1
TIFFANY WHITE
CZEGO NAPRAWDĘ OCZEKUJĄ
KOBIETY
2
ROZDZIAŁ 1
„Los Angeles Times” Wiadomości ze świata rozrywki:
Jak donosi nasz korespondent, w najbliŜszych tygodniach w programie „The Anthony
Gawain Show” będą dominować sprawy płci pięknej. Gospodarz cyklu, uwaŜany przez wielu
za enfant terrible szklanego ekranu, postawił prowokacyjne pytanie: „Czego naprawdę
oczekują kobiety?” i zaprosił do studia super - modelkę, feminizującą pisarkę oraz
specjalistkę od „porad sercowych”. Co z tego wyniknie? Zobaczymy juŜ wkrótce.
- Kawał łobuza - mruknęła Nicole Hart, odkładając gazetę. W tej samej chwili w
drzwiach niewielkiego pomieszczenia, przeznaczonego dla pracowników, stanął Rafael
Contreras.
- WciąŜ masz mu za złe, Ŝe nie umieścił cię na liście gości? - spytał. Podobnie jak
Nicole, pracował dorywczo w „Le Bistro” i wciąŜ czekał na chwilę, w której mógłby
rozpocząć prawdziwą karierę. Na razie studiował kostiumologię; Nicole zajmowała się
pisaniem scenariuszy.
Atmosfera panująca w „Le Bistro” była typowa dla większości kafejek rozsianych po
Los Angeles. Na bambusowych stolikach, ocienionych ogromnymi płóciennymi parasolami,
stały w maleńkich wazonach bukieciki świeŜych kwiatów. W karcie dań figurowały koźli set,
polenta ijalapenos, co stanowiło oczywisty dowód, Ŝe szef kuchni nadąŜa za kulinarnymi
upodobaniami gości. Z ukrytych głośników sączyły się dźwięki muzyki klasycznej.
Rafe bezceremonialnie rozsiadł się na krześle i pociągnął spory łyk lemoniady ze
szklanki Nicole.
- Wcale o to nie zabiegałam - odpowiedziała dziewczyna.
Rafe wzruszył ramionami. Sięgnął po gazetę i zaczął czytać.
- Hm... Dwa miejsca w programie są w dalszym ciągu nie obsadzone... - Obrzucił swą
towarzyszkę taksującym spojrzeniem. - Myślę, Ŝe powinnaś trochę zmienić wygląd. Zacznij
od ciuchów. Chętnie udzielę ci kilku porad.
- Nie widzę nic niestosownego w swoim wyglądzie. MęŜczyzna w milczeniu wydął
wargi. Nicole odgarnęła za ucho pukiel kasztanowych włosów.
- Wiesz co, Rafe? Główny problem polega na tym, Ŝe Ŝycie wydaje ci się filmem.
Przez cały czas grasz rolę kostiumologa.
- Być moŜe. - Skinął głową. - Lecz musisz przyznać, Ŝe znam się na tym.
- Niech będzie - westchnęła Nicole. - Co mi proponujesz?
3
Odpowiedział jej uśmiechem.
- W tej chwili sprawiasz wraŜenie dziewczynki, którą trzeba przez całe Ŝycie
prowadzić za rękę. Jeśli chcesz być zauwaŜona, nie moŜesz kręcić się po Hollywood w za
duŜym podkoszulku i wypchanych dŜinsach. Anthony Gawain ceni kobiety z klasą.
Nicole zamknęła oczy. Contreras miał rację, lecz nie potrafiła zaakceptować źle
skrywanego tonu uwielbienia w jego głosie, gdy mówił o Gawainie.
- Mógłbyś znaleźć lepszy argument - powiedziała z przekąsem.
- Chyba Ŝartujesz. - Rafe stuknął palcem w gazetę. - Czytam wszystko, co piszą na
jego temat, i wiem, Ŝe moŜe mieć kaŜdą dziewczynę, którą wybierze.
- Nie jestem „kaŜdą” i nie mam najmniejszego zamiaru spełniać zachcianek pana
Gawaina.
Rafe odłoŜył gazetę.
- Właściwie to przyszedłem w całkiem innej sprawie. Chciałem cię prosić, abyś mnie
zastąpiła jutro wieczorem, ale moŜe porozmawiamy później, gdy będziesz w lepszym
humorze.
- Nie przyszło ci do głowy, Ŝe mogę być z kimś umówiona?
- A jesteś? - Nie.
Nicole westchnęła cięŜko. Rafe doskonale wiedział, Ŝe kaŜdą wolną chwilę poświęcała
na pisanie. Poza wspólną pasją do filmów łączyła ich serdeczna przyjaźń. W głębi duszy byli
niepoprawnymi romantykami, choć w Los Angeles podobną cechę charakteru uwaŜano za
słabość.
- Skoro chcesz dłuŜej posiedzieć w pracowni. - Skinęła głową.
- Dzięki - mruknął.
Unikał jej wzroku. Nicole zmarszczyła brwi, po czym chwyciła gazetę i zerknęła na
ostatnią stronę.
- Chwileczkę! - zawołała. - Jutro jest mecz Lakersów!
Rafe zrobił minę niewiniątka.
- Dobrze - powiedziała ze śmiechem. - Ale będziesz mi winien jeden wieczór.
Contreras wstał i skierował się w stronę drzwi. W progu odwrócił głowę.
- Niemal wszystkie dziewczyny w Los Angeles szaleją za Gawainem - powiedział z
namysłem. - Skoro twierdzisz, Ŝe ci się nie podoba, dlaczego tak bardzo chciałaś wystąpić w
jego programie?
4
Nicole spojrzała na niego spod oka. Nigdy nie podawała w wątpliwość fizycznych
walorów Gawaina. Przybyła do Kalifornii ze Środkowego Zachodu, a nie z odległej planety i
potrafiła docenić atrakcyjność opakowania.
Niepokój budziła tylko zawartość.
Nie miała jednak ochoty rozwijać tego tematu.
- Usiłowałam wziąć udział w dyskusji na temat produkcji filmu i roli scenarzysty.
Chciałam bliŜej poznać reŜysera i nawiązać kontakt z jakąś agencją. Jak dotąd, piszę
wyłącznie do szuflady. - Potrząsnęła głową. - Niestety, producent programu szukał wyłącznie
„młodych chętnych”. Usunął mnie ze studia, by zrobić miejsce dla jakiejś statystyki, którą
chwilę wcześniej obściskiwał za dekoracją.
- Producenci mają sporo niezłych kontaktów.
- Rafe...
- To prawda, Nicole. Jak dotąd, nie znalazłaś męŜczyzny, który odpowiadałby twoim
wymaganiom. - śycie towarzyskie i uczuciowe dziewczyny stanowiło ulubiony temat
rozwaŜań Contrerasa.
- Idź juŜ! - Niecierpliwie machnęła dłonią.
Gdy wyszedł, z zamyśloną miną wlepiła wzrok w okno. Po szybach spływały drobne
krople deszczu.
Rafe miał ragę. Nie znalazła odpowiedniego partnera... bo nie szukała. MęŜczyźni ją
onieśmielali. Jedynie z Contrerasem nawiązała bliŜszą znajomość, lecz traktowała go jak
brata, którego w rzeczywistości nigdy nie miała.
Poszukiwała ideału. Wymarzonego, pełnego czułości, romantycznego kochanka,
potrafiącego być jednocześnie męŜem i opiekunem. W głębi serca podejrzewała jednak, Ŝe jej
starania są z góry skazane na niepowodzenie. W pamięci widziała powabną twarz matki.
Skoro taka kobieta, obdarzona nieprzeciętną urodą i zmysłowym ciałem, nie potrafiła
stworzyć trwałego związku, szanse córki malały niemal do zera. Pani Hart miała trzech
męŜów - nie łączyło ich nic, poza szczególnym urokiem oraz szybkością, z jaką opuścili progi
jej domu.
Nicole wzrastała z dala od męŜczyzn, pozbawiona prawdziwej ojcowskiej opieki. Do
wszelkich objawów adoracji odnosiła się z duŜą nieufnością Rozumiała motywy
postępowania takich ludzi jak ów producent, o którym wspomniała w rozmowie z
Contrerasem, lecz ich nie akceptowała.
JuŜ dawno doszła do wniosku, Ŝe ktoś powinien za to zapłacić. MęŜczyźni pokroju
Anthony'ego Gawaina stanowili zły wzór do naśladowania.
5
Frontalny atak nie wchodził w rachubę. Hollywood rządziło się własnymi prawami, a
ona nie zamierzała popełniać zawodowego samobójstwa. Nie była takŜe fanatyczką,
nawołującą do podjęcia krucjaty w obronie czystości obyczajów. Pragnęła jedynie w dobitny
sposób przedstawić swój punkt widzenia.
Rafe juŜ od dawna namawiał ją do zmiany stylu bycia. Nicole uśmiechnęła się do
własnych myśli. Jak dotąd odrzucała wszystkie propozycje młodego kostiumologa, gdyŜ
obawiała
się
utraty
osobowości.
CzyŜby
przedkładała
nieco
mdły
wizerunek
kasztanowowłosej i brązowookiej Barbie nad prowokujący obraz powstały w wyobraźni
Contrerasa?
Uśmiech dziewczyny stał się jeszcze szerszy.
Nie, to zakrawało na szaleństwo. A jednak...?
Oto energiczna, zmysłowa i wygadana terapeutka wkracza do studia Anthony'ego
Gawaina, by powiedzieć, „czego naprawdę oczekują kobiety?”
Hm.... Nicole podparła brodę dłońmi. W czasie studiów brała czynny udział w
zajęciach kółka dramatycznego. Od tego czasu napisała kilka całkiem niezłych scenariuszy -
choć nikt poza nią ich jeszcze nie czytał - więc z niewielką pomocą Rafaela mogłaby dobrze
odegrać swą rolę.
Wybuchnęła głośnym śmiechem.
Gawain sam nie wie, w co się wpakował. Dyskusja wstrząśnie ścianami studia i stopi
przewody elektryczne.
Mark Bates spod oka obserwował swego towarzysza. Anthony Gawain siedział
wygodnie rozparty na krześle i w milczeniu przeglądał gazetę.
Bates był producentem programu Gawaina.
Z niekłamanym podziwem patrzył na sylwetkę prezentera. Szczególną zazdrość
budziła w nim grzywa czarnych włosów, sięgająca barczystych ramion. Na męŜczyznę, który
jak Mark zastanawiał się, co zrobić z początkami łysiny, podobny widok działał niczym
płachta na byka.
Z całej postawy Anthony'ego biła wojowniczość. Ten człowiek był urodzonym
buntownikiem. Co więcej, naleŜał do rodziny o rozległych koneksjach politycznych: od
dziadka, poprzez ojca, aŜ do dalszych kuzynów.
Mark nie miał złudzeń dotyczących własnej osoby. Doskonale wiedział, Ŝe obecną
pozycję zawdzięcza więziom pokrewieństwa łączącym go z jednym z szefów sieci
telewizyjnej. Nie naleŜał do przyjaciół Gawaina. Anthony był samotnikiem i rzadko nawią-
zywał bliŜsze kontakty, lecz dobrze spełniał swe obowiązki.
6
Co tydzień wstępował do „Patrick's Roadhouse”, aby przy wspólnym śniadaniu
przedyskutować plan kolejnych programów.
Gawain starannie złoŜył gazetę, po czym wręczył ją Markowi.
- Spróbuj ściągnąć tego faceta do studia - powiedział, wskazując na artykuł opisujący
barwne losy osiemdziesięcioletniego szulera, który przeŜył swych wszystkich przeciwników.
- Nie ma sprawy - odparł Bates. Ładna, młoda kelnerka postawiła na stoliku dwie
porcje meksykańskich omletów. Zachowywała się całkiem swobodnie, nie chichotała i nie
miętosiła w dłoniach notatnika z autografami. W „Patrick's Roadhouse” co dzień przebywało
wystarczająco wielu aktorów, by moŜna było dobrać pełną obsadę przynajmniej dwóch
filmów.
- Widziałeś wzmiankę o naszym najnowszym projekcie? - Mark przełknął kawałek
pikantnej potrawy.
- Tak. UwaŜam, Ŝe zbyt duŜo miejsca poświęcono mojej osobie, a zbyt mało
właściwemu tematowi.
- Porozmawiam z autorką - odpowiedział Bates, choć nie znalazł w treści notatki
jakichś szczególnych niedopatrzeń.
Anthony zbył jego słowa lekkim wzruszeniem ramion.
- Gdybyś pochodził z tak uwikłanej w sprawy polityki rodziny jak moja, juŜ dawno
doszedłbyś do wniosku, Ŝe w doniesieniach prasowych jest więcej fikcji niŜ prawdy -
zauwaŜył. - Czasem ze zbytnią nonszalancją traktujemy dziennikarzy, czasem to właśnie oni
nie zdają sobie sprawy z oczekiwań tak zwanej opinii publicznej. NiewaŜne. Choć z drugiej
strony, zawsze ciekawiły mnie prawdziwe przyczyny ludzkich zachowań.
- Dlaczego?
- Dlaczego? Nie chciałbyś, na przykład, wiedzieć, co jest powodem, Ŝe kobiety tak
często kłamią?
- Nie bardzo. W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zwolennikiem długich dyskusji.
- Szelmowsko mrugnął okiem.
- A ja wciąŜ poszukuję kobiety, która miałaby dość odwagi, by szczerze porozmawiać
o swoich oczekiwaniach. - Anthony zmarszczył brwi. - Kogo przewidziałeś na dwa ostatnie
wieczory?
Mark sięgnął po notes.
- Matkę z córką, dziewczynę, która postanowiła zrobić karierę wojskową, terapeutkę i
aktorkę. Wybieraj.
7
- Matka z córką - odparł bez wahania Anthony. Przez chwilę zastanawiał się, po czym
zdecydował: - MoŜe być teŜ ta terapeutka. Spróbuję wyciągnąć od niej jakąś sensowną
wypowiedź.
Nicole opadła na wiklinowy fotel i wystawiła ciało na łagodne działanie promieni
słońca. Jeszcze przez najbliŜszy tydzień miała się opiekować rezydencją aktorki, która
wyjechała do Rzymu kręcić końcowe sceny nowego filmu.
- Hej! Tym razem trafiło ci się coś naprawdę bombowego! - zawołał Rafe. Wyciągnął
z bagaŜnika samochodu kilka pokaźnych pakunków, po czym wszedł do salonu. Odstawił
torby na podłogę i zajął miejsce na kanapie.
- Mnie przypadł w udziale dom, który śmiało mógłby konkurować z gabinetem luster -
dodał z kwaśną miną. - Gdziekolwiek spojrzę, same chromy i zwierciadła.
- ZałoŜę się, Ŝe jesteś zadowolony - uszczypliwie odpowiedziała dziewczyna. Kątem
oka obserwowała twarz męŜczyzny. - WciąŜ nie mogę uwierzyć, Ŝe zrezygnowałeś z kariery
aktorskiej.
Znała Contrerasa juŜ pół roku. To właśnie on ' wprowadził ją do grona osób, którym
gwiazdy Hollywood powierzały na czas podróŜy opiekę nad nieruchomościami.
- Ostatnio opadły mnie wątpliwości - dodała po chwili milczenia. - Myślisz, Ŝe zdołam
odegrać rolę terapeutki?
- Producent programu Gawaina bez zastanowienia uwierzył w twoje kwalifikacje.
Dostałaś zaproszenie.
- Do dziś nie wiem, jak to załatwiłeś.
- Mam swoje sposoby, lecz nie zamierzam się nad nimi rozwodzić. Mogę tylko
powiedzieć, Ŝe jeden z moich przyjaciół napisał ci całkiem zgrabny Ŝyciorys.
- Gdybym choć na chwilę potrafiła zapanować nad nerwami. - Nicole poruszyła się
niespokojnie. JuŜ wielokroć Ŝałowała swego pomysłu. BoŜe, co jej przyszło do głowy...
- Dasz sobie radę - z przekonaniem stwierdził Rafe. - Zawiadomiłaś rodzinę?
O, do diabła! Zapomniała, Ŝe program będzie emitowany w porze największej
oglądalności.
- śartujesz? - odparła pozornie beztroskim tonem. - Obie siostry i tak uwaŜają mnie za
wariatkę, a matka podróŜuje Bóg wie gdzie z duŜo młodszym od siebie kowbojem z rodeo.
Ostatnią pocztówkę przysłała mi chyba z Montany.
- Masz jej charakter - stwierdził męŜczyzna. Powtarzał to dość często.
- UwaŜaj na słowa, Rafe.
8
- Zawsze dziwiła mnie kruchość więzi łączących waszą rodzinę. Gdybym nie pokazał
się co niedziele u mamy na obiedzie, zostałbym uznany za wyrzutka. Tak samo jak moje
rodzeństwo.
Nicole z zazdrością słuchała słów Contrerasa.
- Brakuje tylko wnucząt, a byłby wzorowy obraz rodziny z reklamy kodaka -
powiedziała z przekąsem, chcąc zamaskować swe prawdziwe uczucia.
- UwaŜaj na słowa - odciął się Rafe. - Jestem zbyt młody do Ŝeniaczki.
- Moim zdaniem, wiek nie ma najmniejszego znaczenia. Współczesne małŜeństwa
przypominają loterię albo scenariusz poddany ostatecznej obróbce.
- Co takiego?
- Dobrze wiesz, o czym mówię. Ktoś ma świetny pomysł, zaczyna nad nim pracować,
pojawiają się pierwsze komplikacje. Teoretycznie wszystko wygląda wspaniale, lecz w
praktyce... - Westchnęła. - Wszystkiemu winne są tak zwane trudności obiektywne.
- A propos, jak ci idzie praca?
- Lepiej nie pytaj. - Na razie była zadowolona jedynie z tytułu: „Kot i sperka”. Chciała
napisać romantyczną komedię, lecz wciąŜ nie potrafiła znaleźć odpowiedniego zakończenia.
W ciągu sześciomiesięcznego pobytu w Los Angeles przekonała się teŜ, Ŝe niełatwo sprzedać
scenariusz. Potrzebowała dobrego agenta.
- MoŜe udział w programie Gawaina podsunie ci jakiś pomysł - odezwał się Rafe. - O
czym chcesz mówić?
- Mam zamiar udowodnić, Ŝe w latach dziewięćdziesiątych oczekiwania kobiet uległy
zasadniczym przemianom. Niewiele jest takich, które wciąŜ wypatrują wymarzonego księcia.
Nawet lady Diana doszła do wniosku, Ŝe lepsza wolność niŜ dworska etykieta. Dla większości
kobiet Ŝycie u boku męŜczyzny straciło swój dotychczasowy urok.
- Nicole...
- Słucham?
- Powstrzymaj się od uwag, gdy zobaczysz, Ŝe umawiam się z dziewczyną. W nagrodę
będziesz mogła zaprosić nas na kolację. Za występ z Gawainem na pewno otrzymasz okrągłą
sumkę.
- Niestety, nie mam zamiaru zatrzymać tych pieniędzy.
- Co?!
- Chcę je przeznaczyć na cel charytatywny. MoŜe w ten sposób pozbędę się poczucia
winy. Nie cierpię kłamać.
- Lepiej uwaŜaj, Ŝeby Gawain nie domyślił się prawdy. Z nim nie pójdzie ci tak łatwo.
9
- Akurat jego nie muszę się obawiać - odpowiedziała Nicole. Miała nadzieję, Ŝe Rafe
nie zauwaŜył lekkiego wahania w jej głosie. - Jestem pisarką. Potrafię szybko myśleć i
znaleźć rozsądną odpowiedź na kaŜde pytanie.
- O to chodzi. - Contreras pokiwał głową. - Jestem przekonany, Ŝe dasz sobie radę.
Zaczął rozkładać przyniesione ubrania.
- śałuję tylko, Ŝe moje nazwisko nie pojawi się na planszy końcowej - powiedział. -
„Kostiumy panny Hart przygotował Rafael Contreras”.
Wsunął na bosą stopę dziewczyny nieduŜy pantofelek.
Anthony Gawain stłumił ziewnięcie.
Cztery programy z cyklu objętego wspólnym tytułem „Czego naprawdę oczekują
kobiety?” zebrały dość pochlebne recenzje, choć nie zawierały niczego odkrywczego. Gawain
potrafił przewidzieć niemal kaŜdą reakcję osób uczestniczących w dyskusji.
Marzeniem modelki był męŜczyzna pełen tolerancji który mógłby zaakceptować jej
wygląd nawet bez makijaŜu. Feministka mówiła wyłącznie o równouprawnieniu,
powierniczka „złamanych serc” twierdziła, Ŝe wszystkie kobiety są w głębi serca tradyc-
jonalistkami, a matka szukała oparcia w kimś, kto umiałby jej pomóc w codziennych
kłopotach.
ś
adna z nich nie miała za grosz poczucia humoru.
Co się stało z odwieczną potrzebą rywalizacji? Anthony doszedł do wniosku, Ŝe
„wojna płci” przybrała formę „zimnej wojny”, w której zawarto rozejm, niechętnie, acz
pieczołowicie przestrzegany przez obie strony konfliktu.
Być moŜe zadawał niewłaściwe pytania.
MoŜe miał do czynienia z nudziarami.
MoŜe on sam stał się po prostu nudziarzem.
Z lekkim niepokojem zauwaŜył, Ŝe jego stosunek do kobiet zaczął ulegać niewielkim,
lecz charakterystycznym zmianom. CzyŜby osiągnął kolejny etap wewnętrznej dojrzałości?
Znał wiele tajemnic ludzkiej psychiki, a mimo to nie potrafił zdobyć się na obiektywną ocenę
przyczyn własnego postępowania.
Czuł potrzebę prawdziwej, ostrej dyskusji. Z kobietą.
Spojrzał na zegarek. Zaproszona przez Marka terapeutka się spóźniała. Niezły
początek.
Wpiął mikrofon w krawat w róŜowe cadillaki i zaczął się zastanawiać, jakie będą
reakcje widzów po zakończeniu programu.
10
Sukces i popularność zawdzięczał wyłącznie cięŜkiej pracy. Stawiał wysokie
wymagania zarówno sobie, jak i swym współpracownikom. Dopiero ostatnio zaczął
odczuwać pewne zmęczenie. Być moŜe traktował Ŝycie zbyt serio.
- Obudź się, Gawain. Wchodzimy na wizję. Pięć... cztery... trzy...
Anthony uśmiechnął się do kamery. Z kaŜdym występem przychodziło mu to z coraz
większym trudem.
- Mój dzisiejszy gość, pani Nicole Hart, jest terapeutką - powiedział. - Oto i ona.
Obrócił się w stronę wyjścia zza kulis i otworzył usta ze zdziwienia na widok
nadchodzącej kobiety.
- Jestem niesłychanie wdzięczna za zaproszenie do udziału w tym programie, panie
Gawain - powiedziała Nicole, zajmując miejsce w fotelu.
- Anthony. Proszę mi mówić Anthony. Poczuł, Ŝe się poci, choć był przyzwyczajony
do upału panującego w świetle reflektorów. Kątem oka dostrzegł szeroki uśmiech na twarzy
kamerzysty.
Nicole Hart miała klasę!
Emanowała seksem, chociaŜ nie nosiła czarnej minispódniczki, ani pantofli na
dziesięciocentymetrowych obcasach. Orzechowe oczy połyskiwały wyzywająco. KaŜdym
gestem zdawała się mówić „dotknij mnie”. Gawain nie wiedział, co począć z rękami. Po raz
pierwszy w Ŝyciu poczuł się speszony na widok kobiety.
Dlaczego?
W jaki sposób miał prowadzić rzeczową dyskusję, skoro bez przerwy wpatrywał się
rozmarzonym wzrokiem w kuszące usta swej rozmówczyni?
A jej wygląd... Nosiła szary, jedwabny kostium znakomicie podkreślający sylwetkę.
Anthony odniósł wraŜenie, Ŝe za tym atrakcyjnym opakowaniem kryje się namiętna kobieta.
W rozcięciu Ŝakietu widział jej opalone ciało. Nie nosiła bielizny. Dobrze wiedziała,
jak przyprawić męŜczyznę o zawrót głowy.
Usiłował sobie przypomnieć pierwsze pytanie. Nicole załoŜyła nogę na nogę i posłała
mu promienny uśmiech. Gawain przez krótką chwilę miał szaleńczą ochotę przypaść do jej
stóp i zapomnieć o całym świecie. Westchnął cięŜko. Z trudem odzyskał spokój. Gdy
ponownie spojrzał w roziskrzone oczy dziewczyny, zrozumiał nagle, Ŝe padł ofiarą podstępu.
Panna Hart dobrze zaplanowała swoje wejście.
Przynajmniej wyrwała go z letargu.
11
ROZDZIAŁ 2
Nicole musiała przyznać, Ŝe Anthony Gawain nie naleŜał do mięczaków.
Wystrój studia składał się z dwóch foteli ustawionych przy niewielkim drewnianym
stoliku, który nosił ślady zuŜycia. Gospodarz programu nie miał ochoty onieśmielać swych
gości aurą luksusu.
Choć z drugiej strony pozorna „swojskość” wnętrza skłaniała do zwierzeń i osłabiała
czujność ewentualnych przeciwników. Gawain bez wątpienia zdawał sobie sprawę z
przewagi, jaką dawało mu doświadczenie, lecz niczego nie pozostawiał przypadkowi.
Nicole spojrzała ponownie na siedzącego naprzeciw niej męŜczyznę. Nosił marynarkę
z kolekcji Armaniego, wartą co najmniej dwa tysiące dolarów, oraz spłowiałe dŜinsy.
Podziwiała szybkość, z jaką otrząsnął się z pierwszego oszołomienia, i oczekiwała
kontrataku.
W jej zachowaniu nie było ani śladu nerwowości.
- Pozwolisz, Ŝe od razu przejdę do sedna sprawy? - spytał Anthony. Zdjął kosztowną
marynarkę i podwinął rękawy koszuli.
Ach, więc o to chodziło. Dziewczyna zerknęła spod oka na szerokie ramiona
męŜczyzny. Chciał jej zaimponować swoją posturą. Czarna grzywa włosów i nonszalanckie
zachowanie nadawały mu bardziej wygląd menedŜera grupy rockowej niŜ potomka potęŜnej
dynastii przedsiębiorców i polityków.
- Jeśli skończyłeś przygotowania... - powiedziała z rozbawieniem. Wśród widzów
zgromadzonych w studiu przebiegł lekki szmer. Nicole zyskała przewagę.
Gawain otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz nagle zmienił zdanie i wygodnie
rozparł się w fotelu. Splecionymi dłońmi objął kolano, co dla dziewczyny stanowiło wyraźną
oznakę, Ŝe jeszcze nie całkiem opanował zdenerwowanie.
Nie potrafiła powstrzymać się od uśmiechu. Przed wejściem do studia obiecywała
sobie, iŜ nie będzie czerpać satysfakcji z poraŜki przeciwnika. W tej chwili jeszcze nie było
mowy o poraŜce, lecz widok zakłopotania na twarzy Gawaina sprawił jej niekłamaną radość.
Zapłacisz mi za wszystko, pomyślała. I będę się z tego cieszyć.
Anthony chrząknął donośnie, po czym zadał pierwsze pytanie:
- Więc czego oczekują kobiety?
- A czego twoim zdaniem mogłyby oczekiwać? Gawain był zupełnie zbity z tropu. Nie
spodziewał się, Ŝe Nicole tak prędko przejmie inicjatywę.
12
- Och ja... - Uniósł dłonie w geście niezdecydowania. Pośpiesznie usiłował znaleźć
jakąś sensowną odpowiedź. - Nie wiem. MoŜe tego, Ŝe w ich Ŝyciu pojawi się ktoś w typie
Kevina Costnera?
- Costnera?
Anthony skinął głową.
Nicole z zamyśloną miną przygryzła wargi. Przez chwilę bawiła się srebrzystym
kolczykiem.
- To interesujące - powiedziała. - Jesteś przekonany, Ŝe kobiety myślą wyłącznie o
męŜczyznach? O takich męŜczyznach? Powiedz mi szczerze, jak często w twojej wyobraźni
gości Kim Basinger?
Gawain wzruszył ramionami z pozorną beztroską, lecz w jego oczach pojawił się
wyraz czujności.
- Kim Basinger jest piękną kobietą i tylko nieboszczyk mógłby nie zwrócić na nią
uwagi - odparł ostroŜnie, po czym przeszedł do ataku. - Nicole, czy to znaczy, Ŝe nie
zaprzątasz sobie głowy Costnerem?
- Mów mi Nikki - powiedziała. - Wracając do twojego pytania, odpowiedź brzmi
„nie”. Costner mnie nie interesuje.
- Z jakiego powodu?
- Jest Ŝonaty.
- Nie gości nawet w twoich najskrytszych marzeniach? - Głos Gawaina nabrał
głębszych tonów. Nicole potrząsnęła głową.
- Mój świat fantazji jest całkiem inny. Anthony wsparł dłonie na kolanach i pochylił
się w jej stronę.
- Opowiedz mi o swoich marzeniach, Nikki - powiedział z błyskiem w oku. Był
przekonany, Ŝe tym razem udało mu się zastawić skuteczną pułapkę.
Naśladując zachowanie męŜczyzny, Nicole pochyliła się nad stolikiem. Jej kształtne
piersi wyraźnie, zarysowały się pod cienkim jedwabiem Ŝakietu. Wyobraźnia Anthony'ego
zaczęła pracować na najwyŜszych obrotach. Z trudem mógł skoncentrować się na dalszej
rozmowie.
- Panie Gawain - odezwała się dziewczyna. - Czy miał pan ostatnio mierzone
ciśnienie?
- Anthony - poprawił ją z roztargnieniem. - Nie, nie miałem. Dlaczego pytasz?
- Chciałabym mieć pewność, Ŝe nie dostaniesz apopleksji, gdy zacznę opowiadać o
moich marzeniach - odparła ze słodkim uśmiechem.
13
Był zbyt wytrawnym graczem, by tak prędko się poddać.
- Wolisz wysłuchać moich zwierzeń? - odparował. Wśród publiczności rozległy się
głośne okrzyki.
- Nie muszę. Na pierwszy rzut oka widać, o czym myślisz - odpowiedziała z
niezmąconym spokojem.
- Naprawdę? - Potarł podbródek. - W takim razie podziel się ze mną swoimi
spostrzeŜeniami. Jestem przekonany, Ŝe mówię w imieniu wszystkich widzów.
Chóralny aplauz nagrodził jego ripostę.
Anthony rozparł się w fotelu i przybrał zwycięską minę Rhetta Butlera, lecz Nicole,
choć w głębi duszy nie przypominała Scarlett, nie zamierzała zrezygnować. Postanowiła
nieco zmodyfikować pierwotny scenariusz.
Wzięła głęboki oddech i zaczęła:
- Proszę bardzo. Pewnego wieczoru podrywasz... powiedzmy... Kim Basinger.
Wśród publiczności zawrzało.
- I co potem?
- Kolacja. Niech pomyślę... Na pewno wybierzesz takie miejsce, gdzie mógłbyś
pochwalić się swą zdobyczą, a jednocześnie być z dala od natrętnych wielbicieli.
„Dominick's”. Tak... to dobra restauracja. Podają świetne steki z frytkami.
- Niezły początek - zgodził się Gawain. - Zatem zabieram pannę Basinger na wczesną
kolację, mój ferrari testarossa coupe z piskiem opon wjeŜdŜa na parking...
- Masz ferrari?
- Nie. Na ogół jeŜdŜę dŜipem z napędem na cztery koła. Pamiętaj, Ŝe poruszamy się w
ś
wiecie marzeń. Chciałem stworzyć odpowiednią atmosferę.
- Mógłbyś wypoŜyczyć testosteron.
- Testarossę - sprostował uprzejmie.
- Wszystko jedno.
- Dobrze, jesteśmy juŜ po kolacji. Co dalej?
- Hm. - Nicole z udawanym zamyśleniem przyłoŜyła palec do ust. Gawain nie
spuszczał z niej oka.
- Wiem - powiedziała. - Mecz Lakersów. Anthony z ociąganiem skinął głową.
- Nieźle... nieźle... - zamruczał. Dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą.
- A potem? - spytał nieoczekiwanie.
- Co potem?
14
- Chyba wiesz, o czym mówię. - Wyprostował się w fotelu. - Co po meczu? Mamy
wczesny wieczór. Jestem młodym, pełnym energii męŜczyzną.
Błysnął oczami. Nicole głośno przełknęła ślinę. Zrozumiała, Ŝe tym razem nie udało
jej się ominąć zręcznie zastawionych sideł. Przybrała swobodną pozę i starała się nie patrzeć
w stronę szeroko uśmiech - ' nietęgo młodego kamerzysty.
- Czekam - ponaglił Anthony. Widzowie w pełni podzielali jego zainteresowanie.
Nicole poczuła nagły przypływ energii. Znalazła rozwiązanie, choć niezupełnie to,
którego oczekiwał.
- Nietrudno wyobrazić sobie twoją wersję dalszych wydarzeń, Anthony - powiedziała
znacząco. - Bez wątpienia chciałbyś zakończyć ten wieczór wspólnym śniadaniem.
- Och... Zgrabny eufemizm!
- Dziękuję - odparła z cichym westchnieniem ulgi.
- Nie przypuszczałem, Ŝe osoba zawodowo zajmująca się seksem...
Nicole z nagłym niepokojem spojrzała w stronę męŜczyzny. CzyŜby odkrył jej
mistyfikację?
- ...uŜywa eufemizmów.
- Podczas występu w telewizji jest to nieuniknione - odpowiedziała. Dobrze. Trzymaj
się, Nicole.
- A propos, właśnie otrzymałem sygnał, Ŝe czas na reklamy.
Na monitorze pojawiła się uśmiechnięta twarz kobiety zachwalającej walory nowego
proszku do prania. Anthony wdał się w krótką pogawędkę z producentem programu. Po
chwili odwrócił głowę w stronę Nicole.
- MoŜesz mi zdradzić reguły? - spytał.
- Słucham?
- Dlaczego wciąŜ mi dokuczasz?
- Wchodzimy na wizję - rozległ się głos reŜysera. - Pięć... cztery... trzy... dwa... jeden.
Anthony skierował wzrok na kamerę.
- Jesteśmy z powrotem. Dla tych widzów, którzy dopiero teraz włączyli odbiorniki,
mam informację, Ŝe moim dzisiejszym gościem jest terapeutka, Nicole Hart. - Spojrzał na
dziewczynę. - Na początku programu stwierdziłaś, Ŝe większość kobiet w ogóle nie myśli o
męŜczyznach.
Wykonał gwałtowny ruch dłonią, aby podkreślić swe zdziwienie.
- Czy moŜesz mi zdradzić, jakie są prawdziwe marzenia płci pięknej?
15
- Źle mnie zrozumiałeś, Anthony. Poświęcamy męŜczyznom wiele uwagi, lecz lata
dziewięćdziesiąte stawiają nam nieco inne wymagania. MęŜczyzna utracił swą pierwotną
funkcję opiekuna i Ŝywiciela. Stał się towarem luksusowym.
- Luksusowym? Nicole skinęła głową.
- Niczym sportowy samochód z twych” marzeń. Nie jest niezbędny, lecz wywołuje
przyjemny dreszcz emocji.
Widownia zareagowała Ŝywiołowymi oklaskami.
- Skąd bierzesz te wszystkie metafory? - spytał Anthony, gdy zapadła cisza.
- A kto mówił o ferrari? - ZwilŜyła usta koniuszkiem języka.
- Mam nadzieję, Ŝe przed końcem programu powiesz mi coś więcej o własnych
marzeniach - odparł ze śmiechem Gawain.
Musiała przyznać, Ŝe okazał się godnym przeciwnikiem. Nie poddawał się, lecz wciąŜ
próbował ataku.
- Jeśli dobrze cię zrozumiałem, męŜczyzna został zrzucony z piedestału. Stał się
dodatkiem...
Nicole nie pozwoliła mu skończyć.
- Właśnie. Współczesna kobieta potrafi określić, co jest jej naprawdę potrzebne, a co
jest tylko zachcianką. O wyborze partnera decydują wyłącznie upodobania, a nie tak zwane
tradycyjne wartości, czyli chęć posiadania rodziny lub troska o byt materialny.
- A co z kobietami, które chcą zrezygnować z kariery i pozostać w domu lub
zajmować się dziećmi? Czy twoim zdaniem zasługują na potępienie, czy moŜe po prostu nie
pasują do dzisiejszych czasów?
- Muszą mieć dość siły, by w razie potrzeby przezwycięŜyć ból spowodowany
rozwodem, ucieczką lub śmiercią małŜonka.
- Dobrze, uzgodniliśmy zatem, Ŝe wiele rzeczy uległo przewartościowaniom. Skoro
męŜczyzna przestał zajmować pierwsze miejsce na liście damskich zakupów, czym został
zastąpiony? O czym marzy kobieta końca dwudziestego wieku?
- O czekoladzie - odpowiedziała Nikki. Wprost przepadała za słodyczami.
- Pytam powaŜnie.
- A ja równie powaŜnie odpowiadam. Oddałabym niemal wszystko za garść draŜetek
„M&M's”.
Anthony zrobił zdziwioną minę.
- To dla mnie coś zupełnie nowego. CóŜ takiego ma w sobie czekolada?
16
- Badania wykazały, Ŝe pewne słodycze wywołują głód, który moŜna porównać z
poŜądaniem. Jest łatwiejszy do zaspokojenia i odpada cały problem z praniem brudnych
skarpet, ścieraniem z lustra kremu do golenia i sprzątaniem rozrzuconej bielizny.
Uśmiechnęła się z triumfem.
- Nie przepadasz za męŜczyznami, prawda? - spytał Gawain.
Nicole wzruszyła ramionami.
- Mają swoje zalety. Stanowią pewną odmianę w codziennym Ŝyciu, pod warunkiem,
Ŝ
e nie próbują dominować.
Anthony z wyraźną konsternacją popatrzył na rozbawioną publiczność.
- Nie... Nie będę ciągnął tego wątku - powiedział zniechęcony. Ponownie spojrzał na
Nicole. - Twierdzisz, Ŝe czekolada ma szczególny wpływ na libido. Nawet jeśli to prawda, nie
wyczerpaliśmy całego tematu. Nigdy nie uwierzę, Ŝe właśnie w tym miejscu kończą się twoje
marzenia. Czy jest coś, czego nie moŜesz znaleźć u Ŝadnego męŜczyzny?
- Nie spodziewałam się usłyszeć takiego pytania z ust człowieka, o którym piszą, Ŝe
potrafi na wylot przejrzeć duszę kaŜdej kobiety.
Wśród publiczności zawrzało.
- Na twoim miejscu, Nikki, nie dawałbym posłuchu gazetowym plotkom - odparował
Gawain.
- Wiec jaki jesteś naprawdę? - spytała. MęŜczyzna rzucił jej spłoszone spojrzenie.
- Kwiaty - wykrztusił w końcu, aby skierować rozmowę na inne tory. - KaŜda
niewiasta uwielbia kwiaty.
- Niewiasta, owszem - zgodziła się Nicole. - Lecz pamiętaj, Ŝe mówimy o
współczesnych kobietach, które kierują się w Ŝyciu wysoce rozwiniętym praktycyzmem i
potrzebują czegoś trwalszego niŜ bukiet kwiatów.
- Garść brylantów?
- Czy to propozycja? - spytała zalotnie.
- SkądŜe! Gdybym chciał pozyskać twoje względy, kupiłbym kilka tabliczek
czekolady.
Widzowie nagrodzili jego słowa gromkim śmiechem. Nawet Nicole zachichotała
wesoło.
- Pozwól, Ŝe wrócę do zasadniczego pytania - ciągnął Gawain. - OdłóŜmy na bok
czekoladę, kwiaty X i tym podobne romantyczne drobiazgi. Które z kobiecych marzeń
najtrudniej spełnić?
- Lubisz rock and rolla? - Uśmiechnęła się w duchu na widok jego zdumionej miny.
17
- Oczywiście. Dlaczego pytasz?
- Na pewno znasz przeboje „Rolling Stonesów”?
- Chcesz, abym opowiedział ci historię zespołu?
- Wystarczy, Ŝe wymienisz tytuł jednego z przebojów.
- Było ich tyle, Ŝe trudno zliczyć.
- Ten naleŜy do najwcześniejszych.
- Masz na myśli...
- Właśnie. „I can't get no satisfaction”, jakby powiedział Jagger.
- Kontakt z męŜczyznami nie daje ci satysfakcji? Wolne Ŝarty. Jesteś przecieŜ
seksterapeutką i doskonale wiesz, jak radzić sobie w podobnych przypadkach.
Gawain był przekonany, Ŝe udało mu się przejąć inicjatywę, lecz Nicole nie
zamierzała się poddać.
- Nawet laik potrafi zauwaŜyć, Ŝe większość męŜczyzn ma obsesję na punkcie
szybkości - stwierdziła.
- Tym razem nie mówię o sportowych samochodach, lecz o szybkim seksie, po którym
jeszcze szybciej moŜna się odwrócić na bok i zapaść w błogą drzemkę.
W studiu zaległa cisza jak makiem zasiał. Anthony chrząknął.
- Chcesz przez to powiedzieć... To znaczy... Co według ciebie ma wpływ na podobne
zachowanie?
- Nareszcie udało mu się pozbierać myśli. - Czy kaŜdy męŜczyzna jest w głębi duszy
nieczułym brutalem?
- Nie.
- Nie?
- No, moŜe niektórzy. Główna przyczyna tkwi gdzie indziej.
- Spadł mi kamień z serca. Słyszycie, chłopcy - spojrzał w stronę widowni - jednak
zachowaliśmy nieco ludzkich uczuć. Lecz cóŜ z tego, skoro nie potrafimy zadowolić kobiet.
A moŜe jesteśmy niedouczeni? Czy to chciałaś powiedzieć, Nikki?
Pysznił się jak paw i protekcjonalnym tonem usiłował zjednać sobie męską część
widowni. Nicole ani przez chwilę nie Ŝałowała, Ŝe rozpoczęła tę rozgrywkę.
Powoli pokręciła głową.
- Prasa i telewizja poświęcają wystarczająco wiele miejsca problemom edukacji
seksualnej - powiedziała. - Myślę, Ŝe niemal kaŜdy męŜczyzna słyszał o grze wstępnej i o
tym, Ŝe kobiety uwielbiają długie pieszczoty.
18
- DłuŜsze niŜ czas potrzebny na usmaŜenie kilku naleśników? - z szelmowskim
uśmiechem wtrącił Anthony.
- DłuŜsze niŜ ćwiartka meczu futbolowego - odparła spokojnie Nicole.
Obecne w studiu kobiety zerwały się z miejsc i zaczęły głośno klaskać.
- DruŜyna gości zdobyła dodatkowe punkty - kwaśno mruknął Gawain.
- Nie wiedziałam, Ŝe prowadzisz statystykę - odpowiedziała półgłosem.
- Oczywiście, Ŝe nie wiedziałaś - szepnął, gdyŜ wrzawa poczęła przycichać. Zaczął
mówić normalnym tonem:
- UwaŜasz więc, Ŝe nie brak wykształcenia jest przyczyną całego zamieszania. Kobiety
nie kryją swych uczuć, lecz męŜczyźni nie są w stanie lub nie chcą spełnić ich oczekiwań.
- Zgadza się.
- Powstaje zatem pytanie, jak rozwikłać ten problem? Dlaczego męŜczyźni zachowują
się w ten sposób? Czy kierują się wyłącznie egoizmem?
- Niektórzy tak, choć nie ma to zasadniczego wpływu na całość zagadnienia. Podczas
kontaktów seksualnych przytłaczająca większość męŜczyzn stosuje grę wstępną z przymusu,
w obawie przed nieokreślonymi konsekwencjami.
Uśmiechnęła się do własnych myśli. A moŜe powinna zostać aktorką? Szło jej coraz
lepiej.
- Jakimi konsekwencjami? Przykro mi, Nikki, zupełnie straciłem wątek.
- Spróbuj pomyśleć. Na pewno zgodzisz się ze mną, Ŝe zdaniem męŜczyzn kobiety
oceniają atrakcyjność partnera wyłącznie na podstawie jego męskości.
Własna odwaga wprawiała ją w szczere zdumienie. Nawet się nie zarumieniła.
Anthony w milczeniu kiwał głową. Nie spuszczał wzroku z dziewczyny i raz po raz
głośno przełykał ślinę.
- Problem ten zaczyna więc dominować - ciągnęła Nicole. - Jaki stąd wniosek? -
spytała nieoczekiwanie. Wiedziała, Ŝe Gawain nie był przygotowany do odpowiedzi i
czerpała dziką rozkosz z jego zakłopotania.
- Chciałbym usłyszeć to od ciebie - mruknął wymijająco.
- Proszę bardzo. MęŜczyźni się boją.
- Czego, na miłość boską?!
- Boją się, Ŝe wraz z upływem lat ich wydolność maleje. Jest tajemnicą poliszynela, Ŝe
pewne słowo budzi wśród męŜczyzn nieopisaną grozę. Czy potrafisz powiedzieć słowo
„impotent”?
- Nie. Obawiam się, Ŝe w moim słowniku nie istnieje podobne określenie.
19
Nicole spojrzała mu prosto w oczy.
- Jak dotąd - rzuciła krótko.
Widzowie zerwali się z miejsc. W studiu wybuchła nieopisana wrzawa. Okrzyki
mieszały się z oklaskami, aŜ reŜyser dał znać, Ŝe czas programu dobiegł końca.
Nicole zjechała na bok i zaparkowała samochód w pobliŜu wejścia do supermarketu.
Z uśmiechem wspominała dyskusję z Gawainem. Ciekawe, co by powiedział na widok
jej auta? Było niedrogie, lecz miało opływową sportową sylwetkę. I kto jest maniakiem
szybkości?
Uśmiech zamienił się w grymas bólu. Rola seksterapeutki była niewątpliwie zabawna,
lecz jednocześnie bardzo męcząca. Dziewczyna przycisnęła dłoń do czoła. Starcie z
Gawainem przypłaciła dotkliwą migreną. Dopiero podwojona dawka aspiryny przyniosła jej
częściową ulgę.
Weszła do sklepu, wzięła z półki butelkę wody mineralnej i stanęła w kolejce do kasy.
Pod wpływem nagłego impulsu wrzuciła jeszcze do koszyka torebkę draŜetek „M&M's” i
nowe wydanie „Los Angeles Times”.
Zastanawiała się, jak widzowie przyjęli jej telewizyjny debiut. Kto mógłby szczerze
odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę odniosła sukces?
Rafe Contreras.
Był o kilka lat młodszy, lecz dobrze wywiązywał się z funkcji powiernika i opiekuna.
Nicole wróciła do domu, zdjęła szary kostium i włoŜyła dŜinsy. Czuła się jak
Kopciuszek po powrocie z balu. Za kilkanaście minut miała rozpocząć pracę.
Gdy przyjechała do „Le Bistro”, Rafe juŜ na nią czekał.
- Dobra robota, miła pani. Dałaś mu popalić - powiedział z niekłamanym zachwytem.
- Naprawdę? Udało mi się? - Nie potrafiła ukryć radości wywołanej jego słowami.
- Idę o zakład, Ŝe poziom oglądalności sięgnął szczytu i Ŝe zostaniesz poproszona o
powtórny występ. Seksterapeutka... przez chwilę byłem skłonny uwierzyć w kaŜde twoje
słowo. Mówiłaś z takim przekonaniem.
Nicole wy buchnęła śmiechem.
- Gawain prędzej padnie trupem, niŜ pozwoli mi na kolejny występ w swoim
programie. Był szczęśliwy, gdy wychodziłam.
- Nie mów hop, póki nie przeskoczysz - sentencjonalnie stwierdził Rafe. - Dopiekłaś
mu do Ŝywego. Na pewno zaŜąda rewanŜu.
- Tak uwaŜasz?
- MoŜesz mi wierzyć.
20
- To dobrze. - Zemsta była rozkoszą bogów. Nicole zamyśliła się głęboko.
- Skąd wiesz, Ŝe wyczuł moją przewagę? - spytała nieoczekiwanie i niemal w tej
samej chwili zaczęła Ŝałować, Ŝe poruszyła tę kwestię. Rafe mógł uznać ją za kompletną
ignorantkę. Prawdę mówiąc, niewiele wiedziała o naturze męŜczyzn i dość często musiała w
oględny sposób korzystać z pomocy Contrerasa... choć zdarzały się chwile, Ŝe nawet ten
sposób zawodził. Irracjonalny lęk brał górę nad rozsądkiem.
- Obserwowałem jego zachowanie - ze spokojem odpowiedział Rafe. - Rzadko się
zdarza, by nie kontrolował się podczas dyskusji. Tym razem był wyraźnie zaniepokojony. Co
chwila gubił wątek. Mrugnął łobuzersko do niej.
- Mogę cię jednak zapewnić, Ŝe juŜ dawno odzyskał spokój i obmyśla plan kolejnego
starcia - dodał.
- Rafe...
- Mówię całkiem powaŜnie. - Wyjął gazetę z dłoni dziewczyny i przerzucił kilka
stronic.
- Jak masz zamiar uczcić swój triumf? - spytał tonem starszego brata. - Chcesz iść do
kina?
- Nie masz randki? - zdziwiła się Nicole.
- Wybierałem się na „Ostatniego Mohikanina”. To nie jest odpowiedni film do
oglądania w towarzystwie dziewcząt.
- Dlaczego?
- Zaczynają się ślinić na widok Daniela Day - Lewisa, a ja nie cierpię wilgotnych
popcornów.
- W takim razie ja teŜ nie pójdę. Day - Lewis działa niezwykle pobudzająco na moje
ś
linianki.
- MoŜesz kupić torebkę popcornów na własny uŜytek - odparł Rafe. ZłoŜył gazetę. -
Czas do pracy.
- Rafe...
Zatrzymał się w drzwiach prowadzących na salę restauracyjną i odwrócił głowę w jej
stronę.
- Dziękuję.
- Nie ma za co, droga pani. ZasłuŜyłaś na laury, choć myślę, Ŝe Anthony Gawain nie
pozwoli ci zrezygnować z dalszej rozgrywki.
21
- Lepiej, Ŝeby o mnie zapomniał. Mogłam wystąpić w jednym programie, lecz nie
wiem, czy znajdę dość sił, by nadal grać rolę terapeutki. Do tej pory kierowała mną chęć
zemsty; teraz czuję się po prostu zmęczona. Skąd wiesz, Ŝe Gawain nie da mi spokoju?
- Po pierwsze, wytrąciłaś go ze stanu gnuśnego znudzenia. Po drugie, w obecności
setek telewidzów dałaś mu odczuć, Ŝe trafił na twardego przeciwnika. MęŜczyźni lubią
efektowne zwycięstwa. Będzie szukał swojej szansy.
Wyszedł. Nicole ze smutkiem pokręciła głową.
Za późno na ostrzeŜenia. Anthony Gawain naleŜał do zbyt upartych graczy, by juŜ po
pierwszej rundzie przyznać się do poraŜki.
Pomyślała o matce i siostrach. Były tak podobne do siebie, Ŝe mogły uchodzić za
trojaczki. Jasnowłose, niebieskookie i lekko piegowate, zdawały się ucieleśniać ideał
amerykańskiej dziewczyny wczesnych lat sześćdziesiątych.
Nicole była szatynką o brązowych oczach. Czuła się pokrzywdzona przez los, choć
zdaniem matki miała niecodzienną, egzotyczną urodę. Zdecydowała się na pojedynek z
Gawainem tylko dlatego, Ŝe mogła grać rolę całkiem innej, naprawdę pięknej i wzbudzającej
poŜądanie kobiety.
Wiedziała, Ŝe swym zwykłym wyglądem nie przyciągnie uwagi Ŝadnego męŜczyzny.
W niczym nie przypominała atrakcyjnych dziewcząt ze zdjęć publikowanych przez rozmaite
czasopisma i magazyny ilustrowane. Dziewcząt, których uroda mile łechtała męską próŜność i
podnosiła poczucie własnej wartości.
Równocześnie nie mogła zaprzeczyć, Ŝe Anthony Gawain miał szczególny urok,
wywołujący westchnienia wielu kobiet. Z niechęcią pokręciła głową. CzyŜby takŜe naleŜała
do tej grupy? Czy odziedziczyła po matce słabość do pociągających męŜczyzn?
Gawain był w pełni świadom swych atutów i potrafił je wykorzystać. Długie włosy,
arogancka mina i cięty język stanowiły fasadę, za którą skrywał nieprzeciętną inteligencję.
Programy typu talk show przynosiły spore dochody producentom, gdyŜ były proste i tanie w
realizacji. Jedno studio, kilka kamer i gospodarz obdarzony charyzmatyczną osobowością sta-
nowiły klucz do sukcesu.
W przeciwieństwie do mniej utalentowanych konkurentów, Anthony nie szukał
taniego poklasku. Nie zapraszał do dyskusji gwiazd estrady ani znanych polityków. Dla niego
liczył się przede wszystkim temat. Przypominał błędnego rycerza, wędrującego po świecie w
poszukiwaniu prawdy. Innymi słowy, był człowiekiem, który nie lubił zbyt długo tkwić w
jednym miejscu.
Zdaniem Nicole nie nadawał się na męŜa obarczonego troską o byt rodziny.
22
Co więcej, dbał o swój image i wiedział, jak go chronić.
Nicole westchnęła cięŜko. Miała pewność, Ŝe nie otrzyma powtórnego zaproszenia do
udziału w programie.
Szczerze mówiąc, nie była tym zainteresowana. Nie była prawdziwą terapeutką i nie
miała za grosz seksapilu...
Choć występ przed kamerami sprawił jej duŜą przyjemność.
23
ROZDZIAŁ 3
„Los Angeles Times”
Wiadomości ze świata rozrywki:
WciąŜ trwa szum wokół programu, w którym ponętna terapeutką stoczyła zaciekłą
batalię z „nieposkromionym” Gawainem. Reakcja telewidzów przeszła najśmielsze
oczekiwania producentów cyklu „Czego naprawdę oczekują kobiety?”, a redaktorzy gazet
prześcigają się w domysłach, czy Anthony zaryzykuje powtórne spotkanie z piękną Nikki.
Anthony Gawain ponuro zerknął na trzymaną w ręku gazetę. „Nieposkromiony”
„zaryzykuje”. Autorka notatki postępowała niczym komentator sportowy, zagrzewający
publiczność do większego dopingu przed kolejnym starciem.
Z kwaśnym uśmiechem obejrzał zdjęcie „ponętnej terapeutki”. Hm. Musiał przyznać,
Ŝ
e nie wszystkie informacje na jej temat były wyssane z palca. Rzucił gazetę na podłogę i
zniknął w łazience. Odkręcił kurki, regulując temperaturę wody.
Anthony stanął przed lustrem, zanim wszedł pod prysznic.
Poprzedniego wieczoru do późna siedział w klubie „Roxbury”, co zaowocowało
sennym wyrazem oczu i lekkim bólem głowy, choć ani razu nie wstał od stolika, by
przyłączyć się do tłumu podskakującego na parkiecie. Nie wszedł nawet do tej części lokalu,
która była zarezerwowana dla VIP - ów. Nie odczuwał potrzeby dowartościowania.
Zdjął szlafrok i wszedł pod parujący strumień wody. WciąŜ myślał o Nicole Hart. Ani
głośna muzyka, ani spora dawka whisky nie zdołały wymazać z jego pamięci wyzywającego
widoku brązowych oczu i kusząco rozchylonych ust dziewczyny. Rzeczywiście była
„ponętna”, jak twierdziły gazety...
Choć na jego gust zbyt sztuczna, zbyt wyrachowana.
Nie potrafiła słuchać ani naprawdę uczestniczyć w rozmowie. Dyskusja zmieniła się w
jednoosobowy występ, niezwykle efektowny i trafiający w gust publiczności, lecz mimo
wszystko tylko występ.
W zamyśleniu potarł zarośnięty podbródek. Czasem złościła go własna dociekliwość.
Dlaczego nie potrafił brać Ŝycia wprost, dlaczego w kaŜdym wydarzeniu doszukiwał się
ukrytych znaczeń? O ile szczęśliwszy był człowiek widzący świat wyłącznie w czerni i bieli.
Ze wstrętem odrzucał myśl o polityce, gdzie kaŜde działanie opierało się na
półprawdach i manipulacji. ' Wybrał pracę w telewizji, gdyŜ chciał bez osłonek ukazać fałsz
zbyt często kierujący ludzkim postępowaniem.
24
Wiedział wszystko o kobietach pokroju Nicole Hart. Szukały łatwych do usidlenia
męŜczyzn, których mogły traktować jak marionetki. Niestety, panna Hart tym razem trafiła
pod niewłaściwy adres. Marzeniem Gawaina był związek ze zwykłą, szczerą i uczciwą
dziewczyną, zdolną do prawdziwej miłości. Prawdę mówiąc, nie wierzył, by taka naprawdę
istniała.
Lustro i szklane ściany kabiny pokryły się grubą warstwą pary. Anthony zmęczonym
ruchem rozprostował obolałe ramiona. Strumyki wody ściekały mu z włosów i brody. Sięgnął
po mydło.
Trzy kwadranse później pojawił się w „Patrick's Roadhouse”. Mark juŜ czekał.
- Spóźniłeś się - powiedział na widok wchodzącego Gawaina. - Zamówiłem ci to, co
zwykle.
- Jedyne, czego dziś potrzebuję, to duŜa ilość gorącej kawy - warknął Anthony. Nawet
nie spojrzał na egzemplarz gazety leŜący na stoliku obok nakrycia.
Mark rozłoŜył gazetę.
- Czytałeś notatkę na swój temat? - spytał. Anthony skinął głową.
- I co o tym myślisz?
Kelnerka z pełną tacą podeszła do stolika.
- Proszę jeszcze o duŜy dzbanek kawy - powiedział Anthony.
Dziewczyna z uśmiechem skinęła głową i bezzwłocznie spełniła jego prośbę.
- Co z następnym programem? - nie ustępował Mark.
- Od kiedy pracujesz dla „Los Angeles Times”? - spytał zgryźliwie Gawain.
- Jestem po prostu ciekaw, czy naprawdę masz ochotę na kolejne spotkanie z panną
Hart. Stanowicie dobraną parę.
- Gdzie ją znalazłeś? - Anthony wyraźnie unikał odpowiedzi na zasadnicze pytanie.
Mark wzruszył ramionami.
- Ktoś dał mi znać w czyimś imieniu - odparł enigmatycznie. - Znałem tylko jej
nazwisko.
Gawain nalał sobie kolejną filiŜankę kawy.
- Właśnie coś sobie przypomniałem - dodał Mark. - Dziś rano dzwonił twój agent.
- Po co? Ostatni program okazał się tak dobry, Ŝe dyrekcja chce mi podnieść gaŜę?
- Nie. Jakiś facet z wydawnictwa dopytywał się, jak cię moŜna złapać. Był bardzo
podekscytowany.
- Zawsze się wściekają, gdy nie złoŜę zamówienia w Klubie KsiąŜki. - Na twarzy
Gawaina pojawił się kwaśny uśmiech.
25
- Chcą, abyś wstąpił do klubu na innej zasadzie. Jako autor.
Anthony westchnął cięŜko i odsunął na bok talerz z nietkniętym omletem.
- Mogliby w końcu zrozumieć, Ŝe nie mam ochoty wspominać dzieciństwa ani
zdradzać rodzinnych sekretów.
Mark przełknął kęs bułki. Pokręcił głową.
- Tym razem chodzi o coś innego. Padła propozycja stworzenia publikacji opartej na
wywiadach z kobietami. Zyskałbyś szansę, aby dokładnie przedstawić swój punkt widzenia,
tym bardziej Ŝe panna Hart będzie współautorką.
- Chyba Ŝartujesz! - ze zdumieniem zawołał Anthony.
Mark ponownie pokręcił głową. W tej samej chwili kelnerka przyniosła telefon
komórkowy.
- Do pana Gawaina - powiedziała.
Anthony z niechęcią wyciągnął dłoń po słuchawkę. Usłyszał znajomy głos swego
agenta. Wydawnictwo poparło swą ofertę niebotycznym honorarium.
- Czy ktoś powiadomił pannę Hart? - spytał Gawain.
- Nie. Myślałem, Ŝe zechcesz to zrobić osobiście.
- Dobrze myślałeś. Zadzwonię później. OdłoŜył słuchawkę. Doszedł do wniosku, Ŝe
jeśli chce namówić Nicole do współpracy, musi postępować z duŜym wyczuciem. W głębi
serca czuł, Ŝe dziewczyna nie darzy go sympatią.
Był ciepły wieczór. Anthony Gawain skręcił w wąską ścieŜkę prowadzącą do
otoczonego zagajnikiem ogródka „Soffs Patio Restaurant”.
Fakt, Ŝe urodził się w zamoŜnej i wpływowej rodzinie, dał mu szansę stać się
prawdziwym smakoszem. Od wczesnego dzieciństwa kosztował wyszukanych potraw
przyrządzanych przez rozmaitych kucharzy, przybyłych nawet z Europy. Lubił dobrze zjeść,
lecz dzięki intensywnym treningom karate zachowywał znakomitą kondycję, a na jego
muskularnym ciele nie było widać ani grama tłuszczu.
Zza krzewów sączyły się dźwięki greckiej ballady. Anthony zajął miejsce przy stoliku
i zamówił pastisio - ulubioną potrawę gości odwiedzających „Sofi's”.
Po skończonym posiłku w wyśmienitym humorze powrócił na parking. Wsiadł do
dŜipa i ruszył w stronę Hollywood. Radość z przyjemnie rozpoczętego wieczoru psuła mu
tylko myśl o Nikki.
W jaki sposób miałby z nią współpracować?
Był samotnikiem. Nawet w gronie znajomych zachowywał się z pewną rezerwą.
Unikał wszelkich związków, które mogłyby wywołać poczucie uzaleŜnienia od drugiej osoby.
26
Ostatnio przeŜywał sporo wątpliwości. Zaczął weryfikować swe dotychczasowe
poglądy. Być moŜe dojrzał, być moŜe patrzył na Ŝycie w inny sposób. CzyŜby naprawdę
zaleŜało mu na znalezieniu bratniej duszy? A jeśli pozorne znudzenie było oznaką samo-
tności?
Ze zręcznością doświadczonego kierowcy rajdowego zmienił bieg i wprowadził
samochód na lewy pas ruchu. WciąŜ myślał o Nicole. Czy przyjęłaby zaproszenie na wspólną
kolację?
Ruch na szosie stawał się coraz mniejszy. Anthony pogrąŜył się w marzeniach. Ciepły
podmuch wiatru owiewał mu twarz i szarpał kosmyki włosów. Nicole Hart... piękna i
pachnąca niczym bukiet świeŜych kwiatów.
Jak byłaby ubrana? W wyobraźni męŜczyzny pojawił się obraz smukłej, zgrabnej
sylwetki przystrojonej w komplet z koronkami, który tego lata okazał się prawdziwym
przebojem kalifornijskiej mody.
A buty? Przeszukał w myślach jej szafę. W końcu znalazł parę pantofelków z
mięciutkiej skóry. Znakomicie pasowały na jej zgrabne stopy. Anthony uśmiechnął się
zadowoleniem. Wygląd dziewczyny zachęcał do pieszczot. Miał nieodpartą ochotę dotknąć
jej szyi, piersi, ud...
Gwałtownie potrząsnął głową. Chciał w jakiś sposób pozbyć się kłopotliwych myśli.
Włączył radio i pokręcił gałką.
- Witam wszystkie panie w moim radiowym królestwie - dobiegł z głośnika głos
popularnego prezentera. - Dziś będziemy kontynuować poszukiwania „najseksowniejszego
męŜczyzny świata”. Jak dotąd, przewagą dwóch głosów prowadzi Kevin Costner. Za chwilę
przyjmę kolejny telefon, a po przerwie na reklamy nasz gość odpowie na kilka pytań.
Anthony z zadowoleniem klepnął dłonią w kolano. Costner! Nie popełnił pomyłki,
gdy stwierdził, Ŝe to właśnie o nim najczęściej marzą kobiety. Ciekawe, co na to Nikki...
- Słucham, kto przy aparacie? - odezwał się głos spikera.
- Kathy. Z Santa Monica.
- Kto twoim zdaniem zasługuje na tytuł „najseksowniejszego męŜczyzny”?
- Anthony Gawain.
- Prezenter telewizyjny? - W głosie prowadzącego zabrzmiała nuta zdziwienia.
Anthony obrzucił odbiornik przeciągłym spojrzeniem.
- Tak. To męŜczyzna, który moŜe się przyśnić niejednej dziewczynie.
Gawain wyciągnął rękę w kierunku wyłącznika, lecz zamarł w pół gestu, słysząc
słowa:
27
- Za chwilę wrócimy na antenę, by porozmawiać o seksie.
O seksie? CzyŜby Nikki?! Nie, to niemoŜliwe.
DŜip sunął coraz wolniej. Obok śmignął sportowy kabriolet pełen roześmianych
dziewcząt. Dwie z nich pomachały wesoło w stronę Anthony'ego. Nie zwrócił na nie uwagi. Z
niecierpliwością czekał na koniec reklam.
Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał obcy głos. Z rosnącym zaciekawieniem śledził
przebieg rozmowy.
- Co, pani zdaniem, decyduje o atrakcyjności męŜczyzny? - spytał spiker.
- Szacunek i zainteresowanie okazywane płci przeciwnej - odparła kobieta. - A po
czym pan ocenia atrakcyjność kobiet?
- No... po sposobie oddychania... - usiłował zaŜartować męŜczyzna, lecz nie wzbudził
wesołości swej rozmówczyni. - Hm... po tym, jak chodzą...
- To prawda. Chód kobiety moŜe znamionować godność i wiarę w siebie.
- Oo... tak... - Dziennikarz nie potrafił znaleźć odpowiedniej konwencji rozmowy.
Anthony szczerze mu współczuł. - Przekonajmy się, o co będą pytać nasi słuchacze. Czekamy
pod numerem pięć - pięć - pięć, dziewięćdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt dziewięć.
Po kilku sekundach nastąpiło pierwsze połączenie.
- Halo... Witam w programie rozgłośni KTIX. Podaj swoje imię i powiedz, z czym
dzwonisz.
- Tu Bob. Ciekawi mnie, jakie wykształcenie powinien mieć seksterapeuta. To chyba
nie najłatwiejsza praca?
- Aby rozpocząć praktykę, trzeba mieć dobre przygotowanie teoretyczne -
odpowiedziała kobieta. - Skończyłam studium pomaturalne oraz uniwersytet i mam dyplom
magistra filozofii, a przez dwa lata pracowałam jako asystentka.
Anthony zmarszczył brwi. Nikki była zbyt młoda, aby zdobyć podobną wiedzę. Z
lekkim roztargnieniem słuchał dalszych pytań.
- Jestem trochę zaskoczona - stwierdziła słuchaczka, która przedstawiła się jako
Chelsea. - Nie wiedziałam, Ŝe istnieje róŜnica pomiędzy „atrakcyjnością” i seksapilem. Czy
mogłabym usłyszeć coś więcej na ten temat?
:
- Atrakcyjność wyglądu zewnętrznego moŜna osiągnąć przez określony sposób
ubierania się i stosowanie odpowiednich kosmetyków - odpowiedziała terapeutka. - Tak
zwany seksapil jest częścią osobowości. Niczym wiązka światła wydobywa z mroku
szczególne cechy charakteru...
28
Anthony skręcił na autostradę wiodącą w kierunku Malibu. Myślał o ofercie, z jaką
wystąpiło wydawnictwo. Coś mu podpowiadało, Ŝe Nicole Hart jednak przyjmie propozycję
współpracy. Lubił stawiać czoło przeciwnościom, a pozyskanie jej pomocy traktował jak
osobiste wyzwanie. Oczywiście nie miał zamiaru się przyznawać, Ŝe przystępuje do pisania
ksiąŜki.
Jego ojciec był zdania, Ŝe Anthony'emu brak uporu i cierpliwości do podejmowania
działań wymagających czasu.
Sprawdził się jako prezenter telewizyjny, lecz jeśli chodzi o inne dziedziny...
Co będzie, gdy ksiąŜka okaŜe się niewypałem?
Z tak znanym nazwiskiem nie mógł liczyć na to, Ŝe poraŜka przejdzie nie zauwaŜona.
29
ROZDZIAŁ 4
Nicole miała serdeczną ochotę zapomnieć o całym boŜym świecie i po prostu zasnąć.
Pół nocy przesiedziała nad scenariuszem, a niemal cały dzień spędziła w „Le Bistro”.
- Jesteś pewien, Ŝe wiesz, jak to robić? - spytała, nim otworzyła drzwi domku.
Contreras uparł się, Ŝe naprawi cieknący prysznic.
- Oczywiście. Nie ma sprawy - zapewnił ją solennie. Machnął śrubokrętem niczym
mieczem, po czym zniknął za drzwiami łazienki. Nicole spojrzała w stronę telefonu. Zielono
połyskująca lampka świadczyła o tym, Ŝe ktoś zostawił wiadomość.
MoŜe nareszcie nadeszła odpowiedź z agencji artystycznej? Nie, pomyślała
dziewczyna. Raczej kolejna porcja reklam i ofert sprzedaŜy.
Od sześciu miesięcy dobijała się do róŜnych wytwórni. Zwykle kończyło się na
krótkiej rozmowie w sekretariacie i niejasnej obietnicy „kontaktu”. Jak dotąd, nie dotarła do
Ŝ
adnego z producentów.
Ludzie związani z filmem rzadko uczestniczyli., w negocjacjach nad kontraktem.
Załatwienie wszelkich formalności pozostawiali swym agentom. Niestety, aby pozyskać
agenta, wpierw naleŜało coś sprzedać lub gdzieś wystąpić. Błędne koło. Dla młodych ludzi,
poszukujących pracy w filmie, była to trudna droga, wymagająca wielu wyrzeczeń i nie
szczędząca rozczarowań.
Nawet wśród producentów kręcili się osobnicy, którzy przede wszystkim dla własnych
korzyści rozglądali się za atrakcyjnymi dziewczętami. Nicole była święcie przekonana, Ŝe
Mark Bates takŜe naleŜał do tej grupy. Zwracał uwagę niemal wyłącznie na urodę
„kandydatki”.
Wcisnęła klawisz automatycznej sekretarki.
- Dzień dobry - rozległ się głos młodej kobiety. - Mówię z centralnej agencji
aktorskiej. Poszukujemy statystów. Jeśli jest pani zainteresowana naszą ofertą, proszę
zadzwonić.
Stawka wynosiła dziewięćdziesiąt dolarów za dzień zdjęciowy. Dobre i to, zwłaszcza
Ŝ
e na planie było dość łatwo o zawarcie nowych znajomości.
Nicole odłoŜyła klucze na stolik. Automat zapiszczał, po czym zaczął odtwarzać
kolejne nagranie. Zdumiona dziewczyna przysiadła na brzegu kanapy.
- Cześć, Nikki. Tu Anthony. - Nastąpiła chwila przerwy. - Anthony Gawain. Mam
dwa bilety na koncert Gartha Brooksa. Zatelefonuję wieczorem.
30
Nicole z otwartymi ustami wpatrywała się w aparat. Gdy odzyskała zdolność
mówienia, wrzasnęła na Rafaela.
- Co? Co się stało?! - Zaniepokojony Contreras wybiegł z łazienki.
- Posłuchaj. - Przewinęła taśmę i puściła nagranie od początku.
Rafe zmarszczył brwi.
- Telefonował jakiś zboczeniec?
- Cii... - Uspokoiła go ruchem dłoni. - Sam się przekonasz.
Rozległ się melodyjny głos dziewczyny z agencji aktorskiej.
- Nie rozumiem, co w tym dziwnego - stwierdził Rafe.
- Słuchaj dalej.
Gdy Gawain skończył, na twarzy Contrerasa pojawił się szeroki uśmiech.
- A nie mówiłem?
- Nie widzę powodów do radości, więc przestań stroić głupie miny. Nigdzie nie pójdę.
- Chyba Ŝartujesz! Wiesz, jak trudno zdobyć bilety na występ Brooksa? Z chęcią
zająłbym twoje miejsce.
- Nie ma sprawy. Jak zadzwoni Gawain, powiem mu, Ŝeby cię zabrał.
- Ho ho ho... Nic z tego, siostro. Znikam, jak tylko skończę naprawiać prysznic. Mam
dzisiaj ekstra randkę. - Ruszył w stronę drzwi. - Randkę. To znakomity sposób spędzania
czasu. Powinnaś spróbować.
Nicole rzuciła w niego poduszką. Uchylił się i pogwizdując odszedł korytarzem.
Pół godziny później skończył robotę i wrócił do salonu. Nicole drzemała na sofie,
uśpiona monologiem niezmordowanego Jaya Leno. Rafe wyłączył telewizor. Zaczął
rozglądać się za jakimś kocem, którym mógłby okryć śpiącą dziewczynę. W tej samej chwili
zabrzęczał telefon.
Contreras sięgnął po słuchawkę. Dzwonił Gawain.
- Jestem hydraulikiem - powiedział Rafe po wymianie konwencjonalnych grzeczności.
- Panna Hart musiała wyjść, lecz zostawiła wiadomość, Ŝe z radością przyjęła pańskie
zaproszenie. Co mógłbym jej przekazać?
Sięgnął po leŜącą obok kartkę i ołówek. Po chwili odłoŜył słuchawkę i zerknął na
Nicole. WciąŜ spała. Otulił ją kocem, zostawił notatkę na stoliku i po cichu opuścił
mieszkanie.
Miałbym za swoje, gdyby się obudziła, pomyślał. Nie rozumiała, Ŝe działał wyłącznie
dla jej dobra.
31
Wsunął ręce do kieszeni i fałszywie pogwizdując, poszedł przez trawnik w kierunku
własnego samochodu. Mimo pozorów beztroski, miał minę skazańca oczekującego na ścięcie.
Nicole dyszała Ŝądzą mordu. Znała nawet nazwisko ofiary. Rafael Contreras.
Wyciągnęła z szafy modne dŜinsy, kupione dwa tygodnie temu za radą wspomnianego
Contrerasa w „Dungarees”. WłoŜyła białą bawełnianą bluzkę i spojrzała w lustro. Od
kilkunastu minut usiłowała dodzwonić się do Anthony'ego. Telefon milczał jak zaklęty. Rafe
takŜe nie podnosił słuchawki. Nie pozostawało jej nic innego, jak czekać na zapowiedziany
przyjazd Gawaina.
Krytycznie przyjrzała się swemu odbiciu. Co zrobić z włosami? Cholerny Rafe, nigdy
go nie ma, gdy jest naprawdę potrzebny... W czasie przygotowań do programu przyzwyczaiła
się polegać na jego opinii. Sprawiał, Ŝe naprawdę czuła się pociągająca i pełna seksu...
Doszła do wniosku, Ŝe kaŜda z kobiet powinna zatrudniać „garderobianego”. Rafe
miał duŜe szanse, aby stać się znakomitym kostiumologiem - pod warunkiem, Ŝe zdołałby
umknąć przed gniewem Nicole.
Co z włosami? Zawinęła wysoko rękawy bluzki, załoŜyła szeroką srebrną bransoletkę
i wpięła kolczyki. Czas wciąŜ uciekał. Przepchnęła wąski skórzany pasek przez szlufki spodni
i z niepokojem zerknęła na kartkę pozostawioną przez Rafe'a. O czwartej. Anthony Gawain
miał przyjechać o czwartej po południu. Dlaczego tak wcześnie? Koncerty są na ogół
wieczorem. MoŜe miał zamiar zabrać ją na obiad? Jak nazywała się ta restauracja, o której
rozmawiali podczas programu? „Dominick's”. Nicole uśmiechnęła się kwaśno. Znakomite
miejsce, by zostać zauwaŜoną.
Wciągnęła na nogi parę kowbojskich butów z białej skóry.
Koniec. Była w pełni przygotowana na przyjęcie gościa.
Spojrzała w lustro, by poprawić makijaŜ i niemal jęknęła ze zgrozy. Włosy! Zupełnie
zapomniała o włosach. Budzik stojący na nocnym stoliku wskazywał czwartą. NałoŜyła na
szczotkę nieco pianki i zaczesała włosy do tyłu.
Co za dureń z tego Contrerasa! Co innego grać przez pół godziny, a co innego przez
cały wieczór. Jak długo Gawain da się zwodzić?
A moŜe powiedzieć mu prawdę? Nie... nie miała dość odwagi, by to zrobić. Lepiej
skierować rozmowę na bezpieczny temat. Ani słowa o seksie. Wystarczy miła pogawędka o...
Czuła w głowie zupełną pustkę. BoŜe, o czym mówić?!
Nie miała Ŝadnego doświadczenia w kontaktach z męŜczyznami. Jak powinna się
zachowywać „prawdziwa kobieta lat dziewięćdziesiątych”? Być uwodzicielską? A co potem?
32
Anthony Gawain na pewno nie zadowoli się całusem na dobranoc. Był
stuprocentowym samcem, dumnym ze swej męskości. Rafe, co ty narobiłeś!
Ktoś zapukał. Nicole pośpiesznie zmyła z dłoni resztki pianki i poszła otworzyć.
- Przynajmniej jestem odpowiednio ubrana - powiedziała z ulgą na widok
Anthony'ego. Przez chwilę obawiała się, Ŝe na koncercie będą obowiązywać stroje
wieczorowe.
- „Odpowiednio” to zbyt skromne określenie - odparł Gawain. Obrzucił dziewczynę
uwaŜnym spojrzeniem. - MoŜe zostaniemy w domu i zamówimy pizzę?
W ciemnych oczach męŜczyzny zamigotały uwodzicielskie błyski.
- A co z Garthem Brooksem? - spytała Nicole.
- Na pewno nie pójdzie spać bez kolacji.
- Miałam na myśli koncert - powiedziała spokojnie.
- A jeśli powiem, Ŝe uŜyłem wybiegu, aby się z tobą spotkać? - spytał.
- Wówczas usłyszysz „dobranoc” - odparła, próbując zamknąć drzwi.
Szybko sięgnął do kieszeni.
- Na szczęście mam dowód, Ŝe mówiłem prawdę.
- Pokazał dwa bilety.
- Powiedz szczerze, dlaczego mnie zaprosiłeś?
- spytała.
- Kim Basinger była zajęta. Spojrzała na niego spod oka.
- Poddałem się badaniu ciśnienia - dodał. Milczała. On równieŜ. W końcu westchnęła
z rezygnacją.
- Dobrze... MoŜesz mnie zabrać na przejaŜdŜkę swoim testa - coś - tam...
Nicole miała wraŜenie, Ŝe śni. WciąŜ nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
Spotkanie z Gawainem okazało się prawdziwą randką marzeń.
Notatka, którą zostawił, nie zawierała wszystkich szczegółów. Być moŜe Anthony z
rozmysłem pominął fakt, Ŝe Garth Brooks nie występował w Los Angeles, ani w Ŝadnym
innym mieście w Kalifornii. Koncert miał się odbyć... w Dallas, w Teksasie!
W samolocie zjedli wczesną kolację, a po paru godzinach wylądowali na lotnisku D -
FW, gdzie przesiedli się do wynajętej limuzyny. Ruszyli w stronę „Reunion Arena”.
Rozmowa, której tak bardzo obawiała się Nicole, nie stanowiła problemu. Na
początku podróŜy wymienili kilka uwag o pogodzie, ruchu miejskim oraz muzyce. Chwilę po
zajęciu miejsca w samolocie Anthony po prostu zasnął.
Nicole westchnęła z ulgą, choć w głębi serca poczuła się dotknięta.
33
Spać podczas randki? Rafe pękłby ze śmiechu, gdyby o tym usłyszał. Postanowiła
pominąć kilka szczegółów przy relacjonowaniu spotkania.
Za jej cichym przyzwoleniem stewardesa obudziła Gawaina na posiłek. Anthony
rozejrzał się wokół zaspanym wzrokiem, po czym bąknął coś przepraszającym tonem.
Tłumaczył się, Ŝe tuŜ przed podróŜą wziął lek przeciw alergii powodujący wzmoŜoną sen-
ność. Nicole z uśmiechem przyjęła jego wyjaśnienia, choć nie wierzyła, by mówił prawdę.
Zaczęła podejrzewać, Ŝe nagłe zaproszenie było częścią z góry ukartowanego planu. O co
naprawdę chodziło Gawainowi? Czego oczekiwał? Nie pozostawało jej nic innego, jak czekać
na dalszy rozwój wydarzeń.
Gdy wsiedli do oczekującej na lotnisku limuzyny, Anthony połączył się telefonicznie
z Batesem i zaczął omawiać szczegóły związane z emisją kolejnego programu. Nicole
obserwowała go spod oka. Był ubrany w luźną białą koszulę, znoszone dŜinsy i wysokie
kowbojskie buty o ekstrawaganckim zestawie kolorów: na czarnej skórze rysował się
skomplikowany wzór, połyskujący czerwienią, błękitem i zielenią.
Samochód dotarł w okolice „Reunion Arena”. Nicole zastanawiała się, jak postępuje
Gawain podczas intymnego tete - a - tete ze swą wybranką. Czy duŜo mówi - jak przystało na
gospodarza talk show - czy teŜ jest namiętnym, milczącym kochankiem?
- O czym myślisz? - odezwał się, odkładając słuchawkę.
Nicole drgnęła.
- Ja... ja... - Nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. - Nie powiedziałeś mi
dotąd, co było prawdziwym powodem, Ŝe zdecydowałeś się spędzić dzisiejszy wieczór w
moim towarzystwie - wykrztusiła w końcu.
- Podczas dyskusji w studiu odniosłem wraŜenie, Ŝe masz duŜą wiedzę na temat
współczesnych kobiet. Doszedłem do wniosku, Ŝe warto z niej skorzystać.
- Piszesz ksiąŜkę? - spytała kpiąco. Była zła, Ŝe ją zwodził, zamiast udzielić szczerej
odpowiedzi, lecz chwilę później złajała się w myślach. Miał powiedzieć, Ŝe jest nią
zauroczony? Śmiechu warte. Widział w swym Ŝyciu zbyt wiele pięknych kobiet, by oglądać
się za jakąś gąską.
- Skąd wiesz? - powiedział. - A co byś powiedziała...
- UwaŜam, Ŝe wyczerpaliśmy temat podczas programu - przerwała mu w pół zdania.
- Nie. Zdołaliśmy jedynie ustalić, Ŝe męŜczyźni unikają silnych i zdecydowanych
kobiet, gdyŜ obawiają się impotencji.
- Chcesz udowodnić, Ŝe z twoją potencją wszystko w porządku?
34
- Nie. Myślałem, Ŝe jeśli poznamy się bliŜej, zdobędę twoją sympatię. - Spojrzał jej
prosto w oczy.
- Och. - Spuściła powieki. Obawiała się, Ŝe moŜe nastąpić właśnie coś takiego. Nie
zamierzała powtarzać błędów matki, która traciła głowę dla kaŜdego przystojnego
męŜczyzny.
Nie interesował ją związek z człowiekiem pokroju Gawaina. Szukała czegoś
trwalszego, czegoś, co moŜna zatrzymać na zawsze. Mądre dziewczyny nie gonią na jarmarku
Ŝ
ycia za czerwonym balonikiem. Mądre dziewczyny wtulają twarz w puszyste futerko pluszo-
wego misia.
A ona była mądrą dziewczyną.
Garth Brooks stanął pośrodku sceny z róŜą w dłoni. Głębokim, nastrojowym głosem
wykonał swój największy przebój, zatytułowany „Shameless”. Siedzące na widowni kobiety
jak urzeczone wpatrywały się w samotną postać na estradzie. Szybki rzut oka przekonał
Anthony'ego, Ŝe Nicole nie naleŜała do wyjątków.
Na ustach Gawaina pojawił się gorzki uśmiech. MęŜczyzna pogrąŜył się w
niewesołych rozmyślaniach. Postępował równie pokrętnie, jak bohater piosenki. Usiłował
zaimponować swej towarzyszce, zamiast podjąć szczerą rozmowę i spytać wprost, czy
chciałaby z nim przystąpić do pracy nad ksiąŜką. Drzemka w samolocie takŜe nie była
najlepszym pomysłem.
Dobrze chociaŜ, Ŝe koncert okazał się wart zachodu. Brooks i jego muzycy potrafili
rozgrzać publiczność do białości, by po chwili wykonać serię sentymentalnych ballad.
Utwór dobiegł końca. Piosenkarz przycisnął róŜę do piersi, padł na kolana i pochylił
głowę. Anthony z niesmakiem wzruszył ramionami. Jeśli tak miała wyglądać prawdziwa
miłość, to był zdecydowany do końca Ŝycia pozostać samotnikiem. Kobiety... KaŜda z nich
chciała uczynić z męŜczyzny bezwolną marionetkę. Jedynie po to mówiły „kocham”, by
zyskać przewagę i zacisnąć pętlę wokół ofiary.
Nicole Hart była niebezpieczną kobietą. Anthony od pierwszej chwili wiedział, Ŝe pod
uwodzicielską powłoką kryła się przebiegłość połączona z nieprzeciętną inteligencją. Gdyby
mógł, wolałby uniknąć kolejnego spotkania.
Niestety, los nie dał mu moŜliwości wyboru.
Nie chodziło tylko o ksiąŜkę. Jakaś olbrzymia, tajemnicza siła popychała go wprost ku
niebezpieczeństwu.
Publiczność rzęsistymi brawami nagrodziła występ piosenkarza. Nicole zerwała się z
miejsca. Anthony poszedł za jej przykładem. Na estradzie zamigotała feeria świateł.
35
W pewnej chwili wymachująca rękami Nicole straciła równowagę i osunęła się w
ramiona stojącego obok Anthony'ego. Spojrzał jej prosto w oczy.
- Dobrze się bawisz? - usiłował przekrzyczeć tumult panujący na widowni.
- Co mówisz?! - zawołała. Gawain pochylił głowę.
- Pytałem, czy dobrze - się bawisz? - krzyknął wprost do ucha dziewczyny.
Przytaknęła z radosnym uśmiechem.
Anthony odetchnął z ulgą. Na razie wszystko szło zgodnie z planem. Postanowił kuć
Ŝ
elazo, póki gorące i w samolocie przedstawić jej ofertę wydawnictwa.
- Myślę, Ŝe powinniśmy wyjść juŜ teraz, jeśli chcemy uniknąć ścisku i dreptania w
tłumie po zakończeniu koncertu - zawołał. - Jak utkniemy, nie zdąŜymy na wieczorny samolot
do Los Angeles.
Nicole skinęła głową. Anthony wziął ją za rękę i zaczął przesuwać się w stronę
schodów. Wkrótce dotarli do wyjścia na parking.
Anthony jęknął w duchu. Cały plan wziął w łeb: w powietrzu wisiała gęsta mgła,
niwecząca wszelkie nadzieje na powrót samolotem.
A to oznaczało, Ŝe nie będzie okazji do porozmawiania o ksiąŜce.
36
ROZDZIAŁ 5
Nicole pchnęła drzwi i weszła do pokoju. Motel wyglądał dość podejrzanie. Jej
zdaniem przypominał raczej dom schadzek niŜ miejsce, gdzie młoda dziewczyna mogła
bezpiecznie skorzystać z noclegu.
Gęsta mgła zalegająca nad Dallas spowodowała, Ŝe wszystkie loty zostały odwołane.
Co gorsza, w mieście odbywały się targi komputerowe i hotele wprost pękały w szwach. Po
długich poszukiwaniach Anthony'emu udało się znaleźć jeden wolny pokój w podrzędnym
motelu.
Rafe pękłby ze śmiechu, gdyby się o tym dowiedział, kolejny raz pomyślała Nicole.
Facet w recepcji ze znaczącym uśmiechem spytał, czy mają jakiś bagaŜ. Oczywiście
nie mieli. Nicole spłonęła rumieńcem. Dobrze przynajmniej, Ŝe znaleźli się aŜ w Teksasie i
nikt ich tu nie znał.
Anthony kopnięciem zamknął drzwi pokoju i rzucił klucze na stolik.
- Całkiem romantyczne miejsce - stwierdził ironicznie.
Nicole milczała.
Gawain usiadł na łóŜku. Z papierowej torby zaczął wyjmować rzeczy zakupione po
drodze do motelu. Dwie szczoteczki do zębów, tubkę pasty, grzebień i lakier do paznokci.
Potem zaczął dmuchać w pustą torbę.
- Co ty wyprawiasz? - spytała zdumiona dziewczyna.
- Próbuję się czymś zająć, Ŝeby nie patrzeć na ten szkaradny pokój.
Nicole rozejrzała się wokół.
Ś
ciany i sufit pokrywała czerwona tapeta, na której zawieszono lekko przydymione
lustra w tandetnych oprawach. Na podłodze leŜała tania wykładzina imitująca plusz. Jednak
najgorsze wraŜenie sprawiało łóŜko. Było okrągłe i przykryte narzutą z czarnej satyny.
- Nie czujesz dreszczu podniecenia? - spytał Gawain.
- Ani trochę. Prawdę powiedziawszy, jestem strasznie śpiąca.
- Śpiąca - powtórzył. - Czy zdajesz sobie sprawę, Ŝe w ten sposób niszczysz moją
reputację legendarnego kochanka i poŜeracza serc?
- Aaa... prawda. - Stłumiła ziewnięcie. - Nie zapominajmy o czymś, co stanowi powód
do dumy.
Anthony przycisnął dłonie do piersi.
37
- Wybacz, pani, podłą kondycję tej komnaty - powiedział z patosem. - Tuszę, Ŝe
zechcesz przyjąć me zaproszenie... i spędzimy czas jakiś na pogawędce. Kobiety lubią duŜo
mówić. - Błysnął zębami w uśmiechu.
Nicole mruknęła coś pod nosem, po czym podeszła do łóŜka i ściągnęła narzutę.
Stwierdziła z zaskoczeniem, Ŝe bawełniana pościel była biała i całkiem czysta.
- Anthony, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
- Cały czas na to liczyłem - odparł z błyskiem w oku.
- Pohamuj myśli, Romeo, bo w przeciwnym wypadku przez resztę nocy będziesz
dmuchał w papierową torbę. Zostajemy tutaj tylko dlatego, Ŝe nie mamy innego wyboru. Nie
próbuj dopasować swych czynów do wyglądu dekoracji. Mówiąc wprost, nie próbuj niczego.
- Potrafisz zepsuć kaŜdą zabawę.
- Przeciwnie, bawię się całkiem dobrze - odpowiedziała pogodnie, po czym poszła
wziąć prysznic.
Dziesięć minut później wróciła do pokoju i usiadła na łóŜku. Anthony zniknął w
łazience. Nicole zastanawiała się co dalej. Postanowiła znaleźć sobie jakieś zajęcie i
poczekać, aŜ męŜczyzna zaśnie.
Z cichym westchnieniem sięgnęła po lakier do paznokci. Czekała ją cięŜka noc. Nie
dość, Ŝe musiała czuwać, to nawet nie miała się w co przebrać.
Anthony nie przejmował się takimi drobiazgami. Wszedł do pokoju osłonięty jedynie
ręcznikiem.
Przeciągnął się leniwie. Nicole bezskutecznie usiłowała patrzeć w inną stronę. Raz po
raz głośno przełykała ślinę. W nagłym odruchu desperacji włączyła telewizor, wróciła na
łóŜko i zajęła się paznokciami.
Na szklanym ekranie zamigotał obraz. Gawain wybuchnął głośnym śmiechem.
Dziewczyna uniosła głowę. Film nie miał nic wspólnego z komedią.
BoŜe wszechmogący!
Czerwony plusz, lustra, teraz to... Dlaczego nie domyśliła się wcześniej, jakie
programy preferują goście motelu? Zerwała się z miejsca i pośpiesznie wcisnęła wyłącznik.
Anthony nie. przestawał chichotać.
- Co w tym śmiesznego?! - warknęła.
Była lekko zmieszana, zdenerwowana i... no dobrze, podniecona.
- Zachowujesz się całkiem inaczej, niŜ oczekiwałem - powiedział Gawain.
- A czego się spodziewałeś?
38
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Myślałem, Ŝe zechcesz w jakiś sposób
wykorzystać moją obecność. Jestem gotów do wszelkich eksperymentów - dodał kpiąco.
- Nie wątpię.
- Podczas programu nie wspomniałaś ani słowem o swoich marzeniach...
- Na pewno nie miałam na myśli... tego.
- To znaczy czego? Uparcie usiłowałaś zbić mnie z tropu i zmienić temat.
Na policzkach dziewczyny pojawił się ciemny rumieniec.
- W niczym nie przypominasz doktor Ruth, którą słyszałem ostatnio w programie
radiowym. Nie przypuszczałem, Ŝe seksterapeutki stają się nieśmiałe, gdy ktoś chce szczerze
porozmawiać na temat ich pracy. Podczas dyskusji w studiu byłaś niezwykle agresywna i nie
pozwalałaś mi dojść do słowa. Co się zmieniło od tamtej pory?
Nicole poruszyła się niespokojnie. CzyŜby Anthony przejrzał jej podstęp? Czy dała się
wciągnąć w sprytnie zastawioną pułapkę? Nie, to niemoŜliwe, stwierdziła po chwili
zastanowienia. Gawain potrafił dokonać wielu rzeczy, lecz nawet on nie zdołałby wywołać
mgły spowijającej całe Dallas. Do tego potrzebna była czarodziejska moc Merlina.
A moŜe nadszedł czas, by powiedzieć mu całą prawdę?
Zerknęła na siedzącego obok męŜczyznę, po czym nerwowo rozejrzała się po pokoju.
Nie. To nie najlepsze miejsce na zwierzenia.
- Idę spać - oświadczyła. Odstawiła lakier na nocny stolik obok łóŜka i kilkakrotnie
dmuchnęła na paznokcie.
- Nie dostanę nawet buziaka na dobranoc? Machnęła dłonią.
- Nie chcę zniszczyć manicure.
- Tchórz - roześmiał się Anthony.
Pochrapywanie Nicole brzmiało równie fałszywie, jak przedwyborcze obietnice
Gawaina - seniora.
- Jeśli chcesz, opowiem ci coś więcej o moich fantazjach erotycznych - powiedział
Anthony. Starał się mówić uprzejmie, lecz w jego głosie pobrzmiewały uwodzicielskie tony.
Nie usłyszał odpowiedzi.
- Śpisz?
Nicole milczała nadal, choć był pewny, Ŝe słucha.
- Na początek wybrałem coś specjalnego - ciągnął. - Moje ulubione marzenie. Nosi
tytuł „Herbatka i ulicznica”.
- „Herbatka i ulicznica?” - ze zdumieniem zawołała Nicole. - Nadajesz tytuły swoim
fantazjom? Masz ich tyle, Ŝe musisz prowadzić katalog?
39
- Coś w tym rodzaju. Ty tak nie robisz? - spytał.
- Nie.
- Kłamczucha - stwierdził z udawanym oburzeniem. - Mógłbym w to uwierzyć,
gdybyś była zwykłą dziewczyną, lecz prawdziwa specjalistka od spraw seksu... - zawiesił
znacząco głos.
Nicole ponownie zaczęła pochrapywać.
Anthony, całkowicie nie zraŜony jej ostentacyjnym zachowaniem, wsparł głowę na
ręce i zaczął mówić:
- Miałem wziąć udział w festiwalu organizowanym przez radców niewielkiego, lecz
mającego bogatą historię miasteczka. Wynająłem pokój w gospodzie, której szacowne
wnętrze zamierzałem wykorzystać jako tło w głównej części występu. Przyjechałem dzień
wcześniej, a Ŝe byłem mocno zmęczony długotrwałą podróŜą, pokojówka zaprowadziła mnie
wprost do przytulnego pomieszczenia, gdzie mogłem odpocząć. Rozpaliła ogień w kominku,
przyniosła mi kapcie, a po kilku minutach pojawiła się z dzbankiem gorącej herbaty i kilkoma
kawałkami przepysznego piernika. Z uśmiechem zgodziła się spełnić kilka moich Ŝyczeń...
Przerwał i spojrzał na dziewczynę. Nadal udawała, Ŝe śpi.
- Nie zapytasz nawet, o co ją poprosiłem? Starała się z całych sił, aby mnie zadowolić.
Na jej czole pojawiły się perliste krople potu...
Cisza.
- Chcesz, Ŝebym opowiedział ci o szczegółach? Nie ma sprawy. Najpierw zgromadziła
wszystkie niezbędne przybory, łącznie z pierzastą miotełką do ścierania kurzu. Później
postawiła na podłodze miednicę po brzegi wypełnioną ciepłą, mydlaną wodą i sięgnęła w
stronę...
- Wystarczy - przerwała mu nagle Nicole. - Dobrze rozumiem, Ŝe mówienie o tak
intymnych sprawach moŜe być dla ciebie krępujące - dodała schrypniętym głosem.
- Ale ja chcę wyznać ci całą prawdę. Świetnie się bawię. A ty?
Wymamrotała coś niezrozumiałego i naciągnęła kołdrę po same uszy.
- Zdaję sobie sprawę, Ŝe moŜesz to potraktować jako dziwactwo - ciągnął Anthony -
lecz nic nie poradzę. Taki juŜ jestem. Uwielbiam popijać herbatę i obserwować kobietę zajętą
odkurzaniem mebli, myciem okien...
Cisnęła w niego poduszką.
- Śpij juŜ! - warknęła ze złością zmieszaną z rozbawieniem.
Anthony wybuchnął śmiechem.
40
- Spać? Czy to kolejny z twoich niewinnych eufemizmów? - zapytał z nadzieją w
głosie.
- Nie.
Chwilę później przekonał się, Ŝe zasnęła naprawdę. Dlaczego nie wspomniał ani
słowem o ksiąŜce? Zmarnował doskonałą okazję, by poruszyć ten temat.
Usiłował przekonać sam siebie, iŜ pokój w motelu nie był najlepszym miejscem do
omawiania planów wydawniczych, lecz w głębi serca wiedział, Ŝe to nieprawda.
Przede wszystkim chciał zyskać pewność, Ŝe Nicole wyrazi zgodę na propozycję
współpracy.
Za oknami było juŜ zupełnie jasno. Nicole przetarła zaspane oczy. Miała wraŜenie, Ŝe
ktoś nasypał jej pod powieki całe wiadro piasku.
- Nie naleŜysz do rannych ptaszków - usłyszała głos Anthony'ego. Oparła dłoń na
krawędzi łóŜka i syknęła z bólu. Złamała paznokieć.
- Do diabła, masz całkowitą ragę, drogi Holmesie - wycedziła.
Z trudem wciągnęła kowbojskie buty. Była gotowa do wyjazdu. Anthony zadzwonił
na lotnisko i upewnił się, Ŝe wszystkie loty zostały wznowione.
Za kilka godzin będę w Los Angeles, pomyślała Nicole. Za kilka godzin wrócę do
domu i nikt, poza mną i Gawainem, nie będzie wiedział, co zaszło dzisiejszej nocy.
Prawdę mówiąc, nie wydarzyło się nic szczególnego. Poczuła lekkie rozczarowanie.
Zaraz, zaraz. Skąd ten smutny nastrój? PrzecieŜ to właśnie ona zachowywała się niczym
spłoszona nastolatka.
- Dobrze spałaś? - spytał Anthony. Palcami przeczesał włosy. - Co ci się śniło?
- Um - mruknęła Nicole. We śnie usiłowała podjąć pracę jako asystentka znanego
polityka. Sęk w tym, Ŝe owym politykiem był nie kto inny tylko... Anthony Gawain. śeby
dostać wymarzoną posadę wykonała striptiz na stole konferencyjnym. Zdjęła z siebie wszys-
tko, z wyjątkiem naszyjnika z pereł.
Gdy skończyła występ, Anthony zdecydowanym ruchem sięgnął po pióro i podpisał
kontrakt. Dobrze, Ŝe chociaŜ naleŜał do właściwej partii.
- JuŜ czas. - Anthony, ten na jawie, spojrzał na zegarek. Miał ragę. Czas, Ŝeby juŜ
poszli i czas, aby przyznała się do mistyfikacji. Aby powiedziała, kim jest naprawdę..
Postanowiła to zrobić podczas jazdy na lotnisko.
Gdy wyszli przed motel, natychmiast zostali otoczeni przez tłum dziennikarzy.
Zamigotały flesze aparatów fotograficznych. Przed twarzą Anthony'ego pojawiło się
kilkanaście mikrofonów.
41
Nicole zmruŜyła oczy w oślepiającym blasku słońca. Wysoki reporter przepchnął się
przez tłum kolegów i spytał:
- Panie Gawain, co mógłby nam pan powiedzieć na temat tego skandalu?
Skandalu?
Jakiego skandalu? Nicole nie posiadała się ze zdziwienia. CzyŜby chodziło o...
Nie! To niemoŜliwe!
Oczami wyobraźni zobaczyła krzykliwe nagłówki w gazetach i duŜy artykuł
ozdobiony swoim zdjęciem.
Siostry na pewno wpadłyby w przeraŜenie. A matka...
Matka nie była najlepszym przykładem. Raczej byłaby zadowolona, Ŝe jej córka
nareszcie uwikłała się w jakąś przygodę.
Usłyszała cichy szum pracujących kamer. Zamarła w pół kroku. Nagle zdała sobie
sprawę, Ŝe została sfilmowana w chwili, gdy opuszczała podrzędny motel w towarzystwie
czołowego playboya Los Angeles. Właśnie ona: cicha, nieśmiała i nikomu nie znana Nicole
Hart.
Uśmiechnęła się w stronę najbliŜszego obiektywu.
W tym momencie doznała olśnienia.
Nie było mowy o Ŝadnym skandalu. Przynajmniej nie z jej udziałem. Gawain mogłby
co noc wynajmować pokój w tym motelu, nie budząc najmniejszego zainteresowania prasy.
Był przecieŜ kawalerem i...
Zaraz... na pewno jest kawalerem? Uświadomiła sobie, Ŝe w gruncie rzeczy niewiele
wie o prywatnym Ŝyciu Anthony'ego.
O co chodziło reporterom? Gawain otoczył ją mocno ramieniem i zaczął torować
sobie drogę w stronę parkingu.
- Nie słyszałem o Ŝadnym skandalu - stwierdził stanowczo, lecz dziennikarze
najwyraźniej nie zamierzali zrezygnować.
- Chodzi o pańskiego kuzyna, senatora - zawołała kobieta o blond włosach.
Anthony zaklął pod nosem.
Nicole doskonale rozumiała jego zdenerwowanie. Polityczna działalność Gawainów
wciąŜ dostarczała poŜywki mass mediom, a redaktorzy gazet z uwagą obserwowali prywatne
Ŝ
ycie pozostałych członków rodziny. Skandal oznaczał złe wieści.
- Nic o tym nie słyszałem - powtórzył Anthony.
- Nie mam nic do powiedzenia na ten temat.
Samochód juŜ czekał. Nicole otworzyła drzwiczki i wsunęła się na tylne siedzenie.
42
- Jestem w stanie zrozumieć pańską nieświadomość... - Młody reporter mrugnął
porozumiewawczo. Anthony obrzucił go ponurym spojrzeniem.
- Pewna dziennikarka utrzymuje, Ŝe pański kuzyn jest ojcem jej dziecka - zawołał z
tłumu inny męŜczyzna. W jego głosie brzmiała źle ukrywana satysfakcja.
- Moim zdaniem to nieprawda - odparł Anthony.
- Nikt z mojej rodziny nie bratał się z wrogiem.
Wśród dziennikarzy otaczających limuzynę odezwały się głośne okrzyki protestu.
Nicole z bladym uśmiechem spoglądała przez okno. Anthony wsiadł do samochodu i kazał
kierowcy jechać prosto na lotnisko.
„Cicha” wizyta w motelu przestała być tajemnicą, pomyślała dziewczyna. I jak tu
teraz powiedzieć, Ŝe jest scenarzystką piszącą, jak dotąd, do szuflady?
Promienie zachodzącego słońca rzucały rudy blask na sylwetkę męŜczyzny
biegnącego po plaŜy. Anthony odgarnął z czoła pukiel długich włosów i miarowym krokiem
dobrze wytrenowanego sportowca skierował się w stronę domu.
Mimo wysiłków nie zdołał zapomnieć o wydarzeniach związanych z podróŜą i
noclegiem w Dallas. Niewiele brakowało, a spotkanie z Nicole zakończyłoby się całkowitym
fiaskiem. Uśmiechnął się. Pod stopami czuł ciepły dotyk rozgrzanego piasku. Gdzieś w górze
usłyszał trzepot skrzydeł, uniósł głowę i zobaczył jastrzębia walczącego z bryzą ciągnącą od
oceanu. Przez chwilę obserwował zmagania ptaka, po czym znów pogrąŜył się w niewesołych
myślach.
Z obiektywnego punktu widzenia zdarzenia minionej nocy nie pozbawione były
akcentów humorystycznych, choć Anthony'emu wcale nie było do śmiechu. Lubił postępować
według ułoŜonego programu i wpadał w złość, gdy nieprzewidziane okoliczności zmuszały
go do rezygnacji bądź zmiany planów.
Od najmłodszych lat wpajano mu przekonanie, Ŝe powinien zostać politykiem, jak
wszyscy męŜczyźni z szeroko rozgałęzionego klanu Gawainów. Pędził beztroski Ŝywot
otoczony luksusem, choć juŜ dość wcześnie doszedł do wniosku, Ŝe by osiągnąć sukces,
naleŜy do minimum zmniejszyć element ryzyka. Wyszkolona gwardia doradców kierowała
jego postępowaniem, nauką, a nawet doborem przyjaciół. Przez długi okres pozwalał, by
traktowano go jak bezwolną kukłę. Chciał w oczach ojca zasłuŜyć na miano dobrego i
kochającego syna.
AŜ nadszedł dzień, gdy okazało się, Ŝe wszystko, w co wierzył, jest wierutnym
kłamstwem. Gdy usłyszał przypadkowo z ust własnej matki, Ŝe jest synem kogoś innego. W
tym dniu zniknął dawny, wymuskany Anthony Gawain. Narodził się buntownik.
43
Nie zdradził Gawainowi seniorowi swej tajemnicy, lecz doszedł do wniosku, Ŝe nie
musi dbać o zachowanie tradycji rodu. Polityczne „dziedzictwo” było czystą fikcją. Całym
zachowaniem podkreślał swą odrębność i niezaleŜność.
Nosił czarną skórzaną kurtkę, był wyrzucany z renomowanych uczelni i
uniwersytetów, otaczał się kręgiem przedziwnie wyglądających przyjaciół. Gawain senior
znosił to z coraz mniejszą cierpliwością, aŜ w końcu machnął ręką i zaczął szukać następcy
wśród innych członków rodziny. Swe oczekiwania i nadzieje przeniósł na młodszego syna.
Anthony, uwaŜany przez wszystkich za „czarną owcę”, nie przejmował się tą opinią i
dalej postępował według własnego widzimisię. Jednak z czasem rola wiecznego buntownika
poczęła blednąc i sprawiała mu coraz mniejszą satysfakcję. Czuł się po prostu znudzony.
Przyszło mu do głowy, Ŝe zamiast być przeciw wszystkim i wszystkiemu, powinien znaleźć
jakiś cel, z którym mógłby się identyfikować.
Wydanie ksiąŜki stanowiłoby wyśmienity punkt wyjścia do nowego etapu kariery.
Jedyną przeszkodę stanowiła Nicole Hart. MoŜe nie tyle przeszkodę, ile niewiadomą.
Anthony miał niejasne przeczucie, Ŝe będzie się musiał sporo natrudzić, by doprowadzić do
kolejnego spotkania. Tym razem postanowił grać w otwarte karty i poprosić ją o pomoc w
przygotowaniu publikacji. Zresztą, nie miał wielkiego wyboru: wydawnictwo postawiło
warunek, Ŝe nazwisko panny Hart musi pojawić się na okładce.
W głębi serca jednak przyznawał, Ŝe chciał ponownie zobaczyć Nicole z całkiem
innego powodu. W czasie wycieczki do Dallas odkrył nowe, nie znane mu oblicze ponętnej
terapeutki. Był zafascynowany jej delikatnością i... nieśmiałością.
44
ROZDZIAŁ 6
„Los Angeles Times”
Wiadomości ze świata rozrywki
Jak widać na zdjęciu, Anthony Gawain i Nicole Hart nie ograniczyli swych kontaktów
do krótkiej (choć gorącej) szermierki słownej w trakcie programu. Nie wiemy jednak, czy
spotkanie w Dallas miało charakter prywatny, czy pan Gawain chciał skorzystać z
profesjonalnej porady seksownej terapeutki. Na odpowiedź przyjdzie nam pewnie poczekać
do następnej emisji programu „The Anthony Gawain Show”.
- Domyślam się, Ŝe powiedziała „tak” - odezwał się Mark Bates. Artykuł w gazecie
był ozdobiony duŜą fotografią przedstawiającą Anthony'ego i Nicole przed wejściem do
motelu.
Gawain siedział bez ruchu z wzrokiem utkwionym w podłodze. Na dźwięk słów
Marka drgnął, wyrwany z zamyślenia, i podniósł głowę.
- Co mówiłeś?
Mark wręczył mu gazetę.
- Nie miałem okazji porozmawiać z panną Hart na temat oferty wydawnictwa -
powiedział Anthony, spoglądając na zdjęcie. Z kwaśnym uśmiechem przeczytał treść
krótkiego artykułu. „Czy pan Gawain chciał skorzystać z profesjonalnej porady seksownej
terapeutki?” Dobra robota. Wiedział, Ŝe juŜ wkrótce zaroi się od plotek na jego temat.
Rodzina Gawainów znów trafi na pierwsze strony gazet. Kuzyn uwikłany w proces o
ustalenie ojcostwa, Anthony przeŜywający domniemane kłopoty z potencją... JuŜ widział
surową twarz ojca zwołującego cały klan na zebranie „za zamkniętymi drzwiami”, aby ustalić
jednolitą taktykę wobec prasy. Anthony miał wystarczająco złą opinię i niewiele mu mogło
zaszkodzić, lecz kuzyn był w znacznie gorszej sytuacji. śonaty senator ojcem dziecka
dziennikarki? To mogło wróŜyć nawet koniec kariery.
- „Panną Hart?” - drwiącym tonem powtórzył Mark Bates. - Spędziłeś z nią noc w
motelu i nadal tytułujesz ją „panną Hart”? Najlepszy dowód, Ŝe mimo pozorów w głębi duszy
zachowałeś poglądy i styl postępowania stuprocentowego dziedzica dynastii Gawainów. Co
to znaczy: „nie miałem okazji porozmawiać na temat oferty wydawnictwa?” Czym byłeś
zajęty? - Mark skończył jeść omlet i odsunął pusty talerz. - Szczegóły - stwierdził sucho. -
Chcę znać szczegóły.
Anthony pociągnął solidny łyk gorącej kawy. Uśmiechnął się do siebie.
45
- Rozmawialiśmy - odparł, prostując się na krześle.
- Rozmawialiście? Gawain skinął głową.
- W takim razie mogę dziękować opatrzności, Ŝe nie chciałeś, abym ci towarzyszył -
stwierdził Mark.
- W przeciwieństwie do ciebie spędziłem szampański wieczór. Wybrałem się do nowo
otwartego klubu o nazwie „Miss 01ivia's Finishing School” i wiesz, co tam znalazłem? Grupę
pięknych, znakomitych dziewcząt tańczących w rytm nastrojowej muzyki. Lokal ma klasę,
nawet portier nosi białe rękawiczki.
Gawain milczał, lecz Bates nie zwracał uwagi na jego zachowanie.
- W przyległym pomieszczeniu mają niewielką salkę konferencyjną z centralą
telefoniczną i faksem - mówił dalej. - Słyszałem teŜ, Ŝe dziewczęta dostają sute napiwki.
KaŜda z nich mogłaby kupić niejednego z gości odwiedzających przybytek panny 01ivii.
- Jak nazywa się to miejsce? - z roztargnieniem spytał Anthony. Ze stojącej w rogu
restauracji nieco staroświeckiej szafy grającej popłynęły dźwięki rzewnej melodii.
- JuŜ ci mówiłem. Nie słuchałeś? „Miss 01ivia's Finishing School”. Jeśli zechcesz,
moŜemy wybrać się tam razem - zaproponował Mark. - Dziewczęta są niesłychanie uprzejme
wobec gości i naprawdę zachowują się niczym panienki z ekskluzywnej pensji. Nie ma mowy
o seksie. Spokój, miła atmosfera i nastrój dobrej zabawy.
- Brzmi to całkiem interesująco - stwierdził Anthony. Z namysłem potarł podbródek.
Mark rzucił w stronę swego rozmówcy zdziwione spojrzenie. Nigdy dotąd nie
planowali wspólnych wypadów „na dziewczynki”.
- Naprawdę masz ochotę tam się wybrać?
- Tak, choć w trochę innym charakterze. Chcę zebrać materiał do kolejnego programu.
- Mówisz serio? Anthony skinął głową.
- Interesuje mnie, jaki jest wpływ klubów typu „Miss 01ivia's Finishing School” na
edukację seksualną. ZauwaŜyłem, Ŝe w ostatnich latach powstało wiele miejsc, gdzie
męŜczyźni mogą w przeróŜny sposób zaspokajać swe marzenia i fantazje erotyczne. W Dallas
jest tak zwany „Cabaret Royale”, zajmujący całą posiadłość z przyległym parkiem...
- Jeśli powaŜnie myślisz o przygotowaniach do programu, mogę juŜ jutro zająć się
organizacją. Wiesz, kilka wywiadów z dziewczętami...
Gawain pominął milczeniem propozycję Marka. Spokojnie dopił kawę, po czym
powiedział:
- Chciałbym poznać opinię kilku kobiet w tej sprawie. Co naprawdę myślą o
bywalcach klubu... Czy są nimi zainteresowane, i tak dalej...
46
- MoŜemy iść za ciosem i stworzyć cykl programów pod wspólnym tytułem „Czego
oczekują męŜczyźni?” - podsunął Mark.
- Niezły pomysł - zgodził się Anthony. - Spróbuj nad nim popracować.
- Smakowało panom? - spytała młoda kelnerka. PołoŜyła rachunek na gazecie, po
czym zniknęła na zapleczu.
- Słuchałeś porannych wiadomości? - spytał Mark.
- Nie - mruknął niechętnie Anthony.
Mark uśmiechnął się w duchu. Z najnowszych doniesień wynikało, Ŝe skandal w
rodzinie Gawainów był juŜ zaŜegnany. Dziennikarka, nie podając bliŜszych powodów swej
decyzji, wycofała pozew.
Mark ponownie zerknął na fotografię, na której Anthony opiekuńczym gestem
obejmował kibić Nicole.
- Kiedy masz zamiar z nią porozmawiać? - spytał. - Twój agent wciąŜ dzwoni i
domaga się podjęcia decyzji.
- Czekam na właściwą chwilę. Jak wiesz, panna Hart potrafi być bardzo uparta. Jeśli
dojdzie do wniosku, Ŝe nie jest zainteresowana tym pomysłem, trudno będzie ją przekonać,
aby zmieniła zdanie.
- Nie wierzę, by odrzuciła ofertę napisania ksiąŜki.
- Mark pokręcił głową. Źle zrozumiał słowa Gawaina.
- Chodzi mi o coś innego - wyjaśnił Anthony.
- Obawiam się, Ŝe moŜe nie zaakceptować osoby współautora. Naprawdę nie
zauwaŜyłeś, iŜ podczas programu ze wszystkich sił usiłowała mi dokuczyć? Powinna poznać
mnie nieco bliŜej, przekonać się, kim naprawdę jestem.
- Czy po kilku randkach zdecydujesz się przejść do właściwego tematu?
- To nie są „randki” - obruszył się Anthony.
- Spotykamy się, i tyle.
Wstał, zabrał ze stołu rachunek i gazetę, mruknął „do widzenia” i ruszył w kierunku
wyjścia. Na krótką chwilę przystanął przy kasie. Zawsze płacił gotówką, nie lubił kart
kredytowych, uŜywanych powszechnie. Był zbyt niecierpliwy. Niestety, pomyślał kwaśno,
dalsze rozmowy z panną Hart wymagały duŜej dozy cierpliwości.
W drodze na parking rozmyślał, co zrobić, by kolejne spotkanie nie zakończyło się
całkowitą klapą.
47
Miał zaproszenie na garden party organizowane w dawnej posiadłości jednego z
„królów Hollywoodu”, Jacka Warnera, obecnie zajmowanej przez potentata przemysłu
fonograficznego, Davida Geffena. Miła odmiana po obskurnym pokoju motelowym w Dallas.
Po namyśle doszedł jednak do wniosku, Ŝe pomysł z przyjęciem nie naleŜał
najszczęśliwszych. Nie, do Nicole naleŜało trafić inną drogą.
Spotkanie pod zegarem w Biltmore i krótka wycieczka do Muzeum Sztuki
Nowoczesnej? Zbyt pretensjonalne. A moŜe raczej...
Uniósł głowę na dźwięk klaksonu. Blondynka w zielonym jaguarze XJS wesoło
pomachała w jego stronę. Anthony westchnął cięŜko. To takŜe była cena popularności. Nie
potrafił przywyknąć, Ŝe całkiem obce osoby traktują go jak dobrego znajomego. Uprzejmie
skinął głową, po czym zajął miejsce za kierownicą dŜipa.
Nim włączył zapłon, zerknął jeszcze raz na gazetę leŜącą na sąsiednim siedzeniu. Jego
uwagę przyciągnęło ogłoszenie zapowiadające występ w „Celebrity Theater” popularnego
komika młodego pokolenia, Jeny'ego Seinfelda. Programy Seinfelda cieszyły się duŜą
popularnością, gdyŜ w swobodnej, humorystycznej formie wiele mówiły o kontaktach mię-
dzyludzkich.
Anthony sięgnął po telefon. Nim wyjechał na główną ulicę, miał juŜ gotową
rezerwację. Pośpiesznie wystukał numer do Nicole.
Nikki siedziała na kanapie, uderzając długopisem w pusty arkusz papieru. Po kilku
minutach zmieniła pozycję, lecz w dalszym ciągu nie przychodziło jej do głowy nic
sensownego. Wstała, podeszła do lodówki i przez chwilę zastanawiała się, czy naprawdę jest
głodna. Uznała, Ŝe jednak nie, więc przeciągnęła się lekko, po czym wróciła do salonu i
ponownie usiadła nad kartką.
Praca nad scenariuszem wciąŜ tkwiła w martwym punkcie.
Nicole zmęczonym ruchem przetarła czoło. Pół dnia spędziła na planie filmowym.
Statystowała w roli kobiety przechodzącej przez skrzyŜowanie.
Włączyła telewizor. Wolnymi krokami okrąŜyła pokój, odwróciła się, przyłoŜyła
dłonie do policzków, westchnęła i spojrzała na ekran. Pokręciła głową i wyłączyła odbiornik.
Zabrzęczał dzwonek telefonu.
Nicole podbiegła do aparatu. Nareszcie znalazła pretekst, by nie myśleć o pracy.
- Anthony? - powiedziała z zaskoczeniem.
- Chciałem cię przeprosić za nieudany wieczór - odezwał się męŜczyzna.
Przeprosić? Dlaczego? Do tej pory była święcie przekonana, Ŝe wszystko poszło po
jego myśli. Prawdę powiedziawszy, nie potrafiła skupić się nad scenariuszem, gdyŜ wciąŜ
48
wspominała krótki pobyt w Dallas. ChociaŜ obawiała się rozmowy z Gawainem, miała cichą
nadzieję na powtórne spotkanie.
- Mógłbym wpaść do twojego biura - powiedział Anthony.
Jej biura? Och, nie! To niemoŜliwe! Nie miała biura. Nie praktykowała. Nie była
terapeutką.
- Nicole? Jesteś tam?
- Tak. Tak, oczywiście - rzuciła do słuchawki.
- Co myślisz o mojej propozycji? Propozycji? Chwileczkę. Zajęta własnymi myślami
nie słyszała, o czym mówił.
- Ja... to znaczy...
- Jeśli nie przepadasz za Seinfeldem, moŜemy iść gdzieś indziej. Czasem bywa
naprawdę zabawny.
- Seinfeld? O, tak... bardzo go lubię.
- Zatem mogę uwaŜać, Ŝe jesteśmy umówieni?
Nie. Rozsądek podpowiadał jej, Ŝe powinna odmówić, lecz nie potrafiła. Poza tym,
Gawainowi naleŜało się jakieś wyjaśnienie. Nie mogła przecieŜ wciąŜ go oszukiwać.
- Nicole?
- Tak. Bardzo się cieszę. Będę czekać w domu - powiedziała jednym tchem.
Odwiesiła słuchawkę i mocno zacisnęła powieki. Była podekscytowana... i śmiertelnie
przeraŜona.
Dlaczego się zgodziła?
Tym razem nawet Rafe był niewinny.
Wmawiała sobie, Ŝe postąpiła zgodnie z głosem sumienia. śe chciała się spotkać z
Gawainem tylko po to, by zrzucić z siebie brzemię kłamstwa. Lot do Dallas i bilety na
koncert Brooksa kosztowały go niemało pieniędzy...
Dlaczego to robił?
WciąŜ nie była pewna jego intencji. Nie potrafiła określić, czy zainteresowanie, jakie
jej okazywał, wynikało z chęci podreperowania naruszonej reputacji „wiecznego
buntownika”, czy z innych, bardziej osobistych przyczyn.
Co gorsza, w ich wzajemnych kontaktach wciąŜ przewijał się temat seksu. BoŜe, jak
dała się wciągnąć w tę historię?
ś
ycie z wolna zaczynało przypominać scenariusz, nad którym pracowała.
Przycupnęła na brzegu kanapy i spojrzała na pustą kartkę.
49
Niestety, nie mogła przelać swych myśli na papier. Zbyt duŜo było w nich szelestu
czarnej satyny, przyspieszonych oddechów, widoku silnych męskich dłoni pieszczących jej
nagie ciało... i jęków uniesienia.
Jak to się stało, Ŝe całkiem niewinna noc w motelu zmieniła rozsądną i opanowaną
dziewczynę w egzaltowaną licealistkę, wzdychającą do ekranowego idola? Z niesmakiem
odrzuciła długopis i zaczęła przetrząsać torebkę w poszukiwaniu kupionej rano paczki draŜe-
tek. Kiedyś przeczytała, Ŝe czekolada jest znakomitym remedium na stres.
- O czym myślisz? - spytał Anthony.
Przysunął się bliŜej i obrzucił spojrzeniem profil dziewczyny oblany delikatną
księŜycową poświatą.
Występ Seinfelda przeistoczył się w wyśmienitą zabawę z udziałem publiczności.
Aktor obrazowo przedstawiał róŜnicę w reakcji kobiet i męŜczyzn na określone sytuacje.
Wiele celnych dowcipów pochodziło „wprost z Ŝycia”.
Po skończonym występie poszli na skromną, Jęcz poŜywną kolację. Odwiedzili bar
sieci „In - N - Ou$” i zamówili dwa duŜe cheeseburgery.
Anthony zaproponował, by pojechali do Malibu i przeszli się brzegiem oceanu. Nicole
uznała to za dobry pomysł. Doszła do przekonania, Ŝe musi zyskać nieco czasu, nim zbierze
się na odwagę i wyzna, kim jest naprawdę.
Niestety, złośliwy los uparcie krzyŜował jej plany. Gawain podciągnął rękawy
marynarki, rozluźnił krawat i zrolował nogawki spodni. Nakłonił dziewczynę, by zdjęła buty i
boso weszła do wody. Chłodne fale obmywały im stopy.
Wiatr wiejący w stronę lądu targał puszyste włosy Nicole. Powróciły marzenia o nocy
spędzonej w ramionach idącego obok męŜczyzny. Słony zapach morza i delikatny szum wody
potęgowały urok chwili.
- Ja... hm... wspominałam naszą wyprawę do Dallas - powiedziała niezbyt pewnym
głosem.
- O, tak. To była prawdziwa klęska. Mam nadzieję, Ŝe zdołałaś mi juŜ wybaczyć.
- No... Na mgłę nic nie moŜna poradzić... - odparła. Słowa przychodziły jej z duŜym
trudem. Czuła w głowie zamęt. Muskularna sylwetka Gawaina odcinała się na tle
gwiaździstego nieba. Dotyk męskich palców parzył dłoń dziewczyny. Z całej postaci
Anthony'ego emanowała niezwykła siła, zabarwiona głębokim uczuciem. Nicole
przypomniała sobie zmysłową scenę z filmu Freda Zinnemana i parę kochanków splecionych
w miłosnym uścisku na piaszczystej plaŜy...
50
- Mogę cię zapewnić, Ŝe wbrew obiegowym poglądom nie leŜy w moim zwyczaju
zapraszanie kobiet do motelu, pod którym czyha tłum Ŝądnych sensacji dziennikarzy.
ZłoŜył lekki pocałunek na jej ustach.
- Przynajmniej podczas pierwszej randki - dodał.
- Naprawdę? - spytała szeptem Nicole. Bezskutecznie usiłowała opanować drŜenie
głosu. - A podczas której?
- Nie stosuję utartych reguł - odparł Anthony. Musnął wargami jej ucho. - Wszystko
zaleŜy od kobiety.
PrzyłoŜył palec do jej policzka.
- Czy mogę cię o coś zapytać? Skinęła głową.
- Nie znam twoich zasad postępowania, ale... - przerwał. - Czy lubisz się całować?
- To zaleŜy od męŜczyzny - odparła bez chwili zastanowienia.
- Chyba znaleźliśmy właściwy temat. - ZbliŜył usta do jej twarzy.
Nicole rozchyliła wargi. Sen stał się rzeczywistością. Chciwie chłonęła smak
pocałunku. Gawain nie miał w sobie nic z wymuskanego księcia z baśni o Kopciuszku. Był
twardym, nieco szorstkim rycerzem, zahartowanym w bojach przeciw całemu światu. Wsunął
dłonie we włosy dziewczyny. Przez chwilę trwali bez ruchu.
Nicole usiłowała zachować resztkę rozsądku. Złamała czar rzucony przez Gawaina i
uwolniła się z jego objęć.
- Nie. To nie tak. Nawet cię nie znam. Anthony złoŜył delikatny pocałunek na jej
dłoni.
- Mam pomysł, w jaki sposób moŜemy poznać się bliŜej.
Nicole zachichotała nerwowo.
- Nie wątpię - powiedziała.
- Mówię zupełnie powaŜnie. Chcę cię prosić o pomoc. Mam zamiar napisać ksiąŜkę.
- KsiąŜkę?
Ze zdumieniem zamrugała powiekami.
- Jaką ksiąŜkę? - spytała podejrzliwie i cofnęła rękę.
- Zbiór przemyśleń pod roboczym tytułem: „Czego naprawdę oczekują kobiety?”.
- Och!
- Skorzystam z doświadczeń zdobytych podczas programu, lecz chciałbym takŜe
zasięgnąć fachowej opinii terapeutki.
Pocałował ją w czubek nosa.
Nadeszła właściwa chwila, by poznał całą prawdę.
51
Nagle spłynęło na nią olśnienie. Gawain wcale nie szukał jej towarzystwa.
Potrzebował jedynie kogoś, kto mógłby uwierzytelnić jego pisarskie ambicje. Zamiast od razu
przejść do sedna sprawy, wolał kluczyć, czarować, mamić. Niewiele brakowało, a zdołałby ją
usidlić.
Nie, stanowczo pomyślała Nicole. Jeszcze nie pora na zwierzenia. Niech nadal uwaŜa,
Ŝ
e ma do czynienia z terapeutką. To mu dobrze zrobi.
- Myślę, Ŝe najwyŜszy czas, bym wróciła do domu - powiedziała. - Odwieziesz mnie?
Gwałtownie ruszyła przez plaŜę. Zniknął gdzieś romantyczny urok wieczoru, choć fale
oceanu nadal połyskiwały w srebrzystym blasku księŜyca.
Anthony po kilku krokach dogonił odchodzącą dziewczynę.
- Nicole, zaczekaj - zawołał, chwytając ją za rękę.
- Rozumiem, Ŝe nie chcesz mi pomóc w pracy nad ksiąŜką.
- Mylisz się. UwaŜam to za znakomity pomysł. Ze zdumieniem słuchała własnych
słów. Miała jedynie nadzieję, Ŝe nie przyjdzie jej zbyt szybko odpokutować za to kłamstwo.
Rafe zjawił się następnego ranka, Ŝeby pokazać jej projekty kostiumów
przygotowanych na zlecenie miejskiego teatru. Przy okazji przyniósł kilka listów.
- No i co? - spytał.
Włączył telewizor i usiadł na kanapie.
- Prowadzisz bogatą korespondencję - zauwaŜył. Nicole spojrzała na trzymane w dłoni
koperty.
- Rachunek od Nordstroma, biuletyn Towarzystwa Literackiego i pocztówka od matki
- wyliczyła głośno.
Przebiegła wzrokiem pismo.
- Kowboj mamy zdobył pierwsze miejsce w ujeŜdŜaniu mustangów.
- Jak prysznic? - spytał Rafe. - Działa?
Na ekranie telewizora ukazała się czołówka serialu „The Bold and the Beautiful”. Był
to ulubiony film Contraresa, poniewaŜ główny wątek rozgrywał się w świecie mody.
- Bez zarzutu - odpowiedziała Nicole. - Udowodniłeś, Ŝe jesteś znakomitym
hydraulikiem.
Usiadła obok.
- Brooke jest w ciąŜy - poinformował ją Rafe. Miał na myśli bohaterkę serialu. - Jak
myślisz, kto moŜe być ojcem? Erie czy Ridge?
Ridge Forrester nieco przypominał Gawaina. Zdaniem Nicole, nie nadawał się na
głowę rodziny.
52
- Erie - odpowiedziała z przekonaniem.
- W najbliŜszej przyszłości czeka ją wyjazd do ParyŜa. Będzie asystować przy
projektowaniu nowej kolekcji - mówił Rafe. - Praca z Forresterem moŜe pogłębić ich
związek.
Nicole zastanowiła się nad jego słowami. W najbliŜszą niedzielę miała się spotkać z
Gawainem, by podczas pikniku na plaŜy przedyskutować plan pracy nad ksiąŜką. Czy w
takim przypadku równieŜ naleŜało oczekiwać „pogłębienia związku?”
Podczas przerwy na reklamy Rafe oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na siedzącą
obok dziewczynę.
- Ostatni raz widzieliśmy się w przeddzień twojej wycieczki do Teksasu. Opowiadaj,
co było dalej.
- Skąd wiesz? - Zrobiła podejrzliwą minę. - Zataiłeś przede mną, Ŝe koncert jest w
Dallas, prawda? Przez cały czas świetnie się bawiłeś.
- Nic nie wiedziałem. Zacisnęła pięści.
- Naprawdę. Domyśliłem się, co zaszło, gdy zobaczyłem wasze zdjęcie w „Los
Angeles Times”.
- Nie przypominaj mi o tym - jęknęła Nicole. Sięgnęła po teczkę z projektami.
- Który kostium sprawia ci najwięcej kłopotu? - spytała.
- Ten - odparł Rafe. Wskazał na jeden z rysunków. - Co myślisz o proporcjach?
Dziewczyna przez chwilę przyglądała się szkicowi.
- Według mnie wszystko jest w najlepszym porządku. Do czego masz zastrzeŜenia?
- Do niczego. Obawiam się, Ŝe aktorka, która ma go nosić... Wiesz, jakie są gwiazdy.
Lubią kaprysić.
- Nie widzę najmniejszego powodu, by mogła go odrzucić.
Wsunęła rysunek do teczki. Właśnie skończyły się reklamy. Resztę filmu obejrzeli w
milczeniu.
Gdy odcinek dobiegł końca, Rafe wyłączył telewizor i wygodniej usadowił się na
kanapie.
- A teraz opowiedz mi o wszystkim. Ze szczegółami. Jak wam poszło w Dallas?
- Rafe!
- Uległaś Gawainowi? - Contreras uwielbiał smakowite plotki. Bez Ŝenady opowiadał
Nicole o własnych podbojach. ZdąŜyła się juŜ do tego przyzwyczaić.
- Nie - odpowiedziała krótko.
- Oczywiście - potwierdził znaczącym tonem.
53
- MoŜesz mi wierzyć! - zawołała. - Anthony jest... po prostu... znajomym. MoŜe
przyjacielem.
- Oczywiście - powtórzył Rafe. - Usiłujesz mi wmówić, Ŝe facet wydał kupę forsy na
bilety, lot samolotem i wynajętą limuzynę wyłącznie po to, byście mogli się zaprzyjaźnić. A
teraz gdzieś siedzi i gryzie palce.
- Rafe, bądź rozsądny. Nie jestem w jego typie.
- Nawet się nie rozebrał?
- No... W pewnym sensie...
- Wreszcie coś konkretnego.
- Nieprawda. Nic z tych rzeczy. Ja się nie rozebrałam. Spaliśmy w jednym łóŜku, lecz
z dala od siebie. Mgła uniemoŜliwiła nam powrót do Los Angeles. To wszystko.
- Skoro tak twierdzisz - mruknął z kpiącym uśmiechem. - Kiedy następne spotkanie?
- W niedzielę.
- Co zaplanowaliście tym razem? Rejs jachtem czy moŜe wycieczkę balonem?
- Coś o wiele prostszego. Piknik na plaŜy.
- Pomysł całkowicie wyprany z romantyzmu - powiedział z przekorą.
- Rafe!
- Słucham? - Zrobił niewinną minę.
- Przestań mi dokuczać.
- UwaŜasz, Ŝe moje uwagi mogą zniszczyć niewinną przyjaźń?
- To jest niewinna przyjaźń - powiedziała stanowczo. - Anthony poprosił mnie o
pomoc w prący nad ksiąŜką. Wyraziłam zgodę. Ot, cała tajemnica.
- Dowiedział się, Ŝe piszesz scenariusz? Nicole pokręciła głową.
- Nie?
- Nie. KsiąŜka ma być rozwinięciem tematu poruszonego w programie, w którym
występowałam, i mówić o współczesnych kobietach.
- Więc w dalszym ciągu grasz rolę terapeutki? - Na smagłej twarzy Contrerasa pojawił
się szeroki uśmiech.
- Coś w tym rodzaju.
- Szalona z ciebie dziewczyna - z uznaniem stwierdził Rafe. - Naprawdę szalona.
Nicole potrząsnęła głową. Wyraz zachwytu w oczach młodego męŜczyzny świadczył,
Ŝ
e naprawdę wplątała się w niezłe kłopoty.
Nicole westchnęła cięŜko. Niełatwo było jej ubrać myśli w odpowiednie słowa.
54
- Dobrze, spróbuję - powiedziała po chwili. - Współczesne kobiety wiedzą, Ŝe
prawdziwy męŜczyzna to ten, któremu mogą zaufać i który nie zniknie z ich Ŝycia pod byle
jakim pretekstem. Tak zwane męskie przywileje utraciły rację bytu w dzisiejszym świecie.
- A mówiąc normalnym językiem? - nie ustępował Gawain.
Nicole zdawała sobie sprawę, Ŝe powinna choć na krótko zapomnieć o własnych
doświadczeniach. O ojcu, który porzucił rodzinę, o matce bezskutecznie poszukującej
szczęścia... Zbyt cięŜko przychodziło jej tłumić Ŝal nagromadzony całymi latami. Wzięła
głęboki oddech.
- Prawdziwy męŜczyzna nie mówi „ tak”, gdy myśli „nie” - oświadczyła.
- Rozumiem... - z namysłem odparł Anthony. Spojrzał w notatnik. - Co myślisz o
męŜczyznach obdarzonych zniewalającym urokiem?
- Nie bardzo wiem, o co ci chodzi - odpowiedziała. Usiłowała zapanować nad
drŜeniem głosu. Do diabła, przecieŜ prawdziwa terapeutka nie moŜe się czerwienić przy
takich pytaniach! Nawet jeśli są zadawane przez męŜczyznę obdarzonego zniewalającym
urokiem.
Anthony zmiął w dłoni papierowy kubek, po czym precyzyjnym rzutem umieścił go w
koszu oddalonym o kilka metrów.
- Jest wielu męŜczyzn posiadających przymioty podnoszące ich wartość w oczach
kobiet - wyjaśnił. - Inteligencja, pomysłowość... Bóg wie, co jeszcze. Uroda nie jest
najwaŜniejsza.
Nicole spojrzała na niego z niechęcią. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego kobiety są
oceniane wyłącznie na podstawie wyglądu, zaś o wartości męŜczyzny mogą decydować
całkiem inne względy.
Określenie „zmysłowa” lub „pełna seksu” było stosowane tylko wówczas, gdy kobieta
miała nienaganną sylwetkę i odpowiadała wszelkim kryteriom urody. MęŜczyzna mógł być
gruby lub chudy, fajtłapowaty lub okrutny, lecz jeśli miał talent, pieniądze lub władzę, to bez
ograniczeń korzystał z uroków Ŝycia. Gdy miał te wszystkie trzy atuty, stawał się równy
bogom.
- To tylko Ŝyczenia, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością - powiedziała
uszczypliwym tonem.
- Naprawdę tak sądzisz? - zdziwił się Anthony. Oparł się wygodniej na łokciu. - Więc
w jaki sposób mi wytłumaczysz, Ŝe bardzo często moŜna zobaczyć piękną kobietę u boku
niezbyt urodziwego męŜczyzny?
55
Nicole usiłowała odnaleźć w zakamarkach pamięci wszystko, co kiedyś przeczytała
bądź usłyszała na ten temat. Wróciła myślami do dyskusji w studiu telewizyjnym.
- Wyjaśnienie jest proste - powiedziała po chwili. - Jeśli kobieta czuje się niezbyt
pewnie, instynktownie szuka kogoś, kto mógłby jej zapewnić bezpieczeństwo i stabilizację.
Aby zatuszować prawdziwe powody swego postępowania, wybiera mniej atrakcyjnego męŜ-
czyznę, który jest tak uszczęśliwiony, Ŝe nie zadaje kłopotliwych pytań.
- Uf... - westchnął Gawain. - Nie masz o nas zbyt wysokiego mniemania.
- Co z następnym punktem? - spytała Nicole. Była zadowolona, Ŝe tak łatwo poradziła
sobie z odpowiedzią.
- Dobrnęliśmy niemal do końca - oświadczył. - Przynajmniej na razie. Jestem tylko
ciekaw, dlaczego większość kobiet nie lubi futbolu.
- Tak zwane męskie sporty mają wyraźny związek z hormonami. ZauwaŜ, Ŝe
większość meczy rozgrywana jest wczesną jesienią, gdy poziom testosteronu osiąga
najwyŜszą wartość. - Nie mogła sobie przypomnieć, skąd zaczerpnęła tę informację, lecz
Gawain ze zrozumieniem pokiwał głową i z trzaskiem zamknął notes.
- To by było tyle - powiedział.
- Naprawdę?
- Daj spokój, Nikki. Oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, Ŝe w ten sposób nie
dojdziemy do niczego. Dlaczego wciąŜ widzisz we mnie przeciwnika? Spróbuj się nieco
odpręŜyć, spróbuj pomyśleć, Ŝe wspólnie pracujemy nad ksiąŜką.
- Skąd wziąłeś pomysł, by zacząć pisać?
- Nasza dyskusja podczas programu wywołała szeroki oddźwięk wśród telewidzów.
Dyrektorzy jednego z wydawnictw doszli do wniosku, Ŝe warto iść za ciosem i rozszerzyć
ogólną wiedzę na ten temat. Jest wiele pytań, które, jak dotąd, pozostają bez jednoznacznej
odpowiedzi.
Przez dłuŜszą chwilę Nicole w zamyśleniu pocierała dłońmi o uda. Gdy zaczęła
mówić, jej słowa nie miały w sobie nic z beznamiętnej wypowiedzi eksperta. Przeciwnie,
płynęły prosto z serca.
- Moim zdaniem, kaŜda kobieta po prostu pragnie być kochana.
- Co przez to rozumiesz? - z zainteresowaniem spytał Anthony.
- Kochana w pełnym znaczeniu tego słowa. Kochana przez kogoś, kto umiałby
zaspokoić jej potrzeby emocjonalne i fizyczne. Mówiąc najprościej, oczekuje szacunku.
Szacunku wobec siebie i swoich problemów.
Mówiła z coraz większym zapałem.
56
- Stosunki męsko - damskie nie mogą zaleŜeć wyłącznie od humorów jednej strony.
Powinny być oparte na wzajemnym zrozumieniu i szczerości. MęŜczyźni zbyt często unikają
mówienia prawdy, a kobiety nie lubią być okłamywane. Niestety, uczciwy męŜczyzna to
prawdziwa rzadkość w dzisiejszym świecie - dokończyła z goryczą.
- JuŜ dawno zauwaŜyłem, Ŝe usiłujesz zerwać z tradycyjnym wizerunkiem kobiety -
wtrącił Gawain. Chciał skierować rozmowę na nieco inny temat.
- Masz rację. Myślę, Ŝe większość z nas czuje się zmęczona ciągłymi pouczeniami. Od
dziecka słyszymy, Ŝe tylko uległa, cicha i troskliwa kobieta moŜe liczyć na akceptację ze
strony męŜczyzn. Spójrz na „porady sercowe” w rozmaitych czasopismach! - zawołała. -
„Jeśli czujesz, Ŝe twój chłopak obojętnieje, pozwól mu wygrać partię tenisa!” Dlaczego nikt
nie potrafi zrozumieć, Ŝe takie postępowanie uwłacza obu stronom? A zasadniczy problem
tkwi w tym, iŜ kobiety nie chcą ujawnić swych marzeń, aby nie przestraszyć „twardych i
odwaŜnych” męŜczyzn.
Anthony z ciekawością spoglądał na dziewczynę. Był zdumiony zawziętością, jaka
pobrzmiewała w jej głosie.
- Dlaczego nie powiesz mi wprost, czego oczekujesz? - zapytał cierpko.
- Nie kpij. Jeśli masz zamiar napisać rzetelną ksiąŜkę, musisz wziąć pod uwagę fakt,
Ŝ
e oczekiwania większości kobiet pozostają jedynie w sferze fantazji. Podstawowe pytanie
brzmi: dlaczego boimy się głośno mówić o swych potrzebach? Z jakiego powodu mamy
głęboko zakorzenione przekonanie, Ŝe silna i zdecydowana kobieta odstrasza męŜczyzn i jest
skazana na samotność?
- Musisz jednak przyznać, Ŝe czegoś się nauczyłem w ciągu kilku ostatnich spotkań -
wtrącił Gawain. - Wbiło mi się w pamięć, Ŝe uwielbiasz czekoladę.
Z szelmowską miną sięgnął do koszyka i wyjął białe kartonowe pudełko przewiązane
złocistą wstąŜką.
- Co to takiego? - spytała Nicole.
- Słodycze od Hemingera, przygotowane według tradycyjnej receptury. Nadzienie
zmieszano w miedzianym naczyniu i wyrobiono na marmurowym stole.
- Usiłujesz mnie przekupić?
Zsunęła wstąŜkę i uniosła pokrywkę. Poczuła oszałamiający zapach wyśmienitej
czekolady.
- Coś w tym rodzaju.
- Szampan i czekolada. - Nicole zanurzyła dłoń w pudełku. - Próbowałeś juŜ kiedyś
tego sposobu?
57
Słodycze smakowały wybornie.
- Nigdy dotąd nie miałem do czynienia z kobietą twego pokroju - zapewnił ją
Anthony.
Nicole spojrzała mu prosto w oczy. Po chwili opuściła wzrok.
- Jak to się dzieje, Ŝe mimo wszystko nie potrafię ci uwierzyć?
- Nie wiem. Myślałem, Ŝe zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. Chciałem cię przekonać,
Ŝ
e w gruncie rzeczy jestem całkiem porządnym facetem, choć po naszym pierwszym
spotkaniu przed kamerami miałem nieuzasadnione poczucie winy. Dałaś mi niezły wycisk.
- Nie zgrywaj się. - Wybuchnęła śmiechem na widok przesadnie zbolałej miny
Gawaina, lecz po chwili ze wstydem pochyliła głowę.
- Ślicznie się rumienisz - zauwaŜył. - Myślałem, Ŝe osoby zajmujące się sprawami
seksu potrafią bez emocji mówić o swym zawodzie.
- Wcale się nie zarumieniłam - skłamała. Anthony ujął jej dłoń.
- Chodź. Przejdziemy się po plaŜy. Chcę ci coś zaproponować.
- JuŜ teraz? - spytała z przekorą w głosie. - Nie przypuszczałam, Ŝe tak prędko
przejdziesz do sedna sprawy. A moŜe robisz to tylko dla jaj? - Zbyt późno ugryzła się w
język.
- Panno Hart! - zawołał z oburzeniem Gawain.
- Ślicznie się rumienisz - powiedziała z przekąsem - choć przypuszczałam, Ŝe w twoim
zawodzie podobne wyraŜenia są na porządku dziennym.
- Punkt dla ciebie, Nikki. - Mocne, białe zęby Anthony'ego błysnęły w olśniewającym
uśmiechu. Pociągnął dziewczynę za rękę. Ruszyli brzegiem morza.
Nicole zatrzymała się, by podnieść z piasku piękną, kolorową muszlę.
Anthony zapomniał o ksiąŜce. Z zachwytem spoglądał na stojącą obok dziewczynę.
Czuł, Ŝe łączy ich dziwna, trudna do określenia więź.
Nicole co chwila zaskakiwała go swoim zachowaniem. Raz była nieśmiała, raz
agresywna i nie przebierająca w słowach. W motelu spała w ubraniu, lecz podczas programu
telewizyjnego emanowała zmysłowością. Na pewno nie naleŜała do przeciętnych kobiet.
Miała duŜą inteligencję, poczucie humoru... i skrywała jakąś tajemnicę.
Co próbowała osiągnąć? Z jakich pobudek zdecydowała się przyjąć zaproszenie do
udziału w dyskusji obserwowanej przez tak liczną widownię? Niektórzy z uczestników
programu traktowali występ przed kamerami wyłącznie jako dodatkowy punkt do własnej
kariery.
CzyŜby Nicole Hart takŜe naleŜała do tej grupy?
58
Gawain z namysłem pokręcił głową. Znał kilku lekarzy i terapeutów, którzy cieszyli
się duŜą popularnością dzięki częstym występom w radiu i telewizji. Dobrym przykładem na
potwierdzenie tej teorii była doktor Ruth. Jej pogadanki na temat seksu przypominały raczej
starannie wyreŜyserowany show niŜ suchy wykład specjalisty.
Nicole była znakomicie przygotowana do występu. Prawdę mówiąc, juŜ na samym
początku dyskusji przejęła inicjatywę i przeszła do gwałtownego ataku. Co zamierzała przez
to osiągnąć? Czy zaleŜało jej na ustaleniu prawdy, czy kontrowersyjnym zachowaniem
chciała po prostu zwrócić na siebie uwagę?
A moŜe...
A moŜe była to część intrygi skierowanej przeciw niemu?
Gawain zmęczonym ruchem potarł czoło. Czy naprawdę mógł Uczyć na sympatię
dziewczyny? WciąŜ nie miał pewności, jak będzie wyglądała dalsza praca nad ksiąŜką. Jeśli
Nicole myślała wyłącznie o karierze, publikacja sygnowana jej nazwiskiem stanowiła zna-
komitą okazję do zdobycia popularności.
A jeśli chodziło o coś innego?
JuŜ dawno powinien powiedzieć jej całą prawdę. Im dłuŜej zwlekał, tym więcej
kłopotów zbierało się nad jego głową.
Mimo to nie umiał zdobyć się na szczerą rozmowę. Jeszcze nie teraz.
Fascynowała go osobowość dziewczyny. Bywały chwile, Ŝe miał ochotę wyznać jej
wszystkie tajemnice, przyznać się do głęboko skrywanych słabości.
Lecz najpierw chciał zyskać pewność, Ŝe Nicole Hart dostrzega w nim męŜczyznę, a
nie tylko postać z telewizyjnego ekranu.
Dziewczyna wsunęła muszlę do kieszeni i zwróciła twarz w jego stronę.
- Czekam... - powiedziała.
- Na co?
- JuŜ zdąŜyłeś zapomnieć? Na propozycję.
- Aaa... prawda. Miałem zamiar cię prosić, abyś przeprowadziła kilka badań.
- Badań?
W pobliŜu przebiegł psiak goniący za plastikowym „latającym talerzem”.
- No... testów pozwalających ustalić, o czym naprawdę marzą współczesne kobiety.
Chciałbym poznać prawdziwą przyczynę wielu konfliktów i nieporozumień.
Nicole nie odpowiedziała. Pies wrócił do swojego pana, niosąc w pysku schwytaną
zabawkę.
59
- Co uwaŜasz za najwaŜniejszy etap pracy? - odezwała się. - W jaki sposób dobrać
pytania?
- Do tej pory nie zastanawiałem się nad szczegółami - odparł Anthony. - Czy ma to
jakieś znaczenie?
- Oczywiście. Zdarza się, Ŝe niewłaściwie postawione pytanie sugeruje określoną
odpowiedź. Wyniki testu ulegają zafałszowaniu.
- Naprawdę?
- Naprawdę. Poza tym, naleŜy pamiętać o zagwarantowaniu rozmówcom pełnej
anonimowości. Tylko wówczas moŜna liczyć na szczerość wypowiedzi. SondaŜe prowadzone
na łamach czasopism polegają na przesłaniu do redakcji wypełnionej ankiety. To najprostsza i
najskuteczniejsza metoda zaznajomienia się z tak zwaną opinią publiczną.
Umilkła na chwilę.
- Chyba Ŝe planujesz osobisty kontakt z kaŜdą osobą biorącą udział w sondaŜu. To
byłoby raczej trudne i czasochłonne. A propos, do tej pory nie wyjaśniłeś mi powodów swego
zainteresowania tym tematem. Czy zasięgnąłeś opinii wydawców? Jesteś przekonany, Ŝe
ksiąŜka będzie się sprzedawać? I... czy naprawdę masz zamiar ją napisać? - spytała podej-
rzliwie.
- Oczywiście.
- Dobrze, powróćmy zatem do ankiety. Który z problemów budzi twoje szczególne
zainteresowanie?
- Więź seksualna - odparł bez zastanowienia. - Chciałbym wiedzieć, czy ma jakieś
znaczenie w Ŝyciu współczesnych kobiet, czy jest jedynie mitem wymyślonym na uŜytek
męŜczyzn.
- Mógłbyś wyjaśnić to nieco dokładniej?
- Proszę bardzo. Z twoich wcześniejszych wypowiedzi wynikało, Ŝe przy wyborze
partnera kobiety kierują się rozsądkiem, zamiast instynktem. Ile czasu zajmuje im zdobycie
przekonania, Ŝe dany męŜczyzna jest wart zachodu? Jakie wartości mają zasadniczy wpływ na
podjęcie decyzji o małŜeństwie?
Pomyślał o własnej matce i zadał następne pytanie:
- Czy współczesna kobieta potrafi zdobyć się na odrobinę szczerości wobec siebie
samej?
- Widzę, Ŝe jednak poświęciłeś nieco czasu na przeanalizowanie tego problemu. -
Nicole z uznaniem pokiwała głową. - Poruszyłeś kilka istotnych kwestii, które wymagają
60
szerszego omówienia. Jestem przekonana, Ŝe będziesz zaskoczony niektórymi odpowie-
dziami...
- MoŜe zaczniemy od ciebie? - wtrącił.
- Ode mnie?
- Właśnie. Czy więź seksualna ma dla ciebie jakieś znaczenie?
Nicole głośno przełknęła ślinę.
- Ja... myślę... to znaczy... tak. UwaŜam, Ŝe pełni bardzo waŜną funkcję.
Anthony otoczył ramieniem kibić dziewczyny.
- Jaka jesteś naprawdę, Nikki? - spytał półgłosem. - Czy zawsze kierujesz się zimnym
wyrachowaniem? Czy nigdy nie zdarzyło ci się stracić kontroli nad emocjami?
Wsunął dłoń do jej kieszeni i wyjął kolorową muszlę.
- Czy jesteś pięknym opakowaniem pozbawionym wewnętrznego Ŝycia? - Uniósł
połyskujący przedmiot. - Czy moŜe masz ów wewnętrzny Ŝar, zdolny rozbudzić namiętność
kaŜdego męŜczyzny?
Objął ją mocniej.
- O, nie... Nie dam się na to nabrać, kochasiu - odpowiedziała wesoło, choć jej śmiech
brzmiał nieco fałszywie. Tanecznym krokiem wysunęła się z objęć Gawaina. - Mogę ci
pomóc, lecz nie mam ochoty stać się obiektem badań.
Pobiegła w stronę pozostawionego przy kocu koszyka z wiktuałami.
Anthony dogonił ją, lecz nie domagał się odpowiedzi. W zamian postawił następne
pytanie:
- Z jakiego powodu uwaŜasz, Ŝe kobiety zmieniły swe postępowanie, a męŜczyźni
pozostali tradycjonalistami?
Bose stopy Nicole rozchlapywały płytką wodę na skraju plaŜy.
- Nie ma w tym Ŝadnej tajemnicy! - zawołała. - MęŜczyźni nie potrafią się zmienić.
Zawsze będą uwielbiać komiksy, stare komedie i majsterkowanie. Nie widzą potrzeby, by
odrzucić tradycyjny sposób myślenia. - Wiesz - dodała po chwili - w latach osiemdziesiątych
mówiło się o .gwałtownym spadku męskiej populacji. Większość tych historyjek wymyślono
po prostu po to, by wzbudzić niepokój wśród kobiet. Lepszy tradycjonalista niŜ Ŝaden...
- A jeśli w pobliŜu pojawi się tak miły facet jak ja?
- Ty? Miły? - Nicole parsknęła śmiechem. Anthony zrobił przesadnie obraŜoną minę.
- Oczywiście, Ŝe jestem miły. Nawet kupiłem ci czekoladki.
- Zrobiłeś to w ściśle określonym celu - odpowie - ' działa. - Chciałeś skłonić mnie do
pomocy w przygotowaniu ksiąŜki.
61
Usiadła na kocu i wystawiła twarz do słońca.
- Czy to znaczy, Ŝe zgadzasz się na współpracę? - nie ustępował Anthony.
Nicole zbyła milczeniem jego pytanie. Wsunęła do ust czekoladkę wypełnioną
pokruszonymi orzechami i przybrała minę wyraŜającą głębokie zamyślenie.
Gawain miał ochotę chwycić dziewczynę w ramiona i obsypać ją gorącymi
pocałunkami. Jednak przede wszystkim chciał do końca wysłuchać tego, co miała do
powiedzenia.
Po raz pierwszy zdarzyło mu się przebywać z kobietą, która bez cienia obawy
wyraŜała swoją opinię. Na ogół musiał wysłuchiwać bezmyślnych potakiwań lub gładkich
frazesów. Taka była cena popularności.
Nicole spokojnie sięgnęła po następną czekoladkę. Anthony nie spuszczał wzroku z jej
kształtnych ust, jakby wprost stworzonych do całowania. Całkowicie poddał się urokowi
dziewczyny i w głębi duszy pragnął choć przez jeden dzień mieć ją tylko dla siebie. Szeptać
czułe słowa do jej ucha...
- O czym myślisz?
Niespodziewane pytanie podziałało niczym kubeł zimnej wody na jego rozpaloną
głowę.
- Ja... Właśnie zastanawiałem się, czy znalazłaś juŜ sposób na opracowanie sondaŜu, o
którym przed chwilą rozmawialiśmy.
- Jeszcze nie powiedziałam, Ŝe ci pomogę - przypomniała z lekkim uśmiechem.
- A... byłem pewny, Ŝe się zgodzisz - odparł z wyraźnym roztargnieniem, gdyŜ
myślami był nadal gdzie indziej.
- Naprawdę? - spytała. Wsunęła stopy w sandały i cierpliwie oczekiwała na dalsze
słowa męŜczyzny.
- Tak - z wolna odpowiedział Gawain. - Wiedziałem, Ŝe nie odmówisz. Jesteś przecieŜ
terapeutką.
- A co to ma do rzeczy?
- Wyniki badań będziesz mogła wykorzystać w dalszej pracy. Chyba nie masz zamiaru
zrezygnować z poszerzenia swej wiedzy jedynie dlatego, Ŝe w mojej obecności odczuwasz
lekkie podniecenie?
- Nic podobnego!
Anthony obserwował ją w milczeniu.
- Jestem całkowicie spokojna - oświadczyła Nicole, choć z trudem panowała nad
drŜeniem głosu. MęŜczyzna pochylił się w jej stronę.
62
- Nawet teraz? - spytał szeptem. - Potrafisz zachować spokój, gdy jestem tuŜ przy
tobie?
Chciała coś odpowiedzieć, lecz zamknął jej usta pocałunkiem. Po chwili uniósł głowę.
- Co czujesz? - spytał.
Cichy pomruk zadowolenia wyrwał się z piersi Nicole.
Anthony przycisnął ją do ziemi cięŜarem swego ciała. Krew pulsowała mu w
skroniach. Czuł, Ŝe zalewa go fala namiętności...
Nagle odsunął się i cięŜko dysząc, wsparł dłonie na kocu.
- Co się stało? - spytała Nicole.
- Miałaś rację. To ja nie potrafię zachować spokoju.
63
ROZDZIAŁ 8
- Bądź realistą, Rafe. Jesteś znakomitym graczem, lecz tym razem na pewno nie dasz
rady.
- Wiara czyni cuda - odparł z uśmiechem Contreras. Pochylił się nad stołem.
- Daj spokój. Przy takim ustawieniu nawet Willie Mosconi miałby powaŜne kłopoty.
- Chcesz się załoŜyć?
Obrzucił uwaŜnym spojrzeniem kolorowe bile rozsypane na pokrytej zielonym
suknem powierzchni stołu. Nie przejmował się wątpliwościami swej towarzyszki.
- Proszę bardzo - powiedziała Nicole. Wyjęła z kieszeni zmiętoszony banknot
jednodolarowy.
Bawiła się znakomicie. W głębi duszy dziękowała Rafaelowi, Ŝe zabrał ją do
„Hollywood Athletic Club”, gdzie za dwanaście dolarów na godzinę moŜna było wybrać
jeden z czterdziestu dwóch stołów bilardowych.
Poza miejscem godziwej rozrywki klub stanowił ulubiony punkt spotkań gwiazd i
gwiazdeczek Hollywood. Przychodziło tu takŜe wiele osób, które dopiero marzyły o zrobieniu
prawdziwej kariery i chciały się pokazać w tłumie znanych twarzy.
Rafe nie naleŜał do nowicjuszy. Bez większego kłopotu znalazł wolne miejsce na
parkingu, wprowadził Nicole do zatłoczonego budynku i starannie wybrał kij bilardowy.
Mówił coś o miarach i wagach giętkości nadgarstków oraz prawidłowym ułoŜeniu palców. Z
jego słów przebijała ufność we własne umiejętności.
Jak dotąd, zapłacili trzy dolary za piwo i przy jednym ze stołów zobaczyli
popularnego aktora, bohatera wielu filmów przygodowych i sensacyjnych. „Hollywood
Athletic Club” miał nowoczesne, jasno oświetlone wnętrze. Jeśli ktoś chciał poznać
prawdziwą atmosferę klubu bilardowego, musiał się wybrać do „Hollywood Billards”, gdzie
nie słyszano o zakazie palenia w miejscach publicznych.
Godzina spędzona przy zielonym stole pozwoliła im oderwać się od kłopotów dnia
codziennego. Rafael chciał jak najszybciej zapomnieć o dziewczynie, którą mu odbił
zapalony miłośnik surfingu, a Nicole... Nicole usiłowała wbrew podszeptom serca wymazać
ze swej pamięci niepokojący widok rozpalonej namiętnością twarzy Anthony'ego Gawaina.
Zdawała sobie sprawę, iŜ nie powinna dopuścić, by sprawy zaszły zbyt daleko.
Istniało tylko jedno logiczne rozwiązanie: powiedzieć prawdę.
A to nie było łatwe.
64
Rafe z powodzeniem wykonał skomplikowany karambol, po czym wyciągnął dłoń w
stronę dziewczyny.
- Czas płacić, droga pani - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Widzę, Ŝe w młodości musiałeś przejść niezłą szkołę - zauwaŜyła Nicole, wręczając
mu banknot.
WciąŜ jestem młody - odparł wesoło. - I wciąŜ umiesz mnie rozweselić.
Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział kurtuazją. Wsunął pieniądze do
kieszeni.
Dobrze, mam ochotę na jeszcze jeden zakład. W oczach dziewczyny zamigotały
wojownicze ogniki. - Skoro uwaŜasz się za tak wyśmienitego gracza, pozwól, Ŝe ustawię ci
bile do kolejnego zagrania.
_ To będzie panią kosztowało aŜ pięć dolarów, potem moŜemy iść na pizzę.
Przegrywający płaci.
- Przestań tyle gadać i bierz się do roboty - mruknęła Nicole. PołoŜyła pięć dolarów na
podwyŜszonej krawędzi stołu.
- Co naprawdę wydarzyło się między wami? - spytał dociekliwie Contreras. - Gawain
domyślił się, Ŝe go oszukujesz?
- Nie. Prawdę mówiąc, zaproponował mi współpracę nad ksiąŜką.
- Masz zamiar mu pomóc? - Pewnym ruchem ujął kij i pochylił się nad stołem.
- To zaleŜy od ciebie.
- Ode mnie? - Rafe drgnął ze zdziwienia. Ostatnia bila stuknęła głucho o bandę. Strzał
był niecelny.
- Od ciebie - powtórzyła Nicole. - Porozmawiamy o tym przy pizzy.
Schowała pieniądze.
- Skoro mam zapłacić rachunek, pozwól, Ŝe zabiorę cię gdzie indziej - oświadczył
męŜczyzna.
Po chwili znaleźli się w lokalu noszącym nieco Przydługą nazwę „Venice's Queen of
Cups Tearoom Bookstore”. Prócz restauracji i kawiarni znajdował się tu takŜe gabinet magii.
- Zdumiewające miejsce - powiedziała Nicole, z zachwytem spoglądając na delikatne
koronkowe firanki w oknach. Wnętrze urządzono w wysmakowanym stylu, przypominającym
wiktoriańskie miedzioryty, a na blatach stołów widniały wizerunki postaci z kart do tarota.
- Całkiem niezłe - odparł Rafe, choć z jego miny trudno było wywnioskować, czy
mówi o wyglądzie pomieszczenia, czy o zakończonym przed chwilą posiłku.
65
- Musisz mi pomóc w opracowaniu pytań do ankiety. - Nicole takŜe skończyła jeść i
odsunęła od siebie pusty talerz.
- Zaoszczędzę ci wielu kłopotów. Znam prawidłową odpowiedź.
- Naprawdę?
- Oczywiście. Marzeniem kaŜdej kobiety jest bogaty, lecz całkowicie stetryczały
małŜonek oraz zestaw urządzeń utrzymujących w czystości dom, mieszkanie, czy coś tam
jeszcze.
- Rafe!
- Jesteś przecieŜ kobietą. Znasz lepszą odpowiedź?
- Raczej gorszą.
- Na przykład?
- Anthony Gawain.
- Ucieleśnienie marzeń kaŜdej kobiety? Czy tylko twoich?
- I to, i to. Niestety.
- Naprawdę ci się podoba?
Nicole bezradnie wzruszyła ramionami, po czym cięŜko wsparła podbródek na
dłoniach.
Rafe wyciągnął dłoń. Ujął dziewczynę za brodę i zmusił, by spojrzała mu prosto w
oczy.
- Mówimy o poŜądaniu?
- Obawiam się, Ŝe chodzi o coś więcej. - Nicole wyprostowała się na krześle. -
Anthony jest człowiekiem honoru... i ma w sobie wiele czułości.
- Co myśli o tobie? - spytał Rafe, uwaŜnie obserwując jej reakcję.
- Nie mam pojęcia - westchnęła.
- W takim razie powinnaś zasięgnąć rady wróŜki. Wszyscy tak robią. Nawet
producenci filmowi.
- śartujesz.
- Zrób, co mówię.
Nicole nie miała ochoty na sprzeczkę. Wiedziała, Ŝe Rafe i tak postawiłby na swoim,
więc z lekkim westchnieniem podeszła do ładnej brunetki zajmującej miejsce przy
wydzielonym stoliku w rogu sali.
Nicole z niechęcią spojrzała na leŜący przed nią scenariusz. Nie potrafiła się skupić. W
uszach wciąŜ dźwięczały jej słowa przepowiedni wygłoszonej przez wróŜkę:
„Spodziewaj się tego, czego najmniej się spodziewasz.”
66
I cóŜ to wszystko, u diabła, mogło znaczyć?
Akcja „Kota i sperki” nie posunęła się ani o krok dalej. Nicole wcisnęła się w kąt
kanapy i mocno zamknęła powieki, lecz nic sensownego nie przychodziło jej do głowy.
Westchnęła cięŜko. Wróciła wspomnieniami do wydarzeń ubiegłego wieczoru. Po
skończonym posiłku w „Venice's Queen of Cups Tearoom and Bookstore” Rafe namówił ją
jeszcze na krótką wizytę w „Le Dóme”, gdzie jeden ze stolików był stale zarezerwowany dla
Sherry Lansing z Paramountu. Niestety, tym razem lokal zaszczyciła swą obecnością jedynie
Sharon Stone, jeśli nie Uczyć znanego agenta i „twórcy gwiazd”, Swifly'ego Lazara.
Rafe nie posiadał się z radości na widok panny Stone i zdołał przekonać Nicole, by
zamówiła kolejnego drinka. Zgodziła się z niechęcią, gdyŜ juŜ po pierwszym zaczęło jej
szumieć w głowie.
Nawet teraz odczuwała skutki wypitego alkoholu. Z trudem zwlekła się z kanapy i
pojechała do pracy.
Właściciel „Le Bistro” zatrudnił nową kelnerkę. Nicole zdąŜyła zamienić z nią kilka
słów, gdy w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta, jak zwykle, twarz Contrerasa.
- Nie przypuszczałam, Ŝe po minionej nocy zdołasz zachować tak świeŜy wygląd -
powiedziała z zazdrością.
- Mam dobrą przemianę materii i dbam o higienę.
- Puścił oko. - A kim jest ta śliczna młoda dama?
- spytał.
- Elizabeth, masz właśnie wątpliwą przyjemność zawarcia znajomości z niejakim
Rafaelem Contrerasem. W przyszłości będzie znanym projektantem kostiumów, lecz w tej
chwili zajmuje się głównie uwodzeniem. UwaŜaj na siebie.
- Nicole, ktoś mógłby pomyśleć, Ŝe mówisz powaŜnie.
- Ktoś mógłby mnie wczoraj ostrzec, Ŝe nie powinnam pić trunków przeznaczonych
dla kaskaderów.
Spojrzała na Elizabeth.
- Nasz miły przyjaciel musiał mnie odwieźć do domu i połoŜyć do łóŜka - wyjaśniła. -
Przespałam cały ranek i nie dopisałam ani jednego zdania do scenariusza, nad którym pracuję.
Nie wiem, czy dziś dam sobie radę z zamówieniami... i nie pamiętam, jak się to świństwo
nazywało.
- „Zgniatacz mózgu” - podpowiedział uprzejmym tonem Contreras. - Masz słabą
głowę. Nawet nie dokończyłaś drugiego kieliszka.
67
- Co gorsza, nie mam dość siły, by cię udusić - jęknęła Nicole. - Nie kaŜdy ma tak
Ŝ
elazną kondycję jak ty, Rafe.
MęŜczyzna zerknął w stronę Elizabeth.
- Mamy jeszcze pięć minut do rozpoczęcia zmiany. Chodź, wtajemniczę cię w kilka
szczegółów. Nicole będzie miała dość czasu, aby odzyskać dobry humor.
- Nie jestem w złym humorze!
Rafe i Elizabeth zniknęli za drzwiami prowadzącymi na salę. Nicole pokręciła głową.
Biedna dziewczyna, straciła ostatnią szansę ucieczki...
Ponurym wzrokiem spojrzała w notatnik. Rafe mówił prawdę. Była w paskudnym
nastroju, choć nie miało to nic wspólnego z jego osobą.
Ani ze „Zgniataczem mózgu”.
Ani ze scenariuszem.
Jedynym winowajcą był Anthony Gawain.
Ten sam Gawain, który pokonał mur chroniący ją przed męŜczyznami.
Obsypywał ją namiętnymi pocałunkami, lecz w głębi serca zachowywał zimną
obojętność. Nicole była przekonana, Ŝe jej widok nie budzi w nim większych wzruszeń. Co
więcej, wciąŜ miała w pamięci obraz matki bezskutecznie poszukującej właściwego partnera,
powiernika, przyjaciela... Anthony Gawain z pewnością nie naleŜał do męŜczyzn, których
moŜna było obdarzyć bezgranicznym zaufaniem i czułością. Owszem, umiał pełnymi
garściami czerpać z dobrodziejstw Ŝycia i sprawiał, Ŝe w jego towarzystwie kobieta na chwilę
zapominała o przyziemnych kłopotach. Lecz tylko na chwilę.
Nicole potrzebowała kogoś innego. Postępowaniem Gawaina kierowała egoistyczna
chęć zrobienia kariery. Szukał fachowej pomocy do pracy nad ksiąŜką. Traf chciał, Ŝe jego
wybór padł na Nicole.
Wprawdzie jego oczy mówiły coś całkiem innego... Dziewczyna energicznie
potrząsnęła głową. To tylko złudzenie. Okłamywała samą siebie i - co gorsza - zaczynała
wierzyć w te kłamstwa.
Zbyt późno zorientowała się, Ŝe pocałunki Anthony'ego są niczym narkotyk o
opóźnionym działaniu. Teraz bez przerwy wyczekiwała na kolejne spotkanie, na mały spacer,
choćby na krótką rozmowę telefoniczną... Nie potrafiła uwierzyć, Ŝe sprawy zaszły aŜ tak
daleko.
Zamknęła oczy i wróciła myślami do dnia spędzonego na plaŜy. Czuła ciepły dotyk
promieni słonecznych na swojej twarzy, nozdrza wypełniała jej słona woń oceanu, a w uszach
rozbrzmiewał cichy plusk fal uderzających o piasek. Anthony był tuŜ obok. Powoli zbliŜył
68
wargi do ust dziewczyny... Lecz po krótkiej chwili odsunął się i z obojętną miną spojrzał
gdzieś w bok.
Czy postąpił tak tylko dlatego, Ŝe wokół kręciło się kilkoro ludzi?
Jak by się zachował bez świadków? Czy znalazłaby dość siły, by go powstrzymać A
moŜe zabrnęła juŜ zbyt daleko? Nie.
Miała dość inteligencji i sprytu, by się wycofać. Jeszcze nie wszystko stracone.
Podczas pikniku na plaŜy Anthony chciał jedynie uzyskać jej zgodę na współpracę w
przygotowaniu sondaŜu. Nie wspomniał ani słowem, Ŝe wspólnie przystąpią do pisania
ksiąŜki.
Właśnie. Dała się złapać na gładkie słówka i czułe pocałunki. Miała odwalić czarną
robotę i obserwować z boku, jak „autor” przyjmuje gratulacje czytelników.
Typowy sposób postępowania przystojnych, obdarzonych urokiem męŜczyzn.
Poczuła ukłucie wstydu. Gdyby tak otwarcie nie wyraŜała swej fascynacji tematem,
Gawain musiałby działać ostroŜniej.
A przecieŜ istniał dość prosty sposób, by wszystko wróciło do normy... by Anthony na
zawsze zniknął z jej Ŝycia.
Wystarczyło powiedzieć prawdę.
Całe zainteresowanie Gawaina jej osobą - profesjonalne, romantyczne czy
jakiekolwiek inne - pękłoby niczym bańka mydlana. Nie miała dość urody, ani wykształcenia,
by zatrzymać go przy sobie choćby na krótki czas.
- Nicole, musisz nam trochę pomóc - przerwał jej rozmyślania głos Rafaela. -
PrzeŜywamy prawdziwy najazd klientów.
Contreras przecisnął się przez drzwi, trzymając w obu dłoniach tacę pełną kanapek.
- JuŜ pędzę! - zawołała pośpiesznie Nikki. Schowała notes, po czym wrzuciła torebkę
do szafki.
Zerknęła w lusterko. Poprawiła włosy. Przydałoby się pójść do fryzjera, pomyślała.
JuŜ dawno powinna była zmienić uczesanie. Jeden z przyjaciół Rafe'a pracował w modnym
salonie piękności, „Doyle Wilson”. Miał dług wdzięczności wobec Contraresa, który załatwił
mu niewielki występ na scenie, więc obiecywał, Ŝe nie przyjmie zapłaty. Podobna wymiana
uprzejmości była na porządku dziennym wśród „przyszłych gwiazd” Hollywood, głównie ze
względu na chroniczny brak pieniędzy.
Nicole ostatni raz spojrzała w lustro, z cięŜkim westchnieniem wzięła bloczek
zamówień i weszła na salę restauracyjną. Postanowiła, Ŝe po skończonej zmianie zadzwoni do
Anthony'ego.
69
Półtorej godziny później zmęczona opadła na krzesło. Bolały ją nogi i ręce, a w głowie
czuła nieznośny łomot. Zarobiła jednak pięćdziesiąt dolarów na samych napiwkach.
Gości było tak wielu, Ŝe w pewnej chwili zabrakło koziego sera. Dopiero późnym
popołudniem tłum zaczął rzednąć. Teraz w restauracji pozostało jedynie kilka osób.
- Nieźle dajesz sobie radę, Elizabeth - stwierdził Rafe, gdy zakończyli podliczanie
napiwków.
- Dzięki. Zawsze jest tyle ludzi? - Dziewczyna wyglądała na lekko przestraszoną.
- Przynajmniej raz w tygodniu - odpowiedziała Nicole. Spojrzała na Rafaela, jakby
szukając potwierdzenia.
- To prawda - odezwał się Contreras. - Tłum doprowadza mnie do szału, lecz lubię
chwilę, gdy mogę usiąść do liczenia pieniędzy.
Zrobił kilka głębokich oddechów, po czym uniósł się z krzesła.
- Wracajmy do pracy. Goście zaczną się niecierpliwić.
Elizabeth posłusznie podreptała w ślad za nim, lecz Nicole podeszła do szafki. Chciała
zapisać nowy pomysł związany ze scenariuszem.
Właśnie zamykała notatnik, gdy Rafe wsunął głowę przez drzwi.
- Mamy niewielki problem - zakomunikował. Nicole spojrzała w jego stronę.
- Znów czegoś zabrakło?
- Nie. Raczej przybyło.
- Mógłbyś wyraŜać się jaśniej?
- W twoim rewirze zajął miejsce przy stoliku znany prezenter telewizyjny wraz z
producentem.
- Rafe, to wcale nie jest śmieszne.
- Wiem.
W głosie Contrerasa nie było ani śladu wesołości.
- Naprawdę nie Ŝartujesz? - spytała Nicole.
- Nie.
- Co mam teraz zrobić?
- Sam chciałbym wiedzieć.
Nicole zamyśliła się. Droga do tylnego wyjścia wiodła przez salę restauracyjną, co z
góry wykluczało jakąkolwiek myśl o ucieczce. A za pół godziny miała zamówioną wizytę u
fryzjera.
- Zdołasz mnie zastąpić do końca zmiany? - spytała. Miała cichą nadzieję, Ŝe ten plan
okaŜe się lepszy od poprzednich. - Najgorszy ścisk mamy juŜ poza sobą.
70
- Nie ma sprawy. Co wymyśliłaś?
- Idę na lunch.
- Co takiego?!
- Udam, Ŝe byłam w toalecie i Ŝe po prostu wracam do swego stolika.
- Och...
- Przyniesiesz mi rachunek. Zapłacę i wyjdę.
- I będę mógł zatrzymać pieniądze? - zapytał z kpiną w głosie.
- Rafe...
- Słucham?
- Bądź grzecznym chłopcem.
- Jestem grzeczny.
- To postaraj się być jeszcze grzeczniejszy.
- Tak jest, proszę pani.
- Miałam zamiar powiedzieć Anthony'emu, kim jestem, lecz nie chcę, Ŝeby dowiedział
się prawdy w tak przypadkowych okolicznościach. PomoŜesz mi?
- Jasne. Jesteś gotowa?
- Jeszcze nie. Uprzedź Elizabeth. Nie chcę, aby mój występ zakończył się totalną
klęską.
Odczekała krótką chwilę, odetchnęła głęboko i weszła do sali restauracyjnej.
Kątem oka dostrzegła Gawaina. Siedział w pobliŜu okna, tyłem do sali. Zdawał się
całkowicie pochłonięty rozmową z Batesem.
Nicole zajęła miejsce przy wolnym stoliku i ukradkiem skinęła dłonią. Rafe usłuŜnie
wręczył jej rachunek. Dziewczyna wyjęła z torebki banknot i kilka monet.
- Bardzo pani dziękuję - powiedział Contreras. - Mam nadzieję, Ŝe będzie pani częściej
gościć w naszym lokalu.
ZniŜył głos i dodał z uśmiechem:
- Zdaje się, Ŝe źle odczytałaś sumę.
- Dolar i trzydzieści pięć centów to wszystko, na co zasłuŜyłeś - odpowiedziała
szeptem. - Niczego nie jadłam.
Rafe odsunął się, by zrobić jej przejście. Nicole zebrała całą odwagę, wstała z krzesła i
ruszyła w kierunku drzwi. Po drodze musiała minąć stolik Anthony'ego.
Miała nadzieję, Ŝe męŜczyźni są zbyt zajęci konwersacją, by zwracać uwagę na
otoczenie.
Niestety, Mark Bates niemal natychmiast kiwnął dłonią w jej stronę.
71
- Prosimy do nas, panno Hart - zawołał.
Co za ironia losu, pomyślała Nicole. Gdy przed kilku tygodniami usiłowała dostać się
do studia telewizyjnego, Bates nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Teraz, gdy próbowała
się wymknąć, zauwaŜył ją od razu. Prawo Murphy'ego.
- Zapraszam na deser - powiedział Mark.
Anthony siedział z zamyśloną miną. Nicole w milczeniu potrząsnęła głową. Nim
zdąŜyła odejść, Bates uniósł się z miejsca i chwycił ją pod ramię.
- Chyba moŜe pani poświęcić nam kilka minut. Właśnie zamówiliśmy tort cytrynowy
z poziomkami. To specjalność zakładu, o której wspominał nawet „Los Angeles Times”.
Podsunął dziewczynie krzesło i skinął na kelnera. Rafe przyjął dodatkowe
zamówienie.
- A co do picia dla młodej damy? - spytał z szelmowskim uśmiechem. Nicole
zmierzyła go ponurym spojrzeniem.
- DuŜą szklankę wody sodowej. Z lodem - odpowiedziała.
- Nikki... - odezwał się Anthony. Sprawiał wraŜenie niesfornego uczniaka,
przyłapanego na gorącym uczynku. Rzucił niechętne spojrzenie w stronę Marka.
Nicole zrozumiała nagle, Ŝe Gawain czuł się skrępowany jej obecnością. Dlaczego?
Czy miał jakiś szczególny powód, aby unikać spotkania?
Być moŜe wolał o pewnych sprawach rozmawiać bez świadków. NiewaŜne. Nicole
nie zamierzała przeciągać niewygodnej sytuacji.
Anthony wyciągnął dłoń i stuknął palcem w notatnik, który dziewczyna połoŜyła na
stole obok torebki.
- Zastanawiałaś się nad pytaniami do naszej ankiety? - spytał. - Jak ci poszło?
Nicole pośpiesznie schowała notes. Nie chciała, by któryś z męŜczyzn zerknął do
ś
rodka i przeczytał świeŜo dopisany fragment scenariusza.
- Całkiem nieźle - skłamała. Widok nadchodzącego z tacą Rafaela sprawił jej duŜą
ulgę.
Contreras postawił przed nią talerzyk z ciastkiem oraz wysoką szklankę wypełnioną
zimnym napojem.
- Gdzieś juŜ panią widziałem - powiedział z wesołym błyskiem w oku.
- Wątpię - odparła dość ostrym tonem.
- Zabawne - wtrącił Mark, spoglądając na młodego kelnera. - Pańska twarz równieŜ
wydaje mi się znajoma. Zaraz... zaraz... Nie był pan przedwczoraj w „Miss 01ivia's”?
72
- To wielce prawdopodobne - wesoło odparł Rafe. Postawił ostatni talerz przed
nachmurzonym Gawainem.
- „Miss 01ivia's”? - ze zdumieniem spytała Nicole. Przez chwilę zapomniała o swojej
roli.
- Lepiej nie pytaj. - Anthony potrząsnął głową.
- To nowy klub, który zdąŜył juŜ zyskać duŜą popularność - wyjaśnił Mark. - Anthony
zamierza zająć się tym tematem w jednym z najbliŜszych programów.
Jeden z gości siedzących przy sąsiednim stoliku ruchem ręki wezwał kelnera. Rafe
połoŜył rachunek przed Gawainem i odszedł.
- O czym to mówiliśmy... - odezwał się Anthony. - Ach, prawda. O sondaŜu. MoŜesz
mnie zapoznać z kilkoma pytaniami?
Z głośników sączyły się ciche dźwięki muzyki klasycznej. Rafe i Elizabeth sprzątali
ze stołów. W sali było juŜ niemal pusto, jeśli nie liczyć dwóch starszych pań zajętych
zawziętą dyskusją oraz kuriera United Parcel Service pochylonego nad jakimiś dokumentami.
- Wpadłam na pewien pomysł... - zaczęła Nicole, choć w głowie miała zupełną pustkę.
- MoŜemy całkowicie zrezygnować z ankiety.
- Dlaczego? - przerwał jej Anthony. - UwaŜasz, Ŝe to nie ma sensu?
- SkądŜe, wyniki sondaŜy na ogół cechują się duŜą dozą prawdopodobieństwa, ale...
- Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz.
- Pyszne! - zawołał Mark, z lubością delektując się kawałkiem tortu.
- „Le Bistro” jest znane ze swych deserów - powiedziała bez zastanowienia Nicole. -
PrzyjeŜdŜają tu goście nawet z odległych dzielnic miasta. Powinien pan kiedyś spróbować
kremu jagodowego.
- Często tu pani bywa? - spytał Bates.
- Zawsze, gdy mam ochotę na słodycze. - Dziewczyna rozejrzała się z niepokojem,
lecz Rafe stał zbyt daleko, by ją usłyszeć.
- Myślałem, Ŝe lubisz czekoladę - odezwał się Anthony.
- Więc się pomyliłeś. Uwielbiam czekoladę. Ale współczesna kobieta nie moŜe Ŝyć
samą czekoladą. Czasem potrzebuję odmiany. Na dzień lub dwa...
- Właśnie, przypominam sobie, Ŝe poruszyła pani ten temat podczas programu -
wtrącił Mark. - Czy istnieje jakiś związek pomiędzy charakterem kobiety a jej upodobaniem
do określonego rodzaju słodyczy?
- Wróćmy lepiej do sprawy sondaŜu - powiedział Anthony. - Wspomniałaś...
73
- Wspomniałam, Ŝe w miejsce testu skłaniającego do prostych odpowiedzi w rodzaju
„tak”, „nie” lub „nie mam zdania”, moglibyśmy zaproponować ankietowanym osobom
przygotowanie dłuŜszej wypowiedzi na temat „Czego naprawdę oczekuję kobiety?”
Gawain potarł dłonią podbródek.
- Ciekawe - mruknął.
Z zadumą sięgnął po kawałek tortu.
- Niewypał - stwierdził autorytatywnie Mark. - Nie moŜemy stawiać ludziom zbyt
skomplikowanych zadań. Kto ma dziś czas na pisanie elaboratów?
Anthony zmierzył go chłodnym spojrzeniem. Bates umilkł. Po chwili Gawain
przeniósł wzrok na dziewczynę.
- Co o tym myślisz? - spytał, a jednocześnie błyskawicznym ruchem zgarnął z jej
talerzyka dorodną poziomkę.
- Myślę, Ŝe jak jeszcze raz spróbujesz podobnej sztuczki, moŜesz stracić kilka palców
- odpowiedziała. Z ulgą stwierdziła, Ŝe główne niebezpieczeństwo minęło. Poczuła się o wiele
swobodniej, choć w głębi duszy miała poczucie winy, Ŝe wciąŜ kłamie.
Następnym razem, obiecała sobie. Następnym razem wyznam całą prawdę. PrzecieŜ
nie mogę tego zrobić w obecności Marka.
- Wesz, czym moŜemy wzbudzić zainteresowanie wśród potencjalnych uczestników
ankiety? - spytała z nagłym oŜywieniem.
- Czym? - odezwali się jednocześnie Mark i Anthony.
- Nagrodami. Niektóre czasopisma oferują w podobnych przypadkach darmową
prenumeratę.
- To dobry pomysł. - Anthony z uznaniem pokiwał głową. - Zwycięzców zaprosimy
do studia, gdzie będą mogli wziąć udział w specjalnym programie.
- I w ten sposób zyskamy dodatkową reklamę dla ksiąŜki - uzupełnił Bates. - Prawda,
coś sobie przypomniałem...
Spojrzał na Gawaina.
- Dziś rano dzwonił twój agent. Zostawił mi wiadomość, Ŝe wydawnictwo
przygotowało juŜ wszystkie dokumenty. Łącznie z umową. Panna Hart, jako współautorka,
podpisze identyczny kontrakt.
- Współautorka? - z osłupieniem spytała Nicole.
74
ROZDZIAŁ 9
Nicole chwyciła torebkę i notes, zerwała się z miejsca i popędziła do wyjścia. Na
zewnątrz padał ulewny deszcz, lecz nie zwróciła na to uwagi. Szybkim krokiem skierowała
się w stronę parkingu.
Anthony rzucił Markowi wściekłe spojrzenie, po czym podąŜył w ślad za dziewczyną,
głośno wołając jej imię. Nieliczni przechodnie ze zdziwieniem spoglądali w jego kierunku.
Nicole dopadła samochodu. Grube łzy, zmieszane z kroplami deszczu spływały jej po
policzkach. Anthony chwycił ją za ramię, nim zdołała otworzyć drzwiczki.
- Nikki, posłuchaj - zaczął proszącym tonem. - Miałem zamiar powiedzieć ci o
wszystkim. Sam nie wiem, jak to się stało.
- Oczywiście. Prawda. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, Ŝe w tej chwili świeci
słońce. KaŜdą kobietę usiłujesz omotać pocałunkami? A moŜe to tylko ja byłam taka głupia,
Ŝ
e bez zastrzeŜeń wierzyłam w kaŜde twoje słowo?
Z trudem łapała oddech.
- Dobrze... jestem głupia, lecz pewne rzeczy potrafię jeszcze dostrzec - zaszlochała. - 1
nie chcę mieć do czynienia z egoistycznym, wyrachowanym draniem! Nie mam zamiaru
słuchać twoich wyjaśnień!
- Nikki, próbowałem - nie ustępował Gawain, choć jego słowa trafiały w pustkę.
- Wiem, czego próbowałeś. Dość kłamstw się nasłuchałam w ciągu kilku ostatnich
tygodni! Idź, napisz sam tę cholerną ksiąŜkę! Od samego początku chciałeś uchodzić za
eksperta, więc nie oczekuj ode mnie pomocy!
- Nikki...
Wyrwała się z jego objęć, wsiadła do samochodu i z furią trzasnęła drzwiczkami.
Gawain zastukał w szybę. Bezskutecznie. Auto ruszyło z miejsca i rozchlapując
kałuŜe, zniknęło za zakrętem.
„Los Angeles Times”
Wiadomości ze świata rozrywki:
Z najnowszych doniesień wynika, Ŝe znany prezenter telewizyjny, Anthony Gawain,
oraz piękna seksterapeutka, Nicole Hart, stanowią zgraną parę takŜe poza ekranem. Nie tylko
zaszczycili swą obecnością występy Seinfelda, lecz ogłosili ostatnio, iŜ zamierzają wspólnie
napisać ksiąŜkę na temat, który całkiem niedawno wzbudził spore poruszenie.
Aaa... psik!
75
Rozciągnięta na łóŜku Nicole cisnęła gazetę na podłogę i sięgnęła w kierunku stolika
zarzuconego papierowymi chusteczkami. Głośno wydmuchała nos, po czym przetarła
załzawione oczy. Zastanawiało ją, jak kilka chwil spędzonych na deszczu mogło zakończyć
się takim przeziębieniem.
Pokój przypominał pobojowisko.
Przemoczone ubrania walały się w nieładzie po podłodze. Na krześle stało puste
pudełko po pizzy, którą kupiła wieczorem w drodze do domu. Gazety, czasopisma i zwitki
papierowych chusteczek zaścielały pół dywanu. Zmiętoszone poduszki zwisały smętnie z
krawędzi łóŜka.
Całe moje Ŝycie legło w gruzach, pomyślała dziewczyna.
Wydarzenia minionego wieczoru jawiły się jej na kształt sennego koszmaru.
WciąŜ nie mogła uwierzyć, Ŝe Mark Bates mówił prawdę.
Odrzuciła na bok kołdrę i wstała, by poszukać nowej paczki chusteczek. Przypadkiem
zerknęła w lustro zawieszone nad niewielką toaletką. Szybko spuściła wzrok i odwróciła
głowę.
To nie był dzień na pytanie: „Lustereczko, powiedz przecie...”
Wyglądała okropnie.
Z całego makijaŜu pozostały jej jedynie dwie ciemne smugi tuszu do rzęs, rozmazane
na policzkach. Blada twarz, czerwony nos i potargane włosy dopełniały reszty. PiŜama, którą
po omacku wyciągnęła z bieliźniarki, była zbyt obszerna i mocno wygnieciona, a para
grubych wełnianych skarpet nijak nie pasowała do całości.
Kichnęła potęŜnie!
Z jękiem powlokła się do salonu. Nigdzie nie mogła znaleźć świeŜych chusteczek.
Zrezygnowana, opadła na kanapę.
Rozległ się dzwonek telefonu.
Sięgnęła po słuchawkę, potrzymała ją przez chwilę, po czym odłoŜyła na widełki. Nie
miała ochoty z nikim rozmawiać, choć aparat terkotał z zadziwiającą regularnością.
Kto mógł dzwonić? MoŜe Anthony? A moŜe matka z wiadomością, Ŝe po raz czwarty
wzięła ślub w kaplicy imienia Elvisa w Las Vegas? A moŜe któraś z kochanych siostrzyczek?
Telefon zabrzęczał ponownie. Nicole przymknęła powieki i przyłoŜyła słuchawkę do
ucha.
- Halo - odezwała się schrypniętym głosem.
- Gdzie się podziewałaś?
- A... to ty, Rafe. Przez cały czas byłam w domu.
76
- To dlaczego nie odbierałaś telefonu? Dzwoniłem juŜ wczoraj. Mogłaś chociaŜ
włączyć automatyczną sekretarkę.
- Włączyłam, tylko do tej pory nie miałam czasu odtworzyć nagrania - odpowiedziała.
- Przeziębiłam się i... w ogóle źle się czuję.
. Pod stolikiem dostrzegła zapomnianą paczkę chusteczek, więc wyciągnęła się na całą
długość ciała, by po nią sięgnąć.
- Źle się czujesz? Poczekaj, aŜ przeczytasz dzisiejszy numer „Timesa”.
- JuŜ czytałam.
- Naprawdę? Więc spróbuj mi wyjaśnić, dlaczego nie powiedziałaś, Ŝe zamierzasz
napisać ksiąŜkę. Do tej pory twierdziłaś, Ŝe to Gawain będzie jedynym autorem.
- I tak jest w rzeczywistości. Nie będę pisać Ŝadnej ksiąŜki.
Głośno dmuchnęła w chusteczkę.
- Ale w gazecie...
- Nic mnie nie obchodzą wypociny dziennikarzy. Nie będę współpracować z
Gawainem. Nie wymawiaj tego nazwiska, jeśli chcesz nadal naleŜeć do grona moich
przyjaciół.
- Co się z tobą dzieje, Nicole? Masz pod ręką termometr? Lepiej zmierz temperaturę,
bo to, co mówisz, jest całkowicie pozbawione sensu.
- Pomyłka. Mam lekką gorączkę, lecz wyłącznie z powodu przeziębienia. Poza tym,
od czasu gdy po raz pierwszy spotkałam Anthony'ego Gawaina, mam wraŜenie, Ŝe wreszcie
mówię i robię coś z sensem.
Ostatnie słowa zabrzmiały nieco płaczliwie.
- Nicole, co się stało?
- Nic takiego. Anthony usiłował podstępem wykorzystać moją wiedzę. Ze słów Batesa
wynikało, Ŝe otrzymał... to znaczy otrzymaliśmy od jednego z wydawnictw ofertę wspólnego
napisania ksiąŜki rozwijającej temat poruszony w programie telewizyjnym, w którym
występowałam. Mark był przekonany, Ŝe wiem o wszystkim. W rozmowie z Gawainem
wspomniał, Ŝe najwyŜszy czas podpisać umowę.
- Dlatego w takim pośpiechu opuściłaś „Le Bistro”? Nawet nie zauwaŜyłem, kiedy
wyszłaś. Przez cały czas zastanawiałem się, co zaszło.
- Teraz juŜ wiesz... „
- Nie rozumiem tylko, dlaczego Gawain zataił przed tobą prawdę. Chciał sam
zagarnąć całą pulę? To raczej do niego niepodobne. Nie potrzebuje pieniędzy ani sławy.
- Być moŜe nie lubi dzielić miejsca w blasku reflektorów.
77
- Naprawdę w to wierzysz?
- Nie wiem. W kaŜdym razie w mojej obecności ani razu nie wspomniał o kontrakcie.
Roześmiała się, choć w jej głosie nie było ani cienia wesołości.
- Co za ironia losu! Próbował mnie oszukać, bo był przekonany, Ŝe jestem prawdziwą
terapeutką. W dalszym ciągu nie domyśla się prawdy.
- Kiedy masz zamiar powiedzieć mu o wszystkim? Powinnaś zrobić to jak najszybciej.
Nicole? Nicole?
Nie odpowiadała.
- Dobrze się czujesz? Poczekaj, odwołam wieczorne spotkanie i resztę dnia spędzę z
tobą. Po drodze kupię porządną porcję gorącego rosołu.
- Nie cierpię rosołu - burknęła dziewczyna. - Inie potrzebuję twojego towarzystwa.
Wolę w samotności uŜalać się nad swoim losem. Nie mam ochoty śmiać się i nie chce mi się
robić makijaŜu. Lubię być chora i nieszczęśliwa.
- Zaraz tam będę.
- Nie wpuszczę cię do domu.
- Nicole...
- Mówię powaŜnie. Idź sobie tam, gdzie planowałeś. Wracam do łóŜka. Przed chwilą
wzięłam tabletkę na przeziębienie i zaczynam być nieco senna. Zadzwonię później. Obiecuję.
- Na pewno? - spytał Rafe zatroskanym tonem.
- Na pewno. Lecz przedtem chciałabym cię prosić o pewną przysługę.
- Jeśli zabiję Gawaina, trafię do więzienia, a tam nie ma pola do popisu dla projektanta
kostiumów - odparł z udawaną wesołością.
Nicole zignorowała jego słowa.
- Zadzwoń do swego przyjaciela z salonu piękności i przeproś go, Ŝe nie dotrzymałam
terminu wizyty. Po wyjściu z „Le Bistro” byłam tak zdenerwowana, Ŝe zupełnie o tym
zapomniałam.
- Nie ma sprawy - zapewnił ją Contreras. - PrzełoŜymy to na inny dzień.
- Wątpię, Ŝeby się zgodził.
- Nic się nie przejmuj. Jak najszybciej wracaj do zdrowia.
- Postaram się. To tylko przeziębienie. Jutro juŜ będę na nogach. Cześć. A... Rafe?
- Słucham?
- Dokąd zamierzasz zabrać Elizabeth? MęŜczyzna wybuchnął śmiechem i odwiesił
słuchawkę.
78
Nicole potrząsnęła głową. Contreras potrafił zdobyć kaŜdą dziewczynę w Los
Angeles. Podciągnęła zwisające rękawy piŜamy i poczłapała do kuchni.
Z nadzieją zajrzała do lodówki. Zimny powiew powietrza przyjemnie chłodził jej
rozpalone policzki. Sięgnęła po plastikową butelkę i upiła kilka łyków wody mineralnej.
Poczuła burczenie w brzuchu. Niestety, w lodówce był tylko kawałek sera owinięty w folię,
dwa zeschnięte selery i niewielki słoik ogórków.
Z westchnieniem zamknęła drzwiczki.
Przycisnęła do piersi paczkę chusteczek i cięŜkim krokiem powlokła się w stronę
sypialni. Poprawiła poduszki, wsunęła się pod kołdrę, po czym sięgnęła po najbliŜej leŜące
czasopismo.
Wracała moda na dłuŜsze spódnice...
...oraz buty na grubej podeszwie. 0,'BoŜe!
Zerknęła na ostatnią stronę, gdzie zwykle drukowano horoskopy. Wodząc palcem po
literach, odnalazła swój znak i zaczęła czytać:
„Twoje Ŝycie uczuciowe będzie pełne rozterek i niepokojów. W końcowej fazie
miesiąca zaznaczy się wyraźny wpływ Jowisza, co spowoduje wzmoŜoną potrzebę doznań
erotycznych.”
Oczywiście. Oto właściwe wyjaśnienie wszystkich niepowodzeń. Zły układ gwiazd.
Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej?
Nic dziwnego, Ŝe bez zastrzeŜeń wierzyła Gawainowi. Potrzebowała spełnienia, więc
brała za dobrą monetę kaŜdy jego gest i kaŜde słowo. „WzmoŜona potrzeba doznań
erotycznych”. JuŜ nic gorszego nie mogło jej się przytrafić. I to właśnie z Gawainem!
Ciekawe, jaki znak zodiaku rządził jego Ŝyciem?
Prawdopodobnie Lew: król dŜungli i wszelkich stworzeń.
Aaa... psik!
Nicole pośpiesznie odłoŜyła czasopismo i chwyciła chusteczkę.
Anthony Gawain. Dlaczego musiała wybrać właśnie jego? W Ŝyciu szukał wyłącznie
przyjemności. Owszem, mógł się podobać wielu kobietom, ale...
Ś
wiat fantazji i marzeń wydawał się jej o wiele bezpieczniejszy. Nie było tam bólu i
rozczarowań.
Dlaczego Anthony? - zastanawiała się Nicole.
Odpowiedź była dość prosta: stanowił wyzwanie.
Nie bał się otwarcie stawić czoło przeciwnościom losu. Nie nudził jak większość
męŜczyzn.
79
Dziewczyna ze wzruszeniem ramion musiała w końcu przyznać, Ŝe odziedziczyła po
matce skłonność do przygód. Ekscytowali ją nieprzeciętni męŜczyźni.
Anthony zaś zapewniał jej wystarczającą ilość „rozrywki”.
Poczuła ból głowy od uporczywego myślenia na ten temat.
Gorąca herbata. O, właśnie... kubek gorącej herbaty z miodem byłby znakomitym
remedium na wszelkie dolegliwości. Nicole przypomniała sobie o wciąŜ nie ukończonym
scenariuszu. Gdyby zdołała rozwinąć pomysł, który przyszedł jej do głowy w „Le Bistro”,
akcja zyskałaby na spoistości.
Dziesięć minut później wróciła do salonu z kubkiem w dłoni. Spojrzała na migoczącą
lampkę automatycznej sekretarki. Wcisnęła klawisz odtwarzania, po czym pociągnęła solidny
łyk parującego napoju. Ucisk w nosie nieco zelŜał i mogła swobodniej oddychać.
Ki...
- Nicole, jesteś tam? Musimy porozmawiać. Zadzwoń, gdy wrócisz. Będę w studiu,
pod numerem 555 - 6541.
To był głos Anthony'ego. Ki....
- Nicole? Mówi Rafe. Gdzie zniknęłaś? Czy coś się stało? Czekam na telefon.
Ki...
- Nicole, nie bądź dzieckiem, podnieś słuchawkę. Chcę z tobą porozmawiać. Nicole...
Wróciłaś?
Gawain mówił z coraz większą niecierpliwością. Dobrze mu tak, pomyślała
dziewczyna.
Ki...
- Halo... tu Rafe. Przepraszam, lecz mój telefon był przez chwilę zajęty. Jeśli
dzwoniłaś w tym czasie, spróbuj jeszcze raz. Jeśli nie, teŜ spróbuj. Chciałbym dowiedzieć się,
co zaszło. Elizabeth... albo nie. Porozmawiamy później.
Ki...
- Nikki, odbierz ten cholerny telefon!
Wybuchnęła głośnym śmiechem, rozlewając herbatę. Okrzyk Anthony'ego brzmiał
niczym ryk rozjuszonego lwa. Pan dŜungli wpadł w bezsilną wściekłość, stwierdziła z cichą
satysfakcją.
Ki...
- Nicole, mówi Wendy. Czy miałaś ostatnio jakąś wiadomość od mamy? Mam
nadzieję, Ŝe znowu nie popełniła głupstwa. Zadzwoń do mnie jak najprędzej.
Nicole wyłączyła automat.
80
Wendy z duŜą niechęcią odnosiła się do ostatniego wybranka pani Hart. Nie miała
zaufania do kowbojów, zwłaszcza tych, którzy pędzili koczownicze Ŝycie, wyznaczane
kolejnymi startami w rodeo.
Nicole nie była w nastroju do prowadzenia rozmowy z siostrą. Postanowiła, Ŝe
zatelefonuje do niej rano. Wróciła do sypialni.
Przez godzinę pracowała nad scenariuszem. Dobrnęła niemal do końca, lecz z wolna
ogarniało ją coraz większe znuŜenie.
Przymknęła powieki. Długopis wysunął się jej z dłoni. Zasnęła.
Przeniosła się w świat marzeń...
Był późny wieczór. Neon migoczący w oknie sali bilardowej rzucał słaby blask na
pogrąŜoną w mroku ulicę. Nicole zbierała rozsypane bile i układała z nich foremne trójkąty
pośrodku kaŜdego stołu. Czas zamykać, pomyślała.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Dziewczyna odwróciła głowę, by
wyprosić spóźnionego gościa, lecz słowa uwięzły jej w gardle na widok stojącego w progu
męŜczyzny.
Przybysz nosił wśród bilardzistów przezwisko Ice Man. Grywał rzadko, wyłącznie o
wysokie stawki. Nicole nie pamiętała, by kiedykolwiek przegrał w jej obecności, choć musiał
wybierać z duŜego grona potencjalnych przeciwników. Był niczym owiany legendą
rewolwerowiec: większość graczy uwaŜała za punkt honoru wystawić na próbę jego
umiejętności.
Ice Man nie brał udziału w turniejach. Wyznawał zasadę, jedna gra, jeden przeciwnik.
„Zwycięzca zgarniał wszystko.
Nikt nie znał jego przeszłości ani prywatnego Ŝycia. Był nieuchwytny jak dym snujący
się z ogniska.
KrąŜyły plotki, iŜ pochodził z bogatej, arystokratycznej rodziny, lecz okazał się
„czarną owcą” i został wydziedziczony. Niektórzy twierdzili, Ŝe poszło o kobietę. Starszą,
wyrachowaną kobietę, która bez skrupułów potrafiła wykorzystać jego uczucia.
JuŜ na pierwszy rzut oka sprawiał wraŜenie człowieka, któremu obce są wszelkie
zasady obowiązujące w cywilizowanym świecie. Był urodzonym buntownikiem; z jego sylwetki
emanowała siła i poczucie pewności. Gładko zaczesane, długie, kruczoczarne włosy dziwnie
kontrastowały ze szlachetnymi rysami twarzy.
Z jednego ucha zwisał mu maleńki srebrny krzyŜyk.
MęŜczyzna był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, dŜinsy oraz parę miękkich, wysokich
butów na płaskim obcasie.
81
- Czym mogę słuŜyć? - spytała dziewczyna. Słowa przechodziły jej z trudem przez
ś
ciśnięte gardło.
Przybysz zmierzył ją przeciągłym spojrzeniem. W jego zielonych oczach pojawił się
błysk wyzwania.
- Przyszedłem zagrać.
Z piersi dziewczyny wyrwało się głębokie westchnienie.
MęŜczyzna uniósł czarny błyszczący pokrowiec, skrywający kij.
- Do ostatniej bili - powiedział.
Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Nie potrafiła określić wysokości stawki, lecz
znała umiejętności swego gościa. Był doskonałym przykładem wędrownego, zawodowego
gracza, lubującego się w niebezpiecznych sytuacjach z pogranicza hazardu.
Ice Man zdjął kurtkę, podwinął rękawy szarego swetra i zbliŜył się do jednego ze
stołów. Nie spuszczał wzroku ze stojącej nieruchomo dziewczyny. W pomieszczeniu panowała
nienaturalna cisza.
Nagle rozległ się cichy trzask otwieranego futerału. MęŜczyzna zręcznym ruchem
połączył połówki pokrytego licznymi karbami kija. Dziewczyna słyszała, śe kaŜde nacięcie
oznaczało wygraną partię. Niezbity dowód, Ŝe Ice Man czerpał głęboką satysfakcję ze swych
zwycięstw.
Starannie potarł kredą koniec kija. Zdjął drewniany trójkąt, utrzymujący w równym
porządku kolorowe bile ułoŜone pośrodku stołu i przymierzył się do pierwszego strzału.
KaŜdy jego ruch zdradzał doświadczonego gracza. Bile z głuchym stukiem wpadały do
otworów.
W krótkim czasie rozgrywka dobiegła końca. Gdy zniknęła ostatnia, czarna bila,
męŜczyzna uniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Nicole poczuła przeszywający ją dreszcz
emocji.
Ice Man oparł się o krawędź stołu.
- Wygrałem ? - spytał prowokującym tonem.
- Nie dałeś mi szansy pokazać, co potrafię - odpowiedziała, potrząsając głową.
- Nie było takiej potrzeby. Mogę grać całą noc i ani razu nie spudłować - powiedział
zaczepnie.
- Nigdy nie tracisz koncentracji? Nikt cię nie sprowokował do popełnienia błędu ?
Lekko zagryzła dolną wargę. MęŜczyzna ujął w dłoń czarną bilę.
- Nikt - odparł krótko.
82
- W takim razie... powinniśmy nieco urozmaicić nasze spotkanie. - Dziewczyna
przysiadła na brzegu stołu i zmysłowym ruchem przeciągnęła ramiona.
- Zaczynaj, kowboju - mruknęła wyzywająco.
- Jak pani sobie Ŝyczy.
Zgarnął bile na środek zielonego blatu, po czym potarł kredą koniec kija.
- Powinnaś wiedzieć, Ŝe widok pięknej kobiety zazwyczaj przynosi mi szczęście.
Nie odpowiedziała, lecz uśmiechnęła się tajemniczo. Pierwszy strzał rozsypał bile po
powierzchni stołu.
Ice Man na chwilę znieruchomiał. Zastanawiał się nad początkową zagrywką.
- MoŜesz się nieco przesunąć? - spytał.
- Gdzie chcesz umieścić bilę ?
- Czerwona po odbiciu o bandę do lewego dolnego otworu.
Nicole obeszła stół dookoła.
- Poczekaj chwilę - powiedziała, gdy męŜczyzna zaczął przygotowywać się do strzału.
- O co chodzi ?
Lekko podciągnąwszy spódnicę, kocim ruchem ułoŜyła się na krawędzi stołu, tuŜ nad
miejscem, gdzie miała wpaść bila.
Na czole męŜczyzny pojawiły się krople potu. Dziewczyna obrzuciła go powłóczystym
spojrzeniem i delikatnie wydęła usta.
- PokaŜ, jaki naprawdę jesteś - wyszeptała.
Ice Man oparł dłoń o zielone sukno, z wyraźnym napięciem popatrzył na połoŜenie
czerwonej bili...
W chwili gdy składał się do uderzenia, zabrzmiał melodyjny głos dziewczyny:
- Mam nadzieję, Ŝe nie nosisz jakiegoś śmiesznego przydomka w rodzaju Pędziwiatr?
Bila głucho stuknęła o bandę.
Kokieteryjny uśmiech rozjaśnił twarz dziewczyny.
- Przegrałeś.
MęŜczyzna powoli rozkręcił kij i schował go do futerału. Chwilę później zgarnął
wszystkie bile ze stołu.
- Mylisz się, kochanie - oświadczył. - Właśnie odniosłem kolejne zwycięstwo.
Powoli wspiął się na stół.
- Zaraz... zaraz... co ty właściwie robisz? Wyciągnął rękę w jej stronę.
- Znasz zasady gry? - spytał. - Więc znasz równieŜ odpowiedź.
83
Przyciągnął dziewczynę do siebie, rozpiął jej bluzkę i zbliŜył usta do śnieŜnobiałej
piersi...
Gdzieś z dala dobiegał natarczywy dźwięk dzwonka u drzwi.
84
ROZDZIAŁ 10
Nicole budziła się z trudem. Powoli otworzyła oczy i rozprostowała ramiona.
Dzwonek zadźwięczał ponownie. Nicole usiłowała spędzić z powiek resztki snu, a
jednocześnie zaczęła się zastanawiać, kto chciałby jej złoŜyć wizytę w środku nocy. Dopiero
po chwili zauwaŜyła, Ŝe przez niedokładnie zaciągnięte zasłony wpadają promienie słońca.
Był juŜ jasny dzień. Na podłodze sypialni leŜały rozsypane fragmenty scenariusza.
Dziewczyna zrozumiała, Ŝe sen zmoŜył ją w trakcie pracy.
Kolejny raz rozległ się natarczywy terkot dzwonka.
To na pewno Rafe, pomyślała Nicole. Z duŜą porcją gorącego rosołu.
Odrzuciła na bok kołdrę, podniosła się z łóŜka i spojrzała w lustro. Nadal wyglądała
szkaradnie, choć przeziębienie zaczęło ustępować. Przesunęła palcami po zmierzwionych
włosach. Tu potrzeba czegoś więcej niŜ rosołu, uznała.
ZauwaŜyła, Ŝe podczas snu zgubiła jedną z ciepłych skarpetek, więc ponownie
zanurkowała w pościel w poszukiwaniu zguby. Po chwili wynurzyła się z triumfalną miną.
Naciągnęła skarpetkę, głośno ziewnęła i przetarła oczy. Jak przez mgłę powróciły do niej
sceny z sennego marzenia.
Uporczywy dźwięk dzwonka przywołał ją do rzeczywistości.
Do diabła z tobą, Rafe, pomyślała. Nie dość, Ŝe mnie obudziłeś w najlepszym
momencie...
Uśmiechnęła się na to wspomnienie.
Dzwonek nie przestawał terkotać.
- Dobrze, juŜ dobrze. Nie zgub spodni - mruknęła. - Chyba Ŝe chcesz się popisać -
dodała ze stłumionym chichotem. Podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku.
- Mówiłam ci przecieŜ, Ŝe nie lubię... To nie był Rafe.
To był wysoki męŜczyzna o ciemnych włosach. Ten, który ją upokorzył.
Senna fantazja zamieniła się w koszmar. Nicole pośpiesznie zamknęła drzwi.
- Pozwól mi wejść, Nikki.
- Odejdź.
- Nikki...
- Odejdź - powtórzyła. Nie oglądając się za siebie, wróciła do sypialni.
85
Rozległ się ostry dźwięk dzwonka. Nicole usiadła na łóŜku i zakryła uszy dłońmi.
Dlaczego Gawain nie chciał zostawić jej w spokoju? Dlaczego dopuściła, by zobaczył ją w
takim stanie? „
Dzwonek wciąŜ brzęczał.
Dziewczyna wpełzła pod kołdrę, a gdy to nie pomogło, wsunęła głowę pod poduszkę.
Miała Ŝal do całego świata.
Podziałało.
Zapadła cisza.
Nicole poczuła nagłe rozczarowanie. Wbrew oczywistym faktom wierzyła, Ŝe o
prawdziwej wartości kobiety moŜe decydować coś więcej niŜ uroda. Złudne nadzieje.
Gawainowi wystarczył jeden rzut oka na jej zaczerwienioną twarz i zmierzwione
włosy. Odszedł w poszukiwaniu innej dziewczyny.
Ś
mieszna historia, pomyślała, lecz mimo wysiłków nie potrafiła zmusić się do
uśmiechu.
W pewnej chwili wydawało jej się, Ŝe słyszy jakiś dźwięk dochodzący z przyległego
pokoju. Zaczęła nasłuchiwać. Czy to tylko gra rozgorączkowanej wyobraźni?
Nic. W mieszkaniu panowała głęboka cisza.
Nicole miała zamiar wysunąć głowę spod kołdry, gdy ponownie usłyszała ciche
stąpanie.
Ktoś zbliŜał się do drzwi sypialni.
O, nie!
Nicole przypomniała sobie z nagłym przeraŜeniem, Ŝe, co prawda, zamknęła drzwi
wejściowe, lecz zapomniała przekręcić klucza. Anthony bez trudu dostał się do środka.
Gorączkowo zastanawiała się, gdzie się ukryć! Po chwili przypomniała sobie, Ŝe juŜ
się schowała.
- Nikki?
Wstrzymała oddech. Miała cichą nadzieję, Ŝe Gawain odejdzie, jeśli nie otrzyma
odpowiedzi. Serce waliło jej niczym młotem. Ciszej! Ciszej...
Kroki ucichły. MęŜczyzna zatrzymał się pod drzwiami sypialni.
- Nikki?
Mocno zacisnęła powieki. Anthony nasłuchiwał przez chwilę.
Nicole zaczęło kręcić w nosie. Zakryła twarz dłońmi. Nie pomogło. Aaa... psik!
Rozległ się głośny śmiech Gawaina.
- Znalazłem cię. MoŜesz juŜ opuścić kryjówkę - powiedział.
86
- Odejdź.
- Nigdzie nie pójdę, Nikki. Mamy kilka spraw do omówienia.
- Nie będę z tobą rozmawiać - odpowiedziała z dziecinnym uporem.
- Dobrze, więc tylko słuchaj - cierpliwie mówił Anthony. - Chciałbym ci coś wyjaśnić.
Wczoraj uciekłaś tak szybko, Ŝe nie dałaś mi na to najmniejszej szansy.
Nikki zastanawiała się przez chwilę. Doszła do wniosku, Ŝe jeśli zostanie pod kołdrą,
Gawain nie będzie miał okazji jej oglądać. Kiedy się wygada, moŜe pójdzie. PrzecieŜ jego
słowa i tak niczego nie zmienią.
- Dobrze. Słucham - odparła. Gruba warstwa pościeli tłumiła jej głos.
- Co powiedziałaś?
- śe będę słuchać. Zaczynaj!
- Nikki, nie rozumiem, co do mnie mówisz. Musisz wysunąć głowę spod kołdry.
- Nie.
- Nikki, czekam. Przestań zachowywać się jak smarkula. Nie wyjdę stąd, póki nie
usiądziesz' na łóŜku i nie wysłuchasz w spokoju tego, co mam do powiedzenia.
Poczuła ukłucie wstydu. Zdawała sobie sprawę, Ŝe swoim postępowaniem naraŜa się
na śmieszność. Mimo to trwała w zaciętym uporze.
- Nikki, jesteś przecieŜ dorosłą kobietą. Nie powinnaś udawać rozkapryszonej
panienki.
Odrzuciła kołdrę.
- Nie udaję.
- Co się z tobą dzieje? - spytał męŜczyzna. Obrzucił dziewczynę uwaŜnym
spojrzeniem.
- Przeziębiłaś się - stwierdził. - Prawdopodobnie masz gorączkę. Mogę uznać to za
wystarczające wyjaśnienie twojego zachowania.
- Ja... aaa... psik!
- Po prostu jesteś chora. Wczorajszego wieczoru zbyt długo stałaś na deszczu.
- Ja... - pociągnęła nosem. - Nic mi nie jest. Sięgnęła po chusteczkę.
- Idź sobie. - Machnęła dłonią w jego stronę. - Jeśli masz coś do powiedzenia, to
powiedz, a potem daj mi święty spokój.
- Nie mogę zostawić cię w tym stanie. Potrzebujesz opieki.
- Zbytnia troskliwość - odpowiedziała. - Nie jestem dzieckiem.
Głośno wydmuchała nos.
- Być moŜe. Lecz jesteś chora.
87
- To tylko chwilowe niedomaganie.
- Myślę, Ŝe najpierw powinniśmy się nieco zająć wyglądem pokoju. Usiądź na krześle,
zmienię pościel. To na pewno poprawi ci samopoczucie.
- Dlaczego od razu nie zaproponujesz mi gorącej kąpieli? - warknęła ostro, lecz w tej
samej chwili poŜałowała swych słów, gdyŜ Gawain z powagą skinął głową.
- Jeśli sobie Ŝyczysz...
W głosie męŜczyzny pojawił się uwodzicielski ton. Nicole powróciła myślami do
sennych marzeń. Poczuła, Ŝe rumieniec z wolna wypełza jej na policzki, lecz nie spuściła
wzroku.
- Koniec z mazgajstwem - oświadczył Anthony. - Wyskakuj z łóŜka.
Zsunęła się po drugiej stronie i przycupnęła na krześle.
Gawain zdjął pościel, po czym zniknął w przedpokoju. Rozległ się stuk odsuwanych
drzwi szafy. Po chwili do uszu dziewczyny dobiegł odgłos cichej rozmowy telefonicznej.
Nicole wytęŜyła słuch, lecz nie mogła rozróŜnić poszczególnych wyrazów.
Dokąd mógł dzwonić Anthony? Przypuszczalnie do swojej kochanki, by zawiadomić
ją, Ŝe z waŜnych i niespodziewanych powodów musi przełoŜyć godzinę spotkania. Albo do
Batesa, by ustalić datę wizyty w klubie „Miss Olivia's”. Albo - co było najbardziej
prawdopodobne - miał się po prostu spotkać z jedną z dziewcząt pracujących we
wspomnianym „przybytku kultury”. W kaŜdym razie, nie miało to nic wspólnego z osobą
Nicole.
I bardzo dobrze.
Gawain wrócił do sypialni, dźwigając świeŜą pościel. Wprawnymi ruchami posłał
łóŜko, czym wzbudził niemały podziw Nicole, która nie podejrzewała, Ŝe ktoś wychowany w
domu wypełnionym słuŜbą mógłby posiąść znajomość tak prozaicznych czynności. Gdy
skończył, natychmiast wsunęła się pod kołdrę.
- MoŜesz juŜ iść - powiedziała nadąsanym tonem.
- Najpierw opowiem ci bajkę na dobranoc.
- W niczym nie przypominasz Charlesa Perraulta - odparła. Raczej któregoś z braci
Grimm, dodała w myślach. Lub bohatera ich ponurych opowiastek.
- Był raz młody chłopiec, który z całego serca kochał swą matkę - zaczął.
- Masz zamiar mi streścić którąś z tragedii Szekspira?
- Bądź cicho i słuchaj.
Wsparła głowę na poduszce, po czym przybrała wyczekującą minę. Kątem oka
uwaŜnie obserwowała Anthony'ego.
88
Prezentował się wspaniale.
Był ubrany w czarno - zielony dres, uŜywany głównie przez amatorów joggingu, choć
nie noszący śladów potu, jakie zwykle występują po długim biegu. Kolor stroju znakomicie
harmonizował z ciemnymi włosami i szmaragdowymi oczami.
Nicole z przeraŜeniem pomyślała o własnym wyglądzie. Przypominała Amazonkę,
która przed chwilą zakończyła pięciorundowy pojedynek z bengalskim tygrysem... i zeszła
pokonana z placu boju.
Anthony odwrócił się tyłem i zaczął mówić cichym spokojnym głosem, niemal
szeptem:
- Źle mnie oceniłaś. Jedynym moim prawdziwym przewinieniem jest to, Ŝe zbyt długo
zwlekałem. Powinienem od razu powiedzieć ci o kontrakcie i o propozycji współpracy. Chcę
być wobec ciebie zupełnie szczery. Aby to udowodnić, zdradzę ci pewien sekret, o którym
nigdy nikomu nie mówiłem.
Dlaczego nie patrzył jej w oczy? Czy miało to jakiś związek z ciąŜącą na nim
tajemnicą? Nicole poczuła, Ŝe jej gniew zaczyna pomału gasnąć, ustępując miejsca
zaciekawieniu.
- Gdy miałem dziewięć lat - ciągnął Anthony - przypadkowo usłyszałem rozmowę,
którą moja matka prowadziła ze swym długoletnim kochankiem.
Roześmiał się gorzko.
- Jest wiele prawdy w powiedzeniu, Ŝe podsłuchiwanie nie popłaca. Czasem lepiej jest
Ŝ
yć w błogiej nieświadomości.
Westchnął głęboko i mówił dalej:
- Od razu przejdę do sedna sprawy. Owego pamiętnego dnia dowiedziałem się, Ŝe w
rzeczywistości nie naleŜę do rodziny Gawainów.
- Zostałeś adoptowany? - spytała Nicole.
- Nie. Jestem bękartem. A moja matka okazała się zwykłą dziwką.
W słowach męŜczyzny dźwięczała nuta z trudem powstrzymywanego bólu i
rozgoryczenia.
- Miała kochanka i zapomniała poinformować męŜa, iŜ dziedzic rodu nie jest jego
synem.
- Anthony ja... to znaczy... tak mi przykro. Musiałeś...
- Owszem. - Zwrócił twarz w jej stronę. - Lecz dzięki temu zdołałem się wiele
nauczyć. Zrozumiałem, jak podła i podstępna moŜe być kaŜda kobieta. Zanim poznałem
ciebie, byłem święcie przekonany, Ŝe męŜczyźni są wciąŜ oszukiwani, wykorzystywani i
89
poniŜani. Porzuciłem wszelką nadzieję, iŜ kiedyś spotkam kobietę, którą mógłbym obdarzyć
pełnym zaufaniem.
Chrząknął z zakłopotaniem.
- Podczas naszego pierwszego spotkania odniosłem wraŜenie, Ŝe jesteś inna. Później
zacząłem podejrzewać, Ŝe udajesz, Ŝe w gruncie rzeczy niczym nie róŜnisz się od kobiet,
które znałem dotychczas, Ŝe masz dość sprytu, by zamaskować swoje prawdziwe oblicze...
Umilkł. Po chwili podjął przerwany wątek.
- Gdy zaproponowano, byśmy wspólnie przystąpili do pracy nad ksiąŜką, nie
wiedziałem, co robić. Wahałem się. W końcu postanowiłem czekać. Chciałem zyskać dość
czasu, by móc poznać cię bliŜej. Bałem się, Ŝe wykorzystasz moją miłość dla zrobienia
kariery... lecz w głębi serca pragnąłem cię tylko dla siebie.
Nicole nie wierzyła własnym uszom.
Anthony Gawain okazał się czułym i wraŜliwym męŜczyzną. Ufał jej. Nie zawahał się
odkryć sekretów własnego dzieciństwa.
- Do czego zmierzasz? - spytała lekko drŜącym głosem.
- Zgodzisz się napisać ze mną tę ksiąŜkę? Nikki, od samego początku chciałem
zaproponować ci współpracę.
Pochylił się i zaczął zbierać gazety oraz czasopisma zaśmiecające podłogę sypialni. Po
chwili ponownie usiadł na łóŜku obok dziewczyny.
- Powiedz, Ŝe się zgadzasz.
Nicole zdawała sobie sprawę, Ŝe nadeszła właściwa chwila, by wyrazić mu całą
prawdę, a mimo to nie potrafiła zmusić się do szczerości.
- Dobrze - wyszeptała.
W głębi duszy czuła, Ŝe popełnia ogromny błąd, za który przyjdzie jej wkrótce
zapłacić. Jednak nie potrafiła jednym zdaniem przekreślić nadziei na kilka ulotnych chwil
szczęścia.
Kiedyś przyzna się do wszystkiego.
Lecz jeszcze nie teraz.
Gawain uśmiechnął się. ZłoŜył delikatny pocałunek na dłoni dziewczyny.
- Czas na kąpiel - powiedział z filuternym błyskiem w oku.
Nicole cofnęła rękę i energicznie potrząsnęła głową.
- Nie będzie kąpieli. Anthony dotknął jej czoła.
- WciąŜ masz podwyŜszoną temperaturę. Pójdę napuścić wody.
- Spróbuj, a ucieknę.
90
- Wprost w moje ramiona?
Był niemoŜliwy. Nie dawał jej najmniejszych szans na obronę.
Co prawda, nie miała zbytniej ochoty się bronić. Zwłaszcza gdy przypomniała sobie
ostatnią scenę snu...
- Dobrze - powiedziała z cichym śmiechem. - Wygrałeś. Zajmij się kąpielą.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Najwyraźniej nie był przygotowany na tak szybką
kapitulację. Wyciągnął dłoń i lekko trącił nos dziewczyny.
- Powiedz mi, Nikki, zawsze jesteś taka grzeczna? Chwyciła go za rękę, przytrzymała
i delikatnie ugryzła w palec.
- Zawsze - powiedziała przez zęby, przeciągając głoski.
- To dobrze - westchnął. - Bo juŜ się spodziewałem, Ŝe nie dasz się namówić na
wejście do wanny.
- Zbyt łatwo rezygnujesz - roześmiała się. - Myślałam, Ŝe jesteś twardszy.
- Nie chciałem cię spłoszyć. Odrzucił na bok kołdrę.
- Co ty robisz? - zawołała z przestrachem Nicole.
- Zabieram panią do łazienki, panno Hart - odpowiedział.
Uniósł ją z łóŜka.
- Wrzeszcz, ile chcesz. Pouczyłem słuŜbę, Ŝe ma być głucha na twoje wołania.
Nicole zaczęła okładać go pięściami po plecach.
- Puść mnie, brutalu! Natychmiast spełnił jej prośbę.
- Mogę przynajmniej popatrzeć? - spytał z błyskiem w oku.
- Nie.
- Nie?
Dziewczyna ze stanowczą miną pokręciła głową.
- Nie? - Anthony zniŜył głos do uwodzicielskiego szeptu, lecz zaraz wykrzywił twarz
w kwaśnym uśmiechu. - W takim razie... nie opłaca się być dŜentelmenem.
Chwycił ją ponownie.
- Dobrze! JuŜ dobrze - zachichotała. - Zgadzam się. MoŜesz mi trochę pomóc.
- Znakomicie!
- Anthony...
- Hm?... - mruknął, delikatnie pieszcząc ustami jej szyję.
- śartowałam.
- Nieprawda.
- Prawda.
91
- Grasz nie fair.
- Mówiłam ci, Ŝe powinieneś zbadać sobie ciśnienie.
- Nikki...
- Słucham?
- Zbadałem.
- Nieprawda.
- Prawda.
Przysiadł na brzegu staroświeckiej, ogromnej wanny, bez wątpienia pamiętającej złoty
wiek Hollywood, po czym sięgnął w stronę porcelanowych kurków. Buchnęły kłęby pary.
Nicole zdjęła z półki flakon z płynem do kąpieli. Powietrze wypełniła woń świeŜych
owoców. Strumień wody bijący z kranu w mgnieniu oka zmieniał zielony płyn w gęstą
warstwę śnieŜnobiałej piany.
Gdy dziewczyna odwróciła głowę, napotkała palące spojrzenie Anthony'ego.
Zarumieniła się aŜ po koniuszki uszu, tym bardziej iŜ z bolesną świadomością zdawała sobie
sprawę ze swego opłakanego wyglądu.
- MoŜesz juŜ iść - powiedziała. Bezskutecznie próbowała uwolnić się z jego objęć.
Przestrzeń ograniczona jasnymi ścianami zdawała się maleć. We wnętrzu łazienki panował
przesycony wilgocią upał, niczym w cieplarni.
A Nicole drŜała.
Nie obawiała się, Ŝe ktoś moŜe ich zobaczyć. Bała się własnej słabości.
Bała się, Ŝe moŜe obnaŜyć coś więcej niŜ ciało.
- Nigdzie nie pójdę, Nikki - powiedział Anthony. - Jestem tutaj, by ci pomóc.
W jego obecności odczuwała dziwną lekkość. Nigdy w Ŝyciu nie czuła się tak dobrze.
Po chwili przyszło opamiętanie. A co później? - spytała samą siebie. Gawain był jak
narkotyk, z początku dawał poczucie spełnienia, lecz jednocześnie powodował głębokie
uzaleŜnienie.
Namiętność wzięła górę nad rozsądkiem.
Pierwszy pocałunek przełamał ostatnią barierę oporu. Nicole z cichym westchnieniem
wplotła palce w ciemną grzywę włosów Anthony'ego i wypręŜyła całe ciało.
Gawain pomógł jej zdjąć górną część pidŜamy. Przywarł ustami do nagiej skóry
dziewczyny. Nicole poczuła przenikliwy dreszcz podniecenia.
Zaszlochała.
Anthony z uśmiechem podniósł głowę. PołoŜył dłoń na piersi Nicole i powiedział:
- Spójrz, jak doskonale pasuje. Jesteś dla mnie stworzona.
92
Dziewczyna kątem oka zerknęła na jego opalone ramię, kontrastujące z jej białym
ciałem. ZadrŜała mocniej i spłonęła rumieńcem.
Anthony parsknął śmiechem.
- Nie mogę uwierzyć, Ŝe wciąŜ to robisz.
- Woda stygnie - odparła z zakłopotaniem.
- W takim razie, musimy coś na to poradzić. Delikatnie ugryzł ją w ramię, po czym
zanurzył w wannie jeden z małych ręczników.
- Teraz mocno zaciśnij powieki - powiedział. Nicole bez sprzeciwu spełniła jego
prośbę. Poczuła smak pocałunku na swoich ustach.
Chwilę później, po jej policzkach poczęły spływać ciepłe strumyki. Anthony starannie
umył twarz dziewczyny, później zajął się szyją, ramionami... Wykręcił ręcznik, po czym
namydlił go ponownie i...
Nicole poczuła błogi dotyk na swoich piersiach. Głęboko wciągnęła powietrze i
wydała stłumiony pomruk. Nie mogła otworzyć oczu, poniewaŜ całą twarz miała pokrytą
pianą. Niewidoczne palce pieściły jej ciało. Miała wraŜenie, Ŝe powrócił rozkoszny sen,
wypełniony pięknymi, lecz niebezpiecznymi marzeniami.
- Masz śliczne stopy - usłyszała głos Gawaina. MęŜczyzna zdjął jej skarpetki, po czym
rozsupłał tasiemkę wiąŜącą spodnie od pidŜamy.
- Zaraz... - zachłysnęła się Nicole, lecz było juŜ za późno na protesty. Spodnie zsunęły
się na wyłoŜoną kafelkami posadzkę. Nagie ciało dziewczyny owionął ciepły powiew
przesyconego parą powietrza.
Chciała przesunąć się w bok, lecz w tej samej chwili usłyszała plusk wody.
- Stój spokojnie - powiedział Anthony.
Ku własnemu zaskoczeniu, była mu całkowicie powolna. To zły omen, pomyślała.
Anthony pocałował ją w kark. Spokojnymi, zdecydowanymi ruchami umył jej całe
plecy. Gdy skończył, wrzucił ręcznik do wody.
- Podaj mi rękę - powiedział. Nicole pokręciła głową.
- Potrafię sama wejść do wanny - stwierdziła stanowczo.
- Nie przeczę, lecz chodzi mi o coś zupełnie innego. Podaj mi rękę.
Drugim ręcznikiem wytarł jej twarz z mydła? Nicole zamrugała powiekami, po czym
otworzyła szeroko oczy.
- Postępujesz nie fair - powiedziała na widok Gawaina. - Powinieneś teŜ zdjąć bluzę.
Anthony bez chwili namysłu ściągnął bluzę przez głowę i rzucił na podłogę.
- Masz jeszcze jakieś Ŝyczenie? - spytał znaczącym tonem.
93
Potrząsnęła głową.
- Więc podaj mi rękę i stań tutaj. - Wyciągnął z kąta niski taboret.
- Co takiego?
- Nie zadawaj pytań, lecz zrób, co mówię. Nicole zastanawiała się przez chwilę, po
czym z rezygnacją wzruszyła ramionami i weszła na stołek. Anthony zaczął myć jej nogi.
Zamknęła oczy i całkowicie poddała się jego pieszczotom. Czuła dotyk męskich rąk na swych
biodrach, udach, pośladkach... Zadygotała.
- MoŜesz zejść - powiedział męŜczyzna. - Usiądź na skraju wanny... Poczekaj, podłoŜę
ci ręcznik, Ŝebyś się nie zsunęła.
Z zaciśniętymi powiekami cierpliwie czekała, aŜ Gawain skończy przygotowania i
przystąpi do spłukiwania mydlin. Zamiast tego posłyszała szelest odzieŜy.
Domyśliła się, Ŝe Anthony zdjął spodnie od dresu... Ŝe jest nagi.
Chciała go zobaczyć, ale...
...ale nie potrafiła otworzyć oczu.
Bała się.
Była potwornym tchórzem.
Ledwo mogła oddychać z przeraŜenia. Nagle poczuła palce Gawaina na swoich
kolanach. MęŜczyzna przyklęknął, wsunął twarz między jej uda... Przyjęła go z cichym
westchnieniem zadowolenia.
Poczuła, Ŝe zalewają fala rozkoszy. Wstyd, strach i zakłopotanie zniknęły bez śladu.
Całym ciałem pragnęła pieszczot. Pragnęła dotyku męskich rąk, ust, języka...
- Przysuń się do mnie, kochanie - chrapliwym głosem odezwał się Anthony. Wcisnął
dłonie pod pośladki dziewczyny.
- Tak! - zawołała Nicole, nie panując dłuŜej nad miotającymi nią uczuciami. Wygięła
się niczym kotka, by chwilę później zasypać ramiona męŜczyzny ekstatycznymi pocałunkami.
Wplotła palce w jego ciemne włosy i krzyczała, wciąŜ krzyczała...
Upłynęło kilka minut, nim zaczęła się uspokajać. Odetchnęła głęboko i otworzyła
oczy. W jej zachowaniu nie było nic z dawnej bojaźliwości. Czuła się wprost wspaniale.
Lekko zagryzając dolną wargę, spojrzała na swego partnera.
Na śniadej twarzy Anthony'ego pojawił się szeroki uśmiech. MęŜczyzna łobuzersko
mrugnął.
- Byłem przekonany, Ŝe kąpiel ci pomoŜe - powiedział.
- Jesteś podstępnym i zadufanym w sobie draniem - odparła z czułością, która
przeczyła jej słowom.
94
Z cichym westchnieniem wsparła głowę o chłodną, pokrytą róŜowymi kafelkami
ś
cianę. Była kompletnie wyczerpana.
Anthony wyprostował swą muskularną sylwetkę. Nicole nie potrafiła oderwać wzroku
od jego wąskich bioder.
- Czy masz?... - Nie dokończył pytania, lecz Nikki i tak wiedziała, o co chodzi. Była
mu wdzięczna, Ŝe myślał o jej bezpieczeństwie.
Pokręciła głową.
- Jadąc do ciebie, całkiem niedaleko widziałem supermarket. Skończ się kąpać, a ja
zrobię niewielkie zakupy. Zaraz wrócę.
- Skąd masz pewność, Ŝe sklep nie jest zamknięty?
- spytała.
Przybrał minę niewiniątka.
- Dzwoniłem jakiś czas temu - przyznał.
Gdy wyszedł, Nicole wsunęła się do wanny. Zgarnęła naręcze piany, dmuchnęła w nią
i przez chwilę obserwowała, jak w powietrzu wirują błyszczące bańki.
- Jesteś podstępnym draniem, Anthony - powtórzyła z westchnieniem.
A potem się uśmiechnęła.
Anthony zerknął na zegar wmontowany w tablicę rozdzielczą dŜipa. Droga do sklepu
zajęła mu zaledwie dwadzieścia minut, lecz później miał sporo kłopotów ze znalezieniem
miejsca do zaparkowania.
Westchnął cięŜko po wejściu do supermarketu. Do jedynej czynnej kasy stała długa
kolejka klientów, ściskających pokaźne koszyki pełne zakupów. Prawo Murphy'ego działało
nieubłaganie.
Niektórzy z czekających głośno narzekali na złą organizację i brak personelu. Anthony
zachowywał kamienny spokój, choć przychodziło mu to z duŜym trudem. W środku
dosłownie kipiał z niecierpliwości.
W końcu ponownie znalazł się na parkingu. Starannie umieścił swój łup na fotelu.
Wypchana torba świadczyła, Ŝe nie Ŝałował pieniędzy. Zrobił większe zakupy, gdyŜ przed
wyjściem z domu Nicole zdąŜył zajrzeć do lodówki. To, co tam zobaczył, nie przedstawiało
się zbyt zachęcająco.
Poczuł głód. Zdjął jedną rękę z kierownicy, poszperał wśród pakunków, aŜ znalazł
okazałą, owiniętą w folię kanapkę. Gdy uporał się z jedzeniem, sprawdził, czy zapracowana
kasjerka nie przeoczyła przy pakowaniu niewielkiego tekturowego pudełeczka. Było na
swoim miejscu.
95
Westchnął z ulgą i skręcił w lewo, w boczną ulicę prowadzącą do domu Nicole.
Uśmiechnął się do siebie. Dobrze, Ŝe w ostatniej chwili pomyślał, aby do zakupów dorzucić
jeszcze jeden pakunek.
Ogromną torbę „M&M's”.
Dobrze pamiętał, Ŝe jest to jedyna czekolada, która rozpuszcza się w ustach, nie w
dłoni, chociaŜ... Dalsze myśli wolał zachować dla siebie.
Podekscytowany, niczym nastolatek na pierwszej randce, wpadł do domu Nicole.
- JuŜ wróciłem! - zawołał triumfalnie, naśladując ruchy i ton głosu popularnego
gwiazdora filmowego. Wszedł do kuchni, postawił torbę na stole, po czym zaczął wypełniać
lodówkę. Szybko zrzucił dres i pobiegł do łazienki. Spieszno mu było do wspólnej kąpieli.
Z zaskoczeniem spojrzał na pustą wannę. Przez chwilę miał głupie uczucie, Ŝe znalazł
się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
- Nikki? - odezwał się głośno. W domu panowała głucha cisza.
Salon był pusty. Anthony ruszył w kierunku sypialni. Trudno, pomyślał. Trzeba
dokonać niewielkiej korekty planów. Szybki prysznic, a potem...
Uchylił drzwi.
- Nikki, ja...
Zobaczył leŜącą w łóŜku Nicole. Jej długie, wciąŜ mokre włosy w nieładzie wiły się
na poduszce.
Gawain podszedł bliŜej. Pod kołdrą wyraźnie rysował się kształt nagiego ciała.
Dziewczyna spała. Bez wątpienia była zmęczona zbyt duŜą ilością wraŜeń.
Anthony z rezygnacją wzruszył ramionami. Tak, przyda mi się szybki prysznic,
pomyślał.
Z zimnej wody.
Był dojrzałym męŜczyzną i doskonale zdawał sobie sprawę, Ŝe długie wyczekiwanie
zaostrza apetyt. Myślami był juŜ przy śniadaniu.
Kolumbijska kawa, francuskie pieczywo, szwedzki masaŜ, francuskie pocałunki...
96
ROZDZIAŁ 11
Zapach świeŜego pieczywa oraz delikatny aromat kawy obudziły Nicole. Ziewnęła
szeroko i przeciągnęła się. Nagle spostrzegła, Ŝe jest całkiem naga. Co się stało z jej pidŜamą?
Przetarła dłonią twarz, by spędzić resztki snu, po czym otworzyła szeroko oczy. We
włączonym telewizorze migotały jakieś postacie, a tuŜ przy jej łóŜku stał półnagi, owinięty
jedynie kuchennym fartuszkiem... Anthony Gawain. W dłoniach trzymał tacę ze śniadaniem.
Nicole zacisnęła powieki. Jeszcze się nie obudziłam, uznała.
W głowie kłębiło jej się od natłoku myśli. Kiedy otworzę oczy, wszystko zniknie.
Ś
niadanie, taca, Anthony. Na ekranie telewizora pojawi się obraz kontrolny.
- Nikki, jedzenie stygnie, a ja... - Gawain zdjął fartuszek - staję się coraz bardziej
gorący.
To nie był sen.
- Och! „
Nicole nie potrafiła wykrztusić ani jednego słowa.
- Lepiej się czujesz? - spytał męŜczyzna. Posmarował kawałek bułki grubą warstwą
syropu klonowego, po czym podał go dziewczynie.
Jadła powoli, starannie przeŜuwając kaŜdy kęs. Przypomniała sobie wydarzenia
minionego wieczoru. Anthony skradł jej serce, odebrał wolę.
Gawain przeczesał palcami włosy i spojrzał z niepokojem na dziewczynę.
Nicole z zamyśloną miną oblizała usta. Nie widzącymi oczyma wpatrywała się w
przestrzeń.
- Podoba ci się ten widok?
Anthony rzucił się na łóŜko i podparł rękami brodę. Nicole drgnęła.
- Słucham? - spytała.
- Potrzebuję małej, całkowicie prywatnej terapii - oświadczył Gawain.
Otoczyła go ramieniem, przyciągnęła do siebie, po czym pieszczotliwie przesunęła
dłonią po płaskim, dobrze umięśnionym brzuchu.
- To miałeś na myśli? - spytała z uśmiechem.
- Hm... Jako przystawkę przed głównym daniem - odparł.
- Rozumiem. - Pochyliła się i musnęła go ustami. Zareagował natychmiast. Jęknął z
rozkoszy, chwycił ją za rękę i mocno ścisnął. Oczy zaszły mu mgłą poŜądania.
- Chciałbym spłonąć wewnątrz ciebie - wyszeptał drŜącym głosem.
97
- Dobrze. - odpowiedziała Nicole. Czuł na swej skórze jej gorący oddech. - Chcę cię...
teraz.
Energicznym ruchem przewróciła go na plecy.
- Zaczekaj - zaprotestował. Próbował wesprzeć się na łokciach.
- Ani słowa - odpowiedziała stanowczo. - Robię się niebezpieczna, jeśli tuŜ po
obudzeniu ktoś próbuje stawiać mi warunki.
Poruszyła biodrami, przyjmując go w głąb swego ciała.
Anthony opadł na łóŜko.
- Nie mam zamiaru stawiać Ŝadnych warunków - wydyszał.
PołoŜył dłonie na jej piersiach. Nicole poruszała się coraz szybciej. Anthony zamknął
oczy. Czuł wszechogarniającą falę ekstazy.
- Nikki! - zawołał na całe gardło. Jego krzyk zmieszał się z westchnieniem
dziewczyny.
Gdy opadł szczyt uniesienia, przez chwilę leŜeli w milczeniu, niezdolni do
jakiegokolwiek ruchu.
Na ekranie telewizora pojawił się fragment filmu „The Bodyguard”. Whitney Houston
ś
piewała: „I Will Always Love You”.
Trudno o lepsze zakończenie, pomyślała Nicole. W końcu jesteśmy przecieŜ w
Hollywood.
Bez zbytniego pośpiechu osunęła się na pościel.
- Jestem głodna - oświadczyła.
- Nabrałaś apetytu? - z kpiącym uśmiechem zapytał Anthony.
Dziewczyna skinęła głową. Przesunęła palcem po spoconym torsie męŜczyzny.
- Szybko się męczysz - zauwaŜyła. - Sportowcy powinni mieć więcej wigoru. Nosisz
dres tylko na pokaz?
Puścił jej pytanie mimo uszu.
- Bez sprzeciwu spełniłem twoje Ŝądania, więc w zamian moŜesz mnie nakarmić -
powiedział.
- Nakarmić?
- Owszem. Ja gotować, ty karmić.
- Zabawne. - Ruchem dłoni przesłała mu pocałunek. - Zawsze uwaŜałam, Ŝe
gotowanie jest domeną kobiet. Przed chwilą doprowadziłam cię niemal do wrzenia.
Anthony wyciągnął rękę w stronę tacy stojącej na nocnym stoliku.
- W takim razie uznajmy to za remis i spróbujmy coś przekąsić.
98
Wręczył jej widelec.
Nim zdąŜyli dopić kawę, w telewizji ukazała się twarz znanego prezentera i
gospodarza popularnego programu talk show, Lettennana. Nicole zrolowała poduszki,
Anthony otoczył ją ramieniem. Siedzieli przytuleni, wpatrzeni w ekran.
Gościem Lettennana była Chelsea Stone, piosenkarka rock and rollowa. Powróciła na
estradę po sześciomiesięcznej przerwie, spowodowanej operacją krtani. Przedstawiła
publiczności swój najnowszy utwór.
- Oto prawdziwa kobieta lat dziewięćdziesiątych - odezwał się Anthony. - Potrafi
wywalczyć sobie miejsce w panteonie gwiazd rocka i nie bierze jeńców.
Nicole skinęła głową.
- To prawda - powiedziała. - Podziwiam ją, Ŝe z taką konsekwencją potrafi dąŜyć do
wyznaczonego celu.
- A mówiąc o kobietach - wtrącił Gawain. - Chyba powinniśmy wspomnieć o ksiąŜce,
którą mamy zamiar razem napisać.
Razem napisać. Nadeszła godzina szczerości. Anthony wciąŜ był przekonany, Ŝe ma
do czynienia z doświadczoną terapeutką.
Nicole zebrała się na odwagę. Powie... wszystko powie. Chciała zyskać choć
kilkanaście minut. Zatrzymać szczęście jeszcze przez chwilę.
W głębi serca Ŝywiła kruchą nadzieję, Ŝe Anthony zrozumie pobudki jej działania.
Gdy dowie się o zwątpieniu, wstydzie, lęku przed samotnością... Być moŜe będzie umiał jej
wybaczyć.
Program Lettermana dobiegł końca, lecz Nicole i Anthony nawet tego nie zauwaŜyli.
Byli całkowicie pochłonięci dyskusją o ksiąŜce. Przeskakiwali z tematu na temat, aŜ Nicole
zdecydowała się przejść do sedna sprawy.
- Boli mnie świadomość, Ŝe niektórzy męŜczyźni nie rozumieją motywów naszego
działania - powiedziała. - Są takie sytuacje, gdy kobiety nie mogą zdobyć się na szczerość.
Przynajmniej nie od razu.
- Oczywiście - odparł kwaśno Gawain. - Niezłe wytłumaczenie. Na pewno są z tego
zadowolone.
- Nie wszystkie - zaprotestowała Nicole. - Podejrzewam, Ŝe większość z nas traktuje
to jako zło konieczne. Co więcej, główna część winy spada na męŜczyzn.
- Słucham?!
- Kobiety muszą ukrywać swe prawdziwe marzenia i potrzeby, są jednak na tyle
sprytne, by, nie wzbudzając większych podejrzeń, uparcie dąŜyć do celu. W tym właśnie tkwi
99
sedno sprawy. MęŜczyźni mają wyraźną przewagę ekonomiczną i nie wahają się jej
wykorzystywać w Ŝyciu codziennym. Co pozostaje kobietom? Podstęp.
- Naprawdę?
- Naprawdę. Słyszałeś kiedyś o zasadzie „złotego środka”?
- Owszem Brzmi: „Najlepsze...”
- Chodzi mi o inną wersję. „Złoto jest najlepszym środkiem do zdobycia władzy.”
Kropka. Ostatnie słowo naleŜy zawsze do tego, kto skupia w swym ręku wszystkie
wspomniane elementy, czyli do męŜczyzny.
- Sama nie wierzysz w to, co powiedziałaś. Znam wiele kobiet, które pędzą wygodne
Ŝ
ycie, w najmniejszym stopniu nie parając się pracą. Są po prostu utrzymywane i hołubione
przez męŜów.
- To prawda, lecz nawet twoja wizja szczęścia ma istotne braki.
- Na przykład?
- Tak zwane Ŝycie rodzinne zaleŜy wyłącznie od wartości człowieka, który został
wybrany na męŜa. Niestety, niemal kaŜda z nas zmuszona jest dokonać wyboru jako
kilkunastoletnia dziewczyna, nie posiadając doświadczeń i kierując się tylko intuicją. Jeśli
znajdzie właściwego partnera, jest wolna od trosk i wszelkich przykrości. Lecz jeśli postąpi
niemądrze lub pod wpływem niesprzyjających okoliczności, jej dalszy los zmieni się w
prawdziwe piekło.
- Młodzi męŜczyźni popełniają te same błędy - zaoponował Anthony.
- To prawda, lecz mają dość sił i środków, by zmienić sytuacje na swoją korzyść. Po
zakończeniu sprawy rozwodowej odzyskują wolność i nie muszą się zbytnio troszczyć o
dobro dzieci. Nawet jeśli płacą alimenty, nie wiedzą, co znaczy codzienne wychowanie.
Ś
miało moŜna stwierdzić, Ŝe męŜczyźni zyskują na rozwodzie, podczas gdy kobiety tracą
nawet to, co osiągnęły przed ślubem.
-
Twoja
wypowiedź
trąci
feminizmem.
Jesteś
zwolenniczką
pełnego
równouprawnienia kobiet?
Nicole zaczęła poprawiać pościel. Zastanawiała się przez chwilę.
- Wiesz, czego najbardziej pragną kobiety? Anthony zaśmiał się błyskając białymi
zębami.
- Przeszliśmy do zagadnień męskiej anatomii? - spytał.
Nicole rzuciła w niego poduszką.
100
- Dureń! - zawołała. - Potrafisz myśleć tylko o jednym. Kobiety nie przywiązują do
tego najmniejszej uwagi. Urok prawdziwego kochanką nie zaleŜy od jego sprawności. Chcesz
wiedzieć, czego potrzebuje dzisiejsza kobieta? śony!
Gawain otworzył usta ze zdumienia.
- śony?!
Nicole skinęła głową.
- Kobieta lat dziewięćdziesiątych odczuwa przede wszystkim ogromne zmęczenie.
Albo musi opiekować się swoimi rodzicami i dziećmi, albo pilnować swojej kariery
zawodowej, co zresztą nie wyklucza troski o dzieci. Trzeci rodzaj to kobiety niezamęŜne,
usiłujące zrozumieć prawa rządzące związkiem dwojga ludzi, a jednocześnie próbujące
zachować niezaleŜność ekonomiczną.
- W tym cały problem - powiedział Anthony. - W przeszłości...
- Nie próbuj odwrócić kota ogonem - przerwała mu Nicole. - Chyba nie sądzisz, Ŝe
którakolwiek kobieta posłusznie włoŜy zapaskę, siądzie przy kądzieli i będzie* wszem i
wobec rozpowiadać o swoim szczęściu To baśń wymyślona przez męŜczyzn i na uŜytek
męŜczyzn.
- Naprawdę tak sądzisz? Myślisz, Ŝe nam jest łatwiej? Nie zauwaŜyłaś, Ŝe padamy jak
muchy z przepracowania?
- To temat na osobną ksiąŜkę - odparowała Nicole.
- Dobry pomysł - ucieszył się Anthony. - Będę musiał pogadać o tym z Markiem.
Najpierw program telewizyjny o męŜczyznach, a później...
Nicole ziewnęła.
- Nudzę cię? - spytał Gawain.
- AleŜ skądŜe. Po prostu wciąŜ jestem senna.
- O, nie - zaprotestował stanowczym tonem. - Jeśli chcesz, byśmy nadal razem
pracowali, musisz mieć większą wytrzymałość.
- O, nie - odpowiedziała tym samym tonem. - Nie cierpię nienasyconych męŜczyzn.
- Cicho. Teraz nie czas na spanie. Podniósł się z łóŜka.
- Dokąd idziesz? - spytała Nicole.
- Kupiłem coś, co powinno wzbudzić twoje zainteresowanie - odparł, kierując się w
stronę kuchni.
Otworzył lodówkę, wyciągnął olbrzymią torbę „M&M's”, po czym wrócił do sypialni.
Uśmiechnął się szeroko.
101
Podszedł do łóŜka, rozerwał opakowanie i... wysypał zawartość torby na leŜącą
dziewczynę.
Skuliła się z chichotem.
- Panie Gawain, jest pan doprawdy niemoŜliwy!
- A pani to uwielbia, panno Hart.
- Och... Anthony one są zimne!
- Rozpuszczą się. Przysięgam.
- Anthony!.
- Mm...
Terkot budzika przerwał ciszę. Nicole drgnęła, przesunęła dłonią po twarzy, po czym
wyciągnęła rękę w stronę nocnego stolika i po omacku zaczęła poszukiwać natręta.
Z całej siły wcisnęła czerwony guzik.
Przez chwilę leŜała bez ruchu. Zawsze miała kłopoty ze wstawaniem. NiezaleŜnie od
tego, jak długo spała, pierwsze minuty po obudzeniu były dla niej prawdziwą męczarnią.
Z zamkniętymi oczami przypominała sobie wydarzenia kilkunastu minionych godzin.
Długie, wyczerpujące popołudnie, zakończone niespodziewaną kąpielą... nie mniej
zaskakujące śniadanie... gorącą dyskusję, zimne draŜetki z czekolady, miłosne igraszki...
Fragmenty zdarzeń układały się w dziwaczny ciąg, przypominający film reklamowy
zrealizowany przez zwariowanego reŜysera.
Pomału odzyskała pełną świadomość. Niestety, rzeczywistość była o wiele bardziej
brutalna niŜ senne marzenia.
Nicole z goryczą pomyślała o swoim tchórzostwie. Znów nie potrafiła się zmusić do
podjęcia szczerej rozmowy z Gawainem. Nie wspomniała ani słowem, Ŝe jest kelnerką i,
jeszcze nie odkrytą” scenarzystką. śe o terapii seksualnej wiedziała jedynie tyle, ile zdołała
wyczytać z gazet i czasopism.
Wyciągnęła ręce nad głowę i rozprostowała nogi. Spała zbyt krótko. Czuła dokuczliwe
odrętwienie całego ciała. Co prawda, miała pełne prawo być zmęczona.
WciąŜ pamiętała ciemne włosy Anthony'ego, rozsypane na śnieŜnobiałej poduszce.
Podniecający widok. Podobnie jak jego szmaragdowe oczy przepełnione namiętnością.
Odwróciła głowę.
ŁóŜko było puste.
Anthony zniknął.
Nicole dotknęła ręką pościeli. Prześcieradło było wciąŜ ciepłe.
102
Na pewno poszedł do kuchni, by przygotować kawę, pomyślała. WytęŜyła słuch. Z
salonu dobiegały dźwięki włączonego telewizora. Z uśmiechem zadowolenia rozpoznała
melodię rozpoczynającą jej ulubiony zestaw kreskówek. Anthony Gawain miał dobry gust i
przepadał za tymi samymi programami co ona.
I był kochany, Ŝe pozwolił jej pospać.
Odrzuciła kołdrę, podniosła się z łóŜka, po czym stanęła przed lustrem.
Z jękiem rozpaczy popatrzyła na swe odbicie. Czekało ją kilkadziesiąt minut Ŝmudnej
pracy.
Pochyliła się i przystąpiła do dokładnych oględzin. Z bliska jej wygląd nie
przedstawiał się tak tragicznie. Na skórze połyskiwały ślady potu, lecz z twarzy zniknęła
opuchlizna wywołana przeziębieniem. Wystarczy umalować się i coś zrobić z włosami...
Czuła się odpręŜona i... zadowolona z Ŝycia. CzyŜby to był magiczny wpływ
Anthony'ego?
Widział ją zapłakaną, zakatarzoną i zaniedbaną, a jednak nie zmienił planów. Nie
uciekł. Co więcej, podarował jej kilka chwil prawdziwego szczęścia. Pozwolił uwierzyć, Ŝe
jej obecność ma dla niego szczególne znaczenie.
Był po prostu cudowny.
Nicole starannie zasłała łóŜko. Wygładziła prześcieradło, złoŜyła kołdrę i porządnie
poukładała wszystkie poduszki.
Lekki uśmiech zagościł w kącikach jej ust, gdy spojrzała na rozpieczętowaną torbę
„M&M's”, stojącą na nocnym stoliku. Chwyciła kilka draŜetek, po czym włączyła radio. Z
głośnika popłynęły dźwięki muzyki. „You're the One”. Elton John zapewniał właśnie jakąś
dziewczynę, Ŝe jest tą jedyną. Nicole podchwyciła melodię. Nucąc pod nosem, ruszyła w
stronę łazienki.
W przedpokoju poczuła dochodzący z kuchni aromat świeŜo parzonej kawy.
Anthony Gawain był doprawdy niezwykłym człowiekiem.
Najwyraźniej wziął sobie do serca stwierdzenie, Ŝe „współczesna kobieta przede
wszystkim potrzebuje Ŝony”. Nicole uśmiechnęła się lekko. Miała głębokie przekonanie, Ŝe
tym razem się nie pomyliła. Zapracowana i „wyzwolona” kobieta rzeczywiście oczekiwała...
odrobiny czułości na co dzień.
Czekała z utęsknieniem, aŜ pojawi się ktoś, kto będzie ją pielęgnował w czasie
choroby, kto poprawi poduszkę, okryje kocem i przygotuje kanapki z dŜemem oraz herbatę.
Kto nie zrobi kwaśnej miny i nie zamknie się w swoim pokoju zajęty własnymi
myślami.
103
Kto nie będzie ciskał gromów na bezmyślność jej szefa, lecz po cięŜkim dniu w pracy
po prostu ją ucałuje, by poczuła się lepiej.
Kto włoŜy do bagaŜnika samochodu szuflę i torbę z solą, a nie będzie gderał, Ŝe zimą
kobiety nie powinny siadać za kierownicą.
Kto od czasu do czasu, bez specjalnej okazji, przyśle jej miły Ust lub pocztówkę z
Ŝ
yczeniami.
Ktoś, do kogo mogłaby się przytulić w chwilach zwątpienia i słabości.
Nicole nie przestawała się uśmiechać.
Znała takiego człowieka. MęŜczyznę, który pamiętał nawet, Ŝe jego partnerka woli
gorzką czekoladę od mlecznej z orzechami.
Po kąpieli wróciła do sypialni i zaczęła przetrząsać zawartość szafy. Zastanawiała się,
jak powinna wyglądać podczas oczekującej ją za chwilę spowiedzi. śałowała, Ŝe nie ma w
pobliŜu Contraresa. Ten by na pewno coś wymyślił.
W końcu zdecydowała, Ŝe włoŜy kremową bluzkę bez rękawów oraz proste szorty
koloru khaki. Starannie uczesała włosy, wpięła perłowe kolczyki oraz umalowała się.
Musnęła jeszcze pomadką usta, po czym uwaŜnie przyjrzała się swemu odbiciu.
Gotowe. Mogła iść na spotkanie z losem.
Teraz albo nigdy, pomyślała.
Odetchnęła głęboko, uniosła głowę i zdecydowanym krokiem opuściła sypialnię.
W kuchni nie było nikogo.
Przez otwarte okno wpadały jasne promienie słońca, a na stole stał pusty dzbanek do
kawy. Nicole bez pośpiechu rozejrzała się. Pośrodku stołu królował wazon z samotną
czerwoną róŜą, która nasuwała podejrzenie, Ŝe mogła pochodzić z ogródka sąsiadów.
Obok opróŜnionego do połowy kubka z kawą leŜało poranne wydanie „Los Angeles
Times”.
Gdzie mógł się podziewać Anthony?
Nicole doszła do wniosku, Ŝe poszedł się kąpać. Na pewno wszedł do łazienki w
czasie, gdy ona była zajęta makijaŜem. PrzecieŜ dom nie był na tyle duŜy, by bawić się w
chowanego.
Dla uspokojenia nerwów wypiła łyk kawy. Z ciekawością zajrzała do lodówki.
Prócz kawałka starego sera, przywiędłych selerów i słoika ogórków znalazła jajka,
masło i paczkę pieczywa testowego.
104
Wyjęła chleb i masło, po czym włączyła opiekacz. Przy pełnym Ŝołądku zyskiwała
lepszą zdolność logicznego myślenia. Posmarowała grzankę, ugryzła kilka kęsów i wyruszyła
na poszukiwanie Anthony'ego.
Łazienka była pusta.
Sypialnia, salon, przedpokój, toaleta... Zajrzała nawet do szafy. Nikogo.
Niedobrze.
A jeśli... Gawain uciekł?
Nie... to nie mogła być prawda.
Prawdopodobnie wyszedł na chwilę, Ŝeby przynieść coś z samochodu. Cokolwiek.
Długopis do rozwiązywania krzyŜówek... MęŜczyźni uwielbiają wszelkie zagadki.
Albo... Chciał gdzieś zadzwonić z telefonu komórkowego. To bardzo waŜna rozmowa
i potrzebował chwili samotności. Nie chciał, aby Nicole była świadkiem jego kłótni z
agentem lub producentami.
Wyjrzała przez okno.
Zamarła z przeraŜenia.
Rzuciła się do drzwi, otworzyła je na ościeŜ i wybiegła na zewnątrz.
Jej najgorsze przypuszczenia okazały się prawdą.
DŜip zniknął. Anthony takŜe.
Była po prostu głupia, głupia, głupia...
Gawain okazał się zwykłą świnią. Jak wszyscy męŜczyźni.
Wróciła do domu. Zastanawiała się, czy znajdzie jakąś kartkę z krótkim wyjaśnieniem.
Coś w rodzaju listu poŜegnalnego. A moŜe istniało jakieś logiczne wyjaśnienie ucieczki
Gawaina?
Owszem. Był przystojnym męŜczyzną, a ona okazała się głupią gęsią Jak mogła
wierzyć, Ŝe zdoła go utrzymać dłuŜej niŜ kilka wieczorów? O wspólnie pisanej ksiąŜce wolała
w ogóle nie myśleć.
Nagle uświadomiła sobie, Ŝe Anthony w dalszym ciągu nie znał prawdy. Nie szkodzi.
W obecnej sytuacji była zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Weszła do kuchni, sięgnęła po kubek z kawą, po czym zmęczonym ruchem opadła na
najbliŜej stojące krzesło.
Jej wzrok padł na gazetę rozłoŜoną na stole.
Machinalnie przeczytała kilka zdań. Serce zamarło w niej z przeraŜenia.
„Times” był otwarty na stronie, na której drukowano wywiady i doniesienia ze świata
filmu i rozrywki. Nicole drŜącymi rękami chwyciła gazetę.
105
Po chwili znała juŜ powody decyzji Gawaina. I nie mogła go winić za to, Ŝe odszedł.
„Los Angeles Times”
Wiadomości ze świata rozrywki:
Wszyscy moi czytelnicy zapewne wiedzą, Ŝe ulubionym zajęciem w Hollywood jest
zabawa zwana „grą pozorów”. Tu, w krainie ułudy, rzadko się zdarza, by fikcja przerodziła
się w rzeczywistość. Z dobrze poinformowanych źródeł otrzymałam właśnie wiadomość, iŜ
panna Nicole Hart jest nie seksterapeutką, lecz pisarką. Ciekawe, czy jej występ w programie
telewizyjnym był pomysłem producentów, czy Anthony Gawain padł ofiarą podstępu?
Plotka głosi, Ŝe program „Czego naprawdę oczekują kobiety?” wzbudził duŜe
zainteresowanie jednego ze znanych wydawców, a rezultatem ma być przygotowywana
właśnie ksiąŜka. KsiąŜka owszem, ale... Kto moŜe zaręczyć, Ŝe panna Hart po cichu nie zbiera
materiałów do opublikowania obszernej historii odsłaniającej kulisy Ŝycia potęŜnej dynastii
Gawainów?
Nicole z cichym szlochem wsparła głowę o blat stołu. Zdawała sobie sprawę, Ŝe
Anthony odszedł na zawsze. Na jego miejscu postąpiłaby tak samo.
Dlaczego nie powiedziała mu prawdy? Dlaczego nie skorzystała ze sprzyjającej
okoliczności. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?!
Musiała go odnaleźć i zmusić, by ją wysłuchał.
Z trudem usiłowała zebrać myśli. Jak mogła naprawić największy błąd w swym Ŝyciu?
Gdzie mogła znaleźć Gawaina?
Przypomniała sobie, Ŝe podczas niedawnej rozmowy wspomniał coś o jubileuszowym
programie w cyklu „Anthony Gawain Show”. Mijał właśnie rok od pierwszej emisji i
właściciele stacji telewizyjnej przygotowywali się do odnowienia kontraktu.
Anthony nie podjął jeszcze decyzji. Twierdził, Ŝe potrzebuje jakiejś zmiany.
Terkot telefonu wyrwał dziewczynę z zamyślenia. Sięgnęła po słuchawkę.
- Nicole? Od kilku dni czekam na jakąś wiadomość od ciebie. Co się dzieje z mamą?
Nicole jęknęła w duchu. Całkiem zapomniała, Ŝe powinna zadzwonić do siostry.
- Och, to ty, Wendy. Zatelefonuję do ciebie za chwilę, dobrze?
- Dlaczego? Co się... Nicole? Jest u ciebie jakiś męŜczyzna?
- Zatelefonuję za chwilę - powtórzyła, po czym odłoŜyła słuchawkę.
Telefon zabrzęczał ponownie.
- Wendy, prosiłam cię...
106
- Pomyłka. Zamiast Wendy mówi Piotruś Pan - usłyszała znajomy głos Rafe'a. -
Słuchaj, Dorotko, czy twój wierny Toto zdąŜył ci juŜ przynieść poranną gazetę? Zdaje się, Ŝe
tkwisz po uszy w kłopotach.
- Och, Rafe, co ja mam teraz zrobić?
107
ROZDZIAŁ 12
- Nie lubię wizyt wścibskich reporterów - odezwał się Anthony na widok stojącej w
progu dziewczyny. - Dlaczego tu przyszłaś?
Nicole trzymała w ręku koszyk piknikowy.
- Co tam chowasz? - syknął męŜczyzna. - Magnetofon i aparat fotograficzny?
Zachowywał się niczym Ice Man. Zimny, wyrachowany i pozornie pozbawiony
wszelkich uczuć.
- Nigdzie się stąd nie ruszę - oświadczyła Nicole. Postawiła kosz na werandzie.
- Trudno - odparł z wystudiowaną obojętnością. - Nie mam ci nic do powiedzenia. Nie
udzielam wywiadów. Zwłaszcza wówczas, gdy mam pełną świadomość, Ŝe jestem
indagowany przez profesjonalistkę.
- Pozwól mi coś wyjaśnić - zaczęła.
- Twoje wyjaśnienia niczego nie zmienią. Choć jestem tylko męŜczyzną, potrafię
czytać. Muszę przyznać, Ŝe znakomicie rozegrałaś tę partię. Bolesny Ŝal, udane
rozczarowanie, Ŝe tak długo nic nie wiedziałaś o ofercie wydawnictwa. Byłaś naprawdę
dobra. Jeśli kiedyś pomyślisz o zmianie zawodu, masz zapewnioną karierę aktorską.
Porozmawiam, z kim trzeba i udzielę szczerego poparcia.
W szmaragdowych oczach męŜczyzny pojawiły się lodowate błyski.
- Powiedziałem juŜ chyba wszystko - wycedził przez zęby. - MoŜesz odejść.
- Anthony, prawda wygląda całkiem inaczej! - zawołała Nicole z rozŜaleniem.
- CzyŜby? - Uniósł brwi w teatralnym geście zdziwienia. - Chcesz mi wmówić, Ŝe
mimo wszystko jesteś terapeutką?
- Nie.
- Spróbujmy zatem z innej strony. Zajmujesz się pisaniem zmyślonych historyjek?
- Tak.
- To wystarczy. Do widzenia. Starannie zamknął drzwi.
Nicole z całej siły wdusiła przycisk dzwonka.
Drzwi pozostały zamknięte.
Po kilku bezskutecznych próbach dała za wygraną. Anthony nie miał zamiaru jej
wpuścić. Z rezygnacją usiadła na schodach. Z wnętrza domu dobiegały głośne dźwięki arii
operowej, zagłuszające nawet szum oceanu.
108
Nicole westchnęła głęboko. Ze spokojem przyjęła poraŜkę, lecz nie zamierzała odejść.
Z gorzkim uśmiechem stwierdziła, Ŝe dźwięki muzyki stanowiły znakomite tło do rozegrania
małego dramatu.
Wierzyła, Ŝe jeśli będzie uparcie dąŜyła do celu, Anthony zgodzi się w końcu
wysłuchać jej wyjaśnień.
Kilka dni temu to właśnie on znalazł się w podobnej sytuacji.
Otworzyła koszyk i wyjęła paczkę herbatników oraz butelkę wina. Piła wprost z
butelki, od czasu do czasu przegryzając kawałkiem ciastka.
Po godzinie muzyka ucichła.
Nicole ze smutkiem spojrzała na puste opakowanie po herbatnikach. Wina ubyło
niewiele, więc wylała w krzaki pozostałą zawartość butelki.
Nadeszła chwila działania.
Odstawiła butelkę na bok, lecz tak by pozostawała w polu widzenia i chwiejnym
krokiem zbliŜyła się do drzwi.
Zadzwoniła.
Po kilku minutach w progu ukazała się barczysta postać Anthony'ego.
- Mówiłem ci juŜ, Ŝebyś odeszła - stwierdził oschłym tonem.
- Och... Anthony... - wybełkotała Nicole. - Stój spokojnie...
Kołysząc się na piętach, usiłowała spojrzeć mu prosto w oczy. Po chwili zamrugała
powiekami i potrząsnęła głową.
Dam ci prawdziwy popis aktorstwa, pomyślała. Skoro uwaŜasz, Ŝe mam przed sobą
wielką karierę.
Gawain przyglądał się jej z uwagą.
- Och... zdaje się... Ŝe muszę... - Zatoczyła się - w stronę mieszkania.
MęŜczyzna ujął ją pod ramię.
- Na miłość boską, Nikki, cuchniesz alkoholem niczym zniszczona gorzelnia.
Bezskutecznie próbowała odzyskać równowagę. Przypominało to wysiłki w celu
pionowego ustawienia kawałka spaghetti. Anthony musiał ją mocno trzymać, by nie
wyśliznęła się mu z ramion.
- Nie... tylko gorzelnia... - zamruczała. - Do tego fabryka czekoladek... i herbatników.
Zachichotała.
- A wszystko dlatego, Ŝe urządziłam sobie... niewielkie przyjęcie.
Chichotała coraz głośniej.
- Anthony...
109
- Słucham.
- Źle się czuję.
Westchnął z rezygnacją, dźwignął ją w górę i wtaszczył do środka. Zamknął nogą
drzwi, po czym wszedł do pokoju, gdzie posadził dziewczynę na kanapie. Na jej kolanach
ustawił duŜe porcelanowe naczynie. Na wszelki wypadek.
- Anthony...
- Słucham.
- Wiesz co, tak naprawdę... muszę ci coś wyznać. Nie jestem terapeutką.
- Gdzieś to juŜ czytałem - odparł chłodno. Skinęła energicznie głową, przy okazji
uderzając czołem o krawędź naczynia.
- Au! - jęknęła głośno.
Potarła bolące miejsce. Wkładam zbyt duŜo poświęcenia w tę rolę, pomyślała.
Anthony przyglądał się jej ze współczuciem.
- Nie jestem... terapeutką - powtórzyła. - Wiem wiem... - Machnęła ręką. - Mówiłam,
Ŝ
e jestem... a nie jestem. Właśnie.
- Trzymaj głowę w dół - powiedział Gawain, gdy usiłowała na niego spojrzeć. - Zaraz
poczujesz się lepiej.
- Anthony...
- Słucham - westchnął.
- Powinnam ci powiedzieć, Ŝe... jak to ująłeś? śe opowiadam zmyślone historyjki.
- Owszem, powinnaś - odparł sucho, choć jego głos nie brzmiał juŜ tak nieprzyjemnie
jak przed chwilą.
- Nie. Wróć. Zaraz. Gdzieś tkwi błąd. JuŜ wiem. Nie opowiadam, tylko piszę. - Z
przesadą usiłowała starannie wymówić kaŜdą głoskę.
- Wszystko jedno - odparł męŜczyzna. - Nie obchodzi mnie, co robisz, jeśli to nie
dotyczy mojej osoby.
- Piszę o ludziach - mówiła z uporem, nie zwracając uwagi na jego słowa. - Teraz
uwaŜaj...
Wyciągnęła dłoń w górę.
- Nie piszę o prawdziwych ludziach.
- Co znaczy „nie piszę o prawdziwych ludziach”?
- Spojrzał na nią z nagłym zainteresowaniem. Nim zdołała odpowiedzieć, zniknął na
moment w kuchni, skąd wrócił z namoczonym ręcznikiem.
- Co znaczy „nie piszę o prawdziwych ludziach”?
110
- powtórzył.
- To znaczy, Ŝe jeśli tylko będziesz mniej opryskliwy i zechcesz mnie wysłuchać, będę
ci mogła powiedzieć coś o sobie. Tworzę opowiastki do filmów.
- Jesteś scenarzystką? - spytał z bezgranicznym zdumieniem.
- Właśnie. Przez cały czas usiłowałam ci to wyjaśnić.
- Na miłość boską, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej?! Nikki, gdybyś
wiedziała, o co cię oskarŜałem! Myślałem, Ŝe...
Rzucił się w jej stronę. Całkiem zapomniał, Ŝe trzyma w dłoni mokry ręcznik.
- Znów chcesz mi umyć plecy? - spytała Nicole trzeźwym, normalnym głosem.
- Nikki, przecieŜ wcale nie jesteś pijana! - zawołał Anthony. - Ty mała, podstępna...
- Masz rację. Musiałam cię oszukać, inaczej nigdy nie zechciałbyś mnie wysłuchać.
MoŜesz mnie napoić kawą, zabrać do łazienki i zmyć głowę zimną wodą, ale...
Nie mogła dalej mówić. Zatrzepotała powiekami, by odpędzić łzy cisnące się jej do
oczu. Czuła się głupio, pochylona nad porcelanowym naczyniem.
- Nie płacz - powiedział Anthony, lecz spowodowało to odwrotny skutek. Dziewczyna
Wybuchnęła głośnym szlochem.
- Proszę cię. - Anthony wytarł jej policzki, po czym wręczył ręcznik.
- Dlaczego płaczesz?
- Ja... ja... jestem juŜ po prostu zmęczona ciągłym udawaniem.
Pociągnęła nosem.
- Płaczę, bo byłam przekonana, Ŝe cię straciłam. śe odszedłeś na zawsze, Ŝe
postanowiłeś mnie porzucić za to, Ŝe wciąŜ kłamałam. A tak naprawdę, to kłamałam tylko
dlatego, by cię nie stracić! Bałam się, Ŝe odejdziesz, gdy dowiesz się prawdy!
- Nic z tego nie rozumiem - powiedział Gawain. - Na pewno nie wypiłaś zbyt wiele?
Spojrzał jej prosto w oczy, jakby chciał dostrzec jakiś ślad alkoholowego
zamroczenia.
Nicole spuściła wzrok. Bezwiednym ruchem pogładziła trzymany ręcznik.
- Kłamaliśmy oboje - powiedziała ściszonym głosem. - Tłumiliśmy przepełniające nas
uczucie w obawie, Ŝe zostaniemy zranieni. Postępowaliśmy głupio. Dla zachowania dumy
poświęciliśmy własne szczęście.
Z trudem panowała nad sobą. Miała ogromną ochotę rzucić mu się w ramiona.
- Wszystko, czego naprawdę pragnę... czego naprawdę oczekuje kaŜda kobieta... to
miłość męŜczyzny, któremu moŜna zaufać. Prawdziwe uczucie nie karmi się półprawdami.
111
Kłamstwo jest niczym chwast, przyczajony w ukryciu, lecz z kaŜdym dniem powiększający
swą siłę. Miłość, którą oplecie pnącze oszustw, nie ma najmniejszych szans na przetrwanie.
Powoli uniosła głowę.
- KaŜda kobieta jest inna - dodała - lecz łączy je wspólne pragnienie. Ja chciałam
znaleźć męŜczyznę, który potrafi zrozumieć moje oczekiwania i odkryć, jaka jestem
naprawdę... choć zdaję sobie sprawę, Ŝe czasem zachowuję się głupio, nieodpowiedzialnie i...
Anthony czułym gestem przytulił ją do siebie.
- ...i niewiarygodnie pociągająco - dokończył. - Myślisz, Ŝe moglibyśmy wszystko
zacząć od początku?
- Uhm. - Skinęła głową. - Jest tylko jedna rzecz, którą wolę od szczęśliwego
zakończenia.
Pocałowała go policzek.
- Naprawdę? A cóŜ to takiego?
- To, czego nie widać na ekranie - odpowiedziała ze śmiechem, po czym wysunęła się
z jego objęć i popędziła w stronę łazienki.
Pół godziny później, gdy kłęby pary buchające z prysznica zaczęły pomału opadać,
Anthony z cichym śmiechem sięgnął po suchy ręcznik. Nicole była szybsza.
- Co ci tak wesoło? - spytała.
- Zawsze chciałem wiedzieć, jak wygląda czysty erotyzm - powiedział znaczącym
tonem.
Ledwo zdąŜył uniknąć siarczystego klapsa. „Los Angeles Times”
Wiadomości ze świata rozrywki:
„Czego naprawdę oczekują kobiety?” Nie ulega najmniejszej wątpliwości, Ŝe w ciągu
kilku ostatnich tygodni rzesze czytelników oczekiwały pojawienia się ksiąŜki pod tym samym
tytułem, napisanej przez Nicole Hart i Anthony'ego Gawaina. Publikacja niemal natychmiast
trafiła na listę bestsellerów nowojorskiego „Timesa”, zajmując początkowo dziesiąte miejsce,
lecz potem bez przerwy pięła się w górę, aŜ sięgnęła samego szczytu. W Hollywood głośno
się mówi o nowym scenariuszu, zatytułowanym „Kot i sperka”, którego autorką jest panna
Hart. Wtajemniczeni twierdzą, Ŝe jest to świetny materiał na romantyczną komedię. Czy
Anthony i Nicole wyraŜą zgodę, by zagrać główne role w planowanym filmie? Na razie
moŜna ich spotkać w „The Book Emporium” w Long Beach, gdzie podpisują swoją ksiąŜkę.
Przyłączając się do Ŝyczeń dalszych sukcesów, pragnę zadać jeszcze jedno pytanie; czy
będzie ciąg dalszy? „Czego naprawdę oczekują męŜczyźni?” Czas pokaŜe.
112
- MoŜesz w to uwierzyć? - spytała Nicole. Wręczyła gazetę Anthony'emu. - Naprawdę
jesteśmy na pierwszym miejscu listy bestsellerów! A scenariusz? Nasz agent pracuje chyba na
zwiększonych obrotach!
- Od dawna nie widziałem go tak podekscytowanego - odparł Anthony. Mówił z
udawanym spokojem, lecz w jego głosie brzmiała niekłamana radość. - Pomyśl tylko, jak
niewiele brakowało, by ksiąŜka nie powstała - dodał po chwili. - Przez nasz upór.
- Główna część winy spada na ciebie - zaszczebiotała Nicole. Wpięła ogromne
kolczyki, kupione przez jej matkę w „Nancy's Gallery” w Kimmswick. W zeszłym tygodniu
pani Hart odwiedziła Missouri, gdzie odbywało się kolejne rodeo.
Kolczyki były prześliczne. Wykonane ze srebra, przedstawiały parę kowbojskich
butów z ostrogami, a zapinka była w kształcie zwiniętego arkanu.
- Na mnie? - spytał Anthony.
- Oczywiście. JuŜ zdąŜyłeś zapomnieć, z jakim trudem zdołałam cię skłonić, byś
zechciał wysłuchać moich wyjaśnień? Z jakim gniewem zareagowałeś na mój niewinny
podstęp, mimo Ŝe cały czas starałam się ci powiedzieć, iŜ nie jestem terapeutką?
- Niewinny podstęp? A czy wiesz, ile wysiłku kosztowało naszego agenta, by
przekonać wydawców, Ŝe to, kim jesteś naprawdę, nie będzie miało Ŝadnego wpływu na
sprzedaŜ ksiąŜki? Większość czytelników w dalszym ciągu jest przekonana, Ŝe masz wiele
doświadczenia w sprawach terapii seksualnej. Prawdę powiedziawszy, niewiele się mylą...
Przerwał, skarcony jej groźnym spojrzeniem.
- Wydawca ustąpił dopiero po powtórnym obejrzeniu taśmy wideo z twoim występem
podczas programu - dodał po krótkim milczeniu.
- Tak, tak. Wiem o tym doskonale. A co powiesz o swoim postępowaniu? Szukałeś
profesjonalnej pomocy w napisaniu ksiąŜki, lecz zamiast od razu przystąpić do rzeczy,
zacząłeś mnie uwodzić.
- Niczego nie planowałem - odparł z udawaną powagą. - Samo wyszło.
Nicole pieszczotliwie musnęła ustami jego ucho.
- Jestem z tego bardzo zadowolona - powiedziała namiętnym szeptem.
Rozległo się pukanie do drzwi. Anthony poszedł otworzyć.
- Wydawca przysłał po nas limuzynę - zawołał. - Kierowca juŜ czeka.
- Limuzynę? Naprawdę przyjechała limuzyna? - z podnieceniem spytała Nicole.
Chwyciła torebkę i wybiegła przed dom.
- Nie próbuj niczego niestosownego - ostrzegawczym tonem powiedział Gawain.
113
Ruszyli w drogę. Nicole zachowywała się całkiem... normalnie. Anthony miał tylko
nadzieję, Ŝe jej biała sukienka nie będzie zbytnio wygnieciona.
Przed księgarnią czekał juŜ spory tłum czytelników. Nicole ze zdumieniem rozpoznała
wiele znajomych twarzy.
Weszli do wnętrza.
- Mamo! - krzyknęła Nicole.
Pani Hart w towarzystwie dwóch pozostałych córek podeszła w jej stronę.
- Nawet się nie domyślasz, co tym razem wymyśliła nasza mama - pierwsza odezwała
się Wendy.
- Lepiej nie pytaj - półgłosem dorzuciła Suzanne. Nicole z niepokojem zerknęła na
matkę.
- Znów wyszłaś za mąŜ? Gdzie oblubieniec?
Rozejrzała się dookoła.
- Nic z tych rzeczy - westchnęła Wendy. - Choć, szczerze mówiąc, pierwszy raz w
Ŝ
yciu wolałabym, Ŝeby tak było.
- Co takiego? Mamo, co zrobiłaś?
- Kupiłam konia.
- Konia?!
Pani Hart z uśmiechem skinęła głową. Wendy ze zgrozą przewróciła oczami.
- Mamo, co będziesz robić z tym zwierzakiem?
- spytała Nicole.
- Jak to co? - odpowiedziała pytaniem pani Hart.
- Podchowam, a potem wystawię do wyścigów.
- PrzecieŜ nie masz pojęcia o hodowli koni! - zawołała Nicole.
- Właśnie usiłowałyśmy jej to wytłumaczyć - zgodnym chórem odezwały się siostry.
Pani Hart nie traciła dobrego humoru.
- Muszę zatem postarać się o trenera - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Mamo!
Pani Hart obróciła się w stronę Anthony'ego.
- Panie Gawain, proszę mi wyjaśnić, jak to się dzieje, Ŝe energiczna i zaradna matka
mogła wychować trzy takie fajtłapy.
- Mamo!
Anthony wybuchnął śmiechem.
114
- Nie mam pojęcia, lecz mogę panią zapewnić, Ŝe są chwile, gdy moŜe być pani
dumna z Nicole.
- Naprawdę?
Trzy pary oczu zwróciły się w stronę dziewczyny.
- Nie przyjechaliśmy tutaj na pogawędkę - wybąkała Nicole.
Pociągnęła Anthony'ego za rękaw. Podeszli do niewielkiego stolika stojącego wśród
kwiatów i reklam.
- Przepraszam panią, czy mógłbym prosić o autograf? - odezwał się z boku znajomy
głos. - Z dedykacją: „Dla ostatniego z wielkich kochanków Hollywood...”
- Rafe! - zawołała Nicole. - Co ty tu robisz? Wyjęła ksiąŜkę z dłoni młodego
męŜczyzny i kątem oka zerknęła na Anthony'ego, całkowicie pochłoniętego rozmową z panią
Hart i jej dwiema córkami.
- Elizabeth namówiła mnie, bym to kupił, więc jestem - wyjaśnił Contreras.
Nicole roześmiała się, wpisała dedykację i złoŜyła zamaszysty podpis.
- A gdzie ona jest? - spytała.
- Zgubiłem ją w tłumie. Pewnie wyszła na zewnątrz, by w samotności kontemplować
twoje dzieło.
- Rafe!
- Wiem, wiem. - Pokiwał głową. Nadszedł Anthony.
- Czy wszystkie kobiety myślą wyłącznie o ślubie? - spytał Contreras.
Do stolika uformowała się juŜ spora kolejka.
Po trzech godzinach wytęŜonej pracy Nicole i Anthony mogli wreszcie nieco
odpocząć. Organizator imprezy poinformował oczekujących, Ŝe w „Sofi's Patio Restaurant”
przygotowano poczęstunek.
Przy stoliku pojawił się goniec niosący pokaźne pudełko.
- Kwiaty dla pani Nicole Hart - powiedział.
- Dziękuję. - Anthony wręczył mu kilka banknotów.
- Co to takiego? - spytała Nicole. Wyjęła z pudełka bukiet białych tulipanów. - Od
ciebie? - spytała patrząc na Anthony'ego.
- Przeczytaj załączoną kartkę - odparł z zagadkowym uśmiechem.
Nicole otworzyła kopertę i zaczęła czytać. Na jej twarzy pojawił się wyraz nieopisanej
radości.
- Nic nie słyszę - odezwał się Anthony. - Wyglądasz, jakbyś zobaczyła mysz w
pudełku. Odpowiedź brzmi „tak” czy „nie”?
115
- Oczywiście, Ŝe tak, idioto!
- Idioto! Jak moŜesz nazywać przyszłego męŜa idiotą?
- PoniewaŜ byłeś wystarczająco naiwny, aby postawić to pytanie na piśmie! -
zawołała.
Na kartce były skreślone słowa: „Wyjdziesz za mnie? Kocham. Anthony”.
- Będę miała dowód rzeczowy, na wypadek, gdybyś zmienił zdanie. Jeśli przestaniesz
mnie kochać, wytoczę ci proces.
- Obawiam się, Ŝe nie będę miał dość czasu, by zmienić zdanie - odparł.
- Co to znaczy?
- To znaczy, Ŝe wszyscy, łącznie z pastorem oraz Rafaelem, który przygotował ci
ś
lubną suknię, czekają w „Sofi's” na rozpoczęcie ceremonii.
- Co?!
Anthony skinął głową.
- Moje siostry, mama, Rafe, twoja rodzina...
- Nawet Mark - dodał Gawain.
- A gdybym powiedziała „nie”? - spytała z przekorą w głosie. Anthony był doprawdy
romantycznym wariatem.
- Odwróć kartkę. Spełniła jego prośbę.
„Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, będę na moście. Przez chwilę.”
Nicole zarzuciła mu ręce na szyję.
- Jesteś cudowny, Anthony.
- Musisz mi to dać na piśmie - odparł. Podsunął jej otwartą ksiąŜkę.
Ś
lub był wspaniały.
W albumie znalazły się zdjęcia pokraśniałej z przejęcia panny młodej, roześmianego
oblubieńca, pani Hart łapiącej wianek oraz Rafaela Contrerasa triumfalnie chwytającego
muszkę rzuconą przez Anthony'ego.
Była takŜe fotografia duŜej, białej limuzyny z napisem „młoda para”, choć samej pary
nie było widać we wnętrzu samochodu.
- Rafe? Skończyłeś juŜ czytać ksiąŜkę? - spytała Elizabeth.
- Tak, kochanie.
- Doszedłeś do jakiegoś wniosku?
- Wniosku?
- Tak. Czego oczekują kobiety?
- Szczerości.
116
- Podoba ci się moja sukienka?
- Hm...
- Rafe?
- Szczerze mówiąc, wolę cię oglądać w czymś innym.
- Na przykład?
- A co masz pod spodem?
Rozpiął jej suknię i spojrzał na ponętny negliŜ z czarnego jedwabiu, bez wątpienia
kupiony w „Victorida's Secret”.
- Całkiem fajne wdzianko - mruknął.
- To „wdzianko” kosztowało mnie majątek! - zawołała Elizabeth. - „Wdzianko”! -
parsknęła jak rozzłoszczona kotka. - „Wdzianko”...
W piwnych oczach Rafaela pojawił się błysk poŜądania.
- Mogę ci coś zaproponować? - spytał.
117
EPILOG
Anthony i Nicole siedzieli w saloniku plaŜowego domu Gawaina, obserwując zabawę
czteroletniego synka. Mały Anthony udawał cieślę. Uzbrojony w plastikowy młotek
popukiwał w meble.
- Miałeś przeczytać mój nowy scenariusz - powiedziała do męŜa Nicole.
- A ty obiecałaś wprowadzić kilka poprawek - odparł.
Nicole z uśmiechem spojrzała na syna.
- Naprawdę jest wspaniały, czy tylko tak mi się wydaje, bo jest naszym dzieckiem? -
spytała.
- Raczej to drugie - mruknął Anthony.
A potem niemal jednocześnie pokręcili głowami.
- Nie...
- Jak myślisz, spodoba mu się w ParyŜu? Mały Anthony mierzył właśnie nogę od
stołu.
Ostatni scenariusz Nicole nosił tytuł „Francuski pocałunek” i był trzecim w serii
zapoczątkowanej przez „Kota i sperkę”.
KsiąŜka „Czego naprawdę oczekują męŜczyźni?” nigdy nie powstała. Kto chciałby
kupić publikację zawierającą tylko jedno słowo?
- Widziałeś projekty kostiumów przysłane przez Rafe'a? - spytała Nicole.
Po sukcesie filmowej wersji „Kota i sperki” wytwórnia zaproponowała im
przedłuŜenie kontraktu i dalsze role.
- Będę nosił beret? - Skrzywił się Anthony.
- Spróbuję to jakoś załatwić - odpowiedziała z przekornym uśmiechem. - Wyglądałbyś
całkiem, całkiem...
- Nie powinienem nigdy zostawiać cię sam na sam z Contraresem - jęknął. - Wiem.
Dam mu takie zadanie, Ŝe będzie musiał całe dnie spędzać w pracowni.
Krótko po ślubie Anthony zrezygnował ze stałej pracy w telewizji i tylko czasem
realizował jakieś programy.
Pochylił się w stronę syna.
- Co robisz? - spytał.
118
Z wyjaśnień malca wynikało, Ŝe właśnie zajął się szlifowaniem. Jego zainteresowania
wynikały stąd, Ŝe Anthony i Nicole podjęli decyzję o powiększeniu domu i chłopiec całymi
dniami obserwował pracę robotników.
- Wesz juŜ, kim będziesz, gdy dorośniesz? - spytał ojciec.
- Budowlańcem - rezolutnie odparł malec.
- „Budowlańcem”? - roześmiał się Anthony. - Skąd znasz takie słowa? I co będziesz
wtedy robił?
- Tapetował, stawiał domy, przybijał i wkręcał rury.
- Musisz wybrać tylko jeden zawód, jeśli chcesz wykonywać go dobrze.
- Och...
- I co postanowiłeś? - wtrąciła się do rozmowy Nicole.
Mały Anthony zrobił zamyśloną minę.
- JuŜ wiem! - zawołał po chwili. - Będę pracował tam, gdzie są najlepsze narzędzia.
Rodzice z uśmiechem spojrzeli na siebie. Nicole wstała i skinęła dłonią na męŜa.
- O co chodzi? - spytał Anthony. Wziął ją w ramiona.
- Mówiąc o narzędziach...
- Tak?
- Mógłbyś mi nieco pomóc? Potrzebuję utalentowanego pracownika z niezłym...
- Pani Gawain!
- MoŜesz mi mówić Nikki.
Anthony chwycił ją w ramiona i zaniósł na górę, do sypialni. Malec został z nianią,
która właśnie wróciła z zakupów.
Nicole przypomniała męŜowi, Ŝe za kilka dni przyjedzie pani Hart, by uczcić urodziny
swego wnuka.
- Przywiezie mu szczególny prezent - dodała. Anthony musnął wargami jej szyję.
- Naprawdę? Co to takiego?
- Lepiej nie pytaj - szepnęła Nicole.
Dopiero długo, długo później, gdy nieco ochłonął, spojrzał na nią i nieco
zaniepokojony powiedział:
- Kochanie, gdzie będziemy trzymać tego kucyka?