background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Anthony de Mello 

 

Ś P I E W            P T A K A 

 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 

JEDZ SAM OWOCE 

 
 
Pewnego razu ucze

ń

 skar

Ŝ

ył si

ę

 mistrzowi: 

-  Opowiadasz nam ró

Ŝ

ne historie,  

   a nigdy nie odkryjesz ich znaczenia. 
Mistrz odpowiedział: 
- Czy byłby

ś

 zadowolony, gdyby ci kto

ś

 ofiarował owoc  

  i pogryzł go przedtem? 
 
 
Nikt nie mo

Ŝ

e odkry

ć

 za ciebie twojego znaczenia. Nawet mistrz. 

 
 
 

ISTOTNA RÓśNICA

 

 
 
Zapytano raz Uwaisa, wyznawc

ę

 sufi: 

- Co takiego dała ci Łaska: 
Odpowiedział: 
- Kiedy budz

ę

 si

ę

 rano, 

  czuje si

ę

 jak człowiek, 

  który nie jest pewien, 
  czy do

Ŝ

yje wieczora. 

Ponownie go zapytano: 
- Ale o czy

Ŝ

 nie wiedza o tym wszyscy? 

Odpowiedział Uwais: 
- Tak, oczywi

ś

cie, ze wiedza, 

  lecz nie wszyscy to czuj

ą

 
 
Nikt si

ę

 jeszcze nie upił intelektualnym rozumieniem  

słowa WINO. 
 
 

ŚPIEW PTAKA

 

 
 
Uczniowie mieli wiele pyta

ń

 na temat Boga, 

Mistrz im powiedział: 
- Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny. 
  Ka

Ŝ

de twierdzenie o Nim, 

  ka

Ŝ

da odpowiedz na wasze pytanie 

  b

ę

dzie zniekształceniem Prawdy. 

Uczniowie byli zaskoczeni: 
- W takim razie, dlaczego mówisz o Nim? 
- A dlaczego 

ś

piewa ptak? - odpowiedział mistrz. 

background image

 
 
Ptak nie 

ś

piewa dlatego, 

Ŝ

e ma do przekazania jakie

ś

 twierdzenie. 

Ś

piewa, poniewa

Ŝ

 ma 

ś

piew. 

 
Słowa uczniów musz

ą

 by

ć

 zrozumiałe. Słowa mistrza nie musz

ą

 

takimi by

ć

. Musz

ą

 by

ć

 jedynie słyszane, w taki sposób, 

w jaki słucha si

ę

 wiatru w drzewach, szumu rzeki czy 

ś

piewu ptaka. 

One rozbudzaj

ą

 w tym, kto słucha, co

ś

 co le

Ŝ

y poza wszelkim 

rozumieniem. 
 
 
 

śĄDŁO

 

 
 
Był raz 

ś

wi

ę

ty, który posiadał dar mówienia j

ę

zykiem mrówek. 

Zbli

Ŝ

ył si

ę

 do takiej, która wygl

ą

dała na bardziej wykształcon

ą

,  

i zapytał: 
- Jaki jest Wszechmog

ą

cy? Czy jest w czym

ś

 podobny do mrówek? 

Uczona mrówka odpowiedziała:  
- Wszechmog

ą

cy? Absolutnie nie. My, mrówki, 

  jak widzisz, mamy tylko jedno 

Ŝą

dło. 

  Ale Wszechmog

ą

cy ma dwa. 

 
 
Scenka pod wpływem tej bajki: 
 
Kiedy zapytał j

ą

, jakie jest niebo, uczona mrówka opowiedziała 

uroczy

ś

cie: 

- Tam b

ę

dziemy wszystkie jak On, ka

Ŝ

da z dwoma 

Ŝą

dłami, 

  chocia

Ŝ

 mniejszymi. 

 
Istnieje ostry spór pomi

ę

dzy ró

Ŝ

nymi szkołami my

ś

li religijnej 

na temat miejsca, w którym znajdzie si

ę

 drugie 

Ŝą

dło  

w niebia

ń

skim ciele mrówki. 

 
 
 

SŁOŃ I MYSZ

 

 
 
Pewien sło

ń

 k

ą

pał si

ę

 spokojnie w sadzawce, 

ś

rodku d

Ŝ

ungli, gdy podeszła do sadzawki mysz i zacz

ę

ła nalega

ć

by sło

ń

 wyszedł z wody. 

- Nie chc

ę

 - rzekł sło

ń

 - jest mi tu dobrze i wypraszam sobie, 

  by mi przeszkadzano. 
- Powtarzam, masz zaraz wyj

ść

 z wody! - powiedziała mysz. 

- A dlaczego? - zapytał sło

ń

- Powiem ci dopiero, gdy wyjdziesz  z sadzawki - odpowiedziała mysz. 
- W takim razie ani my

ś

l

ę

 wychodzi

ć

 - rzekł sło

ń

Wreszcie jednak to zrobił. Wyszedł ci

ęŜ

ko z wody, stan

ą

ł przed mysz

ą

i rzekł: 

background image

- No dobrze, dlaczego chciała

ś

, abym wyszedł z wody? 

ś

eby sprawdzi

ć

, czy nie zało

Ŝ

yłe

ś

 moich k

ą

pielówek -  

  odpowiedziała mysz. 
 
 
Jest niesko

ń

czenie łatwiej słoniowi zało

Ŝ

y

ć

 k

ą

pielówki myszy, 

ni

Ŝ

 Bogu zmieni

ć

 si

ę

 w naszych szkolnych poj

ę

ciach o Nim. 

 
 
 

 

 

 

KRÓLEWSKI GOŁĄB

 

 
 
Nasruddin został pierwszym ministrem króla. 
Pewnego razu, kiedy przechadzał si

ę

 po pałacu, 

zobaczył po raz pierwszy w 

Ŝ

yciu królewskiego sokoła. 

 
Do tej pory Nasruddin nigdy nie widział takiego goł

ę

bia. 

Wzi

ą

ł wi

ę

c no

Ŝ

yce i poprzycinał pazury, skrzydła 

i dziób sokoła.  
 
- Teraz wygl

ą

dasz na ptaka jak nale

Ŝ

y - powiedział. 

  Twój opiekun wcale si

ę

 o ciebie nie troszczył. 

 
 
Biada ludziom religijnym, którzy nie znaj

ą

 innego 

ś

wiata ni

Ŝ

 ten, 

w którym 

Ŝ

yj

ą

, i nie maj

ą

 nic do nauczenia si

ę

 od ludzi,  

z którymi rozmawiaj

ą

 
 
 

JAK MAŁPA URATOWAŁA RYBĘ

 

 
 
- Co ty, do licha, wyrabiasz? - zapytałem małp

ę

 widz

ą

c, 

  

Ŝ

e wyci

ą

ga ryb

ę

 wody i układa j

ą

 na gał

ę

ziach drzewa. 

- Ratuj

ę

 j

ą

 od utoni

ę

cia - odpowiedziała mi. 

 
 
To, co dla jednego jest po

Ŝ

ywieniem, jest trucizn

ą

 dla drugiego. 

Sło

ń

ce, które orłowi pozwala widzie

ć

, o

ś

lepia sow

ę

 
 
 

background image

SÓL I BAWEŁNA W RZECE

 

 
 
Nasruddin wiózł ładunek soli na targ. Jego osioł musiał 
przej

ść

 przez rzek

ę

 i sól si

ę

 rozpu

ś

ciła. 

Na drugim brzegu zwierz

ę

 zacz

ę

ło biec wielce zadowolone, 

zauwa

Ŝ

ywszy, 

Ŝ

e ładunek jest lekki. 

Ale Nasruddin był zły. 
 
W nast

ę

pnym dzie

ń

 targowy Nasruddin okrył worki bawełn

ą

Przechodz

ą

c przez rzek

ę

. osioł prawie ton

ą

ł z powodu 

wielkiego ci

ęŜ

aru. 

 
- Uspokój si

ę

 - rzekł zadowolony Nasruddin - to ci

ę

 nauczy, 

  

Ŝ

e nie ka

Ŝ

de przej

ś

cie przez wod

ę

 b

ę

dzie dla ciebie zyskowne. 

 
 
Dwóch ludzi przyj

ę

ło religi

ę

. Jeden z nich wyszedł o

Ŝ

ywiony. 

Drugi si

ę

 udusił. 

 
 
 

 

POSZUKIWANIE OSŁA

 

 
 
Wszyscy si

ę

 przel

ę

kli na widok mułły Nasruddina na o

ś

le, 

przemierzaj

ą

cego w po

ś

piechu ulice wioski. 

 
- A dok

ą

d to, mułło? - pytali go. 

- Szukam mojego osła - opowiedział mułła  
  nie zatrzymuj

ą

c si

ę

 nawet. 

 
 
Widziano pewnego razu mistrza zen Rinzaia, szukaj

ą

cego  

swego własnego ciała. Jego co głupszym uczniom  
wydawało si

ę

 bardzo zabawne. 

 
Czasem mo

Ŝ

na spotka

ć

 ludzi powa

Ŝ

nie szukaj

ą

cych Boga! 

  
 
 

PRAWDZIWA DUCHOWOŚĆ

 

 
 
Zapytano raz mistrza: 
- Co to jest duchowo

ść

- Duchowo

ść

 - odpowiedział - to jest to, co pozwala  

  człowiekowi osi

ą

gn

ąć

 wewn

ę

trzn

ą

 przemian

ę

background image

 
- Je

ś

li za

ś

 ja stosuj

ę

 metody tradycyjne, jakie przekazali nam  

  mistrzowie,  czy nie jest to duchowo

ś

ci

ą

 
- Nie b

ę

dzie duchowo

ś

ci

ą

, je

Ŝ

eli dla ciebie nie spełnia tego zadania. 

  Koc nie jest kocem je

ś

li si

ę

 nie grzeje. 

 
- Znaczy to, 

Ŝ

e duchowo

ść

 si

ę

 zmienia? 

 
- Ludzie si

ę

 zmieniaj

ą

, a równie

Ŝ

 ich potrzeby. 

  I tak, co kiedy

ś

 było duchowo

ś

ci

ą

, ju

Ŝ

 ni

ą

 nie jest. 

  To, co cz

ę

sto uchodzi za duchowo

ść

,  

  jest jedynie powtarzaniem dawnych metod. 
  
 
Ubranie trzeba kroi

ć

 na miar

ę

 człowieka, a nie człowieka 

na miar

ę

 ubrania. 

 
 
 

MAŁA RYBKA

 

 
 
- Przepraszam pani

ą

 - rzekła jedna morska ryba  

  do drugiej - jest pani starsza ode mnie i bardziej  
  do

ś

wiadczona, pewnie b

ę

dzie mi pani mogła dopomóc. 

  Prosz

ę

 mi powiedzie

ć

, gdzie mog

ę

 znale

źć

 to, co nazywaj

ą

 

  oceanem? Szukałam ju

Ŝ

 wsz

ę

dzie - bez rezultatu. 

 
- Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz - odpowiedziała 
  stara ryba. 
 
- To? Przecie

Ŝ

 to tylko woda... 

  A ja szukam oceanu - odparła rozczarowana młoda ryba 
  odpływaj

ą

c, by szuka

ć

 gdzie indziej. 

 
 
Przyszedł do mistrza w stroju sannyasi i przemówił 
j

ę

zykiem sannyasi: 

- Szukałem Boga przez całe lata. Zostawiłem dom  
  i szukałem wsz

ę

dzie, gdziekolwiek On mówił, 

Ŝ

e jest: 

  na szczytach gór, w 

ś

rodku pustyni, w milczeniu klasztorów, 

  i w lepiankach ubogich. 
- I spotkałe

ś

 Go? -  zapytał mistrz. 

- Byłbym pyszałkiem i kłamc

ą

, gdybym powiedział, 

Ŝ

e tak. 

  Nie, nie spotkałem Go. A ty? 
 

Ŝ

 mistrz mógł odpowiedzie

ć

? Zachodz

ą

ce sło

ń

ce zalewało 

pokój promieniami pozłacanego 

ś

wiatła. Setki wróbli 

ś

wiergotało 

na zewn

ą

trz, w gał

ę

ziach pobliskiego bananowca. 

Z daleka słycha

ć

 było swoisty hałas ulicy. Komar bzyczał 

przy uchu ostrzegaj

ą

c, 

Ŝ

e zamierza atakowa

ć

... I mimo to 

ten biedny człowiek mógł usi

ąść

 sobie tutaj i powiedzie

ć

,  

Ŝ

e nie spotkał Boga, 

Ŝ

e ci

ą

gle szuka! 

 

background image

Po chwili zrezygnowany wyszedł z domu mistrza. 
Poszedł szuka

ć

 gdzie indziej. 

 
                             * * *  
Przesta

ń

 szuka

ć

, mała rybko. Nie ma czego szuka

ć

Musisz tylko stan

ąć

 spokojnie, otworzy

ć

 oczy i patrze

ć

Nie mo

Ŝ

esz Go nie zobaczy

ć

 
 
 

SŁYSZAŁEŚ ŚPIEW TEGO PTAKA?

 

 
 
 
Hindui

ś

ci indyjscy utworzyli czaruj

ą

cy obraz relacji 

mi

ę

dzy Bogiem a jego stworzeniem. Bóg "ta

ń

czy" 

swoje stworzenie. On jest tancerzem, stworzenie 
jest ta

ń

cem.  Taniec jest czym

ś

 innym ni

Ŝ

 Tancerz, 

lecz mimo to nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 niezale

Ŝ

nie od Niego. 

Nie jest rzecz

ą

, któr

ą

 mo

Ŝ

esz zabra

ć

 do domu w pudełku, 

je

ś

li ci si

ę

 spodoba. Gdy Tancerz si

ę

 zatrzymuje, 

taniec przestaje istnie

ć

 

 
W swym poszukiwaniu Boga człowiek my

ś

li za du

Ŝ

o, 

za du

Ŝ

o rozwa

Ŝ

a, za du

Ŝ

o mówi. Nawet kiedy kontempluje 

ten taniec, który nazywamy stworzeniem, cały czas my

ś

li,  

mówi ( do siebie lub do innych ), rozwa

Ŝ

a, analizuje, filozofuje. 

Słowa, słowa, słowa... Hałas, hałas, hałas... 
 
Milcz i patrz na taniec. Po prostu, patrz: gwiazda, kwiat,  
zbutwiały li

ść

, ptak, kamie

ń

... Nadaje si

ę

 do tego ka

Ŝ

da 

cz

ęść

 ta

ń

ca. Patrz. Słuchaj. W

ą

chaj. Dotykaj. Smakuj. 

I bez w

ą

tpienia zobaczysz Jego, Tancerza we własnej osobie. 

 
 
Ucze

ń

 ci

ą

gle si

ę

 skar

Ŝ

ył swemu mistrzowi zen: 

- Stale ukrywasz przede mn

ą

 ostatni

ą

 tajemnic

ę

 zen. 

I nie chciał wierzy

ć

 w zaprzeczenia mistrza. 

Pewnego dnia mistrz zabrał go na spacer w góry. 
Gdy szli, usłyszeli 

ś

piew ptaka. 

- Słyszałe

ś

 

ś

piew tego ptaka? - zapytał go mistrz. 

- Tak - odpowiedział ucze

ń

- No wi

ę

c dobrze, teraz ju

Ŝ

 wiesz,  

  

Ŝ

e nic przed tob

ą

 nie ukrywałem. 

- Tak - przytakn

ą

ł ucze

ń

 
 
Je

ś

li rzeczywi

ś

cie słyszałe

ś

 jak 

ś

piewa ptak,  

je

ś

li rzeczywi

ś

cie widziałe

ś

 drzewo... powiniene

ś

 

wiedzie

ć

 wi

ę

cej, ni

Ŝ

 wyra

Ŝ

aj

ą

 słowa i poj

ę

cia. 

 
Co mówisz? 

ś

e słyszałe

ś

 

ś

piew dziesi

ą

tków ptaków 

i widziałe

ś

 setki drzew? Zgoda. Ale to, co widziałe

ś

to było drzewo czy jego opis? Je

ś

li patrzysz na drzewo 

i widzisz cud - wtedy wreszcie zobaczyłe

ś

 drzewo! 

background image

Czy twoje serce napełniło si

ę

 kiedy

ś

 niemym podziwem, 

kiedy usłyszałe

ś

 

ś

piew ptaka? 

 
 
 

RĄBIĘ DRZEWO!

 

 
 
Kiedy mistrz zen osi

ą

gn

ą

ł o

ś

wiecenie, by to uczci

ć

napisał takie słowa: 
 
Och, co za wspaniały cud: 
r

ą

bi

ę

 drzewo! 

Wyci

ą

gam wod

ę

 ze studni! 

 
 
Dla wi

ę

kszo

ś

ci ludzi nie ma nic cudownego w zaj

ę

ciach 

tak banalnych, jak wyci

ą

ganie wody czy r

ą

banie drewna. 

Gdy si

ę

 osi

ą

gnie o

ś

wiecenie, w rzeczywisto

ś

ci  

nic si

ę

 nie zmienia. Wszystko jest po staremu. 

Tyle 

Ŝ

e teraz serce napełnia si

ę

 zdumieniem.  

Drzewo pozostaje drzewem, ludzie s

ą

 tacy jak przedtem 

i ty tak

Ŝ

e. 

ś

ycie nie zaczyna biec inaczej. Mo

Ŝ

esz by

ć

 

tak samo zmienny czy stały, tak rozwa

Ŝ

ny czy szalony 

jak dawniej. Ale jest jednak powa

Ŝ

na ró

Ŝ

nica: teraz widzisz 

wszystkie te rzeczy w inny sposób. Człowiek jest jakby 
bardziej oddalony od tego. I twoje serce napełnia si

ę

 

zdumieniem. 
 
Taka jest istota kontemplacji: zdolno

ść

 zdumiewanie si

ę

 
Kontemplacja ró

Ŝ

ni si

ę

 od ekstazy tym, 

Ŝ

e ta ostatnia 

poci

ą

ga człowieka do "odsuni

ę

cia si

ę

". Kontemplatyk  

o

ś

wiecony dalej r

ą

bie drzewo i wyci

ą

ga wod

ę

 ze studni. 

Kontemplacja ró

Ŝ

ni si

ę

 od wra

Ŝ

liwo

ś

ci na pi

ę

kno,  

gdy

Ŝ

 ono ( obraz czy zachód sło

ń

ca ) wywołuje przyjemno

ść

 

estetyczn

ą

, podczas gdy kontemplacja wywołuje zdumienie 

- bez wzgl

ę

du na to,  czy kontempluje si

ę

 zachód sło

ń

ca,  

czy kamie

ń

. Jest cech

ą

 dziecka, 

Ŝ

e tak cz

ę

sto si

ę

 dziwi.  

Dlatego jest tak blisko królestwa niebieskiego. 
 
 
 

 

BAMBUSY

 

 
 
 
Nasz pies Brownie siedział napi

ę

ty, uszy wyostrzone, ogon  

drgaj

ą

cy nerwowo, oczy w gór

ę

 - wpatrywał si

ę

 w koron

ę

 

drzewa. Tam była małpa. Jedynie małpa zajmowała jego  

background image

ś

wiadomo

ść

 w tym momencie. Jako, 

Ŝ

e nie posiada on  

zdolno

ś

ci rozumowania, nie nachodziła go ani jedna my

ś

l, 

która przeszkadzałaby jego koncentracji: nie my

ś

lał co  

b

ę

dzie jadł wieczorem ani czy b

ę

dzie co

ś

 miał naprawd

ę

 

do jedzenia, ani gdzie pójdzie spa

ć

. Brownie był lepszym 

wyobra

Ŝ

eniem kontemplacji ni

Ŝ

 wszystko, co dot

ą

d widziałem. 

 
By

ć

 mo

Ŝ

e i ty do

ś

wiadczyłe

ś

  czego

ś

 podobnego, na przykład 

kiedy zostałe

ś

 całkowicie pochłoni

ę

ty widokiem bawi

ą

cego 

si

ę

 kotka. Oto zasada kontemplacji równie dobra jak inne 

mi znane: 

Ŝ

yj w pełni tera

ź

niejszo

ś

ci

ą

 
Zrób tak naprawd

ę

: Zostaw wszelkie my

ś

lenie o przyszło

ś

ci  

i przeszło

ś

ci, wszelkie poj

ę

cia, wszelkie wyobra

Ŝ

enia i sta

ń

 

w pełni obecny. I powstaje kontemplacja. 
 
 
Po latach 

ć

wicze

ń

 ucze

ń

 poprosił swego mistrza, 

by udzielił mu o

ś

wiecenia. 

Mistrz zaprowadził go do lasku bambusowego i rzekł: 
- Zobacz jak ten bambus jest wysoki, 
  spójrz na drugi, jaki jest niski. 
I w tym wła

ś

nie momencie ucze

ń

 został o

ś

wiecony. 

 
 
Mówi si

ę

Ŝ

e Budda, staraj

ą

c si

ę

 osi

ą

gn

ąć

 o

ś

wiecenie,  

próbował praktykowa

ć

 ka

Ŝ

d

ą

 duchowo

ść

, wszelkie 

formy ascetyzmu i wszelkie zasady stosowane  
w Indiach jego czasów.  Wszystko na pró

Ŝ

no. 

W ko

ń

cu usiadł pewnego dnia pod drzewem zwanym 

bodhi i tam otrzymał o

ś

wiecenie. Pó

ź

niej przekazał 

tajemnic

ę

 o

ś

wiecenia swoim uczniom słowami, 

które niewtajemniczonym mog

ą

 wydawa

ć

 si

ę

  

enigmatyczne, zwłaszcza je

ś

li zajmuj

ą

 si

ę

 swoimi my

ś

lami: 

"Kiedy oddychacie słabo, b

ą

d

ź

cie 

ś

wiadomi, 

 

Ŝ

e oddychacie słabo. Kiedy nie oddychacie ani za gł

ę

boko, 

 ani za słabo, b

ą

d

ź

cie 

ś

wiadomi, 

Ŝ

e nie oddychacie  

 ani za gł

ę

boko, ani za słabo". 

Ś

wiadomo

ść

. Uwaga. Zaanga

Ŝ

owanie. Nic wi

ę

cej. 

 
T

ę

 form

ę

 zaanga

Ŝ

owania mo

Ŝ

emy zauwa

Ŝ

y

ć

 u dzieci. 

Maj

ą

 one łatwy dost

ę

p do królestwa niebieskiego. 

 
 
 

CIĄGŁA ŚWIADOMOŚĆ

 

 
 

ś

aden z uczniów zen nie o

ś

mieliłby si

ę

 uczy

ć

 innych, 

 gdyby wcze

ś

niej nie był prze

Ŝ

ył ze swym mistrzem 

conajmniej dziesi

ę

ciu lat. 

 
Po dziesi

ę

ciu latach nauki Tenno został nauczycielem. 

Pewnego razu poszedł odwiedzi

ć

 swego mistrza Nan-in. 

 

background image

Dzie

ń

 był d

Ŝ

d

Ŝ

ysty i dlatego Tenno zało

Ŝ

ył drewniane  

chodaki i zabrał parasol. 
Gdy Tenno przybył, Nan-in powiedział: 
- Zostawiłe

ś

 chodaki i parasol przed drzwiami, prawda? 

  Mo

Ŝ

esz mi powiedzie

ć

, czy poło

Ŝ

yłe

ś

 parasol po prawej, 

  czy po lewej stronie chodaków? 
 
Tenno nie pami

ę

tał i zmieszał si

ę

Zdał sobie spraw

ę

Ŝ

e nie potrafi stosowa

ć

 

Ci

ą

głej 

Ś

wiadomo

ś

ci. 

I tak został uczniem Nan-in i studiował kolejnych 
dziesi

ęć

 lat, a

Ŝ

 do osi

ą

gni

ę

cia Ci

ą

głej 

Ś

wiadomo

ś

ci. 

 
 
Człowiek, który jest ci

ą

gle 

ś

wiadomy, człowiek,  

który jest w pełni obecny w ka

Ŝ

dej chwili: to jest mistrz. 

 
 
 

ŚWIĘTOŚĆ W CHWILI OBECNEJ

 

 
 
 
Zapytano Budd

ę

 przy pewnej okazji:  

- Kto to jest 

ś

wi

ę

ty? 

Budda odpowiedział: 
- Ka

Ŝ

da godzina dzieli si

ę

 na pewn

ą

 liczb

ę

 sekund, 

  a ka

Ŝ

da sekunda na pewn

ą

 liczb

ę

 ułamków. 

  

Ś

wi

ę

tym naprawd

ę

 jest ten, kto zdolny jest by

ć

 w pełni 

  obecny w ka

Ŝ

dym ułamku sekundy. 

 
 
Wojownik japo

ń

ski zastał uj

ę

ty przez nieprzyjaciół 

i zamkni

ę

ty w lochu. W nocy nie mógł zasn

ąć

,  

był bowiem przekonany, 

Ŝ

e nast

ę

pnego dnia rano  

zostanie poddany okrutnym torturom. 
 
Wtem przypomniał sobie słowa swego mistrza zen: 
"Jutro nie istnieje naprawd

ę

.  

Jedyn

ą

 rzeczywisto

ś

ci

ą

 jest tera

ź

niejszo

ść

". 

 
Tak powrócił do tera

ź

niejszo

ś

ci - i zasn

ą

ł. 

 
 
Człowiek o ile uwolni si

ę

 od wi

ę

zów przyszło

ś

ci,  

podobny jest do ptaków na niebie i polnych lilii. 
Bez trosk o jutro. Całkowicie w tera

ź

niejszo

ś

ci. 

Ś

wi

ę

ty człowiek! 

 
 
 

DZWON ŚWIĄTYNI

 

 

background image

 

Ś

wi

ą

tynia znajdowała si

ę

 na wyspie, dwie mile od brzegu. 

Posiadała tysi

ą

c dzwonów. Dzwony wielkie i małe, 

dzieło najlepszych ludwisarzy 

ś

wiata. 

Gdy wiał wiatr lub zrywała si

ę

 burza, 

wszystkie dzwony 

ś

wi

ą

tyni były jednym głosem 

tworz

ą

c symfonie porywaj

ą

c

ą

 serca słuchaczy. 

 
Po kilku jednak wiekach wyspa zapadła si

ę

 w morze, 

a z ni

ą

 

ś

wi

ą

tynia i jej dzwony. Staro

Ŝ

ytna tradycja mówiła, 

Ŝ

e dzwony dalej bij

ą

 bez przerwy i 

Ŝ

e ktokolwiek słuchałby 

uwa

Ŝ

nie, mógłby je usłysze

ć

 
Poruszony t

ą

 legend

ą

 młody człowiek przebył  

dwa tysi

ą

ce mil z zamiarem usłyszenia dzwonów. 

Całymi dniami siedział na brzegu, naprzeciw miejsca, 
gdzie dawnymi czasy wznosiła si

ę

 

ś

wi

ą

tynia, i słuchał - 

słuchał z cał

ą

 uwag

ą

Ale słyszał jedynie szum fal rozbijaj

ą

cych si

ę

 o brzeg . 

Wysilał si

ę

 jak mógł. by oddali

ć

 od siebie szum fal 

i usłysze

ć

 dzwony: 

Wszystko na pró

Ŝ

no, szum fal wydawał si

ę

 obejmowa

ć

 

wszech

ś

wiat. 

Trwał przy tym tygodniami, a

Ŝ

 ogarn

ę

ło go zniech

ę

cenie. 

Wtedy przypadkiem usłyszał m

ą

drych ludzi z wioski: 

Rozprawiali z namaszczeniem o tajemniczej legendzie  
dzwonów, i o tych, którzy je słyszeli. 
Potwierdzali prawdziwo

ść

 legendy. 

Serce w nim płon

ę

ło, gdy słyszał te słowa, 

by wróci

ć

 do zniech

ę

cenia, gdy nast

ę

pne tygodnie wysiłku  

nie przyniosły 

Ŝ

adnych rezultatów. 

 
Postanowił wreszcie zrezygnowa

ć

 z zamiaru. 

Mo

Ŝ

e nie był przeznaczony zasta

ć

 jednym ze szcz

ęś

liwców, 

którym dane było słysze

ć

 dzwony. 

Mo

Ŝ

e tez i legenda nie była prawdziwa. 

Wróci do domu i uzna swe niepowodzenie. 
Był to ostatni dzie

ń

 jego pobytu w tym miejscu. 

Udał si

ę

 po raz ostatni na ulubiony brzeg,  

aby po

Ŝ

egna

ć

 morze, niebo, wiatr i palmy. 

Wyci

ą

gn

ą

ł si

ę

 na piasku patrz

ą

c w niebo 

i słuchaj

ą

c odgłosów morza.  

Tego dnia nie opierał si

ę

 tym odgłosom. 

Przeciwnie - oddał si

ę

 im i odkrył, 

Ŝ

e poszum fal był d

ź

wi

ę

kiem naprawd

ę

 słodkim  

i przyjemnym. Tak owładn

ą

ł ten odgłos,  

Ŝ

e łatwo był 

ś

wiadom samego siebie. 

Gdy

Ŝ

 gł

ę

bokie było milczenie,  

które szum wytworzył w jego sercu... 
 
I w tej ciszy usłyszał je! 
D

ź

wi

ę

k jednego dzwonka, potem nast

ę

pnego 

i jeszcze jednego, i jeszcze...  
Oto ju

Ŝ

 wszystkie i ka

Ŝ

dy z osobna z tysi

ą

ca dzwonów  

ś

wi

ą

tyni dzwoniły w podniosłej harmonii, 

a jego serce ogarn

ę

ło zdumienie i rado

ść

 

background image

 
Je

ś

li chcesz usłysze

ć

 dzwony 

ś

wi

ą

tyni, słuchaj głosu morza. 

 
Je

ś

li chcesz widzie

ć

 Boga, patrz uwa

Ŝ

nie na stworzenie. 

Nie odrzucaj go; nie rozmy

ś

laj nad nim. Po prostu, patrz. 

 
 
 

 

 

SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM

 

 
 
 
W Ewangelii 

ś

wi

ę

tego Jana czytamy: 

 
 
"A Słowo stało si

ę

 ciałem i zamieszkało w

ś

ród nas... 

 
Wszystko przez nie si

ę

 stało; 

a bez niego nic si

ę

 nie stało, co si

ę

 stało; 

W nim było 

Ŝ

ycie,  

Ŝ

ycie było 

ś

wiatło

ś

ci

ą

 ludzi, 

ś

wiatło

ść

 w ciemno

ś

ci 

ś

wieci  

i ciemno

ść

 jej nie ogarn

ę

ła". 

(J 1,14; 3-6) 
 
 
Popatrz na ciemno

ść

. Wkrótce zobaczysz 

ś

wiatło. 

Patrz w milczeniu na wszystkie rzeczy. 
Wkrótce zobaczysz Słowo. 
 
 
  Słowo stało si

ę

 ciałem i zamieszkało w

ś

ród nas... 

 
 
Budzi lito

ść

 widok usilnych stara

ń

 tych, którzy chc

ą

 

przemieni

ć

 na nowo ciało w słowo.  

Słowa, słowa, słowa... 
 
 
 

CZŁOWIEK IDOL

 

 
 
 
Staro

Ŝ

ytna opowie

ść

 hindu: 

 
 

background image

Był sobie raz pewien kupiec, którego statek 
rozbił si

ę

 u brzegów Cejlonu, 

gdzie Vibhishana był Królem Potworów. 
Kupca zaprowadzono przed oblicze Króla. 
Na jego widok Vibhishana nie posiadał si

ę

  

z rado

ś

ci i rzekł: 

- Och, wygl

ą

da tak jak mój Rama. 

  Te same ludzkie kształty! 
Po czym okrył kupca bogatymi strojami 
i klejnotami i adorował go. 
 
 
Mówi mistyk hindu, Ramakriszna: "Gdy po raz pierwszy  
usłyszałem t

ę

 histori

ę

, doznałem nieopisanej rado

ś

ci. 

Je

ś

li Boga mo

Ŝ

na czci

ć

 w wyobra

Ŝ

eniu z gliny,  

dlaczegó

Ŝ

 by nie w człowieku?" 

 
 
 

 

SZUKAĆ W ZŁYM MIEJSCU

 

 
 
Jeden z s

ą

siadów zastał Nasruddina na kolanach, 

szukaj

ą

cego czego

ś

- Czego szukasz, mułło? 
- Mojego klucza. Zgubiłem go. 
I obaj, na kl

ę

czkach zacz

ę

li szuka

ć

 zgubionego klucza. 

Po chwili zapytał s

ą

siad: 

- Gdzie go zgubiłe

ś

- W domu. 

Ś

wi

ę

ty Bo

Ŝ

e! W takim razie, dlaczego  szukamy tutaj?! 

- Bo tu jest wi

ę

cej 

ś

wiatła. 

 
 

Ŝ

 jest warte szukanie Boga w miejscach 

ś

wi

ę

tych, 

je

ś

li zgubiłe

ś

 Go w swoim sercu? 

 
 
 

PYTANIE

 

 
 
Pytał pewien mnich: 
- Te góry, rzeki, ziemia i gwiazdy...  sk

ą

d si

ę

 wzi

ę

ły? 

 
I zapytał mistrz: 
- A sk

ą

d si

ę

 wzi

ę

ło twoje pytanie? 

 
 
Szukaj wewn

ą

trz siebie! 

background image

 
 
 

PRODUCENT ETYKIETEK

 

 
 
 

ś

ycie jest tak butelka dobrego wina. 

Niektórzy zadowalaj

ą

 si

ę

 czytaniem etykiety, 

inni wol

ą

 spróbowa

ć

 jej zawarto

ść

 
 
Pewnego razu Budda pokazał swoim uczniom kwiat  
i poprosił, by powiedzieli co

ś

 o nim. 

 
Przez chwil

ę

 kontemplowali go w milczeniu. 

 
Jeden wygłosił filozoficzny wykład na ten temat. 
Inny uło

Ŝ

ył o nim wiersz. 

Jeszcze inny wymy

ś

lił przypowie

ść

Ka

Ŝ

dy si

ę

 starał by

ć

 lepszy od pozostałych. 

 
 
Producenci etykietek! 
 
 
Mahakaszjap spojrzał na kwiat - u

ś

miechn

ą

ł si

ę

  

i nic nie powiedział. 
On go tylko zobaczył. 
 
 
Gdybym tak miał spróbowa

ć

 

ptaka  
kwiat 
drzewo  
ludzk

ą

 twarz... ! 

 
Ale niestety! Nie ma czasu. 
Jestem zaj

ę

ty nauczaniem si

ę

 odczytywania etykietek 

i wytwarzaniem moich własnych. 
Nigdy nie upiłem si

ę

 winem. 

 
 
 

FORMUŁA

 

 
 
Mistyk powrócił z pustyni. 
- Opowiedz nam - pytali go z przej

ę

ciem - jaki jest Bóg? 

 
Ale jak mógłby wyrazi

ć

 słowami to, czego do

ś

wiadczył 

w gł

ę

bi swego serca? 

Czy

Ŝ

 mo

Ŝ

na prawd

ę

 zamkn

ąć

 w słowach? 

background image

 
W ko

ń

cu przekazał im formułk

ę

 - niedokładn

ą

 oczywi

ś

cie 

i niepełn

ą

 - w nadziei, ze kto

ś

 z nich b

ę

dzie mógł spróbowa

ć

 

i dzi

ę

ki niej osobi

ś

cie do

ś

wiadczy

ć

 tego, czego on do

ś

wiadczył. 

 
Ci za

ś

 nauczyli si

ę

 formuły i zrobili z niej tekst 

ś

wi

ę

ty. 

I narzucili j

ą

 wszystkim, jakby chodziło o dogmat. 

Postarali si

ę

 wr

ę

cz o to,  by rozpowszechni

ć

 j

ą

 w obcych krajach. 

A niektórzy nawet oddali za ni

ą

 swe 

Ŝ

ycie. 

Mistyk si

ę

 zasmucił.  

By

ć

 mo

Ŝ

e byłoby lepiej,  gdyby nic nie powiedział. 

 
 

PODRÓśNIK

 

Podró

Ŝ

nik wrócił do swego ludu, 

Ŝą

dnego wiedzy o Amazonii. 

Ale jak mógł wyrazi

ć

 słowami wra

Ŝ

enie swojego serca, 

kiedy kontemplował kwiaty przejmuj

ą

co pi

ę

kne 

i słuchał nocnych odgłosów lasu? 
Jak przekaza

ć

 to, co czuł w sercu, gdy u

ś

wiadomił sobie 

niebezpiecze

ń

stwo ze strony dzikich zwierz

ą

t  

lub gdy prowadził łódk

ę

 przez niepewne wody rzeki? 

Powiedział: 
- Id

ź

cie i odkryjcie to sami. Nic nie zast

ą

pi własnego ryzyka 

  i osobistego do

ś

wiadczenia. 

Wszak

Ŝ

e dla orientacji wykre

ś

lił map

ę

 Amazonii; 

bo czy

Ŝ

 nie znał ka

Ŝ

dego zakr

ę

tu i zakola rzeki 

oraz jak była szeroka i jak gł

ę

boka, 

gdzie były wodospady i kaskady? 
Podró

Ŝ

nik 

Ŝ

ałował przez całe 

Ŝ

ycie, 

Ŝ

e sporz

ą

dził t

ę

 map

ę

Byłoby lepiej, gdyby jej nie zrobił. 
 
 
Mówi si

ę

Ŝ

e Budda stanowczo odmawiał mówienia 

Bogu. Prawdopodobnie zdawał sobie spraw

ę

 

z niebezpiecze

ń

stwa sporz

ą

dzania map 

potencjalnych podró

Ŝ

ników. 

 
 

TOMASZ Z AKWINU PRZESTAJE PISAĆ

 

 
 
 
Kroniki mówi

ą

Ŝ

e Tomasz  z Akwinu, jeden z najwybitniejszych 

teologów, jakich zna historia, pod koniec 

Ŝ

ycia nagle przestał 

pisa

ć

. Gdy jego sekretarz skar

Ŝ

ył si

ę

Ŝ

e dzieło pozostaje 

niedoko

ń

czone, Tomasz mu odpowiedział:  

- Bracie Reginaldzie, przed kilkoma miesi

ą

cami, sprawuj

ą

  liturgi

ę

, do

ś

wiadczyłem czego

ś

 z bóstwa. Tego dnia straciłem 

  wszelk

ą

 ochot

ę

 do pisania. Tak naprawd

ę

, wszystko to, 

  co napisałem o Bogu, wydaje mi si

ę

 nie wi

ę

cej warte 

  ni

Ŝ

 słoma. 

 
Czy

Ŝ

 mo

Ŝ

e by

ć

 inaczej, gdy intelektualista staje si

ę

 mistykiem? 

background image

 
 
Kiedy mistyk schodził z góry, 
zbli

Ŝ

ył si

ę

 do

ń

 ateista  i powiedział z przek

ą

sem: 

- Co

ś

 nam przyniósł z ogrodu wspaniało

ś

ci,  

  w którym przebywałe

ś

 
Mistyk odpowiedział: 
- Rzeczywi

ś

cie, zamierzałem napełni

ć

 chust

ę

 kwiatami, 

  aby po powrocie podarowa

ć

 niektóre z nich przyjaciołom. 

  Ale tak odurzył mnie zapach ogrodu, 
  

Ŝ

e zapomniałem nawet o chu

ś

cie. 

 
 
Mistrzowie zen wyra

Ŝ

aj

ą

 to krócej: 

"Kto wie, nie mówi. Kto mówi, nie wie." 
 
 

BÓL DERWISZA

 

 
 
Pewien derwisz siedział sobie spokojnie  
nad brzegiem rzeki, gdy pewien w

ę

drowiec 

przechodz

ą

c mimo, widz

ą

c jego odkryty kark, 

nie mógł si

ę

 oprze

ć

 pokusie uderzenia go 

z gło

ś

nym pla

ś

ni

ę

ciem. Był zachwycony 

odgłosem wywołanym przez swoje uderzenie, 
derwisza jednak piekł ból, wi

ę

c podniósł si

ę

by mu odda

ć

- Poczekaj chwil

ę

 - powiedział napastnik. - 

  Mo

Ŝ

esz mi odda

ć

, je

ś

li chcesz, lecz odpowiedz 

  mi najpierw na pytanie, które mi teraz przyszło 
  do głowy: Co wywołało pla

ś

ni

ę

cie 

  - moja r

ę

ka czy twój kark? 

 
Derwisz odrzekł:  
- Sam sobie odpowiedz. 
  Ból nie pozwala mi teoretyzowa

ć

  Mo

Ŝ

esz to robi

ć

 ty, bo nie czujesz tego, co ja. 

 
 
Gdy si

ę

 do

ś

wiadcza bóstwa, wydatnie maleje 

ochota na teoretyzowanie. 
 
 

NUTA MĄDROŚCI

 

 
 
Nikt nie wiedział, co stało si

ę

 z Kakua, 

gdy odszedł sprzed oblicza cesarza. 
Po prostu znikn

ą

ł. A oto jego historia: 

 
Kakua był pierwszym Japo

ń

czykiem,  

background image

który studiował zen w Chinach. 
Nigdzie nie podró

Ŝ

ował. Jedyne, co robił, 

to cz

ę

ste rozmy

ś

lanie. Kiedy ludzie spotykali 

go i prosili, by głosił kazania, mówił kilka słów 
i odchodził w inn

ą

 stron

ę

 lasu, gdzie trudniej 

było go znale

źć

 
Kiedy Kakua wrócił do Japonii, cesarz o nim  
usłyszał i poprosił go, aby mówił o zen przed 
nim i przed całym dworem. 
 
Kakua stan

ą

ł w milczeniu przed cesarzem, 

wyj

ą

ł flet z fałd swego ubrania i zagrał jedn

ą

 

krótk

ą

 nut

ę

Potem ukłonił si

ę

 gł

ę

boko przed władc

ą

 

i znikn

ą

ł. 

 
 
Mówi Konfucjusz:  
"Nie uczy

ć

 człowieka dojrzałego jest marnowaniem 

 człowieka, uczy

ć

 człowieka niedojrzałego jest  

 marnowaniem słów". 
 
 
 

CO MÓWISZ ?

 

 
 
 
Mistrz wpisuje m

ą

dro

ść

 w serca swoich uczniów, 

a nie na karty ksi

ąŜ

ek. Ucze

ń

 b

ę

dzie musiał nosi

ć

 

t

ę

 m

ą

dro

ść

, ukryt

ą

 w sercu, przez trzydzie

ś

ci 

czy czterdzie

ś

ci lat, a

Ŝ

 znajdzie kogo

ś

 zdolnego 

do jej przyj

ę

cia. Taka była tradycja zen. 

 
 
Mistrz zen, Mu-nan wiedział, i

Ŝ

 ma tylko jednego 

spadkobierc

ę

: swego ucznia Shoju. 

 
Pewnego dnia kazał go wezwa

ć

 i rzekł: 

- Jestem ju

Ŝ

 stary, Shoju, i ty b

ę

dziesz musiał 

podj

ąć

 nauk

ę

. Masz tu ksi

ąŜ

k

ę

 przekazywan

ą

 

z mistrza na mistrza  przez siedem pokole

ń

Sam dodałem do niej kilka uwag, które mog

ą

 

ci by

ć

 u

Ŝ

yteczne. We

ź

 j

ą

 i zachowaj na znak,  

i

Ŝ

 jeste

ś

 moim nast

ę

pc

ą

- Zrobiłby

ś

 lepiej zatrzymuj

ą

c t

ę

 ksi

ąŜ

k

ę

 - odparł Shoju. 

- Przekazywałe

ś

 mi zen nie potrzebuj

ą

c słów pisanych 

  szcz

ęś

liwie b

ę

dzie, je

ś

li tak zostanie. 

 
- Wiem, wiem - powiedział cierpliwie Mu-nan - 
  ale ksi

ąŜ

ka słu

Ŝ

yła siedmiu pokoleniom, 

  mo

Ŝ

e wi

ę

c przyda

ć

 si

ę

 i tobie. 

  Zatem we

ź

 j

ą

 i zachowaj. 

 

background image

Siedzieli obaj i rozmawiali przy ognisku. 
Ledwie Shoju dotkn

ą

ł ksi

ąŜ

ki, rzucił j

ą

 w ogie

ń

Nie miał serca do słów pisanych. 
 
Mu-nan, którego nikt nigdy nie widział  
zdenerwowanego, krzykn

ą

ł: 

- Co za głupstwo robisz? - 
A Shoju odparł: 
- Co za głupstwo mówisz? 
 
 
Guru mówi z przekonaniem o tym, czego  
sam do

ś

wiadczył. Nigdy nie cytuje ksi

ąŜ

ki. 

 
 
 

DIABEŁ I JEGO PRZYJACIEL

 

 
 
Pewnego razu wyszedł diabeł 
na spacer z przyjacielem. 
Nagle zobaczył przed sob

ą

 człowieka, 

który pochylony nad ziemi

ą

 usiłował co

ś

 zbiera

ć

- Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel. 
- Okruchów Prawdy - odpowiedział diabeł. 
- I nie niepokoi ci

ę

 to? - znów zapytał przyjaciel. 

- Ani troch

ę

 - odpowiedział diabeł. - 

  Pozwol

ę

 mu zrobi

ć

 z tego wierzenie religijne. 

 
 
Wierzenie religijne jest jak drogowskaz wskazuj

ą

cy 

drog

ę

 do Prawdy. Ludzie, którzy upieraj

ą

 si

ę

aby pozostawa

ć

 przy drogowskazie, doznaj

ą

 przeszkody 

w post

ę

powaniu ku Prawdzie, gdy

Ŝ

 maj

ą

 fałszywe uczucie, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 j

ą

 posiadaj

ą

 
 
 

NASRUDDIN UMARŁ

 

 
 
Razu pewnego Nasruddin, w filozoficznym nastroju 
rozmy

ś

lał sobie na głos: 

ś

ycie i 

ś

mier

ć

... któ

Ŝ

 mo

Ŝ

e powiedzie

ć

, czym s

ą

? - 

Jego 

Ŝ

ona zaj

ę

ta czym

ś

 w kuchni, 

słyszała go i rzekła: 
- Wszyscy m

ęŜ

czy

ź

ni s

ą

 jednakowi, zupełnie 

  niepraktyczni. Wszyscy wiedz

ą

Ŝ

e gdy ko

ń

czyny  

  ludzkie s

ą

 sztywne i zimne, taki człowiek umarł. 

 
Praktyczna m

ą

dro

ść

 

Ŝ

ony wywarła 

wra

Ŝ

enie na Nasruddinie. 

Kiedy innym razem zaskoczył go 

ś

nieg,  

background image

poczuł, 

Ŝ

e jego r

ę

ce i nogi lodowaciej

ą

 i dr

ę

twiej

ą

"Na pewno umarłem"  - pomy

ś

lał. 

I zaraz przyszła mu inna my

ś

l: 

"Dlaczegó

Ŝ

 wi

ę

c chodz

ę

, skoro jestem nie

Ŝ

ywy? 

Powinienem le

Ŝ

e

ć

, jak ka

Ŝ

dy 

szanuj

ą

cy si

ę

 nieboszczyk". 

I tak uczynił. 
 
Po godzinie pewni podró

Ŝ

ni przechodzili tamt

ę

dy 

i zobaczywszy go le

Ŝą

cego przy drodze, zacz

ę

li 

dyskutowa

ć

, czy ten człowiek jest 

Ŝ

ywy, czy martwy. 

Nasruddin z całej duszy pragn

ą

ł krzykn

ąć

  

i powiedzie

ć

 im: "Głupi jeste

ś

cie. Nie widzicie, 

Ŝ

e jestem martwy? Nie widzicie, 

Ŝ

e moje ko

ń

czyny 

s

ą

 zimne i sztywne?" 

Lecz zdawał sobie spraw

ę

Ŝ

e umarli 

nie powinni mówi

ć

. Powstrzymał wi

ę

c j

ę

zyk. 

 
Wreszcie podró

Ŝ

ni ustalili,  

Ŝ

e człowiek nie 

Ŝ

yje, 

i wzi

ę

li go na plecy, aby zanie

ść

 na cmentarz i pogrzeba

ć

Nie uszli daleko, gdy zbli

Ŝ

yli si

ę

 do skrzy

Ŝ

owania. 

I nowy spór powstał mi

ę

dzy nimi: 

o to, która droga prowadzi na cmentarz. 
Nasruddin znosił to, ile potrafił, 
w ko

ń

cu jednak nie wytrzymał i rzekł: 

- Przepraszam, panowie, ale droga na cmentarz  
  to ta na lewo. 
  Wiem, 

Ŝ

e zakłada si

ę

, i

Ŝ

 umarli nie powinni mówi

ć

  lecz wyłamałem si

ę

 z tej reguły tylko na moment 

  i zapewniam was, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 wi

ę

cej nie powiem ani słowa. 

 
 
Gdy rzeczywisto

ść

 napotyka na sztywne wierzenie, 

tym gorzej dla rzeczywisto

ś

ci. 

 
 
 

KOŚCI DLA WYPRÓBOWANIA WIARY

 

 
 
Pewien chrze

ś

cija

ń

ski intelektualista, który uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e Biblia jest literalnie prawdziwa a

Ŝ

 do najmniejszych 

szczegółów, spotkał raz koleg

ę

, który mu rzekł: 

- Według Biblii ziemia została stworzona  
  około pi

ęć

 tysi

ę

cy lat temu. 

  Znaleziono jednak ko

ś

ci 

ś

wiadcz

ą

ce, 

Ŝ

Ŝ

ycie  

  na naszej planecie istnieje od setek tysi

ę

cy lat. 

 
Na odpowied

ź

 nie trzeba było długo czeka

ć

- Kiedy Bóg stworzył ziemi

ę

 pi

ęć

 tysi

ę

cy lat temu, 

  celowo umie

ś

cił te ko

ś

ci w ziemi, 

  aby wypróbowa

ć

, czy bardziej b

ę

dziemy wierzy

ć

 

  twierdzeniom naukowców, czy Jego 

Ś

wi

ę

temu Słowu. 

 
 

background image

Dodatkowy dowód na to, 

Ŝ

e sztywne wierzenia 

prowadz

ą

 do wypaczenia rzeczywisto

ś

ci. 

 
 
 

DLACZEGO UMIERAJĄ DOBRZY LUDZIE?

 

 
 
Duszpasterz pewnej wioski odwiedził dom  
starej parafianki i popijaj

ą

c kaw

ę

, odpowiadał  

na pytania, którymi babcia go zasypywała. 
- Dlaczego Pan tak cz

ę

sto zsyła na nas zarazy? - 

  pytała staruszka. 
 
- No có

Ŝ

 - odpowiedział proboszcz - 

  czasem ludzie s

ą

 tak 

ź

li, 

Ŝ

e trzeba ich zgładzi

ć

  i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy. 
 
- Ale - zauwa

Ŝ

yła babcia - w takim razie, 

  dlaczego ginie tylu dobrych ludzi razem ze złymi? 
 
- Dobrych wzywa Bóg na 

ś

wiadków - wyja

ś

nił proboszcz. - 

  Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały sprawiedliwy s

ą

d. 

 
 
Uparty wierz

ą

cy potrafi wytłumaczy

ć

 absolutnie wszystko. 

 
 
 

MISTRZ NIE WIE

 

 
 
Poszukuj

ą

cy zbli

Ŝ

ył si

ę

 z szacunkiem do ucznia i zapytał: 

- Jaki jest sens 

Ŝ

ycia ludzkiego? 

 
Ucze

ń

 przeszukał pisma swojego mistrza 

i pełen ufno

ś

ci odpowiedział jego słowami: 

ś

ycie ludzkie jest jedynie przejawem  

  Bo

Ŝ

ej obfito

ś

ci. 

 
Kiedy poszukuj

ą

cy spotkał si

ę

 z mistrzem osobi

ś

cie, 

zadał mu to samo pytanie. 
Mistrz odpowiedział: 
- Nie wiem. 
 
 
Poszukuj

ą

cy mówi: "Nie wiem". 

Ś

wiadczy to o honorze. 

Mistrz mówi: "Nie wiem". Wymaga to posiadania umysłu  
mistycznego, zdolnego, by wiedzie

ć

 wszystko poprzez 

niewiedz

ę

. Ucze

ń

 mówi: "Nie wiem". 

Ś

wiadczy to 

o ignorancji, o wypaczeniu zapo

Ŝ

yczonego poznania. 

 
 

background image

 

PATRZEĆ W OCZY

 

 
 
Komendant wojsk okupacyjnych powiedział do wójta 
pewnej wsi: 
- Jeste

ś

my pewni, 

Ŝ

e ukrywacie we wsi zdrajc

ę

  Tak wi

ę

c je

ś

li go nam nie wydacie,  uprzykrzymy wam 

Ŝ

ycie, 

  panu i pa

ń

skim ludziom, na ile to tylko b

ę

dzie w naszej mocy. 

 
Rzeczywi

ś

cie, wioska ukrywała pewnego człowieka, 

który wydawał si

ę

 dobry i niewinny, wi

ę

c wszyscy go lubili. 

Ale có

Ŝ

  mógł zrobi

ć

 wójt teraz, kiedy został zagro

Ŝ

ony  

spokój całej wsi? 
Długie dni dyskusji rady gminnej nie przyniosły rozwi

ą

zania. 

W ko

ń

cu wójt przedstawił problem proboszczowi. 

Proboszcz z wójtem przesiedzieli cała noc szukaj

ą

w Pi

ś

mie 

Ś

wi

ę

tym i wreszcie ukazało si

ę

 im rozwi

ą

zanie. 

W Pi

ś

mie był pewien tekst, który mówił: 

"Lepiej je

ś

li jeden człowiek umrze za lud, 

 ni

Ŝ

 miałby umrze

ć

 cały naród". 

 
W ten sposób wójt wydał niewinnego wojskom 
okupacyjnym prosz

ą

c go o przebaczenie. 

Człowiek powiedział, 

Ŝ

e nie ma nic do wybaczenia 

Ŝ

e nie chce nara

Ŝ

a

ć

 wioski na niebezpiecze

ń

stwo. 

Torturowano go tak okrutnie, 

Ŝ

e jego krzyki mogli  

słysze

ć

 wszyscy mieszka

ń

cy wsi. 

W ko

ń

cu został stracony. 

 
Po dwudziestu latach do wsi przyszedł prorok, 
udał si

ę

 wprost do wójta i rzekł: 

- Co

ś

cie zrobili? Ten człowiek był przeznaczony 

  przez Boga by by

ć

 zbawicielem tego kraju, 

  a ty wydałe

ś

 go na tortury i 

ś

mier

ć

 
- A co mogłem zrobi

ć

? - zawołał wójt. - 

  Razem z proboszczem szukali

ś

my w Pi

ś

mie 

  i post

ą

pili

ś

my tak, jak tam było powiedziane. 

 
To był wasz bł

ą

d - rzekł prorok. - 

Patrzyli

ś

cie w Pismo, a powinni

ś

cie byli 

 równie

Ŝ

 patrze

ć

 w oczy tamtego człowieka. 

 
 

PSZENICA Z GROBÓW EGIPSKICH

 

 
 
W grobie jednego ze staro

Ŝ

ytnych faraonów egipskich 

znaleziona gar

ść

 ziaren pszenicy. 

Miały pi

ęć

 tysi

ę

cy lat. Kto

ś

 zasiał ziarna i podlewał. 

I ku ogólnemu zdumieniu ziarna o

Ŝ

yły i wykiełkowały. 

Po pi

ę

ciu tysi

ą

cach lat. 

background image

 
 
Kiedy kto

ś

 jest o

ś

wiecony, jego słowa s

ą

 jak nasiona, 

pełne 

Ŝ

ycia i energii. I mog

ą

 zachowa

ć

 form

ę

 nasion 

przez wieki, a

Ŝ

 zostan

ą

 zasiane w serce 

Ŝ

yzne i otwarte. 

 
Zwykłem był my

ś

le

ć

Ŝ

e słowa pisane s

ą

 martwe i suche. 

Teraz wiem, 

Ŝ

e s

ą

 pełne energii i 

Ŝ

ycia. To moje serce 

było zimne i martwe, jak

Ŝ

e wi

ę

c mogło 

w nim co

ś

 wyrosn

ąć

 
 
 

POPRAW PISMA

 

 
    
Pewien uczony człowiek poszedł do Buddy i rzekł: 
- Sprawy, o których nauczałe

ś

, panie,  

  nie znajduj

ą

 si

ę

 w 

Ś

wi

ę

tych Pismach. 

 
- W takim razie, ty je tam umie

ść

 - odparł Budda. 

 
Po chwili zakłopotania człowiek mówił dalej: 
- Czy pozwolisz zauwa

Ŝ

y

ć

 panie, 

Ŝ

e pewne sprawy, 

  których obecnie nauczasz s

ą

 wr

ę

cz sprzeczne 

  ze 

Ś

wi

ę

tymi Pismami? 

 
- W takim razie popraw Pisma - odpowiedział Budda. 
 
 
W ONZ przedło

Ŝ

ono propozycj

ę

 poprawienia wszystkich 

pism religii 

ś

wiata. Wszystko, co mogłoby w nich prowadzi

ć

 

do nietolerancji, okrucie

ń

stwa czy fanatyzmu, miałoby by

ć

 

wykre

ś

lone. Cokolwiek byłoby przeciwne godno

ś

ci 

lub dobrobytowi człowieka, miałoby zosta

ć

 opuszczone. 

 
Kiedy odkryto, 

Ŝ

e autorem propozycji był sam Jezus  

Chrystus, dziennikarze oblegali jego rezydencj

ę

 szukaj

ą

pełniejszego wyja

ś

nienia. Okazało si

ę

 ono bardzo proste 

i krótkie: "Pisma, podobnie jak szabat, s

ą

 dla człowieka 

- stwierdził Jezus - a nie człowiek dla Pism". 
 
 
 

śONA NIEWIDOMEGO

 

 
 
 
Uczenie człowieka niedojrzałego mo

Ŝ

e okaza

ć

 si

ę

 ogromnie szkodliwe: 

 
 
Był raz człowiek, który miał bardzo brzydk

ą

 córk

ę

wi

ę

c wydał j

ą

 za m

ąŜ

 za 

ś

lepca, 

background image

bo nikt inny by jej nie chciał/ 
 
Kiedy pewien lekarz zaofiarował si

ę

 

przywróci

ć

 wzrok 

ś

lepemu mał

Ŝ

onkowi, 

ojciec dziewczyny sprzeciwił si

ę

 z całej mocy, 

gdy

Ŝ

 obawiał si

ę

Ŝ

e człowiek ten 

porzuciłby jego córk

ę

 
 
Na temat tej opowie

ś

ci Sa'di stwierdza:  

"M

ęŜ

owi brzydkiej kobiety lepiej jest zosta

ć

 

ś

lepym". 

 
A zal

ę

knionym ludziom nie wiedzie

ć

 
 
 

PROFESJONALIŚCI

 

 
 
 
Moje 

Ŝ

ycie religijne pozostaje całkowicie w r

ę

kach 

profesjonalistów. Je

ś

li chc

ę

 nauczy

ć

 si

ę

 modli

ć

id

ę

 do kierownika duchowego; je

ś

li pragn

ę

 odkry

ć

 wol

ę

 

Bo

Ŝą

 w odniesieniu do mnie, udaj

ę

 si

ę

 na rekolekcje prowadzone 

przez specjalist

ę

; by zrozumie

ć

 Bibli

ę

, udaj

ę

 si

ę

 do moralisty; 

Ŝ

eby zostały mi przebaczone grzechy, id

ę

 do kapłana. 

 
 
Król jednej z wysp południowego Pacyfiku wydał 
bankiet na cze

ść

 znanego go

ś

cia z Zachodu. 

 
Kiedy nadeszła pora wygłoszenia pochwalnej mowy 
na cze

ść

 go

ś

cia, jego Królewska Mo

ść

 dalej siedział  

na ziemi, podczas gdy zawodowy mówca,  
specjalnie w tym celu wybrany, rozpływał si

ę

 w pochwałach. 

 
Po kunsztownym panegiryku go

ść

 podniósł si

ę

,  

aby powiedzie

ć

 kilka słów podzi

ę

kowania królowi. 

Jego Królewska Mo

ść

 powstrzymał go delikatnie: 

- Prosz

ę

 nie wstawa

ć

 powiedział - wyznaczyłem pewnego 

  mówc

ę

, aby mówił za pana. 

  Na naszej wyspie uwa

Ŝ

amy, 

Ŝ

e publiczne przemawianie 

  nie powinno pozostawa

ć

 w r

ę

kach amatorów. 

 
 
Pytam si

ę

: Czy Bóg nie wolałby, abym był bardziej "amatorem" 

w moich kontaktach z Nim? 
 
 
 

SPECJALIŚCI

 

 
 

background image

 
Sufi powiedział: 
 
 
Uznawszy pewnego człowieka za zmarłego, 
przyjaciele ponie

ś

li go, aby go pogrzeba

ć

Kiedy trumna miała ju

Ŝ

 zosta

ć

 zło

Ŝ

ona do grobu, 

człowiek o

Ŝ

ył nie wiadomo jak,  

i zacz

ą

ł wali

ć

 w pokryw

ę

 trumny. 

 
Otwarto trumn

ę

 i człowiek si

ę

 podniósł. 

- Co robicie? - zapytał zebranych. - 
  Jestem 

Ŝ

ywy. Nie umarłem. 

 
Jego słowa przyj

ę

to z milcz

ą

cym niedowierzaniem. 

Wreszcie jeden z 

Ŝ

ałobników powiedział: 

- Przyjacielu, tak lekarze, jak i kapłani, po

ś

wiadczyli, 

  

Ŝ

e umarłe

ś

. A wi

ę

c umarłe

ś

 
Po czym na nowo zamkni

ę

to wieko trumny 

i pogrzebano go nale

Ŝ

ycie. 

 
 

ZUPA Z ZUPY Z KACZORA

 

 
 
Raz pewien krewny odwiedził Nasruddina 
przynosz

ą

c mu w prezencie kaczora. 

Nasruddin przyrz

ą

dził ptaka i pocz

ę

stował nim go

ś

cia. 

 
Wkrótce zacz

ę

li przybywa

ć

 go

ść

 za go

ś

ciem; 

wszyscy podkre

ś

lali, 

Ŝ

e s

ą

 przyjaciółmi przyjaciela, 

"człowieka, który Ci przyniósł kaczora". 
Oczywi

ś

cie wszyscy si

ę

 spodziewali 

otrzyma

ć

 go

ś

cin

ę

 i jedzenie z kaczora. 

Wreszcie mułła nie mógł tego znie

ść

 

i gdy pewnego dnia przybył do jego domu 
kolejny nieznajomy, mówi

ą

c: 

- Jestem przyjacielem przyjaciela twego krewnego, 
  który podarował Ci kaczora - 
  i jak wszyscy inny usiadł za stołem, 
  czekaj

ą

c by mu dano je

ść

  Nasruddin postawił przed nim misk

ę

 cieplej wody. 

 
- Co to jest? - zapytał go

ść

- To - powiedział mułł

ą

 - jest zupa z zupy kaczora, 

  którego podarował mi mój przyjaciel. 
 
 
Czasem mo

Ŝ

na usłysze

ć

 o ludziach, którzy zostali 

uczniami uczniów człowieka, który miał do

ś

wiadczenie Boga. 

 
Jak mo

Ŝ

na przesła

ć

 pocałunek przez go

ń

ca? 

 
 

background image

 

POTWÓR Z RZEKI

 

 
 
Kapłan pewnej wsi nie mógł spokojnie si

ę

 modli

ć

 

z powodu dzieci, które bawiły si

ę

 pod jego oknem. 

By si

ę

 do nich uwolni

ć

 krzykn

ą

ł: 

- Jest taki straszny potwór na dole przy rzece. 
  Pobiegnijcie tam, a b

ę

dziecie mogły zobaczy

ć

  jak mu bucha ogie

ń

 z nozdrzy! 

 
Wkrótce ju

Ŝ

 wszyscy mieszka

ń

cy wsi usłyszeli 

o straszliwej zjawie i biegli ku rzece. 
Kiedy kapłan to zobaczył doł

ą

czył do tłumu. 

Kieruj

ą

c si

ę

, zdyszany ku rzece, mówił do siebie: 

"Co prawda, to ja wymy

ś

liłem t

ę

 histori

ę

 Ale nigdy nic nie wiadomo..." 
 
 
Znacznie łatwiej jest wierzy

ć

 w bogów, których sami stworzyli

ś

my, 

je

ś

li jeste

ś

my zdolni przekona

ć

 innych o ich istnieniu. 

 
 
 

ZATRUTA STRZAŁA

 

 
 
Przy jakiej

ś

 okazji zbli

Ŝ

ył si

ę

 mnich do Buddy i zapytał, 

czy dusze sprawiedliwych 

Ŝ

yj

ą

 po 

ś

mierci? 

 
Budda nie odpowiedział, jak to miał w zwyczaju. 
 
Mnich nalegał. 
Codziennie wracał z tym samym pytaniem 
i dzie

ń

 w dzie

ń

 otrzymywał milczenie za cał

ą

 odpowied

ź

Nie mógł znie

ść

 dłu

Ŝ

ej tego i zagroził, 

Ŝ

e opu

ś

ci klasztor, 

je

ś

li nie otrzyma odpowiedzi na pytanie  

o zasadniczej dla

ń

 wadze; 

bo po co miałby po

ś

wi

ę

ca

ć

 wszystko i 

Ŝ

y

ć

 w klasztorze, 

je

ś

li dusze sprawiedliwych nie miały istnie

ć

 po 

ś

mierci? 

 
Wtedy Budda, powodowany współczuciem,  
złamał milczenie i powiedział: 
- Jeste

ś

 jak człowiek zraniony zatrut

ą

 strzał

ą

  

  i bardzo bliski agonii. 
  Krewni po

ś

piesznie sprowadzili lekarza,  

  ale ranny nie chciał, by mu wyj

ę

to strzał

ę

 

  lub by mu dano jakiekolwiek lekarstwo, 
  póki mu nie odpowiedz

ą

 na trzy wa

Ŝ

ne pytania: 

    Po pierwsze, ten, który go postrzelił był biały, 
    czy czarny? 
    Po drugie, był człowiekiem wysokim, czy niskim? 
    Po trzecie, był braminem, czy pariasem? 

background image

  Je

ś

li mi nie odpowiedz

ą

 na te trzy pytania, 

  nie chce 

Ŝ

adnego leczenia! 

 
Mnich został w klasztorze. 
 
 
O wiele przyjemniej jest rozmawia

ć

 o drodze, ni

Ŝ

 j

ą

 przeby

ć

dyskutowa

ć

 o wła

ś

ciwo

ś

ciach jakiego

ś

 lekarstwa, ni

Ŝ

 je za

Ŝ

ywa

ć

 
 
 

DZIECKO PRZESTAJE PŁAKAĆ

 

 
 
 
Pewien człowiek twierdził, 

Ŝ

e praktycznie jest ateist

ą

Tak naprawd

ę

, je

ś

li ma by

ć

 szczery, to musi powiedzie

ć

Ŝ

e istnienie Boga rodzi tyle problemów, ile rozwi

ą

zuje; 

Ŝ

ycie po

ś

miertne jest pobo

Ŝ

nym 

Ŝ

yczeniem. Pismo i tradycja 

spowodowały tyle samo zła ile dobra. Wszystko to zostało 
wymy

ś

lone przez człowieka dla złagodzenia samotno

ś

ci 

i beznadziei, które obserwował w ludzkim 

Ŝ

yciu. 

 
Najlepiej było zostawi

ć

 go w spokoju. Nie mówi

ć

 mu nic. 

By

ć

 mo

Ŝ

e przechodzi kryzys wzrostu i jak

ąś

 przemian

ę

 
 
Pewnego razu ucze

ń

 zapytał mistrza: 

- Co to jest  Budda? -  
Mistrz mu odpowiedział: 
- Umysł jest Budd

ą

 
Wrócił kiedy indziej z tym samym pytaniem 
i odpowied

ź

 brzmiała: 

- Nie ma umysłu, nie ma Buddy. 
 
Ucze

ń

 zaprotestował: 

- Przecie

Ŝ

 powiedziałe

ś

 mi kiedy

ś

  "Umysł jest Budd

ą

..." - 

 
Mistrz odparł: 
- Powiedziałem to, 

Ŝ

eby dziecko przestało płaka

ć

  Kiedy za

ś

 dziecko przestało płaka

ć

, mówi

ę

  Nie ma umysłu. Nie ma Buddy. 
 
 
By

ć

 mo

Ŝ

e dziecko przestało płaka

ć

 i było gotowe 

na przyj

ę

cie prawdy. Tak wi

ę

c lepiej było zostawi

ć

 je samo. 

 
Kiedy zacz

ą

ł głosi

ć

 swój nowo odkryty ateizm innym,  

nie przygotowanym na to, trzeba było go powstrzyma

ć

"Była epoka, epoka przed-naukowa, kiedy ludzie czcili sło

ń

ce. 

 Potem nast

ą

piła epoka naukowa i ludzie u

ś

wiadomili sobie, 

 

Ŝ

e sło

ń

ce nie było bogiem, nawet nie było osob

ą

. 

 Wreszcie przyszła epoka mistyczna i Franciszek z Asy

Ŝ

u 

background image

 nazwał sło

ń

ce >>bratem<< i rozmawiał z nim. 

 
 Miałe

ś

 wiar

ę

 przestraszonego chłopczyka. Teraz, 

 gdy przemieniłe

ś

 si

ę

 w 

ś

miałego człowieka, straciłe

ś

 j

ą

. 

 Oby

ś

 pewnego dnia stał si

ę

 mistykiem i odnalazł sw

ą

 wiar

ę

". 

  
                                     * 
 
Wiary nie traci si

ę

 z powodu odwa

Ŝ

nego szukania prawdy. 

Jedynie wierzenia wyra

Ŝ

aj

ą

ce wiar

ę

 zaciemniaj

ą

 si

ę

 na jaki

ś

 

czas, ale we wła

ś

ciwym momencie oczyszczaj

ą

 si

ę

 
 
 

JAJKO

 

 
 
Nasruddin zarabiał na 

Ŝ

ycie sprzedaj

ą

c jajka. 

Do jego sklepu weszła pewna osoba i rzekła mu: 
- Zgadnij, co trzymam w r

ę

ce? 

 
- Naprowad

ź

 mnie jako

ś

 - powiedział Nasruddin. 

 
- Dam ci kilka wskazówek: 
  ma kształt jajka i rozmiar jajka. 
  Wygl

ą

da jak jajko, smakuje jak jajko i pachnie jak jajko. 

  W 

ś

rodku jest białe i 

Ŝ

ółte. Przed ugotowaniem jest płynne, 

  po ugotowaniu twarde. Co wi

ę

cej, zniosła je kura... 

 
- Ju

Ŝ

 wiem - powiedział Nasruddin - to jaki

ś

 rodzaj ciastek. 

 
 
Specjalista ma dar niedostrzegania oczywisto

ś

ci! 

Najwy

Ŝ

szy kapłan ma dar nie rozpoznania Mesjasza! 

 
 
 

WOŁAĆ, BY OCALEĆ I TO BEZ USZCZERBKU

 

 
 
Kiedy

ś

 przybył prorok do pewnego miasta z zamiarem 

nawrócenia jego mieszka

ń

ców. 

Pocz

ą

tkowo ludzie słuchali jego kaza

ń

,  

ale po trosze zacz

ę

li si

ę

 oddala

ć

,  

tak, 

Ŝ

e w ko

ń

cu nie było nikogo, 

kto słuchałby słów proroka. 
 
Pewnego dnia jaki

ś

 przybysz powiedział do proroka: 

- Dlaczego ci

ą

gle przemawiasz? Nie widzisz,  

  twe posłannictwo jest niemo

Ŝ

liwe? 

 
Prorok odpowiedział: 
- Na pocz

ą

tku miałem nadziej

ę

background image

  

Ŝ

e mo

Ŝ

na ich zmieni

ć

. Ale teraz,  

  je

ś

li nawołuj

ę

 nadal, to tylko po to, 

  by oni mnie nie zmienili. 
 
 

 

 

SPRZEDAś WODY Z RZEKI

 

Tego dnia mowa mistrza ograniczyła si

ę

 

do jednego enigmatycznego zdania. 
 
U

ś

miechaj

ą

c si

ę

 tylko ironicznie i rzekł: 

- Całe moje działanie tutaj, to siedzenie 
  na brzegu i sprzedawanie wody z rzeki. 
 
I zako

ń

czył swoj

ą

 mow

ę

 
 
Sprzedawca ulokował si

ę

 na brzegu rzeki i tysi

ą

ce ludzi 

przychodziło do niego, by kupi

ć

 wod

ę

. Powodzenie jego 

polegało na tym, 

Ŝ

e ci ludzie nie widzieli rzeki.  

Kiedy wreszcie j

ą

 zobaczyli wycofał si

ę

 
Kaznodzieja cieszył si

ę

 ogromnym powodzeniem. 

Przychodziły do niego tłumy uczy

ć

 si

ę

 m

ą

dro

ś

ci. 

Kiedy uzyskali m

ą

dro

ść

, przestali przychodzi

ć

 na jego kazania. 

A kaznodzieja u

ś

miechał si

ę

 zadowolony. Osi

ą

gn

ą

ł swój cel, 

którym było usuni

ę

cie si

ę

 tak pr

ę

dko, jak tylko mo

Ŝ

na, 

gdy

Ŝ

 w gł

ę

bi duszy wiedział, 

Ŝ

e dawał ludziom jedynie to, 

co ju

Ŝ

 posiadali - aby tylko zechcieli otworzy

ć

 oczy i przejrze

ć

"Je

ś

li ja nie odejd

ę

 - powiedział Jezus swoim uczniom - 

 nie przyjdzie do was Duch 

Ś

wi

ę

ty". 

 
                               * * *  
 
Gdyby

ś

 przestał sprzedawa

ć

 wod

ę

 z takim zaanga

Ŝ

owaniem, 

ludzie mieliby wi

ę

cej mo

Ŝ

liwo

ś

ci zobaczenia rzeki. 

 
 
 

MEDALIK

 

Człowiek jest sam, zagubiony w tym ogromnym wszech

ś

wiecie. 

I jest pełen l

ę

ków. 

 
Dobra religia czyni go odwa

Ŝ

nym. Kiepska religia pot

ę

guje jego l

ę

ki. 

 
 
Pewna matka nie mogła sobie poradzi

ć

 z synkiem, 

który zawsze wracał do domu po zmroku. 

background image

Dlatego przestraszyła go: powiedziała mu, 

Ŝ

e na 

ś

cie

Ŝ

ce do domu pojawiły si

ę

 jakie

ś

 duchy 

wychodz

ą

ce zaraz po zachodzie sło

ń

ca. 

Odt

ą

d nie musiała mu przypomina

ć

,  

by wracał do domu w por

ę

 
Kiedy jednak chłopiec urósł, 
tak bał si

ę

 ciemno

ś

ci i duchów,  

Ŝ

e nie było sposobu, by wyszedł z domu wieczorem. 

Wtedy matka dała mu medalik i przekonała go,  

Ŝ

e gdy b

ę

dzie go nosił, duchy nie b

ę

d

ą

 mu mogły 

zrobi

ć

 nic złego. 

 
Teraz ju

Ŝ

 chłopiec wchodzi odwa

Ŝ

nie w ciemno

ś

ci, 

mocno 

ś

ciskaj

ą

c swój medalik. 

 
 
Kiepska religia daj

ę

 wiar

ę

 w medalik. Dobra religia  

pozwala wiedzie

ć

Ŝ

e takich duchów nie ma. 

 

NASRUDDIN W CHINACH

 

 
 
 
Nie jest zbyt chwalebne dla przewodnika duchowego, 
je

ś

li jego uczniowie wiecznie siedz

ą

 u jego stóp. 

 
 
Mułła Nasruddin udał si

ę

 do Chin, 

gdzie zebrał grup

ę

 uczniów, których przygotował 

na przyj

ę

cie o

ś

wiecenia. 

Ale gdy tylko uczniowie zostali o

ś

wieceni, 

przestali przychodzi

ć

 na jego wykłady. 

 
 

KTO PEWNEGO GURU

 

 
 
Co wieczór, gry guru zasiadał do odprawiania 
nabo

Ŝ

e

ń

stwa, łaził tamt

ę

dy kot nale

Ŝą

cy do a

ś

ramu, 

rozpraszaj

ą

c wiernych. 

Dlatego guru polecił, by kota zwi

ą

zywa

ć

 

podczas nabo

Ŝ

e

ń

stwa. 

 
Długo po 

ś

mierci guru nadal zwi

ą

zywano kota 

w czasie wieczornego nabo

Ŝ

e

ń

stwa, a gdy kot 

w ko

ń

cu umarł, sprowadzono do a

ś

ramu innego kota, 

aby móc go zwi

ą

zywa

ć

 w czasie wieczornego nabo

Ŝ

e

ń

stwa. 

 
Wieki pó

ź

niej uczniowie guru pisali wielce uczone 

traktaty o istotnej roli kota w nale

Ŝ

ytym 

odprawianiu nabo

Ŝ

e

ń

stwa. 

 

background image

 

SZATY LITURGICZNE

 

 
 
Pa

ź

dziernik 1917: wybucha rewolucja rosyjska. 

Historia ludzko

ś

ci nabrała nowego wymiaru. 

 
Historia mówi, 

Ŝ

e w tym samym miesi

ą

cu 

odbyło si

ę

 zabranie rosyjskiego Ko

ś

cioła 

prawosławnego i 

Ŝ

e miała miejsce burzliwa dyskusja  

nad kolorem kap u

Ŝ

ywanych w czasie liturgii. 

Niektórzy usilnie nalegali, by były białe, 
podczas gdy inni z t

ą

 sam

ą

 usilno

ś

ci

ą

 chcieli 

by były purpurowe. 
 
Neron grał na lirze, gdy płon

ą

ł Rzym. 

 
 
Zmaganie si

ę

 z rewolucj

ą

 sprawia niesko

ń

czenie wi

ę

cej 

kłopotu, ni

Ŝ

 organizowanie liturgii. Wol

ę

 odmawia

ć

 modlitwy, 

ni

Ŝ

 miesza

ć

 si

ę

 w wa

ś

nie s

ą

siadów. 

 
 

 

MLECZE

 

 
 
Pewien człowiek, niezmiernie dumny  
z trawnika w swoim ogrodzie, zauwa

Ŝ

ył nagle, 

Ŝ

e na tym trawniku wyrosło mnóstwo mleczy. 

I cho

ć

 próbował wszelkich sposobów,  

Ŝ

eby si

ę

 ich pozby

ć

, nie potrafił zapobiec temu, 

by stały si

ę

 prawdziw

ą

 plag

ą

 
Wreszcie napisał do ministra rolnictwa 
donosz

ą

c o wszelkich usiłowaniach, 

jakie był podejmował, i zako

ń

czył list pytaj

ą

c: 

"Co mog

ę

 zrobi

ć

?" 

 
Wkrótce nadeszła odpowied

ź

"Radzimy Panu nauczy

ć

 si

ę

 ja kocha

ć

". 

 
 
Ja równie

Ŝ

 miałem trawnik, z którego byłem bardzo dumny, 

i równie

Ŝ

 mnie dotkn

ę

ła plaga mleczy, które próbowałem 

zwalczy

ć

 wszystkimi mo

Ŝ

liwymi sposobami. Tak wi

ę

c nauczy

ć

 si

ę

 

je kocha

ć

 nie było wcale łatwo. 

 
Zacz

ą

łem mówi

ć

 do nich codziennie. Serdecznie i przyja

ź

nie. 

One jednak odpowiadały mi gorzkim milczeniem.  
Jeszcze ubolewały nad walk

ą

 jak

ą

 im wytoczyłem. 

background image

Prawdopodobnie miały te

Ŝ

 jakie

ś

 w

ą

tpliwo

ś

ci co do moich motywów. 

 
Nie musiałem jednak czeka

ć

 długo, by zacz

ę

ły si

ę

 u

ś

miecha

ć

 

i uzyskały spokój. Wr

ę

cz zacz

ę

ły odpowiada

ć

 na to co im mówiłem. 

Szybko zostali

ś

my przyjaciółmi. 

 
Oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e mój trawnik uległ zniszczeniu,  

ale za to jak uroczy stał si

ę

 mój ogród!... 

 
                         * 
 
Stopniowo tracił wzrok, mimo 

Ŝ

e starał si

ę

 tego unikn

ąć

 

wszelkimi sposobami. Kiedy lekarstwa ju

Ŝ

 przestały działa

ć

dalej bronił si

ę

 gwałtownie. Musiałem nabra

ć

 odwagi, 

aby mu powiedzie

ć

- Radz

ę

 ci, by

ś

 nauczył si

ę

 kocha

ć

 swoj

ą

 

ś

lepot

ę

 
To była prawdziwa walka. Pocz

ą

tkowo nie chciał nawi

ą

za

ć

  

ze swoj

ą

 

ś

lepot

ą

 kontaktu, powiedzie

ć

 do niej jednego słowa. 

Kiedy wreszcie osi

ą

gn

ą

ł tyle, 

Ŝ

e mógł z ni

ą

 rozmawia

ć

jego słowa były pełny zło

ś

ci i goryczy. Ale nie przestawał  

mówi

ć

 i z czasem słowa przybierały ton rezygnacji,  

potem tolerancji i wreszcie akceptacji - a

Ŝ

 pewnego dnia, 

ku jego zdumieniu, stały si

ę

 słowami sympatii i ... miło

ś

ci.  

Nadszedł dzie

ń

, w którym był zdolny obj

ąć

 ramieniem swoj

ą

  

ś

lepot

ę

 i powiedzie

ć

 jej: "Kocham ci

ę

". I tego dnia zobaczyłem, 

Ŝ

e znowu si

ę

 u

ś

miechn

ą

ł. A jaki słodki był ten u

ś

miech! 

 
Naturalnie, stracił wzrok na zawsze. Ale jak pi

ę

kna stała si

ę

 jego  

twarz! Du

Ŝ

o pi

ę

kniejsza ni

Ŝ

 była, nim przyszła 

Ŝ

y

ć

 z nim 

Ś

lepota. 

 
 
 

 

NIE ZMIENIAJ SIĘ

 

 
 
Przez całe lata byłem neurotykiem. 
Typem zgorzkniałym, przygn

ę

bionym i egoist

ą

Wszyscy ci

ą

gle mi mówili, 

Ŝ

ebym si

ę

 zmienił. 

I nie przestawali przypomina

ć

 mi, 

jak bardzo byłem neurotykiem. 
 
A ja si

ę

 obra

Ŝ

ałem, cho

ć

 zgadzałem si

ę

 z nimi. 

I chciałem si

ę

 zmieni

ć

, ale nie potrafiłem, 

mimo wielu wysiłków. 
 
Najgorsze było to, 

Ŝ

e mój przyjaciel 

nie przestawał wypomina

ć

 mi neurotycznego stanu, 

w którym trwałem.  
I równie

Ŝ

 podkre

ś

lał konieczno

ść

 zmiany. 

 
Tak

Ŝ

e z nim si

ę

 zgadzałem i nie mogłem si

ę

  

background image

na niego obra

Ŝ

a

ć

. Ale skutek był taki, 

Ŝ

e czułem si

ę

 jakby bezsilny i jakby skr

ę

powany. 

 
A

Ŝ

 pewnego dnia przyjaciel powiedział mi: 

- Nie zmieniaj si

ę

  B

ą

d

ź

 jaki jeste

ś

. Tak naprawd

ę

 to nie wa

Ŝ

ne, 

  czy si

ę

 zmienisz, czy nie. 

  Kocham ci

ę

 jakim jeste

ś

 i nie mog

ę

  

  przesta

ć

 ci

ę

 kocha

ć

 
Te słowa zabrzmiały w moich uszach jak muzyka: 
"Nie zmieniaj si

ę

. Nie zmieniaj si

ę

. Nie zmieniaj si

ę

... 

 Kocham ci

ę

... " 

 
Wtedy si

ę

 uspokoiłem. I poczułem, 

Ŝ

Ŝ

yj

ę

I, co za cud, zmieniłem si

ę

 
 
Teraz wiem, 

Ŝ

e w rzeczywisto

ś

ci nie mogłem si

ę

 zmieni

ć

 

a

Ŝ

 do spotkania kogo

ś

, kto by mnie kochał, bez wzgl

ę

du 

na to, czy si

ę

 zmieni

ę

, czy nie. 

 
Czy ty tak mnie kochasz, Bo

Ŝ

e? 

 
 

MÓJ PRZYJACIEL

 

 
 
Malik, syn Dinara, wielce si

ę

 zmartwił z powodu swobodnych 

obyczajów swawolnego młodzie

ń

ca, który mieszkał 

w s

ą

siednim domu. Jednak przez długi czas nie odzywał si

ę

 

w nadziei, 

Ŝ

e kto

ś

 wreszcie b

ę

dzie interweniował. 

Ale kiedy zachowanie młodzie

ń

ca stało si

ę

 absolutnie 

niezno

ś

ne, Malik udał si

ę

 do niego i poprosił, 

by zmienił swój sposób bycia. 
 
Z całym spokojem młodzieniec poinformował Malika, 

Ŝ

e jest protegowanym sułtana i dlatego nikt nie mo

Ŝ

mu zabroni

ć

 

Ŝ

y

ć

 jak mu si

ę

 podoba. 

Malik rzekł: 
- Osobi

ś

cie poskar

Ŝę

 si

ę

. - 

Młody człowiek odpowiedział: 
- Na nic si

ę

 to nie zda, gdy

Ŝ

 sułtan nigdy nie zmieni 

  zdanie o mnie. 
- W takim razie powiem o Tobie stwórcy - 
odparł Malik. 
- Najwy

Ŝ

szy stwórca - rzekł młodzieniec - jest zbyt 

  miłosierny, aby mi co

ś

 wyrzuca

ć

 
Malik poczuł si

ę

 bezradny i zostawił młodzie

ń

ca 

samemu sobie. Ale niedługo reputacja młodzie

ń

ca 

stała si

ę

 tak zła, 

Ŝ

e spotkała si

ę

 z ogólnym oburzeniem. 

Malik postanowił wtedy spróbowa

ć

 go upomnie

ć

Jednak kiedy kierował si

ę

 ku domowi młodzie

ń

ca, 

usłyszał głos, który mówił: 

background image

"Zostaw w spokoju mojego przyjaciela. 
Jest pod moj

ą

 opiek

ą

". 

Malik zmieszał si

ę

 ogromnie i gdy stan

ą

ł przed młodzie

ń

cem, 

nie wiedział co powiedzie

ć

 
Młody człowiek zapytał: 
- Po co

ś

 przyszedł? - 

Malik odpowiedział: 
- Szedłem ci

ę

 upomnie

ć

, ale gdy skierowałem si

ę

 tutaj, 

  jaki

ś

 głos powiedział mi, bym ci

ę

 zostawił w spokoju, 

  bo jeste

ś

 pod jego opiek

ą

 
Twarz młodzie

ń

ca zmieniła si

ę

- Naprawd

ę

, nazwał mnie swoim przyjacielem? - zapytał. 

 
Ale Malik ju

Ŝ

 odszedł. 

Po latach Malik spotkał si

ę

 z nim w Mekce. 

Słowa Głosu wywarły na nim takie wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e zostawił co miał i stał si

ę

 w

ę

drownym 

Ŝ

ebrakiem. 

- Przyszedłem tutaj szuka

ć

 mojego Przyjaciela - 

powiedział do Malika i umarł. 
 
 
Bóg przyjacielem grzeszników? Podobne twierdzenie 
jest tyle ryzykowne, ile prawdziwe. Zastosowałem je do siebie, 
kiedy przy pewnej okazji powiedziałem: 
"Bóg jest zbyt miłosierny, aby mi co

ś

 wyrzuca

ć

". 

W tym momencie usłyszałem Dobr

ą

 Nowin

ę

 - po raz 

pierwszy w 

Ŝ

yciu. 

 
 
 

ARABSKI KATECHUMEN

 

 
 
 
Arabski mistrz Jalall ud-Din Rumbi lubił opowiada

ć

 

nast

ę

puj

ą

ca histori

ę

 
 
Pewnego dnia prorok Mahomet przewodniczył 
modlitwie porannej w meczecie. W

ś

ród wielu ludzi 

modl

ą

cych si

ę

 z prorokiem znajdował si

ę

 te

Ŝ

  

pewien Arab, katechumen. 
 
Mahomet rozpocz

ą

ł czyta

ć

 Koran recytuj

ą

c werset, 

w którym faraon twierdzi: 
"Ja jestem twoim prawdziwym Bogiem". 
Słysz

ą

c to młody katechumen poczuł taki gniew, 

Ŝ

e przerwał milczenie i krzykn

ą

ł: 

- A to pyszałek, skurwysyn! 
 
Prorok nic nie powiedział, ale gdy sko

ń

czył si

ę

 modli

ć

inni zacz

ę

li upomina

ć

 Araba: 

- Nie wstyd ci? Twoja modlitwa na pewno ubli

Ŝ

a Bogu, 

background image

  bo nie dosy

ć

Ŝ

e przerwałe

ś

 

ś

wi

ę

te milczenie modlitwy, 

  to jeszcze u

Ŝ

yłe

ś

 wulgarnych słów w obecno

ś

ci  

  proroka Boga. 
 
Biedny Arab zarumienił si

ę

 ze wstydu i zacz

ą

ł dr

Ŝ

e

ć

 

ze strachu, a

Ŝ

 tu Gabriel ukazał si

ę

 prorokowi i rzekł: 

- Bóg posyła ci pozdrowienia i pragnie, by

ś

 kazał tym  

  ludziom przesta

ć

 napastowa

ć

 tego prostego Araba; 

  w rzeczywisto

ś

ci jego szczere zakl

ę

cie poruszyło  

  serce Boga bardziej ni

Ŝ

 

ś

wi

ę

te modlitwy wielu innych. 

 
 
Gdy si

ę

 modlimy, Bóg patrzy na nasze serca, 

a nie na form

ę

 naszych słów. 

 
 
 

MY JESTEŚMY TRZEJ, TY JESTEŚ TRZEJ

 

 
 
Kiedy statek biskupa zatrzymał si

ę

 na jeden dzie

ń

 

na odległej wyspie, biskup postanowił  
sp

ę

dzi

ć

 ten dzie

ń

 jak najpo

Ŝ

yteczniej. 

Spaceruj

ą

c po pla

Ŝ

y, spotkał trzech rybaków 

naprawiaj

ą

cych sieci. 

Łaman

ą

 angielszczyzn

ą

 wyja

ś

nili mu, jak zostali 

nawróceni przed wiekami przez misjonarzy. 
- My by

ć

 chrze

ś

cijanie - powiedzieli mu 

wskazuj

ą

c na siebie z dum

ą

 
 
Biskup był poruszony. Gdy zapytał czy umiej

ą

 

Modlitw

ę

 Pa

ń

sk

ą

, odpowiedzieli, 

Ŝ

e nigdy jej  

nie słyszeli. Biskup był gł

ę

boko przej

ę

ty: 

jak mogli nazywa

ć

 si

ę

 chrze

ś

cijanami,  

je

ś

li nie umieli czego

ś

 tak podstawowego 

jak "Ojcze nasz"? 
 
- W takim razie, co mówicie, gdy si

ę

 modlicie? 

 
-My podnie

ść

 czy do nieba. My mówi

ć

 "My jeste

ś

my trzej, Ty jeste

ś

 trzej, zmiłuj si

ę

 nad nami". 

Biskup a

Ŝ

 si

ę

 przel

ą

kł tak prymitywnego,  

wr

ę

cz heretyckiego charakteru ich modlitwy. 

Cał

ą

 reszt

ę

 dnia po

ś

wi

ę

cił wi

ę

c, by nauczy

ć

 ich "Ojcze nasz". 

Rybakom trudno było zapami

ę

ta

ć

 modlitw

ę

ale zebrali wszystkie siły i nast

ę

pnego dnia przed odjazdem 

Biskup miał satysfakcj

ę

 usłysze

ć

 z ich ust "Ojcze nasz" 

bez jednego bł

ę

du. 

 
Po wielu miesi

ą

cach statek biskupa znalazł si

ę

 znowu  

przy tamtych wyspach i kiedy biskup chodził po pokładzie 
odmawiaj

ą

c swoje wieczorne modlitwy, przypomniał sobie  

z zadowoleniem, 

Ŝ

e na jednej z tych dalekich wysp 

jest trzech ludzi, którzy dzi

ę

ki jego cierpliwym wysiłkom, 

background image

mog

ą

 teraz modli

ć

 si

ę

 jak nale

Ŝ

y. 

Kiedy o tym my

ś

lał nagle podniósł oczy i zauwa

Ŝ

ył jaki

ś

 

ś

wietlny punkt na wschodzie. 

Ś

wiatło zbli

Ŝ

ało si

ę

 do statku i ku swemu zdumieniu zobaczył 

trzy sylwetki id

ą

ce po wodzie w jego kierunku. 

Kapitan zatrzymał statek i wszyscy marynarze zebrali si

ę

 

przy burcie, by obserwowa

ć

 to zdumiewaj

ą

ce zjawisko. 

 
Kiedy trzy sylwetki znajdowały si

ę

 ju

Ŝ

 na odległo

ść

 głosu, 

biskup rozpoznał w nich swoich trzech przyjaciół - rybaków. 
- Biskupie - powiedzieli - my smutni. 
  My zapomnie

ć

 pi

ę

kna modlitwa. My mówi

ć

  "Ojcze nasz, który

ś

 jest w niebie, 

ś

wi

ęć

 si

ę

 imi

ę

 Twoje, 

   przyjd

ź

 Królestwo Twoje..." 

  Potem zapomnie

ć

  Prosimy powiedzie

ć

 jeszcze raz cała modlitwa. 

 
Biskup poczuł si

ę

 zawstydzony. 

 
- Wró

ć

cie do waszych domów, moi drodzy ludzie - 

  powiedział - a kiedy si

ę

 modlicie, mówcie: 

  "My jeste

ś

my trzej, Ty jeste

ś

 trzej, zmiłuj si

ę

 nad nami". 

 
 
Cz

ę

sto widziałem staruszki odmawiaj

ą

ce nie ko

ń

cz

ą

ce si

ę

  

Ŝ

a

ń

ce w ko

ś

ciele. Jak mo

Ŝ

e uczci

ć

 Boga ta nieskładna  

gadanina? Ale zawsze, gdy popatrzyłem w ich oczy  
i w ich oblicza zwrócone ku niebu, widziałem w gł

ę

bi duszy, 

Ŝ

e s

ą

 bli

Ŝ

ej Boga ni

Ŝ

 wielu uczonych m

ęŜ

ów. 

 
 
 

MODLITWA MOśE BYĆ NIEBEZPIECZNA

 

 
 
 
Oto jedna z ulubionych opowie

ś

ci sufi, Sa'di di Shiraza: 

 
 
Pewien mój przyjaciel bardzo si

ę

 cieszył, 

Ŝ

e jego 

Ŝ

ona jest w ci

ąŜ

y. Bardzo pragn

ą

ł mie

ć

 syna 

i prosił Boga o to bezustannie, czyni

ą

c mu szereg obietnic. 

 
I jego 

Ŝ

ona urodziła chłopczyka, z czego mój przyjaciel 

niezmiernie si

ę

 ucieszył i zaprosił na uczt

ę

 cał

ą

 wie

ś

 
Po wielu latach wracaj

ą

c z Mekki wst

ą

piłem do wsi 

mojego przyjaciela i dowiedziałem si

ę

Ŝ

e jest w wi

ę

zieniu. 

 
- Dlaczego? Co takiego zrobił? - pytałem. 
 
S

ą

siedzi powiedzieli: 

- Jego syn upił si

ę

, zabił pewnego człowieka i uciekł. 

  Dlatego aresztowano ojca i zamkni

ę

to w wi

ę

zieniu. 

 

background image

 
To prawda, 

Ŝ

e prosi

ć

 Boga gor

ą

co o to, czego pragniemy, 

jest rzecz

ą

 chwalebn

ą

 
Ale jest to te

Ŝ

 bardzo niebezpieczne. 

 
 
 

 

MĘDRZEC NARADA

 

 
 
Hinduski m

ę

drzec Narada ruszył z pielgrzymk

ą

 

do 

ś

wi

ą

tyni boga Wisznu. Pewnej nocy zatrzymał si

ę

 

we wsi, gdzie dano mu schronienie w lepiance ubogiej pary. 
Nast

ę

pnego ranka nim odszedł, m

ąŜ

 rzekł do Narada: 

- Jako, 

Ŝ

e idziesz do Pana Wisznu, popro

ś

 go, 

  aby dał dziecko mojej 

Ŝ

onie i mnie, 

  bo ju

Ŝ

 wiele lat nie mamy potomstwa. 

 
Kiedy Narada przybył do 

ś

wi

ą

tyni, rzekł do Pana: 

- Ten człowiek i jego 

Ŝ

ona byli dla mnie bardzo mili. 

  Miej lito

ść

 nad nimi i daj im dziecko. - 

Pan odparł stanowczo: 
- Przeznaczeniem tego człowieka jest nie mie

ć

 dzieci. - 

Tak wi

ę

c Narada po odprawieniu swoich pobo

Ŝ

no

ś

ci, 

wrócił do domu. 
 
Po pi

ę

ciu latach podj

ą

ł t

ę

 sam

ą

 pielgrzymk

ę

 

i zatrzymał si

ę

 w tej samej wsi, 

znowu podejmowany przez t

ę

 sam

ą

 par

ę

Tyle, 

Ŝ

e tym razem dwoje dzieci  

bawiło si

ę

 u wej

ś

cia do lepianki. 

 
- Czyje to s

ą

 dzieci? - zapytał Narada. 

- Moje odpowiedział m

ąŜ

Narada zdziwił si

ę

. Wie

ś

niak mówił dalej: 

- Przed pi

ę

ciu laty zaraz potem jak ty st

ą

d odszedłe

ś

  przybył do naszej wsi 

ś

wi

ę

ty 

Ŝ

ebrak. Przyj

ę

li

ś

my go 

  na noc. Nast

ę

pnego ranka, przed wyj

ś

ciem, 

  błogosławił nas, moj

ą

 

Ŝ

on

ę

 i mnie... 

  I Pan dał nam tych dwoje dzieci. 
 
Kiedy Narada to usłyszał, nie czekał dłu

Ŝ

ej, 

lecz natychmiast poszedł do 

ś

wi

ą

tyni Pana Wisznu. 

Wchodz

ą

c zawołał od samych drzwi 

ś

wi

ą

tyni: 

- Czy nie mówiłe

ś

Ŝ

e temu człowiekowi nie było 

  przeznaczone mie

ć

 dzieci? 

  On ma ich dwoje! 
 
Kiedy Pan go usłyszał, roze

ś

miał si

ę

 gło

ś

no i rzekł: 

- Pewnie stało si

ę

 to przez jakiego

ś

 

ś

wi

ę

tego. 

  

Ś

wi

ę

ci maj

ą

 moc zmieniania przeznaczenia. 

background image

 
 
Mimowolnie przypomina mi si

ę

 pewne wesele,  

na którym Matka Jezusa, przez swoje pro

ś

by sprawiła, 

Ŝ

e jej Syn uczynił cud wcze

ś

niej, ni

Ŝ

 było to powiedziane 

w jego przeznaczeniu. 
 
 
 

PRZEZNACZENIE W RZUCIE MONETĄ

 

 
 
Wielki japo

ń

ski generał Nobunaga postanowił 

zaatakowa

ć

 mimo, 

Ŝ

e miał tylko jednego 

Ŝ

ołnierza 

na dziesi

ę

ciu nieprzyjaciół. Był pewny zwyci

ę

stwa,  

ale jego 

Ŝ

ołnierzy dr

ę

czyło wiele w

ą

tpliwo

ś

ci. 

 
Kiedy szli do walki zatrzymał si

ę

 w sanktuarium 

sintoickim. 
Po modlitwie Nobunaga wyszedł i powiedział: 
- Teraz rzuc

ę

 monet

ę

 w powietrze. 

  Je

ś

li wyjdzie awers, wygramy; je

ś

li rewers, zniszcz

ą

 nas. 

  Przeznaczenie uka

Ŝ

e nam swoje oblicze. - 

 
Rzucił monet

ę

 i wypadł awers. 

ś

ołnierze wpadli w tak

ą

 ochot

ę

 do walki,  

Ŝ

e nie mieli 

Ŝ

adnych trudno

ś

ci z jej wygraniem. 

 
Nast

ę

pnego dnia adiutant powiedział do Nobunagi: 

- Nic nie mo

Ŝ

e zmieni

ć

 oblicza przeznaczenia. 

 
- Tak jest - odparł Nobunaga, pokazuj

ą

c mu  

  fałszyw

ą

 monet

ę

 a awarsem po obu stronach. 

 
 
Siła modlitwy? 
Siła przeznaczenia? 
Albo moc wiary, 

Ŝ

e nast

ą

pi to, czego si

ę

 nie spodziewamy. 

 
 
 

PROSIĆ O DESZCZ

 

 
 
 
Kiedy przychodzi do Ciebie neurotyk szukaj

ą

cy pomocy, 

rzadko pragnie by

ć

 leczony, gdy

Ŝ

 wszelkie leczenie jest bolesne. 

To, czego naprawd

ę

 chce, to czu

ć

 si

ę

 dobrze ze swoj

ą

 neuroz

ą

Albo te

Ŝ

, jeszcze lepiej, wygl

ą

da cudu, który leczy bez bólu. 

 
 
Pewien starzec lubił pali

ć

 fajk

ę

 po kolacji. 

Którego

ś

 wieczora, jego 

Ŝ

ona poczuła,  

background image

Ŝ

e co

ś

 si

ę

 pali, i krzykn

ę

ła: 

- Na Boga 

Ś

wi

ę

tego, tatu

ś

! Pal

ą

 ci si

ę

 w

ą

sy! 

- Wiem - odpowiedział starzec. - 
  Nie widzisz, 

Ŝ

e prosz

ę

 o deszcz? 

 
 

OKALECZONY LIS

 

 
 
 
Bajka arabskiego mistyka Sa'di: 
 
 
Pewien człowiek przechadzaj

ą

c si

ę

 po lesie 

zobaczył lisa, który stracił nogi i dziwił si

ę

jak on mo

Ŝ

Ŝ

y

ć

. Wtem spostrzegł nadbiegaj

ą

cego  

tygrysa ze zdobycz

ą

 w z

ę

bach. 

Tygrys ju

Ŝ

 si

ę

 był  nasycił i zostawił reszt

ę

 mi

ę

sa lisowi. 

 
Nast

ę

pnego dnia Bóg na nowo nakarmił lisa 

za po

ś

rednictwem tego samego tygrysa. 

Człowiek pocz

ą

ł si

ę

 dziwi

ć

 ogromnej dobroci Boga 

i rzekł do siebie: 
- Ja te

Ŝ

 uło

Ŝę

 si

ę

 w jakim

ś

 k

ą

cie ufaj

ą

c w pełni Panu, 

  a on da mi co potrzeba. - 
 
I tak si

ę

 zachowywał przez wiele dni,  

ale nie zdarzyło si

ę

 nic i biedaczysko prawie 

stał na progu 

ś

mierci, kiedy usłyszał głos mówi

ą

cy: 

- O ty, który jeste

ś

 na bł

ę

dnej drodze, 

  otwórz twe oczy na prawd

ę

  Id

ź

 za przykładem tygrysa, a przesta

ń

 wreszcie 

  na

ś

ladowa

ć

 biednego okaleczonego lisa. 

 
 
Na ulicy zobaczyłem dziewczynk

ę

 przekl

ę

t

ą

 i dr

Ŝą

c

ą

 z zimna 

w cienkiej sukience i bez widoków na porz

ą

dny posiłek. 

Zdenerwowałem si

ę

 i rzekłem do Boga: 

- Dlaczego pozwalasz na co

ś

 takiego? Dlaczego nie robisz nic, 

  by to zmieni

ć

? 

 
Bóg na razie milczał. Tej samej jednak nocy, niespodziewanie, 
odpowiedział mi: 
- Ale

Ŝ

 oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e co

ś

 zrobiłem. Zrobiłem dla ciebie. 

 
 
 

BÓG POKARM

 

 
 
Pewnego razu postanowił Bóg odwiedzi

ć

 ziemi

ę

 

i wysłał anioła by zbadał sytuacj

ę

 przed Jego wizyt

ą

 

background image

Anioł wrócił z raportem: 
- Wielu ludzi nie ma co je

ść

  dla wielu a nich brakuje te

Ŝ

 pracy. 

 
I rzekł Bóg: 
- W takim razie wciel

ę

 si

ę

 

  w jedzenie dla głodnych 
  i w prac

ę

 dla bezrobotnych. 

 
 

PIĘCIU MNICHÓW

 

 
 
Lama Południa zwrócił si

ę

 z gor

ą

c

ą

 pro

ś

b

ą

 

do Wielkiego Lamy Północy, 
aby wysłał jednego mnicha m

ą

drego i 

ś

wi

ę

tego, 

który wprowadziłby nowicjuszy w 

Ŝ

ycie duchowe. 

Ku ogólnemu zaskoczeniu Wielki Lama  
wysłał pi

ę

ciu mnichów zamiast jednego. 

A tym, którzy pytali go o powody,  
odpowiadał tajemniczo: 
- B

ę

dziecie mieli szcz

ęś

cie 

  je

ś

li cho

ć

 jeden z pi

ę

ciu dotrze do Lamy. 

 
Grupa szła ju

Ŝ

 kilka dni, kiedy przybiegł  

do nich posłaniec i rzekł im: 
- Kapłan z naszej wioski umarł.  
  Potrzebujemy kogo

ś

, kto zajmie jego miejsce. - 

Wie

ś

 wygl

ą

dała na wygodn

ą

, a pensja kapłana  

była do

ść

 atrakcyjna. W jednym z mnichów  

natychmiast zapłon

ę

ła troska duszpasterska  

o tych ludzi i powiedział: 
- Nie byłbym prawdziwym buddyst

ą

,  

  gdybym nie pozostał by tym ludziom słu

Ŝ

y

ć

. - 

I został. 
 
Kilka dni pó

ź

niej zdarzyło im si

ę

 znale

źć

  

w pałacu króla, któremu bardzo spodobał si

ę

 

jeden z mnichów. 
- Zosta

ń

 z nami - powiedział król. - 

  O

Ŝ

enisz si

ę

 z moj

ą

 córk

ą

. A jak umr

ę

  zast

ą

pisz mnie na tronie. - 

Mnicha poci

ą

gała i ksi

ęŜ

niczka, i blask korony, 

wi

ę

c powiedział: 

- Czy mo

Ŝ

e by

ć

 lepszy sposób by wpłyn

ąć

 

  na poddanych tego królestwa i skłania

ć

 ich do dobra, 

  ni

Ŝ

 zosta

ć

 ich królem? 

  Nie byłbym prawdziwym buddyst

ą

,  

  gdybym nie skorzystał z okazji słu

Ŝ

enia  

  sprawie naszej 

ś

wi

ę

tej religii. - 

Tak wi

ę

c pozostał i ten. 

 
Reszta grupy szła dalej, a

Ŝ

 pewnego wieczora, 

w górzystych stronach, dotarli do  samotnej chatki, 
zamieszkałej przez pi

ę

kn

ą

 dziewczyn

ę

background image

która udzieliła im go

ś

ciny dzi

ę

kuj

ą

c Bogu, 

Ŝ

e przysłał jej tych mnichów. Jej rodzice 

zostali zabici przez bandytów 
i dziewczyna była sama, przel

ę

kniona. 

 
Nast

ę

pnego ranka, gdy przyszła chwila odej

ś

cia, 

jeden z mnichów rzekł: 
- Ja zostan

ę

 z t

ą

 dziewczyn

ą

  Nie byłbym prawdziwym buddyst

ą

  gdybym okazał współczucia. - 
Tak odszedł trzeci. 
 
Dwaj pozostali doszli wreszcie do pewnej wioski 
buddyjskiej, gdzie zauwa

Ŝ

yli z przera

Ŝ

eniem,  

Ŝ

e wszyscy mieszka

ń

cy wsi opu

ś

cili swoj

ą

 religi

ę

 

i dali si

ę

 przekona

ć

 pewnemu hinduskiemu guru. 

Jeden z mnichów powiedział: 
- Jest moim obowi

ą

zkiem wzgl

ę

dem 

  tych biednych ludzi i wzgl

ę

dem Pana, Buddy, 

  zosta

ć

 tutaj i przyprowadzi

ć

 ich do prawdziwej religii. - 

Ten był ostatni, który odszedł. 
 
Wreszcie pi

ą

ty mnich przybył do Lamy południa. 

Wielki Lama Północy miał racj

ę

 
 
Przed laty zacz

ą

łem szuka

ć

 Boga. Raz i drugi oddalałem si

ę

 

od drogi. I to z najlepszych powodów: by referowa

ć

 liturgi

ę

by zmienia

ć

 struktury Ko

ś

cioła, by odnowi

ć

 moje studia biblijne 

i nauczy

ć

 si

ę

 teologii odpowiedniej. 

 
Niestety, łatwiej mi przychodzi zaanga

Ŝ

owa

ć

 si

ę

 w jak

ą

 b

ą

d

ź

 

działalno

ść

 religijn

ą

, ni

Ŝ

 kontynuowa

ć

 wiernie poszukiwanie Boga. 

 
 
 

 

 

ZATRUDNIENIE

 

 
 
Wchodzi pierwszy kandydat. 
 
Rozumie pan, 

Ŝ

e to jest tylko zwykły test, 

który chcemy zrobi

ć

, nim damy panu prac

ę

o jak

ą

 pan prosił? 

- Tak. 
- Doskonale, Ile jest plus razy dwa? 
- Cztery. 
 
Wchodzi drugi kandydat. 

background image

 
- Jest pan gotów na test? 
- Tak. 
- Doskonale. Ile jest dwa plus dwa? 
- Jak powie szef, tak b

ę

dzie. 

 
Drugi kandydat otrzymał prac

ę

 
 
Zachowanie si

ę

 drugiego kandydata jest warte polecenia, 

je

ś

li chcesz wybi

ć

 si

ę

 w jakiejkolwiek instytucji,  

ś

wieckiej czy religijnej. 

 
Cz

ę

sto przyda ci si

ę

 dla uzyskania dobrych ocen na egzaminach. Dlatego te

Ŝ

 magistrzy 

teologii nieraz bywaj

ą

 bardziej znani  

ze swej miło

ś

ci do doktryny ni

Ŝ

 miło

ś

ci prawdy. 

 
 
 

DIOGENES

 

 
 
Filozof Diogenes jadł soczewic

ę

 na kolacj

ę

Zobaczył to filozof Arystyp, który 

Ŝ

ył wygodnie 

za cen

ę

 pochlebiania królowi. 

 
Arystyp zwrócił si

ę

 do niego: 

- Gdyby

ś

 si

ę

 nauczył by

ć

 poddanym królowi, 

  nie musiałby

ś

 je

ść

 tej dziadowskiej soczewicy. 

 
Na to odpowiedział Diogenes: 
- Gdyby

ś

 ty si

ę

 był nauczył je

ść

 soczewic

ę

  nie musiałby

ś

 przypochlebia

ć

 si

ę

 królowi. 

 
 

WSTAĆ I BYĆ WIDZIANYM

 

 
 
 
Powiedzie

ć

 prawd

ę

, tak jak si

ę

 j

ą

 widzi, wymaga du

Ŝ

o odwagi, 

je

ś

li si

ę

 nale

Ŝ

y do jakiej

ś

 instytucji. 

 
Sprzeciwi

ć

 si

ę

 własnej instytucji wymaga jeszcze wi

ę

cej odwagi. 

To wła

ś

nie zrobił Jezus. 

 
 
Kiedy Chruszczow wygłosił swe słynne oskar

Ŝ

enie 

epoki stalinizmu, podobno jeden z obecnych  
w Sali Kongresowej powiedział: 
- A gdzie wy byli

ś

cie towarzyszu Chruszczow, 

  kiedy mordowano wszystkich tych niewinnych ludzi? 
 
Chruszczow przerwał, popatrzył wokół po sali i rzekł: 

background image

- Ten, kto to powiedział niech b

ę

dzie uprzejmy wsta

ć

 
Napi

ę

cie na sali rosło. 

Nikt nie wstał. 
 
Wtedy Chruszczow powiedział: 
- Bardzo dobrze, masz ju

Ŝ

 odpowied

ź

  kimkolwiek jeste

ś

.  

  Znajdowałem si

ę

 dokładnie w tym samym poło

Ŝ

eniu, 

  co ty teraz 
 
 
Jezus byłby wstał.  
 
 
 

SKLEP Z PRAWDA

 

 
 
Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy zobaczyłem napis na sklepie: 
SKLEP Z PRAWDA 
Tu wi

ę

c sprzedawano prawd

ę

 
Grzeczna ekspedientka zapytała mnie, 
jaki rodzaj prawdy chciałbym kupi

ć

: prawd

ę

 cz

ęś

ciow

ą

czy prawd

ę

 pełn

ą

. Oczywi

ś

cie pełn

ą

 prawd

ę

Nie chciałem oszustw, pochwał ani racjonalizacji. 
Chciałem, 

Ŝ

eby moja prawda była naga, jasna i absolutna. 

Ekspedientka zaprowadziła mnie do innej cz

ęś

ci sklepu, 

gdzie sprzedawano pełn

ą

 prawd

ę

Tam sprzedawca spojrzał na mnie współczuj

ą

co 

i wskazał etykietk

ę

 z cen

ą

- Cena jest bardzo wysoka, prosz

ę

 pana - powiedział. 

- Jaka jest? - zapytałem, zdecydowany naby

ć

 prawd

ę

 za ka

Ŝ

d

ą

 cen

ę

- Cena polega na tym - mówił, 

Ŝ

e je

ś

li pan t

ę

 prawd

ę

 zabierze, 

  nie b

ę

dzie pan miał ju

Ŝ

 wytchnienia do ko

ń

ca 

Ŝ

ycia. 

 
Wyszedłem ze sklepu smutny. My

ś

lałem, 

Ŝ

e mógłbym kupi

ć

 

pełn

ą

 prawd

ę

 za nisk

ą

 cen

ę

. Nie jestem jeszcze gotów na Prawd

ę

Od czasu do czasu pragn

ę

 spokoju i wytchnienia. 

Musze jeszcze sam siebie oszukiwa

ć

, usprawiedliwieniami 

i racjonalizacjami. 
Ci

ą

gle jeszcze szukam ucieczki w moich niezłomnych wierzeniach. 

 
 

WĄSKA ŚCIEśKA

 

 
 
Pewnego razu Bóg ostrzegł lud przed trz

ę

sieniem ziemi, 

które miało pochłon

ąć

 wody na całej jej powierzchni, 

Za

ś

 wody, które by zaj

ę

ły ich miejsce, miały doprowadzi

ć

 

do szale

ń

stwa wszystkich ludzi. 

 

background image

Tylko jeden prorok potraktował Boga powa

Ŝ

nie. 

Przetransportował do jaski

ń

 w górach ogromne zbiorniki wody, 

tak, aby nie brakowało mu jej przez wszystkie dnie jego 

Ŝ

ycia. 

 
I rzeczywi

ś

cie nadeszło trz

ę

sienie ziemi, znikn

ę

ła woda 

i nowa woda wypełniła strumienie, jeziora, rzeki i stawy. 
Kilka miesi

ę

cy pó

ź

niej zszedł prorok ze swej góry, by zobaczy

ć

 

co si

ę

 stało. Wszyscy naprawd

ę

 zwariowali, atakowali go  

i odp

ę

dzali od rzeki. Byli przekonani, 

Ŝ

e to on jest szalony. 

 
Tak wi

ę

c prorok wrócił do swojej jaskini w górach, zadowolony, 

Ŝ

e zachował sobie wod

ę

. Ale w miar

ę

 upływu czasu coraz trudniej 

znosił samotno

ść

. T

ę

sknił za ludzkim towarzystwem. 

Dlatego znowu zszedł na równin

ę

. Ale i teraz został odrzucony 

przez ludzi, tak ró

Ŝ

nych od niego. Wtedy prorok podj

ą

ł decyzj

ę

Wylał wod

ę

, któr

ą

 sobie zachował, pił now

ą

 wod

ę

 i przył

ą

czył si

ę

 

do podobnych mu w szale

ń

stwie. 

 
 
Kiedy szukasz prawdy, idziesz sam. 

Ś

cie

Ŝ

ka jest zbyt w

ą

ska, 

by bra

ć

 z sob

ą

 towarzystwo.  

Ale kto mo

Ŝ

e znie

ść

 a

Ŝ

 tak

ą

 samotno

ść

 
 
 

OBŁUDNIK

 

 
 
Sala była zatłoczona w wi

ę

kszo

ś

ci przez starsze damy. 

Chodziło o jak

ąś

 now

ą

 religi

ę

 czy sekt

ę

.  

Jeden z mówców, ubrany jedynie w turban i przepask

ę

 na biodrach, 

podniósł si

ę

, by zabra

ć

 głos. Mówił w przej

ę

ciem o władzy Umysłu  

nad Materi

ą

 i Psyche nas ciałem. 

 
Wszyscy słuchali go w zachwyceniu. Gdy sko

ń

czył, wrócił na swoje 

miejsce, dokładnie naprzeciw mnie. Siedz

ą

cy na s

ą

siednim krze

ś

le 

zwrócił si

ę

 do niego i zapytał dono

ś

nym głosem: 

- Pan naprawd

ę

 wierzy w to, co mówi, 

Ŝ

e ciało nic nie czuje, 

  tylko wszystko mie

ś

ci si

ę

 w umy

ś

le i 

Ŝ

e na umysł mo

Ŝ

na  

  

ś

wiadomie wpływa

ć

 swoj

ą

 wol

ą

- Oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e w to wierz

ę

 - odpowiedział hochsztapler  

  z nabo

Ŝ

nym przekonaniem. 

- W takim razie - odparł jego s

ą

siad - czy mogliby

ś

my si

ę

 zamieni

ć

 

  na miejsca? Bo widzi pan, siedz

ę

 w przeci

ą

gu... 

 
 
Ile razy próbowałem praktykowa

ć

 to, czego ucz

ę

 
Gdybym si

ę

 ograniczy

ć

 do uczenia tego, co praktykuj

ę

byłbym znacznie mniej hochsztaplerem. 
 
 
 

WYŚNIONY KONTRAKT

 

background image

 
 
Była ju

Ŝ

 dziewi

ą

ta rano, a Nasruddin ci

ą

gle spał. 

Sło

ń

ce stało ju

Ŝ

 wysoko, ptaki 

ś

wiergotały w gał

ę

ziach, 

a i 

ś

niadanie Nasruddina stygło. 

Tak wi

ę

Ŝ

ona obudziła go. Nasruddin wstał w

ś

ciekły. 

- Dlaczego mnie obudziła

ś

 akurat teraz! - krzykn

ą

ł. - 

  Nie mogła

ś

 czeka

ć

 dłu

Ŝ

ej? 

- Sło

ń

ce stoi ju

Ŝ

 wysoko - odpowiedziała 

Ŝ

ona -  

  ptaki 

ś

wiergocz

ą

 w gał

ę

ziach i twoje 

ś

niadanie stygnie. 

- Co za głupia baba! - powiedział Nasruddin. - 
  

Ś

niadanie to głupstwo w porównaniu z kontraktem na sto tysi

ę

cy 

  sztuk złota, który wła

ś

nie miałem podpisa

ć

 
Odwrócił si

ę

 na bok i zagrzebał w po

ś

cieli, próbuj

ą

c wróci

ć

 do snu 

i do unicestwionego kontraktu. 
 
 
Załó

Ŝ

my, 

Ŝ

e Nasruddin chciał dokona

ć

 oszustwa w tym kontrakcie, 

a partnerem w umowie był niesprawiedliwy tyran. 
 
Je

ś

li zasypiaj

ą

c na nowo, Nasruddin zrezygnuje z oszustwa, 

b

ę

dzie 

ś

wi

ę

ty. 

 
Je

ś

li b

ę

dzie dzielnie dokładał stara

ń

 , by uwolni

ć

 ludzi spod 

ucisku tyrana, b

ę

dzie ich wyzwolicielem. 

 
Je

ś

li we 

ś

nie nagle zda sobie spraw

ę

Ŝ

ś

ni, stanie si

ę

 

człowiekiem Przytomnym i O

ś

wieconym.  

 
Na co si

ę

 zda by

ć

 

ś

wi

ę

tym czy wyzwolicielem, je

ś

li si

ę

 

ś

pi? 

 
 
 

BARDZO DOBRZE, BARDZO DOBRZE...

 

 
 
W pewnej wiosce rybackiej panna miała dziecko. 
Zmuszona biciem wyjawiła wreszcie, kto jest ojcem dziecka: 
mistrz zen, który całymi dniami medytował w 

ś

wi

ą

tyni 

w pobli

Ŝ

u wioski. 

 
Rodzice dziewczyny i liczne grono wie

ś

niaków poszli do 

ś

wi

ą

tyni, 

przerwali brutalnie rozmy

ś

lanie mistrza, wyzwali go obłudników 

i powiedzieli, 

Ŝ

e poniewa

Ŝ

 jest ojcem dziecka, powinien wzi

ąć

 

na siebie odpowiedzialno

ść

 za jego utrzymanie i  wychowanie. 

Mistrz rzekł tylko: 
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze... 
 
Kiedy sobie poszli podniósł z ziemi dziecko i wszedł w finansowe 
porozumienie z pewn

ą

 kobiet

ą

 we wsi, aby si

ę

 dzieckiem  

zaopiekowała, ubierała je i karmiła. 
 
Reputacja mistrza spadła do zera. Ju

Ŝ

 nikt nie przychodził do niego 

po jak

ą

kolwiek nauk

ę

background image

 
W rok po zaistnieniu tej sytuacji dziewczyna, która urodziła dziecko, 
nie mogła znie

ść

 jej dłu

Ŝ

ej i wreszcie wyznała, 

Ŝ

e powiedziała 

nieprawd

ę

. Ojcem dziecka był chłopak z s

ą

siedniego domu. 

 
Rodzice dziewczyny i wszyscy mieszka

ń

cy wsi zawstydzili si

ę

Upadli do nóg mistrza i prosili go o przebaczenie  
oraz aby oddał dziecko. Tak te

Ŝ

 mistrz uczynił. 

A wszystko co powiedział, to było: 
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze... 
 
 
Człowiek przytomny! 
 
Straci

ć

 reputacj

ę

?... Niewiele si

ę

 ró

Ŝ

ni od zaprzepaszczenia 

kontraktu, który pewien człowiek miał podpisa

ć

 we 

ś

nie. 

 
 
 

SYNOWIE ZMARLI WE ŚNIE

 

 
 
Pewien skromny rybak i jego 

Ŝ

ona mieli syna po wielu latach  

mał

Ŝ

e

ń

stwa. Chłopiec był dum

ą

 i rado

ś

ci

ą

 rodziców. 

Zdarzyło si

ę

 jednak, 

Ŝ

e powa

Ŝ

nie zachorował. Rodzice 

stracili wszystko na lekarzy i lekarstwa. Ale dziecko umarło. 
 
Matka była zrozpaczona z bólu. Ojciec nie uronił ani jednej łzy. 
 
Kiedy po pogrzebie 

Ŝ

ona wyrzucała m

ęŜ

owi brak wszelkich uczu

ć

rybak powiedział: 
- Pozwól, 

Ŝ

e powiem Ci dlaczego nie płakałem. 

  Wczoraj w nocy 

ś

niło mi si

ę

Ŝ

e jestem królem, 

  dumnym ojcem o

ś

miu synów. Jak

Ŝ

e byłem szcz

ęś

liwy! 

  Ale wtedy si

ę

 przebudziłem. I teraz jestem zdezorientowany: 

  czy mam płaka

ć

 na tamtymi o

ś

mioma synami, czy za tym jednym? 

 
 
 

ORZEŁ KRÓLEWSKI

 

 
 
Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i wło

Ŝ

ył do gniazda  

kurzego w zagrodzie. Orzełek wyl

ą

gł si

ę

 ze stadem kurcz

ą

t  

i wyrósł wraz z nimi. 
 
Orzeł przez całe 

Ŝ

ycie zachowywał si

ę

 jak kury z podwórka, 

my

ś

l

ą

c, 

Ŝ

e jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi  

szukaj

ą

c glist i robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepota

ć

 

skrzydłami i fruwa

ć

 kilka  metrów w powietrzu. 

No bo przecie

Ŝ

, czy nie tak wła

ś

nie fruwaj

ą

 koguty? 

 
Min

ę

ły lata i orzeł si

ę

 zestarzał. Pewnego dnia zauwa

Ŝ

ył  

background image

wysoko nad sob

ą

, na czystym niebie wspaniałego ptaka. 

Płyn

ą

ł elegancko i majestatycznie w

ś

ród pr

ą

dów powietrza, 

ledwo poruszaj

ą

c pot

ęŜ

nymi, złocistymi  skrzydłami. 

 
Stary orzeł patrzył w gór

ę

 oszołomiony. 

 
- Co to jest? - zapytał kur

ę

 stoj

ą

c

ą

 obok. 

- To jest orzeł, król ptaków. - odrzekła kura. - 
  Ale nie my

ś

l o tym, ty i ja jeste

ś

my inni ni

Ŝ

 on. 

 
Tak wi

ę

c orzeł wi

ę

cej o tym nie my

ś

lał. 

I umarł wierz

ą

c, 

Ŝ

e jest kogutem w zagrodzie. 

 
 

 

 

 

KACZĄTKO

 

 
Asceta sufi, Shams-e Tabrazi, opowiada o samym sobie  
tak

ą

 histori

ę

 
 
Od dziecka uwa

Ŝ

ano mnie za nieprzystosowanego. 

Chyba nikt mnie nie rozumiał. Mój własny ojciec powiedział 
mi kiedy

ś

- Nie jeste

ś

 dostatecznie szalony, by ci

ę

 zamkn

ąć

 w domu wariatów, 

  ani te

Ŝ

 dostatecznie skupiony, by da

ć

 ci

ę

 do klasztoru. 

  Nie wiem co z tob

ą

 zrobi

ć

. - 

A ja odpowiedziałem: 
- Raz wło

Ŝ

ył kto

ś

 kacze jajo do gniazda kury. Gdy kacz

ą

tko 

  przebiło skorup

ę

 chodziło razem z matk

ą

 kwok

ą

  a

Ŝ

 kiedy

ś

 doszli do stawu. 

  Kacz

ą

tko poszło sobie prosto do wody, a kura została na brzegu,  

  gdakaj

ą

c przestraszona.  

  Tak wi

ę

c, kochany ojcze, ja wszedłem w ocean i w nim znalazłem 

  swoje miejsce. I nie mo

Ŝ

esz wini

ć

 mnie za to, 

Ŝ

e ty zostałe

ś

 

  na brzegu. 
 
 

LALKA SOLI

 

Lalka z soli przeszła tysi

ą

ce kilometrów po ziemi, 

a

Ŝ

 pewnego razu dotarła do morza. 

 
Zafascynowała j

ą

 ta ruchoma i dziwna masa,  

całkowicie ró

Ŝ

na od wszystkiego co dot

ą

d widziała. 

 

background image

- Kim jeste

ś

? - zapytała lalka z soli morze. 

Morze odpowiedziało z u

ś

miechem: 

- Wejd

ź

 i zobacz. 

 
I lalka weszła w morze. Ale im bardziej w nie wchodziła,  
tym bardziej si

ę

 rozpuszczała, a

Ŝ

 nie zostało z niej prawie nic. 

Nim rozpu

ś

cił si

ę

 ostani kawałek, lalka zawołała zdumiona: 

- Teraz ju

Ŝ

 wiem, kim jestem! 

 
 

KIM JESTEM?

 

 
Jest to opowiadanie Attara de Neishaur. 
 
 
Kochanek zapukał do drzwi swojej ukochanej. 
- Kto tam? - zapytała ukochana z wn

ę

trza. 

- To ja. - powiedział kochanek. 
- W takim razie id

ź

 sobie. W tym domu nie zmie

ś

cimy si

ę

 ty i ja. 

 
Odrzucony kochanek odszedł na pustyni

ę

, gdzie sp

ę

dził 

na medytacjach wiele miesi

ę

cy, rozwa

Ŝ

aj

ą

c słowa ukochanej. 

Wreszcie wrócił i znowu zapukał do drzwi. 
 
- Kto tam?  
- To ty. 
 
I drzwi otwarły si

ę

 natychmiast. 

 
 

KOCHANEK GADUŁA

 

 
 
Pewien kochanek przez wiele miesi

ę

cy starał si

ę

  

o wzgl

ę

dy ukochanej bez 

Ŝ

adnego rezultatu,  

cierpi

ą

c okrutne m

ę

ki odrzucenia.  

Wreszcie ukochana ust

ą

piła i powiedziała: 

- Przyjd

ź

 tam a tam, o tej a o tej godzinie. 

 
I tam o umówionej porze, wreszcie spotkał si

ę

 kochanek 

ze swoj

ą

 ukochan

ą

. Wło

Ŝ

ył r

ę

k

ę

 do torby i wyj

ą

ł plik miłosnych listów, 

jakie napisał w ostatnich miesi

ą

cach. Były to listy pełne nami

ę

tno

ś

ci, 

w których wyra

Ŝ

ał swój ból i gor

ą

ce pragnienia wyra

Ŝ

ania miłosnych 

rozkoszy i poł

ą

czenia si

ę

 z ni

ą

. I zacz

ą

ł je czyta

ć

 swojej ukochanej. 

Mijały godziny, a on czytał i czytał. 
 
Wreszcie dziewczyna  powiedziała: 
- Co z ciebie za głupiec! Wszystkie te listy mówi

ą

 o mnie i  o tym, 

  

Ŝ

e mnie pragniesz. No wi

ę

c teraz siedz

ę

 przy tobie. 

  A ty czytasz swoje głupie listy. 
 
 
- Teraz siedz

ę

 przy tobie - powiedział Bóg do swego czciciela - 

background image

a ty rozmy

ś

lasz na mój temat, mówisz o Mnie swoim j

ę

zykiem 

i czytasz, co o Mnie jest napisane w twoich ksi

ąŜ

kach. 

Kiedy wreszcie zamilkniesz i zakosztujesz Mnie ? 
 
 
 

ODRZUCIĆ "JA"

 

 
 
Ucze

ń

: - Przychodz

ę

 zaofiarowa

ć

 ci moj

ą

 słu

Ŝ

b

ę

 Mistrz: - Je

ś

li odrzucisz swoje "ja", b

ę

dziesz słu

Ŝ

ył naprawd

ę

 
 
Mo

Ŝ

esz odda

ć

 wszystkie swoje dobra na pomoc dla biednych 

i wyda

ć

 swoje ciało na spalanie, a nie mie

ć

 absolutnie miło

ś

ci. 

 
Zachowaj swoje dobra, a odrzu

ć

 swoje "ja". Nie pal ciała; 

spal swoje "ego". A miło

ść

 wypłynie sama. 

 
 
 

ZOSTAW SWOJE NIC

 

 
 
 
My

ś

lał, 

Ŝ

e najwa

Ŝ

niejsze to by

ć

 ubogim i surowym. 

Nigdy nie zdawał sobie sprawy, 

Ŝ

e to, co naprawd

ę

 wa

Ŝ

ne, 

to odrzuci

ć

 swoje "ego", 

Ŝ

e "ego" jednakowo dobrze tuczy 

si

ę

 na tym, co 

ś

wi

ę

te, jak na tym, co 

ś

wiatowe, na ubóstwie 

i na bogactwie, na surowo

ś

ci 

Ŝ

ycia i na luksusach. 

Nie ma nic takiego, czym "ego" nie posłu

Ŝ

yłoby si

ę

,  

aby si

ę

 nadyma

ć

 
 
Ucze

ń

: - Przychodz

ę

 do ciebie z niczym w r

ę

kach. 

 Mistrz: - Wi

ę

c wypu

ść

 to natychmiast! 

Ucze

ń

: - Ale jak ma wypu

ś

ci

ć

, je

ś

li to jest nic? 

 Mistrz: - W takim razie zabierz je sobie! 
 
 
Z twojego nic mo

Ŝ

esz zrobi

ć

 prawdziw

ą

 własno

ść

I nie

ść

 z sob

ą

 własn

ą

 rezygnacj

ę

 jak trofeum. 

Nie zostawiaj swojej własno

ś

ci. Zostaw swoje "ego". 

 
 
 

MISTRZ ZEN I CHRZEŚCIJANIN

 

 
 
Pewien chrze

ś

cijanin odwiedził mistrza zen i powiedział: 

- Pozwól, 

Ŝ

e przeczytam ci par

ę

 zda

ń

 z Kazania na Górze. 

background image

 
- Posłucham z najwi

ę

ksz

ą

 przyjemno

ś

ci

ą

 - odparł mistrz. 

 
Chrze

ś

cijanin przeczytał kilka zda

ń

 i popatrzył na niego: 

Mistrz u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 i rzekł: 

- Kimkolwiek był ten, kto powiedział te słowa, na pewno  
  był  Człowiekiem O

ś

wieconym. 

Ucieszyło to chrze

ś

cijanina, czytał wi

ę

c dalej. 

Mistrz przerwał mu i powiedział: 
- Człowieka, który wygłaszał te słowa, naprawd

ę

 mo

Ŝ

na  

  by nazwa

ć

 Zbawicielem ludzko

ś

ci. 

 
Chrze

ś

cijanin wzruszył si

ę

. Doczytał do ko

ń

ca, mistrz  

powiedział wtedy:  
- To kazanie zostało wygłoszone przez Człowieka, 
  który promieniał bosko

ś

ci

ą

 

 
Rado

ść

 chrze

ś

cijanina nie miała granic. 

Odszedł zdecydowany wróci

ć

 raz jeszcze i przekona

ć

 mistrza zen, 

Ŝ

e powinien zosta

ć

 chrze

ś

cijaninem. 

 
 
 Wracaj

ą

c do domu spotkał siedz

ą

cego przy 

ś

cie

Ŝ

ce Chrystusa. 

- Panie! - powiedział rozentuzjazmowany. - 
  Doprowadziłem tego człowieka do wyznania, 

Ŝ

e jeste

ś

 boski! 

 
Jezus u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 i powiedział: 

- I có

Ŝ

 innego osi

ą

gn

ą

łe

ś

 poza tym, 

Ŝ

e nad

ę

ło si

ę

 twoje 

  chrze

ś

cija

ń

skie "ego"? 

 
 
 

POCIECHA DLA DIABŁA

 

 
 
 
Staro

Ŝ

ytna legenda chrze

ś

cija

ń

ska: 

 
 
Kiedy Syn Bo

Ŝ

y został przybity do krzy

Ŝ

a i oddał ducha,  

zst

ą

pił prosto z krzy

Ŝ

a do piekła i uwolnił wszystkich grzeszników, 

którzy cierpieli tam m

ę

ki. 

 
I diabeł zasmucił si

ę

 i płakał, gdy

Ŝ

 my

ś

lał, 

Ŝ

e nie b

ę

dzie ju

Ŝ

 miał 

wi

ę

cej grzeszników w piekle. 

 
Wtedy powiedział Bóg: 
- Nie płacz, b

ę

d

ę

 musiał ci wysła

ć

 wszystkich tych 

ś

wi

ę

tych ludzi, 

  którzy maj

ą

 upodobanie w samo

ś

wiadomo

ś

ci swej dobroci 

  i we własnym przekonaniu o pot

ę

pieniu grzeszników. 

  I piekło znowu si

ę

 napełni na całe pokolenia, 

  a

Ŝ

 przyjd

ę

 powtórnie. 

 
 
 

background image

LEPIEJ SPAĆ NIś OBMAWIAĆ

 

 
 
 
Sa'di di Shiraz opowiada tak

ą

 histori

ę

 o sobie samym: 

 
 
Jako dziecko byłem chłopcem zapalonym do modlitwy i nabo

Ŝ

e

ń

stw. 

Pewnej nocy brałem udział w czuwaniu, razem z ojcem, trzymaj

ą

ś

wi

ę

ty Koran na kolanach. 

 
Wszyscy, którzy byli z nami, zacz

ę

li naraz zasypia

ć

 i po chwili 

ju

Ŝ

 gł

ę

boko spali. Rzekłem wi

ę

c do niego ojca: 

- Nikt z tych 

ś

piochów nie jest w stanie otworzy

ć

 oczu 

  i podnie

ść

 głow

ę

, aby zmówi

ć

 sw

ą

 modlitw

ę

  Pomy

ś

lałby kto

ś

Ŝ

e pomarli. 

 
Mój ojciec odpowiedział: 
- Mój kochany synu, wolałbym, 

Ŝ

eby

ś

 i ty spał zamiast obmawia

ć

 
 

Ś

wiadomo

ść

 własnej cnoty jest niebezpiecze

ń

stwem, na jakie  

nara

Ŝ

eni s

ą

 ci, którzy wchodz

ą

 na drog

ę

 modlitwy i pobo

Ŝ

no

ś

ci. 

 
 
 

MNICH I KOBIETA

 

 
 
W drodze do swojego klasztoru mnisi buddyjscy napotkali 
nad brzegiem rzeki przepi

ę

kn

ą

 kobiet

ę

. Podobnie jak oni,  

chciała przej

ść

 przez rzek

ę

, ale woda wezbrała za bardzo. 

Tak wi

ę

c jeden z mnichów wzi

ą

ł j

ą

 na plecy i przeniósł 

na drugi brzeg. 
 
Drugi mnich był wielce zgorszony. Przez dwie pełne godziny 
krytykował takie zaniedbanie w zachowaniu 

ś

wi

ę

tej reguły: 

Czy

Ŝ

by zapomniał, 

Ŝ

e jest mnichem? Jak mógł si

ę

 odwa

Ŝ

y

ć

 

dotkn

ąć

 kobiety i przenosi

ć

 j

ą

 na drugi brzeg rzeki? 

Czy

Ŝ

 nie poddaje to w w

ą

tpliwo

ść

 

ś

wi

ę

tej religii? 

I tak dalej... 
 
Oskar

Ŝ

ony słychał cierpliwie tego nie ko

ń

cz

ą

cego si

ę

 kazania. 

Wreszcie zawołał: 
- Bracie, ja zostawiłem t

ę

 kobiet

ę

 na rzek

ą

,  

  czy teraz niesiesz j

ą

 ty? 

 
 
Mówi arabski mistyk Abu Hassan Bushanja: 
"Grzeszny czyn jest znacznie mniej szkodliwy ni

Ŝ

 pragnienie 

 i idea dokonania go. Jedna rzecz to ulec ciału w chwilowej 
 przyjemno

ś

ci, a inna rzecz, bardzo ró

Ŝ

na,  

 to ci

ą

gle to rozwa

Ŝ

a

ć

 w umy

ś

le i w sercu". 

background image

 
Kiedy osoby religijne w kółko rozpami

ę

tuj

ą

 grzech innych, 

mo

Ŝ

na podejrzewa

ć

Ŝ

e to wgł

ę

bianie si

ę

 daje im wi

ę

cej  

przyjemno

ś

ci ni

Ŝ

 grzesznikowi. 

 
 
 

ATAK SERCA DUCHOWNEGO

 

 
 
Serce wuja Toma było bardzo słabe i lekarz poradził mu, 
by na siebie uwa

Ŝ

ał. Tak wi

ę

c, kiedy krewni dowiedzieli si

ę

Ŝ

e wujek odziedziczył miliard dolarów po pewnym zmarły, 

bali si

ę

 powiedzie

ć

 mu o tym, aby nie spowodowało to ataku serca. 

 
Poprosił wi

ę

c o pomoc proboszcza, zapewnił ich, 

Ŝ

e znajdzie sposób na przekazanie mu tej wiadomo

ś

ci. 

 
- Powiedz mi, Tom - rzekł ojciec Murphy do starego sercowca. - 
  Gdyby Bóg w swoim miłosierdziu zasłał ci miliard dolarów,  
  co by

ś

 z nimi zrobił? 

 
Tom pomy

ś

lał chwil

ę

 i powiedział bez cienia w

ą

tpliwo

ś

ci: 

- Dałbym ksi

ę

dzu połow

ę

 na ko

ś

ciół. 

 
Ojciec Murphy, gdy to usłyszał, dostał nagłego ataku serca. 
 
 
Kiedy przemysłowiec dostał ataku serca na skutek wysiłków 
maj

ą

cych na celu rozwój jego przemysłowego imperium,  

łatwo wykaza

ć

 mu jego zachłanno

ść

 i egoizm. Kiedy na skutek 

rozwijania królestwa Bo

Ŝ

ego, proboszcz dostał ataku serca, 

było rzecz

ą

 niemo

Ŝ

liw

ą

 wykazaniu mu, 

Ŝ

e wchodzi w rachub

ę

 zachłanno

ść

 i egoizm, 

cho

ć

 w formie łagodniejszej. 

Czy rzeczywi

ś

cie popierał on królestwo Bo

Ŝ

e,  

czy te

Ŝ

 siebie samego? Królestwo Bo

Ŝ

e nie potrzebuje  

poparcia, lecz przychodzi samo, bez konieczno

ś

ci naszej 

m

ę

cz

ą

cej pomocy. Przypatrzmy si

ę

 troskom.  

Czy

Ŝ

 nie ukazuj

ą

 naszego egoizmu? 

 
 
 

ZNAĆ CHRYSTUSA

 

 
 
 
Dialog mi

ę

dzy nowo nawróconym ku Chrystusowi 

a jego niewierz

ą

cym przyjacielem: 

 
 
- Tak wi

ę

c nawróciłe

ś

 si

ę

 ku Chrystusowi? 

- Tak. 
- W takim razie na pewno du

Ŝ

o o Nim wiesz. 

background image

  Powiedz mi w jakim kraju si

ę

 urodził? 

- Nie wiem. 
- Ile miał lat, gdy umarł? 
- Nie wiem. 
- Wiesz przynajmniej ile kaza

ń

 wygłosił? 

- Nie wiem. 
- Prawd

ę

 mówi

ą

c wiesz bardzo niewiele, jak na człowieka,  

  który twierdzi, 

Ŝ

e nawrócił si

ę

 ku Chrystusowi. 

- Masz racj

ę

. Wstydz

ę

 si

ę

Ŝ

e tak mało o nim wiem: 

  Przed trzema laty byłem pijakiem. Miałem długi. Moja rodzina  
  rozpadała si

ę

. Moja 

Ŝ

ona i dzieci bały si

ę

 moich  

  nocnych powrotów do domu. A teraz przestałem pi

ć

,  

  nie mamy długów, nasz dom jest szcz

ęś

liwym domem, 

  dzieci z t

ę

sknot

ą

 wygl

ą

daj

ą

 co wieczór mojego powrotu. 

  Wszystko to zrobił Chrystus dla mnie. 
  I to jest to co wiem o Chrystusie. 
 
 
Zna

ć

 naprawd

ę

, znaczy zosta

ć

 przemienionym przez to, co si

ę

 zna. 

 
 

SPOJRZENIE JEZUSA

 

 
 
 
W Ewangelii 

ś

wi

ę

tego Łukasza czytamy, co nast

ę

puje: 

 
 
"Piotr za

ś

 rzekł:  >> Człowieku, nie wiem co mówisz <<. 

W tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał.  
A Pan obrócił si

ę

 spojrzał na Piotra". 

(...) I Piotr "Wyszedł na zewn

ą

trz i gorzko zapłakał" 

                                         (Łk 22, 60-62). 
 
Utrzymywałem do

ść

 dobre stosunki z Panem. Prosiłem go o ró

Ŝ

ne rzeczy, 

mówiłem z nim, 

ś

piewałem mu chwał

ę

, dzi

ę

kowałem... 

 
Zawsze jednak miałem kłopotliwe wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e On chciał, bym mu spojrzał w oczy... 

czego nie robiłem. Mówiłem do Niego, ale odwracałem wzrok, kiedy czułem, 

Ŝ

e On na mnie patrzy. 

 
Patrzyłem zawsze gdzie indziej. I wiedziałem dlaczego: bałem si

ę

My

ś

lałem, 

Ŝ

e w Jego oczach napotkam spojrzenie wyrzucaj

ą

ce mi jakich grzech, 

za który nie 

Ŝ

ałowałem. My

ś

lałem, 

Ŝ

e w jego oczach odkryje jakie

ś

 wymaganie:  

Ŝ

e było co

ś

, czego On 

Ŝą

dał ode mnie.  

Wreszcie którego

ś

 dnia zdobyłem si

ę

 na odwag

ę

 i spojrzałem. 

W jego oczach nie było ani wyrzutu, ani wymaga

ń

.  

Jego oczy mówiły jedynie: "Kocham ci

ę

".  

Patrzyłem uwa

Ŝ

nie przez dłu

Ŝ

sz

ą

 chwil

ę

Oczy miały ten sam wyraz: "Kocham ci

ę

". 

 
I tak jak Piotr wyszedłem za zewn

ą

trz i rozpłakałem si

ę

 
 
 

background image

ZŁOTE JAJKO

 

 
 
 
Fragment Tekstu 

Ś

wi

ę

tego: 

 
 
Tak mówi Pan: "Była raz g

ęś

, która znosiła codziennie złote jajko. 

ś

ona wła

ś

ciciela g

ę

si rozkoszowała si

ę

 bogactwem,  

jakie te jajka jej przynosiły. Była to jednak kobieta zachłanna 
i nie mogła znie

ść

 cierpliwie wyczekiwania z dnia na dzie

ń

 na jajko. 

Postanowiła wi

ę

c zabi

ć

 g

ęś

 i wzi

ąć

 wszystkie jajka na raz. I tak zrobiła: 

zabiła g

ęś

 i jedyne co uzyskała to jedno jajko w połowie ukształtowane 

i martw

ą

 g

ęś

, która nie mogła ju

Ŝ

 znosi

ć

 jajek". 

 
Tyle słowa Bo

Ŝ

ego! 

 
Pewien ateista słyszał o tej opowie

ś

ci ze 

Ś

wi

ę

tych Pism i kpił. 

- I to wy nazywacie słowem Bo

Ŝ

ym! G

ęś

, która znosi złote jajka! 

  To pokazuje tylko ile mo

Ŝ

na wierzy

ć

 temu, kogo nazywacie "Bogiem"... 

 
Kiedy czytał ten tekst człowiek obeznany ze sprawami religijnymi, 
zareagował w nast

ę

puj

ą

cy sposób: 

- Pan nasz mówi wyra

ź

nie, 

Ŝ

e była taka g

ęś

, która znosiła złote jajka. 

  A je

ś

li Pan mówi, musi to by

ć

 prawd

ą

, mimo 

Ŝ

e naszym biednym 

  ludzkim umysłom wydaje si

ę

 to nieprawdopodobne. 

  Zreszt

ą

, studia archeologiczne daj

ą

 nam kilka niejasnych wskazówek, 

  

Ŝ

e w jakim

ś

 tam momencie staro

Ŝ

ytnych dziejów istniała rzeczywi

ś

cie  

  jaka

ś

 tajemnicza g

ęś

, która znosiła złote jajka. 

  No wiec dobrze, zapytacie nie bez racji, jak mo

Ŝ

e jajko nie przestaj

ą

c  

  by

ć

 jajkiem, by

ć

 równocze

ś

nie ze złota? 

  Naturalnie nie ma na to odpowiedzi. Ró

Ŝ

ne szkoły my

ś

li religijnej  

  próbuj

ą

 to wyja

ś

ni

ć

 na ró

Ŝ

ne sposoby. 

  To jednak czego si

ę

 tutaj wymaga w ostatniej instancji, to jest akt 

  wiary w tajemnic

ę

 zaskakuj

ą

c

ą

 ludzki umysł. 

 
 
Był nawet pewien kaznodzieja, który po przeczytaniu tego tekstu je

ź

dził 

po wsiach i miastach nawołuj

ą

c gorliwie ludzi, by zaakceptowali fakt,  

Ŝ

e Bóg w okre

ś

lonym momencie historycznym stworzył złote jajka. 

 
Czy

Ŝ

 nie u

Ŝ

yłby lepiej swojego czasu, gdyby si

ę

 był po

ś

wi

ę

cił nauczaniu 

o zgubnych skutkach chciwo

ś

ci, zamiast podbudowywa

ć

 wierzenie 

w złote jajka? Bo czy

Ŝ

 nie jest niesko

ń

czenie mniej wa

Ŝ

ne mówi

ć

"Panie, Panie", ni

Ŝ

 pełni

ć

 wol

ę

 naszego Ojca w niebie? 

 
 

DOBRA NOWINA

 

 
 
 
Oto dobra nowina ogłoszona przez naszego Pana Jezusa Chrystusa: 
 

background image

 
Jezus nauczał swych uczniów w przypowie

ś

ciach. Mówił im: 

 
Królestwo niebieskie podobne jest do dwóch braci, 
którzy 

Ŝ

yli szcz

ęś

liwi i zadowoleni, a

Ŝ

 otrzymali powołanie od Boga, 

by zosta

ć

 uczniami. 

 
Starszy z nich odpowiedział wielkodusznie na wezwanie, 
cho

ć

 krajało mu si

ę

 serce, gdy 

Ŝ

egnał si

ę

 z rodzin

ą

 i dziewczyn

ą

któr

ą

 kochał, i z któr

ą

 pragn

ą

ł si

ę

 o

Ŝ

eni

ć

W rezultacie udał si

ę

 do odległego kraju, gdzie sp

ę

dził 

Ŝ

ycie 

w słu

Ŝ

bie najubo

Ŝ

szych w

ś

ród ubogich. 

Wybuchło w tym kraju prze

ś

ladowanie, został aresztowany, 

fałszywie oskar

Ŝ

ony, torturowany i skazany na 

ś

mier

ć

I Pan mu powiedział: "Bardzo dobrze, sługo wierny i sumienny. 
Słu

Ŝ

yłe

ś

 mi za cen

ę

 tysi

ą

ca talentów. Chce ci

ę

 wynagrodzi

ć

miliardem talentów. Wejd

ź

 do rado

ś

ci twego Pana". 

 
Odpowied

ź

 młodszego była o wiele mniej wielkoduszna. 

Postanowił zignorowa

ć

 wołanie, i

ść

 swoj

ą

 drog

ą

  i o

Ŝ

eni

ć

 si

ę

  

z dziewczyn

ą

, któr

ą

 kochał. Cieszył si

ę

 szcz

ęś

liwym mał

Ŝ

e

ń

stwem, 

powodziło mu si

ę

 w interesach i udało mu si

ę

 by

ć

 sławnym i bogatym. 

Od czasu do czasu dawał jałmu

Ŝ

n

ę

 jakiemu

ś

 

Ŝ

ebrakowi  

lub okazywał hojno

ść

 

Ŝ

onie i dzieciom. Równie

Ŝ

 od czasu do czasu 

wysyłał jak

ąś

 drobn

ą

 sumk

ę

 swojemu starszemu bratu,  

który znajdował si

ę

 w odległym kraju. Pisał mu: 

"By

ć

 mo

Ŝ

e, dzi

ę

ki temu b

ę

dziesz mógł wi

ę

cej pomóc tym biedaczyskom". 

 
Kiedy przyszła jego godzina, Pan mu powiedział: 
"Bardzo dobrze sługo wierny i sumienny. 
Słu

Ŝ

yłe

ś

 mi za cen

ę

 dziesi

ę

ciu talentów. 

Chc

ę

 ci

ę

 wynagrodzi

ć

 miliardem talentów. 

Wejd

ź

 do rado

ś

ci twego Pana". 

 
Starszy brat zdziwił si

ę

 słysz

ą

c, 

Ŝ

e jego brat miał otrzyma

ć

  

t

ę

 sam

ą

 nagrod

ę

 co on. Ale ucieszył si

ę

 tym niezmiernie. I rzekł: 

"Panie nawet wiedz

ą

c o tym, gdybym miał si

ę

 na nowo 

urodzi

ć

 i 

Ŝ

y

ć

 na powrót, zrobiłbym dla Ciebie dokładnie to co zrobiłem". 

 
 
To jest prawdziwa Dobra Nowina: Wielkoduszny Pan i ucze

ń

,  

który mu słu

Ŝ

y z czystej rado

ś

ci słu

Ŝ

enia, z miło

ś

ci

ą

 
 
 

JONEYED I FRYZJER

 

 
 
Joneyed, 

ś

wi

ę

ty człowiek przybył do Mekki w przebraniu 

Ŝ

ebraka. 

Zobaczył fryzjera gol

ą

cego jakiego

ś

 bogatego człowieka. 

Gdy poprosił, by i jego ogolił, fryzjer natychmiast zostawił bogatego 
i zacz

ą

ł goli

ć

 Joneyeda. Gdy sko

ń

czył nie chciał wzi

ąć

 pieni

ę

dzy, 

lecz dał jeszcze Joneyedowi jałmu

Ŝ

n

ę

 
Na Joneyedzie zrobiło to takie wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e postanowił da

ć

 

background image

wszystko co by tego dnia zebrał. 
 
I zdarzyło si

ę

Ŝ

e jaki

ś

 zamo

Ŝ

ny pielgrzym zbli

Ŝ

ym si

ę

 do Joneyedowi 

i dał mu sakiewk

ę

 złota. Joneyed poszedł tego wieczora i ofiarował 

złoto fryzjerowi. 
 
Fryzjer krzykn

ą

ł do niego: 

- Co z ciebie za 

ś

wi

ę

ty? 

  Nie wstyd ci, 

Ŝ

e chcesz płaci

ć

 za usług

ę

 wy

ś

wiadczon

ą

 z miło

ś

ci

ą

 
 
Czasem mo

Ŝ

na usłysze

ć

,  jak ludzie mówi

ą

c:  

"Panie, zrobili

ś

my tak du

Ŝ

o dla Ciebie. Jak nam si

ę

 odwdzi

ę

czysz?" 

 
Ilekro

ć

 si

ę

 daje te

Ŝ

 szuka odpłaty, miło

ść

 robi si

ę

 kupiecka. 

 
 
Fantazja:  
 
Ucze

ń

 zawołał do Pana: 

Co z Ciebie za Bóg?! 
Nie wstyd Ci, 

Ŝ

e chcesz płaci

ć

 za usług

ę

 wy

ś

wiadczon

ą

 Ci z miło

ś

ci? 

 
Pan u

ś

miechn

ą

ł si

ę

 i rzekł: 

- Ja nie płac

ę

 nikomu; 

  jedynie ciesz

ę

 si

ę

 twoj

ą

 miło

ś

ci

ą

 
 

 

STARSZY BRAT

 

 
 
 
Tematem kazania był syn marnotrawny. Kaznodzieja mówił  
z gł

ę

bokim przej

ę

ciem o niewiarygodnej miło

ś

ci Ojca.  

Ale có

Ŝ

 dziwnego w miło

ś

ci Ojca? S

ą

 tysi

ą

ce ludzkich  

ojców ( a prawdopodobnie matek jeszcze wi

ę

cej ) zdolnych  

do kochania w podobny sposób. 
 
Przypowie

ść

 w rzeczywisto

ś

ci skierowana była  

bezpo

ś

rednio do faryzeuszy: 

 
 
"Zbli

Ŝ

ali si

ę

 do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słucha

ć

Na to szemrali faryzeusze i uczeni w pi

ś

mie:  

<< Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi >>. 
Opowiedział im wtedy nast

ę

puj

ą

c

ą

 przypowie

ść

..." 

                                              ( Łk 15, 1-2 ) 
 
 
Malkontent! Faryzeusz! Starszy brat! Tu jest cel przypowie

ś

ci. 

 
 

background image

Razu pewnego Bóg przechadzał si

ę

 po niebie i ze zdumieniem  

zauwa

Ŝ

ył, 

Ŝ

e byli tam wszyscy ludzie. 

Ani jedna dusza nie została wysłana do piekła. 
Zaniepokoiło go to, no bo czy

Ŝ

 nie miał zobowi

ą

za

ń

  

wobec samego siebie, by by

ć

 sprawiedliwym? 

A ponadto, po có

Ŝ

 zostało stworzone piekło,  

je

ś

li miałoby by

ć

 nie u

Ŝ

ywane? 

 
Powiedział wi

ę

c do anioła Gabriela: 

- Zbierz wszystkich przed mym tronem i przeczytaj  
  im Dziesi

ęć

 Przykaza

ń

 
Przeczytano pierwsze przykazanie. Bóg rzekł: 
- Ka

Ŝ

dy kto zgrzeszył przeciwko temu przykazaniu,  

  ma natychmiast przenie

ść

 si

ę

 do piekła. - 

Niektóre osoby oddzieliły si

ę

 od tłumu i poszły smutne 

do piekła. 
 
Tak samo zrobiono z drugim przykazaniem, z trzecim, z czwartym, 
 z pi

ą

tym... 

Ju

Ŝ

 wtedy zaludnienie nieba obni

Ŝ

yło si

ę

 znacznie. 

Kiedy przeczytano szóste przykazanie, wszyscy poszli do piekła 
z wyj

ą

tkiem pustelnika, grubego, starego i łysego. 

 
Popatrzył Bóg na niego i powiedział do Gabriela: 
- Czy to jest jedyny człowiek, który został w niebie? 
- Tak - odpowiedział Gabriel. 
- Masz ci los - powiedział Bóg. -  
  Został co

ś

 za bardzo sam, nie s

ą

dzisz?  

  Id

ź

 i powiedz wszystkim, by wrócili. 

 
Kiedy gruby, stary i łysy pustelnik usłyszał, 

Ŝ

e wszyscy otrzymali  

przebaczenie, skrzywił si

ę

 i krzykn

ą

ł do Boga: 

- To niesprawiedliwe! Dlaczego nie powiedziałe

ś

 mi tego wcze

ś

niej? 

 
 
Aha! Nast

ę

pny faryzeusz! Nast

ę

pny starszy brat! Człowiek,  

który wierzy w nagrody i kary i który jest fanatykiem  
najbardziej 

ś

cisłej sprawiedliwo

ś

ci! 

 
 
 

RELIGIA STAREJ DAMY

 

 
 
Pewna stara dama, bardzo religijna, nie była zadowolona z 

Ŝ

adnej 

z istniej

ą

cych religii i zało

Ŝ

yła swoj

ą

 własn

ą

.  

 
Pewien dziennikarz, który szczerze pragn

ą

ł zrozumie

ć

 punkt widzenia 

tej pani, zapytał j

ą

 pewnego razu: 

- Naprawd

ę

 wierzy pani, jak ludzie powiadaj

ą

Ŝ

e nikt nie pójdzie 

  do nieba z wyj

ą

tkiem pani i pani słu

Ŝą

cej? 

 
Stara dama pomy

ś

lała przez chwil

ę

 i odrzekła: 

- No có

Ŝ

... co do Marysi, nie jestem pewna. 

background image

 
 

MIŁOŚĆ NIE PAMIĘTA

 

 
 
- Dlaczego nie przestaniesz mówi

ć

 o moich dawnych bł

ę

dach? - 

  zapytał m

ąŜ

. - My

ś

lałem, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 mi przebaczyła

ś

 i zapomniała

ś

 
- Oczywi

ś

cie. Przebaczyłam i zapomniałam - odpowiedziała 

Ŝ

ona. - 

  Ale chc

ę

 by

ć

 pewna, 

Ŝ

e ty nie zapomnisz, 

Ŝ

e przebaczyłam i zapomniałam. 

 
 
Dialog: 
 
 
Grzesznik: - Nie pami

ę

taj, Panie, o moich grzechach! 

         Pan: -  Grzechy? Jakie grzechy? Je

ś

li ty mi ich nie przypominasz... 

                     Ja zapomniałem o nich przed wiekami. 
 
 
"Miło

ść

 nie pami

ę

ta złego" ( 1 Kor 13 ). 

 
 
 

LOTOS

 

 
 
 
Mój przyjaciel ogromnie mnie zdumiewał. Postanowił pokaza

ć

 

wszystkim w s

ą

siedztwie, jak jest 

ś

wi

ę

ty. Nawet przywdział strój  

odpowiedni do tych zamierze

ń

. Zawsze my

ś

lałem, 

Ŝ

e je

ś

li człowiek 

jest naprawd

ę

 

ś

wi

ę

ty, to jest to oczywiste dla innych, bez 

Ŝ

adnej  

pomocy z jego strony. Mój przyjaciel jednak był zdecydowany 
zapewni

ć

 tego rodzaju pomoc swoim bliskim. Zorganizował nawet  

mał

ą

 grup

ę

 uczniów, którzy demonstrowaliby wobec wszystkich  

jego domnieman

ą

 

ś

wi

ę

to

ść

. Nazywali to "dawa

ć

 

ś

wiadectwo". 

 
 
Przechodz

ą

c obok stawu zobaczyłem kwitn

ą

cy lotos  

i instynktownie powiedziałem: 
- Jak pi

ę

kny jeste

ś

, kochany lotosie!  

  Jak pi

ę

kny musi by

ć

 Bóg, który Ci

ę

 stworzył. 

 
Lotos zawstydził si

ę

, gdy

Ŝ

 nigdy nie u

ś

wiadamiał sobie 

swego pi

ę

kna. Ale ucieszył si

ę

 z chwalenia Boga. 

 
By jeszcze pi

ę

kniejszy przez samo to, 

Ŝ

e tak nie

ś

wiadomy 

swego pi

ę

kna. I poci

ą

gał mnie nieodparcie, gdy

Ŝ

 w najmniejszy  

sposób nie chciał zrobi

ć

 na mnie wra

Ŝ

enia. 

 
                 *  *  * 
 
W innym stawie, le

Ŝą

cym troch

ę

 dalej, mogłem zobaczy

ć

,  

background image

jak inny lotos rozpo

ś

cierał przede mn

ą

 swoje płatki 

i mówił bezwstydnie: 
- Spójrz, jaki jestem pi

ę

kny, i chwal mojego Stwórc

ę

. - 

 
  Odszedłem z niesmakiem. 
 
 
Kiedy próbuj

ę

 innych zbudowa

ć

, staram si

ę

 o wywołanie 

dobrego wra

Ŝ

enia.  

 
Uwaga na faryzeuszy z dobrymi intencjami! 
 
 
 

śÓŁW

 

 
 
 
Był liderem pewnej grupy religijnej. Czym

ś

 w rodzaju guru. 

Czczony, szanowany, wr

ę

cz kochany. Ale skar

Ŝ

ył si

ę

,  

Ŝ

e stracił ciepło ludzkiego towarzystwa. Ludzie szukali go, 

aby pomoc czy rad

ę

, ale nie przychodzili do niego jak do człowieka. 

Nie odpoczywali w jego towarzystwie. 
 
A jak mieli to zrobi

ć

? Przyjrzałem mu si

ę

: był człowiekiem  

zrównowa

Ŝ

onym, panuj

ą

cym nad sob

ą

, uroczystym, doskonałym. 

I powiedziałem mu:  
- Masz trudny wybór: by

ć

 człowiekiem 

Ŝ

ywym i atrakcyjnym 

 albo zrównowa

Ŝ

onym i szanowanym. Nie mo

Ŝ

esz by

ć

 jednym i drugim. - 

Odszedł ode mnie smutny. Powiedział, 

Ŝ

e jego sytuacja nie pozwala 

mu by

ć

 pełnym 

Ŝ

ycia, by

ć

 sob

ą

. Musiał odgrywa

ć

 okre

ś

lon

ą

  rol

ę

 

i by

ć

 szanowanym. 

 
Zdaje si

ę

Ŝ

e Jezus był człowiekiem 

Ŝ

ywym i wolnym; 

nie trzymał ludzi na dystans i nie 

Ŝą

dał respektu. Jego słowa  

i zachowanie szokowały wiele osób godnych szacunku. 
 
 
Cesarz Chin usłyszał o m

ą

dro

ś

ci pewnego pustelnika  

Ŝ

yj

ą

cego w górach Północy i wysłał do niego posłów,  

aby zaofiarowali mu stanowisko premiera w cesarstwie. 
 
Po wielu dniach podró

Ŝ

y posłowie dotarli tam i napotkali  

półnagiego pustelnika, siedz

ą

cego na skale i zaj

ę

tego 

łowieniem ryb. Pocz

ą

tkowo mieli w

ą

tpliwo

ś

ci,  

czy to rzeczywi

ś

cie mógł by

ć

 człowiek, o którym cesarz 

miał a

Ŝ

 tak wysokie mniemanie, ale gdy popytali w s

ą

siedniej wiosce, 

przekonali si

ę

Ŝ

e rzeczywi

ś

cie chodziło o niego. 

Poszli wi

ę

c na brzeg rzeki i zawołali go z najwy

Ŝ

szym szacunkiem. 

 
Pustelnik zbli

Ŝ

ył si

ę

 do brzegu brodz

ą

c w wodzie,  

przyj

ą

ł bogate prezenty i wysłuchał ich dziwnej petycji. 

Kiedy wreszcie zrozumiał, 

Ŝ

e to cesarz chce, aby on pustelnik 

został premierem królestwa, odrzucił głow

ę

 do tylu  

i wybuchn

ą

ł gło

ś

nym 

ś

miechem. Kiedy w ko

ń

cu zdołał 

background image

opanowa

ć

 

ś

miech powiedział do zaskoczonych posłów: 

- Widzicie tego 

Ŝ

ółwia jak porusza ogonem w błocie? 

- Tak, szanowny panie - odparli posłowie. 
- No wi

ę

c dobrze, powiedzcie mi: czy to prawda,  

  

Ŝ

e codziennie cały dwór królewski zbiera si

ę

 w kaplicy 

  królewskiej, aby odda

ć

 cze

ść

 zasuszonemu 

Ŝ

ółwiowi, 

  umieszczonemu nad głównym ołtarzem, boskiemu 

Ŝ

ółwiowi, 

  którego skorupa wysadzana jest diamentami, rubinami 
  i innymi drogimi kamieniami? 
- Tak, to prawda, czcimy go panie - rzekli posłowie. 
- No dobrze, a czy uwa

Ŝ

acie, 

Ŝ

e to biedne stworzenie, 

  ruszaj

ą

ce sobie ogonem w błocie, mogłoby zast

ą

pi

ć

 

  tego boskiego 

Ŝ

ółwia? 

- Nie, szanowny panie - odpowiedzieli posłowie. 
- W takim razie id

ź

cie i powiedzcie cesarzowi,  

  

Ŝ

e i ja nie mog

ę

. Wol

ę

 by

ć

 

Ŝ

ywy w tych górach,  

  ni

Ŝ

 martwy w jego pałacu. 

  Bo nikt nie mo

Ŝ

e mieszka

ć

 w pałacu i by

ć

 

Ŝ

ywy. 

 
 

BAYAZID ŁAMIE ZASADĘ

 

 
 
Bayazid, muzułma

ń

ski 

ś

wi

ę

ty, post

ę

pował czasem wbrew  

zewn

ę

trznym formom i rytom islamu. 

 
Pewnego razu, wracaj

ą

c z Mekki, zatrzymał si

ę

 w ira

ń

skim  

mie

ś

cie królewskim. Mieszka

ń

cy, którzy otaczali go czci

ą

, zbiegli  

si

ę

 tłumnie, aby go powita

ć

 i narobili szumu w całym mie

ś

cie. 

Bayazid, który nie znosił takiej czołobitno

ś

ci, wytrzymał a

Ŝ

 do  

momentu, kiedy doszli do pałacu targowego. Tam kupił kawał 
chleba i zabrał si

ę

 do jedzenia na oczach swoich zapalonych 

zwolenników. Był to dzie

ń

 postu w miesi

ą

cu Ramadan,  

Bayazid jednak uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e podró

Ŝ

 w pełni usprawiedliwia 

przekroczenie przepisów religijnych. Inaczej jednak my

ś

leli 

jego czciciele, którzy tak zgorszyli si

ę

 post

ę

powaniem Bayazida, 

Ŝ

e opu

ś

cili go i udali si

ę

 do domów. Bayazid powiedział z satysfakcj

ą

 

do jednego z uczniów:  
- Patrz. Gdy tylko zrobiłem co

ś

 wbrew ich oczekiwaniom,  

  znikła cała cze

ść

, jak

ą

 mi okazywali. 

 
 
W podobny sposób Jezus całkowicie zgorszył tych,  
którzy za Nim chodzili. 
 
Tłumy potrzebuj

ą

 

ś

wi

ę

tego, którego by mogły czci

ć

,  

guru, którego by mogły si

ę

 radzi

ć

 
Istnieje milcz

ą

ca umowa: Ty masz odpowiada

ć

 na nasze 

oczekiwania, a w zamian za to my b

ę

dziemy ci

ę

 czci

ć

 
Zabawa w 

ś

wi

ę

to

ść

 
 
 

background image

 

 

LUDZIE W PASKI

 

 
 
 
Ogólnie rzecz bior

ą

c dzielimy ludzi na dwie kategorie: 

ś

wi

ę

tych i grzeszników. 

Jest to jednak podział absolutnie urojony. Z jednej strony, nikt nie wie na pewno, 
kto jest 

ś

wi

ę

tym, a kto grzesznikiem, pozory myl

ą

. Z drugiej strony, my wszyscy, 

ś

wi

ę

ci i grzesznicy, jeste

ś

my grzesznikami. 

 
 
Przy jakiej

ś

 tam okazji pewien kaznodzieja zwrócił si

ę

 do grupy dzieci: 

- Gdyby tak wszyscy dobrzy ludzie byli biali, a 

ź

li ludzie czarni,  

  jakiego koloru byliby

ś

cie wy? 

 
Mała Mary Jane odpowiedziała: 
- Ja, prosz

ę

 ksi

ę

dza, byłabym w paski. 

 
 
Taki sam byłby ksi

ą

dz, mahatmowie i papie

Ŝ

e, i wszyscy kanonizowani 

ś

wi

ę

ci. 

 
 
Pewien człowiek szukał odpowiedniego ko

ś

cioła, do którego mógłby  

ucz

ę

szcza

ć

. Raz wszedł do ko

ś

cioła, w którym wierni i sam kapłan  

czytali ksi

ąŜ

k

ę

 z modlitwami. Mówili: 

- Zaniedbali

ś

my rzeczy, które powinni

ś

my zrobi

ć

,  

  a zrobili

ś

my to, czego nie powinni

ś

my. 

 
Człowiek usiadł z prawdziw

ą

 ulg

ą

 w jednej z ławek i wzdychaj

ą

c gł

ę

boko, 

rzekł po cichu: 
- Dzi

ę

kuj

ę

 Ci Bo

Ŝ

e, nareszcie znalazłem swoich! 

 
 
Wysiłki naszych "

ś

wi

ę

tych" ludzi, maj

ą

ce na celu ukrycie własnej skóry 

"w paski", bardzo cz

ę

sto zawodz

ą

, a zawsze s

ą

 oszukiwaniem. 

 
 
 

MUZYKA DLA GŁUCHYCH

 

 
 
Dawniej byłem zupełnie głuchy. Patrzyłem na ludzi, którzy stoj

ą

c  

wyczyniali najdziwniejsze obroty. Nazywali to ta

ń

cem. 

Wydawało mi si

ę

 to absurdem do czasu, gdy pewnego dnia 

usłyszałem muzyk

ę

. Wtenczas zrozumiałem, jak pi

ę

kn

ą

 rzecz

ą

 jest taniec. 

 
 
Wiedz

ę

 szalone zachowanie si

ę

 

ś

wi

ę

tych. Wiem jednak, 

Ŝ

e mój duch 

background image

jest martwy. Zawieszam wi

ę

c mój s

ą

d, a

Ŝ

 b

ę

d

ę

 

Ŝ

ył. 

Mo

Ŝ

e wtedy zrozumiem. 

 
Widz

ę

 szalone zachowanie si

ę

 zakochanych. Wiem jednak,  

Ŝ

e moje serce jest martwe. Tak wi

ę

c, zamiast s

ą

dzi

ć

, zacz

ą

łem si

ę

 

modli

ć

, aby kiedy

ś

 o

Ŝ

yło moje serce. 

 
 
 

 

BOGACI

 

 
 
M

ąŜ

:  

- Wiesz co, kochanie? B

ę

d

ę

 ci

ęŜ

ko pracował,  

  i którego

ś

 dnia b

ę

dziemy bogaci. 

ś

ona:  

- Ju

Ŝ

 jeste

ś

my bogaci, najdro

Ŝ

szy. Mamy siebie nawzajem. 

  By

ć

 mo

Ŝ

e, kiedy

ś

 b

ę

dziemy mie

ć

 równie

Ŝ

 pieni

ą

dze. 

 
 

ZADOWOLONY RYBAK

 

 
 
Bogaty przemysłowiec z Północy poczuł niesmak widz

ą

c  

pewnego rybaka z Południa, spokojnie opartego o swoj

ą

 łód

ź

 

i pal

ą

cego fajk

ę

 
- Dlaczego nie wypłyn

ą

łe

ś

 łowi

ć

? - zapytał przemysłowiec. 

- Bo ju

Ŝ

 złowiłem do

ść

 na dzisiaj - odpowiedział rybak. 

- Dlaczego nie łowisz wi

ę

cej, ni

Ŝ

 to konieczne? - nalegał przemysłowiec. 

- A có

Ŝ

 bym z tym zrobił? - zapytał rybak. 

- Zarobiliby

ś

my wi

ę

cej pieni

ę

dzy - padło w odpowiedzi. - 

  Mógłby

ś

 wtedy zało

Ŝ

y

ć

 motor do twojej łodzi,  

  wypływa

ć

 na gł

ę

bsze wody i łowi

ć

 wi

ę

cej ryb. 

  Wtedy te

Ŝ

 zarobiłby

ś

 do

ść

 pieni

ę

dzy by kupi

ć

 sobie nylonow

ą

 sie

ć

,  

  dzi

ę

ki czemu miałby

ś

 jeszcze wi

ę

cej ryb i wi

ę

cej pieni

ę

dzy. 

  Szybko zarobiłby

ś

 i na drug

ą

 łód

ź

... , i by

ć

 mo

Ŝ

e na cał

ą

 flot

ę

  Byłby

ś

 wtedy bogaty tak jak ja. 

- I co bym wtedy robił? - zapytał znowu rybak. 
- Mógłby

ś

 wtedy usi

ąść

 i cieszy

ć

 si

ę

 z 

Ŝ

ycia -  

  odpowiedział przemysłowiec. 
- A jak my

ś

lisz, co ja wła

ś

ciwie w tej chwili robi

ę

? - 

  Zapytał zadowolony rybak... 
 
 
Wła

ś

ciwsze jest zachowanie stanie zdolno

ś

ci cieszenia si

ę

,  

ni

Ŝ

 zarobienie mnóstwa pieni

ę

dzy. 

 
 
 

background image

SIEDEM GARNKÓW ZŁOTA

 

 
 
Pewien fryzjer przechodz

ą

c pod zaczarowanym drzewem,  

usłyszał pytaj

ą

cy głos: 

- Chciałby

ś

 mie

ć

 siedem garnków złota? 

 
 Fryzjer rozejrzał si

ę

 dokoła, ale nie zobaczył nikogo. 

Obudziła si

ę

 w nim jednak jaka

ś

 chciwo

ść

 i odpowiedział 

Ŝ

arliwie: 

- Tak, oczywi

ś

cie, 

Ŝ

e chciałbym mie

ć

- W takim razie, id

ź

 szybko do domu - powiedział głos - 

  a tam je znajdziesz. 
 
Fryzjer pobiegł do domu. I rzeczywi

ś

cie:  

stało tam siedem garnków, wszystkie pełne złota,  
z wyj

ą

tkiem jednego, zapełnionego tylko do połowy. 

Fryzjer nie mógł znie

ść

 tego, 

Ŝ

e siódmy garnek nie jest całkiem 

pełny. Poczuł gor

ą

ce pragnienie zapełnienia go,  

bo w przeciwnym razie b

ę

dzie nieszcz

ęś

liwy. 

 
Przetopił wszystkie rodzinne klejnoty w złote monety 
i wrzucił je do garnka. Ten jednak ci

ą

gle tak samo był napełniony 

tylko do połowy. Doprowadziło go to do rozpaczy! 
Oszcz

ę

dzał i sk

ą

pił, a

Ŝ

 do głodzenia siebie i rodziny. 

Wszystko na pró

Ŝ

no. Ile by złota wło

Ŝ

ył do garnka,  

ten był ci

ą

gle wypełniony do połowy. 

 
Wreszcie poprosił króla, aby mu podniósł zarobki. 
Podwojono mu je i na nowo powzi

ą

ł walk

ę

 o wypełnienie garnka. 

Posun

ą

ł si

ę

 a

Ŝ

 do 

Ŝ

ebrania. A garnek wchłaniał ka

Ŝ

d

ą

 monet

ę

któr

ą

 do niego wkładano, ale uparcie trwał wypełniony do połowy. 

 
Król zwrócił uwag

ę

 na zabiedzonego i wygłodzonego fryzjera. 

Zapytał go: 
- Co si

ę

 z tob

ą

 dzieje? Gdy zarabiałe

ś

 mniej, byłe

ś

 szcz

ęś

liwy 

  i zadowolony. A teraz kiedy Ci podwojono zarobki, 
  jeste

ś

 zniszczony i przybity. Nie masz przypadkiem u siebie 

  siedmiu garnków złota? 
 
Fryzjer był zaskoczony. 
- Kto wam to powiedział, Wasza Wysoko

ść

 
Król si

ę

 za

ś

miał. 

- Ale

Ŝ

 to oczywiste, 

Ŝ

e wygl

ą

dasz na takiego, któremu duch 

  ofiarował siedem garnków. Kiedy

ś

 ofiarował je mnie. 

  Zapytałem, czy to złoto mo

Ŝ

na b

ę

dzie wyda

ć

, czy tylko  

  słu

Ŝ

y do tego, by je mie

ć

. I zjawa znikła bez słowa. 

 
Tego złota nie mo

Ŝ

na wyda

ć

. Jedyne co pozostaje  

to nieodparty poci

ą

g do pomno

Ŝ

enia go. 

Id

ź

 i oddaj je ju

Ŝ

 teraz, a znów b

ę

dziesz szcz

ęś

liwy. 

 
 

PRZYPOWIEŚĆ O śYCIU WSPÓŁCZESNYM

 

background image

 
 
Zwierz

ę

ta zgromadziły si

ę

 i zacz

ę

ły narzeka

ć

 na ludzi,  

Ŝ

e ograbiaj

ą

 je z wielu rzeczy. 

 
- Zabieraj

ą

 moje mleko - powiedziała krowa. 

- Zabieraj

ą

 moje jajka - powiedziała kura. 

- Zabieraj

ą

 moje mi

ę

so na boczek - powiedziała 

ś

winia. 

- Poluj

ą

 na mnie, by mi zabra

ć

 mój tłuszcz - powiedział wieloryb. 

 
I tak dalej. 
 
Na ko

ń

cu przemówił 

ś

limak. 

- A ja mam co

ś

, co chcieliby mie

ć

 bardziej ni

Ŝ

 cokolwiek innego. 

  Co

ś

, z czego na pewno by mnie nie ograbili, gdyby mogli. 

  Mam CZAS. 
 
 
Masz cały czas 

ś

wiata. Potrzeba jedynie, by

ś

 chciał go wzi

ąć

Co ci

ę

 powstrzymuje? 

 
 
 

 

HOFETZ CHAIM

 

 
 
W ubiegłym stuleciu pewien turysta ze Stanów Zjednoczonych 
odwiedził słynnego polskiego rabina Hofetza Chaima. 
 
Zdziwił si

ę

, gdy zobaczył, 

Ŝ

e domem rabina, po prostu, 

był jeden pokój obło

Ŝ

ony ksi

ąŜ

kami. Za całe umeblowanie 

słu

Ŝ

yły stół i ławeczka. 

 
- Rabinie, gdzie s

ą

 twoje meble? - zapytał turysta. 

- A gdzie s

ą

 twoje? - odpowiedział pytaniem Hofetz.. 

- Moje? J a przecie

Ŝ

 jestem tylko turyst

ą

.  

  Jestem tu przejazdem. - powiedział Amerykanin. 
- Tak samo i ja - powiedział rabin. 
 
 
Gdy kto

ś

 zaczyna 

Ŝ

y

ć

 coraz gł

ę

biej wewn

ą

trz siebie samego, 

Ŝ

yje te

Ŝ

 pro

ś

ciej na zewn

ą

trz. 

 
Niestety, proste 

Ŝ

ycie nie zawsze niesie za sob

ą

 gł

ę

bi

ę

 
 
 

NIEBO I KRUK

 

 
 

background image

 
Bajka Bhaghawata Purany: 
 
 
Pewnego razu fruwał kruk po niebie trzymaj

ą

c w dziobie kawałek mi

ę

sa. 

Dwadzie

ś

cia innych kruków zacz

ę

ło go goni

ć

 i zaatakowało bez lito

ś

ci. 

 
Kruk musiał wreszcie pu

ś

ci

ć

 zdobycz. Wtedy te, które go 

ś

cigały, 

zostawiły go w spokoju i pofrun

ę

ły kracz

ą

c w 

ś

lad za kawałkiem mi

ę

sa. 

 
I powiedział sobie kruk: 
- Co za spokój! Teraz całe niebo nale

Ŝ

y do mnie. 

 
 
Mówił pewien mnich zen: 
 
Kiedy spłon

ą

ł mi dom, miałem dobry widok na ksi

ęŜ

yc w nocy. 

 
 
 

KTÓś MOśE UKRAŚĆ KSIĘśYC?

 

 
 
Mistrz zen, Ryokan, prowadził bardzo skromne 

Ŝ

ycie w małej chatce 

u podnó

Ŝ

a góry. Pewnej nocy, gdy mistrza nie było w domu 

wpadł złodziej do chaty i zawiódł si

ę

 odkrywaj

ą

c, 

Ŝ

e nie było tam  

nic do ukradzenia. 
 
Kiedy wrócił Ryokan zaskoczył złodzieja: 
- Musiałe

ś

 si

ę

 nam

ę

czy

ć

Ŝ

eby do mnie przyj

ść

 - powiedział do rabusia. - 

  Nie powiniene

ś

 odchodzi

ć

 z pustymi r

ę

kami. Prosz

ę

 ci

ę

  zabierz jako upominek moje ubranie i mój koc. 
 
Złodziej całkowicie zbity z tropu zabrał rzeczy i poszedł. 
 
Ryokan usiadł nagi i patrzył na ksi

ęŜ

yc. 

"Biedny człowiek - pomy

ś

lał. - Cieszyłbym si

ę

, gdybym mógł 

mu podarowa

ć

 to wspaniałe 

ś

wiatło ksi

ęŜ

yca". 

 
 

DIAMENT

 

 
 
Pewien sannyasi przybył w okolice jakiej

ś

 wsi i rozło

Ŝ

ył si

ę

 pod drzewem, 

Ŝ

eby sp

ę

dzi

ć

 noc. Nagle przybiegł do niego jeden z mieszka

ń

ców osady i rzekł: 

- Kamie

ń

! Kamie

ń

! Daj mi drogocenny kamie

ń

-Jaki kamie

ń

? - zapytał sannyasi. 

- Wczoraj w nocy ukazał mi si

ę

 we 

ś

nie Pan Siwa - powiedział wie

ś

niak - 

  i zapewnił mnie, 

Ŝ

e je

ś

li wyjd

ę

 o zmroku za wie

ś

, spotkam tam pewnego  

  sannyasi, który da mi drogocenny kamie

ń

, dzi

ę

ki czemu stane si

ę

  

  na zawsze bogaty. 
 
Sannyasi poszukał w torbie i wyj

ą

ł kamie

ń

background image

- Prawdopodobnie chodzi o to - rzekł daj

ą

c kamie

ń

 wie

ś

niakowi. - 

  Znalazłem to w lesie na 

ś

cie

Ŝ

ce, kilka dni temu. 

  Oczywi

ś

cie mo

Ŝ

esz go sobie zatrzyma

ć

 
Człowiek patrzył na kamie

ń

 ze zdumieniem. To był diament! 

By

ć

 mo

Ŝ

e najwi

ę

kszy diament 

ś

wiata, gdy

Ŝ

 był wielki  

jak dło

ń

 m

ęŜ

czyzny. 

 
Wzi

ą

ł diament i odszedł. Przez cał

ą

 noc przewracał si

ę

 na łó

Ŝ

ku 

nie mog

ą

c zasn

ąć

. Nast

ę

pnego dnia o 

ś

wicie pobiegł obudzi

ć

 

sannyasi i rzekł: 
- Daj mi bogactwo, które pozwala ci z tak

ą

 łatwo

ś

ci

ą

 

  pozby

ć

 si

ę

 tego diamentu. 

 
 

PROSIĆ O ZADOWOLENIE

 

 
 
Pan Wisznu tak znudził si

ę

 ci

ą

głymi pro

ś

bami jednego ze swoich 

wyznawców, 

Ŝ

e pewnego dnia ukazał mu si

ę

 i rzekł: 

- Postanowiłem spełni

ć

 twoje trzy pro

ś

by.  

  Potem jednak nic ju

Ŝ

 ci nie dam. 

 
Pełen rado

ś

ci wyznawca niewiele my

ś

l

ą

c wypowiedział 

swoj

ą

 pierwsz

ą

 pro

ś

b

ę

Ŝ

eby umarła jego 

Ŝ

ona, aby mógł si

ę

 o

Ŝ

eni

ć

 z lepsz

ą

Pro

ś

ba natychmiast została wysłuchana. 

 
Ale kiedy jego przyjaciele i krewni zebrali si

ę

 na pogrzeb  

i zacz

ę

li wspomina

ć

 dobre cechy jego zmarłej 

Ŝ

ony,  

wyznawca zrozumiał, 

Ŝ

e bardzo si

ę

 po

ś

pieszył.  

Uzmysłowił sobie, 

Ŝ

e był całkowicie 

ś

lepy na cnoty swojej 

Ŝ

ony. 

Czy było  łatwo znale

źć

 inn

ą

 kobiet

ę

 tak dobr

ą

 jak ta? 

Poprosił wi

ę

c Pana, by j

ą

 przywrócił do 

Ŝ

ycia. 

Po tym jednak została mu ju

Ŝ

 tylko jedna pro

ś

ba. 

Postanowił wi

ę

c nie popełni

ć

 nowego bł

ę

du, gdy

Ŝ

 tym razem  

nie miałby ju

Ŝ

 mo

Ŝ

liwo

ś

ci naprawienia go. Zacz

ą

ł pyta

ć

  

o rad

ę

 innych. Niektórzy z jego przyjaciół radzili mu  

poprosi

ć

 o nie

ś

miertelno

ść

 - mówili inni -  

je

ś

li nie miałby zdrowia? 

A na co mu zdrowie, je

ś

li nie miałby pieni

ę

dzy? 

A na co mu pieni

ą

dze, je

ś

li nie miałby przyjaciół? 

 
Mijały lata i nie mógł si

ę

 zdecydowa

ć

, o co by poprosi

ć

Ŝ

ycie, zdrowie, bogactwo, władz

ę

, miło

ść

...? 

Wreszcie zwrócił si

ę

 do Pana:  

- Porad

ź

 mi, prosz

ę

 o co mam prosi

ć

 
Pan za

ś

miał si

ę

 widz

ą

c zmartwienie biedaka i powiedział: 

- Popro

ś

, aby

ś

 był zdolny do zadowolenia z tego wszystkiego, 

  co 

Ŝ

ycie ci niesie, cokolwiek by to było. 

 
 

ŚWIATOWA WYSTAWA RELIGII

 

background image

 
 
Mój przyjaciel i ja poszli

ś

my na wystaw

ę

Ś

WIATOW

Ą

 WYSTAW

Ę

 RELIGII. 

Nie była to wystawa handlowa. To była wystawa religii. 
Ale konkurencja była tak samo ostra, a reklama równie hała

ś

liwa. 

 
W stoisku 

Ŝ

ydowskim dano nam kilka ulotek, na których była  

mowa o tym, 

Ŝ

e Bóg lituje si

ę

 nad wszystkimi i 

Ŝ

ś

ydzi s

ą

 

Jego Ludem Wybranym.  

ś

ydzi. 

ś

aden inny lud nie był tak wybrany jak lud 

Ŝ

ydowski. 

 
W stoisku muzułma

ń

skim dowiedzieli

ś

my si

ę

Ŝ

e Bóg jest miłosierny dla wszystkich i 

Ŝ

e Mahomet jest jego 

jedynym prorokiem. Zbawienie otrzymuje si

ę

 słuchaj

ą

c jedynie 

proroka Boga. 
 
W stoisku chrze

ś

cija

ń

skim odkryli

ś

my, 

Ŝ

e Bóg jest miło

ś

ci

ą

 

Ŝ

e nie ma zbawienia poza Ko

ś

ciołem. Albo si

ę

 wst

ę

puje 

do Ko

ś

cioła, albo si

ę

 zasługuje na wieczne pot

ę

pienie. 

 
U wyj

ś

cia zapytałem mojego przyjaciela: 

- Co my

ś

lisz o Bogu? 

ś

e jest nietolerancyjny, fanatyczny i okrutny - odpowiedział mi. 

 
 
Gdy wróciłem do domu, powiedziałem do Boga: 
- Jak mo

Ŝ

esz to znie

ść

, Panie? Nie widzisz, 

Ŝ

e przez wieki 

ź

le u

Ŝ

ywano 

  Twojego imienia? 
 
Bóg odpowiedział: 
- Ja nie organizowałem wystawy. A wr

ę

cz wstydziłem si

ę

 j

ą

 zwiedzi

ć

 
 
 

DYSKRYMINACJA

 

 
 
Wróciłem natychmiast na Wystaw

ę

 Religii. ty m razem wysłuchałem 

przemówienia Najwy

Ŝ

szego Kapłana religii Balakri. 

Powiedział nam, 

Ŝ

e prorok Balakri urodzony w Ziemi 

Ś

wi

ę

tej Mesambii 

w pi

ą

tym wieku, był Mesjaszem. 

 
Tej nocy  znowu spotkałem si

ę

 z Bogiem. 

- Och, Bo

Ŝ

e! Jeste

ś

 wielkim Dyskryminatorem, czy

Ŝ

 nie? 

  Dlaczego pi

ą

ty wiek ma by

ć

 wiekiem o

ś

wiecenia  

  i dlaczego Mesambia ma by

ć

 Ziemi

ą

 

Ś

wi

ę

t

ą

  Dlaczego dyskryminujesz inne wieki i inne ziemie? 
  Co ma złego w sobie mój wiek, na przykład? 
  Albo co ma złego w sobie moja ziemia? - 
A na to Bóg odpowiedział: 

Ś

wi

ę

to jest 

ś

wi

ę

te, poniewa

Ŝ

 ukazuje, 

Ŝ

e wszystkie dni w roku 

  s

ą

 

ś

wi

ę

te. 

  Sanktuarium jest 

ś

wi

ę

te, poniewa

Ŝ

 ukazuje, 

Ŝ

e wszystkie  

background image

  miejsca s

ą

 u

ś

wi

ę

cone. 

  Tak te

Ŝ

 Chrystus urodził si

ę

, aby pokaza

ć

Ŝ

e wszyscy ludzie 

  s

ą

 dzie

ć

mi Bo

Ŝ

ymi. 

 
 

JEZUS NA MECZU PIŁKARSKIM

 

 
 
Jezus Chrystus nam powiedział, 

Ŝ

e nigdy nie był na meczu piłkarskim. 

Tak wi

ę

c razem z przyjaciółmi zabrali

ś

my go, aby zobaczył cho

ć

 jeden. 

Walka była zaci

ę

ta mi

ę

dzy dru

Ŝ

yn

ą

 protestanckich "Uderzeniowców" 

i katolickich "Krzy

Ŝ

owców". 

 
Jako pierwsi strzelili "Krzy

Ŝ

owcy". Jezus oklaskiwał entuzjastycznie 

i wyrzucił w gór

ę

 kapelusz. Potem strzelili "Uderzeniowcy" i Jezus znowu 

klaskał z entuzjazmem i znowu rzucił w gór

ę

 kapelusz. 

 
To zdaje si

ę

 zmieszało pewnego człowieka za  nami. 

Tr

ą

cił Jezusa w rami

ę

 i zapytał: 

- Za któr

ą

 dru

Ŝ

yn

ą

 pan kibicuje, dobry człowieku? 

-Ja? odpowiedział Jezus wyra

ź

nie podniecony meczem - 

  Nie kibicuj

ę

 za nikim. Po prostu cieszy mnie gra. 

 
M

ęŜ

czyzna zwrócił si

ę

 do swojego s

ą

siada i mrukn

ą

ł:  

- Hm, ateista. 
 
 
W drodze do domu krótko poinformowali

ś

my Jezusa o aktualnej  

sytuacji religijnej na 

ś

wiecie. 

- Ciekawe co si

ę

 dzieje z osobami religijnymi na 

ś

wiecie, Panie -  

  mówili

ś

my mu. - Ci

ą

gle im si

ę

 wydaje, 

Ŝ

e Bóg jest po ich stronie  

  

Ŝ

e jest przeciwko innym. 

 
Jezus przytakn

ą

ł: 

- Wła

ś

nie dlatego nie popieram 

Ŝ

adnej religii, tylko ludzi - powiedział. - 

  Ludzie s

ą

 wa

Ŝ

niejsi do religii. Człowiek jest wa

Ŝ

niejszy ni

Ŝ

 szabat. 

- Powiniene

ś

 uwa

Ŝ

a

ć

 na to co mówisz - ostrzegł go jeden z nas. 

- Ju

Ŝ

 raz Ci

ę

 ukrzy

Ŝ

owali za mówienie podobnych rzeczy, nie pami

ę

tasz? 

- Tak - i to wła

ś

nie religijni ludzie - odpowiedział Jezus  

  z ironicznym u

ś

miechem. 

 
 
 

NIENAWIŚĆ RELIGIJNA

 

 
 
Turysta rzekł do przewodnika:  
- Ma pan racj

ę

Ŝ

e czuje si

ę

 pan dumny ze swego miasta.  

  To co wywarło na mnie szczególne wra

Ŝ

enie,  to liczba ko

ś

ciołów tutaj. 

  Z pewno

ś

ci

ą

 tutejsi ludzie musz

ą

 bardzo kocha

ć

 Boga. 

 
- No có

Ŝ

 odparł cynicznie przewodnik - by

ć

 mo

Ŝ

e kochaj

ą

 Boga, 

  ale nie ma najmniejszych w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e si

ę

 wzajemnie  

background image

  

ś

miertelnie nienawidz

ą

 
 
To mi przypomina pewn

ą

 dziewczynk

ę

, któr

ą

 zapytano, kto to s

ą

 poganie. 

Odpowiedziała:  
"Poganie to ludzie, którzy nie kłóc

ą

 si

ę

 z przyczyn religijnych". 

 
 
 

MODLITWA OFENSYWNA I DEFENSYWNA

 

 
 
Katolicka dru

Ŝ

yna piłkarska udawała si

ę

 na wa

Ŝ

ny mecz. 

Jeden z dziennikarzy wsiadł do tego samego poci

ą

gu 

i przeprowadził wywiad z trenerem. 
 
- Rozumiem - powiedział dziennikarz - 

Ŝ

e macie, panowie, 

  z sob

ą

 tak

Ŝ

e kapelana, by modlił si

ę

 o zwyci

ę

stwo dru

Ŝ

yny. 

  Czy nie miałby pan nic przeciwko temu, 

Ŝ

eby mi go przedstawi

ć

 
- Ale

Ŝ

 bardzo ch

ę

tnie - odpowiedział trener. - 

  A którego chciałby pan pozna

ć

: kapelana ofensywnego 

  czy defensywnego? 
 
 

IDEOLOGIA

 

 
 
 
Przytłaczaj

ą

ce jest to co mo

Ŝ

na przeczyta

ć

 o okrucie

ń

stwie ludzi. 

Oto dziennikarski zapis tortur stosowanych we współczesnych 
obozach koncentracyjnych: 
 
 
Ofiar

ę

 przywi

ą

zuje si

ę

 do metalowego krzesła. 

Pora

Ŝ

a si

ę

 j

ą

 ładunkiem elektrycznym, coraz silniejszym, 

a

Ŝ

 zacznie zeznawa

ć

 
Otwart

ą

 dłoni

ą

 kat uderza w ucho ofiary tak długo, a

Ŝ

 p

ę

ka b

ę

benek. 

 
Ofiar

ę

 przywi

ą

zuj

ą

 pasami do fotela dentystycznego.  

Wtedy dentysta zaczyna borowa

ć

 w z

ę

bie, a

Ŝ

 dosi

ę

gnie nerwu. 

I boruje dalej, a

Ŝ

 ofiara zgodzi si

ę

 na współprac

ę

 
 
Człowiek nie jest okrutny z natury. Staje si

ę

 okrutny, kiedy jest  

nieszcz

ęś

liwy lub kiedy zaprzedaje si

ę

 jakiej

ś

 ideologii. 

 
Jedna ideologia przeciwko drugiej, a jeden system przeciw drugiemu, 
jedna religia przeciw drugiej. A w 

ś

rodku przygnieciony człowiek. 

 
Ludzie, którzy ukrzy

Ŝ

owali Jezusa, prawdopodobnie nie byli okrutni. 

Mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

e wielu było czułymi mał

Ŝ

onkami i tkliwymi ojcami,  

background image

którzy aby zachowa

ć

 system, ideologi

ę

 czy religi

ę

stali si

ę

 zdolni do wielkiego okrucie

ń

stwa. 

 
Gdyby ludzie religijni zawsze szli za poruszeniem serca, zamiast  
i

ść

 za logik

ą

 swojej religii, zostałyby nam zaoszcz

ę

dzone 

przedstawienia takie, jak palenie heretyków, wdowy id

ą

ce na stosy, 

by spłon

ąć

 z ciałem m

ęŜ

a, czy te

Ŝ

 obraz milionów niewinnych ludzi 

zabitych w wojnach wywołanych w imi

ę

 religii i samego Boga. 

 
Morał: 
  Je

ś

li masz wybra

ć

 pomi

ę

dzy głosem współczuj

ą

cego serca 

  a wymaganiami ideologii, odrzu

ć

 ideologi

ę

 bez chwili wahania. 

  Współczucie nie ma ideologii. 
 
 
 

ZMIENIĆ ŚWIAT PRZEZ ZMIANĘ SIEBIE

 

 
 
Sufi Bayazid opowiada o sobie samym: 
Za młodu byłem rewolucjonist

ą

 i moja modlitwa wygl

ą

dała tak: 

"Panie, daj mi siły, 

Ŝ

eby zmieni

ć

 

ś

wiat". 

 
W miar

ę

 jak stawałem si

ę

 dorosły i u

ś

wiadomiłem sobie, 

Ŝ

e min

ę

ło mi pół 

Ŝ

ycia, a nie zdołałem zmieni

ć

 ani jednego  

człowieka, zmieniłem moj

ą

 modlitw

ę

 i zacz

ą

łem mówi

ć

"Panie, udziel mi łaski, by przemieni

ć

 tych, którzy si

ę

 ze mn

ą

 kontaktuj

ą

Cho

ć

by tylko moj

ą

 rodzin

ę

 i moich przyjaciół. Tym si

ę

 zadowol

ę

". 

 
Teraz, kiedy jestem stary i moje dni s

ą

 policzone,  

zacz

ą

łem rozumie

ć

 jaki byłem głupi. I moja jedyna modlitwa jest taka: 

"Panie, udziel mi łaski, bym sam si

ę

 zmienił". 

 
Gdybym tak si

ę

 modlił od pocz

ą

tku, nie zmarnowałbym 

Ŝ

ycia. 

 
 
Wszyscy my

ś

l

ą

 o zmianie ludzko

ś

ci. 

Prawie nikt nie my

ś

li o zmianie samego siebie. 

 
 
 

OSWOJENI BUNTOWNICY

 

 
 
 
To był trudny charakter. My

ś

lał i post

ę

pował w odmienny sposób 

ni

Ŝ

 my wszyscy. Wszystko podwa

Ŝ

ał. Był buntownikiem, prorokiem, 

psychopat

ą

 czy bohaterem? 

- Kto jest w stanie okre

ś

li

ć

 ró

Ŝ

nic

ę

? - mówili

ś

my. - 

  A w ko

ń

cu, komu na tym zale

Ŝ

y? 

 
Tak wi

ę

c uspołecznili

ś

my go. Nauczyli

ś

my go wyczucia  

opinii publicznej i cudzych sentymentów. Zdołali

ś

my go ułagodzi

ć

background image

Zrobili

ś

my z niego człowieka, z którym przyjemnie si

ę

 

Ŝ

yło, 

doskonale zaadoptowanego. W rzeczywisto

ś

ci to, co zrobili

ś

my, 

polegało na nauczeniu go 

Ŝ

ycia zgodnego z naszymi oczekiwaniami. 

Uczynili

ś

my go układnym i słodkim. 

 
Mówili

ś

my mu, 

Ŝ

e nauczył si

ę

 kontrolowa

ć

 siebie samego 

i gratulowali

ś

my mu tego osi

ą

gni

ę

cia. A i on sam zacz

ą

ł sobie 

tego gratulowa

ć

. Nie mógł zobaczy

ć

Ŝ

e to my zdobyli

ś

my go. 

 
 
Jaki

ś

 pot

ęŜ

ny typ wszedł do zatłoczonego pomieszczenia 

i krzykn

ą

ł: 

- Jest tu facet, którego nazywaj

ą

 Murphy?! - 

Podniósł si

ę

 pewien mały człowieczek i rzekł: 

- Ja jestem Murphy. 
 
Pot

ęŜ

ny typ nieomal go nie zabił. Połamał mu pi

ęć

 

Ŝ

eber, 

rozbił nos, podbił oczy i zostawił go jak szmat

ę

 na podłodze. 

Po czym wyszedł ci

ęŜ

ko stawiaj

ą

c kroki. 

 
Kiedy sobie ju

Ŝ

 poszedł, spostrzegli

ś

my ze zdumieniem, 

Ŝ

e człowieczek 

ś

miał si

ę

 pod nosem 

- Ale nabrałem tego faceta - powiedział cicho. - 
  Ja nie jestem Murphy! Cha, cha, cha! 
 
 
Społecze

ń

stwo, które oswaja swoich buntowników, 

zyskuje spokój, ale traci przyszło

ść

 
 
 

ZAGUBIONA OWCA

 

 
 
 
Przypowie

ść

 dla religijnych wychowawców. 

 
 
Jedna owca znalazła dziur

ę

 w płocie i przecisn

ę

ła si

ę

 przez ni

ą

Ucieczka napełniła j

ą

 szcz

ęś

ciem. Bł

ą

dziła długo 

i wreszcie zagubiła si

ę

 
Wtem spostrzegła, 

Ŝ

e idzie za ni

ą

 wilk. 

Zacz

ę

ła ucieka

ć

, ale wilk ci

ą

gle był za ni

ą

.  

A

Ŝ

 przyszedł pasterz, ocalił j

ą

 i przyprowadził na powrót,  

z wielk

ą

 czuło

ś

ci

ą

, do stada. 

 
Pasterz, cho

ć

 wszyscy nakłaniali go do czego

ś

 przeciwnego, 

nie chciał naprawi

ć

 dziury w płocie. 

 
 

JABŁKO DOSKONAŁE

 

 

background image

 
Zaledwie Nasruddin sko

ń

czył swoje wyst

ą

pienie, 

jaki

ś

 

Ŝ

artowni

ś

 spo

ś

ród słuchaczy rzekł: 

- Zamiast rozwija

ć

 teorie duchowe, dlaczego nie poka

Ŝ

esz nam 

  czego

ś

 praktycznego? 

 
Biedny Nasruddin zmieszał si

ę

- Ale jakiego rodzaju ma by

ć

 ta praktyczna rzecz, 

  któr

ą

 chcesz, 

Ŝ

ebym ci pokazał? 

 

ś

artowni

ś

, zadowolony z zakłopotania, w jakie mułł

ę

, i z wra

Ŝ

enia, 

jakie wywarł na obecnych, powiedział: 
- Poka

Ŝ

 nam, na przykład, jabłko z rajskiego ogrodu. 

 
Nasruddin natychmiast chwyciłe

ś

 jabłko i pokazał mu. 

- Ale to jabłko - powiedział tamten - jest z jednej strony zgniłe. 
  Niew

ą

tpliwie jabłko rajskie musiało by

ć

 doskonałe. 

 
- To prawda. Rajskie jabłko musiało by

ć

 doskonałe -  

  powiedział mułła. - Ale bior

ą

c pod uwag

ę

 twoje  

  realne mo

Ŝ

liwo

ś

ci, to jest najbardziej podobne  

  do rajskiego jabłka, z tego, co kiedykolwiek b

ę

dziesz 

  mógł zobaczy

ć

 
 
Czy mo

Ŝ

e człowiek spodziewa

ć

 si

ę

Ŝ

e zobaczymy doskonałe jabłko 

maj

ą

c niedoskonałe spojrzenie? 

 
Lub wyuczy

ć

 dobro w innych, gdy jego serce jest samolubne? 

 
 
 

NIEWOLNICA

 

 
 
Król muzułma

ń

ski zakochał si

ę

 do szale

ń

stwa  w młodej  

niewolnicy i rozkazał, by przeniesiona j

ą

 do pałacu. 

Zamierzał j

ą

 po

ś

lubi

ć

 i uczyni

ć

 pierwsz

ą

 ze swoich 

Ŝ

on. 

Tylko 

Ŝ

e, z tajemniczych przyczyn, dziewczyna powa

Ŝ

nie si

ę

 

rozchorowała tego samego dnia,  
kiedy przeprowadziła si

ę

 do pałacu. 

 
Stan jej zdrowia stopniowo si

ę

 pogarszał.  

Zastosowano ju

Ŝ

 wszystkie znane 

ś

rodki,  

lecz bez 

Ŝ

adnego skutku. Biedna dziewczyna była  

zawieszona mi

ę

dzy 

Ŝ

yciem a 

ś

mierci

ą

 
Zrozpaczony król obiecał połow

ę

 swego królestwa temu, 

kto byłby w stanie j

ą

 uleczy

ć

.  Nikt jednak nie próbował 

leczy

ć

 choroby, na któr

ą

 nie znale

ź

li lekarstwa  

najlepsi lekarze królestwa. 
 
Wreszcie stawił si

ę

 pewien hakim, który prosił,  

by pozostawiono go sam na sam z dziewczyn

ą

 

background image

Po godzinnej rozmowie z ni

ą

, stan

ą

ł przed królem, 

który z niepokojem wyczekiwał jego diagnozy. 
 
- Wasza Wysoko

ść

 - rzekł hakim - prawd

ę

 mówi

ą

c, 

  mam niezawodne lekarstwo dla dziewczyny. 
  I tak jestem pewien jego skuteczno

ś

ci,  

  

Ŝ

e je

ś

liby si

ę

 nie poprawiło, jestem gotów na 

ś

ci

ę

cie. 

  Tylko, 

Ŝ

e lekarstwo, które proponuj

ę

, oka

Ŝ

e si

ę

  

  niezwykle bolesne - ale nie dla dziewczyny,  
  lecz dla Waszej Wysoko

ś

ci. 

 
- Mów, jakie to lekarstwo - krzykn

ą

ł król - 

  a b

ę

dzie je mie

ć

, niech kosztuje ile chce! 

 
Hakim popatrzył ze współczuciem na króla i rzekł: - 
- Dziewczyna jest zakochana w jednym z waszych sług. 
  Dajcie jej wasze pozwolenie na mał

Ŝ

e

ń

stwo z nim, 

  a wyzdrowieje natychmiast. 
 
Biedny król! Za bardzo pragn

ą

ł dziewczyny, 

by pozwoli

ć

 jej odej

ść

. Za bardzo j

ą

 kochał, 

by da

ć

 jej umrze

ć

 
 
Uwaga na miło

ść

! Je

ś

li si

ę

 w ni

ą

 zapl

ą

czesz, 

b

ę

dzie dla ciebie 

ś

mierci

ą

 
 
 

 

MĘDRZEC KONFUCJUSZ

 

 
 
Pewnego razu mówił Pu Shang do Konfucjusza: 
- Co z ciebie za m

ę

drzec je

ś

li o

ś

mielasz si

ę

 mówi

ć

  

Ŝ

e Yen Hui jest lepszy od ciebie, 

Ŝ

e Tuan Mu Tsu 

  jest lepszy, gdy trzeba co

ś

 wyja

ś

ni

ć

  

Ŝ

e Chung Yu jest odwa

Ŝ

niejszy od ciebie 

  i 

Ŝ

e Chuan Sun jest dostojniejszy ni

Ŝ

 ty? 

 
Pu Shang niemal

Ŝ

e spadł z ławki, na której siedział, 

tak był niecierpliwy odpowiedzi. 
- Je

ś

li wszystko to jest prawd

ą

 - dodał - 

  to dlaczego wszyscy czterej s

ą

 twoimi uczniami? 

 
Konfucjusz odpowiedział: 
-  Sied

ź

 spokojnie na miejscu, a powiem ci. 

  Otó

Ŝ

 Yen Hui, wie jak by

ć

 prawym,  ale nie umie si

ę

 dostosowywa

ć

  Tuan Mu Tsu wie, jak wyja

ś

ni

ć

 ró

Ŝ

ne sprawy,  

  ale nie umie da

ć

 w odpowiedzi prostego "tak" lub "nie". 

  Chung Yu wie, jak by

ć

 odwa

Ŝ

nym, ale nie umie by

ć

 ostro

Ŝ

ny. 

  Chuan Sun Shih wie, jak by

ć

 dostojnym, 

  ale nie umie by

ć

 skromny. 

background image

  Dlatego wszyscy czterej chc

ą

 uczy

ć

 si

ę

 u mnie. 

 
 
Muzułmanin Jalal ud-Din Rumi mówi: 
- Dło

ń

, która jest zawsze otwarta lub zawsze zamkni

ę

ta, 

  to dło

ń

 sparali

Ŝ

owana.  

  Ptak, który nie mo

Ŝ

e otworzy

ć

 i zawrze

ć

 skrzydeł, 

  nigdy nie b

ę

dzie fruwał. 

 
 
 

śYDOWSKI MISTYK

 

 
 

ś

ydowski mistyk Bael Shem miał do

ść

  

dziwn

ą

 form

ę

 modlitwy do Boga. 

- Pami

ę

taj, Panie - zwykł mówi

ć

 - 

Ŝ

e Ty tak samo potrzebujesz mnie, 

  jak ja Ciebie. Gdyby Ciebie nie było, do kogo bym si

ę

 modlił? 

  A gdyby mnie nie było, kto modliłby si

ę

 do Ciebie? 

 
 
Du

Ŝ

o rado

ś

ci dała mi my

ś

l, 

Ŝ

e gdybym nie zgrzeszył, 

Bóg nie miałby okazji przebaczenia. On potrzebuje 
równie

Ŝ

 mojego grzechu. Rzeczywi

ś

cie, wi

ę

ksza jest rado

ść

 

w niebie z powodu jednego grzesznika, który si

ę

 nawróci,  

ni

Ŝ

 z powodu dziewi

ęć

dziesi

ę

ciu dziewi

ę

ciu sprawiedliwych, 

którzy nie potrzebuj

ą

 nawrócenia. 

 
O szcz

ęś

liwa wino! Konieczny grzechu!  

Gdzie rozlewa si

ę

 grzech, tam przelewa si

ę

 łaska. 

 
 
 

 

 

KOKOS

 

 
 
Małpa zarwała kokos z wysokiej palmy 
i rzuciła go na głow

ę

 pewnego sufi. 

 
Człowiek podniósł go, wypił mleczko, zjadł mi

ąŜ

sz, 

a ze skorupy zrobił sobie misk

ę

 
 
Dzi

ę

kuj

ę

 za krytyk

ę

 
 
 

background image

GŁOS ŚPIEWAKA WYPEŁNIA SALĘ

 

 
 
 
Zasłyszane przy wyj

ś

ciu z koncertu: 

 
 
"Co za 

ś

piewak! Jego głos wypełnia sal

ę

". 

 
"Prawda. Wielu z nas musiało wyj

ść

 

 

Ŝ

eby zostawi

ć

 mu miejsce". 

 
 
Ciekawe! Panie i panowie, mo

Ŝ

ecie zosta

ć

 na swoich miejscach, 

głos 

ś

piewaka wypełni sal

ę

, ale nie zajmie miejsca. 

 
                                                          * 
 
Zasłyszane w czasie pewnej sesji duchowno

ś

ci: 

 
 
"Jak mog

ę

 kocha

ć

 Boga tak, jak mówi Pismo? 

 Jak mog

ę

 da

ć

 Mu całe serce 

 
"Najpierw musisz opró

Ŝ

ni

ć

 swoje serce  

  z wszystkich rzeczy stworzonych". 
 
 
Kłamstwo! Nie bój si

ę

 wypełni

ć

 twojego serca lud

ź

mi i rzeczami, 

które kochasz, gdy

Ŝ

 miło

ść

 Boga nie zajmie miejsca w twoim serce, 

tak samo jak głos 

ś

piewaka nie zajmie miejsca w sali koncertowej. 

 
Miło

ść

 nie jest jak bochen chleba. Je

ś

li dam tobie kawałek chleba, 

zostanie mi mniej dla innych. Miło

ść

 podobna jest raczej do chleba 

eucharystycznego. Kiedy go otrzymuj

ę

, otrzymuj

ę

 całego Chrystusa. 

 
Ale przez to ty nie otrzymujesz mniejszej cz

ęś

ci Chrystusa; 

ty równie

Ŝ

 otrzymujesz całego Chrystusa; 

tak samo kto

ś

 inny i jeszcze inny. 

 
Mo

Ŝ

esz kocha

ć

 twoj

ą

 matk

ę

 z całego serca, i twoj

ą

 

Ŝ

on

ę

i twoje dzieci. Zdumiewaj

ą

ce jest to, 

Ŝ

e daj

ą

c całe twe serce  

jednej osobie, nie musisz przez to dawa

ć

 mniej innej. 

Wr

ę

cz przeciwnie, ka

Ŝ

da z nich otrzymuje wi

ę

cej.  

Bo je

ś

li kochasz tylko twojego przyjaciela i nikogo wi

ę

cej, 

sił

ą

 rzeczy ofiarujesz mu serce do

ść

 ubogie.  

Zyskałby, gdyby

ś

 ofiarował serce tak

Ŝ

e innym. 

 
Tak

Ŝ

e Bóg straciłby, gdyby nalegał, by

ś

 ofiarował swe serce 

jedynie Jemu. Daruj twoje serce innym: twojej rodzinie,  
przyjaciołom, w wtedy Bóg zyska, je

ś

li ofiarujesz Mu całe 

swe serce. 
 
 
 

background image

"DZIĘKUJĘ" I "TAK"

 

 
 
 
Co znaczy kocha

ć

 Boga? Boga nie kocha si

ę

 w taki sam sposób, 

jak si

ę

 kocha osoby, które mo

Ŝ

na widzie

ć

, słysze

ć

 czy dotkn

ąć

Bo Bóg nie jest osob

ą

 w takim znaczeniu, w jakim my u

Ŝ

ywamy tego  

słowa. Bóg jest Nieznany. Całkowicie Inny. Bóg jest ponad 
takimi wyra

Ŝ

eniami, jak on czy ona, osoba czy rzecz. 

 
Kiedy mówimy, 

Ŝ

e słuchacze otworzyli sal

ę

 oraz 

Ŝ

e głos 

ś

piewaka 

wypełnił sal

ę

, u

Ŝ

ywamy tych samych słów w odniesieniu do dwóch  

rzeczywisto

ś

ci całkowicie ró

Ŝ

nych. Kiedy mówimy, 

Ŝ

e kochamy 

z całego naszego serca oraz 

Ŝ

e kochamy tak przyjaciela z całego 

naszego serca, równie

Ŝ

 u

Ŝ

ywamy tych samych słów dla wyra

Ŝ

enia 

dwóch rzeczywisto

ś

ci całkowicie ró

Ŝ

nych. Poniewa

Ŝ

 głos  

ś

piewaka naprawd

ę

 nie wypełnia sali. I nie mo

Ŝ

emy naprawd

ę

 

kocha

ć

 Boga w potocznym słowa znaczeniu. 

 
Kocha

ć

 Boga z całego serca znaczy mówi

ć

 TAK, bezwarunkowo, 

Ŝ

yciu i wszystkiemu co 

Ŝ

ycie z sob

ą

 niesie. Przyj

ąć

 bez zastrze

Ŝ

e

ń

 

wszystko, co Bóg rozpocz

ą

ł w odniesieniu do czyjego

ś

 

Ŝ

ycia. 

Mie

ć

 takie samo nastawienie jak Jezus, kiedy mówił:  

Niech si

ę

 dzieje Twoja wola, nie Moja. 

 
Kocha

ć

 Boga z całego serca znaczy uczyni

ć

 swoimi słynne słowa 

Daga Hammarkjolda: 
 
 
        Za wszystko, co było - dzi

ę

kuj

ę

        Za wszystko, co b

ę

dzie - tak. 

 
 
To mo

Ŝ

na da

ć

 tylko Bogu. Na tym etapie Bóg nie ma rywali. 

Zrozumie

ć

Ŝ

e na tym polega miło

ść

 Boga, znaczy równocze

ś

nie 

rozumie

ć

Ŝ

e kochanie Boga nie jest przeszkod

ą

 w miło

ś

ci 

bezwarunkowej, czułej i gor

ą

cej swoich przyjaciół. 

 
Głos 

ś

piewaka zalewa sal

ę

 i bierze j

ą

 w posiadanie,  

bez wzgl

ę

du na to, jak jest zatłoczona przez ludzi. Obecno

ść

  

ludzi nie jest dla niego przeszkod

ą

. Jedynym zagro

Ŝ

eniem mógłby 

by

ć

 głos konkurencyjny, który chciałby go zagłuszy

ć

.  

Bóg zachowuje bezdyskusyjn

ą

 władz

ę

 w twym sercu, 

bez wzgl

ę

du na liczb

ę

 ludzi, którzy w nim si

ę

 znajduj

ą

Nie jest przeszkod

ą

 dla Boga ich obecno

ść

. Jedyne zagro

Ŝ

enie 

mogłoby płyn

ąć

 z zamiaru tych osób zneutralizowania 

bezwarunkowego "Tak", które wymawiasz w odniesieniu  
do wszelkim planów, jakie Bóg mógłby mie

ć

 co do twojego 

Ŝ

ycia. 

 
 
 

 

background image

SZYMON PIOTR

 

 
 
 
Dialog wzi

ę

ty z Ewangelii: 

 
 
">>A wy - zapytał Jezus - za kogo mnie uwa

Ŝ

acie?<<  

 Odpowiedział Szymon Piotr:  
 >>Ty jeste

ś

 Mesjasz, Syn Boga 

Ŝ

ywego<<. 

 
 Na to Jezus rzekł: 
 >>Błogosławiony jeste

ś

, Szymonie, synu Jony. 

   Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, 
   lecz Ojciec, który jest w niebie<<". 
                                               ( Mt 16, 15 - 17 ) 
 
 
Dialog naszych czasów: 
 
        Jezus: - A ty, mówisz, 

Ŝ

e kim jestem? 

Chrze

ś

cijanin: - Ty jeste

ś

 Mesjasz. Syn Boga 

Ŝ

ywego. 

        Jezus: - Bardzo dobra odpowied

ź

. Jaka szkoda, 

                 

Ŝ

e nauczyłe

ś

 si

ę

 tego od ludzi, a nie objawił 

                 ci tego mój Ojciec, który jest w niebie. 
Chrze

ś

cijanin: - To prawda, Panie. Zostałem oszukany. 

                 Kto

ś

 dał mi wszystkie odpowiedzi,  

                 nim Twój Ojciec z nieba miał czas mówi

ć

                 I zadziwia mnie m

ą

dro

ść

 jak

ą

 okazałe

ś

  

                 nic nie mówi

ą

c Szymonowi i pozwalaj

ą

c, 

                 by Twój Ojciec mówił pierwszy. 
 
 

SAMARYTANKA

 

 
 
"Kobieta za

ś

 zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. 

 I mówiła tam ludziom:  
 >>Pójd

ź

cie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział 

   wszystko, co uczyniłam: Czy

Ŝ

 On nie jest Mesjaszem?<<" 

                                                              ( J 4, 28 - 30 ) 
 
 
Chrze

ś

cijanin: 

Jak

ą

 lekcj

ę

 otrzymali

ś

my od tej kobiety! Nie dała odpowiedzi. 

Ograniczyła si

ę

 do pytania i pozwoliła, aby inni znale

ź

li  

odpowied

ź

 sami. A przecie

Ŝ

 musiała czu

ć

 pokus

ę

 dania odpowiedzi, 

po tym co usłyszała z jego ust:  
"Ja jestem Mesjaszem, który mówi

ę

 z tob

ą

". 

 
 
I wielu poszło i stało si

ę

 uczniami usłuchawszy jej słowa. 

I mówili do kobiety:  

background image

"Wierzymy ju

Ŝ

 nie dzi

ę

ki twemu opowiadaniu, na własne bowiem 

uszy usłyszeli

ś

my  i jeste

ś

my przekonani, 

Ŝ

e On prawdziwie jest 

Zbawicielem 

ś

wiata" 

                                                              ( J 4, 42 ) 
 
 
Chrze

ś

cijanin: 

Zadowoliłem si

ę

 wiedz

ą

 na Twój temat z drugiej r

ę

ki, Panie. 

Z Pisma i od 

ś

wi

ę

tych, od Papie

Ŝ

a i do kaznodziejów.  

Chciałbym móc im wszystkim powiedzie

ć

"Nie wierz

ę

 z powodu tego, co wy

ś

cie powiedzieli, 

 ale poniewa

Ŝ

 ja sam go słuchałem". 

 
 
 

IGNACY LOYOLA

 

 
 
Mistyk z XVI wieku, Ignacy Loyola, mówił o sobie samym, 

Ŝ

e w chwili jego nawrócenia nie było nikogo,  

kto by go prowadził, ale Pan osobi

ś

cie uczył go,  

jak nauczyciel uczy dziecko. 
A na koniec powiedział wr

ę

cz, 

Ŝ

e nawet gdyby uległo 

zniszczeniu całe Pismo 

Ś

wi

ę

te, on dalej wierzyłby 

w to, co Pismo objawia, gdy

Ŝ

 Pan objawił mu to osobi

ś

cie. 

 
 
Chrze

ś

cijanin: 

Nie miałem takiego szcz

ęś

cia jak Ignacy, Panie. 

Niestety było za du

Ŝ

o ludzi, do których mogłem pój

ść

 po rad

ę

A ci osaczyli mnie swoim bezustannym nauczaniem, 
tak 

Ŝ

e z powodu ich hała

ś

liwego natłoku nie mogłem  

usłysze

ć

 Ciebie, cho

ć

bym si

ę

 nie wiem jak starał. 

Nigdy nie miałem szcz

ęś

cia pozna

ć

 Ci

ę

 z pierwszej r

ę

ki, 

gdy

Ŝ

 oni zwykli byli mówi

ć

"My jeste

ś

my jedynymi nauczycielami, jakich Ci potrzeba; 

 Kto nas słucha, słucha Jego". 
 
Ale nie mam powodów, by na nich zwala

ć

 win

ę

  

albo by narzeka

ć

Ŝ

e byli ze mn

ą

 w pierwszych latach 

mojego 

Ŝ

ycia. Wini

ć

 musze tylko siebie. Poniewa

Ŝ

 nie miałem 

do

ść

 sił, ani odwagi, by szuka

ć

 samemu, ani zdecydowania, 

by czeka

ć

, a

Ŝ

 Ty b

ę

dziesz mówił, ani wiary, 

Ŝ

e którego

ś

 dnia, 

w jakim

ś

 miejscu przerwiesz swe milczenie  

i przemówisz do mnie.