background image

TIFFANY WHITE 

CZEGO NAPRAWDĘ OCZEKUJĄ 

KOBIETY 

background image

ROZDZIAŁ 1 

„Los Angeles Times” Wiadomości ze świata rozrywki: 

Jak donosi nasz korespondent, w najbliższych tygodniach w programie „The Anthony 

Gawain Show” będą dominować sprawy płci pięknej. Gospodarz cyklu, uważany przez wielu 

za  enfant  terrible  szklanego  ekranu,  postawił  prowokacyjne  pytanie:  „Czego  naprawdę 

oczekują  kobiety?”  i  zaprosił  do  studia  super  -  modelkę,  feminizującą  pisarkę  oraz 

specjalistkę od „porad sercowych”. Co z tego wyniknie? Zobaczymy już wkrótce. 

-  Kawał  łobuza  -  mruknęła  Nicole  Hart,  odkładając  gazetę.  W  tej  samej  chwili  w 

drzwiach  niewielkiego  pomieszczenia,  przeznaczonego  dla  pracowników,  stanął  Rafael 

Contreras. 

-  Wciąż  masz  mu  za  złe,  że  nie  umieścił  cię  na  liście  gości?  -  spytał.  Podobnie  jak 

Nicole,  pracował  dorywczo  w  „Le  Bistro”  i  wciąż  czekał  na  chwilę,  w  której  mógłby 

rozpocząć  prawdziwą  karierę.  Na  razie  studiował  kostiumologię;  Nicole  zajmowała  się 

pisaniem scenariuszy. 

Atmosfera panująca w „Le Bistro” była typowa dla większości kafejek rozsianych po 

Los  Angeles.  Na  bambusowych  stolikach,  ocienionych  ogromnymi  płóciennymi  parasolami, 

stały w maleńkich wazonach bukieciki świeżych kwiatów. W karcie dań figurowały koźli set, 

polenta  ijalapenos,  co  stanowiło  oczywisty  dowód,  że  szef  kuchni  nadąża  za  kulinarnymi 

upodobaniami gości. Z ukrytych głośników sączyły się dźwięki muzyki klasycznej. 

Rafe  bezceremonialnie  rozsiadł  się  na  krześle  i  pociągnął  spory  łyk  lemoniady  ze 

szklanki Nicole. 

- Wcale o to nie zabiegałam - odpowiedziała dziewczyna. 

Rafe wzruszył ramionami. Sięgnął po gazetę i zaczął czytać. 

- Hm... Dwa miejsca w programie są w dalszym ciągu nie obsadzone... - Obrzucił swą 

towarzyszkę  taksującym  spojrzeniem.  -  Myślę,  że  powinnaś  trochę  zmienić  wygląd.  Zacznij 

od ciuchów. Chętnie udzielę ci kilku porad. 

-  Nie  widzę  nic  niestosownego  w  swoim  wyglądzie.  Mężczyzna  w  milczeniu  wydął 

wargi. Nicole odgarnęła za ucho pukiel kasztanowych włosów. 

-  Wiesz  co,  Rafe?  Główny  problem  polega  na  tym,  że  życie  wydaje  ci  się  filmem. 

Przez cały czas grasz rolę kostiumologa. 

- Być może. - Skinął głową. - Lecz musisz przyznać, że znam się na tym. 

- Niech będzie - westchnęła Nicole. - Co mi proponujesz? 

background image

Odpowiedział jej uśmiechem. 

-  W  tej  chwili  sprawiasz  wrażenie  dziewczynki,  którą  trzeba  przez  całe  życie 

prowadzić  za  rękę.  Jeśli  chcesz  być  zauważona,  nie  możesz  kręcić  się  po  Hollywood  w  za 

dużym podkoszulku i wypchanych dżinsach. Anthony Gawain ceni kobiety z klasą. 

Nicole  zamknęła  oczy.  Contreras  miał  rację,  lecz  nie  potrafiła  zaakceptować  źle 

skrywanego tonu uwielbienia w jego głosie, gdy mówił o Gawainie. 

- Mógłbyś znaleźć lepszy argument - powiedziała z przekąsem. 

-  Chyba  żartujesz.  -  Rafe  stuknął  palcem  w  gazetę.  -  Czytam  wszystko,  co  piszą  na 

jego temat, i wiem, że może mieć każdą dziewczynę, którą wybierze. 

-  Nie  jestem  „każdą”  i  nie  mam  najmniejszego  zamiaru  spełniać  zachcianek  pana 

Gawaina. 

Rafe odłożył gazetę. 

- Właściwie to przyszedłem w całkiem innej sprawie. Chciałem cię prosić, abyś mnie 

zastąpiła  jutro  wieczorem,  ale  może  porozmawiamy  później,  gdy  będziesz  w  lepszym 

humorze. 

- Nie przyszło ci do głowy, że mogę być z kimś umówiona? 

- A jesteś? - Nie. 

Nicole westchnęła ciężko. Rafe doskonale wiedział, że każdą wolną chwilę poświęcała 

na pisanie. Poza wspólną pasją do filmów łączyła ich serdeczna przyjaźń. W głębi duszy byli 

niepoprawnymi  romantykami,  choć  w  Los  Angeles  podobną  cechę  charakteru  uważano  za 

słabość. 

- Skoro chcesz dłużej posiedzieć w pracowni. - Skinęła głową. 

- Dzięki - mruknął. 

Unikał  jej  wzroku.  Nicole  zmarszczyła  brwi,  po  czym  chwyciła  gazetę  i  zerknęła  na 

ostatnią stronę. 

- Chwileczkę! - zawołała. - Jutro jest mecz Lakersów! 

Rafe zrobił minę niewiniątka. 

- Dobrze - powiedziała ze śmiechem. - Ale będziesz mi winien jeden wieczór. 

Contreras wstał i skierował się w stronę drzwi. W progu odwrócił głowę. 

-  Niemal  wszystkie  dziewczyny  w  Los  Angeles  szaleją  za  Gawainem  -  powiedział  z 

namysłem. - Skoro twierdzisz, że ci się nie podoba, dlaczego tak bardzo chciałaś wystąpić w 

jego programie? 

background image

Nicole  spojrzała  na  niego  spod  oka.  Nigdy  nie  podawała  w  wątpliwość  fizycznych 

walorów Gawaina. Przybyła do Kalifornii ze Środkowego Zachodu, a nie z odległej planety i 

potrafiła docenić atrakcyjność opakowania. 

Niepokój budziła tylko zawartość. 

Nie miała jednak ochoty rozwijać tego tematu. 

-  Usiłowałam  wziąć  udział  w  dyskusji  na  temat  produkcji  filmu  i  roli  scenarzysty. 

Chciałam  bliżej  poznać  reżysera  i  nawiązać  kontakt  z  jakąś  agencją.  Jak  dotąd,  piszę 

wyłącznie do szuflady. - Potrząsnęła głową. - Niestety, producent programu szukał wyłącznie 

„młodych  chętnych”.  Usunął  mnie  ze  studia,  by  zrobić  miejsce  dla  jakiejś  statystyki,  którą 

chwilę wcześniej obściskiwał za dekoracją. 

- Producenci mają sporo niezłych kontaktów. 

- Rafe... 

- To prawda, Nicole. Jak dotąd, nie znalazłaś mężczyzny, który odpowiadałby twoim 

wymaganiom.  -  Życie  towarzyskie  i  uczuciowe  dziewczyny  stanowiło  ulubiony  temat 

rozważań Contrerasa. 

- Idź już! - Niecierpliwie machnęła dłonią. 

Gdy wyszedł, z zamyśloną miną wlepiła wzrok w okno. Po szybach spływały drobne 

krople deszczu. 

Rafe  miał  ragę.  Nie  znalazła  odpowiedniego  partnera...  bo  nie  szukała.  Mężczyźni  ją 

onieśmielali.  Jedynie  z  Contrerasem  nawiązała  bliższą  znajomość,  lecz  traktowała  go  jak 

brata, którego w rzeczywistości nigdy nie miała. 

Poszukiwała  ideału.  Wymarzonego,  pełnego  czułości,  romantycznego  kochanka, 

potrafiącego być jednocześnie mężem i opiekunem. W głębi serca podejrzewała jednak, że jej 

starania  są  z  góry  skazane  na  niepowodzenie.  W  pamięci  widziała  powabną  twarz  matki. 

Skoro  taka  kobieta,  obdarzona  nieprzeciętną  urodą  i  zmysłowym  ciałem,  nie  potrafiła 

stworzyć  trwałego  związku,  szanse  córki  malały  niemal  do  zera.  Pani  Hart  miała  trzech 

mężów - nie łączyło ich nic, poza szczególnym urokiem oraz szybkością, z jaką opuścili progi 

jej domu. 

Nicole wzrastała z dala od mężczyzn, pozbawiona prawdziwej ojcowskiej opieki. Do 

wszelkich  objawów  adoracji  odnosiła  się  z  dużą  nieufnością  Rozumiała  motywy 

postępowania  takich  ludzi  jak  ów  producent,  o  którym  wspomniała  w  rozmowie  z 

Contrerasem, lecz ich nie akceptowała. 

Już  dawno  doszła  do  wniosku,  że  ktoś  powinien  za  to  zapłacić.  Mężczyźni  pokroju 

Anthony'ego Gawaina stanowili zły wzór do naśladowania. 

background image

Frontalny atak nie wchodził w rachubę. Hollywood rządziło się własnymi prawami, a 

ona  nie  zamierzała  popełniać  zawodowego  samobójstwa.  Nie  była  także  fanatyczką, 

nawołującą do podjęcia krucjaty w obronie czystości obyczajów. Pragnęła jedynie w dobitny 

sposób przedstawić swój punkt widzenia. 

Rafe  już  od  dawna  namawiał  ją  do  zmiany  stylu  bycia.  Nicole  uśmiechnęła  się  do 

własnych  myśli.  Jak  dotąd  odrzucała  wszystkie  propozycje  młodego  kostiumologa,  gdyż 

obawiała 

się 

utraty 

osobowości. 

Czyżby 

przedkładała 

nieco 

mdły 

wizerunek 

kasztanowowłosej  i  brązowookiej  Barbie  nad  prowokujący  obraz  powstały  w  wyobraźni 

Contrerasa? 

Uśmiech dziewczyny stał się jeszcze szerszy. 

Nie, to zakrawało na szaleństwo. A jednak...? 

Oto  energiczna,  zmysłowa  i  wygadana  terapeutka  wkracza  do  studia  Anthony'ego 

Gawaina, by powiedzieć, „czego naprawdę oczekują kobiety?” 

Hm....  Nicole  podparła  brodę  dłońmi.  W  czasie  studiów  brała  czynny  udział  w 

zajęciach kółka dramatycznego. Od tego czasu napisała kilka całkiem niezłych scenariuszy - 

choć nikt poza nią ich jeszcze nie czytał - więc z niewielką pomocą Rafaela mogłaby dobrze 

odegrać swą rolę. 

Wybuchnęła głośnym śmiechem. 

Gawain sam nie wie, w co się wpakował. Dyskusja wstrząśnie ścianami studia i stopi 

przewody elektryczne. 

Mark  Bates  spod  oka  obserwował  swego  towarzysza.  Anthony  Gawain  siedział 

wygodnie rozparty na krześle i w milczeniu przeglądał gazetę. 

Bates był producentem programu Gawaina. 

Z  niekłamanym  podziwem  patrzył  na  sylwetkę  prezentera.  Szczególną  zazdrość 

budziła w nim grzywa czarnych włosów, sięgająca barczystych ramion. Na mężczyznę, który 

jak  Mark  zastanawiał  się,  co  zrobić  z  początkami  łysiny,  podobny  widok  działał  niczym 

płachta na byka. 

Z  całej  postawy  Anthony'ego  biła  wojowniczość.  Ten  człowiek  był  urodzonym 

buntownikiem.  Co  więcej,  należał  do  rodziny  o  rozległych  koneksjach  politycznych:  od 

dziadka, poprzez ojca, aż do dalszych kuzynów. 

Mark  nie  miał  złudzeń  dotyczących  własnej  osoby.  Doskonale  wiedział,  że  obecną 

pozycję  zawdzięcza  więziom  pokrewieństwa  łączącym  go  z  jednym  z  szefów  sieci 

telewizyjnej.  Nie  należał  do  przyjaciół  Gawaina.  Anthony  był  samotnikiem  i  rzadko  nawią-

zywał bliższe kontakty, lecz dobrze spełniał swe obowiązki. 

background image

Co  tydzień  wstępował  do  „Patrick's  Roadhouse”,  aby  przy  wspólnym  śniadaniu 

przedyskutować plan kolejnych programów. 

Gawain starannie złożył gazetę, po czym wręczył ją Markowi. 

- Spróbuj ściągnąć tego faceta do studia - powiedział, wskazując na artykuł opisujący 

barwne losy osiemdziesięcioletniego szulera, który przeżył swych wszystkich przeciwników. 

-  Nie  ma  sprawy  -  odparł  Bates.  Ładna,  młoda  kelnerka  postawiła  na  stoliku  dwie 

porcje  meksykańskich  omletów.  Zachowywała  się  całkiem  swobodnie,  nie  chichotała  i  nie 

miętosiła w dłoniach notatnika z autografami. W „Patrick's Roadhouse” co dzień przebywało 

wystarczająco  wielu  aktorów,  by  można  było  dobrać  pełną  obsadę  przynajmniej  dwóch 

filmów. 

-  Widziałeś  wzmiankę  o  naszym  najnowszym  projekcie?  -  Mark  przełknął  kawałek 

pikantnej potrawy. 

-  Tak.  Uważam,  że  zbyt  dużo  miejsca  poświęcono  mojej  osobie,  a  zbyt  mało 

właściwemu tematowi. 

-  Porozmawiam  z  autorką  -  odpowiedział  Bates,  choć  nie  znalazł  w  treści  notatki 

jakichś szczególnych niedopatrzeń. 

Anthony zbył jego słowa lekkim wzruszeniem ramion. 

-  Gdybyś  pochodził  z  tak  uwikłanej  w  sprawy  polityki  rodziny  jak  moja,  już  dawno 

doszedłbyś  do  wniosku,  że  w  doniesieniach  prasowych  jest  więcej  fikcji  niż  prawdy  - 

zauważył. - Czasem ze zbytnią nonszalancją traktujemy dziennikarzy, czasem to właśnie oni 

nie zdają sobie sprawy z oczekiwań tak zwanej opinii publicznej. Nieważne. Choć z drugiej 

strony, zawsze ciekawiły mnie prawdziwe przyczyny ludzkich zachowań. 

- Dlaczego? 

-  Dlaczego?  Nie  chciałbyś,  na  przykład,  wiedzieć,  co  jest  powodem,  że  kobiety  tak 

często kłamią? 

- Nie bardzo. W przeciwieństwie do ciebie nie jestem zwolennikiem długich dyskusji. 

- Szelmowsko mrugnął okiem. 

- A ja wciąż poszukuję kobiety, która miałaby dość odwagi, by szczerze porozmawiać 

o  swoich  oczekiwaniach.  -  Anthony  zmarszczył  brwi.  -  Kogo  przewidziałeś  na  dwa  ostatnie 

wieczory? 

Mark sięgnął po notes. 

- Matkę z córką, dziewczynę, która postanowiła zrobić karierę wojskową, terapeutkę i 

aktorkę. Wybieraj. 

background image

- Matka z córką - odparł bez wahania Anthony. Przez chwilę zastanawiał się, po czym 

zdecydował:  -  Może  być  też  ta  terapeutka.  Spróbuję  wyciągnąć  od  niej  jakąś  sensowną 

wypowiedź. 

Nicole  opadła  na  wiklinowy  fotel  i  wystawiła  ciało  na  łagodne  działanie  promieni 

słońca.  Jeszcze  przez  najbliższy  tydzień  miała  się  opiekować  rezydencją  aktorki,  która 

wyjechała do Rzymu kręcić końcowe sceny nowego filmu. 

- Hej! Tym razem trafiło ci się coś naprawdę bombowego! - zawołał Rafe. Wyciągnął 

z  bagażnika  samochodu  kilka  pokaźnych  pakunków,  po  czym  wszedł  do  salonu.  Odstawił 

torby na podłogę i zajął miejsce na kanapie. 

- Mnie przypadł w udziale dom, który śmiało mógłby konkurować z gabinetem luster - 

dodał z kwaśną miną. - Gdziekolwiek spojrzę, same chromy i zwierciadła. 

-  Założę  się,  że  jesteś  zadowolony  -  uszczypliwie  odpowiedziała  dziewczyna.  Kątem 

oka obserwowała twarz mężczyzny. - Wciąż nie mogę uwierzyć, że zrezygnowałeś z kariery 

aktorskiej. 

Znała Contrerasa już pół roku. To właśnie on ' wprowadził ją do grona osób, którym 

gwiazdy Hollywood powierzały na czas podróży opiekę nad nieruchomościami. 

- Ostatnio opadły mnie wątpliwości - dodała po chwili milczenia. - Myślisz, że zdołam 

odegrać rolę terapeutki? 

-  Producent  programu  Gawaina  bez  zastanowienia  uwierzył  w  twoje  kwalifikacje. 

Dostałaś zaproszenie. 

- Do dziś nie wiem, jak to załatwiłeś. 

-  Mam  swoje  sposoby,  lecz  nie  zamierzam  się  nad  nimi  rozwodzić.  Mogę  tylko 

powiedzieć, że jeden z moich przyjaciół napisał ci całkiem zgrabny życiorys. 

-  Gdybym  choć  na  chwilę  potrafiła  zapanować  nad  nerwami.  -  Nicole  poruszyła  się 

niespokojnie. Już wielokroć żałowała swego pomysłu. Boże, co jej przyszło do głowy... 

- Dasz sobie radę - z przekonaniem stwierdził Rafe. - Zawiadomiłaś rodzinę? 

O,  do  diabła!  Zapomniała,  że  program  będzie  emitowany  w  porze  największej 

oglądalności. 

- Żartujesz? - odparła pozornie beztroskim tonem. - Obie siostry i tak uważają mnie za 

wariatkę,  a  matka  podróżuje  Bóg  wie  gdzie  z  dużo  młodszym  od  siebie  kowbojem  z  rodeo. 

Ostatnią pocztówkę przysłała mi chyba z Montany. 

- Masz jej charakter - stwierdził mężczyzna. Powtarzał to dość często. 

- Uważaj na słowa, Rafe. 

background image

- Zawsze dziwiła mnie kruchość więzi łączących waszą rodzinę. Gdybym nie pokazał 

się  co  niedziele  u  mamy  na  obiedzie,  zostałbym  uznany  za  wyrzutka.  Tak  samo  jak  moje 

rodzeństwo. 

Nicole z zazdrością słuchała słów Contrerasa. 

-  Brakuje  tylko  wnucząt,  a  byłby  wzorowy  obraz  rodziny  z  reklamy  kodaka  - 

powiedziała z przekąsem, chcąc zamaskować swe prawdziwe uczucia. 

- Uważaj na słowa - odciął się Rafe. - Jestem zbyt młody do żeniaczki. 

-  Moim  zdaniem,  wiek  nie  ma  najmniejszego  znaczenia.  Współczesne  małżeństwa 

przypominają loterię albo scenariusz poddany ostatecznej obróbce. 

- Co takiego? 

- Dobrze wiesz, o czym mówię. Ktoś ma świetny pomysł, zaczyna nad nim pracować, 

pojawiają  się  pierwsze  komplikacje.  Teoretycznie  wszystko  wygląda  wspaniale,  lecz  w 

praktyce... - Westchnęła. - Wszystkiemu winne są tak zwane trudności obiektywne. 

- A propos, jak ci idzie praca? 

- Lepiej nie pytaj. - Na razie była zadowolona jedynie z tytułu: „Kot i sperka”. Chciała 

napisać  romantyczną  komedię,  lecz  wciąż  nie  potrafiła  znaleźć  odpowiedniego  zakończenia. 

W ciągu sześciomiesięcznego pobytu w Los Angeles przekonała się też, że niełatwo sprzedać 

scenariusz. Potrzebowała dobrego agenta. 

- Może udział w programie Gawaina podsunie ci jakiś pomysł - odezwał się Rafe. - O 

czym chcesz mówić? 

- Mam zamiar udowodnić, że w latach dziewięćdziesiątych oczekiwania kobiet uległy 

zasadniczym przemianom. Niewiele jest takich, które wciąż wypatrują wymarzonego księcia. 

Nawet lady Diana doszła do wniosku, że lepsza wolność niż dworska etykieta. Dla większości 

kobiet życie u boku mężczyzny straciło swój dotychczasowy urok. 

- Nicole... 

- Słucham? 

- Powstrzymaj się od uwag, gdy zobaczysz, że umawiam się z dziewczyną. W nagrodę 

będziesz mogła zaprosić nas na kolację. Za występ z Gawainem na pewno otrzymasz okrągłą 

sumkę. 

- Niestety, nie mam zamiaru zatrzymać tych pieniędzy. 

- Co?! 

- Chcę je przeznaczyć na cel charytatywny. Może w ten sposób pozbędę się poczucia 

winy. Nie cierpię kłamać. 

- Lepiej uważaj, żeby Gawain nie domyślił się prawdy. Z nim nie pójdzie ci tak łatwo. 

background image

- Akurat jego nie muszę się obawiać - odpowiedziała Nicole. Miała nadzieję, że Rafe 

nie  zauważył  lekkiego  wahania  w  jej  głosie.  -  Jestem  pisarką.  Potrafię  szybko  myśleć  i 

znaleźć rozsądną odpowiedź na każde pytanie. 

- O to chodzi. - Contreras pokiwał głową. - Jestem przekonany, że dasz sobie radę. 

Zaczął rozkładać przyniesione ubrania. 

-  Żałuję  tylko,  że  moje  nazwisko  nie  pojawi  się  na  planszy  końcowej  -  powiedział.  - 

„Kostiumy panny Hart przygotował Rafael Contreras”. 

Wsunął na bosą stopę dziewczyny nieduży pantofelek. 

Anthony Gawain stłumił ziewnięcie. 

Cztery  programy  z  cyklu  objętego  wspólnym  tytułem  „Czego  naprawdę  oczekują 

kobiety?” zebrały dość pochlebne recenzje, choć nie zawierały niczego odkrywczego. Gawain 

potrafił przewidzieć niemal każdą reakcję osób uczestniczących w dyskusji. 

Marzeniem  modelki  był  mężczyzna  pełen  tolerancji  który  mógłby  zaakceptować  jej 

wygląd  nawet  bez  makijażu.  Feministka  mówiła  wyłącznie  o  równouprawnieniu, 

powierniczka  „złamanych  serc”  twierdziła,  że  wszystkie  kobiety  są  w  głębi  serca  tradyc-

jonalistkami,  a  matka  szukała  oparcia  w  kimś,  kto  umiałby  jej  pomóc  w  codziennych 

kłopotach. 

Ż

adna z nich nie miała za grosz poczucia humoru. 

Co  się  stało  z  odwieczną  potrzebą  rywalizacji?  Anthony  doszedł  do  wniosku,  że 

„wojna  płci”  przybrała  formę  „zimnej  wojny”,  w  której  zawarto  rozejm,  niechętnie,  acz 

pieczołowicie przestrzegany przez obie strony konfliktu. 

Być może zadawał niewłaściwe pytania. 

Może miał do czynienia z nudziarami. 

Może on sam stał się po prostu nudziarzem. 

Z lekkim niepokojem zauważył, że jego stosunek do kobiet zaczął ulegać niewielkim, 

lecz  charakterystycznym  zmianom.  Czyżby  osiągnął  kolejny  etap  wewnętrznej  dojrzałości? 

Znał wiele tajemnic ludzkiej psychiki, a mimo to nie potrafił zdobyć się na obiektywną ocenę 

przyczyn własnego postępowania. 

Czuł potrzebę prawdziwej, ostrej dyskusji. Z kobietą. 

Spojrzał  na  zegarek.  Zaproszona  przez  Marka  terapeutka  się  spóźniała.  Niezły 

początek. 

Wpiął  mikrofon  w  krawat  w  różowe  cadillaki  i  zaczął  się  zastanawiać,  jakie  będą 

reakcje widzów po zakończeniu programu. 

background image

Sukces  i  popularność  zawdzięczał  wyłącznie  ciężkiej  pracy.  Stawiał  wysokie 

wymagania  zarówno  sobie,  jak  i  swym  współpracownikom.  Dopiero  ostatnio  zaczął 

odczuwać pewne zmęczenie. Być może traktował życie zbyt serio. 

- Obudź się, Gawain. Wchodzimy na wizję. Pięć... cztery... trzy... 

Anthony uśmiechnął się do kamery. Z każdym występem przychodziło mu to z coraz 

większym trudem. 

- Mój dzisiejszy gość, pani Nicole Hart, jest terapeutką - powiedział. - Oto i ona. 

Obrócił  się  w  stronę  wyjścia  zza  kulis  i  otworzył  usta  ze  zdziwienia  na  widok 

nadchodzącej kobiety. 

-  Jestem  niesłychanie  wdzięczna  za  zaproszenie  do  udziału  w  tym  programie,  panie 

Gawain - powiedziała Nicole, zajmując miejsce w fotelu. 

- Anthony. Proszę mi mówić Anthony. Poczuł, że się poci, choć był przyzwyczajony 

do upału panującego w świetle reflektorów. Kątem oka dostrzegł szeroki uśmiech na twarzy 

kamerzysty. 

Nicole Hart miała klasę! 

Emanowała  seksem,  chociaż  nie  nosiła  czarnej  minispódniczki,  ani  pantofli  na 

dziesięciocentymetrowych  obcasach.  Orzechowe  oczy  połyskiwały  wyzywająco.  Każdym 

gestem zdawała się mówić „dotknij mnie”. Gawain nie wiedział, co począć z rękami. Po raz 

pierwszy w życiu poczuł się speszony na widok kobiety. 

Dlaczego? 

W  jaki  sposób  miał  prowadzić  rzeczową  dyskusję,  skoro  bez  przerwy  wpatrywał  się 

rozmarzonym wzrokiem w kuszące usta swej rozmówczyni? 

A  jej  wygląd...  Nosiła  szary,  jedwabny  kostium  znakomicie  podkreślający  sylwetkę. 

Anthony odniósł wrażenie, że za tym atrakcyjnym opakowaniem kryje się namiętna kobieta. 

W  rozcięciu  żakietu  widział  jej  opalone  ciało.  Nie  nosiła  bielizny.  Dobrze  wiedziała, 

jak przyprawić mężczyznę o zawrót głowy. 

Usiłował sobie przypomnieć pierwsze pytanie. Nicole założyła nogę na nogę i posłała 

mu  promienny  uśmiech.  Gawain  przez  krótką  chwilę  miał  szaleńczą  ochotę  przypaść  do  jej 

stóp  i  zapomnieć  o  całym  świecie.  Westchnął  ciężko.  Z  trudem  odzyskał  spokój.  Gdy 

ponownie spojrzał w roziskrzone oczy dziewczyny, zrozumiał nagle, że padł ofiarą podstępu. 

Panna Hart dobrze zaplanowała swoje wejście. 

Przynajmniej wyrwała go z letargu. 

background image

ROZDZIAŁ 2 

Nicole musiała przyznać, że Anthony Gawain nie należał do mięczaków. 

Wystrój  studia  składał  się  z  dwóch  foteli  ustawionych  przy  niewielkim  drewnianym 

stoliku,  który  nosił  ślady  zużycia.  Gospodarz  programu  nie  miał  ochoty  onieśmielać  swych 

gości aurą luksusu. 

Choć z drugiej strony pozorna „swojskość” wnętrza skłaniała do zwierzeń i osłabiała 

czujność  ewentualnych  przeciwników.  Gawain  bez  wątpienia  zdawał  sobie  sprawę  z 

przewagi, jaką dawało mu doświadczenie, lecz niczego nie pozostawiał przypadkowi. 

Nicole spojrzała ponownie na siedzącego naprzeciw niej mężczyznę. Nosił marynarkę 

z  kolekcji  Armaniego,  wartą  co  najmniej  dwa  tysiące  dolarów,  oraz  spłowiałe  dżinsy. 

Podziwiała  szybkość,  z  jaką  otrząsnął  się  z  pierwszego  oszołomienia,  i  oczekiwała 

kontrataku. 

W jej zachowaniu nie było ani śladu nerwowości. 

- Pozwolisz, że od razu przejdę do sedna sprawy? - spytał Anthony. Zdjął kosztowną 

marynarkę i podwinął rękawy koszuli. 

Ach,  więc  o  to  chodziło.  Dziewczyna  zerknęła  spod  oka  na  szerokie  ramiona 

mężczyzny.  Chciał  jej  zaimponować  swoją  posturą.  Czarna  grzywa  włosów  i  nonszalanckie 

zachowanie nadawały mu bardziej wygląd menedżera  grupy rockowej niż potomka potężnej 

dynastii przedsiębiorców i polityków. 

-  Jeśli  skończyłeś  przygotowania...  -  powiedziała  z  rozbawieniem.  Wśród  widzów 

zgromadzonych w studiu przebiegł lekki szmer. Nicole zyskała przewagę. 

Gawain  otworzył  usta,  by  coś  powiedzieć,  lecz  nagle  zmienił  zdanie  i  wygodnie 

rozparł się w fotelu. Splecionymi dłońmi objął kolano, co dla dziewczyny stanowiło wyraźną 

oznakę, że jeszcze nie całkiem opanował zdenerwowanie. 

Nie  potrafiła  powstrzymać  się  od  uśmiechu.  Przed  wejściem  do  studia  obiecywała 

sobie, iż nie będzie czerpać satysfakcji z porażki przeciwnika. W tej chwili jeszcze nie było 

mowy o porażce, lecz widok zakłopotania na twarzy Gawaina sprawił jej niekłamaną radość. 

Zapłacisz mi za wszystko, pomyślała. I będę się z tego cieszyć. 

Anthony chrząknął donośnie, po czym zadał pierwsze pytanie: 

- Więc czego oczekują kobiety? 

- A czego twoim zdaniem mogłyby oczekiwać? Gawain był zupełnie zbity z tropu. Nie 

spodziewał się, że Nicole tak prędko przejmie inicjatywę. 

background image

-  Och  ja...  -  Uniósł  dłonie  w  geście  niezdecydowania.  Pośpiesznie  usiłował  znaleźć 

jakąś  sensowną  odpowiedź.  -  Nie  wiem.  Może  tego,  że  w  ich  życiu  pojawi  się  ktoś  w  typie 

Kevina Costnera? 

- Costnera? 

Anthony skinął głową. 

Nicole  z  zamyśloną  miną  przygryzła  wargi.  Przez  chwilę  bawiła  się  srebrzystym 

kolczykiem. 

-  To  interesujące  -  powiedziała.  -  Jesteś  przekonany,  że  kobiety  myślą  wyłącznie  o 

mężczyznach? O takich  mężczyznach? Powiedz mi szczerze, jak często  w twojej wyobraźni 

gości Kim Basinger? 

Gawain  wzruszył  ramionami  z  pozorną  beztroską,  lecz  w  jego  oczach  pojawił  się 

wyraz czujności. 

-  Kim  Basinger  jest  piękną  kobietą  i  tylko  nieboszczyk  mógłby  nie  zwrócić  na  nią 

uwagi  -  odparł  ostrożnie,  po  czym  przeszedł  do  ataku.  -  Nicole,  czy  to  znaczy,  że  nie 

zaprzątasz sobie głowy Costnerem? 

-  Mów  mi  Nikki  -  powiedziała.  -  Wracając  do  twojego  pytania,  odpowiedź  brzmi 

„nie”. Costner mnie nie interesuje. 

- Z jakiego powodu? 

- Jest żonaty. 

-  Nie  gości  nawet  w  twoich  najskrytszych  marzeniach?  -  Głos  Gawaina  nabrał 

głębszych tonów. Nicole potrząsnęła głową. 

-  Mój  świat  fantazji  jest całkiem  inny.  Anthony  wsparł  dłonie  na  kolanach  i  pochylił 

się w jej stronę. 

-  Opowiedz  mi  o  swoich  marzeniach,  Nikki  -  powiedział  z  błyskiem  w  oku.  Był 

przekonany, że tym razem udało mu się zastawić skuteczną pułapkę. 

Naśladując  zachowanie  mężczyzny,  Nicole  pochyliła  się  nad  stolikiem.  Jej  kształtne 

piersi  wyraźnie,  zarysowały  się  pod  cienkim  jedwabiem  żakietu.  Wyobraźnia  Anthony'ego 

zaczęła  pracować  na  najwyższych  obrotach.  Z  trudem  mógł  skoncentrować  się  na  dalszej 

rozmowie. 

-  Panie  Gawain  -  odezwała  się  dziewczyna.  -  Czy  miał  pan  ostatnio  mierzone 

ciśnienie? 

- Anthony - poprawił ją z roztargnieniem. - Nie, nie miałem. Dlaczego pytasz? 

-  Chciałabym  mieć  pewność,  że  nie  dostaniesz  apopleksji,  gdy  zacznę  opowiadać  o 

moich marzeniach - odparła ze słodkim uśmiechem. 

background image

Był zbyt wytrawnym graczem, by tak prędko się poddać. 

-  Wolisz  wysłuchać  moich  zwierzeń?  -  odparował.  Wśród  publiczności  rozległy  się 

głośne okrzyki. 

-  Nie  muszę.  Na  pierwszy  rzut  oka  widać,  o  czym  myślisz  -  odpowiedziała  z 

niezmąconym spokojem. 

-  Naprawdę?  -  Potarł  podbródek.  -  W  takim  razie  podziel  się  ze  mną  swoimi 

spostrzeżeniami. Jestem przekonany, że mówię w imieniu wszystkich widzów. 

Chóralny aplauz nagrodził jego ripostę. 

Anthony  rozparł  się  w  fotelu  i  przybrał  zwycięską  minę  Rhetta  Butlera,  lecz  Nicole, 

choć  w  głębi  duszy  nie  przypominała  Scarlett,  nie  zamierzała  zrezygnować.  Postanowiła 

nieco zmodyfikować pierwotny scenariusz. 

Wzięła głęboki oddech i zaczęła: 

- Proszę bardzo. Pewnego wieczoru podrywasz... powiedzmy... Kim Basinger. 

Wśród publiczności zawrzało. 

- I co potem? 

-  Kolacja.  Niech  pomyślę...  Na  pewno  wybierzesz  takie  miejsce,  gdzie  mógłbyś 

pochwalić się swą zdobyczą, a jednocześnie być z dala od natrętnych wielbicieli. 

„Dominick's”. Tak... to dobra restauracja. Podają świetne steki z frytkami. 

- Niezły początek - zgodził się Gawain. - Zatem zabieram pannę Basinger na wczesną 

kolację, mój ferrari testarossa coupe z piskiem opon wjeżdża na parking... 

- Masz ferrari? 

- Nie. Na ogół jeżdżę dżipem z napędem na cztery koła. Pamiętaj, że poruszamy się w 

ś

wiecie marzeń. Chciałem stworzyć odpowiednią atmosferę. 

- Mógłbyś wypożyczyć testosteron. 

- Testarossę - sprostował uprzejmie. 

- Wszystko jedno. 

- Dobrze, jesteśmy już po kolacji. Co dalej? 

-  Hm.  -  Nicole  z  udawanym  zamyśleniem  przyłożyła  palec  do  ust.  Gawain  nie 

spuszczał z niej oka. 

- Wiem - powiedziała. - Mecz Lakersów. Anthony z ociąganiem skinął głową. 

- Nieźle... nieźle... - zamruczał. Dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą. 

- A potem? - spytał nieoczekiwanie. 

- Co potem? 

background image

-  Chyba  wiesz,  o  czym  mówię.  -  Wyprostował  się  w  fotelu.  -  Co  po  meczu?  Mamy 

wczesny wieczór. Jestem młodym, pełnym energii mężczyzną. 

Błysnął  oczami.  Nicole  głośno  przełknęła  ślinę.  Zrozumiała,  że  tym  razem  nie  udało 

jej się ominąć zręcznie zastawionych sideł. Przybrała swobodną pozę i starała się nie patrzeć 

w stronę szeroko uśmiech - ' nietęgo młodego kamerzysty. 

- Czekam - ponaglił Anthony. Widzowie w pełni podzielali jego zainteresowanie. 

Nicole  poczuła  nagły  przypływ  energii.  Znalazła  rozwiązanie,  choć  niezupełnie  to, 

którego oczekiwał. 

- Nietrudno wyobrazić sobie twoją wersję dalszych wydarzeń, Anthony - powiedziała 

znacząco. - Bez wątpienia chciałbyś zakończyć ten wieczór wspólnym śniadaniem. 

- Och... Zgrabny eufemizm! 

- Dziękuję - odparła z cichym westchnieniem ulgi. 

- Nie przypuszczałem, że osoba zawodowo zajmująca się seksem... 

Nicole  z  nagłym  niepokojem  spojrzała  w  stronę  mężczyzny.  Czyżby  odkrył  jej 

mistyfikację? 

- ...używa eufemizmów. 

- Podczas występu w telewizji jest to nieuniknione - odpowiedziała. Dobrze. Trzymaj 

się, Nicole. 

- A propos, właśnie otrzymałem sygnał, że czas na reklamy. 

Na  monitorze  pojawiła  się  uśmiechnięta  twarz  kobiety  zachwalającej  walory  nowego 

proszku  do  prania.  Anthony  wdał  się  w  krótką  pogawędkę  z  producentem  programu.  Po 

chwili odwrócił głowę w stronę Nicole. 

- Możesz mi zdradzić reguły? - spytał. 

- Słucham? 

- Dlaczego wciąż mi dokuczasz? 

- Wchodzimy na wizję - rozległ się głos reżysera. - Pięć... cztery... trzy... dwa... jeden. 

Anthony skierował wzrok na kamerę. 

-  Jesteśmy  z  powrotem.  Dla  tych  widzów,  którzy  dopiero  teraz  włączyli  odbiorniki, 

mam  informację,  że  moim  dzisiejszym  gościem  jest  terapeutka,  Nicole  Hart.  -  Spojrzał  na 

dziewczynę.  -  Na  początku  programu  stwierdziłaś,  że  większość  kobiet  w  ogóle  nie  myśli  o 

mężczyznach. 

Wykonał gwałtowny ruch dłonią, aby podkreślić swe zdziwienie. 

- Czy możesz mi zdradzić, jakie są prawdziwe marzenia płci pięknej? 

background image

-  Źle  mnie  zrozumiałeś,  Anthony.  Poświęcamy  mężczyznom  wiele  uwagi,  lecz  lata 

dziewięćdziesiąte  stawiają  nam  nieco  inne  wymagania.  Mężczyzna  utracił  swą  pierwotną 

funkcję opiekuna i żywiciela. Stał się towarem luksusowym. 

- Luksusowym? Nicole skinęła głową. 

-  Niczym  sportowy  samochód  z  twych”  marzeń.  Nie  jest  niezbędny,  lecz  wywołuje 

przyjemny dreszcz emocji. 

Widownia zareagowała żywiołowymi oklaskami. 

- Skąd bierzesz te wszystkie metafory? - spytał Anthony, gdy zapadła cisza. 

- A kto mówił o ferrari? - Zwilżyła usta koniuszkiem języka. 

-  Mam  nadzieję,  że  przed  końcem  programu  powiesz  mi  coś  więcej  o  własnych 

marzeniach - odparł ze śmiechem Gawain. 

Musiała przyznać, że okazał się godnym przeciwnikiem. Nie poddawał się, lecz wciąż 

próbował ataku. 

-  Jeśli  dobrze  cię  zrozumiałem,  mężczyzna  został  zrzucony  z  piedestału.  Stał  się 

dodatkiem... 

Nicole nie pozwoliła mu skończyć. 

- Właśnie. Współczesna kobieta potrafi określić, co jest jej naprawdę potrzebne, a co 

jest  tylko  zachcianką.  O  wyborze  partnera  decydują  wyłącznie  upodobania,  a  nie  tak  zwane 

tradycyjne wartości, czyli chęć posiadania rodziny lub troska o byt materialny. 

-  A  co  z  kobietami,  które  chcą  zrezygnować  z  kariery  i  pozostać  w  domu  lub 

zajmować się dziećmi? Czy twoim zdaniem zasługują na potępienie, czy może po prostu nie 

pasują do dzisiejszych czasów? 

-  Muszą  mieć  dość  siły,  by  w  razie  potrzeby  przezwyciężyć  ból  spowodowany 

rozwodem, ucieczką lub śmiercią małżonka. 

-  Dobrze,  uzgodniliśmy  zatem,  że  wiele  rzeczy  uległo  przewartościowaniom.  Skoro 

mężczyzna  przestał  zajmować  pierwsze  miejsce  na  liście  damskich  zakupów,  czym  został 

zastąpiony? O czym marzy kobieta końca dwudziestego wieku? 

- O czekoladzie - odpowiedziała Nikki. Wprost przepadała za słodyczami. 

- Pytam poważnie. 

- A ja równie poważnie odpowiadam. Oddałabym niemal wszystko za garść drażetek 

„M&M's”. 

Anthony zrobił zdziwioną minę. 

- To dla mnie coś zupełnie nowego. Cóż takiego ma w sobie czekolada? 

background image

-  Badania  wykazały,  że  pewne  słodycze  wywołują  głód,  który  można  porównać  z 

pożądaniem.  Jest  łatwiejszy  do  zaspokojenia  i  odpada  cały  problem  z  praniem  brudnych 

skarpet, ścieraniem z lustra kremu do golenia i sprzątaniem rozrzuconej bielizny. 

Uśmiechnęła się z triumfem. 

- Nie przepadasz za mężczyznami, prawda? - spytał Gawain. 

Nicole wzruszyła ramionami. 

- Mają swoje zalety. Stanowią pewną odmianę w codziennym życiu, pod warunkiem, 

ż

e nie próbują dominować. 

Anthony z wyraźną konsternacją popatrzył na rozbawioną publiczność. 

- Nie... Nie będę ciągnął tego wątku - powiedział zniechęcony. Ponownie spojrzał na 

Nicole. - Twierdzisz, że czekolada ma szczególny wpływ na libido. Nawet jeśli to prawda, nie 

wyczerpaliśmy całego tematu. Nigdy nie uwierzę, że właśnie w tym miejscu kończą się twoje 

marzenia. Czy jest coś, czego nie możesz znaleźć u żadnego mężczyzny? 

-  Nie  spodziewałam  się  usłyszeć  takiego  pytania  z  ust  człowieka,  o  którym  piszą,  że 

potrafi na wylot przejrzeć duszę każdej kobiety. 

Wśród publiczności zawrzało. 

- Na twoim miejscu, Nikki, nie dawałbym posłuchu gazetowym plotkom - odparował 

Gawain. 

- Wiec jaki jesteś naprawdę? - spytała. Mężczyzna rzucił jej spłoszone spojrzenie. 

-  Kwiaty  -  wykrztusił  w  końcu,  aby  skierować  rozmowę  na  inne  tory.  -  Każda 

niewiasta uwielbia kwiaty. 

-  Niewiasta,  owszem  -  zgodziła  się  Nicole.  -  Lecz  pamiętaj,  że  mówimy  o 

współczesnych  kobietach,  które  kierują  się  w  życiu  wysoce  rozwiniętym  praktycyzmem  i 

potrzebują czegoś trwalszego niż bukiet kwiatów. 

- Garść brylantów? 

- Czy to propozycja? - spytała zalotnie. 

-  Skądże!  Gdybym  chciał  pozyskać  twoje  względy,  kupiłbym  kilka  tabliczek 

czekolady. 

Widzowie  nagrodzili  jego  słowa  gromkim  śmiechem.  Nawet  Nicole  zachichotała 

wesoło. 

-  Pozwól,  że  wrócę  do  zasadniczego  pytania  -  ciągnął  Gawain.  -  Odłóżmy  na  bok 

czekoladę,  kwiaty  X  i  tym  podobne  romantyczne  drobiazgi.  Które  z  kobiecych  marzeń 

najtrudniej spełnić? 

- Lubisz rock and rolla? - Uśmiechnęła się w duchu na widok jego zdumionej miny. 

background image

- Oczywiście. Dlaczego pytasz? 

- Na pewno znasz przeboje „Rolling Stonesów”? 

- Chcesz, abym opowiedział ci historię zespołu? 

- Wystarczy, że wymienisz tytuł jednego z przebojów. 

- Było ich tyle, że trudno zliczyć. 

- Ten należy do najwcześniejszych. 

- Masz na myśli... 

- Właśnie. „I can't get no satisfaction”, jakby powiedział Jagger. 

-  Kontakt  z  mężczyznami  nie  daje  ci  satysfakcji?  Wolne  żarty.  Jesteś  przecież 

seksterapeutką i doskonale wiesz, jak radzić sobie w podobnych przypadkach. 

Gawain  był  przekonany,  że  udało  mu  się  przejąć  inicjatywę,  lecz  Nicole  nie 

zamierzała się poddać. 

-  Nawet  laik  potrafi  zauważyć,  że  większość  mężczyzn  ma  obsesję  na  punkcie 

szybkości - stwierdziła. 

- Tym razem nie mówię o sportowych samochodach, lecz o szybkim seksie, po którym 

jeszcze szybciej można się odwrócić na bok i zapaść w błogą drzemkę. 

W studiu zaległa cisza jak makiem zasiał. Anthony chrząknął. 

- Chcesz przez to powiedzieć... To znaczy... Co według ciebie ma wpływ na podobne 

zachowanie? 

- Nareszcie udało mu się pozbierać myśli. - Czy każdy mężczyzna jest w głębi duszy 

nieczułym brutalem? 

- Nie. 

- Nie? 

- No, może niektórzy. Główna przyczyna tkwi gdzie indziej. 

-  Spadł  mi  kamień  z  serca.  Słyszycie,  chłopcy  -  spojrzał  w  stronę  widowni  -  jednak 

zachowaliśmy nieco ludzkich uczuć. Lecz cóż z tego, skoro nie potrafimy zadowolić kobiet. 

A może jesteśmy niedouczeni? Czy to chciałaś powiedzieć, Nikki? 

Pysznił  się  jak  paw  i  protekcjonalnym  tonem  usiłował  zjednać  sobie  męską  część 

widowni. Nicole ani przez chwilę nie żałowała, że rozpoczęła tę rozgrywkę. 

Powoli pokręciła głową. 

-  Prasa  i  telewizja  poświęcają  wystarczająco  wiele  miejsca  problemom  edukacji 

seksualnej  -  powiedziała.  -  Myślę,  że  niemal  każdy  mężczyzna  słyszał  o  grze  wstępnej  i  o 

tym, że kobiety uwielbiają długie pieszczoty. 

background image

-  Dłuższe  niż  czas  potrzebny  na  usmażenie  kilku  naleśników?  -  z  szelmowskim 

uśmiechem wtrącił Anthony. 

- Dłuższe niż ćwiartka meczu futbolowego - odparła spokojnie Nicole. 

Obecne w studiu kobiety zerwały się z miejsc i zaczęły głośno klaskać. 

- Drużyna gości zdobyła dodatkowe punkty - kwaśno mruknął Gawain. 

- Nie wiedziałam, że prowadzisz statystykę - odpowiedziała półgłosem. 

-  Oczywiście,  że  nie  wiedziałaś  -  szepnął,  gdyż  wrzawa  poczęła  przycichać.  Zaczął 

mówić normalnym tonem: 

- Uważasz więc, że nie brak wykształcenia jest przyczyną całego zamieszania. Kobiety 

nie kryją swych uczuć, lecz mężczyźni nie są w stanie lub nie chcą spełnić ich oczekiwań. 

- Zgadza się. 

- Powstaje zatem pytanie, jak rozwikłać ten problem? Dlaczego mężczyźni zachowują 

się w ten sposób? Czy kierują się wyłącznie egoizmem? 

- Niektórzy tak, choć nie ma to zasadniczego wpływu na całość zagadnienia. Podczas 

kontaktów seksualnych przytłaczająca większość mężczyzn stosuje grę wstępną z przymusu, 

w obawie przed nieokreślonymi konsekwencjami. 

Uśmiechnęła  się  do  własnych  myśli.  A  może  powinna  zostać  aktorką? Szło  jej  coraz 

lepiej. 

- Jakimi konsekwencjami? Przykro mi, Nikki, zupełnie straciłem wątek. 

-  Spróbuj  pomyśleć.  Na  pewno  zgodzisz  się  ze  mną,  że  zdaniem  mężczyzn  kobiety 

oceniają atrakcyjność partnera wyłącznie na podstawie jego męskości. 

Własna odwaga wprawiała ją w szczere zdumienie. Nawet się nie zarumieniła. 

Anthony  w  milczeniu  kiwał  głową.  Nie  spuszczał  wzroku  z  dziewczyny  i  raz  po  raz 

głośno przełykał ślinę. 

-  Problem  ten  zaczyna  więc  dominować  -  ciągnęła  Nicole.  -  Jaki  stąd  wniosek?  - 

spytała  nieoczekiwanie.  Wiedziała,  że  Gawain  nie  był  przygotowany  do  odpowiedzi  i 

czerpała dziką rozkosz z jego zakłopotania. 

- Chciałbym usłyszeć to od ciebie - mruknął wymijająco. 

- Proszę bardzo. Mężczyźni się boją. 

- Czego, na miłość boską?! 

- Boją się, że wraz z upływem lat ich wydolność maleje. Jest tajemnicą poliszynela, że 

pewne  słowo  budzi  wśród  mężczyzn  nieopisaną  grozę.  Czy  potrafisz  powiedzieć  słowo 

„impotent”? 

- Nie. Obawiam się, że w moim słowniku nie istnieje podobne określenie. 

background image

Nicole spojrzała mu prosto w oczy. 

- Jak dotąd - rzuciła krótko. 

Widzowie  zerwali  się  z  miejsc.  W  studiu  wybuchła  nieopisana  wrzawa.  Okrzyki 

mieszały się z oklaskami, aż reżyser dał znać, że czas programu dobiegł końca. 

Nicole zjechała na bok i zaparkowała samochód w pobliżu wejścia do supermarketu. 

Z uśmiechem wspominała dyskusję z Gawainem. Ciekawe, co by powiedział na widok 

jej  auta?  Było  niedrogie,  lecz  miało  opływową  sportową  sylwetkę.  I  kto  jest  maniakiem 

szybkości? 

Uśmiech zamienił się w grymas bólu. Rola seksterapeutki była niewątpliwie zabawna, 

lecz  jednocześnie  bardzo  męcząca.  Dziewczyna  przycisnęła  dłoń  do  czoła.  Starcie  z 

Gawainem  przypłaciła  dotkliwą  migreną.  Dopiero  podwojona  dawka  aspiryny  przyniosła  jej 

częściową ulgę. 

Weszła do sklepu, wzięła z półki butelkę wody mineralnej i stanęła w kolejce do kasy. 

Pod  wpływem  nagłego  impulsu  wrzuciła  jeszcze  do  koszyka  torebkę  drażetek  „M&M's”  i 

nowe wydanie „Los Angeles Times”. 

Zastanawiała  się,  jak  widzowie  przyjęli  jej  telewizyjny  debiut.  Kto  mógłby  szczerze 

odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę odniosła sukces? 

Rafe Contreras. 

Był o kilka lat młodszy, lecz dobrze wywiązywał się z funkcji powiernika i opiekuna. 

Nicole  wróciła  do  domu,  zdjęła  szary  kostium  i  włożyła  dżinsy.  Czuła  się  jak 

Kopciuszek po powrocie z balu. Za kilkanaście minut miała rozpocząć pracę. 

Gdy przyjechała do „Le Bistro”, Rafe już na nią czekał. 

- Dobra robota, miła pani. Dałaś mu popalić - powiedział z niekłamanym zachwytem. 

- Naprawdę? Udało mi się? - Nie potrafiła ukryć radości wywołanej jego słowami. 

-  Idę  o  zakład,  że  poziom  oglądalności  sięgnął  szczytu  i  że  zostaniesz  poproszona  o 

powtórny  występ.  Seksterapeutka...  przez  chwilę  byłem  skłonny  uwierzyć  w  każde  twoje 

słowo. Mówiłaś z takim przekonaniem. 

Nicole wy buchnęła śmiechem. 

-  Gawain  prędzej  padnie  trupem,  niż  pozwoli  mi  na  kolejny  występ  w  swoim 

programie. Był szczęśliwy, gdy wychodziłam. 

- Nie mów hop, póki nie przeskoczysz - sentencjonalnie stwierdził Rafe.  - Dopiekłaś 

mu do żywego. Na pewno zażąda rewanżu. 

- Tak uważasz? 

- Możesz mi wierzyć. 

background image

- To dobrze. - Zemsta była rozkoszą bogów. Nicole zamyśliła się głęboko. 

-  Skąd  wiesz,  że  wyczuł  moją  przewagę?  -  spytała  nieoczekiwanie  i  niemal  w  tej 

samej  chwili  zaczęła  żałować,  że  poruszyła  tę  kwestię.  Rafe  mógł  uznać  ją  za  kompletną 

ignorantkę. Prawdę mówiąc, niewiele wiedziała o naturze mężczyzn i dość często musiała w 

oględny  sposób  korzystać  z  pomocy  Contrerasa...  choć  zdarzały  się  chwile,  że  nawet  ten 

sposób zawodził. Irracjonalny lęk brał górę nad rozsądkiem. 

-  Obserwowałem  jego  zachowanie  -  ze  spokojem  odpowiedział  Rafe.  -  Rzadko  się 

zdarza, by nie kontrolował się podczas dyskusji. Tym razem był wyraźnie zaniepokojony. Co 

chwila gubił wątek. Mrugnął łobuzersko do niej. 

- Mogę cię jednak zapewnić, że już dawno odzyskał spokój i obmyśla plan kolejnego 

starcia - dodał. 

- Rafe... 

-  Mówię  całkiem  poważnie.  -  Wyjął  gazetę  z  dłoni  dziewczyny  i  przerzucił  kilka 

stronic. 

- Jak masz zamiar uczcić swój triumf? - spytał tonem starszego brata. - Chcesz iść do 

kina? 

- Nie masz randki? - zdziwiła się Nicole. 

-  Wybierałem  się  na  „Ostatniego  Mohikanina”.  To  nie  jest  odpowiedni  film  do 

oglądania w towarzystwie dziewcząt. 

- Dlaczego? 

-  Zaczynają  się  ślinić  na  widok  Daniela  Day  -  Lewisa,  a  ja  nie  cierpię  wilgotnych 

popcornów. 

- W takim razie ja też nie pójdę. Day - Lewis działa niezwykle pobudzająco na moje 

ś

linianki. 

-  Możesz  kupić  torebkę  popcornów  na  własny  użytek  -  odparł  Rafe.  Złożył  gazetę.  - 

Czas do pracy. 

- Rafe... 

Zatrzymał się w drzwiach prowadzących na salę restauracyjną i odwrócił głowę w jej 

stronę. 

- Dziękuję. 

- Nie ma za co, droga pani. Zasłużyłaś na laury, choć myślę, że Anthony Gawain nie 

pozwoli ci zrezygnować z dalszej rozgrywki. 

background image

-  Lepiej,  żeby  o  mnie  zapomniał.  Mogłam  wystąpić  w  jednym  programie,  lecz  nie 

wiem,  czy  znajdę  dość  sił,  by  nadal  grać  rolę  terapeutki.  Do  tej  pory  kierowała  mną  chęć 

zemsty; teraz czuję się po prostu zmęczona. Skąd wiesz, że Gawain nie da mi spokoju? 

-  Po  pierwsze,  wytrąciłaś  go  ze  stanu  gnuśnego  znudzenia.  Po  drugie,  w  obecności 

setek  telewidzów  dałaś  mu  odczuć,  że  trafił  na  twardego  przeciwnika.  Mężczyźni  lubią 

efektowne zwycięstwa. Będzie szukał swojej szansy. 

Wyszedł. Nicole ze smutkiem pokręciła głową. 

Za późno na ostrzeżenia. Anthony Gawain należał do zbyt upartych graczy, by już po 

pierwszej rundzie przyznać się do porażki. 

Pomyślała  o  matce  i  siostrach.  Były  tak  podobne  do  siebie,  że  mogły  uchodzić  za 

trojaczki.  Jasnowłose,  niebieskookie  i  lekko  piegowate,  zdawały  się  ucieleśniać  ideał 

amerykańskiej dziewczyny wczesnych lat sześćdziesiątych. 

Nicole  była  szatynką  o  brązowych  oczach.  Czuła  się  pokrzywdzona  przez  los,  choć 

zdaniem  matki  miała  niecodzienną,  egzotyczną  urodę.  Zdecydowała  się  na  pojedynek  z 

Gawainem tylko dlatego, że mogła grać rolę całkiem innej, naprawdę pięknej i wzbudzającej 

pożądanie kobiety. 

Wiedziała, że swym zwykłym wyglądem nie przyciągnie uwagi żadnego  mężczyzny. 

W niczym nie przypominała atrakcyjnych dziewcząt ze zdjęć publikowanych przez rozmaite 

czasopisma i magazyny ilustrowane. Dziewcząt, których uroda mile łechtała męską próżność i 

podnosiła poczucie własnej wartości. 

Równocześnie  nie  mogła  zaprzeczyć,  że  Anthony  Gawain  miał  szczególny  urok, 

wywołujący  westchnienia  wielu  kobiet.  Z  niechęcią  pokręciła  głową.  Czyżby  także  należała 

do tej grupy? Czy odziedziczyła po matce słabość do pociągających mężczyzn? 

Gawain  był  w  pełni  świadom  swych  atutów  i  potrafił  je  wykorzystać.  Długie  włosy, 

arogancka  mina  i  cięty  język  stanowiły  fasadę,  za  którą  skrywał  nieprzeciętną  inteligencję. 

Programy typu talk show przynosiły spore dochody producentom, gdyż były proste i tanie w 

realizacji. Jedno studio, kilka kamer i gospodarz obdarzony charyzmatyczną osobowością sta-

nowiły klucz do sukcesu. 

W  przeciwieństwie  do  mniej  utalentowanych  konkurentów,  Anthony  nie  szukał 

taniego poklasku. Nie zapraszał do dyskusji gwiazd estrady ani znanych polityków. Dla niego 

liczył się przede wszystkim temat. Przypominał błędnego rycerza, wędrującego po świecie w 

poszukiwaniu  prawdy.  Innymi  słowy,  był  człowiekiem,  który  nie  lubił  zbyt  długo  tkwić  w 

jednym miejscu. 

Zdaniem Nicole nie nadawał się na męża obarczonego troską o byt rodziny. 

background image

Co więcej, dbał o swój image i wiedział, jak go chronić. 

Nicole westchnęła ciężko. Miała pewność, że nie otrzyma powtórnego zaproszenia do 

udziału w programie. 

Szczerze  mówiąc,  nie  była  tym  zainteresowana.  Nie  była  prawdziwą  terapeutką  i  nie 

miała za grosz seksapilu... 

Choć występ przed kamerami sprawił jej dużą przyjemność. 

background image

ROZDZIAŁ 3 

„Los Angeles Times” 

Wiadomości ze świata rozrywki: 

Wciąż  trwa  szum  wokół  programu,  w  którym  ponętna  terapeutką  stoczyła  zaciekłą 

batalię  z  „nieposkromionym”  Gawainem.  Reakcja  telewidzów  przeszła  najśmielsze 

oczekiwania  producentów  cyklu  „Czego  naprawdę  oczekują  kobiety?”,  a  redaktorzy  gazet 

prześcigają się w domysłach, czy Anthony zaryzykuje powtórne spotkanie z piękną Nikki. 

Anthony  Gawain  ponuro  zerknął  na  trzymaną  w  ręku  gazetę.  „Nieposkromiony” 

„zaryzykuje”.  Autorka  notatki  postępowała  niczym  komentator  sportowy,  zagrzewający 

publiczność do większego dopingu przed kolejnym starciem. 

Z kwaśnym uśmiechem obejrzał zdjęcie „ponętnej terapeutki”. Hm. Musiał przyznać, 

ż

e  nie  wszystkie  informacje  na  jej  temat  były  wyssane  z  palca.  Rzucił  gazetę  na  podłogę  i 

zniknął w łazience. Odkręcił kurki, regulując temperaturę wody. 

Anthony stanął przed lustrem, zanim wszedł pod prysznic. 

Poprzedniego  wieczoru  do  późna  siedział  w  klubie  „Roxbury”,  co  zaowocowało 

sennym  wyrazem  oczu  i  lekkim  bólem  głowy,  choć  ani  razu  nie  wstał  od  stolika,  by 

przyłączyć się do tłumu podskakującego na parkiecie. Nie wszedł nawet do tej części lokalu, 

która była zarezerwowana dla VIP - ów. Nie odczuwał potrzeby dowartościowania. 

Zdjął szlafrok i wszedł pod parujący strumień wody. Wciąż myślał o Nicole Hart. Ani 

głośna muzyka, ani spora dawka whisky nie zdołały wymazać z jego pamięci wyzywającego 

widoku  brązowych  oczu  i  kusząco  rozchylonych  ust  dziewczyny.  Rzeczywiście  była 

„ponętna”, jak twierdziły gazety... 

Choć na jego gust zbyt sztuczna, zbyt wyrachowana. 

Nie potrafiła słuchać ani naprawdę uczestniczyć w rozmowie. Dyskusja zmieniła się w 

jednoosobowy  występ,  niezwykle  efektowny  i  trafiający  w  gust  publiczności,  lecz  mimo 

wszystko tylko występ. 

W zamyśleniu potarł zarośnięty podbródek. Czasem złościła go własna dociekliwość. 

Dlaczego  nie  potrafił  brać  życia  wprost,  dlaczego  w  każdym  wydarzeniu  doszukiwał  się 

ukrytych znaczeń? O ile szczęśliwszy był człowiek widzący świat wyłącznie w czerni i bieli. 

Ze  wstrętem  odrzucał  myśl  o  polityce,  gdzie  każde  działanie  opierało  się  na 

półprawdach i manipulacji. ' Wybrał pracę w telewizji, gdyż chciał bez osłonek ukazać fałsz 

zbyt często kierujący ludzkim postępowaniem. 

background image

Wiedział  wszystko  o  kobietach  pokroju  Nicole  Hart.  Szukały  łatwych  do  usidlenia 

mężczyzn,  których  mogły  traktować  jak  marionetki.  Niestety,  panna  Hart  tym  razem  trafiła 

pod  niewłaściwy  adres.  Marzeniem  Gawaina  był  związek  ze  zwykłą,  szczerą  i  uczciwą 

dziewczyną,  zdolną  do  prawdziwej  miłości.  Prawdę  mówiąc,  nie  wierzył,  by  taka  naprawdę 

istniała. 

Lustro i szklane ściany kabiny pokryły się grubą warstwą pary. Anthony zmęczonym 

ruchem rozprostował obolałe ramiona. Strumyki wody ściekały mu z włosów i brody. Sięgnął 

po mydło. 

Trzy kwadranse później pojawił się w „Patrick's Roadhouse”. Mark już czekał. 

- Spóźniłeś się - powiedział na widok wchodzącego Gawaina. -  Zamówiłem ci to, co 

zwykle. 

- Jedyne, czego dziś potrzebuję, to duża ilość gorącej kawy - warknął Anthony. Nawet 

nie spojrzał na egzemplarz gazety leżący na stoliku obok nakrycia. 

Mark rozłożył gazetę. 

- Czytałeś notatkę na swój temat? - spytał. Anthony skinął głową. 

- I co o tym myślisz? 

Kelnerka z pełną tacą podeszła do stolika. 

- Proszę jeszcze o duży dzbanek kawy - powiedział Anthony. 

Dziewczyna z uśmiechem skinęła głową i bezzwłocznie spełniła jego prośbę. 

- Co z następnym programem? - nie ustępował Mark. 

- Od kiedy pracujesz dla „Los Angeles Times”? - spytał zgryźliwie Gawain. 

-  Jestem  po  prostu  ciekaw,  czy  naprawdę  masz  ochotę  na  kolejne  spotkanie  z  panną 

Hart. Stanowicie dobraną parę. 

-  Gdzie  ją  znalazłeś?  -  Anthony  wyraźnie  unikał  odpowiedzi  na  zasadnicze  pytanie. 

Mark wzruszył ramionami. 

-  Ktoś  dał  mi  znać  w  czyimś  imieniu  -  odparł  enigmatycznie.  -  Znałem  tylko  jej 

nazwisko. 

Gawain nalał sobie kolejną filiżankę kawy. 

- Właśnie coś sobie przypomniałem - dodał Mark. - Dziś rano dzwonił twój agent. 

- Po co? Ostatni program okazał się tak dobry, że dyrekcja chce mi podnieść gażę? 

-  Nie.  Jakiś  facet  z  wydawnictwa  dopytywał  się,  jak  cię  można  złapać.  Był  bardzo 

podekscytowany. 

-  Zawsze  się  wściekają,  gdy  nie  złożę  zamówienia  w  Klubie  Książki.  -  Na  twarzy 

Gawaina pojawił się kwaśny uśmiech. 

background image

- Chcą, abyś wstąpił do klubu na innej zasadzie. Jako autor. 

Anthony westchnął ciężko i odsunął na bok talerz z nietkniętym omletem. 

-  Mogliby  w  końcu  zrozumieć,  że  nie  mam  ochoty  wspominać  dzieciństwa  ani 

zdradzać rodzinnych sekretów. 

Mark przełknął kęs bułki. Pokręcił głową. 

- Tym razem  chodzi o coś innego. Padła propozycja stworzenia publikacji opartej na 

wywiadach  z  kobietami.  Zyskałbyś  szansę,  aby  dokładnie  przedstawić  swój  punkt  widzenia, 

tym bardziej że panna Hart będzie współautorką. 

- Chyba żartujesz! - ze zdumieniem zawołał Anthony. 

Mark  ponownie  pokręcił  głową.  W  tej  samej  chwili  kelnerka  przyniosła  telefon 

komórkowy. 

- Do pana Gawaina - powiedziała. 

Anthony  z  niechęcią  wyciągnął  dłoń  po  słuchawkę.  Usłyszał  znajomy  głos  swego 

agenta. Wydawnictwo poparło swą ofertę niebotycznym honorarium. 

- Czy ktoś powiadomił pannę Hart? - spytał Gawain. 

- Nie. Myślałem, że zechcesz to zrobić osobiście. 

-  Dobrze  myślałeś.  Zadzwonię  później.  Odłożył  słuchawkę.  Doszedł  do  wniosku,  że 

jeśli  chce  namówić  Nicole  do  współpracy,  musi  postępować  z  dużym  wyczuciem.  W  głębi 

serca czuł, że dziewczyna nie darzy go sympatią. 

Był  ciepły  wieczór.  Anthony  Gawain  skręcił  w  wąską  ścieżkę  prowadzącą  do 

otoczonego zagajnikiem ogródka „Soffs Patio Restaurant”. 

Fakt,  że  urodził  się  w  zamożnej  i  wpływowej  rodzinie,  dał  mu  szansę  stać  się 

prawdziwym  smakoszem.  Od  wczesnego  dzieciństwa  kosztował  wyszukanych  potraw 

przyrządzanych przez rozmaitych kucharzy, przybyłych nawet z Europy. Lubił dobrze zjeść, 

lecz  dzięki  intensywnym  treningom  karate  zachowywał  znakomitą  kondycję,  a  na  jego 

muskularnym ciele nie było widać ani grama tłuszczu. 

Zza krzewów sączyły się dźwięki greckiej ballady. Anthony zajął miejsce przy stoliku 

i zamówił pastisio - ulubioną potrawę gości odwiedzających „Sofi's”. 

Po  skończonym  posiłku  w  wyśmienitym  humorze  powrócił  na  parking.  Wsiadł  do 

dżipa  i  ruszył  w  stronę  Hollywood.  Radość  z  przyjemnie  rozpoczętego  wieczoru  psuła  mu 

tylko myśl o Nikki. 

W jaki sposób miałby z nią współpracować? 

Był  samotnikiem.  Nawet  w  gronie  znajomych  zachowywał  się  z  pewną  rezerwą. 

Unikał wszelkich związków, które mogłyby wywołać poczucie uzależnienia od drugiej osoby. 

background image

Ostatnio  przeżywał  sporo  wątpliwości.  Zaczął  weryfikować  swe  dotychczasowe 

poglądy.  Być  może  dojrzał,  być  może  patrzył  na  życie  w  inny  sposób.  Czyżby  naprawdę 

zależało  mu  na  znalezieniu  bratniej  duszy?  A  jeśli  pozorne  znudzenie  było  oznaką  samo-

tności? 

Ze  zręcznością  doświadczonego  kierowcy  rajdowego  zmienił  bieg  i  wprowadził 

samochód na lewy pas ruchu. Wciąż myślał o Nicole. Czy przyjęłaby zaproszenie na wspólną 

kolację? 

Ruch na szosie stawał się coraz mniejszy. Anthony pogrążył się w marzeniach. Ciepły 

podmuch  wiatru  owiewał  mu  twarz  i  szarpał  kosmyki  włosów.  Nicole  Hart...  piękna  i 

pachnąca niczym bukiet świeżych kwiatów. 

Jak  byłaby  ubrana?  W  wyobraźni  mężczyzny  pojawił  się  obraz  smukłej,  zgrabnej 

sylwetki  przystrojonej  w  komplet  z  koronkami,  który  tego  lata  okazał  się  prawdziwym 

przebojem kalifornijskiej mody. 

A  buty?  Przeszukał  w  myślach  jej  szafę.  W  końcu  znalazł  parę  pantofelków  z 

mięciutkiej  skóry.  Znakomicie  pasowały  na  jej  zgrabne  stopy.  Anthony  uśmiechnął  się 

zadowoleniem.  Wygląd  dziewczyny  zachęcał  do  pieszczot.  Miał  nieodpartą  ochotę  dotknąć 

jej szyi, piersi, ud... 

Gwałtownie  potrząsnął  głową.  Chciał  w  jakiś  sposób  pozbyć  się  kłopotliwych  myśli. 

Włączył radio i pokręcił gałką. 

-  Witam  wszystkie  panie  w  moim  radiowym  królestwie  -  dobiegł  z  głośnika  głos 

popularnego  prezentera.  -  Dziś  będziemy  kontynuować  poszukiwania  „najseksowniejszego 

mężczyzny świata”. Jak dotąd, przewagą dwóch  głosów prowadzi Kevin Costner. Za  chwilę 

przyjmę kolejny telefon, a po przerwie na reklamy nasz gość odpowie na kilka pytań. 

Anthony  z  zadowoleniem  klepnął  dłonią  w  kolano.  Costner!  Nie  popełnił  pomyłki, 

gdy stwierdził, że to właśnie o nim najczęściej marzą kobiety. Ciekawe, co na to Nikki... 

- Słucham, kto przy aparacie? - odezwał się głos spikera. 

- Kathy. Z Santa Monica. 

- Kto twoim zdaniem zasługuje na tytuł „najseksowniejszego mężczyzny”? 

- Anthony Gawain. 

-  Prezenter  telewizyjny?  -  W  głosie  prowadzącego  zabrzmiała  nuta  zdziwienia. 

Anthony obrzucił odbiornik przeciągłym spojrzeniem. 

- Tak. To mężczyzna, który może się przyśnić niejednej dziewczynie. 

Gawain  wyciągnął  rękę  w  kierunku  wyłącznika,  lecz  zamarł  w  pół  gestu,  słysząc 

słowa: 

background image

- Za chwilę wrócimy na antenę, by porozmawiać o seksie. 

O seksie? Czyżby Nikki?! Nie, to niemożliwe. 

Dżip  sunął  coraz  wolniej.  Obok  śmignął  sportowy  kabriolet  pełen  roześmianych 

dziewcząt. Dwie z nich pomachały wesoło w stronę Anthony'ego. Nie zwrócił na nie uwagi. Z 

niecierpliwością czekał na koniec reklam. 

Odetchnął  z  ulgą,  gdy  usłyszał  obcy  głos.  Z  rosnącym  zaciekawieniem  śledził 

przebieg rozmowy. 

- Co, pani zdaniem, decyduje o atrakcyjności mężczyzny? - spytał spiker. 

-  Szacunek  i  zainteresowanie  okazywane  płci  przeciwnej  -  odparła  kobieta.  -  A  po 

czym pan ocenia atrakcyjność kobiet? 

- No... po sposobie oddychania... - usiłował zażartować mężczyzna, lecz nie wzbudził 

wesołości swej rozmówczyni. - Hm... po tym, jak chodzą... 

- To prawda. Chód kobiety może znamionować godność i wiarę w siebie. 

-  Oo...  tak...  -  Dziennikarz  nie  potrafił  znaleźć  odpowiedniej  konwencji  rozmowy. 

Anthony szczerze mu współczuł. - Przekonajmy się, o co będą pytać nasi słuchacze. Czekamy 

pod numerem pięć - pięć - pięć, dziewięćdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt dziewięć. 

Po kilku sekundach nastąpiło pierwsze połączenie. 

-  Halo...  Witam  w  programie  rozgłośni  KTIX.  Podaj  swoje  imię  i  powiedz,  z  czym 

dzwonisz. 

- Tu Bob. Ciekawi mnie, jakie wykształcenie powinien mieć seksterapeuta. To chyba 

nie najłatwiejsza praca? 

-  Aby  rozpocząć  praktykę,  trzeba  mieć  dobre  przygotowanie  teoretyczne  - 

odpowiedziała  kobieta.  -  Skończyłam  studium  pomaturalne  oraz  uniwersytet  i  mam  dyplom 

magistra filozofii, a przez dwa lata pracowałam jako asystentka. 

Anthony  zmarszczył  brwi.  Nikki  była  zbyt  młoda,  aby  zdobyć  podobną  wiedzę.  Z 

lekkim roztargnieniem słuchał dalszych pytań. 

-  Jestem  trochę  zaskoczona  -  stwierdziła  słuchaczka,  która  przedstawiła  się  jako 

Chelsea.  -  Nie  wiedziałam,  że  istnieje  różnica  pomiędzy  „atrakcyjnością”  i  seksapilem.  Czy 

mogłabym usłyszeć coś więcej na ten temat? 

-  Atrakcyjność  wyglądu  zewnętrznego  można  osiągnąć  przez  określony  sposób 

ubierania  się  i  stosowanie  odpowiednich  kosmetyków  -  odpowiedziała  terapeutka.  -  Tak 

zwany  seksapil  jest  częścią  osobowości.  Niczym  wiązka  światła  wydobywa  z  mroku 

szczególne cechy charakteru... 

background image

Anthony  skręcił  na  autostradę  wiodącą  w  kierunku  Malibu.  Myślał  o  ofercie,  z  jaką 

wystąpiło wydawnictwo. Coś mu podpowiadało, że Nicole Hart jednak przyjmie propozycję 

współpracy.  Lubił  stawiać  czoło  przeciwnościom,  a  pozyskanie  jej  pomocy  traktował  jak 

osobiste  wyzwanie.  Oczywiście  nie  miał  zamiaru  się  przyznawać,  że  przystępuje  do  pisania 

książki. 

Jego  ojciec  był  zdania,  że  Anthony'emu  brak  uporu  i  cierpliwości  do  podejmowania 

działań wymagających czasu. 

Sprawdził się jako prezenter telewizyjny, lecz jeśli chodzi o inne dziedziny... 

Co będzie, gdy książka okaże się niewypałem? 

Z tak znanym nazwiskiem nie mógł liczyć na to, że porażka przejdzie nie zauważona. 

background image

ROZDZIAŁ 4 

Nicole miała serdeczną ochotę zapomnieć o całym bożym świecie i po prostu zasnąć. 

Pół nocy przesiedziała nad scenariuszem, a niemal cały dzień spędziła w „Le Bistro”. 

-  Jesteś  pewien,  że  wiesz,  jak  to  robić?  -  spytała,  nim  otworzyła  drzwi  domku. 

Contreras uparł się, że naprawi cieknący prysznic. 

-  Oczywiście.  Nie  ma  sprawy  -  zapewnił  ją  solennie.  Machnął  śrubokrętem  niczym 

mieczem, po czym zniknął za drzwiami łazienki. Nicole spojrzała w stronę telefonu. Zielono 

połyskująca lampka świadczyła o tym, że ktoś zostawił wiadomość. 

Może  nareszcie  nadeszła  odpowiedź  z  agencji  artystycznej?  Nie,  pomyślała 

dziewczyna. Raczej kolejna porcja reklam i ofert sprzedaży. 

Od  sześciu  miesięcy  dobijała  się  do  różnych  wytwórni.  Zwykle  kończyło  się  na 

krótkiej rozmowie w sekretariacie i niejasnej obietnicy „kontaktu”. Jak dotąd, nie dotarła do 

ż

adnego z producentów. 

Ludzie  związani  z  filmem  rzadko  uczestniczyli.,  w  negocjacjach  nad  kontraktem. 

Załatwienie  wszelkich  formalności  pozostawiali  swym  agentom.  Niestety,  aby  pozyskać 

agenta,  wpierw  należało  coś  sprzedać  lub  gdzieś  wystąpić.  Błędne  koło.  Dla  młodych  ludzi, 

poszukujących  pracy  w  filmie,  była  to  trudna  droga,  wymagająca  wielu  wyrzeczeń  i  nie 

szczędząca rozczarowań. 

Nawet wśród producentów kręcili się osobnicy, którzy przede wszystkim dla własnych 

korzyści  rozglądali  się  za  atrakcyjnymi  dziewczętami.  Nicole  była  święcie  przekonana,  że 

Mark  Bates  także  należał  do  tej  grupy.  Zwracał  uwagę  niemal  wyłącznie  na  urodę 

„kandydatki”. 

Wcisnęła klawisz automatycznej sekretarki. 

-  Dzień  dobry  -  rozległ  się  głos  młodej  kobiety.  -  Mówię  z  centralnej  agencji 

aktorskiej.  Poszukujemy  statystów.  Jeśli  jest  pani  zainteresowana  naszą  ofertą,  proszę 

zadzwonić. 

Stawka wynosiła dziewięćdziesiąt dolarów za dzień zdjęciowy. Dobre i to, zwłaszcza 

ż

e na planie było dość łatwo o zawarcie nowych znajomości. 

Nicole  odłożyła  klucze  na  stolik.  Automat  zapiszczał,  po  czym  zaczął  odtwarzać 

kolejne nagranie. Zdumiona dziewczyna przysiadła na brzegu kanapy. 

-  Cześć,  Nikki.  Tu  Anthony.  -  Nastąpiła  chwila  przerwy.  -  Anthony  Gawain.  Mam 

dwa bilety na koncert Gartha Brooksa. Zatelefonuję wieczorem. 

background image

Nicole  z  otwartymi  ustami  wpatrywała  się  w  aparat.  Gdy  odzyskała  zdolność 

mówienia, wrzasnęła na Rafaela. 

- Co? Co się stało?! - Zaniepokojony Contreras wybiegł z łazienki. 

- Posłuchaj. - Przewinęła taśmę i puściła nagranie od początku. 

Rafe zmarszczył brwi. 

- Telefonował jakiś zboczeniec? 

- Cii... - Uspokoiła go ruchem dłoni. - Sam się przekonasz. 

Rozległ się melodyjny głos dziewczyny z agencji aktorskiej. 

- Nie rozumiem, co w tym dziwnego - stwierdził Rafe. 

- Słuchaj dalej. 

Gdy Gawain skończył, na twarzy Contrerasa pojawił się szeroki uśmiech. 

- A nie mówiłem? 

- Nie widzę powodów do radości, więc przestań stroić głupie miny. Nigdzie nie pójdę. 

-  Chyba  żartujesz!  Wiesz,  jak  trudno  zdobyć  bilety  na  występ  Brooksa?  Z  chęcią 

zająłbym twoje miejsce. 

- Nie ma sprawy. Jak zadzwoni Gawain, powiem mu, żeby cię zabrał. 

- Ho ho ho... Nic z tego, siostro. Znikam, jak tylko skończę naprawiać prysznic. Mam 

dzisiaj  ekstra  randkę.  -  Ruszył  w  stronę  drzwi.  -  Randkę.  To  znakomity  sposób  spędzania 

czasu. Powinnaś spróbować. 

Nicole rzuciła w niego poduszką. Uchylił się i pogwizdując odszedł korytarzem. 

Pół  godziny  później  skończył  robotę  i  wrócił  do  salonu.  Nicole  drzemała  na  sofie, 

uśpiona  monologiem  niezmordowanego  Jaya  Leno.  Rafe  wyłączył  telewizor.  Zaczął 

rozglądać się za jakimś kocem, którym mógłby okryć śpiącą dziewczynę. W tej samej chwili 

zabrzęczał telefon. 

Contreras sięgnął po słuchawkę. Dzwonił Gawain. 

- Jestem hydraulikiem - powiedział Rafe po wymianie konwencjonalnych grzeczności. 

-  Panna  Hart  musiała  wyjść,  lecz  zostawiła  wiadomość,  że  z  radością  przyjęła  pańskie 

zaproszenie. Co mógłbym jej przekazać? 

Sięgnął  po  leżącą  obok  kartkę  i  ołówek.  Po  chwili  odłożył  słuchawkę  i  zerknął  na 

Nicole.  Wciąż  spała.  Otulił  ją  kocem,  zostawił  notatkę  na  stoliku  i  po  cichu  opuścił 

mieszkanie. 

Miałbym za swoje, gdyby się obudziła, pomyślał. Nie rozumiała, że działał wyłącznie 

dla jej dobra. 

background image

Wsunął  ręce  do  kieszeni  i  fałszywie  pogwizdując,  poszedł  przez  trawnik  w  kierunku 

własnego samochodu. Mimo pozorów beztroski, miał minę skazańca oczekującego na ścięcie. 

Nicole dyszała żądzą mordu. Znała nawet nazwisko ofiary. Rafael Contreras. 

Wyciągnęła z szafy modne dżinsy, kupione dwa tygodnie temu za radą wspomnianego 

Contrerasa  w  „Dungarees”.  Włożyła  białą  bawełnianą  bluzkę  i  spojrzała  w  lustro.  Od 

kilkunastu minut usiłowała dodzwonić się do Anthony'ego. Telefon milczał jak zaklęty. Rafe 

także  nie  podnosił  słuchawki.  Nie  pozostawało  jej  nic  innego,  jak  czekać  na  zapowiedziany 

przyjazd Gawaina. 

Krytycznie przyjrzała się swemu odbiciu. Co zrobić z włosami? Cholerny Rafe, nigdy 

go nie ma, gdy jest naprawdę potrzebny... W czasie przygotowań do programu przyzwyczaiła 

się polegać na jego opinii. Sprawiał, że naprawdę czuła się pociągająca i pełna seksu... 

Doszła  do  wniosku,  że  każda  z  kobiet  powinna  zatrudniać  „garderobianego”.  Rafe 

miał  duże  szanse,  aby  stać  się  znakomitym  kostiumologiem  -  pod  warunkiem,  że  zdołałby 

umknąć przed gniewem Nicole. 

Co z włosami? Zawinęła wysoko rękawy bluzki, założyła szeroką srebrną bransoletkę 

i wpięła kolczyki. Czas wciąż uciekał. Przepchnęła wąski skórzany pasek przez szlufki spodni 

i  z  niepokojem  zerknęła  na  kartkę  pozostawioną  przez  Rafe'a.  O  czwartej.  Anthony  Gawain 

miał  przyjechać  o  czwartej  po  południu.  Dlaczego  tak  wcześnie?  Koncerty  są  na  ogół 

wieczorem.  Może  miał  zamiar  zabrać  ją  na  obiad?  Jak  nazywała  się  ta  restauracja,  o  której 

rozmawiali  podczas  programu?  „Dominick's”.  Nicole  uśmiechnęła  się  kwaśno.  Znakomite 

miejsce, by zostać zauważoną. 

Wciągnęła na nogi parę kowbojskich butów z białej skóry. 

Koniec. Była w pełni przygotowana na przyjęcie gościa. 

Spojrzała w lustro, by poprawić makijaż i niemal jęknęła ze zgrozy. Włosy! Zupełnie 

zapomniała  o  włosach.  Budzik  stojący  na  nocnym  stoliku  wskazywał  czwartą.  Nałożyła  na 

szczotkę nieco pianki i zaczesała włosy do tyłu. 

Co za dureń z tego Contrerasa! Co innego  grać przez pół godziny, a co innego przez 

cały wieczór. Jak długo Gawain da się zwodzić? 

A  może  powiedzieć  mu  prawdę?  Nie...  nie  miała  dość  odwagi,  by  to  zrobić.  Lepiej 

skierować rozmowę na bezpieczny temat. Ani słowa o seksie. Wystarczy miła pogawędka o... 

Czuła w głowie zupełną pustkę. Boże, o czym mówić?! 

Nie  miała  żadnego  doświadczenia  w  kontaktach  z  mężczyznami.  Jak  powinna  się 

zachowywać „prawdziwa kobieta lat dziewięćdziesiątych”? Być uwodzicielską? A co potem? 

background image

Anthony  Gawain  na  pewno  nie  zadowoli  się  całusem  na  dobranoc.  Był 

stuprocentowym samcem, dumnym ze swej męskości. Rafe, co ty narobiłeś! 

Ktoś zapukał. Nicole pośpiesznie zmyła z dłoni resztki pianki i poszła otworzyć. 

-  Przynajmniej  jestem  odpowiednio  ubrana  -  powiedziała  z  ulgą  na  widok 

Anthony'ego.  Przez  chwilę  obawiała  się,  że  na  koncercie  będą  obowiązywać  stroje 

wieczorowe. 

-  „Odpowiednio”  to  zbyt  skromne  określenie  -  odparł  Gawain.  Obrzucił  dziewczynę 

uważnym spojrzeniem. - Może zostaniemy w domu i zamówimy pizzę? 

W ciemnych oczach mężczyzny zamigotały uwodzicielskie błyski. 

- A co z Garthem Brooksem? - spytała Nicole. 

- Na pewno nie pójdzie spać bez kolacji. 

- Miałam na myśli koncert - powiedziała spokojnie. 

- A jeśli powiem, że użyłem wybiegu, aby się z tobą spotkać? - spytał. 

- Wówczas usłyszysz „dobranoc” - odparła, próbując zamknąć drzwi. 

Szybko sięgnął do kieszeni. 

- Na szczęście mam dowód, że mówiłem prawdę. 

- Pokazał dwa bilety. 

- Powiedz szczerze, dlaczego mnie zaprosiłeś? 

- spytała. 

- Kim Basinger była zajęta. Spojrzała na niego spod oka. 

- Poddałem się badaniu ciśnienia - dodał. Milczała. On również. W końcu westchnęła 

z rezygnacją. 

- Dobrze... Możesz mnie zabrać na przejażdżkę swoim testa - coś - tam... 

Nicole  miała  wrażenie,  że  śni.  Wciąż  nie  mogła  uwierzyć  w  swoje  szczęście. 

Spotkanie z Gawainem okazało się prawdziwą randką marzeń. 

Notatka,  którą  zostawił,  nie  zawierała  wszystkich  szczegółów.  Być  może  Anthony  z 

rozmysłem  pominął  fakt,  że  Garth  Brooks  nie  występował  w  Los  Angeles,  ani  w  żadnym 

innym mieście w Kalifornii. Koncert miał się odbyć... w Dallas, w Teksasie! 

W samolocie zjedli wczesną kolację, a po paru godzinach wylądowali na lotnisku D - 

FW, gdzie przesiedli się do wynajętej limuzyny. Ruszyli w stronę „Reunion Arena”. 

Rozmowa,  której  tak  bardzo  obawiała  się  Nicole,  nie  stanowiła  problemu.  Na 

początku podróży wymienili kilka uwag o pogodzie, ruchu miejskim oraz muzyce. Chwilę po 

zajęciu miejsca w samolocie Anthony po prostu zasnął. 

Nicole westchnęła z ulgą, choć w głębi serca poczuła się dotknięta. 

background image

Spać  podczas  randki?  Rafe  pękłby  ze  śmiechu,  gdyby  o  tym  usłyszał.  Postanowiła 

pominąć kilka szczegółów przy relacjonowaniu spotkania. 

Za  jej  cichym  przyzwoleniem  stewardesa  obudziła  Gawaina  na  posiłek.  Anthony 

rozejrzał  się  wokół  zaspanym  wzrokiem,  po  czym  bąknął  coś  przepraszającym  tonem. 

Tłumaczył  się,  że  tuż  przed  podróżą  wziął  lek  przeciw  alergii  powodujący  wzmożoną  sen-

ność.  Nicole  z  uśmiechem  przyjęła  jego  wyjaśnienia,  choć  nie  wierzyła,  by  mówił  prawdę. 

Zaczęła  podejrzewać,  że  nagłe  zaproszenie  było  częścią  z  góry  ukartowanego  planu.  O  co 

naprawdę chodziło Gawainowi? Czego oczekiwał? Nie pozostawało jej nic innego, jak czekać 

na dalszy rozwój wydarzeń. 

Gdy wsiedli do oczekującej na lotnisku limuzyny, Anthony połączył się telefonicznie 

z  Batesem  i  zaczął  omawiać  szczegóły  związane  z  emisją  kolejnego  programu.  Nicole 

obserwowała  go  spod  oka.  Był  ubrany  w  luźną  białą  koszulę,  znoszone  dżinsy  i  wysokie 

kowbojskie  buty  o  ekstrawaganckim  zestawie  kolorów:  na  czarnej  skórze  rysował  się 

skomplikowany wzór, połyskujący czerwienią, błękitem i zielenią. 

Samochód  dotarł  w  okolice  „Reunion  Arena”.  Nicole  zastanawiała  się,  jak  postępuje 

Gawain podczas intymnego tete - a - tete ze swą wybranką. Czy dużo mówi - jak przystało na 

gospodarza talk show - czy też jest namiętnym, milczącym kochankiem? 

- O czym myślisz? - odezwał się, odkładając słuchawkę. 

Nicole drgnęła. 

-  Ja...  ja...  -  Nic  sensownego  nie  przychodziło  jej  do  głowy.  -  Nie  powiedziałeś  mi 

dotąd,  co  było  prawdziwym  powodem,  że  zdecydowałeś  się  spędzić  dzisiejszy  wieczór  w 

moim towarzystwie - wykrztusiła w końcu. 

-  Podczas  dyskusji  w  studiu  odniosłem  wrażenie,  że  masz  dużą  wiedzę  na  temat 

współczesnych kobiet. Doszedłem do wniosku, że warto z niej skorzystać. 

- Piszesz książkę? - spytała kpiąco.  Była zła, że ją zwodził, zamiast udzielić szczerej 

odpowiedzi,  lecz  chwilę  później  złajała  się  w  myślach.  Miał  powiedzieć,  że  jest  nią 

zauroczony? Śmiechu warte. Widział w swym życiu zbyt wiele pięknych kobiet, by oglądać 

się za jakąś gąską. 

- Skąd wiesz? - powiedział. - A co byś powiedziała... 

- Uważam, że wyczerpaliśmy temat podczas programu - przerwała mu w pół zdania. 

-  Nie.  Zdołaliśmy  jedynie  ustalić,  że  mężczyźni  unikają  silnych  i  zdecydowanych 

kobiet, gdyż obawiają się impotencji. 

- Chcesz udowodnić, że z twoją potencją wszystko w porządku? 

background image

-  Nie.  Myślałem,  że  jeśli  poznamy  się  bliżej,  zdobędę  twoją  sympatię.  -  Spojrzał  jej 

prosto w oczy. 

-  Och.  -  Spuściła  powieki.  Obawiała  się,  że  może  nastąpić  właśnie  coś  takiego.  Nie 

zamierzała  powtarzać  błędów  matki,  która  traciła  głowę  dla  każdego  przystojnego 

mężczyzny. 

Nie  interesował  ją  związek  z  człowiekiem  pokroju  Gawaina.  Szukała  czegoś 

trwalszego, czegoś, co można zatrzymać na zawsze. Mądre dziewczyny nie gonią na jarmarku 

ż

ycia za czerwonym balonikiem. Mądre dziewczyny wtulają twarz w puszyste futerko pluszo-

wego misia. 

A ona była mądrą dziewczyną. 

Garth  Brooks  stanął  pośrodku  sceny  z  różą  w  dłoni.  Głębokim,  nastrojowym  głosem 

wykonał swój największy  przebój, zatytułowany  „Shameless”. Siedzące na widowni kobiety 

jak  urzeczone  wpatrywały  się  w  samotną  postać  na  estradzie.  Szybki  rzut  oka  przekonał 

Anthony'ego, że Nicole nie należała do wyjątków. 

Na  ustach  Gawaina  pojawił  się  gorzki  uśmiech.  Mężczyzna  pogrążył  się  w 

niewesołych  rozmyślaniach.  Postępował  równie  pokrętnie,  jak  bohater  piosenki.  Usiłował 

zaimponować  swej  towarzyszce,  zamiast  podjąć  szczerą  rozmowę  i  spytać  wprost,  czy 

chciałaby  z  nim  przystąpić  do  pracy  nad  książką.  Drzemka  w  samolocie  także  nie  była 

najlepszym pomysłem. 

Dobrze  chociaż,  że  koncert  okazał  się  wart  zachodu.  Brooks  i  jego  muzycy  potrafili 

rozgrzać publiczność do białości, by po chwili wykonać serię sentymentalnych ballad. 

Utwór  dobiegł  końca.  Piosenkarz  przycisnął  różę  do  piersi,  padł  na  kolana  i  pochylił 

głowę.  Anthony  z  niesmakiem  wzruszył  ramionami.  Jeśli  tak  miała  wyglądać  prawdziwa 

miłość,  to  był  zdecydowany  do  końca  życia  pozostać  samotnikiem.  Kobiety...  Każda  z  nich 

chciała  uczynić  z  mężczyzny  bezwolną  marionetkę.  Jedynie  po  to  mówiły  „kocham”,  by 

zyskać przewagę i zacisnąć pętlę wokół ofiary. 

Nicole Hart była niebezpieczną kobietą. Anthony od pierwszej chwili wiedział, że pod 

uwodzicielską powłoką kryła się przebiegłość połączona z nieprzeciętną inteligencją. Gdyby 

mógł, wolałby uniknąć kolejnego spotkania. 

Niestety, los nie dał mu możliwości wyboru. 

Nie chodziło tylko o książkę. Jakaś olbrzymia, tajemnicza siła popychała go wprost ku 

niebezpieczeństwu. 

Publiczność rzęsistymi brawami nagrodziła występ piosenkarza. Nicole zerwała się z 

miejsca. Anthony poszedł za jej przykładem. Na estradzie zamigotała feeria świateł. 

background image

W  pewnej  chwili  wymachująca  rękami  Nicole  straciła  równowagę  i  osunęła  się  w 

ramiona stojącego obok Anthony'ego. Spojrzał jej prosto w oczy. 

- Dobrze się bawisz? - usiłował przekrzyczeć tumult panujący na widowni. 

- Co mówisz?! - zawołała. Gawain pochylił głowę. 

- Pytałem, czy dobrze - się bawisz? - krzyknął wprost do ucha dziewczyny. 

Przytaknęła z radosnym uśmiechem. 

Anthony odetchnął z ulgą. Na razie wszystko szło zgodnie z planem. Postanowił kuć 

ż

elazo, póki gorące i w samolocie przedstawić jej ofertę wydawnictwa. 

-  Myślę,  że  powinniśmy  wyjść  już  teraz,  jeśli  chcemy  uniknąć  ścisku  i  dreptania  w 

tłumie po zakończeniu koncertu - zawołał. - Jak utkniemy, nie zdążymy na wieczorny samolot 

do Los Angeles. 

Nicole  skinęła  głową.  Anthony  wziął  ją  za  rękę  i  zaczął  przesuwać  się  w  stronę 

schodów. Wkrótce dotarli do wyjścia na parking. 

Anthony  jęknął  w  duchu.  Cały  plan  wziął  w  łeb:  w  powietrzu  wisiała  gęsta  mgła, 

niwecząca wszelkie nadzieje na powrót samolotem. 

A to oznaczało, że nie będzie okazji do porozmawiania o książce. 

background image

ROZDZIAŁ 5 

Nicole  pchnęła  drzwi  i  weszła  do  pokoju.  Motel  wyglądał  dość  podejrzanie.  Jej 

zdaniem  przypominał  raczej  dom  schadzek  niż  miejsce,  gdzie  młoda  dziewczyna  mogła 

bezpiecznie skorzystać z noclegu. 

Gęsta mgła zalegająca nad Dallas spowodowała, że wszystkie loty zostały  odwołane. 

Co gorsza, w mieście odbywały się targi komputerowe i hotele wprost pękały w szwach. Po 

długich  poszukiwaniach  Anthony'emu  udało  się  znaleźć  jeden  wolny  pokój  w  podrzędnym 

motelu. 

Rafe pękłby ze śmiechu, gdyby się o tym dowiedział, kolejny raz pomyślała Nicole. 

Facet  w  recepcji  ze  znaczącym  uśmiechem  spytał,  czy  mają  jakiś  bagaż.  Oczywiście 

nie  mieli.  Nicole  spłonęła  rumieńcem.  Dobrze  przynajmniej,  że  znaleźli  się  aż  w  Teksasie  i 

nikt ich tu nie znał. 

Anthony kopnięciem zamknął drzwi pokoju i rzucił klucze na stolik. 

- Całkiem romantyczne miejsce - stwierdził ironicznie. 

Nicole milczała. 

Gawain  usiadł  na  łóżku.  Z  papierowej  torby  zaczął  wyjmować  rzeczy  zakupione  po 

drodze do motelu. Dwie szczoteczki do zębów, tubkę pasty, grzebień i lakier do paznokci. 

Potem zaczął dmuchać w pustą torbę. 

- Co ty wyprawiasz? - spytała zdumiona dziewczyna. 

- Próbuję się czymś zająć, żeby nie patrzeć na ten szkaradny pokój. 

Nicole rozejrzała się wokół. 

Ś

ciany  i  sufit  pokrywała  czerwona  tapeta,  na  której  zawieszono  lekko  przydymione 

lustra  w  tandetnych  oprawach.  Na  podłodze  leżała  tania  wykładzina  imitująca  plusz.  Jednak 

najgorsze wrażenie sprawiało łóżko. Było okrągłe i przykryte narzutą z czarnej satyny. 

- Nie czujesz dreszczu podniecenia? - spytał Gawain. 

- Ani trochę. Prawdę powiedziawszy, jestem strasznie śpiąca. 

-  Śpiąca  -  powtórzył.  -  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  że  w  ten  sposób  niszczysz  moją 

reputację legendarnego kochanka i pożeracza serc? 

- Aaa... prawda. - Stłumiła ziewnięcie. - Nie zapominajmy o czymś, co stanowi powód 

do dumy. 

Anthony przycisnął dłonie do piersi. 

background image

-  Wybacz,  pani,  podłą  kondycję  tej  komnaty  -  powiedział  z  patosem.  -  Tuszę,  że 

zechcesz  przyjąć  me  zaproszenie...  i  spędzimy  czas  jakiś  na  pogawędce.  Kobiety  lubią  dużo 

mówić. - Błysnął zębami w uśmiechu. 

Nicole  mruknęła  coś  pod  nosem,  po  czym  podeszła  do  łóżka  i  ściągnęła  narzutę. 

Stwierdziła z zaskoczeniem, że bawełniana pościel była biała i całkiem czysta. 

- Anthony, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. 

- Cały czas na to liczyłem - odparł z błyskiem w oku. 

-  Pohamuj  myśli,  Romeo,  bo  w  przeciwnym  wypadku  przez  resztę  nocy  będziesz 

dmuchał w papierową torbę. Zostajemy tutaj tylko dlatego, że nie mamy innego wyboru. Nie 

próbuj dopasować swych czynów do wyglądu dekoracji. Mówiąc wprost, nie próbuj niczego. 

- Potrafisz zepsuć każdą zabawę. 

-  Przeciwnie,  bawię  się  całkiem  dobrze  -  odpowiedziała  pogodnie,  po  czym  poszła 

wziąć prysznic. 

Dziesięć  minut  później  wróciła  do  pokoju  i  usiadła  na  łóżku.  Anthony  zniknął  w 

łazience.  Nicole  zastanawiała  się  co  dalej.  Postanowiła  znaleźć  sobie  jakieś  zajęcie  i 

poczekać, aż mężczyzna zaśnie. 

Z  cichym  westchnieniem  sięgnęła  po  lakier  do  paznokci.  Czekała  ją  ciężka  noc.  Nie 

dość, że musiała czuwać, to nawet nie miała się w co przebrać. 

Anthony nie przejmował się takimi drobiazgami. Wszedł do pokoju osłonięty jedynie 

ręcznikiem. 

Przeciągnął się leniwie. Nicole bezskutecznie usiłowała patrzeć w inną stronę. Raz po 

raz  głośno  przełykała  ślinę.  W  nagłym  odruchu  desperacji  włączyła  telewizor,  wróciła  na 

łóżko i zajęła się paznokciami. 

Na szklanym ekranie zamigotał obraz. Gawain wybuchnął głośnym śmiechem. 

Dziewczyna uniosła głowę. Film nie miał nic wspólnego z komedią. 

Boże wszechmogący! 

Czerwony  plusz,  lustra,  teraz  to...  Dlaczego  nie  domyśliła  się  wcześniej,  jakie 

programy preferują goście motelu? Zerwała się z miejsca i pośpiesznie wcisnęła wyłącznik. 

Anthony nie. przestawał chichotać. 

- Co w tym śmiesznego?! - warknęła. 

Była lekko zmieszana, zdenerwowana i... no dobrze, podniecona. 

- Zachowujesz się całkiem inaczej, niż oczekiwałem - powiedział Gawain. 

- A czego się spodziewałeś? 

background image

-  Nie  wiem.  -  Wzruszył  ramionami.  -  Myślałem,  że  zechcesz  w  jakiś  sposób 

wykorzystać moją obecność. Jestem gotów do wszelkich eksperymentów - dodał kpiąco. 

- Nie wątpię. 

- Podczas programu nie wspomniałaś ani słowem o swoich marzeniach... 

- Na pewno nie miałam na myśli... tego. 

- To znaczy czego? Uparcie usiłowałaś zbić mnie z tropu i zmienić temat. 

Na policzkach dziewczyny pojawił się ciemny rumieniec. 

-  W  niczym  nie  przypominasz  doktor  Ruth,  którą  słyszałem  ostatnio  w  programie 

radiowym. Nie przypuszczałem, że seksterapeutki stają się nieśmiałe, gdy ktoś chce szczerze 

porozmawiać na temat ich pracy. Podczas dyskusji w studiu byłaś niezwykle agresywna i nie 

pozwalałaś mi dojść do słowa. Co się zmieniło od tamtej pory? 

Nicole poruszyła się niespokojnie. Czyżby Anthony przejrzał jej podstęp? Czy dała się 

wciągnąć  w  sprytnie  zastawioną  pułapkę?  Nie,  to  niemożliwe,  stwierdziła  po  chwili 

zastanowienia.  Gawain  potrafił  dokonać  wielu  rzeczy,  lecz  nawet  on  nie  zdołałby  wywołać 

mgły spowijającej całe Dallas. Do tego potrzebna była czarodziejska moc Merlina. 

A może nadszedł czas, by powiedzieć mu całą prawdę? 

Zerknęła na siedzącego obok mężczyznę, po czym nerwowo rozejrzała się po pokoju. 

Nie. To nie najlepsze miejsce na zwierzenia. 

-  Idę  spać  -  oświadczyła.  Odstawiła  lakier  na  nocny  stolik  obok  łóżka  i  kilkakrotnie 

dmuchnęła na paznokcie. 

- Nie dostanę nawet buziaka na dobranoc? Machnęła dłonią. 

- Nie chcę zniszczyć manicure. 

- Tchórz - roześmiał się Anthony. 

Pochrapywanie  Nicole  brzmiało  równie  fałszywie,  jak  przedwyborcze  obietnice 

Gawaina - seniora. 

-  Jeśli  chcesz,  opowiem  ci  coś  więcej  o  moich  fantazjach  erotycznych  -  powiedział 

Anthony. Starał się mówić uprzejmie, lecz w jego głosie pobrzmiewały uwodzicielskie tony. 

Nie usłyszał odpowiedzi. 

- Śpisz? 

Nicole milczała nadal, choć był pewny, że słucha. 

-  Na  początek  wybrałem  coś  specjalnego  -  ciągnął.  -  Moje  ulubione  marzenie.  Nosi 

tytuł „Herbatka i ulicznica”. 

- „Herbatka i ulicznica?” - ze zdumieniem zawołała Nicole. -  Nadajesz tytuły swoim 

fantazjom? Masz ich tyle, że musisz prowadzić katalog? 

background image

- Coś w tym rodzaju. Ty tak nie robisz? - spytał. 

- Nie. 

-  Kłamczucha  -  stwierdził  z  udawanym  oburzeniem.  -  Mógłbym  w  to  uwierzyć, 

gdybyś  była  zwykłą  dziewczyną,  lecz  prawdziwa  specjalistka  od  spraw  seksu...  -  zawiesił 

znacząco głos. 

Nicole ponownie zaczęła pochrapywać. 

Anthony,  całkowicie  nie  zrażony  jej  ostentacyjnym  zachowaniem,  wsparł  głowę  na 

ręce i zaczął mówić: 

-  Miałem  wziąć  udział  w  festiwalu  organizowanym  przez  radców  niewielkiego,  lecz 

mającego  bogatą  historię  miasteczka.  Wynająłem  pokój  w  gospodzie,  której  szacowne 

wnętrze  zamierzałem  wykorzystać  jako  tło  w  głównej  części  występu.  Przyjechałem  dzień 

wcześniej, a że byłem mocno zmęczony długotrwałą podróżą, pokojówka zaprowadziła mnie 

wprost do przytulnego pomieszczenia, gdzie mogłem odpocząć. Rozpaliła ogień w kominku, 

przyniosła mi kapcie, a po kilku minutach pojawiła się z dzbankiem gorącej herbaty i kilkoma 

kawałkami przepysznego piernika. Z uśmiechem zgodziła się spełnić kilka moich życzeń... 

Przerwał i spojrzał na dziewczynę. Nadal udawała, że śpi. 

- Nie zapytasz nawet, o co ją poprosiłem? Starała się z całych sił, aby mnie zadowolić. 

Na jej czole pojawiły się perliste krople potu... 

Cisza. 

- Chcesz, żebym opowiedział ci o szczegółach? Nie ma sprawy. Najpierw zgromadziła 

wszystkie  niezbędne  przybory,  łącznie  z  pierzastą  miotełką  do  ścierania  kurzu.  Później 

postawiła  na  podłodze  miednicę  po  brzegi  wypełnioną  ciepłą,  mydlaną  wodą  i  sięgnęła  w 

stronę... 

-  Wystarczy  -  przerwała  mu  nagle  Nicole.  -  Dobrze  rozumiem,  że  mówienie  o  tak 

intymnych sprawach może być dla ciebie krępujące - dodała schrypniętym głosem. 

- Ale ja chcę wyznać ci całą prawdę. Świetnie się bawię. A ty? 

Wymamrotała coś niezrozumiałego i naciągnęła kołdrę po same uszy. 

-  Zdaję sobie sprawę, że możesz to potraktować  jako dziwactwo - ciągnął Anthony  - 

lecz nic nie poradzę. Taki już jestem. Uwielbiam popijać herbatę i obserwować kobietę zajętą 

odkurzaniem mebli, myciem okien... 

Cisnęła w niego poduszką. 

- Śpij już! - warknęła ze złością zmieszaną z rozbawieniem. 

Anthony wybuchnął śmiechem. 

background image

-  Spać?  Czy  to  kolejny  z  twoich  niewinnych  eufemizmów?  -  zapytał  z  nadzieją  w 

głosie. 

- Nie. 

Chwilę  później  przekonał  się,  że  zasnęła  naprawdę.  Dlaczego  nie  wspomniał  ani 

słowem o książce? Zmarnował doskonałą okazję, by poruszyć ten temat. 

Usiłował  przekonać  sam  siebie,  iż  pokój  w  motelu  nie  był  najlepszym  miejscem  do 

omawiania planów wydawniczych, lecz w głębi serca wiedział, że to nieprawda. 

Przede  wszystkim  chciał  zyskać  pewność,  że  Nicole  wyrazi  zgodę  na  propozycję 

współpracy. 

Za oknami było już zupełnie jasno. Nicole przetarła zaspane oczy. Miała wrażenie, że 

ktoś nasypał jej pod powieki całe wiadro piasku. 

-  Nie  należysz  do  rannych  ptaszków  -  usłyszała  głos  Anthony'ego.  Oparła  dłoń  na 

krawędzi łóżka i syknęła z bólu. Złamała paznokieć. 

- Do diabła, masz całkowitą ragę, drogi Holmesie - wycedziła. 

Z  trudem  wciągnęła  kowbojskie  buty.  Była  gotowa  do  wyjazdu.  Anthony  zadzwonił 

na lotnisko i upewnił się, że wszystkie loty zostały wznowione. 

Za  kilka  godzin  będę  w  Los  Angeles,  pomyślała  Nicole.  Za  kilka  godzin  wrócę  do 

domu i nikt, poza mną i Gawainem, nie będzie wiedział, co zaszło dzisiejszej nocy. 

Prawdę  mówiąc,  nie  wydarzyło  się  nic  szczególnego.  Poczuła  lekkie  rozczarowanie. 

Zaraz,  zaraz.  Skąd  ten  smutny  nastrój?  Przecież  to  właśnie  ona  zachowywała  się  niczym 

spłoszona nastolatka. 

- Dobrze spałaś? - spytał Anthony. Palcami przeczesał włosy. - Co ci się śniło? 

-  Um  -  mruknęła  Nicole.  We  śnie  usiłowała  podjąć  pracę  jako  asystentka  znanego 

polityka.  Sęk  w  tym,  że  owym  politykiem  był  nie  kto  inny  tylko...  Anthony  Gawain.  Żeby 

dostać wymarzoną posadę wykonała striptiz na stole konferencyjnym. Zdjęła z siebie wszys-

tko, z wyjątkiem naszyjnika z pereł. 

Gdy  skończyła  występ,  Anthony  zdecydowanym  ruchem  sięgnął  po  pióro  i  podpisał 

kontrakt. Dobrze, że chociaż należał do właściwej partii. 

-  Już  czas.  -  Anthony,  ten  na  jawie,  spojrzał  na  zegarek.  Miał  ragę.  Czas,  żeby  już 

poszli i czas, aby przyznała się do mistyfikacji. Aby powiedziała, kim jest naprawdę.. 

Postanowiła to zrobić podczas jazdy na lotnisko. 

Gdy  wyszli  przed  motel,  natychmiast  zostali  otoczeni  przez  tłum  dziennikarzy. 

Zamigotały  flesze  aparatów  fotograficznych.  Przed  twarzą  Anthony'ego  pojawiło  się 

kilkanaście mikrofonów. 

background image

Nicole  zmrużyła  oczy  w  oślepiającym  blasku  słońca.  Wysoki  reporter  przepchnął  się 

przez tłum kolegów i spytał: 

- Panie Gawain, co mógłby nam pan powiedzieć na temat tego skandalu? 

Skandalu? 

Jakiego skandalu? Nicole nie posiadała się ze zdziwienia. Czyżby chodziło o... 

Nie! To niemożliwe! 

Oczami  wyobraźni  zobaczyła  krzykliwe  nagłówki  w  gazetach  i  duży  artykuł 

ozdobiony swoim zdjęciem. 

Siostry na pewno wpadłyby w przerażenie. A matka... 

Matka  nie  była  najlepszym  przykładem.  Raczej  byłaby  zadowolona,  że  jej  córka 

nareszcie uwikłała się w jakąś przygodę. 

Usłyszała  cichy  szum  pracujących  kamer.  Zamarła  w  pół  kroku.  Nagle  zdała  sobie 

sprawę,  że  została  sfilmowana  w  chwili,  gdy  opuszczała  podrzędny  motel  w  towarzystwie 

czołowego  playboya  Los  Angeles.  Właśnie  ona:  cicha,  nieśmiała  i  nikomu  nie  znana  Nicole 

Hart. 

Uśmiechnęła się w stronę najbliższego obiektywu. 

W tym momencie doznała olśnienia. 

Nie było mowy o żadnym skandalu. Przynajmniej nie z jej udziałem. Gawain mogłby 

co  noc  wynajmować  pokój  w  tym  motelu,  nie  budząc  najmniejszego  zainteresowania  prasy. 

Był przecież kawalerem i... 

Zaraz...  na  pewno  jest  kawalerem?  Uświadomiła  sobie,  że  w  gruncie  rzeczy  niewiele 

wie o prywatnym życiu Anthony'ego. 

O  co  chodziło  reporterom?  Gawain  otoczył  ją  mocno  ramieniem  i  zaczął  torować 

sobie drogę w stronę parkingu. 

-  Nie  słyszałem  o  żadnym  skandalu  -  stwierdził  stanowczo,  lecz  dziennikarze 

najwyraźniej nie zamierzali zrezygnować. 

- Chodzi o pańskiego kuzyna, senatora - zawołała kobieta o blond włosach. 

Anthony zaklął pod nosem. 

Nicole  doskonale  rozumiała  jego  zdenerwowanie.  Polityczna  działalność  Gawainów 

wciąż dostarczała pożywki mass mediom, a redaktorzy gazet z uwagą obserwowali prywatne 

ż

ycie pozostałych członków rodziny. Skandal oznaczał złe wieści. 

- Nic o tym nie słyszałem - powtórzył Anthony. 

- Nie mam nic do powiedzenia na ten temat. 

Samochód już czekał. Nicole otworzyła drzwiczki i wsunęła się na tylne siedzenie. 

background image

-  Jestem  w  stanie  zrozumieć  pańską  nieświadomość...  -  Młody  reporter  mrugnął 

porozumiewawczo. Anthony obrzucił go ponurym spojrzeniem. 

-  Pewna  dziennikarka  utrzymuje,  że  pański  kuzyn  jest  ojcem  jej  dziecka  -  zawołał  z 

tłumu inny mężczyzna. W jego głosie brzmiała źle ukrywana satysfakcja. 

- Moim zdaniem to nieprawda - odparł Anthony. 

- Nikt z mojej rodziny nie bratał się z wrogiem. 

Wśród  dziennikarzy  otaczających  limuzynę  odezwały  się  głośne  okrzyki  protestu. 

Nicole  z  bladym  uśmiechem  spoglądała  przez  okno.  Anthony  wsiadł  do  samochodu  i  kazał 

kierowcy jechać prosto na lotnisko. 

„Cicha”  wizyta  w  motelu  przestała  być  tajemnicą,  pomyślała  dziewczyna.  I  jak  tu 

teraz powiedzieć, że jest scenarzystką piszącą, jak dotąd, do szuflady? 

Promienie  zachodzącego  słońca  rzucały  rudy  blask  na  sylwetkę  mężczyzny 

biegnącego po plaży. Anthony odgarnął z czoła pukiel długich włosów i miarowym krokiem 

dobrze wytrenowanego sportowca skierował się w stronę domu. 

Mimo  wysiłków  nie  zdołał  zapomnieć  o  wydarzeniach  związanych  z  podróżą  i 

noclegiem w Dallas. Niewiele brakowało, a spotkanie z Nicole zakończyłoby się całkowitym 

fiaskiem. Uśmiechnął się. Pod stopami czuł ciepły dotyk rozgrzanego piasku. Gdzieś w górze 

usłyszał trzepot skrzydeł, uniósł głowę i zobaczył jastrzębia walczącego z bryzą ciągnącą od 

oceanu. Przez chwilę obserwował zmagania ptaka, po czym znów pogrążył się w niewesołych 

myślach. 

Z  obiektywnego  punktu  widzenia  zdarzenia  minionej  nocy  nie  pozbawione  były 

akcentów humorystycznych, choć Anthony'emu wcale nie było do śmiechu. Lubił postępować 

według  ułożonego  programu  i  wpadał  w  złość,  gdy  nieprzewidziane  okoliczności  zmuszały 

go do rezygnacji bądź zmiany planów. 

Od  najmłodszych  lat  wpajano  mu  przekonanie,  że  powinien  zostać  politykiem,  jak 

wszyscy  mężczyźni  z  szeroko  rozgałęzionego  klanu  Gawainów.  Pędził  beztroski  żywot 

otoczony  luksusem,  choć  już  dość  wcześnie  doszedł  do  wniosku,  że  by  osiągnąć  sukces, 

należy  do  minimum  zmniejszyć  element  ryzyka.  Wyszkolona  gwardia  doradców  kierowała 

jego  postępowaniem,  nauką,  a  nawet  doborem  przyjaciół.  Przez  długi  okres  pozwalał,  by 

traktowano  go  jak  bezwolną  kukłę.  Chciał  w  oczach  ojca  zasłużyć  na  miano  dobrego  i 

kochającego syna. 

Aż  nadszedł  dzień,  gdy  okazało  się,  że  wszystko,  w  co  wierzył,  jest  wierutnym 

kłamstwem. Gdy usłyszał przypadkowo z ust własnej matki, że jest synem kogoś innego. W 

tym dniu zniknął dawny, wymuskany Anthony Gawain. Narodził się buntownik. 

background image

Nie  zdradził  Gawainowi  seniorowi  swej  tajemnicy,  lecz  doszedł  do  wniosku,  że  nie 

musi  dbać  o  zachowanie  tradycji  rodu.  Polityczne  „dziedzictwo”  było  czystą  fikcją.  Całym 

zachowaniem podkreślał swą odrębność i niezależność. 

Nosił  czarną  skórzaną  kurtkę,  był  wyrzucany  z  renomowanych  uczelni  i 

uniwersytetów,  otaczał  się  kręgiem  przedziwnie  wyglądających  przyjaciół.  Gawain  senior 

znosił to  z  coraz  mniejszą  cierpliwością,  aż  w  końcu  machnął  ręką  i  zaczął  szukać  następcy 

wśród innych członków rodziny. Swe oczekiwania i nadzieje przeniósł na młodszego syna. 

Anthony, uważany przez wszystkich za „czarną owcę”, nie przejmował się tą opinią i 

dalej postępował według własnego widzimisię. Jednak z czasem rola wiecznego buntownika 

poczęła  blednąc  i  sprawiała  mu  coraz  mniejszą  satysfakcję.  Czuł  się  po  prostu  znudzony. 

Przyszło  mu  do  głowy,  że  zamiast  być  przeciw  wszystkim  i  wszystkiemu,  powinien  znaleźć 

jakiś cel, z którym mógłby się identyfikować. 

Wydanie książki stanowiłoby wyśmienity punkt wyjścia do nowego etapu kariery. 

Jedyną przeszkodę stanowiła Nicole Hart. Może nie tyle przeszkodę, ile niewiadomą. 

Anthony  miał  niejasne  przeczucie,  że  będzie  się  musiał  sporo  natrudzić,  by  doprowadzić  do 

kolejnego  spotkania.  Tym  razem  postanowił  grać  w  otwarte  karty  i  poprosić  ją  o  pomoc  w 

przygotowaniu  publikacji.  Zresztą,  nie  miał  wielkiego  wyboru:  wydawnictwo  postawiło 

warunek, że nazwisko panny Hart musi pojawić się na okładce. 

W  głębi  serca  jednak  przyznawał,  że  chciał  ponownie  zobaczyć  Nicole  z  całkiem 

innego  powodu.  W  czasie  wycieczki  do  Dallas  odkrył  nowe,  nie  znane  mu  oblicze  ponętnej 

terapeutki. Był zafascynowany jej delikatnością i... nieśmiałością. 

background image

ROZDZIAŁ 6 

„Los Angeles Times” 

Wiadomości ze świata rozrywki 

Jak widać na zdjęciu, Anthony Gawain i Nicole Hart nie ograniczyli swych kontaktów 

do  krótkiej  (choć  gorącej)  szermierki  słownej  w  trakcie  programu.  Nie  wiemy  jednak,  czy 

spotkanie  w  Dallas  miało  charakter  prywatny,  czy  pan  Gawain  chciał  skorzystać  z 

profesjonalnej  porady  seksownej  terapeutki.  Na  odpowiedź  przyjdzie  nam  pewnie  poczekać 

do następnej emisji programu „The Anthony Gawain Show”. 

-  Domyślam  się,  że  powiedziała  „tak”  -  odezwał  się  Mark  Bates.  Artykuł  w  gazecie 

był  ozdobiony  dużą  fotografią  przedstawiającą  Anthony'ego  i  Nicole  przed  wejściem  do 

motelu. 

Gawain  siedział  bez  ruchu  z  wzrokiem  utkwionym  w  podłodze.  Na  dźwięk  słów 

Marka drgnął, wyrwany z zamyślenia, i podniósł głowę. 

- Co mówiłeś? 

Mark wręczył mu gazetę. 

-  Nie  miałem  okazji  porozmawiać  z  panną  Hart  na  temat  oferty  wydawnictwa  - 

powiedział  Anthony,  spoglądając  na  zdjęcie.  Z  kwaśnym  uśmiechem  przeczytał  treść 

krótkiego  artykułu.  „Czy  pan  Gawain  chciał  skorzystać  z  profesjonalnej  porady  seksownej 

terapeutki?” Dobra robota. Wiedział, że już wkrótce zaroi się od plotek na jego temat. 

Rodzina Gawainów znów trafi na pierwsze strony gazet. Kuzyn uwikłany w proces o 

ustalenie  ojcostwa,  Anthony  przeżywający  domniemane  kłopoty  z  potencją...  Już  widział 

surową twarz ojca zwołującego cały klan na zebranie „za zamkniętymi drzwiami”, aby ustalić 

jednolitą  taktykę  wobec  prasy.  Anthony  miał  wystarczająco  złą  opinię  i  niewiele  mu  mogło 

zaszkodzić,  lecz  kuzyn  był  w  znacznie  gorszej  sytuacji.  Żonaty  senator  ojcem  dziecka 

dziennikarki? To mogło wróżyć nawet koniec kariery. 

-  „Panną  Hart?”  -  drwiącym  tonem  powtórzył  Mark  Bates.  -  Spędziłeś  z  nią  noc  w 

motelu i nadal tytułujesz ją „panną Hart”? Najlepszy dowód, że mimo pozorów w głębi duszy 

zachowałeś  poglądy  i  styl  postępowania  stuprocentowego  dziedzica  dynastii  Gawainów.  Co 

to  znaczy:  „nie  miałem  okazji  porozmawiać  na  temat  oferty  wydawnictwa?”  Czym  byłeś 

zajęty?  -  Mark  skończył  jeść  omlet  i  odsunął  pusty  talerz.  -  Szczegóły  -  stwierdził  sucho.  - 

Chcę znać szczegóły. 

Anthony pociągnął solidny łyk gorącej kawy. Uśmiechnął się do siebie. 

background image

- Rozmawialiśmy - odparł, prostując się na krześle. 

- Rozmawialiście? Gawain skinął głową. 

- W takim razie mogę dziękować opatrzności, że nie chciałeś, abym ci towarzyszył - 

stwierdził Mark. 

- W przeciwieństwie do ciebie spędziłem szampański wieczór. Wybrałem się do nowo 

otwartego klubu o nazwie „Miss 01ivia's Finishing School” i wiesz, co tam znalazłem? Grupę 

pięknych,  znakomitych  dziewcząt  tańczących  w  rytm  nastrojowej  muzyki.  Lokal  ma  klasę, 

nawet portier nosi białe rękawiczki. 

Gawain milczał, lecz Bates nie zwracał uwagi na jego zachowanie. 

-  W  przyległym  pomieszczeniu  mają  niewielką  salkę  konferencyjną  z  centralą 

telefoniczną  i  faksem  -  mówił  dalej.  -  Słyszałem  też,  że  dziewczęta  dostają  sute  napiwki. 

Każda z nich mogłaby kupić niejednego z gości odwiedzających przybytek panny 01ivii. 

-  Jak  nazywa  się  to  miejsce?  -  z  roztargnieniem  spytał  Anthony.  Ze  stojącej  w  rogu 

restauracji nieco staroświeckiej szafy grającej popłynęły dźwięki rzewnej melodii. 

-  Już  ci  mówiłem.  Nie  słuchałeś?  „Miss  01ivia's  Finishing  School”.  Jeśli  zechcesz, 

możemy wybrać się tam razem - zaproponował Mark. - Dziewczęta są niesłychanie uprzejme 

wobec gości i naprawdę zachowują się niczym panienki z ekskluzywnej pensji. Nie ma mowy 

o seksie. Spokój, miła atmosfera i nastrój dobrej zabawy. 

- Brzmi to całkiem interesująco - stwierdził Anthony. Z namysłem potarł podbródek. 

Mark  rzucił  w  stronę  swego  rozmówcy  zdziwione  spojrzenie.  Nigdy  dotąd  nie 

planowali wspólnych wypadów „na dziewczynki”. 

- Naprawdę masz ochotę tam się wybrać? 

- Tak, choć w trochę innym charakterze. Chcę zebrać materiał do kolejnego programu. 

- Mówisz serio? Anthony skinął głową. 

-  Interesuje  mnie,  jaki  jest  wpływ  klubów  typu  „Miss  01ivia's  Finishing  School”  na 

edukację  seksualną.  Zauważyłem,  że  w  ostatnich  latach  powstało  wiele  miejsc,  gdzie 

mężczyźni mogą w przeróżny sposób zaspokajać swe marzenia i fantazje erotyczne. W Dallas 

jest tak zwany „Cabaret Royale”, zajmujący całą posiadłość z przyległym parkiem... 

-  Jeśli  poważnie  myślisz  o  przygotowaniach  do  programu,  mogę  już  jutro  zająć  się 

organizacją. Wiesz, kilka wywiadów z dziewczętami... 

Gawain  pominął  milczeniem  propozycję  Marka.  Spokojnie  dopił  kawę,  po  czym 

powiedział: 

-  Chciałbym  poznać  opinię  kilku  kobiet  w  tej  sprawie.  Co  naprawdę  myślą  o 

bywalcach klubu... Czy są nimi zainteresowane, i tak dalej... 

background image

-  Możemy  iść  za  ciosem  i  stworzyć  cykl  programów  pod  wspólnym  tytułem  „Czego 

oczekują mężczyźni?” - podsunął Mark. 

- Niezły pomysł - zgodził się Anthony. - Spróbuj nad nim popracować. 

-  Smakowało  panom?  -  spytała  młoda  kelnerka.  Położyła  rachunek  na  gazecie,  po 

czym zniknęła na zapleczu. 

- Słuchałeś porannych wiadomości? - spytał Mark. 

- Nie - mruknął niechętnie Anthony. 

Mark  uśmiechnął  się  w  duchu.  Z  najnowszych  doniesień  wynikało,  że  skandal  w 

rodzinie  Gawainów  był  już  zażegnany.  Dziennikarka,  nie  podając  bliższych  powodów  swej 

decyzji, wycofała pozew. 

Mark  ponownie  zerknął  na  fotografię,  na  której  Anthony  opiekuńczym  gestem 

obejmował kibić Nicole. 

-  Kiedy  masz  zamiar  z  nią  porozmawiać?  -  spytał.  -  Twój  agent  wciąż  dzwoni  i 

domaga się podjęcia decyzji. 

- Czekam na właściwą chwilę. Jak wiesz, panna Hart potrafi być bardzo uparta. Jeśli 

dojdzie  do  wniosku,  że  nie  jest  zainteresowana  tym  pomysłem,  trudno  będzie  ją  przekonać, 

aby zmieniła zdanie. 

- Nie wierzę, by odrzuciła ofertę napisania książki. 

- Mark pokręcił głową. Źle zrozumiał słowa Gawaina. 

- Chodzi mi o coś innego - wyjaśnił Anthony. 

-  Obawiam  się,  że  może  nie  zaakceptować  osoby  współautora.  Naprawdę  nie 

zauważyłeś, iż podczas programu ze wszystkich sił usiłowała mi dokuczyć? Powinna poznać 

mnie nieco bliżej, przekonać się, kim naprawdę jestem. 

- Czy po kilku randkach zdecydujesz się przejść do właściwego tematu? 

- To nie są „randki” - obruszył się Anthony. 

- Spotykamy się, i tyle. 

Wstał,  zabrał  ze  stołu  rachunek  i  gazetę,  mruknął  „do  widzenia”  i  ruszył  w  kierunku 

wyjścia.  Na  krótką  chwilę  przystanął  przy  kasie.  Zawsze  płacił  gotówką,  nie  lubił  kart 

kredytowych,  używanych  powszechnie.  Był  zbyt  niecierpliwy.  Niestety,  pomyślał  kwaśno, 

dalsze rozmowy z panną Hart wymagały dużej dozy cierpliwości. 

W  drodze  na  parking  rozmyślał,  co  zrobić,  by  kolejne  spotkanie  nie  zakończyło  się 

całkowitą klapą. 

background image

Miał  zaproszenie  na  garden  party  organizowane  w  dawnej  posiadłości  jednego  z 

„królów  Hollywoodu”,  Jacka  Warnera,  obecnie  zajmowanej  przez  potentata  przemysłu 

fonograficznego, Davida Geffena. Miła odmiana po obskurnym pokoju motelowym w Dallas. 

Po  namyśle  doszedł  jednak  do  wniosku,  że  pomysł  z  przyjęciem  nie  należał 

najszczęśliwszych. Nie, do Nicole należało trafić inną drogą. 

Spotkanie  pod  zegarem  w  Biltmore  i  krótka  wycieczka  do  Muzeum  Sztuki 

Nowoczesnej? Zbyt pretensjonalne. A może raczej... 

Uniósł  głowę  na  dźwięk  klaksonu.  Blondynka  w  zielonym  jaguarze  XJS  wesoło 

pomachała  w  jego  stronę.  Anthony  westchnął  ciężko.  To  także  była  cena  popularności.  Nie 

potrafił  przywyknąć,  że  całkiem  obce  osoby  traktują  go  jak  dobrego  znajomego.  Uprzejmie 

skinął głową, po czym zajął miejsce za kierownicą dżipa. 

Nim włączył zapłon, zerknął jeszcze raz na gazetę leżącą na sąsiednim siedzeniu. Jego 

uwagę  przyciągnęło  ogłoszenie  zapowiadające  występ  w  „Celebrity  Theater”  popularnego 

komika  młodego  pokolenia,  Jeny'ego  Seinfelda.  Programy  Seinfelda  cieszyły  się  dużą 

popularnością,  gdyż  w  swobodnej,  humorystycznej  formie  wiele  mówiły  o  kontaktach  mię-

dzyludzkich. 

Anthony  sięgnął  po  telefon.  Nim  wyjechał  na  główną  ulicę,  miał  już  gotową 

rezerwację. Pośpiesznie wystukał numer do Nicole. 

Nikki  siedziała  na  kanapie,  uderzając  długopisem  w  pusty  arkusz  papieru.  Po  kilku 

minutach  zmieniła  pozycję,  lecz  w  dalszym  ciągu  nie  przychodziło  jej  do  głowy  nic 

sensownego. Wstała, podeszła do lodówki i przez chwilę zastanawiała się, czy naprawdę jest 

głodna.  Uznała,  że  jednak  nie,  więc  przeciągnęła  się  lekko,  po  czym  wróciła  do  salonu  i 

ponownie usiadła nad kartką. 

Praca nad scenariuszem wciąż tkwiła w martwym punkcie. 

Nicole  zmęczonym  ruchem  przetarła  czoło.  Pół  dnia  spędziła  na  planie  filmowym. 

Statystowała w roli kobiety przechodzącej przez skrzyżowanie. 

Włączyła  telewizor.  Wolnymi  krokami  okrążyła  pokój,  odwróciła  się,  przyłożyła 

dłonie do policzków, westchnęła i spojrzała na ekran. Pokręciła głową i wyłączyła odbiornik. 

Zabrzęczał dzwonek telefonu. 

Nicole podbiegła do aparatu. Nareszcie znalazła pretekst, by nie myśleć o pracy. 

- Anthony? - powiedziała z zaskoczeniem. 

- Chciałem cię przeprosić za nieudany wieczór - odezwał się mężczyzna. 

Przeprosić?  Dlaczego?  Do  tej  pory  była  święcie  przekonana,  że  wszystko  poszło  po 

jego  myśli.  Prawdę  powiedziawszy,  nie  potrafiła  skupić  się  nad  scenariuszem,  gdyż  wciąż 

background image

wspominała krótki pobyt w Dallas. Chociaż obawiała się rozmowy z Gawainem, miała cichą 

nadzieję na powtórne spotkanie. 

- Mógłbym wpaść do twojego biura - powiedział Anthony. 

Jej  biura?  Och,  nie!  To  niemożliwe!  Nie  miała  biura.  Nie  praktykowała.  Nie  była 

terapeutką. 

- Nicole? Jesteś tam? 

- Tak. Tak, oczywiście - rzuciła do słuchawki. 

- Co myślisz o mojej propozycji? Propozycji? Chwileczkę. Zajęta własnymi myślami 

nie słyszała, o czym mówił. 

- Ja... to znaczy... 

-  Jeśli  nie  przepadasz  za  Seinfeldem,  możemy  iść  gdzieś  indziej.  Czasem  bywa 

naprawdę zabawny. 

- Seinfeld? O, tak... bardzo go lubię. 

- Zatem mogę uważać, że jesteśmy umówieni? 

Nie.  Rozsądek  podpowiadał  jej,  że  powinna  odmówić,  lecz  nie  potrafiła.  Poza  tym, 

Gawainowi należało się jakieś wyjaśnienie. Nie mogła przecież wciąż go oszukiwać. 

- Nicole? 

- Tak. Bardzo się cieszę. Będę czekać w domu - powiedziała jednym tchem. 

Odwiesiła słuchawkę i mocno zacisnęła powieki. Była podekscytowana... i śmiertelnie 

przerażona. 

Dlaczego się zgodziła? 

Tym razem nawet Rafe był niewinny. 

Wmawiała  sobie,  że  postąpiła  zgodnie  z  głosem  sumienia.  Że  chciała  się  spotkać  z 

Gawainem  tylko  po  to,  by  zrzucić  z  siebie  brzemię  kłamstwa.  Lot  do  Dallas  i  bilety  na 

koncert Brooksa kosztowały go niemało pieniędzy... 

Dlaczego to robił? 

Wciąż nie była pewna jego intencji. Nie potrafiła określić, czy zainteresowanie, jakie 

jej  okazywał,  wynikało  z  chęci  podreperowania  naruszonej  reputacji  „wiecznego 

buntownika”, czy z innych, bardziej osobistych przyczyn. 

Co  gorsza,  w  ich  wzajemnych  kontaktach  wciąż  przewijał  się  temat  seksu.  Boże,  jak 

dała się wciągnąć w tę historię? 

Ż

ycie z wolna zaczynało przypominać scenariusz, nad którym pracowała. 

Przycupnęła na brzegu kanapy i spojrzała na pustą kartkę. 

background image

Niestety,  nie  mogła  przelać  swych  myśli  na  papier.  Zbyt  dużo  było  w  nich  szelestu 

czarnej  satyny,  przyspieszonych  oddechów,  widoku  silnych  męskich  dłoni  pieszczących  jej 

nagie ciało... i jęków uniesienia. 

Jak  to  się  stało,  że  całkiem  niewinna  noc  w  motelu  zmieniła  rozsądną  i  opanowaną 

dziewczynę  w  egzaltowaną  licealistkę,  wzdychającą  do  ekranowego  idola?  Z  niesmakiem 

odrzuciła długopis i zaczęła przetrząsać torebkę w poszukiwaniu kupionej rano paczki draże-

tek. Kiedyś przeczytała, że czekolada jest znakomitym remedium na stres. 

- O czym myślisz? - spytał Anthony. 

Przysunął  się  bliżej  i  obrzucił  spojrzeniem  profil  dziewczyny  oblany  delikatną 

księżycową poświatą. 

Występ  Seinfelda  przeistoczył  się  w  wyśmienitą  zabawę  z  udziałem  publiczności. 

Aktor  obrazowo  przedstawiał  różnicę  w  reakcji  kobiet  i  mężczyzn  na  określone  sytuacje. 

Wiele celnych dowcipów pochodziło „wprost z życia”. 

Po  skończonym  występie  poszli  na  skromną,  Jęcz  pożywną  kolację.  Odwiedzili  bar 

sieci „In - N - Ou$” i zamówili dwa duże cheeseburgery. 

Anthony zaproponował, by pojechali do Malibu i przeszli się brzegiem oceanu. Nicole 

uznała to za dobry pomysł. Doszła do przekonania, że musi zyskać nieco czasu, nim zbierze 

się na odwagę i wyzna, kim jest naprawdę. 

Niestety,  złośliwy  los  uparcie  krzyżował  jej  plany.  Gawain  podciągnął  rękawy 

marynarki, rozluźnił krawat i zrolował nogawki spodni. Nakłonił dziewczynę, by zdjęła buty i 

boso weszła do wody. Chłodne fale obmywały im stopy. 

Wiatr wiejący w stronę lądu targał puszyste włosy Nicole. Powróciły marzenia o nocy 

spędzonej w ramionach idącego obok mężczyzny. Słony zapach morza i delikatny szum wody 

potęgowały urok chwili. 

-  Ja...  hm...  wspominałam  naszą  wyprawę  do  Dallas  -  powiedziała  niezbyt  pewnym 

głosem. 

- O, tak. To była prawdziwa klęska. Mam nadzieję, że zdołałaś mi już wybaczyć. 

- No... Na mgłę nic nie  można poradzić... - odparła. Słowa przychodziły  jej z dużym 

trudem.  Czuła  w  głowie  zamęt.  Muskularna  sylwetka  Gawaina  odcinała  się  na  tle 

gwiaździstego  nieba.  Dotyk  męskich  palców  parzył  dłoń  dziewczyny.  Z  całej  postaci 

Anthony'ego  emanowała  niezwykła  siła,  zabarwiona  głębokim  uczuciem.  Nicole 

przypomniała sobie zmysłową scenę z filmu Freda Zinnemana i parę kochanków splecionych 

w miłosnym uścisku na piaszczystej plaży... 

background image

-  Mogę  cię  zapewnić,  że  wbrew  obiegowym  poglądom  nie  leży  w  moim  zwyczaju 

zapraszanie kobiet do motelu, pod którym czyha tłum żądnych sensacji dziennikarzy. 

Złożył lekki pocałunek na jej ustach. 

- Przynajmniej podczas pierwszej randki - dodał. 

-  Naprawdę?  -  spytała  szeptem  Nicole.  Bezskutecznie  usiłowała  opanować  drżenie 

głosu. - A podczas której? 

- Nie stosuję utartych reguł  - odparł Anthony. Musnął wargami jej ucho.  - Wszystko 

zależy od kobiety. 

Przyłożył palec do jej policzka. 

- Czy mogę cię o coś zapytać? Skinęła głową. 

- Nie znam twoich zasad postępowania, ale... - przerwał. - Czy lubisz się całować? 

- To zależy od mężczyzny - odparła bez chwili zastanowienia. 

- Chyba znaleźliśmy właściwy temat. - Zbliżył usta do jej twarzy. 

Nicole  rozchyliła  wargi.  Sen  stał  się  rzeczywistością.  Chciwie  chłonęła  smak 

pocałunku.  Gawain  nie  miał  w  sobie  nic  z  wymuskanego  księcia  z  baśni  o  Kopciuszku.  Był 

twardym, nieco szorstkim rycerzem, zahartowanym w bojach przeciw całemu światu. Wsunął 

dłonie we włosy dziewczyny. Przez chwilę trwali bez ruchu. 

Nicole  usiłowała  zachować  resztkę  rozsądku.  Złamała  czar  rzucony  przez  Gawaina  i 

uwolniła się z jego objęć. 

-  Nie.  To  nie  tak.  Nawet  cię  nie  znam.  Anthony  złożył  delikatny  pocałunek  na  jej 

dłoni. 

- Mam pomysł, w jaki sposób możemy poznać się bliżej. 

Nicole zachichotała nerwowo. 

- Nie wątpię - powiedziała. 

- Mówię zupełnie poważnie. Chcę cię prosić o pomoc. Mam zamiar napisać książkę. 

- Książkę? 

Ze zdumieniem zamrugała powiekami. 

- Jaką książkę? - spytała podejrzliwie i cofnęła rękę. 

- Zbiór przemyśleń pod roboczym tytułem: „Czego naprawdę oczekują kobiety?”. 

- Och! 

-  Skorzystam  z  doświadczeń  zdobytych  podczas  programu,  lecz  chciałbym  także 

zasięgnąć fachowej opinii terapeutki. 

Pocałował ją w czubek nosa. 

Nadeszła właściwa chwila, by poznał całą prawdę. 

background image

Nagle  spłynęło  na  nią  olśnienie.  Gawain  wcale  nie  szukał  jej  towarzystwa. 

Potrzebował jedynie kogoś, kto mógłby uwierzytelnić jego pisarskie ambicje. Zamiast od razu 

przejść do sedna sprawy, wolał kluczyć, czarować, mamić. Niewiele brakowało, a zdołałby ją 

usidlić. 

Nie, stanowczo pomyślała Nicole. Jeszcze nie pora na zwierzenia. Niech nadal uważa, 

ż

e ma do czynienia z terapeutką. To mu dobrze zrobi. 

- Myślę, że najwyższy czas, bym wróciła do domu - powiedziała. - Odwieziesz mnie? 

Gwałtownie ruszyła przez plażę. Zniknął gdzieś romantyczny urok wieczoru, choć fale 

oceanu nadal połyskiwały w srebrzystym blasku księżyca. 

Anthony po kilku krokach dogonił odchodzącą dziewczynę. 

- Nicole, zaczekaj - zawołał, chwytając ją za rękę. 

- Rozumiem, że nie chcesz mi pomóc w pracy nad książką. 

-  Mylisz  się.  Uważam  to  za  znakomity  pomysł.  Ze  zdumieniem  słuchała  własnych 

słów. Miała jedynie nadzieję, że nie przyjdzie jej zbyt szybko odpokutować za to kłamstwo. 

Rafe  zjawił  się  następnego  ranka,  żeby  pokazać  jej  projekty  kostiumów 

przygotowanych na zlecenie miejskiego teatru. Przy okazji przyniósł kilka listów. 

- No i co? - spytał. 

Włączył telewizor i usiadł na kanapie. 

- Prowadzisz bogatą korespondencję - zauważył. Nicole spojrzała na trzymane w dłoni 

koperty. 

- Rachunek od Nordstroma, biuletyn Towarzystwa Literackiego i pocztówka od matki 

- wyliczyła głośno. 

Przebiegła wzrokiem pismo. 

- Kowboj mamy zdobył pierwsze miejsce w ujeżdżaniu mustangów. 

- Jak prysznic? - spytał Rafe. - Działa? 

Na ekranie telewizora ukazała się czołówka serialu „The Bold and the Beautiful”. Był 

to ulubiony film Contraresa, ponieważ główny wątek rozgrywał się w świecie mody. 

-  Bez  zarzutu  -  odpowiedziała  Nicole.  -  Udowodniłeś,  że  jesteś  znakomitym 

hydraulikiem. 

Usiadła obok. 

- Brooke jest w ciąży -  poinformował ją Rafe.  Miał na myśli bohaterkę serialu. - Jak 

myślisz, kto może być ojcem? Erie czy Ridge? 

Ridge  Forrester  nieco  przypominał  Gawaina.  Zdaniem  Nicole,  nie  nadawał  się  na 

głowę rodziny. 

background image

- Erie - odpowiedziała z przekonaniem. 

-  W  najbliższej  przyszłości  czeka  ją  wyjazd  do  Paryża.  Będzie  asystować  przy 

projektowaniu  nowej  kolekcji  -  mówił  Rafe.  -  Praca  z  Forresterem  może  pogłębić  ich 

związek. 

Nicole  zastanowiła  się  nad  jego  słowami.  W  najbliższą  niedzielę  miała  się  spotkać  z 

Gawainem,  by  podczas  pikniku  na  plaży  przedyskutować  plan  pracy  nad  książką.  Czy  w 

takim przypadku również należało oczekiwać „pogłębienia związku?” 

Podczas  przerwy  na  reklamy  Rafe  oderwał  wzrok  od  ekranu  i  spojrzał  na  siedzącą 

obok dziewczynę. 

- Ostatni raz widzieliśmy się w przeddzień twojej wycieczki do Teksasu. Opowiadaj, 

co było dalej. 

-  Skąd  wiesz?  -  Zrobiła  podejrzliwą  minę.  -  Zataiłeś  przede  mną,  że  koncert  jest  w 

Dallas, prawda? Przez cały czas świetnie się bawiłeś. 

- Nic nie wiedziałem. Zacisnęła pięści. 

-  Naprawdę.  Domyśliłem  się,  co  zaszło,  gdy  zobaczyłem  wasze  zdjęcie  w  „Los 

Angeles Times”. 

- Nie przypominaj mi o tym - jęknęła Nicole. Sięgnęła po teczkę z projektami. 

- Który kostium sprawia ci najwięcej kłopotu? - spytała. 

- Ten - odparł Rafe. Wskazał na jeden z rysunków. - Co myślisz o proporcjach? 

Dziewczyna przez chwilę przyglądała się szkicowi. 

- Według mnie wszystko jest w najlepszym porządku. Do czego masz zastrzeżenia? 

- Do niczego. Obawiam się, że aktorka, która ma go nosić... Wiesz, jakie są gwiazdy. 

Lubią kaprysić. 

- Nie widzę najmniejszego powodu, by mogła go odrzucić. 

Wsunęła rysunek do teczki. Właśnie skończyły się reklamy. Resztę filmu obejrzeli w 

milczeniu. 

Gdy  odcinek  dobiegł  końca,  Rafe  wyłączył  telewizor  i  wygodniej  usadowił  się  na 

kanapie. 

- A teraz opowiedz mi o wszystkim. Ze szczegółami. Jak wam poszło w Dallas? 

- Rafe! 

- Uległaś Gawainowi? - Contreras uwielbiał smakowite plotki. Bez żenady opowiadał 

Nicole o własnych podbojach. Zdążyła się już do tego przyzwyczaić. 

- Nie - odpowiedziała krótko. 

- Oczywiście - potwierdził znaczącym tonem. 

background image

-  Możesz  mi  wierzyć!  -  zawołała.  -  Anthony  jest...  po  prostu...  znajomym.  Może 

przyjacielem. 

- Oczywiście - powtórzył Rafe. - Usiłujesz mi wmówić, że facet wydał kupę forsy na 

bilety, lot samolotem i wynajętą limuzynę wyłącznie po to, byście mogli się zaprzyjaźnić. A 

teraz gdzieś siedzi i gryzie palce. 

- Rafe, bądź rozsądny. Nie jestem w jego typie. 

- Nawet się nie rozebrał? 

- No... W pewnym sensie... 

- Wreszcie coś konkretnego. 

- Nieprawda. Nic z tych rzeczy. Ja się nie rozebrałam. Spaliśmy w jednym łóżku, lecz 

z dala od siebie. Mgła uniemożliwiła nam powrót do Los Angeles. To wszystko. 

- Skoro tak twierdzisz - mruknął z kpiącym uśmiechem. - Kiedy następne spotkanie? 

- W niedzielę. 

- Co zaplanowaliście tym razem? Rejs jachtem czy może wycieczkę balonem? 

- Coś o wiele prostszego. Piknik na plaży. 

- Pomysł całkowicie wyprany z romantyzmu - powiedział z przekorą. 

- Rafe! 

- Słucham? - Zrobił niewinną minę. 

- Przestań mi dokuczać. 

- Uważasz, że moje uwagi mogą zniszczyć niewinną przyjaźń? 

-  To  jest  niewinna  przyjaźń  -  powiedziała  stanowczo.  -  Anthony  poprosił  mnie  o 

pomoc w prący nad książką. Wyraziłam zgodę. Ot, cała tajemnica. 

- Dowiedział się, że piszesz scenariusz? Nicole pokręciła głową. 

- Nie? 

-  Nie.  Książka  ma  być  rozwinięciem  tematu  poruszonego  w  programie,  w  którym 

występowałam, i mówić o współczesnych kobietach. 

- Więc w dalszym ciągu grasz rolę terapeutki? - Na smagłej twarzy Contrerasa pojawił 

się szeroki uśmiech. 

- Coś w tym rodzaju. 

- Szalona z ciebie dziewczyna - z uznaniem stwierdził Rafe. - Naprawdę szalona. 

Nicole potrząsnęła głową. Wyraz zachwytu w oczach młodego mężczyzny świadczył, 

ż

e naprawdę wplątała się w niezłe kłopoty. 

Nicole westchnęła ciężko. Niełatwo było jej ubrać myśli w odpowiednie słowa. 

background image

-  Dobrze,  spróbuję  -  powiedziała  po  chwili.  -  Współczesne  kobiety  wiedzą,  że 

prawdziwy mężczyzna to ten, któremu mogą zaufać i który nie zniknie  z ich życia pod byle 

jakim pretekstem. Tak zwane męskie przywileje utraciły rację bytu w dzisiejszym świecie. 

- A mówiąc normalnym językiem? - nie ustępował Gawain. 

Nicole  zdawała  sobie  sprawę,  że  powinna  choć  na  krótko  zapomnieć  o  własnych 

doświadczeniach.  O  ojcu,  który  porzucił  rodzinę,  o  matce  bezskutecznie  poszukującej 

szczęścia...  Zbyt  ciężko  przychodziło  jej  tłumić  żal  nagromadzony  całymi  latami.  Wzięła 

głęboki oddech. 

- Prawdziwy mężczyzna nie mówi „ tak”, gdy myśli „nie” - oświadczyła. 

-  Rozumiem...  -  z  namysłem  odparł  Anthony.  Spojrzał  w  notatnik.  -  Co  myślisz  o 

mężczyznach obdarzonych zniewalającym urokiem? 

-  Nie  bardzo  wiem,  o  co  ci  chodzi  -  odpowiedziała.  Usiłowała  zapanować  nad 

drżeniem  głosu.  Do  diabła,  przecież  prawdziwa  terapeutka  nie  może  się  czerwienić  przy 

takich  pytaniach!  Nawet  jeśli  są  zadawane  przez  mężczyznę  obdarzonego  zniewalającym 

urokiem. 

Anthony zmiął w dłoni papierowy kubek, po czym precyzyjnym rzutem umieścił go w 

koszu oddalonym o kilka metrów. 

-  Jest  wielu  mężczyzn  posiadających  przymioty  podnoszące  ich  wartość  w  oczach 

kobiet  -  wyjaśnił.  -  Inteligencja,  pomysłowość...  Bóg  wie,  co  jeszcze.  Uroda  nie  jest 

najważniejsza. 

Nicole  spojrzała  na  niego  z  niechęcią.  Nie  potrafiła  zrozumieć,  dlaczego  kobiety  są 

oceniane  wyłącznie  na  podstawie  wyglądu,  zaś  o  wartości  mężczyzny  mogą  decydować 

całkiem inne względy. 

Określenie „zmysłowa” lub „pełna seksu” było stosowane tylko wówczas, gdy kobieta 

miała  nienaganną  sylwetkę  i  odpowiadała  wszelkim  kryteriom  urody.  Mężczyzna  mógł  być 

gruby lub chudy, fajtłapowaty lub okrutny, lecz jeśli miał talent, pieniądze lub władzę, to bez 

ograniczeń  korzystał  z  uroków  życia.  Gdy  miał  te  wszystkie  trzy  atuty,  stawał  się  równy 

bogom. 

-  To  tylko  życzenia,  które  nie  mają  nic  wspólnego  z  rzeczywistością  -  powiedziała 

uszczypliwym tonem. 

- Naprawdę tak sądzisz? - zdziwił się Anthony. Oparł się wygodniej na łokciu. - Więc 

w  jaki  sposób  mi  wytłumaczysz,  że  bardzo  często  można  zobaczyć  piękną  kobietę  u  boku 

niezbyt urodziwego mężczyzny? 

background image

Nicole  usiłowała  odnaleźć  w  zakamarkach  pamięci  wszystko,  co  kiedyś  przeczytała 

bądź usłyszała na ten temat. Wróciła myślami do dyskusji w studiu telewizyjnym. 

-  Wyjaśnienie  jest  proste  -  powiedziała  po  chwili.  -  Jeśli  kobieta  czuje  się  niezbyt 

pewnie,  instynktownie  szuka  kogoś,  kto  mógłby  jej  zapewnić  bezpieczeństwo  i  stabilizację. 

Aby zatuszować prawdziwe powody swego postępowania, wybiera mniej atrakcyjnego męż-

czyznę, który jest tak uszczęśliwiony, że nie zadaje kłopotliwych pytań. 

- Uf... - westchnął Gawain. - Nie masz o nas zbyt wysokiego mniemania. 

- Co z następnym punktem? - spytała Nicole. Była zadowolona, że tak łatwo poradziła 

sobie z odpowiedzią. 

-  Dobrnęliśmy  niemal  do  końca  -  oświadczył.  -  Przynajmniej  na  razie.  Jestem  tylko 

ciekaw, dlaczego większość kobiet nie lubi futbolu. 

-  Tak  zwane  męskie  sporty  mają  wyraźny  związek  z  hormonami.  Zauważ,  że 

większość  meczy  rozgrywana  jest  wczesną  jesienią,  gdy  poziom  testosteronu  osiąga 

najwyższą  wartość.  -  Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  skąd  zaczerpnęła  tę  informację,  lecz 

Gawain ze zrozumieniem pokiwał głową i z trzaskiem zamknął notes. 

- To by było tyle - powiedział. 

- Naprawdę? 

-  Daj  spokój,  Nikki.  Oboje  doskonale  zdajemy  sobie  sprawę,  że  w  ten  sposób  nie 

dojdziemy  do  niczego.  Dlaczego  wciąż  widzisz  we  mnie  przeciwnika?  Spróbuj  się  nieco 

odprężyć, spróbuj pomyśleć, że wspólnie pracujemy nad książką. 

- Skąd wziąłeś pomysł, by zacząć pisać? 

-  Nasza  dyskusja  podczas  programu  wywołała  szeroki  oddźwięk  wśród  telewidzów. 

Dyrektorzy  jednego  z  wydawnictw  doszli  do  wniosku,  że  warto  iść  za  ciosem  i  rozszerzyć 

ogólną  wiedzę  na  ten  temat.  Jest  wiele  pytań,  które,  jak  dotąd,  pozostają  bez  jednoznacznej 

odpowiedzi. 

Przez  dłuższą  chwilę  Nicole  w  zamyśleniu  pocierała  dłońmi  o  uda.  Gdy  zaczęła 

mówić,  jej  słowa  nie  miały  w  sobie  nic  z  beznamiętnej  wypowiedzi  eksperta.  Przeciwnie, 

płynęły prosto z serca. 

- Moim zdaniem, każda kobieta po prostu pragnie być kochana. 

- Co przez to rozumiesz? - z zainteresowaniem spytał Anthony. 

-  Kochana  w  pełnym  znaczeniu  tego  słowa.  Kochana  przez  kogoś,  kto  umiałby 

zaspokoić  jej  potrzeby  emocjonalne  i  fizyczne.  Mówiąc  najprościej,  oczekuje  szacunku. 

Szacunku wobec siebie i swoich problemów. 

Mówiła z coraz większym zapałem. 

background image

-  Stosunki  męsko  -  damskie  nie  mogą  zależeć  wyłącznie  od  humorów  jednej  strony. 

Powinny być oparte na wzajemnym zrozumieniu i szczerości. Mężczyźni zbyt często unikają 

mówienia  prawdy,  a  kobiety  nie  lubią  być  okłamywane.  Niestety,  uczciwy  mężczyzna  to 

prawdziwa rzadkość w dzisiejszym świecie - dokończyła z goryczą. 

-  Już  dawno  zauważyłem,  że  usiłujesz  zerwać  z  tradycyjnym  wizerunkiem  kobiety  - 

wtrącił Gawain. Chciał skierować rozmowę na nieco inny temat. 

- Masz rację. Myślę, że większość z nas czuje się zmęczona ciągłymi pouczeniami. Od 

dziecka  słyszymy,  że  tylko  uległa,  cicha  i  troskliwa  kobieta  może  liczyć  na  akceptację  ze 

strony  mężczyzn.  Spójrz  na  „porady  sercowe”  w  rozmaitych  czasopismach!  -  zawołała.  - 

„Jeśli czujesz, że twój chłopak obojętnieje, pozwól mu wygrać partię tenisa!” Dlaczego nikt 

nie  potrafi  zrozumieć,  że  takie  postępowanie  uwłacza  obu  stronom?  A  zasadniczy  problem 

tkwi  w  tym,  iż  kobiety  nie  chcą  ujawnić  swych  marzeń,  aby  nie  przestraszyć  „twardych  i 

odważnych” mężczyzn. 

Anthony  z  ciekawością  spoglądał  na  dziewczynę.  Był  zdumiony  zawziętością,  jaka 

pobrzmiewała w jej głosie. 

- Dlaczego nie powiesz mi wprost, czego oczekujesz? - zapytał cierpko. 

- Nie kpij. Jeśli masz zamiar napisać rzetelną książkę, musisz wziąć pod uwagę fakt, 

ż

e  oczekiwania  większości  kobiet  pozostają  jedynie  w  sferze  fantazji.  Podstawowe  pytanie 

brzmi:  dlaczego  boimy  się  głośno  mówić  o  swych  potrzebach?  Z  jakiego  powodu  mamy 

głęboko zakorzenione przekonanie, że silna i zdecydowana kobieta odstrasza mężczyzn i jest 

skazana na samotność? 

- Musisz jednak przyznać, że czegoś się nauczyłem w ciągu kilku ostatnich spotkań - 

wtrącił Gawain. - Wbiło mi się w pamięć, że uwielbiasz czekoladę. 

Z szelmowską miną sięgnął do koszyka i wyjął białe kartonowe pudełko przewiązane 

złocistą wstążką. 

- Co to takiego? - spytała Nicole. 

-  Słodycze  od  Hemingera,  przygotowane  według  tradycyjnej  receptury.  Nadzienie 

zmieszano w miedzianym naczyniu i wyrobiono na marmurowym stole. 

- Usiłujesz mnie przekupić? 

Zsunęła  wstążkę  i  uniosła  pokrywkę.  Poczuła  oszałamiający  zapach  wyśmienitej 

czekolady. 

- Coś w tym rodzaju. 

-  Szampan  i  czekolada.  -  Nicole  zanurzyła  dłoń  w  pudełku.  -  Próbowałeś  już  kiedyś 

tego sposobu? 

background image

Słodycze smakowały wybornie. 

-  Nigdy  dotąd  nie  miałem  do  czynienia  z  kobietą  twego  pokroju  -  zapewnił  ją 

Anthony. 

Nicole spojrzała mu prosto w oczy. Po chwili opuściła wzrok. 

- Jak to się dzieje, że mimo wszystko nie potrafię ci uwierzyć? 

- Nie wiem. Myślałem, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. Chciałem cię przekonać, 

ż

e  w  gruncie  rzeczy  jestem  całkiem  porządnym  facetem,  choć  po  naszym  pierwszym 

spotkaniu przed kamerami miałem nieuzasadnione poczucie winy. Dałaś mi niezły wycisk. 

-  Nie  zgrywaj  się.  -  Wybuchnęła  śmiechem  na  widok  przesadnie  zbolałej  miny 

Gawaina, lecz po chwili ze wstydem pochyliła głowę. 

-  Ślicznie  się  rumienisz  -  zauważył.  -  Myślałem,  że  osoby  zajmujące  się  sprawami 

seksu potrafią bez emocji mówić o swym zawodzie. 

- Wcale się nie zarumieniłam - skłamała. Anthony ujął jej dłoń. 

- Chodź. Przejdziemy się po plaży. Chcę ci coś zaproponować. 

-  Już  teraz?  -  spytała  z  przekorą  w  głosie.  -  Nie  przypuszczałam,  że  tak  prędko 

przejdziesz  do  sedna  sprawy.  A  może  robisz  to  tylko  dla  jaj?  -  Zbyt  późno  ugryzła  się  w 

język. 

- Panno Hart! - zawołał z oburzeniem Gawain. 

- Ślicznie się rumienisz - powiedziała z przekąsem - choć przypuszczałam, że w twoim 

zawodzie podobne wyrażenia są na porządku dziennym. 

- Punkt dla ciebie, Nikki. - Mocne, białe zęby Anthony'ego błysnęły w olśniewającym 

uśmiechu. Pociągnął dziewczynę za rękę. Ruszyli brzegiem morza. 

Nicole zatrzymała się, by podnieść z piasku piękną, kolorową muszlę. 

Anthony  zapomniał  o  książce.  Z  zachwytem  spoglądał  na  stojącą  obok  dziewczynę. 

Czuł, że łączy ich dziwna, trudna do określenia więź. 

Nicole  co  chwila  zaskakiwała  go  swoim  zachowaniem.  Raz  była  nieśmiała,  raz 

agresywna i nie przebierająca w słowach. W motelu spała w ubraniu, lecz podczas programu 

telewizyjnego  emanowała  zmysłowością.  Na  pewno  nie  należała  do  przeciętnych  kobiet. 

Miała dużą inteligencję, poczucie humoru... i skrywała jakąś tajemnicę. 

Co  próbowała  osiągnąć?  Z  jakich  pobudek  zdecydowała  się  przyjąć  zaproszenie  do 

udziału  w  dyskusji  obserwowanej  przez  tak  liczną  widownię?  Niektórzy  z  uczestników 

programu  traktowali  występ  przed  kamerami  wyłącznie  jako  dodatkowy  punkt  do  własnej 

kariery. 

Czyżby Nicole Hart także należała do tej grupy? 

background image

Gawain  z  namysłem  pokręcił  głową.  Znał  kilku  lekarzy  i  terapeutów,  którzy  cieszyli 

się dużą popularnością dzięki częstym występom w radiu i telewizji. Dobrym przykładem na 

potwierdzenie tej teorii była doktor Ruth. Jej pogadanki na temat seksu przypominały raczej 

starannie wyreżyserowany show niż suchy wykład specjalisty. 

Nicole  była  znakomicie  przygotowana  do  występu.  Prawdę  mówiąc,  już  na  samym 

początku dyskusji przejęła inicjatywę i przeszła do gwałtownego ataku. Co zamierzała przez 

to  osiągnąć?  Czy  zależało  jej  na  ustaleniu  prawdy,  czy  kontrowersyjnym  zachowaniem 

chciała po prostu zwrócić na siebie uwagę? 

A może... 

A może była to część intrygi skierowanej przeciw niemu? 

Gawain  zmęczonym  ruchem  potarł  czoło.  Czy  naprawdę  mógł  Uczyć  na  sympatię 

dziewczyny? Wciąż nie miał pewności, jak będzie wyglądała dalsza praca nad książką. Jeśli 

Nicole  myślała  wyłącznie  o  karierze,  publikacja  sygnowana  jej  nazwiskiem  stanowiła  zna-

komitą okazję do zdobycia popularności. 

A jeśli chodziło o coś innego? 

Już  dawno  powinien  powiedzieć  jej  całą  prawdę.  Im  dłużej  zwlekał,  tym  więcej 

kłopotów zbierało się nad jego głową. 

Mimo to nie umiał zdobyć się na szczerą rozmowę. Jeszcze nie teraz. 

Fascynowała  go  osobowość  dziewczyny.  Bywały  chwile,  że  miał  ochotę  wyznać  jej 

wszystkie tajemnice, przyznać się do głęboko skrywanych słabości. 

Lecz najpierw  chciał zyskać pewność, że Nicole  Hart dostrzega w nim mężczyznę,  a 

nie tylko postać z telewizyjnego ekranu. 

Dziewczyna wsunęła muszlę do kieszeni i zwróciła twarz w jego stronę. 

- Czekam... - powiedziała. 

- Na co? 

- Już zdążyłeś zapomnieć? Na propozycję. 

- Aaa... prawda. Miałem zamiar cię prosić, abyś przeprowadziła kilka badań. 

- Badań? 

W pobliżu przebiegł psiak goniący za plastikowym „latającym talerzem”. 

-  No...  testów  pozwalających  ustalić,  o  czym  naprawdę  marzą  współczesne  kobiety. 

Chciałbym poznać prawdziwą przyczynę wielu konfliktów i nieporozumień. 

Nicole  nie  odpowiedziała.  Pies  wrócił  do  swojego  pana,  niosąc  w  pysku  schwytaną 

zabawkę. 

background image

-  Co  uważasz  za  najważniejszy  etap  pracy?  -  odezwała  się.  -  W  jaki  sposób  dobrać 

pytania? 

-  Do  tej  pory  nie  zastanawiałem  się  nad  szczegółami  -  odparł  Anthony.  -  Czy  ma  to 

jakieś znaczenie? 

-  Oczywiście.  Zdarza  się,  że  niewłaściwie  postawione  pytanie  sugeruje  określoną 

odpowiedź. Wyniki testu ulegają zafałszowaniu. 

- Naprawdę? 

-  Naprawdę.  Poza  tym,  należy  pamiętać  o  zagwarantowaniu  rozmówcom  pełnej 

anonimowości. Tylko wówczas można liczyć na szczerość wypowiedzi. Sondaże prowadzone 

na łamach czasopism polegają na przesłaniu do redakcji wypełnionej ankiety. To najprostsza i 

najskuteczniejsza metoda zaznajomienia się z tak zwaną opinią publiczną. 

Umilkła na chwilę. 

-  Chyba  że  planujesz  osobisty  kontakt  z  każdą  osobą  biorącą  udział  w  sondażu.  To 

byłoby raczej trudne i czasochłonne. A propos, do tej pory nie wyjaśniłeś mi powodów swego 

zainteresowania  tym  tematem.  Czy  zasięgnąłeś  opinii  wydawców?  Jesteś  przekonany,  że 

książka  będzie  się  sprzedawać?  I...  czy  naprawdę  masz  zamiar  ją  napisać?  -  spytała  podej-

rzliwie. 

- Oczywiście. 

-  Dobrze,  powróćmy  zatem  do  ankiety.  Który  z  problemów  budzi  twoje  szczególne 

zainteresowanie? 

-  Więź  seksualna  -  odparł  bez  zastanowienia.  -  Chciałbym  wiedzieć,  czy  ma  jakieś 

znaczenie  w  życiu  współczesnych  kobiet,  czy  jest  jedynie  mitem  wymyślonym  na  użytek 

mężczyzn. 

- Mógłbyś wyjaśnić to nieco dokładniej? 

-  Proszę  bardzo.  Z  twoich  wcześniejszych  wypowiedzi  wynikało,  że  przy  wyborze 

partnera  kobiety  kierują  się  rozsądkiem,  zamiast  instynktem.  Ile  czasu  zajmuje  im  zdobycie 

przekonania, że dany mężczyzna jest wart zachodu? Jakie wartości mają zasadniczy wpływ na 

podjęcie decyzji o małżeństwie? 

Pomyślał o własnej matce i zadał następne pytanie: 

-  Czy  współczesna  kobieta  potrafi  zdobyć  się  na  odrobinę  szczerości  wobec  siebie 

samej? 

-  Widzę,  że  jednak  poświęciłeś  nieco  czasu  na  przeanalizowanie  tego  problemu.  - 

Nicole  z  uznaniem  pokiwała  głową.  -  Poruszyłeś  kilka  istotnych  kwestii,  które  wymagają 

background image

szerszego  omówienia.  Jestem  przekonana,  że  będziesz  zaskoczony  niektórymi  odpowie-

dziami... 

- Może zaczniemy od ciebie? - wtrącił. 

- Ode mnie? 

- Właśnie. Czy więź seksualna ma dla ciebie jakieś znaczenie? 

Nicole głośno przełknęła ślinę. 

- Ja... myślę... to znaczy... tak. Uważam, że pełni bardzo ważną funkcję. 

Anthony otoczył ramieniem kibić dziewczyny. 

- Jaka jesteś naprawdę, Nikki? - spytał półgłosem. - Czy zawsze kierujesz się zimnym 

wyrachowaniem? Czy nigdy nie zdarzyło ci się stracić kontroli nad emocjami? 

Wsunął dłoń do jej kieszeni i wyjął kolorową muszlę. 

-  Czy  jesteś  pięknym  opakowaniem  pozbawionym  wewnętrznego  życia?  -  Uniósł 

połyskujący  przedmiot.  -  Czy  może  masz  ów  wewnętrzny  żar,  zdolny  rozbudzić  namiętność 

każdego mężczyzny? 

Objął ją mocniej. 

- O, nie... Nie dam się na to nabrać, kochasiu - odpowiedziała wesoło, choć jej śmiech 

brzmiał  nieco  fałszywie.  Tanecznym  krokiem  wysunęła  się  z  objęć  Gawaina.  -  Mogę  ci 

pomóc, lecz nie mam ochoty stać się obiektem badań. 

Pobiegła w stronę pozostawionego przy kocu koszyka z wiktuałami. 

Anthony  dogonił  ją,  lecz  nie  domagał  się  odpowiedzi.  W  zamian  postawił  następne 

pytanie: 

-  Z  jakiego  powodu  uważasz,  że  kobiety  zmieniły  swe  postępowanie,  a  mężczyźni 

pozostali tradycjonalistami? 

Bose stopy Nicole rozchlapywały płytką wodę na skraju plaży. 

-  Nie  ma  w  tym  żadnej  tajemnicy!  -  zawołała.  -  Mężczyźni  nie  potrafią  się  zmienić. 

Zawsze  będą  uwielbiać  komiksy,  stare  komedie  i  majsterkowanie.  Nie  widzą  potrzeby,  by 

odrzucić tradycyjny sposób myślenia. - Wiesz - dodała po chwili - w latach osiemdziesiątych 

mówiło się o .gwałtownym spadku męskiej populacji. Większość tych historyjek wymyślono 

po prostu po to, by wzbudzić niepokój wśród kobiet. Lepszy tradycjonalista niż żaden... 

- A jeśli w pobliżu pojawi się tak miły facet jak ja? 

- Ty? Miły? - Nicole parsknęła śmiechem. Anthony zrobił przesadnie obrażoną minę. 

- Oczywiście, że jestem miły. Nawet kupiłem ci czekoladki. 

- Zrobiłeś to w ściśle określonym celu - odpowie - ' działa. - Chciałeś skłonić mnie do 

pomocy w przygotowaniu książki. 

background image

Usiadła na kocu i wystawiła twarz do słońca. 

- Czy to znaczy, że zgadzasz się na współpracę? - nie ustępował Anthony. 

Nicole  zbyła  milczeniem  jego  pytanie.  Wsunęła  do  ust  czekoladkę  wypełnioną 

pokruszonymi orzechami i przybrała minę wyrażającą głębokie zamyślenie. 

Gawain  miał  ochotę  chwycić  dziewczynę  w  ramiona  i  obsypać  ją  gorącymi 

pocałunkami.  Jednak  przede  wszystkim  chciał  do  końca  wysłuchać  tego,  co  miała  do 

powiedzenia. 

Po  raz  pierwszy  zdarzyło  mu  się  przebywać  z  kobietą,  która  bez  cienia  obawy 

wyrażała  swoją  opinię.  Na  ogół  musiał  wysłuchiwać  bezmyślnych  potakiwań  lub  gładkich 

frazesów. Taka była cena popularności. 

Nicole spokojnie sięgnęła po następną czekoladkę. Anthony nie spuszczał wzroku z jej 

kształtnych  ust,  jakby  wprost  stworzonych  do  całowania.  Całkowicie  poddał  się  urokowi 

dziewczyny i w głębi duszy pragnął choć przez jeden dzień mieć ją tylko dla siebie. Szeptać 

czułe słowa do jej ucha... 

- O czym myślisz? 

Niespodziewane  pytanie  podziałało  niczym  kubeł  zimnej  wody  na  jego  rozpaloną 

głowę. 

- Ja... Właśnie zastanawiałem się, czy znalazłaś już sposób na opracowanie sondażu, o 

którym przed chwilą rozmawialiśmy. 

- Jeszcze nie powiedziałam, że ci pomogę - przypomniała z lekkim uśmiechem. 

-  A...  byłem  pewny,  że  się  zgodzisz  -  odparł  z  wyraźnym  roztargnieniem,  gdyż 

myślami był nadal gdzie indziej. 

-  Naprawdę?  -  spytała.  Wsunęła  stopy  w  sandały  i  cierpliwie  oczekiwała  na  dalsze 

słowa mężczyzny. 

- Tak - z wolna odpowiedział Gawain. - Wiedziałem, że nie odmówisz. Jesteś przecież 

terapeutką. 

- A co to ma do rzeczy? 

- Wyniki badań będziesz mogła wykorzystać w dalszej pracy. Chyba nie masz zamiaru 

zrezygnować  z  poszerzenia  swej  wiedzy  jedynie  dlatego,  że  w  mojej  obecności  odczuwasz 

lekkie podniecenie? 

- Nic podobnego! 

Anthony obserwował ją w milczeniu. 

-  Jestem  całkowicie  spokojna  -  oświadczyła  Nicole,  choć  z  trudem  panowała  nad 

drżeniem głosu. Mężczyzna pochylił się w jej stronę. 

background image

-  Nawet  teraz?  -  spytał  szeptem.  -  Potrafisz  zachować  spokój,  gdy  jestem  tuż  przy 

tobie? 

Chciała coś odpowiedzieć, lecz zamknął jej usta pocałunkiem. Po chwili uniósł głowę. 

- Co czujesz? - spytał. 

Cichy pomruk zadowolenia wyrwał się z piersi Nicole. 

Anthony  przycisnął  ją  do  ziemi  ciężarem  swego  ciała.  Krew  pulsowała  mu  w 

skroniach. Czuł, że zalewa go fala namiętności... 

Nagle odsunął się i ciężko dysząc, wsparł dłonie na kocu. 

- Co się stało? - spytała Nicole. 

- Miałaś rację. To ja nie potrafię zachować spokoju. 

background image

ROZDZIAŁ 8 

- Bądź realistą, Rafe. Jesteś znakomitym graczem, lecz tym razem na pewno nie dasz 

rady. 

- Wiara czyni cuda - odparł z uśmiechem Contreras. Pochylił się nad stołem. 

- Daj spokój. Przy takim ustawieniu nawet Willie Mosconi miałby poważne kłopoty. 

- Chcesz się założyć? 

Obrzucił  uważnym  spojrzeniem  kolorowe  bile  rozsypane  na  pokrytej  zielonym 

suknem powierzchni stołu. Nie przejmował się wątpliwościami swej towarzyszki. 

-  Proszę  bardzo  -  powiedziała  Nicole.  Wyjęła  z  kieszeni  zmiętoszony  banknot 

jednodolarowy. 

Bawiła  się  znakomicie.  W  głębi  duszy  dziękowała  Rafaelowi,  że  zabrał  ją  do 

„Hollywood  Athletic  Club”,  gdzie  za  dwanaście  dolarów  na  godzinę  można  było  wybrać 

jeden z czterdziestu dwóch stołów bilardowych. 

Poza  miejscem  godziwej  rozrywki  klub  stanowił  ulubiony  punkt  spotkań  gwiazd  i 

gwiazdeczek Hollywood. Przychodziło tu także wiele osób, które dopiero marzyły o zrobieniu 

prawdziwej kariery i chciały się pokazać w tłumie znanych twarzy. 

Rafe  nie  należał  do  nowicjuszy.  Bez  większego  kłopotu  znalazł  wolne  miejsce  na 

parkingu,  wprowadził  Nicole  do  zatłoczonego  budynku  i  starannie  wybrał  kij  bilardowy. 

Mówił coś o miarach i wagach giętkości nadgarstków oraz prawidłowym ułożeniu palców. Z 

jego słów przebijała ufność we własne umiejętności. 

Jak  dotąd,  zapłacili  trzy  dolary  za  piwo  i  przy  jednym  ze  stołów  zobaczyli 

popularnego  aktora,  bohatera  wielu  filmów  przygodowych  i  sensacyjnych.  „Hollywood 

Athletic  Club”  miał  nowoczesne,  jasno  oświetlone  wnętrze.  Jeśli  ktoś  chciał  poznać 

prawdziwą atmosferę klubu bilardowego, musiał się wybrać do „Hollywood Billards”, gdzie 

nie słyszano o zakazie palenia w miejscach publicznych. 

Godzina  spędzona  przy  zielonym  stole  pozwoliła  im  oderwać  się  od  kłopotów  dnia 

codziennego.  Rafael  chciał  jak  najszybciej  zapomnieć  o  dziewczynie,  którą  mu  odbił 

zapalony  miłośnik  surfingu,  a  Nicole...  Nicole  usiłowała  wbrew  podszeptom  serca  wymazać 

ze swej pamięci niepokojący widok rozpalonej namiętnością twarzy Anthony'ego Gawaina. 

Zdawała  sobie  sprawę,  iż  nie  powinna  dopuścić,  by  sprawy  zaszły  zbyt  daleko. 

Istniało tylko jedno logiczne rozwiązanie: powiedzieć prawdę. 

A to nie było łatwe. 

background image

Rafe z powodzeniem wykonał skomplikowany karambol, po czym wyciągnął dłoń w 

stronę dziewczyny. 

- Czas płacić, droga pani - powiedział z szerokim uśmiechem. 

- Widzę, że w młodości musiałeś przejść niezłą szkołę - zauważyła Nicole, wręczając 

mu banknot. 

Wciąż jestem młody - odparł wesoło. - I wciąż umiesz mnie rozweselić. 

Cała  przyjemność  po  mojej  stronie  -  odpowiedział  kurtuazją.  Wsunął  pieniądze  do 

kieszeni. 

Dobrze,  mam  ochotę  na  jeszcze  jeden  zakład.  W  oczach  dziewczyny  zamigotały 

wojownicze  ogniki.  -  Skoro  uważasz  się  za  tak  wyśmienitego  gracza,  pozwól,  że  ustawię  ci 

bile do kolejnego zagrania. 

_  To  będzie  panią  kosztowało  aż  pięć  dolarów,  potem  możemy  iść  na  pizzę. 

Przegrywający płaci. 

- Przestań tyle gadać i bierz się do roboty - mruknęła Nicole. Położyła pięć dolarów na 

podwyższonej krawędzi stołu. 

- Co naprawdę wydarzyło się między wami? - spytał dociekliwie Contreras. - Gawain 

domyślił się, że go oszukujesz? 

- Nie. Prawdę mówiąc, zaproponował mi współpracę nad książką. 

- Masz zamiar mu pomóc? - Pewnym ruchem ujął kij i pochylił się nad stołem. 

- To zależy od ciebie. 

- Ode mnie? - Rafe drgnął ze zdziwienia. Ostatnia bila stuknęła głucho o bandę. Strzał 

był niecelny. 

- Od ciebie - powtórzyła Nicole. - Porozmawiamy o tym przy pizzy. 

Schowała pieniądze. 

-  Skoro  mam  zapłacić  rachunek,  pozwól,  że  zabiorę  cię  gdzie  indziej  -  oświadczył 

mężczyzna. 

Po chwili znaleźli się w lokalu noszącym nieco Przydługą nazwę „Venice's Queen of 

Cups Tearoom Bookstore”. Prócz restauracji i kawiarni znajdował się tu także gabinet magii. 

- Zdumiewające miejsce - powiedziała Nicole, z zachwytem spoglądając na delikatne 

koronkowe firanki w oknach. Wnętrze urządzono w wysmakowanym stylu, przypominającym 

wiktoriańskie miedzioryty, a na blatach stołów widniały wizerunki postaci z kart do tarota. 

-  Całkiem  niezłe  -  odparł  Rafe,  choć  z  jego  miny  trudno  było  wywnioskować,  czy 

mówi o wyglądzie pomieszczenia, czy o zakończonym przed chwilą posiłku. 

background image

- Musisz mi pomóc w opracowaniu pytań do ankiety. - Nicole także skończyła jeść i 

odsunęła od siebie pusty talerz. 

- Zaoszczędzę ci wielu kłopotów. Znam prawidłową odpowiedź. 

- Naprawdę? 

-  Oczywiście.  Marzeniem  każdej  kobiety  jest  bogaty,  lecz  całkowicie  stetryczały 

małżonek  oraz  zestaw  urządzeń  utrzymujących  w  czystości  dom,  mieszkanie,  czy  coś  tam 

jeszcze. 

- Rafe! 

- Jesteś przecież kobietą. Znasz lepszą odpowiedź? 

- Raczej gorszą. 

- Na przykład? 

- Anthony Gawain. 

- Ucieleśnienie marzeń każdej kobiety? Czy tylko twoich? 

- I to, i to. Niestety. 

- Naprawdę ci się podoba? 

Nicole  bezradnie  wzruszyła  ramionami,  po  czym  ciężko  wsparła  podbródek  na 

dłoniach. 

Rafe  wyciągnął  dłoń.  Ujął  dziewczynę  za  brodę  i  zmusił,  by  spojrzała  mu  prosto  w 

oczy. 

- Mówimy o pożądaniu? 

-  Obawiam  się,  że  chodzi  o  coś  więcej.  -  Nicole  wyprostowała  się  na  krześle.  - 

Anthony jest człowiekiem honoru... i ma w sobie wiele czułości. 

- Co myśli o tobie? - spytał Rafe, uważnie obserwując jej reakcję. 

- Nie mam pojęcia - westchnęła. 

-  W  takim  razie  powinnaś  zasięgnąć  rady  wróżki.  Wszyscy  tak  robią.  Nawet 

producenci filmowi. 

- Żartujesz. 

- Zrób, co mówię. 

Nicole nie miała ochoty na sprzeczkę. Wiedziała, że Rafe i tak postawiłby na swoim, 

więc  z  lekkim  westchnieniem  podeszła  do  ładnej  brunetki  zajmującej  miejsce  przy 

wydzielonym stoliku w rogu sali. 

Nicole z niechęcią spojrzała na leżący przed nią scenariusz. Nie potrafiła się skupić. W 

uszach wciąż dźwięczały jej słowa przepowiedni wygłoszonej przez wróżkę: 

„Spodziewaj się tego, czego najmniej się spodziewasz.” 

background image

I cóż to wszystko, u diabła, mogło znaczyć? 

Akcja  „Kota  i  sperki”  nie  posunęła  się  ani  o  krok  dalej.  Nicole  wcisnęła  się  w  kąt 

kanapy i mocno zamknęła powieki, lecz nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. 

Westchnęła  ciężko.  Wróciła  wspomnieniami  do  wydarzeń  ubiegłego  wieczoru.  Po 

skończonym posiłku w „Venice's Queen of Cups Tearoom and  Bookstore” Rafe namówił ją 

jeszcze na krótką wizytę w „Le Dóme”, gdzie jeden ze stolików był stale zarezerwowany dla 

Sherry Lansing z Paramountu. Niestety, tym razem lokal zaszczyciła swą obecnością jedynie 

Sharon Stone, jeśli nie Uczyć znanego agenta i „twórcy gwiazd”, Swifly'ego Lazara. 

Rafe  nie  posiadał  się  z  radości  na  widok  panny  Stone  i  zdołał  przekonać  Nicole,  by 

zamówiła  kolejnego  drinka.  Zgodziła  się  z  niechęcią,  gdyż  już  po  pierwszym  zaczęło  jej 

szumieć w głowie. 

Nawet  teraz  odczuwała  skutki  wypitego  alkoholu.  Z  trudem  zwlekła  się  z  kanapy  i 

pojechała do pracy. 

Właściciel  „Le  Bistro”  zatrudnił  nową  kelnerkę.  Nicole  zdążyła  zamienić  z  nią  kilka 

słów, gdy w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta, jak zwykle, twarz Contrerasa. 

-  Nie  przypuszczałam,  że  po  minionej  nocy  zdołasz  zachować  tak  świeży  wygląd  - 

powiedziała z zazdrością. 

- Mam dobrą przemianę materii i dbam o higienę. 

- Puścił oko. - A kim jest ta śliczna młoda dama? 

- spytał. 

-  Elizabeth,  masz  właśnie  wątpliwą  przyjemność  zawarcia  znajomości  z  niejakim 

Rafaelem  Contrerasem.  W  przyszłości  będzie  znanym  projektantem  kostiumów,  lecz  w  tej 

chwili zajmuje się głównie uwodzeniem. Uważaj na siebie. 

- Nicole, ktoś mógłby pomyśleć, że mówisz poważnie. 

-  Ktoś  mógłby  mnie  wczoraj  ostrzec,  że  nie  powinnam  pić  trunków  przeznaczonych 

dla kaskaderów. 

Spojrzała na Elizabeth. 

- Nasz miły przyjaciel musiał mnie odwieźć do domu i położyć do łóżka - wyjaśniła. - 

Przespałam cały ranek i nie dopisałam ani jednego zdania do scenariusza, nad którym pracuję. 

Nie  wiem,  czy  dziś  dam  sobie  radę  z  zamówieniami...  i  nie  pamiętam,  jak  się  to  świństwo 

nazywało. 

-  „Zgniatacz  mózgu”  -  podpowiedział  uprzejmym  tonem  Contreras.  -  Masz  słabą 

głowę. Nawet nie dokończyłaś drugiego kieliszka. 

background image

-  Co  gorsza,  nie  mam  dość  siły,  by  cię  udusić  -  jęknęła  Nicole.  -  Nie  każdy  ma  tak 

ż

elazną kondycję jak ty, Rafe. 

Mężczyzna zerknął w stronę Elizabeth. 

-  Mamy  jeszcze  pięć  minut  do  rozpoczęcia  zmiany.  Chodź,  wtajemniczę  cię  w  kilka 

szczegółów. Nicole będzie miała dość czasu, aby odzyskać dobry humor. 

- Nie jestem w złym humorze! 

Rafe i Elizabeth zniknęli za drzwiami prowadzącymi na salę. Nicole pokręciła głową. 

Biedna dziewczyna, straciła ostatnią szansę ucieczki... 

Ponurym  wzrokiem  spojrzała  w  notatnik.  Rafe  mówił  prawdę.  Była  w  paskudnym 

nastroju, choć nie miało to nic wspólnego z jego osobą. 

Ani ze „Zgniataczem mózgu”. 

Ani ze scenariuszem. 

Jedynym winowajcą był Anthony Gawain. 

Ten sam Gawain, który pokonał mur chroniący ją przed mężczyznami. 

Obsypywał  ją  namiętnymi  pocałunkami,  lecz  w  głębi  serca  zachowywał  zimną 

obojętność.  Nicole  była  przekonana,  że  jej  widok  nie  budzi  w  nim  większych  wzruszeń.  Co 

więcej, wciąż miała w pamięci obraz matki bezskutecznie poszukującej właściwego partnera, 

powiernika,  przyjaciela...  Anthony  Gawain  z  pewnością  nie  należał  do  mężczyzn,  których 

można  było  obdarzyć  bezgranicznym  zaufaniem  i  czułością.  Owszem,  umiał  pełnymi 

garściami czerpać z dobrodziejstw życia i sprawiał, że w jego towarzystwie kobieta na chwilę 

zapominała o przyziemnych kłopotach. Lecz tylko na chwilę. 

Nicole  potrzebowała  kogoś  innego.  Postępowaniem  Gawaina  kierowała  egoistyczna 

chęć  zrobienia  kariery.  Szukał  fachowej  pomocy  do  pracy  nad  książką.  Traf  chciał,  że  jego 

wybór padł na Nicole. 

Wprawdzie  jego  oczy  mówiły  coś  całkiem  innego...  Dziewczyna  energicznie 

potrząsnęła  głową.  To  tylko  złudzenie.  Okłamywała  samą  siebie  i  -  co  gorsza  -  zaczynała 

wierzyć w te kłamstwa. 

Zbyt  późno  zorientowała  się,  że  pocałunki  Anthony'ego  są  niczym  narkotyk  o 

opóźnionym działaniu. Teraz bez przerwy wyczekiwała na kolejne spotkanie, na mały spacer, 

choćby  na  krótką  rozmowę  telefoniczną...  Nie  potrafiła  uwierzyć,  że  sprawy  zaszły  aż  tak 

daleko. 

Zamknęła  oczy  i  wróciła  myślami  do  dnia  spędzonego  na  plaży.  Czuła  ciepły  dotyk 

promieni słonecznych na swojej twarzy, nozdrza wypełniała jej słona woń oceanu, a w uszach 

rozbrzmiewał  cichy  plusk  fal  uderzających  o  piasek.  Anthony  był  tuż  obok.  Powoli  zbliżył 

background image

wargi  do  ust  dziewczyny...  Lecz  po  krótkiej  chwili  odsunął  się  i  z  obojętną  miną  spojrzał 

gdzieś w bok. 

Czy postąpił tak tylko dlatego, że wokół kręciło się kilkoro ludzi? 

Jak by się zachował bez świadków? Czy znalazłaby dość siły, by  go powstrzymać A 

może zabrnęła już zbyt daleko? Nie. 

Miała dość inteligencji i sprytu, by się wycofać. Jeszcze nie wszystko stracone. 

Podczas pikniku na plaży Anthony chciał jedynie uzyskać jej zgodę na współpracę w 

przygotowaniu  sondażu.  Nie  wspomniał  ani  słowem,  że  wspólnie  przystąpią  do  pisania 

książki. 

Właśnie.  Dała  się  złapać  na  gładkie  słówka  i  czułe  pocałunki.  Miała  odwalić  czarną 

robotę i obserwować z boku, jak „autor” przyjmuje gratulacje czytelników. 

Typowy sposób postępowania przystojnych, obdarzonych urokiem mężczyzn. 

Poczuła  ukłucie  wstydu.  Gdyby  tak  otwarcie  nie  wyrażała  swej  fascynacji  tematem, 

Gawain musiałby działać ostrożniej. 

A przecież istniał dość prosty sposób, by wszystko wróciło do normy... by Anthony na 

zawsze zniknął z jej życia. 

Wystarczyło powiedzieć prawdę. 

Całe  zainteresowanie  Gawaina  jej  osobą  -  profesjonalne,  romantyczne  czy 

jakiekolwiek inne - pękłoby niczym bańka mydlana. Nie miała dość urody, ani wykształcenia, 

by zatrzymać go przy sobie choćby na krótki czas. 

-  Nicole,  musisz  nam  trochę  pomóc  -  przerwał  jej  rozmyślania  głos  Rafaela.  - 

Przeżywamy prawdziwy najazd klientów. 

Contreras przecisnął się przez drzwi, trzymając w obu dłoniach tacę pełną kanapek. 

- Już pędzę! - zawołała pośpiesznie Nikki. Schowała notes, po czym wrzuciła torebkę 

do szafki. 

Zerknęła  w  lusterko.  Poprawiła  włosy.  Przydałoby  się  pójść  do  fryzjera,  pomyślała. 

Już  dawno  powinna  była  zmienić  uczesanie.  Jeden  z  przyjaciół  Rafe'a  pracował  w  modnym 

salonie piękności, „Doyle Wilson”. Miał dług wdzięczności wobec Contraresa, który załatwił 

mu  niewielki  występ  na  scenie,  więc  obiecywał,  że  nie  przyjmie  zapłaty.  Podobna  wymiana 

uprzejmości była na porządku dziennym wśród „przyszłych gwiazd” Hollywood, głównie ze 

względu na chroniczny brak pieniędzy. 

Nicole  ostatni  raz  spojrzała  w  lustro,  z  ciężkim  westchnieniem  wzięła  bloczek 

zamówień i weszła na salę restauracyjną. Postanowiła, że po skończonej zmianie zadzwoni do 

Anthony'ego. 

background image

Półtorej godziny później zmęczona opadła na krzesło. Bolały ją nogi i ręce, a w głowie 

czuła nieznośny łomot. Zarobiła jednak pięćdziesiąt dolarów na samych napiwkach. 

Gości  było  tak  wielu,  że  w  pewnej  chwili  zabrakło  koziego  sera.  Dopiero  późnym 

popołudniem tłum zaczął rzednąć. Teraz w restauracji pozostało jedynie kilka osób. 

-  Nieźle  dajesz  sobie  radę,  Elizabeth  -  stwierdził  Rafe,  gdy  zakończyli  podliczanie 

napiwków. 

- Dzięki. Zawsze jest tyle ludzi? - Dziewczyna wyglądała na lekko przestraszoną. 

-  Przynajmniej  raz  w  tygodniu  -  odpowiedziała  Nicole.  Spojrzała  na  Rafaela,  jakby 

szukając potwierdzenia. 

-  To  prawda  -  odezwał  się  Contreras.  -  Tłum  doprowadza  mnie  do  szału,  lecz  lubię 

chwilę, gdy mogę usiąść do liczenia pieniędzy. 

Zrobił kilka głębokich oddechów, po czym uniósł się z krzesła. 

- Wracajmy do pracy. Goście zaczną się niecierpliwić. 

Elizabeth posłusznie podreptała w ślad za nim, lecz Nicole podeszła do szafki. Chciała 

zapisać nowy pomysł związany ze scenariuszem. 

Właśnie zamykała notatnik, gdy Rafe wsunął głowę przez drzwi. 

- Mamy niewielki problem - zakomunikował. Nicole spojrzała w jego stronę. 

- Znów czegoś zabrakło? 

- Nie. Raczej przybyło. 

- Mógłbyś wyrażać się jaśniej? 

-  W  twoim  rewirze  zajął  miejsce  przy  stoliku  znany  prezenter  telewizyjny  wraz  z 

producentem. 

- Rafe, to wcale nie jest śmieszne. 

- Wiem. 

W głosie Contrerasa nie było ani śladu wesołości. 

- Naprawdę nie żartujesz? - spytała Nicole. 

- Nie. 

- Co mam teraz zrobić? 

- Sam chciałbym wiedzieć. 

Nicole  zamyśliła  się.  Droga  do  tylnego  wyjścia  wiodła  przez  salę  restauracyjną,  co  z 

góry wykluczało jakąkolwiek myśl o ucieczce. A za pół godziny miała zamówioną wizytę u 

fryzjera. 

- Zdołasz mnie zastąpić do końca zmiany? - spytała. Miała cichą nadzieję, że ten plan 

okaże się lepszy od poprzednich. - Najgorszy ścisk mamy już poza sobą. 

background image

- Nie ma sprawy. Co wymyśliłaś? 

- Idę na lunch. 

- Co takiego?! 

- Udam, że byłam w toalecie i że po prostu wracam do swego stolika. 

- Och... 

- Przyniesiesz mi rachunek. Zapłacę i wyjdę. 

- I będę mógł zatrzymać pieniądze? - zapytał z kpiną w głosie. 

- Rafe... 

- Słucham? 

- Bądź grzecznym chłopcem. 

- Jestem grzeczny. 

- To postaraj się być jeszcze grzeczniejszy. 

- Tak jest, proszę pani. 

- Miałam zamiar powiedzieć Anthony'emu, kim jestem, lecz nie chcę, żeby dowiedział 

się prawdy w tak przypadkowych okolicznościach. Pomożesz mi? 

- Jasne. Jesteś gotowa? 

-  Jeszcze  nie.  Uprzedź  Elizabeth.  Nie  chcę,  aby  mój  występ  zakończył  się  totalną 

klęską. 

Odczekała krótką chwilę, odetchnęła głęboko i weszła do sali restauracyjnej. 

Kątem  oka  dostrzegła  Gawaina.  Siedział  w  pobliżu  okna,  tyłem  do  sali.  Zdawał  się 

całkowicie pochłonięty rozmową z Batesem. 

Nicole zajęła miejsce przy wolnym stoliku i ukradkiem skinęła dłonią. Rafe usłużnie 

wręczył jej rachunek. Dziewczyna wyjęła z torebki banknot i kilka monet. 

- Bardzo pani dziękuję - powiedział Contreras. - Mam nadzieję, że będzie pani częściej 

gościć w naszym lokalu. 

Zniżył głos i dodał z uśmiechem: 

- Zdaje się, że źle odczytałaś sumę. 

-  Dolar  i  trzydzieści  pięć  centów  to  wszystko,  na  co  zasłużyłeś  -  odpowiedziała 

szeptem. - Niczego nie jadłam. 

Rafe odsunął się, by zrobić jej przejście. Nicole zebrała całą odwagę, wstała z krzesła i 

ruszyła w kierunku drzwi. Po drodze musiała minąć stolik Anthony'ego. 

Miała  nadzieję,  że  mężczyźni  są  zbyt  zajęci  konwersacją,  by  zwracać  uwagę  na 

otoczenie. 

Niestety, Mark Bates niemal natychmiast kiwnął dłonią w jej stronę. 

background image

- Prosimy do nas, panno Hart - zawołał. 

Co za ironia losu, pomyślała Nicole. Gdy przed kilku tygodniami usiłowała dostać się 

do studia telewizyjnego, Bates nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Teraz, gdy próbowała 

się wymknąć, zauważył ją od razu. Prawo Murphy'ego. 

- Zapraszam na deser - powiedział Mark. 

Anthony  siedział  z  zamyśloną  miną.  Nicole  w  milczeniu  potrząsnęła  głową.  Nim 

zdążyła odejść, Bates uniósł się z miejsca i chwycił ją pod ramię. 

- Chyba może pani poświęcić nam kilka minut. Właśnie zamówiliśmy tort cytrynowy 

z poziomkami. To specjalność zakładu, o której wspominał nawet „Los Angeles Times”. 

Podsunął  dziewczynie  krzesło  i  skinął  na  kelnera.  Rafe  przyjął  dodatkowe 

zamówienie. 

-  A  co  do  picia  dla  młodej  damy?  -  spytał  z  szelmowskim  uśmiechem.  Nicole 

zmierzyła go ponurym spojrzeniem. 

- Dużą szklankę wody sodowej. Z lodem - odpowiedziała. 

-  Nikki...  -  odezwał  się  Anthony.  Sprawiał  wrażenie  niesfornego  uczniaka, 

przyłapanego na gorącym uczynku. Rzucił niechętne spojrzenie w stronę Marka. 

Nicole  zrozumiała  nagle,  że  Gawain  czuł  się  skrępowany  jej  obecnością.  Dlaczego? 

Czy miał jakiś szczególny powód, aby unikać spotkania? 

Być  może  wolał  o  pewnych  sprawach  rozmawiać  bez  świadków.  Nieważne.  Nicole 

nie zamierzała przeciągać niewygodnej sytuacji. 

Anthony  wyciągnął  dłoń  i  stuknął  palcem  w  notatnik,  który  dziewczyna  położyła  na 

stole obok torebki. 

- Zastanawiałaś się nad pytaniami do naszej ankiety? - spytał. - Jak ci poszło? 

Nicole  pośpiesznie  schowała  notes.  Nie  chciała,  by  któryś  z  mężczyzn  zerknął  do 

ś

rodka i przeczytał świeżo dopisany fragment scenariusza. 

-  Całkiem  nieźle  -  skłamała.  Widok  nadchodzącego  z  tacą  Rafaela  sprawił  jej  dużą 

ulgę. 

Contreras  postawił  przed  nią  talerzyk  z  ciastkiem  oraz  wysoką  szklankę  wypełnioną 

zimnym napojem. 

- Gdzieś już panią widziałem - powiedział z wesołym błyskiem w oku. 

- Wątpię - odparła dość ostrym tonem. 

-  Zabawne  -  wtrącił  Mark,  spoglądając  na  młodego  kelnera.  -  Pańska  twarz  również 

wydaje mi się znajoma. Zaraz... zaraz... Nie był pan przedwczoraj w „Miss 01ivia's”? 

background image

-  To  wielce  prawdopodobne  -  wesoło  odparł  Rafe.  Postawił  ostatni  talerz  przed 

nachmurzonym Gawainem. 

- „Miss 01ivia's”? - ze zdumieniem spytała Nicole. Przez chwilę zapomniała o swojej 

roli. 

- Lepiej nie pytaj. - Anthony potrząsnął głową. 

- To nowy klub, który zdążył już zyskać dużą popularność - wyjaśnił Mark. - Anthony 

zamierza zająć się tym tematem w jednym z najbliższych programów. 

Jeden  z  gości  siedzących  przy  sąsiednim  stoliku  ruchem  ręki  wezwał  kelnera.  Rafe 

położył rachunek przed Gawainem i odszedł. 

- O czym to mówiliśmy... - odezwał się Anthony. - Ach, prawda. O sondażu. Możesz 

mnie zapoznać z kilkoma pytaniami? 

Z  głośników  sączyły  się  ciche  dźwięki  muzyki  klasycznej.  Rafe  i  Elizabeth  sprzątali 

ze  stołów.  W  sali  było  już  niemal  pusto,  jeśli  nie  liczyć  dwóch  starszych  pań  zajętych 

zawziętą dyskusją oraz kuriera United Parcel Service pochylonego nad jakimiś dokumentami. 

- Wpadłam na pewien pomysł... - zaczęła Nicole, choć w głowie miała zupełną pustkę. 

- Możemy całkowicie zrezygnować z ankiety. 

- Dlaczego? - przerwał jej Anthony. - Uważasz, że to nie ma sensu? 

- Skądże, wyniki sondaży na ogół cechują się dużą dozą prawdopodobieństwa, ale... 

- Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz. 

- Pyszne! - zawołał Mark, z lubością delektując się kawałkiem tortu. 

- „Le Bistro” jest znane ze swych deserów - powiedziała bez zastanowienia Nicole. - 

Przyjeżdżają  tu  goście  nawet  z  odległych  dzielnic  miasta.  Powinien  pan  kiedyś  spróbować 

kremu jagodowego. 

- Często tu pani bywa? - spytał Bates. 

-  Zawsze,  gdy  mam  ochotę  na  słodycze.  -  Dziewczyna  rozejrzała  się  z  niepokojem, 

lecz Rafe stał zbyt daleko, by ją usłyszeć. 

- Myślałem, że lubisz czekoladę - odezwał się Anthony. 

-  Więc  się  pomyliłeś.  Uwielbiam  czekoladę.  Ale  współczesna  kobieta  nie  może  żyć 

samą czekoladą. Czasem potrzebuję odmiany. Na dzień lub dwa... 

-  Właśnie,  przypominam  sobie,  że  poruszyła  pani  ten  temat  podczas  programu  - 

wtrącił Mark. - Czy istnieje jakiś związek pomiędzy charakterem kobiety a jej upodobaniem 

do określonego rodzaju słodyczy? 

- Wróćmy lepiej do sprawy sondażu - powiedział Anthony. - Wspomniałaś... 

background image

- Wspomniałam, że w miejsce testu skłaniającego do prostych odpowiedzi w rodzaju 

„tak”,  „nie”  lub  „nie  mam  zdania”,  moglibyśmy  zaproponować  ankietowanym  osobom 

przygotowanie dłuższej wypowiedzi na temat „Czego naprawdę oczekuję kobiety?” 

Gawain potarł dłonią podbródek. 

- Ciekawe - mruknął. 

Z zadumą sięgnął po kawałek tortu. 

-  Niewypał  -  stwierdził  autorytatywnie  Mark.  -  Nie  możemy  stawiać  ludziom  zbyt 

skomplikowanych zadań. Kto ma dziś czas na pisanie elaboratów? 

Anthony  zmierzył  go  chłodnym  spojrzeniem.  Bates  umilkł.  Po  chwili  Gawain 

przeniósł wzrok na dziewczynę. 

-  Co  o  tym  myślisz?  -  spytał,  a  jednocześnie  błyskawicznym  ruchem  zgarnął  z  jej 

talerzyka dorodną poziomkę. 

- Myślę, że jak jeszcze raz spróbujesz podobnej sztuczki, możesz stracić kilka palców 

- odpowiedziała. Z ulgą stwierdziła, że główne niebezpieczeństwo minęło. Poczuła się o wiele 

swobodniej, choć w głębi duszy miała poczucie winy, że wciąż kłamie. 

Następnym  razem,  obiecała  sobie.  Następnym  razem  wyznam  całą  prawdę.  Przecież 

nie mogę tego zrobić w obecności Marka. 

-  Wesz,  czym  możemy  wzbudzić  zainteresowanie  wśród  potencjalnych  uczestników 

ankiety? - spytała z nagłym ożywieniem. 

- Czym? - odezwali się jednocześnie Mark i Anthony. 

-  Nagrodami.  Niektóre  czasopisma  oferują  w  podobnych  przypadkach  darmową 

prenumeratę. 

-  To  dobry  pomysł.  -  Anthony  z  uznaniem  pokiwał  głową.  -  Zwycięzców  zaprosimy 

do studia, gdzie będą mogli wziąć udział w specjalnym programie. 

- I w ten sposób zyskamy dodatkową reklamę dla książki - uzupełnił Bates. - Prawda, 

coś sobie przypomniałem... 

Spojrzał na Gawaina. 

-  Dziś  rano  dzwonił  twój  agent.  Zostawił  mi  wiadomość,  że  wydawnictwo 

przygotowało  już  wszystkie  dokumenty.  Łącznie  z  umową.  Panna  Hart,  jako  współautorka, 

podpisze identyczny kontrakt. 

- Współautorka? - z osłupieniem spytała Nicole. 

background image

ROZDZIAŁ 9 

Nicole  chwyciła  torebkę  i  notes,  zerwała  się  z  miejsca  i  popędziła  do  wyjścia.  Na 

zewnątrz  padał  ulewny  deszcz,  lecz  nie  zwróciła  na  to  uwagi.  Szybkim  krokiem  skierowała 

się w stronę parkingu. 

Anthony rzucił Markowi wściekłe spojrzenie, po czym podążył w ślad za dziewczyną, 

głośno wołając jej imię. Nieliczni przechodnie ze zdziwieniem spoglądali w jego kierunku. 

Nicole dopadła samochodu. Grube łzy, zmieszane z kroplami deszczu spływały jej po 

policzkach. Anthony chwycił ją za ramię, nim zdołała otworzyć drzwiczki. 

-  Nikki,  posłuchaj  -  zaczął  proszącym  tonem.  -  Miałem  zamiar  powiedzieć  ci  o 

wszystkim. Sam nie wiem, jak to się stało. 

-  Oczywiście.  Prawda.  Równie  dobrze  mógłbyś  powiedzieć,  że  w  tej  chwili  świeci 

słońce. Każdą kobietę usiłujesz omotać pocałunkami? A może to tylko ja byłam taka głupia, 

ż

e bez zastrzeżeń wierzyłam w każde twoje słowo? 

Z trudem łapała oddech. 

- Dobrze... jestem głupia, lecz pewne rzeczy potrafię jeszcze dostrzec - zaszlochała. - 1 

nie  chcę  mieć  do  czynienia  z  egoistycznym,  wyrachowanym  draniem!  Nie  mam  zamiaru 

słuchać twoich wyjaśnień! 

- Nikki, próbowałem - nie ustępował Gawain, choć jego słowa trafiały w pustkę. 

-  Wiem,  czego  próbowałeś.  Dość  kłamstw  się  nasłuchałam  w  ciągu  kilku  ostatnich 

tygodni!  Idź,  napisz  sam  tę  cholerną  książkę!  Od  samego  początku  chciałeś  uchodzić  za 

eksperta, więc nie oczekuj ode mnie pomocy! 

- Nikki... 

Wyrwała się z jego objęć, wsiadła do samochodu i z furią trzasnęła drzwiczkami. 

Gawain  zastukał  w  szybę.  Bezskutecznie.  Auto  ruszyło  z  miejsca  i  rozchlapując 

kałuże, zniknęło za zakrętem. 

„Los Angeles Times” 

Wiadomości ze świata rozrywki: 

Z  najnowszych  doniesień  wynika,  że  znany  prezenter  telewizyjny,  Anthony  Gawain, 

oraz piękna seksterapeutka, Nicole Hart, stanowią zgraną parę także poza ekranem. Nie tylko 

zaszczycili  swą  obecnością  występy  Seinfelda,  lecz  ogłosili  ostatnio,  iż zamierzają  wspólnie 

napisać książkę na temat, który całkiem niedawno wzbudził spore poruszenie. 

Aaa... psik! 

background image

Rozciągnięta na łóżku Nicole cisnęła gazetę na podłogę i sięgnęła w kierunku stolika 

zarzuconego  papierowymi  chusteczkami.  Głośno  wydmuchała  nos,  po  czym  przetarła 

załzawione  oczy.  Zastanawiało  ją,  jak  kilka  chwil  spędzonych  na  deszczu  mogło  zakończyć 

się takim przeziębieniem. 

Pokój przypominał pobojowisko. 

Przemoczone  ubrania  walały  się  w  nieładzie  po  podłodze.  Na  krześle  stało  puste 

pudełko  po  pizzy,  którą  kupiła  wieczorem  w  drodze  do  domu.  Gazety,  czasopisma  i  zwitki 

papierowych  chusteczek  zaścielały  pół  dywanu.  Zmiętoszone  poduszki  zwisały  smętnie  z 

krawędzi łóżka. 

Całe moje życie legło w gruzach, pomyślała dziewczyna. 

Wydarzenia minionego wieczoru jawiły się jej na kształt sennego koszmaru. 

Wciąż nie mogła uwierzyć, że Mark Bates mówił prawdę. 

Odrzuciła na bok kołdrę i wstała, by poszukać nowej paczki chusteczek. Przypadkiem 

zerknęła  w  lustro  zawieszone  nad  niewielką  toaletką.  Szybko  spuściła  wzrok  i  odwróciła 

głowę. 

To nie był dzień na pytanie: „Lustereczko, powiedz przecie...” 

Wyglądała okropnie. 

Z całego makijażu pozostały jej jedynie dwie ciemne smugi tuszu do rzęs, rozmazane 

na policzkach. Blada twarz, czerwony nos i potargane włosy dopełniały reszty. Piżama, którą 

po  omacku  wyciągnęła  z  bieliźniarki,  była  zbyt  obszerna  i  mocno  wygnieciona,  a  para 

grubych wełnianych skarpet nijak nie pasowała do całości. 

Kichnęła potężnie! 

Z  jękiem  powlokła  się  do  salonu.  Nigdzie  nie  mogła  znaleźć  świeżych  chusteczek. 

Zrezygnowana, opadła na kanapę. 

Rozległ się dzwonek telefonu. 

Sięgnęła po słuchawkę, potrzymała ją przez chwilę, po czym odłożyła na widełki. Nie 

miała ochoty z nikim rozmawiać, choć aparat terkotał z zadziwiającą regularnością. 

Kto mógł dzwonić? Może Anthony? A może matka z wiadomością, że po raz czwarty 

wzięła ślub w kaplicy imienia Elvisa w Las Vegas? A może któraś z kochanych siostrzyczek? 

Telefon zabrzęczał ponownie. Nicole przymknęła powieki i przyłożyła słuchawkę do 

ucha. 

- Halo - odezwała się schrypniętym głosem. 

- Gdzie się podziewałaś? 

- A... to ty, Rafe. Przez cały czas byłam w domu. 

background image

-  To  dlaczego  nie  odbierałaś  telefonu?  Dzwoniłem  już  wczoraj.  Mogłaś  chociaż 

włączyć automatyczną sekretarkę. 

- Włączyłam, tylko do tej pory nie miałam czasu odtworzyć nagrania - odpowiedziała. 

- Przeziębiłam się i... w ogóle źle się czuję. 

. Pod stolikiem dostrzegła zapomnianą paczkę chusteczek, więc wyciągnęła się na całą 

długość ciała, by po nią sięgnąć. 

- Źle się czujesz? Poczekaj, aż przeczytasz dzisiejszy numer „Timesa”. 

- Już czytałam. 

-  Naprawdę?  Więc  spróbuj  mi  wyjaśnić,  dlaczego  nie  powiedziałaś,  że  zamierzasz 

napisać książkę. Do tej pory twierdziłaś, że to Gawain będzie jedynym autorem. 

- I tak jest w rzeczywistości. Nie będę pisać żadnej książki. 

Głośno dmuchnęła w chusteczkę. 

- Ale w gazecie... 

-  Nic  mnie  nie  obchodzą  wypociny  dziennikarzy.  Nie  będę  współpracować  z 

Gawainem.  Nie  wymawiaj  tego  nazwiska,  jeśli  chcesz  nadal  należeć  do  grona  moich 

przyjaciół. 

- Co się z tobą dzieje, Nicole? Masz pod ręką termometr? Lepiej zmierz temperaturę, 

bo to, co mówisz, jest całkowicie pozbawione sensu. 

-  Pomyłka.  Mam  lekką  gorączkę,  lecz  wyłącznie  z  powodu  przeziębienia.  Poza  tym, 

od czasu gdy po  raz pierwszy spotkałam Anthony'ego  Gawaina, mam wrażenie, że wreszcie 

mówię i robię coś z sensem. 

Ostatnie słowa zabrzmiały nieco płaczliwie. 

- Nicole, co się stało? 

- Nic takiego. Anthony usiłował podstępem wykorzystać moją wiedzę. Ze słów Batesa 

wynikało, że otrzymał... to znaczy otrzymaliśmy od jednego z wydawnictw ofertę wspólnego 

napisania  książki  rozwijającej  temat  poruszony  w  programie  telewizyjnym,  w  którym 

występowałam.  Mark  był  przekonany,  że  wiem  o  wszystkim.  W  rozmowie  z  Gawainem 

wspomniał, że najwyższy czas podpisać umowę. 

-  Dlatego  w  takim  pośpiechu  opuściłaś  „Le  Bistro”?  Nawet  nie  zauważyłem,  kiedy 

wyszłaś. Przez cały czas zastanawiałem się, co zaszło. 

- Teraz już wiesz... „ 

-  Nie  rozumiem  tylko,  dlaczego  Gawain  zataił  przed  tobą  prawdę.  Chciał  sam 

zagarnąć całą pulę? To raczej do niego niepodobne. Nie potrzebuje pieniędzy ani sławy. 

- Być może nie lubi dzielić miejsca w blasku reflektorów. 

background image

- Naprawdę w to wierzysz? 

- Nie wiem. W każdym razie w mojej obecności ani razu nie wspomniał o kontrakcie. 

Roześmiała się, choć w jej głosie nie było ani cienia wesołości. 

- Co za ironia losu! Próbował mnie oszukać, bo był przekonany, że jestem prawdziwą 

terapeutką. W dalszym ciągu nie domyśla się prawdy. 

- Kiedy masz zamiar powiedzieć mu o wszystkim? Powinnaś zrobić to jak najszybciej. 

Nicole? Nicole? 

Nie odpowiadała. 

-  Dobrze  się  czujesz? Poczekaj,  odwołam  wieczorne  spotkanie  i  resztę  dnia  spędzę  z 

tobą. Po drodze kupię porządną porcję gorącego rosołu. 

-  Nie  cierpię  rosołu  -  burknęła  dziewczyna.  -  Inie  potrzebuję  twojego  towarzystwa. 

Wolę w samotności użalać się nad swoim losem. Nie mam ochoty śmiać się i nie chce mi się 

robić makijażu. Lubię być chora i nieszczęśliwa. 

- Zaraz tam będę. 

- Nie wpuszczę cię do domu. 

- Nicole... 

- Mówię poważnie. Idź sobie tam, gdzie planowałeś. Wracam do łóżka. Przed chwilą 

wzięłam tabletkę na przeziębienie i zaczynam być nieco senna. Zadzwonię później. Obiecuję. 

- Na pewno? - spytał Rafe zatroskanym tonem. 

- Na pewno. Lecz przedtem chciałabym cię prosić o pewną przysługę. 

- Jeśli zabiję Gawaina, trafię do więzienia, a tam nie ma pola do popisu dla projektanta 

kostiumów - odparł z udawaną wesołością. 

Nicole zignorowała jego słowa. 

- Zadzwoń do swego przyjaciela z salonu piękności i przeproś go, że nie dotrzymałam 

terminu  wizyty.  Po  wyjściu  z  „Le  Bistro”  byłam  tak  zdenerwowana,  że  zupełnie  o  tym 

zapomniałam. 

- Nie ma sprawy - zapewnił ją Contreras. - Przełożymy to na inny dzień. 

- Wątpię, żeby się zgodził. 

- Nic się nie przejmuj. Jak najszybciej wracaj do zdrowia. 

- Postaram się. To tylko przeziębienie. Jutro już będę na nogach. Cześć. A... Rafe? 

- Słucham? 

-  Dokąd  zamierzasz  zabrać  Elizabeth?  Mężczyzna  wybuchnął  śmiechem  i  odwiesił 

słuchawkę. 

background image

Nicole  potrząsnęła  głową.  Contreras  potrafił  zdobyć  każdą  dziewczynę  w  Los 

Angeles. Podciągnęła zwisające rękawy piżamy i poczłapała do kuchni. 

Z  nadzieją  zajrzała  do  lodówki.  Zimny  powiew  powietrza  przyjemnie  chłodził  jej 

rozpalone  policzki.  Sięgnęła  po  plastikową  butelkę  i  upiła  kilka  łyków  wody  mineralnej. 

Poczuła burczenie w brzuchu. Niestety, w lodówce był tylko kawałek sera owinięty  w folię, 

dwa zeschnięte selery i niewielki słoik ogórków. 

Z westchnieniem zamknęła drzwiczki. 

Przycisnęła  do  piersi  paczkę  chusteczek  i  ciężkim  krokiem  powlokła  się  w  stronę 

sypialni.  Poprawiła  poduszki,  wsunęła  się  pod  kołdrę,  po  czym  sięgnęła  po  najbliżej  leżące 

czasopismo. 

Wracała moda na dłuższe spódnice... 

...oraz buty na grubej podeszwie. 0,'Boże! 

Zerknęła  na  ostatnią  stronę,  gdzie  zwykle  drukowano  horoskopy.  Wodząc  palcem  po 

literach, odnalazła swój znak i zaczęła czytać: 

„Twoje  życie  uczuciowe  będzie  pełne  rozterek  i  niepokojów.  W  końcowej  fazie 

miesiąca  zaznaczy  się  wyraźny  wpływ  Jowisza,  co  spowoduje  wzmożoną  potrzebę  doznań 

erotycznych.” 

Oczywiście.  Oto  właściwe  wyjaśnienie  wszystkich  niepowodzeń.  Zły  układ  gwiazd. 

Dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej? 

Nic dziwnego, że bez zastrzeżeń wierzyła Gawainowi. Potrzebowała spełnienia, więc 

brała  za  dobrą  monetę  każdy  jego  gest  i  każde  słowo.  „Wzmożona  potrzeba  doznań 

erotycznych”. Już nic gorszego nie mogło jej się przytrafić. I to właśnie z Gawainem! 

Ciekawe, jaki znak zodiaku rządził jego życiem? 

Prawdopodobnie Lew: król dżungli i wszelkich stworzeń. 

Aaa... psik! 

Nicole pośpiesznie odłożyła czasopismo i chwyciła chusteczkę. 

Anthony Gawain. Dlaczego musiała wybrać właśnie jego? W życiu szukał wyłącznie 

przyjemności. Owszem, mógł się podobać wielu kobietom, ale... 

Ś

wiat fantazji i marzeń wydawał się jej o wiele  bezpieczniejszy. Nie było tam bólu i 

rozczarowań. 

Dlaczego Anthony? - zastanawiała się Nicole. 

Odpowiedź była dość prosta: stanowił wyzwanie. 

Nie  bał  się  otwarcie  stawić  czoło  przeciwnościom  losu.  Nie  nudził  jak  większość 

mężczyzn. 

background image

Dziewczyna  ze  wzruszeniem  ramion  musiała  w  końcu  przyznać,  że  odziedziczyła  po 

matce skłonność do przygód. Ekscytowali ją nieprzeciętni mężczyźni. 

Anthony zaś zapewniał jej wystarczającą ilość „rozrywki”. 

Poczuła ból głowy od uporczywego myślenia na ten temat. 

Gorąca  herbata.  O,  właśnie...  kubek  gorącej  herbaty  z  miodem  byłby  znakomitym 

remedium  na  wszelkie  dolegliwości.  Nicole  przypomniała  sobie  o  wciąż  nie  ukończonym 

scenariuszu.  Gdyby  zdołała  rozwinąć  pomysł,  który  przyszedł  jej  do  głowy  w  „Le  Bistro”, 

akcja zyskałaby na spoistości. 

Dziesięć minut później wróciła do salonu z kubkiem w dłoni. Spojrzała na migoczącą 

lampkę automatycznej sekretarki. Wcisnęła klawisz odtwarzania, po czym pociągnęła solidny 

łyk parującego napoju. Ucisk w nosie nieco zelżał i mogła swobodniej oddychać. 

Ki... 

-  Nicole,  jesteś  tam?  Musimy  porozmawiać.  Zadzwoń,  gdy  wrócisz.  Będę  w  studiu, 

pod numerem 555 - 6541. 

To był głos Anthony'ego. Ki.... 

- Nicole? Mówi Rafe. Gdzie zniknęłaś? Czy coś się stało? Czekam na telefon. 

Ki... 

- Nicole, nie bądź dzieckiem, podnieś słuchawkę. Chcę z tobą porozmawiać. Nicole... 

Wróciłaś? 

Gawain  mówił  z  coraz  większą  niecierpliwością.  Dobrze  mu  tak,  pomyślała 

dziewczyna. 

Ki... 

-  Halo...  tu  Rafe.  Przepraszam,  lecz  mój  telefon  był  przez  chwilę  zajęty.  Jeśli 

dzwoniłaś w tym czasie, spróbuj jeszcze raz. Jeśli nie, też spróbuj. Chciałbym dowiedzieć się, 

co zaszło. Elizabeth... albo nie. Porozmawiamy później. 

Ki... 

- Nikki, odbierz ten cholerny telefon! 

Wybuchnęła  głośnym  śmiechem,  rozlewając  herbatę.  Okrzyk  Anthony'ego  brzmiał 

niczym ryk rozjuszonego lwa. Pan dżungli wpadł w bezsilną wściekłość, stwierdziła z cichą 

satysfakcją. 

Ki... 

-  Nicole,  mówi  Wendy.  Czy  miałaś  ostatnio  jakąś  wiadomość  od  mamy?  Mam 

nadzieję, że znowu nie popełniła głupstwa. Zadzwoń do mnie jak najprędzej. 

Nicole wyłączyła automat. 

background image

Wendy  z  dużą  niechęcią  odnosiła  się  do  ostatniego  wybranka  pani  Hart.  Nie  miała 

zaufania  do  kowbojów,  zwłaszcza  tych,  którzy  pędzili  koczownicze  życie,  wyznaczane 

kolejnymi startami w rodeo. 

Nicole  nie  była  w  nastroju  do  prowadzenia  rozmowy  z  siostrą.  Postanowiła,  że 

zatelefonuje do niej rano. Wróciła do sypialni. 

Przez  godzinę  pracowała  nad  scenariuszem.  Dobrnęła  niemal  do  końca,  lecz  z  wolna 

ogarniało ją coraz większe znużenie. 

Przymknęła powieki. Długopis wysunął się jej z dłoni. Zasnęła. 

Przeniosła się w świat marzeń... 

Był  późny  wieczór.  Neon  migoczący  w  oknie  sali  bilardowej  rzucał  słaby  blask  na 

pogrążoną  w  mroku  ulicę.  Nicole  zbierała  rozsypane  bile  i  układała  z  nich  foremne  trójkąty 

pośrodku każdego stołu. Czas zamykać, pomyślała. 

Drzwi  otworzyły  się  z  lekkim  skrzypnięciem.  Dziewczyna  odwróciła  głowę,  by 

wyprosić  spóźnionego  gościa,  lecz  słowa  uwięzły  jej  w  gardle  na  widok  stojącego  w  progu 

mężczyzny. 

Przybysz  nosił  wśród  bilardzistów  przezwisko  Ice  Man.  Grywał  rzadko,  wyłącznie  o 

wysokie stawki. Nicole nie pamiętała, by kiedykolwiek przegrał w jej obecności, choć musiał 

wybierać  z  dużego  grona  potencjalnych  przeciwników.  Był  niczym  owiany  legendą 

rewolwerowiec:  większość  graczy  uważała  za  punkt  honoru  wystawić  na  próbę  jego 

umiejętności. 

Ice Man nie brał udziału w turniejach. Wyznawał zasadę, jedna gra, jeden przeciwnik. 

„Zwycięzca zgarniał wszystko. 

Nikt nie znał jego przeszłości ani prywatnego życia. Był nieuchwytny jak dym snujący 

się z ogniska. 

Krążyły  plotki,  iż  pochodził  z  bogatej,  arystokratycznej  rodziny,  lecz  okazał  się 

„czarną  owcą”  i  został  wydziedziczony.  Niektórzy  twierdzili,  że  poszło  o  kobietę.  Starszą, 

wyrachowaną kobietę, która bez skrupułów potrafiła wykorzystać jego uczucia. 

Już  na  pierwszy  rzut  oka  sprawiał  wrażenie  człowieka,  któremu  obce  są  wszelkie 

zasady obowiązujące w cywilizowanym świecie. Był urodzonym buntownikiem; z jego sylwetki 

emanowała  siła  i  poczucie  pewności.  Gładko  zaczesane,  długie,  kruczoczarne  włosy  dziwnie 

kontrastowały ze szlachetnymi rysami twarzy. 

Z jednego ucha zwisał mu maleńki srebrny krzyżyk. 

Mężczyzna był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, dżinsy oraz parę miękkich, wysokich 

butów na płaskim obcasie. 

background image

-  Czym  mogę  służyć?  -  spytała  dziewczyna.  Słowa  przechodziły  jej  z  trudem  przez 

ściśnięte gardło. 

Przybysz  zmierzył  ją  przeciągłym  spojrzeniem.  W  jego  zielonych  oczach  pojawił  się 

błysk wyzwania. 

- Przyszedłem zagrać. 

Z piersi dziewczyny wyrwało się głębokie westchnienie. 

Mężczyzna uniósł czarny błyszczący pokrowiec, skrywający kij. 

- Do ostatniej bili - powiedział. 

Dziewczyna  głośno  przełknęła  ślinę.  Nie  potrafiła  określić  wysokości  stawki,  lecz 

znała  umiejętności  swego  gościa.  Był  doskonałym  przykładem  wędrownego,  zawodowego 

gracza, lubującego się w niebezpiecznych sytuacjach z pogranicza hazardu. 

Ice  Man  zdjął  kurtkę,  podwinął  rękawy  szarego  swetra  i  zbliżył  się  do  jednego  ze 

stołów. Nie spuszczał wzroku ze stojącej nieruchomo dziewczyny. W pomieszczeniu panowała 

nienaturalna cisza. 

Nagle  rozległ  się  cichy  trzask  otwieranego  futerału.  Mężczyzna  zręcznym  ruchem 

połączył  połówki  pokrytego  licznymi  karbami  kija.  Dziewczyna  słyszała,  Że  każde  nacięcie 

oznaczało wygraną partię. Niezbity dowód, że Ice Man czerpał głęboką satysfakcję ze swych 

zwycięstw. 

Starannie  potarł  kredą  koniec  kija.  Zdjął  drewniany  trójkąt,  utrzymujący  w  równym 

porządku kolorowe bile ułożone pośrodku stołu i przymierzył się do pierwszego strzału. 

Każdy jego ruch zdradzał doświadczonego gracza. Bile z głuchym stukiem wpadały do 

otworów. 

W  krótkim  czasie  rozgrywka  dobiegła  końca.  Gdy  zniknęła  ostatnia,  czarna  bila, 

mężczyzna  uniósł  głowę  i  spojrzał  na  dziewczynę.  Nicole  poczuła  przeszywający  ją  dreszcz 

emocji. 

Ice Man oparł się o krawędź stołu. 

- Wygrałem ? - spytał prowokującym tonem. 

- Nie dałeś mi szansy pokazać, co potrafię - odpowiedziała, potrząsając głową. 

- Nie było takiej potrzeby. Mogę grać całą noc i ani razu nie spudłować - powiedział 

zaczepnie. 

- Nigdy nie tracisz koncentracji? Nikt cię nie sprowokował do popełnienia błędu ? 

Lekko zagryzła dolną wargę. Mężczyzna ujął w dłoń czarną bilę. 

- Nikt - odparł krótko. 

background image

-  W  takim  razie...  powinniśmy  nieco  urozmaicić  nasze  spotkanie.  -  Dziewczyna 

przysiadła na brzegu stołu i zmysłowym ruchem przeciągnęła ramiona. 

- Zaczynaj, kowboju - mruknęła wyzywająco. 

- Jak pani sobie życzy. 

Zgarnął bile na środek zielonego blatu, po czym potarł kredą koniec kija. 

- Powinnaś wiedzieć, że widok pięknej kobiety zazwyczaj przynosi mi szczęście. 

Nie  odpowiedziała,  lecz  uśmiechnęła  się  tajemniczo.  Pierwszy  strzał  rozsypał  bile  po 

powierzchni stołu. 

Ice Man na chwilę znieruchomiał. Zastanawiał się nad początkową zagrywką. 

Możesz się nieco przesunąć? - spytał. 

- Gdzie chcesz umieścić bilę ? 

- Czerwona po odbiciu o bandę do lewego dolnego otworu. 

Nicole obeszła stół dookoła. 

- Poczekaj chwilę - powiedziała, gdy mężczyzna zaczął przygotowywać się do strzału. 

- O co chodzi ? 

Lekko podciągnąwszy spódnicę, kocim ruchem ułożyła się na krawędzi stołu, tuż nad 

miejscem, gdzie miała wpaść bila. 

Na czole mężczyzny pojawiły się krople potu. Dziewczyna obrzuciła go powłóczystym 

spojrzeniem i delikatnie wydęła usta. 

- Pokaż, jaki naprawdę jesteś - wyszeptała. 

Ice  Man  oparł  dłoń  o  zielone  sukno,  z  wyraźnym  napięciem  popatrzył  na  położenie 

czerwonej bili... 

W chwili gdy składał się do uderzenia, zabrzmiał melodyjny głos dziewczyny: 

- Mam nadzieję, że nie nosisz jakiegoś śmiesznego przydomka w rodzaju Pędziwiatr? 

Bila głucho stuknęła o bandę. 

Kokieteryjny uśmiech rozjaśnił twarz dziewczyny. 

- Przegrałeś. 

Mężczyzna  powoli  rozkręcił  kij  i  schował  go  do  futerału.  Chwilę  później  zgarnął 

wszystkie bile ze stołu. 

- Mylisz się, kochanie - oświadczył. - Właśnie odniosłem kolejne zwycięstwo. 

Powoli wspiął się na stół. 

- Zaraz... zaraz... co ty właściwie robisz? Wyciągnął rękę w jej stronę. 

- Znasz zasady gry? - spytał. - Więc znasz również odpowiedź. 

background image

Przyciągnął  dziewczynę  do  siebie,  rozpiął  jej  bluzkę  i  zbliżył  usta  do  śnieżnobiałej 

piersi... 

Gdzieś z dala dobiegał natarczywy dźwięk dzwonka u drzwi. 

background image

ROZDZIAŁ 10 

Nicole  budziła  się  z  trudem.  Powoli  otworzyła  oczy  i  rozprostowała  ramiona. 

Dzwonek  zadźwięczał  ponownie.  Nicole  usiłowała  spędzić  z  powiek  resztki  snu,  a 

jednocześnie zaczęła się zastanawiać, kto chciałby jej złożyć wizytę w środku nocy. Dopiero 

po chwili zauważyła, że przez niedokładnie zaciągnięte zasłony wpadają promienie słońca. 

Był  już  jasny  dzień.  Na  podłodze  sypialni  leżały  rozsypane  fragmenty  scenariusza. 

Dziewczyna zrozumiała, że sen zmożył ją w trakcie pracy. 

Kolejny raz rozległ się natarczywy terkot dzwonka. 

To na pewno Rafe, pomyślała Nicole. Z dużą porcją gorącego rosołu. 

Odrzuciła  na  bok  kołdrę,  podniosła  się  z  łóżka  i spojrzała  w  lustro.  Nadal  wyglądała 

szkaradnie,  choć  przeziębienie  zaczęło  ustępować.  Przesunęła  palcami  po  zmierzwionych 

włosach. Tu potrzeba czegoś więcej niż rosołu, uznała. 

Zauważyła,  że  podczas  snu  zgubiła  jedną  z  ciepłych  skarpetek,  więc  ponownie 

zanurkowała  w  pościel  w  poszukiwaniu  zguby.  Po  chwili  wynurzyła  się  z  triumfalną  miną. 

Naciągnęła  skarpetkę,  głośno  ziewnęła  i  przetarła  oczy.  Jak  przez  mgłę  powróciły  do  niej 

sceny z sennego marzenia. 

Uporczywy dźwięk dzwonka przywołał ją do rzeczywistości. 

Do  diabła  z  tobą,  Rafe,  pomyślała.  Nie  dość,  że  mnie  obudziłeś  w  najlepszym 

momencie... 

Uśmiechnęła się na to wspomnienie. 

Dzwonek nie przestawał terkotać. 

-  Dobrze,  już  dobrze.  Nie  zgub  spodni  -  mruknęła.  -  Chyba  że  chcesz  się  popisać  - 

dodała ze stłumionym chichotem. Podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku. 

- Mówiłam ci przecież, że nie lubię... To nie był Rafe. 

To był wysoki mężczyzna o ciemnych włosach. Ten, który ją upokorzył. 

Senna fantazja zamieniła się w koszmar. Nicole pośpiesznie zamknęła drzwi. 

- Pozwól mi wejść, Nikki. 

- Odejdź. 

- Nikki... 

- Odejdź - powtórzyła. Nie oglądając się za siebie, wróciła do sypialni. 

background image

Rozległ  się  ostry  dźwięk  dzwonka.  Nicole  usiadła  na  łóżku  i  zakryła  uszy  dłońmi. 

Dlaczego  Gawain  nie  chciał  zostawić  jej  w  spokoju?  Dlaczego  dopuściła,  by  zobaczył  ją  w 

takim stanie? „ 

Dzwonek wciąż brzęczał. 

Dziewczyna wpełzła pod kołdrę, a gdy to nie pomogło, wsunęła głowę pod poduszkę. 

Miała żal do całego świata. 

Podziałało. 

Zapadła cisza. 

Nicole  poczuła  nagłe  rozczarowanie.  Wbrew  oczywistym  faktom  wierzyła,  że  o 

prawdziwej wartości kobiety może decydować coś więcej niż uroda. Złudne nadzieje. 

Gawainowi  wystarczył  jeden  rzut  oka  na  jej  zaczerwienioną  twarz  i  zmierzwione 

włosy. Odszedł w poszukiwaniu innej dziewczyny. 

Ś

mieszna  historia,  pomyślała,  lecz  mimo  wysiłków  nie  potrafiła  zmusić  się  do 

uśmiechu. 

W pewnej chwili wydawało jej się, że słyszy jakiś dźwięk dochodzący z przyległego 

pokoju. Zaczęła nasłuchiwać. Czy to tylko gra rozgorączkowanej wyobraźni? 

Nic. W mieszkaniu panowała głęboka cisza. 

Nicole  miała  zamiar  wysunąć  głowę  spod  kołdry,  gdy  ponownie  usłyszała  ciche 

stąpanie. 

Ktoś zbliżał się do drzwi sypialni. 

O, nie! 

Nicole  przypomniała  sobie  z  nagłym  przerażeniem,  że,  co  prawda,  zamknęła  drzwi 

wejściowe, lecz zapomniała przekręcić klucza. Anthony bez trudu dostał się do środka. 

Gorączkowo  zastanawiała  się,  gdzie  się  ukryć!  Po  chwili  przypomniała  sobie,  że  już 

się schowała. 

- Nikki? 

Wstrzymała  oddech.  Miała  cichą  nadzieję,  że  Gawain  odejdzie,  jeśli  nie  otrzyma 

odpowiedzi. Serce waliło jej niczym młotem. Ciszej! Ciszej... 

Kroki ucichły. Mężczyzna zatrzymał się pod drzwiami sypialni. 

- Nikki? 

Mocno zacisnęła powieki. Anthony nasłuchiwał przez chwilę. 

Nicole  zaczęło  kręcić  w  nosie.  Zakryła  twarz  dłońmi.  Nie  pomogło.  Aaa...  psik! 

Rozległ się głośny śmiech Gawaina. 

- Znalazłem cię. Możesz już opuścić kryjówkę - powiedział. 

background image

- Odejdź. 

- Nigdzie nie pójdę, Nikki. Mamy kilka spraw do omówienia. 

- Nie będę z tobą rozmawiać - odpowiedziała z dziecinnym uporem. 

- Dobrze, więc tylko słuchaj - cierpliwie mówił Anthony. - Chciałbym ci coś wyjaśnić. 

Wczoraj uciekłaś tak szybko, że nie dałaś mi na to najmniejszej szansy. 

Nikki zastanawiała się przez chwilę. Doszła do wniosku, że jeśli zostanie pod kołdrą, 

Gawain  nie  będzie  miał  okazji  jej  oglądać.  Kiedy  się  wygada,  może  pójdzie.  Przecież  jego 

słowa i tak niczego nie zmienią. 

- Dobrze. Słucham - odparła. Gruba warstwa pościeli tłumiła jej głos. 

- Co powiedziałaś? 

- Że będę słuchać. Zaczynaj! 

- Nikki, nie rozumiem, co do mnie mówisz. Musisz wysunąć głowę spod kołdry. 

- Nie. 

-  Nikki,  czekam.  Przestań  zachowywać  się  jak  smarkula.  Nie  wyjdę  stąd,  póki  nie 

usiądziesz' na łóżku i nie wysłuchasz w spokoju tego, co mam do powiedzenia. 

Poczuła  ukłucie  wstydu.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  swoim  postępowaniem  naraża  się 

na śmieszność. Mimo to trwała w zaciętym uporze. 

-  Nikki,  jesteś  przecież  dorosłą  kobietą.  Nie  powinnaś  udawać  rozkapryszonej 

panienki. 

Odrzuciła kołdrę. 

- Nie udaję. 

-  Co  się  z  tobą  dzieje?  -  spytał  mężczyzna.  Obrzucił  dziewczynę  uważnym 

spojrzeniem. 

-  Przeziębiłaś  się  -  stwierdził.  -  Prawdopodobnie  masz  gorączkę.  Mogę  uznać  to  za 

wystarczające wyjaśnienie twojego zachowania. 

- Ja... aaa... psik! 

- Po prostu jesteś chora. Wczorajszego wieczoru zbyt długo stałaś na deszczu. 

- Ja... - pociągnęła nosem. - Nic mi nie jest. Sięgnęła po chusteczkę. 

-  Idź  sobie.  -  Machnęła  dłonią  w  jego  stronę.  -  Jeśli  masz  coś  do  powiedzenia,  to 

powiedz, a potem daj mi święty spokój. 

- Nie mogę zostawić cię w tym stanie. Potrzebujesz opieki. 

- Zbytnia troskliwość - odpowiedziała. - Nie jestem dzieckiem. 

Głośno wydmuchała nos. 

- Być może. Lecz jesteś chora. 

background image

- To tylko chwilowe niedomaganie. 

- Myślę, że najpierw powinniśmy się nieco zająć wyglądem pokoju. Usiądź na krześle, 

zmienię pościel. To na pewno poprawi ci samopoczucie. 

- Dlaczego od razu nie zaproponujesz mi gorącej kąpieli? - warknęła ostro, lecz w tej 

samej chwili pożałowała swych słów, gdyż Gawain z powagą skinął głową. 

- Jeśli sobie życzysz... 

W  głosie  mężczyzny  pojawił  się  uwodzicielski  ton.  Nicole  powróciła  myślami  do 

sennych  marzeń.  Poczuła,  że  rumieniec  z  wolna  wypełza  jej  na  policzki,  lecz  nie  spuściła 

wzroku. 

- Koniec z mazgajstwem - oświadczył Anthony. - Wyskakuj z łóżka. 

Zsunęła się po drugiej stronie i przycupnęła na krześle. 

Gawain  zdjął  pościel,  po  czym  zniknął  w  przedpokoju.  Rozległ  się  stuk  odsuwanych 

drzwi  szafy.  Po  chwili  do  uszu  dziewczyny  dobiegł  odgłos  cichej  rozmowy  telefonicznej. 

Nicole wytężyła słuch, lecz nie mogła rozróżnić poszczególnych wyrazów. 

Dokąd mógł dzwonić Anthony? Przypuszczalnie do swojej kochanki, by  zawiadomić 

ją,  że  z  ważnych  i  niespodziewanych  powodów  musi  przełożyć  godzinę  spotkania.  Albo  do 

Batesa,  by  ustalić  datę  wizyty  w  klubie  „Miss  Olivia's”.  Albo  -  co  było  najbardziej 

prawdopodobne  -  miał  się  po  prostu  spotkać  z  jedną  z  dziewcząt  pracujących  we 

wspomnianym  „przybytku  kultury”.  W  każdym  razie,  nie  miało  to  nic  wspólnego  z  osobą 

Nicole. 

I bardzo dobrze. 

Gawain  wrócił  do  sypialni,  dźwigając  świeżą  pościel.  Wprawnymi  ruchami  posłał 

łóżko, czym wzbudził niemały podziw Nicole, która nie podejrzewała, że ktoś wychowany w 

domu  wypełnionym  służbą  mógłby  posiąść  znajomość  tak  prozaicznych  czynności.  Gdy 

skończył, natychmiast wsunęła się pod kołdrę. 

- Możesz już iść - powiedziała nadąsanym tonem. 

- Najpierw opowiem ci bajkę na dobranoc. 

-  W  niczym  nie  przypominasz  Charlesa  Perraulta  -  odparła.  Raczej  któregoś  z  braci 

Grimm, dodała w myślach. Lub bohatera ich ponurych opowiastek. 

- Był raz młody chłopiec, który z całego serca kochał swą matkę - zaczął. 

- Masz zamiar mi streścić którąś z tragedii Szekspira? 

- Bądź cicho i słuchaj. 

Wsparła  głowę  na  poduszce,  po  czym  przybrała  wyczekującą  minę.  Kątem  oka 

uważnie obserwowała Anthony'ego. 

background image

Prezentował się wspaniale. 

Był ubrany w czarno - zielony dres, używany głównie przez amatorów joggingu, choć 

nie  noszący  śladów  potu,  jakie  zwykle  występują  po  długim  biegu.  Kolor  stroju  znakomicie 

harmonizował z ciemnymi włosami i szmaragdowymi oczami. 

Nicole  z  przerażeniem  pomyślała  o  własnym  wyglądzie.  Przypominała  Amazonkę, 

która  przed  chwilą  zakończyła  pięciorundowy  pojedynek  z  bengalskim  tygrysem...  i  zeszła 

pokonana z placu boju. 

Anthony  odwrócił  się  tyłem  i  zaczął  mówić  cichym  spokojnym  głosem,  niemal 

szeptem: 

- Źle mnie oceniłaś. Jedynym moim prawdziwym przewinieniem jest to, że zbyt długo 

zwlekałem. Powinienem od razu powiedzieć ci o kontrakcie i o propozycji współpracy. Chcę 

być  wobec  ciebie  zupełnie  szczery.  Aby  to  udowodnić,  zdradzę  ci  pewien  sekret,  o  którym 

nigdy nikomu nie mówiłem. 

Dlaczego  nie  patrzył  jej  w  oczy?  Czy  miało  to  jakiś  związek  z  ciążącą  na  nim 

tajemnicą?  Nicole  poczuła,  że  jej  gniew  zaczyna  pomału  gasnąć,  ustępując  miejsca 

zaciekawieniu. 

-  Gdy  miałem  dziewięć  lat  -  ciągnął  Anthony  -  przypadkowo  usłyszałem  rozmowę, 

którą moja matka prowadziła ze swym długoletnim kochankiem. 

Roześmiał się gorzko. 

- Jest wiele prawdy w powiedzeniu, że podsłuchiwanie nie popłaca. Czasem lepiej jest 

ż

yć w błogiej nieświadomości. 

Westchnął głęboko i mówił dalej: 

-  Od  razu  przejdę  do sedna  sprawy.  Owego  pamiętnego  dnia  dowiedziałem  się, że  w 

rzeczywistości nie należę do rodziny Gawainów. 

- Zostałeś adoptowany? - spytała Nicole. 

- Nie. Jestem bękartem. A moja matka okazała się zwykłą dziwką. 

W  słowach  mężczyzny  dźwięczała  nuta  z  trudem  powstrzymywanego  bólu  i 

rozgoryczenia. 

-  Miała  kochanka  i  zapomniała  poinformować  męża,  iż  dziedzic  rodu  nie  jest  jego 

synem. 

- Anthony ja... to znaczy... tak mi przykro. Musiałeś... 

-  Owszem.  -  Zwrócił  twarz  w  jej  stronę.  -  Lecz  dzięki  temu  zdołałem  się  wiele 

nauczyć.  Zrozumiałem,  jak  podła  i  podstępna  może  być  każda  kobieta.  Zanim  poznałem 

ciebie,  byłem  święcie  przekonany,  że  mężczyźni  są  wciąż  oszukiwani,  wykorzystywani  i 

background image

poniżani. Porzuciłem wszelką nadzieję, iż kiedyś spotkam kobietę, którą mógłbym obdarzyć 

pełnym zaufaniem. 

Chrząknął z zakłopotaniem. 

-  Podczas  naszego  pierwszego  spotkania  odniosłem  wrażenie,  że  jesteś  inna.  Później 

zacząłem  podejrzewać,  że  udajesz,  że  w  gruncie  rzeczy  niczym  nie  różnisz  się  od  kobiet, 

które znałem dotychczas, że masz dość sprytu, by zamaskować swoje prawdziwe oblicze... 

Umilkł. Po chwili podjął przerwany wątek. 

-  Gdy  zaproponowano,  byśmy  wspólnie  przystąpili  do  pracy  nad  książką,  nie 

wiedziałem,  co  robić.  Wahałem  się.  W  końcu  postanowiłem  czekać.  Chciałem  zyskać  dość 

czasu,  by  móc  poznać  cię  bliżej.  Bałem  się,  że  wykorzystasz  moją  miłość  dla  zrobienia 

kariery... lecz w głębi serca pragnąłem cię tylko dla siebie. 

Nicole nie wierzyła własnym uszom. 

Anthony Gawain okazał się czułym i wrażliwym mężczyzną. Ufał jej. Nie zawahał się 

odkryć sekretów własnego dzieciństwa. 

- Do czego zmierzasz? - spytała lekko drżącym głosem. 

-  Zgodzisz  się  napisać  ze  mną  tę  książkę?  Nikki,  od  samego  początku  chciałem 

zaproponować ci współpracę. 

Pochylił się i zaczął zbierać gazety oraz czasopisma zaśmiecające podłogę sypialni. Po 

chwili ponownie usiadł na łóżku obok dziewczyny. 

- Powiedz, że się zgadzasz. 

Nicole  zdawała  sobie  sprawę,  że  nadeszła  właściwa  chwila,  by  wyrazić  mu  całą 

prawdę, a mimo to nie potrafiła zmusić się do szczerości. 

- Dobrze - wyszeptała. 

W  głębi  duszy  czuła,  że  popełnia  ogromny  błąd,  za  który  przyjdzie  jej  wkrótce 

zapłacić.  Jednak  nie  potrafiła  jednym  zdaniem  przekreślić  nadziei  na  kilka  ulotnych  chwil 

szczęścia. 

Kiedyś przyzna się do wszystkiego. 

Lecz jeszcze nie teraz. 

Gawain uśmiechnął się. Złożył delikatny pocałunek na dłoni dziewczyny. 

- Czas na kąpiel - powiedział z filuternym błyskiem w oku. 

Nicole cofnęła rękę i energicznie potrząsnęła głową. 

- Nie będzie kąpieli. Anthony dotknął jej czoła. 

- Wciąż masz podwyższoną temperaturę. Pójdę napuścić wody. 

- Spróbuj, a ucieknę. 

background image

- Wprost w moje ramiona? 

Był niemożliwy. Nie dawał jej najmniejszych szans na obronę. 

Co  prawda,  nie  miała  zbytniej  ochoty  się  bronić.  Zwłaszcza  gdy  przypomniała  sobie 

ostatnią scenę snu... 

- Dobrze - powiedziała z cichym śmiechem. - Wygrałeś. Zajmij się kąpielą. 

Spojrzał  na  nią  ze  zdziwieniem.  Najwyraźniej  nie  był  przygotowany  na  tak  szybką 

kapitulację. Wyciągnął dłoń i lekko trącił nos dziewczyny. 

- Powiedz mi, Nikki, zawsze jesteś taka grzeczna? Chwyciła go za rękę, przytrzymała 

i delikatnie ugryzła w palec. 

- Zawsze - powiedziała przez zęby, przeciągając głoski. 

-  To  dobrze  -  westchnął.  -  Bo  już  się  spodziewałem,  że  nie  dasz  się  namówić  na 

wejście do wanny. 

- Zbyt łatwo rezygnujesz - roześmiała się. - Myślałam, że jesteś twardszy. 

- Nie chciałem cię spłoszyć. Odrzucił na bok kołdrę. 

- Co ty robisz? - zawołała z przestrachem Nicole. 

- Zabieram panią do łazienki, panno Hart - odpowiedział. 

Uniósł ją z łóżka. 

- Wrzeszcz, ile chcesz. Pouczyłem służbę, że ma być głucha na twoje wołania. 

Nicole zaczęła okładać go pięściami po plecach. 

- Puść mnie, brutalu! Natychmiast spełnił jej prośbę. 

- Mogę przynajmniej popatrzeć? - spytał z błyskiem w oku. 

- Nie. 

- Nie? 

Dziewczyna ze stanowczą miną pokręciła głową. 

- Nie? - Anthony zniżył głos do uwodzicielskiego szeptu, lecz zaraz wykrzywił twarz 

w kwaśnym uśmiechu. - W takim razie... nie opłaca się być dżentelmenem. 

Chwycił ją ponownie. 

- Dobrze! Już dobrze - zachichotała. - Zgadzam się. Możesz mi trochę pomóc. 

- Znakomicie! 

- Anthony... 

- Hm?... - mruknął, delikatnie pieszcząc ustami jej szyję. 

- Żartowałam. 

- Nieprawda. 

- Prawda. 

background image

- Grasz nie fair. 

- Mówiłam ci, że powinieneś zbadać sobie ciśnienie. 

- Nikki... 

- Słucham? 

- Zbadałem. 

- Nieprawda. 

- Prawda. 

Przysiadł na brzegu staroświeckiej, ogromnej wanny, bez wątpienia pamiętającej złoty 

wiek Hollywood, po czym sięgnął w stronę porcelanowych kurków. Buchnęły kłęby pary. 

Nicole zdjęła z półki flakon z płynem do kąpieli. Powietrze wypełniła woń świeżych 

owoców.  Strumień  wody  bijący  z  kranu  w  mgnieniu  oka  zmieniał  zielony  płyn  w  gęstą 

warstwę śnieżnobiałej piany. 

Gdy  dziewczyna  odwróciła  głowę,  napotkała  palące  spojrzenie  Anthony'ego. 

Zarumieniła się aż po koniuszki uszu, tym bardziej iż z bolesną świadomością zdawała sobie 

sprawę ze swego opłakanego wyglądu. 

-  Możesz  już  iść  -  powiedziała.  Bezskutecznie  próbowała  uwolnić  się  z  jego  objęć. 

Przestrzeń  ograniczona  jasnymi  ścianami  zdawała  się  maleć.  We  wnętrzu  łazienki  panował 

przesycony wilgocią upał, niczym w cieplarni. 

A Nicole drżała. 

Nie obawiała się, że ktoś może ich zobaczyć. Bała się własnej słabości. 

Bała się, że może obnażyć coś więcej niż ciało. 

- Nigdzie nie pójdę, Nikki - powiedział Anthony. - Jestem tutaj, by ci pomóc. 

W jego obecności odczuwała dziwną lekkość. Nigdy w życiu nie czuła się tak dobrze. 

Po chwili przyszło opamiętanie. A co później? - spytała samą siebie.  Gawain był jak 

narkotyk,  z  początku  dawał  poczucie  spełnienia,  lecz  jednocześnie  powodował  głębokie 

uzależnienie. 

Namiętność wzięła górę nad rozsądkiem. 

Pierwszy pocałunek przełamał ostatnią barierę oporu. Nicole z cichym westchnieniem 

wplotła palce w ciemną grzywę włosów Anthony'ego i wyprężyła całe ciało. 

Gawain  pomógł  jej  zdjąć  górną  część  pidżamy.  Przywarł  ustami  do  nagiej  skóry 

dziewczyny. Nicole poczuła przenikliwy dreszcz podniecenia. 

Zaszlochała. 

Anthony z uśmiechem podniósł głowę. Położył dłoń na piersi Nicole i powiedział: 

- Spójrz, jak doskonale pasuje. Jesteś dla mnie stworzona. 

background image

Dziewczyna  kątem  oka  zerknęła  na  jego  opalone  ramię,  kontrastujące  z  jej  białym 

ciałem. Zadrżała mocniej i spłonęła rumieńcem. 

Anthony parsknął śmiechem. 

- Nie mogę uwierzyć, że wciąż to robisz. 

- Woda stygnie - odparła z zakłopotaniem. 

-  W  takim  razie,  musimy  coś  na  to  poradzić.  Delikatnie  ugryzł  ją  w  ramię,  po  czym 

zanurzył w wannie jeden z małych ręczników. 

-  Teraz  mocno  zaciśnij  powieki  -  powiedział.  Nicole  bez  sprzeciwu  spełniła  jego 

prośbę. Poczuła smak pocałunku na swoich ustach. 

Chwilę później, po jej policzkach poczęły spływać ciepłe strumyki. Anthony starannie 

umył  twarz  dziewczyny,  później  zajął  się  szyją,  ramionami...  Wykręcił  ręcznik,  po  czym 

namydlił go ponownie i... 

Nicole  poczuła  błogi  dotyk  na  swoich  piersiach.  Głęboko  wciągnęła  powietrze  i 

wydała  stłumiony  pomruk.  Nie  mogła  otworzyć  oczu,  ponieważ  całą  twarz  miała  pokrytą 

pianą.  Niewidoczne  palce  pieściły  jej  ciało.  Miała  wrażenie,  że  powrócił  rozkoszny  sen, 

wypełniony pięknymi, lecz niebezpiecznymi marzeniami. 

- Masz śliczne stopy - usłyszała głos Gawaina. Mężczyzna zdjął jej skarpetki, po czym 

rozsupłał tasiemkę wiążącą spodnie od pidżamy. 

- Zaraz... - zachłysnęła się Nicole, lecz było już za późno na protesty. Spodnie zsunęły 

się  na  wyłożoną  kafelkami  posadzkę.  Nagie  ciało  dziewczyny  owionął  ciepły  powiew 

przesyconego parą powietrza. 

Chciała przesunąć się w bok, lecz w tej samej chwili usłyszała plusk wody. 

- Stój spokojnie - powiedział Anthony. 

Ku własnemu zaskoczeniu, była mu całkowicie powolna. To zły omen, pomyślała. 

Anthony  pocałował  ją  w  kark.  Spokojnymi,  zdecydowanymi  ruchami  umył  jej  całe 

plecy. Gdy skończył, wrzucił ręcznik do wody. 

- Podaj mi rękę - powiedział. Nicole pokręciła głową. 

- Potrafię sama wejść do wanny - stwierdziła stanowczo. 

- Nie przeczę, lecz chodzi mi o coś zupełnie innego. Podaj mi rękę. 

Drugim ręcznikiem wytarł jej twarz z mydła? Nicole zamrugała powiekami, po czym 

otworzyła szeroko oczy. 

- Postępujesz nie fair - powiedziała na widok Gawaina. - Powinieneś też zdjąć bluzę. 

Anthony bez chwili namysłu ściągnął bluzę przez głowę i rzucił na podłogę. 

- Masz jeszcze jakieś życzenie? - spytał znaczącym tonem. 

background image

Potrząsnęła głową. 

- Więc podaj mi rękę i stań tutaj. - Wyciągnął z kąta niski taboret. 

- Co takiego? 

-  Nie  zadawaj  pytań,  lecz  zrób,  co  mówię.  Nicole  zastanawiała  się  przez  chwilę,  po 

czym  z  rezygnacją  wzruszyła  ramionami  i  weszła  na  stołek.  Anthony  zaczął  myć  jej  nogi. 

Zamknęła oczy i całkowicie poddała się jego pieszczotom. Czuła dotyk męskich rąk na swych 

biodrach, udach, pośladkach... Zadygotała. 

- Możesz zejść - powiedział mężczyzna. - Usiądź na skraju wanny... Poczekaj, podłożę 

ci ręcznik, żebyś się nie zsunęła. 

Z  zaciśniętymi  powiekami  cierpliwie  czekała,  aż  Gawain  skończy  przygotowania  i 

przystąpi do spłukiwania mydlin. Zamiast tego posłyszała szelest odzieży. 

Domyśliła się, że Anthony zdjął spodnie od dresu... że jest nagi. 

Chciała go zobaczyć, ale... 

...ale nie potrafiła otworzyć oczu. 

Bała się. 

Była potwornym tchórzem. 

Ledwo  mogła  oddychać  z  przerażenia.  Nagle  poczuła  palce  Gawaina  na  swoich 

kolanach.  Mężczyzna  przyklęknął,  wsunął  twarz  między  jej  uda...  Przyjęła  go  z  cichym 

westchnieniem zadowolenia. 

Poczuła,  że  zalewają  fala  rozkoszy.  Wstyd,  strach  i  zakłopotanie  zniknęły  bez  śladu. 

Całym ciałem pragnęła pieszczot. Pragnęła dotyku męskich rąk, ust, języka... 

- Przysuń się do mnie, kochanie - chrapliwym głosem odezwał się Anthony. Wcisnął 

dłonie pod pośladki dziewczyny. 

- Tak! - zawołała Nicole, nie panując dłużej nad miotającymi nią uczuciami. Wygięła 

się niczym kotka, by chwilę później zasypać ramiona mężczyzny ekstatycznymi pocałunkami. 

Wplotła palce w jego ciemne włosy i krzyczała, wciąż krzyczała... 

Upłynęło  kilka  minut,  nim  zaczęła  się  uspokajać.  Odetchnęła  głęboko  i  otworzyła 

oczy.  W  jej  zachowaniu  nie  było  nic  z  dawnej  bojaźliwości.  Czuła  się  wprost  wspaniale. 

Lekko zagryzając dolną wargę, spojrzała na swego partnera. 

Na  śniadej  twarzy  Anthony'ego  pojawił  się  szeroki  uśmiech.  Mężczyzna  łobuzersko 

mrugnął. 

- Byłem przekonany, że kąpiel ci pomoże - powiedział. 

-  Jesteś  podstępnym  i  zadufanym  w  sobie  draniem  -  odparła  z  czułością,  która 

przeczyła jej słowom. 

background image

Z  cichym  westchnieniem  wsparła  głowę  o  chłodną,  pokrytą  różowymi  kafelkami 

ś

cianę. Była kompletnie wyczerpana. 

Anthony wyprostował swą muskularną sylwetkę. Nicole nie potrafiła oderwać wzroku 

od jego wąskich bioder. 

- Czy masz?... - Nie dokończył pytania, lecz Nikki i tak wiedziała, o co chodzi. Była 

mu wdzięczna, że myślał o jej bezpieczeństwie. 

Pokręciła głową. 

-  Jadąc  do  ciebie,  całkiem  niedaleko  widziałem  supermarket.  Skończ  się  kąpać,  a  ja 

zrobię niewielkie zakupy. Zaraz wrócę. 

- Skąd masz pewność, że sklep nie jest zamknięty? 

- spytała. 

Przybrał minę niewiniątka. 

- Dzwoniłem jakiś czas temu - przyznał. 

Gdy wyszedł, Nicole wsunęła się do wanny. Zgarnęła naręcze piany, dmuchnęła w nią 

i przez chwilę obserwowała, jak w powietrzu wirują błyszczące bańki. 

- Jesteś podstępnym draniem, Anthony - powtórzyła z westchnieniem. 

A potem się uśmiechnęła. 

Anthony zerknął na zegar wmontowany w tablicę rozdzielczą dżipa. Droga do sklepu 

zajęła  mu  zaledwie  dwadzieścia  minut,  lecz  później  miał  sporo  kłopotów  ze  znalezieniem 

miejsca do zaparkowania. 

Westchnął  ciężko  po  wejściu  do  supermarketu.  Do  jedynej  czynnej  kasy  stała  długa 

kolejka  klientów,  ściskających  pokaźne  koszyki  pełne  zakupów.  Prawo  Murphy'ego  działało 

nieubłaganie. 

Niektórzy z czekających głośno narzekali na złą organizację i brak personelu. Anthony 

zachowywał  kamienny  spokój,  choć  przychodziło  mu  to  z  dużym  trudem.  W  środku 

dosłownie kipiał z niecierpliwości. 

W  końcu  ponownie  znalazł  się  na  parkingu.  Starannie  umieścił  swój  łup  na  fotelu. 

Wypchana  torba  świadczyła,  że  nie  żałował  pieniędzy.  Zrobił  większe  zakupy,  gdyż  przed 

wyjściem z domu Nicole zdążył zajrzeć do lodówki. To, co tam zobaczył, nie przedstawiało 

się zbyt zachęcająco. 

Poczuł  głód.  Zdjął  jedną  rękę  z  kierownicy,  poszperał  wśród  pakunków,  aż  znalazł 

okazałą, owiniętą w folię kanapkę. Gdy uporał się z jedzeniem, sprawdził, czy zapracowana 

kasjerka  nie  przeoczyła  przy  pakowaniu  niewielkiego  tekturowego  pudełeczka.  Było  na 

swoim miejscu. 

background image

Westchnął  z  ulgą  i  skręcił  w  lewo,  w  boczną  ulicę  prowadzącą  do  domu  Nicole. 

Uśmiechnął się do siebie. Dobrze, że w ostatniej chwili pomyślał, aby do zakupów dorzucić 

jeszcze jeden pakunek. 

Ogromną torbę „M&M's”. 

Dobrze  pamiętał,  że  jest  to  jedyna  czekolada,  która  rozpuszcza  się  w  ustach,  nie  w 

dłoni, chociaż... Dalsze myśli wolał zachować dla siebie. 

Podekscytowany, niczym nastolatek na pierwszej randce, wpadł do domu Nicole. 

-  Już  wróciłem!  -  zawołał  triumfalnie,  naśladując  ruchy  i  ton  głosu  popularnego 

gwiazdora filmowego. Wszedł do kuchni, postawił torbę na stole, po czym zaczął wypełniać 

lodówkę. Szybko zrzucił dres i pobiegł do łazienki. Spieszno mu było do wspólnej kąpieli. 

Z zaskoczeniem spojrzał na pustą wannę. Przez chwilę miał głupie uczucie, że znalazł 

się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. 

- Nikki? - odezwał się głośno. W domu panowała głucha cisza. 

Salon  był  pusty.  Anthony  ruszył  w  kierunku  sypialni.  Trudno,  pomyślał.  Trzeba 

dokonać niewielkiej korekty planów. Szybki prysznic, a potem... 

Uchylił drzwi. 

- Nikki, ja... 

Zobaczył  leżącą  w  łóżku  Nicole.  Jej  długie,  wciąż  mokre  włosy  w  nieładzie  wiły  się 

na poduszce. 

Gawain podszedł bliżej. Pod kołdrą wyraźnie rysował się kształt nagiego ciała. 

Dziewczyna spała. Bez wątpienia była zmęczona zbyt dużą ilością wrażeń. 

Anthony  z  rezygnacją  wzruszył  ramionami.  Tak,  przyda  mi  się  szybki  prysznic, 

pomyślał. 

Z zimnej wody. 

Był  dojrzałym  mężczyzną  i  doskonale  zdawał  sobie  sprawę,  że  długie  wyczekiwanie 

zaostrza apetyt. Myślami był już przy śniadaniu. 

Kolumbijska kawa, francuskie pieczywo, szwedzki masaż, francuskie pocałunki... 

background image

ROZDZIAŁ 11 

Zapach  świeżego  pieczywa  oraz  delikatny  aromat  kawy  obudziły  Nicole.  Ziewnęła 

szeroko i przeciągnęła się. Nagle spostrzegła, że jest całkiem naga. Co się stało z jej pidżamą? 

Przetarła  dłonią  twarz,  by  spędzić  resztki  snu,  po  czym  otworzyła  szeroko  oczy.  We 

włączonym  telewizorze  migotały  jakieś  postacie,  a  tuż  przy  jej  łóżku  stał  półnagi,  owinięty 

jedynie kuchennym fartuszkiem... Anthony Gawain. W dłoniach trzymał tacę ze śniadaniem. 

Nicole zacisnęła powieki. Jeszcze się nie obudziłam, uznała. 

W  głowie  kłębiło  jej  się  od  natłoku  myśli.  Kiedy  otworzę  oczy,  wszystko  zniknie. 

Ś

niadanie, taca, Anthony. Na ekranie telewizora pojawi się obraz kontrolny. 

-  Nikki,  jedzenie  stygnie,  a  ja...  -  Gawain  zdjął  fartuszek  -  staję  się  coraz  bardziej 

gorący. 

To nie był sen. 

- Och! „ 

Nicole nie potrafiła wykrztusić ani jednego słowa. 

-  Lepiej  się  czujesz?  -  spytał  mężczyzna.  Posmarował  kawałek  bułki  grubą  warstwą 

syropu klonowego, po czym podał go dziewczynie. 

Jadła  powoli,  starannie  przeżuwając  każdy  kęs.  Przypomniała  sobie  wydarzenia 

minionego wieczoru. Anthony skradł jej serce, odebrał wolę. 

Gawain przeczesał palcami włosy i spojrzał z niepokojem na dziewczynę. 

Nicole  z  zamyśloną  miną  oblizała  usta.  Nie  widzącymi  oczyma  wpatrywała  się  w 

przestrzeń. 

- Podoba ci się ten widok? 

Anthony rzucił się na łóżko i podparł rękami brodę. Nicole drgnęła. 

- Słucham? - spytała. 

- Potrzebuję małej, całkowicie prywatnej terapii - oświadczył Gawain. 

Otoczyła  go  ramieniem,  przyciągnęła  do  siebie,  po  czym  pieszczotliwie  przesunęła 

dłonią po płaskim, dobrze umięśnionym brzuchu. 

- To miałeś na myśli? - spytała z uśmiechem. 

- Hm... Jako przystawkę przed głównym daniem - odparł. 

-  Rozumiem.  -  Pochyliła  się  i  musnęła  go  ustami.  Zareagował  natychmiast.  Jęknął  z 

rozkoszy, chwycił ją za rękę i mocno ścisnął. Oczy zaszły mu mgłą pożądania. 

- Chciałbym spłonąć wewnątrz ciebie - wyszeptał drżącym głosem. 

background image

- Dobrze. - odpowiedziała Nicole. Czuł na swej skórze jej gorący oddech. - Chcę cię... 

teraz. 

Energicznym ruchem przewróciła go na plecy. 

- Zaczekaj - zaprotestował. Próbował wesprzeć się na łokciach. 

-  Ani  słowa  -  odpowiedziała  stanowczo.  -  Robię  się  niebezpieczna,  jeśli  tuż  po 

obudzeniu ktoś próbuje stawiać mi warunki. 

Poruszyła biodrami, przyjmując go w głąb swego ciała. 

Anthony opadł na łóżko. 

- Nie mam zamiaru stawiać żadnych warunków - wydyszał. 

Położył dłonie na jej piersiach. Nicole poruszała się coraz szybciej. Anthony zamknął 

oczy. Czuł wszechogarniającą falę ekstazy. 

-  Nikki!  -  zawołał  na  całe  gardło.  Jego  krzyk  zmieszał  się  z  westchnieniem 

dziewczyny. 

Gdy  opadł  szczyt  uniesienia,  przez  chwilę  leżeli  w  milczeniu,  niezdolni  do 

jakiegokolwiek ruchu. 

Na ekranie telewizora pojawił się fragment filmu „The Bodyguard”. Whitney Houston 

ś

piewała: „I Will Always Love You”. 

Trudno  o  lepsze  zakończenie,  pomyślała  Nicole.  W  końcu  jesteśmy  przecież  w 

Hollywood. 

Bez zbytniego pośpiechu osunęła się na pościel. 

- Jestem głodna - oświadczyła. 

- Nabrałaś apetytu? - z kpiącym uśmiechem zapytał Anthony. 

Dziewczyna skinęła głową. Przesunęła palcem po spoconym torsie mężczyzny. 

- Szybko się męczysz - zauważyła. - Sportowcy powinni mieć więcej wigoru. Nosisz 

dres tylko na pokaz? 

Puścił jej pytanie mimo uszu. 

-  Bez  sprzeciwu  spełniłem  twoje  żądania,  więc  w  zamian  możesz  mnie  nakarmić  - 

powiedział. 

- Nakarmić? 

- Owszem. Ja gotować, ty karmić. 

-  Zabawne.  -  Ruchem  dłoni  przesłała  mu  pocałunek.  -  Zawsze  uważałam,  że 

gotowanie jest domeną kobiet. Przed chwilą doprowadziłam cię niemal do wrzenia. 

Anthony wyciągnął rękę w stronę tacy stojącej na nocnym stoliku. 

- W takim razie uznajmy to za remis i spróbujmy coś przekąsić. 

background image

Wręczył jej widelec. 

Nim  zdążyli  dopić  kawę,  w  telewizji  ukazała  się  twarz  znanego  prezentera  i 

gospodarza  popularnego  programu  talk  show,  Lettennana.  Nicole  zrolowała  poduszki, 

Anthony otoczył ją ramieniem. Siedzieli przytuleni, wpatrzeni w ekran. 

Gościem Lettennana była Chelsea Stone, piosenkarka rock and rollowa. Powróciła na 

estradę  po  sześciomiesięcznej  przerwie,  spowodowanej  operacją  krtani.  Przedstawiła 

publiczności swój najnowszy utwór. 

-  Oto  prawdziwa  kobieta  lat  dziewięćdziesiątych  -  odezwał  się  Anthony.  -  Potrafi 

wywalczyć sobie miejsce w panteonie gwiazd rocka i nie bierze jeńców. 

Nicole skinęła głową. 

- To prawda - powiedziała. - Podziwiam ją, że z taką konsekwencją potrafi dążyć do 

wyznaczonego celu. 

- A mówiąc o kobietach - wtrącił Gawain. - Chyba powinniśmy wspomnieć o książce, 

którą mamy zamiar razem napisać. 

Razem  napisać.  Nadeszła  godzina  szczerości.  Anthony  wciąż  był  przekonany,  że  ma 

do czynienia z doświadczoną terapeutką. 

Nicole  zebrała  się  na  odwagę.  Powie...  wszystko  powie.  Chciała  zyskać  choć 

kilkanaście minut. Zatrzymać szczęście jeszcze przez chwilę. 

W  głębi  serca  żywiła  kruchą  nadzieję,  że  Anthony  zrozumie  pobudki  jej  działania. 

Gdy dowie się o zwątpieniu, wstydzie, lęku przed samotnością... Być może będzie umiał jej 

wybaczyć. 

Program Lettermana dobiegł końca, lecz Nicole i Anthony nawet tego nie zauważyli. 

Byli  całkowicie  pochłonięci  dyskusją  o  książce.  Przeskakiwali  z  tematu  na  temat,  aż  Nicole 

zdecydowała się przejść do sedna sprawy. 

-  Boli  mnie  świadomość,  że  niektórzy  mężczyźni  nie  rozumieją  motywów  naszego 

działania  -  powiedziała.  -  Są  takie  sytuacje,  gdy  kobiety  nie  mogą  zdobyć  się  na  szczerość. 

Przynajmniej nie od razu. 

-  Oczywiście  -  odparł  kwaśno  Gawain.  -  Niezłe  wytłumaczenie.  Na  pewno  są  z  tego 

zadowolone. 

-  Nie  wszystkie  -  zaprotestowała  Nicole.  -  Podejrzewam,  że  większość z nas  traktuje 

to jako zło konieczne. Co więcej, główna część winy spada na mężczyzn. 

- Słucham?! 

-  Kobiety  muszą  ukrywać  swe  prawdziwe  marzenia  i  potrzeby,  są  jednak  na  tyle 

sprytne, by, nie wzbudzając większych podejrzeń, uparcie dążyć do celu. W tym właśnie tkwi 

background image

sedno  sprawy.  Mężczyźni  mają  wyraźną  przewagę  ekonomiczną  i  nie  wahają  się  jej 

wykorzystywać w życiu codziennym. Co pozostaje kobietom? Podstęp. 

- Naprawdę? 

- Naprawdę. Słyszałeś kiedyś o zasadzie „złotego środka”? 

- Owszem Brzmi: „Najlepsze...” 

-  Chodzi  mi  o  inną  wersję.  „Złoto  jest  najlepszym  środkiem  do  zdobycia  władzy.” 

Kropka.  Ostatnie  słowo  należy  zawsze  do  tego,  kto  skupia  w  swym  ręku  wszystkie 

wspomniane elementy, czyli do mężczyzny. 

- Sama nie wierzysz w to, co powiedziałaś. Znam wiele kobiet, które pędzą wygodne 

ż

ycie, w najmniejszym stopniu nie parając się pracą. Są po prostu utrzymywane i hołubione 

przez mężów. 

- To prawda, lecz nawet twoja wizja szczęścia ma istotne braki. 

- Na przykład? 

-  Tak  zwane  życie  rodzinne  zależy  wyłącznie  od  wartości  człowieka,  który  został 

wybrany  na  męża.  Niestety,  niemal  każda  z  nas  zmuszona  jest  dokonać  wyboru  jako 

kilkunastoletnia  dziewczyna,  nie  posiadając  doświadczeń  i  kierując  się  tylko  intuicją.  Jeśli 

znajdzie  właściwego  partnera,  jest  wolna  od  trosk  i  wszelkich  przykrości.  Lecz  jeśli  postąpi 

niemądrze  lub  pod  wpływem  niesprzyjających  okoliczności,  jej  dalszy  los  zmieni  się  w 

prawdziwe piekło. 

- Młodzi mężczyźni popełniają te same błędy - zaoponował Anthony. 

- To prawda, lecz mają dość sił i środków, by zmienić sytuacje na swoją korzyść. Po 

zakończeniu  sprawy  rozwodowej  odzyskują  wolność  i  nie  muszą  się  zbytnio  troszczyć  o 

dobro  dzieci.  Nawet  jeśli  płacą  alimenty,  nie  wiedzą,  co  znaczy  codzienne  wychowanie. 

Ś

miało  można  stwierdzić,  że  mężczyźni  zyskują  na  rozwodzie,  podczas  gdy  kobiety  tracą 

nawet to, co osiągnęły przed ślubem. 

Twoja 

wypowiedź 

trąci 

feminizmem. 

Jesteś 

zwolenniczką 

pełnego 

równouprawnienia kobiet? 

Nicole zaczęła poprawiać pościel. Zastanawiała się przez chwilę. 

-  Wiesz,  czego  najbardziej  pragną  kobiety?  Anthony  zaśmiał  się  błyskając  białymi 

zębami. 

- Przeszliśmy do zagadnień męskiej anatomii? - spytał. 

Nicole rzuciła w niego poduszką. 

background image

-  Dureń!  -  zawołała.  -  Potrafisz  myśleć  tylko  o  jednym.  Kobiety  nie  przywiązują  do 

tego najmniejszej uwagi. Urok prawdziwego kochanką nie zależy od jego sprawności. Chcesz 

wiedzieć, czego potrzebuje dzisiejsza kobieta? Żony! 

Gawain otworzył usta ze zdumienia. 

- Żony?! 

Nicole skinęła głową. 

-  Kobieta  lat  dziewięćdziesiątych  odczuwa  przede  wszystkim  ogromne  zmęczenie. 

Albo  musi  opiekować  się  swoimi  rodzicami  i  dziećmi,  albo  pilnować  swojej  kariery 

zawodowej,  co  zresztą  nie  wyklucza  troski  o  dzieci.  Trzeci  rodzaj  to  kobiety  niezamężne, 

usiłujące  zrozumieć  prawa  rządzące  związkiem  dwojga  ludzi,  a  jednocześnie  próbujące 

zachować niezależność ekonomiczną. 

- W tym cały problem - powiedział Anthony. - W przeszłości... 

-  Nie  próbuj  odwrócić  kota  ogonem  -  przerwała  mu  Nicole.  -  Chyba  nie  sądzisz,  że 

którakolwiek  kobieta  posłusznie  włoży  zapaskę,  siądzie  przy  kądzieli  i  będzie*  wszem  i 

wobec  rozpowiadać  o  swoim  szczęściu  To  baśń  wymyślona  przez  mężczyzn  i  na  użytek 

mężczyzn. 

- Naprawdę tak sądzisz? Myślisz, że nam jest łatwiej? Nie zauważyłaś, że padamy jak 

muchy z przepracowania? 

- To temat na osobną książkę - odparowała Nicole. 

-  Dobry  pomysł  -  ucieszył  się  Anthony.  -  Będę  musiał  pogadać  o  tym  z  Markiem. 

Najpierw program telewizyjny o mężczyznach, a później... 

Nicole ziewnęła. 

- Nudzę cię? - spytał Gawain. 

- Ależ skądże. Po prostu wciąż jestem senna. 

-  O,  nie  -  zaprotestował  stanowczym  tonem.  -  Jeśli  chcesz,  byśmy  nadal  razem 

pracowali, musisz mieć większą wytrzymałość. 

- O, nie - odpowiedziała tym samym tonem. - Nie cierpię nienasyconych mężczyzn. 

- Cicho. Teraz nie czas na spanie. Podniósł się z łóżka. 

- Dokąd idziesz? - spytała Nicole. 

-  Kupiłem  coś,  co  powinno  wzbudzić  twoje  zainteresowanie  -  odparł,  kierując  się  w 

stronę kuchni. 

Otworzył lodówkę, wyciągnął olbrzymią torbę „M&M's”, po czym wrócił do sypialni. 

Uśmiechnął się szeroko. 

background image

Podszedł  do  łóżka,  rozerwał  opakowanie  i...  wysypał  zawartość  torby  na  leżącą 

dziewczynę. 

Skuliła się z chichotem. 

- Panie Gawain, jest pan doprawdy niemożliwy! 

- A pani to uwielbia, panno Hart. 

- Och... Anthony one są zimne! 

- Rozpuszczą się. Przysięgam. 

- Anthony!. 

- Mm... 

Terkot budzika przerwał ciszę. Nicole drgnęła, przesunęła dłonią po twarzy, po czym 

wyciągnęła rękę w stronę nocnego stolika i po omacku zaczęła poszukiwać natręta. 

Z całej siły wcisnęła czerwony guzik. 

Przez chwilę leżała bez ruchu. Zawsze miała kłopoty ze wstawaniem. Niezależnie od 

tego, jak długo spała, pierwsze minuty po obudzeniu były dla niej prawdziwą męczarnią. 

Z zamkniętymi oczami przypominała sobie wydarzenia kilkunastu minionych godzin. 

Długie,  wyczerpujące  popołudnie,  zakończone  niespodziewaną  kąpielą...  nie  mniej 

zaskakujące  śniadanie...  gorącą  dyskusję,  zimne  drażetki  z  czekolady,  miłosne  igraszki... 

Fragmenty  zdarzeń  układały  się  w  dziwaczny  ciąg,  przypominający  film  reklamowy 

zrealizowany przez zwariowanego reżysera. 

Pomału  odzyskała  pełną  świadomość.  Niestety,  rzeczywistość  była  o  wiele  bardziej 

brutalna niż senne marzenia. 

Nicole  z  goryczą  pomyślała  o  swoim  tchórzostwie.  Znów  nie  potrafiła  się  zmusić  do 

podjęcia  szczerej  rozmowy  z  Gawainem.  Nie  wspomniała  ani  słowem,  że  jest  kelnerką  i, 

jeszcze  nie  odkrytą”  scenarzystką.  Że  o  terapii  seksualnej  wiedziała  jedynie  tyle,  ile  zdołała 

wyczytać z gazet i czasopism. 

Wyciągnęła ręce nad głowę i rozprostowała nogi. Spała zbyt krótko. Czuła dokuczliwe 

odrętwienie całego ciała. Co prawda, miała pełne prawo być zmęczona. 

Wciąż  pamiętała  ciemne  włosy  Anthony'ego,  rozsypane  na  śnieżnobiałej  poduszce. 

Podniecający widok. Podobnie jak jego szmaragdowe oczy przepełnione namiętnością. 

Odwróciła głowę. 

Łóżko było puste. 

Anthony zniknął. 

Nicole dotknęła ręką pościeli. Prześcieradło było wciąż ciepłe. 

background image

Na  pewno  poszedł  do  kuchni,  by  przygotować  kawę,  pomyślała.  Wytężyła  słuch.  Z 

salonu  dobiegały  dźwięki  włączonego  telewizora.  Z  uśmiechem  zadowolenia  rozpoznała 

melodię  rozpoczynającą  jej  ulubiony  zestaw  kreskówek.  Anthony  Gawain  miał  dobry  gust  i 

przepadał za tymi samymi programami co ona. 

I był kochany, że pozwolił jej pospać. 

Odrzuciła kołdrę, podniosła się z łóżka, po czym stanęła przed lustrem. 

Z jękiem rozpaczy popatrzyła na swe odbicie. Czekało ją kilkadziesiąt minut żmudnej 

pracy. 

Pochyliła  się  i  przystąpiła  do  dokładnych  oględzin.  Z  bliska  jej  wygląd  nie 

przedstawiał  się  tak  tragicznie.  Na  skórze  połyskiwały  ślady  potu,  lecz  z  twarzy  zniknęła 

opuchlizna wywołana przeziębieniem. Wystarczy umalować się i coś zrobić z włosami... 

Czuła  się  odprężona  i...  zadowolona  z  życia.  Czyżby  to  był  magiczny  wpływ 

Anthony'ego? 

Widział  ją  zapłakaną,  zakatarzoną  i  zaniedbaną,  a  jednak  nie  zmienił  planów.  Nie 

uciekł.  Co  więcej,  podarował  jej  kilka  chwil  prawdziwego  szczęścia.  Pozwolił  uwierzyć,  że 

jej obecność ma dla niego szczególne znaczenie. 

Był po prostu cudowny. 

Nicole  starannie  zasłała  łóżko.  Wygładziła  prześcieradło,  złożyła  kołdrę  i  porządnie 

poukładała wszystkie poduszki. 

Lekki  uśmiech  zagościł  w  kącikach  jej  ust,  gdy  spojrzała  na  rozpieczętowaną  torbę 

„M&M's”,  stojącą  na  nocnym  stoliku.  Chwyciła  kilka  drażetek,  po  czym  włączyła  radio.  Z 

głośnika  popłynęły  dźwięki  muzyki.  „You're  the  One”.  Elton  John  zapewniał  właśnie  jakąś 

dziewczynę,  że  jest  tą  jedyną.  Nicole  podchwyciła  melodię.  Nucąc  pod  nosem,  ruszyła  w 

stronę łazienki. 

W przedpokoju poczuła dochodzący z kuchni aromat świeżo parzonej kawy. 

Anthony Gawain był doprawdy niezwykłym człowiekiem. 

Najwyraźniej  wziął  sobie  do  serca  stwierdzenie,  że  „współczesna  kobieta  przede 

wszystkim  potrzebuje  żony”.  Nicole  uśmiechnęła  się  lekko.  Miała  głębokie  przekonanie,  że 

tym razem się nie pomyliła. Zapracowana i „wyzwolona” kobieta rzeczywiście oczekiwała... 

odrobiny czułości na co dzień. 

Czekała  z  utęsknieniem,  aż  pojawi  się  ktoś,  kto  będzie  ją  pielęgnował  w  czasie 

choroby, kto poprawi poduszkę, okryje kocem i przygotuje kanapki z dżemem oraz herbatę. 

Kto  nie  zrobi  kwaśnej  miny  i  nie  zamknie  się  w  swoim  pokoju  zajęty  własnymi 

myślami. 

background image

Kto nie będzie ciskał gromów na bezmyślność jej szefa, lecz po ciężkim dniu w pracy 

po prostu ją ucałuje, by poczuła się lepiej. 

Kto włoży do bagażnika samochodu szuflę i torbę z solą, a nie będzie gderał, że zimą 

kobiety nie powinny siadać za kierownicą. 

Kto  od  czasu  do  czasu,  bez  specjalnej  okazji,  przyśle  jej  miły  Ust  lub  pocztówkę  z 

ż

yczeniami. 

Ktoś, do kogo mogłaby się przytulić w chwilach zwątpienia i słabości. 

Nicole nie przestawała się uśmiechać. 

Znała  takiego  człowieka.  Mężczyznę,  który  pamiętał  nawet,  że  jego  partnerka  woli 

gorzką czekoladę od mlecznej z orzechami. 

Po kąpieli wróciła do sypialni i zaczęła przetrząsać zawartość szafy. Zastanawiała się, 

jak  powinna  wyglądać  podczas  oczekującej  ją  za  chwilę  spowiedzi.  Żałowała,  że  nie  ma  w 

pobliżu Contraresa. Ten by na pewno coś wymyślił. 

W  końcu  zdecydowała,  że  włoży  kremową  bluzkę  bez  rękawów  oraz  proste  szorty 

koloru khaki. Starannie uczesała włosy, wpięła perłowe kolczyki oraz umalowała się. 

Musnęła  jeszcze  pomadką  usta,  po  czym  uważnie  przyjrzała  się  swemu  odbiciu. 

Gotowe. Mogła iść na spotkanie z losem. 

Teraz albo nigdy, pomyślała. 

Odetchnęła głęboko, uniosła głowę i zdecydowanym krokiem opuściła sypialnię. 

W kuchni nie było nikogo. 

Przez otwarte okno wpadały jasne promienie słońca, a na stole stał pusty dzbanek do 

kawy.  Nicole  bez  pośpiechu  rozejrzała  się.  Pośrodku  stołu  królował  wazon  z  samotną 

czerwoną różą, która nasuwała podejrzenie, że mogła pochodzić z ogródka sąsiadów. 

Obok  opróżnionego  do  połowy  kubka  z  kawą  leżało  poranne  wydanie  „Los  Angeles 

Times”. 

Gdzie mógł się podziewać Anthony? 

Nicole  doszła  do  wniosku,  że  poszedł  się  kąpać.  Na  pewno  wszedł  do  łazienki  w 

czasie,  gdy  ona  była  zajęta  makijażem.  Przecież  dom  nie  był  na  tyle  duży,  by  bawić  się  w 

chowanego. 

Dla uspokojenia nerwów wypiła łyk kawy. Z ciekawością zajrzała do lodówki. 

Prócz  kawałka  starego  sera,  przywiędłych  selerów  i  słoika  ogórków  znalazła  jajka, 

masło i paczkę pieczywa testowego. 

background image

Wyjęła  chleb  i  masło,  po  czym  włączyła  opiekacz.  Przy  pełnym  żołądku  zyskiwała 

lepszą zdolność logicznego myślenia. Posmarowała grzankę, ugryzła kilka kęsów i wyruszyła 

na poszukiwanie Anthony'ego. 

Łazienka była pusta. 

Sypialnia, salon, przedpokój, toaleta... Zajrzała nawet do szafy. Nikogo. 

Niedobrze. 

A jeśli... Gawain uciekł? 

Nie... to nie mogła być prawda. 

Prawdopodobnie  wyszedł  na  chwilę,  żeby  przynieść  coś  z  samochodu.  Cokolwiek. 

Długopis do rozwiązywania krzyżówek... Mężczyźni uwielbiają wszelkie zagadki. 

Albo... Chciał gdzieś zadzwonić z telefonu komórkowego. To bardzo ważna rozmowa 

i  potrzebował  chwili  samotności.  Nie  chciał,  aby  Nicole  była  świadkiem  jego  kłótni  z 

agentem lub producentami. 

Wyjrzała przez okno. 

Zamarła z przerażenia. 

Rzuciła się do drzwi, otworzyła je na oścież i wybiegła na zewnątrz. 

Jej najgorsze przypuszczenia okazały się prawdą. 

Dżip zniknął. Anthony także. 

Była po prostu głupia, głupia, głupia... 

Gawain okazał się zwykłą świnią. Jak wszyscy mężczyźni. 

Wróciła do domu. Zastanawiała się, czy znajdzie jakąś kartkę z krótkim wyjaśnieniem. 

Coś  w  rodzaju  listu  pożegnalnego.  A  może  istniało  jakieś  logiczne  wyjaśnienie  ucieczki 

Gawaina? 

Owszem.  Był  przystojnym  mężczyzną,  a  ona  okazała  się  głupią  gęsią  Jak  mogła 

wierzyć, że zdoła go utrzymać dłużej niż kilka wieczorów? O wspólnie pisanej książce wolała 

w ogóle nie myśleć. 

Nagle uświadomiła sobie, że Anthony w dalszym ciągu nie znał prawdy. Nie szkodzi. 

W obecnej sytuacji była zadowolona z takiego obrotu sprawy. 

Weszła do kuchni, sięgnęła po kubek z kawą, po czym zmęczonym ruchem opadła na 

najbliżej stojące krzesło. 

Jej wzrok padł na gazetę rozłożoną na stole. 

Machinalnie przeczytała kilka zdań. Serce zamarło w niej z przerażenia. 

„Times” był otwarty na stronie, na której drukowano wywiady i doniesienia ze świata 

filmu i rozrywki. Nicole drżącymi rękami chwyciła gazetę. 

background image

Po chwili znała już powody decyzji Gawaina. I nie mogła go winić za to, że odszedł. 

„Los Angeles Times” 

Wiadomości ze świata rozrywki: 

Wszyscy  moi  czytelnicy  zapewne  wiedzą,  że  ulubionym  zajęciem  w  Hollywood  jest 

zabawa  zwana  „grą  pozorów”.  Tu,  w  krainie  ułudy,  rzadko  się  zdarza,  by  fikcja  przerodziła 

się  w  rzeczywistość.  Z  dobrze  poinformowanych  źródeł  otrzymałam  właśnie  wiadomość,  iż 

panna Nicole Hart jest nie seksterapeutką, lecz pisarką. Ciekawe, czy jej występ w programie 

telewizyjnym był pomysłem producentów, czy Anthony Gawain padł ofiarą podstępu? 

Plotka  głosi,  że  program  „Czego  naprawdę  oczekują  kobiety?”  wzbudził  duże 

zainteresowanie  jednego  ze  znanych  wydawców,  a  rezultatem  ma  być  przygotowywana 

właśnie książka. Książka owszem, ale... Kto może zaręczyć, że panna Hart po cichu nie zbiera 

materiałów  do  opublikowania  obszernej  historii  odsłaniającej  kulisy  życia  potężnej  dynastii 

Gawainów? 

Nicole  z  cichym  szlochem  wsparła  głowę  o  blat  stołu.  Zdawała  sobie  sprawę,  że 

Anthony odszedł na zawsze. Na jego miejscu postąpiłaby tak samo. 

Dlaczego  nie  powiedziała  mu  prawdy?  Dlaczego  nie  skorzystała  ze  sprzyjającej 

okoliczności. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?! 

Musiała go odnaleźć i zmusić, by ją wysłuchał. 

Z trudem usiłowała zebrać myśli. Jak mogła naprawić największy błąd w swym życiu? 

Gdzie mogła znaleźć Gawaina? 

Przypomniała sobie, że podczas niedawnej rozmowy wspomniał coś o jubileuszowym 

programie  w  cyklu  „Anthony  Gawain  Show”.  Mijał  właśnie  rok  od  pierwszej  emisji  i 

właściciele stacji telewizyjnej przygotowywali się do odnowienia kontraktu. 

Anthony nie podjął jeszcze decyzji. Twierdził, że potrzebuje jakiejś zmiany. 

Terkot telefonu wyrwał dziewczynę z zamyślenia. Sięgnęła po słuchawkę. 

- Nicole? Od kilku dni czekam na jakąś wiadomość od ciebie. Co się dzieje z mamą? 

Nicole jęknęła w duchu. Całkiem zapomniała, że powinna zadzwonić do siostry. 

- Och, to ty, Wendy. Zatelefonuję do ciebie za chwilę, dobrze? 

- Dlaczego? Co się... Nicole? Jest u ciebie jakiś mężczyzna? 

- Zatelefonuję za chwilę - powtórzyła, po czym odłożyła słuchawkę. 

Telefon zabrzęczał ponownie. 

- Wendy, prosiłam cię... 

background image

-  Pomyłka.  Zamiast  Wendy  mówi  Piotruś  Pan  -  usłyszała  znajomy  głos  Rafe'a.  - 

Słuchaj, Dorotko, czy twój wierny Toto zdążył ci już przynieść poranną gazetę? Zdaje się, że 

tkwisz po uszy w kłopotach. 

- Och, Rafe, co ja mam teraz zrobić? 

background image

ROZDZIAŁ 12 

-  Nie  lubię  wizyt  wścibskich  reporterów  -  odezwał  się  Anthony  na  widok  stojącej  w 

progu dziewczyny. - Dlaczego tu przyszłaś? 

Nicole trzymała w ręku koszyk piknikowy. 

- Co tam chowasz? - syknął mężczyzna. - Magnetofon i aparat fotograficzny? 

Zachowywał  się  niczym  Ice  Man.  Zimny,  wyrachowany  i  pozornie  pozbawiony 

wszelkich uczuć. 

- Nigdzie się stąd nie ruszę - oświadczyła Nicole. Postawiła kosz na werandzie. 

- Trudno - odparł z wystudiowaną obojętnością. - Nie mam ci nic do powiedzenia. Nie 

udzielam  wywiadów.  Zwłaszcza  wówczas,  gdy  mam  pełną  świadomość,  że  jestem 

indagowany przez profesjonalistkę. 

- Pozwól mi coś wyjaśnić - zaczęła. 

-  Twoje  wyjaśnienia  niczego  nie  zmienią.  Choć  jestem  tylko  mężczyzną,  potrafię 

czytać.  Muszę  przyznać,  że  znakomicie  rozegrałaś  tę  partię.  Bolesny  żal,  udane 

rozczarowanie,  że  tak  długo  nic  nie  wiedziałaś  o  ofercie  wydawnictwa.  Byłaś  naprawdę 

dobra.  Jeśli  kiedyś  pomyślisz  o  zmianie  zawodu,  masz  zapewnioną  karierę  aktorską. 

Porozmawiam, z kim trzeba i udzielę szczerego poparcia. 

W szmaragdowych oczach mężczyzny pojawiły się lodowate błyski. 

- Powiedziałem już chyba wszystko - wycedził przez zęby. - Możesz odejść. 

- Anthony, prawda wygląda całkiem inaczej! - zawołała Nicole z rozżaleniem. 

-  Czyżby?  -  Uniósł  brwi  w  teatralnym  geście  zdziwienia.  -  Chcesz  mi  wmówić,  że 

mimo wszystko jesteś terapeutką? 

- Nie. 

- Spróbujmy zatem z innej strony. Zajmujesz się pisaniem zmyślonych historyjek? 

- Tak. 

- To wystarczy. Do widzenia. Starannie zamknął drzwi. 

Nicole z całej siły wdusiła przycisk dzwonka. 

Drzwi pozostały zamknięte. 

Po  kilku  bezskutecznych  próbach  dała  za  wygraną.  Anthony  nie  miał  zamiaru  jej 

wpuścić.  Z  rezygnacją  usiadła  na  schodach.  Z  wnętrza  domu  dobiegały  głośne  dźwięki  arii 

operowej, zagłuszające nawet szum oceanu. 

background image

Nicole westchnęła głęboko. Ze spokojem przyjęła porażkę, lecz nie zamierzała odejść. 

Z gorzkim uśmiechem stwierdziła, że dźwięki muzyki stanowiły znakomite tło do rozegrania 

małego dramatu. 

Wierzyła,  że  jeśli  będzie  uparcie  dążyła  do  celu,  Anthony  zgodzi  się  w  końcu 

wysłuchać jej wyjaśnień. 

Kilka dni temu to właśnie on znalazł się w podobnej sytuacji. 

Otworzyła  koszyk  i  wyjęła  paczkę  herbatników  oraz  butelkę  wina.  Piła  wprost  z 

butelki, od czasu do czasu przegryzając kawałkiem ciastka. 

Po godzinie muzyka ucichła. 

Nicole  ze  smutkiem  spojrzała  na  puste  opakowanie  po  herbatnikach.  Wina  ubyło 

niewiele, więc wylała w krzaki pozostałą zawartość butelki. 

Nadeszła chwila działania. 

Odstawiła  butelkę  na  bok,  lecz  tak  by  pozostawała  w  polu  widzenia  i  chwiejnym 

krokiem zbliżyła się do drzwi. 

Zadzwoniła. 

Po kilku minutach w progu ukazała się barczysta postać Anthony'ego. 

- Mówiłem ci już, żebyś odeszła - stwierdził oschłym tonem. 

- Och... Anthony... - wybełkotała Nicole. - Stój spokojnie... 

Kołysząc  się  na  piętach,  usiłowała  spojrzeć  mu  prosto  w  oczy.  Po  chwili  zamrugała 

powiekami i potrząsnęła głową. 

Dam  ci  prawdziwy  popis  aktorstwa,  pomyślała.  Skoro  uważasz,  że  mam  przed  sobą 

wielką karierę. 

Gawain przyglądał się jej z uwagą. 

- Och... zdaje się... że muszę... - Zatoczyła się - w stronę mieszkania. 

Mężczyzna ujął ją pod ramię. 

- Na miłość boską, Nikki, cuchniesz alkoholem niczym zniszczona gorzelnia. 

Bezskutecznie  próbowała  odzyskać  równowagę.  Przypominało  to  wysiłki  w  celu 

pionowego  ustawienia  kawałka  spaghetti.  Anthony  musiał  ją  mocno  trzymać,  by  nie 

wyśliznęła się mu z ramion. 

- Nie... tylko gorzelnia... - zamruczała. - Do tego fabryka czekoladek... i herbatników. 

Zachichotała. 

- A wszystko dlatego, że urządziłam sobie... niewielkie przyjęcie. 

Chichotała coraz głośniej. 

- Anthony... 

background image

- Słucham. 

- Źle się czuję. 

Westchnął  z  rezygnacją,  dźwignął  ją  w  górę  i  wtaszczył  do  środka.  Zamknął  nogą 

drzwi,  po  czym  wszedł  do  pokoju,  gdzie  posadził  dziewczynę  na  kanapie.  Na  jej  kolanach 

ustawił duże porcelanowe naczynie. Na wszelki wypadek. 

- Anthony... 

- Słucham. 

- Wiesz co, tak naprawdę... muszę ci coś wyznać. Nie jestem terapeutką. 

-  Gdzieś  to  już  czytałem  -  odparł  chłodno.  Skinęła  energicznie  głową,  przy  okazji 

uderzając czołem o krawędź naczynia. 

- Au! - jęknęła głośno. 

Potarła bolące miejsce. Wkładam zbyt dużo poświęcenia w tę rolę, pomyślała. 

Anthony przyglądał się jej ze współczuciem. 

- Nie jestem... terapeutką - powtórzyła. - Wiem wiem... - Machnęła ręką. - Mówiłam, 

ż

e jestem... a nie jestem. Właśnie. 

- Trzymaj głowę w dół - powiedział Gawain, gdy usiłowała na niego spojrzeć. - Zaraz 

poczujesz się lepiej. 

- Anthony... 

- Słucham - westchnął. 

- Powinnam ci powiedzieć, że... jak to ująłeś? Że opowiadam zmyślone historyjki. 

- Owszem, powinnaś - odparł sucho, choć jego głos nie brzmiał już tak nieprzyjemnie 

jak przed chwilą. 

-  Nie.  Wróć.  Zaraz.  Gdzieś  tkwi  błąd.  Już  wiem.  Nie  opowiadam,  tylko  piszę.  -  Z 

przesadą usiłowała starannie wymówić każdą głoskę. 

-  Wszystko  jedno  -  odparł  mężczyzna.  -  Nie  obchodzi  mnie,  co  robisz,  jeśli  to  nie 

dotyczy mojej osoby. 

-  Piszę  o  ludziach  -  mówiła  z  uporem,  nie  zwracając  uwagi  na  jego  słowa.  -  Teraz 

uważaj... 

Wyciągnęła dłoń w górę. 

- Nie piszę o prawdziwych ludziach. 

- Co znaczy „nie piszę o prawdziwych ludziach”? 

-  Spojrzał  na  nią  z  nagłym  zainteresowaniem.  Nim  zdołała  odpowiedzieć,  zniknął  na 

moment w kuchni, skąd wrócił z namoczonym ręcznikiem. 

- Co znaczy „nie piszę o prawdziwych ludziach”? 

background image

- powtórzył. 

- To znaczy, że jeśli tylko będziesz mniej opryskliwy i zechcesz mnie wysłuchać, będę 

ci mogła powiedzieć coś o sobie. Tworzę opowiastki do filmów. 

- Jesteś scenarzystką? - spytał z bezgranicznym zdumieniem. 

- Właśnie. Przez cały czas usiłowałam ci to wyjaśnić. 

-  Na  miłość  boską,  dlaczego  nie  powiedziałaś  mi  tego  wcześniej?!  Nikki,  gdybyś 

wiedziała, o co cię oskarżałem! Myślałem, że... 

Rzucił się w jej stronę. Całkiem zapomniał, że trzyma w dłoni mokry ręcznik. 

- Znów chcesz mi umyć plecy? - spytała Nicole trzeźwym, normalnym głosem. 

- Nikki, przecież wcale nie jesteś pijana! - zawołał Anthony. - Ty mała, podstępna... 

-  Masz  rację.  Musiałam  cię  oszukać,  inaczej  nigdy  nie  zechciałbyś  mnie  wysłuchać. 

Możesz mnie napoić kawą, zabrać do łazienki i zmyć głowę zimną wodą, ale... 

Nie  mogła  dalej  mówić.  Zatrzepotała  powiekami,  by  odpędzić  łzy  cisnące  się  jej  do 

oczu. Czuła się głupio, pochylona nad porcelanowym naczyniem. 

- Nie płacz - powiedział Anthony, lecz spowodowało to odwrotny skutek. Dziewczyna 

Wybuchnęła głośnym szlochem. 

- Proszę cię. - Anthony wytarł jej policzki, po czym wręczył ręcznik. 

- Dlaczego płaczesz? 

- Ja... ja... jestem już po prostu zmęczona ciągłym udawaniem. 

Pociągnęła nosem. 

-  Płaczę,  bo  byłam  przekonana,  że  cię  straciłam.  Że  odszedłeś  na  zawsze,  że 

postanowiłeś  mnie  porzucić  za  to,  że  wciąż  kłamałam.  A  tak  naprawdę,  to  kłamałam  tylko 

dlatego, by cię nie stracić! Bałam się, że odejdziesz, gdy dowiesz się prawdy! 

- Nic z tego nie rozumiem - powiedział Gawain. - Na pewno nie wypiłaś zbyt wiele? 

Spojrzał  jej  prosto  w  oczy,  jakby  chciał  dostrzec  jakiś  ślad  alkoholowego 

zamroczenia. 

Nicole spuściła wzrok. Bezwiednym ruchem pogładziła trzymany ręcznik. 

- Kłamaliśmy oboje - powiedziała ściszonym głosem. - Tłumiliśmy przepełniające nas 

uczucie  w  obawie,  że  zostaniemy  zranieni.  Postępowaliśmy  głupio.  Dla  zachowania  dumy 

poświęciliśmy własne szczęście. 

Z trudem panowała nad sobą. Miała ogromną ochotę rzucić mu się w ramiona. 

-  Wszystko,  czego  naprawdę  pragnę...  czego  naprawdę  oczekuje  każda  kobieta...  to 

miłość  mężczyzny,  któremu  można  zaufać.  Prawdziwe  uczucie  nie  karmi  się  półprawdami. 

background image

Kłamstwo  jest  niczym  chwast,  przyczajony  w  ukryciu,  lecz  z  każdym  dniem  powiększający 

swą siłę. Miłość, którą oplecie pnącze oszustw, nie ma najmniejszych szans na przetrwanie. 

Powoli uniosła głowę. 

-  Każda  kobieta  jest  inna  -  dodała  -  lecz  łączy  je  wspólne  pragnienie.  Ja  chciałam 

znaleźć  mężczyznę,  który  potrafi  zrozumieć  moje  oczekiwania  i  odkryć,  jaka  jestem 

naprawdę... choć zdaję sobie sprawę, że czasem zachowuję się głupio, nieodpowiedzialnie i... 

Anthony czułym gestem przytulił ją do siebie. 

-  ...i  niewiarygodnie  pociągająco  -  dokończył.  -  Myślisz,  że  moglibyśmy  wszystko 

zacząć od początku? 

-  Uhm.  -  Skinęła  głową.  -  Jest  tylko  jedna  rzecz,  którą  wolę  od  szczęśliwego 

zakończenia. 

Pocałowała go policzek. 

- Naprawdę? A cóż to takiego? 

- To, czego nie widać na ekranie - odpowiedziała ze śmiechem, po czym wysunęła się 

z jego objęć i popędziła w stronę łazienki. 

Pół  godziny  później,  gdy  kłęby  pary  buchające  z  prysznica  zaczęły  pomału  opadać, 

Anthony z cichym śmiechem sięgnął po suchy ręcznik. Nicole była szybsza. 

- Co ci tak wesoło? - spytała. 

-  Zawsze  chciałem  wiedzieć,  jak  wygląda  czysty  erotyzm  -  powiedział  znaczącym 

tonem. 

Ledwo zdążył uniknąć siarczystego klapsa. „Los Angeles Times” 

Wiadomości ze świata rozrywki: 

„Czego naprawdę oczekują kobiety?” Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w ciągu 

kilku ostatnich tygodni rzesze czytelników oczekiwały pojawienia się książki pod tym samym 

tytułem, napisanej przez Nicole Hart i Anthony'ego Gawaina. Publikacja niemal natychmiast 

trafiła na listę bestsellerów nowojorskiego „Timesa”, zajmując początkowo dziesiąte miejsce, 

lecz potem bez przerwy  pięła się w  górę,  aż sięgnęła samego szczytu. W Hollywood  głośno 

się  mówi  o  nowym  scenariuszu,  zatytułowanym  „Kot  i  sperka”,  którego  autorką  jest  panna 

Hart.  Wtajemniczeni  twierdzą,  że  jest  to  świetny  materiał  na  romantyczną  komedię.  Czy 

Anthony  i  Nicole  wyrażą  zgodę,  by  zagrać  główne  role  w  planowanym  filmie?  Na  razie 

można ich spotkać w „The Book Emporium” w Long Beach, gdzie podpisują swoją książkę. 

Przyłączając  się  do  życzeń  dalszych  sukcesów,  pragnę  zadać  jeszcze  jedno  pytanie;  czy 

będzie ciąg dalszy? „Czego naprawdę oczekują mężczyźni?” Czas pokaże. 

background image

- Możesz w to uwierzyć? - spytała Nicole. Wręczyła gazetę Anthony'emu. - Naprawdę 

jesteśmy na pierwszym miejscu listy bestsellerów! A scenariusz? Nasz agent pracuje chyba na 

zwiększonych obrotach! 

-  Od  dawna  nie  widziałem  go  tak  podekscytowanego  -  odparł  Anthony.  Mówił  z 

udawanym  spokojem,  lecz  w  jego  głosie  brzmiała  niekłamana  radość.  -  Pomyśl  tylko,  jak 

niewiele brakowało, by książka nie powstała - dodał po chwili. - Przez nasz upór. 

-  Główna  część  winy  spada  na  ciebie  -  zaszczebiotała  Nicole.  Wpięła  ogromne 

kolczyki, kupione przez jej matkę w „Nancy's Gallery” w Kimmswick. W zeszłym tygodniu 

pani Hart odwiedziła Missouri, gdzie odbywało się kolejne rodeo. 

Kolczyki  były  prześliczne.  Wykonane  ze  srebra,  przedstawiały  parę  kowbojskich 

butów z ostrogami, a zapinka była w kształcie zwiniętego arkanu. 

- Na mnie? - spytał Anthony. 

-  Oczywiście.  Już  zdążyłeś  zapomnieć,  z  jakim  trudem  zdołałam  cię  skłonić,  byś 

zechciał  wysłuchać  moich  wyjaśnień?  Z  jakim  gniewem  zareagowałeś  na  mój  niewinny 

podstęp, mimo że cały czas starałam się ci powiedzieć, iż nie jestem terapeutką? 

-  Niewinny  podstęp?  A  czy  wiesz,  ile  wysiłku  kosztowało  naszego  agenta,  by 

przekonać  wydawców,  że  to,  kim  jesteś  naprawdę,  nie  będzie  miało  żadnego  wpływu  na 

sprzedaż  książki?  Większość  czytelników  w  dalszym  ciągu  jest  przekonana,  że  masz  wiele 

doświadczenia w sprawach terapii seksualnej. Prawdę powiedziawszy, niewiele się mylą... 

Przerwał, skarcony jej groźnym spojrzeniem. 

- Wydawca ustąpił dopiero po powtórnym obejrzeniu taśmy wideo z twoim występem 

podczas programu - dodał po krótkim milczeniu. 

-  Tak,  tak.  Wiem  o  tym  doskonale.  A  co  powiesz  o  swoim  postępowaniu?  Szukałeś 

profesjonalnej  pomocy  w  napisaniu  książki,  lecz  zamiast  od  razu  przystąpić  do  rzeczy, 

zacząłeś mnie uwodzić. 

- Niczego nie planowałem - odparł z udawaną powagą. - Samo wyszło. 

Nicole pieszczotliwie musnęła ustami jego ucho. 

- Jestem z tego bardzo zadowolona - powiedziała namiętnym szeptem. 

Rozległo się pukanie do drzwi. Anthony poszedł otworzyć. 

- Wydawca przysłał po nas limuzynę - zawołał. - Kierowca już czeka. 

-  Limuzynę?  Naprawdę  przyjechała  limuzyna?  -  z  podnieceniem  spytała  Nicole. 

Chwyciła torebkę i wybiegła przed dom. 

- Nie próbuj niczego niestosownego - ostrzegawczym tonem powiedział Gawain. 

background image

Ruszyli  w  drogę.  Nicole  zachowywała  się  całkiem...  normalnie.  Anthony  miał  tylko 

nadzieję, że jej biała sukienka nie będzie zbytnio wygnieciona. 

Przed księgarnią czekał już spory tłum czytelników. Nicole ze zdumieniem rozpoznała 

wiele znajomych twarzy. 

Weszli do wnętrza. 

- Mamo! - krzyknęła Nicole. 

Pani Hart w towarzystwie dwóch pozostałych córek podeszła w jej stronę. 

- Nawet się nie domyślasz, co tym razem wymyśliła nasza mama - pierwsza odezwała 

się Wendy. 

-  Lepiej  nie  pytaj  -  półgłosem  dorzuciła  Suzanne.  Nicole  z  niepokojem  zerknęła  na 

matkę. 

- Znów wyszłaś za mąż? Gdzie oblubieniec? 

Rozejrzała się dookoła. 

-  Nic  z  tych  rzeczy  -  westchnęła  Wendy.  -  Choć,  szczerze  mówiąc,  pierwszy  raz  w 

ż

yciu wolałabym, żeby tak było. 

- Co takiego? Mamo, co zrobiłaś? 

- Kupiłam konia. 

- Konia?! 

Pani Hart z uśmiechem skinęła głową. Wendy ze zgrozą przewróciła oczami. 

- Mamo, co będziesz robić z tym zwierzakiem? 

- spytała Nicole. 

- Jak to co? - odpowiedziała pytaniem pani Hart. 

- Podchowam, a potem wystawię do wyścigów. 

- Przecież nie masz pojęcia o hodowli koni! - zawołała Nicole. 

- Właśnie usiłowałyśmy jej to wytłumaczyć - zgodnym chórem odezwały się siostry. 

Pani Hart nie traciła dobrego humoru. 

- Muszę zatem postarać się o trenera - powiedziała z szerokim uśmiechem. 

- Mamo! 

Pani Hart obróciła się w stronę Anthony'ego. 

- Panie Gawain,  proszę  mi wyjaśnić, jak to się dzieje, że energiczna i zaradna matka 

mogła wychować trzy takie fajtłapy. 

- Mamo! 

Anthony wybuchnął śmiechem. 

background image

-  Nie  mam  pojęcia,  lecz  mogę  panią  zapewnić,  że  są  chwile,  gdy  może  być  pani 

dumna z Nicole. 

- Naprawdę? 

Trzy pary oczu zwróciły się w stronę dziewczyny. 

- Nie przyjechaliśmy tutaj na pogawędkę - wybąkała Nicole. 

Pociągnęła  Anthony'ego  za  rękaw.  Podeszli  do  niewielkiego  stolika  stojącego  wśród 

kwiatów i reklam. 

-  Przepraszam  panią,  czy  mógłbym  prosić  o  autograf?  -  odezwał  się z  boku  znajomy 

głos. - Z dedykacją: „Dla ostatniego z wielkich kochanków Hollywood...” 

-  Rafe!  -  zawołała  Nicole.  -  Co  ty  tu  robisz?  Wyjęła  książkę  z  dłoni  młodego 

mężczyzny i kątem oka zerknęła na Anthony'ego, całkowicie pochłoniętego rozmową z panią 

Hart i jej dwiema córkami. 

- Elizabeth namówiła mnie, bym to kupił, więc jestem - wyjaśnił Contreras. 

Nicole roześmiała się, wpisała dedykację i złożyła zamaszysty podpis. 

- A gdzie ona jest? - spytała. 

- Zgubiłem ją w tłumie. Pewnie wyszła na zewnątrz, by w samotności kontemplować 

twoje dzieło. 

- Rafe! 

- Wiem, wiem. - Pokiwał głową. Nadszedł Anthony. 

- Czy wszystkie kobiety myślą wyłącznie o ślubie? - spytał Contreras. 

Do stolika uformowała się już spora kolejka. 

Po  trzech  godzinach  wytężonej  pracy  Nicole  i  Anthony  mogli  wreszcie  nieco 

odpocząć.  Organizator  imprezy  poinformował  oczekujących,  że  w  „Sofi's  Patio  Restaurant” 

przygotowano poczęstunek. 

Przy stoliku pojawił się goniec niosący pokaźne pudełko. 

- Kwiaty dla pani Nicole Hart - powiedział. 

- Dziękuję. - Anthony wręczył mu kilka banknotów. 

-  Co  to  takiego?  -  spytała  Nicole.  Wyjęła  z  pudełka  bukiet  białych  tulipanów.  -  Od 

ciebie? - spytała patrząc na Anthony'ego. 

- Przeczytaj załączoną kartkę - odparł z zagadkowym uśmiechem. 

Nicole otworzyła kopertę i zaczęła czytać. Na jej twarzy pojawił się wyraz nieopisanej 

radości. 

-  Nic  nie  słyszę  -  odezwał  się  Anthony.  -  Wyglądasz,  jakbyś  zobaczyła  mysz  w 

pudełku. Odpowiedź brzmi „tak” czy „nie”? 

background image

- Oczywiście, że tak, idioto! 

- Idioto! Jak możesz nazywać przyszłego męża idiotą? 

-  Ponieważ  byłeś  wystarczająco  naiwny,  aby  postawić  to  pytanie  na  piśmie!  - 

zawołała. 

Na kartce były skreślone słowa: „Wyjdziesz za mnie? Kocham. Anthony”. 

- Będę miała dowód rzeczowy, na wypadek, gdybyś zmienił zdanie. Jeśli przestaniesz 

mnie kochać, wytoczę ci proces. 

- Obawiam się, że nie będę miał dość czasu, by zmienić zdanie - odparł. 

- Co to znaczy? 

-  To  znaczy,  że  wszyscy,  łącznie  z  pastorem  oraz  Rafaelem,  który  przygotował  ci 

ś

lubną suknię, czekają w „Sofi's” na rozpoczęcie ceremonii. 

- Co?! 

Anthony skinął głową. 

- Moje siostry, mama, Rafe, twoja rodzina... 

- Nawet Mark - dodał Gawain. 

- A gdybym powiedziała „nie”? - spytała z przekorą w głosie. Anthony był doprawdy 

romantycznym wariatem. 

- Odwróć kartkę. Spełniła jego prośbę. 

„Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, będę na moście. Przez chwilę.” 

Nicole zarzuciła mu ręce na szyję. 

- Jesteś cudowny, Anthony. 

- Musisz mi to dać na piśmie - odparł. Podsunął jej otwartą książkę. 

Ś

lub był wspaniały. 

W  albumie  znalazły  się  zdjęcia  pokraśniałej  z  przejęcia  panny  młodej,  roześmianego 

oblubieńca,  pani  Hart  łapiącej  wianek  oraz  Rafaela  Contrerasa  triumfalnie  chwytającego 

muszkę rzuconą przez Anthony'ego. 

Była także fotografia dużej, białej limuzyny z napisem „młoda para”, choć samej pary 

nie było widać we wnętrzu samochodu. 

- Rafe? Skończyłeś już czytać książkę? - spytała Elizabeth. 

- Tak, kochanie. 

- Doszedłeś do jakiegoś wniosku? 

- Wniosku? 

- Tak. Czego oczekują kobiety? 

- Szczerości. 

background image

- Podoba ci się moja sukienka? 

- Hm... 

- Rafe? 

- Szczerze mówiąc, wolę cię oglądać w czymś innym. 

- Na przykład? 

- A co masz pod spodem? 

Rozpiął  jej  suknię  i  spojrzał  na  ponętny  negliż  z  czarnego  jedwabiu,  bez  wątpienia 

kupiony w „Victorida's Secret”. 

- Całkiem fajne wdzianko - mruknął. 

-  To  „wdzianko”  kosztowało  mnie  majątek!  -  zawołała  Elizabeth.  -  „Wdzianko”!  - 

parsknęła jak rozzłoszczona kotka. - „Wdzianko”... 

W piwnych oczach Rafaela pojawił się błysk pożądania. 

- Mogę ci coś zaproponować? - spytał. 

background image

EPILOG 

Anthony i Nicole siedzieli w saloniku plażowego domu Gawaina, obserwując zabawę 

czteroletniego  synka.  Mały  Anthony  udawał  cieślę.  Uzbrojony  w  plastikowy  młotek 

popukiwał w meble. 

- Miałeś przeczytać mój nowy scenariusz - powiedziała do męża Nicole. 

- A ty obiecałaś wprowadzić kilka poprawek - odparł. 

Nicole z uśmiechem spojrzała na syna. 

- Naprawdę jest wspaniały, czy tylko tak mi się wydaje, bo jest naszym dzieckiem? - 

spytała. 

- Raczej to drugie - mruknął Anthony. 

A potem niemal jednocześnie pokręcili głowami. 

- Nie... 

-  Jak  myślisz,  spodoba  mu  się  w  Paryżu?  Mały  Anthony  mierzył  właśnie  nogę  od 

stołu. 

Ostatni  scenariusz  Nicole  nosił  tytuł  „Francuski  pocałunek”  i  był  trzecim  w  serii 

zapoczątkowanej przez „Kota i sperkę”. 

Książka  „Czego  naprawdę  oczekują  mężczyźni?”  nigdy  nie  powstała.  Kto  chciałby 

kupić publikację zawierającą tylko jedno słowo? 

- Widziałeś projekty kostiumów przysłane przez Rafe'a? - spytała Nicole. 

Po  sukcesie  filmowej  wersji  „Kota  i  sperki”  wytwórnia  zaproponowała  im 

przedłużenie kontraktu i dalsze role. 

- Będę nosił beret? - Skrzywił się Anthony. 

- Spróbuję to jakoś załatwić - odpowiedziała z przekornym uśmiechem. - Wyglądałbyś 

całkiem, całkiem... 

-  Nie  powinienem  nigdy  zostawiać  cię  sam  na  sam  z  Contraresem  -  jęknął.  -  Wiem. 

Dam mu takie zadanie, że będzie musiał całe dnie spędzać w pracowni. 

Krótko  po  ślubie  Anthony  zrezygnował  ze  stałej  pracy  w  telewizji  i  tylko  czasem 

realizował jakieś programy. 

Pochylił się w stronę syna. 

- Co robisz? - spytał. 

background image

Z wyjaśnień malca wynikało, że właśnie zajął się szlifowaniem. Jego zainteresowania 

wynikały  stąd,  że  Anthony  i  Nicole  podjęli  decyzję  o  powiększeniu  domu  i  chłopiec  całymi 

dniami obserwował pracę robotników. 

- Wesz już, kim będziesz, gdy dorośniesz? - spytał ojciec. 

- Budowlańcem - rezolutnie odparł malec. 

- „Budowlańcem”? - roześmiał się Anthony. - Skąd znasz takie słowa?  I  co będziesz 

wtedy robił? 

- Tapetował, stawiał domy, przybijał i wkręcał rury. 

- Musisz wybrać tylko jeden zawód, jeśli chcesz wykonywać go dobrze. 

- Och... 

- I co postanowiłeś? - wtrąciła się do rozmowy Nicole. 

Mały Anthony zrobił zamyśloną minę. 

- Już wiem! - zawołał po chwili. - Będę pracował tam, gdzie są najlepsze narzędzia. 

Rodzice z uśmiechem spojrzeli na siebie. Nicole wstała i skinęła dłonią na męża. 

- O co chodzi? - spytał Anthony. Wziął ją w ramiona. 

- Mówiąc o narzędziach... 

- Tak? 

- Mógłbyś mi nieco pomóc? Potrzebuję utalentowanego pracownika z niezłym... 

- Pani Gawain! 

- Możesz mi mówić Nikki. 

Anthony  chwycił  ją  w  ramiona  i  zaniósł  na  górę,  do  sypialni.  Malec  został  z  nianią, 

która właśnie wróciła z zakupów. 

Nicole przypomniała mężowi, że za kilka dni przyjedzie pani Hart, by uczcić urodziny 

swego wnuka. 

- Przywiezie mu szczególny prezent - dodała. Anthony musnął wargami jej szyję. 

- Naprawdę? Co to takiego? 

- Lepiej nie pytaj - szepnęła Nicole. 

Dopiero  długo,  długo  później,  gdy  nieco  ochłonął,  spojrzał  na  nią  i  nieco 

zaniepokojony powiedział: 

- Kochanie, gdzie będziemy trzymać tego kucyka?