background image

W SERII KRYMINAŁÓW ukażą się: 

Tom 1. 

Agatha Raisin i  ciasto śmierci 

Tom 2. 

Agatha Raisin i  wredny weterynarz 

Tom 3. 

Agatha Raisin i  zakopana ogrodniczka 

Tom 4. 

Agatha Raisin i  zmordowani piechurzy 

Tom 5. 

Agatha Raisin i  śmiertelny ślub 

Tom 6. 

Agatha Raisin i  koszmarni turyści 

Tom 7. 

Agatha Raisin i  krwawe źródło 

Tom 8. 

Agatha Raisin i  tajemnice salonu fryzjerskiego 

Tom 9. 

Agatha Raisin i  martwa znachorka 

Tom 10. 

Agatha Raisin i  przeklęta wieś 

Tom 11. 

Agatha Raisin i  miłość z piekła rodem 

Tom 12. 

Agatha Raisin i  zemsta topielicy 

Tom 13. 

Agatha Raisin i  śmiertelna pokusa 

Tom 14. 

Agatha Raisin i  nawiedzony dom 

Tom 15. 

Agatha Raisin i  zabójczy taniec 

Tom 16. 

Agatha Raisin i  perfekcyjna pani domu 

Tom 17. 

Agatha Raisin i  upiorna plaża 

Tom 18. 

Agatha Raisin i  mordercze święta 

Tom 19. 

Agatha Raisin i  łyżka trucizny 

Tom 20. 

Agatha Raisin i  śmierć przed ołtarzem 

Tom21. 

Agatha Raisin i  zwłoki w rabatkach 

Tom 22. 

Agatha Raisin i  mroczny piknik 

Tom 23. 

Agatha Raisin i  śmiertelne ukąszenie 

 

 

background image

 

SERIA KRYMINAŁÓW TOM 23 

Agatha Raisin i śmiertelne ukąszenie 

M.C. Beaton 

 

 

TLR

background image

Tytuł serii: Seria kryminałów 

Tytuł tomu: Agatha Raisin i śmiertelne ukąszenie 

Tytuł oryginalny tomu: Hiss and Hers, An Agatha Raisin Mystery

TLR

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dedykuję tę książkę Char i Johnowi Sole’om,  

Niki i Michelle z wyrazami sympatii

TLR

background image

 

 

ROZDZIAŁ I 

 

 

Agatha  Raisin,  prywatny  detektyw,  popadła  w  kompletną  obsesję.  Jej 

przyjaciółka,  żona  pastora,  pani  Bloxby,  po  raz  kolejny  doszła  do  wniosku,  że 
Agatha — skądinąd zupełnie inteligentna osoba — traci rozum, kiedy zapała do 
kogoś miłością. 

Tym  razem  Agatha zakochała się na zabój w ogrodniku i najemniku ze  wsi 

Carsely, Georgeu Marstonie. Pracował w jej ogrodzie, dopóki nie doprowadził go 
do porządku. Kiedy wykonał zlecenie, Agatha — ku przerażeniu pastorowej — 
zniszczyła swoje piękne półki na książki, żeby zatrudnić go ponownie do robót 
stolarskich. 

George  Marston,  były  żołnierz,  miał  ponad  metr  osiemdziesiąt  wzrostu, 

zielone oczy i gęste, jasne włosy przyprószone siwizną. 

Agatha  miała  we  wsi  silną  konkurencję.  Najbardziej  zagrażała  jej  Jessica 

Fordyce,  grająca  główną  rolę  w  długim  serialu,  którego  akcja  rozgrywa  się  na 
terenie  szpitala.  Kupiła  chatę  w  Carsely,  żeby  mieć  gdzie  odpoczywać  w 
weekendy.  Drobna,  po  trzydziestce,  miała  rude  włosy  okalające  twarzyczkę  w 
kształcie serca. Poza tym była dowcipna i zabawna. A co najgorsze, wyglądało na 
to, że często potrzebuje ogrodnika. 

 Agatha  zaczynała  żałować  czasu  spędzanego  w  biurze.  Z  powodzeniem 

prowadziła  agencję  detektywistyczną  w  Mircesterze.  Przeszła  na  wcześniejszą 
emeryturę  wkrótce  po  pięćdziesiątce  i  przeprowadziła  się  z  Londynu  do 
Cotswolds, żeby zacząć korzystać z życia. 

Bardzo  martwił  ją  jej  własny  wygląd.  Miała  gęste  brązowe  włosy  i  zgrabne 

nogi.  Jednak  nie  postrzegała  swych  atutów  jako  silnych  w  rywalizacji  z  taką 
pięknością  jak  Jessica.  Wystarczyło  porównać  wielkie  błękitne  oczy  panny 
Fordyce z jej własnymi: małymi i brązowymi jak u niedźwiedzia. 

TLR

background image

Takie  myśli  przychodziły  Agacie  do  głowy,  kiedy  pewnego  wieczora 

zadzwonił George. Chciał zabrać ją na lunch następnego dnia, w rewanżu za jej 
uprzednie zaproszenie. 

— Oczywiście, jeśli nie będziesz w tym czasie pracować — dodał na koniec. 

— Niestety, będę. Mam za to wolny najbliższy weekend — odrzekła Agatha z 

nadzieją. 

— Przykro mi, ale ja mam zajęty. Może innym razem. 

Obrzydła mi robota — pomyślała Agatha z wściekłością. — Zamierzam więcej 

odpoczywać, jak prawdziwa dama osiadła na wsi. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Tylko spokojnie — powiedziała sobie, usiłując 

opanować  przyspieszone  bicie  serca.  Jednak  za  drzwiami  stała  jedynie  pani 
Bloxby. 

— Proszę wejść — wymamrotała Agatha bez entuzjazmu. 

Żona pastora zauważyła, że jej przyjaciółka zrobiła pełny  makijaż i włożyła 

pantofle  na  wysokich  obcasach.  Ostatnio  nigdy  nie  pozwalała  sobie  na  luz. 
Chodziła elegancko ubrana i nakładała za dużo kosmetyków. 

—  Napijmy  się  czegoś  —  zaproponowała  Agatha.  —  Drink  dobrze  by  mi 

zrobił. 

— Ja poproszę sherry. 

Idąc  do  pokoju  dziennego  po  butelkę  i  kieliszki,  Agatha  podziwiała  klasę 

pastorowej.  Sherry  jakoś  pasowało  do  łagodnych  oczu  pani  Bloxby  i  jej 
dystyngowanego sposobu bycia. 

— Dlaczego nie zrzuci pani tych butów? — zapytała przyjaciółka, gdy Agatha 

nalała trunku. — Wygląda na to, że uwierają panią w stopy. 

—  Ach,  racja  —  przyznała  Agatha.  Spojrzała  tęsknie  w  okno,  jakby  miała 

nadzieję, że nadejdzie George. Potem zdjęła pantofle i rozprostowała palce. 

— Postanowiłam zrezygnować — oświadczyła. 

Na twarzy pani Bloxby odmalowała się ulga. 

TLR

background image

—  Rozsądna  decyzja  —  pochwaliła.  —  Moim  zdaniem  nie  warto  o  niego 

zabiegać. 

— O czym pani mówi? 

—  A  o  czym  pani  mówiła?  —  odpowiedziała  ostrożnie  pytaniem  jej 

przyjaciółka. 

— O rezygnacji z pracy. 

— Ale dlaczego? — zapytała pastorowa, choć doskonale znała powód. 

Agatha unikała jej zatroskanego spojrzenia. 

— Lato jest takie piękne i... no cóż... prawdę mówiąc, potrzebuję wytchnienia. 

— Ależ pani Raisin! Wprawdzie ma pani doskonałą załogę, ale to dzięki pani 

ta agencja działa. 

 Mimo przyjaźni obydwie panie zwracały się do siebie po nazwisku, zgodnie z 

tradycją praktycznie nie działającego już Stowarzyszenia Pań z Carsely. Ponieważ 
niegdyś obydwie do niego należały, zachowały obowiązujące w nim obyczaje. 

Pani  Bloxby  miała  ochotę  wytłumaczyć  Agacie,  że  porzucanie  doskonale 

prosperującej  firmy  po  to,  żeby  gonić  za  ogrodnikiem,  nie  ma  najmniejszego 
sensu.  Ale  w  ciągu  długich  lat  pracy  w  parafii  miała  wiele  do  czynienia  z 
nałogami. Doświadczenie nauczyło ją, że kiedy człowiek radzi coś uzależnionej 
osobie, ta postąpi dokładnie odwrotnie. A dla Agathy Raisin George Mar— ston 
był jak bardzo silny narkotyk. 

Agatha zwołała zebranie personelu na następny ranek. Pracownicy otoczyli ją 

kołem.  Patrzyły  na  nią  z  obawą  następujące  osoby:  sekretarka,  pani  Freedman, 
młoda i ładna detektyw  Toni Glimour, Simon Black o  twarzy błazna, wysoki i 
zgorzkniały Patrick Mulligan i Phil Marshall, starszy pan o bielutkich włosach i 
delikatnych rysach twarzy. 

— Postanowiłam wziąć sobie dłuższy urlop — oświadczyła Agatha. 

— Dlaczego? — zapytał Phil. — Jesteś chora? 

— Nie — odparła. — Zdrowie mi dopisuje, ale potrzebuję odpoczynku. 

TLR

background image

Ciekawe,  z  czyjego  powodu  —  myślała  Toni.  Nie  umknęło  jej  uwadze,  że 

Agatha od kilku tygodni nosiła niebezpiecznie wysokie obcasy. 

— Przedyskutujmy bieżące sprawy — zaproponowała szefowa z ożywieniem. 

— Każdemu z was przydzielę po jednej z tych, nad którymi obecnie pracuję. 

— Jak długo cię nie będzie? — zapytał Phil. 

— Och, póki nie znuży mnie bezczynność — rzuciła Agatha lekkim tonem, 

choć w rzeczywistości planowała odpoczywać aż do oświadczyn. 

Energicznie rozdzieliła zadania pomiędzy współpracowników. Wyszła około 

południa. Podwładni odczekali, aż zejdzie ze schodów i trzasną frontowe drzwi. 
Patrick przemówił pierwszy: 

— O co tu chodzi? 

Phil,  który  mieszkał  w  tej  samej  wiosce  co  Agatha,  przeczuwał,  że  zna 

odpowiedź: 

— Agatha zatrudniała jakiegoś ogrodnika. Myślę, że ją oczarował, podobnie 

jak większość pań we wsi. Prawdopodobnie doszła do wniosku, że spędzając czas 
w pracy, traci okazję do nawiązania bliższego kontaktu. 

— Może spróbuję zdobyć jakieś informacje, które zrażą do niego Agathę? — 

zaproponował Simon. — Razem z Toni pogrzebalibyśmy w jego przeszłości. 

— Na razie mamy za dużo roboty — odburknęła panna Gilmour. 

Nie wybaczyła Simonowi, że wyznał jej miłość, a potem wstąpił do wojska. 

Tam zaręczył się z panią sierżant, którą porzucił przed ołtarzem. 

— Popytam w okolicy — zadeklarował Phil. — Mieszkam w tej samej wsi, 

chociaż przy tej ilości roboty, jaką zwaliła na nas Agatha, pewnie nie znajdę wiele 
wolnego czasu. Lepiej weźmy się do pracy. 

Agatha  spostrzegła,  że  złożyło  się  boczne  lusterko  w  jej  samochodzie. 

Nacisnęła  odpowiedni  przycisk,  żeby  ustawić  je  we  właściwej  pozycji.  Kiedy 
wracało  na  swoje  miejsce,  zobaczyła  w  nim  wyraźnie  własne  odbicie.  Zanim 
osiągnęło właściwy kąt, zdążyła spostrzec dwie brzydkie kreski na górnej wardze. 

Ogarnęła ją zawiść wobec ślicznej gwiazdki mydlanej opery, która wtargnęła 

do Carsely. Jessica, w przeciwieństwie do Agathy, nie paliła. W każdy weekend 

TLR

background image

chodziła dla zdrowia na długie spacery. Nie musiała się martwić o figurę tak jak 
Agatha, której ciało złośliwie tyło i wiotczało. 

Przemknęło jej przez głowę, że zwariowała, wypatrując oczy za ogrodnikiem, 

jak w marnym fdmie. Ale potem stanął jej przed oczami obraz silnego mężczyzny 
ze wspaniałymi, umięśnionymi nogami. Zacisnęła zęby i postanowiła jeszcze raz 
ruszyć do boju. 

Po powrocie do domu zastała sierżanta Billa Wonga, czekającego przed chatą. 

Spłodził  go  chiński  ojciec,  a  urodziła  matka  z  Gloucestershire.  W  rezultacie 
odziedziczył  po  nich  miłą,  okrągłą  twarz  i  oczy  w  kształcie  migdałów.  Został 
pierwszym przyjacielem Agathy, gdy przyjechała do wsi, samotna i zgorzkniała. 

— Co cię sprowadza? — spytała.  

— Przyszedłem w odwiedziny. Dawno cię nie widziałem. 

— Wejdź, proszę. Przy tak ładnej pogodzie możemy usiąść w ogrodzie. 

Kiedy zasiedli przy kawie, Bill wykrzyknął: 

— Twój ogród nigdy wcześniej nie wyglądał tak pięknie! 

— Mam dobrego ogrodnika. 

— Czy znasz nazwy wszystkich kwiatów? 

— Kiedyś znałam, ale dziś wszędzie podają tylko łacińskie. 

—  Myślałem,  że  przeszłaś  operację  biodra  —  powiedział  Bill,  zerkając 

znacząco na buty Agathy. 

— Nie chcę o tym rozmawiać. 

— Pomyśl o swoim zdrowiu. Takie wysokie obcasy mu nie służą. 

— Co w ciebie wstąpiło? — warknęła Agatha. — Czepiasz się jak zgryźliwy 

mąż. 

— Nie. Dobrze ci radzę jako troskliwy przyjaciel. Dla kogo to tym razem? 

— Co? 

— Te pantofelki, mocny makijaż, króciutka spódniczka. 

TLR

background image

— Przypominam  ci, że zawsze dbałam o swój wygląd. Zmieńmy temat. Co 

ciekawego w świecie przestępczym? 

—  Nic  szczególnego.  Zwykłe  pijackie  burdy  w  weekendy,  kradzieże 

samochodów,  parę  włamań.  Żadnego  spektakularnego  morderstwa,  które 
dostarczyłoby ci rozrywki. Dlaczego siedzisz w domu w dzień powszedni? 

—  Wzięłam  sobie  wolne  —  odparła  Agatha.  —  Mamy  takie  piękne  lato. 

Potrzebuję wytchnienia. 

— Widziałem, że James jest w domu. 

James był nie tylko najbliższym sąsiadem, lecz również byłym mężem Agathy. 

—  Rzadko  go  ostatnio  widuję  —  odrzekła.  —  A  jak  tam  twoje  życie 

uczuciowe? 

— Obecnie nie istnieje. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Agatha skoczyła na równe nogi niczym bażant 

podrywający  się  do  lotu  i  popędziła  do  drzwi.  Posmutniała  na  widok  innego 
przyjaciela, sir Charlesa Fraitha, który stanął w progu. 

— Ach, to ty — mruknęła. — Bill jest w ogrodzie. 

Charles odział swą zgrabną sylwetkę w jasnoniebieską koszulę i ciemniejsze, 

niebieskie  spodnie.  Jak  zwykle  porządnie  ogolony,  wyglądał  schludnie.  Ruszył 
przed Agathą w stronę ogrodu. 

—  Cześć,  Billu  —  przywitał  policjanta.  —  Co  słychać  w  świecie 

przestępczym? 

—  Nie  najgorzej.  Żadnego  morderstwa  dla  Agathy.  Właśnie  mi  mówiła,  że 

wzięła sobie urlop. 

— Żeby ganiać za ogrodnikiem? — zadrwił Charles. — Niedługo zaczną cię 

przezywać lady Chatterley. 

— Czy kochanek tej damy nie był leśniczym? — zapytał Bill. 

— Zamknijcie się obaj! — wrzasnęła Agatha. — Cholera jasna! Czy nie mogę 

zrobić sobie przerwy w pracy, żebyście ze mnie nie drwili? 

TLR

background image

Charles zaczął snuć plany festynu ogrodowego, który zamierzał zorganizować 

w  swojej  posiadłości.  Rzucał  zabawne  anegdoty  na  temat  sporów  pomiędzy 
organizatorami. Bill słuchał i śmiał się, zrelaksowany jak kot wygrzewający się na 
słońcu. Agatha czuła, że kostki zaczynają jej puchnąć. 

W końcu policjant oświadczył, że chyba pora wracać do domu. Charles został. 

Odczekał, aż Bill odjedzie, zanim przemówił: 

—  Posłuchaj,  Agatho.  Nie  ma  nic  gorszego,  niż  okazać,  że  zależy  ci  na 

mężczyźnie.  Wszyscy  we  wsi  noszą  letnie  stroje.  Ty  tymczasem  paradujesz  w 
niewygodnych butach, wytwornym kostiumie i z tak grubą warstwą pudru, jakbyś 
zeszła ze sceny japońskiego teatru Noh. Wyluzuj trochę, na Boga. Ubierz się w 
coś wygodnego. Masz dobrą cerę, a ukrywasz ją pod pokładami tapety. Powinnaś 
odwiedzić swojego byłego. Przecież go kiedyś kochałaś. 

— Nie lubię, jak mnie ktoś poucza — odburknęła Agatha. — Idź już. 

Gdy tylko została sama, poszła na górę do swojej sypialni. Wybrała brązową 

bawełnianą  bluzkę  i  szorty.  Rozebrała  się  i  wzięła  prysznic.  Włożyła  bluzkę, 
spodenki  i  płaskie,  skórzane  sandałki.  Nałożyła  cienką  warstwę  nawilżającego 
pudru w płynie i różową szminkę na usta. Obejrzała w lustrze nogi, sprawdzając, 
czy nie wyrosły na nich włoski, i zeszła z powrotem na parter. 

Usiadła  przy  biurku.  Gdyby  podeszła  chłodno  do  Georgea  Marstona, 

potraktowała  zdobycie  go  jak  kolejne  zadanie  do  wykonania,  z  pewnością 
opracowałaby  jakąś  skuteczną  strategię.  Odnosiła  niegdyś  znaczące  sukcesy  w 
Londynie jako właścicielka agencji promocyjnej. 

Przejrzała pocztę internetową. Wpadło jej w oko nazwisko Fordyce. Skąd ta 

krowa zdobyła jej e-mail? Jessica apelowała o fundusze na wymianę podłogi w 
budynku Rady Gminy. 

Agatha zadzwoniła do pani Bloxby, żeby zapytać, o co tu chodzi. 

— Panna Fordyce postanowiła zrobić coś dla tutejszej społeczności, a podłoga 

faktycznie pilnie wymaga naprawy. 

— Skąd wzięła mój adres e-mailowy? 

— Prawdopodobnie od którejś z byłych członkiń Stowarzyszenia Pań. Pamięta 

pani, że wszystkie podałyśmy je sobie nawzajem? 

TLR

background image

—  Proszę  jej  powiedzieć,  żeby  się  nie  martwiła  —  odparła  Agatha,  której 

umysł  pracował  na  najwyższych  obrotach.  —  Sfinansuję  remont,  a  potem 
zorganizujemy bal dobroczynny. Obiecuję dobrą zabawę. 

— Myślałam, że zamierza pani odpocząć — przypomniała pani Bloxby. 

—  Zmiana  zajęcia  to  najlepsza  forma  odpoczynku  —  odrzekła  Agatha 

sentencjonalnie. — Urządzimy imprezę z klasą, najprawdziwszy, wystawny bal. 

Pani Bloxby nie mogła wyjść z zadziwienia, że taka twarda kobieta interesu jak 

Agatha Raisin ulega romantycznym zauroczeniom niczym naiwna nastolatka. 

Wieś zamieszkiwali w większości ludzie w średnim wieku i starcy. Zachwyciła 

ich  perspektywa  ponownego  włożenia  balowych  kreacji.  Sklep  w  pobliskiej 
wiosce,  Broadway,  wypożyczający  stroje  wieczorowe  dla  panów,  przyjmował 
rozliczne zamówienia. 

Pracownicy  agencji  Agathy  otrzymali  zaproszenia.  Podekscytowana  Toni 

biegała po wyprzedażach w poszukiwaniu odpowiedniej sukni. Phill Marshall był 
pewien, że Agatha zaplanowała tę imprezę w celu uwiedzenia Marstona. Młody 
Simon  marzył, że  podbije serce Toni. Pani Freedman patrzyła z odrazą na swe 
obfite  kształty  i  wspominała  stroje,  jakie  wkładała,  gdy  była  smukłą,  młodą 
dziewczyną. Patrick Mulligan postanowił symulować jakąkolwiek chorobę, żeby 
nie  uczestniczyć  w  tej  farsie.  Lubił  Agathę,  a  przeczuwał,  że  jeżeli  przyjdzie, 
zostanie świadkiem jej kompromitacji. 

James Lacey, który ostatnio odnosił wrażenie, że Agatha go unika, usiłował 

odgadnąć, po co zadaje sobie tyle trudu. Nie mógł do końca uwierzyć, że już nic 
do  niego  nie  czuje.  Naprawdę  był  zatwardziałym  starym  kawalerem,  toteż 
odetchnął z ulgą, gdy ostatecznie przeprowadzili rozwód. Jednak bez nieustannej 
adoracji Agathy czegoś mu w życiu zabrakło. Nie słuchał plotek i odcinał się od 
każdego, kto próbował je powtarzać, toteż nie dotarło do niego, że Agatha wciąż 
poluje na ogrodnika. 

George Marston, również emerytowany wojskowy, od czasu do czasu wpadał 

na kieliszek czegoś mocniejszego. 

Ogrodnik  przyszedł  pewnego  wieczoru  i  usiadł  w  fotelu  w  wypełnionym 

książkami salonie Jamesa. 

TLR

background image

—  Czy  boli  cię  noga?  —  zapytał  James,  wiedząc,  że  George  stracił  ją  w 

Afganistanie i nosił protezę. 

— Czasami — westchnął George. — Przeklęte baby! Niepotrzebnie robią tyle 

zamętu z tym balem. 

— Och, to sprawka Agathy. Wiecznie rozsadza ją energia — wyjaśnił James. 

—  Dlaczego  wasze  małżeństwo  się  rozpadło?  —  zapytał  George  z 

zaciekawieniem. 

James był wysoki i smukły. Miał przystojną twarz z jasnoniebieskimi oczami i 

gęste czarne włosy, lekko siwiejące na skroniach. 

— Jeszcze po kieliszeczku? — zaproponował James. 

— Nie zaszkodzi — odrzekł George, świadomy, że James nie życzy sobie 

dyskutować na tematy osobiste. 

— Mie mam najmniejszej ochoty iść na ten bal, ale wszyscy oczekują, że 

przyjdę. Na jaki cel idzie dochód? 

— Na rzecz organizacji dobroczynnej Ratujmy Nasze Dzieci. Dlatego ustalili 

dość wysoką opłatę za wstęp. 

—  Dziwnie  wygląda  takie  zaproszenie  z  wydrukowaną  ceną  — 

skomentował George. 

— Oto cała Agatha. Subtelna jak pitbull, gdy działa społecznie. Nawiasem 

mówiąc, chyba do nas idzie. Właśnie zobaczyłem ją przez okno. 

W tym momencie zadzwonił dzwonek u drzwi. George wstał z miejsca. 

— Bądź taki dobry i nie wspominaj, że tu byłem. Wyjdę tylnymi drzwiami. 

George  pospieszył  ku  tylnemu  wyjściu,  podczas  gdy  James  poszedł 

otworzyć  frontowe.  Agatha  nie  czekała  na  zaproszenie.  Minęła  Jamesa, 
rozejrzała się szybko po salonie, zanim zwróciła ku niemu twarz, pytając: 

— Gdzie on jest? 

— Kto? — zapytał James. 

— George. Widziałam, jak tu wchodził. 

TLR

background image

— Był tu, ale już wyszedł — odparł James. — Oglądałem twój ogród przez 

płot. Pięknie wygląda. Potrzebujesz teraz pomocy ogrodnika? 

—  Nie.  A  właściwie  tak  —  sprostowała  Agatha,  zmieszana.  —  Zarasta 

chwastami. 

— Nie znasz jego numeru telefonu? 

— Mam zapisany. 

— No to zadzwoń. Napijesz się czegoś? 

—  Tak.  Dżinu  z  tonikiem  i  dużą  ilością  lodu.  James  stwierdził,  że  Agatha 

znacznie lepiej wygląda bez tych idiotycznie wysokich obcasów. 

— Co u ciebie? — spytała Agatha, upijając solidny łyk trunku, który wręczył 

jej James. Chciała opróżnić kieliszek najszybciej jak to możliwe i iść na spacer po 
wsi. Liczyła na to, że wypatrzy George'a, pracującego u kogoś w ogrodzie. Chyba 
widziała go niedawno w obejściu Glossopów. Na pewno przyszedł tam tylko do 
pracy, bo Harriet była w jej wieku i raczej nie wyglądała jak z obrazka. 

—  Na  razie  robię  sobie  przerwę  w  pisaniu  przewodników  turystycznych  — 

odrzekł  James.  —  Dostałem  zlecenie  napisania  książki  o  admirale  Nelsonie, 
słynnym dowódcy spod Trafalgaru. 

— Myślałam, że napisano o nim całe tomy — skomentowała Agatha ostrożnie. 

— To prawda, ale jeden więcej nie zaszkodzi. Odpowiada mi to zadanie. 

—  A  co  z  twoją  karierą  w  telewizji?  Zamierzałeś  robić  program  o  naszych 

rodakach w Hiszpanii. 

— I zrobiłem, ale jeszcze go nie pokazali. Nie lubiłem tej pracy. Przy obecnej 

recesji w Hiszpanii i wysokim kursie euro wielu starszym osobom trudno związać 
koniec  z  końcem.  I  niech  Pan  ochroni  mnie  przed  marzycielami.  Z  pozoru 
rozsądni ludzie, którzy przez całe życie ciężko pracowali, postanowili zakupić bar 
w  Hiszpanii.  Nie  mieli  żadnego  doświadczenia.  Nie  przywykli  pracować  przez 
wiele godzin do późna, jak Hiszpanie. Oczywiście... Wychodzisz, Agatho? 

— Tak. Przypomniałam sobie o czymś ważnym. 

Agatha  przemierzała  wieś  pod  wieczornym,  jasno—  fioletowym  niebem. 

Maszerowała szybkim krokiem,  żeby każdy, kto ją zobaczy, pomyślał, że ćwiczy 

TLR

background image

dla kondycji. Powietrze wypełniał ciężki aromat róż. Kilka osób siedzących przed 
chatami  pokiwało  do  niej.  Tyle  nowych  twarzy  —  myślała  Agatha.  W  okresie 
kryzysu wielu ludzi sprzedawało posesje. Kupowali je bogatsi. Na szczęście był 
dzień powszedni, toteż nie istniało ryzyko spotkania z Jessicą Fordyce. 

Carsely miało jedną główną ulicę i odchodzące od niej boczne aleje, takie jak 

ta, przy której mieszkała Agatha. Był tam sklep wielobranżowy, jeden pub, ko-
ściół,  szkoła  podstawowa  i  osiedle  socjalne  na  gruntach  gminy  na  obrzeżach 
wioski. Wiele chat, w tym Agathy, pokryto strzechą. Ale inaczej niż w pobliskim 
Chipping  Campden,  nikt  nie  założył  tu  kawiarni,  antykwariatu  czy  sklepu  z 
pamiątkami, toteż latem nie zajeżdżały tu wycieczki autokarowe. 

Mówiono,  że  z  powodu  przewagi  przybyszów  dawne  wiejskie  tradycje 

popadły  w  zapomnienie.  Lecz  mimo  to  stare  wsie  w  Cotswolds  posiadały 
specyficzną atmosferę, która przywiązywała do nich mieszkańców. Agatha teraz 
czuła  się  obco,  kiedy  odwiedzała  Londyn.  Nogi  zaniosły  ją  przed  dom  Jessiki, 
jeden  z  szeregowych  domków  z  epoki  georgiańskiej,  stojący  równolegle  do 
głównej  ulicy.  Agatha  przystanęła  przed  furtką.  Na  podjeździe  stał  czerwony 
sportowy samochodzik Jessiki. 

Kiedy  go  obserwowała,  George  Marston  właśnie  żegnał  się  i  wychodził. 

Agatha umknęła, żeby nie spostrzegł, że go szpieguje. 

Wróciła do domu z ciężkim sercem, ale zadzwoniła do George'a. 

— Cześć, Agatho — powitał ją wesoło. — Chyba nie potrzebujesz pomocy w 

ogrodzie wieczorem? 

— Postanowiłam wziąć sobie urlop w pracy — odparła Agatha. — Znajdziesz 

jutro wolną chwilę? 

— Przykro mi, ale pracuję od rana do wieczora. 

Agatha przygryzła wargę. Nagle zaczęła się obawiać, że George nie przyjdzie 

na bal. Wtedy jej cały wysiłek poszedłby na marne. 

— Przyjdziesz na tańce? — rzuciła tak lekkim tonem, jak potrafiła. 

— Oczywiście. A pierwszy taniec rezerwuję dla ciebie. Potem już z nikim nie 

zatańczę. Muszę się wyspać. Jestem wykończony. 

TLR

background image

Agatha znów popadła w rozmarzenie. Już widziała oczami wyobraźni, jak suną 

po parkiecie pod obstrzałem zawistnych spojrzeń. 

Dwudniowa  ulewa  odświeżyła  wypalony  przez  słońce  krajobraz.  A  potem 

wróciło świeże i piękne lato. Agatha pojechała do Londynu, by kupić wieczorową 
suknię. Spędziła prawie całe popołudnie w słynnym centrum handlowym Harvey 
Nichols,  zanim  wybrała  kreację  ze  złocistego  jedwabiu,  haftowaną  w  drobne 
listki. Dobrała do niej wieczorowe sandały na wysokich obcasach. 

Agatha  zamierzała  wsiąść  do  pociągu  na  dworcu  Paddington  w  Londynie, 

kiedy nagle ujrzała na peronie George'a Marstona, który wsiadał do tego samego 
pociągu.  Choć  wykupiła  bilet  pierwszej  klasy,  pospieszyła  sprawdzić,  czy 
znajdzie  miejsce  w  tym  samym  przedziale  drugiej  klasy,  do  którego  wsiądzie 
George. 

Kiedy  dotarła  do  jego  wagonu,  doznała  rozczarowania.  Towarzyszyła  mu 

bowiem jakaś kobieta. Wszystkie miejsca w przedziale były pozajmowane. Nie 
zdołałaby się wcisnąć. Zresztą nawet gdyby  mogła, jakby przyszedł konduktor, 
zwróciłby jej uwagę, że ma prawo jechać pierwszą klasą. George domyśliłby się, 
że przyszła tu za nim. 

Z ciężkim sercem wycofała się do najbliższego przedziału pierwszej klasy. 

Po  raz  pierwszy  od  momentu,  kiedy  owładnęła  ją  obsesja,  przyszło  jej  do 

głowy, jak głupio postępuje. Była bogata, ale popełniła szaleństwo, wydając tyle 
pieniędzy na bal. Wydatek na pewno się nie zwróci, ponieważ cały dochód został 
z góry przeznaczony na rzecz akcji Ratujmy Nasze Dzieci. 

Gdy pociąg wjechał w końcu na stację w Moreton-in-Marsh, odzyskała jasność 

umysłu i zaczął jej wracać dobry humor. Kiedy wsiadała do auta, ktoś zapytał: 

— Podwieziesz mnie? 

Zaskoczona Agatha podniosła wzrok. Ujrzała nad sobą twarz George'a, który 

uśmiechał się do niej tymi cudnymi zielonymi oczami. 

— Oczywiście. Wsiadaj — zaprosiła. 

— Oddałem swój samochód do naprawy — wyjaśnił. — W tamtą stronę ktoś 

mnie podrzucił na stację. 

— Co cię wygnało do Londynu? — spytała Agatha. 

TLR

background image

George miał wizytowy strój: ciemny garnitur, koszulę w prążki i krawat. 

— Pojechałem, żeby iść z siostrą do banku i pozałatwiać różne formalności. 

Siostra mieszka w Oksfordzie. A ty po co przyjechałaś? 

—  Kupić suknię na bal. 

— Nadal zamierzasz go zorganizować? Agatha rzuciła mu zdumione 

spojrzenie. 

— Ależ oczywiście! Wszyscy czekają na niego z niecierpliwością. A ty nie? 

— Nie przepadam za takimi imprezami. 

— Ale przyjdziesz! 

— Tak. Przecież obiecałem. 

— Wyglądasz na zmęczonego — zauważyła Agatha. 

— Nie wstąpiłbyś do mnie na coś mocniejszego? 

— Chętnie. Nawiasem mówiąc, chciałem cię o coś zapytać. 

Obsesja na jego punkcie powróciła ze zdwojoną siłą. Kiedy dotarli do jej chaty, 

Agatha zaprosiła go do ogrodu. Ręce jej trochę drżały, gdy nalewała trunki: piwo 
dla George'a i dżin z tonikiem dla siebie. 

Kiedy usiadła obok niego w ogrodzie, zapytała: 

— O co chciałeś mnie zapytać? 

— Jesteś detektywem, prawda? Z całą pewnością spotkałaś w swojej karierze 

wielu szaleńców. 

— Dość sporo — przyznała Agatha. — Dlaczego pytasz? 

— Jak rozpoznajesz psychopatę? 

— Podejrzewasz, że znasz kogoś takiego? 

— Niewykluczone. 

—  Napisano  na  ten  temat  wiele  książek.  Można  też  znaleźć  informacje  w 

Internecie — odparła Agatha. 

TLR

background image

— Cały kłopot w tym, że opisano wiele rodzajów zaburzeń osobowości. Na 

przykład  kiedy  psychopata  obejmuje  kierownicze  stanowisko  w  przemyśle, 
wkłada całą energię w terroryzowanie podwładnych, ale nikogo nie zabije. Chyba 
rozpoznaję ich intuicyjnie. Czy ktoś ci groził? 

— Zaczynam myśleć, że ponosi mnie wyobraźnia. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Agatha z ociąganiem poszła otworzyć. 

— Ach, to ty — mruknęła z niechęcią na widok Jamesa Laceya. 

— Widziałem, jak George wchodził do ciebie — zagadnął James. — Chciałem 

z nim zamienić słówko. 

— Siedzi w ogrodzie. 

Przeklinając w duchu, Agatha zaprowadziła go do ogrodu i zaproponowała coś 

do picia. Poprosił o whisky z wodą sodową. Kiedy wróciła, dwaj byli wojskowi 
wymieniali wspomnienia z okresu służby w armii. 

W końcu James zwrócił się do Agathy: 

— Chyba zanudziliśmy cię na śmierć. 

— Na mnie już czas — oświadczył George, wstając z miejsca. 

— A ja powinienem wrócić do swojego rękopisu — zawtórował mu James. 

— Odwiozę cię do domu — zaproponowała Agatha George'owi. 

—  Nie  rób  sobie  kłopotu.  Z  przyjemnością  się  przejdę.  Dziękuję  za 

poczęstunek. — Pochylił się i pocałował ją w policzek. 

Agatha  stanęła  na  stopniu  i  odprowadziła  ich  wzrokiem.  James  wrócił  do 

siebie, a George ruszył aleją w swoją stronę. Kiedy dotarł do rogu ulicy, chyba 
wyczuł spojrzenie Agathy, bo odwrócił się i pomachał jej ręką. 

Wtedy po raz ostatni widziała go żywego. 

 

TLR

background image

ROZDZIAŁ II 

 

 

Wejściówki na bal wyprzedano co do sztuki. Toni, która przyjechała swoim 

starym  fordem,  z  trudem  znalazła  miejsce  do  zaparkowania  spory  kawałek  od 
budynku Rady Gminy. Wielkie drogie auta wypełniały każdy wolny skrawek we 
wsi.  Simon  zaoferował,  że  ją  przywiezie,  ale  odrzuciła  tę  propozycję.  Teraz 
żałowała,  że  jej  nie  przyjęła.  Krępowało  ją,  że  wkroczy  samotnie  do  holu  w 
wieczorowej kreacji z granatowego szyfonu. 

Zespół  na  podium  grał  staroświeckiego  walca.  Toni  przystanęła  w  progu. 

Impreza  przypominała  jej  wielkie  gale  z  kronik  towarzyskich  kolorowych 
magazynów.  Wzdłuż  jednej  ściany  stał  długi  bar.  Wypatrzyła  przy  nim  Phila 
Marshalla i panią Freedman z Simonem. Dołączyła do nich. 

— Wyglądasz przepięknie, moja droga — pochwaliła pani Freedman. 

Agatha  przemknęła  obok  w  ramionach  sir  Charlesa  Fraitha.  Miała  strapioną 

minę. Nie widziała George'a ponad trzy dni. Obiecał jej pierwszy taniec, a nawet 
nie  przyszedł.  Zerknęła  w  kierunku  Toni.  Jak  dobrze  być  piękną  i  młodą  — 
myślała  z  zazdrością.  Białe  ramiona  dziewczyny  kontrastowały  z  fałdami 
szafirowego szyfonu. Włosy upięła w kok na małej główce. 

Jessica Fordyce również stała przy barze w krótkiej, obcisłej czarnej sukience. 

Jej rude włosy lśniły w świetle lamp. 

Kiedy  przebrzmiała  melodia,  Agatha  wymamrotała  do  Charlesa,  że  musi 

poprawić makijaż. Odmówiła Jamesowi, który poprosił ją do następnego tańca. 
Wyszła z budynku i rozejrzała się dookoła. Ludzie nadal napływali, śmiejąc się i 
gawędząc. Szlachta przybyła bardzo licznie. Mówili za głośno, nosili niemodne 
stroje, lecz Agatha, boleśnie świadoma swego niskiego pochodzenia, zazdrościła 
im swobody, której nigdy nie będzie miała. 

Nagle ogarnęła ją przemożna potrzeba sprawdzenia, co się stało z George'em. 

Zaczęła biec przez wieś w kierunku jego chaty, choć paski sandałów na wysokich 
obcasach mocno uwierały ją w stopy. 

TLR

background image

Dom George'a leżał na niewielkim wzniesieniu nad wioską. Brzydki budynek z 

czerwonej  cegły  odstawał  od  innych  chat  w  Cotswolds,  zbudowanych  z  miej-
scowego,  złocistego  kamienia.  Niegdyś  zajmowali  go  robotnicy  rolni.  Agatha 
załomotała w drzwi. Odpowiedziała jej cisza. 

Przyszło jej do głowy, że może postanowił zrezygnować z udziału w imprezie i 

siedzi  w  swoim  ogrodzie.  Agatha  przeszła  ścieżką  z  boku  domu  do  ogrodu  na 
tyłach.  Zarosły  go  chwasty  i  wybujałe  krzewy.  Najwyraźniej  nie  uważał  za 
stosowne tracić czasu na zadbanie o wygląd własnej posesji. 

Agatha  przeżyła  zawód.  Zamierzała  zawrócić,  kiedy  jasny  księżyc  oświetlił 

jakiś błyszczący, metalowy przedmiot wystający z kupy kompostu. 

Podeszła  powoli,  pochyliła  się,  żeby  go  obejrzeć  i  raptownie  wyprostowała 

plecy  z  mocno  bijącym  sercem.  Rozpoznała  część  protezy  nogi.  Pomyślała,  że 
pewnie wyrzucił starą, nie wiedzieć czemu akurat na kompost. 

Podniosła grabie i zaczęła rozgrzebywać stertę. Odsłoniła drugą nogę — tym 

razem prawdziwą. 

Płacząc  i  szlochając,  padła  na  kolana  i  rękami  zaczęła  odrzucać  cuchnące 

szczątki  roślinne.  Stopniowo  odgrzebała  całe  zwłoki  George'a  z  torbą  owiniętą 
wokół głowy. Przez chwilę miała nadzieję, że to ktoś inny, ale zaraz uświadomiła 
sobie,  że  nie  zna  nikogo  innego  bez  nogi.  Zbadała  puls,  ale  go  nie  wyczuła. 
Wstała, zaklęła, że zostawiła telefon w balowej torebce w ratuszu, zrzuciła buty i 
popędziła przez skąpane w świetle księżyca ulice. Mijała senne chaty, gnała po 
bruku co sił w nogach, aż dopadła z powrotem do siedziby Rady Gminy. 

Zespół  właśnie  skończył  grać  jakąś  melodię,  gdy  Agatha  Raisin  wpadła  jak 

burza do sali. Podbiegła prosto do Billa Wonga, który stał razem z Jamesem. 

— Zamordowano George'a Marstona — wydyszała. 

— Pokaż mi go — poprosił Bill. 

— Pójdę z wami — zaproponował James. 

—  Nie  —  zarządziła  Agatha.  —  Zostań  tutaj.  Zatrzymaj  ich  tu.  Nie 

przerywajcie imprezy. Nikomu nic nie mów. 

Pospieszyła na dwór wraz z Billem. 

TLR

background image

— Chodźmy za nimi — zaproponowała Toni, która dostrzegła poruszenie. — 

Stało się coś strasznego. Agatha pobladła jak ściana i zniszczyła sukienkę. 

Toni, a za nią Phil, Simon i Patrick pospieszyli w ślad za Agathą. 

Przy  chacie  George'a  Bill  wyciągnął  służbowy  uniform  z  samochodu  i 

poprosił: 

— Chodź ze mną Agatho. Tylko mi pokażesz, gdzie leży ciało. 

Toni, Simon, Patrick i Phil czekali z drżeniem serca, póki Agatha do nich nie 

dołączyła. Charles pospieszył ku nim. 

— Co się stało? — zapytał. 

— George nie żyje! — załkała Agatha. — Myślę, że to George. Ktoś obwiązał 

mu głowę torbą. 

Policyjne  samochody,  te  oznaczone  i  te  nieoznaczone,  dotarły  przed  chatę. 

Policja zaczęła otaczać teren taśmą. Podszedł do nich inspektor Wilkes. 

— Wong twierdzi, że znalazła pani zwłoki, pani Raisin. 

— Tak. W ogrodzie na tyłach — potwierdziła schrypniętym głosem. 

— Szeregowa Peterson wstępnie panią przesłucha — zapowiedział Wilkes. 

Alice Peterson była ładną, młodą policjantką o ciemnych kręconych włosach i 

błękitnych oczach. 

— Czy nie wolałaby pani usiąść w samochodzie? 

— zaproponowała. — Przeżyła pani okropny wstrząs. 

— Zaczekam tutaj — odparła Agatha. — Nie widziałam głowy. Może to nie 

on. 

— O ile wiem, pan Marston miał sztuczną nogę. Czy zauważyła ją pani? 

— Tak. Miał podwiniętą nogawkę — potwierdziła Agatha. 

 Jej czerwona szminka upiornie kontrastowała z pobladłą twarzą. 

— Proszę powiedzieć wszystko, co pani wie — poprosiła Alice. 

TLR

background image

Agatha zachwiała się lekko. Charles podszedł i otoczył ją ramieniem. Zdając 

relację  z  przebiegu  wydarzeń,  Agatha  odnosiła  wrażenie,  że  to  wszystko  nie 
wydarzyło  się  naprawdę.  Własny  głos  brzmiał  w  jej  uszach,  jakby  płynął  z 
cudzych ust. 

Kiedy skończyła, Charles oznajmił: 

—  Odszedłem  na  chwilę  po  samochód.  Moim  zdaniem  powinnaś  do  niego 

wsiąść. Kiedy zdejmą mu torbę z głowy, ktoś go musi zidentyfikować. 

Czekali w milczeniu. Nie dołączył do nich nikt więcej z mieszkańców wioski. 

Dziwne, że wiadomość nie dotarła do ratusza. W nocnej ciszy dochodziły do nich 
dźwięki odległej muzyki. 

Toni  dziwiło,  że  pani  Bloxby  nie  wyszła  sprawdzić,  dokąd  poszła  jej 

przyjaciółka. Lecz pani Bloxby, która organizowała loterię na balu, pozostała na 
swoim stanowisku. Myślała, że Agatha pogoniła za George em. Nie widziała, jak 
wychodzi  z  Billem.  Przypuszczała,  że  jej  podwładni  poszli  ściągnąć  ją  z 
powrotem. 

Noc wlokła się w nieskończoność. W końcu Wilkes wyszedł. 

— Zdjęliśmy torbę — poinformował. — Ktoś musi go zidentyfikować. 

— Ja pójdę — zaoferowała Agatha, wysiadając z auta. 

Jej przyjaciele głośno zaprotestowali. 

— Nie, muszę osobiście sprawdzić, czy to na pewno George — wyjaśniła. 

Później gorzko żałowała tej decyzji. 

W  ogrodzie  nad  zwłokami  rozpostarto  namiot.  W  upiornym  świetle  lamp 

halogenowych,  które  zamontowała  policja,  ujrzała  spuchniętą  i  siną  twarz 
George'a. 

—  Proszę  wracać  do  domu  —  rozkazał  Wilkes,  który  przyszedł  za  nią.  — 

Przyjdziemy do pani rano. 

Następnego ranka pani Bloxby włączyła radio, kiedy robiła mężowi śniadanie. 

Z przerażeniem wysłuchała wiadomości. Poszła do męża do gabinetu. 

— To potworne, Alfie! — wykrzyknęła. — Zamordowano George'a Marstona. 

TLR

background image

—  Kiedy? Jak? 

— Nie wiem. Dziwiło mnie, że pani Raisin nie wróciła na bal. 

Pastorowa  doszła  do  wniosku,  że  Agatha  nie  znalazła  George'a  i  wróciła, 

rozczarowana, do swojej chaty. Teraz gorzko żałowała, że jej nie poszukała. 

— Muszę do niej iść i sprawdzić, czy można coś dla niej zrobić. 

— A co z moim śniadaniem? — zapytał pastor, lecz jego żona już wyszła. 

Policja  rozciągnęła  taśmę  przed  chatą  Agathy,  żeby  powstrzymać 

dziennikarzy. Pani Bloxby, wykorzystując status żony pastora, skłoniła policjanta, 
który  trzymał  straż,  żeby  wpuścił  ją  do  środka.  Otworzyła  jej  Toni,  nadal  w 
balowej sukni. 

—  Agatha  składa  zeznanie  w  pokoju  dziennym  —  wyszeptała  Toni.  — 

Wkrótce skończy. 

— Czy wiedzą, w jaki sposób zginął? — spytała pani Bloxby. 

 Toni pokręciła głową. 

— Nie. Ale Agatha twierdzi, że nie mógł sam zakopać się w kompoście ani 

tym bardziej owinąć sobie torby wokół głowy. Będziemy długo czekać na wynik. 
Tylko w programach telewizyjnych laborant wchodzi do pracowni, a po chwili 
ogłasza  wynik  badania.  Każą  Agacie  odtworzyć  każde  jej  posunięcie  w  ciągu 
ostatnich kilku dni. 

— Ostatnio nie widywałam we wsi pana Marstona — przypomniała sobie pani 

Bloxby.  —  Policja  powinna  zapytać  w  naszym  sklepie.  O  ile  pamiętam,  kilka 
miejscowych pań pytało o niego. Twierdziły, że obiecał im wykonać różne prace, 
ale się nie pojawił. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. 

— Ciekawe, kto przyszedł? — powiedziała Toni, ruszając ku drzwiom. 

W progu stanęła elegancko ubrana pani w średnim wieku w asyście policyjnej 

pani detektyw, Alice Peterson. 

— To pani Ilston, siostra pana Marstona z Oksfordu — przedstawiła ją Alice. 

TLR

background image

Przeciwnie  niż  brat,  miała  ciemne  włosy  i  była  średniego  wzrostu. 

Zaczerwienione oczy napuchły od płaczu. 

Alice  wkroczyła  do  pokoju  dziennego.  Po  krótkiej  chwili  wróciła  wraz  z 

inspektorem Wilkesem, Billem Wongiem i policjantką. 

— Chciałabym się widzieć z oficerem prowadzącym śledztwo — oświadczyła 

pani Ilston. — W komendzie poinformowano mnie, że tutaj pana znajdę. 

—  Zabierzemy  panią  z  powrotem  na  komendę  —  odrzekł  inspektor  Wilkes 

łagodnym  tonem.  —  O  ile  mi  wiadomo,  dwóch  moich  detektywów  przyniosło 
pani wczoraj w nocy tragiczną wiadomość. 

— Tak. Nie rozumiem, jak to możliwe — załkała jego siostra. — Wszyscy go 

zawsze lubili. 

Po chwili opuścili dom. Gdy trzasnęły drzwi, Agatha  z wysiłkiem  wyszła z 

salonu. 

— Dziękuję, Toni. Idź już do domu — powiedziała. 

— Jesteś pewna? 

— Ja się nią zaopiekuję — oświadczyła stanowczo pani Bloxby. 

Toni zawahała się. Najchętniej uścisnęłaby szefową, żeby ją pocieszyć, lecz 

sposób bycia Agathy nie skłaniał do poufałości. 

— Przyjdę jutro do biura — poinformowała Agatha zmęczonym głosem. — 

Załóżcie teczkę sprawy George'a. 

Pani Bloxby zaparzyła herbatę i zaniosła tacę do ogrodu. Mienił się kolorami: 

białych, czerwonych i żółtych róż, ostróżek, malw, bratków, laku wonnego i wiel-
kiego powojnika, którego fioletowe kwiaty rozwijały się nie wiosną, lecz latem. 
Koty  Agathy,  Hodge  i  Boswełl,  baraszkowały  na  starannie  przystrzyżonym 
trawniku.  Kilka  delikatnych,  pierzastych  chmurek  sunęło  po  niebie  nad  ich 
głowami. 

— Takie lato jak to ludzie będą wspominać na starość, jakby piękna pogodna 

powtarzała się co roku. Zwykle zapominają deszczowe dni — zauważyła. 

Agatha rozpłakała się. 

TLR

background image

— Nie... chcę... się... zestarzeć — szlochała. 

— Pani to nie grozi — pocieszyła ją pastorowa. — Proszę wytrzeć oczy, wypić 

herbatę, zapalić jednego z tych obrzydliwych papierosów i zacząć myśleć. Ktoś 
zamordował George'a Marstona. 

Agatha pokornie spełniła polecenia. 

— Nie wiem, od czego zacząć — wyznała. — Czy sądzi pani, że jego śmierć 

ma związek ze służbą w wojsku? 

— Moim zdaniem wszystko wskazuje raczej na motywy natury osobistej. 

— Ktoś ze wsi? 

— Być może. 

— Ale dlaczego? 

—  Jeżeli  przeprowadzi  pani  solidne  śledztwo,  będę  się  modlić,  żeby  doszła 

pani prawdy. 

— Wierzy pani w Boga? — spytała Agatha. 

— Oczywiście. 

— Dlaczego? 

Pani Bloxby odstawiła filiżankę. 

— Potrzebuję wiary w coś doskonałego i niezmiennego w tym niedoskonałym 

świecie.  Ludzie  mają tendencję do ubóstwiania innych istot ludzkich, które za-
wodzą  ich  nadzieje,  będąc  jedynie  ludźmi.  Dlaczego  na  przykład  czcili  Elvisa 
Presleya czy Hitlera? 

Agatha roześmiała się. Ból duszy stopniowo mijał. 

—  Takie  porównanie  doprowadziłoby  do  pasji  miłośników  Elvisa  — 

skomentowała. 

— Chyba niewiele pani spała — przypomniała pani Bloxby. — Proszę iść do 

łóżka. Ja zaczekam na dole. No już! 

Zanim Agatha się położyła, otworzyła okno i popatrzyła na ogród. Pani Bloxby 

siedziała spokojnie z twarzą zwróconą ku słońcu. 

 

TLR

background image

Agatha pozostawiła okno otwarte. Pomimo wysokiej temperatury, naciągnęła 

kołdrę pod brodę i zasnęła. 

Po półgodzinie zadzwonił telefon komórkowy pani Bloxby. Przeszła z nim w 

głąb ogrodu i odebrała. 

— Słucham? 

— To ja, twój mąż. Pamiętasz mnie jeszcze? — zapytał pastor ze złością. — 

Nadal siedzisz u tej strasznej baby? Jeszcze nie jadłem śniadania. 

— Rzuć na patelnię dwa plastry boczku i dwa jajka — tłumaczyła cierpliwie 

pani  Bloxby.  —  Zaparz  kawę.  Włóż  dwie  kromki  chleba  do  tostera.  Niedługo 
wrócę. 

Następnie wyłączyła aparat i z powrotem zajęła swoje miejsce na ogrodowym 

krześle. Po kolejnej półgodzinie wstała, poszła na piętro i popatrzyła na Agathę, 
która spokojnie spała. 

Teraz można ją bez obawy zostawić samą — pomyślała pani Bloxby. — Kiedy 

nabierze sił, powiem jej, że ten jej cudowny ogrodnik spał z kilkoma paniami z 
wioski. 

Następnego ranka w biurze Agatha oświadczyła: 

—  Dopóki  nie  dowiemy  się  dokładnie,  w  jaki  sposób  George  został 

zamordowany,  nie  widzę  sensu  wszczynać  śledztwa.  Na  razie  będziemy 
realizować nasze normalne zlecenia. Ja wezmę sprawę Callenów. Pan Callen chce 
zdobyć dowody niewierności żony. Zabierz swój sprzęt fotograficzny i pojedź ze 
mną, Philu. 

Nim  opuściła  biuro,  Agatha  rozdzieliła  zadania  pomiędzy  pozostałych 

współpracowników. 

— — Naprawdę chciałbym wiedzieć, kto zabił George'a — powiedział Phil, 

gdy zaparkowali nieopodal domu pani Callen. 

—  Tak  jak  mówiłam,  najlepiej  zaczekać  na  rezultat  sekcji,  żeby  zyskać 

jaśniejszy  obraz  przestępstwa.  Poproszę  Patricka,  żeby  nawiązał  kontakt  ze 
swoimi  dawnymi  informatorami  z  policji.  Najlepiej,  jakby  dali  mu  znać,  kiedy 
otrzymają wynik — tłumaczyła Agatha. — O, pani Callen wsiada do samochodu. 
Mam nadzieję, że nie jedzie po codzienne zakupy. 

TLR

background image

Agatha,  która  prowadziła  samochód,  podążyła  za  panią  Callen.  Inaczej  niż 

poprzednio, śledzona kobieta tym razem nie pojechała do centrum Cirencesteru, 
tylko skręciła na autostradę. 

— Nareszcie jakaś odmiana! — skomentowała Agatha. 

—  Zostań  trochę  z  tyłu,  żeby  nas  nie  spostrzegła  —  doradził  Phil.  — 

Oczywiście podejrzewam, że spał z niejedną panią z okolicy. 

— Kto? Nasz klient, pan Callen? 

—  Nie.  George  Marston.  Agatho!  O  mało  nie  wpadłaś  na  tę  ciężarówkę. 

Uważaj na drogę. 

— Mój George? 

— Opowiem ci później — odparł Phil. — Jeżeli nie będziesz jej pilnować, to ją 

zgubimy. 

Agatha  jechała  dalej  z  ponurą  miną.  W  głowie  miała  zamęt.  Potrafiłaby 

zrozumieć, gdyby George uległ wdziękom Jessiki Fordyce. Ale czyim jeszcze? 

— Wymień jedną z tych kobiet — zażądała Agatha. 

— Później — jęknął Phil. — Na razie skup się na pracy. 

Śledzili panią Callen przez całą drogę do Oksfordu. 

Zjechała na parking przy hotelu Randolph. 

—  —  Jedź  dalej  i  zaparkuj  przy  Gloucester  Green  —  doradził  Phil.  —  Nie 

powinna nas zobaczyć. Ponieważ gazety zamieściły twoje zdjęcie, mogłaby nas 
rozpoznać. 

Podziemny  parking  przy  Gloucester  Green  był  drogi.  Stracili  mnóstwo 

cennego  czasu  na  poszukiwanie  jednofuntowych  monet  do  automatu.  Później 
pospieszyli z powrotem do hotelu. 

— Zapomniałam, że łatwo mnie rozpoznać — narzekała Agatha. — Szkoda, że 

nie posłałam Patricka. 

— Zaczekaj na zewnątrz, a ja rozejrzę się w środku — zaproponował Phil. 

TLR

background image

Zajrzał najpierw do baru. Pani Callen siedziała w rogu z młodym mężczyzną. 

Mógłby być jej synem 

—  pomyślał  Phil.  —  Czy  ona  ma  syna?  Cholera!  Zostawiłem  teczkę  w 

samochodzie. Zamówił piwo, usiadł i ukradkiem wyciągnął z torby miniaturowy 
aparat fotograficzny. 

Pani  Callen  z  towarzyszem  śmiali  się  i  żartowali.  Według  oceny  Phila 

dobiegała pięćdziesiątki, podczas gdy młody mężczyzna miał dwadzieścia kilka 
lat. Miała grube rysy, mocny makijaż i usta wypełnione kolagenem. Partner uniósł 
jej dłoń do swoich ust. Phil zrobił im zdjęcie. Później młodzieniec pochylił się i 
pocałował panią Callen w usta. Bingo! — ucieszył się detektyw. Jeżeli teraz pójdą 
razem do pokoju, to ją mamy. 

Na  dworze  Agatha  chodziła  w  tę  i  z  powrotem  w  promieniach  słońca.  Przy 

pomniku  męczenników  jakiś  kaznodzieja  wymachiwał  egzemplarzem  Biblii  i 
wygłaszał orację na temat grzechów. 

Ku zadowoleniu Agathy, Phil wyszedł z hotelu. 

— Mam dwa dobre ujęcia, jak się całują — poinformował. — A teraz poszli na 

górę do pokoju. Musimy zaczekać, śledzić tego jej młodego towarzysza i dowie-
dzieć się, kim jest. 

— Młody towarzysz! — wykrzyknęła Agatha z rozgoryczeniem. — Niektóre 

to mają szczęście. Strasznie tu gorąco. Po drugiej stronie ulicy jest trochę cienia. 
Moglibyśmy usiąść na schodach Ashmoleum

1

 i zaczekać, aż wyjdą. 

Usiedli  na  stopniach  wiodących  do  muzeum.  Autobusy  przejeżdżały 

Beaumont Street. Wokół spacerowali studenci. Agatha zapaliła papierosa. 

— Niszczysz sobie płuca — zwrócił jej uwagę Phil. 

— Daj mi spokój — odburknęła. — Podejrzewam, że George spał z Jessicą. 

— Takie słuchy chodzą po wsi, ale nie można na nich polegać — odparł Phil. 

— Kto jeszcze? 

                                                           

1 Pierwsze na świecie muzeum uniwersyteckie w Oksfordzie. Jego pierwszy budynek powstał w XVII w. 

w celu wyeksponowania zbiorów gabinetu osobliwości Eliasa Ashmole'a, które przekazał uniwersytetowi w 
1677 r. 

TLR

background image

— Podobno pani Glossop. 

— Nie do wiary! — wykrzyknęła Agatha, niemal bliska płaczu. Pani Glossop 

była w jej wieku, ale wyglądała jak bochenek chleba i nosiła grube okulary. — 
Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? 

— Nie sądziłem, że to dla ciebie ważne — odrzekł ostrożnie Phil. — Zawsze 

twierdziłaś,  że  nudzą  cię  wiejskie  plotki.  Sfotografowałem  ich  moim  małym 
aparatem i... 

— Kogo? 

—  Callen  i  jej  towarzysza,  oczywiście.  Przygotowałem  też  do  pracy  mój 

zwykły aparat. Przy tylu turystach nie zauważą, że robię im zdjęcie. 

Upalne popołudnie wlokło się w nieskończoność. 

—  Weź  to  —  rozkazał  Phil,  wyciągając  z  jednej  z  przepastnych  kieszeni 

plastikowy woreczek. — Powrzucaj tu wszystkie pety po swoich papierosach, bo 
inaczej aresztują cię za zaśmiecanie miasta. 

Agatha pozbierała niedopałki. Kiedy się wyprostowała, Phil oznajmił: 

— Wychodzą! 

Pani Callen wyszła z budynku ze swoim młodzieńcem. Porwał ją w objęcia i 

namiętnie pocałował. Phil raz po raz naciskał migawkę. Potem para poszła na par-
king. 

— Iść po samochód? — zapytał Phil. 

— Zaczekaj — poprosiła Agatha. — Mam przeczucie, że ten młody człowiek 

mieszka w Oksfordzie. Zdobyliśmy dość dowodów dla pana Callena. 

Młody człowiek wrócił z parkingu sam. Agatha z Philem wyruszyli w pościg. 

Śledzili jego długie, szybkie kroki, gdy przedzierał się przez tłum na Cornmarket i 
wzdłuż High Street, gdzie skręcił przy bramie świętego Botolpha. 

Agatha  podeszła  do  budki  portiera,  dzierżąc  w  ręku  nowiutki  banknot 

dwudziestofuntowy. 

— Chyba rozpoznałam tego młodzieńca, który spieszył przez dziedziniec — 

zagadnęła. — Kto to jest? — spytała. 

TLR

background image

Banknot zmienił właściciela. 

Portier wyskoczył ze stróżówki i popatrzył przez zieloną przestrzeń dziedzińca. 

— Ach, to pan Richard Thripp, jeden z naszych naukowców. 

—  Pomyliłam  go  ze  znajomą  osobą  —  skłamała  Agatha.  —  Ale  mimo 

wszystko dziękuję. 

Wrócili do biura w Mircesterze — Agatha, żeby przygotować raport, a Phil, 

żeby wydrukować zdjęcia. 

Lecz Agatha zastała w swoim biurze panią Janet Ilston, siostrę George'a. 

—  Czekałam  na  panią  —  zagadnęła  pani  Ilston  zamiast  powitania.  — 

Chciałabym, żeby odnalazła pani mordercę mojego brata. 

— Zrobię, co w mojej mocy — obiecała Agatha. — Najpierw muszę uzyskać 

kilka informacji. Jak pani brat uzasadnił swoją decyzję zamieszkania w Carsely? 
Nigdy go o to nie pytałam. 

—  Po  tym,  jak  został  ranny  i  przeszedł  rehabilitację  przed  dwoma  laty, 

zamieszkał  w  wiosce  Lower  Sithby  w  Oxfordshire  —  zaczęła  jego  siostra.  — 
Wykonywał różne prace dorywcze: ogrodnicze, stolarskie i tym podobne. Chociaż 
bardzo kochałam brata, muszę stwierdzić, że wciąż wpadał w kłopoty przez swoje 
zamiłowanie  do  kobiet.  Romansował  na  potęgę  i  wiele  osób  żywiło  do  niego 
urazę. Dlatego przeprowadził się do Carsely. 

Agatha  pilnie  notowała,  podczas  gdy  w  duchu  zadawała  sobie  pytanie, 

dlaczego  tak  zgłupiała  na  jego  punkcie.  Ona,  która  szczyciła  się  doskonałą 
intuicją! 

— Czy sądzi pani, że jedna z tych zawiedzionych pań z Lower Sithby mogła 

przyjechać za nim do Carsely, żeby go zabić? 

— To całkiem możliwe. 

— Zna pani nazwisko którejś z nich? 

—  Tylko  jednej.  Niejaka  Fiona  Morton,  nazywa  siebie  Fee.  Neurotyczna 

osobowość.  Przyjechała  do  mnie  do  Oksfordu.  Płakała  i  przysięgała  zemstę. 
Twierdziła, że George odebrał jej dziewictwo. 

TLR

background image

— Ile ma lat? 

— Trzydzieści osiem. 

— Myśli pani, że mówiła prawdę? 

— Cóż, niewykluczone. Wyglądała bardzo pospolicie, taki typ starej panny. 

George stanowczo zaprzeczał, ale to właśnie wtedy postanowił przenieść się do 
Cotswolds. 

Agatha  zadała  jeszcze  kilka  pytań,  spisała  adres  i  numer  telefonu  Janet. 

Następnie pani Freedman sporządziła dla niej umowę. 

— Niech pani dołoży wszelkich starań, żeby wykryć mordercę — poprosiła 

Janet. — George bywał irytujący, ale nikt nie zasługuje na taką śmierć. 

— Czy podali już wynik sekcji? 

— Jeszcze nie. Obiecali, że zawiadomią mnie natychmiast. 

TLR

background image

ROZDZIAŁ III 

 

 

Gdy Agatha wróciła do biura, pani Freedman poinformowała, że szukała jej 

policja i że kazali jej przyjść do komendy głównej. 

Czego tym razem chcą? — zastanawiała się Agatha. 

Czekała  niecierpliwie  w  komendzie,  aż  zaprowadzono  ją  do  pokoju 

przesłuchań. Przyszli inspektor Wilkes i Bill Wong. Włączyli taśmę i rozpoczęli 
przesłuchanie.  Agatha  jeszcze  raz  musiała  przedstawić  przebieg  wydarzeń. 
Chcieli wiedzieć, co robiła w dniu balu i podczas balu, aż do chwili, kiedy znalazła 
zwłoki Georgea. 

Agatha  odpowiadała  tak  cierpliwie,  jak  potrafiła.  Następnie  inspektor 

oświadczył: 

— To na razie wszystko. Na koniec pragnę panią poinformować, że wydaliśmy 

nakaz rewizji w pani domu. 

— Co takiego? Dlaczego? — dopytywała Agatha z wściekłością. 

—  George  Marston  został  odurzony  rohypnolem,  narkotykiem  znanym  jako 

„pigułka gwałtu". Dostał dużą dawkę. Kiedy stracił przytomność, ktoś umieścił 
prawdopodobnie trzy żmije w torbie i obwiązał mu ją wokół głowy. Pokąsały go 
po twarzy i zmarł otruty ich jadem. Szukamy osoby, która mogła zakupić narko-
tyk. 

—  Żmije?  Węże?  —  dopytywała  Agatha  z  niedowierzaniem.  —  Skąd 

morderca je wziął? 

— W takie gorące lato często wychodzą na powierzchnię, zwłaszcza w takich 

miejscach jak wzgórza Malvern. 

—  Ale  nie  rozumiem,  po  co  zabójca  dokonał  tak  wyrafinowanej  i  okrutnej 

zbrodni — zatkała. 

TLR

background image

— Nie można wykluczyć, że zamierzał wrócić po jego śmierci i zabrać torbę 

— wtrącił Bill Wong ze swoim miękkim akcentem z Gloucestershire. — Wtedy 
wyglądałoby na to, że zasnął w ogrodzie i został zaatakowany przez żmije. 

— Czy znaleźliście je w torbie? 

— Nie. Prawdopodobnie wypełzły — odparł Bill. 

Agatha wzdrygnęła się na myśl, że kiedy znalazła 

ciało, jadowite gady prawdopodobnie jeszcze były w jego ogrodzie. 

— Ale czy żmije atakują w taki sposób? — spytała. 

—  Przypuszczamy,  że  kiedy  nałożono  mu  na  głowę  torbę,  w  której  je 

uwięziono, wpadły w popłoch i zaczęły kąsać. Miał ślady zębów na całej twarzy 
— wyjaśnił Bill. — Okropnie zbladłaś. Idź do domu. 

—  To  już  wszystko  —  oświadczył  Wilkes.  —  Ekipa  z  laboratorium  czeka 

przed pani chatą. Proszę ich wpuścić i zaczekać na zewnątrz. 

Agatha nagle przypomniała sobie swoją ostatnią rozmowę z George'em. 

—  Zapomniałam!  —  krzyknęła.  —  George  zapytał  mnie,  jak  rozpoznać 

psychopatę. Powiedziałam mu wszystko, co wiedziałam, a potem spytałam, czy 
poznał jakiegoś. Odpowiedział: „Być  może". Potem przyszedł James Lacey.  W 
końcu George wyszedł. Wtedy widziałam go po raz ostatni. Czy wiadomo, kiedy 
zmarł? 

— Trudno to dokładnie ustalić — odparł Bill. — Ale co najmniej dwadzieścia 

cztery godziny przed tym, kiedy go znalazłaś. 

Agatha  siedziała  na  krześle  w  ogródku  od  frontu.  Nadal  nie  ochłonęła  po 

wstrząsie. Pani Bloxby, do której zadzwoniła w drodze do domu, siedziała obok 
niej. 

— Czy wiedziała pani, że George sypiał z połową wsi? — spytała Agatha. 

— Słyszałam różne pogłoski — odrzekła enigmatycznie pani Bloxby. 

— Dlaczego mi pani nie powiedziała? 

—  Ponieważ  zraniłabym  panią,  a  nie  miałam  dowodów.  Z  tego,  co  mi 

wiadomo, był to raczej rodzaj myślenia życzeniowego niektórych pań. 

TLR

background image

— Których? 

— To tylko plotki, pani Raisn. Naprawdę nie powinnam… 

—  Proszę  mówić!  —  przerwała  jej  brutalnie  Agatha.  —  I  tak  się  dowiem. 

Słyszałam o pani Glossop. 

— No trudno, jeżeli pani musi wiedzieć, to chodzą słuchy o Jessice Fordyce, 

pannie Hemingway i pani Freemantle. 

—  Potrafię  zrozumieć  zainteresowanie  Jessicą  —  skomentowała  Agatha.  — 

Ale  panna  Hemingway  to  zasuszona  stara  panna,  a  pani  Freemantle  jest, 
najdelikatniej mówiąc, pospolita. Ale chyba ma męża? 

— Tak. O ile wiem, wyjechał za granicę w interesach. Pracuje w przemyśle 

naftowym.  Moim  zdaniem  każda  z  tych  pań  byłaby  zdolna  uknuć  tak  perfidną 
zbrodnię — dodała pani Bloxby. 

Agatha  siedziała  w  milczeniu  przez  kilka  minut.  Ze  wstydem  przypominała 

sobie, w jak szaleńczą obsesję popadła. Z perspektywy czasu przypominała obłęd. 
Co się z nią stało? W końcu przemówiła: 

— Siostra George'a wynajęła mnie, żebym wykryła zabójcę. Chyba zacznę od 

tych trzech osób. 

— Ależ pani Raisin! Nie może pani tak po prostu wtargnąć do nich i zażądać 

odpowiedzi, czy spały z panem Marstonem i czy go zabiły. 

— Proszę obserwować moje poczynania — odparła Agatha. 

W chacie Agathy nie znaleziono żadnych innych tabletek prócz fiolki aspiryny. 

Mimo wszystko laboranci zapakowali ją i zabrali, prawdopodobnie w nadziei, że 
wykryją w niewinnie wyglądających pigułkach jakiś' szkodliwy środek. 

Kiedy  pani  Bloxby  i  policjanci  wyszli,  Agatha  zadzwoniła  do  Toni  i 

poinformowała  ją,  że  następnego  dnia  nie  przyjdzie  do  biura,  ponieważ  będzie 
prowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa George'a. 

Źle spała tej nocy. Wierciła się w łóżku. Prześladowały ją koszmarne wizje z 

długimi wężami pełzającymi wszędzie dookoła. 

TLR

background image

Nazajutrz  po  przebudzeniu  stwierdziła,  że  piękna,  słoneczna  pogoda  się 

zmieniła.  Nadal  panował  upał,  lecz  duszny  i  wilgotny.  Niebo  pokryła  cienka 
warstewka chmur. 

Agatha  umyła  się  i  ubrała,  nakarmiła  koty.  Po  swoim  typowym  śniadaniu, 

złożonym  z  dwóch  papierosów  i  mocnej  czarnej  kawy,  wyruszyła,  żeby 
przesłuchać panią Glossop. 

Ogród  pani  Glossop  rozkwitł  wszystkimi  kolorami.  Stanowił  nieme 

świadectwo talentu zamordowanego George'a Marstona. 

Agatha zadzwoniła do drzwi. Otworzyła je niska, pulchna gospodyni. Agatha 

obejrzała  ją  z  zaciekawieniem.  Z  kręconymi  brunatnymi  włosami  lekko  przy-
prószonymi siwizną, okrągłą twarzą i rumianymi policzkami, Harriet Glossop w 
każdym calu wyglądała na swoje pięćdziesiąt lat. 

— Ach, to ty, Agatho — wymamrotała niepewnie. 

— Co cię sprowadza? 

—  Pani  Ilston,  siostra  Georgea  Marstona,  zatrudniła  mnie,  żebym  wykryła 

mordercę jej brata. 

Łzy z wyblakłych oczu Harriet spłynęły zza grubych okularów. 

— Nie potrafię pogodzić się z jego śmiercią — załkała. — Chodźmy do ogrodu 

na tyłach. Jest za gorąco, żeby siedzieć w domu. 

Kiedy usiadły przy ogrodowym stole, Harriet zapytała: 

— Czy wiadomo, jak zginął? 

Agatha  powiedziała  jej  wszystko,  ale  zaraz  pożałowała  swej  brutalnej 

szczerości. Krew odpłynęła z twarzy Harriet. Chwyciła brzeg blatu, jakby szukała 
oparcia. 

— Podać ci coś? Szklankę wody? — dopytywała Agatha z niepokojem. 

— Za chwilę dojdę do siebie — odrzekła Harriet. 

— To straszne! Okropny szok. Taki wspaniały człowiek! 

— Chyba dbał o twój ogród — powiedziała Agatha. 

TLR

background image

—  O  tak.  Wykonywał  też  inne  drobne  roboty  domowe,  jak  wymiana 

bezpieczników czy uszczelek w kranach. Żyję w separacji z mężem, więc dobrze 
mieć mężczyznę, na którym można polegać. 

— Czy byliście sobie bliscy? 

— Tylko się przyjaźniliśmy. Chwalił, że nikt nie piecze tak dobrego ciasta jak 

ja. 

Agatha zapytała prosto z mostu: 

— Czy mieliście romans? 

Harriet poczerwieniała z zażenowania. 

—  Tylko  jednorazową  przygodę  —  wyznała  półgłosem.  —  Nigdy  jej  nie 

wspominałam z obawy, żeby go nie odstraszyć. 

— Jak do tego doszło? — spytała Agatha. 

— Pewnego wieczoru powiedział, że jest zmęczony i że chętnie by się przytulił 

do  miłej,  ciepłej  kobietki.  Spytałam:  „Może  do  mnie?".  Żartowałam,  ale 
uśmiechnął się uroczo i odpowiedział: „Czemu nie?". 

—  Policja  niewątpliwie  cię  o  to  zapyta,  ponieważ  ktoś  powtórzy  im  plotkę 

wcześniej czy później — ostrzegła Agatha. — Co robiłaś w dniu balu? 

—  Pojechałam  do  mojej  siostry  Eddie,  do  Moreton.  Pomagała  mi  w 

przygotowaniach  do  balu.  Kiedy  się  przebrałam,  podwiozła  mnie  pod  ratusz  i 
zostawiła. Zostałam na balu do samego końca. — Rozpłakała się. Potężny szloch 
wstrząsał jej ciałem. 

— Uspokój się — wymamrotała Agatha niezręcznie. Choć czuła się jak tchórz, 

wstała z miejsca. — Zostawię cię samą z twoim smutkiem. 

Agatha  wyruszyła  w  drogę  powrotną  wściekła  na  siebie.  Traciła  jasność 

umysłu  niezbędną  w  pracy  detektywa.  Przecież  George'a  zamordowano  co  naj-
mniej dwadzieścia cztery godziny przed imprezą. 

W chacie Jessiki nikt jej nie otworzył. Sąsiadka powiedziała, że przyjechała z 

Londynu tuż przed balem i wyjechała wcześnie następnego ranka. 

TLR

background image

Joyce Hemingway mieszkała tuż obok Jessiki. Agatha zastała ją pracującą w 

ogrodzie.  Na  jej  widok  przemknęło  jej  przez  głowę,  że  George  nie  mógł  z  nią 
romansować. Wysoka, chuda, bez biustu, włożyła stare dżinsy i męską koszulę w 
kratę.  Miała  kanciastą  twarz,  szare  oczy  o  ciężkich  powiekach  i  małe  usta  o 
wąskich wargach. 

Joyce wstała znad rabatki kwiatowej, którą plewiła, i wsparła ręce na biodrach. 

— Czego chce ode mnie najbardziej wścibska kobieta z naszej wsi? — spytała 

wojowniczym tonem. 

— Prowadzę śledztwo w sprawie śmierci George'a na zlecenie jego siostry — 

zaczęła Agatha, ale gospodyni nie dała jej dokończyć. 

— Wynocha! — ryknęła Joyce. — Będę rozmawiać z policją, ale nie z panią! 

— Nie interesuje panią, kto zamordował George'a? — spytała Agatha. 

— Wolę polegać na kompetencjach policji niż na głupiej babie, która uważa się 

za detektywa. Śmialiśmy się z pani z George'em do rozpuku! 

— Nie wierzę pani — zaprotestowała Agatha. Czuła, że płoną jej policzki. 

— Opowiadał mi, jak pani za nim biega. „Nie chcę mieć z nią do czynienia" — 

mawiał. — „Zjadłaby mnie żywcem". 

— Suka! — wrzasnęła Agatha i zrobiła w tył zwrot. 

Odeszła  kawałek  od  chaty  Joyce  i  oparła  się  o  mur  ogrodu,  żeby  dojść  do 

siebie. 

Byłoby straszne, gdyby George naprawdę wygadywał na jej temat takie rzeczy. 

Łzy napłynęły jej do oczu. Palił ją wstyd z powodu własnej głupoty. 

Powinna poinformować policję o romansach George’a, ale jakoś nie mogła się 

na to zdobyć. Bardzo nie chciała wierzyć tym plotkom. Pozostała jej jeszcze do 
odwiedzenia pani Freemantle. Agatha uświadomiła sobie, że musi przynajmniej 
zawiadomić  Billa  Wonga.  Policja  ma  możliwość  sprawdzić,  gdzie  na  przykład 
przebywał mąż pani Glossop w noc morderstwa oraz prześledzić poczynania pana 
Freemantle'a. 

TLR

background image

Z przygnębieniem wyciągnęła telefon komórkowy. Agatha zawsze była dumna 

ze swej intuicji i przenikliwości. Tymczasem nie rozpoznała w George'u kobie-
ciarza. 

Bill wysłuchał jej relacji. Potem oświadczył ostrym tonem: 

— Zaraz przyjadę cię przesłuchać. To może być ważne. 

Doris Simpson, sprzątaczka Agathy, robiła u niej porządki, gdy ta wróciła do 

chaty, żeby czekać na przyjazd Billa. 

— Okropna historia — westchnęła Doris. — Zrobiłam lemoniadę. Wstawiłam 

ją do lodówki. 

— Czekam na policję — poinformowała Agatha. — Nalej nam dwie szklanki. 

Zabierzemy ją do ogrodu. Zrobimy sobie chwilę przerwy. 

 Doris podała napój i usiadła wygodnie na ogrodowym krześle. Obydwa koty 

wskoczyły  jej  na  kolana  i  zaczęły  głośno  mruczeć.  Agatha  obserwowała  je  z 
zawiścią. Jej bardzo rzadko okazywały choćby odrobinę czułości. 

— Dlaczego przyjedzie policja? — zapytała Doris. 

—  Wykryłam,  z  kim  romansował  George.  Muszę  im  przekazać  uzyskane 

wiadomości. Czy coś wiedziałaś? 

—  Słyszałam  różne  pogłoski  —  przyznała  Doris.  —  Straszny  był  z  niego 

lekkoduch, ale nie zasłużył na taką okropną śmierć. Jest potwornie gorąco. Twój 
ogród wymaga podlania. 

— Pieprzyć ogródek! — warknęła Agatha. — Niech usycha! 

Blask słońca odbijał się w grubych szkłach okularów Doris, nie pozwalając na 

odczytanie ich wyrazu. 

— Mimo wszystko przyślę ci człowieka, żeby o niego zadbał. A teraz wracam 

do pracy. 

Koty podążyły za nią z powrotem do chaty. 

Agatha zapaliła papierosa. Okropnie jej nie smakował. Zgasiła go i pomyślała, 

że może nałóg sam ją porzuci. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. Usłyszała głos Doris: 

TLR

background image

— Agatha jest w ogrodzie. 

Nadszedł Bill Wong w towarzystwie Alice Peterson. Usiedli przy stole. Bill 

zapytał: 

— Czy zatajałaś przed nami informacje? 

— Skąd! Dopiero je uzyskałam — skłamała Agatha. 

Bill  postawił  na  stole  magnetofon  i  włączył,  podczas  gdy  Alice  wyciągnęła 

notatnik. 

Agatha  powtórzyła  wszystko,  co  wiedziała  na  temat  romansów  George'a, 

odwracając oczy od współczujących spojrzeń Billa. Czyżby wszyscy widzieli, że 
oszalała na jego punkcie? 

— Zanim George Marston przeprowadził się tutaj, mieszkał w Lower Sithby w 

Oxfordshire  —  zaczęła.  —  Nawiązał  romans  między  innymi  z  niejaką  Fioną 
Morton, ale tylko jej nazwisko poznałam. Pani Ilston, siostra George'a, poprosiła 
mnie o przeprowadzenie śledztwa. 

Bill wyłączył magnetofon. 

—  Każę  to  przepisać.  Chciałbym,  żebyś  przyjechała  do  komendy  dziś  po 

południu i złożyła podpis pod zeznaniem. 

— Dobrze — zgodziła się Agatha ponuro. — Napijesz się lemoniady? 

— Nie, dziękuję — odrzekł Bill. — Muszę z tym wrócić do biura. Ale pragnę 

cię  ostrzec.  Popełniono  wyjątkowo  ohydną  zbrodnię.  Tak,  ludzie  czasami  łapią 
węże, ale ktoś dokładnie wiedział, co robi, chwytając aż trzy. W tak gorące lato 
wychodzi ich na powierzchnię bardzo wiele. 

Po  odejściu  Billa  i  Alice  Agatha  rozprostowała  palce  w  sandałach  i 

zastanawiała  się,  co  robić  dalej.  Upał  i  duchota  sprawiły,  że  ogarnął  ją  senny 
bezwład. Czuła, że nie odzyska szacunku do siebie, dopóki nie wykryje zabójcy. 
Upokorzenie,  jakiego  doznała  ze  strony  Joyce  Hemingway,  nadal  bolało. 
Powiedziała sobie, że najwyższa pora wziąć się w garść. Nigdy do niczego nie 
dojdzie,  siedząc  bezczynnie  we  własnej  chacie.  Agatha  wyruszyła  przesłuchać 
panią Freemantle. 

 

TLR

background image

Ujrzała kolejny bajecznie kolorowy ogród. Powietrze przesycał ciężki aromat 

kwiatów.  Agatha  nacisnęła  przycisk  dzwonka  i  czekała.  Zamierzała  właśnie 
odejść, kiedy pani Freemantle otworzyła drzwi. Była drobną, zgrabną kobietą o 
miłej twarzy i brązowych włosach. Lecz piwne oczy poczerwieniały od płaczu. 

— Czy chodzi o George'a? — spytała. 

— Tak — potwierdziła krótko Agatha. 

Nie umknęła jej uwadze prosta fryzura i drobniutkie zmarszczki wokół oczu. Z 

rozgoryczeniem  wspomniała,  ile  pieniędzy  zmarnowała  na  fryzjera  i 
bezoperacyjny  lifting  twarzy,  nie  wspominając  o  potwornie  drogich  ubraniach, 
żeby uwieść George'a. 

— Jego siostra wynajęła mnie, żebym odnalazła mordercę — dodała. 

— Proszę wejść — zaprosiła pani Freemantle. — Usiądziemy w ogrodzie. 

Zaprowadziła ją na tył domu. Pnące czerwone róże okalały tylne wyjście. 

Kiedy zajęły miejsca, Agatha spytała: 

— Czy George nie wspominał o kimś, kto go szczególnie nienawidził? 

— Nie — odparła pani Freemantle. — Okropna historia. Opowiadał o wojsku, 

o  pogodzie,  o  ogrodnictwie,  o  takich  zwykłych  rzeczach.  Uroczy  był  z  niego 
człowiek — dodała łamiącym się głosem. 

—  Jednak  wszystko  wskazuje  na  to,  że  romansował  na  potęgę  —  wtrąciła 

Agatha szorstko. 

— Niemożliwe! Zawsze się zachowywał jak dżentelmen. 

— Więc nie wiedziała pani, że miał kochanki we wsi? 

—  Nic! 

— A pani miała z nim romans? 

— Nie. Jestem zamężna. 

—  Romansował  co  najmniej  z  jedną  mężatką.  Niewykluczone,  że  z  innymi 

również. 

TLR

background image

— Nawet mi coś takiego nie przemknęło przez głowę — wyznała płaczliwym 

tonem. — Która z nas mogłaby konkurować z Jessicą Fordyce? 

— Czy mówił, że mu się podoba? 

— Pewnego dnia powiedział, że jest bardzo piękna. Żałował, że ma protezę i że 

nie jest młodszy. 

— Zamienię z nią parę zdań, kiedy przyjedzie na weekend. 

Pani Freemantle spytała nieśmiało: 

— Czy jest pani pewna, że naprawdę nawiązał te romanse? 

— Niestety, tak. 

— Był taki przystojny. Ale traktował mnie jak bliską przyjaciółkę, nic więcej. 

— Pani Freemantle... 

— Saro, proszę. 

— Dobrze, Saro. Oto moja wizytówka. Jeżeli sobie cokolwiek przypomnisz, 

zadzwoń. Czy twój mąż wyjechał? 

— Tak. Nadzoruje prace wiertnicze w Aberdeen. Doskwierała mi samotność. 

Dlatego tak bardzo polubiłam towarzystwo George'a. Wstyd przyznać, ale celowo 
wynajdowałam mu różne prace, żeby go zobaczyć. 

Agatha  wspomniała  z  goryczą,  jak  sama  zniszczyła  piękne  półki  na  książki, 

żeby ściągnąć go do siebie. 

Pożegnała Sarę i powędrowała w duszącym upale z powrotem do swej chaty. 

Jej przyjaciel sir Charles Fraith czekał na nią na progu. 

— Prowadziłaś śledztwo w terenie? — zagadnął zamiast powitania. 

— Tak — potwierdziła Agatha. — Wejdź, to ci wszystko opowiem. 

Kiedy skończyła, Charles westchnął: 

— Moje ty biedactwo! 

— Dlaczego mnie żałujesz? — prychnęła Agatha. 

TLR

background image

— Na pewno ci przykro, że po tylu staraniach dowiadujesz się, że przegrałaś 

rywalizację  z  różnymi  wsiowymi  czupiradłami,  nie  licząc  oczywiście  pięknej 
Jessiki. 

— On mnie nie interesował! — zaprotestowała Agatha ze złością. 

—  Bujaj  kogo  innego,  ale  nie  mnie,  złotko.  Coś  ci  powiem.  Nudzę  się. 

Pojedźmy do Lower Sithby, zobaczyć tę Fionę Morton. 

—  Najpierw  muszę  zajrzeć  do  Mircesteru,  podpisać  zeznanie.  Tylko  się 

przebiorę. 

—  Nie  rób  tego.  Po  raz  pierwszy  od  niepamiętnych  czasów  wyglądasz  jak 

człowiek. 

Kiedy wyjeżdżali, Agatha zerknęła na chatę Jamesa. 

— Chyba gdzieś wyjechał — powiedział Charles. — Kiedy cię nie zastałem, 

zadzwoniłem do jego drzwi. 

Dziwne — pomyślała Agatha. Zwykle James wpadał do niej, zapytać, jak jej 

idzie śledztwo w sprawie morderstwa. 

— Ciekawe, dokąd wyruszył? 

—  Zapytamy  go,  kiedy  go  zobaczymy  następnym  razem.  Dzięki  Bogu  twój 

samochód ma dobrą klimatyzację. 

Po  podpisaniu  zeznań  przez  Agathę  wyruszyli  w  drogę  w  kierunku 

Oxfordshire. 

— Chyba zacznę sypiać w aucie, jeśli te upały potrwają dłużej — zażartowała 

Agatha. — Cholera! Zapomniałam poszukać Lower Sithby na mapie. Znajdziesz 
mapę hrabstwa Oxfordshire w schowku na rękawiczki. Wyjmij ją, poszukaj tej wsi 
i poprowadź mnie. 

Mała  wioska  Lower  Sithby  była  zabudowana  domami  z  szarego  kamienia, 

stojącymi wzdłuż długiego zakrętu starej szosy. 

— Tam jest pub. Wygląda sympatycznie — orzekł Charles. — Zgłodniałem. 

Chodźmy coś zjeść. Przy okazji dowiemy się, gdzie mieszka Fiona. 

— Nie lepiej od razu do niej podjechać? Znam adres. 

TLR

background image

— Najpierw posiłek. Nigdy nie prowadź śledztwa na pusty żołądek. 

Widok  wnętrza  nie  odpowiadał  uroczej  fasadzie.  Było  ciemne  i  nędznie 

urządzone.  W  szklanej  gablotce  leżały  czerstwe  bułki  z  kiełbasą  i  nieświeże 
kanapki. 

Na  pytanie  Charlesa  o  inne  dania,  właściciel,  który  wyglądał  jak  troll, 

odpowiedział,  że  serwują  tylko  przekąski.  Charles  zamówił  dwa  kufle  jasnego 
piwa i dwie bułki z kiełbasą. 

—  Nie  za  wiele  tego  —  skomentował,  niosąc  wszystko  do  stolika  przy 

drzwiach, przy którym usiadła Agatha. 

Zjedli niesmaczny posiłek w milczeniu. 

— — Podaj mi jej adres, to zapytam, gdzie mieszka. Te bułki były obrzydliwe. 

Szkoda, że byłem taki głodny — narzekał Charles. 

Podszedł do baru, a po chwili wrócił. 

— Bez trudu uzyskałem informację. Trzecia chata na lewo. 

— Mam nadzieję, że ją zastaniemy — powiedziała Agatha. 

Chata  stała  w  rzędzie  szeregowych  domków  bez  ogródków  od  frontu. 

Zadzwonili  do  drzwi  i  czekali.  W  ten  upalny,  duszny  dzień  we  wsi  panowała 
niezwykła, martwa cisza. 

W  końcu  otworzyła  im  wysoka  kobieta  o  długich  czarnych  włosach.  Nosiła 

wyblakłą, drukowaną sukienkę. Duży, haczykowaty nos rzucał cień na małe usta. 
Lecz miała piękne zielone oczy w oprawie długich rzęs. 

Agatha  przedstawiła  siebie  i  Charlesa  i  wyjas'niła  cel  swojej  wizyty.  Fiona 

zaprosiła ich do frontowego salonu, pełnego jej własnych zdjęć z różnych okresów 
życia. Nad pustym kominkiem wisiało wielkie lustro w pozłacanych ramach. Sofę 
i dwa fotele obito śliską skórą. 

Fiona  usiadła.  Ponieważ  nie  obciągnęła  sukienki,  podjechała  jej  do  góry, 

ukazując czarne koronkowe podwiązki i białą falbankę majteczek. 

— Biedny George! — westchnęła. — Był mi tak oddany. 

— Z całą pewnością — przytaknął Charles gładko. 

TLR

background image

— Przed śmiercią wyznał mi, że boi się jakiegoś psychopaty. Czy mówił pani, 

że ktoś mu zagraża? 

 — Nie. Wszyscy go kochali. 

— Wygląda na to, że z wzajemnością — wtrąciła Agatha z kwaśną miną. — 

Dlaczego opuścił tę wieś? 

— Żeby mnie ochronić — odparła Fiona, odrzucając głowę teatralnym gestem. 

— Przed kim? 

— Wiele kobiet w tej wsi zgłupiało na jego punkcie. Okropnie mi zazdrościły. 

Niektóre zaczęły mi przysyłać obraźliwe listy. Ktoś nawet wrzucił mi psią kupę 
przez otwór w skrzynce. 

Żadnych  podejrzanych  więcej  —  myślała  znużona  Agatha.  Wyciągnęła 

notatnik. 

— Czy byłaby pani uprzejma podać mi ich nazwiska i adresy? 

— Nie śmiem. 

— Proszę wymienić najgorszą z nich — błagała Agatha. 

Gospodyni przygryzła dolną wargę. W końcu przemówiła: 

— No dobrze, ale tylko jedną, naprawdę najgorszą. To Jane Summer. Mieszka 

nieco dalej, po prawej stronie za pubem. Jej chata nazywa się „Spokój". 

— Przypuszczam, że miała pani z nim romans — wypaliła Agatha. 

Fiona wyciągnęła przed siebie szczupłą rękę, na której błyszczał pierścionek z 

brylantem. 

— Zaręczyliśmy się. 

—  W  takim  razie  na  pewno  utrzymywaliście  ze  sobą  stały  kontakt  — 

skomentował Charles. — Kiedy widziała go pani po raz ostatni? 

Fiona odwróciła od nich swe wielkie zielone oczy. 

— — Obiecał, że przygotuje dla nas chatę w Carsely do zamieszkania. Prosił, 

żebym trzymała się z boku, póki szum nie ucichnie. 

TLR

background image

— Czy zdziwiłaby panią wiadomość, że nawiązał kilka romansów w Carsely? 

— spytała Agatha. 

Jeżeli miała nadzieję, że wywoła wstrząs, to doznała zawodu. Fiona posłała jej 

pobłażliwy uśmiech. 

— Och, znam te bajki. Te baby to kłamczuchy. Zdziwiłoby panią, gdyby pani 

wiedziała,  ile  kobiet  z  tej  wsi  twierdziło  to  samo.  Śmiał  się  z  ich  przechwałek 
razem ze mną. Wciąż powtarzał: „Tylko na tobie jednej mi zależy, moja Fee". 

—  Gdzie  pani  przebywała  dzień  przed  znalezieniem  zwłok?  —  zapytał 

Charles. 

Fiona wstała. 

—  Dość  tego!  —  wrzasnęła.  —  Nie  pracujecie  w  policji.  Wynoście  się  z 

mojego domu. 

— To kompletna wariatka — skomentowała Agatha, gdy wyszli na dwór. — 

Jest na tyle szalona, że mogła go zabić. 

— Więcej cię nie wpuści — ostrzegł Charles. 

— Nie, ale wyślę kogoś innego. 

Mijając  pub,  Agatha  spostrzegła  małe  ogłoszenie  w  oknie:  „Poszukujemy 

barmanki". 

— Chyba przyślę Toni, żeby podjęła tu pracę. 

— Czy nie narazisz jej na niebezpieczeństwo? 

— Nie. Wystarczy, żeby nalewała piwo i słuchała wiejskich plotek. O, to chata 

Jane  Summer.  Miejmy  nadzieję,  że  jest  normalna.  Dam  głowę,  że  paskudnie 
wygląda. Nie rozumiem upodobań George'a, jeśli chodzi o kobiety. 

—  On  w  ogóle  nie  miał  gustu  —  skomentował  Charles  brutalnie.  — 

Przeleciałby nawet kota. 

Lecz  do  Jane  Summer  nie  pasowało  żadne  inne  określenie  jak  tylko 

„prześliczna". Drobna, zgrabna, miała twarz w kształcie serca, wielkie niebieskie 
oczy i naturalne blond loki. Włożyła męską bluzę i drelichowe spodnie. Paznokcie 

TLR

background image

bosych  stóp  pomalowała  ja—  snoróżowym  lakierem.  Agatha  oceniła  ją  na 
trzydzieści kilka lat. 

Agatha  przedstawiła  cel  ich  wizyty.  Jane  przeprowadziła  ich  przez  dom  do 

ogrodu na tyłach. 

— Straszliwa tragedia — westchnęła Jane. — Rozmawialiście z Fee? 

— Czyli z Fioną Morton. Tak. 

— Okropna kobieta. To ona wygnała go z wioski. Nie dawała mu spokoju. 

— Twierdziła, że  się z nim  zaręczyła i błysnęła  mi w  oczy pierścionkiem  z 

brylantem — oznajmiła Agatha. 

— Myślę, że sama go sobie kupiła. Fee była normalną damą ze wsi, póki nie 

pojawił się George. Wtedy oszalała na jego punkcie. Zatrudniłam kiedyś George'a 
do prac ogrodniczych. Przyszła tu za nim, przełażąc przez wszystkie płoty. George 
wyglądał na przerażonego. Odetchnęłam z ulgą, kiedy mój mąż wrócił do domu i 
odprawił ją. 

— Mąż? Gdzie pracuje? 

— Jest weterynarzem. Ma gabinet po drugiej stronie wsi. Często wzywają go 

na okoliczne farmy. 

— Gdzie pani była w przeddzień odnalezienia ciała Georgea? 

— Przez cały dzień siedziałam w domu. Wieczorem pojechaliśmy z Jackiem, 

to znaczy z moim mężem, na spektakl do Playhouse w Oksfordzie. Och, czyżbym 
była podejrzana? Przypuszczam, że ta jędza, Fee, zasugerowała coś paskudnego. 
—  Podeszła  do  biurka  w  rogu  pokoju,  pogrzebała  w  szufladzie  i  wyciągnęła 
program teatralny i dwa przedarte bilety. — Oto dowód. 

—  Dziękuję,  ale  ich  nie  wezmę  —  powiedziała  Agatha.  —  Policja  wkrótce 

przybędzie do wsi zadawać pytania. 

Kiedy odjechali, Charles zaczął narzekać: 

— Nadal jestem głodny. Po drodze widziałem sklep wielobranżowy. Kupmy 

coś do jedzenia i picia i urządźmy sobie piknik. 

TLR

background image

W  sklepie  sprzedawano  nie  tylko  kanapki  i  pieczone  kurczaki.  Mieli  też 

licencję na sprzedaż alkoholu. Charles kupił butelkę chardonnaya, kurczaka, dwie 
kanapki i korkociąg. 

— Prowadzimy samochód — przypomniała Agatha. 

— Jacy my? Ty prowadzisz, blada twarzy! 

—  Lepiej  byłoby  zjeść  w  samochodzie  przy  włączonej  klimatyzacji  — 

zauważyła Agatha. 

— Nie. Właśnie zaczął wiać miły wietrzyk. Znajdźmy miejsce w cieniu pod 

drzewem.  To  najpiękniejsze  lato  od  niepamiętnych  czasów.  Trzeba  z  niego 
korzystać, póki trwa. 

Poszukiwanie stosownego miejsca na piknik zajęło jak zwykle mnóstwo czasu, 

nie wspominając o irytujących komentarzach typu: 

— Może tu? E nie, chodźmy dalej. 

 Omal nic doszło do poważnej kłótni, gdy Charles nagle krzyknął: 

— Stop! 

Niedaleko  za  wsią  przy  drodze  płynął  przejrzysty  strumień  o  brzegach 

porośniętych trawą, ocienionych przez koronę wierzby. 

Agatha z wyrzutami sumienia popiła pieczonego kurczaka i kanapkę dwoma 

kieliszkami wina. Ogarnęła ją senność. Strumień szemrał nieopodal, a wietrzyk 
kołysał  długimi  gałązkami  wierzby.  Odwróciła  się  do  Charlesa,  żeby  coś 
powiedzieć, ale już smacznie spał. Nie wiadomo który raz zastanawiała się, co o 
niej myśli. Co dla niego znaczyła ich przelotna przygoda miłosna w południowej 
Francji? Minęło wiele czasu, a od tamtej pory powrócił do koleżeńskich układów. 
Powieki jej opadły i chwilę później smacznie spała. 

Nagle  obudziła  ją  kropla  ciepłego  deszczu,  która  przeleciała  pomiędzy 

gałęziami wierzby i spadła jej na nos. 

— Wstawaj, Charlesie! — zawołała, potrząsając nim. — Zaczyna padać. 

Jasna błyskawica oświetliła niebo nad ich głowami. Towarzyszył jej potężny 

grzmot. 

TLR

background image

— Im szybciej umkniemy spod tego drzewa do auta, tym lepiej — stwierdził. 

Pospiesznie zapakowali resztki jedzenia i pognali do samochodu. 

— Do domu? — spytał Charles. 

— Wolałabym stąd nie odjeżdżać, póki nie dowiem się czegoś więcej na temat 

Fiony — zaprotestowała Agatha. 

—  Zostaw  to  Toni  —  doradził  Charles  leniwie.  —  Jeżeli  podejmie  pracę  w 

charakterze barmanki, w krótkim czasie usłyszy więcej, niż moglibyśmy uzyskać. 

Agatha  z  ociąganiem  przyznała  mu  rację.  Jechała  do  domu  po  zalanych 

drogach wśród szalejącej burzy. W momencie, gdy skręciła w drogę do Carsely, 
deszcz  przestał  padać  i  zza  chmur  na  zachodzie  ukazało  się  blade,  wieczorne 
niebo. 

Nagle stwierdziła, że nie ma ochoty spędzać pozostałej części dnia sama, ale 

Charles powiedział przed progiem: 

—  Pomyślnych  łowów.  Informuj  mnie,  czego  się  dowiedziałaś.  —  Po  tych 

słowach ruszył w stronę swojego samochodu. 

Agatha  weszła  do  środka,  pogłaskała  koty  i  sprawdziła  wiadomości  na 

automatycznej  sekretarce.  Jej  były  pracownik  Roy  Silver  zostawił  aż  pięć. 
Narzekał, że morderstwo przykuło uwagę mediów, a ona nie raczyła go zaprosić. 
Roy pracował w branży public relations i ponad wszystko uwielbiał popularność. 
Agatha  zadzwoniła  do  niego  i  zaprosiła  go  na  weekend.  Roy  był  nieco 
afektowany, często irytujący, ale doszła do wniosku, że lepszy taki kompan niż 
żaden. Potem dziwiła się, że całkowicie straciła poczucie niezależności. Dawniej 
uważała, że w zupełności wystarczy jej własne towarzystwo. 

Charles  zamierzał  odjechać,  gdy  ktoś  zapukał  w  okno  samochodu.  Wyjrzał, 

zobaczył Jamesa Laceya i spuścił szybę. 

— Chciałbym z tobą porozmawiać — poprosił James. — Znajdziesz dla mnie 

minutkę? 

— Dobrze. 

Charles wysiadł z samochodu i podążył do chaty za wysoką sylwetką Jamesa. 

— Napijesz się czegoś? — zaproponował James. 

TLR

background image

— Wyrzuć z siebie, co ci leży na sercu — poprosił Charles. — Kiedy na ciebie 

patrzę, czuję się tak, jakby wezwano mnie do dyrektora szkoły. 

— Bo widzisz... interesują mnie twoje intencje względem Agathy. 

Charles w zadziwieniu obserwował przystojną twarz Jamesa. 

— Żartujesz czy naprawdę masz takie wiktoriańskie poglądy? 

— Troszczę się o Agathę. Nie chcę, żebyś ją zranił — odparł James. 

—  Drogi  przyjacielu  —  zaczął  Charles  cierpliwie.—  Czy  nie  uświadomiłeś 

sobie  jeszcze,  że  dopóki  nasza  Agatha  nie  dorośnie,  będzie  się  zakochiwać  w 
wariatach typu tego donżuana Marstona? Weźmy na przykład ciebie. Gdybyś nie 
był takim zatwardziałym starym kawalerem z hasłem „nie dotykać" wypisanym na 
twarzy, nie ganiałaby za tobą tak zawzięcie. 

— Ja się z nią ożeniłem — przypomniał James. 

— I co z tego wyszło? — wytknął Charles bezdusznie. 

—  Nie  pozostaje  nam  nic  innego,  jak  stać  z  boku,  obserwować  i  zbierać 

szczątki  po  kolejnej  katastrofie.  Możesz  jej  pomagać  w  dochodzeniach  tak  jak 
dawniej. 

— Nie mogę — odrzekł James. — Wyjeżdżam za granicę. 

— Myślałem, że zrezygnowałeś z pisania przewodników turystycznych. 

—  Pozwalają  mi  na  opłacenie  rachunków.  Obecnie  pracuję  nad  biografią 

Nelsona, ale ona nie przyniesie mi dochodu. Opiekuj się Agathą. 

— Posłuchaj. Teraz wyjeżdżam. Przyrzekam, że nie skrzywdzę Agathy. Pakuj 

walizki i przestań się martwić.

TLR

background image

ROZDZIAŁ IV 

 

Dwa dni później Toni stała za barem w pubie w Lower Sithby i nalewała piwo. 

Nie mogła uwierzyć, jak łatwo dostała tę pracę. Właściciel, Bob Brackett, ofero-
wał  wprawdzie  minimalną  pensję,  ale  z  zamieszkaniem  w  pokoju  nad  pubem. 
Nawet nie spytał o referencje, które sama sfabrykowała. Był tęgim, gburowatym 
mężczyzną z niechlujną żoną i kwilącym niemowlęciem. Wyznał Toni, że jego 
małżonka już więcej nie będzie pracowała w barze. 

Zaprzyjaźniony  barman  w  Mircesterze  zorganizował  dla  Toni  błyskawiczny 

kurs  nalewania  piwa.  Martwiła  się,  jak  sobie  poradzi,  kiedy  ktoś  zażąda 
wyszukanego koktajlu. Ale większość stałych klientów stanowili robotnicy rolni, 
którzy poprzestawali na piwie. 

Po pierwszym dniu pracy Toni do pubu zaczęły napływać tłumy na wieść o 

zatrudnieniu  ślicznej  barmanki.  Przychodziły  ją  obejrzeć  zarówno  żony 
bywalców, jak i kilka niezamężnych mieszkanek wsi. Dzień przed rozpoczęciem 
jej pracy przyjechał Phil Marshall, żeby ukradkiem sfotografować Fionę Morton. 
Toni trzymała jej zdjęcie w torebce za barem, by ją rozpoznać, kiedy zawita do 
gospody. 

Nie wypatrzyła Simona Blacka, którego Agatha wysłała — ku jej irytacji — 

żeby miał na nią oko. Dziwiło ją, że nie zajrzał do lokalu, lecz z drugiej strony 
cieszyło, że nie depcze jej po piętach. Jak do tej pory Toni nie usłyszała żadnych 
plotek na temat Fiony. W sobotę zastanawiała się, jak szefowej poszło z Jessicą 
Fordyce. 

Obecnie  Agatha  żałowała  z  całego  serca,  że  zaprosiła  Roya  Silvera.  Młody 

człowiek stanowczo odmówił zostawienia jej samej, gdy wyruszała przesłuchać 
Jessicę. Ponieważ była ona gwiazdą telewizji, liczył na obecność dziennikarzy. 

Agatha w żaden sposób nie zdołała go przekonać, żeby się ubrał jak człowiek. 

Wbrew jej radom włożył szmaragdowe skórzane szorty i zieloną koszulkę bez koł-
nierzyka, za to z bufiastymi rękawami, a do tego botki z zielonej skóry do kostek 
na  przeraźliwie  chude  nogi.  Skórę  przyciemnił  samoopalaczem,  a  włosy 
ufarbował  w  jasne  i  zielone  pasemka.  Odparowywał  wszelkie  zarzuty  Agathy 
stwierdzeniem, że nie zna się na modzie. 

TLR

background image

Ku zaskoczeniu Agathy, Jessica przywitała ją bardzo ciepło. 

Zaprowadziła ich do kunsztownie urządzonej kuchni z granitowymi blatami, 

mnóstwem miedzianych patelni i lśniących naczyń. Agatha rozejrzała się dookoła. 
Sama nie przykładała wielkiej wagi do wystroju własnej. Wyposażyła ją tylko w 
niezbędne urządzenia, jak kuchenka mikrofalowa i ekspres do kawy. Pamiętała, że 
kiedy w modę weszły lady rzeźnickie, kupiła sobie jedną. Ale ponieważ złośliwe 
filiżanki ześlizgiwały się na podłogę rynienką do odprowadzania krwi, wywaliła 
ją i zastąpiła zwyczajnym stołem. Ten z kolei wymagał częstego szorowania, więc 
Doris Simpson narzekała, że trudno utrzymać go w czystością. 

Jessica  włożyła  bawełniany  niebieski  kitel.  Miała  gołe  nogi.  Mimo  że  nie 

nałożyła makijażu, Agatha nie zdołała dostrzec ani jednej zmarszczki na ślicznej 
buzi. Roy był oczarowany. 

—  Wygląda  pani  jeszcze  piękniej  niż  w  telewizji  —  wyszeptał  z  zapartym 

tchem. 

— Nie sądzę, żeby Agatha przyszła tu podziwiać moją urodę — roześmiała się 

Jessica. — Próbujecie wykryć mordercę George'a, prawda? 

— Tak — potwierdziła Agatha. — Na zlecenie jego siostry. Czy przychodzi ci 

do głowy ktoś, kto mógłby go uśmiercić? 

— Kawy? 

— Tak, bardzo chętnie — poprosił Roy. 

Jessica  zmełła  ziarna  w  elektrycznym  młynku  i  wsypała  zmieloną  kawę  do 

ekspresu. 

— To zajmie kilka minut — ostrzegła. — Usiądźcie. 

Agatha  doszła  do  wniosku,  że  jej  włosy  mają  naturalnie  rudy  kolor. 

Onieśmielał ją widok takiej piękności. 

Usiedli przy okrągłym stoliku. 

— Jeżeli szukacie podejrzanych, sprawdźcie najpierw te wszystkie mieszkanki 

wsi, z którymi sypiał — zaczęła Jessica. 

— Wiedziałaś o tym? — spytała Agatha. 

TLR

background image

Jessica wzruszyła ramionami. 

— Chyba wszyscy wiedzieli. 

Prócz mnie — pomyślała Agatha. Serdeczna, otwarta Jessica robiła zupełnie 

inne wrażenie, niż Agatha sobie wyobrażała, zanim ją poznała. 

— — A ty miałaś z nim romans? — spytała Agatha. 

— O, nie. Rozpoznaję ten typ na milę. 

— To znaczy jaki? 

— Nie sądzę, żeby George lubił kobiety. Moim zdaniem uwielbiał władzę nad 

nimi. Cieszyły go łatwe podboje. Pozostawałam poza jego zasięgiem. Przypusz-
czam, że ty też — dodała, uśmiechając się do Agathy. 

W mgnieniu oka podbiła serce Agathy. Promieniowała takim ciepłem, że nie 

sposób było jej nie lubić. Roy z otwartymi ustami pożerał ją wzrokiem. Agatha 
odparła pokusę sięgnięcia ręką przez stół i zamknięcia mu buzi. 

—  Zdradził  mi,  że  obawia  się  kogoś,  kogo  podejrzewa  o  psychopatię.  Czy 

wspominał o kimś takim? — spytała Agatha. 

Jessica wstała, podeszła do blatu i napełniła porcelanowe kubki kawą. Kiedy ją 

podała, postawiła na stole talerz ciasteczek z płatkami czekoladowymi. 

— Spróbujcie — zachęciła. — Sama je upiekłam. 

— Bogini! — wyszeptał Roy z zachwytem. — Jest pani mistrzynią również w 

kuchni. 

—  Wróćmy  do  kwestii  psychopaty  —  przypomniała  Agatha  ze 

zniecierpliwieniem. — Royu! Okruchy ciastek wpadają ci za koszulę! 

— Przepraszam, ale naprawdę są tak booooskie, że... 

— Psychopata... — naciskała Agatha coraz bardziej niecierpliwie. 

— Nie — odrzekła Jessica, obdarzając Roya tak zniewalającym uśmiechem, że 

upuścił ciastko na podłogę. 

— Przepraszam, przepraszam — bełkotał nieskładnie. — Zaraz posprzątam. 

TLR

background image

— Wyrzuć je dla ptaków do ogrodu na tyłach — doradziła Jessica. — Agatha 

nie  przedstawiła  cię,  ale  ja  cię  znam.  Jestes'  Roy  Silver.  Promowałeś  zespół 
Szybkie chłopaki. 

—  Psychopata!  —  ryknęła  Agatha.  Obydwoje  popatrzyli  na  nią  ze 

zdumieniem. 

— Chcę ustalić, kto zamordował biednego George'a 

— wyjaśniła. 

Roy posłał jej zbolałe spojrzenie i ruszył w kierunku kuchni z resztkami ciastka 

w ręku. 

— Nie wspominał o nikim takim — odparła Jessica. 

— Czy określił płeć tej niezrównoważonej osoby? 

— Prawdę mówiąc, nie — przyznała Agatha. 

— W takim razie równie dobrze mogło mu chodzić o któregoś z mężczyzn ze 

wsi. Z pewnością wzbudził zazdrość u wielu. 

— Nie sądzę — odparła Agatha. — Tak wyrafinowana zbrodnia wskazuje na 

motyw zemsty. 

— Nie masz zbyt wysokiego mniemania o kobietach 

— zauważyła Jessica. 

— Nasza Agatha wciąż konkuruje z wieloma z nich 

— wtrącił Roy, wracając do stołu. 

Agatha posłała mu karcące spojrzenie niedźwiedzich oczu, jakby ostrzegała: 

„Później się z tobą policzę". 

— To nieprawda — zaprzeczyła żarliwie. — Tyle że na ogół po mężczyźnie 

można spodziewać się raczej zastrzelenia wroga z dubeltówki czy ciosu w głowę. 

—  Znasz  nazwiska  jego  kochanek?  —  spytała  Jessica.  Agatha  zawahała  się 

przez chwilę. Po namyśle odpowiedziała: 

— Na razie naprawdę nie mogę ich wyjawić, ale jak tylko coś wyjdzie na jaw, 

tobie pierwszej dam znać. 

 

TLR

background image

—  Dobrze,  że  przynajmniej  na  mnie  nie  ciążą  podejrzenia.  Przyjechałam 

prosto na bal i wyjechałam zaraz po jego zakończeniu. 

— Policja sądzi, że George został zamordowany co najmniej dzień wcześniej 

— odrzekła Agatha. 

— Zaraz, gdzie wtedy byłam? Ach, na planie zdjęciowym. Posądzano mnie o 

romans z jednym z lekarzy. 

— Wiem, z Gilese'em Deveraux. 

—  Tak,  właśnie  z  nim.  Czekałam  na  potajemną  schadzkę  w  jego  chacie  w 

Broadwellu  —  wiecie,  w  tej  wsi  z  wodospadem,  zaraz  za  drogą  do  Stow. 
Spędziliśmy tam cały dzień. 

— Ale do niczego między wami nie doszło — dokończył Roy z entuzjazmem. 

— Bo dowiedziała się pani, że ma żonę. 

— Jesteś moim prawdziwym fanem — skomentowała Jessica. 

—  Niemal  śliniłeś  się  na  jej  widok.  —  Agatha  ofuknęła  Roya  mniej  więcej 

dziesięć minut później, gdy wracali piechotą od Jessiki. 

— No cóż, jest cudowna. Możesz ją spokojnie skreślić z listy podejrzanych — 

zasugerował Roy. 

— Dlaczego? 

— Może mieć każdego faceta, którego zapragnie. Tylko idiotka wdawałaby się 

w romans z ogrodnikiem. 

—  George  Marston  był  bardzo  atrakcyjnym  mężczyzną  —  przypomniała 

Agatha.  —  Na  razie  nie  zamierzam  jej  skreślać.  Pojedźmy  do  Broadwellu  i 
popytajmy ludzi. 

 

 W Broadwellu dowiedzieli się, że ekipa filmowa przebywała tam cały dzień, 

lecz wyjechała we wczesnych godzinach wieczornych. 

— W takim razie zostało jej trochę czasu — zauważyła Agatha. 

TLR

background image

— Rusz głową! — warknął Roy złośliwie. — Musiałaby wozić ze sobą torbę 

jadowitych  żmij.  Zresztą  wszyscy  wrócili  do  Londynu.  Zazdrość  cię  zaślepia, 
Agatho. 

— Nieprawda! — wrzasnęła Agatha. 

Kłócili  się  przez  całą  drogę  powrotną  do  jej  chaty  i  jeszcze  dłużej,  aż  Roy 

postanowił wyjechać. 

Simon  znalazł  we  wsi  pokój  ze  śniadaniem.  Twierdził,  że  wypoczywa  w 

wioskach  Oxfordshire.  Ponieważ  na  stałe  mieszka  w  Londynie,  zapragnął 
odetchnąć  świeżym  powietrzem.  Jego  gospodyni,  pani  Greta  James,  wesoła 
plotkarka, szybko przekazała mu wszystko, co usłyszała na temat nowej, ładnej 
barmanki z gospody. 

Simon  nie  chciał  pytać  wprost  o  Fionę  Morton,  ale  wziął  ze  sobą  jedną  z 

odbitek zrobionych przez Phila. Zaczął wątpić, czy kiedykolwiek ją spotka, kiedy 
pewnego  dnia  ujrzał  Fionę,  jak  opuszcza  swą  chatę  i  zmierza  do  wiejskiego 
sklepu. Simon pobiegł tam przed nią, kupił bochenek chleba i wypadł na dwór na 
tyle nieostrożnie, żeby zderzyć się z nią „przypadkiem", gdy wchodziła do środka. 

—  Bardzo  panią  przepraszam  —  zagadnął  uprzejmie.  —  Ale  nie  co  dzień 

wpadam na tak atrakcyjną kobietę. 

— Następnym razem uważaj, jak chodzisz! — ofuknęła go Fiona i spróbowała 

go ominąć. 

— Proszę posłuchać — naciskał Simon. — Naprawdę bardzo mi przykro. Czy 

mógłbym zafundować pani coś do picia? 

Popatrzył na nią z zachwytem. Miał nadzieję, że nie wypadło to zbyt sztucznie. 

Wyglądało na to, że obejrzała go sobie dokładnie za pierwszym razem od strzechy 
gęstych włosów, przez nieregularną twarz błazna, aż do szczupłej sylwetki. 

— No dobrze — odrzekła wyraźnie ułagodzona. 

Myślę, że jeden mały kieliszek na początek dnia nie zaszkodzi. Zwykle tam nie 

chodzę. Pełno tam prostaków. Wszyscy wciąż gadają o jakiejś nowej barmance. 

— Mimo wszystko zapraszam — nalegał Simon. 

Ochronię panią. 

TLR

background image

Wzięła go pod rękę i obdarzyła uśmiechem. Poszli razem do pubu. Za barem 

Toni lśniła jak gwiazda w mrocznym wnętrzu starej gospody. Fiona zrobiła taką 
minę, jakby zjadła kilka cytryn naraz. 

— Podobno uchodzi za piękność, ale ja tego jakoś nie widzę — mruknęła. 

— Mnie proszę nie pytać o zdanie  — rzucił Simon lekkim tonem. —  Wolę 

dojrzałe kobiety. Czego się pani napije? 

— Poproszę o wódkę z tonikiem. 

Simon odsunął dla niej krzesło przy stoliku w rogu, podszedł do lady i złożył 

zamówienie: 

— Proszę szklankę jasnego piwa i dużą wódkę z tonikiem, panienko. 

— Już nalewam, proszę pana — powiedziała głośno Toni, a szeptem spytała: 

— To ona? 

— Tak, we własnej mizernej osobie. 

— Uważaj. 

— Spotkajmy się później. Musimy wymienić spostrzeżenia. 

— Nie wyjdę stąd do jedenastej wieczorem. Gdzie? 

— Czy widziałaś ten zrujnowany kościół za północnym skrajem wsi? 

— Znam go. 

— Będę tam po jedenastej. 

Podczas  tej  rozmowy  ledwie  otwierali  usta.  Simon  wrócił  do  stolika  z 

napojami. 

— Powinienem się przedstawić. Nazywam się Simon White. 

— A ja Fiona Morton, dla przyjaciół Fee. 

— Więc ja też będę cię tak nazywać — zaproponował. 

Simon opowiedział jej zmyśloną historyjkę o tym, 

że wyjechał z Londynu na odpoczynek. 

TLR

background image

— Pracuję w reklamie — skłamał. — To bardzo stresujące zajęcie. Zbyt dużo 

zakrapianych posiłków. Jestem copyrighterem, wymyślam hasła reklamowe. A ty 
nie pracujesz? 

— Na szczęście mój drogi tata sporo mi zostawił. Ale dużo pracuję społecznie 

dla mojej wioski. 

Promień  słońca  wpadł  przez  zakurzone  okno  i  oświetlił  pierścionek  z 

brylantem na palcu Fiony. 

—  O,  jesteś  zaręczona  —  zauważył  Simon.  —  Kto  jest  szczęśliwym 

wybrańcem? 

— To tragiczna historia. Mój narzeczony bardzo mnie kochał, a teraz nie żyje. 

— Bardzo mi przykro. Na co zmarł? 

— Został zamordowany! 

— No nie! To potworne. W jaki sposób? 

—  Nazywał  się  George  Marston.  Przeprowadził  się  do  Cotswold,  żeby 

przygotować dla nas dom i tu ktoś go zatłukł. 

— Uderzeniem w głowę? 

— Jeszcze nie wiem, jak zginął. 

Simona  zdziwiło,  że  nie  wspomniała  o  żmijach,  ale  przypomniał  sobie,  że 

gazety nie podały, w jaki sposób go uśmiercono. 

— To dla pani straszliwy cios — powiedział. 

— Tak. Płakałam i płakałam, póki nie wypłakałam wszystkich łez. 

Ma  naprawdę  piękne  oczy,  zielone  jak  szmaragdy  —  pomyślał  Simon.  — 

Szkoda, że reszta nie dorównuje ich urodzie. 

— Może jeszcze jeden kieliszek? — zaproponował. 

Do pubu napływało coraz więcej gości. Właściciel 

stanął wraz z Toni za ladą. To on odebrał od Simona kolejne zamówienie. 

Gdy Simon wrócił z napojami, Fiona posłała mu blady uśmiech. 

TLR

background image

— Trochę sobie popłakałam — wyznała. — Trudno przejść nad taką tragedią 

do porządku dziennego. 

— Kiedy widziałaś George'a po raz ostatni? 

— Czemu pytasz? — zapytała, patrząc na niego podejrzliwie. 

—  Moja  droga  Fee  —  zaczął  Simon  poważnym  tonem.  —  Nie  zamierzam 

dopytywać o twoje prywatne sprawy. Już wiem. Czy pozwolisz, że zabiorę cię na 
kolację, żeby cię trochę rozweselić? Czy znasz jakiś dobry lokal w pobliżu? 

— Bardzo miło z twojej strony. Tu we wsi nie ma żadnego, ale Chez Henri jest 

zaledwie trzydzieści kilometrów stąd. Słyszałeś o nim? 

— O tak — potwierdził Simon. 

Restaurację  Chez  Henri  założyło  dwóch  francuskich  kucharzy  w  starym 

dworze w pobliżu Oksfordu. Simon słyszał, że jest bardzo droga. Uznał jednak, że 
cel uświęca środki. Uśmiechnął się do Fiony. 

— Zarezerwuję stolik, jeśli tylko zdołam. O ósmej wieczorem? 

— Cudownie! Wskażę ci moją chatę. 

Simon zadzwonił do Toni, gdy tylko Fiona wyszła, i odwołał ich spotkanie na 

ten wieczór. 

Tego wieczora przed pójściem do łóżka Agatha usiadła w ogrodzie. Wcześniej 

zadzwonił  do  niej  Simon,  żeby  poinformować  o  planowanym  wypadzie  do 
restauracji. Agatha miała nadzieję, że rezultat okaże się wart wydatku. Czuła się 
niepewnie.  We  wczesnych  godzinach  wieczornych  pojechała  do  wiejskiego 
sklepu,  żeby  kupić  jedzenie  dla  kotów.  Wyczuła  wrogie  nastawienie  innych 
klientów.  Nikt  nie  powiedział  jej  złego  słowa,  ale  kilka  osób  obrzuciło  ją 
nieprzychylnym spojrzeniem. 

Stłumiła ziewnięcie i postanowiła iść spać. Zauważyła, że jej koty nie tknęły 

karmy w miseczkach. Rozpieszczone zwierzaki najwyraźniej liczyły na ulubione 
smakołyki, takie jak świeża ryba czy wątróbka. 

— Nie mam czasu was rozpieszczać — wytłumaczyła. — Spróbujcie zjeść to, 

co wam dałam. 

TLR

background image

Unikając  pełnych  wyrzutu  spojrzeń  ulubieńców,  weszła  na  górę,  żeby 

przygotować  się  do  spania.  Właśnie  włożyła  nocną  koszulę,  gdy  usłyszała  ich 
przeraźliwe miauczenie i prychanie. 

— Do cholery, to kocia karma, nie trucizna! — wrzasnęła. 

Postanowiła  jednak  zejść  na  dół  i  spróbować  je  uspokoić.  Hodge  i  Boswell 

siedziały wpatrzone w drzwi i wrzeszczały rozdzierająco. 

—  Czego  tam  znowu?  —  warknęła  Agatha.  W  tym  momencie  poczuła 

paskudny smród. 

Popatrzyła w dół i zauważyła na wycieraczce kupkę czegoś, co wyglądało jak 

odchody,  najwyraźniej  wrzucone  przez  otwór  na  listy.  Agatha  wzięła  mocny 
worek na śmieci, strzepnęła do niego ekskrementy z wycieraczki, potem wzięła 
silny  środek  do  czyszczenia  w  sprayu  i  wyczyściła  zabrudzone  drzwi  od 
wewnątrz. 

Wrzuciła  worek  na  śmieci  do  pojemnika  w  ogrodzie  na  tyłach  domu.  Po 

powrocie do chaty spostrzegła, że drżą jej ręce. Zadzwoniła po policję, usiadła i 
czekała. 

Bill Wong właśnie kończył służbę, gdy usłyszał, że Agatha wezwała policję. 

— Pojadę do niej — zaproponował i wyruszył do Carsely. 

Agatha go wpuściła. 

— Dzieje się coś złego, Billu — wykrzyknęła na jego widok. — Wcześniej 

pojechałam do wiejskiego sklepu. Atmosfera była aż gęsta od wrogości. Nie mogę 
zadzwonić do pani Bloxby, ponieważ już jest za późno. 

— W normalnej sytuacji nie interweniowalibyśmy w takiej sprawie, gdyż nie 

mamy do tego żadnych podstaw — zastrzegł Bill. — Ale ponieważ prowadzimy 
śledztwo  w  sprawie  morderstwa,  rano  przyślę  ekipę  śledczą,  żeby  poszukali 
odcisków palców na zewnętrznej stronie drzwi. To ludzka kupa czy zwierzęca? 

— Nie wiem — przyznała Agatha. — Cuchnęła obrzydliwie. 

— Gdzie ją wyrzuciłaś? 

— Praktycznie wszystko spadło na wycieraczkę, więc zwinęłam ją, wsadziłam 

do worka na śmieci i wyrzuciłam do pojemnika. 

TLR

background image

— Pokaż. 

Agatha  otworzyła  kuchenne  drzwi,  zaprowadziła  go  do  ogrodu  i  pokazała 

śmietnik.  Powietrze  przesycał  aromat  kwiatów,  które  zasadził  George.  Nagle 
stanął jej przed oczami obraz jego postaci, gdy tu pracował. 

Bill otworzył kontener, wyjął latarkę, oświetlił zawartość i powąchał. 

—  Fu!  To  świński  nawóz,  Agatho.  Ktoś  musiał  go  zdobyć  w  okolicy. 

Pozamykaj drzwi i idź spać. Jutro zobaczymy, co można dla ciebie zrobić. 

Po niespokojnej nocy Agatha zadzwoniła do pani Bloxby i opowiedziała, co ją 

spotkało. 

— Zaraz przyjadę — obiecała żona pastora. 

Oczekując  na  jej  przybycie,  Agatha  zadzwoniła  do  biura  i  wytłumaczyła, 

dlaczego się spóźni. 

Po przybyciu pastorowej Agatha zapytała bezradnie: 

— Kto mógł mi zrobić coś takiego? 

— Czasami odnoszę wrażenie, że kiedy coś wzburzy ludzi ze wsi, zachowują 

się tak, jak ich przodkowie sprzed co najmniej dwustu lat — skomentowała pani 
Bloxby. 

— Usiądźmy w ogrodzie, żebym mogła zapalić — zaproponowała Agatha. — 

Proszę powiedzieć, co pani o tym myśli. Kiedy wczoraj pojechałam do sklepu, po-
traktowano mnie jak trędowatą. 

— Krążą złośliwe plotki — zaczęła ostrożnie pastorowa. 

— Na mój temat? 

— Zna pani panią Arnold, tą staruszkę, która układa kwiaty w kościele? 

— Z widzenia. Co o mnie gada? 

— Spotkałam ją wczoraj w kościele. Ostrzegła mnie, że powinnam się trzymać 

od pani z daleka. Twierdziła, że wie z pewnego źródła, że zabiła pani George'a 
Marstona. Zaprotestowałam, że to wierutne bzdury. A ona na to, że powszechnie 
wiadomo, że nawet jeśli nie zamordowała go pani osobiście, to przyniosła pani do 
wsi  zło  jako  osoba  znana  z  tropienia  przestępców.  Cały  kłopot  z  wioskami  w 

TLR

background image

Cotswolds  polega  na  tym,  że  nawet  jeśli  zamieszkuje  je  wielu  przybyszów  z 
zewnątrz, przysięgłabym, że ziemia przesiąkła starymi przesądami, a ludzie nadal 
są skłonni wrócić do polowań na czarownice. 

— Czy wymieniła to źródło swej rzekomej wiedzy? — zapytała Agatha. 

— Odparła, że nie powtarza plotek. 

—  Typowe  —  prychnęła  Agatha.  —  Co  mogę  na  to  poradzić?  Takie 

nastawienie praktycznie uniemożliwia mi przesłuchiwanie mieszkańców. 

— Ma pani doświadczenie w branży public relations. Gdyby klient prosił panią 

o radę, co by mu pani doradziła? 

Agatha  zmarszczyła  brwi  w  zamyśleniu.  Chwilę  później  jej  twarz  się 

wygładziła. 

— Oczywiście nawiązać kontakt z prasą. Pochwycą każdą informację na temat 

zbrodni. 

— To może pogorszyć sytuację — skomentowała pani Bloxby ostrożnie. 

— W jaki sposób? 

— Oczywiście reporterzy zapragną przeprowadzić wywiady z mieszkańcami. 

W rezultacie dałaby pani złośliwcom pole do popisu. 

— Cholera! Sama do nich pójdę. Wydrukuję ulotki na mojej drukarce i zwołam 

dziś wieczór zebranie w budynku Rady Gminy. 

— Myśli pani, że przyjdą? 

—  Jeżeli  napiszę,  że  spotkanie  dotyczy  sprawy  morderstwa  George'a 

Marstona, przyjdą z całą pewnością. 

Gdy  Agatha  stanęła  przy  mikrofonie  tego  wieczora,  budynek  Rady  Gminy 

wypełniał tłum. Doznała rozczarowania, że policja nie znalazła żadnych odcisków 
palców  na  zewnętrznej  stronie  jej  drzwi.  Osoba,  która  wrzuciła  jej  do  domu 
świński nawóz, nosiła rękawiczki. 

Żeby zapewnić sobie frekwencję, Agatha zaoferowała uczestnikom darmowe 

wino.  Przełknęła  ślinę  i  popatrzyła  na  morze  twarzy.  Zauważyła,  że  Joyce 

TLR

background image

Hemingway,  Sara  Freemantle  i  Harriet  Glossop  zajęły  miejsca  obok  siebie  w 
pierwszym rzędzie. 

— Panie i panowie — zagaiła Agatha. — Ktoś z tej wsi zamordował George'a 

Marstona. 

Obecni zaniemówili ze zdziwienia. 

— Aby odsunąć od siebie podejrzenia, a także żeby mnie nastraszyć, usiłowali 

mnie  oczernić.  Ktoś  wrzucił  mi  świńskie  odchody  przez  otwór  na  listy.  To 
wstrętne  i  głupie.  Jeżeli  będziecie  słuchać  tych  oszczerstw  i  dawać  im  wiarę, 
ochronicie  mordercę  lub...  —  Przerwała  i  obrzuciła  znaczącym  spojrzeniem 
pierwszy rząd — ...morderczynię. Siostra pana Marstona zatrudniła mnie, żebym 
ustaliła tożsamość nikczemnego zabójcy. Proszę każdego z obecnych, kto wie o 
czymś, co mogłoby mi pomóc w śledztwie, żeby przyszedł i podzielił się ze mną 
swoją  wiedzą.  Słuchanie  takich  plotek  i  polowanie  na  rzekome  czarownice  to 
uleganie czyjejś manipulacji.-Czy znacie na przykład kogoś, kto usiłował zdobyć 
świński nawóz? Czy ktokolwiek zna kogoś, kto wie, jak postępować z wężami? 

Ktoś zarzuca mi, że przyniosłam do wsi zło. Nie ja je tu sprowadziłam, tylko 

morderca.  Cała  ta  zemsta  na  mnie  ma  na  celu  wyłącznie  uniemożliwienie  mi 
wykrycia sprawcy. A teraz otwieramy bar z darmowymi trunkami. 

Obecni zaczęli odsuwać krzesła. Mieszkańcy wsi podchodzili do długiej lady 

na końcu sali, gdzie urządzono barek z winem i serami. 

Agatha zeszła z podium i poszła do toalety poprawić makijaż. Kiedy wróciła, 

czekał na nią Phil Marshall. 

—  Rozpytywałem  dookoła,  ale  za  żadne  skarby  nie  mogę  ustalić  źródła 

złośliwych  plotek.  Ktoś  wskazał  niewyraźnie  na  Jima  Bloggsa.  Ten  z  kolei 
twierdził, że usłyszał je od starego wuja Toma Cobbleya i tak dalej. 

Agatha przebiegła wzrokiem tłum. 

— Gdzie poszły panie Freemantle, Hemingway i Glossop? — spytała. 

—  Obserwowałem  ich  reakcję  podczas  przemówienia.  Wyglądały  na 

przygaszone. Opuściły budynek, gdy tylko skończyłaś mówić. 

— Stawiam na Joyce Hemingway — powiedziała Agatha. 

TLR

background image

Różni  mieszkańcy  podchodzili  do  niej,  żeby  zapewnić,  że  nie 

rozpowszechniali  złośliwych  plotek.  Potem  zostawali,  żeby  skorzystać  z 
darmowego  poczęstunku.  Gdy  długi  wieczór  dobiegł  końca,  Agatha  była 
zmęczona, ale czuła, że osiągnęła wyznaczony cel. 

Ledwie weszła do chaty, zadzwonił telefon. Rozpoznała głos Simona: 

— Jak długo muszę jeszcze grać tę komedię? — zapytał płaczliwym głosem. 

Agathę tak bardzo zaabsorbowało zastraszanie miejscowych twierdzeniem, że 

morderca jest wśród nich, że niemal zapomniała o Fionie Morton. 

— Czemu pytasz? Nic nie uzyskałeś? 

—  Nie.  Na  domiar  złego  wygląda  na  to,  że  po  George^  oszalała  na  moim 

punkcie. Zabrałem ją do tej drogiej restauracji. Porcja puddingu jest mniejsza od 
szkła  okularów.  Fiona  usiłowała  mnie  wciągnąć  do  swojej  chaty  na  kieliszek 
czegoś mocniejszego przed snem. Powiedziałem, że jestem zmęczony. Wtedy za-
żądała  pocałunku  na  dobranoc.  Nigdy  bym  nie  przypuszczał,  że  kobieta  o  tak 
małych ustach ma tak długi język. Fu! 

— Jak sobie radzi Toni? 

—  Udało  nam  się  spotkać  i  porównać  notatki.  Ustaliła  tylko,  że  nasza  Fee 

uchodzi za trochę niezrównoważoną osobę. Ale mam jedną pomyślną wiadomość. 
Podobno George'a zamordowano co najmniej dwadzieścia cztery godziny przed 
balem. 

— Tak twierdzi policja. 

—  Tymczasem  Fiona  pracowała  w  komitecie  obsługi  jakiegoś  lokalnego 

festynu w przeddzień i w dniu morderstwa. Jej samochód ani na chwilę nie opuścił 
wsi. 

Agatha westchnęła. 

— Najlepiej oboje się stamtąd zmywajcie. Czy Toni jest pewna, że nie zdołała 

się wymknąć ani na chwilę? 

— Bez cienia wątpliwości. 

— Uciekajcie stamtąd — powtórzyła Agatha. 

TLR

background image

—  Toni  się  ucieszy.  Właściciel  zatrudnia  ją  na  czarno,  więc  nie  musiała 

podawać  swoich  prawdziwych  danych.  Poza  tym  ten  weterynarz,  Summers,  od 
czasu do czasu wpada do knajpy i zagaduje, że gdzieś ją kiedyś widział. Któraś z 
gazet w przeszłości wydrukowała jej zdjęcie. 

—  Spakujcie  się  i  wyjedźcie  dzisiaj  —  rozkazała  Agatha.  —  Czy  wiadomo 

wam coś o romansach George'a z innymi kobietami ze wsi? 

— Wygląda na to, że niektóre by sobie tego życzyły. Potrafisz sobie wyobrazić 

taką głupotę? 

— Do zobaczenia — ucięła Agatha natychmiast. Simon odetchnął z ulgą, gdy 

odłożyła słuchawkę. 

Wyciągnął  walizkę  spod  łóżka  i  zaczął  pakować  rzeczy.  Kiedy  skończył, 

wyjrzał przez okno i szybko się cofnął. Fiona stała na ulicy i patrzyła w jego okno. 

Simon odszedł w głąb pokoju i wyłączył światło. Usiadł na łóżku i odczekał 

pół godziny, zanim znów ostrożnie wyjrzał. Fiona odeszła. 

Zadzwonił do Toni na komórkę i spytał, jak szybko będzie mogła wyjechać. 

— A o której ty wyjeżdżasz? 

— Najwcześniej, jak to możliwe — odparł Simon. — Ta Fiona zaczyna mnie 

przerażać. 

— Mam tylko plecak. Wyrzucę go przez okno, a potem wyskoczę. Zostawiłam 

samochód na parkingu. Ponieważ leży on na stromym wzgórzu, zwolnię hamulec i 
podjadę cicho do szosy. Do zobaczenia w biurze jutro. 

— Zaczekaj chwilkę — poprosił Simon. — Nie sądzisz, że zasłużyliśmy na 

wolny dzień? Zabrałbym cię w jakieś ładne miejsce. 

— Nie. Do zobaczenia w pracy. 

Agatha spała dobrze tej nocy, przekonana, że przełamała niechęć mieszkańców 

do siebie. Ale obudziła się rano ociężała i spocona. Niebo przybrało barwę ołowiu. 
Wiatr nie poruszał nawet listka w ogrodzie. W powietrzu panował upał i duchota. 
Wzięła prysznic i włożyła bawełnianą bluzkę i spódnicę z gumką w talii. Chciała 
przeżyć przynajmniej jeden dzień, w którym uciskający pasek nie będzie budził w 
niej wyrzutów sumienia po każdym posiłku. 

TLR

background image

Po  zwyczajowym  śniadaniu,  złożonym  z  dwóch  filiżanek  mocnej  kawy  i 

dwóch papierosów, otworzyła frontowe drzwi, żeby pojechać do biura. Dostrzegła 
na progu paczkę. Opakowano ją w zwykły szary papier i wypisano na nim dużymi 
literami jej nazwisko. Patrzyła na nią przez chwilę, potem weszła z powrotem do 
chaty i wezwała policję. 

Trzy  kwadranse  później  przyjechali  Bill  Wong  i  Alice  Peterson.  Obejrzeli 

przesyłkę,  podczas  gdy  Agatha  opisała  wrogie  nastawienie  miejscowych 
względem siebie w ciągu ostatnich dni. 

— Myślałam, że położyłam temu kres — załkała na koniec. 

— Niewykluczone, że zawiera coś zupełnie niewinnego — pocieszył Bill. 

— Otwórz, to zobaczymy — poprosiła Agatha. 

—  Dobrze,  ale  ty  i  Alice  lepiej  wyjdźcie  z  kuchni,  choć  nie  sądzę,  żeby 

włożono tam bombę. 

—  Zaczekamy  w  ogrodzie  —  zaproponowała  Agatha,  po  czym  na  wszelki 

wypadek wygoniła koty. 

Czekały z Alice z duszą na ramieniu, podczas gdy zwierzaki ganiały po trawie. 

Jeżeli  istnieje  coś  takiego  jak  reinkarnacja,  nie  miałabym  nic  przeciwko  temu, 
żeby wrócić na ziemię jako kot — pomyślała Agatha. 

—  Ale  co  by  było,  gdybym  wylądowała  w  domu,  gdzie  dręczyłyby  mnie 

złośliwe bachory? 

Bill otworzył drzwi od kuchni. 

— Możecie już wrócić. Jest bezpiecznie. 

Alice z Agathą wmaszerowały do kuchni. Bill usunął szary papier i odsłonił 

pudełko  belgijskich  czekoladek.  Na  wierzchu  ktoś  położył  różową  kartkę  z  na-
pisem: 

Najlepsze życzenia od mieszkańców Carsely 

— No i widzisz? To był fałszywy alarm — powiedział Bill. 

TLR

background image

— Mimo wszystko nadal coś mi się tu nie podoba — stwierdziła Agatha. — 

Popatrz! Pudełko zaklejono po obu stronach kawałkami taśmy klejącej. Na pewno 
nie sprzedali go tak zapakowanego w sklepie. 

Bill wyciągnął scyzoryk i przeciął taśmę. Podniósł wieczko pudełka i usunął 

pozłacaną tekturkę, przykrywającą czekoladki. 

Krzyknął ze strachu. Z pudełka na stół wypełzła żmija. Na oczach wszystkich 

w mgnieniu oka przelazła przez blat, spadła na podłogę i uciekła do ogrodu. 

— Moje koty! — krzyknęła Agatha i popędziła w ślad za gadem. 

—  Wracaj!  —  wrzeszczał  Bill,  podczas  gdy  Agatha  jak  szalona  ganiała  za 

kotami  po  ogrodzie.  Ponieważ  Hodge  i  Boswell  myślały,  że  to  nowa  zabawa, 
wciąż przed nią uciekały. 

Bill z Alice pojmali Agathę i zaprowadzili z powrotem do kuchni. 

— Siadaj, głupia! — ryknął Bill. — Zadzwonię do komendy głównej. Muszą 

wezwać specjalistę od łapania węży i śledczych z laboratorium. 

Agatha  skusiła  koty  pasztetem  i  grzecznie  wróciły  do  chaty.  Siedziała 

roztrzęsiona, a potem wycofała się razem z kotami do pokoju dziennego, gdy dom 
wypełnili  mężczyźni  w  białych  kombinezonach  i  zoolog,  który  zaczął 
przeszukiwać ogród. 

Alice  Peterson  podążyła  za  nią  i  wysłuchała  zeznania.  Ledwie  Agatha 

skończyła mówić, usłyszały krzyk: 

— Złapałem ją! 

Agatha przeszła do kuchni, gdzie stał zoolog z torbą. 

— Pani żmija ledwie żyje — oświadczył. — Prawdopodobnie ktoś ją karmił, 

żeby  ją  uspokoić,  i  dał  jej  za  dużo  jedzenia.  Oczywiście  węże  są  zagrożone 
wyginięciem.  Często  dochodzi  do  krzyżowania  krewniaczego  i  wiele  umiera. 
Szkoda. 

— Jeszcze ich pan żałuje? — ryknęła Agatha. — Dla mnie byłoby najlepiej, 

żeby wyzdychały wszystkie, co do sztuki. 

— Tylko spokojnie — upomniał ją zoolog. — To Boże stworzenia. 

TLR

background image

—  Nie  obchodzi  mnie,  czy  przeżyje  czy  nie.  Niech  pan  zabierze  stąd  to 

obrzydlistwo — nalegała Agatha. 

Zoolog  miał  piegi  i  płowe  włosy.  Jego  wielkie  niebieskie  oczy  patrzyły  na 

Agathę z dezaprobatą. 

— To ostatni gatunek jadowitych węży żyjących w Wielkiej Brytanii. Zrobimy 

wszystko, co w naszej mocy, żeby go ochronić. Dokonujemy wymiany DNA żmij. 
Przenosimy je na nowe siedliska, żeby zapobiec kojarzeniu krewniaczemu. Wiele 
ich naturalnych środowisk uległo zniszczeniu. 

— Powtarzam panu — wycedziła Agatha przez zaciśnięte zęby. — Proszę ją 

stąd zabrać. 

Wróciła do pokoju dziennego i spytała Alice, czy wolno jej iść do gospody i 

zostawić policjantów samych. 

— Znacie  mój numer telefonu komórkowego — dodała. — Jak skończycie, 

zadzwońcie po mnie. 

Alice  poszła  przekazać  jej  prośbę  Billowi.  Po  chwili  wróciła  i  udzieliła  jej 

zezwolenia na wyjście. 

W ogrodzie gospody Pod Czerwonym Lwem Agatha zadzwoniła do redakcji 

gazet  i  telewizji.  Przedstawiła  im  przebieg  wydarzeń  i  dodała,  że  czeka  Pod 
Czerwonym Lwem, gotowa udzielić wywiadu. 

Uznała, że nie warto marnować okazji do zareklamowania agencji. 

Zakończyła  swoją  konferencję  prasową  późnym  popołudniem.  W  drodze 

powrotnej  do  chaty  Agatha  odebrała  telefon  od  Alice  z  informacją,  że  ekipa 
policyjna wychodzi. 

Bill czekał na nią na progu. 

—  Jeżeli  uda  nam  się  coś  znaleźć  na  paczce,  dam  ci  znać.  Nie  wykryliśmy 

żadnych śladów na ścieżce. 

— Co robiłeś przez cały dzień? — zapytała Agatha. 

— Przesłuchiwaliśmy mieszkańców wsi. Strata czasu. Nikt nic nie widział, a 

James wyjechał. Chyba powinnaś się wyprowadzić na jakiś czas. 

TLR

background image

— Nie wypędzą mnie z własnego domu — odparła Agatha stanowczo.

TLR

background image

ROZDZIAŁ V 

 

Fiona Morton okropnie się zmartwiła, gdy odkryła, że Simon zniknął w środku 

nocy, a co gorsza, ładna barmanka również. 

Rozsadzała ją złość. Wmówiła sobie, że ją zwodził i zapragnęła zemsty. 

Simon wyjechał dwa dni temu. Emerytowany policjant, Jeff Lindsey, otworzył 

drzwi swojej chaty w Lo— wer Sithby i ujrzał na progu Fionę. 

— Czego chcesz, Fee? — zapytał niezbyt uprzejmie. 

Był starszym mężczyzną o gęstych siwych włosach 

i pospolitych rysach. Pracował jako policjant w Lower Sithby przez wiele lat. 

Wysłano  go  na  przymusową  emeryturę,  kiedy  poprzedni  rząd  zaczął 
wyprzedawać wiejskie posterunki policyjne. 

— Wpuść mnie — poprosiła Fiona. — Potrzebuję twojej pomocy. 

Jeff  z  ociąganiem  odstąpił  na  bok.  Fee  minęła  go,  wkroczyła  wprost  do 

zaniedbanego salonu i usiadła na sofie. 

— Posłuchaj, Jeflfie. Chcę kogoś oskarżyć o złamanie obietnicy. 

— Czyżby tego młodego człowieka, z którym cię widywano? 

—  Tak, właśnie jego. Znam numer rejestracyjny jego samochodu i chcę  się 

dowiedzieć, kim jest. 

— Jestem na emeryturze — przypomniał Jeff. 

— Ale masz kontakty. Kiedy Josh Barton z farmy prosił, żebyś sprawdził parę, 

która wynajmowała jego letni domek, zrobiłeś to dla niego. 

Jeff westchnął. Wiedział, że dopóki nie spełni żądania Fiony, nie zostawi go w 

spokoju. 

— Daj mi dwie godziny — poprosił. 

Fiona wróciła do swojej chaty. Przez jej głowę mknęły niespokojne myśli. Jak 

Simon  mógł  potraktować  ją  tak  nikczemnie?  Wypiła  drinka  i  popatrzyła  na 

TLR

background image

zegarek, zniecierpliwiona, że czas tak wolno płynie. Gdy minęły dwie godziny, 
wyruszyła do chaty Jeffa. Wręczył jej kartkę papieru. 

— Ten samochód jest zarejestrowany na nazwisko Simona Blacka. Oto jego 

adres. Mieszka w Mircesterze. 

Fiona  nie  traciła  czasu.  Wsiadła  do  samochodu  i  pojechała  do  Mircesteru, 

gdzie kupiła plan miasta i ponownie sprawdziła adres: Mili Lane 5. 

Mili  Lane  była  krętą,  wąską  uliczką  na  tyłach  opactwa.  Dom  numer  pięć 

wyglądał,  jakby  przebudowano  go  z  dawnych  stajni.  Jego  dobry  stan  i  drogi 
wygląd wskazywał, że Simon ma pieniądze. Będzie potrzebował ich wszystkich 
po zakończeniu sprawy sądowej — myślała Fiona mściwie. 

Ale najpierw musiała się dowiedzieć o nim czegoś więcej. Zaparkowała przed 

jego domem i czekała. Drobna mżawka osiadała na przedniej szybie i zamazywała 
obraz. Zbliżał się wieczór. Zapalono uliczne latarnie. Powieki zaczęły jej opadać i 
zgłodniała potężnie, kiedy we wstecznym lusterku dostrzegła znajomą sylwetkę 
Simona, zmierzającego ku frontowym drzwiom. 

Fiona  zamierzała  wysiąść  i  urządzić  mu  konfrontację,  ale  nagle  zmieniła 

zdanie.  Postanowiła  najpierw  sprawdzić,  gdzie  pracuje.  Ciekawiło  ją,  co  jego 
szefowie pomyślą o nim, kiedy poda go do sądu. 

Wynajęła  mały  pokoik  ze  śniadaniem  w  prywatnej  kwaterze  nieopodal. 

Wyjaśniła, że nie ma żadnego bagażu, ponieważ spóźniła się na ostatni pociąg. 
Nastawiła  budzik  na  siódmą  rano.  Spróbowała  zasnąć,  lecz  dzwon  opactwa  bił 
bardzo głośno. Wybijał w nocy nie tylko pełne godziny, ale też połówki godzin i 
kwadranse. 

Gdy  budzik  zadzwonił,  była  bardziej  wściekła  i  głodna  niż  kiedykolwiek  w 

swoim  życiu.  Właścicielka  prywatnej  kwatery  zgodziła  się  podać  jej  wczesne 
śniadanie. Fiona zjadła łapczywie, wypiła trzy filiżanki kawy i poczuła się gotowa 
do rozpoczęcia batalii. 

Simon  wyjrzał  rano  przez  okno.  Zobaczył  peugeota  zaparkowanego  przed 

drzwiami.  Przypomniał  sobie,  że  stał  tam  już  poprzedniego  wieczora  z 
włączonym  silnikiem.  Słońce  oświetliło  przez  okno  w  dachu  samochodu  twarz 
Fiony Morton za kierownicą. 

TLR

background image

Simon zaklął pod nosem. W jaki sposób ta przerażająca kobieta wykryła, gdzie 

mieszka? Ubrał się pospiesznie, wyszedł przez ogród na aleję, która biegła wzdłuż 
tylnego ogrodzenia. Potem pospieszył do biura, gdzie powiedział Agacie, że Fiona 
Morton go prześladuje. 

—  Dlaczego? — spytała Agatha. — Chyba jej nie uwiodłeś? 

— Nie! 

—  Poczekaj.  Spróbuję  coś  wymyślić.  Najlepiej  wynajmij  sobie  pokój  w 

prywatnej  kwaterze,  póki  się  nie  zmęczy  —  doradziła  Agatha.  —  Daj  klucze 
Patrickowi, to pójdzie i spakuje ci trochę ubrań. 

— Musisz wejść tylnymi drzwiami — ostrzegł Simon, wręczając Patrickowi 

klucze. — Obserwuje wejście od frontu. 

Trzy  godziny  później  Fiona  z  wściekłością  zadzwoniła  do  drzwi. 

Odpowiedziała  jej  cisza.  Przez  chwilę  stała  bezradnie.  Potem  pojechała  do 
biblioteki, poprosiła o książkę telefoniczną i odszukała agencję detektywistyczną. 
Postanowiła  bowiem  zatrudnić  profesjonalistów  do  poszukiwania  Simona. 
Wybrała  firmę  Agathy  Raisin.  Uznała,  że  kobieta  najprędzej  zrozumie  jej  sy-
tuację. 

Agatha  zamierzała  wyjść  z  biura  i  wrócić  do  Carsely,  żeby  osobiście 

przesłuchać mieszkańców. Liczyła na to, że ktoś widział osobę niosącą pudełko 
czekoladek do jej chaty. 

Podniosła  wzrok,  gdy  ktoś  otworzył  drzwi  i  do  środka  wkroczyła  Fiona. 

Agatha rozpoznała ją natychmiast z uprzedniego spotkania. Na szczęście Simona i 
Toni nie było w biurze. 

Fiona  wyrzuciła  z  siebie,  że  chce  znaleźć  Simona  i  oskarżyć  go  o 

niedotrzymanie  obietnicy.  Agatha  słuchała,  coraz  bardziej  przerażona.  Kiedy 
Fiona skończyła mówić, zapytała: 

— Czy ma pani jakiś list od niego? Czy posiada pani poza własnym słowem 

jakikolwiek dowód, że deklarował poważne intencje? 

— Nie, ale... 

—  Może  pani  spróbować  w  innych  agencjach  detektywistycznych  albo  w 

kancelariach prawniczych, ale wszyscy powiedzą pani to samo. Nie istnieje żaden 

TLR

background image

dowód na potwierdzenie poważnego zobowiązania — tłumaczyła Agatha. — Nie 
znam  żadnej  wygranej  sprawy  o  złamanie  obietnicy.  Nie  jest  pani  nieletnią 
nastolatką. Nikt nie potraktuje pani poważnie. Czyż nie twierdziła pani niedawno, 
że George Marston chciał się z panią ożenić? 

—  Tak,  tak  —  potwierdziła  Fiona  żarliwie.  —  Wyjechał  do  Carsely,  żeby 

urządzić dla nas dom. 

—  Pan  Marston  nie  tylko  wykonywał  prace  ogrodnicze  w  Carsely,  lecz 

również spał z kilkoma miejscowymi paniami. Mieszkał we wsi przed śmiercią 
przez dobrych kilka miesięcy. Idę o zakład, że w tym czasie nie kontaktował się z 
panią ani razu. 

— To nieprawda! Dzwonił do mnie codziennie! 

—  Pani  Ilston,  siostra  George'a,  podała  pani  nazwisko  jako  potencjalnej 

podejrzanej.  Policja  je  zanotowała.  Sprawdzą  zapisy  rozmów  zarówno  z  pani 
telefonu, jak i z aparatu pana George'a Marstona. 

— Ty podła wiedźmo! Ja ci pokażę! 

—  Niby  co?  —  zapytała  Agatha  brutalnie.  —  Proszę  stąd  wyjść  i  przestać 

marnować  mój  czas.  Zamiast  szukać  prawnika,  radzę  zwrócić  się  o  poradę  do 
psychiatry. 

Twarz Fiony poszarzała. Ruszyła wojowniczo w jej kierunku, gdy drzwi się 

otworzyły i Patrick wszedł do środka. 

— Pani Morton właśnie wychodzi — oświadczyła Agatha. 

— Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa! — wrzasnęła Fiona. 

— A ja mam nadzieję, że tak — odparła Agatha. 

Fiona  pomaszerowała  na  parking  w  centrum,  gdzie  zostawiła  samochód. 

Zamierzała  właśnie  wsiąść,  gdy  spostrzegła  Toni,  tę  barmankę,  jak  podjeżdża. 
Zamknęła  samochód  i  podążyła  w  ślad  za  dziewczyną.  Toni  poszła  wprost  do 
agencji detektywistycznej. 

Wściekłość Fiony sięgnęła zenitu. Przypuszczalnie ta podła Raisin zatrudniała 

zarówno Simona, jak i Toni. Wszystko wskazywało na to, że Simon zwodził ją 

TLR

background image

tylko  po  to,  żeby  wykryć,  czy  to  ona  zamordowała  George'a.  A  jakie  rzeczy 
wygadywała o podbojach jej ukochanego George'a w Carsely! 

Poszła  do  najbliższego  pubu  i  wypiła  kilka  kieliszków  wódki.  Po  każdym 

kolejnym  coraz  bardziej  nienawidziła  Agathy  i  Simona.  Coraz  bardziej  pijana 
obiecała sobie, że przystąpi do akcji. Pojedzie do tej koszmarnej wsi, odnajdzie 
dom tej wstrętnej Raisin i zmusi ją, żeby jej wysłuchała. 

Fiona  wróciła  do  samochodu  i  wyciągnęła  mapę  Gloucestershire,  ale  linie 

rozpływały się jej przed oczami. Obudziła się parę godzin później z głową opartą 
na kierownicy. 

Przypomniała sobie o planowanej misji. Ponownie obejrzała mapę i tym razem 

ustaliła, jak dotrzeć do Carsely. 

Fiona  zaparkowała  przed  sklepem  wielobranżowym.  Właśnie  wychodziła  z 

niego tęga starsza pani o surowym obliczu. 

—    Czy  zna  pani  adres  Agathy  Raisin?  —  zapytała  Fiona,  przywołując  na 

twarz jej zdaniem serdeczny uśmiech. 

Gdyby  trafiła  na  kogoś  innego  niż  pani  Arnold,  zagadnięta  z  pewnością 

usiłowałaby wysondować jej intencje. Lecz pani Arnold, patrząc na chmurną minę 
Fiony, pochwyciła okazję, żeby narobić Agacie kłopotów. 

— Tam, na Lilac Lane — odparła. — W chacie krytej strzechą, na końcu alei. 

Fiona pomaszerowała przez Lilac  Lane, potrącając przechodniów, ponieważ 

jeszcze  nie  wytrzeźwiała  po  sporej  dawce  alkoholu.  Zadzwoniła  do  drzwi  i 
załomotała w nie, ale odpowiedziała jej cisza. Rozejrzała się dookoła po zielonej 
alei skąpanej w słońcu. Z boku domu dostrzegła ścieżkę, lecz drogę blokowała 
furtka zamknięta na kłódkę. Fiona z mozołem wspięła się na nią. 

Zasiadła  na  ogrodowym  krześle,  zdecydowana  zaczekać.  Słońce  mocno 

prażyło,  ale  włożyła  słomkowy  kapelusz  z  szerokim  rondem.  Popatrzyła  z 
niechęcią na barwny kobierzec kwiatów, niewątpliwie dzieło George^. Ogarnęła 
ją dzika zazdrość. Pod wpływem gorąca znów zaczęły jej ciążyć powieki. Głowa 
opadła jej na piersi, kapelusz na twarz. W końcu zasnęła i zaczęła chrapać. Fiona 
spała tak mocno, że nie obudziła jej osoba, która wdrapała się na płot i wskoczyła 
do ogrodu. 

TLR

background image

Agatha wróciła do domu godzinę później. Koty wybiegły jej na spotkanie do 

ogródka od frontu. Boswell drapał furtkę i miauczał. Agatha wpadła w popłoch. 
Czyżby zobaczył tam węża? 

Zerknęła  ostrożnie  przez  szklane  szybki  drzwi.  W  jej  ogrodzie  siedziała 

kobieta z twarzą przykrytą wielkim kapeluszem w czarno-czerwonych barwach. 
Agatha już zamierzała otworzyć drzwi, gdy nagle spostrzegła, że ten czerwony 
kolor jakoś nienaturalnie lśni w promieniach słońca. 

Drżącymi  rękami  podniosła  słuchawkę  i  wezwała  policję.  Potem  powoli 

usiadła na podłodze i objęła kolana rękoma. 

Dzwonek  u  drzwi  frontowych  zadzwonił  natarczywie.  Z  pewnością  policja 

jeszcze  nie  zdążyła  dotrzeć.  Wstała  z  wysiłkiem,  podeszła  do  drzwi  i  wyjrzała 
przez wizjer. Na zewnątrz stał Charles Fraith. Agatha otworzyła mu, popatrzyła na 
niego i wybuchła płaczem. 

Charles otoczył ją ramionami. 

— Co się stało? — zapytał. 

— Tam, z tyłu jest kobieta — zaszlochała Agatha. — Myślę, że nie żyje. 

Puścił ją i pospieszył przez dom do ogrodu. Agatha poszła w jego ślady: 

— Nie dotykaj niczego! — zastrzegła. — Policja zaraz przyjedzie. 

Charles wrócił do kuchni. 

— Czy ją rozpoznajesz? — zapytał. 

— Nic nie widzę. Ten kapelusz zasłania jej twarz. Zaczekaj chwilkę... Gdzie 

ostatnio  widziałam  te  czarne  koronkowe  rajstopy?  Mój  Boże!  Toż  to  Fiona 
Morton. 

— Jesteś pewna? 

—  Absolutnie.  Przyszła  dzisiaj  do  biura.  Wytropiła  mnie.  Musiała  na  mnie 

czekać. Pomyślą, że ją zamordowałam. 

— Masz alibi? Uspokój się i przypomnij sobie. 

— Zaczekaj chwilę. Wyszłam z biura o siódmej. Potem wstąpiłam do pubu coś 

przekąsić. Opuściłam go zaraz po ósmej. 

TLR

background image

—  Świetnie.  Uspokój  się.  Prawdopodobnie  ustalą  na  podstawie  stężenia 

pośmiertnego, że została zamordowana przed twoim powrotem. 

— Potrzebuję czegoś mocniejszego. 

— Moim zdaniem lepiej zrobiłaby ci gorąca, słodka herbata. 

—  Pewnie  to  dobry  pomysł,  ale  najbardziej  odpowiadałby  mi  duży  dżin  z 

tonikiem. 

— Dobrze, zaraz ci przygotuję. Usiądź i przestań się denerwować. 

Agatha  obserwowała,  jak  nienagannie  ubrany  zmierza  do  jej  pokoju 

dziennego.  Nie  po  raz  pierwszy  dziwiło  ją,  że  Charles,  człowiek  z 
uprzywilejowanej klasy społecznej, w każdej sytuacji panuje nad sobą. 

Wrócił ze szklaneczką dżinu z tonikiem dla Agathy i kieliszkiem whisky dla 

siebie, gdy obydwoje usłyszeli w oddali wycie policyjnych syren. 

Po  tym,  jak  Agatha  zidentyfikowała  zwłoki  w  ogrodzie  jako  ciało  Fiony 

Morton,  została  główną  podejrzaną.  Od  dnia  morderstwa  George'a  Marstona 
policja  intensywnie  wypytywała  mieszkańców  wsi.  Dowiedziała  się  od  nich  o 
zauroczeniu  Agathy  George  em.  Wilkes  natychmiast  doszedł  do  wniosku,  że 
Agatha zatłukła rywalkę w szale zazdrości. 

Zabrano  ją  do  komendy  głównej  policji  na  przesłuchanie.  Zmuszono  do 

wyznania,  że  wysłała  Simona,    żeby  prowadził  śledztwo,  oraz  opisania,  w  jaki 
sposób  Fiona  ją  odnalazła  i  odwiedziła  w  agencji.  Podała  swoje  alibi,  które 
sprawdzano,  podczas  gdy  przesłuchanie  trwało  w  nieskończoność.  Agatha  już 
wcześniej podpadła policji, ale nigdy do tego stopnia, zwłaszcza kiedy jej alibi się 
potwierdziło.  Wilkes  udzielił  jej  surowego  upomnienia  za  ingerowanie  w 
działania policji, zabronił opuszczać kraj i w końcu ją zwolnił. 

Zmordowana Agatha wyszła do poczekalni, gdzie zastała Charlesa. Czekał na 

nią z walizką i torbą podróżną. 

—  W  twoim  ogrodzie  roi  się  od  laborantów  i  glin  —  poinformował.  — 

Oddałem twoje koty Doris i wyjedziemy do hotelu. Zarezerwowałem nam pokoje 
w George'u. 

TLR

background image

—  Dziękuję  —  powiedziała  Agatha.  —  Miło,  że  się  o  mnie  zatroszczyłeś. 

Umieram z głodu, a jest już dość późno. Większość restauracji zamykają o wpół 
do dziesiątej. 

— Naprzeciwko Georgea jest restauracja curry. Można też zamówić kanapki w 

hotelu. 

—  Wolałabym  kanapki.  Nie  mam  ochoty  pojawiać  się  w  miejscach 

publicznych. Prześladuje mnie pewne straszliwe podejrzenie. 

— Jakie? 

— Twarz Fiony zasłaniał ten głupi, wielki kapelusz. Nie można wykluczyć, że 

ktoś wziął ją za mnie. 

— Mnie to też przemknęło przez głowę, ale nie chciałem cię martwić. 

— Powinnam im powiedzieć. 

— Zostaw to mnie. Zadzwonię do Billa z hotelu. 

 Siedzieli  w  małym  saloniku  przylegającym  do  sypialni  w  apartamencie 

Agathy. Kończyli jeść kanapki z jajkiem i rzeżuchą, kiedy przybył Bill. 

— Nie mogłem przyjechać wcześniej, Charlesie — przeprosił. — Naprawdę 

myślisz, że ktoś zamierzał zamordować Agathę? 

— Próbowano ją zabić już wcześniej, więc nie można wykluczyć, że teraz też. 

Bill otworzył notatnik. 

— Zobaczcie. Mówiono o George'u, że romansował z trzema paniami: z Joyce 

Hemingway, Harriet Glossop i Sarą Freemantle. 

— Stawiam na Joyce Hemingway — orzekła Agatha z goryczą. — Złośliwa 

krowa! 

— Ale tylko Harriet Glossop była notowana przez policję. 

— Z pewnością nic złego nie zrobiła — zaprotestowała Agatha. — Chyba jej 

największe przestępstwo to zakalec w cieście. O co ją oskarżono? 

— Podejrzewano ją o zabicie pierwszego męża. 

Pierwszego! — powtórzyła Agatha w myślach. Życie 

TLR

background image

jest niesprawiedliwe — myślała. — Po wszystkich zabiegach kosmetycznych i 

fryzjerskich  przykro  się  dowiedzieć,  że  kobieta,  która  wygląda  jak  dobrze 
wypieczony  bochenek  chleba,  miała  więcej  niż  jednego  męża  —  myślała  z 
rozgoryczeniem, zapominając, że sama miała już dwóch. 

— Co mu zrobiła? — spytała na głos. 

—  Przedawkował  środki  nasenne.  Nie  zostawił  listu  pożegnalnego. 

Podejrzewano Harriet. W końcu wyszło na jaw, że ta głupia kobieta znalazła list, 
ale  zataiła  go  przed  policją.  Wstydziła  się,  że  jej  mąż  popełnił  samobójstwo  z 
powodu romansu z inną. 

— Może sama go napisała — zasugerowała Agatha. 

— Ależ Agatho! Badał go grafolog. Moim zdaniem ktoś w tej wsi ma wyższe 

mniemanie niż Wilkes o twoich zdolnościach detektywistycznych. 

— A co z Jessicą Fordyce? 

—  Ma żelazne  alibi.  Przyjeżdża  tu  tylko  na  weekendy.  Myślę, że  powinnaś 

wyjechać na długie wakacje, póki nie wyjaśnimy tej sprawy. 

— Nie zamierzam uciekać — zaprotestowała Agatha, równocześnie żałując w 

duchu  swej  głupiej  dumy.  Rozsądek  podpowiadał,  że  najlepiej  byłoby  zwiać  i 
poczuć się znów bezpiecznie. 

— No trudno. Skup się na swoich pozostałych zleceniach. Trzymaj się z daleka 

od  przedstawicieli  prasy.  Im  bardziej  jesteś  znana,  tym  większe 
niebezpieczeństwo. 

— Co słychać u Alice Peterson? 

Migdałowe oczy Billa rozbłysły w okrągłej twarzy. 

— Och, jest cudowna. Prześliczna i doskonale się z nią pracuje. 

Agatha  poczuła  zazdrość.  Bill  został  jej  pierwszym  przyjacielem  po 

przeprowadzce do Cotswolds. Chociaż był od niej o wiele młodszy, traktowała go 
jak swoją własność. 

— Zakochałeś się? — spytała. 

— To wbrew przepisom. 

TLR

background image

—  Jakim  znowu  przepisom?  —  wtrącił  Charles.  —  Idę  o  zakład,  że  takie 

rzeczy zdarzają się codziennie. 

—  Nie  chcę  zepsuć  układów.  Dajmy  spokój  mojemu  życiu  osobistemu. 

Agatho,  będziesz  musiała  jutro  przyjechać  na  komendę  główną.  Chcą  cię  dalej 
przesłuchiwać. 

— Cholera jasna! — warknęła Agatha. 

Po  odjeździe  Billa  Charles  poczęstował  się  whisky  z  minibaru  i  usiadł,  by 

pooglądać telewizję. Włączył program, na którym nadawali serial „Policjanci z 
Miami . 

— Mam dość zbrodni na dziś — narzekała Agatha. 

— Ale to tylko wymyślone morderstwa — argumentował Charles. 

Na długiej, piaszczystej plaży na ekranie padł strzał. 

— Czasami, kiedy jest mi źle, najchętniej weszłabym w ekran telewizora, żeby 

odpocząć od rzeczywistości — westchnęła Agatha. — Stać w jakimś słonecznym 
miejscu i obserwować, jak kręcą film. 

— W takim razie może warto posłuchać rady Billa i wyjechać. Mogłabyś już 

jutro spacerować po plaży. 

— Zapomniałeś, że zabroniono mi opuszczać kraj. 

— W Wielkiej Brytanii też są plaże. 

— Zostawiam cię sam na sam z tą strzelaniną. Idę spać. Wyłącz telewizor, jak 

będziesz wychodził. 

Późnym popołudniem następnego dnia Agathę puszczono do domu po długich, 

nudnych  przesłuchaniach.  Rozsadzała  ją  złość  na  Charlesa.  Wyjechał  wcześnie 
tego ranka, zostawiając ją samą z rachunkami do zapłacenia za pobyt obojga w 
hotelu.  Agatha  zabrała  koty  od  Doris,  poszła  do  swojej  chaty,  wypuściła  je  do 
ogrodu.  Potem  z  westchnieniem  usiadła,  żeby  przejrzeć  korespondencję,  która 
nadeszła podczas jej nieobecności. 

Wyrzuciła reklamy do kosza na śmieci w kuchni, ułożyła rachunki po jednej 

stronie i znalazła ręcznie zaadresowaną kopertę ze znaczkiem z Wyckhaden. 

TLR

background image

Agatha pamiętała, jak podczas śledztwa, które tam prowadziła, zaręczyła się z 

tamtejszym inspektorem policji, Jimmym Jessopem. Jimmy zerwał później zarę-
czyny, kiedy nakrył ją w łóżku z Charlesem. Niestały, niewierny Charles! Jimmy 
poślubił  miejscową  kobietę.  Twierdził,  że  jest  szczęśliwy.  Od  tamtej  pory  nie 
miała od niego wiadomości. 

Otworzyła kopertę i przeczytała: 

Droga Agatho! 

Czytałem o tobie w gazetach. Wygląda na to, że przeżywasz okropny okres w 

życiu. Ja również przeżyłem tragedię. Moja biedna żona umarła na raka w zeszłym 
roku. 

Jeżeli  kiedykolwiek  zapragniesz  zrobić  sobie  wakacje,  chętnie  cię  ugoszczę. 

Ponieważ mamy tu znikomą przestępczość, będę mógł cię zabierać na wycieczki 
po okolicy. 

Odpisz, proszę. 

Twój oddany Jimmy. 

Agatha  ponownie  przeczytała  list.  Kusiło  ją,  żeby  zrobić  sobie  przerwę  w 

pracy i uciec z piekła, którym stało się Carsely. 

Ale  w  ten  sposób  naraziłaby  Toni.  Nie  mogła  wykluczyć,  że  morderca 

postanowi ją ukarać, atakując dziewczynę. No i co z Harriet Glossop? 

Zdecydowanie powinnam ją ponownie przesłuchać — pomyślała Agatha. Lecz 

w komendzie policji poinformowano ją, że zabójca Fiony wspiął się na wysoki 
płot  z  cedrowych  desek,  otaczających  tę  stronę  posesji  Agathy.  Okrągła, 
macierzyńska Harriet z całą pewnością nie zdołałaby pokonać takiej przeszkody. 

A  Jessica  Fordyce?  Już  samo  żelazne  alibi  czyniło  ją  podejrzaną.  Niewinni 

ludzie zwykle mają trudności z odtworzeniem swoich posunięć. Pozostała jeszcze 
Joyce Hemingway — szczupła, muskularna i silna. 

Ale wracając do Sary Freemantle, gdzie przebywał pan Freemantle? Czy nie 

wrócił  z  platformy  wiertniczej  i  nie  wpadł  w  szał  zazdrości?  Czy  Sara  mówiła 
prawdę, że nie romansowała z George em? 

TLR

background image

Zadzwonił  dzwonek  u  drzwi.  Agatha  z  duszą  na  ramieniu  wyjrzała  przez 

wizjer.  Wydała westchnienie ulgi, gdy po drugiej stronie ujrzała łagodną twarz 
pani Bloxby. Otworzyła drzwi na oścież i zawołała: 

— Proszę wejść! 

— Usłyszałam wiadomość na temat panny Morton — zagadnęła Pani Bloxby, 

podążając  z  Agathą  do  kuchni.  —  Coś  okropnego!  Nie  sądzi  pani,  że  powinna 
pani wyjechać? 

—  Proszę  to  przeczytać,  zanim  zaparzę  kawę  —  zaproponowała  Agatha, 

podając jej list od Jimmyego. 

Pani Bloxby przeczytała go uważnie. Oto szacowny wdowiec — pomyślała. — 

Na pewno wart uwagi. Wyobraziła sobie Agathę zamężną z porządnym człowie-
kiem  i  mieszkającą  w  nadmorskim  miasteczku  z  dala  od  wszelkich 
niebezpieczeństw. 

— Miło byłoby zrobić sobie przerwę w pracy — zachęcała. — Moim zdaniem 

warto wyjechać na weekend, odetchnąć od tego koszmaru. Z pewnością nie jest 
pani w stanie wysnuć żadnych logicznych wniosków na temat morderstwa, będąc 
pod  presją  zagrożenia  życia.  Uważam,  że  powinna  pani  przynajmniej  poprosić 
policję o postawienie funkcjonariusza na straży przed drzwiami. 

— Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Wilkes miał nadzieję, że ktoś mnie zatłucze — 

odparła Agatha. — Czy ktokolwiek słyszał o mężu pani Glossop, będącym z nią w 
separacji? 

— Tak. Przyjechał wczoraj. 

— Aha! — wykrzyknęła Agatha, stawiając dzbanek z kawą na stole. 

—  Spokojnie,  pani  Raisin.  Znam  pana  Glossopa.  To  bardzo  porządny 

człowiek. 

— Dlaczego się rozstali? 

—  Nie  jestem  pewna.  O  ile  pamiętam,  słyszałam,  że  przeprowadzili 

polubowną separację. 

— Sądzę, że powinnam go odwiedzić. Może herbatnika? 

Pani Bloxby westchnęła. Obawiała się o przyjaciółkę. 

TLR

background image

Po  odejściu  pastorowej  Agatha  wyruszyła  do  domu  państwa  Glossopów. 

Pojechała samochodem, ponieważ bała się chodzić po wsi piechotą. Wyobrażała 
sobie,  że  wszędzie  czyhają  jadowite  węże.  Słońce  prażyło  niemiłosiernie  na 
czystym błękitnym niebie, aż kwiaty więdły w ogrodach. 

Muszę zatrudnić ogrodnika, żeby podlewał moje — pomyślała Agatha. Doris 

obiecała  jej  kogoś  przysłać,  ale  się  nie  pojawił.  Czasami  żałowała,  że  nie  ma 
jedynie skrzynki z kwiatami na oknie. Cały kłopot z mieszkańcami wsi polega na 
tym, że oczekują, żeby każdy hodował kwiaty wokół domu. 

Zaparkowała  mercedesa  smart  na  skrawku  wolnego  miejsca  przed  chatą 

Glossopów.  Nie  po  raz  pierwszy  błogosławiła  swoje  małe  auto,  ponieważ  nie 
potrafiła parkować równolegle. 

Gdy wysiadła z klimatyzowanego samochodu, poraził ją panujący na dworze 

upał. Wysoki, chudy, żylasty mężczyzna pracował w ogródku od frontu. Podlewał 
rośliny. Nie wątpiła, że pan Glossop postanowił zignorować zakaz używania węży 
ogrodniczych. 

— Pan Glossop? — spytała. 

— Czym mogę służyć? 

— Nazywam się Agatha Raisin... 

—  Aha, to pani jest tą wścibską babą? Proszę stąd odejść. 

— Tylko kilka pytań. 

— Wynocha! 

Agatha  się  wycofała.  Zamierzała  wsiąść  do  samochodu,  gdy  zobaczyła 

pulchną sylwetkę Harriet Glossop na końcu drogi. Szybko ruszyła w jej kierunku 
w nadziei, że zdoła zamienić z nią parę słów poza zasięgiem wzroku jej męża. 

Harriet włożyła króciutkie szorty. Miała  mnóstwo włosków na nogach. Gdy 

przystanęła naprzeciw Agathy i uniosła rękę, żeby otrzeć pot z czoła, odsłoniła 
kępkę gęstych brązowych włosów pod pachą. 

Wielkie  nieba!  —  pomyślała  Agatha.  —  Poświęciłam  tyle  czasu  na 

woskowanie  i  depilację,  a  George'owi  nawet  nie  przemknęło  przez  głowę,  by 
nawiązać ze mną romans. 

TLR

background image

Harriet  zamrugała  krótkowzrocznymi  oczami  w  jaskrawych  promieniach 

słońca. Wyciągnęła z kieszeni bluzki bez rękawów okulary i uważnie popatrzyła 
na Agathę. 

— Ach, to ty! 

— Gdzie byłaś wczoraj po południu? — zapytała Agatha. 

— Już mówiłam policji. Tu i tam we wsi. A teraz wybacz. .. 

Wyminęła Agathę zadziwiająco zwinie i ruszyła biegiem przed siebie. 

Nasza  Harriet  jest  bardzo  wysportowana  —  pomyślała  Agatha.  —  Mogła 

wspiąć się na mój płot. 

Wsiadła do samochodu i rozważała, czy odwiedzić Joyce Hemingway i Sarę 

Freemantle. Ale policja na pewno już sprawdziła ich alibi. Uznała, że najlepiej 
poprosić Patricka Mulligana, żeby zasięgnął informacji przez swoje kontakty na 
posterunku. 

Agatha pojechała do swojego biura w Mircesterze. Toni pisała raport. Simon 

siedział  obok  niej,  pijąc  kawę.  Dwa  elektryczne  wentylatory  pracowały  pełną 
parą. 

— Gdzie pani Freedman? — zapytała Agatha. 

—  Zasłabła  z  powodu  upału  i  poszła  do  domu  —  wyjaśniła  Toni.  — 

Osiągnęliśmy z Simonem pozytywny wynik w sprawie rozwodowej Bramleyów. 
Jak sobie radzisz? 

— Tak sobie. Nic nie zyskałam. 

—  Czy  chciałabyś,  żebyśmy  przejęli  z  Simonem  dochodzenie?  —  spytała 

Toni. 

— Może to i niezły pomysł, ale uważajcie. Dam wam teczkę i fotografie. Phil 

zdołał  ukradkiem  sfotografować  podejrzanych.  Nie  można  wykluczyć,  że 
zabójstwa  Fiony  i  George'a  nie  mają  ze  sobą  nic  wspólnego.  Może  morderca 
wcale  jej  ze  mną  nie  pomylił,  tylko  zabił  ją  celowo,  ponieważ  w  przeszłości 
zalazła mu za skórę. Była niezrównoważoną osobą. Przejmę wasze sprawy, a wam 
zostawię  to  śledztwo.  Chyba  rzeczywiście  potrzeba  świeżego  spojrzenia  na  tę 
sprawę. 

TLR

background image

—  Ostatnio  wpłynęło  wyjątkowo  trudne  zlecenie  —  ostrzegł  Simon.  — 

Zaginął dziesięciolatek. 

— Jak się nazywa? 

—  Charlie  Devon.  Powinien  wsiąść  do  szkolnego  autobusu,  ale  nie  wsiadł. 

Rodzice wpadli w popłoch. 

— Kiedy zaginął? 

— Dziś po południu. Matka nie chce czekać na policję. Prosiła nas, żebyśmy 

również wszczęli poszukiwania. 

— Wygląda na to, że pracujecie we dwoje — zauważyła Agatha podejrzliwie. 

— Dzięki temu osiągamy dobre efekty — odparła Toni. 

Słowom  towarzyszyło  karcące  spojrzenie,  które  wyraźnie  mówiło,  że  nie 

życzy sobie, żeby znów wtrącała się w jej życie prywatne. 

— Do której szkoły chodzi? 

— Świętego Jerzego, prowadzonej przez Kościół anglikański, przy drodze do 

Evesham. 

— Zaraz tam jadę. 

Agatha zatrzymała samochód, zanim dotarła do szkoły, ponieważ spostrzegła, 

że ustawiono przed nią mobilny posterunek policji. 

Nie  mogła  wejść  do  środka  i  wszcząć  śledztwa  w  obecności  policjantów. 

Przypuszczała, że wysłano funkcjonariuszy również do domu rodziców chłopaka. 

Usiadła i mocno zmarszczyła brwi w zadumie. Droga migotała w słońcu przed 

jej oczami. 

Nagle  ogarnęło  ją  poczucie  bezradności.  Policja  prawdopodobnie  sprawdzi 

obraz z kamer, które rozmieściła w całym Mircesterze. 

Rusz głową, Agatho! — nakazała sobie stanowczo. 

Co taki mały uciekinier mógłby zrobić w taki upalny dzień, zakładając, że nie 

porwał go żaden pedofil? Niewykluczone, że złapał złe oceny w szkole i odwlókł 
moment powrotu do domu. 

TLR

background image

Agatha objechała szkolny budynek. Wyciągnęła mapę okolicy i dokładnie ją 

przestudiowała. 

Potem zadzwoniła do pani Freedman. Na początek zapytała o samopoczucie 

sekretarki, a potem zadała drugie pytanie: 

—  Gdzie  pani  wnuki  poszłyby  popływać  w  upalny  dzień,  gdzieś  w  pobliżu 

szkoły Świętego Jerzego przy drodze do Evesham? 

— Proszę chwilę zaczekać. Jest u mnie córka. 

Agatha czekała niecierpliwie, słuchając niewyraźnej 

wymiany zdań po drugiej stronie linii. 

W końcu pani Freedman ponownie podeszła do telefonu. 

—  Jest  takie  jedno  miejsce,  Wikley  Hole  —  poinformowała.  —  Nieczynny 

kamieniołom, napełniony wodą, bardzo niebezpieczny. Dzieciom nie wolno tam 
chodzić. 

Agatha  wyciągnęła  notatnik  i  długopis  i  poprosiła  o  wskazówki,  jak  tam 

dotrzeć. 

W  końcu  odłożyła  telefon  i  wyruszyła  w  kierunku  kamieniołomu. 

Zaparkowała przy pobliskiej drodze i poszła dalej na piechotę w letniej spiekocie. 
Wreszcie dotarła na skraj kamieniołomu i popatrzyła w dół na złowrogą, czarną 
wodę.  Nie  dostrzegła  żadnego  ruchu.  Ujrzała  jakieś  ślady,  prawdopodobnie 
królika, schodzące w dół do wody. 

Agatha  zawahała  się.  Obezwładniała  ją  duchota.  Najchętniej  wróciłaby  do 

klimatyzowanego auta, ale coś ją pchało do czynu. Schodziła w dół po stromym 
zboczu. Trzymając się ciernistych krzaków, jako jedynej podpory,  żeby się nie 
ześliznąć, nawbijała sobie w dłonie cierni. 

Wreszcie  stanęła  na  trawiastym  brzegu  jeziorka.  Zamierzała  się  rozejrzeć, 

kiedy usłyszała szloch. 

— Chodź do mnie, Charlie — poprosiła łagodnie. — Jestem znajomą twoich 

rodziców. Przyszłam, żeby cię zabrać do domu. 

— Nie mogę — załkał cichutki głos z krzaków tuż obok. — Nie mam ubrania. 

Zabrały je takie duże chłopaki! 

TLR

background image

— Wystarczy, że wyjdziesz, wejdziesz za mną na górę i wsiądziesz do mojego 

samochodu.  Nawet  na  ciebie  nie  spojrzę.  Mam  w  samochodzie  kocyk,  to  się 
przykryjesz. 

— Proszę obiecać, że nie będzie pani patrzeć. 

— Przysięgam na własne życie, tylko chodź za mną. 

Agatha powoli wróciła na króliczą ścieżkę. Słyszała, 

że chłopczyk idzie za nią, bo od czasu do czasu rozdzierająco szlochał. Kiedy 

dotarli do auta, wyciągnęła z bagażnika podróżny koc i zamknęła oczy. W końcu 
Charlie wyjął go jej z ręki. Po chwili zakomunikował: 

— Już może pani spojrzeć. 

Był niski jak na swój wiek. Miał gęstą rudą czuprynę i piegowatą buzię. Na 

prośbę Agathy usiadł na miejscu dla pasażera. 

Agatha wyciągnęła jego teczkę, odszukała adres rodziców, zlokalizowała go 

na planie miasta i wyruszyła w drogę powrotną. 

— Co się stało? — spytała. 

Wyrzucił z siebie wszystko. Wpadł w kłopoty w szkole. Ponieważ zachował 

się niegrzecznie wobec nauczycielki matematyki, panny Water. Wpisała mu do 
dzienniczka uwagę i kazała pokazać rodzicom. Chciał odwlec moment powrotu 
do domu i dlatego ukrył się za szkołą. Ponieważ było bardzo gorąco, postanowił 
popływać.  Właśnie  wchodził  do  wody,  kiedy  nadeszli  jacyś  starsi  chłopcy. 
Chwycili jego ubranie i uciekli ze śmiechem. 

— Zobacz, tam stoi furgonetka z lodami — pocieszyła Agatha. — Zjadłbyś 

porcję? 

— Tak. Poproszę o czekoladowe. 

Czekając,  aż  sprzedawca  napełni  rożek  waflowy  dwiema  kulkami  lodów 

czekoladowych, Agatha zadzwoniła do rodziców chłopca, a następnie do agencji 
prasowej Associated Press. Poinformowała, że prywatna detektyw Agatha Raisin 
odnalazła zaginionego chłopczyka i wiezie go do rodziców. 

Wyraźnie  odprężony  Charlie  podziękował  za  lody,  ale  potem  zapytał 

ostrożnie: 

TLR

background image

Pani nie jest jedną z tych dziwaczek, prawda? 

— Nie. Jestem prywatnym detektywem. Nazywam się Agatha Raisin. 

— — Ojejku! Ale super! 

Agatha jechała bardzo wolno. Ku swemu zadowoleniu ujrzała przed domem 

Charliego kilku przedstawicieli prasy. Bill się na nią wścieknie, ale agencja zyska 
darmową reklamę. 

Gdy Agatha z Charliem wysiedli z samochodu, trzasnęły migawki aparatów. 

Potem  ktoś  otworzył  drzwi  od  środka  i  matka  wybiegła  ścieżką  na  spotkanie 
synka. Łzy szczęścia spływały jej po twarzy. 

Agatha  przedstawiła  się.  Z  satysfakcją  patrzyła  na  reporterów,  słuchając 

wylewnych podziękowań pani De— von. Po powrocie do domu przemaglowała ją 
policja. Wyglądało na to, że podejrzewali ją o zmyślenie i wyreżyserowanie tej 
sceny. 

Kiedy Agatha wróciła do chaty, dopadło ją zmęczenie i nagle ogarnął strach. 

Upał  nie  zelżał.  Odnosiła  wrażenie,  że  niesie  ze  sobą  jakieś  zagrożenie.  Stare 
domy  pokryte  strzechą,  takie  jak  chata  Agathy,  zdawały  się  ożywać,  gdy 
nadchodziła  noc.  Coś  trzeszczało  w  stropach  i  szeleściło  w  źdźbłach  słomy. 
Podskakiwała ze strachu na każdy, najlżejszy nawet dźwięk. 

Wróciła  myślami  do Wyckhaden. Niemal  widziała fale uderzające o brzeg i 

czuła  na  policzkach  pieszczotę  morskiej  bryzy.  Agatha  podjęła  nagłą  decyzję. 
Jeden weekendowy wyjazd jej nie zaszkodzi. 

Zadzwoniła do Jimmyego Jessopa i oznajmiła, że przyjedzie następnego dnia, 

w piątek, na sobotę i niedzielę. 

Jimmy był zachwycony. Odparł, że nie popełniono żadnej zbrodni i że będzie 

mógł spędzić z nią te dni. 

Następnie  Agatha  zadzwoniła  do  Toni  i  poinformowała  ją,  że  wyjeżdża  do 

końca tygodnia. 

Ledwie Agatha odłożyła słuchawkę, Toni zadzwoniła do Simona i przekazała 

mu wiadomość. 

TLR

background image

—  Świetnie  byłoby  spędzić  razem  te  dni  i  rozwiązać  zagadkę  morderstw, 

zanim wróci — dodała na koniec. 

Simona ogromnie ucieszyła perspektywa spędzenia weekendu z Toni. 

—  Pójdę  w  sobotę  do  Jessiki  Fordyce  —  zaproponował.  —  Twoje  zdjęcia 

zamieściło  zbyt  wiele  gazet.  Przedstawię  się  jako  fan,  a  ty  idź  do  kogoś  z 
pozostałych. Zarezerwuję nam dwa pokoje w prywatnej kwaterze. Chyba ktoś we 
wsi wynajmuje pokoje gościom. Poszukam odpowiedniego miejsca. 

Nazajutrz  wczesnym  rankiem  Agatha  wtaszczy—  ła  ciężką  walizkę  do 

swojego  maleńkiego  autka.  Cała  w  nerwach,  zapakowała  rzeczy  na  wszelkie 
możliwe okazje. Doris zabrała koty. Wcześniej obiecała: 

— Podleję ogród podczas twojej nieobecności. Nieszczęsne kwiaty umierają w 

tym upale. 

Agatha  całkowicie  ignorowała  swoje  rośliny.  Za  bardzo  przypominały  jej 

niezdrowe  zauroczenie  Geor—  ge'em  i  kompromitujący  pościg  za  przystojnym 
ogrodnikiem. 

Wyjechała w prażącym słońcu. Kałuże roztopionej smoły lśniły na szosie jak 

jeziorka. 

W końcu późnym popołudniem wjechała na szczyt wzniesienia i ujrzała przed 

sobą miasteczko Wyckhaden, które wyglądało, jakby przycupnęło nad brzegiem 
nieskończenie rozległego, płaskiego morza. 

Ponieważ  Agatha  miała  dobrą  pamięć,  zapamiętała  drogę  do  bungalowu 

Jimmy'ego.  Przypomniała  sobie,  jak  wandale  podarli  jej  futro  z  norek.  Jimmy 
oddał je żonie, która je pozszywała. Agathę ciekawiło, czy je przechował. Chętnie 
by je odzyskała. 

Jimmy czekał na nią i wyszedł naprzeciw, gdy dotarła na miejsce. 

— Pozwól, że poniosę — zaproponował, odbierając od niej walizę. 

Cmoknął  ją  w  policzek  na  powitanie.  Nadal  miał  posępny  wyraz  twarzy  i 

wielkie,  blade  oczy  pod  ciężkimi  powiekami.  Nie  dostrzegła  w  nim  żadnych 
zmian prócz kilku siwych pasemek wśród czarnych włosów. 

Jimmy postawił bagaż Agathy w holu. 

TLR

background image

— Jadłaś coś? — zapytał. 

— Wstąpiłam tylko po drodze na kanapkę z bekonem — odparła. 

— Więc zabiorę cię na kolację. Otworzyli nową restaurację w mieście. Chcesz 

się odświeżyć przed wyjściem? 

— Tak. 

—  Zaprowadzę  cię  do  pokoju.  Jestem  bardzo  dumny  z  gościnnej  sypialni. 

Moja zmarła żona kazała dobudować do niego łazienkę. 

Podwójne łoże przykryto różową narzutą ze śliskiego jedwabiu, jakich Agatha 

nie znosiła z całego serca. Uszyto ją z jaskraworóżowego materiału, podobnie jak 
zasłony  w  oknie.  Na  podłodze  w  łazience  leżała  różowa  mata,  a  klapę  sedesu 
pokrywał różowy pokrowiec. 

Agacie  przemknęło  przez  głowę,  że  chyba  nieboszczka  była  wielbicielką 

Barbary Cartland

2

Postanowiła  odłożyć  rozwieszenie  swych  ubrań  w  szafie  na  później.  Umyła 

twarz i poprawiła makijaż. Kiedy dołączyła do Jimmyego, oświadczyła: 

— Nie zmieniłam ubrania. Jestem za bardzo głodna. 

— Nie musisz. Tam nie obowiązuje elegancki strój. 

Sama  to  wywnioskowała.  Włożył  bowiem  tropikalną  koszulę  do  szarych 

flanelowych spodni, szarych skarpetek i brązowych sandałów. 

—  Niewiele  się  zmieniło  od  twojej  ostatniej  wizyty  —  zagadnął,  kierując 

samochód  w  stronę  centrum  miasteczka.  —  Falochron  jest  brzydki  i  zasłania 
widok  na  morze,  ale  lepsze  to  niż  powodzie.  Dobrze,  że  przy  tej  restauracji 
wybudowali obszerny parking. 

Agatha  posmutniała.  Restauracja  nazywała  się  Bezczelny  Kurczak.  Wielki 

neon w kształcie kurczaka rozświetlał nocne niebo. 

Wkroczyli do lokalu. 

                                                           

2  Brytyjska  pisarka  (1901-2000),  autorka  licznych  romansów  i  powieści  miłosnych,  przeważnie 

fotografowana w jaskraworóżowych ubraniach. 

TLR

background image

—  Zarezerwowałem  stolik  —  oświadczył  Jimmy.  —  To  miejsce  cieszy  się 

dużą popularnością. 

W  restauracji  nie  zainstalowano  klimatyzacji.  Agacie  spływały  po  plecach 

strużki potu, kiedy prowadzono ich do boksu z plastikowymi siedzeniami. Menu 
wypisano  na  stołowych  matach.  Agatha  przestudiowała  je  z  niechęcią. 
Serwowano  wszelkie  możliwe  dania  z  kurczaka:  pieczonego,  z  rusztu, 
smażonego, w koszyku i skrzydełka. 

—  Wiele bym dała za kieliszek jakiegoś schłodzonego trunku — poprosiła 

Agatha. 

— Niestety, nie mają licencji na wyszynk — rozczarował ją Jimmy. — Za to 

robią doskonałe soki ze świeżych owoców. 

— Trudno, wezmę szklankę — zgodziła się Agatha. 

— A do tego pieczonego kurczaka, najchętniej z pieczonymi ziemniakami. 

Serwują tylko frytki. 

— No dobra, niech będzie. 

Moja  żona  zjadła  tu  ostatni  posiłek,  zanim  zbyt  osłabła,  żeby  wychodzić  z 

domu — powiedział. — Dlatego darzę to miejsce szczególnym sentymentem. 

Kiedy Jimmy złożył zamówienie pryszczatemu kelnerowi, Agatha zapytała: 

Na jaki nowotwór zmarła? 

— Na raka piersi. 

Myślałam, że współczesna medycyna czyni cuda. 

— Biedna Margaret nie chciała stracić włosów, z których była taka dumna. 

Agatha  zamrugała  powiekami  ze  zdziwienia.  Doskonale  pamiętała  mocno 

skręconą trwałą pani Jessop. 

—  Odmówiła  poddania  się  chemioterapii.  Wypróbowała  wszelkie 

alternatywne metody, jakie można sobie wyobrazić. 

Szkoda, że tu przyjechałam — pomyślała Agatha. 

TLR

background image

Ale nie powinnam być snobką. Lubię kurczaki. Chętnie napiłabym się czegoś 

mocniejszego.  Trudno,  przynajmniej  spróbuję  wyciągnąć  jakąś  korzyść  z  tej 
podróży. 

— Twoja zmarła żona bardzo polubiła moje futerko. Czy nadal je masz? 

— Margaret przepadała za nim tak bardzo, że zażyczyła sobie, żeby ją w nim 

pochować. 

Och, moje piękne norki! — rozpaczała Agatha w myślach. — Wolałam, żeby 

te małe szkodniki grzały mój grzbiet niż niszczyły naturalną faunę wysp. 

— v— Czy nie uznano tego życzenia za nieco... dziwaczne? 

— Absolutnie nie. Margaret była bardzo szanowaną osobą. A teraz opowiedz 

mi o tych straszliwych morderstwach. 

— Dobrze... — Agatha przerwała, kiedy przyniesiono im posiłek. — Najpierw 

coś zjem, a potem wszystko ci powiem. 

Po  pierwszym  kęsie  kurczaka  prawie  zupełnie  straciła  apetyt.  Mimo  że  jej 

niewybredne podniebienie przywykło do byle jakiej strawy, natychmiast wyczuła, 
że mięso jest suche i bez smaku. Podejrzewała, że przed pieczeniem ugotowano je 
na twardo. Chwyciła ze stołu butelkę keczupu, polała nim kurczaka, a następnie 
frytki. 

— Zepsujesz cały smak — zwrócił jej uwagę Jimmy. — Te ptaki hodowano na 

swobodzie. 

Patrząc  na  krótkie  nóżki,  Agatha  wątpiła,  czy  kiedykolwiek  biegały  po 

podwórku. Podejrzewała, że spędziły całe życie w ciasnej klatce, zanim zginęły 
przedwczesną śmiercią i wylądowały na talerzu konsumenta. Z niechęcią zmusiła 
się  do  przełknięcia  łykowatego  mięsa  zalanego  keczupem.  Później  odtworzyła 
historię obydwu zbrodni. Zakończyła słowami: 

—  Masz  pewne  doświadczenie  w  sprawach  kryminalnych.  Naświetliłam  ci 

sylwetki podejrzanych. Kogo typujesz? 

Jimmy pokręcił głową. 

—  Ten  człowiek  wygląda  mi  na  nałogowego  kobieciarza.  Możliwe,  że  w 

przeszłości romansował też z innymi. Był kiedyś żonaty? 

TLR

background image

— Cholera! Twierdził, że raz, ale nie chciał o tym mówić. Przeproszę cię na 

chwilę. Muszę przypudrować nos. 

Agatha  wyszła  do  toalety.  Nie  chciała  rozmawiać  przez  telefon  na  temat 

morderstwa w hałaśliwej sali jadalnej. Zamknąwszy się w kabinie, wybrała numer 
Janet Ilston. 

— Tu Agatha — przedstawiła się pospiesznie. — Twój brat miał kiedyś żonę. 

Kim była i jak przeprowadził rozwód? 

— To było około dwudziestu lat temu. Ożenił się z młodą modelką nazwiskiem 

Trixie Du Vane. Prześliczna, długie nogi, ale głupia jak but. George nie chciał o 
tym rozmawiać. Wyjawił tylko, że wzięli polubowny rozwód. 

— Masz jej adres? 

— Tak. Przysłała mi list kondolencyjny. Zaczekaj chwilę. 

Agatha czekała niecierpliwie. Jakaś kobieta załomotała w drzwi. 

— Czy zamierza tam pani siedzieć cały dzień? — krzyknęła. 

— Mam AIDS! — odkrzyknęła Agatha. — Proszę mnie zostawić w spokoju. 

Zza  drzwi  dobiegły  okrzyki  przerażenia,  a  potem  szuranie,  gdy  panie  w 

pośpiechu opuszczały toaletę. Te idiotki ciągle wierzą, że można się zarazić przez 
kontakt z deską sedesową — pomyślała Agatha. 

Jane wróciła do telefonu. 

— Obecnie nazywa się pani Tragent. Mieszka w Oksfordzie, przy River Lane 

w Jericho, numer dwadzieścia dwa. 

Agatha  podziękowała,  wyłączyła  aparat  i  pospieszyła  z  powrotem  do 

Jimmy'ego. 

—  Wyglądasz  na  zdenerwowaną.  Zapomnij  o  morderstwach  i  korzystaj  z 

wypoczynku — doradził Jimmy poważnym tonem.  — Najważniejsze, że znów 
jesteśmy razem. — Przechylił się przez stół, ujął dłoń Agathy i czule uścisnął. 

Jakaś  tleniona  blondynka  ze  sztuczną  opalenizną  podeszła  do  ich  stolika  i 

wbiła wzrok w Agathę. 

TLR

background image

— Czekałam przed toaletą, żeby zobaczyć tę chorą. Na pana miejscu bym jej 

nie  dotykała  —  ostrzegła  Jimmy'ego.  —  Słyszałam  ją  głośno  i  wyraźnie. 
Krzyczała, że ma AIDS. 

Agatha spąsowiała. 

— Wynocha stąd! — ryknęła. 

— Co to wszystko ma znaczyć, Agatho? — zapytał Jimmy. 

— Poszłam do łazienki tylko po to, żeby zadzwonić w sprawie morderstwa — 

tłumaczyła  Agatha.  —  Uważałam,  że  uznasz  to  za  nietakt,  że  pracuję  nad  nią 
nawet  w  twoim  towarzystwie.  Ta  kobieta  waliła  w  drzwi.  Skłamałam,  że  mam 
AIDS tylko po to, żeby się odczepiła. 

Jimmy  pogrzebał  w  kieszeni,  wyjął  legitymację  i  mignął  nią  przed  oczami 

blondynce. 

— Pracuję w policji — oświadczył. — Proszę stąd odejść. 

Kiedy sobie poszła, zwrócił się do Agathy: 

— Jak mogłaś mnie tak narazić, Agatho? To małe miasteczko. Muszę dbać o 

swoją reputację. 

— Nie przypuszczałam, że miejscowi wciąż tkwią w mrokach średniowiecza 

— broniła się Agatha. — A jeśli byłabym naprawdę chora? Uświadom sobie, jak 
okrutne jest takie nastawienie. 

— Twoje podejście do nieszczęśników dotkniętych chorobą również można by 

uznać za niezbyt delikatne — wytknął Jimmy. 

—  Nie  pomyślałam  o  tym.  Działałam  pod  wpływem  impulsu  —  przyznała 

Agatha  bliska  łez.  —  Chciałabym  stąd  wyjść,  zanim  mnie  tu  ukamienują  — 
jęknęła. 

Jimmy  zapłacił  rachunek  i  opuścili  restaurację.  Doszli  w  milczeniu  do 

samochodu. 

— Chodźmy się czegoś napić — zasugerowała Agatha. 

— Wolałbym wrócić do domu, jeżeli nie masz nic przeciwko temu. 

TLR

background image

Agatha usiłowała wymyślić coś, co choć trochę rozładowałoby atmosferę. Na 

próżno. Dezaprobata Jim— myego wisiała nad jej głową jak czarna chmura. 

Po powrocie do bungalowu oświadczył lodowatym tonem: 

— Idę dziś wcześnie spać. 

— Posłuchaj Jimmy... 

—  Agatho!  Jestem  szanowanym  członkiem  klubu  Rotary  i  kościelnym  w 

naszym kościele. Ubiegam się o awans na superintendenta. Zależy mi na reputacji. 
Proszę cię, idź spać i zostaw mnie samego. 

Agatha z przygnębieniem poczłapała do gościnnej sypialni i usiadła na łóżku. 

Musiała przyznać sama przed sobą, że żywiła nadzieję na małżeństwo z Jimmym i 
stabilizację.  Nie  musiałaby  się  już  obawiać  samotnej  starości.  Koniec  strachu 
przed  wężami.  Wstydziła  się  niemądrej  uwagi  na  temat  AIDS.  Doskwierała  jej 
samotność. 

Najchętniej zadzwoniłaby po Charlesa, żeby przyjechał na ratunek, ale wtedy 

jeszcze bardziej zraniłaby i obraziła Jimmyego. Przytłaczała ją ta sypialnia. Tę-
skniła za papierosem. Rozejrzała się dookoła, ale nie spostrzegła popielniczki w 
polu widzenia. Cichutko opuściła pokój i przeszła do kuchni. Agatha słyszała, jak 
Jimmy wychodzi z łazienki i wraca do swojego pokoju. 

Onieśmielała  ją  czyściutka  kuchnia,  jakby  nadal  sprawowała  nad  nią  pieczę 

idealna pani domu. W oknach wisiały zasłonki w kratkę. Różnego rodzaju sprzęt 
kuchenny błyszczał i lśnił. Na stole stała doniczka z geranium. Agatha pomacała 
jeden z listków. Sztuczny! To ją trochę pocieszyło. 

Wzięła z kredensu spodek, usiadła przy kuchennym stole i zapaliła papierosa. 

Z westchnieniem ulgi zaciągnęła się głęboko i wypuściła dym w stronę sufitu. Za 
późno zobaczyła alarm przeciwpożarowy. Włączył się i zaczął wyć. 

Jimmy,  ubrany  w  piżamę  w  paski,  gwałtownie  otworzył  drzwi  kuchni  i 

obrzucił ją karcącym spojrzeniem. 

— Tu nie wolno palić, Agatho — upomniał ją surowo. 

Agatha z westchnieniem zgasiła papierosa. Jimmy wyszedł i zatrzasnął za sobą 

drzwi. 

TLR

background image

Po powrocie do swojej sypialni Agatha zaczęła pakować walizkę. Nie widziała 

sensu, żeby tu dłużej zostać. 

Ale  w  tym  momencie  uświadomiła  sobie,  że  Jimmy  niewątpliwie  włączył 

alarm  antywłamaniowy.  Podeszła  na  palcach  do  frontowych  drzwi.  Tam  go 
znalazła.  Ale  obok  była  skrzynka  z  bezpiecznikami.  Wróciła  na  korytarz  na 
palcach.  Z  pokoju  Jimmyego  dochodziło  chrapanie.  Chyba  nie  sprawię  mu 
wielkiego  zawodu  —  pomyślała  Agatha  z  goryczą.  Po  powrocie  do  swojej 
sypialni napisała kartkę do Jimmyego: 

Coś mi wypadło. Muszę wyjechać. Nie chciałam cię budzić 

Agatha. 

Zostawiła  ją  na  swojej  poduszce.  Cichutko  zabrała  walizkę  i  podeszła  do 

frontowych  drzwi.  Otworzyła  skrzynkę  z  bezpiecznikami,  wyłączyła  prąd, 
pootwierała zamki i zasuwy w drzwiach wejściowych i poszła do samochodu. 

Księżyc żeglował wysoko po niebie. Z przerażeniem spostrzegła, że samochód 

Jimmy'ego blokuje jej wyjazd. 

Czuła  jednak,  że  dłużej  nie  wytrzyma  w  tym  domu.  Ostrożnie  wróciła  do 

środka. Idąc za odgłosem chrapania, wkradła się do sypialni Jimmyego. Leżał na 
plecach i głośno chrapał. Ponieważ nie zasunął zasłon, Agatha dostrzegła kluczyki 
do jego auta na nocnym stoliku. Zabrała je. 

Na  dworze  przesunęła  samochód  Jimmy  ego  w  ten  sposób,  że  zwolniła 

hamulec  ręczny,  żeby  sam  się  zsunął  w  dół  drogi.  Zapakowała  walizkę  do 
własnego bagażnika. Odniosła wrażenie, że noc nie przyniosła ochłody od upału. 

 Zegar na desce rozdzielczej wskazywał wpół do czwartej. Agatha nie mogła 

uwierzyć, że jest jeszcze tak wcześnie. W jej odczuciu minęło wiele czasu, odkąd 
tu przyjechała. Zakradła się z powrotem do domu i zostawiła kluczyki na stole w 
kuchni. 

Pojechała do hotelu W Ogrodzie, gdzie wcześniej mieszkała. Wynajęła pokój 

dla palących. Potem zeszła na dół do baru, gdzie ukoiła skołatane nerwy dużym 
dżinem z tonikiem.

TLR

background image

ROZDZIAŁ VI 

 

Simon zadzwonił do drzwi Jessiki Fordyce, ściskając w ręku zeszyt, w którym 

sfałszował autografy różnych gwiazd. Nadal miał nadzieję, że pozyska sympatię 
Toni i żałował, że nie przyszła razem z nim. 

Otworzył mu młody mężczyzna. Był boso i nosił tylko znoszone dżinsy, które 

zwisały mu z bioder. Miał rozpustną twarz ocienioną przez czarną, kręconą czu-
prynę. 

—  Miałem  nadzieję  na  uzyskanie  autografu  panny  Fordyce  —  poprosił 

grzecznie Simon. 

— Proszę mi dać ten zeszyt. Zobaczę, co się da zrobić — odparł mężczyzna, 

wyciągając rękę. 

—  Czy  jest  nadzieja,  że  poświęci  mi  minutkę?  Jestem  jej  zagorzałym 

wielbicielem. 

— Nie. — Mężczyzna zaczął zamykać drzwi. 

— Kto przyszedł? — zapytał damski głos zza jego pleców. 

— Jakiś fan po autograf. Zaraz go spławię. 

—  Nie  rób  tego,  Reksie.  Nie  można  odstraszać  wielbicieli.  Wpuść  go  do 

środka. 

—  Jest za tamtymi drzwiami — mruknął Rex i odszedł. 

Simon wkroczył do kuchni. 

— — Właśnie parzę kawę — oznajmiła Jessica. — Proszę usiąść. — Nalała 

sobie  kawy  i  usiadła  naprzeciwko  Simona  przed  laptopem.  —  Proszę  chwilkę 
poczekać. 

Nosiła bluzkę w kratkę, krótkie spodenki z dżinsu i sandały na koturnie. 

— Aha! — wykrzyknęła w końcu. — Znalazłam stronę internetową agencji 

detektywistycznej  Agathy  Raisin,  a  na  niej  fotografię  właścicielki  wraz  ze 
współpracownikami. Jesteś na niej. 

TLR

background image

—  Co  nie  przeszkadza  mi  być  pani  fanem  —  upierał  się  Simon.  —  Mimo 

wszystko nadal chciałbym prosić o autograf. — Przesunął zeszyt po stole w jej 
stronę, ale odsunęła go od siebie. 

—  Zakończmy  tę  farsę  —  zasugerowała.  —  Prowadzisz  śledztwo,  a  ja  z 

niewiadomych  powodów  najprawdopodobniej  zostałam  wciągnięta  na  listę 
podejrzanych  —  dodała  z  olśniewającym  uśmiechem,  który  niemal  oślepił 
Simona. 

— Teraz, kiedy panią poznałem, uważałbym za czystą głupotę podejrzewanie o 

morderstwo tak pięknej kobiety. 

Jessica wstała od stołu. 

— Zasłużyłeś sobie na kawę. Z mlekiem i cukrem? 

— Bardzo proszę. 

Simon podziwiał jej długie nogi. Zapomniał o swoich planach względem Toni. 

Jessica roztaczała wokół siebie niezwykłą aurę, która go wciągnęła. Zastanawiał 
się, kim jest dla niej ten mężczyzna. 

W tym momencie Rex wszedł do kuchni, jakby ściągnął go na drodze telepatii. 

— Jeszcze tu siedzi? — narzekał. 

— Nie bądź gburem. Reksie. To Simon Black, prywatny detektyw. Simonie, 

Rex Dangerfield gra rolę jednego z moich kochanków w operze mydlanej. 

— Szczęściarz z niego — skomentował Simon z zazdrością. 

— Powinnaś rozmawiać tylko z policją — zwrócił jej uwagę Rex. — Sama 

mówiłaś, że ta Raisin nęka ludzi jak ból w kościach. 

— Idź sobie, kochanie, i spróbuj nauczyć się roli — poprosiła Jessica. 

Rex wyszedł, trzasnąwszy drzwiami. 

—  Dzieciaki!  —  skomentowała  Jessica.  —  Każdy  uważa  się  za  nowego 

Laurence'a  Oliviera.  Chciałam  się  go  pozbyć,  ale  ma  zastępy  fanów.  A  więc, 
Simonie, jak mogę ci pomóc? 

TLR

background image

—  George  Marston  romansował  przynajmniej  z  dwiema  mieszkankami  tej 

wioski: z Joyce Hemingway i Harriet Glossop — odparł Simon. — Czy słyszała 
pani na ich temat jakieś pogłoski? 

—  W  Carsely  mieszka  niejaka  pani  Arnold.  To  złośliwa  plotkara,  ale 

przysięga, że słyszała, jak pewnego razu Joyce Hemingway groziła George'owi, że 
go zabije. 

— Czy powtórzyła to pani policji? 

Jessica wzruszyła ramionami. 

— Usłyszałam tę plotkę dopiero przedwczoraj, a jestem zbyt zajęta, by składać 

zeznania. Czy jesteś pewien, że to nie sprawka Agathy? Cała wieś wie, że oszalała 
na punkcie George'a. 

— Agatha nigdy nie popełniłaby tak okrutnego morderstwa — zaprotestował 

Simon. — Zresztą okropnie boi się węży. 

—  W  takim  razie  wybadaj  Joyce  Hemingway.  Powodzenia!  To  naprawdę 

gwałtowna osoba. Poza tym kiedyś pracowała w londyńskim zoo. 

— Jako opiekunka węży? 

— Nie. Chyba jako sekretarka. 

— Skąd czerpie dochody? 

— Nie wiem. Zapytaj ją. Ale teraz już idź. Muszę pomóc Rexowi w nauce roli. 

— Wspaniale, że panią poznałem — wykrztusił Simon. — Czy mogę jeszcze 

kiedyś panią odwiedzić? 

— Jestem bardzo zajęta, ale dam ci wizytówkę. Zadzwoń i zapytaj. 

Simon  stał  przed  chatą  kompletnie  oszołomiony.  Czy  to  miłość,  czy 

zafascynował się aktorką jak nastolatek? Wyciągnął telefon i zadzwonił do Toni. 

—  Jestem  w  pubie  —  poinformowała.  —  Fred  Glossop  wyrzucił  mnie  za 

drzwi, pani Glossop była miła, ale w niczym nie pomogła, a Joyce Hemingway nie 
zastałam w domu. A jak tobie poszło? 

— Chętnie bym się czegoś napił. Zaczekaj tam, to do ciebie dołączę. 

TLR

background image

Widok  jasnowłosej,  smukłej  Toni  zwykle  poruszał  serce  Simona,  ale  w  tej 

chwili nie potrafił myśleć o nikim innym jak tylko o Jessice. 

Jimmy  Jessop  usiłował  się  obudzić.  Ktoś  walił  w  jego  drzwi  wejściowe.  W 

końcu wstał z łóżka i poszedł otworzyć. 

—  Witaj,  Joe!  —  wykrzyknął  na  widok  kolegi  z  klubu  Rotary.  —  Co  cię 

sprowadza? 

— Omal nie wpadłem na twój samochód — odparł Joe. — Zawsze parkujesz 

na środku jezdni? 

Jimmy  popatrzył  mu  przez  ramię.  Jego  drogocenne  BMW  faktycznie  stało 

ukośnie prawie w poprzek ulicy. Potem spostrzegł, że samochód Agathy zniknął. 

—  Przepraszam.  Zaraz  go  zabiorę.  Miałem  gościa.  Chyba  przesunęła  moje 

auto, żeby wyjechać. 

Jimmy  wziął  kluczyki  i  wyszedł  w  piżamie  w  paski  i  kapciach  w  kratkę 

przestawić swój cenny pojazd. Rysy mu stężały, gdy uświadomił sobie, że Agatha 
nawet nie zaciągnęła ręcznego hamulca. Ustawił samochód na krótkim podjeździe 
przed swoim domem i wszedł do środka, żeby się ubrać. Wychodząc, zauważył, że 
alarm antywłamaniowy został wyłączony. Przeklął Agathę pod nosem. Pojechał 
wprost do hotelu W Ogrodzie w przekonaniu, że Agatha się tam zatrzymała. Na 
miejscu dowiedział się jednak, że już wyjechała. 

Jimmy niemal ze łzami w oczach wspomniał zmarłą żonę, która nigdy nie dała 

mu powodu do zmartwienia. Po co w ogóle zapraszał znowu tę diablicę do swego 
uporządkowanego życia? 

Toni  słuchała  z  coraz  większym  zniecierpliwieniem  opowieści  Simona  o 

Jessice  Fordyce:  co  powiedziała  i  jak  wyglądała.  Nic  dziwnego,  że  wpadałam 
wcześniej w kłopoty przez starszych mężczyzn — myślała Toni. Młodzi są tak 
emocjonalnie niedojrzali. Wystarczy posłuchać tej paplaniny. W końcu przerwała 
mu słowami: 

—  No  dobrze,  wszystko  to  bardzo  piękne,  ale  jedyna  interesująca  nas 

informacja dotyczy Joyce Hemingway. Jak do niej dotrzeć? Szkoda, że Agatha tak 
bardzo  zabiega  o  popularność.  Jessica  znalazła  nasze  zdjęcia  na  stronie 
internetowej agencji. 

TLR

background image

— Moglibyśmy ją podsłuchać — zasugerował Simon. 

-Jak? 

— Kupiłem taki miniaturowy aparat podsłuchowy. Przenosi głos przez ścianę. 

Ma specjalny, ceramiczny mikrofon. Odbiera drgania głosu ze ściany jak mikro-
fon,  wzmacnia  je  i  pozwala  słyszeć  rozmowy  po  drugiej  stronie  nawet  przez 
trzydziestocentymetrową warstwę betonu. 

— Nie podoba mi się pomysł podsłuchiwania ludzi w ich własnych domach — 

skomentowała Toni. — To nieczysty chwyt. 

— Wykonujemy brudny zawód. Jeżeli do niczego nie dojdziemy, Agatha może 

skończyć tragiczną śmiercią, pokąsana przez węże. 

Toni się zawahała. 

—  Czy  na  pewno  pomyśleliśmy  o  wszystkim?  Fiona  była  jedyną  osobą  w 

Lower Sithby, która mogłaby życzyć George'owi śmierci? Oczywiście wiem, że 
go  nie  zabiła,  ale  niewykluczone,  że  nie  wzięliśmy  pod  uwagę  jakiejś  innej 
kobiety. 

— Tak, ale skoro jesteśmy w Carsely, zacznijmy śledztwo stąd. Moim zdaniem 

najlepiej poczekać, aż się ściemni. 

— Posłuchaj, rób jak uważasz, ale mnie w to nie wciągaj — zastrzegła Toni. — 

Ja pójdę do pani Bloxby. Ona najlepiej wie, co się dzieje w tej wsi. 

Simon odprowadził ją wzrokiem i wzruszył ramionami. Postanowił zaczekać 

do zmroku, a potem zamontować swoje urządzenie na zewnątrz chaty Joyce. 

Agatha  podjechała  pod  dom  byłej  żony  George'a  w  Jericho  w  Oksfordzie. 

Zaparkowała i wysiadła na zakurzonym, gorącym parkingu. Spostrzegła przy nim 
tabliczkę:  „Tylko  dla  mieszkańców".  Miała  nadzieję,  że  parkingowi  już 
zakończyli pracę tego dnia. 

Pani Trixie Tragent mieszkała w zadbanym, szeregowym domku z niebieskimi 

drzwiami.  Agatha  nacisnęła  przycisk  dzwonka.  W  pierwszej  chwili  uznała 
piękność, która stanęła w progu, za córkę Trixie. Dopiero po chwili jej bystre oczy 
dostrzegły ślady chirurgicznego liftingu na twarzy i silikon w wydatnym biuście, 
doskonale  widocznym  w  głębokim  dekolcie  bluzki  z  zielonego  płótna.  Gęste, 

TLR

background image

fachowo rozjaśnione włosy spływały na ramiona. Agathę ciekawiło, czy  kazała 
sobie przedłużyć włosy. 

Kim pani jest? — wyrwała ją z zamyślenia Trixie. — Czy zamierza pani stać i 

gapić się na mnie przez cały dzień? — dodała szorstkim tonem. 

Przepraszam, oto moja wizytówka — odparła Agatha. — Prowadzę śledztwo w 

sprawie śmierci pani byłego męża. 

Proszę wejść, chociaż już rozmawiałam z jednym z waszych oficerów. 

Agatha  uświadomiła  sobie,  że  Trixie  ma  słaby  wzrok,  dlatego  nie  odczytała 

treści jej wizytówki, tylko doszła do wniosku, że pracuje w policji. Podążyła za nią 
do  małego  pokoju  od  frontu.  Okna  zasłaniały  zielone  żaluzje.  Ściany  też 
pomalowano na zielono. Trzyczęściowy zestaw wypoczynkowy obito materiałem 
w  tym  samym  kolorze.  Na  ścianie  nad  kominkiem  wisiał  wielki  olejny  portret 
Trixie w zielonej sukience. 

— — Jak już mówiłam policji, nie widziałam George'a w tym stuleciu. Biedny 

George. Nigdy nie potrafił utrzymać go w spodniach. Dlatego się z nim rozstałam. 

— Czy pani drugi mąż go poznał? 

— Rory? Tak, ale z nim też wzięłam rozwód. George przyjechał na nasz ślub, 

ale to było piętnaście lat temu. 

— Czy ma pani dzieci z George'em? 

— Nie. On chciał, ale wytłumaczyłam mu, że nie zamierzam psuć sobie figury. 

— Ciekawe, czy miał jakieś nieślubne dzieci? — zastanawiała się Agatha. 

— Mało prawdopodobne. 

— Ale romansował na potęgę... 

—  Najczęściej  ze  starszymi  kobietami.  Miał  kompleks  jakiegoś  Greka. 

Zapomniałam imienia

3

. Słońce mocno grzeje. Podać pani coś do picia? 

                                                           

3 Chodzi o kompleks Edypa, pojęcie wprowadzone przez Zygmunta Freuda. Mitycznym prawzorem byl 

Edyp,  król  Teb,  który  nie  znając  swych  biologicznych  rodziców,  zabił  ojca  i  ożenił  się  z  matką.  Według 
Freuda kompleks polegał na kazirodczym pożądaniu matki i wrogości wobec ojca. W praktyce nauka nigdy 
nie udowodniła jego istnienia. 

TLR

background image

—  Tak,  bardzo  chętnie  —  poprosiła  Agatha.  —  Wprawdzie  prowadzę 

samochód, ale jeden kieliszek nie zaszkodzi. 

— Czego pani nalać? 

— Dżinu z tonikiem, jeżeli można. Czy mogę zapalić? 

— Jasne, niech się pani truje na zdrowie. 

Agatha  wędrowała  po  pokoju,  póki  nie  znalazła  szklanej  popielniczki  na 

gzymsie kominka. 

Trixie wróciła po kilku  minutach, niosąc tacę z trunkami. Jej oczy zmieniły 

barwę z burobrązowej na zieloną, niewątpliwie za sprawą koloryzujących socze-
wek kontaktowych. 

— Właśnie sobie przypomniałam jedną dziwną rzecz 

zagadnęła Trixie. — Jeżeli George bał się czegokolwiek na świecie, to właśnie 

węży.  Pełnił  gdzieś  służbę  —  nie  p  łmiętam  gdzie  —  ale  ukąsił  go  wąż. 
Przewieziono go do szpitala. Napisał mi w liście, że te bestie prześladują go w 
koszmarach  sennych.  Jeżeli  morderca  o  tym  wiedział,  uśmiercił  go  wyjątkowo 
perfidnie. 

Agatha upiła solidny łyk trunku. Historia zabójstwa George'a brzmiała coraz 

bardziej  przerażająco,  zważywszy  wyjątkowe  okrucieństwo  zbrodniarza.  Po 
długiej podróży dopadło ją zmęczenie w gorącym, dusznym pokoiku. 

—  Poczęstuje  mnie  pani  tym  rakotwórczym  paskudztwem?  —  poprosiła 

Trixie. 

— Proszę bardzo. — Agatha podsunęła jej paczkę ben— sonów. 

— Naprawdę nie powinnam — krygowała się Trixie. 

— Czy zauważyła pani, że palące kobiety mają brzydkie zmarszczki nad górną 

wargą? 

—  Nie  —  skłamała  Agatha,  po  raz  kolejny  przysięgając  sobie  w  duchu,  że 

zerwie z nałogiem. — A  więc nie utrzymywała pani kontaktu z George  em od 
dłuższego czasu? 

TLR

background image

— Nie, nie licząc jednej dziwnej wiadomości. Zupełnie o niej zapomniałam. 

Nie  oddzwoniłam,  ponieważ  nadal  żywiłam  do  niego  urazę  za  to,  że  mnie 
zdradzał. 

— Co mówił? 

— Odniosłam wrażenie, że trochę wypił. Prosił o podanie nazwiska  mojego 

adwokata, który reprezentował mnie podczas sprawy rozwodowej. Pomyślałam, 
że ten głupiec ponownie się ożenił i jak zwykle ściągnął sobie na głowę kłopoty. 

Agathę  ciekawiło,  czy  ponownie  zawarł  związek  małżeński.  Postanowiła  to 

sprawdzić. 

— Nie zachowała pani tego nagrania? 

— Korzystam z automatycznej sekretarki firmy Bri— tish Telecom, która po 

miesiącu automatycznie kasuje każdą wiadomość. Zwykłe nie przetrzymuję ich 
nawet  przez  trzydzieści  dni,  tylko  kasuję  wcześniej.  Mój  Boże!  Jakże 
znienawidziłam George'a. Dziwne, że budził tak silne uczucia. 

Pani  Bloxby  poinformowała  Toni,  że  mąż  Sary  Freemantle  przyjechał  do 

domu. Toni wolałaby raczej porozmawiać z samą Sarą podczas jego nieobecności, 
lecz mimo to postanowiła ją odwiedzić. 

Sara otworzyła jej drzwi. 

— Czym mogę służyć? 

— Pracuję w agencji detektywistycznej Agathy Raisin i... 

—  Nie  mam  pani  nic  do  powiedzenia  —  oświadczyła  gospodyni,  powoli 

zamykając drzwi. 

Za Sarą stanął wysoki mężczyzna. 

— Kto to jest? — dopytywał. 

—  Panienka,  która  usiłuje  coś  sprzedać  —  skłamała  Sara  i  zatrzasnęła  Toni 

drzwi przed nosem. 

Panna Gilmour wróciła do samochodu. Postanowiła odwiedzić Phila, który w 

weekend miał wolne. Liczyła na to, że coś usłyszał. Zamierzała właśnie wsiąść do 
auta, kiedy mężczyzna, którego zobaczyła za plecami Sary, wybiegł z domu. 

TLR

background image

— Ej, ty! — zawołał za nią. 

Toni zaczekała, aż do niej podejdzie. 

— Co sprzedajesz? — zapytał. 

— Nic — odparła Toni. — Jestem detektywem. Prowadzę śledztwo w sprawie 

zabójstwa George'a Marstona. 

Jej rozmówca był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną w średnim wieku 

z  okrągłą,  mocno  opaloną  twarzą,  krzaczastymi  brwiami,  wąskimi,  zaciętymi 
ustami i małymi oczami. 

— A co ma do tego moja żona? 

— Pytam każdą osobę, u której Marston pracował. 

— No to czemu Sara twierdziła, że coś sprzedajesz? Torujesz sobie drogę do 

cudzych domów kłamstwem? 

Stał teraz bardzo blisko niej w wojowniczej postawie. Toni odstąpiła na bok. 

— Musi pan ją sam zapytać. Ja uczciwie przedstawiłam cel swojej wizyty — 

zapewniła. 

—  Odejdź  stąd  i  nigdy  nie  wracaj.  —  Po  tych  słowach  boleśnie  ścisnął  jej 

ramię. 

Toni obrzuciła go lodowatym spojrzeniem. 

— Jeżeli mnie pan natychmiast nie puści, wezwę policję — zagroziła. 

Mężczyzna z ociąganiem zwolnił uścisk. Toni pomknęła do swojego małego 

samochodu i zatrzasnęła drzwi. 

Gdy przedstawiła Philowi Marshallowi przebieg spotkania, popatrzył na nią z 

przerażeniem. 

—  —  Bardzo  źle,  że  Agatha  wysyła  tak  młodziutką  dziewczynę,  żeby 

prowadziła  dochodzenie  w  sprawie  tak  okrutnego  morderstwa.  To  bardzo 
niebezpieczne  zadanie.  Zadzwonię  do  niej  i  zasugeruję,  żeby  mnie  zleciła 
przesłuchania.  Jesteś  za  młoda,  żeby  ryzykować  życie.  Co  innego  taki  stary 
dziadek jak ja. 

TLR

background image

— Słyszałeś jakieś plotki na temat Sary Freemantle? 

— Na razie nie, ale popytam w okolicy. Nie napiłabyś się lemoniady? 

Simon  pomyślał,  że  Toni  mogłaby  się  z  nim  skontaktować.  Znudziło  go 

czekanie,  aż  zapadną  ciemności.  W  końcu  wyruszył  w  stronę  chaty  Jessiki 
Fordyce.  Przyjechał  na  motocyklu.  Droga  schodziła  w  dół  od  jej  domu,  więc 
wyłączył światła i silnik i zjechał w dół po cichu. Przystanął w pobliżu, schowany 
w cieniu płatana. Wyciągnął swój nowy sprzęt, założył słuchawki i przemknął się 
w  cieniu  żywopłotów  ku  chacie  Jessiki.  Wiedział,  że  powinien  podsłuchiwać 
Joyce Hemingway, ale pragnął usłyszeć, co powie Jessica. 

Jej dom przylegał do pola otoczonego drzewami. Przemknął przez drogę pod 

drzewa i skierował urządzenie na ścianę. 

Nie usłyszał kompletnie nic. Nagle uprzytomnił sobie, że przed domem nie ma 

samochodu. Albo Jessica wróciła do Londynu, albo wyszła gdzieś wieczorem. 

Mimo  wszystko  postanowił  zaczekać.  Zerwał  się  ciepły  wiaterek,  który 

szeleścił  w  koronach  drzew.  Ponieważ  Simon  wypił  sporo  w  pubie  dla  zabicia 
czasu, powieki zaczęły mu opadać. Nie wiadomo kiedy zasnął kamiennym snem. 

Obudziło  go  jakieś  stworzenie  pełzające  mu  po  plecach.  Simon  skoczył  na 

równe  nogi.  Przypuszczał,  że  coś  spadło  mu  z  drzewa  na  grzbiet.  Wstał,  zdarł 
koszulę,  ale  nieznane  zwierzę  ugryzło  go  boleśnie.  Ponieważ  jasne  światło 
księżyca przeświecało przez korony drzew, ku swemu przerażeniu ujrzał małego 
węża, który uciekał. 

Szybko  ukrył  urządzenie  podsłuchowe  za  drzewem  i  pognał  do  szpitala  w 

Moreton-in-Marsh. Przystanąwszy przed budynkiem, zadzwonił do Toni. 

— Ukąsił mnie wąż. 

— Co takiego? Gdzie? 

— Nieważne. Idź pod drzewa naprzeciwko chaty Jessiki. Pod jednym z nich 

schowałem mój sprzęt. Zabierz go. Nie mogę ryzykować, że policja go przy mnie 
znajdzie. — Po tych słowach wyłączył aparat. 

Toni wróciła do Mircesteru kilka godzin wcześniej. Wsiadła do samochodu. 

Podczas  gdy  Simona  przewożono  karetką  na  sygnale  z  Moreton  do  szpitala  w 
Cheltenham, Toni wyruszyła z powrotem do Carsely. 

TLR

background image

Odczuła  ulgę  na  widok  chaty  Jessiki  pogrążonej  w  ciemnościach.  Znalazła 

urządzenie  podsłuchowe.  Właśnie  zamierzała  je  spakować  do  torby  podróżnej, 
którą  zabrała  ze  sobą,  kiedy  przypomniała  sobie,  że  nieopodal  stoi  chata  Sary 
Freemantle.  Mimo  wcześniejszych  obiekcji  Toni  nie  zdołała  odeprzeć  pokusy. 
Schowana  w  cieniu  drzew,  zakradła  się  naprzeciwko  chaty  Sary,  skierowała 
urządzenie na ścianę i założyła słuchawki. 

Ku swojemu przerażeniu usłyszała szloch Sary, a potem głos jej męża: 

— Wydobędę z ciebie prawdę, nawet jeżeli zajmie mi to całą noc. 

—  Nie... zdradziłam... cię... z nim — łkała Sara. — Daj... mi... spokój, Guyu. 

— Jak rozgrzeję płytę kuchenki i przypiekę ci dłoń, to wyznasz wszystko jak 

na spowiedzi!  

—  Nie! 

Toni wyciągnęła telefon komórkowy i wystukała numer 999. 

— Strzelano u Sary Freemantle, na Blackberry Lane dziesięć w Carsely! — 

wykrzyczała do aparatu, zmieniając głos najlepiej, jak potrafiła. 

Wyciągnąwszy  miniaturową  latarkę,  oświetliła  kieszonkowy  notesik  i 

odnalazła numer Sary. Odebrał jej małżonek. 

— Policja po ciebie jedzie, morderco! — zagroziła i przerwała połączenie. 

Popędziła  do  auta  ze  sprzętem  Simona  i  umknęła  z  zawrotną  prędkością. 

Pojechała wprost na plebanię i wcisnęła torbę podróżną z urządzeniem Simona w 
ręce zdumionej pani Bloxby. 

— Proszę to ukryć — błagała. — Później wszystko wyjaśnię. 

Następnie  podjechała  z  powrotem  pod  chatę  Sary  i  czekała.  Doszła  do 

wniosku, że policja mogła rozpoznać jej głos, więc najlepiej się przyznać, że to 
ona dzwoniła. Postanowiła skłamać, że słyszała krzyki i strzały z wnętrza domu. 

Wkrótce usłyszała wycie syren. Bill Wong przybył pierwszy. 

—  —  Uzbrojony  oddział  jest  w  drodze  —  poinformował.  —  Czy  to  ty 

dzwoniłaś? 

TLR

background image

— Tak — potwierdziła Toni. — Zamierzałam przesłuchać panią Freemantle, 

gdy usłyszałam, jak ktoś krzyczy: „Nie przypalaj mnie" czy coś takiego, a potem 
jakby odgłos strzału. 

Przybyli  kolejni  policjanci.  Ktoś  otworzył  od  środka  drzwi  chaty  i  Guy 

Freemantle wyszedł na dwór. 

— Padnij! — rozkazał Bill. — Na ziemię! 

Na polu wylądował śmigłowiec, z którego wysiedli funkcjonariusze specjalnej 

jednostki do walki z uzbrojonymi przestępcami. 

Guy  z  przerażoną  miną  położył  się  na  ziemi.  Bill  podszedł  i  zakuł  go  w 

kajdanki. 

Uzbrojeni  policjanci  wkroczyli  do  środka  pierwsi,  a  za  nimi  Bill  i  Alice 

Peterson. 

Sara  siedziała  na  podłodze  w  kuchni,  szlochając.  Miała  przeciętą  wargę  i 

podbite oko. Płyta kuchenki elektrycznej płonęła intensywną czerwienią. 

— Zamierzał mnie poparzyć — wyszeptała. — Myślę, że połamał mi żebra. 

Alice zadzwoniła po karetkę. 

Godzinę później Toni siedziała w pokoju przesłuchań w komendzie głównej 

policji.  Miała  wiele  czasu  na  przećwiczenie  swej  zmyślonej  historii.  Wilkes 
rozpoczął przesłuchanie. 

Toni  trzymała  się  swojej  wersji,  że  odwiedziła  Phila  Marshalla,  a  potem 

postanowiła  iść  do  Sary  Freemantle  i  spróbować  ją  przesłuchać.  Twierdziła, że 
martwiła się o nią, ponieważ odwiedziła ją wcześniej i oceniła Guya Freemantle'a 
jako gwałtownika. Usłyszała krzyki, a przysięgłaby, że także i strzały. 

Kazano jej powtarzać relację nieskończenie wiele  razy, żeby sprawdzić,  czy 

nie poda nieco odmiennych szczegółów. Na koniec Wilkes dodał: 

— Dziś wieczór doniesiono nam ze szpitala ogólnego w Cheltenham, że Simon 

Black został tam  przywieziony po ukąszeniu przez węża. Czy  wiedziała  pani o 
tym? 

—  Tak,  zadzwonił  do  mnie,  ale  jak  już  mówiłam,  postanowiłam  odwiedzić 

Sarę przed wizytą w szpitalu. 

TLR

background image

Wilkes przerzucił jakieś notatki. 

—  Twierdzi,  że  czekał  pod  drzewem  naprzeciwko  chaty  Jessiki  Fordyce  w 

nadziei, że wróci do domu, ponieważ chciał jej zadać jeszcze kilka pytań. Zeznał, 
że  zasnął  i  obudziło  go  jakieś  stworzenie,  które  pełzało  po  jego  koszuli. 
Tymczasem żmije nie wychodzą w nocy ani też nie spadają z drzew. Uważamy, że 
ktoś specjalnie położył mu ją na plecach. 

— No i gdzie była Jessica Fordyce? — zapytała Toni. 

— Jadła kolację w Wiejskim Jadle w Moreton, co może potwierdzić kilku jej 

wielbicieli. 

— Ale czy przebywała tam około wpół do dziesiątej? Ta żmija musiała ugryźć 

Simona już po zapadnięciu ciemności. 

— Dlaczego tak pani sądzi? 

— Bo kiedy do mnie zadzwonił, było już ciemno — odrzekła Toni pospiesznie. 

—  Pani  zeznania  zostaną  spisane.  Później  poproszę  o  ich  podpisanie. 

Prawdopodobnie zechcemy porozmawiać z panią jeszcze jutro. 

 Agatha Raisin usiłowała się obudzić, kiedy telefon koło jej łóżka uporczywie 

dzwonił. Wysłuchała z przerażeniem opowieści Toni o ataku na Simona. 

— Właśnie jadę do szpitala w Cheltenham — dodała Toni na zakończenie. 

— Dołączę tam do ciebie — zaproponowała Agatha. 

Ubrała się w pośpiechu, w pełni świadoma złowrogich szelestów w źdźbłach 

strzechy  nad  głową.  Zwykle  słyszała  je  w  nocy,  ale  teraz  wyobrażała  sobie,  że 
pełzają pod nią węże. 

Agatha zastała Toni czekającą na nią przy wejściu do szpitala. 

—  Powinnam  cię  powstrzymać  przed  przyjazdem  —  oświadczyła  Toni.  — 

Simon  śpi  i  jego  życiu  nie  zagraża  niebezpieczeństwo.  Ale  chciałam  z  tobą 
porozmawiać o Guyu Freemantle'u. 

Opisała  aresztowanie  Guya,  starannie  przemilczając  szczegóły  dotyczące 

podsłuchu. 

TLR

background image

— A więc pobił żonę i zamierzał przypalić jej dłoń — podsumowała Agatha. 

— W takim razie to brutal zdolny do popełnienia zabójstwa. Ciekawe, czy wie coś 
o wężach. I czy na pewno nie było go tu przez cały czas? Gdzie przebywał? 

— Phil powiedział mi, że pracował jako inspektor nadzoru ekipy spawaczy na 

platformie wiertniczej w Szkocji. 

—  Dziwne.  Ze  słów  żony  wywnioskowałam,  że  pracował  za  granicą. 

Zastanawiam się, czy istnieje możliwość, że zaczaił się gdzieś w okolicach wioski. 
Przypuszczam, że policja prześledzi jego poczynania. 

— Myślisz, że Sara się z nim rozwiedzie? 

— Raczej nie. Nie ma własnych dochodów. Oczywiście dostałaby alimenty. 

Ale  nie  można  wykluczyć,  że  znosiła  swój  los  maltretowanej  żony  zbyt  długo, 
żeby go porzucić. 

— Nie czuję się na siłach jechać z powrotem do Mir— cesteru — powiedziała 

Toni. — Chyba prześpię się w aucie i odwiedzę Simona z samego rana. 

— Czy Simon jeszcze kogoś przesłuchiwał? 

— Zobaczył Jessikę Fordyce i sądząc po jego minie, kompletnie zgłupiał na jej 

punkcie. Ale zamierzał tam wrócić, podsłuchiwać pod jej chatą. 

Agatha popatrzyła badawczo na Toni. 

—  Te  stare  chaty  mają  grube  ściany.  Gdzie  przebywał  Simon,  kiedy  wąż 

wpełzł mu za koszulę? 

— Siedział pod drzewem naprzeciwko domu i usnął. 

—  Każdy  kierowca  przejeżdżający  tamtędy  zobaczyłby  go  w  świetle 

reflektorów.  Musimy  ustalić,  czy  mąż  Sary  Freemantle  wrócił  do  domu,  gdy 
Simon spał, i czy wie cokolwiek o wężach. 

Agatha wbiła w twarz Toni spojrzenie niedźwiedzich oczu. 

— Zaczekaj chwilę. Czy Simon używał aparatury podsłuchowej? 

— Nnnnie — wykrztusiła Toni z rumieńcem na policzkach. 

—  To  znaczy  tak!  Nie  umiesz  kłamać,  Toni.  A  co  będzie,  jeżeli  policja 

przeszuka jego rzeczy i ją znajdzie? 

TLR

background image

Toni zwiesiła głowę. 

— Oddałam je pani Bloxby. 

Agatha jęknęła. 

— — Urządzenia podsłuchowe są nielegalne w Wielkiej Brytanii. Trzeba iść z 

samego rana na plebanię. Jeżeli Alf Bloxby je znajdzie, ten pobożny palant, który 
mnie  nie  cierpi,  prawdopodobnie  zaniesie  je  najbliższemu  policjantowi.  Czy 
właśnie w ten sposób wykryłaś, że Guy maltretuje żonę? 

— Nie zdołałam oprzeć się pokusie. Nie wiedziałam, że nie wolno ich używać. 

Zaprotestowałam,  gdy  Simon  mi  o  nich  powiedział,  ponieważ  uważałam 
podsłuchiwanie za nieuczciwe. 

— Lepiej pojedź ze mną do domu — zaproponowała Agatha. — Pójdziemy na 

plebanię  wczesnym  rankiem,  zabierzemy  to  paskudztwo,  a  potem  odwiedzimy 
Simona. 

Następnego  ranka  pastor  przemierzał  pokój  dzienny  w  poszukiwaniu 

ulubionego pióra. Słyszał z kuchni brzęk naczyń, gdy jego żona przygotowywała 
śniadanie. 

Pomyślał,  że  upuścił  je  na  podłogę.  Opadł  na  czworaki  i  zajrzał  pod  sofę. 

Zobaczył małą torbę podróżną, której nie rozpoznał, i wyciągnął ją. Zamierzał ją 
właśnie otworzyć, gdy jego żona wkroczyła do pokoju. 

—  Zostaw  to!  —  krzyknęła  pospiesznie.  —  Przechowuję  to  dla  kogoś. 

Śniadanie gotowe. Co robisz na podłodze? 

—  Zgubiłem  pióro,  to  pozłacane,  które  dostałem  w  nagrodę  za  rozwiązanie 

krzyżówki. 

— Leży na gzymsie kominka za wazonem. 

Pastor wstał. 

— Świetnie, dziękuję. 

— A teraz zjedz śniadanie. 

 

TLR

background image

 Kiedy pastor zabrał pióro i wyszedł do kuchni, pani Błoxby chwyciła torbę i 

rozejrzała  się  w  popłochu  dookoła.  Przeszła  przez  oszklone  drzwi  do  ogrodu  i 
dalej na cmentarz przykościelny. Pani Bloxby obejrzała już wcześniej zawartość 
torby. Rozpoznała urządzenie podsłuchowe, ponieważ niedawno czytała artykuł o 
sprzęcie szpiegowskim. Dzień wcześniej pochowano pana Barreta-Jynesa. Koło 
świeżo  wykopanego  grobu  leżała  łopata.  Pastorowa  wzięła  ją,  wykopała  dołek, 
włożyła do niego torbę, przysypała ziemią, wyrównała i mocno przyklepała. 

Po śniadaniu pastor postanowił iść na cmentarz, odmówić modlitwę za duszę 

zmarłego  pana  Barreta-Jynesa.  Dzień  wstał  piękny  i  rześki,  nie  tak  parny  jak 
poprzednie. 

Pastor stanął nad grobem i pochylił głowę. Nagle usłyszał niski, głęboki głos 

zza grobu: 

— Jesteś arogantem, Alfie Bloxby. 

Pastorowi  zaparło  dech.  Odwrócił  się  raptownie  i  popędził  z  powrotem  na 

plebanię. 

—  Zawszem  chciał  mu  to  powiedzieć  —  oznajmił  z  satysfakcją  stary  pan 

Sither, przechodzący koło muru cmentarza. 

— Ja też — zawtórował mu kolega, Bert Camden. 

— Co się stało? — wykrzyknęła pani Bloxby na widok męża. — Pobladłeś jak 

ściana. 

— Chyba wpadam w obłęd — wyznał pastor. — Poszedłem się pomodlić przy 

grobie Barreta-Jynesa i usłyszałam głos z grobu. 

 O Boże! — pomyślała jego żona. — Ta przeklęta maszyneria musi być nadal 

włączona. 

— Co powiedział? 

— Nieważne — odparł pospiesznie pastor. — Myślisz, że on żyje? 

— Biedy pan Barret-Jynes leżał martwy od tygodnia, zanim odkryto, że zmarł 

— przypomniała pani Bloxby, usiłując zachować spokój. — Pani Carpie, która u 
niego  sprząta,  wyjechała  na  wakacje.  Znalazła  go  po  powrocie.  Opisała  w 
przerażający  sposób  trupi  odór  i  muchy.  Wykluczone,  żeby  pochowano  go 

TLR

background image

żywego.  Pójdę  i  sprawdzę.  Podejrzewam,  że  jakiś  żartowniś  schował  się  za 
nagrobkiem. 

Pastor  wreszcie  się  uspokoił.  Spojrzał  z  podziwem  na  żonę.  Rzeczywiście, 

jakżeby mogły jakieś siły nadprzyrodzone ocenić go jako aroganta? 

— Pójdę i sprawdzę — zaproponował. 

— Nie, zostań. Pisz swoje kazanie. Ja tam zajrzę. 

Pani Bloxby pospieszyła na cmentarz. Przypuszczała, że kiedy ubijała ziemię, 

uruchomiła  aparaturę.  Odkopała  pospiesznie  torbę,  otworzyła  ją  i  wyłączyła 
urządzenie. 

Właśnie  się  zastanawiała,  gdzie  je  ukryć,  gdy  usłyszała,  że  mąż  ją  woła. 

Wepchnęła torbę za najbliższy nagrobek, kiedy Alf dotarł na koniec ogrodu. 

— Przyszła ta przeklęta Raisin — zawołał. — Widziałaś kogoś? 

— Nie. Nikogo. 

Pani  Bloxby  pospieszyła  z  powrotem  na  plebanię.  Zastała  Agathę  i  Toni 

czekające w pokoju dziennym. Pastor zniknął za drzwiami swojego gabinetu. 

— Na cmentarzu — szepnęła pani Bloxby. — Chodźcie ze mną i zabierzcie 

stąd tę przeklętą aparaturę. Zaskoczyłyście mnie. Czyżbyście nie wiedziały, że to 
nielegalne? 

— Wszystko pani opowiem, jak odzyskam urządzenie — obiecała Agatha. 

Zabrały  torbę.  Pani  Bloxby  zapakowała  ją  we  własną,  na  wypadek  gdyby 

pastor  wrócił,  mógłby  ją  rozpoznać.  Potem  usiadły  wszystkie  razem  przy 
ogrodowym stole. Agatha opisała ostatnie wydarzenia. 

— Niewykluczone, że Freemantle wracał do domu i zobaczył śpiącego Simona 

w świetle reflektorów swojego samochodu. 

— Ale jak mógłby go rozpoznać? — zapytała pani Bloxby. 

— To proste — wyjaśniła Toni. — Agatha umieściła zdjęcia całej załogi na 

stronie internetowej agencji, co bardzo utrudnia prowadzenie dochodzeń. 

TLR

background image

Agatha spąsowiała. Zabiegając o  reklamę, nie pomyślała o tym, że popełnia 

głupstwo, zamieszczając fotografie pracowników w Internecie. Nigdy zbyt mocno 
w siebie nie wierzyła, ale teraz ogarnęło ją kompletne zwątpienie. 

— Lepiej sprawdźmy, jak się czuje Simon — zaproponowała pospiesznie. — 

Zamknę aparaturę w biurze, zanim pojedziemy do szpitala. 

Ku irytacji Agathy, zastały Simona w doskonałym humorze. Poinformował je, 

że  dostał  surowicę  przeciw  jadowi  żmii  i  że  prawdopodobnie  wypiszą  go 
następnego dnia. 

Uśmiech zgasł na jego ustach, gdy Agatha udzieliła mu surowego upomnienia 

za stosowanie zakazanej aparatury podsłuchowej. 

—  Moim  zdaniem  powinniśmy  poszukać  osoby  zajmującej  się  zawodowo 

wężami  —  zasugerowała  Toni.  —  Przeciętny  człowiek  nie  wiedziałby,  jak 
bezpiecznie złapać żmiję i jak z nią postępować. A co ze sklepami zoologicznymi? 
Czy można tam kupić jadowite węże? 

Agatha otworzyła swoją przepastną torebkę i wyciągnęła iPada. 

—  Zaczekajcie,  niech  sprawdzę.  —  Przez  chwilę  pracowicie  szukała 

informacji.  —  Znalazłam.  Trzeba  mieć  licencję  państwową,  ale  w  Irlandii  nie 
wymagają żadnego pozwolenia. Ciekawe,  czy ktoś z  naszych podejrzanych był 
ostatnio w Irlandii? 

— Jak to sprawdzić? — zapytała Toni. 

—  Szkoda,  że  nie  mamy  kontaktów  w  policji  —  westchnęła  Agatha.  — 

Musimy ich zapytać. 

—  Moim  zdaniem  należałoby  rozszerzyć  krąg  podejrzanych  —  podsunęła 

Toni. —  Do tej pory brałyśmy pod uwagę panią Glossop, państwa Freemantle, 
panią Hemingway i Fordyce. Tymczasem nie można wykluczyć, że zabił go ktoś, 
kogo nie znamy. Marston był niepoprawnym kobieciarzem. 

—  Niewykluczone,  że  został  zamordowany  z  zupełnie  innego  powodu  — 

wtrąciła  Agatha,  marszcząc  brwi.  —  Poza  tym  nie  rozumiem,  dlaczego  nadal 
wymieniasz  Jessicę  Fordyce.  Ma  niepodważalne  alibi.  To  bardzo  znana  osoba. 
Trudno  sobie  wyobrazić,  że  wchodzi  nierozpoznana  do  sklepu  zoologicznego  i 
kupuje  żmije,  nie  zwracając  na  siebie  uwagi.  Nawiasem  mówiąc,  wątpię,  czy 

TLR

background image

którykolwiek  sklep  zoologiczny  je  sprzedaje.  Ludzie  przychodzą  po  bardziej 
egzotyczne zwierzęta, na przykład boa dusiciele. 

— Zgadzam się — wtrącił Simon. — Zresztą wystarczy spojrzeć na Jessicę. 

Jest taka piękna, serdeczna i... 

— Och, zamknij się! — warknęła Agatha. — Posłuchajcie. W tym momencie 

odkryliśmy we Freemande'u przestępcze skłonności. Tylko zazdrosny brutal tak 
traktuje kobietę. 

—  Sporo  o  tym  myślałam  —  wyznała  Toni.  —  Według  mojej  oceny  ta 

zbrodnia wygląda na popełnioną przez kobietę. Marston wypił coś z kimś, kto go 
uśpił.  Nie  wyobrażam  sobie,  żeby  po  przyjacielsku  zaprosił  do  siebie 
Freemantle'a. Właśnie przypomniałam sobie, że Phil znalazł kolejną podejrzaną 
osobę.  Odwiedziłam  go  wczoraj.  Uświadomił  mi,  że  zignorowaliśmy  osobę  z 
Carsely, już notowaną za popełnienie przestępstwa, Matildę Fraser. Pamiętacie, 
aresztowano ją trzy lata temu za uprawianie konopi indyjskich. Jej męża, Tima, 
uznano  za  głównego  winnego.  Ponieważ  Matilda  ma  troje  małych  dzieci, 
otrzymała wyrok w zawieszeniu. Jednakże plotka głosi, że Tim, który zniknął bez 
śladu, tylko wykonywał jej rozkazy. To ona rządziła w tym domu. 

— Ale co ona ma wspólnego z Georgeem? 

—  Z  całą  pewnością  zatrudniała  go  do  pielęgnacji  ogrodu.  Po  likwidacji 

hodowli konopi zburzyła szklarnię i założyła zwykły ogród. 

— Pojedźmy do niej teraz — zaproponowała Agatha. 

—  Co  chciałabyś,  żebym  zrobił  po  wyjściu  ze  szpitala?  —  zapytał  Simon 

błagalnym tonem. 

— Mnóstwo spraw leży odłogiem. Weź którąkolwiek z nich. Ostatnio spada 

nam wykrywalność. 

 

TLR

background image

ROZDZIAŁ VII 

 

 

Toni zostawiła samochód w Mircesterze. Agatha zawiozła ich do biblioteki, 

żeby poczytać o Matildzie Fraser. 

Adwokat  Matildy  przekonująco  wystąpił  w  jej  obronie.  Twierdził,  że  była 

maltretowana przez męża i że Tim Fraser wymuszał na niej wszystko, łącznie z 
hodowlą konopi. Kiedy policja zrobiła najazd na posiadłość, Tim Fraser przepadł 
bez  śladu.  Jego  żona  zaś  wyraziła  przypuszczenie,  że  ktoś  go  ostrzegł.  Policja 
nadal go poszukiwała. 

Carsely  zaczyna  przypominać  Londyn  z  okresu,  kiedy  tam  mieszkałam  — 

myślała Agatha. — Ludzie w gruncie rzeczy nie znają swoich sąsiadów, tak jak 
bywało dawniej na wsiach. 

Matilda mieszkała na dawnym osiedlu socjalnym na obrzeżach miejscowości. 

Chociaż nadal używano dawnej nazwy, większość domów przeszła w prywatne 
ręce. 

Dom,  którego  szukali,  znajdował  się  na  końcu  ślepego  zaułka.  W 

przeciwieństwie do innych szeregowców stał osobno. 

Matilda Fraser była mizerną kobietą z ufarbowanymi na rudo włosami. Miała 

niezdrową,  pomarań-czowobrązową  cerę,  jakby  uzależniła  się  od  opalania  w 
solariach, wodniste, zamglone oczy i opuszczone kąciki ust. 

— Nie potrzebuję pani wizytówki — oświadczyła na wstępie. — "Wiem, kim 

pani jest. Czego chce? 

-Potrzebuję  pani  pomocy  —  odrzekła  Agatha.  —  Prowadzę  śledztwo  w 

sprawie śmierci George'a Marstona. 

— Ach, o to chodzi. Proszę wejść. 

W salonie dominował olbrzymi telewizor z płaskim ekranem. Siedział przed 

nim młodzieniec z ogoloną głową. 

— To mój syn, Wayne. Zmykaj stąd, Wayne. 

TLR

background image

Gdy chłopak wyszedł, szurając nogami, Matilda wyłączyła odbiornik. 

— Siadajta — rozkazała. 

Agatha  usiadła  ostrożnie  na  brzegu  poplamionej  sofy  obitej  brązowym 

sztruksem. Toni zajęła miejsce obok niej. 

—  Cochcetawiedzieć?  —  wyrzuciła  z  siebie  gospodyni  jednym  tchem,  nie 

robiąc przerw między wyrazami. 

— Ciekawi mnie, czy George rozmawiał z panią o kimś, kogo się obawiał. 

—  Nie.  Zwykle  żeśmy  się  śmiali  i  żartowali.  Taki  wesoły  gość  był  z  tego 

mojego George'a. 

—  Pani  George'a?  —  Agatha  popatrzyła  na  nią  badawczo.  Nie  wierzyła 

własnym  uszom.  Ta  kobieta  nie  miała  nawet  prawdziwych  zębów.  —  Co  was 
łączyło? 

— E, nic takiego. Trochę my się przytulali, czasami żem mu dała buzi, jak to z 

facetami. Ciągiem ich musiała odpychać, przez całe życie — tłumaczyła Matiłda, 
wyraźnie zadowolona z siebie. 

Agatha do reszty straciła poczucie własnej wartości, gdy przypomniała sobie, 

ile  zabiegów  stosowała  i  ile  wydatków  poniosła,  żeby  zdobyć  przystojnego 
ogrodnika 

— Czy wspominał coś o wężach? — spytała Agatha. — Podobno bardzo się 

ich bał. 

—  Mi  tam  nic  nie  mówił.  Jak  żem  znalazła  jedną  taką  bestię  w  ogrodzie  w 

zeszłym tygodniu, tom ucięła łeb łopatą. Wstrętne, oślizłe bydlęta. 

— Czy mówiła pani o tym policji? 

—  Mam  ich  po  dziurki  w  nosie.  Zresztą  do  ogrodu  ciągle  wpełzają  jakieś 

stwory. Chceta go zobaczyć? 

— Tylko zerkniemy — poprosiła Agatha. 

ogród  z  całą  pewnością  nikt  nie  dbał  od  chwili  śmierci  Georgea.  Pilnie 

wymagał podlania. Kwiaty zwiędły od upału. 

— Dziwne — zauważyła Toni. 

TLR

background image

— Co takiego? — spytała Matilda. 

— Ten skalniak na środku trawnika. Moim zdaniem szpeci ogród, a połowa 

roślin uschła. 

— Jeśli wystarczy wam już wściubiania nosa w cudze sprawy, to se idźta. Mam 

kupę roboty — warknęła Matilda. 

Gdy wsiadły do samochodu, Agatha wyczuła podniecenie Toni. 

— Co cię tak zaciekawiło? — zapytała. 

— Ten ogródek skalny jakoś mi tam nie pasuje — odparła Toni. — George 

Marston bez cienia wątpliwości był świetnym ogrodnikiem. Nie pozwoliłby tak 
oszpecić posiadłości. 

—  Co świadczy tylko o złym guście właścicielki. No i co z tego? 

— Nikt nigdy nie znalazł zaginionego Tima Frasera. Gdyby Matilda usunęła 

go z drogi, mogłaby do końca życia utrzymywać, że jako maltretowana żona nie 
ponosi żadnej odpowiedzialności za założenie plantacji konopi indyjskich. 

—  Ponosi  cię  wyobraźnia  —  skomentowała  Agatha.  —  Jak  zamierzasz  to 

udowodnić? 

—  Zdenerwowała  ją  moja  uwaga  na  temat  skalniaka.  Jeżeli  pogrzebała  tam 

Tima,  spróbuje  go  stamtąd  usunąć.  Wrócę  ją  poobserwować  po  zapadnięciu 
zmroku. 

Agathę  dopadło  zmęczenie  i  zniechęcenie.  Ale  jeżeli  istniała  jakakolwiek 

szansa, że Toni ma rację, nie chciała, żeby pomocnica usunęła ją na drugi plan. 

— Zajedźmy od tyłu — zaproponowała. — Zauważyłam, że ogród na tyłach 

graniczy z polem. Mogłybyśmy tam zaczekać. 

Toni stłumiła westchnienie. To jej przyszła do głowy ta myśl, całkiem zresztą 

nieprawdopodobna.  Ale  gdyby  jednak  wysunęła  trafną  hipotezę,  wolałaby  ją 
potwierdzić sama, bez współudziału Agathy. 

Gdy tego wieczora zajęły pozycję obserwacyjną na skraju pola przylegającego 

z  tyłu  do  ogrodu  Matildy,  Agatha  wróciła  myślami  do  aparatury  podsłuchowej 
Simona.  Kusiło  ją  nieodparcie,  żeby  z  niej  korzystać,  ale  powiedziała  sobie 

TLR

background image

twardo,  że  to  nielegalne.  Gdyby  było  dozwolone,  każdy  mógłby  szpiegować 
sąsiadów. 

Powietrze było parne i duszne. Agacie zrobiło się gorąco, ponieważ włożyła 

wysokie  kozaki  dla  ochrony  przed  żmijami.  Toni  siedziała  na  trawie  na  skraju 
pola. Agathę zmęczyło stanie. 

— Nie boisz się, że coś cię ugryzie? — zapytała z kwaśną miną. 

— Na przykład żmija? Nie, nie o tej porze, w nocy.  Poza tym kiedy stoisz, 

widać cię wyraźnie w świetle księżyca. 

Agatha szybko usiadła. 

— Gdzie się podziewa Charles? — spytała Toni. 

— Nie wiem. Nawet nie próbowałam do niego dzwonić. Znasz go. Przychodzi 

i odchodzi, kiedy zechce. 

— A James? 

— Gdzieś podróżuje. 

Toni ścisnęła ramię Agathy. 

— Ciiii! Ktoś zapalił światło z tyłu, w kuchni. Spróbujmy podejść bliżej. 

— Jesteśmy na tyle blisko, żeby usłyszeć, jak kopią — wyszeptała Agatha. — 

Jest bardzo cicho. Mogłaby nas usłyszeć przy najlżejszym poruszeniu. 

— Co takiego? Wszystko? — dobiegł je męski głos. 

— Myślę, że to ten syn, Wayne — powiedziała Toni. 

Usłyszały odgłos kopania, a potem głos Wayne'a: 

— Załadowałem pierwszą taczkę. Gdzie to wyrzucimy? 

— Wywieź przez furtkę na tyłach ogrodu — rozkazała Matilda. 

— Ten farmer może to znaleźć. 

— Pole leży odłogiem. Nie zauważy. 

—  Chodźmy  stąd  —  zadecydowała  pospiesznie  Agatha.  —  Zadzwonię  do 

Billa. 

TLR

background image

Po powrocie do swojej chaty Agatha wybrała numer telefonu komórkowego 

Billa.  Miała  nadzieję,  że  odbierze,  zanim  matka  wparuje  do  jego  sypialni  i 
zabierze mu aparat. 

Gdy usłyszała jego zaspany głos po drugiej stronie, pokrótce przedstawiła mu 

przebieg wypadków. 

— Nie mamy nakazu rewizji i nie zdołamy go uzyskać do jutra — zastrzegł 

Bill. 

—  Skłam  —  zasugerowała  Agatha.  —  Powiedz,  że  podejrzewacie  Tima 

Frasera o ukrywanie się na terenie posesji. Nie zdradź, że myślimy, że leży pod 
stertą kamieni w ogrodzie. Jest uciekinierem. Nie potrzebujecie nakazu rewizji. 

— Zobaczę, co się da zrobić — obiecał Bill i się wyłączył. 

— Zaczekamy poza terenem posiadłości — zaproponowała Agatha. — Kiedy 

policja przyjedzie, pójdziemy za nimi do domu. 

Agatha  obawiała  się,  że  policja  nie  przybędzie,  póki  nie  ujrzała  pierwszych 

niebieskich błysków świateł radiowozu na wzgórzu nad Carsely. 

— Nadciąga kawalkada — oznajmiła. — Trzymaj kciuki. Mam nadzieję, że 

nie znajdą następnych zwłok. Kolejne morderstwo znów ściągnęłoby do wsi tłum 
dziennikarzy. 

Podjechały  radiowozy.  Agatha  podążyła  za  nimi.  Pierwszy  funkcjonariusz 

zadzwonił do drzwi, podczas gdy czterech innych okrążyło dom. Następnie jeden 
z policjantów wziął taran i wyważył drzwi. 

Gdy Agatha z Toni stały na dworze, przyjechał nie— oznakowany samochód. 

Wysiedli  z  niego  Bill  i  Wilkes,  rozczochrany  i  w  złym  humorze.  Inspektor 
obrzucił Agathę piorunującym spojrzeniem. 

— Lepiej dla pani, żebyśmy coś znaleźli. 

Podeszli razem z Billem do domu Matildy i weszli do środka. Agatha usłyszała 

krzyki, a potem wrzask Matildy. I zapadła długa cisza. 

Ludzie  zaczęli  wychodzić  z  domów.  Policja  otoczyła  dom  Matildy  taśmą  i 

rozkazała Agacie i Toni stanąć poza jej obrębem. 

Nadeszli laboranci z wydziału kryminalnego wraz z fotografem. 

TLR

background image

— Nie sprowadzili patologa — zauważyła Toni. 

Agatha czuła, że kostki zaczynają jej puchnąć w kozakach. Żałowała, że nie 

zmieniła ich na sandały. 

Rozważała właśnie, czy nie wrócić do samochodu, kiedy wyszli Bill i Wilkes. 

Za  nimi  szli  funkcjonariusze,  prowadząc  trzy  osoby  w  kajdankach:  Wayne'a, 
Matiłdę i chudego, wysokiego mężczyznę. 

— Powiedz im, tato, że nic złego nie zrobiliśmy — poprosił Wayne. 

— Chyba to zaginiony Tim. Cholera! — zaklęła Agatha. 

— Głowa do góry! — pocieszyła Toni. — Policja musiała coś odkryć, skoro 

aresztuje ich wszystkich. 

Agatha zanurkowała pod policyjną taśmę i podeszła do Wilkesa. 

— Co wykryliście? — spytała. 

— Proszę pojechać za nami do Mircesteru — polecił. 

— Będzie musiała pani złożyć zeznanie. 

—  Ale... 

— Proszę raz w życiu wykonać polecenie, pani Raisin — warknął Wilkes. — A 

teraz,  jeżeli  nie  ma  pani  nic  przeciwko  temu,  chciałbym  wsiąść  do  mojego  sa-
mochodu. 

Kolejna  grupa  policjantów  wyszła  z  domu  Matildy.  Nieśli  dużą  metalową 

skrzynkę. Agatha dołączyła do swojej młodej pracownicy. 

— Chodźmy, Toni. Musimy jechać do komendy głównej policji. 

Jestem  zmęczona  i  mdli  mnie  od  tych  nieustannych  przesłuchań  —  myślała 

Agatha,  siedząc  w  poczekalni  w  komendzie  głównej  policji  w  oczekiwaniu  na 
powrót  Toni.  Nie  mogła  zeznać, że  to  ona  wpadła  na  pomysł,  że  coś  ukryto  w 
ogródku skalnym, ponieważ wiedziała, że Toni zostanie przesłuchana osobno. 

Wyjęła  z  torebki  kieszonkowe  lusterko  i  uważnie  obejrzała  swoje  odbicie. 

Makijaż, który nałożyła, całkiem rozpłynął się od upału. 

Wróciła Toni. Wyglądała pięknie, młodo i świeżo. 

TLR

background image

— Czy coś ci powiedzieli? 

— Właściwie nie. Nie wyjawili, co znaleźli, ale na koniec detektyw sierżant 

Briggs westchnął: „Dzięki Bogu odnaleźliśmy sprawcę tych zabójstw". Spytałam: 
„Czy to znaczy, że Fraserowie ich zabili?", a on potwierdził. Wciąż dopytywali, 
jak odgadłam, że ukryli coś pod tą stertą kamieni, aż w końcu obudzili we mnie 
poczucie winy. 

—  Zżera  mnie  ciekawość  —  przyznała  Agatha.  —  Pojadę  wprost  do  domu 

Billa,  zaczaję  się  w  pobliżu,  zaczekam,  aż  wyjdzie,  i  zażądam  wyjaśnień.  Ty 
możesz jechać do domu. 

— Nic z tego — zaprotestowała Toni. — Nie zapominaj, że to ja wpadłam na 

ten pomysł. 

— No trudno, jeżeli musisz... — wymamrotała Agatha z kwaśną miną. 

Bill rozpoznał samochód Agathy, gdy podjechał pod swoją chatę następnego 

ranka. Ponieważ razem z Toni spały wewnątrz, kusiło go, żeby zawrócić do domu. 
Wiedział  jednak,  że  kiedy  jego  przyjaciółka  się  obudzi,  przyjdzie  do  niego, 
zacznie łomotać w drzwi i zdenerwuje matkę. 

Podszedł i zastukał w szybę auta. Agatha obudziła się natychmiast. 

— Co się stało? 

— Nie powinienem z tobą rozmawiać — zaczął Bill. 

— Nie chcę, żebyś do mnie przyjeżdżała, więc chodźmy gdzieś na kawę. Przy 

obwodnicy jest restauracja Mały Kucharz. 

— Znam ją — odparła Agatha. — Budź się, Toni. Kiedy zasiedli w lokalu nad 

filiżankami kawy, Bill 

zapytał Agathę: 

— Czy jesteś gotowa wysłuchać mnie teraz? Jakoś mizernie wyglądasz. 

Agatha natychmiast zasłoniła twarz  rękami jak wystraszone dziecko. Na ten 

widok Toni zapewniła pospiesznie: 

— Dobrze się czuje. Możesz mówić. 

TLR

background image

—  W  ogródku  skalnym  nie  znaleziono  zwłok  tylko  dużą  metalową  kasetkę 

pełną pieniędzy — zaczął Bill. 

— Matilda twierdziła, że jej mąż uciekł z tym, co zarobili na sprzedaży konopi. 

Ale pod banknotami leżało kilka książek o żmijach: jakie środowiska zamieszkują 
i jak z nimi postępować. 

— A co Fraserowie mieli do powiedzenia na ten temat? 

—  Matilda  przyznała,  że  owszem,  ukryli  pieniądze,  kiedy  Tim  uciekł  do 

Szkocji, ale zarówno ona, jak jej mąż i Wayne przysięgają, że nie widzieli tych 
książek na oczy. Twierdzą, że ktoś je musiał tam podrzucić. Matilda powiedziała, 
że ostatnio pojechali z Wayne em do Szkocji, odwiedzić Tima, który ukrywał się 
w  Glasgow.  Zasugerowali,  że  byłoby  bezpiecznie,  gdyby  wrócił  do  domu,  lecz 
pozostawał w ukryciu. 

— Zaczekaj chwilę — wtrąciła Toni. — Gdzie jest pozostała trójka ich dzieci i 

najstarszy, Wayne? 

—  W  domu  dziecka.  Pracownicy  socjalni  zabrali  je,  kiedy  Matilda  stanęła 

przed sądem. Nie walczyła jednak o ich odzyskanie. Przesłuchaliśmy wszystkich 
troje,  każdego  z  osobna.  Matilda  zeznała,  że  kiedy  wróciła  ze  Szkocji,  połowa 
roślin  w  ogródku  skalnym  zwiędła  albo  uschła.  Przypuszczała, że  to  z  powodu 
upału. Teraz jednak twierdzi, że ktoś musiał rozkopać skalniak, znaleźć kasetkę, 
włożyć  książki  i  z  powrotem  poukładać  kamienie.  Ale  to  nie  wszystko. 
Wykryliśmy jeszcze coś, kiedy badaliśmy ich przeszłość. Tim Fraser jako młody 
człowiek ciągle zmieniał pracę. Między innymi pracował dorywczo przez pewien 
czas na farmie węży w Southend. 

Agatha ucisnęła skronie. 

— Nie przekonuje mnie to. Po co zabijałby Georgea? 

—  Był  ogrodnikiem.  Mógł  trafić  na  skrzynkę  podczas  pielęgnacji  ogrodu. 

Niewykluczone,  że  zakopali  ją,  zanim  wpadli  na  pomysł  założenia  ogródka 
skalnego. 

—  Ale co z  Fioną Morton, wężami, które  mi przysłano, i żmiją, którą  ktoś 

położył Simonowi na plecach? 

— Może obawiali się, że George powiedział Fionie o kasetce. 

TLR

background image

— A dlaczego zaatakowano Simona? 

— Zwykły zbieg okoliczności. Musiał położyć się na żmii, zanim zasnął. 

—  Nie,  nie  potrafię  w  to  uwierzyć  —  zaprotestowała  Agatha.  —  Moim 

zdaniem  Fraserowie  to  drobni  przestępcy.  Obydwa  morderstwa  popełniono  w 
wyrafinowany  sposób,  tak  jak  wiele  zbrodni  z  zazdrości.  Nie  wierzę,  że 
Fraserowie mieli z tym coś wspólnego. A co z Jessiką Fordyce? Gdzie przebywała 
w chwili, kiedy Simon został zaatakowany? 

—  Wyjechała  do  Londynu  wcześniej  tego  wieczora.  Posłuchaj,  Agatho. 

Dochodzenie zamknięto. Wilkes dziś rano składa oświadczenie dla prasy. Teraz 
zamierzam odespać zaległości. 

Po odwiezieniu Billa do domu Agatha spytała: 

— Myślisz, że Fraserowie popełnili te zbrodnie? 

—  Trudno  mi  w  to  uwierzyć  —  przyznała  Toni.  —  Moim  zdaniem  Wilkes 

działa zbyt pochopnie. Adwokat może podważyć oskarżenie. O ile nie znajdą ich 
odcisków palców na książkach o żmijach, będą mieli wyłącznie poszlaki. 

—  Ale  prokurator  przygotuje  solidne  argumenty.  Tim  Fraser  faktycznie 

pracował, choćby krótko, na farmie węży. Książki ukryto w ich ogrodzie wraz z 
dochodami  z  nielegalnej  plantacji  konopi.  Myślę,  że  gdyby  chcieli  się  pozbyć 
George a, utłukliby go młotkiem lub zabili w inny, równie pospolity sposób. Nie 
posądzam ich o zdolność do opracowania wyszukanego planu. 

—  Czy  myślisz,  że  Janet,  siostra  George'a,  uzna  sprawę  za  zakończoną?  — 

spytała Toni. 

— Idę do biura. Zadzwonię do niej stamtąd. 

Lecz kiedy Agatha zatelefonowała do Janet Ilston, dowiedziała się, że Wilkes 

już do niej dzwonił. Po wysłuchaniu wątpliwości Agathy pani Ilston ucięła krótko: 

—  Moim  zdaniem  to  nie  pani,  tylko  policja  wyśledziła  zabójców  mojego 

nieszczęsnego brata. Zrywam umowę. 

—  No  to  koniec  —  westchnęła  Agatha  ciężko,  kiedy  Janet  przerwała 

połączenie. — Nie stać nas na to, żeby pracować za darmo przy szalejącej recesji. 
Bierzmy się do reszty zleceń. 

TLR

background image

Tego wieczora Agatha zobaczyła Wilkesa w telewizji. Miała nadzieję usłyszeć, 

że policja zatrzymała trzy osoby do dalszego przesłuchania. Tymczasem inspektor 
jasno  oświadczył,  że  Timothy  Fraser,  jego  żona  Matilda  i  syn  Wayne  zostali 
oskarżeni o popełnienie morderstwa. 

Zadzwonił  dzwonek  u  drzwi.  Kiedy  Agatha  je  otworzyła,  ujrzała  na  progu 

Charlesa. 

— Wejdź — mruknęła przygnębiona. 

— Co się stało? — zapytał Charles. — Myślałem, że zastanę cię zadowoloną z 

zakończenia sprawy. 

— Zrób sobie coś do picia, usiądź, to ci wszystko opowiem. 

Charles słuchał uważnie. Kiedy Agatha skończyła mówić, skomentował: 

—  Moim  zdaniem  nie  masz  racji,  Agatho.  Według  mnie  teoria  o  jakimś 

tajemniczym zabójcy, który ukrył książki w ich ogrodzie, żeby ściągnąć na nich 
podejrzenia, jest mocno naciągana. Niby dlaczego ktoś miałby sobie wyobrażać, 
że policja tam zajrzy? 

— Nie można wykluczyć, że morderca traktował to jako rodzaj zabezpieczenia 

— upierała się Agatha. — Zaplanował sobie, że jeśli policja wpadnie na jego trop, 
skieruje  podejrzenia  na  nich  za  pomocą  anonimowego  telefonu.  A  co  z  tymi 
wężami, które mi przysłano? Nawet mi nie przyszło do głowy, by podejrzewać 
Fraserów. 

— Ale z całą pewnością wieść, że prowadzisz śledztwo, obiegła całą wieś. Nie 

można wykluczyć, że Fraserowie spróbowali usunąć cię z drogi. 

— Wszystko jedno — ucięła Agatha. — A co ty ostatnio porabiałeś? 

— Myślałem o małżeństwie. 

—  Z kim? 

— Z Petronellą Harvey-Booth. 

— Kim ona jest? — zapytała Agatha zazdrośnie. 

— Ładną, młodą i bogatą dziewczyną. Jeżeli odpowie „tak", będę się uważać 

za szczęściarza. 

TLR

background image

— Masz zdjęcie? 

Charles wyciągnął portfel i wyjął z niego zdjęcie. 

— Musisz przyznać, że Pet jest dość atrakcyjna. 

— Nazywasz ją Pet? 

— Petronella to bardzo długie imię. 

Zdjęcie  przedstawiało  wysoką,  smukłą  dziewczynę  o  długich  brązowych 

włosach, pociągłej twarzy, długim nosie i małych ustach. 

— A co Gustav sądzi o twoich planach małżeńskich? 

 Gustav był służącym i lokajem Charlesa. 

— Uważa, że to bardzo odpowiednia kandydatka. 

—  Przynajmniej  nie  będziesz  do  mnie  wpadał  znienacka  —  skomentowała 

Agatha. 

— Będzie ci mnie brakowało? — zapytał Charles z uśmiechem. 

Jak wszyscy diabli — pomyślała Agatha. Poczuła się opuszczona. 

— Przyzwyczaiłam się — rzuciła lekkim tonem. 

— Wracając do tych zabójstw, czy rozmawiałaś ostatnio z panią Bloxby? 

— Dlaczego pytasz? 

— Coś musi się dziać we wsi. Weźmy na przykład takiego pana Freemantle. To 

damski bokser. Nie można wykluczyć, że to on położył Simonowi tę żmiję na kar-
ku. W każdym razie chodźmy ją odwiedzić. 

— Nie spieszy ci się do Pet? — spytała Agatha. 

— Obecnie odwiedza rodzinę w Devon. 

— Jeżeli mieszka w Devon, to jak ją poznałeś? 

—  Przyjechała  do  krewnych  do  Warwickshire.  Spotkałem  ją  na  przyjęciu. 

Odniosłem wrażenie, że znam ją od wieków. 

TLR

background image

Nikt mnie nie chce — pomyślała Agatha. — Mężczyźni wolą czupiradła albo 

chude  tyki.  Idę  o  zakład,  że  Pet  przedłużyła  sobie  włosy.  Mam  nadzieję,  że  to 
zrobiła. Ludzie ostrzegają, że ten zabieg powoduje łysienie. 

— Proponuję iść na plebanię i sprawdzić, czy pani Bloxby coś słyszała. 

Otworzył  im  pastor.  Ku  najwyższemu  zdumieniu  Agathy,  powitał  ją 

serdecznie: 

—  Proszę  wejść  —  zachęcił  z  szerokim  uśmiechem.  —  Zawsze  miło  panią 

widzieć. 

Agatha  nie  miała  pojęcia,  że  pastora  prześladowało  wspomnienie  głosu  zza 

grobu,  który  wyzwał  go  od  arogantów.  W  niedzielę  wygłosił  nawet  kazanie 
przestrzegające przed niebezpieczeństwami, jakie wynikają z fałszywej dumy. Nie 
do  końca  wierzył  w  wyjaśnienie  żony,  że  ktoś  prawdopodobnie  schował  się  za 
nagrobkiem. Odniósł wrażenie, że głos dochodzi z grobu. 

Pani  Bloxby  czekała  na  nich  w  pokoju  dziennym.  Zaproponowała,  żeby 

przeszli do ogrodu, podczas gdy jej mąż wrócił do swego gabinetu. 

— Ciekawiło nas, czy nie usłyszała pani czegoś — zagadnęła Agatha. — Czy 

na  przykład  któryś  z  sąsiadów  państwa  Freemantle  nie  dostrzegł  Simona  pod 
drzewem. 

— Nic nie słyszałam, nie licząc wiadomości, że Fred Glossop znowu wyjechał 

— odrzekła pastorowa. 

— Ciekawe, po co tu wrócił? — zastanawiała się Agatha. — Żyją w separacji, 

prawda? 

— Przypuszczam, że pani Glossop bała się mordercy i dlatego go tu ściągnęła. 

— Gdzie pracuje? 

— W jakiejś firmie komputerowej w Oxfordshire jako inżynier. 

— Czemu się nie rozwiedli? 

— Wieść gminna głosi, że rozstali się polubownie. 

— Nie wierzę w polubowne separacje — wtrącił Charles cynicznie. 

— Chyba ją odwiedzę — zaproponowała Agatha. 

TLR

background image

— Może zechce powiedzieć trochę więcej pod nieobecność Freda. 

 W wyglądzie Harriet Glossop zaszły radykalne zmiany. Pobladła i straciła na 

wadze. 

— Ach, to ty — mruknęła bez cienia zainteresowania. — A kim jest ten pan? 

— To sir Charles Fraith — przedstawiła go Agatha, w nadziei, że zaimponuje 

jej tytuł szlachecki. 

— Wejdźcie. Usiądziemy w ogrodzie. 

—  Pani  kwiaty  pilnie  wymagają  podlania  —  zauważył  Charles  na  widok 

opadłych płatków na zbrązowiałym trawniku. 

— Straciłam zainteresowanie — wyznała Harriet. 

— Jest za gorąco. George był tani w porównaniu z cenami, jakich żądają inni 

ogrodnicy z okolicy. 

— Zastanawialiśmy się, czy mogłabyś nam pomóc 

—  zagadnęła  Agatha.  —  Mój  współpracownik  Simon  Black  siedział  pod 

drzewem  nieopodal  chaty  Jessiki  Fordyce,  kiedy  został  zaatakowany.  Nie 
słyszałaś  albo  nie  widziałaś  czegoś?  Na  przykład  samochodu  przejeżdżającego 
drogą czy czegoś w tym rodzaju? 

— Nie. Posłuchajcie. Nic nie wiem i co więcej, nie chcę wiedzieć. Słyszałam w 

radiu,  że  policja  aresztowała  tych  okropnych  Fraserów,  więc  po  co  jeszcze 
węszycie po okolicy? 

— Ponieważ nie do końca wierzę, że oni to zrobili — odparła Agatha. 

— I oczywiście wiesz wszystko lepiej niż wszystkie oddziały policji? 

— Mam dobrą intuicję... 

— Oszczędź mi tych przechwałek. Jedna kobieta w Mircesterze umie wróżyć z 

kart do tarota. Jedź do niej. Przypuszczam, że nadajecie na tych samych falach. 

— No, skoro postanowiłaś odmówić nam pomocy... — zaczęła Agatha. 
— Nic nie wiem i żądam, żebyście opuścili mój dom... natychmiast. 

TLR

background image

Poszli  do  chaty  Sary.  Kiedy  maszerowali  drogą,  podeszła  do  nich  Joyce 

Hemingway. 

— Czyż to nie wielka pani detektyw? — zakpiła w żywe oczy. — Zakasowana 

przez policję! 

—  To  ja  zasugerowałam,  że  prawdopodobnie  coś  ukryli  w  tym  skalnym 

ogródku w swoim ogrodzie — wyjaśniła Agatha. 

— W każdym razie policja zamknęła dochodzenie w sprawie tych morderstw 

— przypomniała Joyce. 

— Nie wierzę — zaprotestowała Agatha. — Poza tym właśnie odkryłam coś 

takiego, co pewnie każe im na nowo wszcząć śledztwo. 

— Co takiego?! — wrzasnęła Joyce. Agatha uśmiechnęła się. 

—  Chciałaby  pani  wiedzieć.  W  końcu  to  panią  słyszano,  jak  groziła 

George'owi. Chodźmy, Charlesie. 

— Co cię podkusiło, żeby wygadywać takie rzeczy? 

— zapytał Charles, kiedy odeszli na tyle daleko, że nie mogła ich usłyszeć. 

— Naszła mnie ochota, żeby zmącić wodę i zobaczyć, co wypłynie na wierzch. 

Ponieważ nie mam takich możliwości jak policja, zwykle błądzę po omacku, aż 
wybuchnie jakaś bomba. 

— Miejmy nadzieję, że nie wylecisz w powietrze — skomentował Charles. 

 

Następnego  ranka  wrócił  z  podróży  James  Lacey.  Właśnie  rozpakowywał 

walizkę, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. 

James wahał się, czy otworzyć. Nowe mieszkanki wioski szybko uznały go za 

wartego  zainteresowania.  Ponieważ  większość  z  nich  była  wdowami  lub 
rozwódkami,  niektóre  wciąż  go  nachodziły,  przynosząc  domowe  wypieki  lub 
konfitury, gdy wiedziały, że zastaną go w domu. 

Nagle przyszło mu do głowy, że może to Agatha. Śledził w gazetach historię 

zabójstw i chętnie wysłuchałby jej opinii na temat aresztowania Fraserów. 

TLR

background image

Wyszedł z sypialni, zszedł na dół i otworzył drzwi. W progu ujrzał wysoką, 

chudą kobietę. Wyciągnęła do niego rękę. 

— Nazywam się Petronellą Harvey-Booth. 

— Nie znam pani — odburknął James ze zniecierpliwieniem. 

— Oczywiście że nie. Wkrótce zostanę narzeczoną Charlesa Fraitha. 

— W takim razie proszę wejść — zaprosił James, nagle zaciekawiony. 

Petronellą usiadła na brzeżku wytartej sofy Jamesa. Nie ma na czym zawiesić 

oka — ocenił James. Ze swoim długim nosem, wąskimi ustami i długimi prostymi 
włosami przypominała mu postacie ze średniowiecznych obrazów. Wiedząc, jak 
Charles kocha pieniądze, przypuszczał, że musi być bardzo bogata. 

— Co pani przyszłe zaręczyny mają wspólnego ze mną? — zapytał. 

— Chciałabym wiedzieć, dlaczego spędza tak wiele czasu z pańską byłą żoną. 

Widzi pan, tata wciąż mnie ostrzega, że muszę zachować ostrożność, ponieważ 
mamy dużo pieniędzy. Dlatego wynajął prywatnego detektywa. 

— W takim  razie  karta się odwróciła! —  roześmiał się James. — Prywatny 

detektyw depcze po piętach Agacie Raisin. 

—  Wygląda  na  to,  że  Charles  często  spędza  noce  w  jej  chacie.  Poza  tym 

czasami sam otwiera sobie drzwi i wchodzi. Nie chcę wyjść za mężczyznę, który 
ma kochankę. 

— Zapewniam panią, że są jedynie przyjaciółmi. Chodźmy do sąsiedniej chaty, 

sprawdzić,  czy  ich  tam  zastaniemy.  Kiedy  pani  pozna  Agathę,  nabierze  pani 
pewności. 

Agatha właśnie wróciła z Charlesem. Otworzyła drzwi. 

— Och, Jamesie, wróciłeś! — wykrzyknęła na jego widok. — A to kto? A, już 

wiem.  Charles  pokazał  mi  pani  fotografię.  Proszę  wejść.  Charles  siedzi  w 
ogrodzie. 

Charles wstał i popatrzył ze zdziwieniem na Petronellę. 

— Nie do wiary! — wykrzyknął. — Co ty tu robisz, Pet? Usiądź. 

TLR

background image

— Przyjechałam sprawdzić, co ty tu robisz — odparła Pet, po czym usiadła na 

brzegu ogrodowego krzesła, ściskając torebkę. 

— Agatha jest moją starą przyjaciółką. 

—  To  że  starą,  to  sama  widzę  —  odburknęła  Pet  złośliwie.  —  Mam  tylko 

wątpliwości co do charakteru tej przyjaźni. 

— Suka, suka, suka! — mamrotała Agatha pod nosem. 

—  Zostajesz  u  niej  na  noc  —  wytknęła  Pet.  —  Kiedy  ją  informowałeś,  że 

zamierzasz  się  ze  mną  ożenić,  określiłeś  mnie  jako  bogatą,  a  potem  jeszcze 
zapytałeś, czy będzie jej ciebie brakowało. 

Wszystkim  odebrało  mowę  ze  zdumienia.  Charles  jako  pierwszy  odzyskał 

głos: 

— Powtórzyłaś prywatną rozmowę, którą odbyliśmy niedawno z Agathą. 

Agatha nagle wyrwała Petronelli torebkę, otworzyła i wysypała zawartość na 

ogrodowy stół. Pet usiłowała ją powstrzymać, ale Agatha zdołała ją odepchnąć. 

W środku rozpoznała urządzenie podsłuchowe, podobne do tego, jakie kupił 

sobie Simon. 

— Szpieguje mnie pani! — ryknęła Agatha. — Używanie takich urządzeń jest 

zabronione. Zamierzam wezwać policję. — Po tych słowach wyciągnęła telefon 
komórkowy. 

— Nie rób tego — poprosił Charles. — Żądam wyjaśnienia. 

Pet wybuchła płaczem. 

—  Ja  ci  wszystko  wytłumaczę  —  powiedział  James.  —  Tata  Pet  wynajął 

prywatnego detektywa, tak mówiła, zanim ją tu przyprowadziłem. Bez wątpienia 
to on zaopatrzył Pet w aparaturę podsłuchową. 

— Tata kazał mi zachować ostrożność — tłumaczyła się Pet. — Podejrzewał, 

że interesują cię tylko moje pieniądze. Proszę nie zawiadamiać policji. 

— Co to za agencja? — dopytywała Agatha. 

— Timmonsa. 

TLR

background image

 Założono ją niedawno, lecz Agatha już straciła na ich rzecz kilku klientów. 

— Wolałbym uniknąć skandalu — poprosił Charles cichutko. 

— Jest już późno — oświadczyła Agatha. — Proszę zostawić mi to urządzenie. 

Pójdę  do  nich  jutro.  Jeżeli  nie  chce  pani,  żebym  wezwała  policję,  panno 
Harvey-Booth, proszę mi napisać oświadczenie, że pani ojciec wynajął agencję i 
jak zaopatrzyli panią w aparaturę podsłuchową. Żądam również podania nazwiska 
detektywa, który wykonywał wasze zlecenie. 

— Nie mogę tego zrobić — zaszlochała Pet. 

— Jeżeli pani odmówi, zawiadomię policję, a następnie prasę — oświadczyła 

Agatha. 

— Charlesie! — załkała Pet. 

— Wybacz, ale radzę ci zrobić to, co każe Agatha. A potem jedź do domu i 

powiedz swojemu tatusiowi, że zdecydowanie nie zamierzam się z tobą żenić. 

— Wszyscy jesteście potworami! — wrzasnęła Pet. 

— Nie takimi jak pani — odparła Agatha. 

Kiedy  następnego  ranka  Agatha  jechała  do  agencji  detektywistycznej 

Timmonsa,  martwiła  się  o  Charlesa.  Zwykle  nie  zdradzał  żadnych  uczuć,  lecz 
wczoraj  był  nienaturalnie  milczący.  Dopiero  kiedy  Pet  podpisała  i  zostawiła 
oświadczenie, poinformował, że chce wrócić do domu. 

James również wyszedł, żeby dokończyć rozpakowywanie bagażu. Wcześniej 

Agatha zapytała go, czy zechce pojechać z nią do Timmonsa następnego ranka. 
Odparł, że uważa całą sytuację za odrażającą i że czeka go mnóstwo pracy. 

Chłodna,  jasnowłosa  recepcjonistka  kazała  Agacie  czekać.  Obiecała,  że  pan 

Timmons wkrótce się z nią zobaczy. Agatha rozejrzała się z niechęcią po recepcji 
biura rywala po tym, jak zapadła w sofę pokrytą czarną skórą. Podręczny stolik 
przed  nią  zdobiły  kolorowe  pisemka.  Na  kremowych  ścianach  wisiały 
abstrakcyjne obrazy. 

Jej agencja składała się z jednego pomieszczenia. Sekretarka, pani Freedman, 

siedziała przy biurku przy oknie. Klienci wchodzili od razu do biura. Simon, Toni, 
Phil,  Patrick  i  Agatha  mieli  osobne  biurka.  Ścian  nie  zdobiły  żadne  obrazy. 

TLR

background image

Zawiesiła na nich tylko wycinki prasowe informujące o sukcesach agencji. Nigdy 
nie myślałam o ozdobieniu biura ani nawet własnej kuchni — uświadomiła sobie 
Agatha. Nie zamontowała w niej modnych granitowych blatów czy miedzianych 
patelni. Zostawiła pomalowane na biało kredensy, które w niej zastała, gdy kupiła 
chatę.  W  środku  dominował  kwadratowy  drewniany  stół  z  czterema  prostymi 
krzesłami. 

Ktoś otworzył wewnętrzne drzwi od strony gabinetu. Stanął w nich potężny, 

rumiany mężczyzna. 

— Czyż to nie słynna pani Raisin? — zagadnął na powitanie. 

Miał dużą twarz w kształcie gruszki. Nosił dwurzędowy garnitur i okulary bez 

oprawek.  Chytre  spojrzenie  brązowych  oczu,  które  ją  bacznie  obserwowały, 
przeczyło uśmiechowi na ustach. 

— Co możemy dla pani zrobić? 

Agatha otworzyła torbę podróżną i wyjęła urządzenie podsłuchowe. 

—  —  To  pańska  własność.  Użyto  go,  żeby  nielegalnie  podsłuchiwać  moje 

rozmowy. 

— Nonsens! 

— Mam podpisane oświadczenie panny Harvey-Booth,  że jej ojciec wynajął 

pana, żeby mnie szpiegował. Sama korzystała z tej aparatury. 

— Głupia krowa! — Timmons wyciągnął chusteczkę do nosa i wytarł twarz. 

— Czy ma pan coś do powiedzenia, zanim pójdę na policję? 

— Droga pani! Jestem pewien, że dojdziemy do porozumienia. 

— Czy to próba przekupstwa? 

—  Nie,  skądże.  Natychmiast  zwolnię  detektywa.  Nie  wiedziałem  o  jego 

praktykach. 

—  Dam  głowę,  że  kiedy  sprawa  trafi  do  sądu,  pański  pracownik  temu 

zaprzeczy — ostrzegła Agatha. 

— Zawołaj tu Bakera — warknął pan Timmons do recepcjonistki. Następnie 

zwrócił się do Agathy: 

TLR

background image

— Zamierzam go zwolnić w pani obecności. 

Do gabinetu wszedł wysoki  mężczyzna w średnim wieku ubrany w zwykły, 

ciemny  garnitur.  Według  oceny  Agathy  miał  wypisane  na  twarzy,  że  dawniej 
służył w policji. 

—  To  pani  Agatha  Raisin  —  przedstawił  ją  Timmons.  —  Korzystałeś  z 

nielegalnego urządzenia. Zwalniam cię z pracy. 

— To własność firmy — zaprotestował Baker spokojnym, niskim głosem. — 

Używałem go na pańskie polecenie. 

Baker wbił twarde spojrzenie w pracodawcę. Następnie wyjął z kieszeni mały 

magnetofon i włączył. 

Włożył słuchawkę do ucha i słuchał przez chwilę. Później powiedział: 

— O tutaj. — Odłączył słuchawkę i zwiększył natężenie dźwięku. 

Nagle z taśmy popłynął nagrany głos pana Timmonsa: 

—  Posłuchaj,  Baker,  to  łatwe  zadanie.  Ten  nadęty  pryk  pułkownik 

Harvey-Booth  ma  córkę  Petronellę,  która  chce  poślubić  sir  Charlesa  Fraitha. 
Życzy  sobie,  żebyśmy  go  sprawdzili.  Weź  urządzenie  podsłuchowe  i  zrób,  co 
możesz. 

— To nie wszystko — dodał Baker, ponownie przesłuchując taśmę. 

Wkrótce jego głos poinformował: 

— Jego córka, Petronella, zapragnęła osobiście podsłuchać kandydata na męża. 

Powiedziałem jej, że sir Charles Fraith spędza czas w chacie Agathy Raisin i że 
chyba się tam zatrzyma. Petronella postanowiła sama zabawić się w detektywa. 

Baker wyłączył magnetofon. 

— Możesz odejść —  rozkazał  Timmons. Następnie zwrócił się do Agathy i 

zapytał z przygnębieniem: 

— Czy istnieje jakiś sposób, żeby powstrzymać panią przed zawiadomieniem 

policji? 

— Tylko jeden. Proszę zamknąć firmę i przenieść się do innego miasta. 

TLR

background image

— Nie mogę tego zrobić! 

—  W  takim  razie  idę  na  policję.  Daję  panu  dwa  tygodnie  na  zakończenie 

działalności w tym miejscu. Wrócę tu pod koniec wyznaczonego terminu. Jeżeli 
nadal będziecie pracować, bez wahania złożę doniesienie na policji. 

Pan Timmons wstał. Agatha poszła w jego ślady. Popatrzył na nią z góry. 

— Pewnego dnia wyrównam z panią rachunki, zobaczy pani. 

Agatha zostawiła torebkę otwartą. Wyciągnęła z niej miniaturowy magnetofon, 

podobny do tego, jaki zademonstrował Baker. 

—  Teraz  mam  nagraną  pańską  groźbę.  Mój  Boże,  ależ  kiepski  z  pana 

detektyw! 

Agatha wsunęła urządzenie z powrotem do torebki i zasunęła zamek. 

— Do widzenia! — rzuciła wesoło. 

Timmons  stał  wyprostowany  z  dłońmi  zaciśniętymi  w  pięści,  kiedy 

odprowadzał ją wzrokiem. 

Agatha  poszła  do  biura.  Nagle  znużyło  ją  dochodzenie,  kto  zamordował 

George'a. Miała inne zlecenia do wykonania. 

Pani  Freedman  poinformowała,  że  pozostali  prowadzą  śledztwa  w  terenie,  i 

wręczyła Agacie listę ich zadań. 

— Doskonale — pochwaliła Agatha. — Martwię się tylko o Simona. Czy nadal 

jest w szpitalu? 

—  Nie,  wyszedł.  Dzwonił,  że  jedzie  z  powrotem  do  Carsely  spróbować 

wykryć, kto położył mu tego węża na plecach. 

—  Cholera  jasna!  —  ryknęła  Agatha.  —  Jeszcze  go  zabiją.  Nie  wystarczył 

jeden zamach na jego życie, żeby nauczyć go rozumu? 

—  Trudno  to  określić  jako  zamach  na  życie  —  zaprotestowała  pedantyczna 

pani  Freedman.  —  Każdy,  kogo  ukąsi  żmija,  wie,  że  trzeba  jechać  prosto  do 
szpitala. 

— Jadę do Carsely, wyciągnąć go stamtąd — oświadczyła Agatha. 

TLR

background image

— Nie sądzi pani, że sama naraża własne życie? 

— Ze mną to co innego. Nie mogę uniknąć przebywania w tej wsi. Mieszkam 

tam. 

— Po namyśle doszłam do wniosku, że nic mu nie grozi — uspokajała pani 

Freedman. — Policja zamknęła dochodzenie, prawda? 

Odpowiedziało jej tylko trzaśnięcie drzwi biura. 

Simon miał nadzieję, że zastanie Jessicę w domu. Marzył o niej od pierwszego 

spotkania. Choć nigdy wcześniej nie oglądał oper mydlanych, kupił sobie zestaw 
„Nocnego pogotowia", serialu, w którym grała główną rolę. Ale nie zastał Jessiki 
w domu. 

Stał bezradnie przed jej domem i zastanawiał się, co dalej robić. Wiedział, że 

zagląda do chaty tylko w weekendy, ale wbrew logice miał nadzieję, że wpadnie 
na chwilę. 

Simon pamiętał, że Agatha wysłała  go w okolice Mircesteru,  żeby odszukał 

zaginionego  kota.  Znów  dawała  mu  zwyczajne  zlecenia,  na  których  agencja 
zarabiała na utrzymanie. Przed wyruszeniem do Carsely wstąpił do schroniska dla 
zwierząt  w  Mircesterze  w  nadziei, że  bez  trudu  znajdzie  zwierzaka.  Był  to  kot 
syjamski. Niestety, nie przywieziono żadnego kota tej rasy. 

Dzień  był  bezwietrzny  i  gorący.  Ponieważ  władze  wydały  zakaz  używania 

węży ogrodniczych, kwiaty w ogrodzie więdły w upale. 

Simon  zdawał  sobie  sprawę,  że  rozczarował  Agathę.  Toni  przewyższała  go 

osiągnięciami.  Teraz  nie  pojmował,  co  kiedyś  w  niej  widział.  Jej  jasna  uroda 
zblakła przy radosnym wdzięku Jessiki. Popadł w taką obsesję, że nie miał ochoty 
wyjeżdżać z Carsely. 

Postanowił iść do pubu na zimne piwo. Właśnie  ruszał w tamtym kierunku, 

kiedy rozpoznał samochód Agathy mknący w kierunku wioski. 

Simon  objechał  Carsely  okrężną  drogą  i  wrócił  do  Mircesteru.  Zaparkował 

przy  rynku,  wyciągnął  zdjęcie  zaginionego  zwierzaka  i  obejrzał  je  z 
przygnębieniem.  Nagle  wpadł  na  genialny  pomysł:  z  całą  pewnością  wszystkie 
koty perskie wyglądają identycznie. Simon pochodził z bogatej rodziny i nigdy 

TLR

background image

nie  brakowało  mu  pieniędzy.  Postanowił  zrealizować  swój  zamiar  i  wszedł  do 
najbliższego sklepu zoologicznego. 

—  Tak,  mamy  przepięknego  syjama  —  zapewnił  sprzedawca.  —  Ten  na 

zdjęciu należy do odmiany lilac point. Mam takiego samego. 

— Ile kosztuje? 

— To jedna z rzadszych ras. Będzie kosztował czterysta funtów. 

Simon wahał się tylko przez chwilę. 

— Wezmę go — oznajmił. 

Trzymał w samochodzie przenośną klatkę na odnalezione zwierzęta. Zapłacił 

kartą kredytową, wyszedł ze sklepu i ruszył w kierunku posiadłości pani Finney, 
która zleciła im poszukiwanie ulubieńca. 

Agatha wróciła do biura spocona i wściekła. Toni pisała raport w komputerze. 

— Rzuć tę robotę i jedź do schroniska dla zwierząt — rozkazała. — Sprawdź, 

czy ktoś nie oddał tam syjamskiego kota. 

— Czy Simon go nie szuka? 

— Z jakiegoś powodu wrócił do Carsely, ale nie zdołałam go odnaleźć. Pani 

Finney wciąż do mnie wydzwania. — Agatha przejrzała zawartość teczki. — Dała 
nam mnóstwo zdjęć. To jedno z nich. Zapytaj Simona, czy zajrzał do schroniska. 

W  schronisku  poinformowano  Toni,  że  dopisało  jej  szczęście.  Właśnie 

przyniesiono  im  syjamskiego  kota  odmiany  lilac  point.  Toni  wsadziła  go  do 
przenośnej klatki i wyruszyła w kierunku domu pani Finney. 

Pierwszym  dźwiękiem,  jaki  usłyszała,  kiedy  gospodyni  otworzyła  jej  drzwi, 

było miauczenie. 

— Znalazłam pani kota — poinformowała Toni. 

— Ale przed chwilą pani kolega mi go oddał! — wykrzyknęła pani Finney. 

— A więc to nie pani kot? 

Pani Finney zajrzała do klatki. 

— Dziwne. Wygląda zupełnie jak Bung Ho. 

TLR

background image

— Bung Ho? 

— Mój mąż nazywał go tak dla żartu i to imię do niego przylgnęło. 

— Jest pani pewna, że to pani kot? 

—  Już  wiem.  Kazałam  wszczepić  Bung  Ho  mikroczip.  Proszę  wejść,  to 

sprawdzę. 

Kiedy  weszła  do  środka,  pani  Finney  pomacała  szyję  zwierzaka,  którego 

przyniósł jej Simon. 

 

TLR

background image

—  Dziwne  —  powtórzyła.  —  Nie  znalazłam  mikroczipa.  Sprawdźmy  tego 

drugiego. Gdzie go pani znalazła? 

— Ktoś oddał go do schroniska dla zwierząt. 

Pani Finney delikatnie wzięła na ręce kota, którego przywiozła Toni. 

—  Ten  jest  oznaczony  —  powiedziała.  —  Och,  i  ma  taką  małą  czarną 

kropeczkę za lewym uchem. Wielkie nieba! Toż to Bung Ho. Co ja zrobię z tym 
drugim? 

— Czy byłaby pani tak uprzejma, żeby go na trochę zatrzymać? — poprosiła 

Toni. — Muszę sprawdzić, skąd pochodzi. 

Toni wyszła i przystanęła. Jej umysł pracował na przyspieszonych obrotach. 

Simon miał pieniądze i nie cierpiał poszukiwania zaginionych zwierząt. Uważał 
bowiem  takie  zlecenia  za  poniżającą  degradację.  Toni  pojechała  do  sklepu 
zoologicznego w Mircesterze. 

Wcześniej  przejrzała  pamięć  aparatu  fotograficznego,  aż  znalazła  grupowe 

zdjęcie  pracowników  agencji  detektywistycznej.  Następnie  weszła  do  środka  i 
pokazała je sprzedawcy, wskazując na Simona. 

— Czy ten chłopak nie przyszedł tu ostatnio kupić kota? — zapytała. 

— O tak, syjamskiego, odmiany lilac point. Śliczne zwierzątko. 

— Dziękuję. Tylko tyle chciałam wiedzieć. 

— Czy coś z nim nie tak? 

— Nie, wszystko w porządku — zapewniła Toni. 

Pojechała z powrotem do domu pani Finney. 

—  Czy  nie  mogłaby  pani  zatrzymać  tego  drugiego  kotka?  —  poprosiła.  — 

Pracownicy  schroniska  dla  zwierząt  zawsze  się  cieszą,  kiedy  ich  podopieczni 
trafią w dobre ręce. 

— Bardzo chętnie. Ale to szalenie droga rasa. Czy nie powinnam im za niego 

zapłacić? 

— Och, nie. Będą zadowoleni, że zwierzak znalazł dobry dom. 

TLR

background image

Gdy  Toni  wracała  do  biura,  wciąż  brzmiały  jej  w  uszach  wylewne 

podziękowania pani Finney. 

— No i co? — powitała ją Agatha. 

— Simon znalazł i oddał kota — skłamała Toni. 

— Dzięki Bogu! 

Simon wszedł do biura. 

— Cieszę się, że znalazłeś kota — pochwaliła Agatha. — Ale inne zlecenia 

czekają. Nie wyjeżdżaj do Carsely bez mojej wiedzy. Rano znajdę ci inne zadanie. 

— Świetnie! — odrzekł Simon. 

— Ja też wychodzę — powiedziała Toni. — Zaczekaj na mnie, Simonie. 

— Musimy porozmawiać — zagadnęła Toni. — Co ci strzeliło do głowy, żeby 

kupić tak drogiego zwierzaka? Znalazłam prawdziwego i oddałam właścicielce. 

— O Boże! — jęknął Simon. — Agatha będzie wściekła. 

— Nie zdradziłam cię. Tego właściwego ktoś dopiero co oddał do schroniska. 

Poprosiłam panią Finney, żeby zatrzymała również twojego. Co ty wyprawiasz? 

—  Chodźmy  się  czegoś  napić,  to  ci  wszystko  opowiem  —  zaproponował 

Simon. 

 

 

 

TLR

background image

ROZDZIAŁ VIII 

 

 

Simon  gorączkowo  szukał  jakiegokolwiek  pretekstu,  żeby  porozmawiać  o 

uwielbianej  gwieździe.  Toni  słuchała  z  rosnącą  irytacją,  jak  każda  kobieta 
zmuszona do wysłuchiwania mężczyzny wychwalającego urodę innej. 

Kiedy wreszcie skończył, skomentowała: 

—  Jeżeli  tak  dalej  pójdzie,  stracisz  posadę.  Twoja  bohaterka  jest  jedną  z 

podejrzanych, jeśli Agatha ma rację, że tych zbrodni nie popełnili Fraserowie. 

— Nie bądź głupia. Ma żelazne alibi. Jesteś zazdrosna! 

— Oszczędź mi takich uwag — upomniała go Toni. — Próżność cię zaślepia. 

No  dobrze,  jeśli  koniecznie  chcesz  jej  zaimponować,  to  czemu  nie  na  gruncie 
zawodowym?  Najlepiej,  żebyś  odnalazł  prawdziwego  sprawcę  zbrodni  — 
podsunęła Toni. 

Simonowi  rozbłysły  oczy.  Wyobraził  sobie,  jak  stoi  obok  Jessiki  w  świetle 

reflektorów, wyjaśniając, w jaki sposób wykrył prawdziwego mordercę. 

— Świetny pomysł — pochwalił. — Zaraz wyruszam w teren. 

— Wykluczone! — wykrzyknęła Toni. — Rób, co ci każe Agatha, bo inaczej 

wylecisz z roboty. Jeżeli koniecznie musisz szpiegować w tej sprawie, to tylko w 
wolnym czasie. 

Gdy  Agatha  Raisin  wracała  do  domu,  chmury  zaczęły  zasnuwać  niebo. 

Wyglądało na to, że upały wreszcie zelżeją i nadejdzie upragnione pogorszenie 
pogody.  Agatha  marzyła  o  gwałtownej  burzy  z  piorunami.  Pasowałaby  do  jej 
nastroju.  Miała  przeczucie,  że  nad  Carsely  nadal  wisi  groźba,  choć  wszyscy 
zdawali się wierzyć, że niebezpieczeństwo minęło. Przypuszczała, że większość 
mieszkańców  woli  myśleć,  że  morderstwa  popełnili  nędznicy  już  wcześniej 
sądzeni za przestępstwo. 

Intuicja  mówiła  jej,  że  pani  Glossop  powinna  coś  wiedzieć.  A  co  z 

maltretowaną  panią  Freemantle?  Jej  mąż  był  wystarczająco  podły,  by 
zamordować człowieka. 

TLR

background image

Wróciła myślami do urządzenia podsłuchowego schowanego w biurze. Kusiło 

ją, żeby go użyć, ale uważała podsłuchiwanie przez ścianę prywatnych rozmów w 
cudzych domach za nieczysty chwyt. 

Jadąc do Carsely, niemal czuła, jak spragnione drzewa czekają na deszcz. W 

nieruchomym powietrzu panowała duchota. Agatha weszła do chaty i pogłaskała 
koty. Właśnie gotowała im wątróbkę, kiedy uświadomiła sobie, że nie dowiedziała 
się, kto dziedziczył po George'u. 

— —  Co ze mnie za detektyw? — żaliła się obojętnym zwierzakom. 

Po ugotowaniu wątróbki odstawiła ją, żeby wystygła. Zadzwoniła do siostry 

George'a, Janet Ilston. 

— — Czego pani chce? — warknęła Janet. 

— Komu George zostawił majątek? — spytała Agatha. 

— Nie wiem, po co nadal zadaje pani pytania. Podważę jego testament. Zapisał 

wszystko, łącznie z chatą, jakiejś  kobiecie nazwiskiem Harriet Glossop. 

— Kiedy się pani o tym dowiedziała? — dociekała dalej Agatha. 

— Wczoraj. 

— Czemu tak późno? 

— Jego dawny kolega z wojska właśnie wrócił z Afganistanu i przywiózł mi 

dokument. Spotkał George'a, kiedy ostatnio przyjechał na urlop. Z niewiadomych 
powodów  George  oddał  mu  go  na  przechowanie.  Sporządził  go  na  gotowym 
formularzu do samodzielnego wypełnienia, jakie można dostać u W.H. Smitha. 

— Jak się nazywa ten kolega? 

— Nie rozumiem, dlaczego to panią obchodzi. 

—  Ponieważ  nie  wykluczam,  że  George'a  zamordował  ktoś  inny  niż 

Fraserowie. 

Po drugiej stronie zapadła długa cisza. 

— Halo, halo! — zawołała Agatha. 

TLR

background image

—  Jestem  przy  telefonie.  To  ciekawe.  A  jeżeli  ta  Glossop  zabiła  go  dla 

pieniędzy? Niech pani posłucha. Ponownie panią zatrudnię. 

— Zgoda. Prześlę pani umowę. 

Kiedy  Agatha  odłożyła  słuchawkę,  ogarnęło  ją  radosne  podniecenie. 

Postanowiła odwiedzić Harriet Glossop. 

Gdy  pokonywała  samochodem  krótki  odcinek  do  chaty  Harriet,  deszcz  lał 

strumieniami. Ciemne chmury zasnuły wieczorne niebo. Wisiały tak nisko, jakby 
przysiadły, by odpocząć na wzgórzach nad Carsely. 

Kiedy wysiadła, spostrzegła zapalone światło w salonie. Zadzwoniła do drzwi i 

czekała. 

Nikt jej nie otworzył. 

Rozłożyła parasol, żeby lepiej widzieć drogę. Ford Harriet stał nieopodal przy 

krawężniku. Agatha ponownie nacisnęła przycisk dzwonka. 

Deszcz bębnił o parasol i pluskał w rynnie nad jej głową. Wyciągnęła telefon 

komórkowy i przejrzała listę kontaktów w poszukiwaniu numeru Harriet. Wybrała 
go, a potem uchyliła klapkę otworu na listy. Słyszała wewnątrz domu dzwonek 
telefonu, a potem sygnał przełączenia na pocztę głosową. 

Agathę  ogarnął  niepokój.  Ostrożnie  nacisnęła  klamkę.  Drzwi  nie  były 

zamknięte. Otworzyła je i zawołała: 

„Harriet, jesteś tam?" 

Odpowiedział jej jedynie szum deszczu na dworze. 

Nagle niebo oświetliła błyskawica tak jasna, że Agatha pomyślała, że piorun 

uderzył w chatę. W szparze pomiędzy drzwiami a podłogą ujrzała pasek światła z 
salonu. 

Agathę  ogarnął  lęk,  że  Harriet  zaraz  wyjdzie  i  zapyta,  co  robi  w  jej  domu. 

Mimo wszystko postanowiła zajrzeć do salonu. Podeszła do drzwi i je otworzyła. 

Pokój urządzono w typowy sposób. Stała w nim sofa pokryta perkalem i dwa 

fotele.  Na  ścianie  nad  kominkiem  wisiał  dość  kiepski  obraz  olejny  przed-
stawiający kotkę.  Róg pomieszczenia zdobił kredens z porcelaną. Na okrągłym 
stole przy oknie pozostały resztki jedzenia. 

TLR

background image

Obok  talerza  z  niedojedzoną  kolacją  leżał  przewrócony  kieliszek.  Rozlane 

wino utworzyło na białym obrusie czerwoną plamę, przypominającą krew. 

Potężny  huk  gromu  tak  wystraszył  Agathę,  że  aż  podskoczyła  ze  strachu. 

Ponownie wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Phila Marshalla. 

—  Philu,  jestem  w  chacie  Harriet  Glossop  —  poinformowała.  —  Sama  tu 

weszłam. Nie zastałam jej, ale mam złe przeczucia. Zanim zacznę szukać dalej, 
czy mógłbyś przyjechać i dołączyć do mnie? 

Phil  obiecał,  że  dotrze  w  ciągu  kilku  minut.  Agatha  usiadła  na  sofie  z 

podkurczonymi  nogami  i  objęła  rękami  kolana,  podczas  gdy  wokół  waliły 
pioruny. 

W jej odczuciu do przybycia Phila upłynęły całe wieki, choć w rzeczywistości 

minęło zaledwie pięć minut. 

— — Jesteś pewna, że jak przyjdzie, nie oskarży nas o bezprawne wkroczenie 

na cudzy teren? — zapytał Phil z lękiem w głosie. 

—  Zawsze  możemy  wytłumaczyć,  że  się  o  nią  martwiliśmy  —  uspokajała 

Agatha.  —  Rozejrzyjmy  się.  Pójdę  na  górę,  a  ty  przeszukaj  pozostałą  część 
parteru. 

Agatha weszła po schodach na górę z mocno bijącym sercem. Pierwsze drzwi, 

które  otworzyła,  prowadziły  chyba  do  zapasowej  sypialni.  Kiedy  uchyliła 
następne, na chwilę zaparło jej dech. Kiedy odzyskała mowę, zawołała Phila. 

Marshall pokonał schody zadziwiająco szybko jak na swój wiek. 

Harriet leżała na łóżku. Na nocnym stoliku świeciła się lampka. W jej świetle 

blada twarz pani Glossop lśniła upiornym blaskiem. 

— Zbadam puls — zaproponował Phil, nie kryjąc zdenerwowania. Podszedł do 

łóżka i przytknął palec do szyi Harriet. 

Harriet raptownie otworzyła oczy i wydała krzyk przerażenia. 

— To ja, Agatha. — Agatha podeszła do światła.— Dzwoniliśmy do drzwi i 

telefonowaliśmy. Pomyśleliśmy, że coś ci się stało. 

Harriet usiadła i obrzuciła ich piorunującym spojrzeniem. 

TLR

background image

— Wtargnęliście bez pozwolenia do mojego domu. Wezwę policję. 

— Nie rób tego — poprosiła Agatha błagalnym tonem. 

—  Spróbuj  zrozumieć,  jak  to  wyglądało  z  naszego  punktu  widzenia. 

Dowiedziałam się, że George zapisał ci cały majątek i... nagle zobaczyłam twoją 
twarz białą jak papier. 

—  To  krem  przeciwzmarszczkowy  —  wyjaśniła  Harriet.  Wzięła  chusteczkę 

higieniczną i wytarła twarz. 

—  Poza  tym  biorę  tabletki  nasenne.  Źle  sypiam  od  śmierci  nieszczęsnego 

George'a. 

Na dworze przemijająca burza grzmiała coraz ciszej w oddali. 

— Zamierzam z powrotem położyć się spać — oświadczyła. — Idźcie stąd. 

— Może zaparzyłabym ci herbaty? — zaproponowała Agaha. — Przykro mi, 

że cię wystraszyliśmy. 

— Wynocha! — ryknęła Harriet. 

 Agatha i Phil wrócili do chaty przy Lilac Lane. 

—  No  to  się  doigrałam  —  podsumowała  Agatha  grobowym  głosem.  — 

Wątpię, czy jeszcze kiedykolwiek będzie chciała ze mną rozmawiać. 

—  Jesteś pewna, że to nie Fraserowie popełnili te zbrodnie? — zapytał Phil. — 

Nie ma żadnego dowodu, że zrobił to ktoś inny. 

— Mam takie przeczucie — upierała się Agatha. — Według mojej oceny ten 

morderca  robi  wrażenie  bardziej  przebiegłego  i  wyrafinowanego  niż  ci 
Fraserowie.  Na  przykład,  kto  mógłby  życzyć  śmierci  Fionie?  Potrafię  sobie 
wyobrazić jedną z byłych kochanek George'a mordującą ją w szale zazdrości. Ale 
dlaczego  Fraserowie?  To  tylko  wieś,  nie  miasto.  Kto  by  się  zakradał,  żeby 
zamordować Fionę w moim ogrodzie w świetle dnia? 

— Zapomniałaś, że podejrzewaliśmy, że przestępca wziął Fionę za ciebie — 

przerwał jej Phil. — A jeżeli to nie Fraserowie, to prawdopodobnie ten ktoś, kto 
pozostaje na wolności, nadal chce cię usunąć. 

TLR

background image

—  Raczej  nie,  dopóki  Fraserowie  pozostają  podejrzanymi.  Sprawca  z 

pewnością nie życzyłby sobie wznowienia śledztwa. 

O ile nie jest szaleńcem — skomentował Phil. 

— Niech no pomyślę — powiedziała Agatha. — Na pierwszy rzut oka wydaje 

się nieprawdopodobne, żeby ktoś niepostrzeżenie rozkopał skalny ogródek i wło-
żył do kasetki książki o  wężach. Przecież to dzięki sąsiadom, którzy dostrzegli 
jakieś podejrzane działania, policja odnalazła nielegalną plantację konopi. Z dru-
giej  strony  nie  można  wykluczyć,  że  ktoś  schował  tam  te  książki  przed 
popełnieniem morderstwa jako zabezpieczenie. Gdyby morderca przeczuwał, że 
policja  wkrótce  wpadnie  na  jego  trop,  wystarczyłby  jeden  anonimowy  telefon, 
żeby znaleźli skrzynkę. Kto z naszych kilku podejrzanych mógł znać Fraserów? 

— Ktoś, kto pali marihuanę? — zasugerował Phil. 

— Gdybym tak mogła przesłuchać Fraserów! — jęknęła Agatha. 

— Mają adwokata — podsunął Phil. — Znajdź jego nazwisko i skłoń go, żeby 

ich zapytał. 

—  Świetna  myśl.  Zrobię  to  jutro.  Wcześniej  spróbuję  wysłać  Patricka  do 

Harriet. Może będzie miał więcej szczęścia niż my. 

—  Jutro  jest  sobota  —  przypomniał.  —  Prawdopodobnie  będziesz  musiała 

zaczekać z wizytą u prawnika do poniedziałku. 

— Przypuszczam, że znajdę jego nazwisko w Internecie — odparła Agatha. — 

Prawdopodobnie złożył jakieś oświadczenie dla prasy. 

Podeszła  wraz  z  Philem  do  komputera.  Przejrzała  doniesienia  prasowe  z 

aresztowania Fraserów. 

— O, jest: 

Adwokat  oskarżonych  Terence  Ogilivie  oświadczył  dziennikarzom:  „  W 

obecnej chwili nie wolno mi zdradzić żadnych szczegółów". 

— Spróbuję zdobyć jego numer domowy. Znalazłam adres jego biura: Market 

Street dziesięć, Mircester. Miejmy nadzieję, że również mieszka w Mircesterze. 
Podaj mi książkę telefoniczną Gloucestershire. 

Szybko przerzuciła strony. 

TLR

background image

—  Tu  jest  T.  Ogilivie.  Jodłowa  Chata,  Harvey  Road,  Mircester.  Świetnie. 

Zajrzę  do  niego  jutro..  Spróbuj  spojrzeć  na  sprawę  z  takiego  punktu  widzenia: 
jeżeli  książki  zakopano  przed  zabójstwem,  to  ktoś  mógł  to  zrobić,  kiedy  mąż 
uciekł, a żona przebywała w areszcie. 

— Niemożliwe — zaprotestował Phil. — Pani Fraser założyła ogródek skalny 

dopiero po wyjściu na wolność. 

—  Cholera!  Masz  rację.  Ale  zaczekaj  chwilę.  Mimo  wszystko  zrobiła  to 

jeszcze przed morderstwami. 

— To bardzo naciągana hipoteza — orzekł Phil. 

—  Czy  przypominasz  sobie,  żeby  kiedykolwiek  zawiodła  mnie  intuicja?  — 

broniła swojego Agatha. 

— Tak. 

Agatha  przypomniała  sobie  wszystkie  błędy,  jakie  popełniła  w  ocenie 

mężczyzn i pospiesznie zaproponowała: 

—  W  każdym  razie  nie  zaszkodziłoby  odwiedzić  tego  adwokata.  Jeżeli  nie 

masz  nic  przeciwko  pracy  w  weekendy,  Philu,  pamiętaj,  że  zawsze  płacę  za 
nadgodziny.  Czy  byłbyś  uprzejmy  wypytać  sąsiadów  Fraserów,  czy  kogoś 
widzieli? 

— Dobrze, ale najpierw muszę się wyspać. 

Phil  dawno  przekroczył  siedemdziesiątkę,  ale  jego  białe  włosy  wyglądały 

zdrowo  i  miał  tylko  kilka  zmarszczek  na  twarzy.  Oto  nadzieja  dla  mnie  — 
pocieszyła się Agatha, ale zaraz przypomniała sobie, że Phil nie pali. 

Simon  obudził  się  w  sobotę  rano  w  stanie  radosnego  podniecenia.  Jessica 

przyjedzie do Carsely. Musiał znaleźć jakiś sposób, żeby się z nią zobaczyć. Ale 
kiedy  wyjrzał  przez  okno,  brzydka,  dżdżysta  pogoda  odebrała  mu  nadzieję. 
Wcześniej liczył na to, że przejdzie koło jej domu i wypatrzy ją, jak pracuje w 
ogrodzie. 

Lecz Carsely ciągnęło go jak magnes. Wolał wyruszyć w podróż samochodem 

niż na motocyklu, ponieważ w radiu ostrzegali tego ranka, że wiele dróg zostało 
zalanych. Nie wiedział, że Toni go śledzi. 

TLR

background image

Panna Gilmour martwiła się o Simona. Jego fascynacja Jessicą już naraziła go 

na atak, gdy czatował przed chatą tej bohaterki opery mydlanej. 

Simon zaparkował w pewnej odległości od chaty Jessiki. Żałował, że się jakoś 

nie przebrał. Co będzie, jeżeli Agatha go spostrzeże? 

Postanowił przejść koło chaty Jessiki. Gdyby jej samochód stał przed domem, 

być  może  zebrałby  się  na  odwagę,  żeby  zadzwonić  do  drzwi.  Przeciwnie  niż 
Agatha,  uważał,  że  wykryto  rzeczywistych  sprawców  zbrodni,  więc  nie 
potrzebował pretekstu, że prowadzi śledztwo. 

Simon  wysiadł  i  zaczął  się  przechadzać.  Toni  wyruszyła  w  ślad  za  nim  w 

pewnej  odległości.  Naciągnęła  na  głowę  kaptur  i  rozłożyła  duży  parasol,  który 
zasłaniał jej głowę i twarz. 

Serce Simona przyspieszyło rytm na widok auta Jessiki. Zwolnił kroku. Nagle 

zaświtał  mu  w  głowie  nowy  pomysł.  Gdyby  zdołał  wyciągnąć  coś  z  którejś  z 
kobiet  związanych  z  George'em,  zebrałby  plotki,  które  dałyby  mu  powód  do 
odwiedzenia Jessiki. 

Wyciągnął  BlackBerry

4

 i  przejrzał  notatki  dotyczące  sprawy.  Phil 

sfotografował  po  kryjomu  podejrzane  osoby.  Joyce  Hemingway  opisano  jako 
nieuprzejmą i nieprzystępną. Harriet Glossop robiła sympatyczne wrażenie, a jej 
chata stała w pobliżu. 

Po co on tam idzie? — myślała Toni, obserwując, jak skręca w kierunku furtki 

Harriet. Podobnie jak Simon, przejrzała zawartość własnego smartfona, póki nie 
odnalazła adresu. Harriet Glossop! Musiał poważnie potraktować teorię Agathy, 
że zbrodnie popełnił ktoś inny niż Fraserowie. 

Simon zastał drzwi chaty Harriet lekko uchylone. Zadzwonił do drzwi. Woda 

kapała posępnie ze strzechy nad jego głową, a u stóp leżał ostrokrzew połamany w 
czasie nocnej burzy. 

Zdecydowany posłuchać trochę plotek, które mógłby zanieść Jessice, wszedł 

do środka. 

— Czy ktoś jest w domu? — zawołał. 

                                                           

4 Smartfon obsługujący wiadomości e-mail, rozmowy głosowe, wiadomości tekstowe (SMS), faksowane 

przez Internet, przeglądanie stron WWW oraz inne usługi informacyjne. 

TLR

background image

Wydawało mu się, że pochwycił jakiś szmer w kuchni na tyłach domu i powoli 

ruszył przed siebie. 

Przystanął przed drzwiami kuchni, ponieważ ze strachu zaparło mu dech. Jakaś 

kobieta leżała na podłodze, w połowie w sieni, a w połowie w kuchni. Z rany na 
głowie płynęła krew. 

Simon kucnął przy niej, szukając pulsu, kiedy sam otrzymał potężny cios. 

Toni stała na dworze i zastanawiała się, co dalej robić. W końcu postanowiła 

dołączyć do Simona. Jeżeli Simon chce dalej prowadzić śledztwo, nic nie stało na 
przeszkodzie, żeby poszła w jego ślady. 

Tak  jak  on  zadzwoniła  do  drzwi.  Żadnej  odpowiedzi.  Z  pewnością  przy  tak 

paskudnej pogodzie nie wyszli do ogrodu. Ostrożnie weszła i zawołała: 

— Simonie! 

Wydawało jej się, że pochwyciła słaby jęk dochodzący z tyłu chaty i ruszyła w 

kierunku źródła dźwięku. 

Simon  leżał  na  zwłokach  kobiety.  Toni  uklękła  przy  nim.  Simon  wydał 

zdławiony dźwięk. Miał słaby, nierówny puls. 

Toni desperacko zawołała pomocy. Potem zadzwoniła do Agathy i wykrztusiła 

do aparatu straszliwą wiadomość. Jej szefowa jechała właśnie przesłuchać praw-
nika. 

Toni bała się ruszyć Simona, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale nie chciała go 

zostawić  leżącego  na  ciele  kobiety.  Odsunęła  go  delikatnie.  Potem  pobiegła  na 
górę, przynieść koce, żeby go okryć. Namoczyła w kuchni czystą ściereczkę do 
naczyń i przytknęła do krwawiącej rany na głowie. 

Usłyszała nadjeżdżający samochód Agathy i zawołała: 

—  Nie  podchodź  bliżej!  To  miejsce  zbrodni,  a  Simon  został  poważnie 

zraniony. 

Agatha wróciła na drogę i chodziła po niej w tę i z powrotem. Żałowała, że 

wyjawiła  podwładnym  swoje  wątpliwości  co  do  winy  Fraserów.  Najwyraźniej 
Simon postanowił spróbować coś wykryć. 

TLR

background image

Policja i pogotowie przybyły w tej samej chwili. Po około dziesięciu minutach, 

które w odczuciu Agathy trwały całe wieki, wyniesiono Simona z maską tlenową 
na twarzy. 

— Przeżyje? — zapytała jednego z ratowników. 

—  Trzeba  natychmiast  przewieźć  go  na  oddział  intensywnej  terapii.  Proszę 

zejść nam z drogi — rozkazał mężczyzna ze zniecierpliwieniem. 

 Następnie przybyli Wilkes, Bill Wong i Alice Peterson, a za nimi laboranci z 

wydziału do badania miejsc zbrodni. 

Pobladłej  Toni  kazano  wyjść,  żeby  laboranci  mogli  przystąpić  do  pracy. 

Podbiegła wprost do Agathy, szlochając: 

—  Simon  wyglądał  na  bliskiego  śmierci,  a  Harriet  Glossop  została 

zamordowana! 

— Proszę mi teraz wyjaśnić, co tam robiliście — zażądał Wilkes. 

— Nie wierzyliśmy, że Fraserowie popełnili te morderstwa — zaczęła Toni. — 

Wiedziałam, że Simon zamierza prowadzić dalsze dochodzenie. Postanowiłam go 
śledzić. Wszedł do domu Harriet, a ponieważ nie wychodził, poszłam za nim i go 
znalazłam. — Zszokowana Toni wybuchła płaczem. 

— Jest w szoku. Proszę dać jej czas na ochłonięcie — upomniała inspektora 

Agatha. 

— Zabierzemy ją do komendy głównej — odparł Wilkes. 

— Jadę z wami, czy tego chcecie, czy nie — stanowczo oświadczyła. 

Oczekując wezwania na przesłuchanie, Toni szepnęła do Agathy: 

— Musiałam śledzić Simona, ponieważ... 

— Panno Glimour — przerwał jej policjant. — Proszę za mną. 

Dlaczego  musiała  śledzić  Simona?  —  zastanawiała  się  Agatha.  —  Mam 

nadzieję, że nie z powodów uczuciowych. Jest dla niej nieodpowiedni, za młody i 
niestały. 

— Agatho! 

TLR

background image

Agatha podniosła wzrok. Ujrzała nad sobą wysoką, zgrabną sylwetkę swojego 

byłego męża Jamesa Laceya. Usiadł obok niej. 

—  Właśnie  wróciłem  z  podróży  i  usłyszałem  wiadomość.  Już  obiegła  całą 

wieś. Pomyślałem, że pewnie cię tu znajdę. 

Agatha ścisnęła jego dłoń. 

—  Och,  Jamesie,  co  za  zamęt!  Byłam  absolutnie  pewna,  że  Fraserowie  nie 

popełnili  tych  straszliwych  zbrodni.  Podzieliłam  się  moimi  wątpliwościami  z 
załogą. Najwyraźniej Simon zapragnął kontynuować śledztwo. Morderca, który 
zabił  Harriet  Glossop,  musiał  nadal  przebywać  w  jej  domu,  kiedy  Simon  tam 
wszedł  i  zaatakował  chłopaka.  Nie  wiem,  dlaczego  Toni  go  śledziła.  Znalazła 
Simona i zwłoki Harriet. Teraz ją przesłuchują. 

—  Powinni  ją  zawieźć  do  szpitala,  żeby  doszła  do  siebie  po  wstrząsie  — 

skomentował James. 

— Wiem. Zabiorę ją tam wprost z komisariatu, kiedy z nią skończą. 

Lecz kiedy w końcu Bill Wong wyprowadził Toni, zwrócił się do Agathy: 

— Agatho, inspektor Wilkes chciałby zamienić z tobą parę słów. 

— Ale Toni powinna jechać do szpitala na badanie. Przeżyła silny wstrząs. A ja 

muszę zobaczyć, czy Simon wyzdrowieje. 

— Ja zawiozę Toni — zaproponował James. — Przyjedź do nas do szpitala. 

Wilkes poczynił wszelkie przepisowe przygotowania do nagrywania zeznań. 

Następnie zapytał: 

—  Na  jakiej  podstawie  sądzicie,  że  Fraserowie  nie  mogli  popełnić  tych 

morderstw? 

Wilkes patrzył na Agathę Raisin z nieskrywaną niechęcią. Ta przeklęta baba 

ciągle wtrącała się w ich śledztwa i podważała ich rezultaty. 

— Ponieważ te zbrodnie były zbyt wyrafinowane i podłe jak na nich. To tylko 

podejrzenie.  George  Mar—  ston  zostawił  wszystko  Harriet  Glossop.  Sądzę,  że 
ktos' ją zabił w szale zazdrości. 

— A co ta pani intuicja mówi na temat tożsamości mordercy? 

TLR

background image

— Nie wiem. Czy mąż Sary Freemantle został zwolniony za kaucją? 

—  Zona  nie  wniesie  przeciwko  niemu  oskarżenia,  ale  wystąpiła  o  nakaz 

sądowy. 

— A co z Joyce Hemingway? 

— Dlaczego właśnie ona? 

—  To  złośliwa  i  silna  kobieta.  W  dodatku  miała  romans  z  George'em. 

Słyszano, jak mu groziła. A Jessica Fordyce? 

— Przypuszczam, że przemawia przez panią zazdrość, ponieważ nie istnieje 

żaden dowód na to, że coś łączyło naszą piękną gwiazdkę serialu z Marstonem i 
ma  niepodważalne  alibi.  Powszechnie  wiadomo  we  wsi,  że  szalała  pani  za 
Marstonem. A teraz proszę powiedzieć, gdzie pani była tego ranka. 

— W domu. 

— Świadkowie? 

— Moje koty. Och, rozmawiałam przez telefon z kilkoma osobami. Może pan 

sprawdzić, że byłam w domu, kiedy Toni do mnie zadzwoniła. 

— Żądam, żeby zostawiła pani dochodzenie policji. 

— Musi pan przyznać, że to morderstwo podważa teorię o winie Fraserów. 

— To już wszystko, pani Raisin.  

— Ale... 

Wilkes zwrócił się do Billa Wonga: 

— Wyprowadź ją stąd. 

Kiedy szli korytarzem po opuszczeniu pokoju przesłuchań, Bill ostrzegł: 

—  Zostaw  tę  sprawę,  Agatho.  To  niebezpieczne.  Zgadzam  się  z  tobą  co  do 

Fraserów, ale nie mów o tym Wilkesowi. Jakiś psychopata pozostaje na wolności. 
Jeżeli nie będziesz uważać, będziesz następną ofiarą. 

W  poczekalni  szpitala  siedzieli  rodzice  Simona.  Pan  Black  obrzucił  Agathę 

wrogim spojrzeniem. 

TLR

background image

—  Jeżeli  mój  syn  przeżyje,  zrobię  wszystko,  żeby  już  więcej  dla  pani  nie 

pracował. 

— Jak się czuje? — zapytał James. 

—  Operują  go.  Ma  uszkodzoną  czaszkę.  Nie  chcę  z  państwem  więcej 

rozmawiać. A ponieważ nie jesteście spokrewnieni z Simonem, wyjdźcie stąd. 

— Czekamy na Toni Gliomour, która go znalazła i bez wątpienia uratowała mu 

życie — wyjaśnił James. — W tej chwili bada ją psychiatra. Mamy więc wszelkie 
prawo tu przebywać. 

Agatha nigdy wcześniej nie była tak zadowolona ze wsparcia Jamesa. Usiedli 

obydwoje w rogu poczekalni, jak najdalej od Blacków. 

W końcu Toni wyszła, nadal blada i roztrzęsiona. 

— Twierdzi, że dojdę do siebie, ale kazał mi przyjść na następną konsultację. 

— Jedź ze mną do domu — zaproponowała Agatha. 

—  Nie.  Wolę  zostać  sama.  Jeżeli  możesz,  podrzuć  mnie  tylko  do  Carsely. 

Zostawiłam tam samochód. 

—  Nie  sądzę,  żebyś  była  w  stanie  wrócić  sama  do  Mircesteru  —  ostrzegł 

James. 

— Zostawcie mnie w spokoju — odburknęła Toni. — Potrafię zadbać o siebie. 

W  następnych  dniach  i  tygodniach  Agatha  była  zbyt  zmęczona  i  załamana, 

żeby  odwiedzić  prawnika.  Jak  to  czasami  określali  detektywi  w  jej  ulubionych 
filmach dokumentalnych, „dochodzenie zostało zamrożone". I to bardzo głęboko 
—  myślała  Agatha.  Tim  Fraser,  jego  żona  i  syn  zostali  oskarżeni  o  ukrywanie 
nielegalnych dochodów i wypuszczeni za kaucją. 

Do Cotswolds zaczęli napływać turyści. Dziennikarze najeżdżali Carsely przez 

tydzień,  wypytując  mieszkańców.  Połowa  miała  nadzieję  zaistnieć  w  telewizji. 
Druga połowa obwiniała Agathę o to, że według nich to ona sprowadziła do wsi 
przemoc i zbrodnię. 

Jessica Fordyce udzieliła wywiadu w telewizji. Oświadczyła, że nic nie zrazi 

jej do jej pięknej chaty. 

TLR

background image

Simon szybko wyzdrowiał. Zaraz po wypisaniu go ze szpitala rodzice zabrali 

go na wakacje. 

Timmons zlikwidował agencję, spakował manatki i wyjechał. Agatha przejęła 

kilka jego spraw. James znowu wyruszył w podróż, a Charles nie zdradzał chęci, 
by ją odwiedzić. 

 

Minął lipiec. Z początkiem sierpnia zadzwonił Roy Silver. Wyraził nadzieję, że 

zaprosi go na weekend. Choć nierzadko irytował Agathę, tym razem niecierpliwie 
wyczekiwała  jego  wizyty.  Pani  Bloxby,  jak  rzadko,  wyjechała  na  wakacje  na 
Majorkę. Agacie brakowało towarzystwa. Toni wzgardziła jej troską i zamknęła 
się w sobie. 

Z  powodu  zatrzęsienia  zleceń  Agatha  pracowała  w  weekendy.  Postanowiła 

jednak wziąć sobie wolne na przyjazd Roya. 

Na dworze znów zapanowała letnia pogoda. Duże, kłębiaste chmury żeglowały 

po błękitnym niebie i rzucały ruchome cienie na wzgórza Cotswold. 

Roy  zafundował  sobie  mahoniową  opaleniznę.  Włożył  białą  koszulkę  bez 

kołnierzyka i białe spodnie. Kiedy podszedł do Agathy na parking przy dworcu, li-
czył na to, że ktoś weźmie go za gwiazdora filmowego. Lecz zrzędliwy staruszek 
przechodzący obok niego wraz z żoną wymamrotał na jego widok: 

— Przeklęci Azjaci. Wszędzie ich pełno. 

— Słyszałaś, co powiedział? — narzekał Roy. 

— Tak, ale bardzo mocno się opaliłeś — odrzekła Agatha. — Nie boisz się 

raka skóry? 

— To mit. 

— Tak jak to, że palenie nie powoduje raka płuc. Chcesz zjeść lunch w domu 

czy w jakimś lokalu? 

— Chodźmy gdzieś, proszę. Jest za gorąco na twoje curry z mikrofalówki — 

poprosił Roy. 

TLR

background image

Zjedli  lunch  w  ogrodzie  White  Hart  Royal,  starego  pubu  rojalistów  w 

Moreton-in-Marsh,  skąd  pewnego  razu  król  Karol  II  uciekł  bez  zapłacenia 
rachunku. 

— Opowiedz mi wszystko — zaproponował Roy, gdy po posiłku podano im 

kawę. 

— Sama nie wiem, czego chcę — wyznała Agatha. 

—  Mam  okropne  przeczucie,  że  poniosę  jedną  z  najbardziej  sromotnych 

porażek. 

—  Wyrzuć  to  z  siebie,  złotko  —  zachęcał  Roy.  —  Nigdy  nie  dawałaś  za 

wygraną. To nie w twoim stylu. 

Agatha  westchnęła,  ale  potem  przedstawiła  mu  przebieg  wypadków.  Kiedy 

skończyła, Roy podsumował: 

—  Z  tego,  co  zrozumiałem,  wynika,  że  według  Jessiki  słyszano,  jak  Joyce 

Hemingway  wrzeszczała,  że  zabije  George'a.  Z  kolei  według  Simona,  Jessica 
twierdziła, że Joyce pracowała w londyńskim zoo. Wygląda jednak na to, że nie 
przesłuchałaś jej osobiście. 

— Nie mogę się do niej zbliżyć, bo tylko mi ubliża. 

— Tak, ale policja na pewno ją przesłuchiwała. Z całą pewnością wypytywali 

każdego we wsi, łącznie z tą panią Arnold, która doniosła, że słyszała, jak Joyce 
grozi  George'owi,  i  powtórzyła  to  Jessice.  Może  uda  nam  się  coś  wyciągnąć  z 
Billa Wonga. 

— Mam po dziurki w nosie tej sprawy — jęknęła Agatha. — Dopiero zaczęłam 

normalnie sypiać bez sennych koszmarów o wężach pełzających dookoła 

— To niepodobne do ciebie, żebyś dała się zastraszyć — skomentował Roy. 

— Dobrze — zgodziła się Agatha bez entuzjazmu. 

— Może jest w domu. Najpierw zadzwonię. 

Bill obiecał, że spotka się z nimi w kawiarni przy placu w Mircesterze. Kiedy 

do nich dołączył, wyglądał na wyczerpanego. 

TLR

background image

—  Wilkes nie odpuścił, Agatho oświadczył na wstępie.  —  W kółko wysyła 

kilkoro z nas na przesłuchania, żebyśmy spróbowali pochwycić trop. Wciąż ma 
nadzieję, że Fraserowie okażą się winni. 

— Przeglądałam swoje notatki — powiedziała Agatha. Przesunęła krzesło w 

cień. — Nie chcę się opalić. To już niemodne. 

— Mówisz tak tylko dlatego, że w twoim wieku opalanie przyspiesza starzenie 

— zadrwił Roy. — Młodemu mężczyźnie, takiemu jak ja, dodaje uroku. 

— Cham! 

—  Oj dzieci, dzieci, przestańcie się kłócić,— upomniał ich Bill. — Czego ode 

mnie chcieliście? 

— Chodzi o Joyce Hemingway — wyjaśniła Agatha. — Pani Arnold doniosła, 

że słyszała, jak wrzeszczy na George'a, że go zabije. 

— Pamiętam. Ponownie przeczytałem o tym w notatkach — potwierdził Bill. 

— Zaprzecza wszystkiemu, a pani Arnold się wycofała. Teraz mówi, że musiała 
się przesłyszeć. Wyglądała na mocno wystraszoną. Naciskaliśmy ją, ale pozostała 
nieugięta.  Joyce  Hemingway  zachowywała  się  wyjątkowo  niegrzecznie. 
Zapytana,  czy  wie,  jak  postępować  z  wężami,  odparła,  że  pracowała  w  zoo  w 
Londynie  jako  sekretarka  i  nie  miała  do  czynienia  z  gadami  ani  innymi 
zwierzętami.  Postanowiliśmy  ją  sprawdzić  i  odnaleźliśmy  kogoś,  kto  ją  znał. 
Została zwolniona, bo była impertynencka i bezczelna. 

—  A  co  z  tymi  książkami  znalezionymi  w  ogródku  skalnym?  —  zapytała 

Agatha. — Znaleźliście jakieś odciski palców? 

— Żadnych. 

—  No  cóż,  to  od  początku  wyglądało  podejrzanie.  Czy  na  skrzynce  były 

odciski Fraserów? 

— Tak. 

— Czy ten fakt nie nasunął policji podejrzeń? Po co ktoś, kto zostawia ślady 

palców na skrzynce, wycierałby książki? 

— Posłuchaj, Agatho. Muszę wracać do pracy. Jeżeli morderca chodzi wolno, 

jesteś zagrożona. Porzuć tę sprawę. 

TLR

background image

—  Od  wieków  nic  się  nie  wydarzyło  —  narzekała  Agatha.  —  Ktoś  jest 

zadowolony, że zbrodnia ujdzie mu bezkarnie. 

— Więc pozwól mu dalej tak myśleć i zostaw śledztwo policji. Jak się czuje 

Simon? 

— Wrócił do pracy. Ojciec zagroził, że przestanie go wspierać finansowo, jeśli 

postanowi  nadal  pracować  w  charakterze  detektywa,  ale  Simon  postawił  na 
swoim. Wygląda na to, że szaleje za Jessicą Fordyce. Zupełnie tego nie rozumiem. 

—  A  powinnaś.  Poznałaś  potęgę  zauroczenia  lepiej  niż  ktokolwiek  inny, 

Agatho — przypomniał Roy. 

— Zamknij się, bo inaczej każę ci wracać piechotą do Carsely. 

Toni  żałowała,  że  zgodziła  się  na  ten  wypad.  Simon  zaproponował,  żeby 

urządzili sobie piknik na wzgórzach Malvern. Toni wyraziła zgodę, ponieważ się 
o  niego  martwiła.  Robił  wrażenie  mocno  podekscytowanego.  Ogarnęły  ją 
wątpliwości, czy w pełni doszedł do siebie po uderzeniu w głowę. Słońce mocno 
prażyło. 

— Zawsze kpiłem z globalnego ocieplenia — wyznał Simon. — Ale to lato 

wyjątkowo daje w kość. 

— Nie martw się — pocieszyła Toni. — Uczeni właśnie przewidują nadejście 

kolejnej małej epoki lodowcowej. Poszukamy jakiegoś cienia, żeby usiąść? 

— Jeszcze tylko kawałeczek. 

Toni dopadło zmęczenie i zniechęcenie mimo wspaniałych widoków. Wzgórza 

Malvern, dostępne dla zwiedzających, przecinała sieć ścieżek i tras jeździeckich, 
licząca  ponad  sto  pięćdziesiąt  kilometrów.  Toni  odnosiła  wrażenie,  że 
przemierzyli je wszystkie. 

Simon przystanął nagle na grzbiecie wzgórza. 

— Popatrz! — wykrzyknął. — Kręcą film! 

— Co za niespodzianka! — zakpiła Toni. — Ciekawe, czy gra w nim Jessica 

Fordyce. 

Lecz Simon już gnał jak szalony, ściskając ich torbę z prowiantem. 

TLR

background image

Zaprosił mnie tylko dla kamuflażu — pomyślała Toni. Podążyła w jego ślady, 

ale znacznie wolniej. 

Zobaczyła Simona przy furgonetce, z której serwowano przekąski. Zerknęła na 

zegarek. Nadeszła pora lunchu. Ekipa filmowa z pewnością miała przerwę. 

Jessica siedziała z młodym mężczyzną, który spoglądał na Simona z niechęcią. 

— Kto to jest? — spytała, gdy Toni podeszła. — Twoja dziewczyna? 

— Och, nie — zaprzeczył Simon. — To tylko koleżanka z pracy. Zabrałem ją 

w przerwie na piknik. Czy mogę z panią porozmawiać? 

—  Wyjdźmy  na  zewnątrz  i  znajdźmy  jakieś  miejsce  w  cieniu.  Nie 

przedstawiłeś mnie. 

— To Toni Glimour — wyrecytował Simon z chmurną miną. 

— Cześć, Toni. Czy mogłabyś zamówić sobie coś do jedzenia i dołączyć na 

chwilę do Rexa Dangerfielda, kiedy będę rozmawiać z Simonem? 

—  Wezmę  sobie  tylko  coś  do  picia  —  odparła  Toni,  obrzucając  Simona 

piorunującym spojrzeniem. — Zabraliśmy ze sobą prowiant. Szkoda byłoby go 
zmarnować. 

Jessica  usiadła  na krześle  przy  furgonetce  z  jedzeniem.  Simon  zajął  miejsce 

obok niej. 

— O czym będzie ten odcinek? 

— Och, o kolejnym burzliwym rozstaniu z Rexem. W kółko to samo. 

— Czy myślicie o odejściu z serialu? 

— Bardzo często. Ale widziałam, co się stało z aktorami, którzy zrezygnowali 

z  długoterminowych  kontraktów.  Ludzie  identyfikują  mnie  z  pielęgniarką 
Maggie. Trudno by mi było znaleźć coś innego. Co cię naprawdę sprowadza? 

Uczciwa  odpowiedź  brzmiałaby:  „uwielbienie  dla  pani",  ale  Simon  rzucił 

lekkim tonem: 

— Czysty przypadek. 

— Więc Fraserowie zostali oczyszczeni z zarzutu morderstwa? 

TLR

background image

— O tak. 

— Dziwne. 

— Wszystko wskazywało na nich, póki ktoś nie zaatakował Harriet Glossop. I 

mnie. 

— Biedactwo! Czytałam o tym — dodała Jessica z czarującym uśmiechem. — 

Czy już wyzdrowiałeś? 

— O tak — zapewnił niemal bez tchu. 

Ku irytacji Simona, dołączyli do nich Toni z Rexem. 

— Pora poprawić makijaż — przypomniał Rex. 

— Możecie zostać i popatrzeć — zaproponowała Jessica. 

— Z przyjemnością — odparł Simon. 

Toni nagle krzyknęła: 

— Wąż! 

Wskazała na ziemię, gdzie pomiędzy kępkami trawy pełzła żmija. 

Jessica chwyciła złożony parasol, który stał przy jej krześle, wsunęła koniec 

pod węża i płynnym ruchem odrzuciła go na bok. 

— Chodźmy, Rexie — powiedziała. 

Toni opadła na krzesło zwolnione przez Jessicę. 

— Widziałeś to? — wyszeptała. 

—  Jaka  dzielna!  —  pochwalił  Simon.  —  Byłem  przerażony.  Chodźmy 

popatrzeć, jak kręcą film. 

— Zaraz do ciebie dojdę. 

Toni  odczekała,  aż  odejdzie.  Potem  wyciągnęła  telefon  komórkowy  i 

zadzwoniła do Agathy. 

—  Jesteśmy  z  Simonem  na  wzgórzu  Malvern.  Obiecał, że  zabierze  mnie  na 

piknik,  ale  okazało  się,  że  łazi  za  Jessicą.  A  teraz  słuchaj  uważnie.  —  Opisała 
szefowej, jak zręcznie aktorka poradziła sobie z wężem. 

TLR

background image

Kiedy skończyła, Agatha oświadczyła: 

—  Policja  twierdzi,  że  ma  niepodważalne  alibi,  ale  zamierzam  sprawdzić 

wszystkich. 

Upalny  dzień  zdjęciowy  ciągnął  się  w  nieskończoność.  Gdy  Toni  nerwowo 

obserwowała  ziemię  w  poszukiwaniu  żmij,  zaczęła  żałować,  że  zgodziła  się 
przyjechać samochodem Simona. 

W końcu Simon do niej dołączył. Oczy mu płonęły. 

—  Ekipa  filmowa  wraca  do  Londynu,  ale  tylko  posłuchaj!  Jessica  zaprosiła 

mnie na kolację — oznajmił radośnie. 

— A mnie? — zapytała Toni. 

-No... nie — skłamał Simon. Wcześniej okłamał Jessicę, że Toni umówiła się 

na randkę z kimś innym. 

—  Posłuchaj,  Simonie.  Opowiedziałam  Agacie,  z  jaką  łatwością  Jessica 

pozbyła się tej żmii. 

— Co takiego? 

— Nie sądzisz, że to podejrzane? 

— Nie! — wrzasnął Simon. — Niech Agatha zostawi ją w spokoju! 

— Zamierza tylko ponownie sprawdzić alibi Jessiki. 

— Żałuję, że cię tu zabrałem — warknął Simon nadą— sany. 

—  Zapewniam  cię,  że  odwzajemniam  twoje  uczucia.  Teraz  czeka  nas  długi 

marsz z powrotem. 

—  Droga  biegnie  tuż  obok.  Operator  dźwięku  obiecał,  że  podrzuci  nas  do 

miejsca, gdzie zostawiłem samochód. 

Simon  milczał przez całą drogę powrotną do Mir— cesteru.  Marzył tylko o 

tym, żeby pozbyć się koleżanki z pracy i szybko się przebrać. 

Po przyjeździe do Mircesteru Toni wsiadła do swojego samochodu i pojechała 

do Carsely. 

TLR

background image

—  Wykryłaś  coś  nowego  w  sprawie  tych  alibi?  —  zapytała,  gdy  Agatha 

otworzyła jej drzwi. 

—  Roy  przyjechał  do  mnie  w  odwiedziny.  Zdecydowałam,  że  wszyscy 

zaczniemy je badać w poniedziałek. Gdzie Simon? 

— Jessica zaprosiła go na kolację. Martwię się o niego- 

Roy robił wrażenie niemal równie oczarowanego Jessicą jak Simon. 

—  Moim  zdaniem  Agatha  jest  zazdrosna  o  Jessicę  —  szepnął,  gdy  Agatha 

wyszła,  przynieść  Toni  z  kuchni  szklankę  wody  mineralnej  —  Sama  jej  uroda 
wystarczy, by wzbudzić zazdrość w każdej kobiecie. 

— Nie we mnie — odparła Toni.

TLR

background image

ROZDZIAŁ IX 

 

 

Tego  wieczora  Simon,  ubrany  w  najlepszy  garnitur,  koszulę  w  prążki  i 

jedwabny krawat, nerwowo dzwonił do drzwi chaty Jessiki. 

W  pierwszej  chwili  przyszło  mu  do  głowy,  że  nie  zastał  jej  w  domu.  Lecz 

potem usłyszał odgłosy szamotaniny za drzwiami. Nagle męski głos krzyknął: 

— Nie otwieraj, to sobie w końcu pójdzie! 

Chyba  myśli,  że  to  dziennikarze  —  pomyślał  Simon  i  ponownie  nacisnął 

przycisk dzwonka. 

Zapadła  cisza.  Potem  nieoczekiwanie  ktoś  otworzył  drzwi.  Stanęła  w  nich 

Jessica w dżinsowych spodenkach, boso i w męskiej koszuli, związanej w talii. 

— Co tu robisz, Simonie?! — wykrzyknęła. 

— Zaprosiłaś mnie na kolację, nie pamiętasz? — przypomniał Simon. 

— Naprawdę? Musiałam zapomnieć. Mieliśmy wyjątkowo ciężki dzień. Mimo 

wszystko, wejdź. Dam ci coś do picia. Niestety, nie dam rady zrobić kolacji. 

Simon poczuł się poniżony. Cichutki głos rozsądku podpowiadał, że najlepiej 

byłoby wyjść. Ale uśmiechnęła się tak pięknie, że został. 

Zaprowadziła go do kuchni. Zastał tam Rexa, który zmierzył go wzrokiem od 

stóp do głów, po czym skomentował: 

— Ubrałeś się bardzo elegancko. Ponieważ to nie niedziela, przypuszczam, że 

miałeś spotkanie z kierownikiem swojego banku. 

— Myślałem, że zostałem zaproszony na kolację 

— wyjaśnił Simon. 

Rex był nagi od pasa w górę. Miał wysportowaną, umięśnioną sylwetkę. 

— Niestety, już jedliśmy — oznajmił Rex, wskazując puste pudełko po pizzy 

na stole. 

TLR

background image

— Zmykaj, Rexie — powiedziała Jessica. — Napijemy się czegoś z Simonem, 

a potem znów przećwiczę z tobą nasze role. 

Rex opieszale wyszedł z kuchni. 

— Na co masz ochotę? — zapytała Jessica. 

— Tylko na czarną kawę — odparł Simon. — Prowadzę samochód. 

Jessica  podeszła  do  lśniącego  ekspresu  i  zaczęła  przygotowywać  mu  kawę. 

Kiedy postawiła filiżankę na kuchennym stole, poprosiła: 

— A teraz usiądź i opowiedz, jakie śledztwa prowadzisz. 

— Och, zwyczajne, pozwalające zarobić na chleb 

— odparł Simon. — Rozwody, zaginione nastolatki i tym podobne. 

— Żadnych morderstw? 

— Nic z tych rzeczy. 

— A co ze sprawą zabójstwa George'a? 

— Niestety, utknęliśmy w martwym punkcie — odparł Simon. — Ale Agatha 

jest bardzo wytrwała. 

— Ale co może zrobić więcej niż policja? 

— Naprawdę nie wiem. Ale w jakiś sposób drąży, docieka i nęka i zawsze coś 

osiąga. 

— Nie boi się? 

— Myślę, że ciekawość Agathy jest silniejsza niż strach. Ale porozmawiajmy o 

tobie. Moim zdaniem wspaniale grałaś dziś po południu. 

Jessica wzruszyła ramionami. 

—  To  tylko  praca.  Mam  dużo  szczęścia.  Przepraszam,  że  zapomniałam  o 

kolacji, ale martwię się o Rexa. 

— Dlaczego? — zapytał Simon z zazdrością. 

— Jeszcze nie przećwiczyliśmy całego następnego odcinka. Zostanie w nim 

zamordowany. Wpadnie w szał. 

TLR

background image

— Co wcześniej robił? 

—  Niewiele.  Występował  w  reklamach  preparatów  do  golenia  i  tym 

podobnych. Ponieważ zaczął się wywyższać, postanowili go wyeliminować. 

—  To  przykre  usłyszeć  taką  wiadomość.  Nie  mogliby  najpierw  udzielić  mu 

upomnienia? 

— Dostał ich kilka. Ale teraz naprawdę powinieneś już iść. 

Simon wstał z ociąganiem. Jessica odprowadziła go do drzwi i pocałowała w 

policzek. 

— Może innym razem — pocieszyła. 

Kiedy  zamknęła  za  nim  drzwi,  stanął  bezradnie  na  stopniu  schodów.  Nagle 

wyczuł,  że  ktoś  go  obserwuje.  Odwrócił  się  i  ujrzał  Joyce  Hemingway.  Ruszył 
ścieżką w jej kierunku. 

— Na co się pani tak gapi? — zapytał. 

— Ośmieszacie się, panowie, latając za nią — warknęła. 

— Nie sądzę, żeby za panią latało wielu mężczyzn — odparował Simon. — 

Nawiasem mówiąc, słyszano, jak groziła pani George'owi Marstonowi. 

— To kłamstwo! — zaprotestowała gwałtownie. — George mnie kochał. 

— I jeszcze pół wsi oprócz pani — skomentował Simon. 

Walnęła go w twarz tak mocno, że musiał oprzeć się na furtce, żeby nie upas'ć. 

Potem ruszyła przed siebie drogą dużymi, sprężystymi krokami. 

Simon wsiadł do auta i pojechał do domu Agathy. Toni, Roy i Agatha właśnie 

skończyli kolację. 

— Jestem głodny — oświadczył Simon, kiedy dołączył do nich w kuchni. 

— Myślałam, że zjesz kolację z Jessicą — powiedziała Toni. 

— Odwołała zaproszenie. Twierdzi, że musi przećwiczyć rolę z toksycznym 

Rexem. Martwi ją, że dowie się na końcu scenariusza, że w filmie go zamordują. 

— Ubrałeś się tak odświętnie i nic nie zyskałeś. 

Simon wzruszył ramionami. 

TLR

background image

— Miałem konfrontację z koszmarną Joyce. Spolicz— kowała mnie. 

— Co jej powiedziałeś? — spytała Agatha. 

— Że słyszano, jak groziła George'owi. Odparła, że George ją kochał, a ja na 

to: „i jeszcze pół wsi oprócz pani". 

— To niebezpieczna osoba — ostrzegła Toni. 

— Trzymaj się od niej z daleka — dorzuciła Agatha. 

— Nudzę się — kaprysił Roy. Najbardziej na świecie uwielbiał oglądać własne 

zdjęcia w gazetach. Miał nadzieję, że zastanie jeszcze we wsi dziennikarzy. — Idę 
na spacer. 

— Jak sobie życzysz. — Agatha zwróciła się do Simona. — Zostało mi trochę 

zapiekanki z jagnięciną, którą przyniosła mi pani BIoxby. Chcesz trochę? 

— Bardzo chętnie. 

Kiedy  Roy  wędrował  przez  wieś  pod  fioletowym  wieczornym  niebem,  nogi 

same zaprowadziły go pod chatę Jessiki. Zastanawiał się, czy zatrudniłaby go jako 
swojego agenta od reklamy. Wtedy po powrocie do Londynu pochwaliłby się tym 
sukcesem szefowi swojej agencji public relations. 

Położył rękę na klamce jej furtki i nagle zamarł w bezruchu. Dobiegł go dźwięk 

tłuczenia szkła i porcelany. Jakiś mężczyzna wrzeszczał: 

— Jak mogłaś dopuścić, żeby zaplanowali mnie zabić! 

Roy wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił do komendy głównej policji w 

Mircesterze. 

— Posłuchajcie! — wykrzyknęła Toni. — Chyba słyszę policyjne syreny. 

Wszyscy wyszli przed chatę Agathy. 

— Widzę niebieskie światła na szczycie wzgórza, w okolicy domu Joyce — 

zauważyła Agatha. — Chodźmy tam. 

Lecz zobaczyli trzy radiowozy przed chatą Jessiki. Jessica stała wściekła na 

progu, podczas gdy Wilkes pouczał zawstydzonego Roya. 

Agatha podeszła w samą porę, żeby usłyszeć, jak mówi do Roya: 

TLR

background image

—  Uczyli  się  roli.  Nie  przyszło  panu  do  głowy,  żeby  sprawdzić,  zanim 

zmarnował pan czas pracy policji? 

—  Ale  słyszałem  odgłosy  szarpaniny  i  brzęk  tłuczonych  naczyń  i  szkła  — 

tłumaczył się Roy. 

—  Panna  Fordyce  wyjaśniła,  że  ćwiczyli  swoje  role.  Powinienem  pana 

oskarżyć o nieuzasadnione wezwanie policji. 

— Chodź, Royu — wtrąciła Agatha. Następnie zwróciła się do inspektora: — 

Na pewno bardzo mu przykro i więcej tego nie zrobi. 

Kiedy zasiedli z powrotem w jej kuchni, Agatha przypomniała: 

— Nie pamiętasz, Royu, że zanim wyszedłeś, Simon wyjaśnił, że Rex wkrótce 

się dowie, że bohater, którego gra, zginie w najbliższym odcinku? 

—  Nie  wierzę,  że  to  tylko  fikcja.  Krzyczał:  „Jak  mogłaś  pozwolić,  żeby 

zaplanowali mnie zabić!" A potem usłyszałem brzęk tłuczonego szkła i porcelany. 

— Może puszczali efekty dźwiękowe z taśmy — podsunęła Toni. 

— Jeżeli to naprawdę fragment scenariusza, to zjem swój kapelusz. 

— Nowe odcinki będą w telewizji dopiero w październiku — poinformował 

Simon. — Wcześniej się nie dowiesz, co w nich jest. 

— Czy nigdy nie  przemknęło ci przez głowę, Simonie, że Jessica i ten  Rex 

mogą być kochankami? — spytała Toni. 

— On jest gejem — oświadczył Roy.  

— Nie wiesz tego — zaprotestował Simon. 
— Wiem. Uwierz mi — odparł Roy. 

Zawiedziony Roy stracił wszelką nadzieję na zdobycie popularności. Opuścił 

wieś we wczesnych godzinach porannych następnego dnia. 

Kiedy Agatha została sama, postanowiła odwiedzić panią Bloxby. Tym razem 

uprzedziła ją telefonicznie. Pani Bloxby zaproponowała, że wolałaby przyjść do 
Agathy,  ponieważ  jej  mąż  jest  bardzo  zajęty,  jak  zwykle  w  niedzielę.  Agatha 
wytłumaczyła  sobie  jej  słowa  w  ten  sposób,  że  dobra  wola  Alfa  Bloxby  ego 
względem jej osoby osłabła. 

TLR

background image

Podczas oczekiwania na przyjaciółkę Agatha zastanawiała się, co robi Charles. 

Podejrzewała, że obwinia ją o zerwanie z Petronellą. 

Gdy pani Bloxby dotarła, Agatha poczęstowała ją zwyczajowym kieliszkiem 

wytrawnej sherry, a sobie wlała dżin z tonikiem. 

— Co to za zamieszanie koło chaty Jessiki Fodyce? — spytała pastorowa. 

Agatha wytłumaczyła jej, w jaki sposób Rexa wyeliminowano z serialu. 

— Nie straci roli — oznajmiła pani Bloxby. — Nie czytała pani niedzielnych 

gazet? 

— Jeszcze po nie nie wyszłam. 

— Panna Fordyce złożyła oświadczenie, że jeśli Rex odejdzie, to ona też. 

Niedźwiedzie oczy Agathy rozbłysły z zaciekawienia. 

— Zastanawiam się, czy nie ma nad nią jakiejś władzy. 

— Podobno są kochankami. 

— Roy uważa Rexa za geja. 

— To całkiem prawdopodobne — stwierdziła pastorowa. — Niestety, wielu 

przystojnych  mężczyzn  o  doskonałej  sylwetce  ma  odmienne  preferencje 
seksualne. 

—  Kto  wie  lepiej  niż  ja,  jak  wysmażyć  ciekawą  historyjkę  dla  prasy?  — 

przypomniała Agatha. — Niewykluczone, że patrzymy na nich z niewłaściwego 
punktu  widzenia.  Jessica  może  należeć  do  tego  typu  kobiet,  które  zawsze 
zakochują się wyłącznie w niedostępnych mężczyznach. 

Tak samo jak pani — pomyślała pani Bloxby, ale nie wypowiedziała na głos tej 

uwagi. 

— Być może Jessicę zżerała zazdrość i wykorzystała Rexa, któremu otworzyła 

drogę do kariery, do pozbycia się rywalek — ciągnęła Agatha. 

—  Trudno  mi  uwierzyć,  żeby  mieli  coś  wspólnego  z  tymi  zbrodniami  — 

zaprotestowała  pani  Bloxby.  —  Taka  piękność  jak  panna  Fordyce  bez  trudu 
zyskałaby względy Marstona, gdyby tylko zechciała. 

TLR

background image

— Niekoniecznie — stwierdziła Agatha. — George wolał dojrzalsze kobiety. 

—  Prócz  mnie  —  dodała  jedynie  w  myślach.  —  Chciałabym  im  się  bliżej 
przyjrzeć. Chyba ich dzisiaj odwiedzę. 

— Proszę na siebie uważać. 

Zmierzając  ku  chacie  Jessiki,  Agatha  zauważyła,  że  się  ochłodziło,  a  niebo 

pokryła  cienka  warstewka  białych  chmur.  Pomyślała,  że  mieszkając  na  wsi, 
człowiek bardziej niż w mieście uświadamia sobie zmiany pór roku. Zwłaszcza 
nadejście  jesieni  przypomina  kobiecie  w  średnim  wieku  o  nieuchronności 
przemijania, starzenia i śmierci. 

Wokół  panowała  cisza.  Zakłócał  ją  jedynie  odległy  warkot  ciągnika 

pracującego na wzgórzach nad wioską. 

Agatha wyprostowała plecy, podeszła ścieżką do drzwi frontowych i nacisnęła 

przycisk dzwonka. Jessica otworzyła, zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów i z 
powrotem, po czym oświadczyła krótko: 

— Jestem zajęta. Proszę stąd odejść. 

— Tylko kilka słów — poprosiła Agatha. — Nie zajmę pani wiele czasu. 

Jessica zatrzasnęła jej drzwi przed nosem. 

Agatha powoli odeszła. Dostrzegła panią Arnold zmierzającą w jej kierunku. 

Pani Arnold zastąpiła jej drogę. 

—  Biedna  dziewczyna  —  powiedziała.  —  Najpierw  przez  cały  ranek 

niepokoili ją dziennikarze, a teraz jeszcze pani. 

— Gdzie są teraz? — spytała Agatha. 

— Upijają się w pubie. 

— Świetnie — odrzekła Agatha. — Dołączę do nich. 

Reporterzy i kamerzyści siedzieli stłoczeni przy stolikach przed gospodą Pod 

Czerwonym Lwem. Palili papierosy i pili alkohol. 

— Przyszła Agatha! — zawołał reporter z „Kroniki Porannej". — Masz jakieś 

wieści? 

Agatha usiadła na krześle obok niego. 

TLR

background image

—  Nic  a  nic.  Kim  jest  ten  Rex  Dangerfield,  dla  którego  Jessica  ryzykuje 

karierę, udzielając mu wsparcia? 

—  Nachalny  dupek  —  skomentował  inny  reporter.  —  Zwykle  zaczyna  się 

wdzięczyć, jak tylko zobaczy aparat, ale nie dzisiaj. 

— Chciałabym pana prosić o pewną przysługę — poprosiła Agatha. — Czy ten 

Rex ma mieszkanie w Londynie, czy mieszka u Jessiki? 

— Nazywam się Reg Hendry — przedstawił się reporter z „Kroniki Porannej". 

—  Wejdźmy  do  środka,  do  baru.  Zafunduję  pani  drinka.  Pomogę  pani,  a  pani 
mnie. 

— Zgoda. 

Agatha podążyła  za nim do ciemnego wnętrza starej gospody. Reg kupił jej 

dżin z tonikiem, a dla siebie piwo. Choć Agatha oceniła go na trzydzieści kilka lat, 
miał zmęczoną twarz, przerzedzone brązowe włosy i miękkie rysy, jakby zatarły 
je  litry  piwa,  które  w  siebie  wlał.  Nosił  niebieską  koszulkę  bez  kołnierzyka  i 
sprane  dżinsy.  Agatha  pamiętała  czasy,  gdy  wszyscy  przedstawiciele  prasy 
chodzili w garniturach. 

Zabrali swoje napoje do stolika stojącego w rogu przy oknie. 

— Podam pani jego londyński adres i wszystkie informacje, jakie posiadam, 

pod  warunkiem  że  przekaże  mi  pani  każdą  usłyszaną  wiadomość  przydatną  do 
napisania artykułu — zaproponował Reg. 

— Umowa stoi — zapewniła Agatha. 

Reporter upił łyk piwa, zanim przemówił: 

— Urodził się jako Rex Pratt. Rodzice mieszkali w Lewisham. Byli biedni i 

nieuczciwi.  Matkę  kilka  razy  oskarżono  o  kradzieże  w  sklepach,  a  ojca  o  wła-
mania. Pracował na budowach. Potem, nie wiadomo jakim sposobem, dostał pracę 
jako  pilot  wycieczek  zagranicznych.  Obwoził  turystów  po  Indiach.  Następnie 
podpisał  kontrakt  z  agencją  reklamową.  Wystąpił  w  kilku  spotach  kremów  do 
golenia i pasty do zębów. Zmienił nazwisko na Rex Dangerfield. Producent serialu 
o szpitalu na początek obsadził go w drugoplanowej roli lekarza stażysty. Niemal 
natychmiast  zaczął  dostawać  stosy  listów  od  wielbicieli.  Wtedy  producent, 

TLR

background image

Malcolm  Fryer,  awansował  go  do  głównej  roli,  obok  Jessiki.  Publiczność 
rozpowszechniła pogłoskę, że zostali parą. 

— Myśli pan, że jest homoseksualistą? — spytała Agatha. 

— Niewykluczone, ale nikt nic na ten temat nie słyszał. 

— Jego adres? 

Reg wyciągnął iPhona i przejrzał pamięć. 

— Znalazłem. Chepstow Lane, Notting Hill pięć. 

Agatha zanotowała dane. 

— Proszę wytężyć umysł, bo inaczej wrócę do redakcji bez materiału. 

— Dobrze. Może pan napisać coś takiego: 

„Wieś  nadal  żyje  w  strachu.  Sprawcy  morderstw  wciąż  nie  wykryto.  Nawet 

Jessica Fordyce boi się otworzyć drzwi, kiedy ktoś puka. Nigdy nie wiadomo, kto 
odwiedzi  człowieka  w  tym  niegdyś  sielskim  zakątku  i  tak  dalej,  bla,  bla,  bla. 
Przerażeni mieszkańcy obawiają się węży". 

—  Świetny  pomysł.  Dołączę  do  pozostałych,  zaczekam,  aż  się  spakują,  i 

poproszę fotografa, żeby zrobił parę zdjęć. Czy mogę się na panią powołać? 

—  Niestety,  nie.  Policja  kazała  mi  się  trzymać  z  daleka  od  tej  sprawy  — 

wyjaśniła. 

Agatha wróciła do swojej chaty rozczarowana, ponieważ inni przedstawiciele 

prasy  nie  wykazali  cienia  zainteresowania  jej  osobą.  Chwile  jej  chwały 
przeminęły. 

Przed  chatą  dostrzegła  samochód  Charlesa.  Miał  klucze  do  jej  domu,  więc 

otworzył sobie i wszedł do środka. Siedział w ogrodzie z kotami na kolanach. 

—  Miło  cię  znów  widzieć  —  zagadnęła  Agatha.  —  Dawno  mnie  nie 

odwiedziłeś. 

— Robiłem różne rzeczy. Wprowadź mnie w tajniki sprawy, żeby przyspieszyć 

wykrycie nieznanych sprawców zbrodni. 

Wysłuchał jej uważnie. Kiedy Agatha skończyła, zapytał: 

TLR

background image

— Co planujesz zrobić? 

—  Chyba  pojadę  jutro  do  Londynu  poobserwować  jego  mieszkanie. 

Chciałabym się dowiedzieć, co porabia, dokąd chodzi i jakich ma znajomych. 

— Nudzę się. Jadę z tobą. 

— Zerwałeś z Petronellą? 

—  Oczywiście.  —  Charles  nagle  obdarzył  ją  serdecznym  uśmiechem.  — 

Prywatni detektywi! Wszędzie ich pełno. 

— Najlepiej, jak sprawdzimy jutro rano, czy samochód Jessiki zniknął. Nie ma 

sensu jechać do Londynu, jeżeli nadal pozostaną tutaj. Sprawdzę jeszcze, czy Reg 
zna  nazwę  biura  podróży,  dla  którego  pracował  Rex.  Ciekawi  mnie,  czy  go 
stamtąd wyrzucili. 

 

Następnego dnia Agatha weszła do biura, żeby rozdzielić zadania. 

— A ty co zamierzasz? — zapytał Simon. 

—  Podążyć  za  tropem  —  odrzekła  wymijająco  Agatha.  —  Jak  coś  odkryję, 

dam ci znać. 

Simon  miał  własne  plany.  Kiedy  obserwował  filmowanie  na  wzgórzach 

Malvern, wziął numer telefonu od charakteryzatorki, Harriet Chivers. Zadzwonił 
do niej i zaprosił ją na kolację w Londynie na ten wieczór. Chciał się dowiedzieć 
jak najwięcej o wzajemnych stosunkach pomiędzy Jessicą a Rexem. 

Toni obserwowała go z niepokojem. Zamierzała mieć go na oku. Przeczuwała, 

że planuje zrobić coś głupiego albo niebezpiecznego. 

Rex  mieszkał  w  domku  przy  Chipstow  Lane.  Charles  prowadził  samochód. 

Zdołał wcisnąć swoje BMW na wolne miejsce naprzeciwko domu Rexa. 

Przez szparę pomiędzy zasłonami na parterze dostrzegli zapalone światło. Ale 

ludzie  często  zostawiają  zapalone  lampy  dla  bezpieczeństwa,  kiedy  gdzieś  wy-
chodzą. Jeżeli Rex już wyszedł do miasta tego wieczora, Agatha przewidywała, że 
przyjdzie im długo czekać. 

TLR

background image

Lecz po pięciu minutach podjechała taksówka, z której wysiadł Rex. Wszedł 

do domu, ale taksówkarz czekał z włączonym licznikiem. 

— Przygotuj się na śledzenie taksówki — poleciła Agatha. 

Po  chwili  Rex  wrócił  i  taksówka  odjechała.  Charles  odczekał,  aż  dotrze  do 

końca alei, nim ruszył za nią. 

Po chwili taksówka wjechała na Most Westminsterski. 

— Dokąd on, do licha, jedzie? — spytała Agatha. 

— Musimy się go trzymać, żeby to ustalić — odparł Charles. 

Taksówka wjechała w Lambeth, skręciła w boczny zaułek i przystanęła przed 

pubem o nazwie Różowy Piotruś. 

— Sądzę, że to odpowiedź na pytanie, czy jest gejem 

— stwierdził Charles. — Najlepiej będzie, jak zaparkuję i pójdę za nim. Mam 

nadzieję, że nie zna mnie z widzenia. Musisz na mnie zaczekać. 

— Nic ci nie grozi? — spytała Agatha z lękiem w głosie. 

— Będę bardziej bezpieczny w klubie dla homoseksualistów niż w niejednej 

gospodzie, którą znam — uspokoił ją Charles. — Życz mi szczęścia. 

Podchodząc ostrożnie do wejścia, Charles zauważył, że wchodzący do środka 

młodzi  mężczyźni pokazują legitymacje członkowskie. Postał chwilę w  pewnej 
odległości,  póki  nie  nadciągnęło  hałaśliwe  towarzystwo,  do  którego  dołączył. 
Wkręcił się w środek grupy i przeszedł z nimi niezauważony przez portiera. 

Rex  siedział  w  barze  z  młodym  mężczyzną.  Charles  zajął  miejsce  w 

najdalszym  kącie  lokalu.  Kilka  par  tańczyło  na  małym  parkiecie.  Grali  utwór 
Cole'a Portera. Wnętrze urządzono w stylu retro. Na ścianie wisiały powiększone 
zdjęcia Judy Garland i Marleny Dietrich. 

Charles wbił wzrok w jędrną twarz kogoś, kogo znał. 

— Cześć Buffy! — zawołał. — Co ty tu robisz? 

— To samo co ty — odparł Bernard Buff-Jeryn. 

TLR

background image

— Nie wiedziałem, że należysz do tego kręgu — powiedział Charles. — Nie 

jesteś żonaty? 

— Co to ma do rzeczy? — spytał Buffy. 

— Zapytałem tylko z ciekawości. 

Rex wraz z młodym towarzyszem wstali, podeszli do schodów w rogu sali i 

zaczęli po nich wchodzić. 

— Co tam jest na górze? — zapytał Charles. 

— Pokoje, wiesz do czego. Jesteś zainteresowany? 

— Osobiście nie. Czy to nie Rex Dangerfield tam poszedł? 

— Tak. Mamy tu sporo gwiazd. Przyszedłeś tu po raz pierwszy? — zapytał 

Buff, kładąc ciężką dłoń na jego kolanie. 

Charles zdjął ją delikatnie. 

— Prowadzę śledztwo, Buffy. 

— Nie wolno ci robić takich rzeczy! Główna zaleta tego klubu polega na tym, 

że jest najbardziej dyskretny w całym Londynie. Muszę dbać o moją reputację. 
Jestem deputowanym do parlamentu z ramienia partii liberalnej. Czyżbyś o tym 
zapomniał? 

— Nikomu nie pisnę słowa, Buffy — obiecał Charles. — Czy Rex często tu 

przychodzi? 

— Nie pytaj mnie. Jeżeli nie wyjdziesz stąd w ciągu najbliższych kilku minut, 

wezwę ochronę, żeby cię wyrzuciła — zagroził Buffy. 

Charles zsunął się z barowego stołka, ruszył ku drzwiom i opuścił lokal. 

—  Nie  odważyłem  się  dłużej  czekać  —  wyznał  Charles,  kiedy  dołączył  do 

Agathy.  —  Rex  z  całą  pewnością  jest  gejem.  Spotkałem  dawnego  kolegę  ze 
szkoły,  ostatnią  osobę,  którą  byś  podejrzewała  o  skłonności  homoseksualne. 
Gładki polityk, żonaty, dwoje dzieci. Co teraz zrobimy? 

—  Pójdziemy  gdzieś  na  kolację  —  zaproponowała  Agatha.  —  Czuję,  że 

patrzyłam na tę sprawę z niewłaściwego punktu widzenia. 

TLR

background image

Simon z Hattie Chivers jedli kolację w Rules w Co— vent Garden. Patrząc na 

ceny, Simon był wdzięczny rodzicom, że ustąpili i nadal wspierali go finansowo. 

Hattie  była  chuda  jak  szczapa.  Miała  ręce  cienkie  jak  patyczki  i  rzadkie 

brązowe  włosy.  Poprosiła  go,  żeby  sam  coś  dla  niej  zamówił.  Simon  zamówił 
najtańsze dania z karty. Przewidywał, że i tak ich nie tknie. Okazało się, że miał 
rację. Harriet ledwie przełknęła kawałek ryby. Cierpliwie wysłuchał narzekań na 
temat pracy w serialu, po czym zapytał: 

— Jak się dogadujesz z Jessicą? 

— Nikt się z nią nie dogada — odburknęła Harriet. — To wredna krowa. 

— Na mnie zrobiła wrażenie czarującej osoby. 

— Nic dziwnego. Ona to potrafi. Emanuje ciepłem i serdecznością, ale tylko 

patrzy, komu wbić nóż w plecy. Jeżeli nie składasz jej hołdów, to sprawi, że cię 
wyleją. Producent, Malcolm, tak się boi ją stracić, że zrobi dla niej wszystko, co 
zechce.  Pewien  stary  aktor  od  dawna  w  niczym  nie  grał.  Nie  wierzył  swemu 
szczęściu,  kiedy  dostał  rolę  miłego,  starszego  pacjenta.  Pewnego  dnia  Jessica 
spóźniła  się  na  plan.  Carl  ponaglił  ją  słowami:  „Jessico,  rusz  swoją  cholerną 
dupę". Tylko zacytował słowa z „My Fair Lady". Wkrótce potem dowiedział się, 
że został skreślony z listy aktorów. 

—  Nie  można  wykluczyć,  że  producent  postanowił  go  zwolnić  z  własnej 

inicjatywy. 

—  Nie.  Podsłuchałam,  jak  Jessica  mu  szepcze:  „To  cię  nauczy  na  drugi  raz 

uważać na słowa". 

— Trudno w to uwierzyć — skomentował Simon. 

— Mężczyźni zwykle nie wierzą, póki nie przejrzą na oczy. 

— Jak wyglądają jej stosunki z Rexem Dangerfieldem? 

Hattie schowała kawałek ryby pod warzywami. 

— To para potworów, istna mieszanka piorunująca. Zawsze próbują pognębić 

innych aktorów. Producent, Malcolm, liczył na to, że wyrzucenie Rexa oczyści 
atmosferę, ale Jessica oświadczyła, że odejdzie z serialu razem z nim. 

— Czy jest gejem? 

TLR

background image

— A czy papież jest katolikiem? 

— Więc co ich łączy? 

— Podejrzewam, że Jessica to psychopatka — stwierdziła Hattie. — Muszę iść 

do łazienki, przypudrować nos. 

Jest zazdrosna — pomyślał Simon. Tym niemniej przejrzał notatki w swoim 

telefonie. W końcu natrafił na zapis rozmowy George'a z Agathą, podczas której 
pytał, co wie o psychopatach. 

Hattie  w  końcu  wróciła  z  pobladłą,  spoconą  twarzą.  Simon  pomyślał,  że 

pewnie zwróciła jedzenie w łazience. 

— Nie jesteś o nią zazdrosna? — zapytał. 

— Myślałam, że mnie zaprosiłeś, bo ci się spodobałam — narzekała Hattie. — 

Ale ty tylko ubóstwiasz Jessicę, jak każdy głupi palant. Trudno, wielkie dzięki, ale 
nie za kolację. — Wstała i wymaszerowała z restauracji. 

Charles i Agatha jedli w tureckiej restauracji przy Borough High Street. 

— A więc Rex jednak jest gejem — powiedziała Agatha. — A jeśli to on był 

zakochany w George'u? Nie można wykluczyć, że miał ciągotki do obojga płci. 

— Nie bardzo to widzę. Pociągały go raczej panie w macierzyńskim typie. 

— Czyżby? A Joyce Hemingway? 

— Mamy tylko jej słowo, że stanowili parę — przypomniał Charles. 

Zadzwonił telefon Agathy. 

— Cześć, Simon — powitała pracownika, po czym uważnie wysłuchała jego 

relacji. Na koniec zaproponowała: — Dołącz do nas na kawę. Następnie podała 
mu adres lokalu. Gdy wyłączyła aparat, wyjaśniła Charle— sowi: 

— Simon zaprosił na kolację charakteryzatorkę z serialu. Twierdzi, że usłyszał 

coś ciekawego. 

Kiedy  Simon  dotarł,  Agatha  spytała  z  zaciekawieniem,  co  nowego  odkrył. 

Simon powtórzył rozmowę z Hattie Chivers. Zakończył relację słowami: 

TLR

background image

—  Oczywiście  należy  przypuszczać,  że  przez  taką  chudzinę  w  ostatnim 

stadium anoreksji przemawia zazdrość. 

Agacie rozbłysły oczy. 

—  Załóżmy,  że  mówi  prawdę  i  że  producent  tańczy,  jak  mu  Jessica  zagra. 

Niewykluczone,  że  skłamał  policji,  gdzie  przebywała  w  chwili  popełnienia 
morderstwa, żeby jej stworzyć alibi. 

— Moim zdaniem warto by przekazać Billowi Wongowi uzyskane informacje 

— zaproponował nieśmiało Simon. — Niech policja dalej dochodzi prawdy. 

Nadal nie ochłonął po szoku spowodowanym ukąszeniem żmii. 

—  No  i  co  osiągną?  —  zaprotestowała  Agatha.  —  Jeżeli  ten  producent, 

Malcolm  Fryer,  będzie  się  trzymał  swojej  wersji,  nie  zmuszą  go  do  zmiany 
zeznań. Czy wiesz, gdzie jutro kręcą, Simonie? 

— Tak. Wracają na wzgórza Malvern. 

— Zobaczę, co się da zrobić — powiedziała Agatha z oczami błyszczącymi 

entuzjazmem.  —  Nie  muszę  wędrować  kilometrami  jak  ty  z  Toni.  Dotrę 
samochodem okrężną drogą do szosy, którą przyjadą. 

— Pojadę z tobą — zaproponował Simon z zapałem. 

—  Nie  —  zdecydowała  Agatha.  —  Jesteś  zbyt  oczarowany  Jessicą,  żeby 

logicznie myśleć. Zabiorę Charlesa. 

—  Nie  mogę  z  tobą  jechać  —  odparł  Charles.  —  Organizuję  wiejskie 

rozgrywki krykieta. 

Gdy Charles podrzucił Agathę pod dom, nagle ją podkusiło, żeby poprosić go, 

by  jednak  został.  Zafascynowana  nowymi  odkryciami  zapomniała  o  nocnych 
koszmarach  wywołanych  lękiem  przed  żmijami.  Charles  chyba  wyczuł  jej 
intencje, bo przybrał zimny, nieprzystępny wyraz twarzy. Pożegnał ją pospiesznie 
i odjechał. 

Agatha wkroczyła do chaty, pogłaskała koty i poszła do kuchni. Zadzwoniła do 

Toni,  przedstawiła  jej  ostatnie  wydarzenia  i  poprosiła,  żeby  towarzyszyła  jej 
następnego dnia. Toni umówiła się z nią na dziewiątą rano w biurze. 

— O której zaczynają? — zapytała. 

TLR

background image

—  Zapomniałam  zapytać  Simona,  a  nie  chcę  do  niego  dzwonić.  Jest  tak 

zauroczony gwiazdą, że mógłby się tam pojawić. 

—  Zdjęcia  zwykle  trwają  cały  dzień  —  odparła  Toni.  —  Wyruszymy  o 

dziewiątej. 

Tej  nocy  rozszalała  się  okropna  burza.  Agatha  kręciła  się  i  przewracała  w 

łóżku.  Wyobrażała  sobie  węże  wypełzające  spod  strzechy  i  drzwi.  Koty 
wskoczyły jej na łóżko. W końcu burza ucichła i Agatha zapadła w niespokojny 
sen. 

Kiedy dołączyła do Toni w biurze, znów ogarnęła ją zawiść na widok urody 

Toni i jej zdrowej, młodzieńczej cery. Popatrzyła na własne odbicie w lustrze na 
ścianie.  Miała  ciemne  cienie  pod  oczami.  Odnosiła  wrażenie,  że  dwie  bruzdy 
wokół ust się pogłębiły. Nie tak dawno kobiety w moim wieku przestawały o sie-
bie  dbać.  Nie  walczyły  ze  zmarszczkami  ani  z  dodatkowymi  kilogramami,  nie 
farbowały siwych włosów. Potrzebuję przeszczepu całego ciała — myślała z przy-
gnębieniem. 

— Jak zamierzasz do tego podejść? — zagadnęła Toni, kiedy wyruszyły sprzed 

chaty Agathy. 

—  Okrężną  drogą  —  odrzekła  Agatha  niepewnie,  ponieważ  jeszcze  nie 

opracowała planu kampanii. 

 — Najchętniej wysłałabym ciebie, żebyś wyciągnęła go na pogawędkę. 

—  Powinnaś  mnie  uprzedzić  —  zwróciła  jej  uwagę  Toni.  —  Nie  jestem 

odpowiednio ubrana. 

Włożyła podkoszulek w paski i krótkie spodenki odsłaniające długie nogi, na 

których nosiła sandały. 

— W twoim wieku i przy twojej urodzie jeszcze nie ma znaczenia, co na siebie 

włożysz — westchnęła Agatha. 

Krajobraz po burzy wyglądał świeżo, jakby deszcz go oczyścił. Krople wody 

lśniły na liściach drzew, gdy oświetliły je promienie słońca padające z błękitnego 
nieba. Agatha włączyła radio i prawie natychmiast je wyłączyła. 

— Nie znoszę bezczelnych didżejów, podśpiewujących wraz z wykonawcą lub 

zagłuszających piosenkę ględzeniem. A ten facet to gadatliwy palant. 

TLR

background image

— Czy chcesz, żebym znalazła kanał Classic FM? 

— Szkoda wysiłku. Zapychają go reklamami. 

— A Radio 3? 

— O tym też zapomnij. Jakiś nawiedzony kretyn oświadczy z namaszczeniem: 

„A teraz wysłuchamy bardzo rzadko granej melodii austriackiego kompozytora, 
Friedricha Bummergritcha" czy kogoś takiego. Chce mi się wyć, bo wiem, że nikt 
nie chce słuchać tych jego cholernych kompozycji. 

Agatha  zamilkła  i  jechała  dalej  ze  stałą  prędkością.  Wróciła  myślami  do 

aparatury podsłuchowej schowanej w biurowym sejfie. Jakże łatwo byłoby wyjąć 
ją i zabrać ze sobą. Nie musiałaby myśleć, jakie pytania zadać. 

W tym samym momencie Simon również myślał o urządzeniu podsłuchowym. 

Chciał zobaczyć Jessicę. Czy kiedykolwiek go wspominała? Jego zadania na ten 
dzień polegały na poszukiwaniu jednego psa i jednego kota. Zaczął kombinować, 
że Agatha nie będzie miała mu za złe, jeśli powie, że ich nie znalazł i że spróbuje 
następnego dnia. Na wszelki wypadek zajrzał do schroniska dla zwierząt. Zdołał 
odnaleźć  psa  i  zwrócić  wdzięcznym  właścicielom.  Jednak  kota  tam  nie  było. 
Zadzwonił do właściciela. Ogromnie ucieszyła go wiadomość, że zwierzak sam 
wrócił do domu. 

Urządzenie  przyciągało  go  jak  magnes.  Czatował  na  dworze  przed  biurem, 

póki nie ujrzał, jak pani Freedman wychodzi na lunch. Wtedy ostrożnie wszedł na 
górę.  Zastał  drzwi  zamknięte  na  klucz,  co  oznaczało,  że  Patrick  i  Phil  również 
wyszli. Szybko podszedł do sejfu i wystukał kod, który Agatha zostawiła w swojej 
szufladzie w biurku. 

Właśnie  podnosił  aparat,  kiedy  usłyszał  na  schodach  kroki  osoby  idącej  do 

góry. Pochwycił urządzenie, szybko zamknął sejf i umknął do toalety znajdującej 
się w rogu pomieszczenia. 

Usłyszał,  że  ktoś  wchodzi  i  szeleści  papierami,  a  później  pukanie  do  drzwi. 

Pani Freedman spytała: 

 

— Kto tam jest? 

— To ja, Simon. 

— Nie mógłbyś się pospieszyć? 

TLR

background image

— Mam zaparcie. 

— Nie mogę dłużej czekać. 

— Już wychodzę. 

 Simon  schował  urządzenie  pod  kurtkę  i  zapiął  ją  na  zamek  błyskawiczny. 

Wyszedł, trzymając się za brzuch. 

— Dobrze się czujesz? — spytała pani Freedman. 

— Postanowiłam kupić kanapkę i zjeść lunch w biurze. 

— Tak, wszystko w porządku, tylko trochę boli mnie brzuch. 

Gdy weszła do toalety, Simon zbiegł ze schodów. Po wyjściu na dwór podszedł 

do  swojego  motocykla.  Jeżeli  ktoś  otworzy  sejf  i  odkryje  zniknięcie  aparatury 
podsłuchowej, skłamie, że zabrał ją do domu dla bezpieczeństwa albo że próbuje 
ją sprzedać na eBayu czy coś takiego. Pogoda była piękna, a na końcu drogi, na 
wzgórzach  Malvern  występowała  jego  bogini.  Umieścił  aparat  na  bagażniku 
motoru i wyruszył w drogę. 

Kiedy Agatha i Toni przybyły na miejsce, zastały już kilku widzów stojących 

na uboczu i robiących zdjęcia. Podeszły bliżej do ekipy filmowej, ale ochroniarz 
zastąpił im drogę. 

— Nie wolno wam zrobić ani kroku więcej — ostrzegł. 

— Nam wolno — odparła Agatha. — Jesteśmy gośćmi pana Malcolma Fryera. 

— Zgoda, ale bądźcie cicho. Podeszły tak blisko, jak tylko mogły. 

—  Powtórzymy  tę  scenę  —  mówił  Malcolm.  —  Jessicę  ukąsiła  żmija.  Ty, 

Rexie,  wpadasz  w  popłoch,  ponieważ  nie  możesz  włączyć  telefonu 
komórkowego. Musisz więc wyssać jad. 

—  W  porządku.  Żaden  problem.  Nie  moglibyśmy  wykorzystać  prawdziwej 

żmii? Mam tu jedną. 

—  Pozbądź  się  jej,  na  Boga.  Departament  Zdrowia  i  Bezpieczeństwa 

Publicznego nie da nam żyć. Trzeba wykorzystać archiwalne zdjęcia żmii. Co by 
było, gdyby naprawdę ją ukąsiła? 

— Umiem postępować z wężami — odburknął Rex. 

TLR

background image

— Zapomnij o tym. Cisza na planie. Kamera! Akcja! 

W tym momencie Rex zerknął w bok i spostrzegł Agathę i Toni. 

— Co ona tu robi? — krzyknął. 

Producent obrócił się raptownie. 

— To ta wścibska baba, wiejska pani detektyw. Nie mogę pracować, kiedy nas 

obserwuje — narzekał Rex. 

Malcolm ruszył ku nim. 

— Proszę stąd odejść. Co tu robicie? 

— Zastanawiam się, dlaczego okłamał pan policję w sprawie alibi Jessiki — 

odparła Agatha. 

Toni  stłumiła  jęk  zgrozy.  I  pomyśleć, że  Agatha  często  szczyciła  się  swoim 

taktem i zdolnościami dyplomatycznymi! 

 — Proszę sobie ze mnie nie kpić! — ryknął Malcolm.  — Wynoście się stąd do 

wszystkich diabłów! 

Jessica dołączyła do nich. 

— Co się stało? 

— Ta okropna kobieta twierdzi, że stworzyłem ci fałszywe alibi. 

Jessica roześmiała się perliście. 

— Och, to cała nasza Agatha. Proponuję, żebyś zaczekała w naszej przyczepie, 

Agatho. Wytłumaczę ci wszystko później. 

— Ale... — zaczął Malcolm. 

— Nie martw się — uspokoiła go Jessica. — Wszystko sobie wyjas'nimy. 

Agatha i Toni usiadły w przyczepie Jessiki i czekały... w nieskończoność. 

— Jestem głodna — narzekała Toni. 

Jakby na jej życzenie ktoś otworzył drzwi i do środka wkroczyła dziewczyna z 

tacą. 

TLR

background image

— Panna Fordyce powiedziała, że pewnie chciałyby panie coś zjeść. Mówiła, 

że przyjdzie dopiero za godzinę. 

— Skąd pani wzięła to jedzenie? — zapytała Agatha podejrzliwie. 

Dziewczyna zrobiła zdziwioną minę. 

— Oczywiście z cateringu — odparła. 

Po  jej  wyjściu  Agatha  uważnie  obejrzała  tacę  z  kanapkami  z  kurczakiem  i 

kawą. 

—  Bez  obawy  —  uspokoiła  Toni.  —  Nie  otruje  nas  przy  ludziach.  No  i  w 

końcu możemy przekazać policji, że Rex umie się obchodzić ze żmijami. 

Zjadły  i  wypiły,  nasłuchując  głosów  ekipy  filmowej  i  widzów.  Agatha 

przestała wyraźnie widzieć i zaczęło jej się kręcić w głowie. 

— Toni! — zawołała, zanim straciła przytomność. Toni usiłowała wstać, ale 

padła na podłogę bez czucia. 

Simon zaparkował motocykl i szedł teraz w kierunku planu filmowego. Zabrał 

ze sobą lornetkę i obserwował kręcenie sceny. Nigdzie nie dostrzegł Agathy, ale 
wypatrzył Jessicę i Rexa. Właśnie wychodzili z przyczepy, w której serwowano 
posiłki. Nastawił i włączył aparaturę podsłuchową. Schował się za gęstą kępą ja-
nowców. 

Skierował mikrofon urządzenia na Jessicę i założył słuchawki. 

— Jest za gorąco — narzekała Jessica. — Makijaż mi się rozpływa. 

Simon obserwował i słuchał, kiedy odgrywali swoje role. 

Widział  scenę,  w  której żmija  ugryzła  ją  w  udo,  a  Rex  na  próżno  próbował 

wezwać pomoc przez telefon komórkowy. 

W  końcu  dzień  zdjęciowy  dobiegł  końca.  Ponownie  przyłożył  lornetkę  do 

oczu.  Zobaczył  Jessicę  z  Rexem  zmierzających  ku  przyczepie.  Liczył  na  to,  że 
Jessica go wspomni. Nie uświadamiał sobie własnej naiwności. Nie przemknęło 
mu przez głowę, że nie miała żadnego powodu, żeby go zapamiętać. 

Potem usłyszał wypowiedź Jessiki: 

— Obydwie są sztywne jak kłody. Co z nimi zrobimy? 

TLR

background image

—  Zaczekamy,  aż  wszyscy  pójdą  spać  —  odpowiedział  jej  Rex,  głośno  i 

wyraźnie. — Zaniosę je do ich samochodu i wywiozę na bagna. Kilka ukąszeń 
żmij załatwi tę wścibską parkę. A potem zostawię je tam, żeby zgniły. 

— Nie rób tego! — ostrzegła Jessica. — Policja natychmiast zrobi nam najazd. 

Skierujesz na nas podejrzenia. Wywieź zwłoki do ogrodu tej Freemantle i zostaw 
je tam. Czy dostały wystarczającą porcję narkotyku,  żeby działał przez dłuższy 
czas? 

—  Kupiłem  towar  wczoraj  wieczorem  w  klubie.  Dealer  zapewnił,  że  jest 

doskonałej jakości. 

— Żałuję, że się w to wplątaliśmy — westchnęła Jessica. 

— To był twój pomysł — wytknął Rex. — Zgłupiałaś zupełnie, kiedy Marston 

cię odtrącił. Zagroziłaś, że jeżeli ci nie pomogę, każesz mnie wyrzucić z serialu. 

— Przestań się mazać i nalej mi coś do picia. 

Simon przerażony leżał za krzakiem.

TLR

background image

ROZDZIAŁ X 

 

Simon  wiedział,  że  gdyby  wezwał  policję,  zidentyfikowaliby,  z  jakiego 

numeru dzwoni. Najlepiej byłoby odejść i poszukać budki telefonicznej. Ale czy 
potrafi  zmienić  głos  nie  do  poznania?  Agatha  i  Toni  zostały  odurzone 
narkotykami. Będzie musiał poczekać, obserwować i znaleźć jakiś sposób, żeby 
śledzić Jessicę i Rexa, kiedy wyruszą w drogę.  Wtedy zawiadomi policję. Naj-
lepiej, żeby złapali ich na gorącym uczynku w ogrodzie za chatą pani Freemantle. 

Ból rozdzierał mu serce na myśl o tym, że para zbrodniarzy chce odebrać życie 

młodej, ślicznej Toni. 

Minął  wieczór,  nastała  noc.  Jessica  z  Rexem  zjedli  kolację  w  furgonetce  z 

przekąskami. Potem wrócili do przyczepy. 

—  Nastaw  budzik  na  drugą  w  nocy  —  rozkazała  Jessica.  —  Jestem 

wykończona. 

Godziny  wlokły  się  w  nieskończoność.  Strach  i  strapienie  nie  pozwoliły 

Simonowi zasnąć. O drugiej w nocy usłyszał dzwonienie budzika i słowa Rexa: 

Wezmę wózek inwalidzki starej Rosie. 

Rosie Buxton, sędziwa aktorka, grała rolę mądrej staruszki z Malvern. 

Mózg Simona pracował intensywnie. Była jeszcze iskierka nadziei. Mówili o 

narkotykach i planowali pokąsanie przez żmiję. Stąd wniosek, że jeszcze ich nie 
uśmiercili. Postanowił wezwać policję. 

Simon  zostawił  urządzenie  podsłuchowe  za  krzakami  janowca  i  pobiegł  w 

stronę bagien, gdzie zostawił swój motocykl. 

Toni obudziła się oszołomiona. Zamrugała powiekami. Zobaczyła, że siedzi na 

tylnym siedzeniu samochodu Agathy. Prowadził go Rex, a obok siedziała Jessica. 
Ukradkiem  pochyliła  się  ku  Agacie.  Położyła  jej  rękę  na  ustach.  Zaczęła  ją 
dyskretnie szarpać i szturchać. 

Agatha otworzyła oczy. Toni przyłożyła palec do ust. Agatha wbiła wzrok w 

tyły głów Jessiki i Rexa. 

TLR

background image

Simon stał wraz z policją przy barierce ustawionej w poprzek szosy za Carsely. 

Kiedy  wyjechał  z  Malvern,  przystanął  przy  pierwszej  budce  telefonicznej  i 
stamtąd zadzwonił na policję. 

— Jesteś tego pewien? — zapytał Bill Wong. 

— Już mówiłem, że od początku ich podejrzewałem i dlatego podsłuchiwałem 

za  przyczepą.  Przeszukujecie  wszystkie  drogi  wychodzące  z  Malvern?  — 
dopytywał Simon z niepokojem. 

— Tak, ogłosiliśmy alarm w całym regionie — uspokajał go Bill. — Złapiemy 

ich... o ile nie zmyśliłeś całej tej historii. 

Bill nie lubił Simona. Pamiętał, jak ganiał za Toni, a potem poszedł do wojska, 

zaręczył się i porzucił narzeczoną przed ołtarzem. 

Mała, nieszczera świnia — myślał, obserwując szosę z duszą na ramieniu. 

— Czy nigdy tam nie dotrzemy? — narzekała Jessica. 

— Wybieram boczne drogi, żeby nikt nie zobaczył samochodu — tłumaczył 

Rex. 

— Gdzie są węże? — zapytała Jessica. 

— W bagażniku. Zamknij się i nie przeszkadzaj mi prowadzić. 

W  Agacie  narastał  gniew.  Gdyby  zwolnili,  może  zdołałaby  się  wyczołgać  z 

samochodu. Ale co będzie, jeżeli Rex ma broń? 

Zaczęła  grzebać  w  torebce  w  poszukiwaniu  jakiegoś  narzędzia  do  obrony. 

Cichutko  przebierała  palcami  w  środku  w  obawie,  by  żaden  dźwięk  nie 
zaalarmował Rexa. W końcu wymacała opakowanie bardzo mocnego lakieru do 
włosów. Minęli już drogę Fosse. 

—  Do  diabła!  —  zaklął  Rex.  —  Widzę  w  oddali  niebieskie  światła.  Skręcę 

tutaj, koło Harn. 

Agatha  miała  nadzieję,  że  pokona  zakręt  powoli,  ale  gwałtownie  przekręcił 

kierownicę. W tym momencie pochyliła się do przodu i prysnęła mu lakierem w 
twarz. 

TLR

background image

Rex wrzasnął i puścił kierownicę. Samochód, pozbawiony kontroli, uderzył w 

przyczepę z kebabami stojącą w zatoczce jezdni. Olbrzymi, gorący kebab uderzył 
o  przednią  szybę,  strzaskał  ją  i  wylądował  na  kolanach  Jessiki.  Potok  kawy  z 
przewróconego dzbanka lunął na pociętą, krwawiącą twarz Rexa. Agatha i Toni 
chwyciły  oparcia  przednich  siedzeń  i  kucnęły  na  podłodze  w  ostatniej  chwili, 
dzięki czemu nie wypadły przez przednią szybę. 

Toni wysiadła i pobiegła do głównej drogi, machając gwałtownie rękami przed 

nadjeżdżającym radiowozem. Potem wróciła, by pomóc Agacie wysiąść. Wsparte 
o  siebie,  szły  chwiejnym  krokiem,  ponieważ  wciąż  miały  zawroty  głowy. 
Obydwie porozbijały sobie głowy. 

Radiowóz zahamował z piskiem opon. Wysiadło z niego dwóch policjantów. 

Kiedy podeszły, jeden z nich natychmiast zadzwonił po pogotowie. 

W tym momencie na scenę wkroczył krępy, nieogolony mężczyzna. 

— Kto za to wszystko zapłaci?! — wrzasnął. — Wyszłem na zaplecze i nagle 

słyszę to piekielne bum! 

— Proszę stanąć z boku — rozkazał jeden z policjantów. — Zaraz wysłuchamy 

pańskiego zeznania. 

Karetka  ze  szpitala  w  Moreton  nadjechała  z  zawrotną  prędkością,  a  za  nią 

radiowozy. 

— Nie żyją? — spytała Agatha. 

— Proszę odstąpić do tyłu. Za chwilę się panią zajmiemy. 

Agatha i Toni obserwowały, jak podniesiono wielki kebab, a potem Jessicę. 

Cicho jęczała, kiedy kładziono ją na noszach i przenoszono do ambulansu. Później 
przetransportowano Rexa. Zupełnie nieruchomy, wyglądał jak martwy. Ratownik 
medyczny  pochylił  się,  zbadał  mu  puls,  po  czym  wyprostował  plecy  i  pokręcił 
głową. 

Podjechał  następny  samochód  z  Billem  Wongiem  i  inspektorem  Wilkesem. 

Bill podszedł wprost do Agathy i Toni. 

— Co się stało? Nic wam nie jest? Czy trzeba was zabrać do szpitala? 

TLR

background image

—  Zostałyśmy  uśpione  narkotykiem  —  wyjaśniła  Agatha.  — 

Oprzytomniałyśmy  na  chwilę  przed  tym,  zanim  skręcili  do  Harn.  Prysnęłam  w 
twarz Rexa lakierem do włosów i stracił panowanie nad kierownicą. 

—  Zawiadomił  nas  Simon  —  poinformował  Bill.  —  Z  całą  pewnością  w 

bagażniku są węże. Planowali porzucić was w ogrodzie pani Freemantle i zrzucić 
na nią winę za waszą śmierć. 

— Jak odkrył, co zamierzają? — spytała Toni. 

— Martwił się o was i podsłuchiwał przy przyczepie. 

Agatha natychmiast pomyślała o aparaturze podsłuchowej. Przysięgłaby, że z 

niej korzystał. 

Bill dał znak Alice Peterson. 

—  Zabierz  panią  Raisin  i  pannę  Glimour  do  szpitala  na  badanie  krwi. 

Potrzebujemy dowodu, że zostały odurzone narkotykami. 

Po  pobraniu  krwi  Alice  usiłowała  nakłonić  Toni  i  Agathę,  by  pozostały  w 

szpitalu i odpoczęły, ale obydwie nalegały, żeby odwieźli każdą do jej własnego 
domu. 

Agatha  z  wysiłkiem  weszła  do  chaty.  Pogłaskała  koty.  Kiedy  pochyliła  się, 

żeby  napełnić  im  miseczki  wodą,  spostrzegła,  że  drżą  jej  ręce.  Nie  pragnęła 
niczego innego, jak tylko iść do łóżka i wymazać z pamięci przerażającą wizję 
kraksy. Powlokła się po schodach na górę. 

Zamierzała  właśnie  wejść  do  swojej  sypialni,  kiedy  usłyszała  cichutkie 

chrapanie  dobiegające  z  pokoju  gościnnego.  Charles!  No  a  gdzie  był  ten  niby 
oddany  przyjaciel,  kiedy  usiłowano  ją  zamordować?  Spał  sobie  smacznie  w 
ciepłym  łóżeczku,  ot  co!  Nagle  ogarnęła  ją  wściekłość.  Dlaczego  nie  miała 
prawdziwego  mężczyzny,  który  by  ją  chronił  i  otaczał  opieką?  Postanowiła 
zaprowadzić  jakiś  porządek  w  swoim  życiu  i  zacząć  wszystko  od  nowa. 
Natychmiast! Wpadła jak burza do zapasowej sypialni, potrząsała mocno śpiącym 
Charlesem, aż go obudziła i ryknęła: 

— Wynocha stąd! 

Charles zamrugał powiekami. 

TLR

background image

— Co cię ugryzło? 

— Omal mnie nie zamordowano. Nie chcę cię więcej widzieć! 

Agatha poczłapała do kuchni i usiadła roztrzęsiona przy kuchennym stole. 

W końcu Charles zszedł ze schodów. Podążył wprost do drzwi wyjściowych i 

wymaszerował na dwór. Agatha wybuchła histerycznym płaczem. 

W końcu jakoś się pozbierała. Kiedy wyszła z kuchni, żeby iść z powrotem na 

górę, spostrzegła, że zostawił swój komplet kluczy na stoliku w małej sieni. 

Trzy godziny później obudził ją przenikliwy dzwonek telefonu. Agatha wydała 

pomruk  niezadowolenia  i  popatrzyła  na  zegarek.  Dziewiąta  rano.  Podniosła 
słuchawkę. Z drugiej strony usłyszała głos Alice Peterson: 

— Przyjadę po panią. Musi pani złożyć zeznanie. 

— Spałam tylko trzy godziny — narzekała Agatha. 

— Trzeba to zrobić — tłumaczyła Alice. — Odwiozę panią później do domu i 

może pani z powrotem iść spać. Proszę nie rozmawiać z dziennikarzami. 

 

Agatha  wzięła  prysznic  i  ubrała  się,  ignorując  natarczywe  dzwonienie  do 

drzwi.  Przypuszczała,  że  przybyli  przedstawiciele  prasy.  Usiłowała  zatuszować 
ciemne cienie pod oczami podkładem i pudrem. Potem umalowała usta czerwoną 
szminką. 

Zeszła na dół w kostiumie ze spodniami z czerwonego kaszmiru w samą porę, 

żeby  usłyszeć,  jak  Alice  krzyczy  przez  otwór  na  listy,  że  po  nią  przyjechała. 
Otworzyła  drzwi.  Trzasnęły  migawki,  reporterzy  zaczęli  wykrzykiwać  pytania. 
Agatha otworzyła usta, żeby złożyć oświadczenie, kiedy Alice szepnęła: 

— Nie wolno pani powiedzieć ani słowa przed sprawą sądową. Proszę wsiąść 

do samochodu. 

Kiedy wyjechały z wioski, Agatha spytała: 

— Czy ona przeżyła? 

— Jessica Fordyce jest na oddziale intensywnej terapii. Doznała wielu obrażeń 

i ma poparzenia trzeciego stopnia. Rex nie żyje. Jechał z prędkością niewiele po-

TLR

background image

nad sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, kiedy stracił panowanie nad kierownicą. 
Gdyby nie uderzył w tę budkę, nadal by żył. 

— Więc go zabiłam? 

— Tak. 

— No i dobrze. A co z producentem? 

—  Przyznał  się,  że  dostarczył  im  fałszywych  alibi.  Twierdzi,  że  obecność 

Jessiki decyduje o sukcesie serialu. Ponieważ nie wierzył w jej winę, nie widział 
przeszkód, żeby skłamać w jej obronie. 

— Musi być obłąkana — orzekła Agatha. 

— Z badania krwi wynika, że jest uzależniona od amfetaminy. Ten narkotyk 

może wywoływać psychozy i uszkadza mózg. Rex pochodził z rozbitej rodziny. 
Był  karany  za  drobne  kradzieże,  zanim  dostał  pracę  modela  i  został  odkryty. 
Jessica musiała zdobyć nad nim władzę. Zdawał sobie sprawę, że wystarczy, żeby 
napomknęła, że potrzebuje nowego partnera, by wyleciał z serialu. 

— Moim zdaniem sama praca w telewizji uzależnia 

—  skomentowała  Agatha.  —  Kiedy  prowadziłam  agencję  public  relations, 

poznałam  wielu  żałosnych  palantów  gotowych  płacić  dwa  tysiące  funtów 
tygodniowo, żeby tylko dostać się do telewizji. 

Gdy dotarli na obrzeża Mircesteru, Agatha nagle zobaczyła blondyna w dobrze 

skrojonym garniturze. Ale nie był to Charles. Przypomniała sobie, jak wyrzuciła 
go za drzwi. Nie przeproszę go — postanowiła sobie, usiłując stłumić wstyd, że 
zachowała się jak obłąkana. 

Alice podjechała do komendy głównej policji od tyłu, żeby uniknąć kontaktu z 

prasą. 

— Powinna pani wyjechać na wakacje — doradziła. 

— Dziennikarze z całego świata zjadą do naszej wsi. 

W tym momencie Agatha uświadomiła sobie, że miejscowi znów zwrócą się 

przeciwko niej. Wielu emerytów przeniosło się na wieś w poszukiwaniu spokoju i 
ciszy. 

TLR

background image

Wilkes  robił  wrażenie  zmęczonego,  gdy  wprowadzono  Agathę  do  pokoju 

przesłuchań.  Kilka  innych  wyremontowano  i  przyozdobiono,  ale  ten  się  nie 
zmienił: te same twarde krzesła, porysowany stół, jadowicie zielone ściany. Bill 
zajął  miejsce  obok  Wilkesa  naprzeciwko  Agathy.  W  każdym  calu  wyglądał  na 
policyjnego detektywa. Nic w jego twarzy nie wskazywało, że łączy ich przyjaźń. 

Bill zauważył, że Agatha ładnie wygląda, pomimo burzliwych doświadczeń. 

Jej brązowe włosy błyszczały w przyćmionym świetle i nałożyła dyskretny ma-
kijaż. 

—  Co  panią  skłoniło,  żeby  ich  podejrzewać?  —  zapytał  Wilkes.  —  Proszę 

zacząć od początku. 

Agatha  opisała,  w  jaki  sposób  Simon  odkrył,  że  producent  zrobi  wszystko, 

żeby  zadowolić  Jessicę.  To  nasunęło  jej  podejrzenie,  że  być  może  stworzył  jej 
alibi. Następnie opowiedziała, jak odurzyli  je narkotykiem i jak obudziła się w 
samą porę, żeby prysnąć Rexowi lakierem w twarz. 

Przesłuchanie  trwało  w  nieskończoność.  Agatha  odpowiadała  w  kółko  na  te 

same pytania, aż chciało jej się wyć. 

W końcu Wilkes orzekł: 

— Kluczem do tej całej zagadki jest osobowość Geor— ge'a Marstona. Wydaje 

się,  że  potrafił  doprowadzić  kobietę  do  szaleństwa.  Kto  wie,  może  oczarował 
nawet Rexa? Co takiego w sobie miał? 

Przed oczami Agathy nagłe stanął obraz George'a w jej ogrodzie, w otoczeniu 

kwiatów. 

—  Był  niezwykle  przystojny  —  zaczęła  powoli.  —  Człowiek  nawet  nie 

pamiętał  o  jego  sztucznej  nodze.  Prawdę  mówiąc,  jeszcze  dodawała  mu 
splendoru:  ranny  bohater  wojenny  i  tak  dalej.  Miał  wielki  urok  osobisty. 
Przypuszczam, że każda kobieta czuła się przy nim wyjątkowa. Muszę wyznać, że 
ja  też.  Większość  mężczyzn  straciła  ten  dar.  Odkąd  triumfuje  feminizm, 
mężczyźni nie odczuwają potrzeby uwodzenia. Z perspektywy czasu uważam, że 
zwodził  nas  wszystkie.  Potrzebował  tłumu  wielbicielek  jak  powietrza  do 
oddychania.  A  jednak  kiedy  został  zamordowany,  nie  rozpaczałam  po  nim. 
Miałam takie uczucie, jakbym zeszła z jakiegoś pola walki. Rozumiecie mnie? 

TLR

background image

— Dla mnie to brzmi jak psychologiczny bełkot — skomentował Wilkes. — 

Czy młody Simon używa jakiegoś urządzenia podsłuchowego? 

— Nie! — zaprzeczyła Agatha. — Nie pozwoliłabym na to. 

—  Sprawdzimy  go.  Proszę  pozostać  do  naszej  dyspozycji  na  wypadek 

wezwania na kolejne przesłuchanie. 

Następnie wezwano na przesłuchanie Toni. Agatha zaproponowała, że na nią 

zaczeka, ale Toni nalegała, żeby wróciła do domu i trochę odpoczęła. 

Po  powrocie  do  chaty  Agatha  przykładnie  odmówiła  oczekującym 

dziennikarzom udzielenia wywiadu. Wlała sobie dużą porcję dżinu z tonikiem i 
wyszła  do  ogrodu.  Lekki  chłodek  zapowiadał  nadejście  jesieni.  Opadła  na 
ogrodowe krzesło i zapaliła papierosa. Koty ganiały się na trawniku. 

Nagle usłyszała, jak ktoś woła: 

— Agatho! 

Popatrzyła  w  prawo.  Ujrzała  głowę  swojego  byłego  męża  nad  wysokim 

cedrowym płotem rozdzielającym posesje. 

— Zaraz do ciebie przyjdziemy — zapowiedział. 

— Z kim? 

— Z panią Bloxby. Unikamy dziennikarzy. Masz drabinę? 

 Agatha przyniosła z szopy drabinę i oparła o ogrodzenie. Pani Bloxby zeszła 

ostrożnie na dół, podczas gdy James zeskoczył. 

—  Chodźcie  i  usiądźcie  —  zaprosiła  Agatha.  —  Cieszę  się,  że  was  widzę. 

Zrobić wam coś do picia? 

— Zostań tutaj — poprosił James. Następnie zapytał panią Bloxby: — Na co 

ma pani ochotę? 

— Poproszę o kawę. 

Kiedy James zniknął za drzwiami chaty, pani Błoxby zagadnęła: 

—  Słyszałam  o  wszystkim  w  radiu.  Policja  wyjawiła  tylko,  że  aresztowali 

sprawców, ale wiadomość o wypadku w Harn obiegła już całą wieś. 

TLR

background image

—  Opowiem  pani  wszystko,  jak  wróci  James  —  odrzekła  Agatha, 

wypuszczając  w powietrze kółeczko dymu z papierosa. — Sama nie  wiem, jak 
zdołałam to zrobić. Nic nie mogę sobie przypomnieć, chociaż próbuję. 

James  wrócił  z  tacą,  na  której  stały  kubki  z  kawą,  cukier,  mleko  i  talerzyk 

herbatników. 

Agatha zmęczonym głosem opisała im swoje przygody. Powtarzała tę historię 

tak wiele razy, że własne słowa brzmiały w jej uszach jak echo wcześniejszych 
wypowiedzi. Kiedy skończyła, James oznajmił: 

— Widziałem, że Charles przyjechał wczoraj. Przynajmniej nie byłaś sama w 

nocy. 

—  Naprawdę?  —  zdziwiła  się  Agatha.  —  W  takim  razie  musiał  wyjechać, 

zanim wstałam dzisiaj rano. 

—  Ten  rumieniec  pasuje  ci  do  koloru  szminki  —  zakpił  James.  Doszedł  do 

wniosku,  że  Agatha  zaczerwieniła  się,  ponieważ  spała  z  Charlesem,  co  go 
zdenerwowało. 

— Sugerujesz, że kłamię?! — wrzasnęła Agatha. 

— Tak. Prowadzisz się tak samo niemoralnie jak George Marston. 

— To nieprawda i nie fair z twojej strony. Dobrze wiesz, że Charles korzysta z 

mojej chaty jak z hotelu. 

— Proszę się uspokoić — błagała pani Bloxby. — Pani Raisin przeszła ciężką 

próbę. Proszę na nią nie krzyczeć. 

James wstał z miejsca. 

— Będzie lepiej, jak sobie pójdę. Jeżeli dojrzejesz do tego, żeby powiedzieć mi 

prawdę, Agatho, daj mi znać. 

— Cholera jasna! Co cię obchodzi moje prywatne życie? Nie jesteś już moim 

mężem, nie pamiętasz? 

James ruszył ku drabinie i przeszedł przez płot. 

Łza spłynęła po policzku Agathy i wpadła jej do dżinu. 

TLR

background image

— O co tu naprawdę chodzi? — spytała delikatnie pani Błoxby. — Czy to na 

pewno tylko skutek szoku? Może powinna pani zasięgnąć porady lekarskiej? 

—  Nie.  To  wszystko  przez  Charlesa.  Omal  mnie  nie  zamordowano.  Kiedy 

uszłam  z  życiem  i  wróciłam  do  domu,  on  sobie  smacznie  chrapał  w  gościnnej 
sypialni. Straciłam głowę. Kazałam mu się wynosić. 

— Dlaczego? 

— Pomyślałam, że prawdziwy mężczyzna zaopiekowałby się mną. 

— Ależ pani Raisin! Skąd ten nieszczęśnik miał wiedzieć, przez jakie piekło 

pani  przeszła?  Zresztą  nie  można  oczekiwać,  że  człowiek  nagle  zmieni  swój 
charakter w zależności od sytuacji. 

— W każdym razie nie będzie mnie już chciał znać, a James wyszedł obrażony. 

Prasa znów zrobiła najazd na wioskę i wszyscy będą mnie za to winić. 

— Może powinna sobie pani zrobić wakacje. 

— Nie mogę — załkała Agatha. — Policja żąda, żebym czekała na miejscu na 

kolejne przesłuchania. 

Obydwie  panie  zamilkły.  Agatha  stopniowo  odzyskiwała  równowagę,  jakby 

pastorowa  emanowała  spokojem  i  ten  spokój  jej  się  udzielał.  W  końcu  pani 
Bloxby spytała: 

—  Czy  przyszło  pani  do  głowy,  że  panna  Fordyce  może  zostać  uznana  za 

niewinną? 

Agatha zrobiła wielkie oczy. 

—  Wykluczone.  Złapano  ją  na  gorącym  uczynku,  kiedy  odzyskiwałys'my 

przytomność na tylnym siedzeniu po zatruciu narkotykami. Jakim cudem...? 

—  Jeżeli  wie,  że  Rex  nie  żyje,  zrzuci  na  niego  całą  winę.  Skłamie,  że  nią 

manipulował, że jej groził i że to on mordował. 

Agatha wyciągnęła telefon komórkowy. Zdołała się połączyć z Billem. 

— Czy Jessica wie, że Rex nie żyje? — spytała. — Jeżeli tak, zrzuci na niego 

winę za wszystkie zbrodnie. 

TLR

background image

—  Pomyśleliśmy  o  tym.  Prawdopodobnie  dziś  w  późniejszych  godzinach 

pozwolą  nam  ją  przesłuchać.  Wszyscy  dostali  ścisły  zakaz  udzielania  jej 
jakichkolwiek informacji. 

Kiedy Agatha wyłączyła aparat, westchnęła z ulgą: 

— Wszystko w porządku. Nikt jej nic nie powie. 

Jessica  czuła  się  bardzo  słabo.  Bała  się,  że  doznała  poważnych, 

nieodwracalnych  uszkodzeń  twarzy.  Młoda  pielęgniarka  przyszła  sprawdzić 
niezliczone rurki, do których ją podłączono. 

— Jak ma pani na imię? — spytała Jessica słabym głosem. 

— Mary Donovan, proszę pani. 

— Przynieś mi lusterko, Mary. 

—  Na  razie  nie  powinna  się  pani  kłopotać  swoim  wyglądem.  Proszę 

odpoczywać  i  zdrowieć.  I  pomyśleć,  że  jeszcze  niedawno  oglądałam  panią  w 
telewizji! 

— Proszę mi powiedzieć, czy Rex zginął? 

— Policja surowo zabroniła nam dyskutować z panią o tej sprawie. Na razie 

musi pani dojść do siebie. 

— Proszę, Mary. Nie zamierzam dyskutować. Muszę wiedzieć, czy przeżył. 

Posłuchaj, jestem niewinna. Jak wrócę do pracy, załatwię ci rolę w serialu. 

— Mnie? W telewizji? 

— Czemu nie? 

Na korytarzu rozległy się kroki. 

—  Tak,  ten  nieszczęsny  chłopak  zginął  —  potwierdziła  Mary  szeptem  w 

chwili, gdy lekarz wkroczył do sali. 

— Doktorze! — zawołała Jessica. — Czy mój adwokat już przybył? 

—  Policja  zamierza  panią  przesłuchać  nieco  później.  Myślę,  że  powinien 

dotrzeć na czas. 

TLR

background image

Jessica  intensywnie  szukała  sposobu  ratunku.  Wreszcie  wpadła  na  pomysł. 

Jeżeli będzie udawać słabszą niż jest w rzeczywistości, to zdoła odwlec moment 
przesłuchania. 

Pewnego wietrznego dnia w kwietniu następnego roku Agatha, Toni i Simon 

stali przed budynkiem sądu. 

— Muszę się napić — wymamrotała Agatha. — Obrona sprawiła, że czuję się 

jak złoczyńca. 

 

 Obrońca Jessiki, lord Hollinsby, tak wymęczył trójkę detektywów, że opadli z 

sił. 

Simon najdłużej występował w roli świadka. Lord Hollinsby wywlókł historię 

niedoszłego  małżeństwa  Simona  i  niechlubnego  odejścia  z  wojska  z  powodu 
zaburzeń  psychicznych.  Później  sędziowie  zostali  przewiezieni  do  przyczepy 
Jessiki i poproszeni, żeby zostali na zewnątrz i słuchali, podczas gdy dwie osoby 
będą  rozmawiały  w  środku.  Zajęło  to  cały  dzień.  Wszyscy  stwierdzili,  że  nie 
usłyszeli ani słowa. 

Następnie wezwano Toni. Odegrała świetnie swoją rolę świadka, opisując ze 

stoickim spokojem, jak zostały odurzone narkotykami i uprowadzone. 

Tego ranka maglowano Agathę. Zanim zajęła miejsce, pani Arnold z wioski 

potwierdziła  jej  oczarowanie  George'em  Marstonem.  Po  niej  zeznawała  Joyce 
Hemingway, która określiła Agathę mianem histeryczki. 

Kiedy przyszła kolej na Agathę, straciła panowanie nad sobą. Nazwała lorda 

Hollinsby'ego idiotą, jeżeli wierzy, że Jessica Fordyce była niewinną ofiarą Rexa 
Dangerfielda. Wiedziała, że zrobiła fatalne wrażenie. 

Poszli do pubu Świetlik, zamówili napoje i coś do jedzenia. 

— Nie pojmuję, jak to możliwe, że Jessicę wypuścili za kaucją — powiedziała 

Agatha.  —  Przypuszczam,  że  przeszła  operację  plastyczną.  Dziś  po  południu 
występuje w telewizji. Moim zdaniem prokurator nie robi dobrej roboty. Nie może 
jej to ujść płazem. 

— Niestety, może — wtrąciła Toni. — Została oskarżona o morderstwo. Ma 

świetnego psychiatrę, który przysięga, że została zastraszona przez Rexa. Szkoda, 

TLR

background image

że ma tyle pieniędzy, żeby opłacić najlepszego adwokata i sławnego psychiatrę. 
Nigdy nie wierzyłam tym, którzy utrzymują, że prawo równo traktuje bogatych i 
biednych. Teraz widzę, jak to wygląda w praktyce. 

— Simonie — zagadnęła Agatha. — Muszę cię ponownie zapytać, czy użyłeś 

tej aparatury podsłuchowej? 

— Szczerze mówiąc, tak — przyznał Simon z ociąganiem. — Gdybym tego 

nie zrobił, obydwie byście nie żyły. 

— Pozwól, że ci przypomnę, że to ja nas uratowałam — wytknęła Agatha. — 

Twierdziłeś,  że  zabrałeś  ją  do  domu  na  wypadek,  gdyby  policja  zechciała 
przeszukać biuro. Gdzie ją schowałeś? 

— Zakopałem w twoim ogrodzie. 

— Co takiego?! Kiedy? 

—  Wkrótce  po  ich  aresztowaniu.  Przyszło  mi  do  głowy,  że  policja  może 

przeszukać moje mieszkanie, więc pewnego razu, gdy cię odwiedziłem i zastałem 
cię rozmawiającą przez telefon, zakopałem ją. 

— Ty idioto! Wyszedłeś na durnia, który wszystko zmyślił. 

— Simon martwił się o nas — broniła go Toni. 

— Do dziś nie rozumiem, czemu od razu nie wezwałeś policji — wypomniała 

Agatha  ze  złością.  —  Zastaliby  ich  przy  dwóch  nieprzytomnych  osobach, 
odurzonych narkotykami. Musieliby się gęsto tłumaczyć. 

—  Chciałem,  żeby  przyłapali  ich  na  gorącym  uczynku.  Przypuszczam,  że 

gdyby policja przyjechała wcześniej, skłamaliby, że za dużo wypiłyście. 

— A co z jej fałszywym alibi? 

— Według policyjnych informatorów Patricka nadal nie mogą jej udowodnić 

żadnego z tych morderstw. Kiedy pani Glossop została zaatakowana, mają tylko 
słowo Jessiki, że jadła kolację w Moreton. 

—  Z  pewnością  inni  goście  zapamiętaliby  tak  znaną  aktorkę  —  zauważyła 

Toni. 

TLR

background image

—  Mieli  czas  wrócić  do  Carsely.  Omal  nie  przyłapałam  jednego  z  nich.  na 

gorącym uczynku. Lepiej wracajmy. Patrick zajął nam miejsca. 

Kiedy  Jessica  zajęła  miejsce  dla  świadków,  zrobiła  takie  wrażenie,  jakby 

wkraczała na scenę. Słońce oświetliło ją przez zakurzone okna niczym teatralny 
reflektor. 

Wyglądała piękniej niż kiedykolwiek. Świetnie się ucharakteryzowała. Miała 

bladą  cerę  i  cienie  pod  oczami.  Agatha  uświadomiła  sobie  z  goryczą,  że  nie 
widziała lepszej charakteryzacji od chwili słynnego wywiadu księżnej Diany dla 
Panoramy, w którym oświadczyła, że małżonek ją zdradza. 

Gdy przesłuchanie się zaczęło, Agatha doszła do wniosku, że Jessica marnuje 

swój talent, występując w mydlanej operze. Dała występ godny Oscara. 

Łamiącym się głosem opisała, jak Rex ją zastraszył. Groził, że jeśli nie będzie 

wykonywać jego rozkazów, zabije nie tylko ją, ale i jej matkę. Ostrzegł, że będzie 
wiedział, kiedy zawiadomi policję. 

— Kim jest jej matka? — spytała Agatha Patricka. 

—  Obłąkaną  kobietą.  Przebywa  w  szpitalu  dla  psychicznie  chorych.  Jessica 

nigdy jej nie odwiedza — wyszeptał Patrick. 

— Szszsz! — uciszył ich nerwowo ktoś z tyłu. 

Jessica od czasu do czasu traciła głos. Wyrzucała ręce 

w błagalnych gestach, gdy patrzyła zbolałym wzrokiem na sędziów. 

—  Rex  oszalał  na  punkcie  George'a  Marstona.  Oświadczył,  że  jeśli  on  nie 

może  go  zdobyć,  nikt  go  nie  będzie  miał.  Twierdził,  że  romanse  George'a  ze 
starszymi paniami to zgroza i zgorszenie i że zetrze wszystkie te stare rozpustnice 
z powierzchni ziemi. 

Po tych słowach załamała się i zalała łzami. 

Ku przerażeniu Agathy jedna sędzina zaczęła ocierać oczy. 

Sędzia zapytał Jessicę, czy potrzebuje przerwy, ale otarła łzy i oznajmiła, że 

chce dalej zeznawać. 

TLR

background image

Oskarżyciel  robił  wszystko,  co  w  jego  mocy,  ale  wyszedł  na  nieczułego 

brutala. W końcu sędziowie wstali. 

— Miejmy nadzieję, że jednak przejrzą jej grę — powiedziała Agatha. 

Wrócili następnego dnia. Lord Hollinsby wygłosił płomienną mowę obrończą. 

Prokurator  wyrecytował  krótkie,  zwięzłe  oskarżenie.  Opinie  sędziów  były 
wyważone,  ale  zdaniem  Agathy  zbyt  często  powtarzali:  „Jednak  z  drugiej 
strony..." Z początku miała nadzieję na jednomyślne potępienie. 

Sędziowie przerwali obrady, żeby ustalić werdykt. 

Następnego dnia nie ogłoszono wyniku rozprawy, sędziowie wrócili dopiero 

drugiego dnia. 

Wyrok brzmiał: „Niewinna". 

Budynkiem sądu wstrząsnął głośny krzyk aplauzu. 

— Chodźmy stąd — jęknęła Agatha. — Niedobrze mi. 

 Wcześniej  padało,  ale  kiedy  Jessica  wyszła  na  spotkanie  z  tłumem 

dziennikarzy, wyjrzało słońce. 

— Mogę tylko powiedzieć, że jestem ogromnie wdzięczna — oznajmiła, po 

czym pospieszyła do oczekującej limuzyny w asyście dwóch ochroniarzy. 

— Trudno to nazwać konferencją prasową — skomentowała Toni. 

—  To  oznacza,  że  sprzedała  swoją  historię  temu,  kto  dał  najwięcej  — 

wyjaśniła Agatha cynicznie. — Czuję się okropnie. Jedźmy do domu. 

Jessica sprzedała swoją chatę w Carsely. Z nadejściem kolejnego lata Carsely 

zapadło  w  swoje  zwykłe  letnie  odrętwienie,  jakby  nigdy  nie  popełniono  tam 
zbrodni.  Joyce  Hemingway  i  pani  Freemantle  również  sprzedały  swoje  domy  i 
wyjechały. Siostrę George'a czekał długi proces, nim odziedziczy majątek i chatę. 
Dlatego ta na razie stała pusta. 

Agatha  ani  razu  nie  zobaczyła  Charlesa.  Kilka  razy  próbowała  się  do  niego 

dodzwonić,  ale  jego  służący,  Gustav,  odpowiadał  stanowczo,  że  nie  ma  go  w 
domu. Pisała do niego i wysyłała e-maile, ale nigdy nie dostała odpowiedzi. James 
wyjechał za granicę i nawet Roy odrzucił zaproszenie na weekend. Agatha czuła 

TLR

background image

się opuszczona przez przyjaciół, mimo pocieszających wizyt pani Bloxby i Billa 
Wonga. 

Musiała przyznać sama przed sobą, że bardzo brakuje jej Charlesa. Nie czytała 

opowieści  Jessiki,  opublikowanej  w  niedzielnej  gazecie.  Agatha  myślała,  że 
Jessica zawsze pozostanie w jej pamięci jako największa zawodowa porażka. 

Postanowiła wyjechać na wakacje, ale nie pociągała jej perspektywa samotnej 

podróży. 

Urządzenie podsłuchowe zostało wykopane z ogrodu i schowane w kuchennej 

szafce pod zlewem. 

Pewnego słonecznego sobotniego ranka odwiedził ją Bill Wong. 

— Co się stało? — spytała Agatha, prowadząc go przez dom do ogrodu. 

—  Nic  szczególnego.  Żadnych  dramatycznych  zbrodni.  Ale  czy  słyszałaś 

najnowszą nowinę na temat Charlesa? 

— Jaką? Czy wszystko u niego w porządku? 

— O tak. Właśnie przeczytałem dziś rano w Timesie o jego zaręczynach. 

— Chyba nie z tą straszną Petronellą? 

— Nie, z jakąś Crystal Stretton, córką pułkownika Strettona. Nie mówił ci? 

—  Nie.  Prawdę  mówiąc,  nie  widziałam  go  prawie  rok.  Widzisz,  tamtego 

wieczora,  kiedy  Jessica  usiłowała  mnie  zabić,  poniosły  mnie  nerwy.  Kiedy 
zastałam  go  śpiącego  w  gościnnej  sypialni,  wpadłam  w  furię  i  kazałam  mu  się 
wynosić. 

— Mimo wszystko musiał przeczytać w gazetach, przez co przeszłaś. 

— Nie znał wszystkich faktów aż do publikacji reportażu ze sprawy sądowej, 

podczas której wyszłam na harpię z piekła rodem. 

— Przeprosiny by go ułagodziły. 

— Pisałam mu e-maile i słałam listy pocztą. Próbowałam dzwonić. 

— Rozumiem, ale czy naprawdę go przepraszałaś? 

— Niezupełnie. Zamierzałam to zrobić osobiście. 

TLR

background image

— Więc powiedziałaś, że chcesz nawiązać kontakt. 

—  Coś  w  tym  rodzaju,  ale  przecież  powinien  zrozumieć  —  zaprotestowała 

Agatha. 

—  Tylko  jeżeli  ma  zdolności  telepatyczne.  Przeczytałem  też  w  prasie 

najnowszą wiadomość na temat Jessiki. 

— Co tym razem zrobiła? Zatrzepotała rzęsami i poszła zamordować jeszcze 

kogoś? 

— Aż tak dobrze to nie jest. Nadal chcę ją na czymś przyłapać — wyznał Bill. 

—  W  przyszłym  miesiącu  wyjeżdża  do  Hollywood.  Dostała  rolę  u  boku  Toma 
Hanksa. 

— Czy nie obowiązuje jej kontrakt z producentem serialu? 

— Najwyraźniej oglądalność spadała i zdecydowali go zakończyć. Wygląda na 

to, że euforia z powodu jej uniewinnienia opadła. Widzów ogarnęły wątpliwości, 
czy rzeczywiście jest zupełnie niewinna. 

— Ale producentom z Hollywood to nie przeszkadza! — wykrzyknęła Agatha. 

— Ma dobrego specjalistę od PR, Harry'ego Curryego. 

— Ten człowiek nigdy nie miał skrupułów. 

— Cieszę się, że wyjeżdża z kraju — stwierdził Bill. 

— Dlaczego? 

— Do tej pory obawiałem się, że zrobi ci krzywdę — wyznał Bill. — Byłem 

przy jej przesłuchaniach. Przysiągłbym, że to ciężki przypadek psychopatii. 

— Cóż, chyba pozostanie moją największą porażką. 

— Nie tylko twoją — westchnął Bill. — Policji również. 

 

TLR

background image

 

EPILOG 

 

 

 

Po odejściu Billa Agatha dumała nad wiadomością na temat Charlesa. Czuła, 

że go straci, jeśli się ożeni. Zerknęła na szafkę pod zlewem, gdzie schowała apara-
turę podsłuchową. Tylko raz — powiedziała sobie nieoczekiwanie. — Zakradnę 
się pod dwór po zapadnięciu ciemności, spróbuję podsłuchać, dokąd wyjeżdża i 
może pojadę za nim. 

Dni stawały się-coraz dłuższe. W odczuciu Agathy  minęło wiele czasu, nim 

zaszło  słońce.  Ubrana  w  ciemny  strój,  Agatha  zapakowała  urządzenie 
podsłuchowe  do  samochodu  i  wyruszyła  w  kierunku  Warwickshire,  miejsca 
zamieszkania Charlesa. 

Zaparkowała pod kępą drzew nieopodal podjazdu i ruszyła na miejsce piechotą 

w nadziei, że nie napotka leśniczego. Opuściła podjazd w pobliżu domu i poszła 
dalej okrężną drogą przez pola, żeby dotrzeć do rezydencji od tyłu. 

Usiadła  za  grupą  krzewów  i  skierowała  aparat  w  stronę  ciemnej  sylwetki 

wiktoriańskiej budowli. 

Usłyszała  późne  wydanie  wieczornych  wiadomości  w  telewizji,  następnie 

dzwonek telefonu. Odebrał Gustav. 

— — Nie, panno Convay. Sir Charlesa nie ma w domu — tłumaczył głośno i 

wyraźnie.  —  Wyjechał  wraz  z  narzeczoną  do  Francji.  Jedzie  samochodem  do 
Moulins z zamiarem zakupu posiadłości w Auvergne. 

To wystarczyło Agacie. Ostrożnie i po cichu wróciła do samochodu. Wsiadła i 

popatrzyła przed siebie, zastanawiając się, co  robić. Od dawna nie była  na wa-
kacjach. Gdyby pojechała do tego Moulins, być może wreszcie by go przeprosiła. 

Nazajutrz  rano  zadzwoniła  do  Doris  Simpson.  Poprosiła  ją  o  opiekę  nad 

kotami. Następnie poinformowała Toni przez telefon, że wyjeżdża na dwa lub trzy 
dni. 

TLR

background image

Agatha  wyciągnęła  trochę  ubrań  i  zapakowała  do  walizki  wraz  z  pokaźnym 

zestawem  kosmetyków  upiększających.  Potem  zasiadła  do  komputera,  żeby 
prześledzić  trasę  do  Moulins.  Przejrzała  oferty  hoteli  i  odkryła,  że  Charles 
zarezerwował pokój w hotelu Bourbon. 

Cichy  głos  rozsądku  w  jej  głowie  wciąż  ostrzegał:  „Popełniasz  szaleństwo, 

śledząc go". Ale Agatha kazała rozsądkowi się zamknąć. 

Pojechała na lotnisko w Birmingham i zarezerwowała sobie pierwszy lot do 

Paryża. Na miejscu wzięła taksówkę na Gare de Lyon i wykupiła bilet pierwszej 
klasy do Moulins. 

W  miarę  jak  pociąg  przemierzał  francuskie  krajobrazy,  wewnętrzny  głos 

protestował coraz głośniej. 

Naprawdę potrzebuję wytchnienia — tłumaczyła sobie Agatha. — Wcale mi 

nie zależy, żeby go zobaczyć. 

Nie  zamówiła  pokoju  w  tym  samym  hotelu  co  Charles.  Zamiast  tego  w 

Moulins wzięła taksówkę do Cios de Bourbogne, miłego hoteliku w stylu francu-
skiego dworku. Zanim dopadło ją zmęczenie po rozpakowaniu rzeczy, pojechała 
taksówką do hotelu Bourbon. Nie weszła do środka, tylko przeszła wzdłuż ulicy 
do baru ze stolikami na dworze. Stamtąd mogła obserwować wejście. Gryzło ją 
sumienie, że nie zwiedziła starego miasteczka, niegdyś siedziby książąt z dynastii 
Bourbonów,  sprzed  rewolucji  francuskiej.  Panowała  w  nim  kojąca  atmosfera 
dostatniego  spokoju.  Słońce  ozłacało  stare  budowle  po  drugiej  stronie  wąskich 
zaułków. 

Agatha  zaczęła  odczuwać  zmęczenie,  ale  liczyła  na  to,  że  filiżanka  mocnej 

czarnej kawy po francusku i dwa papierosy przywrócą jej siły. 

Nagle ich zobaczyła — Charlesa z narzeczoną. Crystal Stretton była piękna i 

młoda. Miała długie jasne włosy i idealną twarz. Krótka, przejrzysta, letnia su-
kienka odsłaniała zgrabne nogi. Agatha chwyciła porzuconą gazetę z sąsiedniego 
krzesła i uniosła do góry, by zasłonić twarz. 

Wskutek tego nie zobaczyła, jak Charles odprowadza piękność do jej auta i nie 

usłyszała, jak mówi: 

— Dziękuję, że zechciała pani poświęcić swój czas, żeby pokazać nam domy, 

ale nie znaleźliśmy niczego odpowiedniego. Może spróbujemy znów jutro. 

TLR

background image

Charles  wrócił  do  hotelu,  do osoby,  którą  zaczął  nazywać  w  myślach  swoją 

wielką pomyłką. Prawdziwa Crystal Stretton czekała na niego w holu. Była chuda, 
wysoka i kanciasta. Uświadomił sobie, że nie spędzili razem zbyt wiele czasu, nim 
poprosił ją o rękę, uprzytomnił też sobie, jak bardzo apodyktyczny ma charakter. 

Ponieważ  Crystal  była  bogata,  Charles  liczył  na  to,  że  zapłaci  za  dom  we 

Francji. Pierwsza kłótnia wybuchła, kiedy okazało się, że Crystal oczekuje, iż to 
Charles sfinansuje transakcję. 

— Wejdę na chwilę na górę po papierosy — oznajmił. 

— Musisz rzucić palenie — zażądała Crystal. 

Charles  nie  odpowiedział.  Poszedł  do  pokoju.  Zapalił  papierosa  i  patrzył  w 

okno, rozważając, co dalej robić. Gdy obserwował ulicę, spostrzegł osobę bardzo 
przypominającą Agathę Raisin wsiadającą do taksówki. 

Usiadł  przy  laptopie,  znalazł  adresy  kilku  hoteli  w  Moulins.  Dzwonił  do 

każdego z nich, póki nie odnalazł tego, w którym zamieszkała Agatha. 

Poinformowano go, że pani Raisin je kolację w ogrodzie. Zawahał się w progu 

przez chwilę. Na stołach migotały świece. Przy jednym z nich, w rogu ogrodu, 
siedziała Agatha Raisin. 

Robiła wrażenie zmęczonej i zatroskanej. W tym momencie uświadomił sobie, 

że  chciał  uciec  przed  Agathą  Raisin,  założyć  rodzinę  i  prowadzić  „normalne" 
życie. Ale to pragnienie doprowadziło go jedynie do zaręczyn z panną wprawdzie 
bogatą, ale równie skąpą jak on sam, w dodatku despotką i awanturnicą. 

Wyszedł  do  ogrodu  i  odsunął  sobie  krzesło  naprzeciwko  Agathy.  Charles 

skinął na przechodzącego kelnera. 

— Cześć, Aggie. 

— Nie nazywaj mnie Aggie. 

— Dobrze, Agatho. Co tu robisz? 

— Ścigam  cię, żeby cię przeprosić.  Wielokrotnie szukałam z tobą kontaktu. 

Bardzo mi przykro, że kazałam ci się wynosić. Po zamachu na moje życie miałam 
nerwy w strzępach. Nagle zapragnęłam, żeby mężczyzna otoczył mnie opieką, a 
nie chrapał w mojej gościnnej sypialni. 

TLR

background image

— Trudno to nazwać prawdziwymi przeprosinami, Agatho. 

— Czasami wolałabym być zwyczajną domatorką — westchnęła Agatha. — 

Gdzie twoja narzeczona? 

—  Prawdopodobnie  usiłuje  odgadnąć,  dokąd  mnie  poniosło.  Może  nie 

jesteśmy stworzeni do normalnych związków. Popełniłem wielki błąd. 

— Jest bogata, prawda? — spytała Agatha. 

— Tak, ale potwornie skąpa. 

— Tak jak ty. 

— Nie zawsze. Kelner! Szampana. 

Crystal  zastanawiała  się,  dokąd  poszedł  Charles.  Kiedy  wypadł  jak  burza  z 

hotelu,  czytała  czasopismo,  więc  nie  widziała  jego  ucieczki.  Gdy  zastała  pokój 
pusty,  przeszukała  cały  hotel.  W  końcu  zjadła  kolację  sama.  Po  powrocie  do 
pokoju  zauważyła,  że  komputer  Charlesa  jest  włączony,  choć  ekran  się  nie 
świecił. Nacisnęła klawisz ENTER i ujrzała stronę internetową hoteli w Moulins. 
Obok spostrzegła kartkę z zapisanym adresem: Cios de Boulogne. 

Crystal  zamówiła  taksówkę  i  pojechała  do  hotelu.  Na  jej  pytania  w  recepcji 

udzielono jej odpowiedzi, że żaden sir Charles Fraith tu nie mieszka. 

— Może przyszedł tu na kolację — podsunęła Crystal. 

—  Większość  naszych  gości  jada  w  ogrodzie  —  odparła  recepcjonistka.  — 

Pokażę pani, gdzie to jest. 

Crystal  omiotła  wzrokiem  stoliki  w  ogrodzie,  ale  nigdzie  nie  wypatrzyła 

Charlesa. Pochwyciła angielski akcent pary, która jadła przy jednym ze stolików. 
Wyjęła z torebki zdjęcie Charlesa. 

— Czy widzieli państwo tego mężczyznę dziś wieczór? — spytała. 

— Tak — potwierdziła kobieta. — Poszedł tam, do tamtego domku. 

Na  końcu  ogrodu  stał  wolno  stojący  domek  dla  gości.  Crystal  ruszyła  we 

wskazanym kierunku. 

—  O  Boże!  —  jęknął  mąż  kobiety,  która  udzieliła  informacji  Crystal.  — 

Powinnaś dodać, że poszedł tam z tą kobietą. 

TLR

background image

Crystal nie zapukała, tylko nacisnęła klamkę i weszła do środka. Łazienkę od 

pokoju oddzielał mały hol. Właśnie w tym momencie z łazienki wyszedł Charles, 
nagi, jak go Pan Bóg stworzył. 

—  Co  ty  tu  robisz?  —  wrzasnęła  Crystal.  —  Włóż  coś  na  siebie.  Jesteś 

nieprzyzwoity. 

W sypialni Agatha, która spakowała się, żeby wyjechać rano, wsunęła walizkę 

pod łóżko, po czym sama pod nie wpełzła. 

— Uciekłem od ciebie — oświadczył Charles. 

— Do kogo? Nie jesteś tu zameldowany. — Crystal szarpnęła drzwi sypialni i 

obejrzała ze zdumieniem pozornie pusty pokój. 

—  Zarezerwowałem  tu  miejsce  pod  fałszywym  nazwiskiem  —  skłamał 

Charles. — Wciąż na mnie wrzeszczysz. Potrzebowałem trochę ciszy i spokoju. 

— I pomyśleć, że dla ciebie odrzuciłam Briana Fair— weathera! — krzyknęła 

Crystal. 

— Radzę ci do niego wrócić. 

— Nie chcę cię więcej widzieć — oświadczyła Crystal z twarzą purpurową z 

gniewu. — Rano wezmę taksówkę do Lyonu i polecę pierwszym samolotem do 
domu. Zrywam zaręczyny. 

Kiedy Charles upewnił się, że naprawdę sobie poszła, zawołał: 

— Możesz już wyjść, Agatho. 

Agatha wypełzła spod łóżka. 

— No i cośmy narobili? — westchnął Charles. 

W pewnej chwili w nocy Agatha usłyszała narzekanie Charlesa: 

— Cholera! Powinienem był poprosić, żeby oddała mi pierścionek. 

— Skąpiec! — wymamrotała Agatha i zapadła w głęboki sen. 

Dwa dni później Bill Wong zadzwonił do Toni. 

— Czy wiesz, gdzie jest Agatha? — zapytał. — Pojechałem do niej do domu, 

ale jej sprzątaczka powiedziała, że przebywa za granicą. 

TLR

background image

— Dzwoniła do mnie — odparła Toni. — Powinna wrócić jutro. Czy to coś 

pilnego? 

— Tylko tyle, że niepokoi mnie Jessica. Ciągle się boję, że spróbuje jej zrobić 

krzywdę.  Wylatuje  do  Stanów  w  przyszłym  tygodniu.  Odetchnę  z  ulgą,  kiedy 
opuści kraj. 

 

 Pielęgniarka,  Mary  Donovan,  siedziała  na  ławeczce  przed  szpitalem.  Z 

przyjemnością  paliła  papierosa,  kiedy  podjechał  samochód  z  przyciemnionymi 
szybami i stanął obok niej. Okna były bardzo ciemne — z całą pewnością wbrew 
przepisom.  Kierowca  opuścił  szybę.  Gdy  Mary  rozpoznała  Jessicę  Fordyce, 
zaparło jej dech z wrażenia. 

— Wskakuj, Mary — rozkazała Jessica i szybko zamknęła okno z powrotem. 

Mary obeszła samochód, żeby wsiąść od strony pasażera. 

— Myślałam, że zapomniała pani o mnie — wyznała. 

— Jakże bym mogła? Wyjeżdżam do Stanów, ale kiedy skończą kręcić film, 

wrócę grać w następnym serialu i załatwię dla ciebie rolę. Tylko nie mów nikomu. 

— Przysięgam, że będę milczeć jak grób. 

—  Chciałabym  cię  prosić  o  pewną  drobną  przysługę.  Dam  ci  zdjęcie  kota. 

Chciałabym,  żebyś  poszła  prosto  do  agencji  detektywistycznej  Agathy  Raisin  i 
powiedziała, że to twój zaginiony ulubieniec. Poproś o osobisty kontakt z Agathą 
Raisin. Odpowiedzą ci, że wyjechała za granicę. Dzwoniłam dzisiaj i właśnie to 
usłyszałam. Wybadaj, kiedy wróci i zadzwoń do mnie. Oto sto funtów dla ciebie 
za fatygę. 

— Ale dlaczego... 

— Nie ufasz mi? 

— Ależ ufam. 

— Więc nie zadawaj pytań. 

Pół godziny później Toni obserwowała nową klientkę. Kiedy Mary zażądała, 

żeby Agatha osobiście wykonała zlecenie, Toni odparła: 

TLR

background image

— — To niemożliwe. Pani Raisin przebywa za granicą. 

— Kiedy wróci? 

— Nie wcześniej niż jutro. Ale doskonale sobie poradzimy z odszukaniem pani 

kota podczas jej nieobecności. 

Toni zauważyła, że ręce nowej klientki drżą i pot wystąpił jej na czoło. Toni 

zwróciła się do Phila, który obsługiwał aparat fotograficzny: 

— Philu, zrób zdjęcie pannie Donovan do naszej dokumentacji — poprosiła. 

— Nie! — wrzasnęła Mary, ruszając ku drzwiom. — Zmieniłam zamiar. 

— Zostawiła pani torebkę — zawołała za nią Toni. 

Mary odwróciła się, a Phil ją sfotografował. Dopiero wtedy Mary uświadomiła 

sobie, że cały czas trzyma przy sobie torebkę, zawieszoną na ramieniu. Wypadła 
jak burza na schody, a stamtąd na ulicę. Była pewna, że ten człowiek nie zdążył 
zrobić  jej  zdjęcia.  Nie  powie  Jessice.  Przekaże  jej  tylko  informację  o  powrocie 
Agathy Raisin. 

Charles  i  Agatha  wrócili  następnego  popołudnia.  Agathę  nagle  ogarnęło 

onieśmielenie. 

— Wejdziesz? — zapytała. 

— Nie. Jestem zmęczony. Ta dodatkowa podróż na lotnisko w Birmingham po 

twój samochód wyczerpała do reszty moje siły. Muszę wracać do domu, załatwić 
parę spraw, zobaczyć się z kilkoma osobami. — Popatrzył na posmutniałą twarz 
Agathy i dodał: — Może filiżanka kawy postawiłaby mnie na nogi. 

—  Wypijemy  ją  w  ogrodzie  —  zaproponowała  Agatha.  —  Mamy 

najprawdziwsze babie lato. 

W kuchni napełniła ekspres wodą ze stojącego obok dzbanka. 

Kiedy przyniosła tacę do ogrodu, Charles zasypiał. Na jej widok wyprostował 

się. 

— Tego właśnie potrzebowałem. 

Agatha nalała po fdiżance czarnej kawy. 

TLR

background image

Dzień  był  piękny,  słoneczny,  typowy  dla  złotej  jesieni.  Siedzieli,  spokojnie 

pijąc kawę. Agatha po raz pierwszy niczego od niego nie chciała. 

— Zastanawiałem się... — zaczął Charles. — Zaczekaj chwilę... Ja... — Nie 

zdołał dokończyć. Padł twarzą na stół. 

Agatha też dostała zawrotów głowy. 

— Charlesie! — wychrypiała. — Ta kawa... 

Później i ona straciła przytomność. 

Jessica, przebrana za chłopca, zwinnie pokonała cedrowy płot i wskoczyła do 

ogrodu.  Nasunęła  czapkę  bejsbolówkę  tak  głęboko,  że  zasłaniała  jej  oczy. 
Wcześniej  zapukała  do  kilku  drzwi  i  wręczyła  sąsiadom  ulotki  organizacji 
dobroczynnej. Nikt nie zwrócił uwagi na osobę, którą uważali za posłańca. Skoro 
wcześniej  ten  sposób  zadziałał,  teraz  przyniesie  ten  sam  efekt.  W  przypadku 
Fraserów  nie  miała  aż  tyle  szczęścia.  Rex  poszedł  do  nich,  kupić  marihuanę. 
Ponieważ  nie  otworzyli  drzwi,  przeszedł  dookoła  przez  ogród  i  zobaczył 
porozrzucane  kamienie  na  trawniku  i  dołek,  który  już  zdążyli  wykopać. 
Obserwował  ich  z  pobliskiego  pola.  Zobaczył,  że  wkładają  do  dołka  metalową 
kasetkę i robią nad nią ogródek skalny. 

Jessica czuła się pewnie. Sprawdziła, że sąsiad, James Lacey, wyjechał. Nikt 

nie będzie jej przeszkadzał. 

— Pomszczę twoją śmierć, Rexie — powiedziała do siebie. 

Jessica planowała upozorować włamanie. Wszystko poszło po jej myśli. Dzień 

wcześniej odczekała, aż sprzątaczka wejdzie do chaty. Nasłuchiwała odgłosów z 
domu, póki Doris nie poszła na górę. Wtedy weszła do chaty i dolała rohypnolu do 
dzbanka z wodą. 

Pozostało  jej  już  tylko  zlikwidować  tę  parę.  Weszła  do  kuchni  i  dotąd 

przeszukiwała szafki, aż znalazła młotek. 

Odwracała  się,  żeby  wrócić  do  ogrodu,  kiedy  ktoś  pochwycił  ją  od  tyłu. 

Krzyknęła i upuściła młotek. Odciągnięto jej ręce do tyłu i skuto kajdankami. Bill 
Wong zawołał: 

— Wpuść ich, Toni. 

TLR

background image

Nagle  chatę  wypełnił  tłum  policjantów.  Jessica  wrzeszczała  i  walczyła,  jak 

oszalała, kiedy wynoszono ją na dwór. 

— Jeżeli Agatha i Charles nie żyją, nigdy pani nie wybaczę — powiedziała 

Toni. 

Agatha  obudziła  się  osiem  godzin  później,  zdziwiona,  że  znalazła  się  w 

szpitalu. Zaschło jej w ustach. Nic nie pamiętała. Odwróciła się i ujrzała Charlesa 
leżącego na sąsiednim łóżku. 

Nacisnęła dzwonek przy łóżku. Weszła pielęgniarka, a za nią Bill Wong i Alice 

Peterson. 

— Wody — zażądała Agatha. — Co ja tu robię? 

— Wyjaśnimy pani wszystko, jak pani trochę wydobrzeje. 

Agatha upiła łyk wody ze szklanki podanej przez pielęgniarkę. 

— Chcę wiedzieć teraz. Co się stało? Dlaczego Charlesa też tu umieszczono? 

Bill usiadł przy jej łóżku. 

—  Kobieta,  zidentyfikowana  później  jako  Mary  Do—  novan  zatrudniona  w 

tym  szpitalu,  przyszła  do  agencji  z  prośbą  o  odnalezienie  zaginionego  kota  i 
dopytywała,  kiedy  wracasz.  Toni  nabrała  podejrzeń,  ponieważ  Do—  novan 
zachowywała się bardzo nerwowo. Kazała Philo— wi zrobić jej zdjęcie i przysłała 
je do mnie drogą elektroniczną. Rozpoznałem ją jako jedną z pielęgniarek, która 
opiekowała się Jessicą. 

Wziąłem  więc  komplet  kluczy  od  twojej  sprzątaczki,  otworzyłem  chatę  i 

wszedłem  razem  z  Toni.  Kazałem  oddziałowi  policji  czekać  na  końcu  alei. 
Wyjrzałem przez okno do ogrodu i zobaczyłem ciebie i Charlesa śpiących przy 
ogrodowym  stole.  Wtedy  pojąłem,  że  Jessica  zdołała  dosypać  wam  czegoś  do 
kawy lub do wody. 

Zobaczyłem,  jak  nadchodzi  przebrana  za  chłopaka.  Świetnie  się 

ucharakteryzowała, nie do poznania. Zszedłem chyłkiem po schodach i ujrzałem, 
że  wyjmuje  młotek  z  jednej  z  szafek.  W  tym  momencie  ją  aresztowałem. 
Przypuszczalnie dodała rohypnolu do dzbanka z wodą. 

TLR

background image

—  Zaczekaj  chwilę  —  przerwała  mu  Agatha.  —  Jednego  nie  rozumiem. 

Wyjrzałeś przez okno w sypialni i zobaczyłeś nas z Charlesem nieprzytomnych. 
Mogła nas otruć. Dlaczego nie kazałeś nas natychmiast przewieźć do szpitala? 

— Inspektor Wilkes powiedział, że jeśli nie złapiemy jej na gorącym uczynku, 

znów ujdzie jej to bezkarnie. Zrozum, gdybyście nie żyli, nie przywróciłbym wam 
życia. Ale jeżeli odurzyła was narkotykiem, co zwykle robiła ze swoimi ofiarami, 
należało przypuszczać, że wróci was wykończyć. Nie patrz tak na mnie, Agatho. 
Wreszcie ją złapaliśmy. 

—  Za  cholerę  nie  potrafię  przyjąć  twojego  punktu  widzenia  —  odburknęła 

Agatha.  —  Gdyby  nas  otruła,  a  ty  wezwałbyś  pomoc  natychmiast,  płukanie 
żołądka mogłoby nas uratować. 

— Musieliśmy zaryzykować — tłumaczył się Bill. 

— Ryzykowaliście nasze życie. 

—  Przypuszczam,  że  w  obecnej  chwili  nie  czujesz  się  na  siłach  złożyć 

zeznania... 

—  Nie  —  odparła  Agatha.  —  Co  więcej,  nic  nie  pamiętam.  Ale  Charles 

właśnie się budzi. Zobaczymy, jak on oceni twoją opowieść. 

Agatha opadła na poduszki. Zasypiała i budziła się, podczas gdy Bill powtarzał 

swoją historię. Obudziła się na dobre, gdy Charles ryknął: 

— Ależ z was banda łotrów! 

—  Postanowiliśmy  zaryzykować  —  tłumaczył  Bill  błagalnym  głosem.  — 

Mogła się w ogóle nie pojawić. 

—  Wynoście  się  stąd  do  wszystkich  diabłów  i  zostawcie  nas  w  spokoju  — 

wymamrotał Charles. 

Kilka  minut  po  wyjściu  Billa  i  Alice  przyszli  Toni  i  Simon.  Przynieśli  im 

owoce i czekoladę. 

—  Chciałabym  wam  opowiedzieć,  co  nas  spotkało,  ale  nic  sobie  nie 

przypominam — zastrzegła Agatha. 

— A ty, Charlesie? 

TLR

background image

— Ja też. 

— Macie jakieś nowe wiadomości? — spytała Agatha. 

— Patrick zdobył je od swoich informatorów. Istnieje obawa, że nie wytoczą 

jej sprawy sądowej. Zachowywała się normalnie, póki nie poinformowano jej, że 
stara zasada, zgodnie z którą nie wolno było sądzić człowieka dwa razy za to samo 
przestępstwo, przestała obowiązywać. Została ponownie oskarżona o popełnienie 
morderstw. Podobno w tym momencie zupełnie zwariowała. 

— Nie wiedziałem, że anulowano to prawo — wtrącił Charles. 

— Tak, od momentu rozstrzygnięcia sprawy niejakiego Billyego Dunlopa. W 

1989 roku został oskarżony o zamordowanie dwudziestodwuletniej Julie Hogg. 
Matka Julie, pani Ming, przez piętnaście lat walczyła o anulowanie tej reguły i w 
końcu  wygrała.  W  2006  roku  Dunlopa  ponownie  oskarżono  o  zabójstwo  i  sąd 
uznał go za winnego. 

— Sprytnie to wszystko uknuła! — wykrzyknęła Agatha. — Najpierw wrobiła 

Fraserów, a potem zaplanowała potworną zbrodnię na George'u. Ta kobieta jest 
potworem. Chyba tym razem się nie wywinie. 

— Mogą jej w ogóle nie wytoczyć procesu sądowego—  przypomniała Toni. 

— Nadal nie pojmuję, dlaczego Bill się na nią czaił, zamiast sprawdzić, czy ja i 

Charles jeszcze żyjemy. 

—  Chciał ją przyłapać na gorącym uczynku. Gdyby wezwał karetkę, Jessica 

uciekłaby i znów spróbowała cię zabić. 

Chcę wrócić do domu — jęknęła Agatha. — Zawołaj lekarza, Toni, i zapytaj, 

kiedy najwcześniej mogą mnie stąd wypuścić. 

Tydzień  później  Patrick  wpadł  do  biura  z  informacją,  że  Jessica  popełniła 

samobójstwo w więzieniu. Więźniarkom pozwalano nosić własne ubrania. Jessica 
włożyła cienką bluzkę z muślinu. Podarła ją na paski, żeby zrobić z niej sznur i 
powiesiła się na kratach celi. Zostawiła list, że dołącza do „jedynej miłości swego 
życia, najdroższego Rexa". 

—  Cholera!  —  zaklęła  Agatha.  —  Dziennikarze  zbiorą  żniwo.  Zatają 

homoseksualizm Rexa i zrobią z niej tragiczną bohaterkę. 

TLR

background image

— Czy władze więzienne muszą poinformować prasę o tym liście? — spytała 

Toni. 

— Niestety, tak — oparła Agatha z przygnębieniem. — Zostaną zmuszeni do 

wydania oświadczenia. 

Obawy Agathy potwierdziły się w całej pełni. Wielbiciele Jessiki sugerowali 

nawet,  że  należałoby  postawić  jej  pomnik  w  Hyde  Parku,  jak  księżnej  Dianie. 
Wiele niezrównoważonych osób w całej Wielkiej Brytanii święcie wierzyło, że 
policja  wraz  z  agencją  detektywistyczną  Agathy  Raisin  zaszczuła  nieszczęsną 
Jessicę i doprowadziła ją do samobójstwa. 

Dopiero gdy opublikowano pełen raport o roli Jessiki w popełnieniu zbrodni, 

do biura przestały napływać nienawistne listy, a zainteresowanie prasy jej historią 
wygasło. 

Agatha nadal źle sypiała. Prześladowały ją koszmary senne. Na domiar złego 

Charles  znowu  zniknął  z  jej  życia.  Choć  Agatha  wmawiała  sobie,  że  we 
współczesnym świecie przygodny seks to nic zdrożnego, jednak drażniło ją jego 
podejście i czuła się upokorzona, że tak ją porzucił. 

Lecz  dwa  miesiące  po  samobójczej  śmierci  Jessiki  Charles  nieoczekiwanie 

zadzwonił. Zupełnie zmienił ton. 

—  Mam  dwa  bilety  na  „Makbeta"  w  Królewskim  Towarzystwie 

Szekspirowskim. Poszłabyś ze mną? — zaproponował. 

W pierwszym odruchu Agatha chciała na niego nakrzyczeć, że nie ma prawa 

jej wykorzystywać i odchodzić z jej życia, kiedy mu się żywnie podoba. Jednak po 
chwili namysłu odrzekła: 

— Jeszcze nie widziałam nowego teatru w Stratford. Kiedy idziemy? 

— Dzisiaj wieczorem, jeżeli nie masz nic innego do roboty. 

— Dobrze. 

—  Przyjadę  do  ciebie  o  szóstej  wieczorem.  Najpierw  pójdziemy  do  baru, 

czegoś się napić. 

Agatha odwiedziła panią Bloxby. 

— Charles zaprosił mnie na randkę — oznajmiła. 

TLR

background image

Pani Bloxby zrobiła zdziwioną minę. 

— Przecież już bywaliście razem w wielu miejscach — przypomniała. 

—  Ale  teraz  zabiera  mnie  na  najprawdziwszą  randkę.  Do  teatru!  Wcześniej 

tylko wyjeżdżaliśmy za granicę albo chodziliśmy do restauracji. To zupełnie inne 
zaproszenie. 

Pani  Bloxby  wpadła  w  popłoch.  Gdyby  Agatha  zakochała  się  w  Charlesie, 

poniosłaby  uczuciową  porażkę.  Oczekiwałaby,  że  się  z  nią  ożeni  i  uczyni  ją 
dziedziczką we dworze. Pastorowa przewidywała, że obcy jej naturze styl życia 
wykończyłby Agathę. 

— Prawdopodobnie wygrał bilety na jakiejś loterii i nie znalazł nikogo innego, 

kto dysponowałby czasem — powiedziała. 

—  Co  za  złośliwość!  —  wykrzyknęła  Agatha  z  oburzeniem.  —  Mimo 

wszystko pójdę. 

Jednak kiedy Agatha szykowała wieczorową kreację, ogarnęły ją wątpliwości, 

czy pastorowa przypadkiem nie miała racji. 

Charles  przyjechał  w  swobodnym  stroju,  złożonym  ze  spodni,  koszulki  bez 

kołnierzyka i kurtki. Agatha włożyła małą czarną sukienkę, naszyjnik z rubinem i 
szkarłatne pantofelki na wysokich obcasach. 

— Wyglądasz bardzo elegancko — pochwalił Charles. 

— Ale czy nie zmarzniesz? 

— Nie, narzucę etolę — odparła Agatha. — Czy powinnam się przebrać? 

— Nie. Bardzo ładnie wyglądasz. Rzecz w tym, że w dzisiejszych czasach nikt 

już nie wkłada do teatru wieczorowego stroju. 

 

 Charles  zaparkował  samochód  w  Stratford-Upon-Avon.  Stamtąd  dotarli 

piechotą do nowego teatru. 

— To ten budynek? — wykrzyknęła Agatha. — Wygląda ohydnie, jak remiza 

strażacka, w dodatku z czerwonej cegły. 

TLR

background image

Przeszli do baru na parterze, ponurego wnętrza, utrzymanego w kolorach czerni 

i  szarości.  Wcale  nie  przypominał  baru  w  teatrze,  lecz  raczej  część  starego 
magazynu, który pospiesznie zaadaptowano na potrzeby widzów. 

— Dobrze przynajmniej, że znam treść sztuki — westchnęła Agatha. 

—  Miejmy  nadzieję,  że  dochowają  wierności  oryginałowi  —  powiedział 

Charles. — A co u ciebie? Przezwyciężyłaś lęki? 

— Niekiedy dręczą mnie jeszcze senne koszmary — wyznała Agatha, zerkając 

na  niego  ukradkiem  niedźwiedzimi  oczami.  —  Czasami  myślę,  czy  nie  lepiej 
zamknąć interes i w końcu zacząć prowadzić bardziej stabilny tryb życia. 

— Jako kto? 

Uczciwa  odpowiedź  brzmiałaby:  „jako  twoja  żona",  ale  z  oczywistych 

względów nie wypowiedziała na głos tej myśli. 

— Jeszcze nie wiem — rzuciła niedbale. — Pomimo recesji moje akcje dobrze 

stoją. Nie muszę pracować zawodowo. Ostatnio stałam się domatorką. 

—  Jeżeli  uważasz  odgrzewanie  gotowych  dań  w  mikrofalówce  za  główną 

cechę doskonałej pani domu, to z pewnością masz rację. 

Zadzwonił  dzwonek  oznajmiający  rozpoczęcie  przedstawienia.  Charles  i 

Agatha poszli zająć dwa dobre miejsca na parterze. 

 

Podczas spektaklu Agatha kilkakrotnie przeżyła szok. Aktor grający Makbeta 

był niski i łysy. Za to Banko był wysokim, potężnym, czarnoskórym mężczyzną z 
włosami skręconymi w dredy. Nie występowały żadne czarownice. Zastąpiono je 
dziećmi  o  piskliwych  głosikach.  Czasami  zrozumienie  tekstu  przedstawiało 
poważne  trudności,  ponieważ  publiczność  siedziała  wokół  sceny.  Aktorzy, 
zamiast mówić do publiczności jak w tradycyjnym teatrze, rozmawiali pomiędzy 
sobą, nierzadko odwróceni tyłem do miejsc, które zajmowali Agatha z Charlesem. 
Agatha z ulgą wyszła na przerwę. 

Jednak jej radość  trwała tylko do chwili, kiedy Charles przedstawił ją parze 

znajomych, Barry'emu i Mary Tring. 

— Podoba się wam? — zapytał Barry, wysoki mężczyzna o rumianej twarzy. 

TLR

background image

— Nie za bardzo — przyznał Charles. 

— Szkoda, że nie widzieliście „Kupca z Wenecji" — odparł Barry. — Akcję 

umieszczono w Las Vegas. Spektakl rozpoczął występ sobowtóra Elvisa Presleya, 
który zaśpiewał „Viva Las Vegas". 

—  No  cóż,  nie  chodzi  się  do  teatru,  żeby  poznać  dzieła  Szekspira,  tylko 

koncepcję  producenta  —  powiedział  Charles.  —  Mimo  wszystko  żal  mi 
amerykańskich  turystów.  Oni  lubią  oglądać  jego  sztuki  w  wersji  wiernej 
oryginałowi. 

— Dobrze, że wygrałeś te bilety w klubie krykietowym — odparł Barry. 

Agatha  nagle  zapragnęła  wrócić  do  domu.  Ale  ponieważ  właśnie  dzwonił 

dzwonek,  poszła  obejrzeć  dalszy  ciąg  sztuki.  W  pewnym  momencie  scenę 
wypełniły same dzieciaki. Duchy dzieci Makdufa uciekały przed trzema elfami, 
które zastąpiły czarownice. 

Wreszcie sztuka dobiegła końca. Jakiś odważny mężczyzna za plecami Agathy 

zawył głośno: 

— Buuuu! 

Lecz wszyscy inni grzecznie bili brawo. 

W  drodze  powrotnej  Charles  przez  cały  czas  uprzejmie  gawędził  na  temat 

spektaklu.  Kiedy  dojechali  przed  chatę  Agathy,  zaskoczyła  go,  wysiadając  z 
samochodu i rzucając krótkie: 

— Do zobaczenia. 

Nie zaprosiła go na drinka. Zatrzasnęła drzwi i wpadła jak burza do kuchni. 

Nawet nie zaproponował, że zabierze ją na kolację. Zrzuciła buty i wstawiła curry 
do kuchenki mikrofalowej. 

— Jestem głupią, starą babą — wymamrotała do swoich kotów. — Mężczyźni! 

Skończyłam z nimi raz na zawsze. 

Lecz kiedy zjadła i popiła posiłek dwoma dużymi kieliszkami wina, nieco się 

odprężyła. Świat jest pełen mężczyzn. Z całą pewnością gdzieś istnieje taki, który 
będzie ją rozpieszczał. Lecz zanim do tego dojdzie, miała zlecenia do wykonania. 

Niech diabli porwą Charlesa! 

TLR

background image

 

TO JESZCZE NIE KONIEC... 

Już wkrótce wszystkie tomy przygód Agathy w wersji elektronicznej! 
Informacji szukaj na stronie 

www.hitksiazki.pl

 

 

TLR

background image

Drodzy Czytelnicy! 

Jeśli  Agatha  jest  bliska  Waszemu  sercu,  mamy  debrą  informację!  W 

drugiej połowie roku 

planujemy wydanie najnowszego, już 24 tomu jej przygód. 
Będzie  to  nie  byle  jaki  kąsek  —  światowa  premiera!  Jeśli  jesteście 

zainteresowani  otrzymaniem  informacji  o  dacie  wydawniczej  lub  chcecie 
mieć pewność, że tomu 24 nikt nie sprzątnie Wam sprzed nosa, wyślijcie na 
adres: 

bok2@edipresse.pl

  e  -mail  o  treści:  M,  wyrażam  zainteresowanie! 

Proszę  o  przesłanie  na  mój  adres  oferty  zakupu  w  momencie,  kiedy  znany 
będzie termin publikacji najnowszego tomu Serii kryminałów Agatha Raisin. 

Lub dzwońcie od poniedziałku do piątku w godzinach 8.00 -17.00 
na numer: (22) 58422 22 

A  ponieważ  chwilowo  zabrakło  Agathy, zachęcamy do zaprzyjaźnienia się  Z Hamishem.  Na 

kolejnych  stronach  znajdziecie  wszystko,  czego  potrzeba  do  zawarcia  tej 
przyjaźni! 

Z pozdrowieniami, 

TLR


Document Outline