background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

1

 

 

KLASYKA WAMPIRYZMU 

by blood luna

 

 

PANI DOMU MIŁOŚCI 

 

Angela Carter 

 

 
 
 
 
 
 

oryg. "

 

The Lady of the House of Love", 1975 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

* * * 
 
tłum. Aleksandra Ambros  

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

2

 

 
 
 

Materiał na potrzeby prywatne 

 
 
 
 
 
 

http://blood-luna.ovh.org

  

Portal „BLOOD LUNA” 

Polska Biblioteka Wampira 
 
 
 
 

Kolekcja klasyki wampiryzmu

 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

3

 

W  końcu  duchy  stały  się  tak  dokuczliwe,  Ŝe  chłopi  opuścili  wioskę, 

która  przeszła  na  wyłączną  własność  nieuchwytnych  i  mściwych 
mieszkańców,  manifestujących  swoją  obecność  cieniami,  które  padają 
niemal niedostrzegalnie na wspak, zbyt wieloma cieniami, nawet w południe, 
cieniami,  które  nie  mają  źródła  w  niczym  widocznym;  albo  teŜ  odgłosem 
szlochu  w  opuszczonej  sypialni,  gdzie  pęknięte  lustro,  zwieszające  się  ze 
ściany,  nie  odbija  Ŝadnej  obecności;  nieokreślonym  niepokojem,  jaki 
nawiedzi podróŜnika na tyle nierozsądnego, Ŝeby przystanąć i napić się wody 
z  fontanny  na  rynku,  która  nadal  tryska  wodą  z  kurka  umieszczonego  w 
paszczy  kamiennego  lwa.  Kot  buszuje  po  ogrodzie  zarośniętym  chwastami; 
szczerzy zęby i prycha, wypręŜa grzbiet, odskakuje od tego, co nieuchwytne, 
na  czterech  przez  strach  usztywnionych  łapach.  Teraz  wszyscy  unikają 
wioski u stóp zamku, w którym piękna lunatyczka w pojedynkę kontynuuje 
zbrodniczą tradycję przodków. 

W staromodnej sukni ślubnej piękna królowa wampirów siedzi zupełnie 

sama  w  ciemnym,  wysokim  domostwie,  z  portretów  zaś  spoglądają  na  nią 
oczy  szalonych  i  okrutnych  antenatów,  z  których  kaŜdy  jej  zawdzięcza 
zgubne  pośmiertne  istnienie;  odlicza  karty  tarota,  bez  końca  tworząc 
konstelację  moŜliwości,  jak  gdyby  przypadkowy  układ  kart  na  czerwonym 
pluszu obrusa mógł przenieść ją z zimnego pokoju o zasłoniętych oknach w 
krainę  wiecznego  lata  i  uleczyć  beznadziejny  smutek  dziewczyny,  która  jest 
zarazem śmiercią i dziewicą. 

W jej głosie pobrzmiewają odległe echa, niby pogłos w jaskini: oto jesteś 

w miejscu unicestwienia, oto jesteś w miejscu unicestwienia. Ona sama jest 
jaskinią  pełną  ech,  jest  systemem  powtórzeń,  obiegiem  zamkniętym.  „Czy 
ptak  potrafi  śpiewać  tylko  pieśń,  którą  zna,  czy teŜ  moŜe wyuczyć  się  nowej 
pieśni?” Przeciągając długim, ostrym paznokciem po prętach klatki, w której 
śpiewa jej ulubiony skowronek, wydobywa z nich jękliwy ton, jakby kto serce 
wyrywał z piersi metalowej kobiety. Jej włosy spływają jak łzy. 

Zamek  w  większej  części  znajduje  się  we  władaniu  nieziemskich 

mieszkańców,  ale  ona  ma  apartament  złoŜony  z  salonu  i  sypialni.  Szczelne 
okiennice i cięŜkie aksamitne story nie dopuszczają ani promyka naturalnego 
światła.  Wykłada  swojego  nieśmiertelnego  tarota  na  okrągłym  stoliku  o 
pojedynczej nodze, nakrytym czerwonym pluszowym obrusem; pokój zawsze 
oświetla  tylko  lampa  z  głębokim  kloszem,  która  stoi  na  gzymsie  kominka,  a 
ciemnoczerwona  wzorzysta  tapeta  pokryła  się  na  skutek  wpadającego  przez 
dziurawy 

dach 

deszczu 

nieczytelnym, 

niepokojącym 

deseniem 

przypadkowych  plam,  wymownych  jak  ślady  pozostawione  na  prześcieradle 
przez  zmarłych  kochanków.  Zgnilizna  i  grzyb  dokonały  wszędzie  dzieła 
zniszczenia.  Nie  zapalony  Ŝyrandol  jest  tak  gęsto  pokryty  kurzem,  Ŝe 
pojedyncze  kryształki  nie  mają  juŜ  Ŝadnego  kształtu,  pracowite  pająki 
rozsnuły baldachimy w rogach tego przeładowanego ozdobami, niszczejącego 
pomieszczenia,  złapały  porcelanowe  wazony  na  kominku  w  szarą  sieć.  Ale 
pani całej tej ruiny nie dostrzega niczego. 

Siedzi  w  fotelu  wyściełanym  aksamitem  barwy  wina,  wyjedzonym przez 

mole,  przy  niskim,  okrągłym  stoliku  i  rozkłada  karty;  skowronek  niekiedy 
zaśpiewa,  ale  przewaŜnie  pozostaje  kupką  nastroszonych  szarych  piórek. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

4

 

Czasami  hrabianka  pobudzi  go  do  krótkiej  improwizacji,  brzdąkając  na 
prętach klatki: lubi, jak on oznajmia, Ŝe nie moŜe uciec. 

Wstaje  o  zachodzie  słońca,  natychmiast  idzie  do  stolika,  na  którym 

układa  pasjansa,  dopóki  nie  zgłodnieje,  dopóki  nie  zacznie  skręcać  się  z 
głodu. Jest tak piękna, Ŝe to aŜ nienaturalne, jej piękność to wybryk natury, 
kalectwo,  poniewaŜ  Ŝaden  z  jej  rysów  nie  wykazuje  owych  wzruszających 
niedoskonałości, które godzą nas z niedoskonałościami kondycji ludzkiej. Jej 
piękność jest przejawem wewnętrznej dysharmonii, braku duszy. 

Białe  ręce  mrocznej  piękności  rozdają  karty  przeznaczenia.  Paznokcie 

ma  dłuŜsze  niŜ  mandaryni  staroŜytnych  Chin,  o  cienkich,  wyostrzonych 
końcach.  Te  paznokcie  oraz  zęby,  spiczaste  i  białe  jak  cukrowa  wata  na 
szpikulcu,  są  widomymi  znakami  przeznaczenia,  którego  za  pomocą 
arkanów

1

  pragnęłaby  uniknąć;  jej  szpony  i  zęby  ostrzyły  się  przez  wieki  na 

trupach,  jest  ostatnim  pączkiem  na  zatrutym  drzewie  wyrosłym  z  lędźwi 
Vlada  Palownika

2

,  który  posilał  się  zwłokami  na  majówkach  w  lasach 

Transylwanii. 

Ściany  sypialni  obite  są  czarnym  atłasem,  wyhaftowanym  perłowymi 

łezkami.  W  czterech  rogach  pokoju  stoją  Ŝałobne  urny  i  misy,  z  których 
wydziela  się  senny,  gryzący  dym  kadzidła.  W  środku  znajduje  się  ozdobny 
katafalk  z  hebanu,  otoczony  długimi  świecami  w  olbrzymich  srebrnych 
świecznikach.  W  białym  koronkowym  peniuarze,  nieco  poplamionym  krwią, 
hrabianka  co  rano  o  świcie  wspina  się  na  katafalk  i  kładzie  do  otwartej 
trumny. 

Pop  z  koczkiem  przebił  kołkiem  jej  niegodziwego  ojca  na  karpackich 

rozstajach,  zanim  jej  wyrosły  mleczne  zęby.  Kiedy  go  przebijali,  nieszczęsny 
hrabia  wykrzyknął:  „Umarł  Nosferatu,  niech  Ŝyje  Nosferatu!”  Teraz  ona 
posiada  wszystkie  te  lasy  pełne  strachów  i  tajemnicze  uroczyska  w  jego 
olbrzymim majątku armii cieniów, które pod postacią sów, nietoperzy i lisów 
penetrują  bory,  sprawiają,  Ŝe  mleko  się  kisi,  a  masło  nie  ubija,  zajeŜdŜają 
konie w dzikim pościgu przez całą noc, aŜ rano pozostaje z nich tylko skóra i 
kości, doją krowy do ostatniej kropli, a przede wszystkim dręczą dojrzewające 
dziewczęta omdleniami, zaburzeniami krwi, chorobami wyobraźni. 

Ale  samej  hrabiance  obojętna  jest  własna  przedziwna  władza,  jakby  to 

wszystko jej się śniło. W snach chciałaby być człowiekiem, ale nie wie, czy to 
moŜliwe. Tarot pokazuje zawsze taki sam układ: La Papesse, La Mort, La Tour 
Abolie, mądrość, śmierć, rozkład

3

W  bezksięŜycowe  noce  straŜniczka  wypuszcza  ją  do  ogrodu.  Ów  ogród, 

nadzwyczaj  przygnębiające  miejsce,  bardzo  przypomina  cmentarz,  a 
wszystkie  róŜe,  posadzone  przez  zmarłą  matkę  hrabianki,  rozrosły  się  w 
olbrzymi  kolczasty  mur,  który  ją  więzi  w  zamku  przodków.  Kiedy  otwierają 
się  tylne  drzwi,  hrabianka  wącha  powietrze  i  wyje.  Opada  na  czworaki. 
Gotująca  się  do  skoku,  drŜąca,  wietrzy  zapach  ofiary.  Rozkoszny  chrzęst 
delikatnych kosteczek królików i drobnych puszystych stworzeń, które ściga 
chyŜo  na  czterech  łapach;  do  domu  przyczołga  się  skowycząc,  z  policzkami 
umazanymi  krwią.  W  sypialni  nalewa  wodę  z  dzbanka  do  miski,  obmywa 
twarz raptownymi, pedantycznymi kocimi ruchami. 

śarłoczne  noce  łowczyni  w  posępnym  ogrodzie,  przyczajenie  i  skok, 

stanowią  kontrapunkt  dla  udręki  powszedniej  somnambulicznej  egzystencji, 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

5

 

dla  Ŝycia  lub  imitacji  Ŝycia.  Oczy  nocnej  istoty  powiększają  się  i  świecą. 
Zredukowana  do  pazurów  i  zębów,  uderza,  poŜera,  ale  nic  nie  moŜe  jej 
wynagrodzić  potworności  tej  sytuacji,  nic.  Szuka  magicznej  pociechy  w  talii 
tarota,  tasuje  i  rozkłada  karty,  czyta  z  nich,  zbiera  je  z  westchnieniem, 
znowu  tasuje,  wciąŜ  tworząc  hipotezy  na  temat  przyszłości,  która  jest 
nieodwracalna. 

Opiekuje  się  nią  stara  niemowa,  która  dba  o  to,  by  jej  pani  nigdy  nie 

oglądała  słońca,  Ŝeby  cały  dzień  pozostawała  w  trumnie,  Ŝeby  w pobliŜu  nie 
było  lustra  ani  Ŝadnej  odbijającej  powierzchni  -  krótko  mówiąc,  wypełnia 
wszelkie  obowiązki  sługi  wampirów.  Wszystko,  co  dotyczy  tej  pięknej  i 
potwornej damy, jest takie, jak być powinno, królowa nocy, królowa grozy - z 
jednym  wyjątkiem:  jej  straszliwej  niechęci  do  tej  roli.  Niemniej,  jeśli 
nierozsądny poszukiwacz przygód zatrzyma się na rynku opuszczonej wioski, 
Ŝeby  odświeŜyć  się  przy  fontannie,  stara  baba  w  czarnej  sukni  i  fartuchu 
natychmiast wynurzy się z domu. Zaprosi cię uśmiechem i gestem, pójdziesz 
za nią. Hrabianka potrzebuje świeŜego mięsa. Kiedy była małą dziewczynką, 
przypominała  lisa  i  najzupełniej  wystarczały  jej  młode  króliczki,  piszczące 
Ŝałośnie, kiedy wbijała im zęby w kark z mdlącą lubieŜnością, nornice, myszy 
polne, które dygotały przez chwilę między jej palcami hafciarki. Ale teraz jest 
kobietą,  musi  mieć  męŜczyzn.  Jeśli  zabawisz  zbyt  długo  przy  chichoczącej 
fontannie, zostaniesz poprowadzony za rękę do hrabiowskiej spiŜarni. 

Cały  dzień  leŜy  w  trumnie  w  koronkowym  negliŜu  poplamionym  krwią. 

Kiedy  słońce  chowa  się  za  górami,  ziewa,  wstaje  i  wkłada  swoją  jedyną 
suknię,  ślubną  suknię  matki,  po  czym  siada,  wróŜy  sobie  z  kart,  aŜ 
zgłodnieje. Nienawidzi jedzenia, które spoŜywa, tak by chciała zabrać króliki 
do  domu,  karmić  je  sałatą,  pieścić  i  wymościć  im  kryjówkę  w  czerwono-
czarnej sekreterze z chińskiej laki, ale głód zawsze bierze górę. Zatapia zęby 
w  karku,  tam  gdzie  arteria  pulsuje  strachem;  sflaczałą  skórę,  z  której 
wydobyła  całe  poŜywienie,  odrzuci  z  cichym  okrzykiem  zarówno  bólu,  jak 
wstrętu.  Podobnie  rzecz  się  ma  z  młodymi  pasterzami  i  Cyganami,  którzy  z 
niewiedzy  albo  z  głupoty  przychodzą  zmyć  kurz z  nóg  pod  wodą  z  fontanny: 
guwernantka  hrabianki  przyprowadza  ich  do  salonu,  gdzie  karty  na  stole 
zawsze pokazują Ponurego śniwiarza

4

. Hrabianka osobiście poda im kawę w 

mikroskopijnych,  popękanych,  bezcennych  filiŜaneczkach  oraz  cukrowe 
ciasteczka. Gamoniowaci młodzieńcy siedzą z pełną filiŜanką w jednej drŜącej 
ręce  i  herbatnikiem  w  drugiej,  gapiąc  się  na  hrabiankę  w  atłasach,  która 
nalewa  kawę  ze  srebrnego  czajniczka  i  szczebioce  zapamiętale,  by  ich 
ośmielić na ich zgubę. Jakiś Ŝal w nieruchomym spojrzeniu wskazuje, Ŝe nie 
da  się  jej  pocieszyć.  Chciałaby  dotykać  ich  chudych,  opalonych  policzków  i 
gładzić  potargane  włosy.  Kiedy  bierze  ich  za  rękę  i  prowadzi  do  swojej 
sypialni, nie są w stanie uwierzyć własnemu szczęściu. 

Później  guwernantka  zgarnie  szczątki  w  zgrabny  stosik  i  zawinie  w 

porzucone ubranie właściciela. Następnie zagrzebie dyskretnie ten śmiertelny 
pakunek  w  ogrodzie.  Krew  na  policzkach  hrabianki  zmiesza  się  ze  łzami, 
straŜniczka  oczyści  jej  paznokcie  srebrną  wykałaczką,  Ŝeby  usunąć  resztki 
skóry i kości, jakie tam utkwiły. 

Fiku-miku na patyku 
Czuję zapach krwi Anglika

5

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

6

 

Pewnego  upalnego,  dojrzałego  lata  w  dzieciństwie  naszego  obecnego 

stulecia  młody  oficer  armii  brytyjskiej,  blondyn,  niebieskooki,  dobrze 
umięśniony, bawiąc z wizytą u przyjaciół w Wiedniu, zdecydował się spędzić 
resztę urlopu na zwiedzaniu mało znanych górskich okolic Rumunii. Kiedy w 
przypływie  donkiszoterii  postanowił  podróŜować  po  zrytych  koleinami 
wiejskich drogach rowerem, uderzył go komizm sytuacji: „na dwóch kołach w 
krainie wampirów”. Ze śmiechem więc rusza na swoją wyprawę. 

Posiada szczególną cechę: dziewictwo, najbardziej i najmniej zagadkowy 

ze stanów – to ignorancja, lecz zarazem moc in potentia, a równieŜ niewiedza, 
której nie naleŜy mylić z ignorancją. Młody oficer jest czymś więcej, niŜ sam 
wie  -  bije  poza  tym  od  niego  specjalny  blask  jego  pokolenia,  dla  którego 
historia  przygotowała  juŜ  szczególny,  wzorcowy  los  w  okopach  Francji.  Ta 
istota, wywodząca się z przemiany i czasu, ma  oto zderzyć się z bezczasową 
gotycką wiecznością wampirów, dla których wszystko jest takie, jakie zawsze 
było i będzie, którym karty pokazują zawsze ten sam układ. 

Choć  tak  młody,  jest  przecieŜ  rozsądny.  Wybrał  najbardziej  racjonalny 

pod  słońcem  sposób  przemieszczania  się  podczas  tej  swojej  wycieczki  w 
Karpaty.  Jazda  na  rowerze  sama  przez  się  zabezpiecza  od  przesądnego 
strachu, poniewaŜ rower jest produktem czystego rozumu w zastosowaniu do 
ruchu.  Geometria  w  słuŜbie  człowieka!  Dajcie  mi  dwa  koła  i  linię  prostą,  a 
pokaŜę  wam,  jak  daleko  potrafię  je  doprowadzić.  Sam  Wolter  mógłby 
wynaleźć  rower,  gdyŜ  rower  w  znacznym  stopniu  przyczynia  się  do 
pomyślności człowieka, w Ŝaden natomiast sposób do jego zguby. Zbawienny 
dla zdrowia, nie wydziela spalin i dopuszcza jedynie szybkość nie obraŜającą 
dobrego  smaku.  Jak  mógłby  rower  kiedykolwiek  stać  się  narzędziem 
nieszczęścia? 

Jeden jedyny pocałunek obudził Śpiącą Królewnę w Lesie. 
Woskowe  palce  hrabianki,  palce  świętej  z  obrazu,  odwracają  kartę 

zwaną Les Amoreuxb. Nigdy, nigdy przedtem... nigdy przedtem hrabianka nie 
wywróŜyła  sobie  losu,  który  zawierałby  miłość.  Wstrząsa  się,  drŜy,  wielkie 
oczy  zamykają  się  pod  cieniutkimi,  poŜyłkowanymi,  nerwowo  trzepoczącymi 
powiekami:  tym  razem  -  po  raz  pierwszy  -  śliczna  wróŜbitka  rozdała  sobie 
karty miłości i śmierci. 

Czy Ŝywego, czy zmarłego 
Na chleb zemlę kości jego

7

O liliowym wieczornym zmierzchu angielski m'sieu pnie się mozolnie pod 

górę do wioski, którą wypatrzył z daleka; musi zsiąść i pchać rower, ścieŜka 
jest  zbyt  stroma  na  jazdę.  Ma  nadzieję  znaleźć  przyjazną  gospodę,  w  której 
mógłby  odpocząć  przez  noc,  jest  zgrzany,  głodny,  spragniony,  zmęczony, 
zakurzony... Na początek, cóŜ za rozczarowanie odkryć, Ŝe dachy wszystkich 
chat  się  pozapadały,  wysokie  chwasty  przebijają  się  przez  stosy  leŜących  na 
ziemi dachówek, a okiennice zwisają smutnie z zawiasów - miejsce całkowicie 
opuszczone.  Wybujała  roślinność  szepce  jakieś  sprośne  sekrety,  tu,  gdzie 
jeśli  ktoś  ma  dość  wyobraźni,  mógłby  niemal  zobaczyć  wykrzywione  twarze 
pojawiające  się  na  chwilę  pod  zbutwiałymi  okapami...  ale  smak  przygody, 
otucha, jaką napawają przejmująco jaskrawe malwy, nadal dzielnie kwitnące 
w  zapuszczonych  ogrodach,  piękno  płonącego  zachodu  słońca,  wszystkie  te 
okoliczności  wkrótce  pozwalają  podróŜnemu  przezwycięŜyć  rozczarowanie, 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

7

 

nawet uśmierzyć lekki niepokój, który odczuwał. W dodatku fontanna, gdzie 
wiejskie  kobiety  prały  niegdyś  odzieŜ,  wciąŜ  tryska  jasną,  czystą  wodą: 
szczęśliwy,  obmył  nogi  i  ręce,  zbliŜył  usta  do  kurka,  a  następnie  podstawił 
twarz pod lodowaty strumień. 

Kiedy, odświeŜony, uniósł ociekającą głowę spod paszczy lwa, zobaczył, 

Ŝe  na  rynek  przyszła  za  nim  bezszelestnie  stara  kobieta,  która  teraz 
uśmiechnęła  się  przymilnie,  niemal  zachęcająco.  Miała  na  sobie  czarną 
suknię  i  biały  fartuch,  a  u  pasa  gospodarskie  klucze  na  kółku;  siwe  włosy 
zwinięte były w schludny węzeł pod białym płóciennym czepkiem, jaki noszą 
starsze kobiety z tych okolic. Dygnęła przed młodzieńcem i gestem nakazała 
mu  iść  za  sobą.  Kiedy  się  zawahał,  wskazała  w  górze  wielkie  zamczysko, 
którego  fasada  groźnie  zawisła  nad  wioską,  następnie  potarła  Ŝołądek, 
pokazała  na  swoje  usta,  znowu  potarła  Ŝołądek,  najwyraźniej  odgrywając 
zaproszenie  na  kolację.  Raz  jeszcze  nań  skinęła,  po  czym  odwróciła  się 
zdecydowanie na pięcie, jak gdyby nie dopuszczając sprzeciwu. 

Gdy  tylko  opuścili  wioskę,  potęŜna  upojna  fala  cięŜkiego  zapachu 

czerwonych  róŜ  wionęła  mu  w  twarz,  wywołując  mroczący  zmysły  zawrót 
głowy; podmuch intensywnej, zalatującej zgnilizną słodyczy był tak silny, Ŝe 
prawie go przewrócił. Zbyt wiele róŜ. Zbyt wiele róŜ kwitło w gęstwinie po obu 
stronach ścieŜki, gęstwinie najeŜonej cierniami, a i same kwiaty wydawały się 
niemal 

zbyt 

bujne: 

olbrzymie 

ilości 

aksamitnych 

płatków, 

wręcz 

nieprzyzwoitych  w  swym  nadmiarze,  i  poskręcane  ciasno,  stulone  środki, 
obraźliwie sugestywne. Zamek wynurzył się niechętnie z tej dŜungli. 

W miękkim i czarownym świetle zachodzącego słońca, złocistym świetle 

przepełnionym  nostalgią  za  mijającym  dniem,  posępna  fasada  budowli,  na 
poły  dworu,  na  poły  warownej  zagrody,  zrujnowanego  orlego  gniazda  na 
turni,  u  której  stóp  przycupnęła  towarzysząca  mu  wioska,  przypomniała 
podróŜnemu  dziecinne  opowieści  snute  w  zimowe  wieczory,  kiedy  z 
rodzeństwem 

tak 

się 

nawzajem 

straszyli 

historiami 

duchach, 

rozgrywającymi się w takich właśnie miejscach, Ŝe musieli brać świecę, by w 
drodze  do  łóŜka  oświetlić  sobie  przeraŜające  nagle  schody.  Skłonny  był 
Ŝałować, Ŝe przyjął nie wypowiedziane zaproszenie staruchy, ale wiedział, Ŝe 
teraz,  kiedy  stoi  przed  nadgryzionymi  zębem  czasu  dębowymi  drzwiami,  a 
ona  wyciąga  olbrzymi  Ŝelazny  klucz  z  pobrzękującego  pęku  u  pasa,  jest  juŜ 
za  późno,  by  zawrócić,  i  szorstko  napomniał  sam  siebie,  Ŝe  nie  jest 
dzieckiem, które boi się własnych fantazji. 

Stara  otworzyła  drzwi,  które  rozwarły  się  z  melodramatycznym 

skrzypieniem  zawiasów,  po  czym,  wbrew  protestom  młodego  człowieka, 
skrzętnie  zajęła  się  jego  rowerem.  Poczuł  mimowolny  skurcz  serca,  widząc, 
jak  ów  piękny  dwukołowy  symbol  racjonalności  oddala  się  w  ciemne 
zakamarki obejścia, niewątpliwie do jakiejś wilgotnej szopy, gdzie ani go nie 
naoliwią, ani nie sprawdzą opon. Ale jak się powiedziało a, trzeba powiedzieć 
i  b  -  w  swojej  młodości,  sile  i  blond  urodzie,  w  niewidzialnym,  nawet  nie 
uświadamianym, magicznym pentagramie dziewictwa, młodzieniec przestąpił 
próg  zamku  Nosferatu  i  nie  zadrŜał  w  powiewie  zimnego  powietrza,  którym, 
niby otwarty grób, zionęło pozbawione świateł, otchłanne wnętrze. 

Starucha  wprowadziła  go  do  niewielkiej  komnaty,  gdzie  stał  czarny 

dębowy stół, nakryty śnieŜnym obrusem, a na obrusie starannie poukładano 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

8

 

cięŜką srebrną zastawę, nieco sczerniałą, jak gdyby nachuchał na nią ktoś o 
nieświeŜym  oddechu,  ale  nakryto  tylko  dla  jednej  osoby.  Coraz  dziwniej: 
zaproszono  go  do  zamku  na  wieczerzę,  teraz  ma  wieczerzać  sam.  Usiadł 
jednak przy stole, jak mu kazała. ChociaŜ na dworze nie było jeszcze ciemno, 
story  szczelnie  zaciągnięto  i  tylko  skąpe  światło  sączące  się  z  jedynej  lampy 
naftowej  ukazywało  mu,  w  jak  smętnym  znalazł  się  otoczeniu.  Starucha 
krzątała  się,  wyjmując  butelkę  wina  i  kieliszek  ze  starej  serwantki,  której 
dębowe drewno przeŜarły korniki. Kiedy oszołomiony popijał wino, zniknęła, 
by  wkrótce  powrócić  z  dymiącym  talerzem  miejscowego,  na  ostro 
przyprawionego  gulaszu  z  pieroŜkami  oraz  pajdą  razowego  czarnego  chleba. 
Był głodny po całym dniu jazdy, zajadał z apetytem i wyczyścił talerz skórką, 
mimo  Ŝe  ta  prosta  strawa  nie  była  ucztą,  jakiej  się  spodziewał  w  pańskim 
domu,  dziwił  go  teŜ  czujny  błysk  w  oczach  niemowy,  która  obserwowała  go 
przy jedzeniu. 

Pognała jednak po drugą porcję, ledwo skończył pierwszą, i w ogóle poza 

tym  wydawała  się  tak  Ŝyczliwa  i  pomocna,  Ŝe  wiedział,  iŜ  moŜe  liczyć  na 
nocleg  w  zamku,  nie  tylko  na  wieczerzę,  surowo  więc  zganił  sam  siebie  za 
dziecinny brak entuzjazmu dla niesamowitej ciszy i wilgotnego chłodu, jakie 
tu panowały. 

Kiedy  skończył  drugi  talerz,  przyszła  stara,  gestem  nakazała  mu  wstać 

od stołu i ponownie udać się za nią. Odegrała czynność picia, wywnioskował 
więc, Ŝe proszą go do innego pokoju na kawę z jakimś wysoko postawionym 
domownikiem,  który  nie  Ŝyczył  sobie  jeść  z  nim  kolacji,  niemniej  chciał  go 
poznać.  Niewątpliwy  zaszczyt,  przez  szacunek  zatem  dla  opinii  gospodarza, 
poprawił krawat i strzepnął okruchy z tweedowej marynarki. 

Zdumiało  go  zrujnowane  wnętrze  -  pajęczyny,  stoczone  przez  korniki 

belki u stropu, sypiący się tynk, ale niemowa prowadziła go bez wahania po 
nie  kończących  się  korytarzach,  kręconych  schodach,  przez  galerie,  gdzie  z 
rodzinnych  portretów,  gdy  przechodzili,  rozbłyskiwały  na  chwilę  malowane 
oczy,  oczy,  które  jak  zauwaŜył,  naleŜały  bez  wyjątku  do  twarzy 
pozostawiających  niezatarte  wraŜenie  okrucieństwa.  W  końcu  stanęła,  a  zza 
drzwi,  przed  którymi  się  zatrzymali,  doszedł  go  słaby,  metaliczny  brzęk,  coś 
niby potrącenie struny klawikordu. Następnie zaś, o cudzie, płynna kaskada 
pieśni skowronka, przynosząca mu z głębi - gdybyŜ tylko wiedział - grobowca 
Julii całą świeŜość poranka. 

Starucha 

zastukała 

kłykciami 

płyciny 

drzwi; 

najbardziej 

uwodzicielsko pieszczotliwy głos, jaki kiedykolwiek słyszał w Ŝyciu, zawołał z 
silnym  cudzoziemskim  akcentem  po  francusku,  w  adoptowanym  języku 
rumuńskiej arystokracji: - Entrez! 

Najpierw  ujrzał  jedynie  kształt,  kształt  promieniujący  delikatną 

świetlistością, jako Ŝe chwytał i odbijał na swoich Ŝółtawych powierzchniach 
tę  odrobinę  światła,  jaka  była  w  mrocznym  pokoju:  kształt  przemienił  się  - 
któŜ by to przypuścił - w krynolinę z białego atłasu, przybranego tu i ówdzie 
koronką,  suknię  od  kilkudziesięciu  lat  niemodną,  która  jednak  niegdyś 
musiała być suknią ślubną. Następnie zobaczył dziewczynę, która tę suknię 
miała  na  sobie,  dziewczynę  tak  kruchą  jak  szkielecik  ćmy,  tak  chudą,  tak 
wątłą,  Ŝe  wydawało  mu  się,  jakby  suknia  utrzymywała  się  w  piwnicznym 
powietrzu  sama  przez  się,  bez  lokatorki  –  obdarzone  własnym  Ŝyciem 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

9

 

baśniowe  przebranie,  w  którym  dziewczyna  przebywała  niby  duch  w 
machinie.  Jedyne  światło  w  pokoju  pochodziło  z  lampy  palącej  się  niskim 
płomieniem  pod  cięŜkim  zielonkawym  kloszem  na  odległym  gzymsie 
kominka;  towarzysząca  podróŜnemu  starucha  osłoniła  dłonią  swoją  latarkę, 
jak  gdyby  chciała  ustrzec  panią  przed  zbyt  nagłym  widokiem  gościa  albo 
ustrzec gościa przed zbyt nagłym widokiem pani. 

Tak więc powoli, w miarę jak jego oczy przyzwyczajały się do półmroku, 

przekonywał się, jak piękne i jak bardzo młode jest to wystrojone straszydło. 
Przyszło mu na myśl dziecko przebierające się w suknie matki, dziecko, które 
moŜe  dlatego  przebiera  się  w  suknie  zmarłej  matki,  by  choć  na  chwilę 
przywrócić ją do Ŝycia. 

Hrabianka  stała  za  niskim  stolikiem,  obok  ładnej  absurdalnej  ptasiej 

klatki ze złotych drucików, ręce wyciągnęła w oszołomieniu, niemal w geście 
ucieczki,  sprawiała  wraŜenie  zaskoczonej  ich  wejściem,  choć  przecieŜ  sama 
poleciła im wejść. Ze swoją przeraźliwie białą twarzą, piękną głową umarłej, 
otoczoną  ciemnymi  włosami  spadającymi  tak  prosto,  jakby  były  mokre, 
przypominała  oblubienicę  po  katastrofie  statku.  Ogromne,  ciemne  oczy 
niemal  złamały  mu  serce  swoim  wyrazem  opuszczenia  i  zabłąkania; 
jednocześnie  niepokoiły  go,  niemal  budziły  w  nim  wstręt  jej  niezwykle 
mięsiste  usta  o  szerokich,  pełnych,  nabrzmiałych,  fioletowoszkarłatnych 
wargach,  chorobliwie  zmysłowe.  Nawet  -  ale  tę  myśl  odrzucił  natychmiast  - 
usta  ladacznicy.  Cały  czas  przebiegało  ją  drŜenie,  śmiertelny  chłód, 
malaryczne  poruszenie  kości.  Pomyślał,  Ŝe  musi  mieć  najwyŜej  szesnaście, 
siedemnaście  lat,  nie  więcej,  z  tą  gorączkową,  chorobliwą  pięknością 
gruźliczki. Była kasztelanką całej tej ruiny. 

Z  zachowaniem  najdalej  posuniętych  środków  ostroŜności  starucha 

uniosła  przyniesione  przez  siebie  światło,  Ŝeby  pani  mogła  zobaczyć  twarz 
gościa.  Na  ten  widok  hrabianka  wydała  słaby,  przypominający  miauczenie 
okrzyk.  Zatrzepotała  bezradnie  dłońmi  w  geście  przeraŜenia,  jak  gdyby 
chciała  go  odepchnąć,  w  wyniku  czego  potrąciła  stolik  i  motyli  rój  jaskrawo 
oślepiających kart sfrunął na podłogę. Jej usta ułoŜyły się w okrągłe, Ŝałosne 
„o”, zachwiała się z lekka i opadła na fotel, w którym leŜała teraz, niezdolna 
się poruszyć. Zdumiewające przyjęcie. Stara cmoknęła cicho i zaczęła szukać 
po  stole,  aŜ  znalazła  olbrzymią  parę  ciemnozielonych  okularów,  jakich 
uŜywają niewidomi Ŝebracy, i umieściła je na nosie hrabianki. 

PodróŜny schylił się, Ŝeby podnieść karty z dywanu, który, jak stwierdził 

ze zdziwieniem, był częściowo przegniły, a częściowo pokryty najrozmaitszego 
rodzaju  złośliwym  grzybem.  Podniósł  karty  i  przetasował  je  niedbale,  nic 
bowiem dla niego nie znaczyły, chociaŜ wydawały się dziwaczną rozrywką dla 
młodej  dziewczyny.  CóŜ  za  przeraŜający  obrazek  pląsającego  kościotrupa! 
Zakrył  go  przyjemniejszym  wizerunkiem  pary  młodych,  uśmiechających  się 
do  siebie  kochanków,  po  czym  włoŜył  owe  zabawki  w  rękę  tak  wiotką,  Ŝe 
delikatna  sieć  kostek  była  niemal  widoczna  pod  przezroczystą  skórą,  rękę  o 
paznokciach tak długich i spiczastych jak plektrony. 

Pod  jego  dotykiem  hrabianka  nabrała  nieco  Ŝycia  i  prawie  się 

uśmiechnęła, unosząc 

głowę. 
- Kawa - oświadczyła - musisz się napić kawy. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

10

 

Zgarnęła  karty  na  kupkę,  Ŝeby  starucha  mogła  postawić  przed  nią 

srebrny  spirytusowy  czajnik,  srebrny  dzbanek  do  kawy,  dzbanuszek  do 
śmietanki, cukiernicę, filiŜanki przygotowane na srebrnej tacy - zaskakujące 
wspomnienie  elegancji,  choćby  i  nieco  przygasłej,  w  tej  ruinie,  której  pani 
promieniowała  nieziemską,  jak  gdyby  własną  przygaszoną  podmorską 
poświatą. 

Starucha  znalazła  dla  niego  krzesło  i  chichocząc  bezgłośnie,  wycofała 

się, pozostawiając pokój jeszcze ciemniejszym. 

Gdy  młoda  dama  zajmowała  się  kawą,  podróŜny  przyglądał  się,  z 

pewnym  niesmakiem,  następnej  serii  portretów  rodzinnych,  które  zdobiły 
poplamione i łuszczące się ściany komnaty; kaŜda z tych wściekłych twarzy o 
grubych  wargach  naznaczona  była  gorączkowym  szaleństwem,  wielkie, 
obłąkane  oczy,  jednakowe  u  wszystkich,  niepokojąco  przypominały  oczy 
nieszczęsnej  ofiary  wsobnego  chowu,  cierpliwie  filtrującej  w  tej  chwili 
aromatyczny  napar,  mimo  Ŝe  w  jej  wypadku  rzadki  wdzięk  tak  pięknie 
przekształcił  owe  rysy.  Skowronek,  skończywszy  swój  refren,  dawno  juŜ 
zamilkł,  słychać  było  tylko  brzęk  srebra  na  porcelanie.  Podała  mu 
miniaturową filiŜaneczkę w róŜyczki. 

- Witaj - odezwała się tym swoim głosem, w którym pobrzmiewały echa 

oceanu,  głosem,  który  zdawał  się  wydobywać  skądś  indziej,  nie  z  jej  białego 
nieruchomego gardła. - Witaj w moim chateau. Rzadko przyjmuję gości, a to 
nieszczęśliwie  się  składa,  poniewaŜ  nic  mnie  tak  nie  oŜywia,  jak  obecność 
nieznajomego... To miejsce jest takie samotne, teraz gdy wioska opustoszała, 
a  moja  jedyna  towarzyszka  niestety  nie  mówi.  Często  tak  długo  milczę,  iŜ 
wydaje  mi  się,  Ŝe  ja  równieŜ  wkrótce  zapomnę  mówić  i  nikt  się  tu  juŜ  nigdy 
nie odezwie. 

Podsunęła  mu  talerz  z  cukrowymi  ciasteczkami,  jej  paznokcie 

wygrywały kuranty na starej porcelanie z Limoges. Głos wydobywający się z 
tych  warg,  czerwonych  jak  nabrzmiałe  róŜe  w  ogrodzie,  warg,  które  się  nie 
poruszają,  jest  dziwnie  bezcielesny  -  ona  przypomina  lalkę,  pomyślał,  kukłę 
brzuchomówcy, czy raczej duŜą, pomysłowo zrobioną zabawkę mechaniczną, 
bo wydawało się, Ŝe napędza ją jakaś powolna energia, nad którą ona sama 
nie ma Ŝadnej władzy, jak gdyby nakręcono ją lata temu, kiedy się urodziła, 
a teraz mechanizm wyczerpywał się nieubłaganie, pozbawiając ją Ŝycia. Myśl, 
Ŝe ona moŜe być automatem, zrobionym z białego aksamitu i czarnego futra, 
który  sam  z  siebie  nie  potrafi  się  poruszać,  nie  chciała  go  opuścić, 
przeciwnie,  głęboko  zapadła  mu  w  serce.  Karnawałowy  wygląd  białej  sukni 
podkreślał  nierealność  dziewczyny,  przypominającej  smutną  Kolombinę, 
która zabłądziła w lesie dawno temu i nie dotarła na jarmark. 

-  No  i  światło.  Muszę  przeprosić  za  brak  światła...  dziedziczna  choroba 

oczu... 

W okularach ślepca odbijała się podwójnie jego własna przystojna twarz; 

gdyby stanął 

przed  nagim  obliczem  hrabianki,  oślepiłby  ją  jak  słońce,  na  które  nie 

wolno jej spoglądać, bo od razu by sczezła - biedny nocny ptak, biedny mały 
drapieŜny ptaszek. 

Vous serez ma proie. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

11

 

Ma  pan  taką  piękną  szyję,  m'sieu,  przypomina  kolumnę  z  marmuru. 

Gdy  wszedłeś  w  drzwi,  wnosząc  z  sobą  całe  złociste  światło  letniego  dnia,  o 
którym  ja  nie  wiem  nic,  nic  zgoła,  karta  zwana  Les  Amoreux  właśnie  się 
wyłoniła z chaosu wizerunków tłoczących się przede mną. Wydawało mi się, 
Ŝe  zstąpiłeś  z  karty  w  moją  ciemność,  i  przez  chwilę  myślałam,  Ŝe  moŜe 
potrafisz ją rozświetlić. 

Nie chcę uczynić ci krzywdy. W mojej godowej szacie zaczekam na ciebie 

w ciemnościach. 

Nadchodzi oblubieniec, wejdzie do komnaty, którą mu przygotowano. 
Skazana jestem na samotność i ciemność, nie chcę uczynić ci krzywdy. 
Będę bardzo delikatna. 
(Czy  miłość  moŜe  wyzwolić  mnie  od  moich  cieni?  Czy  ptak  potrafi 

śpiewać tylko pieśń, którą zna, czy teŜ moŜe wyuczyć się nowej pieśni?) 

Widzisz,  jestem  gotowa  na  twoje  przyjęcie,  zawsze  byłam  gotowa  na 

twoje  przyjęcie,  czekałam  na  ciebie  w  ślubnej  sukni,  dlaczego  tak  długo 
zwlekałeś... bardzo szybko będzie po wszystkim. 

Nie poczujesz bólu, kochany. 
Ona  sama  jest  nawiedzonym  domem.  Nie  naleŜy  do  siebie,  jej 

przodkowie  przychodzą  czasem  i  wyglądają  oknami  jej  oczu,  i  to  jest 
przeraŜające.  Odznacza  się  tajemną  samotnością  stanów  pośrednich, 
zawieszona  nad  ziemią  niczyją  między  Ŝyciem  i  śmiercią,  snem  i 
przebudzeniem, za Ŝywopłotem kolczastych kwiatów, krwioŜerczy pączek róŜy 
rodu  Nosferatu.  Okrutni  przodkowie  na  ścianach  skazują  ją  na  wieczne 
powtarzanie własnych namiętności. 

(Ale jeden pocałunek, jeden jedyny, obudził Śpiącą Królewnę w Lesie). 
Nerwowo,  by  ukryć  wewnętrzne  głosy,  hrabianka  prowadzi  błahą 

paplaninę  po  francusku,  usiłując  zachować  pozory,  podczas  gdy  jej 
przodkowie  uśmiechają  się  obleśnie  i  wykrzywiają  ze  ścian;  choćby  z  całych 
sił próbowała wyobrazić sobie jakiś inny - zna tylko jeden rodzaj spełnienia. 

Znowu  zdumiały  go  ptasie,  drapieŜne  szpony,  stanowiące  zakończenie 

jej  wspaniałych  dłoni;  poczucie  niesamowitości,  które  narastało  w  nim, 
odkąd  włoŜył  głowę pod  strumień  wody  w  wiosce,  odkąd wkroczył w  ciemne 
podwoje  fatalnego  zamku,  teraz  ogarnęło  go  w  pełni.  Gdyby  był  kotem, 
uciekłby  od  jej  rąk  jednym  skokiem  do  tyłu  na  czterech  sztywnych  z 
przeraŜenia łapach, ale nie jest kotem, jest bohaterem. 

Zasadniczy brak wiary w to, co rozgrywa się przed jego oczami, pozwala  

mu  zachować  spokój,  nawet  w  buduarze  samej  hrabianki  Nosferatu;  być 
moŜe powiedziałby, Ŝe istnieją rzeczy, których, nawet jeśli są prawdziwe, nie 
powinniśmy  uwaŜać  za  moŜliwe.  Mógłby  powiedzieć:  to  szaleństwo  wierzyć 
własnym  oczom.  Nie  chodzi  o  to,  Ŝeby  nie  wierzył  w  nią  -  widzi  ją,  ona  jest 
rzeczywista.  Gdyby  zdjęła  ciemne  okulary,  z  oczu  jej  wypełzłyby  wszystkie 
widziadła,  jakie  zamieszkują  tę  krainę  nawiedzaną  przez  wampiry,  ale 
poniewaŜ  on  sam  bezpieczny  jest  wobec  cieni  dzięki  swemu  dziewictwu  (nie 
wie  jeszcze,  czego  miałby  się  obawiać)  i  dzięki  swemu  bohaterstwu,  które 
upodabnia  go  do  słońca  -  widzi  przed  sobą  przede  wszystkim  ofiarę  szeregu 
małŜeństw w obrębie rodziny, przewraŜliwioną dziewczynkę bez ojca i matki, 
zbyt  długo  trzymaną  w  ciemności,  bladą  jak  roślina,  która  nigdy  nie  widuje 
słońca,  półślepą  z  powodu  jakiejś  dziedzicznej  wady  wzroku.  I  chociaŜ 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

12

 

odczuwa  niepokój,  nie  potrafi  odczuwać  przeraŜenia,  jest  więc  jak  ten 
chłopiec  z  bajki,  który  nie  wiedział,  co  to  strach,  i  Ŝadne  zjawy,  upiory, 
bestie, sam Diabeł ze swoim orszakiem nie byli w stanie go przerazić

8

To brakowi wyobraźni zawdzięcza bohater swoje bohaterstwo. 
Pozna strach w okopach. Ale dziewczyna nie zdoła napełnić go lękiem. 
Jest juŜ ciemno. Nietoperze tłuką się z piskiem za szczelnie zamkniętymi 

okiennicami.  Kawa  wypita,  cukrowe  ciasteczka  zjedzone.  Jej  paplanina 
słabnie i cichnie, wreszcie ustaje, hrabianka wykręca palce, skubie koronkę 
u  sukni,  kręci  się  nerwowo  na  krześle.  Pohukują  sowy,  jej  tabor  skrzeczy  i 
mamrocze  wokół  nas.  Oto  jesteś  w  miejscu  unicestwienia,  oto  jesteś  w 
miejscu unicestwienia. Ona odwraca głowę od błękitnych promieni jego oczu, 
nie  zna  innego  spełnienia  poza  tym  jednym,  które  jest  mu  w  stanie 
ofiarować. Od trzech dni nie jadła. To pora wieczerzy. Pora pójść do łóŜka. 

Suivez-moi. 
Je vous attendais. 
Vous serez ma proie. 
Kruk  kracze  na  przeklętym  dachu.  „Pora  wieczerzy,  pora  wieczerzy”  - 

skandują  portrety  na  ścianach.  Potworny  głód  skręca  jej  wnętrzności. 
Czekała na niego całe Ŝycie, nie wiedząc o tym. 

Przystojny  cyklista,  nie  wierząc  własnemu  szczęściu,  podąŜy  za  nią  do 

sypialni.  Świece  wokół  jej  ofiarnego  ołtarza  palą  się  niskim,  jasnym 
płomieniem, światło migocze w srebrnych łzach wszytych w tapetę. Zapewni 
go  głosem,  który  jest  czystą  pokusą:  „Niech  tylko  opadną  ze  mnie  szaty,  a 
ujrzysz korowód dziwów”. 

Ona nie ma ust, które moŜna by całować, nie ma rąk, które potrafiłyby 

pieścić, tylko kły i pazury drapieŜnej bestii. Dotknąć jej ciała, połyskującego 
jak  minerał  w  zimnym  blasku  świecy,  to  sprowokować  jej  uścisk;  posłuchaj 
jej niskiego, słodkiego głosu, zanuci ci kołysankę domu Nosferatu. 

Uściski,  pocałunki:  twoja  złota  głowa,  głowa  lwa,  chociaŜ  nigdy  nie 

widziałam  lwa,  słońca,  choć  wizerunek  słońca  widziałam  tylko  na  karcie 
tarota, twoja złota głowa kochanka, o którym śniłam, Ŝe mnie pewnego dnia 
wyzwoli, ta głowa opadnie do tyłu, z oczyma wywróconymi w spazmie, który 
błędnie  weźmiesz  za  spazm  miłości,  nie  śmierci.  Oblubieniec  wykrwawia  się 
w  mojej  perwersyjnej  małŜeńskiej  łoŜnicy.  Nagi  i  martwy,  biedny  cyklista, 
zapłacił cenę za noc z hrabianką, a są tacy, którzy uwaŜają, Ŝe to cena zbyt 
wysoka, chociaŜ inni uwaŜają, Ŝe nie. 

Jutro straŜniczka zakopie jego kości pod róŜami. Pokarm, którym Ŝywią 

się  róŜe  hrabianki,  daje  im  soczystą  barwę,  omdlewający  zapach,  który 
lubieŜnie tchnie zakazanymi rozkoszami. 

Suivez-moi. 
- Suivez-moi! 
Przystojny  cyklista,  pełen  obaw  co  do  zdrowia  swojej  gospodyni,  tak 

fizycznego,  jak  umysłowego,  ostroŜnie  podąŜa  za  nią  do  drugiej  komnaty, 
spełniając  histeryczny  rozkaz;  chciałby  wziąć  ją  w  ramiona  i  obronić  przed 
antenatami, lubieŜnie spoglądającymi ze ścian. 

CóŜ za makabryczna sypialnia! 
Jego  pułkownik,  stary  rozpustnik  o  zuŜytych  apetytach,  dał  mu  kiedyś 

wizytówkę pewnego domu publicznego w ParyŜu, gdzie, jak go zapewniał ów 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

13

 

satyr,  za  dziesięć  ludwików  moŜna  sobie  zafundować  taką  właśnie  Ŝałobną 
sypialnię  z  nagą  dziewczyną  w  trumnie:  za  kulisami  domowy  pianista 
wygrywa  Dies  Irae  na  fisharmonii,  podczas  gdy  klient  doświadcza 
nekrofilskiej  przyjemności  z  rzekomym  trupem  wśród  pełni  zapachów  z 
zakładu balsamowania zwłok. Dobrodusznie odrzucił zaproszenie starego do 
takiej  inicjacji;  byłoby  zbrodnią,  gdyby  teraz  wykorzystał  obłąkaną 
dziewczynę  z  rozpalonymi  gorączką  rękami,  złoŜonymi  ze  skóry,  kości  i 
szponów,  oraz  oczyma,  które  swoim  przeraŜeniem,  smutkiem,  swoją 
straszliwą,  unicestwioną  czułością  przeczą  wszelkiej  erotycznej  obietnicy  jej 
ciała. - Taka delikatna, a zarazem przeklęta. Nieodwołalnie przeklęta. 

Jednak chce wierzyć, Ŝe ona nie wie, co robi. 
Ona się trzęsie, jak gdyby jej członki nie były dostatecznie mocno z sobą 

połączone, jak gdyby mogła rozlecieć się na kawałki. Unosi ręce, Ŝeby rozpiąć 
kołnierzyk  u  sukni,  oczy  jej  wzbierają  łzami,  łzy  wypływają  zza  oprawki 
ciemnych  okularów.  Nie  moŜe  zdjąć  matczynej  sukni,  jeŜeli  nie  zdejmie 
ciemnych okularów, zakłóciła rytuał, przestał być niewzruszony. Wewnętrzny 
mechanizm  zawodzi  ją  w  chwili,  kiedy  potrzebuje  go  najbardziej.  Przy 
zdejmowaniu  okulary  wyślizgują  jej  się  z  palców  i  rozbijają  na  kawałki  na 
podłodze.  W  jej  dramacie  nie  ma  miejsca  na  improwizację,  niespodziewany 
ziemski  dźwięk  tłuczonego  szkła  całkowicie  niweczy  zły  urok.  Dziewczyna 
wpatruje  się  w  okruchy  niewidzącymi  oczami,  a  usiłując  obetrzeć  łzy, 
rozmazuje je piąstką po całej twarzy. Co ma teraz zrobić? 

Kiedy  się  schyla,  Ŝeby  pozbierać  kawałki  szkła,  ostra  szklana  drzazga 

wbija  się  głęboko  w  poduszeczkę  kciuka,  hrabianka  wydaje  okrzyk, 
przejmujący,  prawdziwy.  Klęka  wśród  potłuczonego  szkła  i  patrzy,  jak  z 
jasnego paciorka krwi tworzy  się kropla. Nigdy przedtem nie widziała swojej 
własnej krwi, t e j nigdy. Ów widok wzbudza w niej pełną grozy fascynację. 

Do  ohydnej,  śmiertelnej  komnaty  przystojny  cyklista  przynosi  niewinne 

środki  zaradcze  rodem  z  pokoju  dziecinnego;  sam  przez  się,  przez  swoją 
obecność,  spełnia  rolę  egzorcyzmu.  Łagodnie  ujmuje  jej  rękę,  własną 
chusteczką stara się zatamować krew, ale krew nadal płynie. Przykłada więc 
usta do ranki. Scałuje skaleczenie, jak zrobiłaby to jej matka, gdyby Ŝyła. 

Wszystkie  srebrne  łzy  odpadają  od  ściany,  podzwaniając  z  lekka. 

Malowani przodkowie odwracają oczy i zgrzytają kłami. 

Jak ona zniesie ból stawania się człowiekiem? 
Kres wygnania jest kresem istnienia. 
 
 
Obudził 

go 

śpiew 

skowronka. 

Okiennice 

odemknięto, 

story 

porozsuwano,  nawet  od  dawna  zabite  okna  potwornej  sypialni  otwarto,  a 
światło i powietrze strumieniem napływały do środka. Teraz widać było, jakie 
to  wszystko  tandetne,  jak  wyświechtany  i  pośledniego  gatunku  jest  atłas, 
katafalk  nie  był  wcale  z  hebanu,  ale  z  pomalowanego  na  czarno  papieru, 
rozpiętego  na  drewnianych  podpórkach,  jak  w  teatrze.  Wiatr  przywiał  do 
pokoju  garść  róŜanych  płatków  z  ogrodu  i  pachnące  szkarłatne  szczątki 
wirowały po posadzce. Świece się wypaliły. Musiała wypuścić z klatki swojego 
ukochanego skowronka, poniewaŜ przysiadł na brzegu tej głupiej trumny, by 
zanucić  ekstatyczną  pieśń  poranną.  Cyklista  czuł  sztywność  i  ból  w 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

14

 

kościach:  połoŜywszy  dziewczynę  do  łóŜka,  spał  na  podłodze,  za  poduszkę 
mając własną zwiniętą kurtkę. 

Teraz  jednak  po  dziewczynie  nie  było  ani  śladu,  tylko  na  pogniecionej 

kapie  z  czarnego  atłasu  leŜał  rzucony  niedbale  koronkowy  negliŜ,  lekko 
splamiony  krwią,  na  podobieństwo  śladów  krwi  miesięcznej,  oraz  róŜa 
pochodząca  niewątpliwie  z  płomiennych  krzewów,  które  zaglądały  w  okno. 
Powietrze  cięŜkie  od  woni  kadzidła  i  róŜ  przyprawiło  go  o  kaszel.  Hrabianka 
musiała  wstać  wcześnie,  Ŝeby  nacieszyć  się  słońcem,  wyślizgnęła  się  na 
dwór, Ŝeby zerwać mu róŜę. Wstał, przywabił skowronka, który usiadł mu na 
nadgarstku, i podszedł z nim do okna. Z początku skowronek objawiał wobec 
nieba  niechęć  stworzenia  długo  przebywającego  w  klatce,  ale  podrzucony  w 
górę,  w  strumienie  powietrza,  rozpostarł  skrzydełka  i  pofrunął  w  czystą 
błękitną kopułę. PodróŜny śledził jego lot z radością w sercu. 

Następnie udał się do buduaru, z głową pełną planów. Zawieziemy ją do 

kliniki  w  Zurychu,  tam  wyleczą  ją  z  nerwowej  histerii.  Potem  okulista,  ze 
względu  na  jej  światłowstręt,  i  dentysta,  Ŝeby  wyrównał  jej  zęby.  KaŜda 
wykwalifikowana  manikiurzystka  poradzi  sobie  z  jej  szponami.  Zrobimy  z 
niej  śliczną  dziewczynę,  którą  przecieŜ  jest  -  juŜ  ja  ją  wyleczę  z  tych 
wszystkich nocnych koszmarów. 

CięŜkie story rozsunięto, Ŝeby wpuścić jaskrawe strzały wczesnorannego 

światła,  w  samotni  buduaru  ona,  w  białej  sukni,  siedzi  przy  okrągłym 
stoliku,  przed  sobą  mając  rozłoŜone  karty.  Zapadła  w  sen  nad  kartami 
przeznaczenia, które są tak wytarte, tak poplamione, tak zuŜyte przez ciągłe 
tasowanie, Ŝe na Ŝadnej nie da się juŜ zobaczyć obrazka. 

Ona nie śpi. 
Umarła  wygląda  na  o  wiele  starszą,  mniej  piękną,  a  zatem  po  raz 

pierwszy w pełni ludzką istotę. 

Zniknę w świetle poranka, byłam tylko wytworem ciemności. 
Ciemną,  kolczastą  róŜę,  którą  wyrwałam  sobie  spomiędzy  ud,  zostawię 

ci na pamiątkę, jak kwiat połoŜony na grobie. Na grobie. 

Moja straŜniczka zajmie się wszystkim. 
Nosferatu  zawsze  dopilnuje  własnego  pogrzebu,  nie  złoŜą  jej  do  grobu 

bez  eskorty.  Teraz  zmaterializowała  się  szlochająca  starucha  i  szorstkim 
gestem  nakazała  mu  opuścić  dom.  Przeprowadziwszy  poszukiwania  w 
śmierdzących  szopach,  odkrył  swój  rower  i  rezygnując  z  dalszych  wakacji, 
ruszył  wprost  do  Bukaresztu,  gdzie  na  poste  restante  zastał  telegram 
wzywający go do natychmiastowego powrotu do pułku. DuŜo później, kiedy w 
swojej  kwaterze  przebierał  się  w  mundur,  zobaczył,  Ŝe  wciąŜ  ma  róŜę 
hrabianki;  musiał  włoŜyć  ją  do  kieszonki  na  piersi  w  kurtce,  po  tym  jak 
odnalazł jej ciało. Dziwna rzecz, choć wiózł róŜę taki szmat drogi z Rumunii, 
sprawiała  wraŜenie  nie  całkiem  zwiędniętej  i  pod  wpływem  impulsu, 
poniewaŜ  dziewczyna  była  tak  piękna,  a  jej  śmierć  tak  niespodziewana  i 
smutna,  postanowił  przywrócić  kwiat  do  Ŝycia.  Napełnił  szklankę  do  zębów 
wodą  z  karafki  na  swojej  szafce  i  wetknął  w  nią  róŜę,  tak Ŝe  oklapła  główka 
pływała po powierzchni. 

Kiedy wieczorem powrócił z messy, mocna woń róŜy hrabiego Nosferatu 

kamiennym  korytarzem  przypłynęła  mu  na  powitanie,  a  jego  spartańską 
kwaterę 

przepełniał 

odurzający 

zapach 

płomiennego, 

aksamitnego, 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

15

 

monstrualnego kwiatu, którego płatki odzyskały cały swój poprzedni blask  i 
pręŜność, swój perwersyjny, wspaniały, zgubny przepych. 

Następnego dnia jego pułk wypłynął do Francji. 
 
 

1

  Karty  w  tarocie  dzielą  się  na  dwa  zbiory:  wielkie  arkana  (22  karty)  i 

małe arkana (56 kart). 

2

  Vlad  IV,  hospodar  wołoski,  który  w  drugiej  połowie  XV  w.  rządził 

Wołoszczyzną,  Transylwanią  i  Mołdawią.  Słynął  z  okrucieństwa;  jego 
ulubioną  karą  było  wbijanie  na  pal.  Przeszedł  do  legendy  jako  wampir 
Dracula. Bohater słynnej powieści Brama Stokera, Dracula, do której Angela 
Carter nawiązuje. 

3

  Wielkie  arkana  V,  XIII  i  XV;  w  polskim  nazewnictwie  PapieŜ,  Śmierć, 

WieŜa. 

4

 Karta Śmierci w tarocie przedstawia Ŝniwiarza kościotrupa ścinającego 

kosą na polu ludzkie kończyny. 

5

  Cytat  z  popularnej  w  Anglii  rymowanej  opowiastki  dziecięcej  Jack  the 

Giant Killer. 

6

 Wielki arkan VI Kochankowie. 

7

 Zob. przyp. 5. 

8

 Baśń braci Grimm, do której Carter nawiązuje, w polskim przekładzie 

E.  Bielickiej  nosi  tytuł  Bajka  o  jednym  takim,  co  wyruszył  w  świat,  Ŝeby 
strach poznać.