background image
background image

Kate Hardy

Pokusa, zaproszenie, obietnica

Tłumaczenie: Alina Patkowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Fling with Her Hot-Shot Consultant

Pierwsze wydanie: Harlequin Medical Romance, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Pamela Brooks

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo

do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie

przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Medical są zastrzeżonymi znakami należącymi do

Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane

bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

background image

ISBN 978-83-276-7618-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

PROLOG

Georgie już od tygodnia zaglądała potajemnie na tę stronę internetową.

Zamiana pracy.

Można  na  sześć  miesięcy  zamienić  się  na  pracę  i  dom  z  kimś

nieznajomym. Do inicjatywy przystąpiły różne fundusze zdrowia z całego
kraju, więc wystarczyło tylko znaleźć drugą osobę, która wykonywała taką
samą  pracę  i  chciała  wzbogacić  swoje  życie  zawodowe,  zdobywając
doświadczenie w innym miejscu.

Czy to byłaby ucieczka? A może nowy początek?
Nie obyłoby się bez komplikacji. Po pierwsze, zawiodłaby Joshuę. Jej

starszy  brat  był  samotnym  ojcem  i  Georgie  pomagała  mu  wychowywać
córkę. Bardzo kochała ich oboje i nie chciała ich zawieść, ale w ostatnim
roku Londyn coraz bardziej stawał się dla niej więzieniem.

Była już bardzo zmęczona tym, że wszyscy widzieli w niej „tę biedną

Georgie”, dwudziestodziewięcioletnią wdowę, która tak dzielnie radzi sobie
z  życiem.  Jej  mąż  Charlie  był  członkiem  medycznego  zespołu
ratowniczego. Zginął śmiercią bohatera, ratując życie innym po trzęsieniu
ziemi.

Nikt nie znał prawdy o Charliem, a Georgie nie chciała niszczyć iluzji

jego  rodziny  i  przyjaciół;  nie  zasłużyli  na  to.  Dotychczas  nikomu  nie
zdradziła jego sekretów, bo w ten sposób chroniła również siebie, ale czuła,
że  wkrótce  eksploduje,  jeśli  nie  uda  jej  się  uciec  od  wspomnień  i  litości.
Dlatego dzisiaj znów zajrzała na tę stronę.

background image

Jeśli  nie  znajdzie  dla  siebie  odpowiedniej  pary,  uzna  to  za  znak,  że

powinna pozostać tu, gdzie jest, przestać użalać się nad sobą i po prostu żyć
dalej. Ale jeśli coś znajdzie, to znaczy, że powinna wyjechać.

Lokalizacja.

Chodzi o nią: zachodni Londyn.

Stanowisko.

Na razie nie ma żadnych kłopotów: pediatra w szpitalu.

Pożądana lokalizacja.

Tu  już  trudniej.  Odpowiedź  „Gdziekolwiek”  znaczy  właśnie  to,  co

znaczy. I chociaż Georgie chciała uciec z Londynu, wolałaby nie wyjeżdżać
na odludzie. Z drugiej strony na odludziu raczej nie ma zbyt wielu szpitali.
Ta  odpowiedź  zapewne  była  przeznaczona  dla  wiejskich  lekarzy
rodzinnych, którzy chcieliby zdobyć nieco doświadczenia w mieście, gdzie
tempo  pracy  jest  większe,  albo  odwrotnie,  dla  tych,  którzy  czuli  się
wypaleni pracą w mieście i pragnęli na jakiś czas zażyć wiejskiej sielanki.

Gdzieś nad morzem…
Nie.  W  każdej  chwili  może  uciec  do  rodziców,  ale  dotychczas  nie

skorzystała z tej możliwości i nie miała zamiaru z niej korzystać. Wzięła się
w garść i zaznaczyła „gdziekolwiek”.

Ramy czasowe.

To łatwe. Od zaraz.
Następnie kliknęła „Szukaj pasującej oferty”.
System zaczął myśleć. Myślał długo.

background image

Najwyraźniej  nie  było  żadnej  odpowiedniej  oferty,  a  może  system  się

zawiesił.  Georgie  już  miała  się  poddać  i  zamknąć  stronę,  kiedy  ekran  się
zmienił.

Znaleziono jedną ofertę.

Kliknęła na wynik.
Edynburg?  Nigdy  nie  była  W  Edynburgu.  Wiedziała  o  tym  mieście

tylko tyle, że jest stolicą Szkocji, że jest tam zamek, bardzo znany festiwal
teatralny i niesamowita impreza sylwestrowa Hogmanay.

Jedna oferta. Los zachęcał ją, by próbowała dalej.
Kliknęła  „kontakt”  i  napisała  krótki  e-mail,  starając  się  przedstawić

swoją pracę w jak najlepszym świetle. Wszystko, co napisała, było prawdą:
Royal  Hampstead  Free  Hospital  jest  doskonałym  miejscem  do  pracy,
koledzy  z  pediatrii  są  bardzo  mili,  a  jej  wygodne  mieszkanie  w  Canary
Wharf  z  balkonem,  przesuwanymi  drzwiami  i  widokiem  na  Tamizę  tylko
krótki spacer dzieli od stacji metra.

Właściwie  można  się  było  zastanawiać,  dlaczego  ktoś  miałby

rezygnować z tak idealnych warunków. O czym nie wspomniała? Jaki krył
się w tym haczyk?

Nie  zamierzała  jednak  wyjawiać  całej  prawdy,  zwłaszcza  komuś

zupełnie  obcemu.  „Powody  osobiste”  –  to  brzmi  zbyt  niejasno.  Lepiej
będzie podać uproszczoną wersję prawdy.

Owdowiałam niecały rok temu i chcę zacząć od nowa, z dala od litości.

Ta litość byłaby o wiele gorsza, gdyby ludzie znali prawdę. Charlie od

miesięcy  zdradzał  ją  z  Trishą;  kochanka,  która  razem  z  nim  zginęła

background image

w błotnym osuwisku, była w ciąży. Georgie uznała, że nikt nie musi o tym
wiedzieć.

Przez chwilę patrzyła na to, co napisała, a potem wzięła głęboki oddech

i nacisnęła „Wyślij”.

To jeszcze nie oznacza, że na pewno wyjedzie. Ta druga osoba może nie

chcieć  zamieszkać  w  tej  części  Londynu  albo  w  ogóle  zrezygnować
z zamiany.

Zrobiła  jednak  pierwszy  krok.  Jeśli  nawet  tym  razem  się  nie  uda,

następna  próba  będzie  już  łatwiejsza.  A  potem,  po  raz  pierwszy  od  dnia,
kiedy  poznała  prawdę  o  swoim  mężu,  przestanie  czuć  na  barkach
przygniatający ciężar.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dwa tygodnie później

Nie  mogła  uwierzyć,  że  wszystko  wydarzyło  się  tak  szybko.  Clara

Connolly z chęcią zgodziła się zamienić pracę na oddziale pediatrycznym
szpitala  St  Christopher’s  w  Edynburgu  na  pracę  Georgie  w  Royal
Hampstead  Free  w  Londynie,  i  ona  również  chciała  to  zrobić  jak
najszybciej.

Najtrudniejsza  była  rozmowa  z  Joshuą.  Brat  oskarżył  ją,  że  opuszcza

jego i Hannah akurat wtedy, kiedy bardzo jej potrzebują, i w końcu Georgie
musiała  mu  wyjawić  prawdziwe  powody  swej  decyzji.  Powiedziała,  że
Charlie  ją  zdradzał  i  okłamywał  zarówno  ją,  jak  i  kochankę.  Joshua  był
oburzony,  że  przez  tak  długi  czas  zachowała  tę  wiadomość  dla  siebie,
i  obwiniał  się  za  to,  że  za  mało  ją  wspierał.  Obiecał  jednak  zachować
dyskrecję  i  Georgie  wyruszyła  na  północ  z  jego  błogosławieństwem,
chociaż musiała obiecać, że z każdego postoju wyśle mu esemesa.

Czym  się  tak  martwił?  No  dobrze,  od  dłuższego  czasu  rzadko

prowadziła samochód – w Londynie właściwie nie był jej potrzebny – ale
z  pewnością  była  w  stanie  samodzielnie  przejechać  z  Londynu  do
Edynburga, a nawet sprawiło jej to przyjemność.

Wypożyczyła na dwa tygodnie jaskrawopomarańczowy kabriolet i przez

ten  czas  zamierzała  zdecydować,  czy  lepiej  kupić  samochód,  czy
przedłużyć leasing.

background image

Jazda  autostradą  w  pogodny  jesienny  dzień,  z  opuszczonym  dachem,

przy głośnej żywej muzyce z playlisty była najprzyjemniejszą rzeczą, jaka
zdarzyła jej się od wielu miesięcy. Co dwie godziny zatrzymywała się na
stacji obsługi, by rozprostować nogi, napić się kawy i dać znać Joshui, że
wszystko w porządku.

Nawigacja  działała  dobrze,  choć  Georgie  właściwie  jej  nie

potrzebowała;  było  jasne,  że  powinna  jechać  autostradą  M1  na  północ,
w stronę Szkocji. Domek Clary stał na obrzeżach wioski pod Edynburgiem,
około pół godziny jazdy od szpitala. Georgie była przekonana, że   w wiosce
znajdzie  się  jakiś  sklep  spożywczy,  ale  na  wszelki  wypadek  na  ostatnim
postoju kupiła chleb, mleko i kawę rozpuszczalną.

Edynburg. Nowe życie. Wolność. Nadal będzie robić to, co kocha, ale

nie będzie już musiała niczego udawać. Z każdą milą zostawiała coraz dalej
za sobą smutki Londynu. W Edynburgu zamierzała cieszyć się życiem.

Godzinę później zmieniła zdanie.
Zaczął  padać  deszcz  i  musiała  zamknąć  dach.  Zapadł  zmrok,  o  dobrą

godzinę wcześniej niż w Londynie. Wąska kręta droga nie była oświetlona
i Georgie mogła polegać tylko na światłach samochodu. Nawigacja chyba
się zgubiła, bo wciąż powtarzała:  „Dotarłeś do celu”, choć było jasne, że
Georgie  nigdzie  nie  dotarła.  Już  dwa  razy  wycofywała  się  na  wstecznym
biegu po błotnistej dróżce.

Clara  mówiła,  że    jej  domek  znajduje  się  na  obrzeżach  wioski.

Oczywiście jej rozumienie słów „obrzeża” i „wioska” mogło być zupełnie
inne niż rozumienie Georgie, która siedziała teraz na parkingu, patrząc na
pub, kościół, szkołę i rząd odnowionych stodół.

Czy to właśnie jest owa wioska? O siódmej wieczór w sobotę wszystko

było zamknięte na cztery spusty, nawet pub, więc nie mogła zapytać nikogo
o  drogę.  Sklepy  w  Londynie  otwierano  przed  świtem  i  zamykano  po

background image

północy.  Czy  to  znaczy,  że  za  każdym  razem,  gdy  zabraknie  jej  mleka,
czeka ją półgodzinna wyprawa do miasta?

Szyldy na stodołach głosiły, że można tu kupić owoce, warzywa, nabiał

nagradzany  na  targach  żywności  oraz  mięso.  Była  także  piekarnia,
kawiarnia,  sklep  z  lokalnym  rękodziełem  i  upominkami  –  wszystko
upchnięte w kilku budynkach pośrodku niczego.

Georgie miała coraz poważniejsze obawy, że jej nowy początek okaże

się  wielkim  błędem.  Dzięki  Bogu,  że  kupiła  mleko  i  kawę  na  stacji
benzynowej.  Gdy  tylko  dotrze  na  miejsce,  natychmiast  włączy  czajnik
i zaparzy sobie podwójną kawę, a może nawet potrójną.

W  porządku,  spróbuje  jeszcze  raz,  a  jeśli  znów  nie  znajdzie  domu,

zadzwoni  do  Clary  i  wypyta  ją,  gdzie  to  dokładnie  jest.  Ruszyła  wąską
drogą  najwolniej,  jak  się  dało.  Czy  to  złudzenie,  czy  rzeczywiście
dostrzegła  z  boku  błysk  światła?  Zwolniła  jeszcze  bardziej  i  zauważyła
wjazd na podwórko. Zatrzymała się ostrożnie.

Stał  tam  duży  samochód  z  napędem  na  cztery  koła,  więc  nie  mógł  to

być dom Clary, ale ktoś chyba był w środku. Może ten ktoś powie jej, jak
dojechać do Hayloft Cottage.

Zaparkowała obok tamtego samochodu i zastukała do drzwi. Usłyszała

szczekanie  psa.  Clara  nie  wspominała  o  psie,  więc  to  pewnie  sąsiad.
Georgie  miała  nadzieję,  że  okaże  się  życzliwy.  W  Londynie  prawie  nie
widywała sąsiadów, ale może tutaj jest inaczej?

Zapukała jeszcze raz i tym razem drzwi otworzył mężczyzna o znużonej

twarzy,  z  ręcznikiem  kąpielowym  owiniętym  wokół  bioder.  Miał  jasną
skórę, szare oczy, lekki zarost i nieco za długie potargane włosy. Z piersią
przyprószoną  ciemnymi  włoskami  i  idealnym  sześciopakiem  na  brzuchu
wyglądał  jak  gwiazda  filmów  akcji.  Zmysły  Georgie  natychmiast  weszły
w stan pełnej gotowości.

background image

– Czego pani chce? – mruknął z uroczym szkockim akcentem.
–  Przepraszam...  że  przeszkodziłam  –  wykrztusiła  przez  wyschnięte

usta – ale chyba się zgubiłam. Nawigacja w kółko mi powtarza, że dotarłam
do celu, a jestem w drodze od dziewiątej rano i szczerze mówiąc, mam już
dość. Czy mógłby mi pan powiedzieć, jak dojechać do Hayloft Cottage?

– Hayloft Cottage. – Za nim rozległo się kolejne szczeknięcie. – Cicho,

Truffle, wszystko w porządku.

Czy skrzywił się dlatego, że nie słyszał o takim domu? Może tu jest tak

jak w wiosce w Norfolk, gdzie mieszkali rodzice Georgie – nawet jeśli coś
ma oficjalną nazwę, miejscowi nazywają to inaczej.

– To dom Clary Connolly – dodała z nadzieją, że to okaże się pomocne.
– A ty jesteś…?
– Georgina Jones. Georgie.
– Miałaś przyjechać jutro.
– Jutro? – zdziwiła się.
– Ta zamiana pracy. Clara mówiła, że   przyjedziesz jutro.
– Znasz Clarę?
– Jasne.
Naraz wszystkie  fragmenty  układanki złożyły się w całość. Zna Clarę

i wie, że miała przyjechać, więc ten dom to musi być Hayloft Cottage.

– To ty jesteś tym przyjacielem Clary? Wspominała, że   mogę tu kogoś

zastać.

Skoro wie, kim ona jest, czy nie może po prostu wpuścić jej do środka,

by  mogła  się  rozgrzać  i  napić  kawy?  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że
powiedziała to na głos, ale mężczyzna przeczesał ręką włosy i mruknął:

–  Tak,  oczywiście.  Przepraszam.  Brałem  prysznic.  Coś  wymyślę.  –

Sięgnął  do  tyłu  i  pochwycił  brązowego  labradora  za  obrożę.  –  To  jest

background image

Truffle.  Trochę  się  denerwuje,  ale  gdy  cię  pozna,  będzie  się  zachowywać
przyjaźnie.

– Aha – powiedziała ostrożnie.
– Nie lubisz psów?
–  Nie  przywykłam  do  zwierząt  domowych.  Clara  nic  nie  wspominała

o psie.

–  Rozumiem.  Truffle  pochodzi  ze  schroniska  i  niepewnie  się  czuje

w obecności nieznajomych. Nie zwracaj na nią uwagi, a sama przyjdzie się
przywitać. Nic ci nie zrobi, ale nie zostawiaj na wierzchu butów ani ciasta,
bo znikną w trzy sekundy. Nie zostawiaj też nigdzie czekolady, nawet jeśli
wydaje  ci  się,  że  jest  poza  jej  zasięgiem,  bo  przekonasz  się,  że  nie,
a czekolada to dla psów trucizna.

–  Zapamiętam  –  powiedziała  nieco  zirytowana  jego  tonem.  Może  nie

przywykła do psów, ale to jeszcze nie znaczy, że jest głupia. Poza tym padał
deszcz  i  miała  już  dość  stania  na  progu.  –  Czy  myślisz,  że  mogłabym  tu
przynieść swoje rzeczy?

– Zaczekaj chwilę. Wytrę się, ubiorę i ci pomogę. – Doskonale mogła

poradzić  sobie  sama,  ale  zanim  zdążyła  to  powiedzieć,  wyjaśnił:  –  Cały
parter  jest  otwartą  przestrzenią,  więc  nie  mogę  nigdzie  zamknąć  Truffle.
Razem  wniesiemy  wszystko  szybciej  i  nie  będę  musiał  trzymać  jej  tak
długo  na  smyczy.  A  tymczasem  możesz  sobie  zrobić  kawę.  Kubki  są
w szafce nad czajnikiem.

– Dziękuję.
Odsunął się, by mogła przejść, i zamknął za nią drzwi.
– Bądź grzeczna, Truffle – rzucił do labradora i zniknął na spiralnych

schodach z kutego żelaza.

A zatem utknęła w szczerym polu w towarzystwie nerwowego psa oraz

obcego  faceta,  który  nie  jest  zachwycony  jej  obecnością.  O  czym  jeszcze

background image

Clara  jej  nie  powiedziała?  Właściwie  wspomniała  o  przyjacielu,  ale
mówiła,  że  najprawdopodobniej  go  nie  będzie,  gdy  Georgie  dotrze  na
miejsce,  i  nawet  nie  zająknęła  się  o  psie.  Poza  tym  Georgie  nie  miała
pojęcia, jak się nazywa jej nowy współlokator. Nawet się nie przedstawił.

Może  McPonurak?  Był  bardzo  przystojny,  ale  wydawał  się

niesympatyczny i odpychający.

–  Zrobię  kawę  –  powiedziała  do  psa,  który  patrzył  na  nią  ostrożnie

z drugiego końca pomieszczenia.

Dzięki  temu,  że  McPonurak  wyszedł,  mogła  się  rozejrzeć.  Wnętrze

Hayloft  Cottage  zbudowane  było  na  otwartym  planie.  Zewnętrzne  mury
były grube i okna zostały osadzone w głębokich niszach, podłogę ułożono
z  jasnych  kamiennych  płyt.  Na  drugim  końcu  domu  znajdowała  się
kuchnia:  błękitne  jak  niebo  szafki,  staroświecki  zlew,  kremowa  kuchenka
i na ścianie suszarka na talerze. Lodówka, zamrażarka i zmywarka zapewne
są schowane w szafkach. Stał tam jeszcze sosnowy stół i cztery krzesła.

Ze  środka  podłogi  na  piętro  prowadziły  kręte  schody  zabezpieczone

bramką. Przy jednej z bocznych ścian stał staroświecki piec na drewno, po
obu jego stronach były wygodne sofy, a między nimi gruby dywanik i stolik
do  kawy  oraz  wiklinowe  legowisko  dla  psa  wyścielone  miękkim  pledem.
Wnętrze było przytulne i ładne.

Georgie starała się nie myśleć o tym, że znajduje się na odludziu i że nie

słychać tu nawet przejeżdżających samochodów.

Poszła do kuchni i nalała wody do czajnika. Tak jak mówił właściciel

psa,  puszka  z  kawą  i  kubki  stały  na  półce.  Czy  powinna  zrobić  kawę
również  dla  niego?  Wciąż  się  nad  tym  zastanawiała,  kiedy  zszedł  na  dół.
Był  już  ubrany,  ale  włosy  miał  nadal  wilgotne.  Nie  były  czarne,  jak
wydawało jej się na początku, lecz ciemnorude.

background image

Wyglądał  doskonale,  ale  wiedziała,  że  wygląd  i  charakter  nie  zawsze

idą w parze. Charlie był czarujący, ale okazał się kimś zupełnie innym niż
sądziła,  wychodząc  za  niego  za  mąż,  a  jej  nowy  współlokator  nawet  nie
próbował udawać, że jest miły.

Może  jednak  jest  niesprawiedliwa.  Może  ma  za  sobą  piekielny  dzień

i  ostatnią  rzeczą,  na  jaką  miał  teraz  ochotę,  jest  niespodziewany  gość  na
progu domu.

– Zrobić ci kawy? – zapytała.
– Tak, dzięki. Żadnego mleka ani cukru.
Czy  chciał  powiedzieć,  że  nie  używa  mleka  ani  cukru,  czy  też  że  ani

jednego,  ani  drugiego  nie  ma  w  domu?  Georgie  przed  wyjazdem
zaopatrzyła  lodówkę  w  swoim  londyńskim  mieszkaniu,  zostawiła  w  niej
również  butelkę  przyzwoitego  prosecco  i  pudełko  swoich  ulubionych
czekoladek  z  przyklejoną  karteczką  „Witaj  w  Londynie”.  A  ponieważ  to
była  Szkocja,  miała  odrobinę  nadziei,  że  Clara  zostawi  jej  na  powitanie
kruche ciasto. Teraz ta nadzieja zaczęła ją opuszczać.

–  Cukier  jest  w  szafce  obok  kawy,  a  mleko  w  lodówce  –  powiedział

nieznajomy, jakby odczytał jej myśli.

– Dzięki. – Zalała dwa kubki, a potem dodała do swojego mleka i trochę

zimnej wody, żeby dało się wypić od razu. Często robiła tak w pracy.

Jej towarzysz uniósł brwi.
– Moi koledzy też tak piją.
– Ty też pracujesz w służbie zdrowia?
Pokiwał głową.
– Clara właściwie nic mi o tobie nie powiedziała. Nawet nie wiem, jak

masz na imię.

Usłyszał w jej głosie przyganę. Wiedział, że sobie na to zasłużył, choć

z  drugiej  strony  irytowało  go,  że  nowa  współlokatorka  go  osądza.

background image

Wyciągnęła  go  spod  prysznica  i  nie  przyszło  mu  do  głowy,  by  się
przedstawić.  Miał  za  sobą  okropny  dyżur;  utrata  pacjenta  nigdy  nie  jest
przyjemna,  a  w  takich  okolicznościach  jak  dzisiaj  była  najgorszą  rzeczą,
jaka mogła się zdarzyć, i Ryan nie miał teraz głowy do uprzejmości.

– Ryan McGregor – powiedział.
–  Miło  cię  poznać,  Ryan.  –  Wyciągnęła  do  niego  rękę.  Przynajmniej

starała się być miła. To nie jej wina, że   miał zły dzień. On też powinien się
trochę postarać.

Uścisnął jej dłoń i natychmiast pożałował, że to zrobił, bo ogarnęło go

gorąco.  Już  nie  pamiętał,  kiedy  po  raz  ostatni  tak  na  kogoś  zareagował.
Z  pewnością  nie  mógł  sobie  pozwolić  na  taką  reakcję  wobec  Georginy
Jones,  zwłaszcza  że      muszą  dzielić  dom,  dopóki  nie  znajdzie  jakiegoś
innego miejsca.

Problem  polegał  na  tym,  że  była  w  jego  typie:  drobna  i  kształtna,

z  zielonymi  oczami  i  jasnymi  włosami  związanymi  gumką  oraz
promiennym uśmiechem. Niebezpieczna.

–  Mnie  też  jest  miło  ciebie  poznać  –  wymamrotał  wytrącony

z równowagi.

– Pracujesz w St Christopher’s?
– Tak.
Spojrzała  na  niego  i  uniosła  lekko  brwi.  Co  to  ma  być,  gra

w  dwadzieścia  pytań?  Stłumił  irytację.  Ale  to  nie  jej  wina,  że    Clara  nie
wyjaśniła jej wszystkiego.

–  Pracuję  razem  z  Clarą  na  dziecięcym  –  wyjaśnił.  –  Jestem

konsultantem.

Nie miał ochoty na uprzejme rozmowy z nieznajomymi, zwłaszcza z tą

nieznajomą,  która  patrzyła  nieufnie  na  jego  psa.  Czy  ma  coś  przeciwko
sierści  i  ubłoconym  podłogom?  Jeśli  tak,  to  szkocka  zima  jej  się  nie

background image

spodoba.  Krajobraz  pokryty  głębokim  śniegiem  wygląda  ładnie
i  romantycznie  na  zdjęciach,  ale  w  praktyce  oznacza  długie  podróże
w  zimnej  mokrej  pogodzie.  Markowe  ubrania,  jakie  miała  na  sobie,  nie
nadawały  się  do  wyjścia  na  wiatr  i  zacinający  deszcz.  Potrzebne  były
wodoodporne okrycia i mocne buty. Ciekaw był, czy w ogóle przywiozła
z sobą coś ciepłego.

–  Czy  jest  tu  jakaś  restauracja,  gdzie  można  zamawiać  na  wynos?  –

zapytała.

– Na wynos? Tutaj? – Czy ona naprawdę nie zdaje sobie sprawy, gdzie

jest?

–  Wszystko  mi  jedno,  czy  to  będzie  pizza,  kuchnia  hinduska,  chińska

czy ryba z frytkami. Cokolwiek.

Może  nie  była  snobką,  ale  jednak  została  trochę  rozpieszczona.

Dzielenie z nią domu zapowiadało się na trudną przeprawę, a już zupełnie
nie miał pojęcia, jak to będzie w pracy. Przywykł do Clary i nie mógł sobie
wyobrazić nikogo na jej miejscu.

Po  co  Georgina  Jones  tu  przyjechała?  Czy  chciałaby  przeżyć

romantyczną  przygodę  na  wsi?  Może  powinien  bezlitośnie  zniszczyć  jej
iluzje.

– Jesteśmy w Pentland Hills, piętnaście minut jazdy od miasta. Nawet

gdyby udało ci się kogoś namówić na dostawę jedzenia, dotarłoby tu zimne.

– Aha.
Powinien zaproponować, że coś ugotuje, ale miał tylko ochotę zwinąć

się  w  kłębek  przed  kominkiem  z  psem  i  może  szklaneczką  single  malt
i posłuchać blues rocka, który zawsze koił jego duszę. Ale i tak nie było na
to  szans;  jeśli  zostanie  tutaj,  będzie  musiał  z  nią  rozmawiać,  a  tego
wieczoru  nie  był  zainteresowany  pogawędką,  szczególnie  z  kimś,  kogo
prawie nie zna.

background image

– Przyniosę twoje rzeczy – powiedział nieco zbyt gwałtownie.
– Mogę je wnieść sama – odparła, unosząc dumnie głowę.
– Z pewnością, ale Truffle lubi uciekać, a wolałbym nie ryzykować, że

zniknie na wzgórzach albo wytarza się w lisich odchodach. – Wyjął z szafki
smycz i przywołał psa. – Grzeczna dziewczynka – mruknął.

Przyklęknął  przy  żelaznych  schodach  i  podrapał  ją  za  uszami,  drugą

ręką przypinając smycz do obroży i mocując ją do balustrady.

– Odczepię cię, kiedy wniesiemy rzeczy.
Uszy psa opadły.
–  Obiecuję,  że  potem  zabiorę  cię  na  spacer  –  dodał  na  widok

rozczarowania i lęku w oczach Truffle.

Miał  nadzieję,  że  jej  poprzedni  właściciele  już  nigdy  nie  będą  mieli

żadnego psa, tak jak miał nadzieję, że rodzice czteromiesięcznego chłopca,
którego nie udało mu się uratować, nigdy nie będą mieli kolejnego dziecka,
a jeśli się to zdarzy, służby społeczne udzielą im wsparcia, zanim będzie za
późno.

Z trudem wziął się w garść.
– Chodźmy po te rzeczy.
Samochód  Georginy  również  nie  nadawał  się  do  wiejskiego  życia.

Przerost  stylu  nad  treścią.  Na  razie  jeszcze  dawał  sobie  radę,  ale  już
wkrótce, gdy całą powierzchnię wąskiej drogi pokryje płynne błoto, będzie
potrzebowała  czegoś  z  napędem  na  cztery  koła.  I  ilu  walizek  człowiek
potrzebuje, by przetrwać gdzieś sześć miesięcy? Ale to nie jego sprawa.

Nadal  padało  i  gdy  wszystkie  bagaże  znalazły  się  w  domu,  obydwoje

byli przemoczeni. Ryan poczuł ukłucie winy. Pytała o restaurację. To, że on
czuł się zbyt nieszczęśliwy, by jeść, nie oznacza jeszcze, że wszyscy inni
czują się tak samo. Na pewno jest głodna.

background image

Gdy  rozpakowywała  swoje  rzeczy,  spuścił  Truffle  ze  smyczy  i  zaczął

grzebać  w  zamrażarce.  Pomyślał,  że  Clara  go  zabije.  Zostawiła  mu  listę
rzeczy, które miał kupić, by urządzić jej zmienniczce szkockie powitanie,
ale  zabrakło  mu  na  to  czasu.  Zamierzał  wybrać  się  do  sklepu  jutro  rano,
przed  jej  przyjazdem.  Nawet  mu  nie  przyszło  do  głowy,  że  ona  może  się
pojawić wcześniej.

Tymczasem  w  zamrażarce  było  tylko  pół  bochenka  chleba,  torebka

groszku,  worek  frytek  i  plastikowe  pudełko  z  jakąś  pomarańczową  bryłą,
która  mogła  być  domową  zupą,  ale  nie  była  podpisana  i  zapewne  dawno
zdążyła  się  zestarzeć.  Lodówka  była  równie  pusta,  znalazł  w  niej  tylko
mleko i kawałek sera. Obiecał sobie ponuro, że następnego dnia pojedzie na
zakupy.

Georgina Jones była w drodze od dziewiątej rano, a on nie urządził jej

szkockiego powitania, jakie zaplanowała jego przyjaciółka. Zawiódł Clarę,
tak  jak  ona  zawiodła  jego.  Odepchnął  jednak  tę  myśl  od  siebie.  Clara
zrobiła  to,  co  uznała  za  słuszne,  a  on  nie  mógł  stawać  jej  na  drodze.
Owszem,  stanowiła  jedyny  stabilny  punkt  w  jego  życiu,  jeśli  nie  liczyć
Truffle, ale to nie był jej problem.

Po tylu latach powinien się już przyzwyczaić do samotności i do tego,

że  ludzie  w  końcu  go  opuszczają.  To  była  też  jego  wina,  bo  nie  potrafił
dopuścić  nikogo  blisko  ani  zaufać,  że  znów  nie  zostanie  porzucony.  Jego
matka  zginęła,  gdy  miał  sześć  lat,  jej  rodzina  go  nie  chciała,  kolejne
zastępcze rodziny rezygnowały z niego jedna po drugiej. Przez jakiś czas
miał nadzieję, że Zoe zmieni ten stan rzeczy, ale w końcu ją też odepchnął,
a ona odeszła – co tylko dowodziło, że miał rację.

Związki nie są dla niego.
Ale to nie jest odpowiedni moment, by się nad sobą użalać. Doskonale

radził  sobie  sam.  Miał  pracę,  psa,  który  właściwie  był  całą  jego  rodziną,

background image

a także przyjaciół. Otrząsnął się. Jak w ogóle powinien się zwracać do tej
kobiety?  Georgino?  Georgie?  Doktor  Jones?  „Hej,  ty”  zdecydowanie  nie
brzmi dobrze. I dlaczego, do diabła, tak się tym przejmuje? Przecież nic nie
jest w stanie wytrącić z równowagi doktora Ryana McGregora – no, prawie
nic.

Od  lat  nie  zaprzątał  sobie  głowy  towarzyskimi  uprzejmościami.

Dlaczego kobieta, którą poznał zaledwie kilka minut temu, miałaby zbić go
z tropu? To niedorzeczne.

– Doktor Jones? – zaryzykował. – Mogę zrobić grzanki z serem.
Stanęła na schodach.
– Poważnie?
Rozumiał  ironię  w  jej  głosie.  Grzanka  z  serem  to  nie  jest  porządna

kolacja. Ale jeśli Georgie chce dostać porządny posiłek, to powinna się tu
pojawić w umówionym dniu, a nie dzień wcześniej.

– Spodziewałem się ciebie jutro – wyjaśnił. – Nie miałem dziś czasu na

zakupy. Grzanka z serem lub bez, jeśli nie jesz sera, to wszystko, co mogę
ci  zaproponować.  –  Oparł  się  pokusie  dodania:  „I  masz  szczęście,  że  to
proponuję”.

Wydawała się skonsternowana, ale szybko doszła do siebie i posłała mu

profesjonalny uśmiech.

– Byłoby miło. Dziękuję.
–  Mogę  jeszcze  dołożyć  zupę.  –  Zacisnął  kciuki,  modląc  się,  by

pomarańczowa  bryła  z  zamrażarki  okazała  się  domową  zupą
marchewkową.

Nie miał pojęcia, co innego mogłoby to być.
– Czy mogę ci w czymś pomóc?
Nie  był  pewien,  czy  zapytała  z  uprzejmości,  czy  też  z  obawy,  że  nie

będzie potrafił przygotować prostego posiłku, ale nie chciał, by plątała mu

background image

się pod nogami. Mówiąc szczerze, wcale jej tu nie chciał; wolałby zostać
sam.

– Nie trzeba. Dopiero przyjechałaś z Londynu. O dzień za wcześnie. –

Nie mógł się powstrzymać, by jej tego nie wytknąć.

– Umawiałam się z Clarą, że przyjadę dzisiaj.
Stłumił westchnienie.
– Miałaś tu być w niedzielę szóstego.
– Piątego, w sobotę – poprawiła go.
– Clara zapisała to w kalendarzu. – Podszedł do ściennej tablicy przy

szafkach. Pies truchtał obok niego. – Widzisz? Niedziela… O cholera.

– Coś nie tak?
–  Założyłem,  że  ten  kalendarz  jest  taki  sam  jak  w  moim  telefonie

i  tydzień  zaczyna  się  w  nim  od  poniedziałku,  dlatego  myślałem,  że
przyjeżdżasz w niedzielę. – Jęknął i przegarnął ręką włosy. – Przepraszam.

–  W  porządku  –  odpowiedziała,  ale  od  spojrzenia,  które  mu  posłała,

mleko mogłoby skwaśnieć.

Zanosi się na bardzo długie pół roku.
Na  szczęście  zostawiła  go  samego  w  kuchni.  Zauważył  też,  że

zignorowała Truffle. A zatem nie jest miłośniczką psów. Jej strata.

Pomarańczowa bryła w pudełku nie była zupą. Okazało się, że to sorbet

z mango.

– O cholera – powiedział, kiedy spróbował.
– Co się stało?
– Sorbetu z mango raczej nie powinno się podgrzewać.
– Nie – odpowiedziała bezbarwnie.
Jej  twarz  również  nie  wyrażała  niczego,  ale  zdążył  zauważyć  błysk

lekceważenia  w  oczach.  Dlaczego  właściwie  nie  poprosił  Janie  ze  sklepu

background image

farmerskiego, by przywiozła mu jakieś zapasy? Chyba po prostu nie chciał
przyjąć  do  wiadomości,  że  Clara  naprawdę  wyjedzie,  a  on  będzie  musiał
przywyknąć  do  innej  współlokatorki,  dopóki  nie  znajdzie  sobie  innego
mieszkania.

Z  tych  rozmyślań  wyrwał  go  zapach  spalenizny.  Wyszarpnął  patelnię

spod grilla. Jasna cholera. Nie dość, że pomarańczowa maź nie jest zupą, to
jeszcze spalił grzanki. Zirytowany poodcinał przypalone brzegi.

– Grzanki z serem – powiedział, podsuwając jej talerz.
– A ty nie jesz?
– Nie jestem głodny. Zostawię cię teraz. – Wiedział, że zachowuje się

nieuprzejmie, ale po prostu nie był w stanie prowadzić rozmowy o niczym.

Znów  pomyślał  o  dziecku,  któremu  nie  udało  się  ocalić  życia,  o  jego

matce, która opadła na kolana, zawodząc na głos, i ojcu, bladym z poczucia
winy i wstydu. Nie, naprawdę nie był głodny.

– Dzięki. – Odetchnęła głęboko. – Czy mogę się potem wykąpać?
– Pytasz, czy zużyłem całą gorącą wodę? – skrzywił się.
– Nie. Mam za sobą długą podróż i jestem zmęczona. Chciałabym się

wykąpać i wcześnie położyć.

–  Aha.  –  Był  przewrażliwiony,  a  ona  nie  miała  na  myśli  nic  złego.  –

Przepraszam  –  mruknął.  –  Jasne.  W  szafce  obok  łazienki  są  ręczniki,
a woda jest gorąca.

– Dziękuję.
– Zostawię cię teraz. Wezmę Truffle na spacer.
Nie  odpowiedziała  i  był  z  tego  zadowolony.  Włożył  nieprzemakalny

płaszcz i kalosze, wziął psa na smycz i wyszedł z nadzieją, że kiedy wróci,
ona będzie już w łóżku. Mógłby wtedy po prostu usiąść przy ogniu z psem
i szklanką single malt, tak jak zaplanował.

background image

Bez  tego  surowego  Szkota  i  jego  równie  nieprzyjaznego  psa  domek

powinien  wydawać  się  większy,  tymczasem  sprawiał  wrażenie,  jakby  się
zmniejszył. To dziwne.

Georgie nie spodziewała się żadnego współlokatora, a tym bardziej tak

nieprzyjaznego  typa  z  nerwowym  psem.  Odetchnęła  głęboko.  Może
powinna  życzliwiej  potraktować  przyjaciela  Clary,  ale  z  drugiej  strony
McPonurak  też  nie  był  dla  niej  szczególnie  miły.  Owszem,  próbował  jej
przygotować coś do jedzenia, ale te grzanki były niejadalne, a podgrzany
sorbet… W innych okolicznościach uznałaby to za zabawne, ale teraz czuła
tylko irytację.

Z  grymasem  wyrzuciła  grzanki  do  kosza.  Całe  szczęście,  że  na  stacji

kupiła  chleb.  Zrobiła  sobie  kilka  grzanek,  zjadła  je  na  sucho,  ponieważ
w lodówce nie było masła, i poszła na górę do łazienki. Jutro jest następny
dzień; może jutro uda jej się zobaczyć piękniejszą stronę Szkocji.

Teraz za oknem w łazience panowała ciemność tak zupełna, że nie było

widać  nawet  zarysów  drzew  na  sąsiednim  polu.  Cisza  była  równie
przerażająca.  Georgie  nie  słyszała  nawet  pohukiwania  sowy;  z  drugiej
strony, czy jakakolwiek sowa próbowałaby latać w deszczu?

Szkocja bardzo różni się od Londynu. Georgie zaczęła się zastanawiać,

czy popełniła błąd. Ale nie mogła tak po prostu poddać się i wrócić. Musi
jakoś sobie tu poradzić.

Następnego ranka wzięła prysznic i ubrała się w sweter oraz dżinsy. Za

oknem  widziała  błękitne  niebo,  puszyste  białe  chmurki  i  ciągnące  się  jak
okiem sięgnąć wzgórza porośnięte wrzosami.

Ciekawa była, jak Clara radzi sobie w Londynie. Czy pierwsza noc dla

niej  też  była  trudna?  Może  nie  mogła  zasnąć  z  powodu  hałasu  na  ulicy
i świecących latarni?

background image

Na dole nie było Ryana ani psa. No i dobrze. Jeśli zdąży wyjść, zanim

wrócą,  nie  będzie  musiała  znosić  jego  ponurego  nastroju.  Miała  zamiar
pojechać  do  miasta,  znaleźć  szpital,  trochę  pozwiedzać  i  kupić  coś  do
jedzenia.  Zostawiła  kartkę,  że  wróci  później,  zamknęła  drzwi,  wsiadła  do
samochodu i ruszyła w stronę miasta.

Edynburg zachwycił ją od pierwszej chwili. Jechała przez Royal Mile

w  starej  części  miasta.  Na  górze  widziała  zamek,  a  w  dole  pałac
Holyroodhouse.  Dalej  było  Nowe  Miasto  z  rzędami  georgiańskich
budynków,  które  bardzo  przypominały  jej  Bath.  Szpital  St  Christopher’s
również  mieścił  się  w  pięknym  georgiańskim  budynku  z  żółtawego
kamienia.  Miał  wielkie  okna  i  duży  trójkątny  fronton  nad  wejściem
obramowanym kolumnami.

Odszukała  parking  dla  personelu,  a  potem  wróciła  do  centrum.  Na

początek  zamierzała  zwiedzić  atrakcje  turystyczne.  Zamek  w  Edynburgu
był  najlepszym  miejscem,  by  zacząć.  Jeszcze  w  Londynie  przeczytała
w  internecie,  że  rozciąga  się  stamtąd  piękny  widok  na  miasto,  można
zobaczyć szkockie insygnia koronne, a w porze lunchu z dachu oddawana
jest salwa armatnia.

Wędrówka po zamku okazała się bardzo przyjemna. Georgie podziwiała

tłumaczy  w  kostiumach  z  minionych  epok,  nadwornego  muzyka,  wielkie
średniowieczne komnaty i klejnoty oraz starożytny Kamień Przeznaczenia.
Zrobiła  kilka  zdjęć,  które  przesłała  bratu,  rodzicom  i  najlepszej
przyjaciółce. Potem wzmocniła siły kanapką i filiżanką herbaty i udała się
do supermarketu.

Czy powinna zrobić zakupy dla jednej osoby, czy dla dwóch? Nie miała

pojęcia, jak Clara i Ryan dzielili się przygotowywaniem posiłków ani co on
jada.  Nie  wiedziała,  czy  jest  wegetarianinem  ani  czy  ma  jakieś  alergie.
W końcu zdecydowała, że dzisiaj przygotuje kolację również dla niego, by

background image

nawiązać nić porozumienia. Nie muszą być przyjaciółmi na śmierć i życie,
ale życie byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby udało im się wypracować jakiś
sposób cywilizowanego współistnienia.

Nie miała pojęcia, którą Ryan ma dzisiaj zmianę. W porządku, ugotuje

coś,  co  w  razie  potrzeby  można  szybko  odgrzać,  na  przykład  kurczaka
z warzywami, z ryżem z mikrofalówki. Wzięła jeszcze z półki słoik sosu do
spaghetti i paczkę makaronu, na wypadek, gdyby Ryan nie jadał kurczaków.
Zresztą zawsze przyda się mieć w szafce coś na szybki posiłek. Zapłaciła za
zakupy i wróciła do domu.

Nie  było  samochodu  Ryana,  a  w  domu  nie  było  psa.  Wypakowała

zakupy i zauważyła na stole kartkę.

Jestem w szpitalu. Truffle u Janie.
Wrócę późno. R

Kim  jest  Janie?  Jego  dziewczyną?  Ale  to  nie  jest  sprawa  Georgie.

Spojrzała na zegarek. Od wioski dzieli ją tylko mila. Zdąży jeszcze szybko
się rozejrzeć i zrobić kilka zdjęć, zanim się ściemni.

Telefon  pisnął,  gdy  zamykała  frontowe  drzwi.  To  była  wiadomość  od

Clary.

„Dzięki  za  bąbelki,  czekoladę  i  zamówienie  jedzenia!  Londyn  jest

wspaniały. Przepraszam, że nie uprzedziłam cię o Truffle. Jest kochana, ale
chowaj buty, bo pogryzie”.

Ryan mówił to samo. Georgie odpowiedziała:
„Będę pamiętać”.
„Mam nadzieję, że powitalna kolacja się udała. Ry nie jest najlepszym

kucharzem”.

background image

Zamrugała ze zdziwienia. Jaka powitalna kolacja? Nie chciała jednak,

by Clara poczuła się źle, więc skłamała:

„Kolacja była doskonała. Tu jest bardzo ładnie”.
„Jak się dogadujesz z Ryanem?”.
Znowu musiała skłamać.
„W porządku”.
„Powodzenia na jutrzejszym dyżurze”.
„Tobie też”.

A więc Clara prosiła Ryana, by przygotował dla niej powitalną kolację?

Co prawda nie zrobił tego, ale   może ona również powinna poprosić Joshuę,
by  przygotował  jakąś  niespodziankę  dla  zmienniczki?  To  nie  jest  wina
Clary, że jej współlokator zawiódł.

Zrobiła  kilka  zdjęć  wioski,  wysłała  je  Joshui  i  poprosiła  go,  by

zorganizował  coś  miłego  dla  Clary,  a  potem  wysłała  te  same  zdjęcia
również rodzicom i Sadie, swojej przyjaciółce.

Sklep farmerski był otwarty. Weszła do środka i rozejrzała się. To było

niesamowite  miejsce:  świeża  żywność,  miejscowe  rękodzieło  i  biżuteria,
a  nawet  lokalne  kosmetyki.  Wybrała  uroczego  jamnika  z  dzianiny  dla
swojej bratanicy Hannah oraz emaliowane kolczyki i miodowy krem do rąk
dla mamy, a gdy poszła zapłacić, zobaczyła obok kasy zwiniętego w dużym
koszu psa.

– Truffle? – zdumiała się.
Pies  machnął  ogonem  –  tylko  raz,  ale  to  chyba  znaczyło,  że  ją

rozpoznał.

Kobieta przy kasie spojrzała na nią uważnie.
– Nie znam cię, dziewczyno, ale widzę, że ty znasz naszą Truffle, więc

chyba  się  nie  pomylę,  jeśli  powiem,  że  jesteś  moją  nową  sąsiadką,  tą

background image

lekarką z Londynu, która zamieniła się na pracę z naszą Clarą?

–  Tak.  Nazywam  się  Georgina  Jones,  ale  proszę  mówić  do  mnie

Georgie.

– Miło cię poznać, Georgie. Jestem Janie Morris. Możliwe, że któregoś

dnia zobaczysz za oknem nasze owce.

Georgie zamrugała ze zdziwienia.
– Owce?
–  Mój  Donald  i  ja  hodujemy  rzadkie  rasy.  Nasze  owce  pasą  się  na

łąkach przy Hayloft Cottage. Są dosyć wścibskie. Witaj w Szkocji. – Nabiła
na kasę zakupy Georgie. – Te psy robi na drutach moja mama.

– To dla mojej bratanicy – wyjaśniła Georgie.
–  Mam  nadzieję,  że  jej  się  spodoba.  –  Janie  zręcznie  zawinęła

w  pergamin  kruche  ciastko  w  kształcie  ostu.  –  Proszę.  Coś  do  kawy.
Upiekłam dziś rano.

– Dziękuję. – Georgie była poruszona niemal do łez. To była najmilsza

rzecz, jaka się jej zdarzyła od chwili przyjazdu.

–  Wiem,  że  Clara  i  Ryan  pracowali  po  całych  dniach,  więc  z  tobą  na

pewno będzie tak samo. Gdybyś potrzebowała  mleka, chleba albo czegoś
innego,  po  prostu  przyślij  wiadomość.  Mam  zapasowy  klucz  do  waszego
domu,  a  wy  macie  klucz  do  mojego,  więc  nie  ma  żadnego  problemu.
Rozliczymy się później.

– To miło z twojej strony – powiedziała Georgie. – Dziękuję.
– Ryan da ci mój numer.
To  chyba  przeszkoda  nie  do  przejścia.  Georgie  nie  potrafiła  sobie

wyobrazić, by Ryan zechciał jej w czymkolwiek pomóc.

– Ryan to miły chłopak – dodała Janie.

background image

Może  w  równoległym  wszechświecie,  pomyślała  Georgie,  ale

uśmiechnęła się uprzejmie.

– Domyślam się, że przyszłaś po Truffle? – zapytała Janie.
– Ja, hmm… tak – zająknęła się. – To znaczy… o ile Ryan zostawił jej

smycz.

– Zostawił.
Nie ma wyjścia, musi zabrać psa.
– A masz torebki na kupy? – Janie się uśmiechnęła.
– Nie.
– Nie ma problemu. – Janie wyjęła kilka torebek z szuflady.
– Dziękuję.
– Często opiekuję się Truffle, kiedy Ryan jest w pracy. To dobry pies.

Nieśmiały, ale kochany.

Przypięła smycz do obroży i Georgie, chcąc nie chcąc, zabrała psa do

domu. W połowie drogi Truffle zrobiła największą kupę na świecie, a po
jakichś  dwudziestu  krokach  następną.  To  nie  jest  piękna  Szkocja,  tylko
zasrana Szkocja, pomyślała Georgie cierpko. Przed domem położyła dwie
pełne torebki na pojemniku na śmieci. Miała nadzieję, że Ryan po powrocie
powie, gdzie je wyrzucić.

– Nie mam pojęcia, co z tobą zrobić – powiedziała do psa. – Nie wiem,

czy  powinnam  wytrzeć  ci  łapy  albo  coś.  Więc  bardzo  cię  proszę,  nie  rób
niczego, co mogłoby zdenerwować McPonuraka.

Pies spojrzał na nią poważnie i ruszył do swojego legowiska, ale kiedy

Georgie  zabrała  się  do  przygotowania  kurczaka  z  warzywami,  Truffle
odważyła  się  wejść  do  kuchni  i  położyła  się  na  podłodze,  patrząc  na  nią
z nadzieją.

background image

– Nie jestem pewna, czy mogę ci coś dać – westchnęła Georgie. – Może

odłożę na bok kawałek kurczaka i potem zapytam twojego właściciela, czy
możesz to zjeść?

Truffle tylko raz machnęła ogonem. Oczywiście nie rozumiała słów, ale

miło  było  czuć,  że  przynajmniej  ona  nie  jest  całkowicie  przeciwna
obecności Georgie.

Chryste, co za dzień. Ryan powtórnie przeżywał wszystko, co zdarzyło

się wczoraj, opowiadając policji o tym, co wiedział i co zrobił zespół, by
ratować dziecko. Wciąż nie mógł wybaczyć sobie porażki. Kiedy w końcu
zaparkował przed sklepem farmerskim, był zaskoczony, że pies nie wybiegł
mu na powitanie.

– Georgie zabrała Truffle – poinformowała go Janie. – To bardzo miła

dziewczyna.

Raczej doktor Nadęta. Ale może była milsza dla Janie niż dla niego.
– Kupiła dzierganego psa mamy dla swojej bratanicy – dodała Janie. –

Myślę, że poradzi sobie z dziećmi na oddziale.

On również miał taką nadzieję.
– Dobrze. Cóż, jestem ci bardzo wdzięczny za opiekę nad Truffle.
– Ty w zeszły weekend pomogłeś Donaldowi naprawić ogrodzenie. Od

tego są sąsiedzi.

Gdy  Ryan  wszedł  do  domu,  Truffle  wybiegła  mu  na  powitanie,

machając  ogonem.  W  domu  pięknie  pachniało.  Cokolwiek  przygotowuje
doktor  Nadęta,  z  pewnością  jest  to  znacznie  lepsze  od  kolacji,  jaką  on
mógłby przyrządzić.

– Cześć – powiedziała z kanapy, na której czytała jakieś pismo.
– Cześć. – Zabrała psa, więc musi być dla niej miły, nawet jeśli nie miał

na to ochoty. – Dziękuję za odebranie Truffle. Nie spodziewałem się, że to

background image

zrobisz.

–  Niedawno  wróciłyśmy.  Od  tamtej  pory  spała.  Zostawiłam  torebki

z  odchodami  na  pojemniku  na  śmieci,  bo  nie  wiedziałam,  gdzie  je
wyrzucić.

Uprzątnęła po psie? Tego też się nie spodziewał.
– Zajmę się tym.
– I ugotowałam kolację – dodała. – Trzeba tylko podgrzać.
– Dzięki, ale nie musisz dla mnie gotować.
– Nie wiem, jaki układ miałeś z Clarą, ale byłoby rozsądnie, gdybyśmy

podzielili się obowiązkami.

Ryan skrzywił się.
– Nie jestem dobrym kucharzem.
– Clara też tak twierdzi.
– Rozmawiałaś z nią? – zdumiał się.
– Dostałam od niej wiadomość. Pytała, jak się udała powitalna kolacja.
Ryan dotychczas nawet nie spojrzał na telefon. Na pewno Clara napisała

również do niego z pytaniem, co on, do cholery, wyprawia.

– Przepraszam – mruknął, znów myśląc o tym, że ją zawiódł.
–  Napisałam,  że  udała  się  doskonale.  –  Kąciki  jej  ust  drgnęły.  –

Z pewnością była nietypowa. Pierwszy raz w życiu ktoś mi zaproponował
gorącą zupę z mango.

Przez chwilę nie był pewien, czy śmieje się z niego, a potem zdał sobie

sprawę,  że  śmiała  się  z  sytuacji.  I  miała  rację,  to  było  bardzo  zabawne.
O dziwo, mimowolnie odwzajemnił jej uśmiech.

–  Przepraszam.  Chyba  źle  zaczęliśmy  znajomość.  Cześć,  jestem  Ryan

McGregor.

– Georgina Jones, ale wszyscy nazywają mnie Georgie.

background image

Podniosła się z kanapy. Obcisłe dżinsy doskonale podkreślały jej figurę

i  Ryana  nieoczekiwanie  zalało  pożądanie.  Georgie  Jones  była  bardzo
atrakcyjna, a kiedy uścisnęła mu dłoń, znów poczuł tę dziwną więź, która
w  równym  stopniu  zaskoczyła  go,  co  przeraziła.  Nie  spodziewał  się,  że
zareaguje na nią w ten sposób, i nie chciał tego; musi chronić to, co jeszcze
pozostało z jego serca.

– Miałeś dobry dzień? – zapytała.
–  Normalny  –  skłamał.  Musi  odwrócić  jej  uwagę,  zanim  zapyta  go

o jakieś szczegóły. – Jak sobie poradziłaś z Truffle?

– Nie byłam pewna, co jej wolno jeść, więc nie dałam jej kurczaka, ale

na wszelki wypadek odłożyłam dla niej kawałek.

Znowu zrobiła więcej, niż oczekiwał.
– To miło z twojej strony. Truffle będzie zachwycona. Dziękuję.
Wzruszyła ramionami.
–  Nie  umiem  się  opiekować  psami,  ale  pamiętam  o  czekoladzie

i chowam przed nią buty. Jakoś się dogadamy, prawda, Truffle?

Jej uśmiechnięte usta były bardzo ładne – miękkie, ciepłe i zachęcające.

Miał  ochotę  wyciągnąć  rękę  i  przesunąć  kciukiem  po  dolnej  wardze.
Natychmiast odsunął od siebie tę myśl.

– Więc ona jest ze schroniska? – zapytała Georgie.
–  Została  porzucona.  –  Wciąż  rozdzierało  mu  się  serce,  kiedy  o  tym

myślał.  Nie  miał  zamiaru  mówić  nic  więcej,  ale  słowa  popłynęły  wbrew
jego  woli.  –  Bez  obroży,  bez  chipa.  Miała  wtedy  około  sześciu  miesięcy.
Pierwsi  właściciele  chyba  nie  poradzili  sobie  z  opieką  nad  szczeniakiem
i  zostawili  ją  na  odludziu.  Próbowała  znaleźć  drogę  do  domu  i  omal  nie
wpadła  pod  samochód.  Na  szczęście  kierowca  zdążył  wyhamować
i zawiózł ją do schroniska.

– Biedactwo – westchnęła. – Jak długo ją masz?

background image

– Nieco ponad rok.
– A więc ma teraz około półtora roku?
–  Prawie  dwa  lata  –  sprostował  i  wbrew  sobie  mówił  dalej.  Było  coś

w Georgie, w jej poważnych zielonych oczach, co sprawiało, że chciał z nią
rozmawiać;  wydawało  się  to  dziwne,  bo  Ryan  rzadko  się  otwierał  nawet
wobec  przyjaciół.  –  Znaleziono  dla  niej  nowy  dom,  ale  gryzła  rzeczy.
Pierwsi właściciele chyba nie poświęcali jej dość uwagi, dlatego kiedy się
nudzi  albo  jest  zestresowana,  gryzie  rzeczy.  Ludzie,  którzy  ją  wzięli,
naprawdę  chcieli  ją  zatrzymać,  ale  mieli  małe  dzieci,  które  nie  były
zadowolone,  kiedy  pies  rozrywał  na  strzępy  ich  misie,  więc  po  kilku
tygodniach odwieźli ją z powrotem do schroniska i w końcu trafiła do mnie.

– Dobrze, że ją wziąłeś.
To  Truffle  była  wybawieniem  dla  niego.  Clara  zasugerowała,  by  ją

przygarnął,  i  miała  rację,  bo  obecność  psa  naprawdę  pomogła  mu  po
rozwodzie.  Teraz  Truffle  była  jego  jedyną  prawdziwą  rodziną.  Ale  nie
zamierzał opowiadać Georginie o swoim rozwodzie ani o przeszłości.

– To dobry pies, ale z powodu doświadczeń ma problem z zaufaniem. –

Dlatego  Ryan  tak  dobrze  ją  rozumiał.  –  Zamierzałem  kupić  dom,  ale
transakcja nie wypaliła, a w wynajmowanych mieszkaniach przeważnie nie
wolno trzymać zwierząt, szczególnie psa, który może pogryźć meble. A nie
chcę oddawać Truffle do przechowalni dla psów, żeby nie pomyślała, że ja
też  ją  porzuciłem.  Musi  wiedzieć,  że  jej  dom  zawsze  będzie  przy  mnie.
Dlatego Clara pozwoliła mi tu zostać przez jakiś czas.

– To miło z jej strony.
– Cała Clara. Jest fantastyczna.
Georgina przechyliła głowę na bok.
– Jesteście z sobą blisko?

background image

Clara  była  mu  bliższa  niż  większość  ludzi,  dlatego  zabolało  go,  że

przeprowadziła zamianę pracy, nie uzgadniając z nim tego wcześniej. Nie
zdradziła  mu  swoich  uczuć,  a  on  nie  okazał  się  na  tyle  dobrym
przyjacielem, by zauważyć, że coś jest nie tak.

– Jest moją najbliższą przyjaciółką. Jak siostra, której nigdy nie miałem.

Siostra,  której  nigdy  nie  miał.  Clara  domyślała  się,  że  Ryan  czuł  się

równie sfrustrowany wyjazdem Clary jak Joshua jej wyjazdem. Więc może
jeśli ona wesprze Ryana, Clara zrobi to samo dla jej brata.

– Jestem obca i prawie nic nie wiem o psach – powiedziała. – Ale Clara

i  ja  właściwie  zamieniłyśmy  się  na  życie,  więc  musimy  jakoś  ustalić
podział  obowiązków.  Jeśli  naprawdę  jesteś  najgorszym  kucharzem  na
świecie, to nie mam nic przeciwko temu, żeby gotować dla nas obojga, ale
wtedy zmywanie przypadnie tobie.

Przez  całe  lata  to  ona  zajmowała  się  wszystkim  w  domu;  teraz

odpowiadało jej wyłącznie partnerstwo na równych prawach.

–  Myślę,  że  to  sprawiedliwy  podział.  Clara  i  ja  mieliśmy  grafik.

Możemy go dostosować do naszych potrzeb.

– W porządku. Zaopatrzyłam lodówkę. Nie byłam pewna, co kupić, bo

nie  wiedziałam,  czy  jadasz  mięso  i  czy  masz  jakieś  alergie.  Jeśli  nie
odpowiada  ci  mój  kurczak,  to  mogę  zrobić  makaron  z  sosem
pomidorowym.

–  Kurczak  z  warzywami  jest  jak  najbardziej  w  porządku.  Nie  mam

żadnych  alergii  i  nie  jestem  wybredny.  Dziękuję.  Oddam  ci  połowę
pieniędzy albo dasz mi listę i ja zrobię następne zakupy.

–  Dobrze.  Podgrzeję  kolację.  Do  zobaczenia  za  chwilę  –  powiedziała

i zniknęła na górze.

background image

Przy kolacji był cichy i zdystansowany. Georgie po raz ostatni dzieliła

dom z kimś, kogo nie znała, w studenckich  czasach, ponad dekadę temu.
Prowadzenie rozmowy było wtedy o wiele łatwiejsze: można było zapytać
współlokatorów  o  ich  rodzinne  miasto,  o  to,  co  zdawali  na  maturze  i  co
studiują, a potem rozmowa przechodziła na muzykę, telewizję i filmy. Nie
mogła zadać takich pytań Ryanowi; wydawały się zbyt wścibskie.

Miała jednak dobrą wymówkę na wieczór.
– Jutro mam ranny dyżur, więc idę się położyć.
–  Ja  mam  popołudniowy  –  odparł.  –  Mógłbym  cię  rano  odwieźć  do

szpitala,  ale  nie  jeździ  tu  żaden  autobus,  więc  potem  nie  miałabyś  czym
wrócić i musiałabyś czekać na koniec mojej zmiany.

– Poradzę sobie. Zrobiłam dzisiaj rekonesans. Do zobaczenia jutro.
– Do zobaczenia.
Nie był już tak szorstki jak poprzedniego dnia, ale z pewnością coś go

gnębi.  W  jego  szarych  oczach  widziała  cierpienie.  Ale  nie  miała  ochoty
tego roztrząsać. Prawie jej nie znał, więc nie zamierzał jej się zwierzać.

W  każdym  razie  jutro  zaczyna  pracę.  Gdy  znajdzie  się  w  szpitalnym

otoczeniu, poczuje się znacznie lepiej.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Poranek  był  piękny.  Niebo  tuż  przed  świtem  znaczyły  smugi  koloru.

Georgie  bez  problemu  znalazła  miejsce  na  parkingu  przed  szpitalem.
Ordynator  pediatrii  przedstawił  ją  współpracownikom,  sekretarka  dała  jej
kopię grafiku i Georgie od razu zabrała się do pracy.

–  Jestem  Parminder,  ale  wszyscy  nazywają  mnie  Parm  –  uśmiechnęła

się do niej pielęgniarka oddziałowa. – Dzisiaj będziemy razem dyżurować
w izbie przyjęć. Witamy w St Christopher’s.

–  Dziękuję.  –  A  zatem  nie  wszyscy  w  szpitalu  są  tak  nieuprzejmi  jak

Ryan.  Georgie  poczuła  ulgę.  –  Jestem  Georgina,  ale  wszyscy  nazywają
mnie Georgie.

– Rozejrzałaś się już po okolicy, Georgie?
– Trochę. Tu jest zupełnie inaczej niż w Londynie. Nie spodziewałam

się, że będę mieszkać na takim odludziu – przyznała.

Parminder uśmiechnęła się.
– Na szczęście dzielisz dom z Ryanem. To przemiły człowiek.
Czy na pewno mówiła o tym samym mężczyźnie? Ryan w żadnym razie

nie był przemiły. Poprzedniego wieczoru trochę się przed nią otworzył, ale
zdawało  się,  że  w  ogóle  nie  ma  poczucia  humoru,  a  ona  przez  cały  czas
miała wrażenie, że stąpa po skorupkach jajek.

– Aha – odrzekła niezobowiązująco.
– Doskonale sobie radzi z personelem. Studenci go uwielbiają.
Chyba tylko dlatego, że jest przystojny, pomyślała Georgie.

background image

– Zawsze ma czas, żeby im wszystko wyjaśnić, i traktuje pielęgniarki

z szacunkiem, a nie jak istoty niższego rzędu – wyjaśniła Parm.

Ha. Ją traktował jak istotę niższego rzędu.
–  Ale  od  czasu  rozwodu  stał  się  bardziej  wycofany.  I  chyba  jeszcze

nikogo sobie nie znalazł. – Parminder zmarszczyła nos. – Przepraszam. Nie
powinnam plotkować.

– Nie martw się, nie powtórzę mu tego – zapewniła Georgie.
–  Miał  okropny  weekend…  i  nie  mam  na  myśli  twojego  przyjazdu  –

dodała Parminder pośpiesznie. – Mówię o tym biednym dziecku z soboty.

– O dziecku?
–  Nic  ci  nie  powiedział?  –  Parminder  skrzywiła  się.  –  Mieliśmy  tu

dziecko z nieprzypadkowym urazem głowy.

Georgie  zastygła.  To  jest  najgorszy  koszmar  każdego  pediatry.  Naraz

wszystkie  części  układanki  trafiły  na  swoje  miejsce  i  zrozumiała,  że  jej
znajomość z Ryanem zaczęła się w bardzo niefortunnym momencie.

–  Musiał  tu  przyjść  wczoraj,  żeby  porozmawiać  z  policją  –  ciągnęła

Parminder.  –  O  czymś  takim  nie  można  przestać  myśleć.  Ciągle  się
zastanawiasz,  czy  można  było  zrobić  coś  więcej,  chociaż  nie  sądzę,  żeby
ktokolwiek mógł zrobić więcej niż on.

– Dziecko nie przeżyło? – Musiała o to zapytać.
Parminder potrząsnęła głową.
– Bardzo mi przykro. – Georgie poczuła wyrzuty sumienia. McPonurak.
Nie potraktowałaby go tak chłodno, gdyby wiedziała, że   miał za sobą

okropny  dzień.  Nic  dziwnego,  że  nie  potrafił  nawet  dopilnować  grzanki
z  serem.  Ona  tymczasem  założyła,  że    jest  niezadowolony  z  jej  obecności
i celowo wszystko jej utrudnia. Ale z drugiej strony, skąd mogła wiedzieć?
Nie potrafi przecież czytać w myślach.

background image

– Chodźmy do pacjentów – powiedziała z uśmiechem.
Przypadki tego ranka były podobne do tych, z jakimi miała do czynienia

na  oddziale  w  Hampstead:  wysypki,  urazy  głowy,  złamanie  nadgarstka
i  pierwsze  w  tym  sezonie  zapalenie  oskrzelików,  ale  Georgie  miała
trudności ze zrozumieniem edynburskiego akcentu i wciąż musiała prosić
zestresowanych rodziców, by coś powtórzyli.

Nowi  koledzy  byli  mili  i  zabrali  ją  z  sobą  na  lunch  do  stołówki  dla

personelu, ale ich też trudno było zrozumieć. Czy wszyscy Szkoci mówią
tak szybko? Rozmowy toczyły się wokół piłki nożnej i rugby – Georgie nic
nie wiedziała o żadnym z tych sportów – albo dotyczyły ludzi, których nie
znała, i Georgie stawała się coraz bardziej milcząca.

Jak ma tu przetrwać sześć miesięcy? W Londynie wszyscy rozmawiali

o filmach, muzyce i dżinie. Tam czuła się na swoim miejscu, a tutaj była
obca. Pomyślała, że będzie musiała dowiedzieć się czegoś o piłce nożnej.
A jutro przyniesie jakieś ciastka. Chyba powinna była zrobić to dzisiaj.

Wracając  do  domu,  zatrzymała  samochód  przy  sklepie  na  farmie

i oczywiście zastała tam Truffle.

– Na pewno nie masz nic przeciwko temu, żeby ją zabrać? – zapytała

Janie. – Ryan wspominał rano, że nie jesteś przyzwyczajona do psów.

–  Poradzę  sobie  –  powiedziała  z  uśmiechem.  Zawsze  może  potem

odkurzyć samochód z psiej sierści.

– Nie miałam okazji jej wyprowadzić. Czy mogłabyś…?
To  nie  może  być  trudniejsze  niż  poprzedniego  dnia.  Teraz  w  każdym

razie lepiej wiedziała, czego się spodziewać.

–  W  takim  razie  wezmę  też  torebki  na  odchody,  bo  nie  wiem,  gdzie

Ryan je trzyma.

–  Nie  ma  problemu.  Proszę.  –  Janie  wręczyła  jej  rolkę.  –  Na  koszt

firmy. Są biodegradowalne.

background image

Truffle z ochotą wskoczyła do samochodu. Georgie zostawiła w domu

zakupy  i  wyprowadziła  ją  na  spacer.  Wróciła  przed  zmrokiem,  upiekła
blachę brownie i przygotowała warzywne chili.

– Trudno znaleźć przyjaciół, kiedy się nawet nie rozumie, co mówią –

powiedziała  do  psa.  –  Poza  tym  oprócz  Parminder  chyba  nikt  tam  nie
wierzy, że będę w stanie zastąpić Clarę.

Truffle szturchnęła ją nosem. Georgie uśmiechnęła się i podrapała ją po

czubku głowy.

– Masz rację. Jutro jest następny dzień.
Podgrzała  pół  paczki  ryżu  do  swojej  porcji  chili,  a  psu  dała  karmę

znalezioną w szafce. Potem usiadła na kanapie i zaczęła przerzucać kanały
w telewizorze. Pies zwinął się w kłębek obok niej.

– Nie mam pojęcia, czy wolno ci tu siedzieć – stwierdziła – ale jeśli nie

powiesz Ryanowi, to ja też nie.

Bliskość  ciepłej  Truffle  była  zaskakująco  przyjemna.  Gdyby  ktoś  jej

powiedział  pięć  lat  wcześniej,  że  towarzystwo  psa  będzie  jej  sprawiać
radość, roześmiałaby się na głos, ale Truffle szybko znalazła drogę do jej
serca.

Ryan wrócił dwie godziny później.
– Dobry wieczór – powitała go.
– Dobry wieczór. Dziękuję za odebranie Truffle. Janie dała mi znać.
–  Nie  ma  problemu.  Zrobiłam  warzywne  chili.  W  lodówce  jest  pół

paczki ryżu do mikrofalówki, a na talerzu ciasto.

– Od Janie?
–  Nie.  Upiekłam,  żeby  wziąć  jutro  na  oddział,  ale  pilnowałam,  żeby

Truffle  nie  dobrała  się  do  czekolady.  –  Urwała  na  chwilę.  –  Parm
opowiedziała mi, co się stało w sobotę.

background image

– Tak – odrzekł i jego twarz się ściągnęła.
– To musiało być dla ciebie trudne.
– Tak.
Złożyła ramiona na piersi.
– Próbuję być miła.
– Jestem facetem. – Wzruszył ramionami.
– A faceci nie rozmawiają o takich rzeczach? To głupie. – Potrząsnęła

głową. – Rozmowa to dobry zawór bezpieczeństwa. Pomaga sobie poradzić
ze sprawami, od których serce się rozdziera.

Ryan zatrzymał na niej spojrzenie.
– Albo sprawia, że   przeżywamy je ponownie.
–  Jak  wolisz.  Ale  kiedy  zjesz,  poczujesz  się  lepiej.  Aha,  nakarmiłam

Truffle.  Sprawdziłam  na  opakowaniu,  ile  wynosi  porcja  dla  psa  jej
wielkości. Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic złego.

– Dziękuję. – Wydawał się zaskoczony.
– Nie mogłam przecież dać jej warzywnego chili – zauważyła sucho.
– Nie. Cebula i czosnek są toksyczne dla psów.
– Czy na Clarze też odreagowywałeś złe dni?
–  Ja…  –  Na  chwilę  przymknął  oczy.  –  Nie.  Przepraszam.  Nie

powinienem tego robić.

W każdym razie potrafił to przyznać. Charlie nigdy nie przyznawał się

do błędu.

– Usiądź. Nastawię mikrofalówkę, a ty mów. Inaczej nie wyrzucisz tego

z myśli i nie będziesz mógł zasnąć.

– Jesteś apodyktyczna – stwierdził.
– Czasami tak trzeba – przyznała i po chwili postawiła przed nim talerz.

background image

Przez  kilka  minut  słyszała  tylko  jego  pełne  aprobaty  pomruki.  Kiedy

talerz był pusty, złożyła ramiona na piersi.

–  Nie  dostaniesz  ciasta,  dopóki  nie  zaczniesz  mówić.  A  chcę  ci

powiedzieć, że robię doskonałe brownie. Wiele byś stracił.

– Uhm.
– A może polać ci ciasto gorącym sorbetem z mango?
Obawiała  się,  że  posunęła  się  za  daleko,  ale  Ryan  się  zaśmiał.  Bez

ponurej  miny  był  bardzo  przystojny,  przystojniejszy  nawet  od  Charliego
w czasach, kiedy była młoda i głupia i zakochała się w nim po uszy. Szare
oczy  rozjaśniły  się  i  straciły  kamienny  wyraz,  twarz  całkowicie  się
zmieniła, usta stały się miękkie i kuszące.

–  Rezygnuję  z  gorącego  mango,  ale  poproszę  brownie.  –  Urwał  na

chwilę.  –  Sobota  była  ponura.  Parm  powiedziała  ci,  że  dziecko  nie
przeżyło?

Georgie skinęła głową.
– Nie ma nic gorszego niż kiedy umiera dziecko. Człowiek jest wtedy

wściekły  i  bezradny,  wszystko  naraz.  Rodzice  byli  młodzi  i  nie  dostali
odpowiedniego  wsparcia.  –  Na  chwilę  przymknął  oczy.  –  Po  części
chciałbym,  żeby  już  nigdy  nie  wyszli  z  więzienia.  Nienawidzę  tracić
pacjentów,  a  w  takich  okolicznościach  to  jest  jeszcze  gorsze.  Ale  nie  jest
moją sprawą ich osądzać. Kiedy dziecko nie przestaje płakać, rodzic nie śpi
od  tygodni  i  nie  ma  pojęcia,  co  zrobić,  żeby  się  uspokoiło,  jest
sfrustrowany, nieszczęśliwy i zdesperowany, to może się zdarzyć, że zrobi
coś,  czego  by  nie  zrobił  w  normalnym  stanie  umysłu.  Jeśli  w  porę  nie
poprosi  o  pomoc  lub  nie  wie,  jak…  –  Odetchnął.  –  W  każdym  razie  ten
młody człowiek już do końca życia będzie ponosił konsekwencje tego, co
zrobił.  Rodzina  w  strzępach,  trzeba  zorganizować  pogrzeb.  Wszyscy
przegrali.

background image

– Co się stało? – zapytała cicho.
–  Rodzice  go  przywieźli.  Powiedzieli,  że  dostał  drgawek  i  nie  mają

pojęcia, co robić. Próbowałem się dowiedzieć, czy coś takiego zdarzało się
wcześniej,  czy  były  jakieś  sygnały  ostrzegawcze,  które  przeoczyli,  może
coś  w  historii  rodziny…  a  potem  matka  się  załamała.  Okazało  się,  że
dziecko  ciągle  budziło  ich  w  nocy  i  kiedy  rano  zaczęło  płakać,  ojciec
wszedł do pokoju… i zaczął nim potrząsać.

Georgie  poczuła  mdłości.  Jedna  chwila  utraty  panowania  nad  sobą,

a  potem  konsekwencje  na  całe  życie.  Czy  ci  ludzie  będą  w  stanie
kiedykolwiek wybaczyć sobie samym, lub sobie nawzajem?

–  Badanie  wzroku  wykazało  krwotok  siatkówkowy,  ale  badania  krwi

nie  wykazały  żadnych  zaburzeń  krzepnięcia  krwi  ani  genetycznych  –
ciągnął cicho Ryan.

Wiedziała, co powie dalej.
– A tomografia wykazała krwiak podtwardówkowy i obrzęk mózgu? –

Razem  z  krwotokiem  siatkówkowym  ta  triada  zwykle  wskazywała  na
nieprzypadkowe obrażenia.

– Chirurg próbował zastosować sztuczny drenaż, żeby zmniejszyć ucisk

na  mózg,  ale…  –  Ryan  potrząsnął  głową.  –  Musimy  bardziej  wspierać
rodziców.  Nauczyć  ich,  że  warto  prosić  o  pomoc  i  że  dziecko  nie  będzie
płakać wiecznie, nawet jeśli tak się wydaje. A kiedy mają już dość, należy
po  prostu  położyć  dziecko  bezpiecznie  w  łóżeczku  i  odejść  na  dziesięć
minut,  dać  sobie  szansę  na  ochłonięcie.  Zadzwonić  do  kogoś,  robić
ćwiczenia oddechowe, śpiewać, rzucić poduszką, cokolwiek, co pomoże się
uspokoić i nie będzie stanowić zagrożenia dla dziecka.

–  Masz  rację  –  powiedziała  cicho  i  uścisnęła  jego  dłoń.  –  Tak  mi

przykro.

background image

–  Mnie  też.  Przepraszam,  że  nie  byłem  dla  ciebie  miły,  kiedy  tu

przyjechałaś.

– Miałeś za sobą koszmarny dzień i nie spodziewałeś się mnie. Ja też

nie byłam dla ciebie miła.

– Doktor Nadęta…
Otworzyła szeroko oczy.
– Tak mnie nazwałeś? Cóż, ty dla mnie byłeś McPonurakiem.
– McPonurak? – Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
Przez chwilę miała wrażenie, że zaraz zacznie się kolejna sprzeczka, ale

Ryan skinął głową.

–  Masz  rację.  Czułem  się  nieszczęśliwy  i  winny,  bo  pomyliłem  datę

twojego  przyjazdu,  a  potem  było  już  tylko  gorzej.  Im  bardziej  wyniośle
mnie traktowałaś, w tym większą złość wpadałem.

– I na odwrót. Chyba powinniśmy zacząć wszystko od początku.
–  Ale  ja  naprawdę  nie  jestem  dobrym  kucharzem  –  ostrzegł.  –  Kiedy

była moja kolej przygotować kolację, kupowałem gotowe posiłki w sklepie
Janie.  Były  równie  dobre  jak  domowe,  ale  ja  umiem  tylko  włączyć
mikrofalówkę.

–  Jakoś  to  rozwiążemy  –  obiecała  i  wreszcie  podsunęła  mu  talerz

z  ciastem.  –  Proszę.  Z  tego,  co  mówiła  Parm,  nie  można  było  zrobić  nic
więcej, niż zrobiłeś.

–  To  wcale  mi  nie  poprawia  samopoczucia.  Nie  uratowałem  tego

dziecka.

–  Każdemu  z  nas  zdarzyło  się  coś  takiego  –  powiedziała  cicho.  –  Są

przypadki, w których po prostu nie da się nic zrobić, choćbyśmy najbardziej
się starali.

background image

–  Czy  dlatego  tu  przyjechałaś?  Chciałaś  uciec  od  wspomnień

z Londynu?

Patrzył na nią z zaciekawieniem.
– Miałam osobiste powody.
– Uhm. – Wyraźnie czekał na ciąg dalszy i Georgie w końcu uległa.
–  Dobrze,  powiem  ci  prawdę,  ale  musisz  mi  dać  słowo  lekarza,  że  to

zostanie między nami. A także, że nie będziesz się nade mną litował.

Z zaskoczeniem skinął głową.
– W porządku. Masz moje słowo.
Zastanowiła się, czy to wystarczy. Prawie go nie znała i wiedziała, że

nie może polegać na własnej intuicji, która nie ostrzegła w porę, że mąż ją
okłamywał. Ale słyszała, co mówili o Ryanie koledzy w pracy i sąsiadka,
i zdecydowała się zaryzykować.

–  Kocham  swoją  pracę,  rodzinę  i  przyjaciół,  ale  w  zeszłym  roku

straciłam męża. Był lekarzem, brał udział w misji ratunkowej po trzęsieniu
ziemi i zginął w osuwisku.

Nie  potrafiła  się  zmusić,  by  powiedzieć  mu  o  dziecku,  które  miała

urodzić  kochanka  jej  męża.  Lepiej  poprzestać  na  uproszczonej  wersji
prawdy.

– Wszyscy w pracy okazywali mi mnóstwo życzliwości, ale miałam już

dość  tego,  że  traktowali  mnie  jako  „tę  biedną  Georgie”.  To  mnie
przytłaczało.  Wiem,  że  chcieli  dobrze,  ale  ta  litość  po  prostu  mnie  dusiła
i  musiałam  się  od  tego  oderwać.  Dlatego  zdecydowałam  się  wyjechać
z Londynu.

Ryan  doskonale  ją  rozumiał.  On  również  tak  się  czuł  po  rozpadzie

swojego małżeństwa. Wszyscy byli dla niego bardzo mili, a on czuł się do
gruntu nieszczęśliwy. Dobrze pamiętał, jak rozmowy cichły, gdy wchodził
do pomieszczenia, pamiętał spojrzenia pełne współczucia.

background image

– Rozumiem – powiedział cicho. – I nie będę cię o nic wypytywał. To

nie moja sprawa.

– Dziękuję.
Śmierć męża najwyraźniej była dla niej bolesnym tematem, ale Georgie

w  pewien  sposób  wyświadczyła  im  obojgu  przysługę:  dała  mu  kolejny
powód, by zachować między nimi emocjonalny dystans. Coś w Georginie
Jones bardzo go pociągało i sprawiało, że czuł się jak nastoletni chłopak,
który zadurzył się po raz pierwszy w życiu. A to nie było dobre.

Nie  nadawał  się  do  związków.  Miał  już  na  koncie  jeden  rozwód

i wiedział, że w dużej mierze sam był winien rozpadu swojego małżeństwa.
Nie  dopuścił  Zoe  wystarczająco  blisko  i  nie  potrafił  odłożyć  na  bok
własnych uczuć, by dać jej rodzinę, o jakiej marzyła. Georgie najwyraźniej
opłakuje swojego zmarłego męża i nie potrzebuje komplikacji związanych
z mężczyzną, który nie potrafi sobie poradzić z własnym sercem.

– Nie jestem Clarą, więc czy to, że mieszkamy w jednym domu, będzie

dla ciebie jakimś problemem?

–  Jestem  rozwiedziony  i  nie  szukam  partnerki,  więc  będziesz  ze  mną

bezpieczna.  Zajmiesz  pokój  Clary  i  każde  z  nas  będzie  miało  własną
łazienkę.

– Dziękuję. Ja też nie szukam partnera, więc ty również jesteś ze mną

bezpieczny.

Dlaczego  zatem  wcale  nie  poczuł  się  bezpieczny?  Co  takiego  jest

w  Georginie  i  jej  jasnozielonych  oczach,  co  nakazało  mu  jak  najszybciej
zbudować dodatkowy mur wokół własnego serca? Otrząsnął się.

– Dobrze. Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, może uda nam się znaleźć

sposób na zgodne współistnienie.

Uniosła kubek z kawą.
– Wypiję za to.

background image

–  Skoro  już  za  coś  pijemy,  to  mam  lepszy  pomysł  –  stwierdził

w  przypływie  lekkomyślności,  po  czym  wyjął  z  szafki  butelkę  i  dwie
szklanki. Postawił je na stole i przyniósł dzbanuszek wody.

– Nie przepadam za whisky – powiedziała.
– To nie jest to, co można dostać w supermarketach, tylko odpowiednio

dojrzały  single  malt.  Wypij  łyk,  a  potem  spróbuj  dodać  odrobinę  wody.
Smak stanie się gładszy i ujawnią się subtelne nuty.

– Mam ci zaufać, bo jesteś lekarzem? – zapytała cierpko.
–  Coś  w  tym  stylu.  –  Nalał  niewielką  ilość  bursztynowego  płynu  do

dwóch szklanek i podał jej jedną. – Za wspólne mieszkanie.

– Za wspólne mieszkanie – powtórzyła i upiła niewielki łyk. Kiedy się

skrzywiła, dolał nieco wody do jej szklanki.

– Spróbuj teraz.
– Och, teraz to zupełnie co innego – zauważyła z zaskoczeniem. – Teraz

jest całkiem niezłe. Trudno uwierzyć, że odrobina wody może sprawić taką
różnicę.

–  Nie  będę  cię  zanudzać  szczegółami,  ale  jeden  z  moich

współlokatorów na uniwersytecie był chemikiem – wyjaśnił Ryan. – Pisał
pracę o dymieniu whisky i o wszystkim, co wpływa na jej smak, i testował
swoje teorie na współmieszkańcach.

– Studiowałeś w Edynburgu?
– Tak, staż też odbyłem tutaj. A ty pewnie w Londynie?
– Tak. Poszłam w ślady mojego brata. Teraz z nim pracuję. Formalnie

jest moim szefem.

– I nie miał nic przeciwko tej zamianie?
–  Trochę  się  o  to  pokłóciliśmy  –  przyznała.  –  Uważał,  że  popełniam

błąd.

background image

– A ty tak nie myślałaś?
– Nie. Potrzebowałam zmiany. Chociaż mam wyrzuty sumienia, że go

zostawiłam.

– Clara jest świetną lekarką i potrafi się dogadać z każdym.
– Nie chodzi mi o pracę. Pomagam Joshui wychowywać Hannah, jego

córkę. Jest samotnym tatą. Ma nianię, ale jestem przy nim zawsze, gdy tego
potrzebuje.  Mieszka  w  tym  samym  budynku  co  ja,  dwa  piętra  wyżej.  –
Przygryzła wargę. – Czuję się winna, że ich opuściłam. Ale gdybym została
w Londynie, oszalałabym.

Wiedział,  o  czym  Georgie  mówi.  Jemu  w  najgorszych  chwilach

pomogła Truffle – wtedy, gdy cierpiał, czuł się samotny i zastanawiał się,
dlaczego nie potrafi być mężczyzną, jakiego potrzebowała jego żona. Ale
teraz już się z tym pogodził. Był tym, kim był, a jeśli to miałoby oznaczać
samotne życie, to trudno.

– Czasami musisz zrobić  to, co jest  dla  ciebie  dobre,  nawet  jeśli  ktoś

inny na tym ucierpi. – To właśnie zrobiła Clara. – Twój brat ci wybaczy.
Skoro  pracowaliście  razem,  musiał  widzieć,  jak  ta  cała  litość  cię
przygnębia.

– Może. – Ziewnęła i zaczerwieniła się. – Przepraszam. To z powodu

whisky albo wiejskiego powietrza. A jutro znów mam ranny dyżur. Idę do
łóżka.

Wyobraził  ją  sobie  zwiniętą  w  kłębek  pod  kołdrą,  z  włosami

rozrzuconymi na poduszce – na jego poduszce. Na litość boską, jest już za
stary na takie porywy pożądania. Zamierzał je po prostu zignorować. Nic
się między nimi nie wydarzy. Georgie jest wdową, nie zakończyła jeszcze
żałoby  i  powiedziała  mu  jasno,  że  nie  szuka  związku.  On  też  nie  chciał
związku; nie miał zamiaru narażać się na kolejną porażkę.

background image

Musi więc jak najszybciej znaleźć dom, który nadawałby się dla niego

i Truffle, i trzymać Georgie na dystans.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

–  Twoja  nowa  współlokatorka  jest  bardzo  cicha  –  stwierdził  Alistair,

jeden z młodszych lekarzy, we wtorek rano, kiedy pili kawę w kuchence dla
personelu.

– Georgina jest w porządku – odparł Ryan.
– Ale to nie to samo co Clara, prawda? Nie jest duszą towarzystwa.
–  Dopiero  tu  przyjechała.  Daj  jej  trochę  czasu,  żeby  mogła  do  nas

przywyknąć. Najważniejsze jest to, jak sobie radzi z dziećmi – przypomniał
mu Ryan.

– Tak, i z rodzicami – zgodził się Alistair.
Jednak  Ryanowi  dało  to  do  myślenia.  Wejście  w  nowe  środowisko

z  pewnością  nie  jest  łatwe,  a  on  nie  zrobił  żadnego  wysiłku,  by  powitać
Georgie; nie przygotował nawet powitalnej kolacji, choć obiecał to Clarze.

Georgina wczoraj była dla niego bardzo miła, więc teraz nadeszła jego

kolej  okazać  jej  trochę  życzliwości.  Mógłby  chyba  zorganizować  jakieś
wieczorne wyjście albo coś w tym stylu, żeby poczuła się tu mile widziana.

Przypadek  Jasmine  zaniepokoił  Georgie.  Mała  miała  zaledwie  półtora

dnia  i  nie  sprawiała  problemów  przy  karmieniu,  więc  poprzedniego  dnia
wróciła z mamą do domu, ale inaczej niż większość noworodków przespała
całą pierwszą noc, a rankiem nie otwierała oczu i wydawała się pogrążona
w letargu.

Podczas  wizyty  położnej  następnego  dnia  Jasmine  nie  chciała  jeść,

a potem zaczęła drżeć. Zgodnie z radą położnej, rodzice Jasmine przywieźli

background image

dziewczynkę do szpitala.

Stan  małego  dziecka  może  się  pogorszyć  błyskawicznie  i  Georgie

poczuła  się  bardzo  zaniepokojona,  gdy  zauważyła,  że    oddech  Jasmine
przyśpiesza. Mogło to być odwodnienie, nieprawidłowy poziom cukru we
krwi  albo  jakiś  wirus,  ale  najważniejsze  w  tej  chwili  było  wspomaganie
oddechu.

Zadzwoniła  na  oddział  neonatologiczny,  by  przygotowano

monitorowane  stanowisko  dla  dziecka,  i  zleciła  długą  listę  badań,  które
jednak  nie  wykazały  niczego  niepokojącego.  Nie  było  odwodnienia,
żadnych  problemów  z  poziomem  cukru  we  krwi  ani  niczego  równie
oczywistego.  O  co  zatem  chodzi?  Może  to  jakaś  alergia?  Potrzebowała
pomocy kogoś bardziej doświadczonego, poszła zatem do Ryana.

– Czy mogę ci na chwilę przeszkodzić?
Podniósł wzrok znad biurka.
– W czym mogę pomóc?
– Mam rodziców z bardzo chorym dzieckiem i nie wiem, co mu jest.

Masz  większe  doświadczenie  niż  ja,  więc  może  zauważysz  coś,  co
przeoczyłam.

Pokiwał  głową  i  spojrzał  na  nią  wyczekująco.  Opowiedziała  mu

o objawach Jasmine.

– Profilaktycznie kazałam jej podać antybiotyk na wypadek, gdyby to

była infekcja bakteryjna, ale nie reaguje. Twarz ma opuchniętą, jej stan się
pogarsza i nie wiem dlaczego, bo żadne badania nic nie wykazały.

– Opuchnięta twarz – powtórzył z namysłem. – Biorąc pod uwagę, że to

noworodek  w  postępującym  letargu,  może  to  być  zaburzenie  cyklu
mocznikowego. To dość rzadka choroba, zdarza się może raz na sto tysięcy
dzieci, więc w Wielkiej Brytanii jest jakieś sześć czy siedem przypadków
rocznie. Spróbuj ją zbadać pod kątem kwasicy argininobursztynianowej.

background image

– Mam zbadać jej krew na obecność amoniaku? – upewniła się. Ryan

skinął głową. – Zrobię to, dziękuję.

– Daj mi znać. Już prawie pora lunchu, więc może pójdziemy razem na

jakąś kanapkę?

Tego  zupełnie  się  nie  spodziewała.  W  domu  starał  się  jej  unikać.

Czyżby  przeszedł  jakąś  metamorfozę?  A  może  to  właśnie  był  prawdziwy
Ryan,  ten,  którego  wszyscy  koledzy  w  pracy  uwielbiali?  Postanowiła  dać
mu szansę.

–  O  ile  powiesz  mi  wszystko,  co  wiesz  o  kwasicy

argininobursztynianowej.  W  innym  wypadku  spędzę  przerwę  na
poszukiwaniu informacji w internecie.

– Zleć badania i wstąp po mnie. Zanim będą wyniki, wystarczy ci czasu

na kawę i kanapkę, a ja ci wszystko opowiem.

Zleciła badania i zeszli razem do stołówki.
–  Jak  sobie  tu  radzisz  poza  tym,  że  zdarzył  ci  się  przypadek,  który

każdego lekarza wprawiłby w lekką panikę? – zapytał.

–  Dobrze.  Zaczynam  już  rozumieć  tutejszy  akcent,  jeśli  ludzie  nie

mówią zbyt szybko. I zdaje się, że powinnam dowiedzieć się czegoś o piłce
nożnej.

– Tylko ostrożnie wybieraj drużynę, której będziesz kibicować.
– Może wybrać londyńską? – zapytała z nadzieją.
– W takim razie masz do wyboru co najmniej tuzin klubów – zaśmiał

się.

–  Zrobię  sobie  listę  i  rzucę  monetą.  A  teraz  powiedz  mi  coś  o  tej

kwasicy.

–  To  cecha  autosomalna  recesywna.  Organizm  dziecka  nie  wytwarza

enzymu liazy argininobursztynianowej.  Oznacza to, że albo oboje rodzice

background image

są  nosicielami  choroby,  albo  u  jednego  z  nich  wystąpiła  ona  w  późnej
postaci.

–  Więc  jest  prawdopodobieństwo  jeden  do  dwóch,  że  dziecko  będzie

nosicielem  genu,  jeden  do  czterech,  że  będzie  chore  i  również  jeden  do
czterech, że urodzi się zupełnie zdrowe – obliczyła.

Ryan pokiwał głową.
–  Objawy  zwykle  pojawiają  się  zaraz  po  urodzeniu,  ale  mogą  zostać

niezauważone przez kilka dni. W mniej dotkliwej postaci choroba może się
ujawnić  później  w  dzieciństwie  albo  nawet  w  dorosłym  wieku.  Brak
enzymu powoduje nadmiar amoniaku we krwi.

–  A  to  z  kolei  powoduje  uszkodzenia  centralnego  układu  nerwowego.

Dlatego Jasmine była ospała, odmawiała jedzenia i oddychała za szybko –
zamyśliła się Georgie.

– Sprawdziłbym jej wątrobę – podsunął Ryan. – Jeśli okaże się, że to

kwasica argininobursztyninowa, czy chciałabyś, żebym był przy rozmowie
z rodzicami?

–  Nigdy  wcześniej  nie  zetknęłam  się  z  tą  chorobą,  więc  byłabym  ci

wdzięczna.

–  Ja  widziałem  tylko  jeden  przypadek,  jeszcze  na  studiach.  Tamto

dziecko  wciąż  regularnie  nas  odwiedza.  To  powinno  podnieść  rodziców
Jasmine na duchu.

– Czy istnieje jakaś grupa wsparcia?
– Tak. Skierujemy tam rodziców.
– Dziękuję ci. – Dopiła kawę. – Nie chciałabym być nieuprzejma, ale

wrócę już na oddział. Nie uspokoję się, dopóki nie zobaczę tych wyników.

Wyniki  dały  odpowiedź:  Jasmine  rzeczywiście  miała  podwyższony

poziom  amoniaku  we  krwi.  Georgie  poszła  na  oddział  neonatologiczny,

background image

zleciła leczenie, a potem znów znalazła Ryana i razem udali się na rozmowę
z rodzicami.

–  Doktor  McGregor  jest  konsultantem  na  naszym  oddziale  i  na

szczęście  widział  już  wcześniej  przypadek  podobny  do  Jasmine,  więc
wiedział,  jakie  badania  należy  zrobić  i  teraz  już  wiemy,  co  jest  nie  tak  –
wyjaśniła.

– Czy ona… czy wszystko będzie w porządku? – zapytał niespokojnie

ojciec dziecka.

– Dostała już leki i mamy nadzieję, że jeszcze dziś jej stan zacznie się

poprawiać – odparł Ryan uspokajająco.

– Więc co się właściwie dzieje? – zapytała mama Jasmine.
–  To  się  nazywa  kwasica  argininobursztynianowa  –  wyjaśniła

Georgie. – Choroba spowodowana niedoborem enzymu.

–  Kiedy  organizm  trawi  białko,  enzymy  rozkładają  je  na  aminokwasy

i  niektóre  z  tych  aminokwasów  zamieniają  się  w  amoniak  –  uzupełnił
Ryan.  –  Normalnie  amoniak  jest  wydalany  z  organizmu  z  moczem,  ale
niedobór enzymu sprawia, że   organizm Jasmine nie może tego zrobić, więc
amoniak gromadzi się we krwi.

– Czy można to wyleczyć? – zapytała matka.
– Tak. Jasmine nadal jest bardzo słaba i będzie musiała tu zostać przez

dwa  tygodnie,  ale  już  wiemy,  co  jej  jest  i  możemy  zapewnić  właściwe
leczenie.

–  Przede  wszystkim  musimy  przefiltrować  jej  krew,  żeby  oczyścić  ją

z  amoniaku  –  powiedział  Ryan  –  a  następnie  trzeba  będzie  znaleźć
odpowiednią równowagę między białkami mleka a lekami, żeby utrzymać
poziom amoniaku pod kontrolą.

– I wszystko będzie dobrze? – zapytał tata Jasmine.
– Mogą się pojawić komplikacje, ale powinno być dobrze.

background image

– Argino… – Mama Jasmine pokręciła głową.
– Kwasica argininobursztynianowa – powtórzyła Georgie.
– Nigdy nie słyszałam o takiej chorobie.
– Bo jest rzadka, zdarza się mniej więcej raz na sto tysięcy urodzeń, ale

dzieci  z  tym  schorzeniem  mogą  prowadzić  normalne  życie  –  zapewnił
Ryan. – Jeszcze na studiach leczyłem w tym szpitalu dziecko z tą chorobą.
Teraz jest w liceum i czuje się dobrze.

– Czy w rodzinie któregoś z was występowały jakieś zaburzenia cyklu

mocznikowego? – zapytała Georgie.

Ojciec Jasmine potrząsnął głową.
– Nic o tym nie wiem, chociaż miałem o sześć lat starszego brata, który

umarł,  kiedy  miał  kilka  dni.  Uznano  to  za  śmierć  łóżeczkową.  –  Na  jego
twarzy odbiło się przerażenie. – Och, nie. Czy to znaczy, że on też miał to
co Jasmine, tę argino…?

– Istnieje taka możliwość – przyznała Georgie – ale różnica polega na

tym, że my wiemy, co to za choroba i leczymy dziecko. Jeśli pana brat też
był na to chory, widocznie nikt go nie zdiagnozował i nie był leczony.

Mama Jasmine sprawiała wrażenie speszonej.
–  Byłam  adoptowana,  więc  nie  wiem,  czy  mogła  coś  po  mnie

odziedziczyć. Nie mam kontaktu z biologiczną rodziną.

Georgie uścisnęła jej dłoń.
–  Nic  nie  szkodzi.  Możemy  przeprowadzić  badania,  żeby  sprawdzić,

czy któreś z was jest nosicielem lub ma problem z tym enzymem. Jeśli tak,
to przy kolejnych dzieciach zbadamy je zaraz po urodzeniu.

– Czuję się tak… – Mama Jasmine westchnęła i urwała.
– Oczywiście, że się przestraszyliście – powiedziała Georgie. – Ona ma

tylko półtorej doby. Ale zrobiliście wszystko, co trzeba.

background image

–  Zapewniliśmy  jej  właściwe  leczenie  i  spodziewamy  się,  że  będzie

skuteczne  –  dodał  Ryan.  –  Muszę  jednak  uprzedzić,  że  kwasica
argininobursztynianowa  czasami  może  powodować  uszkodzenia
neurologiczne.  W  tej  chwili  jest  jeszcze  za  wcześnie,  żeby  o  tym
wyrokować,  ale  może  się  okazać,  że  Jasmine  będzie  się  rozwijać  trochę
wolniej  niż  przeciętne  dziecko.  Później  zacznie  się  obracać,  siadać  i  tak
dalej.

–  Obserwujemy  ją  bardzo  uważnie,  a  kiedy  jej  stan  się  ustabilizuje,

skonsultujemy się z dietetykiem i ustalimy, jakie ilości białka i leków są jej
potrzebne. Będzie jej można podawać lekarstwo doustnie strzykawką, jak
paracetamol.  Ale będzie trzeba monitorować  wszystko,  co je, i regularnie
chodzić na wizyty kontrolne.

– Wydaje się to skomplikowane, ale jest wykonalne – dodał Ryan.
– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy – zapewniła mama Jasmine.
– Wszystko – potwierdził ojciec dziecka.
– To świetnie. Podamy wam również plan działania na wypadek, gdyby

złapała jakiegoś wirusa albo dostała biegunki, co oczywiście wpłynie na jej
dietę  i  metabolizm  –  powiedziała  Georgie.  –  Najważniejsze,  że  nie
będziecie  z  tym  sami.  Możemy  was  skontaktować  z  grupą  wsparcia.
Będziecie  mogli  porozmawiać  z  innymi  rodzicami,  którzy  wcześniej
przeszli przez to, przez co wy przechodzicie teraz. Uspokoją was i udzielą
praktycznych porad.

– Bardzo dziękujemy – powiedziała matka Jasmine. – Czy możemy ją

teraz zobaczyć?

– Oczywiście. Leży pod aparaturą, ale możecie usiąść obok, mówić do

niej, głaskać po głowie i trzymać ją za rękę. To nie to samo co przytulenie,
ale będzie wiedziała, że przy niej jesteście, i poczuje się lepiej.

background image

–  Nasze  pielęgniarki  bardzo  się  cieszą,  gdy  rodzice  angażują  się

w opiekę nad dziećmi. Możecie pomagać przy myciu i zmianie pieluch –
dodał Ryan.

– Zaprowadzę  was i przedstawię  pielęgniarkom  – obiecała Georgie. –

Z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Zanim się obejrzycie, Jasmine wróci do
domu.

Po dyżurze Georgie zajrzała jeszcze na oddział intensywnej opieki nad

noworodkami, by sprawdzić, jak sobie radzi Jasmine, a potem pojechała do
domu.

Znowu padał deszcz. Skręcając w drogę prowadzącą do domu, poczuła

szarpnięcie i samochód zaczął wyraźnie ściągać w lewo.

O nie, pomyślała, tylko nie to. Po raz pierwszy w życiu złapała gumę.

Ojciec  uczył  ją  kiedyś  zmieniać  koło,  ale  niewiele  z  tego  pamiętała.
W dodatku zaczynało się ściemniać.

Zatrzymała  samochód  pośrodku  wąskiej  błotnistej  drogi,  włączyła

światła awaryjne i używając telefonu jako latarki, obejrzała koło po stronie
pasażera. Tak jak się obawiała, przednia opona była przebita; widocznie ją
uszkodziła, przejeżdżając przez dziurę w jezdni.

Otworzyła  bagażnik,  ale  nie  znalazła  tam  zapasowego  koła,  tylko

kompresor  i  butelkę  jakiejś  mazi.  Na  opakowaniu  było  napisane,  że  ten
zestaw  naprawczy  pozwoli  jej  dotrzeć  do  warsztatu  pod  warunkiem,  że
przebicie ma nie więcej niż cztery milimetry i nie znajduje się na bocznej
ścianie  opony.  Zmierzyła  otwór  i  westchnęła  z  desperacją.  Sześć
milimetrów. I co teraz?

Deszcz  przybrał  na  sile,  podobnie  jak  wiatr,  który  wiał  jej  prosto

w  twarz.  Była  przemoczona  do  nitki  i  wyglądało  na  to,  że  utknęła  tu  na
dobre.  Trzęsąc  się  z  zimna,  znów  wsiadła  do  samochodu  i  sięgnęła  po
telefon.

background image

Z  naklejki  na  przedniej  szybie  wynikało,  że  wynajęcie  samochodu

upoważnia ją do skorzystania z pomocy drogowej. Jedna przeszkoda mniej.

Ale ulga nie trwała długo. Usłyszała, że może się spodziewać pomocy

dopiero  za  trzy  godziny.  Trzy  godziny.  Była  zmęczona,  przemoczona,
zziębnięta  i  zaczynała  odczuwać  głód.  Marzyła  o  prysznicu  i  filiżance
herbaty.

Kilka minut później zauważyła światła nadjeżdżającego samochodu i po

chwili rozległ się klakson.

Wyskoczyła  na  zewnątrz,  gotowa  do  przeprosin,  i  rozpoznała  auto

Ryana.

–  Georgie?  Wszystko  w  porządku?  Co  się  stało?  –  zapytał  i  również

wysiadł.

–  Złapałam  gumę.  Dziura  jest  zbyt  duża,  żeby  użyć  zestawu

naprawczego  –  wyjaśniła.  –  Przepraszam,  wiem,  że  blokuję  drogę,  ale
niestety pomoc drogowa dotrze tu dopiero za parę godzin.

– Chcesz, żebym ci zmienił koło?
– Dzięki za propozycję, ale nie mam zapasowego koła, tylko ten zestaw.
–  Ach,  te  uroki  współczesnych  samochodów.  –  Ryan  przewrócił

oczami. – Która to opona?

– Przednia lewa.
Zniknął za samochodem i po chwili znów się pojawił.
– Masz rację, zestaw naprawczy do niczego się tu nie przyda. Posłuchaj,

dobrze  znam  tę  drogę,  więc  łatwiej  mi  będzie  omijać  największe  dziury.
Jeśli chcesz, odprowadzę twój samochód przed dom.

Przygryzła wargę.
–  Ale  czy  to  nie  spowoduje  jeszcze  większych  problemów,  jeśli

pojedziesz na przebitej oponie?

background image

–  Nie,  jeśli  będę  jechał  powoli  i  ostrożnie.  Pojedziesz  za  mną  moim

samochodem i zaczekasz na pomoc w domu.

Oferta brzmiała szczerze i Ryan nie próbował z niej szydzić, więc się

zgodziła. Bez dalszych komentarzy wręczył jej kluczyki, a sam wsiadł do
jej samochodu. Ruszyła za nim i odkryła, że   podczas jazdy słuchał głośnego
rocka.  Spodziewała  się  raczej,  że  jeździ  w  ciszy  albo  słucha  podcastów
o rozwoju medycyny pediatrycznej. Ale muzyka rockowa… To coś, co ich
łączy, chociaż jej upodobania lokowały się bliżej popu.

Z  domu  zadzwoniła  do  pomocy  drogowej  i  poinformowała,  gdzie

znajduje się samochód, a potem poszła pod prysznic. Kiedy wróciła na dół,
Ryan stał przy czajniku.

– Dziękuję za ratunek – powiedziała.
– Nie ma sprawy. Usiądź przy ogniu, przyniosę ci herbatę. Jaką pijesz?
– Średnio mocną, z mlekiem, ale bez cukru.
Gdy usiadła na sofie przy kominku, Truffle zwinęła się u jej stóp, jakby

chciała  je  ogrzać.  Georgie  pogłaskała  ją  po  łbie,  a  pies  polizał  jej  dłoń.
Teraz, gdy była już bezpieczna i trochę się rozgrzała, pomyślała, że może to
szkockie odludzie nie jest takie złe.

Ryan  zajął  się  parzeniem  herbaty.  Kiedy  Georgie  wysiadła

z  samochodu,  wyglądała  na  zagubioną.  Z  trudem  się  powstrzymał,  by  jej
nie objąć i nie obiecać, że wszystko będzie dobrze. Ale wiedział już, że nie
lubiła litości.

Chociaż  właściwie  to  nie  była  litość,  a  coś,  nad  czym  wolał  się  nie

zastanawiać, bo był przekonany, że i tak nie miałoby przyszłości. Georgie
za sześć miesięcy wróci do Londynu, a on nie szuka związku, bo nie chce
znów  zostać  ze  złamanym  sercem.  Co  prawda  była  żona  zarzucała  mu

background image

zupełny brak serca, ponieważ nie okazał zrozumienia, gdy zaczął tykać jej
zegar biologiczny. Ryan jednak zupełnie nie widział siebie jako ojca.

W głębi duszy miał wrażenie, że coś jest z nim nie tak i nie można go

pokochać.  No  dobrze,  matka  zostawiła  go  tylko  dlatego,  że  potrącił  ją
samochód, gdy jechała rowerem, i już nie doszła do siebie po urazie głowy,
ale  po  jej  śmierci  odrzucili  go  dziadkowie,  a  potem  kolejne  rodziny
zastępcze. Miał tylko dwa stałe punkty oparcia w życiu – Clarę, która była
mu bliska jak siostra, oraz Truffle. Ale było mu z tym dobrze. Teraz już nie
został  nikt,  kto  mógłby  go  porzucić,  i  w  głębi  duszy  wcale  nie  czuł  się
samotny. Wcale.

Otrząsnął się w duchu i podał Georgie kubek.
–  Dzięki.  Właśnie  o  tym  marzyłam,  kiedy  stałam  tam  w  deszczu

i patrzyłam na dziurawą oponę.

– Co nowego u Jasmine? – zapytał. To bezpieczny temat.
– Radzi sobie. Miejmy nadzieję, że teraz zacznie wychodzić na prostą.

Jeszcze raz dziękuję za pomoc.

–  Nie  ma  problemu.  –  Po  chwili  dodał:  –  Dobrze  sobie  radzisz

z rodzicami. Potrafisz ich pocieszyć.

– Mam nadzieję. Chociaż przygnębiłam ich diagnozą.
–  To  rzadka  choroba.  Dobrze,  że  przyszłaś  do  mnie  i  poprosiłaś

o pomoc, zamiast narażać pacjenta na ryzyko.

–  Oczywiście,  dobro  pacjenta  zawsze  powinno  być  najważniejsze.

Lepiej poprosić o pomoc kogoś z większym doświadczeniem, niż popełnić
błąd.

Ryanowi  podobała  się  jej  postawa,  podobnie  jak  sama  Georgie.

Uświadamiał to sobie za każdym razem, kiedy na nią patrzył. Na szczęście
wkrótce  pojawiła  się  pomoc  drogowa.  Do  tego  czasu  Ryan  odzyskał

background image

kontrolę nad swymi uczuciami i uznał, że najbardziej odpowiada mu życie
bez żadnych komplikacji.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Następnego ranka Georgie zaparzyła kawę i zrobiła kanapki z bekonem,

by podziękować Ryanowi za pomoc.

–  Mam  nadzieję,  że  pies  nie  żebrał  –  powiedział  Ryan,  spoglądając

surowo na labradora.

–  Nie  masz  chyba  nic  przeciwko  temu,  że  dałam  jej  trochę  bekonu?

Patrzyła na mnie z takim błaganiem w oczach...

– W porządku – uśmiechnął się. – To znaczy, że zaczynasz się do niej

przyzwyczajać.

– A ona do mnie. – Georgie była zaskoczona, gdy zdała sobie sprawę,

jak wielką przyjemność sprawia jej towarzystwo psa. Dlaczego wcześniej
nie przyszło jej do głowy, że mogłaby mieć jakieś zwierzę?

–  Mam  dziś  popołudniowy  dyżur,  więc  wpadnę  po  drodze  do

wypożyczalni, żeby zapytać, czy znajdą dla mnie jakiś inny samochód.

– To dobry pomysł – odrzekł. – Zorganizuję kolację.
– Nie musisz. Zjem coś w szpitalu.
–  Obiecałem  Clarze,  że  przygotuję  ci  powitalną  kolację.  Nie  mam

zamiaru niczego gotować osobiście, kupię u Janie.

Nie  mogła  odmówić,  a  poza  tym,  skoro  w  końcu  zaczęli  się  jakoś

dogadywać, nie chciała ryzykować ponownego nadwerężenia stosunków.

– Dobrze. Dzięki. Nie mam alergii i jadam wszystko.
– Więc haggis dla dwojga?

background image

Georgie  wiedziała,  że  haggis  to  szkockie  danie  narodowe,  rodzaj

puddingu  z  owczego  serca,  wątroby  i  płuc  wymieszanych  z  cebulą,
płatkami owsianymi i łojem. Nigdy tego nie próbowała i nie była pewna,
czy potrafiłaby się zmusić, by to zjeść.

– Ja, hm… – Przygryzła wargę.
–  Nie  mów  nikomu,  ale  ja  też  nie  przepadam  za  haggisem.  –  Ryan

uśmiechnął się.

Kpi  sobie  z  niej?  Spojrzała  na  niego  z  oburzeniem  i  zaczęła  się

zastanawiać,  jak  mogłaby  wyglądać  kolacja  przy  świecach.  W  domku
zapanowałby romantyczny nastrój, a potem Ryan może włączyłby muzykę
i zaczęliby tańczyć…

Och,  litości,  jęknęła  w  duchu.  Naprawdę  musi  wziąć  się  w  garść.

Fantazjowanie na temat współlokatora jest bardzo złym pomysłem.

– Lepiej już pójdę – powiedziała. – Ja przygotowałam śniadanie, więc

ty zmywasz.

Ta  odrobina  bezczelności  wystarczyła,  by  przełamać  czar,  zanim

zdążyła powiedzieć coś głupiego.

Udało  jej  się  załatwić  zamianę  samochodu,  a  dyżur  przebiegał

spokojnie  aż  do  późnego  popołudnia,  kiedy  na  izbę  przyjęć  weszła
zrozpaczona matka z czteromiesięcznym chłopcem.

– Lewis ma gorączkę i wysypkę, która nie ustępuje i… – Gwałtownie

pochwyciła oddech.

– Obejrzyjmy to – powiedziała Georgie łagodnie. – Witaj, młodzieńcze.
Termometr  douszny  pokazał  podwyższoną  temperaturę.  Georgie

delikatnie  rozebrała  dziecko  i  zobaczyła  wysypkę,  która  jednak  nie
wyglądała  na  objaw  zapalenia  opon  mózgowych,  czego  najbardziej
obawiała się matka.

– Od jak dawna jest chory?

background image

– Od jakichś trzech czy czterech dni. Nie chce jeść, trochę kaszle i jest

marudny.  Myślałam,  że  to  przeziębienie,  ale  potem  zobaczyłam  wysypkę
i wpadłam w panikę.

–  Na  razie  mogę  tylko  powiedzieć,  że  to  nie  jest  wysypka

charakterystyczna  dla  zapalenia  opon.  –  Georgie  nie  zamierzała  jeszcze
bardziej  martwić  tej  biednej  kobiety,  mówiąc  jej,  że  zapaleniu  opon
mózgowych nie zawsze towarzyszą zmiany skórne. – Czy zauważyła pani
wczoraj jakieś zmiany w ustach? Szarawobiałe krostki?

– Chyba nie, ale nie jestem pewna.
– A czy wysypka zaczęła się od głowy i szyi?
Mama Lewisa skinęła głową.
– Myślę, że to odra – stwierdziła Georgie. – Czy ma pani jeszcze inne

dzieci?

– Tak, dwulatka i czterolatka.
– A czy były szczepione? – Miała nadzieję, że tak, w innym wypadku tę

  biedną kobietę mogła czekać opieka nad trójką maluchów chorych na odrę.

–  Tak.  Moja  babcia  przeszła  odrę  w  dzieciństwie  i  pozostała  po  tym

głucha  na  jedno  ucho,  więc  zaszczepiłam  chłopców.  Lewisa  też
zamierzałam  zaszczepić,  kiedy  będzie  trochę  starszy.  Ale…  –  potrząsnęła
głową. – Jak to możliwe, żeby złapał odrę?

–  W  ostatnich  latach  odra  wróciła  do  Wielkiej  Brytanii  –  wyjaśniła

Georgie. – Niektórzy nie podają dzieciom szczepionki przypominającej lub
myślą, że w ogóle nie potrzebują szczepienia, bo odry już nie ma, a potem
wyjeżdżają do krajów, gdzie ta choroba wciąż się szerzy. Może była pani
w pobliżu dziecka, które już było chore, ale rodzice o tym nie wiedzieli, bo
wysypka jeszcze się nie pojawiła.

– Pewnie w tej sali zabaw, gdzie byliśmy w sobotę. Jake i Ollie biegali,

zjeżdżali  ze  zjeżdżalni  i  bawili  się  w  basenie  z  piłeczkami,  a  Lewis  spał

background image

w wózku. – Przygryzła wargę. – Czy Lewis może ogłuchnąć, tak jak jego
babcia?

– Miejmy nadzieję, że nie.
– Czy może mu pani coś dać, żeby to powstrzymać? Jakiś antybiotyk?
–  Mogę  mu  podać  immunoglobulinę,  która  na  krótki  czas  zwiększy

ilość przeciwciał, dzięki czemu organizm łatwiej zwalczy wirusa. Odra to
choroba wirusowa, więc antybiotyki nie pomogą. Lewis musi ją po prostu
przechorować.  Powinien  poczuć  się  lepiej  za  jakiś  tydzień,  ale  potem
jeszcze przez trzy czy cztery dni proszę trzymać go z dala od innych dzieci.
Ile on waży?

– Siedem kilogramów.
– To świetnie. Jest wystarczająco duży, żeby podawać mu paracetamol

na obniżenie temperatury. Proszę też dawać mu do picia dużo schłodzonej
przegotowanej wody.

– A co z kaszlem?
– Jest za mały na miód i cytrynę. Szczerze mówiąc, lekarstwa na kaszel

tu nie pomogą. Najlepiej zabrać go na kilka minut do zaparowanej łazienki
albo położyć mokry ręcznik na kaloryferze. Jeśli będzie miał zatkany nos,
można zakraplać mu sól fizjologiczną. Rozrzedzi śluz i łatwiej będzie mu
pić. Ale nie wszystkie dzieci dobrze znoszą zakraplanie.

Mama Lewisa wciąż wydawała się zaniepokojona.
– Myśli pani, że za kilka dni będzie dobrze?
–  Tak  –  odparła  Georgie.  –  Ale  jeśli  zacznie  pani  podejrzewać,  że

rozwija się infekcja ucha lub oczu, albo pojawi się biegunka czy wymioty,
proszę  zabrać  go  do  lekarza  rodzinnego.  Najpierw  jednak  trzeba  tam
zadzwonić i ostrzec, że ma odrę. A jeśli wystąpią trudności z oddychaniem
albo zacznie kasłać krwią, proszę przyjechać tutaj.

background image

Przygotowała  zastrzyk  z  immunoglobuliną  i  podała  dziecku

paracetamol,  a  następnie  wydrukowała  ulotkę  informacyjną  dla  mamy
Lewisa.

Do końca dyżuru znów było spokojnie.
Kiedy Georgie po pracy wyjechała z miasta, zobaczyła gwiazdy o wiele

jaśniejsze niż w Londynie. Nie pamiętała już, kiedy ostatnio widziała takie
piękne nocne niebo. Nadal tęskniła za Londynem, ale zaczynała rozumieć,
dlaczego Clara kochała Szkocję.

Truffle  zamerdała  ogonem  na  powitanie,  a  Ryan  naprawdę  się

uśmiechnął i zapytał:

– Jak ci minął dzień?
– W porządku. Miałam czteromiesięczne dziecko z odrą.
– Och – skrzywił się.
–  Podałam  mu  immunoglobulinę,  więc  mam  nadzieję,  że  przejdzie  to

lekko. Na szczęście rodzeństwo było szczepione.

–  To  szokujące  widzieć  odrę  w  szpitalu  –  zauważył.  –  W  pierwszych

trzech miesiącach  tego roku mieliśmy  cztery razy więcej przypadków  niż
przez cały ubiegły rok.

Georgie skinęła głową.
–  Biedna  mama  zauważyła  wysypkę  i  obawiała  się,  że    to  zapalenie

opon. Na szczęście nie, chociaż odra jest wystarczająco poważna. Jej babcia
po  odrze  częściowo  straciła  słuch,  więc  doskonale  zdawała  sobie  sprawę
z możliwych komplikacji. Aha, pewnie się ucieszysz, kiedy ci powiem, że
Jasmine reaguje na leczenie.

– Dobrze to słyszeć.
–  Coś  tu  ładnie  pachnie.  –  Dziwnie  się  czuła,  wracając  do  domu,

w którym ktoś inny przygotowywał kolację. Charlie ze wszystkim zdawał
się na nią. – Czy mogę ci w czymś pomóc?

background image

– Nie trzeba. Usiądź.
Pierwszym  daniem  był  wędzony  łosoś  ze  sklepu  na  farmie,  podany

z  sałatką  skropioną  miodowo-musztardowym  sosem.  Następnie  na  stole
pojawiła  się  szkocka  wołowina  w  piwie,  bladożółte  puree  z  brukwi
i ziemniaków z masłem i czarnym pieprzem, a na koniec późne miejscowe
maliny i lody z solonym karmelem.

–  Wspaniała  kolacja  –  podsumowała  Georgie.  –  I  jakie  to  miłe,  że

przygotował  ją  dla  mnie  ktoś  inny.  Charlie  nigdy  nie  gotował  ani  nie
zajmował się domem.

Egoista, pomyślał Ryan. Przecież obydwoje pracowali.
– Czy on też był ekspertem w przypalaniu jedzenia? – zapytał lekko.
–  Nie.  Chyba  nawet  nie  wiedział,  gdzie  jest  toster,  nie  mówiąc  już

o  tym,  jak  go  włączyć.  Po  prostu…  –  Skrzywiła  się.  –  Nieważne.  Nie
powinno się źle mówić o zmarłych.

Dziwne słowa w ustach wdowy, pomyślał Ryan. Jakby jej małżeństwo

nie było szczęśliwe. Dostrzegał w jej oczach coś… Ale gdyby próbował jej
zadawać osobiste pytania, mogłaby zrewanżować się tym samym, a on nie
miał ochoty rozmawiać o przeszłości ani o rozpadzie małżeństwa.

Przez  chwilę  rozmawiali  więc  o  szpitalu  i  zmianie  samochodu

zastępczego, a potem Georgie ziewnęła.

–  Przepraszam.  To  wiejskie  powietrze  bardzo  mnie  usypia.  Do

zobaczenia jutro.

Gdy  wyszła,  Ryan  usiadł  na  kanapie.  Truffle  rozciągnęła  się  na  jego

kolanach.

– Ty też ją lubisz, prawda? – mruknął.
Pies polizał go po dłoni.
– Ale ja prawie jej nie znam. Jej prawdziwe życie jest o czterysta mil

stąd,  a  ja  nie  nadaję  się  do  związków.  Mógłbym  ją  tylko  unieszczęśliwić

background image

i…  –  Skrzywił  się.  –  Lepiej  traktować  ją  jak  każdego  innego  członka
zespołu.

Tak właśnie zrobił następnego dnia podczas obchodu. Towarzyszyli mu

Georgie i Alistair, który kończył staż przed specjalizacją. Ryan przedstawił
ich  sobie  i  pozwolił  Georgie  prowadzić,  bo  chciał  się  przekonać,  jak
pracuje.

Z  przyjemnością  zauważył,  że  świetnie  radzi  sobie  z  dziećmi

i  rodzicami.  Witała  się  z  nimi  serdecznie  i  uważnie  słuchała,  co  mówią.
Zauważył  też,  że  sprawdzała  wiedzę  Alistaira  i  przekazała  mu  kilka
prostszych  przypadków;  on  na  jej  miejscu  zrobiłby  to  samo.  Była  ciepła,
pewna siebie i kompetentna. Pomyślał, że jest idealnym pediatrą.

Spotkali  się  później  przy  lunchu,  na  który  Ryan  zaprosił  również

Parminder.

–  Więc  nie  lubisz  piłki  nożnej  ani  rugby?  –  zdumiał  się  Alistair  nad

stolikiem.

–  Nie  lubię  sportu,  kropka  –  przyznała  Georgie.  –  Ani  oglądać,  ani

uprawiać.

Alistair wydawał się wstrząśnięty.
– W takim razie jak utrzymujesz formę?
Pokazała mu zegarek sportowy.
– Codziennie robię dziesięć tysięcy kroków. A w Londynie chodziłam

z przyjaciółką na zumbę.

–  Ja  też  chodzę  na  zumbę  –  oznajmiła  Parminder.  –  W  poniedziałki

wieczorem. Masz ochotę pójść ze mną?

– Dziękuję, bardzo chętnie. – Georgie uśmiechnęła się szeroko.
– Możesz potrenować ze mną, jeśli chcesz – zaproponował Alistair.

background image

– Al, jak zwykle się popisujesz. Georgie z pewnością o niczym innym

nie  marzy  –  Parminder  przewróciła  oczami.  –  On  trenuje  triathlon  –
wyjaśniła. – Zupełny fiok.

– Fiok? – powtórzyła Georgie bezradnie.
– Wariactwo – wyjaśnił Ryan.
– Biegniesz przez wiele mil, potem jedziesz na rowerze przez wiele mil,

a  na  koniec  płyniesz  w  lodowatej  wodzie  przez  wiele  mil  –  ciągnęła
Parminder. – Kompletny fiok.

– Musisz się jeszcze wiele nauczyć, kurko – odrzekł Alistair z mocnym

szkockim akcentem. – W każdym razie nie tylko ja jestem fiok. Ryan łazi
po wzgórzach ze swoim psiakiem nawet przy sikawicy.

–  Sikawica?  –  powtórzyła  znowu  Georgie.  Zastanawiała  się,  czy  jej

koledzy wymyślają słowa tylko po to, by się z nią drażnić. A może powinna
się tu nauczyć zupełnie nowego języka?

– Sikawica jest wtedy, kiedy deszcz pada tak mocno, że odbija się od

ziemi – wyjaśnił Alistair.

–  I  pamiętaj,  że  ten  pies  pogryzł  ulubione  buty  Clary  –  dodała

Parminder. – Trzy pary!

– Odkupiłem jej wszystkie – obruszył się Ryan. – Chociaż to nie moja

wina, że   Clara zostawiała buty na wierzchu.

–  Ostrzegam  cię,  kurko,  nie  ufaj  temu  pieskowi  –  szepnął  Alistair.  –

Więc jakie rozrywki miałaś w Londynie?

– Muzyka, teatr i historia – odparła Georgie szybko.
–  Cóż,  spóźniłaś  się  na  festiwal  Fringe  –  stwierdził  Alistair.  –  Ale  są

w mieście dobre teatry i kluby muzyczne.

– Oraz mnóstwo historii – dodała Parminder. – Byłaś już w zamku?
– Od razu pierwszego dnia i bardzo mi się podobało.

background image

–  Jest  też  Mary  King’s  Close,  część  siedemnastowiecznej  ulicy,  którą

przykryto, kiedy budowano Royal Exchange – dodał Alistair. – Może ci się
spodobać, o ile nie boisz się duchów…

Ryan jęknął.
– Nie zaczynaj, Al.
–  Ten  biedak  nie  wierzy  nawet  w  Nessie.  –  Alistair  wzruszył

ramionami. – W jego duszy nie ma ani odrobiny romantyzmu.

– Skoro mowa o romantyzmie, musisz odwiedzić zamek Doune – rzekła

Parminder. – Oglądałaś chyba „Outlandera”?

–  Uwielbiam  ten  serial!  –  zawołała  Georgie.  –  Oglądałam  go  pasjami

razem z moją przyjaciółką Sadie. Nie ma nic lepszego niż przystojny facet
w kilcie.

Ciemny melancholijny Szkot. Nie mogła się powstrzymać od spojrzenia

na  Ryana,  który  był  uosobieniem  melancholijnego  Szkota.  Siedział
naprzeciwko niej. Gdyby poruszyła stopą, dotknęłaby jego nogi; na tę myśl   
zrobiło się jej gorąco.

– W kilcie i z pledem. – Parminder powachlowała się teatralnie.
– Nie zapomnij o kurtce i żabocie – dodała Georgie.
– I butach – westchnęła dramatycznie jej towarzyszka.
–  Wspaniali  mężczyźni  w  kostiumach  z  epoki.  Absolutnie  zwalający

z nóg – stwierdziła Georgie.

Ryan miał kilt. Zoe kupiła mu go wiele lat temu, na wesele. Nie miał

pojęcia, po co w ogóle go spakował, gdy wyprowadzał się z domu. Ale nie
miał  najmniejszego  zamiaru  wkładać  kiltu,  by  rzucić  Georgie  na  kolana.
W końcu są tylko znajomymi z pracy.

Parminder zaśmiała się.

background image

– Mówię poważnie, Georgie, zamek Doune jest fantastyczny, podobnie

jak widoki. Z mężczyzną w kilcie czy bez niego.

– Mam go na liście – uśmiechnęła się Georgie. – Planowałam się tam

wybrać w któryś wolny dzień.

–  Mógłbym  z  tobą  pojechać  i  pokazać  ci  okolicę  –  zaproponował

nieoczekiwanie Ryan.

Georgie spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Nie mogę ci zabierać wolnego czasu.
Powinien się wycofać, ale wbrew sobie mówił dalej:
–  Niektóre  zabytki  można  zwiedzać  z  psami,  a  Truffle  lubi  nowe

miejsca. Jest tam też plaża.

– W Edynburgu jest plaża?
– Kilka. W Portobello jest nawet złoty piasek – odrzekła Parminder.
Ryan  powtarzał  sobie,  że  powinien  się  zamknąć,  ale  własne  usta

zdawały się go nie słuchać.

–  W  takim  razie  możemy  pojechać  nad  morze  w  sobotę,  a  do  zamku

Doune w niedzielę albo kiedy obydwoje będziemy mieli wolny dzień.

– Bardzo chętnie – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało.
Z tym uśmiechem wyglądała jeszcze bardziej kusząco i Ryan poczuł, że

musi zrobić coś, co kazałoby mu myśleć o czymś innym.

– Pomyślałem, że moglibyśmy wszyscy wyjść gdzieś wieczorem.
– Jeśli będą tańce, jestem za. Choćby po to, żeby się pośmiać z dwóch

lewych nóg Ala – rzekła rozbawiona Parminder.

– Nauczę cię tańczyć, Al – obiecała Georgie.
Ryan poczuł ukłucie zazdrości.
– Ale nie będziesz na mnie krzyczeć? – zapytał Alistair żałośnie.

background image

– To nie muszą być tańce – oznajmił Ryan. – Może być coś innego, na

przykład wieczór otwartego mikrofonu.

– Ja wolę tańce – stwierdziła Parminder.
– W takim razie zajmiesz się organizacją, Parm? – zapytał Ryan.
–  Pewnie.  Znajdę  jakiś  ceilidh,  żeby  Georgie  mogła  się  nauczyć

prawdziwych szkockich tańców.

– Doskonały pomysł – ucieszyła się Georgie.
–  Dzięki,  Parm.  Podaj  wszystkie  szczegóły  na  naszym  czacie

grupowym. Może wcześniej wybierzemy się na pizzę i kręgle, żeby powitać
Georgie w zespole.

– Tak, szefie – powiedziała Parminder z uśmiechem.

To  był  dotychczas  najlepszy  dzień  Georgie  w  Edynburgu.  Po  raz

pierwszy  poczuła  się  częścią  zespołu.  Nikt  się  nad  nią  nie  litował,  i  to
wszystko dzięki Ryanowi.

Tego wieczoru Ryan wyjął telefon i otworzył kalendarz.
– Mam wolną sobotę i niedzielę. A ty?
– Ja też – odrzekła.
– W takim razie w sobotę możemy się wybrać na plażę, a w niedzielę

pojechać do Doune.

– Nie musisz rezygnować z weekendu, żeby bawić się ze mną w turystę.
–  To  żaden  problem.  Truffle  lubi  spacery.  Nie  możemy  jej  zabrać  do

Doune, ale uwielbia plażę.

Sobotni  ranek  był  wyjątkowo  ciepły.  Zaraz  po  śniadaniu  pojechali  do

Portobello.  Georgie  zachwycona  była  georgiańskimi  budynkami
ozdobionymi wykuszami i wieżyczkami. Kiedy dotarli na plażę, kończył się
odpływ. Dzieci robiły zamki z piasku, starsi pływali na deskach.

background image

Ryan przykucnął przy Truffle.
– Pamiętaj, że ci zaufałem. – Poskrobał psa w czubek głowy i spuścił ze

smyczy.

Georgie  zdjęła  buty,  ciesząc  się  ciepłym  piaskiem  pod  stopami

i  wiatrem  we  włosach.  Już  od  wieków  nie  była  na  plaży;  zdążyła
zapomnieć,  jak  przyjemny  jest  zapach  soli  w  powietrzu  i  szum  fal
rozbijających się na piasku.

Truffle wróciła do nich na gwizd Ryana, który wyjął z plecaka frisbee.
– Masz ochotę z nami zagrać? – zapytał Georgie.
– Pewnie.
Ryan  po  raz  pierwszy  wydawał  się  naprawdę  odprężony.  Wyglądał

młodo  i  beztrosko;  kąciki  jego  oczu  marszczyły  się  w  uśmiechu.  Był  tak
przystojny, że wstrzymała oddech, a gdy pochwycił jej spojrzenie, zrobiło
jej  się  gorąco.  Nie  reagowała  tak  na  żadnego  mężczyznę,  odkąd  była
nastolatką.

Przebiegł  obok  nich  inny  pies.  Truffle  upuściła  plastikowy  krążek

i pobiegła za nim, ignorując Ryana.

– O nie! – Wyjął z plecaka pudełko i znów gwizdnął. – Truffle! Chodź

tu! Kiełbasa!

Truffle nie zwracała na niego uwagi, dopóki właściciel drugiego psa nie

przywołał  go  do  nogi.  Dopiero  wtedy  przypomniała  sobie,  gdzie  jej
miejsce, i wróciła truchtem do Ryana.

–  Co  ja  mam  z  tobą  zrobić?  –  powiedział,  karmiąc  ją  kiełbasą.  –

Dobrze, że w końcu wróciłaś, ale musimy nad tobą popracować. – Spojrzał
na Georgie. – Nawiasem mówiąc, nie rozpieszczam jej, tylko nagradzam za
zrobienie  tego,  o  co  prosiłem.  Gdybym  na  nią  krzyczał,  powrót  do  nogi
kojarzyłby jej się ze stresem i wtedy byłaby mniejsza szansa, że zareaguje.

background image

–  Nie  oceniam  cię  przecież.  Nic  nie  wiem  o  tresurze  psów.  –

Wyciągnęła rękę i pogłaskała Truffle po łbie. Ich palce znów się zetknęły
i tym razem Georgie zauważyła rumieniec Ryana.

– Dam jej się napić. – Wyjął z plecaka wodę i miskę.
Ryan  McGregor  potrafił  dbać  o  to,  co  do  niego  należało,  inaczej  niż

Charlie,  który  na  początku  wydawał  się  troskliwy,  ale  potem  przestał  się
troszczyć  o  jej  uczucia.  Patrząc  wstecz  na  swoje  małżeństwo,  Georgie
wciąż się zastanawiała, jak udało jej się przeoczyć wszelkie sygnały – na
przykład to, że kiedy zaparzał kawę, nigdy nie pomyślał o niej. Ignorowała
je,  tłumacząc  sobie,  że  miał  za  sobą  ciężki  dzień,  a  tymczasem  zapewne
w ogóle nie o to chodziło. Ślepo zapatrzona w jego urok, nie dostrzegła pod
nim  egocentryka,  który  okłamywał  ją  i  kochankę,  który  raz  po  raz  ją
zawodził,  a  ona  go  usprawiedliwiała,  bo  bardzo  chciała  mieć  udane
małżeństwo.

– Dobrze się czujesz? – zapytał Ryan, wkładając miskę z powrotem do

plecaka.

– Tak.
– Czasami wystarczy szum morza, żeby oczyścić głowę.
Zastanawiała się, z czego Ryan musi się oczyścić. Może wciąż tęskni za

byłą żoną? Uświadomiła sobie, że zapytała o to głośno, bo powiedział:

– Czasami brakuje mi Zoe. Tęsknię za dobrymi chwilami. – Twarz miał

nieprzeniknioną. – A ty tęsknisz za Charliem?

Miała wybór: dalej żyć kłamstwem, jak w Londynie, albo powiedzieć

prawdę i utorować sobie drogę do przezwyciężenia przeszłości.

– Brakuje mi go – przyznała. – Ale tak jak ty, tęsknię tylko za dobrymi

chwilami.

– Czasami złe rzeczy zdarzają się, choć żadna ze stron nie chce zranić

drugiej – powiedział.

background image

– Nie sądzę, żeby Charlie chciał mnie zranić. Po prostu nie brał mnie

pod uwagę – odrzekła ponuro. – Patrząc wstecz, zastanawiam się, czy od
samego  początku  nie  oszukiwałam  się  i  widziałam  go  takiego,  jakim
chciałam  go  widzieć,  a  nie  takiego,  jakim  był  naprawdę.  Chciałam,  żeby
moje  małżeństwo  było  udane,  więc  ignorowałam  rzeczy,  których  nie
powinnam ignorować.

Brzmiało  to  tak,  jakby  oprócz  utraty  męża  musiała  stawić  czoło

świadomości, że jej małżeństwo nie było takie, o jakim marzyła.

–  Czasami  potrzebna  jest  przestrzeń,  żeby  się  zastanowić,  czego

naprawdę  chcesz  –  powiedział.  –  Morze  dobrze  się  do  tego  nadaje.
Przyjeżdżałem tu, żeby pomyśleć o mnie i o Zoe. Jeszcze nie miałem wtedy
Truffle.

Patrzył na rodziny bawiące się na plaży i zastanawiał się, co jest z nim

nie tak i dlaczego nie potrafi dać Zoe tego, na czym jej zależało.

–  Mam  nadzieję,  że  tutaj  nikt  nie  będzie  się  nade  mną  litował  –

powiedziała Georgie.

A zatem nie chce od niego współczucia. Gdyby ją objął, czy uznałaby,

że robi to z litości? A może odwzajemniłaby uścisk? I co by się stało dalej?
Nie chciał rozdrapywać świeżych blizn ani zawieść jej, tak jak zawiódł Zoe.

– Czasami trzeba zostawić przeszłość za sobą – powiedział. – Porzucić

żale i rozważania, co by było gdyby. Po to, żeby jak najlepiej wykorzystać
przyszłość.

– Kiedy popełniło się błąd, trudno jest sobie ufać.
Wydawała  się  tak  bezbronna,  że  miał  ochotę  przygarnąć  ją  do  siebie

i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Ale nie potrafił dać tego Zoe, więc skąd
mógł wiedzieć, że uda mu się z Georgie?

– Masz rację – zgodził się. – Myślę, że powinnaś po prostu dać sobie

czas.

background image

– Już to zrobiłam. Minął ponad rok.
– Ja też to zrobiłem.
Byli sobie niemal obcy. Może pasowaliby  do siebie, może nie, ale na

razie wolał nie ryzykować.

–  Chodźmy  na  kawę  –  zaproponował.  –  Przy  drodze  jest  kawiarnia,

gdzie można wejść z psem.

Kawiarnia znajdowała się na skraju plaży. Budynek miał łupkowy dach,

lukarny  i  wieżyczkę.  Wewnątrz  stały  stoły  z  surowego  drewna  i  gięte
krzesła,  na  ścianach  wisiały  sznury  barwnych  światełek  i  stare  fotografie
oprawione w ramki.

– Cappuccino bez czekolady na wierzchu, tak? – zapytał.
Widocznie zauważył, co zamawiała w stołówce.
– Tak, dziękuję.
Kawa była doskonała. Ryan uniósł kubek w toaście.
– Slàinte mhath.
– Slandż–a–wa? – powtórzyła.
– „Na zdrowie” po gaelicku – wyjaśnił z uśmiechem. – Jak na pierwszy

raz, całkiem dobrze ci wyszło. Za przyjaźń.

Było  to  swego  rodzaju  ostrzeżenie,  że  nie  zamierza  proponować  jej

niczego  więcej.  Ona  jednak  również  nie  chciała  ryzykować  złamanego
serca.

– Za przyjaźń – powtórzyła.

Następnego  ranka  zostawili  Truffle  w  domu  i  pojechali  do  zamku

Doune. Budowla robiła wrażenie: czternastowieczny czworoboczny zamek
z  trzydziestometrową  wieżą  bramną,  wzniesiony  z  czerwonobrązowego
kamienia, z białymi narożnikami.

background image

– Wygląda fantastycznie – oznajmiła Georgie z podziwem. – Widziałam

ten zamek w kilku serialach telewizyjnych, ale nie spodziewałam się, że na
żywo wywrze na mnie takie wrażenie.

– Zbudowano go dla Roberta Stewarta, pierwszego księcia Albany. To

jeden  z  najlepiej  zachowanych  szkockich  zabytków  –  wyjaśnił  Ryan.  Na
szczęście  poprzedniego  wieczoru  przejrzał  w  telefonie  informacje
dotyczące zamku i teraz mógł opowiadać jej o historii, zamiast roztrząsać
swoje uczucia.

–  Spójrz  na  ten  wielki  kominek!  Wyobrażam  sobie,  że  siedzę  tu  przy

bardzo  długim  stole,  a  przede  mną  stoją  pieczone  mięsa  i  kufle  piwa  –
powiedziała, kiedy szli przez wielką salę.

Zawsze sądził, że nie ma zbyt dobrze rozwiniętej wyobraźni, ale nagle

zobaczył ją w aksamitnej sukience w kolorze wina, z koroną na falujących
złotych  włosach  i  w  naszyjniku  ze  szmaragdów,  podkreślającym  kolor
oczu…  W  towarzystwie  Georgie  czuł  się  inaczej,  widział  wszystko
świeżym spojrzeniem.

Przywykł  do  wzgórz,  wschodów  słońca  i  owiec  i  uważał  je  za  coś

oczywistego, a przy niej znów zaczął dostrzegać ich urodę. Rozległa plaża
Porty, imponujące ruiny, wspinaczka nierówną ścieżką przy blankach, skąd
roztaczał się widok na wzgórza Menteith za rzeką, a w oddali majaczył Ben
Lomond – jak mógł zapomnieć, że to wszystko jest takie piękne?

Potknęła się, a on w porę ją podtrzymał. Poczuł ciepło jej ciała tuż przy

swoim, a gdy spojrzała na niego, odniósł wrażenie, że czas się zatrzymał.
Oczy miała szeroko otwarte, usta miękkie i kuszące. Niewiele brakowało,
by  pochylił  głowę  i  pocałował  ją,  gdy  usłyszał  za  plecami  chrząknięcie
i nieśmiały głos:

– Przepraszam, czy moglibyśmy przejść?

background image

Opuścił ramiona i odsunął się na skraj ścieżki. Obok nich przecisnęła

się kilkuosobowa rodzina.

– Nic ci nie jest? – zapytał, patrząc na pobladłą nagle Georgie.
– Nic. Dziękuję, że podtrzymałeś mnie w porę.
– Nie ma za co. – Skóra go mrowiła od jej dotyku.
Zeszli  na  dół  i  zajrzeli  do  sklepu  z  pamiątkami.  Georgie  była

rozbawiona widokiem kosza pełnego pustych skorup kokosa, które można
było wypożyczać. Dzieci biegały po dziedzińcu i udawały konie, uderzając
jedną skorupą o drugą.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że spaceruję po zamku Monty Pythona. To

ulubiony film mojego taty. Czy mógłbyś mi zrobić zdjęcie przed zamkiem?
Wydrukuję je i wyślę mu razem ze skorupą kokosa.

– Jasne – odparł poruszony.
Jak by to było, gdyby on też miał rodzinę, z którą łączyłaby go bliska

więź  i  wspólne  wspomnienia?  Nie  czuł  jednak  zazdrości,  raczej  smutek.
Gdyby  jego  mama  nie  zginęła,  wszystko  wyglądałoby  inaczej.  Może
pogodziłaby się z rodziną, może znalazłaby nowego partnera, a on miałby
tatę, a może nawet młodsze rodzeństwo.

Nikt nie kochał go na tyle, by przy nim zostać. Z drugiej strony miał

szansę  założyć  rodzinę  z  Zoe,  ale  nie  potrafił  otworzyć  serca,  więc  tak
naprawdę  to  była  jego  wina.  Co  jest  z  nim  nie  tak,  że  nie  umie  nikogo
dopuścić  blisko?  Dlaczego  tak  boi  się  odrzucenia?  Dlaczego  nie  potrafi
zostawić przeszłości za sobą?

Odsunął od siebie te myśli i skupił się na robieniu zdjęć.
–  Może  odegrasz  przy  tym  murze  kawałek  filmu,  a  ja  cię  nagram  –

zaproponował. – Wyślesz tacie ten film razem z łupinami kokosa.

– Genialne – zaśmiała się. – Dziękuję.
– Myślałaś kiedyś o aktorstwie? – zapytał.

background image

–  Nie.  Zawsze  chciałam  zostać  lekarką.  I  nie  chodziło  tylko

o naśladowanie starszego brata. Naprawdę chciałam pomagać ludziom. Na
początku kusiło mnie położnictwo, bo te pierwsze chwile życia dziecka są
takie piękne. Uwielbiam pracować z dziećmi.

Czy chodzi tylko o pracę? A może tyka jej zegar biologiczny? Ryan już

dawno zdecydował, że nie chce mieć dzieci. Jeśli Georgie pragnie je mieć,
byłby  to  kolejny  powód,  by  się  do  niej  nie  zbliżać.  Ale  im  więcej  czasu
z  nią  spędzał,  tym  bardziej  lubił  jej  towarzystwo.  Ma  tu  zostać  przez  pół
roku.  Nie  szuka  stałego  związku.  Może  więc  mogliby  sobie  pozwolić  na
krótki romans, a potem każde ruszyłoby dalej z własnym życiem?

– A ty? – zapytała.
–  Ja  też  chciałem  pomagać  ludziom.  –  Nie  zamierzał  jej  mówić,  że

chciał  pomagać  wszystkim  dzieciom,  które  nie  miały  nikogo.  To  zbyt
osobiste.

–  W  takim  razie  jesteśmy  po  tej  samej  stronie.  –  Klasnęła  językiem

i postukała o siebie   skorupami kokosa, naśladując tętent końskich kopyt. –
Ty też! – nakazała.

Jak mógł się oprzeć? To było śmieszne, udawać konia i galopować całą

drogę powrotną do samochodu. Zapewne wyglądał jak idiota. Ale Georgie
zaśmiewała się na głos i Ryan zdał sobie sprawę, że on też dobrze się bawi.
Chyba jeszcze nigdy w życiu nie robił niczego podobnego.

Gdy wrócili do chaty, zabrał Truffle na długi spacer. Georgie dołączyła

do nich i kiedy wrócili, zauważył, że ma zupełnie przemoczone nogi.

– Jutro musimy ci kupić porządne buty – oświadczył.
– Jutro mam poranny dyżur, a wieczorem idę z Parm na zumbę.
– Możemy wyjść w przerwie na lunch. Truffle się zgadza, prawda?
Pies szczeknął cicho.
– W takim razie ustalone – rzekł Ryan z uśmiechem.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

W  poniedziałek  w  porze  lunchu  Georgie  przyszła  do  jego  gabinetu

i razem wybrali się do miasta, aby kupić jej buty do chodzenia.

Bardzo się zdziwiła, gdy sprzedawca kazał jej przymierzyć trzy różne

pary butów wraz z grubymi wygodnymi skarpetami, a potem wspiąć się na
nierówny kamienisty mostek stojący pośrodku sklepu i zeskoczyć z niego
na  podłogę.  W  Londynie  nigdy  czegoś  takiego  nie  robiła.  Nie  była  też
przyzwyczajona do butów obciskających kostkę i czuła się w nich dziwnie,
ale jeśli ma to zapobiec przemoczeniu nóg, była w stanie to znieść.

–  Przez  tydzień  proszę  je  nosić  w  domu,  po  kilka  godzin  dziennie  –

powiedział sprzedawca. – Jeśli nie będzie pani w nich wygodnie, proszę je
przynieść  z  powrotem,  a  znajdziemy  coś,  co  będzie  pani  bardziej
odpowiadać.

– Dziękuję – odparła z uśmiechem.
– I pilnuj, żeby Truffle się do nich nie dorwała – dodał Ryan.
Po dyżurze Ryan pojechał do domu, a Georgie poszła z Parminder na

zajęcia zumby.

– Bardzo się cieszę, że mi to zaproponowałaś. Dziękuję – powiedziała.
– Nie ma za co. Nie jest łatwo wtopić się w nowe otoczenie. Wszyscy

kochali Clarę i to był dla nas szok, kiedy powiedziała, że przeprowadza się
na  pół  roku  do  Londynu,  a  ty  masz  przyjechać  na  jej  miejsce  –  odrzekła
Parminder. – Nie mieliśmy pojęcia, że czuje się tu nieszczęśliwa.

background image

– Czasami nie chodzi o to, że jest się nieszczęśliwym, a raczej o to, że

potrzebna  jest  zmiana  –  zauważyła  Georgie.  –  Clara  bardzo  dobrze  się
o was wyrażała. Nie chodziło o coś, co zrobiliście lub czego nie zrobiliście.

–  Dziękuję,  bo  przez  cały  czas  myślałam,  że  widocznie  okazałam  się

kiepską przyjaciółką, i czułam się z tym źle. Nie będę naciskać, żebyś mi
się  zwierzała,  ale  cokolwiek  powiesz,  zachowam  w  tajemnicy  –  obiecała
Parm.

Georgie  doceniała  jej  życzliwość,  ale  nie  chciała  już  wracać  do

dawnych problemów.

–  Potrzebowałam  zmiany.  Powiedzmy,  że  moje  życie  osobiste  było

trochę... – zmarszczyła nos – skomplikowane.

–  Rozumiem.  W  każdym  razie  Ryan  to  miły  współlokator.  Zawsze

myślałam, że on i Clara zejdą się po rozpadzie jego małżeństwa, ale oni są
bardziej jak brat i siostra. Clara mówiła, że   kocha go z całego serca jako
przyjaciela,  ale nie  ma  między  nimi  chemii.  To bardzo  miły  facet,  ale od
rozwodu  wciąż  jest  przygnębiony.  Chyba  wszyscy  chcielibyśmy,  żeby
znalazł partnerkę.

Georgie szybko zmieniła temat.
–  Pierwszy  raz  w  życiu  mieszkam  z  psem.  W  Londynie  byłam  sama,

chociaż  mój  brat  mieszkał  dwa  piętra  wyżej.  Babcia  cioteczna  zostawiła
nam  obojgu  pieniądze  i  kupiliśmy  mieszkania,  gdy  budynek  przechodził
remont.  Nasi  rodzice  wtedy  przeszli  na  emeryturę  i  wyprowadzili  się
z Londynu, więc miło było mieć go blisko.

–  Wiem,  co  masz  na  myśli  –  powiedziała  Parminder.  –  Moja  rodzina

czasami doprowadza mnie do szału, ale dobrze wiedzieć, że są blisko.

Georgie pomyślała, że Ryan nie wspominał o rodzinie, chociaż mówił,

że studiował w Edynburgu. Ale dopytywanie się o to byłoby wścibstwem.

background image

Na  szczęście  zajęcia  już  się  zaczynały  i  nie  było  więcej  czasu  na
pogawędki.

W czwartek kolejny przypadek skłonił Georgie do poproszenia Ryana

o radę.

– Co się dzieje? – zapytał.
–  Ben  ma  trzy  lata.  Ma  gorączkę,  wysypkę  i  powiększone  węzły

chłonne. Białka oczu obrzmiałe i zaczerwienione, do tego boli go gardło.
Jego  mama  mówi,  że  mają  w  domu  nowego  kotka,  który  kilka  dni  temu
podrapał go po twarzy, i obawia się, że to zakażenie.

– A ty co myślisz? – zapytał Ryan.
– Nie sądzę, żeby to miało coś wspólnego z zadrapaniami. Ze względu

na  wysypkę    myślę,  że  to  może  być  szkarlatyna,  odra  albo  może  toczeń.
Węzły  chłonne  wskazują  na  mononukleozę.  Może  to  być  też  początek
młodzieńczego reumatoidalnego zapalenia stawów.

– Ale?
Skrzywiła się.
– Przyjęłam go na oddział i przepisałam antybiotyki. Ale próbka moczu

i  poziom  białych  krwinek  nie  wykazują  odchyleń  od  normy.  Ben  nie
reaguje na zwykłe leczenie, a gorączka rośnie. Czy mógłbyś go obejrzeć?

– Oczywiście.
Georgie przedstawiła Ryana Benowi i jego mamie.
– Ryan jeszcze raz zbada Bena, ponieważ wyniki badań nie wykazały

tego, czego się spodziewałam – wyjaśniła.

Ryan kazał Benowi wystawić język.
–  Widzicie,  jaki  jest  czerwony?  A  na  ustach  ma  pionowe  pęknięcia.

Skóra  na  dłoniach  też  jest  trochę  zaczerwieniona.  Myślę,  że  to  zespół
Kawasakiego.

background image

– Nigdy o tym nie słyszałam – rzekła mama Bena.
– To dość rzadka choroba. Nazywa się ją również skórno-śluzówkowym

zespołem węzłów chłonnych. Zasadniczo jest to choroba, w której dochodzi
do  zapalenia  naczyń  krwionośnych.  Nie  wiemy,  co  ją  powoduje,  może  to
być infekcja, ale nie jest zaraźliwa i możemy ją leczyć.

– Aspiryną i immunoglobuliną – dodała Georgie.
–  Myślałam,  że  nie  powinno  się  podawać  aspiryny  dzieciom  poniżej

dziesiątego roku życia – zdziwiła się matka Bena.

– Poniżej szesnastego – skorygował Ryan. – Ma pani rację, ponieważ

może  to  spowodować  zespół  Reye’a,  ale  jest  to  jeden  z  nielicznych
przypadków,  w  których  aspiryna  jest  najlepszym  sposobem  leczenia  osób
poniżej szesnastego roku życia.

–  W  ciągu  następnych  dni  skóra  na  dłoniach  Bena  może  się  trochę

złuszczać – dodała Georgie – ale proszę się tym nie martwić.

Zleciła EKG i echo serca, ponieważ wiedziała, że   jednym z powikłań

choroby Kawasakiego może być obrzęk i stan zapalny tętnic wieńcowych.
Na  szczęście  badania  wykazały,  że  z  sercem  Bena  wszystko  jest
w porządku, a następnego dnia gorączka spadła.

Tego wieczoru cały zespół wybrał się na kręgle i pizzę. Dobrze jest czuć

się częścią grupy, pomyślała Georgie. Wszyscy zdawali się widzieć ją taką,
jaka była: londyńską lekarką, która nie interesuje się piłką nożną ani rugby,
ale robi dobre ciasteczka. A co najważniejsze, nikt nie patrzył na nią jak na
„tę  biedną  Georgie”.  Drażnili  się  z  nią  z  powodu  jej  akcentu  i  była
przekonana,  że    rywalizują  między  sobą  o  to,  kto  pierwszy  w  ciągu  dnia
użyje  przy  niej  nowego  słowa  ze  szkockiego  dialektu,  ale  czuła,  że    ją
zaakceptowali – wszyscy, łącznie z Ryanem.

background image

Przez  kilka  ostatnich  dni  była  bardzo  milcząca,  więc  kiedy

w poniedziałek wieczorem wróciła do domu po dyżurze, Ryan postanowił
zapytać,  czy  czymś  ją  zdenerwował.  Może  wcale  nie  chodziło  o  niego;
może miało to coś wspólnego z jej zmarłym mężem.

– Cześć. Podgrzeję ci potrawkę – powiedział. – Do tego są ziemniaki

w mundurkach.

– Dziękuję. Wspaniale.
– Wyglądasz na zadowoloną – zauważył.
– Bo jestem. Ben zdrowieje. A niebo jest dzisiaj czyste.
– Bardzo się cieszę z powodu Bena, ale nie rozumiem, co ma do rzeczy

czyste niebo.

– Dziś w nocy ma być deszcz meteorów. To będzie wspaniały widok, bo

tutaj  niebo  jest  prawie  zupełnie  czarne  –  wyjaśniła  z  błyszczącymi
oczami. – Chodź, popatrzymy razem, kiedy skończę kolację.

Miałby  stać  razem  z  nią  pod  gwiazdami?  To  może  się  okazać

niebezpieczne; i tak przez cały dzień zbyt często o niej myślał. Nie potrafił
się jednak oprzeć.

Po posiłku wyszli do ogrodu.
– Gwiazdy są tu takie piękne – powiedziała. – W Londynie nigdy nie

widać ich tak dobrze, bo jest za jasno.

– Lubisz patrzeć na gwiazdy?
Skinęła głową.
–  Zawsze  chciałam  zobaczyć  zorzę  polarną.  Udało  mi  się  nawet

namówić  Charliego  na  wakacje  w  Finlandii.  Mieliśmy  się  zatrzymać  się
w  jednym  z  tych  hoteli,  gdzie  pokoje  mają  szklany  sufit  i  można  patrzeć
w niebo, zasypiając. – Wzruszyła ramionami. – Ale potem Charlie zginął,
a  wyjazd  na  własną  rękę  czy  nawet  z  przyjaciółką  to  już  nie  byłoby  to
samo.

background image

– Przykro mi – powiedział niezręcznie.
– Dziękuję.
Wydawała się zawstydzona, a on żałował, że nie potrafi zachować się

lepiej.

– Jest duża szansa, że   zobaczysz zorzę polarną tutaj.
– A nie musiałabym pojechać na Orkady albo gdzieś dalej na północ?
– Nie, w Edynburgu też widać zorzę.
–  W  takim  razie  poproszę  tatę,  żeby  przesyłał  mi  swoje  alerty

esemesowe. Och, spójrz!

Podniósł głowę i zobaczył meteor przemykający po niebie.
–  Piękny  widok.  Rozumiem,  dlaczego  lubisz  nocne  niebo.  Nigdy

wcześniej nie zwracałem uwagi na meteoryty.

– Nie widać ich zbyt często, ale czasami zdarza się deszcz meteorów.

Powinieneś pomyśleć życzenie.

Czego mógłby sobie życzyć? Może magicznej różdżki, która mogłaby

naprawić wszystko, co się nie udało, a także jego samego. Gdyby miał taką
różdżkę, mógłby dopuścić kogoś blisko i otworzyć przed kimś serce. Nie
musiałby  się  obawiać,  że  jeśli  pozwoli  Georgie  zbliżyć  się  do  niego,  ona
zauważy jego potrzeby i odejdzie – tak jak wszyscy w jego życiu po śmierci
matki, z wyjątkiem psa.

Truffle  nie  oczekiwała  od  niego  mówienia  o  uczuciach.  Cieszyła  się

z  jego  towarzystwa,  z  tego,  że  może  spacerować  z  nim  po  plaży  lub  po
wzgórzach  i  siedzieć  przy  ogniu.  Zaakceptowała  go  takim,  jaki  jest.
A  związek  z  kobietą  oznacza  konieczność  rozmowy,  dzielenia  się
uczuciami.  Musiałby  pozwolić  Georgie  zajrzeć  w  jego  duszę
i zaryzykować, że nie spodoba jej się to, co zobaczy.

– A ty jakie masz życzenie? – zapytał, aby oderwać się od tych myśli.

background image

– Nie mogę ci powiedzieć, bo wtedy się nie spełni.
Czego mogła sobie życzyć? Oczywiście tego, by Charlie wrócił, żeby

żył.  Ale  jeśli  znów  pragnęła  się  zakochać,  czy  mogłaby  zakochać  się
w nim? Czy to mogłoby się udać? Nie miał pojęcia.

Jednak  stojąc  obok  niej  i  patrząc  na  przemykające  po  niebie  meteory

zaczął  myśleć,  że  to  nie  musi  być  wykluczone.  Że  może  mogliby  pomóc
sobie w walce z przeszłością, krok po kroku. Musi tylko znaleźć właściwy
sposób, aby to zasugerować.

Georgie czuła się coraz bardziej zadomowiona w Edynburgu i cieszyła

się wszystkim, co miasto miało do zaoferowania, od teatru po pandy w zoo.

Zaczęła też doceniać położenie Hayloft Cottage.
Lubiła, gdy rankiem owce z sąsiedztwa zaglądały przez kuchenne okno;

lubiła  dzielić  swoją  przestrzeń  z  psem,  który  przyzwyczaił  się  do  niej  na
tyle, że zwijał się na sofie i kładł pysk na jej kolanach, gdy czytała. Lubiła
uczucie świeżości i śpiew ptaków, kiedy wychodziła z domu.

Szpital  również  jej  się  podobał  i  była  zadowolona,    że    Ryan  był  przy

niej, gdy do izby przyjęć weszła spanikowana matka.

– Moje dziecko! Leci przez ręce i ciągle wymiotuje, a ja nie mogę pójść

do lekarza rodzinnego i…

–  W  porządku  –  rzekła  Georgie.  –  Znalazła  się  pani  we  właściwym

miejscu.

Ryan  zaczął  badać  dziecko,  a  Georgie  zajęła  się  ustalaniem  historii

medycznej.

– Proszę nam opowiedzieć o swoim synku.
–  Max  ma  cztery  miesiące.  Nigdy  nie  jadł  dobrze,  a  ja  tracę  pokarm,

więc kilka razy podałam mu butelkę. Myślałam, że złapał jakiegoś wirusa,
bo przez ostatnie dni miał biegunkę, ale dzisiaj rano zauważyłam wysypkę,

background image

a do tego ciężko oddycha i jest wiotki. We wszystkich książkach piszą, że
wiotkość to poważna sprawa i… pomóżcie mu!

Georgie widziała podobne przypadki w Londynie.
– Więc podaje mu pani mleko modyfikowane, a nie tylko swój pokarm?

Czy wcześniej po tym mleku też chorował?

– Chorował też wtedy, kiedy karmiłam go piersią – odparła kobieta. –

Myśli pani, że pogorszyło mu się od tej mieszanki?

– Istnieje spore ryzyko, że ma alergię na mleko – stwierdziła Georgie. –

I nie chodzi tylko o mieszankę, również o mleko matki, jeśli jadła pani jakiś
nabiał. Czy w pani rodzinie są alergie, czy ktoś ma astmę lub katar sienny?

– Nie. – Matka Maxa wyglądała na zmartwioną.
– Chciałabym zrobić badanie krwi – oznajmiła Georgie.
–  Myślę,  że  masz  rację  –  poparł  ją  Ryan.  –  Czy  zauważyła  pani

w stolcach Maxa krew albo śluz, kiedy jeszcze nie były wodniste?

– Tak. Bałam się, że to rak albo coś w tym rodzaju.
– Jestem prawie pewna, że to alergia na mleko – powtórzyła Georgie. –

To by wyjaśniało, dlaczego Max mało je. Kiedy się tym zajmiemy, zacznie
przybierać na wadze i nie będzie się pani musiała martwić.

–  Jeśli  ma  alergię  na  mieszankę,  to  co  ja  mam  robić?  Podawać  mu

mleko sojowe?

– Alergia na soję też występuje często – wyjaśniła Georgie. – Możemy

pani dać do wypróbowania hipoalergiczny pokarm.

–  I  suplementy  wapnia  –  dodał  Ryan  –  oraz  syrop  multiwitaminowy

z witaminą D.

– Zróbmy teraz badanie krwi – powiedziała Georgie. – Zobaczymy, jak

Max  zareaguje  na  hipoalergiczny  pokarm,  a  potem  znów  spróbujemy
wprowadzić  mieszankę  opartą  na  mleku.  Zrobimy  to  tutaj,  więc  jeśli

background image

reakcja będzie silna, natychmiast mu pomożemy. A jeśli okaże się, że mamy
rację,  będzie  pani  musiała  starannie  sprawdzać  etykiety  absolutnie
wszystkiego, co mu pani podaje, i nie podawać mu niczego z mlekiem co
najmniej przez pierwszy rok.

–  Mniej  więcej  jedno  na  pięcioro  dzieci  wyrasta  z  alergii  na  mleko

przed ukończeniem pierwszego roku życia – wyjaśnił Ryan – a większość
przed ukończeniem trzeciego, ale niektóre reagują nawet na śladowe ilości
nabiału.

Georgie przetarła piętę Maxa i pobrała z niej kroplę krwi.
–  Wyniki  będą  za  dwa  dni,  a  tymczasem  znajdziemy  dla  pani

odpowiedni pokarm.

– Więc wszystko będzie dobrze? – zapytała kobieta.
Georgie położyła dłoń na jej ramieniu.
– Tak. Wiem, że w tej chwili jest pani przerażona, ale doktor McGregor

i ja widzieliśmy już wiele podobnych dzieci i umiemy pomóc Maxowi.

To była jedna z rzeczy, które najbardziej mu się podobały w Georgie:

była  spokojna,  miła  i  praktyczna.  Kiedy  tłumaczyła  mamie  Maxa,  jak
czytać  etykiety  i  jakie  alternatywy  wypróbować  podczas  odstawiania
dziecka od piersi, kobieta wyraźnie się odprężała.

Zabawne,  ale  on  też  tak  się  przy  niej  czuł  –  nie  tyle  w  pracy,  bo  tu

dobrze  wiedział,  co  robi,  ale  poza  szpitalem.  Przy  niej  inaczej  patrzył  na
świat,  zaczynał  się  czuć  jego  częścią.  Budziło  to  w  nim  lęk,  ale  zarazem
chciał więcej. Wiele więcej.

Następnej  nocy  Georgie  obudziło  natarczywe  pukanie.  Chwyciła

szlafrok i podeszła do drzwi sypialni.

– Co się stało? – mruknęła na widok Ryana.

background image

– Musisz wyjść na zewnątrz – powiedział. – Teraz.
– Spałam i jestem w piżamie.
– Włóż tylko płaszcz i buty. Szybko. Naprawdę będziesz żałować, jeśli

tego nie zrobisz.

– Czyś ty zwariował? – Spojrzała na zegarek. – Jest pierwsza w nocy,

a ja mam poranny dyżur.

– Wiem. Nie kłóć się ze mną, Georgie. To ważne.
Ważne?  Gdyby  wybuchł  pożar,  usłyszałaby  alarm.  Ryan  tymczasem

wydawał  się  bardzo  zadowolony  z  siebie  i  niczego  nie  próbował  jej
wyjaśniać. Co za irytujący facet!

Skrzywiona, włożyła buty i płaszcz i ruszyła za nim.
– Podnieś głowę – nakazał.
W  jednej  chwili  zdała  sobie  sprawę,  dlaczego  kazał  jej  wyjść  na

zewnątrz, nie podając powodu. Chciał, by to była niespodzianka. I była.

Po  niebie  przesuwały  się  powoli  wstęgi  bladozielonego  światła.  Przez

zieloną  mgiełkę  prześwitywały  gwiazdy.  Zorza  polarna.  To,  co  zawsze
chciała zobaczyć. Zaparło jej dech w piersi.

–  O  mój  Boże,  Ryan,  to…  –  Słowa  ją  zawiodły.  Stała  nieruchomo,

z zachwytem wpatrując się w niebo.

Nie  miała  pojęcia,  jak  to  się  stało,  ale  jego  ramię  naraz  otoczyło  jej

barki, a jej ramiona oplotły go w pasie. Powiedziała sobie, że to po to, by
było cieplej, bo noc jest zimna, a obydwoje pod płaszczami mają piżamy.
Powtarzała to sobie jeszcze wtedy, gdy policzek Ryana znalazł się tuż przy
jej  policzku.  Ale  potem  okazało  się,  że  stoją  naprzeciwko  siebie.  Ryan
dotknął  jej  policzka,  a  ona  dotknęła  jego  twarzy.  Tutaj,  w  blasku  zorzy
polarnej, byli w innym świecie – magicznym i pełnym możliwości.

Pochylił  głowę  i  delikatnie  dotknął  jej  ust.  Poczuła  mrowienie  na

wargach: zaproszenie, obietnica, pokusa. Ciepło i słodycz. Prawdziwa więź.

background image

Tego wszystkiego brakowało jej od dawna. Nie mogła powstrzymać się od
odpowiedzi.  Położyła  dłoń  na  jego  głowie  i  przyciągnęła  ją  do  siebie.
Pocałunek  był  długi  i  powolny,  pytający,  nie  natarczywy.  Czuła  się  tak,
jakby  po  ciężkiej  i  samotnej  zimie  mogła  się  wreszcie  rozkoszować
wiosennym  słońcem,  jakby  tańczące  światła  na  niebie  migotały  w  jej
głowie, i nie chciała, żeby to się skończyło.

Ale wraz z chłodem nocnego powietrza wrócił zdrowy rozsądek. Całuje

swojego  współlokatora.  Ryan  był  bardzo  pociągający,  ale  miał  za  sobą
nieszczęśliwy  związek.  Skąd  ma  wiedzieć,  że  im  się  uda?  Przekonała  się
przecież na własnej skórze, że gdy chodzi o mężczyzn, nie może polegać na
własnym osądzie.

Odsunęła się od niego.
– To nie jest dobry pomysł.
Oczy miał ciemne i nieprzeniknione, ale skinął głową.
– Masz rację. Uznajmy, że to tylko podekscytowanie  widokiem zorzy

polarnej.

Światła na niebie już gasły i wtapiały się w mrok.
–  Zgoda  –  powiedziała,  tłumiąc  przygnębienie.  –  Dziękuję,  że  mnie

obudziłeś – dodała najuprzejmiej, jak potrafiła. – Do zobaczenia jutro.

–  Tak  –  mruknął  i  pozwolił  jej  wrócić  do  domu,  a  sam  pozostał

w ogrodzie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

W ciągu następnych kilku dni odnosiła wrażenie, że Ryan jej unika. I to

była jej wina, bo   go pocałowała. Nie powinna tego robić. Kiedy ją objął,
powinna znaleźć wymówkę, by się odsunąć.

–  Jak  mam  go  przekonać,  że  to  był  błąd  i  że  nie  zamierzam

komplikować mu życia? – zapytała Truffle.

Pies cicho szczeknął, jakby także nic nie wiedział.
Wszystko  było  dobrze  do  piątku  rano.  A  w  piątek  Georgie  popełniła

błąd i zajrzała na swoje konto w mediach społecznościowych. Natychmiast
wróciły do niej wspomnienia sprzed sześciu lat, z dnia ślubu. Patrzyła na
zdjęcia  przedstawiające  siebie  i  Charliego  w  drzwiach  starego  kościółka,
w którym przysięgali kochać, szanować i dbać o siebie nawzajem.

Bardzo  go  kochała.  Myślała,  że  doskonale  do  siebie  pasują.  Dobrze

dogadywali  się  ze  swoimi  rodzinami  i  przyjaciółmi,  ich  praca  się
uzupełniała,  a  dzień  ślubu  był  jasny  i  słoneczny.  Skończyła  studia  i  była
w  połowie  stażu;  Charlie  był  dwa  lata  starszy  i  pracował  na  oddziale
ratunkowym. Mieli mnóstwo planów.

Skończyła  staż  i  trzy  lata  specjalizacji,  a  potem  zaczęła  myśleć

o dziecku. Ale Charlie miał powód, by odkładać tę decyzję, o którym nie
miała  wtedy  pojęcia.  Tym  powodem  była  Trisha,  kobieta,  z  którą  miał
romans.  Długotrwały  romans,  który  rozpoczął  się  ponad  rok  przed  jego
śmiercią, gdy często wyjeżdżał na misje ratunkowe.

Jak  powiedzieli  jej  później  rodzice  Trishy,  tuż  przed  tą  ostatnią  misją

Trisha  dowiedziała  się,  że  jest  w  ciąży.  Czy  od  razu  powiedziała  o  tym

background image

Charliemu?  A  może  chciała  poczekać  na  odpowiednią  chwilę  i  obydwoje
zginęli,  zanim  Charlie  zdążył  się  dowiedzieć?  A  gdyby  przeżyli,  czy
Charlie  po  powrocie  do  Anglii  powiedziałby  Georgie  o Trishy  i  dziecku?
Czy  zdecydowałby  się  zostać  z  nią  i  wspierać  Trishę  finansowo,  czy  też
zostawiłby Georgie i zamieszkał ze swoją nową rodziną?

I dlaczego w ogóle zaczął ten romans? Czy nie był z nią szczęśliwy?

Nigdy  się  z  nim  nie  kłóciła  i  zgadzała  się  na  wszystko,  czego  chciał.
Myślała,  że    jest  im  razem  dobrze.  Czego  mu  brakowało  w  ich  związku?
Gdzie popełniła błąd?

Patrzyła  na  zdjęcia  ze  ślubu  i  czuła  się  zdruzgotana.  Jej  małżeństwo

było kłamstwem, a ona była zbyt głupia, by to sobie uświadomić.

Nie  była  nawet  świadoma,  że    płacze,  gdy  drzwi  się  otworzyły  i  do

kuchni wszedł Ryan, a za nim Truffle.

– Georgie? Co się stało? – zapytał.
– Nic. – Otarła oczy wierzchem dłoni.
–  Wygląda  na  to,  że  jednak  coś.  –  Włączył  czajnik.  –  Przepisuję  ci

kubek herbaty. Nie jestem wścibski, ale jeśli masz ochotę porozmawiać, to
jestem tutaj.

Nikt w szpitalu St Christopher’s nie wiedział, że Georgie jest wdową.

Ryan  dotrzymał  słowa.  Naprawdę  nie  mogła  już  dłużej  pozwalać,  by
zachowanie  Charliego  wpływało  na  jej  relacje  z  ludźmi.  Charlie  był
oszustem i kłamcą, ale to nie oznacza, że wszyscy inni są tacy sami.

– Dziś jest moja rocznica ślubu – powiedziała.
Wiedziała, że   Charlie nie kochał jej tak mocno jak ona jego, bo inaczej

nie wdałby się w romans. Ryan najwyraźniej sądził, że wciąż jest pogrążona
w żałobie. Czy powinna mu wyznać prawdę? Ale wtedy zacząłby się nad
nią litować, a tego nie chciała.

background image

Wydawała  się  kompletnie  zagubiona.  Ryan  z  trudem  się

powstrzymywał, by jej nie objąć. Odkąd pocałował ją w ogrodzie, relacje
między nimi wciąż były trochę niezręczne i nie chciał pogarszać sytuacji.

– Zdjęcia pojawiły się na portalu społecznościowym jako wspomnienie

sprzed  sześciu  lat.  Powinnam  się  tego  spodziewać,  ale  trochę  mnie  to
zaskoczyło.

– Nie lituję się nad tobą – powiedział cicho. – Oczywiście, że wytrąciło

cię to z równowagi. W rocznicę mojego ślubu zamierzam zabrać Truffle na
bardzo  długi  spacer  nad  morzem.  –  Dla  niego  też  miała  to  być  druga
rocznica po rozwodzie.

– Tęsknisz za nią? – zapytała.
–  Czasami  –  przyznał.  –  Chciałem,  żeby  nam  się  udało,  ale  mieliśmy

inne  priorytety.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Zoe  pracowała  w  dziale  PR.
Oboje  przez  cały  dzień  byliśmy  zajęci  pracą  i  chyba  się  od  siebie
oddaliliśmy. Rozstaliśmy się na tyle przyjaźnie, na ile się dało.

Po wielu kłótniach, kiedy wreszcie udało im się usiąść i porozmawiać.

Wówczas  zdali  sobie  sprawę,  że  różnice  między  nimi  są  nie  do
przezwyciężenia.  Ale  nadal  bolało  go,  że  Zoe  tak  szybko  zakochała  się
w kimś innym, kto gotów był dać jej dziecko, o którym marzyła. Cieszył
się, że znów jest szczęśliwa, sam jednak nie ruszył dalej. Nie dlatego, by
wciąż kochał byłą żonę, ale dlatego, że nie chciał w ten sam sposób zawieść
kogoś innego.

– Jest, jak jest – dodał. – Kocham pracę, psa i Edynburg.
– Wychowałeś się tutaj?
– Tak.
– Ja tęsknię za rodziną – powiedziała.
Miał nadzieję, że nie zapyta o jego rodzinę. Nie miał nikogo, tylko grób

mamy, który odwiedzał w rocznicę jej śmierci. Nie żyła już od trzydziestu

background image

lat, pozostało mu tylko kilka podniszczonych zdjęć.

– Możesz zaprosić tu swoją rodzinę. Ja prześpię się na kanapie.
W jej oczach błysnęły łzy.
– To miło z twojej strony, ale nie mogę tego oczekiwać.
– Nie ma problemu. Poza tym nigdy bym nie zaproponował gościowi,

żeby  spał  tu  na  dole  z  Truffle.  Ona  chrapie  i  czasem  mnie  budzi.  Clara
kupiła bramkę na schody właśnie dlatego, że Truffle pojawiała się o trzeciej
nad ranem i lizała mnie po twarzy, żebym ją wyprowadził na spacer.

Na słowo „spacer” Truffle uderzyła ogonem o podłogę. Ryan pochylił

się i podrapał ją za uszami.

– Tak, głupi zwierzaku, mówię o tobie.
– Wszystko w porządku – powiedziała Georgie. – Chyba… po prostu

trochę mnie to zaskoczyło.

– No tak...
–  Nigdy  nie  myślałam,  że  w  wieku  trzydziestu  lat  zostanę  wdową.

Myślałam, że będę matką. Nie mogłam się doczekać założenia rodziny.

Znowu,  pomyślał.  To  samo  co  z  Zoe.  Georgie  też  chce  zostać  matką.

Ale Ryan nie chciał być ojcem. Nie wiedziałby, jak to się robi, nigdy nie
miał wzorca. Przez pierwszych sześć lat życia miał tylko mamę, a potem
szereg zastępczych rodziców, którzy po jakimś czasie go porzucali. Jedyną
osobą,  która  zachowała  się  inaczej,  była  pewna  emerytowana  pracownica
socjalna, Elspeth McCreadie.

Usiadła z nadąsanym nastolatkiem i powiedziała mu, że życie nie jest

sprawiedliwe, ale ma wybór. Może skupić się na przeszłości i przez resztę
życia  czuć  się  nieszczęśliwy,  albo  może  próbować  zmienić  świat.
Powiedziała mu, że jest inteligentny i może robić wszystko, co zechce.

Uczył się dobrze, więc mógł zostać lekarzem, a gdyby do tego zdobył

nieco  umiejętności  społecznych,  jego  przyszłość  mogłaby  być  lepsza  niż

background image

przeszłość. Ale tylko on może coś zmienić. Nikt nie zrobi tego za niego.

Wpadł  wtedy  w  złość,  ale  jej  słowa  odniosły  skutek.  Wieczorami

i w weekendy pracował w kasie w supermarkecie, ale zdał maturę i został
przyjęty  na  uniwersytet.  Został  lekarzem  i  to  zmieniło  jego  życie.
Pozostawał  w  kontakcie  z  Elspeth.  Zmarła,  zanim  skończył  studia,  ale
zostawiła mu kartkę z gratulacjami. Napisała, że jest z niego dumna.

Wciąż  jednak  nie  potrafił  nawiązać  z  nikim  prawdziwej  więzi.

Próbował kochać Zoe tak, jak ona chciała być kochana, ale jego wysiłki na
nic  się  nie  zdały.  Potrafił  leczyć  pacjentów,  ale  emocje  to  zupełnie  inna
sprawa. Tutaj czuł się bezradny.

– Przykro mi – powiedział niezręcznie. Chciał pomóc Georgie, ale nie

wiedział jak.

Otarła ręką twarz.
– Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Powinnam doceniać to, co

mam: rodzinę, pracę, którą kocham, przyjaciół. Nie muszę się martwić, czy
stać  mnie  na  zapłacenie  czynszu  i  jedzenie.  Chcieć  czegoś  więcej  to  po
prostu zachłanność.

–  Czasami  każdy  z  nas  chce  czegoś  więcej  –  powiedział.  –  Zrobię  ci

kawę.

– Dziękuję, ale muszę już iść do pracy.
– W takim razie zobaczymy się później.
Ale Georgie przez cały weekend była milcząca i wycofana. Ryan miał

ochotę  ją  przytulić,  ale  za  każdym  razem  przypominał  sobie  jej  słowa:
„Nigdy  nie  myślałam,  że  w  wieku  trzydziestu  lat  zostanę  wdową.
Myślałam, że będę matką”. Jak mógłby jej nie zawieść? Nie miał pojęcia.

W  środę  miała  wolny  dzień.  Po  porannym  sprzątaniu  pojechała  do

sklepu po chleb, a kiedy wróciła, nie usłyszała tupotu łap i nigdzie nie było

background image

widać merdającego ogona.

– Truffle? – zawołała.
W domu panowała cisza.
Ryan miał poranny dyżur. Na pewno nie zawrócił z drogi i nie zabrał

psa do szpitala. Więc gdzie się podziała Truffle? Bramka na schodkach była
zamknięta.

A  potem  usłyszała  skrzypnięcie  tylnych  drzwi.  Najwyraźniej  nie

zamknęła ich dobrze i Truffle wyszła do ogrodu. Georgie rozejrzała się za
domem, ale tam również psa nie było.

– Truffle! – zawołała. – Chodź tutaj!
Nic.  Przy  narożniku  ogrodzenia  zauważyła  kupkę  ziemi.  Był  tam

podkop wystarczająco duży, by mógł się przezeń przecisnąć duży pies…

O  nie.  Tylko  nie  to!  Wyglądało  na  to,  że  Truffle  podkopała  się  pod

ogrodzeniem.  Ryan  mówił,  że  lubi  uciekać,  i  teraz  Georgie  miała  tego
dowód.

–  Truffle!  –  wrzasnęła  z  nadzieją,  że  pies  zaraz  wyłoni  się  zza  rogu

domu, ale nic takiego się nie zdarzyło.

Jak ją przywołać? Na plaży Ryan kusił ją plasterkami kiełbasy. Georgie

pobiegła do lodówki i wyjęła pudełko z psimi smakołykami.

– Truffle, kiełbasa! – Potrząsnęła pudełkiem, a potem otworzyła je. Psy

mają znakomity węch. Jeśli Truffle wyczuje zapach smakołyków, to wróci.

Ale pies się nie pojawił.
O Boże, pomyślała z paniką. Nie miała nawet pojęcia, od czego zacząć

poszukiwania,  i  nie  znała  okolicy  na  tyle  dobrze,  by  wiedzieć,  w  którą
stronę Truffle mogła pobiec. W panice zadzwoniła na oddział.

– Czy jest tam Ryan? To bardzo pilne.
Wydawało jej się, że upłynęło dziesięć lat, zanim podszedł do telefonu.

background image

– Co się stało?
–  Chodzi  o  Truffle.  Pojechałam  do  sklepu  i  chyba  nie  domknęłam

tylnych  drzwi.  Pod  płotem  jest  dziura.  Chyba  Truffle  zrobiła  podkop
i  uciekła  z  ogrodu,  bo  nigdzie  jej  nie  ma.  Wołałam  i  wołałam,  wyjęłam
kiełbasę…

– Przestań gadać i weź głęboki oddech – przerwał jej. – Jesteś pewna,

że nie ma jej w domu?

– Jestem pewna. Gdzie mam zacząć szukać?
– Nigdzie. Zostań tam, gdzie jesteś. Ja przyjadę i jej poszukam.
Gwałtownie odłożył słuchawkę.
To  jej  wina.  A  jeśli  pies  został  ranny,  jeśli  potrącił  go  samochód  i…

O  Boże.  Odepchnęła  od  siebie  tę  myśl  i  poczuła,  że  zbiera  jej  się  na
mdłości. Gdyby Truffle coś się stało, nigdy by sobie tego nie wybaczyła.

Czuła, że musi coś zrobić, więc włożyła telefon do ładowarki, włączyła

czajnik, by zaparzyć kawę, i spakowała do wodoodpornej torby apteczkę,
ręcznik, latarkę, butelkę wody oraz pudełko z plasterkami kiełbasy. Potem
zasznurowała buty i sięgnęła po kurtkę.

Ryan przyjechał wcześniej, niż się spodziewała. Widocznie przez całą

drogę przekraczał prędkość.

– Ryan, ja… – zaczęła.
–  Daruj  sobie.  Muszę  znaleźć  mojego  psa.  –  Jego  twarz  zastygła

w maskę tłumionego gniewu.

– Pójdę z tobą. Mam torbę. Ręcznik, apteczka, kawa, woda. Telefon...
– Tu prawie nigdzie nie ma zasięgu.
– Przepraszam. Ja…
– Daruj sobie – powtórzył.

background image

–  Posłuchaj,  wiem,  że  jesteś  na  mnie  wściekły  i  nie  chcesz  mnie

widzieć,  i  nie  mogę  sobie  wybaczyć,  że  byłam  tak  nieostrożna,  ale  dwie
pary oczu są lepsze niż jedna. Nie mogę tak po prostu siedzieć tu i nic nie
robić. Pozwól mi pójść z tobą.

Skrzywił się, ale potem, ku jej uldze, skinął głową.
Padał deszcz, a właściwie mżawka, pozornie niewielka, jednak ubrania

szybko  nasiąkały.  Na  szczęście  Georgie  w  poprzednim  miesiącu  kupiła
sobie wodoodporny płaszcz z kapturem.

–  Zaczniemy  tam.  –  Wskazał  wzgórza.  –  Na  zmianę  będziemy  wołać

i nasłuchiwać. Przez piętnaście minut pójdziemy prosto, a potem skręcimy
o dziewięćdziesiąt stopni.

Po  półgodzinnym  marszu  Georgie  była  przemarznięta,  ale  nie

zamierzała  o  tym  mówić.  Gorszy  od  fizycznego  dyskomfortu  był  chłód
i strach wewnątrz. Wiedziała, że   Ryan kochał swojego psa najbardziej na
świecie. Gdyby coś się stało Truffle…

Jeszcze nigdy nie czuł takiego strachu.
Wielokrotnie  tracił  ludzi:  mamę,  jej  rodzinę,  kolejnych  przybranych

rodziców.  Ale  utrata  psa,  którego  pokochał  od  pierwszej  chwili,  jedynej
istoty, która go nie opuściła… Im dłużej o tym myślał, tym gorzej się czuł.
W jego żyłach płynęła czysta adrenalina, płuca wypełniał strach.

Jego pies nie mógł go opuścić. Truffle była jego jedyną rodziną. Czy tak

właśnie  czuli  się  rodzice  pacjentów,  siedząc  przy  łóżku  chorego  dziecka?
Jakby cały świat znikał w czarnej dziurze i nie pozostawała nawet plamka
światła? To nie do zniesienia.

Z wysiłkiem stawiał jedną stopę przed drugą. Nie miał siły biec. Gardło

go bolało od nawoływania, w uszach słyszał szum. Za każdym razem, gdy
spoglądał  na  zegarek,  by  sprawdzić,  czy  czas  zmienić  kierunek,

background image

przekonywał się, że od poprzedniego razu minęło tylko kilka sekund. Jak to
możliwe, by czas płynął tak wolno?

A jeśli jej nie znajdą?

W ogóle się do niej nie odzywał. Zresztą nie mogła go za to winić. To,

co  zrobiła,  jest  niewybaczalne:  zgubiła  jego  psa.  Clara  na  pewno  nie
popełniłaby tak głupiego błędu.

Wiedziała,  że  jeśli  coś  się  stanie  Truffle,    nie  będzie  mogła  zostać

w Hayloft Cottage. Nie była nawet pewna, czy mogłaby pracować na tym
samym oddziale co Ryan. On nigdy jej tego nie wybaczy. Rozwijająca się
między  nimi  przyjaźń,  przyciąganie,  które  oboje  starali  się  ignorować  –
w  jednej  sekundzie  to  wszystko  przerodziłoby  się  w  nienawiść.  Proszę,
niech ona się znajdzie...

Kolejny zwrot o dziewięćdziesiąt stopni, kolejne nawoływania, chwila

nasłuchiwania i znowu nic.

Szli coraz dalej i dalej i w końcu Georgie usłyszała szczekanie. A może

to był tylko wiatr?

– Chyba coś usłyszałam. Zawołaj jeszcze raz!
Ryan zawołał i tym razem obydwoje usłyszeli słabe szczeknięcie. Bogu

dzięki, Truffle żyje!

Ruszyli  w  tym  kierunku.  Georgie  rozglądała  się,  wypatrując  błysku

odblaskowej  obroży.  Powinien  być  widoczny  nawet  w  słabym  świetle.
Wyjęła latarkę z torby i omiatała ziemię przed sobą, aż wreszcie dostrzegła
błysk.

– Tam! To chyba obroża Truffle.
Ale  pies  się  nie  ruszał.  Jeśli  ich  słyszał,  dlaczego  nie  podbiegł?  Ryan

poruszał  się  szybciej  niż  Georgie.  Ostrożnie  szła  za  nim,  obawiając  się

background image

skręcenia  kostki.  Kiedy  się  z  nim  wreszcie  zrównała,  klęczał  obok  psa.
Truffle lizała go po twarzy, skamląc cicho.

– Utknęła w króliczej norze – powiedział, a Georgie zdała sobie sprawę,

że wygrzebuje psa rękami. – Głupi zwierzak. Nie zamierzasz znowu uciec
w góry, prawda?

Pies poruszył się i lekko machnął ogonem. Georgie przykucnęła obok

i pogłaskała go po głowie.

–  Tak  się  cieszę,  że  wszystko  w  porządku.  Musiałaś  tu  długo  czekać,

biedactwo. Przepraszam, to moja wina. Jest ci zimno i mokro, ale na pewno
chce ci się pić.

Wyjęła z torby termos i nalała wody do pokrywki. Truffle wypiła dwie

porcje.

Ale kiedy Ryan skończył ją odkopywać, okazało się, że uwięziona noga

jest uszkodzona i Truffle nie będzie w stanie wrócić do domu o własnych
siłach.

– Nie wiem, czy to złamanie, czy zwichnięcie – stwierdził Ryan – ale

nie będę ryzykował. – Pochylił się i wziął psa na ręce.

Labradorka ważyła prawie trzydzieści kilogramów, ale podniósł ją jak

piórko. Oczy miał mokre.

– Czy mogę ci jakoś pomóc? – zapytała Georgie z przygnębieniem.
– Wystarczająco mi już pomogłaś.
– Ryan, każdy może popełnić błąd.
–  Tak.  –  W  jego  policzku  zadrgał  mięsień.  –  Ten  pies  to  cała  moja

rodzina, a ty jej nie upilnowałaś.

Cierpienie w jego głosie powstrzymało ją od riposty.
– Może zadzwonię po weterynarza?
– Tu nie ma sygnału.

background image

Spojrzała  na  telefon:  niestety,  miał  rację.  Mieszkał  tu  przecież  przez

całe życie, a ona jest tylko głupią dziewczyną z miasta.

Gdy  w  końcu  wrócili  do  domu,  usiadła  obok  Truffle,  głaszcząc  ją  po

głowie i pocieszając, a Ryan zadzwonił do weterynarza.

–  Poczekają  na  mnie  –  powiedział,  kiedy  skończył  rozmawiać.  –  Nie

wiem, kiedy wrócę.

Wzięła głęboki oddech.
– Truffle jest obolała i przestraszona. Na pewno wolałaby, żeby ktoś był

przy  niej  w  samochodzie.  Podwiozę  cię,  a  ty  usiądziesz  razem  z  nią.
Przynajmniej tyle mogę zrobić.

Ryan  miał  ochotę  warknąć  do  Georgie,  by  wróciła  do  Londynu

i zostawiła go w spokoju, ale rozsądek przeważył.

– W porządku – powiedział i wręczył jej kluczyki. – Pojedziemy moim

autem. Jest większe.

– Dobrze. Masz adres weterynarza wpisany do nawigacji czy będziesz

mnie prowadził?

– Poprowadzę cię.
Zaniósł psa do samochodu i delikatnie ułożył go na tylnym siedzeniu,

a potem poprowadził Georgie do weterynarza w sąsiedniej wiosce.

–  Wróciłaś  z  wojny,  Truffle?  –  powitała  ich  recepcjonistka.  –  Linda

mówiła, że przyjdziesz, Ryan. Idź do gabinetu, czeka na ciebie.

– Połóż ją na stole – powiedziała lekarka, gdy wniósł psa do gabinetu.
Sprawdziła zakres ruchu wszystkich łap Truffle, przemawiając do niej

cicho.

–  Czuję  tu  zwiększoną  ruchomość.  Zrobimy  prześwietlenie,  żeby

sprawdzić, czy to nie złamanie, ale jestem prawie pewna, że to skręcenie

background image

drugiego  stopnia.  A  to  oznacza,  że  potrzebny  będzie  zabieg,  żeby
prawidłowo ustabilizować staw. Jak to się stało?

–  Podkopała  się  pod  ogrodzeniem,  pobiegła  na  wzgórza  i  utknęła

w króliczej norze – wyjaśnił Ryan.

–  Nie  obwiniaj  się  o  to  –  powiedziała  Linda.  –  Widziałam  psy,  które

skręciły łapę, zeskakując z sofy. Wcale o to nietrudno. Kiedy ostatnio jadła?

– Dzisiaj rano.
– To dobrze. Zaniesiesz ją do rentgena?
Ucieszył się, że może coś zrobić, a nie tylko bezradnie czekać. Został

przy Truffle, uspokajając ją, gdy Linda wykonywała badanie.

– Dobra wiadomość – oznajmiła po zakończeniu. – To nie jest złamanie,

ale  muszę  ustabilizować  staw,  więc  zrobimy  teraz  zabieg.  Truffle
wyzdrowieje.  Ale  nie  sprawdzaj  niczego  w  internecie  –  dodała
z uśmiechem – bo wpadniesz w panikę. Jestem pewna, że mówisz to samo
rodzicom swoich pacjentów.

Owszem,  mówił,  a  teraz  przekonał  się,  jak  to  wygląda  z  ich

perspektywy.  To  okropne.  Z  piekącymi  oczami  pogładził  Truffle  po  łbie
i  dostrzegł  niepokój  w  jej  ciemnobrązowych  oczach.  Podniósł  wzrok  na
Lindę.

–  Czy  mogę  tu  zostać,  kiedy  będziesz  jej  podawać  znieczulenie?

Wolałbym jej nie zostawiać samej.

Obawiał  się,  że  Truffle  pomyśli,  że  ją  porzucił,  tak  jak  pierwsi

właściciele. Linda, która znała pochodzenie psa, skinęła głową.

–  Ale  potem  wyjdź,  żebym  mogła  się  skoncentrować  na  zabiegu,

dobrze?

Pokiwał głową.
– Kocham cię – szepnął do psa.

background image

Kiedy  po  raz  ostatni  powiedział  to  człowiekowi?  I  kiedy  ktoś

powiedział to jemu?

Stał  przy  stole  do  badań,  starając  się  panować  nad  głosem

i  uspokajająco  głaszcząc  Truffle.  Jej  oczy  powoli  ciemniały,  gdy  środek
znieczulający zaczął działać.

–  Poradzi  sobie  –  powtórzyła  Linda.  –  To  rutynowy  zabieg,  robię  to

często.

On również powtarzał to rodzicom pacjentów.
–  Idź  i  powiedz  Carol,  żeby  zrobiła  ci  herbatę  z  dwiema  kostkami

cukru – rzekła Linda.

Georgie siedziała w poczekalni. Twarz miała bladą.
–  I  jak?  –  Urwała  i  zakryła  usta  dłońmi,  gdy  zdała  sobie  sprawę,  że

Ryan wyszedł sam. – Gdzie ona jest?

– Na stole operacyjnym. To nie jest złamanie, tylko skręcenie. Drugiego

stopnia. Linda musi ją operować, żeby ustabilizować staw.

– Tak mi przykro.
Choć  czuł  się  nieszczęśliwy,  wiedział,  że  nie  powinien  się  na  niej

wyładowywać.

–  Linda  mówi,  że    widziała  psa,  który  skręcił  nogę  w  ten  sposób,

schodząc z sofy. To się zdarza. – Usiadł obok niej. – Muszę zaczekać.

– Zostanę z tobą.
– Nie musisz.
– Ale chcę. Nie ma nic gorszego niż samotne czekanie.
Był  poruszony,  gdy  wzięła  go  za  rękę.  Skóra  natychmiast  zaczęła  go

mrowić  i  poczuł  jeszcze  większe  zmieszanie.  Nic  nie  powiedziała;
uświadomił sobie, że Georgie daje mu przestrzeń i jednocześnie wspiera, po
prostu trzymając go za rękę. Będąc przy nim.

background image

W końcu słowa zaczęły się z niego wylewać. Nie był w stanie na nią

patrzeć, ale mógł mówić.

– Przepraszam, że się na tobie wyładowałem.
– W porządku.
– Nie, to nie było w porządku. Ale Truffle… Ona nie jest tylko moim

psem. Jest moją rodziną.

– Wiem.
Zdawało się, że Georgie go nie ocenia.
– Całą moją rodziną – sprecyzował.
Znowu  nic  nie  powiedziała.  Nie  pytała,  nie  sondowała,  po  prostu

dawała mu przestrzeń, by mógł myśleć i mówić, kiedy będzie gotowy. Nie
obiecała  dyskrecji,  ale  był  niemal  pewien,  że  ją  zachowa;  on  też  nie
powiedział nikomu na oddziale, że Georgie jest wdową.

–  Mama  mnie  urodziła,  kiedy  była  jeszcze  bardzo  młoda  –  wyznał.  –

Miała  szesnaście  lat.  Nie  wiem,  kim  był  ojciec.  Nie  umieściła  jego
nazwiska  w  akcie  urodzenia  i  nikomu  nie  powiedziała,  kim  był.  Rodzice
wyrzucili ją z domu.

Georgie  milczała,  ale  zacisnęła  palce  na  jego  dłoni  i  nagle,  po  raz

pierwszy w życiu, rozmowa stała się łatwa.

–  Znalazła  mieszkanie  i  pracę  i  było  nam  razem  dobrze.  Ale  potem

zginęła w wypadku, kiedy miałem sześć lat. Jechała rowerem z pracy, żeby
odebrać  mnie  ze  szkoły,  i  nie  miała  kasku.  Potrącił  ją  samochód.
Nieszczęśliwie  uderzyła  się  w  głowę  i  było  po  wszystkim.  –  Wzruszył
ramionami. – Więc zostałem sam. A jej rodzice… cóż, nie chcieli mnie znać
nawet kiedy żyła. Powiedzieli pracownikowi socjalnemu, że nie chcą brać
sobie na głowę ciężaru. Więc trafiłem do opieki zastępczej.

Dopiero teraz Georgie zrozumiała, jak głęboko Ryan identyfikuje się ze

swoim  labradorem.  Nic  dziwnego,  że  uważał  psa  za  jedyną  rodzinę.

background image

Brakowało jej słów, więc tylko trzymała go za rękę i pozwalała mówić. Nie
patrzył na nią, wyraz twarzy miał odległy.

–  Byłem  rozgniewanym  sześciolatkiem.  Tęskniłem  za  mamą  i  nie

rozumiałem, dlaczego umarła. Nie potrafiłem się przystosować do żadnego
miejsca.  Moczyłem  łóżko.  Kopałem  w  drzwi  i  ściany.  Rzucałem
przedmiotami. Kradłem. Rozbijałem rzeczy.

A Truffle gryzie buty, pomyślała Georgie.
–  Dlatego  przybrani  rodzice  nie  wytrzymywali  ze  mną  długo.

Przeszedłem przez kilka rodzin, a potem trafiłem do domu dziecka.

– Twoi dziadkowie nigdy nie zmienili zdania?
– Nie.
Wciąż nie potrafiła tego zrozumieć.
– Twoja mama była ich jedynym dzieckiem?
– Tak.
To bardzo smutne. Georgie nie mogła pojąć, jak rodzic może wyrzucić

swoje jedyne dziecko na ulicę. Jej rodzice wspierali Joshuę po śmierci jego
żony.  Zaproponowali  nawet,  że  wrócą  do  Londynu,  by  mu  pomóc,  choć
doskonale czuli się w Norfolk. Wspierali również ją po śmierci Charliego.

Gdyby  zaszła  w  ciążę  w  wieku  szesnastu  lat,  rodzice  zapewne  byliby

rozczarowani, że odebrała sobie szanse, ale wsparliby ją w każdej decyzji
i pomogliby w opiece nad dzieckiem, by mogła kontynuować naukę i robić
karierę, o której marzyła. Gdyby coś jej się stało, wiedziała bez wątpienia,
że daliby jej dziecku dom i dopilnowali, by czuło się kochane. Joshua też
by pomógł.

Ryan nie miał takiego wsparcia. Był zupełnie sam. Miał tylko psa.
–  Nie  lituję  się  nad  tobą  –  powiedziała  –  ale  czuję  złość  w  imieniu

ciebie i twojej mamy.

background image

–  Nie  ma  takiej  potrzeby.  McGregorowie  nie  zasługują  na  twoje

emocje  –  odrzekł.  –  Czeka  ich  samotna  starość.  W  liście  do  mojej  matki
napisali, że zbierze, co posiała. Znalazłem ten list w pudełku z jej rzeczami,
które opieka społeczna przechowała i dała mi, kiedy dorosłem. A teraz to
oni zbiorą, co posiali. Myślałem o konfrontacji z nimi, ale zdecydowałem,
że nie są tego warci.

–  To  prawda  –  przyznała.  –  Chcę  cię  upewnić,  że  nikomu  tego  nie

powtórzę.

Dopiero teraz na nią spojrzał.
– Dziękuję.
– Czy Clara wie?
– Tak. To ona po rozstaniu z Zoe zasugerowała mi, żebym wziął psa. –

Posłał jej kwaśny uśmiech. – Powiedziała to samo co ty. Powiedziała też, że
powinienem  spróbować  znaleźć  ojca.  Zoe  też  tak  uważała.  Ale  ponieważ
moja matka nie podała jego nazwiska, nie ma nikogo, kogo mógłbym o to
zapytać.

– Może jakaś przyjaciółka twojej mamy ze szkoły?
– To właśnie sugerowały, ale nie wiem, z kim się przyjaźniła. A poza

tym możliwe, że mama w ogóle nikomu tego nie powiedziała. – Potrząsnął
głową. – Skoro mój ojciec nie chciał mieć z nią nic wspólnego, kiedy była
w  ciąży  ani  kiedy  mnie  urodziła,  to  z  pewnością  nie  będzie  chciał  mnie
znać  trzydzieści  sześć  lat  później.  A  ja  nie  chcę  w  moim  życiu  kolejnej
osoby, która by mnie zawiodła.

Więc  nie  oczekiwał  niczego  po  związkach.  To  było  ostrzeżenie.

A  jednocześnie  Georgie  miała  ochotę  zapłakać  nad  tym  smutnym,
samotnym,  opuszczonym  przez  wszystkich  chłopcem,  którym  był  kiedyś,
i samotnym, opuszczonym mężczyzną, jakim stał się teraz. A przecież nie
musi tak być.

background image

Delikatnie  wyplątał  palce  z  jej  palców,  jakby  chciał  zaznaczyć,  że

niczego od niej nie potrzebuje. Cóż, i tak nie miała zamiaru odejść.

Carol  z  recepcji  uparła  się  zrobić  im  herbatę.  W  końcu  Linda  stanęła

w drzwiach.

– Chcecie usłyszeć dobrą wiadomość? – zapytała.
Ryan natychmiast się wyprostował.
– Nic jej nie będzie?
Linda skinęła głową.
–  Nastawiłam  zwichnięcie.  Ma  założoną  szynę,  będzie  potrzebowała

środków  przeciwbólowych  i  odpoczynku.  Może  chodzić  tylko  na  krótkiej
smyczy. Żadnego biegania, skakania ani energicznych zabaw.

– Będzie się nudzić – stwierdził Ryan.
– Daj jej jakieś zabawki i zapewnij dużo treningu mentalnego. Zabawy,

które  nie  wymagają  wysiłku  fizycznego,  na  przykład  szukanie
przedmiotów. Dawaj jej zabawki z jedzeniem w środku, żeby musiała nad
nimi popracować. To jej zapewni zajęcie.

– Rozumiem – odparł.
–  Już  się  wybudziła  po  zabiegu.  Jest  jeszcze  trochę  zamroczona,  ale

możesz ją zabrać do domu.

–  Dziękuję  ci.  –  Ku  zdumieniu  Georgie  Ryan  przytulił  Lindę.  –

Dziękuję, że pomogłaś mojemu psu.

–  Przywieź  ją  do  mnie  za  tydzień.  Albo  wcześniej,  jeśli  coś  cię

zaniepokoi.

Rzęsy  Ryana  były  podejrzanie  wilgotne,  kiedy  przyniósł  Truffle  do

poczekalni.

– Chodźmy do domu – powiedziała Georgie cicho i uświadomiła sobie,

co powiedziała.

background image

Dom. Odkąd uważa Hayloft Cottage za swój dom?
Ale  zdała  sobie  sprawę,  że  tak  było  –  zaczęła  już  uważać  szkockie

wzgórza za swoje miejsce.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Ryan siedział z tyłu razem z Truffle, która wydawała się zamroczona.

Na  wygolonej  łapie  miała  opatrunek.  Ryan  dostał  od  lekarki  plastikowy
kołnierz  przypinany  do  obroży,  który  nie  pozwalał  psu  dosięgnąć  zębami
opatrunku.

Georgie  otworzyła  mu  drzwi,  a  on  wniósł  psa  do  środka  i  położył  na

posłaniu.  Truffle  zwiesiła  głowę  między  łapami.  Ryan  patrzył  na  nią
z cierpieniem na twarzy.

– Zrobię kolację – powiedziała Georgie. – Wczoraj kupiłam łososia.
– Nie jestem głodny.
– Trudno, i tak zjesz. Musisz mieć siły dla Truffle.
Uznała  jego  milczenie  za  zgodę.  Pokroiła  warzywa,  wrzuciła  je  na

patelnię razem z łososiem i włożyła paczkę ryżu do kuchenki mikrofalowej,
a potem postawiła na stole talerze. Ryan wyraźnie nie miał ochoty odejść od
psa.

– Nic jej nie będzie. Usiądź i jedz – powiedziała.
Mruknął  coś  niewyraźnie,  ale  usiadł  przy  stole,  chociaż  tylko  grzebał

widelcem  w  talerzu.  Zjadł  mniej  więcej  połowę  porcji,  znów  usiadł  na
podłodze  i  zaczął  karmić  Truffle  z  ręki  kawałkami  ryby  i  ryżu.  Georgie
miała  ochotę  go  przytulić  i  powiedzieć,  że  wszystko  będzie  dobrze,
obawiała  się  jednak,  że  Ryan  ją  odepchnie,  więc  zajęła  się  zmywaniem.
W kuchni zaległa cisza.

W końcu nastawiła czajnik, zrobiła herbatę i zabrała pusty talerz Ryana.

background image

– Przepraszam – mruknął. – I dzięki.
– Nie ma problemu. Czy mogę coś jeszcze zrobić?
– Nie. – Wziął głęboki oddech. – Dziś będę spał na dole, na wypadek,

gdyby pojawiła się opóźniona reakcja na znieczulenie.

Nie pomyślała o tym wcześniej. No tak, oczywiście, zagrożenie jeszcze

nie minęło.

– W takim razie ja też zostanę tutaj, żeby dotrzymać ci towarzystwa.
–  Nie  ma  takiej  potrzeby  –  odparł.  –  Jutro  idziesz  do  pracy.  Ja  się

zamieniłem na dyżury, więc mam dzień wolny.

– Mimo to zostanę. Pomijając już, że to przeze mnie   Truffle uciekła, do

opieki nad chorym dwie osoby są lepsze niż jedna. Przebiorę się w piżamę
i przyniosę tutaj poduszkę i kołdrę. Obydwoje przy niej usiądziemy.

W końcu skinął głową.
– Dobrze, dziękuję.
Poszedł na górę po swoją pościel, a Georgie tymczasem siedziała przy

Truffle.

– Wszystko będzie dobrze, mała – powiedziała cicho.
Ryan  zszedł  na  dół  i  ułożył  się  po  drugiej  stronie  psa.  Założył  jej

kołnierz, a potem leżał w milczeniu ze zmartwioną miną. Georgie zasnęła.

Następnego  ranka  obudził  ją  budzik.  Przez  chwilę  była

zdezorientowana. Leżała nie w łóżku, lecz na podłodze. Jakimś sposobem
Truffle przemieściła się w nocy i Georgie leżała teraz w ramionach Ryana.

Znów zacisnęła powieki. I co teraz?
Po raz pierwszy od śmierci Charliego obudziła się w czyichś ramionach.

Była  gotowa  się  założyć,  że  Ryan  również  nie  budził  się  przy  kimś  od
rozwodu. Jakimś sposobem zbliżyli się do siebie podczas snu. Żadne z nich
tego nie planowało. Gdyby wyśliznęła się z jego ramion, na pewno by się

background image

obudził i poczułaby się niezręcznie. A jeśli się nie poruszy i będzie czekać,
aż on się obudzi, Ryan zauważy jej płytki oddech i będzie wiedział, że ona
nie śpi. To również byłoby niezręczne. Nie ma łatwego wyjścia.

A potem Ryan poruszył się i delikatnie wyplątał z jej ramion. A zatem

nie spał i zdecydował się poruszyć pierwszy. Otworzyła oczy, ale omijała
go wzrokiem.

– Dzień dobry – powiedziała.
– Dzień dobry – odrzekł i na szczęście nie skomentował ich bliskości.

Widocznie on też czuł się niepewnie.

– Jak się czuje Truffle? – zapytała.
Pies uderzył ogonem o podłogę.
– Wygląda dobrze – powiedział Ryan i zdjął kołnierz. – Chcesz wyjść,

mała? Ale nie mogę cię spuścić ze smyczy.

Poprowadził  Truffle  do  drzwi  kuchennych  i  nałożył  buty  i  płaszcz  na

piżamę. Georgie również wstała. Zanim Ryan wrócił z psem, zrobiła kawę
i nakryła stół do śniadania.

– Nie musiałaś tego robić – skomentował.
– Chcę coś zjeść, a śniadanie dla dwojga robi się równie szybko jak dla

jednej osoby.

Ryan wydawał się wyczerpany. Emocje poprzedniego dnia wyraźnie się

na  nim  odbiły.  Nie  zmuszała  go  do  mówienia,  ale  po  śniadaniu,  kiedy
poszedł wziąć prysznic, pozmywała i usiadła na podłodze obok psa.

– Tak mi przykro z powodu tego, co się stało – powiedziała, głaszcząc

Truffle. – To była moja wina. Wiem, jakie to uczucie, gdy ktoś się o ciebie
nie  troszczy.  –  Przygryzła  wargę.  –  Czuję  się  źle,  że  zraniłam  Ryana  tak
samo, jak Charlie zranił mnie. Nie wiem, jak mu to wynagrodzę, ale będę
musiała się postarać.

background image

„Zraniłam  Ryana  tak  samo,  jak  Charlie  zranił  mnie”.  Te  słowa  odbiły

się  echem  w  głowie  Ryana,  ale  nie  potrafił  ich  zrozumieć.  Z  tego,  co
mówiła Georgie, Charlie był bohaterem. Zginął w osuwisku po trzęsieniu
ziemi,  a  Georgie  kilka  dni  temu,  w  rocznicę  ślubu,  wciąż  go  opłakiwała.
Ale  teraz  zaczął  się  zastanawiać.  Czy  można  opłakiwać  kogoś,  kto  cię
skrzywdził?

Powiedziała, że   ktoś się o nią nie troszczył i że Charlie ją skrzywdził.

Czy te dwie rzeczy miały z sobą związek? Co się wydarzyło? Ale nie mógł
jej o to zapytać, musiał czekać, aż będzie gotowa, by o tym porozmawiać.
Wydawało się jednak, że w jej małżeństwie nie wszystko było tak cudowne,
jak początkowo sądził.

Głośno  schodził  po  schodach,  by  dać  jej  czas  na  zapanowanie  nad

emocjami.

–  Dziękuję,  że  przypilnowałaś  Truffle  –  powiedział,  kiedy  wszedł  do

salonu.

–  Przynajmniej  tyle  mogłam  zrobić.  Tak  sobie  myślę…  może

powinniśmy  spojrzeć  na  grafik  i  spróbować  przesunąć  dyżury  tak,  żeby
jedno z nas pracowało rano, a drugie po południu, żeby Truffle miała jak
najwięcej towarzystwa. Pokażesz mi, co mam robić, żeby ją zająć.

Naprawdę  bardzo  się  starała  nadrobić  swoje  niedopatrzenie.  Teraz,

kiedy  był  już  prawie  pewien,  że  Truffle  wyjdzie  z  przygody  cało,  jego
gniew zniknął.

– Dziękuję ci. I przepraszam za wczoraj.
Uniosła głowę wyżej.
– Zasłużyłam na wszystko, co powiedziałeś. Ostrzegałeś mnie, że ona

lubi  uciekać.  Powinnam  dobrze  sprawdzić  drzwi.  W  Londynie
sprawdziłabym  dwa  razy.  Wiem,  że  to  żadna  wymówka,  ale  tutaj  jest
bezpieczniej.

background image

– Tutaj jest bezpieczniej – powtórzył.
–  Mimo  wszystko  powinnam  sprawdzić  i  przepraszam.  Pokryję

rachunek za weterynarza.

–  Truffle  jest  ubezpieczona  –  odparł.  –  Ale  możesz  dotrzymywać  jej

towarzystwa, bo będzie się nudzić.

– Powiedz mi tylko, jaki jest psi odpowiednik czytania milionów bajek

i robienia wycinanek.

– Czy to właśnie robisz ze swoją bratanicą?
–  Jeszcze  tańczymy.  Ale  Truffle  ma  odpoczywać,  więc  nie  będziemy

tańczyć.

Wyobraził sobie, jak Georgie siedzi z bratanicą na kolanach i czyta jej

bajki  albo  rysuje  i  lepi  z  ciastoliny.  Od  tego  już  tylko  mały  krok  był  do
wyobrażenia  sobie,  jak  robi  to  z  własnym  dzieckiem  –  dziewczynką
podobną do matki, ale z jego szarymi oczami i ciemnymi włosami.

Otrząsnął  się.  Nigdy  wcześniej  nie  wyobrażał  sobie  siebie  jako  ojca.

Nie  wyobrażał  sobie  tego  przy  Zoe,  choć  ją  kochał.  Ale  Zoe  i  on  nie
pasowali  do  siebie.  A  czy  pasowałby  do  Georgie?  Na  tę  myśl
znieruchomiał.

W  tej  chwili  nie  miał  czasu  ani  energii  na  stawianie  czoła  duchom

przeszłości.

– Zanim wyjdziesz do pracy, skoczę do sklepu po chleb, dobrze?
–  Pewnie.  Truffle  i  ja  obejrzymy  sobie  w  telewizji  powtórkę

„Przyjaciół”.

Siedziała  na  podłodze  z  psem  i  troszczyła  się  o  niego  tak  samo  jak

Ryan.  Na  ten  widok  serce  mu  zmiękło  i  miał  wrażenie,  jakby  rozbłysła
w nim iskierka światła.

To uczucie nasiliło się w ciągu następnych dni.

background image

Georgie doskonale radziła sobie z Truffle. Mógł powierzyć jej swojego

psa, więc może mógłby powierzyć jej również siebie, choć ta myśl wciąż
go przerażała. Ona jednak traktowała go tylko jak przyjaciela.

Jak ma jej wyjaśnić, że jego uczucia do niej zaczynają się zmieniać?

Coraz  trudniej  jej  było  dzielić  dom  z  Ryanem.  Wyraźnie  dał  jej  do

zrozumienia,  że    nie  chce  od  niej  niczego  poza  przyjaźnią.  Może  szalony
romans  pomógłby  jej  wrócić  do  równowagi,  ale  nie  chciała  szalonego
romansu. Jeśli coś między nimi miało się wydarzyć, nie mogła to być tylko
przygoda na jedną noc.

W  sobotę  w  izbie  przyjęć  pojawiła  się  czteroletnia  Jennie.  Przeszła

przeziębienie,  po  którym  pozostał  uporczywy  kaszel.  Jej  mama
powiedziała, że Jennie czuła się gorzej w nocy, ona jednak sądziła, że przy
przeziębieniu jest tak zawsze. Teraz jednak Jennie miała świszczący oddech
i skarżyła się na ból w klatce piersiowej. U podstawy gardła widoczne było
wyraźne wgłębienie.

Wszystkie  te  symptomy  powiedziały  Georgie,  że  to  prawdopodobnie

astma, ale chciała wykonać EKG, by sprawdzić serce dziewczynki. Poszła
poszukać  kogoś,  kto  mógłby  wykonać  badanie,  i  w  korytarzu  spotkała
Ryana.

– Wszystko w porządku? – zapytał.
– Mam pacjentkę z podejrzeniem astmy i chcę zrobić EKG. Potrzebuję

kogoś, kto by mi w tym pomógł.

– Ja ci pomogę – zadeklarował.
Zaprowadziła go do pokoju zabiegowego i przedstawiła mamie Jennie.
–  Czy  ktoś  w  rodzinie  ma  astmę,  katar  sienny  lub  alergie?  –  zapytał

Ryan.

Matka Jennie potrząsnęła głową.

background image

–  Ani  w  mojej  rodzinie,  ani  w  rodzinie  jej  ojca.  Czy  to  właśnie

podejrzewacie?

–  To  możliwe  –  rzekła  Georgie.  –  Przeprowadzimy  kilka  badań,  ale

najpierw ułatwimy Jennie oddychanie.

–  Czy  możesz  usiąść  prosto,  Jennie?  –  zwrócił  się  Ryan  do

dziewczynki. – Wtedy łatwiej ci będzie oddychać.

Dziewczynka skinęła głową i wyprostowała się.
–  Bardzo  dobrze  –  oświadczyła  Georgie.  –  A  teraz  proszę,  żebyś

wdychała  powietrze  przez  nos  i  wydychała  przez  usta.  Rób  to  powoli.
Głęboko wdychaj i głęboko wydychaj.

Gdy  dziewczynka  trochę  się  uspokoiła,  Georgie  przypięła  niebieski

inhalator do plastikowej komory.

–  To  jest  specjalny  lek,  który  pomoże  ci  oddychać  –  wyjaśniła.  –

Trzymaj tę tubę i włóż ustnik do ust. Kiedy nacisnę tutaj, w tubie znajdzie
się lekarstwo. Weź wtedy oddech, aż tuba zagwiżdże. Potrafisz to zrobić?

Jennie ponownie skinęła głową i wykonała polecenie.
–  Doskonale  –  uznał  Ryan.  –  Jesteś  bardzo  dzielna.  –  Spojrzał  na

zegarek i odczekał minutę. – Wciągniesz lekarstwo jeszcze raz?

Podali  jej  dziesięć  dawek,  po  jednej  na  minutę,  a  potem  sprawdzili

saturację. Ryan zabawiał Jennie serią marnych żartów, Georgie tymczasem
pobrała jej krew i przykleiła do piersi elektrody do badania EKG.

–  Wzór  na  tym  papierze  pokazuje,  jak  bije  twoje  serce  –  wyjaśnił

Ryan. – Bije prawidłowo.

Mama Jennie odetchnęła z ulgą.
– A więc to astma?
–  Kaszel  i  świszczący  oddech  mogą  być  spowodowane  wieloma

czynnikami, nie tylko astmą – wyjaśniła Georgie. – Jennie jest jeszcze za

background image

mała na niektóre badania płuc, więc choć to będzie frustrujące, przez kilka
następnych tygodni będziemy próbować różnych form leczenia.

–  Damy  pani  ten  niebieski  inhalator  i  tubę.  Proszę  ich  używać,  gdy

objawy  się  zaostrzą  –  dodał  Ryan.  –  Inhalator  podaje  Jennie  dawkę
kortykosterydów,  takich  jakie  organizm  wytwarza  naturalnie,  a  nie  tych,
które  przyjmują  kulturyści.  Dzięki  inhalatorowi    lek  trafi  prosto  do  dróg
oddechowych,  rozszerzy  je  i  zapewni  bezpieczeństwo  na  czas,  gdy
będziemy próbowali ustalić przyczynę problemu.

– Będzie pani prowadziła dziennik – ciągnęła Georgie. – Kiedy Jennie

zacznie  gorzej  oddychać,  proszę  zapisać,  jakie  ma  objawy,  datę,  godzinę,
jaka jest pogoda i co się dzieje wokół – czy w pobliżu jest jakieś zwierzę,
czy  jest  bardzo  zimno  albo  czy  biegała.  Mogę  wydrukować  pani
wskazówki.

– Dziękuję – powiedziała mama Jennie.
–  To  zabrzmi  trochę  bezdusznie  –  stwierdził  Ryan  –  ale  kiedy  Jennie

zacznie sapać albo kaszleć, dobrze byłoby nagrać to na telefon. To bardzo
by nam pomogło.

–  Proszę  również  zapisywać,  ile  wziewów  Jennie  bierze  z  inhalatora

i czy to jej pomaga,  czy niczego  nie zmienia,  czy też pogarsza  jej stan –
ciągnęła  Georgie.  –  Im  więcej  informacji  pani  poda,  tym  łatwiej  będzie
lekarzowi dostrzec wzór i postawić dobrą diagnozę.

– Na pewno tak zrobię – obiecała matka Jennie.
– To świetnie. Rozpiszę pani plan działania na dwa miesiące. Proszę go

przedstawić w przedszkolu Jennie, rodzinie i przyjaciołom, żeby wiedzieli,
co zrobić, jeśli wystąpią objawy astmy.

–  Jeśli  będzie  potrzebować  inhalatora  częściej  niż  trzy  razy

w tygodniu – dodał Ryan – pielęgniarka zajmująca się astmatykami da pani
brązowy  inhalator  prewencyjny  z  lekiem,  który  Jennie  będzie  musiała

background image

przyjmować codziennie, aby powstrzymać objawy. Ale zobaczymy, co się
wydarzy w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Oczywiście, jeśli coś będzie
panią niepokoić, proszę się skontaktować z lekarzem, a jeśli inhalacje nie
pomogą, proszę przyjechać od razu tutaj.

Przykucnął i spojrzał Jennie w oczy.
–  Byłaś  bardzo  dzielna,  więc  zasłużyłaś  na  to.  –  Wyjął  z  kieszeni

błyszczącą naklejkę z napisem „Byłam dzielna”.

– Dziękuję – powiedziała Jennie nieśmiało.
Georgie  wydrukowała  plan  działania  i  dziennik  astmy  dla  jej  matki

i pokazała, jak go wypełniać.

– Oczywiście prześlemy wszystkie szczegóły do lekarza rodzinnego, ale

proszę umówić się na wizytę u specjalisty od astmy za osiem tygodni.

Mama dziewczynki podziękowała i wzięła córkę za rękę.
Georgie zastanawiała się, dlaczego ona i Ryan byli tak doskonale zgrani

z sobą w pracy, że gdy jedno zaczynało coś mówić, drugie mogło skończyć
zdanie  –  a  gdy  chodziło  o  życie  osobiste,  Ryan  się  odsuwał.  Tymczasem
coraz bardziej była przekonana, że   mogłoby im być razem dobrze.

Ale jeśli Ryan nie jest gotów na to, by dać im szansę, nie może zrobić

nic, by to zmienić.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Kolacja tylko dla jednej osoby? – zdziwiła się Janie.
– Georgie wychodzi wieczorem z kolegami z pracy – wyjaśnił Ryan. –

A ja zostaję w domu z Truffle.

– A gdyby nie wypadek Truffle, ty też byś poszedł?
Ryan się skrzywił.
– Chyba tak. Wtedy nie miałbym dobrego pretekstu, żeby się wykręcić.
– A dlaczego?
–  Bo  to  jest  ceilidh.  –  Gdyby  nie  zatańczył  z  Georgie,  inni  by  to

zauważyli  i  zaczęli  spekulować;  gdyby  z  nią  zatańczył,  przypomniałby
sobie  tę  noc,  gdy  ją  pocałował,  i  poranek,  kiedy  obudziła  się  w  jego
ramionach. A to nie byłoby dobre, bo wciąż miał w głowie chaos.

–  Dobrze  jest  czasem  potańczyć.  Jesteś  lekarzem,  więc  powinieneś  to

wiedzieć. – Janie się uśmiechnęła. – Więc o co tak naprawdę chodzi?

– Zleciłem organizację wieczoru jednej z koleżanek, a ona wymyśliła,

że mężczyźni mają przyjść w kiltach.

–  A  ty  nie  masz  kiltu?  To  żaden  problem.  Mój  Donald  jest  podobnej

postury co ty. Może ci pożyczyć kilt.

– Mam kilt – westchnął Ryan.
–  Więc  co  stoi  na  przeszkodzie?  –  zdziwiła  się  Janie.  –  Truffle  może

zostać  na  noc  ze  mną  i  Donaldem.  Pracujesz  ciężko  i  odrobina  rozrywki
dobrze ci zrobi. – Wyjęła z jego rąk zapiekankę zawiniętą w folię. – Nie

background image

sprzedam ci tego. Masz włożyć kilt i iść na tańce. I żadnych protestów, bo
wyślę wiadomość do Clary, a ona już ci powie, co o tym myśli.

Ryan wiedział, kiedy należy się poddać. Zostawił Truffle u Janie, wziął

prysznic i przebrał się w kilt. Kiedy zszedł na dół, Georgie była już gotowa.

– Wezmę mój samochód, jeśli chcesz.
Nie odpowiedział od razu, bo nie był w stanie wydobyć z siebie głosu.

Georgie  wyglądała  niesamowicie.  Włosy  miała  upięte,  pomalowane  oczy
wydawały się ogromne, a usta pociągnięte czerwoną szminką niezmiernie
kuszące.  Włożyła  czerwoną  sukienkę  bez  rękawów,  bardzo  skromną,  ze
spódnicą tuż za kolano i okrągłym dekoltem, a do tego szpilki, w których
jej nogi zdawały się sięgać nieba.

– Ryan? Czy wszystko w porządku?
Wziął się w garść.
–  Tak.  Nie,  ja  poprowadzę,  a  ty  będziesz  mogła  się  napić  wina  lub

czegoś mocniejszego.

– Dobrze. – Odchrząknęła. – Bardzo ładnie wyglądasz.
– Ty też. – Odetchnął głęboko i wskazał drzwi. – Chodźmy.

Nie  istniały  słowa,  które  byłyby  w  stanie  opisać,  jak  Ryan  McGregor

wyglądał w kilcie.

Georgie dotychczas widziała mężczyzn w kiltach tylko w telewizji oraz

w filmach i nie spodziewała się, że ten strój wygląda tak dobrze na żywo.
Nie miała pojęcia, co oznacza czarno-szara krata, i zamierzała ukradkiem
sprawdzić to w internecie, w każdym razie Ryanowi było w niej do twarzy.
Do  tego  miał  kurtkę  w  stylu  Prince  Charlie  z  ozdobnymi  guzikami,
kamizelkę,  sporran,  koszulę  z  kołnierzykiem  i  czarną  muszkę.
Wypastowane  buty  lśniły,  skarpety  kończyły  się  pod  zgrabnymi  kolanami

background image

i zrobiło jej się gorąco, kiedy sobie przypomniała, co prawdziwy Szkot nosi
pod kiltem.

W drodze do miasta prawie nic nie mówił. Reszta zespołu czekała na

nich  przed  klubem.  Wszyscy  panowie  mieli  na  sobie  kilty.  Niektórzy
założyli do tego zwykłą koszulę ghillie, inni kurtki w stylu Prince Charlie,
ale żaden z nich nie mógł się równać z Ryanem.

–  Muszę  przyznać,  że  jestem  pod  wielkim  wrażeniem  –  powiedziała

Georgie  z  uśmiechem.  –  Świetnie  to  zorganizowałaś,  Parm,  i  jaki  mamy
przystojny zespół!

Alistair uśmiechnął się i zawirował wokół własnej osi.
– Niektórzy z nas są przystojniejsi od innych.
– Bardzo ładnie wyglądasz w spódnicy, Al – drażniła się z nim.
–  W  spódnicy!  –  sapnął  z  oburzeniem.  –  To  mój  klanowy  tartan,

ośmiometrowy kilt! Jeśli będziesz bardzo grzeczna, to powiem ci, co mam
w sporranie.

– Tak, tak – roześmiała się.   Alistair był zupełnie nieszkodliwy.
–  Skoro  są  już  wszyscy,  to  wejdźmy  do  środka  –  rzekła  Parminder.  –

Najpierw będzie ceilidh, a potem tańce.

Górne światła w sali były przygaszone. Bajkowe światełka na ścianach

i kolumnach tworzyły magiczny nastrój. Na scenie grał jakiś zespół.

Od  razu  dołączyli  do  tancerzy.  Alistair  rzeczywiście  miał  dwie  lewe

nogi,  choć  Georgie  i  Parm  starały  się  mu  pomagać.  Georgie  tańczyła  ze
wszystkimi  kolegami  i  chyba  ze  wszystkimi  mężczyznami  w  klubie,
wszystkimi oprócz Ryana. Czyżby jej unikał?

W końcu zespół zszedł ze sceny i zaczęła grać muzyka z taśmy, teraz

już  wolniejsza.  Na  parkiecie  pojawiły  się  pary  w  czułych  objęciach
i  Georgie  poczuła  się  samotna.  Teraz  bardzo  chciałaby  zatańczyć
z  Charliem,  ale  Charliego  już  nie  było.  A  nawet  gdyby  nie  zginął

background image

w  osuwisku,  zapewne  nie  byłoby  go  przy  niej.  Byłby  ze  swoją  nową
rodziną, z dzieckiem, którego nie chciał mieć z nią.

Gdy stała pogrążona w myślach, podszedł do niej Ryan.
– Zatańczysz?
Poczuła  zamęt  w  głowie  i  w  milczeniu  skinęła  głową.  Objął  ją

i  przytulił  tak  jak  tamtej  nocy  pod  gwiazdami,  gdy  patrzyli  na  zorzę
polarną. Georgie przypomniała sobie tamten pocałunek i zabrakło jej tchu.
To  tylko  taniec,  powtarzała  sobie.  A  jednak  Ryan  obejmował  ją  coraz
mocniej.  Wszystko  wokół  zniknęło;  była  świadoma  tylko  Ryana,  jego
ciepłego ciała i zapachu.

Nie była pewna, które z nich poruszyło się pierwsze, zanim jego usta

musnęły  jej  wargi,  aż  nerwy  w  jej  ciele  zaczęły  wibrować.  A  ona
odwzajemniała  pocałunki;  najpierw  delikatnie,  potem  coraz  bardziej
zmysłowo.

Podniósł głowę; jego szare oczy w słabym świetle wydawały się niemal

czarne.

– Chodźmy stąd. – Głos miał ochrypły z pożądania.
Byli  w  pobliżu  drzwi.  Nikt  by  nie  zauważył  ich  wyjścia;  koledzy

założyliby, że wrócili do domu wcześniej, by zająć się Truffle.

– Tak – powiedziała.
Na  szczęście  w  szatni  nie  spotkali  nikogo  znajomego.  W  milczeniu

wsiedli do samochodu. Ryan przez całą drogę trzymał ją za rękę i co jakiś
czas  zatrzymywał  auto,  by  pocałować  ją  pod  latarnią.  Zanim  dotarli  do
domu, Georgie drżała z niecierpliwości.

Może  to  szaleństwo,  a  może  właśnie  tego  oboje  potrzebowali,  aby

ruszyć  dalej.  Może  rzeczywiście  poddanie  się  przyciąganiu  fizycznemu
uporządkuje ich głowy?

Ryan zdjął kurtkę i jej również pomógł się rozebrać.

background image

– Zatańczysz ze mną jeszcze? – zapytał.
Skinęła głową. Znalazł w telefonie jakąś powolną melodię i znów wziął

ją w ramiona. Tym razem, kiedy ją pocałował, nie musiała się zastanawiać,
czy ktoś ich zobaczy. Byli we dwoje, w słabym świetle lampki.

Ryan przerwał pocałunek i w jego wzroku błysnęło wyzwanie.
– Więc dokąd teraz pójdziemy?
– Do mojego pokoju.
– Jesteś pewna?
Gdyby  powiedziała,  że  nie,  on  by  się  wycofał.  Nie  zmuszałby  jej  do

niczego, na co nie była gotowa.

–  Jestem  pewna  –  odpowiedziała.  –  Chciałam  tego  od  tamtej  nocy,

kiedy mnie pocałowałeś pod gwiazdami.

Pogładził ją po twarzy.
– To było moje życzenie do spadającej gwiazdy.

Następnego ranka Ryan obudził się pierwszy.
Nie  żałował  ostatniej  nocy  –  bardzo  się  cieszył,  że  przeżyli  tę  chwilę

bliskości,  bo  spełniła  wszystkie  jego  nadzieje  –  ale  ogarnął  go  niepokój.
Jeśli coś pójdzie nie tak, obydwoje zostaną zranieni.

Przesunął  się  w  łóżku  i  popatrzył  na  nią.  Wyglądała  ślicznie,  kiedy

spała. Może powinien wstać, nie budząc jej, wówczas zanim doszłoby do
rozmowy,  obydwoje  byliby  już  ubrani.  Nie  mógł  jednak  zmusić  się,  by
odejść.

A potem otworzyła oczy.
– Cześć – powiedziała zaróżowiona, onieśmielona i urocza. Desperacko

chciał ją pocałować, ale to tylko skomplikowałoby sytuację.

– Cześć – odpowiedział cicho.
Jego uczucia musiały się odbić na twarzy, bo przymrużyła oczy.

background image

– Nie czujesz się z tym najlepiej, prawda?
– Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie.
– Uhm. Tak mówią mężczyźni, kiedy czują się winni.
Przegarnął ręką włosy.
– Nie próbuję pozbyć się poczucia winy, ale nie powinienem tego robić.

To nie było w porządku wobec ciebie.

– Bo nadal kochasz swoją byłą żonę i nie jesteś gotów ruszyć dalej?
– Nie. Nie kocham mojej byłej żony.
– W takim razie dlaczego?
– Bo nie radzę sobie w związkach.
– Uhm.
Skrzywił się.
–  Muszę  być  z  tobą  szczery.  To  moja  wina,  że    moje  małżeństwo  się

rozpadło. Kochałem Zoe, a ona kochała mnie i szczerze mówiąc, nigdy nie
chciałem jej skrzywdzić.

– Zdradziłeś ją?
Dlaczego, u licha, tak pomyślała?
– Nie, ale zraniłem ją. Chciała, żebym pozwolił jej się do siebie zbliżyć.

Chciała mieć dzieci. A ja nie mogłem jej dać ani jednego, ani drugiego.

Na  widok  jej  twarzy  zrozumiał,  że  Georgie  podejrzewa  go

o  bezpłodność  i  że  gotowa  jest  podsunąć  wiele  rozwiązań.  Musiał
powiedzieć jej prawdę.

–  Nie  to,  żebym  nie  mógł…  ale  nie  chciałem  –  wyjaśnił.  –  Odkąd

skończyłem sześć lat, nauczyłem się polegać na sobie i nie dopuszczałem
nikogo blisko. Zoe nie potrafiła tego zmienić. Żadne z nas nie chciało mieć
dzieci,  kiedy  się  pobieraliśmy.  Wtedy  byliśmy  skupieni  na  karierze.  Ale
potem  wszystko  się  zmieniło.  Jej  zegar  biologiczny  zaczął  tykać,  a  mój

background image

nie. – Wzruszył ramionami. – Jeśli chodzi o dzieci, tu nie ma miejsca na
kompromis. Jedna strona musi przegrać. A ja nigdy nie udawałem kogoś,
kim nie byłem.

– Charlie udawał – powiedziała, zaskakując go.
– W jaki sposób?
–  Spotykał  się  z  kimś  innym.  Za  każdym  razem,  kiedy  wyjeżdżał

z akcją ratowniczą, ona jechała razem z nim.

Ryan patrzył na nią zszokowany. Teraz już rozumiał, dlaczego zapytała,

czy zdradzał Zoe.

– To okropne. Przykro mi.
– Ją też okłamywał. Powiedział jej, że nie jest żonaty.
Wiedział, że to nieuprzejme i natrętne, ale nie mógł się powstrzymać od

pytania:

– Jak się o tym dowiedziałaś?
–  Jej  rodzice  napisali  do  mnie  na  adres  szpitala.  Powiedział  Trish,  że

jestem jego siostrą. Pytali, czy mogą przyjść na jego pogrzeb i czy ja chcę
być na pogrzebie Trish. Pisali o tym, jak bardzo go kochała. A ja o niczym
nie  miałam  pojęcia.  –  Przełknęła.  –  Chyba  złamałam  im  serca  jeszcze
bardziej, kiedy zadzwoniłam i wyjaśniłam, że Charlie nie miał rodzeństwa,
a  ja  byłam  jego  żoną.  A  oni  jeszcze  bardziej  złamali  moje,  kiedy  mi
powiedzieli, że Trish spodziewała się jego dziecka.

Przypomniał  sobie,  jak  kiedyś  wspomniała,  że  na  tym  etapie  życia

spodziewała się już być matką.

– Czy ty też byłaś…?
Potrząsnęła głową.
–  Planowaliśmy  dzieci,  ale  potem  Charlie  zmienił  zdanie.  Ciągle

wymyślał  nowe  powody,  żeby  trochę  poczekać.  Więc  najwyraźniej  nie

background image

chciał mieć dzieci ze mną.

Widział, że to było dla niej bolesne, i cieszył się, że nie zwodził w ten

sposób Zoe.

– Nie wiem, czy w ogóle wiedział, że Trish jest w ciąży. Możliwe, że

nie  zdążyła  mu  powiedzieć,  bo  zginęli  dwa  dni  po  przyjeździe.  Może
czekała na odpowiedni moment. – Westchnęła głęboko. – Była w czwartym
miesiącu. Gdyby przeżyli, dziecko już by zaczynało raczkować.

– To musiało być dla ciebie bardzo trudne – zauważył. – Przykro mi, że

cię zdradzał i że się o tym dowiedziałaś. A jak zareagowali jego rodzice?

–  Nie  powiedziałam  im.  Zastanawiałam  się  nad  tym,  ale  po  co?

Wszyscy uznali Charliego za bohatera. Bo był bohaterem. Był genialnym
lekarzem  medycyny  ratunkowej  i  jeździł  pomagać  w  miejsca,  gdzie
zdarzyła się katastrofa.

– Ale zdradzał cię i okłamywał swoją kochankę – zauważył Ryan.
Jego zdaniem sposób, w jaki Charlie potraktował żonę, niwelował jego

status bohatera.

– To nie miało znaczenia dla nikogo innego. Jego rodzina, przyjaciele…

wszyscy  opłakiwali  faceta,  którego  kochali  i  szanowali.  Jaki  był  sens
sprawiać,  żeby  wszyscy  poczuli  się  gorzej?  Co  by  mi  to  dało,  gdybym
powiedziała jego rodzicom, że ich jedyny syn miał im dać wnuka, ale ten
wnuk zginął razem z ojcem?

– Ale jak ty żyłaś, wiedząc, że Charlie nie był mężczyzną, za jakiego

wszyscy go uważali? Opłakiwałaś mężczyznę, którego poślubiłaś, a także
jego zdradę.

Rozłożyła ręce.
– Nie było go tam i nie mógł już się bronić. To byłoby nie w porządku,

gdybym powiedziała wszystkim prawdę.

background image

– Ale to, że nie wiedzieli, nie było w porządku wobec ciebie – zauważył

Ryan.

–  Właśnie  dlatego  chciałam  uciec  z  Londynu.  Nie  tylko  dlatego,  że

miałam  dość  litości.  Niewiele  brakowało,  żebym  w  końcu  wybuchła
i  wyrzuciła  wszystko  z  siebie,  a  wtedy  litowaliby  się  nade  mną  jeszcze
bardziej.

– I w ogóle nikomu nie powiedziałaś? Nawet najlepszej przyjaciółce?
– Nie potrafiłam. – Przygryzła wargę. – Powiedziałam bratu, ale tylko

dlatego, że był bardzo niezadowolony z mojego wyjazdu. Pomyślałam, że
jestem mu winna prawdę. Był zły, ale przyrzekł zachować tajemnicę.

–  Jesteś  lepszym  człowiekiem  niż  ja.  Ja  bym  powiedział  wszystkim

prawdę.

– Ale po co? – zapytała ponownie. – Co by ci to dało, oprócz tego, że

zraniłbyś  ludzi,  którzy  i  tak  już  cierpieli?  Jego  rodzice  cierpieli
wystarczająco, a to dobrzy ludzie. Nie zasługiwali na to, żeby niszczyć ich
iluzje. – Usiadła i splotła ramiona wokół kolan. – Wciąż się zastanawiam,
jak  by  to  było,  gdyby  Charlie  i  Trish  nie  zginęli  w  tym  osuwisku.  Czy
zostawiłby mnie dla niej? Czy wychowywaliby razem dziecko?

– Nie dręcz się – powiedział. – Nigdy się tego nie dowiesz.
–  Wiem,  ale  wiem  też,  że  Charlie  nie  był  ze  mną  szczęśliwy.

W przeciwnym razie nie szukałby nikogo. Najwyraźniej coś jest ze mną nie
tak.

Ryan poczuł oburzenie. Jak mogła myśleć, że jest winna?
–  Wszystko  jest  z  tobą  w  porządku.  Absolutnie  wszystko.  Każdy

mężczyzna byłby szczęśliwy, mogąc być z tobą.

Czy  mówił  również  o  sobie?  Ostatniej  nocy  wolała  się  nad  tym  nie

zastanawiać i zupełnie tego nie żałowała, ale nie była tchórzem i wiedziała,
że teraz nadeszła chwila, by zmierzyć się z tym pytaniem.

background image

– Więc do czego nas to prowadzi?
Na jego twarzy pojawił się udręczony wyraz.
–  Lubię  cię,  Georgie.  Bardzo.  Myślę,  że  mogłoby  nam  być  dobrze

razem.

Nadzieja rozpaliła się w jej sercu. Czy da im szansę?
– Ale…
Nadzieja zgasła. Była głupia. Oczywiście jest jakieś „ale”. Ryan wziął

głęboki oddech.

– To wszystko mnie przeraża. Ty chcesz mieć dzieci, a ja nigdy ich nie

planowałem.  Tak  łatwo  jest  popełnić  błąd,  zrobić  coś  nie  tak.  Oboje
zostaliśmy zranieni i zaryzykować teraz, z tobą… nie jestem pewien, czy
się na to odważę.

– Czy   mogę cię o coś zapytać?
Spojrzał na nią ostrożnie.
– O co?
–  Rozumiem,  że  nie  chcesz  mieć  dzieci.  Ale  czy  mogę  zapytać,

dlaczego?

Przegarnął ręką włosy.
– Znasz historię mojego życia. Po śmierci mamy nikt mnie nie chciał.

Nie chcę, żeby moje dziecko musiało przez to przechodzić.

–  Rozumiem  –  powtórzyła.  –  Ale  gdyby  twoja  mama  nie  zginęła

w  wypadku,  kochałaby  cię.  Może  kogoś  by  poznała  i  miałbyś  pełną
rodzinę.

– Ale tak się nie stało.
– Jest jeszcze jedna różnica. Gdybyś miał dziecko i gdyby tobie coś się

stało,  twoje  dziecko  miałoby  jeszcze  matkę  i  kochającą  dalszą  rodzinę.
A gdyby coś się stało twojej partnerce, miałoby ciebie.

background image

–  To  prawda  –  przyznał.  –  Ale  nie  miałem  wzoru  ojca.  Skąd  mam

wiedzieć, że nadawałbym się na tatę?

–  Widziałam  cię  w  pracy.  Troszczysz  się  o  swoich  pacjentów  jak

o  własne  dzieci.  Widziałam,  jak  podczas  przerwy  rozmawiałeś  z  dziećmi
albo im czytałeś.

– Chcę tylko, żeby się nie nudziły i nie przeszkadzały w pracy oddziału.
Georgie  była  pewna,  że  kryje  się  za  tym  coś  więcej.  Zauważyła,  że

Ryan   spędzał czas z tymi dziećmi, które nie miały rodziny. Człowiek, który
nie lubi dzieci, tak by się nie zachowywał.

– A Truffle? Przecież ją kochasz. Pilnujesz, żeby jadła, biegała i czuła

się kochana.

– To co innego.
–  Nieprawda.  Traktujesz  ją  tak,  jak  ludzie  traktują  swoje  dzieci.

Mówiłeś,  że  jest  twoją  rodziną,  więc  nie  oszukuj  się.  Próbujesz
wynajdywać przeszkody, ale one wcale nie są tak duże, jak myślisz. I nie
będziesz ich przezwyciężał sam.

Potrząsnął głową.
– Nie chcę cię skrzywdzić, Georgie, ale ja naprawdę nie nadaję się do

związku.

Przeszył  ją  ból.  Tak  łatwo  rezygnował?  Nie  uważał,  by  była  warta

wysiłku?

– Chcesz powiedzieć, że to koniec?
– Myślę, że tak będzie najlepiej.
– Bo za bardzo się boisz, żeby zaryzykować.
– Uważasz mnie za tchórza?
–  Nie,  nie  uważam  cię  za  tchórza  –  odrzekła.  –  Myślę,  że  się  boisz,

jesteś uparty i zdecydowałeś, że wszystko jest ustalone raz na zawsze. Ale

background image

życie nie jest takie, Ryan. Jest elastyczne. Wszystko się zmienia. Nie chodzi
o to, żeby być idealnym i nie popełniać błędów, tylko o to, żeby próbować,
nauczyć się kompromisów i uświadomić sobie, że to jest w porządku, jeśli
coś pójdzie inaczej, niż planowałeś. Wystarczy, że wyciągniesz rękę.

Czy  zdawała  sobie  sprawę,  jakie  to  trudne?  Ona  sama  z  pewnością

dorastała  otoczona  miłością,  dlatego  potrafiła  się  troszczyć  o  innych.
Chociaż  Charlie  bardzo  ją  skrzywdził,  myślała  o  jego  rodzinie
i  przyjaciołach  i  chroniła  ich  wspomnienia,  zamiast  kalać  je  bolesną
prawdą. Ryan nie był pewien, czy na jej miejscu potrafiłby się zdobyć na
taką szlachetność.

Nie  wierzył,  by  mógł  tak  po  prostu  wyciągnąć  rękę  i  przyjąć  to,  co

oferowała. W głębi duszy uważał, że na to nie zasłużył. Gdyby było inaczej,
ktoś  próbowałby  zatrzymać  go  przy  sobie  już  wcześniej  –  dziadkowie,
przybrani  rodzice.  Zoe  też  z  niego  zrezygnowała.  Dlaczego  z  Georgie
miałoby być inaczej?

– Nie mogę – powiedział.
Na jej twarzy pojawił się smutek.
– Nawet nie spróbujesz, tak?
–  Nie.  –  Czuł  się  winny  i  nieszczęśliwy,  ale  nie  mógł  zmienić  siebie.

Wiedział, że może tylko rozczarować Georgie. Lepiej wycofać się od razu
i  zachować  nienaruszone  serce,  niż  pozwolić  sobie  uwierzyć,  że  ktoś
mógłby go pokochać, a potem przeżyć kolejne rozczarowanie.

– Dziękuję za uczciwość. – Uniosła głowę. – Poszukam sobie jakiegoś

innego mieszkania.

–  Nie.  To  ja  spowodowałem  problem,  więc  to  ja  powinienem  się

wyprowadzić.

Potrząsnęła głową.

background image

–  Mówiłeś  przecież,  że  właściciele  niechętnie  wynajmują  mieszkania

komuś,  kto  ma  psa,  zwłaszcza  takiego,  który  gryzie  rzeczy.  Mnie  będzie
łatwiej się wyprowadzić.

Powinien się zgodzić. Dawała mu to, o co prosił, on zaś nie mógł jej dać

tego,  czego  chciała,  więc  powinien  pozwolić  jej  odejść.  Dlaczego  więc
powiedział:

– Nie odchodź.
Patrzyła na niego nieruchomo.
–  Nie  odchodź  –  powtórzył.  –  Możemy  się  zachowywać  jak  dorośli

i zignorować… – Cóż, musiał się do tego przyznać. – Możemy ignorować
przyciąganie między nami, tak jak robimy to w pracy.

– I to mówi facet, który kochał się ze mną zeszłej nocy, a teraz siedzi

w moim łóżku – powiedziała cierpko.

–  Przepraszam.  Chciałbym  być  inny,  ale  nie  potrafię.  Próbowałem

w przeszłości, ale nie umiem dopuścić nikogo blisko do siebie. Jeśli właśnie
tego  oczekujesz,  mogę  cię  tylko  zranić,  a  tego  nie  chcę.  –  Odetchnął
głęboko. – Nie żałuję zeszłej nocy, ale jestem, jaki jestem. Przepraszam, nie
potrafię być taki, jakim chciałabyś mnie widzieć.

– Dziękuję za szczerość – powtórzyła.
Dlaczego zatem czuł się jak największy drań na świecie?
–  Przepraszam  –  powtórzył,  a  ponieważ  emocje  zaczęły  się

niebezpiecznie piętrzyć, dodał: – Pójdę do Truffle.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przez kilka następnych dni zachowywali się wobec siebie niezmiernie

uprzejmie.  Rozmawiali  wyłącznie  o  pracy  i  o  Truffle.  W  pracy  nie  było
trudno  skupić  się  na  pacjentach,  ale  w  domu  atmosfera  stawała  się  coraz
bardziej  niezręczna.  Dzielili  się  posiłkami  i  obowiązkami,  a  resztę  czasu
Georgie spędzała zwinięta na łóżku z książką. To było okropne. Tęskniła za
dawną swobodą, za siedzeniem na sofie razem z Truffle, za żartami Ryana.

W pracy też było coraz trudniej i bardzo się obawiała, że w końcu ktoś

zauważy napięcie między nimi. Na szczęście ze względu na stan Truffle już
wcześniej  ustalili  sobie  dyżury  w  szpitalu  tak,  by  nie  pracować
równocześnie.

Była  jednak  zadowolona,  że  Ryan  się  pojawił,  gdy  wezwała  zespół

reanimacyjny  w  dniu,  kiedy  miała  poranny  dyżur,  a  on  popołudniowy.
U  dziesięciomiesięcznej  dziewczynki  podczas  badania  nastąpiło
zatrzymanie  oddechu.  Georgie  uciskała  mostek  dziecka  końcami  dwóch
palców, a po piętnastu uciskach wtłaczała w jej usta i nos dwa oddechy.

Rayn chwycił maskę i worek samorozprężający.
– Ja będę uciskał, a ty zajmij się workiem. – Po minucie zapytał: – Jest

jakaś reakcja?

– Nie.
Sprawdził tętno na ramieniu dziecka.
– Nic. Jedziemy dalej.

background image

Po dziesięciu minutach uciskania klatki piersiowej i oddychania przez

maskę dziewczynka w końcu zareagowała.

–  Podłączmy  ją  do  respiratora  –  zdecydował  Ryan.  –  Potem

porozmawiamy z rodzicami. Wprowadź mnie w sytuację.

– Mollie ma dziesięć miesięcy. W nocy była niespokojna i rano mama

zabrała ją do lekarza rodzinnego, który powiedział, że to tylko zaśluzowane
drogi oddechowe. Potem dostała czkawki i walczyła o oddech, więc lekarz
kazał matce pojechać do szpitala. Podałam jej tlen, wprowadziłam kaniulę
i pobrałam krew, ale potem straciła oddech. Resztę wiesz.

– Dobrze. Zrobiłaś wszystko, co trzeba – powiedział.
Podłączyli Mollie do respiratora i poszli porozmawiać z matką.
–  Co  się  dzieje?  –  Kobieta  niespokojnie  przygryzała  usta.  –  To  jakiś

koszmar. Mollie była przeziębiona i lekarz powiedział, że to tylko śluz, ale
potem  dostała  czkawki  i  nie  mogła  złapać  oddechu.  Zadzwoniłam  do
lekarza…  –  Wzdrygnęła  się.  –  Dzięki  Bogu,  sąsiad  był  akurat  w  domu
i  mógł  mnie  tu  przywieźć.  A  potem  pielęgniarka  kazała  mi  wyjść.  Czy
Mollie...? – Jej oczy rozszerzyły się w przestrachu.

– Przyszliśmy tutaj, żeby wszystko pani powiedzieć – rzekła Georgie. –

Serce Mollie przestało bić, dlatego pielęgniarka prosiła, żeby pani wyszła.
Ale proszę się nie martwić. Na szczęście udało się przywrócić akcję serca.

Matka ze zgrozą zakryła dłonią usta.
– Jej serce stanęło? O Boże! Czy wszystko już dobrze?
–  Mamy  taką  nadzieję  –  wtrącił  Ryan  –  ale  w  tej  chwili  musimy  ją

ustabilizować,  żeby  nie  doszło  do  obrzęku  mózgu.  Podaliśmy  jej  środek
uspokajający i podłączyliśmy ją do respiratora, żeby zapewnić prawidłowy
oddech.

– Respirator? – westchnęła kobieta z przerażeniem. – Jest pod wpływem

środków uspokajających? Więc… uśpiliście ją?

background image

Georgie uścisnęła jej dłoń.
– To brzmi przerażająco i podobnie wygląda, ale to najlepszy sposób,

żeby  teraz  zapewnić  jej  bezpieczeństwo.  Za  dwa  dni  ją  wybudzimy
i sprawdzimy, jak sobie radzi i czy potrzebuje dalszego wspomagania.

– Moje dziecko. – Do matki Mollie najwyraźniej nie docierało to, co się

dzieje. – Czy mogę ją zobaczyć?

– Oczywiście – powiedział Ryan. – Ma zamknięte oczy, ale usłyszy pani

głos i na pewno poczuje, jeśli ją pani weźmie za rękę.

–  Czy  chce  pani,  żebyśmy  kogoś  zawiadomili?  –  zapytała  Georgie.  –

Tatę Mollie?

– On pracuje na platformie wiertniczej. Będzie załamany.
–  Zadzwonimy  do  niego,  jeśli  będzie  taka  potrzeba  –  obiecała

Georgie. – Czy ma pani jeszcze jakiegoś innego krewnego lub przyjaciela,
który mógłby tu przyjść i być z panią? Może ten sąsiad?

– Nie, przywiózł nas tylko i musiał iść do pracy. Zadzwonię do męża,

ale  nie  wiem,  kiedy  będzie  mógł  przyjechać.  Wszyscy  są  w  pracy  albo
daleko stąd i nie dotrą tu szybko.

–  Niedługo  kończę  dyżur  –  powiedziała  Georgie.  –  Zostanę  z  panią,

dopóki ktoś się nie pojawi.

– Przecież przez cały dzień była pani w pracy.
– Posiedzę z panią. Zrobię herbatę, przedstawię panią pielęgniarkom na

intensywnej terapii i dotrzymam towarzystwa. Posiedzę przy Mollie, a pani
zadzwoni do jej taty.

– To… bardzo miłe z pani strony. Ma pani dobre serce – powiedziała

mama Mollie.

–  Ja  będę  miał  przerwę  koło  piątej  –  wtrącił  Ryan  –  więc  przyjdę

i  napiję  się  z  panią  kawy.  Może  nas  pani  o  wszystko  pytać,  dołożymy
starań, żeby odpowiedzieć.

background image

Kobieta była bliska łez.
–  Mollie  jest  naszym  jedynym  dzieckiem.  Urodziłam  ją  przy  trzeciej

próbie in vitro. Jeśli coś jej się stanie…

Georgie ją przytuliła.
– Jest o wiele za wcześnie, żeby się tym martwić. Mollie jest dzielna

i  nie  poddaje  się.  Wróciła  do  nas  po  zatrzymaniu  akcji  serca,  więc  nie
martwmy się na zapas.

Następnego dnia Mollie wciąż balansowała na krawędzi życia i śmierci.

Jej  ojciec  przyleciał  z  platformy  wiertniczej,  by  być  z  żoną  i  dzieckiem.
Podczas przerwy Georgie odwiedziła ich z kawą i kanapkami.

–  Dziękuję,  to  miło  z  pani  strony,  ale  nie  mogę  jeść  –  powiedziała

kobieta.

– Wiem, że się martwicie – rzekła Georgie – ale musicie zachować siły.

Oboje. Jeśli któreś z was zasłabnie z głodu, Mollie nic z tego nie przyjdzie,
prawda? Trzeba jeść.

Trochę później tętno dziewczynki zaczęło spadać. Na szczęście, zanim

ściągnęła Ryana, puls wrócił do normy.

–  Przepraszam.  Niepotrzebnie  cię  fatygowałam  –  wymamrotała,  gdy

wyszli z pokoju.

– Nie, dobrze zrobiłaś. Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Tak,  pomyślała.  Chcę,  żebyś  przestał  się  tak  absurdalnie  upierać  i  dał

nam szansę.

– Nie, niczego – odrzekła i wróciła do pacjentów.

Zwykle  Ryan  nie  przynosił  pracy  do  domu,  ale  nie  mógł  przestać

myśleć o małej Mollie. Wciąż widział przerażenie w oczach matki, kiedy
zdała sobie sprawę, jak poważny jest stan dziecka. Podziwiał też Georgie,

background image

jej spokój i cierpliwość, z jaką udzielała wyjaśnień rodzicom. I nie chodziło
tylko o to, że jest dobrą lekarką.

Pomyślał, że Georgie będzie świetną matką. Widział ją na oddziale przy

chorych pacjentach: doskonale wyczuwała, kiedy maluch chce się przytulić,
a kiedy należy mu poczytać, i znajdowała na to czas, nawet jeśli musiała
poświęcić własną przerwę na lunch.

Z Truffle też radziła sobie dobrze. Choć przed przyjazdem do Szkocji

nie miała do czynienia z psami, szybko się nauczyła opiekować labradorką
i  bawiła  się  z  nią  w  taki  sposób,  by  odwrócić  uwagę  psa  i  zmęczyć  ją
podczas przymusowego odpoczynku.

„Traktujesz  ją  tak,  jak  ludzie  traktują  swoje  dziecko.  Sam  mi

powiedziałeś, że jest twoją rodziną…”. Te słowa wciąż go prześladowały.
Czy  naprawdę  traktował  swojego  psa  jak  własne  dziecko?  I  czy  z  tego
wynika, że mógłby się nauczyć, jak być ojcem?

„Próbujesz wynajdować przeszkody, ale one wcale nie są tak duże, jak

myślisz”.  Czy  w  tym  też  miała  rację?  Może  za  bardzo  się  martwił?  Czy
byłby w stanie przezwyciężyć swój opór i po prostu pozwolić się kochać,
stać się częścią rodziny?

Ale za każdym razem, gdy tego próbował, coś szło nie tak. Wiedział, że

to jego wina, bo nie potrafił się przed nikim otworzyć. Ale czy Georgie ma
rację,  mówiąc,  że  wystarczyłoby  wyciągnąć  rękę?  Czy  to  może  być  takie
proste? Czy chciał mieć rodzinę?

To  było  jak  zrywanie  strupa  –  bolesne  i  głupie,  zwykła  strata  czasu.

Nakazał  sobie  przestać  o  tym  myśleć,  ale  nie  potrafił.  Czy  chce  mieć
rodzinę? I czy chce ją założyć z Georginą Jones?

Zaczynał myśleć, że tak. Musi tylko znaleźć odpowiedni moment, by jej

o tym powiedzieć, wciągnąć rękę i poprosić, by zechciała być z nim.

background image

Dwa dni później obejrzał wyniki Mollie.
–  Myślę,  że  spróbujemy  ją  dzisiaj  wybudzić  –  powiedział.  –  Jeśli

reakcja nie będzie zadowalająca, uśpimy ją jeszcze na dzień lub dwa, ale
spróbujmy.

Obydwoje  obserwowali  ją  uważnie,  kiedy  się  budziła.  Ryan  czuł,  że

serce  podchodzi  mu  do  gardła.  Czy  mózg  dziewczynki  nie  został
uszkodzony,  zanim  podłączono  ją  do  respiratora?  Po  zaginięciu  Truffle
o wiele lepiej rozumiał, jak w takich chwilach czują się rodzice. Zrozumiał
też, że Georgie miała rację: Truffle była dla niego jak dziecko, którego nie
chciał mieć z Zoe. Prosty zabieg przysporzył mu równie wiele niepokoju co
rodzicom Mollie. Czy mu się to podobało, czy nie, w pewnym sensie był
tatą.

W końcu dziecko otworzyło oczy.
– Proszę do niej mówić – powiedział do matki Mollie.
– Mollie? To ja, mama – szepnęła kobieta przez łzy.
Kiedy  dziewczynka  się  uśmiechnęła,  Ryan  poczuł  pod  powiekami  łzy

ulgi i radości. Spojrzał na Georgie: jej oczy również podejrzanie błyszczały.
To jeszcze nie był koniec drogi, ale wygląda na to, że Mollie wychodzi na
prostą.

Gdyby  tylko  on  i  Georgie  także  mogli  to  zrobić...  Widział  miłość

między rodzicami Mollie, widział, jak wspierali się wzajemnie i opiekowali
swoim dzieckiem, i dało mu to do myślenia.

Przyszło  mu  do  głowy,  że  może  popełnia  błąd,  trzymając  Georgie  na

dystans.  Może  powinien  dać  im  szansę.  Georgie  byłaby  wspaniałą  mamą
i może potrafiłaby go nauczyć, jak być dobrym tatą. Dobrym partnerem.

Czy mógłby się przed nią otworzyć, pozwolić sobie na bliskość? Ona

jednak  traktowała  go  z  profesjonalnym  chłodem,  zarówno  w  Hayloft
Cottage,  jak  i  w  pracy.  Nie  próbowała  się  do  niego  zbliżyć.  Jak  więc  ma

background image

znaleźć właściwe słowa, by jej powiedzieć, że zmienił zdanie, że popełnił
błąd i chce spróbować go naprawić?

Może powinien zrobić coś, co by ją zbiło z nóg. Na przykład wynająć

samolot, który napisałby na niebie: wybacz mi, popełniłem błąd, ale chcę
spróbować.

Chciał jej to powiedzieć, ale nie miał pojęcia, jak to zrobić. W głowie

miał zupełny zamęt.

Mollie szybko dochodziła do siebie i w następnym tygodniu mogła już

wrócić do domu. Georgie przygotowywała wypis, kiedy zdała sobie sprawę,
że  czuje  się  dziwnie.  W  ustach  miała  metaliczny  posmak.  Czyżby  jakiś
wirus? Wzruszyła tylko ramionami, ale nieco później zauważyła, że piersi
ma obrzmiałe i uwrażliwione.

Przed  końcem  zmiany  dotarło  do  niej,  jaki  może  być  powód  jej

samopoczucia. Zawsze miała regularne okresy, a tym razem krwawienie się
spóźniało.

Odetchnęła  głęboko.  Nie,  co  za  niedorzeczny  pomysł.  Oczywiście  nie

jest  w  ciąży.  Przecież  użyli  prezerwatywy.  Z  drugiej  strony,  jedyną
całkowicie  niezawodną  metodą  antykoncepcji  jest  abstynencja.
Prezerwatywy czasami zawodzą.

Powtarzała sobie, że to śmiechu warte, ale w drodze do domu wstąpiła

do supermarketu, którego zwykle nie odwiedzała. Na szczęście nie spotkała
nikogo  znajomego,  ale  mimo  to  ukryła  test  ciążowy  w  koszyku  pod
kolorowym pismem. Ryan tego dnia miał popołudniowy dyżur, miała więc
czas, by zrobić test, upewnić się, że wszystko jest w porządku i pozbyć się
dowodów.

Przywitała się z Truffle i poszła do łazienki. Umyła ręce, podniosła się

i spojrzała na test. Według instrukcji wynik miał się pokazać za trzy minuty.

background image

To były najdłuższe trzy minuty w jej życiu. Co kilka sekund spoglądała

na  zegarek.  W  końcu  na  ekranie  pojawiły  się  słowa,  ale  nie  te,  na  które
liczyła. Czarna wyraźna czcionka powiedziała jej prawdę.

„Ciąża 1–2 tygodnie”.
Zrobiło  jej  się  zimno.  Ryan  był  absolutnie  pewny,  że  nie  chce  dzieci.

I co teraz?

Wcześniej chciała mieć dziecko z mężem, mężczyzną, który nie chciał

założyć  rodziny  z  nią,  ale  spłodził  dziecko  z  kochanką.  A  teraz
przypadkowo zaszła w ciążę z facetem, który przez cały czas powtarzał, że
nie chce mieć dzieci.

Nie  ma  żadnej  gwarancji,  że  urodzi  to  dziecko.  Ma  dwadzieścia  pięć

procent szans na poronienie. Może też zdecydować się na przerwanie ciąży.

Zaplotła dłonie na ramionach. Teraz, gdy już wiedziała, że   jest w ciąży,

stłumione tęsknoty powróciły z pełną mocą. Może więc to dziecko nie jest
katastrofą, tylko prezentem od losu? Na przykładzie Joshui wiedziała, że   
bycie  samotnym  rodzicem  nie  jest  łatwe,  ale  rodzina  i  przyjaciele
z pewnością będą ją wspierać. Nie zostanie sama.

Musi jednak powiedzieć o tym Ryanowi. Miała pozostać w Edynburgu

jeszcze  ponad  trzy  miesiące;  nie  ma  sposobu,  by  utrzymać  ciążę
w  tajemnicy.  Jak  Ryan  zareaguje  na  tę  nowinę?  Jest  dobrym  uczciwym
człowiekiem, więc wiedziała, że   w pierwszym odruchu zechce ją wspierać.
Ale nie chciał mieć dzieci. Czy więc odejdzie od niej i zostanie ojcem tylko
z nazwiska, czy też da sobie szansę na stworzenie rodziny, której nie miał
od trzydziestu lat?

W  otępieniu  zeszła  na  dół.  Truffle  wepchnęła  nos  w  jej  dłoń,  jakby

chciała ją pocieszyć.

–  Nie  będzie  zadowolony  –  powiedziała  cicho.  –  Będzie  bardzo

niezadowolony.

background image

Truffle  szczeknęła  cicho.  Georgie  uśmiechnęła  się  ze  smutkiem

i  zabrała  do  robienia  kurczaka  z  warzywami.  Potem  upiekła  brownie  ze
względu na uspokajające działanie zapachu wanilii i czekolady. Ale kiedy
Ryan wrócił, wciąż nie wiedziała, jak ma mu to powiedzieć.

– Cześć. – Wzięła głęboki oddech. – Zrobiłam kolację.
– Dzięki, ale nie jestem głodny.
Czy  to  znaczy,  że  miał  ciężki  dzień?  Cóż,  miała  zamiar  utrudnić  go

jeszcze bardziej.

– Powinieneś coś zjeść.
– Dlaczego? – Zmarszczył brwi.
– Bo musimy porozmawiać.
Spojrzał na nią uważniej.
– Wyprowadzasz się?
W  milczeniu  podgrzała  potrawę  i  włożyła  ryż  do  mikrofalówki.  Ryan

niczego nie ułatwiał. Jadł w milczeniu i zostawił połowę porcji na talerzu.

– Więc o czym chciałaś porozmawiać? – zapytał w końcu.
–  Nie  mam  pojęcia,  jak  ci  to  powiedzieć,  więc  powiem  wprost.  Ale

najpierw chcę cię zapewnić, że niczego od ciebie nie oczekuję.

– Nic nie rozumiem. – Znowu zmarszczył brwi.
– Noc po ceilidh. – Przełknęła. – Są konsekwencje.
Cała krew odpłynęła z jego twarzy.
– Przecież użyliśmy prezerwatywy.
– Jesteś lekarzem i wiesz równie dobrze jak ja, że   jedyną pewną metodą

antykoncepcji jest abstynencja. Owszem, szanse na spłodzenie dziecka, gdy
używasz prezerwatywy, są niewielkie, ale istnieją. I zrobiliśmy dziecko.

– Zrobiliśmy dziecko? – powtórzył. Wiedział, że brzmi to idiotycznie,

ale nie mieściło mu się to w głowie. Te słowa wydawały się nie mieć sensu.

background image

Pochyliła głowę.
– Kiedy się dowiedziałaś?
–  Dzisiaj  po  dyżurze.  Miałam  kilka  godzin,  żeby  to  przemyśleć

i porozmawiać z Truffle.

– Truffle umie słuchać.
– Ale nie potrafi nic doradzić. Jej odpowiedź na wszystko brzmi „hau”.
Próbowała żartować, ale dostrzegł w jej oczach łzy. Jedna spłynęła po

policzku. Wyciągnął rękę i delikatnie wytarł ją opuszkiem kciuka.

– Powiedz coś – zażądała.
Nie miał pojęcia, co. W głowie czuł zupełną pustkę.
– Co chcesz zrobić? – zapytał.
– Nie próbowałam cię złapać na dziecko… – zaczęła.
– To były moje prezerwatywy i moja odpowiedzialność – przerwał jej –

więc oczywiście, że nie zaszłaś w ciążę celowo. Jeśli już, to ja zawiniłem.

Potrząsnęła głową.
– Do tego trzeba dwojga.
Był prawie pewien, że zna odpowiedź, ale dla jasności zapytał:
– Chcesz urodzić to dziecko?
Skinęła głową.
–  Jak  powiedziałam,  niczego  od  ciebie  nie  oczekuję.  Wiem,  że  moi

rodzice będą mnie wspierać, brat też, a moja bratanica będzie zachwycona,
że ma kuzyna.

Jej rodzice. Jej brat. Jej bratanica.
– Więc chcesz wrócić do Londynu?
– To zależy od ciebie.
– Co masz na myśli?
– A czego ty byś chciał?

background image

– Ja… – Przez cały czas powtarzał jej, że nie chce mieć dzieci. Teraz

jednak doszedł do wniosku, że być może się mylił.

Miałby zostać tatą. Pierś ścisnęła mu się boleśnie.
– Wiesz, że moje małżeństwo się rozpadło, ponieważ nie chciałem mieć

dzieci, a Zoe tak.

Milczała, jakby zastanawiała się, co te słowa mają oznaczać.
– A gdyby Zoe przypadkiem zaszła w ciążę, co byś zrobił? – zapytała

w końcu. – Nalegałbyś na usunięcie? A może odszedłbyś od niej?

Za kogo ona go uważa?
– Nie, oczywiście, że nie. Byłbym przy niej. – Spojrzał na nią. – Więc

masz swoją odpowiedź. Będę przy tobie. Będę wspierać dziecko, i ciebie,
finansowo.

– A co z uczuciami?
I to był problem.
– Ja nie mam uczuć.
Cóż, miał uczucia, ale nie potrafił ich okazywać, tak jak oczekiwali tego

inni.

– Ależ masz – stwierdziła. – Kiedy zginęła Truffle, byłeś zrozpaczony.

Kochasz tego psa.

– Nie rozmawiamy o Truffle.
– Owszem, rozmawiamy. Mówiłam ci wcześniej,  że kochasz tego psa

jak własne dziecko.

– Masz rację – przyznał. – Kocham mojego psa.
–  Ona  też  cię  kocha  –  ciągnęła  Georgie  bezlitośnie.  –  Spójrz  na  nią

teraz. Widzi, że jesteś zmartwiony i zdenerwowany, i jest przy tobie.

Siedziała  tuż  obok,  oparta  o  niego,  z  pyskiem  ułożonym  na  łapach,

jakby chciała powiedzieć, że nigdy go nie opuści.

background image

– Więc masz uczucia. Truffle jest tego żywym dowodem.
Do czego ona zmierza?
– Chyba tak – powiedział ostrożnie.
– Myślę, że przekierowujesz na nią wszystkie swoje uczucia.
Prawdopodobnie to też jest prawda. Ale nie wiedział, co odpowiedzieć.
– I mówiłeś mi, że kochałeś Zoe.
– Tak.
– Więc może mógłbyś pokochać nasze dziecko.
Zobaczył w jej oczach pytanie, którego nie odważyła się zadać głośno:

Może mógłbyś nauczyć się kochać również mnie?

Zastanowił się nad tym. Kiedy Truffle zginęła, Georgie była przy nim

i pomogła mu znaleźć psa. Była z nim u weterynarza, a potem pomagała mu
w opiece nad Truffle. W zeszłym tygodniu siedziała z mamą Mollie, choć
nie  musiała  tego  robić.  Nie  chciała  zostawić  tej  biednej  kobiety  samej.
Przez ostatnie trzy miesiące widział, jak robiła to też dla innych rodziców.
Nie  porzuciłaby  jego  ani  ich  dziecka.  Mógł  jej  zaufać.  I  dobrze  się  czuł
w jej towarzystwie. Przy niej zaczynał   patrzeć na wszystko inaczej.

Czy może to dotyczyć również dziecka? Zawsze sobie powtarzał, że nie

chce  mieć  dzieci,  ale  jeśli  miał  być  szczery,  to  sądził,  że  na  nie  nie
zasługuje, ponieważ jego samego nie można pokochać. Powtarzał sobie, że
nie  potrafi  być  ojcem,  ale  Georgie  chyba  wierzyła,  że  mógłby  się  tego
nauczyć.

A  praktyczna  strona  całej  sytuacji?  Czy  Georgie  oczekiwałaby,  że

wyjedzie  razem  z  nią  do  Londynu?  Truffle  nie  czułaby  się  tam  dobrze,
podobnie jak on; w mieście czułby się osaczony. Ale czy Georgie byłaby
gotowa zostać tutaj?

Jest  tylko  jeden  sposób,  by  się  tego  dowiedzieć.  Musi  ją  zapytać.

Jeszcze nigdy nie czuł się tak zdenerwowany i niepewny.

background image

–  A  jeśli  zawiodę?  Jeśli  okażę  się  beznadziejnym  ojcem  i  jeszcze

gorszym partnerem?

W jej oczach rozbłysła nadzieja.
– Nie sądzę, żebyś mnie zawiódł. Nie szukam ideału, tylko kogoś, kto

będzie nas oboje kochał. – Wzięła go za rękę. – Nie zawiedziesz nas. Po
prostu  bądź  sobą.  Nie  zaszkodziłoby,  gdybyś  był  trochę  mniej  milczący
i uparty, ale nie chcę cię zmieniać. – Wzięła głęboki oddech. – Zaryzykuję
i powiem to: kocham cię, Ryan, mimo że kiedy cię poznałam, nazwałam cię
McPonurakiem. Kocham w tobie wszystko: to, jak zauważasz i spokojnie
rozwiązujesz problemy, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania, to, że
upierasz  się,  żeby  widzieć  wszystko  racjonalnie,  a  jednak  dostrzegasz
magię  zorzy  polarnej.  Chyba  właśnie  wtedy  zaczęłam  się  w  tobie
zakochiwać. A tej nocy, kiedy tańczyłeś ze mną na ceilidh, zrozumiałam, że
cię pragnę.

Georgie go kocha.
–  Powiem  ci  jeszcze,  że  nie  planuję  wracać  do  Londynu.  Jeśli  mnie

teraz odrzucisz, będę warować pod twoimi drzwiami, dopóki nie zgodzisz
się wpuścić mnie do swojego życia. Ty i Truffle należycie do mnie, tak jak
ja i moje dziecko należymy do ciebie.

Warować  na  jego  progu?  To  są  słowa  kobiety,  która  nie  zamierza  go

porzucić, choć jej rodzina i połowa przyjaciół są oddaleni o czterysta mil od
Edynburga.

– A więc jestem twój – powiedział.
– Uhm.
– Ryan Jones.
Potrząsnęła głową.
– To nazwisko Charliego. Jeśli naprawdę chcesz przyjąć moje, będziesz

się  nazywał  Ryan  Woodhouse.  –  Spojrzała  na  niego.  –  Chociaż  jeśli

background image

mówimy  o  zmianie  nazwiska,  to  wydaje  mi  się,  że  Georgina  McGregor
brzmi  nieźle.  Dużo  G,  miękkie  południowe  imię  i  twarde  szkockie
nazwisko. Wszystko w pigułce.

Tylko Georgie mogła to wymyślić.
Zdawało mu się, że bariery otaczające jego serce, te, o których myślał,

że  są  nieprzeniknione,  znikają,  roztopione  przez  najgłębsze  uczucie  –
miłość.

– Czy prosisz mnie o rękę?
– Jeśli to jest konieczne, to jasne. Padnę na kolana i oświadczę ci się.

Ale kawałek papieru nie zrobi najmniejszej różnicy w moich uczuciach. –
Spojrzała  na  niego  z  rozjaśnioną  twarzą.  –  Nie  jesteś  Charliem  i  nie
będziesz mnie lekceważył. Jesteś uparty, ale myślę, że ty też mnie kochasz,
tylko po prostu nie wiesz, jak to powiedzieć.

Jak to możliwe, by przejrzała go tak dogłębnie?
– Więc cieszę się, że mogę to powiedzieć pierwsza. Kocham cię, Ryan,

i  chcę,  żebyś  stał  się  moją  rodziną.  –  Szturchnęła  psa.  –  Twoja  kolej.
Powiedz mu, że też chcesz żyć w rodzinie ze mną i z dzieckiem.

– Hau – powiedziała usłużnie Truffle.
Dziecko.  Rodzina.  Kobieta,  która  naprawdę  go  kocha.  Rzeczy,

o  których  nigdy  nie  marzył.  Przypomniał  sobie,  co  powiedziała  mu
wcześniej:  wystarczy,  że  wyciągniesz  rękę.  Powtarzał  sobie,  że  to  zbyt
trudne,  i  wciąż  nie  wierzył,  że  może  się  okazać  łatwe.  Ale  ufał  Georgie.
Trzeba tylko wyciągnąć rękę.

– Jestem tradycjonalistą, więc to ja zapytam. – Opadł na jedno kolano

i sięgnął po jej dłoń. – Wpadłaś w moje życie w straszny dzień i przyniosłaś
z  sobą  słońce,  chociaż  akurat  lał  deszcz.  Odkąd  cię  poznałem,  zacząłem
patrzeć  na  świat  innymi  oczami  i  teraz  jestem  w  stanie  uwierzyć  nawet
w  istnienie  potwora  z  Loch  Ness.  Nauczyłaś  mnie  wypowiadać  życzenie,

background image

kiedy spada gwiazda. Wypowiedziałem przy tobie jedno życzenie i ono się
spełniło, więc mam nadzieję, że drugie też się spełni.

Wziął głęboki oddech.
– Nawet przed sobą z trudem się przyznawałem do tego życzenia. Już

nie pamiętam, jak to jest żyć w rodzinie, bo to było dawno, ale wiem, że
moja  mama  kochałaby  cię  tak  jak  ja.  Chcę  mieć  rodzinę.  Moją  własną
rodzinę, złożoną z ciebie i naszego dziecka. Masz wielkie serce, Georgie,
i dzięki tobie świat staje się lepszym miejscem. Kocham cię. Czy wyjdziesz
za mnie, Georgino Jones, i czy będziesz moją miłością do końca naszych
dni? Ty i nasze dziecko?

Pochyliła się, by go pocałować.
–  Tak.  Będę  zaszczycona.  W  żadnym  razie  nie  obiecuję  ci

posłuszeństwa  –  zastrzegła  –  ale  będę  cię  kochać  i  szanować  do  końca
moich  dni.  Wszystko  mi  jedno,  gdzie  i  kiedy  się  pobierzemy,  i  mamy
mnóstwo czasu, żeby zdecydować, gdzie będziemy mieszkać. Musi to być
miejsce  z  przyzwoitym  ogrodem  dla  Truffle  i  dziecka  oraz  z  bardzo
mocnymi  płotami, pod którymi Truffle się nie przekopie.  – Odchrząknęła
znacząco. – Ale jedna sprawa nie podlega negocjacjom.

– Co to za sprawa? – Wstrzymał oddech. Czego ona chce?
– Chciałabym, żebyś wziął ze mną ślub w kilcie. W tym, który miałeś

na sobie tego wieczoru, kiedy poczęliśmy nasze dziecko.

–  To  chyba  da  się  zrobić.  –  Posłał  jej  gorące  spojrzenie.  –  Pod

warunkiem, że zdejmiesz go ze mnie w noc poślubną.

–  Masz  to  jak  w  banku.  Ale  te  sprzączki  są  bardzo  skomplikowane.

Potrzebuję trochę praktyki.

– A ja muszę poćwiczyć mówienie, że cię kocham – zauważył. – Myślę,

że powinniśmy zacząć już teraz, pani doktor McGregor. Kocham cię.

– Ja ciebie też.

background image

Podniósł się i wziął ją na ręce.
– Dobrze. Bierzmy się za te sprzączki.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
PROLOG
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY


Document Outline