background image

 

 

Królowe dramatu 

Paul Eijkemans

 

 
Dorastając obserwowałem jak moim rodzicom świetnie wychodzi dramatyzowanie. Kiedy w końcu 
stałem się dorosły, mniej więcej około szóstego roku życia, miałem po dziurki w nosie tych 
dramatów więc podjąłem świadomą decyzję, by nigdy więcej w życiu nie dać się im pochłonąć. Taki 
świadomy wybór polecam każdemu. I chociaż w moim życiu zdarzały się pewne momenty , w 
których nie do końca udało mi się dotrzymać podjętego postanowienia, decyzja ta sama w sobie 
nie pozwoliła mi zamienić się w krowę, nieustannie dumającą nad tymi samymi kwestiami, nawet 
nie zdając sobie sprawy, że to robi. Świat pełen jest królowych dramatu, które właśnie tak wiodą 
swoje żywota – w kółko przeżuwając własne dramaty. Daję im swoją miłość lecz nie życie.
 
 
Osobiście nie dramatyzuję i nie jestem w tym wyjątkiem – moi przyjaciele też tego nie robią. Mają 
bardzo różne osobowości i jeszcze bardziej zróżnicowany system przekonań od mojego, lecz 
podobnie jak ja, wszyscy podzielają ogromną miłość do innych ludzi, a także niechęć do 
dramatyzowania. Jest to jeden z wielu powodów, dla których się przyjaźnimy. Nie oznacza to wcale, 
że ludzi nie dramatyzujących nie dotyka to co się im przydarza. Nikt nie jest doskonały, również ja, 
więc nawet jeśli nie robię z czegoś dramatu nie znaczy to, że nie przeklinam soczyście kiedy przytrafi 
mi się coś złego lub też kiedy jestem smutny lub zły z powodu jakiejś sytuacji. Powinieneś był słyszeć 
jak przeklinam kiedy okradli mnie rabusie z Malawi na granicy z Tanzanią podczas próby wymiany 
pieniędzy. Po siedemdziesięciu godzinach w podróży autobusami byłem zwyczajnie zbyt zmęczony, 
by dostrzec co się dzieje. Coś takiego przydarzyło mi się po raz pierwszy w życiu i z całą pewnością 
głośno dałem im do zrozumienia co myślę o tej sytuacji. Nie żeby się tym przejęli – śmiali się przez 
całą drogę kiedy uciekając przez granicę wymachiwali właśnie ukradzionymi mi pieniędzmi. 
 
Niedramatyzowanie oznacza dla mnie coś innego: cokolwiek wydarzy się w moim życiu nie zrobię z 
tego problemu. Zepsuje mi się samochód? Przeżyję. Stracę wszystkie pieniądze? Przeżyję. Ktoś 
umrze? Przeżyję. Sam umrę? Przeżyję. Być może będzie to trochę trudniejsze niż przedtem, ale 
przeżyję. Wszyscy tak mogą, lecz wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Moim zdaniem i 
prawdopodobnie twoim też, lepiej jest skupić się na rozwiązywaniu niż na stwarzaniu sobie 
problemów. Wszyscy moi przyjaciele odznaczają się tą zdolnością i czuję, że ponieważ moi przyjaciele 
tak właśnie czują, mają zdrowe podejście, a więc każdemu polecam ten sposób myślenia. Twórcy 
dramatu nie są w stanie spostrzec, że zachowując się w ten sposób nakładają tylko, opartą na głosie 
warstwę na energię problemu tkwiącego w ich wnętrzu, co tylko potęguje ich problemy, nie 
rozwiązując niczego. Osoby przy zdrowych zmysłach nie chcą rozdmuchiwać już istniejącego 
problemu. 
 
Królowe dramatu występują we wszystkich kształtach, rozmiarach i płciach, a więc istnieje też wielu 
królów dramatu. Jednym ze sposobów mojej styczności z nimi jest ich obecność na ceremoniach z 
medycyną roślinna, na których prezentują się jako niezwykle wrażliwi ludzie, potrzebujący zaledwie 
odrobiny medycyny i nie chcący usiąść w promieniu pięciu metrów od osób, którzy najwyraźniej maja  
coś przepracować podczas ceremonii. Nie chcą znaleźć się w ich bliskości, ponieważ, według nich 
samych są „tak wrażliwi”, iż mogą przejąć wiele energii od innych. Z całą moją skromnością i przy 

background image

 

 

normalnie działającej świadomości, bez wpływu medycyny, jestem w stanie dogłębnie zbadać 
systemy energetyczne innych ludzi, by wyłowić te informacje, na temat których moi pacjenci chcą 
uzyskać komentarze, ponieważ pomoże im to żyć pełniejszym życiem. Był taki moment w moim życiu, 
że zajęcie to stało się dla mnie dobrze płatną pracą – kiedy przez lata wykorzystywałem tę 
umiejętność w środowisku biznesowym.  Bez potrzeby stawiania się na piedestale, ponieważ uważam 
to za przejaw głupoty, lecz mówiąc z pełną szczerością – w swoim życiu spotkałem niewiele osób, 
które przejawiają, a nawet przekraczają taki rodzaj wrażliwości i z pewności ą nie należą do nich 
opisywane przeze mnie tzw. królowe dramatu. Nie żeby nie było więcej osób potrafiących 
wykorzystywać te umiejętności; na tej planecie jest ich spora grupa i mam wśród nich przyjaciół, po 
prostu jeszcze ich wszystkich nie spotkałem. Jednakże dzięki  posiadanej świadomości przestrzeni 
wyczuwam ich i zdaję sobie sprawę, że w ciągu najbliższych trzydziestu lat ich liczba znacznie 
wzrośnie, ponieważ nowi „rekruci” zostaną wcieleni w szranki. Większość z nich to teraz dzieci, lecz 
będą miały umiejętności , które przyćmią te funkcjonujące w obecnej świadomości. Moja książka jest 
maleńkim wkładem ku pomocy tobie, byś dotarł we właściwe miejsce, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. 
 
A zatem jak to możliwe, że ci wszyscy moi wielce wrażliwi przyjaciele wiodą całkiem normalne życie, a 
tym czasem królowe dramatu są tak bardzo wstrząśnięte energią innych za każdym razem kiedy po 
prostu spotkają inny „wrak energetyczny”? Odpowiedź zazwyczaj jest bardzo prosta, lecz wielce 
przez nie nielubiana. Prawda jest taka, że królowe dramatu funkcjonują z taką samą wrażliwością jak 
każdy z nas, jednak ponieważ wciąż jeszcze nie odrobiły zadanej pracy domowej, czują brudy 
wszystkich innych poprzez swoje własne, nierozwiązane nieczystości. Za każdym razem kiedy ktoś do 
nich przychodzi i opowiada o swoich problemach, identyczne problemy królowych dramatu 
podchwytują wibracje i zaczynają z nimi współwibrować. I zamiast przyjąć tę prawdę i wykonać 
głęboką pracę introspektywną, konieczną do rozwiązania ich problemów, zaczynają walczyć ze 
strachu przed odczuwaniem bólu. W ten sposób walczą ze sobą. Myślą, że są wyjątkowi  i w pewien 
sposób są, ponieważ dali się zwieść na tyle żeby trzymać w sobie te energie zamiast nad nimi 
pracować. Nie dostrzegają, że rzeczy, które wyzwalają te energie tak naprawdę nie mają nic 
wspólnego z innymi osobami, ale mają mnóstwo wspólnego z nieprzepracowaną energią w nich 
samych. Twoje własne wady bolą najmocniej kiedy dostrzegasz je w innych. Nigdy nie gram z nimi w 
tę grę więc ostatnią rzeczą jaką zrobię jest uznanie ich „wielkiej wrażliwości”, którą ktoś inny 
określiłby po prostu jako nadwrażliwość zamiast wysoka wrażliwość.  Gdybym podjął z nimi tę grę 
byłoby to wielce nieuczciwe względem wyznawanych przeze mnie wartości i względem istoty ich 
istnienia. Poza tym istnieją jeszcze dwa dodatkowe czynniki tego problemu. Wiele osób cierpiących z 
powodu nadwrażliwości cierpi także z potrzeby bycia wyjątkowym i uznanym. 
 
Potrzeba bycia wyjątkowym to choroba, która przeniknęła głęboko do ludzkiej świadomości – czas się 
jej pozbyć. Mnóstwo osób daje się schwytać w pułapkę pragnienia bycia wyjątkowym. W 
rzeczywistości każdy jest niepowtarzalny i unikatowy i wszyscy wnoszą unikalność na ten świat więc 
każdy jest wyjątkowy, a każda osoba ma niepowtarzalny dar, który przynosi radość kiedy się nim 
zajmuje. Darzę wielkim szacunkiem wszystkich, którzy opanowali swoje niepowtarzalne umiejętności. 
Mogą się one przejawiać w wielu postaciach, w których nie jestem mistrzem, tj. poezja, zrobienie na 
drutach pięknego swetra czy też sprawne wrzucanie worków ze śmieciami na śmieciarkę. Dla 
niektórych jest to mordowanie siekierą. Do nich kieruję te same słowa co do innych:  bądź najlepszy 
jak możesz w swoim unikatowym zajęciu, ale proszę nie dziw się, jeśli  ktoś użyje tej samej techniki, 
by stać się najlepszym w wybiciu ci tych głupot z głowy. Moją sztuką jest odczytywanie i poruszanie 

background image

 

 

energii, które wykonuję na swój własny, niepowtarzalny sposób. Tak więc, w ten sposób każdy z nas, 
posiadający unikaną naturę i powiązane z nią umiejętności  jest wyjątkowy, a zatem też i nikt nie jest 
wyjątkowy. David McCullough Jr. ujął to bardzo zgrabnie mówiąc swoim kończącym studia 
podopiecznym, że nawet, jeśli jesteś jednym na milion, na planecie 6,8 miliardów mieszkańców 
oznacza to, że przynajmniej 7000 osób jest dokładnie takich jak ty. 
 
Co kilkaset lat rodzi się bardzo wyjątkowa osoba. Przeżywając swoje życie on lub ona wiedzą o swojej 
wielkiej wyjątkowości i z tej przyczyny taka osoba po śmierci trafi w szczególne miejsce. To miejsce to 
góra ze złota z jaskinią wewnątrz. Takiej wyjątkowej osobie przysługuje zaszczyt umieszczenia swego 
imienia na ścianie tej jaskini. Zdarzyło się to pewnej kobiecie. Przeżywszy swoje życie, wiedząc o 
swojej wyjątkowości, zstąpiła na miejsce na złotej górze. Kiedy znalazła się tam, spostrzegła strażnika 
u podnóża góry, który wskazał jej właściwy kierunek. Po stromej wspinaczce dotarła wreszcie do 
jaskini i weszła do niej. Ku jej zaskoczeniu całe ściany jaskini pokryte były imionami, niezliczoną 
mnogością imion. Co więcej, ku jej przerażeniu, nie było już wolnego miejsca, w którym mogłaby 
wpisać swoje. Zdecydowała się zejść na dół do strażnika po radę w tej kwestii. Mężczyzna udzielił jej 
odpowiedzi. Powiedział jej, że zawsze udzielał ludziom tej samej rady co jego ojciec, jego dziadek i 
wszyscy inni przed nim: jeśli brakuje miejsca na ścianie, po prostu zetrzyj jedno i wpisz tam swoje. 
Możesz tak zrobić, bo jesteś wyjątkowa. Naprawdę, ponieważ wszyscy jesteśmy wyjątkowi – nikt nie 
jest. 
 
Potrzeba uznania jest trudniejszą kwestią, jednak nie niemożliwą do opanowania. Mam wrażenie, że 
źródłem wszelkiej potrzeby uznania jest głęboko zakorzeniona niepewność na temat własnych 
umiejętności. Jest to wyraz braku uznania, jaki dana osoba ma w swojej głównej istocie. Ból daje znać 
o tym, lecz zamiast pozbycia się głównej przyczyny, osoba cierpiąca zazwyczaj wytwarza fałszywy 
obraz siebie, wedle którego potrzebuje uznania, a następnie posługuje się tym obrazem, by przykryć 
ból tkwiący głęboko we wnętrzu. Energia ta może się pojawić pod postacią niepewności bądź 
przesadnej pewności siebie wraz z powiązanymi z nią wzorcami zachowań. I oczywiście tego typu 
energia przyciąga ludzi lubiących taki „zapach”. Jest to gra, na którą nabierają się niektórzy 
pseudomistrzowie. Możesz pomóc tym ludziom wskazując im ich prawdziwe wartościowe cechy 
zamiast tych mniejszych i nieistotnych, które domagając się uznania automatycznie degradują się. 
Postępując w ten sposób rozpoznasz prawdziwy potencjał, którym odznacza się każdy człowiek 
zamiast rozpoznawać, a tym samym wzmacniać fałszywe obrazy osób, których uznania tak 
desperacko potrzebują żeby ochronić się przed odczuwaniem bólu. Niezwykle istotne jest też, by 
jasno świecić swoją własną istotą, ponieważ w tym świetle wszystko staje się przezroczyste. 
Marianne Williamson dokonała głębokiego wglądu mówiąc, że nie ma niczego oświecającego w 
kurczeniu się tak, by inni nie czuli się przy tobie niepewnie. Jeśli jasno błyszczysz światłem swojej 
prawdziwej istoty pozwalasz także innym jasno świecić ich prawdziwym wnętrzem. Właśnie dlatego 
kiedy ktoś próbuje mnie uciszyć mówię lub śpiewam głośniej. Nie zawsze służy to moim interesom, 
lecz skutecznie zapobiega przyćmieniu światła wewnętrznej mojej istoty jak i istoty osób podobnie 
myślących. 
 
Wiele królowych dramatu żyje w swoich własnych projekcjach. Wiem o tym, ponieważ ja i wszyscy 
inni uzdrowiciele regularnie mamy do czynienia z nakładanymi na nas projekcjami. Nie jestem osobą 
owijającą rzeczy w bawełnę czy przesładzającą je. Jestem tak szczery jak bezpośredni w słowach i 
czynach, bez intencji słownej czy czynnej dominacji nad innymi. Taka bezpośredniość wyzwala wiele 

background image

 

 

uczuć u niektórych ludzi, przywykłych do tego, że ludzie przesładzają im pewne kwestie żeby nie 
poczuli się urażeni i nie cierpieli. I wtedy zaczynają swe projekcje, by nie czuć bólu. W taki oto sposób 
przejawię się im jako (pomimo mojego wieku) jako dominujący ojciec lub dyrektor szkoły, do której 
chodzili. Jeśli więc nie poradzili sobie z efektami tej dominującej energii w nich, wówczas odbiorą 
mnie w taki właśnie sposób i dokonają projekcji na mnie, przypisując mi wszelkie cechy, jakie miał 
ojciec lub dyrektor szkoły danej osoby, jak na przykład tendencję do mówienia im co mają robić. W 
rzeczywistości nigdy nie mówię ludziom co mają robić, nie mówiąc już o tym, że nawet nie interesuje 
mnie dominacja nad inną osobą , a przez to przejecie odpowiedzialności nad jej życiem.  Ludzie mogą 
patrzeć na mnie i zacząć widzieć tę egocentryczną osobę, lecz tylko dlatego, że nie zadają sobie 
trudu, by ją dostrzec w samych sobie. W rzeczywistości nauczyłem tysiące ludzi jak być skupionym na 
sobie zamiast być egoistami. Każdy kto narzeka na skupienie na samym sobie jest według mnie 
bardzo egocentryczny. Jeśli do tego tacy ludzie czują antypatię do wszystkiego, co związane jest z 
biznesem, dostrzegą wyłącznie „bardzo biznesową osobę”, ponieważ przeprowadzać bardzo proste 
działania, podobnie jak w świecie biznesu. A zatem będą czuli do mnie opór. Czasem czują, że 
umyślnie ranię ich uczucia, lecz ich niska odporność nie pozwala im dostrzec, że wykonując swoją 
pracę w rzeczywistości ukazuję im inną, lecz o wiele bardziej prawdziwą perspektywę ich samych i 
oferuje im drogę do samo uwolnienia, nie zaś do dalszego zadawania sobie bólu i cierpienia. O to 
moim zdaniem, chodzi w uzdrawianiu. 
 
Jeśli uważnie przyjrzysz się otaczającemu cię światu, szybko odkryjesz, że mnóstwo osób żyje w 
świecie fantazji projekcji umysłu, będących wynikiem lat uwarunkowań, co nie pozwala im dostrzec 
pewnych rzeczy takimi jakimi są – wiele osób wiedzie życie w iluzji. Większość ludzi widzi rzeczy 
takimi, jakimi chcą żeby one były, tuczone ich warunkowaniem. Jeśli jako uzdrowiciel naprawdę 
chcesz im pomóc, jest kilka rzeczy, które mogą pomóc ci wiedzieć. W tego rodzaju pracy nigdy nie 
chodzi o „mnie” lecz o „ja” i właśnie dlatego zalecam wszystkim uzdrowicielom wykonanie dogłębnej 
introspektywnej pracy w celu pozbycia się swoich szaleństw, by nie cierpieć z powodu projekcji i móc 
stać się idealnym lustrem dla innych, stając się prawdziwym sobą. Lecz należy kroczyć tą ścieżką z 
troską, jako że prawdziwa pewność siebie i miłość wyzwala ból w ludziach, którzy w głębi siebie 
wiedzą, że pozwalają sobie na brak tego. Następnie zaczynają radzić sobie z tym bólem próbując 
zabić to co wibruje ich bólem zamiast skupić się na samym bólu i uwolnieniu się. W ten sposób zabił 
się Jezus – gdyby tylko nauczył się był kilku więcej technik introspekcji, żyłby znacznie dłużej ze 
swoimi poglądami. Nie bądź męczennikiem dla czyjegokolwiek bólu. 
 
Jeśli zajmujesz się uzdrawianiem warto uświadomić sobie, że nigdy nie chodzi tu o ciebie, co w 
konsekwencji dotyczy też projekcji, które inni przerzucają na ciebie – one też nie dotyczą ciebie. 
Pojąłem to na bardzo wczesnym etapie życia. Byłem niegłupim dzieckiem i dziadek nauczył mnie 
czytać kiedy miałem trzy latka w związku z czym miałem znacznie ułatwiony start w szkole 
podstawowej i większość zadań kończyłem w ułamku wyznaczonego na nie czasu w por równaniu do 
innych uczniów – z wyjątkiem gimnastyki. Wszystko to przynosiło mi tyle samo pochwał od 
nauczycieli co pogardy od tych dzieci, których nie przystosowały się do systemu nauczania. Należały 
do nich dzieci z trudnymi sytuacjami rodzinnymi lub mające trudności w nauce, co zazwyczaj idzie w 
parze. Obserwując to zjawisko zrozumiałem, że ich agresja wobec mnie nie miała ze mną nic 
wspólnego, za to wszystko z nimi – ich frustracje i powstałe w ich wyniku projekcje na „tym mądrali”. 
Później spotkałem jednego z nich na szkolnym spotkaniu po latach, był to ten, który sporo wycierpiał 
z powodu tej frustracji, a w rezultacie ja też. Żywo gawędziliśmy ze sobą przez prawie cały wieczór i 

background image

 

 

okazało się, że obecnie prowadzi on przynoszącą sukcesy firmę w branży żywieniowej i uporał się już 
z trudnościami, których doświadczał jako dziecko. Ja również. Klasowe spotkania po latach są 
wspaniałym narzędziem do usunięcia duchów przeszłości i dostrzeżenia jak bardzo ty i inni dorośli 
bądź nie dorośli oraz odkrycia szaleństw związanych z tą dziewczyną, w której sekretnie albo też 
jawnie byłeś wtedy zakochany. 
 
Na temat projekcji znam pewną smutną historię o przyjaciółce, która jest właścicielką restauracji. 
Regularnie zabieram duże grupy osób do jej restauracji. Chociaż ma dużo wyższe ceny niż w 
podobnych miejscach lubię zabierać tam ludzi, bo robi świetną robotę, o czym oczywiście zawsze jej 
mówię i ponieważ jej restauracja, moim zdaniem, potrzebuje większej ciągłości przepływu pieniędzy. 
Pożyczyłem jej pokaźną sumę bez procentu, by mogła otworzyć nową część w tej restauracji z 
atmosferą „świeżości” i możliwością przyjmowania większej liczby gości. Kiedy jedno z jej dzieci było 
w poważnych tarapatach, załatwiłem wszystko, by mogła odroczyć termin spłaty pewnej należności 
tak, by miała pieniądze na pomoc dziecku. Podobnie przyprowadzam tłumy ludzi do jej restauracji 
rocznie. Z mojej strony nie ma braku miłości dla niej i jej restauracji. Nie potrzebuję także uznania za 
pomoc, jakiej jej udzieliłem. 
 
Kiedy ostatnio organizowałem kolację i wybrałem miejsce, które lepiej pasowało do energii kolacji niż 
jej miejsce – coś co jest dla mnie bardzo ważne – wybuchła. Natychmiast i z wściekłością zostałem 
oskarżony o to, że jestem nastawionym na biznes, egocentrycznym mocarzem.  Znajduje się ona na 
liście osób powiązanych z moim głównym systemem energetycznym więc mogę z nią pracować w 
bardziej optymalny sposób i właśnie dlatego, że znajduje się na tej liście, energie te weszły prosto w 
mój system energetyczny. Potrzebowałem dwóch godzin na głęboka transformująca pracę zanim 
usunąłem te energie ze swojego systemu. Stało się to poprzez projekcje i nie były to moje projekcje. 
Potrafię całkiem dobrze widzieć przez uwarunkowania więc nie odwrócę się od niej. Jednak wiele 
osób tego nie potrafi, wiele wzięłoby tę sytuację do siebie i w konsekwencji odwróciłoby się od niej. I 
to jest właśnie miejsce, skąd pochodzą uczucia samotności i odseparowania, które ona czasem musi 
poczuć w życiu. I to jest ta smutna część tej historii. 
 
Fascynujące jest móc obserwować jak wiele ludzi nie widzi rzeczy takimi jakimi są, lecz jakimi myślą, 
że są, w oparciu o swój system przekonań, zbudowany na warunkowaniu. Chociaż jestem całkiem 
wprawiony w postrzeganiu rzeczy takimi, jakimi naprawdę są lub mocno w to wierzę, nawet ja 
czasem daję się nabrać. Ostatnio przejeżdżając samochodem z przyjacielem minęliśmy dwójkę 
młodych ludzi na poboczu autostrady, trzymających w rękach napis: „Bezdomni. Potrzebujemy 
dojechać do L.A.”. „Spójrz”, powiedziałem, „bezdomni”. Roześmiał się głośno. „Nie”, powiedział, 
„podróżnicy”. Prawdziwi bezdomni, którymi zazwyczaj są włóczący się po ulicach ludzie z problemami 
umysłowymi nie wybierają bezdomności. Słowa uznania dla mojego przyjaciela. Tylko wówczas kiedy 
ludzie zaczynają wyczuwać istotę tego co widzą i stają się realistyczni względem samych siebie i 
otaczającego ich świata, wreszcie rozumieją prawdziwą rzeczywistość rzeczy. W istocie to wszystko 
co mówię. 
 
Zapewne podobnie jak ja również i ty masz odmienny od innych sposób patrzenia na świat. A 
ponieważ wybrałeś tę książkę prawdopodobnie właśnie z powodu jej tematyki, z całą pewnością 
masz odmienne spojrzenie. Odpowiada mi moje, ponieważ nie pozwala mi żyć ograniczonym życiem, 
na jakie pozwala sobie większość ludzi. Regularnie jeżdżę w ciekawe miejsca i nieustannie spotykam 

background image

 

 

nowych, interesujących ludzi. Uwielbiam gawędzić z ludźmi o szerszych poglądach niż moje, nawet, 
jeśli dotyczą one tylko jednego obszaru, jako że zapewne można znaleźć w ich poglądach coś, co 
wzbogaci moje. Jestem pewien, że też robisz to wszystko, lecz co zadziwiające, większość innych ludzi 
na tej planecie nie. I z tego właśnie powodu nie pozwalam ludziom o węższych poglądach o świecie 
niż moje, narzucić swoich. Politycy zdają się być ekspertami w stosowaniu tych technik. I znów, mam 
nadzieję, że jesteś usatysfakcjonowany swoimi szerokimi poglądami i że zdajesz sobie sprawę, że nie 
muszą ci narzucać swoich. Zmiana boli najmniej, jeśli jest wyborem, a zatem nigdy nie przekonuj 
ludzi, by zmienili swoje poglądy. Zawsze tylko wskazuję ograniczenia jakie na siebie nałożyli, by mogli 
się zmienić, jeśli tylko chcą i mam nadzieję, że sprawi im to przyjemność! 
 
Swój pogląd na świat miałem od wczesnej młodości, ale dopiero teraz, po tym jak znalazłem na tej 
planecie więcej przyjaciół niż czuje się z nimi związany, czuję wewnętrzną potrzebę dzielenia się 
swoimi poglądami, ponieważ teraz mówienie o tym nie kosztuje mnie już tyle energii ile 
kosztowałoby mnie dwadzieścia lat temu kiedy ludzie przejawialiby więcej oporu względem moich 
poglądów na świat. Nie mówiąc już o tym, że potrzebowałem tych wszystkich lat, by dalej rozwijać 
swoje poglądy i moją pewność siebie względem ich. Mój punkt widzenia nie jest idealny, jednak nadal 
jest mój. Jest tak samo wartościowy jak poglądy każdego innego człowieka o świecie, niezależnie od 
tego jak bardzo ograniczony. Dlatego też nigdy nie mówię ludziom, by zmienili swoje poglądy, bo jest 
to bezużyteczne. To, co staram się zrobić swoją pracą, zwłaszcza na obszarze odczytu energii, to 
ukazać ludziom nieprawdziwe rozumienie pewnych rzeczy, jakie mają w swych systemach przekonań. 
Daję im informację i jednocześnie lekarstwo, by samodzielnie mogli podjąć  własną świadomą decyzję 
na temat sposobu ich myślenia, postępowania i wychodzenia z ograniczeń do szerszych poglądów. 
Jest to zajęcie, które wielu z was czytających tę książkę, wykonuje na co dzień. Niczym się od was nie 
różnię. 
 
Szersze poglądy zmniejszają ból i cierpienie, a więc i chorobę, choć w przypadku niektórych ludzi 
ironią jest to, że ich światopogląd blokuje zdolność zmiany opinii o świecie i koniec końców blokuje 
możliwość zmiany otaczającego ich świata. W ten sposób tkwią w miejscu. Jeśli potrzeba czegoś do 
rozwoju osobistego bez bólu i cierpienia jest to uzmysłowienie sobie, że jedyną stałą rzeczą we 
wszechświecie jest zmiana oraz, że to podstawowe prawo stosuje się także do poglądów każdego 
człowieka. Poglądy te skazane są na zmianę i tylko głupiec opiera się temu procesowi.  Porównaj go 
do powtórki telewizyjnego serialu komediowego z lat osiemdziesiątych. Uśmiejesz się do rozpuku, 
patrząc na ubrania ludzi z tamtych czasów. Oczywiście w rzeczywistości, jeśli byłeś w podobnym 
wieku, nosiłeś taki sam, za duży, wielokolorowy sweter Billa Cosby’iego. Każdy pogląd skazany jest na 
zmianę. Wiele ludzi łapie się w pułapkę tych samych, starych, nudnych poglądów, jakie mają przez 
całe życie, ponieważ zostali nimi nakarmieni przez innych. W wieku sześciu lat ci ludzie 
prawdopodobnie byli tak samo mądrzy jak teraz, lecz wcale nie oznacza to, że byli mądrzy w tym 
wieku. Czasami ludzie bawią się ideami, które uważają za prawdziwie wyzwalające, ale w 
rzeczywistości są dla nich jeszcze większą pułapką. Pozwól, że omówię jedną, dość uporczywą formę 
– teoretyków spisku. 
 
Teoretyków spisku zalicza się do największych królów i królowych dramatu. Prawdopodobnie znasz 
ich z Facebooka, gdzie każda katastrofa publiczna zostaje zamieniona w spisek, w którym „oni” robią 
to „nam”. Oczywiście nie dostrzegają tego, że nie ma „ich” ani „nas”. Wygłaszają tyrady przeciwko 
czemuś wyimaginowanemu, przeciwko ogólnemu konceptowi jak „rząd”, „banki” czy „Illuminati” i w 

background image

 

 

pewien sposób narzekają na siebie samych. Naturalnie istnieje wiele teorii spiskowych. W 
rzeczywistości świat pełen jest kłamstw, by nami manipulować. Z dezodorantem Axe z całą 
pewnością będziesz uprawiał seks na randce, buty Nike Air sprawią, że będziesz skakał wyżej niż 
wszyscy, a jedzenie z McDonalda doskonale smakuje, o czym wszyscy wiemy, że po części to prawda. 
Kłamstwo kryje się w tym co dzieje się w naszych jelitach, po rozkoszowaniu się tym przepysznym 
jedzeniem, ponieważ to, co dostajemy w McDonaldzie nie zalicza się do jedzenia, choć świetnie 
smakuje. Manipulacja jest wszechobecna i gdyby ludźmi nie dało się wyraźnie manipulować  w ten 
sposób i wierzyć w te kłamstwa, nie byłoby ich. 
 
Te małe kłamstewka są zaledwie nieznacznymi. Większe, stanowiące zasłonę dymną i mające 
dalekosiężne konsekwencje dla ludzkości to na przykład kłamstwa typu: „istnieje broń masowego 
rażenia”, „bezprawni kombatanci”, „twoje oszczędności są z nami bezpieczne” oraz „niewierni zostali 
wywiedzieni za morze”. Hasła te zazwyczaj mają na celu eufemistyczne ukrycie ich prawdziwego 
znaczenia, jak na przykład „koreańskie obozy reedukacyjne”. Wyrażenie to jest prawdziwe tylko 
wówczas, jeśli reedukacja oznacza, że umrzesz w tym procesie i że w Korei Północnej znaczy to 
dokładnie to. Żadne z największych kłamstw świata są prawdziwymi spiskami, ponieważ od samego 
początku miały miejsce na widoku – wyczuwałeś je z daleka i tylko głupiec nabrałby się na nie. Spisek 
jest wówczas spiskiem, jeśli nikt o nim nie wie. Po tym jak stanie się wiedzą powszechną, przestaje 
być spiskiem i zwyczajnie staje się jeszcze jednym kłamstwem, jakich w świecie pełno. Pod tym 
względem bardziej wierzę w nieskończoną ludzką głupotę zakorzeniona w ograniczonej 
pomysłowości niż w spiski i konspirację. Biorąc to pod uwagę, ciekawe jest to, że zawsze to sami 
teoretycy spisku myślą, że są dobrze poinformowani, a wszyscy inni słabiej. Tymczasem jest zupełnie 
odwrotnie. 
 
Teoretyków spisku uważam za idiotów, jednak nie za to co myślą. Wyraźnie czuję, że każdy ma prawo 
do wyrażania swojej opinii, niezależnie od tego, jak mylna czy też absurdalna jest według mnie. Ich 
zdanie jest równie wartościowe jak moje. A niektórzy z nich rzeczywiście poruszają ciekawe kwestie, 
w tym niektóre prawdziwe kłamstwa, lecz nie jest to przedmiotem naszej dyskusji. Powodem, dla 
którego uważam ich za idiotów jest to, że kładą tak ogromny nacisk na spiski, że całkowicie pomijają 
fakt, że pewne rzeczy zawsze takie były – kłamstwo nakręca świat. W całej historii ludzkości, 
kłamstwa zawsze nam towarzyszyły, zawsze też będą, a przez takie nagłe i żywiołowe przebudzenie 
się na nie, pokazujesz tylko jakim niewiarygodnym idiotą byłeś przedtem, nie dostrzegając ich. Poza 
tym pokazujesz także jakiego rodzaju idiotą jesteś nadal  robiąc zamieszanie z powodu czegoś w 
istocie tak starego jak świat. 
 
Zazwyczaj na ich rewelacje reaguję słowami: „I cóż z tego?” Wówczas przewracają oczyma i mówią, 
że to nie fair, że ludziom pozwala się organizować tego typu spiski. By ukazać im swoją perspektywę o 
tym co myślę, że jest sprawiedliwe na tym świecie, mówię im, że razem z moim przyjacielem 
Walterem przez prawie pół roku podróżowałem po Indiach. Wystarczająco długo, by zrozumieć, że 
Indie to jedno z najmniej duchowych miejsc na tej planecie; ludzki smutek upchany na ludzkim 
smutku wyłącznie z powodu głęboko zakorzenionego archaicznego systemu przekonań, którego 
miejscowi ludzie kurczowo się trzymają, a „uduchowieni” mieszkańcy świata zachodniego zachwycają 
się. Zupełną zagadką pozostaje dla mnie powód, dla którego ci ludzie podróżują masowo do Indii, w 
poszukiwaniu oświecenia i nagle zaczynają ubierać się w workowate spodnie i  umieszczać czerwoną 
kropkę na swoich czołach. Wydaje mi się, że wynika to z braku zrozumienia i braku docenienia 

background image

 

 

własnej kultury, jaki byłby bowiem inny powód tak energicznego chwytania się czegoś innego? 
Kultura europejska ma wiele wspaniałych wartości. Wykonujemy pewne rzeczy, jednocześnie nie 
dominując przy tym. To prawdziwy przymiot. Dbamy o siebie wzajemnie. Poza pewnymi 
niedociągnięciami, mamy doskonały system opieki społecznej. A z każdą przydarzającą się nam 
katastrofą dociera do nas, że wszystko musimy naprawiać razem. Nigdzie indziej na świecie nie daje 
się aż tylu pieniędzy w dobrych sprawach. Korupcja, poza krajami tzw. „Pasa Czosnkowego”, jak 
Włochy czy Grecja, jest stosunkowo niska. Mamy też stosunkowo rozsądną moralność seksualną, z 
równością płciową i ludźmi, będącymi w stanie otwarcie kochać się nawzajem bez ryzyka bycia za to 
powieszonym, co jest pewną karą w innych częściach świata. Dbamy także o przyrodę. W Indiach nie 
znajdziesz ani jednego nie zanieczyszczonego strumienia. Nawet najświętsza rzeka Indii, Ganges, jest 
zanieczyszczony na pół spalonymi ciałami, tu i ówdzie przepływającymi jej wodami. Równie dobrze 
możesz dokonać świętej kąpieli w swojej toalecie. 
 
Pewnie, że w Europie psy załatwiają się na ulicach, lecz to nic w porównaniu z ogromnymi stosami 
krowich odchodów, które leżą dosłownie wszędzie w Indiach, pozostawione przez błąkające się 
zwierze, uważane za święte, lecz w całej swojej świętości nie można ich „zobowiązać”, by załatwiały 
swoje potrzeby w wyznaczonych miejscach. Niektórzy twierdzą, że Indie mają wielki potencjał – 
muszę się z tym zgodzić: jest tam ogromny potencjał dla przyszłego dostawcy kotletów-hamburgerów 
dla McDonalda, jeśli tamtejsi ludzie odzyskają rozum. Jednak w Indiach krowie odchody nie są nawet 
prawdziwym problemem. Za to są nim miliardy much, które te odchody przyciągają. Dodaj do tego 
wszechobecny zapach grillowanego ludzkiego ciała w miejscach takich jak Varanasi; jest prawie nie 
do zniesienia i sprawia, że tarci się apetyt na wiele tygodni. A wszystkim, których to interesuje: moim 
zdaniem, lepiej położyliby krowę na stos pogrzebowy. Nie bez powodu część „Módl się”  a nie „Jedz” 
książki „Jedz, módl się, kochaj”, usytuowana jest w Indiach. Trzeba się bowiem modlić o miejsce w 
pierwszym samolocie wylatującym z tych trzech tysięcy kilometrów kwadratowych otwartego ścieku, 
jakim są Indie. Takie smutne miejsce nie mogłoby istnieć w Europie, jako że my Europejczycy 
prawdziwie rozumiemy związek ze wszystkim, a w rezultacie propagujemy czysty sposób życia, 
stosunkowo wolny od dogmatu. Proszę nie myśl, że staram się ośmieszyć Hindusów. Wręcz 
przeciwnie, nie są oni wyjątkowi, więc olewam wszelką religię. 
 
Taka jest właśnie istota Europy i zachęcam cię serdecznie do tego, byś zapomniał swój dramat i 
ponownie połączył się ze swoją kulturą, żebyś już nie musiał podróżować do Indii w celu połączenia 
się z czymś o zupełnie przeciwstawnych wartościach i w swojej naturze obcym dla twojego systemu 
energetycznego. Nie musisz jechać do Indii w poszukiwaniu życia duchowego, ponieważ możesz je 
znaleźć w jeszcze większym stopniu w każdym innym miejscu. Jedzie się do Indii tylko po to, by 
uzmysłowić sobie, że nigdy więcej nie chce się tam wrócić; jest to jedyny rodzaj samorealizacji jaką 
daje ci ten kraj. Dalai Lama powiedział coś bardzo głębokiego na temat zanurzaniu się w inne kultury, 
by odnaleźć duchowość kiedy zwracał się do ponad sześciotysięcznego tłumu swych holenderskich 
zwolenników. Bezceremonialnie powiedział im, że byłoby znacznie lepiej gdyby trzymali się swojej 
własnej kultury, a nie starli się zostać Buddystami, nie wspominając już o Buddystach Tybetańskich.  
Trzeba było widzieć wyrazy twarzy wszystkich tych, którzy skrupulatnie latami studiowali buddyjskie 
księgi i powtarzali mantry w języku, którego nie rozumieli, ubranych w workowate spodnie i 
oczekujących na przyjazd swojego bohatera. Dalai Lama to mądry człowiek, który doskonale rozumie, 
że bliski związek z własną kulturą jest najszybszą drogą do wyzwolenia i że próba zastąpienia własnej 
kultury inną nie przybliży do wolności. Dlatego właśnie on trzyma się swojej. Czy powinniśmy zatem 

background image

 

 

zapomnieć o jodze, instrumentach muzycznych i innych wspaniałych narzędziach pochodzących z 
innych kultur? Oczywiście, że nie. Mądry człowiek przywozi cedr z Libanu a złoto z Ofiru, jeśli tylko 
mu to służy. Ja na przykład, przywożę rośliny z Ekwadoru. 
 
Osoby cierpiące na potrzebę bycia wyjątkowymi, a nawet sławnymi powinny jednakże pojechać do 
Indii, by natychmiast wyleczyć się z tej choroby. To doskonałe miejsce do tego. Przysiądź na dowolnej 
ławce w losowo wybranym mieście Indii, a w zaledwie dwie minuty otoczy cię ponad trzydzieści osób, 
godzinami  gapiących się na ciebie w ciszy i szeptem rozprawiających między sobą o każdym twoim 
ruchu lub macających twoje piersi, jeśli jesteś kobietą. To właśnie oznacza sława. Ludzie nieustannie 
gapią się na ciebie i bardzo chcą cię pomacać. Porozmawiaj prywatnie z kimkolwiek sławnym, a powie 
ci, że chociaż sława dała mu/jej wiele, jest także ich największym przekleństwem, ponieważ wraz z nią 
stracili swoje życie. Wylecz się z pragnienia tego. Zrób to w Indiach. 
 
Teoretykom spisku mówię, że z Walterem urządzaliśmy co dzień zawody, polegające na wypatrzeniu 
najbardziej nieszczęśliwego człowieka. Osoba taka wygrywała od nas garść pieniędzy, a zatem kilka 
dni życia. Musieliśmy być wybredni, ponieważ bądź co bądź, nie jesteś w stanie pomóc wszystkim. Ta 
gra pomagała nam nie nudzić się w czasie czekania na naprawdę powolne pociągi podróżujące we 
wszystkie zakątki tego kraju i w tym samym czasie zająć się czymś pożytecznym, w tym zachowaniu 
zdrowia psychicznego przy jednoczesnym patrzeniu na głęboką nędzę i brud slumsów jakimi Indie 
naprawdę są wraz z biednymi trędowatymi zamieszkującymi je. Pierwszego dnia naszego pobytu 
wypatrzyliśmy kobietę bez ręki. Uszczęśliwiliśmy ją. Drugiego dnia natrafiliśmy na mężczyznę bez obu 
rąk, za to na dwóch nogach, który natychmiast stał się bogaczem według tamtejszych standardów, 
choć mieliśmy pewne problemy z wręczeniem mu jego nagrody więc zamiast do rąk włożyliśmy mu 
banknoty do ust. Z każdym dniem tygodnia nasze harcerskie umiejętności ogromnie się rozwinęły. 
Pod koniec tygodnia znaleźliśmy osobę z jedną tylko ręką, bez pozostałych kończyn. Opierając się 
tylko na niej, mężczyzna ten poruszał się po podłodze peronu dworca kolejowego, a żaden z 
podróżnych nie zwrócił na niego uwagi. Na szczęście nadal miał tę jedną rękę więc mógł dumnie 
chwycić zwój banknotów, który włożyliśmy mu do zdeformowanej ręki, jako nagrodę za wygranie 
konkursu na najbardziej nieszczęśliwą istotę ludzką jaką tego dnia zobaczyliśmy. Wkładając swoją 
nagrodę do kieszeni, stracił równowagę i prawie toczył się po podłodze jak kula do kręgli. 
Najwyraźniej nawet w największym nieszczęściu można  szczerze się pośmiać . Pieniądze te nie 
zapewniły mu nowych kończyn, ale  za to zapewniły mu jedzenie na kolejny tydzień. Jeszcze jeden 
tydzień życia, hura! Jeśli więc którykolwiek z teoretyków spisku chce poznać moje uczucia na temat 
tego co jest sprawiedliwe, a co nie, zawsze mówię mu/jej, że to, że na tej planecie ktoś musi, 
wspierając się na jednej ręce, włóczyć się samotnie z powodu głodu po podłodze peronów dworca 
kolejowego, nie wiedząc nawet czy dożyje końca tygodnia, jest moim zdaniem, niesprawiedliwe. 
Wszystko inne zaś jest. 
 
Zadziwiająca rzecz ma miejsce kiedy pytam teoretyków spisku o to co zrobią żeby powstrzymać 
rozwój tego spisku, teraz, kiedy już o nim wiedzą. Zawsze wyglądają na zaskoczonych i zmieszanych. 
Ich cały system opiera się na narzekaniu i nie są absolutnie nastawieni na poradzenie coś a propos 
sytuacji, na którą narzekają. Zazwyczaj odpowiadają mi coś w rodzaju: „Musimy przekazać tę ważną 
informację innym ludziom”. Tak, jasne, jakby to rozwiązywało sprawę. Pewnego razu prowadziłem 
ożywioną dyskusję z teoretykami spisku, którzy wierzą w tak zwane smugi chemiczne (ang. 
chemtrails). Wierzą oni, że samoloty, na zlecenie rządów umyślnie wyrzucają środki chemiczne do 

background image

 

 

atmosfery, a te wywołają wiele problemów zdrowotnych za kilkadziesiąt lat. Naprawdę? Dlaczego 
ktoś miałby wydawać na to swoje pieniądze? Jeśli zada się im to pytanie, podkreślą, że właśnie na 
tym polega spisek. Akurat. To tak jakby zaprzeczanie jednej rzeczy, mogącej zafałszować teorię spisku 
było oznaką inteligencji: mądra osoba stara się siebie „oszukać”, zafałszować, nie zaś udowodnić. 
Powiedziałem im wówczas, że myślałem, iż jeśli samolot był czymś wypełniony to zapewne był to ten 
pod ich nazwą i, że ładownię miał pełną  bzdur. Oczywiście mają pełne prawo zgodzić się lub nie 
zgodzić ze mną. Czasem mówię im też, że niezależnie po której stronie kto się znajduje, jest jedna 
kwestia, z którą wszyscy muszą się zgodzić. A mianowicie fakt, że na tej planecie są znacznie pilniejsze 
problemy do rozwiązania niż ślady chemiczne i ewentualne zagrożenie jakie ze sobą niosą za jakieś 
trzydzieści lat. To samo dotyczy pytań o to czy wydarzenie z 11 września było „robotą wewnętrzną” 
czy też kto zastrzelił Johna F. Kennedy’iego.  Na większą skalę odpowiedzi na te pytania nie mają 
żadnego znaczenia, ponieważ poznanie ich nie rozwiązuje żadnego prawdziwego problemu z jakimi 
zmaga się ludzkość. Tak więc, zachęciwszy tych teoretyków spisku, by porzucili swe cenne teorie i 
zamiast marnować swój drogocenny czas, zajęli się rozwiązywaniem prawdziwych problemów, 
odszedłem, w swojej czapce z aluminium, by bawić się w Blaszanego Bohatera z Czarnoksiężnika z 
Krainy Oz, pozostawiwszy ich w dramacie. 
 
Wiele osób zajmujących się „światem duchowym” potrafi przyjąć słowa prawdy wyłącznie, jeśli 
zostaną one otoczone warstwą słodyczy lub też mówiąc inaczej, owinięte w bawełnę. Słowa te muszą 
zostać zapakowane w perfumowane i przesłodzone odchody Dalai Lamy, przesikane przez samego 
Archanioła Michała i uwiarygodnione niezliczoną ilością krzaków zapachu Nagchampa, by 
„uduchowieni” ludzie przyjęli je za prawdę. Ludzie Ci potrzebują takiego sposobu, ponieważ nie 
poradzili sobie z własnymi brudami (dosł. „gównem”) i przykryli je warstwą duchowości, by nie czuć 
bólu. To tylko kolejny sposób łapania siebie w pułapkę. Szczerość i bezpośredniość dotykają tego 
bólu, o czym wiemy i ja i oni. Właśnie dlatego lubię im to mówić prosto w twarz, ponieważ wiem, że 
jest to najszybszy sposób wyrwania ich z ich uwarunkowań, a więc prawdziwa pomocom wydostania 
się z ich nieszczęścia. Duchowość jest, częściej niż nie jest, po prostu innym sposobem na utknięcie w 
pułapce. Podobnie jak wszystko co nie-duchowe posiada wszelkie cechy chwytania w pułapkę. 
Duchowość jako dogmat jest bitą śmietaną z gówna, i jeśli natychmiast tego nie dostrzeżesz w tych, 
których to dotyczy, wówczas w końcu rozpoznasz to po smaku. Z tej przyczyny znacznie bardziej wolę 
świat biznesu, ponieważ jest on zdecydowanie bardziej bezpośredni i prosty niż świat duchowy. 
„Uduchowieni” ludzie zdają się zawsze twierdzić, że świat interesów musi się wiele od nich nauczyć, 
tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Szczerze mówiąc, po wielu latach doświadczeń i poznaniu wielu 
ludzi z obu światów wiem, że o wiele więcej duchowych ludzi można znaleźć w świecie biznesu niż w 
świecie duchowości – rozsądnych ludzi jak ty czy ja, nie zaś tkwiących w swych duchowych 
dramatach. 
 
Wiele osób wytwarza wspaniałe produkty w odpowiedzialny sposób; produkty ulepszające, a nawet 
ratujące ludzkie życie. Tacy twórcy skupiają się na ciągłości i trwałości. Pomagają innym osiągnąć 
pełen potencjał, instruując i ucząc ich tego, co sami wiedzą, nie poprzez powielanie jak papugi 
kolejnego systemu przekonań, jak czyni to wiele osób zaangażowanych w świat duchowości. W ten 
właśnie sposób ci ludzie w biznesie karmią wiele rodzin na całym świecie, w tym te, zmuszone do 
korzystania z pomocy opieki społecznej, ponieważ mięli pecha lub naprawdę nie są w stanie 
pracować. Jednak w zależności od systemu opieki społecznej, a także narzekania na „system”, jak 
robią to niektórzy „uduchowieni” ludzie, włącznie z narzekaniem na firmy, które im płacą, ponieważ 

background image

 

 

uiszczają należne podatki, jest to gryzienie ręki, która ich żywi. To trochę tak jak być w związku 
miłosnym ze swym gwałcicielem; albo jedno albo drugie, ale połączenie obu jest bolesne i co 
najmniej dziwne. 
 
Wielu moich przyjaciół należy do tej grupy osób świadomych biznesowo. Ich liczba gwałtownie 
rośnie. Są oni właścicielami farm organicznych, nauczycielami duchowymi czy też hurtownikami 
przedmiotów związanych z duchowością, lecz równie znaczna część z nich pracuje w bankach, 
firmach ubezpieczeniowych oraz firmach wielonarodowościowych, w których także wykonują swoją 
duchową pracę. Wszystko to tak bardzo negowane przez tak zwanych duchowych ludzi, którzy nie 
potrafią wyjść poza ich osobiste dramaty. Nie masz pojęcia jak wiele z umieszczanych przez nich 
postów zatytułowanych „Powiesić bankierów” przemyka mi dziennie przed oczyma na Facebooku. W 
rzeczywistości, procentowo jest tak samo wielu złych ludzi pracujących w bankach co złych ludzi 
pracujących w sklepach z kartami tarota. Z powodu ego i uwarunkowań, w świecie duchowym jest 
wiele osób, które tak naprawdę nie widzą, że mają wokół siebie mnóstwo przyjaciół, pośród których 
są postrzegani jak ich najgorszy wróg. Dzieje się tak dlatego, że nierozsądnie postrzegają świat 
biznesu jako „ich” zamiast traktowania go jako części siebie. Oto małe ego (dosł. „dziecko”) zwane 
oddzieleniem. Nawet w takiej firmie jak Monsanto, której polityki zdecydowanie nie popieram, z 
pewnością znajdzie się kilka osób z sercem na właściwym miejscu, pracujących nad rozwiązaniem 
problemów świata przyszłości. Nie ma więc powodu, by maszerować szczególnie przeciwko tym 
ludziom. 
 
Ego jest energetycznym tworem wokół „Ja jestem” , pozwalającym ci żyć w tym świecie. Przeciwnie 
do powszechnego przekonania, ego wcale nie jest złe, ponieważ sprawia, że funkcjonujesz. Składa się 
z dwóch części. Jedną część stanowi dorosłe ego, a drugą dziecięce ego. Oba mają niewiele 
wspólnego z wiekiem. Znam osobę dorosłą, która ma trzy lata i dziecko, które ma sześćdziesiąt osiem 
lat. Części te znacznie się różnią. Ego dorosłe zajmuje się wyłącznie pozytywnymi warunkami i 
całością, pełnią. Ego dziecięce zna wyłącznie strachy i wątpliwości i zajmuje się oddzieleniem od 
siebie i od innych. W procesie uczenia się i dorastania przyswajamy sposób korzystania z dziecięcego 
ego jak z drewna na opał, obserwując i doświadczając własnych szaleństw, by z nich skorzystać do 
dokonania świadomego wyboru nieustannego przebywania w ego dorosłym. Oczywiście, jak 
zapewne domyślasz się, królowe i królowie dramatu w każdej postaci, zajmują się prawie nieustannie 
dziecięcym ego. 
 
Czynny mają większą wartość niż słowa. Swoimi czynami możesz powiedzieć innym po stokroć, że ich 
kochasz, choć zadziwiające jest to, że kiedy pojawia się fałszywy guru, który używa tych słów bez ich 
prawdziwego znaczenia i uczuć, w jakiś tajemniczy sposób ludzie nabierają się na to. Zdumiewające 
co ludzie są w stanie zrobić, by tylko usłyszeć te dwa niepozorne słowa zamiast czuć istotę tego, co 
się za  nimi kryje czy też działać zgodnie z ich istotą. Tak więc uczestniczą w satsangach ze swoimi 
guru i są cali szczęśliwi i zadowoleni, zwłaszcza z siebie, a trzy godziny później, wrzeszczą na kelnerkę 
w restauracji, bo przez pomyłkę dolała im mleka do kawy. Te dwa niepozorne słowa mają ogromną 
moc. Jeśli rozgniewasz cały pokój ludzi i zaczną oni odgrywać swoje dramaty najskuteczniejszą 
medycyną, jaką możesz im wtedy dać nie jest Natem, Ayahuasca, lecz te dwa słowa. Wówczas w 
ciągu pięciu sekund wszystko jest znowu dobrze. Magia! Wolałbym jednak widzieć, że ludzie czują 
istotę tych dwóch słów zamiast tylko je słyszeć. Właśnie dlatego nie używam regularnie tych słów, 
lecz tylko wtedy, gdy uważam to za właściwe. Wolę wyrażać swoją miłość poprzez czyny. Mnóstwo 

background image

 

 

ludzi potrzebuje słyszeć, że inni ich kochają. To słabość dziecięcego ego. Znany mi uzdrowiciel z 
Londynu posługuje się tym, by znaleźć się ze swoimi pacjentkami w łóżku. Całkowicie obrzydza mnie 
jego zachowanie. Wiele też o nim mówi fakt, że traktuje w ten sposób wszystkie kobiety, nie tylko 
ślicznotki. Niestety nie dostrzega jak mocno utknął w osobistym dramacie. A oto co mu powiem: 
„Kocham cię”. 
 
Czytając to wszystko możesz, z powodu mojego bezpośredniego języka, pomyśleć, że nie szanuję 
osób przychodzących na ceremonie. Nic bardziej mylnego; darzę najwyższym szacunkiem każdego 
kto przychodzi i przyjmuje medycynę, ponieważ to naprawdę wymaga odwagi. Jednak, jeśli 
przychodzisz z dramatem i dużym dziecięcym ego jesteś „skazany” na wytrącenie z niego. Jeśli nie 
zrobię tego ja, z pewnością uczyni to medycyna. Oczekuję też od innych oddania mi tej przysługi, jeśli 
przez przypadek wejdę w dramat i duże dziecięce ego. Ja tylko odwzajemniam przysługę. Nigdy nie 
traktuj innych w sposób, w jaki nie chciałbyś być traktowany. 
 
Jak duże ego mają ludzie można łatwo dowiedzieć się obserwując sposób zachowania się uczestników 
w kręgu medycyny, który jest lustrem ludzkiego życia i wystarczy zaledwie dwadzieścia sekund 
czyjegoś zachowania, by zrozumieć jak zachowują się w życiu. Przykładem jest sytuacja kiedy 
uczestnicy przynoszą prezenty uzdrowicielowi. Kiedy daję komuś prezent zawsze jest to coś, czego 
osoba obdarowywana naprawdę chce. Jestem pewien, że i ty tak postępujesz. Z czasem 
dowiedziałem się, że niektórzy ludzie zachowują się dokładnie odwrotnie, dają to co sami chcieliby 
otrzymać. Podczas pewnej ceremonii, prowadzonej przez rdzennego szamana, pewien mężczyzna 
podszedł do ołtarza i ciężkim, pełnym emocji głosem oświadczył, że ma dla niego bardzo wyjątkowy 
prezent. Wręczył mu małe pudełeczko i powiedział, że to szczególny prezent do ochrony tego 
szamana i jego rodziny. 
 
Dawno temu pewien buddyjski Lama przez trzydzieści lat medytował w jaskini w Tybecie. Kiedy 
zmarł, jego wyznawcy odcięli mu kosmki włosów , z których trochę znajdowało się w pudełku jako 
prezent dla wspomnianego szamana, który, będąc niezwykle uprzejmym człowiekiem, podziękował 
temu mężczyźnie za prezent. A kiedy tamten odwrócił się i odszedł, szaman popatrzył na zawartość 
pudełka, a następnie na mnie z wyrazem: „co to jest do cholery?” na twarzy. To trochę dziwne, by 
jednemu z najpotężniejszych rdzennych uzdrowicieli na tej planecie dawać prezent służący ochronie 
jego i jego rodziny, zwłaszcza prezent w postaci części ciała człowieka z kultury zupełnie 
niepowiązanej z jego. To trochę tak jakby papieżowi podarować paczkę prezerwatyw, które z całą 
pewnością są mu bardzo potrzebne. 
 
Nadal serdecznie dziękujemy temu mężczyźnie za jego szczodry dar, ponieważ mimo upływu lat 
włosy Lamy stanowią niewyczerpane źródło zdumienia, które miało swój początek tej nocy kiedy 
wspomniany mężczyzna wszedł na ceremonię niosąc ze sobą duży, włochaty sweter. Wtedy 
zrozumieliśmy gdzie znalazły się te wszystkie włosy. Bezzwłocznie poradziłem szamanowi, by 
pomodlił się z użyciem świętych roślin o to, by na ceremonie przybywało jeszcze więcej osób 
przynoszących włosy tak, żeby jego żona  mogła utkać z nich sweter, ponieważ w Europie może być 
dość chłodno jesienią! A kiedy dwa lata później ten sam szaman miał wypadek na basenie i straciwszy 
część  czaszki, potrzebował założenia szwów, nie tylko żartowałem, że teraz wyglądał jak szuarski 
odpowiednik papieża, lecz także, że przydałyby się włosy buddyjskiego Lamy dla zakrycia gołego 
miejsca! Dziękujemy ci za prezent, który w miarę upływu lat być może nie był używany zgodnie z 

background image

 

 

intencją, stanowił jednak niezastąpione źródło radości! 
 
Szuarowie ogólnie nie dramatyzują, a przynajmniej nie w sposób, w jaki przydarza się to nam. 
Wyczuwają oni dramat z odległości kilometra i nie nabiorą się na niego, ponieważ nie chcą tych 
energii w swoich systemach energetycznych. Zdarza się jednak, że umyślnie wchodzą w dramat, by 
się nim posłużyć. Dzieje się tak kiedy nagromadzi się tyle frustracji, że muszą narzekać i narzekać na 
określona osobę bądź sytuację aż w końcu wystarczy. Stwarzając napięcia w dramacie czynią go tak 
namacalnym dla siebie, że stanowi on rodzaj tytanowego łomu, jakim posługują się, by się uwolnić i 
w ten sposób pozbyć się frustracji. Robią to świadomie i niezwykle rzadko dają się złapać w pułapkę 
dramatu. 
 
Prawdą jest, że jedynym skutecznym sposobem, by wyleczyć się ze swoich dramatów jest tak silne 
zakorzenienie się w swoich dramatach, iż w rezultacie mają ich dość i zaczynają dokonywać 
zdrowszych wyborów. W tak zwanym „coachingu życiowym” istnieje technika określana mianem 
„cachingu prowokacyjnego”, i jeśli tylko zostanie prawidłowo zastosowana, w ciągu zaledwie jednej 
sesji można wytrącić ludzi z ich niezdrowych nawyków, tym samym oszczędzając mnóstwo czasu i 
pieniędzy. Nie jest to jednak placebo (dosł. tabletka z cukru). Podstawową rolą trenera lub terapeuty 
jest podążyć za pacjentem w jego dramat i nawet go wyolbrzymić do takiego stopnia żeby pacjent 
sam zaczął atakować tę rozdmuchaną wersje u jej korzeni, jak również wersję dramatu, która mu 
sprawia przyjemność. Kiedy, na przykład, przychodzą do ciebie z problemem, nie mów im, że mają 
mały problem, lecz że naprawdę mają ogromny problem. Następnie zacznij nawet bardziej 
dramatyzować, podając stosunkowo istotne powody, dla których ich problem jest nawet większy niż 
myślą. Wcześniej czy później przypuszczą atak na rozdmuchaną i wyolbrzymiona wersję ich opowieści 
i będzie to punkt powrotu do normalności, bez dramatu. 
 
Medycyna zwana Natem jest wspaniałym narzędziem pomagającym ludziom pozbyć się ich 
dramatów, działa ona dokładnie jak „coaching pro wokatywny”. Pracuje z wszelkimi rodzajami 
dramatu, niezależnie od tego czy jesteś osobą nadwrażliwą, potrzebującą być wyjątkową, 
teoretykiem spisków, upadłym guru, podróżnikiem do Indii czy też kimś,  kto nie potrafi wyjść poza 
swoje potrzeby. Kiedy na ceremonie z medycyną przychodzą ludzie robiący dramat, medycyna 
jeszcze go im wyolbrzymia poprzez podwyższoną wrażliwość systemu energetycznego tej osoby , 
który wyodrębnia i potęguje ten dramat. Po wyolbrzymieniu dramatu, medycyna pozwala takiej 
osobie dostrzec jego powiększenie, dzięki podwyższonemu stanowi świadomości. Nie wiele czasu 
potrzeba, by taka osoba zaczęła wymiotować energie robienia dramatu, ponieważ on lub ona mają 
jej dość; czasem takie wymioty są bardzo obfite. Z nowoodkrytą jasnością umysłu rano mogą 
dokonać świadomej decyzji, by nigdy więcej nie dramatyzować i w ten sposób pozbyć się pierwotnej 
przyczyny kontemplowania dramatu i przestać być „krową”. To naprawdę wspaniała medycyna! 
 
I jeszcze słowo do królowych i królów dramatu. Mam nadzieję, że do tej pory zrozumieliście już, że 
naprawdę nie jestem odpowiednim facetem, by się do mnie zwrócić z narzekaniem na swoją „wysoką 
wrażliwość”: jesteście zatem skazani na potężne wyzwania dla waszego systemu przekonań. 
Oczywiście serdecznie zapraszam na prowadzone przeze mnie ceremonie, by medycyna pomogła 
wam wyleczyć się z waszych dramatów. 
 
 

background image

 

 

Artykuł ten jest fragmentem książki pt. „Uwishin”, która ukaże się jeszcze w tym roku, o 
doświadczeniach autora z rdzennymi szamanami Górnej Amazonii. Z autorem można skontaktować 
się drogą e-mailową: 

paul@eijkemans.com

 lub przez stronę internetową: 

www.Tsunki.com

, na której 

możesz także zapisać się na otrzymywanie newslettera. Autor pozostaje otwarty na pytania i 
konstruktywne dyskusje na temat stosowania medycyny roślinnej. Serdecznie zaprasza też do 
dzielenia się linkiem do tego artykułu z innymi.