background image

STUDIA  SOCJOLOGICZNE 2001, 2 (161) 

ISSN 0039-3371

Jarosław Kilias

U niw ersytet W arszawski

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM 

SOCJOLOGICZNY”?  DWA  SPORY  O  CHARAKTER  SOCJOLOGU 

CZESKIEJ  OKRESU  MIĘDZYWOJENNEGO

Tekst  dotyczy  dwóch  dyskusji  na  temat  charakteru  socjologii  czeskiej,  stoczonych 

przez  autorów  skupionych  wokół  filozofa  Emanuela  Radia,  którzy  swe  stanowisko 

teoretyczne  określali  mianem  „socjologii  bilansującej”.  Pierwsza  debata  rozpoczęła  się 
w  1932  roku  ostrą  krytyką  domniemanego,, obiektywizmu"  socjologii,  na  którą  od­

powiedzieli  wówczas  socjologowie  wszystkich  orientacji.  Początek  drugiej stanowił mani­

fe s t  Our  Philosophical  Programme  wygłoszony  przez  Vasila  K.  Śkracha  na  VIII 

Międzynarodowym  Zjeździe  Filozoficznym  (1934),  przeciwko  któremu  zaprotestowali 
autorzy  skupieni  wokół  pisma  „Sociólni  problemy”.  W   mym  artykule  rekonstruuję 

strukturę  i charakter  dyskusji.  Wskazuję,  że  była ona  wieloaspektowa,  co stanowi  odbicie 

faktu,  iż  abstrakcyjna  teoria  stanowi jedynie fragment  nauki pojmowanej jako praktyka 

intelektualna.  Podstawowy  składnik dyskusji stanowiła  krytyka  i  obrona  socjologii przed 

zarzutem  braku  społecznego  zaangażowania,  obecna  w  niej  była  także  kwestia  roli 
naukowego i politycznego autorytetu T. G. Masaryka.  Mimo że Emanuel Radl wypracował 

interesującą  koncepcję  teoretyczno-metodologiczną,  to  nie  odegrała  ona  dominującej  roli 
w  dyskusjach,  a  różnice  między  zwaśnionymi  obozami  nie  pokazywały  zróżnicowania 

poglądów  teoretycznych poszczególnych  uczestników sporów.

Główne  pojęcia:  socjologia  bilansująca,  obiektywizm  socjologiczny,  wartościowanie 

socjologii.

Tematem  artykułu  jest  najbardziej  gwałtowna  kontrowersja  teoretyczna, 

toczona  przez  socjologię  czeską  okresu  międzywojennego.  Właściwie  zamie­

rzam  się  zająć  dwiema  dyskusjami  toczonymi  w  latach  30.,  rozdzielonymi 

dwuletnią  przerwą,  których  uczestnikami  byli  wszakże  ci  sami  uczeni,  łamów 
dostarczały im wciąż te same czasopisma,  a i temat pozostawał niezmienny.  Za 
tytuł posłużyły mi terminy użyte przez jednego  z głównych protagonistów obu 

sporów, Vasila K.  Śkracha (1932: 228), który określił propagowany przez siebie

Instytut  Socjologii  U W ,  ul.  K arow a  18,  00-324  W arszawa,  e-mail:  kiliasja@ is. uw . edu. pl

background image

3 8

JAROSŁAW  KIL IAS

rodzaj  twórczości  naukowej  mianem  socjologii  „bilansującej”  (bilancni). 
Nauce  takiej,  uprawianej  jego  zdaniem  przede  wszystkim  przez  filozofa 
Emanuela  Radia,  obcy miał  być  szkodliwy  obiektywizm,  cechujący  większość 
czeskich  socjologów.  Ten  nieco  dziwaczny  termin,  oznaczający  po  prostu 

socjologię  nie  unikającą  wartościowania,  przejął  najważniejszy  oponent  „bi- 

lansistów”  Josef Kral,  który  w  poświęconym  socjologii  rozdziale  swej  historii 
czechosłowackiej  filozofii  nazwał  nim  stanowisko  teoretyczne  prezentowane 
przez  autorów  skupionych  wokół  Radia  (Kral  1937:  206).  Co  prawda,  nie 

jest  wcale  oczywiste,  że  tym,  co  ich  łączyło,  było  rzeczywiście  stanowisko 

teoretyczne.  Normatywna  koncepcja  nauki  skłania  częstokroć  do jej  przesad­
nie  rygorystycznego  oddzielania  od  innych  pól  działalności  intelektualnej, 
traktowanych  co  najwyżej  (dotyczy  to  zwłaszcza  polityki) jako  zagrożenie  dla 

jej  autonomii.  Historyczne  rekonstrukcje  socjologii  odtwarzają  często  jej 

domniemane  główne  koncepcje,  ujmując  je  nie  tylko  w  oderwaniu  od  szer­
szego  kontekstu  intelektualnego  i  społecznego,  ale  nawet  od  rzeczywistego 
kształtu  twórczości  naukowej.  W  rzeczywistości  sfera  abstrakcyjnych  doktryn 
teoretycznych  stanowi jeden  z  wielu  elementów  obrazu  świata  przedstawiane­
go  przez  twórczość  naukową,  pole  publicznej  dyskusji  uczonych  bywa  zaś 
najczęściej  organizowane  przez  te  spośród  nich,  które  teoretyk,  zainteresowa­

ny  rzeczywistością  „wielkiej  teorii”,  uznałby  za  stosunkowo  drugorzędne. 
Wskazuje  na  to  chociażby  charakter  dwóch,  pomijanych  dotąd  przez  litera­

turę  przedmiotu  sporów  o  charakter  czeskiej  socjologii.  Wydaje  się,  że  ich 
analiza  może  pozwolić  świeżym  okiem  spojrzeć  na  panoramę  socjologii 

pierwszej  Republiki  Czechosłowackiej1.

Socjologia  czeska m a  za  sobą  trudną historię.  Po  skutecznej  likwidacji  po 

przejęciu władzy przez komunistów w roku  1948,  odradzać się zaczęła dopiero 
w  latach  60.  Proces  ten  przebiegał  powoli,  być może należałoby  raczej  mówić 

o  jej  tworzeniu  na  nowo,  jako  że  rola  odgrywana  przez  uczonych  starszego 

pokolenia nie była, po tak długiej przerwie, wielka. Po roku  1968 nie doszło, co 
prawda,  do  ponownej  likwidacji  socjologii  jako  nauki,  ale  jej  rozwój  został 
zamrożony, została pozbawiona kontaktów zagranicznych, a obiecujący uczeni 
usunięci  z  placówek  naukowych.  Współczesna  socjologia  czeska  jest  więc 
pozbawiona ciągłości  rozwoju,  czemu  odpowiada  umiarkowane zainteresowa­
nie jej  historią.  Inaczej było w latach  60., gdy odbyły się dwie duże konferencje 

jej  poświęcone  i  ukazało  się  kilka  publikacji  na  ten  temat.  Uwagę  badaczy

1  T ekst stanowi rezultat  sfinansowanego  przez K B N   badania nr.  1  H 0 2  026  16, dotyczącego 

n arodu  ja k o   obiektu  b ad ań   socjologii  czeskiej,  a   jego  treść  jest  rodzajem   dopełnienia  książki 

Narodowość jako  problem  naukowy.  Naród  w  socjologii  czeskiej  okresu  międzywojennego 

(Kilias 

2000

).

D ualizm   określeń:  socjologia  czeska/czechosłowacka  wydaje  się nieunikniony.  Choć  zajmuję 

się  sporam i  czeskich  uczonych,  to  oni  nadawali  wówczas  ton  nauce  czechosłowackiej,  niektórzy 
z nich działali  zresztą również n a   Słowacji.

background image
background image

4 0

JAROSŁAW  KILIAS

nie  do  powszechnie  podzielanych,  typowych  form  praktyki  zawodowej  (i 
wypowiedzi),  prowadzące  nawet  do  gotowości  do  publicznego  występowania 
w  ich  obronie  (Kuhn  1970:  10).  Najpopularniejszą  orientacją  owej  nauki 
normalnej  była zapewne jakaś forma pozytywistycznego scjentyzmu, choć były 

oczywiście  i  wyjątki,  takie  jak  oryginalny,  strukturalistycznie  zorientowany 

teoretyk  Josef  Ludvik  Fischer,  z  młodszych  zaś  chociażby  Jan  Mertl  za­
inspirowany  pracami  M axa  Webera.  Błaha  postrzegający  dzieje  socjologii 
czeskiej jako  historię recepcji  Comte’a  i jej  postępującego  „unaukowienia”  (co 
zdaje  się  potwierdzać  moją  opinię  o  jej  orientacji  teoretycznej),  określił 
dominujące  w  niej  podejście  mianem  „krytycznego  realizmu”:  stanowiska 
pośredniego między skrajnym  obiektywizmem  socjologicznym  a ekstremalnym 
subiektywizmem.  Ten  „krytyczny  realizm”  miał  w jego  opinii  nawiązywać  do 
T . G.  M asaryka  (od  którego  zaczerpnięto  sam  termin).  W  istocie  chodziło  nie 
tyle, jak  twierdził,  o  stanowisko  teoriopoznawcze  -   tym  był  w jego  wypadku 
naiwny  empiryzm,  ile  raczej  o  koncepcję  przyczynowego  wyjaśniania  zjawisk 

społecznych  (czy  o  zestaw  założeń  dotyczących  natury  życia  społecznego? ), 

nieredukowalnych  do  zjawisk  jednostkowych,  nie  poddających  się  wszakże 
również wyjaśnianiu  abstrahującemu  od  aktywności poszczególnych jednostek 
(Błaha  1997:  29-30).

W arto  zauważyć,  że  wśród  czeskich  uczonych  nierzadkie  było  uprawianie 

dwóch  specjalności:  tak  jak  T. G.  Masaryk,  bywali  oni  i  filozofami  i  so­
cjologami, choć nie oznacza to, by łączyli z sobą te dyscypliny.  Ciekawe wydaje 
się  także,  że  choć  analiza  prac  poszczególnych  autorów  ujawnia,  że  istniały 

między nimi dość zasadnicze niekiedy rozbieżności teoretyczne, to nie powodo­
wały  one  zazwyczaj  poważniejszych  sporów.

Opisując międzywojenne  dzieje  socjologii czeskiej,  zwykło  się mówić o  ist­

nieniu  dwóch  orientacji,  o  nie  do  końca  jasnych  konturach  personalnych, 
nazywanych  brneńską  i praską  szkołą  socjologiczną.  Rezygnując  z  rozważań, 
czy  (i  w  jakim  sensie)  chodziło  rzeczywiście  o  szkoły  naukowe,  musimy 
przyznać,  że czeskie  nauki  społeczne  rozbite  były  na  dwie,  konkurujące  grupy 
uczonych, między którymi na progu lat  30.  nastąpił częściowy rozłam instytuc­

jonalny.  Jego  wyraz  stanowiło  ustąpienie  Josefa  Krala,  wiodącej  postaci 

„praskiej” socjologii, ze stanowiska wiceprzewodniczącego organizacji czeskich 

socjologów -  Masarykovej  sociologickej spolećnosti (Masarykowskiego Towa­
rzystwa  Socjologicznego),  a  następnie  jego  wystąpienie  z  organizacji.  Za 
Kralem  poszli  jego  zwolennicy,  którzy  w  roku  1937  założyli  Spolećnost  pro 

socialni badani (Towarzystwa Badań Społecznych). Już wcześniej, w roku  1931 

zaczęli oni wydawać własne pismo, zatytułowane „Socialni problemy”, konku­
rencyjne  wobec  wydawanej  w  Brnie  od  roku  1930  „Sociologickej  revui”. 
Dotychczasowe  dociekania  historyków  socjologii  dotyczyły  częściej  autorów 
z Brna,  a Juliana  Obrdlikova,  czołowa  w latach  60.  animatorka  badań nad jej 
dziejami,  była uczennicą Błahy. Jeżeli chodzi o jakość dorobku,  to na pierwszy

background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA"  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

41

rzut  oka  dzieła  autorów  szkoły  brneńskiej,  Błahy,  Chalupnego  czy  zwłaszcza 
Fischera,  posiadają niewątpliwą wartość naukową,  podczas  gdy  szkoła praska 

miała  za  lidera  niezbyt  twórczego  Krala.  Niemniej,  jeżeli  mówić  o  „szkole” 

w dosłownym znaczeniu,  to właśnie Kralowi, nie Blasze,  udało się wokół siebie 
skupić  młodych,  zdolnych  uczonych,  od  początku  lat  30.  zyskujących  coraz 
silniejszą  pozycję  naukową,  wśród  których  warto  wymienić  Jana  M ertla  czy 
O takara  Machotkę.

Co dzieliło oba nurty? Nie bez znaczenia były powody osobiste. Josef Kral, 

człowiek o trudnym charakterze,  wszedł w konflikt z Emanuelem  Chalupnym, 
również niełatwym w obyciu i znanym z kilkakrotnego wywołania publicznych 
polemik (por. Vanek 1985). Doszły do tego i inne różnice. Frantiśek Fajfr (1932: 

364)  stwierdzał:  „O  ile  możemy  sądzić,  prawie  wszyscy  czescy  socjologowie, 
obiektywistyczni  i  subiektywistyczni,  firmowi  i  niefirmowi,  stoją  na  prawym 

skrzydle  obozu  lewicowego  naszej  polityki”.  „Brneńscy”  socjologowie  byli 

jednak  wyraźniej  związani  z  lewą  stroną  sceny  politycznej,  podczas  gdy 

„prażanie”  reprezentowali opcję bardziej prawicową, co prawda nie wydaje się, 
by była to kluczowa różnica3. Warto wszak zauważyć, że choć K ral deklarował 

jeszcze,  że punktem  wyjścia jego socjologii jest  dzieło T . G.  Masaryka, w prak­

tyce Kralowska koncepcja nauki była już odmienna, a jego uczniowie pozwalali 
sobie  wręcz  na  dystansowanie  się  od  prezydenta,  podczas  gdy  autorzy  szkoły 
brneńskiej  na  ogół  deklarowali  przywiązanie  do  jego  spuścizny.  Jeżeli  chodzi
0  kwestie  teoretyczne,  to  różnice  nie  były  większe  niż  wśród  poszczególnych 
uczonych  należących  do  każdego  z  obozów.  Istotny  wydaje  się  raczej  fakt,  że 
szkoła  praska  wyraźniej  akcentowała  akademicki  charakter  uprawianej  przez 
siebie  nauki.  Deklarowane  cele  Spolećnosti  pro  socialni  badani  były  węższe
1 bardziej ukierunkowane na działalność czysto naukową niż kładącej nacisk na 
popularyzację  socjologii  Masarykovej  sociologickej  spolećnosti.  Uczniowie 
i zwolennicy K rala silniej też podkreślali konieczność respektowania wymogów 

metodologicznej  poprawności,  co  częstokroć  znajdowało  wyraz  nie  tylko 

w  (czasem  zasłużenie)  miażdżących,  ale  zarazem  małostkowych  i  złośliwych 
recenzjach  prac  konkurencji.  Na  przełomie  lat  30.  i  40.  doszło  na  tym  tle  do 
donośnej  kłótni  pomiędzy  autorami  publikującymi  na  łamach  jednego  lub 
drugiego  z pism.  Jednak choć postawa młodych  „praskich”  socjologów  stano­
wiła jedną  z  przesłanek  dyskusji,  które  zamierzam  opisać,  to  nie  kontrowersje 
między obiema szkołami stanowią temat artykułu. Chcę w nim napisać o sporze 

rozpoczętym krytyką pochodzącą spoza pola zinstytucjonalizowanej socjologii, 
a dotyczącą  stanowiska  określanego przez jego  przeciwników jako  „socjologi­
czny  obiektywizm”.

3  M ożna co praw da  dodać,  że  okupacyjna działalność Ja n a  M ertla nosiła cechy kolaboracji, 

co  po  wojnie zaowocowało, niestety,  zakazem w ykonywania  zawodu  przez  tego  uczonego.

background image

4 2

JAROSŁAW  KILIAS

„Socjologia  bilansująca”  versus  „obiektywizm socjologiczny”

Trudno  ustalić,  co  właściwie  stało  się  przyczyną  rozpętania  dyskusji. 

background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA"  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

4 3

naukowej i studiów) przy Vysoke skole politickych nauk (Wyższej Szkole N auk 
Politycznych)4,  w  lipcu  zaś  swój  krótki  referat  opublikował  na  łamach  pisma 

„Naśe  doba”  (Radl  1932).

Rzetelna  historia  czeskiej  socjologii  nie  może  się  obejść  bez 

w z m ia n k i

0  Emanuelu  Radiu.  Autor  ten  jest  prawdopodobnie  najpopularniejszym 
czeskim  filozofem  okresu międzywojennego, jego  popularność zaś jest w dużej 

mierze  rezultatem  jego  zainteresowania  praktycznymi  problemami  demo­

kratycznego  społeczeństwa,  w  tym  kwestią  mniejszości  narodowych.  D roga 
Radia  do  filozofii  (i  socjologii)  wiodła  przez  biologię  -   od  roku  1904  był 

prywatnym  docentem  biologii  na  uniwersytecie  praskim,  a  w  roku  1919 

otrzymał tam  stanowisko profesora filozofii przyrody.  Już w roku  1914 wydał 

pierwszą  stricte  filozoficzną  książkę  Uvahy  vedeckć  a  filosoficke',  wśród  jego 

licznych  publikacji  warto  też  wymienić poświęconą  niemieckiej  filozofii  pracę 

Romantickä  veda  (1918),  wykład  filozofii  nauki  zatytułowany  Moderni  veda 

(1926),  czy  wreszcie  opublikowaną  w  latach  1932/33,  kontrowersyjną,  dwu­
tomową  historię  filozofii  (Radl  1998,  1999).  Filozof publikował  także  prace 
dotyczące  problematyki  narodu,  z  których  najbardziej  znane  to  Välka  Cechu 

s  Nemci  (Radl  1993)  oraz  Narodnost jako  vedecky  problem  (1928)5.  Dzieła 

Radia,  racjonalisty,  a zarazem  religijnego  moralisty  (często  nawet moralizato- 
ra)  zaangażowanego  w  sprawy  publiczne  i  rzadko  respektującego  przy­
zwyczajenia  czytelników,  zyskiwały  szeroki  rozgłos  i  budziły  liczne  kont­
rowersje.

A  jaka  była  treść  artykułu  Radia?  A utor  dowodził,  że  niemieccy  uczeni 

realizują  romantyczną  koncepcję  „nauki  dla  nauki”,  deklarując  niechęć  do 
polityki,  która jest  wszak  w  ich  dziełach  obecna, jako  że  stanowią  one  wyraz 
podświadomego  dążenia  do  realizacji  niemieckich  interesów  narodowych.
I  w  Czechach  pojawiła  się  taka wizja  nauki,  usiłowali ją   realizować  historycy 
będący  uczniami  Jaroslava  Golla,  włącznie  z  oponentem  M asaryka  w  sporze

0 sens czeskich dziejów, Josefem Pekarem6.  1 w ich przypadku rzekoma „nauka 

dla  nauki”  miała  określony  charakter  polityczny,  będąc  manifestacją  nac­

jonalizmu  i  katolicyzmu.  Temu  modelowi  przeciwstawiał  Radl  Frantiśka 

Palackiego,  twórcę  wiedzy,  która  miała  służyć  humanitaryzmowi,  ludzkości
1  narodowi,  taka  sama  wizja  przyświecać  miała  również  T. G.  Masarykowi, 
zwalczającemu  niemiecki,  romantyczny  wzorzec.  A utor  sądził,  iż  w  Czechach 

doszło  do  nowej  próby  wprowadzenia  owego  niemieckiego  modelu,  ucieleś­
nianego  tym  razem  przez M axa Webera i protestował przeciwko  uznaniu jego

4  O w ystąpieniu referow ał w tygodniku  „Ć in”  au to r  podpisany  L.  Jehł  (1932).

5  Z   literatury  o  R adiu  w arto  wymienić  książki:  Josefa  L.  H rom adki  (1947)  oraz  Simony 

Löwensteinovej  (1994).

6  Najważniejsze wypowiedzi w dyskusji na tem at M asarykowskiej koncepcji dziejów czeskich 

zostały zebrane i skom entow ane przez M ilośa Havelkę (1995).  Skrótow ą informację  o niej  zawiera 
rozdział czw arty książki  N aród a  idea  narodowa:  nacjonalizm  T. G.  M asaryka  (Kilias  1998).

background image

4 4

JAROSŁAW  KJ LIAS

postawy  za  właściwszą  od  Masarykowskiej  (Radl  przywoływał  pracę  M ertla, 
nie  ujawniając  wszakże jej  tytułu).  Uczony jest  członkiem  społeczeństwa,  nie 
przestaje nim być, gdy pisze książkę naukową, nie może więc tylko obserwować 
(jak  to  sugerował  np.  Durkheim)  w  czasach  burzliwych  i  wymagających 
aktywności.  Ludzie,  także  uczeni,  są  w  pełni  odpowiedzialni  za  konsekwencje 
swych działań, a obiektywizm to jedynie rezultat tchórzostwa i niezdolności, czy 
też  niechęci  do  „amerykanizacji”  pojmowanej  jako  antyteza  intelektualizmu, 
a  zarazem  dążenie  do  unaukowienia  życia  publicznego  (Radl  1932:  545-548).

Artykuł  Radła  doczekał  się  wnet  krótkiej  repliki  M ertla  (1932),  opub­

likowanej w  „Socialnich  problemach”.  Wskazał on,  że kwestia wartościowania 
stanowi rzeczywisty problem nauk społecznych, któremu Max Weber poświęcił 

jedną  trzecią  swego  dzieła;  notabene  stanowisko  otwarcie  wartościującego 

Pekara  odbiega  od  Weberowskiego  obiektywizmu.  Wiedza  służąca  ideologii 
byłaby nie nauką,  a scholastyką, jej  obiektywizm  zaś nie oznacza oddalenia od 
realnego  życia.  Dzieło  Palackiego  i  Masaryka  przynależy  do  Odrodzenia 
Narodowego,  a  głoszona  przez  nich  koncepcja  wiedzy  nie mogłaby  się  spraw­
dzić  we  współczesnych  czasach.  Propagowana  przez  Radia  „amerykanizacja” 
także nie musiałaby przynieść niczego dobrego, jako że amerykańska socjologia 

cechuje  się  powierzchownością  i  można  z  niej  zaczerpnąć  najwyżej  pewne 

elementy  praktyki  badawczej,  nie  zaś  teorię  poznania  i  metodologię.

Replika  M ertla  nie  zakończyła  sporu,  który  przeniósł  się  do  tygodnika 

„Cin”,  gdzie  Radl  (1932a)  opublikował  artykuł  Jake  sociologie potfebujemel 
(„Jakiej  socjologii  potrzebujemy? ”).  Wytykał  w nim,  że  socjologia nie zajmuje 
się rzeczywistymi  problemami  ludzi i  deklarował  brak  zgody  na jej  polityczną 
neutralność,  równoznaczną  w jego  oczach  z  amoralnością.  Dzieje  prawdziwej 
nauki nie są historią jej neutralności. Mertl twierdził, że upolitycznienie oznacza 
podporządkowanie  wiedzy  agitacji  -   ale  przecież  nie  upolitycznił  nauki  ani 
Galileusz, walczący za jej pomocą przeciw kurii rzymskiej, ani M asaryk podczas 
sporu  o  „Rękopisy”;  czeskie  prawo  konstytucyjne  nie  zostaje  upolitycznione 
przez  fakt,  że  obowiązuje  ono  tylko  w  Czechach  i  zostało  uchwalone  przez 
posłów  reprezentujących  określone  partie.  W  swojej  książce  Mertl  wskazał,  że 
konfuzja  w  pojmowaniu  demokracji  płynie  stąd,  że  termin  „demokracja” 

stanowi  hasło polityczne -  czy miałoby jednak  sens mówić o  demokracji  innej 

niż  ta,  która  stanowi  ideał  przyświecający  walce  politycznej?  Obiektywizm  to 

oderwanie  od  życia,  niepraktyczność  i  nieżyciowość  stanowią  zaś  wyznacznik 

nauki  niemieckiej,  w  przeciwieństwie  do  amerykańskiej:  Radl  porównywał 

System der Soziologie Franza Oppenheimera z Zakładami sociologie Franka W. 
Blackmara  i  Johna  Lewisa  Gillina  wskazując,  że  choć  praca  niemieckiego 
autora  liczy  4000  stron,  to  jest  w  nim  jedynie  niewielka  wzmianka  na  temat 
bezrobocia,  podczas  gdy  mniej  obszerne  dzieło  amerykańskich  autorów,  wy­

czerpująco opisuje owo  zagadnienie.  Na koniec filozof stwierdzał (Radl  1932a: 

176):  „Każdy  porządny  uczony jest  budzicielem;  co  prawda  od  dawna wiado­

background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

4 5

mo, że budziciele nie rodzą się w akademiach. Zadania dzisiejszego uczonego są 

takie  same,  jak  zadania  Palackiego  i  M asaryka  i  jak  zadania  wszystkich 
uczonych  wszystkich  czasów:  za  punkt  wyjścia  mieć  rzeczywistość,  służyć 
ludowi  i  walczyć  o  prawdę. ”

Wkrótce ukazała się i odpowiedź Mertla (opatrzona dopiskiem, że redakcja 

nie zgadza się z jego poglądami oraz podziękowaniami Radia za przedstawienie 

mu tekstu socjologa! ). A utor uznał argumentację filozofa za objaw pomieszania 

pojęć,  wskazując  na  przykład,  że  prawo  konstytucyjne,  pojmowane  jako 
konkretne  akty  prawne,  takie  jak  konstytucja,  nie  stanowi  przecież  nauki! 

Zauważył,  że  jego  własna  wypowiedź  dotyczyła  metodologii  amerykańskiej 
socjologii,  nie  konkretnych  zagadnień  podejmowanych  przez  badaczy.  Na 

koniec Mertl (1932a:  514)  stwierdzał:  „Pod koniec swej  krytyki przytacza Radl 
zwyczajowy  zarzut  naszych  niektórych  kręgów,  iż  mianowicie  zwracam  się 
przeciwko  T . G.  Masarykowi.  Otwarcie  konstatuję:  nigdzie  nie  napisałem,  że 

uważam  socjologię  M asaryka  za  pomyloną  [„zmatenou”].  Przyznaję  wszak 

otwarcie,  że również  do  socjologicznego  dzieła T. G.  M asaryka mam  stosunek 
krytyczny,  tak  samo, jak  mam  prawo,  ba  obowiązek,  mieć  go  wobec  każdego 
innego socjologa. To właśnie Masaryk był tym, który zawsze uczył krytycyzmu, 

odpowiada  więc  jego  duchowi  to,  że  chcemy  się  krytycznie  odnieść  do  jego 

dzieła” .  Deklarował,  że nie  chciał  znieważać  działalności  naukowej  M asaryka 
i  Palackiego,  ale  przed  współczesną  nauką  stoją już  zupełnie  inne  zadania.

Nieco  bardziej  teoretyczny  charakter  nadał  dyskusji  Vasil  K.  Skrach, 

sekretarz naukowy,  bibliotekarz  (i  informator)  prezydenta7,  publiczności  nau­
kowej  znany  zaś przede wszystkim jako  opieszały edytor jego  pism  zebranych, 
który  zabrał  głos  mniej  więcej  w  tym  samym  czasie,  gdy  „Naśe  doba” 
publikowała  artykuł  Radia.  W  dziale  recenzji  pisma  „Ćeska mysi”  ogłosił  on 
kilkunastostronicowy,  nieco  chaotyczny  artykuł,  zatytułowany  Rozhledy  po 

ceske sociologii.  Socjologicky objektivism:  J. L. Fischer,  Uhlif, M ertl („Rzut oka 
na  czeską  socjologię.  Socjologiczny  obiektywizm:  J. L.  Fischer,  Uhlif,  M ertl”; 
Skrach  1932).  Punktem  wyjścia  była  dla  Skracha  konstatacja,  iż  współczesne 
społeczeństwo  znalazło  się  w  kryzysie  (tamże:  218):  „Nie  ma  dziś,  w  sytuacji 
kryzysu,  wobec  tak  pilnej  potrzeby  podejmowania  decyzji,  teorii  bardziej 
niebezpiecznej  od  socjologicznego  obiektywizmu  -   domniemania,  że  rozwój 
społeczeństwa  dokonuje  się  sam  z  siebie,  na  kształt  zjawisk  przyrodniczych 
i  nieuchronnych  kolei  losu,  że jakoś  to  będzie,  że  społeczeństwo  samo  poradzi 
sobie  w  chorobie,  [będąc  w  stanie]  wydostać  się  z  choroby;  że  zadaniem 
socjologii jest  wyłącznie  konstatowanie  gry  ideologii  i  instytucji,  beznamiętne, 
»obiektywne«  odkrywanie  i  poszukiwanie  typów  rzeczywistości  społecznej

7  Choć przynależność Skracha do bliskiego otoczenia M asaryka (Klimek  1996: 83) pozw ala n a  

przypuszczenie,  że to   on m ógł być  inspiratorem  wystąpienia, jego  weryfikacja  wymagałaby  wszak 

stosownych  studiów   źródłowych.

background image
background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

4 7

książkę  Stranictvi,  opatrzoną  podtytułem  „przyczynek  do  filozofii  [Skrach 
podkreślił  to  słowo  kursywą]  i  socjologii  partii  politycznych”.  A utor  przypo­
mniał  swą  ówczesną  recenzję  dzieła,  w  której  stwierdzał,  że  Simmlowi  lub 
Weberowi nie spodobałyby się zawarte w niej sądy wartościujące, miłe autorowi 
referatu i innym naukowym i filozoficznym zwolennikom Masaryka. Przywołu­

jąc  ów referat,  pisał:  „Również  na płaszczyźnie teoretycznej,  ponownie w  spo­

sób odpowiadający duchowi Masaryka, deklarowałem przynależność do jakiejś 
bilansującej socjologii, a nie tylko do socjologii rzemieślników naukowych jako 
niezaangażowanych  obserwatorów,  do  socjologii,  można  powiedzieć,  teatro- 
logicznej” .  Zagadnienia  podobne  do  tych,  które  zajmowały  niegdyś  Beneśa, 

podjął Jan Mertl,  dla którego  ideał  uczonego  stanowi już nie Masaryk,  a Max 
Weber.  Skrach  cytował  fragmenty  wprowadzenia  do  Politiky jako  povolani, 
w tym zdanie głoszące, że analiza teoriopoznawcza oraz dążenie do obiektywiz­

m u uchroniły niemieckiego uczonego od  „mylącego mieszania poznania nauko­

wego z praktycznymi postulatami i ideałami”  (oba cyt. tamże:  228; Mertl  1929: 
7).  Uznał,  że jeżeli  zdanie to odnosić się ma do Masaryka, to dowodzi pomyłki 
socjologa, jako  że  praski  filozof zawsze  rozróżniał  i  starannie  oddzielał  nauki 
teoretyczne  od  praktycznych  oraz  politykę  społeczną  od  filozofii  społecznej 
( =  nauki), dostrzegając zarazem, że naukowy charakter dzieła nie przeszkadza, 
by  wyrażało  ono  równocześnie  określoną  postawę  polityczną.  Mertl  zaś 
konstatuje  fakt  „politeizmu  wartości”  i  sądzi,  że  poznanie  naukowe  nie  może 
być źródłem norm, a jedyną dyrektywą uczonego winno być dążenie do prawdy. 
Choć przyznaje, że i wartości są elementem społecznej rzeczywistości, zastrzega 
zarazem, że socjologia nie chce być ideologią,  a badać zjawiska takie, jakimi są, 
odkrywać  ich  własną logikę  i  wewnętrzne  przyczyny.

Nieco zaskakująco,  artykułu  Skracha wieńczy nie krytyka koncepcji Mert- 

la, a niezbyt spójne podsumowanie zarzutów wobec uogólnionego „socjologicz­
nego  obiektywizmu”.  Po  pierwsze,  zarzucał  mu  próbę  ucieczki  od  filozofii  (a 
zwłaszcza od filozofii historii) i przed monokauzalizmem w wyjaśnianiu zjawisk 
oraz przed  poszukiwaniem  uniwersalnych  zasad  życia  społecznego.  Po  drugie, 

miał  mu  za  złe,  że  ucieka  przed  etyką  i  wartościowaniem,  przed  praktyką 

w  ogóle,  a  w  szczególności  przed  uznaniem  jej  ewentualnego  wpływu  na 

obserwację i wyjaśnianie. Po trzecie, obiektywizm oznaczać miał ucieczkę przed 

psychologią,  nadmiernie  obiektywizując  obraz  życia  społecznego.  Ze  swej 
strony  Skrach  deklarował przywiązanie  do  „krytycznego  realizmu”  M asaryka 
i  głosił  pochwałę  praktycyzmu,  z  sympatią  odnosząc  się  do  -  jak  to  określił 

-  „Rädlowskiego  usiłowania  o  bilansującą filozofię  i  socjologię”  (tamże:  230). 
Wymieniając  prace  krytyczne  wobec  obiektywizmu,  wskazał jedynie  na dzieła 

prezydenta  oraz  kilka  drobniejszych  prac,  zresztą  głównie  publikowanych 
w  „Ćeskej myśli”  opracowań  i  referatów  (sic! ) dotyczących  artykułów  Włady­

sława Mieczysława Kozłowskiego.  N a koniec oświadczał,  że filozofia powinna 
pozostawać w jak  najściślejszym  związku  z socjologią.

background image

4 8

JAROSŁAW  KILIAS

Na  zarzuty  Skracha  odpowiedziało  dwóch  autorów.  Czterostronicowy 

artykuł Innocenca Arnośta Błahy (1932) w dziale recenzji „Sociologickej revui” 

wydaje  się  ważny  dlatego,  że  pochodzi  spoza  obozu  młodej  „praskiej”  so­
cjologii,  którą  bierze  w  obronę.  Autor  stwierdził,  że jej  krytyka  oparta jest  na 

nieporozumieniu  -   braku  rozróżnienia między  obiektywizmem jako  doktryną 
i jako metodą. Jako naukę (doktrynę) krytykował go sam Błaha, deklarujący się 

jako zwolennik „krytycznego realizmu”, stanowiska pośredniego między obiek­

tywizmem  i  subiektywizmem,  jednakże  wystrzegają  się  go  także  młodzi  so­
cjologowie,  głoszący jedynie  obiektywizm metodologiczny.  Skrach zarzucił im, 
że dążą do stworzenia socjologii odfilozoficznionej -  to prawda,  ale ich dążenie 

jest  godne  pochwały,  nie  nagany  (Błaha  1932:  301):  „[Chodzi  o  to,  czy] 

Socjologia  powinna  posiadać  epistemologię  filozoficzną  czy  epistemologię 

naukową.  [... ]  A jeżeli  [„obiektywiści”]  myślą  serio  o  socjologii  naukowej,  to 

metodą,  za  pomocą  której  mogą  dojść  do  dokładnych  wniosków  naukowych, 

jest  wyłącznie  metoda  empiryczna,  niewartościująca,  ściśle  obiektywna.  [... ] 

Jeżeli  zjawiska mają  być  postrzegane  takimi, jakimi  są,  i jeżeli  mamy  uzyskać 
prawdę  naukową  ich  dotyczącą,  muszą  być  obserwowane  nie  przez  podmiot 
poznający  zabarwiony  przez  różne  stany  uczuciowe,  przesłanki  światopo­

glądowe i przesądy, ale [przez podmiot] niemal przezroczysty, pozbawiony -  na 
tyle,  na  ile  jest  to  możliwe  dla  człowieka  -   wszelkich  aprioryzmów,  również 
sądów  wartościujących.  Nauka  tylko  postrzega  i  wyjaśnia  rzeczywistość.  Gdy 
tylko zaczyna oceniać, przekracza obszar nauki i wkracza do dziedziny filozofii 
(filozofii  historii,  filozofii  społecznej  itp. )”.  Tego  rodzaju  obiektywizm  jest 
nauce  niezbędny.  Co  prawda,  obiektywizm  może  negatywnie  wpływać  na 
społeczną postawę  badacza,  ale  nawet  wielcy  („doktrynalni”)  obiektywiści jak 
Comte  czy  M arks  byli  aktywnymi  reformatorami.  Choć  młodzi  socjologowie 
bronią  się przed  filozofią,  ich  postawie  społecznej  nie można  niczego  zarzucić. 
D la  skutecznego  działania  potrzebna  jest  wiedza,  tej  zaś  może  dostarczyć 
prawdziwie  obiektywna  nauka.

Druga  odpowiedź  pochodziła  od  lidera  praskiej  szkoły  socjologicznej, 

Josefa K rala (1932),  który  zamieścił krótki tekst w dziale przeglądów i aktual­

ności  swych  „Socialnich problemów”.  Był on napisany  w  typowym dla autora 
stylu,  rozpoczynając  od  katalogu  błędów  popełnionych  przez  krytykowanego 
autora.  Skrach  pomylił  różne,  należące  do  odmiennych  epok  odmiany  obiek­
tywizmu.  Młodej  socjologii  na  pewno  nie  dotyczy  zarzut  fatalizmu  i  wiary,  że 
życie  społeczne  rządzi  się jakąś  niezależną  od  woli  ludzi  koniecznością.  K ral 
zaakcentował konieczność  respektowania podziału  pracy  pomiędzy  socjologią 
teoretyczną  (którą  uprawiają młodzi  badacze)  i  praktyczną,  o  którym  krytyk 

mógłby  się  dowiedzieć  i  z  pism  Masaryka.  Jeżeli  chodzi  o  oceny,  to  poznanie 

naukowe  nie  może  być  deformowane  przez  postawę  etyczną  badacza,  która 

może  zostać  wzięta  pod  uwagę  co  najwyżej  w  socjologii  praktycznej.  Także 

stosunek filozofii  i  nauk społecznych określił  Skrach niejasno:  całość  stanowią

background image
background image

5 0

JAROSŁAW  KILIAS

pierwsze,  obiektywiści  uważali,  że  uczony  winien  obserwować  to,  co  jest, 

zachowując dystans wobec całkowicie od niego niezależnego badanego obiektu. 
Po drugie, obiektywizm opiera się na doktrynie głoszącej, iż zjawiska społeczne 
rządzą  się  swoimi  własnymi,  niezmiennymi  prawami,  które  socjologia  winna 

odkrywać,  ale  na  które  nie  ma  wpływu.  Badacze  społeczni  zdają  sobie  wszak 
sprawę,  że  nie jest  to  takie  proste:  Mertl  konstatuje  na  przykład,  że  zjawiska 
społeczne istnieją w rzeczywistości w psychice poszczególnych osób, że tworzą je 
również  sądy  wartościujące,  dostrzega w  tym  wszakże jedynie  kłopot.  Popada 
zarazem w przesadny subiektywizm, zapominając, że przedmiotem badania jest 
działanie,  zawsze  posiadające  obiektywnie  postrzegalny,  cielesny  i  ruchowy 
charakter;  co  prawda  obdarzone  zawsze  subiektywnym  sensem,  ten  zaś  musi 
socjolog respektować, przez co nauka stanowi -  i to niezależnie od woli samych 
uczonych! -  kontynuację życia społecznego. Trzecia, najbardziej  kontrowersyj­
na  teza  obiektywistów  dotyczy  wartościowania.  Sądzą  oni,  że  uczonemu  nie 
wolno  wypowiadać  sądów  wartościujących,  oceniając  bowiem  przestaje  być 
naukowcem. Jeśli się tych sądów zaś od naukowca żąda, to sprowadza się naukę 
do roli literatury agitacyjnej. Jeżeli chodzi o tezę pierwszą, to Fajfr uważał ją  za 
rezultat wygórowanych oczekiwań wobec socjologii, która nie jest nauką ścisłą! 

Sądził,  że  wartościowania  nie  da  się  uniknąć,  a  wiele  sądów  wartościujących 

wypowiadanych  jest  jako  rzekome  prawdy  naukowe:  często  oceniamy,  nie 
zdając  sobie  z  tego  samemu  sprawy!

W opozycji do obiektywizmu zarysował autor stanowisko nieobiektywisty- 

czne. Zgodnie z nim wyborem przedmiotu badania winna rządzić jego społeczna 
ważność, co wymaga refleksji i rozstrzygania kwestii natury etycznej. Zadaniem 
socjologii jest rozwiązywanie problemów życia społecznego, a to się nie obejdzie 

bez  ustawicznego  przypisywania  sensu  i  oceny  znaczenia  zjawisk;  częstokroć 

nauka  pełni  funkcję  demaskacyjną,  ujawniając  złudzenia  potoczności  -   nie 

mogłaby tego robić korzystając wyłącznie z pasywnej, beznamiętnej obserwacji.

A  jak wygląda praktyka  badawcza młodych socjologów? Nie  zajęli  się  oni 

dotąd  poważnie  metodą,  wspominając  jedynie,  że  ma  być  ona  naukowa. 
W rzeczywistości brak w ich pracach konkretu, zbyt wielkie znaczenie przypisu­

ją  klasyfikacji,  a  ich  analizy  mają  zwykle  charakter  literacki,  tj.  dotyczą 

literatury  przedmiotu,  a  nie  rzeczywistości  samej.  Co  się  tyczy  sądów wartoś­
ciujących, to w praktyce pojawiają się one u nich dość często; Mertl jest pod tym 
względem bardzo ostrożny,  ale nawet i on wypowiada je czasem mimochodem! 
Fajfr  przestrzegał,  że  uczony  godzący  się  z  tym,  że  przyrodoznawczy  obiek­
tywizm  nie  jest  możliwy  w  naukach  społecznych,  bywa  zazwyczaj  bardziej 
wyczulony i obiektywny  od kogoś, kto wartościuje sam tego  nie spostrzegając. 
Jeśli chodzi  o polityczny  charakter młodej  socjologii,  to  uważał,  że  socjologia, 
która  popiera  domniemanie  obiektywny,  zastany  konsens  wartości,  musi 
przejawiać  postawę  konserwatywną,  aczkolwiek  w  zasadzie  wszyscy  czescy 

badacze społeczni lokują się na prawym  skrzydle lewicy i respektują polityczną

background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY"?

5 1

rolę  prezydenta  republiki  (Fajfr  1932:  364):  „Jeżeli  ozwie  się  tu  i  tam  krytyka 
M asaryka, to  wiemy dobrze,  że nie została ona pomyślana jako polityczna i że 

młodzi  w  rezultacie  [stosowania]  innej  metody  nie  mogą  inaczej”.  Ogólnie 
mówiąc,  obiektywizm stanowi jedynie formę ucieczkę od rzeczywistości,  a kry­

tyka  winna  posłużyć  temu,  by  pilność,  oczytanie  i  zdolności  młodych  so­
cjologów mogły  być  lepiej  wykorzystane.

Niewątpliwie tekst ten bardziej niż poprzednie nadawał się na punkt wyjścia 

do dyskusji. Wedle referatu w „Närodnim osvobozeni”, na spotkaniu w Jednote 
po wystąpieniu Fajfra wypowiadali sięm . in. Radl, Fischer, Ullrich i M achotka, 
ale tendencyjność i lakoniczność dostępnych relacji nie daje szansy,  by zrekon­
struować  ich  wypowiedzi.  Wiemy  tylko,  że  dwaj  ostatni  podtrzymywali  swe 
stanowisko,  przeciwstawiając  się  aprioryzmowi  i  filozofii  historii  (-i-:  1932).

Znana  jest  jeszcze  jedna  publiczna  dyskusja  dotycząca  „obiektywizmu” 

i jego krytyki, zorganizowana  1  grudnia 1932 roku przez Masarykovą sociologi- 
cką spolećnost.  Referentem  był prezentujący  obiektywistyczny punkt widzenia 

Josef  Ludvik  Fischer,  w  dyskusji  zaś  udział  wzięli  między  innymi  Chalupny 

i Mertl.  Oczywiście, także w tym przypadku nie można na podstawie lakonicz­
nych  relacji  prasowych  (-e-:  1932)  adekwatnie  przedstawić  opinii  prezen­
towanych  przez  dyskutantów.

„Aktywizm  filozoficzny”  kontra  „Sociälni problemy”

Dyskusja  wkrótce  wygasła  (choć  daty  publikacji  czasopism  mogą  być 

mylące,  a  niektóre  z  omówionych  tekstów  mogły  się  ukazać  już  po  wspo­
mnianym powyżej zebraniu). Niebawem doszło do jeszcze jednego publicznego 

sporu,  dotyczącego  co  prawda  ogólniejszych  kwestii,  w  którym  uczestniczyli 
wszak  ci  sami  uczeni,  prezentując  zbliżone  konfiguracje  idei.  Tak jak  w  przy­
padku poprzedniego, sprawcą kontrowersji okazał się Emanuel Radl. W trakcie 
kierowanego  przezeń  VIII  międzynarodowego  zjazdu  filozoficznego,  który 
obradował  w  Pradze  w  roku  1934,  Vasil  K.  Skrach  wygłosił  manifest  Our 
Philosophical  Programme.  Pod  tekstem  podpisani  byli  „filozofowie  zebrani 
wokół pisma »Ćeska mysi«”, wśród których obok Radia (rzeczywistego autora) 
i  Skracha  warto  wymienić jego  przyjaciela  teologa,  współredagującego  z  nim 
pismo „K rest’anska revue”, Josefa L. Hromadkę czy A ntona Stefanka, słowac­
kiego  polityka  i  socjologa.  Deklarowali  oni  (Our  Philosophical...  1936:  827): 

„Jesteśmy  kontynuatorami  filozofii  M asaryka  i  z  niej  czynimy  nasz  fun­

dam ent”.

Przedmiotem  hałaśliwego  i  niezbornego  manifestu  był  protest  przeciwko 

„dekadenckiej  filozofii  współczesnej’,  której  objaw  stanowić  miał  skrajny 

intelektualizm, przybierający dwie formy -  ultrapozytywizmu (którego  wyrazi­
cielami  byli  Ernst  M ach  czy  Durkheim)  i  romantycznego  irracjonalizmu

background image
background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

5 3

deklarują  obiektywny charakter propagowanych przez  siebie norm,  gdyby  zaś 

socjologia miała realizować jakieś pozanaukowe wartości, byłaby demokratycz­

na lub  faszystowska,  ale nie  byłaby  naukowa!

Drugim  tekstem  odnoszącym  się  do  Rädlowskiego  manifestu  był  artykuł 

K rala  (1935)  Cesky  aktivism  filosoficky  (Czeski  aktywizm  filozoficzny). 
A utor  uznał,  że  bardziej  stosowne  od  posłużenia  się  przez  manifestantów 

tytułem „Ćeskej myśli”,  byłoby firmowanie go przez „Kresfianską revue”, jako 
że podpisana  była  pod  nim  cała jej  redakcja;  niektórzy z podpisanych nie  byli 

nawet  profesjonalnymi  filozofami!  Jeżeli  chodzi  o  treść,  to  niejasne pozostaje, 
co  podpisani  rozumieją  pod  terminem  „intelektualizm”,  nie  wiadomo  też,  na 
czym  miałby  polegać  przeciwstawiany  mu  praktycyzm.  To,  do  czego  dążą 

manifestanci,  odpowiadać  miało  minionym  stadiom  rozwoju  społecznego 

i naukowego, współczesną naukę cechuje specjalizacja.  Nie wiadomo, na czym 

ma  polegać  demokratyzm  filozofii,  jeśli  zaś  chodzi  o  odpowiedzialność  uczo­

nych, to przecież nie od nich zależy sposób wykorzystania ich pracy. Podpisani 
(Radl)  pomieszali  różne  tradycje  filozoficzne,  potępiając  nierzadko  i  te,  które 
dla  nich  samych  były  inspiracją  (jak  neokantyzm).  Krytykując  obiektywizm 
socjologii  nie  dostrzegli,  że jego  porzucenie  musi  wieść  do  niekończących  się 
politycznych  sporów.  K ral  zakwestionował  i  zasadność  przywoływania  przez 
nich dziedzictwa  Masaryka,  który  odrzucał  teologię,  nie mówiąc  o  tym,  że nie 
żądał  wymieszania  teorii,  i  praktyki  (ani  tym  bardziej  likwidacji  pierwszej 
w  imię  drugiej! ).  Manifestanci  odrzucają  monizm  i  głoszą  skrajny  dualizm, 

oparty  na  przeciwstawieniu  temu,  co  istnieje,  porządku  idei  i  tego,  co  być 

powinno, przy czym  ostatecznym źródłem owych idei jest autorytet zewnętrzny 
wobec  filozofii  -   teologia.  Z  pewnością  nie  jest  to  filozofia  masarykowska, 
choćby  się  autorzy  i  najusilniej  powoływali  na M asaryka  (Kral  1935:  30).

Jak  można  było  oczekiwać,  w  obronie  „Programu”  wystąpił jego  autor, 

publikując  na łamach  „Ćeskej myśli”  obszerniejszy  tym  razem  tekst,  zatytuło­
wany  Prakticka  filosofie  (Praktyczna  filozofia),  w  którym  po  raz  pierwszy 

systematycznie  przedstawił  swoje racje teoretyczne  (Radl  1935).  Zaczął jednak 
od wyjaśnienia powodu  swego  wystąpienia.  Miała  nim  być chęć popularyzacji 

mało  znanej  za  granicą  filozofii  M asaryka  (nawiasem  mówiąc,  tytularnego 
przewodniczącego zjazdu), a nie zabrania głosu w rodzimych sporach filozoficz­

nych. Co się zaś tyczy „aktywizmu”, to punktem wyjścia uczynił konstatację, że 
od  początku  rozwoju  nowożytnej  filozofii  poznanie  traktowane  było  jako 
czynność  pasywna,  polegająca  na  biernym  poddaniu  się  przez  podmiot  od­
działywaniu  przedmiotu,  podczas  gdy już  Platon  dostrzegał  w  nim  aktywność 
ducha.  W  rzeczywistości poznawany  obiekt to  zawsze wytwór podmiotu  (o ile 
ich  rozróżnianie  jest  w  ogóle  stosowne),  stanowiąc  „zwycięstwo  ducha  nad 
chaosem”  (tamże:  5),  a  rzecz  sama  to jedynie  materiał.  Filozofia jest  z  reguły 
totalnie  niehistoryczna,  podczas  gdy  każdy  akt  poznawczy  zakłada  pewną 
historię, obecność kategorii wstępnych, uprzednią wiedzę, praktykę, które zostały

background image

5 4

JAROSŁAW  KILIAS

ukształtowane  w  procesie  socjalizacji  (w  jej  trakcie  nabywa  się  też  zdolności 
niedostrzegania pewnych  zjawisk! ).  Zarówno  Comte, jak  i nowsi  socjologowie 
w  taki  właśnie,  pasywistyczny  sposób  rozumieją  obiektywność.  Taki  model 
poznania,  w  szczególności  zaś  ideał  obiektywizmu,  stanowi  określony wytwór 
historyczny, wynik dążenia renesansowych uczonych do podważenia autorytetu 
teologów.  Obiektywistyczny  model  poznania  wytwarza  dualistyczną  wizję 

człowieka,  rozdwojonego  pomiędzy działaniem  (któremu  przypisuje  się  niższą 

wartość) i  wyniesionym  ponad nie,  obiektywnym myśleniem  teoretycznym.  Po 
wojnie można  zaobserwować  upadek  obiektywistycznego  ideału,  czego  wyraz 

stanowią  ataki  na  intelektualistów;  co  prawda  zarzuty  stawiane  im  są  wyolb­

rzymione,  ale  odbijają  pewną  elementarną  prawdę.  Rzekome  fakty  dostępne 

socjologii  są  jedynie  konstruktami:  „Ta  obiektywna  rzeczywistość,  o  której 

dywagują  owi  [obiektywistyczni]  socjologowie,  ta  ich  »rodzina«,  »klasa«,  ich 
»wojna«, »religia« nie  stanowią żywej, działającej rzeczywistości społecznej, ale 
tylko  modele,  podobne  do  tych,  na  których  nauczyciele  w  szkole  wyjaśniają 
uczniom  pojęcia  naukowe”  (tamże:  19).  Uczeni  wprowadzają  swe  schematy 
tam,  gdzie w rzeczywistości istnieje  autentyczne,  burzliwe życie. W obiektywis­
tyczny sposób próbuje się wyjaśniać życie ludzi, nie dostrzegając wielkich różnic 

między  np.  przemarszem  wojska  a  przelotem  ptaków!  Bitwa  (chociażby  pod 

M aratonem)  wbrew  pozorom  nie  stanowi  chaosu,  ale  można  ją  zrozumieć 

jedynie znając program obu walczących stron, jako że ludzie działają nie dzięki 

instynktom, a celowo, jako istoty świadome i myślące. Próbuje się wyjaśniać ich 
zachowania charakterem narodowym, tak jakby stanowiły część przyrody, choć 

wcale  nie  decydują  o  nich  dziedziczne  dyspozycje.  Dzieje  ludzkości  to  nie 

historia  przemian  warunków jej  bytowania,  a  sensów  ludzkich  działań.

I  ten  tekst  doczekał  się  ostatniej już,  uszczypliwej  odpowiedzi  Krala,  tym 

razem  opublikowanej  nie  w  „Socialnich  problemach”,  a  w  „Ćeskej  myśli” . 
Wracał w niej do swego zjazdowego wystąpienia (Kral  1935a:  128): „Ta krytyka 
zamierzała  przede  wszystkim  ukazać,  że  to,  co  Radl  i  jego  grupa  nazywają 

filozofią  M asaryka,  jest  rozbieżne  z  Masarykowskimi  poglądami  na  ważne 
kwestie,  na  niektóre kluczowe  punkty  widzenia i  że  owo  Radlowskie  filozofo­

wanie,  zresztą  pełne  sprzeczności  i  błędów,  nie  stanowi  kontynuacji  filozofii 
M asaryka, ale [jest] w naszym myśleniu krokiem wstecz od filozofii M asaryka, 

jako  że  skłania  się  do  przyjęcia  objawienia,  oddziałając  wprost  w  kierunku 

przeciwnym do niej. Chciała zwrócić uwagę obcokrajowców, że ta grupa, Radia 
- n ie  Masaryka, jest tylko jedną [z wielu] grupą czeskich filozofów. ” Co się tyczy 

artykułu  filozofa,  jego  krytyka  pasywistycznej  teorii  poznania  zawiera  twier­
dzenia  od  dawna  powszechnie  znane  i  lepiej  niż  przez  Radia  opisywane  przez 

podręczniki filozofii. Jeśli zaś chodzi o  czeską socjologię, jej krytyka nie mogła 

być  trafna, jako  że jej  filozof zwyczajnie  nie znał10.

10  Twierdzenie  K rala  o  banalności  tez  R adia  wymaga  co  najmniej  relatywizacji,  wystarczy

background image
background image

5 6

JAROSŁAW  KILIAS

fazie  twierdzono  równocześnie,  że  grzechem  socjologii  jest  porzucenie  filozo­
fii!  Odpowiedzią  na  atak  była  krytyka  argumentów  napastników,  w  której 
domagano  się  jasnego  sprecyzowania  ich  racji  i  albo  próbowano  je  samemu 
zrekonstruować  (lub  tak,  jak  starał  się  to  uczynić  Błaha,  samodzielnie 
zdefiniować  w  jakiś  sposób  „socjologiczny  obiektywizm”),  albo  (celował 
w  tym  zwłaszcza  Josef  Kral)  wykazywano  luki  i  niejasności  w  ich  twier­
dzeniach  i  wykazywano,  czasem  małostkowo,  ale  na  ogół  przekonująco,  że 
w  istocie  pozostaje  niejasne,  o  co  im  właściwie  chodzi.  Wydaje  się,  że  rodzaj 

odpowiedzi,  której  udzielali  „bilansiści”,  dowodzi,  że  w  istocie  nie  mieli 

jasności,  co  tak  naprawdę,  poza  dość  niesprecyzowanym  brakiem  społecz­

nego  zaangażowania,  im  nie  odpowiada  w  „obiektywistycznej”  socjologii. 

Odpowiadali  bowiem,  próbując  ex  post  wytłumaczyć  powody  swego  wy­

stąpienia,  a  czynili  to  wskazując  na  osobiste  motywy  i  własne  doświadczenia, 
które  skłoniły  ich  do  zaangażowania  w  spór;  zarówno  Skrach,  jak  Radl 
zrobili  to  w  swych  odpowiedziach  Kralowi.  Dopiero  pod  koniec  dyskusji 
pojawiały  się  u  „bilansistów”  bardziej  rozwinięte  próby  teoretycznego  roz­
winięcia  ich  racji.  W  pierwszym  epizodzie  dokonał  tego  Frantisek  Fajfr,  sam 
inicjator  zaś,  Emanuel  Radl  uczynił  to  dopiero  pod  koniec  drugiego  z  epizo­
dów.

W arto  wspomnieć  również  o  języku  dyskusji.  Obie  strony  wypowiadały 

się  emocjonalnie,  ale  utrzymując  się  w  granicach  akademickiej  przyzwoitości, 

unikając  niemal  inwektyw  czy  argumentów  ad hominem.  Wynikało  to  zapew­
ne  z  tego,  że  dziennikarze  i  publicyści  mieli  jedynie  marginalny  udział 
w  kontrowersjach,  które  pozostały  w  zasadzie  wewnętrznym  sporem  intelek­

tualistów.

2) 

U czestn icy   o b u   sp orów   pod zielili 

się  na 

d w a   w yraźnie  w rogie  o b ozy. 

Niewątpliwym  przywódcą  pierwszego  z  nich  był  Emanuel  Radl,  na  którego 

powoływał  się  Vasil  K.  Skrach,  jego  najbardziej  zdeterminowany  stronnik; 
warto  przypomnieć,  że  to  on  właśnie  na  kongresie  filozoficznym  wygłosił 

Radlowski manifest  Our Philosophical Programme.  Nie twierdzę  oczywiście,  że 
i  jego  aktywność  w  trakcie  pierwszej  z  dyskusji  została  zainspirowana  przez 

starszego  kolegę,  wyraźnie  chodziło  bowiem  o  całą  serię  zróżnicowanych 

i  nieskoordynowanych  wypowiedzi.  M ożna  zauważyć,  że  wśród  podpisanych 
pod  zjazdowym manifestem  nie  było  Fajfra,  autora jednej  z  bardziej  przemyś­
lanych  krytyk  „obiektywizmu”,  którego  stanowisko  lokowałoby  go  wszak 

gdzieś pomiędzy zwaśnionymi obozami.  Być może rzeczywiście należałoby, jak 
to zasugerował w swej krytyce Rädlowskiego manifestu Kral, przypisać krytykę 

„obiektywizmu”  przede  wszystkim  środowisku  „K rest’anskej  revue”?  Jeżeli 

chodzi  o  cichych,  nie  będących  profesjonalnymi  filozofami  czy  socjologami 
sympatyków  „socjologii bilansującej”,  to ich  liczba była niewątpliwie większa: 
byli wśród nich  z pewnością  członkowie  sprzyjającej  Radiowi redakcji  „Ćinu” 
czy  podpisujący  się  kryptonimem  -i-  dziennikarz  „Narodniho  osvobozeni” .

background image
background image

5 8

JAROSŁAW  KIL! AS

Inna  rzecz,  że  w  utrzymaniu  jedności  pomógł  socjologom  charakter 

krytyki,  przychodzącej  spoza  pola  zinstytucjonalizowanej  nauki,  zdającej  się 
podważać  elementarne  roszczenia  do  jej  niezależności  i  nie  różnicującej 
wyraźnie  koncepcji  i  podejść  propagowanych  przez  poszczególnych  autorów. 

Sądzę,  że  nie  należy  przy  tym  przeceniać  faktu,  że  krytycy  nie  byli  akademic­

kimi  socjologami:  przecież  w  latach  30.  znaczną  część  zawartości  obu  pism 
socjologicznych  nadal  stanowiła  twórczość  osób  spoza  instytucjonalnej  so­
cjologii!

Niewątpliwie,  najważniejszą  trybuną  samoświadomych  obrońców  „obiek­

tywizmu”  czy  po  prostu  socjologii  stały  się,  szczególnie  podczas  drugiej 
z  kontrowersji,  „Socialni  problemy”.  Pisujących  do  nich  autorów  ożywiał 
najwyraźniej  duch  wspólnoty,  czego  wyraz  stanowiła  gotowość  by  używać 
zaimka  „my”  wobec  siebie  i  kolegów  skupionych  wokół  czasopisma  z  jego 
redaktorem,  odgrywającym  niewątpliwie  rolę  lidera  (por.  Kral  1935a:  127).

3) Nieodzowną składową prowadzonej przez „bilansistów” krytyki „obiek- 

tywistycznej”  socjologii  stanowił proces  konstruowania  trudnego  początkowo 
do  zidentyfikowania przeciwnika:  stworzenia jego jednoznacznego  wizerunku, 
który  następnie  próbowano  narzucić  opinii  publicznej  (i  jemu  samemu).  Co 
ciekawe,  owo  wymyślanie  czy  raczej  tworzenie  wroga  było  odwrotną  stroną 
zabiegów zmierzających do  stworzenia w opozycji do jego  stanowiska własnej, 
nowej tradycji naukowej.  O ile pierwsze z przedsięwzięć można chyba uznać za 
udane,  o  tyle  drugie  zakończyło  się  fiaskiem.  Tworzenie  obrazu  wroga  przyj­

mowało zróżnicowane formy, choć zawsze ujmowany był on niezwykle szeroko. 

Fajfr  widział  przeciwnika  w  socjologii  jako  takiej,  sugerując,  że  stanowisko 
wszystkich  socjologów  jest  zbliżone,  tj.  obiektywistyczne,  i  i  że  wszyscy 

„obiektywiści”  akceptują w całości  trzy przedstawione przez niego  tezy.  Nieco 
inaczej  ujmował  rzecz  Skrach,  przedstawiając  serię  nieuporządkowanych  kry­
tyk różnych dzieł, przedstawiając im dość szczegółowe zarzuty, dotyczące wszak 

w jego mniemaniu różnych syndromów tej samej, „obiektywistycznej” choroby. 

W  istocie  podobnej  techniki  użyto  w  manifeście  zjazdowym,  wrzucając  do 

jednego worka i  stawiając pod pręgierzem  w sposób  zrozumiały chyba jedynie 

dla Emanuela  Radia,  tak  zróżnicowanych  autorów jak Durkheim  i  Nietzsche, 
M ach i Diłthey.  Należy dodać,  że mimo swej teoretycznej  niedorzeczności tego 
rodzaju  zabiegi doprowadziły  do  celu, jako  że wytworzyły u strony przeciwnej 
-   choć  oczywiście  nie  u  wszystkich,  których  teoretycznie  mógłby  dotyczyć 

zarzut  tak  szeroko  ujmowanego  obiektywizmu  -   poczucie  zagrożenia,  co 
faktycznie wzmagało jej  solidarność i skłoniło do połączenia wysiłków w obro­
nie  swego  stanowiska.

Jak wspomniałem,  wymyślanie wroga powiązane  było  z próbą wykreowa­

nia własnej tradycji „bilansistów”, opozycyjnej w stosunku do głoszonych przez 
nich  poglądów.  W  oczach  zwolenników  Radia  stanowiła  ona  kontunuację 
tradycji Masarykowskiej socjologii zaangażowanej. Trudno uznać, by proces jej

background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

5 9

tworzenia zakończy!  się  powodzeniem,  a to  z dwóch, jak  sądzę,  powodów.  Po 
pierwsze, jak skwapliwie zauważył Josef Kral,  sama spuścizna,  do której mogli 

się  odwołać,  nie  była  zbyt  obszerna.  W jej  obręb  można  było  zaliczyć jedynie 

niewielką,  stricte  naukową  część  dorobku  twórców  Odrodzenia  Narodowego, 
w tym  zwłaszcza Palackiego  (ten zresztą  był jej  elementem  raczej jako  symbol, 
ikona,  jako  bohater  dzieł  Masaryka,  a  nie  jako  realny  uczony  i  postać 
historyczna),  samego  prezydenta  -   i  to  wszystko.  Być  może  dałoby  się 
w Czechach znaleźć inną od  obiektywistycznej  tradycję filozoficzną (chociażby 
w postaci dzieła Ladislava Klimy czy autorów katolickich), ale nader wątpliwe, 

by była ona zarazem racjonalistyczna i demokratyczna, jak by sobie tego życzył 
Radl!  Jeżeli  zaś  chodzi  o  samego  Masaryka,  to  i  z  nim  był  pewien  problem, 

polegający  na  tym,  że  jego  eklektyczną  twórczość  można  było  co  prawda 
reklamować jako  aktywizm,  ale  równie  dobrze mogła  ona funkcjonować jako 

jakiś  niemal-pozytywistyczny-prawie-scjentyzm:  dla  Błahy  na  przykład  był  on 

przede  wszystkim  importerem  zachodnich,  autentycznie  naukowych  idei.  Ten 

aspekt dzieła filozofa  pozwalał wprowadzić  go  na  sztandary  „obiektywizmu”, 

dając  przemożne  argumenty  przeciwnikom  „bilansistów” .  Charakterystyczny 
wydaje się tutaj  fakt,  że  obie strony  sporu  odwoływały  się  do  spostrzeżenia,  iż 
Masarykowska  klasyfikacja  nauk  wyraźnie  odróżnia  nauki  teoretyczne  od 
praktycznych. Jednak o ile dla Skracha był to argument przeciw Mertlowi, K ral 
z  nie  mniejszym  powodzeniem  używał  go  przeciw  roszczeniom  „bilansistów”! 
Dziś odczytuje się M asaryka zazwyczaj w duchu, który bliski byłby tym drugim, 
wartość  jego  prac  znajdując  w  ich  niekonsekwencjach,  niedomówieniach 

i  przemilczeniach,  w  latach  30.  dominował  wszak  niewątpliwie  scjentyzm12. 
Drugim,  równie  ważnym  powodem  uniemożliwiającym  stworzenie  tradycji 
socjologii  bilansującej,  było  to,  że  w  rzeczywistości  chodziło  o  tradycję  bez 
teraźniejszości  i  bez  kontynuacji,  jako  że  jedynym  twórcą  wartościowych, 
samodzielnych  dzieł  naukowych  i  filozoficznych,  a  nie  tylko  autorem  recenzji 
i  artykułów  przeglądowych,  był w  kręgu  „bilansistów”  Emanuel  Radl!  I  K ral 
nie  był  osobiście  zbyt  twórczy,  z  pewnością jednak  nie  był jedynym  czeskim 

socjologiem,  nie  mówiąc  o  tym,  że  skupił  wokół  siebie  grono  młodych 

uczonych,  którzy  prowadzili  rzeczywistą  pracę  naukową,  pomnażając  realny 
dorobek  szkoły  praskiej  i  socjologii  w  ogóle.

Kiedy  jest  mowa  o  próbie  stworzenia  tradycji  socjologii  zaangażowanej 

opartej  na  spuściznie T. G.  Masaryka,  to  należy  zauważyć,  że miała ona także 

wyraźny  wymiar  polityczny.  Relacjonując  obie  debaty,  celowo  starałem  się 
uwzględniać  wyraźnie  w  nich  dostrzegalny  wątek  masarykowski.  Nie  znam 
dostatecznie działalności i sympatii politycznych czeskich socjologów, niemniej

12  Por.  np.  z  jednej  strony  poświęcony  M asarykow i  rozdział  tekstu  Błahy  (1997) 

Ceskoslovenskä sociologie,  z drugiej zaś tekst Jiriego M usila (1993) Masarykova sociologickó teorie: 
co je  z  ni stale źive.

background image
background image

„SOCJOLOGIA  BILANSUJĄCA”  CZY  „OBIEKTYWIZM  SOCJOLOGICZNY”?

6 1

rzucającą  wartościowanie  „szkołą praską”.  Ale  czy  rzeczywiście  była  ona  tak 

jednorodna? Czy prezentowanie jednomyślności  nie wynikało raczej  z koniecz­

ności kolektywnej  obrony przed  atakiem  Radia  i  towarzyszy?  Czy  stanowisko 
Mertla,  zdającego  sobie  sprawę,  że  różnorodne  wartości  stanowią  jeden 
z  podstawowych  elementów  określających  strukturę  społecznego  świata,  i  że 
wobec  tego  uczony winien je  brać  w jakiś  sposób  pod  uwagę,  było  takie samo 

jak  pozytywisty  Krala?

Trzeci  z  wymiarów  dyskusji,  to  kwestia  relacji  filozofii  i  soqologii.  Wy­

daje  się,  że  tu  linie  podziału  i  racje  w  sporze  były  najbardziej  czytelne: 
z  jednej  strony  mieliśmy  próbę  odrzucenia  filozofii,  z  drugiej  zaś  strony 

maksymalizm  żądań  filozofów,  program  ekspansji,  nie  dialogu  z  nauką. 

Choć  sam  Radl  określał  się  niekiedy  mianem  „socjologa”  (zob.  np.  Radl 

1935a:  69),  z  pewnością  nie  była  to  socjologia,  jaką  uprawiali  inni  czescy 

uczeni.  Socjologia  w  takim  sensie  słowa,  w jakim  go  używał,  stanowiła  część 

szeroko  pojmowanej  filozofii,  której  „bilansiści”  chcieli  przywrócić  wiodącą 

rolę  w  życiu  intelektualnym.  Był  to  program  anachroniczny  i  kontrproduk- 
tywny,  zaś jego  kontrproduktywność  polegała  właśnie  na  tym,  że  nie  godząc 

się  na  rozwiązanie  inne  od  bezwarunkowej  kapitulacji  socjologów  przed 
autorytetem  filozofii,  skłaniał  ich  do  jej  odrzucenia.  Takowe  jest  wszak 

niemożliwe:  wyrzucona  drzwiami  wraca  zawsze  przez  okno,  co  najwyżej  jej 

nosiciele  nie  zdają  sobie  sprawy,  że  i  oni  uprawiają,  na  ogół  byle jak,  jakąś 

filozofię.

Po  czwarte  i  piąte  zarazem,  polemiki  dotyczyły  dwóch  powiązanych 

dziedzin.  Chodziło  o  kontrowersję  metodologiczną  między  socjologią  poj­

mowaną jako  nauka rozumiejąca  a koncepcją  zakładającą,  że nauki  społeczne 

należy  uprawiać  w  sposób  analogiczny  do  przyrodoznawstwa.  Kontrowersja 

metodologiczna  stanowiła,  rzecz  jasna,  szczególny  aspekt  bardziej  ogólnej 

kwestii,  a mianowicie  pytania  o  elementarną  naturę  zjawisk  społecznych.  Ten 
podwójny  wątek,  obecny  w  jakiś  sposób  w  obu  dyskusjach,  wydaje  się 
najbardziej  interesujący  dla  współczesnego  badacza.  To  właśnie  on  skierował 

m ą  uwagę  na  dyskusję:  sądziłem  początkowo,  że  to  on  nadaje  im  sens, 

stanowiąc ich najważniejszy element.  Z tego  punktu widzenia,  za  godne uwagi 

należy  z całą pewnością uznać poglądy  głoszone przez  Emanuela Radia.  Choć 

element  obecny  w  całej  jego  twórczości  stanowią  nawiązania  do  twórczości 

M asaryka,  to  punkt  wyjścia  stanowiła  dla  niego  witalistyczna  biologia Hansa 
Driescha  (Löwensteinova  1994:  rozdz.  2,  3).  Tym,  co  czeski  filozof przejął  od 

biologa,  było  przekonanie  o  obecności  dającego  się  zidentyfikować  celu  czy 
sensu  w  zachowaniach  istot  ożywionych:  ptak  buduje  gniazdo,  by  w  nim 

wychowywać  pisklęta,  roślina  dąży  do  słońca,  którego  światła  potrzebuje. 
Królestwo przyrody ożywionej różni się od reszty zjawisk przyrodniczych, które 
można analizować najwyżej przyczynowo i w przypadku których trudno mówić 

o sensie. N a dodatek zaś jeśli w przypadku istot niższych można mówić jedynie

background image
background image
background image

6 4

JAROSŁAW  KIL IAS

Hromädka,  Josefa  L.  1947.  Don  Quichote  Ćeskć  filosofie.  Emanuel  Radl 

1873-1942.  Praha:  Jan  Laichter.

-i-.  1932.  Proti  sociologickemu  objektivismu.  „Närodni  osvobozeni”  13  lis­

topada:  5.

Jehl.,  L.  1932.  Emanuel Radl o  vede  a politice.  „Ćin”  r.  III.
Kilias,  Jarosław.  1998.  Naród  a  idea  narodowa:  nacjonalizm  T. G.  Masaryka. 

Warszawa:  Scholar.

Kilias,  Jarosław.  2000.  Narodowość jako problem  naukowy.  Naród w socjologii 

czeskiej okresu międzywojennego.  Warszawa:  Scholar.

Klimek,  Antonin.  1996.  Boj o  hrad / i .  /  Hrad a petka.  Praha:  Panevropa.
Kräl, Josef.  1932.  Sociologicky objektivism.  „Socialni problemy” r.  II:  330-332.
Kral,  Josef.  1932a,  (bez  tyt. ).  „Socialni  problemy”  r.  II:  480.
Kral,  Josef.  1935.  Ćesky  aktivism filosoficky.  „Socialni  problemy”  r.  IV.
Kral,  Josef.  1935a.  Rädlova  praktickä filosofie  a  Socialni problćmy.  „Ćeska 

mysi”  r.  XXXI:  127-128.

Kral,  Josef.  1937.  Ceskoslovenskä filosofie.  Praha:  Melantrich.
K uhn,  Thomas  S.  1970.  The  Structure  o f Scientific  Revolutions.  Chicago:  The 

University  of Chicago  Press.

Löwensteinova,  Simona.  1994.  Filozof a moralista Emanuel Radi.  Praha:  Klub 

osvobozeneho  samizdatu.

Mackü,  Jan.  1968.  Vybran  kapitoly  z  dejin  ćeskoslovenskć  sociologie.  Praha: 

Socialisticka  akademie.

Mertl,  Jan.  1929.  Predmluva.  W:  Max  Weber,  Politika jako povoläni.  Praha: 

Orbis,  s.  7-17.

Mertl,  Jan.  1931.  Politicke strany, jejich zakłady a  typy  v dneśnim svete.  Praha: 

Orbis.

Mertl,  Jan.  1932.  Veda a politika.  „Socialni  problemy”  r.  II:  335-336.

Mertl,  Jan  1932a.  Jake  sociologie potfebujemel.  „Ćin”  r.  IV.
Musil,  Jiri.  1993.  Masarykova  sociologickä  teorie:  co  je  z  ni  stale  zive.  W: 

Masarykuv sbornik  VIII.  Praha:  Üstav T . G.  Masaryka,  s.  89-100.

Obrdlikovä, Juliana (red. ).  1968. Brnenskä sociologickä śkola. Brno:  Socialistic­

ka  akademie.

Obrdlikovä, Juliana i Duśan Slavik (red. ).  1968. O koncepci dejin ceskoslovenske 

sociologie.  Brno:  Socialisticka  akademie.

Our  Philosophical  Programme.  Communication  prćsentee  par  V. K.  Skrach 

(Prague).  1936.  W:  Actes  du  huitieme  congres  international  de philosophie. 

Praha:  Comite  d ’organisation du  Congres::  827-830  (dyskusja:  831-832).

Radl, Emanuel.  1914.  JJvahy vedecke a filozofickć. Praha:  Grosman a Svoboda.
Radi,  Emanuel.  1918.  Romantickä  veda.  Praha:  Jan  Laichter.
Radi,  Emanuel.  1926.  Moderni  veda.  Jeji podstata,  methody,  vysledky.  Praha: 

Ćin.

Radl,  Emanuel.  1928.  Närodnost jako  vedecky problem.  Praha:  O.  Girgal.

background image
background image

6 6

JAROSŁAW  KILIAS

discussions. They concerned variety  o f issues,  as the abstract theory is  only a part  of an 
intellectual  practice  o f scientific  work.  The  main  content  o f the  debates  constituted  the 

criticism  and  defence  o f sociology  against  the  accusation  of lack  of involvement.  The 
question  o f  a  role  o f the  scientific  and  political  authority  o f T. G.  Masaryk  was  also 
present. Although Emanuel Radi developed  an interesting theoretical and methodologi­
cal concept, it did not play any important role during the debates, and differences among
 
both  opposing  camps  did  not  reflect  theoretical  diversity  of individual  opponents.

Key  words:  balancing  sociology,  sociological  objectivism,  valuation  in  sociology.