background image

 

 

 

ŚPIEW PTAKAAnthony de Mello 
 
JEDZ SAM OWOCE    

Pewnego razu uczeń skarżył się mistrzowi: - Opowiadasz nam różne 

historie, a nigdy nie odkryjesz ich znaczenia. Mistrz odpowiedział: - Czy byłbyś 

zadowolony, gdyby ci ktoś ofiarował owoc i pogryzł go przedtem ?   Nikt nie może 

odkryć za ciebie twojego znaczenia. Nawet mistrz. ISTOTNA RÓŻNICA   Zapytano raz 

Uwaisa, wyznawcę sufi: - Co takiego dała ci Łaska: Odpowiedział: - Kiedy budzę się 

rano, czuje się jak człowiek, który nie jest pewien, czy dożyje wieczora. Ponownie 
go zapytano: - 

Ale o czyż nie wiedza o tym wszyscy ? Odpowiedział Uwais: - Tak, 

oczywiście, ze wiedza, lecz nie wszyscy to czują.   Nikt się jeszcze nie upił 

intelektualnym rozumieniem słowa WINO. ŚPIEW PTAKA   Uczniowie mieli wiele pytań 

na temat Boga, Mistrz im powiedział: - Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny. Każde 

twierdzenie o Nim, każda odpowiedź na wasze pytanie będzie zniekształceniem Prawdy. 
Uczniowie byli zaskoczeni: - W takim razie, dlaczego mówisz o Nim? - A dlaczego 

śpiewa ptak? - odpowiedział mistrz. Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania 

jakieś twierdzenie. Śpiewa, ponieważ ma śpiew. Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. 

Słowa mistrza nie muszą takimi być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sposób, w 

jaki słucha się wiatru w drzewach, szumu rzeki czy śpiewu ptaka. One rozbudzają 

w tym, kto słucha, coś co leży poza wszelkim rozumieniem. ŻĄDŁO Był raz święty, 

który posiadał dar mówienia językiem mrówek. Zbliżył się do takiej, która wyglądała 
na b

ardziej wykształconą, i zapytał: - Jaki jest Wszechmogący? Czy jest w czymś 

podobny do mrówek? Uczona mrówka odpowiedziała: - Wszechmogący? Absolutnie nie. 

My, mrówki, jak widzisz, mamy tylko jedno żądło. Ale Wszechmogący ma dwa.   Scenka 

pod wpływem tej bajki: Kiedy zapytał ją, jakie jest niebo, uczona mrówka 

opowiedziała uroczyście: - Tam będziemy wszystkie jak On, każda z dwoma żądłami, 

chociaż mniejszymi.   Istnieje ostry spór pomiędzy różnymi szkołami myśli 
religijnej na temat miejsca, w którym znajdzi

e się drugie żądło w niebiańskim ciele 

mrówki. SŁOŃ I MYSZ   Pewien słoń kąpał się spokojnie w sadzawce, w środku dżungli, 

gdy podeszła do sadzawki mysz i zaczęła nalegać, by słoń wyszedł z wody. - Nie chcę 

rzekł słoń - jest mi tu dobrze i wypraszam sobie, by mi przeszkadzano. - Powtarzam, 

masz zaraz wyjść z wody! - powiedziała mysz. - A dlaczego? - zapytał słoń. - Powiem 
ci dopiero, gdy wyjdziesz z sadzawki - 

odpowiedziała mysz. - W takim razie ani myślę 

wychodzić - rzekł słoń. Wreszcie jednak to zrobił. Wyszedł ciężko z wody, stanął 

przed myszą, i rzekł: - No dobrze, dlaczego chciałaś, abym wyszedł z wody? - Żeby 

sprawdzić, czy nie założyłeś moich kąpielówek - odpowiedziała mysz.   Jest 

nieskończenie łatwiej słoniowi założyć kąpielówki myszy, niż Bogu zmienić się w 

naszych szkolnych pojęciach o Nim. KRÓLEWSKI GOŁĄB   Nasruddin został pierwszym 

ministrem króla. Pewnego razu, kiedy przechadzał się po pałacu, zobaczył po raz 

pierwszy w życiu królewskiego sokoła. Do tej pory Nasruddin nigdy nie widział 
takieg

o gołębia. Wziął więc nożyce i poprzycinał pazury, skrzydła i dziób sokoła. 

Teraz wyglądasz na ptaka jak należy - powiedział. Twój opiekun wcale się o ciebie 

nie troszczył.   Biada ludziom religijnym, którzy nie znają innego świata niż ten, 

w którym żyją, i nie mają nic do nauczenia się od ludzi, z którymi rozmawiają.   JAK 

background image

MAŁPA URATOWAŁA RYBĘ   - Co ty, do licha, wyrabiasz? - zapytałem małpę widząc, że 

wyciąga rybę z wody i układa ją na gałęziach drzewa. - Ratuję ją od utonięcia - 

odpowiedziała mi.   To, co dla jednego jest pożywieniem, jest trucizną dla 

drugiego. Słońce, które orłowi pozwala widzieć, oślepia sowę.     SÓL I BAWEŁNA 
W RZECE   

Nasruddin wiózł ładunek soli na targ. Jego osioł musiał przejść przez 

rzekę i sól się rozpuściła. Na drugim brzegu zwierzę zaczęło biec wielce zadowolone, 

zauważywszy, że ładunek jest lekki. Ale Nasruddin był zły. W następnym dzień targowy 

Nasruddin okrył worki bawełną. Przechodząc przez rzekę. osioł prawie tonął z powodu 

wielkiego ciężaru. - Uspokój się - rzekł zadowolony Nasruddin - to cię nauczy, że 

nie każde przejście przez wodę będzie dla ciebie zyskowne.   Dwóch ludzi przyjęło 

religię. Jeden z nich wyszedł ożywiony. Drugi się udusił.   POSZUKIWANIE 

OSŁA   Wszyscy się przelękli na widok mułły Nasruddina na ośle, przemierzającego 

w pośpiechu ulice wioski. - A dokąd to, mułło? - pytali go. - Szukam mojego osła 

opowiedział mułła nie zatrzymując się nawet.   Widziano pewnego razu mistrza zen 

Rinzaia, szukającego swego własnego ciała. Jego co głupszym uczniom wydawało się 
bardzo zabawne.   

Czasem można spotkać ludzi poważnie szukających 

Boga!     

PRAWDZIWA DUCHOWOŚĆ   Zapytano raz mistrza: - Co to jest duchowość? - 

Duchowość - odpowiedział - to jest to, co pozwala człowiekowi osiągnąć wewnętrzną 

przemianę. - Jeśli zaś ja stosuję metody tradycyjne, jakie przekazali nam 

mistrzowie, czy nie jest to duchowością? - Nie będzie duchowością, jeżeli dla ciebie 

nie spełnia tego zadania. Koc nie jest kocem jeśli cię nie grzeje. - Znaczy to, 

że duchowość się zmienia? - Ludzie się zmieniają, a również ich potrzeby. I tak, 

co kiedyś było duchowością, już nią nie jest. To, co często uchodzi za duchowość, 
jest jedynie powtarzaniem dawnych metod.   

Ubranie trzeba kroić na miarę 

człowieka, a nie człowieka na miarę ubrania.     MAŁA RYBKA   - Przepraszam panią 

rzekła jedna morska ryba do drugiej - jest pani starsza ode mnie i bardziej 

doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę 

znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie - bez rezultatu. - Oceanem 

jest miejsce, gdzie teraz pływasz - odpowiedziała stara ryba. - To? Przecież to 
tylko woda... A ja szukam oceanu - 

odparła rozczarowana młoda ryba odpływając, by 

szukać gdzie indziej.   Przyszedł do mistrza w stroju sannyasi i przemówił językiem 
sannyasi: - 

Szukałem Boga przez całe lata. Zostawiłem dom i szukałem wszędzie, 

gdziekolwiek On mówił, że jest: na szczytach gór, w środku pustyni, w milczeniu 
klasztorów, i w lepiankach ubogich. - 

I spotkałeś Go? - zapytał mistrz. - Byłbym 

pyszałkiem i kłamcą, gdybym powiedział, że tak. Nie, nie spotkałem Go. A ty? Cóż 

mistrz mógł odpowiedzieć? Zachodzące słońce zalewało pokój promieniami pozłacanego 

światła. Setki wróbli świergotało na zewnątrz, w gałęziach pobliskiego bananowca. 

Z daleka słychać było swoisty hałas ulicy. Komar bzyczał przy uchu ostrzegając, 

że zamierza atakować... I mimo to ten biedny człowiek mógł usiąść sobie tutaj i 

powiedzieć, że nie spotkał Boga, że ciągle szuka! Po chwili zrezygnowany wyszedł 

z domu mistrza. Poszedł szukać gdzie indziej. * * *    Przestań szukać, mała rybko. 

Nie ma czego szukać. Musisz tylko stanąć spokojnie, otworzyć oczy i patrzeć. Nie 

możesz Go nie zobaczyć. SŁYSZAŁEŚ ŚPIEW TEGO PTAKA?   Hinduiści indyjscy utworzyli 

czarujący obraz relacji między Bogiem a jego stworzeniem. Bóg "tańczy" swoje 

stworzenie. On jest tancerzem, stworzenie jest tańcem. Taniec jest czymś innym niż 

Tancerz, lecz mimo to nie może istnieć niezależnie od Niego. Nie jest rzeczą, którą 

możesz zabrać do domu w pudełku, jeśli ci się spodoba. Gdy Tancerz się zatrzymuje, 

taniec przestaje istnieć. W swym poszukiwaniu Boga człowiek myśli za dużo, za dużo 

rozważa, za dużo mówi. Nawet kiedy kontempluje ten taniec, który nazywamy 

stworzeniem, cały czas myśli, mówi (do siebie lub do innych), rozważa, analizuje, 

filozofuje. Słowa, słowa, słowa... Hałas, hałas, hałas... Milcz i patrz na taniec. 

Po prostu, patrz: gwiazda, kwiat, zbutwiały liść, ptak, kamień... Nadaje się do 

tego każda część tańca. Patrz. Słuchaj. Wąchaj. Dotykaj. Smakuj. I bez wątpienia 
zobaczy

sz Jego, Tancerza we własnej osobie.   Uczeń ciągle się skarżył swemu 

mistrzowi zen: - 

Stale ukrywasz przede mną ostatnią tajemnicę zen. I nie chciał 

wierzyć w zaprzeczenia mistrza. Pewnego dnia mistrz zabrał go na spacer w góry. 

Gdy szli, usłyszeli śpiew ptaka. - Słyszałeś śpiew tego ptaka? - zapytał go mistrz. 

background image

- Tak - 

odpowiedział uczeń. - No więc dobrze, teraz już wiesz, że nic przed tobą 

nie ukrywałem. - Tak - przytaknął uczeń.   Jeśli rzeczywiście słyszałeś jak śpiewa 

ptak, jeśli rzeczywiście widziałeś drzewo... powinieneś wiedzieć więcej, niż 

wyrażają słowa i pojęcia. Co mówisz? Że słyszałeś śpiew dziesiątków ptaków i 

widziałeś setki drzew? Zgoda. Ale to, co widziałeś, to było drzewo czy jego opis? 

Jeśli patrzysz na drzewo i widzisz cud - wtedy wreszcie zobaczyłeś drzewo! Czy twoje 

serce napełniło się kiedyś niemym podziwem, kiedy usłyszałeś śpiew 
ptaka?     

RĄBIĘ DRZEWO!   Kiedy mistrz zen osiągnął oświecenie, by to uczcić, 

napisał takie słowa: Och, co za wspaniały cud: rąbię drzewo! Wyciągam wodę ze 
studni!   

Dla większości ludzi nie ma nic cudownego w zajęciach tak banalnych, jak 

wyciąganie wody czy rąbanie drewna. Gdy się osiągnie oświecenie, w rzeczywistości 

nic się nie zmienia. Wszystko jest po staremu. Tyle że teraz serce napełnia się 
zdumieniem. 

Drzewo pozostaje drzewem, ludzie są tacy jak przedtem i ty także. Życie 

nie zaczyna biec inaczej. Możesz być tak samo zmienny czy stały, tak rozważny czy 

szalony jak dawniej. Ale jest jednak poważna różnica: teraz widzisz wszystkie te 
rzeczy w inny sposób. 

Człowiek jest jakby bardziej oddalony od tego. I twoje serce 

napełnia się zdumieniem. Taka jest istota kontemplacji: zdolność zdumiewania się. 

Kontemplacja różni się od ekstazy tym, że ta ostatnia pociąga człowieka do 

"odsunięcia się". Kontemplatyk oświecony dalej rąbie drzewo i wyciąga wodę ze 

studni. Kontemplacja różni się od wrażliwości na piękno, gdyż ono (obraz czy zachód 

słońca) wywołuje przyjemność estetyczną, podczas gdy kontemplacja wywołuje 
zdumienie - 

bez względu na to, czy kontempluje się zachód słońca, czy kamień. Jest 

cechą dziecka, że tak często się dziwi. Dlatego jest tak blisko królestwa 
niebieskiego.     BAMBUSY   

Nasz pies Brownie siedział napięty, uszy wyostrzone, 

ogon drgający nerwowo, oczy w górę - wpatrywał się w koronę drzewa. Tam była małpa. 

Jedynie małpa zajmowała jego świadomość w tym momencie. Jako, że nie posiada on 

zdolności rozumowania, nie nachodziła go ani jedna myśl, która przeszkadzałaby jego 

koncentracji: nie myślał co będzie jadł wieczorem ani czy będzie coś miał naprawdę 

do jedzenia, ani gdzie pójdzie spać. Brownie był lepszym wyobrażeniem kontemplacji 

niż wszystko, co dotąd widziałem. Być może i ty doświadczyłeś czegoś podobnego, 

na przykład kiedy zostałeś całkowicie pochłonięty widokiem bawiącego się kotka. 
Oto zasada k

ontemplacji równie dobra jak inne mi znane: żyj w pełni 

teraźniejszością. Zrób tak naprawdę: Zostaw wszelkie myślenie o przyszłości i 

przeszłości, wszelkie pojęcia, wszelkie wyobrażenia i stań w pełni obecny. I 
powstaje kontemplacja.   

Po latach ćwiczeń uczeń poprosił swego mistrza, by 

udzielił mu oświecenia. Mistrz zaprowadził go do lasku bambusowego i rzekł: - Zobacz 

jak ten bambus jest wysoki, spójrz na drugi, jaki jest niski. I w tym właśnie 

momencie uczeń został oświecony.   Mówi się, że Budda, starając się osiągnąć 

oświecenie, próbował praktykować każdą duchowość, wszelkie formy ascetyzmu i 

wszelkie zasady stosowane w Indiach jego czasów. Wszystko na próżno. W końcu usiadł 

pewnego dnia pod drzewem zwanym bodhi i tam otrzymał oświecenie. Później przekazał 

tajemnicę oświecenia swoim uczniom słowami, które niewtajemniczonym mogą wydawać 

się enigmatyczne, zwłaszcza jeśli zajmują się swoimi myślami: "Kiedy oddychacie 

słabo, bądźcie świadomi, że oddychacie słabo. Kiedy nie oddychacie ani za głęboko, 

ani za słabo, bądźcie świadomi, że nie oddychacie ani za głęboko, ani za słabo". 

Świadomość. Uwaga. Zaangażowanie. Nic więcej. Tę formę zaangażowania możemy 

zauważyć u dzieci. Mają one łatwy dostęp do królestwa niebieskiego.   CIĄGŁA 

ŚWIADOMOŚĆ   Żaden z uczniów zen nie ośmieliłby się uczyć innych, gdyby wcześniej 

nie był przeżył ze swym mistrzem co najmniej dziesięciu lat. Po dziesięciu latach 

nauki Tenno został nauczycielem. Pewnego razu poszedł odwiedzić swego mistrza 
Nan-

in. Dzień był dżdżysty i dlatego Tenno założył drewniane chodaki i zabrał 

parasol. Gdy Tenno przybył, Nan-in powiedział: - Zostawiłeś chodaki i parasol przed 

drzwiami, prawda? Możesz mi powiedzieć, czy położyłeś parasol po prawej, czy po 

lewej stronie chodaków? Tenno nie pamiętał i zmieszał się. Zdał sobie sprawę, że 

nie potrafi stosować Ciągłej świadomości. I tak został uczniem Nan-in i studiował 

kolejnych dziesięć lat, aż do osiągnięcia Ciągłej Świadomości.   Człowiek, który 

jest ciągle świadomy, człowiek, który jest w pełni obecny w każdej chwili: to jest 

background image

mistrz.     

ŚWIĘTOŚĆ W CHWILI OBECNEJ   Zapytano Buddę przy pewnej okazji: - Kto 

to jest święty? Budda odpowiedział: - Każda godzina dzieli się na pewną liczbę 

sekund, a każda sekunda na pewną liczbę ułamków. świętym naprawdę jest ten, kto 
zdol

ny jest być w pełni obecny w każdym ułamku sekundy.   Wojownik japoński zastał 

ujęty przez nieprzyjaciół i zamknięty w lochu. W nocy nie mógł zasnąć, był bowiem 

przekonany, że następnego dnia rano zostanie poddany okrutnym torturom. Wtem 

przypomniał sobie słowa swego mistrza zen: "Jutro nie istnieje naprawdę. Jedyną 

rzeczywistością jest teraźniejszość". Tak powrócił do teraźniejszości - i 

zasnął.   Człowiek o ile uwolni się od więzów przyszłości, podobny jest do ptaków 
na niebie i polnych lilii. Bez trosk o 

jutro. Całkowicie w teraźniejszości. Święty 

człowiek!     DZWON ŚWIĄTYNI   Świątynia znajdowała się na wyspie, dwie mile od 

brzegu. Posiadała tysiąc dzwonów. Dzwony wielkie i małe, dzieło najlepszych 

ludwisarzy świata. Gdy wiał wiatr lub zrywała się burza, wszystkie dzwony świątyni 

były jednym głosem tworząc symfonie porywającą serca słuchaczy. Po kilku jednak 

wiekach wyspa zapadła się w morze, a z nią świątynia i jej dzwony. Starożytna 

tradycja mówiła, że dzwony dalej biją bez przerwy i że ktokolwiek słuchałby uważnie, 

mógłby je usłyszeć. Poruszony tą legendą młody człowiek przebył dwa tysiące mil 

z zamiarem usłyszenia dzwonów. Całymi dniami siedział na brzegu, naprzeciw miejsca, 

gdzie dawnymi czasy wznosiła się świątynia, i słuchał - słuchał z całą uwagą. Ale 

słyszał jedynie szum fal rozbijających się o brzeg . Wysilał się jak mógł. by oddalić 

od siebie szum fal i usłyszeć dzwony: Wszystko na próżno, szum fal wydawał się 

obejmować wszechświat. Trwał przy tym tygodniami, aż ogarnęło go zniechęcenie. 
Wtedy p

rzypadkiem usłyszał mądrych ludzi z wioski: Rozprawiali z namaszczeniem o 

tajemniczej legendzie dzwonów, i o tych, którzy je słyszeli. Potwierdzali 

prawdziwość legendy. Serce w nim płonęło, gdy słyszał te słowa, by wrócić do 

zniechęcenia, gdy następne tygodnie wysiłku nie przyniosły żadnych rezultatów. 

Postanowił wreszcie zrezygnować z zamiaru. Może nie był przeznaczony zastać jednym 

ze szczęśliwców, którym dane było słyszeć dzwony. Może tez i legenda nie była 
prawdziwa. Wróci do domu i uzna swe niepowodzen

ie. Był to ostatni dzień jego pobytu 

w tym miejscu. Udał się po raz ostatni na ulubiony brzeg, aby pożegnać morze, niebo, 

wiatr i palmy. Wyciągnął się na piasku patrząc w niebo i słuchając odgłosów morza. 

Tego dnia nie opierał się tym odgłosom. Przeciwnie - oddał się im i odkrył, że poszum 

fal był dźwiękiem naprawdę słodkim i przyjemnym. Tak owładnął ten odgłos, że łatwo 

był świadom samego siebie. Gdyż głębokie było milczenie, które szum wytworzył w 

jego sercu... I w tej ciszy usłyszał je! Dźwięk jednego dzwonka, potem następnego 

i jeszcze jednego, i jeszcze... Oto już wszystkie i każdy z osobna z tysiąca dzwonów 

świątyni dzwoniły w podniosłej harmonii, a jego serce ogarnęło zdumienie i 

radość.   Jeśli chcesz usłyszeć dzwony świątyni, słuchaj głosu morza. Jeśli chcesz 

widzieć Boga, patrz uważnie na stworzenie. Nie odrzucaj go; nie rozmyślaj nad nim. 

Po prostu, patrz. SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM   W Ewangelii Świętego Jana czytamy: "A 

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas... Wszystko przez nie się stało; 

bez niego nic się nie stało, co się stało; W nim było życie, a życie było 

światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła". 
(J 1,14; 3-6)   

Popatrz na ciemność. Wkrótce zobaczysz światło. Patrz w milczeniu 

na wszystkie rzeczy

. Wkrótce zobaczysz Słowo.   Słowo stało się ciałem i 

zamieszkało wśród nas...   Budzi litość widok usilnych starań tych, którzy chcą 

przemienić na nowo ciało w słowo. Słowa, słowa, słowa...     CZŁOWIEK 
IDOL   

Starożytna opowieść hindu: Był sobie raz pewien kupiec, którego statek 

rozbił się u brzegów Cejlonu, gdzie Vibhishana był Królem Potworów. Kupca 

zaprowadzono przed oblicze Króla. Na jego widok Vibhishana nie posiadał się z 

radości i rzekł: - Och, wygląda tak jak mój Rama. Te same ludzkie kształty! Po czym 

okrył kupca bogatymi strojami i klejnotami i adorował go.   Mówi mistyk hindu, 

Ramakriszna: "Gdy po raz pierwszy usłyszałem tę historię, doznałem nieopisanej 

radości. Jeśli Boga można czcić w wyobrażeniu z gliny, dlaczegóż by nie w 

człowieku?"     SZUKAĆ W ZŁYM MIEJSCU   Jeden z sąsiadów zastał Nasruddina na 

kolanach, szukającego czegoś. - Czego szukasz, mułło? - Mojego klucza. Zgubiłem 

go. I obaj, na klęczkach zaczęli szukać zgubionego klucza. Po chwili zapytał sąsiad: 

background image

Gdzie go zgubiłeś? - W domu. - Święty Boże! W takim razie, dlaczego szukamy tutaj?! 

Bo tu jest więcej światła.   Cóż jest warte szukanie Boga w miejscach świętych, 

jeśli zgubiłeś Go w swoim sercu?     PYTANIE   Pytał pewien mnich: - Te góry, 

rzeki, ziemia i gwiazdy... skąd się wzięły? I zapytał mistrz: - A skąd się wzięło 
twoje pytanie?    

Szukaj wewnątrz siebie!     PRODUCENT ETYKIETEK    Życie jest tak 

butelka dobrego wina. Niektórzy zadowalają się czytaniem etykiety, inni wolą 

spróbować jej zawartość.   Pewnego razu Budda pokazał swoim uczniom kwiat i 

poprosił, by powiedzieli coś o nim. Przez chwilę kontemplowali go w milczeniu. Jeden 

wygłosił filozoficzny wykład na ten temat. Inny ułożył o nim wiersz. Jeszcze inny 

wymyślił przypowieść. Każdy się starał być lepszy od pozostałych.   Producenci 
etykietek!   

Mahakaszjap spojrzał na kwiat - uśmiechnął się i nic nie powiedział. 

On go tylko zobaczył.   Gdybym tak miał spróbować ptaka kwiat drzewo ludzką 

twarz... ! Ale niestety! Nie ma czasu. Jestem zajęty nauczaniem się odczytywania 
etykiet

ek i wytwarzaniem moich własnych. Nigdy nie upiłem się 

winem.     

FORMUŁA   Mistyk powrócił z pustyni. - Opowiedz nam - pytali go z 

przejęciem - jaki jest Bóg? Ale jak mógłby wyrazić słowami to, czego doświadczył 

w głębi swego serca? Czyż można prawdę zamknąć w słowach? W końcu przekazał im 

formułkę - niedokładną oczywiście i niepełną - w nadziei, ze ktoś z nich będzie 

mógł spróbować i dzięki niej osobiście doświadczyć tego, czego on doświadczył. Ci 

zaś nauczyli się formuły i zrobili z niej tekst święty. I narzucili ją wszystkim, 

jakby chodziło o dogmat. Postarali się wręcz o to, by rozpowszechnić ją w obcych 

krajach. A niektórzy nawet oddali za nią swe życie. Mistyk się zasmucił. Być może 

byłoby lepiej, gdyby nic nie powiedział.     PODRÓŻNIK   Podróżnik wrócił do swego 

ludu, żądnego wiedzy o Amazonii. Ale jak mógł wyrazić słowami wrażenie swojego 

serca, kiedy kontemplował kwiaty przejmująco piękne i słuchał nocnych odgłosów 

lasu? Jak przekazać to, co czuł w sercu, gdy uświadomił sobie niebezpieczeństwo 
ze s

trony dzikich zwierząt lub gdy prowadził łódkę przez niepewne wody rzeki? 

Powiedział: - Idźcie i odkryjcie to sami. Nic nie zastąpi własnego ryzyka i 

osobistego doświadczenia. Wszakże dla orientacji wykreślił mapę Amazonii; bo czyż 

nie znał każdego zakrętu i zakola rzeki oraz jak była szeroka i jak głęboka, gdzie 

były wodospady i kaskady? Podróżnik żałował przez całe życie, że sporządził tę mapę. 

Byłoby lepiej, gdyby jej nie zrobił.   Mówi się, że Budda stanowczo odmawiał 
mówienia o Bogu. Prawdopodobnie zda

wał sobie sprawę z niebezpieczeństwa 

sporządzania map potencjalnych podróżników.     TOMASZ Z AKWINU PRZESTAJE 

PISAĆ   Kroniki mówią, że Tomasz z Akwinu, jeden z najwybitniejszych teologów, 

jakich zna historia, pod koniec życia nagle przestał pisać. Gdy jego sekretarz 

skarżył się, że dzieło pozostaje niedokończone, Tomasz mu odpowiedział: - Bracie 

Reginaldzie, przed kilkoma miesiącami, sprawując liturgię, doświadczyłem czegoś 

z bóstwa. Tego dnia straciłem wszelką ochotę do pisania. Tak naprawdę, wszystko 
to

, co napisałem o Bogu, wydaje mi się nie więcej warte niż słoma. Czyż może być 

inaczej, gdy intelektualista staje się mistykiem?   Kiedy mistyk schodził z góry, 

zbliżył się doń ateista i powiedział z przekąsem: - Coś nam przyniósł z ogrodu 

wspaniałości, w którym przebywałeś? Mistyk odpowiedział: - Rzeczywiście, 

zamierzałem napełnić chustę kwiatami, aby po powrocie podarować niektóre z nich 

przyjaciołom. Ale tak odurzył mnie zapach ogrodu, że zapomniałem nawet o 

chuście.   Mistrzowie zen wyrażają to krócej: "Kto wie, nie mówi. Kto mówi, nie 
wie."     BÓL DERWISZA   

Pewien derwisz siedział sobie spokojnie nad brzegiem 

rzeki, gdy pewien wędrowiec przechodząc mimo, widząc jego odkryty kark, nie mógł 

się oprzeć pokusie uderzenia go z głośnym plaśnięciem. Był zachwycony odgłosem 

wywołanym przez swoje uderzenie, derwisza jednak piekł ból, więc podniósł się, by 

mu oddać. - Poczekaj chwilę - powiedział napastnik. - Możesz mi oddać, jeśli chcesz, 

lecz odpowiedz mi najpierw na pytanie, które mi teraz przyszło do głowy: Co wywołało 

plaśnięcie - moja ręka czy twój kark? Derwisz odrzekł: - Sam sobie odpowiedz. Ból 

nie pozwala mi teoretyzować. Możesz to robić ty, bo nie czujesz tego, co ja.   Gdy 

się doświadcza bóstwa, wydatnie maleje ochota na teoretyzowanie.     NUTA 

MĄDROŚCI   Nikt nie wiedział, co stało się z Kakua, gdy odszedł sprzed oblicza 

cesarza. Po prostu zniknął. A oto jego historia: Kakua był pierwszym Japończykiem, 

background image

który studiował zen w Chinach. Nigdzie nie podróżował. Jedyne, co robił, to częste 

rozmyślanie. Kiedy ludzie spotykali go i prosili, by głosił kazania, mówił kilka 

słów i odchodził w inną stronę lasu, gdzie trudniej było go znaleźć. Kiedy Kakua 

wrócił do Japonii, cesarz o nim usłyszał i poprosił go, aby mówił o zen przed nim 

i przed całym dworem. Kakua stanął w milczeniu przed cesarzem, wyjął flet z fałd 

swego ubrania i zagrał jedną krótką nutę. Potem ukłonił się głęboko przed władcą 

i zniknął.   Mówi Konfucjusz: "Nie uczyć człowieka dojrzałego jest marnowaniem 

człowieka, uczyć człowieka niedojrzałego jest marnowaniem słów".     CO MÓWISZ 
?   

Mistrz wpisuje mądrość w serca swoich uczniów, a nie na karty książek. Uczeń 

będzie musiał nosić tę mądrość, ukrytą w sercu, przez trzydzieści czy czterdzieści 

lat, aż znajdzie kogoś zdolnego do jej przyjęcia. Taka była tradycja zen.   Mistrz 
zen, Mu-

nan wiedział, iż ma tylko jednego spadkobiercę: swego ucznia Shoju. Pewnego 

dnia kazał go wezwać i rzekł: - Jestem już stary, Shoju, i ty będziesz musiał podjąć 

naukę. Masz tu książkę przekazywaną z mistrza na mistrza przez siedem pokoleń. Sam 

dodałem do niej kilka uwag, które mogą ci być użyteczne. Weź ją i zachowaj na znak, 

iż jesteś moim następcą. - Zrobiłbyś lepiej zatrzymując tę książkę - odparł Shoju. 

Przekazywałeś mi zen nie potrzebując słów pisanych szczęśliwie będzie, jeśli tak 

zostanie. - Wiem, wiem - 

powiedział cierpliwie Mu-nan - ale książka służyła siedmiu 

pokoleniom, może więc przydać się i tobie. Zatem weź ją i zachowaj. Siedzieli obaj 

i rozmawiali przy ognisku. Ledwie Shoju dotknął książki, rzucił ją w ogień. Nie 

miał serca do słów pisanych. Mu-nan, którego nikt nigdy nie widział zdenerwowanego, 

krzyknął: - Co za głupstwo robisz? - A Shoju odparł: - Co za głupstwo mówisz?   Guru 

mówi z przekonaniem o tym, czego sam doświadczył. Nigdy nie cytuje 

książki.     DIABEŁ I JEGO PRZYJACIEL   Pewnego razu wyszedł diabeł na spacer z 

przyjacielem. Nagle zobaczył przed sobą człowieka, który pochylony nad ziemią 

usiłował coś zbierać. - Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel. - 
Okruchów Prawdy - odpowiedzia

ł diabeł. - I nie niepokoi cię to? - znów zapytał 

przyjaciel. - 

Ani trochę - odpowiedział diabeł. - Pozwolę mu zrobić z tego wierzenie 

religijne.   

Wierzenie religijne jest jak drogowskaz wskazujący drogę do Prawdy. 

Ludzie, którzy upierają się, aby pozostawać przy drogowskazie, doznają przeszkody 

w postępowaniu ku Prawdzie, gdyż mają fałszywe uczucie, że już ją 

posiadają.     NASRUDDIN UMARŁ   Razu pewnego Nasruddin, w filozoficznym nastroju 

rozmyślał sobie na głos: - Życie i śmierć... któż może powiedzieć, czym są? - Jego 

żona zajęta czymś w kuchni, słyszała go i rzekła: - Wszyscy mężczyźni są jednakowi, 

zupełnie niepraktyczni. Wszyscy wiedzą, że gdy kończyny ludzkie są sztywne i zimne, 

taki człowiek umarł. Praktyczna mądrość żony wywarła wrażenie na Nasruddinie. Kiedy 

innym razem zaskoczył go śnieg, poczuł, że jego ręce i nogi lodowacieją i drętwieją. 

"Na pewno umarłem" - pomyślał. I zaraz przyszła mu inna myśl: "Dlaczegóż więc 

chodzę, skoro jestem nieżywy? Powinienem leżeć, jak każdy szanujący się 
nieboszc

zyk". I tak uczynił. Po godzinie pewni podróżni przechodzili tamtędy i 

zobaczywszy go leżącego przy drodze, zaczęli dyskutować, czy ten człowiek jest 

żywy, czy martwy. Nasruddin z całej duszy pragnął krzyknąć i powiedzieć im: "Głupi 

jesteście. Nie widzicie, że jestem martwy? Nie widzicie, że moje kończyny są zimne 

i sztywne?" Lecz zdawał sobie sprawę, że umarli nie powinni mówić. Powstrzymał więc 

język. Wreszcie podróżni ustalili, że człowiek nie żyje, i wzięli go na plecy, aby 

zanieść na cmentarz i pogrzebać. Nie uszli daleko, gdy zbliżyli się do skrzyżowania. 

I nowy spór powstał między nimi: o to, która droga prowadzi na cmentarz. Nasruddin 

znosił to, ile potrafił, w końcu jednak nie wytrzymał i rzekł: - Przepraszam, 
panowie, ale droga na cmentarz to ta na 

lewo. Wiem, że zakłada się, iż umarli nie 

powinni mówić, lecz wyłamałem się z tej reguły tylko na moment i zapewniam was, 

że już więcej nie powiem ani słowa.   Gdy rzeczywistość napotyka na sztywne 

wierzenie, tym gorzej dla rzeczywistości.     KOŚCI DLA WYPRÓBOWANIA 
WIARY   

Pewien chrześcijański intelektualista, który uważał, że Biblia jest 

literalnie prawdziwa aż do najmniejszych szczegółów, spotkał raz kolegę, który mu 

rzekł: - Według Biblii ziemia została stworzona około pięć tysięcy lat temu. 
Znalezion

o jednak kości świadczące, że życie na naszej planecie istnieje od setek 

tysięcy lat. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać: - Kiedy Bóg stworzył ziemię 

background image

pięć tysięcy lat temu, celowo umieścił te kości w ziemi, aby wypróbować, czy 

bardziej będziemy wierzyć twierdzeniom naukowców, czy Jego Świętemu 

Słowu.   Dodatkowy dowód na to, że sztywne wierzenia prowadzą do wypaczenia 

rzeczywistości.     DLACZEGO UMIERAJĄ DOBRZY LUDZIE?   Duszpasterz pewnej wioski 

odwiedził dom starej parafianki i popijając kawę, odpowiadał na pytania, którymi 

babcia go zasypywała. - Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? - pytała 
staruszka. - 

No cóż - odpowiedział proboszcz - czasem ludzie są tak źli, że trzeba 

ich zgładzić, i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy. - Ale - zauważyła babcia - w 

takim razie, dlaczego ginie tylu dobrych ludzi razem ze złymi? - Dobrych wzywa Bóg 

na świadków - wyjaśnił proboszcz. - Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały 

sprawiedliwy sąd.   Uparty wierzący potrafi wytłumaczyć absolutnie 
wszystko.     MISTRZ NIE WIE   

Poszukujący zbliżył się z szacunkiem do ucznia i 

zapytał: - Jaki jest sens życia ludzkiego? Uczeń przeszukał pisma swojego mistrza 

i pełen ufności odpowiedział jego słowami: - Życie ludzkie jest jedynie przejawem 

Bożej obfitości. Kiedy poszukujący spotkał się z mistrzem osobiście, zadał mu to 

samo pytanie. Mistrz odpowiedział: - Nie wiem.   Poszukujący mówi: "Nie wiem". 

świadczy to o honorze. Mistrz mówi: "Nie wiem". Wymaga to posiadania umysłu 

mistycznego, zdolnego, by wiedzieć wszystko poprzez niewiedzę. Uczeń mówi: "Nie 

wiem". świadczy to o ignorancji, o wypaczeniu zapożyczonego poznania.     PATRZEĆ 
W OCZY    

Komendant wojsk okupacyjnych powiedział do wójta pewnej wsi: - Jesteśmy 

pewni, że ukrywacie we wsi zdrajcę. Tak więc jeśli go nam nie wydacie, uprzykrzymy 

wam życie, panu i pańskim ludziom, na ile to tylko będzie w naszej mocy. 

Rzeczywiście, wioska ukrywała pewnego człowieka, który wydawał się dobry i 

niewinny, więc wszyscy go lubili. Ale cóż mógł zrobić wójt teraz, kiedy został 

zagrożony spokój całej wsi? Długie dni dyskusji rady gminnej nie przyniosły 

rozwiązania. W końcu wójt przedstawił problem proboszczowi. Proboszcz z wójtem 

przesiedzieli cała noc szukając w Piśmie Świętym i wreszcie ukazało się im 

rozwiązanie. W Piśmie był pewien tekst, który mówił: "Lepiej jeśli jeden człowiek 

umrze za lud, niż miałby umrzeć cały naród". W ten sposób wójt wydał niewinnego 

wojskom okupacyjnym prosząc go o przebaczenie. Człowiek powiedział, że nie ma nic 

do wybaczenia i że nie chce narażać wioski na niebezpieczeństwo. Torturowano go 

tak okrutnie, że jego krzyki mogli słyszeć wszyscy mieszkańcy wsi. W końcu został 

stracony. Po dwudziestu latach do wsi przyszedł prorok, udał się wprost do wójta 

i rzekł: - Coście zrobili? Ten człowiek był przeznaczony przez Boga by być 

zbawicielem tego kraju, a ty wydałeś go na tortury i śmierć. - A co mogłem zrobić? 

zawołał wójt. - Razem z proboszczem szukaliśmy w Piśmie i postąpiliśmy tak, jak 

tam było powiedziane. - To był wasz błąd - rzekł prorok. - Patrzyliście w Pismo, 

a powinniście byli również patrzeć w oczy tamtego człowieka.     PSZENICA Z GROBÓW 
EGIPSKICH   

W grobie jednego ze starożytnych faraonów egipskich znaleziona garść 

ziaren pszenicy. Miały pięć tysięcy lat. Ktoś zasiał ziarna i podlewał. I ku 
ogólnemu z

dumieniu ziarna ożyły i wykiełkowały. Po pięciu tysiącach lat.   Kiedy 

ktoś jest oświecony, jego słowa są jak nasiona, pełne życia i energii. I mogą 

zachować formę nasion przez wieki, aż zostaną zasiane w serce żyzne i 
otwarte.   

Zwykłem był myśleć, że słowa pisane są martwe i suche. Teraz wiem, że 

są pełne energii i życia. To moje serce było zimne i martwe, jakże więc mogło w 

nim coś wyrosnąć?     POPRAW PISMA   Pewien uczony człowiek poszedł do Buddy i 

rzekł: - Sprawy, o których nauczałeś, panie, nie znajdują się w świętych Pismach. 

W takim razie, ty je tam umieść - odparł Budda. Po chwili zakłopotania człowiek 

mówił dalej: - Czy pozwolisz zauważyć panie, że pewne sprawy, których obecnie 

nauczasz są wręcz sprzeczne ze świętymi Pismami? - W takim razie popraw Pisma - 

odpowiedział Budda.   W ONZ przedłożono propozycję poprawienia wszystkich pism 

religii świata. Wszystko, co mogłoby w nich prowadzić do nietolerancji, 

okrucieństwa czy fanatyzmu, miałoby być wykreślone. Cokolwiek byłoby przeciwne 

godności lub dobrobytowi człowieka, miałoby zostać opuszczone. Kiedy odkryto, że 

autorem propozycji był sam Jezus Chrystus, dziennikarze oblegali jego rezydencję 

szukając pełniejszego wyjaśnienia. Okazało się ono bardzo proste i krótkie: "Pisma, 

podobnie jak szabat, są dla człowieka - stwierdził Jezus - a nie człowiek dla 

background image

Pism".     

ŻONA NIEWIDOMEGO   Uczenie człowieka niedojrzałego może okazać się 

ogromnie szkodliwe:    

Był raz człowiek, który miał bardzo brzydką córkę, więc wydał 

ją za mąż za ślepca, bo nikt inny by jej nie chciał. Kiedy pewien lekarz zaofiarował 

się przywrócić wzrok ślepemu małżonkowi, ojciec dziewczyny sprzeciwił się z całej 

mocy, gdyż obawiał się, że człowiek ten porzuciłby jego córkę.   Na temat tej 

opowieści Sa'di stwierdza: "Mężowi brzydkiej kobiety lepiej jest zostać ślepym". 

A zalęknionym ludziom nie wiedzieć.     PROFESJONALIŚCI   Moje życie religijne 

pozostaje całkowicie w rękach profesjonalistów. Jeśli chcę nauczyć się modlić, idę 

do kierownika duchowego; jeśli pragnę odkryć wolę Bożą w odniesieniu do mnie, udaję 

się na rekolekcje prowadzone przez specjalistę; by zrozumieć Biblię, udaję się do 

moralisty; a żeby zostały mi przebaczone grzechy, idę do kapłana.   Król jednej 

z wysp południowego Pacyfiku wydał bankiet na cześć znanego gościa z Zachodu. Kiedy 

nadeszła pora wygłoszenia pochwalnej mowy na cześć gościa, jego Królewska Mość 

dalej siedział na ziemi, podczas gdy zawodowy mówca, specjalnie w tym celu wybrany, 

rozpływał się w pochwałach. Po kunsztownym panegiryku gość podniósł się, aby 
powie

dzieć kilka słów podziękowania królowi. Jego Królewska Mość powstrzymał go 

delikatnie: - 

Proszę nie wstawać powiedział - wyznaczyłem pewnego mówcę, aby mówił 

za pana. Na naszej wyspie uważamy, że publiczne przemawianie nie powinno pozostawać 

w rękach amatorów.   Pytam się: Czy Bóg nie wolałby, abym był bardziej "amatorem" 

w moich kontaktach z Nim? SPECJALIŚCI   Sufi powiedział: Uznawszy pewnego 

człowieka za zmarłego, przyjaciele ponieśli go, aby go pogrzebać. Kiedy trumna 

miała już zostać złożona do grobu, człowiek ożył nie wiadomo jak, i zaczął walić 

w pokrywę trumny. Otwarto trumnę i człowiek się podniósł. - Co robicie? - zapytał 
zebranych. - 

Jestem żywy. Nie umarłem. Jego słowa przyjęto z milczącym 

niedowierzaniem. Wreszcie jeden z żałobników powiedział: - Przyjacielu, tak 

lekarze, jak i kapłani, poświadczyli, że umarłeś. A więc umarłeś. Po czym na nowo 

zamknięto wieko trumny i pogrzebano go należycie.     ZUPA Z ZUPY Z KACZORA    Raz 

pewien krewny odwiedził Nasruddina przynosząc mu w prezencie kaczora. Nasruddin 

przyrządził ptaka i poczęstował nim gościa. Wkrótce zaczęli przybywać gość za 

gościem; wszyscy podkreślali, że są przyjaciółmi przyjaciela, "człowieka, który 

Ci przyniósł kaczora". Oczywiście wszyscy się spodziewali otrzymać gościnę i 
jedzenie z kac

zora. Wreszcie mułła nie mógł tego znieść i gdy pewnego dnia przybył 

do jego domu kolejny nieznajomy, mówiąc: - Jestem przyjacielem przyjaciela twego 

krewnego, który podarował Ci kaczora - i jak wszyscy inny usiadł za stołem, czekając 

by mu dano jeść, Nasruddin postawił przed nim miskę cieplej wody. - Co to jest? 

zapytał gość. - To - powiedział mułła - jest zupa z zupy kaczora, którego podarował 

mi twój przyjaciel.   

Czasem można usłyszeć o ludziach, którzy zostali uczniami 

uczniów człowieka, który miał doświadczenie Boga.   Jak można przesłać pocałunek 

przez gońca?     POTWÓR Z RZEKI    Kapłan pewnej wsi nie mógł spokojnie się modlić 

z powodu dzieci, które bawiły się pod jego oknem. By się do nich uwolnić krzyknął: 
- Jest taki straszny potwór na dole przy 

rzece. Pobiegnijcie tam, a będziecie mogły 

zobaczyć, jak mu bucha ogień z nozdrzy! Wkrótce już wszyscy mieszkańcy wsi usłyszeli 

o straszliwej zjawie i biegli ku rzece. Kiedy kapłan to zobaczył dołączył do tłumu. 

Kierując się, zdyszany ku rzece, mówił do siebie: "Co prawda, to ja wymyśliłem tę 

historię. Ale nigdy nic nie wiadomo..."   Znacznie łatwiej jest wierzyć w bogów, 

których sami stworzyliśmy, jeśli jesteśmy zdolni przekonać innych o ich 
istnieniu.     

ZATRUTA STRZAŁA   Przy jakiejś okazji zbliżył się mnich do Buddy 

i zapytał, czy dusze sprawiedliwych żyją po śmierci? Budda nie odpowiedział, jak 

to miał w zwyczaju. Mnich nalegał. Codziennie wracał z tym samym pytaniem i dzień 

w dzień otrzymywał milczenie za całą odpowiedź. Nie mógł znieść dłużej tego i 

zagroził, że opuści klasztor, jeśli nie otrzyma odpowiedzi na pytanie o zasadniczej 

dlań wadze; bo po co miałby poświęcać wszystko i żyć w klasztorze, jeśli dusze 

sprawiedliwych nie miały istnieć po śmierci? Wtedy Budda, powodowany współczuciem, 

złamał milczenie i powiedział: - Jesteś jak człowiek zraniony zatrutą strzałą i 

bardzo bliski agonii. Krewni pośpiesznie sprowadzili lekarza, ale ranny nie chciał, 

by mu wyjęto strzałę lub by mu dano jakiekolwiek lekarstwo, póki mu nie odpowiedzą 

na trzy ważne pytania: Po pierwsze, ten, który go postrzelił był biały, czy czarny? 

background image

Po drugie, był człowiekiem wysokim, czy niskim? Po trzecie, był braminem, czy 

pariasem? Jeśli mi nie odpowiedzą na te trzy pytania, nie chce żadnego leczenia! 

Mnich został w klasztorze.   O wiele przyjemniej jest rozmawiać o drodze, niż ją 

przebyć; dyskutować o właściwościach jakiegoś lekarstwa, niż je 

zażywać.     DZIECKO PRZESTAJE PŁAKAĆ   Pewien człowiek twierdził, że praktycznie 

jest ateistą. Tak naprawdę, jeśli ma być szczery, to musi powiedzieć, że istnienie 

Boga rodzi tyle problemów, ile rozwiązuje; życie pośmiertne jest pobożnym 

życzeniem. Pismo i tradycja spowodowały tyle samo zła ile dobra. Wszystko to zostało 

wymyślone przez człowieka dla złagodzenia samotności i beznadziei, które 
ob

serwował w ludzkim życiu. Najlepiej było zostawić go w spokoju. Nie mówić mu nic. 

Być może przechodzi kryzys wzrostu i jakąś przemianę.   Pewnego razu uczeń zapytał 
mistrza: - Co to jest Budda? - 

Mistrz mu odpowiedział: - Umysł jest Buddą. Wrócił 

kiedy ind

ziej z tym samym pytaniem i odpowiedź brzmiała: - Nie ma umysłu, nie ma 

Buddy. Uczeń zaprotestował: - Przecież powiedziałeś mi kiedyś: "Umysł jest 

Buddą..." - Mistrz odparł: - Powiedziałem to, żeby dziecko przestało płakać. Kiedy 

zaś dziecko przestało płakać, mówię: Nie ma umysłu. Nie ma Buddy.   Być może dziecko 

przestało płakać i było gotowe na przyjęcie prawdy. Tak więc lepiej było zostawić 
je samo.    

Kiedy zaczął głosić swój nowo odkryty ateizm innym, nie przygotowanym 

na to, trzeba było go powstrzymać: "Była epoka, epoka przed-naukowa, kiedy ludzie 

czcili słońce. Potem nastąpiła epoka naukowa i ludzie uświadomili sobie, że słońce 

nie było bogiem, nawet nie było osobą. Wreszcie przyszła epoka mistyczna i 

Franciszek z Asyżu nazwał słońce bratem i rozmawiał z nim. Miałeś wiarę 

przestraszonego chłopczyka. Teraz, gdy przemieniłeś się w śmiałego człowieka, 

straciłeś ją. Obyś pewnego dnia stał się mistykiem i odnalazł swą wiarę".   * Wiary 

nie traci się z powodu odważnego szukania prawdy. Jedynie wierzenia wyrażające 

wiarę zaciemniają się na jakiś czas, ale we właściwym momencie oczyszczają 

się.     JAJKO   Nasruddin zarabiał na życie sprzedając jajka. Do jego sklepu 

weszła pewna osoba i rzekła mu: - Zgadnij, co trzymam w ręce? - Naprowadź mnie jakoś 
- powiedzia

ł Nasruddin. - Dam ci kilka wskazówek: ma kształt jajka i rozmiar jajka. 

Wygląda jak jajko, smakuje jak jajko i pachnie jak jajko. W środku jest białe i 

żółte. Przed ugotowaniem jest płynne, po ugotowaniu twarde. Co więcej, zniosła je 
kura... - 

Już wiem - powiedział Nasruddin - to jakiś rodzaj ciastek.   Specjalista 

ma dar niedostrzegania oczywistości! Najwyższy kapłan ma dar nie rozpoznania 
Mesjasza!     

WOŁAĆ, BY OCALEĆ I TO BEZ USZCZERBKU   Kiedyś przybył prorok do 

pewnego miasta z zamiarem nawrócenia je

go mieszkańców. Początkowo ludzie słuchali 

jego kazań, ale po trosze zaczęli się oddalać, tak, że w końcu nie było nikogo, 

kto słuchałby słów proroka. Pewnego dnia jakiś przybysz powiedział do proroka: - 

Dlaczego ciągle przemawiasz? - Nie widzisz, twe posłannictwo jest niemożliwe? 

Prorok odpowiedział: - Na początku miałem nadzieję, że można ich zmienić. -Ale 

teraz, jeśli nawołuję nadal, to tylko po to, by oni mnie nie zmienili.     SPRZEDAŻ 
WODY Z RZEKI   

Tego dnia mowa mistrza ograniczyła się do jednego enigmatycznego 

zdania. Uśmiechając się tylko ironicznie i rzekł: - Całe moje działanie tutaj, to 

siedzenie na brzegu i sprzedawanie wody z rzeki. I zakończył swoją mowę. Sprzedawca 

ulokował się na brzegu rzeki i tysiące ludzi przychodziło do niego, by kupić wodę. 

Powodzenie jego polegało na tym, że ci ludzie nie widzieli rzeki. Kiedy wreszcie 

ją zobaczyli wycofał się. Kaznodzieja cieszył się ogromnym powodzeniem. 

Przychodziły do niego tłumy uczyć się mądrości. Kiedy uzyskali mądrość, przestali 

przychodzić na jego kazania. A kaznodzieja uśmiechał się zadowolony. Osiągnął swój 

cel, którym było usunięcie się tak prędko, jak tylko można, gdyż w głębi duszy 

wiedział, że dawał ludziom jedynie to, co już posiadali aby tylko zechcieli otworzyć 

oczy i przejrzeć.   "Jeśli ja nie odejdę powiedział Jezus swoim uczniom nie 

przyjdzie do was Duch Święty".   Gdybyś przestał sprzedawać wodę z takim 

zaangażowaniem, ludzie mieliby więcej możliwości zobaczenia 
rzeki.     MEDALIK   

Człowiek jest sam, zagubiony w tym ogromnym wszechświecie. 

I jest pełen lęków. Dobra religia czyni go odważnym. Kiepska religia potęguje jego 

lęki.   Pewna matka nie mogła sobie poradzić z synkiem, który zawsze wracał do domu 

po zmroku. Dlatego przestraszyła go: powiedziała mu, że na ścieżce do domu pojawiły 

background image

się jakieś duchy wychodzące zaraz po zachodzie słońca. Odtąd nie musiała mu 

przypominać, by wracał do domu w porę. Kiedy jednak chłopiec urósł, tak bał się 

ciemności i duchów, że nie było sposobu, by wyszedł z domu wieczorem. Wtedy matka 

dała mu medalik i przekonała go, że gdy będzie go nosił, duchy nie będą mu mogły 

zrobić nic złego. Teraz już chłopiec wchodzi odważnie w ciemności, mocno ściskając 
swój medalik.   

Kiepska religia daję wiarę w medalik. Dobra religia pozwala 

wiedzieć, że takich duchów nie ma.     NASRUDDIN W CHINACH   Nie jest zbyt 

chwalebne dla przewodnika duchowego, jeśli jego uczniowie wiecznie siedzą u jego 
stóp.   

Mułła Nasruddin udał się do Chin, gdzie zebrał grupę uczniów, których 

przygotował na przyjęcie oświecenia. Ale gdy tylko uczniowie zostali oświeceni, 

przestali przychodzić na jego wykłady.     KTO PEWNEGO GURU    Co wieczór, gdy guru 

zasiadał do odprawiania nabożeństwa, łaził tamtędy kot należący do aśramu, 

rozpraszając wiernych. Dlatego guru polecił, by kota związywać podczas 

nabożeństwa. Długo po śmierci guru nadal związywano kota w czasie wieczornego 

nabożeństwa, a gdy kot w końcu umarł, sprowadzono do aśramu innego kota, aby móc 

go związywać w czasie wieczornego nabożeństwa. Wieki później uczniowie guru pisali 
wielce uczone 

traktaty o istotnej roli kota w należytym odprawianiu 

nabożeństwa.   SZATY LITURGICZNE    Październik 1917: wybucha rewolucja rosyjska. 

Historia ludzkości nabrała nowego wymiaru. Historia mówi, że w tym samym miesiącu 

odbyło się zabranie rosyjskiego Kościoła prawosławnego i że miała miejsce burzliwa 

dyskusja nad kolorem kap używanych w czasie liturgii. Niektórzy usilnie nalegali, 

by były białe, podczas gdy inni z tą samą usilnością chcieli by były 
purpurowe.   

Neron grał na lirze, gdy płonął Rzym.   Zmaganie się z rewolucją 

sprawia nieskończenie więcej kłopotu, niż organizowanie liturgii. Wolę odmawiać 

modlitwy, niż mieszać się w waśnie sąsiadów.     MLECZE   Pewien człowiek, 

niezmiernie dumny z trawnika w swoim ogrodzie, zauważył nagle, że na tym trawniku 
w

yrosło mnóstwo mleczy. I choć próbował wszelkich sposobów, żeby się ich pozbyć, 

nie potrafił zapobiec temu, by stały się prawdziwą plagą. Wreszcie napisał do 

ministra rolnictwa donosząc o wszelkich usiłowaniach, jakie był podejmował, i 

zakończył list pytając: "Co mogę zrobić?" Wkrótce nadeszła odpowiedź: "Radzimy Panu 

nauczyć się ja kochać".   Ja również miałem trawnik, z którego byłem bardzo dumny, 

i również mnie dotknęła plaga mleczy, które próbowałem zwalczyć wszystkimi 

możliwymi sposobami. Tak więc nauczyć się je kochać nie było wcale łatwo. Zacząłem 

mówić do nich codziennie. Serdecznie i przyjaźnie. One jednak odpowiadały mi 

gorzkim milczeniem. Jeszcze ubolewały nad walką jaką im wytoczyłem. Prawdopodobnie 

miały też jakieś wątpliwości co do moich motywów. Nie musiałem jednak czekać długo, 

by zaczęły się uśmiechać i uzyskały spokój. Wręcz zaczęły odpowiadać na to co im 

mówiłem. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Oczywiście, że mój trawnik uległ 

zniszczeniu, ale za to jak uroczy stał się mój ogród!...   Stopniowo tracił wzrok, 

mimo że starał się tego uniknąć wszelkimi sposobami. Kiedy lekarstwa już przestały 

działać, dalej bronił się gwałtownie. Musiałem nabrać odwagi, aby mu powiedzieć: 

Radzę ci, byś nauczył się kochać swoją ślepotę. To była prawdziwa walka. 

Początkowo nie chciał nawiązać ze swoją ślepotą kontaktu, powiedzieć do niej 

jednego słowa. Kiedy wreszcie osiągnął tyle, że mógł z nią rozmawiać, jego słowa 

były pełne złości i goryczy. Ale nie przestawał mówić i z czasem słowa przybierały 
ton rezygnacj

i, potem tolerancji i wreszcie akceptacji aż pewnego dnia, ku jego 

zdumieniu, stały się słowami sympatii i ... miłości. Nadszedł dzień, w którym był 

zdolny objąć ramieniem swoją ślepotę i powiedzieć jej: "Kocham cię". I tego dnia 

zobaczyłem, że znowu się uśmiechnął. A jaki słodki był ten uśmiech! Naturalnie, 

stracił wzrok na zawsze. Ale jak piękna stała się jego twarz! Dużo piękniejsza niż 

była, nim przyszła żyć z nim ślepota.     NIE ZMIENIAJ SIĘ   Przez całe lata byłem 

neurotykiem. Typem zgorzkniałym, przygnębionym i egoistą. Wszyscy ciągle mi 

mówili, żebym się zmienił. I nie przestawali przypominać mi, jak bardzo byłem 

neurotykiem. A ja się obrażałem, choć zgadzałem się z nimi. I chciałem się zmienić, 

ale nie potrafiłem, mimo wielu wysiłków. Najgorsze było to, że mój przyjaciel nie 

przestawał wypominać mi neurotycznego stanu, w którym trwałem. I również podkreślał 

konieczność zmiany. Także z nim się zgadzałem i nie mogłem się na niego obrażać. 

background image

Ale skutek był taki, że czułem się jakby bezsilny i jakby skrępowany. Aż pewnego 

dnia przyjaciel powiedział mi: - Nie zmieniaj się. Bądź jaki jesteś. Tak naprawdę 

to nie ważne, czy się zmienisz, czy nie. Kocham cię jakim jesteś i nie mogę przestać 

cię kochać. Te słowa zabrzmiały w moich uszach jak muzyka: "Nie zmieniaj się. Nie 

zmieniaj się. Nie zmieniaj się... Kocham cię... " Wtedy się uspokoiłem. I poczułem, 

że żyję. I, co za cud, zmieniłem się!   Teraz wiem, że w rzeczywistości nie mogłem 

się zmienić aż do spotkania kogoś, kto by mnie kochał, bez względu na to, czy się 

zmienię, czy nie. Czy ty tak mnie kochasz, Boże?     MÓJ PRZYJACIEL   Malik, syn 

Dinara, wielce się zmartwił z powodu swobodnych obyczajów swawolnego młodzieńca, 

który mieszkał w sąsiednim domu. Jednak przez długi czas nie odzywał się w nadziei, 

że ktoś wreszcie będzie interweniował. Ale kiedy zachowanie młodzieńca stało się 

absolutnie nieznośne, Malik udał się do niego i poprosił, by zmienił swój sposób 

bycia. Z całym spokojem młodzieniec poinformował Malika, że jest protegowanym 

sułtana i dlatego nikt nie może mu zabronić żyć jak mu się podoba. Malik rzekł: 

Osobiście poskarżę się. Młody człowiek odpowiedział: - Na nic się to nie zda, 

gdyż sułtan nigdy nie zmieni zdanie o mnie. - W takim razie powiem o Tobie stwórcy 

odparł Malik. - Najwyższy stwórca - rzekł młodzieniec - jest zbyt miłosierny, aby 

mi coś wyrzucać. Malik poczuł się bezradny i zostawił młodzieńca samemu sobie. Ale 

niedługo reputacja młodzieńca stała się tak zła, że spotkała się z ogólnym 

oburzeniem. Malik postanowił wtedy spróbować go upomnieć. Jednak kiedy kierował 

się ku domowi młodzieńca, usłyszał głos, który mówił: - Zostaw w spokoju mojego 

przyjaciela. Jest pod moją opieką. Malik zmieszał się ogromnie i gdy stanął przed 

młodzieńcem, nie wiedział co powiedzieć. Młody człowiek zapytał: - Po coś 

przyszedł? Malik odpowiedział: - Szedłem cię upomnieć, ale gdy skierowałem się 

tutaj, jakiś głos powiedział mi, bym cię zostawił w spokoju, bo jesteś pod jego 

opieką. Twarz młodzieńca zmieniła się. - Naprawdę, nazwał mnie swoim przyjacielem? 
- zap

ytał. Ale Malik już odszedł. Po latach Malik spotkał się z nim w Mekce. Słowa 

Głosu wywarły na nim takie wrażenie, że zostawił co miał i stał się wędrownym 

żebrakiem. Przyszedłem tutaj szukać mojego Przyjaciela powiedział do Malika i 

umarł.   Bóg przyjacielem grzeszników? Podobne twierdzenie jest tyle ryzykowne, 

ile prawdziwe. Zastosowałem je do siebie, kiedy przy pewnej okazji powiedziałem: 

"Bóg jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać". W tym momencie usłyszałem Dobrą 

Nowinę po raz pierwszy w życiu.     ARABSKI KATECHUMEN   Arabski mistrz Jalall 
ud-

Din Rumbi lubił opowiadać następująca historię: Pewnego dnia prorok Mahomet 

przewodniczył modlitwie porannej w meczecie. Wśród wielu ludzi modlących się z 

prorokiem znajdował się też pewien Arab, katechumen. Mahomet rozpoczął czytać Koran 

recytując werset, w którym faraon twierdzi: "Ja jestem twoim prawdziwym Bogiem". 

Słysząc to młody katechumen poczuł taki gniew, że przerwał milczenie i krzyknął: 

A to pyszałek, skurwysyn! Prorok nic nie powiedział, ale gdy skończył się modlić, 

inni zaczęli upominać Araba: - Nie wstyd ci? Twoja modlitwa na pewno ubliża Bogu, 

bo nie dosyć, że przerwałeś Święte milczenie modlitwy, to jeszcze użyłeś wulgarnych 

słów w obecności proroka Boga. Biedny Arab zarumienił się ze wstydu i zaczął drżeć 

ze strachu, aż tu Gabriel ukazał się prorokowi i rzekł: - Bóg posyła ci pozdrowienia 

i pragnie, byś kazał tym ludziom przestać napastować tego prostego Araba; w 

rzeczywistości jego szczere zaklęcie poruszyło serce Boga bardziej niż święte 
modlitwy wielu innych.    

Gdy się modlimy, Bóg patrzy na nasze serca, a nie na formę 

naszych słów. HYPERLINK "www.logos.amor.pl" www.logos.amor.pl