background image

Barbara Cartland 

FORELLA 

 

Od Autorki 

Książę Walii, późniejszy Edward VII, miał swój specjalny sposób 

na  odnajdowanie  sypialni  pięknej  kobiety,  którą  się  interesował. 

Ponieważ  domy,  w  których  bywał  Jego  Wysokość,  były  zwykle 

olbrzymie,  sugerował  on,  że  róża  wystawiona  na  zewnątrz  danej 

sypialni  ułatwi  jego  poszukiwania  i  zapobiegnie  kłopotliwym 

pomyłkom. 

Książę  ożenił  się  z  piękną  Aleksandrą  Duńską  w  1863  roku,  ale 

już  pięć  lat  później,  gdy  przyszło  na  świat  ich  trzecie  dziecko, 

księżniczka  Viktoria,  jego  romanse  ożywiały  plotki.  Mówiło  się  o 

ponętnych  pięknościach  w  Rosji,  gdzie  książę  był  obecny  na  ślubie 

Dagmary, siostry księżniczki Aleksandry, z carewiczem Aleksandrem 

i  kuszących  księżniczkach,  a  także  aktorkach  w  Paryżu,  dokąd 

pojechał sam następnego roku.  

Tam książę wodził rej, a młodsi członkowie towarzystwa chętnie 

naśladowali go. Dla wielu z nich był to mile widziany bunt przeciwko 

powadze  i  dokładności  Księcia  Pana,  a  po  jego  śmierci,  przeciwko 

przygnębieniu,  nudzie  i  nieustającej  żałobie  Królowej  Wiktorii  w 

Zamku Windsor. 

background image

Rozdział 1 

Rok 1870 

Po  obiedzie  panie  przeszły  do  wielkiego  salonu  ozdobionego 

kryształowymi  kandelabrami  i  ogromną  ilością  egzotycznych 

kwiatów.  Ubrane  w  suknie  spiętrzone  z  tyłu  na  tiurniurach,  które 

według  wskazówek  Frederica  Wortha  zajęły  miejsce  krynolin, 

wyglądały jak wspaniałe łabędzie. Tiurniury idealnie akcentowały ich 

cienkie  talie,  a  ponad  nimi  opięte  gorsety  doskonale  podkreślały 

wypukłość  i  krągłość  piersi,  które  przyciągały  wzrok  dzięki  znów 

modnym głęboko wyciętym dekoltom. 

Kogoś,  kto  nie  wiedział,  że  gospodarzem  przyjęcia  jest  książę 

Janos  Kovac,  mógłby  zdziwić  widok  tak  wielu  pięknych  kobiet 

zebranych w jednym pokoju. Zdawało się, że całe Alchester otoczone 

jest  aurą  bogactwa.  Niewielu  zapewne  z  przybyłych  tu  na  weekend 

gości  mogło  pamiętać  jak  wyglądał  zamek,  zanim  duke  Alchester 

sprzedał go księciu. 

—  Jedyne  pocieszenie  —  powiedziała  starsza  bogata  dama  w 

stroju mieniącym się diamentami — to to, że Alchesterowie nie tylko 

byli  w  stanie  zapłacić  swoje  rachunki,  ale  odkąd  pozbyli  się  zamku, 

wiedli swoje życie we względnym komforcie. 

—  Moja  droga,  czy  pamiętasz  jak  tu  było?  —  zawołała  jej 

rozmówczyni. — Zimą przejmujący chłód, a sufit i ściany wilgotne z 

powodu  cieknącego  dachu!  Nic  nie  było  reperowane  ani  poprawiane 

od blisko pięćdziesięciu lat! I to niezjadliwe jedzenie! 

background image

Damy roześmiały się ironicznie. 

— Zupełnie inaczej, niż dziś wieczór! 

Zamilkły nagle obydwie zdając sobie sprawę, jak wspaniała była 

kolacja i jaką radością dla każdego smakosza było wino podawane do 

kolejnych dań. 

Książę  Janos,  właściciel  ponad  tysiąca  akrów  ziem  we 

wschodnich Węgrzech, przyjechał do Anglii przede wszystkim po to, 

by  polować.  Tak  bardzo  jednak  zauroczył  go  sport,  który  uprawiał  z 

ogromnym entuzjazmem w Shires, że nie tylko został członkiem kilku 

klubów, lecz stał się także posiadaczem stajni dla koni wyścigowych, 

które na dokładkę bardzo szybko zaczęły odnosić zwycięstwa. 

Gdyby  udało  się  to  jakiemuś  innemu  młodemu  człowiekowi, 

rozsiewałby  wokół  siebie  zazdrość  i  nienawiść.  Jednak  nie  książę 

Janos.  Był  coraz  bardziej  popularny  nie  tylko  wśród  tych,  którzy 

dosiadali jego koni i kibicowali mu, ale także w  Klubie Jeździeckim, 

którego stał się członkiem. Zaproszenia na jego przyjęcia były  wręcz 

rozchwytywane, a on znalazł sposób na to, jak to ktoś zauważył trochę 

złośliwie,  by  pomieścić  więcej  piękności  na  jednym  metrze 

kwadratowym, niż udało się to kiedykolwiek innym gospodarzom. 

Rozglądając  się  po  pokoju,  widząc  te  wszystkie  blondynki, 

brunetki i rude, nikt nie miał wątpliwości, że nawet Parysowi, gdyby 

mógł być tam obecny, trudno byłoby zdecydować, której z nich należy 

się złote jabłko. 

Książę  znał  mnóstwo  pięknych  kobiet  i  nie  było  wątpliwości,  że 

one  były  nim  zafascynowane,  zaintrygowane  i  zaślepione,  i  z  całą 

background image

pewnością znajdował się w centrum ich uwagi. Tym więc dziwniejsze 

było  to,  że  nawet  najbardziej  wścibscy  intryganci  towarzystwa  mogli 

powiedzieć  tak  niewiele  o  nieskandalizującym  i  dyskretnym  księciu 

Janosu, co bynajmniej nie odnosiło się do jego gości.  

W  momencie,  gdy  lady  Esme  Meldrum  podchodziła  do  jednego 

ze  zdobionych  złotymi  ramami  luster,  markiza  Claydon  śledziła  jej 

ruchy  wzrokiem  pełnym  nienawiści.  Bez  wątpienia  lady  Esme  była 

nadzwyczaj  piękna,  a  jej  uroda  podziwiana  przez  współczesnych 

artystów.  Wydawało  się  niemożliwe,  by  mógł  gdzieś  istnieć  ktoś 

cudowniejszy od niej, złotowłosej, z oczami koloru miodu, o cerze jak 

przeźroczysta porcelana.  

Poruszała  się  pięknie,  a  jej  figura  przypominała  figurę  bogini.  Z 

prawdziwej  miłości  poślubiła  Sir  Richarda  Meldrum.  Co  prawda  jej 

rodzice oczekiwali że znajdzie lepszą partię, ale gdy o Sir Richardzie 

Meldrum  zaczęto  mówić  jako  o  jednym  z  najbardziej  obiecujących 

ambasadorów  w  Europie,  pogodzili  się  z  wyborem  córki.  Jednak  po 

ośmiu  latach  małżeństwa  z  mężczyzną  który  był  coraz  bardziej 

pochłonięty  swoimi  obowiązkami,  lady  Esme  zaczęła  szukać 

rozrywki. 

Hrabia  Sherburn  zwrócił  uwagę  na  jej  piękność  w  tym  samym 

momencie, w którym ona stwierdziła, że niewątpliwie jest on szalenie 

atrakcyjną partią. Osmond Sherburn był bogaty, przystojny, odrobinę 

już znudzony odnoszonymi sukcesami i absolutnie nie zainteresowany 

małżeństwem. Dużo ambitnych matek uważało, że właśnie ich córki z 

wdziękiem  zdobiłyby  klejnoty  Sherburnów  i  na  pewno  byłyby 

background image

czarującymi  paniami  rodzinnego  domu  hrabiego  i  innych  jego 

posiadłości.  

Wykazał  on  jednak  na  tyle  sprytny,  by  kierowe  swoją  uwagę  ku 

kobietom zamężnym. Narażał się przez to ich małżonkom, czasami do 

tego  stopnia  nawet,  iż  gotowi  byli  wyzwać  go  na  pojedynek.  Jednak 

przyjaźń  hrabiego  z  Księciem  Walii  i  jego  pozycja  w  towarzystwie, 

zmuszały  ich  do  pewnych  ustępstw  i  słusznych  przemyśleń,  że 

prowokowanie go byłoby na pewno błędem. 

Tym  to  sposobem  hrabia  mógł  bawić  się  na  całego,  dokonując 

przy  tym  odkrycia,  że  tylko  nieliczne  kobiety  odmawiały  spełnienia 

jego życzeń. Właśnie zakończył krótkotrwały, acz przyjemny romans 

z markizą Claydon. Jak zwykle, to on ochłonął pierwszy i zastanawiał 

się,  jak  wyswobodzić  się  z  jej  kurczowo  zaciśniętych  i  zaborczych 

objęć, gdy na horyzoncie pojawiła się lady Esme. 

Mówienie,  że  stracił  dla  niej  głowę  byłoby  przesadą  gdyż  hrabia 

zawsze stał twardo na ziemi. Jego sercem zawsze rządził rozum, gdyż 

nawet  w  najbardziej  żarliwych  i  burzliwych  romansach  zachowywał 

ostrożność.  To  właśnie,  bardziej  niż  cokolwiek  innego  sprawiało,  że 

zakochane  w  nim  kobiety  zawsze  zdawały  sobie  sprawę,  że  nigdy  w 

pełni nim nie zawładną. 

—  Nie  mogę  zrozumieć,  dlaczego  straciłam  Osmonda  — 

szlochała  do  markizy  jakaś  piękność,  zanim  ona  i  hrabia  zwrócili  na 

siebie uwagę. 

—  Moja  droga,  może  byłaś  zbyt  uległa  —  odparła  Kathie 

Claydon. 

background image

—  A  jak  inaczej  można  zachowywać  się  przy  Osmondzie?  — 

zapytała piękność. — On jest taki dominujący, taki władczy, a i jego 

przygniatająca  przewaga  sprawia,  że  nie  sposób  odmówić  mu 

czegokolwiek. 

Markiza  trafnie  oceniła  sytuację  i  stwierdziła,  że  tym  razem 

hrabiemu potrzebne jest wyzwanie. 

Kiedy  więc spotkali się na przyjęciu, na którym żadne z nich nie 

było zainteresowane nikim innym, posyłała mu zagadkowe spojrzenia. 

Była  w  swym  zachowaniu  prowokująca,  a  jednocześnie  intrygująca, 

zachęcająca  i  tajemnicza.  Ale  gdy  zostali  już  kochankami,  jej  siła 

osłabła  i  nie  była  już  w  stanie  dłużej  go  prowokować,  tak  jak 

wcześniej  zamierzała.  Stała  się  absolutnie  uległa  i  posłuszna 

wszystkiemu, czego od niej żądał.  

Kiedy  więc  zdała  sobie  sprawę,  a  była  bardzo  doświadczona  w 

sztuce  miłości,  że  hrabia  oddala  się  od  niej,  ogarnęła  ją  rozpacz. 

Uświadomiła  sobie,  że  pokochała  hrabiego  tak,  jak  nigdy  dotąd 

nikogo  w  całym  swoim  życiu  nie  kochała.  Jej  małżeństwo  było 

zaaranżowane  przez  rodziców  i  chociaż  pochlebiał  jej  fakt  bycia 

markizą  Claydon,  nie  zdarzyło  się,  by  nawet  w  bardziej  intymnych 

chwilach doznała przyjemności.  

Dopiero  wtedy,  gdy  obdarowała  męża  dwoma  synami  i  córką  i 

gdy  wzięła  swojego  pierwszego  kochanka,  odkryła  namiętność. 

Zrozumiała jak wiele w życiu straciła, ale przecież i tak nigdy nie była 

naprawdę zakochana. Aż do chwili, dopóki w jej życiu nie pojawił się 

hrabia. 

background image

Potem,  gdy  już  zakochała  się  tak  bardzo,  że  gotowa  była  błagać 

hrabiego  by  uciekł  gdzieś  razem  z  nią  odkryła,  że  żyła  dotąd  w 

świecie  złudzeń.  Fakt,  że  jej  miejsce  zajęła  lady  Esme,  był  dla  niej 

bardziej  gorzki,  niż  gdyby  chodziło  o  jakąś  nieznaną  piękność 

należącą  do  tego  samego  kręgu  towarzyskiego,  w  którym 

nieuchronnie widywali się prawie każdego dnia. 

W ciągu ostatnich kilku lat Książę Walii znów zaczął cieszyć się 

wolnością.  Otaczał  się  młodymi,  żądnymi  rozrywki,  najbogatszymi  i 

nie  szanującymi  etykiety  członkami  towarzystwa  londyńskiego.  W 

1863  roku  poślubił  piękną  Aleksandrę  Duńską  ale  już  w  1868  roku, 

kiedy  to  przyszło  na  świat  ich  trzecie  dziecko,  księżniczka  Viktoria, 

liczba  jego  romansów  była  na  tyle  duża,  że  nie  sposób  było  je 

tuszować lub choćby ignorować. 

Już  dwa  lata  wcześniej,  gdy  odwiedził  St.  Petersburg,  by  wziąć 

udział  w  przyjęciu  weselnym  siostry  księżniczki  Aleksandry, 

Dagmary,  z  carewiczem  Aleksandrem,  dużo  ludzi  szeptało,  że  nie 

poprzestawał  tylko  na  flirtach  z  ponętnymi  pięknościami  rosyjskiej 

stolicy.  Jeszcze  więcej  opowieści  dotarło  z  Paryża,  dokąd  samotnie 

udał się następnego roku. 

Odtąd  jego  podboje  i  ich  efekty,  dosyć  barwnie  opisywane, 

szybko  następowały  po  sobie.  Pierwszą  z  wielu  aktorek,  które 

zaistniały  w  jego  życiu,  była  ponętna  Hortensja  Schneider.  Po  niej 

były  też  inne  piękne  kobiety,  poczynając  od  debiutujących  w 

towarzystwie  panien,  które  miał  okazję  spotkać  na  balach,  aż  do 

dojrzałych, zamężnych piękności Beau Monde. 

background image

Książę  Walii  miał  swój  styl  —  całkiem  inny  niż  jego  ojciec  czy 

matka  uważaliby  za  właściwy  —  i  nie  sposób  było  mu  się  oprzeć. 

Ułatwiło  to  bardzo  życie  innym  dżentelmenom,  którzy  dotąd  dbali  o 

pozory  porządnego  zachowania.  W  istocie,  dopóki  nie  umarł  ojciec 

księcia  zawsze  narażeni  byli  na  burę  lub  wykluczenie  z  dworu  z 

powodu najmniejszego nawet skandalu. 

Nikt już nie stawiał barier, a romanse Księcia Walii były jawne i 

akceptowane prawie przez wszystkich, z wyjątkiem niektórych rodzin 

z  zasadami,  jak  na  przykład  rodzina  markizy  Salisbury.  Życie  tym 

samym stało się łatwiejsze i znacznie przyjemniejsze dla arystokratów 

w wieku księcia lub nieco od niego starszych. 

Nie  ułatwiało  to  markizie  Claydon  pogodzenia  się  z  faktem,  że 

hrabia  Sherburn  znudził  się  nią.  Próbowała  oszukiwać  samą  siebie  i 

wierzyć,  że  to  tylko  chwilowy  nastrój  i  że  on  wróci  do  niej.  Jednak 

przerwy  między  jego  odwiedzinami  stawały  się  coraz  dłuższe,  a 

tłumaczenia,  że  jakiś  niecierpiący  zwłoki  interes  wymagał  jego 

obecności, nie były już przekonywające.  

Wkrótce,  gdy  stało  się  jasne,  że  tym  „interesem"  był  lady  Esme 

Meldrum, złość i zazdrość markizy osiągnęły szczyt. Jeszcze nigdy w 

życiu nie darzyła nikogo taką nienawiścią, jak lady Esme. Godzinami 

wpatrując się w lustro zastanawiała się, dlaczego nie zdołała utrzymać 

hrabiego,  mimo  że  w  opinii  innych,  z  burzą  ciemnych  włosów, 

błyszczącymi  oczami  i  szlachetnymi  rysami,  była  daleko  bardziej 

atrakcyjna od swojej rywalki.  

background image

W końcu jednak musiała pogodzić się z faktem, że hrabia odszedł. 

Nie  widziała  go  od  miesiąca,  aż  do  chwili,  gdy  dzisiaj  znaleźli  się 

wśród innych gości w zamku Alchester. Sama skarciła siebie w duchu, 

gdy  przed  kolacją  na  widok  hrabiego  wchodzącego  do  salonu,  jej 

serce  podskoczyło  i  poczuła,  że  jest  jej  ciężko  oddychać.  Była  zbyt 

dumna,  by  się  skarżyć,  tak  jak  to  czyniły  inne  kobiety  po  utracie 

hrabiego. Udawała, nawet jeśli nikt w to nie wierzył, że ona pierwsza 

zakończyła ten romans, ponieważ już jej nie bawił. 

Markiza  miała  wiele  wad,  ale  na  pewno  nie  była  typem  kobiety, 

która  zdruzgotana  przeciwnościami  losu  szlochałaby  i  lamentowała, 

nawet  jeśli  utraciła  coś,  co  było  dla  niej  najważniejsze  w  życiu. 

Przyrzekła sobie, że będzie walczyła, i nawet jeśli hrabia nie wróci do 

niej,  znajdzie  sposób  na  to,  by  pożałował  tego,  jak  z  nią  postąpił. 

Prędzej  czy  później,  myślała,  odegra  się  także  na  Esme  Meldrum  i 

sprawi, by cierpiała tak, jak ona teraz. 

Być  może  wśród  przodków  markizy  znalazł  się  jakiś 

gorącokrwisty Włoch lub Hiszpan, którzy dobrze wiedzieli co znaczy 

vendetta.  Wszystkie  inne  kobiety  porzucone  przez  hrabiego  płakały 

straciwszy nadzieję, ale nie działały. Markiza zdecydowała, że będzie 

inna. 

— Ukaram go — mówiła do swojego odbicia w lustrze — nawet 

jeśli miałaby to być ostatnia rzecz, jaką uczynię w moim życiu. 

W  nocy  leżała  z  otwartymi  oczami  i  myślała  o  nieszczęściach  i 

katastrofach,  które  ściągnie  na  głowę  hrabiego,  aż  pewnego  dnia  ten 

przypełznie do niej na kolanach błagając o litość. Fantazje te, choć na 

background image

krótko,  koiły  ból  po  stracie,  ból,  który  był  jak  otwarta  rana  w  sercu. 

Teraz, gdy obserwowała go jak wszedł do salonu i witał się z księciem 

miała  pewność,  że  z  żadnym  mężczyzną,  który  ją  całował,  nie  czuła 

się tak dobrze, jak z nim. 

Gardziła  sobą  wierząc,  że  gdyby  w  tym  momencie  wyciągnął  do 

niej  ręce,  bez  wahania  pobiegłaby  do  niego.  Zamiast  tego  jednak, 

sztywno wyprostowana i cała oficjalna w swej pozie odezwała się do 

niego gdy podszedł: 

—Dobry wieczór, Osmondzie, miło cię tu widzieć. 

—Chyba  nie  muszę  ci  mówić,  że  wyglądasz  piękniej  niż 

kiedykolwiek — odparł hrabia lekko... 

To  co  powiedział  brzmiało  szczerze,  ale  wyraz  jego  oczu  tylko 

utwierdził markizę w przykrym przekonaniu, że hrabia nie jest już nią 

zainteresowany. Jej nienawiść wzmogła się. Z wysiłkiem, gdyż trudno 

jej było wydobyć z siebie głos, powiedziała: 

— George cieszy się na spotkanie z tobą, ale najpierw poznaj jego 

bratanicę,  córkę  zmarłego  brata  Petera,  która  właśnie  przyjechała,  by 

zamieszkać z nami. 

Mówiąc  to  wskazała  na  stojącą  obok  niej  bardzo  młodą  i 

schowaną w cieniu dziewczynę. 

—  Forello  —  ciągnęła  markiza  —  to  jest  hrabia  Sherburn, 

właściciel najświetniejszych koni wyścigowych w Anglii, jak również 

słynny sportowiec. 

Ton  głosu  markizy  sprawił,  że  charakterystyka  ta  zabrzmiała  jak 

obelga.  Hrabia  doceniając  jej  sarkazm,  skłonił  się  lekko  w  stronę 

background image

bratanicy  i  przesunął  w  kierunku  lady  Esme,  która  stała  po  drugiej 

stronie  pokoju.  Sposób  w  jaki podała  mu  rękę  i  wyraz  oczu,  z  jakim 

na niego patrzyła potwierdził tylko to, czego markiza była już pewna. 

Gdy  odwróciła  się,  by  z  przesadną  wylewnością  przywitać  się  z 

innymi znanymi sobie gośćmi, pałała żądzą zemsty.  

Stojąc obok ciotki i bacznie obserwując Forella  zastanawiała się, 

skąd pochodzi źródło tej złości. Podczas dziwnego życia jakie wiodła 

ze  swoim  ojcem,  nauczyła  się  oceniać  ludzi  nie  tylko  po  tym  co 

mówią  ale  także  wyczuwając  wibracje  pochodzące  od  nich. 

Zorientowała  się  szybko,  gdy  zjawiła  się  tydzień  temu  w  domu 

swojego  wuja  na  Park  Lane,  że  jej  ciotka  nie  ucieszyła  się  z  tej 

wizyty.  Markiza  sprzeciwiała  się  zamieszkaniu  z  bratanicą  męża  pod 

jednym dachem. 

Mimo,  że  nie  była  obecna  przy  kłótniach  toczących  się  na  temat 

jej  osoby,  doskonale  zdawała  sobie  z  nich  sprawę.  Od  momentu 

przyjazdu  z  Włoch,  gdzie  w  czasie  epidemii  tyfusu  zmarł  jej  ojciec, 

wiedziała, że ciotka nie przyjmie jej życzliwie. 

—  Czy  chcesz  mi  powiedzieć,  George  —  zapytała  markiza  z 

niedowierzaniem  —  że  córka  twojego  brata,  której  nie  widziałam  w 

życiu  na  oczy,  zamieszka  razem  z  nami  i  że  to  ja  będę  musiała 

przedstawiać ją na Dworze i wprowadzić do towarzystwa? 

—  Nie  pozostaje  nam  nic  innego  do  zrobienia,  Kathie  — 

odpowiedział  markiz  krótko.  —  Teraz,  po  śmierci  Petera,  stałem  się 

opiekunem  tej  dziewczyny,  a  ponieważ  ona  ma  dziewiętnaście  lat, 

background image

powinna  była  zostać  wprowadzona  do  towarzystwa  już  prawie  rok 

temu. 

—  Ależ  to  było  niemożliwe,  bo  szalała  po  świecie  ze  swoim 

ekscentrycznym ojcem — odrzekła markiza ostro. 

—  Wiem  o  tym  —  odparł  markiz  —  dotąd  jednak  nie  była  to 

nasza  sprawa,  że  Peter  wiódł  życie  według  własnego  widzimisię. 

Teraz  jednak  my  musimy  zrobić  to,  co  jest  najwłaściwsze  dla  jego 

córki. 

—  Ona  z  pewnością  musi  mieć  jeszcze  jakąś  rodzinę,  która 

chętnie przejęłaby opiekę nad nią, gdybyś im dobrze zapłacił. 

— Ich pozycja jest inna niż nasza — odparł markiz. — Uważam, 

że  opieka nad nią jest  moim  obowiązkiem  aż do  chwili,  gdy  wyjdzie 

za mąż. 

Zapadła cisza, a po chwili markiza wybuchła: 

— Więc tak naprawdę chodzi ci o to, żebym to ja znalazła dla niej 

męża! 

— Czemu nie? — zapytał markiz. — Masz mnóstwo znajomych, 

którzy plączą się tu, piją moje wino i korzystają z mojej gościnności. 

Na pewno któryś z nich nadawałby się na męża mojej bratanicy! 

—  Bratanicy  bez  posagu  i  bez  obycia  towarzyskiego,  sądząc  po 

sposobie życia jakie prowadził twój brat? — spytała urażona markiza. 

—  Jest  piękną  dziewczyną  —  odpowiedział  markiz  —  i 

przypuszczam,  że  możesz  zadbać  o  jej  wygląd  i  nauczyć  tego,  co 

powinna wiedzieć. 

background image

Jego żona nic nie odpowiedziała, a dopiero po chwili on dodał już 

bardziej pojednawczym tonem: 

— No, Kathie, przecież nie tak dawno temu też byłaś młoda. Nie 

moglibyśmy  przecież  zostawić  tej  dziewczyny  w  slamsach  Neapolu 

bez nikogo, kto mógłby się nią zająć, poza starym sługą Petera, który 

podróżował razem z nimi przez wszystkie te lata. 

—  Chyba  nie  masz  zamiaru i  jego  tutaj  sprowadzić?  —  zapytała 

markiza. 

—  Nie,  zamierzam  dać  mu  odprawę  —  odpowiedział  markiz.  — 

Jest dobrym człowiekiem i podaruję mu domek na wsi. 

Po chwili ciszy jaka zapadła markiza spytała: 

— A dziewczyna? 

—  Przyjedzie  za  trzy  tygodnie.  W  drodze  przez  Francję 

towarzyszyć  jej  będzie  siostra  zakonna  i  kurier.  Uważałem  za 

stosowne  dać  jej  trochę  czasu,  by  mogła  dojść  do  siebie  po  śmierci 

ojca...  

Słowo  „śmierć"  zapaliło  światełko  w  mroku  tego  wszystkiego,  o 

co prosił ją mąż. 

— Jeśli Forella jest w żałobie, nie może się spodziewać, że będzie 

uczestniczyła w balach. Nikt nie chce widzieć małej, czarnej wrony na 

przyjęciach. 

— Tym nie musisz się martwić — odrzekł markiz. 

— Czemu? 

—  Ponieważ  wiesz,  że  Peter  był  zawsze  niezwykły.  Otóż 

zaznaczył  w  swoim  testamencie,  że  nikt  nie  powinien  być  po  nim  w 

background image

żałobie,  czy  też  ubierać  się  na  czarno.  Życzył  sobie  również,  żeby 

pochować go bez żadnego zamieszania.  

Markiz zamilkł na chwilę, po czym dodał: 

—  Mój  brat  napisał  do  mnie:  „Wiodłem  cholernie  dobre  życie  i 

cieszyłem się każdą jego chwilą. Jeśli ktokolwiek zatęskni za mną, to 

mam  nadzieję,  że  wypije  szklankę  szampana  w  imię  mojej  pamięci  i 

będzie  życzyć  mi  szczęścia,  gdziekolwiek  znajdowałbym  się  w 

przyszłości". 

Jego  głos  załamał  się  lekko  po  przytoczeniu  słów  brata,  ale 

markiza tylko prychnęła: 

—  To  brzmi  dokładnie  tak  nonsensownie,  jak  tylko  można  się 

było spodziewać po twoim bracie, ale myślę, że  w znacznym stopniu 

ułatwi  mi  to  właściwe  zajęcie  się  jego  dzieckiem.  Jednocześnie  nie 

myśl, George, że będzie to dla mnie łatwe, bo wcale nie będzie. 

—  Chcesz  powiedzieć  —  odrzekł  markiz  —  że  nie  za  bardzo 

podoba  ci  się  pomysł  bycia  opiekunką  debiutantki  i  ponieważ  nie 

jestem  głupcem,  naprawdę  doceniam  to.  Najlepszą  więc  rzeczą  jaką 

możesz  zrobić,  jest  wydanie  jej  za  mąż  tak  szybko,  jak  tylko  się  da. 

Wtedy oboje będziemy mieli ją z głowy. 

Zamilkł, zanim po chwili dodał: 

— Dam jej trzysta gwinei rocznie, co powinno wszystko ułatwić, 

a poza tym możesz wydać na jej wyprawę tyle, ile zechcesz. 

Dopiero teraz spojrzenie markizy jakby trochę złagodniało. 

— To wyjątkowo hojnie, George. 

background image

— Byłem dumny z Petera — powiedział markiz zamyślony — i, 

możesz mi wierzyć lub nie, często zazdrościłem mu. 

Nie  mówiąc  nic  więcej  wyszedł  z  pokoju,  podczas  gdy  markiza 

patrzyła  za  nim  zdumiona.  Jak  to  możliwe  żeby  George,  który  miał 

wszystko:  tytuł,  bogactwo  i  pozycję  zarówno  na  Dworze,  jak  i  w 

towarzystwie,  zazdrościł  swojemu  bratu?  Nie  widywała  Petera  zbyt 

często i nie darzyła sympatią, czego powodem było głównie to, że go 

po prostu nie rozumiała. 

Peter był trzecim z kolei potomkiem poprzedniego markiza, a tym 

samym  nie  miał  najmniejszej  szansy  na  dziedziczenie  tytułu.  W 

czasie,  gdy  George  ożenił  się  i  miał  syna,  Peter  zaczął  wieść  życie 

zupełnie  inne  niż  reszta  rodziny.  Było  tradycją,  że  młodsi  synowie 

otrzymywali  niewiele,  podczas  gdy  wszystkie  pieniądze  i  dobra 

przypadały dziedzicowi. 

Wiedząc,  że  nie  mógłby  prowadzić  życia  towarzyskiego,  które 

interesowało  i  bawiło  jego  dwóch  braci,  postanowił  wyruszyć  na 

podbój  świata.  Niezadługo  wydał  swój  mały  kapitał  i  musiał polegać 

na pensji, którą otrzymywał co sześć miesięcy od prawników rodziny. 

Było  to  jednak  wystarczająco  dużo,  by  mógł  podróżować  a  także 

ożenić  i  być  szczęśliwym  z  żoną,  której  podobał  się  ten  sam  dziwny 

styl życia.  

Ich  jedyne  dziecko,  Forella,  przemierzyła  pustynie  na  grzbiecie 

wielbłąda zanim jeszcze zaczęła chodzić. Dotarła z rodzicami do tylu 

dziwnych  i  ciekawych  miejsc,  gdzie  angielska  kobieta  i  mężczyzna 

byli  rzadkością  i  gdzie  tubylcy  przyglądali  im  się  z  lękiem.  Czasami 

background image

żona  nakłaniała  Petera,  by  napisał  do  Królewskiego  Towarzystwa 

Geograficznego  o  swoich  podróżach  i  niezwykłych  rzeczach  jakie 

oglądał. Ale zazwyczaj, choć wspominał nawet o książce, jego czynny 

tryb życia pochłaniał go bez reszty, i brakowało stale czasu by usiąść i 

przelać wspomnienia na papier. 

— Zrobię to, kiedy będę już stary — mówił śmiejąc się, a potem 

znów jechali w jakieś inne miejsce, które Peter uznał za ekscytujące i 

warte odwiedzenia. 

Życie  Forelli było kalejdoskopem barw, nowych ludzi, dziwnych 

zwyczajów  i  tak  jak  ojciec  uwielbiała  podróże.  Dopiero  po  śmierci 

matki  zdała  sobie  sprawę,  że  teraz  ona  jest  odpowiedzialna  za  ojca  i 

musi dbać o niego, ponieważ było jasne, że on nie był w stanie dbać o 

nią.  Nigdy  w  swoim  życiu  Peter  Claydon  nie  martwił  się  o  dzień 

następny.  Podporządkował  je  pewnej  filozoficznej  sentencji:  „Ciesz 

się dniem dzisiejszym, bo nie wiadomo, czy jutrzejszy nadejdzie". 

Dopadło  go,  gdy  z  braku  pieniędzy  musieli  zatrzymać  się  w 

prawdziwych  slumsach  Neapolu.  Co  prawda  ostrzegano  ich,  że  było 

kilka przypadków tyfusu w mieście, ale on śmiał się: 

—  Jestem  niezniszczalny  —  chwalił  się,  a  w  tydzień  później  już 

nie żył. 

To  Jackson,  sługa  Petera,  miał  na  tyle  rozsądku,  by  napisać  do 

markiza. Forella nie była zadowolona, gdy dowiedziała się o tym. 

— Czemu to zrobiłeś? — spytała. — Wuj George nie interesował 

się nami przez lata. Czemu miałby martwić się teraz? 

background image

—  Ktoś  musi  zatroszczyć  się  o  panienkę,  Forello  —  odparł 

Jackson. 

—Dlaczegóż to? 

—  Dlatego,  że  teraz,  gdy  ojciec  panienki  nie  żyje,  Bóg  niech 

świeci  nad  jego  duszą,  Jego  Wysokość  jest  jedynym  opiekunem 

panienki i on musi coś postanowić. 

Forella  spojrzała  smutnym  wzrokiem  na  kościstego,  małego 

człowieka. 

— Co przez to rozumiesz? Ja wcale nie chcę, żeby ktokolwiek się 

mną opiekował. 

—  Niech  panienka  posłucha  —  powiedział  Jackson  —  teraz, 

kiedy  mistrza  nie  ma  już  z  nami,  musimy  robić  to,  co  jest  dobre  i 

właściwe,  i  czego  matka,  ta  cudowna  kobieta,  pragnęłaby  dla 

panienki, gdyby żyła. 

—  Nie  wiem,  o  czym  mówisz  —  odrzekła  Forella,  ale  wiedziała 

jednak i przerażało ją to. 

Jak  można  się  było  tego  spodziewać,  dwa  tygodnie  później  w 

odpowiedzi  na  list  Jacksona  markiz  zjawił  się  w  Neapolu.  Ponieważ 

przypominał  jej  z  wyglądu  tatę  i  był  przy  tym  bardzo  wyrozumiały, 

Forella rozpłakała się po raz pierwszy od śmierci ojca. 

— Brakuje mi go, wuju George — powiedziała przez łzy. — Było 

z nim tak wesoło i dobrze, a już na pewno nigdy więcej tak nie będzie. 

— Wiem, moja droga — odparł markiz — ale teraz musisz zacząć 

nowe życie, a to oznacza wyjazd ze mną do Anglii. 

— O nie! — Forella krzyknęła mimochodem. 

background image

— Nie podoba ci się ten pomysł? 

—  Przeraża  —  wyjaśniła.  —  Tata  zwykł  śmiać  się  i  opowiadać, 

jacy ty i ciocia Kathie jesteście mądrzy. 

Zamilkła na chwilę, zanim zaczęła mówić dalej: 

—  Czasem  czytaliśmy  o  was  w  starych  gazetach,  gdzieś  w 

Singapurze czy Hongkongu i tata wtedy mówił: „Widzisz Forello, mój 

brat George panuje nad nimi wszystkimi, a ja jestem z niego dumny, 

bardzo  dumny.  Ale  dzięki  Bogu,  że  nie  muszę  prowadzić  takiego 

życia jak on, nawet jeśli jest kimś tak ważnym". 

Markiz roześmiał się. 

—  Zupełnie  jakbym  słyszał  Petera.  On  zawsze  uważał 

towarzystwo za żart. 

Po chwili Forella odezwała się cichym, proszącym głosikiem: 

—  Błagam,  wuju  George...  czy  mogłabym...  zostać  tu...  z 

Jacksonem? 

Markiz wziął ją za rękę i powiedział: 

—  Posłuchaj  mnie,  Forello,  Jackson to  niewątpliwie  bardzo  miły 

staruszek, podczas  gdy  ty  jesteś  młoda, bardzo  młoda  i  masz  jeszcze 

całe życie przed sobą. Uścisk jego dłoni był pocieszający, gdy mówił 

dalej:  —  Teraz  musisz  zostać damą w  pełnym  tego  słowa  znaczeniu. 

Tak  będzie  dla  ciebie  najlepiej  i  wierzę,  że  twój  ojciec  myślałby  tak 

samo. 

Forella nie mogła znaleźć argumentów, by temu zaprzeczyć, gdyż 

miała  niejasne  przeczucie,  że  jednak  była  to  prawda.  Pamiętała  jak 

podczas jakiejś kolejnej wyprawy matka powiedziała: 

background image

— Kiedy Forella będzie miała osiemnaście lat, wrócimy do Anglii 

kochanie,  by  dać  jej  szansę  cieszyć  się  tym  wszystkim  co  ty 

porzuciłeś, a czego ja nigdy nie pragnęłam. 

Słuchając  tego  Forella  była  pewna,  że  ojciec  sprzeciwi  się 

gwałtownie, ale on tylko odpowiedział: 

— Czy rzeczywiście wyobrażasz sobie nas w Pałacu Buckingham 

wyelegantowanych  w  te  sztywne  stroje  i  Forellę  w  śmiesznych 

piórach na głowie, próbującą dygać bez potykania się o swój tren. 

— Tak, mogę — odpowiedziała stanowczo jego żona. 

Po krótkiej chwili ojciec dodał: 

—  Tak  czy  owak,  jeśli  już  będę  musiał  znosić  te  niewygody,  z 

pewnością  dużo  gorsze  od  obecnych,  przynajmniej  będą  mi 

towarzyszyły  dwie  najpiękniejsze  kobiety  przy  wejściu  do  Sali 

Tronowej.  

Forella nigdy  więcej nie myślała o tej rozmowie, aż do dziś. Nie 

dyskutowała  dłużej  z  markizem.  On  zaś  zorganizował  dla  niej  i 

Jacksona eskortę do Londynu, zaraz po tym jak przejdą kwarantannę, 

nałożoną od czasu epidemii tyfusu na mieszkańców Neapolu. 

Trzy  tygodnie  później  zjawiła  się  na  Park  Lane,  lecz  gdy  ujrzała 

swoją  ciotkę  natychmiast  wyczuła,  że  nie  była  tu  mile  widziana. 

Mimo  to,  markiza  zrobiła  wszystko  czego  od  niej  oczekiwano,  i 

chociaż Forella nie była tego świadoma, ciotka wzięła sobie do serca 

sugestie męża, by wydać dziewczynę jak najszybciej za mąż. Wybrała 

się z Forellą do najlepszych sklepów, gdzie kupiła dla niej eleganckie 

suknie  i  rękawiczki.  Jej  włosy  zostały  ostrzyżone  i  uczesane  przez 

background image

najlepszych  i  najdroższych  fryzjerów  w  Londynie,  a  wszystko,  co 

przywiozła ze sobą z Włoch, zostało wyrzucone lub spalone. 

„Nie  jestem  już  sobą  —  myślała  Forella  dziesiątki  razy  —  ale 

kukłą, której sznurki pociąga ciotka Kathie i to sprawia, że nie myślę 

już  sama  i  nie  mogę  powiedzieć  niczego,  co  nie  byłoby  wcześniej 

przez nią zaaprobowane". 

Jej  wykształcenie  było  bardzo  kosmopolityczne.  Nauczyła  się  w 

różnych  częściach  świata  dwunastu  języków,  umiała  szybko  liczyć  i 

gotować lepiej, niż większość kucharzy. Teraz ciotka skoncentrowała 

się  na  lekcjach  tańca.  Nauczyciel  dobrych  manier  przychodził 

codziennie,  by  uczyć  Forellę  jak  wchodzi  się  do  pokoju,  jak  używa 

wachlarza, i jak należy dygać i podawać rękę. Umiała już siadać tak, 

żeby  nie  pokazywać  kostek  i  aby  czubek  buta  był  jak  najmniej 

widoczny.  

W rzeczywistości nauczyła się wielu tańców na Wschodzie, chcąc 

sprawić przyjemność swemu ojcu. Nauczyciel uważał ją za uczennicę 

nadzwyczaj  pojętną  pełną  wdzięku  i  giętkości,  które  to  cechy 

wyróżniały ją spośród innych, często niezdarnych panienek. 

— Czy mogę ci pokazać jak Japończycy witają swoich gości? — 

pytała  Forella.  —  A  tak  robią  to  mieszkańcy  Wysp  Mórz 

Południowych. 

Najpierw nauczyciel cofał się, niby ze strachu, a potem śmiali się 

oboje  na  głos. Markiza  wchodziła  wówczas  do  pokoju, by  sprawdzić 

czemu robią tyle hałasu. 

background image

Kiedy  nadszedł  dzień,  gdy  była  już  gotowa  by  uczestniczyć  w 

swoim  pierwszym  w  życiu  balu,  Forella  czuła  jakby  została 

przemieniona  z  ostrego  i  surowego  kamienia  w  wygładzony  i 

wypolerowany  klejnot,  tak  samo  twardy,  myślała  sobie,  jak  i 

nieciekawy.  Gdy  pozwolono  jej  wreszcie  poznać  niektórych 

znajomych  ciotki,  odkryła,  że  najlepsze  co  mogła  robić,  to  milczeć. 

Szybko  zresztą  zdała  sobie  sprawę,  że  oni  w  ogóle  nie  byli  nią 

zainteresowani. 

Stosunek  ciotki  do  niej  odkąd  zamieszkała  na  Park  Lane  nie 

zmienił  się  nawet  odrobinę,  więc  Forella  schodziła  jej  z  drogi  gdy 

tylko  mogła.  Wuj natomiast był  zawsze  miły  i  często,  gdy  wracał  do 

domu  z  Izby  Lordów,  wślizgiwała  się  do  jego  pokoju,  gdzie 

odpoczywał i czytał gazetę. Lubiła z nim porozmawiać.  

Ku  jej  zdziwieniu  on  rzeczywiście  interesował  się  podróżami  jej 

ojca.  Prosił  nawet,  by  opowiedziała  mu  o  wyprawie  ojca  do  źródeł 

Nilu  i  wytłumaczyła,  w  jaki  sposób  dawali  sobie  radę  w  Sudanie  z 

różnymi, rzekomo agresywnymi, plemionami. 

—  Raz  czy  dwa  —  mówiła  Forella  z  uśmiechem  —  mama 

myślała, że wybiła nasza ostatnia godzina, ale tata umiał postępować z 

tymi ludźmi i znał ich język, co całkiem zmieniało naszą sytuację. 

—  Ciekawe  skąd  on  miał  ten dar?  —  zastanawiał  się  markiz.  — 

Ja  nie  opanowałem  nawet  francuskiego.  Te  żabojady  mówią  zbyt 

szybko, bym z tego potoku mowy zrozumiał choć słowo. 

Forella śmiała się. 

background image

—  Tata  zawsze  umiał  sobie  poradzić,  a  mama  uważała,  że 

wszystkie języki są tak samo łatwe jak jej własny. 

—  Oczywiście  —  zgodził  się  markiz  —  ale  ona  była 

cudzoziemką. 

Chciał,  by  zabrzmiało  to  łagodnie,  jakby  nie  stanowiło  żadnego 

problemu.  Ciotka  dała  jej  natomiast  jasno  do  zrozumienia,  że 

narodowość matki Forelli powinna być zapomniana, jeśli dziewczyna 

ma odnieść sukces w towarzystwie. 

—  Cudzoziemcy,  chyba  że  są  to  Francuzi  lub  członkowie  rodzin 

królewskich, nie są tak naprawdę akceptowani — mówiła wyniosłym 

tonem. — Oczywiście, królowie i książęta to zupełnie co innego. Tym 

samym musimy ci znaleźć angielskiego męża i zapomnieć, że niestety 

nie jesteś w pełni Angielką. 

Nie  było  sensu  wdawać  się  w  dyskusję,  więc  Forella  tylko 

potulnie odpowiedziała: 

— Tak, ciociu Kathie. 

— Nie ma potrzeby wnikać w szczegóły. Jesteś bratanicą swojego 

wuja i to jest twoim głównym atutem, z tym, że niestety nie masz zbyt 

dużo  pieniędzy.  Trzeba  jak  najbardziej  wykorzystać  fakt,  że 

pochodzisz z Claydonów, a nikt nie może zaprzeczyć, że jest to jedna 

z najbardziej arystokratycznych rodzin w kraju. 

Forella próbowała nie myśleć o tym, jak jej ojciec zwykł śmiać się 

ze snobów i tych, którzy wspinali się po stopniach drabiny społecznej, 

więc odparła tylko: 

— Tak, ciociu Kathie. 

background image

Nie  była  świadoma  faktu,  że  dla  większości  gości  stanowiło 

wielką  niespodziankę  ujrzeć  tak  młodą  osobę  na  przyjęciu 

wydawanym  przez  księcia  Janosa.  Było  bowiem  regułą,  że  spotykali 

się u niego  wybrani przyjaciele, mniej  więcej  w jego  wieku. Kobiety 

mogły być odrobinę młodsze, ale zawsze zamężne. Miały przeważnie 

te same zainteresowania, bawiły je te same żarty i obracały się w tych 

samych  kręgach  co  reszta,  nie  trzeba  więc  było  wysilać  się  na 

wyszukane  uprzejmości.  Wyjątkiem  na  przyjęciach  u  księcia  była 

zawsze obecność jakiejś starszej kobiety, która pełniła rolę gospodyni 

i zajmowała miejsce jego żony. 

Tym razem była to lady Roehampton. Cieszyła się sympatią znała 

wszystkie  intrygi  i  orientowała  się  kto  kogo  lubi  i  kto  z  kim  się  nie 

znosi. Takiej właśnie  wiedzy  oczekiwano od dobrej gospodyni.  Lady 

Roehampton  była  zbulwersowana,  gdy  książę  poinformował  ją,  iż 

markiz pytał o zgodę na przyprowadzenie swojej bratanicy. 

—Młodą dziewczynę? Ależ to absurdalny pomysł! 

—  Wiem  o  tym  —  odrzekł  książę  —  ale  nie  mogłem  odmówić 

Claydonowi  po  tym  wszystkim,  co  dla  mnie  zrobił.  Jeśli  dobrze 

pamiętasz,  to  właśnie  George  wprowadził  mnie  do  White's  Club, 

kiedy  po  raz  pierwszy  przyjechałem  do  Anglii  i  to  on  był  moim 

sponsorem,  gdy  chciałem  przyłączyć  się  do  Klubu  Jeździeckiego. 

Mam  wobec  niego  dług  wdzięczności,  a  to  jest  dobry  sposób,  by  go 

spłacić. 

— Rozumiem, ale przecież to młoda dziewczyna! Co mam z nią 

na Boga począć? 

background image

—  Z  tego,  co  mówił  George,  zrozumiałem,  że  ona  dopiero  co 

przyjechała z zagranicy i nic nie wie o Anglii. Nie powinniśmy sobie 

zawracać nią głowy. 

Książę roześmiał się, po czym dodał: 

—  Moim  zdaniem,  będzie  ona  zdziwiona  i  zarazem  zaskoczona 

tym  wszystkim,  i  to  co  zobaczy  i  pozna  uzna  za  coś  absolutnie 

niezrozumiałego, tak jak jestem pewny i ty uznałaś będąc w jej wieku. 

—  To  było  tak  dawno  temu,  że  nie  pamiętam  —  odrzekła  lady 

Roehampton i położyła mu rękę na ramieniu: 

—  Masz  całkowitą  rację  Janos,  nie  mogłeś  Georgowi  tego 

odmówić,  ale  założę  się,  że  Kathie  jest  wściekła,  iż  musi  ciągnąć  ze 

sobą tę młodą dziewczynę. 

— W takim razie współczuję temu dziecku — odparł książę. 

—  Zapewne  słyszałeś  —  lady  Roehampton  ciągnęła  dalej  —  że 

Kathie straciła Osmonda? 

— Chcesz powiedzieć, że ich romans się skończył? 

—  Oczywiście,  jakieś  trzy  tygodnie  temu,  zaraz  po  tym  jak 

wyjechałeś  do  Paryża.  Doszły  mnie  słuchy,  choć  mogę  się  mylić,  że 

aktualnie zajęty jest Esme Meldrum. 

—  Dobry  Boże!  —  zawołał  książę.  —  I  oni  wszyscy  mają 

przyjechać w ten weekend! Powinnaś była mnie uprzedzić. 

Lady Roehamptom rozłożyła ręce w znaczącym geście. 

—  Czym  się  przejmujesz?  Przecież  muszą  prędzej  czy  później 

spotkać się, natomiast innym da to dobry pretekst do rozmowy. 

Książę westchnął. 

background image

— Mam nadzieję, że się nie mylisz, ale chętnie poprosiłbym Esme 

Meldrum, by przyjechała tu innym razem. 

—  Myślę,  że  byłoby  to  bardzo  niegrzeczne  —  odparła  lady 

Roehampton  —  a  poza  tym  nie  jestem  pewna,  czy  rzeczywiście  jest 

coś między Esme i Osmondem. 

Zmarszczyła brwi i mówiła dalej: 

—  To  na  razie  szepty,  ale  podejrzewam,  że  Osmond  zwróci 

uwagę  na  Esme,  i  wtedy  na  pewno  nie  będzie  mógł  się  oprzeć  jej 

urodzie i wdziękowi. 

—Nieodpartemu — dodał książę. 

Lady Roehampton spojrzała na niego surowo. 

— Co to znaczy... co chcesz przez to powiedzieć Janos? 

—Nie,  nic  —  odparł  książę  —  to  by  tylko  jeszcze  bardziej 

pogmatwało i tak już skomplikowane sprawy. 

Uśmiech gościł na jego twarzy,  gdy  opuszczał pokój i patrząc za 

nim  lady  Roehampton  zastanawiała  się,  czy  kiedykolwiek  jakaś 

kobieta  usidli  serce  Janosa  Kovaca.  Pomimo  że  znała  go  całkiem 

nieźle, pozostawał dla niej zagadką. 

 

Rozdział 2 

Gdy tylko panowie dołączyli do pań, hrabia wcale nie siląc się na 

dyskrecję przesunął się w stronę Esme Meldrum. Obserwując ją, gdy 

tak  stała  naprzeciw  niego  na  tle  egzotycznych  kwiatów  i  patrzyła 

mimochodem na ostatnie promienie zachodzącego słońca pomyślał, że 

jest bardzo piękna. 

background image

U  księcia,  w  przeciwieństwie  do  innych  gospodarzy,  nie 

zasłaniano zasłon, dopóki rzeczywiście nie zapadła noc. Świece paliły 

się  w  kandelabrach,  a  ich  blask  odbijał  się  w  diamentach  na  szyi 

Esme.  Dla  hrabiego  ten  blask  nie  był  jednak  tak  silny,  jak  światło  w 

jej  oczach.  Mając  duże  doświadczenie  w  obcowaniu  z  kobietami 

doskonale  wiedział,  że  w  jej  ciepłym  uśmiechu  było  niezaprzeczalne 

zaproszenie.  

Stał przez chwilę patrząc na nią w milczeniu, lecz żeby zbytnio go 

nie przedłużać powiedział zaraz: 

—  Chyba  obydwoje  wiemy,  że  choć  patrzysz  na  zachód  słońca, 

jest on dla nas preludium świtu. 

— Czy jesteś pewien, że tego... właśnie chcesz? — spytała. 

— Ponieważ jest to  zupełnie niepotrzebne pytanie, odpowiem na 

nie później — odparł, a po chwili zapytał: 

— W którym pokoju będziesz spała? 

Spojrzała na niego dając jasno do zrozumienia, że pragnie go tak 

samo  mocno  jak  on  jej.  Pomyślał,  że  to  dar  niebios,  iż  Richard 

Meldrum  miał  przyjechać  dopiero  nazajutrz.  Szybko,  zanim  zdążyła 

odpowiedzieć, zaproponował: 

— Ponieważ jest tu bardzo dużo pokoi, lepiej  weźmy przykład z 

Księcia Walii. 

Obydwoje  wiedzieli,  że  gdy  książę  starał  się  o  względy  ładnej 

dziewczyny  w  domu  którego  nie  znał,  proponował  zawsze,  by 

zaznaczyła swoją sypialnię stawiając różę przed drzwiami. 

background image

— Masz całkowitą rację — zgodziła się Esme — nie chciałabym 

absolutnie, żebyś się zgubił. 

Po  sposobie  w  jaki  wypowiedziała  te  słowa,  hrabia  wiedział  już 

wszystko  co  chciał  wiedzieć  i  pomyślał,  że  teraz  rozsądnie  byłoby 

odejść od niej. Mógłby przyłączyć się np. do kilku innych mężczyzn, 

lub  zaszczycić  swoją  uwagą  wiele  innych  kobiet.  Ale  ponieważ  był 

zepsuty  i  zawsze  robił  to  na  co  miał  ochotę,  zdecydował,  że  w  tym 

momencie  istnieje  tylko  jedna  osoba  z  którą  chciałby  rozmawiać  i 

pozostał tam gdzie był. 

Książę  Janos  wskazał  gościom  stolik  do  kart  przygotowany  dla 

nich w sąsiednim pokoju i rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy kogoś nie 

przeoczył.  Wtedy  to  spostrzegł  markizę  stojącą  obok  kominka. 

Podążając  w  jej  stronę  zauważył,  że  ona  wcale  nie  patrzy  na  niego, 

lecz  obserwuje  dwoje  ludzi  rozmawiających  ze  sobą  przy  oknie. 

Wściekłość malująca się w jej oczach była tak wyraźna, że książę nie 

musiał zgadywać powodu. 

Zamiast  tego  podszedł  do  niej  z  wdziękiem  i  biorąc  ją  za  ręką 

powiedział: 

— Nie muszę ci chyba mówić Kathie, że jesteś tu najpiękniejszą 

kobietą  i  że  za  każdym  razem  gdy  cię  widzę  jestem  przekonany,  że 

stajesz się coraz piękniejsza. 

Na  chwilę  oczy  markizy  rozszerzyły  się  ze  zdumienia.  Książę 

zawsze był dla niej uprzejmy, była mu bardzo wdzięczna za to, że tak 

często  zapraszał  ją  i  Georga  na swoje  przyjęcia.  Jednak  nigdy  jej nie 

wyróżniał  i  ani  przez  chwilę  nie  pomyślała,  że  mógłby  zostać  jej 

background image

kochankiem. Nie przegapiłaby oczywiście najmniejszej choćby szansy 

na  to,  gdyż  zawładnięcie  sercem  księcia  Janosa  Kovaca  byłoby 

powodem  do  chwały  dla  każdej  kobiety.  Przemknęło  jej  nawet  przez 

myśl,  że  jeśli  rzeczywiście  uważa  ją  za  atrakcyjną,  byłby  na  pewno 

bardzo odpowiednim następcą hrabiego.  

Przymknęła  oczy  i  spojrzała  na  niego  tajemniczo.  Wypróbowała 

to już na innych mężczyznach i zawsze działało. 

— Drogi Janos, jesteś zawsze tak miły. Chciałabym wierzyć, że to 

co mówisz jest prawdą. 

—  Jak  możesz  w  to  wątpić  —  spytał  książę  i  dodał  —  Kathie, 

właśnie kupiłem obraz i chciałbym zasięgnąć twojej opinii. Myślę, że 

spodoba ci się, bo w pewien sposób przypomina ciebie. 

Nie czekając na odpowiedź, książę wyprowadził markizę z salonu 

i  poszli  przez  hall  do  pięknej  bawialni,  gdzie  obraz  o  którym  mówił 

wisiał  nad  kominkiem.  Był  to  portret  nieznanej  weneckiej  kobiety. 

Namalowano go w początkach XVIII wieku. Kobieta była piękna, a w 

ciemnych  włosach  i  oczach  modelki  markiza  zauważyła  niewątpliwe 

podobieństwo  do  siebie  samej.  Wygięła  szyję  w  sposób,  który 

wiedziała że podkreślał jej piękną linię i będąc świadoma, że książę na 

nią patrzy powiedziała: 

— Dziękuję Janos. Pochlebiasz mi. 

— Jak mógłbym to robić — spytał książę — kiedy wiesz dobrze, 

że  jesteś  pięknością  każdego  balu  w  jakim  bierzesz  udział. 

Zauważyłem,  że  nie  było  nikogo,  kto  by  dorównał  ci  tamtego 

background image

wieczoru w Marlbolugh House i słyszałem, że książę Albert mówił to 

samo. 

—  Powinnam  udawać  zawstydzoną?  —  spytała  markiza  —  Czy 

też poprosić byś mówił dalej? 

—  Uczyniłbym  to  bardzo  chętnie  —  odparł  książę  —  ale 

przedtem  muszę  zająć  się  moimi  gośćmi.  Niemniej,  Kathie,  mamy 

cały weekend przed sobą. 

Delikatnie ujął jej dłoń i pocałował. W wykonaniu takiego mistrza 

jak książę,  był  to  gest  pełen  wdzięku  i  zmysłowości.  To  sprawiło,  że 

markiza wstrzymała oddech i gdy zmierzali w stronę drzwi trzymając 

się za ręce, uśmiechała się i wyglądała zupełnie inaczej niż wcześniej 

w salonie. Książę odprowadził ją do stolika baccarata. Inni goście już 

go oczekiwali. Posadził markizę po swojej prawej stronie mówiąc: 

—  Czuję,  że  przyniesiesz  mi  szczęście,  więc  dzisiaj  będziemy 

grać razem. 

Markiza  była  zachwycona.  Tym  razem  on  pokryje  jej  straty, 

podczas  gdy  każda  następna  wygrana  należeć  będzie  do  niej. 

Jakkolwiek  nie  byliby  bogaci  członkowie  towarzystwa,  nigdy  nie 

odmówili sobie możliwości wzbogacenia się jeszcze bardziej. Markiza 

zaczynając grać, planowała już kupno sobolowej etoli, którą pragnęła 

mieć, a której George odmówił jej uważając za zbyt drogą.  

Ponieważ  książę  był  bardzo  bogaty  i  większość  jego  gości 

również,  stawki  przy  stole  baccarata były  wysokie.  Jak  na  świetnego 

gospodarza  przystało,  książę  Janos  potrafił  tak  wszystkich  usadzić, 

background image

żeby  ci,  których  nie  stać  było  na  przegrane,  znaleźli  się  przy  stoliku 

brydżowym, nie czując się tym absolutnie urażeni. 

Po pewnym czasie markiza znów powróciła myślami do hrabiego 

i  Esme  Meldrum.  Stos  żetonów  przed  nią  był  już  pokaźny.  Dopiero 

gdy  przy  ostatnim  rozdaniu  przegrała,  pomyślała,  że  może  szczęście 

odwróciło  się  od  niej  i  że  byłoby  rozsądnie  odejść  z  ciągle  jeszcze 

dużą wygraną. Książę jakby domyślił się tego i powiedział: 

—  Jestem  pewien,  że  masz  ochotę  na  kieliszek  szampana.  Może 

pójdziemy na szklaneczkę, zanim zaczniemy nową partię? 

— Byłoby cudownie — odpowiedziała markiza.  

Podnieśli się od stołu, a jeden z gości zapytał: 

— Chyba nas nie opuszczasz Kovac? 

—  Nie,  oczywiście,  że  nie  —  odparł  książę.  —  Rozprostujemy 

tylko nogi i ugasimy pragnienie. 

—  Być  może  będziesz  mógł  wznieść  toast  za  siebie  samego  — 

padła odpowiedź — ale spiesz się, mam zamiar się odegrać. 

— Będziesz miał okazję — odparł książę rozbawiony. 

Udał się z markizą w stronę drzwi prowadzących do salonu, a gdy 

już  tam  weszli  zauważył,  że  na  samym  końcu  siedzi  hrabia  z  Esme 

Meldrum  i  rozmawia  z  nią  cicho.  W  pokoju  były  jeszcze  jakieś  inne 

dwie  osoby  i  markiza  spostrzegła  ze  zdumieniem,  że  to  jej  mąż  i 

Forella.  Rozmawiali  z  ożywieniem,  i  gdy  książę  z  markizą 

podchodzili  do  nich,  Forella  śmiała  się  spontanicznie  dźwięcznym 

śmiechem.  

background image

Wyglądała  uroczo,  a  markiza  znów  uświadomiwszy  sobie  jak 

bardzo  hrabia  zainteresowany  był  jej  rywalką  poczuła,  że  musi  na 

kimś  odreagować.  Zatrzymała  się  obok  męża  i  odezwała  się  do 

Forelli: 

— Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę iż powinnaś już spać i 

nie przeszkadzać biednemu  wujowi, który  z  pewnością bardzo  tęskni 

za stolikiem karcianym. 

—  I  tu  się  mylisz  —  rzekł  markiz,  zanim  jego  bratanica  zdążyła 

coś  powiedzieć.  —  Prowadzimy  z  Forellą  bardzo  interesującą 

rozmowę i bawimy się doskonale. 

—  Miło  to  słyszeć  —  odparła  markiza,  nie  słuchając  jednak 

dokładnie  tego,  co  mówi  jej  mąż,  ponieważ  kątem  oka  obserwowała 

hrabiego stojącego po drugiej stronie pokoju. 

Książę nadszedł od bocznego stolika, gdzie napełnił dwa kieliszki 

szampana. Podając jej jeden spytał: 

— Może tobie George zrobić drinka? 

—  Nie,  dziękuję  —  odrzekł  markiz.  —  Zrobię  sobie  sam. 

Przyznam, że twoje wina podane do kolacji były wyśmienite. 

— Miałem nadzieję, że będą wam smakowały. 

Markiza zauważyła, że Forella stoi przy swoim wuju czekając, by 

mogła  powiedzieć  dobranoc.  Specjalnie  więc  odwróciła  się,  by 

rozmawiać z księciem. Jednak i tak usłyszała jak Forella mówi: 

—  Dziękuję  wuju  George,  że  byłeś  tak  miły.  Bawiłam  się  tego 

wieczoru lepiej niż potrafię to wyrazić. 

background image

Pocałowała  go  w  policzek,  a  potem  chcąc  uciec  przed  krytyką 

ciotki,  w  pośpiechu  skierowała  się  w  stronę  drzwi.  Markiza 

pomyślała, że im szybciej wyda tę dziewczynę za mąż tym lepiej, i to 

właśnie  wtedy  przyszedł  jej  niespodziewanie  do  głowy  pewien 

pomysł. 

Kiedy  Forella  znalazła  się  w  hallu,  przestała  się  spieszyć. 

Wchodząc powoli po wspaniale rzeźbionych schodach myślała o tym, 

że zamek był jedną z najświetniejszych budowli, jakie widziała, a już 

na pewno  największą  z  tych,  w  jakich  mieszkała.  Stwierdziła,  że  bez 

względu na to co inni mieli zamiar robić nazajutrz, ona znajdzie kogoś 

kto oprowadzi ją po zamku i pokaże obrazy.  

Jej  matka  bardzo  interesowała  się  sztuką  i  Forella  odwiedzała 

muzea  za  każdym  razem,  gdy  znaleźli  się  w  mieście,  które  je 

posiadało. To ona nauczyła ją rozumieć i doceniać prawdziwe piękno. 

„Piękno jest wszędzie, kochanie — powiedziała kiedyś — nie musisz 

mieć  go  na  własność,  wystarczy,  że  będziesz  je  miała  w  myślach  i 

wtedy bez względu na to, czy będziesz bogata czy biedna, ono będzie 

twoje na zawsze". 

Forella  nie  zapominała  o  tym.  Teraz  idąc  korytarzem,  w  którym 

stały wspaniałe meble, a na ścianach wisiały rzeźbione lustra i obrazy 

pędzli  wielkich  mistrzów,  mówiła  sobie,  że  to  wszystko  jest  jej. 

„Następnym razem, gdy będę spała w namiocie na pustyni, pomyślała, 

albo w ciasnej kajucie małego zatęchłego parowca, wyczaruję sobie to 

wszystko co teraz widzę".  

background image

Potem  przypomniała  sobie  z  bólem  serca,  że  to  koniec  z 

podróżami  w  nieznane,  koniec  z  trudami  i  przygodami,  które  były 

zawsze ekscytujące. W zamian za to, będzie wiodła życie towarzyskie 

z ciotką i wujem, życie, które czasem uważała za nudne, innym znów 

razem za niezrozumiałe: 

„Oni  jedzą  i  mówią,  mówią  i  jedzą  i  tak  biegnie  dzień  po  dniu, 

pomyślała,  nic  dziwnego,  że  mężczyźni  tyją  a  kobiety  stają  się 

fałszywe". Była bardzo inteligentną dziewczyną i szybko zorientowała 

się,  jak  dwulicowi  bywają  goście  i  przyjaciele  ciotki,  i  jakie  gierki 

prowadzi  ona  sama.  Forella  nie  rozumiała  ich  żartów,  a  wszystkie 

insynuacje  puszczała  mimo  uszu.  Jednocześnie  miała  uczucie,  że 

wszystko wokół niej jest marne, nieważne i ulotne.  

Tęskniła  do  rozmów  ze  swoim  ojcem  o  zwyczajach  Berberów, 

znaczeniu  Mekki  dla  muzułmanów,  czy  planowania  z  nim  wyprawy, 

która  zawiodłaby  ich  na  terytoria,  gdzie  dotarło  zaledwie  kilku 

Europejczyków. „Och tato, zapłakała z głębi serca, dlaczego musiałeś 

mnie tak zostawić?" 

W sypialni czekała na nią pokojówka, by pomóc się jej rozebrać. 

To  był  ten  luksus,  na  który  nie  zgodziła  się  w  domu  wuja  na  Park 

Lane i powiedziała szybko: 

— Przepraszam, powinnam była powiedzieć, żebyś nie czekała na 

mnie. 

— To mój obowiązek, panienko — odpowiedziała pokojówka. 

— Czy nie jesteś zbyt zmęczona? — zapytała Forella ciekawie. 

background image

—  Czasem  mam  szansę,  panienko,  położyć  się  po  południu.  To 

tylko  w  weekendy  dom  jest tak  wypełniony  ludźmi  i musimy  być  na 

nogach do późna. 

Nie czekała, aż Forella się odezwie tylko mówiła dalej: 

—  Panienka  wróciła  wcześnie.  Reszta  gości  będzie  się  bawić  do 

godzin rannych. 

Kiedy  pokojówka  wieszała  jej  suknie  w  garderobie,  ona przeszła 

przez  pokój  do  wewnętrznych  drzwi  łączących  jej  pokój  z  pokojem 

ciotki,  żeby  sprawdzić,  czy  są  dobrze  zamknięte.  Gdy  już  to  zrobiła 

pomyślała z uśmiechem, że jeśli ciotka znalazłaby najmniejszy nawet 

powód do narzekania, że np. przeszkadzało jej chrapanie lub odgłosy 

dochodzące z pokoju, nie zawaha się by ją obwiniać i rugać przez cały 

poranek. 

Sypialnia  Forelli  była  ogromna  i  miała  wielkie  łóżko  z 

udrapowanym jedwabnym baldachimem, robiącym niewątpliwie duże 

wrażenie. 

—  Widzę,  że  masz  pokój  obok  wuja  i  mnie  —  powiedziała 

markiza, gdy przyjechali. — Myślę, że to bardzo rozważnie ze strony 

lady Roehampton, gdyż zwykle młode dziewczyny są umieszczone w 

pojedynczych pokojach w drugiej części zamku. 

Sposób w jaki to powiedziała, zabrzmiał raczej jak wymówka niż 

uznanie.  Markiza  dała  jej  jasno  do  zrozumienia,  że  obecność  takiej 

młodej dziewczyny jak ona, była bardzo niezwykła na przyjęciu ludzi 

starszych. 

background image

— Jeśli chodzi o księcia Janosa — dodała — nie słyszałam, żeby 

zaprosił kiedykolwiek kogoś tak młodego. 

Forella  milczała,  ponieważ  nie  przyszło  jej  do  głowy  nic,  co 

mogłaby na to odpowiedzieć. 

—  Mam  nadzieję,  że  rozumiesz  jakie  spotkało  cię  szczęście  — 

zakończyła  ciotka  twardym  głosem,  jakim  zwykle  zwracała  się  do 

niej. 

— Jestem naprawdę bardzo wdzięczna, ciociu Kathie. 

—  Powinnaś  być!  Pomyśl  o  poniesionych  na  ciebie  wydatkach. 

Bóg raczy wiedzieć, co powie twój wuj, kiedy zobaczy rachunki. 

Forella  słyszała  tę  uwagę  tak  często,  że  nie  dotknęła  już  jej  tak, 

jak za pierwszym razem. Prawdę mówiąc zwróciła się kiedyś do wuja, 

gdy byli sami: 

— Dziękuję wuju George, że jesteś tak dobry i hojny, i dajesz mi 

tak  wiele  pięknych  sukien,  ale  jestem  pewna,  że  wystarczyłoby  mi 

tylko kilka. 

Jej wuj uśmiechnął się serdecznie: 

—  Jesteś  bardzo  ładna,  kochanie,  a  kobiety  potrzebują  pięknych 

strojów. 

— Wiem, ale są tak strasznie drogie. 

—  Nie  martw  się,  nie  zbankrutuję  przez  ciebie,  a kiedy  już  będę 

cię  prowadził  do  ołtarza,  byś  poślubiła  kogoś  ważnego,  sprawi  mi  to 

ogromną przyjemność. 

Forella  wiedziała,  że  mówiąc  „ważny",  miał  na  myśli  kogoś  z 

tego  samego  towarzystwa,  do  którego  należeli  oni  sami.  Chciała 

background image

powiedzieć,  że  wolałaby  raczej  poślubić  odkrywcę  lub  cudzoziemca, 

ale wiedziała, jakby to przeraziło jej ciotkę. Od kiedy tylko zjawiła się 

w Londynie, ta wbijała jej dzień po dniu do głowy, że sposób życia jej 

ojca był ekscentryczny, wręcz skandaliczny, i że miała dużo szczęścia, 

iż została uratowana.  

Nie  sposób  było  protestować  mówiąc,  że  czuje  się  uwięziona  w 

czterech ścianach i że bez tego miękkiego łóżka można się obejść, że 

tęskni  za  szerokimi przestrzeniami pod  usianym  gwiazdami niebem  i 

za  kołyszącymi  falami  morza.  „Ciotka  Kathie  nigdy  by  nie 

zrozumiała"  —  myślała  z  rozpaczą  i  wiedziała,  że  nie  było  sensu 

nawet próbować mówić jej o tym, co czuła. 

Teraz  odsłoniła  ciężkie  brokatowe  zasłony,  podciągnęła  żaluzje  i 

otworzywszy  wszystkie  okna  wpuściła  do  środka  nocne  powietrze. 

Było chłodne i orzeźwiające po upale, jaki panował w pokoju na dole. 

Forella  wychyliła  się.  Niebo  usiane  było  gwiazdami,  ale  miała 

wrażenie,  że  nie  taką  ilością  i  nie  takimi  świecącymi  jak  te,  które 

błyszczały  nad  nią  na  Wschodzie.  Księżyc  dawał  jednak 

wystarczająco  dużo  światła,  by  można  było  zobaczyć  jego  odbicie  w 

jeziorze przed domem i odróżnić stare dęby daleko na końcu parku. 

„Gdyby  tata  tu  był  —  powiedziała  do  siebie  —  pomógłby  mi 

przestudiować historię zamku, docenić jego bogactwo, a jednocześnie 

nie  traktowałby  zgromadzonych  tu  ludzi  tak  całkiem  serio!" 

Pomyślała, że jej przygnębienie brało się ze zbyt poważnego podejścia 

do  nowego  życia  z  ciotką  i  wujem.  Tę  część  mojego  życia, 

powiedziała  do  siebie,  można  porównać  do  wspinania  się  pod  górę  z 

background image

bolącym bąblem na stopie, albo do spania w jednym z tych baraków z 

wężami pod stopami.  

Pamiętała, jak pewnego razu złapał ich w Turcji okropny sztorm i 

musieli skryć się w jaskini, w której czuć było jeszcze zapach dzikich 

zwierząt.  Po  niedługim  czasie  wszyscy  drapali  się  po  ukąszeniach 

insektów,  które  zwierzęta  pozostawiły  po  sobie.  Jej  ojciec  przeklął 

parę  razy  dosadnie  i  kiedy  jej  mama  napominała  go  ze  śmiechem, 

odpowiedział:  „Kilka  brytyjskich  przekleństw  nigdy  nikomu  nie 

zaszkodziło.  Mam  tylko  nadzieję,  że  te  cholerne  muchy  rozumieją 

angielski".  Wszyscy  roześmieli  się,  wspominając  potem  całe 

zdarzenie jak niezły żart. 

„Muszę  bardziej  humorystycznie  traktować  to,  co  mi  się 

przydarza",  powiedziała  do  siebie  Forella.  Położyła  się  do  łóżka  i 

patrząc na gwiazdy zasnęła.  

Śniło się jej, że była ze swoim ojcem, gdy nagle obudził ją dźwięk 

otwieranych drzwi. Ponieważ tak często sypiała w różnych dziwnych 

miejscach,  jej  sen  był  bardzo  czujny.  Nauczyła  się  nawet  budzić  na 

szelest  kobry  na  podłodze,  lub  na  prychanie  dzikiego  zwierza  na 

zewnątrz. Zauważyła ku swojemu zdumieniu, że ktoś stoi w drzwiach. 

Nie  mogła  rozpoznać  kto  to,  bo  światło  gwiazd  i  księżyca,  które 

wpadały  przez  okno  nie  sięgało  tak  daleko.  Była  jeszcze  na  wpół 

pogrążona we śnie i chociaż wiedziała, że ktoś tam jest, nie bała się. 

Potem,  gdy  wysoka  postać  mężczyzny  zaczęła  zbliżać  się  do  jej 

łóżka, westchnęła lekko próbując spytać: 

—Kim... jesteś? Czego... chcesz? 

background image

— Esme, to ty? — usłyszała. 

W tym momencie, gdy otworzyła usta żeby krzyknąć, wewnętrzne 

drzwi  otworzyły  się  i  jej  ciotka  weszła  do  pokoju  niosąc  srebrny 

świecznik  z  zapalonymi  świecami.  Była  ubrana  w  wytworny, 

satynowy  szlafrok  z  koronkami  i  wyglądała,  jak  pomyślała  Forella, 

imponująco i niezaprzeczalnie pięknie. Markiza jednak nie patrzyła na 

nią  ale  na  mężczyznę  stojącego  koło  jej  łóżka.  Teraz  dopiero  Forella 

dostrzegła, że ten który ją przestraszył, to hrabia Sherburn. Mężczyzna 

wpatrywał się w nią w absolutnym zdziwieniu. 

— Osmondzie, jak mogłeś próbować uwieść tak młodą osobę jak 

Forella? — spytała markiza. 

Przez  chwilę  hrabia  nie  mógł  wydobyć  głosu,  w  końcu 

powiedział: 

— Oczywiście pomyliłem pokoje! 

— Nie możesz się chyba spodziewać, żebym w to uwierzyła. 

Mówiła  to  w  kpiący  sposób  i  Forella  zauważyła,  że  jakiś 

nieprzyjemny  triumfalny  uśmiech  pojawił  się  na  jej  ustach.  Ciotka 

odwróciła się by zawołać: 

— George, proszę, przyjdź tu szybko, mówiłam ci, że ktoś jest w 

pokoju Forelli. 

Słowa  te  jakby  zmusiły  hrabiego  do  działania.  Stanął  przed 

markizą. Chociaż mówił cichym głosem, Forella wszystko słyszała: 

—  Wiesz  dobrze  Kathie,  jaka  jest  prawda  i  byłoby  wielkim 

błędem z twojej strony, gdybyś zrobiła scenę! 

background image

—  Nie  wiem  o  czym  mówisz  —  odpowiedziała  takim  samym 

niskim głosem markiza. 

Potem bez odwracania się, czując, że jej mąż wszedł do pokoju i 

stoi za nią powiedziała: 

— Nie mogę wyobrazić sobie nic bardziej haniebnego niż znaleźć 

cię tutaj. 

— O co tu chodzi? Co się dzieje? — zapytał markiz. 

—  Dobrze,  że  pytasz  George  —  odpowiedziała  jego  żona.  — 

Usłyszałam  hałas,  tak  jak  ci  mówiłam,  przyszłam  sprawdzić  i  oto 

znalazłam Osmonda przy łóżku Forelli. 

Markiz przez moment wydawał się być zaskoczony. 

— O co tu chodzi Sherburn? — spytał — Poznałeś tę dziewczynę 

dopiero dziś! 

Markiza zaśmiała się nieprzyjemnie. 

— Z tego co wiemy George, mogli się spotykać w Londynie, albo 

gdziekolwiek indziej. Co zamierzasz z tym zrobić? 

— Co masz na myśli? — spytał markiz. Po chwili jakby domyślił 

się,  że  oczekiwano  od  niego  czegoś  więcej,  powiedział:  —  Uważam 

Sherburn, że powinieneś przeprosić. 

—  Już  wytłumaczyłem  —  odparł  hrabia  —  że  pomyliłem  się  i 

wszedłem  do  niewłaściwego  pokoju.  Oczekuję,  że  wierzysz  mi 

George, nawet jeśli twoja żona mi nie wierzy. 

—  Tak,  oczywiście  jeśli...  —  zaczął  markiz,  ale  markiza 

przeszkodziła mu. 

background image

—  Mój  drogi  George,  musisz  zdawać  sobie  sprawę,  że  jedyną 

rzeczą  jaką  w  tych  okolicznościach  nasz  przyjaciel  hrabia  Sherburn 

może zrobić, to zachować się z honorem. Nie możesz pozwolić, żeby 

reputacja twojej bratanicy była zszargana i żeby on tego nie naprawił 

we właściwy sposób. 

—  Dobry  Boże,  chyba  nie  myślisz,  że...  —  zaczął  markiz 

pytająco. 

—  Tak  —  odparła  markiza  zdecydowanie  —  jedyne  co  Osmond 

może zrobić w tych okolicznościach, to poślubić Forellę. 

Po jej słowach zapadła cisza, a Hrabia wstrzymał oddech. Forella, 

która siedziała na łóżku krzyknęła przerażona. 

—  Nie,  nie!  Oczywiście,  że...  nie!  To  była...  pomyłka,  ciociu 

Kathie! Oczywiście, że to była pomyłka! 

Mówiąc to miała przed oczami hrabiego z piękną lady Meldrum i 

przypomniała  sobie,  że  gdy  rozmawiała  z  wujem,  myślała  o  tym  jak 

oni  pięknie  razem  wyglądają.  Prawie  tak,  jakby  byli  bohaterami 

jakiejś  sztuki.  Wiedziała,  choć  nie  mogła  ich  słyszeć,  że  hrabia 

flirtował z lady Esme i że ona flirtowała z nim spojrzeniami, ustami i 

drobnymi gestami.  

To było tak fascynujące, że Forella nie miała ochoty odrywać od 

nich wzroku, lecz czułaby się zażenowana, gdyby oni zorientowali się, 

że są obserwowani. Teraz oczywiście rozumiała, że hrabia chciał być 

sam na sam z lady Esme, co było niemożliwe na dole. Chciał iść do jej 

sypialni,  ale  przez  pomyłkę  wszedł  do  niej.  Gdy  usiłowała  to 

wyjaśnić, markiza wyraźnie wściekła powiedziała: 

background image

—  Ty  bądź  cicho!  Jesteś  bez  wątpienia  tak  samo  winna  temu 

niemoralnemu  zachowaniu  jak  i  on!  Zwracam  ci  uwagę  Forello,  że 

żaden  mężczyzna  nie  przyszedłby  do  twojej  sypialni  bez  zachęty  z 

twojej strony! 

Atak  jej  ciotki  był  tak  zdumiewający,  że  przez  chwilę  Forella 

mogła  tylko  patrzeć  na  nią  z  otwartą  buzią  i  gdy  próbowała  znaleźć 

odpowiednie słowa by wyrazić swoją niewinność, markiz powiedział: 

—  Nie  mogę  pozwolić  na  splamienie  reputacji  mojej  bratanicy 

przez zamieszanie jej w tak młodym wieku w jakikolwiek skandal... 

Znów  zapadła  cisza  i  Forella  patrząc  na  hrabiego  uważnie, 

pomyślała,  że  nigdy  nie  widziała  tak  zawziętego,  a  jednocześnie  tak 

pełnego pogardy mężczyzny. Patrząc na ciotkę powiedział: 

— Dobrze, wygrałaś! Poślubię twoją bratanicę i mam nadzieję, że 

ucieszy ją fakt, iż zostanie moją żoną! 

Jego  słowa  zdały  się  wibrować  w  pokoju.  Po  chwili  wyszedł 

trzasnąwszy drzwiami. 

Forella odzyskawszy głos powiedziała: 

—Nie...  proszę...  wuju  George...  To  jest  wszystko  okropna 

pomyłka... 

— Przypuszczam, że mówisz prawdę — rzekł markiz — ale twoja 

ciotka  ma  rację.  Nie  możesz  pozwolić  sobie  na  zszarganie  reputacji, 

zanim w ogóle zostałaś komukolwiek przedstawiona. 

Forella patrzyła na niego z rozpaczą. 

— Poczekaj... proszę poczekaj... wuju George — krzyczała. 

Markiza podeszła do jej łóżka mówiąc: 

background image

—  Ucisz  się  i  nie  bądź  taką  idiotką!  Załatwiłam  ci  męża,  dla 

którego poślubienia wiele dziewcząt oddałoby wszystko i chociaż bez 

wątpienia  będziesz  miała  z  nim  ciężkie  życie,  zostaniesz  hrabiną 

Sherburn! 

Wydawało się, że pluła tymi słowami na Forellę. Potem, jakby już 

nie  mogła  znieść  jej  widoku,  odwróciła  się  szybko  i  podążyła  za 

mężem zabierając ze sobą świecznik. 

Forella  krzyknęła  ze  strachu.  Trudno  jej  było  uwierzyć,  że  to  co 

się  stało  nie  było  nocnym  koszmarem.  Wiedziała  jednak,  że  to 

niemożliwe,  kompletnie  i  absolutnie  niemożliwe,  żeby  ona  poślubiła 

mężczyznę,  którego  nie  znała  i  który  w  dodatku,  czego  była  pewna, 

kochał kogoś innego. „Nie mogę tego zrobić! Och, tato, uratuj mnie!" 

modliła  się.  Wyszła  z  łóżka  i  podeszła  do  okna,  żeby  popatrzeć  na 

gwiazdy. 

Gdy  hrabia  dotarł  do  swojej  sypialni  czuł  podobnie  jak  Forella, 

jakby dostał się w nocny koszmar, z którego nie można się wydostać. 

Rozumiał  nawet  zbyt  jasno  co  się  stało.  Kiedy  już  wszyscy  poszli 

spać,  Kathie  musiała  sprawdzić,  czy  przy  drzwiach  Esme  jest 

wystawiona  róża.  Teraz  przypomniał  sobie,  jak  przy  jakiejś  okazji 

oboje  śmiali  się  z  uzgodnień  księcia  z  kobietą,  którą  ten  był 

zainteresowany.  

Zrozumiał,  iż  Kathie  odgadła,  że  wykorzystał  on  ten  znak  do 

rozpoznania  sypialni  Esme.  To  był  z  jej  strony  rewanż,  powiedział 

sam do siebie, ale jakże wyrafinowany. Poza tym, wszystkie affaire de 

coeur w które się angażował nie trwały zbyt długo i było niezwykłe by 

background image

kobiety,  które  porzucił,  stały  się  jego  wrogami.  Zawsze  starał  się, 

podobnie  jak  Książę  Walii,  aby  pozostały  jego  przyjaciółkami.  Było 

zrozumiałe, że gdy romans się kończył, on pozostawał lojalny  wobec 

damy z którą się rozstawał, tak jak i ona wobec niego.  

Sporadycznie  zdarzało  się  by  dama,  którą  nie  był  już  więcej 

zainteresowany  robiła  mu  sceny  i  groziła.  Jednak  żadna  z  tych 

pogróżek,  nawet  najbardziej  dramatyczna,  nigdy  nie  stała  się 

rzeczywistością.  Tym  razem,  pomyślał,  markiza  zwyciężyła  tam, 

gdzie inne przegrały.  

Nie miał zamiaru, przynajmniej przez wiele jeszcze lat, żenić się, 

a już na pewno, myślał wściekły, nie z tak młodą dziewczyną która co 

prawda  mogłaby  być  pokorną  żoną,  ale  którą  zanudziłby  się  już  po 

miesiącu trwania ich związku. Co więcej, każdy nerw  w nim oburzał 

się  przed  naciskaniem  go  do  małżeństwa,  lub  powiedzmy  to  jasno 

przed złapaniem go w sidła, jak to się właśnie stało. 

„Nie  zrobię  tego  na  pewno!  —  mówił  do  siebie  z  bezsilną 

wściekłością.  Markiza  miała  wszystkie  atuty  w  ręku  i  oczywiście 

robiła  z  nich  użytek.  Przy  tym  wiedział,  że  jeśli  ma  zacząć  działać, 

musi  to  zrobić  szybko.  Był  pewien,  że  jutro  Kathie  zawiadomi  lady 

Roehampton, jeśli nawet nie księcia, że on oświadczył się Forelli.  

Ze  względu  na  dobro  dziewczyny  nie  wytłumaczy  w  jakich 

okolicznościach  do  tego  doszło,  ale  przewidując  jej  rozumowanie, 

będzie  pewnie  insynuowała,  że  spotykali  się  w  Londynie  od  czasu, 

gdy  Forella  przyjechała  z  Neapolu.  Później  zapewne  powie,  że 

background image

skorzystał ze sposobności ostatniej nocy, gdy wszyscy byli w zamku, 

żeby poinformować jej ciotkę i wuja o swych zamiarach.  

W  głowach  tych,  którzy  obserwowali  jego  zachowanie  wobec 

lady  Esme  zalęgną  się  wątpliwości.  Jednak  będą  oni  zachwyceni,  że 

został  złapany  nareszcie  w  więzy  małżeństwa  —  tak,  więzy  to 

najbardziej  odpowiednie  określenie.  Już  jakby  słyszał  wylewne 

gratulacje i cyniczne życzenia wszystkiego dobrego na przyszłość. 

„Co  ja  do  diabła  mogę  zrobić"  —  zapytywał  samego  siebie  w 

ciemności.  Przemknęło  mu  przez  myśl,  że  mógłby  wyjechać  za 

granicę, ale to niczego by nie rozwiązało, bo przecież nie zostanie tam 

na zawsze. Był pewien, że zwrócenie się do Forelli nie ma sensu, gdyż 

jest  ona  całkowicie  podporządkowana  swojej  ciotce  i  wujowi. 

Wiedział,  że  Kathie  będzie  zachwycona,  gdy  pozbędzie  się  tej 

dziewczyny. Hrabia dobrze znał się na kobietach i gdy usłyszał plotkę 

o  przyjeździe  bratanicy  Georga  Claydona  wiedział,  że  Kathie  będzie 

wściekła. 

—  Nienawidzę  młodych  dziewczyn  —  powiedziała  mu  kiedyś, 

gdy byli razem. — Nie mogę wyobrazić sobie, w jaki sposób stają się 

one zabawnymi i dowcipnymi kobietami. 

—  Ty  sama  musiałaś  być  kiedyś  bardzo  młoda  —  powiedział 

kpiąco. 

— Nigdy! — zawołała Kathie. Urodziłam się dojrzała i mądra, od 

razu  znając  się  na  wszystkim  co  ma  jakieś  znaczenie,  a  także  ze 

znajomością czarów, na co zresztą ty sam się skarżyłeś. 

background image

—  Oczywiście  —  ochoczo  zgodził  się  hrabia  —  zaczarowałaś 

mnie od pierwszego momentu, gdy cię ujrzałem.  

To była odpowiedź, jakiej oczekiwała i kiedy oplotła rękoma jego 

szyję i poczuł bliskość jej ciała i... pomyślał, że rzeczywiście miała w 

sobie nieodparty czar. Ale czarownice mogą być niebezpieczne i teraz 

zdał  sobie  sprawę,  że  nigdy  nie  powinien  był  zadać  się  z  Kathie. 

Zawsze wolał jasnowłose kobiety o niebieskich oczach, kobiety, które 

zazwyczaj nie grzeszyły inteligencją. 

Podczas  gdy  markizę  można  było  bez  wątpienia  zaliczyć  do 

najbardziej 

intrygujących 

czarnowłosych 

piękności, 

jakie 

kiedykolwiek  widział,  to  jej  oczy  powinny  były  go  ostrzec,  że  może 

ona  okazać  się  bardzo  mściwa  i  nieprzejednanie  niebezpieczna,  jak 

przekonał się teraz na własnej skórze. Było za późno. Dał się złapać w 

pułapkę,  którą  na  niego  zastawiła  i  żadne  szarpanie  nie  mogło  go  z 

niej uwolnić. 

 

Rozdział 3 

Książę wstawał zwykle wczesnym rankiem i około szóstej udawał 

się na przejażdżkę. Tego dnia jednak obudził się o godzinę wcześniej. 

Otworzył  oczy  i  zobaczył  promienie  słońca  wpadające  przez  okno. 

Poprzedniego  wieczoru  położył  się  z  jakimś  dziwnym  niepokojem,  a 

jego węgierska intuicja podpowiadała mu, że coś jest nie w porządku. 

Nie był pewien co to mogło być, ale miał nieodpartą świadomość, że 

w jakiś sposób dotyczyło to markizy i lady Esme.  

background image

Ponieważ  zaraz  po  przebudzeniu  się  lubił  być  aktywny,  więc 

wstał i ubrał się bez dzwonienia po lokaja, zszedł na dół i udał się w 

kierunku stajni. O tej porze kilka młodszych sprzątaczek ubranych w 

czepki  i  sukienki  w  kratkę  zaczynało  odsłaniać  zasłony  i  czyścić 

paleniska.  Książę  zauważył  także,  że  lokaje  sprzątali  szklanki  i 

kieliszki  w  salonie  i  pokoju  karcianym,  gdzie  były  pozostawione 

poprzedniego wieczoru. 

Później dopiero pojawią się starsi służący, by ich dopilnować, dać 

instrukcje i upewnić się, że wszystko jest w doskonałym porządku na 

czas, gdy zjawi się on lub jego goście. Fakt, że pojawił się nadzwyczaj 

wcześnie  sprawił,  że  służący  patrzyli  na  niego  pytającym  wzrokiem, 

jakby  przeczuwali,  że  coś  jest  nie  tak.  Książę  przeszedł  jednak 

zdecydowanym krokiem do stajni, czując, że to czego mu najbardziej 

potrzeba, to przejażdżka na jednym z jego najszybszych koni.  

Potem  będzie  cieszył  się  walką  o  przewagę,  w  której  będzie 

niezmiennie  odnosił  zwycięstwo,  czerpiąc  satysfakcję  z  faktu,  że  je 

wywalczył.  Regularnie  sprowadzał  z  Węgier  konie,  które  były 

półujeżdżone.  Wiedział,  że  jego  doświadczenie  z  końmi  było 

doceniane  nie  tylko  przez  jego  przyjaciół,  ale  przez  wszystkich 

których zatrudniał.  

Doszedł  do  stajni,  która  od  czasu  gdy  kupił  zamek  została 

całkowicie  przebudowana.  Zawsze  winszował  sobie  nie  tylko 

zaprojektowania budynku tak, by pasował do architektury zamku, ale 

także  tego,  że  jego  konie  były  otoczone  znacznie  większym 

komfortem niż u kogokolwiek innego w tym kraju. 

background image

Ponieważ  przyszedł  tak  wcześnie,  zastał  tylko  pomocnika,  który 

rzucił  na  niego  przestraszone  spojrzenie,  po  czym  pośpieszył 

zawiadomić  stajennego.  Książę  ruszył  wzdłuż  przegród  dla  koni  by 

zdecydować,  którego  wybrać  na  dzisiejszą  jazdę  i  zauważył  z 

przyjemnością że koń przywieziony  poprzedniego tygodnia z Węgier 

uspokoił  się.  Przynajmniej  nie  walczył  już  o  wolność,  nie  próbował 

kopaniem  rozbić  przegrody,  tak  jak  to  robił  po  przyjeździe.  Książę 

zdecydował,  ponieważ  był  jakoś  dziwnie  zaniepokojony,  że  tego 

ranka będzie jeździł na Aspadzie.  

Miał  właśnie  otworzyć  jego  przegrodę,  gdy  przybiegł  zadyszany 

stajenny. 

—  Dzień  dobry,  Wasza  Wysokość  —  powiedział  z  szacunkiem. 

— Nie spodziewałem się pana tak wcześnie. 

— Wiem Barton — odparł — ale jest taki piękny ranek, że przyda 

mi się trochę gimnastyki.  

Książę  samowolnie  poddawał  się  rygorowi,  by  utrzymać  swoje 

ciało i emocje pod ścisłą kontrolą. Odkrył, że całkiem dobrze czuje się 

po trzech godzinach snu, podczas gdy inni mężczyźni potrzebowali go 

dwa razy tyle. 

— Pomyślałem sobie Barton — powiedział — że miałbym ochotę 

pojeździć  dzisiaj  na  Aspadzie.  Widzę,  że  jest  dużo  spokojniejszy  niż 

zaraz po przyjeździe. 

—  Dobrze  Wasza  Wysokość  —  odpowiedział  stajenny  —  To 

najświetniejszy koń, jakiego kiedykolwiek widziałem, a gdy książę go 

wytrenuje, będzie fantastyczny. 

background image

—  I  ja  tak  myślę  —  odrzekł  książę  i  postąpił  za  Bartonem,  żeby 

otworzyć  drzwi  przegrody,  ale  ku  jego  zdziwieniu  mężczyzna 

zatrzymał się. 

— O co chodzi? — zapytał książę. 

— 

Właśnie 

miałem 

powiedzieć 

Wasza 

Wysokość 

— 

odpowiedział Barton. — Była już tu dziś rano pewna dama i nalegała, 

żeby pojeździć na Gyorgy. 

Książę patrzył na niego w zdumieniu. 

— Gyorgy! — zawołał. 

— Tak Wasza Wysokość, oczywiście gdybym o tym wiedział, nie 

zgodziłbym  się,  ale  był  tu  tylko  ten  przygłupi  stajenny.  Gyorgy  nie 

jest bezpiecznym koniem dla kobiety. 

Książę  wiedział,  że  to  była  prawda.  Gyorgy  był  koniem, którego 

on  sam  ujeżdżał  ostatnio,  ale  stale  jeszcze  był  bardzo  dziki  i  czasem 

trudny do opanowania. 

— Myślę, że musiała tu zajść jakaś pomyłka, Barton. Czy Jeb wie 

kim była ta kobieta, która poprosiła o Gyorgy? 

— On nie znał jej imienia, Wasza Wysokość — odparł Barton, ale 

powiedział,  że  była  bardzo  ładna  i  dużo  młodsza  od  gości  księcia, 

którzy zwykle tu przyjeżdżają. 

— Osiodłaj szybko Joska, a ja dowiem się od Jeba, w którą stronę 

pojechała ta pani. 

Książę  odszedł  szybkimi  krokami,  a  Barton  pośpieszył  do 

przegrody  Joska.  Był  on  jednym  z  najszybszych  i  największych  koni 

background image

w  stajni  i  gdziekolwiek  trzeba,  zawiezie  księcia  szybciej,  niż  każdy 

inny. 

Książę odnalazł Jeba, gdy ten niósł wiadra z wodą. 

—  Czy  może  wiesz  —  spytał  spokojnie  —  w  którą  stronę 

pojechała panna Claydon na Gyorgy? 

—  Tak,  Wasza  Wysokość  —  Jeb  położył  wiadra  na  ziemi, 

wskazał  na  daleki  koniec  parku  i  wyjaśnił:  —  Widziałem  jak 

odjeżdżała, Gyorgy wariował i martwiłem się, że może ją zrzucić, ale 

ona jechała na nim tak, jakby znała się na tym. 

— Mam nadzieję — odparł książę prawie bez tchu.  

Odwrócił się w stronę Bartona, który prowadził Joska ze stajni na 

podwórze.  Szybko  dosiadł  konia  i  gdy  duży  czarny  ogier  zaczął 

niespokojnie ciągnąć wodze by ruszyć, on poprowadził go przez park 

we wskazanym przez Jeba kierunku. Jadąc myślał z niedowierzaniem, 

że  jakakolwiek  młoda  dziewczyna  wybrała  Georgy  na  przejażdżkę 

uważając, że jest w stanie utrzymać się na koniu, który jemu samemu 

przysparzał tak wiele problemów. Nie tylko trudno go było utrzymać 

pod kontrolą, ale także płoszyło go wszystko, co było mu nie znane.  

Książę  myślał,  że  znajdzie  pannę  Claydon,  nie  mógł  sobie 

przypomnieć jej imienia, leżącą gdzieś na ziemi, nieprzytomną a gdy 

odwiezie  ją  do  domu,  będzie  musiał  wysłać  dużo  służby  w 

poszukiwaniu  konia.  Nie  przyszłoby  mu  nigdy  do  głowy,  że 

ktokolwiek  będzie  chciał  pojeździć  konno  tak  wcześnie,  gdy  nie 

będzie  jeszcze  Bartona,  który  by  nie  dopuścił,  by  jakikolwiek 

niebezpieczny koń opuścił stajnię.  

background image

Wiedział,  że  stało  się  tak,  bo  Jeb  był  zbyt  głupi,  by  obudzić 

Bartona i spytać o radę i że Claydon na pewno zachwycona wyglądem 

Gyorgy  poprosiła  właśnie  o  niego.  Kiedy  myślał  o  niej,  próbował 

przypomnieć sobie jak wyglądała, i jednego był pewien: na pewno nie 

była typem jeźdźca. Mógł tylko mieć nadzieję, że kiedy Gyorgy zrzuci 

ją  co  bez  wątpienia  nastąpi  tak  szybko  jak  to  możliwe,  upadnie  na 

miękki  grunt,  najlepiej  na  łąkach,  gdzie  raczej  nie  złamie  sobie 

niczego.  To  na  pewno  wywoła  poruszenie  i  popsuje  przyjęcie,  no  i 

będzie musiał przepraszać markizę, tłumaczyć, dlaczego tak się stało. 

Książę dojechał do granicy parku, potem pozwolił Josce na galop 

przez  płaską  część  pola,  którą  ogier  pokonał  z  szybkością  jakiej  nikt 

nie dorównałby mu na żadnych wyścigach. Zmierzał do najwyższego 

miejsca,  skąd  mógł  mieć  widok  na  kilka  mil  nad  doliną  przez  którą 

przepływał  mały  strumień.  Ścigając  cugle  spowodował,  że  Joska 

wspiął  się  na  ostre  wzniesienie  wolniej  i  gdy  dojechali  na  szczyt 

zatrzymał się. 

Książę  najpierw  rozejrzał  się  w  oczekiwaniu,  że  zobaczy  w 

zasięgu  ręki  leżące  nieruchomo  ciało  i  Gyorgy  biegającego  dziko  w 

oddaleniu.  Nie  było  śladu  żadnego  z  nich  i  dopiero,  gdy  popatrzył 

dalej, na wprost ponad drzewami w kierunku strumienia zobaczył ich 

w  odległości  jakichś  dwóch  mil.  Ku  jego  zdziwieniu  dziewczyna 

wciąż  jeszcze  trzymała  się  w  siodle  i  spokojnie  jechała  wzdłuż 

strumienia.  

Wyglądało,  że  chce  znaleźć  miejsce  do  jego  przekroczenia, 

chociaż  nie  miał  pojęcia  po  co.  W  ostatnim  miesiącu  spadło  dosyć 

background image

dużo deszczu i strumień zwykle płytki, wezbrał podwójnie. Teraz, gdy 

już  ją  zobaczył,  książę  nie  tracił  czasu  by  zastanawiać  się  nad  jej 

zamiarami,  ale  wiedział,  że  im  prędzej  dotrze  do  niej,  tym  lepiej. 

Zjechał ze wzgórza znów pozwalając Josce na galop, który przywiódł 

go do doliny i który pozwolił na pokonanie odległości dzielącej go od 

Forelli w mniej niż piętnaście minut. 

Ciągle  jechała  wzdłuż  strumienia  próbując  znaleźć  odpowiednie 

miejsce  do  przekroczenia  go.  Wymyśliła,  że  skoro  Londyn  był  na 

północ  od  rzeki,  najkorzystniej  dla  niej  będzie  jechać  na  południe. 

Chociaż  zupełnie  nie  znała  angielskiej  wsi  ani  okolic  posiadłości 

księcia,  pomyślała,  że  ziemia  po  drugiej  stronie  wody  wygląda  na 

bardziej dziką i zaniedbaną.  

Była  skoncentrowana  na  jednym,  chciała  uciec  i  wiedziała,  że 

miała  dużo  szczęścia  mogąc  jechać  na  tak  silnym  i  wytrzymałym 

koniu. Musiała ściągnąć wodze i zatrzymać Gyorgy w miejscu, gdzie 

po raz pierwszy mogła dojrzeć dno strumienia. Wiedziała, że nie było 

tu  zbyt  głęboko  i  koń  brodząc  mógłby  łatwo  przedostać  się  na  drugi 

brzeg.  

W pewnym momencie spojrzała za siebie i zobaczyła mężczyznę 

zbliżającego  się  do  niej  na  koniu.  Instynktownie  poczuła,  że  jest  w 

niebezpieczeństwie i nie brnąc już dalej w strumień zawróciła Gyorgy 

i  popędziła,  w  kierunku  w  jakim  jechali  wcześniej.  Koń  jakby  tylko 

czekał  na  to,  by  pokazać  co  potrafi.  Żeby  jednak  zademonstrować 

swoją  niezależność  najpierw  stanął  dęba,  mając nadzieję,  że  jeździec 

background image

spadnie,  a  potem  ponieważ  się  to  nie  udało,  posłuszny  ostrogom 

ruszył dzikim galopem. 

Obserwując  wierzgającego  konia  książę  wstrzymał  dech, 

spodziewając  się,  że  zobaczy  Forellę  spadającą  na  ziemię.  Wiedział, 

że w takiej sytuacji niedoświadczony jeździec bardzo łatwo mógł być 

zrzucony.  Kiedy  zobaczył,  że  Forella  nadal  utrzymuje  się  w  siodle, 

aczkolwiek  z  bardzo  dużym  wysiłkiem,  pomyślał  że  to  cud,  a 

jednocześnie  wyzwanie  dla  Joska.  Książę  nie  musiał  go  nawet  lekko 

dotykać  batem  czy  użyć  ostróg.  Ogier  naprężając  każdy  mięsień 

skoczył do przodu z grzmotem kopyt.  

Forelli  trudno  było  uwierzyć,  że  jakiekolwiek  zwierzę  mogło 

dorównać temu, na którym jechała ona. Nie zatrzymała się jednak, aż 

w  końcu  książę  na  Josce  zrównał  się  z  nią  i  wtedy  rozpoznała,  kto 

podążał za nią. Widok księcia sprawił jej ulgę, gdyż przypuszczała, że 

był  to  wysłany  przez  ciotkę  markiz,  który  miałby  ją  sprowadzić  z 

powrotem.  Ponieważ  nie  było  już  sensu  się  ścigać,  powoli  i  co 

zauważył książę, bez większego wysiłku, zwolniła tempo. On postąpił 

tak samo.  

Po  tak  morderczej  jeździe  zadał  całkiem  inne  pytanie  niż 

zamierzał: 

— Gdzie na litość boską nauczyłaś się jeździć w ten sposób? 

Ponieważ  było  to  tak  niespodziewane  odezwanie,  Forella 

roześmiała się: 

—  Gyorgy  jest  cudowny!  Zobaczyłam  jego  imię  napisane  na 

przegrodzie, więc wiedziałam, że przyjechał z Węgier. 

background image

—  Oczywiście  —  odparł  książę  —  ale  ja  chciałbym  wiedzieć 

panno Claydon, dokąd się na nim wybierasz? 

Forella  chciała  odpowiedzieć,  że  właściwie  nigdzie,  gdy 

uświadomiła 

sobie, 

że 

książę 

zauważył 

zwinięty 

węzełek 

przytroczony do jej siodła. Nie było  tego dużo, ale pomyślała, że nie 

może wyjechać zupełnie bez niczego. Ponieważ Jeb nie rozumiał o co 

jej  chodziło,  sama  aczkolwiek  z  pewnymi  trudnościami,  ponieważ 

Gyorgy był zniecierpliwiony, przyczepiła węzełek do siodła.  

Była ekspertem w tych sprawach, ponieważ bardzo często musiała 

pakować  wszystko  co  posiadała  na  konia,  muła  czy  wielbłąda,  gdy 

podróżowała  ze  swoim  ojcem.  W  jednej  kieszeni  siodła  miała 

szczotkę i grzebień, a szczoteczkę do zębów,  gąbkę i kawałek mydła 

w  drugiej.  Ponieważ  zwykła  podróżować  z  niewielkim  bagażem, 

wiedziała,  że  przynajmniej  przez  jakiś  czas  nie  będzie  musiała 

kupować  tych  niezbędnych  rzeczy  i  tym  samym  naruszać  niewielką 

sumę pieniędzy, jaką miała ze sobą. 

Zastanawiała  się  desperacko  co  odpowiedzieć,  lecz  książę 

uprzedził  ją  i  pomyślała,  że  było  to  nadzwyczaj  domyślne  z  jego 

strony: 

—  Jeśli  uciekasz  to  myślę,  że  mam przynajmniej  prawo  zapytać, 

dokąd zabierasz mojego konia? 

Zobaczył jak rumieniec zalewa jej twarz, zanim odparła cicho: 

—  Ja  przepraszam...  że  kradnę  go... ale  przysięgam...  oddałabym 

go tak szybko... jak tylko byłoby to możliwe. 

Po chwili książę rzekł: 

background image

—  Zastanawiam  się,  czy  moglibyśmy  o  tym  porozmawiać, 

chociaż  nie  mogę  cię  zmusić,  żebyś  mi  zaufała.  Jest  coś,  o  co 

chciałbym cię prosić ze względu na Gyorgy. 

Ponieważ  sposób,  w  jaki  to  mówił  nie  był  potępiający  ani 

nieprzyjemny, a wydawał się być wręcz życzliwy, Forella powiedziała 

szybko: 

—  Byłoby  dużo  prościej,  Wasza  Wysokość...  jeśli  mógłbyś... 

udać, że mnie nie widziałeś i pozwolił mi... uciec. 

— Czy wyobrażasz sobie, jakie byłoby to dla mnie frustrujące — 

zapytał  książę  —  zastanawiać  się  co  się  stało  z  tobą  i  Gyorgy,  i  nie 

być w stanie pomóc wam w kłopotach? 

Małe światełko zabłysło nagle w oczach Forelli, gdy spytała: 

—  Czy  mógłbyś...  pomóc  mi...  jeśli  powiedziałabym...  co  się 

stało? 

—  Mogę  cię  zapewnić  —  odpowiedział  książę  —  że  spróbuję  z 

całej mocy zrobić to, co dla ciebie najlepsze. 

Poczuł, że Forella odetchnęła z ulgą zanim powiedziała: 

—  Bałam  się,  że  będziesz...  bardzo  zły  na  mnie,  że  zabrałam 

Gyorgy,  ale  myślę,  że  żaden  inny  koń  nie  mógłby  jechać  szybciej... 

niż on. 

— To dlatego go wybrałaś? 

—  Jak  mogłam  się  oprzeć  czemuś  tak  pięknemu,  a  poza  tym 

jestem pewna, że mógłby prześcignąć każdego konia. 

—  Skąd  mogłaś  to  wiedzieć...  —  zaczął  książę,  po  czym 

zatrzymał  się.  —  Panno  Claydon,  ponieważ  musimy  porozmawiać, 

background image

czy nie zjadłabyś ze mną śniadania na jednej z moich farm, niedaleko 

stąd? 

Forella  zawahała  się,  gdyż  przyszło  jej  do  głowy,  że  być  może 

szuka  on  możliwości,  by  zabrać  jej  konia,  żeby  nie  mogła  odjechać, 

lub by w jakiś inny sposób zmusić ją do powrotu z nim do zamku. 

—  Nie  knuję  żadnego  podstępu  —  powiedział  —  i  jak  już 

przyrzekłem wcześniej, pomogę ci jeśli będę mógł i mam nadzieję, że 

mi zaufasz. 

Spojrzała  na  niego,  a  on  pomyślał,  że  jej  oczy  mają  bardzo 

dziwny kolor. Było w nich trochę zieleni, chociaż mogło to być tylko 

złudzenie odbitej trawy po której jechali. 

— Ja... ufam ci — powiedziała cicho po pewnej przerwie. 

—  Dziękuję  —  odparł  książę  —  farma  jest  tam.  —  Wskazał  na 

miejsce, gdzie w pewnej odległości widać było jakieś stogi siana, a za 

nimi dym unoszący się z komina. 

Dotknął  lekko  Joska  swoim  batem  i  gdy  ogier  ruszył  do  przodu, 

Gyorgy  podążył  za  nim.  Jechali  szybko  w  stronę  farmy  i  książę 

stwierdził,  że  jeszcze  nigdy  nie  znał  kobiety,  która  umiałaby  tak 

dobrze  jeździć  konno  i  która  w  jakiś  magiczny  sposób  mogła 

utrzymać kontrolę nad koniem tak dzikim jak Gyorgy.  

Dopiero  kiedy  dotarli  do  farmy  i  książę  skierował  się  w  stronę 

stajni, gdzie Gyorgy już kiedyś był, koń zaprotestował. Zaprezentował 

rutynowe  płoszenie  się,  stawanie  dęba,  wierzganie,  ale  książę  który 

już zsiadł, obserwował tylko Forellę. Ona nie tylko pewnie siedziała w 

background image

siodle, ale utrzymywała nad koniem kontrolę w sposób, w jaki on sam 

nie umiałby lepiej i jednocześnie mówiła do Gyorgy: 

—  No  chodź,  odpoczniesz  sobie  trochę,  nie  chcę,  żebyś  się  za 

bardzo  zmęczył  przez  te  wygibasy,  bo  będziesz  zbyt  wyczerpany,  by 

zawieźć mnie tam, dokąd będę chciała. 

W jej głosie było coś miłego i hipnotyzującego i Gyorgy wiedząc, 

że  nie  uda  mu  się  jej  zrzucić,  stał  się  nagle  łagodny.  Pozwolił  nawet 

bez  żadnych  dalszych  protestów  zaprowadzić  się  do  stajni.  Książę  w 

milczeniu  udał  się  do  domu,  gdzie  w  drzwiach  czekała  już  rumiana 

kobieta w średnim wieku, która schyliła się w ukłonie, gdy zbliżyli się 

do niej. 

— Dzień dobry,  Wasza  Wysokość, miło pana widzieć. Mieliśmy 

nadzieję, że książę znów nas niedługo odwiedzi. 

—  No  i  oto  jestem  pani  Hickson  —  odpowiedział  książę  —  i 

przywiozłem  ze  sobą  tę  młodą  damę  na  śniadanie.  Jest  ona tak  samo 

głodna jak i ja. 

Pani  Hickson  skłoniła  się  w  stronę  Forelli  i  ciągle  mówiąc 

poprowadziła  ich  do  wygodnego  pokoju  ze  stołem  przy  oknie. 

Wprawnie zasłała stół czystym obrusem. 

—  Przyjechałeś  w  dobrym  czasie,  Wasza  Wysokość.  Mój  mąż 

zabił świniaka, a ja uwędziłam szynkę  w  zeszłym tygodniu, wiem że 

będzie ci smakowała, panie. 

—  Jestem  pewny,  że  tak  —  odpowiedział  książę.  —  Zawsze  to 

powtarzam,  że  nikt  w  całej  posiadłości  nie  potrafi  tak  wędzić  szynki 

jak pani. 

background image

Z  uśmiechem  zadowolenia  pani  Hickson  wyszła  spiesznie  z 

pokoju.  Książę  spostrzegł,  że  Forella  zdjęła  z  głowy  swój  kapelusz, 

stanęła na palcach i przeglądała się w lusterku. Kiedy odwróciła się w 

jego  stronę  pomyślał,  że  jest  bardzo  atrakcyjna.  Wyglądała  zupełnie 

inaczej niż kobiety, które przedtem widywał.  

Sprawiały to nie tylko jej włosy z domieszką złota i pojedynczymi 

loczkami  wymykającymi  się  z  koczka,  które  zresztą  daremnie 

usiłowała  utrzymać  na  miejscu,  bo  i  tak  układały  się  po  swojemu. 

Było  też  coś  niesamowitego  w  jej  ogromnych,  zielonkawych  oczach. 

Miała  bardzo  długie  rzęsy,  ciemne  na  początku,  zawinięte  i  złote  na 

końcach.  

Uśmiechnęła się nieśmiało, potem usiadła przy stole mówiąc: 

— Muszę przyznać, że teraz czuję się głodna. 

Książę usiadł naprzeciwko niej i powiedział: 

—  Mamy  dużo  spraw  do  omówienia,  ale  wszystko  będzie 

prostsze, jeśli powiesz mi najpierw, jak masz na imię. 

— Forella. 

—  A  poza  tym  —  mówił  dalej  —  powiedz,  gdzie  nauczyłaś  się 

jeździć lepiej niż jakakolwiek kobieta jaką znam. 

Po chwili milczenia dodał: 

—  Wyruszając  na  poszukiwanie  ciebie  byłem  pewien,  że  znajdę 

cię gdzieś nieprzytomną i Gyorgy biegającego gdzieś daleko i zajmie 

godziny, jeśli nie dni, złapanie go. 

background image

—  Jeździłam  od  dziecka  —  odpowiedziała  Forella  po  chwili  — 

ale  żaden  z  koni  nie  był  tak  świetny  jak  Gyorgy.  Po  chwili  ciszy 

dodała impulsywnie. — Odesłałabym go... z powrotem. 

—  Nie  rozumiem,  dlaczego  musiałaś  uciekać  z  zamku  zaraz  po 

swoim  przyjeździe?  —  potem,  jakby  szukając  słów  dodał  —  Czy 

jestem rzeczywiście takim złym gospodarzem? 

Mówił to lekko, ale ku jego zdumieniu, Forella wyglądając przez 

okno odezwała się z desperacją w głosie: 

— Ja... ja... muszę jechać. 

— Dlaczego? 

— Lepiej, żebym ci o tym nie mówiła. 

— Wolałbym dowiedzieć się od ciebie co się stało, niż usłyszeć o 

całej historii od twojego wuja i ciotki gdy wrócę. 

— Myślę... że nie powiedzą... prawdy. 

— Więc chyba powinienem wiedzieć? 

Domyślał  się,  że  stało  się  coś  bardzo  złego  i  pochylając  się  nad 

stołem  nadał  swojemu  głosowi  brzmienie,  któremu  dotychczas  nie 

mogła się oprzeć żadna kobieta: 

—  Proszę,  zaufaj  mi  Forello,  przysięgam,  że  to  co  mi  powiesz 

będzie  naszą  tajemnicą  i  nie  zrobię  nic,  co  mogłoby  cię  zranić  lub 

pogorszyć sytuację. 

Powoli  odwróciła  głowę  ku  niemu.  Czuł,  że  potrzebuje  ona 

jakiegoś zapewnienia, iż może mu zaufać. 

— Nie pozostaje mi nic innego... jak tylko uciec i ukryć się. 

— Przed czym? 

background image

— Przed tym, co stało się... ostatniej nocy. 

— Czy powiesz mi, co się wydarzyło? 

Forella wstrzymała na chwilę oddech, po czym powiedziała ledwo 

słyszalnym głosem: 

—  Hrabia..  Sherburn...  wszedł  do  mojej  sypialni  przez  pomyłkę, 

myśląc, że to... pokój lady Esme. 

Książę  zesztywniał,  gdyż  trudno  mu  było  uwierzyć,  że  to  co 

słyszy jest prawdą, ale kiedy Forella mówiła dalej zrozumiał. 

—  Spałam  —  mówiła  —  i  kiedy  się  obudziłam  przestraszyłam 

się,  bo  w  moim  pokoju...  był  mężczyzna,  ale  zanim...  zdołałam  coś 

powiedzieć, do pokoju weszła ciotka Kathie. 

Książę nie musiał słuchać dalej by wiedzieć, co nastąpiło później. 

Był  to  rewanż  Kathie  Claydon  planowany  już  wtedy,  gdy  widział  z 

jaką nienawiścią patrzy na Esme Meldrum w bawialni. To był rewanż, 

któremu  instynktownie  chciał  przeszkodzić  zabierając  ją  do  innego 

pokoju i pokazując obraz, który kupił. Gdy Forella trochę chaotycznie 

opowiedziała mu co się zdarzyło, zgadł, że hrabia pomylił, zgodnie z 

planem  Kathie,  pokój  Forelli  z  sypialnią  zajmowaną  przez  Esme.  A 

Kathie czekała na niego jak kot na mysz przy mysiej dziurze. 

—  Jak...  ja  mogę  poślubić  mężczyznę...  z  którym...  nigdy  nawet 

nie rozmawiałam? — spytała Forella. To właśnie dlatego... musiałam 

uciekać. 

— Rozumiem, co czujesz — powiedział książę cicho. 

— Ro-rozumiesz mnie... naprawdę? 

background image

—  Oczywiście,  że  tak  —  odpowiedział  —  ale  dokąd  się 

wybierałaś? 

Forella  wykonała  mały  bezradny  gest,  który  był  w  jakiś  sposób 

bardzo patetyczny. 

—  Jestem  w  Anglii... dopiero  od  dwóch  tygodni... ale  myślałam, 

że  znajdę  jakieś  miejsce,  gdzie  mogłabym  się  ukryć  przed  ciotką 

Kathie, dopóki to wszystko nie pójdzie w zapomnienie. 

A masz ze sobą jakieś pieniądze? 

— Mam... trochę. 

Po czym dodała niechętnie, jakby czytała mu w myślach: 

— Prawie pięć funtów. 

—  I  myślisz,  że  rzeczywiście  wystarczyłoby  ci,  żebyś  nie 

głodowała? 

— Mogłabym znaleźć... jakąś pracę — odpowiedziała broniąc się 

Forella. 

— A co umiesz robić? 

—  Zastanawiałam  się  nad  tym  —  powiedziała.  —  Umiem 

gotować,  chociaż  być  może  nikt  nie  zatrudniłby  mnie  bez  żadnych 

referencji,  a  poza  tym  znam  dobrze  kilka  obcych  języków,  także 

arabski. 

Książę zdumiony zapytał: 

— Gdzie się tego nauczyłaś? 

— Byłam w wielu dziwnych miejscach z moim ojcem. 

— Obawiam się, że nic o tobie nie wiem — powiedział książę. — 

Proszę, opowiedz mi o swoich rodzicach. Jestem ciekaw, jacy byli. 

background image

— Mój ojciec pod koniec lutego zmarł na tyfus w Neapolu. Gdy 

to  powiedziała,  zauważyła  lekkie  zdziwienie  w  oczach  księcia,  tak 

jakby  zastanawiał  się,  dlaczego  Forella  nie  nosi  żałoby,  wyjaśniła 

więc szybko: 

—  Tata  prosił,  żeby  nikt  nie  nosił  żałoby  po  nim,  bo...  on  nie 

wierzył w śmierć. 

Zamilkła na chwilę, po czym dodała: 

— Na Wschodzie, gdzie spędziliśmy dużo czasu, wszyscy wierzą 

w reinkarnację. Tata był pewien, że ponieważ tak bardzo kochali się z 

mamą  spotkają  się  znów  w  innym  życiu...  Mówił,  że  miłość  jest 

niezniszczalna i nie może umrzeć! 

—Więc  kiedy  umarł  twój  ojciec,  przyjechałaś  z  powrotem  do 

Anglii? 

—  Nie  napisałabym  do  wuja  Georga  —  powiedziała  Forella  — 

ale zrobił to nasz sługa. Znam go od dawna, gdy byłam jeszcze małym 

dzieckiem i uważał, że tak powinien postąpić. 

— Miał rację — zgodził się książę. 

—  Ale  ja  nie  chcę  prowadzić  życia,  z  jakiego  śmiał  się  tata. 

Mówił, że towarzystwo jest wielkim nonsensem i składa się z głupich 

ludzi, którzy ścigają się ze sobą o większe i lepsze tytuły, tracąc czas i 

energię na hazard, narzekania i plotki. 

Mówiła to w tak zabawny sposób, że książę musiał się roześmiać. 

—  Myślę,  że  twój  ojciec  miał  rację,  ale  jednocześnie  nie  ma 

specjalnej alternatywy dla takiej młodej damy jak ty. 

background image

—  Ja  nie  chcę  być  „młodą  damą"  —  powiedziała  Forella 

przekornie.  —  Chciałabym  nadal  żyć  tak,  jak  żyłam  z  tatą,  tylko  nie 

jestem pewna, jak mogę to zrobić... sama. 

— A jak żyłaś; ze swoim ojcem? 

Uśmiechnęła  się  do  niego  psotnie,  dając  tym  do  zrozumienia,  że 

będzie zdziwiony gdy się dowie. 

—  Urodziłam  się  w  namiocie  Beduinów  —  odpowiedziała  — 

próbowałam  dotrzeć  do  źródeł  Gangesu,  wspinałam  się  po  niższych 

partiach  Himalajów,  widziałam  łowców  głów  w  Sarawah,  a  na 

dokładkę jadłam obiad z plemieniem, którego ulubionym daniem jest 

upieczony chrześcijanin. 

Książę  patrzył  na  nią  niedowierzająco,  a  ona  roześmiała  się 

widząc  jego  minę.  Pomyślał,  że  jej  śmiech  brzmi  tak  naturalnie  i 

spontanicznie, jak śmiech dziecka. 

—  Spytałeś  mnie,  ale  nie  musisz  mi  wierzyć  —  powiedziała, 

zanim zdążył się odezwać. 

—Myślę, że poznałbym, gdybyś kłamała — odparł książę. 

—Dlaczego tak uważasz? 

— Mam intuicję i chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, wiem że 

mówisz prawdę. 

—Więc  jeśli  mi  wierzysz,  wiesz,  że  nie  chcę  spędzić  mojego 

życia  z  ludźmi,  którzy  głównie  zajmują  się  obgadywaniem  swoich 

nieobecnych przyjaciół. 

Usta księcia ściągnęły się i powiedział: 

— Myślę, że to dosyć surowy osąd. 

background image

—  Poza  tym  —  ciągnęła  Forella  innym  tonem  —  nienawidzę 

siedzieć  całymi  dniami  w  przegrzanym,  przeperfumowanym  pokoju, 

przymierzając  ubrania  i  jedząc  w  regularnych  odstępach  czasu. 

Zamilkła na chwilę, po czym zapytała: — Czy masz pojęcie, ile mogą 

zjeść  codziennie  tacy  ludzie  jak  wuj  George  i  ciotka  Kathie?  Jeśli 

włożyłbyś to wszystko razem do wiadra, można byłoby nakarmić setki 

głodujących w Indiach dzieci. 

Mówiła  to  dosyć  zapalczywie,  więc  książę  chcąc  załagodzić 

napiętą atmosferę, powiedział: 

— Rozumiem, że jest to dla ciebie pewien szok, nawet kulturowy. 

Forella wzruszyła lekko ramionami, zanim odparła: 

— Od momentu przyjazdu do Anglii nosiłam się z zamiarem jak 

najszybszego wyjazdu stąd, a teraz tym bardziej nie mogę tu pozostać. 

—  Nie  uważasz,  że  poślubienie  hrabiego  Sherburn  dałoby  ci  w 

towarzystwie  pozycję,  którą  większość  młodych  kobiet  uznałaby  za 

godną pozazdroszczenia? — spytał książę. 

— To właśnie powiedział wuj George, ale moja odpowiedź brzmi 

„nie".  Jak  mogłabym  poślubić  mężczyznę,  którego  nie  kocham?  A 

poza tym, hrabia jest zakochany w kimś innym. 

Książę nawet nie próbował się spierać. 

— Cały ten pomysł wydania mnie na siłę za mąż, ponieważ ciotka 

Kathie  chce  się  mnie  pozbyć,  jest  poniżający  i  wstrętny  —  ciągnęła 

Forella. — W żadnym razie nie chcę pozycji w towarzystwie za cenę 

bycia kukiełką która pociągana za odpowiednie sznurki będzie mówiła 

background image

właściwe rzeczy, a także zachowywała się i myślała w sposób, jaki jej 

się powie by myślała! Chcę być wolna... chcę być sobą! 

—  Czy  jesteś  pewna,  że  jest  to  całkiem  niewykonalne  w 

otoczeniu, w jakim żyją twój wuj i ciotka? 

Książę  zadał  to  pytanie  poważnie  i  ku  jego  zdziwieniu,  zamiast 

popatrzeć  na  niego  ze  złością  Forella  zastanowiła  się  zanim 

odpowiedziała: 

— Jest to problem, który zwykliśmy dyskutować z tatą. Myślę, że 

każdy może być sobą wszędzie w świecie tak długo, jak długo nie jest 

zmuszany do robienia rzeczy, które on sam uważa za złe. Tata mówił, 

że  całe  życie  jest  poszukiwaniem  samego  siebie,  a  ponieważ  on  i 

mama  byli  tak  szczęśliwi  razem,  nie  miało  to  znaczenia,  jakie 

niewygody musieli znosić, ponieważ  mogli się z nich śmiać, a każdy 

nowy dzień był dla nich odkryciem. 

—A cóż takiego spodziewali się oni odkryć? — spytał książę. 

—  Myślę,  że  prawdziwą  odpowiedzią  na  to  są  ich  Dusze  — 

odpowiedziała Forella. 

Mówiła prosto i książę znów pomyślał, że to dziwne, iż ktoś mógł 

mówić  takie  rzeczy,  nie  będąc  tym  zażenowany.  W  tym  momencie 

drzwi  otworzyły  się  i  do  pokoju  weszła  pani  Hickson  niosąc  tacę  z 

jedzeniem. Chwilę później Forella odezwała się: 

—  Tata  opowiadał,  jak  wspaniałe  są  angielskie  jaja  na  bekonie. 

Spróbowałam  ich  po  raz  pierwszy  i  teraz  dopiero  wiem,  co 

rzeczywiście  miał  na  myśli.  Mówiąc  to  poczęstowała  się  jeszcze 

jednym kawałkiem chleba i posmarowała go masłem. 

background image

Książę nalał sobie filiżankę herbaty, zanim powiedział: 

— 

Myślę 

Forello, 

że 

teraz 

powinniśmy 

wrócić 

do 

najważniejszego pytania, a mianowicie co masz zamiar zrobić. 

—  Zgodziłeś  się  przecież,  że  powinnam  wyjechać  —  odparła 

szybko Forella. 

— Powiedziałem, że rozumiem dlaczego chcesz to zrobić. 

— Ale nie zatrzymasz mnie? 

—  Myślę,  że  tak  naprawdę  to  powinienem  to  uczynić  — 

odpowiedział książę. 

Forella  odłożyła  kromkę  chleba  i  odezwała  się  zupełnie  innym 

tonem: 

—  Po  tym  jak  mnie  tu  przywiozłeś  i  kiedy  ci  zaufałam,  nie 

możesz mnie zdradzić. 

—  Mam  nadzieję,  że  nadal  będziesz  mi  ufać    —  odpowiedział 

książę. — Jednocześnie musisz zdać sobie sprawę, że twoja ucieczka 

jest prawie niewykonalna. 

— Zrobię to i nie masz prawa mi przeszkodzić. 

—  Nawet  nie  mam  zamiaru,  ale  dostrzegam  ogrom  trudności, 

jakie mogą cię czekać. 

— Pokonywałam już różne trudności. 

— Ale nie sama. 

To była niezbita prawda i Forella milczała, gdy on mówił dalej: 

—  Na  samotną  kobietę  czyha  tak  wiele  niebezpieczeństw,  że 

trudno  byłoby  je  policzyć.  Bez  wahania  ktoś  ukradłby  ci  Gyorgy,  a 

wtedy znalazłabyś się w biedzie, bez pieniędzy i zdana na samą siebie. 

background image

— Dlaczego mam w to wierzyć? — spytała Forella wrogo. 

—  Dlatego,  że  taka  właśnie  jest  prawdziwa  Anglia  — 

odpowiedział książę. 

—  Więc  im  szybciej  wyjadę  z  tego  kraju,  tym  lepiej  — 

odpowiedziała Forella. 

— To, co mam zamiar ci zaproponować jest prostsze. Rozumiem, 

że  nie  możesz  się  zwrócić  o  pomoc  do  rodziny  ojca,  ale  na  pewno 

musisz mieć w kraju jakąś rodzinę ze strony matki? — zapytał książę. 

Po chwili ciszy Forella powiedziała ostro: 

— Moja matka nie była Angielką! 

Ku jej zdziwieniu książę wykrzyknął: 

—  Miałem  rację!  Czułem,  że  jest  w  tobie  coś  innego. 

Przypuszczam, że twoja matka była Węgierką! 

— Dlaczego tak uważasz? 

—  Bo  chyba  tylko  osoba,  w  których  żyłach  płynie  węgierska 

krew,  potrafi tak dobrze  jeździć konno.  Jest  też  coś  w  twojej  twarzy, 

co mnie zastanowiło, ale teraz już wiem. 

—  Tak,  moja  matka  była  Węgierką  —  przyznała  Forella  —  ale 

ciotka  Kathie  powiedziała,  żebym  nikomu  o  tym  nie  mówiła. 

Mogłoby  to  podobno  sprawić,  że  żaden  mężczyzna  nie  zechciałby 

mnie poślubić. 

Książę odwrócił głowę i zaśmiał się: 

— 

Nigdy 

nie 

słyszałem 

czegoś 

równie 

śmiesznego! 

Przypuszczam iż wiesz, że także jestem Węgrem? 

— Tak, oczywiście. 

background image

— Więc czemu nie opowiedziałaś mi o swojej matce? 

— Nie myślałam, że to by mogło cię zainteresować. 

— Oczywiście, że tak! Jak się nazywała, zanim poślubiła twojego 

ojca? 

—  Rakozi,  ale  nie  sądzę,  żeby  ci  to  coś  mówiło.  Jej  rodzina 

pochodziła ze wschodnich Węgier. 

— Oczywiście, że słyszałem o nich — odparł książę. — Są słynną 

węgierską rodziną i tak się składa, że ich ziemie sąsiadują z moimi. 

—  Matka  uciekła  z  tatą  więc  jeśli  masz  to  na  myśli,  Rakozi  na 

pewno nie powitają mnie z radością. 

—  Wątpię,  rzeczywiście  —  głośno  zastanawiał  się  książę  — 

jednocześnie  myślę,  że  zabrałoby  to  bardzo  dużo  czasu,  żeby 

sprawdzić  jaki  jest  ich  stosunek  do  tej  sprawy.  Mam  całkiem  inny 

pomysł. 

— Jaki? — spytała Forella. 

W jasności jej oczu mógł prawie zobaczyć kłębiące się w głowie 

myśli. Powiedział bardzo cicho: 

— W obojgu nas płynie  węgierska krew  Forello i chociaż byłem 

gotowy  już  przedtem  ci  pomóc,  teraz  uważam,  że  jestem  do  tego 

zobowiązany honorem jako twój krajan. 

— Naprawdę, pomożesz mi? 

Stale nie była go pewna, ale zauważył w jej oczach błysk nadziei, 

którego nie było wcześniej. 

— Rozumiem — książę mówił powoli — że byłoby niemożliwe, 

czując  to  co  czujesz,  poślubić  hrabiego  Sherburn,  nawet  jeśli  ze 

background image

społecznego  punktu  widzenia  byłby  to  znakomity  i  nieoczekiwany 

ślub. 

— Ale on kocha lady Esme — odpowiedziała Forella.  

Książę  pomyślał,  że  były  inne,  bardziej  adekwatne  określenia 

uczuć  łączących  hrabiego  i  Esme  Meldrum,  lecz  Forella,  pomimo 

włóczęg po świecie, była zbyt niewinna by to zrozumieć. 

— To byłby rzeczywiście bardzo nieszczęśliwy dla ciebie sposób 

zamążpójścia — powiedział — a to co jest dla mnie ważne, to twoje 

uczucia.  Więc  zamiast  jechać  sama  w  nie  znany  kraj  i  stawiać  czoła 

niebezpieczeństwom,  niedostatkowi,  a  może  i  głodowi  mając  tylko 

pięć funtów w kieszeni, chcę ci coś zaproponować. 

— Jeśli myślisz o rozmowie z ciotką Kathie mogę ci zaręczyć, że 

nie  będzie  słuchać  —  powiedziała  Forella  szybko.  —  Chce  mnie 

wydać  za  mąż  i  myślę,  chociaż  mogę  się  mylić,  że  także  w  jakiś 

sposób chce ukarać tym ślubem hrabiego. 

— Sama to wymyśliłaś? — dopytywał się książę. 

—  Wywnioskowałam  to  ze  sposobu,  w  jaki  patrzyła  na  mnie 

ostatniej  nocy  i  z  tonu  jej  głosu  —  odpowiedziała  Forella.  —  Nie 

wiem dlaczego, ale jestem pewna, że była zła na niego nie tylko z tego 

powodu, że znalazł się w mojej sypialni, ale z zupełnie jeszcze jakichś 

innych przyczyn. 

Teraz, odkąd książę  wiedział że jest  Węgierką był pewien, że jej 

intuicja jest tak samo silna jak jego, ale nie było sensu o tym mówić, 

odparł więc tylko łagodnie: 

background image

—  Chcę  ci  zaproponować  i  wiem  że  będzie  to  bezpieczniejsze  i 

wygodniejsze,  niż  twój  plan,  żebyś  schroniła  się  w  domu,  który 

znajduje się jakieś pięć mil stąd. 

— Dom? — spytała Forella. 

— Mieszka w nim moja krewna — odpowiedział książę — która 

ponieważ jest częściowo sparaliżowana, sama prowadzi tam spokojne 

i  ciche  życie  w  dworku,  który  kupiłem  jej  pięć  lat  temu,  gdy  po  raz 

pierwszy przyjechała z Węgier. 

— Jest Węgierką? 

— Tak jak powiedziałem, jest moją krewną. 

— I... mogłabym z nią zostać? 

—  Myślę,  że  byłaby  tym  zachwycona.  Nie  mówi  dobrze  po 

angielsku  i  tak  naprawdę  nic  nie  wie  o  życiu  towarzyskim  w  tym 

kraju,  który  ty  uznałaś  za  nieprzyjazny.  Jest  bardzo  oczytaną  i 

inteligentną osobą i myślę, że spodobacie się sobie. 

Forella popatrzyła na niego, zanim zapytała: 

— Czy rzeczywiście nie powiesz wujowi George i ciotce Kathie, 

gdzie się ukrywam? 

— Daję ci słowo, a kiedy okaże się w zamku, że zniknęłaś, będę 

udawał ogromne zdziwienie. 

— Co ze stajennym, on na pewno powie, że zabrałam Gyorgy? 

—  Zostaw  to  mnie  —  powiedział  książę  —  znajdę  jakieś 

wytłumaczenie, może że  znalazłem  Gyorgy  włóczącego się po polu i 

zostawiłem go pod opieką przyjaciół — uśmiechnął się, zanim dodał. 

background image

—  Spodziewam  się,  że  chciałabyś  móc  na nim jeździć,  gdy  będziesz 

w Dworku Ledbury? 

—  Czy  właśnie  tak  się  nazywa  ten  dom,  do  którego  mnie 

zawieziesz? 

Książę przytaknął, a Forella zaklaskała: 

—  Czy  możesz  być  rzeczywiście  tak  miły...  i  wyrozumiały...  nie 

wiem jak ci dziękować. 

— Tak jak ci powiedziałem — odpowiedział książę — Węgier nie 

może pozostać obojętny na głos innego Węgra wołającego o pomoc. 

— Dziękuję... dziękuję. 

Książę  sięgnął  do  kieszeni  kamizelki  po  swój  zegarek  i 

powiedział: 

—  Ponieważ  droga  do  Ledbury  zabierze  nam  trochę  czasu,  więc 

myślę,  że  powinniśmy  ruszać  niezwłocznie.  Muszę  być  na  śniadanie 

w zamku, by stawić czoła nowinom, gdy ogłoszą twoje zniknięcie. 

Oczy Forelli miały figlarny wyraz, gdy powiedziała: 

— Jest przynajmniej jedna osoba, którą na pewno zachwyci moje 

zniknięcie i która będzie miała nadzieję, że jestem już nieżywa.  Tym 

kimś jest hrabia Sherburn.  

Książę roześmiał się, zanim powiedział: 

—  Nie  mam  zamiaru temu  zaprzeczać.  Osmond  Sherburn  mówił 

od lat, że nie ma zamiaru się żenić. 

— On będzie zadowolony, natomiast ciotka Kathie wściekła. 

— Moja kuzynka zajmie się tobą — obiecał książę — a tak przy 

okazji, nazywa się księżniczka Maria Dabas. 

background image

Forella uśmiechnęła się do niego zachwycona i powiedziała: 

— To jakby przeznaczenie, że mama opuściła dom i wszystko co 

węgierskie by być z tatą i teraz ja wracam, żeby być uratowana przez 

Węgra przed czymś, co byłoby dla mnie bez wątpienia piekłem. 

— Z tego co mówisz, Forello — odpowiedział książę — myślę że 

los odgrywa bardzo znaczącą rolę w twoim życiu. 

— Ależ oczywiście — przytaknęła dziewczyna. 

—  Mogę  cię  tylko  zapewnić,  że  to  było  zrozumiałe  —  rzekł 

książę — a teraz chodź i pokaż mi jeszcze raz, jak dobrze dajesz sobie 

radę z Gyorgy. 

Wstał od stołu i nie zastanawiając się nad tym, wyciągnął do niej 

rękę jak do dziecka. Gdy ona wsunęła swoją dłoń w jego pomyślał, że 

właściwie  pomagając  jej  w  ucieczce  zachowuje  się  karygodnie.  Ale 

jego  instynkt  i  węgierska  intuicja  mówiły  mu,  że  nie  tylko  było  to 

słuszne, ale też nie było innego wyjścia. 

 

Rozdział 4 

Przejechali już kawałek drogi, zanim książę odezwał się: 

— Myślałem o nowej tożsamości dla ciebie. 

— Tak, rzeczywiście, to bardzo ważne — zgodziła się Forella. 

—  Wydaje  mi  się,  że  najlepszą  rzeczą  i  na  pewno  najbardziej 

wiarygodną  jest  przedstawić  cię  jako  córkę  mojego  węgierskiego 

przyjaciela, który zamierzał przyjechać do mnie. 

— Węgierskiego? — przerwała Forella. 

background image

—  Chcę  ci  zasugerować,  żebyś  przybrała  nazwisko  twojej  matki 

— odparł książę — a jeśli się nie mylę, miała też i tytuł. 

—  Była  hrabianką  —  potwierdziła  Forella  —  ale  oczywiście 

nigdy się tym nie posługiwała. 

—  Teraz  się  przyda  —  stwierdził  książę.  —  Będziesz  hrabiną 

Forellą Rakozi. 

Forella roześmiała się. 

— Ależ ja usiłuję właśnie uciec od towarzystwa i tych wszystkich 

błyszczących głupstw. 

Książę pokręcił głowę. 

—  W  tym  przypadku  musisz  zgodzić  się  na  te  frywolności... 

Zakładam, że umiesz mówić po węgiersku na tyle dobrze, że nikt nie 

będzie mógł zakwestionować twojego pochodzenia. 

—  To  mnie  obraża  —  odpowiedziała  Forella.  —  Mama  mówiła 

po węgiersku, gdy byłyśmy same, po to, by nie wyjść z wprawy. Tata 

też dobrze nim władał, tak jak i wieloma innymi językami. 

Mówiła  to  z  odrobiną  prowokacji  w  głosie  i  książę  już  się  nie 

spierał z nią, tylko powiedział prawie uniżenie: 

— Przepraszam. 

—  Myślę,  że  wyśmiewasz  się  ze  mnie  —  odparła  Forella  —  ale 

ponieważ  mam  tak  mało  rzeczy  należących  tylko  do  mnie,  moja 

inteligencja jest mi szczególnie droga. 

To była tak oryginalna uwaga, że książę roześmiał się i pomyślał, 

że  jego  kuzynka,  która  jak  już  wspomniał  była  bardzo  inteligentną 

background image

kobietą, uzna Forellę za pociechę w swojej monotonnej w tych dniach 

egzystencji. 

—  Teraz  musimy  to  wszystko  poukładać  w  głowach  — 

powiedział  książę  —  tak,  żeby  wersje  naszych  opowiadań  zgadzały 

się. 

Wiedział, że Forella słucha z przejęciem, gdy mówił dalej: 

—  Opuściliście  Węgry  około  miesiąca  temu,  żeby  przyjechać  do 

Anglii  i  zamieszkać  ze  mną,  ale  gdy  przyjechaliście  do  Triste,  twój 

ojciec nagle zmarł. 

Forella  zauważyła,  że  trzyma  się  on  możliwie  blisko  prawdziwej 

wersji wydarzeń. 

—  Więc  przyjechałaś  do  Anglii  sama  —  kontynuował  książę  —

ponieważ  jesteś  w  żałobie,  nie  chcesz  być  w  Londynie,  ale  wolisz 

raczej  zamieszkać  na  wsi  w  ciszy,  to  znaczy  właśnie  tam  gdzie  cię 

teraz zabieram. 

—  To  jest  bardzo  dobra  i  wiarygodna  opowieść  —  przytaknęła 

Forella.  —  Muszę  bardzo  uważać,  żeby  zapamiętać  swoje  nowe 

nazwisko. 

— Jestem pewien, że nie będzie z tym żadnych trudności, a kiedy 

dojedziemy  na  miejsce  chciałabym,  żebyś  napisała  krótką  kartkę  do 

swojego wuja. 

— Kartkę? — strach znów pojawił się w oczach Forelli. 

— Tylko po to, żeby mu dać znać, że odjechałaś by zamieszkać z 

jakimiś przyjaciółmi — powiedział książę szybko — że jesteś całkiem 

bezpieczna i nie ma potrzeby martwić się o ciebie. 

background image

Gdy Forella milczała, on po chwili dodał: 

—  W  innym  razie,  jeśli  okaże  się  że  po  prostu  zniknęłaś,  jest 

bardzo  prawdopodobne,  że  twój  wuj  wyśle  policję  i  detektywów  w 

poszukiwaniu ciebie. 

Forella krzyknęła ze strachu. 

— Nie można do tego dopuścić! 

—Nie, oczywiście, że nie — zgodził się książę — dlatego właśnie 

jest  tak  ważne,  żebyś  napisała  list  w  którym  oczywiście  nie  podasz 

adresu. 

—Myślę,  że  jesteś  bardzo  mądry  —  powiedziała  po  chwili 

zastanowienia się. — Jestem ci bardzo wdzięczna. 

Potem,  ponieważ  książę  miał  niewiele  czasu,  jeśli  chciał  wrócić 

do  zamku  o  rozsądnej  godzinie,  jechali  dosyć  szybko  i  gdy  konie 

galopowały  łeb  w  łeb,  nie  dawało  się  rozmawiać.  W  pewnym 

momencie książę powiedział: 

— Przed nami Little Ledbury! 

Przez  chwilę  Forella  widziała tylko  drzewa  i  potem  między  nimi 

kilka krytych słomą dachów. Dalej odkryła małą wioskę, gdzie czarne 

i  białe  domki  z  krytymi  słomą  dachami  wyglądały  jak  z  bajki.  Przed 

każdym z nich był mały ogródek mieniący się kwiatami. Poza małym 

sklepem z oknami w kształcie łuków i kościołem z szarego kamienia 

nie było nic więcej. 

Jakieś  pięćdziesiąt jardów  za  kościołem  wjechali  w  bramę,  gdzie 

po obu jej stronach niby strażnicy siedziały dwa kamienne lwy. Kiedy 

Forella  zobaczyła już Dworek  Ledbury zrozumiała, że pochodzi on z 

background image

tego  samego  okresu  co  kościół,  czyli  XVII  w.  Wybudowany  także  z 

szarego  kamienia  i  z  wysokimi  kominami  był  bardzo  piękny.  Nad 

wejściem  umieszczona  była  kamienna  tablica  z  datą  „1623" 

upamiętniającą jego pierwszego właściciela.  

Dom nie był duży. Miał trzy piętra i szybki w oknach w kształcie 

rombów.  Z  jednej  strony  ogrodzony  był  wysokim  murem.  Kłębiące 

się  na  dachu  i  trzepocące  wokół  ogromne  ilości  gołębi  sprawiały 

wrażenie,  że  dom  wyglądał  jak  ze  snu.  Były  tak  piękne,  że  Forella  z 

zachwytem powiedziała: 

— Gołębie! Towarzysze Afrodyty! 

Gdy  zsiedli  z  koni  pojawiło  się  dwóch  stajennych,  którzy 

przywitali  księcia  z  szacunkiem,  po  czym  odprowadzili  konie  do 

stajni.  Gyorgy  próbował  wierzgać,  ale  stajenny  szybko  go  uspokoił. 

Forella obserwowała go z niepokojem. 

—  Nic  mu  nie  będzie.  Thomas  jest  bardzo  doświadczonym 

człowiekiem, inaczej nie powierzyłbym mu stajni, powiedział książę. 

Wskazywało  to,  że  w  posiadłości  znajduje  się  więcej  koni  i  gdy 

wchodzili  do  domu  Forella  zastanowiła  się,  jak  sobie  radzi  z  tym 

wszystkim  częściowo  sparaliżowana  kuzynka  księcia.  Jednak  nie 

wypadało  pytać  o  to,  czy  nawet  myśleć  o  czymś  innym  niż  o  swojej 

nowej tożsamości. Książę po powitaniu się z kamerdynerem rzekł: 

— Jestem pewien, że chciałabyś się trochę odświeżyć, a dla mnie 

będzie zręczniej najpierw porozmawiać z kuzynką na osobności zanim 

przedstawię jej ciebie. 

— Tak, oczywiście — zgodziła się Forella. 

background image

Książę zwrócił się do kamerdynera: 

— Newman, czy możesz poprosić swoją żonę, by zajęła się moim 

gościem?  —  Potem  przyprowadź  panią  do  saloniku,  gdzie  jak  się 

spodziewam znajdę Jej Wysokość. 

— Tak jest — odpowiedział Newman i poprowadził ją schodami 

na górę, gdzie czekała już na nich starsza kobieta.  

Ukłoniła się lekko i powiedziała: 

—  Witam  panią,  bardzo  się  cieszymy,  że  książę  znów  nas 

odwiedził. 

Nie  czekając  na  odpowiedź  skierowała  się  do  pięknej  sypialni. 

Okno  ozdobione  kwiecistymi  zasłonami  wychodziło  na  starannie 

utrzymany ogród, który jak spostrzegła Forella, prowadził do małego 

strumienia.  Pani  Newman  nie  przestawała  mówić,  pomagając  Forelli 

zdjąć kapelusz, a potem żakiet. 

—  Jest  bardzo  gorąco,  proszę  pani  —  powiedziała.  —  Jej 

Wysokość  zrozumie,  że  będzie  się  pani  lepiej  czuła  tylko  w  samej 

bluzce. 

Była to w istocie bardzo ładna bluzka. Uszyta z białego batystu z 

wstawką  z  prawdziwej  koronki,  o  której  sprzedawca  zapewniał,  że 

właśnie nadeszła z Paryża. Na wzór francuski zrobiona była z zielonej 

piki i zakończona białą wstążką. Forella dostała ją od ciotki. 

—  To  jest  coś,  co  nie  nadaje  się  na  polowanie  —  powiedziała 

markiza. 

Forella była zbyt zajęta ucieczką, by jeszcze myśleć o ubraniach, i 

teraz  dopiero  uzmysłowiła  sobie,  że  miała  tylko  jedną  suknię  w 

background image

pakunku  przytroczonym  do  siodła  Gyorgy.  Pomyślała  jednak,  że 

najlepiej będzie nie mówić o tym, co ze sobą przywiozła, dopóki nie 

będzie  pewna,  że  kuzynka księcia  pozwoli  jej  tu  zostać.  Umyła  więc 

twarz i ręce, a pani Newman uczesała ją. Potem czując się już trochę 

lepiej podeszła do schodów, gdzie w hallu czekał na nią Newman.  

Gdy schodziła na dół modliła się, żeby nie było żadnych nagłych 

zmian  w  planach  i  żeby  nie  musiała  po  tym  wszystkim  wyruszyć 

znów sama w drogę. Teraz myśląc o tym, zdała sobie sprawę, jakie to 

było  przerażające  przedsięwzięcie.  Kiedy  uciekała,  w  potwornej 

panice  nie  miała  czasu  myśleć  o  szczegółach  ani  o  tym,  jak da  sobie 

radę z Gyorgy i bardzo małą sumą pieniędzy. 

„Książę  ma  rację  i  jest  bardzo...  bardzo...  dobry"  —  stwierdziła 

wchodząc  do  hallu.  Pomyślała  nagle  z  lękiem,  że  być  może  gdy  do 

niego podejdzie okaże się, że on zmienił zdanie, ale gdy ukazała się w 

pięknym  saloniku  do  którego  słońce  wpadało  przez  okna  złotą 

powodzią,  wiedziała  gdy  wstał  na  jej  widok,  że  wszystko  jest  w 

porządku.  Jakby  domyślał  się,  co  ona  może  czuć,  podszedł  do  niej  i 

wziął za rękę. 

— Kuzynko Mario, to jest Forella Rakozi o której ci mówiłem. 

Mówił  po  węgiersku  i  księżniczka  odezwała  się  w  tym  samym 

języku wyciągając do niej rękę: 

—  Biedne  dziecko,  tak  mi  cię  szkoda,  oczywiście,  że  możesz 

zostać  ze  mną  tak  długo  jak  sobie  życzysz.  Dla  mnie  będzie  to 

cudownie  mieć  tu  kogoś,  z  kim  mogłabym  rozmawiać  w  moim 

języku. 

background image

Forella dygnęła. 

—  To  bardzo  miło  ze  strony  Waszej  Wysokości  —  powiedziała 

myśląc  jednocześnie,  że  księżniczka  musiała  być  kiedyś  bardzo 

piękna, Forella czuła, że coś instynktownie ciągnie ją do księżniczki i 

była prawie pewna, że tamta odczuwa to samo.  

Potem kiedy już usiadła, księżniczka powiedziała: 

—  Jesteś  bardzo  piękna  i  nic  w  tym  dziwnego,  Rakozi  słynął 

przecież z tego, czyż nie tak Janos? 

— Zawsze tak mówiono — odpowiedział książę — i oczywiście 

zgadzam się z tym. 

— Obawiam się, że możesz się tu nudzić — rzekła księżniczka — 

ale Janos powiedział mi, że jesteś w żałobie i potrzebujesz ciszy. 

— Mam nadzieję ją tu znaleźć — odparła Forella — i mogę tylko 

być wdzięczna za gościnę. 

—  To  ja  powinnam  dziękować  tobie  —  odpowiedziała 

księżniczka — nie mogę udawać, że to miejsce kipi wesołością.  

Wyglądało to na wymówkę, ale książę roześmiał się: 

—  Chcesz,  żeby  było  mi  ciebie  żal  kuzynko  Mario  — 

zaprotestował — ale tak samo dobrze jak ja wiesz, że doktor kazał ci 

odpoczywać. 

Księżniczka położyła mu dłoń na ramieniu i powiedziała: 

—  Tak naprawdę  to  ja nie narzekam  Janos, i  wiesz,  że  jestem  ci 

niezmiernie wdzięczna za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś. 

background image

—  Teraz  czuję  się  zażenowany  —  zaprotestował  książę.  — 

Zostawiam  ci  Forellę,  podczas  gdy  ja  wracam  dopilnować  mojego 

przyjęcia. 

—  Czy  jest  to  jak  zwykle  kolekcja  pięknych  kobiet  szukających 

rozrywki  i  kobiet  poszukujących  przystojnych  mężczyzn?  — 

dopytywała się księżniczka. 

Książę roześmiał się. 

— Nie mógłbym tego wyrazić lepiej. 

Pocałował ją w rękę i powiedział: 

— Wybacz mi, że zabiorę na chwilę Forellę do pokoju dziennego. 

Ma  adresy  ludzi,  z  którymi  powinienem  skontaktować  się  w  jej 

imieniu. 

—  Tak,  oczywiście  —  odparła  księżniczka.  —  Znajdziesz  tam 

wszystko co potrzeba. 

Forella wstała, a księżniczka zwróciła się do księcia: 

— Kiedy znów cię zobaczymy? 

—  Całkiem  niedługo  —  może  gdy  skończy  się  przyjęcie,  zanim 

jeszcze wyjadę do Londynu. 

—  Będę  zachwycona  —  odpowiedziała  księżniczka,  usiadła  i 

patrzyła jak Forella wychodzi z księciem, potem wzięła do rąk gazetę, 

którą  czytała  zanim  jej  przerwano  i  uważnie  zaczęła  studiować 

„Wiadomości Dworskie", szukając imienia swojego kuzyna. 

Książę i Forella weszli do pokoju dziennego i gdy zamknął drzwi 

powiedział: 

background image

—  Napisz  list  do  swojego  wuja.  Chcę  także,  żebyś  podała  mi 

swoje wymiary. 

— Wymiary? — spytała Forella zdziwiona. 

—  Nie  sądzę,  żebyś  miała  zamiar  codziennie  ubierać  się  w  to 

samo. 

— Rzeczywiście, zapomniałam o tym — powiedziała Forella — i 

podejrzewam,  że  księżniczka  mogłaby  to  uznać  za  dziwne,  że  nie 

mam żadnych strojów. 

— Nawet bardzo — zgodził się książę. — Dlatego muszę posłać 

po jakieś do Londynu. 

Zapadła  cisza  i  rumieńce  napłynęły  na  policzki  Forelli,  gdy  ta 

odezwała się speszona: 

— Uważam, że to jest... przesada. 

—  Chcesz  przez  to  powiedzieć,  że  to  nie  jest  zwyczajne,  ale 

przecież  wszystko  co  robisz,  czy  zrobiłaś  dotąd  Forello,  jest 

niecodzienne  i  nie  ma  sensu,  byśmy  ulegając  konwenansom 

zaprzepaścili cały plan. 

Podobał mu się sposób, w jaki odpowiedziała: 

—  Pomagasz  mi, bo  jesteś  Węgrem,  może  pewnego  dnia ja jako 

Węgierka, też będę mogła ci pomóc. 

—  Uważam  to  za  swój  obowiązek  po  prostu  dlatego,  że 

nieszczęśliwe  okoliczności  w  jakich  się  znalazłaś  zdarzyły  się  w 

moim domu. 

background image

—  Osobą  przez  którą  znalazłam  się  w  tym  ambarasie  jest  hrabia 

Sherburn  —  odparła  Forella  —  i  to  właściwie  powinien  być  jego 

obowiązek, a nie twój. 

Książę uśmiechnął się. 

—  Myślę  jednak,  że  nie  jesteś  gotowa  wytknąć  mu  jego 

obowiązków. 

Forella wydała okrzyk na półprzerażenia, a na półżartobliwy: 

— Napiszę list i będę się modliła, żeby  wuj George uwierzył, że 

wszystko w porządku i nie wysłał za mną detektywów. 

Stolik  do  pisania  stał  przy  oknie.  Usiadła,  wyjęła  kartkę  papieru 

listowego  ze  skórzanej  oprawy,  która,  co  zauważyła,  nosiła  insygnia 

księcia.  Nożyczkami  odcięła  adres  zwrotny  z  górnej  części  kartki. 

Uważnie napisała to, co podyktował jej książę: 

„Drogi Wuju George 

Uciekłam,  gdyż  uważałam,  że  nie  mogę  poślubić  hrabiego 

Sherburn, skoro on nie chciałby poślubić mnie. Jedyne co mogę zrobić 

to  szybko  zniknąć, by  nikt  nie  dowiedział  się  co  zaszło.  Mieszkam  z 

przyjaciółmi i nie próbuj mnie szukać. Dziękuję za okazanie mi serca. 

Pozostaję z szacunkiem. 

Twoja kochająca bratanica Forella". 

Gdy  to  napisała,  przeczytała  całość  raz  jeszcze,  żeby  sprawdzić 

czy nie zrobiła błędów. Potem podała kartkę księciu. Wziął ją od niej, 

przeczytał i oddał z powrotem: 

—  Bardzo  dobrze!  Uważaj  tylko  i  włóż  do  koperty  bez  znaku  z 

tyłu. 

background image

Forella  znalazła  jedną  w  bibularzu,  włożyła  kartę  do  środka  i 

zalepiła.  Potem  napisała  na  innym  kawałku  papieru  swoje  wymiary, 

które  po  tylu  zakupach  w  Londynie  znała  na  pamięć.  Wstała  od 

stolika, podała obie kartki księciu, po czym powiedziała: 

—  Obawiam  się,  że  nie  mam  nic  poza  jedną  sukienką  i  koszulą 

nocną, ale proszę nie wydawaj za dużo pieniędzy, w przeciwnym razie 

zbyt dużo czasu zajmie mi ich zwrot. 

—  Myślałem,  że  wyraziłem  się  jasno,  iż  to  co  przyślę  masz 

potraktować  jako  podarunek.  Zastanawiam  się  tylko  co  byś  wolała, 

ubierać  się  jak  angielska,  czy  też  węgierska  debiutantka!  —  spytał 

książę. 

— Nie widzę potrzeby odpowiadać na to pytanie — uśmiechnęła 

się Forella. — Byłam szczęśliwa  w ubraniach, które nosiłam będąc z 

tatą,  a  które  ciotka  Kathie  uznała,  że  nadają  się  tylko  na  śmietnik, 

gdzie zresztą rzeczywiście je wyrzuciła. 

— Rozumiem dokładnie co masz na myśli — odparł książę — ale 

zawsze uważałem, że piękny obraz wymaga pięknej ramy. 

—  Teraz  mówisz  jak  aktor  w  jakiejś  sztuce  —  powiedziała 

Forella. — Myślałam ostatniej nocy, że to  wszystko co się działo nie 

może być rzeczywistością, lecz rozgrywa się na jakiejś scenie. 

Zauważyła  że  wyglądał  na  zdziwionego,  lecz  kontynuowała 

opowieść: 

—  To  bawiło  publiczność,  ale  nawet  przez  chwilę  nie  pomyśleli 

oni,  że  aktorzy  i  aktorki  były  prawdziwe  lub,  że  pokazują  coś,  co 

rzeczywiście pochodzi z ich serc. 

background image

Książę spostrzegł, że wyśmiewa się z niego, więc powiedział: 

—  Zastanawiam  się  tylko  Forello,  dlaczego  uważasz  się  za 

krytyka,  sędziego  i  ławę  przysięgłych  za  jednym  zamachem  i  jakim 

prawem 

wydajesz 

oceny 

formułujesz 

takie 

absurdalne 

przypuszczenia. 

Zapadła cisza, a po chwili dziewczyna odrzekła: 

—  Masz...  absolutnie  rację.  Jestem...  impertynencka  i... 

przepraszam!  Zapomniałam...  przez  chwilę,  że  nie...  rozmawiam  z 

tatą. Zwykliśmy pojedynkować się na słowa... zawsze próbowaliśmy... 

ogrywać się nawzajem. 

Gdy  to  mówiła  zarumieniła  się  i  książę  zrozumiał,  że  był  tylko 

zbyt  surowy  wobec  osoby  tak  młodej  i  jak  to  teraz  odczuł,  bardzo 

wrażliwej. 

—  Podoba  mi  się  pojedynkowanie  z  tobą,  jak  to  nazwałaś  — 

powiedział szybko — i jest to coś, czego nie robiłem w ten sposób z 

nikim innym. 

Zauważył, że jej to nie uspokoiło więc dodał: 

— Chcę, żebyś nadal była ze mną szczera i mówiła to co myślisz. 

Nie  uważam,  żeby  towarzystwo  w  którym  żyję  było  tak 

zdeprawowane  jak  to  przedstawiasz,  ale  muszę  się  przyznać,  że  jest 

dużo prawdy w tym co mówisz. 

Nic  nie  odpowiedziała,  ale  książę  zauważył,  że  z  jej  ust  zniknął 

uśmiech,  a  z  oczu  psotność  i  zapytał  sam  siebie,  jak  mógł  być  tak 

niezdarny.  Jednocześnie  jeszcze  bardziej  uświadomił  sobie,  że  ta 

dziewczyna nie poradzi sobie sama w świecie.  

background image

Kiedy  pożegnał  się,  Forella  podziękowała  mu  raz  jeszcze  i  jej 

wdzięczność  była  rzeczywiście  szczera.  Gdy  stała  na  schodkach 

patrząc  jak  dosiada  Joska  przyprowadzonego  ze  stajni,  książę 

popatrzył  na  nią  po  raz  ostatni  i  pomyślał,  że  wygląda  tak  młodo  i 

zarazem  samotnie.  Odjeżdżał  z  nadzieją,  że  zrobił  dobrze  pomagając 

jej tak, jak go o to poprosiła.  

Jednocześnie  wiedział,  że  wziął  na  siebie  ciężki  obowiązek  i 

zachował  się  w  sposób  jaki  większość  ludzi  uznałaby  za  co  najmniej 

nieodpowiedzialny.  W  końcu,  w  towarzystwie,  żadna  młoda 

dziewczyna  nie  pragnęła  nic  więcej,  jak  zostać  żoną  hrabiego 

Sherburn bez względu na okoliczności, które zmusiłyby go do ślubu.  

Książę  wiedział,  że  w  Anglii  tak  jak  w  większości  krajów,  córki 

arystokratów nie miały  wiele do powiedzenia w sprawie małżeństwa. 

Ślub był  w rzeczywistości taką samą transakcją, jakie prowadzono  w 

czasach  rzymskich  i  które  oznaczały  wymianę  pieniędzy  czy  ziem. 

Zakładano, że królowie poślubiają królów, więc arystokrata powinien 

poślubić  arystokratę.  Z  tego  punktu  widzenia,  Osmond  Sherburn  był 

świetną partią dla Forelli. 

„Sądzę,  że  gdybym  myślał  jak  Anglik  i  zachowywał  się  tak  jak 

Anglik  —  powiedział  książę  do  siebie  samego  —  to  zmusiłbym 

Forellę, by wróciła ze mną do zamku". 

Ale  był  Węgrem  i  raz  dając  Forelli  słowo,  nie  złamałby  go... 

„Poza  tym,  próbował  uspokoić  swoje  wyrzuty  sumienia,  ona  jest 

zupełnie inna niż angielskie panny... Oczywiście dlatego, że płynie w 

niej także węgierska krew". 

background image

Do  zamku  dotarł  przed  dziewiątą,  o  której  to  godzinie 

dżentelmeni  będą  stopniowo  schodzić  chwiejnym  krokiem  na 

śniadanie.  Panie  zadzwonią  dużo  później  po  swoje  pokojówki  i 

większość  z  nich  nie  pojawi  się  przed  lunchem.  Zatem  książę  mógł 

bardzo  łatwo  dotrzeć  do  sypialni  Forelli,  by  zostawić  na  stoliku przy 

jej drzwiach napisany przez nią do wuja list.  

Było  mało  prawdopodobne,  aby  szybko  go  znaleziono  i  oddano 

markizowi.  Do  tego  czasu,  planował  książę,  zdąży  już  powiedzieć 

Bartonowi, że nie widział śladu Gyorgy ani jeźdźca, zatem wrócił do 

zamku  mając  nadzieję,  że  wrócili  inną  drogą.  Zobaczywszy  się  z 

Bartonem  napisał  do  krawcowej  na  Bond  Street,  u  której  wydał  w 

przeszłości ogromne sumy pieniędzy.  

Przeszedł później do biblioteki, gdzie tak jak oczekiwał większość 

jego męskiej części gości zebrała się i czytała gazety. Był między nimi 

i  markiz.  Książę  pomyślał  z  satysfakcją,  że  zapewne  on  i  jego  żona 

zaplanowali  wystrzelenie  fajerwerków  na  później.  Nie  było  śladu 

hrabiego  i  dopiero  po  jakiejś  godzinie  książę  dowiedział  się,  że 

pojechał on na przejażdżkę w towarzystwie lady Esme. 

Jedną z przyczyn powodzenia, jakim cieszyły się przyjęcia księcia 

było  to,  że  jego  goście  mogli  robić  dokładnie  to,  na  co  mieli  ochotę. 

Mieli  udostępnione  konie  i  powozy,  łódki  na  jeziorze,  dwa  pola  do 

krykieta, kilka kortów tenisowych i ostatnio zainstalowany kryty kort, 

który  był  cudownym  wynalazkiem,  gdy  padał  deszcz.  Można  było 

również grać w golfa, a w zamku czekał stół bilardowy.  

background image

Książę  myślał  o  tym,  czego  może  dotyczyć  rozmowa  hrabiego  i 

lady  Esme  i  stwierdził,  że  tego  jeszcze  dnia  czeka  hrabiego  miła 

niespodzianka. 

Jechali  wolno  przez  las,  w  którym  dróżki  były  wycięte  tak,  by 

dokładnie  dwa  konie  mogły  zmieścić  się  obok  siebie,  gdy  hrabia 

odezwał się: 

— Co mam zrobić Esme? Co do diabła mam z tym zrobić? 

— Uważam, że to co wymyśliła Kathie jest haniebne, a poza tym 

zachowała  się  podstępnie!  —  krzyknęła  lady  Esme.  —  Czuję,  że  nie 

będę mogła już z nią rozmawiać. 

Wyglądała  nadzwyczaj  pięknie,  choć  była  blada  z  powodu  nie 

przespanej  połowy  nocy,  gdy  zastanawiała  się  dlaczego  hrabia  nie 

przyszedł  do  jej  pokoju,  tak  jak  to  obiecał.  Gdy  otrzymała  od  niego 

liścik zaraz po przebudzeniu, wiedziała, zanim zdążyła go przeczytać, 

że coś się stało: 

„Muszę  cię  zobaczyć  niezwłocznie.  Proponuję,  żebyśmy  wybrali 

się na przejażdżkę. Będę czekał w stajniach za pół godziny". 

Esme  trudno  było  ubrać  się  tak  szybko,  nawet  z  pomocą  bardzo 

doświadczonej  pokojówki,  ale  jakoś  się  udało.  Gdy  dołączyła  do 

hrabiego i spojrzała na niego z lekką wymówką w niebieskich oczach, 

zdziwił  ją  wyraz  jego  twarzy.  Chociaż  było  to  niemożliwe,  wyglądał 

tak, jakby znacznie postarzał się od momentu, gdy widziała go po raz 

ostatni.  Wokół  jego  ust  pojawiły  się  zmarszczki,  a  w  oczach 

niezrozumiały mrok.  

background image

Dopiero  gdy  powiedział  jej  co  się  stało,  krzyknęła  z  gniewu  i 

frustracji, a to sprawiło, że zapragnął wziąć ją w ramiona i utulić. 

— To jest szatańskie!  Absolutnie szatańskie!  Kathie jest diabłem 

planując coś takiego! 

—  To  moja  wina  —  powiedział  hrabia.  —  Nie  powinniśmy  byli 

używać  znaków  Księcia  Walii,  z  których  śmieje  się  każdy  klub  i jak 

przypuszczam każdy buduar. 

— W moim wazonie w pokoju nie było róż — wyjaśniła Esme — 

więc wystawiłam zamiast nich lilie. 

Przez  głowę  hrabiego  przemknęła  myśl,  że  ten  wybór  kwiatów 

mógł rozzłościć Kathie jeszcze bardziej. Wiedział bowiem, że podczas 

gdy  Kathie  miała  wielu  kochanków  od  czasu  gdy  stała  się  niewierną 

żoną,  on  byłby  pierwszym  kochankiem  Esme  i  wtedy  lilie  byłyby  w 

jakiś sposób adekwatne. 

— Gdybym przyszedł do ciebie ostatniej nocy, kochanie, po tym 

wszystkim  co  się  stało  i  opowiedział  ci  o  wszystkim,  czułbym  się 

znacznie lepiej, niż gdy poszedłem do mojego pokoju i zostałem sam 

na  sam  z  tymi  wszystkimi  demonami,  które  szydziły,  że  dałem  się 

złapać w pułapkę. 

— Tak dokładnie było — krzyknęła  Esme oburzona. — Pułapka 

zastawiona przez Kathie! Nienawidzę jej! 

—  Czuję  dokładnie  to  samo  —  zgodził  się  hrabia  —  Pytanie 

tylko,  jak  mogę  uchronić  się  przed  marszem  do  ołtarza,  gdy  z 

wszystkiego czego pragnę, to pozostać wolnym człowiekiem. 

background image

Pomyślał jednak, że zabrzmiało to dosyć niegrzecznie, więc dodał 

szybko: 

— I być z tobą moja najmilsza! 

—  Ja  też  tego  pragnę  —  powiedziała  Esme  miękko  —  ale  poza 

wszystkim  kochany  Osmondzie,  jeśli  będziesz  miał  żonę  tak  jak  ja 

mam męża, nie sprawi to większej różnicy. 

 

Była  już  prawie  pora  lunchu,  gdy  markiza  poprawiając  swój 

wygląd przed wyjściem odezwała się do pokojówki: 

—  Jones,  idź  i  powiedz  pannie  Forelli,  że  chcę  z  nią 

porozmawiać, a jeśli zeszła już na dół przekaż któremuś z służących, 

by ją odszukał. 

—  Tak,  milady  —  odpowiedziała  Jones  —  ale  nie  słyszałam 

żadnego hałasu, spodziewam się więc, że ciągle jeszcze śpi. 

— Więc obudź ją! — powiedziała markiza ostro, uśmiechając się 

do swojego odbicia w lustrze. 

Dokonała  tego,  że  hrabia  zapłaci  za  to,  jak  ją  potraktował. 

Upewniła  się  także  tego  ranka,  zanim  George  zszedł  na  dół  na 

śniadanie,  że  nie  cofnie  on  swojej  decyzji  i  hrabia  będzie  musiał 

poślubić Forellę. 

—  Jeśli  chcesz  znać  moje  zdanie,  to  było  bardzo  nieostrożne  ze 

strony Sherburna, żeby pomylić pokoje — powiedział markiz. 

—  Masz  rację,  George  —  odpowiedziała  jego  żona  —  było 

nieostrożne,  ale  jakkolwiek  na  to  patrzeć,  przez  tę  wielką  pomyłkę 

właśnie Forella musiałaby pokutować. 

background image

Spojrzała szybko na męża, czy ją słucha i ciągnęła dalej: 

—  Dobrze  wiesz  tak  jak  ja,  że  jeśli  rozejdzie  się  choćby 

najmniejsza pogłoska o tym, że on był w jej sypialni i widziano go jak 

stamtąd  wychodzi,  wszyscy  liczący  się  gospodarze  wykreślą  to 

dziecko z list gości. 

Ucichła, po czym dodała dramatycznym głosem: 

—  Nigdy  nie  znaleźlibyśmy  jej  męża,  który  wybaczyłby  coś 

podobnego. 

— Dobrze, Kathie, rozumiem co mówisz — odpowiedział markiz 

niecierpliwie  —  ale  jednocześnie  lubię  Osmonda  i  czuję,  że  jest  to 

raczej chamskie zagranie postąpić z nim w ten sposób. 

—  Cokolwiek  myślisz  George  —  odpowiedziała  markiza  —  jest 

jakaś satysfakcja w tym, że wiedząc o fortunie Osmonda nie będziesz 

musiał dawać Forelli posagu. Stać go na to, by zaopiekować się swoją 

żoną. 

— Nie myślałem o pieniądzach — ostro odpowiedział markiz. — 

Miałem na myśli Sherburna i oczywiście Forellę, która nie da sobie z 

nim rady. 

Nie  czekając  na  odpowiedź  żony,  wyszedł  z  pokoju  głośno 

trzaskając drzwiami. Nie zaniepokoiło to markizy. Zaśmiała się cicho 

i pomyślała, że od tej pory hrabia będzie żałował, że ją kiedykolwiek 

porzucił. 

W tym czasie Jones zapukała do drzwi Forelli i ponieważ nikt nie 

odpowiadał,  weszła  cicho  do  środka.  Słońce  wpadało  przez  nie 

zasłonięte okno i jedno spojrzenie wystarczyło, żeby zorientować się, 

background image

że Forelli nie ma. Poszła więc na górę, przywołała jednego z gońców i 

kazała mu ją odszukać. 

—  Słyszałem  od  jej  pokojówki  —  odpowiedział  goniec,  że 

pojechała rano na przejażdżkę i jeszcze nie wróciła. 

—  Dobrze,  więc  powinna  być  niedługo  z  powrotem  —  odparła 

Jones. — Gdy się pojawi powiedz jej, że pani chce ją widzieć. 

Jones wróciła do markizy. 

— Sprawdziłam proszę pani, wydaje się, że panna Forella jest na 

przejażdżce. 

Markiza zerknęła na zegar. 

—  Spóźni  się  na  lunch  —  odpowiedziała.  —  Doprawdy,  jakie  te 

dziewczyny  potrafią  być  męczące!  Puste  miejsce  przy  stole  rozzłości 

księcia. 

—  Jeszcze  jest  dużo  czasu.  Na  pewno  panienka  zdąży  wrócić  i 

przebrać się — powiedziała Jones uspokajająco. 

W  tym  czasie  chociaż  markiza  nie  wiedziała  o  tym,  pokojówka, 

która  odkurzała  korytarz  znalazła  list  zaadresowany  przez  Forellę  do 

jej  wuja.  Oddała  go  gońcowi,  by  ten  przekazał  go  kamerdynerowi. 

Kamerdyner  włożył na siebie smoking, położył  list na srebrnej tacy i 

bez specjalnego pośpiechu udał się do biblioteki, gdzie spodziewał się 

znaleźć markiza. 

O  tej  porze  goście  zaczęli  gromadzić  się  na  lunch.  Chwilę 

wcześniej dołączył do nich hrabia, a chwilę później lady Esme. 

—  Masz  dużo  energii  Sherburn  —  zauważył  jeden  z  gości  — 

Miałem  zamiar  pojeździć  dzisiejszego  ranka,  ale  po  tym  jak  późno 

background image

poszliśmy  spać  i  oczywiście  po  świetnym  winie  gospodarza,  wysiłek 

ten przewyższył moje zamiary! 

Hrabia wymruczał jakąś niezrozumiałą uwagę i skrył się za gazetą 

„The Times". Ponieważ zdawał się być nie w sosie, pozostawiono go 

samego  sobie.  Kiedy  pojawiła  się  Esme,  markiza  zauważyła  z 

fałszywym uśmieszkiem: 

—  Jak  świeżo  wyglądasz!  To  musi  być  wynik  tak  rannej  i 

szybkiej jazdy! 

—  Było  rzeczywiście  bardzo  przyjemnie  —  odpowiedziała  lady 

Esme jakimś sztucznym głosem mając cichą nadzieję, że nienawiść do 

markizy nie pojawiła się w jej oczach. 

Potem przeszła przez pokój, żeby porozmawiać z dwiema innymi 

kobietami, które uznały za daleko przyjemniejsze leżenie w łóżku niż 

spotkanie ze słońcem.  

Kamerdyner  podał  list  markizowi,  a  ten  biorąc  go  do  ręki  przez 

moment zastanowił się dlaczego mu go przysłano, skoro dał wyraźne 

instrukcje  służbie  na  Park  Lane,  że  ponieważ  nie  będzie  go  w  domu 

tylko przez weekend nie życzy sobie, żeby przesyłać mu jakąkolwiek 

korespondencję.  

Wyjął  list  Forelli  z  koperty,  przeczytał  i  wykrzyknął  prawie  bez 

tchu: 

— Dobry Boże! 

Przeczytał list raz jeszcze, żeby mieć pewność, że się nie pomylił, 

zanim  podszedł  do  rozmawiającej  z  księciem  żony  i  odciągnął  ją  na 

bok. 

background image

—  Co  się  stało,  George?  —  spytała  go  uważając,  że  jego 

zachowanie było bardzo niestosowne. 

— Muszę ci coś pokazać — powiedział markiz cicho.  

Zdecydowanym  ruchem  wziął  ją  pod  rękę  i  poprowadził  w  róg 

pokoju,  gdzie  nikt  nie  mógłby  ich  podsłuchać.  Nie  pozostało  jej  nic 

innego  jak  podporządkować  się  i  pójść  za  nim.  Dopiero  gdy 

przeczytała list od Forelli wpatrzyła się w papier tak, jakby nie mogła 

uwierzyć własnym oczom. 

—  Myślałam,  że  ona  nie  ma  przyjaciół  w  Anglii  —  powiedziała 

przeciągle. 

—  Jeśli ma, nie wiem kim są. 

— Co zamierzasz zrobić? 

— A co byś radziła? — odpowiedział pytaniem markiz. 

Markiza  zwinęła  list  i  włożyła  z  powrotem  do  koperty,  po  czym 

powiedziała: 

— Jeśli to spisek między nią i Osmondem Sherburn, zabiję go. 

— Nie możesz zrobić tu sceny — powiedział markiz szybko. 

—  Nie,  oczywiście,  że  nie  —  odpowiedziała  jego  żona  —  ale 

porozmawiam z Osmondem po lunchu. 

 Teraz  nie  było  już  na  to  czasu,  bo  Newman  podszedł  do  lady 

Roehampton i powiedział: 

— Lunch podany milady... 

Lady Roehampton, która rozmawiała z księciem w drugim końcu 

pokoju  zaczęła  zapraszać  panie,  by  przeszły  do  pokoju  stołowego. 

background image

Podchodząc  do  markizy  odezwała  się  takim  tonem  jakby  ona  sama 

była najważniejszą tu damą: 

— Proszę bardzo, Kathie kochanie! 

—  Obawiam  się,  chociaż  uznasz  to  za  złe  wychowanie  — 

powiedziała markiza — że Forella nie będzie obecna na lunchu. Mogę 

tylko  przeprosić,  że  nie  powiedziałam  ci  tego  wcześniej,  ale  później 

wyjaśnię wszystko. 

Lady Roehampton bez żadnych komentarzy poinformowała lokaja 

by  zabrał  jedno  nakrycie  ze  stołu,  a  gdy  zbliżali  się  do  jadalni, 

zastanawiała  się  jak  porozsadzać  gości  przy  stole,  by  mężczyźni  nie 

siedzieli  obok  siebie.  Szybko  zdecydowała,  że  będzie  to  niemożliwe. 

Zamiast  tego  udało  się  jej  zręcznie  usadzić  obok  siebie  dwóch 

miłośników wyścigów. 

Obserwując  hrabiego  markiza  zauważyła,  że  rozgląda  się  przy 

stole tak, jakby szukał Forelli. Była prawie pewna, że to tylko wybieg 

i  że  on  dobrze  wie  o  jej  zniknięciu.  Namówił  ją  by  odjechała,  żeby 

mógł  w  jakiś  sposób  uwolnić  się  od  zaręczyn  —  kalkulowała  —  ale 

nigdy  do  tego  nie  dopuszczę!  Ożeni  się  z  nią,  nawet  jeśli  George 

będzie musiał wyzwać go na pojedynek! 

Była  pewna,  że  do  tego  nie  dojdzie,  bo  zarówno  hrabia  jak  i 

markiz  bali  się  skandalu  lub  opisania  w  gazecie  w  uwłaczający  im 

sposób.  Markiza  cieszyła  się  na  myśl  o  małżeństwie  hrabiego,  a 

jednocześnie  satysfakcjonował  ją  fakt  wygranej.  Cokolwiek 

przyniesie przyszłość, on zawsze będzie wiedział, że ona śmieje się z 

niego. 

background image

„Wygrałam!  Wygrałam!  —  mówiła  do  siebie  triumfalnie.  —  Za 

każdym  razem  gdy  spojrzy  na  kobietę,  która  będzie  nosiła  jego 

nazwisko będzie żałował, że mnie zostawił". 

Gdy  panie  opuszczały  pokój  stołowy  udało  jej  się  mijając 

hrabiego odezwać się tak, żeby tylko on mógł usłyszeć. 

— Muszę się z tobą widzieć Osmondzie! To ważne! 

Zauważyła,  że  chciał  jej  odmówić,  ale  gdy  panowie  weszli  do 

biblioteki, chwilę później przesunęła się w jego stronę i powiedziała: 

— Chodźmy do ogrodu, chcę ci coś pokazać! 

Wiedziała, że chce się jej pozbyć i nie słuchać tego, co ma mu do 

powiedzenia,  ale  czując  że  to  tylko  mogłoby  pogorszyć  sytuację, 

zgodził  się.  Ponieważ  dobrze  go  znała,  wiedziała  co  czuł  nawet  nie 

patrząc na jego zaciśnięte szczęki i twardy wzrok. Przeszli przez łąkę, 

aż  znaleźli  się  poza  zasięgiem  uszu  tych,  którzy  wyszli  na  taras. 

Markiza  bez  słowa  podała  mu  list  Forelli.  Poczekała  aż  skończył 

czytać i powiedziała: 

—  Jeśli  to  twoja  sprawka,  życzę  sobie  byś  powiedział  dokąd  ją 

wysłałeś. 

—  Nie  mam  z  tym  nic  wspólnego  i  nie  mam  pojęcia  dokąd  ta 

dziewczyna pojechała — ostro odpowiedział hrabia. 

— Myślisz, że ci w to uwierzę? 

— Wierz w co chcesz — odparł. — Mogę sobie tylko wyobrazić, 

że  miała  dość  dobrego  smaku,  by  zgorszyć  się  twoim  zachowaniem 

ostatniej  nocy.  Była  zbyt  zawstydzona,  by  znosić  twoje,  czy  moje 

towarzystwo. 

background image

—  Jesteś  bardzo  elokwentny  —  powiedziała  markiza  szyderczo 

—  ale  jak  możesz  sobie  wyobrazić,  George  jest  bardzo  poruszony 

tym,  co  przydarzyło  się  Forelli.  Nie  była  nigdy  wcześniej  w  Anglii, 

nie  ma  przyjaciół  i  z  tego  co  wiem  od  służby,  pojechała  przed 

śniadaniem na jednym z koni księcia i dotąd nie wróciła. 

Po raz pierwszy hrabia okazał zainteresowanie: 

— Pojechała sama? 

— Oczywiście, że sama — warknęła markiza. — Nie zna nikogo 

w domu poza mną i wujem. 

—Wszystko  co  mogę  powiedzieć  —  to  to,  że  wykazała  dużo 

zdrowego rozsądku. 

— Nie mów tak — odpowiedziała markiza wściekle. — Powiedz 

mi lepiej dokąd pojechała. 

—  Mogę  tylko  powtórzyć,  że  nie  mam  bladego  pojęcia  — 

odpowiedział hrabia. — Nie wiem nic o twojej bratanicy, oprócz tego 

co już powiedziałem, że wykazała dużo zdrowego rozsądku. 

—  Czy  chcesz  mi  powiedzieć,  że  to  wszystko  co  wiesz  w  tej 

sprawie? — spytała markiza. 

—  A  na  co  liczysz,  że  ci  powiem?  —  odparł  hrabia.  —  Czy 

chcesz żebym wziął psy i zapolował na nią jak na lisa? 

Zamilkł, po czym po chwili dodał: 

— Jeśli chodzi o mnie, może ona nie pokazywać się tak długo, jak 

tylko  zechce,  ponieważ  ogłoszenie  naszych  zaręczyn  w  czasie 

nieobecności  przyszłej  panny  młodej  byłoby  bez  sensu  i 

przyczyniłoby się do wielu komentarzy. 

background image

Na  twarzy  hrabiego  pojawił  się  wyraz  satysfakcji,  który  sprawił, 

że  markiza  miała  ochotę  go  uderzyć.  Ponieważ  nic  nie  mogła  na  to 

odpowiedzieć i wiedziała, że mimo wszystko ma rację, odeszła. 

 

Rozdział 5 

Forella  zsiadła  z  Gyorgy  przed  drzwiami  frontowymi  i  odezwała 

się do Thomasa, który towarzyszył jej w przejażdżce: 

— Dziękuję, było bardzo przyjemnie. 

— Mnie również, milady — odpowiedział Thomas.  

Gdy  odjeżdżał  w  stronę  stajni,  zdjął  czapkę  z  głowy,  a  Forella 

idąc do domu pomyślała, że to bardzo miły człowiek. Przestraszyła się 

kiedy  okazało  się,  że  jeśli  chce  pojeździć  na  Gyorgy,  musi  jej 

towarzyszyć  stajenny.  Pomyślała,  że  pewnie  będzie  zwalniał  tempo  i 

narzekał, jeśli ona będzie jechała zbyt daleko przed nim.  

Ku  swojemu  zdziwieniu  odkryła,  że  stajnie  Ladbury  posiadają 

wiele  wyjątkowo  dobrych  koni  i  że  Thomas,  który  był  za  nie 

odpowiedzialny,  różnił  się  od  przeciętnego  angielskiego  stajennego, 

jakiego  oczekiwała  tu  zastać.  Był  przystojnym  mężczyzną  około 

czterdziestki,  o  bardzo  dobrych  manierach  i  chyba  jak  na 

wykonywaną pracę za dobrze wykształconym.  

Oczywiście  nie  znała  angielskich  stajni,  ale  przynajmniej  umiała 

rozpoznać eksperta znającego się na koniach, a Thomas bez wątpienia 

nim był. Doceniła go i, co zauważyła od pierwszej chwili przejażdżki, 

Thomas  także  poznał  się  na  jej  umiejętnościach.  Gdy  Gyorgy  był 

mniej więcej pod kontrolą, Thomas powiedział: 

background image

— Gratuluję milady. 

Forella posłała mu uśmiech. 

—  Gyorgy  tylko  tak  się  bawi,  a ja nigdy  nie  cieszyłam  się  jazdą 

konną ani nie czekałam na nią tak bardzo, jak dzisiejszego ranka. 

—  Jestem  pewien,  że  się  panienka  nie  zawiedzie  —  powiedział 

Thomas. 

Zabrał ją na daleką przejażdżkę, a ponieważ wiedziała, że jadą w 

przeciwnym  kierunku,  niż  zamek,  nie  obawiała  się  spotkać 

jakiegokolwiek  gościa  z  przyjęcia  księcia.  Zresztą  spotykali  tylko 

nieliczne  osoby,  samych  mężczyzn  pracujących  na  polu  i  czasem 

dwukółkę lub farmerski wóz toczący się po wąskich dróżkach. 

Dwa  dni  później  Forella  nabrała  wystarczająco  odwagi,  żeby 

zapytać: 

—  Dlaczego  Jego  Wysokość  trzyma  tutaj  tak  dużo  koni  i  kto  na 

nich jeździ? 

Thomas odpowiedział dopiero po chwili: 

—  Niektóre  z  nich  są  końmi  zaprzęgowymi  milady,  a  inne  Jego 

Wysokość zostawił bym je ujeżdżał, gdy on sam nie ma na to czasu. 

— Czy od dawna dla niego pracujesz? — spytała Forella i znów 

musiała trochę poczekać na odpowiedź: 

— W zasadzie jestem z Jego Wysokością prawie trzy lata. 

Było  oczywiste,  że  Thomas  nie  życzy  sobie  być  indagowany  i 

pomyślała, że to było natrętne z jej strony zadać mu tak wiele pytań. 

Jednocześnie  była  nim  zainteresowana  coraz  bardziej,  tak  jak  i 

wieloma innymi rzeczami w miarę upływających dni.  

background image

Nie  mogła  zrozumieć  organizacji dworku  samego  w  sobie,  który 

zresztą  od  początku  uznała  za  piękny.  Pani  Newman  przynosiła  jej 

śniadanie  do  sypialni  sugerując,  że  ponieważ  księżniczka  spożywa  je 

zawsze w łóżku, ona też będzie się lepiej czuła tu, niż sama w pokoju 

stołowym. 

— Tak będzie bardziej wytwornie — zgodziła się Forella. 

Przyszło  jej  do  głowy,  gdy  to  powiedziała,  że  w  ciągu  ostatnich 

lat  po  śmierci  mamy,  zwykle  wstawała  wcześnie,  by  sama 

przygotować śniadanie dla swojego ojca. Nawet gdy mieli służbę, nie 

zawsze  podane  dania  mu  smakowały.  Kiedy  indziej,  zwłaszcza 

podczas  podróży,  śniadania  były  często  przygotowywane  nad 

ogniskiem  lub  składały  się  z  kukurydzy  i  orzechów,  którym  smaku 

dodawało mleko kokosowe.  

Cokolwiek  by  to  nie  było,  choćby  tylko  świeży  owoc  prosto  z 

drzewa, Forella zawsze przynosiła go ojcu i czekała, aż jej powie czy 

mu smakował. Czasem prawie nostalgicznie mówił: „Mam dosyć tego 

jedzenia, mam ochotę na dobre angielskie śniadanie, jaja na bekonie i 

do  wyboru  pół  tuzina  srebrnych półmisków  na bocznym  stole,  jak to 

bywało w domu, a potem śmiał się i dodawał: 

—  Muszę  się  robić  zgrzybiały,  jeśli  nawet  zaczynam  o  tym 

myśleć! Ale nie ma wątpliwości, co się ze mną stanie na stare lata". 

Potem  mówił  podekscytowany  o  nowych  krajach  do  zwiedzenia 

lub  o  wyprawie,  która  wymagała  wielkiego  planowania  i  zawsze 

kosztowała więcej niż mogli wydać.  

background image

Drugiego  ranka,  gdy  Forella  skończyła  śniadanie  usłyszała  ciche 

gruchanie  dobiegające  z  otwartego  okna  i  zobaczyła  białego  gołębia 

siedzącego na parapecie, patrzącego na nią ciekawie. Wyszła z łóżka, 

uważnie,  by  go  nie  wystraszyć,  wzięła  do  ręki  kawałek  chleba  ze 

srebrnej tacy i przeszła przez pokój rozdrabniając go.  

Gołąb  wcale  się  nie  bał  i  spokojnie  czekał,  aż  położy  pierwszy 

okruch  przed  nim.  Zjadł  go,  a  potem  wziął  resztę  z  jej  dłoni.  Gdy 

odtruwał, pani Newman weszła do pokoju. 

— Czy zjadła panienka śniadanie? — spytała. 

—  Tak, dziękuję  —  odpowiedziała  Forella  —  a  to  czego  już  nie 

mogłam, zjadł jeden z tych ślicznych białych gołębi. 

Zaśmiała się, ale pani Newman zmarszczyła brwi. 

— Myślę, że nie powinna ich panienka karmić. — One należą do 

biednej pani. 

— Do biednej pani — spytała Forella. 

Pani Newman odwróciła się, zabrała tacę i powiedziała szybko: 

—  Nie,  jestem  pewna,  że  wszystko  jest  w  porządku,  niech 

panienka  zapomni  o  tym,  co  przed  chwilą  powiedziałam,  popełniłam 

błąd. 

Wyszła  z  pokoju  zanim  Forella  mogła  zapytać  o  coś  więcej,  ale 

patrzyła  w  ślad  za  nią  zastanawiając  się,  kim  też  mogła  być  biedna 

pani.  Może  odnosiło  się  to  do  księżniczki,  ale  jak  dotychczas  nie 

widziała jej karmiącej gołębie. Nawet, pomyślała Forella, nie dalej jak 

wczoraj  narzekała,  że  robią  one  tyle  hałasu  i  że  budzą  ją  rano,  a  w 

ogóle, to jest ich za dużo. 

background image

— Ale są takie ładne — zaoponowała Forella. 

—  Może  i  tak,  ale  bałaganią  —  odparła  księżniczka  i  zmieniła 

temat. 

Więc,  jeśli  nie  chodziło  o  Księżniczkę,  to  kim mogła  być  biedna 

pani?  Forella  zauważyła,  że  w  domu  było  dosyć  dużo  służby,  dużo 

więcej  niż  się  spodziewała.  Nie  interesowała  się  organizacją 

angielskich domów, chociaż ojciec opowiadał jej o wielkich zastępach 

służby,  jakie  zatrudniał  jego  ojciec,  a  jej  dziadek,  w  ich  rodzinnym 

domu w Huntingtonshier.  

Pamiętała  jak  wyliczał  wszystkich,  zaczynając  od  pomywacza  a 

kończąc na kamerdynerze, który był tak ważny, że służba bała się go 

jak  swojego  pana.  Ponieważ  lubił  opowiadać  o  rodzinnym  domu  i 

przodkach,  Forella  żeby  mu  zrobić  przyjemność  prosiłaby  robił  to 

często. Opisywał jej więc ze szczegółami jak był wychowywany, gdy 

był  małym  chłopcem  i  o  dużych  przyjęciach,  które  wydawano  w 

Claydon Park.  

Gdy  przebywała  z  mamą  zachęcała  ją  do  opowiadań  o  życiu  na 

Węgrzech,  o  pałacu  w  którym  żyła  jej  rodzina,  o  ziemiach,  które 

posiadali  we  wschodnich  Węgrzech.  Od  samego  początku  gdy 

znalazła się  w  Anglii żałowała, że nie ma przy niej ojca, który umiał 

żartować  z  wszystkich  narzucanych  i  wymaganych  reguł.  Wiedziała 

jednocześnie,  że  to  dzięki  tym  właśnie  regułom  w  tak  wielkim domu 

księcia wszystko działało jak w zegarku. 

Dworek  natomiast  był  mały.  Pokojówki  w  pasiastych  sukniach 

sprzątały dom każdego ranka, a młodzi lokaje ze zdobnymi guzikami 

background image

przy  swoich  liberiach  pomagali  Newmanowi  podawać  do  stołu 

księżniczce.  Forella  często  zastanawiała  się,  czym  zajmowały  się 

pokojówki  po  skończonej  pracy  w  jadalni,  ale  podejrzewała,  że 

Newman,  który  cieszył  się  dużym  autorytetem,  zawsze  znalazł  im 

jakieś zajęcie.  

Jeśli chodziło o nią, każdy dzień był oczarowaniem wszystkim, co 

działo  się  dookoła.  Tuż  po  śniadaniu,  gdy  księżniczka  nie  wymagała 

jej  towarzystwa,  zawsze  cieszyła  się  przejażdżką.  Po  południu  każda 

chwila  rozmowy  z  księżniczką  przynosiła  radość.  Była  to  mądra  i 

wyrozumiała kobieta. Forella odnosiła wrażenie, że słucha kogoś, kto 

opowiada jej baśnie. 

Było  to  we  wtorek  i  obie  miały  nadzieję,  że  przyjęcie  się 

skończyło  i  że  książę  przyjedzie  odwiedzić je,  gdy  nagle  księżniczka 

spytała: 

— Czy Janos opowiadał ci o mnie? 

—  Powiedział,  że  jesteś  jego  kuzynką  i  że  dał  ci  ten  dom,  gdy 

przyjechałaś do Anglii. 

— Nie powiedział, dlaczego musiałam tu przyjechać? 

— Nie. 

—  Więc  być  może  już  wiesz,  że  jeśli  istnieje  jakiś  anioł  na  tej 

ziemi, to jest nim Janos Kovac! 

— Nie myślałam o nim w ten sposób, chociaż był dla mnie bardzo 

dobry — odpowiedziała Forella. 

—  Jest  dobry  dla  wszystkich  — uśmiechnęła  się  księżniczka.  —

Nie ma nikogo, kto zwrócił się do Janosa o pomoc i nie otrzymał jej. 

background image

Czasem  leżę  nie  śpiąc  w  nocy  i  myślę,  dlaczego  człowiek  o  takim 

sercu nie może być szczęśliwy. 

—  On  nie  jest  szczęśliwy?  —  spytała  Forella  zdziwiona. 

Wydawało  jej  się,  że  księżniczka  chce  coś  jeszcze  dodać,  ale  nagle 

zmieniła zdanie i powiedziała zamiast tego: 

—  Bogaci  nie  zawsze  są  tak  szczęśliwi,  jak  to  sobie  ludzie 

wyobrażają. 

— Opowiedz mi o tym, w jaki sposób książę był dobry dla ludzi 

— poprosiła Forella. 

Po chwili księżniczka odparła: 

—  Nie  ma  powodu,  żebyś  nie  wiedziała.  Tak  jak  ci  powiedział, 

jestem  jego  kuzynką,  ale  z  innej  generacji.  Podejrzewam,  że  tak  jak 

wszystkie  węgierskie  rodziny,  Kovacowie  trzymają  się  razem  na 

dobre  i  złe,  chyba  że  ktoś  taki  jak  ja  specjalnie  zerwie  więzy,  które 

łączą nas ze sobą. 

Forella słuchała z zainteresowaniem. 

— Co masz na myśli? — spytała.  

Księżniczka uśmiechnęła się i powiedziała: 

— Poślubiłam mężczyznę, którego kochałam. 

— I Kovacowie nie pogodzili się z tym. 

— Więcej, bo niemalże z furią wyrazili swój protest. 

— Ale dlaczego? 

—  O  tym  właśnie  chcę  ci  opowiedzieć,  kochanie  —  odparła 

księżniczka. — Mój mąż nie był arystokratą, nie był też człowiekiem 

z ludu, lecz rewolucjonistą. 

background image

— Jak wspaniale! 

Forella  patrzyła  na  księżniczkę  szeroko  otwartymi  oczami  i 

starsza pani ciesząc się, że ma tak uważnego słuchacza ciągnęła dalej: 

—  Kiedy  zagrozili,  że  zastrzelą  Imbe  Dabas,  jeśli  się  do  mnie 

zbliży, uciekłam z nim. 

—  Jak  odważnie  z  twojej  strony!  —  powiedziała  Forella  i 

pomyślała,  że  może  łatwiej  jest  uciec  z  kimś,  kogo  się  kocha  niż 

samotnie tak jak próbowała ona. 

—  Wykradłam  się  pewnej  nocy,  zupełnie  jak  bohaterka 

romantycznej  noweli  —  mówiła  księżniczka  —  niosąc  wszystko  co 

miałam  wartościowego  owinięte  w  szalu.  Imbe  czekał  na  mnie  i 

odjechaliśmy  z  pałacu  ojca,  wiedząc,  że  gdyby  nas  złapali,  Imbe  na 

pewno  zostałby  stracony,  a  ja  byłabym  ni  mniej  ni  więcej  tylko 

uwięziona w pałacu bez szansy na ucieczkę. 

— Ale jednak wam się udało! — krzyknęła Forella. 

— Jechaliśmy dwa dni bez snu — opowiadała księżniczka — aż 

opuściliśmy ziemie ojca, a potem wzięliśmy ślub. 

— Gdzie to się odbyło? 

— W małym kościółku u stóp gór. 

— I nigdy nie żałowałaś ucieczki? 

—  Nigdy,  przenigdy!  —  krzyknęła  księżniczka.  —  Kochałam 

Imbe,  a  on  mnie uwielbiał.  Myślę,  że  można  powiedzieć,  że  byliśmy 

dla siebie stworzeni. Razem tworzyliśmy jedność. 

— Jakie to romantyczne — powiedziała Forella — to samo czuli 

do siebie mój ojciec i mama. 

background image

— Mówimy o prawdziwej miłości — powiedziała księżniczka — 

i  cokolwiek  zdarzyło  się  później  wiedziałam,  że  od  momentu  gdy 

Imbe wziął mnie za żonę, stałam się najszczęśliwszą kobietą na całym 

świecie. 

Mówiła bardzo wzruszonym głosem. 

— Co się stało potem? — spytała Forella. 

— Zaczęliśmy żyć na Węgrzech — odpowiedziała księżniczka — 

ale  Imbe  stał  się  już  znany  z  tego,  że  stale  atakował  zadowolony  z 

siebie rząd, żądając reform, biorąc w obronę tych, którzy byli uciskani 

i traktowani niesprawiedliwie. 

— Czy pomagałaś mu? — spytała Forella. 

— Pomagałam kochając go i utrzymując życie domowe z dala od 

spraw publicznych. 

Forella musiała wyglądać na trochę rozczarowaną, bo księżniczka 

powiedziała: 

—  Tego  właśnie  chciał.  Ponieważ  byłam  mu  tak  droga,  nie 

pozwoliłby  mi  działać  w  świecie,  gdzie  on  sam  był  obrażany  i  nie 

zrozumiany. 

—  Myślę,  że  tak  dzieje  się  z  wszystkimi  reformatorami  — 

wymruczała Forella. 

— Masz rację — odpowiedziała księżniczka — i gdy dużo ludzi 

potępiało go i nienawidziło, on nie zgadzał się z nimi i naprawił wiele 

nadużyć, co przecież nigdy by się nie zdarzyło, gdyby nie walczył za 

tych, którzy byli za słabi by sami walczyć o swoje prawa. 

— Brzmi cudownie. 

background image

—  Też  tak  myślałam  —  odpowiedziała  księżniczka  —  więc  nic 

mnie  nie  obchodziło,  że  nikt  z  mojej  rodziny  nie  będzie  ze  mną 

rozmawiał,  i  że  moi  tzw.  przyjaciele  wyprą  się  mnie  jeśli  mnie 

zobaczą,  ponieważ  nikt  tak  naprawdę  nie  był  ważny  w  moim  życiu 

poza Imbe. 

Domyśliła się, że Forella jej nie zrozumiała, więc wyjaśniła: 

— Szybko zdałam sobie sprawę, że ludzie, którzy pracowali z nim 

i podążali za nim, patrzyli na mnie podejrzliwie. 

— Dlaczego? 

— Należałam do  wyższej klasy, której po prostu nienawidzili — 

odpowiedziała księżniczka. 

Wykonała ekspresyjny gest dłońmi i dodała: 

—  Ich  zachowanie  jednak  nie  znaczyło  dla  mnie  więcej,  niż 

zachowanie  mojej  rodziny.  Istniał  tylko  Imbe,  który  przychodził  do 

mnie  i  mówił  jak  bardzo  mnie  kocha.  W  jego  ramionach  mogłam 

zapomnieć 

wszystkich 

innych 

sprawach 

przynoszących 

zmartwienia. 

Księżniczka uśmiechnęła się mówiąc: 

—  Gdy  będziesz  w  moim  wieku  dziecko,  dowiesz  się,  że  to  co 

warto pamiętać, to tylko chwile szczęścia, a to znaczy czas, gdy ktoś 

dawał i otrzymywał miłość. 

— Ale dostali go w końcu — powiedziała księżniczka smutno — 

mały  błąd  popełniony  przez  jednego  z  ludzi,  któremu  ufał,  dał  im 

możliwość skazania go na śmierć. 

— O nie! — Forella krzyknęła z przerażenia. 

background image

—  Zabili  mojego  Imbe  —  i  nie  pozwolili  mi nawet  pożegnać  go 

przed śmiercią. 

— To okrutne i bezlitosne! 

— Bali się, że jeśli pozwoliliby mu na jakiekolwiek ustępstwo, to 

w jakiś sposób udałoby mu się uciec w ostatnim momencie. 

— To musiało... być... okrutne dla ciebie. 

— Uważano, że ja także powinnam być wtrącona do więzienia — 

ciągnęła  księżniczka  cicho  —  a  gdyby  to  się  stało,  wiedziałam,  że 

nawet jeśli nie byłabym publicznie potępiona, umarłabym. 

—  I  książę  uratował  cię?  —  spytała  Forella  tak,  jakby  znała  już 

odpowiedź. 

—  Tak,  Janos  zjawił  się,  gdy  byłam  zdesperowana  i  wywiózł 

mnie z Węgier, zanim ktokolwiek zrozumiał, co się dzieje i przywiózł 

mnie  do  Anglii  —  westchnęła  zanim  powiedziała  dalej.  —  Zawsze 

istniała  szansa,  że  rząd  Węgier  zażąda  mojej  repatriacji,  więc 

przywiózł mnie tu, bym żyła w ciszy z nadzieją, że nikt się o mnie nie 

dowie,  nie  znajdą  mnie  i  wkrótce  zapomną  o  moim  istnieniu.  Myślę, 

że tak się też stało. 

—  To  jest  najbardziej  fascynująca  i  ekscytująca  opowieść,  jaką 

kiedykolwiek  słyszałam  —  zawołała  Forella  —  i  podziwiam  cię  za 

twoją odwagę. 

— Nie chcę być podziwiana. Cieszę się, że mogłam uszczęśliwić 

najbardziej  kontrowersyjnego  człowieka  w  moim  kraju.  To  wszystko 

—  odpowiedziała  księżniczka  prosto,  a  po  chwili  dodała.  —  Teraz 

chcę tylko umrzeć, żebym mogła być znów z nim. 

background image

—  Co na pewno  się  stanie  —  krzyknęła  Forella.  —  Tata  zawsze 

był pewien, że gdy umrze, spotka się z moją mamą. 

—  Jeśli  kocha  się  kogoś  tak  bardzo,  nie  ma  możliwości,  by  go 

stracić  —  odpowiedziała  księżniczka  cicho  i  dodała:  —  Mojemu 

drogiemu Janosowi też życzę, żeby odnalazł swoją miłość. 

— Myślałam, że jest żonaty — powiedziała Forella. 

— Tak, jest — odpowiedziała księżniczka. — Zaaranżowano ten 

ślub, gdy Janos był jeszcze bardzo młody i niestety nie przyniósł mu 

szczęścia. 

Forella  wyczuła,  że  księżniczka  nie  bardzo  ma  ochotę  na 

rozwijanie tego tematu, więc powiedziała taktownie: 

— To nie w porządku, że ktoś tak przystojny i tak dobry nie jest 

szczęśliwy. Jestem pewna, że gdzieś musi być kobieta która czeka na 

niego, tak jak twój mąż czekał na ciebie, i da mu to wszystko, na co 

książę zasługuje. 

— O to modlę się każdego ranka i każdej nocy — odpowiedziała 

księżniczka. — Zawsze, kiedy o nim myślę. 

Kładąc  się  tego  wieczora  spać  Forella  przyłapała  się  na  tym,  że 

myśli o księciu i była zdumiona, gdy odkryła, że jest on zupełnie inny 

niż  przewidywała.  Ponieważ  był  otoczony  przez  ludzi  z  towarzystwa 

takich  jak  wuj,  ciotka,  hrabia  czy  lady  Esme  i  wszystkich  innych 

gości, których poznała w zamku, myślała, że chociaż był dla niej miły, 

odpowiada mu jednak styl życia, z którego śmiał się jej ojciec. 

—  Kto  chce  jechać  do  Pałacu  Buckingham?  —  spytał  raz  jej 

mamę. 

background image

— Chcę tam pojechać tylko raz — odpowiedziała — i przekonać 

się,  czy  jest  rzeczywiście  tak  wielki  i  wspaniały,  jak  sobie  zawsze 

wyobrażałam. 

—  Zobaczycie  wielu  wystrojonych  głupków  —  odparł  ojciec  — 

czekających na uśmiech króla, czy klepanie po ramieniu, tak jak lwy 

morskie czekają na rybę. 

Mama śmiała się. 

— Jesteś złośliwy, kochanie. 

—  Bo  to  prawda  —  odparł  —  mężczyźni  i  kobiety,  którzy 

wydawałoby  się  mają  trochę  rozumu  w  głowie  czołgaliby  się  do 

bieguna,  byle  tylko  otrzymać  królewską  łaskę,  lub  jeszcze  lepiej 

kawałek  metalu,  który  nazywają  medalem,  by  powiesić  go  sobie  na 

piersi. 

— Nie mów tak przy Forelli — protestowała matka. 

— Dlaczego nie? — spytał ojciec. — Kiedy przyjdzie jej czas by 

mogła  zostać  przedstawiona  Jej  Wysokości  Królowej,  sama 

zadecyduje  czy  jest  to  najwspanialsza  rzecz,  jaka  jej  się  przytrafiła, 

czy  nie  wolałaby  raczej  ścigać  się  ze  mną  jadąc  wzdłuż  plaży  na 

koniu, któremu przydałoby się trochę ruchu. 

Jej matka śmiała się mówiąc: 

— Obie będziemy się z tobą ścigać! 

Potem  nie  było  już  więcej  rozmów  o  Pałacu  Buckingham,  ale 

kpiny  jej  ojca  pozostały  w  pamięci  Forelli  i  przyjechała  do  Anglii 

uprzedzona  do  życia  towarzyskiego,  które  miała  wieść  z  wujem  i 

ciotką.  To  co  wydarzyło  się  później,  gdy  hrabia  Sherburn  wszedł 

background image

przez  pomyłkę  do  jej  sypialni,  potwierdziło  to  przekonanie,  że  jej 

ojciec miał rację. Wszystko co miało coś wspólnego z towarzystwem 

było nieprzyjemne i raczej przerażające.  

To co usłyszała o księciu sprawiło, że zrewidowała swoją opinię o 

nim. „To dlatego, że jest Węgrem — powiedziała do siebie. Rozumie 

co czuję i o czym myślę, tak jak żaden Anglik nie potrafiłby". 

Następnego dnia zdarzyło się coś, co sprawiło, że znów pomyślała 

jak  zupełnie  inny  był  książę.  Zerwała  w  ogrodzie  kilka  pięknych 

pachnących żółtych róż dla księżniczki i niosła je, mając zamiar wejść 

do  saloniku,  gdy  nagle  usłyszała  czyjąś  rozmowę.  Nie  wiedziała,  kto 

to  mógł  być  i  czy  można  przeszkodzić.  Potem  usłyszała  mężczyznę 

mówiącego po francusku. 

—  Proszę  się  nie  martwić  księżniczko,  dobrze,  że  pani  mnie 

zawołała, ale to nic groźnego. 

Wtedy Forella zorientowała się, że księżniczce towarzyszy doktor 

i  pomyślała,  że  powinna  zaczekać  na  zewnątrz  aż  wyjdzie. 

Jednocześnie  była  zdziwiona,  że  mówił  po  francusku,  ale 

prawdopodobnie  księżniczce  łatwiej  było  go  zrozumieć,  gdyż  nie 

mówiła zbyt dobrze po angielsku. I wtedy gdy już odwróciła się żeby 

odejść, usłyszała jak dodał: 

—  Biedna  pani,  nie  mogę  nic  więcej  dla  niej  zrobić  poza 

uspokajaniem  jej.  Dałem  jej  coś  na  sen  i  gdy  się  obudzi,  nie  będzie 

pamiętała co się stało. 

background image

Na te słowa Forella znieruchomiała. „Biedna pani", były to słowa, 

których  już  użyła  pani  Newman.  Zaciekawiona  weszła  do  saloniku  i 

księżniczka ujrzawszy ją odezwała się łamanym angielskim: 

— O, tu jesteś moje dziecko, chcę żebyś poznała doktora Bouvais, 

który mi towarzyszy i jest zawsze mile widzianym gościem, zarówno 

zawodowo jak i prywatnie. 

—  Wasza  Wysokość  jest  bardzo  łaskawa  —  powiedział  doktor  i 

wyciągnął rękę do Forelli. 

— Enchante, mademoiselle. 

Nie tylko sposób mówienia, ale i jego wygląd powiedział Forelli, 

że był on Francuzem, więc odpowiedziała w jego języku: 

— Jestem zachwycona, że mogę pana poznać mounsieur. 

— Mówiono mi, że jesteś Węgierką — powiedział zdziwiony — 

ale mówisz po francusku jak paryżanka. 

—  To  jest  komplement,  jakiego  mi  nie  powiedział  nigdy  — 

odezwała  się  księżniczka.  —  Mój  gość,  mounsieur,  jest  bardzo 

utalentowaną młodą damą. 

—  I  doskonałym  jeźdźcem  —  dodał  doktor.  —  Cała  okolica 

mówi, że nikt nie widział dotąd, żeby jakaś kobieta jeździła na koniu 

księcia tak dobrze. 

Forella,  która  nie  miała  pojęcia,  że  ktokolwiek  zauważył  ją  poza 

dworkiem  pomyślała  z  nadzieją,  że  nie  będzie  to  niebezpieczne. 

Przecież  pomysł  księcia, by  napisała do  swojego  wuja  i  zawiadomiła 

go że wszystko w porządku, zapobiegnie poszukiwaniom. 

background image

—  Muszę  cię  teraz  opuścić,  madame  —  powiedział  doktor. 

Francuskim  zwyczajem  pocałował  księżniczkę  w  rękę,  ze  szczerym 

zachwytem  w  oczach  obdarzył  Forellę  komplementem  i  wyszedł. 

Forella wręczyła księżniczce róże mówiąc: 

—  To  na  pewno  bardzo  niezwykłe  mieć  francuskiego  lekarza  w 

wiosce. 

Księżniczka roześmiała się. 

— Oczywiście rozumiesz, że jest to jeszcze jedna osoba ze stadka 

drogiego Janosa? 

— Z jakiej przyczyny znalazł się on w Little Ledbury? 

—  To  fakt  —  odpowiedziała  księżniczka  —  że  praktycznie 

wszyscy wokół są z jakichś przyczyn zagrzebani w tej zabitej dechami 

dziurze. Jak możesz zgadnąć, jestem ogromnie ciekawa, dlaczego i ty 

jesteś tutaj. 

Forella odwróciła od niej wzrok i powiedziała szybko: 

— Proszę, opowiedz mi o doktorze. 

—  Czemu  nie  —  odparła  księżniczka  —  nie  robi  z  tego  sekretu, 

że  gdyby  nie  Janos,  czekał  go  proces  sądowy  we  Francji i  na  pewno 

dostałby wyrok kilkunastu lat więzienia. 

— Co zrobił? — spytała Forella. 

Księżniczka wzruszyła ramionami. 

—  Nie  opowiadał  mi  szczegółów,  ale  zgaduję,  że  przeprowadzał 

nielegalną operację, i że odkryto to lub pacjent zmarł. 

Forella nic nie powiedziała, a księżniczka mówiła dalej: 

background image

—  Ale  cokolwiek  się  zdarzyło,  jestem  pewna,  że  nie  był  winny, 

bo  nie  spotkałam  lepszego,  bardziej  rozsądnego  człowieka  i  chociaż 

cieszę  się,  że  go  tu  mam,  nie  mogę  pozbyć  się  uczucia,  że  on  się  tu 

marnuje. 

Forella miała wiele spraw do przemyślenia, gdy znalazła się sama 

i  pomyślała,  że  znów  coś  na  kształt  sztuki  rozgrywa  się  przed  jej 

oczami. Była to „sztuka" całkiem inna niż ta, którą widziała w zamku. 

Mogła  bardzo  dokładnie  wyobrazić  sobie  księcia  wywożącego 

księżniczkę  z  Węgier  i  upewniającego  się,  że  nie  tylko  była  ona 

zadowolona,  ale  i  bezpieczna  w  jego  pięknym  dworku.  Nie  można 

było  się  też  dziwić,  że  doktor  był  mu  wdzięczny  za  to,  co  dla  niego 

zrobił. Potem zapytała sama siebie, ilu innym jeszcze  ludziom książę 

pomógł i była pewna, że jednym z nich jest Thomas. 

„Mam nadzieję, że opowie mi swoją historię — pomyślała — lub 

zrobi  to  księżniczka".  Ale  było  jeszcze  inne  pytanie, na które  bardzo 

chciała  znać  odpowiedź.  Kim  była  biedna  pani  i  jeśli  żyła  ona  w 

pałacu, dlaczego jej jeszcze nie spotkała. 

W  środę  nadeszła  w  końcu  przesyłka,  na  którą  Forella  czekała. 

Dotarła  pocztą  konną  z  Londynu  i  jak  tylko  zobaczyła  co  zostało 

przyniesione  do  jej  pokoju  pomyślała,  że  było  to  typowe  dla 

drobiazgowości księcia. Były tam dwie skrzynie. Na każdej z nich nad 

literą  „R"  przystęplowana  była  korona.  Sznurki  zostały  rozcięte, 

skrzynie  otwarte  i  pani  Newman  z  pokojówką  zaczęły  je 

rozpakowywać.  

Wtedy Forella zobaczyła ubrania kupione dla niej przez księcia. 

background image

—  Już  zaczynałam  myśleć  milady,  że  pani  bagaż  nigdy  nie 

przyjedzie — zawołała pani Newman. 

Forella nie podtrzymywała rozmowy, zbyt była zajęta oglądaniem 

sukien.  Widziała,  że  są  piękne  i  będą  pasowały  lepiej  niż  te,  które 

kupiła  ciotka.  Markiza  chciała  sprawić,  by  Forella  wyglądała 

oszałamiająco i żeby przyciągała wzrok ewentualnych kandydatów na 

bogatego  męża.  Książę  zaś,  pomyślała,  musiał  użyć  swojej 

węgierskiej  intuicji,  żeby  wiedzieć  w  czym  będzie  czuła  się  dobrze  i 

co  według  jego  własnych  słów  będzie  „najlepszą  ramą  dla  jej 

piękności".  

Suknie  były  stosunkowo  proste,  ale  różniły  się  od  tych 

wszystkich, jakie na kimkolwiek wcześniej widziała. Nie były białymi 

sukniami  angielskich  panien,  ale  swoimi  kolorami  przypominały 

alpejskie  kwiaty,  jakie  pokrywają  stoki,  gdy  stopnieje  śnieg  i  o 

których  często  opowiadała  jej  matka.  Blado-niebieskie  i  różowe, 

złocistożółte  żyły  swoim  życiem  i  pozostawały  nieskalane  dotykiem 

człowieka.  Każda  suknia  miała  oryginalny  krój  i  była  tak  piękna,  że 

Forella tęskniła, by zobaczyć się we wszystkich jednocześnie.  

Zdecydowała,  że  najpierw  przymierzy  suknię  bladozieloną,  która 

jak  się  wydawało  podkreśli  jeszcze  bardziej  zieleń  jej  oczu  i  sprawi, 

że  cera  jej  będzie  jeszcze  jaśniejsza  niż  w  rzeczywistości.  Pani 

Newman pomogła jej zapiąć guziki i powiedziała: 

— Teraz wyglądasz pani jak powiew wiosny, którą wniosłaś nam 

od chwili, gdy jesteś we dworku. 

— Dziękuję pani Newman — odpowiedziała Forella zdziwiona. 

background image

—  Mówię  prawdę,  milady.  Gdy  słyszę  twój  śmiech  i  widzę  cię 

zbiegającą po schodach, czuję się znów naprawdę młoda. 

—  Nic  milszego  nie  mogłaś  mi  powiedzieć  —  uśmiechnęła  się 

Forella. 

Ponieważ  chciała  pokazać  księżniczce  swoją  nową  suknię 

pospieszyła  w  stronę  schodów,  ale  gdy  do  nich  dobiegła  zdała  sobie 

sprawę,  że  ktoś  stoi  za  frontowymi  drzwiami.  Zatrzymała  się  i 

zobaczyła  mężczyznę  wchodzącego  do  hallu.  Poczuła  jak  jej  serce 

skoczyło.  Był  to  książę,  który  tak  jak  miały  nadzieję,  przyjechał 

zobaczyć się z nimi.  

Już  go  miała  zawołać,  ale  nie  było  potrzeby.  Tak  jakby  to,  co 

czuła przyciągnęło jego wzrok i spojrzał do góry. Uśmiechnął się, gdy 

zobaczył ją, jak wychyla się przez balustradę. Zeszła szybko na dół, a 

on  obserwował  jej  ruchy,  czekając  aż  dojdzie  do  hallu.  Potem 

wyciągnął obie dłonie by uścisnąć ją. 

— Czy wszystko w porządku? — spytał. 

—  Oczywiście  i  tak  bardzo  się  cieszę,  że  cię  widzę!  — 

odpowiedziała  Forella.  —  Myślałyśmy  z  księżniczką,  że  być  może 

zapomniałeś o nas. 

—  To  byłoby  niemożliwe  —  odpowiedział.  —  Pozwól,  że 

powiem, iż wyglądasz ślicznie! 

Forella spojrzała na swoją suknię. 

— Dopiero co przyjechały i tak się cieszę, że mogę ci się pokazać. 

— Pasuje ci. 

background image

—  Też  tak  mi  się  wydaje,  chociaż  przypuszczam,  że  to 

niemożliwe, iż wybrałeś je... specjalnie... dla mnie. 

—  Czy  mam  powiedzieć,  że  opisałem  jak  wyglądasz  i  czego 

szukam komuś, kto wiedziałem że zrozumie? 

— Jesteś tak samo mądry, jak dobry — powiedziała Forella.  

Sposób, w jaki wypowiedziała ostatnie słowa sprawiły, że książę 

odparł: 

— Mam przeczucie, że moja kuzynka rozmawiała z tobą. 

—  To  było  bardzo  interesujące  posłuchać,  co  księżniczka  miała 

do powiedzenia. 

—  Niech  zgadnę,  żadna  kobieta  nie  potrafi  dotrzymać  tajemnicy 

— zauważył książę prowokująco, gdy szli w stronę saloniku. 

— Ja trzymam mój sekret—powiedziała Forella cicho — i proszę, 

musisz mi opowiedzieć co się dzieje. 

— Oczywiście — odpowiedział książę — ale najpierw przywitam 

się z kuzynką. 

Weszli  do  saloniku  i  księżniczka  widząc  księcia  krzyknęła  z 

radości. 

—  Janos,  tak  się  bałam,  że  pojedziesz  z  powrotem  do  Londynu 

nie przyjeżdżając się z nami zobaczyć. 

— Musiałem poczekać, choć muszę powiedzieć, dość niechętnie, 

aż ostatni z moich gości odjedzie — odpowiedział książę. 

—  Tego  właśnie  się  spodziewałam  —  rzekła  księżniczka  —  oni 

narzucają się tobie, tak jak my wszyscy. 

— To nieprawda, a nawet jeżeli tak, to lubię to. 

background image

Księżniczka spojrzawszy na Forellę zawołała: 

—  Twoje  ubrania  przyjechały!  Och,  jak  się  cieszę  i  jaka  piękna 

suknia! Wyglądasz w niej wspaniale, czyż nie tak Janos? 

— Właśnie to powiedziałem — odparł książę.  

Gdy  to  mówił,  jego  oczy  napotkały  oczy  Forelli  i  z  jakiejś 

niezrozumiałej  przyczyny  nie  mogła  czy  też  nie  chciała  umknąć 

wzrokiem. 

Przyjechał  tak  jak  się  spodziewała  i  pomyślała,  że  w  swoich 

wypastowanych  oficerkach  i  płaszczu  wyglądał  tak  elegancko  i  tak 

niesamowicie  przystojnie,  jak  z  obrazu  przedstawiającego  eleganta  z 

czasów  księcia  Jerzego.  Wiedziała,  że  jakkolwiek  konwencjonalnie 

nie  byłby  ubrany,  i  tak  nie  wyglądał  na  Anglika.  Było  w  nim  coś 

uderzająco cudzoziemskiego, czego nie umiała określić słowami.  

Newman  przyszedł  z  pośpiechem  do  saloniku,  a  za  nim  jeden  z 

lokai  przyniósł  tacę  z  butelką  szampana  w  srebrnym  pojemniku  z 

lodem. 

—  Czy  świętujemy  dzisiaj  coś  specjalnego?  —  spytała 

księżniczka. 

—  Celebrujemy  to,  że  wyglądasz  lepiej  niż  ostatnio,  kuzynko 

Mario — odpowiedział książę  — i Forella wygląda na szczęśliwą. 

— Jestem szczęśliwa! — zawołała Forella. 

— I ja także — wtrąciła księżniczka. — Przez te ostatnie kilka dni 

bawiłam się lepiej z Forellą niż przez całe lata będąc tu prawie sama. 

— Miałem nadzieję, że to powiesz. 

background image

Newman  napełnił  szampanem  kieliszki  i  kiedy  już  miał  swój  w 

dłoni, książę wzniósł toast: 

— Za szczęście — powiedział prosto — bo cóż mogłoby być dla 

nas ważniejszego? 

Upił trochę szampana, postawił kieliszek na stole i spytał: 

—  Czy  pozwolisz  mi  kuzynko  Mario  zabrać  Forellę  do  ogrodu? 

Mam kilka osobistych spraw do omówienia z nią. 

— Tak, oczywiście — odpowiedziała księżniczka — ale uważaj, 

by nie pobrudziła swojej nowej sukni. 

— Będę bardzo ostrożny — odpowiedział książę udając powagę. 

Wyszli  przez  oszklone  drzwi  do  ogrodu,  a  gdy  byli  już  na  łące 

Forella powiedziała: 

— Musisz mi opowiedzieć, co się wydarzyło. 

—  Mogę  dać  ci  na  to  jedyną  i  najlepszą  odpowiedź  —  odparł 

książę — po prostu nic. 

— Nic? 

—  Myślę,  że  twój  wuj  był  zdziwiony,  a  ciotka  zła,  gdy 

przeczytała list. 

— A hrabia? 

—  Podejrzewam,  że  ciotka  pokazała  mu  go,  bo  był  znacznie 

weselszy  pod  koniec  dnia  niż  rano  i  spędzał  każdą  chwilę  z  lady 

Esme, aż do przyjazdu jej męża. 

Gdy skończył mówić, zauważył, że Forella wpatruje się w niego z 

wielkim zdziwieniem. 

background image

— Jej... jej męża? — spytała jakby myślała, że źle zrozumiała. — 

Czy chcesz powiedzieć, że... lady Esme.. jest mężatką? 

—  Oczywiście,  że  tak.  Myślałem,  że  o  tym  wiesz!  —  odparł 

książę.  —  Jej  mężem  jest  Sir  Richard  Meldrum,  bardzo  znany 

dyplomata. 

— Ale... nie miałam pojęcia! — krzyknęła Forella: — Więc, jeśli 

ona  ma  męża...  dlaczego...  flirtowała  z  hrabią?  I  czemu  on  szukał jej 

sypialni? 

Niewinność pytania sprawiła, że książę zanim odpowiedział wziął 

głęboki oddech. 

— Myślę, Forello, że nie powinnaś interesować się lub martwić o 

tych, których zostawiłaś za sobą po to, by zacząć nowe życie. Ty i ja 

znamy siłę myśli i być może, myśląc o nich zbyt dużo, ściągniesz na 

siebie ich uwagę.  

Forella krzyknęła lekko przestraszona. 

— Tego bym nie chciała... i jestem pewna, że masz rację. 

Pomyślała chwilę, zanim powiedziała dalej: 

— Kiedy byliśmy w Indiach tata mówił mi, że niektórzy Hindusi 

wiedzieli, albo świadomie albo instynktownie wyczuwając, kiedy coś 

działo się setki mil dalej w tym danym momencie. 

—  To  prawda  —  powiedział  książę  —  dlatego  chcę,  żebyś 

przestała myśleć po pierwsze o ciotce i wuju, po drugie o hrabim. Nie 

ma powodu, by znów wtargnęli w twoje życie. 

—  Czy  chcesz  powiedzieć  —  spytała  Forella  po  chwili  —  że 

powinnam tu zostać... na zawsze? 

background image

—  Nie  oczywiście,  że  nie  —  odpowiedział  książę.  —  Mam 

pewien plan dla ciebie, chociaż nie chciałbym o nim teraz mówić. 

Wiedział, że patrzy na niego zaciekawiona. 

— Prosiłem cię, byś mi zaufała. 

—  Ufam  ci  —  odpowiedziała  Forella.  —  Jak  mogłoby  być 

inaczej,  kiedy  byłeś  dla  mnie  tak  dobry?  W  przyszłości  będę 

pilnowała nie tylko mojego języka... ale i myśli. 

Książę roześmiał się. 

—  Jestem  pewny,  że  to  bardzo  rozsądne  —  powiedział  —  a  to 

wielka sztuka udawać i wcielać się w rolę, którą musisz grać. 

—  Staram  się  to  robić!  —  odrzekła  Forella.  —  Księżniczka  jest 

przekonana,  wiem  o  tym,  że  jestem  Węgierką  i  wszyscy  w  domu też 

tak myślą. 

— Jesteś Węgierką! 

— Tak i jednocześnie nigdy nie byłam na Węgrzech i zawsze boję 

się, że się... pomylę. 

— Co się stało z tą błyskotliwą inteligencją, która jak mi mówiłaś 

jest ci tak droga? — spytał książę. 

—  Teraz  próbujesz  mnie  przestraszyć  —  odpowiedziała  Forella. 

—  Chociaż  skoro  do  tej  pory  miałam  tyle  szczęścia...  jestem  pewna, 

że i w przyszłości mi ono dopisze. 

— Jestem pewien, że tak — uśmiechnął się książę. 

—  Moje  szczęście  zawdzięczam  tobie  —  szepnęła  Forella  cicho 

—  i  nigdy,  nigdy  nie  zapomnę,  że  ocaliłeś  mnie,  gdy  byłam  taka... 

background image

samotna  i  przestraszona  możliwością...  powrotu...  w  niełasce  do 

zamku... i poślubienia hrabiego. 

— Zapomnij, zapomnij o tym wszystkim! — zawołał książę. 

—  Spróbuję...  ponieważ  mnie  o  to  prosisz...  a  ja...  chcę  cię 

zadowolić — odparła Forella. 

—  Zadowalasz  mnie  —  rzekł  książę  —  i  chciałbym  tylko  móc 

zostać  i  patrzeć  na  ciebie,  ubierającą  inne  suknie,  które  dla  ciebie 

wybrałem. 

— Zostawisz... nas? 

To był prawie płacz. 

—  Muszę  jechać  dzisiaj  do  Londynu  —  odpowiedział  książę  — 

ale przyjadę najszybciej jak tylko będę mógł. 

— Przyrzeknij mi... że tak zrobisz. 

Forella  nie  wiedziała  czemu,  ale  miała  chęć  nie  puszczać  go, 

jakby chciała zapobiec, żeby nie jechał, żeby został. 

—  Obiecuję  —  odpowiedział  książę  —  i  być  może  następnym 

razem będę mógł zostać dłużej. 

— Wiesz jak to dużo znaczy dla... księżniczki — i nie mogąc się 

powstrzymać dodała — i dla... mnie. 

Książę  nic  nie  odpowiedział,  ale  miał  bardzo  dziwny  wyraz 

twarzy. Gdy zawrócili w stronę domu, kilka gołębi wzbiło się w górę 

tuż przed nimi i odleciało trzepocąc skrzydłami. 

—  Przypomniałam  sobie,  o  co  miałam  się  ciebie  zapytać  — 

powiedziała Forella. — Doktor i pani Newman mówili o kimś, o kim 

oboje wyrażali się „biedna pani". Kogo mieli na myśli? 

background image

W  momencie  wypowiadania  tych  słów  zdała  sobie  sprawę,  że 

popełniła błąd. Książę zmarszczył brwi i jego twarz przybrała smutny 

wyraz, jakiego przedtem nie widziała. 

Kiedy  chciała  przeprosić  za  swoją  dociekliwość,  odparł  głosem 

bez żadnego wyrazu: 

— Mówili o mojej żonie. 

 

Rozdział 6 

Przez  chwilę  Forella  nie  mogła  wymówić  słowa.  Potem  zdołała 

tylko powtórzyć: 

— Twoja... żona? 

Nie  wyobrażała  sobie  nawet  przez  chwilę,  że  księżniczka 

mogłaby  mieszkać  w  dworku,  czy  w  ogóle  przebywać  w  Anglii.  Ale 

przecież  było  to  bardzo  odpowiednie  miejsce  dla  żony  księcia,  która 

najpewniej  była  kaleką.  Dotarli  do  domu,  ale  zamiast  wejść  przez 

oszklone drzwi, tak jak wyszli, książę nagle zawrócił. Ujął Forellę pod 

rękę i poprowadził przez trawnik z powrotem do ogrodu do miejsca, w 

którym  była  tylko  raz.  Rosło  tu  więcej  krzaków  niż  kwiatów  i  stał 

mały  domek  letni,  który  jak  Forella  domyśliła  się,  był  raczej  rzadko 

używany. 

Książę przystanął i spostrzegła, że tuż pod krytym słomą dachem, 

obrośniętym  pnącymi  różami,  zostało  umieszczone  drewniane 

siedzenie  z  poduszkami.  To  była  dokładność,  ewidentna  we 

wszystkim  co  go  dotyczyło.  Służący  musi  codziennie  latem  kłaść 

background image

poduszki na drewnianym siedzeniu na wypadek, gdyby ktoś zapragnął 

tam odpoczywać.  

Teraz  jednak  jej  myśli  skoncentrowane  były  na  tym,  co 

powiedział  książę.  Niespodziewana  wiadomość,  że  mieszka  pod 

jednym  dachem  z  jego  żoną  wytrąciła  ją  z  równowagi.  Usiedli,  a 

książę rzekł: 

—  Chcę  ci  opowiedzieć  o  mojej  żonie,  Forello  i  wolę  zrobić  to 

sam, niż gdybyś miała usłyszeć jakąś zniekształconą wersję od kogoś 

innego. 

Ponieważ odczuła ból w jego głosie zaprotestowała: 

— Proszę... nie opowiadaj mi... jeśli nie chcesz. Przykro mi... jeśli 

byłam... zbyt ciekawa. 

— To zrozumiałe. 

Nie  uśmiechał  się,  lecz  siedział  patrząc  przed  siebie  nie 

widzącymi  oczyma.  Potem,  po  bardzo  niezręcznej  dla  niej  przerwie 

zaczął: 

—  Ożeniłem  się,  gdy  byłem  bardzo  młody  z  córką  sąsiada  — 

posiadacza ziemskiego. Rodzina ta była w hierarchii równie ważna co 

moja. Chociaż ślub był zaaranżowany przez mojego ojca i ojca panny 

młodej,  gdy  zobaczyłem  Gisellę,  która  była  nadzwyczaj  piękna, 

zakochałem się w niej. 

Z  jakiegoś  powodu,  choć nie  wiedziała  jeszcze  dlaczego,  Forella 

poczuła się dziwnie, słuchając opowieści o jego żonie. 

—  To  było  tuż  po  ślubie,  ponieważ  przedtem  widywaliśmy  się 

bardzo rzadko — mówił książę — kiedy zrozumiałem, że Gisella była 

background image

bardzo  niedojrzała  jak  na  swój  wiek,  a  w  wielu  sprawach  reagowała 

zupełnie jak dziecko. 

Westchnął głęboko zanim powiedział dalej: 

— To jest praktycznie cała opowieść. Gisella nigdy nie dorosła i 

chociaż myślę, że jej rodzice musieli wiedzieć o jej chorobie, byli tak 

zadowoleni  z  tego  ślubu,  że  nie  powiedzieli  nic,  co  mogłoby  temu 

przeszkodzić. 

Forella  krzyknęła  lekko,  ale  nic  nie  odrzekła.  Książę  po  chwili 

ciągnął dalej: 

—  Dopiero  kiedy  zrozumiałem,  że  Gisella  nie  była  zupełnie  w 

stanie  skoncentrować  się  na  czymkolwiek  dłużej  niż  przez  parę 

sekund,  i  że  kwiat,  czy  motyl  bawił  ją,  podczas  gdy  dla  mnie,  jako 

mężczyzny  nie  było  tak  naprawdę  miejsca  w  jej  życiu,  musiałem 

stawić czoło prawdzie. 

—  Czy  były  szanse...  że  coś  się  polepszy?  —  udało  się  Forelli 

spytać. 

—  Jak  możesz  sobie  wyobrazić  —  odparł  książę  —  zabrałem  ją 

do wszystkich lekarzy na Węgrzech, Austrii i Francji, ale oni jedynie 

potwierdzali  to,  co  już  wiedziałem,  czyli  że  jest  dzieckiem,  które 

nigdy  nie  dorośnie.  Powiedzieli  mi,  że  przeszła  uszkodzenie  mózgu, 

może  przy  porodzie,  może  gdy  była  upuszczona  jako  dziecko,  ale 

sami nie byli pewni przyczyn. 

Głos  księcia  przepełniony  był  bólem  i  gdy  Forella  instynktownie 

wyciągnęła ręce w jego kierunku, powiedział ostrzegającym tonem: 

— To jeszcze nie wszystko. 

background image

— Cóż jeszcze? 

— Gdy Gisella stawała się starsza, nie była w stanie kontrolować 

siły swojego gniewu i zaczynała być groźna. 

— O... nie! — krzyk strachu wyrwał się z ust Forelli. 

— To właśnie dlatego — książę ciągnął dalej jakby nic nie słyszał 

—  dwie  pielęgniarki  muszą  być  zawsze  przy  niej  i  nie  można  jej 

pozwolić,  by  widywała  się  z  kimkolwiek.  Może  żyć  tydzień,  miesiąc 

czy dwa bez ataku, ale gdy ten przychodzi jest wręcz przerażający. 

Znów wziął głęboki oddech. 

— To wszystko, wybacz, ale chciałem, żebyś znała prawdę. 

—  Dobrze...  że  mi  powiedziałeś—  powiedziała  Forella  —  ale  to 

tak boli kiedy myślę, ile musiałeś... przejść. 

—  Nie  chcę  współczucia  —  odrzekł  książę  twardo.  —  Los  nie 

obszedł się ze mną aż tak źle. 

Pomyślała, że odnosi się to do jego koni, jego bogactwa, pozycji 

zarówno na Węgrzech jak i w Anglii, ale teraz po raz pierwszy dotarło 

do niej, że poza zewnętrzną powłoką bogactwa i świetności, musi być 

bardzo samotnym człowiekiem. 

—  W  ten  sposób,  w  jaki...  pomogłeś...  tak  wielu  ludziom  — 

powiedziała  Forella  miękko  —  chciałabym  mieć  możliwość...pomóc 

tobie. 

Po  raz  pierwszy  odkąd  usiedli  w  letnim  domku  spojrzał  na  nią  a 

jego oczy miały wyraz, którego nie rozumiała: 

background image

—  Robię  przygotowania,  żeby  wysłać  cię  gdzieś,  gdzie  będziesz 

bezpieczniejsza. Na Węgry, gdzie, jeśli nie twoja rodzina, to moja cię 

przyjmie. 

—  Na  Węgry?  —  krzyknęła  Forella  prawie  bez  tchu.  —  Ale  to 

jest  tak  daleko...  Będę  się  bała... proszę...  czy  nie  mogę  zostać  tutaj? 

Jestem  tak  szczęśliwa  z  księżniczką...  i  mogę  też...  czasem  widywać 

ciebie. 

Książę spojrzał na nią i poczuła, że jego oczy  wydają się rosnąć, 

aż  wszystko  inne  zniknęło  i  wypełniły  cały  świat,  niebo,  cały 

wszechświat!  Na  sekundę  —  czy  na  wiek  —  czas  stanął  w  miejscu. 

Potem książę powiedział głosem, jakiego nigdy przedtem nie słyszała: 

— Na litość boską nie utrudniaj jeszcze bardziej już i tak trudnych 

spraw! Musisz jechać! I powinnaś wiedzieć dlaczego. 

Forella  lekko  westchnęła.  Potem  prawie  tak  gwałtownie  jak 

gwałtowny  był  jego  głos,  książę  podniósł  się  z  krzesła  i  odszedł 

szybko.  Zniknął  między  krzewami,  zanim  ona  zdała  sobie  sprawę  z 

tego,  co  się  wydarzyło.  Dopiero  gdy  był  już  poza  zasięgiem  jej 

wzroku,  zrozumiała  co  się  stało,  a  jego  głos  wibrował  w  powietrzu. 

Dotarło do niej to, o czym mówił i zrozumiała, że go kocha. 

Książę  pojechał  konno  przez  Regents  Park  na  północ  w  stronę 

Saint  John's  Wood,  gdzie  stało  kilka  małych  ładnych  domków  z 

ogródkami.  Zbliżył  się  do  jednego  z  większych  i  podał  lejce 

stajennemu. 

—  Odprowadź  konie,  Higson,  —  powiedział  —  nie  powinienem 

być długo. 

background image

— Dobrze, Wasza Wysokość. 

Książę  podszedł  do  drzwi  i  poruszył  srebrną  kołatkę.  Po  chwili 

drzwi  otworzyła  pokojówka  ubrana  w  stary  koronkowy  fartuch  i 

wykrochmalony biały czepek, także ozdobiony koronką. Zdziwiła się 

na jego widok, dygnęła w ukłonie i powiedziała: 

—  Dzień  dobry,  Wasza  Wysokość!  Mademoiselle  nie  spodziewa 

się pana. 

— Wiem o tym — odparł książę wchodząc do małego hallu. 

Położył  kapelusz  i  rękawiczki,  a  pokojówka  czekająca  przy 

schodach spytała: 

—  Czy  Wasza  Wysokość  pójdzie  do  mademoiselle,  czy  mam 

powiedzieć, że pan tu jest? 

Książę zatrzymał się na chwilę, zanim odpowiedział: 

—  Powiedz  mademoiselle,  że  chciałbym  z  nią  rozmawiać  w 

saloniku. 

— Dobrze Wasza Wysokość. 

Książę wszedł do pięknie umeblowanego pomieszczenia, którego 

okna wychodziły  zarówno na front, jak i tył domu. Poza kwiatami w 

wazonach, a było ich mnóstwo, stały również wielkie kosze orchidei. 

Jeden  z  nich  z  czerwonymi  pąkami  całkowicie  wypełniał  kominek, 

inny na stole przy oknie częściowo zasłaniał widok ogrodu.  

Książę  położył  na  małym  bocznym  stoliku  dwie  rzeczy,  które 

przyniósł  ze  sobą.  Potem  stanął  nieruchomo,  a  z  jego  twarzy  można 

było  wyczytać  ogromny  ból.  Po  jakichś  pięciu  minutach  dobiegł  go 

odgłos stóp zbiegających szybko na dół i drzwi się otworzyły.  

background image

Lucille  de  Pre  weszła  do  pokoju.  Jej  wdzięk  i  sposób  w  jaki  się 

poruszała  powiedziałyby  każdemu  obserwatorowi,  który  nie 

wiedziałby  o  jej  sławie,  że  była  baletnicą.  Była  również  piękna.  Jej 

twarz  miała  prawie  idealne  rysy,  a  duże  oczy  okolone  były  długimi 

rzęsami.  Ubrana  była  w  szlafrok  narzucony  na  koszulę  nocną  a  jej 

ciemne  włosy  sięgające  pasa  były  zebrane  z  tyłu  różową  satynową 

wstążką. 

—  Mon  cher,  co  za  niespodzianka  —  zawołała  po  francusku  i 

wyciągnęła ręce do księcia.  

On jednak nie dopuścił, by zbliżyła się zbyt blisko, ujął jej dłonie 

w swoje i ucałował jedną po drugiej. 

—  Nie  spodziewałam  się  ciebie  tak  wcześnie  —  powiedziała 

Lucille  po  chwili  —  i  właściwie  jestem  zła,  ponieważ  tak  długo  nie 

przyjeżdżałeś, by się ze mną zobaczyć. 

— Słyszałem jednak o twoim sukcesie — odparł książę. 

— Fantastique, czyż nie? Gazety pisały o mnie, a dyrektor prosił 

mnie  na  kolanach,  żebym  przedłużyła  kontrakt  —  mówiła  z 

uniesieniem  w  głosie,  co  dało  mu  do  zrozumienia,  ile  to  dla  niej 

znaczy. 

—  Cieszę  się,  bardzo  się  cieszę  —  odpowiedział  książę  —  i 

przywiozłem coś. 

—  Powinnam  ci  podziękować  za  kwiaty  i  za  prezent,  który 

przysłałeś mi pierwszego wieczoru. 

background image

—  To  jest  inny  upominek  —  odwrócił  się  do  bocznego  stolika, 

wziął  do  ręki  kwadratowe  pudełeczko  obciągnięte  welwetem  i 

otworzył je.  

Lucille  westchnęła.  Wewnątrz,  na  środku  pudełka  leżał 

diamentowy naszyjnik, który mienił się na czarnym welwetowym tle. 

Obok leżały dwa wiszące kolczyki i do kompletu szeroka bransoleta. 

—  C’est  magnifique!  —  zawołała  Lucille.  —  Jak  mam  wyrazić 

swoją wdzięczność? 

Znów chciała zbliżyć się do księcia, ale ten zrobił unik i wziął do 

ręki  drugą  rzecz  leżącą  na  stoliku.  Ta  zawierała  jakieś  pergaminowe 

kartki związane czerwoną taśmą które książę podał Lucilli mówiąc: 

—  Moim  drugim  prezentem  dla  ciebie  są  akta  własności  tego 

domu. 

Wpatrywała  się  w  niego  zdumiona,  ale  nic  nie  mówiła,  a  on 

ciągnął dalej: 

—  Zdeponowałem  również  pewną  kwotę  pieniędzy  w  twoim 

banku,  która  zapewni  ci  komfort  przez  długi  czas,  nawet  jeśli  nie 

zarabiałabyś takich astronomicznych sum jak teraz. 

Lucille spojrzała na niego i spytała: 

— Dlaczego dajesz mi to wszystko? 

— To podziękowanie za szczęście, którego doznaliśmy razem. 

— Za trzy lata? — wymruczała. 

— Tak jak mówisz, za trzy lata.  

Po chwili ciszy Lucille spytała: 

— Czy chcesz mi powiedzieć, że odchodzisz ode mnie? 

background image

—  Oboje  uzgodniliśmy  —  odparł  książę  cicho  —  że  jeśli 

kiedykolwiek któreś z nas zapragnie zerwać to, co było bardzo bliską i 

doskonałą  przyjaźnią  rozstaniemy  się  bez  tłumaczeń  i  wzajemnego 

obwiniania się. 

— Wiem, że tak powiedzieliśmy — odrzekła Lucille — ale nigdy 

nie przypuszczałam... nigdy nie wyobrażałam sobie... 

Zamilkła, a po chwili powiedziała: 

— To co mi mówisz, świadczy o tym, że jest ktoś inny. 

—  Jest,  ale  nie  chcę  o  tym  mówić  —  odpowiedział  książę.  — 

Chcę  ci  tylko  życzyć  dużo  szczęścia,  Lucille,  które  jestem  pewien 

znajdziesz  i  oczywiście  dalszych  sukcesów  i  oklasków,  które  już 

odbiły się echem w Londynie. 

Lucille  nic  nie  odpowiedziała.  Patrzyła  tylko  na  biżuterię  w 

pudełku, które trzymała w rękach. 

Książę położył akta domu z powrotem na stoliku. Potem popatrzył 

na nią przez dłuższą chwilę, zanim powiedział cicho: 

— Do widzenia Lucille i dziękuję. 

Gdy tylko drzwi zamknęły się za nim wydawało się, że  obudziła 

się z transu, który trzymał ją w ciszy. 

— Poczekaj! Poczekaj! — krzyczała. 

Pobiegła przez pokój, żeby otworzyć drzwi, które zamknęły się za 

nim, ale on wyszedł już z domu. Gdy dobiegła do frontowych drzwi, 

on już odjeżdżał, i mogła tylko dojrzeć zarys jego sylwetki znikającej 

na  końcu  drogi.  Wtedy  dopiero  cisnęła  pudełeczko  z  biżuterią  na 

podłogę i zalała się łzami. 

background image

Zastanawiam  się,  kiedy  Janos  znów  do  nas  przyjedzie  — 

powiedziała księżniczka, gdy  Forella zamknęła książkę, którą czytała 

na głos. Wiedziała, że księżniczka wcale jej nie słuchała, a jeśli miała 

być  szczera,  jej  myśli  też  błądziły  wokół  innych  spraw,  czy  może 

raczej  jednej...  Odkąd  książę  odjechał,  nie  mogła  się  na  niczym 

skoncentrować. Gdy wróciła do dworku, jego już niestety nie było. 

—  Teraz  możemy  go  nie  widzieć  całymi  tygodniami  — 

powiedziała  —  ale  chyba  nie  powinnam  narzekać.  To  tylko  dzięki 

jego dobroci jestem tutaj bezpieczna. 

—  Myślę,  że....  on  wybiera  się...  do  Londynu  —  z  trudem 

powiedziała Forella. 

—  Oczywiście  —  odparła  księżniczka  —  a  to  oznacza  jego 

przyjaciół  z  towarzystwa,  w  tym  księcia  i  księżnę  Walii.  Czekają  na 

niego tak niecierpliwie jak my. 

Gdy Forella położyła się tego wieczora, myślała o księciu czując, 

że jej miłość do niego wzrosła i że za każdym uderzeniem serca kocha 

go coraz bardziej. Mówiła sobie, że to jest śmieszne, absurdalne, coś, 

na co  nie  powinna pozwolić  by  się  zdarzyło.  Podczas,  gdy  jej  rozum 

próbował oczernić go jako część towarzystwa, którego nie lubiła i nie 

ufała, jej serce mówiło, że on jest inny.  

Walczyła  z  jego  magnetyzmem  i  z  faktem,  że  był 

najprzystojniejszym  mężczyzną  jakiego  kiedykolwiek  widziała. 

Nawet zanim dowiedziała się o jego wyjątkowej dobroci, współczuciu 

i  zrozumieniu  ludzi,  którzy  mu  ufali,  wiedziała  gdy  przywiózł  ją  do 

background image

dworku,  że  czeka  na  jego  wizytę  tak  samo  niecierpliwie  jak 

księżniczka. 

Dzisiaj, gdy weszła do hallu, jej serce podskoczyło na jego widok. 

Gdyby miała być szczera, przyznałaby już wtedy, że to co czuła było 

miłością i chociaż on nie wyraził tego w tak wielu słowach, wiedziała 

że  też  ją  kocha.  Przyczyną,  dla  której  chciał  żeby  wyjechała,  była 

przecież miłość do niej.  

Forella  jednak  nie  oszukiwała  siebie  ani  przez  moment,  że 

mogłoby  nastąpić  szczęśliwe  zakończenie  tej  historii.  Po  pierwsze, 

książę  był  żonaty.  Po  drugie,  jeśli  byłby  wolny,  cóż  mogłaby  mu 

ofiarować  przy  bogactwie  jakie  już  posiadał,  sile,  posiadłościach,  a 

przede wszystkim przy nim samym? 

„Jestem  nikim,  ignorantką  jego  świata  i  wszystkiego  co  go 

interesuje, no, poza końmi oczywiście. Kiedy wyśle mnie na Węgry... 

zapomni o mnie... ale ja... go nigdy nie zapomnę". 

Co więcej, gdy słuchała opowiadań księżniczki o jego sukcesach 

w  Londynie,  Paryżu  i  wszędzie  w  świecie  przypuszczała,  że  uczucie 

księcia do niej musi być tylko chwilowe. 

—  Jest  podziwiany  i  szanowany  —  mówiła  księżniczka  —  nie 

tylko przez polityków i sportowców każdego kraju, ale także przez ich 

piękne kobiety. 

Ponieważ księżniczka nie miała zbyt wielu spraw na głowie poza 

myśleniem  o  swoim  kuzynie,  który  uratował  ją  od  więzienia  i  być 

może  od  śmierci,  ślęczała  nad  rubrykami  towarzyskimi  gazet,  żeby 

dowiedzieć się co robi książę Janos, kogo gości i kto podejmuje jego.  

background image

Wycinała z gazet każdą wzmiankę na jego temat i Forella odkryła 

w saloniku szufladę, która była już w połowie wypełniona wycinkami 

prasowymi,  artykułami  z  magazynów  i  szkicami  robionymi  przez 

artystów i przez samego księcia. Często występował na tylu rysunkach 

jako  prowadzący  do  zwycięstwa  w  słynnych  wyścigach,  w  których 

zdobył  puchar,  lub  nagrodę  pieniężną  ścigając  się  z  zawodnikami  z 

najświetniejszych stajni całego kraju. 

Forella  zachęcała  księżniczkę,  żeby  pokazywała  jej  reportaże  w 

czasopismach i asystowała jej w wyszukiwaniu nowych. 

—  Posłuchaj  tego  —  powiedziała  triumfalnie  księżniczka,  zaraz 

po  rozpakowaniu  gazet.  —  „Ostatniej  nocy  na  balu  u  księżnej 

Manchesteru, Księżniczka Walii wyglądająca oszałamiająco pięknie w 

szarej  jedwabnej  sukni  zdobnej  wenecką  koronką  rozmawiała  z 

przystojnym  Janosem  Kovac.  Później  książę,  jeden  z  odnoszących 

największe  sukcesy  w  Europie  i  w  Anglii  właściciel  stajni 

wyścigowych,  zaprosił  piękną  markizę  Sheer  na  kolację.  Jej 

znakomita  twarz  została  uwieńczona  na  przynajmniej  trzech 

portretach wystawionych tego roku w Akademii Królewskiej". 

Księżniczka odłożyła na chwilę gazetę. 

—  Markiza  Sheer  —  powiedział  zamyślona  —  to  jest  nowa 

piękność  i  jestem  gotowa  założyć  się  o  duże  pieniądze,  że  wkrótce 

będzie ona gościem zamku. 

—  Czy  Jego  Wysokość  zaprasza...  tylko  piękne  kobiety...  by  mu 

towarzyszyły? — spytała Forella cicho. 

background image

—  Ależ  oczywiście  —  odpowiedziała  księżniczka  —  dlaczego 

miałby zajmować się brzydkimi? Janos bardziej niż jakikolwiek inny 

mężczyzna oczekuje perfekcji. 

Roześmiała się lekko i dodała: 

— Od swoich koni, domów i oczywiście od swoich kobiet! 

— Swoich kobiet! 

Słowa  te  odbiły  się  echem  w  głowie  Forelli,  powtarzały  się  i 

wracały  same  przez  całą  noc.  Dni,  które  przedtem  były  pełne 

zachwytu,  teraz  wydawały  się  płynąć  wolno,  podczas  gdy  noce  były 

nieskończenie  długie.  Gdziekolwiek  by  nie  spojrzała,  cokolwiek 

słyszała, wszystko o czym myślała, wydawało się być cząstką księcia. 

„Zawładnął  mną" powiedziała  do  siebie  i  w  pewnym  sensie  była 

to  przerażająca  myśl,  ale  coś  radosnego  i  drżącego  wydawało  się 

skakać w niej jak mały płomyk i łaskotać ją. 

Dni  mijały,  a  on  nie  przyjeżdżał  do  dworku  i  jej  uniesienie 

zaczęło słabnąć. Opisy bali w których uczestniczył, przyjęć na których 

był  obecny,  dawały  jej  do  zrozumienia,  jak  ona  była  nieważna  i  nie 

znacząca w porównaniu z tym i że książę zapomniał o niej. Być może 

przypomni  sobie  znów,  gdy  otrzyma  odpowiedź  z  Węgier  i  potem 

zostanie  tam  wysłana.  Będzie  przynajmniej  uratowana  przed 

zabraniem  jej  z  powrotem  przez  wuja  i  ciotkę  i  zmuszona  do 

poślubienia  hrabiego  Sherburn,  ale  będzie  także  odcięta  od  księcia, 

teraz jedynej osoby znaczącej coś w jej życiu. 

„Jak  mogę...  zostawić  go...  jak  mogę...  go  stracić..."  —  pytała 

zrozpaczona.  Wiedziała,  że  gdy  każe  jej  odjechać,  ona  będzie  mu 

background image

posłuszna i to będzie oznaczało koniec. Ponieważ nie zaznaczył, żeby 

nie  wspominała  jego  żony  w  rozmowach  z  księżniczką,  po  trzech 

dniach  utrzymywania  tajemnicy  tylko  dla  siebie  Forella  powiedziała 

na próbę: 

—  Gdy  Jego  Wysokość  był  tutaj...  spytałam  kogo  dotyczy 

określenie...  „biedna  pani"  i  on  powiedział  mi,  że  to...  chodzi  o  jego 

żonę. 

Księżniczka odetchnęła z ulgą. 

—  To  dobrze,  że  ci  powiedział,  nie  chciałam  ci  sama  o  tym 

mówić  ze  strachu,  że  to  go  rozzłości,  a  ponieważ  ona  jest  tu  ukryta 

wiedziałam,  że  będę  bezpieczna  przed  wysłaniem  na  Węgry  i  przed 

tymi,  którzy  chcieliby  mnie  zranić  ponieważ  nienawidzili  mojego 

męża.  

Zaśmiała się krótko i powiedziała: 

—  Zaufaj  Janosowi.  On  zawsze  znajdzie  wyjście  i  pomoc  dla 

ludzi  w  trudnej  sytuacji  —  jak  np.  dla  doktora,  Thomasa,  dla  mnie  i 

oczywiście biednej Giselli. 

— Czy znałaś ją? — spytała Forella. 

— Tak naprawdę nigdy z nią nie rozmawiałam — odpowiedziała 

księżniczka — ponieważ opuściłam dom dużo wcześniej, nim Janos ją 

poślubił, ale widziałam ją kiedyś z daleka i wydawała mi się piękną i 

bardzo  odpowiednią  dla  Janosa  panną  młodą,  dopóki  oczywiście  nie 

poznałam prawdy.  

Nie czekając na odpowiedź Forelli mówiła dalej: 

background image

— Mój drogi, biedny Janos! Modlę się co noc, żeby pewnego dnia 

stał się wolny i miał rodzinę tak, jak zawsze tego pragnął. 

Jej głos był wzruszony, gdy mówiła: 

— Powinien mieć synów, którzy odziedziczyliby jego tytuł i jego 

wielkie  posiadłości,  a  także  córki,  które  kochałby  i  które  byłyby  na 

pewno piękne, ponieważ on otacza się tylko pięknem. 

—  To  zdaje  się  być...  okrutne...  że  nic  nie  można  zrobić  — 

zająknęła się Forella. 

—  Zupełnie  nic  —  zgodziła  się  księżniczka.  —  Są  związani  „aż 

śmierć  ich  nie  rozłączy",  a  doktor  Buvais  powiedział  mi,  że 

księżniczka może żyć nawet dłużej niż sam Janos! 

Forelli  chciało  się  krzyczeć  z  rozpaczy,  ale  nie  mogła  wyjawiać 

przed księżniczką swoich uczuć. 

— Czy kiedykolwiek... odwiedzasz biedną panią? — spytała. 

— Nie — odpowiedziała księżniczka — Janos prosił mnie żebym 

tego  nie  robiła,  bo  goście  mogą  ją  zdenerwować,  a  to  byłoby 

szkodliwe dla niej. 

— Ona ma swoje gołębie? 

—  Tak,  to  jej  gołębie,  chociaż  jest  ich  teraz  o  wiele  za  dużo  — 

odparła  księżniczka  ostro.  —  To  niebezpieczne  dla  niej  mieć  inne 

zwierzęta, a gołębie zawsze mogą odlecieć. 

Teraz  Forella  była  w  pełni  świadoma  obecności  biednej  pani  w 

innej części domu i rozumiała też, dlaczego było tam tak dużo służby. 

„Spotkał  ją  okrutny  los,  a  jeszcze  okrutniejszy  jego",  myślała 

Forella. Chociaż modliła się za nich oboje, gdy dni mijały i książę nie 

background image

przyjeżdżał  do  dworku,  jej  modlitwy  stawały  się  coraz  bardziej 

rozpaczliwe. 

Któregoś  ranka,  gdy  pani  Newman  pomagała  jej  się  ubierać 

powiedziała: 

—  Nie  oddalaj  się  zbytnio  od  domu  milady,  widziałam  cię 

wczoraj przez okno, jak szłaś w stronę lasu... 

— Stamtąd jest taki piękny widok — odpowiedziała Forella. 

— Hm, byłoby jednak dobrze, gdybyś trzymała się ogrodu. 

— Dlaczego? 

Zapadła cisza i Forella czując, że coś jest nie w porządku spytała 

szybko: 

— Dlaczego mówisz mi o tym? Co się stało? 

—  Może  nie  powinnam  o  tym  wspominać  milady  — 

odpowiedziała  pani  Newman  —  ale  jakiś  mężczyzna  kręci  się  wokół 

dworku...  Thomas  widział  go  włóczącego  się  przy  stajniach,  a  gdy 

spytał go co tu robi odparł, że jest gościem, który pomylił drogę... 

Forella  poczuła  jak  zabiło  jej  serce.  Pomimo  optymizmu  księcia 

zawsze  czuła,  że  prędzej  czy  później,  wuj  zniecierpliwi  się,  że  nie 

wraca, poczuje się za nią odpowiedzialny i postanowi odnaleźć. Była 

tak  skoncentrowana  na  myśleniu  o  księciu,  tak  szczęśliwa  i 

zrelaksowana  ciszą  i  spokojem  dworku,  że  zapomniała  o  minionych 

wydarzeniach.  

Nie była bezpieczna, oczywiście, że nie była bezpieczna od kiedy 

jej  wuj,  który  był  bardzo  odpowiedzialnym  człowiekiem,  poczuł  że 

odnalezienie jej jest jego obowiązkiem. Potem byłaby odwieziona do 

background image

Londynu, ciotka Kathie natychmiast ogłosiłaby jej zaręczyny z hrabią 

Sherburn i nigdy więcej nie udałoby jej się już uciec. 

„Co mogę zrobić? Co mogę zrobić? — myślała szaleńczo. Chciała 

porozmawiać z księżniczką, ale to by ją tylko zmartwiło. Zresztą, jak 

mogłaby pomóc, przywiązana do swojego fotela i bezsilna jeśli chodzi 

o prawo. Książę byłby bezsilny również, ponieważ jak Forella zdążyła 

się  zorientować,  opiekun  miał  całkowitą  i  absolutną  władzę  nad  nią. 

Jeśli  jej  wuj  i  ciotka nadal  chcieli,  by  ona  poślubiła hrabiego,  będzie 

mu poślubiona bez względu na to jak bardzo by protestowała.  

Teraz  w  obliczu  niebezpieczeństwa  zrozumiała,  że  książę  miał 

rację  przygotowując  jej  wyjazd  na  Węgry.  Gdy  znajdzie  się  poza 

granicami  kraju,  żaden  detektyw  nie  znajdzie  jej  i  im  szybciej 

wyjedzie tym lepiej, ale tymczasem może się okazać, że i tak jest już 

za późno. 

Zanim  wyszła  frontowymi  drzwiami  na  zewnątrz,  gdzie 

wiedziała, że Thomas czeka na nią z Gyorgy, pobiegła do biblioteki i 

szybko napisała list do księcia. 

„Wasza Wysokość, 

Jakiś  mężczyzna  kręci  się  koło  domu  i  zadaje  dużo  pytań. 

Denerwuje  wszystkich  i  jestem  pewna,  że  jest  to  ktoś  wynajęty  przez 

wuja  George  by  mnie  odszukać.  Proszę,  przyjedź  jak  najszybciej  i 

powiedz mi co mam zrobić. Boję się, bardzo się boję i czuję, że tylko ty 

możesz mnie ocalić. Forella". 

Włożyła  list  do  koperty  i  zaadresowała  do  księcia  na  adres  jego 

domu w Londynie, po czym wyszła do hallu, gdzie czekał Newman. 

background image

— Czy możesz wysłać to niezwłocznie do księcia? — spytała. — 

Myślę, że byłoby szybciej, gdyby ktoś... mógł zawieźć to do Londynu. 

To  zajmie  tylko  dwie  i  pół  godziny  a  wydaje  mi  się,  że  książę 

powinien otrzymać to niezwłocznie. 

Niewzruszona  twarz  Newmana  nie  zdradzała  zdziwienia  na  to 

życzenie. 

— Tak, oczywiście, milady — odpowiedział — zorganizuję, żeby 

jeden z posłańców pojechał natychmiast. 

—  Dziękuję  —  odpowiedziała  Forella  i  pospieszyła  na  zewnątrz 

do Gyorgy.  

Gdy  odjeżdżała  z  Thomasem,  który  jechał  na  innym  cudownym 

ogierze należącym do księcia, powiedziała: 

—  Słyszałam,  że  jakiś  mężczyzna  kręci  się  koło  domu  i  zadaje 

dużo pytań, czy widziałeś go? Jak wygląda? 

— Widziałem go — odparł Thomas — ale nie rozmawiał ze mną 

wywnioskowałem,  chociaż  mogę  się  mylić,  że  on  nie  jest 

zainteresowany  stajniami,  za  co  jestem  mu  bardzo  wdzięczny,  ale 

raczej domem. 

Forella  czuła,  że  je  serce  zatrzymało  się  na  moment  zanim 

powiedziała: 

— Nie masz pomysłu, kogo on może szukać? 

— Nie, milady — odparł Thomas — może być oczywiście tylko 

wścibskim  przechodniem,  lub  być  może  złodziejem  szukającym 

okazji. 

background image

— Myślę, że włamywacz nie zadawałby pytań i nie ryzykowałby, 

by ludzie go zauważyli — odparła Forella. 

—Nie, oczywiście, masz rację milady. 

Zmarszczył  brwi  z  niezadowolenia, mimo  to  Forella  powiedziała 

impulsywnie: 

—  Myślę,  że  wiesz,  iż  praktycznie  każdy  tutaj  ukrywa  się  przed 

czymś i że dotyczy nas wszystkich. 

—  To  prawda  —  zgodził  się  Thomas  —  też  nie  chcę  zostać 

rozpoznany. 

—  Tak  myślałam...  że  być  może  ukrywasz  się.,  tak  jak  i  ja  — 

powiedziała Forella. 

— Tak, ukrywam się — odpowiedział Thomas — i to tylko dzięki 

Jego Wysokości jestem wolnym człowiekiem. 

Ponieważ  rozmawiali,  Gyorgy  zaczął  płoszyć  się  wszystkim  co 

zauważył i Forella musiała ściągnąć wodze. 

—  Pozwólmy  im  pobiec,  milady  —  zaproponował  Thomas  —  i 

porozmawiamy później. Myślę, że są zazdrosne, bo nie zwracamy na 

nie uwagi. 

Forella  roześmiała  się  i  pozwoliła  Gyorgy  galopować  tak  długo, 

aż się zmęczył. Potem, gdy mogli rozmawiać, Thomas opowiedział jej 

o  tym  jak  był  trenerem  w  Newmarket  u  bardzo  znanego  człowieka 

Klubu.  Jeden  z  dżokejów  bardzo  chciał  wygrać  dwa  tysiące  gwinei  i 

pod  nieobecność  Thomasa  podał  koniowi  na  którym  jechał  doping. 

Wygrał  wyścig,  ale  inny  dżokej,  zazdrosny  o  jego  sukces,  wniósł 

skargę do sędziego i ten wszczął śledztwo.  

background image

Dżokej,  żeby  zachować  twarz  przysiągł,  że  jest  niewinny  i  że 

Thomas-trener  zdopingował  konia, by  zwierzę  było  szybsze.  To  była 

jedna  z  tych  bardziej  skomplikowanych  spraw,  powiedział  Thomas 

sucho,  i  werdykt  zależał  od  tego,  w  czyje  słowo  uwierzy  organizator 

zawodów. 

— I oni nie uwierzyli tobie! — zawołała Forella. 

—  Istniała  możliwość,  że  będę  poniżony  i  skreślony  z  listy  — 

powiedział cicho Thomas. 

— Cóż za niesprawiedliwość — krzyknęła Forella. 

— To się często zdarza na wyścigach konnych — odparł Thomas 

filozoficznie.  —  Jego  Wysokość  namówił  mnie,  że  najlepszą  rzeczą, 

jaką  mogę  zrobić,  jest  zrezygnować  z  zajmowanej  przeze  mnie 

posady, a tym samym uniknąć dochodzenia i sprawy w sądzie. 

Coraz ciszej mówił dalej: 

—  Pomógł  mi  napisać  list  zapewniający  o  mojej  niewinności  i 

dający jasno do zrozumienia, że uważam, iż najlepszą rzeczą z punktu 

widzenia wyścigów konnych, jako wspaniałego sportu jest uniknięcie 

skandalu. 

Zaśmiał się sucho. 

—  To  był  mądry  list  i  rozumiem,  dlaczego  moje  zachowanie 

zostało zaaprobowane przez cały Klub Dżokejów. 

— Dlatego przyjechałeś tu — powiedziała Forella. 

— Tak, Jego Wysokość przywiózł mnie tu i dał kilka wspaniałych 

koni  pod  opiekę,  co  sprawiło,  że  życie  stało  się  dużo  bardziej 

przyjemne dla mnie, niż byłoby w innych okolicznościach. 

background image

— A co z przyszłością? — spytała Forella. 

Thomas uśmiechnął się i Forella uświadomiła sobie, jak rzadko to 

robił: 

—  Jego  Wysokość  obiecał  mi,  że  gdy  wszystko  ucichnie  i  nie 

będzie  mowy  o  rozpoznaniu  mnie,  umieści  mnie  jako  trenera  w 

Paryżu, gdzie ma ogromne stajnie, które stale chce powiększać. 

Forella zawołała z zachwytem: 

— To będzie dla ciebie wspaniałe! 

—  Czekam  na  to  milady,  ale  Jego  Wysokość  nalega,  żebym 

odczekał  jeszcze  przynajmniej  pięć  lat,  aż  będę  całkiem  zapomniany 

w Newmarket i nie będzie możliwości, bym we Francji był związany 

z  trenerem,  którego  metody  były  kwestionowane  przez  Klub 

Dżokejów. 

Pomyślała,  jak  dużo  racji  miała  księżniczka  opisując  wszystkich 

mieszkańców  dworku,  jako  stadko  księcia.  Ponieważ  wszyscy  oni 

mieli coś do ukrycia, było oczywiste, że każdy obcy snujący się koło 

domu  i  zadający  pytania,  będzie  ich  denerwował  i  niepokoił. 

Jednocześnie  była  całkiem  pewna,  że  skoro  nikt  ich  wcześniej  nie 

szpiegował,  ona  jest  za  to  odpowiedzialna,  bo  to  poszukiwania  jej 

przywiodły tu tego człowieka. 

Książę  wszystko  załatwi,  gdy  przyjedzie,  stwierdziła.  Złapała  się 

na  myśleniu  o  tym,  jak  długo  zajmie  posłańcowi  droga  do  Londynu, 

co  zrobi  książę,  gdy  przeczyta  jej  list  i  jak  szybko  będzie  mógł 

przyjechać do dworku. Minęło dziesięć dni od czasu, gdy widziała go 

i  pomyślała,  że  dla  niej  było  to  jak  całych  dziesięć  wieków.  Miała 

background image

wrażenie, że unika jej, a ona stale przypominała sobie jak powiedział, 

że  ona utrudnia i tak już trudne sprawy.  Ale co rzeczywiście miał na 

myśli?  

Forella  poczuła  się  nagle  bardzo  samotna.  Prowadząc  dziwne 

życie ze swoim ojcem i mamą, co mogła wiedzieć o człowieku takim 

jak  książę  Janos?  I  co  w  ogóle  mogła  wiedzieć  o  Anglii?  Spotkała 

sułtanów, hersztów band i szejków arabskich, ludzi, którzy żyli po to, 

by  walczyć,  plądrować  i  zabijać.  I  dopóki  nie  przyjechała  do  Anglii, 

nigdy  nie  spotkała  mężczyzn  takich  jak  wuj,  lub  hrabia  i  oczywiście 

nigdy  kogoś  takiego,  jak  książę.  Trudno  było  na  początku  uwierzyć, 

że  są  prawdziwymi  ludźmi,  a  nie  tylko  elegancko  ubranymi 

postaciami z opowiadań.  

Teraz  gdy  pomyślała  o  księciu,  wydał  się  bardzo  realny. 

Wiedziała,  że  tylko  przebywanie  z  nim  niosło  radość  i  uniesienie, 

które było niemożliwe do wyrażenia słowami, pewnie dlatego, że było 

to coś, co nigdy nie przydarzyło się jej przedtem. Później śmiała się z 

własnych  mrzonek  o  nim.  „Żałuje  mnie,  jest  mu  mnie  szkoda.  Nie 

jestem dla niego atrakcyjną kobietą jak te, które wypełniają jego dom 

w Londynie i jego zamek, które bawią go tak, jak ja nie potrafię". 

Nocą myślała o każdej rozmowie kiedykolwiek przeprowadzonej 

z księciem i uznała, że była głupia kłócąc się i bez  wątpienia nudząc 

go  swoimi  przemowami  o  towarzystwie.  Powinnam  była  siedzieć 

cicho i pozwolić  mu  mówić, beształa  się. Rozpaczliwie  pragnęła,  tak 

jak  wiele  kobiet  przed  nią,  by  mogła  cofnąć  czas  i  zachować  się 

inaczej niż to zrobiła. 

background image

Nie  mogła  zasnąć,  aż  gwiazdy  prawie  zniknęły  i  pozostała  już 

tylko  godzina  do  świtu.  Potem  zapadła  w  drzemkę  i  śniło  się  jej,  że 

książę był z nią i że wszystko wyglądało inaczej. Spacerowali razem, 

z  dłonią  w  dłoni  i  ona  już  się  nie  bała.  Obudziła  się  nagle 

zaniepokojona i wstała, by zasłonić zasłony. Jej sypialnia wychodziła 

na ogród i w poświacie nocy strumień i wszystko wokół spowite było 

leciutką  mgiełką.  Było  cicho  i  nieruchomo  tak  jak  zawsze,  tuż  przed 

świtem. 

Po  chwili  Forella  rozpamiętując  jeszcze  swój  sen,  spojrzała  na 

dół. W cieniu krzewów, które ogradzały część łąki, wyróżniał się jakiś 

ciemniejszy  i  większy  kształt.  Trudno  było  dojrzeć  dokładnie,  ale  po 

chwili  wiedziała,  że  był  to  człowiek!  Człowiek,  który,  była  pewna, 

patrzył  w  okna  domu.  Mimo,  że  nie  mogła  dokładnie  widzieć  jego 

twarzy czuła, że wpatruje się w jej okno.  

Ponieważ bała się, chociaż było mało prawdopodobne, by mógł ją 

zobaczyć, cofnęła się w głąb pokoju. Gdy to zrobiła zauważyła, że się 

trzęsie. Była teraz absolutnie pewna, że kogokolwiek  wynajął jej wuj 

by  ją  odszukać,  człowiek  ten  odkrył,  że  była  we  dworku  i 

zdemaskował pod fałszywym imieniem. 

 

Rozdział 7 

Idąc  z  ogrodu  z  kilkoma  różami,  które  zerwała  dla  księżniczki, 

Forella  myślała  podekscytowana,  że  być  może  książę  przyjedzie 

dzisiaj. Była  pewna,  że  nie  zignoruje  jej  wezwania,  ale  obawiała  się, 

że  mogło  go  nie  być  w  Londynie.  Mógł  gdzieś  daleko  obserwować 

background image

zwycięstwa swoich koni na wyścigach. Ale ponieważ była szansa, że 

go spotka, założyła jedną z najładniejszych sukien, jakie jej przysłał.  

Wiedziała,  gdy  popatrzyła  w  lustro,  że  jej  oczy  jaśniały  z 

podniecenia  i  miały  wyraz,  który  zawstydzał  ją,  a  który  był 

nieomylnie  wyrazem  miłości.  Wydawało  się  niemożliwe,  by  mogła 

pokochać go tak absolutnie i nieoczekiwanie, jednocześnie wiedząc o 

nim  tak  mało.  Jej  ojciec  jednak  tak  samo  zakochał  się  w  mamie  w 

momencie, gdy ją zobaczył, a i mama nie pozostała obojętna. 

„Uznałam  go  za  najprzystojniejszego  człowieka,  jakiego 

kiedykolwiek  widziałam,  opowiadała  jej  potem,  a  gdy  spojrzał  na 

mnie  czułam,  jakby  moje  serce  miało  wyskoczyć  do  niego  i  chociaż 

nawet teraz wydaje się to ciągle niemożliwe, zakochałam się!" 

„Rozumiem — mówiła Forella do siebie — tak jak mama kochała 

tatę przez  całe  życie,  tak  i  ja już nikogo  nie  będę  mogła pokochać  w 

ten sam sposób, w jaki kocham księcia Janosa". Potem przypomniała 

sobie  biedną  panią  na  górze  i  poczuła  jakby  jakiś  cień  przesłonił 

słońce.  W  tym  momencie  jednak  liczyła  się  tylko  jedna  rzecz: 

prawdopodobieństwo,  że  ktoś  ją  śledzi.  Jeśli  książę  nie  będzie  w 

stanie jej uratować, musi wrócić do Londynu. 

Poczekam na niego do jutra, a jeśli nie przyjedzie, wtedy ucieknę 

—  pomyślała  Forella.  Teraz  jednak  nie  mogła  brać  pod  uwagę 

wyruszenia  w  drogę  sama  na  Gyorgy  i  bez  pieniędzy,  tak  jak  to 

zrobiła  wcześniej.  „Książę  przyjedzie,  wiem  że  przyjedzie  do  mnie", 

pocieszała samą siebie. 

background image

Gdy weszła przez oszklone drzwi do saloniku, on już tam był. Nie 

spodziewała się go tak wcześnie i przez moment wydawało się jej, że 

to  sen,  ale  on  był  naprawdę  i  stał  patrząc  na  nią  spojrzeniem,  które 

zapierało dech. Nie miała pojęcia, ponieważ stała tyłem do słońca, że 

czerwone  światła  w  jej  włosach  tańczyły  jak  małe  języki  ognia  i  że 

wyglądała oszałamiająco pięknie.  

Po dłuższym czasie udało jej się wykrztusić: 

— Jesteś... tu! 

Jej  głos  przełamał  przestrzeń  między  nimi  i  książę  podszedł  do 

niej. 

—  Tak,  jestem  tutaj  —  powiedział  miękkim  głosem  — 

przyjechałem najszybciej jak mogłem. 

— Jest... tak wcześnie — powiedziała Forella — że księżniczka... 

nie będzie gotowa... spotkać się z tobą. 

Nie  myślała  o  tym  co  mówi.  Patrzyła  tylko  na  niego,  jaki  jest 

przystojny  i  jego  bliskość  sprawiła,  że  czuła  jak  słońce  przenika  ją  i 

zamienia się w płomyki dotykając jej ciała. 

—  To  ciebie  chcę  widzieć  —  powiedział  książę  cicho  —  ale 

najpierw  chcę  się  dokładnie  dowiedzieć,  co  się  tu  dzieje  i  jaka  jest 

tego przyczyna. 

Gdy  skończył  mówić,  ku  zdziwieniu  Forelli  jakiś  mały  chłopiec 

wbiegł do pokoju. 

— Znalazłem je, wujku Janos! — krzyczał podniecony — i teraz 

chcę je wypróbować! 

Książę uśmiechnął się i powiedział: 

background image

—  Miklos,  niech  cię  przedstawię  bardzo  czarującej  damie. 

Forello,  to  mój  siostrzeniec,  który  właśnie  przyjechał  do  Anglii  do 

szkoły, gdzie w przyszłości będzie znany jako „Michael". 

Forella  wyciągnęła  rękę  do  Miklosa,  który  mógł  mieć  około 

dwunastu  lat,  a  on  skłonił  się  w  najbardziej  elegancki  sposób  i 

odezwał się tak, jakby chciał, żeby też się z nim cieszyła: 

— Czy  wiesz co tu mam? — spytał wskazując na pudełko, które 

trzymał w rękach. 

Forella odpowiedziała: 

— Nie mam pojęcia. 

—  Wujek  Janos  mówił  mi,  że  to  teleskop,  który  był  używany  w 

bitwie o Trafalgar, a ponieważ ja chcę być marynarzem gdy dorosnę, 

muszę wiedzieć jak go używać. 

—  W  zasadzie  —  odezwał  się  książę  —  w  pudełku  są  dwa 

teleskopy i myślę, że mógłbyś pokazać hrabinie jak działają. 

— Oczywiście — zgodził się Miklos. 

Książę spojrzał na Forellę. 

— Zabierz Miklosa do ogrodu — powiedział — a kiedy spotkam 

się z  Thomasem po którego posłałem, będę znał więcej szczegółów i 

później porozmawiamy. 

Forella  położyła  na  bocznym  stoliku  róże,  które  przyniosła,  a 

Miklos pobiegł do ogrodu. 

— Nie bój się — rzekł książę miękkim głosem — wiesz przecież, 

że będę cię pilnował. 

background image

— Widziałam mężczyznę ostatniej nocy... obserwującego moje... 

okno  —  powiedziała  Forella.  —  Jestem  pewna,  że  wuj  George... 

wysłał go... żeby mnie odnalazł. 

—  Zaufaj  mi  —  odpowiedział  książę  —  być  może  nie  jest  to 

wszystko tak niebezpieczne jak myślisz. 

— Mam nadzieję... że nie. 

Chciała  zostać  z  nim,  chciała  dalej  rozmawiać  i  czuć  jego 

bliskość. Ktoś zapukał do drzwi i domyśliła się, że to pewnie Thomas. 

Nie  mówiąc  nic  więcej  wyszła  szybko  do  ogrodu  w  poszukiwaniu 

Miklosa. Kiedy przyłączyła się do niego poprosiła: 

— Musisz mi opowiedzieć całą historię teleskopów. 

—  Wuj  Janos  mówi,  że  są  bardzo  dokładne  i  w  tamtym  czasie 

były najsilniejszymi teleskopami, jakie kiedykolwiek wykonano. 

Otworzył pudełko i Forella zobaczyła dwa teleskopy leżące obok 

siebie: 

— Myślę — powiedziała — że moglibyśmy pójść w stronę  lasu, 

skąd jest dobry widok i sprawdzić, jak daleko przez nie widać. 

— Dobrze, zróbmy to — zgodził się Miklos. 

Był  ładnym  małym  chłopcem  i  Forella  pomyślała,  że  jednak  los 

okrutnie  obszedł  się  z  księciem  i  nie  dał  mu  własnego  syna.  Była 

prawie  pewna,  że  gdyby  miał  chłopca,  byłby  on  bardzo  przystojny. 

Książę nauczyłby go jeździć konno, tak dobrze jak on sam i zajmować 

się rzeczami, w których, była pewna, był ekspertem. Pomyślała też, że 

to  musi  być  marna  namiastka  dla  niego  interesować  się  dziećmi 

siostry. Od księżniczki wiedziała, że nie miał braci. 

background image

— Do jakiej szkoły będziesz chodził? — spytała Miklosa. 

—  Wuj  Janos  załatwił  mi  szkołę  w  Eton  —  odpowiedział  — 

mówi, że jest to najlepsza szkoła na świecie i że mam dużo szczęścia. 

Ale najpierw będę chodził na kurs przygotowujący... 

—  Jestem  pewna,  że  spodoba  ci  się  w  Eton  tak  bardzo  jak 

mojemu tacie — odpowiedziała Forella. 

W  tym  czasie  doszli  do  schodków  przy  końcu  ogrodu,  które 

prowadziły  do  lasu.  Gdy  wspięli  się  trochę  Forella  pomyślała,  że 

rozsądnie byłoby nie iść dalej, tak na wszelki wypadek, by nie natknąć 

się  na  człowieka,  który  obserwował  dom.  Zatrzymała  się  więc  i 

powiedziała: 

— Sprawdźmy jak daleko widać stąd. 

Miklosowi nie trzeba było powtarzać. Położył pudełko na ziemi i 

wyjął dwa teleskopy z których jeden podał Forelli: 

— Mam nadzieję, że wiesz jak go ustawić. 

— Myślę, że tak — uśmiechnęła się. 

Wzięła  od  niego  teleskop  i  rozejrzała  się  nad  doliną.  Zauważyła 

mgłę, która psuła nieco widoczność. Obróciła teleskop w stronę domu, 

chcąc zobaczyć księcia i wtedy wpadła na pewien pomysł. 

— Powiem ci, co możemy zrobić Miklos — powiedziała — jeśli 

popatrzymy oboje przez teleskopy, możemy zobaczyć białe gołębie na 

dachu i na oknie. Zróbmy zawody, kto policzy ich więcej. 

—  Podoba  mi  się  ten  pomysł—zawołał  Miklos.  —A  jaka będzie 

nagroda? 

background image

— O to będziesz się musiał spytać wuja Janosa — odpowiedziała 

Forella. — Powiedz kiedy będziesz gotowy, żeby zacząć. 

— Już! 

—  Bardzo  dobrze  —  odparła  Forella  przykładając  teleskop  do 

prawego oka i zamykając drugie — Jeden, dwa, trzy start! 

Teleskopy  były  całkiem  silne  i  mogła  widzieć  bardzo  dokładnie 

białe  gołębie  trzepoczące  skrzydłami  na  szczycie.  Później  zauważyła 

ich dużo na parapecie okna na trzecim piętrze i pomyślała, że to tam 

biedna  pani  musi  je  karmić.  Bez  zastanawiania  się  nad  tym  zaczęła 

liczyć te, które dziobały coś na parapecie.  

W tym momencie ktoś podszedł do okna. Była to kobieta. Forella 

mogła zobaczyć jej twarz dosyć wyraźnie i domyśliła się, że patrzy na 

żonę księcia. Bez wątpienia była wciąż ładna, ale miała twarz dziecka 

i  nawet  z  daleka  wyglądała  bardzo  młodo.  Później,  gdy  wpatrywała 

się  w  nią  zapominając  przez  moment  o  gołębiach,  rozległ  się  trzepot 

skrzydeł  i  zobaczyła,  że  księżniczka  trochę  za  bardzo  się  wychyliła 

przez okno.  

Forelli  przemknęło  przez  myśl,  że  to  może  być  niebezpieczne  i 

łatwo  w  ten  sposób  wypaść.  Gdy  tylko  zdążyła  to  pomyśleć 

zobaczyła,  jak  ręce  biednej  pani  wyciągnęły  się  w  przestrzeń,  jakby 

próbowała się czegoś chwycić i wtedy zrozumiała z przerażeniem, że 

ktoś  ją  popychał.  Za  nią  stał  mężczyzna.  Mogła  dostrzec  jego  ręce  i 

ramiona.  

Potem, gdy biedna pani wypadła z okna, Forelli wydawało się, że 

prawie słyszy krzyk, który na pewno wydarł się jej z ust. Wszystko to 

background image

stało  się  szybko,  trzepot  bieli,  który  był  jak  skrzydła  gołębi  i  potem 

biedna pani zniknęła. Wydawało się koszmarnym snem.  

Potem,  ponieważ  Forella  stale  tam  jeszcze  patrzyła,  zobaczyła  w 

oknie mężczyznę i dokładnie mogła przyjrzeć się jego twarzy. Nigdy 

przedtem go nie widziała. Ciemnowłosy, z ciężkimi czarnymi wąsami. 

Spojrzał w dół, potem cofnął się i zniknął w głębi pokoju. 

Miklos zawołał w tym momencie: 

—  Ktoś  wypadł  przez  okno!  Widziałaś?  Ona  wypadła!  Jestem 

tego pewien. 

— Tak... mi się wydawało. 

— I w oknie był mężczyzna, dlaczego jej nie uratował? 

— Może to było niemożliwe... 

Ponieważ  to,  co  zobaczyła  było  tak  przerażające  i  jednocześnie 

nierealne, jakby to był trik teleskopu powiedziała: 

— ...Myślę Miklos, że powinniśmy... wrócić do domu. 

— Musimy iść i powiedzieć wujowi Janosowi, co widzieliśmy — 

odpowiedział  Miklos  —  czy  myślisz,  że  kobieta,  która  wypadła 

zraniła się? 

— Nie... wiem — odparła Forella— ale... musimy się dowiedzieć. 

Gdy doszli do trawnika, zaczęła prawie biec. Miklos biegł za nią 

mocno  trzymając  swój  teleskop.  Dopiero,  gdy  byli  bliżej  domu, 

Forella  zwolniła  trochę,  żeby  złapać  oddech.  Chciała  jak  najszybciej 

dobiec  do  księcia,  ale  jednocześnie  obawiała  się,  że  cała  ta  sprawa 

była  dziwnym  złudzeniem.  Wiedziała  jednak,  że  to  się  rzeczywiście 

stało. Miklos też to widział.  

background image

Dotarli  do  okna  saloniku  i  Miklos  już  miał  biec  do  przodu,  by 

opowiedzieć  wszystko  wujowi,  gdy  Forella  usłyszała  głosy  i 

wyciągnęła rękę, by go przytrzymać. 

— Poczekaj chwilę — wyszeptała. 

Nie chciała mówię księciu o tym co się stało w obecności innych. 

Gdy  tak  stała  niezdecydowanie,  próbując  poukładać  kłębiące  się 

myśli, usłyszała go jak zdenerwowany mówi głosem, który  wydał jej 

się zupełnie obcy: 

—  Co  ty  mówisz  Jacques!  I  jeszcze  nie  wytłumaczyłeś  mi, 

dlaczego tu jesteś. 

Mówił  po  francusku  i  gdy  Forella  zastanawiała  się  kim był  obcy 

mężczyzna odezwał się: 

—  Masz  dokładnie  dwie  minuty  Kovac,  żeby  zdecydować  co 

zrobisz. Wybór należy do ciebie! 

— O czym ty do diabła mówisz? 

— Powiem ci to jasno — Lucille jest tu ze mną. 

— Lucille jest tutaj? 

—  Słuchaj,  nie  mam  czasu  na  rozmowy.  Powiedziała 

pielęgniarkom  pilnującym  twojej  żony,  że  skręciła  kostkę  i  gdy  one 

wyszły z pokoju, ktoś wypchnął tę biedną zwariowaną kreaturę przez 

okno! 

— O czym ty mówisz! — zawołał książę. 

— Wybór jest taki: albo przysięgniesz, że poślubisz moją siostrę 

—  ciągnął  Jacques,  albo  będziesz  oskarżony  o  morderstwo!  Jestem 

background image

gotowy  zeznać,  że  widziałem  cię  jak  wypychałeś  swoją  żonę  przez 

okno, gdy nie było nikogo innego w pokoju. 

—  Myślę,  że  zwariowałeś  lub  jesteś  pijany  —  odparł  książę.  — 

Mój lokaj był ze mną do ostatniej sekundy, zanim tu wszedłeś. 

—  Zeznania  twojego  sługi  nie  będą  dopuszczalne  w  sądzie,  jeśli 

w  grę  wchodzi  sprawa  o  morderstwo  —  powiedział  Jacques 

pogardliwie.  —  Więc  co  wybierasz  Kovac,  ślub  czy  proces  na  Old 

Bailey? 

Wtedy Forella wzięła głęboki oddech i trzymając Miklosa za rękę 

weszła z nim przez otwarte drzwi do saloniku. Zauważyła, że chłopiec 

nie  rozumiał  francuskiego.  Gdy  weszli  do  środka  zobaczyła  tam,  tak 

jak  oczekiwała,  że  mężczyzna  stojący  twarzą  do  księcia  ma  ciężkie, 

czarne wąsy i jest tym samym osobnikiem, którego widziała w oknie.  

Książę  podniósł  na  nich  wzrok  i  zanim  Forella  zdążyła  coś 

powiedzieć, Miklos pobiegł w stronę swojego wuja. 

—  Wujku  Janos  —  krzyczał  —  patrzyłem  przez  teleskop  i 

widziałem  kobietę  ubraną  na  biało  jak  wypadała  przez  okno! 

Widziałem ją! 

—  Masz  jeszcze  minutę  —  powiedział  Francuz,  jakby  chciał 

zignorować to zamieszanie. 

—  Ja  też  widziałam,  co  się  stało  —  powiedziała  Forella  po 

francusku.  —  Biedna  pani  wypadła  z  okna,  ale  została  wypchnięta 

przez  mężczyznę,  który  potem  wychylił  się,  żeby  zobaczyć,  gdzie 

upadła.  

Zamilkła na chwilę, potem wskazała na Francuza i powiedziała: 

background image

— To był człowiek, którego tam widziałam! 

Jacques drgnął, potem powiedział z furią: 

—  Jeszcze  jedno  zeznanie  służby?  Wątpię,  czy  będą  miały 

jakąkolwiek wagę przed sędzią i ławą przysięgłych. 

— Nazywam się, jeśli to cię interesuje mounsieur — powiedziała 

Forella  po  francusku  —  Forella  Claydon, a  moim  wujem jest  markiz 

Claydon,  członek  Izby  Lordów  na  Dworze  Jej  Wysokości,  Królowej 

Wiktorii... 

Mówiła  tak  dobitnie,  że  Francuz  prawie  skruszył  się  pod  jej 

wzrokiem.  Wiedział,  że  jest  pokonany  i  chociaż  dalej  chciał  grać 

pewnego siebie, książę powiedział rozkazującym głosem: 

—  Masz  minutę,  ty  i  Lucille,  żeby  wynieść  się  z  tego  domu  i 

kraju!  Jeśli  pozostaniecie  w  okolicy,  będziesz  oskarżony  o 

morderstwo i mój gość, który widział co się zdarzyło złoży zeznania, 

a to oznacza, że będziesz wisiał! 

Jacques otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale książę powiedział 

stanowczo: 

— Jedna minuta! 

I  prawie  tak  szybko  jak  biedna  pani  leciała,  Jacques  wybiegł  z 

pokoju trzaskając drzwiami. 

Ponieważ była tak spięta i jednocześnie bała się o księcia, Forella 

poczuła  że  ściany  kręcą  się  wokół  niej  i  że  otaczają  ciemność,  ale 

ramiona księcia podtrzymały ją i pomógł jej dojść do sofy.  

Miklos zapytał: 

background image

—  Dlaczego  ten  mężczyzna  uciekł?  Widziałem  go  w  oknie  po 

tym, gdy ta kobieta wypadła. 

— Miklos — powiedział książę cicho — chcę żebyś coś dla mnie 

zrobił. 

— Co wuju Janos? 

— Chcę, żebyś poszedł do stajni popatrzeć na konie i żebyś zabrał 

ze sobą hrabinę. 

— Dobrze, wuju Janos. 

—  Nie  mów  nic,  rozumiesz?  —  nic  o  tym  co  widziałeś,  czy 

słyszałeś, aż porozmawiamy. To bardzo ważne i wiem że zrobisz tak, 

jak cię o to proszę. 

— Oczywiście, wuju Janos. 

Książę zwrócił się znów do Forelli. 

— Czy dobrze się czujesz? — spytał. — Jeśli tak, chciałbym, byś 

wyszła z tego pokoju tak szybko jak możesz. 

— Tak... dobrze się czuję... — odpowiedziała Forella szeptem. 

—  Ocaliłaś  mnie  —  powiedział  książę  —  a  teraz  ja  chcę  ocalić 

ciebie i wszystkich innych od wielu czekających nas nieprzyjemności. 

Forella wstała. Słabość minęła i rzeczywiście czuła się już dobrze. 

To  dlatego,  że  książę  był  blisko  niej,  dotykał  ją  a  ona  kochała  go. 

Wyciągnęła rękę do Miklosa. 

—  Chodź  ze  mną  —  powiedziała  —  wiem,  że  spodoba  ci  się 

oglądanie koni twojego wuja. 

Książę podszedł do drzwi i otworzył je: 

background image

— Dziękuję — powiedział miękko, gdy Forella mijała go i słowa 

jego były jak miła pieszczota. 

W  hallu  nie  było  nikogo.  Gdy  Forella  i  Miklos  skręcili  w  lewo 

korytarzem,  który  prowadził  ich  do  bocznych  drzwi  najbliższych 

stajni,  zobaczyła  Newmana  nadchodzącego  z  przeciwka.  Ruszał  się 

dużo szybciej niż zwykle i usłyszała jak mówił do księcia. 

— Muszę poprosić Jego Wysokość, by szedł ze mną natychmiast. 

Zdarzył się okropny wypadek. 

Później Forella z trudem mogła sobie dokładnie przypomnieć, co 

się działo i w jakiej kolejności, ale wszystko było tak dramatyczne, że 

aż  nierealne.  Wydawało  się  nieprawdopodobne,  że  biedna  pani  nie 

żyła i że książę jest wolny. Gdy była w stajni z Miklosem karmiącym 

konie udawała, że słucha jak Thomas rozmawia z małym, ale jej myśli 

krążyły  wokół księcia. Być może jego żona przeżyła tylko szok i nie 

zabiła się, jak to planował Francuz. 

Myślała,  kim  on  był  i  kim  mogła  być  Lucille,  i  właściwie 

dlaczego  szantażowali  księcia.  Potem  stwierdziła,  że  stało  się 

sprawiedliwie, bo tak jak on uratował ją przed poślubieniem hrabiego, 

tak  ona  uratowała  go  przed  poślubieniem  kogoś,  kto  zaplanował  ze 

swoim  bratem  morderstwo  pani.  Wszystko  to  wydawało  się  takie 

skomplikowane  i  okropne,  że  nadal  nie  mogła  opanować  małego 

drżenia,  a  jednocześnie  przepełniającego  ją  szczęścia,  że  książę  jest 

wolny.  „Nawet  jeśli  on...  mnie  nie  zechce,  myślała  odkąd  go 

kocham... pragnę dla niego... wszystkiego co najlepsze". 

background image

Thomas  wsadził  Miklosa  na  grzbiet  jednego  z  cudownych 

ogierów. 

— Chcę jeździć na tym koniu — powiedział Miklos. — Myślisz, 

że wuj Janos mi pozwoli? 

— Będziesz musiał sam go o to zapytać — odparł Thomas. 

—  Dzisiaj  nie  ma  na  to  czasu  —  odparł  Miklos  —  ponieważ 

mama czeka na mnie w zamku, by zabrać mnie do szkoły.... 

—  Być  może  w  następne  wakacje  —  odpowiedział  Thomas  z 

uśmiechem. 

— Tak, oczywiście, w następne wakacje! — zgodził się Miklos. 

Forella  zastanowiła  się,  gdzie  też  ona  będzie  gdy  nadejdą 

wakacje.  Jej  myśli  wydawały  się  krążyć  w  kółko  i  stale  widziała 

wyprostowane  ramiona  biednej  pani,  gdy  próbowała  znaleźć  coś 

czego mogłaby się chwycić, gdy Jacques wypychał ją z okna.  

Teraz mogła myśleć jasno o tym i wiedziała, że książę każąc mu 

wynieść  się  z  domu  i  kraju  nie  miał  zamiaru  ratować  go  od 

konsekwencji  przestępstwa,  ale  chciał  uniknąć  skandalu  i  rozgłosu, 

które przyniosłaby sprawa o morderstwo. To było nie tylko coś przed 

czym on by się wzbraniał, ale ponad wszystko nie chciał pozwolić na 

cierpienie  tak  wielu  innych  ludzi  jak  księżniczka,  doktor,  Thomas  i 

ona  sama.  Gdyby  wezwano  policję,  wszyscy  musieliby  złożyć 

zeznania i ich anonimowość zostałaby ujawniona. 

„Wtedy wuj George wiedziałby, gdzie jestem i nie musiałby mnie 

już  szukać"  —  pomyślała  Forella  z  przerażeniem.  Zrozumiała,  że 

ostatniej  nocy,  gdy  widziała  Jacquesa  patrzącego  jak  się  wtedy 

background image

zdawało  w  jej  okno,  patrzył  on  w  rzeczywistości  nieco  wyżej.  Była 

pewna,  że  przez  ostatnie  parę  dni,  gdy  kręcił  się  tu  i  wypytywał 

służbę,  próbował  poznać  dokładnie  jak  gospodarstwo  było 

zorganizowane. Dowiedział się, że gdy jedna pielęgniarka jadła, druga 

pełniła dyżur sama. Sprawa była prosta do wykonania.  

To była jedna szansa na milion, że będziemy akurat patrzeć przez 

teleskopy,  pomyślała  Forella  i  być  może  dlatego,  że  to  moc  większa 

niż  przypadek  zapewniła,  że  książę  nie  będzie  oskarżony  o  uczynek, 

którego  przy  szlachetności  swojego  serca  nigdy  nie  popełniłby.  Było 

to  tak,  jakby  jej  prośby  zostały  wysłuchane  dokładnie  i  gdy  ona 

prosiła  o  jego  szczęście,  Bóg  usłyszał  i  przyszedł,  by  uratować  ich 

oboje. „Jeśli tylko... to mogłaby być... prawda" — wyszeptała Forella 

do siebie i przestraszyła się, że może za dużo by chciała. 

Gdy skończyli oglądać konie, jeden z lokajów przyszedł do stajni 

mówiąc, że Jego Wysokość prosi by wrócili do domu, gdzie czeka na 

nich w bawialni. Zdenerwowana i przestraszona, że stało się coś czego 

nie  przewidywała,  blada  weszła  do  pokoju.  Książę  stał  tyłem  do 

kominka i gdy weszli odezwał się: 

—  Miklos,  chcę  żebyś  poszedł  na  górę  i  poznał  swoją  krewną 

księżniczkę Marię Dabas, o której ci opowiadałem w drodze. 

—  Z  przyjemnością  ją  poznam,  wuju  Janos  —  odpowiedział 

Miklos — czytałem o Imbe Dabas i o tym jak był stracony. 

— Nie rozmawiaj z nią o tym — ostrzegł książę — ona bardzo się 

niecierpliwi,  by  cię  poznać  i  spiesz  się,  bo  musimy  niedługo  wracać 

background image

do  zamku.  Newman  czeka  przy  schodach,  żeby  pokazać  ci  drogę  do 

księżniczki. 

Gdy tylko Miklos wyszedł, książę wyciągnął ręce do Forelli: 

—  Posłuchaj  moja  droga,  ponieważ  będzie  tu  wiele  rzeczy  do 

załatwienia,  chociaż  wiem,  że  doktor  Bouvais  sprawi  by  wszystko 

poszło  gładko,  chcę  żebyś  opuściła  dom  niezwłocznie  i  pojechała  do 

mojej posiadłości na drodze do Southampton. 

Forella popatrzyła na niego zdumiona i on powiedział: 

—  Przyjadę  do  ciebie  później,  ale  musisz  być  wystarczająco 

dzielna i pojechać tam sama. Zrobisz to? 

—  Wiesz,  że  tak...  wszystko  cokolwiek  mi  powiesz,  żebym 

zrobiła — odpowiedziała Forella — ale... nie... rozumiem. 

—  Potem  wytłumaczę  —  rzekł  książę  —  ale  ważne  jest  to,  żeby 

nikt cię tu nie zobaczył. Wyjawiłaś swoje prawdziwe imię a poza tym, 

wokół  wypadku  i  pogrzebu  będzie  dużo  szumu  i  niepotrzebnych 

plotek. 

— Rozumiem i... będę czekała na... ciebie. 

Książę uniósł jej dłoń i pocałował. 

— Dziękuję ci, moja kochana — powiedział miękko. — Teraz idź 

i przygotuj się, a ja wytłumaczę księżniczce, co się wydarzyło. Powóz 

będzie  czekał  na  ciebie,  a  ja  postaram  się  opóźnić  wszystko  aż 

odjedziesz. 

— Dziękuję... dziękuję ci — powiedziała Forella półgłosem. 

Pocałował ją jeszcze raz w rękę, a potem poszła na górę do swojej 

sypialni. Nie zdziwiła się, że pani Newman już tam jest. 

background image

— Jego  Wysokość powiedział, że musisz zaraz  wyjechać milady 

—  powiedziała  —  i  to  po  tym  wszystkim,  co  się  dzisiaj  wydarzyło, 

jest jeszcze bardziej smutne. 

—  Przykro  mi  z  powodu  biednej  pani  —  powiedziała  Forella 

cicho. 

—  Musimy  wierzyć,  że  Bóg  wiedział  lepiej  —  odparła  pani 

Newman. 

— Tak też myślę — zgodziła się Forella, zastanawiając się w jaki 

sposób jej modlitwy zostały wysłuchane. 

Przebrała  się  szybko  w  strój  podróżny  i  zjadła  lekki  posiłek 

przyniesiony jej na tacy. Zauważyła,  idąc pożegnać się z księżniczką 

że książę opuścił już dworek i zabrał Miklosa do zamku. Potem miał 

spotkać się z szefem policji, by poinformować go o wypadku. 

— Jeśli chcesz wiedzieć co myślę — powiedziała księżniczka — 

to  jest  to  ogromna  ulga  nie  tylko  dla  Giselli,  ale  także  dla  drogiego 

Janosa,  chociaż  oczywiście  nie  są  to  w  takiej  chwili  odpowiednie 

słowa. 

— Nie... oczywiście, że nie — wymamrotała Forella. 

—  Myślę,  że  wszyscy  boimy  się  dostania  do  gazet  —  ciągnęła 

księżniczka  cicho.  —  Jeśli  oni  doniosą  kim  jesteśmy  i  dlaczego  tu 

jesteśmy, wiele złego może się zdarzyć. 

— Jestem pewna, że książę załatwi to tak, żeby nie było skandalu 

— odpowiedziała Forella. 

—  Dlaczego  miałby  być?  —  spytała  księżniczka.  —  To  był 

wypadek chociaż wiem, że biedne pielęgniarki obwiniają siebie za to, 

background image

że zostawiły ją samą nikt poza kompletnym hipokrytą udawałby, że to 

była tragedia. 

— Muszę jechać... Wasza Wysokość. 

—  Janos  powiedział  mi,  że  wysyła  cię  stąd  —  odparła 

księżniczka.  —  Było  cudownie  gościć  cię  tutaj i jedyną  rzeczą  jakiej 

żałuję  to  to,  że  nie  wyjawiłaś  mi  swojego  sekretu,  co  uważam  za 

nieuprzejme z twojej strony biorąc pod uwagę, że znasz mój. 

— Opowiem ci wszystko następnym razem, gdy się spotkamy — 

obiecała Forella i księżniczka roześmiała się. 

— Mam przeczucie, chociaż nie jestem jasnowidzem, że to może 

być o wiele szybciej niż to wydaje się możliwe i może twoja sytuacja 

będzie całkiem inna niż w tej chwili. 

Forella nie odpowiedziała. Wiedziała, że oczy księżniczki jaśniały 

z ciekawości, gdy ona schyliła się, by pocałować ją w policzek. 

—  Obiecuję,  że  jeśli  będę  mogła  —  powiedziała  —  napiszę  i 

powiem ci wszystko to, co chcesz wiedzieć. 

— Więc zrób to niedługo — odparła księżniczka — inaczej umrę 

z czystej ciekawości. 

Forella roześmiała się. Potem zbiegła na dół, gdzie czekał na nią 

kryty  powóz,  a  skrzynie  ze  wszystkimi  jej  pięknymi  sukniami  były 

przyczepione  z  tyłu.  Zauważyła,  że  woźnica  powozi  czterema 

dorodnymi końmi i gdy ruszyli pomyślała, że powóz jest bardzo lekki. 

Wiedziała, że podróż nie będzie długa, ale jakże wygodna.  

Było  to  dziwne  uczucie  ruszać  w  nieznane,  ale  ponieważ 

wszystko  zorganizował  książę,  nie  bała  się,  a  raczej  była  lekko 

background image

podekscytowana.  Późnym  popołudniem  konie  skręciły  w  drogę,  na 

końcu której ukazał się bardzo piękny dom. Był tej samej wielkości co 

dworek, ale wybudowany z czerwonej cegły. Jego porty ko we drzwi i 

okna  wskazywały  na  to,  że  został  wybudowany  w  czasach  królowej 

Anny. 

Służba czekała, by ją przywitać i Forella pomyślała, że posłaniec 

musiał jechać przodem, by zawiadomić o jej przyjeździe. Kamerdyner 

był nieco młodszy od Newmana, ale przywitał ją równie elegancko: 

— Witamy, milady. 

To dało Forelli do zrozumienia, że stale jeszcze ma używać tytułu 

swojej  matki.  Gdy  rozejrzała  się  dookoła  po  przepięknym, 

marmurowym hallu, nie mogła powstrzymać okrzyku: 

— Jaki piękny dom! 

— Jego Wysokość kupił go w tym samym czasie co i jacht, który 

trzyma w Southampton. 

Lokaj uśmiechnął się i ciągnął dalej: 

—  Jego  Wysokość,  co  stwierdzam  z  radością,  nie  interesuje  się 

tymi  modnymi  i  niebezpiecznymi  pociągami  jako  środkiem 

transportu. Kocha konie. 

— Konie są dużo przyjemniejsze — potwierdziła Forella. 

— Tak też i ja myślę, milady — odparł kamerdyner. — Znajdzie 

pani  świetne  konie  w  stajniach,  chociaż  jestem  pewien,  że  Jego 

Wysokość będzie chciał je sam pokazać. 

Ponieważ książę miał dołączyć do niej, Forella poszła na górę jak 

we  śnie.  Wiedziała,  że  każda  dzieląca  ich  chwila  przedłuża  się  w 

background image

nieskończoność.  Starsza  pokojówka  czekała  na  nią  i  zasugerowała 

odpoczynek  po  podróży  i  rzeczywiście,  ponieważ  wydarzenia  tego 

dnia były wyczerpujące, Forella usnęła.  

Gdy  obudziła  się  zobaczyła,  że  jest  dużo  później  niż  się 

spodziewała.  Wykąpała  się,  ubrała  w  jedną  z  pięknych  sukien 

przesłanych jej przez księcia z Londynu i zeszła na dół oczekując, że 

zje  kolację  w  samotności.  Jednak  gdy  doszła  do  hallu  kamerdyner 

powiedział: 

—  Posłaniec  właśnie  przyjechał  milady,  by  powiedzieć,  że  Jego 

Wysokość  jest  w  drodze  i  jak  sądzę,  powinien  być  z  nami  za  jakąś 

godzinę.  Myślałem,  że  może  będziesz  wolała  zaczekać  z  kolacją  na 

niego. 

— Tak... oczywiście — zgodziła się Forella. 

Zeszła  do  salonu,  który  był  wielkim,  wysokim  pokojem 

umeblowanym  luksusowo i ze smakiem, w sposób charakterystyczny 

dla  wszystkich  posiadłości  księcia.  W  powietrzu  czuć  było  zapach 

kwiatów.  Okno,  gdzie  zasłony  nie  były  jeszcze  zaciągnięte, 

wychodziło na ogród pełen róż. 

„To jest zachwycające", pomyślała Forella. Czuła, że jej serce bije 

w  takt  zegarka  i  powtarza  za  każdym  razem  imię  księcia,  znów  i 

znów. 

Trochę później drzwi otworzyły się.  Oczekiwała, że książę zjawi 

się w swoim stroju jeździeckim, w którym zwykle podróżuje. Jednak 

on  musiał  przybyć  do  domu,  gdy  o  tym  nie  wiedziała  i  zdążył  się 

przebrać  w  strój  wieczorowy.  Wyglądał  tak  cudownie  i  był  tak 

background image

przystojny, że aż krzyknęła z zachwytu nie tylko dlatego, że tam był, 

ale  i  z  powodu  jego  wyglądu.  Drzwi  za  nim  zamknęły  się  i  nie 

zastanawiając się, pełna radości pobiegła ku niemu.  

Gdy dobiegła do niego opanowała się, ale jego ramiona otuliły ją i 

przytrzymały tak blisko, że mogła czuć jak bije jego serce. 

—  Moja  kochana,  moja  słodka  —  powiedział  miękko  — 

przepraszam że jestem tak późno. 

—  Czy...  wszystko...  w  porządku? —  Z  trudem  mogła  wymówić 

słowa i głos, jakim zadawała pytania nie brzmiał jak jej własny. 

— Wszystko dobrze — odparł — chodź, usiądź, a ja ci opowiem. 

Udała  się  w  kierunku  sofy,  tak  jak  tego  oczekiwał.  Gdy  usiadła, 

drzwi  otworzyły  się  i  weszli  służący  z  szampanem.  Napełnili 

kryształowe kieliszki z wygrawerowanymi na nich insygniami księcia. 

—  Kolacja  będzie  gotowa  za  kilka  minut,  Wasza  Wysokość, 

powiedział lokaj wychodząc z pokoju. 

— Musisz być głodna — rzekł książę. — Nie spodziewałem się, 

że będziesz czekała na mnie. 

Mówił  zwyczajnie,  ale  to  co  mówił  nie  było  ważne.  Liczyło  się 

spojrzenie jego oczu i głęboka nuta w jego głosie. Fakt, że był blisko 

sprawiał, że  Forella drżała z podniecenia i czuła, jakby się unosiła w 

powietrzu.  Nie  potrafiła  później  odtworzyć  tego  co  jadła,  czy  piła  w 

pokoju  stołowym,  lub  tego  o  czym  rozmawiali.  Wiedziała  tylko,  że 

anioły  śpiewały  nad  nimi  i  że  muzyka  była  pieśnią  miłości,  która 

złączyła ich tak mocno, że mogli się dotknąć.  

background image

Gdy wrócili do salonu zasłony były zaciągnięte i w kandelabrach 

paliły się świece. Książę odezwał się: 

— Mamy sobie tyle do powiedzenia. 

— Czy... to prawda? 

— Myślę, że bez słów wiesz jak bardzo cię kocham — powiedział 

książę — i moja węgierska intuicja mówi mi, chociaż nigdy tego nie 

powiedziałaś, że to co czujesz do mnie, to początek miłości. 

—  Ja...  cię  kocham  —  powiedziała  Forella  —  ale...  nigdy...  nie 

myślałam, że będę mogła... ci to powiedzieć. 

— Powinniśmy zaufać losowi, czy może Bogu, który nas pilnuje 

— westchnął głęboko zanim powiedział dalej. — Gdy wiedziałem, że 

muszę  cię  wysłać  stąd,  czułem  jakbym  wyrywał  sobie  serce,  ale 

musiałem to zrobić. 

— Dokąd... teraz mnie... wyślesz? — spytała Forella.  

To  było  pytanie,  które  błądziło  w  jej  głowie  cały  dzień.  Książę 

uśmiechnął się i było tak, jakby cały pokój rozjaśnił się. 

— Nigdzie cię nie wysyłam, moja najdroższa — odpowiedział. — 

Zabieram cię na Węgry zaraz po ślubie. 

— Ś... lub? 

Forella ledwo mogła to wymówić. 

—  To  nie  będzie  ślub  o  jakim  być  może  marzyłaś,  z  druhnami  i 

wielkim  przyjęciem  —  odparł  książę.  —  Ponieważ  musimy  być 

bardzo  dyskretni,  zaplanowałem,  że  weźmiemy  ślub  jutro  rano  w 

małym  kościele  tu  w  wiosce,  zanim  pojedziemy  na  jacht  do 

Southampton i ruszymy w podróż poślubną. 

background image

Forella zaklaskała: 

— Ja... nie mogę uwierzyć... w to, co mówisz. 

— To jest oczywiście — powiedział książę — pod warunkiem, że 

chcesz  mnie  za  męża  —  zamilkł  na  chwilę,  żeby  dodać  cicho.  — 

Myślę moja droga, że moc silniejsza od nas samych połączyła nas i że 

byłoby niemożliwe, abyśmy dalej żyli bez siebie. 

— To prawda... ale nie myślałam... że mnie poślubisz. 

—  Jesteś  tą,  której  szukałem  przez  całe  moje  życie  — 

odpowiedział książę — i cokolwiek by ktoś myślał, nie mam zamiaru 

stracić cię, gdy cię odnalazłem. 

— Czekałam... żebyś to powiedział — odparła — ale... czy jesteś 

całkiem  pewny...  że  wybrałeś  odpowiednią  osobę...  odpowiednią  na 

żonę... i że... nie zawiodę cię? 

— Jestem całkowicie pewien — powiedział. — Trochę czasu mi 

to  zabierze,  abym  mógł  ci  dowieść,  jak  bardzo  cię  kocham,  a  już  na 

pewno nie przeżyłbym utraty ciebie. 

Sposób  w  jaki  to  mówił  był  wzruszający.  Potem  łagodnie  objął 

Forellę  i  przyciągnął  blisko  siebie.  Patrzył  na  nią  przez  dłuższą 

chwilę. 

— Jak możesz być tak doskonała, tak nadzwyczajna — spytał — 

że nawet gdy cię dotykam trudno mi wierzyć, że jesteś prawdziwa? 

Nie czekał na jej odpowiedź. Jego usta napotkały jej i ona poczuła 

dotykając ich, że tęskniła za tym i pragnęła odkąd uświadomiła sobie, 

że  go  kocha.  Na  początku  całował  ją  bardzo  delikatnie,  ale  gdy 

poczuł, że cała wiotczeje i jej usta poddały mu się, jego pocałunek stał 

background image

się  mocniejszy,  bardziej  namiętny  i  wręcz  zaborczy.  Przyciągnął  ją 

bliżej  i  bliżej,  aż  poczuła  jak  ogarnia  ją  dzika  namiętność,  która 

wypełnia  piersi,  gardło  i  usta,  a  płomień  wzniecony  przez  księcia 

zapłonął także i w niej. 

Było  to  tak  zachwycające,  że  trudno  jej  było  uwierzyć,  że 

rzeczywiście  się  dzieje.  Potem,  gdy  wciąż  ją  całował,  nie  była  już  w 

stanie  nawet  myśleć.  Czuła  tylko,  że  uniósł  ją  do  nieba,  gdzie  byli 

sami i dotknęli bóstwa.  

Gdy w końcu książę podniósł głowę, Forelli udało się wyszeptać: 

— Kocham cię... kocham! Czy to rzeczywiście może się... dziać? 

Myślę... że śnię! 

—  Więc  ja  śnię  także  —  odparł  książę  —  ale  nasz  sen  stał  się 

jawą.  Znalazłem  cię,  moja  najdroższa  i  tak  bardzo  się  bałem,  że  cię 

stracę, ponieważ nie byłem wolny i nie mogłem cię prosić, byś została 

moją żoną. 

Poznała  po  sposobie  w  jaki  to  mówił,  że  bał  się  naprawdę. 

Przypomniała, w jakiej ona była rozpaczy, że jest tak wiele pięknych 

kobiet. Wiedziała, że ich miłość jest inna niż cokolwiek mogliby czuć 

lub  myśleć  o  innych  ludziach,  gdyż  tak  jak  książę  powiedział,  byli 

jedną osobą. Patrzył jej w oczy, jakby wiedział co myśli i powiedział: 

—  Moja  kochana,  moja  panna  młoda,  moje  serce,  moja  dusza  i 

bez wątpienia najlepszy jeździec, jakiego kiedykolwiek widziałem. 

Ponieważ było to tak dalekie od tego, co spodziewała się usłyszeć, 

Forella zaśmiała się. 

— Czy rzeczywiście... jestem dobrym jeźdźcem? — spytała. 

background image

—  Oczywiście  —  odpowiedział.  —  Będziemy  razem  jeździć  na 

najlepszych i najszybszych koniach. 

Forella wciągnęła powietrze mówiąc: 

—  To  wszystko  brzmi  tak  cudownie...  ale  wiesz  że  jedyna  rzecz 

jaka  się  liczy...  to,  że  ty  będziesz  ze  mną.  Nie  chciałam  jechać  na 

Węgry,  kiedy  powiedziałeś,  że  mnie...  wyślesz,  bo  to  znaczyło 

opuszczenie cię. 

—  Już  tego  więcej  nie  zrobię  —  powiedział  książę.  —  Moja 

kochana,  nigdy  nie  myślałem,  że  mógłbym  tak  nieoczekiwanie 

znaleźć szczęście po tylu latach samotności. 

Forella  nagle  poczuła  się  za  niego  odpowiedzialna,  delikatnie 

dotknęła dłonią jego policzka: 

—  Nigdy  już...  nie  pozwolę...  byś  czuł  się  samotnie  —  szepnęła 

— i pragnę... bardziej niż czegokolwiek... innego w świecie... dać ci... 

syna. 

Książę  spojrzał  na  nią,  jakby  trudno  było  uwierzyć  w  to  co 

usłyszał.  Potem  nic  już  nie  mówiąc  pocałował  ją  namiętnie. 

Wiedziała, że podniecała go i jednocześnie mogła mu ofiarować to, za 

czym  tęsknił  i  wypełnić  jego  życie  tak,  jak  żadna  inna  kobieta  nie 

byłaby zdolna. 

—  Kocham  cię...  kocham  cię...  —  powiedziała,  bo  nie  było 

innych słów, które mogłyby wyrazić to co czuła. 

—  A  ja  cię  uwielbiam  —  mruczał  jej  do  ucha  książę.  —  Jutro 

moja kochana będziesz moja i zakończą się wszystkie nasze problemy 

— po czym dodał — i nie będzie więcej samotnych, bezsennych nocy 

background image

spędzonych  na  myśleniu  o  tobie,  ze  świadomością,  że  nie  ma 

możliwości  byś  była  moja.  Chcę  cię  nauczyć  tylu  rzeczy  moja 

najdroższa,  tak  wiele  uczuć  obudzić  w  twoim  sercu,  myślach  i  w 

twoim cudownym węgierskim ciele. 

Forella  wiedziała,  co  miał  na  myśli  i  zaśmiała  się  ze  szczęścia. 

Potem  całował  ją  znów  i  nie  dało  się  myśleć  o  niczym  innym,  jak  o 

tym, że nic nie liczy się w przyszłości oprócz tego, że on będzie z nią. 

Była jego, a on jej na wieki. Teraz, gdy spełniły się ich marzenia, nikt 

nie  mógł  ich  rozdzielić,  czy  zniszczyć  ich  miłości,  która  dla  nich 

wypełniała cały świat i była im dana przez Boga.