background image

 

 

Kiedy wchodzą Święci 

Paul Eijkemans

 

 
Każdy kto przedstawia się jako szaman czy szamanka natychmiast dyskwalifikuje się jako taki. 
Zwykle ci, którzy siebie tak określają absolutnie nie mają pojęcia o czym mówią. Z moich 
obserwacji wynika, że większość z nich utknęła w obrzędach i rytuałach towarzyszących wielu 
różnym ścieżkom szamańskim, w tym etykietce szamana, nie będąc w stanie dostrzec lub czuć 
ponad tym, co oczywiste i pracować z przyciągniętymi energiami z poziomu doświadczenia. Oto 
szaleństwa ego.
 
 
W rzeczywistości energia szamańska, jak się tylko ogólnie określa energie zewnętrzne będące 
najważniejszą podstawą uzdrawiania podczas ceremonii, nie pochodzi z energii samej osoby. Niemal 
zawsze są to energie lub siły zewnętrzne, dla których uzdrowiciel jest „naczyniem” , lecz nie ich 
właścicielem. Jedynym sposobem, by stać się takim naczyniem i pozwolić wejść tym energiom  jest 
przetransformowanie własnego pola energii w mocny zbiornik energetyczny, będący w stanie je 
utrzymać, by mogły wykonywać swoją pracę, przy czym osoba uzdrowiciela jest fizycznym 
pomocnikiem do zakotwiczenia tych energii w wymiarze, w którym żyjemy. W konsekwencji, 
jedynymi rzeczami, za jakie szamańscy uzdrowiciele mogą przypisywać sobie zasługi są: dopełnienie 
niezbędnych przygotowań do zbudowania energetycznego zbiornika, umiejętność łączenia się z tymi 
energiami i wykorzystywania ich w uzdrawianiu. Na tym jednak strumień samopochwał kończy się, 
pomimo, że uznanie może być wielce zasłużone. Transformacja pola energetycznego człowieka w 
odpowiedni zbiornik energetyczny wymaga wieloletniej praktyki. Nieliczni rodzą się z gotowym do 
użycia zbiornikiem. Pozostali, niezależnie od tego czy utalentowani czy nie, muszą go zbudować, 
mniej więcej od podstaw, a szansę na to daje ścieżka świętej medycyny roślinnej. 
 
Proces tej transformacji i budowy jest czasochłonny, ponieważ system energetyczny takiej osoby 
musi przystosować się do szerszej rzeczywistości, co nie stanie się w ciągu jednej nocy, ponieważ 
system energetyczny uzdrowiciela szybko uległby przeciążeniu. W procesie transformacji nie ma 
drogi na skróty. Każdy kto uczestniczy w „Intensywnym 10-tygodniowym kursie szamańskim”, by 
osiągnąć ten cel jest bardzo mile widziany na takim wydarzeniu, ponieważ jest ono wspaniałym 
początkiem na tej ścieżce, mądrze byłoby jednak zrozumieć, że jest to zaledwie bardzo mały, 
pierwszy krok i jeden z wielu, aby nie utknąć w sztucznych obrządkach i rytuałach zamiast umocnić 
się w prawdziwym szamanizmie.  W efekcie prawdziwi szamani wiedzą, że to nie oni są szamanami i 
dlatego ci, którzy mają to zrozumienie nigdy nie przedstawią się jako szamani –po prostu wiedzą, że 
tak ma być. Przedstawią się jako „uzdrowiciele”, a po hiszpańsku „curanderos” lub, jeśli specjalizują 
się w chorobach fizycznych, jako medycy. Dla porównania z istniejącym w naszej kulturze 
fenomenem, wolnomularze odpowiedzieliby w ten sam sposób gdyby zapytać ich czy są 
wolnomularzami. Powiedzieliby, że ich bracia ich takimi uznają. W szamanizmie jest dokładnie tak 
samo. Możesz nazwać drugą osobę szamanem lub szamanką, lecz oni sami, posiadając wgląd w istotę 
rzeczy, nigdy siebie tak nie nazywają – nie, jeśli osiągnęli poziom, na którym dokładnie wiedzą o czym 
mówią. 
 
Samo słowo szaman wywodzi się ze wschodniej Syberii, gdzie plemiona Tungusian używały słowa 

background image

 

 

šaman dla wskazania osób potrafiących osiągnąć odmienne stany świadomości, by wchodząc  w 
interakcję ze światem duchów, połączyć się z rzeczywistością energetyczną ponad fizyczną. Praktyka 
ta sama w sobie nie należy wyłącznie plemienia Tungusian. Jest stara jak świat i można ją spotkać w 
dowolnym czasie i miejscu, w jakim kiedykolwiek byli ludzie, włącznie z kulturą Szuarów, w której 
taka osoba nazywana jest Uwishin. Słowo szaman sprowadził do Europy duński odkrywca E. Ysbrants 
Ides, który w latach 1692-1695, towarzyszył konwojowi ambasady wysłanemu przez cara Piotra 
Wielkiego. W swojej książce Driejaarige Reize naar China, czyli “Trzyletnia podróż do Chin”, po raz 
pierwszy opublikowanej w Amsterdamie w 1698 roku, opisuje szamanów z plemienia Tungusian, 
których nazywa Duivelskonstenaar – artystami diabła. Nie klasyfikuję szamana jako artysty diabła, ale 
dla mnie najważniejszy jest aspekt dotyczący umiejętności wchodzenia w odmienne stany 
świadomości i stanie się pewnego rodzaju zbiornikiem, do którego wchodzą wspomagające energie 
uzdrawiające. Naturalnie, każdy ma prawo do swojej własnej definicji, a moja nie jest lepsza niż czyjaś 
inna. Radzę jednak unikać tych bardzo szerokich, poszerzonych tak, by można było zawrzeć w niej 
siebie. Jeśli ktokolwiek chciałby zdefiniować szamana jako osobę wymachującą wiązką gałązek bez 
żadnych umiejętności połączenia się z nieograniczoną rzeczywistością energetyczną ponad fizyczną, 
proszę bardzo. Jestem pewien, że posiadasz zdolność wglądu w siebie żeby zdać sobie sprawę, że 
taka praktyka sama w sobie nie ma nic wspólnego z szamanizmem. Samo stukanie w bęben, 
wymachiwanie piórami czy nucenie odpowiednich pieśni jest niczym bez ustanowienia namacalnego 
połączenia z energetyczną rzeczywistością obecną ponad fizyczną. 
 
Pierwszą osobą, jaką widziałem posługującą się umiejętnością wchodzenia w odmienne stany 
świadomości podczas zajęć była uzdrowicielka energetyczna Barbara Brennan. Na pierwszych 
zajęciach, w których uczestniczyłem w jej szkole w Stanach Zjednoczonych, weszła na scenę, usiadła 
na krześle, zharmonizowała się, a następnie przywołała energię swojego Wyższego Ja – energię-
przewodnika, który w jej przypadku ma na imię Heyoan –„Wiatr Odwiecznie Szepczący Prawdę”. Jak 
wyjaśniła na jednych ze swoich zajęć, jest to związana z nią świadomość, a właściwie jest to Heyoan, 
który/która dokonuje projekcji Barbary w świecie fizycznym. W jednej chwili ujrzałem jak jej system 
energetyczny zmienia się z jej własnego w zupełnie inny. Na poziomie fizycznym zmienił się wyraz jej 
twarzy; również jej głos uległ znacznej zmianie. Fizycznie nadal była, lecz zmieniła się cała jej 
energetyka. To co się pojawiło to była wyższa świadomość. Zaczęła mówić, z jej ust zaś wychodziły 
słowa nie tylko elokwentne i głębokie, wyjaśniające treść zajęć, ale też niosące zupełnie inne wibracje 
niż te, które miała jeszcze przed chwilą kiedy nadal była Barbarą Brennan. Kiedy ona, czy raczej 
Heyoan, zaczęła/zaczął odpowiadać na zadawane przez uczniów pytania, odpowiedzi były precyzyjne 
i dokładnie na temat, na bardzo wysokim poziomie „całości i jedności” wyrażonej słowami. Podczas 
zajęć co chwila „przełączała się” pomiędzy Barbarą Brennan a Heyoan, dzięki czemu mogła 
odpowiadać na pytania, na które, będąc istotą ludzką, nie była w stanie udzielić odpowiedzi. Moi 
koledzy i koleżanki nieustannie wydawali z siebie odgłosy podziwu w rodzaju: „Oooo”, lecz jedyną 
rzeczą, o jakiej byłem w stanie wtedy myśleć, było: „Też chcę umieć tak robić”. Stawanie się Heyoan 
to nie jedyna rzecz jaką umiała. Tydzień zajęć kończyliśmy wspólną sesją medytacyjną ze studentami 
każdego roku, w czasie której Barbara wraz z kilkoma innymi wykładowcami, stojąc na scenie, zaczęli 
channelingować wysoce wibracyjną energię zwaną Boginią. Jest to uzdrawiająca energia, która 
pracuje z obecnymi w sali osobami i czasami powoduje, że studenci wchodzą w wysoce emocjonalne 
stany, w których ustępują blokady energetyczne. 
 
Innym uzdrowicielem, którego obserwowałem, jak posługiwał się tym ukrytym talentem jest João de 

background image

 

 

Deus, prawdopodobnie jeden z najbardziej biegłych uzdrowicieli naszych czasów. To uzdrowiciel 
energetyczny z Brazylii, któremu poświęciłem jeden z rozdziałów tej książki. Trzy dni w tygodniu, 
około półtora tysiąca Brazylijczyków i przynajmniej kilkoro ludzi z Zachodu stoi w kolejce, by spotkać 
się z nim w sprawie swojej choroby. Przed rozpoczęciem sesji João traci przytomność, co jest dość 
niezwykłym zachowaniem w tego rodzaju praktykach, poprzez którą stwarza odpowiednie warunki , 
pozwalające towarzyszącym mu energiom zewnętrznym wejść w jego ciało. Towarzyszy mu ponad 
trzydzieści siedem takich zewnętrznych energii, nazywanych bytami, które przenoszą się do jego 
systemu energetycznego jeden po drugim. Każdy z nich daje mu określone uzdrawiające właściwości 
energetyczne, które pozwalają mu operować systemy energetyczne innych ludzi. Jak wyjaśnia, 
większość z tych energii to osobowości żyjące w innych czasach, w których byli oni albo 
uzdrowicielami energetycznymi albo lekarzami medycyny. By wejść w ciało João, zwykle zapraszane 
są z bezkresnej przestrzeni energetycznej ponad fizyczną, w której przebywają. Każdy z tak różnych, 
odwiedzających João pacjentów potrzebuje jednej lub więcej istot w jego systemie energetycznym, 
by mógł ich uzdrowić, a dobry obserwator może zobaczyć zamianę, nawet bez umiejętności widzenia, 
obecnej ponad fizyczną, rzeczywistości energetycznej. W jednej chwili zmienia się nie tylko jego 
energetyka, lecz także zachowanie, np. mimika i sposób poruszania się. 
 
Posłużyłem się przykładami tych dwojga uzdrowicieli, by pokazać, że w szamanizmie chodzi o 
zbudowanie i władanie energetycznym pojemnikiem w swoim wnętrzu, przez który mogą wejść 
energie z zewnątrz, a które w rezultacie można wykorzystać w leczeniu albo poruszając energią albo 
otrzymując rodzaj komunikacji, tworzący zrozumienie. W szamanizmie, obudowa wspomnianego 
pojemnika zachodzi w czasie kiedy praktykujący przebywają w odmiennych stanach świadomości i 
pod tym względem rożni się on od pozostałych sposobów leczenia energią. W standardowym 
leczeniu energetycznym uzdrowiciel jest przewodnikiem energii, a w szamanizmie sam staje się 
energią. Ścieżka przemiany systemu energetycznego w mocny zbiornik energetyczny polega na 
usunięciu z niego wszelkich blokad, hamujących wejście zaproszonych energii, a dla wyjaśnienia 
podam przykłady. W lesie deszczowym, na przykład, stosowna energia oczyszczająca lub duch mogą 
przyjść tylko wówczas gdy podzielasz te same wartości co ta energia , co przejawia się na przykład w 
dbaniu o środowisko naturalne zamiast jego zatruwania; fatalny kontakt z przyrodą jest tu 
przeciwwskazaniem. Dominujące energie, jakie mogą okazać się konieczne do zwalczania energii 
demonicznych, mogą przyjść wyłącznie wtedy kiedy ma się taką samą dominującą część w sobie. Ci, 
którzy nie potrafią „nie dawać się” nie będą w stanie pracować z takimi energiami. Energia związana z 
określoną kulturą, a która posiada specyficzne właściwości lecznicze, może pojawić się wyłącznie 
wówczas gdy jest się w stanie porzucić dogmatyzm własnej kultury i tymczasowo przystosować się do 
cech innych kultur. 
 
A zatem wspomniany pojemnik musi być wytrzymały, a jednocześnie móc zmieniać swą jakość w 
sensie nieliniowym, by stworzyć odpowiednie okoliczności , dzięki którym określona energia może 
wejść i ustabilizować się w systemie energetycznym uzdrowiciela na czas potrzebny do uzdrawiania. 
Można też powiedzieć, że aby przysposobić określoną energię, trzeba się nią stać – do czego właśnie 
dochodzi podczas ceremonii, ponieważ wchodząca do pojemnika energia prawie całkowicie 
przejmuje system postrzegania osoby zapraszającej ją. Wzajemna relacja pomiędzy tą zmianą w 
uzdrowicielu, a głównymi cechami energii oznacza, że odmienny stan świadomości jest zarówno 
wynikiem jak i źródłem przyciąganej energii zewnętrznej. Zasadniczo, by przyswoić specyficzną 
energię po prostu odcinasz ze swojego systemu energetycznego wszystko to, co nie należy do tego 

background image

 

 

czym/kim chcesz się stać, bardzo podobnie z resztą do sposobu w jaki Rodin tworzył swoje rzeźby. 
Poza stworzeniem pojemnika, konieczny jest także trening i praktyka nauki jak umieszczać energie w 
sposób umożliwiający jej wykonanie uzdrawiającej pracy przy jednoczesnym ćwiczeniu kontroli przez 
osobę zarządzającą zbiornikiem, by nie została ona owładnięta tą energią bądź nie utraciła jej. 
Większość energii zapraszanych do systemu energetycznego nie wywoła zniszczeń, jednak niektóre 
mogą – poprzez znaczny wpływ, jaki mają na zachowanie. Tak może stać się np. w przypadku 
względnie dominujących energii. A ponieważ wzorce zachowań uzdrowiciela typu akcja-reakcja, 
zmieniają się kiedy ta energia jest w jego/jej wnętrzu, może mieć wpływ na reakcje względem innych 
ludzi. Bez umiejętności odpowiedniego kontrolowania jej, znajdująca się w pojemniku, dominująca 
energia przyniesie niepożądane skutki – od niecenzuralnych słów, jako jednej z możliwych zachowań 
z całego wachlarza w takich sytuacjach – po niezwykle chamskie i dominujące zachowanie względem 
uczestników ceremonii. To ostatnie ekstremum jest efektem końcowym zostania przejętym lub 
pochwyconym przez taką energię: coś, co można porównać do zostania złapanym przez niższe 
energie, które wychodzą z uczestników kręgu podczas ceremonii, i których przez cały czas należy 
unikać. Prawdziwą umiejętnością tutaj jest znalezienie niezachwianej równowagi pomiędzy 
złagodzeniem zewnętrznej postawy względem uczestników a jednoczesnym pozostaniu niezwykle 
dominującym w stosunku do tych niższych, czasem nawet demonicznych, energii, którym w żaden 
inny sposób nie można rozkazywać. Dwoma pomocnymi cechami w takiej sytuacji są umiejętność 
szybkiej zmiany stanów emocjonalnych oraz umiejętność silnego pozostania w sercu. Fakt, że 
określona energia znajduje się w zbiorniku energetycznym nigdy jednak nie powinien być wymówką 
do utraty nad nią kontroli. Jako osoba zapraszająca tę energię, uzdrowiciel przez cały czas ponosi 
pełną odpowiedzialność za swoje czyny i słowa, nawet, jeśli pochodzą one prosto z 
najdelikatniejszego boskiego źródła. 
 
Osobą, od której nauczyłem się najwięcej głównych technik szamańskich jest oczywiście szuarski 
szaman, z którym pracowałem przez kilka lat. W ciągu ostatnich dziewięciu lat przeprowadziliśmy 
razem ponad siedemset ceremonii, które dały mi szansę bliskiej i rozległej nauki zastosowania tych 
technik w praktyce, a proces uczenia się wsparty był moją już istniejącą umiejętnością postrzegania 
energii i pola energetycznego człowieka. Wspomnianemu szamanowi towarzyszy obfitość energii. 
Przede wszystkim są to duchy roślin, z którymi będąc uzdrowicielem medycyny roślinnej, połączony 
jest bardzo ściśle. Widziałem jak jego pole energetyczne dosłownie zmienia swój kształt w Natem, 
Tytoń lub Daturę, „ociekając” swymi wibracjami oraz systemy wartości, które niejednokrotnie 
towarzyszą cechom duchów tych roślin. Inną kategorią duchów, z którymi jest on zharmonizowany są 
duchy określonych zwierząt, jakie można spotkać w lesie deszczowym, a które tym samym stanowią 
nieodłączny element kultury Szuarów. Należą do nich  nie tylko duchy zwierząt powszechnie 
uważanych za najpotężniejsze, tak jak jaguar – yawa czy różne gatunki anakondy, kintia panki secha 
panki
, ale także mniejsze zwierzęta, tj. koliber – jempe, które są równie potężne jak te większe, biorąc 
pod uwagę ich pewne unikalne cechy, tak bardzo przydatne w określonych sytuacjach. Każdy duch 
tych zwierząt wnosi ze sobą umiejętności energetyczne, dzięki którym szaman jest w stanie zmieniać 
energię przestrzeni ceremonialnej. 
 
Oczywiście są też energie wpisane w szuarski rodowód tego szamana, w tym połączenie z kilkoma 
nieżyjącymi już mistrzami szuarskimi, energetycznie przebywającymi w nieograniczonej przestrzeni 
ponad fizyczną. Ich energie pojawiają się kiedy zachodzi potrzeba wykonania określonego zadania, 
jak na przykład opowiedzenie historii czy  poruszenie pewnych energii, a każdy z nich specjalizuje się 

background image

 

 

w wyjątkowej dziedzinie, która przekłada się na wibracje, wspomagające wykonanie określonego 
zadania. Szczerze mówiąc, nie ze wszystkim z nich jestem zaprzyjaźniony, choć doceniam większość. 
Niektórzy z nich (a więc i ich wibracje) są naprawdę odpychający i trudno z nimi przebywać pomimo, 
iż wnoszą wspaniałe umiejętności uzdrawiające. 
 
Energia, jaką najbardziej sobie cenię z jego rozległego arsenału połączeń z różnymi energiami jest 
niezwykle dominująca, którą dopuszcza kiedy energetycznie oczyszcza uczestników kręgu medycyny. 
Nie tylko chroni ona jego system energetyczny przed atakami, lecz także służy do dosłownego 
delikatnego, acz stanowczego, zamknięcia drzwi przed energiami choroby i śmierci. Jest to potężna 
moc: całe jego pole energetyczne zaczyna wibrować na bardzo autorytatywnej i dominującej 
częstotliwości. Powodem, dla którego doceniam ją najbardziej ze wszystkich energii jest to, że odkąd 
od lat praktykuję, by móc radzić sobie z energią o takich samych właściwościach, teraz już wiem jak 
trudno jest zawierać w sobie taką energię. Nie łatwo jest też sprawić, by taka energia pracowała w 
korzystny sposób, nie pochwyciwszy osoby stosującej tę technikę. Wspomniany szaman był dla mnie 
doskonałym tego przykładem, jako że częściej niż nie, widywałem go pochwyconego przez tą energię, 
powodującą jawnie grubiańskie zachowanie wobec innych. Kiedy znajduje się on w tej energii, jest w 
stanie wypowiadać tylko szorstkie słowa i dawać krótkie instrukcje. Przez lata nauczyłem się 
reagować na to inaczej: dziś moją standardową odpowiedzią jest oczywiście komunikacja w podobny 
sposób, w przybliżonego rodzaju energii, by dać mu znać żeby trochę spuścił z tonu. Ze wzglądu na 
niezwykle dominujący charakter tej energii jest ona prawie niemożliwa do przeniknięcia przez inne 
energie, chociaż w latach mojej nauki raz zbadałem ją kiedy przypadkowo wystrzeliłem w niego 
tsentsak – energetyczną rzutkę – kiedy był w stonowanej wersji tej energii. Po tym zdarzeniu był 
ostrożniejszy przy mnie, a ja przy nim. 
 
Większość osób uczestniczących w ceremoniach nie ma pojęcia, że niektórzy uzdrowiciele naprawdę 
potrafią robić takie rzeczy. Spora część z nich nie wie bądź nie wierzy, że takie rzeczy są możliwe, w 
konsekwencji czego ich system postrzegania blokuje zdolność widzenia jak uzdrowiciele ci stosują tę 
technikę, włączając w nią towarzyszące energie. Kiedy uczestnicy zrozumieją, że takie techniki nie są 
naciąganą, wymyśloną sztuczką, nie zwlekając ani chwili dłużej, zaczynają dostrzegać jak naprawdę 
pracuje się podczas ceremonii. Nie trzeba koniecznie wierzyć we wszystkie te techniki energetyczne, 
by dostrzec, że działają. Właściwie jest całkiem na odwrót. By zacząć je widzieć trzeba tylko usunąć 
ograniczające łańcuchy naiwnego systemu przekonań, który próbuje wmówić nam, że takie techniki 
nie istnieją, a które zakorzenione są w świadomości przedmiotowej. Innym narzędziem pomocnym w 
budowaniu zrozumienia jest ciekawość i pozytywne nastawienie do badań empirycznych. Dobrze jest 
też znać kilka innych osób, które opanowały tę technikę, by porównując jej zastosowanie, znaleźć 
indywidualny poziom komfortu. Taką osobą jest również znany mi uzdrowiciel z ludu Keczua z Tena w 
Ekwadorze. Kiedy pojawia się jego Wyższe Ja wspaniale jest z nim przebywać. Chociaż jest to potężna 
energia, z którą zdecydowanie nie należy się bawić, jednocześnie promieniuje energią zabawy, 
lekkości i serdeczności, sprawiającej, że serce rośnie. W ten sposób można również nauczyć się, że 
różni uzdrowiciele mają w swoich głównych systemach energetycznych różne energie. 
 
Powodem, dla którego wspomniałem o Barbarze Brennan i João de Deus – którzy oboje posiadają 
wysoce rozwinięty zbiór umiejętności, pozwalających im być naczyniem dla energii zewnętrznych – 
przed którymkolwiek rdzennym szamanem, jest wyjaśnienie, że technika ta nie jest zarezerwowana 
wyłącznie dla „rdzennych” uzdrowicieli. Właściwie żaden rdzenny uzdrowiciel nie ma żadnych 

background image

 

 

korzyści ze stosowania tej techniki , choć często obserwuję, że uzdrowiciele mający bliski związek z 
przyrodą, mają znacznie mniej problemów z uziemieniem się, a tym samym są lepiej wyposażeni do 
mocniejszego zakotwiczenia i nie zostania pochwyconym przez przychodzące energie. Z drugiej 
strony wyraźnie widzę też, że cały zbiór duchów, z którymi pracują zazwyczaj ogranicza się do 
związanych z ich kulturą, co czasem samo przez się mocno ogranicza rozwój ich umiejętności. 
Ponadto ta główna technika w szamanizmie nie jest zarezerwowana wyłącznie dla pracujących ze 
świętą medycyną roślinną. Przykłady Barbary Brennan i João de Deus pokazują, że techniki 
stosowane na ceremoniach przez uzdrowicieli medycyną roślinną można również stosować bez jej 
pomocy. 
 
Jest jednak pewna zaleta stosowania leczniczych roślin. Medycyna roślinna ułatwia stosowanie 
techniki, ponieważ pozwala uzdrowicielowi szybciej wznieść się ponad warunkowanie i osiągnąć 
poziom, którego osiągnięcie zajęłoby, osobom niestosującym medycyny, znacznie więcej czasu. W 
ten sposób uzdrowiciele medycyną roślinną mogą w ciągu swojego życia zbudować bardziej obszerny 
przybornik energii niż uzdrowiciel niekorzystający z medycyny roślinnej. Innymi słowy, odznaczający 
się znawstwem tematu uzdrowiciel jest jeszcze bardziej biegły kiedy stosuje medycynę roślinną. 
Jednak ma on/a również pełne prawo zdecydować się nie korzystać z medycyny roślinnej, ponieważ 
jej zalety niosą ze sobą także i wady, mogące zakłócać sposób wykonywania przez nich uzdrawiającej 
pracy, np. prawdopodobieństwo zwymiotowania podczas ceremonii. A cytując pewnego słynnego 
holenderskiego trenera piłki nożnej: „Każda zaleta ma swoją wadę”. Jeden sposób nie jest lepszy od 
drugiego , a jako że rządzi pragmatyzm, niektórzy dają się jemu zwieść. Ci, którzy mówią, że 
sprzeciwiają się profesjonalnemu korzystaniu z medycyny roślinnej, ponieważ czują, że techniki 
uzdrawiania energetycznego powinno stosować się bez wspomagania, są bez wyjątku pochwyceni 
przez egoistyczny dogmat karmiony brakiem osobistego wglądu. W rezultacie takim ludziom zwykle 
też brak opanowania tych technik bez medycyny roślinnej, przez co po prostu dokonują projekcji 
swoich frustracji związanej z podążaniem donikąd. Prawdopodobnie dużo lepiej zrobiłoby im wypicie 
miarki medycyny i nauczenie się jak radzić sobie z tymi energiami. Nie łatwo jednak przekonać ich do 
tego. 
 
Istnieje więcej technik wchodzenia w odmienne stany świadomości i zapraszania duchów do swojego 
zbiornika energetycznego. Jeszcze inna metodą z mojego arsenału narzędzi przenoszenia się w 
wyższe stany świadomości jest wypicie stężonego alkoholu, takiego jak wódka. Techniki tej 
nauczyłem się podróżując po Mongolii.  Pewnego wieczoru, pijąc wódkę z współtowarzyszami  
podróży, nagle do mojego energetycznego pojemnika przyszło kilka duchów – bardzo podobnie do 
tego, jak to się dzieje podczas i poza ceremoniami z medycyną roślinną. Dzięki tym duchom 
nauczyłem się pewnych zawiłości tej metody. Muszę tu jednak przyznać, że spełniałem pewien 
korzystny warunek wstępny do nauczenia się tej techniki: jeszcze na studiach byłem członkiem 
bractwa, złożonego głównie z Rosjan, w którym wypijaliśmy tyle wódki, że mam wysoki próg 
tolerancji na jej szkodliwe działanie. W innych częściach świata, mocnych alkoholi również używa się 
do takich samych praktyk. Będąc na Kubie poznałem Taitę z ruchu Palo Monte, który przenosił się w 
odmienne stany świadomości i zapraszał duchy za pomocą rumu – podobnie jak, obecni na 
ceremonii, jego przyjaciele: w pewnym momencie wyglądało to jak spotkanie po latach – 
śpiewających i rozmawiających ze sobą na przeróżne tematy – duchów. 
 
Różne energie niosą ze sobą różne umiejętności uzdrawiające, a zatem jest kilka wyraźnych kategorii 

background image

 

 

energii, z którymi można się łączyć. Dla większości adeptów tej ścieżki pierwszą energią, z jaką 
prawdopodobnie chcieliby się połączyć jest ich Wyższe Ja. Na ceremoniach systematycznie widzę 
osoby łączące się z tą energią w większym lub mniejszym stopniu, chociaż większość z nich nie zawsze 
od razu zdaje sobie sprawę z czym się łączy – zazwyczaj z powodu braku wiedzy na ten temat. Kiedy 
widzę jak wchodzą w przestrzeń swego Wyższego Ja, a tym samym tymczasowo przenoszą się ponad 
swe wszelkie uwarunkowania, zwykle im to mówię, dodając, że osiągnęli punkt wyzwolenia. By 
stworzyć stabilny pojemnik dla energii Wyższego Ja, które maja przyjść do uzdrowiciela, konieczne 
jest wyeliminowanie z systemu energetycznego wystarczającej ilości energii oddzielenia, Niższego Ja 
– przeciwieństwa Wyższego Ja. Taki proces eliminacji jest główną czynnością w każdej szanującej się 
szkole uzdrawiania i jest podstawą dowolnej ścieżki, prowadzącej do zostania biegłym uzdrowicielem 
medycyną roślinną. 
 
Istnieje wspaniały model pomagający zrozumieć Wyższe Ja. Nie jestem szczególnym fanem 
Watykanu, jednak mam wiele szacunku dla jednej z nauk, zgodnie z którą Kościół Katolicki twierdzi, 
że jest Ojciec, Syn i Duch Święty. Przynajmniej w tej kwestię odczytali poprawnie.  Synem oczywiście 
jesteś ty – mężczyzna bądź kobieta, urodzeni na Ziemi lub w każdej innej rzeczywistości opartej na 
przedmiotach – zmagający się z własnym rozwojem. Ojcem jest świadoma energia, dokonująca 
projekcji Syna w istnienie. To właśnie jest Wyższe Ja i jest ono także tobą, lecz większym tobą, ponad 
czasem i przestrzenią, ponad warunkowaniem i ponad oddzieleniem od wszystkiego, co istnieje. 
Poprzez naukę Syna, Ojciec rozwija się i dzieje się tak życie po życiu, dopełnione przez Syna, przy 
rosnącej zdolności sterowania okoliczności Syna i z powoli zanikającą, na przestrzeni żywotów, 
granicą pomiędzy Ojcem a Synem. Jest to ścieżka rozwoju prowadząca ku wyższym poziomom 
jedności i działająca w ten sposób, a „konstruując” Ojca, tworzysz naczynie dla samego siebie, który 
w dowolnej chwili wyeliminuje potrzebę Syna. Na domiar tego jest jeszcze Duch Święty – wielka 
tajemnica. Jest to bierna świadomość z nieograniczoną mocą, której jedyną rolą jest zapewnienie 
nam, znajdującym się na niższym poziome, wszystkiego, czego potrzebujemy. Nie może On 
samodzielnie podejmować decyzji, ponieważ w jedności, wyniki jakiegokolwiek działania, mogącego 
przynieść korzyści jednej osobie, mogą być niekorzystne dla innej i naruszy wolną wolę. W końcu 
szczęście jednej osoby może być smutkiem drugiej. Właśnie dlatego uważam, że Bóg, czyli skrót od 
wyrażenia „skończyłem z definicjami” (z ang. God, czyli ‘Got Over Definitions’ – przyp. tłum.) jest 
zasadniczo impotentem w swojej istocie. 
 
Kolejny rodzaj energii należy do kategorii doświadczeń poprzednich wcieleń, choć mówiąc o tym z 
perspektywy energetycznej, nie ma czegoś takiego jak poprzednie wcielenie, ponieważ energetycznie 
wszystko jest tu i teraz. Aby skorzystać z tych energii dobrze jest zrozumieć, że w dowolnym życiu, w 
którym dana osoba pielęgnuje określoną energię – czasem w postaci szczególnej jakości 
energetycznej lub specyficznego narzędzia energetycznego – energia ta, przy odrobinie praktyki, 
dostępna jest we wszystkich kolejnych żywotach. I właśnie dlatego warto poświęcić sporo czasu na 
ceremoniach, odkrywając doświadczenia poprzednich wcieleń, jako że mogą one zawierać narzędzia  
przydatne do uzdrawiania w obecnym życiu, bez konieczności odbywania wieloletniej praktyki, by 
stworzyć już istniejące narzędzia. Z bardziej praktycznego punktu widzenia, jeśli w kilku poprzednich 
wcieleniach praktykowałeś lub praktykowałaś taki czy inny rodzaj szamańskiego uzdrawiania, wiele 
kultywowanych przez ciebie wówczas technik, może, przy odrobinie wysiłku, stać się tobie dostępna 
podczas ceremonii w życiu obecnym, choć nie zawsze mają one tą samą siłę, jaką odznaczały się w 
czasach ich praktykowania w konkretnym minionym życiu. 

background image

 

 

 
Inną kategorią energii są duchy zwierząt i elementali, jakie można spotkać na tej planecie. Zacznijmy 
zatem od roślin i zwierząt. Przy tych energiach dobrze jest wiedzieć, że z jednej strony jest fizyczna 
postać rośliny bądź zwierzęcia, a z drugiej energetyczny wzorzec, do którego przynależą. Pewnym 
interesującym faktem, który odkryjesz szybko regularnie łącząc się z nimi, będąc na tej ścieżce jest to, 
że wzorce te są wysoce inteligentnymi duchami reprezentującymi określone gatunki kolektywnie, o 
inteligencji znacznie przyćmiewającej człowieka. Rośliny można scharakteryzować jako najbardziej 
‘kolektywne’ z tej dwójki, ponieważ w porównaniu do zwierząt mają ograniczoną możliwość 
indywidualizacji, a zatem częściej funkcjonują jako powszechna świadomość. Zasadniczą różnicą 
pomiędzy roślinami a zwierzętami jako formami życia, jest to, że poza instynktami, zwierzęta 
posiadają stosunkowo dużą zdolność podejmowania indywidualnych decyzji, tymczasem rośliny są 
pod tym względem ograniczone. Najprostszym sposobem połączenia się z duchami roślin jest 
spożycie ich fizycznej postaci i pozwolenie by ich właściwości energetyczne weszły w pole 
energetyczne. Właśnie to ma miejsce przy wypiciu medycyny ze świętych roślin, choć należy też 
dodać, że w pewien sposób wszystkie rośliny są lekarstwami, pomimo, że tylko nieznaczna ich część 
może wprowadzić cię w wyższe wymiary. Osoby szczere zainteresowane królestwem roślin i zwierząt 
zwiększają swe szanse na uzyskanie pomocnego połączenia. Moja pasja fotografowania roślin i 
zwierząt z całego świata pomogła mi połączyć się z nimi podczas ceremonii. 
 
Połączenie z niektórymi roślinami ma bardziej indywidualny charakter niż z innymi. Łączność z 
energiami drzew zwykle zachodzi w oparciu o pojedynczą roślinę (drzewo), tymczasem w przypadku 
niskorosnących krzewów dzieje się to poprzez wzorzec (formę), będący podstawą określonej rośliny. 
To samo można powiedzieć o łączeniu się z energiami zwierząt. Połączenie ze stosunkowo 
inteligentnym  owadem, jak na przykład modliszka zwyczajna jest bardziej przykładowe i 
zindywidualizowane niż połączenie z pszczołą, z którą połączenie zachodzi na podstawie bardziej 
uogólnionego wzorca, jakim cechy gatunków – jako całości – są przyswajane w polu energetycznym. 
Poza zwierzętami i roślinami do kategorii tej należą też duchy elementali, związane z takimi 
żywiołami jak woda, ziemia, ogień i powietrze. I chociaż fizyczne postacie tych elementów nie jawią 
się jako inteligentne istoty, odkryłem, że związane z nimi energie odznaczają się wyższą inteligencją 
niż energie z królestwa roślin czy zwierząt. Są to energie takie jak Tsunki – bóstwa wodne, z którymi 
Szuarowie, a zwłaszcza ich szamani łączą się od urodzenia. 
 
Jeszcze inną kategorią energii jest energia osób zmarłych. Uzdrowiciele tacy jak João de Deus 
obszernie korzystają z tej techniki. Moja wiedza w tym zakresie wciąż raczkuje, lecz dzięki 
doświadczeniu przekonałem się, że naprawdę można łączyć się z tymi, przebywającymi s bezkresnej 
przestrzeni energetycznej ponad fizyczną, energiami, by pozwolić im przyjść i wejść do 
energetycznego pojemnika. W przypadku energii, które ponowne inkarnowały w postać fizyczną , 
energetyczne połączenie z nimi, wydaje się niemożliwe. Podstawą takiego połączenia jest 
uświadomienie sobie, że jesteś niczym więcej ani mniej niż energią posiadającą ciało. Zapraszanie i 
przyswajanie cech tych energii może znacznie zwiększyć energetyczne umiejętności danej osoby na 
określonym obszarze funkcjonowania, chociaż z moich obserwacji wynika, że bez praktyki, 
umiejętności te nigdy nie osiągają takiego poziomu kompetencji, jaki ta osoba miała w czasie swego 
ziemskiego życia. Zadziwia fakt, że przy tym rodzaju energii, poza charakterystyką energetyczną, 
uzdrowiciel może nawet przyjąć cechy fizyczne osoby zmarłej, tzn. określony sposób chodzenia lub 
mimikę twarzy. 

background image

 

 

 
Do kolejnej kategorii zaliczam energie rodowe, kultywowane przez rodziny na przestrzeni wieków, 
dzięki nowym osobom reinkarnującym w danej rodzinie i procesom ich transformacji, 
wzbogacającym energie rodzinne. W szerszym kontekście można to nawet określić jako „rodzinę” czy 
też lud, a nawet rasę. Zasadniczo, łączenie się z energiami relatywnie spójnych kulturowo ludzi , tak 
jak rdzeni Szarowie czy Keczua, spowoduje bardziej uściślony sposób myślenia i postępowania niż w 
przypadku połączenia się z energiami ludzi mniej spójnych kulturowo, jak ci z kultur zachodnich. 
Mając do czynienia z energiami takimi jak wymienione ostatnio, wpuszczane do pojemnika cechy 
energetyczne, są zazwyczaj bardziej skupione na ogólnych konceptach kulturowych zamiast na 
określonym zachowaniu kulturowym. W kulturze Zachodu cechą tą często może być liberalizm i 
zindywidualizowana wolność. W tej kategorii rodziny i energii kulturowych zawieram też energie 
będące genezą światowych religii, takich jak energia chrześcijańska, której jednym z uosobień był 
Jezus Chrystus. W tej kategorii znajdują się również bóstwa, które były czczone w różnych kulturach 
w czasach starożytnych, na przykład w Starożytnym Egipcie czy Mezopotamii. Choć już nie tak 
rozlegle czczone wciąż są energetycznie obecne w nieograniczonej przestrzeni energetycznej ponad 
fizyczną, gdzie skarby nie rdzewieją. Je też można pochwycić do celów uzdrawiania. 
 
Ostatnią kategorią są wszystkie energie bezpośrednio niezwiązane z żadną określoną formą życia na 
tej planecie. Energie te mają zazwyczaj charakter zbiorowości. Jest to największa grupa , ponieważ 
ponad fizycznością znajduje się nieskończona liczba takich form energetycznych. Im bardziej 
powiązane są one z energiami zamieszkującymi przestrzeń energetyczną tej planety, tym łatwiej 
ludziom połączyć się z nimi. Główną przeszkodą na drodze do skutecznego połączenia się z nimi jest 
to, że ogólnie mówiąc, ich systemy energetyczne są zwykle całkowicie obce dla naszych systemów, 
przez co pełne połączenie z nimi wymagałoby ogromnych przystosowań. Również  w tej kategorii 
znajdują się najłatwiejsze w uzyskaniu połączenia z nimi, energie anielskie i demoniczne, będące 
logicznym przedłużeniem istniejącego na tej planecie dualizmu. 
 
Pierwsza energia, jaka przyszła do mojego pojemnika energetycznego, weszła tam po kilku latach 
praktyki na tej ścieżce. Co rano po ceremoniach, które organizowałem wraz z zaproszonym 
szamanem, uczestnicy przychodzili do mnie, by zadawać różnego rodzaju pytania dotyczące 
doświadczeń, jakie mieli podczas ceremonii. Zacząłem zauważać, że w takich chwilach przychodziła 
do mnie uspokajająca, niemal medytacyjna energia, z jednocześnie czułem się znacznie młodszy niż 
byłem w rzeczywistości. Czułem się tak, jakbym, odpowiadając na pytania uczestników, siedział w 
jakiejś hinduskiej świątyni, a ta spokojna energia pomagała mi. Dzięki niej udzielałem odpowiedzi w 
znacznie pełniejszy sposób niż kiedy to robię moją zwyczajową osobowością. W pierwszej chwili 
uznałem ten odmienny stan świadomości za efekt po ceremonii, lecz kiedy wciąż się to powtarzało, 
zacząłem badać jego źródło i odkryłem, że była to energia doświadczenia z poprzedniego wcielenia, 
która przyszła, by mnie wesprzeć podczas udzielania odpowiedzi. Energia ta przyszła do mnie tak 
łatwo, ponieważ, choć nie jestem szczególnie oczarowany kulturą hinduską, esencja nauczania tej 
energii  odniosła się do części energii, jakie noszę w sobie w tym życiu. Mój zbiornik energetyczny 
miał już odpowiednie cechy, by ją przyjąć. 
 
Po ujrzeniu jak Barbara Brennan znajduje świadomość swojego Wyższego Ja, szczerze zapragnąłem  
opanować tę technikę przyciągania tej części siebie, tak więc zwiększyłem swój wysiłek w odkrywaniu 
siebie i czyszczeniu „brudów z mojego wnętrza”. Opłaciło się to. Pierwsze doświadczenie tej 

background image

 

 

świadomości było cudownym przeżyciem. Przedtem wykonałem mnóstwo oczyszczającej pracy i 
wyczyściłem swój system. Spowodowało okazjonalne podwyższenie energii  na spotkaniach 
biznesowych, co było ciekawym zjawiskiem. Ekscytujący moment przeżyłem kiedy energia ta przyszła 
z cała mocą. Było to tuż po ceremonii, podczas której moja energia, ruchem spiralnym podążała ku 
górze. W górę i na dół, od lewej do prawej – znikła całkowicie, jakbym był w przestrzeni wewnątrz 
przestrzeni, z taką samą ilością miejsca nade mną jak i pode mną. Zstąpiło na mnie 
wszechogarniające uczucie jedności, a wszelkie oddzielenie przestało istnieć. Wówczas moje myśli 
ułożyły się w jedno ogromne kontinuum i zacząłem mówić. Nie był to mój zwyczajny głos, nie 
używałem też słów, którymi zwykle rozmawiam. Wydobywające się z moich ust słowa były znacznie 
bardziej wyszukane niż zazwyczaj i towarzyszyły im silne wibracje autorytetu. W mojej obserwacji 
była ogromna przejrzystość i zrozumienie. Wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie na coś fizycznego 
bądź niefizycznego, by natychmiast uchwycić jego esencję. Z tą przejrzystością mogłem odpowiadać 
na pytania uczestników z taką dokładnością i skupieniem, że po prostu wypowiadałem właściwą ilość 
słów. Wraz z tego rodzaju zrozumieniem przyszło głębokie zrozumienie energii oraz mechanizmów 
energetycznych. Jest to zrozumienie na poziomie, którego nie doświadczam w swojej normalnie 
funkcjonującej świadomości. 
 
Od tamtej pory świadomość ta przychodziła do mnie wielokrotnie. Właściwie to znaczną część tej 
książki napisałem będąc w tej energii i wystarczy tylko poczuć kryjące się za słowami niektórych 
rozdziałów, wibracje, by wiedzieć, które to części. Dzięki rozległej praktyce jestem w stanie lepiej 
przyjmować, zawierać i radzić sobie z tą energią kiedy pojawia się. Odznacza się ona także pewną 
dziwną cechą. Przebywając w tej świadomości prawie całkowicie tracę zdolność mówienia po 
holendersku – moim ojczystym języku. Mogę mówić tylko po angielsku, wtrącając pojedyncze 
holenderskie słowa, jakbym wyemigrował do Stanów Zjednoczonych dwadzieścia pięć lat temu, jak to 
zrobił mój wujek. Inną dziwną cechą jest to, że w tej energii nie mogę używać słów mówiących o 
dualizmie. Wszystko co mówię w tym stanie, opisuję słowami wyrażającymi jedność. Oznacza to 
także, że kiedy powracam do normalnej świadomości, tracę większą część umiejętności zrozumienia, 
jakie miałem w wyższej. Właśnie dlatego prawie zawsze noszę przy sobie dyktafon lub coś do pisania, 
by mieć pewność, że przychodząca w stanie wyższej świadomości mądrość, zostanie na piśmie. Jak 
inne Wyższe Ja, moje również ma imię: kiedy świadomość Wyższego Ja jest we mnie, pamiętam, że 
mam na imię Kathor.  Reprezentuje ono dwa główne nurty energii  mojego Wyższego Ja, składających 
się głównie z energii Górnego i Dolnego Egiptu, ucieleśnionych w wibracjach słowa „Kathor” oraz 
energiach Europy Północnej, reprezentowanych przez wibracje słowa „Thor”. 
 
W ciągu lat praktyki połączyłem się też z kilkoma energiami zwierząt. Jednym przykładem jest 
połączenie z anakondą – zwierzęciem ściśle związanym z esencją Natem. Podczas ceremonii 
poczułem nagłą zmianę energii we mnie . Moja świadomość rozdzieliła się na dwoje. Jedna jej część 
była w pełni świadoma mnie, siedzącego w logu szamańskim na skraju lasu deszczowego, druga zaś 
była tam – w dżungli i zmieniła się w anakondę. Byłem w stanie doświadczać  obu części 
jednocześnie. W jednej z nich prześlizgiwałem się więc przez zarośla w szybkim tempie, od czasu do 
czasu unosząc głowę i wypatrując pożywienia – i w ten oto sposób całkowicie i dosłownie 
doświadczyłem bycia anakondą, waz z postrzeganiem  i czuciem jak to zwierzę, przebywające w lesie 
deszczowym. Doświadczenie to trwało około dwudziestu minut i dało mi głęboki wgląd w to na czym 
polega zmiana kształtu. Wbrew popularnemu przekonaniu, nie chodzi o zmianę fizycznej postaci, ale 
o zmianę energetyki. Innym przykładem zwierzęcia, z którym głęboko połączyłem się był niedźwiedź – 

background image

 

 

zwierzę częściej spotykane w lasach sosnowych a nie deszczowych. Kiedy w czasie ceremonii w 
przestrzeni pojawiły się naprawdę gęste, niższe energie, mój zbiornik energetyczny niespodziewanie 
wypełniła energia niedźwiedzia. Poczułem wówczas jak rosnę do wysokości trzech metrów, jak grizli, 
stojący na dwóch tylnych łapach.  Jednocześnie zacząłem emanować aurą agresywności, która nawet 
przejawiała podświadomie uwolnione łagodne gardłowe pomruki, przypominające odgłosy 
niedźwiedzia. I znów część mnie siedziała na kamieniu – czułem się całkowicie stabilny w swojej 
fizyczności i świadomy tego, co się działo, a druga część mnie zmieniła się energetycznie w 
niedźwiedzia. W ciągu minuty jego energia odstraszyła niższe energie z przestrzeni, przynosząc 
uczestnikom atmosferę spokoju i pokoju. Zasadniczo, przy wystarczającej ilości praktyki, każdy może 
połączyć się z energetycznymi wzorami dowolnego zwierzęcia i użyć jego zdolności energetycznych w 
przestrzeni ceremonialnej. 
 
Kiedy pragnienie tego jest szczere, nie trzeba wiele czasu, by połączyć się z duchami świętych roślin. 
Pierwszą rośliną, z którą połączyłem się było Natem. Podczas pewnej ceremonii w mojej wizji pojawił 
się fragment pnącza. Kiedy się na nim skupiłem, wyrosły mu ręce i nogi i stał się prostym ludzikiem, 
takim, jakie rysują małe dzieci. Ludzik przybliżał i przybliżał się bardzo szybko i stawał się coraz 
większy, aż osiągnął pełny rozmiar i był bardzo blisko mnie. Następnie natarł na mnie i od tamtej pory 
jestem bardzo silnie połączony z tą rośliną. Inna święta roślina Tsaank – Tytoń (tabaka) w ciągu lat 
mojej pracy ukazywała mi się wielokrotnie. Najbliższy związek z nią miałem kiedy w czasie ceremonii 
paliłem Tytoń z lasu deszczowego. Z energią Tsaank zaczerpnąłem w siebie energię świadomości, 
którą właściwie jest nazwać “Człowiekiem Malboro”. Była to energia bardzo męska, wręcz 
„kowbojska” – tak samo krzepy jak odwagi. Zaskoczyło mnie to, ponieważ wszystkie rośliny zawierają 
w sobie energię męską i żeńską, w związku z czym nie spodziewałem się, że energia Tsaank emituje 
tak silne męskie wibracje kiedy znajdzie się w polu energetycznym człowieka. Z trzecią z trzech 
głównych świętych roślin Szuarów, Maikiuą trudniej było się połączyć, a to przede wszystkim dlatego, 
że zażyłem ją zaledwie kilkakrotnie. Prawdziwe połączenie z tą rośliną uzyskałem uczestnicząc w 
rytuale Maikiuamamu, w którym uczestników wprowadza się w stan śpiączki pod wpływem roślin, w 
czasie której odbywa się podróże energetyczne przez królestwa duchowe. Ze względu na jego 
charakter udział w przygotowaniach do tego rytuału może wziąć każdy, lecz jest on przeznaczony 
wyłącznie dla osób szczerze zainteresowanych odkryciem siebie, i którzy nie boją się nawet umrzeć w 
tym procesie. 
 
Tsunki to wodne bóstwa, które spotkałem wiele razy. Spotkania te pomogły mi stworzyć z nimi 
głęboką i wręcz intymną więź, pomimo że nie jestem Szuarem z urodzenia. Pierwszy raz spotkałem je 
na ceremonii na plaży. W wizji zobaczyłem duży, zamglony ekran, a po chwil z jego drugiej strony, 
stworzenia podobne owadom, zaczęły przecierać ekran do czysta, dzięki czemu mogłem je wyraźnie 
widzieć i kontaktować się z nimi. Następnie wyjaśniły mi istotę energii Tsunki. Bardzo jasno wrażały 
się o wadze czystej wody. Powiedziały mi, że wycinanie drzew i zarośli nad wodą jest niewłaściwym 
działaniem, ponieważ w czasie deszczu gleba zostaje zmyta do rzek, które stają się bardzo brudne. 
Przez takie zanieczyszczenie woda nie zawiera wystarczającej ilości energii, co ma ogromny wpływ 
energetykę środowiska życia Tsunki. A z utratą Tsunki zachodzi też utrata przynoszonej przez nie 
uzdrawiającej energii. Energie Tsunki bardzo się przydają w różnych sytuacjach. Na przykład, kiedy 
prowadzę ceremonię lub asystuję przy niej i moje pole energetyczne dozna poważnego uszkodzenia 
niższymi energiami, pochodzącymi od uczestników, Tsunki przychodzą, by je naprawić. Muszę się 
wtedy tylko położyć w pozycji „nieboszczyka”, przez miłośników jogi zwanej Shavasaną, a wówczas 

background image

 

 

wchodzą, przejawiając się jako setki małych światełek, które przyczepiają się do mojego pola 
energetycznego. I już po pięciu minutach ich oczyszczająco-energetyzująca praca jest skończona, a 
moje pole energetyczne całkowicie odnowione. 
 
Podczas ceremonii Natem czy Natemamu, odbywających się w lesie deszczowym, zawsze zabieramy 
uczestników na plażę, by połączyli się z Tsunki i niektórym naprawdę się to udaje. Tsunki zawsze mają 
dla nich wiadomość jak zmienić ich życie na lepsze. Większość uczestników jest tym tak 
podekscytowana, iż nie zdają sobie sprawy, że mogą uzyskać z nimi nawet wyższy stopień połączenia, 
łącznie z energetycznym staniem się Tsunki. Taka energetyczna transformacja przytrafiła się także mi. 
Podczas ceremonii na plaży energia Tsunki zstąpiła do mojego pojemnika energetycznego i 
energetycznie zmieniłem się w jedną istotę Tsunki, funkcjonując z poziomu tej świadomości. 
Obserwując jednocześnie swoje myśli i uczucia mogłem zbadać ich główną energię, która jest 
delikatna i słodka, a jednocześnie nie „wciśnie im się kitu”, mają bowiem ogromne poczucie granic. 
Przezabawny był moment kiedy jeden z uczestników ceremonii na plaży z entuzjazmem zaczął 
relacjonować pozostałym wiadomość, jaką otrzymał od Tsunki, nie mając pojęcia, że w tamtej chwili 
stało za nim Tsunki w postaci mnie. Stanie się Tsunki było jednym z moich pierwszych doświadczeń 
połączenia i transformacji w energię elementali. 
 
Połączenie z energiami poprzednich wcieleń i korzystanie z narzędzi, jakie ze sobą niosą, jest 
możliwe. Osobiście tego doświadczyłem w czasie, prowadzonej w Europie, ceremonii kiedy w moją 
przestrzeń energetyczną wleciał nagle sokół i usłyszałem słowa: „Oto dar od króla Syrii”. Nie 
usłyszałem dosłownie „Syrii”, ale energia zasłyszanych słów wskazała tę właśnie część świata oraz 
energie, jakie ma ten obszar i jego mieszkańcy. Kiedy to usłyszałem zstąpiła na mnie energia z 
zewnątrz. Była to energia królewska, a dokładniej, książęca z równowagą zacności i rycerskości 
pomiędzy pierwiastkiem męskim i żeńskim. Energia ta miała związek z jednym z doświadczeń z moich 
poprzednich wcieleń, w których byłem członkiem dworu królewskiego na wspomnianym terytorium. 
Po chwili zacząłem automatycznie pstrykać palcami i w ten sposób z łatwością mogłem usuwać 
pewne blokady z pól energetycznych uczestników, obchodząc przestrzeń ceremonialną z energią, 
która wtedy pojawiła się we mnie. Bez niej nie mam tej umiejętności kiedy pstrykam palcami. Ta 
umiejętność energetyczna została mi udostępniona przez energię z zewnątrz, która spłynęła na mnie. 
 
Inną energią, jaka zstąpiła na mnie kiedyś była ta związana z głębokim połączeniem, które mam z 
energiami Górnego i Dolnego Egiptu. Badając je odkryłem, że spędziłem wiele wcieleń w tej kulturze, 
praktykując wiele różnych energii uzdrawiających. Wiele osób pracujących z energią w Europie i 
Stanach Zjednoczonych ma połączenie tego typu. Odkrycie ich zwiększa potencjał takiej praktyki. 
Energia, która wówczas na mnie zstąpiła była najwyraźniej bóstwem, które przedstawiło się jako 
Amon Ra, lecz nie było mi przyjazne. Ewidentnie w jednym z moich poprzednich wcieleń piastowałem 
urząd państwowy o znacznej władzy w zakresie spraw państwowych. Arogancja oraz duma 
spowodowała podjęcie złej decyzji, która z kolei wywołała głód i śmierć wielu osób. Bóstwo to 
energetycznie pchnęło mnie na kolana i jedyną rzeczą, jaką mogłem wtedy zrobić było ukorzenie się 
przed nim, jawiącym się przede mną jako potężny garnitowy posąg. Jedynym sposobem, w jaki 
mogłem wyjść z tej sytuacji cało było udostępnienie mu mojego pola energetycznego i pokazanie, że 
obecnie energetycznie wygląda zupełnie inaczej niż w tamtym czasie, co było wynikiem oczyszczania, 
które przechodziłem w późniejszych wcieleniach. Dopiero wówczas Amon Ra uwolnił mnie z 
energetycznych więzów. Po tym doświadczeniu spostrzegłem, że lepiej mi idzie zapraszanie do 

background image

 

 

mojego zbiornika energetycznego kilku energii ze starożytnego Egiptu, by z nimi pracować nad 
polami energetycznymi uczestników ceremonii. Nauczyło mnie ono też, że niektóre pojawiające się 
energie mogą mieć niewyobrażalną moc. 
 
Na świecie jest wiele znaczących kultur, a każda z nich niesie ze sobą specyficzne energie, nie licząc 
tych wspólnych dla wielu innych, jeśli nie wszystkich, kultur. Dużo podróżuję, by zapoznać się z tymi 
energiami i móc zaprosić je do swojego pojemnika energetycznego. Objechałem cały świat, by 
połączyć się z różnymi kulturami i zbadać jakie energie mają dane cechy, by móc korzystać z nich w 
mojej pracy uzdrowiciela, czy to na ceremoniach czy w środowisku biznesowym. W Azji odkryłem 
słodkie i delikatne energie, podobne do tych nadal obecnych na wciąż stosunkowo dziewiczej ziemi 
Laosu. W całej Ameryce Łacińskiej połączyłem się z energiami machismo, które zdają się mieć wiele 
wspólnego z silnym przyciąganiem płci przeciwnej, jeśli tylko właściwie się je stosuje. Są to doskonałe 
energie do przekazania w pola energetyczne niepewnych siebie mężczyzn, mających z powodu swej 
niepewności trudności z przyciągnięciem partnera. Przez rok mieszkałem i pracowałem w Tanzanii – 
kraju o zupełnie odmiennym systemie wartości od europejskiego. Pobyt tam umożliwił mi połączenie 
z energiami Masajów – rdzennego ludu zamieszkującego duże, wyludnione obszary sawanny za 
terenami miejskimi. Jest to niezwykle skromny lud, lecz przy tym bardzo dumny i silny. Mają oni 
wewnętrzne połączenie ze zwierzętami zamieszkującymi bezkresne tereny równiny Serengeti, na 
odległych obszarach Tanzanii – zwłaszcza z lwami. Ze względu na swe nawyki żywieniowe Masajowie 
mają zupełnie inny zapach niż inni ludzie, który zapobiega spotkaniu lwa z Masajem: spotkaniu, które 
biorąc pod uwagę nieustraszoność tego ludu, najpewniej skończyłoby się porażką lwa. Jednak 
najczęstszą obcą energią, pojawiającą się w moim zbiorniku energetycznym jest energia Mongołów. 
Są to mili ludzie, lecz jednocześnie bywają bardzo nieuprzejmi i gburowaci. Energia ta bardzo się 
przydaje w energetycznym przyborniku do walki z bytami i wydobywania ich z ludzi i przestrzeni – 
boją się one tych energii i schodzą im z drogi. Podróżowanie i łączenie się z energiami innych kultur 
jest dobrym sposobem na stworzenie zbiornika energetycznego w swoim wnętrzu, jako że nie ma 
innego sposobu na bliski związek z różnymi kulturami niż przystosowanie do nich swojego systemu 
energetycznego – i właśnie to ma miejsce kiedy zapraszasz energie do swojego wnętrza podczas 
ceremonii. 
 
Podczas prowadzonych przeze mnie ceremonii regularnie pomagają mi energie zmarłych szuarskich 
mistrzów. Moi szuarscy nauczyciele mają z nimi wiele połączeń, a więc mistrzowie Szuarów 
towarzyszą im w prawie każdym aspekcie ceremonii. Mój arsenał jest średniej wielkości. Czasem 
pomagają mi przy niewielkich zadaniach, jak na przykład w grze na tumanku – harfie ustnej czy kaerze 
– tradycyjnych skrzypcach Szuarów. Kiedy pojawiają się w mojej przestrzeni nie chodzi o to, że nagle 
gram na skrzypcach jak Yehudi Menuhin – to znaczy oczywiście kiedy żył. Dzięki nim mam większe 
wyczucie tonalności i popełniam mniej błędów niż bez tej energii. jest jeden szuarski mistrz, który 
nieustannie towarzyszy mi podczas ceremonii i jest zawsze obecny w moim polu energetycznym. 
Połączenie z nim uzyskałem po ciężkiej, ale otwierającej oczy, ceremonii picia medycyny, w czasie 
której pobierałem nauki od Pradziadów na temat poszczególnych chorób i przeszedłem szczegółową 
próbę charakteru. Tamten nocy jeden z nich przedstawił się jako Chumpi. Rano rozmawiałem o tym z 
moim nauczycielem, by uzyskać jakieś wskazówki na temat tego skąd pochodziła ta energia. Okazało 
się, że Chumpi to nieżyjący już dziadek mojego nauczyciela. Energia Chumpi łączy mnie z głębszymi 
aspektami kultury Szuarów, przychodzi do mnie i pomaga z trudniejszymi elementami ich 
społeczeństwa, zwiększając możliwość zrozumienia i dostarczając obrazów moich wizji. 

background image

 

 

Większość energii wchodzi we mnie przez siódmą czakrę – korony, jednak przy niektórych energiach, 
zazwyczaj opowiadania historii, dzieje się to przez czakrę pępka, umiejscowioną dokładnie w pępku. 
Nie należy mylić jej z drugą czakrą, będącą częścią systemu siedmiu czakr. Kiedy nowa świadomość 
pojawia się po raz pierwszy w systemie energetycznym człowieka, umieszcza w nim małą kotwiczkę, 
by było jej łatwiej powracać. Kiedy badam swój system energetyczny widzę te znaczniki w niższych 
częściach swojego brzucha, skierowane do środka ciała. W moich wizjach wyglądają one trochę jak 
przezroczyste, samoprzylepne wieszaczki na ręczniki kuchenne. Kiedy ostatni raz liczyłem miałem 
osiemnaście takich „wieszaczków” w swoim systemie energetycznym – wszystkie powstały w ciągu 
ostatnich dziewięciu lat „treningu” tą techniką, chociaż nie wszystkie energie związane z tymi 
„wieszaczkami” przychodzą regularnie. Im bardziej przydają się na ceremoniach, tym częściej 
przychodzą. 
 
Mówiąc o energiach zstępujących do mojego systemu energetycznego regularnie używam słów 
„zapraszam” i „przyciągam”, by to o czym mówię było jasne, jednak w rzeczywistości wygląda to 
troszkę inaczej. Kiedy ustanowi się połączenie z takimi energiami, jeśli zachodzi taka potrzeba w 
przestrzeni uzdrawiania, wchodzą one wraz ze swoimi cechami do zbiornika energetycznego, co 
całkowicie kojarzy się z naszym zwyczajowym zachodnim tokiem myślenia, że jeśli posiadamy jakieś 
narzędzie, jesteśmy jego panami i możemy nad nim dominować. Żadnej z tych energii nie da się 
zdominować. Oczywiście, że nie da się – w przeciwnym razie nie mogłyby one zrobić tego, po co 
pojawiły się na ceremonii. A więc sztuka polega na tym, by im nie dyktować ani nie rozkazywać 
niczego, lecz pozwolić im wejść do systemu energetycznego i jednocześnie przyjąć je w stopniu 
najwyższym z możliwych, poprzez przyjęcie ich wartości w siebie. W pewien sposób już jesteś 
częściowo nimi nawet zanim w ciebie wejdą, choć musisz na chwilę przystosować swoje jestestwo do 
wchodzącej energii, by wspomóc ją przy ostatnich przeszkodach. Kiedy w ciebie wchodzą, stajesz się 
nimi, lecz także tymczasowo one stają się tobą i musi to być dla nich do zniesienia. Nie są głupie, by 
skazać się na wejście w system energetyczny, który stwarza im problemy. Łączenie się z energiami 
jest w pewnym sensie zawarciem umowy. Jej dotrzymanie polega na pielęgnowaniu zasad, z którymi 
są ściśle powiązane. A zatem nie ma szamana czy szamanki z identycznym zbiorem energii 
zewnętrznych, na których może polegać podczas ceremonii. Wszystkie one mają związek z 
indywidualną osobowością i postrzeganiem życia, z umiejętnościami tych energii ściśle dotyczącymi 
oczyszczania, jakiemu miały służyć. 
 
Być może niektórzy chcieliby zrozumieć jak to jest na poziomie doświadczenia kiedy przychodzą 
energie. By zapoznać się z tą techniką pomocnym może być poznanie uczucia kiedy energia z 
zewnątrz wchodzi do systemu energetycznego. Pomoże ci w tym przypomnienie sobie uczucia kiedy 
ostatni raz owładnęła i porwała cię energia określonej emocji. Być może zdarzyło się to kiedy 
oglądałeś bardzo smutny film lub kiedy byłeś naprawdę zły na kogoś. Prawdopodobnie zauważyłeś 
lub zauważyłaś, że w tym momencie mogłeś/mogłaś myśleć, czuć i działać tylko według tej energii, że 
zostało bardzo niewiele miejsca na podejmowanie decyzji. W pewien sposób możesz odczuwać to 
jako ograniczające, lecz z drugiej strony, energia ta doda ci takich umiejętności jak odczuwanie 
większej empatii w czasie oglądania smutnego filmu lub podejmowania szybkich decyzji służących 
samoochronie , w sytuacji gdy ktoś ci zagraża. W istocie dokładnie tak działa ta szamańska technika w 
praktyce: pozwalasz, by zewnętrzne energie tymczasowo zmieniły twoje postrzeganie, a więc i 
sposób myślenia, czucia i działania. Wraz z tą tymczasową zmianą pojawia się określona umiejętność 
energetyczna. Różnica pomiędzy energią emocji, a energią z zewnątrz jest taka, że ta ostatnia jest w 

background image

 

 

stanie funkcjonować niezależnie, jest świadoma i zazwyczaj odczuwana jest bardziej jako rozwój, nie 
zaś ograniczenie. 
 
Jeśli jakąś grupę ludzi można porównać do szamanów korzystających z tych umiejętności, to są to 
aktorzy, choć posługiwanie się tą zdolnością w szamanizmie nie ma absolutnie nic wspólnego z grą 
aktorską. Nie mam tu na myśli celebrytów z głównych stron prasy brukowej, ale tych prawdziwych: 
takich, którzy w pełni stają się tymi, których grają. Robią to w taki sposób, że gra aktorska przestaje 
być grą. W sztukach dramatycznych technika ta nazywa się Metodą Stanisławskiego (ang. Method 
Acting)i sprawia, że gra aktorska jest tak prawdziwa, że staje się nie do odróżnienia od rzeczywistości. 
Każdy kto przejdzie w wyższy stan percepcji, przy użyciu lub bez medycyny roślinnej, może z 
łatwością odróżnić dobrego aktora od kiepskiego. Wiele lat temu wraz z przyjacielem Walterem 
poszliśmy do kina po spożyciu grzybków. Wybór padł na Poznaj moich rodziców; żarty w nim były 
nieskończenie bardziej zabawne, poza tym obaj śliniliśmy się za każdym razem kiedy na ekranie 
pojawiał się wydatny biust Barbary Streisand. Z łatwością dostrzegliśmy też, że Robert de Niro należy 
do tej grupy aktorów: nawet po zażyciu medycyny roślinnej nie byliśmy w stanie wyczuć nawet 
śladów gry aktorskiej w jego grze. Pozostali aktorzy tego typu to Al Pacino, ze swoją niezapomnianą I 
prawdopodobnie najlepszą rolą Tony’iego Montany w Człowieku z blizną oraz Jack Nicholson. 
Wszyscy ci aktorzy skrupulatnie ćwiczą, by stać się postacią, którą mają zagrać, czasem nawet 
mieszkają w odpowiednim środowisku żeby myśleć i czuć jak grany przez nich bohater. Istnieją nawet 
pewne techniki zapobiegające przedostaniu się efektom tej metody do życia aktora w sposób 
destrukcyjny. Całkowite stanie się granymi przez nich postaciami czyni tych aktorów wielkimi. Są też 
aktorzy, którzy pomimo, iż nie posiadają tej umiejętności  i tak są wspaniałymi aktorami: Robert 
Redford jest jednym z nich. W każdej otrzymanej roli może grać siebie i tylko siebie i robi to jak nikt 
inny. A zatem nie martw się, jeśli jeszcze nie opanowałeś szamańskiej umiejętności zapraszania 
duchów do swojego zbiornika energetycznego: nadal możesz być wspaniałym 
uzdrowicielem/uzdrowicielką energetyczną będąc po prostu sobą. 
 
Jeśli poświęcisz odpowiednio dużo czasu ścieżce świętych roślin, automatycznie ukażą ci się różnego 
rodzaju wspomniane przeze mnie energie, by pomagać ci na ceremoniach, choć pomocne w 
ukazywaniu się energii jest wyrażanie silnej intencji połączenia się. Wówczas możesz połączyć się z 
nimi. Oczywiście ukazują się tobie i przychodzą z pomocą. Prawdopodobnie zrobiłbyś to samo dla 
nich, a ponieważ w znacznym stopniu już przyjąłeś ich wartości, robisz to kiedy przychodzą do ciebie. 
Konieczna jest zatem całkowita szczerość twoich intencji. Dobrze wiedzą kogo wybrać i żadną miarą 
nie ukryjesz przed nimi swego prawdziwego charakteru. Oto dlaczego opierającym się na ego 
szamanom brak tych połączeń lub też łączą się z niższymi energiami, które wymagają osoby z 
rozdętym ego. Tak więc podstawowym celem osoby na każdej ścieżce szamańskiej jest szczera praca 
nad sobą. Inną przysługą, jaką możesz sobie wyświadczyć jest zmiana swojego systemu przekonań na 
temat energii. niezwykle istotne jest, by wyjść poza oparte na przedmiotach i zbudowane na 
doświadczeniach w rzeczywistości fizycznej rozumowanie i zacząć uzmysławiać sobie, że energia jest 
z definicji świadoma, a zatem można ją zaliczać do żyjących, chociaż, podobnie jak u istot fizycznych 
są różne poziomy inteligencji, tak i energia ma różne poziomy świadomości. 
 
Rodzaje energii, z którymi można się połączyć są wielce różnorodne i mądrzy uzdrowiciele łączą się 
tylko z wyższymi energiami, przynoszącymi wyłącznie uzdrowienie. Jednakże spora część szamanów 
woli łączyć się z niższymi energiami – są to tak zwani czarni szamani. Nie trudno jest dostrzec 

background image

 

 

dlaczego to robią. Przede wszystkim energie te mają moc, którą można wykorzystać, by spełnić 
osobiste potrzeby uzdrowiciela: sam w sobie jest to jeszcze jeden dobry powód do skrupulatnej pracy 
nad szaleństwami własnego ego, by nie podejmować już takich decyzji. Czasem do takiego wyboru 
dochodzi nieświadomie kiedy uzdrowiciel dopuści strach, wątpliwość czy nienawiść do decyzji z jakimi 
energiami ma się połączyć. Raz ustanowione połączenie z określonymi energiami i moc, jaką ze sobą 
niosą, można wykorzystywać do manipulacji sytuacji lub pól energii innych ludzi bez jakiegokolwiek 
względu na tę osobę. Dla niektórych takie działanie warte jest sporych pieniędzy i czarni szamani 
zarabiają bardzo dużo łącząc się i korzystając z niższych energii, przynoszących innym szkodę. 
Naturalnie, po jakimś czasie wszyscy zainteresowani zdadzą sobie sprawę, że to pułapka. Cechy tych 
energii są takie, że nie mają one problemu z wyrządzaniem krzywdy innym i w końcu czarni szamani 
czy szamanki przekonają się, że dotyczy to także jego/jej. Co wychodzi – wraca. 
 
Oto dlaczego jestem niezwykle ostrożny łącząc się z energiami. Z pojawiającymi się przede mną 
energiami zawieram kontakt i pozwalam im zakotwiczyć się w moim polu energetycznym wyłącznie 
po bardzo wnikliwym zbadaniu ich natury, ponieważ po pierwsze, absolutnie nie chcę nikogo 
skrzywdzić, a po drugie, nie chcę zrobić krzywdy sobie. Dla wyjaśnienia swojej ostrożności posłużę się 
przykładem. Nie tak dawno, podczas ceremonii pojawiła się przede mną energia, wyjaśniając, że jest 
energią doświadczeń z poprzednich wcieleń, co mogłem potwierdzić, ponieważ jej ślady były zgrane z 
częścią mojego systemu energetycznego. Było to wcielenie, w którym ja, a raczej ta energia, co 
prawda, nie praktykowała czarnego szamanizmu, ale dokonywała kontrataków wywodzących się z 
niego i korzystających z jego technik, bardzo zbieżnych z zasadą „oko za oko”. Energia ta miała 
znamiona XVIII-wiecznego Północnego Meksyku w stylu Enrico Morricone, co spowodowało, że 
nazwałem ją „Meksykaninem”. Wiedziałem i rozumiałem też, że wiedza i zrozumienie, że 
„Meksykanin” działał w oparciu o czarny szamanizm, ponieważ doświadczenie tego wcielenia było 
rozległe. Dla mnie w obecnym wcieleniu taka wiedza mogłaby okazać się przydatna, jako że coraz 
więcej osób cierpiących z powodu ciemnych sztuk „namierza” mnie prosząc o pomoc. Wiedząc więcej 
na ten temat mógłbym im skuteczniej pomóc, ponieważ banki wspomnień należące do takiej energii 
otwierałyby się stopniowo podczas ceremonii, przynosząc mi zrozumienie tych tematów. 
 
A jednak zawahałem się przed połączeniem się z tą energią i umieszczeniem jej kotwicy we mnie. Po 
pierwsze dlatego, że nieszczególnie podobały mi się jej cechy, które w mojej wizji przybrały postać 
wychudzonego i bladego mężczyzny ubranego na czarno, a po drugie, doskonale wiedziałem, że jeśli 
ta energia była znacznie bardziej unurzana w czarnej energii niż byłem w stanie to zobaczyć, wówczas 
z całą pewnością stworzę sobie niepotrzebne, ogromne problemy: podobne przyciąga podobne. Więc 
wymyśliłem pewną sztuczkę. Przyjąłem zaproszenie, by połączyć się z tą energią, a kiedy już umieściła 
ona we mnie „kotwiczkę”, automatycznie poleciłem swojemu systemowi energetycznemu 
zwymiotować ją wraz z towarzyszącą jej energią przedział czasowy jednego roku, niezależnie od tego, 
co mogłoby się wtedy wydarzyć i zamknąłem to polecenie tak głęboko w swoim systemie, że nie mam 
do niego dostępu ani też nie mogę go cofnąć. Takie działanie można nazwać „dobrym zaklęciem”. 
Gdyby bowiem okazało się, że połączenie z tą energią byłoby niekorzystne dla mnie i dla innych, lub 
jeśli nawet stopniowo pochwyciłoby mnie, wówczas automatycznie zostałoby usunięte z mojego 
systemu energetycznego. Rozumowałem, że jeśli okazałoby się, że połączenie z tą energią jest jednak 
korzystne, w ciągu roku, energia ta wykaże zainteresowanie staniem się częścią mojego arsenału 
energetycznego. Sama ta energia wydawała się nie mieć nic przeciwko takiemu zachowaniu, co było 
dobrym znakiem, a jej przydatność potwierdziła się później na ceremonii, kiedy jakieś ciężkie energie, 

background image

 

 

wychodzące z uczestników, torturowały mój system energetyczny. „Meksykanin” poniósł we mnie 
swoją głowę i zaledwie trzy sekundy upłynnił te gęste energie. Wykorzystał technikę manipulacji 
energią, która prawdopodobnie kosztowałaby mnie dziesięć lat intensywnej nauki i praktyki 
opanowania jej, a teraz mogłem z niej otwarcie korzystać dzięki połączeniu z tą zewnętrzną energią. 
 
Najtrudniejszą częścią techniki pracy z przychodzącymi do systemu energetycznego energiami z 
zewnątrz jest ich uwolnienie po ceremonii. Trzymanie ich w sobie spowodowałoby ogromny 
dyskomfort, ponieważ dopóki są w tobie, nie jesteś „sobą”, szczególnie, jeśli chodzi o energie 
dominujące. Dlatego watro wyraźnie zaznaczyć koniec ceremonii, w którym wszystkim 
towarzyszącym energiom dziękuje się i uwalnia się je. Jeśli ciężko jest im wyjść, można im pomóc 
kilkuminutowym spacerem na świeżym powietrzu i połączeniem z przyrodą. Uspokajające energie 
natury pomagają ci uwolnić się od energii towarzyszących podczas ceremonii. Poza tym, można 
podjąć te same kroki jak przy ataku niższych energii, np. wziąć zimny prysznic, płynny Tytoń czy pójść 
do sauny. Czasami jest to tylko kwestia „wysiedzenia” i uznania tych niedogodności za oczywiste. 
Zdarza się, że trudno jest dostrzec, że jakaś energia po ceremonii została jeszcze w środku, ponieważ 
może ona blokować postrzeganie. Raz przydarzyło się to jednemu z moich nauczycieli, pomimo jego 
biegłości w tej technice. Wyszedł na zewnątrz, by oczyścić się z dominującej energii oczyszczającej, 
lecz kiedy ponownie przyszedł na miejsce ceremonii nadal miał większość jej w sobie. Mój system 
energetyczny natychmiast wychwycił to i dał mu wibracyjną wskazówkę, którą natychmiast odebrał i 
jeszcze raz wyszedł na świeże powietrze. 
 
To co napisałem w tym rozdziale o tej technice może brzmieć dla ciebie trochę schizofrenicznie i w 
pewnym sensie czuję, że rzeczywiście jest tu pewien związek z tą chorobą. Według mnie jedyna 
różnica pomiędzy osobą cierpiącą na schizofrenię a uzdrowicielem szamańskim jest taka, że ta 
pierwsza nie ma kontroli nad zbiornikiem energetycznym, do którego zstępują energie z zewnątrz, 
tymczasem odznaczający się znawstwem uzdrowiciel szamański posiada taką kontrolę. Dlaczego jest 
ona istotna zostało mi ukazane podczas jednego rytuału oczyszczającego Natemamu, odbywającego 
się w Ekwadorze, w którym uczestniczył jeden z tych, którzy nazywają siebie szamanami. Wcześniej 
powiedział uczestnikom, że będąc dzieckiem miał papugę i że całymi dniami bawił się przy domu z 
różnymi papugami, głaskając i karmiąc je. Wieczorem, na ceremonii, z energią medycyny stało się 
nieuniknione. Połączył się ze standardowym wzorcem energetycznym papugi, ale ponieważ jego 
zbiornik energetyczny był niezwykle słaby, zamiast poradzić sobie z nim, został pochwycony przez tę 
energię. Najpierw przykucnął, stojąc na ławce w okrągłym domku, w którym odbywała się ceremonia, 
po kilku minutach zaczął machać rękoma jakby były skrzydłami, a po chwili już zeskakiwał i wskakiwał 
na ławkę jak ptak, będąc przy tym całkowicie tego nieświadomym. Jego zachowanie wywołało 
mnóstwo uciechy wśród pozostałych uczestników, ze zdziwieniem patrzących na rozgrywające się 
przed nimi wydarzenie. W końcu ławka załamała się i „szaman” runął na ziemię. Następnego dnia, 
rzecz jasna, nie pił medycyny. 
 
Teraz już wiesz, że kiedy zapraszasz mnie bym poprowadził ceremonię w kręgu, nie przychodzę sam, 
lecz z wieloma przyjaciółmi. Kiedy podaję ci medycynę, przychodzi do mnie energia doświadczeń z 
poprzedniego wcielenia – szamana z Amazonii, w pełnej okazałości, włącznie z pióropuszem. To on 
podaje ci medycynę do wypicia, z wszystkimi wibracjami zawartymi w niej. Ja tylko obserwuję ten 
proces. A kiedy oczyszczam cię miotełką szamańską, przez Szuarów zwanej shishink, jest przy tym 
moc, która „zarządza” miotełką i usuwa blokady z twojego pola energetycznego, ja tylko pozwalam 

background image

 

 

tej energii prowadzić moje ruchy. Na ceremonie przychodzę z przyjaciółmi, wśród których są 
uzdrowiciele, muzycy i gawędziarze. Pochodzą oni z różnych kultur i wchodzą w mój system 
energetyczny, by działać przeze mnie. Zdarza się, że gawędziarze opowiadają historie, których sam 
wcześniej nie słyszałem. Tym, którego zobaczycie najczęściej jest wyższa część mnie, będąca w 
jedności z pełną miłością do innych i do siebie, ponieważ wie , że jest też tą drugą. Jest to część 
będąca mistrzem ceremonii. Ta część jest prawdziwym szamanem i samouzdrawia się.  

 
 
Artykuł ten jest fragmentem książki pt. „Uwishin”, która ukaże się jeszcze w tym roku, o 
doświadczeniach autora z rdzennymi szamanami Górnej Amazonii. Z autorem można skontaktować 
się drogą e-mailową: 

paul@tsunki.com

 lub przez stronę internetową: 

www.Tsunki.com

. Autor 

pozostaje otwarty na pytania i konstruktywne dyskusje na temat stosowania medycyny roślinnej. 
Serdecznie zaprasza też do dzielenia się linkiem do tego artykułu z innymi.