background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

Rozdział 3 

 

Z zadowolonym westchnieniem Rhiannon odsunęła pusty talerz i oparła się o głaz. 

-  No  dobrze...  –  powiedziała  zlizując  tłuszcz  z  każdego  palca  –  ...to  było 

niesamowite. 

Bercelak ponownie się uśmiechnął, a ona była zdumiona, że mu twarz nie pękła. W 

przeciągu  więcej  niż  siedemdziesięciu  lat,  nie  widziała,  żeby  ten  smok  uśmiechał  się  do 
kogokolwiek  lub  czegokolwiek.  Nieważne  jakimi  nagrodami  i  skarbami  jej  matka  go 
obdarowywała, albo gdy inni mówili coś śmiesznego. 

- Cieszę się, że ci smakowało, Księżniczko. 

- To czego nie całkiem rozumiem to.. cóż… 

- Tak? 

-  Skąd  wiesz  tyle  o  ludziach?  Potrafisz  gotować  jak  oni.  Wiesz  co  oni  jedzą.  Jak 

jedzą.  Jakich  sztućców  używają.  –  Obyli  się  bez  stołu,  jako  że  Berecelak  nie  mógł  sobie 
przypomnieć, gdzie położył go ostatnim razem. 

Dolewając jej więcej wina do kielicha, Bercelak wyznał: 

- Mój ojciec. 

Sapnęła. 

- Dobrzy bogowie, twój ojciec nie jest chyba człowiekiem? 

Pokręcił głową. 

-  To  byłby  niezły  trik…  jako  że  ludzie  i  smoki  nie  mogą  się  rozmnażać.

1

  Nie 

Księżniczko, nie jest człowiekiem. On po prostu woli towarzystwo ludzi. 

- Naprawdę? Dlaczego? 

-  Nie  wiem  –  wzruszył  ramionami.  -  Po  prostu  woli.  Myśli,  że  są  interesujący.  I 

uwielbia kobiety. 

Rhiannon potrząsnęła głową i uśmiechnęła się. 

- Twój ojciec ma niezłą reputację. 

-  Aye.  Taką  ma.  I  jest  z  niej  cholernie  dumny.  To  będzie  interesujące,  kiedy  wy 

dwoje się spotkacie. 

Podniosła głowę znad swojego kielicha z winem. 

- Spotkamy? Dlaczego mielibyśmy się spotkać? 

- Muszę mu ciebie przedstawić zanim cię Oznaczę. On jest raczej uparty jeśli chodzi 

o niektóre Stare Zwyczaje. 

- Nie chcę być Oznaczona przez ciebie, Nisko Urodzony. 

                                                           

1

 Uuuuuuuuuuuuuuuu, w takim razie co z potomstwem Annwyl i Fearghusa??? – ale oni są INNI ;P 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

Zawarczał.  Niski i  głęboki  dźwięk wydobył  się z jego piersi.  Zignorowała dziwne, 

małe uderzenia pod swoją ludzką skórą, modląc się, żeby to nie była jakaś nieznana ludzka 
choroba.

2

 

- Przestań mnie tak nazywać. Mam imię. – Przez krótką chwilę brzmiał bardziej jak 

nieznośne pisklę niż przerażający Wódz Bitwy. 

-  Dobrze.  Nie  chcę  być  Oznaczona  przez  ciebie,  Bercelaku.  Ale  to  nic  osobistego. 

Nie  chcę  być  Oznaczona  przez  nikogo.  Nikt  nie  ma  prawa  do  mnie  i  nikt  nigdy  nie  będzie 
miał. 

- Ale czy ty nie chcesz Oznaczyć kogoś? Nie chcesz się z kimś rozmnożyć i nazywać 

swoim? 

- Nie. 

- Wcale? 

- Nie. 

-  Nie  rozumiem.  Tak  wiele  pasji  płonie  w  tobie.  Tak  wiele  pragnień.  Widzę  to  w 

twoich oczach. Musisz je uwolnić inaczej staniesz się… - Przestał nagle mówić i spojrzał w 
dół na swój pusty talerz. 

- Jak moja matka? – Jego oczy wolno się podniosły, by na nią spojrzeć. – Obawiasz 

się, że stanę się taka jak ona? Zaufaj mi, Nisko Urodzony, zapewniam cię, że nigdy nie stanę 
się taka jak ona. 

-  Ale  już  taka  jesteś.  Jest  to  tak  pewne  jak  to,  że  siedzisz  tu  przede  mną  jako 

człowiek.  Im  bardziej  twardnieje  twoje  serce,  tym  bardziej  odcinasz  się  od  wszystkich  i 
wszystkiego… 

- Smoki zostały stworzone by być same. 

-  Nie.  Smoki  są  towarzyskie.  My  po  prostu  nie  potrzebujemy  spędzać 

nieograniczonej ilości czasu ze sobą jak ludzie. Ale ty… Mówią, że udajesz się do swojego 
legowiska i nie widują cię przez lata ani na dworze ani gdziekolwiek indziej. Nie widujesz się 
ze swoją rodziną. Nie spotkałaś się z nikim od śmierci twojego ojca. 

Skrzywiła  się  na  to.  Jedyną  istotą,  za  którą  tęskniła  całym  swoim  sercem,  był  jej 

ojciec.  On  ją  kochał.  Troszczył  się  o  nią.  I  ochraniał  przed  jej  matką.  A  wraz  z  jego 
odejściem…  nie miała nikogo. Jej  rodzeństwo było małostkowe i  pragnęło  wyłącznie tronu 
albo  tego,  co  mogli  porwać  ze  skarbca  królowej.  Innym  członkom  rodziny  królewskiej  nie 
można było ufać. A nieoznaczone samce smoków naprawdę się jej bały. 

-  Jesteś  młoda,  Rhiannon.  O  wiele  za  młoda,  by  odcinać  się  od  wszystkich  i 

wszystkiego.  To,  co  zrobiła  tobie  twoja  matka  było  okrutne…  ale  być  może  powinniśmy 
zobaczyć w tym dobre strony. Zmusiło cię to do opuszczenia twojego legowiska i powrotu do 
świata. Świata, którego pewnego dnia będziesz królową. 

W końcu, spojrzała Bercelakowi w oczy i powiedziała szczerze: 

- Czy ty naprawdę wierzysz w to, że pożyję na tyle długo by być królową? 

Bercelak  oparł  się  o  głaz,  obok  którego  siedział,  i  położył  rękę  na  kolanie  swojej 

podniesionej nogi. 

                                                           

2

 Ja bym raczej stawiała, że to jest jak najbardziej znana ludzka „choroba” ;P 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

- Dlaczego tak mówisz? 

-  Ona  chce  mojej  śmierci.  Zawsze  chciała  mojej  śmierci.  Jak  myślisz,  dlaczego 

przysłała mnie do ciebie? 

Bercelak nie wiedział czy miał się czuć obrażony tym ostatnim stwierdzeniem, czy 

po prostu przerażonym. 

- Co do cholery miało to oznaczać? 

-  Nie  bądź  głupcem,  Nisko  Urodzony!  Ona  sprawdza  twoją  lojalność.  Kiedy  już 

mnie  Oznaczysz,  ona  będzie  oczekiwać,  że  zaciągniesz  mnie  z  powrotem  na  jej  dwór  w 
łańcuchach albo mnie zabijesz. 

- To nieprawda. – Potrząsnął głową. Nie chciał wierzyć, że to mogłaby być prawda. 

-  A  co?  Myślisz,  że  przysłała  mnie  tutaj  ponieważ  sądziła,  że  się  w  sobie 

zakochamy?  Że  spojrzymy  sobie  w  oczy  i  będziemy  mieć  piękne  i  znaczące  Oznaczanie. 
Spróbuj jeszcze raz. Wchodzę jej w drogę. Od urodzenia wchodzę jej w drogę. Kiedy byłam 
młodsza, byłam zwyczajnie irytująca. Teraz ona mnie nienawidzi i chce mnie zabić. A ty… - 
Spojrzała  na  niego  prawie  z  litością.  –  Ona  myśli  o  tobie  jak  o  swoim  zwierzątku.  Dobrze 
wyszkolonym  koniu  bojowym.  Albo  jakimś  przerośniętym  psie  bitewnym.  I  ona  zrzuciła 
mnie tuż przed tego psa, całkowicie bezbronną, i zostawiła mnie. Mając nadzieję, że umrę. 

- I ty rzeczywiście wierzysz, że bym cię zabił na rozkaz królowej? 

-  Nie.  –  Wyglądała  na  znużoną.  Wyczerpną.  –  Ale  nie  zdziwiłabym  się,  gdybyś 

próbował mnie złamać. 

- Nie jesteś koniem Rhiannon. 

- Wiem to. 

- W takim razie dlaczego chcesz akurat o tym myśleć? 

Wydała przeciągłe westchnienie. 

- Twoja reputacja cię wyprzedza, Bercelaku. 

Jego zmarszczka się pogłębiła. 

- A teraz co do cholery ma to znaczyć? 

-  Plotki  o  tym,  co  robisz  kobietom  gdy  już  je  masz,  krążą  na  dworze  od  lat. 

Słyszałam o wszystkim. 

Podniósł brew jeszcze bardziej zaintrygowany. 

- Ach? A co to są za plotki? 

- Zapomnij o tym. Ta rozmowa staje się nieprzyjemna. 

- O niczym nie zapomnę, Księżniczko. Powiedz mi co słyszałaś. A ja ci powiem czy 

to prawda. 

-  Świetnie.  –  Spojrzała  mu  prosto  w  oczy  a  on  uwielbiał  to,  że  nie  wycofała  się  z 

walki. – Banallan Złota powiedziała, że trzymałeś ją tutaj w łańcuchach przez wiele dni. 

Bercelak uśmiechnął się. Nie mógł się powstrzymać. 

- Tak było. 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

Każda cząstka ciała Rhiannon wzdrygnęła się a jej brwi surowo się zmarszczyły. 

- Ale jej nie zmuszałem, jeśli to cię niepokoi. Jeśli dobrze sobie przypominam, ona 

cieszyła się każdą sekundą… ogromnie. 

Przewracając oczami, prychnęła zdegustowana. 

- Co jeszcze, Księżniczko? Co jeszcze tak bardzo ciebie martwi? 

- Derowen Srebrna. 

Naprawdę  musiał  przeszukać  swój  mózg  za  tą  jedną.  Derowen  Srebrna?  Bogowie, 

minęły wieki odkąd przespał się ze srebrną. 

- Och. Masz na myśli córkę starego Gobriena? 

- Tak.  srebrną. 

A cóż to był za ton w jej głosie? 

- Tak, pamiętam ją. Co z nią? 

-  Jeden  ze  strażników  mojej  matki  powiedział,  że  słyszał  jej  krzyki  z  odległości 

prawie ćwierć mili. 

- Aye. Ta była hałaśliwa. Zabawna… ale hałaśliwa. 

- On powiedział, że brzmiała jakby ją bolało. 

-  No cóż, jest  ból…  a  potem jest ból.  –  Uśmiechnął  się widząc wyraz jej twarzy.  – 

Coś jeszcze? 

- Słyszałam co zrobiłeś bliźniaczkom Argraff. 

-  Tak.  Ale  miałem  tylko  jedną.  Mój  brat  miał  drugą.  Nie  pytaj  mnie  którą.  Obie 

wyglądają dokładnie tak samo. Wyobraź sobie, że pochodzą z jednego jaja. 

Spojrzała na niego przerażona. 

- Mroczni bogowie! Jesteś tak samo zły jak twój ojciec. 

Bercelak na to stwierdzenie natychmiast się roześmiał. Nigdy w całym swoim życiu 

nie śmiał się tak bardzo. Zawsze był poważny i  zasadniczy, mając tak wiele na głowie, i to 
był pierwszy raz kiedy czuł, że może się odprężyć. 

- Nie, nawet za milion lat. Nie ma wystarczającej ilości smoków we wszechświecie 

by z nim konkurować. Nie, musiałbym włączyć w to ludzi, elfy i, jak głosi plotka, centaury. 

-  Skończyłam tę rozmowę.  – Rhiannon wstała,  ale on  wyciągnął  rękę i  złapał  ją  za 

nadgarstek. 

- Powiedz mi, Księżniczko, co tak naprawdę cię niepokoi? 

-  Nic.  Ale  jeśli  myślisz,  że  przykujesz  mnie  tu  łańcuchami  i  zmienisz  w  jakiegoś 

złamanego smoka dostępnego na twoje każde zawołanie, to jesteś tak samo szalony jak moja 
matka. Nie ugnę się przed żadnym mężczyzną, Nisko Urodzony. 

- Nie pragnę cię złamać, Rhiannon. Lubię jak jesteś złośliwa. – Zamruczał tę ostatnią 

część a jej oddech przyspieszył. 

Tak  –  jak  się  zdawało  –  jakby  jej  pożądanie  chciało  od  niego  uciec.  Próbowała 

wyszarpnąć swój nadgarstek z jego uścisku, ale jej nie puścił. 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

Bercelak uniósł się, dopóki nie uklęknął na swoich kolanach przed nią. 

- Być może nadszedł czas by ustalić pewne zasady. 

- Zasady? 

-  Aye.  –  Szarpał  ją,  dopóki  niechętnie  nie  uklękła  przed  nim.  –  Żebyś  się  czuła 

bardziej komfortowo. 

Obserwowała go ze zwężonymi oczami, ale nieco się odprężyła. 

- Jeśli jest coś, czego nie chcesz żebym robił kiedy jesteśmy razem… powiedz ”nie”. 

Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę a potem pokręciła głową. 

- I to wszystko? 

- I to wszystko. 

- Wszystko co muszę zrobić, to powiedzieć ”nie”? 

- Aye. Ty mówisz ”nie”… i ja przestaję. 

- To brzmi bardzo dziwnie dla mnie. 

- Dlaczego? – Pochylił się i delikatnie pocałował jej szyję. 

- Ja… ja nie wiem. Po prostu tak brzmi. 

Pocałował wrażliwy punkt za jej uchem. 

-  Pozwól,  że  wyjaśnię  ci  to  w  ten  sposób:  mówisz  „nie  rób”,  a  ja  będę  robić.  Jeśli 

powiesz  „przestań”,  ja  nie  przestanę.  Jeśli  naprawdę  chcesz  mnie  powstrzymać,  musisz 
powiedzieć „nie”. – Wciąż trzymając jej nadgarstek w mocnym uścisku, użył drugiej ręki, by 
owinąć  ją  wokół  jej  talii  i  przyciągnąć  bliżej  do  siebie.  –  Możesz  mnie  błagać,  Rhiannon. 
Błagać  i  prosić,  bym  się  zatrzymał,  a  ja  tego  nie  zrobię.  Ponieważ  pomiędzy  nami,  będzie 
tylko jedno słowo, które mnie zatrzyma, a tym słowem jest ”nie”. Czy teraz rozumiesz?

3

 

Jej  ciało  miękło  przy  nim,  jej  głowa  się  przechyliła  dając  mu  lepszy  dostęp  do  jej 

szyi. 

- Aye. Rozumiem. 

- To dobrze. – Klepnął ją w tyłek.

4

 – A teraz powinnaś iść do łóżka. 

Zajęło jej to chwilę, ale nagle oderwała się od niego. 

- Co? 

- Do łóżka, ukochana. Wyglądasz na wyczerpaną. Przygotowałem dla ciebie miejsce 

na  dole  jaskini  po  lewej  stronie.  Jest  tam  łóżko  i  wszystko.  Dopóki  nie  będziesz  się  mogła 
zmienić z powrotem w smoka, piętra nie są dla ciebie. 

Tak mocno jak mógł, odepchnął ją od siebie i wstał, ciągnąc ją ze sobą. 

- Poza tym jutro jedziemy do Kerezik. 

Nieco oszołomiona, podciągnęła się do góry. 

- Dlaczego? 

                                                           

3

 Nie wiem jak Rhiannon, ale ja rozumiem, że ktoś tu ma tendencje do dominacji :P 

4

 Ha! Już wiadomo, po kim Fearghus odziedziczył skłonności do poklepywania ;) 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

Nie  chciał  jej  odpowiedzieć  na  to,  a  przynajmniej  nie  szczerze,  więc  przeciągnął 

swoją dłonią po jej policzku. 

- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na nieco… auć! 

Uderzyła  go.  Prosto  w  twarz.  A  ta  kobieta  miała  prawy  sierpowy,  który  mógł 

zniszczyć szczękę silnego ludzkiego mężczyzny. 

- Za co do cholery to było? 

-  Uprawiasz gierki z niewłaściwą kobietą, Nisko Urodzony  –  warknęła. Odeszła od 

niego,  jej  suknie  wirowały  wokół  niej.  –  Czy  myślisz,  że  jestem  jak  jedna  z  tych  głupich 
dziwek, które miałeś tu wcześniej? Myślisz, że możesz mną manipulować? 

Pocierając swoją szczękę spojrzał na nią. 

- Nie wiem o czym mówisz.

5

 

- Kłamca. Dokładnie wiesz o czym mówię. Masz nadzieję, że zostawisz mnie mokrą 

i pragnącą, żebym przyszła cię błagać o twoje uczucia, jak jakiś pies szukający jedzenia. 

Cholera. Miała rację. Był kłamcą. 
Zrobił krok w jej stronę. 

- Rhiannon… 

- Nie. Nic nie mów – warknęła. 

Jego oczy się zwęziły. Dlaczego była tak wściekła? Bardziej wściekła niż oczekiwał, 

skoro tak szybko go rozgryzła. 

Oczywiście, to mogło być… 

- Czy już jesteś dla mnie mokra, Rhiannon?

6

 

Zaatakowała go jak zwinięty wąż. 

Co

- Słyszałaś mnie, Księżniczko. – Podszedł do niej a ona natychmiast odskoczyła od 

niego  do  tyłu.  –  Jeśli  położę  rękę  na  twojej  cipce  właśnie  teraz,  czy  będzie  ona  sucha  jak 
pustynie Alsandair czy mokra i zdesperowana jak rzeka Kennis?

7

 

Uderzyła  w  odległą  ścianę  a  Bercelak  natychmiast  położył  swoje  dłonie  po  obu 

bokach jej głowy, zamykając ją jak w klatce. I tak też wyglądała, jakby była w zamknięta w 
klatce. Jak dzikie zwierzę gotowe kłapnąć zębami. 

- Być może powinienem to sprawdzić. 

- Odejdź ode mnie, Nisko Urodzony! 

-  Cóż,  Rhiannon...  –  delikatnie  ją  strofował  używając  jednej  dłoni  by  wyszarpnąć 

pasek przytrzymujący razem jej suknie. – ...wiesz, że to nie są właściwe słowa. 

Była cudownie naga pod spodem. Bercelak położył swoją dłoń na jej piersi i ścisnął 

ją, zanim podążył w dół jej ciała, po biodrze, by wsunąć swoje palce pomiędzy jej drżące uda. 

                                                           

5

 Och, iście po męsku – zgrywanie głupa ;) 

6

  Hmm,  tak  coś  czuję,  że  zapowiadają  się  ostre  sceny  erotyczne  w  przyszłości…  :D  –  ja  czekam  tylko  na 

łańcuchy… 

7

 Ciekawe porównania, nie ma co ;) 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

- Zaczekaj. 

-  Wciąż  niewłaściwe  –  mruknął  nisko,  nie  mogąc  odwrócić  wzroku  od  widoku 

swojej  ręki  znikającej  pomiędzy  jej  nogami.  Jak  tylko  jego  dwa  palce  wsunęły  się  do  jej 
wnętrza, obydwoje nisko jęknęli. 

Była tak mokra i gorąca. Jak wulkan. Sama myśl o jego fiucie schowanym tam przez 

kilka dni albo lat sprawiała, że trząsł się jak młodzik. 

Zaczął  poruszać  swoimi  palcami  w  jej  wnętrzu  a  ona  jęknęła  w  odpowiedzi, 

przymykając  swoje  oczy  i  zagryzając  dolną  wargę.  Pochylając  się  bliżej  pocałował  ją  w 
policzek i, nie mogąc się powstrzymać, zamruczał: 

- Moja, Rhiannon. Jesteś moja. 

I wtedy to poczuł jej pazury tnące jego twarz. 
Wyszarpnął  z  niej  swoją  rękę  i  zatoczył  się  do  tyłu.  Mógł  poczuć  zapach  krwi 

kapiącej mu na szczękę. 

- Nie należę do nikogo, Nisko Urodzony. A jeśli masz nadzieję, że złapiesz mnie tą 

gierką w pułapkę to niestety jesteś w błędzie. 

Nawet nie wytarł twarzy tylko patrzył na nią. Patrzyli na siebie oboje. Ich spojrzenia 

zwarły się w niemej bitwie. 

- O czym ty mówisz? 

-  Zmusisz  mnie  do  Oznaczenia  a  będę  mogła  walczyć  z  tobą  przed  Starszyzną.  I 

oboje o tym wiemy. 

Aye. Wiedział o tym. 

-  Ale  jeśli  dobrowolnie  pozwolę  ci…  się  pieprzyć…  będę  miała  bardzo  małe 

możliwości do perswazji, czyż nieprawda? 

Pociągnęła za suknie i związała je razem paskiem. 

-  Będziesz  musiał  trochę  bardziej  się  postarać,  Berecelaku  Mściwy,  by  mieć 

kiedykolwiek nadzieję, na Oznaczenie mnie

Rhiannon przeszła obok niego, a gdy wychodziła jej ramię otarło się o jego. 

-  Nikt  mnie  nie  Oznaczy,  Nisko  Urodzony  –  powiedziała  przez  ramię.  –  A  już 

szczególnie ty. 

Znikła  za  rogiem  i  chociaż  jego  fiut  był  tak  twardy,  że  aż  go  to  bolało,  nie  mógł 

powstrzymać uśmiechu. Ponieważ ona nawet sobie tego nie uświadamiała… nadal wcale nie 
powiedziała słowa ”nie”.

8

 

 

 

 

 

                                                           

8

 Teraz stanęła mi przed oczami scena, w której w namiocie Fearghus przepraszał Annwyl – pamiętasz, Madlen: 

oni  też  wtedy  mieli  jakieś  zwichnięcie  w  kierunku  słowa  „”nie”…  :P  pamiętam,  pamiętam…  cóż,  jaki 
ojciec taki syn :P 

background image

Łańcuchy i płomienie – Shelly Laurenston 

 

 

 

 

Tłumaczenie: madlen 

Beta: agnieszka 

 

*** 

 

Kiedy już była dość daleko od niego, Rhiannon stanęła i zsunęła się w dół po ścianie. 

Spojrzała  na  swoją  dłoń.  Przez  kilka  sekund  znów  była  łapą.  Obiecujące.  Jednak  będzie  w 
stanie odwrócić zaklęcie. Ale w tej chwili nie będzie się tym przejmować. Nie teraz, gdy jej 
myśli  o  czarnookim  smoku  nadal  krążyły  w  jej  głowie.  Jego  palce,  którymi  sprawiał,  że 
poczuła się… pełna. Przez te kilka sekund, ona była jego. 

Bogowie,  czy  mogłaby  być  jeszcze  słabsza?  Jaką  będzie  królową  jeśli  nie  potrafi 

utrzymać miejscowej hołoty z dala od swojej cipki? 

Ale  czy  to  rzeczywiście  było  tak  proste?  W  ciągu  tych  kilku  godzin  bycia  z 

Bercelakiem,  pozwoliła  by  uszło  mu  bezkarnie  więcej,  niż  jakiemuś  innemu  smokowi, 
którego kiedykolwiek spotkała w życiu. I, musiała to przyznać, nie było to jedynie dlatego, że 
jej  matka  uwięziła  ją  w  tym  słabym  ludzkim  ciele.  Nie,  było  znacznie  gorzej  niż  to.  Lubiła 
dotyk  Bercelaka.  Lubiła  czuć  jego  ręce  na  swoim  ciele.  W  rzeczywistości,  zaczynała  lubić 
jego

I absolutnie nienawidziła go za to.