background image
background image

Brooks Helen 
 
Kolacja z byłym szefem   

 
 
 
 
 
 

Biznesmen Harry Breedon zawsze traktował swoją 

sekretarkę Ginę po koleżeńsku, ale zdawał się jej wcale nie 
zauważać. Wszystko się zmienia, gdy Gina niespodziewanie 

składa wymówienie i oznajmia, że wyjeżdża do Londynu. 
Harry musi działać szybko, by ją zatrzymać... 

 

 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to twój ostatni dzień z nami. Byłam przekonana, że jednak 
zmienisz zdanie. Bo przecież byłaś tu od zawsze, Gino. 
W odpowiedzi na tę skargę młodszej koleżanki Gina Leighton mogła się tylko uśmiechnąć. 
- Właśnie dlatego odchodzę, Natalie - odparła ze spokojem. - Bo byłam tu od zawsze, jak to 
ładnie ujęłaś. 
„Od zawsze", czyli całe jedenaście lat, ale oczywiście dla Natalie to była cała wieczność. 
- Nie wytrzymam z Susan. - Natalie popatrzyła na nią żałośnie. - Ona nie jest taka jak ty. 
- Wszystko się ułoży - pocieszyła ją Gina machinalnie. 
Właściwie mogłaby się założyć, że będzie odwrotnie. Trudno było nie zauważyć, że jej 
następczyni ciężko znosi głupotę. Natalie nie była może głupia, ale chwilami wymagała 
przynajmniej dwukrotnych wyjaśnień. 
Susan już nie raz okazała dziewczynie zniecier- 

background image

166 

HELEN BROOKS 
pliwienie, pomimo że Natalie naprawdę bardzo się starała. 
Ale to już Giny nie dotyczyło. Za kilka godzin definitywnie opuści mury Breedon & Son, a 
wkrótce także rodzinne miasteczko, przyjaciół i bliskich. W Londynie czeka na nią nowa 
praca, nowe mieszkanie, jednym słowem, nowe życie. 
Wskazała stos teczek na biurku. 
- Słuchaj, Natalie, muszę tu jeszcze dokończyć kilka rzeczy. 
Po południu szef wydawał dla niej przyjęcie pożegnalne, a ona chciała koniecznie zostawić 
dokumenty w idealnym porządku. 
Natalie wróciła do siebie, a Gina siedziała jeszcze przez chwilę, rozglądając się po 
przestronnym i wygodnym pomieszczeniu, swoim miejscu pracy w ciągu ostatnich czterech 
lat, odkąd awansowała na stanowisko osobistej sekretarki założyciela firmy. Na początku 
była zachwycona, a prestiż i doskonała pensja bardzo poprawiły jej samoocenę. Dave 
Breedon był dobrym szefem i sympatycznym człowiekiem z poczuciem humoru odpowia-
dającym jej własnemu. To nie on był powodem jej odejścia. 
- No i jak, nie zmieniłaś zdania? - zapytał głęboki, męski głos od drzwi. 
- Nie zmieniłam - odpowiedziała, udając opanowanie. 
Miała już sporą praktykę w ukrywaniu uczuć, 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
167 
jakie przyprawiał ją Harry Breedon, jedyny syn 
1 prawa ręka szefa. Na jego przystojnej, opalonej twarzy malowało się chłodne rozbawienie. 
- Chyba nie sądziłeś, że to zrobię? Wzruszył ramionami. 
- Może „miałem nadzieję" lepiej tu pasuje. Chociaż już dawno zrozumiała, że flirtowanie 
w jego wykonaniu nie znaczy absolutnie nic, jej oddech i tak przyspieszył. 
- Przykro mi - powiedziała oschle. - Już się spakowałam. 
- Ojciec jest zdruzgotany, chyba wiesz. - Harry wszedł do środka, przysiadł na brzegu biurka i 
przygwoździł ją spojrzeniem ciemnoszarych oczu. 
- Zdruzgotany? - powtórzyła. - Nie sądzę. Przecież Susan radzi sobie doskonale. 
Susan Richards była smukłą blondynką o figurze, której mogłaby jej pozazdrościć każda 
modelka. Akurat w typie Harry'ego. Przez ostatni rok, odkąd wrócił do kraju po zawale ojca i 
sukcesywnie przejmował jego obowiązki, do Giny wciąż docierały biurowe plotki o jego 
kolejnych podbojach. Ona sama, ruda, o figurze w kształcie klepsydry, z pewnością nie 
mogła liczyć na zainteresowanie z jego strony. 
Pomimo to zakochała się w nim bez pamięci. Miłość niewiele miewa wspólnego z logiką. Po-
czątkowo było to bardzo pierwotne pożądanie, które wkrótce rozwinęło się we 
wszechogarniającą 

background image

168 

HELEN BROOKS 
miłość. Ona była dla niego niczym więcej jak tylko sekretarką i chociaż lubił z nią gawędzić, a 
nawet flirtować, to identycznymi względami obdarzał również wiele innych kobiet. 
- Zdaje się, że wcześniej nie przepadałaś za Londynem. Pamiętam, że na studiach nie mogłaś 
się doczekać powrotu do domu. 
Gina zmarszczyła brwi. 
- Cieszyłam się, że wracam, to wszystko. Nigdy nie twierdziłam, że nie lubię Londynu. 
Obserwował ją przez chwilę, zanim miękko zsunął się z biurka. 
- No cóż, to twoje życie - powiedział rozsądnie. - Mam tylko nadzieję, że tego nie pożałujesz. 
W dużych miastach człowiek jest bardzo samotny. 
- Żyjesz wśród ludzi, a nie znasz nikogo? - Pokiwała głową. - Mam tam sporo znajomych ze 
studiów, no i będę mieszkała z koleżanką. 
To właśnie budziło jej największe obawy. Przez ostatnie sześć lat miała swoje mieszkanie, 
niewielkie, ale bardzo ładne, na ostatnim piętrze dużego domu na skraju miasta, z widokiem 
na rzekę. Po latach mieszkania z rodzicami upajała się samodzielnością. Nie musiała się 
nikomu opowiadać, w weekendy robiła, co jej się podobało, spała i jadła, kiedy miała ochotę. 
Ale wynajem w Londynie kosztował znacznie więcej, więc pomimo perspektywy doskonałych 
zarobków nie mogła sobie pozwolić na samodzielne mieszkanie. 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
169 
- Nie zapomnij zostawić nowego adresu. - Harry zatrzymał się w drzwiach. - Odwiedzę cię, a 
może przenocujesz mnie na sofie? 
Tylko nie to, pomyślała, biorąc głęboki oddech. 
- Nie ma sprawy - odpowiedziała nonszalancko. Jaka szkoda, że nie potrafi go znienawidzić. 
To 
by bardzo wszystko ułatwiło. Przynajmniej nie musiałaby wyjeżdżać z ukochanego 
miasteczka. Chociaż z drugiej strony jeszcze przed poznaniem Harry'ego miała wrażenie, że 
popada w rutynę i powinna coś zmienić w swoim życiu. Jej siostry i przyjaciele pozakładali 
rodziny i nie mogli już wychodzić razem tak jak kiedyś. Zanim pojawił się Harry, była na 
jednej, może dwóch nieudanych randkach. Znajomi mężczyźni byli śmiertelnie nudni, 
jeszcze bardziej zarozumiali albo, co gorsza, żonaci, szukający odrobiny rozrywki na boku. 
Gina zaczęła postrzegać samą siebie jako starą pannę, oddaną pracy i domowi, matkę 
chrzestną cudzych dzieci. 
Przyjaciele zarzucali jej, że za bardzo wybrzydza. Może i tak, ale nie miała ochoty próbować 
kogoś polubić. Zresztą nie czuła jeszcze potrzeby założenia rodziny. Wolałaby natomiast 
spędzać czas wolny bardziej atrakcyjnie. Przecież miała dopiero trzydzieści dwa lata! Skoro 
więc Londyn dawał jej szansę, przyjęła ją z wdzięcznością. 
Starała się utwierdzić w przekonaniu, że to była słuszna decyzja. Chociaż... gdyby Harry 
okazał 

background image

170 

HELEN BROOKS 
choć cień zainteresowania... Ale nie okazał. Nie miała szans na bukiety róż, wspólne 
leniuchowanie przy płonącym kominku czy śniadanie podane do łóżka. 
Skoro już podjęła tę decyzję... Samoudręka nie była w jej stylu. Któregoś dnia na spacerze 
zobaczyła go z daleka z aktualną sympatią, obowiązkowo szczupłą blondynką. Schowana za 
drzewem zrozumiała, że rozstanie z firmą nie wystarczy. Musiała wyjechać gdzieś dalej, żeby 
co chwila nie spotykać go przypadkiem. 
Był początek kwietnia. Wiosna wybuchła z całą mocą kilka dni wcześniej. Zakwitły krokusy i 
żonkile, a ptaki uwijały się przy gniazdach. Wszędzie rozwijało się nowe życie. I tak właśnie 
musiała patrzeć na swój wyjazd, jak na szansę na nowe życie. Nie ma sensu traktować tej 
zmiany w kategoriach końca świata. 
Nieco później tego samego popołudnia niezbyt chętnie dołączyła do towarzystwa zebranego 
w bufecie. W sumie cała uroczystość okazała się miła i wzruszająca, a Gina dostała od 
zebranych wspólny prezent w postaci nawigacji do samochodu. 
- W razie potrzeby wskaże ci drogę do domu - zażartował główny księgowy, Bill. 
Wszyscy wiedzieli, że Gina łatwo się gubi. 
Wzruszona, wygłosiła krótkie, łzawe podziękowanie. 
Przez cały czas nie odrywała wzroku od wyso- 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
171 
kiej postaci, nieco oddalonej od innych, świadoma jego najdrobniejszego gestu. Widziała, jak 
podeszła do niego Susan, a potem jakaś inna kobieta stanęła na palcach, by szepnąć mu coś 
do ucha. 
Po mniej więcej godzinie ludzie zaczęli się rozchodzić. Kiedy została już tylko garstka, Gina 
wróciła do pokoju po swoje rzeczy. Dopiero teraz poczuła wyczerpanie. Usiadła na krześle i 
nostalgicznie rozglądała się po pomieszczeniu. 
W chwilę później w drzwiach pojawili się Dave i Harry. 
- Wciąż uważam, że nie powinnaś wyjeżdżać 
- powiedział Dave. 
Gina zmusiła się do uśmiechu. 
- Wielki świat wzywa - powiedziała lekko. 
- Więc teraz albo nigdy. 
- Skoro tak... - Dave sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe, prostokątne pudełeczko, 
opakowane jak prezent. - To moje osobiste podziękowanie dla najlepszej sekretarki, jaką 
kiedykolwiek miałem. Gdyby Londyn nie spełnił twoich oczekiwań, z radością przyjmiemy 
cię z powrotem. 
Odpakowała prezent, delikatny złoty zegarek. 
- Przepiękny. Bardzo wam dziękuję. Nie spodziewałam się... - Wzruszenie odebrało jej głos. 
- Harry go wybrał - wyjaśnił Dave, widocznie zakłopotany jej wzruszeniem. - Ja dałbym ci 
czek, praktyczniej szy, moim zdaniem, ale on uznał, że wolałabyś coś, co będzie ci nas 
przypominało, 

background image

172 

HELEN BROOKS 
a poza tym zauważył, że ostatnio nie nosiłaś zegarka. 
Zauważył. 
- Zepsuł się - szepnęła. 
- No, cóż. - Dave najwyraźniej chciał już zakończyć krępującą go sytuację. - Odwiedź nas, 
kiedy przyjedziesz do rodziców. Muszę iść, jemy dziś z żoną kolację na mieście. Zanikniesz 
biuro, Harry? - dodał, zwracając się do syna. 
- Do widzenia, panie Breedon. - Gina wstała i podała mu rękę. 
Jako przedstawiciel starej szkoły, Dave nie uznawał całowania ani obejmowania. Jednak 
Gina w nagłym porywie pocałowała go szybko w policzek. 
- Do widzenia, dziewczyno. Uważaj na siebie - powiedział, maskując wzruszenie szorstkością 
i wyszedł. 
Zapanowała cisza. Gina machinalnie przekładała dokumenty na biurku, ale każdy nerw 
miała napięty do ostatecznych granic. Nie przewidziała, że w chwili ostatecznego pożegnania 
będą sam na sam. 
- Nie widziałem dziś na parkingu twojego samochodu. 
Spojrzała na niego po raz pierwszy, odkąd wszedł do pokoju. Z nieprzeniknionym wyrazem 
twarzy odwzajemnił jej spojrzenie z miejsca, gdzie opierał się o ścianę z rękami w 
kieszeniach. Już dawno zauważyła tę umiejętność doskonałego panowania nad wyrazem 
twarzy. Zapewne temu właś- 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
173 
nie zawdzięczał sukces odniesiony w pracy na obczyźnie. 
- Samochód? - Niełatwo było pozbierać myśli pod jego badawczym spojrzeniem. - Nie 
brałam go, bo skoro mieliśmy coś wypić... Zamierzam wrócić taksówką. 
- Nie ma takiej potrzeby. - Harry oderwał się od ściany i wyprostował. - Odwiozę cię. 
Nie, nie, nie. Widziała jego samochód, sportowe cacko, rozwijające szybkość 
ponaddźwiękową. 
- Dziękuję, ale to ci nie po drodze. Uśmiechnął się olśniewająco. 
- Mam mnóstwo czasu. 
- Nie chciałabym sprawiać kłopotu. 
- Nalegam. - Gestem oddalił wszystkie jej protesty. 
- Wolę jechać taksówką. - Za nic nie chciała się poddać. 
- Daj spokój. - Obszedł biurko, wziął ją za brodę i popatrzył w oczy. - To pożegnanie jest 
przykre dla nas wszystkich. W końcu byłaś w firmie od samego początku i nie mogę teraz 
pozwolić, żebyś odjechała stąd taksówką. 
Jeszcze próbowała walczyć. 
- Po prostu się nie przejmuj. To mój wybór - powiedziała sztywno. 
- Nie najszczęśliwszy. - Puścił ją i skierował się do drzwi. - Dlatego pozwalam sobie na 
sprzeciw. Wezmę płaszcz. 

background image

174 

HELEN BROOKS 
- Harry! - krzyknęła, kiedy znikał w drzwiach. 
- Tak, Gino? - Odwrócił się do niej z uśmiechem. 
- To śmieszne - wymamrotała niewdzięcznie. 
- Ubierz się i przestań marudzić. 
Wrócił po niespełna minucie i wziął od niej pudło z prezentem od załogi. Gina włożyła pude-
łeczko z zegarkiem do torebki i ruszyli do windy. 
- Bardzo ci dziękuję za zegarek. Jest piękny. 
- Miło mi i jeszcze raz ci dziękuję. Nie poradziłbym sobie bez ciebie - dodał, kiedy już wsiedli. 
- Nie ma za co, wykonywałam tylko swoje obowiązki. 
Otwarcie drzwi windy powitała westchnieniem ulgi. Zbyt kameralnie. Zbyt intymnie. W 
samochodzie będzie to samo. 
Było jeszcze gorzej. Harry usadził ją w fotelu pasażera, zamknął za nią drzwi i zajął miejsce 
kierowcy. Był blisko, zbyt blisko w eleganckim, pachnącym skórą wnętrzu. 
Usiłowała wymyślić zagajenie luźnej rozmowy, kiedy ubiegł ją Harry. 
- Czy pozwolisz zaprosić się na kolację? 
- Słucham? - Popatrzyła na niego zaskoczona. 
- Zapraszam cię na kolację — powtórzył cierpliwie. - Jeżeli nie masz innych planów. To chyba 
byłoby sympatyczne zakończenie naszej współpracy. 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
175 
Zgoda znamionowałaby szaleństwo. Przez cały wieczór musiałaby ukrywać swoje uczucia i 
grać rolę obojętnej koleżanki. Z drugiej strony, już nigdy nie będzie miała okazji spędzić 
wieczoru w jego towarzystwie. Jeżeli odmówi, będzie żałowała do końca życia. 
- Miałam w planach sprzątanie - przyznała słabo. - Ale to może poczekać. 
- Świetnie. Jeżeli lubisz włoską kuchnię, niedaleko mnie jest bardzo sympatyczna knajpka. 
Raczej nie zdoła nic przełknąć, ale uśmiechnęła się radośnie. 
- Świetnie. 
- Zamówię stolik. - Wyciągnął telefon. - Roberto? - Rozgadał się płynnie po włosku. 
Nie miała pojęcia, że zna ten język, ale nie zdziwiło jej to specjalnie. Taki był właśnie Harry. 
- Załatwione. - Zamknął telefon i uśmiechnął się do niej. - Jeżeli nie masz nic przeciwko, 
najpierw wstąpimy do mnie i przebiorę się w czystą koszulę. 
Do niego. Przynajmniej zobaczy, jak mieszka. Pomysł może nie najszczęśliwszy, ale 
ogromnie kuszący. 
- Dobrze. 
Pogrążona we własnych myślach, dopiero po chwili zauważyła, że on coś do niej mówi. 
- Myślałam o tym, jacy mili byli dziś wszyscy - skłamała zarumieniona. 

background image

176 

HELEN BROOKS 
- To oczywiste, jesteś bardzo lubiana. 
No cóż, zamiast być lubianą, wolałaby zmienić się w smukłą, elegancką syrenę o długich 
blondlokach i zapraszającym spojrzeniu, którym mogłaby zdobyć jego serce. 
- Mówiłem, że powinniśmy pozostać w kontakcie i spotkać się od czasu do czasu, kiedy 
wpadniesz odwiedzić rodziców - kontynuował. - Uważam cię za przyjaciółkę, mam nadzieję, 
że o tym wiesz. 
- Ja też. - Uśmiechnęła się promiennie. Była pewna, że kiedy zniknie mu z oczu, szybko 
zapomni o jej istnieniu. Harry nie był typem mężczyzny, który przyjaźni się z kobietami. 
Chłodny, wiosenny zmierzch niemal całkowicie ustąpił już miejsca nocy, kiedy wjechali 
przez otwartą bramę z kutego żelaza na kamienisty podjazd. 
Podjazd prowadził między zielonymi żywopłotami i krzewami, które nie pozwalały zobaczyć 
domu z drogi. Gina nie wiedziała, czego się spodziewać, ale prędzej oczekiwałaby 
nowoczesnej willi albo wiejskiej rezydencji, a nie tego malowniczego, krytego strzechą 
domeczku. 
- Tu mieszkasz? 
- Podoba ci się? - odpowiedział pytaniem. 
Miejsce było niezwykle urokliwe. Biały, piętrowy domek o wielodzielnych oknach, 
przykrywał wysoki dach z oknami mansardowymi. Dach ocie- 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
177 
niał także otaczający cały dom ganek, podparty sękatymi pniami, na którym stał stół i 
krzesła, jakby w oczekiwaniu na wieczorne posiady. Po treliażach z obu stron drzwi 
wejściowych pięły się różnobarwne róże, a poręcz ganku obrastał bluszcz. Jednym słowem, 
kwintesencja angielskiej wsi. Zaskakujące, że Harry wybrał sobie takie właśnie lokum. 
Być może odgadł jej myśli, bo uśmiechnął się lekko. 
- W Stanach mieszkałem w nowoczesnym apartamencie z widokiem na ocean i miałem 
ochotę na zmianę - wyjaśnił. 
- Tu j est przepięknie - powiedziała, kiedy otworzył drzwi po jej stronie i pomógł jej wysiąść. - 
Jak z bajki. Mam wrażenie, że lada chwila pojawi się Złotowłosa i trzy niedźwiadki. 
Wzruszył ramionami. 
- No cóż, na razie tu mieszkam, a potem zobaczymy. 
- Twój ojciec ma nadzieję, że przejmiesz po nim firmę. 
- Tego nie było w planach. 
Otworzył drzwi i wpuścił ją do przestronnego, kwadratowego holu. Stare deski podłogowe 
starannie odświeżono i polakierowano, a ich stonowana barwa współgrała ze ścianami 
koloru miodu, ozdobionymi kilkoma rycinami. 
- Zgodziłem się pomagać ojcu, dopóki nie 

background image

178 

HELEN BROOKS 
przejdzie na emeryturę. Potem firma zostanie sprzedana. 
- Rozumiem - powiedziała, chociaż nie rozumiała. - Więc potem wrócisz do Stanów? 
Wzruszył ramionami. 
- Stany, Niemcy, może Australia... jeszcze nie wiem. W ostatnich latach zaoszczędziłem i za-
inwestowałem sporo pieniędzy, więc właściwie nie muszę pracować. Ale lubię wyzwania i nie 
mam zamiaru osiąść na laurach. 
To była jego najdłuższa wypowiedź na swój temat, odkąd go znała, i choć miała ochotę pytać 
dalej, czuła, że nie powinna. 
- Tak tu czysto, że chyba masz kogoś do sprzątania - powiedziała, zmieniając temat. 
Uśmiechnął się, prowadząc ją do salonu, dużego pokoju zdominowanego przez okazały 
kominek i dużą ilość wyściełanych sof i foteli, z drewnianą podłogą poznaczoną delikatnymi 
rysami. 
- Owszem - przyznał. - Pani Rothman przychodzi trzy razy w tygodniu i zajmuje się wszyst-
kim, od zmiany żarówek po pranie i prasowanie. Jest prawdziwym skarbem. 
- I może jeszcze gotuje? 
- Co to, to nie. Jestem doskonałym kucharzem i bardzo lubię gotować. Napijesz się wina? 
Białe czy czerwone? 
- Czerwone, bardzo proszę. 
Zniknął w kuchni, a ona rozglądała się po poko- 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
179 
ju. Wyobraziła go sobie tutaj wieczorem, z kieliszkiem wina w dłoni, wpatrzonego w tańczące 
płomienie i usilnie postarała się odsunąć od siebie wyobrażenie ponętnej blondynki, 
dotrzymującej mu towarzystwa. 
- Proszę bardzo. - Podał jej szklaneczkę wina 
0 głębokiej, rubinowej barwie. Porcja była duża, a ona niewiele dziś jadła. 
- Zaraz wrócę. Na stoliku znajdziesz jakieś pisma, oliwki i orzeszki. Zapraszam. 
Kiedy wyszedł, błyskawicznie pochłonęła pół miseczki orzeszków, postanawiając chwilowo 
nie martwić się o kalorie. Dziś musiała zachować trzeźwość i opanowanie, bo niewiele 
potrzeba, by Harry zorientował się w jej uczuciach. A to byłoby okropne. 
Spróbowała wina. Było wspaniałe, bogate, intensywne, z owocowym posmakiem. I bardzo 
pasowało do Harry'ego... 
Popatrzyła na siebie w dużym lustrze nad kominkiem. W przyćmionym świetle jej włosy 
sprawiały wrażenie bardziej złocistych niż zazwyczaj 
i pasujących do piegów pokrywających jej bladą skórę od stóp do głów. Nie mogły jednak 
pomóc na zadarty nos ani nijakie rysy. To dlatego Harry nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Była 
typowym przykładem dziewczyny z sąsiedztwa, a nade wszystko pragnęła być kobietą 
fatalną: wysoką, smukłą i elegancką. Nawet jej matka przyznawała, 

background image

180 

HELEN BROOKS 
że córka jest „apetycznie zaokrąglona", co reszta świata rozumiała jako: gruba. 
Resztę wina wypiła, wpatrując się w ciemność za oknem. 
Harry wszedł tak cicho, że wcale go nie usłyszała. Stanął za nią i lekko objął ją w talii. 
- Tam po lewej, za kasztanowcem, jest basen i kort tenisowy. Lubisz sport? 
Pod wpływem ciepła jego dłoni zupełnie straciła rozeznanie w tym, co lubi, a czego nie. 
- Trochę pływam - odparła. 
- Koniecznie musisz tu wpaść latem. Jest naprawdę fantastycznie. 
Nie odpowiedziała, a kiedy ją puścił, poczuła jednocześnie ulgę i osamotnienie. Najwyraźniej 
wziął szybki prysznic, bo włosy miał wciąż wilgotne i lekko potargane. Garnitury, krawaty i 
białe koszule, które nosił w firmie, czyniły go niezwykle przystojnym. Teraz, w czarnej, 
rozpiętej pod szyją koszuli i luźnych czarnych spodniach wyglądał zupełnie inaczej, ale za to 
ogromnie seksownie. 
Z najwyższym trudem opanowała targające nią uczucia i podeszła do sofy, gdzie została jej 
torebka i żakiet. 
- To bardzo miło z twojej strony. W domu miałabym na kolację grzankę z fasolką - rzuciła z 
uśmiechem. 
Nigdy wcześniej nie miała ochoty pójść na całość z żadnym ze swoich chłopaków, ale wystar- 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
181 
czyło, że pomyślała o Harrym, od razu była na to gotowa. Gdyby kiedykolwiek miało do tego 
dojść... 
Podniósł żakiet i z ciepłym uśmiechem pomógł jej go włożyć. Całe szczęście, że nie potrafił 
czytać w jej myślach. Wzięła głęboki oddech i ruszyła do wyjścia. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 
Harry nie rozumiał sam siebie. Dlaczego to zrobił? Dlaczego właśnie dziś zaprosił ją na ko-
lację? Właściwie nie miał takiego zamiaru. Chciał pożegnać ją po przyjacielsku, ale na pewno 
nie sam na sam. 
Wsunął się za kierownicę i przez chwilę obserwował swoją towarzyszkę. 
Wydawało mu się, że dobrze wie, czego chce od życia. Najważniejsza była niezależność. 
Żadnych zobowiązań. Żadnych poświęceń. Dobre towarzystwo i miłe przygody z kobietami, 
które znały zasady. 
- Daleko jedziemy? Odwrócił się do niej. 
- Kilkanaście kilometrów - odpowiedział, skręcając w wąską, obsadzoną drzewami drogę. - 
To mała knajpka, ale jedzenie jest znakomite. Roberto potrafi zmienić najprostsze danie w 
prawdziwy rarytas. 
- Już mi leci ślinka. Uśmiechnął się łobuzersko. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
183 
- Jak miło spotkać kogoś, kto też żyje, żeby jeść, a nie na odwrót. 
Zauważył, że zmarszczyła nos, i jego uśmiech zgasł. Nigdy nie rozumiał, dlaczego kobiety tak 
bardzo się bały kuszących zaokrągleń sylwetki. 
- Masz świetną figurę - powiedział z przekonaniem. 
- Dziękuję. 
- Naprawdę tak uważam. W dzisiejszych czasach zbyt wiele kobiet wcale nie wygląda 
kobieco. Sałata jest dobra dla królików i, szczerze mówiąc, nie cierpię widoku dziewczyny 
skubiącej przez cały wieczór pałeczkę z selera, popijającej ją wodą mineralną i narzekającej, 
że się przejadła. 
Skręcając w główną drogę, zerknął na nią i pochwycił błysk niedowierzania w jej spojrzeniu. 
- O co chodzi? - spytał. 
- Tak mówisz, ale założę się, że spotykasz się z takimi właśnie dziewczynami. 
Już otworzył usta, żeby zaprzeczyć, kiedy uderzyła go niewygodna prawda. Nie ulegało 
wątpliwości, że trafiła bezbłędnie. Rzeczywiście, zawsze wybierał kobiety zadbane i smukłe. 
Dlaczego? Zastanawiał się nad tym przez chwilę. 
Chyba dlatego, że kobiety obsesyjnie dbające o figurę, wygląd i akceptację grupy 
rówieśniczej, miały raczej ograniczone horyzonty, zwłaszcza kiedy zależało im na karierze, a 
umawiał się tylko z takimi. Nad miłą domową samotność we dwoje 

background image

184 

HELEN BROOKS 
przedkładały wyjścia do lokali, gdzie mogły być widziane i oglądać innych. Te kobiety nie 
szukały intymności, tylko towarzystwa, dobrej zabawy i seksu. 
Skrzywił się ze wstydu i postanowił odłożyć temat na później. 
Dalej jechali w milczeniu i w końcu zaparkował na niewielkim placyku. Restauracja mieściła 
się na skraju miasteczka, ale w ciemnościach miejsce wyglądało na jeszcze bardziej 
odosobnione, niż rzeczywiście było. W stonowanym świetle parkingowych lamp włosy Giny 
lśniły barwą miedzi. Zastanawiał się, czy na jego prośbę byłaby skłonna je rozpuścić. Widział 
ją taką kilkakrotnie i zawsze bardzo mu się podobała. 
Wysiadł, okrążył samochód, otworzył drzwi po stronie pasażera i pomógł wysiąść swojej 
towarzyszce. Powietrze pachniało wiosenną wegetacją, a gdzieś blisko odezwał się kos i 
znowu zamilkł. Obserwował, jak Gina z zamkniętymi oczami wciąga w płuca chłodne, nocne 
powietrze. 
- Będzie mi tego brakowało w Londynie - powiedziała miękko, otwierając oczy. 
- W takim razie nie wyjeżdżaj. - Właściwie wcale nie miał zamiaru tego powiedzieć. 
- Muszę. 
- Dlaczego? 
- W poniedziałek zaczynam nową pracę, mam zaklepane mieszkanie. Nie mogę wystawić 
tamtych ludzi do wiatru. 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
185 
Nagle dotarło do niego, czemu ją zaprosił. Uważał, że Gina nigdy nie opuści Breedon & Son i 
nie przygotował się na jej zniknięcie ze swojego życia. Natalie i inni byli przekonani, że w 
ostatniej chwili zmieni zdanie, więc i on przyjął to za pewnik. A powinien był wiedzieć, że 
ona zawsze dotrzymuje swoich postanowień. 
Pochwycił zapach jej perfum, delikatny i jedwabisty, przypominający aromat kwiatów mag-
nolii. 
- Chodźmy. - Nie zamierzał pozwalać sobie na rozczulanie. - Umieram z głodu. 
Usiedli przy dwuosobowym stoliku, dostali menu, wybrali wino i Harry w końcu się 
pozbierał. To był jej ostatni dzień w firmie, a tak bardzo mu tam pomogła, że ta kolacja po 
prostu jej się należała. I to był jedyny powód, dla którego dziś się tu znaleźli. Z pewnością 
będzie za nią tęsknił. W końcu przepracowali razem wiele godzin, wypili morze kawy, jadali 
razem lunche. Jak mógłby nie tęsknić? 
- Chyba spróbuję tej słynnej sałatki. - Jej niebieskie oczy wydawały się ciemne w bladej twa-
rzy. - A potem może tagliatellę? 
- Dobry wybór - pochwalił. - Wezmę to samo. Roberto przyniósł wino i przyjął zamówienie, 
a Harry od razu wzniósł toast. 
- Za ciebie i twoje nowe życie w wielkim mieście - powiedział celowo lekko kpiąco. - Strzeż 
się 

background image

186 

HELEN BROOKS 
bezwzględnych podrywaczy, którzy niewątpliwie zechcą cię pożreć żywcem. Roześmiała się. 
- Jakoś sobie tego nie wyobrażam. 
- A ja jestem o tym przekonany. 
- Dziękuję - odpowiedziała trochę niepewnie. - Jesteś prawdziwym dżentelmenem. 
- Lubię tak o sobie myśleć, ale w tym wypadku to po prostu szczera prawda. - Pochylił się 
lekko w jej stronę. - Nie doceniasz siebie, prawda, Gino? Chciałbym wiedzieć dlaczego, jeżeli 
to nie zbyt osobiste pytanie. 
Podobał mu się jej rumieniec. Zanim ją poznał, uważał, że to dawno minione zjawisko. 
Wzruszyła ramionami. 
- Przypuszczam, że to skutki bycia rodzinnym brzydkim kaczątkiem - odparła spokojnie. - 
Siostry nie mają piegów i zawsze były ode mnie ładniejsze. I tylko ja jedna nosiłam aparat na 
zębach i leczyłam trądzik. 
Jego wzrok wędrował po jej nieskazitelnej, kremowej skórze. Jej piegi bardzo mu się 
podobały. Zęby miała nieduże, ale białe i równe. 
- Najwyraźniej kaczątko przemieniło się w łabędzia. Jesteś bardzo piękną kobietą, z czego 
chyba nie zdajesz sobie sprawy. 
Zarumieniła się jeszcze mocniej, co obserwował z upodobaniem. 
- O ile pamiętam, obie twoje siostry wyszły za 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 187 
mąż - powiedział, żeby zmienić temat i nie stresować jej więcej. 
Kiwnęła głową, a jej włosy zabłysły tysiącem odcieni złota i miedzi. 
- Byrony ma trzyletniego chłopca, a Margaret dwie dziewczynki, pięć i osiem lat. To 
wspaniałe dzieciaki, a ja jestem potrójną ciotką. 
- Przypuszczam, że je uwielbiasz, ale pewno któregoś dnia chciałabyś mieć własne? 
- Owszem, ale... - Przez jej twarz przebiegł cień. 
- Ale? 
Uśmiechnęła się słabo. 
- Najpierw trzeba trafić na odpowiedniego mężczyznę - powiedziała, upijając łyk wina. 
- Na pewno spotkasz kogoś w Londynie. 
- Dlaczego „na pewno"? 
Zadała to pytanie dosyć ostrym tonem, więc od razu zrozumiał, że powiedział coś 
niewłaściwego, chociaż nie wiedział co. 
- Nie wszystkim się to udaje - wyjaśniła pospiesznie - a ja raczej zostanę sama, niż zwiążę się 
z kimś tylko po to, żeby kogoś mieć. Chciałabym zrobić karierę i może trochę podróżować. 
Obserwował ją uważnie. Musiało być jeszcze coś. Może jakaś historia miłosna? Może 
wyjeżdża, bo ktoś ją zranił? Nic mu nie było wiadomo o mężczyznach w jej życiu. 
- Nie sądziłem, że zależy ci na karierze. 
- Naprawdę? - Spojrzała mu prosto w oczy, ale 

background image

188 

HELEN BROOKS 
nie mógł nic wyczytać z ich wyrazu. - Ale przecież właściwie wcale mnie nie znasz, prawda? 
Poczuł się, jakby go spoliczkowała, chociaż mówiła tonem miłym i spokojnym. Zazwyczaj 
chętnie rozmawiała o sobie, swojej rodzinie i przyjaciołach, chociaż... nigdy się nawet nie 
zająknęła na temat życia uczuciowego. A on po prostu przyjął, że nie ma o czym mówić... 
Poczuł niechęć do samego siebie. Może przeoczył nie tylko to... W swojej arogancji uznał, że 
praca jest jej całym życiem, ale dlaczego miałoby tak być? Może jednak miała kogoś? 
Starał się pozbierać rozbiegane myśli. 
- To jaki jest twój ostateczny cel? Zamierzasz zostać w stolicy na stałe? 
Zastanawiała się przez chwilę, a w końcu pokręciła głową. 
- Nie jestem pewna. Jeżeli uda mi się podróżować służbowo... to byłoby świetne. 
Te słowa nie pasowały do jej obrazu, jaki sobie stworzył. W jego mniemaniu była trzeźwo 
myślącą, niezawodną, spokojną, zrównoważoną kobietą, stąpającą mocno po ziemi. Ostatnia 
osoba, która mogłaby nagle opuścić dom, pracę i przyjaciół, żeby tak po prostu zamieszkać w 
dużym mieście. 
- Rozumiem - odparł i dodał, siląc się na nonszalancję. - Jesteś pełna niespodzianek, Gino 
Leighton. Uważałem cię raczej za domatorkę, która nie zechce opuścić miejsca, gdzie się 
urodziła. 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
189 
- Londyn to nie koniec świata. Wyzywająco uniosła brodę i Harry uspokoił ją 
pospiesznie. 
- Nie zrozum mnie źle. To nie była krytyka. 
- To dobrze. - Znów upiła łyk wina. 
- Bardzo dobrze rozumiem twoją chęć podróżowania. Tylko jakoś zawsze wydawało mi się, 
że jesteś bardziej... 
- Nudna? 
- Nudna? - Patrzył na nią, kompletnie zaskoczony. - Nigdy nie nazwałbym cię nudną. Chcia-
łem powiedzieć: zadowolona z tego, co masz, ze swojego miejsca w życiu. 
- Bycie zadowolonym nie wyklucza ochoty na zmianę - powiedziała. 
W tej chwili pojawił się przy nich kelner z pierwszą potrawą. Kiedy odszedł, Harry sięgnął 
przez stół i musnął dłoń Giny. 
- Nie chciałem cię urazić - powiedział miękko. -1 przysięgam, że nigdy nie uważałem cię za 
nudną. 
Wzruszyła ramionami. 
- To już bez znaczenia. 
Zabrała dłoń, gdy tylko jej dotknął. 
- Nieprawda. W końcu jesteśmy przyjaciółmi, czyż nie? 
- Jesteśmy... kolegami z pracy, przede wszystkim. - Padła chłodna odpowiedź. - Odnosimy 
się do siebie przyjacielsko, ale to nie to samo co przyjaźń. 

background image

190 HELEN BROOKS 
Miała zarumienione policzki i błyszczące oczy, ale nie mógł nic wyczytać z 
nieprzeniknionego wyrazu jej twarzy. Ta dziwna rozmowa zupełnie wytrąciła go z 
równowagi. 
- A co dla ciebie oznacza przyjaźń? Ugryzła kęs chleba i przeżuwała go dokładnie. 
- Przyjaciel to ktoś, z kim się wspieracie na dobre i na złe. Możesz się z nim cieszyć albo 
smucić. Jest częścią twojego życia. 
- I uważasz, że tego nie można powiedzieć 
nas? - zapytał spokojnie. 
- A twoim zdaniem można? 
- Owszem. 
- Przecież nigdy nie spotkaliśmy się po pracy 
i prawie nic o sobie nie wiemy... 
- Ja uważam, że wręcz przeciwnie - zaprzeczył stanowczo. 
Opanowało go zupełnie irracjonalne pragnienie, żeby powiedzieć lub zrobić coś, co 
zburzyłoby jej samozadowolenie. Coś takiego nie zdarzyło mu się od czasu, gdy jako 
trzynastolatek bardzo chciał zaimponować szkolnej ślicznotce. Dlaczego zdanie Giny na 
temat ich relacji urosło nagle do rangi tak istotnej sprawy? Tego nie wiedział. 
- Masz dwie siostry, najlepszą przyjaciółkę imieniem Erica, a dla utrzymania formy chodzisz 
na długie spacery z psem rodziców - powiedział. 
Harry czuł, że ją nudzi. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
191 
- Owszem - odparła. - Ale to niewiele o mnie mówi. 
Zjadł swoją sałatkę, nie czując smaku. Jego zdaniem ich relacja znacznie wykraczała poza 
zwykłe koleżeństwo. Między nimi najwyraźniej iskrzyło, nawet jeśli żadne z nich nie uczyniło 
najmniejszego gestu, żeby to rozdmuchać. Zdawał sobie sprawę z niechęci Giny do 
krótkotrwałego romansu, a ponieważ nie byłby w stanie ofiarować jej niczego więcej, nie 
składał żadnych propozycji. 
Jak tylko skończyli pierwsze danie, pojawił się kelner. Gina wstała i sięgnęła po torebkę. 
- Idę przypudrować nos - wyjaśniła pogodnie. On też się zerwał, ale tylko kiwnął głową 
i usiadł z powrotem. Obserwował, jak ona otwiera drzwi toalety. 
Wydawało mu się, że ją zna, ale właśnie dowiodła, jak bardzo się mylił. Kobieta siedząca na-
przeciwko i tak ostro oceniająca ich przyjaźń nie była Giną, z którą spędzał czas codziennie 
od dziewiątej do piątej, a często dłużej. To była jakaś nieznajoma. Piękna, pociągająca 
nieznajoma, o miodowej skórze, o spojrzeniu czasem niepewnym i bezbronnym, a zaraz 
potem dumnym i ognistym. Ale mimo wszystko nieznajoma. 
Wyobraził sobie, że coś jest między nimi, a ona najprawdopodobniej przez cały ten czas 
spotykała się z kimś innym. Oczywiście, miała do tego prawo, on też miał dwie albo trzy 
krótkotrwałe 

background image

192 

HELEN BROOKS 
przygody w ciągu ostatniego roku. Ale w jej przypadku to było coś innego. Aż się skrzywił na 
taką hipokryzję. Jakże słusznie wytknęła mu błędy, co tylko oznaczało, że miał rację, nie 
próbując się z nią związać. To musiałoby skończyć się kłopotem. 
No cóż, w najbliższy weekend Gina wyjedzie, a Susan Richards dość wyraźnie dała mu do 
zrozumienia, że byłaby zainteresowana przygodą bez zobowiązań. Jak dotąd, preferował 
takie kobiety. 
Zmarszczka na jego czole pogłębiła się. Odstawił szklankę na blat tak energicznie, że omal jej 
nie stłukł. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 
Co też ją opętało, że potraktowała go tak paskudnie? Gina wpatrywała się w swoje 
zarumienione odbicie w małym lustrze nad umywalką. Nic dziwnego, że był tak zaskoczony. 
Wyciągnęła z torby błyszczyk i stała, trzymając go w ręku, wciąż wpatrzona bezmyślnie w 
swoje odbicie. Najbardziej rozzłościło ją jego podejście. „Domatorka", rzeczywiście! I jeszcze 
„znajdziesz kogoś w Londynie". Jak śmiał traktować ją tak protekcjonalnie! I dlaczego 
miałaby nie chcieć robić kariery? Słodkie blondynki w typie Susan Richards nie miały w tych 
sprawach monopolu. 
Nagle jej emocje opadły, a oczy zaszły łzami. Zachowała się wstrętnie i to wyłącznie dlatego, 
że widok Susan i Harry'ego razem działał na nią jak sól na świeżą ranę. 
Wytarła oczy, wydmuchała nos i poprawiła makijaż. Sama do tego wszystkiego 
doprowadziła. Nie powinna się była zgodzić na tę kolację. Wiedziała, że to kompletne 
szaleństwo, a jednak pozwoliła sobie na nie. Harry to Harry. Za tak 

background image

194 

HELEN BROOKS 
atrakcyjnym mężczyzną zawsze będzie się ustawiała kolejka kobiet, ale przynajmniej po 
dzisiejszym wieczorze nie będzie musiała dłużej tego oglądać. 
Nagle zapragnęła być starsza, przynajmniej na tyle, by ta historia należała już do przeszłości. 
Gdyby tylko go tak mocno nie kochała... i gdyby nie była taka pewna, że już nigdy nie spotka 
nikogo, kto mógłby zająć jego miejsce w jej sercu. Nigdy nie będzie miała męża ani dzieci, 
których tak bardzo pragnęła. Przygryzła wargę, żeby się nie rozpłakać. Harry miał rację. Była 
domatorką. A teraz, z jego winy, musiała całkowicie odmienić swoje życie, czego zupełnie nie 
potrafiła sobie wyobrazić. 
Odetchnęła głęboko i spróbowała wziąć się w garść. Harry tylko zaprosił ją na kolację, to 
jeszcze nie grzech. I podarował jej taki piękny prezent. Szczególnie miłe było, że zauważył 
brak jej starego zegarka. Naprawdę nie powinna się dąsać, tylko wrócić na salę i złagodzić 
uśmiechem swoje poprzednie zachowanie. 
Kiedy podeszła do stolika, kelner właśnie podawał danie główne, więc wróciła w samą porę. 
Przynajmniej przez chwilę zajmą się jedzeniem i nie będą musieli rozmawiać. Odwzajemniła 
uśmiech swojego towarzysza i usiadła. 
- Wina? - Nie czekając na odpowiedź, napełnił jej kieliszek. 
Nie zaprotestowała, ale wiedziała, że musi uwa- 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 195 
żać. Alkohol tak łatwo mógł wyzwolić niepożądane emocje. 
Harry okazał się przemiłym kompanem i sypał zabawnymi historyjkami jak z rękawa, 
prezentując to poczucie humoru, które jej się tak spodobało w pierwszych tygodniach 
znajomości. 
Deser pistacjowy ze świeżymi owocami nie zawiódł jej oczekiwań. Po takim obżarstwie po-
winna pościć przez tydzień i obiecała to sobie solennie, starannie oblizując łyżeczkę. 
Harry z uśmiechem ją obserwował. 
- Cieszę się, że ci smakowało. Żałuję, że nie przyprowadziłem cię tu wcześniej. 
- Całe szczęście - odpowiedziała. - Byłabym dziś sporo cięższa. 
- Mogłabyś zabierać psy wszystkich krewnych i znaj ornych na długie spacery i zrzucić trochę 
wagi. 
- To są mądrości kogoś, kto nigdy nie musiał być na diecie - zażartowała. 
- A ty? Przestrzegasz jakiejś diety? Osobiste pytanie, ale czemu nie miałaby odpowiedzieć? 
Pokiwała głową. 
- Moje siostry mają figurę po ojcu, który jest wysoki i szczupły. Ja jestem podobna do mamy. 
Ciągle zaczynamy jakieś diety, ale oczywiście nigdy nie udaje nam się wytrwać. Mama o 
wszystkie wpadki obwinia tatę. Narzeka, że jej nie wspiera, bo nie chce, żeby mama schudła. 
- Trzymam z twoim tatą. 

background image

196 

HELEN BROOKS 
W odpowiedzi uśmiechnęła się cierpko. 
- Bardzo ci dziękuję za pyszną kolację - powiedziała, celowo zmieniając temat. To wyjątkowo 
miłe zakończenie pracy w Breedon & Son. 
Przez chwilę przetrawiał jej słowa. 
- W biurze będzie bez ciebie bardzo pusto. Zmusiła się do uśmiechu. 
- Mam nadzieję, że Susan okaże się dobrym nabytkiem. 
Nie sprawiał wrażenia zachwyconego i serce Giny podskoczyło z radości, ale zaraz 
pomyślała, że jak nie Susan, będzie ktoś inny. 
- Z czasem wszystko się ułoży - powiedziała spokojnie. 
- Chyba znamy się wystarczająco długo, żeby móc szczerze powiedzieć, że wcale tak nie 
będzie 
- odparł sucho. - Słuchaj, wiem, że to nie moja sprawa i możesz mnie posłać do diabła, ale 
powiedz, czy decyzja wyjazdu z Yorkshire ma coś wspólnego z twoim życiem osobistym? 
Zaskoczona, patrzyła na niego bez słowa. 
- Wiesz, co mam na myśli - dodał po chwili. 
- Mężczyznę. Związek, który się rozpadł, coś w tym rodzaju. Bo jeżeli tak właśnie jest, 
ucieczka nie poprawi twojego samopoczucia. 
Ogarnięta paniką, otworzyła usta, by zaprzeczyć, jeszcze zanim pomyślała logicznie. Nie miał 
przecież pojęcia, że tym mężczyzną był on sam i dopóki się z tym nie zdradzi, jego 
podejrzenia 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 197 
działają na jej korzyść. Skoro Harry stwierdzi, że miała konkretny powód odejścia, będzie go 
musiał zaakceptować, a po drugie, uzyska wiarygodne wyjaśnienie niechęci do przyszłych 
wizyt. 
- A więc, mam rację? Ktoś cię porzucił? Nie chciała, żeby myślał, że została porzucona. 
- Niezupełnie - odpowiedziała sztywno. - To ja postanowiłam zakończyć tę historię i 
wyjechać. 
Znała wyraz, który pojawił się na jego twarzy. Przybierał go, kiedy nie przyjmował 
odpowiedzi odmownej w niektórych sytuacjach biznesowych. To właśnie dzięki jego 
nieustępliwości interesy szły w ciągu ostatniego roku tak świetnie. Ale w tej chwili ta cecha 
dotyczyła bezpośrednio jej. 
- To prowadziło donikąd - powiedziała szybko, żeby uprzedzić jego naleganie. 
- Co to znaczy „donikąd"? Jesteś wystarczająco przygnębiona fiaskiem tej historii, ale żeby 
się jeszcze rozstawać z rodzicami, przyjaciółmi i całym dotychczasowym życiem? Chyba on 
nie jest żonaty? 
- Co takiego? - Co za ulga, ukryć się za oburzeniem. - Chyba nie podejrzewasz, że 
polowałabym na cudzego męża? 
- Jestem pewien, że nie. - Wyglądał na zakłopotanego. - Tylko... co w takim razie poszło nie 
tak? 
Najchętniej zakończyłaby tę rozmowę, dając mu do zrozumienia, żeby pilnował własnego 
nosa, ale Harry nie dawał się łatwo zbyć. 
- Zwykła historia - rzuciła tak lekko, jak tylko 

background image

198 HELEN BROOKS 
było ją stać. - On był zadowolony ze status quo, ja chciałam więcej. 
- A wiedział, jak bardzo mu na tobie zależy? Wzruszyła ramionami. 
- Nie o to chodzi. Po prostu chcieliśmy czego innego od życia. Ja byłam gotowa założyć 
rodzinę, a on nie. Zresztą wątpię, czy zrobi to kiedykolwiek. 
- Oszukał cię. 
- Nie - odpowiedziała z mocą. - Nigdy mnie nie oszukał. Zawsze był ze mną szczery, tylko ja... 
ja po prostu miałam nadzieję na więcej. 
- Jesteś za dobra. On przecież musiał wiedzieć, czego pragniesz. 
Nie mogła tego znieść. 
- Zmieńmy temat, dobrze? 
Otworzył usta, żeby się sprzeciwić, ale akurat podeszła kelnerka z kawą. Przeczekał i odezwał 
się denerwująco spokojnym tonem. 
- Wierz mi, Gina, ten facet nie jest ciebie wart. W końcu trafił w dziesiątkę. 
- Skąd wiesz? - spytała sucho. - Przecież nawet go nie poznałeś? 
- Znam ten typ. Nie krytykuję go za niechęć do założenia rodziny, bo sam jestem podobny. 
Ale nie wiązałbym się z kimś, kto myśli zupełnie inaczej. Facet powinien to wiedzieć. Zawsze. 
Arogancki samiec, pomyślała. 
- Skąd miałby wiedzieć, czy kobieta chce stałego związku? 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
199 
- Nigdy nie wykorzystałem kobiety, tylko dlatego, że zasygnalizowała swoją dostępność. 
Przygwoździła go wzrokiem. 
- A więc musisz ją najpierw poznać? Upewnić się, że jej poglądy na życie i miłość 
odpowiadają twoim? 
Patrzył na nią, niepewny, czy z niego nie żartuje. 
- W twoich ustach brzmi to wyjątkowo bezwzględnie - powiedział w końcu. 
- Bo może tak jest... 
- Gdyby tamten mężczyzna tak właśnie się zachował, nie znalazłabyś się w tym położeniu. 
- Ale pociąg, miłość, pragnienie zupełnie tu nie pasują, prawda? - Odbiła piłeczkę, trafiając 
go w czułe miejsce. - Przecież to jest coś spontanicznego, przychodzi nagle i 
niespodziewanie. Coś tak silnego i wszechogarniającego, że wszystko inne przestaje mieć 
znaczenie... 
- Rzeczywiście, może tak być. Ale to oznaczałoby, że coś poszło źle. 
- Ależ nie... 
- Tak właśnie było z tobą i z nim? Totalny zawrót głowy? 
Zawahała się, a on natychmiast to wykorzystał. 
- Widzisz? - spytał chłodno. 
- Widzę tylko, że twoje poglądy są doskonałym usprawiedliwieniem bezkarnego skakania z 
kwiatka na kwiatek. 
- Co takiego? 

background image

200 HELEN BROOKS 
Odważnie odwzajemniła jego spojrzenie. 
- Nie masz się co tak oburzać, Harry. Uwodzisz kobiety i sypiasz z nimi tak długo, jak ci to 
pasuje, a potem odchodzisz, mówiąc „uprzedzałem, czego się możesz spodziewać". Uważam, 
że to niesmaczne. 
- Niesmaczne? 
W innej sytuacji mogłaby się roześmiać na widok wyrazu najczystszego oburzenia na jego 
twarzy. Jego wściekłość podziałała na nią uspokajająco. 
- Tak - odpowiedziała twardo. - Nie możesz być pewien, że niektóre z twoich dziewczyn nie 
zakochały się w tobie, bo w sensie emocjonalnym seks znaczy więcej dla kobiet niż 
mężczyzn... 
Przerwała na widok jego uniesionych kpiąco brwi. 
- Tak? - przeciągnął z wystudiowaną obojętnością. - Naprawdę uważasz, że mężczyzna nie 
czuje nic poza fizyczną satysfakcją? 
- Tego nie powiedziałam... Może zresztą uważasz moje poglądy za staroświeckie czy 
zabawne, ale wszystko mi jedno... 
Przez chwilę patrzył na nią spokojnie. 
- Wcale z ciebie nie drwię. Właściwie mógłbym się pod tym podpisać, ale... życie nas zmienia. 
Nie odpowiedziała. Zaskoczyła ją i treść i forma tej odpowiedzi. Nigdy wcześniej nie słyszała 
u niego takiego tonu ani nie widziała takiego wyrazu twarzy. 
- Zawsze dążyłem do niezależności, a teraz, 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 201 
kiedy ją zdobyłem, lubię moje życie takim, jakie jest. Dzielenie go z inną osobą byłoby w 
najlepszym razie niewygodą, w najgorszym koszmarem. Niepotrzebnie zaczęła tę rozmowę. 
- Zapomniałeś o cynizmie - powiedziała spokojnie. 
- Ja jestem cyniczny? 
- Tak, i mówię to na podstawie tego, co usłyszałam od ciebie w ciągu ostatniego roku. Nie 
wiem nawet, czy w ogóle lubisz kobiety. 
W pierwszej chwili nie zareagował, a potem powiedział miękko. 
- Zapewniam cię, że nie jestem innej orientacji. 
- Ja... nie to miałam na myśli... Uśmiechnął się niewesoło. 
- Wiem, co miałaś na myśli, Gino. To był tylko wykręt. 
- Och. - Czasem jego otwartość bywała kłopotliwa. 
- Miałaś rację. W sprawach seksu rzeczywiście bywam cyniczny. 
Dlaczego przyznanie jej racji tak bardzo ją przygnębiło? Powoli pokiwała głową. 
- Przeżyłeś kiedyś trudne chwile? - spytała, ostrożnie dobierając słowa. 
Nie spodziewała się, że dojdzie do rozmowy o szczegółach. Przez ostatni rok słówkiem nie 
wspomniał o swojej przeszłości. 

background image

202 

HELEN BROOKS 
Tym razem jednak naprawdę ją zaskoczył. Pochylił się do niej. 
- Miała na imię Anna - powiedział bez wstępów. - To był dziki, gorący romans. Szaleliśmy za 
sobą, byliśmy tacy młodzi. Akurat skończyłem studia. Myślałem, że to będzie trwało 
wiecznie, obiecaliśmy sobie być zawsze razem. Ale po roku moje uczucie zaczęło się 
zmieniać. Wciąż ją kochałem, wciąż mi na niej zależało, ale już nie byłem zakochany. Coś 
odeszło. Może to było tylko pożądanie? Nie wiem. 
- A Anna? 
- Mówiła, że mnie kocha z całego serca. A potem zachorowała. Rzadka postać raka. 
Wzięliśmy ślub i dopiero potem dowiedziałem się, że mnie okłamywała. Wcale nie była 
chora. Jej przyjaciółka uznała to za zabawne i powiedziała mi po pijanemu. 
- Tak mi przykro... 
- Kiedy Anna błagała mnie, żebym z nią spędził te kilka ostatnich miesięcy życia jako jej mąż, 
była zdrowa jak każdy z nas. Powiedziałem jej, że odchodzę. Tej samej nocy podcięła sobie 
żyły podczas kąpieli. To był początek. Potem nastały miesiące manipulacji, łez, gróźb i 
napadów szału. Kiedy próbowałem odejść, podjęła kolejne próby samobójcze. Byłem młody i 
głupi. Wierzyłem, że naprawdę może się zabić. Byłem o krok od szaleństwa. Wtedy 
odszedłem i wyjechałem za granicę. 
- A... ona? 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
203 
Wzruszył ramionami. 
- Oskubała mnie, jak mogła, wyszargała moje nazwisko w błocie i wyszła za jakiegoś innego 
biednego idiotę. 
- Musiała być chora. 
- Nie sądzę. - Skrzywił się niechętnie. - Była podłą manipulantką, ale choroba? Mógłbym 
wybaczyć chorobę, ale nie tę bezwzględną determinację, by iść naprzód choćby po trupach. 
I tak postanowił nigdy więcej nie dać się oszukać. Mogła to zrozumieć. Ale przecież nie 
wszystkie kobiety były takie jak Anna. 
- Jednak myślę, że była chora - powiedziała spokojnie. - Nigdy się nie spotkałam z 
podobnym zachowaniem. 
- Pewno masz rację, ale to już bez znaczenia. Jak powiedziałem, życie nas zmienia. Patrząc z 
perspektywy, można to potraktować jako przysługę. Inaczej nie trafiłbym do Stanów i nie 
zrozumiał, czego chcę, a może raczej nie chcę, od życia tak wcześnie. 
- Raczej nie nazwałabym tego przysługą - wyrwała się bardziej uczciwie niż taktownie. - 
Któregoś dnia zatęsknisz za żoną i dziećmi... 
- Nie chcę żony ani dzieci - powiedział chłodno. - Mam już to, czego chcę, i uważam się za 
szczęściarza. 
Uwierzyłaby mu, gdyby nie cień smutku w ciemnoszarych oczach, który zresztą zaraz 
zniknął. A może go sobie tylko wyobraziła? 

background image

204 

HELEN BROOKS 
- Ponad ciepło rodzinnego domu przedkładasz pustkę emocjonalną i samotność? Wiesz, jak 
to strasznie nie mieć kogo tulić w ciemne noce, kiedy ranek jest tak daleko? Jak smutno nie 
mieć nikogo, z kim mógłbyś się dzielić wspomnieniami? 
Wytrzymał jej spojrzenie przez kilka nabrzmiałych intymnością sekund. Potem odwrócił 
wzrok, zamykając jej dostęp do siebie. Kiedy znów na nią spojrzał, uśmiechał się. 
- Romantyczka z ciebie, Gino Leighton. Była święcie przekonana, że to tylko poza, więc 
nie podjęła lekkiego tonu. 
- Ja wierzę w miłość - wyjaśniła z powagą. - Uważam, że nie ma na świecie nic piękniejszego. 
Miłość przezwycięża wszelkie przeszkody, leczy wszystkie rany. Czyni ludzi lepszymi, a świat 
miejscem, w którym warto żyć. To prawda, co powiedziałeś. Jestem wielką romantyczką. 
Harry pokręcił głową z niedowierzaniem. 
- I mówisz to wszystko, kiedy mężczyzna, z którym chciałaś spędzić resztę życia, pozwolił ci 
odejść? 
Zamrugała. To było bolesne jak uderzenie. 
- Przepraszam. - Zorientował się natychmiast i sięgnął po jej dłoń, której nie puścił, choć 
próbowała ją cofnąć. 
Dotyk jego ciepłych palców przeszył ją tysiącem pragnień. Zamknęła oczy i jego głos dobiegł 
do niej, niski i pieszczotliwy. 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
205 
- Naprawdę bardzo cię przepraszam. To było niewybaczalne. 
W chwili, gdy na niego spojrzała, jego twarz była otwarta, nawet bezbronna, zdradzająca 
pragnienie i tęsknotę. Za czym, nie wiedziała, ale odczytywała te uczucia z otchłani jego 
szarych oczu. 
Nie mogła sobie wyobrazić, że już nie będzie go widywała codziennie. Do tej pory starała się 
o tym nie myśleć, ale teraz, kiedy ich wspólny czas dobiegał końca, niemal zapragnęła 
opowiedzieć mu o swoich uczuciach i poprosić o chociaż jeden pocałunek. 
Zapewne byłby zbulwersowany i zakłopotany. A potem mógłby ją tylko wspominać z 
niechęcią i skrępowaniem. A tego nie chciała. Nie, nie, raczej przejdzie przez to piekło 
samotnie. 
- ...twój adres? 
- Przepraszam? - Zbyt późno zorientowała się, że coś do niej mówił. 
Pokręcił głową. 
- Czy ty wciąż j eszcze o nim myślisz? Ten facet cię zostawił. Chyba nie chcesz go już widzieć? 
Właściwie dlaczego był taki zdegustowany? Nie powinno go przecież obchodzić, czy wciąż 
widuje się ze swoim wyimaginowanym kochankiem. Wzruszyła ramionami. 
- Nie wiem. 
Dręczyła ją obawa, że się w końcu zdradzi, bo wcale nie była wprawną klamczuchą. 

background image

206 HELEN BROOKS 
- On mnie nie zostawił, przynajmniej nie tak, jak to sobie wyobrażasz. A co mówiłeś 
wcześniej? - spytała, żeby zmienić temat. 
- Żebyś nie zapomniała podać mi swojego nowego adresu i numeru telefonu - powtórzył. 
W roztargnieniu pokiwała głową. Nie miała zamiaru podawać mu nowych danych, jednak 
musiała to jakoś sprytnie rozegrać. Jeszcze tego brakowało, żeby wpadł zanocować u niej na 
sofie, o czym napomknął wcześniej. 
Dopili kawę, zjedli miętowe czekoladki i Harry zapłacił rachunek. Kiedy szli do samochodu, 
trzymał ją pod rękę, a jej serce łomotało. Pachnąca wiosennie noc była niewyobrażalnie 
piękna. Gina przypuszczała, że już nigdy nie będzie tak bardzo nieszczęśliwa. 
Wsiedli do samochodu, ale Harry nie ruszył od razu, tylko odwrócił się do niej, lekko 
marszcząc brwi. 
- Martwię się o ciebie, Gino - powiedział. Gdyby zatańczył nago w świetle księżyca, nie 
byłaby bardziej zdumiona. 
- Nie bardzo rozumiem-odpowiedziała ostrożnie. 
- Ten nagły wyjazd do Londynu, żeby leczyć złamane serce... to niebezpieczne. Z daleka od 
przyjaciół i rodziny, samotna w wielkim mieście, będziesz narażona na zakusy złych ludzi i 
całkowicie bezbronna. Ktoś może to wykorzystać. 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
207 
Miała wrażenie, że słucha bajki o sierotce Marysi. Milczała przez chwilę, a potem 
powiedziała sztywno. 
- Mam trzydzieści dwa lata, Harry, nie szesnaście. 
- A co to ma za znaczenie? 
- Ogromne. 
- Mam wrażenie, że tego dobrze nie przemyślałaś - powiedział spokojnie. 
Co za tupet! Nie przemyślała swojej decyzji? Nie robiła nic innego przez całe miesiące. 
- A co ty możesz o tym wiedzieć? - spytała lodowato. 
- Daj spokój. - Jej słuszne oburzenie nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia. - Zwróciłem 
ci tylko uwagę na pewne niebezpieczeństwo. 
- No, jeżeli czujesz się teraz lepiej... - odparła chłodno. 
- Jeżeli tylko zechciałaś to przyjąć. 
- Ależ tak, skoro ty coś mówisz... 
- Bardzo śmieszne. - Przekręcił kluczyk w stacyjce. - Próbuję się zachować jak przyjaciel. Co 
w tym złego? 
- Nic - odpowiedziała obojętnie. - Dzięki. 
- Cała przyjemność po mojej stronie. Zawrócił i wyjechał na drogę, gdzie otuliła ich 
ciemność, jaką można zobaczyć tylko na wsi. 
Siedziała nieruchomo, wpatrzona w przednią szybę. Niezliczone bezsenne noce, 
przepełnione 

background image

208 

HELEN BROOKS 
tęsknotą za Harrym, dzisiejsze spotkanie i ta dziwna rozmowa, wszystko to okazało się 
ogromnie wyczerpujące. Wypite wino jeszcze spotęgowało uczucie zmęczenia, wiec w końcu 
zaniknęła oczy, oparła się wygodnie i spróbowała rozluźnić napięte mięśnie. 
Chyba się zdrzemnęła, ale nagle dotarło do niej, że samochód stanął. Kiedy otworzyła oczy, 
byli wciąż w głębokiej ciemności, wśród pól. 
- Co się dzieje? - spytała, kiedy zaczął wycofywać z wąskiej drogi, na której się zatrzymali. 
Cofnął około stu metrów i zatrzymał. 
- Widziałem, jak ruszał stąd samochód, a kiedy przejeżdżaliśmy, mignęło mi kartonowe 
pudło na poboczu. Chciałem do niego zajrzeć. 
- Zajrzeć? 
Kiwnął głową, zażenowany. 
- Nie wiem skąd, ale mam jakieś przeczucie. Zostań w samochodzie. 
Wyskoczył na zewnątrz, a Gina ruszyła za nim w sekundę później. On już pochylał się nad 
pudłem. 
Podniósł pokrywę. Przechyliła mu się przez ramię i zobaczyła kilka ruchliwych, 
popiskujących zwierzaków. 
- Och! Ktoś porzucił szczeniaki! Na tym bezludziu! 
Oboje pochylili się nad pudłem. W środku były cztery szczeniaki, wiercące się na gazetach, 
uwalane we własnych odchodach. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
209 
- Biedactwa. - Gina miała łzy w oczach. - Co zrobimy? 
- Położymy koc na twoich kolanach i zabierzemy je z całym pudłem. 
- Są takie maleńkie - powiedziała. - Myślisz, że nic im nie jest? 
- Na pewno nie, skoro tak hałasują. 
- Dokąd je zabierzemy? 
- Najlepiej byłoby do weterynarza. Zadzwonię do mojej gospodyni, pani Rothman. Ona ma 
psy i na pewno nam coś doradzi. 
W cieple szczeniaki uspokoiły się i zasnęły, więc Gina nieustannie sprawdzała, czy żyją. W 
końcu jednak dotarli do miasteczka i zaparkowali przed niewielkim domkiem z tarasem. 
Pani Rothman, puszysta kobieta o macierzyńskim wyglądzie, zaprosiła ich do ciepłego 
wnętrza i zaparzyła mocnej herbaty, a potem przez dłuższą chwilę wydawała ochy i achy nad 
pieskami. 
- Krzyżówka Jacka Russella, jak mi się wydaje - oznajmiła, kiedy je dokładnie obejrzała. - 
Same dziewczynki. 
Potem wyłożyła pudło świeżym papierem i starymi ręcznikami, a jej mąż przygotował papkę 
z psiego jedzenia, którą psiaki pożarły błyskawicznie i zasnęły, zakopane w ręczniki. 
Gina, Harry i starsi państwo usiedli przed kominkiem, popijając herbatę, a szczenięta 
wzdychały i posapywały przez sen. 

background image

210 

HELEN BROOKS 
- Ile mogą mieć tygodni? - spytała Gina. 
- Trudno powiedzieć, ale sześć do ośmiu. Na tym bezludziu nie pożyłyby długo. Noce wciąż 
są chłodne. - Pani Rothman zwróciła się do Har-ry'ego: - Tu niedaleko jest schronisko. Dam 
ci adres i telefon. Na pewno się nimi zajmą. 
Jedna z suczek zaczęła popiskiwać, więc Gina wyjęła ją z pudła i wzięła na kolana, gładząc 
jedwabiste futerko. 
Kolejna malutka zaczęła się wiercić i tym razem to Harry wziął ją na kolana. 
Pani Rothman zaparzyła więcej herbaty i podała do niej swoje domowe ciasto. Ogień na 
kominku płonął, szczenięta spały, w rogu pokoju tykał stary zegar. Było ciepło i przytulnie i 
Gina zapragnęła, żeby ten dzień się nigdy nie skończył. 
W końcu jednak Harry podniósł się z fotela i delikatnie odłożył szczeniaczka do pudła. 
- Musimyjechać. Serdeczne dzięki za wszystko. Miłe interludium dobiegło końca. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 
Harry doświadczał całej gamy nowych dla siebie uczuć, a żadne z nich nie było miłe. 
Cały ten wieczór okazał się gigantyczną pomyłką. Gina Leighton była śliczna, słodka, 
inteligentna i wzruszająco bezbronna i jako taka nie mogła zaistnieć w jego życiu. Za kobieją 
taką jak ona musiałyby pójść zobowiązania, odpowiedzialność, problemy, słowem wszystko, 
czego chciał uniknąć. 
Jeszcze rano życie wydawało się takie proste. Przypuszczał, że jeżeli Gina rzeczywiście 
doprowadzi swój plan wyjazdu do końca, w co zresztą nie wierzył, pożegnanie odbędzie się 
miło i gładko. Kilka ciepłych słów, prezenty, życzliwe gesty, uśmiechy. Prosto i bez 
podtekstów. 
A potem, sam siebie nie rozumiejąc, zaprosił ją na kolację... 
Jeden z psiaków wydrapał się po grzbietach innych na krawędź pudła i stuknął go w łokieć 
czarnym, wilgotnym nosem. 
- Jak ty sobie z nimi poradzisz, kiedy mnie odwieziesz? Może najpierw zostawimy je u 
ciebie? 

background image

212 

HELEN BROOKS 
Mogę wrócić taksówką. Albo niech zostaną u mnie, a rano odwiozę je do schroniska... 
Patrzył na nią w milczeniu. Żadna z jego znajomych nie zawracałaby sobie tym głowy. Losem 
szczeniąt zresztą też nie. Najpoważniejszym zmartwieniem były ich ubrania, fryzury, 
paznokcie - w tej właśnie kolejności. 
- Najlepiej będzie zostawić je u mnie - przyznał. - Mam ogrzewane pomieszczenie gospodar-
cze i mogę im tam zrobić prowizoryczny kojec. 
Gina głaskała szczeniaki. 
- Ależ są słodkie - powiedziała z rozmarzeniem. -1 pięknie pachną, czujesz? 
- Dopiero odkąd pani Rothman je umyła - odparł trzeźwo, a ona zachichotała cicho. 
Jak to się stało, że ten zwyczajny, niewinny dźwięk budził w nim tak silne emocje? Co 
prawda, jeżeli miał być szczery, Gina spodobała mu się od pierwszej chwili. Od razu zwrócił 
uwagę na te apetyczne zaokrąglenia, piegi na bladej skórze, jaśniejsze pasemka w 
miedzianozłotych włosach, jakby wyzłocone słońcem... 
Rozmyślał o niej nieustannie i często aż boleśnie odczuwał jej nienarzucającą się obecność. 
Gdyby była wyzywająca i cyniczna^ sytuacja byłaby inna. Mogliby się wtedy cieszyć seksem 
bez zobowiązań, tak długo, jak długo sprawiałoby im to przyjemność. Oczywiście, gdyby on 
też ją pociągał. Miał wrażenie, że tak jest, ale mógł się 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
213 
mylić. Gina była zawsze bardzo umiarkowana w zachowaniu i nie zdradzała swoich uczuć. 
Kiedy się dowiedział o jej planowanym wyjeździe, w pierwszej chwili poczuł ulgę. 
W tej chwili nie był pewien swoich uczuć. Miał ochotę pójść z nią do łóżka, ale nie chciał w 
swoim życiu kobiety na stałe. W dodatku dzisiejszy dzień uświadomił mu, że nie znał Giny 
tak dobrze, jak przywykł myśleć. 
Największy szczeniak znów rozrabiał i Gina pracowicie upychała go w pudle. Ale już dojeż-
dżali i po chwili Harry zaparkował pod domem. 
Zostawił szczeniaki pod opieką Giny w pomieszczeniu gospodarczym, a sam wyszukał w 
garażu kilka odpowiednich desek. Kiedy wrócił, Gina klęczała, a szczeniaki dreptały wokół 
niej. 
- Są urocze. - Podniosła na niego rozjaśnione oczy. - Na początku myślałam, że wszystkie są 
takie same, ale ta jest największa, tamta najmniejsza, a dwie pozostałe prawie identyczne. 
Za pomocą przyniesionych desek odgrodził część pomieszczenia, w jednym rogu umieszcza-
jąc kilka pogniecionych gazet, a w drugim posłanie z ręczników. 
Tymczasem Gina przygotowała w kuchni miseczkę z wodą i drugą z rozdrobnioną karmą. 
Włożyli szczeniaki do kojca i z rozbawieniem obserwowali, jak zwiedzają swój nowy dom. 
Najmniejsza suczka złapała największą zębami za 

background image

214 

HELEN BROOKS 
ogon i jechała za nią na pupie, dopóki nie wygryzła jej z tej miejscówki jedna ze średnich. W 
domu Harry'ego zawsze były psy, ale duże, labradory i owczarki. Te maluchy były zupełnie 
inne, ale sprawiały wrażenie psiaków z charakterem. 
Powstrzymywane ziewnięcie obok przywróciło go do rzeczywistości. Było już bardzo późno. 
Minęła właśnie pierwsza w nocy. 
- Może zostaniesz na noc? 
Gina była tym pytaniem równie zaskoczona, jak on sam. Miał wrażenie, że zaraz mu 
odmówi. 
- Mam pokój gościnny. 
- Nie mogę. 
- Dlaczego? 
- Dlaczego? - Nie potrafiła znaleźć rozsądnego wyjaśnienia. - Mam masę roboty... 
Był prawie pewien, że umówiła się ze swoim byłym chłopakiem. 
- Odwiozę cię wcześnie, jak tylko podrzucimy pieski do schroniska. Nie poradzę sobie z nimi 
bez ciebie. 
Gina przenosiła wzrok między nim a szczeniakami, wręcz wzruszająco bezbronnymi na po-
słaniu z ręczników. Harry czuł, że jest o krok od zwycięstwa. 
Kiedy przymknęła oczy, nie wiedział, czy było to oznaką desperacji czy też raczej 
zniecierpliwienia. 
- Dobrze - powiedziała w końcu. - Zostanę. Ale musimy wyjechać wcześnie. 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
215 
- Świetnie. Napijesz się ciepłego mleka? 
- Chętnie. 
Poszli do kuchni i Harry przygotował ciepłe mleko dla nich obojga. 
- Bardzo ci jestem wdzięczny za tę decyzję. Uśmiechnęła się szeroko. 
- Nie zostawiłabym stuprocentowego mężczyzny na pastwę czterech bab. A zwłaszcza ta-
kiego, który tak sobie ceni niezależność, że bierze to, czego mu w danym momencie 
potrzeba, i rusza dalej. 
Harry rozlał podgrzane mleko do kubków. 
- Właśnie tak mnie postrzegasz? 
Patrzyła na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
- Taki obraz siebie mi zaprezentowałeś. 
- Nie sądzę. Wzruszyła ramionami. 
- Nic na to nie poradzę. 
Nie mógł się zdecydować, czy chce nią potrząsnąć czy ją pocałować, ale musiał przyznać 
przed sobą samym, że poczuł się zraniony. 
- Od ponad roku spotykaliśmy się codziennie. Dużo rozmawialiśmy. Naprawdę możesz 
uczciwie powiedzieć, że tak właśnie mnie postrzegasz? - zapytał. 
Odstawiła kubek i na moment przymknęła oczy. 
- Chyba nie zauważyłeś - powiedziała miękko - ale to głównie ja ci o sobie opowiadałam. 

background image

216 HELEN BROOKS 
I w porządku, nigdy nie chciałam wymuszać na tobie zaufania, ale fakt faktem, że to ja 
dzieliłam się z tobą moim życiem, a nie ty ze mną swoim. Milczał, kompletnie zaskoczony jej 
słowami. 
- Jesteś bardzo skryty, ale teraz już rozumiem, dlaczego nie chcesz się wiązać. Tylko że... - 
od-kaszlnęła - ...nie można stawiać znaku równości pomiędzy tym, czego pragniesz a 
seksem. 
- Kobiety, z którymi sypiam, znają zasady. 
- Wiem. Już to mówiłeś. 
Po chwili ciężkiego milczenia Harry nagle porzucił pozę luzaka. 
- Nie podoba mi się sposób, w jaki mnie postrzegasz, Gino - powiedział po prostu. 
- Przepraszam - wycofała się błyskawicznie. -Niepotrzebnie to wszystko powiedziałam. 
Twoje życie to twoja sprawa i nie mam prawa cię krytykować. 
Czy miała ha myśli bałagan we własnym życiu? Nagle zapragnął ją pocieszyć. 
- Jesteś mi bliższa niż ktokolwiek inny - powiedział - i z pewnością masz prawo wypowiadać 
swoje opinie. 
Zobaczył, jak jej twarz ściąga się, najwyraźniej pod wpływem bólu i poczuł wściekłość na 
tamtego, który złamał jej serce i odebrał poczucie bezpieczeństwa. 
- Jesteś dla niego za dobra, wiesz o tym, prawda? 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
217 
- Co takiego? 
W jej oczach pojawiło się zdumienie. 
- Spotkasz kogoś i to wszystko przeminie jak zły sen. 
Potrząsnęła głową. 
- Ty nie spotkałeś... zresztą mówimy o tobie, nie o mnie. 
Dopiła mleko i zsunęła się ze stołka. Kosmyki włosów opadły jej na policzki, pod oczami 
miała ciemne kręgi ze zmęczenia. 
- Pokażesz mi pokój gościnny? 
- Jasne. 
Kiedy wchodzili na górę, miał okazję podziwiać jej ponętne pośladki. 
- Piękny. - Gina rozglądała się po pokoju gościnnym. - Dobranoc w takim razie - zwróciła się 
do niego z uśmiechem. 
- Dobranoc - odpowiedział. - Potrzebne drobiazgi znajdziesz w łazience. Pani Rothman dba o 
wszystko. Zapukam jakieś dwadzieścia minut przed śniadaniem, może być? 
- Dziękuję. - Zawahała się przez chwilę. - Za wszystko. 
- Daj spokój. Przecież to ty robisz mi grzeczność. 
Potarła zgrabny nosek jak zawsze w chwili niepewności. 
- No cóż, i tak dziękuję - powtórzyła, nie ruszając się z miejsca. 

background image

218 

HELEN BROOKS 
Najwyraźniej czekała, żeby sobie poszedł. 
- Śpij dobrze - powiedział miękko i, świadomy niestosowności tego gestu, pochylił się i 
musnął ustami jej wargi. 
Pocałunek był przelotny, ale podniecił go tak, że musiał zebrać całą siłę woli, żeby odwrócić 
się i zejść ze schodów. Usłyszał stuknięcie zamykanych drzwi, stanął z dłonią na poręczy, 
zamknął oczy i wciągnął krótki, urywany oddech. 
Szaleństwo. Cały ten wieczór był szaleństwem. Ta rozmowa. To, co czuł. Cała ta sytuacja. 
W jasnym, chłodnym świetle poranka wszystko się zmieni. Otworzył oczy, twarz przybrała 
surowy wyraz. 
Nie ma innego wyjścia. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 
Gina w końcu uświadomiła sobie, że dźwięk z jej snu był realny. Jeszcze przez chwilę trwała 
w sennym oszołomieniu, a potem gwałtownie usiadła na łóżku. Była w pokoju gościnnym w 
domu Harry'ego. 
Zapaliła lampkę przy łóżku i sięgnęła po zegarek. Wpół do czwartej. Zasnęła dopiero po 
trzeciej. Przespała maksymalnie dwadzieścia minut i czuła się kompletnie rozbita. 
Obudziły ją szczenięta. Wciąż słyszała odległe skomlenie, więc odgarnęła włosy z oczu i 
sięgnęła po szlafrok. Pójdzie i zobaczy, jak się mają. 
Maluchy powitały ją entuzjastycznie, włażąc na siebie wzajemnie i próbując dosięgnąć jej 
ręki. Szybko zmieniła im mokrą podściółkę z gazety, a potem przygotowała nową porcję 
jedzenia, którą pochłonęły błyskawicznie. 
Patrzyła, jak kręcą się wokół pustego półmiska, a małe, różowe języczki pracowicie wylizują 
resztki pokarmu. 
Najmniejsza suczka zaczęła lizać jej palce, a in- 

background image

220 

HELEN BROOKS 
ne tłoczyły się wokół, domagając się zainteresowania. 
Gina kucnęła przy legowisku z ręczników i pozwoliła maluchom wspiąć się na swoje kolana. 
- Tęsknicie za mamą. - Delikatnie gładziła jedwabiste łebki. - Musicie wiedzieć, że miałyście 
dużo szczęścia. Bo co by było, gdyby Harry nie zauważył pudła? 
- Jest za dziesięć czwarta. 
Na głos Harry'ego poderwała głowę tak gwałtownie, że aż chrupnęło jej w karku. Stał oparty 
o ścianę. Nie miała pojęcia, jak długo ją obserwował. 
- Wiem. 
Był ubrany w czarne spodnie od piżamy i nie zawiązany szlafrok, potargane włosy spadały 
mu na oczy. Wyglądał seksownie. 
- To one - mruknęła. - Płakały. Były głodne. 
- Zaczekałyby do rana. 
- Nie mogłam ich tak zostawić. Zresztą ty też przyszedłeś. 
- To prawda. 
Najmniejsza suczka podjęła śmiałą próbę wsunięcia jej się za dekolt, więc Gina skorzystała z 
okazji, by pospiesznie odstawić całą czwórkę do kojca i szczelniej owinąć się szlafrokiem. 
Wstała i powiedziała nerwowo: 
- Przepraszam, że cię obudziłam. 
- Nie obudziłaś mnie. - Podszedł bliżej. - Zmyłaś makijaż - powiedział powoli. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
221 
- Tak. - Nie musiał jej przypominać, jak fatalnie wygląda. 
- I lepiej widać twoje piegi - zauważył, jakby to była najważniejsza sprawa pod słońcem. 
Zabawnie zmarszczyła nos. 
- Lepiej mi tego nie przypominaj. 
- Lubię piegi. Zwłaszcza w połączeniu z niebieskimi oczami i rudymi włosami. 
- Miedzianymi - poprawiła automatycznie. 
- Miedzianymi - powtórzył miękko. - Ale rzęsy masz ciemnobrązowe i bardzo gęste. 
Zawsze była z tego zadowolona. To była jedna z niewielu rzeczy, które u siebie lubiła. 
Próbowała wymyślić coś dowcipnego i lekkiego, ale nie mogła. To z powodu wyrazu jego 
twarzy. W końcu patrzył na nią jak na kobietę. Jakby dopiero teraz zauważył, że nią była. 
Taki jest Harry, pomyślała. Suwerenny Harry, zwolennik seksu bez zobowiązań. Wszystko 
wskazywało na to, że to ona będzie kolejną zdobyczą. Ale kochała go za bardzo, by na to 
pozwolić. Nie zniosłaby odrzucenia, a takie właśnie byłyby konsekwencje. 
Spuściła głowę i jeszcze zacieśniła pasek od szlafroka. 
- Napijesz się herbaty? - spytała, rozpoznając w swoim tonie cień histerii. 
- Zjadłbym coś - odpowiedział. - Jestem okropnie głodny. 

background image

222 

HELEN BROOKS 
Ona też była głodna... Z palącym żalem uświadomiła sobie, że właśnie odrzuciła swoją 
szansę. 
Szczeniaki znów się uspokoiły, tylko najmniejszy popiskiwał żałośnie. Gdy Gina wzięła go na 
ręce, natychmiast wtulił się w nią. 
- No co? - powiedziała obronnym tonem na widok wyrazu twarzy Harry'ego. - To maleństwo 
chyba zasługuje na trochę czułości po tych okropnych przeżyciach. 
- Swoje dzieci też będziesz tak rozpieszczać? - spytał z nutką rozbawienia. 
- Na pewno je przytulę, kiedy będą przestraszone albo smutne. 
Nigdy nie będzie miała dzieci, jeżeli ich ojcem nie będzie Harry. 
W kuchni, z suczką przytuloną do piersi, nawet nie próbowała siadać. Na stojąco 
obserwowała, jak Harry szykuje herbatę i grzanki. 
- Usiądę w salonie, jeżeli nie masz nic naprzeciwko - powiedziała lekko. - Na tych płytkach 
marzną mi nogi. 
- Bardzo proszę. Zaraz tam wszystko przyniosę. W salonie usadowiła się w wygodnym, 
niskim 
fotelu, podwijając pod siebie nogi i dokładnie otulając się szlafrokiem. Szczeniak zbudził się 
na chwilę, ale zasnął z powrotem, jak tylko zaczęła delikatnie gładzić małe ciałko. 
Jak, u licha, udało jej się w to wplątać? Naga pod szlafrokiem, w domu Harry'ego, o czwartej 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
223 
nad ranem, oczekująca na herbatę z grzanką, którą on, ubrany bardzo podobnie, 
przygotowywał w kuchni. Co gorsza, jej włosy najprawdopodobniej przypominały wronie 
gniazdo, a twarz miała zapewne błyszczącą i całkowicie pozbawioną makijażu. Takiego 
scenariusza nie wymyśliłaby nawet w najdzikszych snach, a było tego trochę z Harrym w roli 
głównej. 
We wszystkich swoich fantazjach była zawsze doskonale ubrana, umalowana i wyglądała 
perfekcyjnie. I Harry natychmiast zaczynał rozumieć swoją pomyłkę, padał jej do stóp w 
gorącym uwielbieniu i zaciągał ją do łóżka. Potem były czerwone róże i pierścionek z 
brylantem wielkości piłki golfowej. 
Westchnęła. To tylko mrzonki. Na bajkowe zakończenie „I żyli długo i szczęśliwie" nie było w 
tym wypadku co liczyć. Z bólem serca przymknęła oczy. 
Harry powiedział jasno, że nie zmierza się powtórnie żenić, a co dopiero zostawać ojcem. 
Wiódł niezależne życie kawalera i wybierał kobiety, którym taki układ odpowiadał. Żona i 
dzieci to były dla niego postaci z innego świata. Chyba szczęśliwie się złożyło, że nie była w 
jego typie. Gdyby mu się podobała, nie zdołałby się długo opierać, a krótka przygoda 
zostawiłaby ją w gorszym stanie emocjonalnym, niż była obecnie. 
Usłyszała jego kroki i zdołała przyoblec twarz 

background image

224 

HELEN BROOKS 
w blady uśmiech. Niósł tacę z dwoma kubkami herbaty, dużym talerzem posmarowanych 
masłem grzanek i kilkoma słoiczkami dżemu. 
- Kolacja wydaje mi się bardzo odległym wspomnieniem. - Postawił tacę i wskazał szczeniaka 
na jej kolanach. - Wybrała sobie ciebie. Mądra psinka. 
Ginie zrobiło się gorąco. Nie powinna była dać się zauroczyć ciepłem w jego głosie, ale nie 
umiała mu się oprzeć, pomimo że tak dobrze znała sposób, w jaki Harry flirtował. 
- Nie bardzo - odpowiedziała obojętnie. - W moim nowym życiu nie ma miejsca dla 
szczeniaka. 
Podał jej herbatę i talerz z grzankami. Wzięła jedną, nie ze specjalnej ochoty, a raczej żeby 
czymś zająć ręce. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak obnażona i bezbronna. 
- Jesteś zdecydowana na ten wyjazd? - zapytał. Zdecydowana? Nigdy nie chciała niczego 
mniej. 
- Całkowicie - odpowiedziała, patrząc mu pro-, sto w oczy. - Zresztą rozmawialiśmy o tym 
przy kolacji. - Muszę wyjechać. 
- Muszę nie znaczy chcę. - Uparcie świdrował ją spojrzeniem. - Nie będziesz się dobrze czuła 
w Londynie - powiedział autorytatywnie. 
- Wielkie dzięki. Prawdziwy z ciebie przyjaciel - odparła sarkastycznie. 
- Podobno nie jesteśmy przyjaciółmi. - Popatrzył na nią drwiąco. - Ale ciekaw jestem, za kogo 
mnie w takim razie uważasz. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 225 
Nie podobał jej się kierunek, w jakim zmierzała ta rozmowa. 
- Za syna mojego szefa, oczywiście - odpowiedziała. 
- Twojego byłego szefa - przypomniał jej kwaśno. - Co dalej? 
- Za świetnego fachowca. 
- Wielkie dzięki. Co jeszcze? 
- Czy musi być jakieś Jeszcze"? 
- Jako człowieka - wyjaśnił. - Lubisz mnie? 
- Chyba nie musisz o to pytać - odpowiedziała słabo. - Pracowaliśmy razem przez ponad rok. 
- No właśnie. Dlatego uznałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Ale ty temu zaprzeczasz. 
Najwyraźniej nie pojmuję twojego toku rozumowania, a więc nie znam prawdziwej Giny. I 
chyba rzeczywiście tak jest. Na przykład nie wiedziałem, że masz tu kogoś bliskiego. 
- Wybacz - odpowiedziała chłodno - ale nie pamiętam podobnych rozmów o twoim życiu 
osobistym. A ty wiesz wszystko o mojej rodzinie, przyjaciołach... 
- Najwyraźniej nie wszystkich. 
- Moim dzieciństwie, młodości, studiach - mówiła dalej, ignorując jego wtręt. - A o tobie ani 
słowa. 
Przez chwilę panowało niewygodne milczenie. Harry wpatrywał się w nią, ale jego 
rozbawienie znikło. 

background image

226 

HELEN BROOKS 
- To prawda - przyznał w końcu. - Ale czy to, że nigdy wcześniej nie opowiedziałem nikomu 
całej historii o Annie, nie ma żadnego znaczenia? 
Wbiła wzrok w trzymaną w ręku grzankę. 
- Wcale nie uważam, że powinieneś był mi o sobie opowiadać. Tylko że niesłuszne jest obli-
gowanie mnie do spowiadania się z każdego kroku. 
Tym razem milczenie trwało dłużej. 
- Rozumiem - powiedział w końcu. 
W dworze było wciąż jeszcze ciemno. Reszta świata spała. Ginę ogarnęło dziwne wrażenie 
nierealności. Suczka na jej kolanach wierciła się i popiskiwała przez sen, ale uspokoiła się 
zupełnie, jak tylko Gina zaczęła ją głaskać. 
- To nie dasz się przekonać? 
Głos miał chropawy, a na twarzy wyraz zamyślenia. 
- Nie mogę - odparła posępnie. - To niemożliwe. Wszystko jest już załatwione. W sobotę rano 
zwalniam mieszkanie. Nie miałabym dokąd pójść. 
- Dopóki czegoś nie znajdziesz, mogłabyś się zatrzymać u mnie. 
Brzmienie jego głosu sprawiło, że nagle zakręciło jej się w głowie i poczuła zdradliwą słabość. 
- Nie mogę-powtórzyła z trudem.-Nie mogę zrobić zawodu tym wszystkim ludziom. A 
zresztą powód mojego wyjazdu wciąż istnieje. 
I to była prawda, bo jego nagłe zainteresowanie mogło być zainspirowane wyłącznie 
pożądaniem. 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
227 
- Nie spałem, kiedy schodziłaś na dół - powiedział nagle. 
- Bałam się, że cię obudzę. 
- Nie jesteś ciekawa dlaczego? Nie była w stanie odpowiedzieć. 
- Myślałem o tobie. 
- Przykro mi. - Niedorzeczne, ale co innego mogła wymyślić? 
- Lubię cię, Gino. 
Atmosfera w pokoju zmieniała się kilkakrotnie w ciągu ostatnich minut, teraz była 
nabrzmiała emocjami. 
Gina skupiła całą uwagę na śpiącym piesku i nie przestawała gładzić jedwabistego futerka. 
- Dopiero w nocy zrozumiałem, że wcale nie chcesz wyjeżdżać z Yorkshire. 
Zebrała całą odwagę, podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Zmagała się z 
nieodwzajemnionym uczuciem do tego mężczyzny tak długo, że w końcu postanowiła 
wyjechać i to się nie zmieniło. Prędzej czy później i tak do tego dojdzie, z tą różnicą, że jeżeli 
zrobi to prędzej, zachowa szacunek dla samej siebie. 
- Nie interesują mnie przygody, Harry - powiedziała. 
- Nie mówię o przygodzie. 
- Owszem. Sam powiedziałeś, że nic ponadto nie możesz kobiecie ofiarować. 
- Nie chcę zakładać rodziny, ale to nie znaczy, 

background image

228 HELEN BROOKS 
że jestem kompletnie bez serca. Chciałbym ci ofiarować trochę radości po tamtych trudnych 
przeżyciach. A może nawet coś więcej... 
- Jak szlachetnie. - Nagle ją to wszystko rozzłościło. - Dzięki, ale nie. 
- Nie słuchałaś mnie. 
- Owszem. - Gdyby nie szczeniak na kolanach, wylałaby mu resztę herbaty na głowę. - I 
zrozumiałam bardzo dobrze. Z dobroci serca i współczucia wziąłbyś mnie parę razy do łóżka, 
tak? 
Jego rysy zastygły w maskę uprzejmości. 
- Nie rozumiem, co w ciebie wstąpiło. 
- We mnie? - Naprawdę udało mu się ją zadziwić. - Harry, gdybym chciała seksu, znalazła-
bym go gdziekolwiek. Ale nie jestem aż tak zdesperowana. I zanim zaangażuję ciało, 
najpierw zrobię to z sercem i umysłem. 
- Wiem - odparł. - Ale uważam, że pasujemy do siebie, a i ty chyba lubisz mnie trochę? 
Gina przycisnęła szczeniaka tak mocno, że zaprotestował piśnięciem. Ale zdołała się 
opanować i odpowiedziała z mocą: 
- Dziewięćdziesiąt dziewięć procent kobiet przyjęłoby twoją propozycję, ale nie ja. I bardzo 
proszę, zakończmy już tę rozmowę. 
- Naprawdę chcesz zrujnować sobie życie? Zamieszkać z dala od domu, bliskich i 
wszystkiego, co kochasz? I nie mów mi, że chcesz wyjechać, bo 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
229 
oboje wiemy, że to nieprawda. To ucieczka, zwykła, tchórzliwa ucieczka. 
- A ty? - Jej niebieskie oczy zabłysły. - Czy to czasem nie hipokryzja? Pozwoliłeś, by Anna 
zmieniła cię w kogoś zupełnie innego, kogoś, kim nigdy nie zamierzałeś być. Możesz się 
rozwodzić nad zmienianiem życia i kształtowaniem siebie i kiedy to się odnosi do ciebie, 
może być bardzo wzniosłe, ale w odniesieniu do mnie jest rujnowaniem sobie życia. A mnie 
się wydaje, że to twoje życie zostało zrujnowane. Stałeś się egoistyczny i płytki, niezdolny 
ofiarować nic poza swoim towarzystwem w łóżku. A dla mnie to stanowczo za mało. 
Przerwała, uświadamiając sobie, że powiedziała znacznie więcej, niż zamierzała. Cisza 
zdawała się trwać i trwać, zanim Harry wreszcie przemówił. 
- Więc odmawiasz - powiedział kwaśno. Spojrzała mu w oczy, ale nie mogła z nich nic 
wyczytać, bo jego twarz zmieniła się w maskę. 
- Przepraszam, mogłam się wyrazić mniej dosadnie, ale nie trzeba mnie było prowokować - 
powiedziała spokojnie. 
Takie zakończenie tej znajomości było gorsze, niż cokolwiek innego. 
- Rozumiem, to wszystko moja wina. Nie przypuszczałem, że tak nisko mnie oceniasz. 
Sięgnął po następną grzankę, jak gdyby jej słowa nie miały żadnego znaczenia. 

background image

230 

HELEN BROOKS 
- Sformułowałam tylko to, co usłyszałam od ciebie. 
Zastanowił się nad tym przelotnie i jego twarz pociemniała. Gina spuściła głowę i skupiła 
wzrok na szczeniaku, zadowolona, że włosy opadły jej na twarz, skrywając malujące się na 
niej emocje. 
Harry milczał. Obraziła go, nie mogła już dłużej znieść tego ciężkiego milczenia. 
Już otworzyła usta, ale on wyprzedził ją o sekundę: 
- Trochę niedokładnie. 
Zdawała sobie sprawę, że dokonała znacznego uproszczenia. Ten mężczyzna był dużo 
bardziej skomplikowany. Był enigmatyczny i chłodny, a zarazem zabawny i ciepły. Potrafił 
przygwoździć oponenta kilkoma trafnymi słowami, ale nie wahał się ratować porzuconych 
szczeniąt. 
Zakochała się w nim, kiedy odkryła, że z własnej kieszeni spłacił zaległości za dom, w którym 
mieszkał były pracownik firmy z rodziną. Mężczyzna miał problemy z narkotykami i 
pracował przez jeden dzień na pięć w ciągu kilku miesięcy, zanim Harry go zwolnił. Kiedy 
wyszło na jaw, że ten człowiek zostawił bez środków do życia żonę i trójkę małych dzieci, 
Harry spłacił zaległości, znalazł kobiecie pracę i załatwił przedszkole dla dzieci. 
Przygryzła wargę, usiłując powstrzymać napływające do oczu łzy. 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
231 
- Wiem. Ale musisz zrozumieć, że w podejściu do miłości i bycia razem różnimy się 
ogromnie. Nie umiałabym z kimś sypiać bez zaangażowania. 
Pokiwał głową. 
- Chciałbym go poznać, choćby po to, żeby mu powiedzieć, jakim jest kretynem - powiedział 
tak cicho, że ledwo go usłyszała. 
Gina przełknęła ślinę. 
- To ja jestem idiotką. Wiedziałam, w co się pakuję, ale nie umiałam się powstrzymać. 
Dlatego muszę wyjechać. Nie chcę zmienić się w kogoś, kogo nie będę lubić. 
- Bardzo go kochasz. 
To było stwierdzenie, nie pytanie, i Gina odpowiedziała po prostu: 
- Tak. 
Suczka zaczęła się wiercić niespokojnie na jej kolanach i popiskiwać. 
- Odniosę ją. 
Wstała, a Harry podążył za nią. 
Za oknem pojawiły się już pierwsze oznaki świtu, a ptaki odzywały się coraz śmielej. Zapo-
wiadał się kolejny piękny, wiosenny dzień. 
Gina umieściła małą w kojcu i weszła do kuchni, gdzie już czekał Harry. 
- Moglibyśmy się jeszcze zdrzemnąć. Zapukam do ciebie, jak się obudzę. 
Był tak blisko, że czuła delikatny, limonkowy zapach żelu pod prysznic, prawdopodobnie 
takiego 

background image

232 

HELEN BROOKS 
samego jak ten z łazienki gościnnej, jednak zmieszany z naturalną wonią ciała Harry'ego był 
dużo bardziej aromatyczny, niemal uwodzicielski. 
- Przepraszam, nie chciałem cię zranić - powiedział miękko. 
- Wyjeżdżam, bo chcę przetrwać - odpowiedziała cicho. 
W zamyśleniu pokiwał głową. 
- Zaczynam to rozumieć. Ale gdybyś potrzebowała przyjaciela, dzwoń do mnie o każdej porze 
dnia i nocy. 
Z pewnością nie był to pusty frazes. Wzruszona i bliska łez, nawet nie próbowała się 
odezwać. Zamiast tego pochyliła się szybko i pocałowała go w policzek. 
Usłyszała jego westchnięcie, ale nie drgnął, kiedy prześlizgnęła się pod jego ramieniem, 
otworzyła drzwi swojej sypialni i zamknęła je za sobą. 
Stała, nasłuchując dźwięku z półpiętra, ale panowała tam kompletna cisza, więc po kilku 
minutach położyła się do łóżka. Płacząc bezgłośnie, naciągnęła na siebie kołdrę i zamknęła 
oczy, ale łzy wciąż nie przestawały płynąć. 
Zasnęła szybko, wyczerpana zarówno psychicznie, jak i fizycznie. 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 
Harry, wstrząśnięty do głębi, jeszcze przez jakiś czas stał na półpiętrze, a jego serce powoli 
wracało do normalnego rytmu. To szybkie muśnięcie zaledwie można było nazwać 
pocałunkiem, a Gina, całkiem niewzruszona, zniknęła u siebie, jak gdyby nic się nie stało. 
Jęknął cicho, niepewną dłonią odgarnął włosy z oczu i ruszył do swojego pokoju. Kiedy już 
się tam znalazł, nie położył się, tylko ze ściągniętymi brwiami zaczął długimi krokami 
przemierzać pomieszczenie. 
Co tu właściwie zaszło? Dlaczego złożył jej tę śmieszną propozycję? I co by zrobił, gdyby się 
na nią zgodziła? Nabiła sobie głowę jakimś nieodpowiedzialnym typem i rzucała wszystko, 
bo nie chciała związku bez zobowiązań. 
A on? Zaproponował jej coś bardzo podobnego. Nic dziwnego, że potraktowała go tak 
nieprzychylnie. 
Podszedł do okna i popatrzył na uśpiony ogród, gdzie odzywał się już pierwszy kos, a potem 

background image

234 

HELEN BROOKS 
podniósł wzrok na poznaczone różowymi smugami niebo. Nadchodził świt. Kiedy zerwał z 
Anną, jego mama powiedziała, że dla niej każdy świt jest początkiem reszty życia. Przeszłość 
ze wszystkimi żalami i błędami odchodzi, a teraźniejszość i przyszłość można układać 
zgodnie z własnymi pragnieniami i potrzebami. Wtedy nie chciał przyjąć jej słów i zachował 
się arogancko. A dziś znów powtórzył ten błąd. 
Do tej pory wydawało mu się, że ma życie poukładane zgodnie z własnymi pragnieniami i 
potrzebami. A przynajmniej tak było przed rokiem, gdy wszedł do biura swojego ojca, a 
rudowłosa, niebieskooka dziewczyna obdarzyła go najsłodszym uśmiechem, jaki 
kiedykolwiek widział. Dwanaście miesięcy. Dwanaście miesięcy dręczących myśli i snów, 
randek z kobietami, których nie chciał, ale które przynosiły niejaką ulgę jego ciału. 
Znów zaczął wędrówkę po pokoju. Rzeczywiście z wyrachowaniem wykorzystywał tamte 
kobiety, nie mógł temu zaprzeczyć. Tylko że one chciały z nim być nawet na jego warunkach. 
Ginie nie mógłby narzucić żadnych warunków. To była kobieta na całe życie. Czy dlatego tak 
ciężko mu się pogodzić z perspektywą jej nieobecności w swoim życiu, że była zakochana w 
innym? 
Nie przyszło mu do głowy, że mogłaby być z kimś związana. Zawsze gawędziła z nim tak 
otwarcie, jakby nie miała przed nim żadnych tajem- 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 235 
nic. A przecież przez cały czas gdzieś w tle był inny mężczyzna. Ktoś, z kim rozmawiała, 
śmiała się i sypiała. 
Najwyraźniej był o niego zazdrosny. 
Gina w niczym nie przypominała Anny. Była słodka i zabawna, poważna i zdeterminowana, 
do bólu uczciwa, szczera i prostolinijna. I na pewno nie była manipulantką, a słowo 
„okrucieństwo" nie należało do jej słownika. Poza tym była ogromnie seksowna, tym 
bardziej, że zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy. 
Przeklął siarczyście i zacisnął dłonie w pięści. W tym natłoku buntowniczych myśli nie 
poznawał sam siebie. A przecież najprościej byłoby pozwolić jej odejść, a samemu rozpocząć 
nowe życie. Co z oczu to i z myśli. Do tej chwili ta prosta zasada działała bezbłędnie, ale na 
myśl, że miałby ją teraz zastosować, coś zapiekło go boleśnie w sercu. Jęknął z irytacją. Musi 
wyjść na świeże powietrze i spokojnie pomyśleć. 
Odetchnął głęboko i sprawdził godzinę. Ma jeszcze czas, zanim ją obudzi. Do tego czasu 
powinien dojść do ładu z samym sobą.' 
Ubrał się, nie zawracając sobie głowy prysznicem i cicho zszedł na dół. W ogrodzie 
przystanął. Wciągnął w płuca ostre, pachnące powietrze i podszedł do drewnianej ławeczki 
ustawionej w narożniku kamiennego muru otaczającego posiadłość. Miał stąd doskonały 
widok na uśpiony dom. 

background image

236 

HELEN BROOKS 
Gdzieś blisko odzywał się leśny gołąb, a lekki szelest mówił mu, że maleńka badylarka, którą 
widział już kilkakrotnie, biegającą w górę i dół kamiennej ściany, kręci się w pobliżu. Całe to 
miejsce - dom, ogród i otaczający je teren - mówiły o trwaniu i stałości. Czy dlatego pokochał 
to miejsce od pierwszego wejrzenia? 
Pod wpływem spokoju panującego wokół, jego wzburzone myśli zaczęły się uspokajać. Niebo 
stawało się coraz jaśniejsze i ptaki odzywały się coraz śmielej. Niektóre zaczynały się już 
uganiać za śniadaniem, a wróble zamieszkujące w żywopłocie oddzielającym basen i kort 
tenisowy od reszty ogrodu, prowadziły głośne sprzeczki. 
Było chłodno i jego oddech formował małe, białe obłoczki pary. Ale wciąż tam siedział, z 
umysłem jaśniejszym, niż kiedykolwiek wcześniej. 
Kochał ją. Kochał ją od miesięcy, ale był zbyt uparty, by się do tego przyznać, bo to było 
ostatnie, czego pragnął, czy potrzebował w życiu. A teraz, kiedy w końcu był gotów to 
przyznać, ona była zakochana w innym. 
Dobrą godzinę później wstał i wszedł do domu. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 
Kiedy Gina przebudziła się z wyjątkowo dekadenckiego snu, w którym brała udział ona, 
Harry i duże ilości lodów czekoladowych z bitą śmietaną, na dworze było już zupełnie jasno. 
Przeciągnęła się i uniosła ciężkie powieki, dopiero teraz uświadamiając sobie, że obudziło ją 
delikatne pukanie do drzwi. 
- Nie śpię! - zawołała. 
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Harry z tacą w dłoniach. Zdawał się nie zauważać, że 
pospiesznie naciągnęła na siebie kołdrę. 
- Nie wiedziałem, co pijesz, więc przyniosłem i kawę, i herbatę. 
- Cokolwiek. Nie trzeba się było kłopotać - bąknęła. 
- Żaden kłopot. 
Postawił tacę na stoliku przy łóżku. 
- Kiedy będziesz gotowa, zejdź na dół. Nie ma pośpiechu. 
Patrzyła na niego zaskoczona. Coś się zmieniło. Wciąż szczelnie owinięta kołdrą, wysupłała 
jedną rękę i przygładziła włosy. 

background image

238 

HELEN BROOKS 
- Która godzina? 
- Jedenasta - odpowiedział ze spokojem. 
- Jedenasta! - Chciała się zerwać, ale uniemożliwił jej to kokon z kołdry.-Niemożliwe! A 
praca? 
- Ty już nie pracujesz. 
- A ty? 
- Wziąłem sobie wolne. 
- Odkąd cię znam, nie opuściłeś ani jednego dnia. 
- Najwyższy czas. 
- A ojciec? I Susan? 
- Poradzą sobie. 
No cóż, zapewne. Wpatrywała się w niego, niechętnie przyjmując do wiadomości, że niemal 
połowa dnia już minęła. Odpowiedział jej spojrzeniem ciemnych, nieprzeniknionych oczu. 
Miała nadzieję, że jej nocne płakanie nie pozostawiło zbyt oczywistych śladów. 
- Jak tam szczeniaki? - zapytała, próbując się pozbierać. - Chyba jeszcze ich nie odwiozłeś? 
- Wszystko z nimi w porządku - odparł uspokajająco. - Przed godziną wypuściłem je na pół 
godziny na trawnik. Kompletnie oszalały ze szczęścia. 
- Powinieneś był obudzić mnie wcześniej - powiedziała. - Pomogłabym. 
- Musiałaś się w końcu wyspać. 
Wbrew jej nadziejom, nie zamierzał zostawić jej samej. 
- Dzwoniłeś już do schroniska? 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
239 
- Nie. 
Czekała, żeby coś powiedział, a kiedy tego nie zrobił, zaczęła się czuć coraz bardziej 
skrępowana. On był wykąpany, ogolony i ubrany, ale ona... 
Jego rozpięta przy szyi koszula ukazywała czarne włosy na piersi, a dżinsy były zgrabnie 
dopasowane na biodrach. Emanował męskością nawet mocniej niż zazwyczaj i Gina czuła się 
zawstydzona. Zdążyło zaschnąć jej w ustach, a serce galopowało jak szalone, zanim w końcu 
zdecydowała się wziąć byka za rogi. 
- Zobaczymy się na dole, dobrze? - powiedziała znacząco. 
- Twoje oczy mają kolor dzikich fiołków, które rosną przy kamiennym murze w ogrodzie - 
powiedział miękko. - Są śliczne, dużo ładniejsze od hodowlanych. 
Nagłe wzruszenie nie pozwoliło jej mówić. 
- Dziękuję - wykrztusiła po chwili. 
- Cała przyjemność po mojej stronie. Wcale się nie spieszył, żeby wyjść. 
- Zejdę za chwilę i od razu pojedziemy - zaproponowała. - Każde z nas ma dzisiaj co robić. 
Rzucił jej przeciągłe spojrzenie. 
- Zrobiłem tartę z bekonem i pieczone ziemniaki na lunch. Chyba nie sądziłaś, że wyślę cię do 
domu na głodno? 
- Myślałam, że chciałeś jak najszybciej załatwić sprawę ze szczeniakami.. 

background image

240 

HELEN BROOKS 
- Mówiłem już, nie ma pośpiechu. Pomyślała o Janice, sąsiadce z piętra niżej. 
Obiecała jej wspólne, pożegnalne śniadanie, ale 
wszystkim zapomniała. Nienawidziła w ten sposób sprawiać ludziom zawód. Niestety, 
kiedy była w towarzystwie Harry'ego, reszta świata przestawała się liczyć. 
- Zostawię cię teraz - powiedział gładko. - Jedzenie będzie gotowe za kwadrans. 
Kiedy zamknął za sobą drzwi, Gina leżała jeszcze przez chwilę, a potem wyskoczyła z łóżka 
i zamknęła się w łazience. 
Umyła i wysuszyła włosy, a następnie związała je w koński ogon. Zrobiła makijaż. 
Uzbrojona w świadomość, że jest czysta i świeża, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi 
sypialni. 
Czekał ich ostatni wspólny posiłek. Zeszła do holu i zatrzymała się na moment. Wpadające 
przez duże okna słońce zachwycająco oświetlało stare płytki podłogowe. W ogóle domek był 
niezwykle urokliwy. Mogła go sobie wyobrazić w pełni lata, w orgii róż, kapryfolium i 
jaśminu. Fioletowe zmierzchy, zapach palonych liści w ciepłym powietrzu, granatowy 
aksamit nocnego nieba upstrzony gwiazdami i wszechogarniająca cisza. Czy Harry siadywał 
w takie wieczory na werandzie ze szklaneczką wina, posępny, zamyślony i samotny? 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
241 
To wyobrażenie wstrząsnęło nią do głębi, więc szybko przywołała obraz ponętnej blondynki 
osładzającej jego samotność. 
Jej uwagę zwrócił lekki ruch w drugim końcu holu. Odwróciła głowę i zobaczyła Harry'ego. 
- Może zjemy w pokoju śniadaniowym? Będzie wygodniej niż w kuchni. 
Kiwnęła głową i uśmiechnęła się blado. 
- Mogę jakoś pomóc? 
- Weź sałatkę, a ja zajmę się resztą. 
Pokój śniadaniowy miał drewniane okiennice i dzielone szybki w ołowianych ramkach. 
Pośrodku stał stary, sękaty stół otoczony krzesłami. Resztę, umeblowania stanowił równie 
stary kredens, zastawiony naczyniami stołowymi w niebiesko--czerwony wzorek. Całości 
dopełniała misa z kwitnącymi hiacyntami we wnęce okiennej, przepełniającymi powietrze 
słodkim aromatem. 
Zajrzeli do śpiących jak susły szczeniaków, a potem Gina usadowiła się wygodnie. 
- Wino białe czy czerwone? A może woda albo sok? 
- Proszę wodę. 
Patrzyła, jak nalewał wodę dla nich obojga. Potem nałożył jej porcję tarty z pieczonym ziem-
niakiem i sałatką. 
Było tu bardzo przytulnie, zbyt przytulnie, a oni siedzieli zbyt blisko siebie. Gina zerknęła na 
swój talerz. 

background image

242 

HELEN BROOKS 
- Pachnie i wygląda fantastycznie. 
- Dziękuję. 
- Sam zrobiłeś tę tartę? - spytała. Leniwie pokiwał głową i upił łyk wody. 
- Mówiłem, że lubię gotować. Są tacy, którzy oddaliby wszystko za talerz mojego barszczu. 
- Niestety nie wiem, co to jest. 
- Nie? - Uśmiechnął się do niej ciepło. - No cóż, gotuję go na wędzonym boczku, z czerwoną 
papryką i selerem, żeby miał smak słodko-kwaśny. Potem wkładam kapustę, ziemniaki, 
pomidory, cebulę i gotuję przez czterdzieści minut. Dodaję buraki, cukier, ocet winny i 
gotuję jeszcze trochę. Przed podaniem dokładam świeże zioła i śmietanę. 
Przez cały czas patrzył jej w oczy i Gina nigdy nie przypuszczała, że rozmowa o kulinariach 
może mieć tak erotyczny charakter. 
- To doskonała potrawa na chłodne zimowe wieczory do zajadania przed kominkiem. 
Powinnaś spróbować. 
Już sama wizja wspólnego spędzania długich, zimowych wieczorów przed kominkiem była 
wystarczająco nęcąca. 
- W Londynie nie będę miała kominka. 
- Co za szkoda. Moim zdaniem bardzo pasujesz do tego barszczu przy kominku. 
Postanowiła podjąć grę i utrzymać swobodny ton. 
- Będę się musiała zadowolić kawiorem i ja 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
243 
kimś modnym klubem nocnym - odparła lekko. - Jak przystało na dziewczynę z miasta. 
Popatrzył na nią przez stół, ale nie umiała nic wyczytać z jego szarych, nieprzeniknionych 
oczu. 
- Jakoś sobie tego nie wyobrażam - powiedział w końcu. - Przykro mi, 
- Uważasz, że faceci nie będą się ustawiać w kolejce, żeby mi postawić szampana? 
- Tego nie powiedziałem. 
Atmosfera w pokoju nagle zgęstniała. Harry pochylił się do niej. 
- Będą tacy, Gino, będzie ich całe mnóstwo. Ale nie sądzę, żebyś ich polubiła. 
Nie była w stanie uciec wzrokiem i jego słowa zawisły między nimi jak pytanie bez 
odpowiedzi. Odwróciła wzrok i wzięła do ręki widelec. 
- Jakoś to będzie - powiedziała z nadzieją, że on nie zauważy drżenia w jej głosie. 
Milczał przez chwilę, jakby starannie ważył swoje następne słowa. 
- Chciałbym cię prosić o pomoc - powiedział w końcu. 
- Przy szczeniętach? Powiedziałam przecież, że z tobą pojadę. 
- Niezupełnie. Zamierzam je zatrzymać. 
- Co takiego? - Chyba się przesłyszała. 
- Chcę zatrzymać szczeniaki - powtórzył cierpliwie. - Ustaliłem wszystko z panią Rothman. 
Będzie pracowała od poniedziałku do piątku, od 

background image

244 

HELEN BROOKS 
dziesiątej do czwartej, żeby się nimi zająć, kiedy będę w pracy. 
- I zgodziła się? 
- Pod warunkiem że pod nieobecność męża będzie mogła przywozić swoje psy. 
- Ale... 
- Co? 
- Chyba wiesz, że wzięcie zwierzaka to wielka odpowiedzialność. A ty nie znosisz zobowiązań, 
a poza tym zamierzałeś wyjechać... Nie możesz najpierw ich wziąć, a za rok czy dwa oddać do 
schroniska. A zresztą cała czwórka... 
Harry usadowił się wygodnie i obserwował ją ponad brzegiem swojej szklanki. 
- A o mnie nie pomyślałaś?- spytał łagodnie. 
- Nie mam zamiaru ich porzucać, ani za rok, ani za dwa. Już raz je porzucono, pamiętasz? To 
wystarczy. Chcę je zatrzymać na zawsze. 
Gina spróbowała jeszcze raz. 
- Harry, podróżowanie czy przeprowadzka do innego kraju w towarzystwie czterech psów... 
- Wiem. 
Zignorowała ostrzejszą nutę w jego głosie. 
- Nie sądzę. 
- Już powziąłem decyzję. Chcę tu zostać. Najwyraźniej nie znasz mnie tak dobrze, jak ci się 
wydawało - odpowiedział z wyraźną satysfakcją. 
- Nie tylko kobiety mogą zmieniać zdanie. Lubię to miejsce. 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
245 
- Ale mówiłeś... 
- Wybacz, czy to czasem nie ty powiedziałaś, że ten dom jest piękny, ale pusty? 
Spotkali się wzrokiem. Touche, pomyślała z mieszaniną irytacji i zadowolenia. 
- Niekoniecznie myślałam o zapełnieniu go psami. 
- Ja też nie-przyznał. - Ale skoro tak wyszło... Mam tu spory teren, a psy najlepiej odstraszają 
złodziei. Zresztą po tym co przeszły, wolałbym ich nie rozdzielać. Dam pani Rothman solidną 
podwyżkę i jestem pewien, że je doskonale wychowa. 
Zagryzła wargę. To było śmieszne. 
- Zatrzymaj jednego, góra dwa, skoro musisz -powiedziała, nie mogąc pojąć tej nagłej 
odmiany. - Ale nie wszystkie. 
- Dlaczego? 
Nie mogła odpowiedzieć, że nie wierzy w jego decyzję osiedlenia się na stałe. 
- Cztery to poczwórne zamieszanie. 
- I poczwórna radość. 
- Poczwórne piski i wycia? 
- Poczwórna dawka psiej miłości i oddania. Z uniesioną kpiąco brwią czekał, żeby jeszcze coś 
dodała, ale Gina pogodziła się już z porażką. Rzeczywiście, psiaki miałyby tutaj rajskie życie, 
ale... 
- Psy nie powinny być cały dzień same. 
- Chyba już wyjaśniłem, że nie będą - powiedział z bezdenną cierpliwością. - Weekendy 

background image

246 

HELEN BROOKS 
spędzam w domu, w niektóre dni będę mógł pracować przez Internet, w inne zastąpi mnie 
pani Rothman. Myślałem, że mnie pochwalisz za wykazanie się odpowiedzialnością, 
zwłaszcza po wczorajszych przytykach. 
- To nie tak. - Odwróciła wzrok, w głębi duszy wiedząc, że ma rację. 
- Nie? No to nie chciałbym się znaleźć pod obstrzałem, gdybyś naprawdę zamierzała mi do-
kuczyć. 
- Zrobisz jak zechcesz - odpowiedziała spokojnie. - To nie ma nic wspólnego ze mną. 
- Pewno nie - odparł w tym samym tonie. - W każdym razie umówiłem się na dzisiaj z wete-
rynarzem. Maje obejrzeć i zaszczepić, jeżeli nie są za młode. Chciałem cię prosić, żebyś z 
nami pojechała, a potem pomogła mi wybrać jedzenie, legowiska, obroże, smycze i inne 
potrzebne rzeczy. 
Gina była na krawędzi histerii. Zamierzała spędzić ten dzień porządkując mieszkanie, które 
nowi właściciele mieli przejąć już w sobotę. Specjalnie skończyła pracę w środę, żeby mieć 
dwa spokojne dni na wszystkie przygotowania. Ten czas już się znacząco skrócił, a teraz ta 
prośba... Cała ta sytuacja zaczynała jej się wydawać surrealistyczna. 
Harry obserwował ją przez chwilę. 
- Zjedz spokojnie - powiedział. - Po lunchu odwiozę cię do domu. Nie powinienem był o to 
prosić. 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
247 
Istotnie, nie powinien był. A ona nie powinna była poświęcać jego prośbie nawet sekundy. 
Co z tego? 
- Na pewno chcesz je zatrzymać? - zapytała raz jeszcze. - Masz świadomość, w co się paku-
jesz? To zobowiązanie na kilkanaście lat, może dłużej. Aż tak się zmieniłeś od wczoraj? 
Popatrzył na nią przeciągle i sięgnął po jej dłoń. 
- Rozumiem twój sceptycyzm - powiedział miękko - ale jest tak, jak mówię. Już dawno 
zacząłem myśleć o spokojniejszym życiu, a nasza wczorajsza rozmowa i znalezienie 
szczeniąt... 
- Wzruszył ramionami. - To tylko przyspieszyło podjęcie decyzji. Dotrzymają mi towarzystwa 
jak wyjedziesz. 
- I może jeszcze przejmiesz firmę po ojcu? Byłby zachwycony. 
- Hola, hola. - Uśmiechnął się i puścił jej rękę. 
- Tego nie powiedziałem. Nie widzę siebie w tej roli. Zamierzam tak zorganizować sobie 
pracę, żeby nie musieć w niej przebywać stale. 
Tłumiąc ból, powoli pokiwała głową. 
- Szczęściarz z ciebie - rzuciła nonszalancko. 
- To brzmi jak scenariusz doskonały. 
- Też tak myślę - zgodził się pogodnie i przez chwilę pożywiał się w milczeniu. - To jak 
oceniasz moje gotowanie? - zapytał. 
- Osiem, może dziewięć na dziesięć? - zaproponowała, dostosowując się do jego lekkiego 
tonu. 

background image

248 

HELEN BROOKS 
- Dlaczego nie dziesięć na dziesięć? Widzę, że niełatwo ci zaimponować. 
- Owszem - przytaknęła i niespodziewanie dla siebie, dodała. - Pomogę ci popołudniu, ale 
robię to tylko dla nich. 
Spodziewała się uśmiechu, słów podziękowania, może jakiejś kpiącej uwagi, ale on tylko 
przebiegł wzrokiem po jej twarzy i powiedział bez uśmiechu. 
- Dziękuję. Jesteś wyjątkową osobą. Wzruszenie dławiło ją za gardło, nie pozwalając 
mówić, a za nic nie chciała się rozpłakać. Zdobyła się tylko na szeroki uśmiech i gorliwie 
pochyliła się nad talerzem, chociaż zupełnie nie czuła smaku tego, co je. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 
Kilka godzin później wychodzili z domu, niosąc szczeniaki w dużym transporterze, który 
pożyczyła im pani Rothman. Wtulone w jeden ze swetrów Harry'ego, rozłożony na grubej 
warstwie gazet, wyglądały na całkiem zadowolone. Najwyraźniej nie zachowały złych 
wspomnień z wariackiej podróży samochodem poprzedniego dnia. 
Po badaniu okazało się, że są zdrowe i w dobrej kondycji, a cykl szczepień miał się rozpocząć 
za dwa tygodnie. 
Wrócili do domu, obarczeni solidnym zapasem puszek z karmą, czterema legowiskami, 
stertą gumowych zabawek i nagle pomieszczenie gospodarcze zaczęło przypominać sklep z 
produktami dla zwierząt. Gina oceniła krytycznym okiem stopień zabałaganienia, 
nieświadoma, że jej myśli odbijają się tak wyraźnie na jej twarzy. 
- Nie, nie wziąłem sobie za dużo na głowę - rzucił sucho Harry, odczytując je bezbłędnie. 
- Przecież nic nie mówiłam. 
- Nie musiałaś. 

background image

250 HELEN BROOKS 
- Naprawdę potrafię się nimi zająć. Zbuduję im kojec w ogrodzie, tak jak zaproponował 
lekarz i od razu zacznę je uczyć. - Wskazał na polecaną w klinice, a kupioną po drodze do 
domu książkę „Twój pies od szczeniaka do starości". - Zamierzam to dziś przeczytać. 
Jego entuzjazm zmiękczył jej serce, ale wciąż jeszcze uważała, że powinna zachować chłodny 
dystans. Poważnie skinęła głową. 
- Bardzo słusznie. I mam nadzieję, że pani Rothman dostanie naprawdę solidną podwyżkę. 
Uśmiechnął się szeroko. 
- Naprawdę solidną. A teraz musimy im nadać imiona. Masz jakiś pomysł? 
- Nazwać je? My? 
- Ratowaliśmy je razem i chciałbym, żebyś to ty wybrała imiona. 
- Nie mogę - odpowiedziała z bólem. - To twoje psy, Harry. 
- I dlatego chcę, żebyś ty je nazwała. Ja już zdążyłem je ponumerować, a przecież nie o to 
chodzi. Nie martw się, nie przywiozę ci ich do Londynu - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - 
Nadaj im tylko imiona. 
Uśmiechnęła się uprzejmie. Tak lekko mówił teraz o jej wyjeździe... no cóż, mogła przecież 
przyjąć ten sam ton. 
- Mamy wiosnę - powiedziała z namysłem. - Może więc imiona kwiatowe? Stokrotka dla 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 251 
najmniejszej, Róża dla największej, Malwa i Margerytka dla środkowych. 
Patrzył na nią z przerażeniem. 
- I uważasz, że będę je tak wołał? Poza tym Róża to imię najlepszej przyjaciółki mojej mamy. 
- No to sam coś wymyśl. 
- Dobra. - Oparł się o ścianę i wpatrzył w przestrzeń niewidzącym wzrokiem. - To na nic - 
powiedział po chwili. - Przy tobie nie mogę się skupić. Lepiej odwiozę cię teraz do domu, 
jeżeli jesteś gotowa. 
Jakoś udało jej się wykrzesać słaby uśmiech. 
Pożegnała zmęczone wyprawą szczeniaki, a potem przyniosła torbę i żakiet. Harry, 
pogwizdując cicho, otworzył dla niej drzwi pasażera. 
To był jeden z tych jasnych, wiosennych wieczorów, ozłoconych blaskiem zachodu. Ptaki 
jeszcze śpiewały, ale długie cienie już powoli kładły się na trawie. Gina ukradkiem zerkała na 
Har-ry'ego. Całkiem zawaliła dzisiejsze plany, ale to było nieważne. Widzieli się ostatni raz w 
życiu, a on gwizdał. Naprawdę gwizdał. 
W czasie jazdy odzywał się niewiele i była mu za to wdzięczna. Niełatwo byłoby jej prowadzić 
w tym stanie ducha uprzejmą rozmowę. 
Kiedy zatrzymał się przed budynkiem, w którym znajdowało się jej mieszkanie, wysiadła 
szybko i podeszła do okna po stronie kierowcy. 

background image

252 

HELEN BROOKS 
- Proszę, nie wysiadaj - powiedziała, kiedy otworzył drzwi. - Powinieneś wracać do piesków. 
- To tylko chwila. - Podszedł do bagażnika i wyjął system satelitarny, który dostała w 
prezencie. - Będziesz tego potrzebować? 
Uśmiechnęła się z przymusem i wzięła od niego pudełko. 
- Zdecydowanie. No to do widzenia. Jego oczy zalśniły w półmroku. 
- Wciąż czekam na twój nowy adres. 
- Zadzwonię jutro. Mam numer twojej komórki. 
- Bardzo ci dziękuję za pomoc - powiedział miękko. 
- Miło mi. - Bardzo chciała, żeby odszedł, zanim kompletnie się rozklei, co z każdą chwilą 
stawało się coraz bardziej prawdopodobne. 
Ale on nie ruszał się z miejsca. 
- Dam ci znać, jak się czują szczeniaki. 
- Dziękuję. 
- Musisz je odwiedzić, kiedy przyjedziesz do rodziców. 
- Tak. 
- Do tego czasu Czwóreczka będzie już miała imię. 
Tylko kiwnęła głową. 
Nie umiałaby powiedzieć, czy zauważył jej brak entuzjazmu, ale przez długą chwilę wpatry-
wał się w jej nieruchomą, napiętą twarz. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 253 
- No to idę. Już i tak za długo cię przetrzymałem. 
Pozwoliłaby mu się przetrzymać do końca życia, gdyby tylko miało to dla niego jakiekolwiek 
znaczenie. Wiedziała, że powinna rzucić jakąś lekką uwagę, świadczącą o tym, że rozstają się 
w przyjaźni, ale nie znajdowała odpowiednich słów. To pożegnanie stawało się nie do 
zniesienia bolesne, więc w gwałtownym porywie odwróciła się, żeby odejść; akurat w chwili, 
kiedy on pochylił się, żeby ją pocałować. 
Zamarła. Miał gorące wargi i to nie było krótkie muśnięcie, tylko namiętny pocałunek. Nie 
mogła już uciec, ale walczyła desperacko, by się nie zdradzić. Harry był przekonany, że ona 
kocha innego, ale gdyby go pocałowała tak, jak tego z całego serca pragnęła, zrozumiałby 
natychmiast... 
Ściskając z całych sił pudełko z prezentem, starała się być pasywna, ale to nie było dobre 
rozwiązanie. Harry ją całował, aż jej wargi zaczęły się powoli rozchylać i nagle zapragnęła 
kierować się sercem, a nie rozumem. Za trzydzieści sześć godzin wyjedzie na zawsze i to 
wspomnienie będzie jej musiało wystarczyć do końca życia. Czy w takich okolicznościach 
można było jeszcze myśleć o godności i szacunku dla siebie? 
Wyłącznie dlatego, że wciąż piastowała w objęciach pudło z prezentem, nie przylgnęła do 
Harry'ego namiętnie. Po chwili wyprostował się i cofnął ,o krok. 

background image

254 

HELEN BROOKS 
- Przepraszam - powiedział z bladym uśmiechem. 
Rozdygotana, z bijącym mocno sercem nie dorównywała mu opanowaniem. Mogła tylko 
mieć nadzieję, że jej wewnętrzne drżenie nie jest widoczne na zewnątrz. Opuściła głowę, 
żeby ukryć rumieńce. 
- Muszę już iść - wymamrotała. 
- Wiem. - Minęła chwila, potem następna. - Żegnaj, Gino. 
- Żegnaj. 
Tym razem odwróciła się i ruszyła w kierunku domu. Tylko ogromnym wysiłkiem woli 
zdołała mu pomachać z progu. Zobaczyła jego ramię, uniesione w geście pozdrowienia, a 
potem z bijącym sercem wpadła do holu i zatrzasnęła za sobą drzwi. 
Jak długo tam stała? Dopóki nie usłyszała odjeżdżającego samochodu, rozdzierana 
przejmującym żalem i lękiem, że już go nigdy nie zobaczy. Odjechał. Nic, co przeżyła dotąd, 
nie przygotowało jej na to poczucie wszechogarniającej pustki i samotności. 
W głowie jej huczało i czuła się fatalnie. Otworzyła drzwi, ostrożnie postawiła pudło z 
nawigacją w holu i weszła do salonu. Wszystko wyglądało tak, jak zostawiła poprzedniego 
dnia rano. Kilka kartonów na wpół wypełnionych różnymi rzeczami, sterta oczekująca na 
prasowanie. Młode mał- 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
255 
żeństwo, które miało przejąć mieszkanie, zdecydowało się również na meble, z czego była 
bardzo zadowolona, bo londyńskie mieszkanie było już umeblowane. 
Podeszła do dużego okna. Tępo popatrzyła na rzekę i rozciągające się za nią pola. Ten widok 
zrobił na niej ogromne wrażenie, kiedy po raz pierwszy zobaczyła mieszkanie. Tego wieczoru 
miała jednak wrażenie, że już nigdy nie spotka jej nic miłego, dobrego, pogodnego. 
Jakby na przekór temu przekonaniu niebo zabarwiło się przepięknie blaskiem zachodu. 
Szkarłat i złoto zmieniły wieczorne cienie w fioletowo-różowe, tworząc zapierający dech w 
piersiach spektakl. Ale myśli Giny zdominował Harry. Wyobrażała sobie, jak wraca do 
domu, idzie zobaczyć, jak się mają szczenięta, które witają go radosnym popiskiwaniem. 
Teraz, kiedy już zobaczyła, jak on żyje, było jeszcze gorzej - nie była w stanie przestać o nim 
myśleć. Jak miała dalej żyć z tym poczuciem potwornej pustki? I dlaczego nie mogła płakać? 
Myślała, że utonie w potokach łez, ale nie popłynęły. 
W końcu barwy zachodu zdominował mrok i rosnący księżyc zawisł na atramentowo 
czarnym, upstrzonym gwiazdami niebie. 
Od tkwienia w niezmienionej pozycji zdrętwiały jej nogi, więc przeszła do kuchni, zrobiła 
sobie 

background image

256 

HELEN BROOKS 
kawę i sprawdziła automatyczną sekretarkę. Dwie płaczliwe wiadomości od matki z 
przypomnieniem o obiecanej wspólnej kolacji i jeszcze dwie od koleżanek, z pytaniem gdzie 
się podziewała rano. 
Po długiej, gorącej kąpieli i połknięciu dwóch aspiryn na ból głowy, przebrana w piżamę, 
siedziała przed telewizorem i popijała kawę. Poprzestała na zjedzeniu dwóch czekoladowych 
herbatników, zaskoczona, że nie miała, jak zazwyczaj, ochoty pochłonąć całej paczki. 
O jedenastej zadzwonił telefon, ale nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Potencjalny 
rozmówca nagrał się na sekretarkę i Gina ze zdumieniem usłyszała spokojny głos Harry'ego: 
- Pewno już śpisz, ale chciałem ci tylko powiedzieć, że zastanawiałem się nad imieniem dla 
ostatniego szczeniaka i wymyśliłem Cynia. Co 
tym sądzisz? W książce ogrodniczej przeczytałem, że należy do rodziny złożonych i ma 
bardzo dekoracyjne, barwne kwiaty, ciemnoczerwone 
i złociste, jak twoje włosy. Myślę, że będzie dobre. 
Tu nastąpiła przerwa i Gina odkryła, że nie oddycha. 
- W tej książce piszą jeszcze, że cynia oznacza w języku kwiatów „myśl o nieobecnych 
przyjaciołach" - dokończył miękko. - Dobranoc, Gino. Śpij dobrze. 
Spać? Kiedy czuła się tak bardzo wyczerpana 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
257 
fizycznie i emocjonalnie? I jeszcze w dodatku ta „myśl o nieobecnych przyjaciołach"! 
Zerwała się i zaczęła przemierzać pokój. Co on sobie wyobraża? Trzyma wszystkich na 
dystans, wręcz odpycha, nie przejmuje się złamanymi sercami, które zostawia za sobą. 
No nie, to nie było tak. Zatrzymała się na moment i zaraz podjęła wędrówkę. Spotykał się z 
kobietami, które akceptowały reguły gry. To nie jego wina, że ona zakochała się w nim tak 
beznadziejnie. I jedno było pewne. Gdyby wiedział, co do niego czuje, uciekłby jak najdalej. 
Zaprosił ją do siebie, bo sądził, że ona traktuje go jak przyjaciela. 
Po kilku minutach odzyskała panowanie nad sobą i ponownie odsłuchała wiadomość. Tym 
razem w miejscu początkowej złości pojawiło się rozczulenie i łzy. Płakała długo, a kiedy się 
trochę uspokoiła, zrobiła sobie kolejną kawę. Wpatrywała się w nią przez chwilę, a potem 
wylała do zlewu. 
Kakao i grzanka pomogły jej się pozbierać. Posprzątała i umyła naczynia, a pakowanie od-
łożyła na następny dzień. 
Na myśl o wyjeździe znów poczuła łzy pod powiekami. Pocieszyła się, że jej wygnanie nie 
będzie trwało długo. Rok lub dwa zapewne wystarczą, by pogodzić się z nieosiągalnością 
Harry'ego. Gdyby została, trwałoby to znacznie dłużej, a mogłoby się nawet nie udać. 

background image

258 

HELEN BROOKS 
Któregoś dnia wróci do domu. Już nie do tego mieszkania i nie do Breedon & Son, może 
nawet nie do miasteczka, w którym wyrosła. Ale gdzieś blisko. Nie była miejską dziewczyną i 
nigdy nie będzie. Miała wieś we krwi. Puste wrzosowiska, nad którymi pokrzykiwały kuliki, 
porośnięte lasami doliny, gdzie strumienie opływały wieczne głazy i skały... To było jej 
miejsce. Urodziła się, by żyć wśród rozległych przestrzeni i wdychać powietrze przesycone 
zapachem rozgrzanej słońcem trawy i wiatrem tak lodowatym, że zatykał dech w piersiach. 
Nie mogłaby być prawdziwie szczęśliwa w miejskich murach. 
Przygotowała się do snu i przez dłuższą chwilę leżała w ciemnościach z ramionami pod 
głową. Wybrała właściwe rozwiązanie. Tak właśnie należało postąpić. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 
Harry siedział w rozłożystym, niskim fotelu, wpatrzony w żar kominka. Ogień palił się 
wolno, rzucając migotliwe cienie na pokój, a szczeniaki już dawno spały, wszystkie stłoczone 
na jednym posłaniu. Uśmiechnął się, przywołując w pamięci pulchne kłębowisko łapek, 
brzuszków i ogonków, ale po chwili jego twarz znów przybrała wyraz zamyślenia, który nie 
opuszczał jej przez ostanie godziny. 
Kim był mężczyzna, który omotał Ginę? Nikt z pracy, bo zauważyłby coś. Zresztą nie 
obeszłoby się bez plotek. A więc musiała go spotkać gdzie indziej. Sąsiad? Ktoś, z kim 
dorastała? Od jak dawna się z nim spotykała? 
Wyciągnął długie nogi, sprawdził godzinę i sięgnął po szklaneczkę brandy. 
Wiedział, że z nim nie mieszkała. Czy decyzja należała do niej? Raczej do niego, skoro nie 
chciał się wiązać na stałe. Tym razem Gina podała mu tylko nagie fakty, nie zagłębiając się w 
szczegóły i niuanse, co było zupełnie do niej niepodobne. 

background image

260 

HELEN BROOKS 
Westchną! i potarł czoło dłońmi. Myślał, że ją zna, ale najwyraźniej nie mógł się bardziej 
pomylić. Zarzuciła mu, że nie lubi kobiet. Istotnie, bywał wobec nich cyniczny. Ale prawda 
była taka, że przez ostatnie dziesięć lat rządził nim strach. Lękał się, że przyznanie się do 
miłości znów narazi go na ból - przechodziły go ciarki. 
Płomienie strzelały w kominku, a rozżarzone węgielki rozsypywały się w snopach iskier. 
Harry zadygotał, pomimo że w pokoju było bardzo ciepło. 
Ta sytuacja trwała przez całe lata, a teraz przyszło mu za to zapłacić. Nie zdawał sobie 
sprawy, jakim się stał człowiekiem, dopóki mu tego nie wytknęła. I tak dżinn wydostał się z 
butelki i nie było sposobu, żeby go tam wepchnąć z powrotem. Nie miał innego wyjścia, jak 
stanąć twarzą w twarz z uczuciem, które narodziło się i dojrzało w ciągu ostatniego roku. 
Pokusa, by poużalać się nad sobą, była silna i przez chwilę pozwolił sobie na ten komfort. 
Potem podniósł głowę, dopił brandy i wstał z fotela. No cóż, skoro w kwestii Giny zawalił 
sprawę, będzie musiał sobie z tym poradzić i żyć dalej. Czuł, że ona go lubi, i wierzył, że jest 
między nimi coś specjalnego. Gdyby jej serce było wolne, kto wie, co mogłoby z tego 
wyniknąć. Ale powiedziała mu o tamtym mężczyźnie i wyraźnie dała do zrozumienia, że od 
niego oczekuje wyłącznie 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
261 
przyjaźni. Trudno byłoby mu kwestionować jej stanowisko. A nawet w przyjaźni to ona miała 
prawo ruchu. Prosił ją o podanie nowego adresu więcej niż raz, a jednak nie zrobiła tego. 
Jeżeli zechce, poda, a jeżeli nie... 
Ustawił przed kominkiem siatkę ochronną i jeszcze przez chwilę niewidzącym wzrokiem 
wpatrywał się w płomienie. Anna nie raz zrobiła z niego idiotę. Złapała go w pułapkę 
małżeństwa, wielokrotnie okłamywała i wyśmiewała w gronie swoich przyjaciół. 
Najbardziej bolało upokorzenie. Było mu wstyd, że dał się tak ogłupić i ludzie śmiali się z 
niego za jego plecami. Nie umiał sobie z tym poradzić inaczej jak tylko ucieczką. Czuł się 
pogubiony, zawstydzony, przerażony - wszystkie odczucia niegodne mężczyzny. I chociaż z 
czasem pozornie poradził sobie z tamtymi przeżyciami, wystarczyło, by zamknął oczy, a 
wszystko natychmiast powracało. 
Zajrzał do śpiących szczeniaków. Postanowił je zatrzymać tylko dlatego, by pokazać Ginie, że 
jest gotów wziąć na siebie odpowiedzialność. Ale może próbował załatwić sprawę zbyt tanim 
kosztem? 
Nie. Odpowiedź ulżyła mu i uświadomił sobie, że to pytanie dręczyło go przez cały dzień. 
Zrozumiał, że przygarnięcie piesków było początkiem nowego etapu w jego życiu, niezależnie 
od obecności czy też nieobecności w nim Giny. Był już 

background image

262 

HELEN BROOKS 
zmęczony brakiem uczucia w swoim życiu. Owszem, oznaczało to egzystencję wolną od bólu 
i rozterek moralnych, ale na dłuższą metę zostawiało niemiły smak w ustach. 
Miał dosyć powrotów do pustego domu i swojej niezależności. Wszystko zaczęło się po 
zawale ojca, kiedy po raz pierwszy zrozumiał, że rodzice są śmiertelni i któregoś dnia po 
prostu ich zabraknie. Nie mógł zostać w Stanach, kiedy ojciec tak bardzo go tu potrzebował. 
Wrócił więc i poznał Ginę, a to, co go na początku przerażało, z czasem zaczęło 
satysfakcjonować. Zmieniał się powoli i niezauważalnie dla siebie samego i chociaż 
uświadomienie sobie tego było ogromnym szokiem, na pewno nie była to zmiana nagła. 
Uczucie do Giny też nie przyszło nagle. Było to spokojne i powolne. A teraz, za niecałe 
dwadzieścia cztery godziny, Gina zniknie z jego życia, a on nie ma najmniejszego pojęcia, jak 
mógłby temu zapobiec. 
Kiedy Gina obudziła się z męczącego, niespokojnego snu w sobotę rano, wielka, czarna 
chmura, która wisiała nad nią przez cały poprzedni dzień, wciąż tam była. Cały piątek 
spędziła na czyszczeniu, szorowaniu i szykowaniu, z krótką przerwą na rozmowę 
telefoniczną z koleżankami i lunch. Śniadanie zjadła w towarzystwie Janice, wypełniając 
zobowiązanie z poprzedniego dnia, a kola- 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
263 
cję z rodzicami, tak jak to zostało wcześniej ustalone. Przez cały czas udawała pogodną, co ją 
potwornie zmęczyło. 
Przewróciła się na plecy i wpatrzyła w kremowy sufit. Tak, wszystko było już gotowe i 
musiała tylko zdjąć pościel i przetrzeć łazienkę po porannej toalecie. 
Jej mały samochód był wypakowany po dach. Młodzi ludzie, którzy wynajęli dom, mieli 
przyjechać o jedenastej razem z agentem właściciela. Tak więc sprawa przeprowadzki była 
niemal definitywnie zamknięta. 
Usiadła na łóżku, odrzucając z oczu pasmo włosów. Harry nie zadzwonił poprzedniego dnia. 
Zerknęła w stronę okna, gdzie słaby blask słoneczny przesączał się przez miękkie, muślinowe 
zasłonki. Opuściła nogi na dywan i trwała tak przez chwilę. W głębi duszy czekała na ten 
telefon. Właśnie dlatego musiała wyjechać. Żeby przestać beznadziejnie czekać. 
Kiedy rozległ się dzwonek, odruchowo sięgnęła po słuchawkę. To musiała być matka. Ojciec 
pochwalał pomysł przeprowadzki do Londynu, albo przynajmniej udawał, że tak jest. Matka 
natomiast była temu przeciwna i płakała poprzedniego wieczoru, kiedy się żegnały. Można 
by pomyśleć, że Gina wyjeżdża do Australii. 
- Cześć, mamo - powiedziała do słuchawki. Przez moment panowało milczenie. 

background image

264 

HELEN BROOKS 
- Przykro mi, ale to nie mama - usłyszała po chwili. 
Gina nie była się w stanie odezwać. 
- Gina? Tu Harry. Wiem, że jest wcześnie, ale nie wiedziałem, o której planujesz wyjechać. 
- E... jeszcze nie teraz. To znaczy... jestem jeszcze w łóżku - dokończyła z desperacją. 
- Przykro mi, że cię obudziłem. 
Nie wyprowadzała go z błędu. Lepiej niech myśli, że jej zmieszanie to wynik gwałtownego 
przebudzenia. 
- W porządku - odparła lekko. - Czy coś się stało? 
- Stało...? 
- Ze szczeniakami. - Przeraziła się nagle. 
- Stało się coś złego? 
- Co takiego? Nie, nie. Wszystko w porządku. 
- Usłyszała, jak odkaszlnął. - Po prostu nie podziękowałem ci ża poświęcony nam czas i 
ogromną pomoc. 
- Ależ podziękowałeś. - Popatrzyła na złoty zegarek na swoim nadgarstku, lśniący w przy-
ćmionym świetle. 
Spała w nim, bo był jej jedynym łącznikiem z Harrym. 
- Nie sądzę. Pomyślałem, że byłoby miło zjeść razem śniadanie. Jeżeli nie masz innych 
planów... 
Jego głos naprawdę brzmiał osobliwie. Ponow- 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
265 
ne spotkanie byłoby szaleństwem. Przysporzyłoby tylko jeszcze więcej bólu. Czy godzina lub 
dwie w jego towarzystwie były tego warte? Gdyby tylko umiała znaleźć sensowną 
wymówkę... 
Milczenie przeciągało się w nieskończoność. 
- Gino? - spytał w końcu. - Jesteś tam? 
- Tak - odpowiedziała spokojnie. - Uważam, że to fantastyczny pomysł. 
- Świetnie. Znam świetną knajpkę niedaleko ciebie. 
- Doskonale. O której dojedziesz? Chwila milczenia. 
- Szczerze mówiąc, siedzę w samochodzie pod twoim domem i oglądam wschód słońca. 
Cale jej opanowanie runęło w gruzy. 
- Dlaczego? - spytała niemądrze. 
- Nie mogłem spać. 
Naprawdę był tutaj, pod jej domem? 
- Nie mogę wyjść tak od razu... 
- Nie ma pośpiechu, poczekam. 
- O jedenastej mam oddać klucze. 
- Zdążysz spokojnie, o nic się nie martw. 
- Może wejdziesz na górę? - spytała niechętnie, bo wolała szykować się w samotności. 
Chyba wyczuł jej opory, bo podziękował i został w samochodzie. 
Zanosiło się na piękny dzień, dla Giny tym piękniejszy, że miała go znów zobaczyć. O nie-
uniknionym pożegnaniu starała się na razie nie 

background image

266 

HELEN BROOKS 
myśleć. A więc jednak nie zapomniał o niej i przyjechał specjalnie, żeby ją znów zobaczyć. 
Błyskawiczny prysznic, włosy związane w kucyk, dżinsy, top i lekka kurtka. Była gotowa. 
Chociaż tak niedawno miała wrażenie, że zawalił jej się świat, teraz odzyskała pełnię energii. 
Harry nie siedział w samochodzie, tylko stał oparty o niego i patrzył na rzekę. Na widok 
znajomej sylwetki wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Najwyraźniej wyczuł jej obecność, bo 
odwrócił się z twarzą rozjaśnioną uśmiechem. 
- Witaj. 
- Dokąd pojedziemy? 
- Niedaleko stąd, do kafejki kierowców ciężarówek, którą kiedyś odkryłem przypadkiem. 
- Co to za miejsce? - spytała nieufnie. 
- Dosyć prymitywne, zaludnione typami spod ciemnej gwiazdy, ale czyste i ze świetnym 
jedzeniem. - Uśmiechnął się szeroko. - Bez obaw. Ze mną będziesz całkowicie bezpieczna. 
Zawracając, spojrzał na jej mały samochód. 
- Na pewno się w nim zmieścisz? - zapytał. 
- Jest niebezpiecznie przeładowany... 
- Żaden problem - odpowiedziała lekko. 
- Powinnaś przynajmniej coś widzieć przez tylną szybę. 
- Muszę jakoś przewieźć rzeczy do Londynu. 
- Mógłbym zabrać część moim samochodem 
- zaproponował od niechcenia. 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
267 
- Ty? - spytała, zaskoczona. - Nie, dzięki. Dam sobie radę. Mnóstwo osób proponowało mi 
pomoc, ale wolę to zrobić sama. 
- Mnóstwo osób? 
- Rodzice, siostry... 
- Rozumiem... - Zamilkł na chwilę. - Mogę ci zadać osobiste pytanie? 
- Tak... - odpowiedziała z ociąganiem. - Pytaj. 
- Ten mężczyzna, z którym się widywałaś... czy przeprowadzka do Londynu oznacza defini-
tywny koniec? To znaczy... czy miałby szansę powrotu do twojego życia, gdyby cię poprosił? 
- Nie zrobi tego - odpowiedziała słabo. 
- Ale gdyby jednak? - nalegał. Nerwowo oblizała wargi. 
- Nie wiem. 
Harry zjechał z głównej drogi i zaparkował na trawiastym poboczu. Kiedy się do niej 
odwrócił, jego oczy były prawie czarne. 
- On nie jest jedyny na świecie i... nie oznacza końca wszystkiego, niezależnie od tego, co ci 
się teraz wydaje. 
Była jak zahipnotyzowana, kiedy pochylił się i pocałował ją, jedną ręką obejmując ją za 
ramiona, drugą przytrzymując głowę. Pocałunek, głęboki, gorący, długi, nieuchronnie 
obudził w niej dreszcz pragnienia. Ogarnęło ją jego ciepło i zapach, pod opartymi na jego 
piersi dłońmi czuła mocne bicie jego serca. 

background image

268 

HELEN BROOKS 
Jego gorące wargi powędrowały na policzek, potem ucho i skroń, czubek nosa i znów 
powróciły na usta. Jęknął cicho i pocałował ją z takim zapamiętaniem, że już nie było 
przeszłości ani przyszłości, tylko ich dwoje, pogrążonych w świecie wzajemnego dotyku, 
smaku i zapachu. 
Kiedy ją w końcu puścił, nie była w stanie poruszyć się ani przemówić i dopiero po dłuższej 
chwili odzyskała panowanie nad sobą. Harry przeczesał palcami włosy i powiedział. 
- Chciałbym, żebyśmy spojrzeli na siebie inaczej, Gino. Nie nalegam i dam ci tyle czasu, ile 
zechcesz, ale nie neguj tego, co między nami jest. 
Gdyby jej to powiedział wkrótce po powrocie do Anglii, może zdołałby ją przekonać, że z 
czasem rozwinie się między nimi uczucie, ale teraz... chyba zwyczajnie już w to nie wierzyła. 
Fakt, że zaopiekował się czterema psimi podrzutkami, jeszcze nie świadczył, że był gotów na 
stały związek. 
- To niemożliwe - powiedziała. - Jak mielibyśmy się spotykać, skoro stąd wyjeżdżam? 
- Londyn to nie koniec świata. - Wciąż trzymał rękę na oparciu za jej plecami. 
- Ale... 
- Ale co? - spytał miękko. 
- Dlaczego akurat teraz? - Czuła, że płoną jej policzki, ale brnęła dalej. - Znamy się od roku, 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
269 
ale... - zawahała się na moment - nigdy nie chciałeś się ze mną spotkać - dokończyła 
skrępowana. Obserwował ją spod półprzymkniętych powiek. 
- Nie chciałem mieszać pracy z życiem prywatnym. 
O mały włos dałaby się omamić. 
- Nie, nie kupuję tego. Bądź szczery. Wcześniej po prostu nie zauważałeś mnie. Więc pona-
wiam pytanie. Dlaczego teraz? - Błądziła wzrokiem po jego twarzy, próbując znaleźć 
odpowiedź w klasycznie wyrzeźbionych rysach. 
Uśmiechnął się, ale tym razem samymi tylko wargami. 
- Mylisz się, Gino. Zauważyłem cię od razu pierwszego dnia. 
Milczała, zaskoczona jego wyznaniem, wspominając wszystkie noce, przepełnione rozpaczli-
wym pragnieniem, by zobaczył w niej atrakcyjną kobietę. 
- Co do tego dlaczego nigdy się z tobą nie umówiłem - mówił dalej - ten pocałunek może 
wiele wyjaśnić. 
- Nie rozumiem... - odpowiedziała, zmieszana. 
- Czułem, że to się nie skończy na przelotnej przygodzie. - Teraz nie odrywał od niej wzroku. 
- A to byłoby coś złego? 
- Owszem-odparł z ironicznym skrzywieniem warg. - Wtedy. Nie byłem jeszcze gotowy. 
Musiałem sobie poukładać w głowie pewne rzeczy. Ale 

background image

270 

HELEN BROOKS 
teraz wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłem. A ty zakończyłaś swój związek... 
Nagle zrozumiała i to było jak cios. Sądził, że ona była zakochana w kimś innym i opuszczała 
Yorkshire, żeby o nim zapomnieć. Podobała mu się, ale nie chciał się wiązać, więc nic nie 
zrobił. Teraz, skoro wyjeżdżała, mógł sobie pozwolić na bezpieczny związek na odległość. Od 
czasu do czasu wpadałby do Londynu. 
Wzięła głęboki oddech. 
- Zreasumujmy - powiedziała z opanowaniem, zrodzonym z cichej furii. - Chcesz się 
spotykać, chociaż ja będę w Londynie, a ty tutaj. Tak? 
Pokiwał głową. 
- Dzięki autostradom podróżuje się dziś dużo szybciej. 
To prawda, ale odległość była jednoznaczna z brakiem kontroli, pomyślała. 
- A jak często mielibyśmy...? 
- Według twojego uznania. Oczywiście ja przyjeżdżałbym do ciebie. 
W ten sposób piłeczka będzie zawsze na jego połowie. Gdyby zauważył, że jej zaczyna za bar-
dzo zależeć, ograniczy spotkania. W przeszłości zastanawiała się często, czy miłość naprawdę 
może iść w parze z nienawiścią. Teraz już wiedziała. 
Miała ochotę nawymyślać mu od pozbawionych wrażliwości egoistów i wykrzyczeć, co myśli 
o zostaniu jego weekendową rozrywką. I w ogóle 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
271 
posłać go do diabła. Skoro jednak dotrwała do tej decydującej rozmowy, nie tracąc godności i 
nie dopuszczając, by domyślił się jej uczuć, nie zrobi tego. Na chwilę utkwiła wzrok za 
oknem, a potem odwróciła się do niego i powiedziała lekkim, swobodnym tonem: 
- Uważam, że to się nie uda. 
- Nie zgadzam się z tobą. 
- Podtrzymuję swoje zdanie. 
- Z powodu tamtego mężczyzny? 
Chociaż jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć, Gina czuła, że za tą nieprzeniknioną fasadą 
kłębią się uraza, zazdrość i irytacja. 
- Owszem, częściowo - odparła. - Nie potrafiłabym iść z tobą do łóżka, myśląc o kimś innym. 
Miała nadzieję, że go zniechęci, ale był wyjątkowo nieustępliwy. 
- Nie posądzałbym cię o to. Charakter naszej znajomości zależałby całkowicie od ciebie. 
Najpewniej nie oparłaby mu się już na pierwszej randce i do czego by to doprowadziło? 
Liczyłaby godziny do następnego spotkania i przeżywałaby każdy jego wyjazd, licząc się z 
możliwością rozstania. Dlatego musiała być równie nieustępliwa. 
Wzruszyła ramionami. 
- Najistotniejszy powód to ten, że nie chcę już żadnych powiązań z Yorkshire. Jeżeli mam 
osiągnąć swój cel, zerwanie musi być całkowite. - Z przerażeniem usłyszała cień szlochu w 
ostatnim 

background image

272 

HELEN BROOKS 
słowie i mogła tylko mieć nadzieję, że on tego nie zauważył. Niestety. 
- Nie chciałem cię zdenerwować, Gino. 
- Nic się nie stało. 
Wyciągnął rękę i palcami musnął jej wargi, wzburzony od natłoku emocji, których nie 
potrafił nazwać. 
Westchnęła, bo pod jego dotykiem jej skóra zapłonęła. Jak do tego wszystkiego doszło? 
Jeszcze tydzień wcześniej uznałaby wydarzenia ostatnich dwóch dób za niemożliwe, a jednak 
stały się faktem. Nie tylko zobaczyła jego dom, ale i spędziła w nim noc; dużo się o nim 
dowiedziała, a teraz ta niezwykła propozycja... 
Całym sercem pragnęła ją przyjąć i nie przejmować się konsekwencjami. 
Ogarnęło ją dziwne uczucie. Miała wrażenie, że opuściła swoje ciało i ogląda rozmawiającą 
parę z zewnątrz. Gdyby się zgodziła, mogłaby być obecna w jego życiu. A gdyby się rozstali, 
miałaby przynajmniej piękne wspomnienia. Jeżeli odmówi, pozostanie jej tylko pustka. 
Spojrzała na niego i już otwierała usta, żeby wypowiedzieć słowa, które miały nigdy nie wyjść 
z jej ust, kiedy odezwał się Harry: 
- Oboje jesteśmy głodni. Musimy coś zjeść - powiedział i włączył silnik. 
Doznała paraliżuj ącego wrażenia, że przegapiła 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
273 
odpowiedni moment i zalała ją fala paniki, złości, żalu i bezsilności jednocześnie. Ale Harry 
już zawrócił i wyjechał na drogę. 
Po chwili odważyła się zerknąć na niego kątem oka. Sprawiał wrażenie spiętego, a rysy miał 
jak wykute w kamieniu. Zacisnęła drżące dłonie na kolanach i powiedziała cicho. 
- Przepraszam, Harry. 
- Trzy „przepraszam" w ciągu kilkunastu minut, między przyjaciółmi, to o dwa za dużo. - 
Zerknął na nią tylko, ale rysy mu złagodniały. - Poza tym, nie widzę powodu, żebyś miała 
przepraszać. Jest za wcześnie, powinienem był to wiedzieć. Przecież nawet jeszcze nie 
wyjechałaś. 
Nie chciała wyjeżdżać i gdyby ją jeszcze raz poprosił, zgodziłaby się zostać. 
- Zjemy śniadanie i zawiozę cię do domu, żebyś zdążyła pozbierać ostanie drobiazgi, dobrze? 
Przygnębiona, tylko pokiwała głową. 
Próbował rozluźnić atmosferę, ale dla niej to było jeszcze bardziej bolesne. To i jego bliskość. 
Pragnęła go tak gorąco, tym goręcej, że przed chwilą ofiarował jej siebie, a ona go odrzuciła. 
Co się z nią działo? Co z tego, że nie mógł się jej oświadczyć i pokochać na całe życie? 
Przynajmniej uczciwie to przyznał. Iluż mężczyzn obiecywało cały świat, a potem zwyczajnie 
uciekało? Jeszcze kilka tygodni wcześniej oddałaby wszystko, żeby usłyszeć to, co usłyszała 
przed chwilą. 

background image

274 

HELEN BROOKS 
Teraz chciała mieć wszystko albo nic. Może i oszalała, ale kochała go zbyt mocno, by zgodzić 
się na kompromis. I dlatego teraz miała zostać z niczym. 
Zaparkowali przed dziwacznym, drewnianym, rozpadającym się budynkiem. Na zewnątrz 
stało kilka stolików i krzeseł w kompletnie przypadkowych kombinacjach. 
- Uprzedzałem, że nie będzie koronkowych serwetek i chińskiej porcelany - powiedział z 
uśmiechem Harry. - Nie musimy jeść na zewnątrz. W środku jest mnóstwo miejsca. 
Podążyła za nim, pełna obaw. Zauważyła od razu, że miejsce jest bardzo czyste, natomiast 
sprzęty zniszczone. Proste krzesła poreperowa-no drewnianymi łatami. Drewniana podłoga 
była okropnie porysowana, a stoliki przykryto ceratą. Niewysoki, żylasty mężczyzna, o 
twarzy pooranej zmarszczkami i z burzą siwych włosów, pozdrowił Harry'ego z 
entuzjazmem. 
- Witaj, stary! Masz szczęście, dziś rano dostałem kaszankę. 
Harry poprowadził Ginę do stolika przy oknie, którego szyba trzymała się dosłownie na 
słowo honoru. 
- Super, Mick! - odkrzyknął. - Przyniesiesz nam dwie herbaty, zanim zerkniemy w menu? 
- Jasne. 
Gina usiadła, próbując się nie przyglądać zebranym kierowcom. Była ich cała gromada, oku 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
275 
powali niemal wszystkie stoliki. Kilku było od stóp do głów pokrytych wymyślnymi 
tatuażami. Jeszcze bardziej zaskakująco wyglądała na wpół uśpiona para przy stoliku w 
rogu: mężczyzna w smokingu i czarnych lakierkach i kobieta w wieczorowej sukni, kapiąca 
biżuterią. 
Zanim zdążyła zacząć zadawać pytania, przy ich stoliku pojawił się szeroko uśmiechnięty 
Mick z dwoma parującymi kubkami. 
- Nie zamierzasz nas przedstawić? - zwrócił się dość obcesowo do Harry'ego. 
- Gina, to jest Mick. Mick, to jest Gina. Mick kiwnął głową. 
,      - Miło cię poznać, Gino. 
Odpowiedziała uśmiechem. Niewysoki mężczyzna miał w sobie coś szalenie ujmującego. 
- Mnie również, Mick. 
- Rozumiem, że Harry chce cię ugościć moim wyjątkowym śniadaniem - stwierdził radośnie. 
- Jajka, bekon, kiełbaski, smażone ziemniaki z cebulką, pieczona fasola, pomidory, 
kaszanka, grzyby i tosty? - Przerwał, pochylił głowę i obserwował ją czarnymi oczami. 
Gina czuła się trochę jak na egzaminie. 
- Super! - odpowiedziała. 
- Jest w porządku. - Mick zwrócił się do Harry'ego ze słowami aprobaty. - Nareszcie znalazłeś 
sobie właściwą kobietę. Wiedziałem to od pierwszej chwili. 

background image

276 

HELEN BROOKS 
Ginę zatkało, ale łobuzerskiemu mrugnięciu Micka, towarzyszącemu tym słowom, trudno się 
było oprzeć. 
- Skąd wiesz? - spytała z uśmiechem. - A może Harry woli inne? 
- Nie, nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. 
- Jeżeli już skończyliście... - zaczął Harry oschle. Mick umknął pospiesznie, a Gina upiła 
herbaty, 
podniosła wzrok i zobaczyła, że Harry przygląda jej się poważnym wzrokiem. 
- O co chodzi? - spytała nerwowo. 
- Czy istnieje ktoś, kto byłby dla ciebie nie do zniesienia? - zapytał ciepło. 
- Ależ skąd - odpowiedziała żartobliwie. - Jak wiesz, jestem kobietą nowoczesną, która jest w 
stanie sprostać każdemu wyzwaniu, nie zaniedbując codziennych obowiązków, całkiem 
odwrotnie niż wy, mężczyźni. 
Harry uśmiechnął się i jej serce zalała fala czułości. 
- Co miał na myśli Mick, mówiąc o właściwej kobiecie? - zapytała ciekawie. 
- To, że żadnej z moich przyjaciółek nie mógłbym zaprosić tu na śniadanie - wyjaśnił. - Ani 
do domu - dodał po chwili. 
Gina odwróciła wzrok. 
- Ale mnie zaprosiłeś. 
- Owszem. 
- Bo jesteśmy przyjaciółmi? 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 277 
- Jeżeli pytasz, czy tylko przyjaciółmi, oboje wiemy, że nie tylko. Doceniam twoją przyjaźń, 
ale z mojej strony to coś więcej i nic nie mogę na to poradzić. Zapragnąłem cię w chwili, w 
której cię zobaczyłem. 
- Fizycznie. 
- Tak, nic na to nie poradzę... Ale potem... - przerwał. - Zacząłem cię poznawać. 
Gina popijała stygnącą herbatę. 
- Nie rozumiem, dlaczego właśnie teraz? 
- Może po prostu nadszedł czas? Zresztą... Gina w napięciu czekała na ciąg dalszy. 
- Proszę bardzo i smacznego. 
, Żadne z nich nie zauważyło Micka, uśmiechnęli się jednak grzecznie, kiedy na stoliku 
wylądowały kopiaste talerze. 
Kiedy zostali sami, spróbowała podjąć rozmowę w przerwanym punkcie, ale Harry tylko 
popatrzył na nią niewidzącym wzrokiem. 
- Nieważne. To nie miałoby sensu. Otworzyła usta, żeby zapytać, co właściwie 
miał na myśli, kiedy znów pojawił się Mick, tym razem z porcją grzanek. W następnej chwili 
dostawił sobie krzesło i usiadł obok Harry'ego. 
- Zajrzałem do tego biznesplanu, który mi poleciłeś - powiedział. 
- To dobrze. 
- Rozumiem, że to mnie do niczego nie zobowiązuje. 

background image

278 

HELEN BROOKS 
Harry odpowiadał monosylabami, ale Mick najwyraźniej nie grzeszył wrażliwością. Gina 
westchnęła w duchu, zweryfikowała swoją wcześniejszą opinię i zdecydowała, że jednak nie 
lubi Micka. Ani trochę. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 
O wpół do jedenastej podjechali pod dom, w którym mieszkała Gina. 
Kiedy Mick w końcu uwolnił ich od swojego towarzystwa, nie wrócili już do poważnej roz-
mowy. Zadbał o to Harry, który uznał, że interwencją Micka przyszła w samą porę. 
Niepotrzebnie zaczynał swoje wywody. I to wbrew wcześniejszym zamiarom. Należało 
zakończyć sprawę, kiedy tylko usłyszał o innym mężczyźnie. 
W dodatku ten pocałunek... To był największy błąd. Przekonał się w końcu namacalnie, jak 
mocno ona na niego działa. Zyskiwała nad nim władzę jednym spojrzeniem niebieskich 
oczu. Najwyższy czas, żeby się wycofać. 
- Ależ się objadłem - powiedział lekko. - Wypadałoby popracować na siłowni. Zdajesz miesz-
kanie o jedenastej? 
Pokiwała głową tak energicznie, że kilka kosmyków wysunęło się z kucyka i opadło jej na 
policzek. Harry nie mógł pojąć, jak coś tak 

background image

280 

HELEN BROOKS 
zwyczajnego może tak silnie oddziaływać na pewien fragment jego ciała. Ale to nie było 
zwyczajne. Ona nie była zwyczajna. Sądził, że jest dostępna, łagodna i czuła. I w pewien 
sposób taka była. Ale też bardzo mocno opancerzona przeciwko mężczyznom, zapewne z 
winy tego typa, który potraktował ją tak okropnie. 
Uważał, że ją zna, a jednak nie zdawał sobie sprawy z istnienia tego pancerza. 
A może po prostu zawsze taka była? Tylko on, zbyt zajęty sobą, zwyczajnie tego nie 
zauważył? A ponieważ przyjął za pewnik, że jest taka, jak sobie wyobraził, teraz zupełnie nie 
wiedział, jak się zachowywać wobec tej nowej Giny. 
- Chcesz, żebym ci w czymś pomógł? Potrząsnęła głową. 
- Dziękuję, nie. 
Wysiadła, a on do niej dołączył z uśmiechem godnym miana majstersztyku gry aktorskiej. 
- A więc tu się pożegnamy? Stokrotka i spółka będą za tobą tęsknić. 
- Mają ciebie - szepnęła, nie podnosząc wzroku. 
Sprawiała wrażenie tak bardzo drobnej i bezbronnej, że Harry musiał walczyć z bolesnym 
pragnieniem, by wziąć ją w ramiona. Teraz nie rozumiał, jak mógł być tak koszmarnie ślepy i 
głupi, od dawna. 
- To prawda, Stokrotka i spółka mają mnie - zgodził się miękko. - Ale ja, w głębi serca, jestem 
staromodnym zwolennikiem dyscypliny 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
281 
„dla ich własnego dobra". To kobiety psują dzieci, psie też, do szpiku kości. 
Podniosła głowę, uśmiechając się lekko, chociaż mógłby przysiąc, że wargi jej drżały. 
- Wszystkie znane mi kobiety nazwałyby cię za tę uwagę męskim szowinistą. 
Z uśmiechem wzruszył ramionami. 
- Nigdy nie twierdziłem, że jestem doskonały. Zresztą wiesz o tym. 
- Owszem. 
- A ponieważ jestem właśnie taki, nie chcę tracić kontaktu z jedyną kobietą w moim życiu, z 
którą mogę rozmawiać. Naprawdę, Gino. 
Objął dłonią jej brodę, ciesząc się jedwabistą miękkością skóry. 
- Wiem, że chcesz zerwać z dotychczasowym życiem, ale to nie będzie łatwe, skoro masz tutaj 
wszystkich bliskich. Będziesz odwiedzać rodziców, siostry, przyjaciół. Bardzo chciałbym też 
znaleźć się w tej grupie... 
- Już ci mówiłam, że to nie jest najlepszy pomysł. 
- A ja ci mówiłem, że się z tym nie zgadzam. - Uniósł dłonie w geście poddania. - No dobrze, 
nie powinienem był sugerować tamtego rozwiązania, ale przecież wciąż możemy pozostać 
przyjaciółmi. 
Założyła kosmyk włosów za ucho i wydała z siebie dźwięk przypominający nerwowy śmiech. 

background image

282 HELEN BROOKS 
- Zawsze ten sam - powiedziała. - Nigdy nie przyjmujesz odmowy, prawda? 
- Prawda - zgodził się. - Mam to od urodzenia. 
- A nie przyszło ci do głowy, że ja mogę być tak samo zdeterminowana? 
- Owszem. 
Spojrzał jej w oczy i za gardło ścisnął go strach. Przez chwilę trudno mu było oddychać. 
Słyszał ptaki śpiewające w pobliskich drzewach, szczekające niedaleko psy i głosy bawiących 
się nieopodal dzieci, ale cały świat zawęził się nagle do tych dwóch błękitno przejrzystych 
stawów. 
- Ale mam nadzieję - mówił dalej - że w głębi serca jesteś wrażliwą kobietą. - Wspólna 
kolacja, wyjście do kina czy teatru, wspólny spacer z psami... co w tym złego? 
Skrzywiła wargi w parodii uśmiechu. 
- Wrażliwą kobietą - powtórzyła. - Wrażliwe kobiety nie powinny pozwolić się ranić 
egoistycznym i egocentrycznym mężczyznom. 
- To się nie zawsze udaje, co tylko potwierdza moje słowa. Próbowałaś, nie wyszło, on nie 
doceniał tego, co miał, ty wyjeżdżasz... 
Milczała przez dłuższą chwilę. W oddali pies przestał szczekać, dzieci zapewne zawołano do 
domu. Umilkły nawet ptaki i cisza aż kłuła w uszy. 
- Harry, czuję, że będę musiała coś ci powiedzieć. 
Zesztywniał. Cokolwiek ma usłyszeć, nie bę- 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
283 
dzie to przyjemne. Mówił o tym język jej ciała. Wsunął dłonie do kieszeni spodni, żeby nie 
porwać jej w ramiona i nie zmusić do wyznania, że nie jest jej obojętny. Zgoda, to jeszcze nie 
miłość, ale przynajmniej dobry początek. Wiele osób zbudowało coś trwałego na dużo 
bardziej kruchych podstawach. 
- Mów - powiedział. - Zamieniam się w słuch. 
- Rzeczywiście muszę wyjechać do Londynu... -zaczęła, zacinając się i przerwała, spoglądając 
na coś lub kogoś ponad jego ranieniem. 
Ktoś zawołał ją po imieniu i uniosła dłoń w odpowiedzi. 
- To mój agent i nowi właściciele - powiedziała szybko. - Muszę iść. 
- Poczekaj. - Przytrzymał ją za ramię. - Jeszcze nie. Co chciałaś mi powiedzieć? 
- Nieważne. - Wycofała się szybko. Patrzył na nią sfrustrowany. Jakkolwiek nieprzyjemne 
miało być to wyznanie, czuł jednak, że ważne. 
- Nieprawda - powiedział spokojnie. - Powiedz mi, o co chodzi. Agent może poczekać. 
Najwyraźniej jednak nie mógł. W następnej chwili mężczyzna podszedł do nich, a 
towarzysząca mu para zatrzymała się w odległości kilku metrów. 
- Byliśmy umówieni na jedenastą. - Wyszczerzył zęby w nieszczerym uśmiechu. - Mam na-
dzieję, że nie ma żadnych problemów? 
Harry znacząco popatrzył na zegarek. 

background image

284 

HELEN BROOKS 
- Mamy jeszcze dziesięć minut - powiedział lodowato. - A jedyny problem to ten, że prze-
szkadza pan w poważnej rozmowie. 
Mężczyzna zamrugał, zaskoczony tą obcesową odpowiedzią. 
- Wejdźcie do środka. - Gina podała mu klucze, czerwona jak burak, co jeszcze, (choć 
zupełnie irracjonalnie), wzmogło złość Harry'ego na agenta. - Ja przyjdę za chwilę. - Kiedy 
cała trójka zniknęła z pola widzenia, odwróciła się do Harry'ego. - Wprost nie wierzę, że 
zachowałeś się tak nieuprzejmie. 
- Ten facet to cham i doskonale o tym wiesz. Ale szkoda czasu na bęcwała. No to co chciałaś 
mi powiedzieć? 
Potrząsnęła głową w geście bezradności. 
- Jesteś niesamowity. Ale to by zajęło zbyt dużo czasu... Innym razem. 
Harry z trudem panował nad sobą. 
- Doskonale. Zaczekam tu, aż z nimi skończysz. 
- Nie, nie teraz. - Potrząsnęła głową. - Zadzwonię do ciebie. 
- Nowy adres też miałaś mi podać telefonicznie. Jeżeli to ma wyglądać tak samo... 
Obserwowała go w milczeniu, a potem powiedziała wolno: 
- Nie chcę więcej rozmawiać na ten temat. Mam przed sobą długi i męczący dzień, a ty nawet 
nie próbujesz pomóc. Proszę, jedź już. - Odwróciła głowę, jakby nie mogła dłużej na niego 
patrzeć. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 285 
- OK. - Rozzłościł się. - No to żegnaj, Gino. 
- Żegnaj, Harry. 
Uświadomił sobie z przykrością, że nie jest w stanie do niej trafić. 
Odwróciłby się i odszedł, gdyby nie podniosła głowy i nie spojrzała na niego. Samotność i 
beznadziejny smutek w jej wzroku to było więcej, niż mógł znieść. Nic nie mogło już 
powstrzymać tego, co nastąpiło potem. 
Początkowo starała się opierać, ale zaraz zaczęła drżeć. Czuł to, trzymając ją w objęciach. 
Pocałował ją tak, jak tego pragnął przez całe rano. Przylgnęła do niego całym ciałem, miękka, 
ciepła, 9 jedwabistej, delikatnie pachnącej perfumami skórze. Kiedy poczuł ustami jej 
rozchylone wargi, ogarnął go płomień, którego nawet nie próbował hamować. 
Była niewypowiedzianie słodka i nie ulegało wątpliwości, że odwzajemnia jego uczucia. Na-
miętność porwała ich i niosła i wydawało się już, że nic nie powstrzyma nieuniknionego, 
kiedy nagle w ciszę spokojnej uliczki wdarł się odgłos motoru. Harry zarejestrował dźwięk 
dopiero wtedy, kiedy Gina przerwała pocałunek i szarpnęła się w jego objęciach. Jeszcze 
próbował ją przytrzymać, ale magia tamtej chwili prysła. 
- Nie, Harry. - Odepchnęła go. - Puść mnie. 
- Gina... 
- Mówię wyraźnie, nie chcę tego! 

background image

286 HELEN BROOKS 
Znów go odepchnęła, więc ją puścił. 
- Widzisz? - powiedział. - Widzisz, jak może być między nami? Nie zaprzeczysz, że jest 
między nami coś specjalnego. Pragnę cię i wiem, że ty czujesz to samo. Twoje ciało mi to 
mówi. 
Patrzyła na niego. Motor przemknął obok nich, dużo za szybko jak na leniwy sobotni 
poranek. 
- Pociąg fizyczny to dla mnie za mało, Harry, niezależnie od tego jak bardzo pasują do siebie 
nasze ciała. 
Przeczesał palcami włosy, zirytowany i zdegustowany jej uporem. 
- Z nim też ci było tak dobrze? - spytał. - Też umiał cię tak podniecić jednym pocałunkiem? 
Pobladła, ale nie spuściła wzroku. Dźwięk motoru wolno zanikał w oddali i znów powróciła 
kojąca, poranna cisza. 
- Tak - powiedziała w końcu. 
- I było lepiej tylko dlatego, że ci się wydaje, że go kochasz? Możesz mi szczerze 
odpowiedzieć? 
Znów patrzyła na niego długo, tkwiąc w bezruchu. Dałby dużo, żeby poznać jej myśli. W nie-
znośnym napięciu, ledwo mogąc oddychać, czekał na jej odpowiedź. 
- Mnie się nie wydaje, że go kocham - powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał. - Wiem, że 
tak jest. I zawsze będzie. I najlepszego nawet seksu z kimś innym nie da się porównać z 
muśnięciem jego warg. Nie mogę i nie chcę tego zmieniać. I nie 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 287 
chcę, żeby całował mnie czy dotykał jakikolwiek inny mężczyzna. Tylko on. Taka już jestem. 
W jej oczach i głosie była szczerość, która zakłuła go boleśnie. Mógł winić tylko samego 
siebie. Przeciągnął strunę i to była jej odpowiedź. 
Po latach treningu bez trudu przyoblekł twarz w uprzejmą maskę. 
- Rozumiem. - Pokiwał głową. - Żal mi ciebie, bo on się nie zmieni. Mężczyźni tego rodzaju 
nigdy się nie zmieniają. 
- Wiem. - Uśmiechnęła się smutno. - Żegnaj, Harry. Mam nadzieję, że pewnego dnia 
znajdziesz to, czego szukasz. 
, - Żegnaj, Gino. - Nie był w stanie odpowiedzieć uśmiechem. - Powodzenia. 
Nie mówiąc nic więcej, odwróciła się i ruszyła w stronę domu. Stał, patrząc na nią, ciekaw, 
czy mu pomacha, zanim zniknie w środku. Nie zrobiła tego. Drzwi zamknęły się za nią, 
powróciły cisza i bezruch. 
Stał nieruchomo jeszcze przez całą minutę. Niełatwo mu było pogodzić się z myślą, że już jej 
więcej nie zobaczy, bo nie wątpił, że mówiła prawdę. 
Oddychał głęboko, usiłując poskładać poplątane myśli i żałując, że swoim zachowaniem do-
prowadził do ostatecznego wyjaśnienia sytuacji. Pewno i tak by do tego doszło, ale na razie 
była to marna pociecha. 
Co teraz? Ruszył, próbując się skoncentrować. 

background image

288 HELEN BROOKS 
Nie mógł wrócić do tego, co było, zanim zrozumiał, co Gina dla niego znaczy. Zresztą takie 
życie już go nie pociągało. Obiecał ojcu umocnienie pozycji firmy, co mogło zająć jakieś dwa, 
trzy lata. A potem miał znów ruszyć na podbój świata. 
Do diabła z tym! Uderzył dłonią w kierownicę i zaklął, ale nie pomogło. Dlaczego Gina 
musiała być kobietą jednego mężczyzny? Przynajmniej dziesięć lat obracał się wśród kobiet 
praktykujących chłodne podejście do życia i miłości, kobiet logicznych i racjonalnych, które 
bez najmniejszych wahań opuszczały jednego mężczyznę, by pogodnie i bezboleśnie zająć 
miej sce u boku następnego. Dlaczego Gina nie mogła być taka jak one? 
Bo wtedy nie byłaby Giną, a on by się w niej nie zakochał. 
Miał wrażenie, że jego serce ściska gigantyczna dłoń. Nie chciał się tak czuć. Nie chciał być 
całkowicie oddany na łaskę i niełaskę swoich uczuć. Przecież o to właśnie walczył odkąd 
udało mu się wyplątać z nieszczęśliwego małżeństwa. Pewno to nawet lepiej, że była 
zakochana w kimś innym, niż miałaby się zakochać w nim. Doprowadziłaby go do 
szaleństwa. 
Tymczasem ogarnęło go poczucie straty i dojmującej pustki. I nie miał pojęcia, jak zdoła 
przebrnąć przez resztę życia. 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 
- Gino, nie chciałabym marudzić, ale jest piątkowy wieczór, a my żyjemy w wielkim mieście. 
Już kolejny raz odmawiasz wyjścia. Co mam zrobić, żebyś się zdecydowała pójść na to 
przyjęcie? 
Gina uśmiechnęła się do wysokiej, szczupłej, ciemnowłosej dziewczyny, siedzącej na jej 
łóżku ze skrzyżowanymi nogami. Candy była atrakcyjną brunetką, której marzycielski 
wygląd maskował ponadprzeciętną inteligencję i fakt, że była kobietą sukcesu, piastującą 
wysokie stanowisko w bankowości. Była też dobrą przyjaciółką, o czym Gina przekonała się 
już w ciągu pierwszej doby, spędzonej w Londynie, kiedy załamała się kompletnie i nie była 
w stanie zapanować nad targającymi nią emocjami. 
Chociaż w domu ukrywała uczucie do Harry'ego przed wszystkimi, łącznie z matką, w tamten 
pierwszy weekend opowiedziała Candy wszystko, zużywając przy tej okazji kilka paczek 
chusteczek. Candy zachowała się wspaniale, ofiarowując niewyczerpane pokłady sympatii i 
troski. Potem wzięła 

background image

290 HELEN BROOKS 
sobie za cel wciągnięcie Giny w wir życia towarzyskiego, chociaż ta opierała się jak mogła. 
- Posłuchaj - powiedziała Candy żarliwie - jesteś w Londynie od dobrych dwóch miesięcy, a 
taki wieczór jak dzisiejszy szkoda by było spędzić w czterech ścianach. I tylko mi nie mów, że 
wybierasz się na jeden z twoich niekończących się spacerów, bo nie o takim wyjściu myślę. 
Gina uśmiechnęła się szeroko. 
- Jeżeli się nie mylę, masz na myśli jakiś duszny klub nocny? 
Candy przewróciła oczami. 
- Klub nocny pełen ładnych chłopców, którzy od dawna marzą, żeby cię w końcu poznać. 
- Taaak. - Uśmiechnęła się ironicznie. - Jakoś mi się nie wydaje... 
- Nigdy nie będziesz wiedziała na pewno, jeżeli nie spróbujesz. Będzie kilkoro przyjaciół. To 
niedobrze dla ciebie tak się w kółko rozczulać nad sobą. 
- Wcale tego nie robię, wiesz o tym. Ale nie odpowiada mi bywanie w klubach. 
- Skąd ta pewność, skoro nigdy nie próbowałaś? 
- Na razie nie chcę się z nikim spotykać. 
- Nie musisz. Po prostu zabaw się z nami. Najpierw coś zjemy, a potem wybierzemy się do 
Blades albo Edition. Znasz całe towarzystwo, lubisz ich, a oni lubią ciebie. Choć raz rozpuść 
włosy. 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
291 
Zatańcz. Powygłupiaj się. Poflirtuj. Pożartuj. No wiesz. 
Nie wiedziała, ale entuzjazm Candy był zaraźliwy. 
- Nigdy nie dajesz za wygraną, co? 
- Czy to oznacza zgodę? - Candy nie kryła zachwytu. - Świetnie. Zaraz się zastanowimy, w co 
cię ubrać. Nie bawiłam się w to, odkąd Jennie została młodą żonką. 
Jennie, poprzednia współmieszkanka Candy, zdecydowała się zrezygnować z panieństwa ku 
wielkiemu zdegustowaniu Candy. Wychowana przez matkę, którą porzucił mąż, gdy Candy 
miała pięć lat, postanowiła nigdy nie wychodzić za mąż. 
Dopiero kiedy Gina zaczęła przymierzać co elegantsze rzeczy ze swojej garderoby, zauważyła, 
ile wagi straciła w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czuła oczywiście, że spódnice do pracy są 
luźniejsze i wszystkie guziki dopinają się łatwiej, ale nie stosowała żadnej diety i nie 
spodziewała się, że ubytek wagi jest tak duży. 
Zawsze chciała być szczuplejsza, ale teraz, kiedy stało się to faktem, nie była wcale pewna, 
czy jej się to podoba. W dodatku pomiędzy brwiami pojawiły się pierwsze, drobne na razie, 
zmarszczki, a cienie pod oczami też nie dodawały jej uroku. Ku dalszemu zmartwieniu 
odkryła, że kilka ulubionych ubrań nie leży na niej zbyt dobrze. 

background image

292 

HELEN BROOKS 
Candy obserwowała w milczeniu jej przymiarki przed dużym lustrem w przedpokoju. Luźna 
tiulowa sukienka bez rękawów pasowała doskonale na taką okazję, ale okazało się, że wisi na 
niej jak worek. 
Candy rzuciła jej krytyczne spojrzenie i zniknęła u siebie, żeby pojawić się po chwili z 
piekielnie drogim, skórzanym paskiem, który kupiła sobie zaledwie tydzień wcześniej. 
- Trzymaj. - Podała jej pasek. - Z tym będzie świetnie. Chyba myślałam o tobie, kiedy go 
kupowałam. 
- Jeszcze go wcale nie nosiłaś. 
Gina próbowała oddać jej pasek, ale Candy założyła ręce do tyłu. Gina przymierzyła go więc i 
musiała przyznać, że kremowy pasek na o ton ciemniejszej sukience bardzo gustownie 
podkreśla jej figurę. 
Candy aż jęknęła z zazdrości. 
- Co ja bym dała za taki biust jak twój... Niestety, nie mam odwagi poddać się operacji plas-
tycznej. - Westchnęła, poprawiając swój błyszczący top na ramiączkach. - Mówią, że faceci 
lecą na zgrabne nogi, ale ja uważam, że wszyscy bez wyjątku przede wszystkim zwracają 
uwagę na piersi. 
- Najwyraźniej nie wszyscy. 
Spotkały się wzrokiem w lustrze, ale Candy zaraz zrobiła minę. 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 293 
- Żadne takie! To zabronione. Dziś masz o nim nie myśleć. To twój i tylko twój wieczór. 
- OK. 
Gina nie miała pojęcia, jak dałaby sobie radę przez ostanie kilka tygodni bez wsparcia swojej 
współmieszkanki. Bezdenna pustka i samotność, napięcie związane z nową pracą, 
kompletna zmiana otoczenia, wszystko to było w mniejszym lub większym stopniu trudne, 
ale Candy stała przy niej niby opoka. 
Pocieszała, rozśmieszała, doradzała, dawała wszystko, czego tylko Gina potrzebowała. 
Należała do tych cudownych, żywiołowych osób, pasujących do zaszczytnego określenia ojca 
Giny: „sól ziemi", chociaż zapewne niespecjalnie by to sobie ceniła. 
Gina uśmiechnęła się do przyjaciółki. 
- Polubiłabyś Harry'ego. Ma pewną cechę, którą sobie cenisz, a mianowicie całkowitą szcze-
rość w kontaktach z płcią przeciwną. 
Candy parsknęła. Miała w zanadrzu cały repertuar parsknięć na różne okazje, często bardziej 
wymownych niż słowa. 
- W takim razie jest jednym na milion - powiedziała ponuro. 
- Niby tak, ale przecież nie wszyscy mężczyźni są tacy jak twój ojciec. 
- Wiem, zawsze trafiają się wyjątki, ale większością z nich rządzi pożądanie. Nie patrz tak na 

background image

294 

HELEN BROOKS 
mnie, bo to prawda. To inny gatunek niż my. Żeby z nimi wygrać, musisz grać według ich 
zasad. Brać, co chcesz i kiedy chcesz, nie angażując serca. Tylko wtedy możesz pozostać sobą. 
- Mówisz jak on. Candy uśmiechnęła się. 
- Jesteś o wiele za fajna dla takiego faceta. No a teraz, jakie buty zamierzasz do tego włożyć? 
Chyba szpilki, ćo? Popatrzmy, co tu mamy. 
Gina pochyliła się i pogrzebała w szafie na dole, a po chwili wynurzyła się z parą butów 
niczym magik z królikiem wyciągniętym z cylindra. 
- Mogą być? 
- Jasne! 
Candy popatrzyła z uznaniem na przyprawiające o zawrót głowy, seksowne czółenka. Gina 
kupiła je razem z sukienką podczas szalonego rajdu po sklepach z Byrony, szykując się na 
ślub koleżanki. 
- Niezłe. Zobaczysz, dziewczyno, co się będzie działo, kiedy wejdziesz do tego klubu. Witaj w 
świecie radości i igraszek, o jakim nigdy nie marzyłaś. 
Uśmiech Giny przygasł. Nie chciała świata radości i igraszek, skoro nie było w nim 
Harry'ego. Tylko z nim mogłaby się prawdziwie dobrze bawić. 
Candy znów prawidłowo odczytała jej myśli. 
- Przestań natychmiast. Powiedziałam już, dziś to zabronione. Naleję nam po dużym 
kieliszku 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 295 
wina i zrobimy sobie wyjątkowe fryzury. Mam taki błyszczący, różowy spray, zmyje się jutro 
rano. 
- Różowe włosy? - Gina była przerażona. - Chyba, nie skorzystam. 
- Jak chcesz. Ale uczeszę cię w koński ogon z piórami. To będzie wyglądało świetnie. 
Gina pokiwała głową, całkowicie zrezygnowana. 
- Niech będzie. 
- Dobra dziewczynka. 
Pomimo początkowych skrupułów, Gina musiała przyznać, że końcowy efekt zabiegów 
Candy przypadł jej do gustu. Co prawda nie wyglądała i jiie czuła się jak ona, ale to, zdaniem 
Candy, miało być częścią zabawy. Jej przyjaciółka, w jaskrawo różowej sukience, z puklami 
różowych loków z pewnością nie przypominała schludnej bizneswoman. 
- Uwielbiam się przebierać.-Wyraźnie uszczęśliwiona Candy dopiła wino i oblizała wargi. - 
Chyba nigdy nie dorosnę, dlatego absolutnie nie powinnam mieć dzieci. 
- Wcale niekoniecznie - odpowiedziała Giria rozsądnie. - Przypuszczam, że właśnie świetnie 
dogadywałabyś się z dziećmi. 
Tym razem parsknięcie miało wydźwięk szyderstwa. 
- Nie lubię dzieci - oznajmiła Candy. - Wymagają zbyt dużo czasu i wprowadzają okropne 

background image

296 HELEN BROOKS 
zamieszanie. Człowiek nie może robić tego, na co mu przyjdzie ochota, jeżeli musi brać pod 
uwagę męża i dzieci. A ciąża... dziewięć miesięcy tycia, brr. Moja mama była naprawdę 
piękna, zanim nas urodziła, ale teraz wygląda o dziesięć lat starzej niż ma. 
- Nie musi tak być. 
Candy popatrzyła na nią podejrzliwie. 
- Naprawdę poświęciłabyś dwadzieścia lat życia, żeby wychować dziecko jakiegoś faceta? 
Nie jakiegoś... 
- Oho, widzę, że znów wrócił. Gina zarumieniła się. 
- Skoro pytasz, to ci powiem. Nie mogę sobie wyobrazić wspanialszego sposobu na życie niż 
wychowywanie dzieci ukochanego mężczyzny. 
- Dlaczego w takim razie nie przyjęłaś jego propozycji i nie postarałaś się o ciążę? To by 
załatwiło sprawę. 
- Nigdy bym tego nie zrobiła - odpowiedziała, zbulwersowana. 
Candy pokiwała głową. 
- Tak, nie podejrzewałabym cię o coś takiego - powiedziała miękko. - I wiesz co? Ten twój 
Harry to idiota. 
Ta rozmowa robiła się zbyt ciężka jak na noc balowania. Gina zmusiła się do uśmiechu. 
- I tu mogę się z tobą zgodzić. 
Odstawiła na stolik swój w połowie opróżniony 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
297 
kieliszek. Był naprawdę duży, tak jak zapowiadała Candy, i gdyby go wypiła, nie byłaby w 
stanie utrzymać się na nogach. Już czuła się trochę wstawiona. 
- Chodźmy - powiedziała, wyciągając rękę do Candy. - Jestem głodna. 
Zbiegły na parter, gadając i chichocząc. Candy otworzyła drzwi na ulicę i cofnęła się 
gwałtownie, następując Ginie na palec. Dwa okrzyki, zdumienia Candy i bólu Giny, rozległy 
się niemal jednocześnie. 
- Przepraszam, nie miałem zamiaru pani przestraszyć - odezwał się głęboki, męski głos. - 
Chciałem tylko sięgnąć do dzwonka. 
Gina uformowała wargi w kształt jego imienia, ale z zaciśniętej krtani nie wydobył się żaden 
dźwięk. 
Candy przenosiła wzrok pomiędzy koleżanką i wysokim, ciemnowłosym mężczyzną. 
- Harry Breedon, jak rozumiem - stwierdziła chłodno. 
Harry patrzył na Ginę, ale po tych słowach zerknął na Candy zaskoczony. 
- Owszem. Skąd pani wiedziała? 
- Proszę nie kpić. 
Zmarszczył brwi, ale znów zwrócił się tylko do Giny. 
- Co u ciebie? 
- Wszystko w porządku - odpowiedziała za 

background image

298 

HELEN BROOKS 
oniemiałą koleżankę Candy. - Prosimy następne pytanie. 
Gina czuła, że powinna się odezwać, żeby zapobiec potencjalnej katastrofie, do jakiej z 
pewnością doprowadzi nakręcona buntowniczo Candy. Niestety nie była w stanie wydobyć z 
siebie głosu. I gdyby nie ściana, o którą mogła się oprzeć, najpewniej byłaby upadła, bo nogi 
jej zupełnie osłabły z wrażenia. 
Drżała, że Candy chlapnie coś niewłaściwego, zważywszy ilość wina wypitego na pusty 
żołądek i gorzko żałowała swojej szczerości. Nie przypuszczała, że Harry i Candy 
kiedykolwiek się spotkają. 
Harry spojrzał na Candy z twarzą ściągniętą hamowanym rozdrażnieniem i stalowym 
błyskiem w ciemnoszarych oczach. 
- Przepraszam bardzo. - W jego tonie pobrzmiewała zawoalowana groźba. - Mam wrażenie, 
że nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej? 
Candy najwyraźniej nie miała zamiaru dać się zastraszyć. Odpowiedziała mu spojrzeniem 
tak pełnym pogardy, jak gdyby był oślizgłym robakiem, który właśnie wypełznął spod 
kamienia. 
W jakiś sposób Gina zdołała odzyskać głos. 
- Proszę cię, Candy, daj spokój. Co ty tu robisz? - Zwróciła się do Harry'ego. 
Zaczerpnął tchu i odpowiedział gładko. 
- Przejeżdżałem tędy, więc postanowiłem wpaść i zobaczyć, jak sobie radzisz. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
299 
Teraz Candy wzięła tak głęboki oddech, że jej płaska pierś urosła do imponujących 
rozmiarów. 
- Czy „zobaczyć, jak sobie radzisz" oznacza szybki numerek, czy też w domyśle jest, jak sobie 
radzisz po tym, jak potraktowałem cię tak podle"? - spytała z pogardą. 
Gina zamknęła oczy. Cisza aż kłuła w uszy. 
- Co? - To jedno słowo zabrzmiało jak wystrzał. 
Kiedy otworzyła oczy, na twarzy Harry'ego malowała się złość. 
- Mam wrażenie, że grubo się pani myli - huknął na Candy. 
Candy oparła dłonie na biodrach i pochyliła się w przód, ale zanim zdołała coś powiedzieć, 
odezwała się Gina. 
- To prawda, ona wszystko pomyliła - powiedziała z desperacją. - A teraz musimy iść. Już 
jesteśmy spóźnione... 
- Nie ma mowy. - Ku przerażeniu Giny zagrodził przejście. - Nie, dopóki się nie dowiem, co 
się tu właściwie dzieje. Ty... - Smagnął ostrym spojrzeniem oburzoną twarz Candy. - Nie 
mam pojęcia, co ci się wydaje, ale oboje z Giną jesteśmy przyjaciółmi. Jeszcze z Yorkshire. 
Candy odwróciła się do Giny. Na widok jej twarzy natychmiast spuściła z tonu. 
- Przepraszam, nie chciałam... - przerwała nagle. - Powinnaś była coś powiedzieć... 

background image

300 

HELEN BROOKS 
- Candy, proszę - hamowała ją Gina. 
- Przepraszam bardzo, czy coś mi umknęło? 
- spytał lodowatym tonem Harry, świdrując spojrzeniem obie milczące kobiety. - No cóż, 
choćbyście się miały spóźnić jeszcze bardziej, pogawędzimy sobie przez chwilę. Na ulicy, w 
taksówce, gdziekolwiek, ale nie odpuszczę, dopóki nie uzyskam odpowiedzi na moje pytania. 
I przeprosin - dodał, spoglądając znacząco na Candy. 
- Przeprosin? - Candy znów wpadła w wojowniczy nastrój. - Po moim trupie. 
- Dosyć pociągająca perspektywa - odciął się Harry. 
- Posłuchaj, ty szczurze... 
- Przestań. - Specyficzna nuta w głosie Giny położyła kres kłótni. - Porozmawiamy na górze, 
w mieszkaniu. Ty idź - zwróciła się do Candy. 
- Wytłumacz moją nieobecność. 
- Nie zostawię cię z nim samej. 
Harry wyglądał, jakby miał eksplodować. 
- Co takiego, twoim zdaniem, miałbym jej zrobić? 
- Nie idę - zwróciła się do Giny. - Dopóki nie będziesz bezpieczna. 
- Jestem bezpieczna. 
- Wciąż nie idę. 
Ginę ogarnęła irytacja. Tkwiła tu beznadziejnie z tą parą uparciuchów... 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
301 
- Chodźmy wszyscy na górę w takim razie - powiedziała. 
Odwróciła się do wejścia, zanim któreś z nich zdołało zareagować. Żałowała, że nie ma na 
sobie innych butów niż te, w których kołysała się tak prowokująco, łapiąc równowagę. 
Zauważyła spojrzenie, jakim Harry oszacował jej nowy wygląd i wiedziała, że był 
zaszokowany. Czy pomyślał, że się tak ubrała, żeby poderwać faceta? Ze te dwa miesiące w 
mieście zmieniły ją w modliszkę? 
Nieważne, co on myśli. Ale po sekundzie ta myśl wydała jej się absurdalna. To było ważne, 
bardzo ważnę. 
Drżącą dłonią otworzyła drzwi i weszła do niewielkiego saloniku. Candy bez ceremonii 
wma-szerowała do środka i usiadła, ale Harry wciąż stał przy wejściu. Gina odwróciła się do 
niego. 
- Mogę ci zaproponować coś do picia? - zapytała, usiłując zachować opanowanie. 
W końcu zrozumiała, że Harry nie zostawi jej w spokoju, dopóki mu szczerze nie powie, co 
do niego czuje. A wtedy na pewno odejdzie, bo przecież jasno powiedział, że nie zamierza się 
wiązać. 
Czy właśnie dlatego nie powiedziała mu wcześniej? Bo czuła, że nie zniesie definitywnego 
rozstania? Candy namawiała ją do rozpoczęcia nowego życia, ale ona nie chciała życia bez 
Harry'ego. Bo chociaż z daleka, wciąż był w jej życiu obecny. 

background image

302 

HELEN BROOKS 
Ale to co się wydarzyło dzisiaj wymagało ostatecznego rozstrzygnięcia. 
- Dziękuję za drinka, Gina - powiedział chłodno Harry. - Ale chciałbym wiedzieć, od kiedy to 
moje imię jest synonimem Markiza de Sade? 
Wzięła głęboki oddech. Nadeszła chwila prawdy. I może lepiej będzie wypowiedzieć ją, wy-
glądając właśnie tak, obco. Niech wie, że niezależnie od uczuć, jakie żywiła do niego, jest 
gotowa zbudować sobie nowe, satysfakcjonujące życie. 
- To nie jest wina Candy - powiedziała drżąco. - Ona tylko zareagowała na to, co ode mnie 
usłyszała. 
Mięsień w jego policzku drgnął lekko. 
- To znaczy? 
Gina zawahała się. W duchu wymyślała sobie od tchórzy. 
Harry zrobił krok i zatrzymał się. Jego twarz pobladła od hamowanej złości. 
- Kobieto - warknął. - Czego ty ode mnie chcesz? Wycofałem się, kiedy mi powiedziałaś, co 
czujesz. Uszanowałem twój ból. Czy to, że wpadłem tu dzisiaj, to jakieś wykroczenie? 
- Nie. 
Naprawdę, nie mogła go winić, bo nie zrobił nic złego. 
- Więc skąd ta reakcja twojej przyjaciółki? Zupełnie jakbym był tym kretynem, który sprawił 
ci tyle bólu... 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
303 
Przerwał. Gina nie wiedziała, czy sprawił to wyraz twarzy Candy czy jej własnej, ale nagle 
zauważyła w jego oczach niedowierzanie. Pragnąc, by rozwarła się pod nią otchłań piekielna, 
zmusiła się do zachowania zimnej krwi. Potem będzie mnóstwo czasu, żeby się wypłakać, 
teraz musiała spojrzeć mu w oczy z dumnie uniesioną głową. 
- Nie chciałam, żebyś wiedział - powiedziała smutno. - Tak byłoby lepiej dla nas obojga. 
Widziała, jak usilnie próbuje pojąć, wpatrując się w nią oczami bez wyrazu, że to on był 
mężczyzną, od którego uciekła. 
- Nie wierzę. - Pokręcił głową. - Dlaczego... jak.mogłaś mi nie powiedzieć? A teraz... - prze-
rwał, wciąż jeszcze nie mogąc się pogodzić z tym, co usiłowała mu przekazać. 
- To ty jesteś mężczyzną, którego kocham, Harry. Nie ma nikogo innego, nigdy nie było. 
Najwyraźniej jestem kobietą jednego mężczyzny. Chcę mieć wszystko albo nic. 
Wpatrywał się w nią nieskończenie długo. A potem, ku swojemu ogromnemu zdumieniu, 
zobaczyła, jak jego rysy rozświetla najpiękniejszy na świecie uśmiech. Jednym susem znalazł 
się przy niej, nie zwracając najmniejszej uwagi na głośny protest Candy. 
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Chwycił ją w objęcia. - Dlaczego skazałaś nas oboje na 
piekło? 

background image

304 

HELEN BROOKS 
Przez chwilę była pewna, że źle usłyszała, że stres niespodziewanego spotkania zaćmił jej 
umysł. Cofnęła się o krok, żeby spojrzeć mu w oczy. 
- Przecież ty nie chcesz niczyjej miłości - szepnęła bezradnie. 
- Twojej chcę. 
- Mówiłeś, że nie chcesz bliskości ani zobowiązań. A ja... - przerwała, szukając właściwych 
słów. - To na zawsze, Harry. A ty powiedziałeś... 
- Powiedziałem zdecydowanie za dużo głupstw. 
Znów była w jego ramionach, a on patrzył na nią tak, jak tego zawsze pragnęła, ale wciąż 
jeszcze nie miała odwagi uwierzyć. 
- Nie - powiedziała. - Przecież miałeś przyjaciółki, nigdy na mnie nie spojrzałeś w ten sposób, 
zanim się dowiedziałeś, że wyjeżdżam. Nie mogę dać ci tego, czego ode mnie oczekujesz. 
- Ty jesteś wszystkim, czego oczekuję. Twój wyjazd doprowadził mnie do szaleństwa. Obie-
całem sobie, że nie będę cię więcej nagabywał, skoro powiedziałaś tak zdecydowanie, że 
tamten facet jest najważniejszy. Ale wszystko szło źle. Nie mogłem jeść, nie mogłem spać. - 
Wziął głęboki oddech. - Kocham cię, Gino. I jeżeli mam być szczery, to mnie przeraża. Ale 
jeszcze bardziej przerażająca jest perspektywa życia bez ciebie. 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
305 
Żadne z nich nie zauważyło, że Candy wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. 
- Candy poszła - powiedziała Gina. - Miałam z nią spędzić dzisiejszy wieczór. 
- Nigdzie cię samej nie puszczę. 
- A jednak nie powiedziałeś, że mnie kochasz. I pozwoliłeś mi wyjechać. 
- Sądziłem, że jesteś szaleńczo zakochana w kimś innym. Jak mogłem w tej sytuacji mówić 
swoich uczuciach? To byłby dla ciebie dodatkowy powód do wyjazdu, przynajmniej tak mi 
się wydawało. Ale próbowałem dać ci do zrozumienia, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. 
- Nie wydawałeś mi się takim typem mężczyzny. 
- Jakim, moja najdroższa? 
„Moja najdroższa." Gina wstrzymała oddech. W najskrytszych marzeniach nie spodziewała 
się usłyszeć od niego tych słów. 
- Jednej miłości na całe życie - odpowiedziała. Wtulił twarz w jej włosy na karku i przez 
chwilę delektował się ich miękkością i delikatnym aromatem. 
- Jesteś moją jedyną miłością - powiedział głosem nabrzmiałym wzruszeniem. - Do śmierci 
i potem też. Uświadomiłem to sobie dopiero wtedy, kiedy odeszłaś. Jeżeli mnie nie zechcesz, 
będę żył sam, nie licząc czterech małych psiaków, które spędzają ten weekend z moimi 
rodzicami. 

background image

306 

HELEN BROOKS 
Objęła go z całych sił. Jeżeli go nie zechce? O czym on mówi? Czyżby jeszcze nie wiedział, że 
jest całym jej światem, powietrzem, którym oddychała? 
- Jak one się mają? - zapytała mało przytomnie. 
- Tęsknią za tobą. Pobierzemy się wkrótce? 
- zapytał. - Naprawdę szybko? 
- Jesteś pewien? 
- Ze to ma być szybko? Jak najbardziej. 
- Ze... naprawdę chcesz ślubu. Po tym wszystkim, co przeszedłeś... - przerwała, niepewna czy 
powinna mówić dalej. - Po tej historii z Anną... 
Harry nawet nie mrugnął. 
- Niczego w życiu nie byłem bardziej pewien. 
- Znów ją pocałował. - Chcę, żebyś została moją żoną i matką moich dzieci. Ale najbardziej 
na świecie chcę się z tobą kochać codziennie do końca moich dni. - Z bezkresną czułością 
odsunął jej z czoła nieposłuszny kosmyk włosów. - Każdej nocy i każdego dnia. 
Pod wpływem fali gorącego pragnienia uśmiechnęła się uwodzicielsko. 
- Teraz zaraz czy zaraz potem? - spytała żartobliwie. 
- Teraz, potem i w nieskończoność - wyszeptał w jej włosy. 
Nagle porażona obawą, że to wszystko jest tylko pięknym snem, przytulią się do niego 
mocno i gorączkowo wsunęła mu dłonie pod koszulę. 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 307 
- Nie sądziłam, że cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę - wyznała. - Myślałam, że chcesz tylko 
przygody, tak jak z innymi. 
- One nic dla mnie nie znaczyły, Gino. - Podniósł głowę i popatrzył jej w oczy. - Nic komplet-
nie. Czy to cię brzydzi? 
Nic, co robił, nie mogłoby jej zbrzydzić, więc zaprzeczyła ruchem głowy. 
- Patrząc wstecz, nie jestem dumny z ostatnich dziesięciu lat mojego życia, ale nie mogę ich 
zmienić. Mogę ci natomiast przyrzec, że od tej chwili na zawsze będziesz dla mnie jedyną 
kobietą. Głęboko w sercu wiedziałem to od naszego pierwszego spotkania. Nie 
przyznawałem się do tego nawet przed sobą samym, ale już wtedy poruszyłaś moje serce. 
Pomyślała o wszystkich przepłakanych nocach, samotności i rozpaczy. Nagle wszystko to 
przestało się liczyć. W świetle tego, co działo się teraz, było warto. 
- Kocham cię całym sercem i chcę, żeby nasza noc poślubna była zupełnie wyjątkowa. Rozu-
miesz to, prawda? 
Przytaknęła. Skoro poprzednio przeżył tyle strasznych chwil, teraz chciał, żeby od samego 
początku wszystko było inaczej. 
- Ale jestem tylko człowiekiem i pragnę cię tak bardzo. Ile czasu minie, zanim się 
pobierzemy? 
- Minimalnie - odpowiedziała, ujmując jego 

background image

308 

HELEN BROOKS 
twarz w obie dłonie. - Moje obie siostry miały ogromne wesela. Wymknijmy się gdzieś tylko z 
rodzicami. - Uśmiechnęła się marząco. - Biała sukienka dla mnie, lekki garnitur z 
goździkiem w butonierce dla ciebie. Bez zamieszania i bajerów. 
- Jesteś fantastyczna. 
- Potrzebowałeś sporo czasu, żeby to zauważyć. Roześmieli się oboje, a potem Harry porwał 
ją 
w objęcia, zaniósł na małą sofę i posadził sobie na kolanach. Znów zaczęli się całować. Gina 
wsunęła palce w jego czarne włosy i bawiła się nimi tak, jak od dawna marzyła. 
- Skąd wziąłeś mój adres? - spytała, zachwycona, że może go dotykać w ten sposób. 
- Okłamałem twoją mamę. 
- Co takiego? - Odsunęła się trochę, żeby spojrzeć mu w oczy i zobaczyć, czy mówi prawdę. 
- Zadzwoniłem do niej jako twój były szef i powiedziałem, że księgowa ma do ciebie jakąś 
sprawę. Na szczęście o nic nie pytała. Rozumiem, że nic jej o mnie nie mówiłaś? 
Zachowywała się bardzo przyjaźnie. Może gdyby wiedziała, że to ja doprowadziłem cię do 
wyjazdu, nie byłaby taka miła. 
- Nie powiedziałam nikomu aż do wyjazdu, ale byłam potem w takim stanie, że zwierzyłam 
się Candy - wyznała, zawstydzona. - Dobra z niej przyjaciółka, naprawdę. 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
309 
Nie skomentował tego, uniósł tylko brew. 
- Masz jutro czas? - zapytał natomiast. - Poszlibyśmy po pierścionek zaręczynowy i obrączki. 
Musiała się upewnić. Po dwunastu miesiącach rozterek to wszystko działo się tak szybko, że 
kręciło jej się w głowie. 
- Nie musisz tego robić - powiedziała wolno, bawiąc się guzikiem jego koszuli. - Poczekajmy i 
zobaczmy, co będziesz czuł za miesiąc lub dwa. 
- Za miesiąc lub dwa może będziesz już w ciąży - powiedział miękko, dotykając jej brzucha. - 
Przynamniej taką mam nadzieję. 
Spojrzała mu w oczy i zobaczyła tam całą pewność, jakiej potrzebowała. 
- Kocham cię, Gino, i będę kochał zawsze. Chcę domu pełnego miłości, która ogarnie nasze 
dzieci, wnuki i prawnuki. Chcę tego wszystkiego, chcę psów i kotów i róż koło domu i ciebie 
w moich ramionach każdej nocy. 
Nie chciała płakać, nie wtedy, kiedy wszystko było tak cudowne, ale wzruszenie ścisnęło ją za 
gardło. 
- Tak strasznie źle było mi bez ciebie - szepnęła łamiącym się głosem. 
- A mnie bez ciebie - odparł. - Kiedy wyjechałaś, świat poszarzał, wiesz? 
Pokiwała głową, a radość i miłość spłynęły na nią jak ciepły miód, lecząc wszystkie rany. 

background image

310 

HELEN BROOKS 
- Patrzyłem na zachód słońca i myślałem o tobie. Czy oglądałaś to samo wieczorne niebo? 
Świadomość, że gdzieś żyjesz, oddychasz, śpisz, śmiejesz się beze mnie, była torturą. Świat 
nadal istniał, tylko ja umierałem od środka. 
Delikatnie pogładziła go po twarzy. 
- Wiem. 
- Zostaniesz ze mną dziś w nocy? - spytał. - Nie umiałbym się z tobą rozstać. 
- Tak. Tylko chciałabym się przebrać. - Chciała zmyć z siebie ciężki makijaż, rozczesać włosy i 
poczuć się znów sobą. 
Uśmiechnął się szeroko. 
- Byle szybko. 
Kiedy pojawiła się znowu, przebrana w jedwabną piżamę i szlafrok, jej serce podskoczyło 
radośnie na jego widok. Leżał z zamkniętymi oczami, wyciągnięty wygodnie na sofie, taki 
masywny, ciemnowłosy, ogromnie przystojny i seksowny. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę 
należy do niej. Ale tak było i czuła to całym sercem. 
Otworzył oczy i wyciągnął do niej ramiona i wtedy zauważyła, że on też schudł. To ją 
wzruszyło, ale właściwie to wzruszało ją w nim wszystko. 
Rozmawiali i przytulali się przez niemal całą noc, a kiedy Candy wróciła nad ranem, znalazła 
ich splecionych w mocnym uścisku. Stanęła w drzwiach do salonu, niepewna, co o tym 
myśleć i rozpogo- 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 311 
dziła się dopiero na widok uszczęśliwionej twarzy Giny. 
- Zdaje się, że gratulacje będą na miejscu? - spytała. 
Gina skinęła. 
- Zaraz idziemy po pierścionek zaręczynowy. 
- I lepiej zacznij szukać współlokatorki, bo za tydzień Gina będzie już panią Breedon - 
powiedział Harry. 
- Żaden problem. 
- Pokryję wydatki, dopóki kogoś nie znajdziesz. 
- Nie musisz tego robić. 
- Owszem. - Uśmiechnął się krzywo. - Bez ciebie to trwałoby miesiącami. 
- Tylko miesiącami? - spytała. Wzruszył ramionami. 
- Nie poddałbym się, jakkolwiek długo miałoby trwać. 
Candy obserwowała go przez chwilę. 
- Nie, z pewnością nie. I pomimo że zaczęliśmy nie najlepiej, zaczynam cię lubić. 
- I wzajemnie. 
Pobrali się po dziesięciu dniach. To był cichy ślub tylko w obecności najbliższej rodziny. 
Harry obiecał przyjaciołom wielkie przyjęcie po powrocie z miesiąca miodowego. 
Gina wyglądała uroczo w swojej jedwabnej, białej sukience. Niezwykle szykowny Harry wy- 

background image

312 

HELEN BROOKS 
stąpił w szarym garniturze, biało-złocistej kamizelce, białej koszuli i krawacie. 
To był cudowny dzień, a wspaniały lunch przygotowany w domu przez grupę przyjaciół pod 
przywództwem pani Rothman na długo został wszystkim w pamięci. 
Gina nie przypuszczała, że kiedykolwiek będzie tak szczęśliwa. 
Rodzice Harry'ego mieli się zająć pieskami na czas miesiąca miodowego, który młodzi 
spędzali we Włoszech. Tak więc kiedy wszyscy wyjechali, Gina i Harry zostali w domu sami. 
Gina tego właśnie pragnęła, dlatego odmówiła pobytu w hotelu, jak również wcześniejszego 
wyjazdu. Od samego początku wymarzyła sobie tę noc poślubną w tym urokliwym miejscu, 
które od dziś było ich wspólnym domem. Po miłosnej nocy miało ich przebudzić wpadające 
przez okna słońce i gruchające w ogrodzie gołębie. I tak właśnie się stało. 
Kiedy otworzyła oczy, pokój był skąpany w słońcu, zasłonki w otwartych oknach poruszały 
się lekko od porannej bryzy. Harry wciąż spał, obejmując ją ramieniem, a długie rzęsy 
rzucały cień na opalone policzki. Leżała, chłonąc w zachwycie widok jego twarzy, zanim 
przeniosła wzrok na muskularną pierś. Oto jej mąż. Uniosła dłoń i popatrzyła na imponujący 
pierścionek zaręczynowy i biało-złoty pasek obrączki. Miała więc 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

KOLACJA Z BYŁYM SZEFEM 
313 
prawo leżeć co noc obok niego w tym wielkim łożu, budzić się w jego ramionach, dotykać go i 
pieścić. To było więcej, niż kiedykolwiek marzyła, a On był najwspanialszym prezentem od 
losu, jaki mogła sobie wyobrazić. 
A ich noc poślubna... Zamknęła oczy, a jej ciało znów przeniknęło rozkoszne drżenie. 
Była zakłopotana, przyznając, że nigdy wcześniej nie spała z mężczyzną, ale zupełnie niepo-
trzebnie. On przyjął to jako prezent, cudowny podarunek, jak jej powiedział. Nie mogłaby 
czuć się bardziej upragniona i kochana i wiedziała, że cokolwiek się teraz zdarzy, cokolwiek 
przyniesie im los, są na zawsze razem. Nikt jej nie obiecywał, że niebo będzie zawsze tak 
samo niebieskie. Życie było ciągiem kamieni milowych, tak samo jak dla każdego, ale nie 
każdy miał tak ogromne oparcie w kochającym i kochanym partnerze. 
Była tak przeogromnie szczęśliwa. 
- Dzień dobry, pani Breedon. 
To czułe powitanie wyrwało ją z zamyślenia i kazało spojrzeć mu w oczy. Uśmiechał się, więc 
odpowiedziała uśmiechem i wtuliła się w niego. 
- Dzień dobry, panie Breedon - wyszeptała cichutko. 
- Każdego dnia do końca życia będziemy się mogli witać tymi słowami. - W jego głosie 
brzmiał ten sam zachwyt, który czuła w swoim sercu. 

background image

314 

HELEN BROOKS 
- Wiem. - Spojrzała na niego z miłością. -1 każdej nocy będziemy mogli leżeć tak cudownie 
przytuleni. 
- No cóż... To możemy robić także każdego dnia. Zachichotała i wtuliła się w niego jeszcze 
mocniej. 
- Jesteś pewien, że to dozwolone? 
- Ależ tak.