background image

Natasha Oakley 

 

Najlepsza decyzja 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

To  wszystko  była  prawda.  Co  do  słowa.  Do  tej  chwili  Lucy  Grayford  nie  chciała  w  to 

uwierzyć.  Cały  czas  powtarzała  sobie,  że  zaszło  jakieś  nieporozumienie.  Jakaś  koszmarna 

pomyłka,  która  za  chwilę  się  wyjaśni.  Jednak  patrząc  na  zatroskaną  twarz  siedzącego 

naprzeciw  niej  mężczyzny,  zaczynała  nabierać  przekonania,  że  niestety,  nie  ma  mowy  o 

ż

adnej pomyłce.   

Ogromnym  wysiłkiem  woli  skoncentrowała  się  na  tym,  co  do  niej  mówił.  Widziała,  jak 

jego  usta  wypowiadają  jakieś  słowa,  których  znaczenie  zupełnie  do  niej  nie  docierało. 

Wiedziała, że musi się skupić, bo to dla niej bardzo ważne. Dla niej i dla Chloe.   

–  Z  genetycznego  punktu  widzenia  Chloe  nie  jest  pani  córką  –  powiedział  ostrożnie 

doktor  Shorrock.  Bardzo,  bardzo  ostrożnie.  Każde  słowo  wymawiał  niezwykle  dokładnie  i 

powoli. – Embrion, który został wszczepiony do pani macicy, należał do innej pary.   

Zaraz pęknie jej serce.   

– Ale... Ale przecież ja ją urodziłam. – Lucy starała się zrozumieć, co się do niej mówi. 

Tak, to ona urodziła Chloe. Trwało to jedenaście długich godzin, ale pamięta chwilę, w której 

włożono jej w ramiona śliczną córeczkę. Czerwoną, pomarszczoną i doskonałą. Jej własną.   

Od tej chwili jej życie uległo diametralnej zmianie.   

–  Wiem,  że  trudno  to  pojąć,  pani  Grayford.  Rozumiem  panią  –  spokojny  głos  doktora 

Shorrocka  wyrwał  ją  z  zamyślenia.  –  Wiem,  że  pani  nosiła  ją  w  łonie  dziewięć  miesięcy,  a 

potem wydała na świat, ale zarówno jajeczko, jak i nasienie, należały do innej pary – Ona jest 

moja – stwierdziła nie znoszącym sprzeciwu tonem. To jakiś koszmar. Powoli znaczenie słów 

doktora  zaczęło  do  niej  docierać.  Chciał  ją  przekonać,  że  Chloe  nie  należy  do  niej.  Że  jest 

córką kogoś innego.   

Ale przecież ich było tylko jajeczko i nasienie. Dziecko należy do niej.   

– Jest moją córką od sześciu lat. Nie możecie mi tak po prostu jej odebrać.   

– Implikacje takiej pomyłki mogą być bardzo poważne. W wyrazie jego twarzy było coś, 

co sprawiło, że Lucy mimowolnie wstrzymała oddech. Cóż jeszcze gorszego mogła od niego 

usłyszeć? 

– Pani i mąż zdeponowaliście w klinice trzy zapłodnione komórki jajowe.   

– Tak? – zdołała wydusić przez wyschnięte na wiór wargi.   

– Wszystkie zostały wszczepione jednej kobiecie, która urodziła żywe dziecko. Córkę.   

– Moje dziecko? 

– Z genetycznego punktu widzenia, tak.   

Lucy bezwiednym gestem przyłożyła rękę do czoła, czując narastający ból głowy. Chyba 

więcej  nie  zniesie.  Ten  łysiejący  mężczyzna  opowiada  jej  tu  o  jakichś  błędach,  a  przecież 

chodzi o ludzkie życie. Życie jej i jej córki.   

–  Naturalnie  zostanie  podjęte  pełne  dochodzenie  w  tej  sprawie.  Na  tym  etapie  możemy 

jedynie najmocniej panią przeprosić.   

– Nie rozumiem. Jak taka rzecz w ogóle mogła się wydarzyć? 

background image

–  Ludzie  są  omylni.  Klinika,  w  której  została  pani  poddana  pozaustrojowemu 

zapłodnieniu,  przestrzega  wszelkich  wymaganych  w  takich  wypadkach  procedur,  ale 

najwyraźniej gdzieś wkradł się błąd.   

– Czy ta inna para wie? Powiedział im pan? 

Doktor Shorrock zajrzał do swoich notatek, po czym podniósł na nią wzrok.   

– Badania krwi ich córki wykazały, że jest Rh minus, co wskazuje na to, że musiała zajść 

pomyłka. Jej rodzice mają grupę krwi Rh plus, co jeszcze niczego nie dowodzi, ale...   

–  Ja  mam  grupę  Rh  minus.  –  Lucy  zacisnęła  pięści  i  wbiła  paznokcie  w  dłonie.  Dobrze 

było poczuć coś innego niż rozdzierające pulsowanie. w głowie.   

Wiedziała,  czym  jest  cierpienie.  Po  śmierci  Michaela  sama  zaczęła  powoli  umierać. 

Gdyby nie Chloe, nie wiadomo, czym by się to wszystko skończyło. Tylko dla niej żyła dalej, 

jadła,  oddychała  i  funkcjonowała.  Aż  do  dnia,  w  którym  poczuła,  że  znów  żyje.  A  teraz 

wtrącono ją w ciemność, której istnienia nawet sobie nie wyobrażała.   

– Musiała zajść jakaś pomyłka – szepnęła. – To nie może się dziać naprawdę.   

Doktor Shorrock pochylił głowę, jakby nie mógł znieść bólu, który zobaczył w jej oczach.   

–  Z  testów  przez  nas  przeprowadzonych  jasno  wynika,  że  embriony  zostały  zamienione 

tuż przed implantacją. Nie potrafię powiedzieć, jak do tego doszło. Chcę panią zapewnić, że 

szef  tego  działu  został  zawieszony  w  czynnościach,  a  stosowne  władze  zostały  o  wszystkim 

poinformowane.   

Jakie to miało dla niej znaczenie? Nie znała tych ludzi i nie obchodzili jej. Nic nie jest w 

stanie odwrócić tego, co się wydarzyło.   

–  Naturalnie  jest  wiele  pytań,  które  wymagają  odpowiedzi,  i  będziemy  stopniowo  je 

wyjaśniać.   

– Co się teraz stanie z Chloe i ze mną? 

–  Dobro  dziewczynki  jest  naszym  naczelnym  priorytetem.  Nie  ma  jasnych  zasad 

postępowania  w  takich  wypadkach,  ale  wszystko  wskazuje  na  to,  że  będzie  pani  nadal 

sprawować nadzór nad Chloe.   

Lucy nagle straciła zainteresowanie tym, co mówił doktor. Myślała tylko o jednym. Chloe 

nie  jest  moją  córką.  Nie  jest  moją  córką.  A  przecież  to  nieprawda.  Będzie  o  nią  walczyć  do 

ostatniej kropli krwi A jej druga córka? Jej i Michaela. Dziecko, które wychowuje inna para, 

obcy ludzie. Jej serce ścisnęła żelazna obręcz.   

Na  to  nie  ma  odpowiedzi.  Gorące  łzy  popłynęły  jej  po  policzkach.  Jedna  po  drugiej 

kapały na biurko doktora.   

Doktor Shorrock podał jej pudełko chusteczek.   

–  Zdaję  sobie  sprawę,  jakie  to  dla  pani  trudne.  Musi  pani  przemyśleć  wszystko,  co  pani 

ode mnie usłyszała. Ja zajmę się formalną stroną całej sprawy.   

Otarła łzy chusteczką, ale na ich miejsce zaraz napłynęły następne.   

–  Pielęgniarka  zrobi  pani  herbaty  i  chwilę  z  panią  posiedzi.  Jeszcze  raz  przepraszam  za 

moich kolegów. Wkrótce się z panią skontaktuję.   

Dominik  Grayling  usiadł  na  drewnianej  ławce  przed  szpitalem,  przyglądając  się 

bezmyślnie  przechodzącym  obok  ludziom.  Nie  powinien  był  tu  przychodzić,  ale  nie  potrafił 

background image

oprzeć się pokusie. Jakaś nieznana siła kazała mu tu przyjechać i czekać.   

Spojrzał na zegarek, a potem ponownie na drzwi szpitala. Robiło się późno. Może jednak 

ich przeoczył. Był pewien, że w jakiś sposób zdoła ich rozpoznać. Będą wyglądali tak jak on, 

kiedy po raz pierwszy dotarło do niego, co się stało. Będą zagubieni. Zranieni.   

Nie  chciał  z  nimi  rozmawiać.  Chciał  tylko  wiedzieć,  jak  wyglądają.  Czy  sprawiają 

wrażenie miłych. Chciał wiedzieć, z jakimi ludźmi wychowuje się jego biologiczne dziecko. 

To powinno mu wystarczyć. Czyż nie? 

Drzwi otworzyły się i usłyszał kobiecy głos, pytający o coś z irlandzkim akcentem.   

– Jesteś pewna, że nie chcesz jeszcze chwilę zostać? 

– Chcę jechać do domu.   

Ten głos zrobił na nim wrażenie. Poruszył go do głębi duszy.   

Odwrócił  się  i  ujrzał  ją.  Była  piękna.  Miała  brązowe  włosy  łagodnie  okalające  jej 

szczupłą twarz. Zupełnie jak jego Abigail.   

Zaklął  pod  nosem.  Chyba  zaczyna  tracić  rozum.  We  wszystkich  kobietach  dopatruje  się 

cech  swojej  córki.  Londyn  jest  pełen  ciemnowłosych  kobiet.  Poza  tym  czekał  przecież  na 

parę, a nie na samotną kobietę.   

Mimo to ponownie odwrócił się, by spojrzeć na nieznajomą. Szukała czegoś nerwowo w 

kieszeni czarnego płaszcza. Chusteczki? Z oczu płynęły jej łzy.   

To  jej  ból  przyciągnął  jego  uwagę.  Z  każdego  najdrobniejszego  ruchu  widać  było,  że 

cierpi. Czuła dokładnie to samo, co on.   

Nie miała chusteczki. Zaczęła wycierać łzy palcami. Nie mógł bezczynnie patrzeć, jak się 

męczy.  Wstał  i  z  pewnym  wahaniem  ruszył  w  jej  kierunku.  Podał  jej  własną  chusteczkę  i 

czekał.   

Popatrzyła na niego nieprzytomnie, po czym chyba zrozumiała jego gest.   

– Przepraszam pana bardzo... Zaraz mi przejdzie. To tylko tak...   

– Proszę.   

– Dziękuję. – Wzięła z jego rąk chusteczkę, otarła oczy i podała mu ją wyraźnie speszona.   

– Proszę ją zatrzymać.   

– Och tak. Dziękuję.   

–  Nie  ma  za  co.  Nazywam  się  Dominik  Grayling.  Popatrzyła  na  niego  nic  nie 

rozumiejącym wzrokiem.   

Jego nazwisko najwyraźniej nic jej nie mówiło.  Niby skąd miałaby je znać? Nawet jeśli 

była kobietą, której szukał, szpital zapewne skrupulatnie przestrzegał dochowania tajemnicy. 

Postanowił spróbować innej taktyki.   

– Mogę w czymś pani pomóc? 

–  Nie,  dziękuję.  Nic  mi  nie  jest.  Dziękuję  za  chusteczkę.  –  Odwróciła  się  i  ruszyła  w 

swoją stronę.   

Nie wiedział dlaczego, ale poczuł, że nie może jej pozwolić odejść. Ruszył za nią, dogonił 

ją i szedł obok.   

– Wiem, że nie powinienem tego robić, ale muszę panią o coś spytać.   

Popatrzyła na niego, a w jej brązowych oczach dostrzegł przestrach.   

background image

Dominik zrobił głęboki wdech. Wiedział, że to zabrzmi głupio, ale nie mógł pozwolić jej 

odejść. Miał jedną szansę na milion.   

– Wiem, że moje pytanie zabrzmi dziwnie, ale czy przypadkiem nie dowiedziała się pani, 

ż

e pani córka nie jest w rzeczywistości pani dzieckiem? – wyrzucił z siebie pytanie. – Moja 

ż

ona i ja mamy siedmioletnią córkę z zapłodnienia in vitro i właśnie okazało się, że zarodek, 

który nam zaimplantowano... – Nie potrafił dokończyć. – Przepraszam. Nie powinienem był 

tego mówić. Sam nie wiem, co tu w ogóle robię.   

– Lucy Grayford. Spojrzał na nią uważnie.   

–  Nazywam  się  Lucy  Grayford  –  powtórzyła  wolno.  –  I  tak.  Właśnie  się  tego 

dowiedziałam.   

Stali w – kompletnej ciszy, patrząc na siebie, jakby spodziewali się, że w swoich oczach 

odnajdą odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania.   

–  Miło  mi  panią  poznać  –  powiedział  w  końcu.  –  Ja  nazywam  się  Dominik  Grayling  – 

powtórzył, pewny, że tym razem bez wątpienia go słyszy.   

Lucy nie spuszczała wzroku z jego twarzy.   

– Chyba powinniśmy porozmawiać – powiedział Dominik po chwili.   

Skinęła głową.   

On jednak nie miał pojęcia, co powiedzieć. Stali oboje w obliczu ogromnej tragedii, nie 

wiedząc, jak przez to przejść.   

– Tu za rogiem jest park. Możemy kupić kawę i usiąść na jakiejś ławce... – zaproponował 

niepewnie.  –  A  może  wolałaby  pani  przełożyć  tę  rozmowę  na  inny  dzień?  –  Sięgnął  do 

kieszeni po notes. – Zapiszę pani mój numer telefonu.   

– Zaczaj pisać.   

– Nie. – Pokręciła stanowczo głową. – Nie chcę teraz wracać do domu.   

Rozumiał  ją.  Wiedział,  jak  trudno  jest  dowiedzieć  się,  że  dziecko,  które  kochasz  i 

wychowujesz, nie jest tak na prawdę twoje. A potem wrócić z tą wiedzą do domu i udawać, 

ż

e nic się nie wydarzyło. Że twój świat nie rozpadł się na kawałki i wszystko jest jak dawniej. 

On  sam  wyszedł  z  tego  szpitala  i  dwie  godziny  chodził  po  deszczu,  zanim  zebrał  się  na 

odwagę, by wrócić do domu i stanąć twarzą w twarz z Abby.   

– Wolałabym porozmawiać teraz.   

Skinął  głową.  W  milczeniu  ruszyli  wzdłuż  chodnika.  Lucy  wcisnęła  dłonie  do  kieszeni 

płaszcza  i  pozwoliła,  aby  wiatr  osuszył  jej  łzy.  Zrobiło  jej  się  zimno.  Była  przerażona  i 

zupełnie  bezradna  wobec  tego,  co  się  wydarzyło.  Nic  w  życiu  nie  przygotowało  jej  na  taką 

ewentualność.   

Popatrzyła  na  Dominika  Graylinga.  W  innych  okolicznościach  uznałaby  go  za 

atrakcyjnego  mężczyznę.  Był  wysoki,  miał  ładne  oczy  i  sprawiał  wrażenie  inteligentnego. 

Było w nim coś, co przypominało jej Chloe. Kształt twarzy? Spojrzenie? 

Sama  nie  wiedziała,  dlaczego  zdecydowała  się  ż  nim  porozmawiać.  Może  powinna 

zaczekać na oficjalne spotkanie? Może wtedy byłoby łatwiej? 

– Tu możemy kupić kawę – wskazał niewielką kafejkę po przeciwnej stronie ulicy.   

– Dobrze.   

background image

Dominik otworzył drzwi i przepuścił ją przodem. Była pora lunchu i w kawiarni był tłok 

Ludzie najzwyczajniej w świecie siedzieli, czytali gazety i zajadali kanapki, podczas gdy jej 

ż

ycie legło w gruzach.   

– Jaką pije pani kawę? 

–  Kawę?  –  zdziwiła  się,  jakby  spytał  ją  nie  wiadomo  o  co.  Ach  tak,  mają  się  przecież 

napić kawy. – Z mlekiem i jedną kostką cukru.   

Rozejrzała się po sali i ujrzała swoje odbicie w lustrze. Zdziwiła się, że wygląda zupełnie 

normalnie.  Jak  to  możliwe?  Skoro  twój  świat  rozsypuje  się  na  milion  kawałków,  chyba  na 

twojej  twarzy  powinna  zajść  jakaś  zmiana?  Czy  to  dlatego  po  śmierci  Michaela  wszyscy 

zapewniali ją, że doskonale wygląda? 

– Proszę. – Dominik podał jej plastikowy kubek.   

Po raz kolejny dostrzegła w jego oczach wyraz zrozumienia. Miał miłe oczy. Błękitne ze 

złotymi błyskami. Komuś, kto ma takie oczy, można zaufać. Przyjęła kubek z jego rąk.   

– Dziękuję.   

– Chodźmy do parku. Jest tuż za rogiem.   

Lucy było to obojętne. Poszłaby za nim dokądkolwiek, byle nie iść do domu. Skoro chciał 

porozmawiać w parku, niech będzie park.   

W rzeczywistości był to niewielki skwer, który nie wyglądał zbyt zachęcająco.   

– Usiądźmy tam – wskazał ręką drewnianą ławkę pod starymi dębami. Popatrzy* na nią 

zatroskanym wzrokiem.   

– Nie wiem,  czy powinienem z panią teraz o tym rozmawiać. Jest zbyt  wcześnie. Nadal 

jest pani w szoku.   

Kiedy usiedli, przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, po czym odezwał się łagodnie.   

– Chce mi pani powiedzieć o tym, czego się pani dowiedziała? 

– Nie mogę – szepnęła Lucy. – Jeszcze nie teraz.   

– Rozumiem.   

Popatrzyła, jak zdejmuje plastikową pokrywkę i pije kawę.   

Podniósł wzrok i dostrzegł, że mu się przygląda z ciekawością.   

– Proszę się napić. Przynajmniej jest gorąca.   

–  Wszyscy  namawiają  mnie  do  wypicia  czegoś  ciepłego.  Pielęgniarka  chciała,  żebym 

napiła się herbaty.   

Dominik uśmiechnął się łagodnie i popatrzył z niepokojem na jej drżące palce. Odrobina 

kawy rozlała się z pełnego kubka.   

– Ostrożnie – powiedział i podtrzymał jej dłoń.   

Znów zapadła chwila ciszy, po czym odezwał się głębokim głosem: 

– Moja żona, Eloise, urodziła się z wrodzoną wadą serca. Nie powinna była... Nigdy nie 

powinna...   

Lucy  czekała. Po raz pierwszy podczas tej rozmowy  poczuła nie tylko swój własny  ból. 

Ten  mężczyzna  dokładnie  wiedział,  co  ona  czuje,  gdyż  sam  przeszedł  przez  podobne 

doświadczenia. Naprawdę ją rozumiał.   

– Eloise zawsze chciała  mieć dzieci. Ale nie mogła zajść w  ciążę. Mijały  miesiące i nic 

background image

się nie działa Lucy upiła łyk kawy i czekała na dalsze słowa.   

–  Wtedy  jeszcze  nie  wiedzieliśmy  o  jej  chorobie  serca.  Dopiero  podczas  robienia 

potrzebnych  badań  prawda  wyszła  na  jaw.  Powiedziano  nam,  że  nie  powinna  zachodzić  w 

ciążę. Że to bardzo    ”znaczące zagrożenie ” dla jej życia, jak to określono. Jednak Eloise była 

ogromnie zdeterminowana. Życie bez dziecka było dla niej niepełne. Próbowałem...   

Rozumiała pragnienie tamtej kobiety, by zostać matką.   

Miesiąc  po  miesiącu  i  nic.  Uczucie  pustki,  rozpaczy  i  braku  spełnienia.  I  jeszcze 

przemijania. Starała się znaleźć jakieś słowa pocieszenia, ale bezskutecznie.   

–  Zgodziłem  się  na  zapłodnienie  in  vitro.  Kiedy  zaszła  w  ciążę,  była  najszczęśliwszą 

kobietą pod słońcem. Nie mogła się doczekać urodzin. – Wyprostował się na ławce.   

– Jednak podczas cesarskiego cięcia pojawiły się komplikacje. Zmarła zaraz po urodzeniu 

Abigail.   

Lucy nie spodziewała się tego usłyszeć. Ręka, w której trzymała kubek, znowu zadrżała.   

– Tak mi przykro. Tak bardzo mi przykro.   

– Abby jest dla mnie wszystkim.   

Pochylił głowę, jakby nie mógł udźwignąć ciężaru, jaki spoczywał na jego barkach. Jego 

ż

ona  zmarła  przy  urodzeniu  dziecka,  które  nie  było  jego.  Kochał  Abby.  Podobnie  jak  ona 

kochała Chloe.   

–  Jak  się  dowiedziałeś,  że  Abby  nie  jest  twoją  biologiczną  córką?  –  Lucy  w  naturalny 

sposób zaczęła mu mówić po imieniu.   

– Zaczęło się od badań krwi...   

. – Rh minus. Doktor Shorrock wspomniał mi o tym. Ja też mam taką grupę krwi.   

– Żałuję, że się o tym dowiedziałem. Kocham ją jak nikogo innego na świecie. Może nie 

jest moją biologiczną córką, ale jest bardziej moja niż kogokolwiek innego.   

Przerwał, jakby nagle uzmysłowił sobie, do kogo mówi. Lucy jednak nie  miała mu tego 

za złe. Cieszyła się, że Abigail ma tak oddanego ojca. Przynajmniej była bezpieczna.   

Bezpieczna. To dziwne, ale w obecności tego mężczyzny ona sama czuła się zadziwiająco 

bezpiecznie.  Nadal  odczuwała  ból,  ale  sama  obecność  Dominika  sprawiała,  ze  wierzyła,  iż 

jakoś to przeżyje. Że uda jej się w jakiś niewiadomy sposób przetrwać ten koszmar.   

– Rozumiem cię – powiedziała miękko. – Ja fcik samo kocham Chloe.   

Jego oczy zwilgotniały.   

– Chloe. Jakie piękne imię.   

– Ona sama jest piękna. To niezwykła dziewczynka. – Lucy wstała i wyrzuciła kubek do 

kosza. – Przejdziemy się kawałek? 

– Z chęcią.   

– Abigail to także piękne imię.   

– Oznacza ojcowską radość. Chciałem, żeby wiedziała, że nie winię jej za to, co się stało. 

Za  śmierć  Eloise  –  dokończył  cicho  i  wzruszył  ramionami.  –  Wówczas  wydawało  mi  się  to 

ważne.   

Och, jak doskonale rozumiała jego uczucia. Jego żona zmarła, dając życie ich dziecku.   

Utrata  Michaela  była  dla  niej  niezwykle  bolesnym  przeżyciem,  ale  ona  nie  miała  w 

background image

związku  z  tym  żadnego  poczucia  winy.  Z  tego,  co  usłyszała  do  tej  pory  od  Dominika 

Graylinga,  stało  się  dla  niej  jasne,  że  wini  się  za  to,  iż  zgodził  się  na  zapłodnienie  in  vitro. 

Mimo  to  myślał  cały  czas  o  swojej  małej  córeczce,  o  tym,  jak  będzie  się  czuła  w  każde 

urodziny  i  nadał  jej  imię,  dzięki  któremu  zawsze  będzie  pamiętać,  że  jest  bardzo  kochana. 

Musiał być naprawdę wyjątkowym człowiekiem.   

– Czy Abigail jest podobna do mnie? – spytała, czując, że musi to wiedzieć.   

– Trochę. Z koloru włosów i sposobu poruszania się. Chodzi dokładnie tak jak ty.   

Pod wpływem jego spojrzenia odczuła nagłe zakłopotanie. Odwróciła wzrok.   

– A Chloe? 

– Tak. Ma twój kształt twarzy i dłonie... – Jego dłonie. Nawet nie zdawała sobie sprawy, 

ż

e zwróciła na nie uwagę. Chloe miała podobne szczupłe dłonie i długie pałce. Zawsze jej się 

podobały. Michael mówił, że ich córka ma ręce artystki.   

– Chciałbym ją zobaczyć.   

– Nie.   

– A ty nie chcesz zobaczyć Abigail? Lucy nie odpowiedziała.   

–  Naprawdę  myślisz,  że  jesteś  w  stanie  przeżyć  resztę  życia,  nie  wiedząc,  jak  wygląda? 

Czy  nam  się  to  podoba,  czy  nie,  to  inni  będą  podejmować  za  nas  decyzje.  Kiedy  po  raz 

pierwszy  dowiedziałem  się,  że  Abby...  Cholera,  to  takie  trudne.  –  Potarł  palcami  kark  –  Na 

początku nie chciałem nikomu o tym powiedzieć. Instynkt podpowiadał mi, żeby przemilczeć 

wszystko, aby nikt nie dowiedział się prawdy. Żeby Abby była tylko moja.   

Lucy spojrzała mu w oczy.   

– Ale przecież nie możemy tego zrobić. Żadne z nas. Dziewczynki muszą kiedyś poznać 

prawdę o swoim pochodzeniu.   

– Czy choroba Eloise jest dziedziczna? 

– Istnieje takie prawdopodobieństwo, choć bardzo niewielkie.   

– Nie zniosę tego dłużej.   

– Musimy mieć w sobie siłę. – Chwycił ją za ramię. – Nasze córki mają po sześć lat. My 

jesteśmy dorośli i musimy sobie z tym poradzić.   

Trzymał ją mocno, a ona odnalazła w tym uścisku źródło siły.   

– Tak się boję – szepnęła.   

– Gdybym mógł ci powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, zrobiłbym to. Ale nie mam tej 

pewności.  Wiem  jedno.  Zrobię  wszystko,  aby  chronić  Chloe  i  Abby  przed  konsekwencjami 

tego,  co  zaszło.  Nie  chcę  oskarżać  szpitala.  Nie  chcę  żadnego  rozgłosu  wokół  tego 

wydarzenia.   

Lucy  zupełnie  nie  pomyślała  o  tym  aspekcie  sprawy.  Gdyby  jednak  media  dowiedziały 

się  o  całym  zamieszaniu,  na  pewno  nie  zaznaliby  chwili  spokoju.  Oczywiście  mogliby 

zaskarżyć szpital, ale wtedy wszystkie gazety zaczęłyby o nich pisać i ich życie zamieniłoby 

się w prawdziwy koszmar.   

Pomyślała  o  Chloe.  Radosnej,  pełnej  życia  dziewczynce,  która  musi  żyć  bez  taty.  Która 

coraz słabiej pamięta mężczyznę, dla którego była sensem istnienia.   

– Ja też nie chcę żadnego rozgłosu wokół tej sprawy. Twarz Dominika rozluźniła się.   

background image

–  Mam  nadzieję,  że  sąd  uczyni  wszystko,  aby  chronić  nasze  dziewczynki.  Są  takie 

młode...  Nie  chcę  komplikować  życia  tobie  ani  twojej  rodzinie,  ale  nie  możemy  przecież 

udawać,  że  cała  rzecz  nie  miała  miejsca.  Domyślam  się,  że  dadzą  nam  do  podpisania  jakiś 

doloiment, na mocy którego będziemy mieli prawo do naszego biologicznego dziecka.   

Lucy zmarszczyła brwi, usiłując nadążyć za tokiem jego rozumowania.   

–  Chciałbym  zobaczyć  moją  córkę.  Może  nawet  mieć  jej  fotografię.  Niczego  nie  mogę 

zmienić, ale chcę, aby moja biologiczna córka wiedziała, że kochałbym ją ze wszystkich sił. 

Ż

e mogłaby na mnie liczyć w potrzebie. Na pewno chcesz tego samego dla Abby. Czyż nie? 

– Tak – powiedziała cicho. – Chciałabym tego.   

– Wydaje mi się, że są zbyt młode, aby im o wszystkim powiedzieć. Może pozwoliłabyś 

mi co jakiś czas widywać Chloe? 

– A Abby? 

– Chcę, aby  wiedziała, kim jesteś. Żeby cię polubiła i żeby cię znała, kiedy powiem jej, 

co zaszło. Żeby miała pewność, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby ją uszczęśliwić.   

– W takim razie chcę ją zobaczyć.   

– Dobrze.   

– Ty będziesz mógł zobaczyć Chloe. Ale później. Jeszcze nie jestem na to gotowa.   

Uśmiechnął się i od razu poczuła, że to człowiek, któremu może zaufać.   

– Najpierw powinnaś przebadać Chloe. Musimy wiedzieć, czy jest zdrowa.   

– Była bardzo zdrowym dzieckiem.   

– Tym lepiej, prawda? Musimy tylko się upewnić.   

– Chcę już iść do domu.   

Dominik wyjął notes i zapisał swój numer telefonu. Doktor Dominik Grayling? 

– Jesteś lekarzem? 

– Nie. Możesz dać mi swój adres? 

Lucy nie spuszczała wzroku z kartki papieru.   

–  Grayling.  Teraz  rozumiem  doktora  Shorrocka.  Powiedział,  że  być  może  pomylono 

nasze nazwiska. Ja nazywam się Grayford.   

– Tak.   

–  Mało  prawdopodobne,  prawda?  – Wzięła z  jego  ręki  długopis  i  zapisała  swój  adres.  – 

Mieszkamy w Shropshire.   

– Może cię podwieźć do domu? Twój mąż czeka na ciebie? 

– Michael? Nie. – Lucy zarzuciła torbę na ramię i wsunęła ręce do kieszeni – Michael nie 

ż

yje.   

– Słucham? 

–  Mój  mąż  zmarł  półtora  roku  temu.  Dlatego  tak  dobrze  rozumiem,  co  czujesz.  Ja  też 

mam na świecie tylko Chloe, Nigdy nie pozwolę jej sobie odebrać.   

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Lucy  spojrzała  na  zegarek  i  dopiero  wtedy  zdała  sobie 

:

  sprawę  z  tego,  jak  jest  późno. 

Było po siódmej.   

Czekało ją kolejne spotkanie z Dominikiem. Musi być spokojna i opanowana. Popatrzyła 

na drobną figurkę córki na placu zabaw, jeśli ma zdążyć, muszą się pospieszyć.   

–  Jeszcze  tylko  pięć  minut,  Cło,  i  idziemy  do  dziadków  –  zawołała  do  córki  i  zaczęła 

pakować rzeczy do torby.   

Chloe  prawdopodobnie  jej  nie  słyszała.  Uszczęśliwiona  bujała  się  na  huśtawce.  Lucy 

uśmiechnęła się. Niezależnie od tego, co ma do powiedzenia Dominik Grayling czy prawnicy, 

nie pozwoli, aby poukładane życie Chloe legło w gruzach.   

– Chloe, czas się zbierać – krzyknęła ponownie. Zwinęła koc, na którym siedziały, i nagle 

zdała  sobie  sprawę,  że  ktoś  im  się  przygląda.  Nie  powinien  był  tu  przychodzić.  Nie  teraz. 

Najpierw należało omówić to z nią. A może wyobraźnia płata jej figla? Mężczyzna ruszył w 

jej stronę.   

– Cześć – przywitał się Dominik. Lucy odczuła naglą złość.   

– Co tu robisz? ”Umówiliśmy się dopiero za godzinę.   

– Byłem ciekawy.   

– Jak śmiesz to robić? Dla Chloe jesteś obcy. Mogłeś ją przestraszyć.   

– A gdyby Chloe dostrzegła, że jej się przyglądasz? 

– Ale nie dostrzegła.   

– Nie wiesz tego.   

– Jestem pewien, że mnie nie zauważyła. – Popatrzył na nią z uwagą. – A ty? Ty się mnie 

przestraszyłaś? 

Początkowo chciała skłamać, ale po chwili uznała, że to nie ma sensu. – Tak.   

– Przykro mi.   

– Dlatego, że przyjechałeś za wcześnie czy że mnie przestraszyłeś? 

Jednak  złość  już  jej  minęła.  Dominik  był  czarującym  mężczyzną.  Zdała  sobie  nagle 

sprawę, że z chęcią namalowałaby jego portret. Kiedy się uśmiechnął, poczuła, że opuszcza ją 

resztka irytacji, choć wcale jej się to nie spodobało.   

–  Nie  mogłem  wytrzymać  w  domu,  a  ponadto  ruch  okazał  się  mniejszy,  niż 

przewidywałem.   

W  takim  razie  dlaczego  nie  podszedł  do  nich  od  razu,  tylko  przyglądał  się  im  przez  tak 

długi czas? Powinien wyjechać później, utknąć w korku, zagubić się gdzieś po drodze...   

– Napijesz się kawy? Zostało trochę w termosie.   

– Chciałem się po prostu przejść. Nie wiedziałem, że cię tu zastanę, Lucy.   

Słysząc ciepłe nuty w jego głosie, odwróciła się do niego tyłem. Nie podobało jej się, że 

polubiła  brzmienie  jego  głosu.  To  było  nielojalne  względem  Michaela.  A  przecież  Dominik 

nie był seksowny. Był miły, ale nic ponadto. I w dodatku wcale go nie znała.   

– Kiedy się przekonałeś, że tu jestem, odszedłeś? 

background image

–  A  ty  byś  odeszła?  –  spytał,  uśmiechając  się  lekko.  Naturalnie,  że  nie.  Pokusa,  aby  z 

ukrycia  przyglądać  się  Abigail,  byłaby  zbyt  silna.  Doszukiwałaby  się  fizycznego 

podobieństwa,  cech,  które  utwierdziłyby  ją  w  przekonaniu,  że  Abigail  należy  do  niej.  Czy  z 

Dominikiem było tak samo? Czy odnalazł w Chloe cechy swoje i żony? 

– Miałaś rację. Jest piękna. Lucy przycisnęła do siebie koc.   

– Wiem o tym.   

– Ma takie same jasne włosy jak Eloise.   

– Och.   

Spojrzał na nią pospiesznie.   

– Uważasz, że nie powinienem był tego powiedzieć? 

–  Nie,  tylko...  Zresztą,  sam  wiesz,  o  co  mi  chodzi  –  dokończyła  pospiesznie,  widząc 

nadbiegającą Chloe.   

–  Idziemy  już?  –  spytała  dziewczynka,  przyglądając  się  rozmawiającemu  z  matką 

mężczyźnie.   

Palce  Lucy  odruchowo  zacisnęły  się  na  ramieniu  dziecka.  Jak  czuje  się  teraz  Dominik? 

Czy cierpi? 

– Powinnyśmy już iść.   

– Nie mogę zostać jeszcze pięć minut? 

– Nie dzisiaj, kochanie. Babcia czeka na ciebie.  – Nie śmiała spojrzeć na Dominika, ale 

wiedziała,  że  przygląda  im  się  nieruchomo.  To  był  dla  niego  bardzo  ważny  moment. 

Podobnie jak dla Chloe. Zrobiła głęboki wdech.   

– Kochanie, to jest doktor Grayling. Pamiętasz, jak ci o nim opowiadałam? 

Chloe popatrzyła przez chwilę na nieznajomego, po czym się uśmiechnęła. Nie było to do 

niej podobne, bo zazwyczaj niełatwo nawiązywała znajomości.   

– Jestem Chloe.   

–  Wiem.  Twoja  mama  mi  o  tobie  opowiadała.  Dominik  poszukał  wzrokiem  oczu  Lucy. 

Podziękował jej spojrzeniem, a jednocześnie dodał nim otuchy. Postąpiła słusznie.   

– Będę dziś spała u babci.   

– To też wiem. Mama mi powiedziała.   

Lucy odczuła nagle tak wielki żal, że omal się nie rozpłakała. Żałowała Dominika, siebie, 

Chloe i małej Abby. I tych, którzy ich kochali. Jej mama uwielbiała Chloe, choć nie była jej 

biologiczną  babcią.  Dominik  też  miał  gdzieś  matkę,  która  kochała  nie  swoją  wnuczkę. 

Implikacje zaistniałej pomyłki ciągnęły się w nieskończoność.   

– Jesteś przyjacielem mamy? – spytała z właściwą dzieciom bezpośredniością Chloe.   

– Oczywiście.   

–  Chodź,  Chloe.  Babcia  będzie  się  niepokoić.  –  Lucy  wzięła  córkę  za  rączkę  i  lekko  ją 

ś

cisnęła. Dotyk małych paluszków był dla niej wielkim pocieszeniem.   

Dominik został sam. Musiał się czuć samotny jak nigdy. Ona będzie odczuwać to samo, 

gdy pozna Abby.   

Minęły cztery tygodnie od czasu, kiedy dowiedziała się o zaistniałej pomyłce. Przez cały 

ten  czas  nie  myślała  o  Abby.  Najpierw  robiła  badania  Chloe  i  czekała  na  ich  wyniki.  Kiedy 

background image

okazało  się,  że  wszystko  jest  w  porządku,  skontaktowała  się  z  prawnikami,  którzy  mieli 

określić  legalny  status  ich  dzieci.  A  na  koniec  przyszło  wielkie  poczucie  osamotnienia. 

Musiała  dźwigać  sekret,  którym  z  nikim  nie  wolno  jej  było  się  podzielić.  Mogła  rozmawiać 

tylko  z  Dominikiem.  Jego  telefony  były  jak  tratwa  ratunkowa.  Jedyny  pewnik  w 

zwariowanym świecie.   

Zostanę na śniadanie? 

– Babcia na pewno bardzo by chciała.   

– A ty przyjedziesz? 

Lucy wiedziała, że Chloe chce mieć babcię tylko dla siebie. Uśmiechnęła się.   

– Nie. Odbiorę cię po śniadaniu.   

Chloe obejrzała się za siebie i pociągnęła ją za rękę.   

– Doktor Grayling jeszcze nie poszedł. Ciągle tam stoi.   

– Naprawdę? 

– Nie powinien tak nam się przyglądać, prawda? 

– Może czuje się samotny i żałuje, że nie może pójść z nami.   

Chloe się zastanowiła.   

– Jest miły. Czy mógłby się z nami zaprzyjaźnić? Gdybyż to było takie proste. Jak może 

ochronić córkę przed konsekwencjami tego, co zaszło? 

Kiedy  doszły  do  rogu,  obejrzała  się.  Dominik  wciąż  stał  i  patrzył  za  nimi.  Sprawiał 

wrażenie tak bardzo osamotnionego.   

Ona wkrótce będzie przeżywać to samo. Co będzie czuć? Czy rozpozna w Abby cząstkę 

siebie? Czy poczuje coś podobnego, co odczuwała, gdy położono jej nowonarodzoną Chloe w 

ramionach?  Wszechogarniające  uczucie  miłości  i  odpowiedzialności  za  drugą  osobę. 

Niepomierne zdziwienie nad cudem nowego życia. Ona nie stworzyła Chloe. Dała jej życie, 

ale nie stworzyła. Swoje poczęcie Chloe zawdzięczała Dominikowi i jego jasnowłosej żonie.   

Nigdy w życiu nie było mu tak ciężko. Patrzył na oddalające się sylwetki i czuł, że serce 

pęka  mu  z  bólu.  Mała  miała  takie  same  włosy  jak  Eloise.  Była  do  niej  podobna,  a 

jednocześnie zupełnie inna.   

Chloe  była  szczupła,  zdrowa  i  pełna  energii.  Ubrana  w  sprane  dżinsy  i  bawełnianą 

koszulkę  w  niczym  nie  przypominała  dziewczynki,  jaką  sobie  wyobrażał  przez  ostatnie 

tygodnie.  Jej  widok  przeszedł  jego  najśmielsze  oczekiwania.  Euforia,  jakiej  doświadczył, 

patrząc, jak się bawi, niemal pozbawiła go tchu. Najwyraźniej Chloe była szczęśliwa.   

Było  oczywiste,  że  przepada  za  matką.  Chloe  była  kochana  i  sama  kochała.  To  chciał 

wiedzieć  i  jego  ciekawość  została  już  zaspokojona.  Okazało  się  jednak,  że  chce  czegoś 

więcej.  Zapragnął nagle, aby jego biologiczna córka dowiedziała się o jego istnieniu. Zaczął 

odczuwać najzwyklejszą w świecie zazdrość.   

Nie  potrafił  przestać  o  niej  myśleć.  I  o  Lucy.  W  jego  umyśle  obie  były  z  sobą 

nierozerwalnie  związane.  Lucy,  tak  inna  niż  Eloise.  Jego  żona  była  niezwykle  inteligentna, 

elokwentna i kulturalna, ale wiedział, że zupełnie mu się podporządkowała. Lucy należała do 

innego typu kobiet Ona tak łatwo nie ulegała męskiej dominacji. Miała w sobie siłę, która nie 

pozwalała  jej  poddać  się  przeciwnościom  losu,  kazała  jej  walczyć.  Samotnie  wychowywała 

background image

dziewczynkę, która była szczęśliwa i pewna siebie.   

Piknik  w  parku.  Nie  pamiętał,  żeby  zabrał  kiedyś  Abby  na  piknik.  Jej  popołudnia 

wypełniały lekcje  gry na pianinie, szkoła tańca i  gimnastyki. Kiedy wracał z pracy, była już 

tak zmęczona, że miała tylko siłę przytulić się do niego, aby wysłuchać jakiejś opowieści. Co 

powiedziałaby na to Lucy? Ona wprost kipiała życiem i w takim duchu wychowywała córkę.   

Dzwonek  do  drzwi  rozległ  się  dokładnie  o  ósmej  trzydzieści.  Choć  Lucy  się  go 

spodziewała, jego dźwięk ją przestraszył.   

– Zawsze jesteś taki punktualny? – spytała, otworzywszy drzwi.   

– Czekałem na zewnątrz w samochodzie.   

–  Och  –  powiedziała  skonsternowana.  Tak  była  zajęta  przygotowywaniem  się  do  jego 

wizyty, że nie pomyślała, co on będzie robił przez tę godzinę. – Przepraszam, zupełnie o tym 

nie pomyślałam.   

– Chloe pojechała do babci? 

– Uwielbia tam być. Nie ma nic milszego niż pozwolić się komuś rozpieszczać, prawda? 

Lucy czuła się niezręcznie. Przez telefon rozmawiała z Dominikiem znacznie swobodniej. 

Słuchała tylko jego głębokiego głosu, nie widząc zranionego spojrzenia i wyrazu napięcia na 

twarzy.   

–  Chloe  powiedziała,  że  miło  wyglądasz  –  rzuciła  pospiesznie,  aby  sprawić  mu 

przyjemność.   

–  To  ona  wygląda  niewiarygodnie.  Nie  wiem,  czego  się  spodziewałem,  ale  ona  sprawia 

wrażenie takiej... zdrowej.   

Lucy nie wiedziała, co odpowiedzieć.   

–  Zarezerwowałem  stolik  w    ”Białym  Koniu  ”,  bo  to  najbliżej.  Nie  wiem,  jak  tam  dają 

jeść, ale przynajmniej będziemy mogli usiąść na tarasie i popatrzeć na wodę.   

–  Mają  bardzo  dobrą  kuchnię  –  zapewniła  go,  zadowolona,  że  wybrał  tę  restaurację. 

Naprawdę  lubiła  tam  siedzieć  i  patrzeć,  jak  woda  zmienia  kolor  i  jak  odbija  się  w  niej 

zachodzące słońce.   

Poszli  na  piechotę.  Lucy  miała  świadomość,  że  Dominik  nieustannie  na  nią  spogląda  i 

czuła, że jest spięty. Nie i dziwiło )e) to. Zadanie, jakie ich czekało, nie należało do łatwych, – 

Przychodziłam często do    ”Białego Konia ” z Michaelem – powiedziała, przerywając ciszę.   

– Kiedy się spotykaliście? 

–  Nie.  Wtedy  nie  było  nas  na  to  stać.  Poznaliśmy  się  w  szkole  i  pobraliśmy  w  wieku 

dziewiętnastu lat. Świętowaliśmy tu naszą ostatnią rocznicę ślubu. Kilka miesięcy przed jego 

ś

miercią.   

Dominik zatrzymał się, aby na nią popatrzeć.   

– Może wołałabyś pójść w inne miejsce? I tak jest nam już wystarczająco trudno.   

– Nie, nie. To miłe miejsce. Mam z nim związane tylko przyjemne wspomnienia.   

– Naprawdę? Skinęła głową.   

– Jaki on był? 

–  Michael?  –  Widziała,  że  zadał  to  pytanie  z  pewnym  wahaniem.  Najwidoczniej  nie 

chciał  sprawić  jej  bólu.  To  dziwne,  ale  mówienie  o  Michaelu  nie  było  dla  niej  przykre. 

background image

Bardziej  cierpiała  wtedy,  gdy  ktoś  celowo  unikał  tego  tematu,  bo  czuła  się  wówczas,  jakby 

Michael został wykreślony z jej życia.   

– Był wspaniałym człowiekiem. Uwielbiał różne sporty, a zwłaszcza żeglarstwo. Zawsze 

był gotowy do podjęcia kolejnego wyzwania. Kiedy się okazało, że ma guza, był zszokowany. 

Oczywiście nie poszedł do lekarza. Był ostatnią osobą na ziemi, o której mógłbyś pomyśleć* 

ż

e...   

– Trudno ci jest pogodzić się z tym, że Michael umarł wierząc, że Chloe jest jego córką? 

– Cieszę się, że tak się stało. Obawiam się, że jemu było by znacznie trudniej się z tym 

pogodzić  niż  mnie.  Umarł  w  przeświadczeniu,  że  nie  zostaję  sama  i  że  coś  po  sobie 

pozostawił. – Przełknęła ślinę. – I rzeczywiście tak jest. Tyle tylko, że jego córka ma na imię 

Abby, nie Chloe.   

Dominik  otworzył  przed  nią  furtkę,  nie  mogąc  się  nadziwić  jej  hartowi  ducha.  On  sam, 

kiedy  usłyszał,  że  ktoś  obchodzi  diamentowe  gody,  albo  gdy  widział  matkę  z  dzieckiem, 

myślał o tym, że Eloise nie było dane tego przeżyć. Czy to możliwe, żeby Lucy w ogóle nie 

odczuwała złości? 

Kiedy usiedli przy wskazanym stoliku, popatrzył na kanał.   

– Pływałaś kiedyś po tym kanale? 

–  Bardzo  często.  Wychowałam  się  nieopodal,  a  moi  rodzice  mieli  niewielką  łódkę. 

Nazywała się    ”Mała Ślicznotka ”.   

– Dziwna nazwa.   

Lucy  uśmiechnęła  się,  a  jemu  na  ten  widok  zaparło  dech  w  piersiach.  Wiedział,  że  jest 

piękna, ale dopiero kiedy się uśmiechnęła, dostrzegł w niej nie tylko urodę, ale pełnię życia i 

jakaś  nieprawdopodobną  energię,  która  zdawała  się  promieniować  z  każdego  pora  jej  skóry. 

Oczy jej błyszczały, a usta... Co? O czym on w ogóle myśli? 

–  To  rzeczywiście  śmieszne  imię.  Zawsze  wprawiało  mnie  w  zakłopotanie,  dopóki  nie 

zaczęłam czytać Batesa.   

Zmarszczył brwi, próbując nadążyć za jej tokiem rozumowania.   

–  ”Mała  Ślicznotka  ”  to  łódź  jednego  z  bohaterów,  Popa  Larkinsa.  Odkąd  się  o  tym 

dowiedziałam, pokochałam ją. A najbardziej zadziwiło mnie, że to ojciec wybrał tę nazwę. Tb 

zupełnie nie było w jego stylu.   

– Niebyło? 

–  Zmarł,  kiedy  miałam  dwadzieścia  trzy  lata.  ”Mała  Ślicznotka  ”  była  jedyną 

ekstrawagancją, na jaką kiedykolwiek sobie pozwolił. Bardzo poważnie podchodził do życia i 

kiedy rozpoczęłam studia na Akademii Sztuk Pięknych, bardzo był tym zmartwiony.   

A  więc  była  artystką.  Zresztą  z  tymi  swoimi  ciemnymi  włosami  upiętymi  na  czubku 

głowy  i  luźnymi,  tańczącymi  wokół  twarzy  lokami  nawet  na  taką  wyglądała,  –  A  ty?  Co  ty 

robisz w życiu? Wiem; że jesteś doktorem, ale nie wiem, jakich nauk.   

Uśmiechną} się. Na pewno by nie zgadła. Jego wykształcenie miało się nijak do tego, co 

robił.  Zajmował  się  robieniem  programów  telewizyjnych,  a  głównie  wywiadów  z  ludźmi, 

którzy  nie  mieli  pojęcia,  o  czym  mówią,  ale  mieli  nadzieję  zrobić  na  nim  wrażenie  swoją 

elokwencją.   

background image

– Historii.   

–  To  dopiero  musi  być  straszne.  Historia  kojarzy  mi  się  z  wypracowaniami,  które 

musiałam bez końca pisać, głównie na temat drugiej wojny.   

– Najwyraźniej miałaś wspaniałych nauczycieli tego przedmiotu – uśmiechnął się.   

– Co może robić doktor historii? 

– Obecnie zajmuję się głównie pisaniem, choć historia nadal pozostaje moją główną pasją 

– wyjaśnił, dziwiąc się, skąd wzięła się w nim niechęć do wyjawienia )ej, czym tak naprawdę 

się zajmuje. – Uważam się za kogoś w rodzaju edukatora. – Przerwał, gdyż podeszła do nich 

kelnerka. – Wiesz, co chcesz zamówić? 

– Scampi i frytki – oznajmiła pogodnie. – Jutro się będę martwić o kalorie.   

Tak  bardzo  różniła  się  od  jego  żony  i  matki.  Żadnej  z  nich  nawet  nie  przeszłoby  przez 

myśl,  żeby  zjeść  coś  tak  niezdrowego.  One  jadały  tylko  sałatę  i  gotowane  brokuły.  Zaczął 

wierzyć, że naprawdę bardziej im to smakuje.   

– Zdam się na ciebie i wezmę to samo. A co do tego pijemy? 

– Poproszę o kieliszek białego wytrawnego wina. Kelnerka zapisała ich zamówienie.   

Dominik  przyglądał  się  Lucy  uważnie.  Szukał  w  niej  powodu,  dla  którego  nie  miałby 

zrobić tego, o czym pomyślał w dniu, w którym ją poznał.   

Lucy zdawała się tego nie zauważać.   

– Od dawna mieszkasz w Londynie? 

– Odkąd skończyłem studia.   

– A przedtem? 

– Przedtem mieszkałem w Oxfordzie. Lucy się uśmiechnęła.   

– Teraz rozumiem już, skąd Chloe jest taka mądra. Kelnerka przyniosła im napoje. Lucy 

odsunęła się, aby zrobić miejsce na stole.   

– Naprawdę jest taka bystra? 

–  Bardzo.  W  ścisłej  klasowej  czołówce.  Została  wybrana  do  grupy,  która  będzie 

pracowała ze starszymi dziećmi nad projektem komputerowym.   

Dominik nie mógł powstrzymać uczucia satysfakcji.   

– A jaka jest Abby? Dominik upił łyk piwa.   

–  Też  jest  bardzo  bystra.  Ale  dla  niej  najważniejsza  jest  sztuka.  Uwielbia  zwłaszcza 

sztukę trójwymiarową, bardziej niż tradycyjne rysowanie czy malowanie.   

Mówiąc  to,  zdał  sobie  sprawę,  że  bardzo  niewiele  zrobił,  aby  zachęcić  Abby  do 

rozwijania tej pasji. Wieczory miała wypełnione  różnymi zajęciami, ale tak naprawdę wcale 

nie  robiła  tego,  co  najbardziej  lubiła.  W  dużej  mierze  wychowywali  ją  teściowie,  którzy 

traktowali  ją  trochę,  jakby  była  małą  Eloise,  A  przecież  Abby  była  inna.  Dla  niej  nie  było 

większej przyjemności niż tworzenie czegoś ze zwykłego kawałka papieru.   

– Sztuka? Nie mogę w to uwierzyć! 

Twarz Lucy aż rozjaśnił promienny uśmiech. Była jak otwarta księga, z której każdy bez 

trudu mógł odczytać emocje. Nie potrafiłaby nic przed nim ukryć.   

Tymczasem na stole pojawiło się ich gorące scampi.   

– Jestem taka głodna – oznajmiła, nadziewając frytkę na widelec.   

background image

Widać  było,  że  czuje  się  tu  dobrze.  Była  jak  powiew  świeżego  powietrza.  Siedziała 

ubrana  w  obcisłe  czarne  spodnie,  biały  top  i  wyglądała  wprost  riiewiarygodnie  seksownie. 

Przy niej zaczął odczuwać dawno już zapomniane pragnienia.   

– Nadal malujesz? 

–  Ostatnio  bardzo  rzadko.  Podczas  choroby  Michaela  wcale  nie  malowałam,  a  ostatnio 

byłam pochłonięta pracą. Pomagałam mamie, która zajmuje się garncarstwem. Miło jest czuć 

glinę na palcach. Chloe  również czasem nam w tym pomagała. Powinieneś kiedyś zobaczyć 

jej prace.   

Nagle  poczuł  się  winny.  Abby  nigdy  nie  miała  okazji  robić  czegoś  podobnego. 

Postanowił, że od dziś to się zmieni.   

– Chętnie.   

Lucy odgryzła kawałek scampi. Jej twarz nagle spoważniała.   

–  Przepraszam  cię  za  dzisiejszy  dzień.  Poczułam  się  jakoś  dziwnie,  widząc  cię  z  Chloe. 

Zupełnie mnie zaskoczyłeś. Wiesz... nieodpowiednie miejsce, nieodpowiedni czas.   

–  Cała  ta  sytuacja  jest  dość  skomplikowana.  Pomyślałaś  o  tym,  co  może  się  wydarzyć, 

kiedy nasza sprawa trafi do sądu? 

–  Myślę,  że  po  prostu  otrzymamy  jakieś  prawomocne  upoważnienia  do  opieki  nad 

naszymi dziećmi...   

–  Tak.  I  zostaniemy  uznani  biologicznymi  rodzicami  naszych  dzieci.  Ale  ta  sprawa  to 

precedens.   

–  Nieprawda.  Powiedziano  mi, że...  –  Ta  sprawa  jest  nieco  inna  –  przerwał  jej.  –  Nasze 

zarodki zostały najzwyczajniej w świecie zamienione.   

– Co twoim zdaniem się wydarzy? – spytała Lucy, odkładając widelec.   

Na jej twarzy rysował się niepokój. Nie chciał jej martwić, ale uważał, że powinna znać 

prawdę. Musiał mieć pewność, że dokładnie zdaje – sobie sprawę z tego, co ich czeka.   

–  Niełatwo  odpowiedzieć  na  to  pytanie.  Początkowo  Chciałem  tylko  zachować  Abby. 

Potem  pomyślałem,  że  mógłbym  czegokolwiek  dowiedzieć  się  o  mojej  naturalnej  córce. 

Może nawet ją zobaczyć. Upewnić się, że wszystko u niej w porządku.   

– A teraz? 

– Teraz chcę więcej. Lucy zesztywniała, a jej twarz nagle pobladła.   

– Chcesz mieć obie dziewczynki? – W pewien sposób. Uważam, że...   

–  Nie  możesz  tego  zrobić.  –  Posłuchaj  mnie,  Lucy.  Nie  mówię  o  żadnej  adopcji  ani 

sprawach rodzicielskich.   

 

*** 

– W takim razie o czym? 

A więc nadszedł ten moment. Chwila, w której zapadnie nieodwołalna decyzja. Dominik 

pochylił się do przodu.   

– Chcę, żebyś za mnie wyszła.   

Przy  stole  zapadła  głucha  cisza.  Lucy  przez  chwilę  pomyślała,  że  źle  go  zrozumiała.  A 

jednak jego oczy patrzyły na nią twardo, czekając na odpowiedź.   

background image

– Ależ ja cię w ogóle nie znam! 

–  Ja  ciebie  też.  No,  może  trochę  poprzez  Abby.  Chcę,  żeby  Abby  miała  wszystko,  a  to 

oznacza również ciebie.   

Lucy  przygryzła  górną  wargę.  Jego  żądanie  było  niemożliwe  do  zrealizowania.  Miałaby 

poślubić kogoś, o kim nic nie wiedziała? 

– Kiedy słucham, jak opowiadasz o Chloe, wiem, że nie zniosę tego dłużej. Muszę mieć 

je obie. A to jest możliwe tylko poprzez zawarcie związku małżeńskiego z tobą.   

Popatrzyła na niego, nie kryjąc przerażenia. Czuła się jakby podłoga nagle usunęła się jej 

spod  stóp  i  zaczęła  się  zapadać  w  jakąś  alternatywną  rzeczywistość.  To  nie  może  się  dziać 

naprawdę.     

Dominik był jej oparciem. To on pomógł jej przetrwać pierwszy szok, kiedy dowiedziała 

się o zamianie zarodków. Rozumiał, co czuje, bo sam przeszedł przez coś podobnego. Teraz 

poczuła się zdradzona. Oszukana i wściekła.   

Takich rzeczy się nie robi.   

–  Pomyśl  o  tym.  Moglibyśmy  być  razem  dla  dziewczynek.  Tak  długo,  jak  będą  nas 

potrzebować.  Sąd  będzie  zastanawiał  się,  ile  kontaktu  przydzielić  każdemu  z  nas,  a  my 

tymczasem jednym pociągnięciem rozwiążemy ich problem. Będą mogły mieć nas oboje.   

W  jego  ustach  brzmiało  to  dość  rozsądnie.  Ale  przecież  nie  było!  Ona  też  chciała  dla 

dziewczynek wszystkiego, co najlepsze. Ale małżeństwo? 

– O jakim małżeństwie myślisz? 

– Czysto formalnym.   

Widział  na  jej  twarzy  wypisane  pytanie,  którego  nie  miała  odwagj  zadać  W  końcu 

ośmieliła się.   

– Żadnego seksu? 

–  Absolutnie.  Chcę,  żeby  Abby  miała  matkę,  a  ja  chcę  być  ojcem  dla  Chloe.  Pełna 

rodzina.   

– Ale po co od razu ślub? 

–  Bo  tylko  w  ten  sposób  możemy  formalnie  adoptować  nawzajem  nasze  córki. 

Oczywiście,  jeśli  sąd  wyrazi  zgodę.  Osobiście  uważam,  że  odetchnęliby  z  ulga,  że  taki 

problem spadł im z głowy.   

Lucy  napiła  się  wina,  po  czym  ostrożnie  odstawiła  kieliszek  na  stół.  Przynajmniej  nie 

powiedziała zdecydowanie    ”nie ”.   

– Chcesz być żonaty do czasu, aż osiągną pełnoletność? 

– Tak długo, jak będą nas potrzebować. Musimy postarać się, aby było to tak naturalne, 

jak tylko się da. Kiedyś będziemy musieli powiedzieć im całą prawdę i chciałbym, aby miały 

wówczas przy sobie oboje rodziców, którzy będą je kochać.   

Ponownie na jej twarzy pojawił się wyraz wahania.   

– Co się stanie, jeśli któreś z nas kogoś pozna? 

–  Nie  spotykam  się  z  nikim  od  sześciu  lat  i  wydaje  mi  się  mało  prawdopodobne,  aby 

miało się to zmienić. Nie chcę się zakochać, ponieważ nie podejmę ryzyka utraty takiej osoby 

po raz drugi w życiu. – Widział, że słucha go uważnie. – Mamy wspólny cel. Uważam, że to 

background image

wystarczy, aby zbudować dobre życie dla nas i dziewczynek.   

– A gdzie mielibyśmy mieszkać? 

Czy  to  oznaczało,  że  się  zgadza?  Na  pewno  przeżyła  szok,  ale  najwyraźniej  zaczynała 

dostrzegać korzyści takiego rozwiązania.   

– Wszystko jest do ustalenia. Osobiście wygodnie mi mieszkać w Londynie, gdzie mam 

duży  dom,  ale  jeżeli  uznamy,  że  inne  rozwiązanie  jest  lepsze,  nie  widzę  problemu.  Ty 

wolałabyś mieszkać tutaj? 

– Tu mieszka moja rodzina i przyjaciele. I wspomnienia, zdał sobie nagle sprawę.   

– O detalach porozmawiamy później. Na razie chodzi o decyzję. Zgadzasz się? 

Lucy  nie  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Nie  wiedziała  nawet,  co  o  tym  myśleć.  Mogła  to 

zrobić? Wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, aby dać Chloe ojca i móc lepiej poznać swoją 

biologiczna córkę? Spojrzała na Dominika. Był atrakcyjnym mężczyzną. Wysoki, przystojny, 

budził zaufanie i sprawiał wrażenie oddanego ojca. Ale nie kochał jej, a ona nie kochała jego.   

W życiu można mieć tylko jedną wielką miłość, a ona swoją już miała. Zostały jej tylko 

wspomnienia  i  Chloe.  Przygryzła  wargę.  Może  właśnie  dla  niej  powinna  to  zrobić?  I  dla 

Abby? Skoro i tak nigdy się już nie zakocha, może powinna przynajmniej stworzyć dla nich 

rodzinę.  Dziewczynki  mogłyby  mieć  wówczas  wszystko  czego  im  potrzeba  do  szczęścia. 

Spojrzała na Dominika.   

–  Zrobię  to.  Jeśli  uda  nam  się  osiągnąć  porozumienie  w  sprawach  czysto  technicznych, 

zrobię to dla dobra dziewczynek.   

Nie mogła uwierzyć w to, że to powiedziała. Jej słowa wydawały się być zaprzeczeniem 

wszystkiego,  co  dzieliła  z  Michaelem.  On  na  pewno  nie  chciałby,  aby  spędziła  resztę  życia 

sama. Nie wiedział jednak, co ją spotka. Dominik pochylił się.   

–  Zobaczysz,  że  nam  się  uda,  Lucy.  Wiem,  że  tak  będzie.  Jej  oczy  wypełniły  się  łzami. 

Zamrugała  powiekami,  nie  chcąc  się  rozpłakać.  Kiedy  zgodziła  się  na  ten  obiad,  nie  miała 

pojęcia, że sprawy przybiorą taki obrót.   

– Co teraz zrobimy? 

– Pracujesz gdzieś? Oprócz tego, że pomagasz swojej matce? 

W odpowiedzi potrząsnęła przecząco głową.   

– To upraszcza sprawę.   

Czy rzeczywiście? Dla niej nic nie wydawało się proste. Ona widziała tylko przeszkody. 

Nic  o  nim  nie  wiedziała,  nawet  tego,  jak  zarabia  na  życie.  Może  prowadzi  jakieś  wykłady? 

Zresztą, jakie to miało znaczenie? 

–  Możemy  zacząć  od  mieszkania  w  Londynie,  a  potem  się  zastanowić,  czy  nie  byłoby 

lepiej  gdzieś  się  wyprowadzić.  Jak  powiedziałem,  mam  duży  dom  i  na  pewno  się  w  nim 

pomieścimy.  Mogłabyś  urządzić  sobie  pracownię.  Nie  wiem,  czego  potrzebujesz,  żeby 

zajmować  się  garncarstwem,  ale  mam  na  parterze  niewielki  aneks,  który  zapewne  można 

przebudować. Moglibyśmy wstawić koło. A piec do wypalania gliny? Będzie ci potrzebny? 

Wszystko działo się zbyt szybko. Odpowiadał na pytania, których nawet nie zadała. Czy 

naprawdę pytał ją o to, czy chce mieć własną pracownię? To nieprawdopodobne.   

– Mama robi głównie kubki, które kupują turyści. Ja wolałabym wrócić do malowania. I 

background image

chciałabym  uczyć.  Kiedyś  zastępowałam  w  średniej  szkole  nauczyciela  plastyki  i  bardzo  mi 

się to podobało.   

–  W  Londynie  bardzo  brakuje  nauczycieli,  więc  nie  powinno  ż  tym  być  problemów. 

Najpierw  jednak  musimy  zająć  się  zorganizowaniem  naszego  ślubu.  Nie  ma  co  zwlekać, 

skoro  podjęliśmy  już  decyzję.  Domyślam  się,  że  poprzestaniemy  na  ślubie  cywilnym.  – 

Zmarszczył brwi. – Chyba przepisy w tym względzie zmieniły się od czasu, kiedy ja brałem 

ś

lub.  Najpierw  się  trzeba  zarejestrować  w  urzędzie,  a  sam  ślub  można  wziąć  dopiero  po 

miesiącu.   

– Naprawdę? 

– Tak sądzę. Proponuję, abyście wprowadziły się do nas jak najszybciej. To da nam czas, 

by się dobrze poznać. Kiedy się pobierzemy, nie będzie odwrotu. Będziemy ze sobą na dobre 

i na złe.   

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Najtrudniejsze  było  zdjęcie  z  palca  obrączki,  którą  dostała  od  Michaela.  Czuła  się 

zupełnie  tak,  jakby  kończyła  jedno  życie,  a  zaczynała  drugie.  Spojrzała  na  biały  ślad,  który 

widniał  się  na  skórze  w  miejscu,  w  którym  ją  nosiła.  Praktycznie  przez  całe  dorosłe  życie 

miała obrączkę na palcu, a teraz musiała ją zdjąć.   

Jechała samochodem po nowe życie.   

– Czy to jeszcze daleko? – spytała Chloe, unosząc głowę.   

– Już bardzo blisko, skarbie.   

Zjechały  z  autostrady  i  wjechały  na  przedmieścia  Londynu.  Były  dość  brudne  i 

zakurzone.  Żadnych  pól,  małych  domków,  strumyków  spływających  z  pobliskich  wzgórz. 

Tam, gdzie mieszkały, było dużo więcej przestrzeni.   

– Jak bardzo blisko? 

–  Zaraz  będziemy  na  miejscu.  Daj  mi  się  teraz  skoncentrować.  Gdzieś  tu  powinien  być 

skręt w lewo.   

Nigdy  nie  podobał  jej  się  pomysł,  by  mieszkać  w  mieście.  Pośród  tych  betonowych 

budynków czuła się trochę jak w więzieniu, ale skoro już raz podjęła decyzję, nie będzie jej 

teraz zmieniać.   

Za  zakrętem  drogi  domy  stały  w  trochę  większej  odległości  od  siebie,  a  niektóre  z  nich 

były nawet ładne.   

Dziwnie się czuła. Zupełnie, jakby przyszła pierwszy dzień do nowej pracy. Podniecenie, 

oczekiwanie i niepokój. Od samego rana było jej niedobrze i nie mogła nic przełknąć.   

Zaraz pozna dziewczynkę, która była ciałem z jej ciała, krwią z jej krwi Czy poczuje coś 

do niej? Czy jej obecność będzie wystarczającym argumentem, by związać się z człowiekiem, 

którego nie kocha i przez którego nie jest kochana? 

Pokonała kolejny zakręt i znalazła się na szerokiej, wysadzanej drzewami alei.   

– To tutaj – oznajmiła, nie wierząc własnym oczom.   

– Tu będziemy mieszkać? 

Spojrzała  na  Chloe,  a  potem  przeniosła  wzrok  na  ogromny  dom  z  czerwonej  cegły.  W 

najśmielszych wyobrażeniach nie spodziewała się czegoś tak okazałego.   

Zrobiła kilka uspokajających wdechów.   

– Przez jakiś czas. Chodź, poznamy Abby. Wjechała na podjazd i zatrzymała samochód 

przed  drzwiami.  Nigdy  nie  będzie  się  tu  dobrze  czuć.  Nie  zastanawiała  się  nad  statusem 

materialnym  Dominika.  Teraz  żałowała,  że  dokładnie  go  o  to  nie  wypytała.  Co  on  takiego 

robi,  że  ma  tyle  pieniędzy?  Powinna  zwrócić  baczniejszą  uwagę  na  to,  w  co  był  ubrany  i 

czym jeździł.   

Po raz pierwszy w życiu zaczęła żałować, że nie ma markowych ciuchów. Lubiła proste 

ubrania z naturalnych tkanin, które z pewnością nie spełniały wymogów elegancji, do których 

przyzwyczajony  był  Dominik.  Gdyby  mogła,  zawróciłaby  i  czym  prędzej  stąd  uciekła. 

Zamiast tego pomogła Chloe wysiąść z samochodu i zamknęła drzwi.   

background image

W jednym z okien ujrzała małą twarzyczkę i na jej widok serce zaczęło jej bić szybciej. 

Ruszyła  niepewnym  krokiem  w  stronę  schodów.  Boże,  proszę,  spraw,  aby  Abby  mnie 

polubiła, modliła się w duchu.   

–  Już  są!  Już  są!  –  Usłyszała,  jak  drzwi  otwierają  się  z  trzaskiem  i  ujrzała  małą 

ciemnowłosą  dziewczynkę  obok  Dominika.  –  Spóźniłyście  się!  –  Stanęła  przed  Chloe.  – 

Przygotowaliśmy  dla  was  sypialnie.  Twoja  jest  błękitna,  obok  mojej.  Na  tapecie  są  żółte 

kwiaty. Lubisz lalki? Bo ja nie.   

Abby  nie  dawała  im  dojść  do  głosu,  choć  cały  czas  mówiła  tylko  do  Chloe.  Po  krótkiej 

chwili obie dziewczynki ruszyły na wyprawę po domu i tyle ich widzieli.   

–  Przepraszam  cię.  –  Dominik  podszedł  do  Lucy  i  zaprosił  ją  do  środka.  –  Abby  nie 

mogła się was doczekać. Jest bardzo podekscytowana.   

Popatrzyła na niego przez łzy. To była Abby. Istny wulkan energii.   

–  Dziwię  się  Chloe.  Ona  niełatwo  nawiązuje  nowe  znajomości,  a  tu  po  prostu  poszła  z 

Abby na górę, jakby znały się od lat, Dominik się uśmiechnął.   

– Obawiam się, że Abby jest dokładnie taka, jaką ją ujrzałaś. Jak trochę  się uspokoi, na 

pewno lepiej się poznacie. Teraz ma przyjaciółkę i wreszcie nie będzie czuła się samotna.   

–  Będziemy  miały  mnóstwo  czasu,  żeby  się  poznać.  Dobrze  jest,  jak  jest.  W  końcu 

robimy to dla nich.   

Oni też będą mieli dużo czasu, aby się poznać. Jeśli ich plan się powiedzie, spędzą razem 

ładnych kilka lat.   

–  Ta  prawda.  Powinienem  chyba  dać  ci  coś  do  picia.  Czy  Chloe  też  miałaby  na  coś 

ochotę? 

– Nie sądzę. Zatrzymywałyśmy się po drodze i chyba niczego nie potrzebuje.   

– Dobrze.   

Cisza, jaka zapanowała po tych słowach, stawała się nie do zniesienia.   

– Twój dom naprawdę robi wrażenie.   

– Dziękuję.   

– Nie sądziłam, że mieszkasz w czymś takim. Wyobrażałam sobie, że historyk wybrał coś 

zabytkowego, Dominik się uśmiechnął.   

– Chyba cię rozczaruję. To bardzo zwyczajny dom. Pozwól, że cię po nim oprowadzę. – 

Otworzył drzwi po lewej stronie.   

– Tu jest salon. Niezbyt często z niego korzystamy.   

Lucy rozumiała dlaczego. Pokój był piękny, bardzo słoneczny, ale przypominał reklamę z 

kolorowego  magazynu.  Choć  był  ładnie  urządzony  brakowało  mu  ducha.  Patrząc  na  niego, 

nie można było wyciągnąć żadnych wniosków na temat właściciela.   

Była  pewna,  że  ona  także  nie  będzie  spędzała  w  tym  pokoju  wiele  czasu.  Jakoś  nie 

wyobrażała  sobie,  by  mogła  zwinąć  się  tu  na  sofie  z  dobrą  książką  i  kieliszkiem  wina  .  w 

ręku.   

–  Tutaj  –  Dominik  poprowadził  ją  przez  podwójne  drzwi  –  jest  jadalnia.  Używamy  jej, 

tylko gdy mamy gości.   

Jadalnia była utrzymana w pastelowych kolorach, nieco podobnych do tonacji salonu.   

background image

–  Często  zapraszasz  gości?  –  spytała  z  lekka  zdenerwowana.  Jakoś  nie  potrafiła  sobie 

wyobrazić  siebie  w  roli  tutejszej  pani  domu.  Ona  przyjmowała  gości  przy  kuchennym  stole, 

częstując ich przyprawionym na ostro makaronem i mnóstwem taniego wina.   

– Niezbyt często – odparł, nieświadom ulgi, jaką odczuła, słysząc jego słowa. – Średnio 

raz w miesiącu.   

– To spotkania towarzyskie czy w interesach? 

– W moim przypadku obie sfery się zazębiają. Wyglądało to gorzej, niż się spodziewała. 

Jeśli Dominik oczekiwał, że będzie grać rolę wzorowej pani domu, srodze się rozczaruje.   

– A co jest tam? – wskazała ręką podwójne drzwi na drugim końcu jadalni.   

– Oranżeria. Ciągnie się przez cały tył domu. A tutaj – otworzył pojedyncze drzwi – jest 

kuchnia.   

Kuchnia była ohydna. Ze wszystkich pomieszczeń, które do tej pory obejrzała, podobała 

jej  się  najmniej.  Dominowały  w  niej  stal  i  chrom.  Jak  ktoś,  kto  ma  małe  dziecko,  mógł 

mieszkać  w  takim  domu?  Jej  własna  kuchnia  była  utrzymana  w  ciepłych  kolorach,  a  na 

wszystkich ścianach wisiały rysunki Chloe. Ta kuchnia równie dobrze mogłaby znajdować się 

w jakiejś restauracji.   

–  Dobrze  zaprojektowana  –  powiedziała  ostrożnie.  Dominik  uśmiechnął  się,  widząc  jej 

minę.   

– Uważasz, że jest okropna, prawda? 

– Trochę przytłaczająca.   

Wziął do ręki czajnik z nierdzewnej stali i nalał do niego wody – Zaprojektował ją Joseph 

Finchingly.   

– Och. – Czy powinna znać to nazwisko? Nigdy w życiu o nim nie słyszała.   

–  Eloise  była  na  roku  z  jego  synem.  Kiedy  zdecydowaliśmy  się  na  budowę  własnego 

domu, od razu poprosiliśmy go, żeby zrobił projekt Zaprojektował wszystko, od początku do 

końca. Nawet meble.   

– Chyba niełatwo zachować tu czystość. Na takiej stali znać każdy odcisk palca.   

Popatrzył na nią, jakby nie wiedział, o czym mówi – Jessie się tym zajmuje. – Jessie? 

–  Jessica  Monroe.  Nie  mówiłem  ci  o  niej?  Zamieszkała  u  nas,  kiedy  urodziła  się  Abby. 

Jutro cię jej przedstawię. Prowadzi dom, ale przez te lata stała się dla nas jak rodzina.   

– Nie będzie miała nic przeciw mojej obecności? 

– Skąd ten pomysł? Przecież jak będziesz malowała, nie będziesz miała czasu zajmować 

się domem. Chodź, pokażę ci aneks, w którym można urządzić dla ciebie studio.   

Ruszyła  za  nim  przez  kolejne  drzwi  do  małego  korytarza,  podobnie  jak  reszta  domu 

pomalowanego  na  kremowy  kolor.  Lucy  spodziewała  się,  że  Dominik  mieszka  w  zupełnie 

innym  domu.  Pełnym  książek,  pluszowych  foteli  i  stojących  na  podłodze  lamp.  Jakim 

człowiekiem był Dominik Grayling? 

– Tu jest aneks – oznajmił, puszczając ją przodem.   

Popatrzył na nią z niecierpliwością, czekając na jej reakcję. Czyżby naprawdę uważał, że 

to, czy tu zostanie, zależy od tego, jak jej się spodoba pracownia? 

Weszła do pokoju i rozejrzała się. Był całkowicie pusty i miał ogromne francuskie okna 

background image

wychodzące na ogród.   

– Jest fantastyczny.   

– Obok jest niewielka kuchnia i mała sypialnia. Myślisz, że się nada? 

Było  jej  miło,  że  tak  bardzo  zależało  mu  na  jej  akceptacji.  Czyżby  się  domyślił,  jak 

bardzo nie podobała jej się reszta domu? 

– To doskonałe miejsce na pracownię. Dlaczego stoi nie wykorzystane? 

Zamknął drzwi sypialni i zwrócił się do niej.   

–  Kiedy  Abby  była  malutka,  mieszkała  tu  Jessie.  Kilka  lat  temu  wyszła  za  Stevena, 

zupełnie zresztą nieoczekiwanie.   

Lucy podeszła do okna i wyjrzała.   

– Co jest za drzewami? 

–  Basen.  Jest  przykryty  ze  względu  na  Abby,  ale  gdybyś  chciała  zabrać  tam 

dziewczynki... Co o tym sądzisz? 

– Na razie jestem zbyt oszołomiona, żeby cokolwiek powiedzieć.   

Podszedł do niej i delikatnie zwrócił w swoją stronę.   

–  Zobaczysz,  że  nam  się  uda.  Wiem  o  tym.  Na  początku  zawsze  wszystko  wydaje  się 

obce, ale z czasem przywykniemy.   

Dotyk jego palców sprawił, że odczuła dziwny niepokój. Nie mogła pozwolić sobie na to, 

by zacząć coś czuć do Dominika Graylinga. To nie należało do planu.   

– Po prostu czuję się dziwnie. Niełatwo jest wprowadzić się do kogoś, kogo w ogóle nie 

znasz.   

–  Zobaczysz,  że  z  każdym  dniem  będzie  coraz  lepiej.  Tylko  musimy  być  wobec  siebie 

zupełnie szczerzy. Jeśli się pojawi jakiś problem, musimy o nim rozmawiać.   

Lucy  skinęła  ^ową.  To,  co  mówił,  brzmiało  rozsądnie,  ale  przecież  nie  mogła  mu 

powiedzieć,  co  odczuła,  gdy  jej  dotknął.  To  tylko  skomplikowałoby  ich  i  tak  już  niełatwą 

sytuację.   

Jeśli  rzeczywiście  ma  przez  to  przejść,  będzie  potrzebowała  jakiegoś  azylu.  Może  ten 

aneks był zupełnie dobrym pomysłem.   

– Czy będę mogła urządzić to miejsce po swojemu? 

– Naturalnie.   

– Zrobić tak, żeby było całkiem moje? 

–  Ależ  tak.  Możesz  urządzić  je,  jak  tylko  zechcesz.  Idę  wyłączyć  wodę.  Wolisz  herbatę 

czy kawę? 

–  Herbatę  –  odparła,  ruszając  za  nim.  –  Co  powiedziałeś  ludziom  na  temat  mojego 

przyjazdu? 

– Nic wielkiego.   

– A Abby? – spytała.   

–  Powiedziałem  jej,  że  jesteś  moją  przyjaciółką  i  że  chcę,  aby  cię  poznała.  A  co  ty 

powiedziałaś Chloe? 

–  Mniej  więcej  to  samo.  I  że  masz  córkę  w  jej  wieku,  z  którą  być  może  uda  jej  się 

zaprzyjaźnić. Za to mojej mamie musiałam powiedzieć nieco więcej. Wie tyle, że rozważamy 

background image

małżeństwo,  ale  najpierw  chcemy  zobaczyć,  jak  ułoży  się  między  dziewczynkami.  Była 

zupełnie zaskoczona.   

– Wcale jej się nie dziwię, ile czasu minęło od śmierci Michaela? 

– Na Boże Narodzenie minie dwa lata – odparła, kryjąc twarz za kubkiem z herbatą.   

Na drewnianej podłodze w holu rozległ się tupot dziecięcych stóp. Po kilku sekundach do 

pokoju wpadła Abby.   

– Tato, mogę pokazać Chloe ogród? Mówi, że nie ma w domu drabinek do wspinania.   

– Naturalnie, że tak.   

Chloe pojawiła się w drzwiach. Sprawiała wrażenie nieco zakłopotanej.   

– Wszystko w porządku? – Lucy uśmiechnęła się do niej zachęcająco.   

– Dom jest ogromny – szepnęła.   

– Zauważyłam.   

– W moim pokoju jest toaletka.   

–  Chodź,  Chloe  –  wtrąciła  się  Abby.  –  Pokażę  ci  moje  drabinki  do  wspinania.  Mam  też 

huśtawkę.   

Ujęła nową koleżankę mocno za rękę i pociągnęła ją do ogrodu.   

– Wygląda na to, że dobrze się rozumieją – stwierdził Dominik. – Chodź, usiądziemy w 

oranżerii. Nie chcę, aby usłyszały naszą rozmowę, a stamtąd będziemy widzieć, jak wrócą.   

Lucy usiadła w jednym z foteli.   

– Myślisz, że słusznie postępujemy, nie mówiąc im zupełnie o niczym? 

– Są jeszcze bardzo małe. Obie straciły po jednym rodzicu. Wydaje mi się, że nie mamy 

dużego wyboru.   

– Mam takie uczucie, jakbym je oszukiwała. Dominik pochylił się i dotknął jej ręki.   

–  Kiedy  będą  starsze,  o  wszystkim  im  powiemy.  Ale  wtedy  będą  się  czuły  dużo 

bezpieczniej, bo będą pewne, że oboje je kochamy.   

Popatrzyła na jego dłoń i pomyślała, że to prawda. Oboje mieli wspólny cel.   

– Nadal uważasz, że powinniśmy o wszystkim powiedzieć naszym rodzinom? 

–  Nie.  Im  mniej  ludzi  z  naszego  otoczenia  o  wszystkim  wie,  tym  mniejsza  szansa,  że 

dziewczynki  dowiedzą  się  o  całej  sprawie  przedwcześnie.  Poza  tym  skąd  masz  pewność,  że 

twoja  mama  będzie  traktowała  Chloe  tak  samo  jak  do  tej  pory?  Widocznie  miałaś  podobne 

wątpliwości,  skoro  nie  powiedziałaś  jej  o  wszystkim  zaraz  po  rozmowie  z  doktorem 

Shorrockiem. Czasem o pewnych rzeczach lepiej jest nie wiedzieć.   

Miał  rację.  Nie  powiedziała  mamie,  dlaczego  musi  jechać  do  Londynu.  Popatrzyła  na 

niego, czując się jak na spowiedzi.   

– Mama ma do mnie żal. Uważa, że to z twojego powodu tak często jeździłam ostatnio do 

Londynu.   

Dominik zacisnął palce, spoczywające na jej dłoni.   

–  Nie  ma  żadnej  reguły,  według  której  powinniśmy  postępować.  Musimy  sami  znaleźć 

sposób  wybrnięcia  z  tej  sytuacji.  Powinienem  ci  chyba  powiedzieć,  że  Jessie  węszy  między 

nami wielki romans.   

– To może być pewien problem.   

background image

– Na początku uzna, że śpimy oddzielnie ze względu na dziewczynki. Jednak po ślubie... 

– Zawahał się. – Nad tą sprawą będziemy musieli poważnie się zastanowić.   

Lucy nie wyobrażała sobie, by mogła dzielić z nim pokój.   

– Może powiemy, że mamy oddzielne pokoje, bo lubię nocami malować? 

– A rzeczywiście lubisz? 

– Nie, ale to dobra wymówka.   

Nagle  powietrze  między  nimi  zrobiło  się  gęste  od  skrywanych  emocji.  Dominik  nie 

spuszczał  z  niej  wzroku.  Pod  wpływem  jego  spojrzenia  poczuła  się  niezręcznie.  Słowa 

uwięzły jej w gardle.   

–  Mogłabym  spać  w  sypialni  w  aneksie  –  ciągnęła  zmieszana.  –  Powiedzielibyśmy,  że 

używam jej, gdy maluję do późna, a rano wcześnie wstaję...   

– Jeśli będziesz trzymała swoje rzeczy u mnie, Jessica zapewne niczego się nie domyśli.   

– A więc postanowione. – Lucy dopiła herbatę.   

– Powiedziałem rodzicom Eloise, że będziesz u mnie mieszkać.   

Lucy odstawiła kubek. – I co oni na to? 

– Najwyraźniej trudno im zaakceptować myśl, że mógłbym ponownie się ożenić.   

– Powiedziałeś im, że masz taki zamiar? 

– Powiedziałem, że rozważam taką ewentualność. Od czasu śmierci Eloise spotykałem się 

z kilkoma dziewczynami, ale żadna z tych znajomości nie była poważna. Aż do teraz.   

Dominik  oparł  się  w  fotelu.  Po  co  zaczął  tę  rozmowę?  Lucy  i  tak  była  wystarczająco 

spięta, bez dodatkowego stresu, jakim była wzmianka o jego teściach.   

–  To  dla  nich  bardzo  trudne.  Uwielbiali  córkę  i  niełatwo  im  zaakceptować  fakt,  że  inna 

kobieta może zająć jej miejsce.   

– Doskonale to rozumiem.   

– A rodzice Michaela? 

–  Nic  im  jeszcze  nie  mówiłam,  ale  nie  sądzę,  aby  mieli  coś  przeciw  temu.  Michael  był 

jednym z sześciorga dzieci, a jego rodzice mieszkają w Szkocji. Jestem pewna, że ucieszą się, 

ż

e Chloe i ja dajemy sobie radę. O ile tylko będą mogli ją co jakiś czas widywać...   

– Spotykałaś się z kimś od czasu jego śmierci? – spytał dość obcesowo.   

– Nie.   

– Nadał to wszystko jest dla ciebie zbyt bolesne, prawda? – raczej stwierdził niż spytał. 

Wiedział,  że  kolejne  małżeństwo  może  być  dla  niej  trudnym  przeżyciem,  ale  nie  widział 

innego wyjścia. Zmienił temat. – Rozmawiałaś ostatnio z doktorem Shorrockiem? 

–  Dzwoniłam  do  niego,  aby  powiedzieć,  że  będzie  mógł  mnie  znaleźć  tutaj.  Odniosłam 

wrażenie, że nie pochwala tego, co robimy.   

– Nie wydaje mi się, aby miał prawo w jakikolwiek sposób to komentować – Dominik nie 

krył  irytacji  –  On  nie  ponosi  odpowiedzialności  za  tę  pomyłkę.  Twierdzi,  że  minie  kilka 

miesięcy,  zanim  nasza  sprawa  trafi  do  sądu  i  radzi,  abyśmy  zaczekali  do  tego  czasu  z 

podejmowaniem ostatecznych decyzji.   

– Naprawdę? Nikt oprócz nas nie wie, co czujemy.   

– Dokładnie to mu powiedziałam – oznajmiła cicho. – Mimo to wierzę, że naprawdę ma 

background image

na względzie nasze dobro i dobro dziewczynek.   

– Oby tak było. Mnie się wydaje, że dla nich jest to intrygujące z punktu widzenia etyki. 

Dla prawników będzie to prawdziwa gratka. Jeszcze nigdy nie mieli takiego przypadku. Będą 

musieli ustanowić nowe prawa. I niech to robią, ale jednocześnie niech pozwolą nam samym 

decydować o naszej przyszłości. Naszej i dzieci.   

Skinęła głową i uśmiechnęła się. Odgarnęła włosy z twarzy.   

– Powiedziałam mu, że nic, co oni powiedzą, nie zmieni naszej decyzji. Podobnie jak nie 

zmieni  naszej  miłości  do  dziewczynek.  Ich  pomyłka  nie  pozostawiła  nam  wielu  możliwości 

wyboru.   

– A co on na to? 

– Nic.  Zapewnił mnie o  swoim wsparciu. Stwierdził, że na razie wszystko idzie po jego 

myśli i że wkrótce się odezwie.   

Dominik podziwiał ją za odwagę, jaką się wykazała. Niewiele kobiet zdecydowałoby się 

na podjęcie tak drastycznego kroku, jak zrobiła to Lucy.   

–  Uważam,  że  powinniśmy  jak  najwcześniej  powiedzieć  dziewczynkom  o  tym,  że 

zamierzamy się pobrać. Niech przywykną do myśli, że będą siostrami.   

Przerwał,  nasłuchując  ich  głosów.  Śmiejąc  się  głośno,  biegły  przez  trawnik  w  stronę 

domu. Na ich widok Lucy ścisnęło się serce.   

Zastanawiała  się,  co  będzie  czuła,  kiedy  zobaczy  Abby.  Nie  wierzyła,  że  może  kogoś 

pokochać tak mocno, jak Chloe. Ale niepotrzebnie się martwiła. Jak powiedział ktoś mądry, 

miłość to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.   

Abby  miała  jej  włosy.  Wiedziała,  jak  trudno  jest  rozczesać  je  szczotką.  Jej  córka.  Jej 

dziewczynki. Nieważne było, co o tym pomyśli jej matka czy teściowie Dominika.   

– Możemy zjeść lody? 

– Weźcie sobie, ale zamknijcie dobrze zamrażarkę – powiedział Dominik.   

Lucy popatrzyła na Chloe, która nieśmiało zatrzymała się w drzwiach.   

–  Znalazłyście  drabinki?  –  –  Są  z  tyłu  ogrodu  –  oznajmiła  Chloe.  –  Jest  też  huśtawka  i 

zjeżdżalnia.   

– Cudownie! 

– I Abby ma domek na drzewie. Jest w nim stolik i wszystko.   

Do pokoju weszła Abby, niosąc lody i kartkę papieru.   

– Przyniosłam ci zielone, bo to moje ulubione.   

Chloe uśmiechnęła się z wdzięcznością i wzięła od niej miseczkę z lodami.   

– Do czego ci ten papier? 

– Podłożymy go pod miseczki, żeby nie zabrudzić stołu. Chodź, nie wolno jeść lodów w 

domu.   

Chloe posłusznie podłożyła papier pod miseczkę i wyszła za Abby.   

–  Myślisz,  że  nam  się  uda?  –  Dominik  popatrzył  za  dziewczynkami,  które  zniknęły 

między  drzewami  Lucy  niepewnie  poprawiła  się  w  fotelu.  Nie  widziała  innego  wyjścia.  Nie 

widziała innej możliwości, aby poznać Abby i wziąć udział w jej wychowaniu.   

– Co powiemy dziewczynkom? 

background image

– Na temat czego? – Uniosła pytająco brwi.   

–  Naszego  małżeństwa.  Nawet  jeśli  uda  nam  się  oszukać  Jessie,  z  dziewczynkami  nie 

pójdzie tak łatwo.   

– Kiedy dorosną, powiemy im prawdę.   

Dominik  nie zdawał  sobie  sprawy  z  faktu,  że  ich  dzieci  bez  wątpienia  będą  dyskutować 

na temat ich małżeństwa. A skoro tak, ludzie zaczną plotkować. Takie plotki mogły stanowić 

poważne  zagrożenie  dla  celu,  jaki  chcieli  osiągnąć.  Skoro  mają  chronić  Chloe  i  Abby  przed 

ciekawością świata, muszą w jakiś sposób przekonać je, że ich małżeństwo jest najzupełniej 

normalne. A to oznacza, że...   

Wolała jednak, żeby on to zasugerował. Spojrzała na swoje dłonie.   

– Chcesz, żeby dziewczynki... żeby ludzie pomyśleli, że pobieramy się z miłości? 

– Zapewne tak pomyślą. Zwykle ludzie pobierają się właśnie z takiego powodu.   

Nie odpowiedział na jej pytanie.   

– Będziesz udawać, że mnie kochasz? Tylko w obecności dziewczynek? 

Dominik przejechał ręką po włosach.   

– Jakoś o tym nie myślałem.   

– Musimy o tym pomyśleć. Skoro mamy się zaręczyć, ludzie będą się spodziewali po nas 

konkretnych zachowań.   

A już na pewno będą ich oczekiwały nasze córki. Chcę wiedzieć, czego spodziewasz się 

po mnie, w przeciwnym razie będę się czuła niezręcznie. – No tak...   

– Na przykład moja mama stanie się podejrzliwa, jeśli nie będziesz zwracał się do mnie 

Luce.   

– Wątpię.   

– Wielu ludzi tak do mnie mówi. Michael zwykł do mnie mówić Georgie.   

Dominik pochylił się i oparł łokcie na kolanach.   

– Dlaczego? 

– Mam tak na drugie imię. W klasie była jeszcze jedna Lucy i zostałam Georgie.   

– Na pewno twoja matka nie będzie oczekiwała, że zacznę cię tak nazywać.   

– Raczej nie. A jak nazywają ciebie? 

–  Dom.  –  Wstał  i  wziął  ze  stołu  oba  kubki.  –  Nie  przejmuj  się  tym  tak  bardzo.  Nie 

musimy  udawać,  że  znamy  się  od  dawna.  Trzymajmy  się  w  miarę  możliwości  prawdy. 

Poznaliśmy się niewiele ponad miesiąc temu i...   

– I? 

Dominik podszedł do zmywarki.   

– I zaczęliśmy się spotykać.   

– Szalona miłość, której się nie spodziewaliśmy? Dominik na chwilę zamilkł.   

–  Rozumiem,  o  co  ci  chodzi  –  powiedział  w  końcu.  –  Będziemy  musieli  spróbować 

zachowywać  się  jak  najbardziej  naturalnie.  Będzie  dobrze.  Jakiś  pocałunek,  i  wszyscy  będą 

zadowoleni Na sam dźwięk tego słowa zesztywniała. Tak naprawdę nie całowała się z nikim 

oprócz Michaela. Perspektywa całowania się z Dominikiem wcale nie wydała jej się przykra. 

Miał ładne usta. Silne i zmysłowe.   

background image

Pospiesznie odwróciła od nich wzrok.   

–  Aktorzy  robią  to  cały  czas  –  ciągnął  spokojnie.  –  Będziemy  musieli  tylko  trochę 

potrenować.   

Lucy  skinęła  głową,  choć  w  głębi  ducha  miała  ogromne  wątpliwości.  Nie  była  dobrą 

aktorką.   

– Chyba masz rację.   

– Najważniejsze, żeby dziewczynki czuły się bezpiecznie. Są takie młode. Kiedy dojrzeją 

do  tego,  aby  poznać  prawdę,  muszą  być  przekonane  o  naszej  miłości.  I  o  tym,  że  nasze 

małżeństwo nie różni się od innych. To nie powinno być takie trudne. Pierwszy pocałunek na 

pewno będzie dziwny, ale w końcu się nauczymy.   

Lucy poczuła się onieśmielona. Wszystko przez to całowanie. Nie powinna była zaczynać 

tego tematu, choć przecież musiała omówić z nim tę kwestię. – Lucy? 

Podniosła na niego wzrok.   

–  Może  lepiej  mieć  już  ten  pierwszy  za  sobą?  Zaproponował  jej  pocałunek.  Tu  i  teraz. 

Przełknęła nerwowo Ślinę.   

– Co o tym myślisz? – spytał, nie spuszczając z niej wzroku.   

– Teraz? – spytała nerwowo, jakby to miał być jej pierwszy pocałunek w życiu. Wstała i 

opuściła ramiona wzdłuż ciała. – To chyba dobry pomysł.   

Dominik podszedł do niej i położył dłonie na jej ramionach.   

– Gotowa? 

Skinęła głową i zamknęła oczy.   

Dominik  delikatnym  gestem  odgarnął  włosy  z  jej  twarzy.  Poczuła  na  policzku  jego 

oddech, a potem jego usta dotknęły ust.   

Delikatnie,  jakby  bał  się  ją  spłoszyć.  Od  tak  dawna  nikt  jej  nie  całował.  Była 

przyzwyczajona do pocałunków Michaela. Ale to był Dominik.   

Jego pocałunek był jak najpiękniejsza pieszczota. Lekki i delikatny. Jej usta mimowolnie 

odpowiedziały, a ręka spoczęła na jego piersi.   

Poczuła  pod  palcami  ciepło  jego  skóry.  Był  silny  i  mocno  zbudowany.  Objął  ją 

ramieniem.  Jego  usta  stały  się  nieco  bardziej  natarczywe.  Całowała  Dominika  Graylinga  i 

bardzo jej się to podobało. Z jej gardła wydobył się zduszony jęk.   

– Dlaczego całujesz mamę Chloe? 

Na  dźwięk  głosu  Abby  odskoczyli  od  siebie  jak  oparzeni.  Lucy  nie  miała  śmiałości 

spojrzeć na Dominika.   

–  Weźmiecie  ślub?  –  Abby  wsparła  się  na  oparciu  fotela.  –  Ludzie  zawsze  się  całują, 

kiedy chcą wziąć ślub.   

Dominik ujął Lucy za rękę i popatrzył na córkę.   

– A co byście powiedziały na to, gdybyśmy chcieli się pobrać? 

– Mieszkałybyśmy tutaj? Z Abby? – spytała Chloe, siadając na sofie.   

– Mogłybyśmy być siostrami – powiedziała Abby. Lucy zawahała się, po czym podeszła 

do sofy i uklękła przed dziewczynkami.   

–  Nie  chcemy  robić  nic,  co  mogłoby  was  unieszczęśliwić.  Myślimy  o  tym,  żeby  się 

background image

pobrać, ale najpierw musimy mieć czas, żeby się lepiej poznać. Każdy z nas musi być pewny, 

ż

e chcemy być jedną rodziną.   

Chloe zmarszczyła brwi i popatrzyła na Dominika.   

– Nie możesz być moim tatą.   

– Ty już masz tatę, który bardzo cię kochał. Mama wiele mi o nim opowiadała. Nigdy ci 

go  nie  zastąpię,  ale  chyba  mógłbym  robić  te  rzeczy,  które  on  by  dla  ciebie  robił,  gdyby  nie 

zachorował.   

Tą przemową Dominik zaimponował  Lucy. Nie była pewna, czy sama zdobyłaby się na 

coś podobnego.   

– Jak miałabym do ciebie mówić? – chciała wiedzieć Chloe.   

Dominik nie zawahał się ani chwili – Dominik.   

– Dominik – powtórzyła Chloe. Lucy uśmiechnęła się do Abby.   

– Ty mogłabyś mówić do mnie Lucy.   

Abby odpowiedziała na jej uśmiech uśmiechem. Dziewczynki były takie różne od siebie.   

– Mogłybyśmy zostać druhnami? – dopytywała się Abby.   

– Nie weźmiemy ślubu, jeśli się nie zgodzicie.   

– Dobrze, ale nie włożę różowej sukienki. Nie cierpię różowego.   

– Zgoda. – Lucy nie mogła opanować wzruszenia. Decyzja została podjęta. Będą rodziną.   

Dominik  pomógł  Lucy  wstać,  a  ona  złapała  się  na  tym,  że  jego  dotyk  sprawia  jej 

przyjemność. Nie tak miało być. To małżeństwo z rozsądku, nic ponadto. Nigdy.   

–  Skoro  wszystko  jest  już  ustalone,  może  przyniesiemy  z  samochodu  rzeczy  Lucy  i 

Chloe? – zaproponował Dominik.   

Lucy  nie  mogła  uwierzyć  w  to,  co  się  dzieje.  Czyżby  naprawdę  miała  związać  się  z 

mężczyzną, który jej nie kocha? Na dobre i na złe? Na resztę życia? 

I wtedy poczuła, że w jej dłoń wsuwa się jakaś mała rączka. Abby.   

Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Oddałaby wszystko, aby przeżyć ten moment   

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Zaręczyła  się.  Nie  było  od  tego  odwrotu.  Dziewczynki  zostały  poinformowane  i,  ku  jej 

zdumieniu, były z tego powodu wniebowzięte. Miała nadzieję, że Abby polubi ją i Chloe, że 

Dominik jakoś się do nich zbliży...   

Ale nie zamierzała go pocałować.   

Dotknęła  drżącymi  palcami  ust.  Jego  wargi  były  takie  gorące,  zachęcające.  Nie  tego  się 

spodziewała. Zaskoczyła ją własna reakcja na ten pocałunek.   

Odsunęła kołdrę i usiadła na brzegu ogromnego łóżka. Ich znajomość miała opierać się na 

przyjaźni, nie pasji. Nie może pozwolić, aby cokolwiek skomplikowało tę i tak wystarczająco 

zagmatwaną sytuację. Jeśli będzie reagować tak przy każdym pocałunku, zaczną się poważne 

kłopoty. Wszystko zepsuje.   

Poprawiła poduszkę i wsunęła się pod kołdrę. Zapewne jej reakcja jest przesadzona. Była 

zmęczona.  Dominik  sam  powiedział,  ze  najtrudniejszy  będzie  pierwszy  raz.  Zapewne  miał 

rację.  Z  czasem  przywyknie  do  tych  objawów    ”czułości  ”  które  będą  okazywać  sobie  przy 

innych, wyłącznie na pokaz.   

Gdybyż  tylko  mogła  zapomnieć  o  biciu  jego  serca,  które  odczuwała  pod  cienkim 

materiałem koszuli.   

Ponownie  usiadła  na  łóżku.  Nic  dziwnego,  że  bliskość  mężczyzny  tak  ją 

zdekoncentrowała.  Będzie  musiała  po  prostu  do  tego  przywyknąć.  I  tyle.  Położyła,  się, 

wdychając  zapach  lawendy,  jakim  pachniała  pościel.  Była  zmęczona,  więc  wkrótce  zasnęła 

błogim snem.   

Kiedy  się  obudziła,  minęła  dłuższa  chwila,  zanim  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  gdzie  się 

znajduje. Spojrzała na zegarek i przekonała się,  że dopiero minęła druga w nocy. Od dawna 

nie zdarzyło jej się obudzić o takiej porze. To na pewno skutek zdenerwowania.   

Z doświadczenia wiedziała, że teraz będzie miała trudności z zaśnięciem. Gdyby była w 

domu,  zrobiłaby  sobie  herbaty,  może  nawet  trochę  poprasowała,  aby  się  czymś  zająć,  ale  z 

oczywistych względów nie mogła tego zrobić u Dominika.   

Zapaliła lampkę na nocnej szafce i sięgnęła po książkę. Jednak w tym momencie dobiegł 

ją dziwny dźwięk. Podeszła do drzwi i uchyliła je. Z oddali dobiegł ją zduszony płacz.   

Chloe.   

Powinna  była  się  tego  spodziewać.  Chloe  często  dokuczały  nocne  koszmary.  Czasami 

miewała  naprawdę  przerażające  sny  i  bardzo  często  budziła  się  z  krzykiem,  wzywając 

Michaela.  Jej  sny  były  bardzo  różne,  ale  miały  jedną  wspólną  cechę:  ujawniały  jej  głęboko 

zakorzenione poczucie zagrożenia i braku bezpieczeństwa.   

Lucy była na siebie zła, że nie poświęciła jej tego wieczoru więcej czasu. Położyła ją do 

łóżka,  poczekała,  aż  zaśnie,  i  zostawiła  samą.  Potem  jeszcze  do  niej  zaglądała,  ale  Chloe 

spokojnie spała.   

Ruszyła  w  kierunku  jej  sypialni  Kiedy  podeszła  do  drzwi,  usłyszała  dochodzący  z 

wnętrza głos Dominika.   

background image

– Lepiej już? – spytał kojącym głosem, który tak dobrze znała z rozmów telefonicznych.   

– Trochę.   

– Wypij mleko. – Chwila przerwy. – Chcesz, żebym obudził mamę? 

Puściła klamkę, nie wiedząc, co zrobić. Dominik usłyszał, że Chloe płacze i przyszedł do 

niej. I pocieszył ją. To dziwne uczucie. Od dawna były tylko we dwie.   

– Opowiedz mi o swoim tacie – zaproponował. – Mama musiała go bardzo kochać.   

– Mam jego fotografię.   

– Mogę zobaczyć? 

Lucy  nie  chciała  przeszkadzać  im  w  tej  rozmowie.  Usłyszała  odgłos  kroków  Chloe  i  po 

chwili  dźwięk  odsuwanego  suwaka.  Nie  wiedziała,  że  mała  zabrała  ze  sobą  fotografię 

Michaela.   

– To było wtedy, gdy ożenił się z mamą. Mama mówi, że bardzo dobrze grał w rugby.   

– Pamiętasz go? 

Lucy  oparła  się  o  framugę  drzwi,  z  trudem  powstrzymując  łzy.  Czuła  się  winna,  że  nie 

było jej przy jej małej dziewczynce, że nie potrafiła jej pocieszyć, ukoić jej bólu. Ale był przy 

niej  Dominik.  Mówił  to,  co  trzeba  powiedzieć.  Pozwalał,  aby  Chloe  mówiła  to,  co  sama 

chciała. Żeby opowiedziała mu o Michaelu. Już dawno z nikim o nim nie rozmawiała.   

– Dużo spał i musiałam być cicho. Czasami był chory.   

– Wiem o tym. A co dobrego o nim pamiętasz? 

– Pamiętam, jak siadaliśmy na sofie i opowiadał mi różne historie. Sam je wymyślał. Nie 

potrzebował książek.   

Dominik się roześmiał.   

– To naprawdę sztuka.   

– I graliśmy w rybki – Co to za gra? 

Powoli Lucy otworzyła drzwi i weszła do środka.   

– Myślałam, że wszyscy wiedzą, jak gra się w rybki – powiedziała, podchodząc do łóżka 

Chloe i siadając przy niej. – Śniło ci się coś przykrego? 

Chloe skinęła głową.   

– Chcesz mi o tym opowiedzieć? 

– Wołała tatę – oznajmił Dominik, wstając. Lucy popatrzyła na niego ponad głową córki.   

– Cieszę się, że ją usłyszałeś.   

–  Powinienem  był  dać  jej  pokój  obok  twojego.  Zupełnie  o  tym  nie  pomyślałem. 

Przepraszam. Sądziłem, że dziewczynki będą zadowolone, gdy zamieszkają obok siebie.   

–  To  ja  powinnam  była  powiedzieć  ci,  że  Chloe  miewa  nocne  koszmary.  –  Czułym 

gestem odgarnęła z czoła córki jasne włosy. – Już tak dawno nic złego jej się nie śniło.   

Chloe usiadła na łóżku.   

– Przyszedł Dominik i już się nie boję.   

– Zawsze przyjdę, gdy będziesz mnie potrzebowała, Chloe.   

Dziewczynka popatrzyła za nim i uśmiechnęła się. Jej twarz wyrażała pełne zaufanie.   

–  Wiesz  co,  Chloe?  –  Dominik  zatrzymał  się  przy  drzwiach  i  zrobił  poważną  minę.  – 

Myślisz, że powinienem nauczyć się grać w te rybki? 

background image

– Możemy cię nauczyć. Będą potrzebne karty.   

– Poczekaj, zaraz przyniosę.   

Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Lucy objęła córkę i przytuliła do siebie.   

– Przepraszam, że cię nie usłyszałam. Długo płakałaś? 

– Dominik usłyszał. Cieszę się, że chcesz za niego wyjść. Lubię go.   

– Naprawdę? 

Chloe zaczęła chlipać i Lucy podała jej chusteczkę.   

– Kochasz go bardziej niż tatę? 

To  pytanie  zbiło  ją  z  tropu.  Przyrzekła  sobie,  że  nigdy  nie  okłamie  Chloe,  ale  teraz 

musiała się chyba do tego posunąć. Powinna była powiedzieć, że nie, ale te słowa nie chciały 

jej przejść przez usta. Co rzeczywiście czuła do Dominika? W jego obecności była zmieszana. 

A może ta cała sytuacja, w jakiej się znaleźli, wprawiała ją w zakłopotanie? Trudno jej było 

ocenić.   

–  Kiedy  wyszłam  za  tatę,  wierzyłam,  że  zawsze  będziemy  razem  –  zaczęła  ostrożnie.  – 

Tata  nie  opuścił  nas  dlatego,  że  tego  chciał.  Był  bardzo  chory  i  jego  ciało  po  prostu  nie 

wytrzymało. Pamiętaj jednak o tym, że twój tata był wyjątkowym człowiekiem. Nie chciałby, 

abyśmy  były  nieszczęśliwe.  Chciałby,  abyśmy  żyły  dalej,  i  to  najlepiej,  jak  tylko  się  da. 

Rozumiesz? 

Chloe zarzuciła ręce na ramiona matki i przytuliła się mocno.   

Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Dominik.   

– Mam karty – oznajmił od progu.   

Lucy  bezwiednym  gestem  podciągnęła  piżamę,  która  opadła  z  ramienia.  Wyobraziła 

sobie, jak wygląda. Żałowała, że nie włożyła szlafroka i nie uczesała włosów.   

– Najpierw musimy wybrać siedem kart – zaczęła w skupieniu Chloe.   

– Poczekajcie chwilę – przerwała jej Lucy. – Robi mi się zimno. Posuń się, Clo, to wejdę 

pod twoją kołdrę.   

Chloe posunęła się, żeby zrobić jej miejsce.   

– Pamiętaj, żeby nie zaglądać mi w karty.   

– Obiecuję. – Lucy oparła się o poduszkę w niewygodnej pozycji. Bez wątpienia to łóżko 

również zostało zaprojektowane przez Josepha Finchingly’ego.   

Dominik zaczął tasować karty. Miał zdumiewające ręce. I bardzo kuszące usta. Odwróciła 

wzrok  i  przygryzła  wargę.  Nie  chciała  myśleć  o  nim  w  ten  sposób.  To  było  zupełnie... 

nieodpowiednie. Łamało wszelkie reguły.   

– Po siedem kart dla każdego? 

– Tak – uśmiechnęła się Chloe. – Dobrze ci idzie.   

– Chodziło się do szkoły, moja panno.   

– Chyba po to, żeby spać – zażartowała Chloe. – Lubiłeś szkołę? 

Lucy  wzięła  do  ręki  swoje  karty,  przysłuchując  się  ich  rozmowie.  Z  chęcią  dowie  się 

czegoś o mężczyźnie, którego zamierza poślubić. .   

–  Nie  miałem  wielkiego  wyboru.  Moi  rodzice  mieszkali  za  granicą  i  bardzo  często  się 

przeprowadzaliśmy. Czasami czułem się samotny, ale na szczęście zawsze znalazł się ktoś, z 

background image

kim mogłem pograć w karty.   

– Czym zajmowali się twoi rodzice? – wtrąciła się do rozmowy Lucy.   

–  Ojciec  pracował  w  Korpusie  Dyplomatycznym.  Przez  ostatnie  szesnaście  lat  życia  był 

ambasadorem.   

Lucy była speszona. Z każdą chwilą pomysł poślubienia tego człowieka wydawał jej się 

coraz bardziej irracjonalny. Zwykli ludzie nie zostają ambasadorami. Jej ojciec był stolarzem. 

Bardzo utalentowanym, ale jednak rzemieślnikiem. Matka sprzedawała swoje gliniane kubki. 

Najwyraźniej pochodzili z zupełnie innych światów. Nie wyobrażała sobie,   

jak ich małżeństwo mogłoby się udać Nie mieli z sobą nic wspólnego.   

Poza dziewczynkami.   

– Musisz powiedzieć, jaką chcesz kartę, i jeśli ja będę ją miała, muszę ci dać – wyjaśniała 

dalej Chloe.   

– A jeśli nie masz? 

– Wtedy mówię ci ”idź na ryby ”. Dlatego ta gra nazywa się rybki.   

Korzystając  z  tego,  że  Dominik  był  zajęty  rozmową  z  Chloe,  Lucy  zaczęła  mu  się 

przyglądać.  Był  bardzo  pewny  siebie,  a  jednocześnie  roztaczał  wokół  siebie  aurę  swobody. 

Jego twarz wydała jej się znajoma, jakby kiedyś już się spotkali. A może dostrzegała w nim 

rysy Chloe? Może to dlatego czuła z nim niewytłumaczalną więź? 

– I co dalej? – spojrzał na Lucy.   

– Musisz zebrać po cztery  figury w każdym kolorze. ”Idź na ryby ” oznacza, że sięgasz 

do kupki i bierzesz kartę z wierzchu.   

Uśmiechnął  się.  Sprawiał  wrażenie  zupełnie  rozluźnionego.  Nie  pamiętał  już,  jak  ją 

całował? 

– No dobrze. Chloe, masz jakieś trójki? 

– Idź na ryby! – Dziewczynka omal nie wyskoczyła z łóżka z radości.   

Dominik wziął jedną kartę z kupki.   

– Masz jakieś trójki, Dominik? – spytała Lucy. Podał jej jedną. – Jeszcze jakaś? 

–  Widzę,  że  to  nie  przelewki  –  powiedział,  podając  jej  kolejną  kartę.  –  Będę  musiał  na 

ciebie uważać.   

– Mama i ja zawsze ogrywamy babcię – oznajmiła Chloe.   

Tym  razem  szczęście  nie  dopisywało  Lucy,  ale  Chloe  zupełnie  tego  nie  zauważyła. 

Zapomniała o swoim koszmarze i gromadziła przed sobą kolejne czwórki.   

Lucy nie potrafiła się skoncentrować. Zapominała, kto o co pytał i kto miał jakie figury. 

Na szczęście Dominik niemal w ogóle na nią nie patrzył.   

Dla niego były to magiczne chwile. Pierwsza prawdziwa więź z Chloe. Była jego córką i 

Lucy  będzie  musiała  się  z  nim  nią  podzielić.  Sama  tego  chciała,  skoro  zgodziła  się  na  jego 

propozycję. Irytowało ją, że Dominik tak doskonale radził sobie z Chloe.   

Chloe ziewnęła.   

– Zagramy jeszcze raz? 

– Chyba jest już za późno – stwierdził Dominik, zbierając karty.   

– Nie jestem zmęczona.   

background image

–  Ale  twoja  mama  tak.  Popatrz  na  jej  oczy.  –  Była  to  prawda.  Lucy  z  ledwością 

utrzymywała głowę w pionie. – Zagramy innym razem.   

Chloe  uśmiechnęła  się  tylko  i  położyła  głowę  na  poduszce.  Lucy  wysunęła  się  z  łóżka  i 

objęła ramionami. Było jej zimno.   

– Poczekam, aż Chloe zaśnie.   

– W takim razie weź to. – Dominik zdjął kurtkę od piżamy i podał jej.   

– Nie ma potrzeby.   

– Przecież trzęsiesz się z zimna.   

–  Dziękuję  –  powiedziała,  starając  się  nie  patrzeć  na  szeroką  pierś,  którą  właśnie  przed 

nią obnażył. Dominik nie spuszczał z niej wzroku.   

– Włóż – polecił głosem, w którym usłyszała dziwną nutę.   

Posłusznie wypełniła polecenie, starając się nie myśleć o tym, że piżama jest wciąż ciepła 

od jego skóry.   

–  Bardzo  ci  w  niej  do  twarzy  –  stwierdził  i  ruszył  w  stronę  drzwi.  –  Wyglądasz  jak... 

narzeczona.   

Z tymi słowami zniknął za drzwiami.   

Co  się  z  nią  działo?  Nerwy  miała  napięte  do  granic  możliwości,  a  zmysły  nienaturalnie 

wyostrzone. Wcale jej się to nie podobało. Ścisnęła się paskiem, zastanawiając się nad. tym, 

co oznacza dziwna reakcja jej ciała. Była przygotowana na różne rzeczy, ale nie na to.   

Dotychczas doświadczyła takich doznań tylko przy Michaelu. Cały czas zastanawiała się, 

czy Dominik zauważył, eo się z nią dzieje. Czy zdawał sobie sprawę z tego, jak na nią działa? 

Czy żałował swojej decyzji o poślubieniu jej? 

Popatrzyła na zasypiającą Chloe z zazdrością. Ona sama z pewnością będzie miała dzisiaj 

ogromne problemy z zaśnięciem.   

– Kawy? 

Lucy  splotła  dłonie,  starając  się  zachować  pozory  swobody.  Oczywiście,  minionej  nocy 

do  niczego  między  nimi  nie  doszło,  ale  ona  czuła  się,  jakby  tak  było.  Może  chodziło  o 

ś

wiadomość faktu, że znów jest w stanie pożądać mężczyzny? 

– Z chęcią. – Zapach świeżo zaparzonej kawy wypełnił kuchnię.   

– W koszyku są croissanty, jeśli masz ochotę. Powinny być jeszcze ciepłe.   

Lucy uśmiechnęła się.   

– Są z ziarenkami. To dość niezwykłe, jak na Anglię. Dominik postawił przed nią kubek 

kawy.   

–  Widzę,  że  mamy  tu  konesera  croissantów.  Zrobiłem  mocną,  więc  możesz  sobie  dolać 

mleka.   

–  Lubię  mocną  kawę.  Dziękuję.  –  Upiła  łyk.  –  Przepraszam,  że  zaspałam.  Gdzie  są 

dziewczynki? 

Dominik się uśmiechnął.   

– Dziwię się, że cię nie obudziły. Budują namiot z koców.   

– To dobrze.   

– Może my też powinniśmy to zrobić? Lucy popatrzyła na niego pytająco.   

background image

– Zabrać je na piknik.   

–  Chloe  na  pewno  byłaby  uszczęśliwiona.  No,  chyba  że  wokół  roiłoby  się  od  robaków. 

Nie cierpi ich.   

– Abby wprost przeciwnie. I najchętniej chciałaby, żeby lał deszcz.   

Lucy roześmiała się i zamoczyła rogalika W kawie.   

– Nigdy nie potrafiłam zrozumieć jej obaw. Osobiście uwielbiam spać na dworze.   

Dominik nie był zdziwiony, że Lucy lubi tego typu rozrywki.   

A  Eloise?  Jej  miejsce  było  w  eleganckich  salonach,  gdzie  mogła  prowadzić  błyskotliwe 

rozmowy. Tam się czuła pewnie. Była podziwiana i ściągała na siebie spojrzenia wszystkich 

mężczyzn. Za to właśnie ją kochał. A teraz miał po – ~ ślubić Lucy.   

Zafascynowany patrzył, jak rozwija mokrego croissanta i po kawałku go zjada.   

– Gdzie się tak nauczyłaś jeść? To bardzo francuskie.   

– Byliśmy z Michaelem we Francji.   

Michael.  Człowiek  którego  kochała.  Jej  mąż.  Biologiczny  ojciec  Abby.  Człowiek, 

którego  nigdy  nie  pozna.  Często  o  nim  mówiła.  Michael  umarł  zaledwie  dwa  lata  temu, 

podczas gdy Eloise już prawie sześć. Z czasem stała się w jego pamięci tylko wspomnieniem, 

które nie wywoływało w nim bólu. Nadal natomiast miał poczucie winy. Gdyby tylko zdołał 

ją  wówczas  przekonać,  że  bez  dzieci  też  mogą  być  szczęśliwi.  Ona  jednak  nie  chciała  go 

słuchać. I bez niej nie byłoby Abby. Zawahał się. Ani Chloe.   

– Jak długo nie było was w kraju? 

–  Rok.  Pobraliśmy  się  w  bardzo  młodym  wieku  i  nie  chcieliśmy  od  razu  mieć  dzieci. 

Wyruszyliśmy  więc  w  podróż.  Byliśmy  w  Afryce  Południowej,  Australii,  Nowej  Zelandii, 

Tajlandii  i  Francji.  Wszyscy  zgodnie  twierdzili,  że  zwariowaliśmy,  ale  ja  jestem  bardzo 

zadowolona, że odbyliśmy tę podróż. Mam z niej wspaniałe wspomnienia.   

– Domyślam się.   

– A ty? Też zrobiłeś sobie takie wakacje od życia? 

–  Nigdy  nie  miałem  takiej  potrzeby.  Moi  rodzice  tak  dużo  podróżowali,  że  marzyłem 

raczej o tym, aby zapuścić gdzieś korzenie.   

– Wyobrażam sobie.   

Czyżby usłyszał w jej glosie rozczarowanie? Jakby odkryła kolejną rzecz, która ich dzieli. 

Tak naprawdę tylko dzieci mieli wspólne.   

Zresztą, jakie to miało znaczenie? Wiązał się z nią tylko ze względu na dziewczynki. Nie 

interesowała go jako kobieta. Dlaczego więc ton jej głosu sprawił mu taką przykrość? 

Wszystko,  co  robiła,  było  przepełnione  zmysłowością.  Nawet  zjedzenie  zwykłego 

rogalika było czynnością, na widok której burzyła się w nim krew. Nie chciał, aby jego życie 

zostało  nagle  przewrócone  do  góry  nogami.  Lubił  porządek.  Lubił  wiedzieć,  co  za  chwilę 

nastąpi. Obecność Lucy nie może tego zmienić.   

– Co będzie teraz? 

– Abby idzie na lekcję baletu. Zarezerwowałem też miejsce dla Chloe.   

Lucy popatrzyła na niego, nie kryjąc zdziwienia.   

–  Abby  chodzi  na  balet  w  każdy  wtorek  –  ciągnął.  –  Pomyślałem,  że  może  Chloe  nie 

background image

będzie chciała zostać w domu sama.   

– Mogłeś mnie o to spytać.   

– Wydawało mi się, że będzie zadowolona.   

–  Możliwe.  Nigdy  nie  próbowała,  Ale  należało  ją  najpierw  spytać.  Dowiedziałeś  się 

przynajmniej, czy przyjmują początkujących? 

To mu nie przyszło do głowy.   

– Tak mi się wydaje. W końcu to szkoła baletowa. Miałem nadzieję, że my w tym czasie 

pójdziemy po pierścionek. I obrączki.   

– To nie zmienia faktu, że powinieneś był porozmawiać ze mną, zanim zapisałeś Chloe. 

Jeśli  nasze  małżeństwo  ma  się  udać,  musimy  działać  jak  w  drużynie.  Pełne 

równouprawnienie.   

– To tylko balet...   

– Chloe nie należy do dzieci, które łatwo nawiązują znajomości. Nie wiem, czy zechce iść 

dziś  w  jakieś  nowe  miejsce.  Rozumiem,  że  przywykłeś  do  podejmowania  decyzji 

samodzielnie,  ale  ja  również.  Chcę  mieć  takie  samo  prawo  głosu  w  sprawach  dotyczących 

dzieci jak ty.   

Dominik  popatrzył  na  nią  z  rezygnacją.  Chyba  nie  naszły  jej  wątpliwości?  Teraz,  kiedy 

mieli już ustaloną datę ceremonii.   

–  Przepraszam,  że  tak  wyszło.  Naprawdę  sądziłem,  że  będzie  zadowolona.  A  my 

mielibyśmy czas na kupno pierścionka. Lepiej, jeśli będziesz go miała, kiedy przedstawię cię 

Vanessie i Cyrilowi. Zmarszczyła brwi.   

– To rodzice Eloise. Zaprosiłem ich na kolację. Widział, jak ręka Lucy znieruchomiała.   

– Kiedy? 

– Dziś wieczorem. – Zdał sobie sprawę, że znów popełnił błąd. Nie spytał jej o zdanie. – 

Powinienem był najpierw to z tobą uzgodnić. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy.   

– Dziękuję.   

– Chcesz, abym przełożył tę kolację na inny termin? 

–  Skoro  powiedzieliśmy  dziewczynkom,  że  się  pobieramy,  powinnam  poznać  rodziców 

Eloise.  Nie  ma  co  tego  odwlekać.  –  Podniosła  na  niego  zatroskany  wzrok.  –  W  co  ja  się 

ubiorę? 

Eloise nigdy by o coś takiego nie spytała. Zawsze wiedziała takie rzeczy.   

– Może coś czarnego? 

– W takim razie, jak już kupimy pierścionek, będę musiała poszukać jakiejś sukienki.   

background image

ROZDZIAŁ PIATY 

 

Lucy była zdziwiona, gdy się okazało, że Chloe podobało się w szkole baletowej. Patrzyła 

z zazdrością na ubrane w różowe kostiumy dziewczynki i widać było, że marzy o podobnym. 

Abby wręcz przeciwnie.   

– Czy Abby lubi balet? – spytała Lucy Dominika, kiedy zostali sami.   

–  Chyba  tak.  Wszystkie  jej  koleżanki ze  szkoły  go  lubią.  Sądząc  po  minach  mam,  które 

przywiozły tam dzieci, najwyraźniej balet był modny Po prostu wypadało wozić córkę na te 

zajęcia.   

Lucy  popatrzyła  na  siedzącego  obok  niej  mężczyznę.  Zapewne  nie  był  to  najlepszy 

moment na zadawanie pytań, ale nie mogła się powstrzymać. – Dokąd jedziemy po obrączki? 

–  Mam  znajomego,  który  jest  jubilerem.  Dzwoniłem  do  niego  w  zeszłym  tygodniu  i 

powiedziałem, że zamierzam się ożenić i potrzebuję obrączek.   

– Był zdziwiony? 

– Chyba tak, ale zachował swoje uwagi dla siebie.   

Lucy  dopiero  teraz  zaczęła  się  tak  naprawdę  zastanawiać  nad  tym,  co  zamierza  zrobić. 

Ma wyjść za człowieka, którego niemal wcale nie zna. Będzie żyć w kłamstwie, udając przed 

ludźmi,  że  łączy  ich  głębokie  uczucie.  Świadomość  tego  faktu  sprawiała,  że  czuła  się  źle  i 

jakoś smutno.   

– Musimy przed nim udawać, że to ma być naprawdę? 

– spytała nagle.   

– Ależ my naprawdę zamierzamy się pobrać. I zaręczyny też będą prawdziwe. Za miesiąc 

będziemy małżeństwem.   

Wysiadł  z  samochodu  i  zamknął  drzwi  nieco  głośniej,  niż  należało.  To  był  pierwszy 

sygnał,  że  nie  traktuje  całej  sprawy  tak  lekko,  jak  chciał.  Nie  powinna  być  zdziwiona. 

Dominik wiedział, jak to jest żenić się naprawdę. Może nawet zabrał Eloise do tego samego 

jubilera.  A  teraz  miał  kupić  zaręczynowy  pierścionek  kobiecie,  której  wcale  nie  kochał.  To 

było bardzo smutne dla obojga.   

Musi  wziąć  się  w  garść.  Ostatnia  rzecz,  jakiej  Dominik  teraz  potrzebuje,  to  rozklejająca 

się baba. Musi to zrobić dla dziewczynek.   

Dominik poszedł po bilet do parkomatu.   

– Dwie godziny wystarczą? 

– Tak sądzę. Ile można wybierać pierścionek? 

– Chciałaś też kupić sukienkę – przypomniał jej.   

–  Nie  mam  nic  odpowiedniego  na  taką  okazję.  Czego  jeszcze  będę  potrzebować?  Mam 

gotować? 

– Zadzwoniłem po Jessie. Ona się tym zajmie. Oczywiście. Jak mogła o tym zapomnieć.   

–  Jestem  pewien,  że  jak  przyjedzie,  omówi  z  tobą  menu  –  dodał,  jakby  odczuwając  jej 

wahanie.   

– Nie wiedziałabym, co zaproponować.   

background image

– Jaki chcesz pierścionek? – spytał, zmieniając temat.   

– Nie wiem.   

– A jaki pierścionek wybrał ci Michael? 

– Nie kupowaliśmy żadnego.   

– Nie lubisz biżuterii? 

– Kiedy się pobieraliśmy, nie mieliśmy pieniędzy. Tak więc pierścionek od ciebie będzie 

pierwszym, jaki dostanę. Ile pieniędzy zamierzasz na niego wydać? 

– Po prostu powiesz Jasperowi, który ci się podoba.   

Z tonu jego głosu wywnioskowała, że nie powinna pytać o pieniądze. Może wybrać sobie 

taki  pierścionek,  jaki  chce.  Nigdy  nie  była  w  podobnej  sytuacji.  Czuła  się  niepewnie. 

Podniosła wzrok, szukając w oczach Dominika wsparcia. Nie zawiodła się.   

–  Wszystko  będzie  dobrze  –  powiedział  miękko  i  ujął  jej  rękę.  –  Nasze  małżeństwo 

będzie opierać się na przyjaźni i uczciwości. To więcej niż w niejednym związku. Pomyśl o 

tym pierścionku jak o symbolu tego, co robimy dla naszych córek. O ich przyszłości.   

Dotyk  jego  dłoni  sprawił,  że  poczuła  się  przedziwnie.  Zapragnęła  nagłe,  aby  ją  mocno 

przytulił,  objął,  aby  poczuła  się  tak,  jakby  naprawdę  do  niego  należała.  Żeby  doświadczyła 

wielkiego uczucia.   

Zamiast tego ofiarowywał jej przyjaźń i uczciwość. Czy kiedy  ją  całował, naprawdę nie 

poczuł niczego wyjątkowego? 

Najwyraźniej  nie.  Ona  sama  starała  się  wmówić  sobie,  że  jej  reakcja  była  jedynie 

wytworem wyobraźni, ale nie mogła oszukiwać samej siebie.   

Jednak Dominik nic do niej nie czuł...   

Zabrała rękę. Musi zastosować się do jego reguł gry i dopilnować, aby nie domyślił się, 

ż

e marzy o czymś więcej.   

– Gotowa? 

Skinęła głową. Nacisnął biały guzik i powiedział swoje nazwisko przez domofon. Drzwi 

się otworzyły.   

–  Dom!  –  Na  ich  powitanie  wyszedł  mężczyzna  ubrany  w  jasne  dżinsy.  –  Wejdźcie, 

Jasper zaraz do was zejdzie. A ty zapewne jesteś Lucy – zwrócił się do niej. – Umieraliśmy z 

ciekawości, żeby cię poznać.   

Dominik objął ją ramieniem i uśmiechnął się.   

–  To  jest  moja  narzeczona,  Lucy  Grayford.  A  to  Alistair  Wood,  wspólnik  i  przyjaciel 

Jaspera.   

–  Witaj  –  powiedziała  nieswoim  głosem.  Wszystko,  co  działo  się  wokół  niej,  było 

zupełnie  nieprawdopodobne.  Jedynie  ciepło  ciała  Dominika  było  prawdziwe  i  otaczający  go 

zapach drzewa sandałowego.   

– Dom! Jesteście wcześniej.   

Lucy  odwróciła  się  i  ujrzała  atletycznie  zbudowanego  mężczyznę  o  żywych  zielonych 

oczach. Miał jeszcze mokre włosy, najwyraźniej wyszedł przed chwilą spod prysznica.   

– Niektórzy z nas wcześnie wstają – odparł Dominik, ujmując wyciągniętą na powitanie 

rękę. – To jest Lucy.   

background image

Jasper przyciągnął ją do siebie i ucałował w oba policzki.   

–  Jestem  szczęśliwy,  że  cię  poznałem.  Zaczynałem  poważnie  martwić  się  o  Dominika. 

Taki mężczyzna jak on nie powinien być sam.   

– Naprawdę? – spytała, pamiętając, aby cały czas się uśmiechać.   

–  Poznałaś  już  Alistaira?  –  spytał  Jasper.  –  Zaraz  nastawi  wodę  i  zrobi  coś  do  picia, 

podczas  gdy  my  udamy  się  do  mojego  sanktuarium.  Załatwimy  interesy,  a  potem 

porozmawiamy.   

Zaprowadził  ich  przez  podwójne  drzwi  do  pracowni.  Wszędzie  panował  niezwykły 

porządek,  jeśli  nie  liczyć  rozrzuconych  na  biurku  kartek  pokrytych  jakimiś  rysunkami, 

najprawdopodobniej projektami prac.   

Lucy nie mogła się powstrzymać przed wzięciem do ręki jednej z nich.   

– Jakie to piękne.   

–  Podoba  ci  się?  Zastanawiałem  się  nad  górną  częścią.  Chciałem,  aby  całość  stwarzała 

wrażenie  swobody,  ale  wolnej  od  anarchii.  Sposób,  w  jaki  ten  brylant  jest  oprawiony...  – 

Przerwał  i  wzruszył  ramionami  –  Pod  koniec  dnia  zapewne  powstanie  z  tego  zwykły 

naszyjnik – Może dla kobiety, która będzie go nosić, będzie jednak niezwykły.   

–  Masz  rację.  Lubię  myśleć,  że  moja  praca  ma  jakiś  ponadmaterialny  wymiar.  Zupełnie 

inaczej  sobie  ciebie  wyobrażałem  –  dodał  niespodziewanie,  odkładając  kartkę  na  biurko.  – 

Dom nic mi o tobie nie powiedział.   

– Nieprawda – zaprotestował Dominik, siadając na wysokim stołku. – Powiedziałem, że 

jest piękna. – Przyciągnął Lucy do siebie, jakby rzeczywiście byli parą kochanków. Czuła się 

jak manekin. Powinna oprzeć się o niego swobodnie, skierować ku niemu twarz, może nawet 

go  pocałować...  Było  to  zbyt  niebezpieczne.  Dla  niego  byłaby  to  tylko  część  gry,  dla  niej 

natomiast coś znacznie więcej...   

–  Bo  jest  piękna  –  zgodził  się  Jasper.  –  Piękna  brunetka.  Zupełnie  inna  niż  Eloise.  Nie 

powiedział tego, ale niemal usłyszała to w jego głosie.   

– Jesteś szczęściarzem, Dom.   

– Wiem o tym.   

– O jakim konkretnie pierścionku myślisz, Lucy? 

– To nie ma większego znaczenia.   

Dominik delikatnie odgarnął z jej twarzy niesforny pukiel włosów.   

–  Będziesz  musiał  ją  czymś  skusić  –  powiedział  nienaturalnie  zduszonym  głosem.  Pod 

wpływem jego dotyku Lucy zesztywniała.   

– A może to ty powinieneś wybrać? – spytała Dominika.   

– Czyż brylant nie jest najbardziej odpowiedni? 

– Chyba musimy załatwić to sami – Jasper podszedł do skrytki z tyłu pracowni. – Więcej 

w tobie ognia niż lodu, więc sądzę, że będziesz wolak złoto od platyny.   

– Zdecydowanie tak.   

– Zanim zajmiemy się kamieniami, pomyślmy nad oprawą. Przymierz ten.   

Podał  jej  pierścionek  w  kształcie  stożka,  na  szczycie  którego  znajdował  się  kamień. 

Włożyła go i wyciągnęła rękę. Spod pierścionka wyzierał biały pasek skóry.   

background image

–  Ładny  –  powiedziała,  marząc  o  tym,  aby  cała  szopka  jak  najszybciej  się  skończyła. 

Jakie  ma  znaczenie,  co  wybierze?  Pierścionek  jest  ważny,  gdy  zaręczasz  się  z  miłości  – 

Dominik? 

– Jeśli Lucy się podoba – w jego głosie słychać było powątpiewanie.   

–  Brak  mu  duszy.  Może  gdybym  włożył  inny  kamień?  Właśnie  kupiłem  wspaniałe 

szmaragdy. Są prawie identycznego koloru jak twoja chusta, Lucy.   

Zawahała  się,  czekając  na  to,  co  powie  Dominik.  Domyślała  się,  że  koszt  takiego 

szmaragdu musi być niemały.   

– Dominik? Co o tym myślisz? Jest brunetką, toteż szmaragd bardzo by do niej pasował.   

Spojrzała na Dominika. Patrzył na nią z boku, a w jego twarzy drgał zaciśnięty mięsień. 

Odwrócił wzrok.   

– Na tarasie podano herbatę – oznajmił Alistair. – Mamy też niespodziewanego gościa.   

– Jeśli to ktoś nieznajomy, powiedz, żeby sobie poszedł.   

– Fionnula.   

–  Ach  –  Jasper  westchnął  zrezygnowany.  –  A  zatem  chodźmy  na  herbatę.  Poznałaś  już 

Fionnulę? 

– Jeszcze nie.   

– Niemożliwe.   

– Lucy i ja znamy się od niedawna. Zajmujemy się głównie sobą i naszymi córkami.   

Przynajmniej to była prawda.   

– Bardzo mądrze – powiedział Jasper. – A co z pierścionkiem? 

– Niech będzie szmaragd.   

Jasper skinął głową, jakby tego się spodziewał.   

– Dobrze.   

Dominik ujął Lucy za rękę i poprowadził ją przed sobą.   

– Powinienem był powiedzieć ci o Fionnuli. To kuzynka Eloise.   

– Kuzynka? 

– I moja asystentka – dodał cicho. Lucy poczuła, jak nogi się pod nią uginają. To będzie 

jak chodzenie po zaminowanym polu.   

– I tak byś ją poznała dziś wieczorem. Miała przyjść na kolację z Vanessą i Cyrilem. To 

ich...   

– Bratanica. Domyślam się.   

–  Jest  z  nimi  bardzo  związana.  Od  czasu  śmierci  Eloise  była  dla  nich  kimś  w  rodzaju 

przybranej córki.   

Lucy  wiedziała,  że  musi  jej  stawić  czoła.  Fionnula  okazała  się  olśniewającą  blondynką, 

która na powitanie ucałowała Dominika w oba policzki.   

– Fin, chciałbym, abyś poznała Lucy.   

Fionnula postąpiła krok do przodu, nadal jednak trzymając dłoń na ramieniu Dominika.   

– Lucy Grayford. Moja narzeczona.   

– Rozumiem.   

To słowo wystarczyło, aby Lucy upewniła się co do uczuć, jakie żywi do niej asystentka 

background image

Dominika.  Jej  antypatia  była  zresztą  odwzajemniona.  Lucy  nie  podobał  się  nienaturalny 

sposób  zachowania  Fipnnuli  i  pozy,  jakie  przybierała.  Nie  podobał  jej  się  jej  płaski  brzuch, 

wypielęgnowane dłonie, a nade wszystko sposób, w jaki traktowała Dominika.   

Postąpiła krok do przodu i wyciągnęła na powitanie rękę.   

– Miałyśmy poznać się dziś na kolacji, czyż nie? Fionnuła uśmiechnęła się lekko.   

– Więc pani jest tą panną z dzieckiem, która mieszka z Dominikiem. Muszę przyznać, że 

jesteśmy pani bardzo ciekawi.   

– Wdową – poprawiła ją odruchowo, czując, jak sztywnieje.   

– Ach tak, wdową. Ma pani córkę w wieku Abby, prawda? 

– Ma na imię Chloe.   

Jednak  Fionnuła  straciła  już  zainteresowanie  tematem.  Odwróciła  się  do  Dominika  i 

uśmiechnęła się do niego promiennie.   

Lucy  czekała,  aż  Dominik  coś  powie.  Czułaby  się  pewniej,  gdyby  do  niej  podszedł  i 

stanął obok. On jednak tkwił nieruchomo przy Fionnuli.   

–  Nic  nam  o  tobie  nie  powiedział  –  stwierdził  Jasper.  –  Ale  to  do  Dorna  podobne.  –  W 

tym  momencie  Alistair  wniósł  tacę  z  herbatą.  –  Chodźmy  na  taras.  Nacieszmy  się  ostatnimi 

chwilami angielskiego lata.   

Lucy czuła się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Cała czwórka rozmawiała swobodnie, 

podczas  gdy  ona  zamilkła.  Oni  zdawali  się  tego  nie  zauważać.  Dzięki  temu  mogła 

przynajmniej ich obserwować.   

Fionnula  była  piękna,  choć  widać  było,  że  jest  to  uroda  niezwykle  starannie 

pielęgnowana.  Jej  twarz  przypominała  twarz  chińskiej  lalki.  Miała  ogromne  błękitne  oczy  i 

jasne  włosy,  których  kolor  był  dokładnie  taki  sam  jak  kolor  włosów  Chloe.  Trudno  było 

wierzyć,  że  Dominik  mógłby  pozostać  obojętny  na  jej  wdzięki.  Im  dłużej  Lucy  się  jej 

przyglądała, tym większej nabierała pewności, że ta kobieta jest nim żywo zainteresowana.   

Lucy napiła się herbaty. Czy Eloise była do niej podobna? Jeśli tak, to nic dziwnego, że 

Dominik  był  tak  pewien,  że  nigdy  więcej  się  nie  zakocha.  Jaka  kobieta  mogłaby  zastąpić 

chodzącą doskonałość? 

– Powinniśmy już iść, Lucy. – Dominik przerwał jej rozmyślania.   

– Nie wypiliście jeszcze herbaty – zaprotestował Alistair.   

– Musimy odebrać dziewczynki z baletu.   

– Chloe była dziś pierwszy raz. Nie chciałabym się spóźnić.   

–  Naturalnie.  –  Jasper  wstał  i  ujął  obie  dłonie  Lucy  w  przyjaznym  uścisku.  –  Będziemy 

mieli mnóstwo innych okazji, żeby się spotkać.   

–  Dominik,  chciałabym  zamienić  z  tobą  słowo  na  osobności.  Chodzi  o  interesy  – 

powiedziała Fionnula, rzucając Lucy krótkie spojrzenie.   

– Dziś wieczorem...   

–  Gdybyś  potwierdził  pewne  spotkania,  mogłabym  oddzwonić  do  tych  ludzi  jeszcze 

dzisiaj.   

Dominik wzruszył ramionami, ale przeszedł do holu. Lucy słyszała, jak ich głosy stają się 

coraz cichsze.   

background image

–  Wiesz,  Lucy,  gdyby  Dom  był  zainteresowany  Fionnula,  dawno  poprosiłby  ją  o  rękę  – 

powiedział miękko Jasper, najwyraźniej widząc jej zmieszanie. – Z wyglądu jest podobna do 

Eloise, ale są zupełnie inne. Eloise była aniołem. Fionnula bywa zabawna, ale to kobieta nie 

w typie Dominika. Nie wiedziałem, że ma się zjawić. Przepraszam.   

Chciał  ją  pocieszyć,  ale  informacja,  że  pierwsza  żona  Dominika  była  aniołem,  nie 

poprawiła jej humoru.   

– Czy ona go kocha? 

–  Jeśli  kocha  coś  poza  sobą  samą,  to  już  prędzej  jego  reputację.  To  bardzo  ambitna 

osóbka.   

– Gotowa? – Dominik wsunął głowę przez drzwi – Naturalnie – odparła, uśmiechając się 

promiennie. – Mam nadzieję, że się nie spóźnimy.   

Na zewnątrz ruszyła prosto w stronę samochodu.   

– Dokąd idziesz? 

– Jedziemy po dziewczynki.   

–  Musimy  kupić  ci  sukienkę.  Vanessa  i  Cyril  są  bardziej  wymagający  od  Fionnuli  Lucy 

już ich sobie wyobraziła. Podczas dzisiejszej kolacji będzie się czuła jak rzucona na pożarcie 

lwom.   

– Myślałam, że musimy się spieszyć.   

– Mamy mnóstwo czasu. Lekcja skończy się dopiero o dwunastej.   

– Dlaczego skłamałeś? 

– Bo chciałem cię uratować.   

– Przed kim? 

Dominik zatrzymał się w pół kroku.   

– Nie jestem idiotą. Wiem, jak trudne musiało być dla ciebie to spotkanie. Fionnuła zaraz 

zadzwoni do Vanessy i powie jej, czego się mają spodziewać.   

– A czego się mają spodziewać? 

– Na pewno nie tego, że moja narzeczona jest kopią ich córki.   

Lucy  popatrzyła  na  swoje  stopy,  znajdując  nagłe  pocieszenie  w  fakcie,  że  paznokcie  u 

nóg miała pomalowane na kolor ciemnej wiśni.   

–  Lucy...  –  Dominik  ujął  ją  za  ramiona.  –  Nie  chcę,  żebyś  była  jak  Eloise.  Chcę,  żebyś 

była taka, jaka jesteś. Dla naszych dziewczynek. W porządku? 

– Chyba tak. Fionnula nie zapałała do mnie sympatią.   

– To jej zwykły sposób zachowania. Ponadto była nieco zaskoczona. Chyba powinienem 

był jej o tobie powiedzieć. No trudno.   

– Dlaczego tego nie zrobiłeś? 

– Sam nie wiem.   

– Wydaje mi się, że ona cię lubi.   

– Mam nadzieję. Jest moją asystentką. I przyjaciółką. Jasper chyba miał rację, twierdząc 

ż

e Dom nie interesował się Fionnula jako kobietą.   

– Po śmierci Eloise bardzo mi pomogła.   

– Rozumiem.   

background image

– Wiem, że Cyril i Vanessa mieli nadzieję, że między nami coś zaiskrzy,  ale nic z tego. 

Pozostaniemy tylko przyjaciółmi.   

– Naturalnie.   

Mówienie czegokolwiek więcej nie miało sensu. Dominik najwyraźniej nie widział tego, 

co dla innych było oczywiste. Ta kobieta była jak pirania.   

– Podobał ci się pierścionek? 

Lucy skinęła głową, ale w jej oczach nadal można było dostrzec zakłopotanie.   

– Nie będzie zbyt drogi? 

–  Masz  go  nosić  przez  wiele  lat.  Lepiej  kupić  coś  przyzwoitego.  Ponadto  naprawdę 

myślę, że szmaragd będzie dla ciebie odpowiedni.   

Dopiero  po  tym,  co  powiedział  Jasper,  zdał  sobie  sprawę,  że  zieleń  to  jej  kolor. 

Zastanawiał się, jak wyglądałaby w szafirowej sukience. Może czerń, którą tak lubiła Eloise, 

nie była dla niej? 

–  Mamy  czterdzieści  pięć  minut  –  powiedział  zły  na  siebie  za  niestosowne  myśli  Lucy 

jest  biologiczną  matką  Abby  i  kobietą,  która  wydała  na  świat  Chloe.  Nic  ponadto.  Nie 

powinien go obchodzić sposób, w jaki kręcą się jej włosy ani kształt jej szyi, ani też fakt, że 

tak  doskonale  wyglądała  w  białej  bawełnianej  sukience...  A  już  na  pewno  nie  to,  jak 

wyglądała w jego za dużej bluzie od piżamy.   

–  Postaram  się  nie  marudzić  zbyt  długo  –  przyrzekła,  a  w  nim  od  razu  zrodziło  się 

poczucie winy. Cała ta sytuacja była dla niej trudna, powinien ją wspierać i podtrzymywać na 

duchu.   

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

W końcu Lucy nabrała przekonania, że jakoś sobie poradzi.   

Abby  była  zachwycona.  Na  jej  twarzyczce  nieustannie  gościł  uśmiech,  który  bardzo 

przypominał jej uśmiech Michaela.   

Nie  potrafiła  już  sobie  wyobrazić  przyszłości  bez  Abby.  Kochała  ją  tak  mocno,  jakby 

sama ją urodziła. Tak mocno, jak Chloe. Dziewczynki zajadały sałatę z chipsami. Wyglądały 

jak prawdziwe siostry. Patrzyła na nie i zastanawiała się, czy ich szczęście wystarczy do tego, 

aby i ona poczuła się szczęśliwa.   

Nie  wierzyła  w  miłość  od  pierwszego  wejrzenia.  Tym  trudniej  było  jej  wytłumaczyć  to, 

co  odczuwała  w  stosunku  do  Dominika.  Miała  wrażenie,  że  widzi  go  wyraźniej  niż 

kogokolwiek  na  świecie.  Jakby  jaśniej.  Podobał  jej  się  sposób,  w  jaki  odnosił  się  do 

dziewczynek. Zazdrościła Chloe, że może tak swobodnie oprzeć rękę na jego ramieniu.   

– Lucy? 

Przerwała szczotkowanie włosów i podniosła wzrok – Tak? 

– Masz chwilę? 

Odłożyła szczotkę i chrząknęła nerwowo.   

– Czy twoi teściowie już przyjechali? 

Ubrany  w  ciemny  garnitur  Dominik  prezentował  się  oszałamiająco.  Na  jego  widok 

zabrakło jej tchu. Do tej pory była zdenerwowana, teraz poczuła, że ogarnia ją przerażenie.   

– Nie, jeszcze nie. Chciałem porozmawiać z tobą, zanim przyjadą.   

– Jakiś problem? – spytała, oblizując wargi. Czyżby zmienił zdanie? Rozmyślił się? 

Przejechała  ręką  po  miękkim  materiale  nowej  sukni.  Była  głęboko  wycięta  i  doskonale 

podkreślała  jej  kształty.  Wytworna  bielizna,  którą  kupili  razem  z  suknią,  w  zadziwiający 

sposób poprawiała jej nastrój.   

–  Nie,  żaden  problem.  –  Popatrzył  na  Lucy,  która  w  prostej  czarnej  sukni  prezentowała 

się naprawdę oszałamiająco. – Wyglądasz wspaniale.   

– Dziękuję.   

Dominik nie mógł oderwać wzroku od małej żyłki pulsującej na jej szyi. Wyobraził sobie 

spoczywający na niej naszyjnik z brylantem. Coś takiego, jak robił Jasper.   

– Jasper przysłał pierścionek.   

– Och.   

Wyjął z kieszeni małe pudełko i wyciągnął w jej stronę.   

– Pomyślałem, że wolałabyś, abym dał ci go na osobności  Lucy wyciągnęła drżącą rękę 

po pudełko. To był moment, od którego nie było odwrotu. Jeśli go przyjmie, zdecyduje się na 

wspólną przyszłość z Dominikiem.   

– To prawda. Oglądałeś go? Jest piękny? 

– Otwórz pudełko.   

Ostrożnie  uniosła  wieczko.  Na  widok  tego,  co  było  w  środku,  zabrakło  jej  słów. 

Pierścionek zrobiony specjalnie dla niej. Piękny. Wprost nie do opisania.   

background image

– Jest fantastyczny.   

– Włóż go. – Dominik wyjął pierścionek z pudełka i ujął lewą dłoń Lucy. Wolno wsunął 

pierścionek na jej palec. Lucy z trudem powstrzymywała łzy.   

–  Dziękuję  –  zdołała  wydusić  przez  zaciśnięte  gardło.  Dominik  nie  puścił  jej  reki. 

Zamiast  tego  przyciągnął  ją  do  siebie  i  spojrzał  na  nią  z  góry.  Mogłaby  przysiąc  że  w  jego 

oczach dostrzegła czułość.   

Bez  jednego  słowa  pocałował  ją.  Lekko.  Jego  usta  ledwo  dotknęły  jej  ust,  po  czym  ją 

puścił.   

– Zobaczysz, wszystko się ułoży.   

– Tak. – Bardzo chciała w to wierzyć.   

Czuła  na  palcu  pierścionek  Dominika.  Gdyby  to  wszystko  było  naprawdę,  wziąłby  ją  w 

ramiona, roześmiał się i nie przestawał całować. Czułaby się bezpieczna i kochana.   

– Gotowa? – spytał, a kiedy skinęła głową, zapytał, czy ma ochotę na drinka.   

– Chyba tak – odparła po chwili zastanowienia.   

–  W  takim  razie  chodź,  zrobię  ci  Ruszyli  ramię  w  ramię  po  szerokich  schodach.  Lucy 

czuła się, jakby szła na ścięcie. Czy tak właśnie czują się ludzie prowadzeni na gilotynę? Była 

ś

mieszna. Przecież zgodziła się wyjść za niego, więc dlaczego teraz ma tyle wątpliwości? 

– O której przyjadą twoi teściowie? 

– Za jakieś dziesięć minut.   

– Fionnula przyjedzie razem z nimi? Dominik przepuścił ją przodem do kuchni.   

– Chyba tak. Jesteś gotowa, by powiedzieć o naszych zaręczynach Jessie? 

W odpowiedzi skinęła głową.   

– Jessie? 

Uśmiechnięta brunetka pojawiła się w ich polu widzenia, wycierając ręce w fartuch.   

– Muszę powiedzieć, że pasujecie do siebie – powiedziała na ich widok.   

– Naprawdę? To dobrze, bo chcemy ci coś oznajmić.   

–  Mam  nadzieję,  że  nie  odwołałeś  przyjęcia.  Nie  zniosłabym,  gdyby  mój  mus  z  łososia 

miał się zmarnować.   

– Gdzieżbym śmiał.   

– Tylko tak mówisz. Moje talenty od lat się marnują. Pracuję u ciebie tylko ze względu na 

Abby.   

Lucy z ciekawością przyglądała się całej scenie. Świat, w którym zatrudnia się służbę, był 

jej  zupełnie  obcy.  Rozumiała  zatrudnianie  pani  do  dziecka  albo  kogoś  do  sprzątania  raz  w 

tygodniu, ale osoba, do prowadzenia domu? Jednak Jessie rzeczywiście była kimś więcej niż 

gosposią,  właściwie  stała  się  członkiem  rodziny.  Przywitała  Lucy,  jakby  mieszkała  tu  od 

zawsze i zaraz przystąpiła do dyskusji na temat dzisiejszego menu. Szybko zaprzyjaźniła się z 

Chloe, która, wzorując się na Abby, podkradała z puszki domowe ciasteczka.   

– Lucy i ja zaręczyliśmy się.   

– Och! – Jessie sprawiała wrażenie nieco zaskoczonej. – Miałam nadzieję... To wspaniała 

wiadomość. Naprawdę. Wybraliście już pierścionek? 

Lucy nieśmiało wyciągnęła w jej stronę lewą rękę.   

background image

– Przepiękny. Tak się cieszę. Czy dziewczynki już wiedzą? Lucy skinęła głową.   

– Powiedzieliśmy im wczoraj. Jeśli już tu skończyłaś, chodź się z nami napić.   

– Tylko zamieszam sos i chętnie napiję się kieliszek sherry.   

– A ty, Lucy, na co masz ochotę? 

– Poproszę o kieliszek wina.   

Dominik ruszył w stronę drzwi, lecz zanim wyszedł, jeszcze raz zwrócił się do Jessie.   

–  Chyba  nie  masz  nic  przeciw  naszym  zaręczynom?  Wiem,  że  to  wszystko  stało  się 

trochę szybko, ale...   

– To wasze życie.   

– Wiem, możesz jednak być zaskoczona. Poznaliśmy się całkiem niedawno i...   

– Moim zdaniem to fantastyczna wiadomość – ucięła rozmowę Jessie. Spojrzała na Lucy. 

– Dominik bardzo kochał Eloise, ale od jej śmierci minęło już dużo czasu, a życie toczy się 

dalej. Zbyt długo był sam. – Uśmiechnęła się.   

– A przy okazji złamał wiele kobiecych serc. Lucy od razu pomyślała o Fionnuli.   

– Naprawdę? 

– Kto usidli najlepszą partię w mieście? – wyrecytowała z patosem Jessie.   

– Nie rozumiem.   

– Nie widziałaś? Przyczepiłam na drzwiczkach szafki kuchennej, żeby go zdenerwować. 

Tej z kawą i herbatą.   

Lucy  otworzyła  wskazaną  szafkę  i  dostrzegła  stronę  z  kolorowego  magazynu,  z  której 

spoglądała na nią twarz Dominika.   

–  Kobiety  nie  mogą  oprzeć  się  jego  urokowi.  I  chłopięcemu  entuzjazmowi  Musisz  to 

przeczytać.   

Lucy stała jak zahipnotyzowana. Dominik jest historykiem. Przecież tak jej powiedział, a 

on nigdy nie kłamie. Kiedyś stwierdził, że uważa się za propagatora wiedzy.   

Ale żeby był telewizyjnym prezenterem? To nie przyszło jej do głowy. Teraz rozumiała, 

dlaczego jego twarz wydała jej się znajoma. Musiała widzieć go w telewizji albo oglądała w 

księgarni jego książkę.   

– Idziecie na tego drinka? 

–  Idziemy.  –  Jessie  zdjęła  fartuch  i  wyszła  z  kuchni  Lucy  wolno  zamknęła  szafkę  i 

odwróciła się do Dominika.   

– Widzę, że doceniasz poczucie humoru Jessie – mruknął.   

– Można tak powiedzieć. Nie miałam pojęcia, czym się zajmujesz.   

– Tym lepiej.   

Zmarszczyła brwi. Jego odpowiedź wydała jej się trochę dziwna.   

–  To  tylko  praca.  Moją  prawdziwą  pasją  jest  historia.  –  Ujął  ją  za  ramiona  i  obrócił  w 

swoją  stronę.  –  To  głównie  dlatego  nie  chcę,  aby  ktokolwiek  dowiedział  się  o  całym 

zamieszaniu  z  naszymi  dziećmi.  Dla  dobra  dziewczynek  należy  utrzymać  to  w  tajemnicy. 

Nikt nie powinien dowiedzieć się, dlaczego się pobieramy.   

Lucy  skinęła  głową.  Teraz  rozumiała,  dlaczego  Fionnuli  tak  bardzo  zależało  na 

małżeństwie  z  Dominikiem.  Tymczasem  to  ona  poślubiała  marzenie  wszystkich  kobiet  w 

background image

Londynie. Cóż za paradoks.   

Tak bardzo różniła się od kobiet, jakie go otaczały. Marzyła o tym, by znów znaleźć się w 

jego ramionach, poczuć dotyk jego ust.   

– Lucy? – Popatrzył na nią, jakby domyślał się, nad czym się zastanawia.   

Odruchowo się odsunęła. Gotów jeszcze pomyśleć, że to jego pieniądze wywarły na niej 

wrażenie. Ich małżeństwo było zawarte ze względu na dziewczynki. Tylko one są ważne.   

–  Tak,  teraz  rozumiem.  Głupio  mi  tylko,  że  cię  nie  rozpoznałam.  Miałam  wrażenie,  że 

gdzieś  już  widziałam  twoją  twarz,  ale  nie  potrafiłam  sobie  uzmysłowić  gdzie.  Dopiero  teraz 

zaczęłam się naprawdę martwić. Nie pasuję do ciebie.   

– Pozwól, że ja to ocenię.   

– Wyjdę za ciebie, ale wiedz, że nowa sukienka nie zmieni mojej osobowości. Nie jestem 

zabawową kobietą. Nie potrafię prowadzić konwersacji o niczym i zabawiać gości.   

–  Nic  się  nie  zmieniło,  Lucy.  Po  prostu  bądź  sobą.  Nikt  nie  oczekuje  od  ciebie  niczego 

więcej.   

– A twoi teściowie? 

–  Im  będzie  trudno,  bo  nie  jesteś  Eloise.  Chciała  spytać  o  Fionnulę,  ale  nie  miała 

ś

miałości.   

Z  determinacją  ruszyła  do  drzwi,  zdecydowana  jak  najlepiej  odegrać  swoją  rolę. 

Kompletnie nieświadoma zamieszania, jakie spowodowała, Jessie podała jej kieliszek.   

–  Wasze  zdrowie  –  Jessie  uniosła  kieliszek  sherry.  –  Mam  nadzieję,  że  będziecie 

szczęśliwi.   

Lucy  upiła  łyk  wina,  próbując  ukryć  smutek.  Była  nie  z  tego  świata.  Nie  chciała  żyć  ze 

ś

wiadomością, że co druga kobieta zazdrości jej męża.   

– Za przyszłość. – Dominik objął ją za ramiona.   

Gdy rozległ sie dzwonek, Lucy podskoczyła, jakby poraził ją prąd.   

– Czy oni już wiedzą? – spytała konspiracyjnym szeptem Jessie.   

– Jeszcze nie.   

– A zatem na miejsca. Idę otworzyć drzwi.   

– Jessie sprawiała wrażenie naprawdę szczerej w swoim entuzjazmie – powiedziała Lucy. 

– Nie wiem, jak to przeżyję...   

Dominik odstawił kieliszek i podszedł do niej.   

– Spokojnie, wszystko będzie dobrze.   

– Nigdy nie uwierzą...   

– W co? 

– Że chcesz się ze mną ożenić.   

–  Dlaczego?  Czyżbyś  nie  była  inteligentna?  Piękna?  –  Łagodnym  gestem  dotknął 

wierzchem dłoni jej policzka.   

– Znam wielu mężczyzn, którzy marzą o takiej żonie jak ty. Wiem, że to wszystko stało 

się  zbyt  nagle.  Wiem,  że  nie  chcesz...  –  przerwał  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Lucy  zamknęła 

oczy. Pragnęła go.   

I on pragnął jej.   

background image

Miał  zamiar  się  odsunąć,  ale  nie  potrafił.  Nie  zamierzał  jej  pocałować,  ale  to  było 

silniejsze  od  niego.  Chciał,  żeby  była  szczęśliwa,  chciał  zapewnić  jej  bezpieczeństwo.  Zdał 

sobie sprawę, że pragnie tego od dnia, w którym ją poznał.   

Powoli,  niespiesznie  pochylił  głowę.  Zanurzył  palce  w  jej  włosach,  które  nawet  ciasno 

związanie wysuwały się z węzła, jakby żyły własnym życiem. Ona cała aż kipiała od energii. 

Jak Abby. Pocałował ją.   

Nie powinien zapominać, co skłoniło ją do tego związku. Tylko dobro dzieci.   

– Abby cię potrzebuje.   

– Wiem.   

– A Chloe mnie.   

– Rozumiem to – szepnęła. – Postaram się cię nie zawieść.   

– Wybaczcie, kochani. – W salonie pojawiła się Fionnula.   

Lucy  odsunęła się od Dominika i spojrzała na gościa. Ubrana w szyfonową wieczorową 

suknię Fionnula wyglądała oszałamiająco. Za nią stała para starszych ludzi.   

–  Pani  musi  być  Lucy  Grayford.  –  Vanessa  Carpenter  postąpiła  w  jej  kierunku  i 

wyciągnęła na powitanie wypielęgnowaną dłoń.   

– Witam. – Lucy podała jej rękę.   

– Czy Jessie wzięła wasze płaszcze? – Dominik pocałował teściową w policzek. – Czego 

się napijecie? 

Lucy  niemal  namacalnie  czuła  zaciekawienie  Vanessy.  Nie  wiedziała,  co  Fionnula  jej 

opowiedziała. Gdyby mogła, zdjęłaby pierścionek, aby Vanessa go nie dostrzegła. To będzie 

trudny wieczór dla wszystkich.   

–  Poproszę  burbona,  jak  zwykle.  Czy  Abigail  zachorowała?  Słyszałam  od  Cerise,  ze 

odwołałeś jutrzejszą lekcję pianina.   

– Teraz, kiedy wprowadziła się do nas Lucy i Chloe, musimy chwilowo zwolnić tempo – 

odparł podając Fionnuli kieliszek.   

–  Wiesz,  jak  ważna  jest  dyscyplina.  Nie  możesz  pozwolić,  aby  coś  zakłóciło  edukację 

twojej córki Eloise z pewnością by tego nie pochwalała.   

Dominik przysunął się do Lucy. Ujął ją za rękę i lekko ścisnął.   

–  Bardzo  się  cieszę,  że  przyjęliście  nasze  dzisiejsze  zaproszenie.  Zależało  mi  na  tym, 

abyście poznali Lucy.   

Popatrzyli na nią i Lucy mogłaby przysiąc, że w oczach Vanessy dostrzegła strach.   

– Lucy zgodziła się zostać moją żoną.   

Po jego słowach zapadła głucha cisza. Fionnula przestała się uśmiechać.   

– Jesteście zaręczeni? – spytała.   

W odpowiedzi Lucy bez słowa wyciągnęła dłoń z pierścionkiem.   

– Dość nagła decyzja. – Fionnula Uśmiechnęła się do Dominika.   

– Rzeczywiście. Nie mieliśmy pojęcia, prawda, Cyril? – Vanessa zwróciła się do męża.   

Ten jednak zignorował ją.   

Fionnula usiadła na kanapie i efektownie skrzyżowała długie nogi.   

– Nie miałyśmy okazji dłużej porozmawiać. Czym dokładnie się zajmujesz? 

background image

– Jestem nauczycielką.   

– Fascynujące – powiedziała nieszczerze.   

–  I  kiepska  pensja  –  włączył  się  do  rozmowy  Cyril,  odwracając  wzrok  od  obrazu,  który 

właśnie podziwiał. – Nie chciałbym, aby Eloise została nauczycielką.   

– No tak, ale Eloise była taka utalentowana... – rzuciła znad swego kieliszka Vanessa.   

Dominik  objął  Lucy  ramieniem.  Świadomość,  że  jest  obok  niej,  sprawiała  jej 

przyjemność,  ale  ku  swemu  zdziwieniu  Lucy  przekonała  się,  że  wcale  nie  potrzebuje  jego 

wsparcia.  Nie  spodziewała  się,  że  rodzice  Eloise  będą  zadowoleni  z  faktu,  że  Dominik 

zamierza ponownie się ożenić. Rozumiała ich uczucia.   

–  Nie  nauczam  dla  pieniędzy  –  powiedziała  łagodnie.  –  Uwielbiam  patrzeć;  jak  dzieci 

tworzą prace, które zaskakują nawet je same...   

– Eloise była prawnikiem – przerwała jej Fionnula. – I to doskonałym.   

Lucy spojrzała na nią.   

– Wiem. Dominik dużo mi o niej opowiadał. Vanessa usiadła z gracją na jednym z foteli, 

jak zwykle elegancka w każdym calu. Biologiczna babcia Chloe.   

– Fionnula wspominała nam, że też masz córkę. – Tak.   

– Jest bystra? 

– Niezwykle – odpowiedział za nią Dominik. – Przejdziemy do jadalni? 

Poprowadził gości do stołu i pomógł paniom zająć miejsce.   

– Jako nauczycielka na pewno rozumiesz, jak ważna jest w nauczaniu dyscyplina, Lucy. 

Nie  chciałabym,  aby  lekcje  Abigail  zostały  przerwane.  Eloise  była  bardzo  utalentowana, 

uważam, że córka powinna pójść w jej ślady – powiedziała Vanessa.   

–  Mam  wrażenie  –  wtrącił  Dominik  –  że  Abby  nie  przepada  za  tymi  lekcjami  Lucy  nie 

mogła przestać myśleć o tym, jak czułaby się, będąc na miejscu Vanessy. Naprawdę było jej 

ż

al tej kobiety. Nie dość że straciła córkę, teraz obawiała się, że może utracić wnuczkę. Miała 

prawo być zdenerwowana.   

–  Chcę  dać  jej  trochę  oddechu  –  ciągnął  Dominik.  –  Może  gdy  będzie  starsza,  spróbuje 

innego instrumentu. Będziemy musieli się nad tym zastanowić.   

Fionnula spojrzała ostro na Lucy. Jednak kiedy się odezwała, jej głos był słodki jak miód.   

– Czy twoja córka gra na jakimś instrumencie? 

– Nie, ale wydaje mi się, że ma do tego smykałkę. Będę musiała ją zachęcić. Nie jestem 

zwolenniczką  zmuszania  dzieci  do  robienia  czegokolwiek,  co  sprawia  im  przykrość.  Jeśli 

pianino nie odpowiada Abby, na pewno znajdzie coś innego.   

–  Ja  przepadam  za  muzyką.  Pamiętasz  ten  koncert,  na  którym  byliśmy  w  Albert  Hall, 

Dom? Zapomniałam, jak nazywała się flecistka. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie.   

– Lucienne Chaillet – oznajmił z zadumą Cyril – Słyszeliśmy ją w tym roku w Paryżu.   

–  To  dziwne,  że  córka  nie  odziedziczyła  po  tobie  zamiłowania  do  muzyki,  Dom  – 

Fionnula lekko dotknęła jego ramienia. – Oboje z Eloise uwielbialiście muzykę.   

– Ale nie w wieku sześciu lat – Dominik zręcznie zmienił temat, zwracając się do teścia. 

– Fionnula wspominała, że niedawno wróciłeś z Hamburga, Cyril. Jak ci się tam podobało? 

Lucy chwilowo odetchnęła. Rozumiała obawy dziadków Abby, którzy niepokoili się, czy 

background image

nowa macocha nie odbierze im wnuczki. Gdybyż wiedzieli, że to nie Abigail, ale Chloe nosi 

ich geny! 

Wieczór ciągnął się w nieskończoność. Mus z łososia był wyśmienity, ale Lucy nie miała 

apetytu. Rozmowa krążyła wokół jej osoby, toteż odetchnęła z ulgą, gdy Jessie wniosła sery i 

ciasta.   

– Chyba nic już nie zdołam przełknąć – oznajmiła Vanessa. – Czy możemy wziąć kawę 

do  salonu?  Chciałabym  dowiedzieć  się  czegoś  o  Lucy,  skoro  ma  zająć  tyle  miejsca  w  życiu 

Abigail.   

– Jessie, podaj nam kawę w salonie.   

– Chcesz uczyć w Londynie? – spytała Vanessa, siadając w fotelu.   

– Nie od razu. Najpierw chciałabym poznać lepiej Abby.   

–  W  środy  Abigail  zawsze  przychodzi  do  mnie.  Uczę  ją  francuskiego.  Moja  matka  była 

Francuzką.  Zarówno  Eloise,  jak  i  Fionnula  mówiły  płynnie  w  tym  języku  już  w  wieku 

siedmiu lat.   

–  Być  może  będziemy  musieli  to zmienić  –  powiedział  Dominik,  siadając  obok  Lucy.  – 

Spróbujemy połączyć zainteresowania obu dziewczynek.   

–  Nie  chcemy  robić  nic,  co  osłabiłoby  wasze  związki  z  Abigail  –  wtrąciła  pospiesznie 

Lucy,  jakby  chciała  zatrzeć  wrażenie,  jakie  wywarły  jego  słowa.  –  Jestem  pewna,  że  Abby 

przepada za wizytami u was. Chloe bardzo lubi jeździć do mojej mamy.   

– Mieliśmy nadzieję, że któregoś dnia Fionnula... – Vanessa przerwała, ale i tak wszyscy 

wiedzieli,  co  ma  na  myśli.  Lucy  rozumiała  uczucia  Vanessy,  natomiast  sama  Fionnula 

najzwyczajniej w świecie ją irytowała.   

– Właśnie zdałem sobie sprawę, czego brakuje w tym pokoju – powiedział nagle Cyril. – 

Znikła fotografia Eloise z kominka. – Spojrzał oskarżycielskim wzrokiem na Dominika.   

– Rzeczywiście, zabrałem ją stąd. Sądziłem, że...   

– Co pomyśli o tym Abigail? Nie zapominaj, że Eloise zawsze będzie jej matką.   

– Nie sądzę, aby to zauważyła.   

–  Nie  musisz  tego  robić  –  powiedziała  łagodnie  Lucy.  –  Doceniam  twoje  wysiłki,  ale 

niech wszystko zostanie po staremu.   

Czuła,  jak  od  środka  wypełnia  ją  uczucie  radości.  Zrobił  to  dla  niej.  Naprawdę  była 

poruszona.   

Dominik wstał i podszedł do długiej komody. Zawahał się przez chwilę, po czym wyjął z 

górnej  szuflady  oprawione  w  ramkę  zdjęcie  Nie  patrząc  na  nie,  podszedł  do  kominka  i 

odstawił na miejsce.   

W pokoju zapadła cisza.   

Wszyscy patrzyli na zdjęcie pięknej kobiety, której twarz przypominała twarz anioła.   

– To ty robiłeś zdjęcie? – spytała Lucy Dominika.   

– Skąd wiesz? 

– Na jej twarzy widać miłość. To bardzo piękna fotografia, Dominik. Powinna zawsze tu 

stać.  –  Wstała  i  wygładziła  suknię.  –  Mam  nadzieję,  że  nie  uznacie  tego  z  mojej  strony  za 

niegrzeczność, ale jestem naprawdę bardzo zmęczona. Zostawię was w swoim towarzystwie i 

background image

pójdę się położyć. – Lucy...   

– Nie, naprawdę chcę już iść. – Uśmiechnęła się do wszystkich, z trudem powstrzymując 

łzy,  które  cisnęły  się  jej  pod  powieki  –  Mam  za  sobą  ciężki  dzień  i  rozbolała  mnie  głowa. 

Cieszę się, że mogłam was poznać. Dobranoc.   

Na szczęście Dominik nie zatrzymywał jej. Dłużej nie wytrzymałaby już tej farsy.   

Kiedy znalazła się w swoim pokoju, podeszła do okna i wyjrzała na ulicę.   

Podeszła  do  ogromnego  łóżka  i  usiadła  na  jego  brzegu.  Czy  naprawdę  spędzi  tak  resztę 

ż

ycia?  Samotnie?  Bez  miłości?  Żyjąc  w  kłamstwie?  Zdjęła  zaręczynowy  pierścionek  i 

położyła go na nocnej szafce. Objęła się ramionami i zaczęła płakać. Gorące łzy popłynęły jej 

po  policzkach.  Zwinęła  się  w  kłębek  i  położyła  na  łóżku.  Kiedy  wyczerpana  przestała 

szlochać, rozległo się ciche pukanie do drzwi, – Lucy? 

Szybko wytarła twarz i otworzyła.   

– Poszli już? 

– Przed chwilą.   

Popatrzyła na jego zatroskaną twarz i nagle zdała sobie sprawę, że dla niego ten wieczór 

też musiał być niełatwy. Wiedział, że jego decyzja sprawi ból rodzicom Eloise. Byli częścią 

jego życia.   

– Co mówili po moim wyjściu? 

Dominik zdjął marynarkę i powiesił ją na oparciu krzesła.   

– Cały czas użalali się nad Eloise – powiedział, rozluźniając krawat.   

– Rozumiem.   

– To nic osobistego.   

– Wiem.   

– A ty? Jak się czujesz? 

– Ja? Dobrze – skłamała.   

– Płakałaś.   

Najpierw chciała zaprzeczyć, ale wiedziała, że i tak by nie uwierzył.   

– Jesteś pewien, że nie powinniśmy im powiedzieć, dlaczego się pobieramy? 

–  Jestem  pewien.  Lucy,  nigdy  nie  twierdziłem,  że  będzie  łatwo.  Pobieramy  się  dla 

dziewczynek. Nie dla Cyrila i Vanessy. Nie dla twojej matki. Ani nawet dla nas. Gdyby kto – 

. kolwiek dowiedział się o tym, co zaszło, nasze życie zamieniłoby się w piekło. Uwierz mi, 

praca w telewizji ma wiele niemiłych stron. Musimy dochować tajemnicy.   

– Ale oni tak cierpią...   

– Podobnie jak my. – Ujął ją za rękę i splótł palce z jej palcami. – Najważniejsze jednak 

jest to, że nie cierpią dziewczynki. Nikt oprócz nas nie może poznać prawdy.   

Ile  lat  będzie  jeszcze  musiała  okłamywać  matkę  Michaela?  A  swoją  mamę?  W  głębi 

ducha wiedziała jednak, że Dominik ma rację.   

– Zgoda? – spytał w końcu. Skinęła niechętnie głową.   

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

–  Co  się  tu  dzieje?  –  Dominik  wkroczył  do  kuchni  i  rozejrzał  się  po  niej,  nie  kryjąc 

niezadowolenia.   

– Robiłyśmy drożdżowe bułeczki – oznajmiła podniecona Abby.   

Na  blatach  i  podłodze  rozsypane  były  mąka  i  cukier.  Nigdy  nie  widział  kuchni  w  takim 

stanie.   

–  Przepraszam  za  to  zamieszanie.  Zaraz  posprzątamy  –  powiedziała  Lucy,  sięgając  po 

papierowy ręcznik.   

–  Zawsze  robisz  taki  bałagan,  gdy  gotujesz?  Lucy  spojrzała  na  niego  z  lekkim 

uśmiechem.   

– Obawiam się, że tak.   

–  Wolisz  sprzątać  czy  zająć  się  dziewczętami?  Popatrzyła  na  swoje  umazane  mąką 

spodnie i uśmiechnęła się.   

– Chyba pomogę dziewczynkom i sama się doprowadzę do porządku. Przepraszam...   

–  Abby,  uważaj,  żeby  mąka  nie  sypała  się  z  ciebie  na  schody  –  powiedział  do  córki 

Dominik. – Bo Jessie dostanie zawału serca.   

–  Nieprawda  –  powiedziała  konspiracyjnym  szeptem  Abby.  –  Zawsze  mówi,  że  w  tym 

domu przydałaby się odrobina bałaganu.   

Zapewne  było  w  tym  sporo  racji.  Lucy  była  jak  powiew  świeżego  powietrza  w  jego 

domu. Kiedy siedział w gabinecie, słyszał, jak śmieje się z dziewczynkami, i miał ochotę do 

nich dołączyć. Zmusił się do spojrzenia na ekran monitora i napisania tysiąca słów.   

Zamknął  oczy  i  odchylił  się  na  oparcie  fotela.  Nie  tak  to  miało  wyglądać.  Kiedy 

zaproponował  Lucy  małżeństwo,  wszystko  wydawało  się  takie  proste.  Każdy  będzie  żył 

własnym życiem i tylko dziewczynkami będą zajmować się wspólnie.   

Wiedział, że będzie musiał iść na kompromisy, ale nie przewidział jednego. Tego, że tak 

bardzo będzie jej pragnął.   

A może odczuwałby to samo w stosunku do każdej młodej kobiety, która znalazłaby się 

na miejscu Lucy? Przecież prawdziwie kochał jedynie Eloise.   

Coraz  trudniej  było  mu  przywołać  w  pamięci  obraz  jej  twarzy.  Były  dni,  w  których  w 

ogóle  o  niej  nie  myślał.  Obiecał  sobie,  że  nigdy  nie  pozwoli,  aby  jakakolwiek  inna  kobieta 

zajęła w jego sercu miejsce Eloise. Eloise, która umarła, dając życie jego dziecku.   

Zmarła przez niego. Dlatego nigdy jej nie zapomni. Jest jej to winien.   

–  Jesteśmy  czyste  –  oznajmiła  Lucy,  wchodząc  do  pokoju.  –  A  przynajmniej  ja. 

Przepraszam  za  ten  bałagan.  Miałam  nadzieję,  że  zdążę  sprzątnąć  wszystko  przed  twoim 

powrotem.  Abby  powiedziała,  że  nigdy  nie  robiła  bułeczek.  Dominik  zaczął  wkładać 

naczynia do zmywarki.   

– Nie wiem, czy nie jest na to za mała.   

– Tak myślisz? 

Spojrzał  na  nią,  choć  wiedział,  że  to  błąd.  Była  silna,  a  jednocześnie  tak  delikatna. 

background image

Patrzyła  na  niego  szeroko  otwartymi  oczami  i  wiedział,  że  jeśli  nie  będzie  trzymał  jej  na 

dystans, wpadnie w poważne tarapaty.   

– Chyba jednak nie. Najwyraźniej doskonale się bawiły.   

– To prawda.   

Och, jak chętnie by ją teraz pocałował. Wiedział jednak, że nie byłoby to w porządku w 

stosunku do Eloise, I do samej Lucy.   

Jasno określili reguły i musiał się tego trzymać. Lucy zasługiwała na coś więcej niż tylko 

przelotny romans, a on nie mógł jej tego dać. Zresztą ona zapewne nie byłaby zainteresowana. 

Jak  zauważyła  Fionnula,  z  wielkim  trudem  adoptowała  się  do  nowego  środowiska  i  stylu 

ż

ycia.   

–  Masz  tu  trochę  mąki  –  Lucy  wskazała  dłonią  jego  spodnie.  –  Z  tyłu  na  dżinsach. 

Musiałeś się oprzeć o Wat. Naprawdę cię przepraszam. Zazwyczaj tak bardzo nie bałaganię.   

– Lucy, czy bułeczki są gotowe? – spytała Abby. Obie z Chloe wbiegły do kuchni.   

– Zaraz będą. Macie jakieś tace albo półmiski? 

–  Górna  szuflada  po  lewej  stronie,  Chloe  –  powiedział  Dominik.  –  Mam  nadzieję,  że  te 

bułki będą dobre, inaczej marny wasz los.   

– Są świetne. Często robimy je w domu. W środku jest ser – zapewniła go Chloe.   

Dominik  jak  zafascynowany  patrzył  na  Lucy,  która  podeszła  do  piekarnika  i  otworzyła 

go. Była inna niż wszystkie kobiety, które znał. Z czasem zapewne przywyknie do jej widoku, 

ale na razie...   

–  Uwaga.  Odsuńcie  się  wszyscy.  Są  bardzo  gorące.  Abby  z  trudem  panowała  nad 

podnieceniem.   

– Są gotowe. Możemy je zjeść? 

–  Dajcie  Lucy  szansę,  by  zdjęła  je  z  blachy.  Naszykujcie  talerze!  zróbcie  mi  kubek 

herbaty.   

–  Jak  ci  minął  dzień?  –  spytała  Lucy,  przekładając  bułeczki  na  półmisek.  –  Fionnula 

mówiła, że macie dużo pracy.   

– To prawda. Akurat tak się złożyło. Przepraszam.   

– Nie miałam na myśli.   

– Wygląda to tak, jakbym zatrudnił cię jako opiekunkę do dzieci.   

– I tak chciałam spędzić lato z Chloe.   

– Już można? – Abby najwyraźniej nie miała zamiaru dłużej czekać.   

– Jeszcze nie. Oparzysz się, jak jej teraz spróbujesz. – Odsunęła tacę. – Nie chciałam, aby 

zabrzmiało to jak narzekanie. Zapytałam, bo naprawdę chcę wiedzieć, nad czym pracujesz.   

– Wiedziałaś, że mój tata występuje w telewizji? – Tak.   

– I pisze książkę.   

Dominik pogłaskał Abby po głowie i uśmiechnął się do Lucy.   

– To seria o zamkach. Staram się nie mówić o tym przez cały czas, ale  najchętniej bym 

tak robił. Jak zaczynam nad czymś pracować, to staje się to moją obsesją.   

– Ile czasu zajmie ci dokończenie książki? 

– Bardzo niewiele. Fionnula zrobiła dla mnie zupełnie nieprawdopodobne fotografie. Dziś 

background image

właśnie  dopasowywaliśmy  je  do  tekstu.  Ustaliliśmy  też  miejsce,  w  którym  będziemy 

filmować.   

– Kiedy to ma nastąpić? 

– W październiku.   

– A zatem już wkrótce.   

Lucy patrzyła, jak Dominik je bułeczkę. Dziewczynki również były ciekawe jego reakcji. 

Zastanawiające, jak bardzo zależało jej na jego zdaniu. Kiedy puścił do niej oczko, omal nie 

oszalała ze szczęścia.   

Dla takich chwil zgodziła się za niego wyjść.   

– Są wyśmienite! – Dominik przyciągnął do siebie dziewczynki. – Czy Jessie wie, że ma 

konkurencję? 

Chloe  uśmiechnęła  się  do  niego  i  objęła  go  za  szyję.  Gdyby  Jessie  ich  teraz  zobaczyła, 

uznałaby, że są idealną rodziną. Lucy jednak wiedziała, jaka jest prawda.   

Dominik bez wątpienia był przystojny, inteligentny i seksowny. Był uosobieniem marzeń 

niejednej kobiety. I bardzo kochał dziewczynki. Ale nie kochał jej.   

Dlaczego  zgodziła  się  za  niego  wyjść?  Żyć  obok  niego  przez  lata  ze  świadomością,  że 

nigdy  nie  będzie  tak  naprawdę  jej.  Nie  chciał  wiedzieć,  jakie  są  jej  ulubione  filmy  ani  jak 

nazywał się królik, którego miała w dzieciństwie, ani co czuła, wspinając się na wieżę Eiffla. 

Nie był nią zafascynowany tak jak ona nim.   

Wiedziała, że jej życie nigdy nie będzie już takie jak kiedyś. Kochała  go. Podziwiała za 

dobroć, współczucie dla innych i coś, czego nie potrafiła zdefiniować, a co było dominującym 

rysem jego osobowości.   

– Nie spróbujesz jednej, Lucy? Spojrzała na Abby i uśmiechnęła się.   

– Jak tylko naleję herbaty.   

Jak mogłaby teraz odejść od Abby? Jak mogłaby pozwolić, aby Chloe dorastała z dala od 

swego biologicznego ojca? Ustawiła herbatę na tacy i podała do stołu.   

– Chciałem ci powiedzieć, że wieczorem mnie nie będzie – rzucił znad kubka Dom.   

– Och? 

–  Przyjąłem  zaproszenie  na  kolację  wydaną  z  okazji  promocji  mojej  książki  Lucy  nie 

odpowiedziała, patrząc uparcie w swój kubek.   

–  Nie  powinna  się  skończyć  późno.  Wiedziałem,  że  nie  będziesz  miała  ochoty  pójść, 

dlatego poprosiłem Fionnulę. Ona zazwyczaj towarzyszy mi na tego rodzaju imprezach.   

– Zjesz jeszcze bułeczkę, Abby? – Lucy odwróciła wzrok.   

–  Jeżeli  chciałabyś  dokądkolwiek  pójść...  Jutro  wieczorem  zajmę  się  dziewczynkami. 

Będziesz mogła spokojnie pomalować.   

– Na pewno będą zachwycone.   

–  Ale  nie  będziemy  robić  pączków!  –  Pogroził  dziewczynkom  palcem.  –  Pójdę  się 

przebrać. Herbatę dopiję na górze.   

Dlaczego poczuta się zdradzona? Fionnula byk jego koleżanką z pracy, ale misio to Lucy 

poczuła zazdrość. Gdyby żyła Eloise, z pewnością to ona poszłaby na kolację. Uznał jednak, 

ż

e Lucy się do tego nie nadaje. Bardzo ją to zabolało.   

background image

Rano nie czuła się dużo lepiej. Kochała Dominika i dlatego cierpiała. Nie chodziło jej o 

kolację, tylko o fakt, że z góry ją skreślił. Zapewne uznał, że nie sprawdziłaby się w tej roli.   

Wytarła ręce  w kuchenną ścierkę. Musi zacząć myśleć pozytywnie.  Życie nie jest wcale 

takie  złe.  Przecież  przystając  na  propozycję  Dominika,  nie  spodziewała  się,  że  dostanie  tak 

wiele.  Nie  musi  martwić  się  o  pieniądze,  ma  dwie  córki  i  ogromny  dom.  Powinna  być 

szczęśliwa.   

Ale...   

To nie był jej dom. Chodziła po nim ostrożnie, w obawie, że coś przesunie, zepsuje czy 

pobrudzi.  Jak  mogła  czuć  się  inaczej,  wiedząc  że  każda  poduszka,  każdy  wazonik  były 

wybrane przez Eloise? 

– Jessie! – krzyknęła do ogrodu, w którym ich gosposia grabiła liście, – Chciałabym pójść 

do pracowni – Idź. Przypilnuję dziewczynek. A gdzie jest Dominik? 

– W swoim gabinecie.   

–  Przesiaduje  tam  całe  dnie.  Co  się  dzieje  z  tym  człowiekiem?  Powinnaś  czasem  go 

stamtąd wyciągnąć, inaczej marnie skończy.   

– Może zrobi sobie przerwę, jak przyjedzie Fionnula. Jessie westchnęła.   

– Uważałabym na tę kobietę – oznajmiła i wróciła do pracy.   

Lucy  uśmiechnęła  się  do  siebie  i  poszła  do  pracowni.  Nie  bała  się  Fioimuli.  Kobietą, 

która oddzielała ją od Dominika, była Eloise. Żadna żyjąca kobieta nie mogła jej zastąpić.   

Zamknęła za sobą drzwi i nabrała głęboko powietrza. W pracowni pachniało terpentyną i 

farbami. Tylko tutaj czuła się naprawdę jak w domu. Urządziła to miejsce według własnego 

gustu.   

Zrzuciła sandały i boso podeszła do stołu pod oknem. Był zastawiony słoikami, w których 

stały pędzle.   

– Lucy? 

Głos Dominika zupełnie ją zaskoczył. Bardzo rzadko przychodził do jej pracowni. Serce 

podeszło jej od gardła.   

–  Czy  jest  jakiś  powód,  dla  którego  nie  powinienem  wyjeżdżać  z  domu  w  pierwszym 

tygodniu września? 

– Nic specjalnego nie przychodzi mi do głowy.   

– Nie uważasz, że ludzie uznają, że to dziwne? Będziemy świeżo po ślubie.   

– Wszyscy wiedzą, że jesteś w środku projektu – stwierdziła. – Nie widzę problemu.   

Dominik zawahał się.   

– Chloe idzie do nowej szkoły. – Wiem.   

–  Nie  sądzisz,  że  powinienem  być  w  tym  czasie  w  domu?  –  Usiadł  na  czerwonej  sofie, 

odsunąwszy na bok jedną z niebieskich poduch. – Jeśli trzeba, mogę zmienić plany.   

Lucy  odwróciła  się,  żeby  na  niego  popatrzeć.  Wyglądał,  jakby  był  tu  zupełnie  nie  na 

miejscu. A raczej... powinien tak wyglądać, jednak sprawiał wrażenie rozluźnionego.   

– Przecież ja tu będę.   

– Wiem, ale...   

– Nie sądzę, żeby to miał być dla niej jakiś problem – powiedziała, zanurzając w wodzie 

background image

małą gąbkę. – Chce być tam, gdzie Abby. Stały się praktycznie nierozłączne.   

– Moglibyśmy wybrać się gdzieś w tydzień po rozpoczęciu szkoły. Żeby to uczcić.   

– Dobry pomysł.   

Po chwili Dominik wstał i podszedł do obrazków wiszących na ścianie.   

– To naprawdę dzieło Abby? 

Spojrzała na wskazany przez niego obrazek.   

–  Naturalnie.  Spójrz  na  ten  po  lewej  stronie.  To  my.  Ty  i  Chloe  macie  żółte  włosy,  ja  i 

Abby brązowe. Powiedziała, że maluje swoją rodzinę. – Zaczęła przesuwać namoczoną gąbką 

po papierze. – W takich chwilach widać, że było warto, prawda? 

– Prawda – odparł napiętym głosem. – Co robisz? 

– Zwilżam papier – odparła zgodnie z prawdą.   

– Ale po co? 

– Żeby się nie zwijał. Suchy zaczyna się marszczyć pod wpływem farby.   

Kiedy  się  pochylił,  aby  zobaczyć,  co  robi,  poczuła  na  karku  jego  oddech.  To 

przypomniało  jej  jego  pocałunek.  Niestety,  Dominik  nie  pocałował  jej  więcej.  Miała 

wrażenie, że teraz bardziej się od siebie oddalili niż na początku znajomości Tylko wtedy go 

jeszcze nie kochała.   

– Zawsze to robisz? 

– To zależy od papieru, jakim dysponuję.   

– Lucy? 

Odwróciła głowę w jego stronę.   

– Jesteś tu szczęśliwa? 

– Chyba tak. Najważniejsze, że dziewczynki są zadowolone, prawda? 

– Pytam o ciebie. Ciągle jeszcze jest czas, aby wszystko odwołać. Jeśli tylko chcesz...   

Czyżby Dominik domyślił się, co do niego czuje? 

– A ty? Chcesz zmienić zdanie? 

–  Nie.  Chciałem  się  tylko  upewnić,  co  ty  o  tym  myślisz.  Nie  mieliśmy  ostatnio  wiele 

czasu, aby porozmawiać.   

– Byłeś zajęty.   

– To prawda.   

Lucy była przerażona. Jeśli Dominik powie, że zmieni! zdanie, będzie go widywać, tylko 

gdy przyjdzie po Chloe.   

–  Chcę,  żeby  było  tak,  jak  postanowiliśmy.  Nie  wyobrażam  sobie,  abym  mogła  teraz 

stracić Abby.   

– Skoro jesteś tego pewna. – Sięgnął ręką i zatknął jej niesforne pasmo włosów za ucho.   

– Jestem pewna – powiedziała wolno.   

Wiedziała,  że  chce  ją  pocałować.  Wyczytała  to  w  jego  oczach.  To  nie  było  częścią 

umowy. Działo się naprawdę.   

– Dominik? – kobiecy głos przywołał ich do rzeczywistości. – Jesteś tu? 

–  Ktoś  cię  woła  –  zdołała  z  siebie  wydusić.  Odwróciła  głowę,  aby  nie  dostrzegł  jej 

rozczarowania.   

background image

–  Ach,  to  tu  jesteś.  –  Fionnula  bez  wahania  weszła  do  pracowni  Lucy.  –  Przyszłam  za 

wcześnie? Mieliśmy spotkać się o jedenastej, tak? 

– A która jest? – Dominik odwrócił się w jej stronę.   

–  Już  po,  skarbie  –  Fionnula  uśmiechnęła  się  i  strzepnęła  niewidoczny  pyłek  z  rękawa 

jego koszuli – Zaraz będę gotowy – odparł i wyszedł, nie odwracając się za siebie.   

Lucy  miała  nadzieję,  że  Fionnula  wyjdzie  za  nim,  ale  ona  została,  rozglądając  się  po 

pokoju.   

– A więc to jest twoja pracownia? 

– Tak. – Lucy zajęła się kolejną kartką papieru.   

– Bardzo jasna.   

– Lubię jasne kolory.   

Fionnula  zaczęła  przeglądać  rysunki  Lucy  w  taki  sposób, że  ta  miała  ochotę  wyrwać  jej 

papiery z ręki – Ten jest całkiem niezły.   

– Dziękuję.   

– To Abigail?   

– Tak.   

–  Podoba  mi  się  sposób,  w  jaki  uchwyciłaś  jej  profil,  choć  wydaje  mi  się,  że  w 

rzeczywistości jej nos nie jest tak zaostrzony.   

Lucy zatrzęsła się z oburzenia, ale nie dała się sprowokować. Obecność tej kobiety w tym 

miejscu odczuła jak gwałt na własnej osobie.   

– A to zapewne jest Dom? 

Lucy  celowo  odwróciła  się  do  niej  tyłem  i  zajęła  prostowaniem  namoczonej  kartki 

papieru.   

– Widzę tu całkiem sporo jego portretów.   

– Dominik ma interesującą twarz.   

–  To  prawda.  Jest  równie  wdzięcznym  modelem  do  fotografowania.  –  Pokażę  ci  kiedyś 

kilka fotografii, które mu zrobiłam. Eloise zawsze trzymała jedną z nich przy ich łóżku.   

– Naprawdę? – Lucy oparła się pokusie i nie spojrzała na Fionnulę. Wiedziała, że tamtej 

kobiecie zależy tylko na tym, aby jej sprawić przykrość.   

– Nie dalej jak wczoraj mówiłam o tym, jak trudno musi ci być mieszkać w domu Eloise.   

Lucy skończyła prostować kartkę. Niechętnie zwróciła się w stronę swojej rozmówczyni.   

– To także dom Dominika.   

– To prawda, ale to Eloise go projektowała. Wszystko, co tu się znajduje, jest jej dziełem. 

Czasami wydaje mi się, że to niedobrze, że Dominik nic nie chce tu zmienić. Uczynił z tego 

miejsca mauzoleum. – Uśmiechnęła się nieszczerze.   

–  Była  niezwykłą  kobietą.  Dominik  mówił  ci,  że  skończyła  studia  w  Oksfordzie  z 

pierwszą lokatą? – Mówił.   

–  Była  bardzo  zdolna.  Vanessa  niezwykle  się  zmartwiła,  kiedy  Eloise  oznajmiła  nam  w 

wieku  dwudziestu  jeden  lat,  że  wychodzi  za  mąż.  Poznała  Dominika  na  uniwersytecie. 

Wszyscy się bali, czy zamążpójście nie przeszkodzi jej w robieniu kariery, ale okazało się, że 

Dominik bardzo ją wspierał. Uwielbiał ją, jak zapewne wiesz.   

background image

Ta kobieta była bez serca.   

–  Powinniśmy  się  spodziewać,  że  ożeni  się  z  kimś  zupełnie  innym  od  Eloise.  To  rodzaj 

terapii.   

– Życie toczy się dalej – stwierdziła Lucy ze stoickim spokojem. Nie da jej satysfakcji i 

nie pokaże po sobie, jak bardzo ją te uwagi bolą.   

– I czas ucieka. Musimy brać się do pracy. Możesz poprosić Jessie, żeby przyniosła nam 

kawę? Myślę, że wrócimy za dwie, góra trzy godziny.   

– Powiem jej.   

Przy samych drzwiach Fionnula zatrzymała się jeszcze i odwróciła.   

–  Och,  miałam  cię  ostrzec.  Dominik  i  ja  zostaliśmy  razem  sfotografowani,  kiedy 

wychodziliśmy  z  kolacji.  Jestem  pewna,  że  nie  spowoduje  to  żadnych  niepożądanych 

komentarzy.  W  końcu  spędzamy  razem  tyle  czasu...  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Od  śmierci 

Eloise niemal nieustannie towarzyszę mu na wszystkich oficjalnych bankietach i kolacjach.   

– Dominik mówi, że lubisz na nie chodzić.   

– Nie do końca, ale Domwie, że może na mnie polegać. Proponowałam, żeby zaczął brać 

ciebie, ale powiedział, że nie cierpisz tego rodzaju imprez.   

Lucy roześmiała się. Obie wiedziały, że Dominik wcale jej o to nie poprosił, ale duma nie 

pozwalała jej się do tego przyznać.   

Jak  tylko  zamknęły  się  za  Fionnula  drzwi,  Lucy  ze  złością  odepchnęła  od  siebie  stół  do 

rysowania. Jak Dominik mógł tolerować obok siebie tę przewrotną kobietę? 

Fionnula nie powiedziała jej nic nowego. I bez niej wiedziała, ile znaczyła dla Dominika 

Eloise.   

A jednak niemal ją pocałował. Dlaczego? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Lucy  przyjrzała się swemu odbiciu w lustrze. Choć raz wyglądała niezwykle elegancko. 

Właśnie  wyszedł  fryzjer,  który  ozdobił  jej  skomplikowaną  fryzurę  maleńkimi  różyczkami. 

Nie nałożyła welonu, ale i tak wyglądała jak panna młoda.   

Wstała, wzięła do ręki bukiet herbacianych róż i jeszcze raz spojrzała na swoje odbicie.   

–  Wyglądasz  wspaniale  –  oznajmiła  matka,  gdy  tylko  ją  zobaczyła.  –  Sukienka  jest 

prześliczna. Tak długo się grzebałaś, że zaczęłam się już martwić.   

– Przepraszam.   

–  Denerwujesz  się?  Po  co  pytam,  wszystkie  panny  młode  się  denerwują  –  powiedziała, 

dotykając lekko policzka córki. – Żałuję, że nie bierzecie ślubu kościelnego.   

– Już miałam ślub kościelny.   

–  Tak,  wierni..  Mam  nadzieję,  że  nie  podjęłaś  pochopnej  decyzji.  Dominik  to  uroczy 

człowiek, ale masz jeszcze czas, żeby...   

Lucy  pocałowała  matkę  w  policzek  –  Chcemy,  żeby  było  inaczej.  Dominik  też  brał  już 

ś

lub kościelny. Uznaliśmy, że wieczorne przyjęcie to doskonały pomysł.   

– Może masz rację.   

Kiedy wychodziła za Michaela, wiedziała, że ją uwielbia. Była przejęta i uszczęśliwiona. 

Pewna, ze spędzi z nim resztę życia.   

Dziś było inaczej. Wychodziła wprawdzie za człowieka, którego kochała, ale Dominik... 

On myślał tylko o stracie, jaką była dla niego śmierć Eloise.   

Lucy  stanęła  na  szczycie  schodów  i  popatrzyła  w  zachwycie  na  dzieło  kwiaciarki,  która 

przybyła  tu  rano,  aby  ustroić  dom.  Dominik  nie  szczędził  środków  na  to,  aby  ich  otoczenie 

wyglądało bajecznie. Nic dziwnego, że jej matka tak bardzo starała się wierzyć, że wszystko 

skończy się jak w bajce.   

–  Mamo,  wyglądasz  ślicznie  –  wykrzyknęła  Chloe,  ujmując  ją  za  rękę.  –  Zupełnie  jak 

księżniczka.   

– Tak, wyglądasz wspaniale. – Dominik pocałował ją lekko w policzek.   

– Dziękuję.   

Ujął ją za ramię i lekko ścisnął. Lucy spojrzała mu w oczy i dostrzegła, że patrzy na nią z 

czułością. Może jej nie kocha, ale zamierza dzielić z nią życie. Musi tylko przeżyć dzisiejszy 

dzień i całą ceremonię.   

– Powinniśmy jechać do urzędu. – Matka wzięła Chloe za rękę. – Abby, zabierz kwiaty i 

idziemy do samochodu.   

Lucy czuła się, jakby to wszystko dotyczyło kogoś innego. Wiedziała, że Jessie podeszła 

do niej i pocałowała ją w policzek, a potem poczuła, jak Dominik prowadzi ją do drzwi. Drogi 

wcale nie pamiętała i dopiero imponująca fasada budynku, w którym mieścił się urząd stanu 

cywilnego, nieco ją otrzeźwił.   

–  Wszystko  będzie  dobrze  –  powiedział  cicho  Dominik.  Ubrany  w  wieczorowy  garnitur 

wyglądał na człowieka sukcesu. Tylko ona wiedziała, jak bardzo jest nieszczęśliwy Nie mógł 

background image

pragnąć tego ślubu, a jego serce na pewno pęka z bólu.   

– Wiem – odparta z uśmiechem.   

– Musi ci być trudno.   

– Nie bardziej niż tobie – odparła.   

Dominik splótł palce z jej palcami i pocałował je.   

– Zimno ci.   

– Nie, tylko jestem zdenerwowana.   

– Niepotrzebnie. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze – zapewnił ją kolejny raz.   

Weszli  do  środka.  Czekał  już  na  nich  Jasper,  który  miał  być  świadkiem.  Rozmawiała  z 

nim,  śmiała  się,  odpowiadała  na  komplementy  i  nie  czuła  zupełnie  nic  Jakby  wszystko 

dotyczyło kogoś innego. Przez cały czas Dominik stał obok niej, mocno trzymając ją za rękę. 

Kiedy wsunął na jej palec prostą złotą obrączkę, chciała się uśmiechnąć, ale nie potrafiła.   

– Może pan pocałować pannę młodą.   

Dominik zawahał się przez chwilę, po czym ujął  ją za ramiona.  Lucy poczuła, jak świat 

zawirował.   

Dotyk  jego  ust  był  lekki  i  czuły.  Przez  tę  jedną  chwilę  pozwoliła,  aby  uczucia  wzięły 

górę.  Zresztą  tego  się  po  niej  spodziewano.  W  końcu  była  panną  młodą.  Zamknęła  oczy  i 

poddała się jego pieszczocie. Pocałunek trwał kilka sekund, ale wystarczył, by rozgrzać w jej 

ż

yłach krew.   

Kiedy  Dominik  odsunął  się  od  niej,  wolno  otworzyła  oczy.  Byli  małżeństwem.  Od  tego 

dnia  stała  się  częścią  jego  rodziny.  Może  z  czasem  zacznie  czuć  do  niej  coś  więcej,  ale  na 

razie, ..   

Uśmiechnęła się do niego, ale na widok tego, co dostrzegła w jego oczach, uśmiech znikł 

z jej twarzy jak za dotknięciem różdżki. Nie było w nich nadziei na przyszłość. Wyraz jego 

twarzy  powiedział  jej  wszystko.  Żeni  się  z  nią  tylko  z  powodu  tragicznej  pomyłki  i  każde 

spojrzenie na nią będzie mu o tym przypominać.   

– Powinniśmy wracać do domu – usłyszała głos matki.   

– Jesteśmy już piętnaście minut spóźnieni.   

–  Zadzwonię  do  Jessie  i  uprzedzę,  że  wyruszamy  –  powiedział  Jasper.  –  Na  pewno 

poradzi sobie z całą hordą najeźdźców.   

– Gotowa? – Dominik stanął obok niej. Skinęła głową.   

– Jak się czujesz? Jakieś spóźnione żale? 

– Nie.   

– Kłamiesz – r powiedział miękko, dotykając jej policzka.   

– Bardzo dobrze się spisałaś.   

– Podobnie jak ty. – Lucy 2 trudem powstrzymywała łzy. Najchętniej przytuliłaby twarz 

do jego ciepłej ręki, ale nikt obcy na nich nie patrzył i nie miała pretekstu, by to zrobić.   

W milczeniu ruszyli do samochodu. Czuła się, jakby nagle otworzyła się przed nimi jakaś 

przepaść. Nie wiedziała, co powiedzieć.   

Kiedy znaleźli się w samochodzie, Dominik zadał jej niespodziewane pytanie.   

– Czy ten ślub bardzo różni się od tego, który brałaś z Michaelem? 

background image

–  Tak.  Przede  wszystkim  wtedy  nie  chciałam,  aby  ktokolwiek  robił  nam  zdjęcia  i  nie 

zamówiłam  czekoladowego  tortu.  Wydawało  nam  się  to  bardzo  oryginalne.  –  W  jej  oczach 

pojawiły się iskierki rozbawienia. – A twój ślub? Jaki był? 

Dominik  roześmiał  się  szczerze.  –  Możesz  sobie  to  łatwo  wyobrazić,  gdy  powiem,  że 

wszystko organizowała Vanessa.   

– No tak – odparła z uśmiechem. – Jak sądzisz, do której zostaną dziś nasi goście? 

– Zbyt długo. I tak znikniemy, gdy uznamy, że mamy dość.   

Na myśl o tym, że ma spędzić noc z Dominikiem, odczuła skurcz w żołądku. Tylko ich 

dwoje. Nie będzie nawet dziewczynek.   

Bardzo  się  starali,  aby  wszystko  należycie  upozorować.  Nie  mogli  pozwolić,  aby 

ktokolwiek zaczął coś podejrzewać. Zaproponował, aby spędzili noc poślubną w mieszkaniu 

jego  przyjaciela,  który  obecnie  pracował  w  Dubaju.  Były  tam  dwie  duże  sypialnie,  dzięki 

czemu nie musieliby spać razem.   

Popatrzyła  na  niego.  Oparł  głowę  o  zagłówek  i  zamknął  oczy.  Ogromne  napięcie 

minionego dnia było widoczne na jego twarzy.   

– Powiesz mi, gdy będziesz miał dosyć? 

– Damy sobie sekretny znak – powiedział, otwierając oczy i spoglądając na nią w sposób, 

od którego zawsze przechodziły ją ciarki – Zmarszcz nos trzy razy, a natychmiast cię stamtąd 

zabiorę.   

Samochód zatrzymał się przed domem Dominika.   

– Gotowa? 

Tutaj teraz był jej dom. Ile czasu minie, zanim odważy się coś w nim zmienić? Wszędzie 

unosił się duch Eloise, która włożyła całą duszę w jego zaprojektowanie i urządzenie.   

W  Shropshire  został  dom,  który  wybrali  razem  z  Michaelem.  Stał  pusty.  W  którymi 

momencie  będzie  musiała  zdecydować,  co  z  nim  zrobić.  Sprzedać?  Przerwać  ostatnie  więzy 

łączące ją z przeszłością? Na myśl o tym pod powiekami zebrały jej się łzy.   

– Chcesz chwilę zaczekać? – Dominik najwyraźniej widział, co się z nią dzieje.   

– Przepraszam. Ja tylko...   

–  Wiem.  –  Odgarnął  jej  z  czoła  niesforny  kosmyk  włosów  i  założył  go  za  jedną  z 

różyczek.  –  Wszystko  stało  się  tak  nagle.  Potrzebujemy  czasu,  aby  do  tego  przywyknąć. 

Pamiętaj, że przechodzimy przez to oboje, dobrze? 

Skinęła głową.   

– W takim razie chodźmy, aby mieć za sobą ostatnią część widowiska.   

Już w drzwiach odniosła wrażenie, że wszędzie jest pełno ludzi. Lucy starała się dostrzec 

w dumie znajome twarze.   

– Są państwo młodzi! – oznajmił głośno Jasper.   

–  Lucy?  –  Abby  podbiegła  do  niej  podekscytowana.  –  Mogę  napić  się  owocowego 

drinka? Babcia George mówi, że to nie dla dzieci.   

–  Babcia  George?  –  Lucy  niepewnie  spojrzała  na  Dominika.  Czy  nie  będzie  miał  nic 

przeciw temu, że Abby tak łatwo zaakceptowała jej matkę? I co powie na to Vanessa? 

– To dlatego, że są z alkoholem – wyjaśnił Dominik. – Jessie zrobiła wam coś znacznie 

background image

lepszego. Zaraz wam pokażę. – Spojrzał na Lucy. – Dasz sobie radę? 

Musiała  skinąć  głową,  gdyż  Dominik  zginął  w  mimie  ludzi,  pociągając  za  sobą 

dziewczynki  Ruszyła  przez  pokój,  odpowiadając  uśmiechem  na  kierowane  w  jej  stronę 

pozdrowienia.   

– Lucy – usłyszała głos Vanessy.   

Spojrzała w jej stronę, wiedząc że czekająca ją rozmowa nie będzie przyjemna.   

–  Chciałam  porozmawiać  z  tobą  o  Abigail.  Jestem  bardzo  rozczarowana,  że  nie  spędzi 

nocy u mnie.   

– Przykro mi...   

– Sądzę, że jako matka Eloise mam pewne prawa. – Głos starszej kobiety podniósł się o 

oktawę.   

Lucy zrobiła głęboki wdech.   

– Chloe i Abby chciały być dziś razem. Są bardzo podekscytowane. Jessie zostanie, aby 

się nimi zająć.   

– Nie wątpię, że da sobie radę, ale uważam, że należało mnie spytać. Eloise zapewne by 

sobie tego życzyła. Nawet jeśli Dominik zapomniał, co jest jej winien, ja nie zapomniałam.   

–  Oboje  doskonale  rozumiemy,  jak  ważne  jest,  aby  wasze  stosunki  z  Abby  się  nie 

zmieniły.   

– A zatem postanowione? – Vanessa rzuciła zwycięskie spojrzenie w stronę Fionnuli.   

– Abby i Chloe naprawdę chcą być dziś razem...   

–  I  jest  zupełnie  naturalne,  że  Lucy  zechce  wprowadzić  pewne  zmiany  –  wtrąciła 

Fionnula  pełnym  słodyczy  głosem.  –  Jestem  pewna,  że  trudno  jej  zaakceptować  fakt,  że 

rodzina Eloise tak bardzo angażuje się w wychowanie Abigail.   

– Nie pozwolę na to! – Van...   

–  Idę  porozmawiać  z  Dominikiem.  Ma  zobowiązania  wobec  mojej  córki  –  Napiła  się 

wina.  –  Może  wyszłaś  za  niego  za  mąż,  ale  przekonasz  się,  że  niełatwo  mnie  zastraszyć.  W 

ż

yłach Abby płynie moja krew i nie pozwolę wam o tyra zapomnieć.   

Lucy  popatrzyła  za  Vanessą  i  pożałowała  Dominika,  który  miał  stawić  jej  czoła.  Potem 

przeniosła wzrok na Fionnulę.   

–  Nie  zamierzam  utrudniać  Vanessie  kontaktów  z  wnuczką  –  oznajmiła,  starając  się 

załagodzić sytuację.   

–  Bardzo  mądrze.  Obawiam  się,  że  i  tak  nie  zdołałabyś  jej  powstrzymać.  Dominik 

doskonale wie, co jest winien pamięci żony.   

– I Abby.   

– Naturalnie. – Fionnula spojrzała na tłum zgromadzonych gości. – Właśnie rozmawiałam 

z kimś, kto uznał, że Dom postąpił bardzo rozsądnie, żeniąc się z taką kobietą jak ty, zamiast 

próbować znaleźć kopię Eloise.   

Lucy odczuła złość, która jednak szybko ustąpiła. Ta kobieta nie miała nic. Przez sześć lat 

ż

ywiła  nadzieję,  że  uda  jej  się  zająć  miejsce  Eloise,  ale  Dominik  nawet  na  nią  nie  spojrzał. 

Chciała  zepsuć  ich  małżeństwo,  zanim  się  jeszcze  zaczęło,  nie  wiedząc  nawet,  że  nie  ma  tu 

czego zepsuć.   

background image

Zamierzała coś odpowiedzieć, ale w tej chwili podszedł Jasper kieliszkami.   

– Szampan dla panny młodej.   

– Dziękuję – uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.   

–  Fin,  muszę  porwać  Lucy.  Chcę  zapoznać  ją  ze  zgromadzonymi  gośćmi.  –  Kiedy 

odeszli,  pochylił  się  nad  nią  i  szepnął:  –  Sądziłem,  że  przyda  ci  się  ratunek  Dominik  został 

wzięty na spytki do kuchni i chyba nieprędko stamtąd wyjdzie.   

Lucy uśmiechnęła się słabo.   

– Wujek Andy! Wujek Andy! – wykrzyknęła nagle Chloe.   

Lucy odwróciła się i dostrzegła brata Michaela stojącego w drzwiach.   

Wziął na ręce Chloe i podszedł do niej.   

– Witaj, piękna. – Pocałował ją na powitanie w policzek. – Przybywam jako reprezentant 

rodziny. Chcieliśmy, aby ktoś z naszych był w tym dniu z tobą. Bardzo się wszyscy cieszymy, 

skarbie – powiedział miękko.   

– Nie mogę uwierzyć, że cię widzę. Sądziłam, że jesteś w Stanach.   

– Bo byłem, ale zdążyłem na czas.   

– Jak dobrze cię widzieć. Nie mogę uwierzyć własnym oczom – powtórzyła. Rozejrzała 

się za Dominikiem. – Musisz poznać Dominika. Jest...   

– Tuż obok ciebie. – Dominik ujął ją za łokieć.   

– Chcę ci przedstawić Andrew Grayforda, brata bliźniaka Michaela.   

Dominik wyciągnął rękę na powitanie i uniósł ze zdziwieniem brew. – Bliźniaka? 

– Na to wygląda. – Andrew ujął wyciągniętą rękę. – A ty jesteś mężczyzną, który skradł 

serce mojej bratowej. – Uśmiechnął się. – Wszyscy bardzo się cieszymy. Nasza mama chciała 

przyjechać, ale to dla niej zbyt daleka droga.   

– Miło mi, że przyjechałeś. To naprawdę duża niespodzianka.   

– Chodź, poznasz Abby. – Chloe pociągnęła wujka za rękę. – Jesteśmy teraz siostrami. I 

pokażę ci mój pokój. Jest ogromny.   

Andrew ostrożnie postawił ją na podłodze.   

– Prowadź, młoda damo. – Puścił do nich oczko. – Zobaczymy się później.   

–  Zastanawiam  się,  czy  kiedy  zobaczy  Abby,  dostrzeże  podobieństwo  –  powiedział 

Dominik – Chyba nie. Nie będzie się go doszukiwał.   

– Nie wiedziałem, że Michael miał brata bliźniaka.   

– Byli jak dwie krople wody.   

– Zapewne zrobiło ci się przykro, kiedy go zobaczyłaś? 

– Przykro? 

– Obudziły się wspomnienia.   

Lucy potrząsnęła głową i uśmiechnęła się.   

– Rozumiem, co masz na myśli, ale Andrew to Andrew. Cieszę się, że przyjechał. – Czuła 

się zupełnie tak, jakby  Michael dał jej swoje błogosławieństwo. Przeniosła wzrok na stojącą 

na kominku fotografię Eloise. – To ty nieustannie wspominasz przeszłość.   

Dominik odwrócił na chwilę głowę, po czym uśmiechnął się lekko.   

– Pójdę zobaczyć, czy Vanessa jest z Chloe. Lepiej, żeby Andrew nie rozmawiał za długo 

background image

z Abby.   

– Co jej powiedziałeś odnośnie dzisiejszej nocy? 

– Że podjęliśmy decyzję po rozmowie z dziewczynkami.   

–  Jasper  –  zwrócił  się  do  swego  świadka  –  zajmij  się  Lucy,  a  ja  pójdę  zobaczyć,  co  z 

dziewczynkami.   

Jasper zaczął opowiadać jej o zaproszonych gościach. Robił to w tak zabawny sposób, że 

trochę  się  rozluźniła.  Przedstawił  ją  przyjaciołom  Dominika  i  nawet  nie  było  to  dla  niej 

bardzo przykre.   

Dopiero  po  jakichś  dwóch  godzinach  Dominik  z  powrotem  do  niej  dołączył.  Wyszła  na 

taras, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę odpocząć od męczących rozmów o niczym.   

– Jak sobie dajesz radę? 

–  Bolą  mnie  nogi  od  chodzenia,  a  buzia  od  uśmiechania,  ale  poza  tym  wszystko  w 

porządku.   

– Rozmawiałem chwilę z Andrew. Miły z niego facet.   

– Cieszę się, że tak myślisz.   

– Miałaś rację. Niczego nie podejrzewał, kiedy zobaczył Abby.   

Ich rozmowę przerwało uderzenie w gong.   

– Panie i panowie, czas na weselny tort. – Jasper zaprosił wszystkich do stołu.   

– Tu jesteście. – Mama Lucy chwyciła ich za ręce. – Macie całe życie, żeby się nagadać. 

Teraz zaś trzeba pokroić ciasto.   

Dominik i Lucy posłusznie ruszyli do jadalni. Podobnie jak reszta domu, była wspaniale 

udekorowana kwiatami, głównie białymi, z akcentami żółci. Lucy uśmiechnęła się do aparatu 

i poczuła, jak dłoń Dominika przykrywa jej rękę.   

–  Pocałuj  pannę  młodą!  –  zaczęli  wołać  goście.  Pochylił  się  i  pocałował  Lucy,  a  ona 

zapomniała  o  całym  świecie.  Nie  słyszała  wiwatów  i  oklasków,  a  jedynie  bicie  własnego 

serca i serca jej ukochanego.   

– Jeśli chcesz, możemy się teraz wymknąć – zaproponował, kiedy się od siebie oderwali. 

– Nikt nie zauważy.   

– A co z dziewczynkami? Powinniśmy się z nimi pożegnać.   

–  Już  to  zrobiłem.  Są  z  Jessie  i  twoją  mamą.  Powiedziałem  im,  że  znikamy  zaraz  po 

pokrojeniu tortu.   

– Dobrze. W takim razie pójdę się przebrać.   

– Potrzebujesz pomocy? 

– Nie, dziękuję. Dam sobie radę.   

– Miałaś problemy z Vanessą? 

Lucy  zaczęła  zdejmować  suknię  przez  głowę.  Odwiesiła  ją  ostrożnie  na  wieszak  i 

sięgnęła do torby po ubranie.   

Dziwnie się czuła, stojąc przed Dominikiem ubrana tylko w bieliznę.   

– To dla niej trudny dzień. A gdzie się podział Cyril? Nigdzie go nie widziałam.   

– Nie przyszedł.   

– Przeze mnie? Tak mi przykro.   

background image

– To nie twoja wina.   

Rzeczywiście,  nie  było  w  tym  jej  winy.  Oni  tylko  starali  się,  jak  mogli  wyjść  obronną 

ręką  z  bardzo  trudnej  sytuacji.  Nagle  odczuła  ogromne  zmęczenie.  Wszystko  wydało  jej  się 

beznadziejne.  Była  żoną  człowieka,  który  jej  nie  kochał,  a  ona  pragnęła  tak  niewiele.  Tylko 

tego, aby ktoś odwzajemnił jej uczucie. Teraz jednak nie było już odwrotu.   

– Skończyłaś? 

– Tak. Ach, zapomniałam tylko wyjąć kwiaty z włosów. Chwilę mi to zajmie.   

– Pozwól, że ci pomogę. – Dominik zaczął ostrożnie wyjmować różyczki z jej włosów. – 

Całkiem nieźle to zniosły. W przeciwieństwie do nas. Tobie też się tak dłużyło? 

–  Nawet  nie  tak  bardzo.  Ucieszyłam  się,  że  przyjechał  Andy.  No  i  dziewczynki  były 

zachwycone.   

–  To  prawda.  One  były  naprawdę  szczęśliwe.  Dominik  wolno  przesunął  dłoń  po  jej 

policzku.  Wstrzymała  oddech,  bojąc  się  poruszyć.  Była  to  chwila  niezwykłej  czułości 

Spojrzała mu w oczy, zadając spojrzeniem pytanie, którego nie była w stanie wyartykułować.   

A potem Dominik się odwrócił i czar prysł.   

–  Zostawiłem  samochód  kilka  ulic  dalej.  Nie  chciałem,  aby  go  zablokowano,  albo  żeby 

Jasper go udekorował.   

– Nie pomyślałam o tym. Jasper rzeczywiście byłby w stanie to^zrobić.   

–  To  prawda.  Miewa  czasem  różne  dziwne  pomysły.  Szli  chodnikiem  i  Lucy  zahaczyła 

obcasem o jakąś nierówność.   

– Ostrożnie. – Dominik ją podtrzymał. – Ktoś pomyśli, że wypiłaś za dużo szampana.   

– Moim zdaniem uznają po prostu, że nie potrafię chodzić w butach na obcasach.   

– Wątpię. Ale to dziwne uczucie, kiedy sięgasz mi powyżej ramienia.   

Otworzył drzwi do samochodu i Lucy wsiadła. Czy Eloise sięgała mu powyżej ramienia? 

Tego Fionnula jej nie powiedziała.   

– Czy Jessie ma numer telefonu do mieszkania, w którym będziemy? – spytała nagle.   

– Oczywiście. Chyba o niczym nie zapomniałem. Musimy tylko przekonać wszystkich, że 

spędziliśmy upojną noc poślubną i może dadzą nam spokój.   

Słyszała  w  jego  głosie  napięcie.  Chciał  mieć  to  całe  przedstawienie  za  sobą.  Czyżby 

myślał  o  miodowym  miesiącu,  jaki  spędził  z  Eloise?  Byli  w  Wenecji  Dominik  prowadził  w 

milczeniu.  Przyglądała  mu  się,  zdziwiona,  że  zna  go  zaledwie  kilka  tygodni  Przez  ten  czas 

stał się częścią jej życia.   

A teraz miała z nim spędzić noc poślubną w mieszkaniu na Kensington.   

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

–  Oliver  wyjechał  cztery  miesiące  temu,  więc  w  mieszkaniu  może  być  trochę  duszno  – 

oznajmił Dominik, otwierając drzwi wejściowe.   

Przepuścił  Lucy  przodem.  Znalazła  się  w  przestronnym  holu,  który  sprawiał  wrażenie 

zupełnie  opuszczonego.  Dominik  otworzył  drzwi  niewielkiej  sypialni  i  postawił  torbę  na 

łóżku.   

– Pomyślałem, że tobie zostawię główną sypialnię, a ja zajmę tę. Będziesz miała łazienkę 

do swojej dyspozycji.   

– Jest mi obojętne.   

–  Zaniosę  twoją  torbę.  Obawiam  się  jednak,  że  w  szafie  nie  ma  dużo  miejsca.  Oliver 

zostawił prawie wszystkie swoje rzeczy.   

– Na jak długo wyjechał? 

–  Na  kilka  miesięcy.  Rozgość  się,  a  ja  otworzę  butelkę  wina.  Jest  zbyt  wcześnie,  by  iść 

spać.   

Lucy  spojrzała  na  zegarek  –  Dopiero  dziewiąta.  Wydawało  mi  się,  że  jest  znacznie 

później.   

– Mamy za sobą ciężki dzień.   

– Biedna Jessie. Mam nadzieję, że da sobie radę.   

– Na pewno. Idę po wino.   

Gdy  tylko  została  sama,  Lucy  usiadła  na  brzegu  szerokiego  łóżka  i  ukryła  twarz  w 

dłoniach. Musi się wziąć w garść. Zapomnieć o tym, że to jej noc poślubna.   

– Czerwone czy białe? – usłyszała głos dochodzący gdzieś z wnętrza mieszkania.   

– Jakie chcesz – odkrzyknęła. – Mnie jest obojętne.   

Otworzyła swoją torbę. Na wierzchu leżała przepiękna jedwabna koszulka, którą dostała 

w prezencie ślubnym od Jessie. Nie miała sumienia zostawić jej w domu. Przejechała palcami 

po  gładkim  materiale.  Panna  młoda  powinna  włożyć  w  noc  poślubną  coś  seksownego  i 

romantycznego zarazem.   

– Przyniosę czerwone.   

Lucy  zwinęła  koszulę  w  kłębek  i  wcisnęła  pod  poduszkę.  Wyjęła  spinki  z  włosów  i 

przewiesiła  ręcznik  przez  oparcie  łóżka.  Jak  mogła,  odwlekała  moment,  w  którym  będzie 

musiała stawić czoło Dominikowi. W końcu nie miała już nic do zrobienia.   

Kiedy weszła do salonu, podniósł głowę.   

– Chyba wypijemy za nasze zdrowie – powiedział, podając jej ogromny kielich.   

– A więc za nas. – Upiła łyk. – Wspaniałe.   

– Przywiozłem z domu. – Och.   

–  W  telewizji  nie  ma  nic  ciekawego.  Powinienem  był  pomyśleć  o  tym  wcześniej  i 

wypożyczyć kasetę wideo.   

Lucy usiadła na jednej z sof i przymknęła oczy.   

– Podoba mi się tu.   

background image

– Sądziłem, że wolisz wnętrza utrzymane w jaśniejszych kolorach.   

–  Lubię  wygodne  domy.  Takie,  w  których  nie  musisz  się  martwić,  na  co  odstawiasz 

kubek z kawą. Wiesz, takie dalekie od doskonałości...   

– W przeciwieństwie do mojego domu? – Nie chciałam...   

Dominik uśmiechnął się smutno i usiadł obok niej.   

– W porządku. Wiem, że nie chciałabyś żyć jak... – Spój – rżał jej w oczy. – Jak Eloise.   

Nie odpowiedziała.   

– Jesteś inna.   

– To prawda.   

– Dla niej wygląd był bardzo ważny.   

Upiła  kolejny  łyk  wina  i  czekała.  Patrzyła,  jak  wolno  rozwiązał  sznurówki  i  zdjął  buty. 

Był wykończony. Pochylił się i potarł dłonią kark.   

– Kiedy okazało się, że nie może mieć dzieci, zajęła się urządzaniem domu. To było jej 

dziecko.   

Lucy czekała.   

– Pozwoliłem jej na to.   

– To piękny dom.   

– Jest do niej podobny. Piękny, bardzo zorganizowany i uporządkowany.   

– Musi ci jej brakować – powiedziała cicho, zaciskając palce na kieliszku. Niełatwo było 

jej  słuchać  opowieści  o  Eloise.  Była  tak  doskonała,  że  chyba  nikt  nie  jest  w  stanie  jej 

dorównać.   

– To prawda. Choć muszę przyznać, że coraz rzadziej o niej myślę. Czasem mam z tego 

powodu  ogromne  poczucie  winy.  Początkowo  za  każdym  razem,  kiedy  zamknąłem  oczy, 

widziałem  pod  powiekami  jej  twarz.  Kiedy  się  rano  budziłem,  przez  krótką  chwilę  miałem 

wrażenie,  że  wszystko  jest  normalnie,  po  czym  rzeczywistość  zwalała  się  na  mnie  z  całą 

brutalnością. Najgorsza była tęsknota i poczucie straty. Zapewne rozumiesz, o co mi chodzi.   

Rozumiała. Uważała jednak, że Dominik musi cierpieć bardziej niż ona. Śmierć Michaela 

nie  była  niespodziewana.  Kiedy  nadeszła,  przyjęli  ją  niemal  z  ulgą,  jak  wyzwolenie.  Eloise 

zmarła nagle, nieoczekiwanie. Mogła sobie tylko wyobrazić, jak to przeżył.   

Dominik wstał i zapalił lampkę na stole.   

– Nie powinienem o tym mówić.   

–  Dlaczego?  –  Lucy  zrzuciła  pantofle  i  zwinęła  się  w  kącie  sofy.  –  Czasami  mówienie 

przynosi ulgę.   

– Nie pamiętam dobrze, co działo się w pierwsze dni po jej śmierci. Inni ludzie zajęli się 

wszystkim. Także Abby. Wtedy nawet nie miałem dla mej jeszcze imienia. Rozmawialiśmy o 

tym z Eloise, ale nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Chciała popatrzeć na dziecko i dopiero 

wtedy wybrać imię.   

Pochylił głowę i ukrył twarz w dłoniach. Widać było, że cierpi Chciała go pocieszyć, ale 

nie miała do tego prawa.   

–  Ja  też  tak  zrobiłam.  Michael  twierdził,  że    ”dziecko  to  dziecko  ”,  ale  ja  tylko  na  nią 

spojrzałam i wiedziałam, że to jest Chloe.   

background image

–  Ja  zostawiłem  wybór  imienia  Eloise.  Myślę,  że  na  początku  nie  lubiłem  Abby.  Była 

czerwona, pomarszczona i strasznie się wydzierała. Nie wiedziałem, co z nią zrobić.   

Lucy odstawiła kieliszek na stolik i uklękła przy jego stopach.   

– To nie znaczy, że jej...   

–  Nigdy  nie  trzymałem  dziecka  na  rękach.  Eloise  wszystko  kupowała,  czytała 

odpowiednią  literaturę  i  wszystko  wiedziała.  Przez  całą  jej  ciążę  udawałem,  że  to  nie  dzieje 

się naprawdę, na wypadek, gdyby coś poszło źle.   

– I wtedy pojawiła się Jessie? 

Skinął głową i oparł się wygodnie na sofie, przyglądając się jej.   

– To był mój genialny pomysł. Chciałem komuś zapłacić za to, że zdejmie ze mnie część 

odpowiedzialności.  Jednak  nie  bardzo  się  to  udało.  Abby  nie  dawała  się  zignorować.  No  i 

musiałem wymyślić jej jakieś imię. Nie mogłem nazywać jej ciągle    ”dzieckiem ”.   

–  Więc  nazwałeś  ja  Abigail,  ponieważ  oznacza  to  ojcowską  radość.  Już  mi  o  tym 

mówiłeś. Chyba dlatego zdecydowałam się za ciebie wyjść. Pomyślałam, że skoro zrobiłeś to 

dla Abby, nie możesz być złym człowiekiem.   

– Nie rób ze mnie świętego. To był impuls.   

– Ale dobry.   

– Nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy. Była taka mała i bezbronna. Nie chciałem, aby 

się za coś winiła, tak jak ja obwiniałem siebie.   

– Nie było w tym niczyjej winy.   

– To ja zabiłem Eloise – powtórzył.   

– Nie.   

– Gdybym nie zgodził się na zapłodnienie pozaustrojowe, żyłaby.   

Lucy delikatnie dotknęła jego kolana.   

– Nie możesz tego wiedzieć. Eloise miała chore serce, tak? Skinął głową.   

–  Nie  wiesz,  co  mogjoby  się  zdarzyć  w  przyszłości  Jej  stan  mógłby  pogorszyć  się  z 

wiekiem.  Zresztą  wydaje  mi  się,  że  to  nie  ma  większego  znaczenia.  Eloise  chciała  mieć 

dziecko, jak większość kobiet. Zrobiłaby wszystko, żeby spełnić swoje marzenie. Nie potrafię 

tego dokładnie wytłumaczyć, ale wczoraj wieczorem zdałam sobie sprawę, że nawet gdybym 

mogła, niczego bym nie zmieniła.   

– Niczego? 

– To niełatwe, ale myślę, że Abby i Chloe są warte tego trudu. Mamy dużo szczęścia, że 

są  w  naszym  życiu  i...  –  zawahała  się,  niepewna,  czy  wypowiedzieć  te  słowa  –  i  wydaje  mi 

się, że zarówno Eloise, jak i Michael myśleliby w ten sam sposób.   

Eloise wiedziała, czym ryzykuje. To on był słabszy. On udawał, że nic jej nie grozi. To 

jego wina, że nie przekonał jej, iż ich życie nawet bez dziecka jest wystarczająco pełne.   

– Ona umarła, Lucy. Umarła przeze mnie.   

– Nieprawda. Zmarła, bo chorowała na serce. To zupełnie co innego.   

– Obiecałem, że nigdy jej nie zapomnę.   

– I nie zapomniałeś...   

Dominik odstawił pusty kieliszek na stół.   

background image

–  Zanim  dowiedziałem  się  o  tej  pomyłce,  starałem  się  opowiadać  Abby  o  jej  matce. 

Wtedy  dobrze  ją  pamiętałem.  Teraz  wspomnienia  stają  się  coraz  mniej  wyraźne.  Kiedy 

zamykam oczy, nie widzę jej. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było, gdyby żyła.   

Lucy ujęła jego dłoń.   

– To smutne, ale chyba naturalne. Ja też nie potrafię sobie wyobrazić Michaela w roli ojca 

dorastające; Chloe. Musimy się z tym pogodzić i żyć dalej.   

– Nie rozumiesz, Lucy. Obiecałem sobie, że nigdy jej nie zapomnę. Że nie pozwolę, aby 

jakakolwiek inna kobieta ją zastąpiła.   

Jego  słowa  były  jak  dźgnięcie  włócznią  w  samo  serce.  Ale  przecież  mówił  jej  to  na 

samym początku ich znajomości. Nie zamierza nikogo w życiu pokochać.   

– Wiem – szepnęła.   

– Tak? W takim razie dlaczego mam ochotę zrobić to? – spytał i dotknął kciukiem jej ust. 

– I jeszcze to? – Przyciągnął jej głowę do siebie i pocałował z pasją, niemal ze złością. Czuła, 

jak walczy z sobą i jak się w końcu poddaje namiętności.   

– Dlaczego chcę to robić, Lucy? 

Nie  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Chciała  ukoić  jego  ból,  sprawić,  by  poczuł  się  gotowy 

do  dalszego  życia  z  tym  wszystkim,  co  ono  niesie,  –  Może  dlatego,  że  jedziemy  na  tym 

samym wózku? Że mamy dziewczynki...   

– Myślisz, że to tylko dlatego, że los zetknął nas z sobą? 

–  Możliwe  –  zaczęła,  ale  nie  mogła  powiedzieć  nic  więcej.  Nagle  znalazła  się  w  jego 

ramionach  i  poczuła,  że  jest  namiętnie  całowana.  Dominik  nie  potrafił  się  powstrzymać. 

Przylgnęła do niego całym ciałem, rozkoszując się tym, że jest tak blisko niego.   

– Lucy... Nie mogę niczego ci obiecać. Nie mogę... Położyła mu palec na ustach.   

– Rozumiem. Ale dziś zapomnijmy o całym świecie. Liczymy się tylko my.   

Jęknął i przyciągnął ją do siebie.   

– Dziś nie chcę być sam.   

Tylko dziś? Ona chciała mieć go na zawsze. Kochać go, zestarzeć się przy nim.   

– Tylko dziś – powtórzyła.   

To  właśnie  pragnął  usłyszeć.  Poczuła,  jak  opuszcza  go  napięcie  i  jak  poddaje  się  zgoła 

innym  odczuciom.  Wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do  sypialni.  Musi  zapamiętać  każdą  sekundę  z 

tego, co się dzieje. Każdą myśl, każde uczucie i doznanie.   

Starała  się  zapamiętać  chłód  prześcieradła,  dotyk  jego  dłoni  odgarniającej  włosy  z  jej 

twarzy, i pocałunki, które pozbawiły ją tchu. Uczucie, jakiego doznała, gdy zsunął ramiączka 

jej  sukienki.  A  potem  nie  mogła  zapamiętać  już  nic  więcej.  Wszystko  zlało  się  w  jedno: 

zapachy, ruchy, dotyk i w końcu eksplozja barw, która była zwieńczeniem ich zespolenia.   

To było więcej, niż się spodziewała. Nawet jeśli miała to być ich jedyna wspólna noc.   

Obejmował ją mocno, a ona czuła się jak w niebie. Było pięknie. Wprost niewiarygodnie 

pięknie. Nagromadzone w niej uczucia musiały znaleźć jakieś ujście. Po policzkach popłynęły 

jej łzy.   

– Zraniłem cię? – spytał miękko, ocierając łzę. Potrząsnęła głową, ale nie mogła wydobyć 

z siebie głosu.   

background image

Ż

adne słowa nie były w stanie oddać tęga co czuła. Dominik pocałował ją lekko w głowę 

i przytulił do siebie.   

– Śpij teraz.   

I zasnęła. Ukołysało ją do snu miarowe bicie jego serca i oddech, który czuła we włosach. 

Pozwoliła, aby jej całe ciało zapadło w błogą nieświadomość, i zamknęła oczy.   

Rano obudził ją promień słońca wpadający przez okno. Wiedziała, że jest sama.   

–  Dominik?  –  zawołała  go  głośno,  nie  spodziewając  się  usłyszeć  odpowiedzi.  Dotknęła 

ręką pustego miejsca w łóżku.   

Od  lat  nie  czuła  się  tak  dobrze.  Nie  sądziła,  że  czeka  ją  jeszcze  w  życiu  coś  równie 

wspaniałego.   

– Lucy? – usłyszała głos Dominika dochodzący zza drzwi do sypialni. Usiadła na łóżku i 

podciągnęła prześcieradło pod brodę.   

– Tak? 

– Napijesz się herbaty? 

– Z chęcią.   

Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł kompletnie ubrany  Dominik z dwoma kubkami 

gorącej herbaty.   

– Od jak dawna jesteś na nogach? 

–  Już  od  dłuższego  czasu,  –  Powinieneś  był  mnie  obudzić.  –  Lucy  popatrzyła  na  niego 

uważnie i dostrzegła, że coś jest nie tak.   

Dominik postawił kubek na stoliku i odwrócił się.   

– Zrobiłem śniadanie. Nie powinniśmy zanadto zwlekać z powrotem do dziewczynek.   

Nagle  zrozumiała.  Nie  chciał  na  nią  patrzeć.  Zacisnęła  ręce  na  prześcieradle,  nie  mogąc 

wydobyć z siebie słowa. Ale dlaczego? 

Podszedł do drzwi i na chwilę się zatrzymał.   

– Lucy? Chciałem... Chciałem ci podziękować.   

Z  tymi  słowami  wyszedł  i  zamknął  za  sobą  drzwi.  Lucy  przygryzła  górną  wargę. 

Wiedziała, za co jej dziękuje. I nie był w stanie na nią spojrzeć.   

Oboje  zgodzili  się,  że  to  była  miłość  na  jedną  noc.  Miała  ochotę  krzyczeć.  Ze  złością 

szarpnęła prześcieradło. Czuła się jak idiotka. Powinna była się domyślić, że coś jest nie tak, 

jak  tylko  się  obudziła.  Może  nawet  to  jego    ”dziękuję  ”  było  zwykłym  aktem  grzeczności. 

Nie wyglądał na człowieka, który jest wdzięczny.   

Najwyraźniej żałował tego, co się wydarzyło i uważał, że to upokarzające. Ale dlaczego? 

Dlaczego żałować czegoś, co byłotakie piękne? Nie czuł, jak bardzo do siebie pasują? 

Widocznie nie.   

Odkręciła  prysznic  i  puściła  na  siebie  strumień  gorącej  wody.  Dominik  nie  kochał  się  z 

nią. Szukał pocieszenia i sam starał się ją pocieszyć. Ona jednak oczekiwała od niego czegoś 

innego. Miłości. Chciała, żeby ją kochał.   

Musi  wiedzieć,  co  on  czuje.  Skoro  mają  żyć  obok  siebie  dzień  po  dniu,  musi  znać  jego 

uczucia. Czy żałował tego, że się z nią przespał, z powodu Eloise? Miał poczucie winy? Czuł, 

ż

e zdradził byłą żonę? 

background image

Wytarła się i ruszyła do kuchni, czując, ze musi z nim porozmawiać.   

– Chcesz bekon? – spytał, nie odwracając się w jej stronę.   

– Chyba tak.   

– Jakie jajka lubisz? 

Miała wrażenie, że za chwilę się wścieknie. Zasługiwała na lepsze traktowanie. Dlaczego 

nawet na nią nie spojrzy? 

– Nie mam pojęcia. – Jednoczy... ? 

–  Jedno.  –  Musi  z  nim  porozmawiać,  zanim  całkiem  wyprowadzi  ją  z  równowagi.  – 

Dominik, jeśli chodzi o...   

– Wiem. – Odwrócił się. W jego oczach dostrzegła ból. Z żalu ścisnęło się jej serce. – To 

chyba nie był najlepszy pomysł.   

– Co? 

– Zmiana reguł gry.   

Zadał  jej  ból.  Poczuła  się  odrzucona  i  wzgardzona.  Dominik  był  drugim  mężczyzną,  z 

którym  się  kochała.  Dopiero  drugim.  Chciała  jakoś  przebić  się  przez  mur,  który  zbudował 

wokół  siebie.  Zachęcić  do  tego,  by  opowiedział  jej,  co  czuje.  O  Eloise.  I  o  niej.  Bez 

porozumienia nie było szansy na poprawę ich relacji.   

– Nie zapomniałam, jak się umawialiśmy.   

– Wiem, że wczorajszy dzień był dla nas trudny. Tyle uczuć, emocji...   

– To prawda. – Nic innego nie potrafiła powiedzieć. Dominik odwrócił się i wbił jajko na 

patelnię.   

– Dzwoniłem do Jessie i powiedziałem, że będziemy przed dziesiątą.   

– To dobrze. Podał jej talerz.   

– Przepraszam cię, Lucy. Ja...   

– Nic nie mów. Kiedy wrócimy do dzieci, wszystko będzie dobrze.   

Czy wiedział, że go kocha? Czy dlatego ją przepraszał? Nie może pozwolić, aby domyślił 

się, jak bardzo jest załamana. Dał jej do zrozumienia, że ostatnią noc uważa za pomyłkę. Ale 

dla niej to była najważniejsza noc w ich wspólnym życia Nie ma ucieczki. Nie może udawać, 

ż

e nic się nie stało. Musi żyć obok  Dominika, wiedząc, jak bardzo żałuje tego, że poszedł z 

nią do łóżka.   

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Lucy z ulgą zaniknęła za sobą drzwi pracowni, Jessie była wprawdzie bardzo miła, ale jej 

nieustanne paplanie trochę ją męczyło. Na szczęście nie domyślała się, że  Lucy  śpi na dole, 

natomiast  bez  wątpienia  wkrótce  zacznie  się  dopytywać,  dlaczego  Lucy  tak  długo  pracuje 

wieczorami w swoim studiu.   

W rzeczywistości Lucy bardzo mało malowała. Czuła się zmęczona i cierpiała na niemoc 

twórczą.  Nie  miała  ochoty  ani  pracować,  ani  malować.  Podobnie  czuła  się  po  śmierci 

Michaela.   

Ostatnie tygodnie były dla niej bardzo trudne. Czuła się tak samotna, jak jeszcze nigdy w 

ż

yciu.  Dziewczynki  większość  dnia  były  poza  domem,  nie  miała  w  Londynie  przyjaciół,  a 

Dominik  był  od  niej  oddalony  bardziej  niż  kiedykolwiek.  Wyraźnie  jej  unikał,  jak  gdyby 

spędzona wspólnie noc stworzyła między nimi przepaść nie do pokonania.   

Usiadła  na  stołku  i  popatrzyła  na  pejzaż,  który  zaczęła  malować.  Ostrożnie  zmoczyła 

pędzel  i  zmieszała  trochę  chłodnej  purpury  z  odrobiną  karminu,  żeby  wypełnić  nimi  dach 

katedry  świętego  Pawła.  Przygryzła  górną  wargę,  starając  się  odpowiednio  namalować  cień 

od północnej strony.   

Nie usłyszała, jak drzwi za nią się otworzyły, i głos Dominika zupełnie ją zaskoczył.   

– Masz coś przeciwko temu, żebym pojechał do Northumberland kilka dni wcześniej, niż 

planowałem? 

Lucy odłożyła pędzel i spojrzała na niego.   

– Naturalnie, że nie.   

Dominik  sprawiał  wrażenie  zmęczonego.  Nie  uśmiechał  się,  a  pod  oczami  widać  było 

głębokie cienie.   

–  Dzwoniła  Fionnula  i  powiedziała,  że  zarezerwowała  dla  nas  bilety  na  dziś.  W  Essex 

mamy być w czwartek, więc spokojnie zdążylibyśmy pojechać przedtem do Northumberland.   

Lucy odwróciła się i nabrała na pędzel nieco ultramaryny.   

– W przyszłym tygodniu jest połowa semestru. Dziewczynki będą za tobą tęsknić.   

To była dość nagła zmiana planu. W jej głowie zrodziło się pewne podejrzenie.   

– Czy Jessie mówiła ci już, że w przyszłym tygodniu wyjeżdża? 

Dominik zawahał się.   

– Wspomniała coś wczoraj wieczorem. Czy jej wyjazd jest dla ciebie jakimś problemem? 

– Niespecjalnie. Kiedy wyjeżdżasz? 

–  Po  obiedzie.  –  Ruszył  do  drzwi,  ale  zanim  wyszedł,  zatrzymał  się  na  chwilę.  –  Jeśli 

chcesz mieć dla siebie czas na początku listopada, zajmę się dziećmi.   

–  Dam  sobie  radę.  –  Dodała  błękitu  do  cienia  na  dachu  katedry.  –  Zostaw  mi  numer 

telefonu do siebie. Zobaczymy się po twoim powrocie.   

–  Dobrze.  –  Nadal  stał  nieruchomo  w  drzwiach.  –  Lucy?  Odwróciła  się  i  spojrzała  na 

niego.   

– Czy... ? – przerwał i potrząsnął głową. – Już nic. Zobaczymy się po powrocie.   

background image

Gdy tylko wyszedł, odłożyła pędzel. Tak bardzo ją to bolało. Dominik z trudem znosił jej 

obecność  w  tym  samym  pokoju.  Oboje  wiedzieli,  że  postanowił  wyjechać  wcześniej,  bo 

chciał od niej uciec. Już trzeci raz w czasie trwania ich małżeństwa znalazł sobie wymówkę, 

aby wyjechać. Jak długo jeszcze będą mogli tak udawać? 

Automatycznie  wzięła  do  ręki  pędzel,  umyła  go  i  osuszyła.  Nieustanna  obecność 

Fionnuli, która zachowywała się jak szpieg, również wyprowadzała ją z równowagi.   

Lucy  uporządkowała  pracownię  i  poszła  do  małej  sypialni.  Czuła  się  zmęczona.  Zdjęła 

buty, położyła się na łóżku i przykryła kocem, W którymś momencie będą musieli przyznać, 

ż

e  ich  małżeństwo  jest  pomyłką.  Każdy  kolejny  dzień  przysparzał  jej  nowych  cierpień. 

Mieszkała w domu Dominika, zajmowała się ich dziećmi, ale na tym koniec. Nie byli rodziną. 

Bardziej przypominali rozwiedzioną parę żyjącą pod wspólnym dachem.   

Rozwód.  Może  to  jest  rozwiązanie?  Czy  będzie  miała  wystarczająco  dużo  odwagi,  by 

pozwolić Dominikowi odejść? Czy przyszłość bez niego ma sens? Czy potrafi zaakceptować 

fakt, że on nigdy jej nie pokocha i że największym prezentem, jaki będzie mogła mu zrobić, 

będzie zwrócenie mu wolności? 

Kiedy się obudziła, na dworze było ciemno. Usiadła i spojrzała na zegarek. Spała ponad 

dwie  godziny!  To  zupełnie  do  niej  niepodobne.  Może  miała  depresję  i  powinna  pójść  do 

lekarza? W każdym razie musi coś z tym zrobić.   

– Jessie? 

–  Dominik  już  pojechał.  Powiedział,  żeby  cię  nie  budzić  –  oznajmiła  Jessie,  wyjmując 

ciasto z pieca.   

Lucy  odetchnęła.  Miała  dom  cały  dla  siebie.  Nie  będzie  musiała  skradać  się  na  palcach, 

ż

eby mu nie przeszkadzać. Koniec z tą przytłaczającą ciszą.   

– Była tu Fionnula – oznajmiła Jessie głosem, w którym dało się słyszeć dezaprobatę. Nie 

ufała Fionnuli i być może miała rację. – Ta kobieta narobi nam jakichś kłopotów.   

– Pracują razem. – Lucy usiadła na jednym ze stołków.   

– Dominik, choć taki bystry, czasem jest głupcem. Fionnula zainwestowała w niego zbyt 

wiele lat, by tak łatwo odpuścić. Teraz, kiedy się ożenił, powinien ukrócić te jej gierki.   

Lucy  wzięła  do  ręki  łyżkę  i  zaczęła  mieszać  cukier  w  misce.  Czuła  się  bardzo  słaba  i 

zmęczona. Zbyt zmęczona, by walczyć.   

– Powiedziałaś mu o dziecku? 

– O jakim dziecku? – Zaskoczona uniosła głowę.   

– Skarbie, widziałam więcej kobiet w ciąży niż ty masz łat. Wierz mi.   

–  Jessie  –  zaczęła  Lucy,  zbyt  zaskoczona,  by  sformułować  zdanie.  –  Nie  mogę...  Chloe 

jest dzieckiem z zapłodnienia pozaustrojowego. Nie mogliśmy...   

– A nie przyszło ci do głowy, że to Michael miał problem? Wiem, co mówię. Dominik na 

pewno może być ojcem, więc chyba po prostu powinniście byli trochę bardziej uważać? 

W cięży? 

Nie, to niemożliwe. A z drugiej strony to nieustanne zmęczenie, brak sił, spóźniony okres. 

Dziecko? 

Jessie wyjęła ciasto z pieca i postawiła je na podstawce.   

background image

– Tego właśnie wam potrzeba. Dziecka, która zjednoczy rodzinę.   

– Jessie ja...   

– Zrób test i powiedz jak najszybciej Dominikowi. Chciałabym zobaczyć minę Fionnuli, 

kiedy się dowie – dodała, uśmiechając się.   

Lucy  nie  wiedziała,  co  o  tym  myśleć.  Tego  pragnęła  przez  całe  dorosłe  życie.  Zajść  w 

ciążę bez żadnych medycznych interwencji. Po policzku popłynęła jej pojedyncza łza. Czy to 

możliwe, żeby nosiła w sobie dziecko Dominika? 

– Lucy? 

Lucy spojrzała na zmartwioną twarz Jessie i uśmiechnęła się.   

– Nic minie jest. Po prostu jestem zaskoczona. Nie wierzyłam, że to w ogóle możliwe...   

– Wiem. Takie wydarzenie zawsze jest trudnym przeżyciem. Dla Dominika też nie będzie 

to łatwe. Po tym, jak Eloise zmarła przy porodzie, będzie się o ciebie bał. – Sięgnęła po deskę 

do krojenia. – Weź prysznic, a ja zrobię pyszną zupę. Co ty na to? 

– Nie czuję się głodna.   

– Ale musisz coś jeść.   

– Tak, chyba tak... – Lucy zsunęła się ze stołka. Będzie miała dziecko Dominika. To jakiś 

cud.  Weszła  do  salonu  i  spojrzała  na  zdjęcie  Eloise.  Była  taka  piękna.  Nie  do  zastąpienia. 

Dominik  ją  kochał  i  nie  miał  zamiaru  zastąpić  żadną  inną  kobietą  na  świecie.  Resztę  życia 

będzie musiała spędzić z człowiekiem, który nie potrafi jej pokochać.   

Jednak dziecko zmienia wszystko. Co ona teraz zrobi? 

Odstawiła  fotografię  na  kominek  i  objęła  się  ramionami.  Jak  ma  dalej  żyć?  Jak  ma 

wychowywać  dziecko,  wiedzac  o  tym,  że  jego  ojciec  żałuje  nocy,  podczas  której  zostało 

poczęte? 

Kiedy tylko Dominik dowie się o dziecku, nie pozwoli jej odejść. Nie może go okłamać, 

ale też nie może z nim dalej żyć. Dlaczego los był aż tak okrutny, aby obdarzyć ją tym, czego 

zawsze pragnęła, w najgorszym z możliwych momencie? 

Musi  się  zastanowić,  wszystko  przemyśleć.  Ale  nie  tu.  Nie  w  domu  Eloise.  Oddałaby 

wszystko, żeby znaleźć się teraz w swoim domu. Sama myśl o własnym tarasie sprawiła, że 

odczuła ogromną tęsknotę. Tęskniła nawet za pająkami.   

Nic  jej  nie  mogło  powstrzymać.  Zabierze  dziewczynki  na  kilka  dni  do  domu.  Zadzwoni 

do  Dominika  i  powie  mu,  że  jedzie  do  siebie  na  weekend.  A  tam  wszystko  przemyśli  i 

podejmie jakieś decyzje.   

– Jessie – krzyknęła do kuchni. – Idę na spacer.   

– A twój lunch? 

–  Zjem  coś  na  mieście.  –  Sięgnęła  po  płaszcz  i  ciasno  związała  się  paskiem.  –  W 

powrotnej drodze odbiorę dziewczynki ze szkoły.   

Dziecko. Będzie miała dziecko Dominika.   

Chodziła bez celu po ulicach Londynu. Weszła też do apteki i kupiła test ciążowy, który 

miał potwierdzić to, co już wiedziała.   

Jak  dobrze  było  nie  być  w  tym  domu.  Odkąd  zdała  sobie  sprawę,  że  kocha  Dominika, 

wszystko  uległo  zmianie.  Nie  mogła  zapomnieć  jego  spojrzenia,  kiedy  trzymał  ją  w 

background image

ramionach.  Dostrzegła  w  nim  dumę,  czułość,  prawie  miłość.  Ale  było  to  tylko  złudzenie. 

Potrzebował pocieszenia i sam chciał ją pocieszyć. Wszystko zgodnie z zawartą umową. Nic 

ponadto.   

Tylko na jedną noc.   

– Kiedy tata wraca do domu? Ujęła rękę Abby.   

– Jak tylko będzie mógł, skarbie. Wiesz, jakie będziemy dumne, kiedy zobaczymy go w 

telewizji.   

– Nie lubię zamków.   

–  Nie?  –  Lucy  nerwowo  zwilżyła  usta.  Było  trudniej,  niż  się  spodziewała.  Skoro  nie 

potrafiła wyjaśnić im, dlaczego Dominik wyjechał bez pożegnania, jak wyjaśni, dlaczego nie 

mogą  dalej  być  małżeństwem?  –  Zastanawiałam  się,  czy  nie  chciałybyście  na  czas  jego 

nieobecności pojechać ze mną do Shropshire. Zobaczyłabyśgdzie mieszkałyśmy z Chloe.   

–  Tak!  –  krzyknęła  Chloe.  –  Niedaleko  domu  jest  duży  las  i  mogłabyś  spać  w  moim 

pokoju.   

– Naprawdę mogłabym? 

Lucy  wsunęła  ręce  do  kieszeni  i  popatrzyła  na  dziewczynki.  Musi  pojechać  do  domu. 

Wystarczy, że zatelefonuje do Dominika i powie mu, dokąd jedzie.   

Poczekała,  aż  dziewczynki  pójdą  spać.  Kiedy  w  domu  było  już  cicho,  usiadła  w  swojej 

pracowni z kubkiem kawy, zastanawiając się, czy dla kurażu nie wypić lampki wina. Uznała 

jednak, że to nie najlepszy pomysł.   

Test  ciążowy  położyła  na  stole.  Zrobi  go  jutro.  Dziś  nie  mogłaby  rozmawiać  z 

Dominikiem,  wiedząc  na  pewno  i  nie  mówiąc  mu.  W  ten  sposób  kupiła  sobie  trochę  czasu. 

Mimo to będzie musiała z nim porozmawiać. Usłyszeć jego głos.   

Ostrożnie rozłożyła kartkę z zapisanym numerem i wykręciła go.   

– Przykro mi, Dominika nie ma w tej chwili. Mogę w czymś pomóc? 

Słodki  głos  Fionnuli  zupełnie  ją  zaskoczył.  Przez  chwilę  zupełnie  nie  wiedziała,  co 

powiedzieć.   

– Mówi Lucy. Kiedy wróci Dom? 

– Mogę przekazać mu wiadomość. Chcesz, żeby do ciebie zadzwonił? 

– Poproszę.   

– Zadzwoni, jak będzie miał chwilę. Nie lubi, kiedy odrywa się go od pracy.   

–  W  takim  razie  powiedz  mu,  że  jadę  na  weekend  do  domu.  Zabieram  ze  sobą 

dziewczynki.   

–  Oczywiście,  skarbie.  Mamy  dziś  uroczystą  kolację,  powiem  mu  w  trakcie  jej  trwania. 

Jak długo zamierzasz zostać? 

–  Jeszcze  nie  wiem.  Po  prostu  powiedz  mu,  żeby  zadzwonił  do  Shropshire,  jeśli  będzie 

chciał  porozmawiać  ze  mną  lub  z  dziewczynkami.  –  Nie  czekając  na  odpowiedź  Fionnuli, 

odłożyła słuchawkę.   

Spojrzała  na  zegarek.  Za  dwadzieścia  dziewiąta.  Dość  późna  pora  jak  na  kolację.  Ale 

chyba o to właśnie chodziło Fionnuli.   

Zresztą  nieważne.  Liczy  się  tylko  to,  że  zrobiła,  co  do  niej  należało  i  może  jechać  do 

background image

domu. Tam będzie w stanie spokojnie pomyśleć.   

Tylko  co  powie  matce?  Ona  dobrze  znała  swoją  córkę  i  bez  wątpienia  szybko  się 

zorientuje, że coś z nią jest nie tak.   

Dominik  zamknął  samochód  i  stanął  na  skraju  pola.  Patrzył  na  trzy  dziewczyny 

oglądające  sztuczne  ognie.  Minęły  tylko  trzy  dni,  odkąd  widział  je  ostatni  raz,  ale  jemu 

wydawało się, że upłynęło znacznie więcej czasu.   

Chloe  i  Abby  podskakiwały  podniecone,  a  Lucy  stała  obok  nich.  Opierając  rękę  na 

ramieniu Chloe, spoglądała w niebo.   

Od  tygodni  tak  nie  wyglądała  i  nawet  nie  zdawał  sobie  z  tego  sprawy.  Robiła  wrażenie 

naprawdę szczęśliwej. Oczy jej błyszczały i śmiała się.   

Chciał  podejść  do  nich  i  przyłączyć  się,  ale  nie  potrafił  się  na  to  zdobyć.  Wolał  nie 

widzieć, jak zmienia się wyraz jej twarzy. Pragnął ją namówić, aby z nim została, aby zaczęli 

jeszcze  raz.  Po  to  tu  przyjechał.  Ale  jak  mógł  to  zrobić?  Wyglądała  jak  ptak,  którego 

wypuszczono klatki. Należała do tego miejsca i tu była szczęśliwa.   

Chloe coś do niej powiedziała i Lucy uklękła przed nią. Roztarta jej ręce między swoimi, 

najwyraźniej, aby je rozgrzać. Mógł namówić ją, aby została ze względu na dziewczynki, ale 

nie chciał tego robić. Nie teraz.   

– Tata! Tata! – Abby dostrzegła go i zaczęła biec w jego kierunku.   

Otworzył ramiona, aby ją złapać.   

– Widziałeś sztuczne ognie? Widziałeś? – córka zarzucała go pytaniami.   

Dominik wstał i czekał na Lucy. Miała lekko zaróżowiony z zimna nos i rozwiane włosy. 

Jak przewidywał, gdy tylko do niego podeszła, wyraz jej twarzy uległ diametralnej zmianie.   

– Witaj – powiedział cicho.   

– Nie spodziewałam się ciebie tutaj.   

– Ja też nie wiedziałem, że przyjadę. Zdecydowałem się dziś rano.   

– Coś się stało? 

– Będziemy mieli hot dogi i pieczone ziemniaki. – Chloe ciągnęła go za rękaw.   

– W ogrodzie mamy grill – wyjaśniła Lucy, wciskając dłonie w kieszenie kurtki.   

Dominik ujął Chloe za rękę, nie spuszczał jednak wzroku z Lucy.   

–  Dominik!  Lucy  nic  nie  powiedziała,  że  przyjedziesz.  –  Matka  Lucy  uścisnęła  go  na 

powitanie.   

– Bo to niespodzianka.   

– Rozumiem. – Spojrzała na niego, a potem przeniosła wzrok na Lucy.   

– Wezmę dziewczynki i zrobię im hot dogi – Moglibyśmy pójść wszyscy...   

Dominik  chciał  dotknąć  twarzy  Lucy,  sprawić,  aby  zniknął  z  niej  wyraz  niepokoju  i 

zatroskania, który pojawił się, jak tylko go dostrzegła.   

– Nie jestem głodna.   

–  W  takim  razie  zabierz  Lucy  do  domu.  Dziewczynki  pojadą  ze  mną.  Odbierzecie  je 

później. Będziecie mieli trochę czasu dla siebie. – Matka Lucy wzięła dziewczynki za ręce i 

ruszyła przez pole.   

Dominik patrzył, jak Lucy spogląda za córkami.   

background image

– Chcesz coś zjeść? – spytał, zmuszając ją, aby na niego spojrzała.   

– Nie, dziękuję. – Odrzuciła włosy z twarzy, jakby postanawiając, ze będzie wyglądała na 

zrelaksowaną. – Nie wiedziałam, że skończysz wcześniej.   

– Bo nie skończyłem.   

– W takim razie, dlaczego... ? 

– Nie wiedziałem, dokąd pojechałaś, Lucy – powiedział cicho.   

– Ale zostawiłam wiadomość Fionnuli! Nie powiedziała ci? 

– Tylko tyle, że wyjechałyście.   

– Och! – Najwyraźniej nie rozumiała. Widział to po jej spojrzeniu.   

– Pokłóciliśmy się.   

Lucy  skinęła  głową,  ale  po  jej  minie  widział,  że  nie  bardzo  wie,  co  ma  na  myśli.  Nie 

mogła wiedzieć, że Fionnula wróciła do Londynu, twierdząc, że nie ma pojęcia, dokąd mogła 

się  udać  ta    ”całkowicie  pozbawiona  gustu  osoba  ”,  którą  poślubił.  Wrócił  więc  do  domu  i 

przekonał się, że Lucy tam nie ma. Spędził trzy godziny przy telefonie, starając się dodzwonić 

do  Jessie,  w  nadziei,  że  od  niej  dowie  się,  gdzie  zniknęła  Lucy.  Nie  wiedziała  też,  że 

przyjechał tu, bo musiał się z nią zobaczyć. Tego wszystkiego nie mógł jej powiedzieć.   

– Przepraszam. Powinnam była powiedzieć ci to osobiście, ale Fionnula oznajmiła mi, że 

macie się zobaczyć na kolacji i że nie lubisz, kiedy przeszkadza ci się w pracy.   

Dominik  mimowolnie  zacisnął  ręce  w  pięści.  Dobrze,  że  Fionnuli  tu  nie  było.  Zrobił 

głęboki wdech i odezwał się spokojnie.   

– Kiedy nie zastałem was w domu, zacząłem się niepokoić.   

– Przepraszam. Powinnam wziąć ze sobą telefon komórkowy, jak nas znalazłeś? 

– Przez Jessie, Twoja sąsiadka powiedziała mi, że poszłyście oglądać sztuczne ognie. A 

potem zobaczyłem te wszystkie samochody i straciłem nadzieję, że was znajdę.   

– To bardzo popularny pokaz... – Głos Lucy lekko drżał. – Po co przyjechałeś? Mogłeś po 

prostu zadzwonić do domu.   

Dom.  Dopiero  kiedy  użyła  tego  prostego  słowa,  zdał  sobie  sprawę,  że  już  od  dawna 

wiedział.  Tu  był  jej  dom.  W  Shropshire.  Ta  była  szczęśliwa  z  Michaelem.  Tu  chciała 

mieszkać.   

–  Musiałem  cię  zobaczyć.  Porozmawiać  z  tobą.  Nie  chciałem,  żebyś  z  mojego  powodu 

czuła się nieszczęśliwa – powiedział w końcu.   

– Tak? U mnie wszystko w porządku. – Lucy mogła myśleć tylko o jednym. Nosi w łonie 

jego dziecko. Musi mu o nim powiedzieć. A może już wie? Może Jessie coś mu wspomniała? 

– To nieprawda, mam rację? Jesteś tak samo nieszczęśliwa, jak ja.   

Lucy  nie  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Dominik  westchnął,  jakby  szukał  odpowiednich 

słów. Na jego twarzy malowała się troska.   

–  Wiem,  że  od  czasu  ślubu  jesteś  w  bardzo  smutnym  nastroju.  Chciałem  namawiać  cię, 

abyś została, ale...   

Ale co? Lucy poczuła, że krew odpływa jej z twarzy.   

– Ale? – zachęciła go.   

–  Myślę,  że  powinniśmy  spojrzeć  prawdzie  w  oczy.  Jestem  pewien,  że  uda  nam  się  coś 

background image

wymyślić.   

Chciała  wykrzyczeć  mu  prosto  w  twarz,  że  nosi  jego  dziecko,  ale  nie  mogła  wydobyć 

słów z zaciśniętego gardła. Nie pomyślała, że Dominik może mieć własne plany.   

–  Chcesz  skończyć  nasze  małżeństwo?  Tak?  Westchnął  ciężko  i  przejechał  dłonią  po 

włosach.   

–  Myślę,  że  uda  nam  się  znaleźć  sposób,  aby  zajmować  się  dziewczynkami  bez 

wchodzenia sobie w drogę. Czas skończyć tę farsę.   

A więc już po wszystkim. Popatrzyła na niego uważnie. Co teraz czuł? Żal? Wiedział, że 

go kocha? Może dlatego właśnie chciał skończyć ich związek? 

Wiedziała,  że  jeśli  powie  mu  teraz  o  dziecku,  zostanie.  Pokusa  była  wielka,  ale  musiała 

się  jej  oprzeć.  Musi  mu  dać  szansę  na  szczęście.  Da  sobie  radę.  Skoro  uważa,  że  znajdą 

sposób,  by  podzielić  się  dziewczynkami,  jakoś  ułożą  wzajemne  relacje  z nowym  dzieckiem. 

Gdyby mu teraz powiedziała, wzbudziłaby w nim jedynie poczucie winy.   

– Dlaczego akurat teraz? Czy to z powodu Fionnuli? 

– Daj spokój. Ona w ogóle się tu nie liczy.   

– Przepraszam. Pomyślałam tylko... Wiem, że ona jest tobą zainteresowana – zakończyła 

stanowczo.   

Zaczął się pokaz sztucznych ogni. Ludzie przysunęli się bliżej do miejsca, w którym stali.   

–  Chodźmy  stąd  –  Dominik  pociągnął  ją  za  rękaw.  –  Wiem,  że  Fionnula  jest  mną 

zainteresowana.  –  Sprawiał  wrażenie  zakłopotanego.  –  Ale  ja  nie.  Wiem  też,  że  Vanessa 

miała nadzieję...   

– Jasper powiedział mi, że Fionnula ci się nie podoba.   

– Tak? Jest bystrzejszy  ode mnie. Ja zdałem sobie sprawę z jej gry, dopiero gdy chciała 

mnie przekonać, że odeszłaś. Przepraszam. Powinienem był wcześniej to zauważyć.   

– Teraz to i tak nie ma znaczenia. – Lucy otworzyła szeroko furtkę.   

– Chciała we mnie wmówić, że nie byłaś w stanie poradzić sobie z życiem w Londynie i 

odeszłaś.   

– Nie odeszłam.   

– Nie.   

–  Nie  zrobiłabym  tego,  nie  porozmawiawszy  uprzednio  z  tobą.  –  Ale  o  dziecku  mu  nie 

powiedziała. Sumienie mówiło jej, że nie postępuje fair. Powinna dać mu możliwość wyboru. 

Z  drugiej  strony  nie  mogła  pozwolić  na  to,  aby  został  z  nią  tylko  ze  względu  na  dziecko.  – 

Ale Vanessa ma chyba rację. Nie bardzo podoba mi się życie w Londynie.   

– Nie jest w twoim stylu.   

– Potrzebujesz żony, która będzie reprezentować cię przed światem. Kogoś, kto będzie to 

lubił.  Rozumiem  to.  Nadal  uważam,  że  musimy  zrobić  wszystko,  co  najlepsze  dla 

dziewczynek. – Dziwiła się samej sobie, że może to mówić tak spokojnie.   

– Miały szansę poznać nas tak dobrze, jak poznały siebie same.   

Lucy wolno szła przez parking w kierunku samochodu.   

– Tak więc warto było spróbować.   

– Zdecydowanie tak.   

background image

Zrobiła głęboki wdech. Serce omal nie pękło jej z bólu. Czuła się mniej więcej tak jak w 

chwili, kiedy lekarze powiedzieli jej o chorobie Michaela, a potem kiedy dowiedziała się, że 

Chloe nie jest jej biologicznym dzieckiem. Ból tak wielki, że trudny do zniesienia.   

– Co teraz? Chcesz rozwodu? 

Dominik podniósł kołnierz płaszcza, żeby osłonić się przed zimnem.   

– Z czasem być może tak. Nie powinniśmy postanawiać niczego zbyt pochopnie...   

– Nie wiem nic o rozwodach. Jak długo to trwa? 

–  Jak  już  powiedziałem,  nie  musimy  się  spieszyć.  Trzeba  spokojnie  zastanowić  się  nad 

podziałem majątku.   

– Mam pieniądze. Mam dom...   

–  Może  poszukalibyśmy  jakiegoś  domu  na  wsi?  Może  dwóch  domów  ze  wspólnym 

ogrodem? Co o tym myślisz? 

Jego propozycja zabrzmiała dla niej jak jakaś wymyślna tortura. Widywać go i wiedzieć, 

ż

e nigdy nie będzie należał do niej? 

– A jeśli ponownie się ożenisz? 

– Albo ty wyjdziesz za mąż...   

Popatrzyła  na  niego.  Nie  potrafiła  sobie  tego  wyobrazić,  ale  nie  mogła  mu  o  tym 

powiedzieć. Nosiła w łonie jego dziecko.   

Stanęli przed drzwiami jej domu.   

– W takim razie co zrobimy teraz? 

– Ja muszę pojechać do  Northumberland, żeby dokończyć pracę. Kiedy  wrócę, będziesz 

mogła rozejrzeć się za jakimś mieszkaniem.   

Przekręciła klucz i weszła do środka.   

–  Oczywiście,  jeśli  kogoś  poznasz,  weźmiemy  rozwód.  Popatrzyła  na  niego.  Stał  w 

drzwiach,  wypełniając  sobą  całą  przestrzeń.  Zdjęła  płaszcz  i  delikatnie  przewiesiła  go  przez 

oparcie fotela.   

–  Przepraszam,  że  nie  ma  wieszaka.  Odpadł  kilka  miesięcy  temu  i  jakoś  nie  miałam 

czasu, żeby...   

– Lucy? 

Wszystko, co kochała, skończyło się. Rozmawiali o przyszłości, w której nie było miejsca 

na miłość. Dominik jej nie kocha.   

– Nie, Lucy! Błagam cię, nie płacz! – Objął ją i przytulił do piersi. – Zobaczysz, wszystko 

się ułoży. Nie powinienem był zmuszać cię do tego małżeństwa. Przepraszam.   

To nie była jego wina.   

– Od początku mówiłeś mi, że nie będziesz mógł mnie pokochać.   

– Byłem idiotą. Oddałbym wszystko, żeby uczynić cię szczęśliwą.   

Podniosła na niego zdziwiony wzrok.   

–  Naprawdę?  –  szepnęła,  niezdolna  oderwać  wzroku  od  wpatrzonych  w  nią  błękitnych 

oczu.   

Jego ramiona objęły ją ciaśniej i nagle poczuła, że ją całuje.  I to tak, jakby  naprawdę ją 

kochał.  Gdzieś  w  zakamarkach  jej  świadomości  odezwał  się  ostrzegawczy  głos,  ale 

background image

zignorowała go. Była szczęśliwa.   

Po chwili Dominik oderwał się od niej.   

– Nie odchodź, Lucy.   

– Ja...   

–  Zostań  ze  mną.  Kocham  cię  i  potrzebuję.  Powinienem  był  wcześniej  ci  o  tym 

powiedzieć, ale sam o tym nie wiedziałem.   

Po jej policzkach popłynęły łzy.   

–  Wiem,  że  to  jest  wbrew  naszym  ustaleniom.  Obiecałem  ci,  że  nigdy  się  w  tobie  nie 

zakocham. Sam jestem tym zaskoczony. Nie wiem, jak to się stało, ale kocham cię.   

Delikatnie uniósł jej twarz.   

–  Byłaś  nieszczęśliwa,  a  ja  nie  zrobiłem  nic,  aby  temu  zaradzić.  Powinienem  był 

zorientować  się  w  zamiarach  Fionnuli.  Wybacz  mi,  jeśli  potrafisz.  A  jeżeli  nadal  chcesz, 

ż

ebym zwrócił ci wolność, zrozumiem cię.   

– A jeśli nie chcę? 

Dominik  zacisnął  palce  na  jej  ramionach,  a  w  jego  oczach  pojawił  się  wyraz 

niedowierzania. Lucy lekko dotknęła jego twarzy.   

– Kocham cię – powiedziała wolno. – Byłam nieszczęśliwa, ponieważ nie sądziłam, że ty 

mógłbyś kiedykolwiek mnie pokochać...   

– Naprawdę mnie kochasz? 

W  odpowiedzi  tylko  się  uśmiechnęła  i  mocno  przylgnęła  ustami  do  jego  ust  Kiedy 

przerwali,  Dominik  ujął  jej  twarz  w  dłonie  i  popatrzył  w  oczy  –  Powinienem  był  wyznać  ci 

prawdę.  Jeszcze  przed  ślubem  zrozumiałem,  jak  bardzo  cię  kocham.  Miałem  ogromne 

poczucie winy.   

– Zapewne z powodu Eloise.   

– Częściowo też. Ale głównie dlatego, że od śmierci Michaela minęło tak niewiele czasu.   

Lucy oparła czoło o jego pierś i wsłuchując się w bicie jego serca, zebrała się na odwagę, 

by zadać mu pytanie, które dręczyło ją do dawna.   

– To dlatego powiedziałeś mi, że byłam pomyłką? 

– Nie ty. Ty byłaś wspaniała. Naprawdę myślałaś, że... ? 

–  Potrząsnął  z  niedowierzaniem  głową.  –  Powiedziałem  to,  co  sądziłem,  że  chcesz 

usłyszeć. – Dlaczego, twoim zdaniem, chciałam to usłyszeć? 

– Bo płakałaś.   

– Kiedy? – Lucy zmarszczyła brwi.   

–  Kiedy  się  kochaliśmy.  Widziałem  twoje  łzy  i  wiem,  że  myślałaś  wtedy  o  Michaelu. 

Wiedziałem, że w jakiś sposób cię wykorzystałem i...   

– Nie – Lucy stanowczo pokręciła głową.   

– Nie? 

–  Płakałam  z  twojego  powodu.  Wiedziałam,  że  cię  kocham  i  że  to,  co  się  między  nami 

wydarzyło,  było  naprawdę  wspaniałe.  Wiedziałam,  że  nigdy  nie  będę  taka  jak  Eloise,  ale 

myślałam...   

– Nie chcę, żebyś była jak Eloise. Kochałem ją i zawsze będę kochał wspomnienia czasu, 

background image

jaki z nią spędziłem. Podobnie jak ty zawsze będziesz kochać Michaela.   

– Uśmiechnął się. – Przemyślenie tego zajęło mi trochę czasu, ale wreszcie pojąłem, jak 

to jest. Gdybyśmy ich nie znali i nie kochali, bylibyśmy teraz zupełnie innymi ludźmi.   

– Pocałował ją lekko. – Jesteśmy tacy, jakimi nas uczynili.   

I osoba, którą teraz jestem, jest po uszy zakochana w osobie, jaką jesteś ty.   

Lucy czuła, jak bardzo jest wzruszony.   

– Co teraz zrobimy? 

– Nadrobimy cały stracony czas. Wrócimy do Londynu, sprzedamy dom i rozejrzymy się 

za czymś, co będzie  podobało się nam obojgu. Zaczniemy wszystko od nowa. –  Uśmiechnął 

się. – A więc, pani Grayling, każe mi pani nadal  stać w tym holu, czy też wpuści mnie pani 

gdzieś, gdzie będę mógł pokazać, jak bardzo panią kocham? 

Lucy zawahała się.   

– Mam jeden warunek. – Jaki? 

–  Obiecaj,  że  jak  się  obudzę,  będziesz  przy  mnie.  Dominik  delikatnie  pocałował  ją  w 

głowę.   

– Masz to jak w banku.   

– Wiesz, mogę cię rano potrzebować. Ktoś w końcu musi przynieść mi filiżankę herbaty i 

herbatnika. – Spojrzała na niego, zastanawiając się, czy zrozumiał.   

Dominik chciał coś powiedzieć, ale zmienił zamiar.   

–  Będę  miała  dziecko  –  oznajmiła  wprost.  –  Wiem,  że  powinnam  ci  była  powiedzieć 

wcześniej, ale...   

– Nasze dziecko? – Dominik spojrzał na nią z niedowierzaniem.   

Zdenerwowana skinęła głową.   

–  Chciałam  ci  powiedzieć  wcześniej,  ale  kiedy  oznajmiłeś  mi,  że  zamierzasz  odejść... 

Jesteś zły? 

Dominik odruchowo dotknął ręką jej brzucha.   

– Od jak dawna wiesz? 

– Od niedawna. Przyjechałam tu, aby wszystko przemyśleć. Nie chciałam, abyś został ze 

mną  tylko  ze  względu  na  dziecko.  Skoro  postanowiłeś  się  ze  mną  rozwieść,  chciałam,  abyś 

mógł odejść z czystym sumieniem. – Przygryzła nerwowo wargę.   

Dominik jęknął i przytulił ją do siebie.   

–  Jesteś  niewiarygodna,  Lucy.  Tak  bardzo  cię  kocham.  Nie  mogę  w  to  uwierzyć!  Nasze 

dziecko? 

Uśmiechnęła się. Zaczynała wierzyć w autentyczność jego wyznań.   

– Twoje i moje.   

–  Podoba  mi  się,  jak  to  brzmi.  –  Ujął  ją  za  rękę  i  pociągnął  w  stronę  schodów.  –  Masz 

jeszcze jakieś niespodzianki dla mnie? 

– Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.   

–  W  takim  razie  –  zatrzymał  się,  żeby  ją  pocałować  –  idziemy  do  łóżka.  Z  tego,  co 

pamiętam o małych dzieciach, nie powinniśmy tracić ani jednej chwili.   

background image

EPILOG 

 

Lucy  spojrzała  na  dom,  który  wybrali  razem  z  Dominikiem.  Jego  wyremontowanie 

kosztowało ich sporo wysiłku, ale był to dom ich marzeń.   

Szafirowa suknia, którą włożyła na ten wieczór, miękko rozłożyła się na podłodze, kiedy 

Lucy pochyliła się, aby podnieść jakąś zabawkę.   

–  Wyglądasz  zachwycająco.  –  Dominik  stanął  obok  niej  i  objął  ją  w  talu.  –  Jak  zwykle 

zresztą.   

– Tak myślisz? 

– Tak jest. Jak powiedziała kiedyś Jessie, jesteś moim największym skarbem. – Obrócił ją 

do siebie i przytulił – Nie mamy czasu. Zapomniałeś, że idziemy na uroczystą kolację? 

Dominik pochylił się i pocałował ją w kark.   

–  Teraz  już  wiem,  dlaczego  kobiety  upinają  włosy  do  góry.  Po  to,  aby  mężczyzna  mógł 

bez trudu...   

–  Dom,  takie  zachowanie  może  wprawić  dziewczynę  w  zakłopotanie.  Upewnij  się,  że 

wziąłeś tekst przemówienia i przestań mnie wreszcie zawstydzać.   

Dominik wyprostował się i zajrzał do kieszeni marynarki.   

– Wesz, że jeśli nie wygram, nie usłyszysz mojego przemówienia? 

– A jest dobre? 

– Powiedziałbym raczej, że ważne. Lucy zmarszczyła brwi.   

– Dlaczego? 

–  Ponieważ,  jeśli  nie  wygram,  nie  usłyszysz,  jak  dziękuję  mojej  żonie  za  to,  że 

przywróciła  mnie  do  życia...  a  chciałbym,  żeby  ona  miała  tego  pełną  świadomość.  Bez  niej 

byłbym nikim. Chcę jej podziękować za Chloe i Abby i za naszych chłopców. Za Benjamina i 

Edwarda.  –  Pocałował  ją  lekko,  –  I  za  wszystko,  czym  Bóg  jeszcze  zechce  nas  obdarzyć  – 

Cała przyjemność po mojej stronie.   

– W dowód tej wdzięczności chciałbym jej coś podarować. – Sięgnął do kieszeni i wyjął z 

niej małe pudełko.   

Wzięła je z jego rąk i spojrzała na niego pytająco.   

– Otwórz.   

Lucy  otworzyła  delikatny  zameczek  i  spojrzała  na  zawartość.  Z  wrażenia  na  chwilę 

odebrało jej głos.   

– Naszyjnik Jaspera – wyszeptała zachwycona.   

– Teraz już twój. Widziałem projekt i poprosiłem, aby zrobił go dla ciebie. – Uśmiechnął 

się  i  delikatnie  dotknął  zagłębienia  na  jej  szyi  –  Pomyślałem,  że  będzie  się  tu  doskonale 

prezentował. – Pocałował ją z czułością.   

– Kocham cię – szepnęła.   

Dominik uśmiechnął się uśmiechem, na widok którego zawsze lekko kręciło się w jej w 

głowie.   

– Ja ciebie także. Kocham cię i będę kochał zawsze.