background image

Kate Hardy

Lekarz z ambicjami

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Dlaczego miałoby mi zależeć na tym, żeby wygrać wieczór w towarzystwie Sebastiana? 

– spytała Alyssa. 

– Należałoby raczej spytać, dlaczego nie miałoby ci na tym zależeć – odparła Tracey, 

pielęgniarka   na   oddziale   ratownictwa   medycznego.   –   Hm,   chyba   coś   jest   z   tobą   nie   w 
porządku. – Chwyciła Alyssę za rękę i zmierzyła jej tętno, spoglądając na zegarek. – Nie 
ulega wątpliwości, że żyjesz i puls masz w normie. – Dotknęła jej czoła. – Temperatura 
normalna, więc nie może to być delirium. 

– Och, przestań! – zawołała Alyssa, mimo woli wybuchając śmiechem. 
– A może to chwilowa niepoczytalność?
– Musiałabym być niepoczytalna, żeby pójść na tę kolację z Sebem – mruknęła Alyssa. – 

To nie wchodzi w rachubę. Ale jestem gotowa wpłacić na ten wasz fundusz pewną sumę. – 
Wyjęła z szafki torebkę i znalazła w niej zwitek banknotów. – Proszę, na dobry cel. 

– To wystarczy na trzy losy – oznajmiła Tracey, unosząc brwi ze zdziwienia. 
– Nie chcę ani jednego, bardzo ci dziękuję. 
– Ależ Alyssa, tak nie można. Sprzedajemy losy właśnie dlatego,  żeby dać każdemu 

równe   szanse.   Gdybyśmy   zorganizowali   licytację,   mogliby   w   niej   wziąć   udział   tylko 
najbogatsi. 

Alyssa   byłaby   gotowa   ustąpić,   gdyby   mogła   się   zgodzić   z   jej   rozumowaniem.   Ale 

dostrzegła w nim jeden słaby punkt. 

– Być może niektóre kobiety marzą o tym, żeby spędzić wieczór z Sebastianem Radleyem 

– powiedziała – ale ja nie mam na to najmniejszej ochoty. 

– Dlaczego? Jest czarujący i dowcipny. Wieczór w towarzystwie Seba to cenna nagroda. 

On potrafi zadbać o to, żeby jego partnerka świetnie się bawiła. 

– Tylko dlatego, że ma ogromną praktykę. – Alyssa uniosła brwi. – W ciągu sześciu 

miesięcy, jakie spędził w Docklands Memoriał, umówił się chyba ze wszystkimi kobietami, 
które nie ukończyły trzydziestu pięciu lat. 

– Może po prostu szuka odpowiedniej partnerki. 
– A może jest męskim odpowiednikiem luksusowej dziwki. 
Alyssa  zdecydowanie  nie  była  zainteresowana  tego  rodzaju  mężczyznami.   Po swoich 

doświadczeniach ze Scottem Cooperem zamierzała unikać ich do końca życia. 

Tracey gwizdnęła cicho. 
– Widzę, że ty go naprawdę nie lubisz. 
– Jako lekarz jest w porządku. Potrafi być sumienny, stanowczy i czarujący. – Alyssa 

podziwiała jego stosunek do pacjentów może dlatego, że sama traktowała ich w podobny 
sposób. – Ale jako mężczyzna, z którym miałabym spędzić wieczór... Nie, dziękuję. Nie jest 
w moim typie. 

– Więc kto mógłby być w twoim typie? – spytała Tracey. – Pracujesz tu od trzech lat, a 

nie pamiętam, żebyś się z kimkolwiek umówiła. 

background image

Alyssa miała ochotę poprosić ją, by pilnowała swoich spraw, wyznać, że jest lesbijką albo 

oznajmić,   że   nadal   szuka   księcia   z  bajki,   ale   się   powstrzymała.   Postąpiłaby   nieuczciwie, 
wyładowując swój zły humor na dyżurnej pielęgniarce. Tracey miała dobrą wolę, ale prawda 
była kłopotliwa, a Alyssa nie zamierzała dawać nikomu pożywki do plotek na swój temat. 
Żaden z pracowników szpitala Docklands Memoriał nie wiedział o tym, że popełniła kiedyś 
błąd, a ona chciała, żeby tak pozostało. 

Niebieskooki  Sebastian   Radley  może   i  jest   czarujący,  przystojny  i  dowcipny  –  sama 

przyznawała,   że   to   najbardziej   seksowny   mężczyzna,   jakiego   znała   –   ale   każdy   bliższy 
związek z tego rodzaju człowiekiem grozi katastrofą. Wiedziała więc, że powinna go unikać. 

– Jestem osobą zajętą i nie mam czasu na randki – rzekła przyjaznym tonem, wyjmując z 

torebki kolejny banknot. – Proszę bardzo. Czy teraz przestaniesz mnie nękać?

– Hm – mruknęła z uśmiechem Tracey. – Tak czy owak, dziękuję za wpłatę na nasz 

fundusz. 

Gdy Alyssa odeszła, starannie wypisała na trzech odcinkach losów słowa „Alyssa Ward”. 

Od dawna uważała, że doktor Ward zbyt ciężko pracuje i powinna się jakoś rozerwać. A 
Sebastian Radley, konsultant ich szpitala, jest człowiekiem, który mógłby jej to ułatwić. 

On   z   kolei   powinien   trochę   spoważnieć   i   zdać   sobie   sprawę,   że   życie   nie   jest 

niekończącym się pasmem przyjęć i bankietów. A Alyssa jest kobietą, która może mu na to 
otworzyć   oczy.   Tracey   doszła   do   wniosku,   że   przygotowywane   przez   nią   przyjęcie 
dobroczynne   może   się   przyczynić   do   rozwiązania   kilku   problemów.   Postanowiła 
porozmawiać z Vicki Radley, siostrą Seba, współorganizatorką tego wydarzenia. Czuła, że 
jeśli   zdoła   zapewnić   sobie   jej   poparcie,   Docklands   Memoriał   stanie   się   o   wiele   bardziej 
interesującym i przyjaznym miejscem pracy. 

– To był naprawdę bardzo głupi pomysł – oświadczył Seb. – Przypomnij mi, dlaczego ja 

się na to zgodziłem?

–   Bo   uwielbiasz   oglądać   swoją   podobiznę   w   gazetach,   a   gazety   kochają   cię   jeszcze 

bardziej, kiedy masz na sobie smoking – odparła ze śmiechem jego siostra Vicky. – „Pan 
Sebastian   Radley   pomaga   w   zbiórce   pieniędzy   na   sprzęt   dla   oddziału   ratownictwa 
medycznego”. „Bogaty ale otwarty na potrzeby biednych”. Wspaniała reklama. 

– Bardzo zabawne... – mruknął, patrząc na nią z niechęcią. – Dlaczego nie mógłbym po 

prostu wpłacić jakiejś sumy na fundusz szpitala?

– To nie byłaby żadna sensacyjna wiadomość. W każdym razie nie na tyle sensacyjna, 

żeby   uwolnić   Charliego   od   dziennikarzy,   więc   musiałby   w   końcu   podjąć   próbę 
wytłumaczenia   się   przed   Sophie.   A   ponieważ   fotoreporterzy   usiłowaliby   tymczasem 
wyważyć jej drzwi, ona nie zgodziłaby się wyjść za niego za mąż, tylko uciekłaby na koniec 
świata.  –  Vicky  wzruszyła   ramionami.   –  To  był  najlepszy  pomysł,   jaki  przyszedł   mi  do 
głowy. I pragnę ci przypomnieć, że wyraziłeś zgodę. 

– No dobrze. Jesteś moją dłużniczką. Podobnie jak nasz starszy brat. 
–   Nie   denerwuj   się   –   uspokoiła   go   Vicky,   poprawiając   delikatnie   jego   muszkę.   – 

Wyglądasz   wspaniale.   Gdybyś   nie   był   moim   bratem   słynącym   z  okropnego   stosunku  do 

background image

kobiet, sama odczułabym pokusę wykupienia losu. 

– Losu? Przecież to miała być aukcja... – wymamrotał Seb, mrużąc oczy. 
– Wszystko inne będzie sprzedane w drodze licytacji, ale wieczór z tobą... Seb, to jest 

szpital. Chcemy, żeby pracujące tu dziewczyny miały równe szanse, dlatego zrobiliśmy cię 
główną wygraną w naszej loterii. 

– Gdybyście mnie sprzedali w drodze licytacji, mogłabyś wziąć w niej udział i wygrać. – 

Westchnął. – Gotów byłbym to sfinansować. 

– Chciałbyś kupić samego siebie? – parsknęła Vicky. – Och, daj spokój. Nie spodziewaj 

się, że w to uwierzę. Za dobrze cię znam. Przecież uwielbiasz umawiać się z kobietami. – 
Urwała i spojrzała na niego z uwagą. – Czyżbyś kogoś pokochał i zamierzał się ustatkować?

– Ależ skąd! Czy uważasz, że jestem głupi? – Seb zmarszczył brwi. – Nie. Ja tylko... 

Posłuchaj, napiszcie na tych losach wyraźnie, że chodzi o jeden wieczór, a nie o obietnicę 
małżeństwa. I że nie zamierzam kontynuować tej znajomości. 

– Na to już za późno. Wszystkie losy są sprzedane. 
– Mam nadzieję, że wygra jakaś starsza pani, która będzie chciała być traktowana przez 

jeden   wieczór   jak   gwiazda   filmowa.   Wytworne   stroje,   elegancka   limuzyna,   luksusowa 
restauracja... – Seb wykrzywił usta w niechętnym grymasie. – I żebyś wiedziała, że nigdy 
więcej nie dam się na coś takiego nabrać. 

Zapadła chwila ciszy. Potem Vicky posłała bratu czułe spojrzenie. 
– Seb?
– Tak?
– Przestań narzekać, uśmiechnij się, wejdź do sali i oczaruj tych ludzi, od których chcemy 

wyciągnąć trochę pieniędzy. 

Wiedział, że potrafi wykorzystać swój urok osobisty, a teraz, ponaglony przez siostrę, 

przypomniał   sobie,   jaki   jest   cel   dzisiejszej   imprezy:   zbiórka   na   szpitalny   fundusz.   Wziął 
głęboki oddech i ruszył w kierunku sali. 

Przez pierwszą połowę wieczoru bawił się doskonale. Nakłaniał uczestników aukcji do 

podbijania stawek. Wziął udział w licytacji pewnego profesora, który miał przez jeden dzień 
pełnić rolę pokojówki, potem starszej pielęgniarki mającej przez tydzień grać rolę szofera, 
sprzedał na aukcji trzy hinduskie masaże, sześć domowych kolacji, skrzynkę szampana, parę 
tortów i kilka pocałunków. Za jeden z nich zapłacił absurdalnie wysoką cenę, przebijając 
wszystkich konkurentów, ponieważ pielęgniarka, która zgodziła się pocałować zwycięzcę, 
okazała się bardzo ładna. Pieniądze przeznaczone na szpitalny fundusz lały się jak woda, a w 
sali panowała atmosfera radosnego podniecenia. 

Jego   znakomity   nastrój   zmąciło   pojawienie   się   na   scenie   dwóch  osób:   jego   siostry  i 

starszej pielęgniarki szpitala, Tracey Fry. 

– Oto nadszedł moment, na który wszyscy czekaliście – oznajmiła Vicky. – Losowanie. 

Główną i jedyną wygraną jest wieczór spędzony w towarzystwie Sebastiana Radleya. 

Rozległy   się   oklaski,   okrzyki   i   gwizdy.   Seb   poczuł,   że   jego   twarz   gwałtownie 

czerwienieje. Miał ochotę zapaść się pod ziemię. 

– Zaraz się przekonamy, który numer wygrywa... – Vicky zdobyła gdzieś nawet bęben, w 

background image

którym wirowały odcinki losów. Seb zacisnął zęby i poprzysiągł jej okrutną zemstę. 

Tracey otworzyła klapkę w górnej części bębna, demonstracyjnie sięgnęła aż na jego dno, 

wyciągnęła złożony odcinek losu i uniosła go triumfalnie w górę. 

Ona też mi za to zapłaci, pomyślał Seb. Dlaczego tak przeciąga ogłoszenie wyniku?
Tracey powoli rozwinęła kartkę. 
– Wygrywa numer... 457! – oznajmiła głośno. Na sali rozległ się szelest losów i pomruk 

zawodu. Mam nadzieję, że wygra ktoś, kto potraktuje całą sprawę jako żart i nie będzie ode 
mnie oczekiwał dozgonnej miłości, myślał nerwowo Sebastian. 

– Alyssa Ward! – zawołała Tracey. 
Alyssa Ward? Usiłował skojarzyć to nazwisko z jakąś twarzą, ale bezskutecznie. 
– Niestety, Alyssa nie mogła spędzić tego wieczoru razem z nami... 
Nie ma jej? – pomyślał ze zdziwieniem. Przecież... Ach, pewnie ma nocny dyżur. 
– ... więc przekażę jej tę dobrą wiadomość jutro rano – dokończyła Tracey. – A teraz 

oddaję głos Sebastianowi. 

Uśmiechnął   się   czarująco,   udając,   że   jest   zachwycony,   a   potem   szybko   dokończył 

licytację ostatnich przedmiotów. Przez cały czas jednak zastanawiał się, kim może być Alyssa 
Ward.   W   pewnym   momencie   doznał   olśnienia.   Tak,   Alyssa   Ward,   spokojna   i   nieśmiała 
lekarka z oddziału ratownictwa. Pracował z nią przez sześć miesięcy, ale nadal prawie jej nie 
znał. Brała udział w koleżeńskich spotkaniach pracowników, ale z jakiegoś powodu zawsze 
siedziała na przeciwległym końcu długiego stołu. 

Zachowywała się niemal tak, jakby usiłowała mnie unikać, pomyślał ze zdziwieniem. Ale 

skoro nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to po co kupowała los na loterię? To się wydaje 
kompletnie pozbawione logiki. Ale takie już są kobiety. Z wyjątkiem mojej siostry Vicky. 
Ona jest osobą całkowicie racjonalną. 

Tak czy owak był zadowolony, że nie musi spotkać się z Alyssą nazajutrz rano. Wiedział, 

że skoro pełni nocny dyżur, to na pewno zjawi się w szpitalu dopiero po południu, a on zyska 
kilka godzin spokoju, podczas których będzie mógł dowiedzieć się o niej czegoś więcej. 

– Przed wejściem na oddział powinnaś włożyć zbroję – zawołała ze śmiechem Fliss, gdy 

Alyssa pojawiła się następnego dnia w pokoju dla personelu. 

– Dlaczego?
– Bo wszystkie zatrudnione w tym szpitalu kobiety będą się domagać twojej krwi. 
– Co takiego? – Alyssa zmarszczyła czoło. – Przykro mi, Fliss, ale nie mam pojęcia, o 

czym mówisz. 

– Wygrałaś. Wczoraj wieczorem. 
– Co wygrałam? Fliss wydała cichy jęk. 
– Musisz stanowczo napić się kawy, bo widzę, że jeszcze śpisz. Wygrałaś wieczór w 

towarzystwie Seba. 

– To niemożliwe – oznajmiła Alyssa, kręcąc głową. – Nie kupiłam losu. 
– Musiałaś to zrobić, bo inaczej nie mogłabyś wygrać – stwierdziła Fliss, unosząc brwi. 
– Nie kupiłam losu. – Alyssa splotła ręce na piersiach. – Wpłaciłam na fundusz szpitala 

pewną sumę. 

background image

– Która wystarczyła na kupno kilku losów – wtrąciła Tracey, która weszła do pokoju i 

usłyszała ich rozmowę. – Wypisałam na nich twoje nazwisko. A jeden z nich wygrał. 

Alyssa skrzywiła się z niechęcią. 
– W takim razie chętnie zrzeknę się mojej wygranej na rzecz kogoś innego. 

Seb, który nie zdążył jeszcze wejść do pokoju dla personelu, usłyszał ostatnią wymianę 

zdań i zatrzymał się jak wryty. Przecież Alyssa Ward ma nocną zmianę... 

Nie, pomyślał, ja tylko zakładałem, że ktoś, kto wykupił los i nie zgłosił się po wygraną, 

musi pełnić nocny dyżur. A tymczasem ona nie tylko nie kupiła losu, ale w dodatku nie chce 
spędzić ze mną wieczoru. 

Poczuł ukłucie zawodu. Nie zamierzał się z nikim wiązać, ale potrafił zadbać o to, by 

żadna kobieta nie nudziła się w jego towarzystwie. Postanowił zastosować się do sugestii 
Vicky. Zaprosić posiadaczkę szczęśliwego losu na wytworną kolację, a potem na jakiś dobry 
spektakl teatralny. Kto mógłby nie mieć na to ochoty?

Zmarszczył brwi. Nie pamiętał, by jakakolwiek kobieta kiedykolwiek wzgardziła jego 

zaproszeniem. Spotyka go to po raz pierwszy w życiu. I wcale nie był z tego zadowolony. 
Postanowił więc wyjaśnić tę sprawę od razu i przekonać się, na czym polega problem. 

– Dlaczego? – spytał, wchodząc do pokoju. – Czyżby uważała mnie pani za jakiegoś 

odrażającego typa?

– Nie – odparła Alyssa, mimo woli czerwieniąc się z zażenowania. – Ja po prostu nie 

umawiam się na randki. 

Ach, więc o to chodzi. Choć powinien być zadowolony, poczuł jeszcze bardziej bolesne 

ukłucie zranionej ambicji. 

– Tu nie chodzi o żadną randkę – stwierdził z naciskiem – tylko o jednorazowe spotkanie, 

które było główną wygraną w loterii mającej zasilić budżet szpitala. Chciałbym to mieć za 
sobą – dodał z irytacją w głosie – więc proponuję dzisiejszy wieczór. 

Ku jego zaskoczeniu Alyssa nie zamierzała ustąpić. 
– Dziś wieczorem jestem zajęta. 
– Więc proszę zmienić plany. 
– Myślę, doktorze Radley, że to pan może zmienić plany. Albo spędzić ten wieczór we 

własnym towarzystwie. – Spojrzała na niego bez cienia uśmiechu i postawiła na stole kubek z 
nietkniętą kawą. – I bardzo proszę, żeby pan nie przemawiał do mnie takim rozkazującym 
tonem. 

Fliss gwizdnęła cicho. 
– Pokazała ci, gdzie jest twoje miejsce – mruknęła, gdy Alyssa wyszła z pokoju. 
Być może, pomyślał Seb. Do tej pory nigdy nie zwrócił większej uwagi na Alyssę. Była 

po   prostu   sumienną   lekarką,   z   którą   kilka   razy   współpracował.   Zauważył   wtedy,   że   jest 
sprawna, ma właściwy stosunek do pacjentów i wykonuje swoje obowiązki bez szemrania. 
Zawsze nosiła pod białym lekarskim kitlem gładkie szare spodnie i jasną koszulę, a on w 
gruncie rzeczy nie zauważył nawet, że jest kobietą. Była dla niego po prostu koleżanką z 
pracy. 

background image

Nigdy nie podejrzewał jej o tak silną wolę i tak nieugięty charakter. Byl tym zaskoczony, 

ale wydala mu się kobietą bardzo interesującą. Postanowił spędzić z nią najbliższy wieczór i 
przekonać się, czy naprawdę jest taka twarda. 

Po południu tego dnia trafił mu się piekielnie trudny przypadek. W sali reanimacyjnej 

panował   spokój,   więc   przyjmował   pacjentów,   którzy   zgłaszali   się   do   ambulatorium.   Był 
wśród nich czteroletni chłopiec, który przyciął sobie męski organ zamkiem błyskawicznym 
od   spodni.   Wspaniale,   pomyślał,   kiedy   recepcjonista   imieniem   Mel   wręczył   mu   kartę 
informacyjną. Dlaczego nie przyślą mi nieznośnego starca albo dwumetrowego kulturysty, 
który wdał się w bójkę i nadal jest pijany? Dlaczego musieli skierować do mnie tego bachora?

Nie umiał postępować z dziećmi. Nie lubił ich. Był zadowolony, że ma starszego brata, 

więc nie musi się troszczyć o przedłużenie męskiej linii swej rodziny. Żywił nadzieję, że 
Charlie i Sophie spłodzą wkrótce potomka, który odziedziczy rodzinny tytuł i majątek. 

Chłopczyk głośno płakał, a jego matka była bliska histerii. Seb zdobył się na zawodowy 

uśmiech i poprowadził ich w kierunku izby przyjęć. 

– Proszę pójść za mną – powiedział. – Zaraz wszystko będzie dobrze. 
– Chciał sam się ubrać. Odwróciłam się może na dwie sekundy, a on... a on... 
– To się często zdarza. Mali chłopcy za szybko wkładają spodnie i przycinają sobie skórę 

zamkiem. 

– Miał nadzieję, że chłopczyk przestanie płakać. Jego zawodzenie działało mu na nerwy 

tak bardzo, jak niegdyś zgrzyt kredy o tablicę. 

– Ale ten zamek się zaciął i nie mogłam go rozpiąć!
– Kobieta zaczerwieniła się gwałtownie. – Czy to nie spowoduje jakichś... komplikacji?
– Nie – zapewnił ją Seb. – Proszę mi wierzyć, że operacja nie będzie konieczna. Dam mu 

jakiś   środek przeciwbólowy,   żebym   mógł  rozpiąć   ten  zamek,  nie  narażając   go na  dalsze 
cierpienia.  Czasem wystarczy kropla oleju mineralnego. W najgorszym  razie będę musiał 
rozciąć spodnie. 

– Nie mam nic przeciwko temu, bo i tak ich nie znoszę. Kupiła mu je jego babka, bo 

uważała, że wygląda niechlujnie w dresie, w którym chodził do tej pory. 

Dziecko nadal płakało, a wszystkie wysiłki uspokojenia go okazały się daremne. Seb 

doszedł do wniosku, że potrzebuje pomocy. Postanowił sprowadzić jakąś pielęgniarkę, która 
umiałaby radzić sobie z dziećmi. 

– Muszę przynieść zestaw narzędzi – powiedział do matki chłopca. – Wrócę za dwie 

sekundy. 

Z ulgą wybiegł na korytarz, zamierzając poprosić o pomoc pierwszą osobę, którą spotka. 

Okazała się nią Alyssa Ward. Zawahał się, ale nadal słyszał płacz dziecka i wiedział, że musi 
wybrać mniejsze zło. 

– Alysso, czy mogłabyś poświęcić mi chwilę czasu? – spytał z najbardziej czarującym 

uśmiechem, na jaki potrafił się zdobyć. – Potrzebuję pomocy. 

– O co chodzi? – spytała, mrużąc oczy. 
– Przysłali do mnie chłopczyka, który ma problem z zamkiem błyskawicznym. Potrzebuję 

kogoś, kto potrafiłby odwrócić jego uwagę, kiedy będę robił to, co jest konieczne. 

background image

– Okej – mruknęła, wzruszając ramionami. 
– Dziękuję ci i jestem bardzo wdzięczny. – Jego uśmiech był tym razem autentyczny. – 

Pokój numer pięć. Ja idę po lidokainę, olej mineralny i nożyce. 

Kiedy wrócił, Alyssa trzymała chłopca na kolanach i opowiadała mu jakąś bajkę. Z oczu 

dziecka nadal płynęły łzy, ale jego uwaga była skupiona na treści tej interesującej historii o 
pociągach i dinozaurach. Seb doszedł do wniosku, że jego koleżanka ma wrodzony talent do 
radzenia sobie z dziećmi. 

I nagle zrozumiał motywy jej postępowania. Spytał sam siebie, dlaczego ta kobieta nie 

ma ochoty spędzić z nim wieczoru. I znalazł odpowiedź: ponieważ jest mężatką i ma małe 
dziecko. Zerknął odruchowo na jej lewą dłoń, ale nie dostrzegł obrączki. Może to wynikać z 
dwóch powodów: albo nie nosi jej w pracy ze względów higienicznych, albo nie jest mężatką, 
lecz ma stałego partnera. 

Sprawa była prosta. Postanowił wynająć opiekunkę do dziecka i zafundować Alyssie oraz 

jej   partnerowi   wieczór   w   mieście   albo   wynegocjować   z   nią   zmianę   warunków   i 
zaproponować, by zamiast niego towarzyszył jej wybrany przez nią mężczyzna. Zdał sobie 
sprawę,   że   będzie   mógł   dzięki   temu   wypełnić   swe   zobowiązania,   nie   tracąc   wieczoru,   i 
odetchnął z ulgą. 

Natarł skórę chłopca jodyną, a potem podał mu lidokainę. Gdy środek przeciwbólowy 

zaczął działać, chłopiec przestał szlochać i zadał nawet Alyssie kilka pytań dotyczących bajki. 

Seb, nie chcąc go denerwować, powiedział po cichu matce, co zamierza zrobić, a potem 

bez słowa przystąpił do działania. Polał zamek olejem, ale kiedy nie przyniosło to pożądanego 
efektu, zrozumiał, że musi go przeciąć. Na szczęście Alyssa nadal odwracała uwagę małego 
pacjenta, dzięki czemu chłopiec nie dostrzegł ortopedycznych nożyc, które Seb wyjął z torby. 
Przez chwilę obawiał się, że jeśli zastosowana przez niego metoda nie poskutkuje, będzie 
musiał   rozerwać   zamek   przy   pomocy   dwóch   par   kleszczy.   Ale   po   kilku   sekundach   jego 
ruchoma część zsunęła się w dół, uwalniając skórę chłopca. 

Gotowe! Otworzył zamek do końca, oczyścił niewielką ranę i posmarował ją maścią. 
– Czy pani synek dostał zastrzyk przeciwtężcowy? – spytał. 
Kobieta kiwnęła głową. 
– To dobrze. Przez jakiś czas będzie jeszcze odczuwał lekki ból, ale nie ma żadnych 

trwałych   uszkodzeń   ciała.   Gdyby   panią   cokolwiek   zaniepokoiło,   proszę   zwrócić   się   do 
lekarza pierwszego kontaktu albo przywieźć go do nas. 

– Bardzo dziękuję. 
– Moje zadanie było bardzo łatwe – powiedział z uśmiechem. – To Alyssa zasługuje na 

wyrazy wdzięczności. Potrafiła uspokoić przerażone dziecko. 

– Więc dziękuję wam obojgu. 
Alyssa pospiesznie dokończyła bajkę i najwyraźniej zamierzała wyjść z pokoju w ślad za 

małym pacjentem i jego matką, postanowił więc ją zatrzymać. 

– Alyssa... – zaczął cichym głosem. 
– O co chodzi? – spytała nieufnie. 
Wahał się przez chwilę, a potem odchrząknął niepewnie, chcąc zyskać na czasie. 

background image

– Powinienem cię przeprosić. Nie wiedziałem o tym, że... jesteś mężatką i masz dzieci. 

Rozumiem powody, z których odrzuciłaś moje zaproszenie. Ale ponieważ zdobyłaś główną 
wygraną, chętnie pokryję koszta opiekunki i wszystkie inne wydatki, żebyś mogła spędzić ten 
wieczór w mieście ze swoim mężem. 

– Nie mam męża – oznajmiła Alyssa wojowniczo. 
– A więc ze swoim partnerem. 
W jej zielonych oczach pojawił się błysk rozbawienia. 
– I nie mam dzieci. 
Po raz drugi w ciągu tego dnia poczuł się tak, jakby oblała go zimną wodą. Nie był też 

zachwycony   jej   lekceważącym   spojrzeniem.   Pod  wpływem   irytacji   złożył   jej   propozycję, 
która wydała mu się idiotyczna, zanim jeszcze skończył mówić. 

–   Skoro   jesteś   wolna,   to   załatwmy   tę   sprawę   od   razu,   żeby   mieć   ją   z   głowy.   Dziś 

wieczorem. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej. 

Zanim zdążyła odmówić, wyszedł z pokoju, żeby zająć się następnym pacjentem. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Alyssa naprawdę nie miała ochoty na spędzanie wieczoru w towarzystwie Sebastiana. Aie 

czy ma  wybór?  Wiedziała,  że jeśli mu  odmówi,  wszyscy  zaczną  jej  zadawać  dociekliwe 
pytania  – doszukiwać się przyczyn  takiego postępowania w jej przeszłości, do której nie 
chciała wracać, plotkować, pokazywać ją sobie na korytarzach jako Kobietę, Która Odrzuciła 
Zaproszenie Sebastiana Radleya. 

Wiedziała   też,   że   Sebastian   nie   pogodzi   się   z   odmową,   jeśli   nie   przedstawi   mu 

przekonującego powodu tej odmowy. A ona nie chciała z nim na ten temat rozmawiać, bo 
bała się, że zostanie wyśmiana. Musi więc spędzić z nim ten wieczór, choć przyrzekła sobie, 
że nigdy więcej nie da się nikomu nakłonić do zrobienia czegoś, na co nie będzie miała 
ochoty. 

Nagle ogarnęły ją ponure podejrzenia. Los kupiła w jej imieniu Tracey, i właśnie ona 

wyciągnęła z bębna jej numer. Zbieg okoliczności? Czy może sprytny podstęp?

Nie,   to   niemożliwe.   Tracey   dobrze   wiedziała,   że   nie   zależy   jej   na   spotkaniu   z 

Sebastianem. Więc musiał to być zbieg okoliczności. 

– A więc czeka mnie wieczór w towarzystwie tego gładkiego czarusia – mruknęła do 

siebie ze złością. 

–  Spytał   o  mój   adres,  ale   nie  powiedział   nawet,  dokąd  chce  mnie  zabrać.  Nie  mam 

pojęcia, jak się ubrać. Co za nieznośny człowiek... 

Po dłuższym namyśle zdecydowała się na prostą czarną sukienkę i skromny makijaż. 
Dzwonek   rozległ   się   dokładnie   o   wpół   do   siódmej.   Doszła   do   wniosku,   że   ta 

punktualność   dobrze   o   nim   świadczy.   Gdyby   przyjechał   zbyt   wcześnie,   postawiłby   ją   w 
kłopotliwej   sytuacji,   bo   nie   była   jeszcze   gotowa.   Gdyby   się   spóźnił,   naraziłby   ją   na 
upokarzające czekanie. 

Otworzyła drzwi i zrobiła wielkie oczy. Seb, podobnie jak inni konsultanci, przychodził 

zwykle do pracy w garniturze, a ona widywała w gazetach fotografie, na których uczepione 
jego ramienia  blondynki  trzepotały  zalotnie  rzęsami.  Ale  nie przypuszczała,  że może  tak 
dobrze wyglądać w smokingu. Miał na sobie plisowaną koszulę, ręcznie wiązaną muszkę i 
chyba włoskie buty. Był ogolony i schludnie uczesany. Krótko mówiąc, zrobił wszystko, by 
każda kobieta straciła głowę na jego widok. 

– Cześć – rzekł z uśmiechem. 
Dostrzegła w jego policzkach dołki, których dotąd nie zauważyła. I od razu przestała się 

go obawiać. Miała ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć palcem jego twarzy... 

– Cześć, Seb. 
– Czy jesteś gotowa?
– Jasne – odparła nonszalanckim tonem. 
– Więc ruszajmy. 
Na ulicy stał niski sportowy samochód. Zabawka bogatego chłopca. Ałyssa pomyślała z 

ironią, że widząc ten wóz, można by sporo powiedzieć o osobowości właściciela. 

background image

– Jak ci się podoba? – spytał Seb, a ona, choć była zachwycona, wzruszyła obojętnie 

ramionami. 

– Widzę, że ma cztery koła, i to mi wystarczy. 
– To nie jest zwykły samochód – powiedział Seb. – To zabytkowy jaguar E. 
– I czujesz się w nim jak James Bond? – spytała drwiącym tonem, choć musiała przyznać, 

że Seb wydaje jej się bardziej atrakcyjny niż Sean Connery, a nawet Pierce Brosnan. 

– James Bond jeździł aston martinem – odparł, otwierając jej drzwi, a ona po raz nie 

wiadomo który powtórzyła sobie, że chodzi tylko o ten jeden wieczór. 

– Dokąd jedziemy? – spytała, gdy ruszyli z miejsca. 
– Do pewnej spokojnej restauracji. 
– Myślałam, że lubisz gwar i tłumy ludzi – mruknęła, nie mogąc powstrzymać się od 

drobnej złośliwości. 

– Ale doszedłem do wniosku, że ty nie czułabyś się w takiej atmosferze swobodnie – 

odparł bez zastanowienia. 

Niewielka przytulna restauracja znajdowała się tuż nad Tamizą, a Seb został oczywiście 

skierowany   do   najlepszego   stolika,   tuż   przy   oknie,   przez   które   można   było   obserwować 
ciemniejące niebo i zapalające się światła. 

– Bardzo mi się tu podoba – przyznała Alyssa. 
– Podają też dobre jedzenie – odparł Seb. 
Kelner,   który   przyniósł   karty   dań,   powitał   Sebastiana   niezwykle   uprzejmie,   więc 

domyśliła się, że jest to jego ulubiony lokal. Była pewna, że bywał tu z wieloma kobietami i 
zdała sobie sprawę, że zajmuje na ich liście bardzo odległe miejsce. Ale wcale się tym nie 
przejęła. Nie zamierzała nawiązywać z nim bliższej znajomości. 

Zauważyła, że w karcie dań nie ma cen i uznała, że restauracja musi być bardzo droga. 

Seb wyraźnie chce zrobić na niej wrażenie, ale ona nie ma już dwudziestu paru lat i nie 
zamierza zachwycać się jego hojnością. 

– Co możesz mi polecić? – zapytała. 
– Wszystko jest dobre – odparł. – Zamów to, na co masz ochotę. I powiedz mi, czego 

chcesz się napić. 

– Myślałam, że zadecydujesz za mnie – mruknęła ze zdziwieniem i zaraz zgromiła się w 

duchu, widząc jego rozbawienie. 

– Nie jestem męskim szowinistą, a ponieważ nie mam pojęcia, co lubisz, wolę, żebyś 

sama dokonała wyboru. 

Stwierdziła, że Seb nie jest pozbawiony wrażliwości i zaczęła podejrzewać, że błędnie go 

oceniła. 

– A ty?
– Ja prowadzę – odparł, wzruszając ramionami – więc mogę wypić tylko drinka. Chętnie 

zdam się na twój gust. 

Kiedy nadszedł kelner, zamówiła kieliszek bardzo wytrawnego wina Sancerre i wątróbki 

z drobiu na przystawkę, a potem rybę o egzotycznej nazwie anioł morski. Ku jej zdziwieniu 
Seb poprosił o to samo. 

background image

– Myślałam, że jesteś... 
– Pożeraczem czerwonego mięsa? – dokończył z uśmiechem. – Jadam wszystko, co mi 

smakuje. 

Dojrzała w jego niebieskich oczach zalotny błysk, który świadczył o tym, że lubi nie 

tylko jedzenie. Ale na nie zamierzała wdawać się z nim w erotyczną wymianę zdań. Miała 
nadzieję, że ten wieczór nieiługo się skończy i że od jutra znowu będą tylko colegami z pracy. 
Bliższa znajomość z Sebem może narazić ją na kłopoty, których w jej życiu i tak było już 
dużo. Postanowiła więc trzymać się od niego na dystans. 

Jest   kobietą,   która   wie,   czego   chce.   To   budziło   aprobatę   Sebastiana.   Był   znudzony 

młodymi panienkami o ptasim móżdżku, które spijały z jego ust każde słowo i oczekiwały, że 
będzie za nie o wszystkim decydował. 

Alyssa nie była dziewczyną o ptasim móżdżku i choć jej nie znał, budziła w nim coraz 

większe zainteresowanie. Wiedział o niej tylko tyle, że jest kompetentną lekarką i potrafi 
doskonale radzić sobie z dziećmi. Teraz zauważył także, że jej zielone oczy mają tę samą 
barwę   co   morze.   Nie   mógł   pojąć,   dlaczego   nie   zwrócił   na   to   uwagi   podczas   minionych 
sześciu miesięcy wspólnej pracy. 

– Od jak dawna u nas pracujesz? – spytał. 
– Od trzech lat. 
Spodziewał się, że zacznie mu relacjonować przebieg swej kariery zawodowej, ale ona 

była wyraźnie małomówna, bo udzieliła mu najkrótszej z możliwych odpowiedzi. Postanowił 
zmienić postępowanie, dodać jej pewności siebie, kierując rozmowę na temat, który byłby dla 
nich obojga interesujący. Czyli na temat pracy. 

– Czy zawsze zajmowałaś się ratownictwem medycznym?
– W zasadzie tak. 
– Gdzie pracowałaś przedtem?
–   Przenosiłam   się   z   miejsca   na   miejsce.   Dlaczego   ona   udziela   tak   wymijających 

odpowiedzi? Co próbuje ukryć?

– To tak samo jak ja – powiedział. 
Był   pewien,   że   Alyssa   spyta   o   przebieg   jego   kariery   zawodowej,   ale   przeżył 

rozczarowanie. Co gorsza, zauważył, że ta rozmowa wprawia ją w zakłopotanie. Zrezygnował 
więc z dalszych prób jej ożywienia, a ponieważ Alyssa wyglądała przez okno, zaczął się jej 
przyglądać. W gruncie rzeczy była bardzo ładna. Miała regularne rysy,  kształtne usta, na 
których   prawie   nie   dostrzegł   śladów   szminki,   i   zachwycająco   piękne   oczy.   Zaczął   się 
zastanawiać, jak wyglądają jej krótko obcięte włosy, kiedy są potargane. Na przykład wtedy, 
kiedy Alyssa się budzi, kiedy jest jeszcze rozgrzana snem, łagodna i urna, a nie czujna i 
podejrzliwa. 

Gdy przyniesiono zamówione przez nich potrawy, zjedli je niemal w milczeniu. Na niebie 

lśniły gwiazdy, jedzenie było dobre, a kelnerzy zachowywali się dyskretnie. Jego towarzyszka 
nie plotła o byle czym i nie starała się wyglądać czarująco. Wszystkie okoliczności sprzyjały 
temu, by czuł się doskonale. 

background image

A on czuł się fatalnie. Alyssa nie chce tu być, nie miała ochoty na jego towarzystwo. 

Dlaczego?

Mógł się tego dowiedzieć tylko w jeden sposób. I zamierzał to zrobić bez owijania w 

bawełnę, mając nadzieję, że zyska dzięki temu jej uznanie. 

– Ty mnie w gruncie rzeczy nie lubisz, prawda? – spytał łagodnym tonem. 
Alyssa zamrugała oczami. Nie spodziewała się takiego pytania. 
– Dlaczego... tak myślisz? – wymamrotała. 
– Dlatego, że przez cały czas ani razu się nie uśmiechnęłaś. – Zmarszczył brwi. – Czy 

zrobiłem coś, co wprawiło cię w zły nastrój?

– Nie, nie mam do ciebie żadnych osobistych pretensji. 
– Więc o co chodzi?
Doszła do wniosku, że Seb wymaga od niej szczerości, postanowiła więc odpowiedzieć 

mu szczerze. 

– O twój stosunek do życia. 
– To znaczy? – spytał jeszcze bardziej zaintrygowany. 
–   Jako   lekarz   jesteś   w   porządku.   Znakomicie   wywiązujesz   się   z   obowiązków.   Jako 

człowiek... – Wzruszyła ramionami. – Powiem tylko tyle, że gdybyś był kobietą, obdarzano 
by cię obraźliwymi epitetami. 

– W takim razie dobrze się składa, że jestem mężczyzną. 
Jego nonszalancka odpowiedź wzbudziła w niej jeszcze większą niechęć. 
– Seb, ty po prostu ciągle przeskakujesz z łóżka do łóżka. Jak oceniasz swoje życie?
– Prawdę mówiąc, uważam je za bardzo zabawne. 
– Och, daj spokój – mruknęła z oburzeniem, wznosząc oczy do nieba. 
–   Czy   chcesz   żebym   ci   to   udowodnił?   –   spytał   z   uwodzicielskim   uśmiechem,   który 

przyprawiłby   ją   pewnie   o   zawrót   głowy,   gdyby   miała   pewność,   że   jest   przeznaczony 
wyłącznie   dla   niej.   Ale   ona   czuła,   że   zachowałby   się   w   taki   sam   sposób   wobec   każdej 
kobiety. Dobrze wiedziała, do czego są zdolni tacy czarujący mężczyźni. I nie zamierzała 
wchodzić po raz drugi do tej samej rzeki. 

– Nie, dziękuję. 
– A więc uważasz, że nie jestem atrakcyjny?
– Uważam, że jesteś egocentrykiem. I że ranisz uczucia innych ludzi. 
–   Zgoda,   przyznaję   się   do   egocentryzmu.   Ale   nie   ranie   niczyich   uczuć.   –   Z   jego 

błękitnych oczu zniknął nagle beztroski uśmiech. – Nie składam nikomu obietnic, których nie 
mógłbym dotrzymać. Owszem, sypiam z wieloma kobietami. Bardzo lubię seks. Ale moje 
partnerki znają sytuację od samego początku. Nie zamierzam się żenić, mieszkać z kimś pod 
jednym dachem ani nawiązywać jakichkolwiek trwałych związków. 

– Czy nie sądzisz, że to mało ambitny program?
– Być może. Ale mnie on odpowiada. – Rozłożył bezradnie ręce. – Oto ja. Człowiek 

pozbawiony ambicji. 

– Kpisz sobie ze mnie. 
– Nie. Po prostu taki jestem. Teraz ona z kolei zmarszczyła brwi. 

background image

– W takim razie dlaczego zostałeś lekarzem? Tylko mi nie mów, że chciałeś podrywać 

pielęgniarki. Gdybyś  był tak mało ambitny, jak twierdzisz, to nie miałbyś  dość siły, żeby 
skończyć studia. I nie zostałbyś konsultantem w tak młodym wieku. 

– Medycyna po prostu mnie interesuje – odparł zdawkowym tonem. 
– Myślę, że coś ukrywasz, że przed czymś uciekasz. A kobiety są dla ciebie tylko zasłoną 

dymną. 

– A od czego ucieka doktor Ward?
– Od niczego. Spojrzał na nią z ironią. 
–   Daj   spokój.   Przed   chwilą   przyparłaś   mnie   do   muru.   Powiedziałaś,   że   ponieważ 

spotykam   się   z   wieloma   kobietami,   muszę   przed   czymś   uciekać.   Ty   jesteś   moim 
przeciwieństwem: nie spotykasz się z nikim. Więc pytam, od czego ty uciekasz. 

Od zbyt wielu wspomnień, pomyślała. Od Scotta Coopera. Od własnej łatwowierności. 
– To moja sprawa – oznajmiła. 
–   Hm   –   mruknął   Sebastian,   wypijając   łyk   wina.   –   W   ten   sposób   znaleźliśmy   się   w 

impasie. 

– Więc zmieńmy temat – zaproponowała. 
– Ty go zaczęłaś. 
Musiała przyznać mu w duchu rację. Ale bynajmniej nie zamierzała się poddać. 
– To nie znaczy, że ty musisz mieć ostatnie słowo. 
– Chyba cię lubię – rzekł z szerokim uśmiechem. – Twoje towarzystwo jest ożywcze. 
Ożywcze? Nie była pewna, czy ma prawo uznać to stwierdzenie za komplement. 
–  Czy  to  miała  być   zachęta  do  zawarcia  bliższej   znajomości?   Jeśli   tak,  to   poniosłeś 

klęskę. 

– Nie mam zamiaru iść z tobą do łóżka. Alyssa poczuła, że się czerwieni. 
– Więc teraz dajesz mi odczuć, że jestem nieatrakcyjna. 
– Wcale nie. Uważam, że potrafisz stać się niewidzialna. Kiedy usłyszałem nazwisko 

osoby, która kupiła wygrywający los, dopiero po chwili skojarzyłem je z twoją twarzą. Jesteś 
atrakcyjną kobietą, Alysso. 

Masz usta, które każdy mężczyzna chętnie by całował. I idealnie gładką skórę, wręcz 

domagającą się pieszczot. 

Wyobraziła sobie nagle, jak mogłaby wyglądać ich wspólna noc. Poczuła jego pocałunki, 

otwierające mu drogę do jej zmysłów, serca i ciała. I zdała sobie sprawę, że niełatwo byłoby 
jej się przed nim obronić. 

–  Ale   ja  zawsze   na  samym  początku  znajomości   ustalam  jasne   reguły  gry –  ciągnął 

spokojnie Seb. – Nie wdaję się w romanse z kobietami, które są zamężne lub związane w 
jakikolwiek sposób z innym. I nigdy nie próbuję ich skłonić do robienia czegoś, czego robić 
nie chcą. Powiedziałaś mi, że nie jesteś zainteresowana, a ja to zaakceptowałem. 

Nie była pewna, czy jest bardziej zadowolona, czy rozczarowana. Odczuła ulgę, słysząc, 

że Seb nie chce jej zaciągnąć do łóżka, ale też przeżyła gorzki zawód. 

– Deser? – spytał, podając jej kartę dań. Pochłonięta własnymi myślami nie zauważyła, że 

przy ich stole zjawił się kelner. Miała nadzieję, że nie dosłyszał ostatnich fragmentów ich 

background image

rozmowy. 

– Ja będę jadł creme brulee – oznajmił Sebastian. 
– Nie ma go w karcie. 
– Dla mnie będzie – oznajmił z uśmiechem. Jako stały klient restauracji musiał zdawać 

sobie sprawę, że personel zrobi wszystko, by spełnić jego zachcianki. Alyssa doszła jednak do 
wniosku,   że   jego   głównym   problemem   jest   właśnie   aroganckie   przekonanie   o   własnej 
wyjątkowości. 

–   Ja   proszę   o   sorbet   cytrynowy   –   powiedziała.   Kiedy   przyniesiono   ich   desery, 

natychmiast zaczęła żałować, że nie zamówiła tego samego co on.  Creme  brułee  wyglądał 
wspaniale. Na idealnie zapieczonej karmelowej skorupce leżała dorodna truskawka i odrobina 
bitej śmietany. Sebastian dostrzegł malujący się na jej twarzy zachwyt, bo zgarnął łyżeczką 
wierzchnią porcję deseru i wyciągnął rękę w jej kierunku. 

– Otwórz usta. 
– Ja... 
–   Przecież   widzę,   że   masz   na   to   ochotę   –   zauważył   z   kolejnym   uwodzicielskim 

uśmiechem. 

Poczuła   na  języku   znakomity   smak   kremu.   Zanim   wypili   kawę,   musiała   przyznać   w 

duchu, że jej towarzysz istotnie potrafi być bardzo atrakcyjnym kompanem. 

Udało   jej   się  zachować   panowanie   nad   sobą   aż   do   końca   posiłku.   Kiedy  wsiedli   do 

samochodu,   Sebastian   włączył   odtwarzacz   płyt   kompaktowych,   a   ona   udała,   że   słucha 
Mozarta, dając mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę. Gdy dotarli do ronda, 
wyprzedził ich nagle jakiś mały, żółty, mocno pordzewiały samochód. Poziom hałasu, który 
wydawała   jego   rura   wydechowa,   przekraczał   wszystkie   dopuszczalne   normy.   A 
wydobywająca się z niego muzyka była tak głośna, że choć mieli zamknięte okna, nie słyszeli 
własnego radia. 

– Idiota! – mruknął Seb, a potem zerknął na Alyssę i dodał: – Przepraszam. 
– Rzeczywiście zachował się jak głupiec – przyznała Alyssa. – Ale niech sobie jedzie. 

Nie próbuj się z nim ścigać. 

– Nie jestem nieodpowiedzialnym smarkaczem – rzekł Sebastian. – Odkąd jeżdżę tym 

samochodem, wszyscy proszą, żebym pozwolił im go poprowadzić, albo chcą mnie pokonać. 
Ale ja wiem, że potrafiłbym wyprzedzić niemal każdy pojazd, jaki porusza się po naszych 
drogach, więc nie muszę nikomu niczego udowadniać. 

Kiedy dotarli do świateł, żółty samochód stał na sąsiednim pasie ruchu. Jego kierowca, 

bardzo młody człowiek, triumfalnie pomachał do nich obiema rękami i uśmiechnął się tak 
szeroko   jak   prezenter   telewizyjny   prowadzący   programy   dla   dzieci.   Jego   przesłanie   było 
zupełnie   jasne:   „Spójrzcie   na   mnie!   Jestem   królem   szos!   Wyprzedziłem   waszego 
luksusowego jaguara!”. 

Sebastian zwiększył obroty silnika. 
–   Powiedziałeś   przed   chwilą,   że   nie   jesteś   nieodpowiedzialnym   smarkaczem   – 

przypomniała mu Alyssa. 

–   To   prawda   –   przyznał   z   uśmiechem.   –   Choć   gdybym   jechał   sam,   mógłbym   ulec 

background image

pokusie. 

– Ale nie jedziesz sam, więc lepiej tego nie rób. Światła zmieniły się na zielone. Sebastian 

wolno ruszył z miejsca, ale młody kierowca żółtego samochodu najwyraźniej postanowił go 
sprowokować. Nie włączając kierunkowskazu, zajechał mu drogę i gwałtownie zahamował, a 
potem dodał gazu i z rykiem silnika pomknął naprzód. Seb zaklął pod nosem. 

– Mogę przymknąć oko na szczeniackie popisy, ale to, co zrobił ten chłopak, było po 

prostu niebezpieczne. Chyba będę musiał z nim porozmawiać. 

– Daj spokój, Seb. To nie nasza sprawa. Sebastian potrząsnął głową. 
– Ktoś powinien go ostrzec, że takie zachowanie musi się prędzej czy później skończyć 

wy... 

Zanim wymówił ostatnie słowo, jego przepowiednia nagle się spełniła. Żółty samochód 

nadal gnał do przodu, ale jego kierowca najwyraźniej skupił uwagę na tym, co dzieje się za 
nim, bo nie zauważył czerwonych świateł. 

Ani ciężarówki, która wyjechała z bocznej drogi. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

– Dzwoń po pogotowie – rzekł Sebastian. Alyssa sięgała już po torebkę, w której miała 

telefon. Podała dyspozytorowi miejsce wypadku. 

–   Zderzenie   samochodu   osobowego   z   ciężarówką.   Cztery   osoby  w   samochodzie,   nie 

wiem, ile w ciężarówce. Być może trzeba będzie przecinać blachy, więc proszę przysłać straż 
pożarną, policję i co najmniej dwie karetki. 

Przekazawszy   niezbędne   informacje,   pospieszyła   na   miejsce   wypadku   w   ślad   za 

Sebastianem, który wyjął tymczasem z jaguara torbę i latarkę. 

–   Niestety   mam   przy   sobie   tylko   zestaw   pierwszej   pomocy.   Dopóki   nie   nadjadą 

ratownicy, możemy jedynie obejrzeć poszkodowanych i opatrzyć obrażenia. 

Maska żółtego pojazdu była częściowo wtłoczona do jego wnętrza. Tuż przed momentem 

kolizji samochód wpadł w poślizg i uderzył w ciężarówkę pod ostrym kątem, można więc 
było   oczekiwać,   że   najbardziej   poszkodowane   będą   osoby   siedzące   po   stronie   kierowcy. 
Szofer ciężarówki wysiadł z niej o własnych siłach, więc nie musieli się o niego w tej chwili 
troszczyć,   ale   Seb   wiedział,   że   jego   również   będzie   musiał   zbadać.   Przy   tego   rodzaju 
zderzeniach urazy nie zawsze objawiają się natychmiast – mogą być utajone i ujawnić się 
dopiero po pewnym czasie. 

–   Wezwaliśmy   już   pogotowie   –   oznajmił   Seb.   –   Oboje   jesteśmy   lekarzami.   To   jest 

Alyssa, a ja mam na imię Seb. Czy coś pana boli?

– Nie. Ale skąd oni się do diabła wzięli? W ogóle ich nie widziałem! – Kierowca drżał. 

Alyssa nie była pewna, czy jest to objaw oburzenia czy strachu. – Cholerni piraci drogowi! 
Przecież ja miałem zielone światło!

– Oni zignorowali czerwone – wyjaśnił Seb, starając się uspokoić mężczyznę. 
– To nie była pańska wina – dodała Alyssa. – Czy może pan usiąść tam? Zbadamy pana, 

kiedy tylko obejrzymy tych ludzi. 

– Nic mi nie jest. – Kierowca spojrzał na żółty samochód. – Och, do diabła! Ten facet, 

który prowadził, nie ma chyba szans. 

– Na razie jest żywy, a my zrobimy wszystko, żeby to się nie zmieniło – odrzekła Alyssa. 

– A pana i tak zbadamy, niezależnie od samopoczucia. 

–  Czy  w  ciężarówce   jest  coś,  co   może  spowodować   skażenie   środowiska?   –  zapytał 

Sebastian. 

– Tylko owoce. 
Odetchnęli z ulgą i podeszli do kierowcy żółtego samochodu. 
– Nie róbcie mi nic złego! – wołał przez łzy młody człowiek. – Jestem uwięziony i nie 

mogę wyjść! Tylko mnie nie bijcie!

– Jestem lekarzem – rzekł Sebastian – i nie zamierzam robić ci nic złego. Chyba i tak 

masz już dość kłopotów. 

– Pozwól, że ja się nim zajmę – poprosiła Alyssa. 
–   Wiem,   że   zachowałem   się   głupio   –   jęczał   chłopak.   –   Chciałem   się   popisać. 

background image

Przepraszam. Moja matka chyba mnie zabije. 

Widząc stan pojazdu, Seb rzucił swej koleżance znaczące spojrzenie. Oboje wiedzieli, że 

matka chłopca może nie mieć okazji do wymierzenia mu jakiejkolwiek kary. Jeśli doznał 
głębokich   ran   podbrzusza   lub   został   zmiażdżony   przez   karoserię   samochodu,   szanse 
utrzymania go przy życiu są bardzo niewielkie. 

– Wszystko będzie dobrze – obiecała Alyssa. – Zachowuj się spokojnie, a my spróbujemy 

cię wyciągnąć. 

Młody człowiek ponownie spojrzał z przestrachem na Seba. Alyssa odepchnęła swego 

kolegę na bok. 

– Pójdę obejrzeć twoich kumpli – rzekł Sebastian. 
– Jak masz na imię? – spytała łagodnym tonem. 
– Gavin. Przyjaciele mówią do mnie Gaz. 
– A ja Alyssa. Spróbuję ci pomóc. 
– Strasznie się boję!
– Wszystko będzie dobrze – powtórzyła. – Czy możesz mi powiedzieć, co cię boli?
– Tylko ręka. 
Nie była to dobra wiadomość. Sądząc po stanie samochodu, wiedziała, że chłopiec musi 

mieć   zmiażdżone   nogi.   Brak   bólu   może   być   spowodowany   poważnym   uszkodzeniem 
nerwów. 

– Czy możesz poruszyć lewą stopą? Gavin zadygotał nerwowo. 
– 
Nie!
– A prawą?
– Nie mogę. Nic nie czuję. – Szeroko otworzył  oczy. – O Boże! Straciłem czucie w 

nogach!

– To nie ma znaczenia – uspokoiła go Alyssa, choć wiedziała dobrze, że to ma znaczenie. 

Nie jest wykluczone, że Gavin właśnie w tej chwili wykrwawia się na śmierć, albo że ucisk 
pogiętej karoserii na jego nogi zahamował krążenie krwi. Co oznaczałoby, że po wyjęciu go z 
samochodu  nastąpi  silny krwotok. Jego zatamowanie  może  być  bardzo  trudne. Poza  tym 
zdawała sobie sprawę, że w bladym świetle ulicznych latarni nie widzi tego, co jest chyba 
najważniejsze. 

– Seb, czy mogę pożyczyć na chwilę twoją latarkę? – spytała, a potem oświetliła wnętrze 

samochodu i stwierdziła z ulgą, że na fotelu Gaza nie ma ciemnej plamy krwi. 

W tej sytuacji pozostała jej tylko nadzieja, że karetka i wóz straży pożarnej zjawią się jak 

najszybciej. Najlepiej natychmiast. 

– Czy moi koledzy żyją? – spytał Gavin. 
– Poczekaj, a ja spróbuję to ustalić – odparła Alyssa, a potem podeszła do Seba. 
– Musimy go wydostać z tego wraku – powiedziała. – Nie jestem pewna, czy mamy dość 

czasu, żeby czekać na rozcięcie karoserii. 

– Krwotok jest aż tak ciężki?
– Nie, ale chyba ma zespół zmiażdżenia. 
– W takim razie dostanie zapaści, kiedy go wyciągniemy – przypomniał jej Seb. 

background image

– Musimy go uratować! – wyszeptała. – Postaram się podtrzymać z nim rozmowę. Pyta o 

kolegów. 

– Powiedz mu, że jeden z nich stracił przytomność, więc trzeba go wziąć do szpitala. 

Dwaj   pozostali   są   tylko   poobijani,   więc   nic   im   nie   będzie.   Obejrzę   teraz   tego   kierowcę 
ciężarówki i zaraz przyjdę. 

Alyssa wróciła do Gaza, który był teraz jeszcze bledszy i bardziej przerażony. Chwyciła 

go za rękę. 

– Seb mówi, że kolega, który siedział obok ciebie, stracił przytomność, więc musimy go 

zbadać w szpitalu. Pozostali dwaj są poobijani, ale nic im nie grozi. Seb bada teraz kierowcę 
ciężarówki, ale on wysiadł o własnych siłach, więc też chyba nie doznał ciężkich obrażeń. 

– O Boże! – jęknął chłopak. – Musi być na mnie wściekły!
Alyssa wiedziała, że kierowca złoży zeznania na policji, więc jeśli Gaz ukradł samochód, 

by sobie pojeździć, zostanie postawiony w stan oskarżenia. Ale w tym momencie było to 
najmniejsze z jej zmartwień. 

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała uspokajającym tonem. – Straż pożarna jest już w 

drodze. 

W tym momencie chłopiec gwałtownie zadrżał. 
– Jest mi zimno – zawołał płaczliwym tonem. 
– Trzymaj się, Gaz. Czy chcesz, żebym zadzwoniła do twojej matki?
– Nie mogę dosięgnąć komórki. 
– Nie szkodzi. Mam swoją. 
– Strasznie się boję – wyszeptał z przerażeniem. 
–  Wiem,  jak  się musisz  czuć,  boja też   byłabym  na  twoim  miejscu  wystraszona.  Ale 

ciężarówka na ciebie nie upadnie, a straż pożarna zaraz przetnie karoserię i wydostanie cię z 
tego samochodu. Widziałam takie przypadki wiele razy. – Istotnie ratowała ofiary licznych 
wypadków drogowych, ale tym razem czuła się niejako osobiście odpowiedzialna za los tego 
chłopca. – Podaj mi numer do matki, to spróbuję cię z nią połączyć. 

Gdy   jednak   wycisnęła   podyktowany   jej   przez   niego   szereg   cyfr,   głos   automatycznej 

sekretarki   powiadomił   ią,   że   „wzywany   abonent   ma   wyłączony   telefon   lub   jest   w   tym 
momencie nieosiągalny”. 

– W takim razie musiała wyjść – jęknął Gaz. – Czy ja umrę?
Istniało takie ryzyko, ale nie chciała mu o tym mówić. Gdyby wpadł w panikę, ciśnienie 

podniosłoby się jeszcze bardziej, a to groziło dodatkowymi komplikacjami. 

– Mam nadzieję, że nie. Ile masz lat?
–   Osiemnaście.   Mój   stary   kupił   mi   ten   samochód,   bo   w   zeszłym   tygodniu   zdałem 

egzamin na prawo jazdy... za pierwszym razem – dodał z odcieniem dumy w głosie. 

– Czy chcesz do niego zadzwonić? Gaz potrząsnął głową. 
– On nie mieszka z mamą. Nigdy nie byli małżeństwem. Kupił mi ten samochód tylko z 

jednego powodu: miał nadzieję, że ona przestanie się od niego domagać zaległych alimentów, 
których od dawna jej nie płaci. 

Alyssa mimo woli zazgrzytała zębami. Nienawidziła ojców, którzy nie dbają o dzieci i 

background image

uważają, że mogą się wykręcić od zobowiązań za pomocą pieniędzy. 

– Pewnie nie będę już nigdy chodził, prawda?
–   Dopóki   nie   wyciągniemy   cię   z   tego   samochodu,   nie   jesteśmy   w   stanie   określić 

rozmiarów obrażeń – odparła wymijająco. 

Zanim Gaz zdążył zadać jej kolejne pytania, zjawiła się straż pożarna. 
– Proszę mnie nie zostawiać samego! – błagał chłopiec. – Chcę, żeby pani przy mnie 

została!

– Oczywiście, że cię nie zostawię. Ale muszę na chwilę odejść, żeby strażacy mogli się 

do ciebie dostać. 

Gaz kiwnął głową. Seb wytłumaczył tymczasem strażakom, czego od nich oczekuje. Gdy 

poprosili ją, by zrobiła im miejsce, podeszła do ratowników i podała im informacje dotyczące 
Gaza. 

– Zrobiliśmy już wszystko, co do nas należało – oznajmił Seb, gdy skończyła. 
Alyssa potrząsnęła głową. 
– Gaz jest śmiertelnie wystraszony. Błagał mnie, żebym go nie opuszczała, więc muszę 

zostać. – Zagryzła wargi. – Jeśli uda się wydostać go żywego... – Oboje wiedzieli, że nie ma 
na to wielkich szans, ale żadne nie powiedziało tego głośno. – Kierowca tego samochodu 
prosił mnie, żebym przy nim została. Bardzo się boi. Czy mogę jechać z wami i trzymać go za 
rękę? To powinno go trochę uspokoić. Jestem lekarzem, więc mogę wam się przydać. 

Ku jej radości ratownicy wyrazili zgodę. A Seb oznajmił, że poczeka na nią w szpitalu i 

odwiezie ją do domu. 

– Nie chcę ci robić kłopotu – mruknęła. 
– Alyssa, bądź rozsądna. Nie pozwolę, żebyś czekała godzinami na taksówkę. 
– W takim razie bardzo ci dziękuję. 
Wróciła do ratowników, którzy zakładali Gazowi kołnierz usztywniający. Zerknęła na ich 

twarze i zorientowała się, że oni również nie dają mu większych szans na przeżycie. 

– Próbowałam dodzwonić się do twojej matki, ale nadal nie odbiera telefonu. 
– Jeśli... jeśli z tego nie wyjdę, proszę jej powiedzieć, że ją kochałem i że bardzo mi 

przykro. 

– Jestem pewna, że powiesz jej to sam. 
– Czy pojedzie pani ze mną do szpitala?
– Oczywiście. 
Potem nastąpił  moment,  którego najbardziej  się obawiała.  Strażacy dźwignęli  w górę 

odciętą część karoserii, założyli opaski uciskowe na zmiażdżone nogi chłopca i zanieśli go do 
karetki. 

Seb skończył składać zeznania, wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku szpitala. Na 

szczęście spytał przedtem ratowników, dokąd zamierzają zawieźć rannego chłopca. 

Zaplanował ten wieczór zupełnie inaczej. Zamierzał zjeść dobry posiłek w towarzystwie 

interesującej kobiety, a potem odwieźć ją do domu. Tymczasem ich spotkanie zamieniło się w 
koszmar. Nękała go świadomość, że gdyby wyszli z restauracji o pięć minut wcześniej lub 

background image

później,   młody   kierowca   i   jego   koledzy   nie   zobaczyliby   jego   jaguara   i   nie   postąpili   tak 
idiotycznie. A Gaz nie leżałby teraz w karetce ze zmiażdżonymi nogami. 

Musiał   przyznać,   że   Alyssa   zachowała   się   nadzwyczajnie.   Była   spokojna, 

skoncentrowana i życzliwa wobec pacjenta, a w dodatku zgodziła się pojechać z nim do 
szpitala, by dodać mu otuchy. 

Zaparkował pod szpitalem i udał się prosto na oddział ratownictwa. Alyssa siedziała obok 

recepcji.   Była   blada   i   wydawała   się   kompletnie   wyczerpana.   Rozmawiała   z   jakimś 
policjantem, najwyraźniej składając zeznania dotyczące przebiegu wypadku. Gdy skończyła, 
Seb podszedł do niej i serdecznie ją objął. 

– Jest w reanimacyjnej – oznajmiła drżącym głosem. – Stan krytyczny. On ma dopiero 

osiemnaście lat, Seb. Popełnił głupi błąd, ale jest jeszcze taki młody!

– Wiem, co przeżywasz – powiedział, głaszcząc ją po włosach. – Ja też czuję się winny. 

Miałem zamiar go dogonić i porządnie mu wygarnąć. 

– Może gdyby ktoś zrobił to wcześniej... Jego ojciec porzucił matkę, więc nie miał go kto 

wychować. Dlaczego mężczyźni bywają takimi cholernymi draniami?

Seb wiedział, że ta uwaga nie była skierowana pod jego adresem. Podejrzewał, że jej 

podtekst jest o wiele głębszy. Czyżby Alyssa miała problemy ze swoim ojcem?

Z pewnością nie mogą być one bardziej poważne niż moje problemy z matką, pomyślał z 

ironią. 

Alyssa odzyskała panowanie nad sobą i odsunęła się od niego, jakby podejrzewając, że 

chce wykorzystać chwilę jej słabości i zaciągnąć ją do łóżka. 

Czy   ona   naprawdę   uważa   mnie   za   drania?   –   spytał   sam   siebie.   I   nagle   zaczął 

podejrzewać, że być może tak właśnie jest postrzegany przez kolegów z pracy. 

– Posłuchaj – odezwał się cicho. – Nie możesz  dla niego zrobić nic więcej. Pozwól 

odwieźć się do domu. Jutro rano zadzwonisz do szpitala i spytasz o jego stan... 

– A oni mi powiedzą, że nie wolno im udzielać informacji – dokończyła z goryczą. 
– Jeśli tu zostaniesz, sama będziesz jutro w stanie krytycznym – rzekł łagodnie. – Musisz 

trochę odpocząć. Chodźmy. 

Podjechali pod jej dom w milczeniu. 
– Dziękuję za dzisiejszy wieczór – powiedziała. 
– To ja ci dziękuję. I przepraszam. 
– Przecież ten wypadek nie nastąpił z twojej winy. 
– Nie o to mi chodzi. Planowałem cię zabrać na wystawną kolację, a potem do teatru. Ale 

ponieważ   odrzuciłaś   moje   zaproszenie,   poczułem   się   urażony.   Chciałem   załatwić   to   jak 
najszybciej   i   zacząłem   nalegać,   żebyśmy   spotkali   się   już   dziś.   Dlatego   nie   zdążyłem 
zorganizować żadnych dodatkowych atrakcji. 

Nie   spodziewała   się   ani   tego   wyznania,   ani   przeprosin.   Choć   była   przemarznięta, 

przygnębiona i zmęczona, uśmiechnęła się do niego serdecznie. 

–   Więc   przyznajesz,   że   jesteś   rozpuszczonym   smarkaczem   i   działasz   pod   wpływem 

kaprysów?

– Tak, przyznaję. Czy mi wybaczysz?

background image

Alyssa zdała sobie nagle sprawę, że jeśli odpowie twierdząco, on poprosi ją o pożegnalny 

pocałunek. A potem zaproponuje, żeby zaprosiła go na pożegnalną kawę... 

Nie, pomyślała. Nie zostanę jego kolejną zdobyczą. 
– Nie mam ci nic do wybaczenia – powiedziała, otwierając drzwi. – Dziękuję za kolację i 

dobranoc. 

Wysiadła, a on, jakby czytając w jej myślach, nie odprowadził jej do bramy. Zauważyła 

jednak, że poczekał, dopóki jej nie otworzyła i nie zapaliła światła. Zastanawiała się, czy był 
to   objaw   uprzejmości   czy   też   autentycznej   troski   o   jej   bezpieczeństwo.   Czy   wreszcie 
pewności siebie, pod wpływem której liczył na to, że ona zmieni zdanie i zaprosi go do swego 
mieszkania... 

Tak czy owak uświadomiła sobie, że Sebastian Radley może zakłócić jej spokój ducha. I 

postanowiła trzymać się od niego z daleka. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Nie   mógł   zasnąć.   Nie   z   powodu  wypadku   –   podczas   pracy   na   oddziale   ratownictwa 

widywał znacznie gorsze. I zrozumiał, że nie można uratować wszystkich, że lekarz musi 
robić, co się da, i akceptować rezultaty. 

Nie. Powodem jego bezsenności była Alyssa. Okazała się pierwszą kobietą, której nie 

potrafił oczarować. I osobą na tyle bystrą, by domyślić się, że on coś ukrywa. Ona też zresztą 
ma swoje tajemnice. Jedną z nich jest zapewne jakiś dawny związek, a drugą stosunki z 
własnym ojcem. 

Postanowił o niej zapomnieć. Nie interesowały go trwałe związki, a ona nie należała do 

kobiet, które zgadzają się na przygody. A poza tym nawet go nie lubi. 

Potrzebował   czegoś,   co   odwróciłoby   jego   uwagę   od   tej   kobiety.   Najchętniej   jasnej 

blondynki o figurze modelki. Postanowił zacząć poszukiwania już następnego dnia. 

– Więc jak się udało? – spytała Tracey. – Czy miło spędziłaś czas?
– Było fajnie – odparła Alyssa chłodnym tonem. 
– Spędziłaś wieczór z Seksownym Sebem i mówisz, że było fajnie? – zawołała Fliss. – 

Powiedz nam prawdę! Dokąd cię zaprosił?

– Byliśmy na kolacji – odparła wymijająco, ale widząc pytający wzrok koleżanki, dodała: 

– W jakiejś restauracji nad Tamizą. 

– I co jadłaś?
–  Czy  to  jest   przesłuchanie?  –  spytała  Alyssa,   wybuchając   śmiechem.  –  Zamówiłam 

wątróbki z drobiu, rybę i sorbet cytrynowy. Wszystko było bardzo dobre. 

– A potem? – ponagliła ją Fliss. 
– To było wszystko. 
– Jak to? Więc Seb odwiózł cię po prostu do domu? – spytała z niedowierzaniem Tracey. 
– Prawdę mówiąc, wylądowaliśmy na oddziale ratownictwa u Świętego Alberta. 
– Co takiego?
– Zatrzymaliśmy się, żeby udzielić pomocy ofiarom wypadku. – Alyssa zagryzła wargi. – 

Chłopak tuż po egzaminie na prawo jazdy chciał przejechać skrzyżowanie na czerwonym 
świetle i zderzył się z ciężarówką. 

– Nawet mi o tym nie mów, bo zaraz zaczynam myśleć o Michaelu – poprosiła Tracey, 

krzywiąc  się z bólu. Jej siedemnastoletni  syn,  który właśnie robił prawo jazdy,  ciągle  ją 
prosił, by pozwoliła mu prowadzić swój samochód. – Czy przeżył?

– Wczoraj wieczorem był w stanie krytycznym. Zadzwoniłam dziś rano do tego szpitala i 

dowiedziałam się, że ma szanse przeżycia, ale stracił obie nogi. Biedny chłopak. 

– Co za okropne zakończenie wieczoru – jęknęła Fliss. – Może powinniście umówić się 

po raz drugi, żeby to nadrobić?

– Nie zamierzam spotykać się z Sebem – oznajmiła 

Alyssa

 – więc przestańcie mnie z nim 

swatać. Nic z tego nie będzie. Chociażby dlatego, że on lubi długonogie blondynki, a ja do 
nich nie należę. 

background image

– Można to zmienić za pomocą odrobiny perhydrolu – rzekła z uśmiechem Tracey. – 

Moja Kelly już kończy szkołę fryzjerek i kosmetyczek. Powiedz tylko jedno słowo, a zaraz ją 
do ciebie przyślę. 

– Bardzo dziękuję, ale nie skorzystam – odparła Alyssa, wybuchając śmiechem. – Wolę, 

żeby wszystko zostało tak jak jest. 

Uśmiechając się nadal, ruszyła na spotkanie z pierwszym pacjentem. Była zadowolona, że 

nie grozi jej następne spotkanie z Sebem. Do pierwszego doszło tylko w wyniku przypadku. 
Nie łączy ich nic z wyjątkiem zawodu. I być może zamiłowania do tych samych deserów. On 
zresztą nigdy nie umawia się z nikim po raz drugi. A ona nie ma najmniejszej ochoty na 
następny wspólny wieczór. 

Około południa trafił jej się trudny przypadek. Przyniesiono jej chore niemowlę. Matka 

była   przekonana,   że   jej   córeczka   cierpi   na   odparzenie   od   pieluchy,   ale   żadne   maści   nie 
odnosiły skutku. 

– Ona płacze z bólu! Nie mogę jej ciągle dawać paracetamolu! Moja sąsiadka twierdzi, że 

musiałam jej zrobić za gorącą kąpiel, ale to nieprawda! Czytałam te artykuły o oparzeniach, 
więc   zawsze   nalewam   najpierw   zimną   wodę,   a   potem   ciepłą   i   sprawdzam   temperaturę 
łokciem. Nikt oprócz mnie  jej nie kąpie. Mój mąż pracuje do późna, więc nie ma  z nią 
kontaktu!

– Postąpiła pani bardzo słusznie, przywożąc ją do nas, pani Steward – rzekła Alyssa, 

delikatnie rozbierając niemowlę i krzywiąc się na widok dużych, czerwonych plam na jego 
skórze. – Moim zdaniem jest to zespół oparzonej skóry.  Wywołuje go bakteria o nazwie 
gronkowiec. 

– Bakteria? – Pani Steward zadrżała z przerażenia. – Przecież ja zmieniam jej pieluszki i 

dbam o to, żeby zawsze były czyste. To nie może być moja wina!

Alyssa  nie miała  większych  kłopotów  z rodzicami  chorych  dzieci,  ale ten  przypadek 

wzbudził jej niepokój. Mała Daisy miała  sześć miesięcy,  co oznacza,  że jej  matka  może 
cierpieć na niewykrytą depresję poporodową. Czyż nie wspomniała przed chwilą, że jej mąż 
pracuje do późna i wszystkie obowiązki spadają na nią? Jeśli mówi prawdę, to może być 
bliska załamania, które następuje zwykle bez żadnego ostrzeżenia. 

– Czy pozwoli pani, że poproszę o radę jednego z kolegów? – spytała Alyssa.  – Te 

zaczerwienienia mogą być wywołane przez kilka różnych wirusów, więc chcę się upewnić, że 
moja diagnoza jest trama. 

W gruncie rzeczy nie miała co do tego żadnych wątpliwości, ale potrzebowała kogoś, kto 

potrafi wpływać uspokajająco na kobiety. I przyszedł jej do głowy Seb. 

– Proszę owinąć dziecko kocykiem, żeby było mu ciepło. Wracam za dwie minuty. 
Wyszła   na   korytarz   i   stwierdziła   z   radością,   że   Sebastian   idzie   właśnie   w   kierunku 

recepcji. 

– Czy możesz mi poświęcić chwilę? Spojrzał na nią z wyraźnym zdziwieniem. 
– Czyżbyś miała jakiś problem?
– Tak – odparła szeptem. – Wiem, że nie znosisz dzieci, ale chodzi mi o matkę. 
– Nie rozumiem – oznajmił, marszcząc brwi. 

background image

– Jest okropnie podniecona i nerwowa. Wszystko, co mówię, przyjmuje jak oskarżenie 

pod swoim adresem. Moim zdaniem może cierpieć na depresję poporodową, która nie została 
w porę wykryta. Czy możesz porozmawiać z matką, żebym ja mogła zająć się dzieckiem?

– A co mu dolega?
– Moim zdaniem jest to zespół gronkowcowego oparzenia skóry. Ale nie zdążyłam jej 

jeszcze spytać, czy podawała dziecku jakieś leki oprócz paracetamolu i maści. 

– Dobra. Pójdę z tobą i spróbuję z nią pogadać. 
– Bardzo ci dziękuję. 
Sam nie wiedział, dlaczego jest tak bardzo zadowolony z tego, że Alyssa poprosiła go o 

pomoc. Wszedł do pokoju zabiegowego z szerokim uśmiechem na twarzy. 

–   Dzień   dobry,   pani   Steward   –   powiedział,   wyciągając   rękę   do   zalęknionej   kobiety 

trzymającej   na   rękach   dziecko.   –   Alyssa   mówi,   że   Daisy   cierpi   na   przypadłość,   którą 
nazywamy zespołem gronkowcowego zapalenia skóry. Czy mogę ją obejrzeć?

Pani Steward spojrzała na niego podejrzliwie, a potem kiwnęła głową. Seb delikatnie 

odwinął kocyk i pieluszkę i obejrzał zaczerwienione miejsca. 

–   Czy   dawała   pani   Daisy   jakieś   lekarstwa?   To   podrażnienie   może   być   wywołane 

działaniem jakiegoś specyfiku. 

– Tylko dziecinny paracetamol i maść na odparzenia – wyjąkała pani Steward. – Czy 

mogłam jej zaszkodzić?

– Raczej nie – odparł Seb. – Alyssa pobierze próbki wydzieliny z nosa Daisy i jej skóry. 

To nie będzie bolało. Wyślemy  je do laboratorium,  żeby przeprowadzono  analizę.  Kiedy 
pojawiły się te czerwone plamy?

– Dwa dni temu. Moja matka twierdzi, że to odparzenia, więc posmarowałam je maścią. 

Ale to nic nie dało. 

–   Postąpiła   pani   słusznie,   przywożąc   ją   do   szpitala   –   powiedział   z   uśmiechem   Seb. 

Widząc,   że   pani   Steward  nie   odrywa   od  niego   wzroku,   kiwnął   lekko   głową   w   kierunku 
Alyssy, która natychmiast odczytała jego intencje i zabrała się do pobierania próbek. – Czy 
nie miała ostatnio czegoś w rodzaju kataru?

– Tak, ciekło jej z nosa. Skąd pan to wie?
– Przypuszczam, że bakteria o nazwie gronkowiec złocisty przedostała się z nosa Daisy 

do krwiobiegu. Nie można było tego w żaden sposób przewidzieć, więc niech pani nie czuje 
się winna. Właśnie ta bakteria wywołała zaczerwienienie skóry. 

– Czy ona wyzdrowieje? – spytała kobieta z lękiem. 
– Zaraz zadzwonię na oddział dziecięcy i poproszę, żeby przyjęli ją tam na jakieś dwa 

dni. Jej życiu nic nie zagraża, ale może mieć lekką gorączkę i źle się czuć. 

– Od dwóch dni nie chciała jeść i płakała częściej niż zwykle, ale myślałam, że to moja 

wina. Ja byłam... ale to nie ma znaczenia. 

– Owszem, to ma znaczenie – rzekł łagodnie Sebastian. – Mam wrażenie, że pani jest 

bardzo przygnębiona. I nie chodzi tylko o zdrowie Daisy, prawda?

Pani Steward załamała się nagle i wybuchnęła płaczem. 
– To nie ma końca. Ona wymaga stałej opieki. 

background image

Kiedy   budzi   się   w   nocy,   muszę   do   niej   wstawać,   zmieniać   jej   pieluszki,   gotować, 

sprzątać, prać... A mojego męża nigdy nie ma w domu! Próbowałam o siebie dbać, ale nie 
mam na to czasu, a on w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Chyba ma kochankę. 

– Przykro mi to słyszeć. – Seb ujął jej rękę. – Opieka nad dzieckiem to trudne zadanie. 

Najtrudniejsze na świecie. Ale wiem, że pani robi, co może. To i tak jest bardzo dużo. 

– Dlaczego to jest takie trudne? – wyjąkała przez łzy kobieta. – Daisy to jedynaczka. 

Moje przyjaciółki mają dwoje lub troje dzieci i jakoś sobie radzą. Nie są tak roztrzęsione jak 
ja. Czyżbym była chora umysłowo?

– Nic podobnego – uspokoił ją Seb. – Ale pani hormony chyba jeszcze nie wróciły po 

porodzie   do   normalnego   stanu.   Chciałbym   porozmawiać   z   pani   lekarzem   rodzinnym,   bo 
myślę,  że  wspólnie  możemy  pani  pomóc.  Kiedy poczuje się pani  lepiej, obecność  Daisy 
będzie pani sprawiać znacznie większą przyjemność. 

– Czy oni mi jej nie odbiorą? – spytała z przerażeniem. 
– Nie ma o tym mowy – oznajmiła Alyssa. – Zatrzymamy ją na jakiś czas w szpitalu, 

ponieważ mamy tu odpowiedni sprzęt, który ułatwi jej wyleczenie. Może pani z nią zostać, 
jak długo pani zechce. 

– Daisy może też być trochę odwodniona – dodał Seb. – Podamy jej więc płyn Ringera, 

który przywróci właściwy poziom elektrolitów w organizmie. Potem opłuczemy jej obrażenia 
roztworem   soli   fizjologicznej   i   posmarujemy   je   maścią   zmiękczającą.   Mamy   też   do 
dyspozycji specjalne żele. Za tydzień będzie zdrowa jak ryba. 

– Dopiero za tydzień? – zawołała pani Steward. 
– Może pani odwiedzać Daisy tak często, jak pani zechce – pocieszyła ją Alyssa. – A 

pielęgniarki pozwolą pani osobiście ją karmić i przewijać. 

– Czy ona... czy będzie miała jakieś blizny?
–   Mamy   nadzieję,   że   nie.   Ale   kiedy   infekcja   minie,   sprowadzimy   dermatologa   lub 

chirurga plastycznego, który udzieli nam fachowej porady. 

– Czuję się tak, jakby to była moja wina... – jęknęła pani Steward. 
– Nic podobnego. Gdyby pani była złą matką, nie niepokoiłaby się pani ojej zdrowie i nie 

przywiozła   jej   do   szpitala   –   rzeczowo   stwierdził   Seb.   –   Znam   wiele   matek,   które   nie 
zdobyłyby się na to. 

Alyssa  owinęła Daisy kocykiem,  wypisała dla niej skierowanie na pediatrię i ustaliła 

termin   wizyty   chirurga   plastycznego.   Sebastian   nakłonił   tymczasem   panią   Steward   do 
odwiedzenia lekarza rodzinnego. 

–   Dziękuję   ci   za   pomoc   –   powiedziała   Alyssa   do   Seba,   kiedy   wyszli   z   pokoju 

zabiegowego na korytarz. 

– Nie ma za co – odparł. – Po to tu jestem. 
– Mam nadzieję, że ona pójdzie do tego lekarza. Czy myślisz, że Daisy może mieć trwałe 

blizny?

– Nie jestem pewien. Ale jeśli tutejszy lekarz jej nie pomoże, porozmawiam z moim 

bratem, który jest chirurgiem plastycznym i poproszę, żeby ją przyjął w swojej klinice na 
Harley Street. 

background image

Alyssa zmarszczyła brwi. 
– Chcesz zalecić prywatne leczenie?
–   Tak   i   nie.   To   jest   prywatna   klinika,   ale   Charlie   ma   zawsze   do   dyspozycji   salę 

operacyjną.   Dyrekcja   się   chwali,   że   zatrudnia   barona,   a   to   robi   wrażenie   na   wszystkich 
potencjalnych  klientach. W zamian  za to pozwala mu  operować niektórych  pacjentów za 
darmo, co on robi, poświęcając swój wolny czas. 

– I ty to pochwalasz? Seb wzruszył ramionami. 
– Nie widzę w tym problemu. Wszyscy na tym zyskują. Wiesz, jak długo się czeka na 

wizytę   u  specjalisty,  a  kliniki   prywatne  są  bardzo   kosztowne.   Charlie   po  prostu  pomaga 
chorym. 

– Czy ty postępujesz tak samo?
–   Ja   nie   mam   praw   do   tytułu   barona,   więc   nie   mógłbym   korzystać   za   darmo   z   sali 

operacyjnej. A poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym, tylko specjalistą od ratownictwa 
medycznego. 

–   Rozumiem.   No   cóż,   nie   będę   cię   zatrzymywać,   zwłaszcza   że   mam   mnóstwo 

papierkowej roboty. 

Jej słowa zabrzmiały wiarygodnie, ale on wiedział, że to wymówka. Alyssa wyraźnie nie 

przepada za jego towarzystwem. Poprosiła go o pomoc, kiedy znalazła się w trudnej sytuacji, 
a on przyjął to za dowód uznania dla swoich umiejętności zawodowych, ale miał niejasne 
poczucie, że w jakiś sposób ją zawiódł. 

Potrząsnął   głową   i   postanowił   się   tym   nie   przejmować.   Doszedł   do   wniosku,   że 

zabieganie o względy kogoś, kto nawet go nie lubi, byłoby stratą czasu. 

Czekało na niego jeszcze dwóch pacjentów, a potem wyjmie swój czarny notes i umówi 

się z kobietą. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

– Seb, ja nie  mogę  wpisać do planu  rozsadzenia  gości „zachwycającej  blondynki”  – 

oznajmił Charlie. 

– Musisz podać mi jakieś imię albo nazwisko. 
Seb wydał piskliwy dźwięk i zerwał się na nogi. 
– Odzywa się mój pager – powiedział. – Muszę lecieć. 
– To najgorsza imitacja sygnału, jaką w życiu słyszałem. Poza tym nie masz dziś dyżuru. 

Na czym  polega problem? Czy nie możesz po prostu wybrać jednej z twoich aktualnych 
przyjaciółek?

– Spotykam się zawsze tylko z jedną dziewczyną – oznajmił Seb wyniosłym tonem. 
– Owszem, ale kilka innych czeka już w tym czasie w kolejce. 
– Posłuchaj, mam być pierwszym drużbą. Będę zbyt zajęty, żeby zajmować się partnerką, 

więc przyjdę sam. 

– To nieprawda, Seb. Musisz tylko przypiąć kilka bukiecików, wygłosić mowę i odczytać 

parę telegramów z życzeniami. Wszystkie druhny oprócz Vicky mają poniżej dziesięciu lat, 
więc nie będą wymagały twojej opieki. 

– Ile ich będzie? – spytał Sebastian przez zęby. 
– Pięć. Są kuzynkami Sophie. 
Pięć małych dziewczynek! Seb był zrozpaczony. 
!o za koszmar! Wolałby ekstrakcję zęba. Bez zniezulenia. 
– Seb, nie martw się – dodał pospiesznie brat. – Wiemy, że masz alergię na dzieci, więc 

nie prosimy cię, żebyś dotrzymywał im towarzystwa. A jeśli chcesz wyjść na ślub sam, nie 
mamy nic przeciwko temu. 

Seb zdawał sobie sprawę, że jeśli nie przyprowadzi jakiejś kobiety, matka postara się za 

wszelką cenę znaleźć mu na ten wieczór jakąś partnerkę. A on miał dość młodych panienek z 
dobrych domów, których towarzystwo mu narzucała. Chciał spędzić ten wieczór z kimś, kto 
posiadałby własną osobowość. 

Z kimś takim jak Alyssa. 
– Podam ci jutro jakieś nazwisko – obiecał bratu. – Zadzwonię zaraz po lunchu. 
W   ten   sposób   zyskał   cały   poranek   na   znalezienie   dziewczyny,   która   nie   potraktuje 

zaproszenia na ślub jako oświadczyn. Znów przyszła mu na myśl Alyssa. Podejrzewał, że 
odrzuci jego propozycję, ale postanowił mimo to spróbować. W końcu nie chodzi o randkę, 
tylko o przysługę. 

– Kim jest ten niezwykły mężczyzna, którego widziałam na korytarzu? – spytała Lesley 

Purves, której Alyssa wyjęła przed chwilą z oka jakiś pyłek. 

– Jak on wyglądał? – spytała Alyssa, choć podejrzewała, że dobrze wie, kogo koleżanka 

ma na myśli. 

– Wysoki, ciemny, bardzo seksowny. Zdumiewający uśmiech i niebieskie oczy. 

background image

– To musiał być Seb. Nasz konsultant. Ale on zmienia przyjaciółki jak rękawiczki. 
– Więc myślisz, że miałabym szanse? – Lesley drgnęła lekko, bo Alyssa wlała jej do oka 

kilka kropli. – Och, mogę je już otworzyć. I wcale mnie nie boli. 

–   Zacznie   boleć,   kiedy   krople   przestaną   działać.   Ale   dam   ci   kilka   pastylek 

przeciwbólowych. 

– Dzięki. A więc ten wspaniały mężczyzna nie ma stałej partnerki... Czy możesz mu 

podać mój numer telefonu?

– Mogę. Ale on ma żelazną zasadę. Umawia się z każdą dziewczyną tylko jeden raz. 

Więc chyba szkoda twojego czasu – odparła Alyssa. 

Seb,   który   podszedł   właśnie   do   drzwi   izby   przyjęć,   by   poprosić   Alyssę   o   chwilę 

rozmowy, usłyszał jej ostatnie zdanie i westchnął. Czuł, że nie może liczyć na przychylną 
odpowiedź,   jeśli   nie   zdoła   jej   przekonać,   iż   chodzi   mu   tylko   o   koleżeńską   przysługę. 
Postanowił zaprosić ją na lunch i przedstawić swoją prośbę. Miał nadzieję, że się zgodzi... 

– Bardzo ci dziękuję – powiedziała Lesley, kiedy Alyssa założyła na jej oko opaskę. 
– Nie ma za co – odparła z uśmiechem Alyssa i ruszyła w kierunku drzwi, zamierzając 

udać się do bufetu. Na korytarzu ujrzała Sebastiana. 

– Czy możesz mi poświęcić parę minut? – spytał. 
– Mogę, jeśli chodzi o coś ważnego. Nie miałam ani minuty przerwy od początku mojej 

zmiany i umieram z głodu. 

– Ja też mam akurat wolną chwilę – oznajmił z uśmiechem. – Może zjedlibyśmy razem 

lunch?

– Razem?
– Chyba że jesteś z kimś umówiona... 
– Nie. Miałam zamiar zjeść szybko jakąś kanapkę. 
– W takim razie będę ci towarzyszył  – rzekł z uśmiechem i stwierdził z radością, że 

Alyssa kiwa głową. 

– Więc na czym polega twój problem? – zapytała, kiedy weszli do bufetu. 
– Jest bardzo skomplikowany. Czy mogę ci go przedstawić, kiedy usiądziemy? Muszę 

wypić kawę. 

Gdy   zajęli   miejsca   i   wyjęli   kanapki   z   opakowań,   poczuł   się   nagle   skrępowany.   Ale 

ponieważ zaczął już tę rozmowę, musi brnąć dalej. 

– Alyssa, czy my jesteśmy przyjaciółmi?
– Jesteśmy kolegami – odrzekła ostrożnie. 
– Czy masz do mnie zaufanie w sprawach zawodowych?
– Owszem. 
– A czy zaufałabyś  mi w sprawie prywatnej? Nie, pomyślała. On potrafi być jeszcze 

bardziej przebiegły niż Scott. 

– Nie jestem pewna – odparła wymijająco. 
– Chciałbym, żebyśmy zostali przyjaciółmi. 
– Ale ja nie wiem, czy ty potrafisz się przyjaźnić. Uśmiechnął się, a ona znów dostrzegła 

dołeczki w jego policzkach i poczuła nerwowe bicie serca. 

background image

– Oczywiście. Przecież przyjaźnię się z Tracey. To prawda, pomyślała, ale nasza starsza 

pielęgniarka jest szczęśliwą mężatką i ma niemal dorosłe dzieci. 

– Chyba tak – przyznała. 
– Więc dlaczego nie mógłbym zaprzyjaźnić się z tobą?
– Bo różni nas stosunek do seksu – wymamrotała. 
– Przecież już ustaliliśmy, że nasza znajomość nie będzie oparta na seksie – powiedział ze 

zdziwieniem. 

Alyssa poczuła, że się czerwieni. 
– Czy musimy rozmawiać o tym tutaj?
– Nie – powiedział. – Mam dla ciebie propozycję. Potrzebuję ratunku. 
– To nie wchodzi w rachubę. 
– Więc nie chcesz mi pomóc?
–   Tego   nie   powiedziałam.   Po   prostu   uważam,   że   jesteś   ostatnią   osobą,   która 

potrzebowałaby ratunku. 

– Upiła łyk kawy. – Wiesz, do czego zmierzasz i czego chcesz od życia. 
– I właśnie dlatego potrzebuję ratunku. 
– Nie rozumiem – mruknęła, marszcząc brwi. 
– Dobra, wyłożę karty na stół. Mój brat bierze ślub w następny weekend, aja mam być 

pierwszym drużbą. 

– I co z tego?
– Pierwszy drużba musi być obecny na weselu. 
– A ty nie chcesz iść? – Dobrze go rozumiała, bo sama nie przepadała za tego rodzaju 

uroczystościami. 

– Nie o to chodzi. 
– A o co? Czyżbyś nie lubił panny młodej?
– Lubię ją. Sophie to idealna partnerka dla Charliego. Też jest chirurgiem, więc doskonale 

się rozumieją. – Westchnął. – Problemem jest Mara. 

– Czyli kto? – spytała Alyssa, marszcząc brwi. 
– Moja  matka.  Ona  zawsze próbuje mnie  swatać  z młodymi  panienkami.  Co byłoby 

zrozumiałe, gdybym był spadkobiercą tytułu i majątku, ale formalnie rzecz biorąc, jest nim 
Charlie. To on odziedziczył tytuł barona, a ja jestem jego spadkobiercą, ale na szczęście nie 
będę nim długo. Gdy tylko urodzi im się dziecko, będę wolnym człowiekiem. – Westchnął 
ponownie. 

– Chciałbym po prostu bawić się dobrze na weselu brata, ale wiem, że moja niemądra 

matka popsuje mi całe przyjęcie, grając rolę swatki. 

Nadal nie miała pojęcia, na czym ma polegać jej pomoc. 
– Szukam kogoś, kto zechciałby tam ze mną pójść. Czyżby chciał, żebym towarzyszyła 

mu podczas przyjęcia, o którym będzie głośno we wszystkich kronikach towarzyskich? – 
pomyślała. Ale dlaczego wybrał właśnie mnie? Przecież nie należę do wyższych sfer. 

– Seb, dlaczego prosisz o to mnie? Są kobiety, które dałyby wszystko, żeby z tobą pójść. 
– Ale wszystkie źle zrozumiałyby moje intencje. 

background image

– Co to znaczy?
– Kiedy mężczyzna zaprasza kobietę na rodzinną uroczystość, uważa się, że ma wobec 

niej poważne zamiary, prawda?

– No tak... – przyznała. – Ale rozmawiamy o tobie. Wszyscy znają twoje zasady. Jedno 

spotkanie, jedna upojna noc, i szukasz nowej zdobyczy. 

Seb   skrzywił   się   z   niesmakiem.   Alyssa   powtórzyła   niemal   dosłownie   wczorajszą 

wypowiedź Charliego. 

– Wiesz co? Przypominasz mi Vicky. – Widząc jej zdziwione spojrzenie, dodał: – Moją 

młodszą siostrę, która jest neurochirurgiem. 

– Czyżbym była do niej podobna?
– Nie, ale krytykujesz mnie w taki sam sposób. Może popełniłem błąd, zapraszając cię na 

ten ślub. Będziecie mnie mogły atakować z dwóch stron. 

– Dlaczego wybrałeś właśnie mnie?
– Bo ty zrozumiesz, że zaproszenie na rodzinną uroczystość nie jest równoznaczne z 

wyznaniem dozgonnej miłości. 

Owszem,   ona   dobrze   to   rozumie.   Ale...   śluby   kojarzą   jej   się   z   wieloma   niemiłymi 

przeżyciami. Na przykład z własnym ślubem, podczas którego Scott obiecywał jej miłość, 
lojalność i szacunek. A potem nie dotrzymał ani jednego przyrzeczenia. 

– Nienawidzę ślubów – wyznała niepewnie. 
– Ten nie będzie taki zły. – Seb zaczął się nagle zachowywać jak agent reklamowy. – 

Charlie uzyskał zezwolenie na to, żeby ceremonia odbyła się w Weston, naszym rodzinnym 
domu. Tam też organizuje przyjęcie. Mam nadzieję, że zacznie wynajmować ten dom na 
wesela i przestanie dopłacać do jego utrzymania. 

– Ty masz niezbyt wysokie mniemanie o ludziach, prawda?
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Uważasz, że wszystkie kobiety marzą tylko o zdobyciu bogatego męża. I zwracasz 

uwagę na finansowy aspekt każdej sprawy. 

– Nie zwracam uwagi na finansowy aspekt mojego zawodu – mruknął ze złością. – Nie 

prowadzę prywatnej praktyki. 

– To prawda, ale zrobiłeś specjalizację z ratownictwa. Pacjenci, których przyjmujesz, 

wracają potem do domu albo zostają przeniesieni na ten czy inny oddział. W gruncie rzeczy 
nigdy ich dobrze nie poznajesz. Zachowujesz dystans. 

Sebastian poczuł lęk. Jakim cudem ta kobieta potrafi tak bezbłędnie odczytać jego myśli? 

Czyżby był aż tak prymitywny?

– A dlaczego ty wybrałaś ratownictwo? – spytał zaczepnym tonem. 
– Bo lubię przypływ adrenaliny. 
– W takim razie może poprowadzisz mojego jaguara?
– Nie ma mowy. Przyznaję, że masz wspaniały samochód. Każdy chciałby usiąść za jego 

kierownicą, ale ty nie wytrzymałbyś tego nerwowo. Przez cały czas uważałbyś, że robię coś 
nie tak. 

– Nie zmieniajmy tematu. Obiecaj mi, że pójdziesz ze mną na ten ślub. Potraktuj to jako 

background image

przysługę. 

Alyssa westchnęła ciężko. 
– Dziękuję za zaproszenie, ale nie. 
– Dlaczego?
– Ja... Posłuchaj, to jest ślub, który będzie wydarzeniem towarzyskim, a ja nie należę do 

wyższych sfer. Jestem przeciętną kobietą. 

– Dasz sobie radę. Jeśli nie wiesz, jak się ubrać, kupię ci elegancką kreację. 
– Czy chcesz dowieść, że wszystkie kobiety są interesowne?
–   Nie.   Chcę   dowieść,   że   skoro  proszę   cię   o   przysługę,   to   nie   widzę   powodu,   żebyś 

ponosiła związane z tym wydatki. Możemy wybrać się razem na zakupy. 

Alyssa wybuchnęła śmiechem. 
– Seb, ty byś wszedł do sklepu z damską odzieżą tylko wtedy, gdyby spodobała ci się 

ekspedientka. 

– To też jest uwaga, jaką mógłbym usłyszeć od mojej siostry. Czy jesteś pewna, że ona 

się w ciebie nie wrodziła? – Na jego twarzy pojawił się wyraz powagi. 

– Uratuj mnie, Alysso. Bardzo proszę. 
– No dobrze – odparła z westchnieniem rezygnacji. 
– Zrobię wszystko, bylebyś przestał gadać głupstwa. 
– I naprawdę chcę ci kupić suknię. Uznaj to za drobny dowód mojej wdzięczności. 
– Bardzo dziękuję, ale stać mnie na sukienkę. 
– Posłuchaj – rzekł łagodnie. – Jeśli chodzi ci o to, że dzieli nas różnica pochodzenia, to 

możesz   o   tym   zapomnieć.   Ani   ja,   ani   mój   brat,   ani   Vicky   nie   zwracamy   na   te   sprawy 
najmniejszej uwagi. Moja przyszła bratowa mówi z akcentem typowym  dla londyńskiego 
East Endu i nie ma żadnego tytułu. To znaczy będzie go miała, kiedy wyjdzie za Charliego, 
ale zapowiedziała z góry, że nie życzy sobie, by ją nazywano „lady”. Jest lekarzem i tylko to 
się dla niej liczy. 

–   Nie   myślałam   o   różnicy   pochodzenia   –   mruknęła   Alyssa.   –   Chodzi   o   to,   że   nie 

przepadam za ślubami. 

Ciekawe   dlaczego?   Czyżby   musiała   uczestniczyć   w   ceremonii,   podczas   której   jej 

mężczyzna poślubił inną?

– Ja też nie, więc pojedź ze mną. Jeśli będzie okropnie, wymkniemy się do tajemniczego 

ogrodu z butelką szampana, gdy tylko spełnię wszystkie obowiązki drużby. 

– Więc w twoim domu istnieje tajemniczy ogród?
– Tak. I jest bardzo piękny. 
– Ciekawa jestem, z iloma kobietami już się do niego wymykałeś. 
– Wierz mi, nie chciałabyś tego wiedzieć. – Tyle że żadna z nich nic dla niego znaczyła. 

Gdyby jednak poszedł tam z Alyssą... Nie. Żadnych zobowiązań, żadnych obietnic, żadnych 
związków. – Pojedź ze mną. Będziemy się dobrze bawić. 

– Czy naprawdę uważasz, że kobiety są interesowne?
– Z moich doświadczeń wynika, że w większości przypadków takie twierdzenie okazuje 

się słuszne – odparł, wzruszając ramionami.  – I tak się składa, że jedynymi  znanymi  mi 

background image

bezinteresownymi kobietami są moja siostra i przyszła bratowa. 

– W takim razie pójdę z tobą na ten ślub, ale nie za darmo. 
–   Czego   żądasz,   oczywiście   oprócz   sukni?   –   Zdał   sobie   nagle   sprawę,   że   czuje   się 

zawiedziony.   Był   przekonany,   że   Alyssa   –   podobnie   jak   Vicky   i   Sophie   –   należy   do 
wyjątkowych kobiet. Nie podejrzewał jej o interesowność. – Jaka jest twoja cena?

–  Równowartość  mojej  pensji  za  dzień   pracy.   Z premią  za  godziny nadliczbowe,   bo 

zakładam, że chodzi o niedzielny wieczór, prawda?

– Oczywiście. – Czul w żołądku bolesny ucisk wywołany odkryciem, że Alyssa nie różni 

się jednak od innych kobiet. 

~ Myślę, że fundusz szpitala przyjmuje czeki. 
– Fundusz? – powtórzył, marszcząc brwi. 
– No tak. Ten, na rzecz którego przeznaczone były wpływy z loterii. Taka jest moja cena. 
Odetchnął z ulgą. Alyssa chce, by wpłacił te pieniądze na dobry cel. A więc nie pomylił 

się w ocenie jej charakteru. 

– Zgoda – rzekł z uśmiechem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nie zabrała go na zakupy i nie pozwoliła mu zapłacić za swą kreację. Odmówiła mu też 

obcesowo, kiedy poprosił, by go poinformowała, jak będzie ubrana. Co więcej, uparła się, że 
sama kupi prezent dla Charliego i Sophie, ale nie chciała mu powiedzieć, co chce im wręczyć. 

Największą   niespodziankę   jednak   przeżył   w   niedzielę   rano,   kiedy   podjechał   pod 

mieszkanie Alyssy, a ona otworzyła mu drzwi. Czy to jest ta spokojna, nierzucająca się w 
oczy młoda lekarka, która nosi w szpitalu skromne spodnie i bluzkę? Widział ją juz wcześniej 
w eleganckiej czarnej sukni, kiedy byli w restauracji, ale jej obecny wygląd przeszedł jego 
oczekiwania. 

Alyssa miała na sobie powiewną letnią kreację i buty na obcasach. Ciemna suknia o 

barwie turkusu wspaniale harmonizowała z morską zielenią jej oczu. Nie włożyła kapelusza, 
ale jej włosy były tak lśniące, że miał ochotę ich dotknąć. Jej makijaż, jak zwykłe bardzo 
delikatny, podkreślał kształt ust i wielkie oczy. 

Gdyby jej powiedział, że wygląda czarująco, nie uwierzyłaby mu. Byłaby przekonana, że 

chce ją po prostu dobrze usposobić. A on nie chciał, by uważała go za obłudnego pochlebcę, 
więc powitał ją uśmiechem zachwytu. 

– Doktor Ward, muszę przyznać, że strój wieczorowy bardzo pani służy. 
– Podobnie jak panu, doktorze Radley – odparła, zamykając za sobą drzwi. – Czy ma pan 

również cylinder i żakiet?

– Wszystko jest w bagażniku – odparł, kiwając głową. – Czy chcesz poprowadzić?
– Nie. 
– W takim razie nie mów, że ci tego nie proponowałem – powiedział, otwierając przed 

nią drzwi jaguara. 

– Chyba powinnam mieć na sobie kapelusz i rękawiczki. 
– Myślę, że i tak wyglądasz doskonale – mruknął Seb. 
Nie był  w tej chwili  pewien, czy zaproszenie  jej na wesele było  dobrym  pomysłem. 

Wydawało   mu   się,   że   jej   towarzystwo   niczym   mu   nie   grozi,   zaś   teraz   poczuł,   że   ta 
dziewczyna bardzo go pociąga. Znał ją już jednak na tyle, by wiedzieć, że jeśli zachowa się 
głupio i przekroczy pewną granicę, będzie to oznaczało koniec ich znajomości. Postanowił 
więc panować nad odruchami i zachowywać się nadzwyczaj poprawnie. 

Podróż do Weston upłynęła bardzo przyjemnie. Seb był dobrym kierowcą, a kiedy Alyssa 

zajrzała do schowka, przekonała się, że ich gusta w dziedzinie muzyki są bardzo podobne. 

Ale kiedy dotarli na miejsce, ujrzała przed sobą ogromny dom i poczuła się onieśmielona. 
– To prawdziwy pałac – wyszeptała, gdy zbliżali się do niego po niewiarygodnie długim 

podjeździe. 

– Istotnie jest imponujący – mruknął Seb. – A poza tym zimny, wilgotny i stale wymaga 

kosztownych napraw. A w dodatku mieszka w nim smo... 

– Smok?
– Och, do diabła, nie powinienem tak mówić. Obiecałem Charliemu, że dziś będę się 

background image

zachowywał nienagannie. Mam oczywiście na myśli moją drogą matkę. Ale nie bój się, ona z 
pewnością będzie dla ciebie bardzo miła. 

Wyraz   jego   twarzy   dowodził,   że   nie   znosi   swojej   matki.   Alyssa   zastanawiała   się 

dlaczego. I zaczynała podejrzewać, że właśnie ten konflikt jest w dużej mierze powodem jego 
stosunku do kobiet. 

– Zwykle udaje mi się jej unikać – ciągnął Sebastian – ale dziś będzie to z oczywistych 

względów   niemożliwe.   –   Wzruszył   ramionami.   –   Dlatego   tłumaczyłem   ci,   że   potrzebuję 
kogoś, kto mnie uratuje. 

– Żałuję, że nie mam ze sobą białego konia i włóczni – powiedziała ze śmiechem Alyssa. 

– Nie martw się, jakoś damy sobie radę. 

– Na szczęście potrafię się fałszywie uśmiechać. – Seb zaparkował samochód. – Kiedy 

dokonam   niezbędnych   prezentacji,   będziemy   mogli   trzymać   się   z   dala   od   najdroższej 
mamuśki i Barry’ego. 

– Kto to jest Barry?
– Jej mąż. 
Zauważyła, że nie powiedział „mój ojczym” i wyciągnęła z tego wniosek, że stosunki 

łączące go z mężem matki też nie są zbyt serdeczne. To mogłoby tłumaczyć powody, dla 
których był zawsze życzliwy i uśmiechnięty, ale nigdy nie dopuszczał nikogo zbyt blisko. 
Alyssa była ciekawa, jak długo jego matka jest żoną Barry’ego. Wiedziała już, że Charlie, 
który odziedziczył tytuł, jest jego starszym bratem, a Vicky – młodszą siostrą. Zastanawiała 
się, czy Seb nie bywał w dzieciństwie zaniedbywany przez tych, którzy powinni otaczać go 
opieką. 

– Czy on jest aż tak okropny? – spytała z uśmiechem. 
– Czy znasz opowieść o żabie, która pod wpływem pocałunku zmienia się w przystojnego 

księcia? Moja matka musiała coś pomylić, bo uzyskała wręcz odwrotny skutek. 

– Masz przekrzywiony kołnierzyk  – powiedziała, kiedy włożył  frak. – Pozwól, że go 

poprawię. 

Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, a ją ogarnęła chęć, by wyciągnąć ręce i pocałować 

go   w   usta,   ałe   szybko   się   opanowała.   Gdy   ruszyli   w   stronę   domu,   znów   poczuła   się 
onieśmielona. Nie była nawet pewna, czy jej strój jest wystarczający wyszukany jak na tak 
uroczystą   okazję.   Obawiała   się,   że   wygląda   zbyt   pospolicie   i   nie   będzie   pasować   do 
eleganckiego otoczenia. 

– Nie denerwuj się, nie wchodzimy na szafot – mruknął cicho, gdy dotarli do schodów. A 

ona tak się właśnie czuła. 

– Sebastian! – zawołała z radością niebieskooka, ciemnowłosa kobieta, kiedy weszli do 

wnętrza domu. Alyssa natychmiast dostrzegła jej podobieństwo do syna. 

–   Droga   mamo,   pozwól,   że   ci   przedstawię   Alyssę   –   powiedział   Seb   z   czarującym 

uśmiechem. – Alysso, to jest moja matka, Mara. 

– Miło mi cię poznać, Alysso – powiedziała Mara z niezbyt przekonującym uśmiechem. 
Alyssa chciała odwzajemnić tę uprzejmość, ale zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia o 

wymogach etykiety. Nie wiedziała nawet, jak się zwracać do matki Sebastiana. Nie mogła 

background image

mówić do niej „pani Radley”, ponieważ była ona baronową. Ale baronem był ojciec Seba, 
więc może straciła tytuł z chwilą ponownego wyjścia za mąż?

– Mnie również jest bardzo milo – wyjąkała w końcu zażenowana. 
– A to jest Barry, mąż mojej matki. 
Alyssa z trudem powstrzymała wybuch nerwowego śmiechu. Byrry istotnie przypominał 

żabę. Był  niższy od żony i dosyć  tęgi, a w dodatku miał  bardzo tłuste włosy.  Sebastian 
prezentował się we fraku wytwornie i seksownie, natomiast Barry wyglądał w tym stroju 
wręcz groteskowo. Alyssa wyobraziła go sobie za kierownicą sportowego samochodu Seba i 
doszła do wniosku, że wyglądałby jak Pan Ropuch z książki „O czym szumią wierzby”. 

– Miło mi pana poznać – powiedziała, mając nadzieję, że jej uśmiech wygląda na szczery. 
– Gdzie jest Charlie? – zapytał Sebastian. 
– Chodzi po domu razem z Vicky. 
– Muszę dokonać kilku prezentacji – oznajmił Seb, biorąc Alyssę za rękę. – Chodź ze 

mną. 

– Zachowałeś się nieuprzejmie – powiedziała, gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości. 
– Nie mogę znieść ich towarzystwa – mruknął niechętnie. – To para pasożytów. Charlie 

obiecał ojcu, że po jego śmierci zaopiekuje się matką. Kiedy wyszła ponownie za mąż, miał 
prawo   czuć   się   zwolniony   z   tych   zobowiązań.   Ale   ten   idiota   pozwala   im   tu   mieszkać   i 
zachowywać się tak, jakby byli baronem i baronową, a sam pokrywa wszystkie koszta. 

Alyssa nie bardzo wiedziała, co mogłaby powiedzieć, więc zostawiła jego tyradę bez 

komentarza. 

–   I   oczywiście   najdroższa   mama   nie   chce   się   zgodzić   na   otwarcie   domu   dla 

zwiedzających ani na urządzanie w nim weselnych przyjęć, co mogłoby zmniejszyć koszty 
jego utrzymania. A w dodatku usiłuje się wtrącać do księgowości, choć nie ma pojęcia o 
rolnictwie ani o finansach. Ta kobieta umie tylko wydawać pieniądze!

–   Seb,   jesteśmy   na   weselu,   a   ty   masz   pełnić   obowiązki   pierwszego   drużby   – 

przypomniała mu Alyssa. – To chyba nie jest najlepszy moment na rozmowy o twojej matce. 

– Masz rację. Chodźmy poszukać młodej pary. 
Charlie okazał się trochę wyższą i potężniej zbudowaną wersją Sebastiana. Alyssa go 

polubiła, nabrała też sympatii do Vicky, która miała takie same oczy i włosy jak jej brat i 
najwyraźniej zawsze mówiła, co myśli. 

– Dlaczego przyjeżdżasz tak późno, Seb? – zapytała na powitanie. – Spełniałam za ciebie 

obowiązki pierwszego drużby przez całe przedpołudnie. 

– Co za głupstwa! – zawołał Sebastian. – Zrobiłem wszystko, co do mnie należało!
– A kto dotrzymuje towarzystwa druhnom?
– Rozmawiałem już o tym z panem młodym – jęknął Sebastian, unosząc oczy ku niebu. – 

Jestem gotów zajmować się tobą jako pierwszą druhną, ale nie całą tą gromadą dzieci. – 
Odwrócił się do Alyssy. – Czy ona naprawdę myśli, że będę niańczył pięć dziewczynek?

– Dlaczego ty tak nie znosisz dzieci? – spytała Alyssa. 
– Mam na nie uczulenie – odparł, marszcząc ze złością brwi. – A w dodatku... 
–   To   nieprawda   –   przerwała   mu   Vicky.   –   Po   prostu   nie   potrafisz   znaleźć   z   nimi 

background image

wspólnego języka, bo w odróżnieniu od ich matek są odporne na twój urok osobisty. Zajmij 
się swoimi obowiązkami, a ja zaprowadzę Alyssę do Sophie. I tak nie możesz iść z nami, bo 
to przynosi pecha. 

– To pan młody,  a nie pierwszy drużba nie ma prawa zobaczyć  panny młodej przed 

ślubem – poprawił ją Seb. 

– Jak na człowieka, który nie lubi ślubów, całkiem sporo o nich wiesz – prychnęła Vicky. 
– Masz rację – przyznała Alyssa. – On jest po prostu skarbnicą wszelkich wiadomości. 
– Wiedziałem,  że tak będzie – mruknął  z niesmakiem Seb. – Czułem,  że stworzycie 

przeciwko mnie wspólny front, kiedy tylko was sobie przedstawię. 

– Bo na to zasługujesz – wtrącił Charlie. – Poczekaj, za chwilę dołączy do nich Sophie. 
– Wiem o tym!  – mruknął Seb. – Takie są kobiety!  Ale jako pierwszy drużba mam 

obowiązek nalać nieszczęsnemu skazańcowi ostatnią porcję dobrej whisky. 

–   Chcesz   powiedzieć,   że   sam   masz   ochotę   się   napić!   –   Charlie   poklepał   brata   po 

ramieniu. – Chodź, wymknijmy się do biblioteki. Wiesz, gdzie nas znaleźć, Vicky. 

Vicky spojrzała na nich z rozbawieniem, a potem wzięła Alyssę pod rękę i poprowadziła 

ją na pierwsze piętro. 

– Myślę, że Tracey ma rację – rzekła z uśmiechem. – Ty i Sebastian znakomicie do siebie 

pasujecie. 

– Rozmawiałaś o mnie z Tracey Fry? – Alyssa zmrużyła oczy. – Czy to znaczy, że to 

losowanie było ukartowane?

– Hm... – Vicky zaczęła kaszleć. – Bardzo cię przepraszam. Próbowałyśmy zrobić coś... 

to znaczy myślałyśmy,  że  przypadniecie  sobie  do gustu.  Ale jeśli  nie  miałyśmy  racji, to 
przyjmij moje przeprosiny. Wiem, że mój brat potrafi okropnie traktować kobiety. – Spojrzała 
badawczo na Alyssę. – Więc na czym  polega wasza umowa? Kiedy rozmawiałam z nim 
ostatnio, twierdził, że przyjedzie na wesele sam. 

– Nie chcę zawieść jego zaufania – odparła Alyssa. 
– Więc pozwól mi zgadnąć. Wiedział, że jeśli przyjedzie sam, najdroższa z mam zacznie 

narzucać   mu   towarzystwo   młodych   panienek   z   dobrych   domów.   Przewidywał   też,   że   to 
doprowadzi do awantury, a nie chciał zakłócać Charliemu tak uroczystego dnia. 

– Zauważyłam, że ich stosunki są dość napięte – powiedziała ostrożnie Alyssa. 
–   Ta   kobieta   popełniła   wiele   błędów   –   stwierdziła   lakonicznie   Vicky,   dając   do 

zrozumienia, że nie chce rozmawiać o swej matce. – Ale cieszę się, że Seb ma w końcu 
odpowiednią przyjaciółkę. 

– Nie jestem jego dziewczyną – oznajmiła Alyssa. 
–   Wiem,   ale   mam   na   myśli   przyjaciółkę...   kogoś,   kto   potrafi   go   przekonać,   że   nie 

wszystkie kobiety są takie same. Zawsze miał o nich złą opinię, ale zmienił ją na gorszą od 
czasów Julii. 

– Czy to była jego sympatia?
– Nie, narzeczona Charliego, która zdradzała go z kimś innym. Zastał ją w jednoznacznej 

sytuacji na tydzień przed terminem ich ślubu. 

Alyssa dobrze rozumiała sytuację Charliego, tyle że w jej przypadku zerwanie nastąpiło 

background image

już po ślubie. I nie chodziło tylko o zdradę. 

– Seb był wściekły. I choć oboje kochamy Sophie, on nadal... Och... – Vicky potrząsnęła 

głową. – Myślę, że sama go rozgryziesz. Prawdziwy Seb Radłey nie jest wcale playboyem, za 
jakiego wszyscy go uważają. – Uśmiechnęła się. – No, ale dziś jest dzień ślubu Charliego i 
Sophie. Nie wolno go popsuć narzekaniem. 

– Widzę, że kochasz brata i chcesz, żeby był szczęśliwy – powiedziała cicho Alyssa. 
Żałowała od dawna, że nie ma brata ani siostry, kogoś, kto otoczyłby ją opieką i nie 

pozwolił jej popełnić głupstwa, gdy poznała Scotta. Teraz przypomniała  sobie jednak, że 
zignorowała   wtedy   ostrzeżenia   matki   i   doszła   do   wniosku,   iż   każdy   musi   się   uczyć   na 
własnych błędach. 

Sophie okazała się niezwykle sympatyczną, pogodną blondynką. W pokoju, w którym 

przygotowywała się do ślubu, panowało ogromne zamieszanie. Matka poprawiała nerwowo 
jej fryzurę, a pięć wystrojonych małych dziewczynek czekało w nerwowym podnieceniu na 
swój wielki moment. 

– Przepraszam za ten cały bałagan – powiedziała do Alyssy panna młoda. 
– Nic nie szkodzi. Bardzo lubię dzieci. 
– W odróżnieniu od mojego przyszłego szwagra. 
–   Mogę   go   na   chwilę   zastąpić   –   zaproponowała   z   uśmiechem   Alyssa.   –   Pracuję   w 

ratownictwie już od dawna, więc mam w zanadrzu kilka sztuczek. – Spojrzała na najmłodsze 
druhny. – Kto chce usłyszeć bajkę o księżniczce?

Cztery główki odwróciły się w jej kierunku, a po chwili za ich przykładem poszła piąta. 
– No dobrze, zawrzemy umowę. Wy będziecie siedzieć spokojnie, żeby wasze mamy 

mogły was ładnie uczesać, a ja opowiem wam bajkę o pewnej niezwykłej księżniczce. 

– Coś mi się zdaje, że znaleźliśmy dziewczynę, która potrafi wykrzesać z Sebastiana 

ludzkie cechy – rzekła cicho Sophie. 

– Problem polega na tym, żeby oni się o tym przekonali. Oboje twierdzą, że są tylko 

przyjaciółmi. 

– To i tak wielki krok naprzód w przypadku Sebastiana – mruknęła Sophie. – A poza tym 

dziś jest mój ślub. To dzień, w którym spełniają się marzenia. 

W końcu wszystkie druhny były gotowe. 
–   Pora   iść,   Sophie   –   rzekła   Vicky,   patrząc   na   zegarek.   –   Chyba   że   chcesz   zmusić 

Charliego do zaczekania na ciebie jeszcze przez kilka minut. 

Panna młoda potrząsnęła głową. 
– Przez te wasze przesądy i tak nie widziałam go od wczoraj. 
– Spotkanie z panem młodym przed ślubem przynosi pecha – oświadczyły chórem Vicky 

i Frań, matka Sophie. 

– Wiem. Ale nie mogę już bez niego wytrzymać. – Sophie odwróciła się do Alyssy. – 

Vicky nie pozwoliła mi nawet porozmawiać z nim dziś rano przez telefon komórkowy. 

– No dobrze, ruszamy – zarządziła Vicky. – Czy jesteście gotowe, żeby ustawić się za 

ciocią Sophie?

– Tak! – odpowiedziały dziewczynki chórem i cały orszak ruszył po szerokich schodach 

background image

w dół. 

Sophie   wyglądała   jak   ideał   panny   młodej.   Była   piękna   i   promieniowała   szczęściem. 

Miała na sobie zachwycającą suknię, prostą woalkę i bardzo skromne nakrycie głowy. W 
rękach niosła tylko jedną gałązkę białych lilii. 

Alyssa stłumiła ukłucie zazdrości. Choć jej małżeństwo się nie udało, życzyła młodej 

parze jak najlepiej. W ślad za panną młodą zeszła do holu, w którym odbywała się ceremonia 
zaślubin. Chciała usiąść daleko z tyłu, ale Seb dostrzegł ją i zaprosił gestem do pierwszego 
rzędu. 

Zawahała się. Nie jest przecież członkiem najbliższej rodziny. Ale widząc jego błagalne 

spojrzenie, przecisnęła się przez tłum gości i usiadła obok niego i Mary. 

Słuchając słów małżeńskiej obietnicy, przypomniała sobie własny ślub, podczas którego 

ona szczerze obiecywała Scottowi, że będzie dobrą żoną, a on bezczelnie ją okłamywał. 

Seb uścisnął lekko jej dłoń, a ona odgadła, że na jej twarzy musi się malować wyraz 

napięcia, on zaś chce dodać jej otuchy. Sama przecież mu powiedziała, że nie znosi ślubów. 
Miała ochotę wyjaśnić mu przyczynę. Wiedziała, że zachowałby te zwierzenia dla siebie. Ale 
nie chciała wracać do spraw, o których postanowiła zapomnieć. 

W tym  momencie  Sophie i Charlie stali się mężem  i żoną. Charlie  pocałował  pannę 

młodą, a w powietrze poszybował deszcz konfetti. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Podczas   niekończących   się   sesji   fotograficznych   Alyssa   zabawiała   druhny   bajkami   i 

piosenkami. Potem przyłączyła się do niej matka Sophie. 

– Pani ma naprawdę wspaniały stosunek do dzieci – powiedziała z uznaniem. – Pewnie 

pochodzi pani z dużej rodziny?

– Nie, wychowywała mnie samotna matka. Ale przyjmuję mnóstwo dzieci w szpitalu. 

Zawsze opowiadam im bajki, żeby leżały nieruchomo podczas badania. 

– A więc pani również jest lekarzem, tak jak moja Sophie. Jaką ma pani specjalność?
– Pracuję na oddziale ratownictwa medycznego. Frań spojrzała na nią badawczo. 
– Muszę przyznać, że nie tak wyobrażałam sobie dziewczynę Sebastiana. Myślałam, że 

będzie pani chuda jak patyk i bardzo zarozumiała. 

– Nie jestem dziewczyną Sebastiana – oznajmiła Alyssa ze śmiechem. – Lubię dobrze 

zjeść, więc nie mam idealnej figury. I nie chciałam tu przyjeżdżać, bo bałam się, że nie będę 
pasować do arystokratycznego towarzystwa. 

– W żyłach naszej rodziny nie płynie błękitna krew przypomniała jej matka Sophie. – 

Jestem pewna, że wszyscy będą się czuli swobodnie. Tak czy owak, przyjechała tu pani z 
Sebastianem, prawda?

– Owszem, ale on jest tylko moim kolegą z pracy. 
– Hm. Mam nadzieję, że traktuje pacjentów lepiej niż innych ludzi. 
– Jest znakomitym lekarzem. 
– Sophie twierdzi, że pod tą maską playboya kryje się złote serce – powiedziała Frań z 

powątpiewaniem. 

– I ma rację. On ma skomplikowaną osobowość – rzekła Alyssa, a potem skierowała 

rozmowę  na temat  Charliego  i Sophie, stwierdzając, że oboje wydają  się szczęśliwi.  Nie 
chciała rozmawiać o Sebastianie za jego plecami. 

Nadeszła   pora   kolacji.   Seb   wygłosił   znakomitą   mowę,   rozśmieszając   wielokrotnie 

wszystkich obecnych, a potem wzniósł uroczysty toast. Kiedy mówił: „Życzę młodej parze, 
żeby   życie   zawsze   traktowało   ją   życzliwie”,   widać   było,   że   choć   nie   wierzy   w   miłość, 
szczerze pragnie szczęścia Charliego i Sophie. 

Pokonując   swą   awersję   do   dzieci,   wygłosił   szereg   komplementów   pod   adresem 

wszystkich   panienek   należących   do   orszaku   panny  młodej,   a   potem   spojrzał   w   kierunku 
Alyssy i uniósł kieliszek, wznosząc milczący toast na jej cześć. W pierwszej chwili miała 
wrażenie, że chce w ten sposób podkreślić łączącą ich więź i poczuła się bardzo dumna. 
Potem doszła do wniosku, że chce jej w  ten sposób podziękować za pomoc  w unikaniu 
towarzystwa dzieci. 

Pierwszy taniec należał do Charliego i Sophie oraz Sebastiana i Vicky, czyli drużby i 

pierwszej druhny. Alyssa przyglądała się im z boku. Potem Seb podszedł do niej z dwoma 
kieliszkami   szampana   w   rękach,   objął   ją   delikatnie   i   zaczął   oprowadzać   po   domu, 
przedstawiając jej przy okazji weselnych gości. 

background image

Zauważyła, że rodzina Sophie wcale nie czuje się przytłoczona wspaniałością otoczenia i 

króluje na parkiecie. Nawet Mara wydawała się zrelaksowana i pogodna. Jakże różni się to 
przyjęcie od jej skromnego wesela, na którym rodzinę reprezentowała tylko jej matka. Scott 
oznajmił, że nie utrzymuje stosunków z krewnymi i nie rozmawia z nimi od lat, zaprosili więc 
tylko nieliczną grupkę przyjaciół. 

A ona dopiero po jakimś czasie poznała powody, z których jej mąż nie życzył  sobie 

wystawnego ślubu. 

–   Czy   dobrze   się   czujesz?   –   spytał   Seb.   Alyssa,   przywołana   gwałtownie   do 

rzeczywistości, wzdrygnęła się nerwowo. 

– Oczywiście – odparła z uśmiechem. 
– Wydawałaś się przez chwilę trochę smutna. 
– Widocznie tak na mnie działają śluby – odparła, siląc się na pogodny ton. 
– Czy chcesz w takim razie wymknąć się do tajemniczego ogrodu?
– Seb, jesteś drużbą – powiedziała, kręcąc głową. – Powinieneś być widoczny i grać rolę 

mistrza ceremonii. 

– Więc zatańcz ze mną, bo inaczej będę musiał obtańcować wszystkie druhny. 
– Seb, to są czarujące dziewczynki. Taniec z nimi sprawi ci przyjemność, a one poczują 

się jak księżniczki, bo... – Chciała dodać, że w tym stroju wygląda niezwykle atrakcyjnie, ale 
doszła do wniosku, że on o tym wie. 

–   Dzieci   to   dopust   boży   –   oznajmił   Seb,   a   ona   postanowiła   zrezygnować   z   prób 

przekonania go i postawiła swój kieliszek na najbliższym stole. 

Zgodnie z jej oczekiwaniami okazał się znakomitym  tancerzem. Poruszała się w jego 

ramionach swobodnie i lekko, ale trwało to tylko przez chwilę, bo orkiestra zmieniła rytm i 
zaczęła grać jakąś powolną melodię. 

Była   pewna,   że   Sebastian   wybrał   już   następną   partnerkę,   ale   on   ku   jej   zdziwieniu 

ponownie   wyciągnął   ręce   w   jej   kierunku.   Choć   wypiła   dotąd   tylko   dwa   kieliszki,   miała 
wrażenie,   że   płynie   w   powietrzu.   Doszła   do   wniosku,   że   wyjątkowo   drogi   szampan,   do 
którego   nie   była   przyzwyczajona,   musiał   uderzyć   jej   do   głowy.   Bo   przecież   w   innym 
wypadku nie czułaby się tak szczęśliwa i podniecona. W pewnym momencie zdała sobie 
sprawę, że dłonie Seba nie znajdują się tam, gdzie powinny. 

– Seb – szepnęła mu do ucha. 
– Hmm?
– Twoje ręce są na moich biodrach. 
– Wiem. A twoje są owinięte wokół mojej szyi. To się nazywa taniec. Tak ludzie spędzają 

czas na weselach. 

Być może, ale dotyk jego dłoni był tak kuszący i podniecający, że poczuła zawrót głowy. 

Spojrzała na niego uważnie i doszła do wniosku, że wygląda jak groźny pirat. Jak wcielenie 
jej wszystkich marzeń i pokus. 

– Seb... – szepnęła cicho. 
– Hmm?
Uniosła głowę i dotknęła ustami jego warg. Poczuła, że są łagodne i obiecujące. Więc 

background image

pocałowała   go   ponownie,   tym   razem   bardziej   namiętnie.   Nie   pamiętała,   by   ktokolwiek 
całował   ją   tak   czule   i   zmysłowo.   Każde   dotknięcie   jego   języka   budziło   w   niej   dreszcz 
rozkoszy. I nadzieję na coś więcej. Ale on nagle oderwał usta od jej warg i wyprostował się. 

– Dlaczego? – szepnęła z wyrzutem. 
– Dlatego,  że jesteśmy na środku parkietu  i patrzy na nas tłum ludzi. A także kilku 

fotografów. Chyba nie chcesz, żeby na pierwszych stronach pism pojawiły się nasze zdjęcia, 
oczywiście z odpowiednimi podpisami... 

– Nie, oczywiście, że nie... – wyjąkała cicho. 
– Poza tym wypiłaś za dużo szampana – mruknął, całując ją przelotnie w ucho. – I sama 

nie wiesz, co robisz. 

– Przecież jestem pełnoletnia. Już od dawna. Sebastian zaśmiał się pogodnie. 
– Nie rób z siebie zgrzybiałej staruszki. Przecież nie możesz mieć więcej niż trzydzieści 

lat. 

– Właśnie tyle mam. 
– Czyli jesteś dzieckiem. O dwa lata młodszym niż ja. – Pocałował wrażliwe miejsce tuż 

za jej uchem. – Uwierz mi, że bardzo chciałbym  się z tobą kochać. Przez całą noc. Pod 
gwiazdami, w tajemniczym ogrodzie. Ty, ja i butelka szampana. Daję ci słowo, nie czułabyś 
chłodu. Byłoby nam gorąco. – Przycisnął ją o siebie trochę mocniej. – Ale rano byś mnie 
nienawidziła. A poza tym za bardzo cię szanuję. 

Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, poczuła na ramieniu dotyk czyjejś ręki. 
– Odbijany? – spytała jakaś kobieta. 
– Oczywiście – odparł pogodnie Sebastian. 
I zaczął tańczyć z kimś innym. Z wysoką, piękną blondynką. Dokładnie w jego typie. 

Alyssa z trudem stłumiła ukłucie zazdrości i zmusiła się do zdawkowej rozmowy ze swym 
nowym   partnerem.   A   potem   następnym   i   następnym.   Seb   również   zmieniał   partnerki. 
Zgodnie ze swą zasadą z żadną nie tańczył dwa razy. 

Przyjęła z rąk kelnera jeszcze jeden kieliszek szampana, w nadziei, że musujący napój 

poprawi jej nastrój. Ale tak się nie stało. Poczuła przypływ energii dopiero wtedy, gdy Seb 
poprosił ją do tańca po raz drugi. 

– Zaczynasz drugą rundę? – spytała cicho. 
– Nic podobnego – odparł z uśmiechem. – Po prostu zauważyłem, że w twoim kierunku 

zmierza Barry. Jutro będziesz mi wdzięczna za to, że go ubiegłem. 

– Dlaczego? – spytała ze zdziwieniem. 
– Po pierwsze dlatego, że jego twarz znajdowałaby się na wysokości twojego biustu, a po 

drugie on nie ma pojęcia o tańcu. – Odepchnął ją od siebie, a potem ponownie chwycił w 
ramiona. – Nie chciałbym, żebyś przyszła w poniedziałek do pracy z obolałymi stopami. 

Potem orkiestra znowu zmieniła rytm i zaczęła grać wolny utwór. Seb nie wypuścił jej z 

objęć. Poczuła się tak, jakby w sali nie było nikogo oprócz ich dwojga. 

– Wiesz co? – spytała szeptem. – Miałabym ochotę zwinąć się, zamknąć oczy i zasnąć w 

twoich ramionach. 

Och, do diabła, myślał Sebastian, to się nie powinno było zdarzyć. Zaprosiłem ją tu po to, 

background image

by powstrzymała moją matkę od swatania mnie z bogatymi panienkami. I powstrzymała mnie 
od   powiedzenia   mojej   matce,   co   o   niej   myślę.   Miała   dbać   o   to,   żebym   się   poprawnie 
zachowywał.   Ale   jak   mógł   zachowywać   się   poprawnie,   skoro   ona   tak   się   zachowuje? 
Przecież sama go przed chwilą pocałowała, i to w tak namiętny sposób... 

Wiedział jednak, że jest to tylko skutek wypitego szampana. Kelnerzy umieją napełniać 

kieliszki gości w sposób tak dyskretny, że nikt nie zdawał sobie sprawy, ile wypił. Dlatego on 
sam – wiedząc, że ma pełnić obowiązki drużby i kierowcy – ograniczył się do małej porcji 
whisky i jednego kieliszka szampana podczas kolacji. Był więc zupełnie trzeźwy. 

Ale   na   wspomnienie   pocałunku   Alyssy   nadal   czuł   zawrót   głowy.   Miał   ochotę   go 

powtórzyć. Najlepiej bez świadków. Przyszło mu do głowy, że może powinien odwieźć ją do 
domu. Ale do Londynu jest daleko, a żadne z nich nie miało nazajutrz dyżuru. Mogą więc 
zostać na całą noc. W jego pokoju... 

Postanowił   zachować   się   jak   człowiek   honoru   i   spać   w   fotelu.   Wiedział,   że   nie 

wybaczyłaby mu do końca życia, gdyby wykorzystał jej nietrzeźwość. Miał ochotę się z nią 
kochać, ale chciał, żeby była wtedy zupełnie przytomna. 

– Czy jesteś zmęczona? – zapytał. 
– Uhm. 
– Więc chodźmy. 
– Czy zamierzasz odwieźć mnie do domu?
– Nie, chcę, żebyś trochę się przespała. 
– Dobrze... – mruknęła, przywierając do niego całym ciałem. – Ale musisz zostać ze mną. 
– Zgoda. 
Szampan najwyraźniej uderzył jej nie tylko do głowy, bo potknęła się już na schodach. 

Nie chcąc, by upadła, wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, a potem zamknął drzwi na klucz. 
Delikatnie ułożył ją na łóżku, włączył małą lampkę, zasunął kotary i zgasił górne światło. 

Zanim to wszystko zrobił, Alyssa zapadła w głęboki sen. Spojrzał na nią z czułością. 

Wyglądała bardzo pociągająco. Nagle przestał się uśmiechać. Zdał sobie sprawę, że jej cienka 
suknia  będzie  rano strasznie  pomięta,  co narazi ją na kłopotliwą  sytuację.  Wszyscy będą 
wiedzieli, że spała w ubraniu. 

– Muszę cię rozebrać, śpiochu – powiedział serdecznym tonem i delikatnie przewrócił ją 

na bok, po czym rozpiął zamek sukni. Kiedy ujrzał Alyssę w samej bieliźnie, zdał sobie 
sprawę, jak bardzo jest pociągająca. Miał ochotę pokryć pocałunkami jej całe ciało. 

Opanował pokusę, zsunął jej pantofle i odsunął się od łóżka. Zdjął frak, kamizelkę i buty, 

a potem wszedł na palcach do łazienki, by umyć zęby. Kiedy wrócił do pokoju, powiesił 
ubranie na wieszaku i zamierzał właśnie przykryć Alyssę kołdrą, kiedy ona otworzyła oczy. 

– Seb... chcę, żebyś mnie przytulił... 
Tym razem pokusa była zbyt wielka. Błyskawicznie się rozebrał, a potem położył obok 

niej. 

– Uhm – wyszeptała  z zadowoleniem i przywarła  do niego całym  ciałem.  Po chwili 

usłyszał jej równy oddech i zdał sobie sprawę, że zasnęła. 

– Och, Alyssa, gdybyś wiedziała, na jaką próbę wystawiłaś moją siłę woli... – szepnął, 

background image

przykładając usta do jej ramienia. 

Ale w gruncie rzeczy był zadowolony, że nie zawiódł zaufania, jakim obdarzyła go ta 

dziewczyna. Choć marzył o tym, by zapomnieć w jej objęciach o całym świecie. 

W  jakiś  czas  później   obudził  się  i  poczuł,  że  Alyssa  przesuwa  dłonią  po  jego  ciele. 

Chwycił jej rękę i delikatnie odsunął ją od swojej klatki piersiowej. 

– Alysso, jeśli nie przestaniesz, to nie gwarantuję, że będę w stanie się opanować. 
– Naprawdę? – spytała głosem, w którym rozbrzmiewała przewrotna zmysłowość. 
Wsunęła dłoń między jego nogi i zaczęła nią lekko poruszać, a on wydał jęk rozkoszy. W 

tym momencie poczuł, że wszystkie powstrzymujące go hamulce puszczają. W ciągu sekundy 
przewrócił się na plecy i wciągnął ją na siebie. 

– Tak, tak – szepnęła. – Chcę się z tobą kochać, Seb... Chcę cię poczuć... 
Przywarła do niego z całej siły i objęła go nogami, a on zaczął poruszać się miarowo, 

tracąc zdolność logicznego myślenia. Nie pamiętał, by jakakolwiek kobieta doprowadziła go 
do takiego stanu. 

To jest błąd, pomyślał. Przecież zawsze byłem samotnym wilkiem i chcę nim pozostać. 

Przechylił głowę i ucałował jej pierś, a ona drgnęła nerwowo, wydała cichy okrzyk rozkoszy i 
zatopiła palce w jego włosach. Jeszcze nigdy nie zatracił się tak całkowicie w żadnym akcie 
miłosnym.  Nie pamiętał w tej chwili nawet własnego imienia. Jego uwaga skupiona była 
wyłącznie  na niej. Słyszał  bicie  jej serca i czuł ruchy jej  ciała.  A potem w jego głowie 
rozbłysły jasnym światłem wszystkie gwiazdy. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Alyssa   obudziła   się,   czując   suchość   w   ustach   i   tępy   ból   głowy.   Miała   wrażenie,   że 

uwięziony w niej dzięcioł stuka dziobem w czaszkę, pragnąc przebić się na zewnątrz. Chciała 
unieść głowę, ale poduszka była wygodna i miękka. I pokryta włosami. 

Z trudem otworzyła jedno oko. Rzeczywistość potwierdzała jej najgorsze przypuszczenia. 

Spała oparta o ciało mężczyzny – którym okazał się Sebastian. 

Niedobrze,   pomyślała   ze   skruchą.   Pamiętam,   że   z   nim   tańczyłam.   Pamiętam   nasze 

pocałunki. Ale nie wypiłam przecież aż tyle, żeby spędzić z nim noc!

Zaczęła przypominać sobie szczegóły minionego wieczoru i poczuła, że się czerwieni. 

Mimo wszystkich swych postanowień stała się jego kolejną zdobyczą. Ale musiała przyznać, 
że   sprawiło   jej   to   wiele   przyjemności.   Seb   był   doświadczony   i   wiedział,   jak   zapewnić 
kobiecie   rozkosz.   Wspomnienie   kulminacyjnego   punktu   ich   miłosnej   przygody   nadal 
wywoływało w niej radosny dreszcz. 

Ale przypomniała sobie również, że Sebastian zawsze zrywa znajomość z kobietą, z którą 

spędzi noc. Co oznaczało, że ich związek – który nie był w gruncie rzeczy żadnym związkiem 
– dobiegł końca. 

– Witaj w świecie żywych, kochanie – szepnął. 
Och nie, to jest jeszcze gorsze. On nie śpi. Mam nadzieję, że nie mówiłam przez sen. Ale 

czy nie zachowałam się niestosownie? Chciała coś odpowiedzieć, ale z jej ust wydarł się tylko 
niewyraźny pomruk. 

– Czyżbyś  miała  kaca?  – spytał  ze współczuciem.  Skąd on to wie? I jakim prawem 

wykorzystał mój stan?

– Po pierwsze, wypiłaś wczoraj mnóstwo szampana – dodał Seb, a ona z przerażeniem 

zdała sobie sprawę, że zadała oba pytania na głos. 

– Wypiłam dwa kieliszki – mruknęła z niechęcią. 
– Ale kelnerzy dyskretnie dolewali do twojego kieliszka za każdym razem, kiedy go na 

chwilę odstawiłaś, więc wysączyłaś znacznie więcej, niż myślisz. 

– Och... – To tłumaczy jej fatalne samopoczucie. 
– Po drugie, wcale nie wykorzystałem twojego stanu. Owszem, położyłem cię do łóżka, 

bo powiedziałaś, że jesteś śpiąca i za żadne skarby nie pojedziesz do Londynu. Gdyby zrobiło 
ci się niedobrze na środku autostrady, nie zdążyłbym cię dowieźć do zacisznego miejsca, w 
którym mogłabyś spokojnie zwymiotować. 

Gdyby   jej   oczy   nie   były   już   mocno   zaciśnięte,   zamknęłaby   je   teraz   ze   wstydu   i 

upokorzenia. Seb ma rację. Pewnie zanieczyściłaby jego cenny samochód. 

–   Nie   chciałem   też,   żebyś   obudziła   się   w   środku   nocy   w   nieznanym   wnętrzu,   więc 

zostałem z tobą. Miałem zamiar spać w fotelu, ale sama poprosiłaś, żebym cię przytulił. 

Alyssa miała ochotę się rozpłakać. 
– Dwoje dorosłych ludzi może przecież spać w jednym łóżku, nie uprawiając seksu. 
Więc dlaczego tak się nie stało? Sebastian musiał czytać w jej myślach, bo odpowiedział:

background image

– Kiedy kobieta prosi mężczyznę, żeby się z nią kochał i obejmuje pewien szczegół jego 

anatomii, on zwykle nie odmawia. Szczególnie jeśli lubi seks... 

Och,   nie,   pomyślała   z   rozpaczą,   to   brzmi   okropnie!   Będę   umierać   ze   wstydu   przez 

następne tysiąc lat!

Odsunęła się od niego jak najdalej, a on nie próbował jej zatrzymywać. Z jednej strony 

była z tego zadowolona, z drugiej jednak uznała to za zły znak. Była pewna, że on również 
chciałby się znaleźć daleko od niej. 

Od Londynu dzieliło ich wiele mil, a on był jedynym człowiekiem, który mógłby ją stąd 

wywieźć. 

– Powinnaś wiedzieć, że zawsze dbam o to, aby moje partnerki były świadome tego, co 

robią – dodał Seb, a ona wyczuła w jego głosie rozbawienie. – Ale nie mam nic przeciwko 
temu, żeby to one wykazywały inicjatywę. 

To ona prosiła, żeby się z nią kochał. Skoro zażądała, by ją przytulił, to zapewne go o to 

błagała. Pamiętała, że pocałowała go na środku parkietu. Miała nadzieję, że nie zauważył tego 
żaden fotograf i że ich zdjęcie nie ukaże się w żadnym czasopiśmie. Nie przeżyłaby plotek, 
jakie zaczęłyby krążyć po szpitalu, gdyby wyszło na jaw, że Alyssa Ward, znana z niechęci 
do mężczyzn, narzucała się słynnemu uwodzicielowi. 

Potem do jej umysłu wsączył się jeszcze bardziej przerażający scenariusz. Kiedy kochała 

się z Sebem, była na rauszu, więc na pewno nie zachowała zdrowego rozsądku. Przerażona 
otworzyła szeroko oczy. 

– Powiedz mi, czy... użyliśmy... 
–   Prezerwatywy?   –   spytał   bez   zażenowania.   –   Owszem,   za   każdym   razem,   czyli 

czterokrotnie. 

– Więc zrobiliśmy to... cztery razy? – Niczego nie mogła sobie przypomnieć. Była coraz 

bardziej wystraszona. Czy naprawdę zachowała się jak erotomanka?

Zamknęła oczy, mając nadzieję, że zniknie z powierzchni ziemi. Ale to marzenie się nie 

spełniło. 

– O Boże! – wyjąkała. – Strasznie mi przykro, bo... 
– Alysso – przerwał jej ze śmiechem Seb. – To ja powinienem cię przepraszać. 
Za to, że się z nią kochał?
– Za to, że cię okłamałem. Prawdę mówiąc, zrobiliśmy to tylko dwukrotnie. 
Ta wiadomość nie poprawiła jej samopoczucia. Jeden raz można było uznać za pomyłkę. 

Dwa razy – to wymagało jej świadomego udziału. Ale najgorsze było to, że w głębi duszy 
miała ochotę zrobić to po raz trzeci... 

– Skoro już się obudziłaś, to powiem ci, że łazienka jest za tymi otwartymi drzwiami. 

Szlafrok wisi na drzwiach, a czysty ręcznik na wieszaku. Nowa szczoteczka do zębów jest w 
szafce. 

Alyssa   usiadła   na   łóżku   i   poczuła,   że   Seb   również   wstaje.   Nie   odwróciła   głowy, 

przekonana, że jest nagi i że jego widok może okazać się dla niej zbyt kuszący. 

– Dokąd się wybierasz? – spytała z przerażeniem. 
– Przyniosę ci paracetamol i wynalezione przez Sebastiana Radleya lekarstwo na kaca. 

background image

– Dziękuję – wybąkała z ulgą. 
Gdy   tylko   zamknął   za   sobą   drzwi,   powlokła   się   do   łazienki.   Lustro   potwierdziło   jej 

najgorsze przypuszczenia. Miała opuchnięte oczy i była rozczochrana. Wyglądała okropnie, a 
nawet   jeszcze   gorzej.   Z   jękiem   rozpaczy   weszła   pod   prysznic,   który   poprawił   nieco   jej 
samopoczucie. Jeszcze lepiej poczuła się po umyciu zębów. Później włożyła miękki frotowy 
szlafrok i wróciła do pokoju, by doprowadzić się do ładu przed powrotem Sebastiana. 

Ale on stał już w drzwiach, niosąc dużą tacę ze śniadaniem. Miał na sobie ciemne spodnie 

i rozpiętą białą koszulę. Wyglądał tak atrakcyjnie, że Alyssa zaczęła rozumieć powody, z 
których tyle kobiet traciło dla niego głowę. Sama byłaby tego bliska, gdyby nie czuła się w tej 
chwili tak marnie. 

– Oto paracetamol. – Podał jej dwie tabletki i szklankę wody, a potem usiadł na łóżku i 

wskazał jej miejsce obok siebie. – Oraz sok. 

– Czy sam go wyciskałeś? – spytała. 
– Potrafię obsługiwać prosty sprzęt kuchenny – odparł, wzruszając ramionami. – Jaką 

pijasz herbatę?

– Mocną, z odrobiną mleka. 
–   To   dobrze.   Masz   taki   sam   gust   jak   ja.   Nienawidzę   słabej   herbaty,   a   Charlie   robi 

najgorszą lurę na świecie.  Jak pomyje.  – Skrzywił  się z obrzydzeniem.  – Proszę bardzo. 
Grzanki, masło, dżem, jogurt i ananas. 

Na tacy było tyle jedzenia, że można by nim nakarmić pułk wojska. Alyssa zaczęła się 

zastanawiać, czy Seb uważają za osobę aż tak żarłoczną. Potem zauważyła, że przyniósł dwa 
talerze. A więc mają zjeść śniadanie we dwoje. W jego sypialni. To bardzo podniecające. 

Potem przypomniała sobie fragmenty ubiegłej nocy i chwilę, w której poczuła na ustach 

dotyk   jego   warg.   To   wspomnienie   było   jeszcze   bardziej   podniecające.   Usiłowała   skupić 
uwagę  na  świeżym  ananasie   i  jogurcie,  ale   mimo  woli  dostrzegła   na palcach  Seba  kilka 
okruchów. I poczuła ochotę, by zlizać je z jego skóry. Odwróciła wzrok, żeby nie zrobić 
jakiegoś głupstwa. Potem zjadła dwie grzanki i wypiła drugą herbatę. 

– Jak się czujesz? – spytał. 
– Lepiej. O wiele lepiej. 
– Moja metoda daje gwarancję skuteczności. Jogurt i ananas łagodzą kurcze żołądka, 

woda i sok nawadniają organizm, a herbata i grzanki... – uśmiechnął się pogodnie – ... są po 
prostu dodatkową premią. 

– Tak czy owak jestem ci wdzięczna za opiekę. I bardzo cię przepraszam. 
– Za co?
– Za to, że cię wczoraj skompromitowałam. Wyciągnął rękę i pogłaskał ją łagodnie po 

policzku. 

– Nie skompromitowałaś ani mnie, ani siebie. Przestań się tym martwić. 
– Bardzo rzadko piję alkohol. 
– Powinienem był się tego domyślić. I uważać na to, co robisz. A przynajmniej ostrzec 

cię przed zdradzieckim działaniem szampana. I przed kelnerami. 

– Naraziłam wszystkich na kłopoty, zostając na noc. 

background image

– Nic podobnego. To jest mój pokój. 
– Twój? – powtórzyła zaskoczona. 
– Tak. Ten dom należy do naszej rodziny. Ja już w nim nie mieszkam i prawdę mówiąc, 

przyjeżdżam zwykle tylko wtedy, kiedy nie ma tu matki, ale zatrzymałem pokój. Vicky też 
ma   swoją   sypialnię.   Główny   apartament   powinien   należeć   do   Charliego,   ale   zajmuje   go 
najdroższa   mamusia   ze   swoim   Barrym.   –   Wzdrygnął   się   z   niesmakiem.   –   Ale   nie 
rozmawiajmy już o moich krewnych. To nie jest interesujący temat. 

Wręcz przeciwnie, pomyślała Alyssa. Chciałabym się dowiedzieć, czy stosunki panujące 

w rodzinie Sebastiana skłoniły go do nieustannej pogoni za kobietami. Zamierzała go o to 
zapytać, ale wyraz jego twarzy ostrzegł ją, że byłoby to w tym momencie niewskazane. 

– W takim razie przepraszam, że naraziłam cię na kłopot. 
–   To   nie   był   żaden   kłopot.   –   Zmarszczył   brwi.   –   Chyba   że   masz   na   myśli   podanie 

śniadania. Zresztą ja też byłem głodny,  a nie mam dziś ochoty na schodzenie do jadalni. 
Wolałem więc zjeść je tutaj, w twoim towarzystwie. 

Czyżby nie chciał, by ktoś się dowiedział, że spędziłam tu noc? – spytała w duchu Alyssa, 

a Seb, jakby czytając w jej myślach, rozwiał jej wątpliwości:

–   Wyczerpałem   już   limit   uprzejmości   wobec   mojej   matki,   a   nie   chcę   jej   sprawiać 

przyjemności,   urządzając   scenę.   Przyznaję,   że   nie   zamierzałem   zostawać   tu   na   noc,   ale 
zrobiłem to ze względu na ciebie. 

Och,   pomyślała   Alyssa,   on   na   pewno   myśli,   że   ja   to   wszystko   zaplanowałam.   Że 

uwiodłam go, bo chciałam nawiązać z nim bliższą znajomość... 

–  Jeśli   chodzi  o  ubiegłą   noc,  to  chcę   ci  powiedzieć,   że  nie   mam   zwyczaju   uwodzić 

mężczyzn. 

–   Wczoraj   zrobiłaś   to   tak   przekonująco,   jakbyś   miała   wielką   wprawę   –   odparł   z 

przewrotnym uśmiechem. 

– Nie powinniśmy byli tego robić... 
–   Dlaczego?   Oboje   jesteśmy   wolni.   Nie   mamy   stałych   partnerów.   W   czym   widzisz 

problem?

– Nie jesteśmy... nie jesteśmy parą. – I zanim zdążył źle ją zrozumieć, dodała: – I nie 

zamierzamy nią zostać. 

– Ach, więc o to chodzi? – Seb wzruszył ramionami. 

– Obiecuję, że o tym zapomnę, jeśli ty zrobisz to samo. A teraz wezmę prysznic. 
Obiecuję, że o tym zapomnę, jeśli ty zrobisz to samo... Zabrzmiało to fatalnie, myślał 

Seb,   wchodząc   pod   prysznic   i   odkręcając   wodę.   Ale   cóż   innego   mogłem   powiedzieć? 
Widziałem w jej oczach niesmak. Gardzi mną za to, że jestem bawidamkiem. I myśli, że 
traktuję ją po prostu jak kolejną zdobycz. A przecież Alyssa nie jest podobna do żadnej ze 
znanych mu kobiet. 

Mógł zaprowadzić ją tego ranka na rodzinne śniadanie. Gdyby chodziło o kogo innego, 

zrobiłby   to   bez   wahania.   Ale   chciał   jej   oszczędzić   wymownych   spojrzeń   Barry’ego   i 
kąśliwych komentarzy matki. Charlie i Sophie spędzali noc poślubną w pobliskim hotelu, a 

background image

Vicky wyjechała do Londynu. Mogli oczywiście usiąść przy stole innych gości, którzy zostali 
na noc w rezydencji, ale wszyscy byliby zdumieni, że młody pan Radley nie je śniadania z 
najbliższą rodziną. 

Najbliższą, ale tylko z nazwy. Sebastian zrobiłby wszystko dla Vicky i Charliego, ale 

bynajmniej   nie   czuł   się   związany   z   Marą   ani   z   Barrym.   Wolał   więc,   by   Alyssa   zjadła 
śniadanie   w   jego  pokoju.  Teraz   jednak,   stojąc  pod  prysznicem,   zdał  sobie   sprawę,  że   w 
gruncie rzeczy myśli tylko o tym, by wrócić do sypialni, przewrócić Alyssę na łóżko i kochać 
się z nią aż do utraty tchu i świadomości. Wiedział jednak, że postępując w ten sposób, 
popełniłby błąd. Alyssa i tak jest wystraszona. 

Pragnął, by wyzbyła się lęku i zapomniała o wszystkim oprócz niego. Gdyby była jedną z 

jego   przygodnych   partnerek,   nie   siedziałaby   teraz   w   sypialni.   Stałaby   wraz   z   nim   pod 
prysznicem, przywierając do niego całym ciałem i wydając okrzyki rozkoszy. 

Ale ona różni się od wszystkich znanych mu kobiet, toteż nie bardzo wiedział, jak wobec 

niej postępować. Włożył więc spodnie i koszulę, a potem wrócił do sypialni. Alyssa też była 
już ubrana, ale nadal wydawała się trochę onieśmielona. 

– Uśmiechnij się – powiedział do niej łagodnym tonem. – Wyglądasz bardzo atrakcyjnie. 
– To dzięki tobie, bo powiesiłeś moją suknię. 
– Gdybyś  w niej spała, byłaby teraz  pognieciona,  a ja nie chciałem,  żebyś  czuła  się 

zażenowana. – Przesunął dłonią po swoich włosach. – Wczorajszy wieczór był nietypowy. Za 
dużo  szampana,  za  dużo...  – Chciał   powiedzieć   „uczuć”,   ale  przypomniał   sobie,  że  chce 
uchodzić za człowieka, który panuje nad emocjami. – W końcu oboje jesteśmy dorośli, więc... 

– Ja nie próbuję cię usidlić, Seb. Wcale nie chcę się z tobą wiązać. 
Poczuł się zawiedziony i urażony, ale wiedział, że na to zasłużył. 
– A co powiesz o przyjaźni?
– Przyjaźni?
– Tak. – Uśmiechnął się przewrotnie. – Nigdy nie myślałem, że zaproponuję przyjaźń 

kobiecie, która nie jest z nikim związana. Ale chciałbym, żebyśmy byli przyjaciółmi. Bez 
żadnych zobowiązań. 

– Pod warunkiem, że zapomnimy o wczorajszym wieczorze. 
– Zgoda. – Wiedział, że nie będzie mu łatwo wyrzucić z pamięci jej dotyku, zapachu i 

wyglądu, ale nie miał wyboru. – Przyjmuję twoje warunki. 

– To dobrze – oznajmiła z taką ulgą, jakby naprawdę chciała o wszystkim zapomnieć. 
– W takim razie zaniosę tę tacę kucharce, a ty skończ toaletę. 
– Kucharce? Więc macie kucharkę?
– To jest kucharka Mary, ale pracuje w tym domu od wielu lat. Rozpuszczała mnie, kiedy 

byłem dzieckiem. Ale nie bój się, nie zamierzam wręczyć jej tej tacy. Potrafię włożyć brudne 
naczynia do zmywarki. 

– Mam nadzieję – mruknęła bez większego przekonania. 
– Co więcej, znam się na kuchni. Moją koronną potrawą jest kurczak a la Dijon. 
Wielokrotnie   posługiwał   się   tą   bronią   w   swej   karierze   uwodziciela.   Wiedział,   że 

ozdobiony świecami stół i samodzielnie przyrządzone danie potrafią zmiękczyć serce każdej 

background image

kobiety. Alyssa spojrzała na niego w taki sposób, jakby czytała w jego myślach. 

– Przyjdę po ciebie za dziesięć minut – oznajmił, ruszając w stronę drzwi. 
– Będę gotowa. 
Wiedział, że dotrzyma słowa. Jest kobietą zorganizowaną i solidną. A także zmysłową, 

namiętną i... Ale o tym postanowił nie myśleć. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

– Czy nie powinniśmy się pożegnać z... 
– Z Marą i Barrym? – Seb wzruszył ramionami. – Nie ma takiej potrzeby. Ja zresztą już 

się z nimi widziałem. 

Alyssa domyśliła się, że nie było to przyjemne spotkanie. Czuła się trochę niezręcznie, 

wyjeżdżając   bez   pożegnania,   ale   wyraz   twarzy   Sebastiana   przekonał   ją,   że   dyskusja   jest 
bezprzedmiotowa. Była zresztą przekonana, że nie zobaczy ich nigdy więcej, więc sprawa ta 
nie miała dla niej większego znaczenia. Nic nie wskazywało na to, by matka i ojczym Seba 
mogli się kiedykolwiek pojawić w szpitalu Docklands Memoriał. 

Seb prawie się nie odzywał. Prowadzenie samochodu zdawało się wpływać na niego 

uspokajająco. W końcu westchnął i odwrócił się do swej pasażerki. 

– Przepraszam,  jeśli byłem  dziś  rano trochę opryskliwy.  Moja matka  budzi we mnie 

najgorsze instynkty, więc w tej chwili nie lubię samego siebie. 

Czyżby miał wyrzuty sumienia z powodu ubiegłej nocy? – pomyślała Alyssa. Przecież w 

gruncie rzeczy to ona jest odpowiedzialna za to, co się wydarzyło. 

– Nie jesteś taki zły, jak ci się wydaje – rzekła cicho. 
– Uważaj, Alysso – mruknął, uśmiechając się szeroko. – Schlebiasz mojemu ego, a to nie 

prowadzi do niczego dobrego. – Zerknął na nią z ukosa. – Czy bardzo ci zależy na tym, żeby 
jak najprędzej dotrzeć do Londynu?

– Nie. – Czekały na nią tylko zajęcia domowe, za którymi wcale nie przepadała. 
– Czy zjesz ze mną lunch? Bez żadnych zobowiązań – dodał tak pospiesznie, że poczuła 

się nieco zawiedziona. 

– Chętnie,  jeśli pozwolisz  mi  za niego  zapłacić.  Sebastian odrzucił  już wcześniej  jej 

sugestię, by podzielili między siebie koszt benzyny, stwierdzając, że i tak zamierzał jechać na 
ślub brata.  A ona  nie chciała,  by wziął  ją za  kobietę,  która  wykorzystuje  mężczyzn.  , – 
Zapłacić? – powtórzył ze zdumieniem. 

– Tak postępują przyjaciele. Płacą na zmianę. 
– W takim razie przyjmuję twoją propozycję i bardzo dziękuję. Czy mogę wybrać lokal?
– Jeśli chcesz... 
–   Doskonale.   Znam   mały   pub   nad   rzeką...   –   Uśmiechnął   się   z   zażenowaniem.   –   Po 

spotkaniu z moją matką potrzebuję uspokajającego otoczenia i dobrego jedzenia. 

– Widzę, że lubisz bywać nad rzeką. 
– To prawda. – Kiwnął głową. – Kiedy stracę pacjenta, spaceruję zwykle nad Tamizą. 

Wszystko jedno gdzie. Widok wody jakoś mnie uspokaja. I wolę rzeki od morza. 

Czyżby dlatego, że są mniej żywiołowe? – spytała w duchu Alyssa, a Sebastian zjechał z 

autostrady na krętą, wąską drogę. W kilka minut później zaparkował pod starym pubem, który 
miał pobielane ściany, słomiany dach i witrażowe okna. 

– Czy tu się zwykle zatrzymujesz w drodze powrotnej do Londynu? – zapytała. 
–   Owszem.   Podają   tu   dobre   piwo,   którego   nie   mogę   teraz   wypić,   bo   prowadzę,   i 

background image

doskonałe jedzenie. 

Kiedy nadeszła kelnerka, zamówił makaron ze szpinakiem i pecorino oraz dodatkową 

porcję parmezanu, kawałek ciabatty z oliwą i balsamicznym octem oraz kremowy deser. 

– Seb, twoje arterie... – zaczęła niepewnie Alyssa. 
– Nie objadam się w taki sposób bardzo często – przerwał jej z przekornym uśmiechem. 
Hm. Zjedli dotychczas wspólnie trzy posiłki – cztery, jeśli liczyć śniadanie – a on za 

każdym razem zamawiał tłusty deser. A tego ranka smarował grzanki masłem... 

Zdała   sobie   sprawę,   że   zaczyna   o   nim   myśleć   jak   nadopiekuńcza   żona   i   poczuła 

zażenowanie. Przecież Seb nie chciał się z nikim wiązać, a nawet gdyby zmienił zdanie, ona 
nie   jest   kandydatką   do   jego   ręki.   Nie   chciała   po   raz   dragi   skomplikować   sobie   życia 
nieudanym małżeństwem. 

– Och, teraz czuję się o wiele lepiej – powiedział, kiedy usiedli pod nadrzeczną wierzbą, 

mając przed sobą olbrzymie porcje makaronu. – Zanim wrócimy do Londynu, może stanę się 
na nowo normalnym człowiekiem. 

– Czy naprawdę aż tak bardzo nie lubisz matki?
–   spytała   Alyssa,   która   nie   mogła   sobie   wyobrazić   takiej   sytuacji,   ponieważ   zawsze 

darzyła matkę głęboką miłością i szacunkiem. 

– Lepiej zmieńmy temat – mruknął, odłamując kawałek chleba. Kiedy zanurzył go w 

oliwie, Ałyssa usiłowała odwrócić wzrok. Jego ruchy były tak precyzyjne jak wtedy, kiedy 
operował.   A   ona   zdała   sobie   sprawę,   że   jego   ręce   dotykały   ubiegłej   nocy   najbardziej 
wrażliwych  na  pieszczoty  zakątków   jej  ciała.  Nie  chciała  wracać  myślami  do  minionego 
wieczoru, choć był on jednym z najprzyjemniejszych epizodów w jej życiu... – Skoro mamy 
zostać przyjaciółmi, to chyba powinienem o tym wiedzieć – stwierdził Seb. 

Alyssa wzdrygnęła się nerwowo. Czyżby chciał ją spytać, o czym myśli?
– O czym?
– Dlaczego nie lubisz ślubów. Czyżby twój ukochany ożenił się z kimś innym?
– Ożenił się ze mną – wyznała, zaskoczona jego sugestią. – Tyle że... 
Urwała, zdając sobie sprawę, że przed przyjazdem do Londynu postanowiła nikomu nie 

opowiadać o swoim nieudanym małżeństwie. 

– Alysso, jesteśmy przyjaciółmi – przypomniał jej łagodnym tonem. – Nie zamierzam 

zdradzać twoich tajemnic nikomu i jestem pewien, że ty potraktujesz tak samo wszystkie 
moje zwierzenia. 

Uświadomiła sobie, że istotnie powiedział jej o sobie znacznie więcej, niż można było 

oczekiwać. Dopuścił ją do rodzinnych tajemnic, mimo że nie był w niej szaleńczo zakochany. 
Spojrzała w jego oczy i doszła do wniosku, że może mu zaufać. 

– Będziesz się ze mnie śmiał... – wybąkała. 
– Nigdy w życiu!
– Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat i byłam bardzo naiwna. Poznałam Scotta na jakimś 

przyjęciu i byłam nim zachwycona. – Westchnęła. – Wydawało mi się, że go kocham. Moja 
matka nie była tego pewna, aleja nie chciałam jej słuchać. Byłam przekonana, że jesteśmy dla 
siebie stworzeni. Kiedy zaproponował mi małżeństwo, zgodziłam się bez wahania. Mama 

background image

twierdziła, że powinniśmy trochę poczekać, ogłosić zaręczyny i nie spieszyć się ze ślubem, 
aleja... Chciała  mieć  rodzinę, o której zawsze marzyła.  Wychowywała  się bez ojca, a jej 
staroświeccy dziadkowie zerwali stosunki z córką, gdy tylko wyznała im, że jest w ciąży. Nie 
miała ciotek, wujów ani kuzynów. 

–   Scott   uważał,   że   nie   należy   zwlekać   i   zarezerwował   w   urzędzie   stanu   cywilnego 

najbliższy możliwy termin. 

– Więc twoja matka nie była na ślubie? Spojrzała na niego ze zdumieniem. 
– Ależ oczywiście, że była! Nie pochwalała mojego wyboru, ale za nic w świecie nie 

zrezygnowałaby z udziału w tak ważnej uroczystości. A potem, kiedy wyszło na jaw, że 
popełniłam błąd, pomogła mi się pozbierać. 

– Czy Scott był lekarzem?
–   Nie,   przedstawicielem   firmy   farmaceutycznej.   Ponieważ   studiował   zaocznie,   miał 

zajęcia w weekendy, więc nie spędzaliśmy razem wiele czasu, ale pocieszaliśmy się myślą, że 
to potrwa tylko dwa lata. Po dyplomie miał dostać awans, więc zamierzaliśmy przenieść się 
do własnego domu i powiększyć rodzinę. – Ale na szczęście do tego nie doszło, pomyślała z 
ulgą. 

– On studiował w Londynie? – zapytał Sebastian. 
– Nie, w Birmingham. Ja pracowałam wówczas w Newcastle, więc Scott wyjeżdżał w 

czwartek wieczorem i spędzał wszystkie weekendy poza domem. Ale nie było tak źle. Brałam 
nocne dyżury w piątki i soboty, a on wracał w niedzielę wieczorem. 

– I poznał w Birmingham jakąś inną kobietę?
Alyssa wzięła głęboki oddech. Choć minęło już kilka lat, do tej pory odczuwała wstyd z 

powodu własnej głupoty i łatwowierności. 

– Nie. Okazało się, że to ja jestem inną kobietą – wykrztusiła. – Biorąc ze mną ślub, był 

już żonaty, więc w świetle prawa nasze małżeństwo było nieważne. On zresztą nie starał się o 
rozwód. To nie była przypadkowa pomyłka, tylko świadoma bigamia. 

– To okropne. Jak się o tym dowiedziałaś?
– Ona... – Do tej pory nie potrafiła się zmusić do powiedzenia „żona Scotta” – znalazła 

mój numer w jego telefonie komórkowym.  Zadzwoniła do mnie i spytała, jakim prawem 
romansuję z jej mężem. Nie miałam pojęcia, o co jej chodzi – przecież wzięliśmy ze Scottem 
ślub, a ja nie mogłam zrozumieć, kim ona jest. Potem wszystko się wyjaśniło. Wmówił jej, że 
studiuje w Newcastle od poniedziałku do czwartku, czyli w te dni, które spędzał ze mną. A ja 
wierzyłam, że ma zajęcia od czwartku do niedzieli. Czyli oszukiwał i mnie, i ją. 

– Co za łobuz – mruknął Seb. – Mam nadzieję, że twój ojciec rozerwał go na strzępy. 
Alyssa opuściła wzrok. 
– Nie mam ojca. Nigdy go nie miałam. 
– Przepraszam za to, że o tym wspomniałem. Ja po prostu zakładałem... że inni mieli 

więcej szczęścia. 

– Ile miałeś lat, kiedy straciłeś ojca?
– Czternaście. – Wzruszył ramionami. – Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Nie 

byliśmy sobie bliscy. 

background image

Usłyszała w jego głosie żal i domyśliła się, że ojciec nie poświęcał mu wiele uwagi. 

Zapewne koncentrował się na wychowaniu Charliego, który miał po nim odziedziczyć tytuł i 
majątek. A matka, od chwili narodzin Vicky, była pewnie zajęta przede wszystkim ukochaną 
córką. Czy właśnie dlatego Sebastian nie wierzył w trwałe związki? I nie lubił dzieci?

– Czy to był wypadek? – spytała pod wpływem impulsu. 
– Nie. Atak serca. 
Zrozumiała, na czym polega problem. Zdała sobie sprawę, że Sebastian, ratując życie 

pacjentom na oddziale intensywnej opieki, za każdym razem musi przeżywać to, że nikt nie 
zdołał uratować jego ojca. Wybrał tę specjalizację, by oszczędzić innym tego, co sam przeżył 
po śmierci ojca. I nie lubił dzieci, bo przypominały mu o własnym smutnym dzieciństwie. 

Wszystko   wydawało   się   oczywiste,   ale   dlaczego   nikt   nie   wpadł   na   to   do   tej   pory? 

Dlaczego nikt nie dał Sebowi do zrozumienia, że jest dla niego najważniejszym człowiekiem 
na świecie?

– Bardzo mi przykro... – powiedziała cicho. 
– To nie twoja wina. Nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Ale ja sam zaczynam się 

czasem w tym wszystkim trochę gubić. 

Uważała go za człowieka pozbawionego wyższych uczuć. Teraz wiedziała, że to tylko 

pozory. Ale zdawała sobie sprawę, że Seb unika bliższych kontaktów z ludźmi, by nikt nie 
mógł odsłonić jego prawdziwego wnętrza. Choć skoro dopuścił ją do siebie aż tak blisko, to 
może... 

– Porozmawiajmy o czymś mniej... – Nie przychodziło jej do głowy odpowiednie słowo. 

Bolesnym? Przykrym? Ale on najwyraźniej wyczuł jej intencje, bo stal się na nowo czarujący 
i   dowcipny.   I   choć   bawiła   się   w   jego   towarzystwie   bardzo   dobrze,   brakowało   jej   tego 
drugiego   Sebastiana,   który   nie   wstydził   się   okazywania   uczuć.   Tego,   z   którym   spędziła 
ubiegłą noc. Na samo wspomnienie tych namiętnych uniesień poczuła dreszcz rozkoszy. 

– Zimno ci?
– Trochę – skłamała, nie mogąc wyznać mu prawdy. 
–   W   takim   razie   zapomnijmy   o   deserze   i   jedźmy   do   Londynu   –   zaproponował   z 

uśmiechem. 

Skupiony na prowadzeniu samochodu, prawie się nie odzywał. Ona też niewiele mówiła. 

Była na siebie zła o to, że opowiedziała mu o Scotcie, przyznając się do tak piramidalnej 
naiwności. Kiedy zatrzymał się pod jej domem, miała ochotę zaprosić go na kawę, ale bała 
się, jak Seb to zinterpretuje. 

– Dziękuję za podwiezienie – powiedziała, wysiadając z samochodu. – Do zobaczenia w 

szpitalu. 

– Alysso... – zaczął Seb, zanim zatrzasnęła drzwi, a ona poczuła, że serce zaczyna jej 

szybciej bić. 

– Tak?
– Nic nikomu o tym nie powiem. 
Czego   się   spodziewała?   Że   spyta,   czy   może   wejść?   Że   poprosi,   aby   spędziła   z   nim 

wieczór?

background image

– Ja też nie – obiecała cichym głosem. 
Poczekał,  dopóki nie weszła  do budynku,  a potem gwałtownie ruszył  z miejsca.  Był 

dobrze wychowany, ale zapewne marzył o tym, by uwolnić się od jej towarzystwa. 

– Nie próbuj się oszukiwać! – mruknęła do siebie pod nosem. – On nie jest dla ciebie. 
Wzięła prysznic i przebrała się, ale nie poprawiło to jej samopoczucia. Była w posępnym 

nastroju aż do wieczora. A kiedy uświadomiła sobie, jaka jest tego przyczyna, ogarnęło ją 
przerażenie.   Najwyraźniej   polubiła   towarzystwo   Sebastiana.   A   przyczyną   jej   kiepskiego 
nastroju była jego nieobecność. 

Nic z tego! – pomyślała. Obiecała sobie już dawno temu, że nigdy nie narazi się na takie 

upokorzenie, jakie przeżyła z winy Scotta. A zakochanie się w Sebastianie groziło jeszcze 
bardziej przykrymi konsekwencjami. On nie chce się z nikim wiązać i gdyby wiedział, co ona 
do   niego   czuje,   uciekłby   natychmiast   na   koniec   świata.   A   wszyscy   pracownicy   szpitala 
patrzyliby na nią ze współczuciem. 

Postanowiła trzymać się od Sebastiana jak najdalej. I to już od jutra. 

– Po co ja jej się zwierzałem? – pytał Seb samego siebie, nabierając kolejną łyżkę lodów 

orzechowych. – Wiedziałem przecież, że jest bystra, więc domyśli się pewnie tego, czego jej 
nie powiedziałem. Czego nie wyznałbym nigdy nawet Charliemu ani Vicky. Zachowałem się 
jak naiwny osioł. Taka szczerość może mnie narazić na niepotrzebne komplikacje. 

Pocieszał   się   myślą,   że   ona   też   opowiedziała   mu   sporo   o   sobie,   o   swoim   ojcu   i 

katastrofalnym   małżeństwie.   Teraz   rozumiał,   dlaczego   Alyssa   nie   chce   się   spotykać   z 
mężczyznami. I dlaczego nie aprobuje jego stylu życia. Najbardziej jednak niepokoiło go to, 
że ciągle o niej myśli. Przecież postanowili uznać sobotnią noe za epizod. Więc dlaczego nie 
potrafi o niej zapomnieć?

Alyssa skutecznie unikała Seba przez następne dwa dni. Nie mieli żadnych wspólnych 

spraw, a nawet kiedy oboje przebywali na oddziale, byli bardzo zajęci. 

W środę, tuż przed porą lunchu, Seb podszedł do niej na korytarzu, ale zanim zdążył coś 

powiedzieć, z sali zabiegowej wychylił się Anton, nowy stażysta na ich oddziale. 

– Alyssa, czy mogę cię poprosić o pomoc?
– Jasne – odparła z ulgą, zadowolona, że uda jej się uniknąć rozmowy z Sebem. – Na 

czym polega problem?

– Mam pacjentkę, która spadla z roweru. Nie mogę zatamować jej krwotoku z nosa i z 

rozciętej nogi. Nie podoba mi się też jej łokieć, obrzmiały i posiniaczony. – Anton potrząsnął 
głową. – Możemy wykluczyć hemofilię, bo przecież jej objawy występują tylko u mężczyzn... 

– To może być jakieś zakłócenie krzepliwości krwi. 
– Więc co mam zrobić?
– Przede wszystkim zbadać krew. Chodźmy z nią pogadać. – W ślad za Antonem weszła 

do sali zabiegowej. – Dzień dobry, nazywam się Alyssa Ward i jestem lekarką. Czy mogę 
zadać pani kilka pytań?

– Oczywiście. – Dziewczyna nadal próbowała zatamować krew płynącą z nosa. 
– Proszę się pochylić – poradziła jej Alyssa. – Wtedy krew przestanie wpływać do gardła. 

background image

– Nacisk na grzbiet nosa? – spytał Anton, a Alyssa kiwnęła potakująco głową. 
– I zimny kompres na tę nogę. To dobrze, że jest uniesiona. – Zajrzała do karty młodej 

pacjentki. – Czy ktoś w pani rodzinie miał problemy z krzepliwością krwi?

– Nie wiem. Jestem adoptowana. 
To   mogłoby   tłumaczyć   powody,   dla   których   nie   została   dotąd   zbadana   pod   kątem 

nieprawidłowości obrazu krwi. 

– Czy często leci pani krew z nosa?
– Dosyć często. To jest okropnie kłopotliwe, szczególnie jeśli zdarza się podczas pracy. 
– A czy nie krwawią pani dziąsła?
–   Dentysta   powiedział,   żebym   używała   bardziej   miękkiej   szczoteczki.   On   uważa,   że 

szoruję je zbyt mocno i że to właśnie jest przyczyną krwawienia. 

– A jak przeżywa pani okresy?
– Dosyć ciężko – wyznała dziewczyna. 
– Musimy przebadać pani krew – oznajmiła Alyssa. – Podejrzewam, że cierpi pani na 

zaburzenie krzepliwości krwi, zwane chorobą von Willebranda. 

– Czy to coś poważnego? – spytała dziewczyna. 
–   Ona   jest  uleczalna,   ale   trudno   wykrywalna   –  odparła   Alyssa.   –  Muszę   zadać   pani 

osobiste pytanie: czy zamierza pani mieć dzieci?

– Niedawno się zaręczyłam. Josh i ja myśleliśmy o tym, żeby za rok lub dwa... – Urwała, 

zdawszy sobie sprawę z powagi sytuacji. – Czy chce mi pani powiedzieć, że nie mogę mieć 
dzieci?

– Nie. Ale ryzyko dziedziczenia tej choroby sięga pięćdziesięciu procent. 
– Na czym polega ta przypadłość?
–  Na  niedoborze  pewnego  białka,   zwanego  czynnikiem   von  Willebranda   –  wyjaśniła 

Alyssa. – Jeśli uszkodzi pani jakieś naczynie krwionośne, na przykład spadnie pani z roweru i 
skaleczy   się   w   nogę,   ciałka   krwi   zaczynają   współdziałać   z   czymś,   co   nazywane   jest 
czynnikiem krzepnięcia, czyli zatykają otwór i tamują krwawienie. U osób cierpiących na 
chorobę von Willebranda proces ten nie przebiega prawidłowo, więc płytki nie przylegają do 
siebie i krwawienie nie ustaje tak szybko, jak powinno. 

– Czy to może być śmiertelne? – spytała przerażona Ruth. – Czy z tego wynika, że umrę 

w młodym wieku?

–   Nie   na   chorobę   von   Willebranda   –   odparła   Alyssa.   –   Damy   pani   jakiś   lek,   który 

unormuje proces krzepnięcia krwi. Będzie to zależało od wyników badań, ale jeśli pani stan 
nie jest zbyt poważny, przepiszemy pani po prostu spray do nosa o nazwie DDAVP albo 
octan   desmopresyny,   który   podnosi   poziom   mechanizmu   krzepnięcia.   Jeśli   wykryjemy 
chorobę von Willebranda, skieruję panią do hematologa. 

Nos Ruth przestał wreszcie krwawić, więc odsunęła od niego chusteczkę i spojrzała na 

Alyssę z rozpaczą. 

– Będę musiała zerwać zaręczyny... – oznajmiła smutnym głosem. 
– Dlaczego?
– Nie mogę narazić moich dzieci na taką chorobę. Nie mogę tego zrobić Joshowi. – Jej 

background image

oczy wypełniły się nagle łzami. 

– Proszę nie podejmować  pochopnych  decyzji  – rzekła  Alyssa,  siadając obok niej. – 

Niech pani wyzna narzeczonemu prawdę i pozwoli mu powiedzieć, co o tym myśli. Może 
będzie wolał ożenić się z panią niż z kimś innym. Jeśli zajdzie pani w ciążę, będzie pani 
wymagała szczególnie troskliwej opieki lekarskiej, ale to wcale nie znaczy, że nie może pani 
mieć  dzieci.  Przed podjęciem decyzji  proszę porozmawiać z hematologiem i genetykiem. 
Medycyna   stale   się   rozwija.   Umiemy   już   walczyć   z   chorobami,   które   dziesięć   lat   temu 
uważano za nieuleczalne. 

– Chciałabym, żeby była tu moja matka... – rzekła płaczliwym głosem Ruth. 
– To żaden problem – odparła Alyssa. – Zaraz do niej zatelefonuję. I chciałabym obejrzeć 

dokładniej pani łokieć. Ta rana wydaje się bolesna. 

– Bo jest – przyznała dziewczyna. 
– Pójdę teraz do telefonu, a Anton pobierze próbki krwi. Musimy ustalić liczbę płytek, 

zmierzyć poziom czynnika von Willebranda i aktywność czynnika VIII. 

– Zaraz się tym zajmę – obiecał Anton. 
– Przyszłam tu tylko dlatego, że spadłam z roweru – wyszlochała Ruth – a teraz się 

dowiaduję... – Potrząsnęła głową. – Nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że jestem ciężko 
chora. 

– Wyleczymy panią – obiecała Alyssa. – Poczuje się pani lepiej, kiedy przyjedzie tu pani 

mama, ktoś, na kim można polegać. Czy mam też zadzwonić do narzeczonego?

– Nie, chciałabym najpierw porozmawiać z mamą. Ale bardzo pani dziękuję. 
– Nie ma za co. Po to tu jestem. 
„Poczuje się pani lepiej, kiedy przyjedzie tu mama, ktoś, na kim można polegać”. Seb 

usłyszał te słowa, przechodząc obok otwartych drzwi sali zabiegowej, i potrząsnął głową. W 
jego przypadku nie miały one żadnego związku z rzeczywistością. Wiedział, że obecność 
Mary nie poprawiłaby jego samopoczucia, a poza tym nie była ona osobą, na której można by 
polegać. Alyssa miała na temat rodziny zupełnie inne zdanie niż on. Umiała znaleźć wspólny 
język z matką, podczas gdy on nie przepadał za swoimi krewnymi z wyjątkiem Charliego, 
Vicki i nowej bratowej. 

Zauważył   też,   że   kiedy   Alyssa   rozmawiała   z   dziewczyną   o   dzieciach,   w   jej   głosie 

pojawiła się nuta czułości. Sama zresztą mu wyznała, że chciałaby mieć liczną rodzinę. To 
był kolejny powód, z którego ich związek nie wchodzi w rachubę. On nie zamierzał mieć 
dzieci. 

Przyszło  mu do głowy,  że nie powinien okazywać  jej  zbyt  wielkiej  sympatii,  by nie 

obudzić w niej przekonania, że chodzi mu o coś więcej niż przyjaźń. 

Najwyższy czas sięgnąć po czarny notes, pomyślał, i umówić się z kilkoma kobietami. 

Oraz zachować większy dystans w stosunkach z Alyssa. 

Miał nadzieję, że takie postępowanie zapewni mu bezpieczeństwo. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kolejna jasnowłosa pielęgniarka, pomyślała z niechęcią Alyssa na widok uśmiechniętego 

Seba, który siedział w drugim końcu bufetu, flirtując z jakąś blondynką. 

W ciągu ubiegłego miesiąca omijał ją z daleka. Był bardzo uprzejmy, kiedy zwracała się 

do niego w sprawach zawodowych, ale podczas towarzyskich spotkań zawsze siadał z dala od 
niej. Nie zaproponował jej ani razu, by wspólnie zjedli lunch, nawet wtedy, kiedy oboje byli 
wolni. Miała też wrażenie, że unika jej również w pokoju lekarzy. 

Wszystko wskazywało na to, że nie jest wcale pewien, czy chce się z nią przyjaźnić. Nie 

miała mu tego za złe, a nawet była w pewnym sensie zadowolona, choć jego postępowanie 
wydawało jej się dość dziecinne. 

Ale tego dnia postanowiła nie jeść lunchu w bufecie. Nie chodziło tylko o obecność Seba. 

Unoszące się w jadalni zapachy wydawały jej się dziwnie irytujące, a w karcie nie było 
żadnego dania, na które miałaby ochotę. W gruncie rzeczy marzyła tylko o szklance świeżo 
wyciśniętego soku z pomarańczy i porcji truskawek. 

Wyszła więc ze szpitala, postanawiając odbyć krótki spacer i zrobić drobne zakupy. Ale 

w kolejce do kasy poczuła zawrót głowy. Stojąca przed nią kobieta używała chyba tanich 
perfum, bo ich zapach był niezwykle dokuczliwy, zwłaszcza w połączeniu z wonią świeżo 
zmielonej kawy. 

Ta nadwrażliwość na zapachy mogłaby wskazywać na to, że jestem w ciąży, pomyślała z 

irytacją. A przecież to wykluczone. Od rozstania ze Scottem żyję w celibacie. 

Z wyjątkiem nocy, którą spędziła z Sebem... 
W jej głowie zabrzmiały nagle dzwonki alarmowe. Zaczęła gorączkowo liczyć. To było 

przed miesiącem. A ostatni okres miała... przed sześcioma tygodniami. Czyli że opóźnienie 
sięga już dwóch tygodni. 

A w dodatku jest przesadnie wrażliwa na zapachy. Nie ma apetytu. I czuje się bardzo 

zmęczona. 

To niczego nie dowodzi, pomyślała z nadzieją. Przecież Seb używał prezerwatywy. Tak 

przynajmniej mówił, a nie kłamałby w tak ważnej sprawie. Choć z drugiej strony wiadomo, 
że jedynym pewnym sposobem uniknięcia ciąży jest abstynencja seksualna. Czy to możliwe, 
by prezerwatywa była uszkodzona? Nawet gdyby tak, to szanse na zajście w ciążę byłyby 
niewielkie. Według danych statystycznych nie przekraczają dwudziestu pięciu procent. 

Odetchnęła głęboko i doszła do wniosku, że musi kupić aparat do testów ciążowych. 

Wpadła do apteki, mając nadzieję, że nie spotka w niej nikogo znajomego. Potem ukryła 
urządzenie   na   dnie   torebki   i   pospiesznie   wróciła   do   szpitala,   zamierzając   zrobić   z   niego 
użytek.   Na   oddziale   jednak   panował   niezwykły   ruch,   bo   podczas   jej   nieobecności 
przywieziono w dwóch karetkach kilka ofiar wypadku samochodowego. 

Wszyscy mieli pełne ręce roboty, więc musiała odłożyć test aż do powrotu do domu. 
Podchodząc do drzwi wejściowych, odniosła wrażenie, że jej torebka robi się z każdym 

krokiem   coraz   cięższa.   To   niemożliwe,   żeby   była   w   ciąży,   myślała   gorączkowo.   To 

background image

niemożliwe, żeby miała urodzić dziecko Seba. 

Zamknęła drzwi i natychmiast zrobiła test. Wiedziała, że pozna jego wynik już za dwie 

minuty. Były to najdłuższe dwie minuty jej życia. Siedziała nieruchomo, odrywając wzrok od 
urządzenia tylko po to, by zerknąć na zegarek, który wskazywał mijające sekundy. 

Cyt, cyt, cyt... 
Pokazała się jedna niebieska kreska – to znaczy, że aparat funkcjonuje prawidłowo. 
Cyt, cyt, cyt... 
Żeby tylko nie pokazała się druga. Żeby tylko nie pokazała się druga. Żeby tylko nie 

pokazała   się   druga.   Zerknęła   nerwowo   na   zegarek.   Jeszcze   trzydzieści   sekund.   Potem 
opuściła wzrok. Na ekraniku pojawiła się druga kreska. Wynik pozytywny. 

Zrobiło jej się niedobrze, więc pobiegła do łazienki. Potem umyła twarz, wyczyściła zęby, 

wypiła kilka łyków zimnej wody i usiadła przy kuchennym stole, usiłując zebrać myśli. Jest w 
ciąży. Z Sebastianem. On nie chce mieć dzieci, a ona jest skupiona na karierze zawodowej. 
Nie zanosi się więc na żaden happy end. Co więc ma zrobić? Zdecydować się na przerwanie 
ciąży?

Zdała   sobie   sprawę,   że   już   teraz   osłania   obiema   rękami   brzuch,   i   uśmiechnęła   sie   z 

zadumą. Nie, ta możliwość nie wchodzi w rachubę. Dziecko jest niezaplanowane, ale nie 
niepożądane. Ona je urodzi. 

A więc najważniejsza decyzja została już podjęta. Teraz musi o tym poinformować Seba. 

Ta perspektywa wcale nie wydała się kusząca. Sebastian będzie z pewnością przekonany, że 
jej ciąża jest podstępem, za pomocą którego chce go zmusić do małżeństwa. Ale nie może go 
o niej nie powiadomić. Zdawała sobie sprawę, że on ma prawo wiedzieć o tym, co się stało. 
Zresztą za parę miesięcy ciąża stanie się widoczna, a wtedy Seb porówna daty i wyciągnie z 
nich odpowiednie wnioski. Lepiej więc poinformować go o wszystkim jak najprędzej. 

Ale co ma powiedzieć mężczyźnie, który nie ukrywa, że nie lubi dzieci i nie zamierza ich 

mieć?

„Jestem w ciąży. To twoje dziecko. Postanowiłam je urodzić. I niczego od ciebie nie 

oczekuję”. 

To   byłoby   zbyt   obcesowe,   nawet   jak   na   Sebastiana.   Podeszła   do   komody   i   wyjęła 

notatnik oraz pióro. Czterdzieści minut później stół był zarzucony zmiętymi brudnopisami, 
które   uznała   za   nieodpowiednie.   Ale   w   zaadresowanej   do   Seba   kopercie   leżał   starannie 
złożony list. Nie ufając poczcie, postanowiła doręczyć go osobiście. Liczyła na to, że go nie 
zastanie, więc zyska trochę czasu, by ułożyć  sobie wszystko w głowie, zanim dojdzie do 
zasadniczej rozmowy. Zamknęła mieszkanie i ruszyła do samochodu. 

Sebastian usłyszał szelest wpadającego przez otwór w drzwiach papieru. Był przekonany, 

że jest to jakaś ulotka dotycząca wyborów do rady miejskiej. Kiedy jednak zobaczył ręcznie 
zaadresowaną kopertę pozbawioną nadruku, zmarszczył brwi i pospiesznie ją otworzył. 

Musiał przeczytać  list  dwukrotnie, by zrozumieć  jego treść. Alyssa  jest w ciąży.  Ma 

urodzić jego dziecko. 

I zawiadamia go o tym listownie! Wykrzywił twarz w grymasie oburzenia i chwycił za 

słuchawkę. 

background image

Jak ona może mnie tak traktować? – myślał z gniewem. Dlaczego nie miała tyle odwagi, 

żeby powiedzieć mi o tym w oczy? Zapomniał, że jej unikał i próbował o niej zapomnieć, 
umawiając się z kobietami. Spotkania te były nieudane, żadne nie wyszło poza etap wymiany 
pocałunków.   On   sam   nie   chciał   posuwać   się   nawet   tak   daleko.   I   nie   miał   odwagi 
odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie ma ochoty całować się z żadną inną kobietą. 

Zajrzał do elektronicznego notesu, chcąc znaleźć numer Alyssy, i przy okazji stwierdził, 

która jest godzina. Za piętnaście druga w nocy. 

To nie jest odpowiedni moment na telefon. Wiedział jako lekarz, że we wczesnym etapie 

ciąży Alyssa powinna dużo sypiać. Postanowił wezwać ją do swego gabinetu z samego rana i 
zażądać wyjaśnień. A przede wszystkim spytać, co znaczą słowa: „Niczego od ciebie nie 
oczekuję”. 

Ale kiedy zjawił się w szpitalu, Alyssa była akurat bardzo zajęta. 
–  Przyjmuje   pacjenta  w  trójce  –  oznajmiła   Tracey,   obrzucając  go  spojrzeniem,   które 

zignorował. 

– Dziękuję. – Podszedł do pokoju i uchylił drzwi. Alyssa rozmawiała z jakąś kobietą, a na 

łóżku leżał kilkunastoletni blady i wynędzniały chłopiec. 

– Przepraszam, doktor Ward, czy mogę zamienić z panią kilka słów? – spytał chłodnym 

tonem. 

– Czy to jest bardzo pilne? – spytała Alyssa, a on zerknął na chłopca i omal nie zazgrzytał 

zębami. 

– Proszę przyjść do mojego gabinetu, kiedy będzie pani wolna. 
Alyssa   kiwnęła   głową,   ale   spojrzała   na   niego   wyzywająco.   Była   najwyraźniej 

przekonana,   że  jej  list  zawierał  wszystkie   niezbędne   wyjaśnienia.  Tymczasem   on  spędził 
bezsenną noc, analizując poszczególne aspekty całej sytuacji. I wcale nie zgadzał się z jej 
argumentami. Zamierzał z nimi polemizować. Miał nadzieję, że ją przekona. Tak czy owak, 
najważniejsze dla niego jest dobro dziecka. Spojrzał z urazą na Alyssę, a potem zmusił się do 
obdarzenia uprzejmym uśmiechem młodego pacjenta i jego matki. 

– Przepraszam – powiedział i zamknął za sobą drzwi. 
Nie   wydawał   się   zadowolony,   pomyślała   Alyssa,   ale   czego   mogła   się   spodziewać? 

Przecież dla człowieka, który nie lubi dzieci, wiadomość o tym, że zostanie ojcem, musiała 
być koszmarem. 

Nie była też wcale pewna, czy uwierzył w jej zapewnienia, że niczego od niego nie żąda. 

Podejrzewał   przypuszczalnie,   że   wytoczy   mu   sprawę   sądową,   domagając   się   alimentów. 
Zamierza wyprowadzić go z błędu, gdy tylko skończy badać pacjenta. 

– Od jak dawna Graham ma tę wysypkę? – zapytała. 
– Od kilku dni – odparła pani Webster. – Na początku wyglądała jak potówka. Potem 

zaczęłam się obawiać, że to może być zapalenie opon, ale on był szczepiony. I nie skarżył się 
na sztywność karku ani na bóle głowy, tylko na okropny ból żołądka. Więc to chyba nie jest 
zapalenie opon, prawda?

Alyssa nie mogła tego wykluczyć. Wiedziała, że w przypadku tej choroby nie zawsze 

muszą występować wszystkie jej symptomy. A poza tym niepokoiła ją ta wysypka. Zbadała 

background image

chłopca bardzo dokładnie. 

– Możemy na szczęście  wykluczyć  zapalenie  opon i wyrostek  – oznajmiła  w końcu, 

zdejmując rękawiczki. – Ale chciałabym dostać od ciebie próbkę moczu – dodała, podając mu 
pojemnik. – Poczekamy z mamą na korytarzu, a ty zawołaj nas, kiedy będziesz gotowy. 

– Co to może być? – spytała ze łzami w oczach pani Webster, gdy wyszły z pokoju. – On 

jest moim jedynym dzieckiem. Nie przeżyłabym jego utraty. 

– Czy ta wysypka pojawiła się najpierw na nogach? – spytała Alyssa, a pani Webster 

kiwnęła  potakująco  głową.  – W  takim  razie  myślę,  że  Graham  cierpi  na  chorobę  zwaną 
purpurą   Henocha-Schónleina,   którą   nazywamy   w   skrócie   HSP.   Jest   to   uczulenie,   które 
wywołuje stan zapalny drobnych naczyń krwionośnych. Czasem objawia się on w postaci 
wysypki,   a   czasem   oddziałuje   na   stawy,   nerki   i   żołądek.   Podejrzewam,   że   w   moczu 
znajdziemy ślady krwi. 

– Czy on mógł się tym zarazić od kolegi?
– Nie. – Alyssa potrząsnęła głową. – I nie zawsze znamy przyczyny tej choroby. Czasem 

jest to infekcja, czasem reakcja na leki, a czasem uczulenie na produkty żywnościowe. Czy on 
cierpi na jakąś alergię albo zażywa leki?

– Nie, ani w rodzinie męża, ani w mojej, nikt nie ma uczulenia. A Graham nie bierze 

żadnych leków. 

– W takim razie przyczyną choroby może być bakteria, zapewne paciorkowiec. Będziemy 

musieli pobrać krew Grahama do analizy i skierować go na badanie USG, żeby się przekonać, 
czy   nie   ma   jakichś   problemów   z   żołądkiem.   Pobiorę   też   wycinek   skóry   i   wyślę   go   do 
laboratorium, które potwierdzi zapewne moją diagnozę. 

– Czy on wyzdrowieje? – pytała nerwowo matka. 
– Proszę mi wybaczyć, że robię tyle szumu, ale odkąd mąż mnie opuścił, mam tylko tego 

chłopca. 

Za   piętnaście   lat   mogę   znaleźć   się   w   takiej   samej   sytuacji,   pomyślała   Alyssa. 

Niewykluczone, że będę musiała sama prowadzić do szpitala nasze dziecko, bo Seb odejdzie 
w siną dal ze swoimi blondynkami. Nie, to nie wchodzi w rachubę. On nie będzie mógł mnie 
porzucić, bo przecież nie zamierzam się z nim wiązać. 

– Choroba powinna minąć bez śladu – zapewniła panią Webster. – Damy mu środek 

przeciwbólowy. Poprosimy też lekarza pierwszego kontaktu, żeby kierował go co kilka dni na 
badanie krwi i moczu. Musimy być pewni, że jego nerki funkcjonują prawidłowo. 

– Problem polega na tym, że on ma w przyszłym miesiącu ważne egzaminy. 
– W takim razie nie powinien opuszczać szkoły – rzekła Alyssa. – Zrobimy wszystko, 

żeby mógł tego uniknąć. 

– Gotowe ! – zawołał Graham. 
Alyssa nakleiła na pojemnik etykietkę z jego nazwiskiem, a potem pobrała próbki krwi i 

dała chłopcu środek przeciwbólowy. 

– Wyniki badania powinny być gotowe za godzinę. Proszę pójść na kawę, a ja przygotuję 

tymczasem dokumenty dla waszego lekarza pierwszego kontaktu. 

– Bardzo dziękuję – rzekła z uśmiechem pani Webster, która wydawała się już nieco 

background image

mniej wystraszona. 

Alyssa żałowała że nie może powiedzieć tego o sobie. Musi odbyć rozmowę z Sebem, a 

na samą myśl o tym spotkaniu ogarniało ją przerażenie. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy Seb usłyszał pukanie do drzwi, przerwał nagrywanie listu i wyłączył dyktafon. 
– Proszę!
Zgodnie z jego oczekiwaniami była to Alyssa. Odetchnął z ulgą. Był tak sfrustrowany 

czekaniem na rozmowę, że miał ochotę rozwalić cały szpital. 

– Witam, doktor Ward. Proszę zamknąć drzwi na klucz. Nie chcę, żeby nam przerywano. 
Wyłączył telefon łączący go z sekretarką, a potem, na wszelki wypadek zdjął słuchawkę z 

aparatu i położył ją na biurku. 

– Ale... – zaczęła, przekręcając klucz. 
– Nie ma żadnego „ale”. Żądam wyjaśnień, i to już. 
Alyssa oparła się o drzwi i splotła ręce na piersiach. 
– Przecież wszystko ci wyjaśniłam. 
– Masz na myśli list? Nie spodziewałem się po tobie takiego tchórzostwa. 
– Nie jestem tchórzem. 
– Więc dlaczego nie powiedziałaś mi tego w oczy?
– Bo w szpitalu jesteś zawsze bardzo zajęty. A kiedy cię tu nie ma, prowadzisz ożywione 

życie towarzyskie. 

Wydało mu się, że dosłyszał w jej głosie cień zazdrości. 
– Czy masz coś przeciwko temu?
– Nie. Nie mam zamiaru się mieszać do twoich spraw prywatnych. I nie pozwolę nikomu 

mieszać się do moich, bo... 

– Popełniasz błąd w rozumowaniu – przerwał jej Sebastian ostrym tonem. – Masz urodzić 

moje dziecko, więc twoje zamiary nie są wyłącznie twoją sprawą. Czy jesteś tego absolutnie 
pewna?

– Ja nie jestem taka jak ty i nie sypiam z całym szpitalem. 
On   też   nie   sypiał   z   całym   szpitalem.   Prawdę   mówiąc,   od   nocy   spędzonej   z   Alyssą 

zachowywał wstrzemięźliwość. Być może to właśnie było przyczyną jego podłego nastroju. 

– Nie pytałem, czy jesteś pewna, kto jest ojcem. Chciałem się dowiedzieć, czy zrobiłaś 

test. 

– Owszem. 
– I wynik był pozytywny?
– Tak. 
– Z tego wynika, że jesteś... – szybko policzył w myślach – w szóstym tygodniu. A może 

w siódmym?

– W szóstym. 
– W porządku. Zdążymy wziąć ślub, zanim ciąża stanie się widoczna. 
– Co? – spytała Alyssa, otwierając szeroko oczy. 
– Słyszałaś mnie. Weźmiemy ślub. 
– Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku! – rzekła z irytacją w głosie. – To, że kobieta 

background image

jest w ciąży, wcale nie znaczy, że musi wychodzić za mąż. 

– W mojej rodzinie tak właśnie jest. Jeśli nie zachowam się przyzwoicie, gazety dowiedzą 

się o tym i unurzają nasze nazwisko w błocie. Nic mnie nie obchodzą Mara ani Barry, ale 
chodzi mi o Charliego i Vicky. 

– Mogę powiedzieć, że dziecko nie jest twoje. 
– Badania genetyczne dowiodą, że kłamiesz – odparł Seb. – A cały szpital będzie huczał 

od   plotek.   Wszyscy   wiedzą,   że   pojechałaś   ze   mną   na   ślub   Charliego,   a   w   jednym   z 
brukowców ukazała  się fotografia, na której ze sobą tańczymy.  – Przypomniał sobie, jak 
trzymał ją w ramionach i poczuł wzruszenie. Do tej pory pamiętał jej czułe pocałunki. 

– To, że byliśmy razem na ślubie, nie znaczy wcale, że spędziliśmy razem tę noc. 
–   Ale   tak   wygląda   prawda.   –   Zdał   sobie   sprawę,   że   ta   rozmowa   nie   zmierza   w 

zaplanowanym przez niego kierunku. Zamierzał ją przekonywać, a nie wspominać wspólnie 
spędzone chwile. – Kochaliśmy się, Alysso. Nie była to tylko przygoda. A teraz spodziewasz 
się mojego dziecka. 

– Napisałam ci, że niczego od ciebie nie oczekuję. Czy naprawdę myślała, że ją opuści w 

potrzebie?

– Nie jestem twoim ojcem, Alysso. 
Była tak zaskoczona, że z trudem oddychała. 
– To był cios poniżej pasa. 
Zdawał sobie z tego sprawę i czuł się trochę winny, ale chciał ją zmusić do spojrzenia 

prawdzie w oczy. 

– Posłuchaj – rzekł łagodnie – mało mówiłaś o swoim ojcu. Ale wiem, że nie było go 

przy tobie, kiedy dorastałaś. I powiem ci tylko, że nie pozwolę, żeby to samo spotkało moje 
dziecko. Zamierzam  brać aktywny udział w jego wychowaniu. I nie będę weekendowym 
ojcem. Dlatego musimy wziąć ślub. 

–   Ale   ja   wcale   nie   chcę,   żebyś   został   moim   mężem.   Przypomniał   sobie,   co   mu 

opowiadała o poprzednim małżeństwie, i zmarszczył brwi. 

– Nie jestem też taki jak Scott – oświadczył. – Nie mam żadnych zobowiązań wobec 

jakiejkolwiek  innej  kobiety.  I mam zwyczaj  dotrzymywać  obietnic.  Kiedy zostanę twoim 
mężem, zapomnę o przygodach. 

– Ty nie wytrzymasz z jedną kobietą – powiedziała, potrząsając głową. – Przypomnij 

sobie, jak spędziłeś ubiegły miesiąc. Czasem jadłeś lunch z jedną dziewczyną, a kolację z 
drugą!

A więc zwróciła na to uwagę. Żadne z tych spotkań nie było jednak udane, bo przez cały 

czas myślał tylko o niej. Pragnął jej, choć z całych sił próbował o niej zapomnieć. Nie chciał 
skazywać się na życie żonatego mężczyzny. Ale teraz ona ma urodzić jego dziecko. A to 
diametralnie zmienia całą sytuację. 

– Nie jesteś mi potrzebny, Seb. Ani mnie, ani temu dziecku. Damy sobie radę bez ciebie. 

I nie wymagam od ciebie żadnej pomocy. Ani finansowej, ani innej. 

– Czy ty naprawdę myślisz, że zostawię cię samą? – spytał z urazą w głosie. 
– Powiedziałam ci, że jestem w ciąży, bo masz prawo o tym wiedzieć, ale na tym sprawa 

background image

się kończy. Nie chcę twoich pieniędzy. Nie jestem naciągaczką. 

– Nigdy ci tego nie zarzucałem. 
– Aleja cię znam, Seb. Znam twój sposób rozumowania. Nic od ciebie nie chcę. Poradzę 

sobie sama. 

– Popełniasz błąd. Poczęcie dziecka wymaga udziału dwóch osób. I dwie osoby powinny 

ponosić konsekwencje. 

Na twarzy Alyssy pojawił się wyraz bólu. 
– Czy chcesz, żebym usunęła ciążę?
– Nie – odparł takim tonem, jakby ta myśl w ogóle nie przyszła mu do głowy. – Chcę, 

żebyś postąpiła uczciwie i dała temu dziecku moje nazwisko. 

– Seb, my do siebie nie pasujemy... 
– Tak myślisz? To zabawne, ale z moich wspomnień wynika coś innego. – Mimo woli 

oblizał dolną wargę. Gdyby nie stało między nimi biurko, objąłby ją mocno i całował tak 
namiętnie, że przestałaby się spierać. 

– To był tylko seks – powiedziała, wysuwając podbródek tak wyzywająco, jakby czytała 

w jego myślach. 

Nie, to było znacznie więcej, pomyślał Seb. Ale ja nie chciałem tego przyznać nawet sam 

przed sobą. I mam wrażenie, że ona myśli tak samo. 

– Czy zechciałabyś mnie przekonać, że masz rację? – spytał prowokacyjnym tonem. 
– Nie. 
– Jesteś tchórzem. 
– Wcale nie jestem tchórzem! – zawołała z gniewem. 
– Więc wybierz jedyne słuszne wyjście i weź ze mną ślub. 
– Nie zamierzam wychodzić za mąż – odparła, potrząsając głową. – Ani za ciebie, ani za 

nikogo. 

– Alyssa, nie wszyscy mężczyźni są łobuzami. Wiem, że zawiodłaś się na mężu i ojcu, ale 

to nie znaczy, że ja jestem taki sam jak oni. Masz zamiar urodzić moje dziecko, a to zmienia 
całą sytuację. 

– To niczego nie zmienia – zaprotestowała. – Jeśli ktokolwiek mnie spyta, będę mówiła, 

że ty chciałeś postąpić uczciwie, ale ja nie zdecydowałam się na ślub. Nie chcę wychodzić za 
mąż, Seb. Ile razy muszę ci to powtórzyć, żebyś wreszcie zrozumiał?

Wyczuł w jej głosie nutę desperacji i zdał sobie sprawę, że ich rozmowa trwa już zbyt 

długo. Wiedział, że narażając ją na stres, może zaszkodzić dziecku. 

–   Przepraszam   cię   –  powiedział   czułym   tonem.   –   Usiądź.   Obiecuję,   że   nie   będę   cię 

przypierał do muru, ale musimy o tym porozmawiać. 

– Chyba powiedzieliśmy już sobie wszystko, co było do powiedzenia – stwierdziła ze 

znużeniem, ale ku jego radości usiadła na krześle. 

– Czy mam ci podać szklankę wody?
– Nie, dziękuję. 
– Czy twoja mama nadał przebywa w Newcastle?
– Tak. 

background image

– A ty mieszkasz i pracujesz w Londynie. Daleko. Trudno ci będzie samej wychowywać 

dziecko. 

– Jej się to udało. 
– Ale my nie jesteśmy naszymi rodzicami. Jesteśmy innymi ludźmi, którzy mają inne 

zalety, inne słabości, inne potrzeby. Twoja matka mieszka bardzo daleko. Co zrobisz, jeśli 
ogarnie cię depresja i będziesz marzyła o tym, żeby ktoś cię objął?

– Zadzwonię do matki. 
– Ale to nie będzie to samo co bezpośredni kontakt z bliskim człowiekiem. 
Wiedziała o tym. Ale była przekonana, że da sobie radę. I nie chciała korzystać z jego 

pomocy. 

Nie   miała   wątpliwości,   że   Seb   zachowywałby   się   jak   anioł   w   okresie   jej   ciąży,   że 

masowałby jej stopy i podawał lekarstwa. Szybko jednak poczułby się schwytany w pułapkę. 
Nienawidziłby ciągłego przewijania i karmienia dziecka, jego płaczu i nieprzespanych nocy. I 
porzuciłby ją prędzej czy później, nie mogąc znieść niedogodności rodzinnego życia. 

– Kto będzie przy tobie, kiedy zaczniesz się źle czuć? – zapytał cicho. – Kto będzie ci 

podawał śniadanie do łóżka, kiedy nie będziesz miała ochoty wstawać?

– Poradzę sobie ze wszystkim sama. 
– Wiem, że jesteś do tego zdolna, ale przecież to nie jest konieczne. Chętnie się tobą 

zaopiekuję. 

– Nie – oznajmiła stanowczo. – A teraz muszę wracać do pacjentów. 
– A ja mam zebranie. 
Nie powiedział „do zobaczenia”, co utwierdziło ją w przekonaniu, że w gruncie rzeczy 

wcale nie marzył o tym, by się nią opiekować. On po prostu nie jest zdolny do zmiany swego 
modelu życia. A ona wiedziała, że wybrane przez nią wyjście jest najbardziej korzystne. Dla 
wszystkich zainteresowanych. 

Kończyła już pracę, kiedy Sebastian zajrzał ku jej zdziwieniu do pokoju lekarskiego. 
– Czy jesteś zajęta dziś wieczorem?
– Dlaczego pytasz? Seb westchnął. 
–   Mieliśmy   być   przyjaciółmi,   a   teraz   reagujesz   agresywnie   na   najbardziej   niewinne 

pytanie. Ja chciałem tylko powiedzieć, że wydajesz się zmęczona i zaproponować, żebyś mi 
pozwoliła przygotować kolację. 

Nie   mogła   sobie   wyobrazić,   by  Sebastian   Radley,   młody   arystokrata,   miał   pojęcie   o 

gotowaniu. Co prawda przyniósł jej do sypialni tacę ze śniadaniem, ale wspominał coś o 
istnieniu kucharki, więc zapewne wydał jej po prostu odpowiednie polecenia. 

– To jest propozycja zawarcia pokoju – dodał, unosząc obie ręce. – Obiecuję, że nie będę 

poruszał tematu, na który nie chcesz rozmawiać. 

– Nie jestem bardzo głodna. 
– Przecież musisz jeść, Alysso. 
Wiedziała,   że   Seb   ma   rację,   ale   nie   miała   ochoty   nic   gotować.   Nadal   irytowały   ją 

zapachy. 

– Chcę tylko, żebyś  usiadła wygodnie ze szklanką wody z lodem i cytryną – kusił ją 

background image

Sebastian. – Sam wszystko przygotuję. Nie będziemy nawet musieli sprzątać po kolacji, bo 
mam zmywarkę. 

– Zamierzasz wydać tę kolację w swoim mieszkaniu?
– Tak, a potem odwiozę cię do domu. Albo zamówię ci taksówkę, jeśli będziesz miała 

dość mojego towarzystwa. 

Propozycja była bardzo kusząca. A ona istotnie czuła się bardzo zmęczona. 
–   Dobrze   –   powiedziała   cicho.   –   Dziękuję.   Zawiózł   ją   do   swego   mieszkania   przy 

dźwiękach muzyki Mozarta, a ona była zadowolona, że nie musi podtrzymywać konwersacji. 
Gdy  otworzył  drzwi,  poczuła  się  w  innym  świecie.   Apartament   zajmował   ostatnie  piętro 
budynku,   a   jego   taras   wychodził   na   Tamizę.   Zdała   sobie   sprawę,   że   w   tej   eleganckiej 
kamienicy nie byłoby jej stać na wynajęcie nawet jednego pokoju. Tak mieszkają bankierzy i 
finansiści, a nie zwykli lekarze. 

– Zanim cokolwiek powiesz, chcę ci oznajmić, że zostało zakupione już wiele lat temu z 

funduszu   powierniczego.   Nakłoniłem   wykonawców   testamentu   mojego   ojca,   żeby 
zainwestowali zapisane mi pieniądze, kiedy wznoszono ten budynek. Inwestycja okazała się 
wyjątkowo korzystna. 

– Jest bardzo ładne – przyznała Alyssa. 
Ładne? Nie, to jest mieszkanie marzeń. Przestronne, wygodne i pełne światła. Ale nie 

dostrzegła w nim nic z Sebastiana. Wszystko wyglądało tak, jakby zostało wybrane przez 
projektanta wnętrz. Sebastian zachowywał bezpieczny dystans nawet wobec własnego domu. 
A może jest mu wszystko jedno?

– Woda... – mruknął i podszedł do wielkiej lodówki. 
Sama jego kuchnia zajmowała niemal tyle miejsca, ile całe mieszkanie Alyssy. Wszystko 

w   niej   wyglądało   tak   nowocześnie,   jakby   zmieniał   co   rok   każdy   szczegół   wyposażenia. 
Wydało się jej to dość dziwne, bo nie przypuszczała, żeby spędzał w tym pomieszczeniu 
wiele czasu. Był człowiekiem, który lubi restauracje i niechętnie jada w domu. 

Podał jej szklankę wody z lodem i plasterkiem cytryny, a potem sięgnął po wielki nóż. 

Kiedy zobaczyła, jak fachowo go ostrzy, doszła do wniosku, że ta kuchnia nie jest tylko na 
pokaz. Seb umiał się w niej poruszać. W dodatku nie posługiwał się żadnym podręcznikiem 
gotowania, więc wyraźnie znał dobrze przepis i wiedział, jak zachować proporcje między 
składnikami potrawy. 

– Przyrządzę kurczaka a la Dijon. Czy chcesz, żebym zrezygnował z czosnku?
– Jeśli możesz. Silne zapachy przyprawiają mnie o... – Przerwała, nie kończąc zdania. To 

nie jest właściwy moment na rozmowę o mdłościach. 

Zauważyła stojące na parapecie okiennym doniczki z ziołami. Mięta, kolendra, bazylia, 

pietruszka.   Seb   dodał   gałązkę   mięty   do   ziemniaków,   a   potem   w   zdumiewającym   tempie 
pokroił cebulę. 

– Czy nigdy nie myślałeś o tym, żeby zostać chirurgiem? – spytała z uśmiechem. 
– Jeśli uważasz, że umiem posługiwać się nożem, to poczekaj, aż zobaczysz  w akcji 

Vicky. Ona jest po prostu fenomenalna. I chyba bardziej precyzyjna niż ja. 

Poruszał się tak szybko i sprawnie, że nie mogła oderwać od niego oczu. Po chwili zdjął 

background image

krawat i odpiął dwa górne guziki koszuli. Widziała włosy na jego piersi i przypomniała sobie 
upojną noc, którą spędzili w jego sypialni. Co by zrobił, gdyby podeszła i odpięła resztę 
guzików? – spytała się w duchu. Czy wziąłby ją na ręce i zaniósł do łóżka? Czy kochałby się 
z nią tak samo jak w Weston? Delikatnie, czule i namiętnie?

Owszem,   mogą   się   pokochać,   choćby   natychmiast,   ale   to   niczego   by   nie   zmieniło. 

Widziała dobrze, że ich związek nie ma przyszłości. Dyskretnie otarła napływające do jej 
oczu łzy, a potem ujrzała przed sobą gotowe danie. Starannie ułożone na białym półmisku z 
porcelany, ozdobione drobno posiekaną świeżą pietruszką. 

Wzięła do ust porcję potrawy, który okazała się wyborna. Ale jak mogłoby być inaczej? 

Seb wszystko robi dobrze. Dotrzymał słowa i nie wspomniał ani słowem o dzieciach, prawach 
ojca   czy   małżeństwie.   Po   głównym   daniu   podał   truskawki,   tym   razem   bez   śmietany. 
Zrezygnował z kawy, kiedy oznajmiła mu, że nie zniosłaby jej zapachu, i zaparzył doskonałą 
herbatę. Taką samą, jaką podał jej rankiem po wspólnie spędzonej nocy. 

Nocy, o której próbowała zapomnieć. 
Po kolacji odwiózł ją do domu i poczekał pod bramą, dopóki nie weszła do wnętrza 

budynku. Gdy znalazła się na schodach, zdała sobie sprawę, że tak właśnie chciałaby być 
traktowana. Jak kobieta wymagająca opieki. Ale z Sebastianem ten stan nie może potrwać 
długo. Wiedziała dobrze, że kiedy znudzi się odgrywaniem roli czułego opiekuna, zniknie z 
jej życia bez śladu. 

Postanowiła więc nie przyzwyczajać się do jego towarzystwa. Bo zdawała sobie sprawę, 

że im lepiej będzie się z nim czuła, tym boleśniej przeżyje jego odejście. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Sebastian   uruchomił   samochód   i   ruszył   w   kierunku   domu,   przeklinając   pod   nosem. 

Alyssa po raz czwarty z rzędu odrzuciła jego zaproszenie na kolację. Wiedziała, że lubi i 
potrafi gotować, ale najwyraźniej postanowiła go unikać. Ponieważ nie ma do niego zaufania. 

Co   ma   zrobić,   by   ją   przekonać,   że   ma   wobec   niej   poważne   zamiary?   Że   chce   się 

zaopiekować nią i ich dzieckiem? To ironia losu. Przez całe życie zadawał się z wieloma 
kobietami, ale nigdy nie chciał się z żadną wiązać. Teraz spotkał kobietę, dla której chciał 
zmienić swoje poglądy na świat, ale ona mu nie wierzyła. 

W końcu zatelefonował do siostry i spytał, czy może ją odwiedzić. 
– Musisz być okropnie znudzony – zauważyła Vicky, otwierając przed nim drzwi. – A 

może jakaś młoda dama odwołała w ostatniej chwili randkę?

– Nie. Po prostu chcę z tobą porozmawiać. 
– Czy coś się stało? – spytała, patrząc na niego z niepokojem. 
– Nie – skłamał Seb. 
Vicky zmierzwiła jego włosy i mocno go objęła. 
– Czym na to zasłużyłem?
– Tym, że jesteś moim bratem, a ja cię kocham, choć postępujesz jak drań. A poza tym 

wydawało mi się, że właśnie tego w tej chwili potrzebujesz. 

Nalała mu filiżankę herbaty i postawiła na stole puszkę ciastek. Potem usiadła i spojrzała 

na niego badawczo. 

– Czy chcesz mi o tym opowiedzieć? – zapytała po chwili milczenia. 
– Nie. Chcę, żebyś mi powiedziała, czego właściwie pragną kobiety. 
– Już sam fakt, że o to pytasz, jest dowodem postępu. Przesunąłeś się na drabinie ewolucji 

o kilka miejsc w górę. 

– Przestań mnie obrażać i odpowiedz na pytanie. Mówię poważnie, Vic. Muszę się tego 

dowiedzieć. 

– Różne kobiety pragną różnych rzeczy – odparła po chwili namysłu. 
– Z twojej odpowiedzi nic dla mnie nie wynika!
– mruknął, uderzając pięścią w jej kuchenny stół. 
– Vic, ja jestem bliski szaleństwa. Muszę się tego dowiedzieć! Czego ty na przykład 

pragniesz? Miłości? Poczucia bezpieczeństwa? Pieniędzy?

– Kierujesz te pytania do niewłaściwej osoby. – Vicky wzruszyła ramionami. – Ja jestem 

przede wszystkim neurochirurgiem. 

–   I   stawiasz   na   pierwszym   miejscu   pracę.   –   On   postępował   tak   samo   aż   do   ślubu 

Cłiarliego, dopóki nie spędził nocy z Alyssą i nie dowiedział się, że ma zostać ojcem. – Wiem 
o tym, ale potraktuj moje pytanie hipotetycznie. Gdybyś miała partnera, czego byś od niego 
wymagała?

– Szacunku – odparła po chwili zastanowienia. 
– Równego partnerstwa. I tego, żeby zasługiwał na moje bezgraniczne zaufanie. 

background image

– Czy myślisz, że ona też tego pragnie?
– Musisz ją o to sam zapytać. Chodzi o Alyssę, prawda?
Jego siostra znała go zbyt dobrze, by zdołał ją okłamać. Więc kiwnął potakująco głową. 
– Ona nie chce nawet zjeść ze mną kolacji. A przecież... – Urwał, zdając sobie sprawę, że 

nie może zdradzić sekretu Alyssy. Potem postanowił zmienić taktykę. – Vicky, czy myślisz, 
że ja byłbym dobrym ojcem?

– Czy ona jest w ciąży? – spytała siostra, otwierając szeroko oczy. 
– Tego nie powiedziałem. 
– Więc dlaczego zadałeś mi to pytanie?
– Po prostu z ciekawości. 
– Może uwierzyłabym w to, gdyby chodziło o innego mężczyznę. Ale ponieważ dobrze 

cię znam i wiem, że nie znosisz dzieci, to domyślam się, że masz zostać ojcem i jesteś tym 
przerażony. 

– Nie w tym sensie, jaki masz na myśli. Ale ona mówi, że chce wychować to dziecko 

samodzielnie. Jako samotna matka. Bez mojej pomocy. Powiedziałem jej, że się z nią ożenię, 
ale ona odmówiła. 

– Poczekaj chwilę – poprosiła Vicky. – Powiedziałeś, że się z nią ożenisz. – Skrzywiła się 

z niesmakiem. – Seb, powinieneś ją poprosić o rękę, a ty zrobiłeś to w taki sposób, jakbyś 
narzucał jej swoją wolę!

– Posłuchaj, jestem cenną zdobyczą. Mam dobre stanowisko. Dostaję sporą pensję. Mam 

ładne mieszkanie. Jestem dobrym kompanem. – Rozłożył bezradnie ręce. – Dlaczego ona nie 
miałaby ochoty zostać moją żoną?

– Daj mi pomyśleć. Może dlatego, że niczego oprócz pracy nie traktujesz poważnie? 

Może dlatego, że nigdy nie umawiasz się więcej niż jeden raz z tą samą kobietą? Może 
dlatego,  że zachowujesz dystans  wobec  całego  otoczenia?  Seb, każda  kobieta,  obdarzona 
odrobiną zdrowego rozsądku, wie, że jesteś niereformowalny. Zawsze będziesz błaznował i 
czarował, a nigdy się nie ustatkujesz. 

– A co by było, gdybym postanowił się zmienić? Vicky przyglądała mu się przez chwilę 

w milczeniu. 

– Chyba jesteś w niej zakochany! – powiedziała w końcu ze zdumieniem. 
– Co to jest miłość?
– Seb, nie baw się ze mną w ciuciubabkę. Czy tyją kochasz?
– Tak. I doprowadza mnie to do szału. Nie mogę przestać o niej myśleć. O niej i o 

dziecku. Nigdy dotąd... 

– Czy powiedziałeś jej, że ją kochasz? – przerwała mu Vicky. 
– Nie. 
– Zachowujesz się jak typowy tępy dorobkiewicz. Przecież ona nie jest jasnowidzem, a ty 

potrafisz ukrywać swoje uczucia jeszcze lepiej niż Charlie. Widzę, że ciężko to przeżywasz. 
Więc pewnie bywasz na przyjęciach jeszcze częściej niż zwykle, czy mam rację?

– Owszem. 
– A ona jest zapewne przekonana, że prowadzisz tak ożywione życie towarzyskie, bo 

background image

wcale nie zależy ci na niej, tylko na ciągłych zmianach i zabawie. Że nieustannie polujesz na 
nową zdobycz. 

– To nie jest tak, jak ci się zdaje. 
– W takim razie powiedz jej, co do niej czujesz. Bądź wobec niej zupełnie szczery. 
– A jeśli ona mimo to powie nie?
–   Wtedy   będziesz   musiał   się   z   tym   pogodzić.   Nie   możesz   spędzić   reszty   życia   na 

chowaniu głowy w piasek, w obawie przed odrzuceniem. Nie wszystkie kobiety są takie jak 
nasza najdroższa mama. Jeśli Alyssa uwierzy w twoje szczere intencje, będziesz miał spore 
szanse. 

– Obyś się nie myliła... – mruknął Sebastian. Vicky wzięła jego filiżankę i wylała jej 

zawartość do zlewu. 

– Hej, ja piłem tę herbatę!
– Twoja filiżanka jest pusta. Nie masz już pretekstu. Idź do Alyssy i wyznaj prawdę. 
– Jak to? Teraz?
– Teraz. 
–   Jak   mam   to   zrobić?   –   spytał   z   przerażeniem.   –   Czy   mam   jej   zanieść   kwiaty? 

Czekoladki?   Nie   wiem,   jak   się   zachować,   Via   –   Nie   potrzebujesz   żadnych   kwiatów   ani 
czekoladek. Po prostu bądź sobą i powiedz jej to, co powiedziałeś mnie. A teraz znikaj. 

Seb nieraz udzielał pomocy ofiarom poważnych wypadków i walczył do późnej nocy o 

ich   życie.   Ratował   ludzi,   którym   groziła   śmierć   z   powodu   wstrzymania   akcji   serca, 
przeprowadzał skomplikowane zabiegi w najbardziej niesprzyjających warunkach, ale nigdy 
nie był tak wystraszony jak teraz. 

Zdawał   sobie   sprawę,   że   po   raz   pierwszy   w   życiu   podejmuje   działania,   które   mogą 

skończyć się niepowodzeniem. Egzaminy na uczelni, testy na prawo jazdy – wszystko to było 
dla niego łatwe, ponieważ był dobrze przygotowany i zawsze dostawał najwyższe oceny. 

Ale nie mógł być przygotowany do tej rozmowy. Musi przekonać Alyssę, że poważnie 

traktuje swoje deklaracje. A wcale nie był pewien, czy ona mu uwierzy. 

Pozostawała   mu   nadzieja,   że   potrafi   rozegrać   całą   sprawę   w   taki   sposób,   by 

odpowiedziała mu „tak”. 

Obudziła się, słysząc dzwonek do drzwi. 
Nie jest dobrze, pomyślała, zwlekając się z kanapy, na której czytała jakieś czasopismo. 

Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się zasypiać podczas lektury. Nawet na studiach, kiedy uczyła 
się do późnej nocy. Ale też nigdy w życiu nie była w ciąży. 

Nie   spodziewała   się  żadnej   wizyty,   a   jej   przyjaciele   nie   mieli   zwyczaju   wpadać   bez 

uprzedzenia.   Zresztą   była   już   dziewiąta   wieczorem,   czyli   dość   nieodpowiednia   pora   na 
odwiedziny. Nie zdejmując łańcucha, uchyliła drzwi na tyle, by zobaczyć, kto za nimi stoi. I 
ze zdumieniem ujrzała Sebastiana. 

– Czy mogę wejść? – zapytał. 
– Ja... ja... O co chodzi?
– Chciałbym z tobą porozmawiać. 

background image

Nie miała najmniejszej ochoty na słuchanie jego wywodów, zwłaszcza w tej chwili, gdy 

marzyła o pójściu do łóżka. 

– Seb, ja nie czuję się na tyle dobrze, żeby toczyć z tobą długie dyskusje. 
– Wcale nie zamierzam... – Nagle zdał sobie sprawę, że ją obudził i na jego twarzy odbiło 

się poczucie winy. – Nie przyszło mi do głowy, że możesz spać. Bardzo cię przepraszam. 
Porozmawiamy kiedy indziej. 

Wydał jej się tak nieszczęśliwy i zagubiony, że przymknęła drzwi, by zdjąć łańcuch, i 

otworzyła je ponownie. 

– I tak już nie śpię, więc możesz wejść. 
– Jak się czujesz? Czy mam ci podać szklankę wody?
– Mogę ją sobie wziąć sama – odparła, a potem wprowadziła go do swego saloniku. 

Kiedy usiadł na kanapie, przysunęła sobie krzesło, by nie znaleźć się zbyt blisko niego. Nie 
była pewna, czy zdoła opanować pokusę i nie poprosi go, by ją objął. – Więc czego chcesz?

Milczał   przez   długą   chwilę.   Kiedy   wreszcie   się   odezwał,   w   jego   głosie   zabrzmiało 

wzruszenie. 

– Nie bardzo potrafię o tym mówić, więc wybacz, jeśli powiem coś niemądrego. Nie 

mogę przestać o tobie myśleć, o tobie i o naszym dziecku. Ja... – Wstał z kanapy i przyklęknął 
na jedno kolano. – Czy wyjdziesz za mnie za mąż?

Kiedy rozmawiali o tym ostatni raz, oznajmił, że zamierza się z nią ożenić, a tym razem 

spytał, czy za niego wyjdzie. Ale nadal nie wspomniał ani słowem o uczuciach. 

Kiedy oświadczał jej się Scott, zasypał ją kwiatami i pięknymi słówkami. Ślubował jej 

dozgonną miłość,  nie  zamierzając  dotrzymać  żadnej  ze  swych  obietnic.  Tym  razem było 
zupełnie   inaczej.   Żadnych   ekstrawaganckich   obietnic,   żadnych   kwiecistych   deklaracji, 
żadnych brylantowych pierścionków. Tylko jedno proste pytanie: „Czy wyjdziesz za mnie za 
mąż?”. 

Propozycja była kusząca. Bardzo kusząca. 
Ale Seb nie wspomniał o miłości, co znaczyło, że proponuje jej małżeństwo, ponieważ 

czuje   się   winny.   Ponieważ   nie   chce,   by   w   gazetach   ukazały   się   teksty   mogące 
skompromitować jego brata i siostrę. A nie dlatego, że ją kocha. 

Mogła więc udzielić mu tylko jednej odpowiedzi. 
– Przykro mi, Seb, ale nic z tego nie będzie. Chciałabym, żebyś wyszedł. 
Zanim wybuchnę płaczem, pomyślała. Albo co gorsza... Nie, nie chciała, by ją pocieszał. 

Chciała być kochana. 

A jej zdaniem Seb nie był zdolny do miłości. 
– Czy jest coś, co mogłoby cię skłonić do zmiany zdania?
– Nie – odparła cicho. 
– W takim razie zostawiam cię w spokoju. Wyszła za nim do przedpokoju, by założyć 

łańcuch. 

Ale kiedy zatrzasnął za sobą drzwi, osunęła się po ścianie i usiadła na podłodze. 
„Wybacz, jeśli powiem coś niemądrego”. 
Dlaczego   on   tak   utrudnia   jej   zadanie?   Dlaczego   nie   rozumie,   że   chce   mu   zapewnić 

background image

wolność, której tak bardzo pragnął? Wiedziała, że postępuje słusznie, ale mimo to po jej 
policzkach spływały łzy. Żałowała, że sytuacja nie wygląda inaczej, że Seb nie nadaje się do 
roli męża i ojca. Że nie może być z nim szczęśliwa. 

Ale musi patrzeć prawdzie w oczy. 
W ciągu następnego tygodnia zachowywali się tak, jakby zawarli zawieszenie broni. Na 

szczęście mieli  dyżury w różnych  porach, więc rzadko dochodziło  do spotkań na terenie 
szpitala. 

Potem   nadszedł   dzień,   w   którym   na   oddział   przywieziono   dwie   ofiary   pożaru, 

siedmioletnią dziewczynkę i dwudziestopięcioletnią kobietę. Obie zdradzały objawy zatrucia 
dymem, a dziecko doznało w dodatku poważnych oparzeń. 

Seb i Alyssa, jako najstarsi stażem lekarze, zostali wezwani do sali reanimacyjnej. To 

oznaczało, że będą pracować obok siebie. Alyssa nie miała nic przeciwko temu. Jest przecież 
profesjonalistką. 

– Którą z nich chcesz się zająć? – spytał Seb. 
Przez chwilę kusiło ją, by odpowiedzieć: „Tą kobietą”. Choćby po to, by sprawdzić, czy 

naprawdę Seb daje jej prawo wyboru. Ale wiedziała, jak bardzo nie lubił leczyć dzieci, więc 
postanowiła postąpić wielkodusznie. 

– Zajmę się dzieckiem – powiedziała. – I wezwę specjalistę od oparzeń. 
– Dziewczynka zapaliła w łazience świeczkę, bo chciała zrobić niespodziankę matce i 

przygotować jej kąpiel – oznajmił jeden z ratowników. – Kiedy zajęły się zasłony, usiłowała 
ugasić ogień o własnych siłach i sama zaczęła płonąć. Mama usłyszała krzyk, więc owinęła ją 
ręcznikiem i stłumiła płomienie. Któryś  z sąsiadów zadzwonił po straż pożarną. I dobrze 
zrobił, bo trzeba je było wynieść z mieszkania. 

– Czy nastąpiła utrata przytomności?
– Owszem, ale nie wiem na jak długo. Kiedy przyjechaliśmy, obie już były przytomne. W 

karetce podaliśmy im tlen. Matka ma na rękach oparzenia drugiego stopnia. Dziewczynka ma 
poparzone klatkę piersiową, dłonie i ramiona. 

Obrażenia dziecka były na tyle poważne, że Alyssa przewidywała konieczność operacji 

polegającej na wycięciu oparzonych obszarów skóry aż do żywej tkanki, żeby gojąca się i 
twardniejąca   skóra   nie   utrudniała   małej   pacjentce   oddychania.   Wiedziała   też,   że   osoby 
narażone na działanie ognia w tak niedużym pomieszczeniu jak łazienka mogą ulec zatruciu 
tlenkiem   węgla   i   innymi   gazami,   wydzielanymi   przez   płonące   przedmioty   lub   tkaniny. 
Oczekiwała więc niecierpliwie na przybycie specjalisty od oparzeń. 

– Czy możesz jeszcze raz wybrać numer jego pagera, Fliss? – zawołała do pielęgniarki. 
– Już to robię. 
– A potem spytaj matkę, czy chce kogoś zawiadomić o wypadku. – Wiedziała, że kobieta 

nie będzie w stanie zaopiekować się dzieckiem, gdyż sama wymaga leczenia. 

Skupiła   uwagę   na   dziewczynce.   Musiała   ją   szybko   zaintubować,   zanim   nastąpi 

opuchnięcie gardła. Potem podała jej tlen i kroplówkę mającą zapobiec odwodnieniu, które 
mogłoby wywołać obrzęk płucny i zapalenie płuc. 

– Czy dodzwoniłaś się do jej ojca? – spytała dyżurną pielęgniarkę. 

background image

– Rozmawiałam z matką. Ona samotnie wychowuje to dziecko. Mieszkają tylko we dwie. 
– Okej. – Alyssa stłumiła nagły przypływ łez. Nie może sobie teraz pozwolić na myślenie 

o tym, jak trudno jest być samotną matką. Jak trudno rozwiązywać problemy bez wsparcia ze 
strony partnera. 

W tym momencie pojawił się wreszcie specjalista od oparzeń. Alyssa przedstawiła mu 

sytuację, a potem wraz z nim opatrywała obrażenia dziecka, dopóki jego stan nie stał się na 
tyle stabilny, że można je było przenieść na oddział oparzeń. Matka też czuła się już lepiej, 
więc mogła samodzielnie przejść do sali i usiąść przy łóżku córki. Seb polecił jej, by w razie 
pogorszenia   samopoczucia   natychmiast   zawiadomiła   pielęgniarkę.   Potem   porozmawiał   z 
personelem oddziału oparzeń i poprosił o zwrócenie bacznej uwagi na stan kobiety, u której 
mogły wystąpić spóźnione objawy zatrucia dymem. 

– A ty – zwrócił się do Alyssy – powinnaś skończyć pracę już dwie godziny temu. 
– Przecież  nie mogłam  odejść od pacjentki, dopóki nie stwierdziłam,  że jej  stan jest 

stabilny – wykrztusiła Alyssa. Bała się, że Seb zarzuci jej zaraz narażanie na szwank zdrowia 
własnego dziecka. Nie zamierzała informować pracowników szpitala o ciąży przed upływem 
co najmniej trzech miesięcy. 

– Czy możesz wstąpić na chwilę do mojego gabinetu? – spytał Sebastian. 
Zmarszczyła brwi, ale poszła za nim. Zamknął starannie drzwi i podsunął jej krzesło. 
– Chciałem tylko powiedzieć coś, co może da ci do myślenia – rzekł łagodnym tonem. – 

To mogłaś być ty. 

– O co ci chodzi?
– O to, że twojemu dziecku może się coś przydarzyć. Niekoniecznie pożar, ale zapalenie 

oskrzeli, alergia lub wypadek. Jako samotna matka będziesz musiała sobie z tym radzić o 
własnych siłach. Możesz w dodatku sama zachorować. – Westchnął. – Dlaczego się na to 
narażasz? Przecież ja chcę być przy tobie i otaczać cię opieką. 

Dlatego, że ci nie wierzę, pomyślała. Seb musiał dostrzec na jej twarzy wyraz nieufności, 

bo nerwowo przesunął dłonią po włosach. 

– Dzięki tobie dowiedziałem się, że nie wszystkie kobiety są takie same – wyznał cicho. – 

Kiedy ty zdasz sobie sprawę, że mężczyźni też się od siebie różnią?

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Nie odpowiedziała, a on zacisnął dłonie w ataku bezsilnej złości. 
– Alyssa, każde spotkanie z tobą doprowadza mnie do szału. Chcę cię dotykać. Jedna noc 

to za mało. Jestem pewien, że nasz związek mógłby być udany. 

– A ja wiem, że byłby skazany na niepowodzenie – odparła i wyszła z pokoju, zanim 

zdążył odpowiedzieć. 

Zdał sobie sprawę, że musi ją w jakiś sposób przekonać o szczerości swoich intencji. Ale 

jak   to   zrobić?   Po   doświadczeniach   z   pierwszym   mężem   nie   wierzyła   w   zapewnienia   o 
dozgonnej   miłości.   Kwiaty,   czekoladki,   pluszowe   misie...   to   też   nie   wchodzi   w   rachubę. 
Doszedł do wniosku, że musi wymyślić jakiś inny sposób. I to jak najszybciej. 

Alyssa nie widziała Seba przez następne cztery dni, bo ich dyżury przypadały w innych 

terminach. Nie chciała przyznać sama przed sobą, jak bardzo za nim tęskni. Nie wiedziała, 
skąd wzięła tyle sił, by wyjść z gabinetu Seba podczas ostatniej rozmowy. Ale była pewna, że 
postąpiła słusznie. Jemu chodzi tylko o seks, a ona pragnie czegoś więcej. 

Kiedy jednak czwartego dnia od tego spotkania usłyszała dzwonek do drzwi, w jej sercu 

obudziła się iskierka nadziei. Ale to nie był on, tylko ktoś bardzo do niego podobny. Ktoś, 
kogo znała i lubiła. 

– Cześć, Alyssa – powiedziała Vicky. – Byłam w tej okolicy, więc postanowiłam złożyć 

ci wizytę. 

– Bardzo się cieszę. Czy napijesz się kawy?
– Chętnie. 
Alyssa weszła do kuchni i włączyła ekspres, usiłując zapomnieć o tym, że zapach kawy 

przyprawia ją o mdłości. Ale po chwili zrobiło jej się niedobrze, więc musiała pobiec do 
łazienki. Kiedy z niej wyszła, Vicky podała jej szklankę wody. 

– Dzięki – wyszeptała słabym głosem. 
–   Seb   nie   wspominał   mi   o   zatruciu   żołądkowym,   które   dziesiątkuje   oddział,   więc 

domyślam się, że zapach kawy wywołuje u ciebie torsje z innego powodu. Co na to mówi mój 
brat?

– Jestem zaskoczona, że ci o tym nie wspomniał. 
– Była pewna, że Vicky złożyła jej wizytę na prośbę Sebastiana i zamierzają nakłaniać do 

nadania dziecku jego nazwiska. 

– On nie zdradza mi swoich wszystkich tajemnic – z uśmiechem odparła Vicky. – Od jak 

dawna jesteś w ciąży?

– Od jakichś ośmiu tygodni. 
–   To   wspaniale.   Zawsze   marzyłam   o   tym,   żeby   zostać   ciotką.   Mam   zapas   starych 

dowcipów, które pragnę przekazać następnemu pokoleniu. – Spojrzała badawczo na Alyssę. – 
Mam nadzieję, że mój brat zamierza się zachować jak uczciwy człowiek. 

– Owszem, ale ja nie chcę wychodzić za niego za mąż – odparła Alyssa. 
– Dlaczego?

background image

– On nie lubi dzieci, a ja nie wyobrażam sobie, żeby potrafił wyrzec się innych kobiet. 

Jego notes z telefonami musi być tak gruby jak londyńska książka telefoniczna. 

– Hm, przyznaję,  że ma  opinię playboya,  ale dotąd nie widziałam, żeby był  w kimś 

zakochany. 

– Bo on unika bliskich związków. 
– Nie to miałam na myśli – wyjaśniła Vicky. – Chciałam powiedzieć, że jest zakochany w 

tobie. 

– We mnie? – wykrztusiła Alyssa. – Przecież... my się nawet nie spotykaliśmy!
– O ile wiem, dzieci nie biorą się z niczego – przypomniała jej z uśmiechem Vicky. 
Alyssa miała ochotę zapaść się pod ziemię. Sama przyznała się siostrze Seba do tego, że 

ich zbliżenie miało charakter przygody. 

– Seks nie ma dla niego większego znaczenia. 
– Tak było, ale teraz jest inaczej. Ty jesteś dla niego jedyną kobietą na świecie. To samo 

mówi Sophie. Obie uważamy,  że jesteście dla siebie stworzeni. Ale ja wiem, że Seb ma 
skomplikowany charakter, więc nie mam ci za złe tego, że się boisz tego związku i wybierasz 
łatwiejszy   model   życia.   –   Odstawiła   filiżankę   na   stół.   –   Wyglądasz   na   zmęczoną,   więc 
odpocznij. Do widzenia. 

– Dziękuję ci za wizytę. 
– Nie ma za co. – Vicky podeszła do drzwi i zatrzymała się. – Alysso, zdaję sobie sprawę, 

że nie chcesz dzielić  życia  z Sebastianem,  ale chyba  mi  pozwolisz wpadać do siebie  po 
urodzeniu dziecka? Marzę o tym, żeby poznać mojego bratanka lub bratanicę. 

I powiedzieć jemu lub jej, że ma rodzinę, na którą zawsze może liczyć. 
Rodzinę. To, czego Alyssie zawsze brakowało. Matka nie miała wyboru – jej ojciec i 

dziadkowie nie chcieli utrzymywać z nimi kontaktów. 

Ale jej dziecko będzie w innej sytuacji.  Zarówno ojciec, jak i ciotka  chcą się z nim 

widywać. 

Czy jej nieufność wobec zapewnień Seba jest naprawdę dowodem braku odwagi? Czy jej 

dziecko nie będzie miało kiedyś do niej pretensji o to, że nie chciała zaufać jego ojcu? Czy 
nie uzna tego za przejaw egoizmu?

– Będę z tobą w kontakcie – obiecała. 
– Doskonale. A gdybyś chciała, żeby ktoś ci towarzyszył podczas badań prenatalnych, po 

prostu do mnie zadzwoń. 

Alyssa była tak wzruszona, że nie mogła wydobyć z siebie głosu. Vicky, której przecież 

prawie nie znała, traktowała ją tak, jakby była jej bratową. Członkiem najbliższej rodziny. 

Tak   czy   owak   straciłam   już   swoją   szansę,   pomyślała,   zamykając   drzwi.   Seb   nie 

oświadczy mi się po raz rugi. Jest na to zbyt dumny. A poza tym Vicky się myli. On mnie 
wcale nie kocha. Chodzi mu tylko o seks. Do diabła, chyba popełniłam jakiś błąd. 

Przypomniała   sobie,   że   ma   do   załatwienia   jeszcze   jedną   sprawę   –   że   musi   odbyć 

rozmowę, którą do tej pory odkładała na później. 

Jej matka podniosła słuchawkę już po trzecim dzwonku. 
– Witaj, kochanie – rzekła Kathy Ward. – Dawno się do mnie nie odzywałaś, więc pewnie 

background image

byłaś zajęta. Ale mam nadzieję, że nie pracujesz zbyt ciężko. 

– Mamo, czy ty siedzisz?
– Tttak – odparła z niepokojem pani Ward. – Dlaczego pytasz?
– Chcę ci powiedzieć coś ważnego. Ale nie wiem, jak się do tego zabrać. 
–   Najlepiej   zacznij   od   początku.   Czy   coś   się   stało?   Może   chcesz,   żebym   do   ciebie 

przyjechała?

– Tak i nie – wyjąkała Alyssa. – Mamo, jestem w ciąży. 
– I jak się z tym czujesz, kochanie? – spytała Kathy po chwili ciszy. 
– Sama nie wiem. Wszystko to jest bardzo trudne. 
– Zadzwonię do mojego szefa i wezmę kilka dni wolnego. Pojadę do Londynu z samego 

rana... 

–   Nie   musisz   –   zaprotestowała   Alyssa.   –   Nic   mi   nie   jest.   Chciałam   ci   tylko   o   tym 

powiedzieć. 

– A co na to ojciec dziecka? Czy już o tym wie?
– Tak. Zaproponował mi małżeństwo. A ja odmówiłam. 
– Czy się kochacie?
– To... jest bardzo skomplikowane. 
– Więc ma żonę?
– Nie, to nie jest ten rodzaj komplikacji. 
– Wybacz mi, że obudziłam w tobie niedobre wspomnienia. Czy go kochasz?
– Tak. 
– Ale myślisz, że on cię nie kocha. 
– On nie znosi dzieci. Nie sądzę, żeby nadawał się do rodzinnego życia. 
– Czy zamierzasz urodzić to dziecko?
– Tak. Wiem, że to nie będzie łatwe. Ale nie chcę usuwać ciąży. 
– Będę przy tobie i we wszystkim ci pomogę – obiecała Kathy. – Wiem, że pokocham to 

maleństwo tak samo, jak kocham ciebie. Z Newcastle nie jest tak daleko do Londynu. Mogę 
się nim opiekować, kiedy będziesz zajęta. 

Alyssa  odkryła  ze zdziwieniem,  że matka  wydaje się zadowolona, choć jej córka ma 

samotnie wychowywać dziecko. Tak samo jak ona. 

– Nigdy nie żałowałam tego, że się urodziłaś – oznajmiła Kathy, jakby czytając w jej 

myślach. – Ani przez sekundę. 

– Dziękuję, mamo. 
– Ale były chwile, w których żałowałam, że nikogo przy mnie nie ma. Kogoś, kto mógłby 

się ze mną cieszyć  twoim pierwszym uśmiechem, pierwszym zębem, pierwszym słowem, 
pierwszym krokiem. Kogoś, kto trzymałby mnie za rękę, kiedy byłaś chora, a ja wpadałam w 
panikę. 

Właśnie to proponował jej Sebastian. Przynależność do dużej rodziny, której ona nigdy 

nie miała. 

– Nie oceniaj  wszystkich  mężczyzn  przez  pryzmat  twojego ojca i Scotta – poradziła 

Kathy. – On może się okazać lepszym mężem i ojcem, niż przypuszczasz. Niektórzy ludzie 

background image

nie lubią cudzych dzieci, ale kochają własne. 

– Nie udało mi się ze Scottem, więc jaką mam gwarancję, że tym razem wszystko będzie 

dobrze?

– W miłości nie ma żadnych gwarancji, kochanie. Ale istnieje jedna niezawodna próba. 

Czy powierzyłabyś mu swój najcenniejszy skarb?

Sama nie wiem, czy mogłabym oddać w jego ręce swoje serce, pomyślała Alyssa. 
– Tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie – dodała Kathy. – Ale pamiętaj, że cię kocham. 

I w razie potrzeby przeniosę się do Londynu, żeby ci pomagać. Cieszę się, że mi o tym 
powiedziałaś. I gratuluję. 

Mama przyjęła to lepiej, niż oczekiwałam, pomyślała Alyssa, więc dlaczego mam ochotę 

się rozpłakać?

Cały szpital aż huczał od plotek. 
Sebastian sprzedaje jaguara E. Krążyły najróżniejsze pogłoski – że przegrał fortunę w 

kasynie i potrzebuje gotówki, że zamienia samochód na bardzo szybki motocykl, że zamówił 
w fabryce nowego aston martina. 

Alyssa  nie brała  udziału  w  tych  spekulacjach.  Ale  gdy dowiedziała  się,  że sprzedaje 

również swoje mieszkanie, zrobiło jej się przykro. Według krążących po szpitalu plotek miał 
objąć jakieś prestiżowe stanowisko za granicą. Wydawało jej się to prawdopodobne. Seb jest 
na tyle bystry, że może zdobyć każdą posadę, na jakiej mu zależy. A dodatkową motywacją 
do wyjazdu mogłoby być to, że chce znaleźć się jak najdalej od niej oraz dziecka. Co byłoby 
dowodem na to, że miała rację, nie darząc go zaufaniem. 

Seb   doszedł   do   wniosku,   że   jest   to   jego   szczęśliwy   dzień.   Gdy   tylko   postanowił 

przezwyciężyć niechęć do leczenia dzieci, los zesłał mu małego pacjenta. 

Chłopczyk   trząsł   się   ze   strachu,   bo   wpadła   mu   do   ucha   jakaś   muszka.   Słyszał   jej 

brzęczenie i był przekonany, że wgryza mu się w mózg. 

Wiedział, że musi postępować ostrożnie. Gdyby posłużył się jakimś twardym narzędziem, 

jeden nieostrożny ruch mógłby spowodować uszkodzenie ucha środkowego. Czuł też, że musi 
uspokoić dziecko, zanim przystąpi do zabiegu. Ale jak to zrobić? Nie miał pojęcia, co lubią 
czteroletni chłopcy. Kiedy on sam był mały, fascynowały go owady i pająki. Pająki... pająki 
zjadają muszki. Postanowił podjąć próbę. 

– Wiesz co? – spytał. – Mam taki czarodziejski płyn, który wypłoszy tę muchę z twojego 

ucha. 

– I nie wygryzie mojego mózgu?
– Nie zdąży ci nic zrobić. Jak masz na imię?
– Mikey. 
– Posłuchaj, Mikey. Zajrzę teraz do twojego ucha specjalną latarką, żeby zobaczyć, ile 

płynu trzeba do niego wlać. Zrobię to bardzo szybko. Taaak. Jesteś bardzo dzielny, Mickey. – 
Zgodnie ze swymi oczekiwaniami dojrzał w świetle wziernika małą muszkę. – No dobrze. 
Teraz zaczniemy czary. Połóż się na boku i trzymaj głowę w taki sposób, żebym mógł dostać 
się do ucha. Zgoda?

background image

Mikey kiwnął głową, a jego matka podeszła bliżej i wzięła go za rękę. 
– Wspaniale. Teraz wypowiedz jakieś magiczne słowo. 
– Abrakadabra?
– Super. Zamknij oczy,  żeby magia lepiej działała. – Nie chciał, żeby Mikey dojrzał 

pipetkę z oliwą i wpadł w panikę. – Poczujesz, jak czarodziejski płyn wpływa do twego ucha 
kropla po kropli. A teraz wlejemy drugą porcję. – Była to po prostu ciepła woda, która miała 
wypłukać  owada. Seb często  stosował w  takich  przypadkach  ten  prosty sposób, unikając 
technik inwazyjnych, które mogłyby wystraszyć dziecko i doprowadzić do jego skaleczenia. 

Najważniejsze było to, żeby chłopiec zachowywał się spokojnie. Przypomniał sobie bajki, 

które opowiadała dzieciom Alyssa na ślubie Charliego, ale on nie znał żadnych opowieści. 
Postanowił spróbować innej metody. 

– Jeśli chcesz, żeby magia działała skutecznie, musisz zaśpiewać mi jakąś piosenkę o 

owadach. Czy znasz coś takiego?

– Nie – zachrypiał Mikey. 
– W takim razie ja ci coś zaśpiewam. – Pamiętał z przedszkola tylko jedną piosenkę, o 

Starym MacDonaldzie. – Musisz powtarzać za mną jej słowa. 

– Zgoda – powiedział Mikey. 

Alyssa   usłyszała   dochodzący   z   sali   zabiegowej   męski   głos.   Ktoś   śpiewał   pięknym 

tenorem piosenkę o Starym MacDonaldzie, tyle że słowa były trochę inne. Zamiast zwierząt 
występowały w tekście najróżniejsze owady. 

To musi być ktoś, kto umie postępować z dziećmi, pomyślała z uznaniem. Śpiew jest 

doskonałym   sposobem   odwrócenia   ich   uwagi.   Miała   wrażenie,   że   słyszy   głos   Seba,   ale 
wiedziała,   że   to   niemożliwe.   Przecież   on   nigdy   nie   wpadłby   na   pomysł,   żeby   uspakajać 
przerażone dziecko za pomocą piosenki. 

Kiedy jednak zajrzała do sali zabiegowej i zobaczyła, że Seb wręcza małemu chłopcy 

specjalne odznaczenie za odwagę, omal się nie rozpłakała. Czuła, że ten mężczyzna byłby 
wspaniałym ojcem. Tyle że. nie chce już mieć nic wspólnego ani z nią, ani z dzieckiem. 
Wyjeżdża za granicę. 

– Dzień dobry, Alysso – powiedział, uśmiechając się do niej przyjaźnie. 
– Dzień dobry. Słyszałam, że należą ci się gratulacje z powodu nowej posady. 
– Widzę, że szpitalni plotkarze są przerażająco dobrze poinformowani. 
A więc to prawda. Seb opuszcza kraj. 
– Podobno jedziesz do Ameryki. 
– Do Ameryki?  Nie. To nie jest w gruncie rzeczy nowa posada. Raczej rozszerzenie 

moich dotychczasowych kompetencji. Czy możesz zajrzeć na chwilę do mojego gabinetu? 
Chcę z tobą porozmawiać w cztery oczy. 

Gdy weszli do pokoju, zamknął drzwi i wskazał jej krzesło, a sam oparł się o ścianę. 
– Dlaczego sądzisz, że wyjeżdżam?
– Sprzedajesz mieszkanie i jaguara. 
–   Oczywiście.   Potrzebuję   lepszego   samochodu.   Bardziej   bezpiecznego.   Takiego,   w 

background image

którym zmieści się fotelik dla dziecka. 

Fotelik dla dziecka? Czyżby zamierzał dochodzić swoich praw na drodze sądowej?
– A mieszkanie jest pozbawione ogrodu. Muszę mieć miejsce na huśtawkę i zjeżdżalnię. 
– Przecież... przecież ty nie chcesz mieć dzieci. 
– Nie chciałem.  Nigdy nie umiałem z nimi  postępować. Ale teraz jest inaczej. Mam 

zostać ojcem. Nawet jeśli odmówisz umieszczenia mojego nazwiska na akcie urodzenia, to 
będzie moje dziecko. A jeśli chodzi o nową pracę, to mam zostać koordynatorem do spraw 
współpracy   między-oddziałowej.   W   ten   sposób   lekarze   będą   mogli   poszerzyć   swoje 
doświadczenia. 

To był znakomity pomysł, a Seb ma wystarczającą siłę przebicia, by go zrealizować. 
– Na czym ma polegać ta współpraca?
– Chcę zacząć od pediatrii i odbyć staż na tym oddziale. Już czas, żebym się nauczył 

nawiązywać kontakt z dziećmi. Zanim przyjdzie na świat nasze dziecko, będę miał odrobinę 
doświadczenia, więc może sprawdzę się w roli ojca. 

– Ale ja nie pozwolę ci na to, żebyś mi je odebrał. 
– Nie mam takiego zamiaru. Skąd ci to przyszło do głowy? Po prostu nadeszła pora, 

żebym wydoroślał. Mam trzydzieści dwa lata. Nie mogę się zachowywać jak student, wolny 
od jakichkolwiek zobowiązań. 

– Przecież zawsze unikałeś leczenia dzieci. Nie chciałeś ich mieć. 
– Tak. Za bardzo mi przypominały o... – Skrzywił się i przesunął dłonią po włosach. – 

Wiem, że to okropnie zabrzmi, ale masz prawo się dowiedzieć. Jako dziecko zawsze czułem 
się   niepotrzebny.   Charlie,   jako   spadkobierca,   miał   bliski   kontakt   z   ojcem.   Vicky   była 
dziewczynką, a Mara... Mara była  na tyle  głupia, że chciała ją wychować na panienkę  z 
dobrego domu. Vicky chciała być lekarzem. Nie znosiła lekcji tańca i innych bezsensownych 
zajęć, do których zmuszała ją matka. A ja byłem piątym kołem u wozu. Dlatego nie chciałem 
mieć dzieci. Żeby nigdy nie czuły się niepotrzebne i mało ważne. Ludzie, których kocham, są 
dla   mnie   najważniejsi   na   świecie,   ale   nie   umiem   tego   okazywać.   –   Westchnął.   –   Będę 
okropnym   ojcem.   Jeśli   urodzi   się   dziewczynka,   będę   przesłuchiwał   jej   adoratorów.   Jeśli 
będziemy   mieli   chłopca,   zamierzam   badać   przeszłość   jego   przyjaciółek.   Będę   wszystko 
kontrolował. 

– Myślę, że będziesz lepszym ojcem, niż przypuszczasz – powiedziała, rozbrojona jego 

szczerością. 

– Naprawdę tak uważasz?
– Owszem. Jestem umówiona o czwartej na badania prenatalne. Czy chcesz pójść tam ze 

mną i zobaczyć nasze dziecko?

– Powiedziałaś „nasze dziecko”... A więc jesteś gotowa uznać, że mam do niego prawa?
– Powiedziałeś kiedyś, że nie jesteś taki jak mój ojciec i mój były mąż. Miałeś rację. 

Jesteś uczciwy. 

Widząc w jej oczach łzy, podszedł do niej, przyklęknął na podłodze i serdecznie ją objął. 
– Alysso, nie płacz. Ja nie mam zamiaru do niczego cię zmuszać. Nie chcę odebrać ci 

dziecka, ale chcę... żebyś była ze mną. Jako partnerka. Nie proponuję ci małżeństwa, bo już 

background image

dwukrotnie mi odmówiłaś, więc straciłem nadzieję. Zresztą ślub jest tylko symbolem. Kartką 
papieru, którą można podrzeć. Ale nie możesz podrzeć tego. – Chwycił ją za rękę i położył jej 
dłoń na swoim sercu. – Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Dzięki tobie zdałem sobie 
sprawę, że chcę być czymś więcej niż tylko playboyem. 

– Wcale nie jesteś playboyem, Seb. 
– Czy to znaczy, że zmieniłaś zdanie i zgodzisz się za mnie wyjść? – spytał z nadzieją w 

głosie. 

– Ale nie chcę uroczystego wesela. 
– Nie musimy go urządzać. Jeśli masz ochotę, możemy wziąć ślub na jakiejś odległej 

szkockiej wysepce. Tylko powiedz „tak”, bo bez ciebie moje życie nie ma sensu. 

Alyssa dostrzegła ból w jego oczach. Wiedziała, że on naprawdę chce spędzić z nią życie. 

I wierzyła, że nie będzie jej do niczego zmuszał. Chwyciła go za rękę i położyła jego dłoń na 
swoim brzuchu. 

– Czy wiesz, że miną jeszcze trzy miesiące, zanim poczujemy jego ruchy?
– Nigdy nie przypuszczałem, że można kogoś tak kochać... – mruknął Seb. – Teraz już to 

wiem. I jestem trochę przerażony. 

–  Ja  też.  To  wszystko   miało  wyglądać   inaczej.   Nie  miałam   zamiaru  zakochać  się   w 

playboyu. 

Sebastian spojrzał na nią badawczo. 
– Czy mówisz poważnie? Naprawdę się we mnie zakochałaś?
Alyssa kiwnęła potakująco głową. 
– Mam nadzieję, że nasze dziecko będzie  miało  coś, czego my byliśmy  pozbawieni. 

Rodziców,   którzy   będą   się   kochać   i   żyć   pod   jednym   dachem   aż   do   dziewięćdziesiątki. 
Rodziców, którzy będą kochać swoje dziecko. 

– Będę popełniał błędy – ostrzegł ją Seb. – Nie jestem ideałem. 
–   Wszyscy   popełniamy   błędy   –   odparła,   wzruszając   ramionami.   –   Ale   ty   potrafisz 

wyciągać z nich wnioski. Nauczysz się przewijać dziecko. 

– Będę mu zmieniał pieluszki. Nigdy nie opuszczę naszego dziecka, naszych dzieci. I 

zawsze będę przy tobie. 

– To wszystko, czego pragnę – wyszeptała ze wzruszeniem Alyssa. 

background image

EPILOG

O czwartej po południu leżała na szpitalnym łóżku. Jej odsłonięty brzuch pokryty był 

specjalnym żelem. Seb siedział obok niej i trzymał ją za rękę. 

Nagle ekran aparatu ożył. 
– To jest nasze dziecko... – szepnął Seb. Pielęgniarka obsługująca aparaturę pokazała im 

małą pulsującą plamkę, czyli serce dziecka. 

– Wszystko  wygląda  doskonale – oznajmiła z uśmiechem.  – Jest pani w dziewiątym 

tygodniu ciąży. Czy zrobić państwu wydruk obrazu, który widać na monitorze?

– Och, tak, bardzo proszę – odparł Seb. – To będzie pierwsza fotografia naszego dziecka. 

Zamierzam ją wgrać do komputera i zawsze nosić odbitkę w portfelu. 

– Więc chcesz powiadomić o wszystkim cały oddział? – spytała Alyssa. 
– Zrobimy to razem. Kiedy uznasz, że nadszedł stosowny moment. 
Pielęgniarka podała im wydruk, a Seb delikatnie dotknął go końcami palców. 
– Nasze dziecko – wyszeptał ze wzruszeniem. Wyszli z gabinetu i w milczeniu dotarli na 

parking. 

Seb otworzył jej drzwi samochodu, a potem usiadł obok niej i oparł czoło o kierownicę. 
– Nie spodziewałem się, że jest we mnie tyle miłości – zauważył cicho. – Ze w moim 

sercu znajdzie się miejsce i dla ciebie, i dla dziecka. 

Zrozumiała, o co mu chodzi. W sercu jego ojca i matki nie było dla niego miejsca. A on 

żywił  obawę,  że taka  sytuacja  może  się powtórzyć.  Wyciągnęła  rękę  i pogłaskała  go po 
głowie. 

– Seb, ja będę okazywać miłość dziecku i będę zawsze kochać ciebie. Ale chcę, żebyś mi 

coś obiecał. 

– A mianowicie?
– Miłość, szacunek i wierność. 
Milczał przez chwilę, a potem wziął ją w ramiona i czule ucałował. 
– Oczywiście, kochanie. Obiecam ci to bardzo niedługo. Zanim zdążysz zmienić zdanie. 
– Ja nie zamierzam zmieniać zdania. 
– To dobrze, bo nasz związek będzie nierozerwalny – rzekł z uśmiechem, a ona spojrzała 

mu w oczy i poczuła pewność, że mówi prawdę. 


Document Outline