, 

ile musiałeś... przejść.

Nie chcę współczucia — odrzekł książę twardo. — Los nie obszedł się ze mną aż tak 

źle.

background image

Pomyślała, że odnosi się to do jego koni, jego bogactwa, pozycji zarówno na Węgrzech jak 

i w Anglii, ale teraz po raz  pierwszy dotarło do niej, że poza zewnętrzną powłoką bogactwa i 

świetności, musi być bardzo samotnym człowiekiem.

—   W   ten   sposób,   w   jaki...   pomogłeś...   tak   wielu   ludziom  — powiedziała  Forella 

miękko — chciałabym mieć możliwość.. .pomóc tobie.

Po raz pierwszy odkąd usiedli w letnim domku spojrzał na nią a jego oczy miały 

wyraz, którego nie rozumiała:

Robię przygotowania, żeby wysłać cię gdzieś, gdzie będziesz bezpieczniejsza. Na 

Węgry, gdzie, jeśli nie twoja rodzina, to moja cię przyjmie.

Na Węgry? — krzyknęła Forella prawie bez tchu. — Ale to jest tak daleko... Będę się 

bała... proszę... czy nie  mogę zostać tutaj? Jestem tak szczęśliwa z księżniczką... i 

mogę też... czasem widywać ciebie.

Książę spojrzał na nią i poczuła, że jego oczy wydają się  rosnąć, aż wszystko inne 

zniknęło i wypełniły cały świat, niebo, cały wszechświat! Na sekundę — czy na wiek — czas 

stanął w miejscu. Potem książę powiedział głosem, jakiego nigdy przedtem nie słyszała:

—  Na litość boską nie utrudniaj jeszcze bardziej już i tak  trudnych  spraw! Musisz 

jechać! I powinnaś wiedzieć dlaczego.

Forella lekko westchnęła. Potem prawie tak gwałtownie jak gwałtowny był jego głos, 

książę podniósł się z krzesła i odszedł szybko. Zniknął między krzewami, zanim ona zdała sobie 

sprawę z tego, co się wydarzyło. Dopiero gdy był już poza zasięgiem jej wzroku, zrozumiała co 

się stało, a jego głos wibrował w powietrzu. Dotarło do niej to, o czym mówił i zrozumiała, że go 

kocha.

Książę pojechał konno przez Regents Park na północ w stronę Saint John's Wood, gdzie 

stało kilka małych ładnych domków z ogródkami. Zbliżył się do jednego z większych i podał lejce 

stajennemu.

— Odprowadź konie, Higson, — powiedział — nie powinienem być długo.

— Dobrze, Wasza Wysokość.

Książę   podszedł   do   drzwi   i   poruszył   srebrną   kołatkę.   Po  chwili   drzwi   otworzyła 

pokojówka ubrana w stary koronkowy fartuch i wykrochmalony biały czepek, także ozdobiony 

koronką. Zdziwiła się na jego widok, dygnęła w ukłonie i powiedziała:

Dzień dobry, Wasza Wysokość! Mademoiselle nie spodziewa się pana.

Wiem o tym — odparł książę wchodząc do małego hallu.

background image

Położył kapelusz i rękawiczki, a pokojówka czekająca przy schodach spytała:

— Czy Wasza Wysokość pójdzie do mademoiselle, czy mam powiedzieć, że pan tu jest?

Książę zatrzymał się na chwilę, zanim odpowiedział:

Powiedz mademoiselle, że chciałbym z nią rozmawiać w saloniku.

—Dobrze Wasza Wysokość.

Książę   wszedł   do   pięknie   umeblowanego   pomieszczenia,   którego   okna   wychodziły 

zarówno na front, jak i tył domu. Poza kwiatami w wazonach, a było ich mnóstwo, stały również 

wielkie kosze orchidei. Jeden z nich z czerwonymi pąkami całkowicie wypełniał kominek, 

inny na stole przy oknie częściowo zasłaniał widok ogrodu. Książę położył na małym bocznym 

stoliku dwie rzeczy, które przyniósł ze sobą. Potem stanął nieruchomo, a z jego twarzy można 

było wyczytać ogromny ból. Po jakichś pięciu minutach dobiegł go odgłos stóp zbiegających 

szybko na dół i drzwi się otworzyły. Lucille de Pre weszła do pokoju. Jej wdzięk i sposób w 

jaki się poruszała powiedziałyby każdemu obserwatorowi, który nie wiedziałby o jej sławie, że 

była baletnicą. Była również piękna. Jej twarz miała prawie idealne rysy, a duże oczy okolone 

były długimi rzęsami. Ubrana była w szlafrok narzucony na koszulę nocną a jej ciemne włosy 

sięgające pasa były zebrane z tyłu różową satynową wstążką.

—  Mon cher, co za niespodzianka — zawołała po francusku i wyciągnęła ręce do 

księcia. On jednak nie dopuścił, by zbliżyła się zbyt blisko, ujął jej dłonie w swoje i ucałował 

jedną po drugiej.

Nie spodziewałam się ciebie tak wcześnie — powiedziała Lucille po chwili — i 

właściwie jestem zła, ponieważ tak długo nie przyjeżdżałeś, by się ze mną zobaczyć.

—Słyszałem jednak o twoim sukcesie — odparł książę.

Fantastique, czyż nie? Gazety pisały o mnie, a dyrektor prosił mnie na kolanach, żebym 

przedłużyła kontrakt — mówiła z uniesieniem w głosie, co dało mu do zrozumienia, ile 

to dla niej znaczy.

— Cieszę się, bardzo się cieszę — odpowiedział książę — i przywiozłem coś.

Powinnam ci podziękować za kwiaty i za prezent,  który przysłałeś mi pierwszego 

wieczoru.

To jest inny upominek — odwrócił się do bocznego stolika, wziął do ręki kwadratowe 

pudełeczko   obciągnięte   welwetem   i   otworzył   je.   Lucille   westchnęła.   Wewnątrz,   na 

środku pudełka leżał diamentowy naszyjnik, który mienił się na czarnym welwetowym tle. 

Obok leżały dwa wiszące kolczyki i do kompletu szeroka bransoleta.

— C’est magnifique! — zawołała Lucille. — Jak mam wyrazić swoją wdzięczność?

background image

Znów chciała zbliżyć się do księcia, ale ten zrobił unik  i wziął do ręki drugą rzecz 

leżącą na stoliku. Ta zawierała jakieś pergaminowe kartki związane czerwoną taśmą które książę 

podał Lucilli mówiąc:

— Moim drugim prezentem dla ciebie są akta własności tego domu.

Wpatrywała się w niego zdumiona, ale nic nie mówiła, a on ciągnął dalej:

—  Zdeponowałem również pewną kwotę pieniędzy w twoim  banku,  która  zapewni   ci 

komfort przez długi czas, nawet jeśli nie zarabiałabyś takich astronomicznych sum jak teraz.

Lucille spojrzała na niego i spytała:

—Dlaczego dajesz mi to wszystko?

To podziękowanie za szczęście, którego doznaliśmy razem.

—Za trzy lata? — wymruczała.

Tak jak mówisz, za trzy lata. Po chwili ciszy Lucille spytała:

—Czy chcesz mi powiedzieć, że odchodzisz ode mnie?

Oboje   uzgodniliśmy   —   odparł   książę   cicho   —   że   jeśli  kiedykolwiek   któreś   z   nas 

zapragnie zerwać to, co było bardzo bliską i doskonałą przyjaźnią rozstaniemy się bez tłu-

maczeń i wzajemnego obwiniania się.

Wiem, że tak powiedzieliśmy — odrzekła Lucille — ale nigdy nie przypuszczałam... 

nigdy nie wyobrażałam sobie...

Zamilkła, a po chwili powiedziała:

—To co mi mówisz, świadczy o tym, że jest ktoś inny.

Jest, ale nie chcę o tym mówić — odpowiedział książę. — Chcę ci tylko życzyć dużo 

szczęścia, Lucille, które  jestem pewien znajdziesz i oczywiście dalszych sukcesów  i 

oklasków, które już odbiły się echem w Londynie.

Lucille nic nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na biżuterię w pudełku, które trzymała w 

rękach.

Książę położył akta domu z powrotem na stoliku. Potem popatrzył na nią przez dłuższą 

chwilę, zanim powiedział cicho:

— Do widzenia Lucille i dziękuję.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za nim wydawało się, że  obudziła się z transu, który 

trzymał ją w ciszy.

— Poczekaj! Poczekaj! — krzyczała.

Pobiegła przez pokój, żeby otworzyć drzwi, które zamknęły się za nim, ale on wyszedł już 

z domu. Gdy dobiegła do frontowych drzwi, on już odjeżdżał, i mogła tylko dojrzeć zarys jego 

background image

sylwetki znikającej na końcu drogi. Wtedy dopiero cisnęła pudełeczko z biżuterią na podłogę i 

zalała się łzami.

Zastanawiam się, kiedy Janos znów do nas przyjedzie — powiedziała księżniczka, gdy 

Forella zamknęła książkę, którą czytała na głos. Wiedziała, że księżniczka wcale jej nie słuchała, a 

jeśli miała być szczera, jej myśli też błądziły wokół  innych spraw, czy może raczej jednej... 

Odkąd książę odjechał, nie mogła się na niczym skoncentrować. Gdy wróciła do dworku, jego 

już niestety nie było.

Teraz możemy go nie widzieć całymi tygodniami — powiedziała — ale chyba nie 

powinnam narzekać. To tylko dzięki jego dobroci jestem tutaj bezpieczna.

Myślę, że.... on wybiera się... do Londynu— z trudem powiedziała Forella.

Oczywiście — odparła księżniczka — a to oznacza jego przyjaciół z towarzystwa, w 

tym księcia i księżnę Walii. Czekają na niego tak niecierpliwie jak my.

Gdy Forella położyła się tego wieczora, myślała o księciu czując, że jej miłość do niego 

wzrosła i że za każdym uderzeniem serca kocha go coraz bardziej. Mówiła sobie, że to jest 

śmieszne, absurdalne, coś, na co nie powinna pozwolić by się zdarzyło. Podczas, gdy jej rozum 

próbował oczernić go jako część towarzystwa, którego nie lubiła i nie ufała, jej serce mówiło, że 

on jest inny. Walczyła z jego magnetyzmem i z faktem, że był najprzystojniejszym mężczyzną 

jakiego  kiedykolwiek   widziała.   Nawet   zanim   dowiedziała   się   o   jego  wyjątkowej   dobroci, 

współczuciu i zrozumieniu ludzi, którzy mu ufali, wiedziała gdy przywiózł ją do dworku, że czeka 

na  jego wizytę tak samo niecierpliwie jak księżniczka. Dzisiaj,  gdy weszła do hallu, jej serce 

podskoczyło na jego widok. Gdyby miała być szczera, przyznałaby już wtedy, że to co  czuła 

było miłością i chociaż on nie wyraził tego w tak wielu słowach, wiedziała że też ją kocha.

Przyczyną, dla której chciał żeby wyjechała, była przecież miłość do niej. Forella jednak 

nie oszukiwała siebie ani przez moment, że mogłoby nastąpić szczęśliwe zakończenie tej historii. 

Po pierwsze, książę był żonaty. Po drugie, jeśli  byłby wolny, cóż mogłaby mu ofiarować przy 

bogactwie jakie już posiadał, sile, posiadłościach, a przede wszystkim przy nim samym?

„Jestem nikim, ignorantką jego świata i wszystkiego co  go interesuje, no, poza końmi 

oczywiście. Kiedy wyśle mnie na Węgry... zapomni o mnie... aleja... go nigdy nie zapomnę".

Co więcej, gdy słuchała opowiadań księżniczki o jego sukcesach w Londynie, Paryżu i 

wszędzie w świecie przypuszczała, że uczucie księcia do niej musi być tylko chwilowe.

— Jest podziwiany i szanowany — mówiła księżniczka — nie tylko przez polityków i 

sportowców każdego kraju, ale także przez ich piękne kobiety.

background image

Ponieważ księżniczka nie miała zbyt wielu spraw na głowie poza myśleniem o swoim 

kuzynie,  który uratował  ją od więzienia  i być  może  od śmierci,  ślęczała  nad rubrykami  to-

warzyskimi gazet, żeby dowiedzieć się co robi książę Janos,  kogo gości i kto podejmuje jego. 

Wycinała z gazet każdą wzmiankę na jego temat i Forella odkryła w saloniku szufladę, która była 

już w połowie wypełniona wycinkami prasowymi, artykułami z magazynów i szkicami robionymi 

przez artystów i przez samego księcia. Często występował na tylu rysunkach jako prowadzący do 

zwycięstwa w słynnych wyścigach, w których zdobył puchar, lub nagrodę pieniężną ścigając się z 

zawodnikami z najświetniejszych stajni całego kraju.

Forella   zachęcała   księżniczkę,   żeby   pokazywała   jej   reportaże   w   czasopismach   i 

asystowała jej w wyszukiwaniu nowych.

— Posłuchaj tego — powiedziała triumfalnie księżniczka, zaraz po rozpakowaniu gazet. 

— „Ostatniej nocy na balu u księżnej Manchesteru, Księżniczka Walii wyglądająca oszałamiająco 

pięknie w szarej jedwabnej sukni zdobnej wenecką koronką rozmawiała z przystojnym Janosem 

Kovac. Później książę, jeden z odnoszących największe sukcesy w Europie i w Anglii właściciel 

stajni wyścigowych, zaprosił piękną  markizę  Sheer na kolację.  Jej  znakomita  twarz została 

uwieńczona   na   przynajmniej   trzech   portretach   wystawionych  tego   roku   w   Akademii 

Królewskiej".

Księżniczka odłożyła na chwilę gazetę.

Markiza Sheer — powiedział zamyślona — to jest nowa piękność i jestem gotowa 

założyć się o duże pieniądze, że wkrótce będzie ona gościem zamku.

Czy   Jego   Wysokość   zaprasza...   tylko   piękne   kobiety...   by   mu   towarzyszyły?   — 

spytała Forella cicho.

—  Ależ oczywiście — odpowiedziała księżniczka — dlaczego miałby zajmować  się 

brzydkimi? Janos bardziej niż jakikolwiek inny mężczyzna oczekuje perfekcji.

Roześmiała się lekko i dodała:

Od swoich koni, domów i oczywiście od swoich kobiet!

—Swoich kobiet!

Słowa te odbiły się echem w głowie Forelli, powtarzały się i wracały same przez całą noc. 

Dni, które przedtem były pełne zachwytu, teraz wydawały się płynąć wolno, podczas gdy noce 

były nieskończenie długie. Gdziekolwiek by nie spojrzała, cokolwiek słyszała, wszystko o czym 

myślała, wydawało się być cząstką księcia.

„Zawładnął mną" powiedziała do siebie i w pewnym sensie była to przerażająca myśl, ale 

coś radosnego i drżącego wydawało się skakać w niej jak mały płomyk i łaskotać ją.

Dni mijały, a on nie przyjeżdżał do dworku i jej uniesienie zaczęło słabnąć. Opisy bali w 

background image

których uczestniczył, przyjęć na których był obecny, dawały jej do zrozumienia, jak  ona była 

nieważna i nie znacząca w porównaniu z tym i że książę zapomniał o niej. Być może przypomni 

sobie   znów,  gdy   otrzyma   odpowiedź   z   Węgier   i   potem   zostanie   tam   wysłana.   Będzie 

przynajmniej uratowana przed zabraniem jej  z powrotem przez wuja i ciotkę i zmuszona do 

poślubienia hrabiego Sherburn, ale będzie także odcięta od księcia, teraz jedynej osoby znaczącej 

coś w jej życiu.

„Jak mogę... zostawić go... jak mogę... go stracić..." — pytała zrozpaczona. Wiedziała, że 

gdy każe jej odjechać, ona  będzie mu posłuszna i to będzie oznaczało koniec. Ponieważ nie 

zaznaczył,   żeby   nie   wspominała   jego   żony   w   rozmowach   z   księżniczką,   po   trzech   dniach 

utrzymywania tajemnicy tylko dla siebie Forella powiedziała na próbę:

— Gdy Jego Wysokość był tutaj... spytałam kogo dotyczy określenie... „biedna pani" i on 

powiedział mi, że to... chodzi o jego żonę.

Księżniczka odetchnęła z ulgą.

-— To dobrze, że ci powiedział, nie chciałam ci sama o tym mówić ze strachu, że to go 

rozzłości, a ponieważ ona jest tu ukryta wiedziałam, że będę bezpieczna przed wysłaniem na 

Węgry   i   przed   tymi,   którzy   chcieliby   mnie   zranić  ponieważ   nienawidzili   mojego   męża. 

Zaśmiała się krótko i powiedziała:

Zaufaj Janosowi. On zawsze znajdzie wyjście i pomoc dla ludzi w trudnej sytuacji —jak 

np. dla doktora, Thomasa, dla mnie i oczywiście biednej Giselli.

—Czy znałaś ją? — spytała Forella.

Tak   naprawdę   nigdy   z   nianie   rozmawiałam   —   odpowiedziała   księżniczka   — 

ponieważ opuściłam dom dużo wcześniej, nim Janos ją poślubił, ale widziałam ją 

kiedyś z daleka i wydawała mi się piękną i bardzo odpowiednią dla Janosa panną młodą, 

dopóki oczywiście nie poznałam prawdy. Nie czekając na odpowiedź Forelli mówiła 

dalej:

— Mój drogi, biedny Janos! Modlę się co noc, żeby pewnego dnia stał się wolny i miał 

rodzinę tak, jak zawsze tego pragnął.

Jej głos był wzruszony, gdy mówiła:

Powinien mieć synów, którzy odziedziczyliby jego tytuł i jego wielkie posiadłości, a 

także córki, które kochałby i które byłyby na pewno piękne, ponieważ on otacza się 

tylko pięknem.

—To zdaje się być... okrutne... że nic nie można zrobić — zająknęła się Forella.

Zupełnie nic — zgodziła się księżniczka. — Są związani „aż śmierć ich nie rozłączy", 

a doktor Buvais powiedział mi, że księżniczka może żyć nawet dłużej niż sam Janos!

background image

Forelli chciało  się krzyczeć  z rozpaczy,  ale  nie mogła  wyjawiać   przed   księżniczką 

swoich uczuć.

— Czy kiedykolwiek... odwiedzasz biedną panią? — spytała.

Nie — odpowiedziała księżniczka—Janos prosił mnie żebym tego nie robiła, bo goście 

mogą ją zdenerwować, a to byłoby szkodliwe dla niej.

—Ona ma swoje gołębie?

Tak, to jej gołębie, chociaż jest ich teraz o wiele za dużo — odparła księżniczka ostro. 

— To niebezpieczne dla niej mieć inne zwierzęta, a gołębie zawsze mogą odlecieć.

Teraz Forella była w pełni świadoma obecności biednej  pani w innej części domu i 

rozumiała też, dlaczego było tam tak dużo służby.

„Spotkał ją okrutny los, a jeszcze okrutniejszy jego", myślała Forella. Chociaż modliła się 

za nich oboje, gdy dni mijały i książę nie przyjeżdżał do dworku, jej modlitwy stawały się coraz 

bardziej rozpaczliwe.

Któregoś ranka, gdy pani Newman pomagała jej się ubierać powiedziała:

Nie oddalaj się zbytnio od domu milady, widziałam cię wczoraj przez okno, jak szłaś 

w stronę lasu...

Stamtąd jest taki piękny widok — odpowiedziała Forella.

Hm, byłoby jednak dobrze, gdybyś trzymała się ogrodu.

— Dlaczego?

Zapadła cisza i Forella czując, że coś jest nie w porządku spytała szybko:

—Dlaczego mówisz mi o tym? Co się stało?

Może nie powinnam o tym wspominać milady — odpowiedziała pani Newman — ale 

jakiś   mężczyzna  kręci   się  wokół   dworku...   Thomas   widział   go  włóczącego   się   przy 

stajniach, a gdy spytał go co tu robi odparł, że jest gościem, który pomylił drogę...

Forella poczuła jak zabiło jej serce. Pomimo optymizmu księcia zawsze czuła, że prędzej 

czy później, wuj zniecierpliwi się, że nie wraca, poczuje się za nią odpowiedzialny i postanowi 

odnaleźć. Była tak skoncentrowana na myśleniu o księciu, tak szczęśliwa i zrelaksowana ciszą i 

spokojem dworku, że zapomniała o minionych wydarzeniach. Nie była bezpieczna, oczywiście, że 

nie była bezpieczna od kiedy jej wuj, który był bardzo odpowiedzialnym człowiekiem, poczuł że 

odnalezienie jej jest jego obowiązkiem. Potem byłaby odwieziona do Londynu, ciotka Kathie 

natychmiast ogłosiłaby jej zaręczyny z hrabią Sherburn i nigdy więcej nie udałoby jej się już uciec.

„Co   mogę   zrobić?   Co   mogę   zrobić?   —   myślała   szaleńczo.   Chciała  porozmawiać   z 

księżniczką,   ale   to   by   ją   tylko  zmartwiło.   Zresztą,   jak   mogłaby   pomóc,   przywiązana   do 

background image

swojego fotela i bezsilna jeśli chodzi o prawo. Książę byłby  bezsilny również, ponieważ jak 

Forella zdążyła się zorientować, opiekun miał całkowitą i absolutną władzę nad nią. Jeśli jej wuj i 

ciotka nadal chcieli, by ona poślubiła hrabiego,  będzie mu poślubiona bez względu na to jak 

bardzo by protestowała. Teraz w obliczu niebezpieczeństwa zrozumiała,  że książę miał rację 

przygotowując jej wyjazd na Węgry. Gdy znajdzie się poza granicami kraju, żaden detektyw nie 

znajdzie jej i im szybciej wyjedzie tym lepiej, ale tymczasem może się okazać, że i tak jest już za 

późno.

Zanim wyszła frontowymi drzwiami na zewnątrz, gdzie wiedziała, że Thomas czeka na 

nią z Gyorgy, pobiegła do biblioteki i szybko napisała list do księcia.

„Wasza Wysokość,

Jakiś mężczyzna kręci się koło domu i zadaje dużo pytań. Denerwuje wszystkich i jestem 

pewna, że jest to ktoś wynajęty przez wuja George by mnie odszukać. Proszę, przyjedź  jak 

najszybciej i powiedz mi co mam zrobić. Boję się, bardzo się boję i czuję, że tylko ty możesz 

mnie ocalić. Forella".

Włożyła list do koperty i zaadresowała do księcia na adres jego domu w Londynie, po 

czym wyszła do hallu, gdzie czekał Newman.

—  Czy możesz wysłać to niezwłocznie do księcia? —  spytała. — Myślę, że byłoby 

szybciej, gdyby ktoś... mógł  zawieźć to do Londynu. To zajmie tylko dwie i pół godziny a 

wydaje mi się, że książę powinien otrzymać to niezwłocznie.

Niewzruszona twarz Newmana nie zdradzała zdziwienia na to życzenie.

—  Tak, oczywiście, milady — odpowiedział — zorganizuję, żeby jeden z posłańców 

pojechał natychmiast.

—  Dziękuję   —   odpowiedziała   Forella   i   pospieszyła   na  zewnątrz   do   Gyorgy.   Gdy 

odjeżdżała z Thomasem, który jechał na innym cudownym ogierze należącym do księcia, po-

wiedziała:

Słyszałam, że jakiś mężczyzna kręci się koło domu i zadaje dużo pytań, czy widziałeś 

go? Jak wygląda?

Widziałem go — odparł Thomas  — ale nie rozmawiał  ze   mną   wywnioskowałem, 

chociaż mogę się mylić, że on nie jest zainteresowany stajniami, za co jestem mu bardzo 

wdzięczny, ale raczej domem.

Forella czuła, że je serce zatrzymało się na moment zanim powiedziała:

—Nie masz pomysłu, kogo on może szukać?

Nie,   milady   —   odparł   Thomas   —   może   być   oczywiście   tylko   wścibskim 

background image

przechodniem, lub być może złodziejem szukającym okazji.

Myślę, że włamywacz nie zadawałby pytań i nie ryzykowałby, by ludzie go zauważyli 

— odparła Forella.

—Nie, oczywiście, masz rację milady.

Zmarszczył brwi z niezadowolenia, mimo to Forella powiedziała impulsywnie:

Myślę, że wiesz, iż praktycznie każdy tutaj ukrywa się przed czymś i że dotyczy nas 

wszystkich.

To prawda — zgodził się Thomas — też nie chcę zostać rozpoznany.

—Tak myślałam... że być może ukrywasz się., tak jak i ja — powiedziała Forella.

Tak, ukrywam  się — odpowiedział Thomas  — i to  tylko dzięki Jego Wysokości 

jestem wolnym człowiekiem.

Ponieważ   rozmawiali,   Gyorgy   zaczął   płoszyć   się   wszyskim   co   zauważył   i   Forella 

musiała ściągnąć wodze.

— Pozwólmy im pobiec, milady — zaproponował Thomas — i porozmawiamy później. 

Myślę, że są zazdrosne, bo nie zwracamy na nie uwagi.

Forella roześmiała się i pozwoliła Gyorgy galopować tak długo, aż się zmęczył. Potem, 

gdy mogli rozmawiać, Thomas opowiedział jej o tym jak był trenerem w Newmarket u bardzo 

znanego człowieka Klubu. Jeden z dżokejów bardzo chciał wygrać dwa tysiące gwinei i pod 

nieobecność Thomasa podał koniowi na którym jechał doping. Wygrał wyścig, ale inny dżokej, 

zazdrosny o jego sukces, wniósł skargę do sędziego i ten wszczął śledztwo. Dżokej, żeby zacho-

wać twarz przysiągł, że jest niewinny i że Thomas-trener zdopingował konia, by zwierzę było 

szybsze. To była jedna z tych bardziej skomplikowanych spraw, powiedział Thomas sucho, i 

werdykt zależał od tego, w czyje słowo uwierzy organizator zawodów.

—I oni nie uwierzyli tobie! — zawołała Forella.

Istniała możliwość, że będę poniżony i skreślony z listy — powiedział cicho Thomas.

—Cóż za niesprawiedliwość — krzyknęła Forella.

To się często zdarza na wyścigach konnych — odparł Thomas filozoficznie. — Jego 

Wysokość namówił mnie, że najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić, jest zrezygnować z zaj-

mowanej przeze mnie posady, a tym samym uniknąć dochodzenia i sprawy w sądzie.

Coraz ciszej mówił dalej:

—  Pomógł   mi   napisać   list   zapewniający   o   mojej   niewinności   i   dający   jasno   do 

zrozumienia,   że   uważam,   iż   najlepszą   rzeczą   z   punktu   widzenia   wyścigów   konnych,   jako 

wspaniałego sportu jest uniknięcie skandalu.

background image

Zaśmiał się sucho.

To był mądry list i rozumiem, dlaczego moje zachowanie zostało zaaprobowane przez 

cały Klub Dżokejów.

—Dlatego przyjechałeś tu — powiedziała Forella.

Tak, Jego Wysokość przywiózł mnie tu i dał kilka  wspaniałych koni pod opiekę, co 

sprawiło, że życie stało się dużo bardziej przyjemne dla mnie, niż byłoby w innych oko-

licznościach.

—A co z przyszłością? — spytała Forella.

Thomas uśmiechnął się i Forella uświadomiła sobie, jak rzadko to robił:

—  Jego   Wysokość   obiecał   mi,   że   gdy   wszystko   ucichnie  i   nie   będzie   mowy   o 

rozpoznaniu mnie, umieści mnie jako trenera w Paryżu, gdzie ma ogromne stajnie, które stale chce 

powiększać.

Forella zawołała z zachwytem:

—To będzie dla ciebie wspaniałe!

Czekam na to milady, ale Jego Wysokość nalega, żebym odczekał jeszcze przynajmniej 

pięć lat, aż będę całkiem zapomniany w Newmarket i nie będzie możliwości, bym we 

Francji   był   związany   z   trenerem,   którego   metody   były   kwestionowane   przez   Klub 

Dżokejów.

Pomyślała, jak dużo racji miała księżniczka opisując wszystkich mieszkańców dworku, 

jako stadko księcia.

Ponieważ wszyscy oni mieli coś do ukrycia, było oczywiste, że każdy obcy snujący się 

koło domu i zadający pytania,  będzie ich denerwował i niepokoił. Jednocześnie była całkiem 

pewna,   że   skoro   nikt   ich   wcześniej   nie   szpiegował,   ona  jest   za   to   odpowiedzialna,   bo   to 

poszukiwania jej przywiodły tu tego człowieka.

Książę wszystko załatwi, gdy przyjedzie, stwierdziła. Złapała się na myśleniu o tym, jak 

długo zajmie posłańcowi droga do Londynu, co zrobi książę, gdy przeczyta jej list i jak szybko 

będzie mógł przyjechać do dworku. Minęło dziesięć dni od czasu, gdy widziała go i pomyślała, że 

dla   niej   było   to  jak   całych   dziesięć   wieków.   Miała   wrażenie,   że   unika   jej,  a   ona   stale 

przypominała sobie jak powiedział, że ona utrudnia i tak już trudne sprawy. Ale co rzeczywiście 

miał ńa  myśli? Forella poczuła się nagle bardzo samotna. Prowadząc  dziwne życie ze swoim 

ojcem i mamą, co mogła wiedzieć o człowieku takim jak książę Janos? I co w ogóle mogła wie-

dzieć o Anglii? Spotkała sułtanów, hersztów band i szejków arabskich, ludzi, którzy żyli po to, 

by walczyć, plądrować i zabijać. I dopóki nie przyjechała do Anglii, nigdy nie spotkała mężczyzn 

takich jak wuj, lub hrabia i oczywiście nigdy kogoś takiego, jak książę. Trudno było na początku 

background image

uwierzyć, że są prawdziwymi ludźmi, a nie tylko elegancko ubranymi postaciami z opowiadań. 

Teraz gdy pomyślała o księciu, wydał się bardzo realny. Wiedziała, że tylko przebywanie z nim 

niosło radość i uniesienie, które było niemożliwe do wyrażenia słowami, pewnie dlatego, że było 

to coś, co nigdy nie przydarzyło się jej przedtem. Później śmiała się  z własnych mrzonek o 

nim.

„Żałuje mnie, jest mu mnie szkoda. Nie jestem dla niego atrakcyjną kobietą jak te, które 

wypełniają jego dom w Londynie i jego zamek, które bawią go tak, jak ja nie potrafię". Nocą 

myślała o każdej rozmowie kiedykolwiek przeprowadzonej z księciem i uznała, że była głupia 

kłócąc się i bez wątpienia nudząc go swoimi przemowami o towarzystwie.

Powinnam była siedzieć cicho i pozwolić mu mówić, beształa się. Rozpaczliwie pragnęła, 

tak jak wiele kobiet przed nią, by mogła cofnąć czas i zachować się inaczej niż to zrobiła.

Nie mogła zasnąć, aż gwiazdy prawie zniknęły i pozostała już tylko godzina do świtu. 

Potem zapadła w drzemkę i śniło  się jej, że książę był z nią i że wszystko wyglądało inaczej. 

Spacerowali razem, z dłonią w dłoni i ona już się nie bała. Obudziła się nagle zaniepokojona i 

wstała, by zasłonić zasłony. Jej sypialnia wychodziła na ogród i w poświacie nocy  strumień i 

wszystko wokół spowite było leciutką mgiełką.  Było cicho i nieruchomo tak jak zawsze, tuż 

przed świtem.

Po chwili Forella rozpamiętując jeszcze swój sen, spojrzała na dół. W cieniu krzewów, 

które ogradzały część łąki,  wyróżniał   się   jakiś   ciemniejszy   i   większy   kształt.   Trudno  było 

dojrzeć dokładnie, ale po chwili wiedziała, że był to  człowiek! Człowiek, który, była pewna, 

patrzył w okna domu. Mimo, że nie mogła dokładnie widzieć jego twarzy czuła, że wpatruje się w 

jej okno. Ponieważ bała się, chociaż było mało prawdopodobne, by mógł ją zobaczyć, cofnęła się 

w   głąb   pokoju.   Gdy   to   zrobiła   zauważyła,   że   się   trzęsie.   Była  teraz   absolutnie   pewna,   że 

kogokolwiek wynajął jej wuj by ją odszukać, człowiek ten odkrył, że była we dworku i zde-

maskował pod fałszywym imieniem.

background image

Rozdział 7

Idąc   z   ogrodu   z   kilkoma   różami,   które   zerwała   dla   księżniczki,   Forella   myślała 

podekscytowana, że być może książę przyjedzie dzisiaj. Była pewna, że nie zignoruje jej we-

zwania, ale obawiała się, że mogło go nie być w Londynie.  Mógł gdzieś daleko obserwować 

zwycięstwa swoich koni na wyścigach. Ale ponieważ była szansa, że go spotka, założyła jedną z 

najładniejszych sukien, jakie jej przysłał. Wiedziała, gdy popatrzyła w lustro, że jej oczy jaśniały 

z podniecenia i miały wyraz, który zawstydzał ją, a który był nieomylnie wyrazem miłości. 

Wydawało się niemożliwe, by mogła pokochać go tak absolutnie i nieoczekiwanie, jednocześnie 

wiedząc o nim tak mało. Jej ojciec jednak tak samo zakochał się w mamie w momencie, gdy ją 

zobaczył, a i mama nie pozostała obojętna.

„Uznałam   go   za   najprzystojniejszego   człowieka,   jakiego   kiedykolwiek   widziałam, 

opowiadała jej potem, a gdy spojrzał na mnie czułam, jakby moje serce miało wyskoczyć do 

niego i chociaż nawet teraz wydaje się to ciągle niemożliwe, zakochałam się!"

„Rozumiem — mówiła Forella do siebie — tak jak mama kochała tatę przez całe życie, 

tak i ja już nikogo nie będę mogła pokochać w ten sam sposób, w jaki kocham księcia Janosa".

Potem przypomniała sobie biedną panią na górze i poczuła jakby jakiś cień przesłonił 

słońce. W tym momencie jednak liczyła się tylko jedna rzecz: prawdopodobieństwo, że ktoś ją 

śledzi. Jeśli książę nie będzie w stanie jej uratować, musi wrócić do Londynu.

Poczekam na niego do jutra, a jeśli nie przyjedzie, wtedy ucieknę — pomyślała Forella. 

Teraz jednak nie mogła brać pod uwagę wyruszenia w drogę sama na Gyorgy i bez pieniędzy, tak 

jak to zrobiła wcześniej.

„Książę przyjedzie, wiem że przyjedzie do mnie", pocieszała samą siebie.

Gdy weszła przez oszklone drzwi do saloniku, on już tam był. Nie spodziewała się go tak 

wcześnie i przez moment wydawało się jej, że to sen, ale on był naprawdę i stał patrząc na nią 

spojrzeniem,   które   zapierało   dech.   Nie   miała   pojęcia,   ponieważ   stała   tyłem   do   słońca,   że 

czerwone światła  w jej włosach tańczyły jak małe języki ognia i że wyglądała oszałamiająco 

pięknie. Po dłuższym czasie udało jej się wykrztusić:

— Jesteś... tu!

Jej głos przełamał przestrzeń między nimi i książę podszedł do niej.

Tak, jestem tutaj — powiedział miękkim głosem —  przyjechałem najszybciej  jak 

background image

mogłem.

Jest... tak wcześnie — powiedziała Forella — że księżniczka... nie będzie gotowa... 

spotkać się z tobą.

Nie myślała o tym co mówi. Patrzyła tylko na niego, jaki jest przystojny i jego bliskość 

sprawiła, że czuła jak słońce przenika ją i zamienia się w płomyki dotykając jej ciała.

— To ciebie chcę widzieć — powiedział książę cicho — ale najpierw chcę się dokładnie 

dowiedzieć, co się tu dzieje i jaka jest tego przyczyna.

Gdy skończył mówić, ku zdziwieniu Forelli jakiś mały chłopiec wbiegł do pokoju.

— Znalazłem je, wujku Janos! — krzyczał podniecony — i teraz chcę je wypróbować!

Książę uśmiechnął się i powiedział:

— Miklos, niech cię przedstawię bardzo czarującej damie. Forello, to mój siostrzeniec, 

który właśnie przyjechał do Anglii do szkoły, gdzie w przyszłości będzie znany jako „Michael".

Forella wyciągnęła rękę do Miklosa, który mógł mieć około dwunastu lat, a on skłonił się 

w najbardziej elegancki sposób i odezwał się tak, jakby chciał, żeby też się z nim cieszyła:

Czy wiesz co tu mam?  — spytał wskazując na pudełko, które trzymał  w rękach. 

Forella odpowiedziała:

—Nie mam pojęcia.

Wujek Janos mówił mi, że to teleskop, który był używany w bitwie o Trafalgar, a 

ponieważ ja chcę być marynarzem gdy dorosnę, muszę wiedzieć jak go używać.

— W zasadzie — odezwał się książę — w pudełku są dwa teleskopy i myślę, że mógłbyś 

pokazać hrabinie jak działają.

— Oczywiście — zgodził się Miklos.

Książę spojrzał na Forellę.

—  Zabierz Miklosa do ogrodu — powiedział — a kiedy spotkam się z Thomasem po 

którego posłałem, będę znał więcej szczegółów i później porozmawiamy.

Forella położyła na bocznym stoliku róże, które przyniosła, a Miklos pobiegł do ogrodu.

Nie bój się — rzekł książę miękkim głosem — wiesz przecież, że będę cię pilnował.

Widziałam mężczyznę ostatniej nocy... obserwującego moje... okno — powiedziała 

Forella. — Jestem pewna, że wuj George... wysłał go... żeby mnie odnalazł.

Zaufaj mi — odpowiedział książę — być może nie jest to wszystko tak niebezpieczne 

jak myślisz.

—Mam nadzieję... żenię.

Chciała zostać z nim, chciała dalej rozmawiać i czuć jego bliskość. Ktoś zapukał do drzwi 

background image

i domyśliła się, że to pewnie Thomas. Nie mówiąc nic więcej wyszła szybko do ogrodu w 

poszukiwaniu Miklosa. Kiedy przyłączyła się do niego poprosiła:

—Musisz mi opowiedzieć całą historię teleskopów.

Wuj   Janos   mówi,   że   są   bardzo   dokładne   i   w   tamtym   czasie   były   najsilniejszymi 

teleskopami, jakie kiedykolwiek wykonano.

Otworzył pudełko i Forella zobaczyła dwa teleskopy leżące obok siebie:

Myślę — powiedziała — że moglibyśmy pójść w stronę lasu, skąd jest dobry widok i 

sprawdzić, jak daleko przez nie widać.

—Dobrze, zróbmy to — zgodził się Miklos.

Był ładnym małym chłopcem i Forella pomyślała, że jednak los okrutnie obszedł się z 

księciem i nie dał mu własnego syna. Była prawie pewna, że gdyby miał chłopca, byłby  on 

bardzo przystojny. Książę nauczyłby go jeździć konno, tak dobrze jak on sam i zajmować się 

rzeczami, w których, była pewna, był ekspertem. Pomyślała też, że to musi być marna namiastka 

dla niego interesować się dziećmi siostry. Od księżniczki wiedziała, że nie miał braci.

Do jakiej szkoły będziesz chodził? — spytała Miklosa.

Wuj Janos załatwił mi szkołę w Eton — odpowiedział — mówi, że jest to najlepsza 

szkoła na świecie i że mam dużo szczęścia. Ale najpierw będę chodził na kurs przygoto-

wujący...

Jestem   pewna,   że   spodoba   ci   się   w   Eton   tak   bardzo  jak   mojemu   tacie   — 

odpowiedziała Forella.

W tym czasie doszli do schodków przy końcu ogrodu, które prowadziły do lasu. Gdy 

wspięli się trochę Forella pomyślała, że rozsądnie byłoby nie iść dalej, tak na wszelki wypadek, 

by nie natknąć się na człowieka, który obserwował dom. Zatrzymała się więc i powiedziała:

— Sprawdźmy jak daleko widać stąd.

Miklosowi nie trzeba było powtarzać. Położył pudełko na ziemi i wyjął dwa teleskopy z 

których jeden podał Forelli:

—Mam nadzieję, że wiesz jak go ustawić.

—Myślę, że tak — uśmiechnęła się.

Wzięła od niego teleskop i rozejrzała się nad doliną. Zauważyła mgłę, która psuła nieco 

widoczność.   Obróciła   teleskop w  stronę domu,  chcąc  zobaczyć  księcia  i wtedy wpadła  na 

pewien pomysł.

Powiem ci, co możemy zrobić Miklos — powiedziała — jeśli popatrzymy oboje przez 

teleskopy, możemy zobaczyć białe gołębie na dachu i na oknie. Zróbmy zawody,  kto 

background image

policzy ich więcej.

Podoba mi się ten pomysł—zawołał Miklos. —A jaka będzie nagroda?

O to będziesz się musiał spytać wuja Janosa — odpowiedziała Forella. — Powiedz 

kiedy będziesz gotowy, żeby zacząć.

—Już!

Bardzo dobrze — odparła Forella przykładając teleskop do prawego oka i zamykając 

drugie — Jeden, dwa, trzy start!

Teleskopy były całkiem silne i mogła widzieć bardzo dokładnie białe gołębie trzepoczące 

skrzydłami na szczycie.  Później zauważyła ich dużo na parapecie okna na trzecim piętrze i 

pomyślała, że to tam biedna pani musi je karmić. Bez zastanawiania się nad tym zaczęła liczyć 

te, które dziobały coś na parapecie. W tym momencie ktoś podszedł do okna. Była to kobieta. 

Forella mogła zobaczyć jej twarz dosyć wyraźnie i domyśliła się, że patrzy na żonę księcia. Bez 

wątpienia była wciąż ładna, ale miała twarz dziecka i nawet z daleka wyglądała bardzo młodo. 

Później, gdy wpatrywała się w nią zapominając przez moment o gołębiach, rozległ się trzepot 

skrzydeł   i   zobaczyła,   że   księżniczka   trochę   za  bardzo   się   wychyliła   przez   okno.   Forelli 

przemknęło przez myśl, że to może być niebezpieczne i łatwo w ten sposób wypaść. Gdy tylko 

zdążyła   to   pomyśleć   zobaczyła,   jak   ręce   biednej   pani   wyciągnęły   się   w   przestrzeń,   jakby 

próbowała się czegoś chwycić i wtedy zrozumiała z przerażeniem, że ktoś ją popychał. Za nią stał 

mężczyzna. Mogła dostrzec jego ręce i ramiona. Potem, gdy biedna pani wypadła z okna, Forelli 

wydawało się, że prawie słyszy krzyk, który na pewno wydarł się jej z ust. Wszystko to stało się 

szybko, trzepot bieli, który był jak skrzydła gołębi i potem biedna pani zniknęła. Wydawało się 

koszmarnym   snem.   Potem,   ponieważ   Forella   stale   tam   jeszcze   patrzyła,   zobaczyła   w   oknie 

mężczyznę   i   dokładnie   mogła   przyjrzeć   się   jego   twarzy.   Nigdy   przedtem   go   nie   widziała. 

Ciemnowłosy, z ciężkimi czarnymi wąsami. Spojrzał w dół, potem cofnął się i zniknął w głębi 

pokoju.

Miklos zawołał w tym momencie:

Ktoś wypadł przez okno! Widziałaś? Ona wypadła! Jestem tego pewien.

—Tak... mi się wydawało.

—Iw oknie był mężczyzna, dlaczego jej nie uratował?

—Może to było niemożliwe...

Ponieważ to, co zobaczyła było tak przerażające i jednocześnie nierealne, jakby to był 

trik teleskopu powiedziała:

—...Myślę Miklos, że powinniśmy... wrócić do domu.

Musimy iść i powiedzieć wujowi Janosowi, co widzieliśmy — odpowiedział Miklos — 

background image

czy myślisz, że kobieta, która wypadła zraniła się?

Nie... wiem — odparła Forella— ale... musimy się dowiedzieć.

Gdy doszli do trawnika, zaczęła prawie biec. Miklos biegł za nią mocno trzymając swój 

teleskop. Dopiero, gdy byli bliżej domu, Forella zwolniła trochę, żeby złapać oddech. Chciała 

jak najszybciej dobiec do księcia, ale jednocześnie obawiała się, że cała ta sprawa była dziwnym 

złudzeniem. Wiedziała jednak, że to się rzeczywiście stało. Miklos też to widział. Dotarli do okna 

saloniku i Miklos już miał biec do do przodu, by opowiedzieć wszystko wujowi, gdy Forella 

usłyszała głosy i wyciągnęła rękę, by go przytrzymać.

— Poczekaj chwilę — wyszeptała.

Nie   chciała   mówię   księciu   o   tym   co   się   stało   w   obecności   innych.   Gdy   tak   stała 

niezdecydowanie, próbując poukładać kłębiące się myśli, usłyszała go jak zdenerwowany mówi 

głosem, który wydał jej się zupełnie obcy:

— Co ty mówisz Jacques! I jeszcze nie wytłumaczyłeś mi, dlaczego tu jesteś.

Mówił po francusku i gdy Forella zastanawiała się kim był obcy mężczyzna odezwał 

się:

Masz dokładnie dwie minuty Kovac, żeby zdecydować co zrobisz. Wybór należy do 

ciebie!

—O czym ty do diabła mówisz?

—Powiem ci to jasno — Lucille jest tu ze mną.

—Lucille jest tutaj?

Słuchaj, nie mam czasu na rozmowy.  Powiedziała pielęgniarkom pilnującym  twojej 

żony, że skręciła kostkę i gdy one wyszły z pokoju, ktoś wypchnął tę biedną zwariowaną 

kreaturę przez okno!

—O czym ty mówisz! — zawołał książę.

Wybór jest taki: albo przysięgniesz, że poślubisz moją siostrę — ciągnął Jacques, albo 

będziesz oskarżony o morderstwo! Jestem gotowy zeznać, że widziałem cię jak wypy-

chałeś swoją żonę przez okno, gdy nie było nikogo innego w pokoju.

— Myślę, że zwariowałeś lub jesteś pijany — odparł książę. — Mój lokaj był ze mną do 

ostatniej sekundy, zanim tu wszedłeś.

— Zeznania twojego sługi nie będą dopuszczalne w sądzie, jeśli w grę wchodzi sprawa o 

morderstwo — powiedział Jacques pogardliwie. — Więc co wybierasz Kovac, ślub czy proces na 

Old Bailey?

Wtedy Forella wzięła głęboki oddech i trzymając Miklosa za rękę weszła z nim przez 

background image

otwarte drzwi do saloniku.  Zauważyła, że chłopiec nie rozumiał francuskiego. Gdy weszli do 

środka zobaczyła tam, tak jak oczekiwała, że mężczyzna stojący twarzą do księcia ma ciężkie, 

czarne wąsy i jest tym samym osobnikiem, którego widziała w oknie. Książę podniósł na nich 

wzrok i zanim Forella zdążyła coś powiedzieć, Miklos pobiegł w stronę swojego wuja.

Wujku Janos — krzyczał — patrzyłem przez teleskop  i widziałem kobietę ubraną na 

biało jak wypadała przez okno! Widziałem ją!

Masz   jeszcze   minutę   —   powiedział   Francuz,   jakby  chciał   zignorować   to 

zamieszanie.

Ja też widziałam, co się stało — powiedziała Forella  po francusku. — Biedna pani 

wypadła z okna, ale została wypchnięta przez mężczyznę, który potem wychylił się, żeby 

zobaczyć, gdzie upadła. Zamilkła na chwilę, potem wskazała na Francuza i powiedziała:

— To był człowiek, którego tam widziałam!

Jacques drgnął, potem powiedział z furią:

Jeszcze jedno zeznanie służby? Wątpię, czy będą miały jakąkolwiek wagę przed sędzią i 

ławą przysięgłych.

Nazywam się, jeśli to cię interesuje mounsieur — powiedziała Forella po francusku — 

Forella Claydon, a moim wujem jest markiz Claydon, członek Izby Lordów na Dworze 

Jej Wysokości, Królowej Wiktorii...

Mówiła tak dobitnie, że Francuz prawie skruszył się pod jej wzrokiem. Wiedział, że jest 

pokonany i chociaż dalej chciał grać pewnego siebie, książę powiedział rozkazującym głosem:

— Masz minutę, ty i Lucille, żeby wynieść się z tego domu i kraju! Jeśli pozostaniecie 

w okolicy, będziesz oskarżony o morderstwo i mój gość, który widział co się zdarzyło  złoży 

zeznania, a to oznacza, że będziesz wisiał!

Jacques otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale książę powiedział stanowczo:

— Jedna minuta!

I   prawie   tak   szybko   jak   biedna   pani   leciała,   Jacques   wybiegł   z   pokoju   trzaskając 

drzwiami.

Ponieważ była tak spięta i jednocześnie bała się o księcia, Forella poczuła że ściany kręcą 

się wokół niej i że otaczają ciemność, ale ramiona księcia podtrzymały ją i pomógł jej dojść do 

sofy. Miklos zapytał:

Dlaczego ten mężczyzna uciekł? Widziałem go w o-knie po tym,  gdy ta  kobieta 

wypadła.

Miklos — powiedział książę cicho — chcę żebyś coś dla mnie zrobił.

background image

—Co wuju Janos?

Chcę, żebyś poszedł do stajni popatrzeć na konie i żebyś zabrał ze sobą hrabinę.

—Dobrze, wuju Janos.

Nie mów nic rozumiesz — nic o tym co widziałeś, czy słyszałeś, aż porozmawiamy. To 

bardzo ważne i wiem że zrobisz tak, jak cię o to proszę.

— Oczywiście, wuju Janos.

Książę zwrócił się znów do Forelli.

Czy dobrze się czujesz? — spytał. — Jeśli tak, chciałbym, byś wyszła z tego pokoju tak 

szybko jak możesz.

Tak... dobrze się czuję... — odpowiedziała Forella szeptem.

Ocaliłaś mnie — powiedział książę — a teraz ja chcę ocalić ciebie i wszystkich innych 

od wielu czekających nas nieprzyjemności.

Forella wstała. Słabość minęła i rzeczywiście czuła się już dobrze. To dlatego, że książę 

był blisko niej, dotykał ją a ona kochała go. Wyciągnęła rękę do Miklosa.

—  Chodź ze mną—powiedziała — wiem, że spodoba ci  się oglądanie koni twojego 

wuja.

Książę podszedł do drzwi i otworzył je:

—  Dziękuję — powiedział miękko, gdy Forella mijała go  i słowa jego były jak miła 

pieszczota.

W   hallu   nie   było   nikogo.   Gdy  Forella   i   Miklos   skręcili  w lewo korytarzem, który 

prowadził ich do bocznych drzwi  najbliższych stajni, zobaczyła Newmana nadchodzącego  z 

przeciwka. Ruszał się dużo szybciej niż zwykle i usłyszała jak mówił do księcia.

— Muszę poprosić Jego Wysokość, by szedł ze mną natychmiast. Zdarzył się okropny 

wypadek.

Później Forella z trudem mogła sobie dokładnie przypomnieć,  co się działo i w jakiej 

kolejności, ale wszystko było tak dramatyczne, że aż nierealne. Wydawało się nieprawdopodobne, 

że biedna pani nie żyła i że książę jest wolny. Gdy była w stajni  z Miklosem karmiącym konie 

udawała, że słucha jak Thomas rozmawia z małym, ale jej myśli krążyły wokół księcia. Być może 

jego żona przeżyła tylko szok i nie zabiła się, jak to planował Francuz. Myślała, kim on był i kim 

mogła być  Lucille,  i właściwie dlaczego szantażowali księcia. Potem stwierdziła,  że stało  się 

sprawiedliwie, bo tak jak on uratował ją przed poślubieniem hrabiego, tak ona uratowała go przed 

poślubieniem kogoś, kto zaplanował ze swoim bratem morderstwo pani. Wszystko to wydawało 

background image

się takie skomplikowane i okropne, że nadal nie mogła opanować małego drżenia, a jednocześnie 

przepełniającego ją szczęścia, że książę jest wolny. „Nawet jeśli on... mnie nie zechce, myślała 

odkąd go kocham.. . pragnę dla niego... wszystkiego co najlepsze".

Thomas wsadził Miklosa na grzbiet jednego z cudownych ogierów.

Chcę jeździć na tym koniu — powiedział Miklos. —  Myślisz,   że  wuj  Janos  mi 

pozwoli?

Będziesz musiał sam go o to zapytać — odparł Thomas.

Dzisiaj nie ma na to czasu — odparł Miklos — ponieważ mama czeka na mnie w 

zamku, by zabrać mnie do szkoły....

Być może w następne wakacje — odpowiedział Thomas z uśmiechem.

Tak, oczywiście, w następne wakacje! — zgodził się Miklos.

Forella zastanowiła się, gdzie też ona będzie gdy nadejdą wakacje. Jej myśli wydawały 

się krążyć w kółko i stale widziała wyprostowane ramiona biednej pani, gdy próbowała znaleźć 

coś czego mogłaby się chwycić, gdy Jacques wypychał ją z okna. Teraz mogła myśleć jasno o 

tym i wiedziała, że książę każąc mu wynieść się z domu i kraju nie miał zamiaru ratować go od 

konsekwencji przestępstwa, ale chciał uniknąć skandalu i rozgłosu, które przyniosłaby sprawa 

o morderstwo. To było nie tylko coś przed czym on by się wzbraniał, ale ponad wszystko nie 

chciał pozwolić na cierpienie tak wielu innych ludzi jak księżniczka, doktor, Thomas i ona sama. 

Gdyby   wezwano   policję,   wszyscy   musieliby   złożyć   zeznania   i   ich   anonimowość   zostałaby 

ujawniona.

„Wtedy   wuj   George   wiedziałby,   gdzie   jestem   i   nie   musiałby   mnie   już   szukać"   — 

pomyślała Forella z przerażeniem. Zrozumiała, że ostatniej nocy, gdy widziała Jacquesa patrzącego 

jak się wtedy zdawało w jej okno, patrzył on w rzeczywistości nieco wyżej. Była pewna, że przez 

ostatnie   parę   dni,  gdy   kręcił   się   tu   i   wypytywał   służbę,   próbował   poznać   dokładnie   jak 

gospodarstwo było zorganizowane. Dowiedział się, że gdy jedna pielęgniarka jadła, druga pełniła 

dyżur sama.  Sprawa była prosta do wykonania. To była jedna szansa na milion, że będziemy 

akurat patrzeć przez teleskopy, pomyślała Forella i być może dlatego, że to moc większa niż przy-

padek zapewniła, że książę nie będzie oskarżony o uczynek, którego przy szlachetności swojego 

serca nigdy nie popełniłby. Było to tak, jakby jej prośby zostały wysłuchane dokładnie i gdy ona 

prosiła o jego szczęście, Bóg usłyszał i przyszedł, by uratować ich oboje.

„Jeśli tylko... to mogłaby być... prawda" — wyszeptała Forella do siebie i przestraszyła 

się, że może za dużo by chciała.

Gdy skończyli  oglądać konie, jeden z lokajów przyszedł  do stajni mówiąc,  że Jego 

Wysokość prosi by wrócili do  domu, gdzie czeka na nich w bawialni. Zdenerwowana i prze-

background image

straszona, że stało się coś czego nie przewidywała, blada weszła do pokoju. Książę stał tyłem do 

kominka i gdy weszli odezwał się:

Miklos, chcę żebyś poszedł na górę i poznał swoją krewną księżniczkę Marię Dabas, o 

której ci opowiadałem w drodze.

Z przyjemnością ją poznam, wuju Janos — odpowiedział Miklos — czytałem o Imbe 

Dabas i o tym jak był stracony

Nie rozmawiaj z nią o tym — ostrzegł książę — ona bardzo się niecierpliwi, by cię 

poznać i spiesz się, bo musimy niedługo wracać do zamku. Newman czeka przy scho-

dach, żeby pokazać ci drogę do księżniczki.

Gdy tylko Miklos wyszedł, książę wyciągnął ręce do Forelli:

— Posłuchaj moja droga, ponieważ będzie tu wiele rzeczy do załatwienia, chociaż wiem, 

że doktor Bouvais sprawi by wszystko poszło gładko, chcę żebyś opuściła dom niezwłocznie i 

pojechała do mojej posiadłości na drodze do Southampton.

Forella popatrzyła na niego zdumiona i on powiedział:

Przyjadę do ciebie później, ale musisz być wystarczająco dzielna i pojechać tam sama. 

Zrobisz to?

Wiesz, że tak... wszystko cokolwiek mi powiesz, żebym zrobiła — odpowiedziała 

Forella — ale... nie... rozumiem.

Potem wytłumaczę — rzekł książę — ale ważne jest to, żeby nikt cię tu nie zobaczył. 

Wyjawiłaś swoje prawdziwe imię a poza tym, wokół wypadku i pogrzebu będzie dużo 

szumu i niepotrzebnych plotek.

— Rozumiem i... będę czekała na... ciebie.

Książę uniósł jej dłoń i pocałował.

Dziękuję ci, moja kochana — powiedział miękko. — Teraz idź i przygotuj się, a ja 

wytłumaczę księżniczce, co się wydarzyło. Powóz będzie czekał na ciebie, a ja postaram 

się opóźnić wszystko aż odjedziesz.

Dziękuję... dziękuję ci — powiedziała Forella półgłosem.

Pocałował   ją   jeszcze   raz   w   rękę,   a  potem   poszła   na   górę  do   swojej   sypialni.   Nie 

zdziwiła się, że pani Newman już tam jest.

— Jego Wysokość powiedział, że musisz zaraz wyjechać milady — powiedziała — i to po 

tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło, jest jeszcze bardziej smutne.

Przykro mi z powodu biednej pani — powiedziała Forella cicho.

Musimy wierzyć, że Bóg wiedział lepiej — odparła pani Newman.

background image

— Tak też myślę — zgodziła się Forella, zastanawiając się w jaki sposób jej modlitwy 

zostały wysłuchane.

Przebrała się szybko w strój podróżny i zjadła lekki posiłek przyniesiony jej na tacy. 

Zauważyła, idąc pożegnać się  z księżniczką że książę opuścił już dworek i zabrał Miklosa do 

zamku. Potem miał spotkać się z szefem policji, by poinformować go o wypadku.

Jeśli chcesz wiedzieć co myślę — powiedziała księżniczka— to jest to ogromna ulga 

nie tylko dla Giselli, ale  także dla drogiego Janosa, chociaż oczywiście nie są to w 

takiej chwili odpowiednie słowa.

—Nie... oczywiście, że nie — wymamrotała Forella.

Myślę, że wszyscy boimy się dostania do gazet — ciągnęła księżniczka cicho. — Jeśli 

oni doniosą kim jesteśmy i dlaczego tu jesteśmy, wiele złego może się zdarzyć.

Jestem pewna, że książę załatwi to tak, żeby nie było  skandalu  — odpowiedziała 

Forella.

Dlaczego miałby być? — spytała księżniczka. — To  był wypadek chociaż wiem, że 

biedne pielęgniarki obwiniają siebie za to, że zostawiły ją samą nikt poza kompletnym 

hipokrytą udawałby, że to była tragedia.

—Muszę jechać... Wasza Wysokość.

Janos powiedział mi, że wysyła cię stąd — odparła  księżniczka. — Było cudownie 

gościć cię tutaj i jedyną rzeczą jakiej żałuję to to, że nie wyjawiłaś mi swojego sekretu, co 

uważam za nieuprzejme z twojej strony biorąc pod uwagę, że znasz mój.

Opowiem   ci   wszystko   następnym   razem,   gdy   się   spotkamy   —   obiecała   Forella   i 

księżniczka roześmiała się.

Mam przeczucie, chociaż nie jestem jasnowidzem, że to może być o wiele szybciej niż 

to wydaje się możliwe i może twoja sytuacja będzie całkiem inna niż w tej chwili.

Forella nie odpowiedziała. Wiedziała, że oczy księżniczki jaśniały z ciekawości, gdy ona 

schyliła się, by pocałować ją w policzek.

—Obiecuję, że jeśli będę mogła — powiedziała — napiszę i powiem ci wszystko to, co 

chcesz wiedzieć.

Więc zrób to niedługo — odparła księżniczka — inaczej umrę z czystej ciekawości.

Forella roześmiała się. Potem zbiegła na dół, gdzie czekał na nią kryty powóz, a skrzynie 

ze wszystkimi jej pięknymi sukniami były przyczepione z tyłu. Zauważyła, że woźnica powozi 

czterema dorodnymi końmi i gdy ruszyli pomyślała,  że powóz jest bardzo lekki. Wiedziała, że 

podróż nie będzie  długa, ale jakże wygodna. Było to dziwne uczucie ruszać  w nieznane, ale 

background image

ponieważ wszystko  zorganizował książę, nie  bała   się,  a   raczej  była   lekko  podekscytowana. 

Późnym popołudniem konie skręciły w drogę, na końcu której ukazał się bardzo piękny dom. 

Był tej samej wielkości co dworek, ale wybudowany z czerwonej cegły. Jego porty ko we drzwi i 

okna wskazywały na to, że został wybudowany w czasach królowej Anny.

Służba czekała, by ją przywitać i Forella pomyślała, że posłaniec musiał jechać przodem, 

by zawiadomić o jej przyjeździe. Kamerdyner był nieco młodszy od Newmana, ale przywitał ją 

równie elegancko:

— Witamy, milady.

To dało Forelli do zrozumienia, że stale jeszcze ma używać tytułu swojej matki. Gdy 

rozejrzała się dookoła po przepięknym, marmurowym hallu, nie mogła powstrzymać okrzyku:

—Jaki piękny dom!

Jego Wysokość kupił go w tym samym czasie co i jacht, który trzyma w Southampton.

Lokaj uśmiechnął się i ciągnął dalej:

Jego   Wysokość,   co   stwierdzam   z   radością,   nie   interesuje   się   tymi   modnymi   i 

niebezpiecznymi pociągami jako środkiem transportu. Kocha konie.

Konie są dużo przyjemniejsze — potwierdziła Forella.

Tak też i ja myślę, milady — odparł kamerdyner. —  Znajdzie pani świetne konie w 

stajniach, chociaż jestem pewien, że Jego Wysokość będzie chciał je sam pokazać. 

Ponieważ książę miał dołączyć do niej, Forella poszła na górę jak we śnie. Wiedziała, że 

każda dzieląca ich chwila przedłuża się w nieskończoność.

Starsza pokojówka czekała na nią i zasugerowała odpoczynek po podróży i rzeczywiście, 

ponieważ wydarzenia tego dnia były wyczerpujące, Forella usnęła. Gdy obudziła się zobaczyła, 

że jest dużo później niż się spodziewała.  Wykąpała  się, ubrała  w jedną z pięknych  sukien 

przesłanych jej przez księcia z Londynu i zeszła na dół oczekując, że zje kolację w samotności. 

Jednak gdy doszła do hallu kamerdyner powiedział:

Posłaniec właśnie przyjechał milady, by powiedzieć, że Jego Wysokość jest w drodze i 

jak sądzę, powinien być  z nami za jakąś godzinę. Myślałem, że może będziesz wolała 

zaczekać z kolacją na niego.

—Tak... oczywiście — zgodziła się Forella.

Zeszła do salonu, który był wielkim, wysokim pokojem umeblowanym luksusowo i ze 

smakiem, w sposób charakterystyczny dla wszystkich posiadłości księcia. W powietrzu czuć było 

zapach kwiatów. Okno, gdzie zasłony nie były jeszcze zaciągnięte, wychodziło na ogród pełen 

róż.

„To jest zachwycające", pomyślała Forella.

background image

Czuła, że jej serce bije w takt zegarka i powtarza za każdym razem imię księcia, znów i 

znów.

Trochę później drzwi otworzyły się. Oczekiwała, że książę  zjawi się w swoim stroju 

jeździeckim, w którym zwykle podróżuje. Jednak on musiał przybyć do domu, gdy o tym nie 

wiedziała i zdążył się przebrać w strój wieczorowy. Wyglądał tak cudownie i był tak przystojny, 

że aż krzyknęła z zachwytu nie tylko dlatego, że tam był, ale i z powodu jego wyglądu. Drzwi za 

nim zamknęły się i nie zastanawiając się, pełna radości pobiegła ku niemu. Gdy dobiegła do 

niego opanowała się, ale jego ramiona otuliły ją i przytrzymały tak blisko, że mogła czuć jak bije 

jego serce.

Moja kochana, moja słodka — powiedział miękko —  przepraszam  że   jestem   tak 

późno.

Czy...  wszystko...  w porządku?— Z trudem mogła  wymówić słowa i głos, jakim 

zadawała pytania nie brzmiał jak jej własny.

Wszystko dobrze — odparł — chodź, usiądź, a ja ci opowiem.

Udała się w kierunku sofy, tak jak tego oczekiwał. Gdy usiadła, drzwi otworzyły się i 

weszli   służący   z   szampanem.  Napełnili   kryształowe   kieliszki   z   wygrawerowanymi   na   nich 

insygniami księcia.

—  Kolacja   będzie   gotowa   za   kilka   minut,   Wasza   Wysokość,   powiedział   lokaj 

wychodząc z pokoju.

— Musisz być głodna — rzekł książę. — Nie spodziewałem się, że będziesz czekała na 

mnie.

Mówił zwyczajnie, ale to co mówił nie było ważne. Liczyło się spojrzenie jego oczu i 

głęboka nuta w jego głosie. Fakt, że był blisko sprawiał, że Forella drżała z podniecenia i czuła, 

jakby się unosiła w powietrzu. Nie potrafiła później odtworzyć tego co jadła, czy piła w pokoju 

stołowym, lub tego o czym rozmawiali. Wiedziała tylko, że anioły śpiewały nad nimi i że muzyka 

była pieśnią miłości, która złączyła ich tak mocno, że mogli się dotknąć. Gdy wrócili do salonu 

zasłony były zaciągnięte i w kandelabrach paliły się świece. Książę odezwał się:

—Mamy sobie tyle do powiedzenia.

—Czy... to prawda?

Myślę, że bez słów wiesz jak bardzo cię kocham —  powiedział książę — i moja 

węgierska intuicja mówi mi, chociaż nigdy tego nie powiedziałaś, że to co czujesz do 

mnie, to początek miłości.

background image

Ja... cię   kocham  — powiedziała   Forella   — ale...   nigdy...   nie   myślałam,   że   będę 

mogła... ci to powiedzieć.

Powinniśmy zaufać losowi, czy może Bogu, który nas  pilnuje — westchnął głęboko 

zanim powiedział dalej. — Gdy wiedziałem, że muszę cię wysłać stąd, czułem jakbym 

wyrywał sobie serce, ale musiałem to zrobić.

— Dokąd... teraz mnie... wyślesz? — spytała Forella. To było pytanie, które błądziło w 

jej głowie cały dzień. Książę uśmiechnął się i było tak, jakby cały pokój rozjaśnił się.

—Nigdzie  cię nie  wysyłam,  moja  najdroższa  — odpowiedział.  — Zabieram  cię  na 

Węgry zaraz po ślubie.

—Ś... lub?

Forella ledwo mogła to wymówić.

— To nie będzie ślub o jakim być może marzyłaś, z druhnami i wielkim przyjęciem — 

odparł książę. — Ponieważ musimy być bardzo dyskretni, zaplanowałem, że weźmiemy ślub jutro 

rano w małym kościele tu w wiosce, zanim pojedziemy na jacht do Southampton i ruszymy w 

podróż poślubną.

Forella zaklaskała:

—Ja... nie mogę uwierzyć... w to, co mówisz.

To jest oczywiście — powiedział książę — pod warunkiem, że chcesz mnie za męża — 

zamilkł na chwilę, żeby  dodać cicho. — Myślę moja droga, że moc silniejsza od nas 

samych połączyła nas i że byłoby niemożliwe, abyśmy dalej żyli bez siebie.

—To prawda... ale nie myślałam... że mnie poślubisz.

Jesteś tą, której szukałem przez całe moje życie — odpowiedział książę — i cokolwiek 

by ktoś myślał, nie mam zamiaru stracić cię, gdy cię odnalazłem.

Czekałam... żebyś to powiedział — odparła — ale... czy jesteś całkiem pewny... że 

wybrałeś odpowiednią osobę... odpowiednią na żonę... i że... nie zawiodę cię?

Jestem całkowicie pewien — powiedział. — Trochę czasu mi to zabierze, abym mógł 

ci dowieść, jak bardzo cię kocham, a już na pewno nie przeżyłbym utraty ciebie.

Sposób w jaki to mówił był wzruszający. Potem łagodnie objął Forellę i przyciągnął 

blisko siebie. Patrzył na nią przez dłuższą chwilę.

— Jak możesz być tak doskonała, tak nadzwyczajna —  spytał — że nawet gdy cię 

dotykam trudno mi wierzyć, że

jesteś prawdziwa?

Nie czekał na jej odpowiedź. Jego usta napotkały jej i ona  poczuła dotykając ich, że 

background image

tęskniła za tym i pragnęła odkąd uświadomiła sobie, że go kocha. Na początku całował ją bardzo 

delikatnie, ale gdy poczuł, że cała wiotczeje i jej usta poddały mu się, jego pocałunek stał się 

mocniejszy, bardziej  namiętny i wręcz zaborczy. Przyciągnął ją bliżej i bliżej, aż  poczuła jak 

ogarnia ją dzika namiętność, która wypełnia piersi, gardło i usta, a płomień wzniecony przez 

księcia zapłonął także i w niej.

Było to tak zachwycające, że trudno jej było uwierzyć, że rzeczywiście się dzieje. Potem, 

gdy wciąż ją całował, nie była już w stanie nawet myśleć. Czuła tylko, że uniósł ją do nieba, 

gdzie  byli  sami  i   dotknęli  bóstwa.  Gdy w   końcu  książę   podniósł   głowę,   Forelli   udało   się 

wyszeptać:

Kocham cię... kocham! Czy to rzeczywiście może się... dziać? Myślę... że śnię!

Więc ja śnię także — odparł książę — ale nasz sen stał się jawą. Znalazłem cię, moja 

najdroższa i tak bardzo się bałem, że cię stracę, ponieważ nie byłem wolny i nie mogłem 

cię prosić, byś została moją żoną.

Poznała po sposobie w jaki to mówił, że bał się naprawdę. Przypomniała, w jakiej ona 

była rozpaczy, że jest tak wiele pięknych kobiet. Wiedziała, że ich miłość jest inna niż cokolwiek 

mogliby czuć lub myśleć o innych ludziach, gdyż  tak jak książę powiedział, byli jedną osobą. 

Patrzył jej w oczy, jakby wiedział co myśli i powiedział: 

— Moja kochana, moja panna młoda, moje serce, moja dusza i bez wątpienia najlepszy 

jeździec, jakiego kiedykolwiek widziałem.

Ponieważ było to tak dalekie od tego, co spodziewała się usłyszeć, Forella zaśmiała się.

Czy rzeczywiście... jestem dobrym jeźdźcem? — spytała.

Oczywiście — odpowiedział. — Będziemy razem jeździć na najlepszych i najszybszych 

koniach.

Forella wciągnęła powietrze mówiąc:

To wszystko brzmi tak cudownie... ale wiesz że jedyna rzecz jaka się liczy... to, że ty 

będziesz ze mną. Nie chciałam jechać na Węgry, kiedy powiedziałeś, że mnie... wyślesz, 

bo to znaczyło opuszczenie cię.

Już   tego   więcej   nie   zrobię   —   powiedział   książę.   —  Moja   kochana,   nigdy   nie 

myślałem, że mógłbym tak nieoczekiwanie znaleźć szczęście po tylu latach samotności.

Forella  nagle   poczuła  się  za  niego  odpowiedzialna,  delikatnie   dotknęła   dłonią   jego 

policzka:

— Nigdy już... nie pozwolę... byś czuł się samotnie — szepnęła — i pragnę... bardziej 

niż czegokolwiek... innego w świecie... dać ci... syna.

background image

Książę spojrzał na nią, jakby trudno było uwierzyć w to co usłyszał. Potem nic już nie 

mówiąc pocałował ją namiętnie. Wiedziała, że podniecała go i jednocześnie mogła mu ofiarować 

to, za czym tęsknił i wypełnić jego życie tak, jak żadna inna kobieta nie byłaby zdolna.

—Kocham cię... kocham cię... — powiedziała, bo nie było innych słów, które mogłyby 

wyrazić to co czuła.

A ja cię uwielbiam — mruczał jej do ucha książę. — Jutro moja kochana będziesz moja 

i zakończą się wszystkie nasze problemy — po czym dodał — i nie będzie więcej sa-

motnych, bezsennych nocy spędzonych na myśleniu o tobie, ze świadomością, że nie ma 

możliwości byś była moja. Chcę cię nauczyć tylu rzeczy moja najdroższa, tak wiele uczuć 

obudzić w twoim sercu, myślach i w twoim cudownym węgierskim ciele.

Forella wiedziała, co miał na myśli i zaśmiała się ze szczęścia.

Potem całował ją znów i nie dało się myśleć o niczym innym, jak o tym, że nic nie liczy się 

w przyszłości oprócz tego, że on będzie z nią. Była jego, a on jej na wieki. Teraz, gdy spełniły się 

ich marzenia, nikt nie mógł ich rozdzielić, czy zniszczyć ich miłości, która dla nich wypełniała 

cały świat i była im dana przez Boga.