background image

Róża Luksemburg

Rewolucja w Rosji

Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

WARSZAWA 2008

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 2 –

www.skfm.w.pl

Artykuł Róży Luksemburg „Rewolucja w Rosji” 
ukazał   się   w   dzienniku   „Sächsiche   Arbeiter-
Zeitung”, Drezno, nr 35 z 11 lutego 1905 r., nr 36 
z 12 lutego 1905 r. i nr 39 z 16 lutego 1905 r.

Podstawa niniejszego wydania: Róża Luksemburg, 
„O Rewolucji. Rosja 1905, 1917”, wyd. Instytut 
Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2008.

Tłumaczenie   z   języka   niemieckiego:   Karolina 
Kuszyk.

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

Epokowe   wydarzenia   w   Petersburgu   wywołały   w   szeregach   uświadomionych   robotników 

niemieckich nie tylko najgłębsze poruszenie, palące oburzenie na morderczy reżim nahajów i braterską, 
gorącą sympatię dla heroicznie walczących rosyjskich proletariuszy. Wywołały one również szereg pytań 
o charakter, znaczenie, przyczynę i perspektywy rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, pytań ze wszech miar 
uzasadnionych. Wyjaśnienie przede wszystkim wewnętrznego sensu oraz politycznej i historycznej treści 
ruchu – oto nasze pierwsze zadanie. Stary Liebknecht w jednym ze swoich wspomnień o Karolu Marksie 
powiada:   polityka   oznaczała   dla   niego   przede   wszystkim  studiowanie.   Pod   tym   względem   Marks 
powinien   stanowić   wzór   dla   nas   wszystkich.   Jako   socjaldemokraci   jesteśmy   i   musimy   pozostać 
wiecznymi uczniami, którym nauk udziela historia, ta największa nauczycielka. Zwłaszcza dla nas jako 
partii   rewolucyjnej   każda   rewolucja,   której   jesteśmy   świadkami,   stanowi   skarbnicę   doświadczeń 
historycznych i politycznych, które winny poszerzać nasz duchowy horyzont, czynić nas dojrzalszymi dla 
osiągnięcia   naszych   ostatecznych   celów,   realizacji   własnych   zadań.   Toteż   stanowisko   niemieckiej 
socjaldemokracji odnośnie wydarzeń w Rosji musi różnić się od stanowiska partii burżuazyjnych nie 
tylko tym, że tam, gdzie my świętujemy, oni, reakcjoniści, pienią się ze złości lub jak liberałowie nie są w 
stanie   określić   się  między  radością   a  przygnębieniem,   lecz   przede   wszystkim   tym,   że   my  do  końca 
pojmujemy   wewnętrzny   sens   tych   wydarzeń   i   rozumiemy   go   tam,   gdzie   oni   –   nie   rozumiejąc   – 
dostrzegają tylko to, co zewnętrzne, materialne starcie sił, nacisk polityczny i oburzenie.

Najważniejszym pytaniem, które powinno nas, socjaldemokrację, partię  świadomej  ingerencji w 

społeczny   proces   życiowy,   interesować   niejako   w   sposób   naturalny,   jest   pytanie:   czy   rewolucja   w 
Petersburgu była ślepym wybuchem elementarnego gniewu ludu, czy też w grę wchodziły świadome 
kierownictwo i planowana akcja? A jeśli tak, to jakie czynniki, klasy, partie odgrywały tutaj decydującą 
rolę, czyli jaka była rola socjaldemokracji w tym ruchu? Na pierwszy rzut oka będziemy skłonni uważać 
zryw   w   Petersburgu   za   zupełnie   nieplanowaną,   ślepą   rewoltę,   która   z   jednej   strony   wybuchła 
niespodziewanie   dla   wszystkich,   pod   bezpośrednim   działaniem   wydarzeń   wojennych,   z   drugiej   zaś 
strony, o ile można mówić o kierownictwie i świadomym wpływie, spoczywały one w rękach elementów, 
które, delikatnie mówiąc, nie miały nic wspólnego z socjaldemokracją. To przecież fakt, że na czele 
powstania w Petersburgu stał związek robotniczy, który został założony za przyzwoleniem żandarmerii, 
założony z rozmysłem i tolerowany, związek, który szkodził socjaldemokracji. I do tego jeszcze związek 
ten, jak i całe powstanie 22 stycznia, był kierowany przez człowieka, który, jako mieszanka proroka i 
„demagoga”, przypomina niemieckim widzom jak żywo mistyczne figury Tołstoja.

Niemniej jednak ocena, która miałaby się opierać li tylko na tych zewnętrznych oznakach, jest 

oceną   z   gruntu   fałszywą.   By  należycie   pojąć   momenty   rewolucyjne,   należy   mierzyć   je   od   samego 
początku ich właściwą miarą, miarą, która nie może być przejęta z czasów pokoju, pracy codziennej, u 
podstaw,   a   już   na   pewno   nie   z   życia   codziennego   krajów   demokracji   parlamentarnej.   Prawdziwa 
rewolucja,   wielki   zryw   masowy  nie   jest   i   nie   może   być   nigdy  sztucznym   produktem   świadomego, 
planowego   przewodnictwa   i   agitacji.   Można   czynić   starania,   by   ją   wywołać,   uświadamiając   jej 
obiektywną konieczność predestynowanym do roli nośników rewolucji klasom społecznym. Można z 
góry wyznaczyć ogólny kierunek rewolucji, uświadamiając w miarę możliwości rewolucyjne klasy w 
kwestii   ich   zadań,   w   kwestii   społecznych   warunków   momentu   historycznego.   Można   przyspieszyć 
wybuch rewolucji, wyzyskując poprzez pełną zapału i zręczną agitację wszelkie rewolucyjne momenty 
sytuacji, by podsycać klasy ludowe do wystąpień politycznych.

Ale   nigdy,   przenigdy   nie   wolno   dyrygować   rewolucją   za   pomocą   rozkazów   zaraz   jak   tylko 

wybuchnie, czyli w jej pierwszej fazie, nie można zaplanować elementarnego wybuchu wielkiej masy na 
konkretny dzień, konkretną godzinę, niczym premierę teatralną, tak samo jak mas szturmujących ulicę 
niepodobna poprowadzić na podobieństwo kompanii wymusztrowanych żołnierzy w marszu paradnym. 
Wyobrażenie   w   ten   sposób   „kierowanej”   rewolucji   jest   chociażby   już   z   tej   przyczyny   całkowicie 
niehistoryczne, że przyjmuje za moment wybuchu rewolucyjnego szturmu dopiero moment, w którym 
cała zaangażowana masa ludowa jest co do jednego politycznie oświecona i świadoma celu, w miarę 
możliwości   nawet   zorganizowana   i   podległa   kierownictwu   konkretnych   organów.   W   rzeczywistości 
jednak   eksplozje   walki   politycznej   nigdy   nie   czekają   na   zakończenie   „prac   przygotowawczych”, 
odbywających się według powyższego schematu pięknie i jak po sznurku. Nagromadzona, skomasowana 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 3 –

www.skfm.w.pl

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

ilość instynktownej, w połowie tylko świadomej opozycji klasowej jest mianowicie wśród ludu o wiele 
większa niż w ocenie samych agitatorów. A rewolucja sama jest niezastąpioną szkołą, która wpierw 
likwiduje resztki niepewności mas w ferworze walki i to, co jeszcze wczoraj było może tylko instynktem i 
ciemnym parciem masy, w ogniu wydarzeń wykuwane zostaje na świadomość polityczną. Dlatego we 
wszystkich rewolucjach widać, że w pierwszej chwili przynoszą one wszelkiego rodzaju niespodzianki, 
że pobrzmiewają w nich najróżniejsze, zupełnie przypadkowe wpływy, przypadkowi przywódcy ostatniej 
godziny i że ci ostatni nawet wypływają na powierzchnię wydarzeń, tak, że niekrytycznemu oku wydawać 
się mogą wodzami, nośnikami rewolucji, podczas gdy w rzeczywistości to rewolucja ich niesie. Typowym 
przykładem takich przypadkowych wodzów, którym wydaje się, że sami pchają do przodu, podczas, gdy 
to   oni   są   popychani,   jest   bez   wątpienia   petersburski   ksiądz   Gapon,   a   przede   wszystkim   cały   z 
błogosławieństwem   absolutystycznego   rządu   założony   związek   robotników.   Byłoby   niewybaczalnie 
powierzchowne i krótkowzroczne, gdybyśmy chcieli oceniać charakter całego zrywu petersburskiego po 
tym, że na jego czele kroczył z początku duchowny z krzyżem i wizerunkiem cara. Takie naleciałości, 
nawet, gdy w pierwszej  chwili  w tradycyjnych, niedorozwiniętych poglądach mas  padają na podatny 
grunt,   to   w   burzliwym   przebiegu   wydarzeń   rewolucyjnych   zostają   błyskawicznie   przezwyciężone   i 
odrzucone. Masa, która wczoraj jeszcze z wiarą w cara, może na pół religijną, wyszła na ulice, dzisiaj jest 
już tak błyskawicznie i gruntownie wyleczona z wszelkich iluzji, jak żadna całe lata i dziesięciolecia 
trwająca socjalistyczna agitacja nie byłaby w stanie jej wyleczyć.

W   tym   samym   jednak   stopniu,   co   takie   zakłócające   domieszki,   pozostałości   zacofanego 

światopoglądu zostają odrzucane – a to jest, powtórzmy, w epokach rewolucyjnych kwestią kilku tygodni, 
a nawet dni – w tym samym stopniu zostają zepchnięci na margines także przypadkowi wodzowie i 
wpływy,   a   kierownictwo   przechodzi   w   sposób   naturalny   coraz   bardziej   w   ręce   stałego   jądra 
rewolucyjnych mas, które od początku jasno widzi cele i zadania, tzn. w ręce socjaldemokracji. Wkrótce 
okazuje się ona mianowicie jedyną, która zachowuje wyższość, która dorosła do sytuacji, właśnie dlatego, 
że nie dzieliła i nie żywiła okrutnie zniszczonych iluzji, poza tym dlatego, że jej wzrok sięga dalej i po 
pierwszej porażce wskazuje ona zwykle zdumionej i pobitej masie dalszą drogę, napełniając ją odwagą i 
nadzieją, pewnością ostatecznego powodzenia, żelazną koniecznością rewolucji i jej zwycięstwa.

Abstrahując od zewnętrznych form, to znaczy od pierwszego momentu rewolucji w Petersburgu, 

przedstawia   się   ona   jako  nowoczesne   powstanie   klasowe   o   wyraźnie   proletariackim   charakterze
Najpierw okoliczność, iż petersburscy robotnicy udali się do cara z prośbą o wolności polityczne, w 
nadziei, że osiągną coś licząc na jego zrozumienie i dobroć, nie jest przy bliższym oglądzie aż tak ważna, 
jak   chyba  wydawała   się   w  pierwszej   chwili.   Decydujące   jest   nie   pytanie,   w   jakiej  formie  robotnicy 
formułowali   swoje   żądania,   lecz   pytanie:   jakie   były   te   żądania?   I   pod   tym   względem   lista   reform 
politycznych,   które   masowy   petersburski   pochód   robotników   chciał   przedstawić   carowi,   jest 
jednoznacznym wyrazem ich politycznej dojrzałości i świadomości klasowej, gdyż stanowi streszczenie 
podstawowych   artykułów   demokratycznej   konstytucji,   stanowi,   wyjąwszy   postulat   wprowadzenia 
republiki, program polityczny rosyjskiej socjaldemokracji.

Te demokratyczne żądania wolnościowe nie zostały petersburskim robotnikom przybliżone ani 

przez  księdza  Gapona, ani  przez  tolerowany przez  żandarmerię  związek  robotniczy,  którego zadanie 
polegało akurat na utrzymywaniu z dala od robotników wszelkiej „polityki”. Żądania te były motywem 
przewodnim   agitacji   politycznej   socjaldemokracji.   I   nawet,   jeśli   nie   byłoby   autentycznych   relacji 
naocznych   świadków   o  tym,   jak  to   w   ostatnich   burzliwych   dniach  przed   22   stycznia   na   zebraniach 
związku   Gapona   przemawiali   robotnicy-socjaldemokraci,   jak   przedstawiając   swoje   przekonania 
polityczne   i   swoje   dążenia   udawało   im   się   porwać   ze   sobą   masy   i   jak   w   ten   sposób   stawali   się 
właściwymi   wodzami   ruchu,   nawet   wtedy   wystarczyłyby   same   tylko   postulaty   przedstawione   przez 
petersburski proletariat, by przekonać nas o tym, iż mamy do czynienia z produktem uświadamiającej 
pracy socjaldemokratów, że to jest i może być tylko rezultat trwającej dziesięciolecia agitacji, nawet jeśli 
wydaje się dziełem kilku dni.

Ale   nie  tylko   sam   ton   postulatów   petersburskich   przekroczył   już   za   sprawą  swojego  jasnego 

zdecydowania   i   radykalnego   rysu   słabowite,   w   większości   punktów   dwuznaczne   petycje   liberalnych 
kongresów, bankietów i obrad. Również charakter tych postulatów, jak i ich motywacja zdradzały rysy 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 4 –

www.skfm.w.pl

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

wyraźnie   proletariackie.   Nie   zapominajmy,   że   wśród   kroków   do   natychmiastowej   realizacji,   których 
domagali się robotnicy z Petersburga, na samej górze znajdowało się wprowadzenie ośmiogodzinnego 
dnia   pracy.   Tym   samym   wyrażona   została   jednoznacznie   socjalna   strona   ruchu   i  klasowa   podstawa 
programu wolnościowego. Nawet w petycji do samego cara, która została spisana jako wprowadzenie do 
postulatów,   najbardziej   donośną   nutą   rozlega   się   antyteza  Do   kapitalistycznych   wyzyskiwaczy
konieczność   reform   politycznych   uzasadniona   zostaje   dobitnie   i   wyłącznie  klasowym   położeniem 
robotników, koniecznością przyznania im politycznych i prawnych wolności po to, by mogli prowadzić 
walkę z wyzyskiem przez panujący kapitał.

Tu natrafiamy na niezwykle ważny moment dla oceny całego ruchu w Rosji. Generalnie w Europie 

Zachodniej zbyt pochopnie postrzegamy obecną rewolucję w carskim imperium według historycznego 
szablonu   jako   rewolucję   po   prostu   burżuazyjną,   nawet,   jeśli   wszczęła   ją   i   prowadzi   –   dzięki 
szczególnemu splotowi momentów społecznych – klasa robotnicza. Wyobrażenie, jakoby proletariat w 
dzisiejszej   Rosji   działał,   by  tak   rzec,   jedynie   w   historycznym   zastępstwie   burżuazji,   jest   całkowicie 
mylne. W procesie historycznym taka zwykła zamiana miejsc – niczym w kadrylu – nie istnieje, a przez 
samą okoliczność, że dzisiaj w Rosji to właśnie klasa robotnicza, i to w wysokiej mierze uświadomiona 
klasowo, przez wiele lat systematycznie edukowana przez socjaldemokratów klasa robotnicza walczy o 
wolność obywatelską, to również charakter tej wolności i tej walki o nią nabiera bardzo szczególnego 
charakteru.   To   nie   jest   już,   jak   swojego   czasu   we   Francji,   w   Niemczech   i   wszędzie   w   krajach 
burżuazyjnych, walka o prawne i polityczne gwarancje dla niepowstrzymanego gospodarczego rozwoju 
kapitalizmu i dla politycznego panowania burżuazji w kraju, lecz bój o polityczne i prawne gwarancje dla 
niepowstrzymanej walki klas proletariatu z gospodarczym i politycznym panowaniem burżuazji.

Od strony formalnej jednak również w ostatecznym rozrachunku obecnej epoki rewolucyjnej w 

Rosji to nie klasa robotnicza, lecz burżuazja obejmie lejce państwa, panowanie polityczne. Ale ta sytuacja 
będzie kryła w sobie od początku i w znacznie większej mierze niż na przykład po rewolucji marcowej w 
Niemczech, głębokie rozdarcie, sprzeczność, która zadecyduje o dalszym politycznym rozwoju Rosji. 
Dalszy przebieg okresu rewolucyjnego, u którego początków  się dopiero znajdujemy, może przybrać 
szczególnie dla socjaldemokracji ważny i zawiły przebieg.

W obliczu tak silnej świadomości klasowej i organizacji, jakie rozwinęły się w całej Rosji od 

rewolucji 22 stycznia, w obliczu faktu, że od pierwszej krwawej rzezi w Petersburgu cały ruch znajduje 
się bez wątpienia w rękach socjaldemokracji, zarówno w Petersburgu, jak i na prowincji, a także w 
rosyjskiej części Polski i Litwy oraz na Kaukazie – dalszy przebieg rewolucji, na który trzeba liczyć nie 
tygodnie, lecz lata – na pewno nie przybierze takiego samego kształtu jak na przykład w Niemczech 
podczas „szalonego roku”. Klasa robotnicza, a z nią socjaldemokracja, będzie powołana do tego, by z o 
wiele   większą   determinacją   ingerować   w   wydarzenia,   starać   się   o   wiele   bardziej   o   przeforsowanie 
bezpośrednich postulatów klasowych dla proletariatu, niż było to kiedykolwiek możliwe i praktykowane 
podczas   rewolucji   burżuazyjnej.   By   pojąć   dalszy   przebieg   ruchu   oraz   jego   związek   z   punktem 
wyjściowym,   rewoltą   petersburską,   należy   rozpoznać   pierwszy   zryw   rewolucji   nie   na   podstawie 
przypadkowych i przemijających form, w jakich się objawiał, lecz na podstawie jego sensu i treści: jako 
powstanie klasy oświeconego proletariatu.

Już pierwszy etap rewolucji w imperium carskim, którego właśnie byliśmy świadkami, zdobył i 

zapewnił klasie robotniczej wiodącą pozycję w społeczeństwie i to w stopniu, w jakim nie udało się tego 
dotychczasowym rewolucjom. Niemniej jednak również nowoczesne rewolucje we Francji, w Niemczech, 
w krajach Europy Zachodniej, były dziełem ludu pracującego. To jego krew polała się na ulicach Paryża, 
Berlina i Wiednia, to jego synowie padali na barykadach, to jego ofiarami okupione zostało zwycięstwo 
nowoczesnego społeczeństwa nad średniowiecznym feudalizmem. Ale masy pracujące były w nich tylko 
oddziałami pomocniczymi i narzędziem w rękach rewolucji burżuazyjnej. Duch, kierunek, przywództwo 
rewolucji określała za każdym razem burżuazja i to  jej  interesy klasowe stanowiły także historycznie 
motor rewolucyjnych zrywów.

Obecnie w Rosji sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Oczywiście od zawsze istniały i nadal istnieją 

w imperium carskim burżuazyjne nurty i ugrupowania opozycyjne. We właściwej Rosji był to liberalizm, 
w zachodniej strefie imperium narodowa opozycja, która przede wszystkim w Polsce stała niegdyś na 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 5 –

www.skfm.w.pl

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

czele dwóch potężnych powstań – w latach 1831 i 1863. Sama już historia ostatniego etapu walki z 
caratem wykazała całkowitą niemoc obu tych ruchów. Rosyjski liberalizm, „burżuazyjny” raczej w tym 
sensie, że  nieproletariacki, od dawna – i po dziś  dzień – nie jest wyrazem rozwoju kapitalistyczno-
burżuazyjnego, lecz raczej opozycji z jednej strony agrarnej arystokracji, która jako klasa prowadząca 
eksport   zboża   zainteresowana   jest   wolnym   handlem   i   którą   złości   ekstremalny   protekcjonizm 
absolutyzmu,   który  uszczęśliwiają   drogimi   maszynami   rolniczymi   i   utrudnionym   zbytem   za   granicą, 
zbytem, który jest na każdym kroku hamowany przez idiotyczną biurokrację. Z drugiej strony dochodzi 
opozycja   miejskiej   inteligencji   mieszczańskiej,   która   oburza   się   na   reżim   z   powodu   azjatyckiego 
tłumienia wolnych badań naukowych, prasy, całego życia duchowego i którą goryczą napełnia straszliwa 
nędza   materialna   szerokich   warstw   ludu.   Na   koniec   dochodzą   jeszcze   różne   interesy   częściowe   i 
specyficzne warstw i grup burżuazyjnych: miejskie i wiejskie organy samorządowe, których swoboda 
ruchu została całkowicie sparaliżowana przez prostacką pięść carskich zauszników. Za sprawą wszystkich 
tych   elementów   doszło   w   ostatnim   czasie   do   liberalnego   fermentu,   do   którego   od   czasów   wojny 
domieszał  się też  bez wątpienia głęboko dotknięty „patriotyzm”  i który przynajmniej  z pozoru mógł 
sprawiać wrażenie dość imponujące i to nawet przez długi czas. Sam już sposób, w jaki ów liberalny 
ferment potraktowany został przez absolutyzm pokazuje, w jak niewielkim stopniu był on nośnikiem 
poważnych,   silnych   interesów   jakiejkolwiek   burżuazyjnej   klasy   i   jak   małe   stwarzał   zagrożenie   dla 
absolutyzmu. Po krótkich „liberalnych” igraszkach okresu Światopełka-Mirskiego

1

 despotyzm pozbył się 

całej tej liberalnej „wiosny” za pomocą jednej krótkiej uwagi na marginesie, którą nakreślił Mikołaj II 
ołówkiem   na   petycji   konstytucyjnej   ziemstw,   określając   ją   mianem   „nietaktownej   i   bezczelnej”. 
Skończyło   się,   basta!   Liberalne   bankiety,   mowy   i   uchwały   zostały   po   prostu   zakazane,   a   cały   ten 
arystokratyczno-intelektualny liberalizm stracił nagle grunt pod nogami i zapomniał języka w gębie. To 
fakt   i   trzeba   podkreślić   z   całą   mocą,   że   na   moment   przed   wybuchem   powstania   proletariackiego   w 
Petersburgu ferment liberalny wpadł w zastój i najwyraźniej został całkowicie sparaliżowany za sprawą 
arogancji absolutyzmu. Gdyby nagle nie pojawiła się klasa robotnicza, liberalizm po raz kolejny zwinąłby 
żagle, a cały okres opozycyjny zakończyłby się łatwym triumfem absolutyzmu. Zmieniłaby się wówczas 
nagle cała sceneria. Carat, który z początku traktował całą kampanię liberalizmu en canaille, nadając jej 
niczym  wybrykom łobuzów  etykietkę  „bezczelnej”, przy pierwszym wystąpieniu masy proletariackiej 
pobladł ze strachu, dobrze wiedząc, że robotnicy nie mają najmniejszego zamiaru o nic „prosić”, że tym 
razem chodzi o ich być albo nie być. I w pierwszym odruchu postawił wszystko na jedną kartę: masowa 
rzeź, otwarta walka z proletariatem. Tym samym ruch wolnościowy zamienił się za jednym zamachem w 
bezpośredni  zatarg  między  absolutyzmem   a  klasą robotniczą,  spychając  burżuazyjno-arystokratyczno-
intelektualny liberalizm na drugie miejsce.

Dotyczy to w jeszcze większym stopniu nierosyjskich prowincji imperium carskiego, mianowicie 

Polski. Tutaj nacjonalizm jako silny ruch opozycyjny szlachty już od ostatniego powstania w roku 1863 
słodko drzemał. Produkcja kapitalistyczna wzrastająca od lat sześćdziesiątych w Polsce Kongresowej na 
wielką skalę złamała nie tylko szlachtę w jej separatystycznych dążeniach, ale także postawiła na czele 
państwa   nowoczesną   burżuazję,   która   służąc   interesom   kapitalistycznej   żądzy   zysku   stała   się 
najwierniejszym i najbardziej ambitnym filarem rosyjskiego caratu. W sferach drobnomieszczańskich i 
wśród   inteligencji   miejskiej   pokutowały   wprawdzie   jeszcze   widma   narodowej   tradycji,   chociaż 
całkowicie pozbawione jakiejkolwiek aktywnej władzy nad życiem i wyraźnych konturów. Ostatni okres 
rewolucyjny w imperium carskim stał się próbą ogniową również dla owych niedobitków  narodowej 
opozycji. Okazało się, że w tradycji tej nie pozostał ani cień żywej politycznej emocji. To oczywiste, że 
jeśli jakiś moment nadawał się, czy był wręcz stworzony do wystąpienia ruchu narodowego, to był nim 
właśnie okres wewnętrznego liberalnego fermentu w Rosji właściwej. To wówczas należało zabierać głos, 
wspólnie protestować, wyzyskać ogólne wzburzenie dla dążeń narodowych. Nic z tego wszystkiego się 
nie pojawiło. W okresie otwartych liberalnych protestów, bankietów i uchwał to właśnie Polska była 
jedyną prowincją carskiego imperium,  w  której  burżuazja,  szlachta  i  inteligencja zachowywały się z 

1

  Od sierpnia 1904 do stycznia 1905 r. P. D. Światopełk-Mirski był ministrem spraw wewnętrznych Rosji. Zgodził się na 

ustępstwa wobec liberalnej opozycji: nieznaczące złagodzenie cenzury, częściową amnestię i zezwolenie na organizowanie 
kongresów ziemstw. – Przyp. red.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 6 –

www.skfm.w.pl

background image

Róża Luksemburg – Rewolucja w Rosji (1905 rok)

jednaką   pasywnością,   gdzie   nie   słychać   było   żadnych   donośnych   głosów   mieszczaństwa   czy 
drobnomieszczaństwa, chyba że były to głosy dążności liberalnych.

I  dopiero   wraz   z   powszechnym   powstaniem   polskiej   klasy  robotniczej,   czysto   proletariackim 

zrywem powodowanym solidarnością z proletariatem Petersburga, również Polska Kongresowa została 
porwana przez powszechny rewolucyjny nurt w imperium carskim. Zryw ten był tak samo wolny od 
narodowego   separatyzmu   jak  zrywy  proletariatu   żydowskiego,   łotewskiego,  armeńskiego   w   ostatnich 
tygodniach.   Był   to   jednorodny   nowoczesny   ruch   klasowy   o   charakterze   czysto   politycznym,   który 
zjednoczył wszystkie grupy robotników imperium carskiego w armię do walki z despotyzmem i zapewnił 
klasie robotniczej jako jedynemu czynnikowi rewolucyjnemu i aktywnemu politycznie kierownictwo.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 7 –

www.skfm.w.pl