background image

W SERII KRYMINAŁÓW

 ukażą

 się: 

 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tom 1 . 

Agatha Raisin i 

ciasto śmierci 

Tbm 2. 

Agatha Raisin i 

wredny weterynarz 

Tom 3. 

Agatha Raisin i 

zakopana ogrodniczka 

'łom 4. 

Agatha Raisin i 

zmordowani piechurzy 

Tom 5. 

Agatha Raisin i 

śmiertelny ślub 

Tom 6. 

Agatha Raisin i 

koszmarni turyści 

Tom 7. 

Agatha Raisin i 

krwawe źródło 

Tom 8. 

Agatha Raisin i 

tajemnice salonu fryzjerskiego 

Tom 9. 

Agatha Raisin i 

martwa znachorka 

Tom 10. 

Agatha Raisin i 

przeklęta wieś 

Tom 11. 

Agatha Raisin i 

miłość z piekła rodem 

Tom 12. 

Agatha Raisin i 

zemsta topielicy 

Tom 13. 

Agatha Raisin i 

śmiertelna pokusa 

Tom 14. 

Agatha Raisin i 

nawiedzony dom 

Tom 15. 

Agatha Raisin i 

zabójczy taniec 

Tom 16. 

Agatha Raisin i 

perfekcyjna pani domu 

Tom 17. 

Agatha Raisin i 

upiorna plaża 

Tom 18. 

Agatha Raisin i 

mordercze święta 

Tom 19. 

Agatha Raisin i 

łyżka trucizny 

Tom 20. 

Agatha Raisin i 

śmierć przed ołtarzem 

Tom 21. 

Agatha Raisin i 

zwłoki w rabatkach 

Tom 22. 

Agatha Raisin i 

mroczny piknik 

Tom 23. 

Agatha Raisin i 

śmiertelne ukąszenie 

background image

 

SERIA KRYMINAŁÓW 

TOM 22

 

AGATHA

 

RAISIN

 

I

  

MROCZNY

 

PIKNIK 

M.C.

 

BEATON 

TLR

background image

 

Tytuł serii:

 Seria kryminałów 

Tytuł tomu:

 Agatka Raisin i mroczny piknik 

Tytuł oryginalny tomu:

 As the Pig Turns, An Agatka Raisin Mystery

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

 

Był koniec stycznia, wyjątkowo zimnego w tym roku. Wysokie drzewa 

po  obu  stronach  drogi  wznosiły  nagie  gałęzie  ku  ołowianemu  niebu, 
błagając  o  nadejście  wiosny.  Wszyscy  modlili  się,  żeby  znowu  nie  spadł 
śnieg.  Wydawało  się,  że  wystarczą  dodatkowe  dwa  centymetry  białego 
puchu,  by  zamknięto  drogi.  Władze  narzekały,  że  zabrakło  soli  do 
posypywania szos. Tymczasem wszystkie dojazdy do Carsely były bardzo 
strome, co sprawiało, że prowadzenie samochodu stało się ryzykowne. 

Znużona  Agatha  Raisin,  skręcając  w  stronę  rodzinnej  wsi  Carsely  w 

Costwolds,  gwałtownie  się  zatrzymała.  Przed  sobą  ujrzała  sznur 
samochodów i z westchnieniem zaciągnęła ręczny hamulec. 

 

O  co,  u  licha,  chodzi?  Agatha  niecierpliwie  nacisnęła  klakson.  Młody 

mężczyzna  w  poobijanym  fordzie  wyraził  swój  gniew  odpowiednim 
ruchem ręki. 

Przeklinając,  Agatha  wysiadła  z  auta,  pomaszerowała  w  stronę 

młodzieńca i zastukała w szybę. Facet o ziemistej twarzy otworzył okno i 
warknął: 

 — Czego? 

 — Co tu się dzieje? — spytała. 

 Mężczyzna  zmierzył  ją  wzrokiem  od  góry  do  dołu.  Zauważył  drogi 

płaszcz  oraz  paciorkowate,  oskarżające  oczy.  Usłyszał  elegancki  akcent. 
Rzucił jej gniewne spojrzenie. 

 — Dziury — powiedział, wzruszając ramionami — Naprawiają drogę. 

TLR

background image

 — Jak długo to potrwa? 

 — Żebym to ja wiedział — odburknął i zamknął okno. 

Agatha wściekła wróciła do samochodu. Sama skarżyła się do władz na 

zły stan nawierzchni, ale przecież były jeszcze dwie inne drogi prowadzące 
do  wsi.  Mogli  przynajmniej  na  czas  napraw  ustawić  znaki  informujące  o 
objazdach. Zastanawiała się, czy nie zawrócić. Jednak brak dostatecznych 
umiejętności  w  prowadzeniu  samochodu  odwiódł  ją  od  tego  pomysłu. 
Musiałaby  wykonać  zbyt  wiele  manewrów  na  stanowczo  zbyt  wąskiej 
drodze. 

Zaczęło  jej  kapać  z  nosa,  więc  sięgnęła  do  pudełka  z  chusteczkami 

jednorazowymi  leżącego  na  siedzeniu.  Ktoś  zastukał  w  szybę.  Agatha 
wyjrzała  i  zobaczyła  pochylonego  policjanta  gapiącego  się  na  nią.  Był 
krępy  i  krzepki.  Z  twarzy  o  cerze  z  widocznymi  porami  oskarżająco 
spoglądały małe, świńskie oczka. 

Uchylając okno, Agatha zapytała: 

 — Jak długo to potrwa, oficerze? 

 —  Potrwa,  ile  potrwa,  proszę  pani  —  odparł  z  ciężkim  akcentem  z 

Gloucestershire  —  Tymczasem  dostaje  pani  mandat  za  zdjęcie  rąk  z 
kierownicy. 

 —  Za  co?  Czy  pan  zwariował?  Po  prostu  czyściłam  nos.  Hamulec 

ręczny zaciągnięty. Tkwię tutaj... 

 — Sześćdziesiąt funtów. 

— Prędzej zobaczymy się w piekle, niż zapłacę — ryknęła Agatha. 

Policjant wręczył jej mandat. 

— Do zobaczenia w sądzie. 

Agatha  siedziała  przez  chwilę,  trzęsąc  się  ze  złości.  Potem  wzięła 

głęboki oddech i znów zastanowiła się, czy nie zawrócić. Niestety, pojazdy 

TLR

background image

stojące za nią akurat w tej chwili zdecydowały się zrobić to samo. Kiedy w 
końcu  udało  się  jej  wykonać  odpowiedni  manewr,  zobaczyła,  że  kolejka 
samochodów, którą właśnie opuściła, zaczęła się poruszać. 

Zanim dojechała do swojej krytej strzechą chaty przy Lilac Lane, znów 

zaczął padać śnieg. Ci wszyscy cholerni eksperci i ich biadolenie na temat 
globalnego ocieplenia — pomyślała z goryczą Agatha. 

Kiedy  otworzyła  drzwi  samochodu,  wiatr  porwał  mandat,  który  dał  jej 

policjant, i poniósł go, hen, do góry. 

Weszła  do  domu.  Dwa  koty,  Hodge  i  Boswell,  wybiegły,  aby  ją 

powitać,  tak  jak  czyniły  zawsze,  gdy  chciały  dostać  coś  do  jedzenia. 
Nakarmiła je,  a sobie nalała dżinu z tonikiem. Potem  zadzwonił detektyw 
sierżant Bill Wong, jej pierwszy prawdziwy przyjaciel. Agatha poskarżyła 
się na policjanta, który dał jej mandat za to, że czyściła nos. 

— To był Gary Beech — stwierdził Bill — Prawdziwy maniak. Wiesz, 

musimy wykazać się odpowiednią ilością interwencji, aby otrzymać awans. 
On jest zwariowany na tym punkcie. Pewnego razu matka dziewięciolatka, 
która  mieszka  przy  ślepej  uliczce  w  Mircesterze,  narysowała  kredą 
kwadraty na chodniku, aby syn mógł grać w klasy. Beech aresztował malca 
i oskarżył go o robienie graffiti. Dziecko miało przy sobie pistolet wodny i 
Gary  przypisał  mu  posiadanie  niebezpiecznej  broni.  Starego  emeryta 
aresztował  za  terroryzm,  bo  niósł  plakat  z  napisem:  „Zabierzcie  naszych 
chłopców z Afganistanu". 

 — To co mam robić? — zapytała Agatha. 

 — Prawdopodobnie jego pozew zostanie odrzucony przez sąd. Możesz 

ewentualnie zapłacić mandat. 

 — Nigdy! 

 — A jak interesy? 

 — Niedobrze. Recesja daje się we znaki. Ludzie nie mają pieniędzy. 

TLR

background image

Agatha wyjrzała przez kuchenne okno. 

 —  Psiakrew!  Pada  coraz  bardziej  gęsty  śnieg.  Żałuję,  że  nie 

zainwestowałam  w  zimowe  opony  albo  napęd  na  cztery  koła.  Roy  Silver 
przyjeżdża  na  weekend.  Mam  nadzieję,  że  do  tej  pory  drogi  będą 
przejezdne. 

Roy  pracował  dla  Agathy,  kiedy  prowadziła  firmę  w  Londynie,  którą 

następnie sprzedała i przeszła na emeryturę, osiedlając się w Cotswolds. Po 
tym,  jak  rozwiązała  kilka  spraw  o  morderstwo,  zdecydowała  się  założyć 
tutaj własną agencję detektywistyczną. 

Bill  powiedział,  że  spróbuje  wpaść  do  niej  w  weekend,  po  czym  się 

rozłączył. 

Agatha  zadzwoniła  do  swojego  biura.  Miała  niewielki  personel,  który 

stanowili: Patrick Mulligan, emerytowany policjant, Phil Marshall, starszy 
mężczyzna  z  Carsely,  młoda  Toni  Gilmour  i  sekretarka,  pani  Freedman. 
Jako  przenikliwa  kobieta  interesu  Agatha  zorientowała  się,  że  nadchodzi 
recesja  dużo  wcześniej  niż  większość  ludzi  i  w  porę  postanowiła  nie 
zatrudniać  więcej  osób.  Jej  sumienie  niepokoił  jednak  jeden  były 
pracownik.  Inteligentny,  młody  detektyw  przyjęty  przez  nią  na  staż  kilka 
miesięcy wcześniej — Simon Black, który zakochał się w Toni. Bojąc się 
utraty  pracownicy  i  przekonując  samą  siebie,  że  działa  w  jak  najlepszej 
wierze,  Agatha  postanowiła  ingerować  w  ten  związek.  Powiedziała 
Simonowi,  że  Toni  jest  za  młoda  na  poważniejsze  związki  i  by  poczekał 
jakieś trzy lata. Panna Gilmour poczuła się zlekceważona i odwróciła się od 
Blacka. Ku przerażeniu Agathy, Simon odszedł, wstąpił do wojska i teraz 
walczył w Afganistanie. 

Telefon odebrała Toni. Poinformowała szefową, że pani Freedman i Phil 

poszli  do  domu.  Nie  chcieli  dłużej  czekać,  obawiając  się,  że  śnieg  znów 
zacznie mocniej padać. Panna Gilmour, młoda, piękna blondynka, przypra-
wiała  często  Agathę  o  uczucie  zazdrości.  Musiała  jednak  przyznać,  że 
dziewczyna jest bystrym detektywem. 

TLR

background image

 — Jakie sprawy mamy niezałatwione? — zapytała. 

 —  Dwa  cudzołóstwa,  cztery  zbłąkane  zwierzaki  i  dwoje  zaginionych 

nastolatków. 

Agatha westchnęła. 

 —  Wydaje  się,  że  nie  tak  dawno  temu  przysięgałam  sobie,  że  nie 

wezmę sprawy żadnych futrzaków. Ale, niestety, potrzebujemy pieniędzy. 

 — To jest łatwa kasa — burknęła Toni — Ludzie nawet nie pomyślą o 

sprawdzeniu  w  schronisku  dla  zwierząt.  Idę  tam  ze  zdjęciami,  które  mi 
dają,  odszukuję  i  zabieram  bestie,  po  czym  dzwonię  do  szczęśliwych 
właścicieli, a potem każę płacić. 

 — Roy przyjeżdża na weekend i może wpadnie też Bill. Masz ochotę 

przyłączyć  się  do  nas,  a  ja  wynajdę  nam  jakieś  interesujące  zajęcie?  — 
zapytała Agatha. 

 — Niestety, mam randkę. 

 — Z kim? 

 — Z Paulem Finlayem. 

 — Jak go poznałaś? 

Toni miała ochotę powiedzieć szefowej, aby pilnowała swego nosa, ale 

odparła niechętnie: 

 —  Chodziłam  wieczorami  na  lekcje  francuskiego,  bo  w  pracy  było 

spokojnie. On jest wykładowcą. 

 — Ile ma lat? — dopytywała Agatha. 

 —  Muszę  iść.  Dzwoni  drugi  telefon.  —  Toni  szybko  zakończyła 

rozmowę. 

Agatha  była  zmartwiona.  Jej  młodziutka  pracownica  miała  słabość  do 

starszych mężczyzn i już kiedyś wpadła przez to w kłopoty. 

TLR

background image

Doris Simpson, dbająca o porządek w chacie, zostawiła na kuchennym 

stole  lokalną  gazetę.  Agatha  zaczęła  ją  przeglądać,  aby  zobaczyć,  czy 
znajdzie  jakieś  weekendowe  rozrywki.  Nagle  jej  wzrok  padł  na  notatkę  o 
tym,  co  ma  się  wydarzyć  w  Winter  Parva,  wiosce  oddalonej  o  jakieś 
dwadzieścia mil. 

Agatha  była  tam  tylko  raz.  To  turystyczna  miejscowość  ze  sklepami  z 

pamiątkami, średniowiecznym rynkiem i chatami krytymi strzechą. Artykuł 
mówił,  że  ponieważ  miejscowe  sklepy  nie  miały  się  tak  dobrze,  jak 
zazwyczaj  w  okresie  Bożego  Narodzenia,  rada  parafialna  planowała 
wzbudzić zainteresowanie wsią, organizując w styczniu uroczyste, grupowe 
pieczenie prosiaka. 

 Mieszkańców  wsi  przekonywano,  aby  ubrali  się  w  starodawne 

kostiumy.  Tancerze  mieli  występować  razem  z  miejscową  orkiestrą  dętą  i 
chórem.  Spodziewano  się,  że  na  tę  imprezę  przybędą  dwa  autobusy  z 
chińskimi turystami. 

To jest to — pomyślała Agatha — jeśli śnieg nie zablokuje dojazdu. 

Zrobiła  się  głodna.  Poszperała  w  zamrażarce,  aby  znaleźć  coś  do 

odgrzania w  mikrofalówce. Nagle zgasły wszystkie  światła.  Odcięto prąd. 
Na szczęście  Agatha przypomniała sobie, że  w pubie  o nazwie Czerwony 
Lew mają agregat prądotwórczy. Przebrała się w spodnie, kozaczki i kurtkę 
z futrzanym kapturem i wyruszyła na poszukiwanie obiadu. 

Pub był pełny. Agatha podeszła do baru i zamówiła lazanie, frytki oraz 

piwo i rozejrzała się za wolnym stolikiem. Nagle, ku własnemu zdumieniu, 
zobaczyła  swoją  przyjaciółkę,  panią  Bloxby,  która  siedziała  samotnie  w 
rogu,  wpatrując  się  ponuro  w  mały  kieliszek  sherry.  Pośpieszyła  do  niej, 
zastanawiając  się,  co  też  się  mogło  stać.  Żona  pastora  nigdy  nie 
przychodziła do pubu, chyba że organizowana była jakaś specjalna zbiórka 
funduszy. Pani Bloxby miała siwe włosy wymykające się ze staromodnego 
koka.  Na  jej  zazwyczaj  miłej  twarzy  widać  było  zmęczenie.  Miała 

TLR

background image

sfatygowaną  tweedową  kurtkę  na  spranym  swetrze,  kardigan  i  tweedową 
spódnicę. 

Nieważne,  w  co  jest  ubrana  —  pomyślała  Agatha  —  pani  Bloxby 

zawsze wygląda jak dama. 

Tradycją Stowarzyszenia Pań z Carsely, do którego obie należały, było 

mówienie do siebie po nazwisku. 

—    Jakie  to  dziwne  spotkać  panią  tutaj  —  zagadnęła  Agatha.  —    A 

gdzie pastor? 

— Nie wiem i  nie obchodzi mnie to — odparła pani Bloxby — Proszę 

siadać, pani Raisin. 

Agatha usiadła naprzeciwko niej. 

 — Co się dzieje? 

Wydawało się, że pastorowa ożywiła się i uśmiechnęła słabo. 

 — To naprawdę nic ważnego. Zamierza pani tutaj jeść? 

Kelnerka postawiła przed Agathą zamówione danie. 

 —  Oczywiście.  A  coś  z  tym  nie  tak?  —  Agatha  zagłębiła  widelec  w 

jedzeniu. 

Pani Bloxby pomyślała, że jej przyjaciółka ma kubki smakowe sępa. A 

jednak Agacie czasami udawało się sprawić, że pastorowa czuła się gorsza. 
Agatha,  chociaż  była  po  pięćdziesiątce,  promieniała  zdrowiem,  a  jej 
fachowo ufarbowane błyszczące brązowe włosy lśniły jak jedwab. 

 — Niemożliwe, żeby nic się nie stało — powiedziała Agatha, sięgając 

po butelkę z keczupem. 

 —  To  prawdopodobnie  moja  wyobraźnia  —  stwierdziła  ponuro  pani 

Bloxby. 

TLR

background image

 —  Zawsze  miała  pani  dobry  instynkt.  Niech  pani  mówi  —  rozkazała 

Agatha. 

Pastorowa  wstrząsająco  zaszlochała,  tak  jak  robi  to  dziecko  po 

długotrwałym płaczu. 

 — Myślę, że Alf ma romans. Kapie pani keczup. 

 —  Och,  przepraszam  —  Agatha  odłożyła  ociekającą  keczupem  frytkę 

na talerz — Pani mąż ma romans? Bzdura! 

 — Ma pani rację. Jestem głupia. 

 — Nie, nie. Nie powinnam była tego mówić. Chciałam powiedzieć, kto 

by go chciał? — zauważyła Agatha ze swoim zwykłym brakiem taktu. Jej 
przyjaciółka się najeżyła. 

 — Musi pani wiedzieć, że jako pastor tej parafii Alf często jest celem 

drapieżnych pań. 

 — Więc dlaczego sądzi pani, że on ma romans? Szminka na koloratce? 

 — Nic takiego. Ale on wymyka się bez koloratki i nie mówi mi, gdzie 

idzie. 

 — Czy kupił ostatnio jakąś' nową bieliznę? 

 — Nie, ja kupuję mu bieliznę. 

 — Proszę posłuchać. Dowiem się, o co chodzi. Na rachunek firmy. 

 — Och, niech pani tego nie robi. Jeśli zorientuje się, że go pani śledzi, 

będzie wściekły. 

 — Nie zobaczy mnie. Przypadkiem jestem bardzo dobrym detektywem. 

 —  Proszę  nic  nie  robić  w  tej  sprawie  —  powiedziała  poważnie  pani 

Bloxby. — Przyrzeka pani? 

 —  Przyrzekam  —  zgodziła  się  Agatha  i  w  dziecinny  sposób 

skrzyżowała palce za plecami. 

TLR

background image

W  nocy  ciepły  wiatr  z  zachodu  rozpuścił  śnieg,  który  zamienił  się  w 

śniegowe błoto. Potem znów zrobiło się chłodniej i drogi zamarzły, tworząc 
lodowiska. 

 

Następnego dnia Agatha obudziła się w kiepskim nastroju. Jak do licha 

wydostanie  się  ze  wsi?  Małym  pocieszeniem  był  fakt,  że  przywrócono 
dopływ prądu. 

 Kiedy  jadła  swoje  zwykłe  śniadanie  składające  się  samej  kawy  i 

papierosów,  z  końca  alejki  doszedł  do  niej    dziwny  dźwięk.  Odgłos, 
którego  nie  słyszała  od  dłużnego  czasu.  Włożyła  kozaczki  oraz  palto  i 
wybiegła  z  domu.  Piaskarka  niezdarnie  pokonywała  drogę  przez  wieś, 
posypując jezdnię piaskiem i solą. Agatha pospiesznie wróciła do chaty, by 
nałożyć makijaż i ciuchy. 

Właśnie  wyjeżdżała  z  Lilac  Lane,  kiedy  na  drodze  przed  sobą 

rozpoznała auto pastora. 

 —  Tylko  rzucę  okiem.  To  nikomu  nie  zaszkodzi  —  zapewniała  sama 

siebie. 

Pozwoliła, aby samochód pastora ją minął i podążyła jego śladem. Pan 

Bloxby pojechał do pobliskiej wsi Ancombe.  Zostawił  auto na dziedzińcu 
dużego katolickiego kościoła pod wezwaniem św. Marii. 

Zaciekawiona Agatha zaparkowała na drodze i poszła w górę podjazdu, 

minęła  nagrobki  i  weszła  do  świątyni.  W  półmroku  rozpoznała  chudą 
sylwetkę pastora idącego do spowiedzi. 

Muszę wiedzieć, co on mówi — denerwowała się. 

Zdjęła  buty  i  na  palcach  poszła  w  kierunku  konfesjonału,  w  którym 

zniknął pastor. Przyłożyła ucho i słuchała. 

 — Co pani tu robi? — nagle ktoś ryknął tubalnym głosem. 

TLR

background image

Na  Agacie  spoczęło  przerażone  spojrzenie  mężczyzny,  który  właśnie 

wszedł do kościoła. Ona sama szybko zamknęła oczy i gwałtownie osunęła 
się na podłogę. Konfesjonał otworzył się i wyszli z niego obaj duchowni. 

 — Co się dzieje? — zapytał piskliwym głosem ksiądz. 

 Agatha otworzyła oczy. 

 —  Co  się  stało?  —  zapytała  słabym  głosem  —  Zakręciło  mi  się  w 

głowie,  a  zobaczyłam,  jak  pan  Bloxby  tu  wchodzi,  więc  chciałam  go 
poprosić o pomoc. 

 — Ona podsłuchiwała! — naskarżył chudy, skwaszony mężczyzna. 

 —  Znam  tę  kobietę  —  powiedział  pastor  —  Pani  Raisin,  niech  pani 

wyjdzie ze mną na zewnątrz. 

Agatha się podniosła. Nikt jej nie pomógł. Włożyła buty i nieszczęśliwa 

poszła za panem Bloxby. 

Na zewnątrz pastor warknął: 

 —  Niech  pani  wsiądzie  do  mojego  samochodu,  pani  Raisin.  Musi  mi 

pani coś wyjaśnić. 

Grzecznie usiadła na siedzeniu pasażera. Zaczął siąpić delikatny deszcz. 

 —  Teraz  —  powiedział  pan  Bloxby  —  niech  się  pani  wytłumaczy, 

straszna kobieto. 

Pastor  nigdy  nie  lubił  Agathy  i  nie  mógł  zrozumieć  sympatii,  jaką 

żywiła do niej jego żona. 

Ona  nigdy  więcej  nie  odezwie  się  do  mnie  —  pomyślała  ze  smutkiem 

Agatha, kiedy zdała sobie sprawę, że będzie musiała powiedzieć prawdę. 

 — Chodzi o to, Alf... mogę mówić do pana Alf? 

 — Nie. 

TLR

background image

 — Trudno. Wczoraj wieczorem spotkałam w pubie pańską żonę i ona 

płakała. Myśli, że pan ma romans. 

 —  To  absurd...  chociaż,  jak  się  nad  tym  zastanowić,  to  przez  te 

wszystkie lata musiałem odstraszyć kilka kochliwych parafianek. 

 — Przyrzekłam się nie wtrącać — wydukała Agatha. 

 — Co w pani przypadku oznacza tyle, co przyrzec,  że nie będzie pani 

oddychać. 

 — Zgadza się! Jednak zapomnę o poczuciu winy i zapytam: co, u licha, 

robił pan w konfesjonale katolickiego kościoła? 

 — Potrzebowałem duchowego przewodnictwa. 

 — Niech pan nie mówi, że stracił pan wiarę! 

 —  Nic  podobnego.  Wie  pani,  że  w  naszej  posłudze  używamy 

Modlitewnika Powszechnego i Biblii Króla Jakuba? 

Agatha nie miała pojęcia, ale powiedziała, że wie. 

 —  To  są  najpiękniejsze  dzieła  literackie,  na  równi  z  utworami 

Szekspira.  Biskup  nakazał  mi  unowocześnić  ich  przekład.  A  ja  po  prostu 
nie  potrafię.  Czułem,  że  muszę  zdjąć  z  siebie  ten  ciężar  i  zwrócić  się  do 
księdza innego wyznania. 

 — Dlaczego nie powiedział pan o tym żonie? 

 —  Musiałem  zmagać  się  z  własnym  sumieniem.  Nawet  myślałem  o 

przystąpieniu do Kościoła katolickiego. 

 — I złożyłby pan przysięgę celibatu? 

 — Watykan deklaruje ustanowienie przepisów dla takich jak ja. 

 — Nie rozmawiał pan z żoną? 

 — Wolę sam zmagać się ze sprawami duchowymi. 

TLR

background image

Agatha  nagle  dostrzegła  wyjście  z  kłopotów.  Rzuciła  mu  chytre 

spojrzenie swoich niedźwiedzich oczu: 

 — Mogę panu pomóc. 

 — Droga pani! Proszę się nie wygłupiać. 

 — Niech pan zamilknie i posłucha. Biskup nie sprzeciwi się życzeniom 

parafian. Cała wieś podpisze petycję, żeby wszystko zostało jak do tej pory, 
i wyśle się ją do biskupa. To łatwe. Zrobię to dla pana pod warunkiem, że 
nie  powie  pan  pani  Bloxby,  że  mam  z  tym  coś  wspólnego.  Załatwię  to  w 
miejscowym sklepie. Wszyscy robią tam zakupy, gdy jest brzydka pogoda. 
Powiem pani Tutchell, nowej właścicielce, żeby mówiła, że to jej pomysł. 
Pan  zacznie  teraz  mówić  o  tym  w  całej  wsi,  zaczynając  od  żony. 
Oczywiście,  jeśli  piśnie  pan  słówko  o  moim  zaangażowaniu  w  tę  sprawę, 
zostanie pan ze wszystkim sam, kolego. 

 

 — Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej? — zapytała żałośnie pani 

Bloxby pół godziny później, wysłuchawszy wyjaśnień męża. 

 —  Początkowo  chciałem  sam  poradzić  sobie  z  problemem,  ale 

wspomniałem o tym w sklepie w drodze do domu. Mieszkańcy wsi wesprą 
mnie i wyślą petycję do biskupa. 

 — Czy pani Raisin miała z tym coś wspólnego? 

 — Oczywiście, że nie — odparł pastor, odwracając się do kominka. To 

tylko białe kłamstwo, Boże — zapewnił swego Stwórcę. — Możesz sobie 
wyobrazić mnie proszącego ją o pomoc? 

Przez  resztę  dnia  Agatha  była  zajęta  chodzeniem  od  drzwi  do  drzwi  i 

zachęcaniem  do  poparcia  pastora  i  podpisywania  petycji  w  miejscowym 
sklepie. Większość mieszkańców wsi to przybysze, którzy chodzili do ko-
ścioła tylko w Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale chętnie godzili się robić 
„właściwe rzeczy", jak to określiła pewna otyła gospodyni. 

TLR

background image

 Późnym  wieczorem  Agatha  skierowała  się  do  biura.  Toni  właśnie 

wychodziła z wysokim, sprawiającym wrażenie bogatego mężczyzną. 

 — To jest Paul Finlay — przedstawiła go Toni. 

 —  A  oto  wspaniała  pani  detektyw  —  powiedział  Paul  z  irytująco 

protekcjonalną miną. 

Był  dobrze  po  trzydziestce,  jak  zgadywała  Agatha.  Miał  przystojną 

twarz  i  iskrzące  się  dowcipem  oczy,  które  mówiły,  że  ich  właściciel  ma 
poczucie humoru. 

 —  Wychodzimy  na  kolację  —  powiedziała  szybko  Toni  —  Do 

widzenia. 

 — Poczekajcie chwilę — poprosiła Agatha — Roy przyjeżdża w piątek 

wieczorem,  a  w  sobotę  idziemy  na  pieczonego  prosiaka  do  Winter  Parva. 
Może poszlibyście z nami? Przyjdźcie do mnie, a zabiorę was moim samo-
chodem, bo parkowanie będzie utrudnione. 

 —  Pieczony  prosiak?  —  zachichotał  Paul.  —  Jakie  oryginalne. 

Oczywiście będziemy. 

 —  Świetnie.  Zaczyna  się  o  szóstej,  ale  chciałabym  być  tam  trochę 

wcześniej  —  poinformowała  Agatha  —  Wpadnijcie  koło  czwartej  na 
drinka, a potem pojedziemy. 

Agatha  stała  i  patrzyła,  jak  odchodzą.  Szczupła  Toni  wydawała  się 

drobna i delikatna przy wysokiej sylwetce Paula. 

 —  W  ogóle  do  niej  nie  pasuje.  Co  za  buc  —  powiedziała  Agatha,  a 

przechodząca obok kobieta rzuciła jej nerwowe spojrzenie. 

Przejrzawszy  sprawy  biurowe,  Agatha  wyruszyła  do  domu.  Właśnie 

zbliżała  się  do  Lilac  Lane,  kiedy  zablokował  ją  policyjny  samochód. 
Nacisnęła  hamulce  i  spojrzała  w  boczne  lusterko.  Ujrzała  niezdarną 
sylwetkę  policjanta,  który  dał  jej  mandat  za  czyszczenie  nosa.  Kiedy  się 
zbliżył, opuściła szybę. 

TLR

background image

 — Co znowu? — zapytała. 

 — Aparat do mierzenia szybkości wykazał, że jechała pani trzydzieści 

dwie mile na godzinę. A więc trzy punkty karne i mandat za przekroczenie 
prędkości. 

Agatha otworzyła usta, aby zakląć, ale wtedy prawdopodobnie dałby jej 

mandat za obrażanie oficera policji. Przystąpił do udzielania jej wykładu na 
temat  niebezpieczeństwa  przyśpieszania  i  Agatha  wiedziała,  że  próbował 
wyprowadzić  ją  z  równowagi,  więc  słuchała  cierpliwie,  dopóki  nie 
skończył. 

Kiedy  wreszcie  odjechał,  skierowała  się  do  sklepu  we  wsi,  gdzie 

poinformowała zainteresowanych słuchaczy o podłości policji w ogóle, a w 
szczególności jednego. 

 —  Mogłabym  go  zabić!—  krzyczała  Agatha.  —  Niech  się  powoli 

smaży na rożnie w piekle! 

 

Był  mroźny  piątkowy  wieczór,  kiedy  Agatha  spotkała  się  z  Royem 

Silverem na dworcu w Moreton-in-Marsh. Ubrany był w czarne spodnie i 
czarny  sweter,  na  którym  nosił  purpurową  marynarkę  z  wplecionymi 
małymi  złotymi  elementami.  Miał  ogoloną  na  łyso  głowę  i  Agatha 
niechętnie  pomyślała,  że  jej  przyjaciel  wyglądał  jak  skrzyżowanie 
oskubanego  kurczaka  z  kimś  udającym  się  na  casting,  żeby  dostać  rolę 
komika. 

 —  Włącz  ogrzewanie  —  polecił  Roy,  wsiadłszy  do  samochodu.  — 

Zimno mi. 

 — Nie dziwię się — powiedziała Agatha — Co z tą twoją łysą głową? 

 —  Taka  moda  —  odpowiedział  z  rozdrażnieniem    —  i  wzmacnia 

włosy. To tylko przejściowe. 

 — Pożyczę ci jakieś ciepłe ubrania. 

TLR

background image

 — Twoje ubrania? — powiedział Roy uszczypliwie. 

 — Wyglądałbym, jakbym nosił namiot. Mogłabyś włożyć dwóch takich 

jak ja w swoje ciuchy. 

 —  Nie  jestem  gruba  —  burknęła  Agatha  —  To  ty  jesteś  niezdrowo 

chudy. Charles zostawił jakieś swoje ubrania w gościnnym pokoju. 

Sir Charles Fraith często wykorzystywał chatę Agathy jak hotel. 

Roy odparł buntowniczo, że jego ubrania są odpowiednie. Kiedy dotarli 

do  domu  Agathy  okazało,  się,  że  znowu  jest  przerwa  w  dostawie  prądu  i 
dom był wyziębiony. 

Gdy Agatha rozpalała w kominku w salonie, Roy wieszał swoją cenną 

marynarkę  w  szafie  w  pokoju  gościnnym,  zastanawiając  się,  jak  komuś 
mogła się nie podobać taka szałowa kreacja. Znalazł jeden z kaszmirowych 
swetrów Charlesa i go włożył. 

Kiedy dołączył do Agathy, ogień już palił się w kominku. 

 — Jak długo trwa takie odcięcie prądu? — zapytał. 

 —  Zazwyczaj  niedługo.  Coś  się  dzieje  z  elektrownią,  która  obsługuje 

ten koniec wsi. 

 — Jakieś plany na weekend? 

 — Jedziemy jutro na pieczonego prosiaka do Winter Parva. 

 — Nie ma mowy. Jestem wegetarianinem. 

 — Od kiedy? 

Roy spojrzał na nią chytrze. 

 — Od miesiąca. 

 — Nie byłeś na diecie. Głodziłeś się — oskarżyła go Agatha — Mam 

steki na obiad. 

TLR

background image

 —  Nie  mógłbym  tego  tknąć.  Pieczenie  prosiaka?  Masz  na  myśłi 

obracanie go na rożnie, jak na .filmach historycznych? 

— Tak. 

 — Fuj, fuj, fuj, Agatho. Jestem zdegustowany. 

Ale  następnego  dnia,  po  tym,  jak  przybyli  Toni  i  Paul,  a  kapryśna 

elektryczność  została  przywrócona,  Roy  postanowił,  że  wszystko  będzie 
lepsze,  niż  zostać  samemu  w  domu.  Bill  Wong  zadzwonił,  żeby 
powiedzieć,  że  nie  zdoła  przyjść.  Akurat  pili  drinki,  kiedy  przyjechał 
Charles  Fraith.  Jak  zwykle  był  wytwornie  ubrany  w  elegancki,  choć 
niezobowiązujący strój. Miał  miłe rysy twarzy i dobrze ostrzyżone włosy. 
Agatha nigdy naprawdę nie wiedziała, co on o niej myśli. Poczęstował się 
whisky i przyłączył do rozmowy. Zapytał współczująco Roya, czy ma raka. 
Kiedy ten zaprzeczył, powiedział: 

 — Chciałem ci wybaczyć, że włożyłeś mój sweter, ale skoro nie jesteś 

cierpiący, mogłeś mnie najpierw zapytać. 

 — To ja mu powiedziałam, że może sobie coś pożyczyć — przyznała 

Agatha — Nie przedstawiłam ci Paula Finlaya. 

 — Wujek Toni? 

 — Nie, przyjaciel. 

 Paul  się  najeżył.  Akcent  Charlesa  świadczący  o  pochodzeniu  z  klasy 

wyższej  wzbudził  w  nim  najgorsze  uczucia.  Jego  lekki  akcent  z 
Birminghamu  stał  się  silniejszy,  kiedy  nagle  zafundował  im  wszystkim 
tyradę  na  temat  nieuczciwości  brytyjskiego  systemu  klasowego  i 
arystokracji, która żyła na koszt biedoty. 

Dzięki Bogu za Charlesa — pomyślała Agatha — Toni chyba widzi, co 

to za straszny człowiek. 

Jednak jej pracownica słuchała Paula z błyszczącymi oczami. 

TLR

background image

Charles poczekał, aż Paul zamilknie, i powiedział spokojnie: 

 — Co za stek staromodnych bzdur. Kiedy ruszamy? 

 — Skończcie swoje drinki — powiedziała Agatha — Chcę się upewnić, 

że znajdziemy miejsce do parkowania. Będzie nam trochę ciasno w moim 
samochodzie. 

 — Ja wezmę Roya — zaoferował Charles. 

 —  Będziesz  potrzebował  kurtki  —  powiedziała  Agatha  do  Roya  — 

Znajdziesz moją w holu. Weź ją. 

 — Mogę włożyć moją marynarkę. 

 — Zamarzniesz. No już, idziemy. 

Kiedy  jechali  do  Winter  Parva,  cienkie  smużki  mgły  wiły  się  między 

drzewami  rosnącymi  wzdłuż  drogi.  Musieli  zatrzymać  się  przed  wioską, 
ponieważ wszystkie miejsca parkingowe we wsi były zajęte. Paul, pragnąc 
mieć  Toni  tylko  dla  siebie,  powiedział, że  pochodzą  po  sklepach  i  wrócą, 
kiedy zacznie się pieczenia prosiaka. 

Agatha,  Charles  i  Roy  poszli  do  najbliższego  pubu,  skryć  się  w  cieple 

baru. 

 — Trzeba coś zrobić z tym Paulem — powiedział Charles — Sądzę, że 

Toni  jest  jeszcze  dziewicą  i  myśl  o  tym,  że  może  je  stracić  z  tym 
owłosionym nudziarzem jest straszna. 

 — Może się jej oświadczy — odparł Roy. 

 —  Myślę,  że  jednak  trochę  powęszę  —  zakomunikowała  Agatha  — 

Założę  się,  że  on  jest  albo  był  żonaty.  Dlaczego  Toni  nie  widzi,  że  jest 
takim  nudziarzem?  Jak  może  słuchać  tych  nonsensów  o  klasowym 
społeczeństwie? 

 — Może to trafia w jej gust — powiedział Charles — Nie zapominaj, 

że została wychowana w dość prymitywnym otoczeniu. Może ona nie wie, 

TLR

background image

gdzie przynależy  w tym całym schemacie. Może być coś kuszącego w tej 
propagandzie. Gdzie, do diabła, ona go spotkała? 

 —  Na  wieczorowych  zajęciach  z  francuskiego  —  poinformowała 

ponuro Agatha. — On jest wykładowcą. 

Roy  rozgląda!  się  po  barze  i  przyglądał  się  ludziom  ubranym  w 

średniowieczne stroje. 

 — Mogliśmy się przebrać — stwierdził żałośnie. 

Agatha spojrzała na zegarek. 

 —  Lepiej  już  chodźmy.  Chcę  zobaczyć,  jak  przygotowują  tego 

prosiaka. 

Mgła gęstniała. Gdyby nie zaparkowane samochody, można by myśleć, 

że  wieś  powróciła  do  średniowiecza,  ponieważ  ubrani  w  kostiumy 
mieszkańcy wioski pojawiali się i znikali we mgle. 

Dwaj  mężczyźni  polewali  olejem  olbrzymiego  prosiaka  wiszącego  na 

rożnie nad podściółką z płonącego węgla drzewnego. 

Niektórzy  wieśniacy  nieśli  płonące  pochodnie.  Kiedy  mgła  nieco  się 

podniosła, Agatha zobaczyła wyraźnie tatuaż na nodze świni. Było to serce 
przebite strzałą i biegnące po okręgu litery układające się w napis „Amy". 
Przebiegła  wzrokiem  przez  całą  długość  prosięcia,  aż  do  pulchnych  nóg 
odciętych powyżej kolan. 

—  Zatrzymajcie  się!  —  krzyknęła  co  sił  w  płucach.  Dwaj  mężczyźni 

przestali obracać rożen i gapili się na nią. 

— Świnie nie mają tatuaży — powiedziała Agatha. Wszyscy przyjrzeli 

się bacznie rysunkowi na skórze. 

 — Sądzę, że ktoś zrobił nam żart — odezwał się jeden z mężczyzn. 

Agatha  wyjęła  z  torebki  silną,  małą  latarkę  i  przyjrzała  się  głowie 

prosięcia. 

TLR

background image

 —  Głowa  jest  przyszyta  —  oświadczyła  —  O,  Boże!  Myślę,  że  to  są 

zwłoki mężczyzny. Wezwijcie policję.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

II 

 

Toni martwiła się i było jej zimno. Chciała przyłączyć się do innych, ale 

Paul  powiedział,  że  chce  zapytać  ją  o  coś  ważnego.  Przeżyli  właśnie 
pierwszą  kłótnię.  Posprzeczali  się,  ponieważ  Toni  nie  chciała  słuchać 
krytyki  na  temat  Charlesa.  Paul  sięgnął  do  kieszeni  po  pierścionek,  który 
dla niej kupił. 

Wtem  przez  mgłę  doszedł  do  nich  dźwięk  policyjnych  syren.  Toni 

usłyszała szloch jakiejś kobiety. 

 — To straszne. Chore. Morderstwo! 

Toni zerwała się na nogi. 

 — Stało się coś złego. Muszę się dostać do Agathy. 

Jej  zgrabna  sylwetka  w  jasnoczerwonym  płaszczu  zniknęła  we  mgle. 

Przeklinając pod nosem, Paul wstał i poszedł za nią. 

Toni musiała przepychać się przez zgromadzony tłum. Policja otoczyła 

miejsce,  w  którym  miano  piec  prosiaka.  Dziewczyna  przepychała  się 
łokciami do przodu. W świetle ogniska i pochodni trzymanych przez wie-
śniaków  zobaczyła  Agathę,  Charlesa  i  Roya  przesłuchiwanych  przez 
inspektora Wilkesa. Bill Wong stał za nimi i rozmawiał przez telefon. 

 Toni  dała  nura  pod  taśmę.  Policjant  ryknął,  aby  zawróciła,  ale  Bill 

spojrzał na niego i dał sygnał, żeby ją przepuścić. 

Paul próbował iść za nią, ale krzepki oficer zagrodził mu drogę. 

 — Muszę przejść — powiedział Paul — Tam jest moja narzeczona. 

 — Na rożnie? — zapytał policjant. 

TLR

background image

 — Nie, idioto. Ta blondynka, tam. 

 — Czy nazwał mnie pan idiotą? 

 — Nie, nie — zaprzeczył słabo Paul, wycofując się. 

 

Przesłuchanie  ciągnęło  się  i  ciągnęło.  Agatha  czuła  się,  jakby  brała 

udział w jakimś horrorze. Pomyślała o swoim byłym mężu. Nie widziała go 
od tej nocy, kiedy to zobaczył Charlesa, który — jak sądził — oświadczał 
się jej. Istotnie, przyjaciel składał jej matrymonialne propozycje, ale Agatha 
przekonała  go,  że  to  nie  ma  sensu.  Jednak  słysząc,  że  James  nadchodzi, 
poprosiła  Charlesa,  żeby  ukląkł  na  jedno  kolano,  aby  wyglądało  to  na 
prawdziwe oświadczyny. 

Makabryczne miejsce zbrodni zostało nagle oświetlone. Przybyła ekipa 

telewizyjna. 

 —  Rozłóżcie  namiot  nad  ciałem  —  warknął  Wilkes  —  Pani  Raisin, 

chcę, aby pani i jej przyjaciele poszli na komendę policji i złożyli oficjalne 
zeznania. To znaczy, że pan też — powiedział, przytrzymując Roya, który 
chciał zanurkować pod taśmę i skierować się do prezentera telewizyjnego. 

Agatha zaproponowała, że ich zawiezie. Zauważyła Paula krzyczącego 

coś  zza  taśmy,  ale  nie  powiedziała  o  tym  Toni.  Po  godzinach  dalszych 
przesłuchań na posterunku, wszyscy, bardzo już zmęczeni, podpisali swoje 
zeznania. Bill wyszedł z nimi do recepcji, a wtedy Agatha odciągnęła go na 
bok i szepnęła: 

 —  Zrób  coś  dla  mnie.  Toni  ma  nowego  chłopaka.  Nazywa  się  Paul 

Finlay,  jest  wykładowcą  w  Mircester  College,  prowadzi  wieczorowe 
zajęcia  z  francuskiego.  Jest  dla  niej  za  stary.  Mógłbyś  zajrzeć  do 
policyjnych akt, czy nie ma tam coś na niego? 

 —  Mam pełne  ręce roboty  z tą sprawą.  Och, nie gap się tak na  mnie. 

Jak znajdę wolną chwilę, to spróbuję. 

TLR

background image

Przez szklane drzwi Toni widziała czekającego Paula. 

 — Wracasz z nami do chaty? — chciała wiedzieć Agatha. 

Toni  pragnęła  podyskutować  o  morderstwie  —  jeśli  takie  faktycznie 

miało miejsce. Być może ktoś wykradł ciało z grobu albo z kostnicy i zrobił 
makabryczny  dowcip.  I  nagle  poczuła, że  nie  chce  tego  wieczoru  widzieć 
swojego narzeczonego. 

 —  Dołączę  do  was  —  zdecydowała  —  Powiedzcie  Paulowi,  że 

poszłam do domu. 

 —  Świetnie!  To  znaczy,  w  porządku  —  powiedziała  pośpiesznie 

Agatha. 

Toni, znająca rozkład komendy, opuściła ją tylnymi drzwiami. Obeszła 

powoli  budynek  dookoła  i  zobaczyła,  że  nie  ma  przed  nim  Paula.  Swój 
samochód  zostawiła  u  Agathy.  Przypuszczała,  że  Paula  albo  podwiozła 
policja, albo wziął taksówkę do Mircesteru. 

Chata  Agathy  była  oblegana  przez  przedstawicieli  prasy  i  telewizji, 

bowiem  Roy  obdzwonił  wszystkie  możliwe  media.  Uśmiechając  się 
szeroko,  stał  teraz  obok  Agathy,  zapomniawszy,  że  jest  łysy.  Podrzucał 
głową, jakby reklamował szampon do włosów. Kiedy później zobaczył się 
w  telewizji,  jęknął  z  przerażenia.  Miał  na  twarzy  głupkowaty  uśmiech,  a 
jego trzęsąca się czaszka sprawiała wrażenie, jakby nerwowo drżała. 

Agatha  wydała  krótkie  oświadczenie.  Przez  tłum  reporterów  do 

szefowej próbowała dotrzeć Toni. 

 — Toni, Toni! — wołało kilku reporterów, rozpoznając dziewczynę — 

Daj nam jakąś informację. 

Agatha  rzuciła  pracownicy  złowrogie  spojrzenie.  Jej  pięknej  detektyw 

nie było, kiedy znaleziono ciało, więc nie zamierzała pozwolić okraść się z 
zainteresowania prasy. 

TLR

background image

Toni przecisnęła się do chaty. Agatha poszła za nią i zatrzasnęła drzwi. 

Roy i Charles oglądali w salonie telewizję. 

 — Wyłącz to! — rozkazała Agatha. 

 —  Ale  na  Sky  One  jest  powtórka  „CSI  Miami"  —  zaprotestował 

Charles — Och, zresztą, jak chcesz. 

 — No, dobrze — powiedziała Agatha — Musimy rozwiązać tę sprawę. 

 —  Nie  możemy  zbyt  wiele  zrobić,  dopóki  nie  wiemy,  czyje  to  są 

zwłoki  —  wtrącił  Charles,  tłumiąc  ziewanie  —  Bill  cię  przesłuchiwał, 
Agatho. Powiedział ci coś o tym, co się stało przed naszym przybyciem? 

 —  Nie,  ale  podsłuchałam,  jak  Wilkes  przesłuchiwał  tych  dwóch 

facetów, którzy obsługiwali rożen. Zeznali, że dwaj mężczyźni przebrani za 
rycerzy  przynieśli  świnię  w  płóciennym  worku.  Jeden  z  tych 
przesłuchiwanych, zapomniałam, jak się nazywa, powiedział, że miejscowy 
rzeźnik  miał  przywieźć  prosiaka  swoją  furgonetką.  Podobno  rycerze 
oświadczyli,  że  ich  szef  poradził  im  się  przebrać  i  zanieść  tę  świnię  do 
ogniska. Policja kazała poszukać tych przebierańców, ale nie wiem, czy ich 
znaleźli. 

 — Ktokolwiek był na tym rożnie — stwierdziła Toni 

 —  ktoś  musiał  go  bardzo  nienawidzić,  żeby  tak  ryzykować!  Gdyby 

pani,  Agatho,  nie  rozpoznała,  że  to  nie  jest  prosiak,  mieszkańcy  Winter 
Parva zostaliby kanibalami. 

—  Jestem  zmęczony  —  oświadczył  Roy.  —  Założę  się,  że  będę  mieć 

koszmary. Idę spać. 

 — Myślę, że wrócę do domu — powiedział Charles. 

 — Toni może spać na kanapie. 

Toni  uśmiechnęła  się  do  niego  z  wdzięcznością.  Wyłączyła  komórkę. 

Czuła, że jest nielojalna w stosunku do narzeczonego, ale praca detektywa 

TLR

background image

była  dla  niej  najważniejsza.  Z  niesmakiem  przypomniała  sobie,  jak  Paul 
śmiał się pobłażliwie z jej zajęcia. 

Zadzwonił telefon. Agatha odebrała i Toni usłyszała, jak mówi: 

 —  O,  to  ty  Paul.  Nie,  tutaj  nie.  Mówiła  coś  o  wyjeździe  do 

Southampton, żeby zobaczyć się z matką... Co? Tak, powiem jej. 

Wyłączyła się. 

— Sądziłam, że nie chcesz się z nim dzisiaj widzieć. 

— Nie, nie dzisiaj — zgodziła się Toni — Porozmawiam z nim jutro. 

Następnego  ranka  po  śniadaniu  wszyscy  niecierpliwie  czekali  na 

wiadomości  telewizyjne.  Sprawozdanie  było  rozczarowująco  krótkie.  Roy 
wrzasnął znowu z rozpaczy nad swym wyglądem. 

 — Od dzisiaj zaczynam zapuszczać włosy — postanowił. 

Odezwał  się  dzwonek  u  drzwi.  Kiedy  Agatha  otworzyła,  zobaczyła 

inspektora  Wilkesa,  Billa  Wonga,  jeszcze  jednego  detektywa,  którego  nie 
znała, oraz policjantkę. 

 — Proszę wejść — zaprosiła ich — Toni, Charles i Roy są w salonie. 

Chcecie przesłuchać nas wszystkich razem? 

 — Zaczniemy od pani, pani Raisin — powiedział Wilkes. 

 — To proszę przejść do kuchni. 

Kiedy  wszyscy  zajęli  miejsca  dookoła  kuchennego  stołu,  Agatha 

ponownie  złożyła  zeznanie.  Gdy  przesłuchanie  się  skończyło,  zapytała 
niecierpliwie: 

 — Jakie są najnowsze wieści? 

 —  Rzeźnik,  który  miał  dostarczyć  prosiaka  —  zaczął  Bill  —  został 

znaleziony  w  swoim  sklepie  nafaszerowany  narkotykami  i  związany. 

TLR

background image

Jeszcze  nie  ustaliliśmy  tożsamości  martwego  mężczyzny.  Teraz 
chcielibyśmy pomówić z twoją asystentką, Toni Gilmour. 

Zanim  policjanci  wyszli,  wszyscy  byli  już  bardzo  zmęczeni.  Roy 

powiedział  słabym  głosem,  że  chciałby  wrócić  do  łóżka,  a  Toni 
postanowiła iść do domu. Charles wyszedł zaraz za nią. 

Agatha  nalała  gorącej  wody  do  termoforu  i  poszła  do  łóżka  w  asyście 

kotów.  Zasypiając,  przypomniała  sobie,  że  wykrzykiwała  coś  do  tego 
okropnego  policjanta  i  życzyła  mu,  żeby  się  smażył  w  piekle  na  rożnie. 
Otworzyła  szeroko  oczy.  Ktoś  bardzo  nienawidził  tego  zabitego 
mężczyznę. A ludzie nadal wołali na policjantów „świnia"... 

Zbyt naciągane — powiedziała do siebie. —Lepiej już śpij. 

Ale sen nie nadchodził. 

Z  trzaskiem  otworzyła  książkę  adresową,  którą  trzymała  przy  łóżku,  i 

znalazła numer komórki Billa Wonga. Kiedy odebrał, zapytała: 

 — Nie brakuje wam jakiegoś policjanta? 

 — Co masz na myśli? 

 — Tego nieboszczyka — wyjaśniła Agatha — Ludzie mówią na policję 

„świnie". Tak mi tylko przyszło do głowy. 

Bill zaśmiał się. 

 —  Powinnaś  pisać  książki  science  fiction,  Agatho.  Zapomnij  o  tym  i 

zostaw to nam. Nie chcę, żebyś wścibiała nos w tę sprawę. Ci zabójcy są 
bardzo niebezpieczni. 

Czując się głupio, Agatha pożegnała się i zapadła w głęboki sen. 

 — Czego ta Raisin znowu chciała? — zapytał Wilkes następnego rana. 

Poprzedniej nocy podsłuchał koniec rozmowy swojego detektywa. 

Bill uśmiechnął się niechętnie. 

TLR

background image

 — Pani Raisin właśnie zasugerowała, że ten martwy mężczyzna może 

być policjantem. 

 — A skąd ten pomysł? 

 —  Policjanci  często  nazywani  są  świniami,  więc  doszła  do  takiego 

wniosku. 

 — Niedorzeczne! A teraz zawołaj tutaj sierżanta Tullocha. 

 Kiedy wszedł Tulloch, Wilkes zapytał: 

 — Czy wszyscy są w pokoju odpraw? Będę tam za kilka chwil. 

 — Są wszyscy — odparł krzepki Szkot z szopą jasnych włosów — A, 

oprócz Beecha. Dzwoniłem do niego do domu, ale nikt nie odbiera. 

Wilkes i Bill spojrzeli na siebie z konsternacją. 

 — Nie sądzisz.. — zaczął Wilkes. 

 — On nigdy nie opuścił ani jednego dnia — powiedział z niepokojem 

Bill. 

 — Idź tam i zabierz ze sobą detektyw Peterson. 

Bill  się  rozpromienił.  Alice  Peterson  ostatnio  dołączyła  do  nich  z 

Gloucesteru, zastępując detektyw Collins, skwaszoną kobietę, która ku jego 
uldze  przeniosła  się  do  Londynu.  Nie  do  Scotland  Yardu,  co  było  jej 
ambicją, ale do Brixton. 

Alice  była  mądra  i  nawet  ładna  ze  swoimi  puszystymi  lokami  oraz 

niebieskimi oczami. 

W  drodze  do  domu  Beecha  Bill  opowiedział  jej  o  dziwnym  pomyśle 

Agathy. 

 —  Słyszałam  o  pani  Raisin.  Odniosła  w  przeszłości  dużo  sukcesów. 

Wszyscy mówią, że ona tylko błądzi, ale ma szczęście. Ja jednak myślę, że 
musi być mądra. 

TLR

background image

 — Mam nadzieję, że nie w tej sprawie. Jesteśmy na miejscu. 

Bill  zatrzymał  samochód  przed  schludnym,  małym  domkiem  na 

przedmieściach Winter Parva. 

 — Dlaczego on nie mieszka w Mircesterze? — zapytała Alice. 

 — Mówi, że tu jest taniej. Chodźmy. 

 Nie było dzwonka, tylko duża mosiężna kołatka w kształcie głowy lwa. 

Bill energiczne zastukał, ale nie usłyszeli odpowiedzi. 

Detektywi spojrzeli po sobie. Wiedzieli z doświadczenia, że w pustych 

domach panuje charakterystyczna cisza. Bill spróbował otworzyć drzwi. 

 — Zamknięte, a zasłonki we frontowym oknie są zasłonięte. Pójdę na 

tył, a ty pilnuj frontu. 

Mgła  z  poprzedniej  nocy  rozrzedziła  się.  Bill  poszedł  ścieżką  obok 

budynku.  Na  tyłach  domu  znajdowała  się  oranżeria.  Zajrzał  do  niej. 
Panował  tam  straszny  bałagan.  Rośliny  były  powyciągane  z  doniczek  i 
leżały na podłodze. Bill zawołał Alice, która przybiegła w pośpiechu. 

 — Będziemy musieli się włamać — zdecydował. 

 — Spróbuj najpierw otworzyć — przekonywała Alice. 

Bill przekręcił klamkę i drzwi puściły. 

 — Lepiej się przebierzmy — poradził. 

Włożyli  swoje  niebieskie  plastikowe  ubrania,  które  obowiązywały  na 

miejscu przestępstwa. Weszli do  środka, wołając głośno: Beech! Nie było 
odpowiedzi. 

Skierowali  się  do  kuchni.  Wszystkie  pojemniki  leżały  opróżnione  na 

podłodze.  Przeszli  do  salonu,  przeszukawszy  małą  jadalnię,  a  potem  na 
górę  do  sypialni.  Wszędzie  panował  bałagan:  wysunięte  szuflady, 
rozrzucone  ubrania,  pocięte  materace.  Wydawało  się,  że  dom  został  w 

TLR

background image

pośpiechu  przeszukany.  Oderwano  deski  z  podłogi,  ściągnięto  firanki,  a 
dywany popruto. 

Złowroga cisza dzwoniła im w uszach. Bill otworzył drzwi do łazienki i 

wydał okrzyk przerażenia. Krew była wszędzie: na wszystkich ścianach i w 
wannie. 

 Wyszli  na  zewnątrz,  usiedli  w  samochodzie  i  zadzwonili  po  pomoc. 

Włączyli silnik, aby było im ciepło. 

 — Agatha miała rację — stwierdził Bill — Skąd wiedziała? 

 — Zauważyłam coś  dziwnego — powiedziała Alice. 

 — Co takiego? 

— Mój brat zajmuje się antykami. Niektóre z mebli w salonie są bardzo 

cenne.  Jak  zwykły  posterunkowy  mógł  sobie  pozwolić  na  georgiański 
sekretarzyk? 

 —  Słyszę  syreny.  Nie  możemy  nic  zrobić,  dopóki  operacyjni  nie 

skończą. Mam nadzieję, że znajdą głowę. 

— Co? 

 — Głowę Gary'ego Beecha. Ciekawe, co się z nią stało. 

 

Tego wieczoru Agatha i Roy poszli do Czerwonego Lwa na obiad. Pub 

był  zatłoczony,  ale  zdołali  przepchać  się  do  jedynego  wolnego  stolika. 
Dobiegli do niego tuż przed krępą wieśniaczką, panią Benson. 

 — Mogę się przysiąść? — zapytała pani Benson. 

 —  Nie  może  pani  —  odparła  Agatha,  ciągle  zbyt  przygnębiona 

morderstwem,  aby  być  uprzejmą  —  Chcemy  porozmawiać  o  prywatnych 
sprawach. 

 — Ja nigdy nikomu nie odmawiałam! — wykrzyknęła pani Benson. 

TLR

background image

 — To niech pani zacznie — powiedziała Agatha, siadając i odwracając 

się do niej plecami. 

Pani  Benson  spojrzała  na  nią  i  zirytowana  opuściła  pub.  Zerknęła  na 

zegarek.  Dochodziła  siódma.  Jeśli  się  pospieszy,  zdąży  na  sitkom  i  zrobi 
sobie  tosty  serowe.  Przed  serialem  były  wiadomości.  Słuchała,  jak  spiker 
mówił,  że  zamordowany  mężczyzna  był  policjantem  i  nazywał  się  Gary 
Beech.  Nagle  przypomniała  sobie,  jak  Agatha  Raisin  wykrzykiwała  w 
sklepie  groźby  pod  jego  adresem,  mówiąc,  że  powinien  smażyć  się  na 
rożnie.  Zapomniawszy  o  serialu,  zadzwoniła  na  komendę  policji  w 
Mircesterze. 

 

Royowi  uciekł  ostatni  pociąg  do  Londynu  z  Moreton-  -in-March. 

Agatha odwiozła go więc do Oksfordu i pomachała na do widzenia. 

Kiedy  wracała,  zaczął  padać  śnieg.  Czuła  się  zmęczona  wyczerpującą 

jazdą. W drodze do Carsely kilka razy wpadła w poślizg. 

Serce  jej  podskoczyło,  gdy  zobaczyła  policyjnego  land  rovera  przed 

swoją chatą. 

 — Co znowu? — zapytała. 

Kiedy wysiadła z samochodu, zbliżył się do niej policjant i powiedział: 

 — Ma pani jechać z nami na komendę. 

 — Dlaczego? — zapytała agresywnie. 

 — Dowie się pani na miejscu. 

Mircester  wyglądało  jak  świąteczna  kartka  z  wysokimi  wieżami 

opactwa, pokrytymi śniegiem, majaczącymi za posterunkiem policji.  

Agacie  powiedziano,  żeby  poczekała  w  pokoju  obok  recepcji. 

Pomieszczenie  odnowiono  w  nadziei,  że  będzie  wyglądać  bardziej 
przyjaźnie.  Niestety,  nie  udało  się  uzyskać  zamierzonego  efektu. 

TLR

background image

Plastikowe palmy były zakurzone, a ściany pomalowano na siarkowożółty 
kolor.  Agatha  zastanawiała  się,  jaki  budżet  przeznaczono  na  remont, 
ponieważ  w  niektórych  miejscach  wychodziły  na  wierzch  małe  łaty 
poprzedniego zielonego koloru. 

Pojawiła się detektyw Peterson i wezwała Agathę, aby poszła z nią do 

pokoju  przesłuchań.  Siadła  naprzeciwko  Billa  i  Wilkesa.  Alice  włączyła 
magnetofon. 

 —  Czekamy  na  wyniki  badania  DNA  —  powiedział  Wilkes  —  ale 

przeszukanie domu policjanta Gary'ego Beecha pozwala nam przypuszczać, 
że  to  on  jest  ofiarą.  W  sklepie  w  Carsely  słyszano,  jak  groziła  mu  pani, 
mówiąc,  że  ma  nadzieję,  iż  będzie  się  smażył  na  rożnie  w  piekle.  Co  ma 
pani na ten temat do powiedzenia? I pomimo gęstej mgły w Winter Parva 
natychmiast zorientowała się pani, że to nie prosiak, a zwłoki mężczyzny. .. 

Agatha  przypomniała  sobie,  że  kiedy  przed  laty  przybyła  do  Carsely, 

była  to  bardzo  zżyta  wiejska  społeczność.  Teraz  nowi  mieszkańcy 
wyjeżdżali  i  przyjeżdżali,  kiedy  im  się  podobało.  Kto  mógł  złożyć  na  nią 
doniesienie? Pomyślała o Adzie Benson. 

 — Czekamy — warknął Wilkes. 

 — To wygląda tak — zaczęła Agatha — Gary Beech kazał mi zapłacić 

grzywnę  za  to,  że  czyściłam  sobie  nos  w  samochodzie.  Potem  dał  mi 
kolejny  mandat  za  jazdę  trzydzieści  dwie  mile  na  godzinę.  Byłam  bardzo 
zła i ulżyłam sobie na nim w sklepie. Miałam gościa w weekend. 

 — Kogo? 

 — Wiecie kogo. 

 — Niech pani nie utrudnia przesłuchania i odpowiada. 

Agatha westchnęła znużona. 

 — Roy Silver. 

TLR

background image

 — I? 

 —  I  wśród  lokalnych  wydarzeń  zobaczyłam  ogłoszenie  o  pieczeniu 

prosiaka. Moja detektyw, Toni Gilmour, też została zaproszona i przyszła z 
przyjacielem, Paulem Finlayem. Również Charles Fraith przyłączył się do 
nas. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce... mówiłam już wam to wszystko — 
wyrzuciła z siebie Agatha. 

 — Niech pani opowie jeszcze raz. 

 —  Kiedy  przyjechaliśmy  na  miejsce,  mgła  nieco  się  podniosła  i 

niektórzy  z  mieszkańców  trzymali  pochodnie.  Zobaczyłam  tatuaż  na 
czymś,  co  jak  wtedy  myślałam  było  świńskim  pośladkiem.  Zdałam  sobie 
sprawę, że to było serce przebite strzałą i imię Amy. 

 —  Inni  —  powiedział  Wilkes  —  przypuszczali,  że  ktoś  zrobił  głupi 

dowcip. 

 — Zaświeciłam latarkę, skierowałam ją na łeb świni i zobaczyłam, że 

został  przyszyty.  W  mgnieniu  oka  zorientowałam  się,  że  to  jest  ciało 
nagiego mężczyzny — zakończyła Agatha wyzywająco. 

 — Czy spotkała pani wcześniej Gary'ego Beecha? 

— Nie. 

 —  Sugerowała  pani  sierżantowi  Wongowi,  że  to  może  być  ciało 

Garyego Beecha? To wydaje się bardzo podejrzane. 

 —  Na  litość  boską!  —  krzyknęła  Agatha  —  Nie  wspomniałam  jego 

nazwiska. Sugerowałam tylko, że to może być policjant. Gdybym miała coś 
wspólnego z zamordowaniem tego tumana, czy robiłabym taką sugestię? 

 — Mogła pani to zrobić. 

I  przesłuchanie  ciągnęło  się  bez  końca.  Wreszcie  Agatha,  z  oczami 

zapiaszczonymi ze zmęczenia, mogła opuścić komendę. Została pouczona, 
aby nigdzie nie wyjeżdżała. 

TLR

background image

Alice odwiozła Agathę do domu. 

 — Będę szczęśliwa, jeśli się uda mi się chwilę przespać — powiedziała 

Alice — I mam nadzieję, że nie będę mieć koszmarów. 

 — Co znaleźliście w jego domu? — zapytała Agatha. 

Policjantka była pewna, że Wilkes byłby wściekły na nią, że dyskutuje o 

morderstwie, ale Agatha była przyjaciółką Billa, a Alice bardzo go lubiła. 

 —  Krew  w  całej  łazience,  w  wannie  i  na  ścianach.  Dlaczego  pani 

pomyślała, że to martwe ciało to może być Beech? 

 —  Wcale  tak  nie  pomyślałam.  Ale  oprócz  mnie  on  musiał  wkurzyć 

wielu  ludzi.  Widzi  pani,  ja  polegam  na  mojej  intuicji,  jako  że  nie  mam 
technicznych możliwości, którymi dysponuje policja. Czy on był żonaty? 

 — Rozwiedziony. Jego była żona jest na wakacjach na Florydzie. 

 — Naprawdę? Czy ona ma dużo własnych pieniędzy? 

 —  Nie  miała,  dopóki  nie  spotkała  bogatego  mężczyzny,  o  którym  nic 

nie  wiemy.  Przed  ślubem  pracowała  jako  kasjerka  w  supermarkecie.  Ale 
Gary  musiał  mieć  jakieś  pieniądze,  ponieważ  zauważyłam  w  jego 
mieszkaniu kilka cennych antyków. Dom został splądrowany. 

 Kiedy podjechały pod chatę, Alice pospiesznie powiedziała: 

 —  Proszę  nikomu  nie  mówić,  że  rozmawiałam  z  panią  o  tej  sprawie. 

Mogłabym mieć duże kłopoty. 

 —  Nie  pisnę  ani  słowa  —  przyrzekła  Agatha  —  Dzięki  Bogu  śnieg 

przestał padać i posypali drogi. 

Agatha  próbowała  dowiedzieć  się  więcej  o  Garym  Be-  echu,  ale 

powstrzymywał ją fakt, że musiała wrócić do spraw, za które jej zapłacono. 
Niektóre  wymagały  stania  na  zimnie  przez  wiele  godzin,  w  celu 
udokumentowania oznak zdrady małżonków. 

TLR

background image

Agatha  nienawidziła  spraw  rozwodowych,  ale  kraj  był  w  głębokim 

kryzysie i powinna być wdzięczna, że ma jakąkolwiek pracę. 

Na  dworze  w  dalszym  ciągu  było  zimno.  Ludzie  zaczynali  się 

zastanawiać,  czy  całe  to  globalne  ocieplenie  to  nie  był  trik  opiekuńczego 
państwa, aby zmusić ich do płacenia grzywny za niesegregowanie śmieci. 

Mieszkańcy  Carsely,  zjednoczeni  w  nieszczęściu,  pomaszerowali  do 

ratusza  w  Mircesterze,  aby  zaprotestować  przeciwko  częstemu  odcinaniu 
prądu. 

Agatha  postanowiła  kupić  generator.  Pomyślała,  że  łatwo  będzie  go 

zainstalować.  Dostawca  był  ponurym  mężczyzną,  który  wydawał  się 
widzieć wszędzie ogień i   nieszczęście.  Sugestia  Agathy,  żeby  wstawił 
generator do kuchni, spowodowała, że uniósł swoje czerwone i poplamione 
ręce w geście przerażenia. 

 — Nie zrobię tego, kochana — powiedział. — Gazy, które wychodzą z 

tej  maszyny, są śmiertelnie trujące.   Musi być zamontowana na zewnątrz, 
ale nie może zamoknąć. Musi pani mieć dla niej jakieś zadaszenie. 

Agatha  wezwała  stolarza.  Kiedy  skończył  budowanie  małej  szopy  na 

podwórku  koło  kuchni,  dostawca  odjechał.  Zostawił  Agathę  z 
podręcznikiem rozmiarów Biblii, w sześciu językach. 

 

Dwa  tygodnie  po  morderstwie  Gary'ego  Beecha,  Agatha  wróciła  po 

pracy  do  domu  i  zastała  chatę  w  ciemnościach.  Znowu  odcięto  prąd. 
Uruchomiła  generator.  Ostrożnie  postępowała  według  instrukcji;  maszyna 
zary- czała i pojawił się prąd. 

Odpoczywała właśnie przed telewizorem ze szklanką dżinu z tonikiem 

w  jednej  ręce  i  papierosem  w  drugiej,  kiedy  odezwał  się  dzwonek.  Za 
drzwiami zobaczyła żonę pastora, a za nią dwie pary starszych ludzi. 

 — Czy możemy wejść, pani Raisin? 

TLR

background image

 — Oczywiście — zaprosiła ich Agatha — O co chodzi? 

 —  To  są  państwo  Friend  i  państwo  Terrence.  Nie  mają  pieniędzy  na 

paliwo i są za starzy, aby poradzić sobie z tym zimnem. Czy mogłaby pani 
dać im schronienie do czasu, kiedy znów będzie prąd? 

Agatha  chciała  krzyknąć:  Nie!,  ale  łagodne  oczy  żony  pastora  zawisły 

na jej twarzy. 

 — W porządku — powiedziała niechętnie. 

 — Zadzwonię do pani, jak tylko będzie prąd i przyjadę po nich. 

Kiedy wyszła, Agatha pomogła staruszkom rozebrać się i usadziła ich w 

salonie.  Zapytała,  czy  coś  jedli,  a  oni  odpowiedzieli  twierdząco.  Potem 
zapytała, czy chcą coś do picia i wszyscy zamruczeli, że tak. Będąc starymi 
ludźmi,  często  wędrowali  do  łazienki  na  górę.  Państwo  Terrence  byli  w 
porządku,  ale  państwo  Friend  potrzebowali  asysty  na  schodach. 
Wyczerpanej  Agacie  wydawało  się,  jakby  dopiero  co  posadziła  jedno  z 
nich, a już kolejne chciało iść za potrzebą. 

Mijały  godziny,  generator  pracował.  Agatha  co  jakiś  czas  otwierała 

drzwi,  żeby  sprawdzić,  czy  światła  w  domach  palą  się  znowu.  Dostawca 
ostrzegał ją, że przewody  mogą nie wytrzymać obciążenia i dom spali się 
na węgiel. 

Zadzwoniła pani Bloxby. 

 —  To  straszne  —  powiedziała  —  Dzwonię  ciągle  do  elektrowni  i 

mówią mi, że elektryczność będzie przywrócona za chwilę, ale nic się nie 
dzieje. Jak oni się mają? 

Agatha  weszła  do  salonu  ze  swoim  nowym  telefonem 

bezprzewodowym. 

 — Wszyscy zasnęli. Dam im trochę dłużej pospać. 

TLR

background image

Kiedy  odłożyła  słuchawkę,  włączono  prąd,  więc  szybko  pobiegła 

wyłączyć generator. 

Pani  Bloxby  zadzwoniła  ponownie  i  powiedziała,  że  już  jedzie  po 

staruszków. Agatha obudziła swoich śpiących gości. Pan Friend wstawał z 
trudem. 

 — Mam nadzieję, że nigdy nie odkryją, kto zamordował tego gliniarza 

— powiedział. 

 — Dlaczego? — zapytała Agatha. 

 — Zamierzał pozwać mnie do sądu za obnażanie się. 

 — Co?! Jak to się stało? 

 — Spacerowałem sobie z moją starą i musiałem się wysikać. Wszedłem 

za  krzak.  Nikogo  nie  było  w  pobliżu.  Ten  cholerny  Beech  pojawił  się 
znikąd  i  obwinił  mnie  o  to,  że  się  obnażałem.  Ja!  Całe  życie  chodzę  do 
kościoła.    Taki  wstyd.  Mógłbym  własnoręcznie  zamordować  tego 
człowieka. 

 — Pozwał pana do sądu? 

 —  Nie,  ale  wszystko  pojawiło  się  w  miejscowych  gazetach  i  błoto 

przylgnęło. Mówię ci, nie wiem, jak policja znajdzie mordercę, bo jest dużo 
tych, którzy chcieliby widzieć go martwym.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

III 

 

Agatha  zaspała.  Jak  tylko  wystawiła  nos  spod  kołdry,  poczuła,  że  w 

pokoju jest zimno. Zaświeciła nocną lampkę, ale ta nie zadziałała. Zmagała 
się przez chwilę z ochotą pozostania w łóżku. Wreszcie się wygramoliła i 
włożyła najcieplejsze ubranie, jakie miała. Ciężko stąpając, zeszła na dół w 
zamszowych  kozaczkach  z  podszewką  z  polaru.  Zastanawiała  się,  czy 
jeszcze  kiedyś  włoży  buty  na  obcasach.  Nie  ma  nic  bardziej 
przygnębiającego niż płaskie obuwie. 

Nie chciała włączać generatora, ponieważ myśl o obsłudze tej maszyny 

napawała ją przerażeniem. Zadzwoniła do przedsiębiorstwa energetycznego 
i  grzmiała  o  nadużyciu,  co  wprawdzie  nie  sprawiło  włączenia  prądu,  ale 
przynajmniej poczuła się lepiej. 

W  samochodzie  usłyszała  w  radiu,  że  sól  do  posypywania  dróg 

sprowadzano z zagranicy. Zastanawiała się, jak ktoś mógł ją eksportować, 
skoro cały europejski kontynent leżał pod śniegiem. 

Jej  biuro  mieściło  się  w  starym  budynku,  przy  wąskiej,  krętej  uliczce, 

niedaleko  opactwa.  Weszła  po  schodach  na  pierwsze  piętro  i  otworzyła 
drzwi z matowego szkła wiodące do biura. 

 Toni,  Patrick  Mulligan  i  Phil  Marshall  rozmawiali  z  podnieceniem, 

kiedy Agatha weszła. 

 — Co słychać? — zapytała, zdejmując płaszcz. 

 — Mamy klienta — poinformowała Toni — i nigdy pani nie zgadnie, 

kto to jest. 

 —  Oświećcie  mnie  —  powiedziała  z  rozdrażnieniem  Agatha, 

zirytowana na siebie za spóźnienie. 

TLR

background image

 —  Była  żona  Garyego  Beecha  —  wyjaśniła  Toni  —  Wynajmuje  nas, 

żebyśmy znaleźli mordercę jej eksmęża. 

 — I nawet do mnie nie zadzwoniliście? Pozwoliliście jej wyjść, zanim 

przyszłam? 

Phil przygładził swoje srebrne włosy i powiedział spokojnie: 

 —  Oczekuje  ciebie  pod  swoim  domowym  adresem.  Pomyśleliśmy, że 

poczekamy, aż przyjdziesz. 

 — A dlaczego nie pracujecie w terenie? 

 — To jest taka dobra wiadomość — powiedział Patrick, który bardziej 

niż  kiedykolwiek  wyglądał  jak  zmęczony  ogar  —  Toni  chciała,  żebyśmy 
poczekali,  dopóki  ci  nie  powiemy.  Zona  Gary'ego  nazywa  się  teraz 
Richards  i  jest  zamężna  z  właścicielem  supermarketu.  Jest  przygotowana 
dużo zapłacić. 

Agatha poczuła się podła i małostkowa. 

 —  Przepraszam  —  powiedziała.  —  To  miło  z  waszej  strony,  że 

zaczekaliście  na  mnie.  Czy  wiecie,  dlaczego  ona  chce  znaleźć  mordercę 
swojego  eks?  Jeśli  rozwiodła  się  z  nim,  nie  powinna  się  tak  bardzo 
troszczyć o to, kto go zabił. 

 — A wie pani — wtrąciła Toni — to on się z nią rozwiódł! 

 — Dajcie  mi jej  adres. Pojadę tam  — oświadczyła Agatha, wkładając 

płaszcz. 

Pani Richards mieszkała w dużym domu w lepszej części miasta. Śnieg 

znowu  zaczął  padać;  wielkie  płatki  wirowały  hipnotycznie  przed  oczami 
Agathy, kiedy podjechała na miejsce i zaparkowała samochód. 

Powinnam zapytać, ile ona zapłaci — pomyślała. 

Zadzwoniła  i  słuchała  melodyjnych  tonów  westminsterskich  kurantów. 

Drzwi się otworzyły i Agatha zamrugała. 

TLR

background image

 — Czy pani Richards jest w domu? 

 — Ja jestem pani Richards. Może mnie pani nazywać Amy. Czy pani 

jest Agathą Raisin? 

 — Zgadza się. 

 — Proszę wejść. 

Amy  Richards  była  drobną  blondynką  z  prawdziwą  opalenizną  i 

doskonałą  figurą.  Miała  twarz  w  kształcie  serca  i  duże  niebieskie  oczy. 
Kiedy prowadziła gościa do salonu na parterze i białe światło padło na jej 
twarz, Agatha zdała sobie sprawę, że była starsza, niż na to wyglądała, i że 
prawdopodobnie jest po liftingu. To z powodu jej oczu. Operacja plastycz-
na może przywrócić młody wygląd, ale nic nie zmieni ich wyrazu. 

Pani  Richards  nosiła  niebieski  kaszmirowy  sweter  —  dokładnie  w 

kolorze  swoich  oczu.  Nie  swoich  —  pomyślała  Agatha  —  lecz  soczewek 
kontaktowych.  Na  nogach  miała  dopasowane  kaszmirowe  spodnie  i  botki 
do kostek, na wysokich obcasach. 

 —  Proszę  usiąść  —  powiedziała  Amy  z  delikatnym  akcentem  z 

Gloucestershire — Drinka? 

 — Nie — podziękowała Agatha, wyciągając notes ze swojej pojemnej 

torby.  —  Byłam  zdumiona,  słysząc,  że  pani  mąż  rozwiódł  się  z  panią. 
Dlaczego? 

 — Myślę, że miał kogoś. 

Agatha spojrzała na atrakcyjną kobietę siedzącą przed sobą i pomyślała 

o przysadzistym i brzydkim Beechu. 

 — Trudno mi w to uwierzyć — powiedziała — Widziałam pani byłego 

męża, kiedy dawał mi mandat. Żaden z niego Adonis. 

 — Proszę poczekać. Chcę pani coś pokazać. 

TLR

background image

Amy wyszła  z pokoju i za chwilę  wróciła ze zdjęciem, które wręczyła 

Agacie. 

 — To ja i Gary w dniu ślubu. 

Amy  na  zdjęciu  była  mała  i  pulchna,  z  brązowymi  włosami  i 

wystającymi zębami. 

 — Nie byłam pięknością — powiedziała. 

 —  Jak  dokonała  pani  takiej  transformacji?  Czy  to  z  powodu  pani 

obecnego męża? 

 — Nie. To było tak — zaczęła opowiadać Amy. — Gary był skąpy. Bił 

mnie.  Ale  ja  go  kochałam.  Zawsze  zakochiwałam  się  we  władczych 
mężczyznach.  Dał  mi  dużo  pieniędzy,  kiedy  zgodziłam  się  na  rozwód. 
Byłam  załamana  i  pojechałam  na  wakacje  na  Florydę.  Linie  lotnicze 
popełniły błąd z moją rezerwacją i  jako rekompensatę przesunęli  mnie do 
pierwszej klasy. Spotkałam tam biznesmena, Arta. Właśnie rzuciła go żona 
i  zamierzał  sfinalizować  rozwód  w  Miami.  Powiedziałam  mu  wszystko  o 
Garym, a on powiedział: „Zrób sobie operację plastyczną i niech zobaczy, 
co  stracił".  Odparłam,  że  to  z  pewnością  dużo  kosztuje.  Ale  on 
zaproponował, że mi ją zafunduje. W zamian za to po operacji muszę się z 
nim zobaczyć i iść na spotkanie z jego eksżoną, ponieważ on chce sprawić, 
aby ona była zazdrosna. 

 — Jak on się nazywa? 

 —  Art  Mackenzie  Trzeci.  Powiedział,  że  pracuje  w  funduszach 

ubezpieczeniowych. Myślałam, że to znaczy, iż jest ogrodnikiem. Próbował 
mi wyjaśnić, na czym to polega, ale nie mogłam zrozumieć. 

 —  Intryguje  mnie,  dlaczego  nie  kupił  sobie  usług  jakiejś  piękności  z 

Florydy. 

 — Powiedział, że przypominam mu jego matkę. 

Stary, obłąkany wariat — pomyślała Agatha, ale powiedziała: 

TLR

background image

 — Niech pani mówi dalej. 

 — Zajęło to ponad trzy miesiące. Musiał wydać na mnie fortunę. Kiedy 

wszystko  było  gotowe,  był  zachwycony,  więc  zapytałam,  kiedy  spotkamy 
jego żonę. Odparł, że jeszcze nie teraz, ale że powinnam wykonać dla niego 
pewną pracę. Powiedział, że prowadzi agencję eskortującą turystów i że do 
miasta przyjeżdżają Arabowie. Wszystko, co miałam robić, to być piękną i 
pilnować,  żeby  mieli  dużo  drinków  w  swoim  apartamencie.  Bardzo  się 
zmienił. Przed operacją  mówił, że jestem dla niego osłodą, ale potem stał 
się  twardy  i  interesowny.  Ciągle  powtarzał,  że  dużo  go  kosztuję.  Byłam 
zielona, ale nie na tyle, żeby nie zorientować się, że chce, abym uprawiała 
nierząd.  Byłam  chora.  Siedziałam  w  hotelowym  holu  i  płakałam,  bo  nie 
miałam pieniędzy na samolot do domu. 

 — Mogła pani iść do konsula brytyjskiego — powiedziała Agatha. 

Jej oczy rozszerzyły się. 

 — Nie pomyślałam o tym. Nigdy przedtem nie byłam poza Anglią. Ale 

to wtedy spotkałam Bunchiego. 

 — Kto to jest Bunchie? 

 —  Pan  Richards.  Naprawdę  ma  na  imię  Tom,  ale  ja  nazywam  go 

Bunchie.  To  takie  pieszczotliwe  imię.  Tak  więc  on  podszedł  do  mnie  i 
zapytał, co się stało. W chwili, gdy  usłyszałam  angielską  mowę zaczęłam 
jeszcze głośniej płakać. Powiedział, że powinnam pójść na policję. Ale ja 
bałam  się,  że  wezmą  mnie  za  kokotę,  bo  brałam  pieniądze  od  Artiego,  i 
mogą  aresztować  za  prostytucję.  Bunchie  wracał  do  domu.  Kiedy 
powiedział,  że  mieszka  w  Mircesterze,  pomyślałam,  że  Bóg  naprawdę 
istnieje,  bo  przecież  tak  bardzo  się  modliłam.  I  on  zaproponował,  że 
zabierze mnie ze sobą. Pobraliśmy się dwa tygodnie po powrocie. 

 —  Pomyślała  pani,  że  ten  Art  mógł  przyjechać  do  Anglii  w 

poszukiwaniu pani i wyładować swoją złość na Ga- rym? 

Zagryzła swoje powiększone kolagenem usta. 

TLR

background image

 — Nie. 

 —  Co  pani  mąż  sądzi  o  płaceniu  mojej  agencji  za  odkrycie,  co 

przytrafiło się Beechowi? To nie ma z nim nic wspólnego. 

 — Och, on zrobiłby dla mnie wszystko. Ma mnóstwo pieniędzy i daje 

mi  bardzo  hojne  kieszonkowe,  co  jest  akurat  dobre,  bo  przypuszczam,  że 
będę musiała zapłacić, żeby wysłać panią na Florydę. 

 — Wróćmy do pani małżeństwa z Garym. Jak się spotkaliście? 

 —  Przychodził  regularnie  do  supermarketu,  aby  kupić  piwo.  Potem 

zaprosił  mnie  na  randkę.  Zabierał  mnie  do  najlepszych  miejsc.  Byłam 
oczarowana. 

 —  Nigdy  się  pani  nie  zastanawiała,  skąd  ma  pieniądze?  Z  pewnością 

musiała pani wiedzieć, że pensja gliniarza nie wystarcza na to? 

 —  Zapytałam  raz.  A  on  pokazał  mi  swój  pas  i  powiedział,  żebym 

więcej nie zadawała takich pytań. 

 — Moja droga, dlaczego go pani nie rzuciła? 

 — Ojciec mnie bił i myślałam, że mężczyźni zawsze tak robią. Potem 

Gary przestał wracać na noc do domu, więc sądziłam, że ma kogoś. Pewnej 
nocy, kiedy twardo spał, wzięłam klucz do jego biurka i zaczęłam szukać 
listów miłosnych. Przyłapał mnie i połamał mi żebra. Potem powiedział, że 
się mnie pozbędzie, ale będzie hojny, jeśli pójdę sobie w diabły. 

 — Czy dobrze zrozumiałam? Ten człowiek panią bił, lżył, rozwiódł się 

z panią, a pani ciągle chce się dowiedzieć, co mu się przytrafiło? 

 — Muszę wiedzieć. Myślę, że to miało coś wspólnego z jakąś kobietą. 

 — Ale nie ma pani dowodu, że była inna kobieta. 

 —  Kilka  razy,  kiedy  dzwonił  telefon  i  ja  odebrałam,  ktoś  zaraz  się 

rozłączał. 

TLR

background image

 — Mówiła pani policji o tym mężczyźnie z Florydy? 

 — Nie chciałam być uznana za prostytutkę. 

Umysł Agathy pracował na najwyższych obrotach. Powinna przynaglić 

Amy, żeby poszła na policję. FBI na Florydzie z pewnością wyśledzi tego 
Arta  Mackenzie,  jeśli  to  oczywiście  jego  prawdziwe  nazwisko.  Czy 
Richards była taka naiwna, jak się wydaje? 

 — Chcę, żeby Art cierpiał — powiedziała Amy. — Miała pani kiedyś 

operację plastyczną? Jaka ja jestem głupia. Oczywiście, że pani nie miała. 
To jest cholernie bolesne. I co z tego, że moje zęby są proste, że liposukcja 
i to wszystko... Chciałabym mieć z powrotem coś z dawnej siebie. 

 — Ciągle się zastanawiam, dlaczego on wybrał panią. Mógł znaleźć na 

Florydzie wiele pięknych dziewcząt, bez tych wszystkich wydatków. 

 —  Myślę,  że  on  mnie  trochę  kochał.  I  wie  pani,  kiedy  pokazał  mi 

zdjęcie swojej matki, naprawdę jestem do niej podobna. 

 —  No,  dobrze  —  powiedziała  Agatha,  wyglądając  przez  okno  na 

mroźny  krajobraz  —  Mogę  równie  dobrze  zacząć  na  Florydzie.  Dostanie 
pani rachunek za wszystkie wydatki plus moje dzienne wynagrodzenie. 

 —  Tak,  wiem.  Pani  Freedman  powiedziała  o  tym  i  dała  mi  do 

podpisania dokumenty. 

 — Nie sądzi pani, że byłoby dobrze, gdybym porozmawiała również z 

pani mężem? 

 — On jest strasznie zajęty. 

 — Czym się zajmuje? 

 — Jest właścicielem Richards Supermarkets. 

Agatha znała tę nazwę. Te supermarkety były w całym kraju. 

TLR

background image

 —  Proszę  mi  pozwolić  przemyśleć  sprawę.  Skontaktuję  się  z  panią 

wkrótce. 

Agatha  zwołała  zebranie  personelu  wczesnym  wieczorem  i 

opowiedziała im, czego dowiedziała się od byłej pani Beech. 

 —  Ma  pani  szczęście  —  stwierdziła  Toni  —  Nie  miałabym  nic 

przeciwko wyjazdowi na Florydę. 

 — Mogę równie dobrze sprawdzić, czy jest jakiś związek między tym 

Artem  a  Beechem.  W  tej  chwili  nie  ma  tutaj  wiele  do  roboty.  Czy  Amy 
wspomniała o poinformowaniu policji o tej sprawie z prostytucją? 

 —  Nie,  ani  słowa  —  powiedział  Patrick.  —  Powiedziała,  że  była  na 

wakacjach  na  Florydzie  i  tam  właśnie  spotkała  swojego  obecnego  męża. 
Nigdy nie słyszałem, żeby wspomniała tego Arta. 

 — To wszystko wydaje się trochę dziwne — stwierdziła Toni. — Jaki 

to  szczęśliwy  zbieg  okoliczności,  że  ten  Richards  pojawił  się  we 
właściwym momencie i jeszcze pochodzi z Mircesteu... 

 — A co, jeśli to wszystko jest stekiem kłamstw? — zapytał Phil — Ty 

naprawdę masz dobrą reputację, Agatho. 

 — Jaką reputację? 

 —  Że  jesteś  dobrym  detektywem.  Ona  bez  wątpienia  czytała  w 

gazetach  lub  dowiedziała  się  od  policji,  że  to  ty  znalazłaś  ciało.  Więc 
najlepszym sposobem, aby trzymać cię blisko, jest cię zatrudnić. Jeśli użyła 
pieniędzy  z  rozwodu,  aby  jechać  na  Florydę  na  operację  plastyczną,  to 
miała dobrą wymówkę, aby wyjechać z kraju i być z dala od sprawy. 

 —  Ale  —  wtrącił  się  Patrick  —  ten  Richards  może  być  wplątany  w 

morderstwo.  Jej  nie  było  w  kraju.  A  gdzie  on  był?  Myślę,  że  powinnaś 
trochę poczekać z tym wyjazdem, Agatho. 

 Wiatr wył dookoła starego budynku a deszcz ze śniegiem postukiwał w 

szyby. 

TLR

background image

 —  Idę  —  powiedziała  Agatha  —  Odwiedzę  ją  znowu  wieczorem  i 

zobaczę, czy zastanę ją z Bunchiem. 

 — Kto to jest Bunchie? — zapytała Toni. 

 —  To  pieszczotliwe  imię  jej  męża.  A  mówiąc  o  ulubieńcach,  jak  tam 

Paul? 

 — Bardzo dobrze, dziękuję. 

 — Często się z nim widujesz? 

 — Czy to ma coś wspólnego z agencją? — warknęła ze złością Toni. 

 — No nie, ale 

 — Więc niech pani pilnuje własnego nosa. 

 — Czy mogę ci przypomnieć, panno Gilmour, że rozmawiasz ze swoim 

pracodawcą? 

 — Ale nie z moją matką — Toni trzasnęła drzwiami biura. 

 —  Prosiłaś  się  o  to  —  powiedział  Phil  —  Zostaw  tę  dziewczynę  w 

spokoju, albo na złość tobie ona wyjdzie za Paula. 

 

Kiedy wszyscy wyszli, Agatha została sama w biurze, zastanawiając się, 

czy rzeczywiście warto jechać na Florydę. 

Zapomnij  o  Florydzie  —  pomyślała  nagle.  Może  to  podstęp,  żeby 

pozbyć się ciebie z kraju? 

Z pewnością odpowiedź na pytanie o śmierć Beecha leży w Cotswolds. 

Niespokojne  myśli  dotyczące  młodego  Simona  Blacka  również  zaprzątały 
jej  umysł.  A  jeśli  został  zabity  w  Afganistanie?  Nazwiska  zmarłych  były 
teraz  podawane  do  ogólnej  wiadomości.  Czy  Toni  zakochała  się  w  nim? 
Dlaczego,  do  licha,  się  wtrącała?  Wstrętne,  ciche  sumienie  przypomniało 

TLR

background image

jej,  że  Toni  nie  była  jej  córką,  a  nawet  gdyby  była,  powinna  przestać 
ingerować w życie dziewczyny. 

Otrząsnęła się z tych myśli. Niech policja zajmie się Florydą. Włożyła 

palto  i  wyszła  na  przejmujące  zimno.  Skierowała  się  do  komendy  policji, 
gdzie  poinformowała  recepcjonistkę,  że  ma  ważne  informacje  dla 
inspektora Wilkesa. Została wprowadzona do pokoju przesłuchań. 

 — O co chodzi tym razem? — zapytał znużony Wilkes. 

Agatha  opowiedziała  mu  wszystko,  czego  dowiedziała  się  od  Amy 

Richards, sięgając od czasu do czasu do swoich notatek. Kiedy skończyła, 
Wilkes przyjrzał się jej cynicznie. 

 —  Sądząc  z  mojego  doświadczenia,  myślałem,  że  zatrzyma  pani  te 

informacje dla siebie, tym bardziej że ta kobieta panią zatrudniła. 

 —  Nie  mogę  uwierzyć  w  tę  historię  z  Florydą  ani  w  to  przypadkowe 

spotkanie  z  Richardsem.  Myślę,  że  z  jakiegoś  powodu  ona  chce  się  mnie 
pozbyć. 

 —  Niby,  że  jest  pani  wspaniałym  detektywem,  który  zostawiony  tutaj 

rozwiąże sprawę, której nie może rozwikłać policja. 

 — Coś w tym stylu — wymamrotała Agatha. 

 — Przynajmniej wykazuje pani wreszcie jakiś rozsądek. Niech pani tu 

zaczeka. 

Więc  Agatha  czekała,  tęskniąc  za  papierosem  i  rysując  paznokciem 

wzory na pokrytym rysami stole. 

 W  końcu  Wilkes  wszedł  z  detektyw  Alice  Peterson.  Włączył 

magnetofon  i  Agatha  musiała  powtarzać  całą  historię  jeszcze  raz.  Kiedy 
skończyła, zapytał: 

 — Czy pani Richards prosiła, aby nie mówiła pani nic policji? 

TLR

background image

 — Nie wprost. Wiem, że nie chciała, abyście ją wzięli za jakąś kokotę. 

Proszę,  ze  względu  na  mnie,  traktujcie  ją  łagodnie.  Potrzebuję  tego 
kontraktu. 

 — To nie znaczy, że jesteśmy pani winni jakąś przysługę — powiedział 

Wilkes. 

 — A właśnie jesteście. Niech pan pomyśli, ile razy wam pomogłam. 

Inspektor westchnął. 

 — Będziemy tak taktowni, jak to możliwe. Powiemy, że wyśledziliśmy 

jej ostatnie ruchy dzięki uprzejmości FBI. 

Agatha musiała się tym zadowolić.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

IV 

 

Agatha  wróciła  do  chaty  i  zastała  tam  czekającego  na  nią  detektywa 

Wonga. 

 — Czekam na ciebie całe wieki — poskarżył się Bill, po tym jak zajął 

swoje ulubione miejsce w kuchni, z jednym kotem owiniętym dookoła szyi, 
a drugim na kolanach. Agatha była zadowolona, że znowu jest ciepło. 

Po wyjaśnieniu swoich powodów bytności na policji, zapytała: 

 — A dlaczego ty tu jesteś? Jeszcze jakieś pytania? 

 — Mam informacje o Paulu Finlayu. 

—  Co? 

 — Był żonaty dwa lata temu. Zona rozwiodła się z nim z powodu jego 

okrucieństwa. Przyznano jej opiekę nad ich dwojgiem dzieci. 

 — Czy to było psychiczne znęcanie się, czy fizyczne? 

 — I to, i to. 

Agatha zakryła twarz rękami. 

 — W takim razie mam kłopot. 

 — Ty? A co z Toni? Musimy ją ostrzec. 

 — Tak, tak. Ale to nie tylko to. Zrobiłam straszną rzecz. 

 — Znowu? 

 — To nie jest śmieszne. Młody Simon Black, który pracował dla mnie, 

uwielbiał Toni. Ale moim zdaniem ona była za młoda, żeby wychodzić za 
mąż! 

TLR

background image

 — I nie chciałaś stracić dobrego detektywa — stwierdził cynicznie Bill. 

 —  No  właśnie  i  powiedziałam  Simonowi,  żeby  zaczekał  trzy  lata,  a 

wtedy stanę po jego stronie. Tymczasem on wstąpił do wojska i teraz jest w 
Afganistanie. 

 — Agatho, jesteś pewna, że nie twoja zazdrość o sukcesy Toni sprawia, 

że wymyślasz te straszne intrygi? 

 —  Nie,  nie.  Ja  naprawdę  troszczę  się  o  tę  dziewczynę.  Było  coś 

niepewnego w tym związku z Simonem. 

 — Więc miejmy nadzieję, że nie umrze jak bohater. Powiedz, jakie są 

najnowsze wieści. 

Agatha spojrzała na zegarek. 

 —  Może  uda  mi  się  odwiedzić  Amy  Richards  dziś  wieczorem.  Chcę, 

żeby myślała, że jadę na Florydę, a potem zejdę do podziemia. 

 — Zobaczy cię gdzieś. 

 — Przebiorę się. Ale muszę spojrzeć na tego jej męża. Co zrobimy w 

sprawie Toni?— spytała Agatha. 

 — Zaraz do niej pójdę. Mam wolny wieczór. 

 — Nie mów jej o Simonie. 

 — Myślę, że ty powinnaś to zrobić — stwierdził Bill. 

Paul  Finlay  pokonał  wąskie  schody  wiodące  do  mieszkania  Toni  z 

uczuciem podniecenia. Czuł, że fakt, iż zaprosiła go na obiad i powiedziała, 
że  ma  mu  coś  ważnego  do  przekazania,  był  co  najmniej  obiecujący.  Toni 
była wszystkim, czego pragnął: młoda, ładna i uległa. 

 W końcu obowiązkiem kobiety jest zawsze wspierać męża i zgadzać się 

z nim. 

TLR

background image

Nigdy  przedtem  nie  był  w  mieszkaniu  Toni  i  spodziewał  się  lalek  na 

kanapie  i  plakatów  zespołów  muzycznych  na  ścianach.  Tymczasem, 
chociaż małe, jej mieszkanie było umeblowane z doskonałym gustem. Półki 
na  ścianach  wypełniały  książki.  Dwie  oprawione  w  ramki  ryciny  dekoro-
wały przeciwną ścianę. Przy oknie stał okrągły stolik. 

 — Cześć, Paul — powiedziała nerwowo Toni. — Chcesz drinka przed 

obiadem? 

 — A co masz? 

 — Piwo lub wino. 

 —  Wino.  Jakie  to?  —  wziął  od  niej  butelkę  —  Moja  droga,  Blockley 

Merlot! 

Blockley było wioską niedaleko Moreton-in-Marsh. 

 —  To  jest  miejscowe  przedsiębiorstwo,  które  importuje  i  butelkuje 

wino.  Byłeś  w  wiejskim  sklepie  w  Blockley?  Jest  bajeczny,  mają  tam 
wszystko. Charles mówi, że to jest bardzo dobre wino. 

 — Zostanę przy piwie — nieuprzejmie burknął gość. 

Toni wzruszyła ramionami. Otworzyła butelkę piwa i nalała do szklanki. 

Ubrana była w obcięte dżinsy i wyblakły podkoszulek. 

 —  Myślałem,  że  to  ma  być  jakaś  okazja  —  stwierdził  Paul, 

przyglądając się jej strojowi. 

 — Raczej smutna — odparła — Siadaj. 

Usiadł na dwuosobowej kanapie i pokazał miejsce obok siebie, ale Toni 

wysunęła krzesło i usiadła naprzeciwko niego. Od czasu morderstwa była z 
nim tylko na dwóch randkach. Za każdym razem robił jej wykład na temat 
niebezpieczeństwa,  jakie  niesie  jej  praca,  jednocześnie  podkreślając 
ważność  swojej.  Zastanawiała  się,  co  właściwie  w  nim  widzi.  Psychiatra 
pewno by orzekł, że szuka zastępczego ojca. 

TLR

background image

 — Chodzi o to, Paul — zaczęła Toni — że bardzo angażuję się w swoją 

pracę i nie mam czasu na randki. 

Twarz Paula wykrzywiła się z wściekłości. 

 — Zrywasz ze mną? 

 — Trochę ostro to ujęłam, ale próbuję ci powiedzieć, że... po prostu nie 

pasujemy do siebie. 

 — Takie małe dziewczynki jak ty potrzebują klapsa w tyłek. 

Zanim Toni zorientowała się, co się dzieje, szarpnął ją, przełożył przez 

kolano  i  zaczął  bić.  Sięgnęła  ręką  pomiędzy  ich  ciała,  chwyciła  jego 
genitalia i ścisnęła tak mocno, jak tylko mogła. Wrzasnął, zrzucił ją z kolan 
i potoczył się po podłodze. 

W  tym  właśnie  momencie  drzwi  się  otworzyły  i  wszedł  Bill  Wong. 

Pomógł Toni wstać. 

 — Co się stało? Czy on cię zaatakował? 

 —  Klepnął  mnie  w  tyłek,  bo  powiedziałam,  że  nie  chcę  go  więcej 

widzieć. 

Bill  postawił  na  nogi  wijącego  się  wciąż  z  bólu  Paula  i  założył  mu 

kajdanki. Przeczytał mu jego prawa i oskarżył go o napaść. 

 — To ona mnie zaatakowała — zawył Paul. 

 — Dajmy temu spokój.. — powiedziała Toni. 

Bill spojrzał na nią. 

 — On robił to przedtem i zrobi znowu. Jego żona rozwiodła się z nim z 

powodu  psychicznego  i  fizycznego  znęcania  się  nad  nią.  Raz  złamał  jej 
żebra, a innym razem szczękę. 

 —  W  porządku,  w  takim  razie  zabierz  go  stąd  —  Toni  umiała  dodać 

dwa do dwóch. 

TLR

background image

 — Z tobą wszystko dobrze? Zadzwonić do kogoś?  — spytał stroskany 

Bill. 

 — Nie, dam sobie radę. 

Agatha odwiedziła Amy Richards i oznajmiła jej, że wkrótce wyjeżdża 

na Florydę. 

 — A czy pani mąż jest w domu? — zapytała na koniec wizyty. 

 — Powinien wrócić w każdej chwili — odparła nerwowo gospodyni. 

 — Wydaje się, że siedzi pani jak na szpilkach. 

 — Zastanawiam się, czy ten, kto zamordował biednego Gary'ego, może 

przyjść także po mnie. 

 — Tylko wtedy, gdy myśli, że pani coś wie. Zadzwonił dzwonek. 

 — To mój Bunchie! — krzyknęła pani Richards, skoczywszy na równe 

nogi. 

 —  Nie  ma  klucza..  —  zaczęła  zdziwiona  Agatha,  ale  otworzyły  się 

drzwi  salonu  i  wszedł  mały,  kwadratowy  mężczyzna.  Był  ubrany  w  drogi 
szary  wełniany  garnitur.  Miał  tłuste  brązowe  włosy,  czerwoną  twarz  i 
szerokie, jak u klauna, usta. 

 — To jest mój Bunchie — przedstawiła go gospodyni. 

 — Powodzenia na wycieczce, Agatho. Będziemy w kontakcie. 

 — Czy mogłabym zamienić parę słów z pani mężem? 

— 

 Och, to nie jest dobra pora. Mój biedny Bunchie jest taki zmęczony 

Agatha czuła się popędzana w kierunku drzwi. 

 — To wszystko jest bardzo dziwne — powiedziała do żywopłotu, kiedy 

była już na zewnątrz. 

TLR

background image

Usadowiła  się  w  samochodzie  i  odjechała  kawałek  w  dół  ulicy,  skąd 

mogła  mieć  dobry  widok  na  wejście  do  domu  oświetlone  uliczną  lampą. 
Było przenikliwie zimno, ale Agatha nie chciała włączać silnika. Ciekawe, 
czy  Bunchie  rzeczywiście  jest  jej  mężem  —  myślała.  To  dziwne,  że  nie 
miał klucza. 

Po godzinie drzwi otworzyły się i wyszedł Bunchie. Wsiadł do czarnego 

BMW  i  odjechał.  Agatha  ruszyła  za  nim.  Przejechał  przez  Mircester  i 
skierował  się  na  północnym  kraniec  miasta,  tam,  gdzie  stały  duże  wille, 
oddalone od drogi. 

Agatha wysiadła z samochodu i podążyła wolno wzdłuż nich. Bunchie 

poszedł  ścieżką  do  jednego  z  domów,  wyjął  klucze  i  otworzył  drzwi. 
Słychać  było  dziecięcy  głos  wołający  piskliwie:  „Mamusiu,  tatuś 
przyszedł!". 

Wycofując  się,  Agatha  pomyślała,  że  albo  Amy  jest  prostytutką,  albo 

Bunchie jest bigamistą. Jeśli powiem Billowi, ten każe obserwować dom, a 
potem  wezwie  Amy  na  przesłuchanie  —  kombinowała  Agatha  —  Pani 
Richards sporo mi płaci, a ja potrzebuję pieniędzy. Nic nie dostanę, jak ją 
wystawię.  Za  to  jeśli  będę  dalej  ją  śledzić,  może  znajdę  jakiś  związek  z 
morderstwem jej męża. 

 

Plany  Agathy  co  do  ukrywania  się  w  przebraniu  o  mało  nie  spaliły  na 

panewce.  Wszystko  z  powodu  listu,  który  przyszedł  z  poranną  pocztą. 
Oświadczono  w  nim,  że  została  nominowana  do  nagrody  Kobieta  Roku  z 
Mircesteru. 

Agatha  promieniała.  Musi  szybko  zeszczupleć.  Musi  zamówić  serię 

niechirurgicznych  liftingów  twarzy.  Ale  przyjrzawszy  się  dokładniej 
zaproszeniu,  zorientowała  się,  że  uroczystość  nie  odbędzie  się  przed 
czerwcem.  Zazwyczaj  nominacje  na  Kobietę  Roku  ogłasza  się  rok  wcze-
śniej.  Nominowanie  jej  wyglądało  na  trochę  spóźnione.  Powinna  poznać 
nazwiska innych zgłoszonych. 

TLR

background image

Wróciła do interesów. 

Przebrana  nie  do  poznania  pojechała  do  Mircesteru.  Sprawdziła,  kto 

mieszka  pod  adresem,  pod  którym  widziała  wczoraj  mężczyznę.  Ku  jej 
zdziwieniu,  na  tabliczce  było  nazwisko  T.  Richards.  Wyglądało  na  to,  że 
faktycznie  jest  bigamistą.  Zadzwoniła  z  komórki  do  Billa.  Zaspany  głos 
powiedział z rozdrażnieniem: 

 — Obudziłaś mnie. 

Agatha spojrzała na zegarek. 

 — Jest dziesiąta rano. 

 — Ale ja pracowałem całą noc. O co chodzi? 

 — Mogę się z tobą zobaczyć? Mam ważną wiadomość. 

 — No dobrze — zgodził się Bill 

 — Jestem w przebraniu. 

Piętnaście  minut  później  pani  Wong  otworzyła  drzwi  kobiecie  z 

ciężkimi,  czarnymi  włosami  i  pyzatymi  policzkami,  owiniętej  w  kilka 
warstw ubrań i noszącej duże okulary. 

 — Nic nie kupujemy — powiedziała. 

Drzwi zaczęły się zamykać. 

 Za matką ukazał się Bill ubrany w piżamę i szlafrok. 

 —  W  porządku,  mamo  —  powiedział.  —  Wiem,  kto  to  jest.  To  ty, 

prawda? 

 — Ja — potwierdziła Agatha. 

 — Wejdź. 

Pani Wong wycofała się, mrucząc ze złością coś o ludziach, którzy nie 

pozwolą jej synowi się wyspać. Bill wprowadził Agathę do salonu. 

TLR

background image

 —  Dobre  przebranie.  Jestem  zmęczony.  Lepiej,  żebyś  rzeczywiście 

miała coś ważnego. 

Opowiedziała mu, czego dowiedziała się o Richardsach. 

Bill słuchał zdumiony. 

 — Dobra robota. Aresztujemy go. Czy on sądzi, że uda mu się uniknąć 

przesłuchania? 

 —  Ale  będziesz  mnie  nadal  informował  o  wszystkim,  czego  się 

dowiesz? — niepokoiła się Agatha. 

 — Masz moje słowo. Czy Toni mówiła ci, że aresztowałem Paula? 

 — Nie, ani słowa. Co się stało? 

Bill jej opowiedział. 

 —  Dlaczego,  do  licha,  nic  mi  nie  powiedziała?  —  zastanawiała  się 

Agatha. 

 — Może uważa, że za bardzo interesujesz się jej prywatnym życiem. 

Agatha  pomyślała  ponuro  o  Simonie  w  Afganistanie  i  się  zarumieniła. 

Bill  przyglądał  się  jej  zdziwiony.  Nie  pamiętał,  żeby  kiedykolwiek 
przedtem widział, jak Agatha się czerwieni. 

 

 Pod koniec następnego tygodnia Agatha padała z nóg. Była zmęczona 

ciągłym  szpiegowaniem  Amy  i  Richardsa.  Miała  po  dziurki  w  nosie 
swojego  przebrania  i  tego,  że  musi  godzinami  przesiadywać  pod  ich 
domami. Tom Richards spędził większość wieczorów i nocy z Amy i tylko 
dwie ze swoimi dziećmi. Zatem z ulgą ujrzała Bil- la Wonga pod drzwiami 
swojej chaty. 

TLR

background image

 —  Wejdź,  proszę,  i  powiedz,  że  mogę  pozbyć  się  tego  przebrania. 

Peruka jest strasznie ciężka, a te podkładki pod policzki sprawiają, że czuję 
się jak wiewiórka. 

 —  Powodują  też,  że  mówisz,  jak  byś  była  pijana  —  powiedział  Bill, 

idąc za nią do kuchni — Zrób mi filiżankę kawy, to ci wszystko opowiem. 

Agatha  włączyła  ekspres,  zerwała  z  głowy  perukę  i  wyjęła  z  ust 

podkładki. 

 — Nie mogę się doczekać. Zacznij wreszcie opowiadać. 

 —  Tom  Richards  rozwiódł  się  z  żoną,  za  obopólną  zgodą,  rok  temu. 

Sześć  miesięcy  później  ożenił  się  z  Amy.  Błagała  go,  żeby  pomógł  jej 
całkowicie zmienić wygląd, sfinansował lifting i operację plastyczną, więc 
wysłał ją do Los Angeles. Nigdy nie była na Florydzie. Zapytana, dlaczego 
wymyśliła bajeczkę o jakimś Arcie Mackenzie, powiedziała, że jest trochę 
fantastką  i  to  wszystko  było  treścią  opery  mydlanej,  którą  oglądała. 
Powiedziała  też,  że  gdyby  przyznała,  że  prosiła  biednego  Bunchiego,  aby 
zapłacił  tyle  pieniędzy  za  jej  operacje,  to  wyszłaby  na  chciwą  i  próżną. 
Dzięki — Bill wziął od Agathy kubek z kawą. 

 —  Richards  potwierdził  jej  opowieść  i  przyznał,  że  zapłacił  za 

wszystko. 

Agatha usiadła z filiżanką obok niego. Jeden kot, Hodge, wspiął się na 

kolana  Billa,  a  drugi,  Boswell,  próbował  ułożyć  się  na  jego  głowie. 
Delikatnie zdjął oba i postawił na podłodze. 

 — Coś tu jest nie tak — stwierdziła Agatha — Nie mówiłeś jej, że to ja 

się wygadałam? 

 — Powiedzieliśmy, że była sprawdzana ze względu na  męża i że  FBI 

na  Florydzie  nie  miało  żadnych  wzmianek  o  Arcie  Mackenzie.  Wtedy 
powiedziała prawdę. 

 — Coś tu jednak śmierdzi. 

TLR

background image

Agatha zapaliła papierosa. 

 — Wierzę, że jedna rzecz jest prawdziwa, a mianowicie to, że Beech ją 

dręczył.  Powiedziała,  że  ojciec  ją  bił.  Lubiła  władczych  mężczyzn. 
Ciekawe,  czy  ten  lifting  był  rzeczywiście  jej  pomysłem,  czy  też  Richards 
nią  manipulował.  Dalej  —  pieniądze  z  rozwodu  z  Beechem.  Powiedziała, 
że hojnie jej zapłacił. Ciekawe, czy w gotówce. Chciałabym porozmawiać z 
byłą panią Richards. 

 —  To  jest  trochę  naciągane,  Agatho.  Może  on  nie  wygląda,  ale 

naprawdę  jest  bardzo  bogaty.  A  bogaci  mężczyźni  zazwyczaj  nie  mają 
kłopotu w zorganizowaniu sobie jakiejś ślicznotki. 

 — Świnia! Świnia! — wrzasnęła Agatha. 

 — Czy ty obrażasz... ? — zaczął Bill. 

 — Nie, nie. Świński interes — odparła szybko — To jest ten facet. 

 — Posuwasz się za daleko. Wydaje się, że on za nią szaleje. 

 —  Ale  ona  pokazywała  mi  swoje  zdjęcie  sprzed  liftingu.  Nie  była 

nawet ładna. 

 —  Na  twoim  miejscu  przyhamowałbym  nieco  —  powiedział  Bill  — 

Nie chcę, żebyś się wplątała w policyjne śledztwo. 

Agatha się zjeżyła. 

 —  Ona  mi  płaci,  żebym  odkryła,  kto  zabił  Garyego,  a  ja  potrzebuję 

pieniędzy. I to wszystko. Pieniądze. Najwyraźniej Beech zapłacił jej hojnie, 
żeby  mu dała rozwód. A skąd taki zwykły glina  miał pieniądze, żeby być 
taki hojny? 

 — Badamy to. Na jego rachunku bankowym jest tylko kilkaset funtów, 

ale  kiedy  byliśmy  u  niego  w  domu  poste-  runkowa  Alice  Peterson 
zauważyła,  że  posiadał  kilka  wartościowych  antycznych  mebli. 

TLR

background image

Wyśledziliśmy  handlarza  antyków  i  potwierdził,  że  Gary  kupił  kilka 
drogich mebli i zapłacił gotówką. To znaczy, że coś kombinował na boku. 

 —  Może  cały  czas  obierał  sobie  ludzi  za  cel,  oskarżał  ich  o  to  lub 

tamto, a potem brał łapówki. 

 — Nie, nie sądzę. On uwielbiał pozywać ludzi do sądu. 

Bill wyszedł, za to przyszła Toni. 

 — Chcę zamienić z panią słowo, pani Raisin — powiedziała. 

 — Wejdź. O co chodzi? 

Toni weszła do kuchni i trzasnęła o stół zaproszeniem na ślub. 

 — O to, ty stara wścibska babo! — wrzasnęła. 

Agatha  przeczytała  zaproszenie.  Lance  Corporal  Simon  Black 

dziesiątego czerwca miał się ożenić z sierżant Susan Crispin w opactwie w 
Mircesterze. 

 Więc? Co to ma wspólnego ze mną? 

 — Razem z zaproszeniem przyszedł ten list!  

Agatha go przeczytała. 

Droga  Toni,  chciałbym,  abyś  przyszła  na  mój  ślub,  ponieważ  bardzo 

lubiłem czas, kiedy razem pracowaliśmy. Ożeniłbym się z tobą, ale Agatha 
powiedziała  mi,  że  jesteś  za  młoda  i  żebym  odjechał  i  pomyślał  o  tym  za 
trzy  lata.  Nie  mogłem  znieść  twojego  lekceważenia,  więc  wstąpiłem  do 
wojska. Szczęśliwie spotkałem Susie, która jest dziewczyną dla mnie, więc 
może Agatha miała rację, że mi nie ufała. 

Z wyrazami miłości. Simon. 

 — Dzięki pani wścibstwu on mógł tam zginąć. Nie jestem dzieckiem, 

mam osiemnaście lat. Niech pani się więcej nie wtrąca w moje życie. I oto 
moje miesięczne wypowiedzenie. 

TLR

background image

Agatha opadła na krzesło, kiedy Toni z hukiem wypadła z pokoju. 

 — Jest ktoś w domu? — doszedł ją głos Charlesa. 

 — Och, wejdź i po prostu mnie dobij — jęknęła Agatha i wybuchnęła 

płaczem 

Charles  poczekał,  aż  jego  przyjaciółka  się  uspokoi,  i  delikatnie 

powiedział: 

 —  Widziałem,  jak  Toni  odjeżdża,  jakby  się  paliło.  Dowiedziała  się  o 

Simonie? 

Agatha pociągnęła smętnie nosem. 

 — Zostawiła to. 

Podsunęła mu zaproszenie i list. 

 Charles przeczytał je uważnie. 

 — Rozumiem. 

 — I zostawiła miesięczne wypowiedzenie. 

 — Nie powinnaś się była wtrącać. 

 —  Wiem,  wiem.  Tu  nie  chodziło  tylko  o  to,  że  nie  chciałam  stracić 

dobrego  detektywa.  Było  coś  bardzo  niepewnego  w  tym  Simonie. 
Przeczuwałam to — Agatha próbowała się bronić. 

 — Powinnaś jej była pozwolić decydować o sobie. 

 — A co było z Paulem Finlayem? Gdybym się nie dowiedziała, że bił 

żonę,  i  gdyby  Bill  nie  poszedł  do  jej  mieszkania,  mogłoby  się  skończyć 
tragicznie. 

 — Nie próbowała odeprzeć ataku? 

 —  Oczywiście,  że  próbowała  —  przyznała  Agatha  —  Złapała  go  za 

genitalia. 

TLR

background image

 — Toni umie bronić się sama. Brała lekcje judo. Myślę, że Bill przybył 

w ostatniej chwili, aby ocalić Paula. 

 — A wtedy, gdy ten lizus zabrał ją do Paryża i błagała mnie o pomoc? 

Kto wydostał ją z kłopotów? Ja! Ona się miota od jednego beznadziejnego 
faceta do drugiego. 

 — Tak samo jak ty, Agatho. 

 — Co masz na myśli? 

 —  Twój  pierwszy  mąż  był  pijakiem,  drugi  jest  zimnokrwistym, 

zatwardziałym  typem  kawalera,  a  ostatnio  prawie  wyszłaś  za  jakieś 
władcze dziwadło. Musiałem pędzić i ratować cię przed nim. 

 — To co innego. 

 —  Nieprawda.  Dobrze,  nie  kłóćmy  się.  Co  zamierzasz  zrobić,  żeby 

Toni została? 

 — Spróbuję dać jej najlepsze sprawy i nic więcej. Zejdę jej z drogi — 

westchnęła zrezygnowana Agatha. 

Następnego dnia Agatha śmiało powitała personel, jak gdyby nic się nie 

stało. 

 —  Toni,  chcę,  żebyś  oddała  Patrickowi  i  Philowi  wszystkie  sprawy, 

jakie masz. Mam dla ciebie jedną ważną. Pozwól, że cię wprowadzę, żebyś 
była na bieżąco. 

Wszyscy słuchali uważnie. Kiedy skończyła, oznajmiła: 

 —  Toni,  chcę,  żebyś  spotkała  się  z  pierwszą  panią  Richards.  Spróbuj 

się dowiedzieć, czy to on chciał, żeby ona poddała się zabiegowi liftingu. 
Wydaje mi się, że on może być wstrętnym manipulatorem. 

 — Niech mi pani da adres. 

Agatha wręczyła jej karteczkę i powiedziała: 

TLR

background image

 —  Zapiszę  w  komputerze  to  wszystko,  co  wam  teraz  powiedziałam, 

żeby było dostępne o każdej porze. Patricku, jeśli masz dzisiaj trochę czasu, 
chciałabym, żebyś sprawdził przez swoje stare kontakty policyjne, czy oni 
wiedzą, w jaki sposób Beech mógł zarabiać pieniądze na boku. 

Panna Gilmour zebrała swoje rzeczy i opuściła biuro. Agatha zamyślona 

patrzyła, jak odchodzi. 

Toni czuła się emocjonalnie odrętwiała, kiedy jechała w kierunku willi 

Richardsów.  Usunęła  z  pamięci  wszystkie  momenty,  kiedy  Agatha 
przybywała  jej  na  ratunek,  zaczynając  od  obrony  przed  jej  bratem 
alkoholikiem, pracy, którą jej dała, oraz mieszkania, które dla niej kupiła. 

 Dom  Richardsów  był  okazałą  willą,  osłoniętą  od  drogi  przez  gęsty 

żywopłot i kamienny mur. Toni otworzyła bramę i poszła krótką żwirowaną 
alejką w kierunku domu. 

Drzwi  otworzyła  jej  starsza  kobieta  ubrana  w  staromodny  kwiecisty 

fartuch. 

 — Pani Richards? 

 — Nie, ja jestem sprzątaczką. Nie ma jej. 

 — Nie wie pani, kiedy wróci? 

 — Wtedy, gdy dzieci wychodzą ze szkoły. 

 — Gdzie mogę ją znaleźć w Mircesterze? 

 —  Może  być  na  lunchu  w  tym  nowym  barze  ze  zdrowym  jedzeniem. 

Bzdury, mówię ci. Płacisz fortunę za listek sałaty. 

 

Toni  podziękowała  jej  i  wyszła.  Wiedziała,  gdzie  jest  ten  bar.  Zimny 

wiatr  wiał  od  północy,  a  nisko  płynące  chmury  groziły  śniegiem.  Co  za 
dzień  na  takie  jedzenie!  Przydałaby  się  raczej  zupa,  stek  i  paszteciki  z 
nerek. Za- burczało jej w brzuchu. Była tak przygnębiona ślubem Simona, 
że na śniadanie wypiła tylko filiżankę kawy. 

TLR

background image

Zaparkowała  na  głównym  placu  i  chowając  głowę  przed  wiatrem, 

ruszyła do barku ze zdrową żywnością. Przeklinała pogodę, która zdawała 
się być niekończącą się przeplatanką odwilży i mrozu. 

Lokal nosił nazwę Zielone Szczęście. Okna były zaparowane, więc Toni 

nie mogła zobaczyć, kto jest w środku. Pchnęła drzwi i weszła. Było bardzo 
niewielu klientów. Ludzie z Mircesteru woleli cholesterol. 

Kiedy Toni usiadła przy stoliku w rogu, przodem do drzwi, podeszła do 

niej  ponura  kelnerka  z  ciężkim  przypadkiem  trądziku  na  twarzy.  Toni 
przejrzała  menu  i  zamówiła  zupę  jarzynową,  kalafiora  z  serem  i  drinka  z 
czarnego bzu. Ku jej uldze, do zupy dostała bułki i masło. Rozejrzała się. 
Dwie  starszawe  kobiety  siedziały  przy  oknie,  a  obok  nich  poważnie 
wyglądający mężczyzna w okularach i z długą brodą. Kiedy Toni kończyła 
posiłek filiżanką kawy z mniszka lekarskiego, drzwi się tworzyły i weszła 
wysoka kobieta. Ubrana była w kurtkę, pod którą miała kaszmirowy sweter, 
do tego sznurowane bryczesy do kolan, grube wełniane pończochy i męskie 
półbuty. Twarz miała długą i łagodną, i kojarzyła się ona Toni z owcą. Na 
jej palcach lśniły liczne pierścionki. 

Zawołała kelnerkę i złożyła zamówienie głosem kogoś, kto rozpaczliwie 

próbował uchodzić za eleganckiego, co się — niestety — nie udawało. Inni 
klienci  wyszli.  Pozostała  tylko  Toni  i  kobieta,  która  być  może  była  panią 
Richards. 

Uśmiechnęła się niewyraźnie w kierunku Toni, która odważnie podeszła 

do niej. 

 — Zdaje się, że rozpoznaję panią. Pani Richards? 

 —  Była.  Jeśli  jest  pani  z  prasy,  potrzebna  jest  pani  obecna  żona  — 

odparła kobieta. 

Kelnerka przyniosła jej małą miseczkę sałatki składającej się głównie z 

kiełków fasoli. 

TLR

background image

 — Nie jestem z prasy — poinformowała Toni — Przepraszam, czy to 

jest wszystko, co zamierza pani zjeść w ten mroźny dzień? 

 — Tak, mój były mąż mówi, że powinnam dbać o figurę. 

 — Co to ma z nim wspólnego? Jest byłym mężem. 

 —  Jest  ojcem  moich  dzieci.  A  moje  utrzymanie  zależy  od  niego.  A 

teraz, proszę odejść. 

 —  Jestem  detektywem  —  powiedziała  Toni,  podając  wizytówkę  — 

Nasza agencja pracuje na zlecenie obecnej pani Richards. Czuję jednak, że 
jest w niej coś bardzo dziwnego. 

 — Zwykła mała dziwka — wycedziła kobieta. 

 — Może pójdziemy gdzieś na lunch? 

 — Ja już mam lunch. 

 — Nieprawda. Sama się pani karze. Jest pani wystarczająco szczupła. 

Proszę  pójść  ze  mną  do  najbliższego  pubu.  Zamówimy  sobie  stek, 
paszteciki z wątróbek i butelkę wina. 

Pani Richards ponuro pogrzebała w sałatce. 

 — A jeśli on się dowie? 

 —  Ja  mu  nie  powiem,  pani  też  nie.  Myślę,  że  dużo  pani  przeszła  — 

powiedziała  Toni  —  i  nikt  pani  nigdy  nie  wysłuchał.  Ale  ja  tu  jestem  i 
chętnie posłucham. Dalej, idziemy. 

Nad  stekiem,  pasztecikami  i  butelką  wina  pani  Richards  odtajała  jak 

pogoda  na  zewnątrz.  Kiedy  łapczywie  jadła,  Toni  mówiła  o  pogodzie  i 
opowiadała zabawne historie o odnajdywaniu zaginionych zwierząt. 

 —  Poproszono  mnie  o  odnalezienie  zaginionego  kota  o  imieniu 

Napoleon. W końcu znalazłam zwierzę w gałęziach wysokiego orzecha w 
ogrodzie  jego  właścicielki.  Weszłam  na  drzewo.  To  było  trudne,  bo  wiał 

TLR

background image

silny wiatr, a kot był na samym szczycie. Kiedy już go prawie dosięgałam, 
kocisko  czmychnęło  w  dół,  skacząc  z  gałęzi  na  gałąź.  Goniłam  go  i 
wreszcie złapałam za pomocą sprzętu do rugby. 

Pani Richards zachichotała zadziwiająco dziewczęcym głosem. 

 — Napije się pani kawy z brandy? — zapytała Toni. 

 — Może nie powinnam... 

Toni zamówiła dwie brandy. 

 — Zna pani obecną panią Richards? 

 —  O,  tak.  Proszę  mi  mówić  Fiona.  Pracowałyśmy  w  tym  samym 

supermarkecie. Ona w kasie, a ja przy półkach. 

 — To zbyt pospolita praca dla pani. A co z opieką nad pani dziećmi? 

 —  Mieliśmy...  mamy...  wspaniałą  nianię  dla  dwójki  najmłodszych,  to 

znaczy  czteroletniej  Carol  i  pięcioletniej  Josie.  Mój  najstarszy  chłopiec, 
Wolfgang, chodzi do szkoły w Mircesterze. Ma trzynaście lat. 

 — Wolfgang to dziwne imię dla angielskiego dziecka. 

 —  Ojciec  Toma  jest  Niemcem.  Nalegał,  aby  nadać  mu  jego  imię.  W 

szkole nazywają go Wolf, więc mu to nie przeszkadza. Mój mąż sądził, że 
powinnam  poznać  działanie  jego  biznesowego  imperium  od  podstaw.  Nie 
miałam  nic  przeciwko  układaniu  towarów  na  półkach.  To  była  spokojna, 
dość bezmyślna praca. Poznałam Amy. Inni wiedzieli, że byłam żoną szefa, 
i  myśleli,  że  zostałam  nasłana,  żeby  ich  szpiegować,  ale  ona  ze  mną 
rozmawiała. 

Pewnego  popołudnia  zaprosiłam  ją  na  herbatę.  Obie  miałyśmy  wolny 

dzień. Myślałam, że Tom wyjechał w interesach, ale on się nagle pojawił. 
Zaczął przepytywać Amy; co zostało sprzedane i jakie rzeczy są najbardziej 
popularne.  Wkrótce  byli  pogrążeni  w  rozmowie  i  wydawało  się,  że 
zapomnieli o moim istnieniu. 

TLR

background image

Kilka tygodni później Tom poprosił mnie o rozwód. Z początku byłam 

zdruzgotana,  ale  kiedy  wyjaśnił,  że  będzie  płacił  na  utrzymanie,  myśl,  że 
mogę porzucić pracę i zostać w domu z dziećmi, wydała mi się jak wyjście 
z  piekła.  Dobry  Boże,  jakim  pani  jest  wspaniałym  słuchaczem.  Nie 
powinnam krytykować Toma. 

 —  Zastanawiałam  się  —  zaczęła  ostrożnie  Toni  —  czy  Tom 

kiedykolwiek sugerował, żeby pani poprawiła urodę. 

 — Każdego dnia i każdej nocy — powiedziała ponuro Fiona — Chciał, 

żebym wyjechała do Los Angeles, aby zrobić sobie lifting twarzy. Zawsze 
wybierał  mi ubrania. Próbowałam się z tego śmiać i kiedyś powiedziałam 
mu, że chcę być elegancka na starość, a on... on mnie wtedy uderzył. 

 — Nie poszła pani na policję? 

 — Wynająłby najlepszych adwokatów. Czułam, że nie miałabym szans. 

Więc  kupiłam  magnetofon  i  zaczęłam  nagrywać  wszystkie  gwałtowne 
kłótnie  i  odgłosy  bicia.  Moja  skromna  pensja  wpływała  na  mój  rachunek. 
Poszłam  do  banku,  wynajęłam  sejf  depozytowy  i  złożyłam  tam  wszystkie 
kasety. Potem powiedziałam mu, że idę na policję z dowodami. Wypadł z 
domu jak burza, a kiedy wrócił, oznajmił, że zakochał się w Amy i da mi 
rozwód.  Nie  mogłam  uwierzyć  własnemu  szczęściu,  dopóki  się  nie 
wyprowadził. Wraca regularnie, aby zobaczyć się z dziećmi. Dobrze się z 
nimi  dogaduje.  Wpadłam  na  Amy,  kiedy  jeszcze  nie  przeszła  tej 
kosmetycznej transformacji. Była bardzo przyjacielska, ale gdy odchodziła, 
powiedziała  dziwną  rzecz:  —  „Brakuje  mi  Garyego.  Gary  zrobiłby  z  nim 
porządek". 

 — Wygląda na to, że miała dość swojego nowego męża, zanim jeszcze 

pojechała do Stanów — zauważyła Toni. 

 — Och, jak ja się dostanę do domu? Za dużo wypiłam 

 — martwiła się Fiona. 

TLR

background image

 —  Zawołam  pani  taksówkę.  Czy  ktoś  może  przyjechać  i  zabrać  pani 

samochód? 

 —  Tak,  niania,  pani  Drufus  —  pochyliła  się  do  przodu  i  spojrzała 

poważnie na Toni — Sądzi pani, że Tom zabił Garyego? 

 —  Gdyby  to  było  uderzenie  w  głowę,  uwierzyłabym    —  powiedziała 

Toni — Ale zabić  mężczyznę — a jego najwyraźniej  zadźgano na  śmierć 
— potem odciąć mu głowę i usiłować upiec go na rożnie jak świnię — nie. 
Wygląda to na zadanie dla kilku osób. 

 — Będzie pani ze mną w kontakcie? — zapytała Fiona żałośnie — Jest 

pani takim dobrym słuchaczem. Gdybym miała taką córkę jak pani... 

Kiedy  stanęła,  lekko  się  zachwiała.  Toni  zawołała  jej  taksówkę  i 

odesłała do domu. 

Agatha  zaklęła  pod  nosem.  Raport  dziewczyny  o  Fionie  Richards  był 

taki  dobry.  Toni,  ze  swoją  młodością  i  wyglądem  niewiniątka,  potrafiła 
wydobyć informacje od ludzi, którzy milczeliby przed Agathą. 

Zostawiła na biurku Toni notatkę z podziękowaniem za jej pracę razem 

z listem Simona i zaproszeniem na ślub i wyszła na zimno. Nadszedł czas, 
aby zapytać Amy  Richards, dlaczego kłamała. Zdała sobie sprawę, że bę-
dzie  musiała  powiedzieć  prawdę  i  przyznać  się,  że  nie  pojechała  na 
Florydę. 

Pani  Richards  otworzyła  drzwi.  Nie  założyła  soczewek  kontaktowych 

— miała brązowe oczy. Wyglądała, jakby płakała. 

— 

Ach, to pani — powiedziała ponuro. 

Agatha zadrżała. 

— 

Proszę mnie wpuścić. 

TLR

background image

Wyminęła szczupłą Amy i weszła do salonu. Zdjęła ciężkie palto i szal, 

przeklinając  wszystkich  przeciwników  futer.  Norki  były  szkodnikami. 
Powinny chronić jej plecy przed zimnem, zamiast grasować po okolicy. 

 — Amy, nie byłam na Florydzie. 

Agatha  usiadła  na  kanapie,  a  gospodyni  w  fotelu  twarzą  do  niej. 

Rozdzielał je szklany stolik, na którym leżały lśniące magazyny i kolorowe 
dodatki do różnych gazet. 

Dlaczego? — zapytała Amy. 

 — Przykro mi to powiedzieć, ale nie uwierzyłam pani. Mój znajomy z 

policji powiedział mi, że przyznała się pani do kłamstwa, że nigdy nie była 
pani na Florydzie i że to Tom Richards zapłacił, żeby pani jechała do Los 
Angeles poprawić sobie urodę. Zastanawiałam się, czy chce się pani mnie 
pozbyć i dlaczego. 

 —  Tym  razem  powiedziałam  policji  prawdę.  Nie  chciałam,  żeby 

myśleli,  że  jestem  łowczynią  złota.  Strasznie  dużo  kosztowało,  żebym 
wyglądała tak, jak teraz. 

Czyż  to  nie  Dolly  Parton  powiedziała  kiedyś,  że  potrzeba  dużo 

pieniędzy, żeby wyglądać tak tanio? — pomyślała Agatha, ponieważ dzisiaj 
w wyglądzie Amy było coś jarmarcznego. Miała różowe pantofle na wyso-
kich obcasach, obcisły różowy sweter i różowe spodnie do kolan. 

 — Więc to nie pani mąż sugerował operację plastyczną? 

 — Nie, oczywiście, że nie. 

 — Ale sugerował to poprzedniej żonie. Czy on jest tyranem? 

 — O, nie! Mój Bunchie jest najsłodszym i najdroższym człowiekiem. 

 —  Wróćmy do Gary'ego.  Mówiła pani, że dał pani dużo pieniędzy za 

rozwód. Czek? 

 — Nie. Gotówkę. 

TLR

background image

— Ile? 

 — Nie pamiętam. 

 — Amy! 

 —  W  kopercie  było  około  dziesięciu  tysięcy.  Powiedział:  „Weź  to  i 

chodź ze mną do prawnika, ale nie wspominaj o pieniądzach. Powiedz mu, 
że nie chcesz nic ode mnie. Weź to". Więc wzięłam. 

 — Ale z pewnością miałaś własnego prawnika. 

 — Był taki jeden w tym samym budynku. 

 — Kim są ci prawnicy? 

 — Crumley, Fatch and Blinder. 

 — Gdzie się mieszczą? — dopytywała Agatha 

 — W dzielnicy przemysłowej. Działka trzydziesta pierwsza. 

 — To cholernie dziwne miejsce dla prawników. Ale przedstawiła pani 

papiery  rozwodowe,  kiedy  przyszła  pani  zgłosić  swoje  małżeństwo  z 
Tomem Richardsem. 

 —  To  jest  najdziwniejsza  rzecz.  Nie  mogłam  ich  nigdzie  znaleźć. 

Zapytałam  Gary'ego,  ale  on  powiedział,  że  mi  je  dał  i  musiałam  zgubić. 
Mój  paszport  opiewał  nadal  na  moje  panieńskie  nazwisko,  ale  Bunchie 
powiedział, że świadectwo urodzenia wystarczy. 

 —  Nie  poszła  pani  do  prawnika  poprosić  o  kopię?  —  zdziwiła  się 

Agatha 

 — Bunchie powiedział, że nie ma potrzeby. 

 —  Kiedy  Gary  dał  pani  te  dziesięć  tysięcy,  skąd  je  wziął?  Czy  miał 

sejf? 

 — Nic takiego. Po prostu przyniósł kopertę. Powiedział, że dom chce 

mieć dla siebie — odparła pani Richards. 

TLR

background image

 — A gdzie naprawdę poznaliście się z Tomem? 

 — W supermarkecie. Wiedziałam, że te pieniądze nie wystarczą mi do 

końca życia. 

 — Amy, pomyśl. Gary nie zarabiał dużo jako gliniarz. Skąd mógł mieć 

dodatkowe pieniądze? — zapytała Agatha. 

 — Nie wiem. Stale mówił, że bierze nadgodziny. 

Amy  pomachała  szczupłą  ręką  i  w  świetle  błysnęła  ciężka  srebrna 

bransoletka z kilkoma dyndającymi na niej zawieszkami. 

 —  Tu  jest  coś  dziwnego.  Mogę  zobaczyć  pani  bransoletkę?  — 

poprosiła Agatha 

 —  Tak.  Przyjaciółka  zrobiła  ją  dla  mnie.  Zużyła  resztki  srebra  — 

tłumaczyła Amy. 

Agatha uważnie przyglądała się bransoletce, obracając ją w palcach. 

 —  Tutaj  jest  dziwnego  kształtu  kluczyk.  Wygląda  jak  mój  do  sejfu. 

Gdzie był bank Gary'ego? 

 — Myślę, że to był Mircester and General. 

 — Czy Gary zostawił testament? 

 —  Tak,  mam  gdzieś  kopię.  To  jest  testament  sporządzony  odręcznie. 

Wszystko  zostawił  mnie,  ale  na  moje  panieńskie  nazwisko,  Amy  Tubb. 
Powiedział, że napisał go, zanim się pobraliśmy. 

 — I paszport też ma pani nadal na panieńskie nazwisko? 

 — Tak, nigdy go nie zmieniałam. 

 —  Dobrze.  Niech  pani  bierze  palto.  Pójdziemy  najpierw  do  banku. 

Proszę wziąć testament, świadectwo zgonu i paszport. 

TLR

background image

Agatha czekała niecierpliwie, podczas gdy Amy poruszała się niepewnie 

na  swoich  wysokich  obcasach,  otwierając  i  zamykając  szafki.  W  końcu 
znalazła wszystko w dolnej szufladzie biurka swego męża.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

 

Toni  z  ulgą  stwierdziła,  że  w  biurze  jest  pusto.  Była  tylko  sekretarka. 

Panna Gilmour zwróciła się do niej. 

 —  Pani  Freedman,  dałam  Agacie  miesięczne  wypowiedzenie. 

Powinnam napisać list? 

 —  Jeśli  ona  wie,  myślę,  że  nie  musisz  się  przejmować.  Gdzie 

pójdziesz? — zapytała starsza pani. 

 —  Prawdopodobnie  do  innej  agencji  detektywistycznej  lub  może  do 

policji. 

Pani Freedman spojrzała na nią znad okularów. 

 — Nie ma w okolicy innej agencji podobnej do tej. Jeśli dołączysz do 

którejś  mniejszej,  to  będzie  psia  robota,  bo  jesteś  taka  młoda.  Policja? 
Wyjazd do Hendon lub gdzieś na trening. Mogą odmówić z powodu twego 
koloru skóry. 

 — Co takiego? — zdziwiła się Toni. 

 —  Jeden  z  moich  bratanków  został  odrzucony.  Policja  z  Gloucesteru 

musiała zatrudnić kilku Azjatów i Jamajczyków i tak dalej. To się nazywa 
różnorodność  etniczna.  Teraz  jest  w  transporcie  policyjnym  w  Londynie. 
Nawet jeśli dostaniesz tu pracę, nie oceniaj policjantów przez pryzmat Billa 
Wonga. Szowinistyczne świnie, oto, czym są. Jeśli będziesz ich trzymać na 
dystans, okrzykną cię lesbijką i zaczną wkładać paskudne rzeczy do twojej 
szafki. 

 —  Pani  Freedman,  to  pani  lojalność  w  stosunku  do  Agathy  jest 

powodem, dla którego zmyśla pani te wszystkie historie. 

TLR

background image

 —  Tak,  lojalność  to  wspaniała  rzecz  —  powiedziała  pani  Freedman, 

włożyła na nos okulary i zaczęła znowu pisać. 

Agatha zadzwoniła do Toni i powiedziała, że jest z Amy i czekają na nią 

na placu. Chociaż czuła, że nie ma potrzeby, żeby dziewczyna szła z nimi, 
Agatha była zdeterminowana angażować ją we wszystko, co wydawało się 
ważne, w nadziei, że Toni zmieni zdanie i nie odejdzie. 

 — Gdzie idziemy? — zapytała zdyszana Toni, kiedy wsiadła na tylne 

siedzenie samochodu Agathy. 

 — Do banku — wyjaśniła Agatha, informując ją o kluczyku. 

Wysiadły  wszystkie  z  samochodu  i  weszły  do  banku,  który  znajdował 

się  między  dwoma  sklepami  z  zamkniętymi  okiennicami.  Coraz  więcej 
nieudanych  interesów  —  pomyślała  Agatha  —  Główne  ulice  w  mieście 
wymierają,  ponieważ  stajemy  się  leniwi  i  wolimy  robić  zakupy  w 
supermarkecie  na  obrzeżach  miasta.  To  była  również  wina  władz,  które 
miały  dziwne  upodobanie  do  przekształcania  głównych  ulic  w  strefy  dla 
pieszych,  a  potem  żądały  wysokich  opłat  za  parkowanie  na  najbliższym 
dostępnym  parkingu.  Nikt  nie  chciał  maszerować  z  ciężkimi  torbami  od 
jednego  małego  sklepu  do  drugiego.  Może  w  końcu  główne  ulice 
przekształcą  się  w  muzea,  z  ludźmi  w  dwudziestowiecznych  ubraniach 
paradującymi tam i z powrotem? 

Weszły  do  banku.  Agatha  zażądała  rozmowy  z  kierownikiem.  Kazano 

im czekać. 

Śnieg  zaczął  uderzać  w  szyby.  Powinnam  kupić  zimowe  opony  — 

lamentowała  w  duchu  Agatha  —  Ale  zanim  przywiozą  mi  je  do  garażu, 
może nadejść wiosna. 

W  końcu  zostały  wezwane  do  biura  kierownika.  Przywitał  ich  mały, 

łysiejący i pretensjonalny mężczyzna. 

TLR

background image

Po tym, jak Amy wyjaśniła cel wizyty, z irytującą powolnością zbadał 

testament,  paszport  i  klucz.  Czasami  potrząsał  głową  i  coś  mamrotał  pod 
nosem. 

Agatha, która dopiero ćwiczyła się w tolerancji, wy- buchnęła: 

 —  Co  zabiera  panu  tak  dużo  czasu?  Jak  długo  mamy  tu  siedzieć, 

czekając, podczas gdy pan rusza się jak mucha w smole? 

 — Muszę mieć pewność. Dużo jest teraz złych ludzi. 

 —  Nie  pochodzi  pan  przypadkiem  z  Auchtermuchty  albo  z  jakiegoś 

innego zapomnianego przez Boga miejsca? — spytała Agatha 

 — Jestem z Stornoway i jestem z tego dumny — odrzekł kierownik — 

Zawołam Gladys, żeby zaprowadziła was do sali depozytowej. 

Nacisnął  brzęczek  na  swoim  biurku.  Weszła  blondynka,  tak  blada,  że 

wyglądała  jakby  była  bielona.  Poprosiła,  aby  poszły  za  nią.  Zeszły 
schodami do przepastnej piwnicy. Gladys otworzyła jedne z drzwi dwoma 
kluczami. 

 — Jaki jest numer skrzynki depozytowej? 

 — Nie wiem — odparła Agatha. 

 Weszły  z  powrotem  na  górę,  aby  poczekać  na  kierownika,  pana 

Macleoda.  Zanim  odnaleziono  numer,  było  dużo  zamieszania  i 
podpisywania  formularzy.  Znowu  pojawiła  się  Gladys,  blada  jak  duch,  i 
zaprowadziła ich do dolnych rejonów banku. 

 — Kiedy skończycie, zatrzaśnijcie po prostu za sobą zewnętrzne drzwi 

— pouczyła — Zamkną się automatycznie. 

Wyciągnęła  kasetkę,  umieściła  ją  na  metalowym  stole  stojącym  na 

środku  pokoju  i  wyszła.  Agatha  wyciągnęła  trzy  pary  lateksowych 
rękawiczek i kazała im je założyć. 

 — Niech pani to zrobi — powiedziała Amy, wręczając Agacie klucz. 

TLR

background image

Kiedy kasetka została otwarta, trzy kobiety patrzyły w zdumieniu na jej 

zawartość.  Były  tam  cztery  paszporty,  wszystkie  na  różne  nazwiska,  ale 
wszystkie  miały  zdjęcie  Gary'ego  Beecha.  Para  kalesonów,  które  Agatha 
rozwinęła i  wtedy okazało się, że był w nie zawinięty  mały pistolet. Była 
tam  też  mała  skórzana  torebka  ze  sznurkiem  u  góry.  Toni  otworzyła  ją  i 
zajrzała do środka, a potem wytrząsnęła zawartość na rękę. 

 —  Kamienie  —  wyszeptała  z  goryczą  Amy  —  Po  co  on  włożył  te 

parszywe, brudne paskudztwa do sejfu depozytowego? 

 — Poczekajcie chwilę — powiedziała podekscytowana Toni — Myślę, 

że  to  są  nieszlifowane  diamenty.  Widziałam  taki  program  i  te  tutaj 
wyglądają jak tamte. Lepiej zabierzmy je na policję. To mogą być diamenty 
„konfliktowe". 

 — O czym ty mówisz? — zapytała Agatha ze złością, zapominając, że 

postanowiła być dla Toni słodka i delikatna przy każdej okazji. 

 — „Konfliktowe" diamenty albo inaczej krwawe diamenty są używane 

do  finansowania  grup  rebelianckich  w  Sierra  Leone  czy  Angoli  — 
wyjaśniła Toni. 

 — Ale co, do licha, wiejski gliniarz mógł mieć wspólnego z tym, co się 

dzieje w Afryce? — chciała wiedzieć Agatha. 

 — Prawdopodobnie nic. Może to jakaś zapłata za coś. Lepiej weźmy to 

na policję. 

 —  Musimy?  —  zapytała  Amy  —  Jeśli  one  są  nieoszlifowane,  mój 

znajomy jubiler może je wypolerować. 

 — Nie  — powiedziała stanowczo  Agatha —  One  muszą być  zbadane 

przez policję. 

Wzrok Amy nagle stał się tak twardy, jak te diamenty. 

 — Ale to jest moja własność, prawda? Zabieram je i już. 

TLR

background image

 — Jednak będziemy musiały to zgłosić — oznajmiła Toni. 

 — Nie cenicie swego życia zbyt wysoko, co? — drwiła Amy. 

 — Cały czas wiedziała pani, w co Gary był zamieszany — stwierdziła 

Agatha. 

 — Wypchajcie się. Zwalniam was. 

Amy zgarnęła wszystko do obszernej torby i wyszła. 

 —  W  porządku  —  powiedziała  Agatha,  kiedy  Amy  machała  na 

taksówkę przed bankiem — Lepiej chodźmy na policję. 

 — Sadzę, że powinnyśmy ją śledzić — zasugerowała Toni. 

 —  Dlaczego?  Ma  bogatego  męża  i  wygląda  na  to,  że  to  on  jest 

psubratem. 

Agatha chciała obstawać przy swoim,  ale przypomniała sobie, że Toni 

była  dobrym  detektywem  i  jej  spojrzenie  na  różne  sprawy  okazywało  się 
często prawidłowe. 

 — Masz rację — zgodziła się — Zobaczymy, co ona zrobi. 

Ale  kiedy  przybyły  do  domu  Amy,  jej  samochodu  nie  było,  a  dom 

wydawał się pusty. Czekały godzinę, a potem Toni stwierdziła: 

 — Myślę, że mimo wszystko powinnyśmy iść na policję. Założę się, że 

ona nie powie nic temu swojemu mężowi. 

Jeszcze  zanim  wyszła  z  komisariatu,  Agatha  już  była  wyczerpana 

przesłuchaniem.  Wysadziła  Toni  przed  jej  mieszkaniem  i  pojechała  do 
domu, nie obawiając się poślizgu, bo drogi były wysypane solą z zagranicy. 
Na  kuchennym  stole  zastała  notatkę  od  Charlesa:  Nie  mogę  znieść  tej 
paskudnej pogody. Jadę na południe Francji. Charles. 

Agatha,  wciąż  martwiąc  się  o  Toni,  poczuła  Się  nagle  samotna. 

Zadzwoniła  na  plebanię,  ale  powiedziano  jej,  że  pani  Bloxby  odwiedza 

TLR

background image

krewnych  w  Bexhill,  w  Sussex.  Potem  zadzwoniła  do  Roya  Silvera 
dowiedzieć  się,  czy  zamierza  ją  odwiedzić  w  weekend.  Powiedział  jej, że 
idzie na cudowne przyjęcie i nie będzie miał czasu. 

Koty spokojnie spały. Dom wydawał się nienaturalnie cichy. 

Agatha poczuła potrzebę działania. Na podłodze w kuchni leżała torba z 

różnego  rodzaju  puszkami  oraz  skrzynka  z  pustymi  butelkami.  Władze 
zaopatrzyły  właścicieli  domów  w  czarne  pojemniki  na  te  odpady,  ale 
Agatha  gdzieś  je  zgubiła.  Postanowiła  zawieźć  puszki  i  butelki  do 
supermarketu  Tesco  w  Stow-on-the-Wold  i  wrzucić  je  do  specjalnych 
pojemników,  a  potem  podjąć  trochę  pieniędzy  z  bankomatu.  Śnieg  lekko 
prószył i wyglądało na to, że zaraz przestanie padać. Cienka tarcza księżyca 
ukazała się spoza chmur. Wieś Carsely była otulona białym puchem i ciszą. 
Agatha spojrzała na zegarek. Właśnie minęła północ. 

Podjechała  do  supermarketu  od  tyłu.  Butelki  wpadły  do  pojemników, 

wydając  satysfakcjonujący  dźwięk  tłuczonego  szkła.  W  każdym  z  nas 
drzemie coś z chuligana — pomyślała Agatha. 

Potem  pozbyła  się  puszek  i  podjechała  ostrożnie  do  bankomatu, 

uderzając  w  grudy  zamarzniętego  śniegu.  Parkingi  supermarketu  były 
prywatną  własnością  i  powiedziano  jej,  że  jeśli  je  posprzątają  i  ktoś  się 
poślizgnie  i  upadnie,  to  zapłacą  odszkodowanie,  ale  jeśli  to  się  stanie  na 
nieodśnieżonym parkingu, to będzie jego wina. 

Zaparkowała  przed  bankomatem.  Obok  bankomatu  i  sterty  wózków  z 

supermarketu stały dwie zabawki, na których  mogły sobie pojeździć  małe 
dzieci.  Z  jednej  wydobywały  się  salwy  dziecięcego  śmiechu,  ale  Agatha 
pomyślała,  że  brzmi  to  raczej  jak  chichot  złośliwych  elfów,  które 
obserwowały kogoś, kto przyszedł tu sobie popłakać. 

 Pobrała  sto  funtów  i  właśnie  miała  włożyć  je  do  portfela,  kiedy 

zauważyła  coś,  co  wyglądało  jak  sterta  ubrań  leżących  między  dwiema 
zabawkami dla dzieci. 

TLR

background image

Dlaczego ja? — zastanawiała się Agatha — Jeśli to jakiś śpiący pijak, 

będę musiała pomóc biednemu draniowi. 

Przeszła  dookoła  rzędu  wózków  i  się  schyliła.  Leżący  był  całkowicie 

przykryty kocem. Agatha ściągnęła koc z jego twarzy. Piekielne dziecięce 
głosy chichotały. Księżyc zaświecił i Agatha zobaczyła martwą twarz Amy 
Richards. 

Chociaż  supermarket  był  zamknięty,  wewnątrz  widziała  pracowników 

układających  towary  na  półkach.  Załomotała  w  szklane  drzwi.  Ludzie 
odwrócili się w jej kierunku, a strażnik podszedł do drzwi i zamachał, aby 
odeszła. 

Agatha  wyjęła  notes  i  napisała  drukowanymi  literami:  MARTWE 

CIAŁO NA PARKINGU.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

VI 

 

Agatha musiała powstrzymać strażnika od próby reanimowania Amy. 

— Niech pan ją zostawi — wrzeszczała, odciągając go — Każdy idiota 

zauważy, że jest zimna jak głaz. Pozaciera pan ślady. 

Zadzwoniła  na  policję.  Była  wstrząśnięta.  Usłyszała  wycie  syren. 

Oznakowane  i  nieoznakowane  policyjne  samochody  wjechały  na  parking. 
Policjantka  o  ponurej  twarzy,  której  Agatha  nie  znała,  zaczęła  ją 
przesłuchiwać. Potem powiedziała, że ma jechać do komendy policji i tam 
czekać, aby złożyć zeznanie. 

Agatha  zadzwoniła  do  swojego  prawnika,  łagodnego  człowieka  o 

nazwisku  Bill  Sykes,  i  poprosiła,  żeby  się  z  nią  spotkał  w  komendzie. 
Swego czasu kazała mu sporządzić testament. Protestował, mówiąc, że nie 
zna się na prawie karnym, na co Agatha warknęła: 

 — To niech się pan nauczy. 

Agatha  przebrnęła  przez  przesłuchanie  z  małą  pomocą  swojego 

nieśmiałego,  zaspanego  prawnika.  Przedsięwzięła  środki  ostrożności, 
wzywając  go,  gdyż  wiedziała,  że  policja  będzie  zastanawiać  się  nad  tym 
zbiegiem okoliczności — że nagle postanowiła wyrzucić śmieci w środku 
nocy, po tym, jak obserwowała dom Amy, i że tak łatwo znalazła jej ciało. 

Powtarzała  w  kółko  swoją  opowieść,  podczas  gdy  astmatyczny  zegar 

wiszący na ścianie nad jej głową wysapywał minuty. 

Wreszcie podniosła rękę i zapytała: 

 — Zechciałby pan mi powiedzieć, jak ona umarła? 

Wilkes,  który  prowadził  przesłuchanie,  spochmurniał.  Krępy  sierżant 

Briggs zapytał złośliwie: 

TLR

background image

 — Nie wie pani? 

 — Gdybym wiedziała, nie pytałabym — ryknęła Agatha. 

 —  O  ile  zdołaliśmy  się  zorientować,  została  dźgnięta  w  serce  — 

wyjaśnił Wilkes. 

 — Czym? 

 — A jak pani myśli? — odezwał się Briggs. 

Prawnik,  pan  Sykes,  był  zmęczony.  Znalazł  w  sobie  resztki  odwagi,  o 

które sam by się nie posądzał, i wybuchnął. 

 —  Proszę  odpowiedzieć  na  pytanie  pani  Raisin  —  warknął  —  I 

przestać marnować czas, znęcając się nad nią. 

Briggs  wyglądał,  jakby  królik  właśnie  ugryzł  go  w  kostkę.  Wilkes 

powiedział zrezygnowany: 

 — Sądzimy, że jakimś nożem o wąskim ostrzu. 

 — Obwiniacie o coś moją klientkę? — zapytał mały Sykes, gapiąc się 

na niego przez swoje grube okulary. 

 — Nie w tej chwili — odparł Briggs. 

 — Więc może pani odejść, pani Raisin — oświadczył Sykes, owijając 

długi szal dookoła szyi — Chodźmy. 

 —  Niech  się  pani  przygotuje  na  więcej  pytań  —  zawołał  za  nimi 

Wilkes. 

Gdy  wyszli  z  pokoju  przesłuchań,  Agatha  uściskała  zaskoczonego 

Sykesa. 

 —  Dobra  robota.  Jestem  taka  zmęczona,  że  nie  wiedziałam,  jak  się 

bronić, i niech mi pan wierzy, to było coś, co mi się nigdy nie zdarza. 

 — Gdzie ma pani samochód? — zapytał Sykes. 

TLR

background image

 — Zostawiłam przy supermarkecie. 

 —  Podwiozę  tam  panią  —  powiedział,  całkiem  owładnięty 

wspomnieniem własnej odwagi — Może pani zapalić, jeśli chce. 

 

Kiedy  dojechali  do  parkingu,  nad  ciałem  stał  już  rozłożony  namiot. 

Wszystko,  czego  pragnęła  Agatha,  to  dostać  się  do  domu  i  pójść  spać. 
Podziękowała  jeszcze  raz  prawnikowi,  wskoczyła  do  samochodu  i 
odjechała. Śnieg  zniknął  i  droga  do Carsely  znowu  była śliska.  Jechała  w 
dół na drugim biegu i wreszcie z westchnieniem ulgi skręciła w Lilac Lane. 
Kiedy  wychodziła  z  samochodu,  drżały  jej  kolana.  Zamknęła  samochód  i 
usłyszała, jak ktoś ją woła. Odwróciła się. Księżyc zniknął za chmurami i 
zobaczyła wysoką, ciemną postać zbliżającą się do niej. Już otwierała usta, 
aby krzyknąć, gdy kiedyś ukochany głos powiedział: 

 — Dobrze się czujesz? Słyszałem w radiu o morderstwie. 

 —  James?  —  zapytała  Agatha  pełnym  zdumienia  głosem.  —  To 

naprawdę ty? 

 — A któżby inny? — odparł jej były mąż, James Lacey. 

 —  Och,  jak  dobrze  cię  widzieć  —  powiedziała  Agatha  i  zaniosła  się 

płaczem. 

James czekał cierpliwie w kuchni, podczas gdy Agatha frunęła na górę 

poprawić makijaż. 

Wygląda  tak  samo  —  myślała  Agatha  —  z  gęstymi  włosami,  lekko 

siwiejącymi na skroniach i tymi swoimi intensywnie niebieskimi oczami. 

Zadowolona,  że  wreszcie  zrobiła  ze  swoją  twarzą,  co  tylko  się  dało, 

skropiła się obficie perfumami „Mademoiselle" i zeszła na dół. 

 — Kiedy wróciłeś? 

TLR

background image

 —  Dzisiaj...  dość  późno.  Słuchałem  w  radiu  wiadomości,  kiedy 

usłyszałem, że w parku koło Tesco znaleziono ciało. Pomyślałem, że lepiej 
zaczekać w Carsely na ciebie, niż  minąć się z tobą na drodze. Nalałem ci 
brandy.  Przypuszczam,  że  gorąca,  słodka  herbata  byłaby  lepsza,  ale 
wyglądasz, jakbyś potrzebowała czegoś na rozweselenie. 

Agatha  kiwnęła  głową.  Przeszedł  do  salonu  i  wrócił  z  kieliszkiem 

brandy. Agatha upiła łyk i uśmiechnęła się do niego. 

 —  Dobrze  cię  widzieć.  Zdaje  się,  że  teraz  jestem  podejrzaną  numer 

jeden o zamordowanie Amy Richards. 

 — Jeśli nie jesteś zbyt zmęczona, opowiedz mi o tym. 

 — 

Chciałabym. 

Jestem 

wyczerpana, 

ale 

zbyt 

spięta 

 

zdenerwowana, aby spać. Och, powinnam zadzwonić do Toni. Ją też 

będą  przesłuchiwać.  Ta  dziewczyna  to  mój  kolejny  problem.  Opowiem  ci 
wszystko. 

Kiedy Agatha mówiła, James wyjął notes oraz pióro i od czasu do czasu 

robił notatki. Kiedy skończyła, zapytał: 

 — Mówiłaś, że masz jakiś kłopot z Toni. O co chodzi? 

Znużona Agatha zarysowała mu sytuację i skończyła, 

mówiąc żałośnie: 

 — Nie patrz na mnie tak surowo. Narobiłam bałaganu i teraz nie wiem, 

co robić. 

 —  Simon  był  wtedy  bardzo  młody  —  zaznaczył  James  —  i  z 

pewnością nie czuł dozgonnej miłości do Toni, inaczej nie zakochałby się 
tak  szybko  w  innej  dziewczynie.  Kłopot  w  tym,  że  prawdopodobnie  nie 
możesz  nic  zrobić  w  tej  sprawie.  Toni  będzie  musiała  sama  popełniać 
błędy. Poradzi sobie. Jak wiesz, jest bardzo niezależna. 

 — Ale jest taka młoda! 

TLR

background image

 —  Jak  i  ty  kiedyś  byłaś.  I  założę  się,  że  w  porównaniu  z  Toni  byłaś 

buldożerem. Spróbuję z nią pogadać. 

 — Mógłbyś? Ona zawsze cię szanowała. 

 —  Teraz  idź  spać.  Spotkamy  się  jutro,  powiedzmy  na  lunchu  u 

George'a. Poleź sobie dłużej. Zadzwonię do ciebie do biura. 

 — Gdzie byłeś? 

 — Ciągle piszę książki podróżnicze, ale przerzuciłem się na opisywanie 

bardziej odległych rejonów. 

 — Zostały jeszcze jakieś nieprzeludnione części świata? Myślałam, że 

nawet szczyt Everestu jest zatłoczony. 

 — Jest jeszcze kilka takich miejsc. Zamknij za mną i idź do łóżka. 

 Kiedy wyszedł, Agatha położyła się do łóżka. Była zadowolona, że jej 

stara obsesja na jego punkcie nie wróciła. 

Ale jestem tak zmęczona samotnością — pomyślała — Charles jest jak 

moje  koty,  samowystarczalny  zaś  Roy  wpada  do  mnie  jak  po  ogień,  jeśli 
ma jakieś dobre zlecenie. 

Agatha  spała  tylko  kilka  godzin.  O  dziewiątej  obudziła  ją  jej 

sprzątaczka,  mówiąc,  że  Bill  Wong  i  jakaś  kobieta  detektyw  czekają  na 
dole, aby z nią porozmawiać. 

Z  ponurą  miną  oglądała  swoją  twarz  w  lustrze.  Nałożyła  krem,  który 

miał  usunąć  worki  i  ciemne  plamy  pod  oczami.  Niestety,  nie  zadziałał. 
Umalowała  się  więc  lekko  i  stwierdziła,  że  wygląda  strasznie.  Dlaczego 
podkład jest albo biały, albo brązowy? Zmyła cały makijaż i zamiast niego 
nałożyła  cienką  warstwę  przyciemniającego  kremu  nawilżającego. 
Słyszała,  jak  woda  kapie  ze  strzechy,  którą  był  pokryty  dach  jej  chaty. 
Zaczęła się odwilż. 

TLR

background image

Włożyła  różową  bawełnianą  bluzę  i  kaszmirowe  spodnie  i  zaczęła 

schodzić  po  schodach,  ale  na  ostatnim  stopniu  przypomniała  sobie,  że 
przecież nie lubi różowego. 

Bill i Alice byli w kuchni. Doris podawała im kawę i herbatniki. 

 — Siadaj, Agatho — powiedział Bill. 

 — Oczywiście, że zamierzam usiąść — powiedziała Agatha ze złością 

— To mój dom. Mogę siąść nawet na kominie, jeśli mi się spodoba. 

— Wiem, że jest pani zmęczona — powiedziała Alice uspokajająco — 

Ale chcielibyśmy jeszcze raz sprawdzić kilka rzeczy. 

— Zaczekajcie, aż przyniosę sobie kawę i papierosa 

 — zrzędliwie odparła Agatha. 

 — A tak na marginesie.. — poinformował ją Bill. 

— Toni wniosła oskarżenie przeciwko Paulowi Finlayowi. 

Toni  obudziła  się  i  zaczęła  się  starannie  ubierać  na  rozmowę 

kwalifikacyjną  w  Mixden,  w  konkurencyjnej  agencji  detektywistycznej. 
Ubrana  w  dobrze  skrojony  garnitur,  włożyła  szkarłatną  puchatą  kurtkę  i 
wyruszyła na spotkanie. 

Agencja  mieściła  się  na  obrzeżach  Mircesteru.  Dziewczyna  jechała 

przez  rozmokłe  drogi,  próbując  zwalczyć  dziwne  uczucie  nielojalności 
wobec  szefowej.  Agatha  zachowała  się  haniebnie  —  mówiła  do  siebie, 
parkując  przed  kwadratowym  budynkiem  z  napisem  „Mixden"  nad 
frontowymi drzwiami. 

W  recepcjonistce  rozpoznała  dziewczynę,  z  którą  chodziła  do  szkoły, 

Chelsea Flitter. Chelsea była teraz blondynką i miała tak gruby makijaż, że 
wyglądała jak postać z japońskiej kreskówki. 

— Cześć, Toni — powiedziała. — Przyłączasz się do nas? 

TLR

background image

 — Może. 

 —  Wchodź  od  razu.  Pan  Mixden  jest  w  pokoju  na  prawo,  jak 

przejdziesz przez te drzwi. Pogadamy, jak wyjdziesz. Powinnyśmy trzymać 
się razem. 

Toni  kiwnęła  głową  i  weszła  do  biura  pana  Mixdena.  Był  to  niski 

mężczyzna  z  cienkimi  włosami  zaczesanymi  na  łysinę.  Ich  tłuste  pasma 
wyglądały jak wodorosty na skale przy niskiej fali. Nosił okulary w złotych 
oprawkach,  miał  duży  nos,  a  szerokie  usta  były  kącikach  opuszczone  ku 
dołowi.  Uśmiechnął  się  do  Toni,  odsłaniając  parę  olśniewająco  białych 
protez i wskazał, aby usiadła naprzeciwko niego. 

 — Jest pani taka ładna, jak na zdjęciach — powiedział. 

 — Zyskała pani dużo rozgłosu, jak na tak młodą damę. Dlaczego chce 

pani u nas pracować? 

 — Czuję, że się starzeję, pracując dla jednej agencji  — wyjaśniła Toni 

— Poza tym, chociaż Agatha Raisin była dla mnie bardzo dobra, myślała, 
że ma prawo kontrolować moje życie prywatne, tak jak moją pracę. 

 — Rozumiem. 

Szybko coś zanotował, a potem spojrzał na Toni. 

 —  Agencja  Raisin  jest  popularna.  Byłaby  pani  dla  nas  bardzo 

użyteczna  i  na  dodatek  zarobiłaby  dużo  pieniędzy.  Przede  wszystkim 
muszę jednak zapytać, czy nie przyszła tu pani na przeszpiegi, żeby donieść 
o naszych sprawach Agacie Raisin? 

 — Nic podobnego — powiedziała Toni, próbując ukryć gniew. 

Postukał ołówkiem w podkładkę. 

 — Spójrzmy na to z innej strony. Mogłaby pani dalej pracować dla pani 

Raisin i meldować nam o jej sprawach. W ten sposób mogłaby pani zarobić 
podwójnie. Co pani na to? 

TLR

background image

Toni po prostu wstała i poszła prosto do drzwi, zatrzaskując je za sobą. 

Wsiadła do samochodu i siedziała przez chwilę, czując się  mała i brudna. 
Wiatr  wył  na  zewnątrz  jej  małego  autka.  Nie  mogła  uwierzyć, że  Mixden 
zaproponował  jej  coś  takiego.  Odwagi!  Jest  jeszcze  jedna  agencja 
detektywistyczna,  FindIT, w centrum  miasta. Z pewnością, z rejestrem  jej 
zasług, będą zadowoleni, że ją mają. 

Zaparkowała  samochód  na  głównym  placu,  próbując  zwalczyć 

nieprzyjemne uczucie, że jest śledzona. 

 

James  Lacey  pojechał  tego  rana  do  Mircesteru,  żeby  kupić  nowe 

zimowe buty. Na wąskiej ulicy ujrzał przed sobą blond głowę Toni. Potem 
zauważył, że odwracała się od czasu do czasu, jakby podejrzewając, że ktoś 
ją śledzi. Wówczas spostrzegł mężczyznę z brodą, który szedł za nią. 

James  zadzwonił  do  Agathy,  cały  czas  mając  oko  na  pannę  Gilmour. 

Agatha właśnie weszła do biura. 

 — To pewnie ten drań Paul Finlay — powiedziała — Zaraz tam będę. 

 —  Nie,  zostań  tam,  gdzie  jesteś  —  polecił  James.  —  On  cię  może 

rozpoznać. 

Agatha  opowiadała  mu  o  Paulu  zeszłej  nocy.  Ale  z  pewnością 

mężczyzna nie zaatakuje w świetle dnia na ruchliwej ulicy. 

Toni  skierowała  się  do  wejścia  do  agencji  FindIT.  Mężczyzna  z  brodą 

wszedł do kawiarni naprzeciwko i zajął miejsce przy oknie. James poszedł 
za nim. 

W  agencji  nie  było  recepcji,  tylko  poczekalnia  z  krzesłami  i  niskim 

stolikiem. 

Toni  właśnie  zaczynała  się  zastanawiać,  jak  zawiadomić  kogoś,  że 

przyszła, kiedy z boku otworzyły się drzwi i wysoka kobieta zapytała: 

TLR

background image

 — W czym mogę pomóc? 

Kobieta miała męski wygląd i gęste siwe włosy zaplecione we francuski 

warkocz. Oczy miała duże i czarne, a jej nos był zakrzywiony nad cienkimi 
ustami.  Nosiła  liliowy  sweter,  tak  ciasny,  że  widać  było  zarys  obwisłych 
piersi. Przypominała Toni czarownicę z książki dla dzieci. 

 — Szukam pracy — powiedziała Toni. 

 —  A,  tak.  Panna  Gilmour.  Poznaję  panią.  Pokłóciła  się  pani  z  naszą 

kochaną Agathą? 

 —  Chciałabym  widzieć  się  z  szefem  —  poinformowała  stanowczo 

Toni. 

 —  Ja  jestem  szefem,  moja  słodziutka.  Niezbyt  dobry  detektyw,  co? 

Nazywam się Dolores Watchman. Chodź do mojego biura. 

Powiedział  pająk  do  muchy  —  pomyślała  Toni.  W  Dolores  było  coś 

obezwładniającego i przerażającego. 

Biuro  zostało  gustownie  urządzone.  Dolores  siadła  za  antycznym, 

mahoniowym  biurkiem,  a  Toni  na  krześle  naprzeciwko  niej.  Na  ścianie 
wisiało  kilka  abstrakcyjnych  obrazów  oraz  rycina  Aubreya  Beardsleya 
oprawiona w ramki. 

Dolores zapaliła cygaro i odchyliła się na krześle. 

 — Więc kiedy ty i Agatha rozstałyście się? 

 — My nie... — powiedziała Toni — Ja chciałam tylko zmienić pracę. 

 —  Nie  mam  nic  przeciwko  temu,  żeby  wziąć  cię  na  próbę  na  kilka 

miesięcy. Drinka? 

 — Nie, dziękuję. Trochę dla mnie za wcześnie. 

 — Dla mnie nigdy nie jest za wcześnie. 

TLR

background image

Dolores  otworzyła  dolną  szufladę  biurka  i  wyjęła  butelkę  whisky  i 

szklankę. 

Toni zaśmiała się. 

 — Myślałam, że detektywi robią to tylko w książkach. 

 — Zapamiętaj jedną rzecz, moje dziecko. Nigdy nie śmiej się ze mnie. 

Żądam  absolutnego  szacunku.  Teraz  dam  ci  jakąś  małą  sprawę  i  zobaczę, 
jak sobie poradzisz. Nie spodziewaj się, że ci zapłacę pełną pensję, dopóki 
nie zdecyduję, że jesteś tego warta. 

 — Popełniłam błąd — oświadczyła Toni, nagle zerwawszy się na nogi 

— Do widzenia. 

 —  Ty  smarkata,  mała  dziwko!  —  krzyczała  Dolores,  kiedy  Toni 

wypadła z biura, a potem na ulicę. 

James zobaczył, że Toni wyszła z biura naprzeciwko akurat wtedy, gdy 

mężczyzna, a James był już pewny, że to Paul, rzucił zapłatę za rachunek i 
wyszedł z kawiarni. Poszedł za Toni, a Lancey śledził ich oboje. 

Panna  Gilmour  stała  niezdecydowanie  obok  swego  samochodu,  kiedy 

jakiś głos za nią powiedział: 

 — Tu Paul. Mam nóż. Wsiadaj do samochodu. Jeśli krzykniesz, zabiję 

cię. 

Następną  rzeczą,  która  się  wydarzyła,  był  rozdzierający  powietrze 

wrzask.  James  wykręcił  do  tyłu  ramię  Paula  tak  gwałtownie,  że  zwichnął 
mu  bark.  Finlay  upadł  na  ziemię,  krzycząc  i  wijąc  się  z  bólu.  James 
zadzwonił na policję. 

 —  Jeśli  spróbujesz  jeszcze  raz  —  zasyczał  do  Paula  —  to  skręcę  ci 

kark. 

TLR

background image

James  siedział  w  recepcji  komendy  i  czekał  na  pojawienie  się  Toni. 

Powstrzymał Agathę od przyjścia, mówiąc, że będzie lepiej, jeśli najpierw 
sam porozmawia z jej pracownicą. 

W końcu się pojawiła, a za nią Bill. 

 —  Zamierzam  wziąć  ją  na  drinka  —  powiedział  James  —  Myślę,  że 

tego potrzebuje. 

 —  W  porządku  —  zgodził  się  Bill  —  Zdaje  się,  że  pojawiłeś  się  w 

odpowiednim momencie. Widziałeś Agathę? 

 — Oczywiście. 

Kiedy  usadowili  się  w  pubie,  Toni  podziękowała  Jamesowi,  że  ją 

uratował. 

 —  Myślę,  że  powinnaś  zadzwonić  do  Agathy  i  wziąć  sobie  wolne  na 

resztę dnia — powiedział i delikatnie dodał: — Wiesz, Agacie jest strasznie 
przykro, że popełniła błąd w sprawie Simona Blacka. Nie powinna mieszać 
się  do  twojego  życia,  i  teraz  to  wie.  Miała  jedno  z  tych  swoich  przeczuć. 
Prawdopodobnie  się  pomyliła.  Czy  możesz  wycofać  wypowiedzenie  i 
pogodzić się z nią? 

 —  Będę  musiała  —  powiedziała  Toni  zmartwionym  głosem. 

Opowiedziała Jamesowi o swoich usiłowaniach znalezienia pracy w dwóch 
agencjach. 

 — Teraz widzisz. Wszędzie jest gorzej niż u Agathy. 

Toni lekko się uśmiechnęła. 

 — Dobra dziewczynka. Powiedz jej, że postanowiłaś zostać. 

 — A jeśli się nie zgodzi? 

 — Agatha ma zbyt wielkie serce, żeby to zrobić. Poza tym ona bardzo 

ceni twoją pracę. 

TLR

background image

Toni skończyła drinka. 

 — Wrócę prosto do biura i zrobię to teraz. 

 —  Zanim  pójdziesz,  może  mi  pomożesz.  Muszę  kupić  zabawkę  dla 

dziecka przyjaciela, małej dziewczynki, siedmioletniej. Co sugerujesz? 

 —  Jest  tu  duży  sklep  prowadzony  przez  May  Dinwoody.  Wszystkie 

zabawki są ręcznie robione. Znajdziesz go na Tapestry Lane. To był pomysł 
Simona, ale to Agatha zrobiła mu dużą reklamę. 

Dni  ubóstwa  May  Dinwoody  minęły,  ale  ona  ubierała  się  jak  dawniej. 

Miała  długi  kardigan  na  różowym  podkoszulku,  tweedową  spódnicę  i 
wellingtony udekorowane różowymi stokrotkami. 

Przez  większość  czasu  zajmowała  się  rachunkami  w  biurze  na  tyłach 

sklepu, ale kiedy zobaczyła wysoką sylwetkę Jamesa, postanowiła sama go 
obsłużyć. Wyjaśnił, czego szuka. 

 —  Ludzie  zazwyczaj  kupują  lalki  dla  małych  dziewczynek  — 

powiedziała May ze swoim delikatnym szkockim akcentem — ale są i takie 
dziewczynki, które niechętnie się nimi bawią. 

James zaśmiał się. 

 — Ona faktycznie jest trochę chłopczycą. 

 — Zobaczmy. A może to? 

Wyjęła  pięknego,  ręcznie  wykonanego,  drewnianego,  czarno-białego 

spaniela. 

 — Niech pan pociągnie za smycz — powiedziała May. 

James  zrobił  to.  Pies  otworzył  oczy  i  powiedział  zgrzytliwym  głosem: 

„Wyprowadź mnie na spacer." 

 —  Jeśli  się  go  nie  wyprowadzi,  będzie  bardziej  wymagający  — 

poinformowała May. 

TLR

background image

 „Powiedziałem, wyprowadź mnie teraz" — warknął pies. 

 — Mały przycisk pod czerwoną obrożą włącza i wyłącza zabawkę — 

wyjaśniła May. 

Cena  wydała  się  Jamesowi  strasznie  wysoka,  ale  z  drugiej  strony 

wiedział, że mała dziewczynka będzie zachwycona. 

Kiedy May pakowała zabawkę, James powiedział: 

 — Zdaje się, że zna pani moją przyjaciółkę, Agathę Raisin? 

 —  Tak,  rzeczywiście.  Zawdzięczam  wszystko  jej  i  temu  młodemu 

człowiekowi,  Simonowi  Blackowi.  To  właśnie  on  zasugerował, żeby  pani 
Raisin  rozreklamowała  moje  zabawki.  Czułam  się  nieco  winna,  ponieważ 
myślałam, że zażąda ode mnie pieniędzy. 

 — Za reklamowanie pani? To nie w stylu Agathy. 

 — O, nie. Ona nie chciała ani pensa. To było w  moim  mieszkaniu na 

Oddley  Croesus.  Kiedy  weszłam  do  kuchni,  by  zrobić  sobie  herbatę, 
usłyszałam, jak rozmawia z Simonem. Powiedziała: 

 —  Chcę  ci  przypomnieć,  że  robię  to  dlatego,  żebyś  zostawił  Toni  w 

spokoju  na  trzy  lata.  Ona  jest  za  młoda,  żeby  się  angażować  z  kimś  na 
poważnie. 

 —  Może  pan  sobie  wyobrazić  moją  ulgę,  kiedy  dostałam  zaproszenie 

na ślub Simona, który  żeni się z dziewczyną z wojska. Wygląda na to, że 
jest raczej niestały w uczuciach. 

James  pokiwał  głową,  ale  był  przygnębiony.  Agatha  zachowała  się 

haniebnie.  Nie  chodziło  o  jej  słynną  intuicję.  Ona  po  prostu  chciała 
zatrzymać dobrego detektywa. 

 Kiedy James spotkał się z Agathą na lunchu, jej twarz promieniała. 

 —  Toni  postanowiła  zostać  —  poinformowała  go  —  Czyż  to  nie 

cudowne? 

TLR

background image

 —  Kupowałem  zabawkę  dla  małej  córki  mojego  przyjaciela  u  May 

Dinwoody — powiedział James. 

Agatha  szybko  podniosła  menu,  aby  zakryć  sobie  twarz.  Posłała  mu 

dzikie spojrzenie swoich niedźwiedzich oczu. 

 —  Więc  wydaje  się,  że  wydusiłaś  z  Simona  całkiem  wysoką  cenę  za 

pomoc pani Dinwoody. 

 — Myślałam, że to była najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić — jęknęła 

Agatha, doświadczając całego okrucieństwa poczucia winy. 

 — Byłaś okrutna i samolubna. Co ci zamówić? 

 — A co chcesz, żebym zjadła? Skromne ciastko? Przykro mi, przykro 

mi... Chcesz, żebym sobie poszła? 

 — Nie. Słyszałaś, że obroniłem Toni? 

 —  Tak,  mówiła  mi.  Żałuję,  że  to  nie  byłam  ja.  Byłaby  to  jakaś 

rekompensata. 

 — Dobrze, że to nie byłaś ty. A teraz zamówmy coś i postanówmy, co 

robić w sprawie tych twoich morderstw. 

Siedzieli  przy  stole  na  tarasie  z  tyłu  hotelu  z  widokiem  na  ogród. 

Wiosna wreszcie przyszła. W ogrodzie hotelowym unosił się ciężki zapach 
kwitnących  roślin.  Nad  ich  głowami  wyblakła  tarcza  słońca  przebiła  się 
przez małe, ciemne chmury. 

To miejsce i noc dla zakochanych — pomyślała Agatha ponuro — Nie 

dla zawstydzonej detektywki spotykającej się z byłym mężem. 

 —  Myślę,  że  ten,  kto  zabił  Garyego  Beecha,  splądrował  jego  dom. 

Rozpaczliwie  czegoś  szukał.  Amy  została  zamordowana,  ponieważ 
wiedziała za dużo lub ktoś sądził, że ona coś wie. 

 — Czy wyglądała, jakby ją torturowali? 

TLR

background image

 —  Patrzyłam  tylko  na  jej  twarz.  Była  spokojna,  śmiertelnie  spokojna, 

jeśli wiesz, co mam na myśli. Nie została uduszona. Nie dotykałam ani nie 
odwracałam ciała. Policja powiedziała, że została zadźgana. 

 — Czy Gary zostawił testament? 

 — Tak. Wszystko zostawił Amy. 

Agatha wyjęła komórkę i wybrała numer Patricka. Kiedy się wyłączyła, 

powiedziała: 

 —  Nie  ma  dalszych  informacji.  To  oczywiście  są  diamenty.  To  ich 

prawdopodobnie  szukali  złodzieje.  Być  może  Amy  wystawiła  dom  na 
sprzedaż. 

 —  Teraz  zjemy  obiad,  a  potem  wrócimy  do  domu  i  włamiemy  się  do 

niej — postanowił James 

Agatha uśmiechnęła się szczęśliwa. 

 — Całkiem, jak za dawnych czasów.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

VII 

 

Postanowili  wyruszyć  o  drugiej  nad  ranem.  Agatha  włożyła 

ciemnoniebieską  bluzkę  i  czarne  spodnie.  Z  całego  serca  żałowała,  że 
wtrąciła  się  w życie  Toni.  James  podczas  lunchu  był w  dobrym  humorze, 
ale  wyczuwało  się  w  nim  jakiś  chłód  i  rezerwę.  W  przeszłości  często 
przymykał  oko  na  jej  ekscesy.  Teraz  zastanawiała  się,  czy  kiedykolwiek 
wybaczy jej zachowanie, które doprowadziło do tego, że Simon wyjechał. 

 —  Ta  wieś  przyprawia  mnie  o  gęsią  skórkę  —  stwierdził  James,  gdy 

wjechali do Winter Parva. 

 —  Myślę, że  to  dlatego,  że  nie  ma  tu  drzew  i  ogrodów  —  zauważyła 

Agatha — Fronty domów wystają prosto na ulicę. Musisz przejechać przez 
wieś do samego końca, a potem skręcić w prawo, w lewo i znowu w prawo. 
To ten dom na końcu, oddalony od innych. Patrick dał mi wskazówki. 

 —  Nie  ma  potrzeby  ogłaszać  naszej  obecności.  Zaparkuję  pod 

drzewami i dalej pójdziemy pieszo. 

Tabliczka „Na sprzedaż" pobłyskiwała przed domem Beecha. 

 —  Możemy  po  prostu  pójść  do  agencji  nieruchomości  i  poprosić  o 

klucze — szepnęła nerwowo Agatha. 

 —  Mogłoby  się  nie  udać  —  odparł  James  —  Jest  recesja  i 

prawdopodobnie  bardzo  chcą  sprzedać  ten  dom,  więc  mogliby  kogoś 
przysłać,  żeby  nas  oprowadził.  Nie,  nie  wejdziemy  główną  bramą. 
Pójdziemy wzdłuż ogrodu i przejdziemy przez płot. 

Który Toni pokonałaby jednym skokiem — pomyślała Agatha. 

 — No, dobrze — powiedział James cichym głosem — Chodźmy tędy i 

spróbujmy dostać się od tyłu, przez oranżerię. 

TLR

background image

Agatha próbowała wspiąć się na wysoki drewniany płot, ale spadła. 

 — Podsadzę cię — powiedział James. Wyciągnął złożone ręce i Agatha 

ostrożnie postawiła na nich stopę, a on podźwignął ją do góry. Wylądowała 
na trawie po drugiej stronie. 

 —  To  było  niebezpieczne  —  narzekała  —  Co  by  się  stało,  gdybym 

wylądowała na oranżerii? 

 — Przestań ględzić. Mamy robotę do wykonania. 

James  podszedł  do  drzwi  oranżerii,  wyjął  latarkę  w  kształcie  ołówka  i 

poświecił  w  zamek.  Następnie  między  zamek  a  futrynę  włożył  cienki 
kawałek metalu. Usłyszeli charakterystyczny trzask i drzwi się otworzyły. 

Weszli  do  środka  na  palcach.  Wszystko  dokładnie  posprzątano. 

Usunięto  wszystkie  rośliny,  jakie  tu  były.  Przechodzili  od  pokoju  do 
pokoju.  Agatha  nigdzie  nie  zauważyła  żadnych  drogich  mebli,  o  których 
wspominał Bill. Amy musiała je sprzedać. 

 — Nie ma szuflad ani niczego, co można by przeszukać  — marudziła 

Agatha — Gdzie on mógł schować coś, czego ani policja, ani jego zabójcy 
nie mogli znaleźć? W ogrodzie? 

 — Policja dokładnie wszystko przekopała. 

 —  Ciekawe,  czy  jest  tu  strych.  Ludzie  często  ukrywają  tam  różne 

rzeczy. 

Poszli  na  górę.  Na  piętrze  były  dwie  sypialnie,  łazienka  i  szafa  z 

bojlerem na gorącą wodę. James zaświecił latarką w sufit. 

 — Ani śladu strychu. 

 — Nic, tylko fałszywe belki, sztucznie postarzane 

 — powiedziała z żalem Agatha. 

TLR

background image

 — Jednak jest  coś interesującego  — James przyglądał się sufitowi — 

Mógł wydrążyć jakąś belkę, żeby coś w niej schować. 

 —  Nie  wiem,  jak  mógłby  to  zrobić,  nie  zostawiając  żadnego  śladu. 

Lepiej się stąd wynośmy. 

 — Jak chcesz możesz iść i posiedzieć w samochodzie. 

 —  Sama  nie  pójdę.  Zaczekam,  aż  skończysz.  To  nie  są  grube, 

oryginalne belki. To jakieś listewki. 

 —  Zaczekaj  minutę.  —  James  schylił  się  i  na  kolanach  zaczął  badać 

listwy przypodłogowe. 

Agatha usiadła na podłodze, wszystko ją bolało. 

 — Gdybym chciała ukryć coś w listwie — powiedziała znużona — to 

najprawdopodobniej byłoby to za moim łóżkiem. 

 — To jest myśl. Ciekawe, gdzie on spał. 

 —  Przypuszczam,  że  w  największym  pokoju  —  denerwowała  się 

Agatha — Nie moglibyśmy już wyjść? 

 — Jeszcze chwilę. 

James  poszedł  do  przestronnej  sypialni.  Były  tam  dwa  schowki  w 

ścianie  po  prawej  stronie.  Właśnie  szedł  w  ich  kierunku,  kiedy  usłyszeli 
samochód jadący wzdłuż drogi. Wyjrzał szybko przez okno. 

 —  To  policja.  Cholera!  Ktoś  musiał  nas  widzieć.  Wejdźmy  do  tego 

schowka.  Miejmy  nadzieję,  że  kiedy  zobaczą,  że  drzwi  są  zamknięte, 
odjadą. 

Miejsce, do którego się wcisnęli, było używane kiedyś jako szafa. Kilka 

stalowych  wieszaków  wisiało  na  drążku.  Usłyszeli  głosy  policjantów  na 
zewnątrz. 

TLR

background image

 —  Wygląda  na  to,  że  wszystko  zamknięte  —  powiedział  jeden  z 

funkcjonariuszy — Sprawdź od tyłu, Harry. 

Przez chwilę panowała cisza, a potem rozległ się głos Harry'ego: 

 — Też zamknięte. Odjeżdżamy? 

Była z nimi jakaś kobieta. 

 —  Spacerowałam  z  psem  i  mogę  przysiąc,  że  widziałam  dwoje  ludzi 

wchodzących do domu. 

 —  Co  pani  robiła  z  psem  o  tej  porze?  —  zapytał  policjant  nazywany 

Harrym. 

 — Nie mogłam spać. Nie po tym strasznym morderstwie. 

 — Lepiej zadzwońmy — powiedział towarzysz Harry'ego. 

 — Co robisz? — zapytała Agatha, ponieważ James zaświecił latarkę. 

 — Desperacko próbuję znaleźć coś, co mogłoby sprawić, żeby nam się 

upiekło, jeśli nas znajdą. Tu coś leży na podłodze. 

Rozległ się głos Harry ego: 

—    Obudziłem  agenta  nieruchomości.  Będzie  tu  z  kluczami  za  minutę 

lub dwie. 

 — Wpadliśmy — stwierdziła Agatha. 

— Jest tu dziwna dziura po sęku. Ciekawe, czy jak ją nacisnę... 

Tył schowka otworzył się, odsłaniając ukryty za nim pokój. 

 —  Zupełnie  jak  w  Narnii  —  „Lew,  czarownica  i  stara  szafa"  — 

powiedział  podniecony  James  —  Możemy  się  tu  schować,  dopóki  nie 
odjadą. 

TLR

background image

Usiedli  na  podłodze.  Musieli  się  do  siebie  przytulić,  aby  się  zmieścić. 

Hormony  Agathy  zaczęły  buzować.  Nie  teraz  —  powiedziała  im 
stanowczo. 

Po  kwadransie,  który  wydawał  się  trwać  całe  wieki,  usłyszeli  agenta 

nieruchomości.  Potem  otwieranie  drzwi  frontowych  i  ciężkie  kroki 
policjantów. Nerwowy głos powiedział: 

—  Nie  ma  sensu  szukać  odcisków  palców  czy  butów.  Nie  wiem,  ilu 

ludzi  przewinęło  się  przez  ten  dom,  ale  wierzcie  mi,  oni  wszyscy  chcieli 
tylko obejrzeć miejsce, gdzie popełniono morderstwo — zaskomlał agent. 

Weszli po schodach, a potem do sypialni. 

— O, Boże, zaraz kichnę — powiedziała Agatha. 

James odwrócił jej twarz ku sobie i zamknął usta pocałunkiem. Zmysły 

Agathy zawirowały. Słabo usłyszała głos mówiący: — Nic tu nie ma. 

 — Dlaczego, James?! — miękko zapytała. 

 — Żeby ci zamknąć usta — wymamrotał. 

Hormony Agathy znowu spakowały swoje walizki i odeszły. 

Czekali,  dopóki  policja  nie  opuściła  domu.  Słyszeli,  jak  agent 

nieruchomości narzekał, że wyciągnęli go w środku nocy, a kobieta z psem 
coś gderała, bojąc się odejść, zanim samochód policyjny nie odjechał. 

 — A teraz — powiedział James, włączając latarkę — co my tu mamy? 

 —  Jest  wyłącznik  światła  i  nie  ma  okien.  Myślę,  że  możemy 

zaryzykować. 

James  podszedł  do  przełącznika  w  ścianie.  Goła  żarówka  zaświeciła 

prosto na nich. Rozejrzeli się dookoła. W malutkim, sekretnym pokoju leżał 
tylko zmięty śpiwór, a za nim jakiś rejestr. 

TLR

background image

 —  Możemy  to  wziąć  do  domu  i  przeczytać  w  spokoju  — 

zaproponowała Agatha. 

 —  Nie  —  sprzeciwił  się  ostro  jej  eksmąż  —  Masz  przy  sobie 

rękawiczki?  Dobrze.  Przejrzymy  szybko  i  potem  damy  jakoś  znać  policji, 
gdzie tego szukać. 

James ostrożnie otworzył księgę. 

 —  Jest  pisana  jakimś  kodem  czy  czymś  takim  —  powiedział  — 

Powinienem wziąć aparat fotograficzny. Wynośmy się stąd i pożyczmy ją 
na trochę. To jednak znaczy, że będziemy musieli zakraść się tu jeszcze raz 
i ją zwrócić. Musimy się upewnić, że nie ma śladu odcisków palców i stóp. 
Sfotografuję tę rzecz i wyślę zdjęcie policji. 

Agatha  się  zgodziła.  Czuła;  że  to  było  złe,  ale  z  drugiej  strony, 

zawiadomienie policji oznaczałoby żmudne wyjaśnianie, dlaczego włamali 
się do domu Garyego Beecha. 

James ukrył księgę pod swoją ciemną, skórzaną kurtką. 

 — Nie sądzisz — szepnęła żałośnie Agatha — że mogą być tylne drzwi 

do ogrodu? 

 —  Przypuszczam,  że  są  —  odparł  James,  zastanawiając  się,  dlaczego 

do licha nie pomyślał tym wcześniej. 

Opuścili po cichu dom. James zaryzykował oświetlenie ogrodu latarką. 

 — Tam na końcu jest brama, ale możemy mieć ten sam problem. Jest 

solidna i taka wysoka jak płot. I zamknięta na kłódkę. 

 — Nie możesz otworzyć zamka? 

 —  To  zajmie  kilka  minut.  Szkoda,  że  nie  jesteś  bardziej  zwinna. 

Moglibyśmy się wspiąć i przejść przez płot. Powinnaś zoperować sobie to 
biodro. 

TLR

background image

Agatha  uparcie  milczała,  podczas  gdy  James  zabrał  się  do  otwierania 

zamka. Nie chciała, aby ktokolwiek, a zwłaszcza James, wiedział, że była 
już po operacji biodra. Poza tym wszystko ją bolało po upadku z płotu. W 
końcu kłódka się poddała. James wypuścił Agathę na ścieżkę z tyłu domu, 
zamknął kłódkę i z powrotem przeskoczył zwinnie przez płot. 

 —  Jeśli  pójdziemy  cicho  wzdłuż  tej ścieżki  z  tyłu  domów,  dojdziemy 

do samochodu. Wtedy nie musimy się obawiać, że ktoś nas zobaczy. 

 — Ktoś może wyglądać z tylnego okna. 

 — Z tyłu jest za dużo drzew i krzewów. Nie widzę światła w żadnym 

oknie. Chodźmy. 

Agatha  była  zadowolona,  że  wreszcie  jest  z  powrotem  w  domu,  w 

swojej kuchni. 

 — Dobrze zrobiłaby mi kawa — powiedział James. 

 — Mocny dżin z tonikiem byłby lepszy — zdecydowała Agatha. 

 — Zrób mi kawę. Skoczę do siebie i przyniosę aparat. Nie dotykaj tego 

rejestru gołymi rękami! 

Kiedy  James  wrócił,  Agatha  przeniosła  się  do  salonu,  rozciągnęła  na 

kanapie i zasnęła ze szklanką dżinu niebezpiecznie balansującą na jej piersi 
i tlącym się papierosem w dłoni. 

James delikatnie zdjął drinka i zagasił papierosa. Postanowił, że pozwoli 

jej spać, a sam obejrzy rejestr. 

Wpisy w księdze były zaskakujące, nie do rozwikłania. Były tam długie 

kolumny z tajnymi wpisami, takimi jak k.z.b.P.L., t.r.P.L. Obudził Agathę. 
Zamrugała oczami i zawołała: 

 — Co znalazłeś? 

TLR

background image

 —  Nic,  sam  bełkot.  Chodź  i  zobacz,  zanim  to  sfotografuję.  Jest  tylko 

około  pięciu  stron  wpisów.  Jeśli  to  jest  to,  czego  szukali  zabójcy,  to 
ciekawe, dlaczego marnowali swój czas. 

Agatha poszła za nim do kuchni i gapiła się w zdumieniu na wpisy. 

 — Co teraz zrobimy? — zapytała. 

 —  Zrobię  zdjęcia  wszystkich  wpisów,  a  potem  odniosę  księgę  z 

powrotem,  upewnię  się, że  miejsce  jest  posprzątane  i  nie  ma śladu  naszej 
obecności. No i zadzwonię anonimowo na policję. 

Następnego  dnia  Agatha  obudziła  się  z  uczuciem,  że  wargi  Jamesa 

wżerają  się  w  jej  pamięć.  Na  swój  sposób  był  namiętny,  kiedy  byli 
małżeństwem,  ale  tylko  w  czasie  samego  aktu  miłosnego.  Po  wszystkim 
odwracał  się  na  bok  i  zasypiał,  jakby  nie  istniała.  Agatha  próbowała  wy-
mazać  z  pamięci  pocałunek,  przypominając  sobie,  jak  straszne  było  jej 
małżeństwo.  Te  wszystkie  doprowadzające  ją  do  wściekłości,  przesadnie 
skrupulatne kawalerskie zwyczaje. Nawet zabronił jej pracować. Otrząsnęła 
się z tych myśli. Nie chciała znowu skończyć ogarnięta obsesją na punkcie 
Jamesa. Z drugiej strony, miłość była jej niezbędna jak drink alkoholikowi. 

Zastanawiała  się,  czy  wpaść  do  Jamesa  przed  pójściem  do  biura,  ale 

powstrzymała ten impuls. Wypuściła koty do ogrodu i właśnie miała wyjść 
z domu, kiedy przyszedł listonosz z dużą paczką. 

— Wspaniały dzień — powiedział. 

Agatha  prawie  czuła  zapach  przyrody  budzącej  się  do  życia  po 

dotkliwej  zimie.  Niebo  było  bladoniebieskie  i  gdzieś  w  pobliżu  kos 
wyśpiewywał  swoje  trele.  To  w  takie  poranki  jak  ten  czuła,  że  bardzo 
kocha życie w Cot- swolds. Być może — pomyślała — nie ma nigdzie w 
Brytanii piękniejszego miejsca, niż ten stworzony przez człowieka kawałek 
Anglii ze swoimi krytymi strzechą chatami i ogródkami pełnymi kwiatów. 

Paczka była bardzo ciężka. Podniosła ją i postawiła na stole w kuchni. 

Zaadresowana  była  do  niej  drukowanymi  literami.  Nie  było  adresu 

TLR

background image

zwrotnego. Gapiła się na paczkę, zastanawiając się, czy Jamesowi udało się 
zwrócić rejestr i zawiadomić policję o tajemniczym pokoju, nie ujawniając 
ich tożsamości. 

Agatha wzięła ostry nóż z kuchennej szuflady i rozcięła taśmę opasującą 

paczkę.  Zanim  ją  otworzyła,  zawahała  się.  A  jeśli  tam  jest  bomba? 
Przyłożyła  ucho  do  paczki.  Po  chwili  stwierdziła,  że  jest  głupia.  Z 
pewnością bomby tykają tylko w starych filmach. Przypomniała sobie jakiś 
telewizyjny  teleturniej,  w  którym  ludzie  krzyczeli  albo  „Otwórz  paczkę", 
albo „Nie otwieraj". 

Rozerwała  wierzchni  papier.  Cokolwiek  tam  było,  przykryto  to 

bąbelkowym  papierem.  Ostrożnie  zdjęła  przykrycie  i  gapiła  się  na 
odsłoniętą  zawartość.  Zesztywniała  z  szoku  patrzyła  w  martwe  oczy 
Garyego  Beecha.  Jego  twarz  była  inkrustowana  małymi  kulkami  lodu. 
Głowa została zamrożona. 

Agatha opadła na krzesło, chwyciła się za kolana, aby powstrzymać ich 

drżenie.  Czuła,  że  nie  ma  siły  wstać  i  zadzwonić  na  policję  z  telefonu 
stojącego  na  kuchennej  ladzie.  Sięgnęła  do  torebki  i  wydobyła  z  niej 
komórkę. Wybrała 112. 

James  wyjrzał  przez  okno  i  zobaczył  policyjne  samochody  i  jednostkę 

kryminalistyczną  podjeżdżające  pod  dom  swojej  byłej  żony.  Wybiegł  w 
porę, aby zobaczyć, jak wyprowadzają bladą Agathę do policyjnego samo-
chodu. Próbował się do niej dostać. Drogę zablokował mu funkcjonariusz, 
mówiąc, że nie może przejść. 

 — Agatho! — krzyknął — Co się stało? 

 —  Głowa  —  odkrzyknęła  Agatha  dziko,  kiedy  wpychano  ją  do 

samochodu.  Samochód  szybko  odjechał,  a  droga  przed  jej  domem  została 
zagrodzona policyjną taśmą. 

 

TLR

background image

Agatha  nie  chciała  zażyć  tabletek  na  uspokojenie.  Chciała  tylko,  żeby 

przesłuchanie już się skończyło.  

Opowiedziała inspektorowi Wilkesowi o nadejściu paczki. 

Składała  zeznanie  słabym,  drżącym  głosikiem,  zupełnie  niepodobnym 

do  swego  zwykłego  głosu.  Przesłuchanie  zostało  nagle  przerwane, 
ponieważ Wilkesa wezwano do innego pokoju. 

Agatha siedziała, gapiąc się tępo w przestrzeń, ożywiając się jedynie po 

to, aby odmówić wypicia gorącej, słodkiej herbaty. 

Inspektor wrócił wkrótce z ponurą twarzą. 

 — Wie pani, że w środku był list do pani? 

 —  Byłam  zbyt  zszokowana,  żeby  tam  czegoś  szukać.  Co  tam  jest 

napisane? 

 — Jesteś następna, ty wścibska suko, jeśli dalej będziesz się wtrącać. 

Co pani zrobiła? 

Agatha  pomyślała  z  wściekłością  o  swojej  wizycie  w  domu  Garyego 

Beecha. Powiedziała: 

 — Badałam jego śmierć na zlecenie jego byłej żony... 

 — Którą znalazła pani zamordowaną? 

 — Zgadza się. 

 — I? — dopytywał inspektor. 

 — To wszystko. 

 —  Dowiedziała  się  pani  czegoś,  czego  nam  nie  mówi?  Widzi  pani, 

dostaliśmy  o  świcie  anonimowy  telefon  informujący  nas  o  jakimś  tajnym 
pokoju w domu Garyego Beecha. Nie wiedziała pani o tym, prawda? 

 —  Tajny  pokój!  —  wykrzyknęła  Agatha  —  To  brzmi  jak  coś  z  Enid 

Blyton. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy. 

TLR

background image

Pochyliła się do przodu. 

 — Wiecie już, jak zginął Beech? 

 —  Czekamy  na  raport  patologa  w sprawie  głowy.  Ale  wstępny  raport 

mówi, że jest dowód na ciężkie, tępe urazy z tyłu czaszki. 

Chociaż  zszokowana,  Agatha  miała  świadomość  ciężkiej  atmosfery 

panującej  w  pokoju.  Muszę  rozwiązać  tę  sprawę  —  pomyślała  —  Bardzo 
szybko  staję  się  podejrzaną  numer  jeden.  Ale  to  śmieszne.  Przecież  nie 
wysłałabym głowy do siebie. I gdzie jest reszta ciała? Brakuje nóg i stóp. 

 —  Pani  Raisin!  —  powiedział  gwałtownie  Wilkes  —  Proszę  uważać. 

Chcę, żeby pani opowiedziała o drugiej pani Richards. Musimy założyć, że 
ona coś wiedziała i to był powód, dla którego ją zabito. 

 — Macie moje zeznanie. Powiedziałam wtedy wszystko. 

 — Niemniej jednak proszę opowiedzieć jeszcze raz. 

Kiedy  Agatha  wychodziła  z  pokoju  przesłuchań,  podtrzymywała  ją 

policjantka,  ponieważ  czuła,  że  ma  nogi  jak  z  galarety.  Czekał  na  nią 
James. 

 —  Ocaliłem  twoje  koty  —  powiedział  —  i  zabrałem  je  z  ogrodu  do 

siebie.  Proponuję,  żebyś  przeprowadziła  się  do  mnie,  nim  nie  zrobi  się 
bezpieczniej. W porządku, panie oficerze. Zabiorę ją do domu. 

 — Weź mnie najpierw na drinka — poprosiła Agatha. 

 — Jest kilka minut przed jedenastą rano. Za wcześnie na picie. 

 — James, potrzebuję drinka. 

 — Agatho, to jest znak ostrzegawczy. Kiedy ludzie zaczynają  mówić, 

że potrzebują drinka, są już na śliskiej drodze prowadzącej do alkoholizmu. 

 Przypływ wściekłości przywrócił Agacie siły w nogach. 

TLR

background image

 —  Do  widzenia  —  powiedziała  nagle  i  opuściła  komendę  policji, 

zatrzaskując za sobą drzwi. 

Skierowała  się  prosto  do  pubu  Dragon  po  drugiej  stronie  parkingu, 

głucha na krzyk Jamesa, który wołał coś za nią. 

Wiał  lekki  wiatr.  Przed  pub  wystawiono  stoliki  z  dużymi  szklanymi 

popielniczkami. 

 — Wreszcie cywilizacja — odetchnęła Agatha. 

Usiadła,  otworzyła  torebkę,  wyjęła  zapalniczkę,  paczkę  bensonów  i 

zapaliła papierosa. Nagle padł na nią cień. 

 — Dżin z tonikiem? — zapytał James. 

 —  Weź  podwójny  —  odpowiedziała,  zezując  na  niego  swoimi 

niedźwiedzimi oczkami. 

Kiedy  wszedł  do  pubu,  Agatha  wyciągnęła  komórkę  i  zadzwoniła  dó 

Toni. 

 —  Zorientuj  się,  czy  możesz  odnowić  przyjaźń  z  panią  Richards  — 

powiedziała  Agatha  po  tym,  jak  skończyła  opisywać  jej  horrory  poranka. 
— Ona może coś wiedzieć. Ten Richards wydaje mi się podejrzany. 

 — Patrick go sprawdził — powiedziała ostrożnie Toni — Jest tym, kim 

wydaje się być: biznesmenem odnoszącym sukcesy. 

 —  Niemniej  jednak  zrób  to.  I  chcę,  żeby  Phil  szedł  za  tobą,  aby  cię 

pilnować, tak na wszelki wypadek. 

James wrócił, przynosząc jej drinka, a sobie kawę. Agacie nagle zaczęło 

brakować  Charlesa.  Nie  chciała  wprowadzać  się  do  Jamesa.  Nie  wolno 
byłoby jej palić. 

 Jego  drobiazgowe,  kawalerskie  zachowanie  szarpałoby  jej  nerwy.  Jej 

chata była chroniona zabezpieczeniem pierwszej klasy. 

TLR

background image

 — Myślę, że zostanę w swoim domu — powiedziała Agatha, upiwszy 

nieco drinka — Jest dobrze zabezpieczony. Wiesz, że mieszkając wspólnie 
działalibyśmy sobie wzajemnie nerwy. 

Posłał jej niechętny uśmiech. W tej chwili Agatha zawahała się. Och, te 

jego niebieskie oczy i ten uśmiech, który rozświetlał całą twarz. To twarde, 
muskularne ciało... 

Natychmiast się skarciła. 

Natomiast James  poczuł stary pociąg do Agathy. Jej  włosy  świeciły w 

słońcu, a kolory wróciły na twarz. 

 — Czy nie możesz raz zostawić sprawy policji? — zapytał. 

 —  Nie,  nie  mogę.  Muszę  to  rozwiązać.  Jaką  wiedzę  wartą  dużych 

pieniędzy posiadł taki zwykły glina jak Beech? To właśnie chcę wiedzieć. 
Jego makabryczna śmierć była zemstą, jak myślę, ale również ostrzeżeniem 
dla kogoś jeszcze. 

 —  Na  razie  to  zostaw  —  radził  James.  —  Pozwól, że  zawiozę  cię  do 

domu. 

Agatha  zawahała  się,  ale  zdała  sobie  sprawę,  że  ciągle  jest  słaba  z 

powodu szoku. 

 — Dobrze — zgodziła się — Ale nie sądzę, że wrócę do domu. Będzie 

tam pełno policji. Zarezerwuję pokój w hotelu George, ale najpierw kupię 
sobie jakieś tanie ciuchy na zmianę. 

 

 Następnego rana  sir Charles Fraith  usłyszał przez radio samochodowe 

wiadomość  o  głowie  dostarczonej  Agacie.  Kiedy  przyjechał  do  swojej 
rezydencji w Warwickshire, poszedł prosto do kuchni, gdzie trzymał klucze 
od chaty swojej przyjaciółki. Zazwyczaj wisiały na tablicy, razem z innymi 
do garażu, piwnicy i tak dalej. Ale kluczy Agathy brakowało. Zadzwonił po 
swojego służącego, Gustava. 

TLR

background image

 — Brałeś klucze Agathy? 

 — Nie dotykałem ich — powiedział Gustav, który nie cierpiał Agathy. 

 —  Popytaj  innych.  Kobiety  ze  wsi  sprzątały,  prawda?  Zapytaj  moją 

ciotkę. 

Czekał niecierpliwie, dopóki Gustav nie wrócił. 

 — Nic — powiedział z ponurym wyrazem twarzy. 

 — Sprawdź wszystkie zamki. Upewnij się, że nikt się nie włamał. 

 — Prawdopodobnie gdzieś je pan zostawił. 

 —  Och,  chociaż  raz  w  swoim  nędznym  życiu  zrób  to,  co  ci 

powiedziałem. 

Gustav  odkrył,  że  dokoła  zamka  w  drzwiach  kuchennych  znajdują  się 

płytkie zadrapania. 

 — Lepiej pojadę szybko do pani Raisin — powiedział Charles — Nie 

odbiera telefonu. 

Telefon  do  Billa  Wonga  ujawnił,  że  Agatha  zatrzymała  się  w  hotelu. 

Charles wsiadł do samochodu i wyruszył do Mircesteru. 

 

Toni  zdecydowała,  że  błędem  byłoby  odwiedzać  panią  Richards  w  jej 

domu. Z Philem siedzącym w drugim samochodzie czekała pod jej willą. 

 Wiadomość o głowie Gary'ego Beecha została podana w telewizji. Jeśli 

Fiona  Richards  wiedziała,  że  jej  były  mąż  był  w  to  jakoś  zamieszany, 
mogła do niego pójść. 

Dzień  był  niezwykle  ciepły.  Słońce  mocno  świeciło.  Po  godzinie 

ukazała  się  pani  Richards.  Była  sama.  Odjechała  w  statecznym  tempie,  a 
Toni i Phil jechali za jej czarnym BMW. 

TLR

background image

Fiona  zaparkowała  na  placu  w  mieście.  Toni  wśliznęła  się  na  miejsce 

parkingowe kilka miejsc dalej i ruszyła pieszo, aby ją śledzić. 

Ku jej zaskoczeniu, Fiona weszła do hotelu George. Zanim Toni wyszła 

z  biura,  Agatha  zadzwoniła  i  powiedziała  jej,  że  zatrzymała  się  w  tym 
właśnie miejscu. 

Toni słyszała, jak recepcjonistka mówi: 

 —  Dzień  dobry,  pani  Richards.  Pani  przyjaciel  czeka  na  panią  w 

jadalni. 

Toni zapomniała wybrać pieniądze z bankomatu i miała nadzieję, że jej 

karta kredytowa wytrzyma nadwyrężenie lunchem w George'u. Odwróciła 
się i zobaczyła Phila kręcącego się za nią. 

 — Przyszła na lunch, żeby się z kimś spotkać — poinformowała go. 

 —  Nie  marnuj  pieniędzy  na  drogi  posiłek  —  poradził  jej  jak  zawsze 

praktyczny Phil — Nie możesz być blisko niej, kiedy z kimś będzie. Idź do 
jadalni  i  zorientuj  się,  z  kim  się  spotka,  a  potem  przyłącz  się  do  mnie  w 
kawiarni po drugiej stronie ulicy. Weźmiemy jakąś przekąskę i poczekamy, 
aż wyjdzie. 

 — Dobry pomysł. 

 Phil  wyszedł,  a  Toni  przeszła  do  jadalni.  Pani  Richards  rozmawiała  z 

mężczyzną, w którym młoda detektyw rozpoznała jej byłego męża. Notatki 
Agathy dotyczące sprawy zawierały szczegółowy opis wszystkich osób, na 
które się natknęła. 

Toni wycofała się i przyłączyła się do Phila, który siedział przy stoliku 

na zewnątrz kawiarni. 

— Wygląda, że jest ze swym byłym mężem — powiedziała — Spróbuję 

znowu  z  nią  porozmawiać,  kiedy  będzie  sama.  Poprzednio  była  do  mnie 
przyjaźnie nastawiona. 

TLR

background image

— Pójdę i zerknę. Zrobię mu ukradkiem zdjęcie. 

Kiedy wyszedł, zadzwonił telefon Toni. To był Charles. 

—  Nie  wiesz,  czy  Agatha  jest  w  George'u?  —  chciał  wiedzieć  — 

Wygląda na to, że ktoś ukradł mi klucze od jej chaty. 

—  Tak,  zatrzymała  się  tam.  Mam  nadzieję,  że  nie  miałeś  kodu  do 

alarmu antywłamaniowego razem z kluczami. 

— O, Boże. Był naklejony nad haczykiem. 

— Charles! 

— Muszę lecieć. 

Agatha obudziła się i gwałtownie zamrugała oczami. 

Ktoś  walił  w  drzwi  jej  pokoju  hotelowego.  Usłyszała  głos  Charlesa 

wołającego: 

— Agatho! Otwieraj! 

Wygramoliła się z łóżka, odkrzykując: 

— Daj mi minutę. 

 Włosy  miała  w  nieładzie,  a  jej  twarz  była  zmęczona  i  blada.  Zebrała 

swoje  tanie  ubrania,  które  kupiła,  otworzyła  mu  drzwi  i  dała  nura  do 
łazienki. 

 — Usiądź — zawołała — Ubieram się. O co chodzi? 

 — Powiem ci, kiedy wyjdziesz. 

Charles otworzył minibarek i poczęstował się whisky. 

Agatha  szybko  wzięła  prysznic,  włożyła  bieliznę  i  luźną  bawełnianą 

sukienkę,  którą  sobie  kupiła.  Czesała  włosy,  dopóki  nie  stały  się  lśniące i 
uważnie  nałożyła  warstwę  makijażu  pewną,  nawykłą  do  wykonywania  tej 
czynności ręką. 

TLR

background image

Kiedy  się  pojawiła,  spojrzała  z  gniewem  na  szklankę  whisky  w  ręku 

Charlesa i dwie małe puste już butelki, więc to nie była jego pierwsza. 

 — Och, czuj się jak w domu — powiedziała z sarkazmem. — Słyszałeś 

o głowie? 

 — Tak, przerażające. 

 — To dlatego tu jesteś i włamujesz się do minibarku? 

 — No, niedokładnie. To jest tak... 

Agatha wysłuchała go i powiedziała: 

 —  Pójdę  do  firmy  ochroniarskiej  i  każę  im  przyjść  jutro. 

Przypuszczam,  że  policja  będzie  dzisiaj  w  mojej  chacie  przez  większość 
dnia. Powinnam cię obciążyć kosztami. Muszę zmienić wszystkie zamki i 
alarm antywłamaniowy. 

Nagle usiadła na łóżku. 

 —  Ciągle  jeszcze  się  trzęsę.  Poszłam  prosto  do  łóżka,  kiedy  tu  się 

zameldowałam. 

 — Musisz iść na lunch. 

 — Zapłacisz? 

 — Oczywiście — niechętnie odparł Charles. 

Mieli  właśnie  wejść  do  jadalni,  kiedy  Agatha  zobaczyła  Fionę  i  jej 

męża. Cofnęła się. 

 — Wyjdźmy stąd — syknęła — Ta Richards jest tutaj z mężem. Zjemy 

lunch gdzie indziej. 

Kiedy  wyszli  z  hotelu,  Agatha  zauważyła  Phila  i  Toni  w  kawiarni 

naprzeciwko, więc dołączyli do nich. 

 —  Pomyślałam,  że  zaczekam,  aż  ona  wyjdzie,  i  zobaczę,  czy  będę 

mogła zamienić z nią słowo — oznajmiła Toni. 

TLR

background image

 — Ale pomów z nią, jak będzie sama. 

 — Spróbuję. 

 — Przyszliśmy na lunch — poinformowała Agatha i dodała stanowczo: 

— Charles płaci. 

Charles przewidująco zabrał Agathę do Dragona, ponieważ wiedział, że 

w porze lunchu podawano tam tanie zestawy. 

Kiedy weszli, Bill Wong właśnie kończył swój posiłek. 

 —  Wracam  do  twojej  chaty,  Agatho.  Chcę  zobaczyć,  czy  coś 

znaleziono. 

 — Mam nadzieję, że będę mogła jutro wrócić do domu — powiedziała, 

siadając obok niego — Charles, weź dla mnie stek, frytki i piwo. 

Kiedy Charles skierował się do baru, Agatha szepnęła do Billa: 

 — Nigdy nie zgadniesz, co ten dupek zrobił. 

Opowiedziała mu o zaginionych kluczach. 

 —  Wiem.  Dzwonił  do  nas  —  odparł  Bill  ze  złością  —  Przyjdźcie  do 

komendy po lunchu. Będziemy musieli posłać kogoś do Warwickshire, aby 
przyjrzał się tym kuchennym drzwiom. 

Bill  wyszedł,  kiedy  podano  im  jedzenie.  Agatha  dziobała  niechętnie 

stek. Kiedy była z Jamesem, tęskniła za niezobowiązującym towarzystwem 
Charlesa. Teraz czuła, że wolałaby stałą pewność Jamesa. 

Zadzwonił jej telefon. To był Roy Silver paplający z podnieceniem. 

 — Słyszę, że znalazłaś głowę. 

 — To ona mnie znalazła. 

 — Słuchaj, co sądzisz o tym, żebym przyjechał na weekend i zajął się 

tobą? 

TLR

background image

 — Dobrze, oczywiście. Wyjechać po ciebie na dworzec? 

 — Nie, przyjadę samochodem. Do zobaczenia w piątek wieczorem. 

Toni  w  końcu  zobaczyła  Richardsów  opuszczających  hotel.  Tom 

Richards pocałował swoją byłą żonę w policzek i odszedł. Fiona ruszyła w 
przeciwnym  kierunku.  Detektyw  poszła  za  nią,  z  Philem  w  dyskretnej 
odległości. 

Fiona  weszła  do  sklepu  z  sukienkami.  Po  krótkim  wahaniu  Toni 

wkroczyła tam za nią, akurat w chwili, kiedy budząca respekt ekspedientka 
wprowadzała Fionę do przymierzalni, mówiąc: 

 — Mam dla pani wspaniałą rzecz. Wiśniowy jedwab. 

Zdjęła z wieszaka suknię i powiesiła w przymierzalni. 

Fiona jest przeciwieństwem zmarłej pani Richards —  pomyślała Toni, 

cierpliwie  czekając,  aż  wyjdzie  —  Amy  nigdy  by  czegoś  takiego  nie 
włożyła. 

 — Ile kosztuje ta suknia, którą podała pani do przymierzenia?- zapytała 

ekspedientkę. 

 — 499 funtów. 

 — Trochę dużo. 

Sprzedawczyni chłodno zerknęła na Toni. 

 — Czym mogę służyć? 

 —  Chcę  zamienić  słowo  z  panią  Richards.  Sprzedawczyni  weszła  do 

przymierzalni. 

 — I co pani sądzi? 

 — Może być. Potrzebuję coś  na bankiet „Kobieta Roku". 

 — O, wybrano panią? 

TLR

background image

 — Prawie. Jestem tylko gospodynią domową. Wezmę ją. 

—  Jakaś  młoda  dama  czeka,  aby  z  panią  pomówić.  Fiona  wyjrzała  z 

przymierzalni i potem zatrzasnęła 

drzwi. 

 — Nie życzę sobie z nią rozmawiać. Proszę jej powiedzieć, żeby sobie 

poszła. Ona jest jedną z tych strasznych detektywów. 

Sprzedawczyni zbliżyła się do Toni. 

 — Proszę ze mną do biura. Chcę z panią pomówić. Proszę iść, inaczej 

zadzwonię na policję. 

W  małym  biurze,  które  pachniało  perfumami  i  ubraniami, 

sprzedawczyni powiedziała: 

 —  Pani  Richards  nie  chce  z  panią  rozmawiać  i  dała  to  jasno  do 

zrozumienia. Proszę natychmiast wyjść. 

W tej chwili obie usłyszały trzask drzwi. Sprzedawczyni wyjrzała przez 

okno i zobaczyła Fionę biegnącą w dół ulicy. 

 — Dzięki pani nie sprzedam tej sukni — zawodziła. 

Toni wybiegła ze sklepu, rozejrzała się w prawo i w lewo, ale nie było 

śladu Fiony. 

Phil  był  bardzo  żwawy  jak  na  siedemdziesięciolatka.  Śledził  Fionę  do 

parkingu.  Poruszała  się  bardzo  szybko,  idąc  okrężną  drogą  w  kierunku 
samochodu. Już miała wsiadać do auta, kiedy Phil zbliżył się do niej. 

 — Przepraszam! 

Fiona przyjrzała mu się. Phil miał białe włosy i delikatną twarz. 

 — O co chodzi? 

TLR

background image

 — Myślę, że widziałem parę młodych ludzi próbujących włamać się do 

pani  samochodu.  Zobaczyli  mnie  i  uciekli.  Może  niech  pani  idzie  na 
policję, a ja pomogę pani to zgłosić. 

 —  Policja  nic  nie  zrobi  —  stwierdziła  Fiona  —  To  bezcelowe.  Ale 

dziękuję za wszystko. 

Phil posłał jej czarujący uśmiech. 

 — Nie wiem, co oni by zrobili, gdyby stanęli ze mną twarzą w twarz. 

Może dostałbym w zęby. Ale pani wygląda na wstrząśniętą. Może filiżankę 
herbaty? 

Kiedy wahała się, dodał: 

 — Zważywszy na mój wiek, może się pani nie obawiać, że będę panią 

podrywał. 

 —  W  porządku.  Dobrze  mi  zrobi  filiżanka  herbaty.  Jadłam  lunch  w 

George'u i jedzenie było przesolone. 

 — Niedaleko opactwa jest nowa kawiarnia — powiedział Phil. 

 — Proszę prowadzić. 

 Przy  dzbanku  herbaty  i  ciasteczkach,  w  zacienionym  ogrodzie  z  tyłu 

kawiarni, Fiona wyraźnie się odprężyła, kiedy Phil paplał o nadzwyczajnie 
ciepłej pogodzie. 

 — Czy pochodzi pani z Mircesteru? — interesował się Phil. 

 —  Nie,  jestem  dziewczyną  z  Londynu.  Myślę,  że  wrócę  tam,  kiedy 

dzieci podrosną. Nigdy tak naprawdę się tutaj nie zadomowiłam. 

 — Ale wieś jest taka piękna! — wykrzyknął Phil. 

 — To nie jest prawdziwa wieś. Schludne, małe pola. Wypielęgnowana 

tandeta, aby utrzymać bogatych farmerów na miejscu. 

TLR

background image

 — Nie wiem, czy farmerzy mają łatwo — odważył się zauważyć Phil 

— Są przecież uzależnieni od pogody. 

 — I rządowych subsydiów. 

Phil postanowił porzucić ten temat. 

 — Jest pan żonaty? — chciała wiedzieć Fiona. 

 — Nie. A pani? 

 —  Byłam.  Teraz  mamy  przyjacielskie  relacje  z  powodu  dzieci.  Wie 

pan,  że  aktualna  żona  mojego  eksmęża  została  tu  zamordowana  pewnego 
dnia? 

 —  Wielkie  nieba!  —  zawołał  Phil  —  Czytałem  o  morderstwie  przy 

Tesco w Stow. 

 — To właśnie to. 

 — Dlaczego ona? Czy dlatego, że była kiedyś żoną policjanta, który też 

został zamordowany? 

 —  Prawdopodobnie.  Nie  wiem,  dlaczego  właśnie  ją  zamordowano. 

Była głupią, pospolitą dziewczyną. 

 —  Nic  dziwnego,  że  chce  pani  stąd  wyjechać  —  wykrzyknął  Phil  — 

Musi pani być przerażona. 

 — Dlaczego? 

 — Jakiś psychol morduje wokół ludzi. 

 — Ale ja nie znałam tego strasznego Garyego Beecha. 

 — Skąd pani wie, że był straszny, skoro go pani nie znała? 

 — Jego upodobanie do dawania wszystkim mandatów było legendarne. 

Zadaje pan dużo pytań. 

TLR

background image

 — To dlatego, że jestem na emeryturze — wyjaśnił Phil — Prowadzę 

bardzo samotne życie i jestem ciekawy ludzi. Jeszcze herbaty? 

 —  Nie,  dziękuję.  Pojadę  do  domu.  Wolfgang  ma  wrócić  ze  szkoły,  a 

młodsi są z nianią. 

 — Ile mają lat? 

 — Wolfgang trzynaście, Josie — pięć, a Carol — cztery. Carol chodzi 

do przedszkola dwa razy w tygodniu. To wszystko. Nie jest zbyt silna. 

 — Co jej jest? 

 —  Nikt  nie  wie.  Wydaje  się  być  fizycznie  zdrowa,  ale  dużo  płacze. 

Miło  mi  się  z  panem  rozmawia.  Proszę  mi  dać  swoją  wizytówkę.  Może 
spotkamy się znowu. 

 —  Chciałbym  —  Phil  wyciągnął  ostrożnie  wizytówkę  z  numerem 

telefonu i adresem. 

 —  Carsely  —  jej  oczy  nabrały  ostrości  —  Dlaczego  coś  mi  to 

przypomina? 

 —  Było  w  gazetach  —  powiedział  lekko  Phil  —  O  tej  kobiecie 

detektyw, której dostarczono głowę. 

 — Boże, to straszne. Agatha Raisin, prawda? No, cóż. Żyje w świecie 

mężczyzn, więc będzie musiała nauczyć się sobie radzić. 

 Kiedy wyszła, Phil w zadumie zamówił jeszcze herbatę i zadzwonił do 

Toni. 

 — Co wydarzyło się w sklepie? — zapytał. 

Toni mu opowiedziała. 

 —  Jej  były  mąż  prawdopodobnie  ją  ostrzegł  —  powiedział  Phil  — 

Dlaczego  Agatha  się  nią  interesuje?  Fiona  wydaje  się  być  zwykłą 
gospodynią domową. 

TLR

background image

 —  Agatha  podejrzewa  Richardsa,  pomimo  jego  czystego  konta,  jak 

orzekła  policja.  Ona  czuje,  że  Fiona  może  coś  wiedzieć,  nie  będąc  tego 
świadoma. Wydaje jej się, że jest coś nie tak z mężczyzną, który chce, żeby 
kobiety robiły sobie lifting twarzy. 

Phil  skończył  pić  herbatę  i  wyszedł.  Miał  dziwne  uczucie,  że  jest 

obserwowany, więc dla bezpieczeństwa nie wrócił do biura. 

Tego  wieczoru  Agatha  zasiadała  do  samotnego  posiłku  w  George'u, 

zastanawiając  się  z  goryczą,  dlaczego  James  nie  próbował  się  z  nią 
skontaktować. Nagle do jej stolika zbliżył się wysoki, schludny mężczyzna. 
Miał srebrne włosy i opaloną twarz, blade oczy i mięsiste usta. 

 — Pani Raisin? 

 — Tak? — zapytała .Agatha podejrzliwie. 

Wśliznął się na krzesło naprzeciwko niej. 

 —  Nazywam  się  Guy  Brandon.  Jestem  sędzią  głównym  w  konkursie 

„Kobieta Roku". 

 —  Byłam  bardzo  zaszczycona,  że  mnie  nominowano  —  powiedziała 

niecierpliwie Agatha — Jadł pan już? 

 — Tak. Ale wypiję kawę i brandy, jeśli pani pozwoli. 

Agatha pomachała na kelnera i złożyła zamówienie. 

 —  Naprawdę  myślę,  że  powinna  pani  dostać  tę  nagrodę.  Jest  pani 

legendą. 

 — Dziękuję. 

 —  Ja  jestem  za  panią,  ale  dwoje  innych  jurorów  faworyzuje  Cressidę 

Jones-Wilkes. 

 — Kto to jest, do licha? Nigdy o niej nie słyszałam. 

 — Prowadzi centrum ogrodnicze na drodze do Stow. 

TLR

background image

Przyniesiono brandy i kawę. 

 — Oczywiście dwoje innych sędziów mogłoby zmienić zdanie... Ale to 

kosztuje. 

Agatha otworzyła torebkę i włączyła mały magnetofon. 

 —  Przepraszam,  szukałam  moich  papierosów.  Zawsze  zapominam  o 

zakazie  palenia.  Mówił  pan,  że  dwoje  innych  sędziów  może  wziąć 
łapówkę? 

Odrzucił  głowę  do  tyłu  i  zaśmiał  się,  prezentując  duże,  kosmetycznie 

wybielone zęby. 

 —  Ma  pani  reputację  bezceremonialnej,  pani  Raisin.  Niech  pani 

pomyśli,  jak  to  rozreklamuje  pani  agencję,  jeśli  zostanie  pani  wybrana. 
Telewizja Midland będzie transmitować to wydarzenie. 

 — Ile? — chciała wiedzieć Agatha. 

 — Myślę, że dwa tysiące funtów dla każdego powinno wystarczyć. 

 — Kim są pozostali sędziowie? 

 — Mary Mambie, która prowadzi Centrum Sztuki, i sir Jonathan Beery. 

 —  Był  pan  członkiem  parlamentu,  prawda?  Stracił  pan  miejsce  w 

ostatnich wyborach. Co pan teraz robi? 

 —  To  i  owo.  Piszę  artykuły  do  gazet  i  zasiadam  w  kilku  komitetach. 

Cieszę się sporym zainteresowaniem. Jestem sławnym mówcą publicznym. 

 —  Nie  dam  pieniędzy,  dopóki  nie  będę  wiedziała,  że  zostałam 

wybrana.  Niech  pan  im  powie,  że  jak  tylko  tak  się  stanie,  dostaną 
pieniądze. 

 — I dwa tysiące dla mnie — powiedział szybko Guy — Muszę włożyć 

dużo pracy, aby ich przekonać. 

TLR

background image

 —  W  porządku.  Zgoda.  Zostaję  wybrana,  a  pan  i  reszta  dostajecie 

natychmiast pieniądze. Przypuszczam, że chcecie gotówkę? 

 — Szybko się pani orientuje. 

Niedźwiedzie oczy Agathy zamigotały dziwnie w świetle. 

 —  Ale  niech  pan  pamięta.  To  jest  dżentelmeńska  umowa.  Nie 

zobaczycie gotówki, dopóki wszystko nie będzie załatwione. 

 — Ale... może jakaś zaliczka? 

 — Ani pensa. 

 — Przypuszczam, że muszę pani zaufać. 

 — Lepiej niech pan tak zrobi. Dla własnego dobra. 

 — Będę w kontakcie — przygładził włosy trzęsącą się ręką. 

O rany — pomyślała Agatha, obserwując wychodzącego Guya — Co za 

nikczemny świat!

TLR

background image

 

 

R

OZDZIAŁ 

VIII 

 

We  wczesny  piątkowy  wieczór  Roy  Silver  jechał  zadowolony  do 

Carsely.  Ciekawy  był,  czy  Agatha  będzie  podziwiać  jego  nowy  wygląd. 
Włosy zaczęły mu odrastać, więc nałożył na nie żel, żeby sterczały do góry. 
Przejęty swoim punkowym stylem postanowił dodać do niego retro i nosił 
dzwony,  a  rozpięta  koszula  ukazywała  złoty  medalion  na  jego  kościstej, 
nieowłosionej piersi. 

Zaparkował za samochodem Agathy i wysiadł. Otwierał bagażnik, żeby 

wyjąć swoją  małą walizkę, kiedy ktoś go chwycił od tyłu i coś zimnego i 
twardego wbiło mu się w szyję. 

 — Jeden pisk i jesteś martwy — warknął jakiś głos. 

Przerażony Roy czuł, że ktoś wciąga go do furgonetki i wrzuca do tyłu. 

Samochód ruszył z rykiem. 

 — Gdzie jest Agatha? — myślał Roy w panice, trzęsąc się jak galareta. 

Mężczyzna w kominiarce na głowie usiadł z tyłu furgonetki, trzymając 

wycelowaną w niego broń. Przeszukał kieszenie Roya i wyjął jego portfel 
oraz komórkę. 

 — Dlaczego to robisz? — zapytał błagalnym tonem Roy. 

—  Jeśli  ta  kobieta,  Raisin,  zrobi,  co  jej  się  każe,  nie  masz  się  czego 

obawiać. Więc zamknij się i przestań skomleć, bo cię zabiję. 

Kiedy  wieczór  mijał  bez  jakiegokolwiek  znaku  od  Roya,  Agatha 

próbowała  dodzwonić  się  do  niego,  ale  nie  było  odpowiedzi.  Wtem 
odezwał się dzwonek do drzwi. Roy, wreszcie! Otworzyła, ale to był tylko 
James. 

TLR

background image

 —  Myślałam,  że  to  Roy  —  powiedziała  zawiedziona  Agatha.  — 

Czekam na niego. 

 —  Jego  samochód  jest  zaparkowany  na  zewnątrz.  Może  poszedł  na 

spacer po wsi, chociaż wygląda na to, że nadchodzi burza. 

Agatha poczuła, jak strach ściska jej serce. 

 — Przecież nie poszedłby na spacer po długiej jeździe z Londynu. O, 

Boże! A jeśli coś mu się stało? 

 — Uspokój się. Czego ktoś mógłby chcieć od Roya? 

 —  Szantaż  —  wyszeptała  Agatha  —  Próbowali  przestraszyć  mnie  tą 

głową. 

 — Nic nie widziałem. Dopiero co przyjechałem do domu. 

Agatha wzięła głęboki oddech. 

 — Dzwonię na policję. 

Roya wyjęto z furgonetki i wrzucono do opuszczonej chaty. Trzymany 

na muszce, został wepchnięty do małego pokoju i zamknięty na klucz. 

Rozejrzał się wściekle dookoła. Nagle rozległ się głośny trzask grzmotu 

i błyskawica rozświetliła pokój. Dojrzał w przelocie materac na podłodze i 
wiadro  w  rogu  pokoju.  Okno  było  zakratowane.  Padł  na  podłogę  i  się 
rozpłakał. 

Policja  odmówiła  Agacie  pozwolenia  na  poszukiwanie  Roya. 

Powiedzieli,  że  będzie  lepiej,  jeśli  zostanie  przy  telefonie,  w  razie  gdyby 
zażądano okupu. Toni, Phil i Patrick wyruszyli swoimi samochodami, aby 
przetrząsnąć okolicę. 

Roya  uprowadzono  w  porze  obiadowej,  kiedy  to  starsi  mieszkańcy,  a 

więc wszyscy we wsi, byli w domach, albo tak się przynajmniej wydawało, 
sądząc z odpowiedzi, jaką otrzymali policjanci, chodząc od drzwi do drzwi. 
Nikt nic nie widział. 

TLR

background image

Roy  przetarł  oczy  i  osuszył  je  rękawem  koszuli.  Chata  zdawała  się 

chwiać  pod  okrutnym  naporem  burzy  szalejącej  nad  jego  głową.  W  tym 
całym  jego  nieszczęściu  i  strachu  jedno  było  pocieszające  —  nie 
zanieczyścił  się,  a  czytał  w  książkach,  że  ludziom  się  to  zdarza  w  takich 
sytuacjach. 

Próbował  się  uspokoić  i  przeszukać  pokój,  aby  znaleźć  jakiś  sposób 

ucieczki,  ale  nogi  za  bardzo  mu  się  trzęsły.  Usiadł  na  podłodze  i  zaczął 
szlochać. Nigdy nie wierzył w Boga i był prawie dumny z tego faktu, ale 
teraz, w obliczu śmierci, modlił się o ratunek, chociaż nigdy przedtem tego 
nie robił. Na zewnątrz burza szalała z gwałtowną brutalnością. 

Roy  poczuł  się  wyczerpany  i  znużony.  Oczy  zamykały  mu  się  ze 

zmęczenia. Nagle nastąpiła potężna eksplozja. Później się dowiedział, że to 
piorun  uderzył  w  dach.  Drzwi  do  jego  pokoju  zostały  wyrwane,  jakby 
wybuchł dynamit. 

 Podniósł się, chwiejąc, z jedną myślą — uciekać. Nie troszczył się o to, 

czy  porywacze  nie  czają  się  gdzieś  w  pobliżu.  Biegł  przez  zniszczoną, 
zbutwiałą  kuchnię,  na  zewnątrz,  na  deszcz.  Rozejrzał  się  dokoła.  Światło 
błyskawicy  rozświetliło  okolicę.  Wokół  nie  było  nic,  tylko  pola.  Ale  w 
oddali zobaczył światła samochodów na drodze. 

Pół  biegł,  pół  kuśtykał,  przemoknięty  do  suchej  nitki,  podczas  gdy 

oddalająca  się  burza  pomrukiwała,  a  na  niebie  pojawiła  się  jedna  mała 
gwiazda.  Dotarł  do  drogi  i  stanął,  machając  gorączkowo  na  samochody. 
Wyglądał fatalnie i z początku wydawało się, że nikt się nie zatrzyma. W 
końcu  podjechał  mały  volkswagen.  Wysiadł  z  niego  mężczyzna  w 
koloratce i zapytał: 

 — Ma pan kłopoty? 

 — Proszę mnie zabrać na posterunek policji — błagał Roy. 

Agatha  siedziała  przy  telefonie  w  swojej  chacie.  Jej  przyjaciółka,  pani 

Bloxby,  trzymała  ją  za  rękę.  Ustawiono  wszystkie  urządzenia  do 

TLR

background image

nagrywania  rozmów.  Dwóch  mężczyzn  pochylało  się  nad  nimi.  Alice 
Peterson,  piękna  pani  detektyw,  przygotowywała  następny  dzbanek  her-
baty. 

 — Nigdy sobie nie wybaczę — powiedziała po raz kolejny Agatha. — 

Cały horror związany ze znalezieniem tej głowy zaczyna do mnie docierać. 
Nie powinnam była pozwolić Royowi na tę wizytę. 

 — Nie mogła pani wiedzieć. Gdzie jest pan Lacey? 

 — Szuka Roya. 

 — A sir Charles? 

 — Nie próbowałam nawet się z nim porozumieć. Włączę telewizor. 

Na  kuchennej  ladzie  stał  mały  odbiornik.  Agatha  włączyła  go  na 

wiadomości BBC. Alice powiedziała: 

 — Gdyby go znaleziono, zadzwoniliby do pani. 

 — Nie zadzwoniliby, gdyby znaleziono jego ciało. 

Wieczór  przeciągnął  się  do  wczesnych  godzin  porannych.  Agatha 

zasnęła z głową na stole. Pani Bloxby wyszła po cichu. Alice, siedząca na 
krześle obok Agathy, czuła, że oczy zaczynają się jej zamykać. Nagle głos 
prezentera telewizyjnego wdarł się w jej umysł: 

 —  Wiadomość  z  ostatniej  chwili.  Roy  Silver,  przyjaciel  detektyw 

Agathy Raisin, który twierdzi, że został porwany, jest na posterunku policji 
Chipping Norton i właśnie czekamy na jego komentarz. 

 — Niech się pani obudzi! — krzyknęła Alice, potrząsając Agathą. 

— Co? 

 — Znaleziono Roya. Jest na posterunku policji Chipping Norton i  ma 

się właśnie pojawić i złożyć oświadczenie. 

TLR

background image

Kamera  pokazała  posterunek,  pod  którym  zebrała  się  duża  liczba 

reporterów i kamerzystów. 

 — A to drań! — syknęła Agatha — Czy pani wie, co on zrobił? Jakoś 

uwolnił się i otrzymał pomoc, ale zamiast zadzwonić do mnie i na policję w 
Mircesterze,  zadzwonił  do  agencji  prasowej  i  do  wszystkich  stacji 
telewizyjnych, jakie znał. Musiał skądś zdobyć telefon. Zadzwonię do pani 
Bloxby.  Nie,  lepiej  nie.  Pastor  byłby  wściekły,  gdybym  obudziła  ich  w 
środku nocy z byle jakiego powodu. 

 — Chciałaby pani pojechać do Chipping Norton? 

 — Nie — odparła Agatha obrażonym tonem — Idę spać. 

Roy zapomniał o cudzie uwolnienia. Był uzależniony od występowania 

w  telewizji.  Poprosił  pastora,  żeby  pożyczył  mu  komórkę,  ponieważ  chce 
zadzwonić  do  matki.  Matka  Roya  umarła,  kiedy  był  małym  dzieckiem. 
Ściskając telefon, Roy błagał, żeby puszczono go do toalety i kiedy już tam 
był, zaczął wytrwale wydzwaniać do prasy. 

Kiedy się ponownie pojawił, oddał telefon pastorowi i mu podziękował. 

Następnie  został  zbadany  przez  policyjnego  lekarza,  a  potem  zaczęło  się 
przesłuchanie. Niestety, po półgodzinie został szybko wyprowadzony z po-
sterunku  przez  tylne  wyjście  do  czekającego  samochodu  i  zabrany  do 
Mircesteru. 

Wściekły  Roy  zobaczył,  jak  wymyka  mu  się  z  rąk  moment  chwały. 

Uspokajał się jednak myślą, że reporterzy bez wątpienia zgadną, gdzie on 
jest.  Ale,  ku  swojemu  przerażeniu,  został  zabrany  do  policyjnej  kryjówki, 
gdzie kazano mu odpoczywać i postawiono straż. 

Po  raz  pierwszy  pomyślał  o  Agacie  i  zdał  sobie  sprawę,  jak  będzie 

rozjuszona.  Spał  niespokojnie  i  obudził  się  wraz  z  przyjściem  policjanta, 
który dostarczył mu jego torbę podróżną. 

 — Mogę skorzystać z telefonu? — zapytał. 

TLR

background image

 — Nie, nie może pan — odparł policjant — Pastor, pan Prentice, który 

pana  ocalił,  sprawdził  swój  telefon  i  zorientował  się,  że  wykonał  pan 
dziesięć  rozmów  telefonicznych,  większość  z  nich  do  Londynu.  Przyśle 
panu rachunek. 

Roy  zarumienił  się.  Ubrał  się  i  podano  mu  dwa  rozmoczone  rogaliki  i 

filiżankę  kawy  rozpuszczalnej.  Zabrano  go  na  komendę  policji,  gdzie 
czekały go godziny przesłuchań. 

Chciał przedstawić wielce ubarwione sprawozdanie, ale spojrzawszy na 

surową  twarz  Wilkesa  i  dostrzegłszy  ostrzegawczy  wzrok  Billa  Wonga, 
powiedział prawdę. Pominął jedynie swoją szaleńczą modlitwę. W świetle 
dnia  modlitwa  do  Boga  wydawała  się  być  sprawą  godną  mięczaka.  Nie 
chcę stracić wiarygodności — pomyślał. 

W  końcu  przesłuchanie  się  skończyło.  Teraz  stanę  przed  kamerami  — 

pomyślał  Roy.  Ale  czekał  ponad  pół  godziny,  zanim  wypuszczono  go 
tylnymi drzwiami, gdzie już warowała Alice, aby odwieźć go do Carsely. 

 — Reporterzy nas śledzą — zauważyła Alice — Chce pan, żebym się 

ich pozbyła? 

 — Nie! Nie! — zapiszczał Roy — Poradzę sobie z nimi. 

Ku jego radości, kiedy tylko Alice odjechała zostawiając go przed chatą 

Agathy,  zobaczył  przedstawicieli  prasy.  Przebrał  się  w  dżinsy  i 
podkoszulek, ponieważ jego ubrania w stylu retro były zniszczone. 

Stał  na  progu  chaty,  czekając  na  swoją  wielką  chwilę,  kiedy  drzwi  za 

nim otworzyły się i Agatha Raisin powiedziała głośno i wyraźnie: 

 — Ty wstrętny, mały człowieczku. 

 — Ależ Agatho — bronił się Roy — Zostałem porwany i mogli mnie 

zamordować. 

 Za  jego  przyjaciółką  pojawił  się  James  i  wciągnął  ją  z  powrotem  do 

domu. 

TLR

background image

On dużo przeszedł. Pozwól mu na chwilę sławy. 

Roy  otrząsnął  się  i  złożył  jasne  i  efektowne  oświadczenie.  Kiedy 

wreszcie przyłączył się do Agathy i Jamesa, zastał w kuchni również panią 
Bloxby. 

Agatha  podała  mu  filiżankę  kawy.  Słyszeli  jego  historię  przez  otwarte 

drzwi frontowe. 

To była cudowna rzecz, ten piorun! — wykrzyknęła Agatha. 

Roy  zerknął  na  panią  Bloxby  i  zaczerwienił  się  aż  po  cebulki  swych 

świeżo  wyżelowanych  włosów.  Ku  irytacji  Alice,  Roy  nalegał,  aby  po 
drodze  do  Carsely  zatrzymali  się  w  drogerii,  żeby  kupić  dodatkową  tubę 
żelu,  a  potem  wykrzywiał  się  na  przednim  siedzeniu  samochodu  poli-
cyjnego, próbując zerkać w lusterko. 

—  Dlaczego  się  czerwienisz?  —  zainteresowała  się  podejrzliwie 

Agatha. 

—  To  naprawdę  musiało  być  boskie  ocalenie  —  powiedziała  łagodnie 

pani Bloxby — Modlił się pan? 

— Nigdy przedtem aż tak żarliwie — odparł i zaczął szlochać, suchym 

szlochem, jak dziecko, które już wypłakało wszystkie łzy. 

—  No,  dobrze  już  —  powiedziała  Agatha  wyraźnie  rozrzewniona  — 

Myślę, że najlepiej będzie, jeśli coś zjesz i się położysz. Zadzwoń do szefa i 
powiedz, że nie będzie cię w poniedziałek. 

— A jeśli znowu po mnie przyjdą? 

— Pójdzie pan ze mną na plebanię — oznajmiła pani Blox- by. — Nie 

powiem nikomu, oprócz policji, gdzie pan jest. 

 Roy  potulnie  i  z  wdzięcznością  pozwolił  się  wyprowadzić.  Po  jego 

wyjściu  Bill  Wong  i  Alice  dołączyli  do  Agathy  i  Jamesa.  Agatha 

TLR

background image

poinformowała ich, że Roy jest na plebanii. Kiedy wszyscy usiedli dookoła 
kuchennego stołu, Bill powiedział: 

 — To nie jest oczywiście działanie jakiegoś samotnego psychopaty ani 

kogoś, kto uważał, że dostał za dużo  mandatów. To  wygląda na działanie 
gangu  i  zazwyczaj  oznacza  narkotyki  lub  prostytucję.  Niestety,  nie  ma 
dowodów ani na handel narkotykami na większą skalę w Mircesterze, ani 
na  prostytucję.  W  jaki  sposób  mógł  być  użyteczny  dla  gangu  taki  zwykły 
gliniarz jak Gary Beech? Musi to być coś tak zyskownego, że doprowadziło 
ich do morderstwa, porwania i zastraszenia. 

 — Terroryzm? — zasugerował James. 

 — Służby wywiadowcze nic nie znalazły. 

 — To nie znaczy, że nic nie ma — stwierdziła Agatha. 

 — Powiedzmy, że ci ludzie byli terrorystami. Jaki pożytek mogli mieć 

z Beecha? 

 — On zawsze węszył dookoła — powiedział Bill. 

 — Może coś odkrył i ich szantażował. 

 —  Ale  —  zaprotestował  James  —  dlaczego  pozbywszy  się  Beecha, 

ciągle czepiają się Agathy? Może myślą, że Roy jest jej synem? 

Agatha żachnęła się. Nienawidziła, kiedy przypominano jej, ile ma lat. 

 —  Chodzi  o  to  —  wyjaśniał  powoli  Bill  —  że  wszyscy  jesteście 

zagrożeni:  ty  Agatho,  James  i  twój  personel.  W  przeszłości  dużo  było  w 
mediach o twoich sukcesach. Chcą się upewnić, że niczego nie odkryjesz. 

—  Czy  była  jakaś  wskazówka  w  tym...  —  Agatha  nagle  zamilkła. 

Byłaby zapytała, czy rejestr znaleziony w sekretnym pokoju Beecha dał im 
jakieś wskazówki. 

— W czym? — zapytał podejrzliwie Bill. 

TLR

background image

— Na przykład w chacie, do której zabrano Roya. Do kogo ona należy? 

—  To  jest  opuszczony  budynek  stojący  na  farmie,  która  była 

wystawiona na sprzedaż przez ostatnie sześć miesięcy. Farmer jest w domu 
opieki,  a  jego  spadkobiercy  nie  są  nią  zainteresowani  i  nikt  tam  nie 
mieszka.  Nie  ma  odcisków  palców.  Burza  wyczyściła  wszystko,  kiedy 
część dachu się zawaliła. Nawiasem mówiąc, pastor, który podwiózł Roya 
na policję, domaga się, żeby mu zapłacono za rozmowy telefoniczne. 

— Jakie rozmowy? — chciała wiedzieć Agatha. 

— Roy zapytał, czy może pożyczyć telefon pastora, bo chce zadzwonić 

do matki. 

— Przecież ona nie żyje! 

— Użył tego telefonu, żeby dzwonić do mediów. 

Agatha westchnęła. 

— Zapewniam, że Roy mu zapłaci. 

Poczuła  się  niewyraźnie,  kiedy  patrzyła  na  przyjemną  twarz  Billa.  Był 

jedynym  normalnym  mężczyzną,  jakiego  znała.  James  był  zimną  rybą, 
Charles był lekkomyślny, a szukający rozgłosu Roy — irytujący. 

W  tej  chwili  Bill  wymienił  uśmiech  z  piękną  Alice  i  Agatha  poczuła 

ukłucie zazdrości. 

— Teraz — powiedział — będziemy strzec twojej chaty i biura, ale nie 

możemy  postawić  straży  przy  domach  całego  twojego  personelu.  Dla 
własnego dobra powinnaś zamknąć interes, pozwolić wszystkim wyjechać 
gdzieś w bezpieczne miejsce i zostawić śledztwo policji. 

 — W środku recesji! — wykrzyknęła Agatha. 

 — Nie chciałabyś chyba, żeby coś stało się na przykład Toni. Ogłoś w 

prasie,  że  rezygnujesz  z  dochodzenia  w  tej  sprawie,  aby  chronić  swój 
personel. Zrobisz to? 

TLR

background image

Ich rozmowę przerywał dzwonek do drzwi. 

 — Reporterzy ciągle są na zewnątrz, Agatho. Idź i zrób to teraz. 

 — Dobrze — zgodziła się Agatha — Muszę przyznać, że kimkolwiek 

oni są, naprawdę mnie przestraszyli. 

Czekali, podczas gdy Agatha składała oświadczenie. 

Wróciła w złym nastroju. Przedstawiciele prasy widzieli, jak się poddaje 

i próbowali wzbudzić w niej poczucie winy. 

Po  wyjściu  Billa  i  Alice  James  został  z  Agathą,  usprawiedliwiając  się, 

że jest zagrożona, dopóki jej oświadczenie nie ukaże się w wiadomościach. 
Agatha czekała na firmę ochroniarską, która miała zmienić zamki i kod do 
alarmu  antywłamaniowego,  oraz  na  faceta,  który  miał  wstawić  kraty  we 
wszystkie oknach na parterze. 

James zrobił na lunch omlet i czekał z Agathą, dopóki pracownicy nie 

skończyli. 

 —  Sądzę,  że  powinnaś  wprowadzić  się  do  mnie  —  zaproponował 

znowu. 

Agatha uśmiechnęła się z ociąganiem. 

 — Będę mogła palić? — zapytała. 

— Nie. 

 —  No  to  nie  skorzystam.  Ale  dzięki  za  to,  że  jesteś  ze  mną  i  za 

pilnowanie  kotów.  Pójdę  teraz  do  biura  i  powiem  wszystkim,  żeby 
zaniechali śledztwo w sprawie śmierci Beecha. 

 — Łącznie z tobą? 

 — Łącznie ze mną — odparła Agatha. 

 

TLR

background image

Po  tym,  jak  oświadczenie  Agathy  ukazało  się  w  prasie  i  w  telewizji, 

wszystko w jej życiu wydawało się toczyć bardzo spokojnie. 

Nadszedł  maj,  zimny  i  deszczowy,  który  jednak  przeszedł  w  długie, 

słoneczne dni. 

Agatha  starannie  przygotowywała  się  do  bankietu  z  okazji  wyboru 

„Kobiety  Roku".  Jej  ulubiona  fryzjerka,  Jeanelle,  przefarbowała  jej  włosy 
na  głęboki,  lśniący  brąz,  a  kosmetyczka  Dawn  zrobiła  serię 
niechirurgicznych  liftingów  twarzy.  Agatha  czuła  się  gotowa  na  —  jak  to 
prywatnie nazwała — bitwę. 

Włożyła  białą  szyfonową  bluzkę,  perły  i  czarną  jedwabną  spódnicę  z 

rozciętym  bokiem  oraz  buty  na  wysokich  obcasach  i  pojechała  do  Hotelu 
George,  spoglądając  w  lusterko,  aby  sprawdzić,  czy  nie  śledzi  jej  jakiś 
podejrzany samochód. Nie pozbyła się strachu przed mordercami Gary'ego 
Beecha. 

Kiedy  Agatha  przyjechała,  restauracja,  którą  wybrano  na  ten  wieczór, 

była  już  zatłoczona.  Skierowano  ją  do  stolika,  przy  którym  siedziały  trzy 
inne kobiety nominowane do nagrody: Cressida Jones-Wilkes, właścicielka 
żłobka,  Joanna  Tripp,  miejscowa  poetka  i  Fairy  Mather,  krępa  kobieta, 
która malowała abstrakcje. 

 —  Pani  jest  tą  detektyw,  która  stchórzyła  —  powiedziała  Fairy 

agresywnie. 

Małe oczy Agathy zwęziły się. 

 — O czym myśleli pani rodzice, dając pani takie imię? — zapytała. — 

Wygląda pani raczej jak troll. 

 — Ty dziwko! 

 — Tak, to ja. Podaj wino. 

Trzy rywalki popatrzyły na Agathę z nienawiścią. 

TLR

background image

 — Nigdy w życiu nie zostałam tak obrażona — powiedziała wreszcie 

Fairy. 

 — Najwyższy czas, żeby to się stało O, dranie! Ostra zupa z curry na 

taki gorący wieczór. Nie mogli zaserwować czegoś innego? 

Joanna Tripp, schludna w różowej bluzce i wieczorowej spódnicy oraz 

ciężkich okularach, patrzyła na Agathę z niesmakiem. 

 — Jest pani naprawdę straszną kobietą — skomentowała. 

Joanna  pisała  „słodkie"  wiersze  o  Cotswolds  i  drukowała  w 

miejscowych  gazetach  oraz  magazynach.  Nawet  dla  niezbyt 
wykształconego umysłu Agathy wydawały się marne. 

Trzy  kobiety  przysunęły  krzesła  blisko  siebie  i  zaczęły  rozmawiać 

szeptem. 

Po  zupie  podano  kurczaka  i  tłuczone  ziemniaki  z  gumowatym  białym 

sosem, choć George zazwyczaj słynął z dobrego jedzenia. Kiedy wreszcie 
zaserwowano  skrawki  sernika,  Agatha  zorientowała  się,  że  to  był 
najbardziej nędzny posiłek, jaki kiedykolwiek jadła. 

 Przy  kawie  Guy  Brandon  wziął  mikrofon.  Większość  mężczyzn 

obecnych  na  bankiecie  była  w  marynarkach  i  krawatach,  ale  on  miał 
bladoniebieski  sweter,  koszulę  w  paski  i  bardzo  obcisłe  dżinsy.  Zaczął 
zabawiać  publiczność.  Szczebiotał,  błaznował,  śmiał  się  ze  swoich 
dowcipów i wszystko to razem wziąwszy — zanudził ich prawie na śmierć. 

Guy  miał  bardzo  donośny  głos.  Nad  stolikiem  Agathy  umiejscowiono 

głośnik  i  kobieta  poczuła,  że  boli  ją  głowa.  Ludzie  zaczynali  się  wiercić 
nerwowo, a śmiech stawał się sporadyczny. Tylko te trzy rywalki rechotały 
pochlebczo z każdego nowego dowcipu. 

Wreszcie  burmistrz,  siedzący  za  Guyem  na  scenie,  pochylił  się  do 

przodu i popukał w zegarek. 

TLR

background image

 —  A,  tak..  —  Guy  się  rozpromienił  —  Wspaniała  chwila.  Proszę  mi 

podać kopertę, burmistrzu. Kogo tu mamy? 

Uśmiechnął się szeroko do publiczności. 

 — Zwycięzcą jest... 

Długa cisza. 

Ktoś krzyknął: — No, dalej z tym! 

Guy rzucił gniewne spojrzenie. 

 —  Zwycięzcą  jest...  Pani  Agatha  Raisin!  Proszę  podejść,  pani  Raisin! 

— zawołał. 

Aparaty błyskały, kiedy Agatha kierowała się na małą scenę. Guy objął 

ją ramieniem. 

 — Co ma pani do powiedzenia? Musi być pani podekscytowana. .. 

 —  Muszę  to  powiedzieć  —  Agatha  chwyciła  mikrofon  —  Jestem 

pewna,  że  wszyscy  chcielibyście  wiedzieć,  jak  dokonuje  się  tego  wyboru, 
więc posłuchajcie... 

 Podniosła  magnetofon  do  mikrofonu  i  włączyła.  Cała  sala  mogła 

wyraźnie  usłyszeć,  jak  Guy  proponował  jej,  aby  zapłaciła  jemu  i  sędziom 
za nagrodę. 

Kiedy  nagranie  się  skończyło,  Guy  zaczął  wycofywać  się  ze  sceny,  a 

chór drwin i gwizdów dźwięczał mu w uszach. Dziennikarze byli wściekli, 
ponieważ  było  już  za  późno  na  wysłanie  informacji  do  porannych  wydań 
gazet,  więc  telewizja  będzie  w  tym  wypadku  górą.  Każdy  reporter 
postanowił  jednak  zrobić  naprawdę  dobry  kawałek  o  Guyu  na  następny 
dzień. 

Agatha podniosła ręce, prosząc o ciszę. 

TLR

background image

—  Wobec  tych  szykan,  sądzę,  że  nagroda  powinna  być  podzielona 

między trzy inne nominowane i każdej powinien być nadany tytuł „Kobiety 
Roku". Chodźcie, dziewczęta. 

Guy uciekł. Trzy kobiety, które spędziły wieczór, nienawidząc Agathy, 

teraz przyłączyły się do niej, uśmiechając się radośnie. 

Bill  Wong,  oglądając  przed  pójściem  do  pracy  lokalne  wiadomości  w 

telewizji, gapił się na ekran z mieszaniną złości i osłupienia. Czyż Agatha 
nie wiedziała, że nie powinna się teraz pokazywać? 

Przeprowadzono  wywiad  z  Guyem  Brandonem.  Mówił,  że  to  był  taki 

żart,  a  pani  Raisin  potraktowała  go  poważnie.  Miała  opinię  natrętnej  i 
ambitnej  kobiety  i  on  zastanawiał  się,  jak  daleko  się  posunie.  Zapytany, 
dlaczego jednak ją wybrał, unikał odpowiedzi lub mamrotał coś pod nosem, 
a po wyłączeniu mikrofonu uciekł ze studia. 

 Bill  czekał  na  Agathę,  kiedy  otwierała  biuro.  Nigdy  przedtem  nie 

widziała zazwyczaj spokojnego detektywa tak złego. 

Jak  mogłaś?  —  złajał  ją  —  Powinnaś  przyjść  do  nas  w  chwili,  kiedy 

nagrałaś tę taśmę. Nie czas pokazywać się publicznie. Jesteś taka sama jak 
Roy. Chwytać rozgłos, nieważne jak. Jesteś bardzo niemądrą kobietą. 

— To nie ma nic wspólnego ze sprawą — ryknęła wyzywająco Agatha 

—  Tak  czy  owak,  założę  się,  że  nie  posunęliście  się  dalej  w  szukaniu 
mordercy Garyego Beecha i jego byłej żony. 

— Mamy,pewne wskazówki i je badamy. 

— Tak? To znaczy, że nie macie kompletnie nic. Oglądam w telewizji 

te  kryminalne  programy  na  żywo  i  oni  zawsze  znajdują  kogoś  dzięki 
kawałkowi włosa lub drobiny kurzu. 

—  Jeśli  oglądałaś  uważnie,  zauważyłaś  chyba,  że  rozwiązanie 

niektórych spraw zajmuje całe lata. Bądź ostrożna — dokończył cicho. 

TLR

background image

Kiedy wyszedł, Agatha usiadła. Strach przed tym, ktokolwiek to był, kto 

przysłał  jej  głowę  dwa  miesiące  temu,  nigdy  jej  nie  opuścił.  Najchętniej 
zapadłaby w sen zimowy. Często w ciągu dnia myślała o chwili, kiedy pój-
dzie  do  domu  i  naciągnie  kołdrę na głowę.  Strach  niknął,  kiedy  polepszał 
się jej nastrój. Musiała dowiedzieć się czegoś, czegokolwiek, by spróbować 
rozwiązać tę sprawę. Nie mogła tak dalej żyć. 

Patrzyła,  jak  jej  pracownicy  przychodzili  do  biura.  Dyskutowali  o 

zadaniach do wykonania tego dnia. 

 —  Nie  zamierzamy  już  nigdy  dowiedzieć  się,  co  przydarzyło  się 

Beechowi? — zapytała Toni. 

 — Nie — odparła ostro Agatha — Porzucamy tę sprawę i zostawiamy 

ją policji. 

 — Kiedy zostawialiśmy im cokolwiek? — zapytał żałośnie Patrick, ale 

Agatha zignorowała go. 

 — Więc co dzisiaj robimy? — chciał wiedzieć Phil, kiedy już wszyscy 

mieli swój przydział. 

 — Ja mam papierkową robotę — oświadczyła Agatha — Ruszajcie do 

pracy. 

Rzuciła  szybkie,  podejrzliwe  spojrzenie  na  Toni,  kiedy  ta  wychodziła. 

Toni zdawała się roztaczać wokół siebie złotą poświatę. Mam nadzieję, że 
nie  znalazła  kolejnego  nieodpowiedniego  starszego  mężczyzny  — 
pomyślała Agatha. 

Zadaniem  Toni  było  odnaleźć  zaginioną  nastolatkę.  Nie  powiedziała 

Agacie,  że  znalazła  dziewczynę  poprzedniej  nocy  i  zaprowadziła  ją  do 
rodziców.  Potrzebowała  wolnego  dnia,  aby  spotkać  się  z  Simonem. 
Umówili  się  w  herbaciarni  w  Winter  Parva,  w  miejscu  —  tego  Toni  była 
pewna  —  którego  Agatha  nie  odwiedzi.  Simon  pozostawał  z  nią  w 
kontakcie od czasu, kiedy wrócił na urlop z Afganistanu. Powiedział jej, że 
jego bliski ślub był pomyłką. Susie, jego narzeczona, okazała się zbyt wład-

TLR

background image

czą  osobą.  Zadzwonił  do  Toni  poprzedniej  nocy,  żeby  umówić  się  na 
spotkanie, na którym miał jej wszystko wyjaśnić. 

Toni  zaparkowała  blisko  herbaciarni  w  Winter  Parva.  Pogoda  im  nie 

sprzyjała.  Wielkie  puszyste  chmury  żeglowały  po  niebieskim  niebie,  a  w 
drzewach przy głównej ulicy szumiał najlżejszy z wiatrów. Stare, wiejskie 
chaty i sklepy zdawały się kulić przy drodze, jak bardzo starzy wieśniacy 
przyglądający  się  upływowi  czasu.  Były  tu  herbaciarnie,  sklepy  z 
pamiątkami,  sklep  żelazny,  piekarnia,  sklep  rybny  i  rzeźnik  —  wszystkie 
wyglądały jak tradycyjne budynki cotswoldskiej wsi. Na jednym końcu stał 
duży kościół, zbudowany przez bogatych kupców w czasach, kiedy handel 
wełną był najbardziej rozwinięty. Jego wielka gotycka iglica rzucała długi 
cień na główną ulicę, jak wskazówka olbrzymiego zegara słonecznego. 

Serce  Toni  podskoczyło,  kiedy  zobaczyła  Simona  siedzącego  przy 

stoliku  w  wykuszu  herbaciarni.  Rozpoznała  jego  gęste  włosy  i  figlarną 
twarz. Kiedy podeszła, od razu zaczęli rozmawiać o perfidii Agathy, dopóki 
Toni nie powiedziała ze smutkiem: 

 — Nie możesz się teraz wycofać ze ślubu. 

Zwiesił głowę i wymamrotał: 

 —  Wszystko  wymknęło  mi  się  z  rąk.  Pułk  jest  teraz  na  urlopie  i 

wszyscy  zamierzają  być  na  weselu.  To  ma  być  wielkie  przedstawienie. 
Będzie też burmistrz. Jestem w pułapce. To wszystko wina Agathy. 

 — Prawie — powiedziała Toni — To nie ona była w Afganistanie. To 

nie ona oświadczyła się Susie. 

 — Nie, ale ja byłem taki podłamany, a Susie była dobra. Wydawała się 

bardzo współczująca i tak się to potoczyło.... 

 — Ciągle możesz wszystko odwołać — przekonywała Toni — Pomyśl 

o nieszczęśliwym małżeństwie bez miłości. 

 — Och, Susie naprawdę mnie kocha. Co jest? 

TLR

background image

 — Kelnerka chce przyjąć zamówienie. 

Oboje  zamówili  herbatę  i  rożki.  Cień  iglicy  kościoła  przesunął  się  do 

okna  herbaciarni.  Toni  sposępniała.  Kiedy  Simon  do  niej  zadzwonił,  była 
pewna,  że  zamierza  jej  powiedzieć,  że  jego  małżeństwo  nie  dojdzie  do 
skutku. 

 — Więc chcesz dalej w to brnąć — powiedziała słabym głosem. 

 — Muszę — urwał, kiedy przyniesiono zamówienie. 

Toni westchnęła. 

 — Twoja sprawa. Dlaczego pozwoliłeś, aby to zaszło tak daleko? 

 — Ona jest w ciąży. 

 — Och, Simon! 

Wzruszył ramionami. 

 — Może bycie ojcem będzie jakąś rekompensatą. 

Spojrzał na nią pytająco. 

 — Możemy się nadal widywać. 

 — Nie, nie możemy — odparła Toni. — Ja mam swoje życie i nie ma 

w nim miejsca na żonatego mężczyznę. 

Zaległa długa, niezręczna cisza. Simon powiedział: 

 — Opowiedz mi o sprawie tego martwego policjanta. 

Toni streściła mu to, co wiedziała. 

 —  Wygląda  na  robotę  gangu  —  skonkludowała  —  Przyjrzyj  się  tym 

wszystkim kryminalistom, które Brytania wpuściła po otwarciu granic Unii 
Europejskiej: Bułgarzy, Rumuni i tak dalej. 

 —  Ale  co  oni  mogą  dla  siebie  znaleźć  tu,  w  Mircesterze?  To  nie  jest 

wielkie  miasto  jak  Birmingham.  Nie  ma  się  tu  gdzie  ukryć.  I  ten  Tom 

TLR

background image

Richards. Wydaje się trochę dziwnym gościem i dlaczego chciał, aby dwie 
kobiety zrobiły sobie operacje plastyczne. 

 — To nie jest takie dziwne, jak się wydaje. Sprawy rozwodowe, które 

prowadzimy,  zazwyczaj  wszczynają  kobiety.  Mąż  ogląda  w  telewizji  te 
wszystkie fantazje seksualne i chce wypróbować niektóre z nich w domu. 
Kobieta mówi „nie". Zaczyna się walka. Potem rozwód. Przypuszczam, że 
to  wymuszanie  operacji  plastycznej  jest  takim  rodzajem  fantazji.  Agatha 
zabroniła nam kręcić się blisko czegokolwiek, co ma związek z tymi mor-
derstwami. 

 — To do niej niepodobne. 

 —  Otrzymanie  pocztą  martwej  głowy  wystarczyło,  żeby  przerazić 

nawet Agathę Raisin. Będę się zbierać, Simon. Nie spotkamy się więcej. 

 — Przyjdziesz na mój ślub? 

 — Nie, dziękuję. 

 — Ale zaprosiłem całą agencję. Wszyscy przyjdą. 

 — W takim razie tym bardziej ja mogę nie przyjść.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

IX 

 

Kiedy  Toni  doszła  do  samochodu,  zapragnęła  nagle  poobserwować 

Fionę  Richards.  Phil  powiedział  jej,  że  Fiona  nie  dzwoniła  do  niego,  a 
kiedy  on  do  niej  zatelefonował  to  stwierdziła,  że  jest  bardzo  zajęta.  Amy 
Richards mogła powiedzieć coś  swojemu mężowi, a on mógł powtórzyć to 
Fionie. Możliwe, że był zbyt przerażony, aby przekazać jakieś informacje 
policji, obawiając się, że coś  mu się stanie. W samochodzie Toni włożyła 
czapkę  baseballową,  naciągnęła  ją  na  twarz  i  założyła  ciemne  okulary. 
Zadowolona, że wygląda jak każda inna anonimowa nastolatka, wyruszyła 
do domu Fiony. 

Jej  samochodu  nie  było  na  podjeździe,  więc  Toni  skierowała  się  do 

centrum  miasta.  Może  Fiona  pojechała  na  zakupy,  ponieważ  był  to  dzień 
targowy.  Dziewczyna  chodziła  w  tę  i  z  powrotem  między  straganami. 
Ponieważ  zbliżała  się  pora  lunchu,  postanowiła  spróbować  w  George'u. 
Sprawdziła prywatny parking hotelu i rozpoznała samochód pani Richards. 
Chciała  usiąść  w  fotelu  przy  recepcji  i  powiedzieć,  że  na  kogoś  czeka. 
Uzbrojona  w  gazetę  rozglądała  się  od  czasu  do  czasu,  obserwując  ludzi 
wchodzących do hotelu. 

Kiedy  tak  czekała,  ku  swojemu  zdziwieniu  uświadomiła  sobie,  że  w 

ogóle nic już nie czuje do Simona. On był tylko snem. Gdyby Agatha się 
nie wtrąciła, ten sen i tak by nie przetrwał. 

 — Przepraszam, czy Toni Gilmour? 

Toni odłożyła gazetę. Przed nią stał nieskazitelnie ogolony i kosztownie 

ubrany  mężczyzna  i  uśmiechał  się  do  niej.  Lekko  pachniał  dobrą  wodą 
kolońską.  Miał  szeroką,  miłą  twarz  i  chociaż  jego  ciało  było  potężne, 
wyglądał na zwinnego. Miał brązowe oczy z małymi plamkami złota. 

TLR

background image

 —  Tak,  jestem  Toni  Gilmour  —  odparła  dziewczyna,  myśląc,  że  jej 

czapka i ciemne okulary okazały się bardzo słabym przebraniem. 

Usiadł obok niej. 

 —  To  zuchwałe  z  mojej  strony  podchodzić  prosto  do  pani,  ale 

potrzebuję  pani  rady.  Właściwie  to  chcę  się  spotkać  z  panią  Raisin.  Oto 
moja wizytówka. Nazywam się Peter Powell, agent nieruchomości. 

 — I czego pan chce od pani Raisin? — zapytała Toni podejrzliwie. 

 — Chodzi o to, że mam klienta, który chce kupić chatę w Cotswolds. 

Jeździł  ze  mną  po  okolicy  i  trafiliśmy  do  Carsely.  I  on  zakochał  się  w 
chacie pani Raisin. 

 —  Dziwne,  że  ją  zauważył.  Ona  jest  ukryta  w  zaułku  —  Toni  nadal 

była podejrzliwa. 

 —  Zauważył  ją  z  końca  Lilac  Lane.  Podjechaliśmy  i  powiedział,  że 

musi ją mieć. 

 — Mogę pana zapewnić, że Agatha jej nie sprzeda. 

 — Ale proszę posłuchać, co on proponuje. 

 — Kim jest ten człowiek? 

 — W tej chwili woli pozostać anonimowy. 

 — Panie... 

 — Peter. Proszę mi mówić Peter. 

 —  A  więc,  Peter.  Agatha  Raisin  jest  detektywem  i  ostatnio  była 

wplątana w dwa niebezpieczne morderstwa. Będzie wielce podejrzliwa, jak 
i ja jestem, wobec tego tajemniczego kupującego. Zamierzam zgłosić pana 
zainteresowanie na policję. 

 — Może mnie pani sprawdzić w każdej chwili. Jestem dobrze znany w 

środowisku związanym z nieruchomościami. Mam dobrą reputację. 

TLR

background image

 —  Sądzę  więc,  że  zainteresują  się  bardziej  pańskim  klientem.  Proszę 

spojrzeć  na  to  w  ten  sposób.  Ewentualny  klient  będzie  się  spodziewał 
dostępu do domu, prawda? 

 — Tak, oczywiście. 

 — Więc policja będzie naturalnie chciała wiedzieć, kto to jest. 

 — To zrozumiałe. 

Po jego odejściu Toni przeszła przez hol hotelowy i szybko zajrzała do 

jadalni. Fiony tam nie było. Odważnie podeszła do recepcji i zapytała, czy 
Fiona Richards jest w hotelu. Ku swemu niezadowoleniu dowiedziała się, 
że wyszła. 

Musiała  wyjść,  kiedy  rozmawiałam  z  tym  agentem  —  pomyślała  Toni 

— Podejrzewam wszystkich o wszystko. Czy ten agent naprawdę istnieje? 

Przechodziła  przez  plac  do  komendy,  kiedy  zobaczyła  Billa  Wonga, 

który miał właśnie wsiadać do samochodu. 

Pomachała  do  niego.  Postanowiła,  że  lepiej  będzie  nie  mówić  nic  o 

śledzeniu Fiony, jako że zostali ostrzeżeni, żeby tego nie robić. Powiedziała 
Billowi o agencie nieruchomości i potencjalnym kupcu domu Agathy. 

— Przyjrzę się temu — zdecydował Bill — Zostaw to mnie. A dlaczego 

on podszedł do ciebie? Dlaczego nie zadzwonił do Agathy? 

Toni zadzwoniła do Agathy i zdała jej sprawozdanie. 

 — Gdzie byłaś, kiedy ten człowiek cię zaczepił? — zapytała Agatha. 

 — Nie powiedziałam Billowi, ale przypadkiem zobaczyłam samochód 

Fiony  przed  hotelem,  więc  czekałam  w  recepcji.  Potem  ten  agent  mnie 
odciągnął i kiedy poszedł, jej już nie było. 

Głos Agathy był pełen niepokoju. 

TLR

background image

 — Toni, miałaś nie mieć nic wspólnego z tymi morderstwami. To jest 

zbyt niebezpieczne. Masz sprawę rozwodową. Zajmij się tym. 

Po tym, jak Toni odeszła, Bill wrócił na komendę, napisał krótki raport 

dotyczący agenta nieruchomości i wręczył go Wilkesowi. 

 —  Widzę,  że  ta  firma  nazywa  się  Powell,  Sierry  and  Card  — 

powiedział  Wilkes.  Widziałem  ich  tablice  „Na  sprzedaż".  Idź  tam  i 
porozmawiaj z nim. I nalegaj, aby podał nazwisko klienta. 

Biura  agencji  nieruchomości  mieściły  się  przy  jednej  ze 

średniowiecznych  alejek  okrążających  opactwo.  Bill  wszedł  i  zapytał  o 
pana  Powella.  Wprowadzono  go  do  jego  biura.  Powełl  podniósł  się  zza 
biurka i wyciągnął do niego dużą dłoń. 

 — Dlaczego jestem zaszczycony wizytą policji? — zapytał. 

 — Interesuje nas pański klient, który chce kupić chatę Agathy Raisin. 

Mogę prosić o jego nazwisko? 

 —  Nie  podajemy  nazwisk  naszych  klientów,  dopóki  nie  jesteśmy  do 

tego uprawnieni. 

 —  Niech  pan  będzie  rozsądny  —  nalegał  Bill  —  Chce  pan,  żebym 

przyniósł nakaz i przeszukał dokładnie pańskie akta? 

 —  Zechce  pan  wyjść,  kiedy  będę  do  niego  dzwonić?  Tego  wymaga 

grzeczność w stosunku do klienta. 

Bill  czekał  niecierpliwie,  wiedząc,  że  miał  małe  szanse  otrzymania 

nakazu bez solidnego dowodu przestępczej działalności. 

Powell wyszedł z biura i wręczył mu skrawek papieru. 

 — Nazywa się Bogdan Staikov. Znajdzie go pan w hotelu George. 

 — Jakiej jest narodowości? 

Powell uśmiechnął się. 

TLR

background image

 — Będzie pan musiał go sam zapytać. 

W  hotelu  powiedziano  Billowi,  że  pan  Staikov  pije  kawę  na  patio. 

Przeszedł  na  taras  wychodzący  na  ogrody  z  tyłu  hotelu.  Nie  prosił,  żeby 
wskazano  mu  Staikova,  ponieważ  był  pewny,  że  od  razu  zauważy 
obcokrajowca. Ale było tam kilku palaczy raczących się kawą po lunchu i 
wszyscy wyglądali na Brytyjczyków. 

 Kiedy  stał  w  drzwiach,  wahając  się,  mały  srebrnowłosy  mężczyzna 

wstał i pomachał do niego. 

 — Pan Powell powiedział, że będzie mnie pan szukał — powiedział. 

Miał  trochę  obcy  akcent.  Jego  oczy,  tak  jak  Billa,  były  lekko 

wydłużone, ale tak szare i zimne jak Morze Północne. Ubrany był w lekki, 
kremowy  garnitur,  niebieską  koszulę  i  jedwabny  krawat  w  paski.  Miał 
grubą, szarą skórę, małe usta i nos oraz dziwnie dostające uszy. 

 — Proszę usiąść. Kawy? 

 — Nie, dziękuję. Dlaczego interesuje się pan chatą Agathy Raisin? 

 — O czym pan mówi? Oglądałem wiele nieruchomości. 

 — Chata pani Raisin jest przy Lilac Lane w Carsely. 

 — A, tak. Carsely. Podoba mi się. Chciałem kupić nowy dom dla mojej 

córki. Taki typowo angielski. Ale co to ma wspólnego z policją? 

Bill mu powiedział. 

Staikov podniósł wypielęgnowane ręce w geście konsternacji. 

 — Nie wiedziałem. Nie czytam gazet. Jestem na emeryturze. Teraz mój 

syn prowadzi interes. Chciałbym wieść spokojne angielskie życie. 

 — Jakiej pan jest narodowości? 

 —  Pochodzę  z  Bułgarii,  ale  jestem żonaty  z  Angielką  i  osiedliłem  się 

tutaj jakieś dwadzieścia lat temu. 

TLR

background image

 — Jaka była pańska branża? 

 — Ubrania. Zamsz, skóra, tego rodzaju rzeczy. Teraz mój syn prowadzi 

interes w dzielnicy przemysłowej. 

 —  Nie  będzie  pan  miał  nic  przeciwko  temu,  że  rozejrzymy  się  po 

pańskim terenie? 

 —  Proszę  bardzo  —  wzruszył  ramionami  —  Wy,  Brytyjczycy,  kiedy 

usłyszycie słowo „bułgarski", zaraz myślicie mafia. 

Toni  czekała,  aż  Bill  wyjdzie  z  komendy  i  szła  za  nim  do  agencji 

nieruchomości,  a  potem  do  hotelu.  Jeszcze  raz  weszła  do  George'a. 
Restauracja  była  pusta,  ale  usłyszała  głosy  z  tarasu.  Zbliżyła  się  tam  i 
zobaczyła, że Bill rozmawia ze srebrnowłosym mężczyzną. 

Znalazła  sobie  ustronne  miejsce  koło  recepcji  i  czekała.  Po  dziesięciu 

minutach mężczyzna, z którym rozmawiał Bill, wyszedł na zewnątrz. Toni 
poszła za nim. Wsiadł do mercedesa z szoferem. Młoda detektyw żałowała, 
że nie wzięła samochodu. 

Zbliżyła  się  do  recepcji.  Zastanawiała  się,  czy  podać  się  za  reportera, 

kiedy recepcjonistka zapytała: 

 — Co mogę dla pani zrobić, panno Gilmour? 

Toni  przeklęła  upodobanie  Agathy  do  umieszczania  ich  zdjęć  w 

gazetach i telewizji. 

 —  Zastanawiam  się  nad  tożsamością  tego  dżentelmena,  który  właśnie 

wyszedł. 

 — O, to był pan Staikov. 

 — Biznes filmowy? 

 — Nie. Odzieżowy. 

Recepcjonistka odwróciła się do innego klienta. 

TLR

background image

Toni skierowała się do biur Mircester Mercury, gdzie, jak wiedziała, jej 

szkolny kolega, John Worthing, pracował jako reporter. 

 John  był  zadowolony,  że  ją  widzi.  Był  młodym  mężczyzną  o  sowim 

wyglądzie,  z  wiotkimi  brązowymi  włosami.  Prześladowano  go  w  szkole, 
dopóki popularna i twarda Toni nie zaczęła go chronić. 

 —  Nie  widziałem  cię  od  wieków.  Za  każdym  razem,  kiedy  jest  jakaś 

historia o tobie, naczelny reporter ją dostaje. 

 — Chcę cię prosić o przysługę. 

 — Cokolwiek zechcesz. 

 — Mógłbyś sprawdzić w swoich aktach człowieka o nazwisku Staikov? 

 — Jasne. Ale masz ekskluzywny akcent. 

 — Nie jest ekskluzywny. Jest neutralny — powiedziała Toni. 

 — Poczekaj, aż odpalę komputer. 

 — Jesteś na szerokim paśmie, prawda? 

 — Pasmo Mircester. 

Toni uśmiechnęła się z sympatią. Połączenie internetowe w Mircesterze 

było uważane za najwolniejsze w Gloucestershire. 

W końcu John wydał okrzyk triumfu. 

 — Jest. Robiliśmy o nim reportaż, kiedy przeszedł w zeszłym roku na 

emeryturę.  Ma  firmę  z  ubraniami  w  dzielnicy  przemysłowej.  Pochodzi  z 
Bułgarii.  Importuje  w  większości  skórę.  Historia  jak  z  bajki.  Przyjechał 
tutaj goły i zrobił fortunę. 

 — Ciekawe, jak zdobył brytyjskie obywatelstwo. 

 — Ożenił się z Angielką. Umarła cztery lata temu. 

 — Na co umarła? 

TLR

background image

 — Poczekaj. O, jest. Spadła ze schodów. 

 Toni poczuła dreszczyk emocji. 

 — Dostaliście raport ze śledztwa? 

 — Jest. Werdykt — wypadek. Patolog powiedział, że była pijana. 

 — Jak się nazywa ta jego firma? 

 — Country Fashions. 

 — Wielkie dzięki. 

 —  Toni,  poczekaj  chwilę.  Nie  sądzisz,  że  moglibyśmy  się  kiedyś 

wieczorem spotkać? 

Patrzył  na  nią  błagalnym  wzrokiem  i  Toni  nagle  przypomniała  sobie 

młodszego Johna, płaczącego w kącie boiska. 

 — Jestem bardzo zajęta — powiedziała dyplomatycznie. Ale kiedy jego 

twarz posmutniała, szybko dodała: — Powiem ci, co zrobię dla ciebie. Daj 
mi  swoją  wizytówkę,  a  kiedy  będzie  jakaś  duża  historia,  ty  pierwszy 
będziesz wiedział. 

 — Byłoby wspaniałe. 

Po wyjściu Toni zadzwoniła do Agathy, która powiedziała szybko: 

 — Jestem w biurze. Przyjdź tutaj. Chcę usłyszeć wszystko po kolei. 

Kiedy  Toni  skończyła  swój  raport,  oczy  Agathy  zaświeciły  się  z 

podniecenia. 

 —  Wiem,  że  musi  za  tym  stać  jakiś  gang.  Może  mafia.  Chciałabym 

dostać się do tej fabryki. 

 — Myślę, że to niemożliwe — stwierdziła Toni. — Jestem pewna, że to 

jest pierwsza rzecz, którą zrobił Bill. 

TLR

background image

 W  tej  chwili  wszedł  Patrick  Mulligan.  Agatha  błyskawicznie 

opowiedziała  mu,  co  Toni  odkryła.  Wysoki  i  ponury,  z  najbardziej 
błyszczącymi  się  butami  w  Mircesterze,  Patrick  w  każdym  calu  wyglądał 
na emerytowanego policjanta. 

Kiedy  Agatha  skończyła,  oznajmił,  że  pójdzie  do  kawiarni  w  tej 

dzielnicy  przemysłowej  i  może  uda  mu  się  porozmawiać  z  jakimiś 
robotnikami z fabryki. 

Kiedy Patrick wyszedł, Toni powiedziała: 

 — Mieliśmy nie zajmować się tymi morderstwami. Czy nie jest to zbyt 

niebezpieczne? 

 — Nie, jeśli ten Bułgar nie ma z nimi nic wspólnego. Nie pamiętasz? 

Mówiłam, że zawsze będziemy w niebezpieczeństwie, jeśli nie rozwiążemy 
zagadki tych morderstw. 

Patrick  najpierw  poszedł  do  domu  i  zmienił  ubranie.  Przebrał  się  w 

stare, zwyczajne ciuchy, zdarte buty rybackie i czapkę baseballową. 

Był wspaniały czerwcowy dzień. Patrick pojechał na rowerze, czując, że 

potrzebuje nieco ruchu. Anglicy nie mają zbyt dobrej pogody nawet latem, 
toteż ciepło zaskoczyło wszystkich. Można było zobaczyć ludzi w kurtkach 
i płaszczach. 

Wjechał  do  dzielnicy  przemysłowej  i  oparł  rower  o  ścianę  kawiarni. 

Zdał  sobie  sprawę,  że  nie  jadł  lunchu,  więc  zamówił  hamburgera,  frytki  i 
herbatę.  Słyszał, że  mężczyzna  i  kobieta  prowadzący  lokal  rozmawiali  po 
polsku. Wszędzie w Gloucestershire było pełno Polaków. 

 Pora  lunchu  minęła  i  ruch  był  mniejszy.  Patrick  wybrał  stolik,  skąd 

mógł  widzieć  wejście  do  fabryki.  Nagle  zobaczył  Billa  Wonga  i  Alice 
Peterson  wsiadających  do  nie-  oznakowanego  samochodu  policyjnego  i 
odjeżdżających.  Opuścił  daszek  czapki  i  odwrócił  twarz  w  drugą  stronę, 
ponieważ  samochód  zwolnił,  przejeżdżając  naprzeciwko  kawiarni.  Kiedy 
przyśpieszył i odjechał, Patrick westchnął z ulgą. 

TLR

background image

Podano  mu  jego  posiłek.  Herbata  była  gorąca  i  świeżo  zaparzona. 

Hamburger był dobry i ku jego zdziwieniu frytki przyrządzono ze świeżych 
ziemniaków, a nie z mrożonki. 

Nagle  pomyślał, że  dobrze  byłoby  tu  siedzieć,  odpoczywać  w  słońcu  i 

zapomnieć o pracy detektywa. Ale co mógłby robić, będąc na emeryturze? 
Nie miał żadnego hobby. Może Phil i on mogliby razem zająć się golfem? 
W końcu z pewnym ociąganiem postanowił bliżej przyjrzeć się fabryce. 

Podjechała ciężarówka i ruszyła na tył fabryki. Patrick szybko zapłacił 

za posiłek i poprowadził swój rower w jej kierunku. 

 — Co pan tutaj robi? — usłyszał ostry głos. 

Odwrócił  się  i  stanął  twarzą  w  twarz  z  mężczyzną  w  mundurze 

ochroniarza. 

 — Chyba się zgubiłem — powiedział — Szukam pompy do sadzawki 

w moim ogrodzie. 

 — To tam, Aquaria Plus — strażnik wskazał kierunek. 

Patrick  wsiadł  na  rower  i  odjechał.  Nie  miał  ogrodu,  ale  jego 

przezorność i instynkt skłoniły go, aby pojechać do Aquaria Plus i wejść do 
środka.  Kiedy  oglądał  pompy,  rzucił  okiem  przez  okno.  Stał  tam 
ochroniarz. Patrick wdał się w rozmowę z ekspedientką, a kiedy znów spoj-
rzał,  jego  już  nie  było.  Odczekał  kilka  minut,  a  potem  powiedział 
przepraszająco, że musi skonsultować się z żoną. 

Wrócił  do  kawiarni  i  zamówił  filiżankę  kawy  i  pączka,  usiadłszy  tym 

razem tyłem do fabryki. Może ochroniarz był po prostu nadgorliwy. Ale to 
było coś godnego umieszczenia w raporcie. 

Wczesnym wieczorem Charles Fraith stał pod drzwiami domu Agathy, 

usiłując znaleźć klucze. 

Nagle ciężka ręka spadła na jego ramię. 

TLR

background image

 — Co pan tu robi? — zapytał szkocki głos. 

Charles  odwrócił  się  i  zobaczył  sierżanta  policji,  który  gapił  się  na 

niego. 

 —  Jestem  przyjacielem  pani  Raisin  —  odpowiedział  ze  złością  — 

Zazwyczaj  mam  klucze  do  jej  domu,  ale  zapomniałem,  że  zostały 
skradzione. Co pan tu robi? 

 —  Jestem  sierżant  Tulloch,  na  służbie.  Wkrótce  zmieni  mnie  inny 

policjant. 

 — Co ona tu nawyprawiała? — zapytał Charles, naciskając dzwonek u 

drzwi. 

Agatha otworzyła. 

 —  W  porządku  sierżancie.  Chciałby  pan  filiżankę  herbaty?  Wejdź, 

Charles. 

 — Dziękuję pani. Świetnie. Ciągle gorąco. 

 — Mogłaś dać mi nowe klucze — narzekał Charles, idąc za Agathą do 

kuchni. 

 — Lubię uczucie, kiedy wiem, że nie znajdę cię rezydującego tutaj, gdy 

wracam do domu — poinformowała go Agatha — Zaczekaj tu, zrobię temu 
gliniarzowi herbatę i powiem ci, co się dzieje. 

Zrobiła  dzbanek  herbaty,  dodała  mleko,  cukier  i  talerz  herbatników  i 

wyniosła na zewnątrz. Potem przyniosła płócienne krzesełko i powiedziała 
sierżantowi, aby się nieco zrelaksował. 

Kiedy wróciła, wyjaśniła wszystko Charlesowi. 

 —  Bill  postanowił  dać  mi  ochronę  policyjną  —  zakończyła  — 

Chciałabym dostać się do tej fabryki. 

 — A co z Jamesem? On zawsze był mistrzem we włamywaniu się. 

TLR

background image

 —  Wyjechał  gdzieś  i  zostawił  swoje  klucze  pani  Bloxby.  Nie  miał 

nawet na tyle przyzwoitości, żeby mi powiedzieć, gdzie jedzie. 

 — Jest pisarzem podróżnikiem. Musi wyjeżdżać, Aggie. 

 — Nie nazywaj mnie Aggie. 

 — Miałaś wiadomości od Roya? 

Agatha westchnęła. 

 — Próbowałam rozmawiać z nim przez telefon, ale on tylko zapiszczał: 

„To jest niebezpieczne. Oni mogą podsłuchiwać" i rozłączył się. 

 —  Dużo  przeszedł  —  usprawiedliwiał  go  Charles  —  I  jest  trochę 

tchórzem. Więc myślisz, że to mogą być Bułgarzy? 

 — Doświadczenie Patricka sprawia, że dla mnie wydają się podejrzani. 

Może mogłabym iść tam w przebraniu i zatrudnić się w fabryce? 

 — Ty? Dużo ich ubrań jest szytych ręcznie. Kupiłem sobie kiedyś u ich 

kurtkę. Pamiętaj, że oni robią wełnę i tym podobne rzeczy. Umiesz szyć na 
maszynie? Jasne, że nie. Zapomnij! 

 — Nie mogę posłać Toni. To zbyt niebezpieczne. 

 — Widziałem pewnego dnia Simona. Wesele jest jutro. Idziesz? 

Agatha zaczerwieniła się. 

 — Gdyby tylko wyszedł z wojska, nie miałabym nic przeciwko temu. 

Przypuszczam, że raczej pójdę. 

 — Kontaktował się z Toni? 

 —  Och,  mam  nadzieję,  że  to  skończone.  Ona  nie  wydaje  się  mieć 

złamanego serca. 

 —  Czy  Patrick  wyciągnął  jakieś'  informacje  od  policji?    —  zapytał 

Charles. 

TLR

background image

 —  Oni  milczą  jak  grób,  chociaż  Patrick  mówi, że  to  prawdopodobnie 

dlatego,  że  nie  posunęli  się  dalej  w śledztwie  i  naprawdę  nie  mają  nic  do 
powiedzenia.  Poczekaj  chwilę.  Ciekawe,  czy  ten  sierżant  na  zewnątrz  coś 
wie. Zobaczę, czy nie chce jeszcze herbaty. 

Wkrótce Charles usłyszał nikły głos Agathy dochodzący z zewnątrz. 

 — Hej, niech się pan obudzi! Ma pan pilnować. 

A potem lament. 

 — Charles! 

Wybiegł  do  niej.  Tulloch  osunął  się  na  krzesło,  oczy  miał  zamknięte. 

Charles poszukał pulsu i odetchnął z ulgą. 

 —  Nie  jest  martwy.  Ktoś  musiał  mu  dosypać  czegoś  do  herbaty. 

Wezwę policję i ambulans. 

 —  Pośpiesz  się!  —  Agatha  rozglądała  się  przerażona.  —  Jeśli  on  jest 

tylko naćpany, to znaczy, że ktoś chciał dostać się do domu. Wejdźmy do 
środka i zamknijmy drzwi na klucz. 

 — Nie możemy zostawić go tutaj, żeby się usmażył na słońcu. Daj mi 

parasolkę to przytrzymam ją nad nim. Ty zadzwoń na policję. Rób coś i nie 
stój jak śnięta ryba. 

Godzinę później pani Bloxby otworzyła drzwi plebanii delegacji pań ze 

Stowarzyszenia. Pani Ada Benson wybrała się sama do roli mówczyni. 

 —  Jesteśmy  tutaj  —  zahuczała  —  aby  poskarżyć  się  na  chaos,  jaki 

Agatha  Raisin  wprowadza  we  wsi.  Większość  z  nas  jest  na  emeryturze  i 
chce wieść spokojne życie. 

 — A co się stało? — zapytała żona pastora. 

 —  Policjant,  który  pełnił  straż  przed  jej  chatą,  został  znaleziony 

nieprzytomny.  Ona  przyciągnęła  terror  do  wsi.  Powinno  się  ją  poprosić, 
żeby wyjechała. 

TLR

background image

 —  Biedna  pani  Raisin!  —  wykrzyknęła  pani  Bloxby  —  Muszę  zaraz 

iść do niej. 

 — I powie jej pani, żeby wyjechała? 

Pastorowa odepchnęła kobiety i rzuciła przez ramię: 

 —  Gdyby  nie  znakomite  działania  detektywistyczne  pani  Raisin  w 

przeszłości,  miałybyście  tu  panie  naprawdę  straszne  towarzystwo.  Niech 
pani nie będzie głupia, pani Benson. 

 — Rezygnuję z udziału w stowarzyszeniu — krzyczała pani Benson. 

Głos pani Bloxby dobiegł ją zza rogu: 

 — No i bardzo dobrze! 

Wokół domu Agathy dużo się działo. Samochody policyjne blokowały 

Lilac  Lane,  a  ubrani  na  biało  ludzie  ostrożnie  posypywali  proszkiem 
frontowe  drzwi  w  poszukiwaniu  odcisków  palców.  Jakiś  policjant 
rozgłaszał informację, że pani Raisin i jej przyjaciel udali się do pubu. 

Pani  Bloxby  znalazła  ich  w  ogrodzie  tego  lokalu.  Agatha  wściekłe 

paliła,  a  przed  nią  leżał  cały  karton  bensonów,  które  kupiła  w  wiejskim 
sklepie. 

Charles wyjaśnił, co się stało. Kiedy skończył, Agatha oświadczyła: 

 —  Jestem  podejrzaną  numer  jeden.  To  ja  zaniosłam  mu  herbatę.  Nikt 

nie  widział  żywej  duszy  koło  mojej  chaty.  Panna  Simms,  wie  pani, 
sekretarka  Stowarzyszenia  Pań,  była  na  spacerze  ze  swoim  małym, 
rozszczekanym  psem  na  Lilac  Lane.  Powiedziała  „cześć"  Tullochowi, 
poszła  do  końca  alejki,  tam,  gdzie  zaczynają  się  pola,  zawróciła  i 
zobaczyła, że — tak wtedy myślała — Tulloch śpi. Nikogo nie spotkała po 
drodze. 

Więc  siedzę  tutaj,  pijąc  dżin  i  upalając  się  papierosami  na  śmierć  z 

nerwów. Mam iść razem z Charlesem na komendę, by złożyć zeznanie. Ale 

TLR

background image

powiedziałam  im,  że  najpierw  zrobię  sobie  krótką  przerwę  i  wie  pani,  co 
oni  zrobili?  Dranie!  Zabrali  mi  paszport.  Za  każdym  razem,  kiedy  nie 
wiedzą,  co  ze  mną  zrobić,  konfiskują  mi  paszport  i  zazwyczaj  muszę 
wynajmować prawnika, żeby go odzyskać. 

 — Nie mogą przecież myśleć, że ma pani z tym coś wspólnego. Chce 

pani, żebym poszła z panią? 

 —  To  bardzo  miło  z  pani  strony,  ale  będą  też  chcieli  przesłuchać 

Charlesa, więc będziemy cierpieć razem. 

 Pani  Bloxby  wracała  zamyślona  na  plebanię.  Siadła  do  komputera  i 

zaczęła wystukiwać komunikat: 

Z  plebanii.  Spotkania  Stowarzyszenia  Pań  z  Carsely  nie  będą  dłużej 

odbywać się na plebanii. Jeśli życzycie sobie działać dalej, proszę znaleźć 
inne miejsce. Ja rezygnuję. Margaret Bloxby. 

Nie zamierzam chodzić i wrzucać każdemu tej informacji do skrzynki. 

Wezmę to do sklepu i przypnę na tablicy ogłoszeń — postanowiła. 

Przypinała  właśnie  notatkę  na  tablicy,  kiedy  podeszła  do  niej  panna 

Simms. 

 —  Jeśli  nie  zamierza  pani  być  dłużej  w  stowarzyszeniu,  to  ja  też 

rezygnuję — powiedziała. 

Panna  Simms  była  wciąż  nazywana  niezamężną  matką  z  Carsely,  co 

pani  Bloxby  uważała  za  rażąco  niestosowne,  zważywszy,  że  bycie 
niezamężną  matką  zdawało  się  być  rozprzestrzeniającym  się  gwałtownie 
zwyczajem. Młode dziewczyny z Mircesteru zachodziły w ciążę, wiedząc, 
że  rada  miasta  zapewni  im  mieszkanie  i  da  zasiłek.  Często  był  to  sposób 
ucieczki od brutalnych rodziców. 

 — Nie chodzi o panią, ale o te wszystkie nachalne nowo przybyłe, jak 

pani Benson. One przychodzą i odchodzą. Ceny domów idą w górę, więc 
ludzie  je  sprzedają,  a  potem  znów  przychodzą  nowi.  Wstępują  do  Sto-

TLR

background image

warzyszenia  Pań  i  potem  siedzą  dokoła  stołu  i  zajadają  ciastka.  Och, 
przepraszam — jej mały piesek nasikał do butów pani Bloxby. 

 —  To  podobno  przynosi  szczęście  —  ze  stoickim  spokojem 

powiedziała pastorowa. 

Pan  Tutchell,  właściciel  sklepu,  przyniósł  rolkę  kuchennego  papieru  i 

pani Bloxby wysuszyła stopy i buty. 

 — Jest pani pewna, że nie było nikogo w pobliżu Lilac Lane? 

 — Przysięgam na Boga. Chciałabym wynaleźć kogoś, żeby pomóc pani 

Raisin. Nie wiedziałam, że będzie mieć kłopoty. 

 — Nie mogą myśleć, że byłaby taka głupia, żeby wrzucić narkotyk do 

herbaty tego sierżanta — powiedziała pani Bloxby. 

 — Może ktoś zakradł się i włożył coś do puszki z herbatą. 

 — Pani Raisin używa herbaty w torebkach. 

 — A co z tą firma ochroniarską, która zmieniała jej zamki? 

 — Zweryfikowani przez policję. 

 — Och, ona jest twarda. Przeciwstawi się policji. Więc żegnamy się ze 

Stowarzyszeniem Pań? 

 — Jeśli o mnie chodzi, to tak. Taka staromodna nazwa. .. 

 —  Lepiej  wezmę  już  tego  małego  szczura  —  powiedziała  panna 

Simms. 

 — Widzę, że to chihuahua — zauważyła żona pastora. 

Panna Simms zachichotała. 

 —  Naprawdę?  Zabawne.  Tak  właśnie  jeden  z  moich  panów  nazywał 

moją.. — zamilkła pod jasnym spojrzeniem pani Bloxby — Och, muszę już 
lecieć. 

TLR

background image

 

 — Chcesz, żebym został na noc? — zapytał Charles. 

 — O, tak. Dzięki — zgodziła się Agatha, kiedy po przesłuchaniu wyszli 

z komendy policji na niknące światło dnia. 

 —  Pojadę  do  domu  i  przywiozę  jakieś  eleganckie  ubranie  na  jutro  — 

postanowił Charles. 

 — Jutro? 

 — Ślub Simona. 

 — Dranie! Muszę znaleźć coś do ubrania. 

 — Idź do biura, jeśli coś znajdziesz — poradził Charles — i poczekaj 

na mnie. Pójdziemy razem do twojej chaty. 

 — Dzięki — łza spłynęła jej po policzku. 

 — Daj spokój. To niepodobne do ciebie. 

Agatha osuszyła oczy. 

 — Ciekawe, jaki narkotyk wrzucono Tullochowi i dlaczego? 

 — Śledczy, jak młyny Boże, mielą powoli. Nie dowiemy się prędko. 

W  biurze  Agatha  otrzymała  telefon  od  swojej  sprzątaczki,  Doris 

Simpson, która powiedziała, że zabrała na noc jej koty do siebie. 

 — Dokoła są ludzie w białych kombinezonach — meldowała. -i  mogły 

zadeptać ślady. 

Agatha  podziękowała  jej,  zastanawiając  się,  jak  mogła  zapomnieć  o 

swoich zwierzakach. 

Wzięła stos dokumentów dotyczących obu morderstw, usiadła i zaczęła 

je czytać, szukając jakiejś wskazówki. 

TLR

background image

 Fiona  Richards  była  w  George'u,  kiedy  był  tam  też  Staikov.  Czy  był 

między nimi jakiś związek? 

Phil  zostawił  notatkę  mówiącą,  że  obserwował  dom  Richardsów  i 

dołożył wszelkich starań, aby nie zostać rozpoznanym. 

Gdybym  rozwiązała  sprawę  morderstwa  Beecha,  wtedy  wszystko  inne 

weszłoby  na  swoje  miejsce  —  pomyślała  Agatha  —  To  był  szczególnie 
okrutny mord. Zemsta? Nienawiść? Ostrzeżenie? I w jaki sposób mógł być 
komuś  użyteczny  oprócz  tego,  że  przymknął  oko  na  wykroczenie 
parkingowe czy przekroczenie prędkości? 

Patrick  wszedł  do  sklepu  Richardsa  w  Mircesterze  i  zaczął  się 

rozglądać.  Był  to  rodzaj  jednego  z  tych  olbrzymich  supermarketów,  które 
powoli  zabijały  małe  sklepiki  i  sprzedawały  wszystko:  od  żywności  po 
doniczki,  ubrania  i  jedzenie  na  wynos.  Pamiętał,  że  potrzebna  jest  mu 
koszula na ślub Simona i skierował się do działu z ubraniami. 

Zobaczył tam plakat z napisem: „Najtańsze, jakie możesz kupić! Spójrz 

na nasze skórzane kurtki!" 

— Ciekawe — zamruczał. 

Podniósł  jedną  z  kurtek  i  badał  małą  metkę  z  napisem  „Richards".  To 

nie była dobra skóra. Kurtki z niej zrobione wyglądały jak plastikowe i były 
sztywne. 

Czy był jakiś związek między nimi a firmą Staikova?

TLR

background image

 

 

R

OZDZIAŁ 

 

Tylko Charles zdobył się rano na wysiłek, aby ubrać się odpowiednio z 

okazji  wesela  Simona.  Agatha  nie  znalazła  w  Mircesterze  niczego 
odpowiedniego,  a  poprzedniego  wieczora  nie  pozwolono  jej  wrócić  do 
chaty.  Rano  szybko  wcisnęła  się  więc  w  jasnoniebieski  garnitur  i  kiedy 
tylko  weszła  do  kościoła  zdała  sobie  sprawę,  jak  bardzo  go  nienawidzi. 
Chociaż  był  dobrze  uszyty,  czuła,  że  ten  błękit  zdecydowanie  nie  był  jej 
kolorem. 

Roy, który też został zaproszony, przysłał przeprosiny; prawdopodobnie 

obawiał  się,  że  znów  mogą  go  uprowadzić.  Pani  Freedman  wyglądała 
olśniewająco  w  czar-  no-czerwonej  jedwabnej  sukni  i dużym  słomkowym 
kapeluszu  ozdobionym  czerwonymi  makami.  Patrick  i  Phil  wystąpili  w 
spacerowych  garniturach.  Toni  wyglądała  na  przygaszoną.  Włożyła 
ciemnoszarą,  jedwabną  sukienkę,  raczej  bezbarwną  —  jakby  była  w 
półżałobie,  niczym  edwardiańska  dama.  Pani  Bloxby  przybyła  razem  z 
mężem.  Ubrana  była  w  to  samo,  co  na  wielu  innych  ślubach:  brązową 
szyfonową  sukienkę  i  duży  słomkowy  kapelusz  udekorowany  brązowymi 
różami. 

Jak  gdyby  się  umówili,  wszyscy  usiedli  w  ławkach  na  samym  końcu 

kościoła.  Agatha  martwiła  się  o  Toni  i  miała  nadzieję,  że  ceremonia  nie 
będzie  długa.  Po  ślubie  miało  być  przyjęcie  w  domu  rodziców  Simona. 
Przez wzgląd na pannę Gilmour wszyscy zdecydowali, że nie pójdą. 

Natomiast Toni naprawdę nie wiedziała, co czuje. 

W kościele było wielu kolegów Simona z pułku, przypominając Agacie 

swą obecnością, że to była jej wina, iż pojechał on do Afganistanu. 

TLR

background image

W kościele było bardzo ciepło. Agatha zaczynała żałować, że tyle razy 

drwiła z globalnego ocieplenia. Witrażowe okna opactwa rzucały kolorowe 
snopy światła. Organy cicho grały. 

Charles szepnął: 

 — Co się dzieje? Gdzie jest Simon? Jest drużba, a jego nie ma. 

Ludzie zaczęli wykręcać głowy, patrząc niespokojnie w kierunku drzwi. 

Agatha nagle poczuła strach. Wyszeptała do Patricka: 

 — A jeśli jego też porwano, jak Roya? 

 — Prawdopodobnie odsypia wczorajszy wieczór kawalerski — odparł 

spokojnie Patrick. 

Agatha  wyciągnęła  szyję.  Zobaczyła  kogoś,  kto  musiał  być  ojcem 

Blacka,  rozmawiającego  z  kolegami  Simona  z  wojska.  Potem  mężczyźni 
opuścili kościół. 

Szmer  rozmów  narastał,  aż  uderzył  w  belki  dachu  świątyni.  Jakaś 

kobieta wyszła, a zaraz potem wróciła i ogłosiła z ekscytacją w głosie: 

 — Biedna Susan jest w samochodzie i wożą ją w kółko. Gdzie jest ten 

wstrętny chłopak? 

Agatha  miała  właśnie  wyjść  na  zewnątrz  i  zadzwonić  do  Billa,  kiedy 

weszli  wojskowi  koledzy  Simona  i  podeszli  prosto  do  jego  ojca.  Po 
wściekłej dyskusji ojciec Simona ogłosił: 

 — Przykro mi. Ślubu nie będzie. 

Ludzie  podnieśli  się  z  ławek  i  zaczęli  strumieniem  wylewać  się  na 

zewnątrz  przez  ogromne,  podwójne  drzwi  opactwa.  Agatha,  a  za  nią 
Charles, przepchali się przez wychodzących gości w stronę ojca Simona. 

 —  Czy  znaleziono  Simona?  —  zapytała  Agatha,  z  trudem  łapiąc 

powietrze. 

TLR

background image

 —  Tak  —  odpowiedział  szorstko  —  Znaleziono  go  w  naszym  domu. 

Mam dużo do zrobienia. Proszę mi wybaczyć. 

Dzięki  Bogu,  że  przynajmniej  jest  bezpieczny  —  pomyślała  Agatha. 

Skierowała się z powrotem do Toni: 

 — Masz jeszcze jego numer telefonu ? 

— Tak. 

 — To proszę cię, zadzwoń i dowiedz się, o co chodzi. 

 —  Prawdopodobnie  nie  odbierze  —  odparła  Toni  —  Och,  niech  pani 

nie patrzy tak na mnie. Spróbuję. 

Wyszła,  stanęła  w  cieniu  wysokiego  nagrobka  i  zadzwoniła.  Simon 

odebrał 

 — Tu Toni. Gdzie jesteś? 

 — Zamknąłem się w swoim pokoju. Nie mogłem przez to przejść. 

 — Dlaczego? 

 —  Mój  ojciec  nie  wierzy  w  wieczory  kawalerskie,  więc  mieliśmy 

zeszłej nocy małe przyjęcie dla rodziny i krewnych. Droczyłem się z Sue na 
temat imienia dla dziecka i mówiłem, że nie powinna tyle pić. Powiedziała, 
że dokonała aborcji, ponieważ inaczej nie zmieściłaby się w suknię ślubną. 
Powodem, dla którego się jej oświadczyłem, było to, że była w ciąży. 

 — Więc dlaczego nie odwołałeś tego wszystkiego? 

 — Nie miałem odwagi. Zbyt wiele załatwiania. 

Toni  słyszała,  jak  ktoś  wali  w  drzwi  i  krzyczy:  „Wychodź  stamtąd 

natychmiast". 

 — Muszę iść — powiedział i wyłączył się. 

Toni wróciła do swoich kolegów i opowiedziała im, co zrobił Simon. 

TLR

background image

 — Co za mięczak! — wykrzyknęła Agatha. 

 —  Pani  go  w  to  wepchnęła  —  powiedziała  Toni.  —  Gdyby  nie  pani 

ingerencja, nigdy nie wstąpiłby do wojska. 

 —  To  krzywdzące  —  stwierdził  spokojnie  Charles.    —  Następną 

rzeczą, którą powiesz, będzie, że Agatha sprawiła, iż Sue była w ciąży. 

 — Przepraszam — zamruczała Toni. 

 —  Wracam  do  domu  oswobodzić  się  z  tych  za  ciepłych  ciuchów.  O, 

zobaczcie. Idzie James. 

James, równie nienagannie ubrany jak Charles, nadchodził w pośpiechu. 

 — Spóźniłem się na ślub? 

Szybko wyjaśnili mu, co się stało. 

 —  To  świństwo  z  jej  strony  powiedzieć  mu  w  ostatniej  chwili  — 

stwierdził James. — Jestem głodny. Idzie ktoś na lunch? 

Świadomi,  że  koralikowe  oczy  Agathy  spoczywające  na  nich  życzą 

sobie, aby odeszli, wszyscy wymruczeli przeprosiny. 

 — Jestem wolna — powiedziała radośnie Agatha.  — Chodźmy. 

 Jedząc  włoski  posiłek,  Agatha  opowiedziała  Jamesowi,  co  się 

wydarzyło. 

 —  Czuję,  że  to  wszystko  ma  coś  wspólnego  z  tą  fabryką  Staikova. 

Chciałabym móc się tam dostać. Patrick mówi, że jest dobrze strzeżona. To 
jest wielce podejrzane. 

 — Niekoniecznie — zauważył James — Mają dużo drogich skór. 

 — Chciałabym tam wejść i zobaczyć. 

 — Agatho! Skończyłem z włamaniami. To, co moglibyśmy zrobić... 

— Tak? 

TLR

background image

Jak Agatha lubiła dźwięk słowa „my"... 

 —  Jeśli  tam  uprawiają  jakiś  nikczemny  proceder,  prawdopodobnie 

dzieje się to w nocy. Moglibyśmy tam pójść i się rozejrzeć. 

 —  Och,  James!  Dziękuję.  Kiedy  się  wyniosłeś,  myślałam, że  straciłeś 

zainteresowanie tą sprawą. 

 — Muszę zarabiać na życie. 

 — Ale przecież masz własne środki. 

 —  Prawda,  ale  czuję  się  bezużyteczny,  kiedy  nie  pracuję,  no  i  lubię 

podróżować.  Mam  właśnie  robić  coś  nowego.  W  przyszłym  miesiącu 
zaczynam  film  fabularny  dla  BBC  o  brytyjskich  emigrantach,  którzy 
sprzedali  wszystko  i  przeprowadzili  się  do  Hiszpanii,  aby  zacząć  nowe 
życie. 

 —  Zamierzasz  być  prezenterem  telewizyjnym!  Mogę  ci  zrobić  nieco 

rozgłosu. 

 — Nie, Agatho. Wolę spokojne życie. 

Agatha  przyglądała  mu  się,  a  jej  myśli  wirowały.  Miałby  naukowców, 

kamerzystów, charakteryzatorkę; cały ten cyrk. Niektóre dziewczyny mogą 
być  bardzo  ładne.  Wzięła  się  w  garść  i  powiedziała  sobie,  żeby  nie  była 
głupia. 

 —  Myślę  o  zamknięciu  agencji  na  dwa  tygodnie  i  daniu  wszystkim 

wolnego. Nie chcę nikogo narażać na niebezpieczeństwo. 

 — Dobry pomysł. A mówiąc o niebezpieczeństwie... Mam nadzieję, że 

Simon nie zacznie znowu kręcić się koło Toni. 

 — Zachował się haniebnie. 

 — Nie całkiem. Powinien odwołać całą rzecz noc wcześniej, w chwili, 

kiedy  się  dowiedział, że  ona  nie  jest  w  ciąży.  Ale  jeszcze  jest  młody...  A 
byłoby w tym coś złego, gdyby on i Toni byli razem? 

TLR

background image

 — Myślę, że on jest niestały. Zaplanujmy coś na dziś wieczór. 

 — Gdzie jest Charles? 

 —  Poszedł  do  domu.  Znasz  Charlesa.  Przemyka  przez  moje  życie  i 

nigdy nie wiem, kiedy go znowu zobaczę. 

Toni  o  dziewiątej  wieczorem  usłyszała  dzwonek  do  drzwi.  Ponieważ 

Agatha dobrze jej płaciła, dziewczyna mogła zainwestować w interkom. 

 — Kto tam? 

 — Simon. 

Toni  wahała  się  przez  moment,  a  potem  nacisnęła  brzęczyk,  aby  go 

wpuścić. Otworzyła drzwi i obserwowała, jak wchodzi po schodach. 

 —  Nie  sądziłam,  że  wypuszczą  cię  po  tym  całym  bałaganie,  którego 

narobiłeś. 

 — Nie zaczynaj. Mam dosyć. 

Simon  przeszedł  przez  pokój  i  opadł  na  fotel.  Ze  swoimi  dziwnymi, 

figlarnymi rysami twarzy wyglądał jak niepotrzebna, zaniedbana kukiełka. 

Toni zamknęła drzwi i usiadła w fotelu twarzą do niego. 

 — Mogłeś mieć dzieci, jakbyś się ożenił. 

 — Prawda jest taka — wyjaśnił Simon, przeczesując dłonią swoje gęste 

włosy  —  że  zacząłem  mieć  jej  dość.  Piliśmy  dużo  w  wojsku,  ale  kiedyś 
wróciliśmy  do  Mircesteru  ona  nadal  chlała  jak  smok.  Kiedy  jest  pijana, 
staje się bardzo ordynarna. 

 — Więc dlaczego czekałeś do ostatniej chwili? 

 — Spanikowałem. Chcę odejść z wojska. 

 — Dlaczego w ogóle tam wstąpiłeś? 

Toni przestraszyła się, że powie: — Z twojego powodu. 

TLR

background image

Wzdychał i wiercił się niespokojnie na krześle. 

 —  Zaczęła  mnie  nudzić  praca  detektywa.  Nie  lubię  pracować  dla 

kobiet, a Agatha nie jest najsympatyczniejszym ze stworzeń. 

 — Więc to nie z mojej winy? 

 — Chciałbym ci się przypodobać, ale nie, nie z twojego powodu. Teraz 

jednak jestem wolny i możemy zacząć się widywać. 

 —  Nie  chcę.  I  nie  udawaj  zasmuconego.  Przyznaj  się,  Simon. 

Potrzebujesz ramienia, żeby się wypłakać. 

Nagle uśmiechnął się szeroko. 

 —  Zawsze  byłaś  ostra,  Toni.  W  każdym  razie  ojciec  umówił  mnie  na 

wizytę do psychiatry. 

 — Dlaczego? Z powodu Sue? 

 —  Nie.  Chcę  odejść  z  wojska  i  zaprzyjaźniony  z  rodziną  psychiatra 

zdiagnozuje u mnie pourazowy stres. 

 — A czy wojskowi lekarze nie będą też chcieli cię przebadać? 

 —  Nie  dostaną  takiej  szansy.  Będę  w  domu  wariatów  prowadzonym 

przez tego psychiatrę. Mama nie chce, żebym wracał do Afganistanu. 

 — Jesteś kompletnie zepsuty. 

 —  Oczywiście,  że  jestem  —  potwierdził  Simon  —  I  zamierzam 

wykorzystać to do maksimum. 

 —  Myślę,  że  powinieneś  już  iść.  Jestem  zmęczona.  Jutro  mam  dużo 

pracy. 

Simon  wstał.  Próbował  ją  pocałować,  ale  spuściła  głowę.  Potem 

podeszła do drzwi i trzymała je otwarte. Kiedy je za nim zamknęła, usiadła 
i zastanawiała się, czy Agatha nie miała czasem racji. 

Agatha i James jechali po północy przez śpiącą wieś Carsely. 

TLR

background image

— Jeśli ta upalna pogoda się utrzyma — zauważył James — wydadzą 

zakaz podlewania. Jak twój ogród? 

 —  W  porządku  —  odparła  Agatha,  myśląc  o  swoich  więdnących 

roślinach, które notorycznie zapominała podlewać. 

 —  Musimy  zaparkować  gdzieś  dalej  i  pójść  pieszo  —  zdecydował 

James. 

 — Ale tam wszędzie jest otwarta przestrzeń. 

 —  Z  tyłu  jest  kawałek  lasu  i  zarośla.  O  ile  dobrze  pamiętam,  nie 

wszystkie sekcje są ogrodzone. Sprawdziłem to wcześniej, po kolacji. 

 Jechali dalej w milczeniu. 

 —  O,  popatrz  —  powiedział  James,  kiedy  zbliżali  się  do  dzielnicy 

przemysłowej — Na zachodzie gromadzą się chmury. 

 —  Mam  nadzieję,  że  nie  będzie  takiej  burzy,  jak  wtedy,  kiedy  Roy 

został porwany — powiedziała Agatha, myśląc jednocześnie: A jeśli James 
osiągnie  sukces  w  telewizji?  Będzie  sławny.  Dokoła  niego  będą  piękne 
kobiety. Czy to ma dla mnie jeszcze jakieś znaczenie? 

Czuła,  że  stara  obsesja,  którą  kiedyś  miała  na  jego  punkcie,  wzrastała 

dzięki  żyłce  współzawodnictwa  —  nieodłącznej  części  jej  natury. 
Przypomniała  sobie  jednak  ten  cały  ból,  zazdrość  i  zwykłe  nieszczęście, 
jakie ta mania jej przyniosła i cicho zaszlochała. 

James gwałtownie zatrzymał samochód. 

 —  Dobrze  się  czujesz?  Odcięte  głowy  i  morderstwa  mogą  wstrząsnąć 

nawet najsilniejszą osobą. 

 — W porządku — odparła Agatha zdecydowanie. -Jedź dalej. 

James  wybrał  małą,  nieutwardzaną  drogę  prowadzącą  na  tyły  fabryki. 

Wyłączył światła i zaparkował. 

TLR

background image

Na tym terenie w czasie drugiej wojny światowej był obóz dla polskich 

uchodźców.  Starsi  ludzie  pamiętali,  że  Polacy  mieli  tam  własne  sklepy,  a 
nawet kino. 

Country Fashions był wielkim, kwadratowym budynkiem zbudowanym 

z cegły. Z boku znajdowało się wejście dla personelu, a z tyłu miejsce na 
załadunek. 

 —  Widzisz  ten  kopiec  z  ziemi  i  trawy?  —  spytał  szeptem  James  — 

Możemy położyć się za nim i mieć dobry widok na zatoczkę załadunkową. 

 — Chmurzy się — szepnęła Agatha. 

 —  Wziąłem  lornetkę,  przez  którą  widać  w  ciemności.  —  James 

otworzył torbę podróżną i wręczył ją Agacie. — Teraz czekajmy. 

Noc  się  ciągnęła.  Chmury  zakryły  księżyc  i  zaczął  padać  lekki 

deszczyk. 

 — Zostawmy to — zajęczała Agatha. 

 —  Mów  ciszej.  Słyszę,  że  coś  się  zbliża.  Idzie  strażnik.  Warkot 

pojazdów stawał się coraz bliższy. Strażnik 

otworzył  bramę  wiodącą  do  miejsca  załadunku.  Z  budynku  wyszedł 

krępy mężczyzna. 

 — Dobry wieczór, panie Staikoy — przywitał go strażnik. 

 — To musi być syn — szepnęła Agatha — On przejął firmę. 

Ciężarówka  się  zatrzymała.  Tylne  drzwi  się  otworzyły  i  wyskoczyli 

dwaj  mężczyźni.  Kierowca  i  facet,  który  siedział  na  przednim  siedzeniu, 
dołączyli  do  nich.  Zaczęli  wyładowywać  rolki  skóry  i  wnosić  je  do 
budynku. Potem Agatha i James usłyszeli, jak Staikov mówi: 

 —  Przynieście  dokumenty  do  biura,  to  je  podpiszę.  Chcę  iść  spać. 

Mieliście przyjechać dziś po południu. 

TLR

background image

 — Cholerni Francuzi — powiedział jeden z mężczyzn. 

 — Trzymali nas godzinami, bo był strajk. 

Agatha  była  zawiedziona.  Ładunek  powinien  przyjechać  za  dnia. 

Staikov był w środku i podpisywał papiery. Deszcz zaczął mocniej padać. 
Próbowała wstać, ale James pociągnął ją w dół. 

 — Nie możemy ryzykować, że nas zobaczą. Zaczekaj, aż odjadą. 

 Agacie  zdawało  się,  że  minęły  wieki.  Przemoknięte  włosy  przykleiły 

się jej do głowy, a ubranie ociekało wodą. 

Wreszcie  ciężarówka  odjechała,  brama  została  zamknięta  i  James 

powiedział, że mogą wracać. 

W samochodzie włączył ogrzewanie. 

 — To straszne — jęknęła Agatha. 

 — To dobre dla twojego ogrodu. 

 — Ale ja nie jestem rośliną! 

Chociaż  wiedziała,  że  sporo  ryzykuje,  Agatha  poinformowała  swój 

zespół, że zamyka agencję na dwa tygodnie. Powiedziała, że za długo żyli 
w zagrożeniu i dobrze im zrobi taki odpoczynek. 

Było trochę narzekania, że nie dała im czasu na zrobienie przygotowań, 

ale po cichu każdy z nich przyjął to z ulgą. 

 — Gdzie pani pojedzie? — zapytała Toni Agathę. 

 —  Nie  wiem.  Myślę,  że  poszwendam  się  po  okolicy,  odwiedzę  panią 

Bloxby, porobię różne rzeczy w domu. 

 — To do ciebie niepodobne — zauważył Patrick. 

 — Jestem znużona tym całym interesem. Może gdybym się całkiem z 

tego wyłączyła, to wreszcie coś miłego by mi się przytrafiło. 

TLR

background image

 — Mamy niezałatwione sprawy — zauważyła pani Freedman. 

 —  Nic,  co  nie  mogłoby  poczekać.  Same  rozwody.  Gdybyśmy  mieli 

zaległą sprawę zaginionego dziecka, to co innego. 

 Toni podeszła do komputera i przejrzała stronę z ofertami łast minutę. 

Ceny  były  wysokie.  Wyszła,  żeby  poszukać  agencji  turystycznej.  Po 
deszczu,  który  spadł  ubiegłej  nocy,  chodniki  parowały  pod  gorącym 
słońcem. Prawie jak w tropikach — pomyślała. 

Skierowała się do małej agencji na rogu ulicy, pchnęła drzwi i weszła. 

— Cześć, Toni — pozdrowił ją znajomy głos. 

Zobaczyła  Chelsea  Flitter,  którą  widziała  ostatnio  w  agencji 

detektywistycznej Mixdena. 

— Co ty tu robisz? — zapytała. 

— Tu jest lepiej. Mam darmowe wycieczki. Jadę do Las Vegas. 

— O, ty szczęściaro! — wykrzyknęła Toni — Zawsze chciałam zagrać 

w ruletkę, chociaż raz. 

— Możesz to zrobić — powiedziała podniecona Chelsea — Wyjeżdżam 

dzisiaj wieczorem. Agencja Summerflight ma własne samoloty. Odlatują z 
Gatewick.  Tylko  cztery  dni.  Możemy  mieć  wspólny  pokój.  Wszystko, 
czego potrzebujesz, to pieniądze na bilet i mogę zarezerwować ci teraz lot. 
We  dwie  będziemy  się  lepiej  bawić.  Może  nawet  spotkamy  paru 
milionerów. 

— Dobrze. Jadę z tobą. 

Lot  zaczął  się  pechowo.  Mylną  decyzją  komputera  przydzielającego 

miejsca  do  siedzenia  wszyscy  pasażerowie  ściśnięci  zostali  z  przodu 
samolotu.  Jedzenie  i  picie  trzeba  było  dokupić  i  nawet  żeby  skorzystać  z 
toalety,  trzeba  było  wrzucić  funta.  Na  szczęście  samolot  był  tylko  do 

TLR

background image

połowy  zapełniony,  więc  z  tyłu  można  było  znaleźć  wolne  miejsce  i 
rozciągnąć się wygodnie. 

Hotel nazywał się Old Prairie Ranch i znajdował się na przedmieściach 

Las Vegas, blisko lotniska. Ich pokój wychodził na zakurzony, zewnętrzny 
korytarz i wyglądał bardzo nędznie. Karaluchy czaiły się pod prysznicem. 
Toni  zaczęła  żałować,  że  tu  przyjechała,  ale  nic  nie  mogło  przytłumić 
entuzjazmu Chelsea. 

 —  Wiesz,  Toni,  zawsze  cię  podziwiałam  —  powiedziała  —  Gdybym 

zaczesała włosy na dół, wyglądałybyśmy jak siostry. 

Toni  była  zmęczona  i  zasugerowała,  aby  przespały  się  kilka  godzin, 

zanim wyruszą na miasto. 

Zamówiły hamburgery i colę, a potem obie zapadły w ciężki sen. 

Toni została wyrwana ze snu przez Chelsea, która nią potrząsała. 

 — Wstawaj, dziewczyno! Czas ruszać w miasto. 

Las  Vegas  było  ekscytujące.  Taksówka  wysadziła  je  przy  hotelu  i 

kasynie  Rio  Grandę.  W  powietrzu  unosił  się  niesamowity  gwar.  Miasto 
oświetlały błyski neonowych świateł. 

Toni miała na sobie prostą, dopasowaną, czarną sukienkę i sznur pereł 

na  szyi.  Chelsea  również  włożyła  czarną  sukienkę  i  zrobiła  sobie  lekki 
makijaż.  Kiedy  weszły  do  kasyna,  Toni  czuła  się  zbyt  elegancko  ubrana. 
Starsi  mężczyźni  i  kobiety  przycupnęli  przy  automatach;  oczy  im  się 
szkliły, kiedy pociągali za drążki. 

 — Chcę zagrać w ruletkę — zdecydowała Toni. 

 Chelsea zauważyła, że nie wszyscy ludzie przy automatach byli starzy. 

Młody  mężczyzna  w  kowbojskim  kapeluszu  naciągniętym  na  tył  głowy 
mrugnął do niej. 

— Idź grać w ruletkę — powiedziała — a ja spróbuję tutaj. 

TLR

background image

 — A jeśli się zgubimy? — zmartwiła się Toni. 

— Mam komórkę. A ty? 

 — Ja też. 

 — To dobrze. Możemy przesłać sobie wiadomość. 

Czując się bardzo młoda i pewna siebie, Toni skierowała się do stołu z 

ruletką. Kupiła niewiele żetonów. Nie wiedziała, czy może używać aparatu 
fotograficznego, a chciała utrwalić swoją wizytę w kasynie. Agatha dała jej 
w prezencie kamerkę szpiegowską w formie zapalniczki, którą Toni miała 
w uchwycie torebki. Wyjęła ją razem z paczką papierosów. Nikt nie palił, 
więc  nie  wiedziała,  czy  jest  tu  zakaz  palenia,  czy  nie.  Nieważne  — 
powiedziała  do  siebie  —  Jeśli  ktoś  zauważy,  że  zamierzam  zapalić,  to  z 
pewnością mnie powstrzyma. Szybko kliknęła parę zdjęć ludzi siedzących 
przy stole, a potem dostrzegła wolne miejsce i wcisnęła się tam. Postawiła 
pięćdziesiąt dolarów na trzynastkę i ku swojemu zdumieniu wygrała. Potem 
postawiła następne pięćdziesiąt na siódemkę i znowu wygrała. 

—  Trzeci  raz  szczęśliwy,  kochanie  —  powiedziała  podekscytowana 

kobieta siedząca obok niej. 

Toni  grała  dalej;  trochę  straciła,  ale  potem  wygrała  raz  i  jeszcze  raz. 

Wreszcie  górę  wziął  zdrowy  rozsądek  i  postanowiła  odejść  od  stołu  — 
Szczęście  nie  sprzyja  wiecznie    —  stwierdziła  Toni,  zabierając  swoje 
żetony.  Kiedy  zamieniała  żetony  na  gotówkę,  okazało  się,  że  wygrała 
prawie  dwa  tysiące  dolarów.  Poszła  szukać  Chelsea,  która  wciąż 
nieprzytomnie grała na automatach. 

 — Całkiem dużo wygrałam — poinformowała ją Toni. 

— Chodźmy coś zjeść. 

— Później — mruknęła Chelsea. — Dam ci znać. 

Toni  znalazła  kawiarnię  serwującą  przekąski  i  zasiadła  do  jedzenia. 

Zauważyła,  że  kilkoro  ludzi  pali.  Kawiarnia  miała  balkon  wychodzący  na 

TLR

background image

główne  piętro  kasyna.  Zrobiła  jeszcze  kilka  zdjęć  i  skupiła  się  na 
automatach, gdzie zostawiła Chelsea. Odłożyła aparat i zadzwoniła do niej, 
ale odezwała się poczta głosowa. Przesłała jej więc wiadomość, że będzie 
czekać  na  nią  przy  wejściu.  Najpierw  przeszukała  rzędy  automatów,  nie 
znalazła jednak Chelsea. 

Potem  zdenerwowana  czekała  przy  wejściu,  dla  bezpieczeństwa  stojąc 

blisko ochroniarza. 

Zaczęła  się  niepokoić.  Gdyby  Chelsea  spotkała  jakiegoś  faceta,  z 

pewnością zadzwoniłaby lub przesłała wiadomość. Może jednak jej telefon 
nie działa w USA. 

Wreszcie sympatyczny strażnik zaprowadził ją do pokoju z podglądem, 

gdzie  były  rzędy  kamer  fotografujących  każdy  zakątek  kasyna.  Toni 
próbowała ocenić, ile czasu  minęło,  odkąd zostawiła Chelsea samą.  Może 
ponad  godzinę.  Poprosiła,  żeby  pokazano  jej  film  z  automatów  mniej 
więcej  w  tym  czasie.  W  pewnym  momencie  projekcji  zauważyła,  jak 
Chelsea  odeszła  od  automatu.  Rozmawiała  z  kimś  i  wyglądała  na 
zdziwioną, a potem na zaniepokojoną. Powiedziała coś i wyjęła telefon. Po-
trząsnęła głową. Jej towarzysz jeszcze coś powiedział. 

 Chelsea  wyglądała  na  przestraszoną.  Z  tym  nowym  znajomym  poszła 

do wyjścia, rozglądając się dookoła, jakby szukając pomocy. Potem wyszli 
z kasyna. 

 — Czy na zewnątrz są kamery? — zapytała Toni. 

Operator przełączył się na widok wejścia do kasyna. 

Chelsea  została  wepchnięta  na  siedzenie  kierowcy  lexusa,  a  potem 

wgramoliła się na siedzenie pasażera. Samochód odjechał. 

 —  Źle  to  wygląda  —  stwierdził  operator.  —  Niech  pani  tu  zostanie, 

młoda damo. Wezwiemy policję. 

 — Może pan poprawić zdjęcie tego mężczyzny? 

TLR

background image

 — Ma baseballówkę naciągniętą na twarz. To może być każdy. 

Z  początku  policja  próbowała  powiedzieć  Toni,  że  jej  przyjaciółka 

pojechała z jakimś mężczyzną na szybki numerek i wkrótce wróci. 

 — Ona nie jest taka — jęknęła Toni. — No, może... Ale na pewno by 

mnie znalazła i powiedziała. Mówię wam, ona była przerażona. 

 — Mamy numery samochodu — powiedział znużony sierżant — Niech 

pani idzie do hotelu i czeka na nią. 

Toni tak zrobiła. Kiedy już była w pokoju, zadzwoniła do Agathy. 

 — Kim jest ta Chelsea? — zapytała Agatha. 

 —  Kimś,  z  kim  chodziłam  do  szkoły  —  wyjaśniła  Toni  — 

Zdecydowałam się w ostatniej chwili, żeby z nią jechać. 

 — Jak ona wygląda? 

 — Blondynka, szczupła — tak naprawdę postarała się, żeby wyglądać 

tak jak ja. Mówiła, że wyglądamy jak siostry. 

 —  Daj  mi  numer  swojego  hotelu.  Pojadę  prosto  na  komendę.  Chcę 

mieć zdjęcia tego mężczyzny z kasyna. Kiedy tylko je zdobędę, dołączę do 
ciebie. Jaki jest twój hotel? 

 — Straszny. Nazywa się Rio Grandę. 

 — Siedź na miejscu, w razie gdyby się pojawiła. 

Toni  przebrała  się  w  podkoszulek  i  dżinsy,  wyciągnęła  się  na  łóżku  i 

czekała. Myślała, że policja znów się z nią skontaktuje, ale wydawało się, 
że zniknięcie dziewczyny, która poszła z mężczyzną, nie było dla nich prio-
rytetem. 

Zapadła  w  niespokojny  sen  i  obudziła  się  późnym  rankiem.  Poprosiła 

pracownika w recepcji, aby skontaktował ją z departamentem policji w Las 
Vegas i czekała niecierpliwie. Łączono ją z różnymi osobami, zanim trafiła 

TLR

background image

na kogoś, kto wiedział o zniknięciu Chelsea i próbował ją zapewnić, że jej 
przyjaciółka spędziła z kimś noc i na pewno się pojawi. Nalegano, aby dała 
jej  więcej  czasu  i  nie  była  niecierpliwa.  Sierżantowi  ktoś  przerwał,  więc 
kazał jej czekać, a kiedy wrócił powiedział: 

 — Dwaj nasi detektywi wyszli, żeby z panią porozmawiać. 

Wreszcie coś się dzieje — pomyślała Toni i zeszła na dół, do recepcji. 

Podjechał czarny samochód, z którego wysiedli dwaj mężczyźni. 

 — Panna Gilmour? — zapytali, kiedy Toni podbiegła. 

 — Mogę zobaczyć wasze identyfikatory? — zażądała. 

Studiowała je przez chwilę, a potem zaprosiła ich do środka. 

Jeden z detektywów był chudy, a drugi gruby. Ten szczupły przedstawił 

się jako Wight Bergen, a drugi Perry Hyer. Wyjaśnili, że otrzymali telefon 
z Anglii i że było podejrzenie, iż Chelsea została uprowadzona, bo pomy-
lono  ją  z  Toni.  Trwają  poszukiwania,  jednak  na  razie  nie  ma 
jakiegokolwiek śladu. 

Policjanci byli profesjonalni i uprzejmi. Toni z ulgą opowiedziała im od 

początku  historię  morderstw  i  uprowadzenia  Roya.  Właśnie  skończyła, 
kiedy pod hotelem z piskiem opon zatrzymała się taksówka. 

 — Draństwo! — dobiegł znajomy głos — Czy to było najszybciej, jak 

ten grat może jechać? 

 — Niech pani płaci i się zamknie. 

 — Moja szefowa — poinformowała Toni, wybiegając. Nigdy przedtem 

nie była tak zadowolona z obecności szorstkiej Agathy. 

Agatha zapłaciła kierowcy, dodając: 

 — I żadnego napiwku za to, że był pan tak cholernie bezczelny i założę 

się, że jechał pan dłuższą drogą. 

TLR

background image

 — Są tu dwaj detektywi — powiedziała Toni, kiedy kierowca odjechał 

z piskiem opon — Bardzo szybko pani przyleciała. 

 — Wsiadłam w pierwszy samolot, a różnica czasu też zrobiła swoje. 

Toni  wzięła  od  Agathy  torbę,  podczas  gdy  ta  badała  hotel  swoimi 

niedźwiedzimi oczami. 

 — Zobaczę się z tymi detektywami i potem wyprowadzimy się z tego 

obskurnego miejsca. 

 — Ale jeśli Chelsea wróci, spodziewa się, że mnie tu zastanie. 

 — Zostawimy jej wiadomość. Wprowadzimy się do tego hotelu, gdzie 

jest kasyno. 

Agatha została przedstawiona detektywom. 

 — Pani asystentka już nam wszystko opowiedziała — oznajmił Perry. 

 — Czy jest szansa, żeby obejrzeć jakieś zdjęcia z kasyna? 

 —  Już  mamy  kilka.  Zabierzemy  panią  do  komendy,  gdzie  można  je 

obejrzeć. Sądzi pani, że może kogoś rozpoznać? 

 — Jest nikła nadzieja. Biegnij i spakuj swoje rzeczy, Toni. Uregulować 

rachunek? 

 — Muszę tylko zapłacić za usługę. Reszta jest częścią zestawu. 

 — Spojrzę na to. Przynieś walizkę. 

Wkrótce  byli  w  drodze  do  departamentu  policji  na  Sunrise  Avenue. 

Agatha i Toni przeglądały zdjęcia. Wydawało się, że mężczyzna wie, gdzie 
są  kamery,  ponieważ  trzymał  głowę  schyloną  i  długi  daszek  czapki  miał 
naciągnięty  na  twarz.  Pomimo  że  zdjęcia  były  bardzo  dobre,  mogły 
zobaczyć jedynie linię ust i lekką kurtkę, spodnie khaki i buty do baseballa. 

 — Mogę jedno zatrzymać? — zapytała Agatha. 

TLR

background image

 — Proszę — zgodził się Perry — Mailowaliśmy dużo do... gdzie jest to 

cholerne miejsce Murchester? 

 — Mircester. 

 —  Niech  będzie.  Znaleźliśmy  porzuconego  lexusa.  Został  skradziony. 

Zadzwonimy,  jak  tylko  czegoś  się  dowiemy.  Zatrzyma  się  pani  w  Rio 
Grandę? 

 — Tak — potwierdziła Agatha. 

 — Bawcie się dobrze. 

 —  Gdybyśmy  tylko  mogły  —  zamruczała  Agatha  z  tyłu  samochodu 

policyjnego, który zabierał je do hotelu. 

 —  Agatho  —  powiedziała  nagle  Toni.  —  Nie  powiedziałam  im,  ale 

zrobiłam sporo zdjęć, kiedy byłam w kasynie. Nie wiedziałam, czy to było 
legalne, czy nie. 

 — Czy to ten aparat szpiegowski, który ci dałam? 

— Tak. 

 — Zatrzymajmy to dla siebie. Obejrzymy te zdjęcia, kiedy będziemy w 

domu. 

Zameldowały  się  w  pokoju  dwuosobowym,  zamówiły  jedzenie  i 

czekały, czekały. 

Agatha,  cierpiąc  z  powodu  bólu  głowy  po  podróży,  zasnęła.  Obudziła 

się godzinę później, kiedy zadzwonił telefon. 

Toni  odebrała.  Agatha  słyszała,  jak  mówi:  Co?...  Gdzie?...  Nic  jej  nie 

jest? Zaraz tam będziemy. 

Kiedy odłożyła telefon, jej twarz wyrażała ulgę. 

 —  Helikopter  znalazł  ją  wałęsającą  się  w  Dolinie  Śmierci.  Jest  w 

szpitalu luterańskim. Jedźmy. 

TLR

background image

Okazało  się,  że  Chelsea  cierpi  z  powodu  wyczerpania,  gorąca  i 

oparzenia  słonecznego.  Agatha  i  Toni  musiały  czekać,  dopóki  policja  nie 
skończy przesłuchania. Potem przyszła ich kolej. 

Chelsea zwróciła wściekłe oczy na Toni. 

 — To twoja wina — zawyła. 

 — Jak do licha... — zaczęła Toni. 

 —  On  myślał,  że  ja  to  ty,  rozumiesz?  Wywiózł  mnie,  trzymając  broń 

przy moim boku, i powiedział: 

 „Masz  to,  na  co  zasłużyłaś,  Toni  Gilmour".  Wrzeszczałam,  że  ja  nie 

jestem  Toni  i  że  mam  paszport  w  torbie.  Zatrzymał  samochód,  kazał  mi 
podać  torbę,  wyjął  mój  paszport  i  zaczął  strasznie  przeklinać.  Potem  po-
wiedział:  „Wynoś  się,  dziwko".  Wysiadłam  i  uciekałam,  uciekałam,  jak 
najdalej od drogi. Potem się wałęsałam. Widziałam światła samochodów na 
drodze,  ale  bałam  się  wracać,  żeby  mnie  znowu  nie  złapał.  Potem  zabrał 
mnie helikopter. Pozwól, że coś ci powiem, Toni. Nigdy więcej nie chcę cię 
widzieć. Możesz sobie ścigać morderców, ale mnie trzymaj z dala od tego. 
Powinnaś była mnie ostrzec. 

 — Jak mogła cię ostrzec? — zapytała Agatha — Nie wiedziała, że jest 

jakieś niebezpieczeństwo. 

 — Założę się, że wiedziała. Spieprzajcie obie. 

Odwróciła się do nich tyłem. 

Po tej wizycie Chelsea zabroniła je do siebie wpuszczać. Znaleziono jej 

torebkę z paszportem. Perry powiedział Toni i Agacie, że Chelsea wyjeżdża 
za dwa dni. 

 — Czy powiedziała coś pożytecznego o tym mężczyźnie? — zapytała 

Agatha — Jaki miał akcent? 

TLR

background image

 — Powiedziała, że miał warczący głos i myśli, że był cudzoziemcem. 

Śmierdział wódką. To wszystko, co wie — po tych słowach zwrócił się do 
Toni. 

 —  Panno  Gilmour,  czy  jest  pani  pewna,  że  pani  przyjazd  tutaj  był 

decyzją podjętą w ostatniej chwili? 

 — Oczywiście, że jestem. Agatha postanowiła zamknąć agencję na dwa 

tygodnie,  ponieważ  obawialiśmy  się,  że  ktoś  może  nas  uprowadzić. 
Spotkałam  przypadkiem  Chelsea  i  ona  przekonała  mnie,  żebym  z  nią 
pojechała. Teraz chcę już wracać do domu. 

 — Ja też — oświadczyła Agatha — Pozwólmy jęczącej, małej Chelsea 

iść własną drogą. 

 —  Jest  pani  bardzo  niemiła.  To  jest  bardzo  młoda  dziewczyna,  która 

miała złe doświadczenie. 

 —  Co  ja  mogę  zrobić,  kiedy  ona  nawet  nie  chce  mnie  widzieć  ani 

pozwolić sobie pomóc. 

Perry patrzył na nią z niechęcią. 

 — Dajcie nam znać, którym lotem polecicie. 

 — Powinnyśmy się nią jednak zaopiekować — stwierdziła Toni. 

 —  To  ty  jesteś  w  niebezpieczeństwie,  nie  ona  —  powiedziała  Agatha 

— No, dobrze. Ostatnia próba. Jedziemy do szpitala. 

 —  Ja  pojadę  —  powiedziała  szybko  Toni.  —  Może  ze  mną 

porozmawia, jeśli pani nie będzie. 

 — Zapytaj ją, jakim sposobem wywabił ją z kasyna. 

 — Miał broń. 

 — Nie mógł wnieść broni do kasyna. Musiał jej coś powiedzieć. 

TLR

background image

Toni  zauważyła  sklep  medyczny  niedaleko  szpitala.  Kupiła  biały 

laboratoryjny  fartuch  i  stetoskop.  W  sklepie  turystycznym  kupiła 
kwadratową plakietkę z napisem „Kocham Las Vegas". 

W  szpitalu  poszła  do  toalety  i  zamknęła  się  w  kabinie,  gdzie  włożyła 

biały fartuch, a na szyi powiesiła stetoskop. Z kieszeni wyjęła nożyczki do 
paznokci,  podważyła  i  otworzyła  plakietkę.  Z  jednej  strony  była  czysta. 
Drukowanymi  literami  i  czarnym  atramentem  wpisała  —  Dr.  Finlay. 
Powinno  zadziałać.  Zostawiła  torebkę  w  hotelu,  a  pieniądze  i  nożyczki 
schowała w kieszeni spodni. 

Szła  szpitalnym  korytarzem.  Szybko  minęła  policjanta  na  straży  przed 

drzwiami Chelsea, kiwnąwszy mu głową. 

Chelsea otworzyła usta do krzyku, ale Toni powiedziała pośpiesznie: 

 —  Krzykniesz,  a  powiem  twojej  mamie  o  flircie,  który  miałaś  z  tym 

handlowcem z Birmingham. 

 — Nie mogłabyś! 

 — Przekonaj się. 

 — Czego chcesz? — zapytała Chelsea. 

 — Czegoś więcej o mężczyźnie, który cię porwał. Nie mógł mieć broni 

w kasynie ani noża. Dlaczego z nim wyszłaś? 

 —  Powiedział,  że  jest  detektywem  i  chce  zamienić  ze  mną  słowo  na 

zewnątrz. 

 — Miał odznakę? 

 — Nie. Legitymację policyjną. 

 — Przyjrzałaś się jej? 

 —  Nie,  po  prostu  poszłam  za  nim.  W  samochodzie  wyjął  pistolet. 

Prowadził  jedną  ręką,  a  w  drugiej  trzymał  broń  wycelowaną  we  mnie. 

TLR

background image

Powiedział:  „Zamierzam  zamknąć  ci  usta  na  zawsze,  Toni  Gilmour.  Skąd 
wiedziałaś, że jestem w Las Vegas? Kto ci powiedział?". 

Zaczęłam płakać i powiedziałam, że to wycieczka, że nie jestem Toni i 

może  wszystko  sprawdzić  w  moim  paszporcie,  jeśli  mi  nie  wierzy. 
Zatrzymał się nagle, kiedy byliśmy na pustyni, i kazał podać sobie torebkę. 
Otworzył  ją,  zajrzał  do  paszportu,  zaklął  pod  nosem  i  kazał  mi  wysiadać. 
To był bieg po życie. Prosto na pustynię. Wychodzę jutro. Konsul brytyjski 
to zorganizował. Więc wynoś się teraz i nie pokazuj mi się więcej. 

 — Jeszcze jedno. Powiedziałaś policji o tej legitymacji? 

 — Zapomniałam. 

 — Amerykańska policja ma odznaki. Tylko brytyjska ma legitymacje. 

Nie pomyślałaś o tym? 

 — Odwal się — ryknęła Chelsea. 

Oczy  Agathy  błyszczały  z  podniecenia,  kiedy  Toni  opowiedziała  jej 

historię Chelsea. 

 — Pakuj się. Wyjeżdżamy dzisiaj. 

 — A co z Chelsea? 

 — Ktokolwiek to był, chciał ciebie, nie ją. Jest bezpieczna. 

Agatha i Toni  miały nadzieję odebrać swoje samochody na lotnisku w 

Gatewick  i  wrócić  do  Mircesteru,  ale  zostały  zatrzymane  i  zaprowadzone 
do pokoju na lotnisku, gdzie dwóch tajniaków ostro je przesłuchało. 

Policja  w  Las  Vegas  była  zła,  że  zniknęły  w  czasie  śledztwa.  Znowu 

musiały opowiedzieć swoje historie. 

W końcu je uwolniono, ale ostrzeżono, że policja w Mircesterze będzie 

je jeszcze wzywać. 

TLR

background image

 — Przynajmniej nie odebrali mi znowu paszportu — gderała Agatha — 

Chcesz jechać ze mną do Carsely? 

 — Nie. Pojadę do swojego mieszkania. Jestem zmęczona.

TLR

background image

 

 

R

OZDZIAŁ 

XI 

 

Simon odkrył, że w wojsku byli zadowoleni, że się go pozbyli. Sierżant 

Sue  Crispin  była  popularna  i  wszyscy  uważali,  że  to  on  zachował  się 
haniebnie. 

Uczynił kilka prób, żeby się dostać do Toni, ale ona zawsze mówiła, że 

jest zajęta. Prosił nawet Agathę o swoją starą pracę, ale odpowiedziała, że 
nie może sobie pozwolić na przyjęcie dodatkowego personelu. 

Simon  zawsze  nienawidził  autorytetów,  co  wciąż  wpędzało  go  w 

kłopoty w jego krótkiej wojskowej karierze. Dla niego Agatha Raisin była 
tego typowym przykładem. 

Postanowił starać się o pracę w Mixden, agencji rywalizującej z Agathą. 

Pan  Mixden  przedstawił  mu  te  same  warunki,  co  poprzednio  Toni. 

Simon wahał się tylko chwilę. 

 —  W  porządku  —  powiedział  —  Ale  spodziewam  się  premii,  jeśli 

zdobędę coś naprawdę dobrego. 

 —  Więc  zobaczmy,  jaki  jesteś  dobry.  Masz  miesięczny  okres  próbny. 

Pamiętaj,  nikt  nie  płaci  nam  za  rozwiązanie  zagadki  tych  morderstw.  Ale 
chcę rozgłosu. 

Simon  stwierdził,  że  najlepszym  sposobem,  aby  dowiedzieć  się,  co  się 

dzieje  w  agencji  Agathy,  będzie  udawać  bezrobotnego  i  jak  najbliżej 
zaprzyjaźnić się z Toni. 

Toni i Agatha przeglądały zdjęcia, które Toni zrobiła małą kamerą oraz 

te dostarczone przez policję z Las Ve- gas. Wrzuciły je na ekran komputera 
w biurze. Patrick i Phil zerkali im przez ramię. 

TLR

background image

 — To cwany facet — powiedział Patrick. — Zobaczcie, w jaki sposób 

chowa głowę. Wie dokładnie, gdzie są kamery. 

Agatha przechyliła się do tyłu na krześle. 

 —  Ciekawe  —  powiedziała  wolno  —  czy  to  był  zbieg  okoliczności. 

Powiedzmy,  że  to  ktoś  stąd,  uzależniony  od  hazardu.  Zauważył,  że  ktoś 
wygląda jak Toni, i pomyślał, że został zdemaskowany. Chelsea wyszła z 
siebie,  żeby  upodobnić  się  do  Toni.  Powiedzmy,  że  ten  facet  widzi  Toni 
wchodzącą  do  kasyna.  Potem  traci  ją  z  oczu.  Następnie  myśli,  że  widzi 
Toni przy automatach. 

 —  To  mógłby  być  ktoś,  kto  tak  lubi  pieniądze,  jak  lubił  je  Beech  — 

powiedział Patrick — I jeśli uzależnił się od hazardu, może być gotowy na 
wszystko. 

Zadzwonił telefon Toni. To był Simon. 

 — Zdaje się, że miałaś dużo przygód. Może spotkamy się wieczorem? 

 — Jestem trochę zajęta. 

 —  Słuchaj,  Toni.  Ja  to  docenię.  Wszyscy  traktują  mnie  jak 

trędowatego. 

 — Dobrze. Tylko na drinka. O ósmej wieczorem w Dragonie. 

 

 Charles  Fraith  wpadł  do  Agathy  sądząc,  że  będzie  odpoczywać  po 

ciężkich  doświadczeniach  w  Las  Vegas.  James  Lacey  wyruszył  znowu  w 
swoje  podróże,  ale  zostawił  Charlesowi  kopię  notatek  z  rejestru  Garyego 
Beecha.  Charles  zdecydował  się  iść  pieszo  do  Czerwonego  Lwa,  wypić 
drinka i zobaczyć, czy uda mu coś z nich wyczytać. Zamówił piwo i usiadł 
przy  stoliku  przy  oknie.  Przypatrywał  się  notatkom,  ale  nic  mu  one  nie 
mówiły. 

TLR

background image

 —  Tysiące  funtów,  wszystko  zniknęło.  Będę  mieć  kłopot  z 

ubezpieczeniem — powiedział jakiś głos. 

Charles  rozejrzał  się  dookoła.  Rozpoznał  farmera  zwanego  Ettrick, 

który  ostatnio  kupił  farmę  poza  wsią.  Mężczyzna,  do  którego  to  mówił, 
zapytał: 

 — To znaczy skubnęli cały kombajn zbożowy? 

 — Całą tę cholerną rzecz — narzekał Ettrick — Dzwoniłem do firmy 

ubezpieczeniowej,  ale  oni  marudzą  i  stwierdzili,  że  nie  powinienem 
zostawiać go na polu, wiedząc, że były kradzieże maszyn rolniczych. 

Charles  popatrzył  na  notatki.  Czy  k.z.  mogło  znaczyć  kombajn 

zbożowy? Czy Beech mógł powiadamiać gang, gdzie mają iść i co ukraść? 

 —  Co  ktoś  chciał  zyskać,  kradnąc  kombajn?  —  zapytał  towarzysz 

Ettricka, 

 — Mówi się, że przychodzą w nocy, rozbierają maszynę, załadowują i 

wywożą  gdzieś  do  wschodniej  Europy.  Carterom  w  zeszłym  roku  też 
ukradli. Ten Beech, co to go zamordowali, mówił, że sami są sobie winni, 
bo nie zamknęli go na noc. 

 Charles  dopił  drinka,  wyszedł  na  dwór  i  zadzwonił  do  Agathy.  Kiedy 

skończył, jej głos stał się ostry z podniecenia. 

Beech musiał szpiegować dla jakiegoś gangu, informując o domach, do 

których można się było łatwo włamać, i o tym, skąd zabrać drogie maszyny 
rolnicze.  Co  znaczy  —  skonkludowała  Agatha  wolno  —  że  może  być 
jeszcze  jeden  glina  łobuz.  A  człowiek,  który  uprowadził  Chelsea,  pokazał 
legitymację policyjną... Lepiej skontaktuję się z Billem. 

Agatha była zawiedziona, ponieważ zarówno Bill, jak i Wilkes sądzili, 

że  cała  rzecz  była  zbyt  naciągana,  ale  ponieważ  nalegała,  przyrzekli 
przyjrzeć się sprawie. Kiedy wyszła, Bill powiedział: 

TLR

background image

 —  Nie  zaszkodzi  przyjrzeć  się  gliniarzom  i  sprawdzić,  czy  któryś  z 

nich  nie  szasta  pieniędzmi.  Zginęło  ostatnio  dużo  maszyn  rolniczych  i 
drogich  samochodów,  a  my  skupiliśmy  wszystkie  siły  na  tych 
morderstwach. Może nadszedł czas, by zająć się kradzieżami. 

Smutne jest to, że istnieje podział na miasto i wieś. Nawet w miastach 

takich  jak  Mircester,  otoczonych  przez  wiejskie  okolice,  zakładano,  że 
wszyscy farmerzy są bogaci, pomimo różnych plag, które ich dosięgały, od 
choroby wściekłych krów do gruźlicy. Czasami przepracowani policjanci z 
Mircesteru  nie  wkładali  wystarczająco  dużo  energii  w  rozwiązanie  spraw, 
takich jak zaginione traktory czy kombajny. Bill często słyszał: „Przecież i 
tak  są  ubezpieczeni"  od  tych,  którzy  nie  zdawali  sobie  sprawy,  że 
ubezpieczenie  było  kosztowne,  a  ostatnie  podatki  rządowe  stały  się 
dodatkowym obciążeniem. 

Wilkes uzyskał nakaz przeszukania Country Fa- shions, a biuro celne i 

akcyza  zostały  zobowiązane,  aby  przeszukiwać  wszystkie  ciężarówki 
Staikova  opuszczające  kraj  lub  wjeżdżające  do  niego.  Inspektor  rozkazał 
również sprawdzać listy pasażerów wszystkich samolotów lecących do lub 
z Las Vegas. 

Tego  wieczoru  Toni  odczuła  ulgę,  kiedy  spotkawszy  się  z  Simonem, 

zobaczyła, że jest radosny i przyjacielski. 

 — Masz już pracę? — zapytała. 

 — Rozglądam się — odparł — Jak tam sprawa? 

 — Która? — zapytała Toni ostrożnie. 

 — No, wiesz, morderstwa i tej koleżanki, którą porwano w Las Vegas. 

 — W jednej chwili Agatha wysyła nas wszystkich na wakacje, aby nam 

się coś złego nie przytrafiło, a w następnej już jesteśmy znowu w pracy. 

 —  Musisz  ją  zrozumieć.  Dopóki  wszystko  nie  będzie  wyjaśnione, 

zawsze będziesz oglądać się za siebie. A najnowsze wieści? 

TLR

background image

Simon wyglądał na tak zainteresowanego i przyjacielskiego, że Toni się 

odprężyła. Nie zaszkodzi, jeśli mu powie. Teraz często czuła się samotna. 
Jej starzy szkolni przyjaciele wydawali się jej obcy. Czuła, że oddaliła się 
od  ich  świata:  świata  dyskotek,  pijatyk  i  marzeń  o  byciu  celebrytą,  nie 
posiadając  jakichkolwiek  umiejętności,  takich  jak  granie,  śpiewanie  czy 
tańczenie. 

 Toni opowiedziała Simonowi wszystko o najnowszej teorii,  że sprawa 

w  Las  Vegas  mogła  być  zbiegiem  okoliczności,  o  znikaniu  maszyn 
rolniczych  i  tym,  że  Agatha  doszła  do  wniosku,  że  może  być  kolejny 
policjant oszust, który przejął interes po tym, jak Gary'ego zamordowano. 

Simon  zasugerował,  aby  zjedli  razem  obiad,  ale  Toni  nagle  zrobiła  się 

niespokojna  —  nie  powinna  była  nic  mówić.  Kazała  mu  przysiąc,  że 
zachowa  w  sekrecie  to,  co  mu  powiedziała,  i  wyszła,  mówiąc,  że  ma 
następne spotkanie. 

Po  jej  wyjściu  Simon  siedział  pogrążony  w  myślach.  Każdy  policjant, 

który  byłby  przestępcą,  nie  wydawałby  pieniędzy  na  prawo  i  lewo.  Ale 
gdyby ten nieuczciwy gliniarz miał pieniądze, z pewnością chciałby kupić 
coś specjalnego i być może gdzieś by to ukrył. Policja sprawdzała nagrania 
z  kasyn  w  Brytanii,  aby  zobaczyć,  czy  znajdą  na  nich  kogoś  od  nich,  ale 
przeglądanie długich taśm wideo zajmie wiele dni i tygodni. 

Zamówił  kolejnego  drinka.  Może  lepiej  byłoby  obserwować 

wchodzących i wychodzących z komendy i zorientować się, czy w którymś 
z policjantów zauważy coś, co potwierdzi jego podejrzenia. 

Policjanci od czasu do czasu odwiedzali pub Złoty Orzeł znajdujący się 

koło komendy. Zdecydował, że najlepiej będzie pójść tam od razu. 

Jednak  wszystko,  co  udało  mu  się  osiągnąć  tego  wieczoru,  to  za  dużo 

alkoholu  we  krwi  i  kac  następnego  dnia.  Żaden  z  policjantów  czy 
detektywów nie szastał forsą. 

TLR

background image

Simon wypił Alka-Seltzer i filiżankę mocnej kawy, po czym zasiadł do 

komputera, aby napisać raport dla Mixdena. Oczywiście oszukiwał Agathę, 
szpiegując, ale uspokajał się myślą, że Raising na to zasługiwała. Za to, że 
wtrąciła się w jego życie. 

Kiedy  tak  pisał,  jego  myśli  skupiły  się  na  tym,  co  on,  na  przykład, 

kupiłby,  gdyby  miał  dużo  pieniędzy.  Samochód!  Porsche  lub  ferrari. 
Trzymałby  je  dobrze  ukryte,  z  dala  od  Mircesteru,  ale  wyciągałby  je  na 
przejażdżkę w wolne dni. 

W  Birminghamie  był  salon  drogich  samochodów,  Class  Cars.  Myślał, 

aby  do  nich  zadzwonić,  ale  postanowił  jechać  tam  osobiście.  Dzięki 
hojności  rodziców  miał  szafę  pełną  drogich  ubrań.  Włożył  elegancki 
garnitur,  jedwabną  koszulę  i  krawat,  poprosił  ojca,  żeby  pożyczył  mu  na 
jeden dzień audi, i wyruszył. 

Simon  spacerował  dookoła  salonu  Class  Cars,  dopóki  nie  podszedł  do 

niego sprzedawca i zapytał, w czym może pomóc. 

Udawał zainteresowanie alfą romeo. 

 —  Myślę  o  kupieniu  czegoś  naprawdę  dobrego  —  powiedział  —  W 

dobie recesji ma się mniej pieniędzy niż zwykle. 

 —  Muszę  przyznać,  że  ludzie  trzymają  się  teraz  samochodów,  które 

posiadają  —  odparł  sprzedawca  —  Chciałby  pan  wziąć  alfę  na  próbną 
przejażdżkę? 

 —  Proszę  posłuchać  —  Simon  stał  się  nagle  bardzo  serdeczny  — 

Powiem panu, o co naprawdę mi chodzi. 

Pokazał  mu  wizytówkę  agencji  detektywistycznej  Agathy  ze  swoim 

nazwiskiem. 

 — Nie chcę marnować pańskiego czasu. Czytał pan o tych strasznych 

morderstwach w Cotswolds? 

 — Tak, ale co to ma wspólnego z nami? 

TLR

background image

 —  To  długa  historia  —  wyjaśniał  Simon.  —  Sądzimy,  że  mamy  do 

czynienia  z  nieuczciwym  gliniarzem.  Być  może  wydał  swoje  nieuczciwie 
zarobione  pieniądze  na  jakiś  drogi  samochód.  Nie  pamięta  pan  kogoś 
takiego? 

Sprzedawca zawahał się i rozejrzał wokoło. Salon był pusty. Sekretarka 

pracowała  w  rogu  salonu,  a  drugi  sprzedawca  gapił  się  bezmyślnie  w 
komputer. Simon wyjął zwitek banknotów. 

 — Niech pan to schowa — wysyczał. — Będę  miał zaraz przerwę na 

lunch. Chodźmy do pubu. 

W  lokalu  wyszło  na  jaw,  że  nazywa  się  Wilfred  But-  terfield.  Simon 

kupił im drinki i znalazł cichy stolik. 

 — Najpierw pieniądze — powiedział Wilfred. 

 — Zobaczę, czy informacja jest tego warta — sprzeciwił się Simon. 

 — No więc mieliśmy jednego gliniarza. Żartowaliśmy potem, że może 

ten  gliniarz  nas  sprawdzał.  Tak  wyglądał.  Twarde  spojrzenie,  błyszczące 
buty,  no  wie  pan.  Brał  na  przejażdżkę  jedno  auto  po  drugim  i  potem 
powiedział: 

 — Może tu wrócę. Zmarnowałem cały ranek. 

 — Jak on wyglądał? 

 — Krępy, ze szkockim akcentem, z jasnymi włosami. 

Simon podał mu pieniądze. 

 — Jeszcze ktoś? 

 — Nikt taki. My sprzedajemy samochody szanowanym ludziom. 

 — Szkoda, że nie mogę zajrzeć do waszych ksiąg sprzedaży. 

 —  Nie,  absolutnie  nie.  To  już  by  było  za  wiele.  Nie  kupi  mi  pan 

lunchu? 

TLR

background image

 — Nie — odparł Simon — Dałem panu wystarczająco dużo, żeby pan 

sobie sam kupił. 

W drodze powrotnej do Mircesteru Simon przypomniał sobie nagle, że 

widział  kilka  grupowych  zdjęć  policjantów,  które  ozdabiały  obskurną 
recepcję w komendzie w Mircesterze. Skierował się tam i chciał rozmawiać 
z Billem Wongiem, ale powiedziano mu, że go nie ma. 

 — Chwilę poczekam i zobaczę, czy wróci — powiedział. 

Spacerował  tam  i  z  powrotem,  oglądając  zdjęcia.  W  jednej  z  grup  był 

krzepki policjant z paskami sierżanta i jasnymi włosami. 

 — Znam tego gościa! — wykrzyknął. — Czy to nie Henry James? 

Dyżurny policjant przechylił się i zerknął na zdjęcie. 

 — Nie, to nasz sierżant Billy Tulloch. 

 — Dziwne. Wygląda jak Henry James. To ja już pójdę. 

Simon  czekał  w  samochodzie  na  parkingu  cały  dzień,  czując  się  coraz 

bardziej głodny, ale też zdeterminowany, żeby zobaczyć sierżanta Tullocha. 
Zobaczył  go  o  dziewiątej  wieczorem.  Sierżant  wsiadł  na  motocykl  i 
odjechał.  Simon  ruszył  za  nim.  Chwilami  myślał,  że  go  zgubił,  ponieważ 
sierżant  jechał  na  skróty,  ale  zobaczył  go  parkującego  przed  wesołym 
miasteczkiem poza miastem. 

 Tulloch wszedł tam, a Simon za nim. W końcu jednak zgubił go wśród 

straganów i wąskich przejść. 

Stał niezdecydowanie, kiedy poczuł, że coś twardego wciska się mu w 

bok i usłyszał głos o szkockim akcencie mówiący: 

 — To jest broń. Rób, co każę, a nic ci się nie stanie. 

Popędził Simona w kierunku miejsca zwanego Nawiedzony Dom. 

 — Właź — zamruczał Tulloch — Płać za wejście. 

TLR

background image

Simon zrobił, co mu kazano. 

 —  Pomocy!  —  zawołał  do  biletera  odbierającego  pieniądze,  ale  ten 

wybuchnął śmiechem, myśląc, że żartuje. 

Samochodzik szarpnął i potoczył się w mrok. W połowie drogi sztuczny 

szkielet,  który  był  umieszczony  na  krzesełku,  przechylił  się  do  przodu. 
Tulloch wbił nóż w bok Simona. Samochód zatrzymał się na chwilę, zanim 
znowu  szarpnął  do  przodu.  W  samochodzie  za  nimi  nie  było  nikogo. 
Tulloch  wyrwał  szkielet  z  siedzenia  i  wciągnął  Simona  na  wąską  rampę 
używaną  przez  inżynierów,  po  czym  wpakował  go  na  krzesło,  gdzie  był 
przedtem szkielet. Wyszedł i zniknął w tłumie. 

 

Patsy  Broadband  i  jej  chłopak  Terry  Kelly,  śmiejąc  się,  wsiedli  do 

samochodziku w Nawiedzonym Domu. 

 — Zdaje się, że jesteśmy tu jedynymi ludźmi — powiedziała Patsy. 

 — To dobrze — stwierdził Terry — Możemy się trochę zabawić. 

 — Och, daj spokój! Trzymaj ręce przy sobie. 

W połowie podróży Terry zaczął narzekać: 

 —  To  jest  najmniej  przerażające  miejsce,  w  jakim  byłem.  Nic,  tylko 

skrzypienie i kawałki malowanego plastiku. 

Nagle krzesełko zachwiało się i zatrzymało, a to, na którym był Simon, 

przechyliło się do przodu i jego ciało wylądowało na Patsy i Terrym. 

Patsy wrzeszczała i wrzeszczała: 

 — Zrzuć go ze mnie! 

 —  Lepiej  nie.  Zabierzmy  go  stąd  —  powiedział  Terry  —  On  chyba 

zemdlał albo coś. 

Samochód wytoczył się na jaskrawe światło wesołego miasteczka. 

TLR

background image

 — Hej, co to jest? — chciał wiedzieć bileter. 

 — Spadł na nas — poinformował go Terry. 

 —  O,  Boże!  Zakrwawił  mi  całą  sukienkę!  —  krzyczała  histerycznie 

Patsy. 

Wezwano karetkę i policję. Trzepocącego się między życiem a śmiercią 

Simona zawieziono do szpitala.

TLR

background image

 

R

OZDZIAŁ 

XII 

 

Toni  właśnie  miała  wyjść  z  domu,  kiedy  stanęła  oko  w  oko  z  Alice 

Peterson. 

 — Masz iść ze mną na komendę — oznajmiła policjantka — Wsiadaj 

do samochodu. 

 — O co chodzi? — chciała wiedzieć Toni. 

 — Dowiesz się na miejscu. 

To było wszystko, co powiedziała Alice. 

 — Myślałam, że tylko w telewizji detektywi odmawiają odpowiedzi na 

pytania. Czy wszystko w porządku z Agathą i kolegami z agencji? 

— Tak. 

 — A z Charlesem i Jamesem? 

 — Też. 

Toni  zamartwiała  się,  dopóki  nie  znalazła  się  w  pokoju  przesłuchań 

przed  Wilkesem,  Billem  Wongiem  i  policjantem  pełniącym  straż  przy 
drzwiach. 

Wilkes włączył taśmę i zaczął przesłuchanie. 

 — Simon Black jest w szpitalu na intensywnej terapii. 

 — Co się stało? 

 —  Został  zatrudniony  przez  agencję  detektywistyczną  Mixdena. 

Dostaliśmy  nakaz  przeszukania  jego  mieszkania  i  znaleźliśmy  w  jego 
komputerze  pełne  sprawozdanie  z  tego,  co  mu  pani  powiedziała  o 

TLR

background image

podejrzeniach  Agathy  Raisin,  że  mordercą  może  być  policjant. 
Sprawozdanie było gotowe do wysłania do Mixdena. 

 — Ja też kiedyś starałam się o pracę u niego — przyznała się Toni. — 

Mixden chciał, żebym szpiegowała dla niego w agencji Agathy. Och, w co 
do licha wplątał się Simon? Będzie żył? Został postrzelony? 

 —  Nie,  został  dźgnięty  nożem  w  wesołym  miasteczku  i  zostawiony, 

żeby  umarł  w  Nawiedzonym  Domu.  Gdyby  się  nie  przewrócił  na  parę 
młodych ludzi, byłby teraz martwy. Stracił dużo krwi. Ale okazuje się, że 
pchnięcie ominęło ważne tętnice. Czekamy, aż odzyska przytomność. 

 — Powiedział mi, że jest bezrobotny! — wykrzyczała Toni ze łzami w 

oczach — Byłam taka głupia. 

 — Czy podczas rozmowy wymienił kogoś, kogo podejrzewa? 

 — Nie. Powinnam była powiedzieć Agacie. 

Przesłuchanie  toczyło  się  dalej.  Billowi  było  przykro  z  powodu  Toni. 

Wilkes  prawie  oskarżył  ją  o  to,  że  ma  romans  z  Simonem,  Bill  często 
zastanawiał  się,  jak  Toni  udało  się  zachować  wygląd  niewiniątka, 
zważywszy na pracę, którą wykonywała, i rzeczy, które widziała. Ciekawy 
był, czy nadal jest dziewicą. Może zostały jeszcze jakieś w tym ohydnym, 
zepsutym świecie. 

W końcu Toni przeczytała zeznanie i je podpisała. 

 — Mam szczerze dość Agathy Raisin i jej personelu wtrącającego się w 

pracę policji — oświadczył Wilkes. 

 —  Ale  wygląda  na  to,  że  Agatha,  chociaż  czasem  wydaje  się 

zwariowana, jest genialna, co zresztą zostało już udowodnione. 

 — Kto był na wakacjach, kiedy uprowadzono Chelsea w Las Vegas? 

 — Właśnie... O, co się dzieje? 

TLR

background image

Policjant  przy  drzwiach,  który  rozmawiał  z  kimś  na  zewnątrz, 

powiedział nagląco: 

 — Myślę, że powinien pan to usłyszeć. Jest tu taki facet w recepcji. 

 —  Lepiej  niech  ma  coś  interesującego  do  powiedzenia  —  warknął 

Wilkes. 

Obaj z Billem cierpieli z powodu braku snu. 

Wilfred  Butterfield  podniósł  się  na  ich  widok  i  wybuchnął  potokiem 

słów: 

 —  Skoro  tylko  zobaczyłem  jego  zdjęcie  w  telewizji,  wiedziałem,  że 

mam obowiązek przyjść tutaj. 

 — Ma pan na myśli Simona Blaćka? 

 —  Tak.  Wpadł  do  naszego  salonu  w  Birmingham  i  powiedział,  że 

pracuje  dla  agencji  detektywistycznej  Agathy  Raisin.  Pokazał  mi 
wizytówkę. 

 — A pan jest...? 

 — Wilfred Butterfield, sprzedawca samochodów w Class Cars. 

 — Proszę iść z nami. Złoży pan zeznanie. 

W  pokoju  przesłuchań,  ostatnio  zajmowanym  przez  Toni,  Wilfred 

opowiedział  całą  historię,  opuszczając  fragmenty  dotyczące  pieniędzy, 
które otrzymał od Simona. 

Kiedy skończył, Wilkes powiedział: 

 —  Teraz  powtórzmy.  Mężczyzna,  którego  pan  opisał  Simonowi,  był 

krępy i miał szkocki akcent. 

— Tak. 

—  Tylko jedna osoba pasuje do tego opisu — pomyślał Wilkes — To 

sierżant Tulloch. 

TLR

background image

Wyszedł z pokoju i wrócił z twarzą bardziej ponurą niż kiedykolwiek. 

 — Detektyw sierżant Wong zabierze pana, żeby podpisał pan zeznanie. 

Dziękuję  za  przybycie.  Proszę  zatrzymać  te  informacje  dla  siebie,  żeby 
prasa się nie dowiedziała. 

Wyszedł  z  pokoju,  puszczając  mimo  uszu  żarliwe  zapewnienia 

Wilfreda.  Po  drodze  spotkał  policjanta  z  recepcji,  który  był  na  dyżurze 
poprzedniego wieczoru i wysłuchał jego opowieści o wizycie Simona. 

Zaczęły się poszukiwania Tullocha. Po tym, jak poinformowano ich, że 

sierżant ma dzień wolny, Wilkes, Bill i Alice i oddział policji, uzbrojeni w 
nakaz  przeszukania,  zbliżali  się  do  mieszkania  Tullocha.  Nie  było 
odpowiedzi na pukanie. Wilkes skinął głową i stanął z boku, podczas gdy 
wyważano drzwi. 

Mieszkanie  było  puste.  Wilkes  obdzwonił  wszystkie  lotniska  i  dworce 

kolejowe,  aby  uważano  na  Tullocha  i  tabliczkę  licencyjną  jego  roweru. 
Potem czekali w samochodzie, dopóki nie przybyła grupa operacyjna, aby 
przeszukać mieszkanie. 

Po opuszczeniu komendy Toni poszła prosto do szpitala. W poczekalni 

zastała Agathę. Niedaleko niej siedzieli rodzice Simona. 

 — Przykro mi, Agatho — szepnęła Toni. 

Agatha wzruszyła ramionami. 

—  Już  o  świcie  miałam  sesję  z  policją.  Więc  Simon  chciał  nas 

szpiegować dla Mixdena? No i to, co odkrył, prawie go zabiło. Co za strata. 
Taki  młody;  błyskotliwy  człowiek.  Nie  wiń  siebie,  Toni.  Równie  dobrze 
mógł mnie oszukać. O, idzie chirurg. 

Patrzyły  niespokojnie,  a  potem  ujrzały  uśmiech  na  twarzach  rodziców 

Simona. Przybyli Wilkes i inny detektyw, którego nie znały. 

—  Wy  dwie  —  oznajmił  —  nie  macie  po  co  czekać.  Tylko  rodzice  i 

policja. 

TLR

background image

— Wiem, zadzwońmy do Patricka — zaproponowała Agatha. — Założę 

się, że dowiedział się czegoś. 

Poszły  do  kawiarni  po  przeciwnej  stronie  drogi,  gdzie  wystawiono 

stoliki  na  zewnątrz.  Agatha  zamówiła  dwie  kawy,  zapaliła  papierosa  i 
zadzwoniła do Patricka. 

Toni czekała niecierpliwie, aż Agatha skończy rozmowę. 

— Okazuje się, że sprawcą jest sierżant Billy Tulloch. Albo pracował z 

Beechem,  albo  przejął  interes,  kiedy  Be-  ech  odpadł.  Pracował  dla  kogoś 
lub  dla  jakiegoś  gangu.  Nie  możemy  nic  zrobić,  tylko  czekać.  Z  jakiegoś 
powodu Simon odwiedził salon samochodowy w Birmingham i dowiedział 
się, że Tulloch pytał o ekskluzywne samochody. Patrick mówi, że fabryka 
Staikova została gruntownie przeszukana. 

— Już nic dzisiaj nie zrobimy, a ja potrzebuję snu. Myślę, że powinnaś 

dzisiaj zostać u mnie, Toni. Moja chata jest dobrze strzeżona. 

Toni  wahała  się  tylko  przez  chwilę.  Pomyślała  o  biednym  Simonie, 

którego pozostawiono, żeby umarł w taki straszny sposób. 

— Dobrze, dziękuję. Pójdę do domu i spakuję torbę. 

Toni  ulżyło,  kiedy  zobaczyła  Charlesa  czekającego  w  samochodzie 

przed domem szefowej. Agatha czasem ją przytłaczała. 

Charles, pijąc kawę, słuchał najnowszych wieści. 

 —  Ciekawe,  co  skłoniło  Simona,  żeby  pojechać  do  tego  salonu  — 

zastanawiał się Charles — Sądzisz, że Mixden wie więcej niż powinien? 

 —  Myślę,  że  to  był  przypływ  intuicji  —  odparła  Toni  — 

Prawdopodobnie  próbował  wyobrazić  sobie,  w  co  gliniarz  z  dużą  ilością 
pieniędzy mógłby je zainwestować. 

 — Patrick mówi, że Tulloch nie miał żadnych wakacji, tylko kilka dni 

wolnego. Być może dlatego pojechał do Las Vegas. 

TLR

background image

 —  Skoncentrowaliśmy  się  na  Staikovie,  ponieważ  jego  ojciec  jest 

Bułgarem  —  odezwała  się  Agatha  —  A  jaka  inna  firma  ma  ciężarówki 
jeżdżące za granicę? 

 — Richards! — wykrzyknęła Toni. 

 —  On  składuje  tanie  skórzane  kurtki.  Nie  musi  ich  brać  od  Staikova. 

Jestem pewna, że jego ciężarówki jeżdżą za granicę po owoce i warzywa. 
W  miejscowych  gazetach  było  dużo  protestów  dotyczących  składowania 
zagranicznych produktów i ignorowania krajowych. 

Rozległ się dzwonek do drzwi. 

 — Ja otworzę — zaofiarował się Charles i popatrzył przez wizjer — To 

Wilkes. 

 — Wpuść go — powiedziała niechętnie Agatha — Co tam się znowu 

stało? 

Okazało  się,  że  Wilkes  przyszedł  dać  im  wykład.  Wierzył  w  solidne 

policyjne  procedury  i  uważał,  że  intuicyjne  występy  Agathy  i  Simona 
czyniły mu bałagan w śledztwie. Na darmo Agatha próbowała wykazać, że 
gdyby  nie  Simon,  nigdy  nie  dowiedzieliby  się  o  Tullochu.  Wilkes 
stanowczo  zapowiedział,  że  od  tej  chwili  Agatha  i  jej  personel  mają 
zostawić wszystkie sprawy policji. 

Kiedy wyszedł, odezwała się Toni. 

 —  Powinniśmy  byli  mu  powiedzieć  o  podejrzeniach  w  stosunku  do 

Richardsa. 

Agatha była wściekła. 

 —  Coś  wam  powiem.  Jestem  zmęczona  tym  pompatycznym  durniem, 

który traktuje mnie jak uczennicę. Ja mu pokażę. 

 — Jak? — zapytał Charles. 

TLR

background image

 — Teraz pójdziemy do łóżek i odpoczniemy, a potem będziemy śledzić 

jedną z ciężarówek Richardsa i zobaczymy, gdzie pojedzie. 

 — Sprawdzę, czy James jest w domu — powiedział Charles — On jest 

bardziej chętny do takich eskapad niż ja. 

Niestety, wrócił wkrótce, mówiąc, że Jamesa nie ma. 

 — Dobrze — zgodził się niechętnie — Pojadę z wami. Gdybym był na 

twoim miejscu, Agatho, zadzwoniłbym do Doris i poprosił, aby przyszła i 
zabrała twoje koty. 

 — Dlaczego? 

 —  Myślę,  że  to,  co  proponujesz,  jest  niebezpieczne.  Każdy,  kto 

zatrudnia takiego okrutnego psychopatę jak Tulloch, chce mieć pewność, że 
nie zostaniesz żywa. 

Postanowili śledzić jedną z ciężarówek w ciągu dnia, kiedy na drogach 

był duży ruch. 

Agatha  niedawno  kupiła  mercedesa,  więc  postanowili  nim  jechać, 

ponieważ  Charles  miał  upodobanie  do  kupowania  jak  najtańszych, 
używanych samochodów, jakie tylko mógł znaleźć. 

Czekali  przed  supermarketem  Richardsa,  dopóki  nie  zobaczyli,  jak 

wyjeżdża jedna z tych wielkich ciężarówek. Charles prowadził. 

 —  Jeśli  zatrzyma  się  na  miejscowej  farmie,  aby  zabrać  mleko  i  inne 

wyroby, zmarnujemy dzień — martwił się Charles. 

Ale ciężarówka toczyła się na wschód. 

 — Wybiera drogę do Dover — zauważyła podekscytowana Agatha — 

Jeśli wjadą na prom, lepiej pozostańmy w samochodzie. 

Jednak przed Dover ciężarówka zjechała z głównej drogi. 

TLR

background image

 —  Ruch  jest  tutaj  mniejszy  —  stwierdził  Charles  —  Muszę  pozostać 

nieco w tyle, bo jesteśmy na otwartej przestrzeni. Spójrzcie, zatrzymują się 
w  tej  zatoczce.  Muszę  ich  minąć,  zatrzymać  się  gdzieś,  wrócić  pieszo  i 
spróbować wyszpiegować, co robią. 

Pojechał  dalej  i  zaparkował  pod  drzewami  przy  jakiejś  gospodarskiej 

drodze. 

 — Naprzeciwko tej zatoczki był żywopłot. Jeśli przejdziemy na drugą 

stronę  przez  to  pole  i  wrócimy  się  nieco,  powinniśmy  zobaczyć,  co  się 
dzieje. 

Wkrótce  tłoczyli  się  za  żywopłotem.  Kilku  wyglądających  na 

gangsterów mężczyzn wyszło z ciężarówki. Usiedli przy drodze, pili kawę 
z  termosów  i  jedli  kanapki.  Agacie  zaburczało  w  brzuchu  tak  głośno,  że 
obawiała się, iż usłyszą. 

 Dzień  ciągnął  się  i  ciągnął.  Po  jakimś'  czasie  kierowca  wsiadł  do 

kabiny, ale zamiast włączyć silnik, ułożył się do snu. Reszta wspięła się na 
tył ciężarówki, a potem wszystko ucichło. 

 — Musi się tu coś dziać — szepnęła Toni — Na co oni czekają? 

Słońce powoli zachodziło. Charles zasnął, a Toni poczuła, że opadają jej 

powieki.  Tylko  Agatha,  zraniona  wykładem  Wilkesa,  chciwie  wlepiała 
oczy w ciężarówkę. 

W końcu obudziła kuksańcem Charlesa. 

 — Słyszę, że nadjeżdża jakiś samochód — szepnęła. 

 — Nie podnoś się. 

Noc  przecięły  światła  reflektorów.  Jakiś  samochód  zatrzymał  się, 

wysiadł z niego mężczyzna i załomotał w drzwi ciężarówki. 

 — Kto to jest? — zapytała Toni. 

Mężczyzna skierował się do samochodu i stanął w świetle reflektorów. 

TLR

background image

 — To Richards — powiedziała podniecona Agatha. 

Tom  Richards  rozmawiał  z  kierowcą.  Ciężarówka  powoli  ruszyła,  a 

Richards pojechał za nią. 

 —  Pozwolimy  im  odjechać,  a  potem  ich  dogonimy    —  postanowił 

Charles — Muszę jechać bez świateł, żeby nas nie zauważyli. 

Kiedy odjeżdżali tak cicho, jak tylko było można, Agatha zamruczała: 

 — Nie możesz jechać trochę szybciej? Oni mogą być wszędzie. 

 — Mogą się nagle zatrzymać i usłyszeć nasz silnik — wyjaśnił Charles 

—  Widzę  ich  światła  w  oddali.  Pojechali  tą  wiejską  drogą.  Zbliżę  się  do 
nich, na ile to możliwe. 

Nagle na nocnym niebie zamajaczyła ogromna szopa i ciężarówka oraz 

samochód Richardsa zatrzymali się przed nią. 

 — Agatho — powiedział Charles — zanim zrobimy coś więcej, czy nie 

byłoby  dobrze  zadzwonić  na  policję?  To  są  zatwardziali  zabójcy  i 
psychopaci. Ciągle myślę o tym, co zrobili Beechowi. 

 — Tylko zajrzymy — błagała Agatha — i zaraz potem zadzwonimy na 

policję, jeśli coś będzie się działo. 

Wysiedli  z  samochodu  i  skierowali  się  do  szopy.  Nagle  Agatha  się 

zatrzymała. 

 — Muszę się wysikać. 

 —  To  sikaj  i  idź  za  nami  —  powiedział  Charles  ze  złością  —  Nie 

mogłaś tego zrobić, kiedy czekaliśmy za żywopłotem? No, idź już. 

 — Zaczekajcie na mnie — błagała Agatha. 

 — Spojrzę tylko i wycofujemy się. 

TLR

background image

Upadłszy  na  trawę,  oboje  z  Toni  zaczęli  czołgać  się  do  przodu.  Drzwi 

szopy były otwarte i światło wydostawało się na zewnątrz. Charles zdołał 
rzucić okiem do środka. 

 — To jest laboratorium. Chyba robią tu narkotyki. 

I  wtem  on  i  Toni  zostali  schwytani.  Toni  krzyknęła  głośno.  Agatha 

podciągnęła  majtki,  odwróciła  się  i  pobiegła  do  samochodu.  Ręce  jej  się 
trzęsły, kiedy wybierała numer policji. 

 — Jak nas znaleźliście? — chciał wiedzieć Richards, podczas gdy trzej 

mężczyźni trzymali Toni i Charlesa. 

 —  Nie  chcecie  odpowiedzieć,  co?  Borys,  weź  palnik  acetylenowy  i 

przypal tę piękną twarzyczkę. Wkrótce powie nam wszystko. 

 —  To  był  mój  pomysł  —  przyznał  się  Charles  —  Policja  nie  wie  o 

niczym. 

 — Zaraz dowiecie się, co robimy z takimi, co wtrącają się w nie swoje 

sprawy. Przypal jej twarz, Borys — rozkazał Richards. 

Charles próbował uwolnić się z więzów, ale trzymali go mocno. 

Borys zbliżył się z palnikiem. 

 — Ktoś nadjeżdża! — krzyknął nagle Richards. 

Agatha Raisin, skulona nad kierownicą mercedesa, uderzyła w szopę, a 

potem  w  Borysa.  Chemikalia,  szklane  słoiki  i  retorty  wyleciały  w 
powietrze.  Agatha  skręciła  gwałtownie,  uderzyła  Richardsa  bokiem 
samochodu i złamała mu nogę. 

 — Zastrzelcie ją! — wrzasnął. 

Płomienie zaczęły się rozprzestrzeniać, więc ludzie Richardsa wybiegli 

na  zewnątrz,  do  ciężarówki.  Charles  i  Toni  wskoczyli  do  samochodu, 
Agatha zawróciła i chciała ich gonić, jednak Charles krzyknął: 

TLR

background image

 — Musimy zabrać stąd Richardsa. 

 Agatha  zatrzymała  samochód,  Charles  wbiegł  do  szopy  i  wyciągnął 

wyjącego z bólu Richardsa z tego piekła. Jego ubranie stało w ogniu, więc 
Charles turlał go po trawie, dopóki płomienie nie zgasły. 

 Nagle nad ich głowami pojawił się helikopter, a w oddali słychać było 

syreny policyjnych samochodów. 

Richards stracił przytomność. Agatha i Toni wysiadły z samochodu. 

 — Oni zamierzali spalić jej twarz, Agatho — powiedział Charles. 

Agatha siedziała blada, patrząc na swoją pracownicę i przeklinając się w 

duchu za próżność, która omal nie doprowadziła do śmierci dziewczyny. 

Potem zostali otoczeni przez policję, karetki i straż pożarną. Richardsa 

pod strażą zabrano do karetki, a członków jego gangu schwytano. 

Agatha chciała, żeby również Toni wzięto do szpitala, bo była w szoku, 

ale  dziewczyna  odmówiła.  Następnie  wszyscy  pojechali  na  przesłuchanie 
na  komendę  policji  w  Dover,  a  potem  przeniesiono  ich  do  tak  zwanego 
bezpiecznego domu na dalsze przesłuchanie następnego rana. 

Na szczęście, na miejscu okazało się, że jest nocna bielizna i ubrania na 

zmianę. Wszyscy stłoczyli się na kanapie w małym salonie. Charles wstał, 
poszedł do kuchni i wrócił z butelką whisky. 

 — Zobaczcie, co znalazłem. 

 — Toni potrzebuje gorącej, słodkiej herbaty — pouczała go Agatha. 

 — Toni potrzebuje się upić — odezwała się Toni zmęczonym głosem. 

 — Więc to jednak były narkotyki — powiedziała po chwili Agatha. 

 —  Ale  nie  było  Tullocha  —  zauważył  Charles  —  Nie  mogę  znieść 

myśli, że ten psychopata jest wciąż na wolności. 

TLR

background image

Toni  wzdrygnęła  się  i  Agatha  szybko  dodała:  —  Prawdopodobnie 

pozbyli się go. Chodźmy spać. 

Agatha obudziła się w nocy i znalazła Charlesa obok siebie w łóżku. 

 — Co ty... ? 

 — Zamknij się i śpij. 

Objął  ją  ramionami  i  Agatha  znowu  zasnęła,  zagłębiając  się  w  świat 

koszmarów, gdzie nawiedziła ją piękna twarz Toni spalona palnikiem. 

Policjant,  który  stał  na  straży  przed  drzwiami,  zapukał  rano  i  zapytał, 

czy chcieliby zjeść śniadanie. 

 — Lepiej coś zjedzmy — radziła Agatha. 

 — Obok jest McDonalds. 

 — Nie można dostać nic innego? — narzekała Agatha. 

 —  Co  jest  złego  w  McDonaldzie?  —  zapytał  Charles  —  Umieram  z 

głodu. 

Właśnie skończyli jeść, kiedy powiedziano im, że będą eskortowani do 

Mircesteru. 

 — A co z moim samochodem? 

 —  Musi  się  pani  skontaktować  ze  swoją  agencją  ubezpieczeniową. 

Spadła na niego część płonącej szopy i trzeba go spisać na straty. 

W Mircesterze przesłuchano każdego z osobna. Z Toni rozmawiali Bill 

Wong i Alice Paterson. Mimo że byli bardzo delikatni, powtórne przejście 
przez tę historię było dla niej traumatycznym przeżyciem. Kiedy skończyła 
opowiadać i podpisała zeznanie, Bill powiedział: 

 — Musisz koniecznie zgłosić się po pomoc dla ofiar przemocy. 

 — Już dobrze się czuję. 

TLR

background image

 —  Ja  jednak  uważam,  że  cierpisz  na  tak  zwany  opóźniony  szok  — 

odezwała się Alice — Pozwól, że umówię cię na spotkanie. 

 — Dobrze — zgodziła się Toni, czując, że zgodziłaby się na wszystko, 

byłe tylko opuścić komendę i znaleźć się w swoim mieszkaniu. 

Agatha i Charles spotkali się w recepcji. 

 —  Muszę  wziąć  prysznic  i  się  wyszorować  —  oznajmiła  Agatha  — 

Toni widocznie poszła do siebie. Powinniśmy pójść i ją zabrać? 

 — Sądzę, że będzie chciała być sama — odparł Charles — Nie wiesz, 

czy znaleźli Tullocha? Niczego się od nich nie dowiedziałem. 

 —  Wilkes  powiedział,  że  ciągle  go  szukają.  Nie  podoba  mi  się  to.  A 

jeśli on postanowi zemścić się na jednym z nas? 

 — Moim zdaniem on zniknął na długo — powiedział Charles, tłumiąc 

ziewanie. 

 —  Powinnam  zadzwonić  do  szpitala  i  dowiedzieć  się,  co  z  Simonem. 

Zastanawiam się, czy nie zatrudnić go ponownie. 

 — Co?! Chyba zwariowałaś! Przecież on szpiegował dla Mixdena. 

 —  Wiem,  wiem.  Ale  spójrz  na  to  z  innej  strony.  My,  amatorzy,  nie 

mamy  takich  możliwości,  jakie  ma  policja.  Który  policjant  miałby  tyle 
wyobraźni, aby pojąć, co zrobiłby człowiek z dużą ilością pieniędzy, które 
musi ukryć? 

 — Zobaczymy, co Toni sądzi o tym pomyśle. 

 —  Nie  zamierzam  chwilowo  nic  z  tym  robić.  Muszę  zadzwonić  do 

agencji  ubezpieczeniowej  i  wziąć  inny  samochód.  Poprosimy  gliniarzy, 
żeby nas odwieźli do domu? 

 — Mam ich dość. Weźmy taksówkę. 

TLR

background image

Kiedy znaleźli się w chacie Agathy, Charles powiedział, że pojedzie do 

domu  i  może  zobaczą  się  później.  Obserwując,  jak  odjeżdża,  Agatha 
poczuła się dziwnie osamotniona, ale zaraz się otrząsnęła. Charles przycho-
dził i odchodził, nie można było na nim polegać. 

Sprzątaczka  Agathy  oddała  jej  koty,  które  zupełnie  ją  ignorowały  i 

czekały przy drzwiach do ogrodu, żeby je wypuściła. 

 — Powinna pani założyć klapkę dla kotów — poradziła Doris. 

 — A jeśli jakiś intruz wczołga się do środka? 

 — Nikt nie jest taki chudy. 

 — Ale mogliby wrzucić przez nią bombę. 

 — Mogliby zrobić to również przez skrzynkę na listy. 

 —  Jesteś  dzisiaj  jak  beczka  śmiechu  —  powiedziała  Agatha  i 

wybuchnęła płaczem. 

Doris popatrzyła na nią zdumiona i przytuliła ją. 

 — Sprowadzę tu zaraz panią Bloxby. 

 

 Pani Bloxby była zszokowana wyglądem Agathy. Zazwyczaj była żywą 

reklamą  powiedzenia,  że  w  dzisiejszych  czasach  pięćdziesiątka  jest  nową 
czterdziestką, ale teraz wyglądała bardzo blado i mizernie. 

Po  wypiciu  filiżanki  gorącej,  słodkiej  herbaty  z  brandy  i  wypaleniu 

dwóch papierosów Agatha zaczęła odzyskiwać siły. 

 — Nigdy nie widziałam pani w dresie — zdziwiła się pani Bloxby. 

 — To z policyjnego magazynu w Dover. 

 —  Słyszałam  o  tym  wszystkim  w  porannych  wiadomościach. 

Oczywiście  nie  ujawniono  za  wiele  z  powodu  bliskiej  sprawy  sądowej. 
Proszę mi o tym opowiedzieć. 

TLR

background image

Pani Bloxby słuchała z przerażeniem historii Agathy, a potem zapytała, 

gdzie jest Toni. 

 — W swoim mieszkaniu. 

 —  A  ten  Tulloch  jest  wciąż  na  wolności!  Jadę  do  Mircesteru,  aby  ją 

stamtąd zabrać. 

 

Kiedy Charles wrócił do domu, Gustav poinformował go, że w salonie 

czeka Penny Dunstable. Była to jedna z licznych starych miłości Charlesa. 
Gustav  sądził,  że  jeśli  nie  sprawi,  żeby  Charles  ożenił  się  z  kimś  odpo-
wiednim, to pewnego dnia Agatha może się stać panią tej rezydencji. 

Penny  podniosła  się  na  powitanie  Charlesa.  Była  wysoka  i  smukła,  z 

gęstymi brązowymi włosami i podłużną twarzą. Charles pamiętał, że była 
fantastyczną kochanką. 

 —  Jestem  wykończony  —  oznajmił  —  Droga  Penny,  wybrałaś  zły 

dzień na wizytę. Idę do łóżka. 

 — Dobry pomysł — ucieszyła się Penny. 

Seks  —  pomyślał  Charles.  —  Dużo  seksu.  Takiego  właśnie  lekarza 

potrzebuję! 

Ale  zaraz  stanęła  mu  przed  oczami  smutna,  blada  twarz  Agathy,  gdy 

obserwowała, jak odjeżdżał. Cholerna Agatha. 

 — Przykro mi, kochana. Innym razem. 

Szybko odszedł, a Gustav biegł za nim po schodach. Odwróciwszy się 

nagle, Charles powiedział ze złością: 

 —  Sam  mogę  się  położyć  do  łóżka,  dziękuję.  To  ty  ją  zaprosiłeś, 

prawda? 

TLR

background image

 —  Spotkałem  pannę  Dunstable  na  targu  i  pomyślałem,  że  będzie  pan 

zadowolony, widząc ją znowu. 

 — Nie tym razem — odparł Charles. — Daj jej drinka i pozbądź się jej. 

Toni  otworzyła  drzwi  pani  Bloxby  i  potulnie  przyjęła  zaproszenie  na 

probostwo. Pastorowa pomogła jej się spakować. 

 — Czekam na telefon z towarzystwa wspierającego ofiary przemocy — 

poinformowała Toni. 

 — Zostawiłaś policji numer swojej komórki? 

— Tak. 

 — Więc będą mogli cię znaleźć. A nie chciałabyś być raczej ze swoją 

matką? 

 —  Ona  właśnie  dostała  nową  pracę.  Dzwoniła  do  mnie,  ale 

powiedziałam jej, że wszystko w porządku i że zobaczymy się w weekend. 

 Kiedy  wsiadły  do  starego  morrisa  minora,  pani  Bloxby  spojrzała  w 

boczne lusterko. Gdyby tylko policja przybyła z wiadomością, że znaleźli 
Tullocha! 

Żona  pastora  westchnęła  z  ulgą,  kiedy  w  końcu  wjechała  na 

trzypasmową  drogę  wiodącą  do  Carsely.  Żaden  samochód  nie  jechał  za 
nimi. 

Kiedy już były na plebanii, Toni wyciągnęła się na leżaku w ogrodzie i 

poczuła  ciepło  słońca  na  twarzy.  Otoczył  ją  spokój  panujący  wokół  i 
wkrótce zasnęła. 

Tego  wieczoru  Agatha  zakleiła  swoją  skrzynkę  na  listy  za  pomocą 

Super Glue wiedząc, że listonosz zostawi wszelkie listy do niej w sklepie 
we wsi. Próbowała dodzwonić się do Charlesa, ale Gustav powiedział, jak 
zwykle zresztą, że pan jest niedostępny. 

TLR

background image

Weszła na górę i stanęła na półpiętrze. Spojrzała tęsknie w stronę domu 

Jamesa,  ale  nie  widziała  żadnego  światła,  a  jego  samochodu  też  nie  było 
przed domem. 

Dzwonek do drzwi sprawił, że gwałtownie podskoczyła. Zeszła na dół, 

spojrzała przez wizjer i zobaczyła twarz Billa Wonga. Otworzyła drzwi. 

 — Wejdź. Złapaliście go? 

 — Kogo? 

 — Tullocha, oczywiście. 

 —  Pracujemy  nad  tym.  Jeden  z  tego  gangu  Richardsa  wydaje  się  być 

słabszy  niż  inni.  Będziemy  z  nim  wkrótce  rozmawiać.  Likwidujemy  cały 
interes.  Richardsowi  nie  wystarczyła  sieć  supermarketów.  Laboratorium 
miało  być  nowym  przedsięwzięciem,  założonym  w  celu  sporządzania 
czystej  metadyny.  Tyle  zdołali  się  dowiedzieć  pracownicy  zespołu 
kryminalnego na podstawie spalonych resztek. Gdzie jest Toni? 

 — Przebywa z panią Bloxby. 

 — Najlepsza rzecz, jaką mogła zrobić. 

 —  Byłaby  całkiem  bezpieczna  ze  mną  —  powiedziała  Agatha 

obrażonym tonem. 

 —  Miejmy  nadzieję,  że  ty  jesteś  bezpieczna  —  Bill  spojrzał  na 

zakratowane okno w kuchni. 

Agatha podążyła za jego wzrokiem i stwierdziła z goryczą: 

 — Czuję się, jak bym była w więzieniu, podczas gdy Tulloch może być 

gdzieś obok, włócząc się na wolności. A co z Fioną Richards? Czy ona coś 
wiedziała? 

 — Zaprzecza temu gwałtownie i ze łzami w oczach. Jedyne, nad czym 

się teraz zastanawia, to co się stanie z jej luksusowym stylem życia. 

TLR

background image

 — Richards rzeczywiście był szefem tego interesu? 

 — Zanim jego ambicją stało się przyłączenie do rynku narkotykowego, 

zajmował  się  kradzieżą  samochodów  i  drogich  maszyn  rolniczych  i  ich 
transportem do Europy Wschodniej. Wśród mężczyzn, których złapaliśmy, 
było  dwóch  Albańczyków,  jeden  Kurd  i,  przykro  mi  to  mówić,  dwaj 
mieszkańcy  Mircesteru,  którzy  w  przeszłości  siedzieli  w  więzieniu  za 
ciężkie uszkodzenie ciała. 

Zadzwonił  telefon  Billa,  więc  wyszedł  z  kuchni,  aby  odebrać.  Kiedy 

wrócił, jego twarz miała groźny wyraz. 

 —  Jeden  z  gangsterów  zaczął  śpiewać.  Powiedział,  że  Beech  zarabiał 

pieniądze,  informując  Richardsa,  które  kombajny  zostały  na  polu  i  gdzie 
zdobyć drogie samochody. Być może P w jego rejestrze oznaczało porsche. 

 On również ostrzegał Richardsa, kiedy podejrzewaliśmy kogoś z gangu. 

Jednak zdawało mu się, że dostaje za mało i zaczął Richardsa szantażować, 
a  ten  kazał  swoim  ludziom  tak  go  załatwić, żeby  odstraszyć  każdego,  kto 
chciałby  zrobić  to  samo.  Pomysł  z  pieczeniem  prosiaka  był  pomysłem 
Borisa.  Brakujące  stopy  i  ramiona  znaleziono  w  zamrażarce  z  tyłu 
głównego supermarketu w Mircesterze. 

 — Nikt z personelu ich nie znalazł? 

 —  Zamrażarka  była  zamknięta  na  kłódkę.  Richards  jest  chorym  i 

okrutnym  człowiekiem.  Reszta  jego  gangu  wkrótce  zwróci  się  przeciwko 
niemu, kiedy dowiedzą się, że on zamierza zasłaniać się tym, że grozili mu 
i zmusili do wykonywania tej brudnej roboty. 

 — A kiedy pojawił się Tulloch? 

 —  Myślę,  że  wkrótce  po  zamordowaniu  Beecha.  On  jest  nałogowym 

hazardzistą i był winien pieniądze lichwiarzowi. Richards usłyszał o tym od 
lichwiarza.  Sądzimy,  że  Tulloch  naćpał  się  przed  twoim  domem,  aby 
odwrócić od siebie podejrzenia. 

TLR

background image

 —  Tulloch  zabił  Amy  Richards,  która  miała  zamiar  go  szantażować. 

Nie mogę zrozumieć, jak ta głupia kobieta mogła pomyśleć, że ujdzie jej to 
płazem. 

 — A co jest w aktach Tullocha? 

 — Wydawał się być dobrym gliniarzem, dopóki nie zaczęliśmy grzebać 

się  w  jego  przeszłości.  Jego  żona  wezwała  nas  pewnej  nocy,  ponieważ  ją 
pobił. Miała złamane dwa żebra. Potem jednak wycofała oskarżenie. Kilka 
miesięcy  później  rozwiódł  się  z  nią.  Został  przeniesiony  do  nas  z 
Manchesteru.  Zanim  stamtąd  wyjechał,  była  tam  seria  brutalnych, 
sadystycznych  morderstw  prostytutek.  Skończyły  się,  kiedy  go 
przeniesiono. 

Tej  nocy  Simon  nie  mógł  spać.  Zdrowiał  szybko,  ale  nie  na  duchu. 

Nigdy  w  życiu  nie  czuł  się  tak  kiepsko  i  nie  był  tak  zawstydzony.  Miał 
pewność,  że  w  wojsku  wiedziano,  że  udaje  chorego,  ale  po  tym,  jak 
potraktował  Sue,  postanowili,  że  lepiej  będzie  się  go  pozbyć.  Rodzice 
wiedzieli wszystko o jego szpiegowaniu dla Mixdena i patrzyli na niego ze 
smutkiem, jak gdyby nie mogli uwierzyć, że spłodzili takiego potwora. 

Przed  jego  drzwiami  stał  strażnik,  ale  kiedy  uznano,  że  jest 

wystarczająco silny, żeby go przenieść na ogólną salę, policjanta odwołano. 
Wiadomość,  że  jego  rodzice  nie  widzieli  powodu,  by  płacić  za  prywatny 
pokój dla niego, wstrząsnęła nim. 

Czasami, w najgorszych momentach, zaczynał żałować, że nie umarł. W 

dodatku strach, że Tulloch wróci, aby dokończyć swoją robotę sprawiał, że 
odmawiał przyjmowania tabletek nasennych, żeby być ciągle w pogotowiu. 
Inni pacjenci nie rozmawiali z nim. Słyszał, jak mówili, że prawdopodobnie 
jest kryminalistą. 

Był  wdzięczny,  że  teraz  ma  wystarczająco  dużo  siły,  żeby  iść  sam  do 

łazienki  i  nie  musieć  znosić  poniżenia,  dzwoniąc  po  basen.  Wyszedł  z 
łazienki i wahał się, czy iść do kuchni i poszukać jakiegoś jedzenia. Zupę i 
kanapkę  podano  o  szóstej  wieczorem  i  wiedział,  że  nie  może  spodziewać 

TLR

background image

się  żadnego  jedzenia  aż  do  jutra  rano.  W  recepcji  nie  było  nocnej 
pielęgniarki.  Zdołał  znaleźć  małą  kuchenkę,  Przygotował  sobie  filiżankę 
kawy  i  kanapkę  z  serem.  Poczuł  się  słabo  i  niepewnie,  więc  ostrożnie 
wyszedł  z  kuchni,  żeby  wrócić  do  łóżka.  Przed  sobą  zobaczył  kogoś,  kto 
wyglądał  jak  salowy,  pchający  wózek  z  lekarstwami.  Zatrzymał  się  przed 
salą  Simona,  wybrał  strzykawkę  i  napełnił  ją.  Simon  zaczął  trząść  się  ze 
strachu.  Było  coś  strasznie  znajomego  w  tej  tęgiej  postaci  z  jasnymi 
włosami. Wycofał się powoli i zaczął biec w kierunku recepcji, wołając: 

Wezwijcie policję! Tu jest Tulloch. Chce mnie zamordować. 

Wkrótce  szpital  został  otoczony.  W  porzuconym  wózku  policjanci 

znaleźli  strzykawkę  pełną  cyjanku.  Bill  Wong,  śpiesząc  do  szpitala, 
zastanawiał  się,  czy  jeszcze  kiedykolwiek  uda  mu  się  spokojnie  przespać 
noc.  Ale  Tulloch  —  to  musiał  być  Tulloch,  bo  któż  inny  chciałby  zabić 
Simona — zniknął. 

Simona ponownie umieszczono w prywatnym pokoju, a przed drzwiami 

stał strażnik. Simon poczuł nagłą tęsknotę za szorstką Agathą Raisin. 

Agathę  obudził  przeraźliwy  dzwonek  telefonu  stojącego  przy  łóżku. 

Spojrzała na zegarek. Trzecia nad ranem? Podniosła słuchawkę. 

To ja, Simon — głos na drugim końcu mówił szeptem — Niech się pani 

nie rozłącza. 

 — Czego chcesz ty podstępna, mała kreaturo? — zapytała. 

 — Tulloch był tutaj, w szpitalu — szybko opowiedział jej, co się stało, 

i poprosił, żeby przyjechała do szpitala. 

 —  Bóg  wie  po  co  —  odparła  kwaśno  Agatha  —  Posłuchaj,  nie  jesteś 

już  na  oddziale  intensywnej  terapii,  jak  mniemam,  więc  przyjdę  rano,  w 
porze odwiedzin. 

TLR

background image

Przez  resztę  nocy  Agatha  spała  niespokojnie.  Każdy  szmer  na  dachu 

krytym strzechą sprawiał, że  myślała, iż to czołga się Tulloch, za każdym 
skrzypnięciem starego drewna sądziła, że próbuje znaleźć wejście do chaty. 

Nigdy  nie  byłam  tak  przerażona  tak  długo  —  myślała  smętnie.  Och, 

tęsknię  za  tym  nudnym  szukaniem  zagubionych  nastolatek  i  kotów. 
Przyrzekam, że nigdy więcej nie będę narzekać. 

Agatha  nie  śpieszyła  się  z  wyjazdem  do  szpitala.  Najpierw  poszła  do 

fryzjera. 

Wreszcie  Simon  spostrzegł  przez  otwarte  drzwi  swego  pokoju,  że  się 

zbliża i zawołał do strzegącego go policjanta, żeby ją wpuścił. 

 — Miło widzieć, że lepiej wyglądasz — odezwała się szorstkim tonem 

Agatha  —  Ale  muszę  ci  powiedzieć,  że  jesteś  podstępnym,  wstrętnym 
draniem. 

 —  Przepraszam  —  powiedział  Simon.  Jego  gęste  włosy  były 

zmierzwione i wyglądał bardzo młodo. 

 — Prawda jest taka, że jestem przerażony. Każdy lekarz, który wchodzi 

do  pokoju  sprawia,  że  się  trzęsę,  a  zbliżająca  się  noc  napawa  mnie 
strachem. 

 —  Jak  doszedłeś  do  wniosku,  że  ten  gliniarz  będzie  próbował  kupić 

samochód? 

 —  Dla  większość  facetów,  którzy  wygrywają  na  loterii,  pierwszą 

rzeczą, którą chcą zrobić, jest kupno ekskluzywnego samochodu. 

 Chłopcy i ich zabawki — pomyślała Agatha, a głośno powiedziała: 

 — Gdybyśmy tylko mogli go złapać. To jest wściekły psychopata. 

 —  Mam  straszne  przeczucie,  że  on  spróbuje  znowu  —  powiedział 

Simon. 

TLR

background image

Agatha  popatrzyła  na  niego  w  zamyśleniu.  Była  zmęczona 

traktowaniem jej przez policję jak nieudolną amatorkę, podczas gdy oni bez 
jej pomocy nie mogli nawet znaleźć fabryki narkotyków. 

 — Widzę, że masz własną łazienkę — odezwała się po namyśle. 

 — Chce pani z niej skorzystać? 

 —  Nie,  nie  teraz.  Posłuchaj,  co  powiem.  Wszystko,  co  Tuiloch  musi 

zrobić,  żeby  dostać  się  do  ciebie,  to  włożyć  biały  fartuch  i  wyglądać  jak 
lekarz. 

 — Ale przecież pod drzwiami jest strażnik. 

 — To nie ma znaczenia, jeśli Tulloch przebierze się, ukradnie ubranie 

lekarza i plakietkę z nazwiskiem. Szybkie ukłucie i żegnaj, Simon. 

 —  Żałuję,  że  pani  tu  przyszła.  Nie  sądziłem,  że  można  być  bardziej 

przerażonym, niż byłem, ale pani udowodniła mi, że można. 

 —  Posłuchaj!  Wrócę  tutaj  pod  koniec  godzin  odwiedzin.  Ty 

odciągniesz gliniarza od drzwi do okna, mówiąc, że widziałeś Tullocha na 
dole. Ja wskoczę do łazienki i zostanę tam na noc na straży. 

 —  Agatho!  Tulloch  jest  silny  jak  byk.  Nie  będzie  pani  w  stanie  go 

pokonać. On prawdopodobnie poradziłby sobie z tym policjantem. 

 — Nie martw się o to. 

 — Pani zwariowała! 

 — No to leż tutaj i drżyj się ze strachu. Nie obchodzi mnie to. 

 — No, dobrze — zgodził się Simon niechętnie — Zrobię wszystko, co 

będę mógł. 

Agatha wyszła ze szpitala i poszła do biura. Nie zamierzała powiedzieć 

nikomu o swoich planach, nawet Charlesowi. Jeśli ktokolwiek miałby być 
narażony na niebezpieczeństwo, to lepiej, żeby to była ona. 

TLR

background image

Toni  ciągle  odpoczywała  na  plebanii.  Agatha  dała  więc  Philowi  i 

Patrickowi kilka spraw do wyjaśnienia, podyktowała pani Freedman listy i 
oznajmiła, że idzie do domu, ponieważ czuje się trochę niewyraźnie. 

Tuż przed końcem godzin odwiedzin przyszła do szpitala z dużą torbą 

zawierającą  dwa  termosy  z  kawą  i  paczkę  z  kanapkami.  Na  jej  sygnał 
Simon odwołał policjanta,  mówiąc, że widział  Tullocha. Policjant pobiegł 
za  nim  do  okna,  a  Agatha  wśliznęła  się  do  łazienki  i  zamknęła  drzwi. 
Simon przyszedł później umyć zęby. 

 — To może się nie udać. Wszystko, co się stało, to fakt, że policjanci 

biegali po szpitalu przez większość wieczoru. 

 — Przy wejściu stoją czterej strażnicy — poinformowała go Agatha. 

 — Dobrze, ale teraz muszę się załatwić. 

 — Odwrócę się plecami i nie będę patrzyć, przyrzekam. I mów trochę 

ciszej. 

 

 Noc  się  wlokła.  Agatha  piła  kawę za  kawą, żeby  nie  zasnąć.  Czasami 

słyszała  kroki  na  korytarzu  i  czekała  zesztywniała.  Chciałaby  wyjść  na 
zewnątrz  i  sprawdzić,  czy  strzegący  Simona  policjant  był  ciągle  w 
pogotowiu. Powinno ich być dwóch — pomyślała. A jeśli on będzie chciał 
do  ubikacji?  Serce  jej  zamarło.  Inteligentnie  byłoby  skorzystać  z  łazienki 
Simona. 

Powieki  zaczynały  jej  opadać,  kiedy  usłyszała  głosy  z  zewnątrz.  Z 

trzaskiem otworzyła drzwi łazienki. 

 —  Już  myślałem,  że  nigdy  nie  przyjdziesz  —  rozpoznała  głos 

policjanta. — Jestem wykończony. Nie poznaję cię. Nie jesteś z komendy. 

 — Z Worcesteru — usłyszała drugi głos — Ściągają nas zewsząd. 

TLR

background image

Agatha  zadrżała.  Czy  ten  nowy  głos  nie  miał  lekkiego  szkockiego 

akcentu? 

Simon  spał  twardo.  Jak  on  może  spać  w  środku  tego  wszystkiego?  — 

pomyślała Agatha ze złością. 

Trzymała  drzwi  nieco  uchylone.  Mężczyzna  w  policyjnym  mundurze 

ostrożnie  zbliżał  się  do  łóżka  Simona.  A  potem  przerażona  Agatha 
zobaczyła  błysk  strzykawki  w  jego  ręku.  Porwała  porcelanowy  basen  i 
skradała się za mężczyzną. Kiedy on delikatnie podwinął rękaw szpitalnej 
koszuli Simona, Agatha walnęła go z całej siły basenem w tył głowy. 

Simon  obudził  się  z  krzykiem.  Agatha  schyliła  się  i  odwróciła 

nieprzytomnego mężczyznę. Tulloch! 

Rozległy się kroki ludzi biegnących korytarzem i nagle pokój wypełnił 

się policjantami. 

—  To Tulloch — poinformowała Agatha. — Mam nadzieję, że go nie 

zabiłam. 

Obezwładniony  jęknął  i  próbował  usiąść.  Przyprowadzono  szpitalny 

wózek  i  Tulloch,  przypięty  do  niego  kajdankami,  został  odwieziony  na 
opatrunek. 

Wyszło  na  jaw,  że  policjant,  który  wyszedł,  myśląc,  że  jego  dyżur  się 

skończył, oznajmił strażnikom przy wyjściu, że zastąpił go jakiś gliniarz z 
Worcesteru.  Powiedziano  mu,  że  miał  go  zastąpić  ktoś  z  Mircesteru  i 
wszyscy  pobiegli  do  pokoju  Simona,  aby  zobaczyć  Agathę  z  basenem  w 
ręce i Tullocha leżącego na podłodze.

TLR

background image

 

E

PILOG

 

 

Agatha  Raisin  nie  została  bohaterką.  Wilkes  stanowczo  nalegał  na  to, 

aby  nie  rozmawiała  z  prasą,  dopóki  nie  zakończy  się  sprawa  sądowa, 
ponieważ nie wszystko zostało wyjaśnione. 

Na  darmo  wskazywała,  że  gdyby  nie  jej  interwencja,  Simon  byłby 

martwy.  Kiedy  następnego  rana  znużona  opuszczała  komendę  policji, 
myślała o tym, żeby zadzwonić do mediów i przekazać im całą historię, ale 
postanowiła  tego  nie  robić.  Naprawdę  rozzłoszczone  siły  policyjne 
mogłyby  zacząć  ingerować  w  jej  interes,  a  ona  potrzebowała  ich 
życzliwości. 

Tego dnia w telewizji i w gazetach pojawiła się jedynie informacja, że 

aresztowano  jakiegoś  mężczyznę  i  oskarżono  o  usiłowanie  zabójstwa 
Simona Blacka. 

Jednak wkrótce cała sprawa i tak wyszła na jaw. Pielęgniarka ze szpitala 

opowiedziała  swojej  przyjaciółce,  jak  Agatha  ukryła  się  w  łazience  i 
uderzyła  Tullocha  w  głowę  basenem.  Plotka  krążyła  i  krążyła  i  wkrótce 
dostała  się  do  miejscowych  gazet.  Opowieści  o  Agacie  pojawiły  się  w 
prasie, ale ona dyplomatycznie odpowiadała, że nie  może nic powiedzieć, 
dopóki nie zakończy się sprawa sądowa. 

 

 Pięć dni po przygodzie Agathy, Bill Wong przyszedł powiedzieć jej, że 

Tulloch pozwał ją do sądu za ciężkie uszkodzenie ciała. 

 — Nie może tego zrobić! — lamentowała Agatha. 

 — Weź sobie prawnika. Nie uda mu się to, ale musimy przebrnąć przez 

wszystkie procedury, nie mówiąc o tonach papierów. Jak się czujesz? 

TLR

background image

 — Czuję ulgę. Mogę wrócić do mojego poprzedniego życia. Z powodu 

tego Tullocha mój interes ucierpiał. 

 — Gdzie jest Charles? 

 — Myślałam, że się pojawi, ale nie miałam od niego wiadomości. Ma 

przyjechać Roy. Czuje, że brakuje mu rozgłosu. A co z tobą i Alice? 

Bill zaczerwienił się. 

 — Przełożonym nie podoba się, jak personel jest ze sobą w stosunkach 

pozasłużbowych.  Chciałbym  zaprosić  Alice  na  randkę,  ale  ona  może  mi 
odmówić. Ceni swoją pracę i pewnie nie chciałaby podpaść przełożonym. 

 —  Spójrz  na  moje  koty,  jak  garną  się  do  ciebie!  —  wykrzyknęła 

Agatha — Ja doznaję od nich oznak czułości jedynie wtedy, gdy chcą jeść. 

 — Jestem pewien, że cię uwielbiają. Czy ktoś jest przy drzwiach? 

To był Roy, olśniewający w białym bawełnianym garniturze, koszuli w 

paski i jedwabnym krawacie. Jego włosy zostały klasycznie ostrzyżone. 

 —  Kogo  dziś  reprezentujesz?  —  zapytała  Agatha  —  Kogoś 

konwencjonalnego? 

 — Nie, to jest nowy zespół zwany The Irreproachable. Nie ubierają się 

nowocześnie, więc muszę się dopasować. 

 — Dobrze wyglądasz. 

 — Wychodzę — odezwał się Bill. — Do zobaczenia w sądzie. 

Kiedy Roy zaniósł swoją torbę na górę do pokoju gościnnego, zażądał, 

aby opowiedziała mu wszystko ze szczegółami. 

 —  Usiądźmy  w  ogrodzie  —  zaproponowała  Agatha  —  Jest  cudowna 

pogoda. 

 — Potrzebujesz ogrodnika — stwierdził Roy. — Tu jest jak w dżungli. 

TLR

background image

 —  Wyobraź  sobie,  że  byłam  tak  przerażona,  że  bałam  się  przyjąć 

kogoś, bo mogłoby się okazać, że to Tulloch lub ktoś z gangu. Teraz kogoś 
wezmę. 

 — Opowiedz mi o tym wszystkim. 

Jak nierealne wydaje się teraz to wszystko — pomyślała Agatha. 

Kiedy skończyła, Roy zapytał: 

 —  A  jak  sobie  radzi  Toni?  Ja  czułem  się  chory  przez  długi  czas  po 

porwaniu, ale gdy pomyślę, że mogliby mi spalić twarz! 

 —  Chodzi  na  terapię  i  wydaje  się,  że  wszystko  z  nią  w  porządku. 

Odpoczywała na plebanii, ale wróciła do swojego mieszkania, kiedy tylko 
dowiedziała się o aresztowaniu Tullocha. Czy wiesz, że on pozwał mnie do 
sądu za ciężkie uszkodzenie ciała? 

 — Nie uda mu się to, prawda? 

 —  To  zależy  od  prokuratury,  ale  w  międzyczasie  wezwę  swojego 

prawnika, żeby działał. Czy wiesz, że kusi mnie, żeby przyjąć z powrotem 
Simona? 

 —  Co?!  Żeby  pracował  dla  ciebie  po  tym,  jak  chciał  donosić 

Mixdenowi? 

 —  No,  wiem.  Ale  on  jest  takim  dobrym  detektywem.  Widzisz, 

potrzebuję kogoś z intuicją. Nie mamy takich środków jak policja. 

 — A jeśli on będzie pracował dla ciebie i brał wypłatę od Mixdena? A 

co  z  porzuceniem  tej  dziewczyny  przy  ołtarzu?  A  stchórzenie  przed 
wojskiem? 

 —  Dziewczyna  oszukała  go,  mówiąc,  że  jest  w  ciąży.  Nie  wiem,  czy 

winić  go  za  to,  że  nie  chciał  wrócić  do  niej.  Sierżant  Sue  wydaje  się  być 
bardzo popularna w pułku, a Simona zniszczono w prasie za to,  że ją po-
rzucił.  Mixden  natomiast  ma  kłopoty  z  policją.  Próbują  oskarżyć  go  o 

TLR

background image

szpiegostwo  przemysłowe  czy  coś  takiego,  ale  nikt  nie  chce  już  wierzyć 
Simonowi. Rozumiesz, jego słowo przeciwko słowu Mixdena. 

 — A co z Toni? 

Agatha zrobiła chytrą minkę. 

 — Muszę ją zapytać. 

Roy podniósł się. 

 — Pobiegnę na plebanię i porozmawiam z panią Bloxby. 

 — Poczekaj, pójdę z tobą. 

 — Chciałbym porozmawiać z nią sam. Ona jest lepsza niż jakikolwiek 

terapeuta. 

 — No, to idź — powiedziała obrażona Agatha. 

Kiedy  Roy  wyszedł,  nieszczęśliwa  Agatha  usiadła  przy  kuchennym 

stole.  Nagle  poczuła  się  bardzo  samotna.  Jeden  z  jej  kotów,  Boswell, 
wskoczył jej na kolana i gapił się w jej twarz, a gdy drugi, Hodge, wspiął 
się  na  jej  plecy  i  ułożył  się  wokół  jej  szyi.  Łza  potoczyła  się  po  twarzy 
Agathy. 

 —  Wy  okropne  zwierzaki.  Jednak  mimo  wszystko  troszczycie  się  o 

mnie! 

Roya  nie  było  przez  godzinę.  Przez  ten  czas  Agatha  kilkakrotnie 

myślała o wyjściu z domu i porzuceniu go na resztę dnia. 

Simon zadzwonił do drzwi mieszkania Toni i zapytał przez interkom: 

 — Mogę wejść? 

 — Przypuszczam, że tak — powiedziała Toni niechętnie i wpuściła go. 

 —  Ciągle  jesteś  trochę  blady  —  zauważyła,  kiedy  Simon  wszedł  do 

pokoju. — Kiedy cię wypuścili? 

TLR

background image

 — Dziś rano — powiedział i usiadł znużony w fotelu. 

 — A dlaczego tu przyszedłeś? 

 — Nie pomyślałem, żeby iść gdzieś indziej. 

 — Nie mieszkasz z rodzicami? 

 — Dali mi mieszkanie. Patrzą na mnie z takim zawodem w oczach, że 

nie mogę tego znieść. 

 —  Rozumiem  ich.  Chciałam  zatrudnić  się  u  Mixdena,  ponieważ 

myślałam,  że  Agatha  wpędziła  cię  do  wojska.  Kiedy  on  zasugerował, 
żebym ją szpiegowała, zrezygnowałam. Agatha może być irytująca i często 
się wtrąca, ale wiele jej zawdzięczam. 

 — Żałuję, że nie mogę znowu dla niej pracować. Gdybym nie miał tego 

przebłysku  geniuszu  w  sprawie  przeszukania  salonów  samochodowych, 
może nikt nie doszedłby do tego, że chodzi o Tullocha. 

 — Simon! Mówiłeś, że nienawidzisz dla niej pracować! 

 —  Wiem,  ale  ona  naprawdę  ocaliła  mi  życie.  Może  dlatego  mnie  tak 

denerwuje, że jest we mnie coś z niej. 

Pochylił się do przodu. 

 — Słuchaj, Toni. Przypuśćmy, że Agatha się zgodzi, co wtedy będziesz 

czuła? 

 — Masz na myśli zawodowo czy emocjonalnie? 

 — Zawodowo. 

 —  Nie  wiem.  Chciałabym  mieć  obok  siebie  kogoś  w  moim  wieku. 

Mam wrażenie, że rozstałam się z moimi starymi kolegami szkolnymi. Nie 
lubię pić, a oni chodzą w soboty do klubów i marnują czas. 

 — Mnie też nikt nie kocha — stwierdził ponuro Simon. 

— Tak, ale zasługujesz na to. 

TLR

background image

 — Poszłabyś do kina? 

 — Na co? 

 —  Powtarzają  „Gigi"  w  Klasycznym.  Ale  prawdopodobnie  już 

widziałaś. 

 — Nie — zaprzeczyła Toni — Ten właśnie opuściłam. 

 — Chodźmy więc. Wspaniały musical. Wspaniała zabawa. Co jeszcze 

planowałaś robić? 

 — W porządku. Ale pamiętaj! Żadnych głupich pomysłów. 

 — Żadnych. Przyrzekam. Mam dość kobiet. 

 — Wezmę tylko torebkę. 

Roy wrócił w dobrym humorze. 

 — Mam dla ciebie niespodziankę. 

 — Jaką? — zapytała Agatha. Koty  ześlizgnęły się z niej i zniknęły w 

wysokiej trawie ogrodu. 

 — Znalazłem kogoś do twojego ogrodu. 

 —  Jestem  ci  wdzięczna,  ale  mogłam  sama  kogoś  znaleźć.  Co  to  za 

facet? A może kobieta? 

 — Właśnie wprowadził się do wsi. 

 — Pokrzywiony i skrzypiący? 

 — Wspaniały. Mówię ci, dziewczyno, można dla niego umrzeć. 

 — Gdzie spotkałeś ten wzór doskonałości? 

 —  Przypadkiem  wspomniałem  pani  Bloxby,  że  twój  ogród  jest  w 

nieładzie. 

 — O, naprawdę? Czy to była część twojej terapii? 

TLR

background image

 — To było po naszej rozmowie. Nie bądź zjadliwie złośliwa. 

 — Ja nigdy nie jestem złośliwa. 

 —  Dobrze,  dobrze.  Nieważne  —  powiedział  pośpiesznie  Roy  —  Pani 

Bloxy  wspomniała,  że  we  wsi  jest  nowy  przybysz,  który  zajmuje  się 
ogrodnictwem. Mieszka w chacie o nazwie Wisteria Cottage na końcu wsi. 

 — Czy nie mieszka tam stara pani Henry? 

 — Nie jesteś na bieżąco. Ona umarła w zeszłym roku. Więc poszedłem 

tam i ten Adonis otworzył mi drzwi. Mówi, że zajmuje się ogrodnictwem i 
innymi dodatkowymi pracami. 

 — W jakim jest wieku? 

 —  Trudno  powiedzieć.  Niemłody.  Około  czterdziestki.  Ma 

ekskluzywny akcent. 

Agatha skrzywiła się. Wydawał się za młody dla niej. 

 — A dlaczego ten piękniś wynajmuje się jako pracownik fizyczny? 

 — Dlaczego sama nie zadzwonisz i nie zapytasz? Daj spokój, Agatho. 

Spójrz na swój ogród. 

 — No dobrze. Jaki numer? 

 — Jest na wizytówce. 

Agatha  zadzwoniła.  Kulturalny  głos  po  drugiej  stronie  powiedział,  że 

będzie za kilka minut. 

 — Nie będę mieć dużo pracy, jeśli on jest taki chętny. Napiję się dżinu 

z tonikiem. A ty? 

 — Dla mnie to samo. 

Usiedli  z  drinkami  w  ogrodzie.  Dzień  był  piękny  z  kędzierzawymi 

chmurami dryfującymi po ciemnoniebieskim niebie. 

TLR

background image

Nagle rozległ się dzwonek u drzwi. Roy skoczył na równe nogi. 

 — Otworzę. 

Agatha czekała, nagle zadowolona z takiej rozrywki. 

Roy wrócił do ogrodu, prowadząc wysokiego mężczyznę. Agatha nosiła 

okulary. Zdjęła je i wpatrywała się w zjawisko przed sobą. 

George  Marston  miał  ponad  sześć  stóp  wzrostu,  gęste  blond  włosy  i 

zielone oczy w kwadratowej, opalonej twarzy. Nosił spodnie khaki i bluzę, 
pod którą widać było muskularne ciało. 

Agatha wstała. 

 — Roy, podaj panu Marstonowi drinka. Muszę iść na górę. 

Nałożyć kolejną warstwę makijażu — pomyślał Roy. 

 Agatha  zmyła  makijaż  i  starannie  położyła  nowy.  Zdjęła  luźną 

bawełnianą  sukienkę,  która  nosiła,  i  przebrała  się  w  bawełnianą  bluzkę  w 
kratkę, obcisłe dżinsy i sandały na obcasie. Spojrzała w lustro. Po wiejsku, 
ale seksownie — pomyślała z satysfakcją. 

Zeszła z powrotem na dół. 

 — Teraz, panie Marston... 

 — George, proszę. 

 —  A  więc,  George.  Prowadzę  agencję  detektywistyczną  i  ostatnio 

byłam w niebezpieczeństwie, dlatego też nie uważaj mnie za niegrzeczną, 
jeśli zadam ci dużo pytań. 

Uśmiechnął się, a serce Agathy podskoczyło. 

 — Strzelaj — powiedział. 

 — Przede wszystkim, co robiłeś przedtem? 

 — Byłem w wojsku. 

TLR

background image

 — Jak długo? 

 — Dwadzieścia lat. 

 — Kiedy odszedłeś? 

 — Osiem miesięcy temu. 

 — Mogę wiedzieć dlaczego? 

 — Oczywiście. 

Podwinął lewą nogawkę spodni, pokazując sztuczną nogę. 

 — Prezent z Afganistanu. 

 — Straszne — stwierdziła Agatha. 

 — W porządku. Przyzwyczaiłem się do niej. Jestem  dobry w różnych 

rzeczach — stolarka, ogrodnictwo... 

 —  Nie  widzę  powodu,  żebyś  nie  przyłączył  się  do  mnie  na  drinka,  a 

potem możesz zacząć od razu. Ile bierzesz? 

 — Osiem funtów za godzinę. 

 —  Czuję  się  zobowiązana  powiedzieć  ci,  że  w  Carsely  obowiązuje 

dziesięć funtów za godzinę. 

 — Prawdę mówiąc, potrzebuję pracy i myślałem, że prędzej ją dostanę, 

jak powiem mniej. 

 —  Zobaczymy,  jak  ci  pójdzie.  Jeśli  twoja  praca  będzie  dobra, 

dostaniesz te dziesięć funtów. Co chcesz do picia? 

 — Jest dżin i tonik? To poproszę. Widzę popielniczkę na stole. Mogę 

zapalić? 

 —  Oczywiście.  Ja  też  palę.  Roy,  bądź  aniołem  i  przynieś  George'owi 

drinka. 

Kiedy Roy wszedł do środka, George usadowił się na krześle i zapytał: 

TLR

background image

 — Czy to nie ten młody człowiek, którego porwano? 

 — Tak. Cała sprawa była przerażająca i ja właśnie dochodzę do siebie. 

 — Proszę mi o tym opowiedzieć. 

Więc Agatha opowiadała, podczas gdy Roy wrócił z drinkiem i usiadł w 

posępnym milczeniu, czując się ignorowany. 

 — Z pewnością przeżyłaś piekło — powiedział, gdy Agatha skończyła. 

— Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to zacznę pracę. 

 — Rzeczy ogrodowe i kosiarka są w szopie na końcu ogrodu. Pokażę 

ci. 

George  pracował  cały  weekend.  Roy  narzekał,  że  jest  ignorowany, 

ponieważ  Agatha  prawie  nie  opuszczała  domu,  siedząc  w  ogrodzie  i 
podziwiając swoją nową zdobycz. 

 — Nie zakochaj się — ostrzegł ją Roy. — To takie banalne! 

 — O czym mówisz? 

 — Kobieta w średnim wieku pożąda ogrodnika. 

 — Nie bądź głupi. 

Kiedy  Agatha  wróciła  do  chaty,  ogarnęła  ją  nagła  chęć,  aby  zaprosić 

gdzieś  George'a  na  obiad.  Gdyby  pojawił  się  Charles  lub  gdyby  James 
wrócił do domu, nie zdecydowałaby się na to. Ale czuła się samotna. 

Ogród  szybko  odzyskiwał  swój  wygląd.  George  odkładał  właśnie 

narzędzia do szopy, kiedy Agatha zapytała, czy chce drinka. 

 — Zimne piwo byłoby wspaniałe, jeśli masz jakieś. 

Agatha znalazła jedno z tyłu lodówki i napełniła szklankę. 

 — Jesteś żonaty? 

 — Byłem raz, ale nie chcę o tym rozmawiać. 

TLR

background image

 — A dzieci? 

 —  Nie  mam.  Porozmawiajmy  lepiej  o  ogrodzie.  Nie  zajmie  mi  wiele 

czasu nadanie mu odpowiedniego kształtu. 

Opróżnił szklankę. Agatha mu zapłaciła. 

 — Czy to nie za dużo? 

 — Nie, dobrze pracujesz, więc dostaniesz tyle, ile tu obowiązuje. 

 — Gdybym mógł zatrzymać klucze do szopy, wchodziłbym do ogrodu 

ścieżką z boku domu i nie musiałbym ci przeszkadzać. 

 — Świetnie. Mam zapasowe. Będę w pracy, ale mogę wpadać do domu 

w ciągu dnia, aby zobaczyć, jak sobie radzisz. 

 — W porządku — odparł, podniósł się ze swojego siedzenia, pomachał 

jej na do widzenia i się oddalił. 

Agatha drgnęła, kiedy usłyszała, jak zamyka za sobą frontowe drzwi. 

Ale nie dane jej było długo zostać samej. Kiedy usłyszawszy dzwonek, 

szła  otworzyć  drzwi,  myślała  z  ulgą,  że  to  było  po  prostu  wspaniałe  móc 
otworzyć własne drzwi bez uczucia przerażenia. 

Za drzwiami stał Simon, patrząc na nią żałośnie. 

 — A, to ty. Czego chcesz? 

 —  Zastanawiałem  się,  czy  rozważała  pani  kiedykolwiek  danie  mi 

jeszcze jednej szansy? 

 — Och, wejdź. 

 — Pani ogród wygląda dużo lepiej. Pracowała pani nad nim? 

 —  Tak  —  odparła  Agatha,  chcąc  przypisać  sobie  chlubę  znalezienia 

George'a  —  Usiądź,  Simon,  i  powiedz  mi,  dlaczego  powinnam  jeszcze 
kiedykolwiek ci zaufać. Co cię pchnęło do szpiegowania dla Mixdena? 

TLR

background image

 — Byłem całkiem pewny, że po ślubie nie zechce mnie pani ponownie 

zatrudnić. Wiem, że jestem dobry. 

 — Nie mogę cię przyjąć z powrotem. Toni nigdy by mi nie wybaczyła. 

To właśnie ją wykorzystałeś, żeby zdobyć informacje. 

 — Ona mówi, że się zgodzi. 

 — Co? Jak? 

 — Rozmawiałem z nią i poszliśmy do kina. 

 — Posłuchaj, z pewnością przydałby mi się ktoś z twoją intuicją, ale tu 

chodzi  nie  tylko  o  Toni.  Jest  jeszcze  Patrick,  Phil  i  pani  Freedman.  Jutro 
przedyskutuję to z nimi. Ale jeśli przyjmę cię z powrotem, będziesz musiał 
przez dwa miesiące wykonywać najgorsze prace, dopóki nie przekonam się, 
że  mogę  ci  zaufać.  Będziesz  również  musiał  podpisać  dokument  o 
poufności informacji i jeśli zdradzisz coś Mixdenowi, pozwę cię do sądu. 

W  poniedziałek  rano  Agatha  powiedziała  swojemu  personelowi  o 

Simonie.  Phil  był  za  daniem  mu  drugiej  szansy,  Toni  powiedziała,  że  jej 
wszystko  jedno,  ale  pani  Freedman  i  Patrick  stwierdzili,  że  udowodnił,  iż 
nie można mu ufać. Kiedy jednak Agatha zaczęła przeglądać sprawy, które 
zaniedbała i wszyscy zdali sobie sprawę, ile ciężkiej pracy jest przed nimi, 
Patrick  niechętnie  przyznał,  że  dobrze  byłoby  mieć  kogoś  do  załatwiania 
spraw  zaginionych  psów  i  kotów.  Pani  Freedman  zgodziła  się  ze 
wszystkimi. Ustalono dwumiesięczny okres próbny. 

Tego  rana  doszły  jej  trzy  nowe  sprawy  i  Agatha,  która  miała  nadzieję 

wyjść wcześniej i zobaczyć się z George'em, musiała zostać dłużej w pracy. 

Do pani Bloxby wpadła z wizytą Ada Benson. Zona pastora spojrzała na 

nią ze znużeniem. 

 — O co tym razem chodzi? 

 — Moja droga — powiedziała pani Benson — Ktoś mógłby pomyśleć, 

że ja tylko narzekam. To taka mała sprawa. 

TLR

background image

Pani Bloxby niechętnie wpuściła ją do salonu. 

 — Chodzi o to — zaczęła — że mamy we wsi nowego przybysza. Jakiś 

pan George Marston. 

 — Tak, wiem. A co z nim? 

 — Zdaje się, że pracuje na cały etat u pani Raisin. 

 — Więc? Wiem, że potrzebuje pracy — odparła pastorowa. 

 — Ale powinno się go ostrzec. 

 — O czym pani mówi, do licha? 

 — Agatha Raisin jest pożeraczką męskich serc. 

Pani Bloxby westchnęła. 

 —  Zechce  pani  wyjść,  a  w  przyszłości  najpierw  zadzwonić,  pani 

Benson.  Jestem  bardzo  zajęta.  Proszę  zamknąć  drzwi  za  sobą,  jak  będzie 
pani wychodzić. Do widzenia. 

Agatha nie mogła doczekać się weekendu. Pogoda nadal była cudowna. 

Chaty cotswoldskie leniuchowały w ciepłym słońcu. 

Często, kiedy było dużo pracy, ona i cały personel pracowali również w 

soboty, ale teraz nakazała im surowo, że ten weekend mają mieć wolny — 
z  wyjątkiem  Simona,  który  miał  kontynuować  poszukiwania  zaginionej 
nastolatki. 

W sobotę Agatha wstała wcześnie i przymierzała jeden strój po drugim, 

wybrała wreszcie białą bawełnianą bluzę, niebieską bawełnianą spódnicę i 
sandały na wysokich obcasach. 

George już pracował w ogrodzie, kiedy zeszła. 

 — Kawy? — zawołała. 

 — Świetnie. 

TLR

background image

Kiedy  przygotowała  dwa  kubki  kawy,  usiadł  razem  z  nią  przy 

ogrodowym stole. 

 — Przyniosłeś rachunek? 

 Wyciągnął  z  kieszeni  kawałek  papieru.  Agatha  otworzyła  torebkę, 

wyjęła portfel i zapłaciła. 

 — Dużo cię kosztuję — powiedział George — ale, jak widzisz, prawie 

wszystko  jest  skończone.  Tak  naprawdę  skończę  do  lunchu.  Oczywiście 
będę przychodzić od czasu do czasu, aby skosić trawnik czy coś wypielić. 
Mam szczęście, bo znalazłem kilka innych zajęć. 

 — Ogród wygląda cudownie. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam tyle 

kwiatów — zachwycała się Agatha, a tak naprawdę nie znała nazwy nawet 
jednego z nich — Należy to uczcić. Mogłabym zabrać cię dzisiaj na lunch? 

 — Byłoby wspaniale. Pójdę do domu i przebiorę się. O której? 

 — Wyjedziemy stąd o dwunastej trzydzieści. 

 — W porządku. Wracam do pracy. 

Agatha  pomyślała,  że  musi  zachować  spokój.  Weszła  do  domu  i 

zadzwoniła do restauracji w Broadway, ponieważ wiedziała, że mają stoliki 
na zewnątrz, i zarezerwowała jeden na pierwszą. 

Charles  Fraith  odwlekał  wizytę  u  Agathy.  Czuł,  że  coraz  bardziej 

ciągnie  go  do  niej,  a  nie  lubił  być  z  nikim  emocjonalnie  związany.  Tej 
soboty  postanowił  jednak  wpaść.  Niestety,  rano  kolejna  była  dziewczyna 
wpadła do niego, więc zaprosił ją na lunch. Miała na imię Rosa- mund, była 
filigranowa  i  ładna,  w  ogóle  niepodobna  do  Raising.  Ale  za  to  Agatha 
zawsze  emanowała  silną  zmysłowością,  czego  była  całkowicie 
nieświadoma. 

 Agatha  była  prawie  gotowa  do  wyjścia,  kiedy  zadzwonił  telefon.  To 

była pani Bloxby. 

TLR

background image

 — Spieszę się — poinformowała ją i zachichotała — Zabieram mojego 

ogrodnika na lunch do restauracji w Broadway. 

 — Jak uprzejmie z pani strony — pani Bloxby powstrzymała się, aby 

nie wrzasnąć do słuchawki: „Znowu! Niech pani będzie ostrożna!" 

Ale powiedziała tylko, że zadzwoni później. 

James  Lacey  przyjechał  do  domu  i  przerzucił  nagromadzoną  pocztę. 

Odłożył  na  bok  wszystkie  rachunki.  Znalazł  jeden  list,  zaadresowany  do 
niego ręcznym pismem. Otworzył go. List był od Roya. 

Drogi  Jamesie  —  czytał  —  Nasza  Agatha  zakochała  się  w  ogrodniku. 

Wiesz,  co  ona  lubi  i  w  jakie  kłopoty  wpadała  w  przeszłości  przez 
zakochanie  się  w  nieodpowiednich  mężczyznach.  Ona  nic  o  nim  nie  wie. 
Uważaj na nią. Twój drogi przyjaciel — Roy. 

Jamesa  kusiło,  aby  szybko  zapomnieć  o  tym  liście,  jednak  Agatha  w 

przeszłości  rzeczywiście  narażała  się  na  niebezpieczeństwa.  Poszedł  więc 
do niej, ale chata była pusta. Zadzwonił do pani Bloxby i zapytał, czy nie 
wie, gdzie jest Agatha. 

 — Pani Raisin zabrała swego nowego ogrodnika na lunch do restauracji 

w Broadway — poinformowała go pani Bloxby — Później powinna wrócić 
do domu. 

James  podziękował  jej  i  rozłączył  się.  Potem  postanowił,  że  nie 

zaszkodzi pojechać do Broadway i zerknąć na tego faceta. 

Agatha  dobrze  się  bawiła.  George  nie  mówił  wiele,  ale  wydawał  się 

rozbawiony  i  zainteresowany  wielce  ubarwionym  opisem  spraw,  nad 
którymi pracowała. 

Właśnie mieli pić kawę, kiedy na ich stolik padł długi cień. 

 — Cześć, Agatho. 

TLR

background image

 —  James!  —  wykrzyknęła  Agatha  —  Właśnie  przechodziłeś?  — 

dodała z nadzieją w głosie. 

 — Mogę się przysiąść na kawę? 

 — Proszę — odparła Agatha głosem, który mówił, że jej to nie na rękę. 

Przedstawiła sobie mężczyzn. 

 — Lacey! — wykrzyknął George — Czy nie pułkownik Lacey? 

 — Obecnie na emeryturze — wyjaśnił James siadając. 

 — Czytałem pańską książkę na temat logistyki wojskowej, kiedy byłem 

w Sandhurst. 

 —  Już  wiem.  George  Marston.  Major  George  Marston.  Czytałem  o 

panu.  Co  za  bohater!  Ocalił  pan  czterech  swoich  ludzi,  zanim  rozerwało 
panu nogę. Co pan teraz robi? 

 — Jakoś sobie radzę. Jak pan spotkał Agathę? 

 —  Mieszkam  obok  i  jestem  jej  byłym  mężem.  Słyszałem,  że  zajmuje 

się pan ogrodnictwem. 

 — O ile mogę. 

 —  Mieszkam  z  obok  Agathy.  Zapraszam,  aby  zajął  się  pan  moim 

ogrodem. Zazwyczaj robię to sam, ale teraz nie mam czasu. 

 — Zerknę na niego po lunchu. 

 —  Proszę  mi  opowiedzieć  o  Afganistanie.  Czy  kiedykolwiek 

wycofamy się stamtąd? 

 —  Nie  wiem,  ale  powiem  panu,  jak  było  w  Helmud,  zanim 

wyjechałem. 

Agatha paliła papierosy i obserwowała przechodzących turystów. Czuła 

się zapomniana i wyrzucona poza ten męski świat wojny. I dlaczego James 
musiał się przyplątać? Ich głosy podnosiły się i opadały, padały nazwiska 

TLR

background image

ludzi,  których  nie  znała.  W  końcu  George  zwrócił  się  do  niej 
przepraszającym tonem. 

 — Przykro mi. Chyba zanudziliśmy cię na śmierć. 

 — Nie, wcale nie. Jak mnie znalazłeś, James? 

 — Pani Bloxby powiedziała mi, gdzie jesteście. Dużo o tobie czytałem 

w  gazetach.  To  musiał  być  dla  ciebie  straszny  okres.  Dasz  się  zaprosić 
dzisiaj wieczorem na obiad? Moglibyśmy o tym porozmawiać. 

 — Żałuję, James, ale mam dużo zaległej pracy do wykonania. 

James  wyglądał  na  zdziwionego  i  zaskoczonego,  przypomniawszy 

sobie,  że  Agatha  chętnie  korzystała  z  jego  zaproszeń.  Dobrze,  że  George 
był w porządku. Agatha oczywiście była już w objęciach jednej ze swych 
obsesji. 

 — Ciągle jeszcze pracuje pan nad dżunglą Agathy? 

 — zapytał Georga. 

 — Właśnie kończę. Jeszcze tylko trochę ją uporządkuję. 

 — Skończyliście już lunch? Wrócę z wami i pokażę panu mój ogród. 

 Kiedy  byli  przy  domu  Jamesa,  Agatha  chętnie  weszłaby  z  nimi  do 

środka, ale nie chciała być zbyt nachalna. 

Charles pojawił się u Agathy wczesnym wieczorem. 

 — Nie możesz zostać — powiedziała szybko. 

 — Dlaczego? 

 — Przyniosłam do domu dużo pracy i nie chcę, żeby mi przeszkadzano. 

 — Mogę dostać drinka, zanim mnie wyrzucisz? 

 — Dobrze. Co chcesz? 

 — Whisky i woda. 

TLR

background image

 — W porządku. Usiądź w ogrodzie. 

Niosąc  drinki,  Agatha  zorientowała  się,  że  nie  powinna  wpuszczać 

Charlesa do ogrodu. 

 — Pięknie tu teraz wygląda. Masz nowego ogrodnika? 

— Tak. 

 — Jaki jest? 

 — Och, zwyczajny. Stary i gderliwy, ale dobrze pracuje. 

Charles uznał, że rozmowa się nie klei, więc podniósł się, aby wyjść. 

 — Do zobaczenia — pożegnał się. 

 — Najpierw zadzwoń — powiedziała ostrym głosem. 

 — No, daj spokój. Kto to jest? 

 — Nie wiem, o czym mówisz. 

 —  Jest  sobota.  Jesteś  doskonale  umalowana  i  to  musi  być  najkrótsza 

sukienka w twojej szafie, nie mówiąc o wysokich obcasach. 

 — Jesteś niemądry. Idź już sobie. 

 Charles  wsiadał  do  samochodu,  kiedy  zauważył  Jamesa 

rozmawiającego  z  niezwykle  przystojnym  mężczyzną.  Podszedł  do  nich. 
James przedstawił ich sobie. 

 —  Obaj  jesteśmy  starymi  wojakami,  przegadaliśmy  większość  dnia. 

George wprowadził się do wsi. Uporządkował ogród Agathy i teraz będzie 
pracował nad moim. 

 — Naprawdę? — zdziwił się Charles — To interesujące. 

 — Dlaczego? — zapytał George. 

 — Och, nic takiego. 

TLR

background image

Ale  Charles  wymienił  wymowne  spojrzenie  z  Jamesem.  Wyglądało  na 

to, że Agatha znowu wpadała w sidła miłości. 

Skoro  tylko  Charles  wyszedł,  Agatha  zrzuciła  pantofle  na  obcasach  i 

pokręciła  palcami  u  nóg.  Musi  znaleźć  więcej  pracy  dla  George'a. 
Powiedział, że zajmuje się też stolarką. 

Poszła na górę, włożyła adidasy, szorty i starą koszulową bluzkę. Potem 

zeszła na dół do ogrodu. Koty pognały za nią. Z szopy wyjęła ciężki młot 
kowalski i piłę i wróciła do salonu, zostawiając koty zamknięte w ogrodzie. 

W  salonie  wzdłuż  ściany  znajdował  się  rząd  drewnianych  półek  na 

książki.  Ostrożnie  zaczęła  zdejmować  książki  i  układać  je  w  stos  na 
podłodze.  Potem  zaatakowała  półki  młotem.  Były  solidnie  wykonane  i 
zanim  zdołała  zredukować  połowę  z  nich  do  rozłupanych  kawałków 
drewna, była kompletnie wyczerpana. 

Dzwonek do drzwi sprawił, że zaczęła mieć poczucie winy. Dokładnie 

zamknęła drzwi salonu i otworzyła drzwi frontowe. 

 — O, pani Bloxby — zdziwiła się. — O co chodzi? 

 — O nic. Taka towarzyska wizyta. Jest pani zgrzana i zakurzona. 

 —  Robiłam  porządek  w  starych  książkach.  Proszę  wejść  i  przejść  do 

ogrodu. Przyniosę pani sherry. 

 — Robi się trochę zimno. 

 —  To  niech  pani  idzie  do  kuchni  —  warknęła  Agatha,  żałując,  że 

wpuściła przyjaciółkę. Jednak jej samochód stał na zewnątrz i gdyby pani 
Bloxby nie otrzymała odpowiedzi, zaczęłaby się martwić. 

Agatha wróciła z kieliszkiem sherry. 

 —  Wrócę  za  moment.  Muszę  umyć  ręce.  Przepraszam.  Powinnam  to 

zrobić, zanim podałam pani sherry, ale to tylko kurz z książek. 

TLR

background image

Pani  Bloxby  czekała,  aż  Agatha  pójdzie  na  górę.  Przez  otwarte  drzwi 

kuchni widziała zamknięte drzwi salonu. 

 — Dlaczego Agatha była taka tajemnicza? 

Pod  wpływem  impulsu  przeszła  cicho  przez  hol  i  otworzyła  drzwi 

salonu. Patrzyła przerażona na bałagan, na połamane i roztrzaskane półki, 
po czym wycofała się szybko do kuchni. 

Przypomniała  sobie,  że  George  Marston  wywiesił  ogłoszenie  w 

miejscowym sklepie, że zajmuje się zarówno stolarką, jak i ogrodnictwem. 

„Och,  pani  Raisin,  pomyślała  ze  smutkiem  pani  Bloxby.  Czegóż  nie 

zrobi pani dla miłości. I dokąd ta obsesja panią zaprowadzi?". 

 

TLR


Document Outline