background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

1

 

 

KLASYKA WAMPIRYZMU 

by blood luna

 

 

TOWARZYSTWO 

WILKÓW 

 

Angela Carter 

 

 
 
 
 
 
 

oryg. "

 

The Company of Wolves", 1977 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

* * * 
 
tłum. Aleksandra Ambros  

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

2

 

 
 
 

Materiał na potrzeby prywatne 

 
 
 
 
 
 

http://blood-luna.ovh.org

  

Portal „BLOOD LUNA” 

Polska Biblioteka Wampira 
 
 
 
 

Kolekcja klasyki wampiryzmu

 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

3

 

Jedno tylko jedyne zwierzę wyje po lasach nocami. 
Wilk to urodzony mięsoŜerca, równie przebiegły, jak i okrutny, kiedy raz 

pokosztuje mięsa, niczym innym juŜ się nie zadowoli. 

W  nocy  oczy  wilków  migocą  jak  płomienie  świec,  Ŝółtawo,  czerwonawo, 

ale  to  dla  tego,  Ŝe  ich  źrenice  tuczą  się  ciemnością  i  przechwytują  światło 
twojej  latarki,  by  ci  je  odesłać  z  powrotem  -  czerwony  sygnał 
niebezpieczeństwa.  Jeśli  oczy  wilka  odbijają  tylko  światło  księŜyca,  to  lśnią 
zimną,  nienaturalną  zielenią,  barwą  minerału,  przebijającą  mrok.  Gdy 
zapóźniony  podróŜny  wypatrzy  te  połyskujące,  straszliwe  cekiny,  zawisłe 
nagle  w  czarnych  chaszczach,  wie,  Ŝe  musi  uciekać  -  byle  tylko  strach  nie 
przykuł go do ziemi. 

Ale  te  oczy  to  wszystko,  co  pozwolą  ci  dostrzec  leśni  mordercy,  kiedy 

gromadzić  się  zaczną  niewidzialni  wokół  twojego  zapachu,  zapachu  mięsa, 
jeśli nieroztropnie zapuścisz się w las późną porą. Będą jak cienie, będą jak 
widma, szarzy członkowie kongregacji z nocnego koszmaru... Posłuchaj: jego 
długi, załamujący się skowyt... Aria strachu, który stał się słyszalny. 

Wilcza  pieśń  to  zapowiedź  losu,  jaki  cię  czeka,  sama  w  sobie  jest 

zabijaniem. 

Nadeszła zima i mroźna pogoda. W tej krainie gór i lasów wilki nie mają 

teraz  nic  do  jedzenia.  Kozy  i  owce  zamknięto  w  oborze,  jelenie  powędrowały 
na  południowe  stoki  w  poszukiwaniu  paszy  -  wilki  są  chude  i  wygłodzone. 
Mają  na  sobie  tak  mało  ciała,  Ŝe  mógłbyś  policzyć  przez  sierść  ich 
wynędzniałe  Ŝebra,  gdyby  dały  ci  czas,  zanim  się  rzucą.  Te  ociekające 
wilgocią  szczęki,  wywieszony  język,  szron  śliny  na  siwych  podgardlach  - 
spośród  wszystkich  niezliczonych  niebezpieczeństw,  jakie  czyhają  w  lesie 
nocą:  duchów,  straszydeł,  olbrzymów  przypiekających  niemowlęta  na 
ruszcie, czarownic trzymających porwane ofiary w klatkach i tuczących je na 
ludoŜercze  stoły,  wilk  jest  najgorszy,  nie  potrafi  bowiem  słuchać  głosu 
rozsądku. 

Zawsze  grozi  ci  niebezpieczeństwo  w  lesie,  w  którym  nie  ma  ludzi. 

Wstępuj  w  podwoje  wielkich  sosen,  gdzie  zmierzwione  gałęzie  splatają  się  z 
sobą, chwytając nieuwaŜnego podróŜnika w sieć, jakby sama roślinność była 
w  zmowie  z  wilkami,  które  tu  Ŝyją,  jak  gdyby  niedobre  drzewa  urządzały 
połów  dla  swoich  przyjaciół  -  wstępuj  pomiędzy  słupy  leśnych  wrót  z 
najwyŜszą  obawą  i  nieskończoną  ostroŜnością,  bo  jeśli  zboczysz  ze  ścieŜki 
choć na chwilę, wilki cię poŜrą. Są szare jak głód, są bezlitosne jak zaraza. 

Spoglądające  z  powagą  dzieci  z  nielicznych  wiosek  zawsze  mają  przy 

sobie  nóŜ,  kiedy  idą  wypasać  małe  stadka  kóz,  dostarczających 
gospodarstwom  kwaskowatego  mleka  i  zjełczałego,  robaczywego  sera.  NoŜe 
są ledwie o połowę mniejsze niŜ dzieci, a ostrza ostrzy się co dzień. 

Ale  wilki  potrafią  znaleźć  sposób,  Ŝeby  zjawić  się  u  twojego  ogniska. 

Robimy,  co  moŜemy,  bywa  jednak,  Ŝe  nie  da  rady  utrzymać  ich  za  progiem. 
KaŜdego  zimowego  wieczora  bez  wyjątku  wieśniak  boi  się,  Ŝe  zaraz  zobaczy 
szary,  wynędzniały  pysk  węszący  pod  drzwiami,  a  pewnego  razu  kobieta 
została ugryziona we własnej kuchni, kiedy odcedzała makaron. 

Lękaj  się  wilka  i  uciekaj  przed  nim,  poniewaŜ,  co  najgorsze,  wilk  moŜe 

okazać się czymś więcej, niŜ się wydaje. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

4

 

śył  niegdyś  myśliwy  niedaleko  stąd,  który  schwytał  wilka  w  wilczy  dół. 

Ten wilk rozszarpywał owce i kozy, poŜarł obłąkanego starca, który mieszkał 
sam  jeden  w  chacie  na  zboczu  w  pół  drogi  do  szczytu  i  po  całych  dniach 
śpiewał  Jezusowi;  rzucił  się  na  dziewczynę  doglądającą  owiec,  ale  ta 
podniosła  taki  krzyk,  Ŝe  nadbiegli  męŜczyźni  ze  strzelbami  i  go  spłoszyli. 
Próbowali tropić go w lesie, ale był sprytny i łatwo im się wymknął. Tak więc 
ów  myśliwy  wykopał  dół  i  włoŜył  weń  kaczkę,  Ŝywą-Ŝywiusieńką-hej!,  a  dół 
przykrył  słomą  wysmarowaną  wilczymi  odchodami.  Kwa!  kwa!  -  kwakała 
kaczka.  Wilk  nadszedł  chyłkiem  z  lasu,  duŜy  był,  cięŜki,  waŜył  tyle,  co 
dorosły  męŜczyzna,  i  słoma  się  pod  nim  zapadła  -  wpadł  do  dołu.  Myśliwy 
skoczył  za  nim,  poderŜnął  mu  gardło,  odciął  wszystkie  cztery  łapy  jako 
trofeum. 

Jednak  wcale  nie  wilk  leŜał  przed  myśliwym,  tylko  okrwawiony  ludzki 

tułów, bez głowy, bez stóp, umierający, martwy. 

Kiedyś  czarownica  z  doliny  przemieniła  wszystkich  gości  weselnych  w 

wilki, bo pan młody wybrał inną dziewczynę. Kazała im przychodzić do siebie 
nocą, przez złość, a oni siadywali wokół jej chatki i wyli, urządzając dla niej 
serenadę ze swojej boleści

1

Nie  tak  dawno  kobieta  z  naszej  wioski  poślubiła  męŜczyznę,  który 

zniknął bez śladu w noc weselną. ŁóŜko było zasłane czystą pościelą i panna 
młoda  w  nim  spoczywała,  kiedy  pan  młody  oświadczył,  Ŝe  musi  wyjść  za 
potrzebą,  nalegał  na  to  przez  wzgląd  na  przyzwoitość,  podciągnęła  więc 
kołdrę pod brodę i leŜała. Czekała i czekała, i nie przestawała czekać – chyba 
go  coś  długo  nie  ma?  AŜ  podskoczyła  na  łóŜku  i  krzyknęła  wniebogłosy, 
słysząc wycie niesione wiatrem z głębi lasu. 

Owo  przeciągłe,  załamujące  się  wycie,  choć  tak  przeraźliwie  groźne, 

zawiera teŜ w sobie jakiś nieodłączny smutek - jakby bestie chciały być mniej 
zwierzęce,  gdyby  tylko  wiedziały  jak,  i  nigdy  nie  przestawały  opłakiwać  swej 
doli.  W  wilczych  kantykach  słychać  przepastną  melancholię,  bezkresną  jak 
bór,  trwającą  bez  końca,  jak  długie  zimowe  noce,  a  jednak  ten  straszliwy 
smutek,  ów  lament  nad  własnymi  wilczymi  apetytami  nigdy  nie  porusza 
serca,  gdyŜ  ani  jedna  fraza  nie  napomyka  o  moŜliwości  pokuty;  łaska  nie 
spłynie na wilka za sprawą jego własnej rozpaczy, tylko przy pomocy jakiegoś 
pośrednika  z  zewnątrz,  tak  Ŝe  czasem  wydaje  się,  iŜ  zwierzę  błogosławi  nóŜ, 
który pozbawia je Ŝycia. 

Bracia  młodej  kobiety  przeszukali  szopy  i  stogi  siana,  ale  nie  znaleźli 

Ŝadnych  szczątków,  zatem  roztropna  niewiasta  otarła  oczy  i  znalazła  sobie 
innego  męŜa,  który  nie  wstydził  się  sikać  do  nocnika  i  noce  spędzał  pod 
dachem.  Obdarzyła  go  dwójką  ślicznych  dzieci  i  wszystko  szło  jak  z  płatka, 
dopóki  pewnej  mroźnej  nocy,  nocy,  kiedy  następuje  przesilenie,  kiedy  rok 
chwieje  się  w  zawiasach,  a  rzeczy  nie  pasują  do  siebie  tak,  jak  powinny, 
najdłuŜszej nocy – pierwszy oblubieniec znów nie zawitał do domu. 

Łomot  do  drzwi  zapowiedział  jego  przybycie.  Mieszała  właśnie  zupę  dla 

ojca  swych  dzieci,  ale  tamtego  rozpoznała  od  razu,  jak  tylko  uchyliła 
zapadkę, Ŝeby mu otworzyć, choć lata minęły, odkąd nosiła po nim Ŝałobę, a 
on był teraz w łachmanach i włosy, które nigdy nie widziały grzebienia i roiły 
się od wszy, spływały mu na plecy. 

- Wróciłem, Ŝonko - rzekł. - Daj mi moją miskę kapusty, a Ŝywo. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

5

 

Wtedy  nadszedł  jej  drugi  mąŜ,  niosąc  bierwiona  na  ogień,  a  kiedy 

pierwszy pojął, Ŝe spała z innym męŜczyzną, i co gorsza, kiedy jego czerwone 
oczy dostrzegły małe dzieci, które cichutko weszły do kuchni, Ŝeby zobaczyć, 
co  to  za  harmider,  wykrzyknął:  -  Chciałbym  z  powrotem  być  wilkiem,  Ŝeby 
dać  nauczkę  tej  wszetecznicy!  -  I  natychmiast  stał  się  wilkiem,  i  odgryzł 
starszemu chłopcu lewą stopę, zanim dosięgła go siekiera, której uŜywali do 
rąbania  drew.  Ale  gdy  okrwawiony  wilk  wydawał  z  siebie ostatnie  tchnienie, 
futro  z  niego  znowu  opadło  i  wyglądał  jak  wówczas,  kiedy  uciekł  ze  ślubnej 
łoŜnicy. Rozpłakała się więc, a drugi mąŜ ją zbił. 

Powiadają,  Ŝe  istnieje  maść,  którą  daje  diabeł,  a  która  przemieni  cię  w 

wilka  natychmiast,  jak  tylko  się  nią  nasmarujesz.  A  takŜe  Ŝe  urodził  się 
nogami  do  przodu,  miał  wilka  za  ojca  i  ma  tors  człowieka,  ale  wilcze  łapy  i 
genitalia. Ma takŜe wilcze serce. 

Naturalny  czas  bycia  wilkołakiem  to  siedem  lat,  ale  jeśli  spali  się  jego 

ludzką odzieŜ, będzie musiał pozostać wilkiem do końca Ŝycia. Stare kobiety 
w  tych  stronach  uwaŜają  nawet,  Ŝe  rzucenie  w  wilkołaka  kapeluszem  albo 
fartuchem  zapewnia  swego  rodzaju  ochronę,  jakby  to  suknia  zdobiła 
człowieka.  Jednak  po  oczach,  tych  fosforyzujących  oczach,  poznasz  go  w 
kaŜdym wcieleniu - tylko oczy nie ulegają metamorfozie. 

Zanim  stanie  się  wilkiem,  likantrop  rozbiera  się  do  nagusieńka.  Jeśli 

dostrzeŜesz  nagiego  męŜczyznę  między  sosnami,  uciekaj,  jakby  cię  sam 
diabeł gonił

2

Jest  środek  zimy.  Gil,  przyjaciel  człowieka,  przysiadł  na  stylisku 

ogrodniczej  łopaty  i  śpiewa.  Najgorszy  to  czas  w  całym  roku,  jeśli  chodzi  o 
wilki,  ale  rezolutna  dziewczynka  uparła  się,  Ŝe  pójdzie  przez  las.  Jest 
absolutnie  pewna,  Ŝe  dzikie  bestie  nie  zdołają  zrobić  jej  krzywdy,  choć 
ostrzeŜona kładzie długi nóŜ do koszyka, w którym matka ułoŜyła juŜ sery. W 
koszyku  znajduje  się  teŜ  flaszka  cierpkiej  nalewki  z  jeŜyn,  stos  płaskich 
owsianych  placków,  upieczonych  na  palenisku,  parę  słoików  konfitur. 
Lnianowłose dziewczę zaniesie te smakołyki samotnie mieszkającej babci, tak 
starej,  Ŝe  cięŜar  lat  przygniata  ją  do  ziemi.  Do  babcinej  chatki  trzeba  brnąć 
dwie godziny przez zimowy las, dziewczyna otula się ciepłym szalem, naciąga 
go  na  głowę.  Wsuwa  stopy  w  mocne  drewniane  chodaki,  jest  juŜ  ubrana  i 
gotowa,  a  mamy  wieczór  wigilijny.  ZłowróŜbne  wrota  przesilenia  wciąŜ 
chwieją  się  w  swoich  zawiasach,  ją  jednak  zbyt  kochano,  by  mogła  poznać, 
co to strach. 

W  tym  surowym  kraju  dzieci  nie  pozostają  długo  młode.  Nie  mają 

zabawek,  więc  cięŜko  pracują  i  szybko  mądrzeją,  ale  to  dziecko,  tak  ładne, 
najmłodsze  w  rodzinie,  urodzone  późno,  rozpieszczają  matka  i  babka.  To 
babka  zrobiła  dla  niej  na  drutach  czerwony  szal,  który  dzisiaj  złowieszczo 
odbija  się  jaskrawym  kolorem  krwi  od  śniegu.  Piersi  dziewczyny  dopiero  co 
zaczęły się zaokrąglać, włosy ma jak konopie, tak jasne, Ŝe ledwo odróŜniają 
się  od  bladego  czoła,  jej  policzki  to  przysłowiowa  krew  z  mlekiem.  Właśnie 
rozpoczęły  się  u  niej  kobiece  krwawienia,  wewnętrzny  zegar  odtąd  uderzać 
będzie raz w miesiącu. 

Tkwi  i  porusza  się  w  niewidzialnym  pentagramie  własnej  dziewiczości. 

Jest  jak  nie  naruszone  jajko,  jak  zaplombowane  naczynie,  ma  w  sobie 
magiczną  przestrzeń,  do  której  wejście  szczelnie  pieczętuje  błona;  jest 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

6

 

obiegiem  zamkniętym,  nie  wie,  co  to  dreszcz.  Ma  swój  nóŜ  i  nie  boi  się 
niczego. 

Ojciec  moŜe  by  jej  nie  puścił,  gdyby  był  w  domu,  ale  daleko  w  lesie 

zbiera drwa na opał, a matka niczego nie potrafi jej odmówić. 

Las zamknął się za nią niby para szczęk. 
W lesie jest zawsze na co popatrzeć, nawet w środku zimy: nastroszone 

kulki  ptaków  w  zimowym  letargu,  zbite  w  gromadkę  na  skrzypiących 
gałęziach  i  zbyt  nieszczęśliwe,  by  śpiewać;  jaskrawe  frędzle  zimowych 
grzybów  na  popękanych  pniach,  klinowe  ślady  królików  i  jeleni,  odbicia 
ptasich  łapek,  przypominające  w  rysunku  rybi  kręgosłup,  zając,  chudy  jak 
plasterek bekonu, śmigający przez ścieŜkę, tam gdzie blade słońce nakrapia 
rdzawe liście zeszłorocznych paproci. 

Na  dźwięk  mroŜącego  krew  w  Ŝyłach  wycia  wilka  chwyciła  za  rękojeść 

noŜa wprawną dłonią, ale wilka nie było ni śladu, ani teŜ nagiego męŜczyzny 
nigdzie,  raptem  jednak  w  zaroślach  rozległo  się  tupanie  i  na  ścieŜkę 
wyskoczył w pełni ubrany, niezwykle urodziwy młodzian, w zielonym kaftanie 
i  myśliwskim  kapeluszu  z  szerokim  rondem,  obładowany  ustrzelonymi 
ptakami.  PołoŜyła  dłoń  na  rękojeści,  kiedy  tylko  dobiegł  ją  trzask  pierwszej 
gałązki,  lecz  on,  ujrzawszy  ją,  roześmiał  się,  błyskając  białymi  zębami,  i 
złoŜył  jej  Ŝartobliwy,  acz  pochlebny  ukłon.  Nigdy  przedtem  nie  widziała  tak 
eleganckiego  kawalera,  na  pewno  nie  wśród  młodych  gburów  z  rodzinnej 
wioski.  Powędrowali  więc  razem  w  gasnącym  świetle  popołudnia.  Niebawem 
Ŝartowali i śmiali się jak starzy znajomi. Kiedy zaproponował, Ŝe poniesie jej 
koszyk,  zgodziła  się,  w  koszyku  miała  wprawdzie  nóŜ,  ale  on  powiedział,  Ŝe 
jego strzelba ich obroni. Wraz z zapadaniem zmierzchu zaczął znowu prószyć 
śnieg,  poczuła,  jak  pierwsze  płatki  osiadają  jej  na  rzęsach,  lecz  został  juŜ 
tylko  niespełna  kilometr  do  przebycia,  a  w  perspektywie  ogień  na  kominku, 
gorąca  herbata  i  powitanie,  bez  wątpienia  serdeczne,  nie  tylko  dla  niej,  ale 
takŜe dla szykownego myśliwego. 

Młodzieniec  miał  w  kieszeni  niezwykły  przedmiot:  kompas.  Patrzyła  na 

małą  szklaną  tarczę  w  jego  dłoni  i  obserwowała  drgającą  wskazówkę  z 
nieopisanym zdziwieniem. Zapewniał ją, Ŝe kompas bezpiecznie prowadził go 
przez  las  podczas  tego  polowania,  poniewaŜ  wskazówka  z  bezbłędną 
dokładnością  pokazuje,  gdzie  jest  północ.  Nie  uwierzyła,  wiedziała,  Ŝe  pod 
Ŝadnym  pozorem  nie  wolno  jej  zboczyć  ze  ścieŜki  podczas  leśnej  wędrówki, 
gdyŜ  natychmiast  zabłądzi.  Znów  ją  wyśmiał,  błyszczące  smuŜki  śliny 
przylgnęły  mu  do  zębów.  Oświadczył,  Ŝe  jeśli  zejdzie  z  drogi  i  zapuści  się  w 
otaczający  ich  bór,  gwarantuje,  Ŝe  przybędzie  do  chatki  babci  na  dobry 
kwadrans przed nią, kierując się przez zarośla według kompasu, podczas gdy 
ona nałoŜy drogi, posuwając się krętą ścieŜką. 

Nie wierzę ci. Poza tym, czy nie obawiasz się wilków? 
Poklepał tylko błyszczącą kolbę i wyszczerzył zęby w uśmiechu. 
Czy  to  zakład?  spytał.  Mamy  sobie  urządzić  zabawę?  Co  mi  dasz,  jeśli 

dotrę do domku babci przed tobą? 

A co byś chciał? zapytała obłudnie. 
Całusa. 
Banalne wiejskie zalecanki. Spuściła oczy i zarumieniła się. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

7

 

Ruszył  przez  chaszcze,  biorąc  ze  sobą  koszyk,  ale  jej  nie  było  w  głowie 

obawiać  się  dzikich  zwierząt,  i  chociaŜ  wzeszedł  juŜ  księŜyc,  zamierzała  iść 
powoli, aby mieć pewność, Ŝe przystojny młodzian wygra zakład. 

Chatka  babci  stała  samotnie  w  pewnej  odległości  od  wioski.  Padający 

śnieg  wirował  nad  warzywnikiem.  Młody  człowiek  stąpał  ostroŜnie  po 
ośnieŜonej  ścieŜce  wiodącej  ku  drzwiom,  jak  gdyby  obawiał  się  zamoczyć 
nogi,  a  idąc,  kołysał  upolowanym  ptactwem  oraz  koszykiem  dziewczyny  i 
nucił cicho pod nosem. 

Na jego brodzie widnieje nikły ślad krwi, poŜywiał się swoją zdobyczą. 
Zastukał w okiennice kłykciami. 
Wiekowa  i  krucha  babcia  w  trzech  czwartych  poddała  się  juŜ 

śmiertelności, którą zapowiada rwanie w kościach, a prawie gotowa jest ulec 
do  końca.  Godzinę  temu  chłopak  z  wioski  rozpalił  jej  ogień  pod  kuchnią, 
który  trzaska  i  oświetla  izbę.  Stara  poboŜna  kobieta  ma  za  towarzystwo 
Biblię.  LeŜy  wsparta  na  kilku  poduszkach  w  łóŜku,  na  chłopską  modłę 
przytwierdzonym do ściany, otulona zszytą z kawałków kołdrą, którą zrobiła 
jeszcze  przed  ślubem,  lat  temu  więcej,  niŜ  miałaby  ochotę  pamiętać.  Dwa 
porcelanowe  wyŜły  z  sierścią  w  wątrobiane  plamy  i  czarnymi  nosami  siedzą 
po  obu  stronach  kominka.  Chodnik  z  kolorowych  gałganków  leŜy  na 
ceglanych płytkach. Stojący zegar odmierza uciekający czas.  

śyjąc wygodnie, trzymamy wilki za progiem. 
Zastukał w okiennice włochatymi kłykciami. 
To  twoja  wnuczka,  naśladował  wysoki  sopran.  -  Podnieś  zapadkę  i 

wejdź, moje kochanie. 

Poznasz 

ich 

po 

oczach, 

oczach 

drapieŜnej 

bestii, 

nocnych, 

przeraŜających  oczach,  czerwonych  jak  rana:  moŜesz  rzucać  w  niego  Biblią, 
babciu, i jeszcze swoim fartuchem, myślałaś, Ŝe to skuteczne zabezpieczenie 
przed  tą  wieczną  plagą...  wzywaj  teraz  Chrystusa  i  jego  matkę,  i  wszystkich 
aniołów w niebiesiech na pomoc, ale to cię nie uratuje. 

Jego dziki pysk jest ostry jak nóŜ; gość upuszcza na stół zmiaŜdŜonego 

złocistego baŜanta. Stawia takŜe koszyk twojej kochanej dziewczynki. O BoŜe 
mój, co z nią zrobiłeś? 

On zrzuca przebranie, ów kaftan w leśnych barwach, kapelusz z piórem 

zatkniętym  za  wstąŜkę,  zmierzwione  włosy  spływają  na  białą  koszulę,  stara 
kobieta  widzi  ruszające  się  w nich  wszy.  Chrust w  palenisku  przesuwa  się i 
syczy, noc i las nawiedziły kuchnię wraz z ciemnością wplątaną w jego włosy. 

Zrywa  ze  siebie  koszulę.  Jego  skóra  ma  kolor  i  fakturę  pergaminu. 

Pasmo  kędzierzawych  włosów  przecina  brzuch,  sutki  ma  dojrzałe  i  ciemne 
jak  trujący  owoc,  ale  jest  tak  chudy,  Ŝe  moŜna  by  policzyć  mu  Ŝebra,  gdyby 
dał  na  to  czas.  Zrywa  ze  siebie  spodnie.  MoŜna  teraz  zobaczyć,  jak  bardzo 
owłosione są jego nogi. A przyrodzenie - olbrzymie. Ach, jakie olbrzymie. 

Ostatnie, co stara kobieta zobaczyła na tym świecie, to młody człowiek o 

oczach jak Ŝagwie, nagi jak posąg, zbliŜający się do jej łóŜka. 

Wilk to urodzony mięsoŜerca. 
Kiedy  z  nią  skończył,  oblizał  się  i  szybko  ubrał  na  powrót,  aŜ  wyglądał 

tak,  jak  kiedy  wszedł  w  drzwi.  Spalił  niejadalne  włosy,  a  kości  owinął  w 
serwetę,  którą  ukrył  pod  łóŜkiem  w  drewnianej  skrzyni,  gdzie  znalazł  czyste 
prześcieradła. RozłoŜył je starannie na łóŜku w miejsce tamtych zdradziecko 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

8

 

poplamionych, które wrzucił do kosza z brudną bielizną. Poprawił poduszki, 
strzepnął łaciatą kołdrę, podniósł Biblię z podłogi, zamknął i połoŜył na stole. 
Wszystko  było  jak  przedtem  oprócz  tego,  Ŝe  zabrakło  babci.  Chrust trzaskał 
na palenisku, zegar tykał, a młody człowiek siedział cierpliwie koło łóŜka, w 
babcinym czepku na głowie dla niepoznaki. 

Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk. 
Kto  tam,  odpowiada  on  drŜącym  starczym  falsetem  babci.  Tylko  twoja 

wnuczka. 

Weszła  więc,  wnosząc  kłąb  śniegu,  który  stopniał  łzami  na  płytkach,  i 

moŜe odczuła pewne rozczarowanie, widząc tylko babkę siedzącą przy ogniu. 
Ale wtedy on odrzucił pled i skoczył do drzwi, i przywarł do nich plecami, tak 
Ŝe nie mogła juŜ wyjść. 

Dziewczyna  rozejrzała  się  po  izbie  i  zobaczyła,  Ŝe  nie  ma  nawet  śladu 

odciśnięcia głowy na gładkiej poduszce, a takŜe, co widziała po raz pierwszy - 
Ŝe Biblia leŜy zamknięta na stole. 

Tykanie  zegara  było  jak  trzask  bicza.  Chciała  wziąć  nóŜ  ze  swego 

koszyka, ale nie ośmieliła się po niego sięgnąć, poniewaŜ on nie spuszczał z 
niej  oczu  -  oczu  olbrzymich,  które  wydawały  się  gorzeć  niezwykłym 
wewnętrznym  światłem,  oczu  wielkości  spodków,  spodków  napełnionych 
ogniem greckim, diabelską fosforescencją. 

Jakie masz wielkie oczy. 
śeby cię lepiej widzieć. 
Ani  śladu  staruszki  poza  kosmykiem  białych  włosów,  który  uwiązł  w 

korze  nie  strawionego  ogniem  bierwiona.  Kiedy  dziewczyna  to  dostrzegła, 
zrozumiała, Ŝe znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 

Gdzie jest moja babcia? 
Nie ma tu nikogo oprócz nas dwojga, moje kochanie. 
Wtem  rozległo  się  wokół  potęŜne  wycie,  blisko,  bardzo  blisko,  nie  dalej 

niŜ w warzywniku, wycie całego stada wilków; wiedziała, Ŝe najgorsze są wilki 
włochate  w  środku,  i  zadrŜała  mimo  szkarłatnego  szala,  otulając  się  nim 
szczelniej, jakby mógł stanowić osłonę, choć był czerwony jak jej krew, która 
musi popłynąć. 

KtóŜ to przyszedł śpiewać nam kolędy, powiedziała. 
To  głosy  moich  braci,  kochanie,  lubię  towarzystwo  wilków.  Wyjrzyj 

oknem, a je zobaczysz. 

Śnieg  zasypał  do  połowy  okno,  które  teraz  otworzyła,  by  popatrzeć  na 

ogród.  Noc  była  jasna  od  księŜyca  i  śniegu,  w  szalejącej  zadymce  wychudłe 
szare  bestie  przysiadły  na  tylnych  łapach  pośród  rzędów  zimowej  kapusty, 
zwracając spiczaste pyski do księŜyca i wyjąc, jakby serca miały im pęknąć. 
Dziesięć  wilków,  dwadzieścia  wilków,  tyle  wilków,  Ŝe  straciła  rachubę, 
wyjących  chórem  jak  oszalałe,  jak  obłąkane.  Ich  oczy  odbijały  światło  z 
kuchni i świeciły jak sto świec. 

Jest bardzo zimno, biedactwa, powiedziała. Nic dziwnego, Ŝe tak wyją. 
Zamknęła okno i nie było juŜ słychać wilczych trenów, zdjęła szkarłatny 

szal  –  koloru  maków,  koloru  poświęceń,  koloru  swoich  miesiączek,  a 
poniewaŜ strach jej nie pomógł, przestała się bać. 

Co mam zrobić z moim szalem? 
Wrzuć go w ogień, najdroŜsza. Nie będzie ci juŜ potrzebny. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

9

 

Zwinęła  szal  i  wrzuciła  w  płomienie,  które  natychmiast  go  pochłonęły. 

Następnie  ściągnęła  bluzkę  przez  głowę,  jej  drobne  piersi  zalśniły,  jakby 
śnieg dostał się do pokoju. 

Co mam zrobić z bluzką? 
Ją teŜ rzuć w ogień, serdeńko. 
Cienki  muślin,  gorejąc,  uniósł  się  kominem  jak  czarodziejski  ptak,  po 

czym  przyszła  kolej  na  spódnicę,  wełniane  pończochy,  buty,  wszystko 
znalazło  się  w  ogniu  i  przepadło  na  zawsze.  Blask  ognia  prześwietlał  jej 
skórę,  teraz  okryta  była  jedynie  nietkniętą  powłoką  swego  ciała. 
Olśniewająca  i  naga,  przeczesała  włosy  palcami  -  jej  włosy  wydawały  się 
równie białe jak śnieg na dworze. Następnie podeszła prosto do męŜczyzny o 
czerwonych oczach, w którego zmierzwionej grzywie ruszały się wszy, stanęła 
na palcach i rozpięła mu kołnierz koszuli. 

Jakie masz duŜe ramiona. 
śeby cię lepiej objąć. 
Wszystkie  wilki  świata  zaintonowały  pieśń  weselną  za  oknem,  gdy  z 

własnej woli ofiarowała mu pocałunek, który mu była winna. 

Jakie masz duŜe zęby! 
Zobaczyła,  Ŝe  jego  szczęki  ociekają  śliną,  izba  zatrzęsła  się  od  leśnej 

Liebestod, ale mądre dziecko ani drgnęło, nawet kiedy odpowiedział: 

śeby cię łatwiej zjeść. 
Dziewczyna  wybuchła  śmiechem,  wiedziała,  Ŝe  twardy  z  niej  kąsek. 

Roześmiała  mu  się  prosto  w  twarz,  zerwała  z  niego  koszulę  i  rzuciła  ją  w 
ogień, w ślad za swoją własną gorejącą odzieŜą. Płomienie tańczyły jak duchy 
zmarłych w noc Walpurgi, a stare kości pod łóŜkiem rozpoczęły makabryczny 
grzechot, ale nie zwracała na to najmniejszej uwagi. 

Urodzony mięsoŜerca, tylko nieskalane ciało go poskromi. 
PołoŜy  sobie  na  kolanach  jego  groźny  łeb  i  będzie  iskała  wszy  z  jego 

sierści, a moŜe włoŜywszy do ust i zje, jeŜeli on jej kaŜe, tak jak by zrobiła to 
w jakiejś prymitywnej ceremonii zaślubin. 

Zadymka się uspokoi. 
Zadymka  się  uspokoi,  zostawiając  góry  pokryte  śniegiem  tak 

przypadkowo,  jakby  to  niewidoma  rzuciła  na  nie  prześcieradło,  a  wyŜsze 
gałęzie pobielone niczym wapnem, trzeszczące i uginające się pod cięŜarem. 

Blask śniegu, blask księŜyca, plątanina zwierzęcych tropów. 
Wszystko ciche, wszystko nieruchome. 
Północ,  zegar  wybija  godzinę.  To  BoŜe  Narodzenie,  wilcze  urodziny, 

wrota przesilenia stoją otworem, pozwólmy im wszystkim wejść do środka. 

Popatrzcie!  Słodko  i  mocno  śpi  dziewczyna  w  babcinym  łóŜku,  między 

łapami czułego wilka. 

 
 
 
 
 
 
 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

10

 

W 1984 powstał głośny film Neila Jordana Towarzystwo wilków, według 

wspólnego scenariusza pisarki i reŜysera. Znalazły się tam, splecione w jedną 
całość,  wątki  ze  wszystkich  „wilczych”  opowiadań  Carter:  Werewolf, 
Towarzystwa wilków, Wolf-Alice, Piotrusia i wilka. 

 
 

1

  Motyw  przemiany  orszaku  weselnego  w  wilki  występuje  równieŜ  w 

folklorze białoruskim. 

2

  Jak  odnotowuje  Mario  PraŜ,  wilkołactwo  to  inna  forma  sadyzmu 

(Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej, PIW, 1974, s. 138).