background image

Kate Hardy  

 

Lekarz z ambicjami 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

– Dlaczego miałoby mi zaleŜeć na tym, Ŝeby wygrać wieczór w towarzystwie Sebastiana? 

– spytała Alyssa.  

–  NaleŜałoby  raczej  spytać,  dlaczego  nie  miałoby  ci  na  tym  zaleŜeć  –  odparła  Tracey, 

pielęgniarka  na  oddziale  ratownictwa  medycznego.  –  Hm,  chyba  coś  jest  z  tobą  nie  w 

porządku.  –  Chwyciła  Alyssę  za  rękę  i  zmierzyła  jej  tętno,  spoglądając  na  zegarek.  –  Nie 

ulega  wątpliwości,  Ŝe  Ŝyjesz  i  puls  masz  w  normie.  –  Dotknęła  jej  czoła.  –  Temperatura 

normalna, więc nie moŜe to być delirium.  

– Och, przestań! – zawołała Alyssa, mimo woli wybuchając śmiechem.  

– A moŜe to chwilowa niepoczytalność? 

– Musiałabym być niepoczytalna, Ŝeby pójść na tę kolację z Sebem – mruknęła Alyssa. – 

To  nie  wchodzi  w  rachubę.  Ale  jestem  gotowa  wpłacić  na  ten  wasz  fundusz  pewną  sumę.  – 

Wyjęła z szafki torebkę i znalazła w niej zwitek banknotów. – Proszę, na dobry cel.  

– To wystarczy na trzy losy – oznajmiła Tracey, unosząc brwi ze zdziwienia.  

– Nie chcę ani jednego, bardzo ci dziękuję.  

–  AleŜ  Alyssa,  tak  nie  moŜna.  Sprzedajemy  losy  właśnie  dlatego,  Ŝeby  dać  kaŜdemu 

równe  szanse.  Gdybyśmy  zorganizowali  licytację,  mogliby  w  niej  wziąć  udział  tylko 

najbogatsi.  

Alyssa  byłaby  gotowa  ustąpić,  gdyby  mogła  się  zgodzić  z  jej  rozumowaniem.  Ale 

dostrzegła w nim jeden słaby punkt.  

– Być moŜe niektóre kobiety marzą o tym, Ŝeby spędzić wieczór z Sebastianem Radleyem 

– powiedziała – ale ja nie mam na to najmniejszej ochoty.  

– Dlaczego? Jest czarujący i dowcipny. Wieczór w towarzystwie Seba to cenna nagroda. 

On potrafi zadbać o to, Ŝeby jego partnerka świetnie się bawiła.  

–  Tylko  dlatego,  Ŝe  ma  ogromną  praktykę.  –  Alyssa  uniosła  brwi.  –  W  ciągu  sześciu 

miesięcy,  jakie  spędził  w  Docklands  Memoriał,  umówił  się  chyba  ze  wszystkimi  kobietami, 

które nie ukończyły trzydziestu pięciu lat.  

– MoŜe po prostu szuka odpowiedniej partnerki.  

– A moŜe jest męskim odpowiednikiem luksusowej dziwki.  

Alyssa  zdecydowanie  nie  była  zainteresowana  tego  rodzaju  męŜczyznami.  Po  swoich 

doświadczeniach ze Scottem Cooperem zamierzała unikać ich do końca Ŝycia.  

Tracey gwizdnęła cicho.  

– Widzę, Ŝe ty go naprawdę nie lubisz.  

–  Jako  lekarz  jest  w  porządku.  Potrafi  być  sumienny,  stanowczy  i  czarujący.  –  Alyssa 

podziwiała  jego  stosunek  do  pacjentów  moŜe  dlatego,  Ŝe  sama  traktowała  ich  w  podobny 

sposób. – Ale jako męŜczyzna, z którym miałabym spędzić wieczór... Nie, dziękuję. Nie jest 

w moim typie.  

– Więc kto mógłby być w twoim typie? – spytała Tracey. – Pracujesz tu od trzech lat, a 

nie pamiętam, Ŝebyś się z kimkolwiek umówiła.  

background image

Alyssa miała ochotę poprosić ją, by pilnowała swoich spraw, wyznać, Ŝe jest lesbijką albo 

oznajmić,  Ŝe  nadal  szuka  księcia  z  bajki,  ale  się  powstrzymała.  Postąpiłaby  nieuczciwie, 

wyładowując swój zły humor na dyŜurnej pielęgniarce. Tracey miała dobrą wolę, ale prawda 

była  kłopotliwa,  a  Alyssa  nie  zamierzała  dawać  nikomu  poŜywki  do  plotek  na  swój  temat. 

ś

aden z pracowników szpitala Docklands Memoriał nie wiedział o tym, Ŝe popełniła kiedyś 

błąd, a ona chciała, Ŝeby tak pozostało.  

Niebieskooki  Sebastian  Radley  moŜe  i  jest  czarujący,  przystojny  i  dowcipny  –  sama 

przyznawała,  Ŝe  to  najbardziej  seksowny  męŜczyzna,  jakiego  znała  –  ale  kaŜdy  bliŜszy 

związek z tego rodzaju człowiekiem grozi katastrofą. Wiedziała więc, Ŝe powinna go unikać.  

– Jestem osobą zajętą i nie mam czasu na randki – rzekła przyjaznym tonem, wyjmując z 

torebki kolejny banknot. – Proszę bardzo. Czy teraz przestaniesz mnie nękać? 

–  Hm  –  mruknęła  z  uśmiechem  Tracey.  –  Tak  czy  owak,  dziękuję  za  wpłatę  na  nasz 

fundusz.  

Gdy Alyssa odeszła, starannie wypisała na trzech odcinkach losów słowa „Alyssa Ward”. 

Od  dawna  uwaŜała,  Ŝe  doktor  Ward  zbyt  cięŜko  pracuje  i  powinna  się  jakoś  rozerwać.  A 

Sebastian Radley, konsultant ich szpitala, jest człowiekiem, który mógłby jej to ułatwić.  

On  z  kolei  powinien  trochę  spowaŜnieć  i  zdać  sobie  sprawę,  Ŝe  Ŝycie  nie  jest 

niekończącym  się  pasmem  przyjęć  i  bankietów.  A  Alyssa  jest  kobietą,  która  moŜe  mu  na  to 

otworzyć  oczy.  Tracey  doszła  do  wniosku,  Ŝe  przygotowywane  przez  nią  przyjęcie 

dobroczynne  moŜe  się  przyczynić  do  rozwiązania  kilku  problemów.  Postanowiła 

porozmawiać  z  Vicki  Radley,  siostrą  Seba,  współorganizatorką  tego  wydarzenia.  Czuła,  Ŝe 

jeśli  zdoła  zapewnić  sobie  jej  poparcie,  Docklands  Memoriał  stanie  się  o  wiele  bardziej 

interesującym i przyjaznym miejscem pracy.  

 

– To był naprawdę bardzo głupi pomysł – oświadczył Seb. – Przypomnij mi, dlaczego ja 

się na to zgodziłem? 

–  Bo  uwielbiasz  oglądać  swoją  podobiznę  w  gazetach,  a  gazety  kochają  cię  jeszcze 

bardziej,  kiedy  masz  na  sobie  smoking  –  odparła  ze  śmiechem  jego  siostra  Vicky.  –  „Pan 

Sebastian  Radley  pomaga  w  zbiórce  pieniędzy  na  sprzęt  dla  oddziału  ratownictwa 

medycznego”. „Bogaty ale otwarty na potrzeby biednych”. Wspaniała reklama.  

– Bardzo zabawne... – mruknął, patrząc na nią z niechęcią. – Dlaczego nie mógłbym po 

prostu wpłacić jakiejś sumy na fundusz szpitala? 

–  To  nie  byłaby  Ŝadna  sensacyjna  wiadomość.  W  kaŜdym  razie  nie  na  tyle  sensacyjna, 

Ŝ

eby  uwolnić  Charliego  od  dziennikarzy,  więc  musiałby  w  końcu  podjąć  próbę 

wytłumaczenia  się  przed  Sophie.  A  poniewaŜ  fotoreporterzy  usiłowaliby  tymczasem 

wywaŜyć jej drzwi, ona nie zgodziłaby się wyjść za niego za mąŜ, tylko uciekłaby na koniec 

ś

wiata.  –  Vicky  wzruszyła  ramionami.  –  To  był  najlepszy  pomysł,  jaki  przyszedł  mi  do 

głowy. I pragnę ci przypomnieć, Ŝe wyraziłeś zgodę.  

– No dobrze. Jesteś moją dłuŜniczką. Podobnie jak nasz starszy brat.  

–  Nie  denerwuj  się  –  uspokoiła  go  Vicky,  poprawiając  delikatnie  jego  muszkę.  – 

Wyglądasz  wspaniale.  Gdybyś  nie  był  moim  bratem  słynącym  z  okropnego  stosunku  do 

background image

kobiet, sama odczułabym pokusę wykupienia losu.  

– Losu? PrzecieŜ to miała być aukcja... – wymamrotał Seb, mruŜąc oczy.  

–  Wszystko  inne  będzie  sprzedane  w  drodze  licytacji,  ale  wieczór  z  tobą...  Seb,  to  jest 

szpital.  Chcemy,  Ŝeby  pracujące  tu  dziewczyny  miały  równe  szanse,  dlatego  zrobiliśmy  cię 

główną wygraną w naszej loterii.  

– Gdybyście mnie sprzedali w drodze licytacji, mogłabyś wziąć w niej udział i wygrać. – 

Westchnął. – Gotów byłbym to sfinansować.  

– Chciałbyś kupić samego siebie? – parsknęła Vicky. – Och, daj spokój. Nie spodziewaj 

się,  Ŝe  w  to  uwierzę.  Za  dobrze  cię  znam.  PrzecieŜ  uwielbiasz  umawiać  się  z  kobietami.  – 

Urwała i spojrzała na niego z uwagą. – CzyŜbyś kogoś pokochał i zamierzał się ustatkować? 

–  AleŜ  skąd!  Czy  uwaŜasz,  Ŝe  jestem  głupi?  –  Seb  zmarszczył  brwi.  –  Nie.  Ja  tylko... 

Posłuchaj,  napiszcie  na  tych  losach  wyraźnie,  Ŝe  chodzi  o  jeden  wieczór,  a  nie  o  obietnicę 

małŜeństwa. I Ŝe nie zamierzam kontynuować tej znajomości.  

– Na to juŜ za późno. Wszystkie losy są sprzedane.  

– Mam nadzieję, Ŝe wygra jakaś starsza pani, która będzie chciała być traktowana przez 

jeden  wieczór  jak  gwiazda  filmowa.  Wytworne  stroje,  elegancka  limuzyna,  luksusowa 

restauracja...  –  Seb  wykrzywił  usta  w  niechętnym  grymasie.  –  I  Ŝebyś  wiedziała,  Ŝe  nigdy 

więcej nie dam się na coś takiego nabrać.  

Zapadła chwila ciszy. Potem Vicky posłała bratu czułe spojrzenie.  

– Seb? 

– Tak? 

– Przestań narzekać, uśmiechnij się, wejdź do sali i oczaruj tych ludzi, od których chcemy 

wyciągnąć trochę pieniędzy.  

Wiedział,  Ŝe  potrafi  wykorzystać  swój  urok  osobisty,  a  teraz,  ponaglony  przez  siostrę, 

przypomniał  sobie,  jaki  jest  cel  dzisiejszej  imprezy:  zbiórka  na  szpitalny  fundusz.  Wziął 

głęboki oddech i ruszył w kierunku sali.  

Przez  pierwszą  połowę  wieczoru  bawił  się  doskonale.  Nakłaniał  uczestników  aukcji  do 

podbijania stawek. Wziął udział w licytacji pewnego profesora, który miał przez jeden dzień 

pełnić  rolę  pokojówki,  potem  starszej  pielęgniarki  mającej  przez  tydzień  grać  rolę  szofera, 

sprzedał na aukcji trzy hinduskie masaŜe, sześć domowych kolacji, skrzynkę szampana, parę 

tortów  i  kilka  pocałunków.  Za  jeden  z  nich  zapłacił  absurdalnie  wysoką  cenę,  przebijając 

wszystkich  konkurentów,  poniewaŜ  pielęgniarka,  która  zgodziła  się  pocałować  zwycięzcę, 

okazała się bardzo ładna. Pieniądze przeznaczone na szpitalny fundusz lały się jak woda, a w 

sali panowała atmosfera radosnego podniecenia.  

Jego  znakomity  nastrój  zmąciło  pojawienie  się  na  scenie  dwóch  osób:  jego  siostry  i 

starszej pielęgniarki szpitala, Tracey Fry.  

–  Oto  nadszedł moment,  na  który  wszyscy  czekaliście  –  oznajmiła  Vicky.  –  Losowanie. 

Główną i jedyną wygraną jest wieczór spędzony w towarzystwie Sebastiana Radleya.  

Rozległy  się  oklaski,  okrzyki  i  gwizdy.  Seb  poczuł,  Ŝe  jego  twarz  gwałtownie 

czerwienieje. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.  

– Zaraz się przekonamy, który numer wygrywa... – Vicky zdobyła gdzieś nawet bęben, w 

background image

którym wirowały odcinki losów. Seb zacisnął zęby i poprzysiągł jej okrutną zemstę.  

Tracey otworzyła klapkę w górnej części bębna, demonstracyjnie sięgnęła aŜ na jego dno, 

wyciągnęła złoŜony odcinek losu i uniosła go triumfalnie w górę.  

Ona teŜ mi za to zapłaci, pomyślał Seb. Dlaczego tak przeciąga ogłoszenie wyniku? 

Tracey powoli rozwinęła kartkę.  

– Wygrywa numer... 457! – oznajmiła głośno. Na sali rozległ się szelest losów i pomruk 

zawodu. Mam nadzieję, Ŝe wygra ktoś, kto potraktuje całą sprawę jako Ŝart i nie będzie ode 

mnie oczekiwał dozgonnej miłości, myślał nerwowo Sebastian.  

– Alyssa Ward! – zawołała Tracey.  

Alyssa Ward? Usiłował skojarzyć to nazwisko z jakąś twarzą, ale bezskutecznie.  

– Niestety, Alyssa nie mogła spędzić tego wieczoru razem z nami...  

Nie ma jej? – pomyślał ze zdziwieniem. PrzecieŜ... Ach, pewnie ma nocny dyŜur.  

–  ...  więc  przekaŜę  jej  tę  dobrą  wiadomość  jutro  rano  –  dokończyła  Tracey.  –  A  teraz 

oddaję głos Sebastianowi.  

Uśmiechnął  się  czarująco,  udając,  Ŝe  jest  zachwycony,  a  potem  szybko  dokończył 

licytację ostatnich przedmiotów. Przez cały czas jednak zastanawiał się, kim moŜe być Alyssa 

Ward.  W  pewnym  momencie  doznał  olśnienia.  Tak,  Alyssa  Ward,  spokojna  i  nieśmiała 

lekarka z oddziału ratownictwa. Pracował z nią przez sześć miesięcy, ale nadal prawie jej nie 

znał.  Brała  udział  w  koleŜeńskich  spotkaniach  pracowników,  ale  z  jakiegoś  powodu  zawsze 

siedziała na przeciwległym końcu długiego stołu.  

Zachowywała się niemal tak, jakby usiłowała mnie unikać, pomyślał ze zdziwieniem. Ale 

skoro nie chce mieć ze mną nic wspólnego, to po co kupowała los na loterię? To się wydaje 

kompletnie  pozbawione  logiki.  Ale  takie  juŜ  są  kobiety.  Z  wyjątkiem  mojej  siostry  Vicky. 

Ona jest osobą całkowicie racjonalną.  

Tak czy owak był zadowolony, Ŝe nie musi spotkać się z Alyssą nazajutrz rano. Wiedział, 

Ŝ

e skoro pełni nocny dyŜur, to na pewno zjawi się w szpitalu dopiero po południu, a on zyska 

kilka godzin spokoju, podczas których będzie mógł dowiedzieć się o niej czegoś więcej.  

– Przed wejściem na oddział powinnaś włoŜyć zbroję – zawołała ze śmiechem Fliss, gdy 

Alyssa pojawiła się następnego dnia w pokoju dla personelu.  

– Dlaczego? 

– Bo wszystkie zatrudnione w tym szpitalu kobiety będą się domagać twojej krwi.  

–  Co  takiego?  –  Alyssa  zmarszczyła  czoło.  –  Przykro  mi,  Fliss,  ale  nie  mam  pojęcia,  o 

czym mówisz.  

– Wygrałaś. Wczoraj wieczorem.  

– Co wygrałam? Fliss wydała cichy jęk.  

–  Musisz  stanowczo  napić  się  kawy,  bo  widzę,  Ŝe  jeszcze  śpisz.  Wygrałaś  wieczór  w 

towarzystwie Seba.  

– To niemoŜliwe – oznajmiła Alyssa, kręcąc głową. – Nie kupiłam losu.  

– Musiałaś to zrobić, bo inaczej nie mogłabyś wygrać – stwierdziła Fliss, unosząc brwi.  

– Nie kupiłam losu. – Alyssa splotła ręce na piersiach. – Wpłaciłam na fundusz szpitala 

pewną sumę.  

background image

–  Która  wystarczyła  na  kupno  kilku  losów  –  wtrąciła  Tracey,  która  weszła  do  pokoju  i 

usłyszała ich rozmowę. – Wypisałam na nich twoje nazwisko. A jeden z nich wygrał.  

Alyssa skrzywiła się z niechęcią.  

– W takim razie chętnie zrzeknę się mojej wygranej na rzecz kogoś innego.  

 

Seb,  który  nie  zdąŜył  jeszcze  wejść  do  pokoju  dla  personelu,  usłyszał  ostatnią  wymianę 

zdań i zatrzymał się jak wryty. PrzecieŜ Alyssa Ward ma nocną zmianę...  

Nie, pomyślał, ja tylko zakładałem, Ŝe ktoś, kto wykupił los i nie zgłosił się po wygraną, 

musi pełnić nocny dyŜur. A tymczasem ona nie tylko nie kupiła losu, ale w dodatku nie chce 

spędzić ze mną wieczoru.  

Poczuł  ukłucie  zawodu.  Nie  zamierzał  się  z  nikim  wiązać,  ale  potrafił  zadbać  o  to,  by 

Ŝ

adna  kobieta  nie  nudziła  się  w  jego  towarzystwie.  Postanowił  zastosować  się  do  sugestii 

Vicky. Zaprosić posiadaczkę szczęśliwego losu na wytworną kolację, a potem na jakiś dobry 

spektakl teatralny. Kto mógłby nie mieć na to ochoty? 

Zmarszczył  brwi.  Nie  pamiętał,  by  jakakolwiek  kobieta  kiedykolwiek  wzgardziła  jego 

zaproszeniem.  Spotyka  go  to  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu.  I  wcale  nie  był  z  tego  zadowolony. 

Postanowił więc wyjaśnić tę sprawę od razu i przekonać się, na czym polega problem.  

–  Dlaczego?  –  spytał,  wchodząc  do  pokoju.  –  CzyŜby  uwaŜała  mnie  pani  za  jakiegoś 

odraŜającego typa? 

–  Nie  –  odparła  Alyssa,  mimo  woli  czerwieniąc  się  z  zaŜenowania.  –  Ja  po  prostu  nie 

umawiam się na randki.  

Ach, więc o to chodzi. Choć powinien być zadowolony, poczuł jeszcze bardziej bolesne 

ukłucie zranionej ambicji.  

– Tu nie chodzi o Ŝadną randkę – stwierdził z naciskiem – tylko o jednorazowe spotkanie, 

które  było  główną  wygraną  w  loterii  mającej  zasilić  budŜet  szpitala.  Chciałbym  to  mieć  za 

sobą – dodał z irytacją w głosie – więc proponuję dzisiejszy wieczór.  

Ku jego zaskoczeniu Alyssa nie zamierzała ustąpić.  

– Dziś wieczorem jestem zajęta.  

– Więc proszę zmienić plany.  

–  Myślę,  doktorze  Radley,  Ŝe  to  pan  moŜe  zmienić  plany.  Albo  spędzić  ten  wieczór  we 

własnym towarzystwie. – Spojrzała na niego bez cienia uśmiechu i postawiła na stole kubek z 

nietkniętą  kawą.  –  I  bardzo  proszę,  Ŝeby  pan  nie  przemawiał  do  mnie  takim  rozkazującym 

tonem.  

Fliss gwizdnęła cicho.  

– Pokazała ci, gdzie jest twoje miejsce – mruknęła, gdy Alyssa wyszła z pokoju.  

Być moŜe, pomyślał Seb. Do tej pory nigdy nie zwrócił większej uwagi na Alyssę. Była 

po  prostu  sumienną  lekarką,  z  którą  kilka  razy  współpracował.  ZauwaŜył  wtedy,  Ŝe  jest 

sprawna,  ma  właściwy  stosunek  do  pacjentów  i  wykonuje  swoje  obowiązki  bez  szemrania. 

Zawsze  nosiła  pod  białym  lekarskim  kitlem  gładkie  szare  spodnie  i  jasną  koszulę,  a  on  w 

gruncie  rzeczy  nie  zauwaŜył  nawet,  Ŝe  jest  kobietą.  Była  dla  niego  po  prostu  koleŜanką  z 

pracy.  

background image

Nigdy nie podejrzewał jej o tak silną wolę i tak nieugięty charakter. Byl tym zaskoczony, 

ale wydala mu się kobietą bardzo interesującą. Postanowił spędzić z nią najbliŜszy wieczór i 

przekonać się, czy naprawdę jest taka twarda.  

Po  południu  tego  dnia  trafił  mu  się  piekielnie  trudny  przypadek.  W  sali  reanimacyjnej 

panował  spokój,  więc  przyjmował  pacjentów,  którzy  zgłaszali  się  do  ambulatorium.  Był 

wśród  nich  czteroletni  chłopiec,  który  przyciął  sobie  męski  organ  zamkiem  błyskawicznym 

od  spodni.  Wspaniale,  pomyślał,  kiedy  recepcjonista  imieniem  Mel  wręczył  mu  kartę 

informacyjną.  Dlaczego  nie  przyślą  mi  nieznośnego  starca  albo  dwumetrowego  kulturysty, 

który wdał się w bójkę i nadal jest pijany? Dlaczego musieli skierować do mnie tego bachora? 

Nie  umiał  postępować  z  dziećmi.  Nie  lubił  ich.  Był  zadowolony,  Ŝe  ma  starszego  brata, 

więc  nie  musi  się  troszczyć  o  przedłuŜenie  męskiej  linii  swej  rodziny.  śywił  nadzieję,  Ŝe 

Charlie i Sophie spłodzą wkrótce potomka, który odziedziczy rodzinny tytuł i majątek.  

Chłopczyk głośno płakał, a jego matka była bliska histerii. Seb zdobył się na zawodowy 

uśmiech i poprowadził ich w kierunku izby przyjęć.  

– Proszę pójść za mną – powiedział. – Zaraz wszystko będzie dobrze.  

– Chciał sam się ubrać. Odwróciłam się moŜe na dwie sekundy, a on... a on...  

– To się często zdarza. Mali chłopcy za szybko wkładają spodnie i przycinają sobie skórę 

zamkiem.  

– Miał nadzieję, Ŝe chłopczyk przestanie płakać. Jego zawodzenie działało mu na nerwy 

tak bardzo, jak niegdyś zgrzyt kredy o tablicę.  

– Ale ten zamek się zaciął i nie mogłam go rozpiąć! 

– Kobieta zaczerwieniła się gwałtownie. – Czy to nie spowoduje jakichś... komplikacji? 

– Nie – zapewnił ją Seb. – Proszę mi wierzyć, Ŝe operacja nie będzie konieczna. Dam mu 

jakiś  środek  przeciwbólowy,  Ŝebym  mógł  rozpiąć  ten  zamek,  nie  naraŜając  go  na  dalsze 

cierpienia.  Czasem  wystarczy  kropla  oleju  mineralnego.  W  najgorszym  razie  będę  musiał 

rozciąć spodnie.  

–  Nie  mam  nic  przeciwko  temu,  bo  i  tak  ich  nie  znoszę.  Kupiła  mu  je  jego  babka,  bo 

uwaŜała, Ŝe wygląda niechlujnie w dresie, w którym chodził do tej pory.  

Dziecko  nadal  płakało,  a  wszystkie  wysiłki  uspokojenia  go  okazały  się  daremne.  Seb 

doszedł do wniosku, Ŝe potrzebuje pomocy. Postanowił sprowadzić jakąś pielęgniarkę, która 

umiałaby radzić sobie z dziećmi.  

–  Muszę  przynieść  zestaw  narzędzi  –  powiedział  do  matki  chłopca.  –  Wrócę  za  dwie 

sekundy.  

Z ulgą wybiegł na korytarz, zamierzając poprosić o pomoc pierwszą osobę, którą spotka. 

Okazała się nią Alyssa Ward. Zawahał się, ale nadal słyszał płacz dziecka i wiedział, Ŝe musi 

wybrać mniejsze zło.  

–  Alysso,  czy  mogłabyś  poświęcić  mi  chwilę  czasu?  –  spytał  z  najbardziej  czarującym 

uśmiechem, na jaki potrafił się zdobyć. – Potrzebuję pomocy.  

– O co chodzi? – spytała, mruŜąc oczy.  

– Przysłali do mnie chłopczyka, który ma problem z zamkiem błyskawicznym. Potrzebuję 

kogoś, kto potrafiłby odwrócić jego uwagę, kiedy będę robił to, co jest konieczne.  

background image

– Okej – mruknęła, wzruszając ramionami.  

– Dziękuję ci i jestem bardzo wdzięczny. – Jego uśmiech był tym razem autentyczny. – 

Pokój numer pięć. Ja idę po lidokainę, olej mineralny i noŜyce.  

Kiedy wrócił, Alyssa trzymała chłopca na kolanach i opowiadała mu jakąś bajkę. Z oczu 

dziecka  nadal  płynęły  łzy,  ale  jego  uwaga  była  skupiona  na  treści  tej  interesującej  historii  o 

pociągach i dinozaurach. Seb doszedł do wniosku, Ŝe jego koleŜanka ma wrodzony talent do 

radzenia sobie z dziećmi.  

I  nagle  zrozumiał  motywy  jej  postępowania.  Spytał  sam  siebie,  dlaczego  ta  kobieta  nie 

ma  ochoty  spędzić  z  nim  wieczoru.  I  znalazł  odpowiedź:  poniewaŜ  jest  męŜatką  i  ma  małe 

dziecko. Zerknął odruchowo na jej lewą dłoń, ale nie dostrzegł obrączki. MoŜe to wynikać z 

dwóch powodów: albo nie nosi jej w pracy ze względów higienicznych, albo nie jest męŜatką, 

lecz ma stałego partnera.  

Sprawa była prosta. Postanowił wynająć opiekunkę do dziecka i zafundować Alyssie oraz 

jej  partnerowi  wieczór  w  mieście  albo  wynegocjować  z  nią  zmianę  warunków  i 

zaproponować,  by  zamiast  niego  towarzyszył  jej  wybrany  przez  nią  męŜczyzna.  Zdał  sobie 

sprawę,  Ŝe  będzie  mógł  dzięki  temu  wypełnić  swe  zobowiązania,  nie  tracąc  wieczoru,  i 

odetchnął z ulgą.  

Natarł  skórę  chłopca  jodyną,  a  potem  podał  mu  lidokainę.  Gdy  środek  przeciwbólowy 

zaczął działać, chłopiec przestał szlochać i zadał nawet Alyssie kilka pytań dotyczących bajki.  

Seb, nie chcąc go denerwować, powiedział po cichu matce, co zamierza zrobić, a potem 

bez słowa przystąpił do działania. Polał zamek olejem, ale kiedy nie przyniosło to poŜądanego 

efektu, zrozumiał, Ŝe musi go przeciąć. Na szczęście Alyssa nadal odwracała uwagę małego 

pacjenta, dzięki czemu chłopiec nie dostrzegł ortopedycznych noŜyc, które Seb wyjął z torby. 

Przez  chwilę  obawiał  się,  Ŝe  jeśli  zastosowana  przez  niego  metoda  nie  poskutkuje,  będzie 

musiał  rozerwać  zamek  przy  pomocy  dwóch  par  kleszczy.  Ale  po  kilku  sekundach  jego 

ruchoma część zsunęła się w dół, uwalniając skórę chłopca.  

Gotowe! Otworzył zamek do końca, oczyścił niewielką ranę i posmarował ją maścią.  

– Czy pani synek dostał zastrzyk przeciwtęŜcowy? – spytał.  

Kobieta kiwnęła głową.  

–  To  dobrze.  Przez  jakiś  czas  będzie  jeszcze  odczuwał  lekki  ból,  ale  nie  ma  Ŝadnych 

trwałych  uszkodzeń  ciała.  Gdyby  panią  cokolwiek  zaniepokoiło,  proszę  zwrócić  się  do 

lekarza pierwszego kontaktu albo przywieźć go do nas.  

– Bardzo dziękuję.  

– Moje zadanie było bardzo łatwe – powiedział z uśmiechem. – To Alyssa zasługuje na 

wyrazy wdzięczności. Potrafiła uspokoić przeraŜone dziecko.  

– Więc dziękuję wam obojgu.  

Alyssa pospiesznie dokończyła bajkę i najwyraźniej zamierzała wyjść z pokoju w ślad za 

małym pacjentem i jego matką, postanowił więc ją zatrzymać.  

– Alyssa... – zaczął cichym głosem.  

– O co chodzi? – spytała nieufnie.  

Wahał się przez chwilę, a potem odchrząknął niepewnie, chcąc zyskać na czasie.  

background image

–  Powinienem  cię  przeprosić.  Nie  wiedziałem  o  tym,  Ŝe...  jesteś  męŜatką  i  masz  dzieci. 

Rozumiem  powody,  z  których  odrzuciłaś  moje  zaproszenie.  Ale  poniewaŜ  zdobyłaś  główną 

wygraną, chętnie pokryję koszta opiekunki i wszystkie inne wydatki, Ŝebyś mogła spędzić ten 

wieczór w mieście ze swoim męŜem.  

– Nie mam męŜa – oznajmiła Alyssa wojowniczo.  

– A więc ze swoim partnerem.  

W jej zielonych oczach pojawił się błysk rozbawienia.  

– I nie mam dzieci.  

Po  raz  drugi  w  ciągu  tego  dnia  poczuł  się  tak,  jakby  oblała  go  zimną  wodą.  Nie  był  teŜ 

zachwycony  jej  lekcewaŜącym  spojrzeniem.  Pod  wpływem  irytacji  złoŜył  jej  propozycję, 

która wydała mu się idiotyczna, zanim jeszcze skończył mówić.  

–  Skoro  jesteś  wolna,  to  załatwmy  tę  sprawę  od  razu,  Ŝeby  mieć  ją  z  głowy.  Dziś 

wieczorem. Przyjadę po ciebie o wpół do siódmej.  

Zanim zdąŜyła odmówić, wyszedł z pokoju, Ŝeby zająć się następnym pacjentem.  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Alyssa naprawdę nie miała ochoty na spędzanie wieczoru w towarzystwie Sebastiana. Aie 

czy  ma  wybór?  Wiedziała,  Ŝe  jeśli  mu  odmówi,  wszyscy  zaczną  jej  zadawać  dociekliwe 

pytania  –  doszukiwać  się  przyczyn  takiego  postępowania  w  jej  przeszłości,  do  której  nie 

chciała wracać, plotkować, pokazywać ją sobie na korytarzach jako Kobietę, Która Odrzuciła 

Zaproszenie Sebastiana Radleya.  

Wiedziała  teŜ,  Ŝe  Sebastian  nie  pogodzi  się  z  odmową,  jeśli  nie  przedstawi  mu 

przekonującego  powodu  tej  odmowy.  A  ona  nie  chciała  z  nim  na  ten  temat  rozmawiać,  bo 

bała się, Ŝe zostanie wyśmiana. Musi więc spędzić z nim ten wieczór, choć przyrzekła sobie, 

Ŝ

e  nigdy  więcej  nie  da  się  nikomu  nakłonić  do  zrobienia  czegoś,  na  co  nie  będzie  miała 

ochoty.  

Nagle  ogarnęły  ją  ponure  podejrzenia.  Los  kupiła  w  jej  imieniu  Tracey,  i  właśnie  ona 

wyciągnęła z bębna jej numer. Zbieg okoliczności? Czy moŜe sprytny podstęp? 

Nie,  to  niemoŜliwe.  Tracey  dobrze  wiedziała,  Ŝe  nie  zaleŜy  jej  na  spotkaniu  z 

Sebastianem. Więc musiał to być zbieg okoliczności.  

–  A  więc  czeka  mnie  wieczór  w  towarzystwie  tego  gładkiego  czarusia  –  mruknęła  do 

siebie ze złością.  

–  Spytał  o  mój  adres,  ale  nie  powiedział  nawet,  dokąd  chce  mnie  zabrać.  Nie  mam 

pojęcia, jak się ubrać. Co za nieznośny człowiek...  

Po dłuŜszym namyśle zdecydowała się na prostą czarną sukienkę i skromny makijaŜ.  

Dzwonek  rozległ  się  dokładnie  o  wpół  do  siódmej.  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  ta 

punktualność  dobrze  o  nim  świadczy.  Gdyby  przyjechał  zbyt  wcześnie,  postawiłby  ją  w 

kłopotliwej  sytuacji,  bo  nie  była  jeszcze  gotowa.  Gdyby  się  spóźnił,  naraziłby  ją  na 

upokarzające czekanie.  

Otworzyła  drzwi  i  zrobiła  wielkie  oczy.  Seb,  podobnie  jak  inni  konsultanci,  przychodził 

zwykle  do  pracy  w  garniturze,  a  ona  widywała  w  gazetach  fotografie,  na  których  uczepione 

jego  ramienia  blondynki  trzepotały  zalotnie  rzęsami.  Ale  nie  przypuszczała,  Ŝe  moŜe  tak 

dobrze  wyglądać  w  smokingu.  Miał  na  sobie  plisowaną  koszulę,  ręcznie  wiązaną  muszkę  i 

chyba włoskie buty.  Był ogolony i schludnie uczesany. Krótko mówiąc, zrobił wszystko, by 

kaŜda kobieta straciła głowę na jego widok.  

– Cześć – rzekł z uśmiechem.  

Dostrzegła w jego policzkach dołki, których dotąd nie zauwaŜyła. I od razu przestała się 

go obawiać. Miała ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć palcem jego twarzy...  

– Cześć, Seb.  

– Czy jesteś gotowa? 

– Jasne – odparła nonszalanckim tonem.  

– Więc ruszajmy.  

Na ulicy stał niski sportowy samochód.  Zabawka bogatego chłopca. Ałyssa pomyślała z 

ironią, Ŝe widząc ten wóz, moŜna by sporo powiedzieć o osobowości właściciela.  

background image

–  Jak  ci  się  podoba?  –  spytał  Seb,  a  ona,  choć  była  zachwycona,  wzruszyła  obojętnie 

ramionami.  

– Widzę, Ŝe ma cztery koła, i to mi wystarczy.  

– To nie jest zwykły samochód – powiedział Seb. – To zabytkowy jaguar E.  

– I czujesz się w nim jak James Bond? – spytała drwiącym tonem, choć musiała przyznać, 

Ŝ

e Seb wydaje jej się bardziej atrakcyjny niŜ Sean Connery, a nawet Pierce Brosnan.  

–  James  Bond  jeździł  aston  martinem  –  odparł,  otwierając  jej  drzwi,  a  ona  po  raz  nie 

wiadomo który powtórzyła sobie, Ŝe chodzi tylko o ten jeden wieczór.  

– Dokąd jedziemy? – spytała, gdy ruszyli z miejsca.  

– Do pewnej spokojnej restauracji.  

–  Myślałam,  Ŝe  lubisz  gwar  i  tłumy  ludzi  –  mruknęła,  nie  mogąc  powstrzymać  się  od 

drobnej złośliwości.  

–  Ale  doszedłem  do  wniosku,  Ŝe  ty  nie  czułabyś  się  w  takiej  atmosferze  swobodnie  – 

odparł bez zastanowienia.  

Niewielka przytulna restauracja znajdowała się tuŜ nad Tamizą, a Seb został oczywiście 

skierowany  do  najlepszego  stolika,  tuŜ  przy  oknie,  przez  które  moŜna  było  obserwować 

ciemniejące niebo i zapalające się światła.  

– Bardzo mi się tu podoba – przyznała Alyssa.  

– Podają teŜ dobre jedzenie – odparł Seb.  

Kelner,  który  przyniósł  karty  dań,  powitał  Sebastiana  niezwykle  uprzejmie,  więc 

domyśliła się, Ŝe jest to jego ulubiony lokal. Była pewna, Ŝe bywał tu z wieloma kobietami i 

zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  zajmuje  na  ich  liście  bardzo  odległe  miejsce.  Ale  wcale  się  tym  nie 

przejęła. Nie zamierzała nawiązywać z nim bliŜszej znajomości.  

ZauwaŜyła,  Ŝe  w  karcie  dań  nie  ma  cen  i  uznała,  Ŝe  restauracja  musi  być  bardzo  droga. 

Seb  wyraźnie  chce  zrobić  na  niej  wraŜenie,  ale  ona  nie  ma  juŜ  dwudziestu  paru  lat  i  nie 

zamierza zachwycać się jego hojnością.  

– Co moŜesz mi polecić? – zapytała.  

–  Wszystko  jest  dobre  –  odparł.  –  Zamów  to,  na  co  masz  ochotę.  I  powiedz  mi,  czego 

chcesz się napić.  

– Myślałam, Ŝe zadecydujesz za mnie – mruknęła ze zdziwieniem i zaraz zgromiła się w 

duchu, widząc jego rozbawienie.  

–  Nie  jestem  męskim  szowinistą,  a  poniewaŜ  nie  mam  pojęcia,  co  lubisz,  wolę,  Ŝebyś 

sama dokonała wyboru.  

Stwierdziła, Ŝe Seb nie jest pozbawiony wraŜliwości i zaczęła podejrzewać, Ŝe błędnie go 

oceniła.  

– A ty? 

– Ja prowadzę – odparł, wzruszając ramionami – więc mogę wypić tylko drinka. Chętnie 

zdam się na twój gust.  

Kiedy nadszedł kelner, zamówiła kieliszek bardzo wytrawnego wina Sancerre i wątróbki 

z drobiu na przystawkę, a potem rybę o egzotycznej nazwie anioł morski. Ku jej zdziwieniu 

Seb poprosił o to samo.  

background image

– Myślałam, Ŝe jesteś...  

–  PoŜeraczem  czerwonego  mięsa?  –  dokończył  z  uśmiechem.  –  Jadam  wszystko,  co  mi 

smakuje.  

Dojrzała  w  jego  niebieskich  oczach  zalotny  błysk,  który  świadczył  o  tym,  Ŝe  lubi  nie 

tylko  jedzenie.  Ale  na  nie  zamierzała  wdawać  się  z  nim  w  erotyczną  wymianę  zdań.  Miała 

nadzieję, Ŝe ten wieczór nieiługo się skończy i Ŝe od jutra znowu będą tylko colegami z pracy. 

BliŜsza  znajomość  z  Sebem  moŜe  narazić  ją  na  kłopoty,  których  w  jej  Ŝyciu  i  tak  było  juŜ 

duŜo. Postanowiła więc trzymać się od niego na dystans.  

 

Jest  kobietą,  która  wie,  czego  chce.  To  budziło  aprobatę  Sebastiana.  Był  znudzony 

młodymi panienkami o ptasim móŜdŜku, które spijały z jego ust kaŜde słowo i oczekiwały, Ŝe 

będzie za nie o wszystkim decydował.  

Alyssa  nie  była  dziewczyną  o  ptasim  móŜdŜku  i  choć  jej  nie  znał,  budziła  w  nim  coraz 

większe  zainteresowanie.  Wiedział  o  niej  tylko  tyle,  Ŝe  jest  kompetentną  lekarką  i  potrafi 

doskonale  radzić  sobie  z  dziećmi.  Teraz  zauwaŜył  takŜe,  Ŝe  jej  zielone  oczy  mają  tę  samą 

barwę  co  morze.  Nie  mógł  pojąć,  dlaczego  nie  zwrócił  na  to  uwagi  podczas  minionych 

sześciu miesięcy wspólnej pracy.  

– Od jak dawna u nas pracujesz? – spytał.  

– Od trzech lat.  

Spodziewał  się,  Ŝe  zacznie  mu  relacjonować  przebieg  swej  kariery  zawodowej,  ale  ona 

była wyraźnie małomówna, bo udzieliła mu najkrótszej z moŜliwych odpowiedzi. Postanowił 

zmienić postępowanie, dodać jej pewności siebie, kierując rozmowę na temat, który byłby dla 

nich obojga interesujący. Czyli na temat pracy.  

– Czy zawsze zajmowałaś się ratownictwem medycznym? 

– W zasadzie tak.  

– Gdzie pracowałaś przedtem? 

–  Przenosiłam  się  z  miejsca  na  miejsce.  Dlaczego  ona  udziela  tak  wymijających 

odpowiedzi? Co próbuje ukryć? 

– To tak samo jak ja – powiedział.  

Był  pewien,  Ŝe  Alyssa  spyta  o  przebieg  jego  kariery  zawodowej,  ale  przeŜył 

rozczarowanie. Co gorsza, zauwaŜył, Ŝe ta rozmowa wprawia ją w zakłopotanie. Zrezygnował 

więc z dalszych prób jej oŜywienia, a poniewaŜ  Alyssa wyglądała przez  okno, zaczął się jej 

przyglądać.  W  gruncie  rzeczy  była  bardzo  ładna.  Miała  regularne  rysy,  kształtne  usta,  na 

których  prawie  nie  dostrzegł  śladów  szminki,  i  zachwycająco  piękne  oczy.  Zaczął  się 

zastanawiać, jak wyglądają jej krótko obcięte włosy, kiedy są potargane. Na przykład wtedy, 

kiedy  Alyssa  się  budzi,  kiedy  jest  jeszcze  rozgrzana  snem,  łagodna  i  urna,  a  nie  czujna  i 

podejrzliwa.  

Gdy przyniesiono zamówione przez nich potrawy, zjedli je niemal w milczeniu. Na niebie 

lśniły gwiazdy, jedzenie było dobre, a kelnerzy zachowywali się dyskretnie. Jego towarzyszka 

nie plotła o byle czym i nie starała się wyglądać czarująco. Wszystkie okoliczności sprzyjały 

temu, by czuł się doskonale.  

background image

A  on  czuł  się  fatalnie.  Alyssa  nie  chce  tu  być,  nie  miała  ochoty  na  jego  towarzystwo. 

Dlaczego? 

Mógł  się  tego  dowiedzieć  tylko  w  jeden  sposób.  I  zamierzał  to  zrobić  bez  owijania  w 

bawełnę, mając nadzieję, Ŝe zyska dzięki temu jej uznanie.  

– Ty mnie w gruncie rzeczy nie lubisz, prawda? – spytał łagodnym tonem.  

Alyssa zamrugała oczami. Nie spodziewała się takiego pytania.  

– Dlaczego... tak myślisz? – wymamrotała.  

–  Dlatego,  Ŝe  przez  cały  czas  ani  razu  się  nie  uśmiechnęłaś.  –  Zmarszczył  brwi.  –  Czy 

zrobiłem coś, co wprawiło cię w zły nastrój? 

– Nie, nie mam do ciebie Ŝadnych osobistych pretensji.  

– Więc o co chodzi? 

Doszła  do  wniosku,  Ŝe  Seb  wymaga  od  niej  szczerości,  postanowiła  więc  odpowiedzieć 

mu szczerze.  

– O twój stosunek do Ŝycia.  

– To znaczy? – spytał jeszcze bardziej zaintrygowany.  

–  Jako  lekarz  jesteś  w  porządku.  Znakomicie  wywiązujesz  się  z  obowiązków.  Jako 

człowiek...  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Powiem  tylko  tyle,  Ŝe  gdybyś  był  kobietą,  obdarzano 

by cię obraźliwymi epitetami.  

– W takim razie dobrze się składa, Ŝe jestem męŜczyzną.  

Jego nonszalancka odpowiedź wzbudziła w niej jeszcze większą niechęć.  

– Seb, ty po prostu ciągle przeskakujesz z łóŜka do łóŜka. Jak oceniasz swoje Ŝycie? 

– Prawdę mówiąc, uwaŜam je za bardzo zabawne.  

– Och, daj spokój – mruknęła z oburzeniem, wznosząc oczy do nieba.  

–  Czy  chcesz  Ŝebym  ci  to  udowodnił?  –  spytał  z  uwodzicielskim  uśmiechem,  który 

przyprawiłby  ją  pewnie  o  zawrót  głowy,  gdyby  miała  pewność,  Ŝe  jest  przeznaczony 

wyłącznie  dla  niej.  Ale  ona  czuła,  Ŝe  zachowałby  się  w  taki  sam  sposób  wobec  kaŜdej 

kobiety.  Dobrze  wiedziała,  do  czego  są  zdolni  tacy  czarujący  męŜczyźni.  I  nie  zamierzała 

wchodzić po raz drugi do tej samej rzeki.  

– Nie, dziękuję.  

– A więc uwaŜasz, Ŝe nie jestem atrakcyjny? 

– UwaŜam, Ŝe jesteś egocentrykiem. I Ŝe ranisz uczucia innych ludzi.  

–  Zgoda,  przyznaję  się  do  egocentryzmu.  Ale  nie  ranie  niczyich  uczuć.  –  Z  jego 

błękitnych oczu zniknął nagle beztroski uśmiech. – Nie składam nikomu obietnic, których nie 

mógłbym  dotrzymać.  Owszem,  sypiam  z  wieloma  kobietami.  Bardzo  lubię  seks.  Ale  moje 

partnerki znają sytuację od samego początku. Nie zamierzam się Ŝenić, mieszkać z kimś pod 

jednym dachem ani nawiązywać jakichkolwiek trwałych związków.  

– Czy nie sądzisz, Ŝe to mało ambitny program? 

–  Być  moŜe.  Ale  mnie  on  odpowiada.  –  RozłoŜył  bezradnie  ręce.  –  Oto  ja.  Człowiek 

pozbawiony ambicji.  

– Kpisz sobie ze mnie.  

– Nie. Po prostu taki jestem. Teraz ona z kolei zmarszczyła brwi.  

background image

–  W  takim  razie  dlaczego  zostałeś  lekarzem?  Tylko  mi  nie  mów,  Ŝe  chciałeś  podrywać 

pielęgniarki.  Gdybyś  był  tak  mało  ambitny,  jak  twierdzisz,  to  nie  miałbyś  dość  siły,  Ŝeby 

skończyć studia. I nie zostałbyś konsultantem w tak młodym wieku.  

– Medycyna po prostu mnie interesuje – odparł zdawkowym tonem.  

– Myślę, Ŝe coś ukrywasz, Ŝe przed czymś uciekasz. A kobiety są dla ciebie tylko zasłoną 

dymną.  

– A od czego ucieka doktor Ward? 

– Od niczego. Spojrzał na nią z ironią.  

–  Daj  spokój.  Przed  chwilą  przyparłaś  mnie  do  muru.  Powiedziałaś,  Ŝe  poniewaŜ 

spotykam  się  z  wieloma  kobietami,  muszę  przed  czymś  uciekać.  Ty  jesteś  moim 

przeciwieństwem: nie spotykasz się z nikim. Więc pytam, od czego ty uciekasz.  

Od zbyt wielu wspomnień, pomyślała. Od Scotta Coopera. Od własnej łatwowierności.  

– To moja sprawa – oznajmiła.  

–  Hm  –  mruknął  Sebastian,  wypijając  łyk  wina.  –  W  ten  sposób  znaleźliśmy  się  w 

impasie.  

– Więc zmieńmy temat – zaproponowała.  

– Ty go zaczęłaś.  

Musiała przyznać mu w duchu rację. Ale bynajmniej nie zamierzała się poddać.  

– To nie znaczy, Ŝe ty musisz mieć ostatnie słowo.  

– Chyba cię lubię – rzekł z szerokim uśmiechem. – Twoje towarzystwo jest oŜywcze.  

OŜywcze? Nie była pewna, czy ma prawo uznać to stwierdzenie za komplement.  

–  Czy  to  miała  być  zachęta  do  zawarcia  bliŜszej  znajomości?  Jeśli  tak,  to  poniosłeś 

klęskę.  

– Nie mam zamiaru iść z tobą do łóŜka. Alyssa poczuła, Ŝe się czerwieni.  

– Więc teraz dajesz mi odczuć, Ŝe jestem nieatrakcyjna.  

–  Wcale  nie.  UwaŜam,  Ŝe  potrafisz  stać  się  niewidzialna.  Kiedy  usłyszałem  nazwisko 

osoby, która kupiła wygrywający los, dopiero po chwili skojarzyłem je z twoją twarzą. Jesteś 

atrakcyjną kobietą, Alysso.  

Masz  usta,  które  kaŜdy  męŜczyzna  chętnie  by  całował.  I  idealnie  gładką  skórę,  wręcz 

domagającą się pieszczot.  

Wyobraziła sobie nagle, jak mogłaby wyglądać ich wspólna noc. Poczuła jego pocałunki, 

otwierające mu drogę do jej zmysłów, serca i ciała. I zdała sobie sprawę, Ŝe niełatwo byłoby 

jej się przed nim obronić.  

–  Ale  ja  zawsze  na  samym  początku  znajomości  ustalam  jasne  reguły  gry  –  ciągnął 

spokojnie  Seb.  –  Nie  wdaję  się  w  romanse  z  kobietami,  które  są  zamęŜne  lub  związane  w 

jakikolwiek sposób z innym. I nigdy nie próbuję ich skłonić do robienia czegoś, czego robić 

nie chcą. Powiedziałaś mi, Ŝe nie jesteś zainteresowana, a ja to zaakceptowałem.  

Nie była pewna, czy jest bardziej zadowolona, czy rozczarowana. Odczuła ulgę, słysząc, 

Ŝ

e Seb nie chce jej zaciągnąć do łóŜka, ale teŜ przeŜyła gorzki zawód.  

– Deser? – spytał, podając jej kartę dań. Pochłonięta własnymi myślami nie zauwaŜyła, Ŝe 

przy  ich  stole  zjawił  się  kelner.  Miała  nadzieję,  Ŝe  nie  dosłyszał  ostatnich  fragmentów  ich 

background image

rozmowy.  

– Ja będę jadł creme brulee – oznajmił Sebastian.  

– Nie ma go w karcie.  

–  Dla  mnie  będzie  –  oznajmił  z  uśmiechem.  Jako  stały  klient  restauracji  musiał  zdawać 

sobie sprawę, Ŝe personel zrobi wszystko, by spełnić jego zachcianki. Alyssa doszła jednak do 

wniosku,  Ŝe  jego  głównym  problemem  jest  właśnie  aroganckie  przekonanie  o  własnej 

wyjątkowości.  

–  Ja  proszę  o  sorbet  cytrynowy  –  powiedziała.  Kiedy  przyniesiono  ich  desery, 

natychmiast  zaczęła  Ŝałować,  Ŝe  nie  zamówiła  tego  samego  co  on.  Creme  brułee  wyglądał 

wspaniale. Na idealnie zapieczonej karmelowej skorupce leŜała dorodna truskawka i odrobina 

bitej  śmietany.  Sebastian  dostrzegł  malujący  się  na  jej  twarzy  zachwyt,  bo  zgarnął  łyŜeczką 

wierzchnią porcję deseru i wyciągnął rękę w jej kierunku.  

– Otwórz usta.  

– Ja...  

–  PrzecieŜ  widzę,  Ŝe  masz  na  to  ochotę  –  zauwaŜył  z  kolejnym  uwodzicielskim 

uśmiechem.  

Poczuła  na  języku  znakomity  smak  kremu.  Zanim  wypili  kawę,  musiała  przyznać  w 

duchu, Ŝe jej towarzysz istotnie potrafi być bardzo atrakcyjnym kompanem.  

Udało  jej  się  zachować  panowanie  nad  sobą  aŜ  do  końca  posiłku.  Kiedy  wsiedli  do 

samochodu,  Sebastian  włączył  odtwarzacz  płyt  kompaktowych,  a  ona  udała,  Ŝe  słucha 

Mozarta,  dając  mu  do  zrozumienia,  Ŝe  nie  ma  ochoty  na  rozmowę.  Gdy  dotarli  do  ronda, 

wyprzedził ich nagle jakiś mały, Ŝółty, mocno pordzewiały samochód. Poziom hałasu, który 

wydawała  jego  rura  wydechowa,  przekraczał  wszystkie  dopuszczalne  normy.  A 

wydobywająca się z niego muzyka była tak głośna, Ŝe choć mieli zamknięte okna, nie słyszeli 

własnego radia.  

– Idiota! – mruknął Seb, a potem zerknął na Alyssę i dodał: – Przepraszam.  

–  Rzeczywiście  zachował  się  jak  głupiec  –  przyznała  Alyssa.  –  Ale  niech  sobie  jedzie. 

Nie próbuj się z nim ścigać.  

–  Nie  jestem  nieodpowiedzialnym  smarkaczem  –  rzekł  Sebastian.  –  Odkąd  jeŜdŜę  tym 

samochodem, wszyscy proszą, Ŝebym pozwolił im go poprowadzić, albo chcą mnie pokonać. 

Ale  ja  wiem,  Ŝe  potrafiłbym  wyprzedzić  niemal  kaŜdy  pojazd,  jaki  porusza  się  po  naszych 

drogach, więc nie muszę nikomu niczego udowadniać.  

Kiedy  dotarli  do  świateł,  Ŝółty  samochód  stał  na  sąsiednim  pasie  ruchu.  Jego  kierowca, 

bardzo  młody  człowiek,  triumfalnie  pomachał  do  nich  obiema  rękami  i  uśmiechnął  się  tak 

szeroko  jak  prezenter  telewizyjny  prowadzący  programy  dla  dzieci.  Jego  przesłanie  było 

zupełnie  jasne:  „Spójrzcie  na  mnie!  Jestem  królem  szos!  Wyprzedziłem  waszego 

luksusowego jaguara!”.  

Sebastian zwiększył obroty silnika.  

–  Powiedziałeś  przed  chwilą,  Ŝe  nie  jesteś  nieodpowiedzialnym  smarkaczem  – 

przypomniała mu Alyssa.  

–  To  prawda  –  przyznał  z  uśmiechem.  –  Choć  gdybym  jechał  sam,  mógłbym  ulec 

background image

pokusie.  

– Ale nie jedziesz sam, więc lepiej tego nie rób. Światła zmieniły się na zielone. Sebastian 

wolno ruszył z miejsca,  ale młody kierowca Ŝółtego samochodu najwyraźniej postanowił go 

sprowokować. Nie włączając kierunkowskazu, zajechał mu drogę i gwałtownie zahamował, a 

potem dodał gazu i z rykiem silnika pomknął naprzód. Seb zaklął pod nosem.  

–  Mogę  przymknąć  oko  na  szczeniackie  popisy,  ale  to,  co  zrobił  ten  chłopak,  było  po 

prostu niebezpieczne. Chyba będę musiał z nim porozmawiać.  

– Daj spokój, Seb. To nie nasza sprawa. Sebastian potrząsnął głową.  

–  Ktoś  powinien  go  ostrzec,  Ŝe  takie zachowanie  musi  się  prędzej  czy  później  skończyć 

wy...  

Zanim  wymówił  ostatnie  słowo,  jego  przepowiednia  nagle  się  spełniła.  śółty  samochód 

nadal  gnał  do  przodu,  ale  jego  kierowca  najwyraźniej  skupił  uwagę  na  tym,  co  dzieje  się za 

nim, bo nie zauwaŜył czerwonych świateł.  

Ani cięŜarówki, która wyjechała z bocznej drogi.  

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

–  Dzwoń  po  pogotowie  –  rzekł  Sebastian.  Alyssa  sięgała  juŜ  po  torebkę,  w  której  miała 

telefon. Podała dyspozytorowi miejsce wypadku.  

–  Zderzenie  samochodu  osobowego  z  cięŜarówką.  Cztery  osoby  w  samochodzie,  nie 

wiem, ile w cięŜarówce. Być moŜe trzeba będzie przecinać blachy, więc proszę przysłać straŜ 

poŜarną, policję i co najmniej dwie karetki.  

Przekazawszy  niezbędne  informacje,  pospieszyła  na  miejsce  wypadku  w  ślad  za 

Sebastianem, który wyjął tymczasem z jaguara torbę i latarkę.  

–  Niestety  mam  przy  sobie  tylko  zestaw  pierwszej  pomocy.  Dopóki  nie  nadjadą 

ratownicy, moŜemy jedynie obejrzeć poszkodowanych i opatrzyć obraŜenia.  

Maska Ŝółtego pojazdu była częściowo wtłoczona do jego wnętrza. TuŜ przed momentem 

kolizji  samochód  wpadł  w  poślizg  i  uderzył  w  cięŜarówkę  pod  ostrym  kątem,  moŜna  więc 

było  oczekiwać,  Ŝe  najbardziej  poszkodowane  będą  osoby  siedzące  po  stronie  kierowcy. 

Szofer cięŜarówki wysiadł z niej o własnych siłach, więc nie musieli się o niego w tej chwili 

troszczyć,  ale  Seb  wiedział,  Ŝe  jego  równieŜ  będzie  musiał  zbadać.  Przy  tego  rodzaju 

zderzeniach  urazy  nie  zawsze  objawiają  się  natychmiast  –  mogą  być  utajone  i  ujawnić  się 

dopiero po pewnym czasie.  

–  Wezwaliśmy  juŜ  pogotowie  –  oznajmił  Seb.  –  Oboje  jesteśmy  lekarzami.  To  jest 

Alyssa, a ja mam na imię Seb. Czy coś pana boli? 

– Nie. Ale skąd oni się do diabła wzięli? W ogóle ich nie widziałem! – Kierowca drŜał. 

Alyssa  nie  była  pewna,  czy  jest  to  objaw  oburzenia  czy  strachu.  –  Cholerni  piraci  drogowi! 

PrzecieŜ ja miałem zielone światło! 

– Oni zignorowali czerwone – wyjaśnił Seb, starając się uspokoić męŜczyznę.  

– To nie była pańska wina – dodała Alyssa. – Czy moŜe pan usiąść tam? Zbadamy pana, 

kiedy tylko obejrzymy tych ludzi.  

–  Nic  mi  nie  jest.  –  Kierowca  spojrzał  na  Ŝółty  samochód.  –  Och,  do  diabła!  Ten  facet, 

który prowadził, nie ma chyba szans.  

– Na razie jest Ŝywy, a my zrobimy wszystko, Ŝeby to się nie zmieniło – odrzekła Alyssa. 

– A pana i tak zbadamy, niezaleŜnie od samopoczucia.  

–  Czy  w  cięŜarówce  jest  coś,  co  moŜe  spowodować  skaŜenie  środowiska?  –  zapytał 

Sebastian.  

– Tylko owoce.  

Odetchnęli z ulgą i podeszli do kierowcy Ŝółtego samochodu.  

–  Nie  róbcie  mi  nic  złego!  –  wołał  przez  łzy  młody  człowiek.  –  Jestem  uwięziony  i  nie 

mogę wyjść! Tylko mnie nie bijcie! 

–  Jestem  lekarzem  –  rzekł  Sebastian  –  i  nie  zamierzam  robić  ci  nic  złego.  Chyba  i  tak 

masz juŜ dość kłopotów.  

– Pozwól, Ŝe ja się nim zajmę – poprosiła Alyssa.  

–  Wiem,  Ŝe  zachowałem  się  głupio  –  jęczał  chłopak.  –  Chciałem  się  popisać. 

background image

Przepraszam. Moja matka chyba mnie zabije.  

Widząc stan pojazdu, Seb rzucił swej koleŜance znaczące spojrzenie. Oboje wiedzieli, Ŝe 

matka  chłopca  moŜe  nie  mieć  okazji  do  wymierzenia  mu  jakiejkolwiek  kary.  Jeśli  doznał 

głębokich  ran  podbrzusza  lub  został  zmiaŜdŜony  przez  karoserię  samochodu,  szanse 

utrzymania go przy Ŝyciu są bardzo niewielkie.  

– Wszystko będzie dobrze – obiecała Alyssa. – Zachowuj się spokojnie, a my spróbujemy 

cię wyciągnąć.  

Młody  człowiek  ponownie  spojrzał  z  przestrachem  na  Seba.  Alyssa  odepchnęła  swego 

kolegę na bok.  

– Pójdę obejrzeć twoich kumpli – rzekł Sebastian.  

– Jak masz na imię? – spytała łagodnym tonem.  

– Gavin. Przyjaciele mówią do mnie Gaz.  

– A ja Alyssa. Spróbuję ci pomóc.  

– Strasznie się boję! 

– Wszystko będzie dobrze – powtórzyła. – Czy moŜesz mi powiedzieć, co cię boli? 

– Tylko ręka.  

Nie była to dobra wiadomość. Sądząc po stanie samochodu, wiedziała, Ŝe chłopiec musi 

mieć  zmiaŜdŜone  nogi.  Brak  bólu  moŜe  być  spowodowany  powaŜnym  uszkodzeniem 

nerwów.  

– Czy moŜesz poruszyć lewą stopą? Gavin zadygotał nerwowo.  

– Nie! 

– A prawą? 

–  Nie  mogę.  Nic  nie  czuję.  –  Szeroko  otworzył  oczy.  –  O  BoŜe!  Straciłem  czucie  w 

nogach! 

– To nie ma znaczenia – uspokoiła go Alyssa, choć wiedziała dobrze, Ŝe to ma znaczenie. 

Nie jest wykluczone, Ŝe  Gavin właśnie w tej chwili wykrwawia się na śmierć, albo Ŝe ucisk 

pogiętej karoserii na jego nogi zahamował krąŜenie krwi. Co oznaczałoby, Ŝe po wyjęciu go z 

samochodu  nastąpi  silny  krwotok.  Jego  zatamowanie  moŜe  być  bardzo  trudne.  Poza  tym 

zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  w  bladym  świetle  ulicznych  latarni  nie  widzi  tego,  co  jest  chyba 

najwaŜniejsze.  

– Seb, czy mogę poŜyczyć na chwilę twoją latarkę? – spytała, a potem oświetliła wnętrze 

samochodu i stwierdziła z ulgą, Ŝe na fotelu Gaza nie ma ciemnej plamy krwi.  

W tej sytuacji pozostała jej tylko nadzieja, Ŝe karetka i wóz straŜy poŜarnej zjawią się jak 

najszybciej. Najlepiej natychmiast.  

– Czy moi koledzy Ŝyją? – spytał Gavin.  

– Poczekaj, a ja spróbuję to ustalić – odparła Alyssa, a potem podeszła do Seba.  

– Musimy go wydostać z tego wraku – powiedziała. – Nie jestem pewna, czy mamy dość 

czasu, Ŝeby czekać na rozcięcie karoserii.  

– Krwotok jest aŜ tak cięŜki? 

– Nie, ale chyba ma zespół zmiaŜdŜenia.  

– W takim razie dostanie zapaści, kiedy go wyciągniemy – przypomniał jej Seb.  

background image

– Musimy go uratować! – wyszeptała. – Postaram się podtrzymać z nim rozmowę. Pyta o 

kolegów.  

–  Powiedz  mu,  Ŝe  jeden  z  nich  stracił  przytomność,  więc  trzeba  go  wziąć  do  szpitala. 

Dwaj  pozostali  są  tylko  poobijani,  więc  nic  im  nie  będzie.  Obejrzę  teraz  tego  kierowcę 

cięŜarówki i zaraz przyjdę.  

Alyssa wróciła do Gaza, który był teraz jeszcze bledszy i bardziej przeraŜony. Chwyciła 

go za rękę.  

– Seb mówi, Ŝe kolega, który siedział obok ciebie, stracił przytomność, więc musimy go 

zbadać w szpitalu. Pozostali dwaj są poobijani, ale nic im nie grozi. Seb bada teraz kierowcę 

cięŜarówki, ale on wysiadł o własnych siłach, więc teŜ chyba nie doznał cięŜkich obraŜeń.  

– O BoŜe! – jęknął chłopak. – Musi być na mnie wściekły! 

Alyssa wiedziała, Ŝe kierowca złoŜy zeznania na policji, więc jeśli Gaz ukradł samochód, 

by  sobie  pojeździć,  zostanie  postawiony  w  stan  oskarŜenia.  Ale  w  tym  momencie  było  to 

najmniejsze z jej zmartwień.  

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała uspokajającym tonem. – StraŜ poŜarna jest juŜ w 

drodze.  

W tym momencie chłopiec gwałtownie zadrŜał.  

– Jest mi zimno – zawołał płaczliwym tonem.  

– Trzymaj się, Gaz. Czy chcesz, Ŝebym zadzwoniła do twojej matki? 

– Nie mogę dosięgnąć komórki.  

– Nie szkodzi. Mam swoją.  

– Strasznie się boję – wyszeptał z przeraŜeniem.  

–  Wiem,  jak  się  musisz  czuć,  boja  teŜ  byłabym  na  twoim  miejscu  wystraszona.  Ale 

cięŜarówka na ciebie nie upadnie, a straŜ poŜarna zaraz przetnie karoserię i wydostanie cię z 

tego  samochodu.  Widziałam  takie  przypadki  wiele  razy.  –  Istotnie  ratowała  ofiary  licznych 

wypadków drogowych, ale tym razem czuła się niejako osobiście odpowiedzialna za los tego 

chłopca. – Podaj mi numer do matki, to spróbuję cię z nią połączyć.  

Gdy  jednak  wycisnęła  podyktowany  jej  przez  niego  szereg  cyfr,  głos  automatycznej 

sekretarki  powiadomił  ią,  Ŝe  „wzywany  abonent  ma  wyłączony  telefon  lub  jest  w  tym 

momencie nieosiągalny”.  

– W takim razie musiała wyjść – jęknął Gaz. – Czy ja umrę? 

Istniało takie ryzyko, ale nie chciała mu o tym mówić. Gdyby wpadł w panikę, ciśnienie 

podniosłoby się jeszcze bardziej, a to groziło dodatkowymi komplikacjami.  

– Mam nadzieję, Ŝe nie. Ile masz lat? 

–  Osiemnaście.  Mój  stary  kupił  mi  ten  samochód,  bo  w  zeszłym  tygodniu  zdałem 

egzamin na prawo jazdy... za pierwszym razem – dodał z odcieniem dumy w głosie.  

– Czy chcesz do niego zadzwonić? Gaz potrząsnął głową.  

– On nie mieszka z mamą. Nigdy nie byli małŜeństwem. Kupił mi ten samochód tylko z 

jednego powodu: miał nadzieję, Ŝe ona przestanie się od niego domagać zaległych alimentów, 

których od dawna jej nie płaci.  

Alyssa  mimo  woli  zazgrzytała  zębami.  Nienawidziła  ojców,  którzy  nie  dbają  o  dzieci  i 

background image

uwaŜają, Ŝe mogą się wykręcić od zobowiązań za pomocą pieniędzy.  

– Pewnie nie będę juŜ nigdy chodził, prawda? 

–  Dopóki  nie  wyciągniemy  cię  z  tego  samochodu,  nie  jesteśmy  w  stanie  określić 

rozmiarów obraŜeń – odparła wymijająco.  

Zanim Gaz zdąŜył zadać jej kolejne pytania, zjawiła się straŜ poŜarna.  

–  Proszę  mnie  nie  zostawiać  samego!  –  błagał  chłopiec.  –  Chcę,  Ŝeby  pani  przy  mnie 

została! 

–  Oczywiście,  Ŝe  cię  nie  zostawię.  Ale  muszę  na  chwilę  odejść,  Ŝeby  straŜacy  mogli  się 

do ciebie dostać.  

Gaz kiwnął głową. Seb wytłumaczył tymczasem straŜakom, czego od nich oczekuje. Gdy 

poprosili ją, by zrobiła im miejsce, podeszła do ratowników i podała im informacje dotyczące 

Gaza.  

– Zrobiliśmy juŜ wszystko, co do nas naleŜało – oznajmił Seb, gdy skończyła.  

Alyssa potrząsnęła głową.  

–  Gaz  jest  śmiertelnie  wystraszony.  Błagał  mnie,  Ŝebym  go  nie  opuszczała,  więc  muszę 

zostać. – Zagryzła wargi. – Jeśli uda się wydostać go Ŝywego... – Oboje wiedzieli, Ŝe nie ma 

na  to  wielkich  szans,  ale  Ŝadne  nie  powiedziało  tego  głośno.  –  Kierowca  tego  samochodu 

prosił mnie, Ŝebym przy nim została. Bardzo się boi. Czy mogę jechać z wami i trzymać go za 

rękę? To powinno go trochę uspokoić. Jestem lekarzem, więc mogę wam się przydać.  

Ku jej radości ratownicy wyrazili zgodę. A Seb oznajmił, Ŝe poczeka na nią w szpitalu i 

odwiezie ją do domu.  

– Nie chcę ci robić kłopotu – mruknęła.  

– Alyssa, bądź rozsądna. Nie pozwolę, Ŝebyś czekała godzinami na taksówkę.  

– W takim razie bardzo ci dziękuję.  

Wróciła do ratowników, którzy zakładali Gazowi kołnierz usztywniający. Zerknęła na ich 

twarze i zorientowała się, Ŝe oni równieŜ nie dają mu większych szans na przeŜycie.  

– Próbowałam dodzwonić się do twojej matki, ale nadal nie odbiera telefonu.  

–  Jeśli...  jeśli  z  tego  nie  wyjdę,  proszę  jej  powiedzieć,  Ŝe  ją  kochałem  i  Ŝe  bardzo  mi 

przykro.  

– Jestem pewna, Ŝe powiesz jej to sam.  

– Czy pojedzie pani ze mną do szpitala? 

– Oczywiście.  

Potem  nastąpił  moment,  którego  najbardziej  się  obawiała.  StraŜacy  dźwignęli  w  górę 

odciętą część karoserii, załoŜyli opaski uciskowe na zmiaŜdŜone nogi chłopca i zanieśli go do 

karetki.  

 

Seb  skończył  składać  zeznania,  wsiadł  do  samochodu  i  ruszył  w  kierunku  szpitala.  Na 

szczęście spytał przedtem ratowników, dokąd zamierzają zawieźć rannego chłopca.  

Zaplanował ten wieczór zupełnie inaczej. Zamierzał zjeść dobry posiłek  w towarzystwie 

interesującej kobiety, a potem odwieźć ją do domu. Tymczasem ich spotkanie zamieniło się w 

koszmar.  Nękała  go  świadomość,  Ŝe  gdyby  wyszli  z  restauracji  o  pięć  minut  wcześniej  lub 

background image

później,  młody  kierowca  i  jego  koledzy  nie  zobaczyliby  jego  jaguara  i  nie  postąpili  tak 

idiotycznie. A Gaz nie leŜałby teraz w karetce ze zmiaŜdŜonymi nogami.  

Musiał  przyznać,  Ŝe  Alyssa  zachowała  się  nadzwyczajnie.  Była  spokojna, 

skoncentrowana  i  Ŝyczliwa  wobec  pacjenta,  a  w  dodatku  zgodziła  się  pojechać  z  nim  do 

szpitala, by dodać mu otuchy.  

Zaparkował pod szpitalem i udał się prosto na oddział ratownictwa. Alyssa siedziała obok 

recepcji.  Była  blada  i  wydawała  się  kompletnie  wyczerpana.  Rozmawiała  z  jakimś 

policjantem, najwyraźniej składając zeznania dotyczące przebiegu wypadku. Gdy skończyła, 

Seb podszedł do niej i serdecznie ją objął.  

–  Jest  w  reanimacyjnej  –  oznajmiła  drŜącym  głosem.  –  Stan  krytyczny.  On  ma  dopiero 

osiemnaście lat, Seb. Popełnił głupi błąd, ale jest jeszcze taki młody! 

– Wiem, co przeŜywasz – powiedział, głaszcząc ją po włosach. – Ja teŜ czuję się winny. 

Miałem zamiar go dogonić i porządnie mu wygarnąć.  

– MoŜe gdyby ktoś zrobił to wcześniej... Jego ojciec porzucił matkę, więc nie miał go kto 

wychować. Dlaczego męŜczyźni bywają takimi cholernymi draniami? 

Seb  wiedział,  Ŝe  ta  uwaga  nie  była  skierowana  pod  jego  adresem.  Podejrzewał,  Ŝe  jej 

podtekst jest o wiele głębszy. CzyŜby Alyssa miała problemy ze swoim ojcem? 

Z pewnością nie mogą być one bardziej powaŜne niŜ moje problemy z matką, pomyślał z 

ironią.  

Alyssa  odzyskała  panowanie  nad  sobą  i  odsunęła  się  od  niego,  jakby  podejrzewając,  Ŝe 

chce wykorzystać chwilę jej słabości i zaciągnąć ją do łóŜka.  

Czy  ona  naprawdę  uwaŜa  mnie  za  drania?  –  spytał  sam  siebie.  I  nagle  zaczął 

podejrzewać, Ŝe być moŜe tak właśnie jest postrzegany przez kolegów z pracy.  

–  Posłuchaj  –  odezwał  się  cicho.  –  Nie  moŜesz  dla  niego  zrobić  nic  więcej.  Pozwól 

odwieźć się do domu. Jutro rano zadzwonisz do szpitala i spytasz o jego stan...  

– A oni mi powiedzą, Ŝe nie wolno im udzielać informacji – dokończyła z goryczą.  

– Jeśli tu zostaniesz, sama będziesz jutro w stanie krytycznym – rzekł łagodnie. – Musisz 

trochę odpocząć. Chodźmy.  

Podjechali pod jej dom w milczeniu.  

– Dziękuję za dzisiejszy wieczór – powiedziała.  

– To ja ci dziękuję. I przepraszam.  

– PrzecieŜ ten wypadek nie nastąpił z twojej winy.  

– Nie o to mi chodzi. Planowałem cię zabrać na wystawną kolację, a potem do teatru. Ale 

poniewaŜ  odrzuciłaś  moje  zaproszenie,  poczułem  się  uraŜony.  Chciałem  załatwić  to  jak 

najszybciej  i  zacząłem  nalegać,  Ŝebyśmy  spotkali  się  juŜ  dziś.  Dlatego  nie  zdąŜyłem 

zorganizować Ŝadnych dodatkowych atrakcji.  

Nie  spodziewała  się  ani  tego  wyznania,  ani  przeprosin.  Choć  była  przemarznięta, 

przygnębiona i zmęczona, uśmiechnęła się do niego serdecznie.  

–  Więc  przyznajesz,  Ŝe  jesteś  rozpuszczonym  smarkaczem  i  działasz  pod  wpływem 

kaprysów? 

– Tak, przyznaję. Czy mi wybaczysz? 

background image

Alyssa zdała sobie nagle sprawę, Ŝe jeśli odpowie twierdząco, on poprosi ją o poŜegnalny 

pocałunek. A potem zaproponuje, Ŝeby zaprosiła go na poŜegnalną kawę...  

Nie, pomyślała. Nie zostanę jego kolejną zdobyczą.  

– Nie mam ci nic do wybaczenia – powiedziała, otwierając drzwi. – Dziękuję za kolację i 

dobranoc.  

Wysiadła, a on, jakby  czytając w jej myślach, nie odprowadził jej do bramy. ZauwaŜyła 

jednak, Ŝe poczekał, dopóki jej nie otworzyła i nie zapaliła światła. Zastanawiała się, czy był 

to  objaw  uprzejmości  czy  teŜ  autentycznej  troski  o  jej  bezpieczeństwo.  Czy  wreszcie 

pewności siebie, pod wpływem której liczył na to, Ŝe ona zmieni zdanie i zaprosi go do swego 

mieszkania...  

Tak czy owak uświadomiła sobie, Ŝe Sebastian Radley moŜe zakłócić jej spokój ducha. I 

postanowiła trzymać się od niego z daleka.  

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Nie  mógł  zasnąć.  Nie  z  powodu  wypadku  –  podczas  pracy  na  oddziale  ratownictwa 

widywał  znacznie  gorsze.  I  zrozumiał,  Ŝe  nie  moŜna  uratować  wszystkich,  Ŝe  lekarz  musi 

robić, co się da, i akceptować rezultaty.  

Nie.  Powodem  jego  bezsenności  była  Alyssa.  Okazała  się  pierwszą  kobietą,  której  nie 

potrafił oczarować. I osobą na tyle bystrą, by domyślić się, Ŝe on coś ukrywa. Ona teŜ zresztą 

ma  swoje  tajemnice.  Jedną  z  nich  jest  zapewne  jakiś  dawny  związek,  a  drugą  stosunki  z 

własnym ojcem.  

Postanowił o niej zapomnieć. Nie interesowały  go trwałe związki, a ona  nie naleŜała do 

kobiet, które zgadzają się na przygody. A poza tym nawet go nie lubi.  

Potrzebował  czegoś,  co  odwróciłoby  jego  uwagę  od  tej  kobiety.  Najchętniej  jasnej 

blondynki o figurze modelki. Postanowił zacząć poszukiwania juŜ następnego dnia.  

– Więc jak się udało? – spytała Tracey. – Czy miło spędziłaś czas? 

– Było fajnie – odparła Alyssa chłodnym tonem.  

–  Spędziłaś  wieczór  z  Seksownym  Sebem  i  mówisz,  Ŝe  było  fajnie?  –  zawołała  Fliss.  – 

Powiedz nam prawdę! Dokąd cię zaprosił? 

– Byliśmy na kolacji – odparła wymijająco, ale widząc pytający wzrok koleŜanki, dodała: 

– W jakiejś restauracji nad Tamizą.  

– I co jadłaś? 

–  Czy  to  jest  przesłuchanie?  –  spytała  Alyssa,  wybuchając  śmiechem.  –  Zamówiłam 

wątróbki z drobiu, rybę i sorbet cytrynowy. Wszystko było bardzo dobre.  

– A potem? – ponagliła ją Fliss.  

– To było wszystko.  

– Jak to? Więc Seb odwiózł cię po prostu do domu? – spytała z niedowierzaniem Tracey.  

– Prawdę mówiąc, wylądowaliśmy na oddziale ratownictwa u Świętego Alberta.  

– Co takiego? 

– Zatrzymaliśmy się, Ŝeby udzielić pomocy ofiarom wypadku. – Alyssa zagryzła wargi. – 

Chłopak  tuŜ  po  egzaminie  na  prawo  jazdy  chciał  przejechać  skrzyŜowanie  na  czerwonym 

ś

wietle i zderzył się z cięŜarówką.  

– Nawet mi o tym nie mów, bo zaraz zaczynam  myśleć o Michaelu – poprosiła Tracey, 

krzywiąc  się  z  bólu.  Jej  siedemnastoletni  syn,  który  właśnie  robił  prawo  jazdy,  ciągle  ją 

prosił, by pozwoliła mu prowadzić swój samochód. – Czy przeŜył? 

– Wczoraj wieczorem był w stanie krytycznym. Zadzwoniłam dziś rano do tego szpitala i 

dowiedziałam się, Ŝe ma szanse przeŜycia, ale stracił obie nogi. Biedny chłopak.  

– Co za okropne zakończenie wieczoru – jęknęła Fliss. – MoŜe powinniście umówić się 

po raz drugi, Ŝeby to nadrobić? 

– Nie zamierzam spotykać się z Sebem – oznajmiła Alyssa – więc przestańcie mnie z nim 

swatać.  Nic  z  tego  nie  będzie.  ChociaŜby  dlatego,  Ŝe  on  lubi  długonogie  blondynki,  a  ja  do 

nich nie naleŜę.  

background image

–  MoŜna  to  zmienić  za  pomocą  odrobiny  perhydrolu  –  rzekła  z  uśmiechem  Tracey.  – 

Moja Kelly juŜ kończy szkołę fryzjerek i kosmetyczek. Powiedz tylko jedno słowo, a zaraz ją 

do ciebie przyślę.  

– Bardzo dziękuję, ale nie skorzystam – odparła Alyssa, wybuchając śmiechem. – Wolę, 

Ŝ

eby wszystko zostało tak jak jest.  

Uśmiechając się nadal, ruszyła na spotkanie z pierwszym pacjentem. Była zadowolona, Ŝe 

nie grozi jej następne spotkanie z Sebem. Do pierwszego doszło tylko w wyniku przypadku. 

Nie łączy ich nic z wyjątkiem zawodu. I być moŜe zamiłowania do tych samych deserów. On 

zresztą  nigdy  nie  umawia  się  z  nikim  po  raz  drugi.  A  ona  nie  ma  najmniejszej  ochoty  na 

następny wspólny wieczór.  

Około  południa  trafił  jej  się  trudny  przypadek.  Przyniesiono  jej  chore  niemowlę.  Matka 

była  przekonana,  Ŝe  jej  córeczka  cierpi  na  odparzenie  od  pieluchy,  ale  Ŝadne  maści  nie 

odnosiły skutku.  

– Ona płacze z bólu! Nie mogę jej ciągle dawać paracetamolu! Moja sąsiadka twierdzi, Ŝe 

musiałam jej zrobić za gorącą kąpiel, ale to nieprawda! Czytałam te artykuły o oparzeniach, 

więc  zawsze  nalewam  najpierw  zimną  wodę,  a  potem  ciepłą  i  sprawdzam  temperaturę 

łokciem.  Nikt  oprócz  mnie  jej  nie  kąpie.  Mój  mąŜ  pracuje  do  późna,  więc  nie  ma  z  nią 

kontaktu! 

–  Postąpiła  pani  bardzo  słusznie,  przywoŜąc  ją  do  nas,  pani  Steward  –  rzekła  Alyssa, 

delikatnie  rozbierając  niemowlę  i  krzywiąc  się  na  widok  duŜych,  czerwonych  plam  na  jego 

skórze.  –  Moim  zdaniem  jest  to  zespół  oparzonej  skóry.  Wywołuje  go  bakteria  o  nazwie 

gronkowiec.  

– Bakteria? – Pani Steward zadrŜała z przeraŜenia. – PrzecieŜ ja zmieniam jej pieluszki i 

dbam o to, Ŝeby zawsze były czyste. To nie moŜe być moja wina! 

Alyssa  nie  miała  większych  kłopotów  z  rodzicami  chorych  dzieci,  ale  ten  przypadek 

wzbudził  jej  niepokój.  Mała  Daisy  miała  sześć  miesięcy,  co  oznacza,  Ŝe  jej  matka  moŜe 

cierpieć na niewykrytą depresję poporodową. CzyŜ nie wspomniała przed chwilą, Ŝe jej mąŜ 

pracuje  do  późna  i  wszystkie  obowiązki  spadają  na  nią?  Jeśli  mówi  prawdę,  to  moŜe  być 

bliska załamania, które następuje zwykle bez Ŝadnego ostrzeŜenia.  

–  Czy  pozwoli  pani,  Ŝe  poproszę  o  radę  jednego  z  kolegów?  –  spytała  Alyssa.  –  Te 

zaczerwienienia mogą być wywołane przez kilka róŜnych wirusów, więc chcę się upewnić, Ŝe 

moja diagnoza jest trama.  

W gruncie rzeczy nie miała co do tego Ŝadnych wątpliwości, ale potrzebowała kogoś, kto 

potrafi wpływać uspokajająco na kobiety. I przyszedł jej do głowy Seb.  

– Proszę owinąć dziecko kocykiem, Ŝeby było mu ciepło. Wracam za dwie minuty.  

Wyszła  na  korytarz  i  stwierdziła  z  radością,  Ŝe  Sebastian  idzie  właśnie  w  kierunku 

recepcji.  

– Czy moŜesz mi poświęcić chwilę? Spojrzał na nią z wyraźnym zdziwieniem.  

– CzyŜbyś miała jakiś problem? 

– Tak – odparła szeptem. – Wiem, Ŝe nie znosisz dzieci, ale chodzi mi o matkę.  

– Nie rozumiem – oznajmił, marszcząc brwi.  

background image

–  Jest  okropnie  podniecona  i  nerwowa.  Wszystko,  co  mówię,  przyjmuje  jak  oskarŜenie 

pod swoim adresem. Moim zdaniem moŜe cierpieć na depresję poporodową, która nie została 

w porę wykryta. Czy moŜesz porozmawiać z matką, Ŝebym ja mogła zająć się dzieckiem? 

– A co mu dolega? 

–  Moim  zdaniem  jest  to  zespół  gronkowcowego  oparzenia  skóry.  Ale  nie  zdąŜyłam  jej 

jeszcze spytać, czy podawała dziecku jakieś leki oprócz paracetamolu i maści.  

– Dobra. Pójdę z tobą i spróbuję z nią pogadać.  

– Bardzo ci dziękuję.  

Sam nie wiedział, dlaczego jest tak bardzo zadowolony z tego, Ŝe Alyssa poprosiła go o 

pomoc. Wszedł do pokoju zabiegowego z szerokim uśmiechem na twarzy.  

–  Dzień  dobry,  pani  Steward  –  powiedział,  wyciągając  rękę  do  zalęknionej  kobiety 

trzymającej  na  rękach  dziecko.  –  Alyssa  mówi,  Ŝe  Daisy  cierpi  na  przypadłość,  którą 

nazywamy zespołem gronkowcowego zapalenia skóry. Czy mogę ją obejrzeć? 

Pani  Steward  spojrzała  na  niego  podejrzliwie,  a  potem  kiwnęła  głową.  Seb  delikatnie 

odwinął kocyk i pieluszkę i obejrzał zaczerwienione miejsca.  

–  Czy  dawała  pani  Daisy  jakieś  lekarstwa?  To  podraŜnienie  moŜe  być  wywołane 

działaniem jakiegoś specyfiku.  

–  Tylko  dziecinny  paracetamol  i  maść  na  odparzenia  –  wyjąkała  pani  Steward.  –  Czy 

mogłam jej zaszkodzić? 

– Raczej nie – odparł Seb. – Alyssa pobierze próbki wydzieliny z nosa Daisy i jej skóry. 

To  nie  będzie  bolało.  Wyślemy  je  do  laboratorium,  Ŝeby  przeprowadzono  analizę.  Kiedy 

pojawiły się te czerwone plamy? 

– Dwa dni temu. Moja matka twierdzi, Ŝe to odparzenia, więc posmarowałam je maścią. 

Ale to nic nie dało.  

–  Postąpiła  pani  słusznie,  przywoŜąc  ją  do  szpitala  –  powiedział  z  uśmiechem  Seb. 

Widząc,  Ŝe  pani  Steward  nie  odrywa  od  niego  wzroku,  kiwnął  lekko  głową  w  kierunku 

Alyssy,  która  natychmiast  odczytała  jego  intencje  i  zabrała  się  do  pobierania  próbek.  –  Czy 

nie miała ostatnio czegoś w rodzaju kataru? 

– Tak, ciekło jej z nosa. Skąd pan to wie? 

–  Przypuszczam,  Ŝe  bakteria  o  nazwie  gronkowiec  złocisty  przedostała  się  z  nosa  Daisy 

do krwiobiegu. Nie moŜna było tego w Ŝaden sposób przewidzieć, więc niech pani nie czuje 

się winna. Właśnie ta bakteria wywołała zaczerwienienie skóry.  

– Czy ona wyzdrowieje? – spytała kobieta z lękiem.  

–  Zaraz  zadzwonię  na  oddział  dziecięcy  i  poproszę,  Ŝeby  przyjęli  ją  tam  na  jakieś  dwa 

dni. Jej Ŝyciu nic nie zagraŜa, ale moŜe mieć lekką gorączkę i źle się czuć.  

– Od dwóch dni nie chciała jeść i płakała częściej niŜ zwykle, ale myślałam, Ŝe to moja 

wina. Ja byłam... ale to nie ma znaczenia.  

–  Owszem,  to  ma  znaczenie  –  rzekł  łagodnie  Sebastian.  –  Mam  wraŜenie,  Ŝe  pani  jest 

bardzo przygnębiona. I nie chodzi tylko o zdrowie Daisy, prawda? 

Pani Steward załamała się nagle i wybuchnęła płaczem.  

– To nie ma końca. Ona wymaga stałej opieki.  

background image

Kiedy  budzi  się  w  nocy,  muszę  do  niej  wstawać,  zmieniać  jej  pieluszki,  gotować, 

sprzątać,  prać...  A  mojego  męŜa  nigdy  nie  ma  w  domu!  Próbowałam  o  siebie  dbać,  ale  nie 

mam na to czasu, a on w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Chyba ma kochankę.  

–  Przykro  mi  to  słyszeć.  –  Seb  ujął  jej  rękę.  –  Opieka  nad  dzieckiem  to  trudne  zadanie. 

Najtrudniejsze na świecie. Ale wiem, Ŝe pani robi, co moŜe. To i tak jest bardzo duŜo.  

–  Dlaczego  to  jest  takie  trudne?  –  wyjąkała  przez  łzy  kobieta.  –  Daisy  to  jedynaczka. 

Moje przyjaciółki mają dwoje lub troje dzieci i jakoś sobie radzą. Nie są tak roztrzęsione jak 

ja. CzyŜbym była chora umysłowo? 

–  Nic  podobnego  –  uspokoił  ją  Seb.  –  Ale  pani  hormony  chyba  jeszcze  nie  wróciły  po 

porodzie  do  normalnego  stanu.  Chciałbym  porozmawiać  z  pani  lekarzem  rodzinnym,  bo 

myślę,  Ŝe  wspólnie  moŜemy  pani  pomóc.  Kiedy  poczuje  się  pani  lepiej,  obecność  Daisy 

będzie pani sprawiać znacznie większą przyjemność.  

– Czy oni mi jej nie odbiorą? – spytała z przeraŜeniem.  

–  Nie  ma  o  tym  mowy  –  oznajmiła  Alyssa.  –  Zatrzymamy  ją  na  jakiś  czas  w  szpitalu, 

poniewaŜ  mamy  tu  odpowiedni  sprzęt,  który  ułatwi  jej  wyleczenie.  MoŜe  pani  z  nią  zostać, 

jak długo pani zechce.  

– Daisy moŜe teŜ być trochę odwodniona – dodał Seb. – Podamy jej więc płyn Ringera, 

który przywróci właściwy poziom elektrolitów w organizmie. Potem opłuczemy jej obraŜenia 

roztworem  soli  fizjologicznej  i  posmarujemy  je  maścią  zmiękczającą.  Mamy  teŜ  do 

dyspozycji specjalne Ŝele. Za tydzień będzie zdrowa jak ryba.  

– Dopiero za tydzień? – zawołała pani Steward.  

–  MoŜe  pani  odwiedzać  Daisy  tak  często,  jak  pani  zechce  –  pocieszyła  ją  Alyssa.  –  A 

pielęgniarki pozwolą pani osobiście ją karmić i przewijać.  

– Czy ona... czy będzie miała jakieś blizny? 

–  Mamy  nadzieję,  Ŝe  nie.  Ale  kiedy  infekcja  minie,  sprowadzimy  dermatologa  lub 

chirurga plastycznego, który udzieli nam fachowej porady.  

– Czuję się tak, jakby to była moja wina... – jęknęła pani Steward.  

– Nic podobnego. Gdyby pani była złą matką, nie niepokoiłaby się pani ojej zdrowie i nie 

przywiozła  jej  do  szpitala  –  rzeczowo  stwierdził  Seb.  –  Znam  wiele  matek,  które  nie 

zdobyłyby się na to.  

Alyssa  owinęła  Daisy  kocykiem,  wypisała  dla  niej  skierowanie  na  pediatrię  i  ustaliła 

termin  wizyty  chirurga  plastycznego.  Sebastian  nakłonił  tymczasem  panią  Steward  do 

odwiedzenia lekarza rodzinnego.  

–  Dziękuję  ci  za  pomoc  –  powiedziała  Alyssa  do  Seba,  kiedy  wyszli  z  pokoju 

zabiegowego na korytarz.  

– Nie ma za co – odparł. – Po to tu jestem.  

– Mam nadzieję, Ŝe ona pójdzie do tego lekarza. Czy myślisz, Ŝe Daisy moŜe mieć trwałe 

blizny? 

–  Nie  jestem  pewien.  Ale  jeśli  tutejszy  lekarz  jej  nie  pomoŜe,  porozmawiam  z  moim 

bratem,  który  jest  chirurgiem  plastycznym  i  poproszę,  Ŝeby  ją  przyjął  w  swojej  klinice  na 

Harley Street.  

background image

Alyssa zmarszczyła brwi.  

– Chcesz zalecić prywatne leczenie? 

–  Tak  i  nie.  To  jest  prywatna  klinika,  ale  Charlie  ma  zawsze  do  dyspozycji  salę 

operacyjną.  Dyrekcja  się  chwali,  Ŝe  zatrudnia  barona,  a  to  robi  wraŜenie  na  wszystkich 

potencjalnych  klientach.  W  zamian  za  to  pozwala  mu  operować  niektórych  pacjentów  za 

darmo, co on robi, poświęcając swój wolny czas.  

– I ty to pochwalasz? Seb wzruszył ramionami.  

–  Nie  widzę  w  tym  problemu.  Wszyscy  na  tym  zyskują.  Wiesz,  jak  długo  się  czeka  na 

wizytę  u  specjalisty,  a  kliniki  prywatne  są  bardzo  kosztowne.  Charlie  po  prostu  pomaga 

chorym.  

– Czy ty postępujesz tak samo? 

–  Ja  nie  mam  praw  do  tytułu  barona,  więc  nie  mógłbym  korzystać  za  darmo  z  sali 

operacyjnej. A poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym, tylko specjalistą od ratownictwa 

medycznego.  

–  Rozumiem.  No  cóŜ,  nie  będę  cię  zatrzymywać,  zwłaszcza  Ŝe  mam  mnóstwo 

papierkowej roboty.  

Jej słowa zabrzmiały wiarygodnie, ale on wiedział, Ŝe to wymówka. Alyssa wyraźnie nie 

przepada za jego towarzystwem. Poprosiła go o pomoc, kiedy znalazła się w trudnej sytuacji, 

a  on  przyjął  to  za  dowód  uznania  dla  swoich  umiejętności  zawodowych,  ale  miał  niejasne 

poczucie, Ŝe w jakiś sposób ją zawiódł.  

Potrząsnął  głową  i  postanowił  się  tym  nie  przejmować.  Doszedł  do  wniosku,  Ŝe 

zabieganie o względy kogoś, kto nawet go nie lubi, byłoby stratą czasu.  

Czekało na niego jeszcze dwóch pacjentów, a potem wyjmie swój czarny notes i umówi 

się z kobietą.  

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

–  Seb,  ja  nie  mogę  wpisać  do  planu  rozsadzenia  gości  „zachwycającej  blondynki”  – 

oznajmił Charlie.  

– Musisz podać mi jakieś imię albo nazwisko.  

Seb wydał piskliwy dźwięk i zerwał się na nogi.  

– Odzywa się mój pager – powiedział. – Muszę lecieć.  

– To najgorsza imitacja sygnału, jaką w Ŝyciu słyszałem. Poza tym nie masz dziś dyŜuru. 

Na  czym  polega  problem?  Czy  nie  moŜesz  po  prostu  wybrać  jednej  z  twoich  aktualnych 

przyjaciółek? 

– Spotykam się zawsze tylko z jedną dziewczyną – oznajmił Seb wyniosłym tonem.  

– Owszem, ale kilka innych czeka juŜ w tym czasie w kolejce.  

– Posłuchaj, mam być pierwszym druŜbą. Będę zbyt zajęty, Ŝeby zajmować się partnerką, 

więc przyjdę sam.  

– To nieprawda, Seb. Musisz tylko przypiąć kilka bukiecików, wygłosić mowę i odczytać 

parę  telegramów  z  Ŝyczeniami.  Wszystkie  druhny  oprócz  Vicky  mają  poniŜej  dziesięciu  lat, 

więc nie będą wymagały twojej opieki.  

– Ile ich będzie? – spytał Sebastian przez zęby.  

– Pięć. Są kuzynkami Sophie.  

Pięć małych dziewczynek! Seb był zrozpaczony.  

!o za koszmar! Wolałby ekstrakcję zęba. Bez zniezulenia.  

– Seb, nie martw się – dodał pospiesznie brat. – Wiemy, Ŝe masz alergię na dzieci, więc 

nie  prosimy  cię,  Ŝebyś  dotrzymywał  im  towarzystwa.  A  jeśli  chcesz  wyjść  na  ślub  sam,  nie 

mamy nic przeciwko temu.  

Seb zdawał sobie sprawę, Ŝe jeśli nie przyprowadzi jakiejś kobiety, matka postara się za 

wszelką cenę znaleźć mu na ten wieczór jakąś partnerkę. A on miał dość młodych panienek z 

dobrych domów, których towarzystwo mu narzucała. Chciał spędzić ten wieczór z kimś, kto 

posiadałby własną osobowość.  

Z kimś takim jak Alyssa.  

– Podam ci jutro jakieś nazwisko – obiecał bratu. – Zadzwonię zaraz po lunchu.  

W  ten  sposób  zyskał  cały  poranek  na  znalezienie  dziewczyny,  która  nie  potraktuje 

zaproszenia  na  ślub  jako  oświadczyn.  Znów  przyszła  mu  na  myśl  Alyssa.  Podejrzewał,  Ŝe 

odrzuci  jego  propozycję,  ale  postanowił  mimo  to  spróbować.  W  końcu  nie  chodzi  o  randkę, 

tylko o przysługę.  

 

– Kim jest ten niezwykły  męŜczyzna, którego widziałam na korytarzu? – spytała  Lesley 

Purves, której Alyssa wyjęła przed chwilą z oka jakiś pyłek.  

– Jak on wyglądał? – spytała Alyssa, choć podejrzewała, Ŝe dobrze wie, kogo koleŜanka 

ma na myśli.  

– Wysoki, ciemny, bardzo seksowny. Zdumiewający uśmiech i niebieskie oczy.  

background image

– To musiał być Seb. Nasz konsultant. Ale on zmienia przyjaciółki jak rękawiczki.  

– Więc myślisz, Ŝe miałabym szanse? – Lesley drgnęła lekko, bo Alyssa wlała jej do oka 

kilka kropli. – Och, mogę je juŜ otworzyć. I wcale mnie nie boli.  

–  Zacznie  boleć,  kiedy  krople  przestaną  działać.  Ale  dam  ci  kilka  pastylek 

przeciwbólowych.  

–  Dzięki.  A  więc  ten  wspaniały  męŜczyzna  nie  ma  stałej  partnerki...  Czy  moŜesz  mu 

podać mój numer telefonu? 

–  Mogę.  Ale  on  ma  Ŝelazną  zasadę.  Umawia  się  z  kaŜdą  dziewczyną  tylko  jeden  raz. 

Więc chyba szkoda twojego czasu – odparła Alyssa.  

Seb,  który  podszedł  właśnie  do  drzwi  izby  przyjęć,  by  poprosić  Alyssę  o  chwilę 

rozmowy,  usłyszał  jej  ostatnie  zdanie  i  westchnął.  Czuł,  Ŝe  nie  moŜe  liczyć  na  przychylną 

odpowiedź,  jeśli  nie  zdoła  jej  przekonać,  iŜ  chodzi  mu  tylko  o  koleŜeńską  przysługę. 

Postanowił zaprosić ją na lunch i przedstawić swoją prośbę. Miał nadzieję, Ŝe się zgodzi...  

– Bardzo ci dziękuję – powiedziała Lesley, kiedy Alyssa załoŜyła na jej oko opaskę.  

–  Nie  ma  za  co  –  odparła  z  uśmiechem  Alyssa  i  ruszyła  w  kierunku  drzwi,  zamierzając 

udać się do bufetu. Na korytarzu ujrzała Sebastiana.  

– Czy moŜesz mi poświęcić parę minut? – spytał.  

– Mogę, jeśli chodzi o coś waŜnego. Nie miałam ani minuty przerwy od początku mojej 

zmiany i umieram z głodu.  

– Ja  teŜ mam  akurat  wolną  chwilę  –  oznajmił  z  uśmiechem.  –  MoŜe zjedlibyśmy  razem 

lunch? 

– Razem? 

– Chyba Ŝe jesteś z kimś umówiona...  

– Nie. Miałam zamiar zjeść szybko jakąś kanapkę.  

–  W  takim  razie  będę  ci  towarzyszył  –  rzekł  z  uśmiechem  i  stwierdził  z  radością,  Ŝe 

Alyssa kiwa głową.  

– Więc na czym polega twój problem? – zapytała, kiedy weszli do bufetu.  

–  Jest  bardzo  skomplikowany.  Czy  mogę  ci  go  przedstawić,  kiedy  usiądziemy?  Muszę 

wypić kawę.  

Gdy  zajęli  miejsca  i  wyjęli  kanapki  z  opakowań,  poczuł  się  nagle  skrępowany.  Ale 

poniewaŜ zaczął juŜ tę rozmowę, musi brnąć dalej.  

– Alyssa, czy my jesteśmy przyjaciółmi? 

– Jesteśmy kolegami – odrzekła ostroŜnie.  

– Czy masz do mnie zaufanie w sprawach zawodowych? 

– Owszem.  

–  A  czy  zaufałabyś  mi  w  sprawie  prywatnej?  Nie,  pomyślała.  On  potrafi  być  jeszcze 

bardziej przebiegły niŜ Scott.  

– Nie jestem pewna – odparła wymijająco.  

– Chciałbym, Ŝebyśmy zostali przyjaciółmi.  

– Ale ja nie wiem, czy ty potrafisz się przyjaźnić. Uśmiechnął się, a ona znów dostrzegła 

dołeczki w jego policzkach i poczuła nerwowe bicie serca.  

background image

– Oczywiście. PrzecieŜ przyjaźnię się z Tracey. To prawda, pomyślała, ale nasza starsza 

pielęgniarka jest szczęśliwą męŜatką i ma niemal dorosłe dzieci.  

– Chyba tak – przyznała.  

– Więc dlaczego nie mógłbym zaprzyjaźnić się z tobą? 

– Bo róŜni nas stosunek do seksu – wymamrotała.  

– PrzecieŜ juŜ ustaliliśmy, Ŝe nasza znajomość nie będzie oparta na seksie – powiedział ze 

zdziwieniem.  

Alyssa poczuła, Ŝe się czerwieni.  

– Czy musimy rozmawiać o tym tutaj? 

– Nie – powiedział. – Mam dla ciebie propozycję. Potrzebuję ratunku.  

– To nie wchodzi w rachubę.  

– Więc nie chcesz mi pomóc? 

–  Tego  nie  powiedziałam.  Po  prostu  uwaŜam,  Ŝe  jesteś  ostatnią  osobą,  która 

potrzebowałaby ratunku.  

– Upiła łyk kawy. – Wiesz, do czego zmierzasz i czego chcesz od Ŝycia.  

– I właśnie dlatego potrzebuję ratunku.  

– Nie rozumiem – mruknęła, marszcząc brwi.  

–  Dobra,  wyłoŜę  karty  na  stół.  Mój  brat  bierze  ślub  w  następny  weekend,  aja  mam  być 

pierwszym druŜbą.  

– I co z tego? 

– Pierwszy druŜba musi być obecny na weselu.  

–  A  ty  nie  chcesz  iść?  –  Dobrze  go  rozumiała,  bo  sama  nie  przepadała  za  tego  rodzaju 

uroczystościami.  

– Nie o to chodzi.  

– A o co? CzyŜbyś nie lubił panny młodej? 

– Lubię ją. Sophie to idealna partnerka dla Charliego. TeŜ jest chirurgiem, więc doskonale 

się rozumieją. – Westchnął. – Problemem jest Mara.  

– Czyli kto? – spytała Alyssa, marszcząc brwi.  

–  Moja  matka.  Ona  zawsze  próbuje  mnie  swatać  z  młodymi  panienkami.  Co  byłoby 

zrozumiałe,  gdybym  był  spadkobiercą  tytułu  i  majątku,  ale  formalnie  rzecz  biorąc,  jest  nim 

Charlie. To on odziedziczył tytuł barona, a ja jestem jego spadkobiercą, ale na szczęście nie 

będę  nim  długo.  Gdy  tylko  urodzi  im  się  dziecko,  będę  wolnym  człowiekiem.  –  Westchnął 

ponownie.  

–  Chciałbym  po  prostu  bawić  się  dobrze  na  weselu  brata,  ale  wiem,  Ŝe  moja  niemądra 

matka popsuje mi całe przyjęcie, grając rolę swatki.  

Nadal nie miała pojęcia, na czym ma polegać jej pomoc.  

–  Szukam  kogoś,  kto  zechciałby  tam  ze  mną  pójść.  CzyŜby  chciał,  Ŝebym  towarzyszyła 

mu  podczas  przyjęcia,  o  którym  będzie  głośno  we  wszystkich  kronikach  towarzyskich?  – 

pomyślała. Ale dlaczego wybrał właśnie mnie? PrzecieŜ nie naleŜę do wyŜszych sfer.  

– Seb, dlaczego prosisz o to mnie? Są kobiety, które dałyby wszystko, Ŝeby z tobą pójść.  

– Ale wszystkie źle zrozumiałyby moje intencje.  

background image

– Co to znaczy? 

–  Kiedy  męŜczyzna  zaprasza  kobietę  na  rodzinną  uroczystość,  uwaŜa  się,  Ŝe  ma  wobec 

niej powaŜne zamiary, prawda? 

– No tak... – przyznała.  – Ale rozmawiamy  o tobie. Wszyscy znają twoje zasady. Jedno 

spotkanie, jedna upojna noc, i szukasz nowej zdobyczy.  

Seb  skrzywił  się  z  niesmakiem.  Alyssa  powtórzyła  niemal  dosłownie  wczorajszą 

wypowiedź Charliego.  

– Wiesz co? Przypominasz mi Vicky. – Widząc jej zdziwione spojrzenie, dodał: – Moją 

młodszą siostrę, która jest neurochirurgiem.  

– CzyŜbym była do niej podobna? 

– Nie, ale krytykujesz mnie w taki sam sposób. MoŜe popełniłem błąd, zapraszając cię na 

ten ślub. Będziecie mnie mogły atakować z dwóch stron.  

– Dlaczego wybrałeś właśnie mnie? 

–  Bo  ty  zrozumiesz,  Ŝe  zaproszenie  na  rodzinną  uroczystość  nie  jest  równoznaczne  z 

wyznaniem dozgonnej miłości.  

Owszem,  ona  dobrze  to  rozumie.  Ale...  śluby  kojarzą  jej  się  z  wieloma  niemiłymi 

przeŜyciami.  Na  przykład  z  własnym  ślubem,  podczas  którego  Scott  obiecywał  jej  miłość, 

lojalność i szacunek. A potem nie dotrzymał ani jednego przyrzeczenia.  

– Nienawidzę ślubów – wyznała niepewnie.  

–  Ten  nie  będzie  taki  zły.  –  Seb  zaczął  się  nagle  zachowywać  jak  agent  reklamowy.  – 

Charlie  uzyskał  zezwolenie  na  to,  Ŝeby  ceremonia  odbyła  się  w  Weston,  naszym  rodzinnym 

domu.  Tam  teŜ  organizuje  przyjęcie.  Mam  nadzieję,  Ŝe  zacznie  wynajmować  ten  dom  na 

wesela i przestanie dopłacać do jego utrzymania.  

– Ty masz niezbyt wysokie mniemanie o ludziach, prawda? 

– Co chcesz przez to powiedzieć? 

–  UwaŜasz,  Ŝe  wszystkie  kobiety  marzą  tylko  o  zdobyciu  bogatego  męŜa.  I  zwracasz 

uwagę na finansowy aspekt kaŜdej sprawy.  

–  Nie  zwracam  uwagi  na  finansowy  aspekt  mojego  zawodu  –  mruknął  ze  złością.  –  Nie 

prowadzę prywatnej praktyki.  

–  To  prawda,  ale  zrobiłeś  specjalizację  z  ratownictwa.  Pacjenci,  których  przyjmujesz, 

wracają potem do domu albo zostają przeniesieni na ten czy inny oddział. W gruncie rzeczy 

nigdy ich dobrze nie poznajesz. Zachowujesz dystans.  

Sebastian poczuł lęk. Jakim cudem ta kobieta potrafi tak bezbłędnie odczytać jego myśli? 

CzyŜby był aŜ tak prymitywny? 

– A dlaczego ty wybrałaś ratownictwo? – spytał zaczepnym tonem.  

– Bo lubię przypływ adrenaliny.  

– W takim razie moŜe poprowadzisz mojego jaguara? 

– Nie ma mowy. Przyznaję, Ŝe masz wspaniały samochód. KaŜdy chciałby usiąść za jego 

kierownicą, ale ty nie wytrzymałbyś tego nerwowo. Przez cały czas uwaŜałbyś, Ŝe robię coś 

nie tak.  

– Nie zmieniajmy tematu. Obiecaj mi, Ŝe pójdziesz ze mną na ten ślub. Potraktuj to jako 

background image

przysługę.  

Alyssa westchnęła cięŜko.  

– Dziękuję za zaproszenie, ale nie.  

– Dlaczego? 

– Ja... Posłuchaj, to jest ślub, który będzie wydarzeniem towarzyskim, a ja nie naleŜę do 

wyŜszych sfer. Jestem przeciętną kobietą.  

– Dasz sobie radę. Jeśli nie wiesz, jak się ubrać, kupię ci elegancką kreację.  

– Czy chcesz dowieść, Ŝe wszystkie kobiety są interesowne? 

–  Nie.  Chcę  dowieść,  Ŝe  skoro  proszę  cię  o  przysługę,  to  nie  widzę  powodu,  Ŝebyś 

ponosiła związane z tym wydatki. MoŜemy wybrać się razem na zakupy.  

Alyssa wybuchnęła śmiechem.  

–  Seb,  ty  byś  wszedł  do  sklepu  z  damską  odzieŜą  tylko  wtedy,  gdyby  spodobała  ci  się 

ekspedientka.  

–  To  teŜ  jest  uwaga,  jaką  mógłbym  usłyszeć  od  mojej  siostry.  Czy  jesteś  pewna,  Ŝe  ona 

się w ciebie nie wrodziła? – Na jego twarzy pojawił się wyraz powagi.  

– Uratuj mnie, Alysso. Bardzo proszę.  

– No dobrze – odparła z westchnieniem rezygnacji.  

– Zrobię wszystko, bylebyś przestał gadać głupstwa.  

– I naprawdę chcę ci kupić suknię. Uznaj to za drobny dowód mojej wdzięczności.  

– Bardzo dziękuję, ale stać mnie na sukienkę.  

– Posłuchaj – rzekł łagodnie. – Jeśli chodzi ci o to, Ŝe dzieli nas róŜnica pochodzenia, to 

moŜesz  o  tym  zapomnieć.  Ani  ja,  ani  mój  brat,  ani  Vicky  nie  zwracamy  na  te  sprawy 

najmniejszej  uwagi.  Moja  przyszła  bratowa  mówi  z  akcentem  typowym  dla  londyńskiego 

East Endu i nie ma Ŝadnego tytułu. To znaczy będzie go miała, kiedy wyjdzie za Charliego, 

ale zapowiedziała z góry, Ŝe nie Ŝyczy sobie, by ją nazywano „lady”. Jest lekarzem i tylko to 

się dla niej liczy.  

–  Nie  myślałam  o  róŜnicy  pochodzenia  –  mruknęła  Alyssa.  –  Chodzi  o  to,  Ŝe  nie 

przepadam za ślubami.  

Ciekawe  dlaczego?  CzyŜby  musiała  uczestniczyć  w  ceremonii,  podczas  której  jej 

męŜczyzna poślubił inną? 

– Ja teŜ nie, więc pojedź ze mną. Jeśli będzie okropnie, wymkniemy się do tajemniczego 

ogrodu z butelką szampana, gdy tylko spełnię wszystkie obowiązki druŜby.  

– Więc w twoim domu istnieje tajemniczy ogród? 

– Tak. I jest bardzo piękny.  

– Ciekawa jestem, z iloma kobietami juŜ się do niego wymykałeś.  

– Wierz mi, nie chciałabyś tego wiedzieć. – Tyle Ŝe Ŝadna z nich nic dla niego znaczyła. 

Gdyby jednak poszedł tam z Alyssą... Nie.  śadnych zobowiązań, Ŝadnych obietnic, Ŝadnych 

związków. – Pojedź ze mną. Będziemy się dobrze bawić.  

– Czy naprawdę uwaŜasz, Ŝe kobiety są interesowne? 

– Z moich doświadczeń wynika, Ŝe w większości przypadków takie twierdzenie okazuje 

się  słuszne  –  odparł,  wzruszając  ramionami.  –  I  tak  się  składa,  Ŝe  jedynymi  znanymi  mi 

background image

bezinteresownymi kobietami są moja siostra i przyszła bratowa.  

– W takim razie pójdę z tobą na ten ślub, ale nie za darmo.  

–  Czego  Ŝądasz,  oczywiście  oprócz  sukni?  –  Zdał  sobie  nagle  sprawę,  Ŝe  czuje  się 

zawiedziony.  Był  przekonany,  Ŝe  Alyssa  –  podobnie  jak  Vicky  i  Sophie  –  naleŜy  do 

wyjątkowych kobiet. Nie podejrzewał jej o interesowność. – Jaka jest twoja cena? 

–  Równowartość  mojej  pensji  za  dzień  pracy.  Z  premią  za  godziny  nadliczbowe,  bo 

zakładam, Ŝe chodzi o niedzielny wieczór, prawda? 

– Oczywiście. – Czul w Ŝołądku bolesny ucisk wywołany odkryciem, Ŝe Alyssa nie róŜni 

się jednak od innych kobiet.  

~ Myślę, Ŝe fundusz szpitala przyjmuje czeki.  

– Fundusz? – powtórzył, marszcząc brwi.  

– No tak. Ten, na rzecz którego przeznaczone były wpływy z loterii. Taka jest moja cena.  

Odetchnął z ulgą. Alyssa chce, by wpłacił te pieniądze na dobry cel. A więc nie pomylił 

się w ocenie jej charakteru.  

– Zgoda – rzekł z uśmiechem.  

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Nie zabrała go na zakupy i nie pozwoliła mu zapłacić za swą kreację. Odmówiła mu teŜ 

obcesowo, kiedy poprosił, by go poinformowała, jak będzie ubrana. Co więcej, uparła się, Ŝe 

sama kupi prezent dla Charliego i Sophie, ale nie chciała mu powiedzieć, co chce im wręczyć.  

Największą  niespodziankę  jednak  przeŜył  w  niedzielę  rano,  kiedy  podjechał  pod 

mieszkanie  Alyssy,  a  ona  otworzyła  mu  drzwi.  Czy  to  jest  ta  spokojna,  nierzucająca  się  w 

oczy młoda lekarka, która nosi w szpitalu skromne spodnie i bluzkę? Widział ją juz wcześniej 

w  eleganckiej  czarnej  sukni,  kiedy  byli  w  restauracji,  ale  jej  obecny  wygląd  przeszedł  jego 

oczekiwania.  

Alyssa  miała  na  sobie  powiewną  letnią  kreację  i  buty  na  obcasach.  Ciemna  suknia  o 

barwie turkusu wspaniale harmonizowała z morską zielenią jej oczu. Nie włoŜyła kapelusza, 

ale  jej  włosy  były  tak  lśniące,  Ŝe  miał  ochotę  ich  dotknąć.  Jej  makijaŜ,  jak  zwykłe  bardzo 

delikatny, podkreślał kształt ust i wielkie oczy.  

Gdyby jej powiedział, Ŝe wygląda czarująco, nie uwierzyłaby mu. Byłaby przekonana, Ŝe 

chce ją po prostu dobrze usposobić. A on nie chciał, by uwaŜała go za obłudnego pochlebcę, 

więc powitał ją uśmiechem zachwytu.  

– Doktor Ward, muszę przyznać, Ŝe strój wieczorowy bardzo pani słuŜy.  

– Podobnie jak panu, doktorze Radley – odparła, zamykając za sobą drzwi. – Czy ma pan 

równieŜ cylinder i Ŝakiet? 

– Wszystko jest w bagaŜniku – odparł, kiwając głową. – Czy chcesz poprowadzić? 

– Nie.  

–  W  takim  razie  nie  mów,  Ŝe  ci  tego  nie  proponowałem  –  powiedział,  otwierając  przed 

nią drzwi jaguara.  

– Chyba powinnam mieć na sobie kapelusz i rękawiczki.  

– Myślę, Ŝe i tak wyglądasz doskonale – mruknął Seb.  

Nie  był  w  tej  chwili  pewien,  czy  zaproszenie  jej  na  wesele  było  dobrym  pomysłem. 

Wydawało  mu  się,  Ŝe  jej  towarzystwo  niczym  mu  nie  grozi,  zaś  teraz  poczuł,  Ŝe  ta 

dziewczyna bardzo  go pociąga.  Znał ją juŜ jednak na tyle, by  wiedzieć, Ŝe jeśli zachowa się 

głupio  i  przekroczy  pewną  granicę,  będzie  to  oznaczało  koniec  ich  znajomości.  Postanowił 

więc panować nad odruchami i zachowywać się nadzwyczaj poprawnie.  

PodróŜ do Weston upłynęła bardzo przyjemnie. Seb był dobrym kierowcą, a kiedy Alyssa 

zajrzała do schowka, przekonała się, Ŝe ich gusta w dziedzinie muzyki są bardzo podobne.  

Ale kiedy dotarli na miejsce, ujrzała przed sobą ogromny dom i poczuła się onieśmielona.  

– To prawdziwy pałac – wyszeptała, gdy zbliŜali się do niego po niewiarygodnie długim 

podjeździe.  

– Istotnie jest imponujący – mruknął Seb. – A poza tym zimny, wilgotny i stale wymaga 

kosztownych napraw. A w dodatku mieszka w nim smo...  

– Smok? 

–  Och,  do  diabła,  nie  powinienem  tak  mówić.  Obiecałem  Charliemu,  Ŝe  dziś  będę  się 

background image

zachowywał nienagannie. Mam oczywiście na myśli moją drogą matkę. Ale nie bój się, ona z 

pewnością będzie dla ciebie bardzo miła.  

Wyraz  jego  twarzy  dowodził,  Ŝe  nie  znosi  swojej  matki.  Alyssa  zastanawiała  się 

dlaczego. I zaczynała podejrzewać, Ŝe właśnie ten konflikt jest w duŜej mierze powodem jego 

stosunku do kobiet.  

– Zwykle udaje mi się jej unikać – ciągnął Sebastian – ale dziś będzie to z oczywistych 

względów  niemoŜliwe.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Dlatego  tłumaczyłem  ci,  Ŝe  potrzebuję 

kogoś, kto mnie uratuje.  

– śałuję, Ŝe nie mam ze sobą białego konia i włóczni – powiedziała ze śmiechem Alyssa. 

– Nie martw się, jakoś damy sobie radę.  

–  Na  szczęście  potrafię  się  fałszywie  uśmiechać.  –  Seb  zaparkował  samochód.  –  Kiedy 

dokonam  niezbędnych  prezentacji,  będziemy  mogli  trzymać  się  z  dala  od  najdroŜszej 

mamuśki i Barry’ego.  

– Kto to jest Barry? 

– Jej mąŜ.  

ZauwaŜyła,  Ŝe  nie  powiedział  „mój  ojczym”  i  wyciągnęła  z  tego  wniosek,  Ŝe  stosunki 

łączące  go  z  męŜem  matki  teŜ  nie  są  zbyt  serdeczne.  To  mogłoby  tłumaczyć  powody,  dla 

których  był  zawsze  Ŝyczliwy  i  uśmiechnięty,  ale  nigdy  nie  dopuszczał  nikogo  zbyt  blisko. 

Alyssa  była  ciekawa,  jak  długo  jego  matka  jest  Ŝoną  Barry’ego.  Wiedziała  juŜ,  Ŝe  Charlie, 

który  odziedziczył tytuł, jest jego starszym bratem, a Vicky – młodszą siostrą.  Zastanawiała 

się,  czy  Seb  nie  bywał  w  dzieciństwie  zaniedbywany  przez  tych,  którzy  powinni  otaczać  go 

opieką.  

– Czy on jest aŜ tak okropny? – spytała z uśmiechem.  

– Czy znasz opowieść o Ŝabie, która pod wpływem pocałunku zmienia się w przystojnego 

księcia? Moja matka musiała coś pomylić, bo uzyskała wręcz odwrotny skutek.  

–  Masz  przekrzywiony  kołnierzyk  –  powiedziała,  kiedy  włoŜył  frak.  –  Pozwól,  Ŝe  go 

poprawię.  

Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, a ją ogarnęła chęć, by wyciągnąć ręce i pocałować 

go  w  usta,  ałe  szybko  się  opanowała.  Gdy  ruszyli  w  stronę  domu,  znów  poczuła  się 

onieśmielona.  Nie  była  nawet  pewna,  czy  jej  strój  jest  wystarczający  wyszukany  jak  na  tak 

uroczystą  okazję.  Obawiała  się,  Ŝe  wygląda  zbyt  pospolicie  i  nie  będzie  pasować  do 

eleganckiego otoczenia.  

– Nie denerwuj się, nie wchodzimy na szafot – mruknął cicho, gdy dotarli do schodów. A 

ona tak się właśnie czuła.  

–  Sebastian!  –  zawołała  z  radością  niebieskooka,  ciemnowłosa  kobieta,  kiedy  weszli  do 

wnętrza domu. Alyssa natychmiast dostrzegła jej podobieństwo do syna.  

–  Droga  mamo,  pozwól,  Ŝe  ci  przedstawię  Alyssę  –  powiedział  Seb  z  czarującym 

uśmiechem. – Alysso, to jest moja matka, Mara.  

– Miło mi cię poznać, Alysso – powiedziała Mara z niezbyt przekonującym uśmiechem.  

Alyssa  chciała  odwzajemnić  tę  uprzejmość,  ale  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  nie  ma  pojęcia  o 

wymogach  etykiety.  Nie  wiedziała  nawet,  jak  się  zwracać  do  matki  Sebastiana.  Nie  mogła 

background image

mówić  do  niej  „pani  Radley”,  poniewaŜ  była  ona  baronową.  Ale  baronem  był  ojciec  Seba, 

więc moŜe straciła tytuł z chwilą ponownego wyjścia za mąŜ? 

– Mnie równieŜ jest bardzo milo – wyjąkała w końcu zaŜenowana.  

– A to jest Barry, mąŜ mojej matki.  

Alyssa z trudem powstrzymała wybuch nerwowego śmiechu. Byrry istotnie przypominał 

Ŝ

abę.  Był  niŜszy  od  Ŝony  i  dosyć  tęgi,  a  w  dodatku  miał  bardzo  tłuste  włosy.  Sebastian 

prezentował  się  we  fraku  wytwornie  i  seksownie,  natomiast  Barry  wyglądał  w  tym  stroju 

wręcz groteskowo. Alyssa wyobraziła go sobie za kierownicą sportowego samochodu Seba i 

doszła do wniosku, Ŝe wyglądałby jak Pan Ropuch z ksiąŜki „O czym szumią wierzby”.  

– Miło mi pana poznać – powiedziała, mając nadzieję, Ŝe jej uśmiech wygląda na szczery.  

– Gdzie jest Charlie? – zapytał Sebastian.  

– Chodzi po domu razem z Vicky.  

–  Muszę  dokonać  kilku  prezentacji  –  oznajmił  Seb,  biorąc  Alyssę  za  rękę.  –  Chodź  ze 

mną.  

– Zachowałeś się nieuprzejmie – powiedziała, gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości.  

– Nie mogę znieść ich towarzystwa – mruknął niechętnie. – To para pasoŜytów. Charlie 

obiecał ojcu, Ŝe po jego śmierci zaopiekuje się matką. Kiedy wyszła ponownie za mąŜ, miał 

prawo  czuć  się  zwolniony  z  tych  zobowiązań.  Ale  ten  idiota  pozwala  im  tu  mieszkać  i 

zachowywać się tak, jakby byli baronem i baronową, a sam pokrywa wszystkie koszta.  

Alyssa  nie  bardzo  wiedziała,  co  mogłaby  powiedzieć,  więc  zostawiła  jego  tyradę  bez 

komentarza.  

–  I  oczywiście  najdroŜsza  mama  nie  chce  się  zgodzić  na  otwarcie  domu  dla 

zwiedzających  ani  na  urządzanie  w  nim  weselnych  przyjęć,  co  mogłoby  zmniejszyć  koszty 

jego  utrzymania.  A  w  dodatku  usiłuje  się  wtrącać  do  księgowości,  choć  nie  ma  pojęcia  o 

rolnictwie ani o finansach. Ta kobieta umie tylko wydawać pieniądze! 

–  Seb,  jesteśmy  na  weselu,  a  ty  masz  pełnić  obowiązki  pierwszego  druŜby  – 

przypomniała mu Alyssa. – To chyba nie jest najlepszy moment na rozmowy o twojej matce.  

– Masz rację. Chodźmy poszukać młodej pary.  

Charlie  okazał  się  trochę  wyŜszą  i  potęŜniej  zbudowaną  wersją  Sebastiana.  Alyssa  go 

polubiła,  nabrała  teŜ  sympatii  do  Vicky,  która  miała  takie  same  oczy  i  włosy  jak  jej  brat  i 

najwyraźniej zawsze mówiła, co myśli.  

– Dlaczego przyjeŜdŜasz tak późno, Seb? – zapytała na powitanie. – Spełniałam za ciebie 

obowiązki pierwszego druŜby przez całe przedpołudnie.  

– Co za głupstwa! – zawołał Sebastian. – Zrobiłem wszystko, co do mnie naleŜało! 

– A kto dotrzymuje towarzystwa druhnom? 

– Rozmawiałem juŜ o tym z panem młodym – jęknął Sebastian, unosząc oczy ku niebu. – 

Jestem  gotów  zajmować  się  tobą  jako  pierwszą  druhną,  ale  nie  całą  tą  gromadą  dzieci.  – 

Odwrócił się do Alyssy. – Czy ona naprawdę myśli, Ŝe będę niańczył pięć dziewczynek? 

– Dlaczego ty tak nie znosisz dzieci? – spytała Alyssa.  

– Mam na nie uczulenie – odparł, marszcząc ze złością brwi. – A w dodatku...  

–  To  nieprawda  –  przerwała  mu  Vicky.  –  Po  prostu  nie  potrafisz  znaleźć  z  nimi 

background image

wspólnego języka, bo w odróŜnieniu od ich matek są odporne na twój urok osobisty. Zajmij 

się swoimi obowiązkami, a ja zaprowadzę Alyssę do Sophie. I tak nie moŜesz iść z nami, bo 

to przynosi pecha.  

–  To  pan  młody,  a  nie  pierwszy  druŜba  nie  ma  prawa  zobaczyć  panny  młodej  przed 

ś

lubem – poprawił ją Seb.  

– Jak na człowieka, który nie lubi ślubów, całkiem sporo o nich wiesz – prychnęła Vicky.  

– Masz rację – przyznała Alyssa. – On jest po prostu skarbnicą wszelkich wiadomości.  

–  Wiedziałem,  Ŝe  tak  będzie  –  mruknął  z  niesmakiem  Seb.  –  Czułem,  Ŝe  stworzycie 

przeciwko mnie wspólny front, kiedy tylko was sobie przedstawię.  

– Bo na to zasługujesz – wtrącił Charlie. – Poczekaj, za chwilę dołączy do nich Sophie.  

–  Wiem  o  tym!  –  mruknął  Seb.  –  Takie  są  kobiety!  Ale  jako  pierwszy  druŜba  mam 

obowiązek nalać nieszczęsnemu skazańcowi ostatnią porcję dobrej whisky.  

–  Chcesz  powiedzieć,  Ŝe  sam  masz  ochotę  się  napić!  –  Charlie  poklepał  brata  po 

ramieniu. – Chodź, wymknijmy się do biblioteki. Wiesz, gdzie nas znaleźć, Vicky.  

Vicky spojrzała na nich z rozbawieniem, a potem wzięła Alyssę pod rękę i poprowadziła 

ją na pierwsze piętro.  

– Myślę, Ŝe Tracey ma rację – rzekła z uśmiechem. – Ty i Sebastian znakomicie do siebie 

pasujecie.  

–  Rozmawiałaś  o  mnie  z  Tracey  Fry?  –  Alyssa  zmruŜyła  oczy.  –  Czy  to  znaczy,  Ŝe  to 

losowanie było ukartowane? 

– Hm... – Vicky zaczęła kaszleć. – Bardzo cię przepraszam. Próbowałyśmy zrobić coś... 

to  znaczy  myślałyśmy,  Ŝe  przypadniecie  sobie  do  gustu.  Ale  jeśli  nie  miałyśmy  racji,  to 

przyjmij moje przeprosiny. Wiem, Ŝe mój brat potrafi okropnie traktować kobiety. – Spojrzała 

badawczo  na  Alyssę.  –  Więc  na  czym  polega  wasza  umowa?  Kiedy  rozmawiałam  z  nim 

ostatnio, twierdził, Ŝe przyjedzie na wesele sam.  

– Nie chcę zawieść jego zaufania – odparła Alyssa.  

– Więc pozwól mi zgadnąć. Wiedział, Ŝe jeśli przyjedzie sam, najdroŜsza z mam zacznie 

narzucać  mu  towarzystwo  młodych  panienek  z  dobrych  domów.  Przewidywał  teŜ,  Ŝe  to 

doprowadzi do awantury, a nie chciał zakłócać Charliemu tak uroczystego dnia.  

– ZauwaŜyłam, Ŝe ich stosunki są dość napięte – powiedziała ostroŜnie Alyssa.  

–  Ta  kobieta  popełniła  wiele  błędów  –  stwierdziła  lakonicznie  Vicky,  dając  do 

zrozumienia,  Ŝe  nie  chce  rozmawiać  o  swej  matce.  –  Ale  cieszę  się,  Ŝe  Seb  ma  w  końcu 

odpowiednią przyjaciółkę.  

– Nie jestem jego dziewczyną – oznajmiła Alyssa.  

–  Wiem,  ale  mam  na  myśli  przyjaciółkę...  kogoś,  kto  potrafi  go  przekonać,  Ŝe  nie 

wszystkie  kobiety  są  takie  same.  Zawsze  miał  o nich  złą  opinię,  ale zmienił  ją  na  gorszą  od 

czasów Julii.  

– Czy to była jego sympatia? 

– Nie, narzeczona Charliego, która zdradzała go z kimś innym. Zastał ją w jednoznacznej 

sytuacji na tydzień przed terminem ich ślubu.  

Alyssa  dobrze  rozumiała  sytuację  Charliego,  tyle  Ŝe  w  jej  przypadku  zerwanie  nastąpiło 

background image

juŜ po ślubie. I nie chodziło tylko o zdradę.  

– Seb był wściekły. I choć oboje kochamy Sophie, on nadal... Och... – Vicky potrząsnęła 

głową. – Myślę, Ŝe sama go rozgryziesz. Prawdziwy Seb Radłey nie jest wcale playboyem, za 

jakiego  wszyscy  go  uwaŜają.  –  Uśmiechnęła  się.  –  No,  ale  dziś  jest  dzień  ślubu  Charliego  i 

Sophie. Nie wolno go popsuć narzekaniem.  

– Widzę, Ŝe kochasz brata i chcesz, Ŝeby był szczęśliwy – powiedziała cicho Alyssa.  

ś

ałowała  od  dawna,  Ŝe  nie  ma  brata  ani  siostry,  kogoś,  kto  otoczyłby  ją  opieką  i  nie 

pozwolił  jej  popełnić  głupstwa,  gdy  poznała  Scotta.  Teraz  przypomniała  sobie  jednak,  Ŝe 

zignorowała  wtedy  ostrzeŜenia  matki  i  doszła  do  wniosku,  iŜ  kaŜdy  musi  się  uczyć  na 

własnych błędach.  

Sophie  okazała  się  niezwykle  sympatyczną,  pogodną  blondynką.  W  pokoju,  w  którym 

przygotowywała  się  do  ślubu,  panowało  ogromne  zamieszanie.  Matka  poprawiała  nerwowo 

jej  fryzurę,  a  pięć  wystrojonych  małych  dziewczynek  czekało  w  nerwowym  podnieceniu  na 

swój wielki moment.  

– Przepraszam za ten cały bałagan – powiedziała do Alyssy panna młoda.  

– Nic nie szkodzi. Bardzo lubię dzieci.  

– W odróŜnieniu od mojego przyszłego szwagra.  

–  Mogę  go  na  chwilę  zastąpić  –  zaproponowała  z  uśmiechem  Alyssa.  –  Pracuję  w 

ratownictwie juŜ od dawna, więc mam w zanadrzu kilka sztuczek. – Spojrzała na najmłodsze 

druhny. – Kto chce usłyszeć bajkę o księŜniczce? 

Cztery główki odwróciły się w jej kierunku, a po chwili za ich przykładem poszła piąta.  

–  No  dobrze,  zawrzemy  umowę.  Wy  będziecie  siedzieć  spokojnie,  Ŝeby  wasze  mamy 

mogły was ładnie uczesać, a ja opowiem wam bajkę o pewnej niezwykłej księŜniczce.  

–  Coś  mi  się  zdaje,  Ŝe  znaleźliśmy  dziewczynę,  która  potrafi  wykrzesać  z  Sebastiana 

ludzkie cechy – rzekła cicho Sophie.  

–  Problem  polega  na  tym,  Ŝeby  oni  się  o  tym  przekonali.  Oboje  twierdzą,  Ŝe  są  tylko 

przyjaciółmi.  

– To i tak wielki krok naprzód w przypadku Sebastiana – mruknęła Sophie. – A poza tym 

dziś jest mój ślub. To dzień, w którym spełniają się marzenia.  

W końcu wszystkie druhny były gotowe.  

–  Pora  iść,  Sophie  –  rzekła  Vicky,  patrząc  na  zegarek.  –  Chyba  Ŝe  chcesz  zmusić 

Charliego do zaczekania na ciebie jeszcze przez kilka minut.  

Panna młoda potrząsnęła głową.  

– Przez te wasze przesądy i tak nie widziałam go od wczoraj.  

– Spotkanie z panem młodym przed ślubem przynosi pecha – oświadczyły chórem Vicky 

i Frań, matka Sophie.  

–  Wiem.  Ale  nie  mogę  juŜ  bez  niego  wytrzymać.  –  Sophie  odwróciła  się  do  Alyssy.  – 

Vicky nie pozwoliła mi nawet porozmawiać z nim dziś rano przez telefon komórkowy.  

–  No  dobrze,  ruszamy  –  zarządziła  Vicky.  –  Czy  jesteście  gotowe,  Ŝeby  ustawić  się  za 

ciocią Sophie? 

– Tak! – odpowiedziały dziewczynki chórem i cały orszak ruszył po szerokich schodach 

background image

w dół.  

Sophie  wyglądała  jak  ideał  panny  młodej.  Była  piękna  i  promieniowała  szczęściem. 

Miała  na  sobie  zachwycającą  suknię,  prostą  woalkę  i  bardzo  skromne  nakrycie  głowy.  W 

rękach niosła tylko jedną gałązkę białych lilii.  

Alyssa  stłumiła  ukłucie  zazdrości.  Choć  jej  małŜeństwo  się  nie  udało,  Ŝyczyła  młodej 

parze jak najlepiej. W ślad za panną młodą zeszła do holu, w którym odbywała się ceremonia 

zaślubin.  Chciała  usiąść  daleko  z  tyłu,  ale  Seb  dostrzegł  ją  i  zaprosił  gestem  do  pierwszego 

rzędu.  

Zawahała się. Nie jest przecieŜ członkiem najbliŜszej rodziny. Ale widząc jego błagalne 

spojrzenie, przecisnęła się przez tłum gości i usiadła obok niego i Mary.  

Słuchając słów małŜeńskiej obietnicy, przypomniała sobie  własny ślub, podczas którego 

ona szczerze obiecywała Scottowi, Ŝe będzie dobrą Ŝoną, a on bezczelnie ją okłamywał.  

Seb  uścisnął  lekko  jej  dłoń,  a  ona  odgadła,  Ŝe  na  jej  twarzy  musi  się  malować  wyraz 

napięcia, on zaś chce dodać jej otuchy. Sama przecieŜ mu powiedziała, Ŝe nie znosi ślubów. 

Miała ochotę wyjaśnić mu przyczynę. Wiedziała, Ŝe zachowałby te zwierzenia dla siebie. Ale 

nie chciała wracać do spraw, o których postanowiła zapomnieć.  

W  tym  momencie  Sophie  i  Charlie  stali  się  męŜem  i  Ŝoną.  Charlie  pocałował  pannę 

młodą, a w powietrze poszybował deszcz konfetti.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Podczas  niekończących  się  sesji  fotograficznych  Alyssa  zabawiała  druhny  bajkami  i 

piosenkami. Potem przyłączyła się do niej matka Sophie.  

–  Pani  ma  naprawdę  wspaniały  stosunek  do  dzieci  –  powiedziała  z  uznaniem.  –  Pewnie 

pochodzi pani z duŜej rodziny? 

–  Nie,  wychowywała  mnie  samotna  matka.  Ale  przyjmuję  mnóstwo  dzieci  w  szpitalu. 

Zawsze opowiadam im bajki, Ŝeby leŜały nieruchomo podczas badania.  

– A więc pani równieŜ jest lekarzem, tak jak moja Sophie. Jaką ma pani specjalność? 

– Pracuję na oddziale ratownictwa medycznego. Frań spojrzała na nią badawczo.  

–  Muszę  przyznać,  Ŝe  nie  tak  wyobraŜałam  sobie  dziewczynę  Sebastiana.  Myślałam,  Ŝe 

będzie pani chuda jak patyk i bardzo zarozumiała.  

–  Nie  jestem  dziewczyną  Sebastiana  –  oznajmiła  Alyssa  ze  śmiechem.  –  Lubię  dobrze 

zjeść, więc nie mam idealnej figury. I nie chciałam tu przyjeŜdŜać, bo bałam się, Ŝe nie będę 

pasować do arystokratycznego towarzystwa.  

–  W  Ŝyłach  naszej  rodziny  nie  płynie  błękitna  krew  przypomniała  jej  matka  Sophie.  – 

Jestem  pewna,  Ŝe  wszyscy  będą  się  czuli  swobodnie.  Tak  czy  owak,  przyjechała  tu  pani  z 

Sebastianem, prawda? 

– Owszem, ale on jest tylko moim kolegą z pracy.  

– Hm. Mam nadzieję, Ŝe traktuje pacjentów lepiej niŜ innych ludzi.  

– Jest znakomitym lekarzem.  

–  Sophie  twierdzi,  Ŝe  pod  tą  maską  playboya  kryje  się  złote  serce  –  powiedziała  Frań  z 

powątpiewaniem.  

–  I  ma  rację.  On  ma  skomplikowaną  osobowość  –  rzekła  Alyssa,  a  potem  skierowała 

rozmowę  na  temat  Charliego  i  Sophie,  stwierdzając,  Ŝe  oboje  wydają  się  szczęśliwi.  Nie 

chciała rozmawiać o Sebastianie za jego plecami.  

Nadeszła  pora  kolacji.  Seb  wygłosił  znakomitą  mowę,  rozśmieszając  wielokrotnie 

wszystkich  obecnych,  a  potem  wzniósł  uroczysty  toast.  Kiedy  mówił:  „śyczę  młodej  parze, 

Ŝ

eby  Ŝycie  zawsze  traktowało  ją  Ŝyczliwie”,  widać  było,  Ŝe  choć  nie  wierzy  w  miłość, 

szczerze pragnie szczęścia Charliego i Sophie.  

Pokonując  swą  awersję  do  dzieci,  wygłosił  szereg  komplementów  pod  adresem 

wszystkich  panienek  naleŜących  do  orszaku  panny  młodej,  a  potem  spojrzał  w  kierunku 

Alyssy  i  uniósł  kieliszek,  wznosząc  milczący  toast  na  jej  cześć.  W  pierwszej  chwili  miała 

wraŜenie,  Ŝe  chce  w  ten  sposób  podkreślić  łączącą  ich  więź  i  poczuła  się  bardzo  dumna. 

Potem  doszła  do  wniosku,  Ŝe  chce  jej  w  ten  sposób  podziękować  za  pomoc  w  unikaniu 

towarzystwa dzieci.  

Pierwszy  taniec  naleŜał  do  Charliego  i  Sophie  oraz  Sebastiana  i  Vicky,  czyli  druŜby  i 

pierwszej  druhny.  Alyssa  przyglądała  się  im  z  boku.  Potem  Seb  podszedł  do  niej  z  dwoma 

kieliszkami  szampana  w  rękach,  objął  ją  delikatnie  i  zaczął  oprowadzać  po  domu, 

przedstawiając jej przy okazji weselnych gości.  

background image

ZauwaŜyła, Ŝe rodzina Sophie wcale nie czuje się przytłoczona wspaniałością otoczenia i 

króluje  na  parkiecie.  Nawet  Mara  wydawała  się  zrelaksowana  i  pogodna.  JakŜe  róŜni  się  to 

przyjęcie od jej skromnego  wesela, na którym  rodzinę reprezentowała tylko jej matka. Scott 

oznajmił, Ŝe nie utrzymuje stosunków z krewnymi i nie rozmawia z nimi od lat, zaprosili więc 

tylko nieliczną grupkę przyjaciół.  

A  ona  dopiero  po  jakimś  czasie  poznała  powody,  z  których  jej  mąŜ  nie  Ŝyczył  sobie 

wystawnego ślubu.  

–  Czy  dobrze  się  czujesz?  –  spytał  Seb.  Alyssa,  przywołana  gwałtownie  do 

rzeczywistości, wzdrygnęła się nerwowo.  

– Oczywiście – odparła z uśmiechem.  

– Wydawałaś się przez chwilę trochę smutna.  

– Widocznie tak na mnie działają śluby – odparła, siląc się na pogodny ton.  

– Czy chcesz w takim razie wymknąć się do tajemniczego ogrodu? 

– Seb, jesteś druŜbą – powiedziała, kręcąc głową. – Powinieneś być widoczny i grać rolę 

mistrza ceremonii.  

– Więc zatańcz ze mną, bo inaczej będę musiał obtańcować wszystkie druhny.  

– Seb, to są czarujące dziewczynki. Taniec z nimi sprawi ci przyjemność, a one poczują 

się jak księŜniczki, bo... – Chciała dodać, Ŝe w tym stroju wygląda niezwykle atrakcyjnie, ale 

doszła do wniosku, Ŝe on o tym wie.  

–  Dzieci  to  dopust  boŜy  –  oznajmił  Seb,  a  ona  postanowiła  zrezygnować  z  prób 

przekonania go i postawiła swój kieliszek na najbliŜszym stole.  

Zgodnie  z  jej  oczekiwaniami  okazał  się  znakomitym  tancerzem.  Poruszała  się  w  jego 

ramionach  swobodnie  i  lekko,  ale  trwało  to  tylko  przez  chwilę,  bo  orkiestra  zmieniła  rytm  i 

zaczęła grać jakąś powolną melodię.  

Była  pewna,  Ŝe  Sebastian  wybrał  juŜ  następną  partnerkę,  ale  on  ku  jej  zdziwieniu 

ponownie  wyciągnął  ręce  w  jej  kierunku.  Choć  wypiła  dotąd  tylko  dwa  kieliszki,  miała 

wraŜenie,  Ŝe  płynie  w  powietrzu.  Doszła  do  wniosku,  Ŝe  wyjątkowo  drogi  szampan,  do 

którego  nie  była  przyzwyczajona,  musiał  uderzyć  jej  do  głowy.  Bo  przecieŜ  w  innym 

wypadku  nie  czułaby  się  tak  szczęśliwa  i  podniecona.  W  pewnym  momencie  zdała  sobie 

sprawę, Ŝe dłonie Seba nie znajdują się tam, gdzie powinny.  

– Seb – szepnęła mu do ucha.  

– Hmm? 

– Twoje ręce są na moich biodrach.  

– Wiem. A twoje są owinięte wokół mojej szyi. To się nazywa taniec. Tak ludzie spędzają 

czas na weselach.  

Być moŜe, ale dotyk jego dłoni był tak kuszący i podniecający, Ŝe poczuła zawrót głowy. 

Spojrzała na niego uwaŜnie i doszła do wniosku, Ŝe wygląda jak groźny  pirat. Jak wcielenie 

jej wszystkich marzeń i pokus.  

– Seb... – szepnęła cicho.  

– Hmm? 

Uniosła  głowę  i  dotknęła  ustami  jego  warg.  Poczuła,  Ŝe  są  łagodne  i  obiecujące.  Więc 

background image

pocałowała  go  ponownie,  tym  razem  bardziej  namiętnie.  Nie  pamiętała,  by  ktokolwiek 

całował  ją  tak  czule  i  zmysłowo.  KaŜde  dotknięcie  jego  języka  budziło  w  niej  dreszcz 

rozkoszy. I nadzieję na coś więcej. Ale on nagle oderwał usta od jej warg i wyprostował się.  

– Dlaczego? – szepnęła z wyrzutem.  

–  Dlatego,  Ŝe  jesteśmy  na  środku  parkietu  i  patrzy  na  nas  tłum  ludzi.  A  takŜe  kilku 

fotografów. Chyba nie chcesz, Ŝeby na pierwszych stronach pism pojawiły się nasze zdjęcia, 

oczywiście z odpowiednimi podpisami...  

– Nie, oczywiście, Ŝe nie... – wyjąkała cicho.  

– Poza tym wypiłaś za duŜo szampana – mruknął, całując ją przelotnie w ucho. – I sama 

nie wiesz, co robisz.  

– PrzecieŜ jestem pełnoletnia. JuŜ od dawna. Sebastian zaśmiał się pogodnie.  

– Nie rób z siebie zgrzybiałej staruszki. PrzecieŜ nie moŜesz mieć więcej niŜ trzydzieści 

lat.  

– Właśnie tyle mam.  

– Czyli jesteś dzieckiem. O dwa lata młodszym niŜ ja. – Pocałował wraŜliwe miejsce tuŜ 

za  jej  uchem.  –  Uwierz  mi,  Ŝe  bardzo  chciałbym  się  z  tobą  kochać.  Przez  całą  noc.  Pod 

gwiazdami, w tajemniczym ogrodzie. Ty, ja i butelka szampana. Daję ci słowo, nie czułabyś 

chłodu.  Byłoby  nam  gorąco.  –  Przycisnął  ją  o  siebie  trochę  mocniej.  –  Ale  rano  byś  mnie 

nienawidziła. A poza tym za bardzo cię szanuję.  

Zanim zdąŜyła mu odpowiedzieć, poczuła na ramieniu dotyk czyjejś ręki.  

– Odbijany? – spytała jakaś kobieta.  

– Oczywiście – odparł pogodnie Sebastian.  

I  zaczął  tańczyć  z  kimś  innym.  Z  wysoką,  piękną  blondynką.  Dokładnie  w  jego  typie. 

Alyssa  z  trudem  stłumiła  ukłucie  zazdrości  i  zmusiła  się  do  zdawkowej  rozmowy  ze  swym 

nowym  partnerem.  A  potem  następnym  i  następnym.  Seb  równieŜ  zmieniał  partnerki. 

Zgodnie ze swą zasadą z Ŝadną nie tańczył dwa razy.  

Przyjęła  z  rąk  kelnera  jeszcze  jeden  kieliszek  szampana,  w  nadziei,  Ŝe  musujący  napój 

poprawi  jej  nastrój.  Ale  tak  się  nie  stało.  Poczuła  przypływ  energii  dopiero  wtedy,  gdy  Seb 

poprosił ją do tańca po raz drugi.  

– Zaczynasz drugą rundę? – spytała cicho.  

– Nic podobnego – odparł z uśmiechem. – Po prostu zauwaŜyłem, Ŝe w twoim kierunku 

zmierza Barry. Jutro będziesz mi wdzięczna za to, Ŝe go ubiegłem.  

– Dlaczego? – spytała ze zdziwieniem.  

– Po pierwsze dlatego, Ŝe jego twarz znajdowałaby się na wysokości twojego biustu, a po 

drugie  on  nie  ma  pojęcia  o  tańcu.  –  Odepchnął  ją  od  siebie,  a  potem  ponownie  chwycił  w 

ramiona. – Nie chciałbym, Ŝebyś przyszła w poniedziałek do pracy z obolałymi stopami.  

Potem orkiestra znowu zmieniła rytm i zaczęła grać wolny utwór. Seb nie wypuścił jej z 

objęć. Poczuła się tak, jakby w sali nie było nikogo oprócz ich dwojga.  

– Wiesz co? – spytała szeptem. – Miałabym ochotę zwinąć się, zamknąć oczy i zasnąć w 

twoich ramionach.  

Och, do diabła, myślał Sebastian, to się nie powinno było zdarzyć. Zaprosiłem ją tu po to, 

background image

by powstrzymała moją matkę od swatania mnie z bogatymi panienkami. I powstrzymała mnie 

od  powiedzenia  mojej  matce,  co  o  niej  myślę.  Miała  dbać  o  to,  Ŝebym  się  poprawnie 

zachowywał.  Ale  jak  mógł  zachowywać  się  poprawnie,  skoro  ona  tak  się  zachowuje? 

PrzecieŜ sama go przed chwilą pocałowała, i to w tak namiętny sposób...  

Wiedział  jednak,  Ŝe  jest  to  tylko  skutek  wypitego  szampana.  Kelnerzy  umieją  napełniać 

kieliszki gości w sposób tak dyskretny, Ŝe nikt nie zdawał sobie sprawy, ile wypił. Dlatego on 

sam  –  wiedząc,  Ŝe  ma  pełnić  obowiązki  druŜby  i  kierowcy  –  ograniczył  się  do  małej  porcji 

whisky i jednego kieliszka szampana podczas kolacji. Był więc zupełnie trzeźwy.  

Ale  na  wspomnienie  pocałunku  Alyssy  nadal  czuł  zawrót  głowy.  Miał  ochotę  go 

powtórzyć. Najlepiej bez świadków. Przyszło mu do głowy, Ŝe moŜe powinien odwieźć ją do 

domu.  Ale  do  Londynu  jest  daleko,  a  Ŝadne  z  nich  nie  miało  nazajutrz  dyŜuru.  Mogą  więc 

zostać na całą noc. W jego pokoju...  

Postanowił  zachować  się  jak  człowiek  honoru  i  spać  w  fotelu.  Wiedział,  Ŝe  nie 

wybaczyłaby mu do końca Ŝycia,  gdyby  wykorzystał jej nietrzeźwość.  Miał ochotę się z nią 

kochać, ale chciał, Ŝeby była wtedy zupełnie przytomna.  

– Czy jesteś zmęczona? – zapytał.  

– Uhm.  

– Więc chodźmy.  

– Czy zamierzasz odwieźć mnie do domu? 

– Nie, chcę, Ŝebyś trochę się przespała.  

– Dobrze... – mruknęła, przywierając do niego całym ciałem. – Ale musisz zostać ze mną.  

– Zgoda.  

Szampan  najwyraźniej  uderzył  jej  nie  tylko  do  głowy,  bo  potknęła  się  juŜ  na  schodach. 

Nie chcąc, by upadła, wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, a potem zamknął drzwi na klucz. 

Delikatnie ułoŜył ją na łóŜku, włączył małą lampkę, zasunął kotary i zgasił górne światło.  

Zanim  to  wszystko  zrobił,  Alyssa  zapadła  w  głęboki  sen.  Spojrzał  na  nią  z  czułością. 

Wyglądała bardzo pociągająco. Nagle przestał się uśmiechać. Zdał sobie sprawę, Ŝe jej cienka 

suknia  będzie  rano  strasznie  pomięta,  co  narazi  ją  na  kłopotliwą  sytuację.  Wszyscy  będą 

wiedzieli, Ŝe spała w ubraniu.  

– Muszę cię rozebrać, śpiochu – powiedział serdecznym tonem i delikatnie przewrócił ją 

na  bok,  po  czym  rozpiął  zamek  sukni.  Kiedy  ujrzał  Alyssę  w  samej  bieliźnie,  zdał  sobie 

sprawę, jak bardzo jest pociągająca. Miał ochotę pokryć pocałunkami jej całe ciało.  

Opanował pokusę, zsunął jej pantofle i odsunął się od łóŜka. Zdjął frak, kamizelkę i buty, 

a  potem  wszedł  na  palcach  do  łazienki,  by  umyć  zęby.  Kiedy  wrócił  do  pokoju,  powiesił 

ubranie na wieszaku i zamierzał właśnie przykryć Alyssę kołdrą, kiedy ona otworzyła oczy.  

– Seb... chcę, Ŝebyś mnie przytulił...  

Tym  razem  pokusa  była  zbyt  wielka.  Błyskawicznie  się  rozebrał,  a  potem  połoŜył  obok 

niej.  

–  Uhm  –  wyszeptała  z  zadowoleniem  i  przywarła  do  niego  całym  ciałem.  Po  chwili 

usłyszał jej równy oddech i zdał sobie sprawę, Ŝe zasnęła.  

–  Och,  Alyssa,  gdybyś  wiedziała,  na  jaką  próbę  wystawiłaś  moją  siłę  woli...  –  szepnął, 

background image

przykładając usta do jej ramienia.  

Ale  w  gruncie  rzeczy  był  zadowolony,  Ŝe  nie  zawiódł  zaufania,  jakim  obdarzyła  go  ta 

dziewczyna. Choć marzył o tym, by zapomnieć w jej objęciach o całym świecie.  

W  jakiś  czas  później  obudził  się  i  poczuł,  Ŝe  Alyssa  przesuwa  dłonią  po  jego  ciele. 

Chwycił jej rękę i delikatnie odsunął ją od swojej klatki piersiowej.  

– Alysso, jeśli nie przestaniesz, to nie gwarantuję, Ŝe będę w stanie się opanować.  

– Naprawdę? – spytała głosem, w którym rozbrzmiewała przewrotna zmysłowość.  

Wsunęła dłoń między jego nogi i zaczęła nią lekko poruszać, a on wydał jęk rozkoszy. W 

tym momencie poczuł, Ŝe wszystkie powstrzymujące go hamulce puszczają. W ciągu sekundy 

przewrócił się na plecy i wciągnął ją na siebie.  

– Tak, tak – szepnęła. – Chcę się z tobą kochać, Seb... Chcę cię poczuć...  

Przywarła  do  niego  z  całej  siły  i  objęła  go  nogami,  a  on  zaczął  poruszać  się  miarowo, 

tracąc zdolność logicznego myślenia. Nie pamiętał, by jakakolwiek kobieta doprowadziła go 

do takiego stanu.  

To  jest  błąd,  pomyślał.  PrzecieŜ  zawsze  byłem  samotnym  wilkiem  i  chcę  nim  pozostać. 

Przechylił głowę i ucałował jej pierś, a ona drgnęła nerwowo, wydała cichy okrzyk rozkoszy i 

zatopiła palce w jego włosach. Jeszcze nigdy nie zatracił się tak całkowicie w Ŝadnym akcie 

miłosnym.  Nie  pamiętał  w  tej  chwili  nawet  własnego  imienia.  Jego  uwaga  skupiona  była 

wyłącznie  na  niej.  Słyszał  bicie  jej  serca  i  czuł  ruchy  jej  ciała.  A  potem  w  jego  głowie 

rozbłysły jasnym światłem wszystkie gwiazdy.  

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Alyssa  obudziła  się,  czując  suchość  w  ustach  i  tępy  ból  głowy.  Miała  wraŜenie,  Ŝe 

uwięziony w niej dzięcioł stuka dziobem w czaszkę, pragnąc przebić się na zewnątrz. Chciała 

unieść głowę, ale poduszka była wygodna i miękka. I pokryta włosami.  

Z trudem otworzyła jedno oko. Rzeczywistość potwierdzała jej najgorsze przypuszczenia. 

Spała oparta o ciało męŜczyzny – którym okazał się Sebastian.  

Niedobrze,  pomyślała  ze  skruchą.  Pamiętam,  Ŝe  z  nim  tańczyłam.  Pamiętam  nasze 

pocałunki. Ale nie wypiłam przecieŜ aŜ tyle, Ŝeby spędzić z nim noc! 

Zaczęła  przypominać  sobie  szczegóły  minionego  wieczoru  i  poczuła,  Ŝe  się  czerwieni. 

Mimo wszystkich swych postanowień stała się jego kolejną zdobyczą. Ale musiała przyznać, 

Ŝ

e  sprawiło  jej  to  wiele  przyjemności.  Seb  był  doświadczony  i  wiedział,  jak  zapewnić 

kobiecie  rozkosz.  Wspomnienie  kulminacyjnego  punktu  ich  miłosnej  przygody  nadal 

wywoływało w niej radosny dreszcz.  

Ale przypomniała sobie równieŜ, Ŝe Sebastian zawsze zrywa znajomość z kobietą, z którą 

spędzi noc. Co oznaczało, Ŝe ich związek – który nie był w gruncie rzeczy Ŝadnym związkiem 

– dobiegł końca.  

– Witaj w świecie Ŝywych, kochanie – szepnął.  

Och nie, to jest jeszcze gorsze. On nie śpi. Mam nadzieję, Ŝe nie mówiłam przez sen. Ale 

czy nie zachowałam się niestosownie? Chciała coś odpowiedzieć, ale z jej ust wydarł się tylko 

niewyraźny pomruk.  

–  CzyŜbyś  miała  kaca?  –  spytał  ze  współczuciem.  Skąd  on  to  wie?  I  jakim  prawem 

wykorzystał mój stan? 

–  Po  pierwsze,  wypiłaś  wczoraj  mnóstwo  szampana  –  dodał  Seb,  a  ona  z  przeraŜeniem 

zdała sobie sprawę, Ŝe zadała oba pytania na głos.  

– Wypiłam dwa kieliszki – mruknęła z niechęcią.  

–  Ale  kelnerzy  dyskretnie  dolewali  do  twojego  kieliszka  za  kaŜdym  razem,  kiedy  go  na 

chwilę odstawiłaś, więc wysączyłaś znacznie więcej, niŜ myślisz.  

– Och... – To tłumaczy jej fatalne samopoczucie.  

– Po drugie, wcale nie  wykorzystałem twojego  stanu. Owszem, połoŜyłem cię do łóŜka, 

bo powiedziałaś, Ŝe jesteś śpiąca i za Ŝadne skarby nie pojedziesz do Londynu. Gdyby zrobiło 

ci  się  niedobrze  na  środku  autostrady,  nie  zdąŜyłbym  cię  dowieźć  do  zacisznego  miejsca,  w 

którym mogłabyś spokojnie zwymiotować.  

Gdyby  jej  oczy  nie  były  juŜ  mocno  zaciśnięte,  zamknęłaby  je  teraz  ze  wstydu  i 

upokorzenia. Seb ma rację. Pewnie zanieczyściłaby jego cenny samochód.  

–  Nie  chciałem  teŜ,  Ŝebyś  obudziła  się  w  środku  nocy  w  nieznanym  wnętrzu,  więc 

zostałem z tobą. Miałem zamiar spać w fotelu, ale sama poprosiłaś, Ŝebym cię przytulił.  

Alyssa miała ochotę się rozpłakać.  

– Dwoje dorosłych ludzi moŜe przecieŜ spać w jednym łóŜku, nie uprawiając seksu.  

Więc dlaczego tak się nie stało? Sebastian musiał czytać w jej myślach, bo odpowiedział: 

background image

– Kiedy kobieta prosi męŜczyznę, Ŝeby się z nią kochał i obejmuje pewien szczegół jego 

anatomii, on zwykle nie odmawia. Szczególnie jeśli lubi seks...  

Och,  nie,  pomyślała  z  rozpaczą,  to  brzmi  okropnie!  Będę  umierać  ze  wstydu  przez 

następne tysiąc lat! 

Odsunęła  się  od  niego  jak  najdalej,  a  on  nie  próbował  jej  zatrzymywać.  Z  jednej  strony 

była  z  tego  zadowolona,  z  drugiej  jednak  uznała  to  za zły  znak.  Była  pewna,  Ŝe  on  równieŜ 

chciałby się znaleźć daleko od niej.  

Od Londynu dzieliło ich wiele mil, a on był jedynym człowiekiem, który mógłby ją stąd 

wywieźć.  

– Powinnaś wiedzieć, Ŝe zawsze dbam o to, aby  moje partnerki były świadome tego, co 

robią  –  dodał  Seb,  a  ona  wyczuła  w  jego  głosie  rozbawienie.  –  Ale  nie  mam  nic  przeciwko 

temu, Ŝeby to one wykazywały inicjatywę.  

To ona prosiła, Ŝeby się z nią kochał. Skoro zaŜądała, by ją przytulił, to zapewne go o to 

błagała. Pamiętała, Ŝe pocałowała go na środku parkietu. Miała nadzieję, Ŝe nie zauwaŜył tego 

Ŝ

aden  fotograf  i  Ŝe  ich  zdjęcie  nie  ukaŜe  się  w  Ŝadnym  czasopiśmie.  Nie  przeŜyłaby  plotek, 

jakie zaczęłyby krąŜyć po szpitalu, gdyby  wyszło na jaw, Ŝe Alyssa Ward, znana z niechęci 

do męŜczyzn, narzucała się słynnemu uwodzicielowi.  

Potem do jej umysłu wsączył się jeszcze bardziej przeraŜający scenariusz. Kiedy kochała 

się  z  Sebem,  była  na  rauszu,  więc  na  pewno  nie  zachowała  zdrowego  rozsądku.  PrzeraŜona 

otworzyła szeroko oczy.  

– Powiedz mi, czy... uŜyliśmy...  

–  Prezerwatywy?  –  spytał  bez  zaŜenowania.  –  Owszem,  za  kaŜdym  razem,  czyli 

czterokrotnie.  

– Więc zrobiliśmy to... cztery razy? – Niczego nie mogła sobie przypomnieć. Była coraz 

bardziej wystraszona. Czy naprawdę zachowała się jak erotomanka? 

Zamknęła oczy, mając nadzieję, Ŝe zniknie z powierzchni ziemi. Ale to marzenie się nie 

spełniło.  

– O BoŜe! – wyjąkała. – Strasznie mi przykro, bo...  

– Alysso – przerwał jej ze śmiechem Seb. – To ja powinienem cię przepraszać.  

Za to, Ŝe się z nią kochał? 

– Za to, Ŝe cię okłamałem. Prawdę mówiąc, zrobiliśmy to tylko dwukrotnie.  

Ta wiadomość nie poprawiła jej samopoczucia. Jeden raz moŜna było uznać za pomyłkę. 

Dwa  razy  –  to  wymagało  jej  świadomego  udziału.  Ale  najgorsze  było  to,  Ŝe  w  głębi  duszy 

miała ochotę zrobić to po raz trzeci...  

–  Skoro  juŜ  się  obudziłaś,  to  powiem  ci,  Ŝe  łazienka  jest  za  tymi  otwartymi  drzwiami. 

Szlafrok wisi na drzwiach, a czysty ręcznik na wieszaku. Nowa szczoteczka do zębów jest w 

szafce.  

Alyssa  usiadła  na  łóŜku  i  poczuła,  Ŝe  Seb  równieŜ  wstaje.  Nie  odwróciła  głowy, 

przekonana, Ŝe jest nagi i Ŝe jego widok moŜe okazać się dla niej zbyt kuszący.  

– Dokąd się wybierasz? – spytała z przeraŜeniem.  

– Przyniosę ci paracetamol i wynalezione przez Sebastiana Radleya lekarstwo na kaca.  

background image

– Dziękuję – wybąkała z ulgą.  

Gdy  tylko  zamknął  za  sobą  drzwi,  powlokła  się  do  łazienki.  Lustro  potwierdziło  jej 

najgorsze przypuszczenia. Miała opuchnięte oczy i była rozczochrana. Wyglądała okropnie, a 

nawet  jeszcze  gorzej.  Z  jękiem  rozpaczy  weszła  pod  prysznic,  który  poprawił  nieco  jej 

samopoczucie. Jeszcze lepiej poczuła się po umyciu zębów. Później włoŜyła miękki frotowy 

szlafrok i wróciła do pokoju, by doprowadzić się do ładu przed powrotem Sebastiana.  

Ale on stał juŜ w drzwiach, niosąc duŜą tacę ze śniadaniem. Miał na sobie ciemne spodnie 

i  rozpiętą  białą  koszulę.  Wyglądał  tak  atrakcyjnie,  Ŝe  Alyssa  zaczęła  rozumieć  powody,  z 

których tyle kobiet traciło dla niego głowę. Sama byłaby tego bliska, gdyby nie czuła się w tej 

chwili tak marnie.  

– Oto paracetamol. – Podał jej dwie tabletki i szklankę wody, a potem usiadł na łóŜku i 

wskazał jej miejsce obok siebie. – Oraz sok.  

– Czy sam go wyciskałeś? – spytała.  

–  Potrafię  obsługiwać  prosty  sprzęt  kuchenny  –  odparł,  wzruszając  ramionami.  –  Jaką 

pijasz herbatę? 

– Mocną, z odrobiną mleka.  

–  To  dobrze.  Masz  taki  sam  gust  jak  ja.  Nienawidzę  słabej  herbaty,  a  Charlie  robi 

najgorszą  lurę  na  świecie.  Jak  pomyje.  –  Skrzywił  się  z  obrzydzeniem.  –  Proszę  bardzo. 

Grzanki, masło, dŜem, jogurt i ananas.  

Na  tacy  było  tyle  jedzenia,  Ŝe  moŜna  by  nim  nakarmić  pułk  wojska.  Alyssa  zaczęła  się 

zastanawiać, czy Seb uwaŜają za osobę aŜ tak Ŝarłoczną. Potem zauwaŜyła, Ŝe przyniósł dwa 

talerze. A więc mają zjeść śniadanie we dwoje. W jego sypialni. To bardzo podniecające.  

Potem przypomniała sobie fragmenty ubiegłej nocy i chwilę, w której poczuła na ustach 

dotyk  jego  warg.  To  wspomnienie  było  jeszcze  bardziej  podniecające.  Usiłowała  skupić 

uwagę  na  świeŜym  ananasie  i  jogurcie,  ale  mimo  woli  dostrzegła  na  palcach  Seba  kilka 

okruchów.  I  poczuła  ochotę,  by  zlizać  je  z  jego  skóry.  Odwróciła  wzrok,  Ŝeby  nie  zrobić 

jakiegoś głupstwa. Potem zjadła dwie grzanki i wypiła drugą herbatę.  

– Jak się czujesz? – spytał.  

– Lepiej. O wiele lepiej.  

–  Moja  metoda  daje  gwarancję  skuteczności.  Jogurt  i  ananas  łagodzą  kurcze  Ŝołądka, 

woda i sok nawadniają organizm, a herbata i grzanki... – uśmiechnął się pogodnie – ... są po 

prostu dodatkową premią.  

– Tak czy owak jestem ci wdzięczna za opiekę. I bardzo cię przepraszam.  

– Za co? 

–  Za  to,  Ŝe  cię  wczoraj  skompromitowałam.  Wyciągnął  rękę  i  pogłaskał  ją  łagodnie  po 

policzku.  

– Nie skompromitowałaś ani mnie, ani siebie. Przestań się tym martwić.  

– Bardzo rzadko piję alkohol.  

–  Powinienem  był  się  tego  domyślić.  I  uwaŜać  na  to,  co  robisz.  A  przynajmniej  ostrzec 

cię przed zdradzieckim działaniem szampana. I przed kelnerami.  

– Naraziłam wszystkich na kłopoty, zostając na noc.  

background image

– Nic podobnego. To jest mój pokój.  

– Twój? – powtórzyła zaskoczona.  

– Tak. Ten dom naleŜy do naszej rodziny. Ja juŜ w nim nie mieszkam i prawdę mówiąc, 

przyjeŜdŜam  zwykle  tylko  wtedy,  kiedy  nie  ma  tu  matki,  ale  zatrzymałem  pokój.  Vicky  teŜ 

ma  swoją  sypialnię.  Główny  apartament  powinien  naleŜeć  do  Charliego,  ale  zajmuje  go 

najdroŜsza  mamusia  ze  swoim  Barrym.  –  Wzdrygnął  się  z  niesmakiem.  –  Ale  nie 

rozmawiajmy juŜ o moich krewnych. To nie jest interesujący temat.  

Wręcz przeciwnie, pomyślała Alyssa. Chciałabym się dowiedzieć, czy stosunki panujące 

w  rodzinie  Sebastiana  skłoniły  go  do  nieustannej  pogoni  za  kobietami.  Zamierzała  go  o  to 

zapytać, ale wyraz jego twarzy ostrzegł ją, Ŝe byłoby to w tym momencie niewskazane.  

– W takim razie przepraszam, Ŝe naraziłam cię na kłopot.  

–  To  nie  był  Ŝaden  kłopot.  –  Zmarszczył  brwi.  –  Chyba  Ŝe  masz  na  myśli  podanie 

ś

niadania.  Zresztą  ja  teŜ  byłem  głodny,  a  nie  mam  dziś  ochoty  na  schodzenie  do  jadalni. 

Wolałem więc zjeść je tutaj, w twoim towarzystwie.  

CzyŜby nie chciał, by ktoś się dowiedział, Ŝe spędziłam tu noc? – spytała w duchu Alyssa, 

a Seb, jakby czytając w jej myślach, rozwiał jej wątpliwości: 

–  Wyczerpałem  juŜ  limit  uprzejmości  wobec  mojej  matki,  a  nie  chcę  jej  sprawiać 

przyjemności,  urządzając  scenę.  Przyznaję,  Ŝe  nie  zamierzałem  zostawać  tu  na  noc,  ale 

zrobiłem to ze względu na ciebie.  

Och,  pomyślała  Alyssa,  on  na  pewno  myśli,  Ŝe  ja  to  wszystko  zaplanowałam.  śe 

uwiodłam go, bo chciałam nawiązać z nim bliŜszą znajomość...  

–  Jeśli  chodzi  o  ubiegłą  noc,  to  chcę  ci  powiedzieć,  Ŝe  nie  mam  zwyczaju  uwodzić 

męŜczyzn.  

–  Wczoraj  zrobiłaś  to  tak  przekonująco,  jakbyś  miała  wielką  wprawę  –  odparł  z 

przewrotnym uśmiechem.  

– Nie powinniśmy byli tego robić...  

–  Dlaczego?  Oboje  jesteśmy  wolni.  Nie  mamy  stałych  partnerów.  W  czym  widzisz 

problem? 

–  Nie  jesteśmy...  nie  jesteśmy  parą.  –  I  zanim  zdąŜył  źle  ją  zrozumieć,  dodała:  –  I  nie 

zamierzamy nią zostać.  

– Ach, więc o to chodzi? – Seb wzruszył ramionami.  

 

– Obiecuję, Ŝe o tym zapomnę, jeśli ty zrobisz to samo. A teraz wezmę prysznic.  

Obiecuję,  Ŝe  o  tym  zapomnę,  jeśli  ty  zrobisz  to  samo...  Zabrzmiało  to  fatalnie,  myślał 

Seb,  wchodząc  pod  prysznic  i  odkręcając  wodę.  Ale  cóŜ  innego  mogłem  powiedzieć? 

Widziałem  w  jej  oczach  niesmak.  Gardzi  mną  za  to,  Ŝe  jestem  bawidamkiem.  I  myśli,  Ŝe 

traktuję  ją  po  prostu  jak  kolejną  zdobycz.  A  przecieŜ  Alyssa  nie  jest  podobna  do  Ŝadnej  ze 

znanych mu kobiet.  

Mógł  zaprowadzić  ją  tego  ranka  na  rodzinne  śniadanie.  Gdyby  chodziło  o  kogo  innego, 

zrobiłby  to  bez  wahania.  Ale  chciał  jej  oszczędzić  wymownych  spojrzeń  Barry’ego  i 

kąśliwych  komentarzy  matki.  Charlie  i  Sophie  spędzali  noc  poślubną  w  pobliskim  hotelu,  a 

background image

Vicky wyjechała do Londynu. Mogli oczywiście usiąść przy stole innych gości, którzy zostali 

na  noc  w  rezydencji,  ale  wszyscy  byliby  zdumieni,  Ŝe  młody  pan  Radley  nie  je  śniadania  z 

najbliŜszą rodziną.  

NajbliŜszą,  ale  tylko  z  nazwy.  Sebastian  zrobiłby  wszystko  dla  Vicky  i  Charliego,  ale 

bynajmniej  nie  czuł  się  związany  z  Marą  ani  z  Barrym.  Wolał  więc,  by  Alyssa  zjadła 

ś

niadanie  w  jego  pokoju.  Teraz  jednak,  stojąc  pod  prysznicem,  zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  w 

gruncie rzeczy myśli tylko o tym, by wrócić do sypialni, przewrócić Alyssę na łóŜko i kochać 

się  z  nią  aŜ  do  utraty  tchu  i  świadomości.  Wiedział  jednak,  Ŝe  postępując  w  ten  sposób, 

popełniłby błąd. Alyssa i tak jest wystraszona.  

Pragnął, by wyzbyła się lęku i zapomniała o wszystkim oprócz niego. Gdyby była jedną z 

jego  przygodnych  partnerek,  nie  siedziałaby  teraz  w  sypialni.  Stałaby  wraz  z  nim  pod 

prysznicem, przywierając do niego całym ciałem i wydając okrzyki rozkoszy.  

Ale ona róŜni się od wszystkich znanych mu kobiet, toteŜ nie bardzo wiedział, jak wobec 

niej postępować. WłoŜył więc spodnie i koszulę, a potem wrócił do sypialni. Alyssa teŜ była 

juŜ ubrana, ale nadal wydawała się trochę onieśmielona.  

– Uśmiechnij się – powiedział do niej łagodnym tonem. – Wyglądasz bardzo atrakcyjnie.  

– To dzięki tobie, bo powiesiłeś moją suknię.  

–  Gdybyś  w  niej  spała,  byłaby  teraz  pognieciona,  a  ja  nie  chciałem,  Ŝebyś  czuła  się 

zaŜenowana. – Przesunął dłonią po swoich włosach. – Wczorajszy wieczór był nietypowy. Za 

duŜo  szampana,  za  duŜo...  –  Chciał  powiedzieć  „uczuć”,  ale  przypomniał  sobie,  Ŝe  chce 

uchodzić za człowieka, który panuje nad emocjami. – W końcu oboje jesteśmy dorośli, więc...  

– Ja nie próbuję cię usidlić, Seb. Wcale nie chcę się z tobą wiązać.  

Poczuł się zawiedziony i uraŜony, ale wiedział, Ŝe na to zasłuŜył.  

– A co powiesz o przyjaźni? 

– Przyjaźni? 

–  Tak.  –  Uśmiechnął  się  przewrotnie.  –  Nigdy  nie  myślałem,  Ŝe  zaproponuję  przyjaźń 

kobiecie,  która  nie  jest  z  nikim  związana.  Ale  chciałbym,  Ŝebyśmy  byli  przyjaciółmi.  Bez 

Ŝ

adnych zobowiązań.  

– Pod warunkiem, Ŝe zapomnimy o wczorajszym wieczorze.  

–  Zgoda.  –  Wiedział,  Ŝe  nie  będzie  mu  łatwo  wyrzucić  z  pamięci  jej  dotyku,  zapachu  i 

wyglądu, ale nie miał wyboru. – Przyjmuję twoje warunki.  

– To dobrze – oznajmiła z taką ulgą, jakby naprawdę chciała o wszystkim zapomnieć.  

– W takim razie zaniosę tę tacę kucharce, a ty skończ toaletę.  

– Kucharce? Więc macie kucharkę? 

– To jest kucharka Mary, ale pracuje w tym domu od wielu lat. Rozpuszczała mnie, kiedy 

byłem dzieckiem. Ale nie bój się, nie zamierzam wręczyć jej tej tacy. Potrafię włoŜyć brudne 

naczynia do zmywarki.  

– Mam nadzieję – mruknęła bez większego przekonania.  

– Co więcej, znam się na kuchni. Moją koronną potrawą jest kurczak a la Dijon.  

Wielokrotnie  posługiwał  się  tą  bronią  w  swej  karierze  uwodziciela.  Wiedział,  Ŝe 

ozdobiony świecami stół i samodzielnie przyrządzone danie potrafią zmiękczyć serce kaŜdej 

background image

kobiety. Alyssa spojrzała na niego w taki sposób, jakby czytała w jego myślach.  

– Przyjdę po ciebie za dziesięć minut – oznajmił, ruszając w stronę drzwi.  

– Będę gotowa.  

Wiedział,  Ŝe  dotrzyma  słowa.  Jest  kobietą  zorganizowaną  i  solidną.  A  takŜe  zmysłową, 

namiętną i... Ale o tym postanowił nie myśleć.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

– Czy nie powinniśmy się poŜegnać z...  

– Z Marą i Barrym? – Seb wzruszył ramionami. – Nie ma takiej potrzeby. Ja zresztą juŜ 

się z nimi widziałem.  

Alyssa  domyśliła  się,  Ŝe  nie  było  to  przyjemne  spotkanie.  Czuła  się  trochę  niezręcznie, 

wyjeŜdŜając  bez  poŜegnania,  ale  wyraz  twarzy  Sebastiana  przekonał  ją,  Ŝe  dyskusja  jest 

bezprzedmiotowa. Była zresztą przekonana, Ŝe nie zobaczy ich nigdy więcej, więc sprawa ta 

nie  miała  dla  niej  większego  znaczenia.  Nic  nie  wskazywało  na  to,  by  matka  i  ojczym  Seba 

mogli się kiedykolwiek pojawić w szpitalu Docklands Memoriał.  

Seb  prawie  się  nie  odzywał.  Prowadzenie  samochodu  zdawało  się  wpływać  na  niego 

uspokajająco. W końcu westchnął i odwrócił się do swej pasaŜerki.  

–  Przepraszam,  jeśli  byłem  dziś  rano  trochę  opryskliwy.  Moja  matka  budzi  we  mnie 

najgorsze instynkty, więc w tej chwili nie lubię samego siebie.  

CzyŜby miał wyrzuty sumienia z powodu ubiegłej nocy? – pomyślała Alyssa. PrzecieŜ w 

gruncie rzeczy to ona jest odpowiedzialna za to, co się wydarzyło.  

– Nie jesteś taki zły, jak ci się wydaje – rzekła cicho.  

– UwaŜaj, Alysso – mruknął, uśmiechając się szeroko. – Schlebiasz mojemu ego, a to nie 

prowadzi do niczego dobrego. – Zerknął na nią z ukosa. – Czy bardzo ci zaleŜy na tym, Ŝeby 

jak najprędzej dotrzeć do Londynu? 

– Nie. – Czekały na nią tylko zajęcia domowe, za którymi wcale nie przepadała.  

– Czy zjesz ze mną lunch? Bez Ŝadnych zobowiązań – dodał tak pospiesznie, Ŝe poczuła 

się nieco zawiedziona.  

–  Chętnie,  jeśli  pozwolisz  mi  za  niego  zapłacić.  Sebastian  odrzucił  juŜ  wcześniej  jej 

sugestię, by podzielili między siebie koszt benzyny, stwierdzając, Ŝe i tak zamierzał jechać na 

ś

lub  brata.  A  ona  nie  chciała,  by  wziął  ją  za  kobietę,  która  wykorzystuje  męŜczyzn.  ,  – 

Zapłacić? – powtórzył ze zdumieniem.  

– Tak postępują przyjaciele. Płacą na zmianę.  

– W takim razie przyjmuję twoją propozycję i bardzo dziękuję. Czy mogę wybrać lokal? 

– Jeśli chcesz...  

–  Doskonale.  Znam  mały  pub  nad  rzeką...  –  Uśmiechnął  się  z  zaŜenowaniem.  –  Po 

spotkaniu z moją matką potrzebuję uspokajającego otoczenia i dobrego jedzenia.  

– Widzę, Ŝe lubisz bywać nad rzeką.  

–  To  prawda.  –  Kiwnął  głową.  –  Kiedy  stracę  pacjenta,  spaceruję  zwykle  nad  Tamizą. 

Wszystko jedno gdzie. Widok wody jakoś mnie uspokaja. I wolę rzeki od morza.  

CzyŜby dlatego, Ŝe są mniej Ŝywiołowe? – spytała w duchu Alyssa, a Sebastian zjechał z 

autostrady na krętą, wąską drogę. W kilka minut później zaparkował pod starym pubem, który 

miał pobielane ściany, słomiany dach i witraŜowe okna.  

– Czy tu się zwykle zatrzymujesz w drodze powrotnej do Londynu? – zapytała.  

–  Owszem.  Podają  tu  dobre  piwo,  którego  nie  mogę  teraz  wypić,  bo  prowadzę,  i 

background image

doskonałe jedzenie.  

Kiedy  nadeszła  kelnerka,  zamówił  makaron  ze  szpinakiem  i  pecorino  oraz  dodatkową 

porcję parmezanu, kawałek ciabatty z oliwą i balsamicznym octem oraz kremowy deser.  

– Seb, twoje arterie... – zaczęła niepewnie Alyssa.  

– Nie objadam się w taki sposób bardzo często – przerwał jej z przekornym uśmiechem.  

Hm.  Zjedli  dotychczas  wspólnie  trzy  posiłki  –  cztery,  jeśli  liczyć  śniadanie  –  a  on  za 

kaŜdym razem zamawiał tłusty deser. A tego ranka smarował grzanki masłem...  

Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  zaczyna  o  nim  myśleć  jak  nadopiekuńcza  Ŝona  i  poczuła 

zaŜenowanie. PrzecieŜ Seb nie chciał się z nikim wiązać, a nawet gdyby zmienił zdanie, ona 

nie  jest  kandydatką  do  jego  ręki.  Nie  chciała  po  raz  dragi  skomplikować  sobie  Ŝycia 

nieudanym małŜeństwem.  

– Och, teraz czuję się o wiele lepiej – powiedział, kiedy usiedli pod nadrzeczną wierzbą, 

mając przed sobą olbrzymie porcje makaronu. – Zanim wrócimy do Londynu, moŜe stanę się 

na nowo normalnym człowiekiem.  

– Czy naprawdę aŜ tak bardzo nie lubisz matki? 

–  spytała  Alyssa,  która  nie  mogła  sobie  wyobrazić  takiej  sytuacji,  poniewaŜ  zawsze 

darzyła matkę głęboką miłością i szacunkiem.  

–  Lepiej  zmieńmy  temat  –  mruknął,  odłamując  kawałek  chleba.  Kiedy  zanurzył  go  w 

oliwie,  Ałyssa  usiłowała  odwrócić  wzrok.  Jego  ruchy  były  tak  precyzyjne  jak  wtedy,  kiedy 

operował.  A  ona  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  jego  ręce  dotykały  ubiegłej  nocy  najbardziej 

wraŜliwych  na  pieszczoty  zakątków  jej  ciała.  Nie  chciała  wracać  myślami  do  minionego 

wieczoru, choć był on jednym z najprzyjemniejszych epizodów w jej Ŝyciu... – Skoro mamy 

zostać przyjaciółmi, to chyba powinienem o tym wiedzieć – stwierdził Seb.  

Alyssa wzdrygnęła się nerwowo. CzyŜby chciał ją spytać, o czym myśli? 

– O czym? 

– Dlaczego nie lubisz ślubów. CzyŜby twój ukochany oŜenił się z kimś innym? 

– OŜenił się ze mną – wyznała, zaskoczona jego sugestią. – Tyle Ŝe...  

Urwała,  zdając  sobie  sprawę,  Ŝe  przed  przyjazdem  do  Londynu  postanowiła  nikomu  nie 

opowiadać o swoim nieudanym małŜeństwie.  

–  Alysso,  jesteśmy  przyjaciółmi  –  przypomniał  jej  łagodnym  tonem.  –  Nie  zamierzam 

zdradzać  twoich  tajemnic  nikomu  i  jestem  pewien,  Ŝe  ty  potraktujesz  tak  samo  wszystkie 

moje zwierzenia.  

Uświadomiła  sobie,  Ŝe  istotnie  powiedział  jej  o  sobie  znacznie  więcej,  niŜ  moŜna  było 

oczekiwać. Dopuścił ją do rodzinnych tajemnic, mimo Ŝe nie był w niej szaleńczo zakochany. 

Spojrzała w jego oczy i doszła do wniosku, Ŝe moŜe mu zaufać.  

– Będziesz się ze mnie śmiał... – wybąkała.  

– Nigdy w Ŝyciu! 

– Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat i byłam bardzo naiwna. Poznałam Scotta na jakimś 

przyjęciu i byłam nim zachwycona. – Westchnęła. – Wydawało mi się, Ŝe go kocham. Moja 

matka nie była tego pewna, aleja nie chciałam jej słuchać. Byłam przekonana, Ŝe jesteśmy dla 

siebie  stworzeni.  Kiedy  zaproponował  mi  małŜeństwo,  zgodziłam  się  bez  wahania.  Mama 

background image

twierdziła,  Ŝe  powinniśmy  trochę  poczekać,  ogłosić  zaręczyny  i  nie  spieszyć  się  ze  ślubem, 

aleja...  Chciała  mieć  rodzinę,  o  której  zawsze  marzyła.  Wychowywała  się  bez  ojca,  a  jej 

staroświeccy dziadkowie zerwali stosunki z córką, gdy tylko wyznała im, Ŝe jest w ciąŜy. Nie 

miała ciotek, wujów ani kuzynów.  

–  Scott  uwaŜał,  Ŝe  nie  naleŜy  zwlekać  i  zarezerwował  w  urzędzie  stanu  cywilnego 

najbliŜszy moŜliwy termin.  

– Więc twoja matka nie była na ślubie? Spojrzała na niego ze zdumieniem.  

–  AleŜ  oczywiście,  Ŝe  była!  Nie  pochwalała  mojego  wyboru,  ale  za  nic  w  świecie  nie 

zrezygnowałaby  z  udziału  w  tak  waŜnej  uroczystości.  A  potem,  kiedy  wyszło  na  jaw,  Ŝe 

popełniłam błąd, pomogła mi się pozbierać.  

– Czy Scott był lekarzem? 

–  Nie,  przedstawicielem  firmy  farmaceutycznej.  PoniewaŜ  studiował  zaocznie,  miał 

zajęcia w weekendy, więc nie spędzaliśmy razem wiele czasu, ale pocieszaliśmy się myślą, Ŝe 

to potrwa tylko dwa lata. Po dyplomie miał dostać awans, więc zamierzaliśmy przenieść się 

do własnego domu i powiększyć rodzinę. – Ale na szczęście do tego nie doszło, pomyślała z 

ulgą.  

– On studiował w Londynie? – zapytał Sebastian.  

–  Nie,  w  Birmingham.  Ja  pracowałam  wówczas  w  Newcastle,  więc  Scott  wyjeŜdŜał  w 

czwartek wieczorem i spędzał wszystkie weekendy poza domem. Ale nie było tak źle. Brałam 

nocne dyŜury w piątki i soboty, a on wracał w niedzielę wieczorem.  

– I poznał w Birmingham jakąś inną kobietę? 

Alyssa wzięła głęboki oddech. Choć minęło juŜ kilka lat, do tej pory odczuwała wstyd z 

powodu własnej głupoty i łatwowierności.  

– Nie. Okazało się, Ŝe to ja jestem inną kobietą – wykrztusiła. – Biorąc ze mną ślub, był 

juŜ Ŝonaty, więc w świetle prawa nasze małŜeństwo było niewaŜne. On zresztą nie starał się o 

rozwód. To nie była przypadkowa pomyłka, tylko świadoma bigamia.  

– To okropne. Jak się o tym dowiedziałaś? 

–  Ona...  –  Do  tej  pory  nie  potrafiła  się  zmusić  do  powiedzenia  „Ŝona  Scotta”  –  znalazła 

mój  numer  w  jego  telefonie  komórkowym.  Zadzwoniła  do  mnie  i  spytała,  jakim  prawem 

romansuję z jej męŜem. Nie miałam pojęcia, o co jej chodzi – przecieŜ wzięliśmy ze Scottem 

ś

lub, a ja nie mogłam zrozumieć, kim ona jest. Potem wszystko się wyjaśniło. Wmówił jej, Ŝe 

studiuje w Newcastle od poniedziałku do czwartku, czyli w te dni, które spędzał ze mną. A ja 

wierzyłam, Ŝe ma zajęcia od czwartku do niedzieli. Czyli oszukiwał i mnie, i ją.  

– Co za łobuz – mruknął Seb. – Mam nadzieję, Ŝe twój ojciec rozerwał go na strzępy.  

Alyssa opuściła wzrok.  

– Nie mam ojca. Nigdy go nie miałam.  

–  Przepraszam  za  to,  Ŝe  o  tym  wspomniałem.  Ja  po  prostu  zakładałem...  Ŝe  inni  mieli 

więcej szczęścia.  

– Ile miałeś lat, kiedy straciłeś ojca? 

– Czternaście. – Wzruszył ramionami. – Nie zrobiło to na mnie większego wraŜenia. Nie 

byliśmy sobie bliscy.  

background image

Usłyszała  w  jego  głosie  Ŝal  i  domyśliła  się,  Ŝe  ojciec  nie  poświęcał  mu  wiele  uwagi. 

Zapewne koncentrował się na wychowaniu Charliego, który miał po nim odziedziczyć tytuł i 

majątek. A matka, od chwili narodzin Vicky, była pewnie zajęta przede wszystkim ukochaną 

córką. Czy właśnie dlatego Sebastian nie wierzył w trwałe związki? I nie lubił dzieci? 

– Czy to był wypadek? – spytała pod wpływem impulsu.  

– Nie. Atak serca.  

Zrozumiała,  na  czym  polega  problem.  Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  Sebastian,  ratując  Ŝycie 

pacjentom na  oddziale intensywnej opieki, za kaŜdym  razem musi przeŜywać to, Ŝe nikt nie 

zdołał uratować jego ojca. Wybrał tę specjalizację, by oszczędzić innym tego, co sam przeŜył 

po śmierci ojca. I nie lubił dzieci, bo przypominały mu o własnym smutnym dzieciństwie.  

Wszystko  wydawało  się  oczywiste,  ale  dlaczego  nikt  nie  wpadł  na  to  do  tej  pory? 

Dlaczego nikt nie dał Sebowi do zrozumienia, Ŝe jest dla niego najwaŜniejszym człowiekiem 

na świecie? 

– Bardzo mi przykro... – powiedziała cicho.  

– To nie twoja wina. Nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Ale ja sam zaczynam się 

czasem w tym wszystkim trochę gubić.  

UwaŜała  go  za  człowieka  pozbawionego  wyŜszych  uczuć.  Teraz  wiedziała,  Ŝe  to  tylko 

pozory.  Ale  zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  Seb  unika  bliŜszych  kontaktów  z  ludźmi,  by  nikt  nie 

mógł odsłonić jego prawdziwego wnętrza. Choć skoro dopuścił ją do siebie aŜ tak blisko, to 

moŜe...  

– Porozmawiajmy o czymś mniej... – Nie przychodziło jej do głowy odpowiednie słowo. 

Bolesnym? Przykrym? Ale on najwyraźniej wyczuł jej intencje, bo stal się na nowo czarujący 

i  dowcipny.  I  choć  bawiła  się  w  jego  towarzystwie  bardzo  dobrze,  brakowało  jej  tego 

drugiego  Sebastiana,  który  nie  wstydził  się  okazywania  uczuć.  Tego,  z  którym  spędziła 

ubiegłą noc. Na samo wspomnienie tych namiętnych uniesień poczuła dreszcz rozkoszy.  

– Zimno ci? 

– Trochę – skłamała, nie mogąc wyznać mu prawdy.  

–  W  takim  razie  zapomnijmy  o  deserze  i  jedźmy  do  Londynu  –  zaproponował  z 

uśmiechem.  

Skupiony na prowadzeniu samochodu, prawie się nie odzywał. Ona teŜ niewiele mówiła. 

Była  na  siebie  zła  o  to,  Ŝe  opowiedziała  mu  o  Scotcie,  przyznając  się  do  tak  piramidalnej 

naiwności.  Kiedy  zatrzymał  się  pod  jej  domem,  miała  ochotę  zaprosić  go  na  kawę,  ale  bała 

się, jak Seb to zinterpretuje.  

– Dziękuję za podwiezienie – powiedziała, wysiadając z samochodu. – Do zobaczenia w 

szpitalu.  

–  Alysso...  –  zaczął  Seb,  zanim  zatrzasnęła  drzwi,  a  ona  poczuła,  Ŝe  serce  zaczyna  jej 

szybciej bić.  

– Tak? 

– Nic nikomu o tym nie powiem.  

Czego  się  spodziewała?  śe  spyta,  czy  moŜe  wejść?  śe  poprosi,  aby  spędziła  z  nim 

wieczór? 

background image

– Ja teŜ nie – obiecała cichym głosem.  

Poczekał,  dopóki  nie  weszła  do  budynku,  a  potem  gwałtownie  ruszył  z  miejsca.  Był 

dobrze wychowany, ale zapewne marzył o tym, by uwolnić się od jej towarzystwa.  

– Nie próbuj się oszukiwać! – mruknęła do siebie pod nosem. – On nie jest dla ciebie.  

Wzięła prysznic i przebrała się, ale nie poprawiło to jej samopoczucia. Była w posępnym 

nastroju  aŜ  do  wieczora.  A  kiedy  uświadomiła  sobie,  jaka  jest  tego  przyczyna,  ogarnęło  ją 

przeraŜenie.  Najwyraźniej  polubiła  towarzystwo  Sebastiana.  A  przyczyną  jej  kiepskiego 

nastroju była jego nieobecność.  

Nic z tego! – pomyślała. Obiecała sobie juŜ dawno temu, Ŝe nigdy nie narazi się na takie 

upokorzenie,  jakie  przeŜyła  z  winy  Scotta.  A  zakochanie  się  w  Sebastianie  groziło  jeszcze 

bardziej przykrymi konsekwencjami. On nie chce się z nikim wiązać i gdyby wiedział, co ona 

do  niego  czuje,  uciekłby  natychmiast  na  koniec  świata.  A  wszyscy  pracownicy  szpitala 

patrzyliby na nią ze współczuciem.  

Postanowiła trzymać się od Sebastiana jak najdalej. I to juŜ od jutra.  

 

– Po co ja jej się zwierzałem? – pytał Seb samego siebie, nabierając kolejną łyŜkę lodów 

orzechowych. – Wiedziałem przecieŜ, Ŝe jest bystra, więc domyśli się pewnie tego, czego jej 

nie powiedziałem. Czego nie wyznałbym nigdy nawet Charliemu ani Vicky. Zachowałem się 

jak naiwny osioł. Taka szczerość moŜe mnie narazić na niepotrzebne komplikacje.  

Pocieszał  się  myślą,  Ŝe  ona  teŜ  opowiedziała  mu  sporo  o  sobie,  o  swoim  ojcu  i 

katastrofalnym  małŜeństwie.  Teraz  rozumiał,  dlaczego  Alyssa  nie  chce  się  spotykać  z 

męŜczyznami. I dlaczego nie aprobuje jego stylu Ŝycia. Najbardziej jednak niepokoiło go to, 

Ŝ

e ciągle o niej myśli. PrzecieŜ postanowili uznać sobotnią noe za epizod. Więc dlaczego nie 

potrafi o niej zapomnieć? 

Alyssa  skutecznie  unikała  Seba  przez  następne  dwa  dni.  Nie  mieli  Ŝadnych  wspólnych 

spraw, a nawet kiedy oboje przebywali na oddziale, byli bardzo zajęci.  

W środę, tuŜ przed porą lunchu, Seb podszedł do niej na korytarzu, ale zanim zdąŜył coś 

powiedzieć, z sali zabiegowej wychylił się Anton, nowy staŜysta na ich oddziale.  

– Alyssa, czy mogę cię poprosić o pomoc? 

–  Jasne  –  odparła  z  ulgą,  zadowolona,  Ŝe  uda  jej  się  uniknąć  rozmowy  z  Sebem.  –  Na 

czym polega problem? 

–  Mam  pacjentkę,  która  spadla  z  roweru.  Nie  mogę  zatamować  jej  krwotoku  z  nosa  i  z 

rozciętej nogi. Nie podoba mi się teŜ jej łokieć, obrzmiały i posiniaczony. – Anton potrząsnął 

głową. – MoŜemy wykluczyć hemofilię, bo przecieŜ jej objawy występują tylko u męŜczyzn...  

– To moŜe być jakieś zakłócenie krzepliwości krwi.  

– Więc co mam zrobić? 

– Przede wszystkim zbadać krew. Chodźmy z nią pogadać. – W ślad za Antonem weszła 

do  sali  zabiegowej.  –  Dzień  dobry,  nazywam  się  Alyssa  Ward  i  jestem  lekarką.  Czy  mogę 

zadać pani kilka pytań? 

– Oczywiście. – Dziewczyna nadal próbowała zatamować krew płynącą z nosa.  

– Proszę się pochylić – poradziła jej Alyssa. – Wtedy krew przestanie wpływać do gardła.  

background image

– Nacisk na grzbiet nosa? – spytał Anton, a Alyssa kiwnęła potakująco głową.  

–  I  zimny  kompres  na  tę  nogę.  To  dobrze,  Ŝe  jest  uniesiona.  –  Zajrzała  do  karty  młodej 

pacjentki. – Czy ktoś w pani rodzinie miał problemy z krzepliwością krwi? 

– Nie wiem. Jestem adoptowana.  

To  mogłoby  tłumaczyć  powody,  dla  których  nie  została  dotąd  zbadana  pod  kątem 

nieprawidłowości obrazu krwi.  

– Czy często leci pani krew z nosa? 

– Dosyć często. To jest okropnie kłopotliwe, szczególnie jeśli zdarza się podczas pracy.  

– A czy nie krwawią pani dziąsła? 

–  Dentysta  powiedział,  Ŝebym  uŜywała  bardziej  miękkiej  szczoteczki.  On  uwaŜa,  Ŝe 

szoruję je zbyt mocno i Ŝe to właśnie jest przyczyną krwawienia.  

– A jak przeŜywa pani okresy? 

– Dosyć cięŜko – wyznała dziewczyna.  

–  Musimy  przebadać  pani  krew  –  oznajmiła  Alyssa.  –  Podejrzewam,  Ŝe  cierpi  pani  na 

zaburzenie krzepliwości krwi, zwane chorobą von Willebranda.  

– Czy to coś powaŜnego? – spytała dziewczyna.  

–  Ona  jest  uleczalna,  ale  trudno  wykrywalna  –  odparła  Alyssa.  –  Muszę  zadać  pani 

osobiste pytanie: czy zamierza pani mieć dzieci? 

– Niedawno się zaręczyłam. Josh i ja myśleliśmy o tym, Ŝeby za rok lub dwa... – Urwała, 

zdawszy sobie sprawę z powagi sytuacji. – Czy chce mi pani powiedzieć, Ŝe nie mogę mieć 

dzieci? 

– Nie. Ale ryzyko dziedziczenia tej choroby sięga pięćdziesięciu procent.  

– Na czym polega ta przypadłość? 

–  Na  niedoborze  pewnego  białka,  zwanego  czynnikiem  von  Willebranda  –  wyjaśniła 

Alyssa. – Jeśli uszkodzi pani jakieś naczynie krwionośne, na przykład spadnie pani z roweru i 

skaleczy  się  w  nogę,  ciałka  krwi  zaczynają  współdziałać  z  czymś,  co  nazywane  jest 

czynnikiem  krzepnięcia,  czyli  zatykają  otwór  i  tamują  krwawienie.  U  osób  cierpiących  na 

chorobę von Willebranda proces ten nie przebiega prawidłowo, więc płytki nie przylegają do 

siebie i krwawienie nie ustaje tak szybko, jak powinno.  

– Czy to moŜe być śmiertelne? – spytała przeraŜona Ruth. – Czy z tego wynika, Ŝe umrę 

w młodym wieku? 

–  Nie  na  chorobę  von  Willebranda  –  odparła  Alyssa.  –  Damy  pani  jakiś  lek,  który 

unormuje proces krzepnięcia krwi.  Będzie to zaleŜało od wyników badań, ale jeśli pani stan 

nie  jest  zbyt  powaŜny,  przepiszemy  pani  po  prostu  spray  do  nosa  o  nazwie  DDAVP  albo 

octan  desmopresyny,  który  podnosi  poziom  mechanizmu  krzepnięcia.  Jeśli  wykryjemy 

chorobę von Willebranda, skieruję panią do hematologa.  

Nos  Ruth  przestał  wreszcie  krwawić,  więc  odsunęła  od  niego  chusteczkę  i  spojrzała  na 

Alyssę z rozpaczą.  

– Będę musiała zerwać zaręczyny... – oznajmiła smutnym głosem.  

– Dlaczego? 

–  Nie  mogę  narazić  moich  dzieci  na  taką  chorobę.  Nie  mogę  tego  zrobić  Joshowi.  – Jej 

background image

oczy wypełniły się nagle łzami.  

–  Proszę  nie  podejmować  pochopnych  decyzji  –  rzekła  Alyssa,  siadając  obok  niej.  – 

Niech  pani  wyzna  narzeczonemu  prawdę  i  pozwoli  mu  powiedzieć,  co  o  tym  myśli.  MoŜe 

będzie  wolał  oŜenić  się  z  panią  niŜ  z  kimś  innym.  Jeśli  zajdzie  pani  w  ciąŜę,  będzie  pani 

wymagała szczególnie troskliwej opieki lekarskiej, ale to wcale nie znaczy, Ŝe nie moŜe pani 

mieć  dzieci.  Przed  podjęciem  decyzji  proszę  porozmawiać  z  hematologiem  i  genetykiem. 

Medycyna  stale  się  rozwija.  Umiemy  juŜ  walczyć  z  chorobami,  które  dziesięć  lat  temu 

uwaŜano za nieuleczalne.  

– Chciałabym, Ŝeby była tu moja matka... – rzekła płaczliwym głosem Ruth.  

– To Ŝaden problem – odparła Alyssa. – Zaraz do niej zatelefonuję. I chciałabym obejrzeć 

dokładniej pani łokieć. Ta rana wydaje się bolesna.  

– Bo jest – przyznała dziewczyna.  

–  Pójdę  teraz  do  telefonu,  a  Anton  pobierze  próbki  krwi.  Musimy  ustalić  liczbę  płytek, 

zmierzyć poziom czynnika von Willebranda i aktywność czynnika VIII.  

– Zaraz się tym zajmę – obiecał Anton.  

–  Przyszłam  tu  tylko  dlatego,  Ŝe  spadłam  z  roweru  –  wyszlochała  Ruth  –  a  teraz  się 

dowiaduję...  –  Potrząsnęła  głową.  –  Nie  mogę  się  przyzwyczaić  do  myśli,  Ŝe  jestem  cięŜko 

chora.  

– Wyleczymy panią – obiecała Alyssa. – Poczuje się pani lepiej, kiedy przyjedzie tu pani 

mama, ktoś, na kim moŜna polegać. Czy mam teŜ zadzwonić do narzeczonego? 

– Nie, chciałabym najpierw porozmawiać z mamą. Ale bardzo pani dziękuję.  

– Nie ma za co. Po to tu jestem.  

„Poczuje  się  pani  lepiej,  kiedy  przyjedzie  tu  mama,  ktoś,  na  kim  moŜna  polegać”.  Seb 

usłyszał te słowa, przechodząc obok otwartych drzwi sali zabiegowej, i potrząsnął głową. W 

jego  przypadku  nie  miały  one  Ŝadnego  związku  z  rzeczywistością.  Wiedział,  Ŝe  obecność 

Mary nie poprawiłaby jego samopoczucia, a poza tym nie była ona osobą, na której moŜna by 

polegać. Alyssa miała na temat rodziny zupełnie inne zdanie niŜ on. Umiała znaleźć wspólny 

język  z  matką,  podczas  gdy  on  nie  przepadał  za  swoimi  krewnymi  z  wyjątkiem  Charliego, 

Vicki i nowej bratowej.  

ZauwaŜył  teŜ,  Ŝe  kiedy  Alyssa  rozmawiała  z  dziewczyną  o  dzieciach,  w  jej  głosie 

pojawiła  się  nuta  czułości.  Sama  zresztą  mu  wyznała,  Ŝe  chciałaby  mieć  liczną  rodzinę.  To 

był  kolejny  powód,  z  którego  ich  związek  nie  wchodzi  w  rachubę.  On  nie  zamierzał  mieć 

dzieci.  

Przyszło  mu  do  głowy,  Ŝe  nie  powinien  okazywać  jej  zbyt  wielkiej  sympatii,  by  nie 

obudzić w niej przekonania, Ŝe chodzi mu o coś więcej niŜ przyjaźń.  

NajwyŜszy  czas  sięgnąć  po  czarny  notes,  pomyślał,  i  umówić  się  z  kilkoma  kobietami. 

Oraz zachować większy dystans w stosunkach z Alyssa.  

Miał nadzieję, Ŝe takie postępowanie zapewni mu bezpieczeństwo.  

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Kolejna jasnowłosa pielęgniarka, pomyślała z niechęcią Alyssa na widok uśmiechniętego 

Seba, który siedział w drugim końcu bufetu, flirtując z jakąś blondynką.  

W ciągu ubiegłego miesiąca omijał ją z daleka. Był bardzo uprzejmy, kiedy zwracała się 

do niego w sprawach zawodowych, ale podczas towarzyskich spotkań zawsze siadał z dala od 

niej. Nie zaproponował jej ani razu, by wspólnie zjedli lunch, nawet wtedy, kiedy oboje byli 

wolni. Miała teŜ wraŜenie, Ŝe unika jej równieŜ w pokoju lekarzy.  

Wszystko wskazywało na to, Ŝe nie jest wcale pewien, czy chce się z nią przyjaźnić. Nie 

miała  mu  tego  za  złe,  a  nawet  była  w  pewnym  sensie  zadowolona,  choć  jego  postępowanie 

wydawało jej się dość dziecinne.  

Ale tego dnia postanowiła nie jeść lunchu w bufecie. Nie chodziło tylko o obecność Seba. 

Unoszące  się  w  jadalni  zapachy  wydawały  jej  się  dziwnie  irytujące,  a  w  karcie  nie  było 

Ŝ

adnego  dania,  na  które  miałaby  ochotę.  W  gruncie  rzeczy  marzyła  tylko  o  szklance  świeŜo 

wyciśniętego soku z pomarańczy i porcji truskawek.  

Wyszła więc ze szpitala, postanawiając odbyć krótki spacer i zrobić drobne zakupy. Ale 

w  kolejce  do  kasy  poczuła  zawrót  głowy.  Stojąca  przed  nią  kobieta  uŜywała  chyba  tanich 

perfum,  bo  ich  zapach  był  niezwykle  dokuczliwy,  zwłaszcza  w  połączeniu  z  wonią  świeŜo 

zmielonej kawy.  

Ta nadwraŜliwość na zapachy mogłaby wskazywać na to, Ŝe jestem w ciąŜy, pomyślała z 

irytacją. A przecieŜ to wykluczone. Od rozstania ze Scottem Ŝyję w celibacie.  

Z wyjątkiem nocy, którą spędziła z Sebem...  

W  jej  głowie  zabrzmiały  nagle  dzwonki  alarmowe.  Zaczęła  gorączkowo  liczyć.  To  było 

przed  miesiącem.  A  ostatni  okres  miała...  przed  sześcioma  tygodniami.  Czyli  Ŝe  opóźnienie 

sięga juŜ dwóch tygodni.  

A  w  dodatku  jest  przesadnie  wraŜliwa  na  zapachy.  Nie  ma  apetytu.  I  czuje  się  bardzo 

zmęczona.  

To niczego nie dowodzi, pomyślała z nadzieją. PrzecieŜ Seb uŜywał prezerwatywy.  Tak 

przynajmniej mówił,  a nie kłamałby w tak waŜnej sprawie. Choć z drugiej strony wiadomo, 

Ŝ

e jedynym pewnym sposobem uniknięcia ciąŜy jest abstynencja seksualna. Czy to moŜliwe, 

by  prezerwatywa  była  uszkodzona?  Nawet  gdyby  tak,  to  szanse  na  zajście  w  ciąŜę  byłyby 

niewielkie. Według danych statystycznych nie przekraczają dwudziestu pięciu procent.  

Odetchnęła  głęboko  i  doszła  do  wniosku,  Ŝe  musi  kupić  aparat  do  testów  ciąŜowych. 

Wpadła  do  apteki,  mając  nadzieję,  Ŝe  nie  spotka  w  niej  nikogo  znajomego.  Potem  ukryła 

urządzenie  na  dnie  torebki  i  pospiesznie  wróciła  do  szpitala,  zamierzając  zrobić  z  niego 

uŜytek.  Na  oddziale  jednak  panował  niezwykły  ruch,  bo  podczas  jej  nieobecności 

przywieziono w dwóch karetkach kilka ofiar wypadku samochodowego.  

Wszyscy mieli pełne ręce roboty, więc musiała odłoŜyć test aŜ do powrotu do domu.  

Podchodząc  do  drzwi  wejściowych,  odniosła  wraŜenie,  Ŝe  jej  torebka  robi  się  z  kaŜdym 

krokiem  coraz  cięŜsza.  To  niemoŜliwe,  Ŝeby  była  w  ciąŜy,  myślała  gorączkowo.  To 

background image

niemoŜliwe, Ŝeby miała urodzić dziecko Seba.  

Zamknęła  drzwi  i  natychmiast  zrobiła  test.  Wiedziała,  Ŝe  pozna  jego  wynik  juŜ  za  dwie 

minuty. Były to najdłuŜsze dwie minuty jej Ŝycia. Siedziała nieruchomo, odrywając wzrok od 

urządzenia tylko po to, by zerknąć na zegarek, który wskazywał mijające sekundy.  

Cyt, cyt, cyt...  

Pokazała się jedna niebieska kreska – to znaczy, Ŝe aparat funkcjonuje prawidłowo.  

Cyt, cyt, cyt...  

ś

eby  tylko  nie  pokazała  się  druga.  śeby  tylko  nie  pokazała  się  druga.  śeby  tylko  nie 

pokazała  się  druga.  Zerknęła  nerwowo  na  zegarek.  Jeszcze  trzydzieści  sekund.  Potem 

opuściła wzrok. Na ekraniku pojawiła się druga kreska. Wynik pozytywny.  

Zrobiło jej się niedobrze, więc pobiegła do łazienki. Potem umyła twarz, wyczyściła zęby, 

wypiła kilka łyków zimnej wody i usiadła przy kuchennym stole, usiłując zebrać myśli. Jest w 

ciąŜy.  Z  Sebastianem.  On  nie  chce  mieć  dzieci,  a  ona  jest  skupiona  na  karierze  zawodowej. 

Nie zanosi się więc na Ŝaden happy end. Co więc ma zrobić? Zdecydować się na przerwanie 

ciąŜy? 

Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  juŜ  teraz  osłania  obiema  rękami  brzuch,  i  uśmiechnęła  sie  z 

zadumą.  Nie,  ta  moŜliwość  nie  wchodzi  w  rachubę.  Dziecko  jest  niezaplanowane,  ale  nie 

niepoŜądane. Ona je urodzi.  

A więc najwaŜniejsza decyzja została juŜ podjęta. Teraz musi o tym poinformować Seba. 

Ta perspektywa wcale nie wydała się kusząca. Sebastian będzie z pewnością przekonany, Ŝe 

jej ciąŜa jest podstępem, za pomocą którego chce go zmusić do małŜeństwa. Ale nie moŜe go 

o niej nie powiadomić. Zdawała sobie sprawę, Ŝe on ma prawo wiedzieć o tym, co się stało. 

Zresztą za parę miesięcy ciąŜa stanie się widoczna, a wtedy Seb porówna daty i wyciągnie z 

nich odpowiednie wnioski. Lepiej więc poinformować go o wszystkim jak najprędzej.  

Ale co ma powiedzieć męŜczyźnie, który nie ukrywa, Ŝe nie lubi dzieci i nie zamierza ich 

mieć? 

„Jestem  w  ciąŜy.  To  twoje  dziecko.  Postanowiłam  je  urodzić.  I  niczego  od  ciebie  nie 

oczekuję”.  

To  byłoby  zbyt  obcesowe,  nawet  jak  na  Sebastiana.  Podeszła  do  komody  i  wyjęła 

notatnik  oraz  pióro.  Czterdzieści  minut  później  stół  był  zarzucony  zmiętymi  brudnopisami, 

które  uznała  za  nieodpowiednie.  Ale  w  zaadresowanej  do  Seba  kopercie  leŜał  starannie 

złoŜony list. Nie ufając poczcie, postanowiła doręczyć go osobiście. Liczyła na to, Ŝe go nie 

zastanie,  więc  zyska  trochę  czasu,  by  ułoŜyć  sobie  wszystko  w  głowie,  zanim  dojdzie  do 

zasadniczej rozmowy. Zamknęła mieszkanie i ruszyła do samochodu.  

Sebastian usłyszał szelest wpadającego przez otwór w drzwiach papieru. Był przekonany, 

Ŝ

e jest to jakaś ulotka dotycząca wyborów do rady miejskiej. Kiedy jednak zobaczył ręcznie 

zaadresowaną kopertę pozbawioną nadruku, zmarszczył brwi i pospiesznie ją otworzył.  

Musiał  przeczytać  list  dwukrotnie,  by  zrozumieć  jego  treść.  Alyssa  jest  w  ciąŜy.  Ma 

urodzić jego dziecko.  

I  zawiadamia  go  o  tym  listownie!  Wykrzywił  twarz  w  grymasie  oburzenia  i  chwycił  za 

słuchawkę.  

background image

Jak ona moŜe mnie tak traktować? – myślał z gniewem. Dlaczego nie miała tyle odwagi, 

Ŝ

eby  powiedzieć  mi  o  tym  w  oczy?  Zapomniał,  Ŝe  jej  unikał  i  próbował  o  niej  zapomnieć, 

umawiając się z kobietami. Spotkania te były nieudane, Ŝadne nie wyszło poza etap wymiany 

pocałunków.  On  sam  nie  chciał  posuwać  się  nawet  tak  daleko.  I  nie  miał  odwagi 

odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie ma ochoty całować się z Ŝadną inną kobietą.  

Zajrzał do elektronicznego notesu, chcąc znaleźć numer Alyssy, i przy okazji stwierdził, 

która jest godzina. Za piętnaście druga w nocy.  

To nie jest odpowiedni moment na telefon. Wiedział jako lekarz, Ŝe we wczesnym etapie 

ciąŜy Alyssa powinna duŜo sypiać. Postanowił wezwać ją do swego gabinetu z samego rana i 

zaŜądać  wyjaśnień.  A  przede  wszystkim  spytać,  co  znaczą  słowa:  „Niczego  od  ciebie  nie 

oczekuję”.  

Ale kiedy zjawił się w szpitalu, Alyssa była akurat bardzo zajęta.  

–  Przyjmuje  pacjenta  w  trójce  –  oznajmiła  Tracey,  obrzucając  go  spojrzeniem,  które 

zignorował.  

– Dziękuję. – Podszedł do pokoju i uchylił drzwi. Alyssa rozmawiała z jakąś kobietą, a na 

łóŜku leŜał kilkunastoletni blady i wynędzniały chłopiec.  

– Przepraszam, doktor Ward, czy mogę zamienić z panią kilka słów? – spytał chłodnym 

tonem.  

– Czy to jest bardzo pilne? – spytała Alyssa, a on zerknął na chłopca i omal nie zazgrzytał 

zębami.  

– Proszę przyjść do mojego gabinetu, kiedy będzie pani wolna.  

Alyssa  kiwnęła  głową,  ale  spojrzała  na  niego  wyzywająco.  Była  najwyraźniej 

przekonana,  Ŝe  jej  list  zawierał  wszystkie  niezbędne  wyjaśnienia.  Tymczasem  on  spędził 

bezsenną  noc,  analizując  poszczególne  aspekty  całej  sytuacji.  I  wcale  nie  zgadzał  się  z  jej 

argumentami.  Zamierzał  z  nimi  polemizować.  Miał  nadzieję,  Ŝe  ją  przekona.  Tak  czy  owak, 

najwaŜniejsze dla niego jest dobro dziecka. Spojrzał z urazą na Alyssę, a potem zmusił się do 

obdarzenia uprzejmym uśmiechem młodego pacjenta i jego matki.  

– Przepraszam – powiedział i zamknął za sobą drzwi.  

Nie  wydawał  się  zadowolony,  pomyślała  Alyssa,  ale  czego  mogła  się  spodziewać? 

PrzecieŜ  dla  człowieka,  który  nie  lubi  dzieci,  wiadomość  o  tym,  Ŝe  zostanie  ojcem,  musiała 

być koszmarem.  

Nie była teŜ wcale pewna, czy uwierzył w jej zapewnienia, Ŝe niczego od niego nie Ŝąda. 

Podejrzewał  przypuszczalnie,  Ŝe  wytoczy  mu  sprawę  sądową,  domagając  się  alimentów. 

Zamierza wyprowadzić go z błędu, gdy tylko skończy badać pacjenta.  

– Od jak dawna Graham ma tę wysypkę? – zapytała.  

–  Od  kilku  dni  –  odparła  pani  Webster.  –  Na  początku  wyglądała  jak  potówka.  Potem 

zaczęłam się obawiać, Ŝe to moŜe być zapalenie opon, ale on był szczepiony. I nie skarŜył się 

na sztywność karku ani na bóle głowy, tylko na okropny ból Ŝołądka. Więc to chyba nie jest 

zapalenie opon, prawda? 

Alyssa  nie  mogła  tego  wykluczyć.  Wiedziała,  Ŝe  w  przypadku  tej  choroby  nie  zawsze 

muszą  występować  wszystkie  jej  symptomy.  A  poza  tym  niepokoiła  ją  ta  wysypka.  Zbadała 

background image

chłopca bardzo dokładnie.  

–  MoŜemy  na  szczęście  wykluczyć  zapalenie  opon  i  wyrostek  –  oznajmiła  w  końcu, 

zdejmując rękawiczki. – Ale chciałabym dostać od ciebie próbkę moczu – dodała, podając mu 

pojemnik. – Poczekamy z mamą na korytarzu, a ty zawołaj nas, kiedy będziesz gotowy.  

– Co to moŜe być? – spytała ze łzami w oczach pani Webster, gdy wyszły z pokoju. – On 

jest moim jedynym dzieckiem. Nie przeŜyłabym jego utraty.  

–  Czy  ta  wysypka  pojawiła  się  najpierw  na  nogach?  –  spytała  Alyssa,  a  pani  Webster 

kiwnęła  potakująco  głową.  –  W  takim  razie  myślę,  Ŝe  Graham  cierpi  na  chorobę  zwaną 

purpurą  Henocha-Schónleina,  którą  nazywamy  w  skrócie  HSP.  Jest  to  uczulenie,  które 

wywołuje  stan  zapalny  drobnych  naczyń  krwionośnych.  Czasem  objawia  się  on  w  postaci 

wysypki,  a  czasem  oddziałuje  na  stawy,  nerki  i  Ŝołądek.  Podejrzewam,  Ŝe  w  moczu 

znajdziemy ślady krwi.  

– Czy on mógł się tym zarazić od kolegi? 

– Nie. – Alyssa potrząsnęła głową. – I nie zawsze znamy przyczyny tej choroby. Czasem 

jest to infekcja, czasem reakcja na leki, a czasem uczulenie na produkty Ŝywnościowe. Czy on 

cierpi na jakąś alergię albo zaŜywa leki? 

–  Nie,  ani  w  rodzinie  męŜa,  ani  w  mojej,  nikt  nie  ma  uczulenia.  A  Graham  nie  bierze 

Ŝ

adnych leków.  

– W takim razie przyczyną choroby moŜe być bakteria, zapewne paciorkowiec. Będziemy 

musieli pobrać krew Grahama do analizy i skierować go na badanie USG, Ŝeby się przekonać, 

czy  nie  ma  jakichś  problemów  z  Ŝołądkiem.  Pobiorę  teŜ  wycinek  skóry  i  wyślę  go  do 

laboratorium, które potwierdzi zapewne moją diagnozę.  

– Czy on wyzdrowieje? – pytała nerwowo matka.  

– Proszę mi wybaczyć, Ŝe robię tyle szumu, ale odkąd mąŜ mnie opuścił, mam tylko tego 

chłopca.  

Za  piętnaście  lat  mogę  znaleźć  się  w  takiej  samej  sytuacji,  pomyślała  Alyssa. 

Niewykluczone, Ŝe będę musiała sama prowadzić do szpitala nasze dziecko, bo Seb odejdzie 

w siną dal ze swoimi blondynkami. Nie, to nie wchodzi w rachubę. On nie będzie mógł mnie 

porzucić, bo przecieŜ nie zamierzam się z nim wiązać.  

–  Choroba  powinna  minąć  bez  śladu  –  zapewniła  panią  Webster.  –  Damy  mu  środek 

przeciwbólowy. Poprosimy teŜ lekarza pierwszego kontaktu, Ŝeby kierował go co kilka dni na 

badanie krwi i moczu. Musimy być pewni, Ŝe jego nerki funkcjonują prawidłowo.  

– Problem polega na tym, Ŝe on ma w przyszłym miesiącu waŜne egzaminy.  

–  W  takim  razie  nie  powinien  opuszczać  szkoły  –  rzekła  Alyssa.  –  Zrobimy  wszystko, 

Ŝ

eby mógł tego uniknąć.  

– Gotowe ! – zawołał Graham.  

Alyssa nakleiła na pojemnik etykietkę z jego nazwiskiem, a potem pobrała próbki krwi i 

dała chłopcu środek przeciwbólowy.  

– Wyniki badania powinny być gotowe za godzinę. Proszę pójść na kawę, a ja przygotuję 

tymczasem dokumenty dla waszego lekarza pierwszego kontaktu.  

–  Bardzo  dziękuję  –  rzekła  z  uśmiechem  pani  Webster,  która  wydawała  się  juŜ  nieco 

background image

mniej wystraszona.  

Alyssa Ŝałowała Ŝe nie moŜe powiedzieć tego o sobie. Musi odbyć rozmowę z Sebem, a 

na samą myśl o tym spotkaniu ogarniało ją przeraŜenie.  

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Kiedy Seb usłyszał pukanie do drzwi, przerwał nagrywanie listu i wyłączył dyktafon.  

– Proszę! 

Zgodnie  z  jego  oczekiwaniami  była  to  Alyssa.  Odetchnął  z  ulgą.  Był  tak  sfrustrowany 

czekaniem na rozmowę, Ŝe miał ochotę rozwalić cały szpital.  

– Witam, doktor Ward. Proszę zamknąć drzwi na klucz. Nie chcę, Ŝeby nam przerywano.  

Wyłączył telefon łączący go z sekretarką, a potem, na wszelki wypadek zdjął słuchawkę z 

aparatu i połoŜył ją na biurku.  

– Ale... – zaczęła, przekręcając klucz.  

– Nie ma Ŝadnego „ale”. śądam wyjaśnień, i to juŜ.  

Alyssa oparła się o drzwi i splotła ręce na piersiach.  

– PrzecieŜ wszystko ci wyjaśniłam.  

– Masz na myśli list? Nie spodziewałem się po tobie takiego tchórzostwa.  

– Nie jestem tchórzem.  

– Więc dlaczego nie powiedziałaś mi tego w oczy? 

– Bo w szpitalu jesteś zawsze bardzo zajęty. A kiedy cię tu nie ma, prowadzisz oŜywione 

Ŝ

ycie towarzyskie.  

Wydało mu się, Ŝe dosłyszał w jej głosie cień zazdrości.  

– Czy masz coś przeciwko temu? 

– Nie. Nie mam zamiaru się mieszać do twoich spraw prywatnych. I nie pozwolę nikomu 

mieszać się do moich, bo...  

– Popełniasz błąd w rozumowaniu – przerwał jej Sebastian ostrym tonem. – Masz urodzić 

moje dziecko, więc twoje zamiary nie są wyłącznie twoją sprawą. Czy jesteś tego absolutnie 

pewna? 

– Ja nie jestem taka jak ty i nie sypiam z całym szpitalem.  

On  teŜ  nie  sypiał  z  całym  szpitalem.  Prawdę  mówiąc,  od  nocy  spędzonej  z  Alyssą 

zachowywał wstrzemięźliwość. Być moŜe to właśnie było przyczyną jego podłego nastroju.  

–  Nie  pytałem,  czy  jesteś  pewna,  kto  jest  ojcem.  Chciałem  się  dowiedzieć,  czy  zrobiłaś 

test.  

– Owszem.  

– I wynik był pozytywny? 

– Tak.  

– Z tego wynika, Ŝe jesteś... – szybko policzył w myślach – w szóstym tygodniu. A moŜe 

w siódmym? 

– W szóstym.  

– W porządku. ZdąŜymy wziąć ślub, zanim ciąŜa stanie się widoczna.  

– Co? – spytała Alyssa, otwierając szeroko oczy.  

– Słyszałaś mnie. Weźmiemy ślub.  

– śyjemy w dwudziestym pierwszym wieku! – rzekła z irytacją w głosie. – To, Ŝe kobieta 

background image

jest w ciąŜy, wcale nie znaczy, Ŝe musi wychodzić za mąŜ.  

– W mojej rodzinie tak właśnie jest. Jeśli nie zachowam się przyzwoicie, gazety dowiedzą 

się  o  tym  i  unurzają  nasze  nazwisko  w  błocie.  Nic  mnie  nie  obchodzą  Mara  ani  Barry,  ale 

chodzi mi o Charliego i Vicky.  

– Mogę powiedzieć, Ŝe dziecko nie jest twoje.  

– Badania genetyczne dowiodą, Ŝe kłamiesz – odparł Seb. – A cały szpital będzie huczał 

od  plotek.  Wszyscy  wiedzą,  Ŝe  pojechałaś  ze  mną  na  ślub  Charliego,  a  w  jednym  z 

brukowców  ukazała  się  fotografia,  na  której  ze  sobą  tańczymy.  –  Przypomniał  sobie,  jak 

trzymał ją w ramionach i poczuł wzruszenie. Do tej pory pamiętał jej czułe pocałunki.  

– To, Ŝe byliśmy razem na ślubie, nie znaczy wcale, Ŝe spędziliśmy razem tę noc.  

–  Ale  tak  wygląda  prawda.  –  Zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  ta  rozmowa  nie  zmierza  w 

zaplanowanym  przez  niego  kierunku.  Zamierzał  ją  przekonywać,  a  nie  wspominać  wspólnie 

spędzone chwile. – Kochaliśmy się, Alysso. Nie była to tylko przygoda. A teraz spodziewasz 

się mojego dziecka.  

– Napisałam ci, Ŝe niczego od ciebie nie oczekuję. Czy naprawdę myślała, Ŝe ją opuści w 

potrzebie? 

– Nie jestem twoim ojcem, Alysso.  

Była tak zaskoczona, Ŝe z trudem oddychała.  

– To był cios poniŜej pasa.  

Zdawał  sobie  z  tego  sprawę  i  czuł  się  trochę  winny,  ale  chciał  ją  zmusić  do  spojrzenia 

prawdzie w oczy.  

–  Posłuchaj  –  rzekł  łagodnie  –  mało  mówiłaś  o  swoim  ojcu.  Ale  wiem,  Ŝe  nie  było  go 

przy tobie, kiedy dorastałaś. I powiem ci tylko, Ŝe nie pozwolę, Ŝeby to samo spotkało moje 

dziecko.  Zamierzam  brać  aktywny  udział  w  jego  wychowaniu.  I  nie  będę  weekendowym 

ojcem. Dlatego musimy wziąć ślub.  

–  Ale  ja  wcale  nie  chcę,  Ŝebyś  został  moim  męŜem.  Przypomniał  sobie,  co  mu 

opowiadała o poprzednim małŜeństwie, i zmarszczył brwi.  

–  Nie  jestem  teŜ  taki  jak  Scott  –  oświadczył.  –  Nie  mam  Ŝadnych  zobowiązań  wobec 

jakiejkolwiek  innej  kobiety.  I  mam  zwyczaj  dotrzymywać  obietnic.  Kiedy  zostanę  twoim 

męŜem, zapomnę o przygodach.  

–  Ty  nie  wytrzymasz  z  jedną  kobietą  –  powiedziała,  potrząsając  głową.  –  Przypomnij 

sobie,  jak  spędziłeś  ubiegły  miesiąc.  Czasem  jadłeś  lunch  z  jedną  dziewczyną,  a  kolację  z 

drugą! 

A więc zwróciła na to uwagę. śadne z tych spotkań nie było jednak udane, bo przez cały 

czas myślał tylko o niej. Pragnął jej, choć z całych sił próbował o niej zapomnieć. Nie chciał 

skazywać  się  na  Ŝycie  Ŝonatego  męŜczyzny.  Ale  teraz  ona  ma  urodzić  jego  dziecko.  A  to 

diametralnie zmienia całą sytuację.  

– Nie jesteś mi potrzebny, Seb. Ani mnie, ani temu dziecku. Damy sobie radę bez ciebie. 

I nie wymagam od ciebie Ŝadnej pomocy. Ani finansowej, ani innej.  

– Czy ty naprawdę myślisz, Ŝe zostawię cię samą? – spytał z urazą w głosie.  

– Powiedziałam ci, Ŝe jestem w ciąŜy, bo masz prawo o tym wiedzieć, ale na tym sprawa 

background image

się kończy. Nie chcę twoich pieniędzy. Nie jestem naciągaczką.  

– Nigdy ci tego nie zarzucałem.  

– Aleja cię znam, Seb. Znam twój sposób rozumowania. Nic od ciebie nie chcę. Poradzę 

sobie sama.  

– Popełniasz błąd. Poczęcie dziecka wymaga udziału dwóch osób. I dwie osoby powinny 

ponosić konsekwencje.  

Na twarzy Alyssy pojawił się wyraz bólu.  

– Czy chcesz, Ŝebym usunęła ciąŜę? 

–  Nie  –  odparł  takim  tonem,  jakby  ta  myśl  w  ogóle  nie  przyszła  mu  do  głowy.  –  Chcę, 

Ŝ

ebyś postąpiła uczciwie i dała temu dziecku moje nazwisko.  

– Seb, my do siebie nie pasujemy...  

–  Tak  myślisz?  To  zabawne,  ale  z  moich  wspomnień  wynika  coś  innego.  –  Mimo  woli 

oblizał  dolną  wargę.  Gdyby  nie  stało  między  nimi  biurko,  objąłby  ją  mocno  i  całował  tak 

namiętnie, Ŝe przestałaby się spierać.  

– To był tylko seks – powiedziała, wysuwając podbródek tak wyzywająco, jakby czytała 

w jego myślach.  

Nie, to było znacznie więcej, pomyślał Seb. Ale ja nie chciałem tego przyznać nawet sam 

przed sobą. I mam wraŜenie, Ŝe ona myśli tak samo.  

– Czy zechciałabyś mnie przekonać, Ŝe masz rację? – spytał prowokacyjnym tonem.  

– Nie.  

– Jesteś tchórzem.  

– Wcale nie jestem tchórzem! – zawołała z gniewem.  

– Więc wybierz jedyne słuszne wyjście i weź ze mną ślub.  

– Nie zamierzam wychodzić za mąŜ – odparła, potrząsając głową. – Ani za ciebie, ani za 

nikogo.  

– Alyssa, nie wszyscy męŜczyźni są łobuzami. Wiem, Ŝe zawiodłaś się na męŜu i ojcu, ale 

to nie znaczy, Ŝe ja jestem taki sam jak oni. Masz zamiar urodzić moje dziecko, a to zmienia 

całą sytuację.  

– To niczego nie zmienia – zaprotestowała. – Jeśli ktokolwiek mnie spyta, będę mówiła, 

Ŝ

e ty chciałeś postąpić uczciwie, ale ja nie zdecydowałam się na ślub. Nie chcę wychodzić za 

mąŜ, Seb. Ile razy muszę ci to powtórzyć, Ŝebyś wreszcie zrozumiał? 

Wyczuł  w  jej  głosie  nutę  desperacji  i  zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  ich  rozmowa  trwa  juŜ  zbyt 

długo. Wiedział, Ŝe naraŜając ją na stres, moŜe zaszkodzić dziecku.  

–  Przepraszam  cię  –  powiedział  czułym  tonem.  –  Usiądź.  Obiecuję,  Ŝe  nie  będę  cię 

przypierał do muru, ale musimy o tym porozmawiać.  

–  Chyba  powiedzieliśmy  juŜ  sobie  wszystko,  co  było  do  powiedzenia  –  stwierdziła  ze 

znuŜeniem, ale ku jego radości usiadła na krześle.  

– Czy mam ci podać szklankę wody? 

– Nie, dziękuję.  

– Czy twoja mama nadał przebywa w Newcastle? 

– Tak.  

background image

– A ty mieszkasz i pracujesz w Londynie. Daleko. Trudno ci będzie samej wychowywać 

dziecko.  

– Jej się to udało.  

–  Ale  my  nie  jesteśmy  naszymi  rodzicami.  Jesteśmy  innymi  ludźmi,  którzy  mają  inne 

zalety,  inne  słabości,  inne  potrzeby.  Twoja  matka  mieszka  bardzo  daleko.  Co  zrobisz,  jeśli 

ogarnie cię depresja i będziesz marzyła o tym, Ŝeby ktoś cię objął? 

– Zadzwonię do matki.  

– Ale to nie będzie to samo co bezpośredni kontakt z bliskim człowiekiem.  

Wiedziała  o  tym.  Ale  była  przekonana,  Ŝe  da  sobie  radę.  I  nie  chciała  korzystać  z  jego 

pomocy.  

Nie  miała  wątpliwości,  Ŝe  Seb  zachowywałby  się  jak  anioł  w  okresie  jej  ciąŜy,  Ŝe 

masowałby jej stopy i podawał lekarstwa. Szybko jednak poczułby się schwytany w pułapkę. 

Nienawidziłby ciągłego przewijania i karmienia dziecka, jego płaczu i nieprzespanych nocy. I 

porzuciłby ją prędzej czy później, nie mogąc znieść niedogodności rodzinnego Ŝycia.  

–  Kto  będzie  przy  tobie,  kiedy  zaczniesz  się  źle  czuć?  –  zapytał  cicho.  –  Kto  będzie  ci 

podawał śniadanie do łóŜka, kiedy nie będziesz miała ochoty wstawać? 

– Poradzę sobie ze wszystkim sama.  

–  Wiem,  Ŝe  jesteś  do  tego  zdolna,  ale  przecieŜ  to  nie  jest  konieczne.  Chętnie  się  tobą 

zaopiekuję.  

– Nie – oznajmiła stanowczo. – A teraz muszę wracać do pacjentów.  

– A ja mam zebranie.  

Nie  powiedział  „do  zobaczenia”,  co  utwierdziło  ją  w  przekonaniu,  Ŝe  w  gruncie  rzeczy 

wcale nie marzył o tym, by się nią opiekować. On po prostu nie jest zdolny do zmiany swego 

modelu Ŝycia. A ona wiedziała, Ŝe wybrane przez nią wyjście jest najbardziej korzystne. Dla 

wszystkich zainteresowanych.  

Kończyła juŜ pracę, kiedy Sebastian zajrzał ku jej zdziwieniu do pokoju lekarskiego.  

– Czy jesteś zajęta dziś wieczorem? 

– Dlaczego pytasz? Seb westchnął.  

–  Mieliśmy  być  przyjaciółmi,  a  teraz  reagujesz  agresywnie  na  najbardziej  niewinne 

pytanie. Ja chciałem tylko powiedzieć, Ŝe wydajesz się zmęczona i zaproponować, Ŝebyś mi 

pozwoliła przygotować kolację.  

Nie  mogła  sobie  wyobrazić,  by  Sebastian  Radley,  młody  arystokrata,  miał  pojęcie  o 

gotowaniu.  Co  prawda  przyniósł  jej  do  sypialni  tacę  ze  śniadaniem,  ale  wspominał  coś  o 

istnieniu kucharki, więc zapewne wydał jej po prostu odpowiednie polecenia.  

– To jest propozycja zawarcia pokoju – dodał, unosząc obie ręce. – Obiecuję, Ŝe nie będę 

poruszał tematu, na który nie chcesz rozmawiać.  

– Nie jestem bardzo głodna.  

– PrzecieŜ musisz jeść, Alysso.  

Wiedziała,  Ŝe  Seb  ma  rację,  ale  nie  miała  ochoty  nic  gotować.  Nadal  irytowały  ją 

zapachy.  

–  Chcę  tylko,  Ŝebyś  usiadła  wygodnie  ze  szklanką  wody  z  lodem  i  cytryną  –  kusił  ją 

background image

Sebastian.  –  Sam  wszystko  przygotuję.  Nie  będziemy  nawet  musieli  sprzątać  po  kolacji,  bo 

mam zmywarkę.  

– Zamierzasz wydać tę kolację w swoim mieszkaniu? 

–  Tak,  a  potem  odwiozę  cię  do  domu.  Albo  zamówię  ci  taksówkę,  jeśli  będziesz  miała 

dość mojego towarzystwa.  

Propozycja była bardzo kusząca. A ona istotnie czuła się bardzo zmęczona.  

–  Dobrze  –  powiedziała  cicho.  –  Dziękuję.  Zawiózł  ją  do  swego  mieszkania  przy 

dźwiękach muzyki Mozarta, a ona była zadowolona, Ŝe nie musi podtrzymywać konwersacji. 

Gdy  otworzył  drzwi,  poczuła  się  w  innym  świecie.  Apartament  zajmował  ostatnie  piętro 

budynku,  a  jego  taras  wychodził  na  Tamizę.  Zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  w  tej  eleganckiej 

kamienicy nie byłoby jej stać na wynajęcie nawet jednego pokoju. Tak mieszkają bankierzy i 

finansiści, a nie zwykli lekarze.  

– Zanim cokolwiek powiesz, chcę ci oznajmić, Ŝe zostało zakupione juŜ wiele lat temu z 

funduszu  powierniczego.  Nakłoniłem  wykonawców  testamentu  mojego  ojca,  Ŝeby 

zainwestowali  zapisane  mi  pieniądze,  kiedy  wznoszono  ten  budynek.  Inwestycja  okazała  się 

wyjątkowo korzystna.  

– Jest bardzo ładne – przyznała Alyssa.  

Ładne?  Nie,  to  jest  mieszkanie  marzeń.  Przestronne,  wygodne  i  pełne  światła.  Ale  nie 

dostrzegła  w  nim  nic  z  Sebastiana.  Wszystko  wyglądało  tak,  jakby  zostało  wybrane  przez 

projektanta wnętrz. Sebastian zachowywał bezpieczny dystans nawet wobec własnego domu. 

A moŜe jest mu wszystko jedno? 

– Woda... – mruknął i podszedł do wielkiej lodówki.  

Sama jego kuchnia zajmowała niemal tyle miejsca, ile całe mieszkanie Alyssy. Wszystko 

w  niej  wyglądało  tak  nowocześnie,  jakby  zmieniał  co  rok  kaŜdy  szczegół  wyposaŜenia. 

Wydało  się  jej  to  dość  dziwne,  bo  nie  przypuszczała,  Ŝeby  spędzał  w  tym  pomieszczeniu 

wiele czasu. Był człowiekiem, który lubi restauracje i niechętnie jada w domu.  

Podał  jej  szklankę  wody  z  lodem  i  plasterkiem  cytryny,  a  potem  sięgnął  po  wielki  nóŜ. 

Kiedy  zobaczyła,  jak  fachowo  go  ostrzy,  doszła  do  wniosku,  Ŝe  ta  kuchnia  nie  jest  tylko  na 

pokaz. Seb umiał się w niej poruszać. W dodatku nie posługiwał się Ŝadnym podręcznikiem 

gotowania,  więc  wyraźnie  znał  dobrze  przepis  i  wiedział,  jak  zachować  proporcje  między 

składnikami potrawy.  

– Przyrządzę kurczaka a la Dijon. Czy chcesz, Ŝebym zrezygnował z czosnku? 

– Jeśli moŜesz. Silne zapachy przyprawiają mnie o... – Przerwała, nie kończąc zdania. To 

nie jest właściwy moment na rozmowę o mdłościach.  

ZauwaŜyła  stojące  na  parapecie  okiennym  doniczki  z  ziołami.  Mięta,  kolendra,  bazylia, 

pietruszka.  Seb  dodał  gałązkę  mięty  do  ziemniaków,  a  potem  w  zdumiewającym  tempie 

pokroił cebulę.  

– Czy nigdy nie myślałeś o tym, Ŝeby zostać chirurgiem? – spytała z uśmiechem.  

–  Jeśli  uwaŜasz,  Ŝe  umiem  posługiwać  się  noŜem,  to  poczekaj,  aŜ  zobaczysz  w  akcji 

Vicky. Ona jest po prostu fenomenalna. I chyba bardziej precyzyjna niŜ ja.  

Poruszał się tak szybko i sprawnie, Ŝe nie mogła oderwać od niego oczu. Po chwili zdjął 

background image

krawat i odpiął dwa górne guziki koszuli. Widziała włosy na jego piersi i przypomniała sobie 

upojną  noc,  którą  spędzili  w  jego  sypialni.  Co  by  zrobił,  gdyby  podeszła  i  odpięła  resztę 

guzików? – spytała się w duchu. Czy wziąłby ją na ręce i zaniósł do łóŜka? Czy kochałby się 

z nią tak samo jak w Weston? Delikatnie, czule i namiętnie? 

Owszem,  mogą  się  pokochać,  choćby  natychmiast,  ale  to  niczego  by  nie  zmieniło. 

Widziała  dobrze,  Ŝe  ich  związek  nie  ma  przyszłości.  Dyskretnie  otarła  napływające  do  jej 

oczu łzy, a potem ujrzała przed sobą gotowe danie. Starannie ułoŜone na białym półmisku z 

porcelany, ozdobione drobno posiekaną świeŜą pietruszką.  

Wzięła do ust porcję potrawy, który okazała się wyborna. Ale jak mogłoby być inaczej? 

Seb wszystko robi dobrze. Dotrzymał słowa i nie wspomniał ani słowem o dzieciach, prawach 

ojca  czy  małŜeństwie.  Po  głównym  daniu  podał  truskawki,  tym  razem  bez  śmietany. 

Zrezygnował z kawy, kiedy oznajmiła mu, Ŝe nie zniosłaby jej zapachu, i zaparzył doskonałą 

herbatę. Taką samą, jaką podał jej rankiem po wspólnie spędzonej nocy.  

Nocy, o której próbowała zapomnieć.  

Po  kolacji  odwiózł  ją  do  domu  i  poczekał  pod  bramą,  dopóki  nie  weszła  do  wnętrza 

budynku.  Gdy  znalazła  się  na  schodach,  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  tak  właśnie  chciałaby  być 

traktowana.  Jak  kobieta  wymagająca  opieki.  Ale  z  Sebastianem  ten  stan  nie  moŜe  potrwać 

długo.  Wiedziała  dobrze,  Ŝe  kiedy  znudzi  się  odgrywaniem  roli  czułego  opiekuna,  zniknie  z 

jej Ŝycia bez śladu.  

Postanowiła więc nie przyzwyczajać się do jego towarzystwa. Bo zdawała sobie sprawę, 

Ŝ

e im lepiej będzie się z nim czuła, tym boleśniej przeŜyje jego odejście.  

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Sebastian  uruchomił  samochód  i  ruszył  w  kierunku  domu,  przeklinając  pod  nosem. 

Alyssa  po  raz  czwarty  z  rzędu  odrzuciła  jego  zaproszenie  na  kolację.  Wiedziała,  Ŝe  lubi  i 

potrafi gotować, ale najwyraźniej postanowiła go unikać. PoniewaŜ nie ma do niego zaufania.  

Co  ma  zrobić,  by  ją  przekonać,  Ŝe  ma  wobec  niej  powaŜne  zamiary?  śe  chce  się 

zaopiekować  nią  i  ich  dzieckiem?  To  ironia  losu.  Przez  całe  Ŝycie  zadawał  się  z  wieloma 

kobietami,  ale  nigdy  nie  chciał  się  z  Ŝadną  wiązać.  Teraz  spotkał  kobietę,  dla  której  chciał 

zmienić swoje poglądy na świat, ale ona mu nie wierzyła.  

W końcu zatelefonował do siostry i spytał, czy moŜe ją odwiedzić.  

–  Musisz  być  okropnie  znudzony  –  zauwaŜyła  Vicky,  otwierając  przed  nim  drzwi.  –  A 

moŜe jakaś młoda dama odwołała w ostatniej chwili randkę? 

– Nie. Po prostu chcę z tobą porozmawiać.  

– Czy coś się stało? – spytała, patrząc na niego z niepokojem.  

– Nie – skłamał Seb.  

Vicky zmierzwiła jego włosy i mocno go objęła.  

– Czym na to zasłuŜyłem? 

– Tym, Ŝe jesteś moim  bratem, a ja  cię kocham, choć  postępujesz jak drań. A poza tym 

wydawało mi się, Ŝe właśnie tego w tej chwili potrzebujesz.  

Nalała mu filiŜankę herbaty i postawiła na stole puszkę ciastek. Potem usiadła i spojrzała 

na niego badawczo.  

– Czy chcesz mi o tym opowiedzieć? – zapytała po chwili milczenia.  

– Nie. Chcę, Ŝebyś mi powiedziała, czego właściwie pragną kobiety.  

– JuŜ sam fakt, Ŝe o to pytasz, jest dowodem postępu. Przesunąłeś się na drabinie ewolucji 

o kilka miejsc w górę.  

– Przestań mnie obraŜać i odpowiedz na pytanie. Mówię powaŜnie, Vic. Muszę się tego 

dowiedzieć.  

– RóŜne kobiety pragną róŜnych rzeczy – odparła po chwili namysłu.  

– Z twojej odpowiedzi nic dla mnie nie wynika! 

– mruknął, uderzając pięścią w jej kuchenny stół.  

–  Vic,  ja  jestem  bliski  szaleństwa.  Muszę  się  tego  dowiedzieć!  Czego  ty  na  przykład 

pragniesz? Miłości? Poczucia bezpieczeństwa? Pieniędzy? 

– Kierujesz te pytania do niewłaściwej osoby. – Vicky wzruszyła ramionami. – Ja jestem 

przede wszystkim neurochirurgiem.  

–  I  stawiasz  na  pierwszym  miejscu  pracę.  –  On  postępował  tak  samo  aŜ  do  ślubu 

Cłiarliego, dopóki nie spędził nocy z Alyssą i nie dowiedział się, Ŝe ma zostać ojcem. – Wiem 

o tym, ale potraktuj moje pytanie hipotetycznie.  Gdybyś miała partnera,  czego byś od niego 

wymagała? 

– Szacunku – odparła po chwili zastanowienia.  

– Równego partnerstwa. I tego, Ŝeby zasługiwał na moje bezgraniczne zaufanie.  

background image

– Czy myślisz, Ŝe ona teŜ tego pragnie? 

– Musisz ją o to sam zapytać. Chodzi o Alyssę, prawda? 

Jego siostra znała go zbyt dobrze, by zdołał ją okłamać. Więc kiwnął potakująco głową.  

– Ona nie chce nawet zjeść ze mną kolacji. A przecieŜ... – Urwał, zdając sobie sprawę, Ŝe 

nie moŜe zdradzić sekretu Alyssy. Potem postanowił zmienić taktykę. – Vicky, czy myślisz, 

Ŝ

e ja byłbym dobrym ojcem? 

– Czy ona jest w ciąŜy? – spytała siostra, otwierając szeroko oczy.  

– Tego nie powiedziałem.  

– Więc dlaczego zadałeś mi to pytanie? 

– Po prostu z ciekawości.  

–  MoŜe  uwierzyłabym  w  to,  gdyby  chodziło  o  innego  męŜczyznę.  Ale  poniewaŜ  dobrze 

cię  znam  i  wiem,  Ŝe  nie  znosisz  dzieci,  to  domyślam  się,  Ŝe  masz  zostać  ojcem  i  jesteś  tym 

przeraŜony.  

–  Nie  w  tym  sensie,  jaki  masz  na  myśli.  Ale  ona  mówi,  Ŝe  chce  wychować  to  dziecko 

samodzielnie. Jako samotna matka. Bez mojej pomocy. Powiedziałem jej, Ŝe się z nią oŜenię, 

ale ona odmówiła.  

– Poczekaj chwilę – poprosiła Vicky. – Powiedziałeś, Ŝe się z nią oŜenisz. – Skrzywiła się 

z  niesmakiem.  –  Seb,  powinieneś  ją  poprosić  o  rękę,  a  ty  zrobiłeś  to  w  taki  sposób,  jakbyś 

narzucał jej swoją wolę! 

– Posłuchaj, jestem cenną zdobyczą. Mam dobre stanowisko. Dostaję sporą pensję. Mam 

ładne mieszkanie. Jestem dobrym kompanem. – RozłoŜył bezradnie ręce. – Dlaczego ona nie 

miałaby ochoty zostać moją Ŝoną? 

–  Daj  mi  pomyśleć.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  niczego  oprócz  pracy  nie  traktujesz  powaŜnie? 

MoŜe  dlatego,  Ŝe  nigdy  nie  umawiasz  się  więcej  niŜ  jeden  raz  z  tą  samą  kobietą?  MoŜe 

dlatego,  Ŝe  zachowujesz  dystans  wobec  całego  otoczenia?  Seb,  kaŜda  kobieta,  obdarzona 

odrobiną  zdrowego  rozsądku,  wie,  Ŝe  jesteś  niereformowalny.  Zawsze  będziesz  błaznował  i 

czarował, a nigdy się nie ustatkujesz.  

– A co by było, gdybym postanowił się zmienić? Vicky przyglądała mu się przez chwilę 

w milczeniu.  

– Chyba jesteś w niej zakochany! – powiedziała w końcu ze zdumieniem.  

– Co to jest miłość? 

– Seb, nie baw się ze mną w ciuciubabkę. Czy tyją kochasz? 

–  Tak.  I  doprowadza  mnie  to  do  szału.  Nie  mogę  przestać  o  niej  myśleć.  O  niej  i  o 

dziecku. Nigdy dotąd...  

– Czy powiedziałeś jej, Ŝe ją kochasz? – przerwała mu Vicky.  

– Nie.  

– Zachowujesz się jak typowy tępy dorobkiewicz. PrzecieŜ ona nie jest jasnowidzem, a ty 

potrafisz ukrywać swoje uczucia jeszcze lepiej niŜ Charlie. Widzę, Ŝe cięŜko to przeŜywasz. 

Więc pewnie bywasz na przyjęciach jeszcze częściej niŜ zwykle, czy mam rację? 

– Owszem.  

–  A  ona  jest  zapewne  przekonana,  Ŝe  prowadzisz  tak  oŜywione  Ŝycie  towarzyskie,  bo 

background image

wcale nie zaleŜy ci na niej, tylko na ciągłych zmianach i zabawie. śe nieustannie polujesz na 

nową zdobycz.  

– To nie jest tak, jak ci się zdaje.  

– W takim razie powiedz jej, co do niej czujesz. Bądź wobec niej zupełnie szczery.  

– A jeśli ona mimo to powie nie? 

–  Wtedy  będziesz  musiał  się  z  tym  pogodzić.  Nie  moŜesz  spędzić  reszty  Ŝycia  na 

chowaniu  głowy  w piasek, w obawie przed odrzuceniem. Nie wszystkie kobiety są takie jak 

nasza  najdroŜsza  mama.  Jeśli  Alyssa  uwierzy  w  twoje  szczere  intencje,  będziesz  miał  spore 

szanse.  

–  Obyś  się  nie  myliła...  –  mruknął  Sebastian.  Vicky  wzięła  jego  filiŜankę  i  wylała  jej 

zawartość do zlewu.  

– Hej, ja piłem tę herbatę! 

– Twoja filiŜanka jest pusta. Nie masz juŜ pretekstu. Idź do Alyssy i wyznaj prawdę.  

– Jak to? Teraz? 

– Teraz.  

–  Jak  mam  to  zrobić?  –  spytał  z  przeraŜeniem.  –  Czy  mam  jej  zanieść  kwiaty? 

Czekoladki?  Nie  wiem,  jak  się  zachować,  Via  –  Nie  potrzebujesz  Ŝadnych  kwiatów  ani 

czekoladek. Po prostu bądź sobą i powiedz jej to, co powiedziałeś mnie. A teraz znikaj.  

Seb  nieraz  udzielał  pomocy  ofiarom  powaŜnych  wypadków  i  walczył  do  późnej  nocy  o 

ich  Ŝycie.  Ratował  ludzi,  którym  groziła  śmierć  z  powodu  wstrzymania  akcji  serca, 

przeprowadzał  skomplikowane  zabiegi  w  najbardziej  niesprzyjających  warunkach,  ale  nigdy 

nie był tak wystraszony jak teraz.  

Zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu  podejmuje  działania,  które  mogą 

skończyć się niepowodzeniem. Egzaminy na uczelni, testy na prawo jazdy – wszystko to było 

dla niego łatwe, poniewaŜ był dobrze przygotowany i zawsze dostawał najwyŜsze oceny.  

Ale  nie  mógł  być  przygotowany  do  tej  rozmowy.  Musi  przekonać  Alyssę,  Ŝe  powaŜnie 

traktuje swoje deklaracje. A wcale nie był pewien, czy ona mu uwierzy.  

Pozostawała  mu  nadzieja,  Ŝe  potrafi  rozegrać  całą  sprawę  w  taki  sposób,  by 

odpowiedziała mu „tak”.  

 

Obudziła się, słysząc dzwonek do drzwi.  

Nie jest dobrze, pomyślała, zwlekając się z kanapy, na której czytała jakieś czasopismo. 

Nigdy  dotąd  nie  zdarzyło  jej  się  zasypiać  podczas  lektury.  Nawet  na  studiach,  kiedy  uczyła 

się do późnej nocy. Ale teŜ nigdy w Ŝyciu nie była w ciąŜy.  

Nie  spodziewała  się  Ŝadnej  wizyty,  a  jej  przyjaciele  nie  mieli  zwyczaju  wpadać  bez 

uprzedzenia.  Zresztą  była  juŜ  dziewiąta  wieczorem,  czyli  dość  nieodpowiednia  pora  na 

odwiedziny. Nie zdejmując łańcucha, uchyliła drzwi na tyle, by zobaczyć, kto za nimi stoi. I 

ze zdumieniem ujrzała Sebastiana.  

– Czy mogę wejść? – zapytał.  

– Ja... ja... O co chodzi? 

– Chciałbym z tobą porozmawiać.  

background image

Nie miała najmniejszej ochoty na słuchanie jego wywodów, zwłaszcza w tej chwili, gdy 

marzyła o pójściu do łóŜka.  

– Seb, ja nie czuję się na tyle dobrze, Ŝeby toczyć z tobą długie dyskusje.  

– Wcale nie zamierzam... – Nagle zdał sobie sprawę, Ŝe ją obudził i na jego twarzy odbiło 

się  poczucie  winy.  –  Nie  przyszło  mi  do  głowy,  Ŝe  moŜesz  spać.  Bardzo  cię  przepraszam. 

Porozmawiamy kiedy indziej.  

Wydał  jej  się  tak  nieszczęśliwy  i  zagubiony,  Ŝe  przymknęła  drzwi,  by  zdjąć  łańcuch,  i 

otworzyła je ponownie.  

– I tak juŜ nie śpię, więc moŜesz wejść.  

– Jak się czujesz? Czy mam ci podać szklankę wody? 

–  Mogę  ją  sobie  wziąć  sama  –  odparła,  a  potem  wprowadziła  go  do  swego  saloniku. 

Kiedy  usiadł na kanapie, przysunęła sobie krzesło, by  nie znaleźć się zbyt blisko niego. Nie 

była pewna, czy zdoła opanować pokusę i nie poprosi go, by ją objął. – Więc czego chcesz? 

Milczał  przez  długą  chwilę.  Kiedy  wreszcie  się  odezwał,  w  jego  głosie  zabrzmiało 

wzruszenie.  

–  Nie  bardzo  potrafię  o  tym  mówić,  więc  wybacz,  jeśli  powiem  coś  niemądrego.  Nie 

mogę przestać o tobie myśleć, o tobie i o naszym dziecku. Ja... – Wstał z kanapy i przyklęknął 

na jedno kolano. – Czy wyjdziesz za mnie za mąŜ? 

Kiedy rozmawiali o tym ostatni raz, oznajmił, Ŝe zamierza się z nią oŜenić, a tym razem 

spytał, czy za niego wyjdzie. Ale nadal nie wspomniał ani słowem o uczuciach.  

Kiedy  oświadczał  jej  się  Scott,  zasypał  ją  kwiatami  i  pięknymi  słówkami.  Ślubował  jej 

dozgonną  miłość,  nie  zamierzając  dotrzymać  Ŝadnej  ze  swych  obietnic.  Tym  razem  było 

zupełnie  inaczej.  śadnych  ekstrawaganckich  obietnic,  Ŝadnych  kwiecistych  deklaracji, 

Ŝ

adnych brylantowych pierścionków. Tylko jedno proste pytanie: „Czy wyjdziesz za mnie za 

mąŜ?”.  

Propozycja była kusząca. Bardzo kusząca.  

Ale  Seb  nie  wspomniał  o  miłości,  co  znaczyło,  Ŝe  proponuje  jej  małŜeństwo,  poniewaŜ 

czuje  się  winny.  PoniewaŜ  nie  chce,  by  w  gazetach  ukazały  się  teksty  mogące 

skompromitować jego brata i siostrę. A nie dlatego, Ŝe ją kocha.  

Mogła więc udzielić mu tylko jednej odpowiedzi.  

– Przykro mi, Seb, ale nic z tego nie będzie. Chciałabym, Ŝebyś wyszedł.  

Zanim wybuchnę płaczem, pomyślała. Albo co gorsza... Nie, nie chciała, by ją pocieszał. 

Chciała być kochana.  

A jej zdaniem Seb nie był zdolny do miłości.  

– Czy jest coś, co mogłoby cię skłonić do zmiany zdania? 

– Nie – odparła cicho.  

–  W  takim  razie  zostawiam  cię  w  spokoju.  Wyszła  za  nim  do  przedpokoju,  by  załoŜyć 

łańcuch.  

Ale kiedy zatrzasnął za sobą drzwi, osunęła się po ścianie i usiadła na podłodze.  

„Wybacz, jeśli powiem coś niemądrego”.  

Dlaczego  on  tak  utrudnia  jej  zadanie?  Dlaczego  nie  rozumie,  Ŝe  chce  mu  zapewnić 

background image

wolność,  której  tak  bardzo  pragnął?  Wiedziała,  Ŝe  postępuje  słusznie,  ale  mimo  to  po  jej 

policzkach spływały łzy. śałowała, Ŝe sytuacja nie wygląda inaczej, Ŝe Seb nie nadaje się do 

roli męŜa i ojca. śe nie moŜe być z nim szczęśliwa.  

Ale musi patrzeć prawdzie w oczy.  

W ciągu następnego tygodnia zachowywali się tak, jakby zawarli zawieszenie broni. Na 

szczęście  mieli  dyŜury  w  róŜnych  porach,  więc  rzadko  dochodziło  do  spotkań  na  terenie 

szpitala.  

Potem  nadszedł  dzień,  w  którym  na  oddział  przywieziono  dwie  ofiary  poŜaru, 

siedmioletnią dziewczynkę i dwudziestopięcioletnią kobietę. Obie zdradzały objawy zatrucia 

dymem, a dziecko doznało w dodatku powaŜnych oparzeń.  

Seb  i  Alyssa,  jako  najstarsi  staŜem  lekarze,  zostali  wezwani  do  sali  reanimacyjnej.  To 

oznaczało, Ŝe będą pracować obok siebie. Alyssa nie miała nic przeciwko temu. Jest przecieŜ 

profesjonalistką.  

– Którą z nich chcesz się zająć? – spytał Seb.  

Przez chwilę kusiło ją, by odpowiedzieć: „Tą kobietą”. Choćby po to, by sprawdzić, czy 

naprawdę Seb daje jej prawo wyboru. Ale wiedziała, jak bardzo nie lubił leczyć dzieci, więc 

postanowiła postąpić wielkodusznie.  

– Zajmę się dzieckiem – powiedziała. – I wezwę specjalistę od oparzeń.  

–  Dziewczynka  zapaliła  w  łazience  świeczkę,  bo  chciała  zrobić  niespodziankę  matce  i 

przygotować jej kąpiel – oznajmił jeden z ratowników. – Kiedy zajęły się zasłony, usiłowała 

ugasić ogień o własnych siłach i sama zaczęła płonąć. Mama usłyszała krzyk, więc owinęła ją 

ręcznikiem  i  stłumiła  płomienie.  Któryś  z  sąsiadów  zadzwonił  po  straŜ  poŜarną.  I  dobrze 

zrobił, bo trzeba je było wynieść z mieszkania.  

– Czy nastąpiła utrata przytomności? 

– Owszem, ale nie wiem na jak długo. Kiedy przyjechaliśmy, obie juŜ były przytomne. W 

karetce podaliśmy im tlen. Matka ma na rękach oparzenia drugiego stopnia. Dziewczynka ma 

poparzone klatkę piersiową, dłonie i ramiona.  

ObraŜenia  dziecka  były  na  tyle  powaŜne,  Ŝe  Alyssa  przewidywała  konieczność  operacji 

polegającej  na  wycięciu  oparzonych  obszarów  skóry  aŜ  do  Ŝywej  tkanki,  Ŝeby  gojąca  się  i 

twardniejąca  skóra  nie  utrudniała  małej  pacjentce  oddychania.  Wiedziała  teŜ,  Ŝe  osoby 

naraŜone na działanie ognia w tak nieduŜym pomieszczeniu jak łazienka mogą ulec zatruciu 

tlenkiem  węgla  i  innymi  gazami,  wydzielanymi  przez  płonące  przedmioty  lub  tkaniny. 

Oczekiwała więc niecierpliwie na przybycie specjalisty od oparzeń.  

– Czy moŜesz jeszcze raz wybrać numer jego pagera, Fliss? – zawołała do pielęgniarki.  

– JuŜ to robię.  

– A potem spytaj matkę, czy chce kogoś zawiadomić o wypadku. – Wiedziała, Ŝe kobieta 

nie będzie w stanie zaopiekować się dzieckiem, gdyŜ sama wymaga leczenia.  

Skupiła  uwagę  na  dziewczynce.  Musiała  ją  szybko  zaintubować,  zanim  nastąpi 

opuchnięcie  gardła.  Potem  podała  jej  tlen  i  kroplówkę  mającą  zapobiec  odwodnieniu,  które 

mogłoby wywołać obrzęk płucny i zapalenie płuc.  

– Czy dodzwoniłaś się do jej ojca? – spytała dyŜurną pielęgniarkę.  

background image

– Rozmawiałam z matką. Ona samotnie wychowuje to dziecko. Mieszkają tylko we dwie.  

– Okej. – Alyssa stłumiła nagły przypływ łez. Nie moŜe sobie teraz pozwolić na myślenie 

o tym, jak trudno jest być samotną matką. Jak trudno rozwiązywać problemy bez wsparcia ze 

strony partnera.  

W  tym  momencie  pojawił  się  wreszcie  specjalista  od  oparzeń.  Alyssa  przedstawiła  mu 

sytuację, a potem wraz z nim opatrywała obraŜenia dziecka, dopóki jego  stan nie stał się na 

tyle  stabilny,  Ŝe  moŜna  je  było  przenieść  na  oddział  oparzeń.  Matka  teŜ  czuła  się  juŜ  lepiej, 

więc mogła samodzielnie przejść do sali i usiąść przy łóŜku córki. Seb polecił jej, by w razie 

pogorszenia  samopoczucia  natychmiast  zawiadomiła  pielęgniarkę.  Potem  porozmawiał  z 

personelem oddziału oparzeń i poprosił o zwrócenie bacznej uwagi na stan kobiety, u której 

mogły wystąpić spóźnione objawy zatrucia dymem.  

– A ty – zwrócił się do Alyssy – powinnaś skończyć pracę juŜ dwie godziny temu.  

–  PrzecieŜ  nie  mogłam  odejść  od  pacjentki,  dopóki  nie  stwierdziłam,  Ŝe  jej  stan  jest 

stabilny – wykrztusiła Alyssa. Bała się, Ŝe Seb zarzuci jej zaraz naraŜanie na szwank zdrowia 

własnego dziecka. Nie zamierzała informować pracowników szpitala o ciąŜy przed upływem 

co najmniej trzech miesięcy.  

– Czy moŜesz wstąpić na chwilę do mojego gabinetu? – spytał Sebastian.  

Zmarszczyła brwi, ale poszła za nim. Zamknął starannie drzwi i podsunął jej krzesło.  

– Chciałem tylko powiedzieć coś, co moŜe da ci do myślenia – rzekł łagodnym tonem. – 

To mogłaś być ty.  

– O co ci chodzi? 

– O to, Ŝe twojemu dziecku moŜe się coś przydarzyć. Niekoniecznie poŜar, ale zapalenie 

oskrzeli,  alergia  lub  wypadek.  Jako  samotna  matka  będziesz  musiała  sobie  z  tym  radzić  o 

własnych  siłach.  MoŜesz  w  dodatku  sama  zachorować.  –  Westchnął.  –  Dlaczego  się  na  to 

naraŜasz? PrzecieŜ ja chcę być przy tobie i otaczać cię opieką.  

Dlatego, Ŝe ci nie wierzę, pomyślała. Seb musiał dostrzec na jej twarzy wyraz nieufności, 

bo nerwowo przesunął dłonią po włosach.  

– Dzięki tobie dowiedziałem się, Ŝe nie wszystkie kobiety są takie same – wyznał cicho. – 

Kiedy ty zdasz sobie sprawę, Ŝe męŜczyźni teŜ się od siebie róŜnią? 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 

Nie odpowiedziała, a on zacisnął dłonie w ataku bezsilnej złości.  

– Alyssa, kaŜde spotkanie z tobą doprowadza mnie do szału. Chcę cię dotykać. Jedna noc 

to za mało. Jestem pewien, Ŝe nasz związek mógłby być udany.  

–  A  ja  wiem,  Ŝe  byłby  skazany  na  niepowodzenie  –  odparła  i  wyszła  z  pokoju,  zanim 

zdąŜył odpowiedzieć.  

Zdał sobie sprawę, Ŝe musi ją w jakiś sposób przekonać o szczerości swoich intencji. Ale 

jak  to  zrobić?  Po  doświadczeniach  z  pierwszym  męŜem  nie  wierzyła  w  zapewnienia  o 

dozgonnej  miłości.  Kwiaty,  czekoladki,  pluszowe  misie...  to  teŜ  nie  wchodzi  w  rachubę. 

Doszedł do wniosku, Ŝe musi wymyślić jakiś inny sposób. I to jak najszybciej.  

Alyssa  nie  widziała  Seba  przez  następne  cztery  dni,  bo  ich  dyŜury  przypadały  w  innych 

terminach.  Nie  chciała  przyznać  sama  przed  sobą,  jak  bardzo  za  nim  tęskni.  Nie  wiedziała, 

skąd wzięła tyle sił, by wyjść z gabinetu Seba podczas ostatniej rozmowy. Ale była pewna, Ŝe 

postąpiła słusznie. Jemu chodzi tylko o seks, a ona pragnie czegoś więcej.  

Kiedy jednak czwartego dnia od tego spotkania usłyszała dzwonek do drzwi, w jej sercu 

obudziła  się  iskierka  nadziei.  Ale  to  nie  był  on,  tylko  ktoś  bardzo  do  niego  podobny.  Ktoś, 

kogo znała i lubiła.  

– Cześć, Alyssa – powiedziała Vicky. – Byłam w tej okolicy, więc postanowiłam złoŜyć 

ci wizytę.  

– Bardzo się cieszę. Czy napijesz się kawy? 

– Chętnie.  

Alyssa weszła do kuchni i włączyła  ekspres, usiłując zapomnieć o tym, Ŝe zapach kawy 

przyprawia  ją  o  mdłości.  Ale  po  chwili  zrobiło  jej  się  niedobrze,  więc  musiała  pobiec  do 

łazienki. Kiedy z niej wyszła, Vicky podała jej szklankę wody.  

– Dzięki – wyszeptała słabym głosem.  

–  Seb  nie  wspominał  mi  o  zatruciu  Ŝołądkowym,  które  dziesiątkuje  oddział,  więc 

domyślam się, Ŝe zapach kawy wywołuje u ciebie torsje z innego powodu. Co na to mówi mój 

brat? 

– Jestem zaskoczona, Ŝe ci o tym nie wspomniał.  

– Była pewna, Ŝe Vicky złoŜyła jej wizytę na prośbę Sebastiana i zamierzają nakłaniać do 

nadania dziecku jego nazwiska.  

– On nie zdradza mi swoich wszystkich tajemnic – z uśmiechem odparła Vicky. – Od jak 

dawna jesteś w ciąŜy? 

– Od jakichś ośmiu tygodni.  

–  To  wspaniale.  Zawsze  marzyłam  o  tym,  Ŝeby  zostać  ciotką.  Mam  zapas  starych 

dowcipów, które pragnę przekazać następnemu pokoleniu. – Spojrzała badawczo na Alyssę. – 

Mam nadzieję, Ŝe mój brat zamierza się zachować jak uczciwy człowiek.  

– Owszem, ale ja nie chcę wychodzić za niego za mąŜ – odparła Alyssa.  

– Dlaczego? 

background image

–  On  nie  lubi  dzieci,  a  ja  nie  wyobraŜam  sobie,  Ŝeby  potrafił  wyrzec  się  innych  kobiet. 

Jego notes z telefonami musi być tak gruby jak londyńska ksiąŜka telefoniczna.  

–  Hm,  przyznaję,  Ŝe  ma  opinię  playboya,  ale  dotąd  nie  widziałam,  Ŝeby  był  w  kimś 

zakochany.  

– Bo on unika bliskich związków.  

– Nie to miałam na myśli – wyjaśniła Vicky. – Chciałam powiedzieć, Ŝe jest zakochany w 

tobie.  

– We mnie? – wykrztusiła Alyssa. – PrzecieŜ... my się nawet nie spotykaliśmy! 

– O ile wiem, dzieci nie biorą się z niczego – przypomniała jej z uśmiechem Vicky.  

Alyssa miała ochotę zapaść się pod ziemię. Sama przyznała się siostrze Seba do tego, Ŝe 

ich zbliŜenie miało charakter przygody.  

– Seks nie ma dla niego większego znaczenia.  

– Tak było, ale teraz jest inaczej. Ty jesteś dla niego jedyną kobietą na świecie. To samo 

mówi  Sophie.  Obie  uwaŜamy,  Ŝe  jesteście  dla  siebie  stworzeni.  Ale  ja  wiem,  Ŝe  Seb  ma 

skomplikowany charakter, więc nie mam ci za złe tego, Ŝe się boisz tego związku i wybierasz 

łatwiejszy  model  Ŝycia.  –  Odstawiła  filiŜankę  na  stół.  –  Wyglądasz  na  zmęczoną,  więc 

odpocznij. Do widzenia.  

– Dziękuję ci za wizytę.  

– Nie ma za co. – Vicky podeszła do drzwi i zatrzymała się. – Alysso, zdaję sobie sprawę, 

Ŝ

e  nie  chcesz  dzielić  Ŝycia  z  Sebastianem,  ale  chyba  mi  pozwolisz  wpadać  do  siebie  po 

urodzeniu dziecka? Marzę o tym, Ŝeby poznać mojego bratanka lub bratanicę.  

I powiedzieć jemu lub jej, Ŝe ma rodzinę, na którą zawsze moŜe liczyć.  

Rodzinę.  To,  czego  Alyssie  zawsze  brakowało.  Matka  nie  miała  wyboru  –  jej  ojciec  i 

dziadkowie nie chcieli utrzymywać z nimi kontaktów.  

Ale  jej  dziecko  będzie  w  innej  sytuacji.  Zarówno  ojciec,  jak  i  ciotka  chcą  się  z  nim 

widywać.  

Czy jej nieufność wobec zapewnień Seba jest naprawdę dowodem braku odwagi? Czy jej 

dziecko  nie  będzie  miało  kiedyś  do  niej  pretensji  o  to,  Ŝe  nie  chciała  zaufać  jego  ojcu?  Czy 

nie uzna tego za przejaw egoizmu? 

– Będę z tobą w kontakcie – obiecała.  

– Doskonale. A gdybyś chciała, Ŝeby ktoś ci towarzyszył podczas badań prenatalnych, po 

prostu do mnie zadzwoń.  

Alyssa była tak wzruszona, Ŝe nie mogła wydobyć z siebie głosu. Vicky, której przecieŜ 

prawie nie znała, traktowała ją tak, jakby była jej bratową. Członkiem najbliŜszej rodziny.  

Tak  czy  owak  straciłam  juŜ  swoją  szansę,  pomyślała,  zamykając  drzwi.  Seb  nie 

oświadczy  mi  się  po  raz  rugi.  Jest  na  to  zbyt  dumny.  A  poza  tym  Vicky  się  myli.  On  mnie 

wcale nie kocha. Chodzi mu tylko o seks. Do diabła, chyba popełniłam jakiś błąd.  

Przypomniała  sobie,  Ŝe  ma  do  załatwienia  jeszcze  jedną  sprawę  –  Ŝe  musi  odbyć 

rozmowę, którą do tej pory odkładała na później.  

Jej matka podniosła słuchawkę juŜ po trzecim dzwonku.  

– Witaj, kochanie – rzekła Kathy Ward. – Dawno się do mnie nie odzywałaś, więc pewnie 

background image

byłaś zajęta. Ale mam nadzieję, Ŝe nie pracujesz zbyt cięŜko.  

– Mamo, czy ty siedzisz? 

– Tttak – odparła z niepokojem pani Ward. – Dlaczego pytasz? 

– Chcę ci powiedzieć coś waŜnego. Ale nie wiem, jak się do tego zabrać.  

–  Najlepiej  zacznij  od  początku.  Czy  coś  się  stało?  MoŜe  chcesz,  Ŝebym  do  ciebie 

przyjechała? 

– Tak i nie – wyjąkała Alyssa. – Mamo, jestem w ciąŜy.  

– I jak się z tym czujesz, kochanie? – spytała Kathy po chwili ciszy.  

– Sama nie wiem. Wszystko to jest bardzo trudne.  

– Zadzwonię do mojego szefa i wezmę kilka dni wolnego. Pojadę do Londynu z samego 

rana...  

–  Nie  musisz  –  zaprotestowała  Alyssa.  –  Nic  mi  nie  jest.  Chciałam  ci  tylko  o  tym 

powiedzieć.  

– A co na to ojciec dziecka? Czy juŜ o tym wie? 

– Tak. Zaproponował mi małŜeństwo. A ja odmówiłam.  

– Czy się kochacie? 

– To... jest bardzo skomplikowane.  

– Więc ma Ŝonę? 

– Nie, to nie jest ten rodzaj komplikacji.  

– Wybacz mi, Ŝe obudziłam w tobie niedobre wspomnienia. Czy go kochasz? 

– Tak.  

– Ale myślisz, Ŝe on cię nie kocha.  

– On nie znosi dzieci. Nie sądzę, Ŝeby nadawał się do rodzinnego Ŝycia.  

– Czy zamierzasz urodzić to dziecko? 

– Tak. Wiem, Ŝe to nie będzie łatwe. Ale nie chcę usuwać ciąŜy.  

– Będę przy tobie i we wszystkim ci pomogę – obiecała Kathy. – Wiem, Ŝe pokocham to 

maleństwo tak samo, jak kocham ciebie. Z Newcastle nie jest tak daleko do Londynu. Mogę 

się nim opiekować, kiedy będziesz zajęta.  

Alyssa  odkryła  ze  zdziwieniem,  Ŝe  matka  wydaje  się  zadowolona,  choć  jej  córka  ma 

samotnie wychowywać dziecko. Tak samo jak ona.  

–  Nigdy  nie  Ŝałowałam  tego,  Ŝe  się  urodziłaś  –  oznajmiła  Kathy,  jakby  czytając  w  jej 

myślach. – Ani przez sekundę.  

– Dziękuję, mamo.  

– Ale były chwile, w których Ŝałowałam, Ŝe nikogo przy mnie nie ma. Kogoś, kto mógłby 

się  ze  mną  cieszyć  twoim  pierwszym  uśmiechem,  pierwszym  zębem,  pierwszym  słowem, 

pierwszym krokiem. Kogoś, kto trzymałby mnie za rękę, kiedy byłaś chora, a ja wpadałam w 

panikę.  

Właśnie  to  proponował  jej  Sebastian.  PrzynaleŜność  do  duŜej  rodziny,  której  ona  nigdy 

nie miała.  

–  Nie  oceniaj  wszystkich  męŜczyzn  przez  pryzmat  twojego  ojca  i  Scotta  –  poradziła 

Kathy.  –  On  moŜe  się  okazać  lepszym  męŜem  i  ojcem,  niŜ  przypuszczasz.  Niektórzy  ludzie 

background image

nie lubią cudzych dzieci, ale kochają własne.  

– Nie udało mi się ze Scottem, więc jaką mam gwarancję, Ŝe tym razem wszystko będzie 

dobrze? 

–  W  miłości  nie  ma  Ŝadnych  gwarancji,  kochanie.  Ale  istnieje  jedna  niezawodna  próba. 

Czy powierzyłabyś mu swój najcenniejszy skarb? 

Sama nie wiem, czy mogłabym oddać w jego ręce swoje serce, pomyślała Alyssa.  

– Tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie – dodała Kathy. – Ale pamiętaj, Ŝe cię kocham. 

I  w  razie  potrzeby  przeniosę  się  do  Londynu,  Ŝeby  ci  pomagać.  Cieszę  się,  Ŝe  mi  o  tym 

powiedziałaś. I gratuluję.  

Mama przyjęła to lepiej, niŜ oczekiwałam, pomyślała Alyssa, więc dlaczego mam ochotę 

się rozpłakać? 

 

Cały szpital aŜ huczał od plotek.  

Sebastian  sprzedaje  jaguara  E.  KrąŜyły  najróŜniejsze  pogłoski  –  Ŝe  przegrał  fortunę  w 

kasynie i potrzebuje gotówki, Ŝe zamienia samochód na bardzo szybki motocykl, Ŝe zamówił 

w fabryce nowego aston martina.  

Alyssa  nie  brała  udziału  w  tych  spekulacjach.  Ale  gdy  dowiedziała  się,  Ŝe  sprzedaje 

równieŜ swoje mieszkanie, zrobiło jej się przykro. Według krąŜących po szpitalu plotek miał 

objąć jakieś prestiŜowe stanowisko za granicą. Wydawało jej się to prawdopodobne. Seb jest 

na tyle bystry, Ŝe moŜe zdobyć kaŜdą posadę, na jakiej mu zaleŜy. A dodatkową motywacją 

do wyjazdu mogłoby być to, Ŝe chce znaleźć się jak najdalej od niej oraz dziecka. Co byłoby 

dowodem na to, Ŝe miała rację, nie darząc go zaufaniem.  

Seb  doszedł  do  wniosku,  Ŝe  jest  to  jego  szczęśliwy  dzień.  Gdy  tylko  postanowił 

przezwycięŜyć niechęć do leczenia dzieci, los zesłał mu małego pacjenta.  

Chłopczyk  trząsł  się  ze  strachu,  bo  wpadła  mu  do  ucha  jakaś  muszka.  Słyszał  jej 

brzęczenie i był przekonany, Ŝe wgryza mu się w mózg.  

Wiedział, Ŝe musi postępować ostroŜnie. Gdyby posłuŜył się jakimś twardym narzędziem, 

jeden nieostroŜny ruch mógłby spowodować uszkodzenie ucha środkowego. Czuł teŜ, Ŝe musi 

uspokoić dziecko, zanim przystąpi do zabiegu.  Ale jak to zrobić? Nie miał pojęcia, co lubią 

czteroletni chłopcy. Kiedy on sam był mały, fascynowały go owady i pająki. Pająki... pająki 

zjadają muszki. Postanowił podjąć próbę.  

– Wiesz co? – spytał. – Mam taki czarodziejski płyn, który wypłoszy tę muchę z twojego 

ucha.  

– I nie wygryzie mojego mózgu? 

– Nie zdąŜy ci nic zrobić. Jak masz na imię? 

– Mikey.  

–  Posłuchaj,  Mikey.  Zajrzę  teraz  do  twojego  ucha  specjalną  latarką,  Ŝeby  zobaczyć,  ile 

płynu trzeba do niego wlać. Zrobię to bardzo szybko. Taaak. Jesteś bardzo dzielny, Mickey. – 

Zgodnie  ze  swymi  oczekiwaniami  dojrzał  w  świetle  wziernika  małą  muszkę.  –  No  dobrze. 

Teraz zaczniemy czary. PołóŜ się na boku i trzymaj głowę w taki sposób, Ŝebym mógł dostać 

się do ucha. Zgoda? 

background image

Mikey kiwnął głową, a jego matka podeszła bliŜej i wzięła go za rękę.  

– Wspaniale. Teraz wypowiedz jakieś magiczne słowo.  

– Abrakadabra? 

–  Super.  Zamknij  oczy,  Ŝeby  magia  lepiej  działała.  –  Nie  chciał,  Ŝeby  Mikey  dojrzał 

pipetkę z oliwą i wpadł w panikę. – Poczujesz, jak czarodziejski płyn wpływa do twego ucha 

kropla po kropli. A teraz wlejemy drugą porcję. – Była to po prostu ciepła woda, która miała 

wypłukać  owada.  Seb  często  stosował  w  takich  przypadkach  ten  prosty  sposób,  unikając 

technik inwazyjnych, które mogłyby wystraszyć dziecko i doprowadzić do jego skaleczenia.  

NajwaŜniejsze było to, Ŝeby chłopiec zachowywał się spokojnie. Przypomniał sobie bajki, 

które  opowiadała  dzieciom  Alyssa  na  ślubie  Charliego,  ale  on  nie  znał  Ŝadnych  opowieści. 

Postanowił spróbować innej metody.  

–  Jeśli  chcesz,  Ŝeby  magia  działała  skutecznie,  musisz  zaśpiewać  mi  jakąś  piosenkę  o 

owadach. Czy znasz coś takiego? 

– Nie – zachrypiał Mikey.  

–  W  takim  razie  ja  ci  coś  zaśpiewam.  –  Pamiętał  z  przedszkola  tylko  jedną  piosenkę,  o 

Starym MacDonaldzie. – Musisz powtarzać za mną jej słowa.  

– Zgoda – powiedział Mikey.  

 

Alyssa  usłyszała  dochodzący  z  sali  zabiegowej  męski  głos.  Ktoś  śpiewał  pięknym 

tenorem piosenkę o Starym MacDonaldzie, tyle Ŝe słowa były trochę inne. Zamiast zwierząt 

występowały w tekście najróŜniejsze owady.  

To  musi  być  ktoś,  kto  umie  postępować  z  dziećmi,  pomyślała  z  uznaniem.  Śpiew  jest 

doskonałym  sposobem  odwrócenia  ich  uwagi.  Miała  wraŜenie,  Ŝe  słyszy  głos  Seba,  ale 

wiedziała,  Ŝe  to  niemoŜliwe.  PrzecieŜ  on  nigdy  nie  wpadłby  na  pomysł,  Ŝeby  uspakajać 

przeraŜone dziecko za pomocą piosenki.  

Kiedy  jednak  zajrzała  do  sali  zabiegowej  i  zobaczyła,  Ŝe  Seb  wręcza  małemu  chłopcy 

specjalne  odznaczenie  za  odwagę,  omal  się  nie  rozpłakała.  Czuła,  Ŝe  ten  męŜczyzna  byłby 

wspaniałym  ojcem.  Tyle  Ŝe.  nie  chce  juŜ  mieć  nic  wspólnego  ani  z  nią,  ani  z  dzieckiem. 

WyjeŜdŜa za granicę.  

– Dzień dobry, Alysso – powiedział, uśmiechając się do niej przyjaźnie.  

– Dzień dobry. Słyszałam, Ŝe naleŜą ci się gratulacje z powodu nowej posady.  

– Widzę, Ŝe szpitalni plotkarze są przeraŜająco dobrze poinformowani.  

A więc to prawda. Seb opuszcza kraj.  

– Podobno jedziesz do Ameryki.  

–  Do  Ameryki?  Nie.  To  nie  jest  w  gruncie  rzeczy  nowa  posada.  Raczej  rozszerzenie 

moich  dotychczasowych  kompetencji.  Czy  moŜesz  zajrzeć  na  chwilę  do  mojego  gabinetu? 

Chcę z tobą porozmawiać w cztery oczy.  

Gdy weszli do pokoju, zamknął drzwi i wskazał jej krzesło, a sam oparł się o ścianę.  

– Dlaczego sądzisz, Ŝe wyjeŜdŜam? 

– Sprzedajesz mieszkanie i jaguara.  

–  Oczywiście.  Potrzebuję  lepszego  samochodu.  Bardziej  bezpiecznego.  Takiego,  w 

background image

którym zmieści się fotelik dla dziecka.  

Fotelik dla dziecka? CzyŜby zamierzał dochodzić swoich praw na drodze sądowej? 

– A mieszkanie jest pozbawione ogrodu. Muszę mieć miejsce na huśtawkę i zjeŜdŜalnię.  

– PrzecieŜ... przecieŜ ty nie chcesz mieć dzieci.  

–  Nie  chciałem.  Nigdy  nie  umiałem  z  nimi  postępować.  Ale  teraz  jest  inaczej.  Mam 

zostać  ojcem.  Nawet  jeśli  odmówisz  umieszczenia  mojego  nazwiska  na  akcie  urodzenia,  to 

będzie  moje  dziecko.  A  jeśli  chodzi  o  nową  pracę,  to  mam  zostać  koordynatorem  do  spraw 

współpracy  między-oddziałowej.  W  ten  sposób  lekarze  będą  mogli  poszerzyć  swoje 

doświadczenia.  

To był znakomity pomysł, a Seb ma wystarczającą siłę przebicia, by go zrealizować.  

– Na czym ma polegać ta współpraca? 

–  Chcę  zacząć  od  pediatrii  i  odbyć  staŜ  na  tym  oddziale.  JuŜ  czas,  Ŝebym  się  nauczył 

nawiązywać kontakt z dziećmi. Zanim przyjdzie na świat nasze dziecko, będę miał odrobinę 

doświadczenia, więc moŜe sprawdzę się w roli ojca.  

– Ale ja nie pozwolę ci na to, Ŝebyś mi je odebrał.  

–  Nie  mam  takiego  zamiaru.  Skąd  ci  to  przyszło  do  głowy?  Po  prostu  nadeszła  pora, 

Ŝ

ebym wydoroślał. Mam trzydzieści dwa lata. Nie mogę się zachowywać jak student, wolny 

od jakichkolwiek zobowiązań.  

– PrzecieŜ zawsze unikałeś leczenia dzieci. Nie chciałeś ich mieć.  

–  Tak.  Za  bardzo  mi  przypominały  o...  –  Skrzywił  się  i  przesunął  dłonią  po  włosach.  – 

Wiem, Ŝe to okropnie zabrzmi, ale masz prawo się dowiedzieć. Jako dziecko zawsze czułem 

się  niepotrzebny.  Charlie,  jako  spadkobierca,  miał  bliski  kontakt  z  ojcem.  Vicky  była 

dziewczynką,  a  Mara...  Mara  była  na  tyle  głupia,  Ŝe  chciała  ją  wychować  na  panienkę  z 

dobrego domu. Vicky chciała być lekarzem. Nie znosiła lekcji tańca i innych bezsensownych 

zajęć, do których zmuszała ją matka. A ja byłem piątym kołem u wozu. Dlatego nie chciałem 

mieć dzieci. śeby nigdy nie czuły się niepotrzebne i mało waŜne. Ludzie, których kocham, są 

dla  mnie  najwaŜniejsi  na  świecie,  ale  nie  umiem  tego  okazywać.  –  Westchnął.  –  Będę 

okropnym  ojcem.  Jeśli  urodzi  się  dziewczynka,  będę  przesłuchiwał  jej  adoratorów.  Jeśli 

będziemy  mieli  chłopca,  zamierzam  badać  przeszłość  jego  przyjaciółek.  Będę  wszystko 

kontrolował.  

–  Myślę,  Ŝe  będziesz  lepszym  ojcem,  niŜ  przypuszczasz  –  powiedziała,  rozbrojona  jego 

szczerością.  

– Naprawdę tak uwaŜasz? 

– Owszem. Jestem umówiona o czwartej na badania prenatalne. Czy chcesz pójść tam ze 

mną i zobaczyć nasze dziecko? 

– Powiedziałaś „nasze dziecko”... A więc jesteś gotowa uznać, Ŝe mam do niego prawa? 

–  Powiedziałeś  kiedyś,  Ŝe  nie  jesteś  taki  jak  mój  ojciec  i  mój  były  mąŜ.  Miałeś  rację. 

Jesteś uczciwy.  

Widząc w jej oczach łzy, podszedł do niej, przyklęknął na podłodze i serdecznie ją objął.  

–  Alysso,  nie  płacz.  Ja  nie  mam  zamiaru  do  niczego  cię  zmuszać.  Nie  chcę  odebrać  ci 

dziecka, ale  chcę... Ŝebyś była ze mną. Jako partnerka. Nie proponuję  ci  małŜeństwa, bo juŜ 

background image

dwukrotnie mi odmówiłaś, więc straciłem nadzieję. Zresztą ślub jest tylko symbolem. Kartką 

papieru, którą moŜna podrzeć. Ale nie moŜesz podrzeć tego. – Chwycił ją za rękę i połoŜył jej 

dłoń na swoim sercu. –  Zawsze będziesz dla mnie najwaŜniejsza. Dzięki tobie zdałem sobie 

sprawę, Ŝe chcę być czymś więcej niŜ tylko playboyem.  

– Wcale nie jesteś playboyem, Seb.  

– Czy to znaczy, Ŝe zmieniłaś zdanie i zgodzisz się za mnie wyjść? – spytał z nadzieją w 

głosie.  

– Ale nie chcę uroczystego wesela.  

–  Nie  musimy  go  urządzać.  Jeśli  masz  ochotę,  moŜemy  wziąć  ślub  na  jakiejś  odległej 

szkockiej wysepce. Tylko powiedz „tak”, bo bez ciebie moje Ŝycie nie ma sensu.  

Alyssa dostrzegła ból w jego oczach. Wiedziała, Ŝe on naprawdę chce spędzić z nią Ŝycie. 

I wierzyła, Ŝe nie będzie jej do niczego zmuszał. Chwyciła go za rękę i połoŜyła jego dłoń na 

swoim brzuchu.  

– Czy wiesz, Ŝe miną jeszcze trzy miesiące, zanim poczujemy jego ruchy? 

– Nigdy nie przypuszczałem, Ŝe moŜna kogoś tak kochać... – mruknął Seb. – Teraz juŜ to 

wiem. I jestem trochę przeraŜony.  

–  Ja  teŜ.  To  wszystko  miało  wyglądać  inaczej.  Nie  miałam  zamiaru  zakochać  się  w 

playboyu.  

Sebastian spojrzał na nią badawczo.  

– Czy mówisz powaŜnie? Naprawdę się we mnie zakochałaś? 

Alyssa kiwnęła potakująco głową.  

–  Mam  nadzieję,  Ŝe  nasze  dziecko  będzie  miało  coś,  czego  my  byliśmy  pozbawieni. 

Rodziców,  którzy  będą  się  kochać  i  Ŝyć  pod  jednym  dachem  aŜ  do  dziewięćdziesiątki. 

Rodziców, którzy będą kochać swoje dziecko.  

– Będę popełniał błędy – ostrzegł ją Seb. – Nie jestem ideałem.  

–  Wszyscy  popełniamy  błędy  –  odparła,  wzruszając  ramionami.  –  Ale  ty  potrafisz 

wyciągać z nich wnioski. Nauczysz się przewijać dziecko.  

–  Będę  mu  zmieniał  pieluszki.  Nigdy  nie  opuszczę  naszego  dziecka,  naszych  dzieci.  I 

zawsze będę przy tobie.  

– To wszystko, czego pragnę – wyszeptała ze wzruszeniem Alyssa.  

background image

EPILOG 

 

O  czwartej  po  południu  leŜała  na  szpitalnym  łóŜku.  Jej  odsłonięty  brzuch  pokryty  był 

specjalnym Ŝelem. Seb siedział obok niej i trzymał ją za rękę.  

Nagle ekran aparatu oŜył.  

– To jest nasze dziecko... – szepnął Seb. Pielęgniarka obsługująca aparaturę pokazała im 

małą pulsującą plamkę, czyli serce dziecka.  

–  Wszystko  wygląda  doskonale  –  oznajmiła  z  uśmiechem.  –  Jest  pani  w  dziewiątym 

tygodniu ciąŜy. Czy zrobić państwu wydruk obrazu, który widać na monitorze? 

– Och, tak, bardzo proszę – odparł Seb. – To będzie pierwsza fotografia naszego dziecka. 

Zamierzam ją wgrać do komputera i zawsze nosić odbitkę w portfelu.  

– Więc chcesz powiadomić o wszystkim cały oddział? – spytała Alyssa.  

– Zrobimy to razem. Kiedy uznasz, Ŝe nadszedł stosowny moment.  

Pielęgniarka podała im wydruk, a Seb delikatnie dotknął go końcami palców.  

– Nasze dziecko – wyszeptał ze wzruszeniem. Wyszli z gabinetu i w milczeniu dotarli na 

parking.  

Seb otworzył jej drzwi samochodu, a potem usiadł obok niej i oparł czoło o kierownicę.  

–  Nie  spodziewałem  się,  Ŝe  jest  we  mnie  tyle  miłości  –  zauwaŜył  cicho.  –  Ze  w  moim 

sercu znajdzie się miejsce i dla ciebie, i dla dziecka.  

Zrozumiała, o co mu chodzi. W sercu jego ojca i matki nie było dla niego miejsca. A on 

Ŝ

ywił  obawę,  Ŝe  taka  sytuacja  moŜe  się  powtórzyć.  Wyciągnęła  rękę  i  pogłaskała  go  po 

głowie.  

– Seb, ja będę okazywać miłość dziecku i będę zawsze kochać ciebie. Ale chcę, Ŝebyś mi 

coś obiecał.  

– A mianowicie? 

– Miłość, szacunek i wierność.  

Milczał przez chwilę, a potem wziął ją w ramiona i czule ucałował.  

– Oczywiście, kochanie. Obiecam ci to bardzo niedługo. Zanim zdąŜysz zmienić zdanie.  

– Ja nie zamierzam zmieniać zdania.  

– To dobrze, bo nasz związek będzie nierozerwalny – rzekł z uśmiechem, a ona spojrzała 

mu w oczy i poczuła pewność, Ŝe mówi prawdę.