background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kate Walker 

 

Szkarłatna suknia ślubna 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY  

Estrella  stała  z  dłonią  na  klamce,  usiłując  odzyskać  spokój.  Musiała  przygotować  się  do 

spotkania z męŜczyzną, który czekał na nią za tymi drzwiami.  

Sądziła,  Ŝe  ojciec  zrezygnował  juŜ  z  wydania  jej  za  mąŜ  za  pierwszego  dostępnego 

kandydata. Ale przed chwilą wmaszerował bez pukania do pokoju córki i poinformował ją, Ŝe 

męŜczyzna,  z  którym  odbył  tego  popołudnia  waŜne  spotkanie,  chce  się  z  nią  widzieć  i  to 

natychmiast.  Czując,  jak  ściska  ją  w  dołku,  uświadomiła  sobie,  Ŝe  się  myliła  i  Ŝe  wszystko 

zaczyna się od początku.  

Uciekłaby, gdyby to było moŜliwe. Ale z doświadczenia wiedziała, Ŝe jedynym sposobem 

poradzenia sobie z tą sytuacją była otwarta konfrontacja, twarzą w twarz.  

Zaczerpnęła  więc  znowu  tchu,  przesunęła  drŜącą  dłonią  po  gładkich,  czarnych  włosach, 

Wyprostowała wątłe ramiona, zmusiła się do naciśnięcia klamki

 

i

 

weszła do środka.  

Stał  przy  wielkim  oknie  w  końcu  pokoju.  Na  jasnym  tle  widać  było  zarys  jego  wysokiej, 

silnej postaci, twarz miał odwróconą, spoglądał na leŜący w dole ogród.  

- Senior Dańo? Senior Ramón Juan Francisco Dańo?  

Napięcie  znalazło  takŜe  odbicie  w  jej  głosie,  stał  się  chłodny,  ostry,  niesympatyczny. 

MęŜczyzna odwrócił gwałtownie głowę.  

- To ja. A pani to Estrella Medrano? - odezwał się równie chłodnym i nieŜyczliwym tonem.  

- Ojciec powiedział, Ŝe chce się pan ze mną widzieć.  

Nie  odpowiedziała  wprost  na  jego  pytanie.  Zmarszczył  brwi,  uraŜony  lub  rozgniewany 

obcesowością powitania, chłodem w jej głosie.  

- Tak, chciałem z panią porozmawiać.  

- Myślałam, Ŝe przyszedł pan do mojego ojca.  

- Tak. .. Zamierzałem nabyć od niego stację telewizyjną.  

- Dobił pan targu?  

- My ... negocjacje wciąŜ trwają.  

Oczywiście,  Ŝe  trwają,  cynicznie  podsumowała  Estrella.  Umowa  nie  zostanie  podpisana, 

dopóki  ten  facet  nie  spełni  Ŝądań  ojca.  Jeśli  miała  jeszcze  jakieś  wątpliwości,  zniknęły  bez 

ś

ladu.  Miała  przed  sobą  kolejnego  z  długiej  listy  kandydatów  na  męŜa,  którego  ojciec 

zamierzał dla niej kupić.  

-  Za  drogo  dla  pana?  -  spytała  ostroŜnie,  wygładzając  spoconymi  dłońmi  ciemną,  wąską 

background image

spódnicę. 

- Nie, wcale nie. Zapłaciłbym chyba kaŜdą cenę.  

- Więc tak bardzo chce pan zdobyć tę stację?  

     - Istotnie. 

Gdyby  miała  choć  trochę  rozumu,  uznałaby,  Ŝe  to  odpowiedni  moment,  by  oznajmić,  Ŝe 

wie,  co  się  dzieje  i  nie  widzi  powodu,  by  ciągnąć  to  dalej.  NiewaŜne,  co  powiedział  mu  jej 

ojciec,  ona  nie  zamierza  słuchać  jego  oświadczyn.  Nie  ma  mowy,  by  kiedykolwiek  je 

przyjęła.  

Ale tego nie powiedziała. I, prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, dlaczego tak postąpiła.  

Ramón Dańo okazał się inny, niŜ oczekiwała.  

Przede wszystkim sądziła, Ŝe będzie podobny do swego ojca. Reuben Dańo był wielki, cięŜki 

i przysadzisty, miał włosy  czarne jak heban i czarne oczy.  I nikt, nawet jego  własna matka, 

nie mógłby twierdzić, Ŝe jest przystojny.  

Ale  ten  męŜczyzna  był  niezwykle  urodziwy.  I  pod  wieloma  względami  stanowił  niemal 

całkowite przeciwieństwo swego ojca, zwłaszcza jeśli chodziło  

o wygląd i koloryt.  

.  

Po pierwsze, był o wiele wyŜszy, a jego włosy, choć ciemne, miały miedziane przebłyski, 

odbijające promienie słońca, tak Ŝe ich kolor przywodził na myśl raczej polerowany brąz niŜ 

heban.  Z  włosami  kontrastowały  oczy,  chłodne,  czujne,  szare  jak  niebo  po  gwałtownej 

ulewie, osadzone w twarzy o ostrych,  rzeźbionych rysach.  Gładka skóra sprawiała  wraŜenie 

raczej opalonej niŜ smagłej, jak u Ojca.  

Oczywiście,  zapomniała,  Ŝe  Ramón  Dańo  jest  tylko  w  połowie  Hiszpanem.  Jego  matka, 

która zmarła, kiedy był jeszcze niemowlęciem, była Angielką.  

- Więc dlaczego chciał się pan ze mną widzieć? - wykrztusiła. Jak gdyby tego nie 

wiedziała!  

- śeby z panią porozmawiać. 

- A pan zawsze dostaje to, czego chce?  

Nie  podobało  mu  się  jej  zachowanie,  to  było  oczywiste.  Zmarszczka  na  jego  czole  nie 

znikła, przeciwnie - stawała się wyraźniejsza. Ale Estrella nie przejęła się tym.  

Chciała,  Ŝeby  to  się  skończyło.  By  mogła  wyjść  i  powrócić  do  swego  pokoju.  Do 

samotności,  do  której  tak  przywykła.  Do  piorunujących  spojrzeń,  pouczeń  i  pełnej 

wściekłości  dezaprobaty  ojca,  dezaprobaty,  z  którą  Ŝyła  tak  długo;  Ŝe  miała  wraŜenie,  iŜ 

nigdy  nie  widziała  na  jego  twarzy  innego  wyrazu.  Do  potępienia  ze  strony  tutejszego 

towarzystwa,  szeptów  za  jej  plecami,  rozmów,  które  gwałtownie  milkły,  gdy  wchodziła  do 

background image

pokoju.  

- To ona ... - gadali ludzie. - Ta mała Medrano, dziewczyna, która odebrała Carlosa Pereę 

Ŝ

onie. Porzucił ją i dwójkę małych dzieci. A przecieŜ mógłby być ojcem tej małej dziwki ...  

- Nie usiądzie pani? - Ramón wskazał dłonią krzesło.  

- Muszę?  

Nie  było  powodu,  by  serce  podchodziło  jej  do  gardła  na  myśl,  Ŝe  mogłaby  znaleźć  się 

bliŜej mego.  

- Wolę stać.  

     - Myślałem, Ŝe siedząc, czułaby się pani swobodniej. 

- Prawdę mówiąc, wolałabym być wszędzie, byle nie tu.  

- Zapewniam, Ŝe nie zatrzymam pani długo.  

- Mówił chłodnym, oficjalnym tonem.  

- Aja zapewniam, Ŝe nie interesuje mnie, co pan  

ma do powiedzenia.  

Dotknęła  go  do  Ŝywego.  Było  to  widoczne  po  gwałtownie  zaczerpniętym  oddechu,  po 

lodowatym spojrzeniu, którym ją obrzucił.  

- Czy mogę zasugerować, by poczekała pani, aŜ coś powiem?  

Przyglądał  się  jej  od  chwili,  gdy  weszła  do  pokoju,  ale  teraz  jego  stalowe,  szare  oczy 

zmierzyły  kaŜdy  centymetr  jej  ciała,  od  czubka  głowy  do  stóp.  To  lodowate  spojrzenie 

sprawiło,  Ŝe  poczuła  się  jak  zachwalana  klacz  rozpłodowa,  która  niezupełnie  sprostała  jego 

oczekiwaniom.  

- Więc niech pan mówi - zdołała wydusić.  

- Dobrze.  

Silna  dłoń  przeczesała  lśniące  ciemne  włosy,  zmierzwiła  je  na  chwilę;  potem  opadły, 

układając  się  z  precyzją,  świadczącą  o  starannym  i  najwyraźniej  kosztownym  strzyŜeniu. 

Nagle,  wbrew  samej  sobie,  Estrella  odczuła  Ŝal,  Ŝe  stało  się  to  tak  szybko.  Bo  przez  krótką 

chwilę,  przez  kilka  ulotnych  sekund,  zobaczyła  innego  Ramóna  Dario.  MęŜczyznę  pozba-

wionego  chłodu  i  czujności,  które  zachowywał  niemal  bez  przerwy,  odkąd  weszła  do  tego 

pokoju.  

Przyłapała się na myśli, Ŝe tak wyglądałby w łóŜku, i przeszył ją zmysłowy dreszcz. PrzeŜyła 

szok, gdy zorientowała się, Ŝe obraz ten wywołuje przyspieszone bicie jej serca. Nigdy dotąd 

tak się nie czuła. Nigdy. Nawet przy Carlosie.  

- Jest pewien kłopot... to znaczy, m y mamy kłopot.  

background image

Głos  Ramóna  Dario  gwałtownie  przywołał  ją  do  gorzkiej  rzeczywistości,  rozwiewając 

zmysłowe fantazje.  

- Co pan ma na myśli, mówiąc "my"? Dlaczego łączy nas pan ze sobą w ten sposób?  

- To pani ojciec nas połączył.  

A  więc  wreszcie  dotarli  do  sedna  sprawy.  Pragnęła  wyciągnąć  rękę,  połoŜyć  ją  na  ustach 

męŜczyzny  i  powstrzymać  go.  Powstrzymać  go  przed  oświadczynami,  do  których  skusił  go 

jej ojciec obietnicą zysków.  

Bo gdyby się oświadczył, musiałaby dać mu odpowiedź. A odpowiedzią byłoby "nie". Jak 

zawsze.  

- Pani ojciec zaproponował cenę, którą mogę zaakceptować - ciągnął Ramon, najwyraźniej 

biorąc jej milczenie za zachętę. - Chcę mieć tę stację! Ale postawił teŜ inny warunek. Chce, 

abym się z panią oŜenił. Nie sprzeda mi stacji, o ile się na to nie zgodzę.  

-  Wiem  -  powiedziała  cicho;  tak  cicho,  Ŝe  z  początku  jej  nie  zrozumiał.  Chwilę  potem 

dotarło do niego znaczenie jej słów.  

- Pani wie! - powtórzył, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał.  

Jak mogła być tak spokojna? Z taką obojętnością przyjąć plany ojca? A moŜe - ogarnęła go 

fala obrzydzenia - moŜe od początku była w to zamieszana? MoŜe nawet sama go wybrała i 

powiadomiła ojca o swojej decyzji? Mial wraŜenie, Ŝe jest kawałkiem mięsa, wyłoŜonym na 

sklepowej ladzie. Poczuł ucisk w Ŝołądku i zwrócił się do niej ochrypłym z gniewu i odrazy 

głosem.  

- Czy dobrze usłyszałem? Powiedziała pani, Ŝe wie o tym?!  

- Tak.  

Mówiła jeszcze ciszej, ale tym razem spodziewał się tego, obserwował więc z uwagą ruch 

jej warg i w równym stopniu usłyszał, jak i zobaczył ulatujące z nich słowo.  

- Ale ... skąd? Skąd pani wie? - powtórzył z naciskiem, gdy mu nie odpowiedziała. - Chyba 

mam prawo do wyjaśnień, skoro igra pani z moim Ŝyciem.  

To ją poruszyło. Wysunęła buntowniczo brodę, czarne oczy rozbłysły.  

- Dobrze ... otrzyma pan wyjaśnienie, ale ostrzegam, nie spodoba się panu. Myśli pan, Ŝe to 

pierwszy raz? śe jest pan jedynym męŜczyzną, którego ojciec próbował dla mnie kupić?  

- A nie jestem?  

Potrząsnęła tak gwałtownie głową, Ŝe kruczoczarne włosy rozwiały się dziko wokół nagle 

pobladłej twarzy.  

- Nie jest pan nawet drugim ... ani trzecim.  

background image

- Proszę mi oszczędzić szczegółów - warknął. - Niech pani poda tylko w przybliŜeniu, ilu 

ich było.  

Takiej Estrelli Medrano mógł się spodziewać; taka była, z tego co o niej słyszał. Pozwolił, by 

zwiódł  go  jej  wygląd,  poniewaŜ  wyglądała  inaczej,  niŜ  sądził.  Nie  przypominała  zupełnie 

kobiety, którą sobie wyobraził. Kiedy pojawiła się w drzwiach, jej widok tak  go zaskoczył, 

Ŝ

e zapatrzył się na nią bezmyślnie.  

W  wyobraŜeniu,  które  sobie  wytworzył,  była  niewysoka,  zmysłowa  i  wulgarna. 

Tymczasem  była  wyŜsza,  szczuplejsza,  wyciszona;  o  wiele  kulturalniejsza  i  bardziej 

szykowna,  niŜ  mógłby  sobie  wyobrazić.  Od  owalnej  twarzy  o  wysokich  kościach 

policzkowych do wąskich, drobnych stóp w prostych, czarnych czółenkach była uosobieniem 

powściągliwości.  Tylko  masa  gęstych,  jedwabistych  włosów,  czarnych  i  lśniących  jak 

skrzydła kruka, sugerowała, Ŝe dziewczyna ma w sobie coś nieokiełznanego, nielicującego z 

prostą, białą bluzką i gładką, doskonale skrojoną spódnicą, surową niczym habit zakonnicy.  

Była piękna. Zachwycająca i seksowna jak diabli... ale chłodna i twarda jak diament.  

Gdyby dotąd nie wierzył w plotki o jej przeszłości, zrobiłby to teraz. O tak, wierzył w nie! 

Usłyszał  właśnie  potwierdzenie  z  jej  własnych  ust  -  no,  moŜe  nie  dotyczyło  to  przeszłości, 

tylko chytrych planów, które snuli ona i jej ojciec, by wybrać ofiarę, osaczyć ją, złowić.  

- Ilu?  

- Dziesięciu. - Głos miała chłodny, czysty i twardy jak kamień. - Dziewięciu przed panem. 

Pan jest dziesiąty.  

Lekko pochyliła głowę, słysząc rzucone wściekłym tonem przekleństwo, ale była to jedyna 

reakcja z jej strony.  

- Ostrzegałam, Ŝe to się panu nie spodoba.  

- Ma pani słuszność, do diabła, nie spodobało mi  

się! - warknął Ramón. - Nie lubię być manipulowany. - Nie manipulowałam .... - zaczęła, lecz 

urwała, gdy jej szeroko otwarte ciemne oczy spostrzegły wściekłość na jego twarzy.  

- Wiedziała pani, co się dzieje.  

- Ja ... Tak - przyznała.  

- I nie pomyślała pani, Ŝe zwykła grzeczność wymaga, aby przynajmniej mi o tym 

powiedzieć?  

W  odpowiedzi  znowu  wysunęła  brodę,  spojrzała  mu  w  oczy,  jak  gdyby  prowokowała  go 

do dalszych wypowiedzi w tym tonie.  

-  Pan  mówi  o  grzeczności!  -  rzuciła.  -  O  tym,  co  powinnam  albo  czego  nie  powinnam 

powiedzieć! PrzecieŜ to pan był gotów przystać na plan mojego ojca!  

background image

Tego  jednak  Ramón  nie  zamierzał  tolerować.  Dobrze  wiedział,  co  ma  zrobić,  od  chwili, 

gdy Alfredo Medrano złoŜył mu tę obraźliwą propozycję. Nie, to nie była propozycja, raczej 

polecenie,  wydane  arbitralnie  przez  starszego  pana,  przekonanego  o  własnej  wyŜszości. 

Oznajmiał swoje Ŝądanie i oczekiwał, Ŝe wszyscy skoczą, by je wypełnić.  

A  poniewaŜ  Ramón  wiedział,  czego  od  niego  oczekiwano,  zamierzał  całkowicie 

pokrzyŜować staremu szyki.  

- W cale nie, do cholery! - warknął wściekle.  

- Nie? - spytała z ironią, unosząc kpiąco czarną brew. - Więc co pan tu robi?  

Sam był zmuszony zadać sobie to pytanie. Co tu robił, u diabła, naraŜając się na połajanki 

tej  ciemnookiej  wiedźmy?  Pięknej,  seksownej,  ciemnookiej  wiedźmy  o  zmysłowych  ustach, 

która  stała  wyprostowana  gniewnie,  z  dłońmi  opartymi  na  biodrach,  tak  Ŝe  nie  moŜna  było 

nie widzieć jej kuszących, pełnych piersi. A wściekłość zabarwiła rumieńcem złocistą skórę, 

napiętą na wysokich, arystokratycznych kościach policzkowych.  

- Wie pani aŜ za dobrze, dlaczego tu jestem ... Przyszedłem, Ŝeby ...  

- Wiem, chciał pan negocjować kupno stacji telewizyjnej! Ale ojciec nie zgodził się jej 

sprzedać.  

- O ile nie zgodzę się na jego warunki.  

- O ile nie zgodzi się pan na jego warunki - powtórzyła kpiąco Estrella. - A jednak pan tu 

został. Zastanawiam się dlaczego.  

-  Pani  wie,  dlaczego  zostałem  -  burknął.  Starał  się  zapanować  nad  myślami,  zwalczyć 

przypływ poŜądania, tak silnego, Ŝe nieomal skulił się z bólu. - Zostałem, Ŝeby porozmawiać 

z panią.  

- śeby wypełnić rozkaz mego ojca i namówić mnie na ślub?  

Wyrzuciwszy z siebie te słowa, odwróciła się gwałtownie, okrąŜyła wielki skórzany fotel, 

tak  Ŝe  jego  szerokie,  wysokie  oparcie  tworzyło  barierę  między  nią  a  gościem,  gdy  znowu 

zwróciła się twarzą ku niemu.  

- MoŜe pani sobie myśleć, co chce.  

- Mówił mi pan, jak bardzo zaleŜy panu na tej stacji.  

Teraz,  gdy  jej  kuszące  ciało  skrywał  wielki  fotel,  Ramon  powinien  był  odzyskać  jasność 

myśli,  ale  tak  się  nie  stało.  Przed  oczami  miał  tylko  kształt  krągłych  pośladków  pod 

seksownie opiętą czarną spódnicą; które mignęły mu, gdy odwróciła się od niego, i falowanie 

jej bioder.  

- Och, zaleŜy mi na niej, ale nie do tego stopnia! Nie aŜ tak, bym miał się z panią związać!  

ZauwaŜył z zadowoleniem, Ŝe uwaga ta dotknęła ją do Ŝywego. Jakiś podstępny diabełek 

background image

podsunął mu myśl, by wykorzystał okazję i wymierzył silniejszy CIOS.  

-  Nie  myślałem  jeszcze  o  Ŝeniaczce.  Dlaczego  miałbym  wiązać  się  z  jedną,  skoro  w 

Katalonii  i  poza  nią  jest  tyle  pięknych  kobiet?  Poza  tym  mam  swoją  dumę.  Wolałbym  sam 

wybrać  sobie  Ŝonę,  niŜ  zaakceptować  kandydatkę,  do  poślubienia  której  skłonić  by  mnie 

miała łapówka.  

- MoŜe być pan spokojny - to panu nie grozi!  

Nie przebierał w słowach, prawda? Estrella z trudem ukryła wraŜenie, wywołane tym 

zjadliwym atakiem. Stłumiła chęć płaczu, choć piekące łzy napłynęły jej do oczu. 

Wystarczająco często płakała w przeszłości z powodu męŜczyzn, którzy nie byli tego 

warci. Ale po tym, jak jej uczucia zdeptał taki ekspert jak Carlos, drobne zniewagi nie 

mogły jej dotknąć. Jednak słowa Ramóna trafiły celnie, zostawiając w jej duszy głęboką 

ranę. 

- Nie wyszłabym za pana, nawet gdyby od tego zaleŜało moje Ŝycie i przyszłość ludzkości! 

- rzuciła. - Gdyby pan się oświadczył...  

- Czego nie zrobię.  

- Gdyby pan się oświadczył - ciągnęła przez zaciśnięte zęby - z radością cisnęłabym panu 

te słowa w twarz.  

- Więc proszę się rozkoszować myślą o tym - odparował. - Bo tylko w wyobraźni będzie 

miała  

pani do tego okazję. Nie mam zamiaru wkładać głowy w pętlę, Ŝebyście mogli zacisnąć mi ją 

na szyi. Nawet jeśli od bardzo, bardzo dawna nie widziałem równie seksownego stworzenia.  

ROZDZIAŁ DRUGI  

Równie seksownego stworzenia ...  

Estrella nie wierzyła własnym uszom. Czy Ramón naprawdę to powiedział...?  

W  głowie  zakręciło  się  jej  od  przypływu  czysto  kobiecego  zadowolenia.  Nie  zdołała 

powstrzymać  przelotnego  uśmiechu,  który  uniósł  lekko  kąciki  jej  ust.  Trwał  krótko,  jak 

uderzenie  serca;  po  sekundzie  nie  było  po  nim  śladu.  Ale  Ramon  zauwaŜył  to  i  jego  czarne 

brwi ściągnęły się jeszcze groźniej.  

- Och, cieszy się pani - wycedził z ironią. - Spodobało się, Ŝe uznałem panią za seksowną? 

background image

Proszę  tylko  nie  myśleć,  Ŝe  obróci  to  pani  na  swoją  korzyść.  Nie  jestem  w  tak  rozpaczliwej 

sytuacji,  by  godzić  się  na  resztki  po  Carlosie  Perei  ...  Nawet  jeśli  towarzyszy  im  pokaźna 

łapówka w formie stacji telewizyjnej. Dla mnie trzeba by czegoś więcej.  

- CóŜ, mógłby dostać pan więcej.  

Tym razem w przelotnym, wymuszonym uśmieszku Estrelli nie było cienia ciepła ani 

radości.  

- Gdyby dobrze rozegrał pan tę partię, ojciec przekazałby panu wszystko. Wszystko, czego 

by pan zaŜądał - nawet zamek i związany z nim tytuł. Gdyby dał mu pan wnuka, jego 

wdzięczność nie miałaby gramc.  

Zaskoczył  ją  wyraz,  który  przez  chwilę  zagościł  na  jego  przystojnej  twarzy.  I  chwila 

milczenia, poprzedzająca kolejny atak. 

- Dziękuję, nie skorzystam z tej propozycji - wycedził. - Nawet uwzględniając dodatkowe 

korzyści, cena jest wciąŜ zbyt wysoka.  

- Ja niczego nie proponowałam - odgryzła się Estrella. - Po prostu wyjaśniłam, co pan traci. 

Nie ma mowy o Ŝadnym układzie ani nie będzie w przyszłości ... Przynajmniej nie z panem.  

Wysunęła  się  zza  fotela,  przecięła  szybko  pokój,  podeszła  do  drzwi  i  zacisnęła  dłoń  na 

klamce z taką siłą, jakby to była jego szyja. Ta myśl wywołała ponury uśmiech na jej ustach.  

-  Koniec  negocjacji  -  rzekła,  otwierając  szeroko  drzwi.  Przesunęła  się  w  bok,  jak  gdyby 

chciała zrobić mu miejsce, by mógł wyjść, nie zbliŜając się do niej zbyt blisko. - I spotkania. 

Byłabym wdzięczna, gdyby pan juŜ wyszedł.  

- Bardzo chętnie - odpowiedział tonem ostrym niczym sztylet, i zanim ruszył ku wyjściu, 

pochylił się w jej kierunku, naśladując szyderczo dworski ukłon.  

KaŜdy  jego  krok  i  wyprostowana,  sztywna  sylwetka,  sygnalizowały  wyraźnie,  co 

odczuwał. Był wściekły, to oczywiste. Poza tym Ŝywił do niej bezgraniczną pogardę, Ŝałował, 

Ŝ

e się tu znalazł i jak najszybciej pragnął opuścić ten pokój. 

Dlatego  takim  idiotyzmem  było  ogarniające  ją  nagle  uczucie:  nagły,  bezsensowny  i 

przeszywający Ŝal na myśl, Ŝe za minutę, moŜe mniej, ten męŜczyzna odejdzie. I nigdy go juŜ 

nie zobaczy.  

Ale  przecieŜ  tego  chciała,  prawda?  śeby  zniknął  z  jej  Ŝycia  raz  na  zawsze.  By  nigdy  juŜ 

nie  musiała  patrzeć  w  jego  oczy  i  widzieć  w  nich  lekcewaŜenia  i  lodowatej  pogardy,  które 

sprawiały, Ŝe drŜała niczym liść na wietrze.  

Tego  właśnie  pragnęła,  ale  -obserwując  Ramóna  -  poczuła  nagły  przypływ  poŜądania. 

Nawet  jej  nie  dotknął  ani  nie  pocałował  -  a  jeśli  teraz  pozwoli  mu  odejść,  nigdy  tego  nie 

background image

zrobi.  

Tak  szaleńczo  pragnęła  choć  raz  w  Ŝyciu  doświadczyć  jego  pocałunku,  Ŝe  niewiele 

brakowało,  a  powiedziałaby  mu  o  tym.  Nie  odwaŜyła  się.  Miała  wraŜenie,  Ŝe  język  jej 

skamieniał,  mogła  tylko  w  milczeniu  patrzeć,  jak  Ramón  zmierza  w  kierunku  otwartych 

drzwi. Ale nie wyszedł. Skręcił i zbliŜył się do niej. Wyraz jego oczu zaalarmował ją, jednak 

nie  zdąŜyła  nawet  zastanowić  się,  o  co  mu  chodzi.  Wyciągnął  ręce,  chwycił  ją  za  ramiona i 

gwałtownym  szarpnięciem  przyciągnął  do  siebie.  Zaparło  jej  dech  z  wraŜenia,  gdy  zderzyła 

się piersiami z twardym, ciepłym torsem. Nie miała czasu pomyśleć ani próbowaćoporu, gdy 

męska  dłoń  uniosła  jej  brodę,  tak  Ŝe  gniewne,  czarne  oczy  dziewczyny  napotkały  chłodne, 

szacujące spojrzenie szarych źrenic.  

- Odchodzę - burknął głosem ochrypłym z tłumionego gniewu oraz innego uczucia, które 

sprawiło, Ŝe Estrellę przeszedł dreszcz. - Odchodzę ... i to chętnie ... ale przedtem muszę coś 

jeszcze zrobić.  

Rzucił chmurne spojrzenie na jej usta, akurat w chwili, gdy nerwowo zwilŜała je językiem, 

potem spojrzał w spłoszone czarne oczy.  

- Chciałem to zrobić, jak tylko panią zobaczyłem. Prowokowała mnie pani od chwili, gdy 

przeszła przez te drzwi.  

- Ja ... - próbowała zaprotestować, ale słowa uwięzły jej w gardle, gdy poczuła na ustach 

jego zachłanne wargi.  

Nie mogła się powstrzymać i oddała pocałunek.  

Rozchyliła  wargi,  nie  pod  naciskiem  jego  ust,  lecz  zachęcająco,  przyjmując  z  radością 

zmysłowy dotyk i pieszczotę jego języka, odpowiadając mu w ten sam sposób.  

- Ramónie ...  

Był to cichy szept, imię to wyrwało się jej z ust, zanim zdąŜyła się opanować czy 

pomyśleć.  

-  Ramónie  -  westchnęła  ponownie  i  usłyszała,  Ŝe  zaśmiał  się  cicho,  niepewnie,  zanim 

znowu przyciągnął ją do siebie i pocałował.  

Poczuła  nagle  Ŝar,  przesuwający  się  w  dół.  Nie  mogła  powstrzymać  się  i  przylgnęła  do 

męŜczyzny.  

W odpowiedzi z jego gardła wydarł się ochrypły, urywany dźwięk, który  podziałał na jej 

rozpalone  zmysły  jak  Ŝarliwa  zachęta.  Jeszcze  silniej  zacisnęła  zanurzone  w  ciemnych 

włosach palce, przyciągnęła bliŜej jego głowę i przycisnęła wargi do jego ust.  

Poprzez  cienką  bawełnę  bluzki  czuła  na  swych  Ŝebrach  palący  dotyk  jego  dłoni.  Pragnęła, 

background image

by ją całował, by jej dotykał. Chciała, by jego dłonie przesuwały się w górę - wyŜej i wyŜej. 

Jej piersi nie mogły doczekać się pieszczoty jego palców. Opanowało ją tak silne poŜądanie, 

Ŝ

e jęknęła głośno.  

Ku jej przeraŜeniu, ten dźwięk podziałał na Ramóna jak policzek. Albo ostrzeŜenie, Ŝe nie 

powinien  posuwać  się  dalej.  Nagle  zesztywniał,  zamarł,  potem  uniósł  głowę  z  zamierzoną 

powolnością, przez cały czas patrząc głęboko w jej oczy.  

To  chłodne,  stalowe  spojrzenie  przywróciło  ją  gwałtownie  do  rzeczywistości.  Nagły 

przeskok od pełnej upojenia namiętności do realnego świata przyprawił ją o lekkie mdłości. 

Rozpaczliwie  zmagając  się  z  zaŜenowaniem,  które  czuła  na  myśl  o  swoim  zachowaniu,  i 

ś

wiadomością,  Ŝe  wzrok  Ramóna  w  najmniejszym  stopniu  nie  przypominał  wzroku 

kochanka, próbowała przywołać na twarz wyraz chłodnej obojętności. Nie wiedziała jednak, 

czy zdołała tego dokonać.  

- Madre de Dios ... - wyszeptał Ramón zdyszanym, roztrzęsionym głosem. - Madre de 

Dios.  

Nie  potrafił  skupić  myśli,  był  oszołomiony  i  zamroczony  dzikim  i  nie  opanowanym 

poŜądaniem, które nagle ich połączyło.  

Ale nie moŜna powiedzieć, Ŝe nieoczekiwanie.  

Tego przecieŜ chciał od chwili, gdy ją ujrzał. Tego, a nawet więcej. Pragnął jej. Nie zdołał 

się  powstrzymać,  gdy  pojawiła  się  okazja,  by  wziąć  ją  w  ramiona  i  scałować  arogancką 

wyniosłość z jej twarzy. 

Natomiast  nie  spodziewał  się,  Ŝe  ona  zareaguje  w  taki  sposób.  Sądził,  Ŝe  całowanie  jej 

będzie  przypominało  całowanie  ściany,  zimnej,  twardej  i  nieustępliwej.  Tymczasem  ona 

rozgorzała  w  jego  ramionach  jak  ogień.  W  jednej  chwili  stracił  panowanie  nad  sobą.  Nie 

wiedział,  gdzie  się  znajduje  ani  kim  jest,  nie  miał  pojęcia,  co  się  dzieje.  Jeszcze  chwila  i 

zerwałby  z  niej  ubranie,  rzucił  ją  na  podłogę,  zaspokajając  poŜerające  go  pragnienie  jej 

uległego i chętnego ciała.  

Dopiero kiedy jej głośny jęk uświadomił mu, gdzie się znajduje i kim ona jest, wróciło mu 

poczucie rzeczywistości.  

-  No  proszę,  i  co  teraz?  -  odezwał  się,  specjalnie  przeciągając  słowa,  jak  gdyby  nagły 

poryw namiętności nie wywarł na nim Ŝadnego wraŜenia. - Och, droga Estrello, czy tak Ŝegna 

pani wszystkich partnerów w interesach? Pocałunkiem?  

Estrella  otworzyła  usta,  by  mu  odpowiedzieć,  ale  najwyraźniej  straciła  panowanie  nad 

głosem; zacisnęła wargi i szybko przełknęła ślinę.  

- Nie całowałam pana - zdołała odpowiedzieć.  

background image

- O ile pamiętam, to pan mnie pocałował. l w Ŝadnym  

przypadku nie jesteśmy partnerami. Ani partnerami w interesach ani ... ani w Ŝadnym innym 

znaczeniu tego słowa.  

- Oczywiście, Ŝe nie - Ramon podkreślił swoją wypowiedź cynicznym uśmiechem. - Ale, 

jeśli mnie pamięć nie myli, wcale się pani nie opierała. Wprost przeciwnie. 

Wpatrując się w jej wielkie, oszołomione oczy, uśmiechnął się jeszcze szerzej.  

.  -  MoŜe  by  pani  za  mnie  nie  wyszła,  ale  chętnie  załoŜę  się,  Ŝe  gdybym  zaprosił  panią  do 

łóŜka, znalazłaby się w nim pani błyskawicznie. Nawet teraz.  

Gwałtownie  zaczerpnęła  tchu  i  otworzyła  usta,  by  zaprotestować.  Ramón  mówił  dalej, 

zanim zdołała wypowiedzieć słowo.  

- Ale choć bardzo chętnie przyjąłbym pani ofertę; niestety muszę odmówić. Ten pocałunek 

nauczył  mnie,  Ŝe  od  początku  miałem  rację.  Jakikolwiek  układ  z  panią  byłby  dla  mnie  zbyt 

kosztowny. l, prawdę mówiąc, nie sądzę, aby była pani tego warta.  

Odwrócił się i ruszył ku drzwiom, modląc się w duchu, by przyjęła to za dobrą monetę. Bo 

w głębi duszy wiedział, Ŝe nie potrafiłby jej przekonać, gdyby jeszcze raz musiał się do niej 

odezwać. Do diabła, nawet siebie samego nie potrafił przekonać.  

Gdyby rzuciła mu słowo zachęty - gdyby zawołała go, poprosiła, by wrócił, wiedział dobrze, 

Ŝ

e by jej posłuchał. Wystarczyło, by się zatrzymał - i musiałby się do niej odwrócić. Nie 

mogłaby nie spostrzec, w jakim był stanie. Chyba Ŝe jest ślepa i głupia - a wiedział, Ŝe tak nie 

było. A gdyby zobaczył ponownie jej twarz, z ustami napuchniętymi i zaczerwienionymi od 

jego pocałunków, otoczoną potarganymi czarnymi włosami, nie zdołałby się powstrzymać. 

Musiałby podejść do niej, porwać ją w ramiona i znowu zacząć to, co przerwali. A tym razem 

nic, naprawdę nic nie powstrzymałoby go przed zdobyciem tego, czego pragnął. Nawet gdyby 

sam Ąlfredo wkroczył do pokoju.  

Więc  szedł  dalej.  Po  prostu  stawiał  jedną  stopę  przed  drugą,  bez  pośpiechu,  jak  podczas 

przechadzki, z udawaną swobodą. W chwili, gdy skręcił, by zejść po schodach, dobiegł go jej 

głos.  

- Nawet gdyby od tego zaleŜało moje Ŝycie, senior Dario! Tak powiedziałam i mówiłam to 

serio. I nie wystarczy pocałunek, abym zmieniła zdanie. - Więc choć w tym się zgadzamy.  

Och,  kogo  ja  próbuję  oszukać,  spytała  się  w  duchu  Estrella,  patrząc  na  Ramóna,  który 

beztrosko  pomachał  jej  ręką,  zanim  zszedł  po  schodach  i  zniknął  jej  z  oczu.  Gdyby  choć 

przez  chwilkę  zerknął  na  nią,  wiedziałby,  Ŝe  kaŜde  słowo  było  kłamstwem.  Powiedział 

prawdę. PrzeraŜającą, szokującą, druzgocącą prawdę·  

background image

Potrząsnęła  głową  udręczona  swoją  słabością  i  głupotą.  NaleŜała  do  tego  męŜczyzny. 

Gdyby  trochę  mocniej  nalegał,  całował  ją  dłuŜej,  dotknął  jej  tam,  gdzie  pragnęła  być 

dotykana, oddałaby mu się bez wahania, nawet tu, na podłodze, gdyby tego zaŜądał.  

Z trudem zebrała dość sił, by oprzeć się mu tym razem; wątpiła, by udało się jej ponownie. 

Nie  wiedziała,  czy  to,  co  czuje,  jest  gniewem,  rozczarowaniem  czy  czysto  fizyczną 

frustracją. Poddając się porywowi dziecinnego rozdraŜnienia, z całej siły trzasnęła drzwiami, 

rozkoszując się echem, które powtórzyło ten ogłuszający dźwięk.  

Co  się z  nią  działo?  Dlaczego  sprawy  potoczyły  się  tak  szybko? Myślała,  Ŝe  kocha  Carlosa 

Pereę,  ale  nalegała,  aby  się  nie  śpieszyli  ...  A  tego  męŜczyzny  nie  kochała.  Jak  mogła  go 

kochać?  PrzecieŜ  znała  Ramóna  Dario  od  ...  Rzuciła  okiem  na  zegar  wiszący  na  ścianie  i 

zorientowała się, Ŝe nie minęło nawet pół godziny od chwili, gdy weszła do pokoju. Niecałe 

trzydzieści minut temu ojciec przysłał ją tutaj, by poznała ostatniego kandydata na męŜa.  

Ale  w  przypadku  Ramóna  Dario  czas  nie  miał  znaczenia.  Jego  widok  poruszył  ją  od 

pierwszego  spojrzenia.  Jak  gdyby  spotkała  swoje  przeznaczenie.  Jak  gdyby  jej  ciało 

rozpoznało  swego  pana,  brakujący  fragment  układanki,  człowieka,  na  którego  musiała 

reagować, niezaleŜnie od okoliczności.  

Oszukiwała się tylko, wmawiając sobie, Ŝe mogłaby się mu oprzeć, gdyby ją zawołał. Nie 

miała  szans,  choćby  się  najmocniej  starała.  Właściwie  mogłaby  przyznać  się  do  tego  przed 

sobą i stawić czoło faktom.  

Był  tylko  jeden  jasny  punkt  tej  sytuacji.  Sądząc  po  sposobie,  w  jakim  się  rozstali,  nie 

groziło im ponowne spotkanie. Więc nie będzie  musiała zmagać się z pokusą, podejmować 

walki z góry skazanej na przegraną. Jeśli nie zobaczy juŜ Ramóna, nic jej nie zagrozi. Ani z 

jego strony, ani ze strony samej siebie.  

Ta myśl miała dodać jej otuchy. Powinna była ją pokrzepić. W rzeczywistości wywarła 

odwrotny skutek. 

ROZDZIAŁ TRZECI  

Ramón zatrzasnął kopniakiem drzwi, rzucił klucze na pobliską serwantkę i ze zmęczeniem 

przesunął  dłońmi  po  twarzy.  Następnie  z  ponurą  miną  rozejrzał  się  po  pustym,  cichym 

background image

mieszkaniu.  

Jeszcze dwa tygodnie temu był panem swojego Ŝycia. Wszystko szło, jak zaplanował, tak 

jak sobie Ŝyczył. Z wyjątkiem jednej rzeczy.  

Chciał mieć stację Medrano i zamierzał ją zdobyć. I właśnie z tego powodu całe jego Ŝycie 

jakby stanęło na głowie. Dlatego, Ŝe spotkał Estrellę Medrano.  

Musiał się napić.  

Idąc do kuchni po butelkę wina, zauwaŜył, Ŝe na sekretarce telefonu migocze światełko, a 

ś

wiecący  czerwono wskaźnik informuje, Ŝe czeka na niego pięć wiadomości. Przystanął, by 

nacisnąć guzik odtwarzania, potem skierował się do kuchni.  

- Ramón, gdzie ty się podziewasz, chłopie?  

Na dźwięk głosu brata Ramón uśmiechnął się szeroko. Alex, świeŜo upieczony ojciec, nie 

widzący świata poza córeczką, uwielbiał zanudzać rodzinę opowieściami o malutkiej i o 

tym, jaka jest cudowna. 

Otworzył butelkę i nalewał wino do kieliszka, gdy rozległo się kliknięcie, potem sygnał 

dźwiękowy i aparat zaczął odtwarzać następną wiadomość.  

- Senor Dario?  

Głos był kobiecy, cichy i dość niepewny. Butelka z hukiem uderzyła o blat. Ramón pode-  

rwał gwałtownie głowę i zwrócił się twarzą w kierunku kuchennych drzwi, by lepiej słyszeć 

nagranie.  Ostatni  raz  ten  głos  dźwięczał  za  jego  plecami  w  długim,  wytwornym  korytarzu 

Castillo  Medrano.  Co  skłoniło  Estrellę  Medrano  do  tego  telefonu,  skoro  przysięgała,  Ŝe  nie 

chce go nigdy więcej widzieć?  

Trzecia  wiadomość,  niezbyt  interesująca  i  związana  z  pracą,  dobiegała  końca  i  miał 

właśnie  odsłuchać  jeszcze  raz  wiadomość  od  Estrelli,  kiedy  rozpoczęło  się  odtwarzanie 

czwartego komunikatu.  

- Senor Dario? JuŜ raz próbowałam się z panem skontaktować.  

Zadzwoniła  ponownie!  Ramón  zastygł  z  kieliszkiem  uniesionym  do  ust.  Próbował 

zrozumieć, dlaczego kobieta, która oznajmiła mu, Ŝe jest dziesiątym kandydatem do jej ręki - 

i Ŝe nigdy by go nie wybrała! - nagle tak bardzo chciała się z nim skontaktować.  

Z wiadomości na sekretarce właściwie niczego się nie dowiedział. Tylko tyle, Ŝe Estrella 

miała do niego sprawę, Ŝe dzwoniła juŜ raz i zadzwoni znowu. ZauwaŜył, Ŝe nie podała 

swojego numeru. Ani nie zasugerowała, by próbował zadzwonić do niej. Zamierzał 

nacisnąć guzik powtarzania, kiedy odezwał się dzwonek u drzwi. 

-  Chciałem  właśnie  do  ciebie  dzwonić  -  powiedział,  uchylając  drzwi.  -  Niepotrzebnie  tak 

background image

się niecierpliwisz, Ŝe się nie odzywam ...  

Słowa zamarły mu na ustach, gdy zobaczył, kto stoi w korytarzu.  

- To pani!  

Na podeście stała Estrella Medrano. Skulona, z rękami w kieszeniach cienkiego lnianego 

Ŝ

akietu, który nosiła do białego podkoszulka i wytartych dŜinsów.  

- Co pani tu robi?  

- PrzecieŜ pan wie.  

- Skąd, u diabła, miałbym to wiedzieć?  

Zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  odezwał  się  zbyt  ostro.  Ale  nie  był  w  stanie  powstrzymać  się  ani 

udawać  przyjaciela  tylko  po  to,  by  zrobić  jej  przyjemność.  I  nie  zamierzał  bawić  się  w 

towarzyskie uprzejmości z kobietą, która wyraźnie stwierdziła, Ŝe nie chce go więcej widzieć.  

- Mówił pan, Ŝe chciał do mnie zadzwonić.  

- Powiedziałem to, zanim panią rozpoznałem.  

Myślałem, Ŝe to ktoś inny - wyjaśnił z naciskiem. - Czekałem na sekretarkę.  

- Rozumiem. Jeśli przeszkadzam, mogę odejść ...  

- Nie.  

Jak  to  się,  do  cholery,  stało?  Otworzył  usta,  Ŝeby  wymówić  "tak".  Ale  jakimś  cudem 

podświadomość pokonała go i wypowiedział coś zupełnie innego.  

- Nie ... Niech pani wejdzie.  

Wiedział, Ŝe głos go zdradzał. Sam jej widok przywołał wspomnienia tych nieprzespanych 

nocy, męczących go, odkąd wyszedł z Castillo Medrano, nie oglądając się za siebie.  

Odszedł, ale nie był w stanie wygonić jej ze swych myśli. Prześladowała go w dzień i w 

nocy;  obraz  jej  pięknej  twarzy,  wysokiej  i  smukłej  sylwetki,  długich,  czarnych  włosów 

nawiedzał go w snach.  

Gdy  przechodziła  obok  niego,  owionął  go  zapach  perfum  zmieszany  z  wonią  jej  skóry. 

Niemal  stracił  głowę,  przełknął  z  trudem  ślinę  i  starał  się  nie  myśleć  o  natychmiastowej 

reakcji  swego  ciała  na  jej  bliskość.  śywił  nadzieję,  Ŝe  dziewczyna  powie,  co  miała  do 

powiedzenia,  i  szybko  się  wyniesie.  Wiedział,  Ŝe  .  i  tak  czeka  go  kolejna  niespokojna  noc. 

Szybko upił łyk wina z kieliszka.  

_  Mogę  zaproponować  pani  coś  do  picia?  -  spytał,  przypominając  sobie  nagle  o 

obowiązkach gospodarza.  

- Dziękuję, tak.  

Zareagowała  z  wdzięcznością,  jak  gdyby  rzucił  jej  linę  ratunkową.  Zadał  więc  sobie  w 

myślach pytanie, po co tu przyszła. Jaka waŜna przyczyna sprawiła, Ŝe przełamała niechęć i 

background image

zjawiła się w jego domu? Czy długo będą bawić się w towarzyską pogawędkę, zanim skłoni 

ją, by powiedziała, o co jej chodzi?  

- MoŜe być czerwone wino?  

Doskonale.  

- Przyniosę pani kieliszek.  

Ku jego przeraŜeniu, poszła za nim do kuchni.  

Tymczasem on miał nadzieję, Ŝe kilka chwil samotności pozwoli mu wziąć się w garść. Czuł 

mrowienie na całym ciele, kaŜdy nerw reagował na Jej obecność.  

Obcisły  biały  podkoszulek  opinał  krągłe  piersi  Estrelli  i  podkreślał  wąską  talię.  A  jeśli 

kształtne,  jędrne  pośladki  wyglądały  kusząco  pod  wąską,  czarną  spódnicą,  to  gdy  były 

obciągnięte dŜinsami, przyprawiały go o prawdziwe katusze - bo mógł na nie tylko patrzeć. 

Długie czarne włosy związała w koński ogon, i ta surowa, gładka fryzura podkreślała drama-

tycznie  doskonałość  jej  rysów.  Śladowy  makijaŜ  uwydatniał  gęstość  jej  rzęs  i  miękki, 

uwodzicielski kształt ust.  

Trzymając  w  dłoni  kieliszek,  zaprowadził  ją  do  salonu  i  usadził  w  wielkim,  miękkim 

fotelu,  obitym  skórą  o  barwie  karmelu.  Sam  stanął  w  pewnej  odległości,  opierając  się  o 

drewniane, rzeźbione obramowanie kominka.  

- Czemu zawdzięczam zaszczyt goszczenia pani? - spytał, gdy stało się jasne, Ŝe gość nie 

przerwie  niezręcznego  milczenia.  -  Przyjmuję,  Ŝe  istnieje  ku  temu  powód?  Chyba  nie 

przyszła tu pani, aby przyjrzeć się, jak mieszka gorsza połowa ludzkości?  

- Och nie, nic podobnego.  

- Więc moŜe zechce mi pani wyjaśnić, o co  

chodzi?  

Jak, och, jak mogłaby na to odpowiedzieć? Zapomniała, jaki był wysoki, jaki budził respekt i 

-  choć  powinna  być  na  to  przygotowana  -  jego  niezwykła,  mroczna  uroda  podziałała  na  nią 

niczym uderzenie w twarz. Najwyraźniej niedawno wrócił z pracy. Rzucił gdzieś marynarkę, 

rozluźnił  krawat  w  czarne  i  ciemnoczerwone  wzory,  rozpiął  jeden  guzik  u  kołnierzyka 

koszuli, odsłaniając długą, muskularną szyję, o gładkiej, ozłoconej słońcem skórze.  

Estrelli wystarczyło spojrzeć na niego, by zaschło jej w ustach. I choć wiedziała, Ŝe główną 

przyczyną  było  zdenerwowanie,  uświadomiła  sobie,  Ŝe  miała  teŜ  inne  powody.  Krew 

pulsowała jej w skroniach, i to nie z lęku.  

- No więc? - z ironią spytał Ramón, zniecierpliwiony jej wahaniem. - Dlaczego pani tu 

przyszła?  

background image

- Ja ... musiałam z panem porozmawiać.  

- O czym? O kolejnej propozycji małŜeńskiej?  

Poczuła gwałtowne ściskanie w gardle, musiała przełknąć ślinę, by pozbyć się bolesnego 

skurczu. - Ja ... - zaczęła mówić, lecz głos jej się załamał.  

Nie pomógł jej nawet łyk wina.  

-  O  co  chodzi,  dono  Medrano?  Czy  to  ojciec  panią  przysłał?  Ma  pani  namówić  mnie, 

Ŝ

ebym  zmienił  zdanie?  A  moŜe  nie  potrafiła  mu  pani  powiedzieć,  Ŝe  kolejny  męŜczyzna 

odrzucił ofertę, więc wciąŜ czeka na moją odpowiedź?  

Estrella skuliła się w środku pod wpływem tego sarkazmu.  

- Ojciec nie wie, Ŝe tu jestem.  

To go zaskoczyło. Zaraz jednak wziął się w garść i na jego twarzy pojawiła się chłodna 

czujność.  

- Nie wie? Więc gdzie, jego zdaniem, pani przebywa? 

- U przyjaciół. Powiedziałam, Ŝe zamierzam odwiedzić w mieście dawną koleŜankę ze 

szkoły.  

- I nie poinformowała go pani, Ŝe to ja mam być tą "dawną koleŜanką"?  

- Mmm - tyle tylko zdołała z siebie wydusić. Po wyrazie jego twarzy poznała, Ŝe wzbudziła 

w nim nieufność i jednocześnie - na przekór wszystkiemu - pewne zainteresowanie.  

Powinna  podtrzymać  to  zainteresowanie.  W  końcu,  jeśli  podsyci  jego  ciekawość,  nie 

wyrzuci jej za drzwi, dopóki nie usłyszy wyjaśnień.  

- Coraz ciekawiej - mruknął Ramón z fałszywą łagodnością. - Nie tylko zjawia się tu pani 

niespodziewanie,  pomimo  zaklęć,  Ŝe  nie  chce  mnie  pani  więcej  widzieć,  to  jeszcze  ojciec 

został oszukany. Zastanawiam się, dlaczego ta wizyta była dla pani tak waŜna.  

Teraz  albo  nigdy.  Estrella  upiła  łyk  wina,  z  nadzieją,  Ŝe  alkohol  doda  jej  odwagi.  Nie 

podjęła jeszcze decyzji, czy doprowadzi sprawę do końca. Rozwiązanie, które wpadło jej do 

głowy  w  nocy,  w  mroku  jej  pokoju,  wydawało  się  idealne.  Ale  teraz,  w  biały  dzień,  w 

eleganckim mieszkaniu Ramóna, w obecności tego męŜczyzny, który górował nad nią, oparty 

o  wielki,  rzeźbiony  kominek,  to  przekonanie  opuściło  ją.  Pamiętała  jednak,  jak  zamierzała 

zacząć. Teraz wprowadzi swój plan w Ŝycie, i będzie, co ma być. Ta myśl dodała jej odwagi i 

kiedy znowu się odezwała, jej głos był zaskakująco mocny.  

- Ja ... przyszłam pana przeprosić. 

Ogarnęło  go  .  zdumienie.  Tego  się  najwidoczniej  nie  spodziewał.  Znieruchomiał,  z 

kieliszkiem uniesionym do ust. Nagle potrząsnął głową.  

background image

- Chyba się przesłyszałem - powiedział ostrym tonem. - Zdawało mi się, Ŝe pani 

powiedziała ...  

- śe przyszłam pana przeprosić.  

Widać  było,  Ŝe  jej  nie  uwierzył.  Obrzucił  ją  sceptycznym  spojrzeniem,  szare  niczym 

burzowe chmury oczy zlodowaciały.  

- Przeprosić za co? - dociekał.  

- Za ... zachowanie ojca ... i moje .... Tamtego dnia,  

kiedy był pan w zamku. Nie powinniśmy byli .... Naprawdę jest mi przykro ...  

Chciała, by się odezwał... powiedział coś ... cokolwiek! Tymczasem on wypił tylko resztę 

wina  z  kieliszka  i  usiadł  na  wielkiej  kanapie,  stanowiącej  komplet  z  fotelem,  na  brzegu 

którego przycupnęła Estrella. Zetknął dłonie czubkami palców, przesłonił nimi usta i uwaŜnie 

przyglądał się kobiecie.  

-  Ramónie...  -  odezwała  się,  nie  mogąc  dłuŜej  wytrzymać  milczenia,  ale  przerwał  jej  bez 

słowa przeprosin.  

- Niech pani powtórzy - zaŜądał ostro. - Powtórzy to, co powiedziała pani przed chwilą.  

Czego chciał - dowodu, Ŝe była szczera? A moŜe tylko zamierzał ją poniŜyć, zmuszając do 

nieskończonego wyjaśniania, dlaczego doń przyszła?  

- śe chciałam przeprosić? Chciałam. Naprawdę. Ojciec źle zrobił, Ŝe prosił pana ...  

- To było coś więcej niŜ prośba. 

-  Wiem,  Ŝe  zaŜądał,  aby  oŜenił  się  pan  ze  mną,  jeśli  zaleŜy  panu  na  kupnie  stacji.  Nie 

powinien był tego robić. A ja ...  

Opuściła  ją  odwaga,  musiała  więc  zamilknąć,  zaczerpnąć  tchu  dla  uspokojenia,  zanim 

zebrała siły .i mogła mówić dalej.  

- Nie powinnam była zachować się w taki sposób. Te chłodne, szare, znowu przymruŜone 

oczy wciąŜ wpatrywały się 

jej twarz, wychwytując kaŜdą zmianę wyrazu, kaŜdy przebłysk 

emocji, który przemknął po delikatnych rysach.  

- Niemal mógłbym uwierzyć, Ŝe mówi pani szczerze - powiedział w końcu.  

- Bo tak jest!  

Musiał jej uwierzyć. W przeciwnym razie jej plan skazany był na niepowodzenie.  

-  Mówię  prawdę  -  zapewniła,  pochylając  się  do  przodu,  z  twarzą  zwróconą  ku  niemu, 

wpatrując się w jego oczy. Zrobiła małą pauzę, mając nadzieję, Ŝe Ramón się odezwie. Dała 

mu okazję, by się wtrącił i zapewnił, Ŝe jej wierzy.  

Ale on tego nie zrobił. Po prostu siedział, patrząc jej w oczy, obserwował i czekał.  

-  Ojciec  nie  powinien  stawiać  panu  takiego  warunku  ...  niezaleŜnie  od  powodów.  A  ja  ... 

background image

naleŜało  od  razu  powiedzieć,  Ŝe  wiem  ...  Ŝe  domyśliłam  się,  iŜ  znowu  powrócił  do  swych 

starych sztuczek. Trzeba było uprzedzić ...  

Wiedziała, Ŝe gada bez sensu, ale nie mogła się powstrzymać. Milczenie Ramóna 

denerwowało ją, musiała więc zrobić coś - cokolwiek - by je przerwać.  

- Powinnam była panu to wyjaśnić.  

- Ale nie zrobiła pani tego.  

~ Nie ... nie zrobiłam .  

- Zechce pani powiedzieć dlaczego?  

- Ja ... - odpowiedziała, ale nerwy ją zawiodły,  

głowie czuła pustkę. Sięgnęła więc po kieliszek i wychyliła go do dna.  

- Wolałbym, Ŝeby się pani nie upiła - oschle stwierdził Ramón. - Nie sądzę, aby poprawiło 

to moje stosunki z pani ojcem, jeśli będę musiał odwieźć mu do domu podchmieloną córkę.  

- Nie jestem pijana! zaprotestowała z oburzeniem, ale poczuła, Ŝe się czerwieni.  

-  Na  najlepszej  drodze  do  tego.  Proszę  mi  powiedzieć,  co  takiego  strasznego  ma  pani  do 

powiedzenia, Ŝe musi się pani upić, aby to wykrztusić?  

W  duchu  Estrella  przyznała,  Ŝe  łatwiej  by  jej  było,  gdyby  się  upiła.  MoŜe  pod  wpływem 

alkoholu miałaby mniej oporów, by wyznać temu męŜczyźnie, Ŝe nie jest w stanie wyrzucić 

go  z  pamięci,  Ŝe  nawiedza  jej  sny  kaŜdej  nocy,  a  jego  obraz  prześladuje  ją  w  dzień. 

Bezgranicznie zaŜenowana, odstawiła kieliszek, nie odrywając od niego wzroku. Nie była w 

stanie spojrzeć w oczy Ramónowi.  

- No więc? - zapytał.  

Uniosła buntowniczo głowę i przestała liczyć się ze słowami.  

- Doskonale pan wie, od czego to się zaczęło! 

Wszyscy  wiedzą!  Dlatego  mój  ojciec  ucieka  się  do  takich  gierek.  ..  Dlatego  próbuje 

przekupić lub zmusić jakiegoś męŜczyznę, aby mnie poślubił. Wiedział pan od początku. To 

pan wspomniał o Carlosie podczas ostatniego spotkania. 

-  Ach,  więc  mówimy  o  Carlosie  Perei.  Zastanawiałem  się,  kiedy  dotrzemy  do  sedna 

sprawy.  O  co  chodzi?  Chce  pani  twierdzić,  Ŝe  nie  było  Ŝadnego  Carlosa?  śe  opowieść  o 

waszym romansie to bajka? 

Och, gdyby mogła tak powiedzieć. 

- Nie - wyszeptała cicho, z rozpaczą. - Nie zamierzam tego mówić. To nie byłaby prawda. 

Carlos ... Carlos istniał. 

-  Zatem postanowiła pani wyjaśnić mi, dlaczego  związała się pani z Ŝonatym męŜczyzną, 

jak go pani skusiła, by porzucił Ŝonę i... ile ich było ... trójkę dzieci? 

background image

- Dwójkę - odparła obronnym tonem .. - Było ich tylko dwoje. 

- I, jak sądzę, uwaŜa pani, Ŝe to coś zmienia? 

- Nie sądzę, aby cokolwiek mogło to zmienić. 

Nic nie mogło złagodzić wyrzutów sumienia, to pewne. I nic, jak się wydawało, nie mogło 

przywrócić jej dobrego imienia. 

-  Nie  -  zgodził  się  drwiąco  Ramón.  Nagle  zerwał  się,  jak  gdyby  nie  mógł  juŜ  znieść  jej 

bliskości. - Nie sądzę, aby obchodziło panią, Ŝe miał Ŝonę i dzieci i Ŝe złamał im serce, aby 

uganiać  się  za  panią.  To  nie  było  waŜne,  prawda?  Dostała  pani,  czego  chciała,  i  niewaŜne, 

jaką cenę musieli zapłacić inni. 

Nie  przypuszczała,  Ŝe  moŜe  ogarnąć  ją  jeszcze  większe  przygnębienie,  ani  Ŝe  pamięć  o 

popełnionych  błędach  przyczyni  jej  więcej  bólu.  Nawet  wtedy,  gdy  odkryła  prawdę  o 

Carlosie, nie wydawała się sobie tak nieczysta i zbrukana, jak teraz pod wpływem potępienia 

w głosie Ramóna. 

Nie  mogła  juŜ  tego  znieść.  Wstała,  wysoko  uniosła  głowę  i  zmusiła  się,  by  rzucić  mu 

wyzywające spojrzenie. 

- To nie było tak, senor Dario! 

Z  zadowoleniem  stwierdziła,  Ŝe  zdołała  zapanować  nad  głosem,  nad  jego  drŜeniem,  choć 

wskutek tego zabrzmiał chłodno i ostro. Uznała jednak, Ŝe jest to mniejsze zło. 

- Wcale tak nie było! Ale nie oczekuję, Ŝe pan w to uwierzy. Myślałam, Ŝe jest pan inny, 

ale się myliłam. Oczywiście, Ŝe się myliłam! Nie jest pan inny ... jest pan taki jak tamci ... jak 

mój ojciec… 

- Do diabła, nie! 

Dotknęła  go  do  Ŝywego.  Ogarnął  go  gniew.  Oczy  mu  zapłonęły,  koło  nosa  i  ust  pojawiły 

się białe plamy. 

-  Do  diabła,  tak!  -  warknęła.  -  Jest  pan  taki  jak  on,  moŜe  nie?  Widzi  pan  to,  co  chce 

widzieć, wierzy w to, w co chce wierzyć. Nie chce pan spojrzeć na sprawy z drugiej strony, 

ujrzeć coś, co moŜe być prawdą! 

- Mówi pani ...? 

- Nie mówię nic, poza ... Dobranoc. 

Odwróciła  się  gwałtownie,  złapała  torebkę,  zacisnęła  mocno  dłoń  na  rączkach,  aŜ  pobielały 

jej kostki. MoŜe zdoła dojść do drzwi. Jeśli będzie dość szybka i silna.  

- Dobranoc, senor Dario - powiedziała przez zęby. - Dziękuję za wino. śałuję, Ŝe nie mogę 

powiedzieć, Ŝe było mi miło ... ale wolę nie kłamać.  

background image

Myślała,  Ŝe  pozwoli  jej  odejść.  Patrzył  w  milczeniu,  jak  przechodzi  przez  pokój,  więc 

uznała, Ŝe tak się stanie. śe straciła jedyną szansę, spaliła za sobą mosty i będzie musiała raz 

na zawsze zrezygnować ze swych planów. Nie było juŜ nadziei, Ŝe Ramón zechce jej pomóc. 

Jednak nie to sprawiło, Ŝe łzy napłynęły jej do oczu, lecz świadomość, Ŝe po raz kolejny nie 

udało  się  jej  przekonać  kogoś,  Ŝe  jest  inna,  niŜ  sądzono.  A  choć  prawie  nie  znała  Ramóna, 

cierpiała na myśl, Ŝe dołączył do tych, którzy potępili ją, nie wysłuchawszy nawet wyjaśnień.  

- Estrello ...  

Jego  głos  rozległ  się,  gdy  najmniej  się  tego  spodziewała.  Brzmiał  tak  cicho,  Ŝe  -  zajęta 

tylko  myślami  o  swojej  klęsce  i  o  tym,  by  znaleźć  się  za  drzwiami  -  z  początku  nie  była 

pewna,  czy  naprawdę  go  słyszy,  czy  tylko  sobie  to  wyobraziła.  Jednak  męŜczyzna  odezwał 

się znowu, i tym razem nie mogła się mylić.  

- Estrello, nie odchodź.  

Po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu, zauwaŜyła, zwalniając kroku. Uświadomiła 

sobie, Ŝe nigdy nie słyszała równie doskonałego dźwięku. Poczuła ucisk w sercu na myśl, Ŝe 

moŜe będzie to jedyna okazja, by usłyszeć, jak wymawia jej imię. Nie mogła jednak odwrócić 

się  i  spojrzeć  mu  w  twarz.  Za  bardzo  bała  się  tego,  co  ujrzałaby  w  jego  oczach,  i  tego,  co 

mógłby  wyczytać  z  jej  wzroku.  Jeśli  musiała  odejść,  wolała  zrobić  to  w  tej  chwili.  Gdyby 

zawahała się lub spojrzała za siebie, moŜe nigdy nie zdołałaby ruszyć dalej. 

ROZDZIAŁ CZWARTY  

Ramón  ze  zdurnieniem  uświadomił  sobie,  Ŝe  po  raz  pierwszy  wypowiedział  jej  imię. 

Pierwszy  raz  stała  się  dla  niego  realna  do  tego  stopnia,  Ŝe  nie  myślał  o  niej  jedynie  jako  o 

córce Alfreda Medrana czy - jakją nazywał z ironią - doiii Medrano. Albo kobiecie, którą, jak 

tego  oczekiwano,  miał  poprosić  o  rękę.  Odczuł  to  jako  szok.  Prawdziwy,  zwalający  z  nóg 

szok.  

Czy naprawdę dotąd nie widział w niej człowieka?  

Całował ją, śnił o niej, snuł na jej temat fantazje - ale czy kiedykolwiek naprawdę ją 

zobaczył?  

Kim była Estrella Medrano? Kim była ta kobieta, którą praktycznie kazano mu poślubić - z 

background image

taką arogancją, z taką władczością, Ŝe od razu się do niej uprzedził?  

- Nie odchodź - powtórzył z większym naciskiem. - Nie w ten sposób. Zostań.  

Powoli,  bardzo  powoli  obróciła  się,  stanęła  z  nim  twarzą  w  twarz.  Jej  oczy  lśniły 

podejrzanie,  połyskując  w  promieniach  zachodzącego  słońca,  wpadających  przez  wielkie 

okna. Twarz teŜ wydawała się inna. Bledsza, mizerna, jakby delikatniejsza. 

A moŜe to była kolejna rzecz, której wcześniej nie zauwaŜył?  

- Mam zostać? - powtórzyła cicho. - Dlaczego?  

Była czujna niczym ścigane zwierzę, obserwowała go tymi wielkimi, przestraszonymi 

oczami, jak gdyby z obawą, Ŝe nagle rzuci się na nią. 

- Jadłaś kolację?  

Tym razem potrząsnęła tylko głową; wydawało się, Ŝe boi się, iŜ głos ją zawiedzie.  

- Ja teŜ nie ... Więc powinniśmy coś zjeść, Ŝeby wino nie uderzyło nam do głowy.  

Znowu odpowiedziała samym gestem, skinieniem głowy.  

- W porządku.  

Aby dostać się do kuchni, musiał przejść obok Estrelli. Przyglądała mu się w milczeniu, jej 

blada twarz zastygła w wyrazie czujności i niepewności.  

Nie podobały mu się uczucia, które w nim budziła. Nigdy jeszcze kobieta nie reagowała na 

niego  w  ten  sposób.  A  było  wiele  kobiet  w  jego  Ŝyciu.  Kobiet,  z  którymi  łatwo  było 

rozmawiać, łatwo oczarować. Ale ta była nastroszona niczym dziki kot.  

- Nie zamierzam zrobić ci krzywdy.  

Czuł, Ŝe musi to powiedzieć. Byle tylko się uspokoiła.  

- Nie - odpowiedziała cicho, dziwnie urywanym głosem. - Nie sądzę, abyś miał taki 

zamiar.  

- A co to miało znaczyć?  

Stał teraz naprzeciw niej, twarzą w twarz, mógł więc widzieć zasępienie w tych pięknych 

oczach, napięte mięśnie twarzy.  

- Estrell0 - ponaglił ją ostro, gdy ociągała się z odpowiedzią.  

-  To  znaczy  ...  -  odparła,  obrzucając  go  gniewnym  spojrzeniem,  choć  jednocześnie 

zauwaŜył leki dreszcz, przebiegający jej ciało, gdy starała się odzyskać panowanie nad sobą. 

- To znaczy, Ŝe czasami jesteś taki sam jak inni. Widzisz tylko to, co masz przed oczami.  

- Inni? To znaczy, inni męŜczyźni, których twój ojciec chciał namówić na ślub z tobą? Ci, 

których próbował kupić?  

Niedobrze  mu  się  robiło  na  myśl,  Ŝe  został  wrzucony  do  jednego  worka  z  nimi 

background image

wszystkimi. śe był tylko jednym z nazwisk na liście.  

- Do diabła, Estrello - ja taki nie jestem!  

- Nie? - spytała z wyzwaniem, krzyŜując ręce  

przed sobą i gniewnie postukując drobną stopą w podłogę. - Nie? Jesteś pewien?  

-  Oczywiście,  Ŝe  jestem  pewien!  KaŜdy  z  nich  wiedział,  Ŝe  moŜe  coś  dostać  od  twego 

ojca. Oni wszyscy ci się oświadczyli.  

- Więc gdzie róŜnica? Dlaczego nie masz być do . nich podobny? Powiedz, co robiłeś w 

tamtym pokoju? Dlaczego posłano po mnie, Ŝebym z tobą porozmawiała? Co zamierzałeś 

zrobić?  

- Do cholery, nie to, czego chciał twój ojciec.  

- Naprawdę?  

- Nie słyszałaś, co powiedziałem? Nie, nie zamierzałem się zgodzić. Chcesz poznać róŜnicę 

pomiędzy  mną  a  tymi,  których  twój  ojciec  kupił? Rzecz  w  tym,  Ŝe  ich  udało  mu  się  kupić! 

Oni ci się oświadczyli, ja - nie.  

- Bo ...  

- Nie.  

Ramón uniósł dłoń i opuścił ją gwałtownie, jak gdyby w ten sposób ucinał temat.  

- Nie dlatego, Ŝe nie miałem okazji. Ani dlatego, Ŝe zaatakowałaś mnie jak rozwścieczona 

kocica. Ani dlatego, Ŝe pokłóciliśmy się tak, Ŝe zmieniłem zdanie. Nie oświadczyłem się, bo 

nie zamierzałem tego robić!  

Nie zrobiłby nic, czego chciał Alfredo Medrano.  

Za mocno wryły mu się w pamięć obelgi, którymi obrzucił go stary.  

-  Moja  stacja  nie  jest  dla  takich,  jak  pan  -  wypalił  Medrano.  -  Ziemia,  na  której  ją 

zbudowano,  od  lat  naleŜy  do  naszej  rodziny.  Nie  sprzedam  jej  nadętej  miernocie,  facetowi, 

co,  jak  słyszałem,  nie  ma  nawet  prawa  do  nazwiska,  które  nosi,  i  przypadkiem  zarobił 

właśnie pierwszy milion.  

Ramón odwrócił się i zamierzał juŜ odejść, kiedy stary wąŜ złoŜył mu inną propozycję. śeby 

oŜenił się z Estrellą i w ten sposób zdobył upragnioną stację· - Od początku nie zamierzałem 

się oświadczać.  

Nawet wtedy, kiedy zaproponował mi stację za pół ceny, o ile wezmę z nią ciebie.  

Jeśli wcześniej sprawiała wraŜenie zaskoczonej, teraz wyglądała na oszołomioną. 

jej 

twarzy od płynęły kolory, wyróŜniały się tylko ciemne plamy oczu i róŜowe łuki ust.  

- Ale ... wiem, jak bardzo chciałeś mieć tę stację.  

- Tak - przyznał, skinąwszy głową, by zaakcentować to słowo. - Tak, chciałem ją mieć. 

background image

Był czas, kiedy sądziłem, Ŝe niczego bardziej nie pragnę.  

- I 

nic innego nie dałoby ci takiej satysfakcji?  

- Nic nie mogłoby się z tym równać. Nie mogłem pogodzić się z myślą, Ŝe ją straciłem. 

Nadal nie mogę.  

- Dlaczego?  

Westchnął, przeczesał obiema dłońmi lśniące włosy.  

- Och, to długa historia.  

- Mam całą noc.  

Zdawało  się,  Ŝe  naprawdę  tak  myślała.  Najdziwniejsze,  Ŝe  poczuł,  Ŝe  mógłby  się  jej 

zwierzyć.  Wytłumaczyć,  co  czuł,  opowiedzieć  coś  niecoś  ze  skomplikowanej  historii  swej 

rodziny.  

- Naprawdę chcesz tego wysłuchać? Jeśli tak, to proponuję, byśmy usiedli.  

PodąŜyła  za  nim  do  kominka,  kaŜde  z  nich  zajęło  miejsce,  które  zajmowało  niedawno. 

Ramón sięgnął po butelkę, napełnił kieliszki, jeden z nich podsunął Estrelli. Upił solidny łyk, 

dobierając w myślach słowa.  

- śeby to zrozumieć, musiałabyś dowiedzieć się czegoś o mojej rodzinie.  

- Wiem, Ŝe twoja matka była Angielką, a ojciec ...  

- Jeśli masz na myśli Reubena Dano, to nie był moim ojcem. W kaŜdym razie nie 

biologicznym. 

Drgnęła zaskoczona, zorientował się więc, Ŝe o tym nie wiedziała. - To kto ... ?  

- Juan Alcolar.  

- Ten od Korporacji Alcolar?  

- Między innymi. Tak, ten.  

Ramón wpatrywał się w kieliszek, wprawiając w ruch obrotowy resztkę wina .  

- Moja matka miała z nim romans i ja jestem jego rezultatem. Ale w owym czasie była juŜ 

Ŝ

oną mojego ... Reubena. Więc zmusił ją do obietnicy, Ŝe nigdy tego nie zdradzi.  

- I 

dorastałeś, sądząc, Ŝe twoim ojcem jest Reuben Dario?  

Skinął powoli głową.  

- Zostałem nawet zarejestrowany jako jego syn. Ale to nie było moŜliwe. Reuben nie mógł 

mieć dzieci.  

- A matka nigdy ci nie powiedziała?  

- Nie miała okazji. Umarła, kiedy byłem mały.  

Ale zostawiła list, który miałem odczytać, jak skończę dwadzieścia jeden lat. Tak się 

background image

dowiedziałem.  

- Jak to zniosłeś?  

- A jak myślisz? Jak byś się poczuła, gdybyś nagle odkryła, Ŝe twój ojciec nie jest 

naprawdę twoim ojcem?  

Estrella  zastanowiła  się,  potem  potrząsnęła  głową.  Ramón  stwierdził,  Ŝe  wyglądała  na 

otumanioną, ale nie mogła czuć nawet części tego zamętu, w jakim pogrąŜył się, poznawszy 

prawdę.  

- Zdezorientowana - powiedziała w końcu.  

- Tak właśnie się poczułem. Nie wiedziałem, gdzie moje miejsce ... kim jestem. Gdzie moja 

rodzina. Reu-. ben i ja nie byliśmy w najlepszych stosunkach. Za bardzo róŜniliśmy się od 

siebie. Ja chciałem zajmować się mediami, on pragnął, bym robił coś bardziej praktycznego ... 

ś

ebym został księgowym, jak on. Stale się o to kłóciliśmy. Zrozumiałem to wszystko lepiej, 

gdy poznałem prawdę o swoim pochodzeniu. Kiedy uświadomiłem sobie, Ŝe moim 

prawdziwym ojcem jest don Juan Alcolar.  

Znowu zerknął na nią z ukosa.  

- Więc widzisz - ciągnął oschłym tonem - twój ojciec moŜe chętniej by mi przekazał swoją 

ukochaną  stację  telewizyjną,  gdyby  wiedział,  Ŝe  jestem  członkiem  innej  szacownej, 

katalońskiej  rodziny.  I  to  takiej,  której  historia  i  tytuły  są  jeszcze  starsze  niŜ  Medranów.  I 

synem kogoś, kto zbił majątek na mediach.  

- To dlatego chciałeś mieć tę stację ... Ŝeby stać się częścią imperium Alcolarów?  

Potrząsnął gwałtownie głową, zaprzeczenie widoczne było w jego oczach, na jego twarzy.  

- Nic podobnego. ZaleŜało mi na niej, bo chciałem mieć coś swojego, czego bym nie 

zawdzięczał majątkowi Alcolarów, lecz własnej cięŜkiej pracy. Kiedy spotkałem się z 

moim ojcem ... prawdziwym ojcem, przyjął mnie z radością do rodziny. Myślę, Ŝe pod-

niecało go, Ŝe ma syna, który zajmuje się tym samym co on. Joaquin nie interesuje się 

mediami. Przeniósł się na wieś, zajmuje się prowadzeniem winnicy i eksportem win. Alex 

zaś ... cóŜ, Alex ma inne zadanie w korporacji. 

- Alex? - spytała z zaciekawieniem Estrella i zauwaŜyła, Ŝe Ramónowi drgnął kącik ust.  

.- To drugi brat, przyrodni, z innej matki. Ostrzegałem cię, Ŝe to trochę zagmatwane.  

Mogła  tylko  potrząsnąć  głową  i  sięgnąć  po  kieliszek.  Istotnie,  to  było  zagmatwane,  i  - 

prawdę mówiąc - czuła się nieco ogłuszona. Ojciec Ramóna zdradzał Ŝonę z dwiema róŜnymi 

kobietami, miał z nimi dzieci, a jednak wyszedł z tej sytuacji z nietkniętą reputacją. Kiedy zaś 

ona  z  całą  niewinnością,  niemądrze,  na  ślepo  związała  się  z Ŝonatym,  raz  na  zawsze  została 

napiętnowana jako dziwka.  

background image

No,  ale  byli  przecieŜ  w  Hiszpanii.  A  Hiszpania  to  kraina  męŜczyzn.  Wystarczyło 

posłuchać,  jak  ludzie  mówili  dziś  o  Carlosie  Perei.  Jako  o  człowieku,  którego  zachowanie 

rozumieli  -  był  męŜczyzną  i  zawróciła  mu  w  głowie  kapryśna  i  nieodpowiedzialna  młoda 

dziewczyna.  Ale  przecieŜ  znali  go  juŜ  dobrze,  zanim  ona  wróciła  z  klasztornej  szkoły, 

ekskluzywnej szkoły dla dziewcząt z wyŜszych sfer, która - zgodnie z oczekiwaniami jej ojca 

- miała z niej zrobić damę. A potem Carlosa spotkała taka tragiczna śmierć.  

- Więc ... ta stacja byłaby tylko twoja. Nie stanowiłaby części Korporacji Alcolar.  

- No właśnie. To jedyna rzecz, o której mógłbym powiedzieć, Ŝe naleŜy do mnie. Nie do 

Arcolarów, nie do Dariów. Do mnie. Ojciec dałby mi część korporacji, ale nie tego 

chciałem. Tylko tego, Ŝeby dorównać mojemu prawdziwemu ojcu w świecie, w którym się 

obracał. No i, oczywiście, stacja. 

Medrano  wniosłaby  ze  sobą  element  "starej  Hiszpanii",  katalońskie  dziedzictwo,  które  Juan 

Alcolar ceni moŜe nawet bardziej niŜ twój ojciec.  

Rytm,  wystukiwany  smukłym  palcem  na  ściance  kieliszka,  wyraźniej  niŜ  słowa  zdradzał 

uczucia Ramóna.  

- Więc moŜe teraz rozumiesz, dlaczego tak bardzo zaleŜało mi na jej kupnie.  

Jeśli to nie, jest idealna okazja, by powiedzieć,  

oczym  myślała,  przychodząc  tutaj,  to  lepszej  nie  będzie,  oceniła  w  duchu  Estrella. 

Zaczerpnęła tchu, wyprostowała ramiona, jak gdyby gotując się do tego, co musiała zrobić.  

- Dajmy na to, Ŝe wcale nie musisz jej stracić? Uff, nareszcie to powiedziałam, pomyślała, 

czując, jak zimny dreszcz strachu przebiega jej po grzbiecie, choć zachodzące słońce grzało 

mocno. Gdy tylko spostrzegła jego reakcję, kiedy przyznał się, jak bardzo zaleŜało mu na 

umowie z jej ojcem, zrozumiała, Ŝe nie trafi się jej druga taka szansa. Ale nie mogła jeszcze 

uwierzyć, Ŝe zdobyła się na odwagę, Ŝe naprawdę wypowiedziała te słowa. A sądząc po 

wyrazie twarzy Ramóna, po tym jak ściągnął sceptycznie czarne brwi, on takŜe miał 

wątpliwości.  

- Co takiego? - spytał zaskoczonym tonem. O czym ty mówisz?  

- Pytam, co byś zrobił, gdyby się okazało, Ŝe jest sposób, abyś nie musiał rezygnować z 

tego interesu. Sposób, dzięki któremu stacja moŜe do ciebie naleŜeć. - I jak niby miałbym 

to osiągnąć? 

- J...jak?  

Głos Estrelli zmienił się w Ŝenujący pisk. Miała wraŜenie, jakby ktoś ścisnął ją za gardło i 

nie po~ trafiła zebrać sił, by odpowiedzieć.  

- Estrello? Do diabła, co mówisz? To niemoŜliwe. Twój ojciec odrzucił moją propozycję.  

background image

- Jednak myślę, Ŝe mógłbyś go przekonać, aby zmienił zdanie.  

- Chyba zwariowałaś! - stwierdził pogardliwie Ramón. - Powiedział, Ŝe nie ma mowy o 

sprzedaŜy. - Postawił jeden warunek.  

To dziwne, ale tak jakby odzyskiwała  głos. Sprawiała wraŜenie osoby spokojnej i pewnej 

siebie, świadomej swych celów. Tylko reakcji Ramóna nie była w stanie przewidzieć.  

-  Jeden  warunek  -  powtórzył  ze  zdumieniem,  zmieszanym  z  gniewem.  -  Ale,  Estrello, 

wiesz, jaki to był warunek. Chciał...  

-  Chciał,  Ŝebyś  się  ze  mną  oŜenił  dokończyła  za  niego,  bo  urwał,  potrząsając  głową  z 

niedowierzaniem. - Powiedział, Ŝe sprzeda ci stację, jeśli się zgodzisz na ślub ze mną.  

- Mówisz, Ŝe zrobiłabyś to? śe spełniłabyś jego  

Ŝą

danie?  

Zebrała wszystkie siły. - Właśnie to mówię.  

- Chcesz, Ŝebym się z tobą oŜenił?  

- Tak. Chcę. 

ROZDZIAŁ PIĄTY  

- Ramónie, proszę!  

Tylko  na  tyle  mogła  się  zdobyć.  Odrzucał  jej  propozycję,  widziała  to  w  jego  oczach, 

napiętych mięśniach twarzy. Nie mógłby wyraźniej okazać, Ŝe nie chce mieć nic wspólnego z 

jej planem.  

- To Ŝart, prawda?  

- N ... nie.  

Wiara  w  siebie,  która  podtrzymywała  ją  na  duchu,  gwałtownie  słabła.  Poczuła  się 

zagubiona i pusta. Postawiła wszystko na jedną kartę i wydawało się, Ŝe przegrała.  

- Nie, to nie Ŝart.  

- Mówisz powaŜnie?  

Zerwał  się  na  równe  nogi,  odwrócił  od  niej,  przeszedł  przez  pokój  i  stanął  przy  wielkim 

oknie.  Wpatrywał  się  w  gwałtownie  ciemniejące  niebo  i  pojawiające  się  w  dole  światła 

miasta.  Potem,  równie  gwałtownie,  wrócił  na  poprzednie  miejsce.  Odgłosowi  kroków  na 

background image

wyfroterowanej podłodze wtórowało nierówne, szybkie bicie jej serca.  

- Dlaczego, do diabła, sugerujesz coś takiego? Co za wariactwo ... ?  

- To nie wariactwo.  

Ogarnięta  rozpaczą  Estrella  przerwała  potok  jego  gniewnych  słów.  Spojrzał  na  nią,  jak 

gdyby nagle wyrosła jej druga głowa.  

Chciała  patrzeć  mu  w  oczy,  jak  równy  równemu,  a  nie  czuć  się  przytłoczona  faktem,  Ŝe 

górował nad nią? więc zmusiła się do wstania i nawet zrobiła kilka kroków w jego kierunku.  

- To nie wariactwo, Ramónie! To moŜe się udać ... Ty dostaniesz to, czego chciałeś, a ja ...  

- Tego właśnie nie rozumiem. Co będziesz z tego  

miała?  

- Wolność.  

Tylko jedno słowo, a znaczyło tak wiele. - Wolność?  

- Tak. Widziałeś, jak to wszystko wygląda. Jaki  

jest  mój  ojciec,  jak  rozpaczliwie  pragnie  wydać  mnie  za  mąŜ  ...  przywrócić  dobre  imię 

rodziny, które, jego zdaniem, splamiłam.  

- Wydawało mi się, Ŝe doskonale sobie radzisz.  

Po prostu odrzucasz kaŜdego starającego. - Ale nie widziałeś wszystkiego.  

Poczuła,  Ŝe  nogi  uginaj  ą  się  pod  nią,  więc  podeszła  do  wielkiego  fotela  przy  kominku  i 

przysiadła na jego grubo wyściełanej poręczy. Oparty o futrynę drzwi Ramón przyglądał się 

jej, skrzyŜowawszy ramiona na szerokiej piersi.  

- Nie widziałeś mnie, gdy jestem z nim bez świadków. Kiedy muszę wysłuchiwać jego kazań, 

znosić  wybuchy  wściekłości.  Kiedy  mówi,  jak  go  rozczarowałam,  okryłam  hańbą  jego  i 

rodzinę.  I  nie  daje  za  wygraną.  Po  prostu  próbuje  wydać  mnie  za  mąŜ,  skłaniając  tych 

męŜczyzn  do  oświadczyn  ...  przekupując  ich.  I  nie  było  cię  przy  tym,  kiedy  przychodzili 

prosić  mnie  o  rękę.  Jak  oglądali  mnie  niczym  konia  na  aukcji,  zastanawiając  się,  czy  moja 

wartość  jako  klaczy  zrównowaŜy  moją  szokującą  reputację.  Tak  bardzo  mam  tego  dość, 

Ramónie. To poniŜające. Nienawidzę tego.  

- To zrób coś z tym.  

- Właśnie próbuję.  

Starała się uśmiechnąć, ale on nie zmienił wyrazu twarzy.  

- Chcę z tym skończyć. Jak mi się zdaje, jedyny sposób, to dać ojcu, czego pragnie. Chce, 

abym  wyszła  za  mąŜ.  Więc  jeśli  wezmę  ślub,  jeśli  będę  miała  obrączkę  na  palcu  i,  co  się  z 

tym  wiąŜe,  godne  szacunku  nazwisko,  ludzie  zapomną  o  przeszłości.  I  ojciec  teź  o  niej 

background image

zapomni.  

- Ale ty będziesz Ŝyła w teraźniejszości.  

- Wiem. Sądzisz, Ŝe o tym nie myślałam? śe nie powtarzałam tego sobie w myślach setki 

razy, aŜ bałam się, Ŝe wpadnę w szaleństwo? śe nie próbowałam znaleźć innego 

rozwiązania?  

- Ale dlaczego ja ... ?  

- Mówiłam ci ...  

To mu nie wystarczało. Wyczytała to z jego twarzy. Istotnie, był jeszcze inny powód, ale 

chyba nie mogła zdradzić go w tej chwili. Nie teraz, gdy oddzielająca ich przestrzeń zdawała 

się rozciągać jak wielka, ziejąca przepaść, a oni stali po przeciwnych stronach.  

Nie mogła mu tego wyjaśnić.  

- Mówiłam ci ... - powtórzyła bezradnie.  

- Powiedz mi jeszcze raz.  

Ramón odepchnął się od ściany, podszedł do Estrelli i pochylił się nad nią, opierając jedną 

dłoń  na  wysokim  oparciu  fotela,  a  drugą  na  poręczy,  na  której  przysiadła.  Uwięziona  w  ten 

sposób nie mogła się ruszyć.  

Zaryzykowała,  rzuciła  jedno  szybkie  spojrzenie  na  jego  ciemną,  nieprzeniknioną  twarz, 

zimne  oczy  -  i  nie  była  w  stanie  tego  znieść.  Spuściła  wzrok,  próbowała  wpatrywać  się  w 

kolana, ale w rezultacie tylko ostrzej, niemal boleśnie uświadomiła sobie, źe otacza ją jakby 

klatka  złoŜona  z  długich,  silnych  ramion  i  twardej,  masywnej  ściany  torsu.  Znalazł  się  tak 

blisko  jej  twarzy,  Ŝe  czuła  ciepło  jego  skóry;  cierpki  zapach  jakiejś  cytrusowej  wody 

kolońskiej draŜnił jej nozdrza ...  

Przycisnął  biodra  do  kolan  Estrelli,  zapięty  w  talii  wąski,  skórzany  pasek  tylko  kilka  cali 

dzieliło  od  jej  dłoni,  spoczywających  na  udach.  Gdyby  trochę  wyciągnęła  rękę,  tylko 

odrobinę, mogłaby go dotknąć ...  

Ledwo ta myśl przyszła jej do głowy, Ramón ujął ją za brodę i uniósł jej twarz.  

To  było  jeszcze  gorsze.  Bo  teraz,  gdyby  spojrzała  w  górę,  utonęłaby  w  srebrzystych 

sadzawkach  jego  oczu.  Gdyby  chciała  opuścić  wzrok,  spocząłby  na  pięknych,  zmysłowych 

ustach.  Na  wargach,  które  pocałowały  ją  raz,  ale  o  których  śniła  przez  cały  czas.  Ten 

pocałunek  doprowadził  ją  do  szaleństwa  i  samo  wspomnienie  o  nim  wywołało  wybuch 

palącego poŜądania.  

- Powiedz mi, co będziesz z tego miała - polecił.  

Ostry, szorstki ton jego głosu przebił się przez zmysłowe opary, otumaniające jej umysł.  

- Mówiłam ci ... Wolność. Zyskam wolność.  

background image

- I to ci wystarczy? Warto z tego powodu wiązać się z jakimś obcym człowiekiem?  

- Nie z "jakimś", lecz z tobą.  

Ramón wciągnął powietrze przez zęby, zdradzając, Ŝe usiłuje zapanować nad sobą.  

-  Dlaczego  ze  mną?  Pytałem  cię  juŜ  o  to  wcześniej,  Estrello,  i  będę  pytać,  dopóki  nie 

dostanę odpowiedzi. Dlaczego ze mną?  

Och, co miała na to odpowiedzieć? Prawdę. To było jedyne wyjście. Więc choć ściskało ją 

w dołku, przełknęła ślinę i zmusiła się do spojrzenia mu w oczy.  

-  Z  powodu  tego,  co  mówiłeś  wcześniej.  śe  nie  zamierzałeś  mi  się  oświadczyć,  kiedy 

zaŜądał tego mój ojciec. Zrezygnowałeś z umowy, na której ci zaleŜało. Dlatego. I... i ...  

- I? - ponaglił ją, kiedy przerwała, jak gdyby słowa uwięzły jej w gardle. - I co jeszcze?  

- I to - westchnęła. - I to ...  

Podniosła głowę i przycisnęła usta do ust Ramóna.  

Wyczuła  jego  zaskoczenie,  zesztywniałe  nagle  ciało  przez  chwilę  stawiało  opór.  Ogarnął  ją 

strach,  Ŝe  źle  oceniła  sytuację.  Zaraz  jednak  usłyszała  głębokie  westchnienie,  jego  wargi 

zmiękły,  przyjął  pocałunek  i  odpowiedział  nań  bez  zwłoki.  Ten  pocałunek  nie  przypominał 

pierwszego, nie miał w  sobie brutalnej, niemal okrutnej zaborczości. Ale choć był taki deli-

katny, obudził w niej te same uczucia, taką samą palącą Ŝądzę.  

Och, dzięki Bogu! Ta jedyna myśl przemknęła jej przez głowę, zanim całkowicie utraciła 

zdolność  rozumowania.  Dzięki  Bogu,  Ŝe  się  nie  myliła.  śe  nie  wyobraŜała  sobie  czegoś,  co 

nie  istniało,  Ŝe  naprawdę  połączyło  ich  dzikie  poŜądanie.  PoŜądanie,  które  skłoniło  ją  do 

wymyślenia zwariowanego planu, i które - jak się modliła - pomoŜe im go zrealizować.  

to ...  

Te  słowa  wciąŜ  dźwięczały  w  uszach  Ramóna,  kiedy  usta  Estrelli  dotknęły  jego  ust,  ale 

była to ostatnia rozsądna myśl, którą był w stanie sformułować.  

Cała jego świadomość skupiła się na jednej osobie - i była nią Estrella. Estrella, z jej 

gładką skórą i smukłym ciałem, z długimi, falującymi włosami. Były związane w koński 

ogon z tyłu głowy, nie mógł więc zanurzyć w nich palców. Jednym ruchem ściągnął 

krępującą je wstąŜkę, rzucił ją gdzieś na podłogę i przeczesywał dłonią długie, jedwabiste 

pasma. Miękkość muskających jego twarz włosów, lekki zapach ziołowego szamponu tylko 

podsycały narastające w nim poŜądanie. 

- Ramónie ...  

Potrzebował jej. Wszystkiego, co mogła mu zaofiarować. I potrzebował tego teraz. Zsunął 

lniany Ŝakiet z jej ramion i upuścił na podłogę, u ich stóp. Białą obcisłą podkoszulkę spotkał 

background image

ten sam los. Zapach jej rozgrzanej skóry, nagły powiew oszałamiających perfum zaatakował 

jego zmysły z taką mocą, Ŝe zakręciło mu się w głowie.  

Ześliznęli  się  z  fotela,  opadli  na  podłogę,  poczuli  chłód  wyfroterowanego  drewna  na 

obnaŜonej  skórze.  Estrella  szarpnęła  jego  koszulę,  wyciągając  ją  ze  spodni  i  jak  najszybciej 

odpinając guziki. Palce odmawiały jej posłuszeństwa; w pewnej chwili Ramón usłyszał trzask 

rozdzieranej  tkaniny,  ale  nic  go  tonie  obeszło.  Pragnął  tego,  czego  i  ona  pragnęła:  aby  ich 

ciała zetknęły się, by nie oddzielało ich ubranie.  

Pomagał  jej  z  zapałem;  zrzucając  z  siebie  podartą  koszulę  i  ciskając  ją  w  drugi  koniec 

pokoju, wyszeptał jej do ucha:  

- Estrella ... Mi estrella. Moja piękna gwiazda. Kochanie ... nie moŜemy tego zrobić ...  

Nie moŜemy? Dla roznamiętnionego umysłu Estrelli te słowa były niczym chlust lodowatej 

wody.  

Jak  mógł  to  teraz  powiedzieć?  Kiedy  wiedziała,  Ŝe  Ramón  musi  się  z  nią  kochać,  bo 

inaczej zabije ją frustracja.  

- Nie moŜemy? Ale ... - zaprotestowała i usłyszała jego cichy śmiech.  

- Nie tutaj, mi angel. Nie tutaj. Podłoga ... Urwał gwałtownie, bo wbrew jego protestom 

dziewczyna zacisnęła palce na klamrze jego paska i szybko ją odpięła.  

- Estrello! - w tym jęku protest mieszał się z bezradnością. - Próbuję myśleć o tobie!  

- A ja ci mówię, Ŝe nie dbam o nic!  

- Ale podłoga jest... za twarda. Mój pokój ...  

Z trudem dobierał słowa, gdy zaczęła go pieścić, ujmując dłonią jego męskość. - ŁóŜko ...  

- Nie.  

Estrella  nie  chciała  się  stąd  ruszać.  Wszystko  było  dla  niej  takie  nowe,  cudowne, 

wyzwalające,  pozbawione  zahamowań,  Ŝe  z  przeraŜeniem  myślała,  iŜ  moŜe  to  utracić.  Bała 

się, Ŝe zaleje ją lodowata fala rzeczywistości i zmusi do zastanowienia.  

-  Nie  -  powtórzyła  szeptem  i  stłumiła  jego  protest  pocałunkiem.  -  Nie,  nie  tam.  Tutaj. 

Właśnie tu, I teraz. Pragnę cię, Ramónie.  

- Och, Dios - westchnął, kapitulując. - A ja pragnę ciebie! 

ROZDZIAŁ SZÓSTY  

background image

Estrella nie chciała, aby nadszedł ranek. Tylko o tym myślała, ilekroć budziła się ze snu, w 

który zapadła mniej więcej w połowie nocy. Przedtem Ramón zabrał ją z salonu, poprowadził 

po schodach do sypialni i połoŜył na wielkim, podwójnym łóŜku. Nie pamiętała, ile razy się 

kochali,  wiedziała  tylko,  Ŝe  -  choć  jej  ciało  zostało  w  końcu  zaspokojone  i  poddało  się 

zmęczeniu - jej umysł odczuwał wciąŜ poŜądanie.  

Nigdy  czegoś  podobnego  nie  przeŜyła.  Nawet  z  Carlosem,  a  Carlos  był  jej  jedynym 

kochankiem.  Nie  chciała  myśleć  o  nim,  ale  nie  mogła  powstrzymać  napływających 

wspomnień.  Bo  w  jedną  krótką  noc  Ramón  całkowicie  wymazał  wszystko,  czego  Carlos 

nauczył ją o miłości. Albo raczej wszystko, czego jej nie nauczył.  

A przecieŜ zawsze wierzyła, Ŝe kochała Carlosa.  

Nigdy nie kojarzyła miłości z Ramónem. Jednak to on posiadł jej duszę i ciało, wypierając z 

pamięci wspomnienia o kłamstwach innego męŜczyzny.  

- No, naprawdę będziesz miała kłopot, jak to wyjaśnić swojemu ojcu. 

Niski, zachrypnięty, lekko ironiczny  głos  wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła  gwałtownie 

oczy  i  odwróciła  głowę.  Zobaczyła  Ramóna,  który  wszedł  cicho  do  pokoju  i  stał  przy 

drzwiach, trzymając w dłoniach kubki z kawą.  

Wilgotne włosy i zaróŜowiona cera zdradzały, Ŝe niedawno wziął prysznic i ogolił się. Był 

nie  tylko  ubrany,  ale  włoŜył  pełny  uniform  biznesmena.  Nosił  kolejny  idealnie  skrojony 

garnitur, koszulę i krawat - tym razem niebieski - i wyglansowane czarne buty. Wszystko to 

głosiło, Ŝe dzisiejszy dzień przeznaczony jest na pracę, nie na zabawę.  

- A moŜe powiedziałaś mu, Ŝe zanocujesz u tej koleŜanki?  

Ja ... powiedziałam, Ŝe wrócę, kiedy wrócę - zdołała wykrztusić, uświadamiając sobie z 

bólem,  jak  mógłby  zinterpretować  jej  odpowiedź.  -  Chyba  jednak  to  zrobię,  zanim  ojciec 

zadzwoni do Carmen i zacznie zadawać kłopotliwe pytania.  

- Najpierw wypij kawę. – Ramon podał jej kubek. Dopiero gdy podciągnęła się na 

poduszkach, a prześcieradło zsunęło się z jej ciała, uświadomiła sobie, Ŝe pod osłoną cienkiej 

egipskiej bawełny jest całkowicie naga. Oblała się rumieńcem, gwałtownie podciągnęła białe 

prześcieradło, wsuwając je pod pachy i niemal okręcając wokół szyi, tak Ŝe była całkowicie 

osłonięta.  

- Trochę na to za późno, prawda? - spytał oschle, przyglądając się jej, gdy niemal wyrwała 

mu kubek z ręki. Przesunął nogą krzesło i wyciągnął się w nim. 

- Tej nocy dowiedziałem się, jak wyglądasz bez ubrania.  

- Nie chciałam wylać na siebie kawy - warknęła, wiedząc, Ŝe niepotrzebnie się broni.  

background image

Piękne  usta  Ramóna  lekko  drgnęły,  tylko  to  zdradziło  jego  uczucia,  starannie 

zamaskowane obojętnym tonem.  

- Bardzo rozsądnie. Nie chcesz chyba poparzyć swojej delikatnej skóry.  

Estrella wzdrygnęła się w duchu, słysząc kryjącą się w tych słowach ironię. Tak, było juŜ 

za  późno  na  wstydliwość.  Tak,  tej  nocy  widział,  dotykał  -  i  nie  tylko  -  kaŜdy  centymetr  jej 

ciała.  Ale  to  działo  się  minionej  nocy,  w  mroku,  w  łóŜku.  Dzisiejszego  ranka,  w  chłodnym 

ś

wietle dnia - sprawy wyglądały maczeJ.  

A najgorsze z tego było zachowanie Ramóna.  

Kiedy zasypiała, przytulona do szczupłego, mocnego ciała męŜczyzny, czuła się odpręŜona i 

rozluźniona.  Nie  miała  pojęcia,  co  teraz  będzie.  Ale  po  nocy,  która  ich  połączyła,  wspólnie 

przeŜytej  namiętności  i  rozkoszy,  nie  miała  wątpliwości,  Ŝe  uda  się  im  znaleźć  jakieś 

rozwiązanie. Była zbyt wyczerpana, aby o tym teraz myśleć, ale zrobi to rano.  

Tylko Ŝe ranek, na który czekała, miał się zacząć od przebudzenia u boku Ramóna. 

WyobraŜała sobie, jak powoli, bez pośpiechu wynurza się ze snu. Mogą nawet - co niemal 

pewne - znowu się kochać. Potem, gdy będą rozluźnieni po zaspokojeniu namiętności, a ona 

spocznie w jego ramionach, z głową na jego piersi, na pewno zaczną ze sobą rozmawiać.  

Takiego  Ramóna  mogłaby  przekonać.  Więcej  -  mogła  otworzyć  przed  nim  serce  i 

powiedzieć  mu  wszystko.  Wyjawić  bolesną  prawdę  o  Carlosie  i  swojej  przeszłości.  Ale  ten 

drugi Ramón - to całkiem inna sprawa.  

Ich  noc  naleŜała  do  przeszłości.  Zaczął  się  jego  dzień.  Ramón  Dario,  wielki  biznesmen, 

wstał juŜ z łóŜka, ubrał się i był gotów do pracy. A ona ...  

Co  miała  zrobić?  Czego  od  niej  oczekiwał?  śe  wstanie,  weźmie  prysznic,  ubierze  się  i... 

wyjdzie? A co z minioną nocą? Ze wszystkim, co było między nimi?  

- Idziesz do pracy. - Była to idiotyczna uwaga, ale tylko na nią mogła się zdobyć.  

-  To  oczywiste.  -  Jego  głos  nie  zdradzał  niczego,  oblicze  było  pustą,  nieprzeniknioną 

maską, cięŜkie powieki przysłaniały oczy.  

- Ale dlaczego?  

Niepotrzebnie to powiedziała. Zorientowała się, gdy zobaczyła, Ŝe uniósł głowę i 

przymruŜył oczy.  

- Firma sama się nie poprowadzi.  

- Ale sądziłam, Ŝe dzisiaj ...  

Z kaŜdym słowem pogarszała swoje połoŜenie.  

Teraz czarne brwi Ramóna ściągnęły się gniewnie i niemal fizycznie czuła jego odrzucenie.  

- A niby dlaczego - zapytał lodowatym tonem - dzisiejszy dzień miałby się róŜnić od 

background image

pozostałych?  

- No ... sądziłam ...  

- Sądziłaś? - powtórzył groźnie, kiedy zawahała się. Myśli tak kłębiły się w jej głowie, Ŝe 

nie mogła wymówić słowa.  

- śe ty ... 

ja ...  

- W ciąŜ myślisz o tym idiotycznym pomyśle, Ŝe  

moglibyśmy  wziąć  ślub?  -  rzucił  ostro.  -  Bo  jeśli  tak,  to  sugeruję,  Ŝebyś  o  tym  zapomniała. 

Nie ma mowy o Ŝadnym małŜeństwie z rozsądku. Powiedziałem to twojemu ojcu.  

- Ale tej nocy ... To nie mój ojciec ... to ja zaproponowałam.  

- Aja daję ci tę samą odpowiedź, jak twemu ojcu. Powiedział to z taką lodowatą zjadliwością, 

Ŝ

e Estrella wtulila się w poduszki i zacisnęła palce na kubku, aŜ pobielały jej kostki.  

-  Nie  myślę  o  małŜeństwie.  Nie  chcę  się  Ŝenić,  nigdy  nie  chciałem.  Lubię  swoje  Ŝycie 

takie,  jakie  jest.  A  gdybym  nawet  zapragnął  mieć  Ŝonę,  to  musiałaby  to  być  kobieta,  którą 

sam  wybrałem.  Nie  osoba,  która  sama  wystawia  się  na  sprzedaŜ.  Nawet  za  cenę  stacji 

telewizyjnej.  

Z cynizmem zauwaŜył,  Ŝe sprawiała wraŜenie zaskoczonej. PrzecieŜ nie  mogła uwierzyć, 

Ŝ

e postąpi zgodnie z jej beznadziejnym planem. O ile taki plan rzeczywiście istniał.  

Wczoraj dał się zaskoczyć. Nie był przygotowany na taki pocałunek, więc w ułamku 

sekundy stracił głowę, jak napalony nastolatek. I wcale tego nie Ŝałował. Tyle Ŝe z powodu 

tej rozkosznej nocy Estrella zdawała się wierzyć, Ŝe zgodził się na jej szalony plan. 

- Ale ... ale wczoraj w nocy ...  

- W nocy? Chcesz udawać, Ŝe ta noc była wyjątkowa? Ty pragnęłaś mnie. Ja pragnąłem 

ciebie - i dałem ci, czego chciałaś.  

- I sam wziąłeś, co chciałeś.  

- Tak, a niby dlaczego miałem zachować się inaczej? To ty zawsze robiłaś pierwszy krok.  

Musiał  jednak  przyznać,  Ŝe  gdy  widział  ją  tak,  jak  teraz  -  nadal  w  łóŜku,  z  zaspanymi 

oczami,  czarnymi  włosami  rozrzuconymi  po  poduszce,  złocistą  skórą  kontrastującą  z  bielą 

pościeli  -  kusiło  go,  by  samemu  zrobić  pierwszy  krok.  Niemal  nie  zdołał  zapanować  nad 

nagłą reakcją swego ciała, gdy wszedł do sypialni i zobaczył ją leŜącą z zamkniętymi oczami, 

ciepłą  i  rozluźnioną.  Ale  był  juŜ  ranek,  miał  duŜo  czasu,  by  przemyśleć,  jakie  szaleństwo 

popełnił, i uświadomić sobie, Ŝe musi z tym skończyć.  

Właśnie  on  powinien  wiedzieć,  jak  destrukcyjny  wpływ  moŜe  mieć  poślubienie  kobiety, 

która nie kocha. Czy jego własna matka nie postąpiła tak z Reubenem i czy oboje gorzko tego 

nie  Ŝałowali?  Sama  myśl,  Ŝe  mógłby  się  w  przyszłości  dowiedzieć,  Ŝe  nie  on  jest  ojcem 

background image

upragnionego dziecka, wywoływała ucisk w Ŝołądku.  

Nie moŜna tego dalej ciągnąć. NiewaŜne, co Estrella myśli albo czego się spodziewa. Trzeba 

to przeciąć. Raz na zawsze. Musi sprawić, by odeszła i nigdy nie wróciła. Bo gdyby wróciła, 

mógłby nie mieć dość rozsądku lub siły, by zerwać ponownie. 

Wysączył resztę kawy i postawił pusty kubek na podłodze.  

-  Rzuciłaś  mi  się  na  szyję,  a  ja  jestem  normalnym,  zdr,owym  męŜczyzną.  Do  diabła,  co 

miałem zrobić? Powiedzieć: przepraszam, kochanie, ale nie jestem w nastroju? I odejść?  

- Kiedyś ... tak zrobiłeś. W zamku.  

Tak,  odszedł,  i  niemal  go  to  zabiło.  Nie  chciał  ponownie  tego  przeŜywać.  Objawy  głodu 

narkotycznego, które dręczyły jego podniecone ciało, złoŜyły się na osobistą wizję piekła.  

- Wtedy powiedziałaś, Ŝe nie dałabyś się tknąć, nawet gdybym był ostatnim męŜczyzną na 

Ziemi. Zeszłej nocy zmieniłaś zdanie.  

- Ja ... ja myślałam ...  

- Co myślałaś, kochanie? Chyba nie wpadł ci do głowy szalony pomysł, Ŝe się w tobie 

zakochałem?  

Wydawało się, Ŝe ta myśl budzi w niej takie samo przeraŜanie, jak w nim.  

- Co? Nie! Nie ma mowy! Nigdy!  

- Dobrze. Cieszę się, Ŝe nie posunęłaś się aŜ tak daleko w swoim fantastycznym 

scenariuszu. Dokąd idziesz?  

Odstawiła kubek na szafkę nocną i wyskoczyła z łóŜka; prześcieradło, którym się owinęła, 

ciągnęło się za nią jak tren.  

-  Szukam  swojego  ubrania.  Chcę  się  ubrać.  -  Rozejrzała  się  po  sypialni  z  niepokojem, 

zagryzając usta. - Gdzie moje ubranie? Do diabła, co z nim zrobiłeś ... ? 

- Opanuj się! - Uniósł dłoń, by ją uspokoić.  

- Jeśli pamiętasz, w nocy trochę nas poniosło. Twoje ubranie nadal jest w salonie. Przyniosę 

ci je.  

Schodząc na dół, przypomniał sobie, Ŝe to widok jej rzeczy - i własnych - porozrzucanych 

po  podłodze,  przywrócił  mu  rozsądek.  Naoczny  dowód  na  to,  Ŝe  pozwolił,  aby  namiętność 

uderzyła  mu  do  głowy  i  zamiast  myśleć  o  konsekwencjach  uległ  fizycznym  popędom, 

otrzeźwił go. Jak mógł zapomnieć się tak głupio - i to właśnie z Estrellą Medrano?  

Ubranie, które podniósł z podłogi i starannie poukładał, leŜało teraz w zgrabym stosiku w 

skórzanym  fotelu.  Tym  samym,  na  którym  przysiadła,  zanim  pierwszy  raz  go  pocałowała. 

Gdyby miał choć trochę rozumu, poprzestałby na tym.  

WciąŜ jej pragnął, maldito sea! Pochylił się, by zabrać rzeczy Estrelli, ale zamarł na widok 

background image

kawałków  brzoskwiniowej  satyny  i  koronek,  które  kilka  godzin  wcześniej  zsunął  z  jej 

uległego ciała. Skierował zamglone oczy na fragment podłogi, na którym wtedy leŜał. Gdzie 

wciągnął ją na siebie i ...  

lrifierno, no!  

Odwrócił wzrok od kuszących skrawków brzoskwiniowej satyny, zakrył je podkoszulkiem 

i skierował się ku schodom.  

Estrella stała pod oknem, tam gdzie ją zostawił.  

Jedno  spojrzenie  na  jej  nieruchomą  twarz,  wyraz  gniewnego  uporu  w  oczach,  wystarczyło 

niemal,  by  zdusić  płomienie  poŜądania.  Niemal  -  nie  do  końca.  Ale  sprawiała  wraŜenie  tak 

nieprzystępnej, Ŝe zatrzymał się po przeciwnej stronie łóŜka i z szyderczym ukłonem złoŜył 

ubranie na pomiętej narZUCIe.  

- Twoje ubranie, senorita.  

- Dziękuję - odpowiedziała z niechęcią, niemal z przymusem. - A teraz, jeśli nie masz nic 

przeciwko temu, chciałabym zostać sama, gdy będę się ubierać.  

- Poczekam na ciebie na dole.  

- Dobrze.  

Czekała  demonstracyjnie,  z  rękami  opartymi  na  biodrach.  Dopiero  gdy  opuścił  pokój  i 

usłyszała jego kroki na schodach, wyplątała się z prześcieradeł i poszła do łazienki. Nie miała 

pojęcia,  jak  długo  stała  pod  kaskadą  gorącej  wody.  Wiedziała  tylko,  Ŝe  niezaleŜnie  od  tego, 

ile razy by się szorowała, nadal będzie czuła się brudna.  

Zeszła w końcu na dół, modląc się w duchu, by Ramón miał dość czekania i udał się juŜ do 

biura.  Czekało  ją  rozczarowanie.  Siedział  w  kuchni,  na  stole  piętrzył  się  stos  listów.  Dolał 

sobie kawy, ale najwyraźniej nie tknął jej, tak samo jak nie czytał listu, który trzymał w dłoni.  

-  Wychodzę  -  oznajmiła  ostrym  tonem,  stojąc  w  drzwiach.  Tylko  to  potrafiła  wymyślić. 

Nie miała doświadczenia w takich sytuacjach.  

Ramón podniósł szybko głowę i rzucił chłodne spojrzenie na jej bladą twarz.  

- Nie idź jeszcze. Nic nie jadłaś. Masz ochotę na śniadanie?  

- Chyba bym się udławiła - powiedziała, zła, Ŝe odgrywał rolę uprzejmego gospodarza. - 

Chcę iść do domu.  

- Estrello ... - Odsunął krzesło i wstał. Wydawał się niepokojąco wysoki i silny. - Sytuacja 

w twoim domu ... naprawdę jest tak źle?  

- Poznałeś mojego ojca - tylko tyle odpowiedziała.  

- Więc dlaczego się nie wyprowadzisz? Znajdź jakąś pracę ...  

background image

Urwał gwałtownie, gdy wybuchnęła ironicznym śmiechem.  

-  Chyba  Ŝartujesz!  Powtarzam,  poznałeś  mojego  ojca.  Jest  starszy  niŜ  ojcowie  moich 

rówieśników  ...  ZałoŜę  się,  Ŝe  starszy  od  twojego!  A  jeśli  chodzi  o  przekonania  -  jeszcze 

starszy.  Ja  zaś  jestem  jego  jedynym  dzieckiem  ...  dziedziczką  rodu  Medrano.  Moje 

wychowanie było po prostu średniowieczne. Niczego mnie nie nauczono, nie mam zawodu.  

Poza tym, kiedy prawda o Carlosie wyszła na jaw, Estrella niemal się załamała. Nie była w 

stanie myśleć ani działać. Ojciec to wykorzystał, przejął kontrolę nad jej Ŝyciem i sprawował 

ją nadal.  

- Nikt by mi nie zaproponował pracy.  

- Ja mógłbym to zrobić.  

- Ty? - nie wierzyła własnym uszom.  

- Dam ci pracę. W Korporacji Alcolar. MoŜesz odejść z domu, znaleźć jakieś mieszkanie.  

- UwaŜasz, Ŝe jestem godna pracy, ale niegodna małŜeństwa?  

- Nie powiedziałem tego, do diabła! 

- A ja nie pamiętam, Ŝebym mówiła coś o poszukiwaniu pracy! - Musiałaby widywać go, 

rozmawiać  z  nim  i  za  kaŜdym  razem  wspominałaby  minioną  noc  i  upokorzenie,  które 

przeŜyła rankiem. - Nie przyjęłabym pracy od ciebie, nawet  gdybyś płacił szczerym złotem! 

Nie chcę nic od ciebie!  

- W nocy było inaczej. - W jego głosie znowu pojawił się groźny, mroczny ton.  

- To co innego.  

- Tak, zeszłej nocy myślałaś, Ŝe dostaniesz ode mnie to, czego chciałaś. - Pomimo wysiłku 

Ramón stracił w końcu panowanie nad sobą. Próbował jej pomóc, a ona odrzuciła pomoc z 

pogardą. - A ja nie znoszę, kiedy się mnie wykorzystuje - warknął wściekle i zauwaŜył, Ŝe 

Estrella uniosła głowę i szeroko otworzyła oczy.  

- Nie byłeś wykorzystywany - zaprotestowała.  

- Nie? Uwierz mi, kochanie, tak się czułem.  

- Och, więc ofiarowanie ci tego, czego - jak mówiłeś - pragniesz najbardziej na świecie, to 

wykorzystywanie?  

Przez chwilę wydawało mu się, Ŝe miała na myśli siebie i poczuł zawrót głowy, sądząc, Ŝe 

go przejrzała. Wkrótce potem odzyskał przytomność umysłu i uświadomił sobie, Ŝe mówiła o 

stacji telewizyjnej.  

- Powiedziałem ci, Ŝe cena jest za wysoka.  

- Wczoraj byłeś chyba innego zdania.  

- Wczoraj chodziło tylko o seks! Niczego nie obiecywałem.  

background image

Tym dotknął ją do Ŝywego. ZauwaŜył, Ŝe zamrugała powiekami i jakby zamknęła się w sobie. 

Ale najwyraźniej potrzebowała tylko czasu, aby odpowiedzieć na jego atak.  

- I bardzo dobrze, Ŝe niczego nie obiecywałeś, bo wczoraj mogłam być na tyle głupia, Ŝeby 

się zgodzić. Dziś myślę trzeźwo i jestem skłonna przyznać ci rację co do ceny. Tak jak ty, nie 

jestem gotowa, by ją zapłacić.  

- Oczywiście, Ŝe nie. Twój ojciec zadał sobie wiele trudu, by wyjaśnić mi, Ŝe nie posiadam 

takiego szacownego katalońskiego rodowodu, jakiego oczekuje od zięcia.  

- Nie ... I dlatego byłeś dopiero dziesiąty na liście ewentualnych konkurentów.  

Ubodło  go  to.  UraŜona  męska  duma  sprawiła,  Ŝe  odrzucił  wszelkie  hamulce  i  względy 

sprawiedliwości.  Wróciła  dawna  Estrella  -  bezwzględna,  wyrachowana  kobieta,  którą 

pogardzał.  Dobrze,  Ŝe  sobie  o  tym  przypomniał.  Niewiele  brakowało,  a  nabrałby  się  na  jej 

łzawą opowieść.  

- Więc dlaczego rzuciłaś mi się wczoraj na szyję? Uniosła podbródek, ciemne oczy rozbłysły 

gniewem.  

- To chyba jasne? Miałam na ciebie ochotę.  

- Co? Zachciało ci się prostego faceta? Lubisz sobie popatrzeć, jak Ŝyją niŜsze klasy? 

Tylko dlatego miałaś romans z Carlosem Pereą?  

- Zostaw Car ... nie wciągaj go w to!  

- Dobra, zostawię go. Na razie. Ale powiedz mi, moja śliczna doiio Medrano ... querida ... -

postarał się nasycić swoje słowa zjadliwością, która miała ranić, jak zranił go jej komentarz. - 

Tych dziewięciu konkurentów ... na ilu z nich rzuciłaś się tak jak na mnie? Przetestowałaś ich 

wszystkich, Ŝeby sprawdzić, czy spełniają twoje wysokie wymagania? Czy ..  

To  bardziej  odgłos  uderzenia  w  twarz  uciszył  go  niŜ  sam  cios.  Przez  chwilę  stali 

nieruchomo  i  tylko  patrzyli  na  siebie.  Estrella  była  zdumiona  swoją  reakcją,  oddychała 

szybko i nierówno. 

-  No  cóŜ,  chyba  się  o  to  prosiłem  -  stwierdził,  powstrzymując  odruch  potarcia  dłonią 

bolącego policzka.  

-  Owszem!  -  Odruchowo  uniosła  obie  ręce,  zasłoniła  twarz  gestem  zdradzającym 

wściekłość  i  jednocześnie  jakby  obronnym.  -  Nic  mnie  nie  łączyło  z  tamtymi  -  nic!  Jeśli 

musisz  wiedzieć,  jesteś  jedynym,  z  którym  dłuŜej  rozmawiałam,  jedynym,  którego 

pocałowałam, jedynym, z którym ... z którym ...  

Urwała, najwyraźniej nie była w stanie skończyć zdania.  

 - Więc powinienem czuć się zaszczycony?  

Estrella potrząsnęła gwałtownie głową, długie włosy utworzyły wokół jej twarzy czarną 

background image

chmurę.  

- Wcale nie. Ty i Carlos jesteście tylko dowodem, jaką jestem przeraŜająco naiwną idiotką, 

jeśli chodzi o męŜczyzn!  

- Ja ... - odezwał się, ale przerwała mu, zanim zdąŜył coś jeszcze powiedzieć.  

- Dość! - warknęła. - Ani słowa więcej! To, co usłyszałam od ciebie, wystarczy mi do końca 

Ŝ

ycia. 

MoŜna by sądzić, Ŝe wyciągnęłam wnioski ze związku z pasoŜytem i manipulantem, ale nie! 

Widocznie jestem tak głupia, Ŝe stale trzeba mi o tym przypominać! No cóŜ, wyświadczył mi 

pan tę przysługę, senor Dario ... i bardzo panu dziękuję za pouczenia. Tym razem naprawdę 

wzięłam sobie tę lekcję do serca, na dobre. I nie sądzę, Ŝebym kiedyś o niej zapomniała.  

Zanim Ramón zdąŜył zebrać myśli i odpowiedzieć jej, obróciła się na pięcie, złapała torebkę i 

wybiegła, zatrzaskując za sobą drzwi. 

ROZDZIAŁ SIÓDMY  

- Co się z tobą ostatnio dzieje, Ramónie? Chodzisz jak we śnie.  

    - MoŜe się zakochał. 

    -  Czy  to  prawda?  CzyŜby  wielki  senor  "małŜeństwo  mnie  nie  interesuje"  Dario  w  końcu 

wpadł?  

-  Nie  dokuczaj  mu,  Mercedes  -  wtrąciła  się  Cassie  i  otrzymała  w  nagrodę  pełen 

wdzięczności uśmiech szwagra. - Myślę, Ŝe ma duŜo spraw na głowie.  

-  Raczej  jedną,  ale  duŜą!  -  zaśmiała  się  siostra  Ramóna.  -  Czy  o  to  chodzi?  Musi  być 

naprawdę wyjątkowa, skoro zwaliła mojego brata z nóg!  

Naprawdę  wyjątkowa.  Znał  osobę,  do  której  pasowało  to  określenie.  I  to  prawda,  Ŝe  od 

tygodnia  nie  przestawał  o  niej  myśleć,  od  chwili,  kiedy  wyniosła  się  z  jego  mieszkania  i  z 

jego Ŝycia.  

Próbował ją zatrzymać. Prawie natychmiast udał się za nią, ale to kilkusekundowe wahanie 

dało jej przewagę. Wydawało się, Ŝe przeznaczenie było po jej stronie. Musiała wejść do 

windy, jak tylko opuściła jego mieszkanie, jakimś cudem złapała taksówkę w minutę po 

background image

wyjściu na ulicę, i kiedy sam wybiegł na zewnątrz, juŜ jej nie było. Zniknęła, jak gdyby nigdy 

nie istniała.  

- Chyba nie martwisz się wciąŜ tą stacją telewizyjną?  

To odezwał się jego ojciec. Juan A1colar, oparty plecami o krzesło, pozornie wydawał się 

odpręŜony, w dłoni trzymał kieliszek z najlepszym czerwonym winem z winnicy swego syna. 

Ale spojrzenie, którym obrzucił twarz Ramóna, było ostre i taksujące.  

-  W  pewnym  sensie  ...  tak  -  przyznał  niechętnie  Ramón,  świadom,  Ŝe  problem  ma  nie  ze 

stacją Medrana, lecz z jego córką.  

-  Mówiłem  ci,  Ŝebyś  dał  sobie  spokój.  Mcdrano  to  ograniczony  stary  osioł.  Zawsze  był 

zanadto dumny ze swego katalońskiego dziedzictwa. I za mało elastyczny.  

- I to mówi człowiek, który nie pamięta, Ŝe w naszych Ŝyłach obok krwi katalońskiej płynie 

takŜe  andaluzyjska  -  zauwaŜył  Joaquin,  wchodząc  do  pokoju.  ZłoŜył  pocałunek  na  czubku 

jasnowłosej głowy Cassie. - Ty i Medrano jesteście tacy sami, papa. Nie moŜesz zapomnieć o 

pradziadku, choćbyś tego chciał.  

Ramón uświadomił sobie, Ŝe jeszcze przed kilkoma tygodniami taka rozmowa byłaby - 

łagodnie mówiąc - nieprawdopodobna. Ale od chwili, gdy Joaquin i Cassie oznajmili, Ŝe 

zamierzają się pobrać i dorzucili wspaniałą wiadomość, Ŝe w drodze jest drugi wnuk Juana, 

stosunki między starszym panem i jego pierworodnym ociepliły się. 

Joaquin teŜ złagodniał. Gdy tak stał, otaczając ramieniem narzeczoną, nikt by nie uwierzył, 

Ŝ

e  niecały  miesiąc  temu  prawie  się  rozstali.  Teraz  mieli  kłopoty  za  sobą.  Musieli  tylko 

szczerze  porozmawiać,  a  Joaquin  -  zapomnieć  o idiotycznym  przekonaniu,  Ŝe  nie  nadaje  się 

do trwałych związków.  

Ramón  nie  mógł  znaleźć  sobie  miejsca,  bo  w  uszach  brzmiał  mu  własny  głos,  mówiący 

"nie  chcę się Ŝenić; nigdy  tego nie  chciałem". Podszedł do kredensu, by  dolać sobie kawy z 

dzbanka.  

- A ty nie jesteś lepszy - zwrócił się do przyrodniego brata. - Wydaje mi się, Ŝe jeśli chodzi 

o upór i dumę, to wszyscy Alcolatowie są tacy sami.  

-  Kocioł  i  garnek  -  ze  śmiechem  mruknęła  Cassie,  odrywając  wzrok  od  listy  gości 

weselnych, którą przygotowywała.  

- Co? - zmarszczył brwi Ramón.  

- W Anglii mamy przysłowie o kotle, który przygania garnkowi, a sam smoli. Myślę, Ŝe 

pasuje nie tylko do Joaquina, ale i do ciebie.  

-  Jesteś  tak  samo  typowym  Alcolarem  jak  Joaquin  -  wtrąciła  Mercedes.  -  Pod  względem 

uporu i dumy pasujecie do siebie.  

background image

- Ja ... - zaczął protestować Ramón i urwał, wspominając, ile razy podnosił słuchawkę, by 

zadzwonić do Castillo Medrano, a potem znowu ją odkładał.  

Podjechał nawet samochodem pod dom Estrelli, ale zaraz zawrócił. Uznając, Ŝe najlepszą 

taktyką będzie w tym przypadku milczenie, nic nie powiedział, dopił tylko kawę. 

- Kocioł i garnek - kąciki ust Cassie uniosły się lekko w górę.  

Jej  słowa  towarzyszyły  Ramónowi  przez  cały  czas  w  drodze  do  domu.  Powtarzał  je  w 

myślach,  zasypiając.  Tkwiły  w  jego  pamięci,  gdy  się  obudził.  Niespokojna  noc  przyniosła 

odpowiedź,  dlaczego  tak  było.  Jego  sen  przepełniony  był  rojeniami.  A  w  nich  pojawiała  się 

tylko  jedna  osoba.  Estrella  Medrano.  Nawet  rankiem,  po  obudzeniu,  te  rojenia  nie  rozwiały 

się,  torturowały  go  wspomnieniami,  obwiniały  za  fatalny  wybuch  gniewu,  sprawiały,  Ŝe  był 

niespokojny i nie mógł skupić na niczym uwagi.  

Gdy zamykał oczy, widział jej twarz. Gdy siedział przy biurku, mógłby przysiąc, Ŝe czuje 

zapach jej perfum, jedwabiste muśnięcie długich, czarnych włosów na twarzy. Kiedy podniósł 

słuchawkę  i  usłyszał  kobiecy  głos,  był  święcie  przekonany,  iŜ  to  ona  dzwoni.  Ale  to  tylko 

Mercedes chciała opowiedzieć mu o planowanej wycieczce do Anglii.  

Powtarzał w duchu, Ŝe powinien sobie odpuścić.  

Zapomnieć o Estrelli. Kogo próbował tym oszukać? Nie mógł o niej zapomnieć. Pragnął jej. 

Tak bardzo, Ŝe aŜ czuł ból.  

- Infierno!  

Rzucił pióro, wstał i zerwał marynarkę, wiszącą na oparciu krzesła. Jeszcze trochę i zupełnie 

straci rozum. Tylko ją zobaczę, mówił do siebie. Zobaczę, porozmawiam z nią i ... Dalej nie 

odwaŜył się posunąć. 

Nie  wiedział,  co  kryło  się  za  tym  "dalej".  To  pytanie  przyszło  mu  do  głowy  dopiero  wtedy, 

gdy siedział juŜ w samochodzie i włączył silnik.  

PrzecieŜ nie myśli chyba o poślubieniu Estrelli Medrano, prawda?  

Estrellę  okropnie  bolała  głowa.  Niewiele  spała  przez  ostatni  tydzień,  a  dzisiejszy  dzień 

okazał  się  kroplą  przepełniającą  dzban.  Kiedy  ojciec  oznajmił,  Ŝe  będą  mieli  gościa  na 

kolacji,  po  chwili  zrozumiała,  co  miał  na  myśli.  ZauwaŜyła  błysk  w  jego  oku,  mocne 

zaciśnięcie  warg  -  i  juŜ  wiedziała.  To  nie  był  zwyczajny  gość,  jeden  z  przyjaciół  ojca 

wpadający z towarzyską wizytą. Ojciec znowu znalazł jej kolejnego kandydata na męŜa.  

- Papa ... proszę, nie rób tego ...  

Od pewnego czasu nie próbowała nawet walczyć.  

Ale po upokorzeniu i zaŜenowaniu, które przeŜyła z powodu Ramóna Dario, wiedziała, Ŝe nie 

background image

zniesie tego ponownie.  

Alfredo był całkowicie nieczuły na jej prośby i argumenty. Podjął decyzję i nie mogła nic 

zrobić, by zmienił zdanie.  

- Gdybyś nie unurzała nazwiska Medrano w błocie, romansując z Ŝonatym, niszcząc Ŝycie 

wspaniałej kobiety, nie mówiąc juŜ o dwójce dzieci, to nie byłabyś w takiej sytuacji. Ale 

ostrzegam cię, dziewczyno, moja cierpliwość się kończy. - Podszedł bliŜej, wpatrując się w 

twarz córki. Podkreśłał swoje słowa tak gwałtownym ruchem ręki, Ŝe Estrella cofnęła się z 

lękiem. - Albo uporządkujesz swoje Ŝycie, albo znajdziesz się na ulicy, gdzie twoje miejsce.  

- Papa ...  

- Nie. Koniec dyskusji - warknął. - Mówię ci, wyjdziesz za przyzwoitego człowieka lub 

wyniesiesz się z domu, tak jak stoisz. Nie weźmiesz nic ze sobą ... I nie obchodzi mnie, czy 

utrzymasz się na powierzchni, czy pójdziesz na dno.  

Nie miała wątpliwości, Ŝe naprawdę tak myślał.  

Od jakiegoś czasu jego nastroje były coraz bardziej niestałe, mroczne i groźne. Ze strachem 

myślała, co mógłby jeszcze wymyślić. Teraz juŜ to wiedziała.  

Nagle perspektywa pracy u Ramóna nie wydawała się taka odraŜająca. Ale gdyby chciała 

skorzystać  z  jego  propozycji,  musiałaby  wrócić  do  niego  na  kolanach  i  błagać,  aby 

wyświadczył jej przysługę, którą wcześniej z pogardą odrzuciła.  

Postanowiła  podporządkować  się  rozkazom  ojca,  przynajmniej  pozornie.  Przebrała  się  do 

kolacji  w  błękitną  suknię,  jak  kazał,  umalowała  się,  nawet  upięła  wysoko  włosy, 

przytrzymując je ozdobnymi grzebykami. Cały czas zbierało się jej na mdłości, nerwy miała 

napięte  ze  strachu,  nie  tyle  na  myśl  o  spotkaniu  z  konkurentem,  kupionym  za  pieniądze  jej 

ojca, ile o nieuniknionej konfrontacji z Alfredem. Była to przeraŜająca perspektywa.  

Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Esteban Ramirez mógłby być jej ojcem. Miał duŜą 

nadwagę,  proste,  przetłuszczone  włosy  i  niezbyt  przyjemnie  pachniał.  To  go  jednak  nie 

powstrzymało  od  obrzucania  jej  spojrzeniem,  jak  gdyby  była  okazową  jałówką. 

Wykorzystywał  teŜ  kaŜdą  okazję,  by  się  o  nią  otrzeć  lub  dotknąć  ją  gorącymi,  wilgotnymi 

dłońmi, ilekroć znalazła się blisko niego.  

- AleŜ z pani śliczne, młodziutkie stworzonko. - Prowadził ją do stołu, poŜerając wzrokiem. - 

Ś

liczne. Jestem pewien, Ŝe zostaniemy przyjaciółmi.  

Kolacja  była  prawdziwą  torturą.  Estrella  nie  mogła  przełknąć  ani  kęsa,  bawiła  się  tylko 

jedzeniem,  przesuwając  je  po  talerzu.  W  końcu  uniosła  odrobinę  do  ust,  ale  -  jak  tylko 

doleciał  ją  zapach  kurczaka  -  zrobiło  się  jej  niedobrze.  Czym  prędzej  odłoŜyła  widelec  i 

sięgnęła po kieliszek z winem.  

background image

Ale  i  to  obróciło  się  przeciwko  niej.  Złośliwym  zrządzeniem  losu  ojciec  wybrał  to  samo 

aromatyczne czerwone wino, którym tydzień temu częstował ją w swoim mieszkaniu Ramón. 

Wystarczył  jeden  łyk,  by  napłynęła  fala  wspomnień.  Ścisnęło  ją  w  gardle 

musiała 

przełknąć gwałtownie, by się nie zakrztusić.  

- Coś się stało? -ostro zapytał ojciec, zauwaŜywszy zmianę na jej twarzy.  

- Nie - zdołała wymówić. - Nic ... wszystko w porządku.  

To  nie  była  prawda.  Smak  wina  przywołał  te  namiętne,  erotyczne  wizje,  które  pojawiały 

się,  ilekroć  udawało  się  jej  zasnąć.  Znowu  czuła  dotyk  Ramóna,  pocałunki  i  smak  jego  ust, 

gdy próbowała oblizać  

spIeczone wargI 

- Co ..  Kto taki?  

Głos ojca. Pochłonięta myślami, nie zauwaŜyła, Ŝe jeden ze słuŜących podszedł do Alfreda i 

szepnął mu coś do ucha.  

- Kto?  

Alfredo obrzucił córkę chłodnym, krytycznym spojrzeniem, które sprawiło, Ŝe jej i tak juŜ 

napięte mięśnie spręŜyły się jeszcze silniej, a Ŝołądek zacisnął się, aŜ jęknęła z bólu.  

- Dario?  

Przez chwilę sądziła, Ŝe się przesłyszała. Musiała się przesłyszeć. Ale oj ciec zwrócił się 

do niej.  

- Podobno Ramón Dario przyszedł zobaczyć się z tobą. Wiesz, po co?  

Estrella otworzyła usta, ale nie zdołała odpowiedzieć. To niemoŜliwe. Ramón nie mógł tu 

przyjść. Po prostu nie mógł. Potrząsnęła głową w odpowiedzi na wściekłe spojrzenie Alfreda.  

- CóŜ, chyba trzeba sprawdzić, czego chce. Rafaelu, poproś tutaj senora Dario.  

Nawet  teraz  nie  była  przekonana,  Ŝe  to  dzieje  się  naprawdę.  Mówiła  sobie,  Ŝe  pojawi  się 

Rafael  i  powie,  Ŝe  nastąpiła  pomyłka.  Albo  okaŜe  się,  Ŝe  źle  uslyszała  nazwisko  i  słuŜący 

wprowadzi kogoś innego.  

Jednak Rafael wrócił, a za nim szedł wysoki, ciemnowłosy męŜczyzna, który od 

pierwszego dnia, kiedy go ujrzała, nawiedzał jej myśli na jawie i we śnie. Nigdy jeszcze 

nie był ubrany tak sportowo. Błękitna koszulka polo opinała jego ramiona i piersi, ciasne 

dŜinsy uwydatniały długość nóg, wąskie biodra i talię oraz mięśnie, na widok których 

zaschło jej w ustach. 

Jeśli  zdziwiło  go,  Ŝe  zastał  gospodarzy  przy  kolacji  wraz  z  Ramirezem,  nie  okazał  tego. 

Jego  oczy  natychmiast  odszukały  Estrellę,  siedzącą  po  drugiej  stronie  stołu.  Utkwił  w  jej 

zatroskanych ciemnych  oczach spojrzenie, w którym uznanie mieszało się z kpiną. Obrzucił 

background image

wzrokiem stół, przez chwilę spoglądał na Alfreda, trochę dłuŜej - przymruŜywszy oczy - na 

Ramireza, potem znowu zwrócił się ku oj cu Estrelli.  

- Senor Medrano.  

Krótki uśmiech, którym obdarzył obecnych, był  kwintesencją powściągliwej uprzejmości. 

Tylko  oso~  ba  tak  wyczulona  na  wszystko,  co  go  dotyczyło,  jak  Estrella,  spostrzegłaby,  Ŝe 

ten  uśmiech  nie  był  całkiem  szczery,  Ŝe  poprzedzało  go  ledwo  zauwaŜalne  wahanie  i  znikł 

równie szybko, jak się pojawił.  

- Estrello ....  

Ramón  z  trudem  panował  nad  głosem  i  wyrazem  twarzy.  Wiele  wysiłku  kosztowało  go 

zamaskowanie  odrazy  i  gniewu,  które  narastały  w  nim,  w  miarę  jak  oceniał  sytuację.  Nie 

trzeba  było  geniuszu,  aby  zrozumieć,  co  się  tu  działo.  Wystarczył  jeden  rzut  oka,  a  gdyby 

potrzebował pomocy, to twarz Estrelli zdradzała wszystko. Ramón mógłby czytać w niej jak 

w ksiąŜce.  

W tej twarzy wyróŜniały się oczy, ciemne, mroczne, zachmurzone, otoczone 

nieprawdopodobnie długimi i czarnymi rzęsami. Ale nawet gruba warstwa makijaŜu, 

starannie nałoŜone cienie i kolory nie mogły zamaskować sińców nad wysokimi kośćmi 

policzkowymi, ani świadczących o stresie linii wokół miękkich, zmysłowych ust.  

Wyglądała zachwycająco, piękniej niŜ do tej pory.  

Jednocześnie  sprawiała  wraŜenie  zagubionej,  wystraszonej  i  niezwykle  bezbronnej.  Ta 

bezbronność apelowała do jego męskości i budziła w nim chęć otoczenia jej opieką.  

Na pewno wolałaby znaleźć się gdzie indziej. To oczywiste. Łatwo było odkryć powód jej 

strapienia.  Ten  krępy,  tłusty,  przypominający  ropuchę  męŜczyzna.  Nie  przejął  się,  Ŝe 

przerwano im kolację, bo wpatrywał się w Estrellę zimnymi, świńskimi oczkami i rozbierał ją 

wzrokiem.  Kolejny  facet,  któremu  ojciec  chciał  ją  sprzedać.  Konkurent  numer  jedenaście,  o 

ile się nie mylił. Niedługo nim będzie, przysiągł w duchu Ramón.  

- Czym moŜemy panu słuŜyć, senor Dario?  

Alfredo dawał do zrozumienia, Ŝe nie jest zachwycony nieoczekiwaną wizytą, choć starał się 

pamiętać o potrzebie zachowania pozorów w obecności Estebana Ramireza. Bez wątpienia 

czuł, Ŝe wizyta poprzedniego konkurenta moŜe kolidować z planami, jakie miał wobec 

obecnego.  

-  Proszę  o  wybaczenie,  senor  Medrano  -  odpowiedział  Ramon  z  chłodną,  nienaganną 

uprzejmością. - Nie wiedziałem, Ŝe zakłócę panu posiłek. Estrello?  

Ku krańcowemu zaskoczeniu dziewczyny, skierował na nią pełne wyrzutu spojrzenie, a w 

jego głosie brzmiała lekka pretensja. 

background image

-  Powinnaś  mnie  uprzedzić,  Ŝe  twój  ojciec  zaprosił  na  kolację  swojego  wspólnika. 

Przyszedłbym wcześniej, albo moglibyśmy ogłosić to przy innej okazji.  

- Ja ...  

ZauwaŜywszy ostrzegawczy błysk w szarych oczach, Estrella zdławiła okrzyk zdumienia, 

który  juŜ-juŜ  miał  wyrwać  się  z  jej  ust,  i  wypiła  łyk  wina.  Nie  miała  pojęcia,  jaką  grę 

prowadził, ale dopóki się nie dowie, lepiej będzie siedzieć cicho i obserwować, co on knuje.  

- Co ogłosić? - ostro spytał Alfredo, przesuwając z zaskoczeniem wzrok z córki na gościa i 

z powrotem. - Estrello?  

Nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Nie orientując się, do czego zmierza Ramón, wolała 

wcale nie otwierać ust. Więc tylko wskazała kieliszkiem wysokiego męŜczyznę, stojącego po 

drugiej  stronie  stołu,  dając  do  zrozumienia,  Ŝe  on  wszystko  wyjaśni.  Miała  nadzieję,  Ŝe  nie 

trafiła z deszczu pod rynnę. Mogła tylko milczeć i modlić się, aby potrafiła postąpić zgodnie 

z tym, co zostanie powiedziane.  

- Co ogłosić? - Alfredo zwrócił się do Ramóna. - Co się dzieje, do diabła?  

- Proszę o wybaczenie ...  

Przeprosiny  brzmiały  tak  szczerze,  Ŝe  Estrella  potrząsnęła  głową,  zastanawiając  się,  czy 

przypadkiem nie ma halucynacji i czy naprawdę stoi przed nimi Ramón.  

-  Prosiłem  pana  córkę,  aby  nic  nie  mówiła,  dopóki  oboje  nie  staniemy  przed  panem. 

Musiałem ją skłonić, by mi to obiecała - chciała wyjawić wszystko wcześniej.  

Teraz Alfredo patrzył na córkę z zakłopotaniem.  

Estrella  starała  się  zachować  obojętny  wyraz  twarzy.  Myśli  kłębiły  się  w  jej  głowie, 

próbowała odgadnąć, co za chwilę powie Ramón. Starała się nie myśleć o na] gorszym.  

Wspominając, jak bardzo byli rozgniewani oboje, kiedy wybiegła z jego mieszkania, bała 

się, Ŝe powodowany złością moŜe powiedzieć coś, co naprawdę zniszczy jej Ŝycie. Czy aŜ tak 

był nią wściekły?  

- Widzę jednak, Ŝe dotrzymała słowa. Cieszę się, bo mam okazję, by zrobić to, jak naleŜy. 

Mam juŜ odpowiedź Estrelli, ale potrzebuję pańskiej.  

Zwrócił się do Alfreda, przybierając nagle oficjalny ton:  

- Senor Medrano, przyszedłem zapytać, czy zgodzi się pan, bym poślubił pana córkę. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY  

Estrel1a miała wraŜenie, Ŝe to zły sen, w którym nic nie jest prawdziwe i wszystko zostało 

wywrócone do góry nogami. Nie miała pojęcia, co się dzieje.  

O czym mówił Ramón? Dlaczego to robi?  

I - co najwaŜniejsze - czy mówił powaŜnie? Wydawało się jej, Ŝe minęły wieki, wieki 

strachu  

i  niepewności,  zanim  świat  zwolnił  bieg  i  znowu  zaczął  obracać  się  wokół  swej  osi.  W 

międzyczasie  Esteban  Ramirez,  który  najwyraźniej  zjawił  się  w  castillo  tylko  z  jednego 

powodu,  stracił  cierpliwość  i  wyniósł  się,  ogromnie  rozgniewany.  Jej  ojciec  ostrym  tonem 

zadał Ramónowi kilka pytań, a ten odpowiedział na nie chłodno i spokojnie.  

Tak przypuszczała, bo w uszach jej szumiało,jakby tam buszowały tysiące 

zaniepokojonych pszczół, więc nie najlepiej słyszała, co się wokół niej działo. Kręciło się 

jej w głowie, odczuwała lekkie mdłości, a skupienie uwagi na czymkolwiek wymagało 

wielkiego wysiłku. Bez przerwy wracały do niej wypowiedziane przez Ramóna słowa. 

Przyszedłem zapytać, czy zgodzi się pan, bym posłubil pana córkę.  

Sugerował, Ŝe Estrel1a wiedziała o wszystkim, kiedy w rzeczywistości nie miała o niczym 

pojęcia. Kiedy po raz ostatni go widziała, jasno dawał do zrozumienia, Ŝe nie chce jej więcej 

widzieć.  

- Więc zostawiam ·was ...  

Głos  ojca  zdawał  się  dolatywać  z  oddali,  z  końca  ciemnego,  zamkniętego  tunelu.  Potem 

rozległ się odgłos zamykania drzwi i w pokoju zapadła cisza.  

Estrel1a została sam na sam z milczącym, skupionym Ramónem Dario.  

Powoli wynurzała się z koszmaru, w którym nic nie miało sensu. Zamrugała, by odzyskać 

ostrość widzenia, i spojrzała na wysokiego, ciemnowłosego męŜczyznę, stojącego po drugiej 

stronie długiego, błyszczącego drewnianego stołu. Blask świec rzucał refleksy na jego włosy i 

odbijał się w oczach. Wiedziała, Ŝe czekał, by się odezwała, ale w głowie miała pustkę.  

- No cóŜ, Estrel1o, querida. I jak się czujesz jako narzeczona?  

- Czy ... czyja? - zdołała wykrztusić.  

Jakby w jej mózgu przepalił się bezpiecznik; przez chwilę nie pamiętała, o czym Ramón 

rozmawiał z Alfredem. Czy naprawdę poprosił ojca o jej rękę? - Moja, oczywiście. - W głosie 

męŜczyzny brzmia-  

ło rozbawienie, ale chłodne i nieprzyjemne. RozdraŜniło ją to. - A myślałaś, Ŝe czyja?  

background image

Nie mogła być z nim zaręczona ... To nie mogło się zdarzyć, nie w ten sposób ... A moŜe 

jednak. .. ?  

- Ale dlaczego?  

- Dlaczego? - powtórzył sztucznie beztroskim  

tonem,  w  którym  jednak  dźwięczała  groźba.  -  Sądziłem,  Ŝe  się  rozumiemy.  Ty  zdobędziesz 

wolność, na której tak ci zaleŜy, a ja to, czego pragnę.  

Poczuła  się,  jakby  dostała  w  twarz.  Oczywiście,  Ŝenił  się  z  nią  dla  stacji  telewizyjnej. 

Ś

wiadomość, Ŝe ona, jako człowiek, nic dla niego nie znaczy, Ŝe jest tylko środkiem do celu, 

raniła jej duszę.  

Co  to  miało  znaczyć?  CzyŜby  chciała  czegoś  więcej?  Marzyła  o  tym?  O  czymś,  co 

zmieniłoby układ w prawdziwe małŜeństwo, oparte na ... na ... ?  

Na  miłości?  To  słowo  pojawiło  się  w  jej  myślach  nieproszone  i  niepoŜądane.  Nie!  Z 

wysiłkiem  odsunęła  je  od  siebie.  Sądziła,  Ŝe  kocha  Carlosa,  a  i  on  twierdził,  Ŝe  jest  w  niej 

zakochany. Dopiero gdy poznała prawdę, zorientowała się, Ŝe w ich związku nie było miłości. 

On  po  prostuj  ej  pragnął  i  był  gotów  kłamać,  oszukiwać  i  zdradzać  -  nawet  posunąć  się  do 

przestępstwa, aby ją zdobyć. Ramón niczego nie udawał. Nie kłamał. Wprost przeciwnie, był 

tak brutalnie szczery, Ŝe doskonale wiedziała, co do niej czuJe.  

Tylko  do  siebie  mogła  mieć  pretensję.  Sama  narzuciła  się  temu  męŜczyźnie,  proponując 

mu  w  zamian  stację  Medrano,  i  nie  powinna  narzekać,  Ŝe  przyjął  warunki.  Nie  miał  nic 

więcej do zaofiarowania; niczego więcej od niej nie chciał.  

- O co chodzi, Estrello? - Ramón wyraźnie kpił.  

- Masz wątpliwości co do naszego układu? UwaŜasz, Ŝe za tanio się sprzedałaś? A moŜe 

chciałabyś, Ŝebym oświadczył się ceremonialnie, na kolanach?  

- Nie! - krzyknęła zaszokowana.  

Nawet myśleć nie chciała, Ŝe ten piękny, dumny męŜczyzna mógłby znaleźć się u jej stóp, 

by prosić o coś, co było kłamstwem.  

- Nie, nie ma takiej potrzeby. - Czuła się niepewnie, więc jej głos zabrzmiał chłodniej, niŜ 

zamierzała. - Ale jestem pewna, Ŝe mój ojciec to miał na myśli, kiedy zostawiał nas samych.  

- Twój ojciec i tak wyciągnął więcej korzyści z tej sytuacji, niŜ na to zasługuje - warknął 

Ramón. - Od tej chwili liczymy się tylko my i nikt więcej.  

- To mi odpowiada. Powinnam jednak dodać, Ŝe ojciec będzie się spodziewał, Ŝe dostanę 

pierścionek zaręczynowy.  

Starała  się  podtrzymać  rozmowę.  Nie  chciała  tak  siedzieć,  w  przeciwnym  kącie  pokoju, 

samotna w tym całym luksusie. Sam widok Ramóna odświeŜył wspomnienia tego, jak czuła 

background image

się w jego ramionach, przytulona do niego, ogrzana ciepłem jego ciała.  

Siedząc tutaj, odgrodzona blatem wielkiego stołu, czuła się zagubiona i opuszczona, drŜała 

z  chłodu,  choć  w  pokoju  było  ciepło.  Nie  wiedziała,  jak  zasypać  dzielącą  ich  przepaść, 

duchową, trudniejszą do pokonania niŜ fizyczna. Musiała tylko wstać i zrobić kilka kroków. 

Ale nie czuła się na siłach, by tego dokonać.  

- Oczywiście. Wybierzemy jakiś jutro ... jeśli zdecydujemy się doprowadzić to do końca.  

- A zdecydujemy?  

Obrzucił ją spojrzeniem, w którym cynizm mieszał się z ironicznym rozbawieniem.  

- Myślisz, Ŝe twój ojciec pozwoliłby mi się wycofać, kiedy wreszcie przyjąłem jego 

warunki?  

Ramón nie mógł się pozbyć myśli, Ŝe to wyjątkowo niedorzeczna rozmowa, jak na osoby 

ś

wieŜo zaręczone. Ona siedziała przy stole w jednym końcu pokoju, on był tutaj, oddalony o 

całe  mile,  a  przynajmniej  takie  miał  wraŜenie.  Gdyby  w  grę  wchodziło  prawdziwe 

małŜeństwo,  znalazłaby  się  juŜ  w  jego  ramionach,  a  ich  rozmowę  przerywałyby  pocałunki, 

szybkie, namiętne, długie, zmysłowe .... Do diabła, chciał ją porwać w ramiona.  

- Więc ... dlaczego zmieniłeś zdanie?  

Co  miał  jej  na  to  odpowiedzieć?  Prawdę  mówiąc,  sam  o  tym  nie  wiedział,  dopóki  nie 

znalazł  się  na  drodze,  prowadzącej  do  castillo.  Nawet  wtedy  wmawiał  sobie,  Ŝe  moŜe  się 

zatrzymać, Ŝe w kaŜdej chwili moŜe zawrócić.  

Dopiero  gdy wszedł do tego pokoju i zobaczył Estrellę, wtedy zrozumiał. Poczuł głęboką 

pewność, Ŝe musi mieć tę kobietę za wszelką cenę.  

- Wszedłem tutaj i ....  

Zaczął mówić i urwał, uświadomiwszy sobie, co miał zamiar powiedzieć.  

- Wszedłem i zobaczyłem tego capa. Jak rozumiem, to był konkurent numer jedenaście?  

- Tak. - Spojrzała na krzesło, które zajmował przedtem Esteban Ramirez i lekko 

wzdrygnęła się z odrazy. 

- Więc zdaje się, Ŝe przyszedłem w samą porę.  

Twój ojciec naprawdę sprzedałby cię temu człowiekowi?  

Uśmiechnęła się blado, smutno i bezradnie.  

- Mógł mi ofiarować szacowne nazwisko i obrączkę·  

Ramón wymruczał zwięzłe i bardzo wulgarne przekleństwo, a uśmiech Estrelli na ułamek 

sekundy pocieplał.  

- A czy z nami jest inaczej? Mógłbyś powiedzieć, Ŝe ... Ŝe przehandlowałam ci samą siebie 

za stację telewizyjną·  

background image

- Do diabła, nie! Między nami jest coś więcej!  

- Naprawdę?  

Kiedy wbijała w niego te wielkie oczy, miał wraŜenie, Ŝe cały roztapia się w środku. Jakby 

istniały dwie, całkowicie odmienne Estrelle. Jedna, tak krucha, Ŝe lękał się, Ŝe mógłby stłuc ją 

dotknięciem  ręki;  druga  twarda,  bezwzględna  istota  z  ich  pierwszego  spotkania,  mająca 

fatalną reputację. Takim typem kobiet pogardzał - egoistkami, które potrafiły uwieść cudzego 

męŜa.  

Która  z  nich  jest  prawdziwa?  Nie  potrafił  jeszcze  odgadnąć.  Ale  w  nich  obu  kryła  się 

trzecia  Estrella.  Porywcza,  namiętna,  nieprawdopodobnie  seksowna,  doskonale  piękna 

Estrella Medrano, której istnienie odkrył tamtej nocy.  

Zrobiłby wszystko, aby znowu ją mieć. W ramionach, w łóŜku, w swoim Ŝyciu. Dlatego 

znalazł się tutaj, a ta cholerna stacja telewizyjna zajmowała w jego myślach bardzo odległe 

miejsce. 

- N a przykład CO?  

Ramón zaśmiał się znowu, tym razem Ŝyczliwie.  

Wiedział, Ŝe ta Ŝyczliwość widoczna była w jego twarzy, rozjaśniła oczy i uśmiech. Czuł, Ŝe 

Estrella zauwaŜyła to, zmienił się nieco wyraz jej twarzy.  

- Naprawdę musisz o to pytać? -Wyciągnął rękę.  

- Chodź do mnie. Chodź i pozwól, abym ci to  

pokazał, przypomniał, co jest między nami.  

Poruszyła  się,  jakby  chciała  wypełnić  jego  polecenie,  potem  znieruchomiała.·  Utkwiła  w 

jego twarzy wielkie, czarne jak węgiel oczy, jej policzki pobladły.  

Zmarszczył  brwi,  bardziej  zaskoczony  niŜ  zagniewany,  opuścił  dłoń  i  zrobił  kilka: 

szybkich  kroków  w  jej  kierunku.  Zatrzymał  się  przy  jej  krześle.  Usłyszał,  jak  zaczerpnęła 

tchu,  gdy  połoŜył  dłonie  na  jej  ramionach.  Ich  uścisk  był  delikatny,  lecz  stanowczy  i 

krzepiący.  

-  Chyba  się  mnie  nie  boisz?  -  Nie  potrafił  zapanować  nad  lekkim  drŜeniem  głosu.  -  Nie 

byłabyś  tą  Estrellą,  która  przyszła  owej  nocy  do  mojego  mieszkania  ...  która  ...  mi  się 

zaofiarowała  -  przeciągnął  to  słowo,  aŜ  nabrało  zmysłowego  wydźwięku  w  tak  cudowny 

sposób. Tamta Estrella nie bała się nikogo.  

Poczuł przeszywający ją dreszcz i uwaŜniej spojrzał jej w twarz.  

- To była tylko jedna noc - odpowiedziała ochrypłym głosem. - MałŜeństwo jest... jest... – 

Przełknęła gwałtownie ślinę, jak gdyby obawiała się wypowiedzieć to słowo. - W 

background image

małŜeństwie chodzi o coś innego. - Niezupełnie.  

Powoli podnosił ją w górę. Zaszeleścił błękitny jedwab jej sukni, otoczył go zapach 

perfum.  

- Wiesz, Ŝe ta noc była ... - ciągnął urywanym głosem. - Wyobraź sobie Ŝycie pełne takich 

nocy ... z których kaŜda będzie lepsza od poprzedniej.  

ZauwaŜył, Ŝe przełknęła ślinę i wysunęła koniuszek języka, by zwilŜyć wyschnięte wargi. .  

- MałŜeństwo to nie same noce.  

- Ale to nie będą z w y k ł e noce. Tylko niesamowite, zaskakujące noce. Noce, których 

nigdy nie zapomnisz. Noce, o których będziesz marzyć za dnia, i śnić, kiedy połoŜysz się 

spać.  

Nie wyglądała na przekonaną. Co stało się ze śmiałą, pewną siebie, uwodzicielską Estrellą, 

która podbiła go jednym pocałunkiem?  

- Czy to wystarczy?  

- Mnie tak. Chcesz dowodu? Na przykład to ...  

Pochylił  głowę  i  złoŜył  na  jej  delikatnych  wargach  równie  delikatny  i  czuły  pocałunek. 

Odpowiedziała  nań  lekkim  westchnieniem  pełnym  zachwytu.  Nawet  tak  subtelna  reakcja 

sprawiła, Ŝe zareagował podnieceniem.  

- I 

to ...  

Delikatnie pogłębił pocałunek, rozchylając jej wargi. Pozwolił, by jego język igrał z jej 

językiem.  

- Czy to nie wystarczy? - spytał, z ustami wtulonymi w jej policzek. 

- Och, tak - westchnęła. - Och, tak. ..  

Jak on dała się porwać poŜądaniu i w tej chwili nie pragnął niczego więcej.  

- Jesteś moja - w jego głosie brzmiał triumf. Moja i tylko moja ...  

Przypomniało  mu  się,  jak  ten  stary  cap,  Esteban  Ramirez,  siedział  naprzeciwko  niej,  z 

oczami wbitymi w jej śliczną twarz, i poczuł mdłości. Sama myśl, Ŝe mógłby dotknąć Estrelli, 

dotknąć  łapskami  tego  miękkiego  ciała,  sprawiła,  Ŝe  zacisnął  zęby  z  powstrzymywanego 

gniewu.  

- Jak mógłbym pozwolić, Ŝeby inny męŜczyzna ... ?  

W głosie Ramóna pojawiła się nowy ton. Nuta bezwzględnej zaborczości, która stanowiła 

podtekst jego słów.  

Jak mógłbym pozwolićŜeby inny męŜczyzna ... ? 

 - Nie ... nie było innego ...  

- Nie?  

background image

Zaśmiał się gorzko, ironicznie, bez odrobiny ciepła.  

- A co z kandydatem numer jedenaście? I z jego tak bardzo szacownym nazwiskiem?  

- Proszę! - Wzdrygnęła się. - Nie Ŝyczyłbyś mi chyba tego.  

- Ale twój ojciec - tak.  

Czy to był jedyny powód jego decyzji? Musiała zadać sobie to pytanie. Czy zjawił się tutaj, 

by  wziąć  ją  w  posiadanie,  jak  gdyby  była  niewolnicą,  kosztownym  drobiazgiem,  który 

mógłby nabyć, o ile cena okaŜe się odpowiednia? Czymś, czego nie cenił, dopóki nie okazało 

się,  Ŝe  wzbudza  zainteresowanie  innego  męŜczyzny,  Ŝe  ten  mógłby  to  zdobyć?  I  dopiero 

wtedy uświadomił sobie, jak bardzo pragnie to mieć?  

- A ja bym odmówiła. Wiesz o tym, musisz to wiedzieć. Jesteś jedynym ...  

- Taaak, wiem - wtrącił Ramón, kiedy zabrakło jej słów. - Miałaś na mnie ochotę.  

Przez jedną straszliwą chwilę myślała, Ŝe się rozmyślił. Wiedziała, Ŝe przypomniał sobie, 

jak rzuciła mu w twarz te słowa w jego mieszkaniu.  

- Miałaś na mnie ochotę - powtórzył.  

Ku  jej  zaskoczeniu  na  jego  nieruchomej  twarzy  pojawił  się  nagle  szeroki,  wspaniały, 

olśniewający uśmiech.  

-  Jak  ja  na  ciebie,  moja  gwiazdko.  Pragnę  cię  tak  bardzo,  Ŝe  nie  mogę  myśleć,  nie  mogę 

pracować,  nie  mogę  spać.  Masz  władzę  nad  moim  Ŝyciem  i  nie  będę  sobą,  dopóki  nie 

znajdziesz się w moim łóŜku. 

jeśli do tego potrzebny jest ślub, no to się pobierzemy.  

Naprawdę to zrobię? - pomyślała Estrella. Naprawdę zrealizuję do końca ten zwariowany 

pomysł poślubienia kogoś, kto mnie nie kocha, kto tylko mnie pragnie? Z drugiej strony, 

sądziła - pozwoliła sobie w to uwierzyć - Ŝe Carlos ją kochał. A jednak wszystko co mówił, 

od początku do końca, było kłamstwem. Ramón przynajmniej był wobec niej brutalnie 

szczery. Pragnął jej, a ona czuła to samo. Och, jak bardzo go pragnęła! 

- Pobierzemy się - powtórzyła cichym, lecz pewnym głosem.  

- Wkrótce - rzucił ostro Ramón, na co odpowiedziała jedynie skinieniem głowy.  

Nagle  przyszło  jej  coś  do  głowy.  Szybko  podniosła  wzrok  na  jego  nieruchomą, 

pozbawioną  wyrazu  twarz  i  zauwaŜyła  błysk  poŜądania  w  jego  oczach,  lekki  rumieniec  na 

kościach policzkowych.  

-  Nasze  małŜeństwo  -  zdołała  wykrztusić  z  wahaniem.  Nie  odwaŜyła  się  zadać  sobie 

pytania, dlaczego porusza ten temat. - Jak długo ma trwać?  

Nie odpowiedział od razu; nieomal widziała, jak przetwarza w myślach to pytanie.  

-  Dopóki  oboje  nie  zdobędziemy  tego,  czego  pragniemy  -  oznajmił  w  końcu,  obrzucając 

surowym spojrzeniem jej bladą, mizerną twarz.  

background image

- To znaczy?  

Estrelli  wydawało  się,  Ŝe  tonem  głosu  zdradza,  jak  waŜne  jest  to  pytanie.  Jednak  Ramón 

chyba  niczego  nie  zauwaŜył.  A  przynajmniej  nie  okazał  tego;  ani  wyrazem  twarzy,  ani 

spojrzeniem.  

-  Ty  chcesz  być  wolna,  Ŝeby  nikt  cię  juŜ  nie  oceniał  i  nie  taksował,  niczym  rozpłodową 

klacz. Twój ojciec pragnie mieć wnuka, który odziedziczy tytuł i ziemie Medranów. A ja ... - 

zamilkł, rzuciwszy na nią wzrokiem. Spojrzenie szarych oczu zatrzymało się na jej ustach, na 

wargach  rozchylonych  z  napięcia  i  niepewności.  -  A  ja  chcę  tego  ...  -  wyszeptał 

zachrypniętym nagle głosem.  

Pochylił szybko głowę, mocno, zaborczo przycisnął usta do jej warg. Nie było nic łagodnego 

w  tym  pocałunku,  jedynie  gorące,  samcze  poŜądanie  i  nienasycona,  niemal  prymitywna 

zachłanność.  

Estrella zareagowała odruchowo, bez jednego słowa. Nie mogła postąpić  inaczej. Straciła 

kontrolę  nad  swym  ciałem;  mógł  robić  z  nim,  co  chciał.  Minęło  duŜo  czasu,  zanim  któreś z 

nich  uświadomiło  sobie  potrzebę  zaczerpnięcia  powietrza.  Kiedy  się  odsunęli,  serce  Estrelli 

waliło tak mocno, Ŝe czuła zawrót głowy, była jak oślepiona, miała mgłę przed oczami.  

-  Tak  długo,  jak  to  będzie  trwało,  kochanie  -  zdołał  wykrztusić  Ramón,  teŜ  wytrącony  z 

równowagi.  

Pocałował ją znowu, z jeszcze większym poŜądaniem.  

- Tak długo, jak to będzie trwało, pozostaniemy małŜeństwem. 

 

- No proszę!  

Mercedes  wsunęła  ostatni  kwiat  pomarańczy  w  efektownie  upięte  czarne  włosy  Estrelli  i 

cofnęła się, aby podziwiać rezultat.  

- UwaŜam, Ŝe wyglądają cudownie. Ale o wiele łatwiej by mi było, gdybym wiedziała, jaką 

masz suknię·  

Zerknęła  na  odbicie  Estrelli  i  posłała  przyszłej  bratowej  niewinne  spojrzenie,  usiłując 

skłonić ją do zdradzenia sekretu. Ta jednak potrząsnęła stanowczo głową, całkowicie nieczuła 

na sztuczki Mercedes.  

- To moja tajemnica, i tylko moja. Pamiętaj, Ŝe nie spodziewałam się takiego zamieszania i 

ceremOnII.  

-  Co?  -  Mercedes  popatrzyła  na  nią  ze  zdumieniem.  Nie  myślałaś  chyba,  Ŝe  Ramón 

zaproponuje ci potajemny ślub lub choćby zwykłą, cichą uroczystość?  

background image

Mówiąc szczerze, Estrella tego właśnie oczekiwała. Ale wydawało się, Ŝe Ramón jest innego 

zdania. W gruncie rzeczy tak wiele z jego poczynań stanowiło przeciwieństwo tego, czego się 

spodziewała, Ŝe zaczynała się zastanawiać, czy męŜczyzna, za którego miała wyjść, jest tym 

samym,  którego  poznała  owego  dnia,  gdy  zjawił  się  w  zamku,  by  negocjować  kupno  stacji 

Medrano.  

Na początek - sprawa pierścionka zaręczynowego.  

Wiedząc,  Ŝe  małŜeństwo  ich  jest  tylko  układem  handlowym,  całkowicie  pozbawionym 

uczuć  -  poza  szaleńczym  poŜądaniem,  które,  jak  wyznał  szczerze  Ramón,  skłoniło  go  do 

oświadczyn - sądziła, Ŝe postarają się jedynie zachować pozory. Jej ojciec oczekiwał, Ŝe córka 

będzie nosiła pierścionek, więc Ramón go dostarczy. To wszystko.  

OtóŜ  nie.  Nie  tylko  Ramón  postarał  się  o  wyjątkowy  pierścionek  dla  niej,  lecz 

zorganizował teŜ uroczystość z okazji wręczenia go. Przyjęcie, na które zaprosił całą rodzinę, 

przyjaciół oraz wszystkich członków rodziny Estrelli.  

- Dlaczego? - zapytała go pewnego wieczoru, kiedy wspomniał o swoim pomyśle. - Po co 

tyle zachodu z powodu zaaranŜowanego małŜeństwa?  

PrzymruŜył oczy i obrzucił ją chłodnym~ beznamiętnym spojrzeniem.  

-  Nikt  niczego  dla  mnie  nie  aranŜował  -  odpowiedział  szorstko.  -  Oświadczyłem  ci  się  z 

własnej woli, to była wyłącznie moja decyzja.  

- Ale ... ale ...  

Nie wiedziała, co powiedzieć. Do głowy napływały jej słowa, czuła jednak, Ŝe ryzykownie 

byłoby podzielić się nimi z Ramónem. 

Nikt  wprawdzie  nie  zaaranŜował  ich  małŜeństwa  -  ale  istniała  taka  moŜliwość.  W  ich 

związku nie było uczucia. Tylko poŜądanie, chęć zdobycia szacownego nazwiska oraz - rzecz 

jasna,  ten  układ  finansowy  z  jej  ojcem.  Nie  brali  ślubu  z  miłości,  a  więc  nie  będzie  to 

prawdziwe małŜeństwo. 

- Ale co? - ostro spytał Ramon. 

-  PrzecieŜ  to  nie  będzie  prawdziwe  małŜeństwo…  Naprawdę  chcesz  robić  sobie  tyle 

kłopotu? 

-  To  będzie  prawdziwe  małŜeństwo.  W  kaŜdym  razie  nigdy  nie  zawrę  prawdziwszego. 

Powiedz mi - podniósł nagle głos - czy wstydzisz się tych zaręczyn? 

- Wstydzę się? - spytała, zaskoczona, Ŝe mogło mu to przyjść do głowy. - Nie, wcale nie. 

Dlaczego miałabym się wstydzić? 

- CóŜ, ustaliliśmy, Ŝe nie zajmowałem pierwszego miejsca na liście twoich konkurentów… 

Więc  nadal  go  to  nurtowało.  Estrella  zdołała  ukryć  zagadkowy  uśmieszek.  Ramón  Dario 

background image

był  bardzo  dumnym  człowiekiem.  Nie  mógł  znieść,  Ŝe  znalazł  się  na  dziesiątej  pozycji  tej 

haniebnej listy. 

- Na liście mojego ojca - poprawiła, lecz Ramón zignorował to. 

Nie  jestem  teŜ  czystej  krwi  Katalończykiem,  w  ogóle  nie  moŜe  być  mowy  o  Ŝadnej 

czystości krwi. 

- Esteban Ramirez jest pełnokrwistym Katalończykiem - przypomniala. - A boję się nawet 

pomyśleć, jak wyglądałoby moje Ŝycie z nim. To ojciec moŜe mieć obsesję na punkcie 

przodków i genealogii, ale nie ja. Inaczej nie zbliŜyłabym się do ...  

PrzeraŜona, Ŝe mogła się tak wygadać, przycisnęła dłoń do ust.  

- Do Carlosa - dokończył za nią Ramón obojętnym, nie zdradzającym uczuć głosem.  

W Estrelli odezwało się nagle sumienie, uświadamiając jej, Ŝe nie powinna dłuŜej milczeć. 

ś

e  musi  mu  wszystko  wyjaśnić.  Potrafiła  stawiać  opór  ojcu,  ignorować  plotki  i  udawać,  Ŝe 

nie słyszy szeptów za plecami. Ramón to co innego.  

Miał  w  sobie  coś,  co  zmuszało  do  szczerości  i  otwartości.  Nie  mogła  go  okłamywać  ani 

ukrywać uczuć, jak to czyniła z innymi, nauczona doświadczeniem.  

- Nie wiedziałam, Ŝe Carlos był Ŝonaty - powiedziała nagle, wyrzucając z siebie te słowa, 

zanim miała czas zastanowić się i stracić resztki odwagi.  

Rzucił  jej  spojrzenie,  bardziej  zaskoczone  niŜ  sceptyczne,  ale  i  tak  zraniło  ją  to,  jakby 

nagle znikła ochronna powłoka, chroniąca przed reakcją, którą uznała za dezaprobatę.  

- Nie wiedziałam! - powtórzyła. - Powiedział, Ŝe jest wolny!  

- I uwierzyłaś mu?  

- Tak.  

Powiedziała  to  szeptem, jednak  z  innego  powodu,  niŜ  mógłby  podejrzewać.  Prawdziwym 

wstrząsem była świadomość, Ŝe coś się zmieniło.  

WciąŜ  odczuwała  ból  z  powodu  zdrady  Carlosa,  ale  teraz  widziała  wszystko  inaczej.  Jak 

gdyby  oglądała  przeszłość  przez  odwrotną  stronę  lunety,  więc  wydawała  się  bardziej 

oddalona. I dystans sprawiał, Ŝe ten ból malał. 

- Tak, uwierzyłam mu. 

I oczekuje, Ŝe ja teŜ w to uwierzę, pomyślał Ramon. 

Nie rozumiała, Ŝe był gotów zapomnieć o przeszłości, Ŝe waŜne jest tylko to, co ich 

połączyło. Więc wymyśliła tę idiotyczną historyjkę, to ... kłamstwo. Bo to musiało być 

kłamstwo. 

Oczywiście, orientowała się, Ŝe Perea był Ŝonaty. 

background image

CzyŜ mogło być inaczej? Wszyscy o tym wiedzieli. Nawet tu, w Barcelonie, rozeszły się 

wieści o tej historii, o tym, jak katalońska duma Alfreda została wdeptana w błoto za 

sprawą jego niesfornej córki. 

Tej niesfornej córki, która miała zostać niesforną Ŝoną Ramóna. śoną, która nie szanowała 

go na tyle, by powiedzieć prawdę, lecz przekręciła całą historię, aby pokazać się w 

lepszym świetle. WciąŜ kłamała, wciąŜ nim manipulowała… 

Jednak w tej chwili nie obchodziło go to. Chciał ją mieć w swoim łóŜku, a jeśli jedynym 

sposobem do tego było małŜeństwo, to się z nią oŜeni. 

- Do diabła! 

Wyciągnął rękę, szarpnął dziewczynę ku sobie i zamknął ją w niedźwiedzim, zapierającym 

dech w piersiach uścisku. Kiedy próbowała zaczerpnąć powietrza, wziął ją pod brodę, 

schylił głowę i wycisnął na jej wargach mocny, zdecydowany pocałunek. 

-  Sprawię,  Ŝe  o  nim  zapomnisz!  -  szepnął  z  ustami  przy  jej  ustach.  -  Usunę  jego  obraz  z 

twoich myśli, kaŜdy jego ślad z twojej duszy. Nigdy juŜ o nim nie pomyślisz ... nigdy! Jesteś 

moja,  dano  Estrello  ...  moja  i  niczyja  więcej.  Jak  długo  będziesz  miała  na  palcu  mój 

pierścionek, nosiła moje nazwisko i mieszkała w moim domu, będziesz moja i tylko moja.  

Jak  bardzo  pragnęła  tego  męŜczyzny  ...  To  powinno  budzić  w  niej  lęk.  Rok,  nawet  kilka 

miesięcy temu byłaby przeraŜona. Ale nie teraz. To było cudowne. Podniecające, fascynujące. 

Jak szybowanie wysoko, po bezchmurnym niebie, z ciepłymi promieniami słońca na twarzy. 

ś

yła naprawdę. Nie czuła się tak od dawna, nawet w czasach, gdy jeszcze nie znała Carlosa. 

A i Carlos nie potrafił tego sprawić.  

- Jestem twoja -powiedziała, oddając pocałunek ze zdwojonym zapałem.  

Jak  zawsze,  pocałunek  rozbudził  namiętność,  namiętność  przekształciła  się  w  poŜądanie. 

Porzucili myśl o zaplanowanym posiłku, zapomnieli o nim, ogarnięci całkiem innym głodem. 

Potykając  się,  weszli  po  schodach,  wciąŜ  całując  się  i  rozpinając  ubrania,  wreszcie  padli  na 

łóŜko.  Nie  myśleli  o  niczym,  nie  zwracali  na  nic  uwagi,  opanowani  niepoddającym  się 

kontroli poŜądaniu.  

Zarumieniona na to wspomnienie Estrella przyglądała się pierścionkowi, który Ramón 

wsunął jej na palec kilka dni temu, podczas przyjęcia. Dotknęła go, przesuwając czubkiem 

palca po pięknych, lśniących brylantach, tworzących gwiazdę. Była to zamierzona aluzja do 

jej imienia. Tego się nie spodziewała. Nie marzyła nawet, Ŝe mógłby wyszukać coś tak im-

ponującego i zachwycającego.  

- Ja ... nie wiem, jak ci dziękować - wyjąkała, kiedy umilkły powinszowania, skończyło się 

background image

ś

ciskanie rąk i poklepywanie Ramóna po plecach, i mogli wreszcie skraść kilka chwil sam na 

sam w cichym kąciku wielkiego pokoju w domu jego ojca ..  

Ramón odrzucił jej podziękowanie wyniosłym ruchem ręki.  

-  Jesteś  moją  narzeczoną.  To  oczywiste,  Ŝe  powinienem  dać  ci  pierścionek.  PrzecieŜ  nie 

chcemy, Ŝeby ktoś pomyślał, Ŝe nie są to prawdziwe zaręczyny. Zawłaszcza twój ojciec.  

Na wspomnienie ojca Estrella wzdrygnęła się w duchu. Nie chciała myśleć, dlaczego don 

Medrano  jest  nagle  taki  uśmiechnięty.  Dlaczego  rzucił  kilka  Ŝyczliwych  spojrzeń  swojej 

marnotrawnej córce - a jeszcze Ŝyczliwszymi obdarzył przyszłego zięcia.  

- Ojciec jest wdzięczny, Ŝe uwolni się od niegodnej córki. I myśli, Ŝe jesteś wspaniały, bo 

wybawiłeś go ode mnie, choć mam opinię "szkarłatnej wszetecznicy".  

Nagłe  zmarszczenie  brwi  Ramóna  odczuła  jak  pchnięcie  ostrym  sztyletem.  Miała. 

ś

wiadomość,  Ŝe  mówi  rozdraŜnionym,  nawet  napastliwym  tonem,  ale  nie  potrafiła  się 

opanować.  Wiedziała,  ile  godzin  spędził  Ramón  w  bibliotece  razem  z  Alfredem  i  jego 

adwokatem  na  negocjacjach,  które  miały  zdecydować  o  jej  losie.  Ramón  nie  podał  jej 

szczegółów,  za  to  ojciec  -  tak.  Zdradził  z  detalami,  co  zaproponował  jako  swój  wkład  do 

umowy. Więc była pewna, Ŝe Ramón wyszedł z biblioteki jako właściciel upragnionej stacji 

telewizyjnej i Ŝe kosztowało go to połowę sumy, którą zamierzał wyłoŜyć z początku.  

-  MoŜe  Ŝenię  się  z  tobą  dlatego,  Ŝe  jesteś  "szkarłatną  wszetecznicą"  -  wycedził  kpiącym 

tonem.  W  jego  oczach  pojawił  się  srebrzysty  błysk,  gdy  obrzucił  spojrzeniem  smukłą 

sylwetkę  dziewczyny  w  obcisłej  czarno-złotej  sukni.  -  Pewne  jest,  Ŝe  to  ze  "szkarłatną 

wszetecznicą" chcę Ŝyć ... I mieć ją w swoim łóŜku.  

Z uśmiechu, który pojawił się w kącikach jego ust, gdy skończył mówić, zorientowała się, 

Ŝ

e wspominał, jak odwiedzała go w jego mieszkaniu, jak ekscytująco spędzali te wieczory - 

nie mówiąc juŜ o większości poranków i popołudni.  

- NiewaŜne, ile razy się kochamy, wciąŜ nie mogę się tobą nasycić.  

Nadal  miała  w  pamięci  te  tajemnicze  finansowe  negocjacje,  więc  przekonała  się,  Ŝe  - 

wbrew swojej woli - nie potrafi powstrzymać się przed wypowiedzeniem zjadliwej uwagi.  

- To dobrze ... bo nie chcę, Ŝebyś sobie pomyślał, Ŝe moŜesz odstąpić od naszej umowy.  

- A dlaczego miałbym tego chcieć, moja śliczna gwiazdko?  

Ramón  pochylił  się  i  przesunął  ustami  po  jej  czole,  wzdłuŜ  linii  ciemnych  brwi,  do 

delikatnej Ŝyłki pulsującej na skroni.  

- CóŜ, masz, czego pragnąłeś, więc ...  

- UwaŜasz, Ŝe mógłbym złamać obietnicę? Nie dotrzymać danego ci słowa?  

background image

Jego  głos  brzmiał  groźnie  i  ostro,  spojrzenie,  które  wbił  w  szeroko  otwarte,  podkrąŜone 

oczy dziewczyny, płonęło ogniem gniewu.  

- Nie wiesz, Ŝe prędzej bym umarł, niŜ to zrobił? Estrelli zakręciło się w głowie, jej niemądre, 

naiwne serce podskoczyło z radości, Ŝe moŜe jest dla niego czymś więcej niŜ tylko Ŝoną, 

stanowiącą nieodłączną część umowy handlowej. Ale właśnie gdy jej umysł zaprzątnięty był 

tym szalonym marzeniem, następne słowa Ramóna zniszczyły je całkowicie, podziałały 

niczym chlust lodowatej wody w twarz.  

-  Jeśli  daję  komuś  słowo,  to  dotrzymanie  go  jest  kwestią  honoru  -  stwierdził  zwięźle, 

podkreślając ostro kaŜde słowo. - Poza tym, twój ojciec nie jest głupcem. Nie złoŜy swojego 

podpisu na umowie, dopóki mój nie znajdzie się na świadectwie ślubu.  Więc nie musisz się 

obawiać,  querida,  Ŝe  ucieknę  sprzed  ołtarza.  Za  dobrze  wiem,  czego  chcę  od  Ŝycia,  Ŝeby  to 

zrobić.  

- PoniewaŜ widzisz to wszystko jako transakcję. To ściągnęło na nią kolejne szybkie, karcące 

spojrzenie tych stalowoszarych oczu, z których znikła kpina, pozostawiając po sobie ponurość 

i lodowaty chłód.  

- Ja nie sypiam ze wspólnikami, dono Medrano.  

Nigdy tego nie robiłem i teraz teŜ nie będę. - Więc dlaczego ... ?  

Ich  sam  na  sam  dobiegło  końca.  Mercedes  zauwaŜyła  ukrytą  w  kącie  parę  i  za  chwilę 

podeszła  do  nich  razem  z  Cassie.  Bratowa  zaciągnęła  Ramóna  na  parkiet,  więc  okazja  do 

dalszej rozmowy przepadła.  

Później  teŜ  się  nie  nadarzyła.  Przeszkodziły  temu  tańce,  kolacja,  toasty  i  przemówienia. 

Estrelli wydawało się, Ŝe cały jej czas pochłaniają podziękowania za Ŝyczenia, przyjmowanie 

gratulacji  z  największym  entuzjazmem,  najaki  potrafiła  się  zdobyć,  modląc  się  w  duchu,  by 

jej uśmiech wydawał się naturalny, a nie sztywny i wymuszony.  

Pod  koniec  wieczoru  bolały  ją  szczęki  i  mięśnie  policzków,  a  próbując  odgrywać  role 

szczęśliwej i podnieconej narzeczonej nabawiła się migreny. Tymczasem w głębi duszy czuła 

taki zamęt i niepokój, Ŝe miała wraŜenie, iŜ nigdy nie będzie w stanie myśleć jasno.  

Ramón nagle wydał się jej innym człowiekiem.  

Goście mogli tego nie zauwaŜyć; często się uśmiechał, duŜo mówił, opowiadał dowcipy, był 

wprost uosobieniem dumnego, szczęśliwego narzeczonego. Ale dla kogoś tak wraŜliwego na 

jego  nastroje,  na  kaŜdą  zmianę  w  głosie,  spojrzeniu,  jak  Estrella,  jasne  było,  Ŝe  myślami 

przebywał gdzie indziej.  

Obejmował ją w tańcu, jednak w rzeczywistości jej nie dotykał. Podtrzymywał uprzejmą, 

banalną konwersację, słuchał jej odpowiedzi, reagował na nie, ale wydawało się, Ŝe jej nie 

background image

słyszy. Choć przez resztę wieczoru rzadko się od niej oddalał, miała wraŜenie, Ŝe to nie 

Ramon jej towarzyszy, lecz blady cień męŜczyzny, który był jej narzeczonym, kochankiem i 

przyszłym męŜem, a którego w gruncie rzeczy wcale nie znała.  

Nie doszło takŜe do tak upragnionej rozmowy.  

Ledwo  zdąŜyli  poŜegnać  ostatnich  ociągających  się  gości,  Ramón  gestem  przywołał 

pokojówkę,  która  podbiegła,  przynosząc  płaszcz  Estrelli.  Na  drugie  skinienie  pojawił  się 

szofer,  naj  widoczniej  oczekujący  tego  wezwania,  i  w  mgnieniu  oka  przed  głównym 

wejściem zatrzymała się wielka, luksusowa limuzyna.  

- Ale ... - próbowała zaprotestować, jednak Ramón nie zwrócił uwagi na jej sprzeciw.  

-  Obiecałem  twojemu  ojcu,  Ŝe  dopilnuję,  Ŝebyś  bezpiecznie  dotarła  do  domu  -  tylko  tyle 

powiedział.  -  Wypiłem  za  duŜo  szampana  i  nie  mogę  sam  cię  odwieźć,  więc  Paco  się  o  to 

zatroszczy.  

- Myślałam ... Nie chcę jeszcze wychodzić!  

- Estrello - głos Ramóna miał irytująco rozsądne, nawet łagodne brzmienie, ale chłód w 

oczach i wojowniczo wysunięta broda sygnalizowały zupełnie inne uczucia. - JuŜ późno, a 

mamy przed sobą pracowity tydzień w związku z przygotowaniami do wesela.  

Dotknął lekko ręką jej twarzy, przesunął palcami po policzku. Gdyby nie wyraz jego oczu, 

częściowo przysłoniętych powiekami, odwróciłaby  głowę i przycisnęła  wargi do wnętrza tej 

dłoni.  

- Nie jestem zmęczona.  

- I chcę, Ŝeby tak pozostało. W dzień naszego ślubu chcę zobaczyć zaróŜowioną pannę 

młodą, a nie istotę bladą i wykończoną z braku snu. 

- Ale ...  

- Estrello, jedziesz do domu.  

Nie  podniósł  głosu,  mówił  tak  samo  chłodno,  ale  jednocześnie  dobitnie,  Ŝe  nie  miała 

odwagi  się  sprzeczać.  A  juŜ  z  pewnością  nie  odwaŜyła  się  wyznać,  Ŝe  miała  nadzieję,  Ŝe 

zostanie u niego na noc. śe potrzebowała uścisku jego ramion, dotyku ust na swoich wargach.  

- No dobrze, jeśli nalegasz.  

Próbując  skłonić  go  do  pocałunku,  stanęła  na  palcach  i  przycisnęła  usta  do  kłującego 

policzka, do ust. Ale nie doczekała się odzewu. Nie odwzajemnił nawet całusa, sięgnął po jej 

długi, wieczorowy płaszcz z czarnego aksamitu i narzucił go na ramiona Estrelli.  

- Dobranoc, querida. Śpij dobrze.  

Wziął  ją  pod  ramię,  niemal  siłą  sprowadził  po  schodach,  do  czekającego  samochodu,  dał 

jej  tyle  czasu,  by  zdołała  usadowić  się  na  tylnym  siedzeniu,  zatrzasnął  drzwi  i  wyprostował 

background image

się.  

Próbowała jeszcze pomachać do niego, przesłać mu pocałunek, ale zastukał tylko w okno 

kierowcy, dając mu znak do odjazdu, potem cofnął się i z nieprzeniknionym wyrazem twarzy 

obserwował, jak samochód odjeŜdŜa.  

Choć  od  tego  czasu  spotkała  się  z  nim  kilka  razy,  nigdy  juŜ  nie  wziął  jej  do  sypialni. 

Zachowywał się z nienaganną uprzejmością, nawet przyjacielsko, ale zadbał o to, by rzadko 

zostawali sami, a jeśli juŜ - to w takich miejscach, gdzie mogli się najwyŜej pocałować, a na 

pewno nie uprawiać miłość.  

Więc  dzisiejszej  nocy  -  nocy  poślubnej  -  Estrella  oczekiwała  z  pewną  obawą,  jak  gdyby 

była dziewicą, :tóra po raz pierwszy będzie kochać się z męŜem.  

Jakiego  Ramóna  mogła  się  dziś  spodziewać?  Gorliwego,  namiętnego  kochanka,  który  nie 

mógł  utrzymać  rąk  przy  sobie,  czy  przygaszonego,  chłodnego  zamkniętego  w  sobie 

męŜczyznę,  jakim  był  od  przyjęcia  zaręczynowego?  Niespokojnie  obracała  na  laku 

zaręczynowy pierścionek, zdradzając tym swoje zaniepokojenie i skrępowanie.  

- Estrello!  

Głos Mercedes przywołał ją z odległego miejsca, do którego zaprowadziły ją rozmyślania. 

Podskoczyła, poderwała głowę i szeroko otworzyła oczy·  

-  Prze  ...  przepraszam  -  zdołała  wykrztusić,  próbując  odzyskać  panowanie  nad  sobą.  - 

Zamyśliłam się

·  

- A ja wiem nad  czym!  - uśmiechnęła się Mercedes. -  Naprawdę źle z tobą!  Zastanawiam 

się, czy mój brat zdaje sobie sprawę, jak szaleńczo jesteś w nim zakochana!  

- Co ... ?  

Estrella wzdrygnęła się i próbowała coś powiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle, a język 

odmówił posłuszeństwa, gdy dotarło do niej w końcu znaczenie słów Mercedes.  

Zakochana.  

Czy Mercedes powiedziała "zakochana"?  

Nie była w stanie zebrać myśli i zastanowić się nad problemami związanymi z tym uczuciem. 

Problemami, które miały całkowicie zmienić jej Ŝycie.  

Mogła być tylko wdzięczna losowi, Ŝe Mercedes akurat w tym momencie odwróciła się, by 

sięgnąć po torebkę, i nie zobaczyła, Ŝe twarz Estrelli pokrywa się bladością. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY  

- Ona zaraz tu będzie.  

Joaquin uśmiechnął się szeroko do brata. Stali z boku ołtarza w małym wiejskim 

kościółku.  

- Lepiej ciesz się ostatnimi chwilami wolności.  

- I to mówi facet, który sam się oŜenił jakiś mie-  

siąc temu - zaśmiał się Alex, naj młodszy z trzech synów Juana Alcolara. - Jako stary Ŝonkoś 

gorąco polecam małŜeński stan.  

Naprawdę tak uwaŜa, pomyślał Ramón, widząc, jak ciemnoszare oczy  Alexa spoczęły  na 

wysokiej, szczupłej kobiecie o kasztanowych włosach. Jego angielska Ŝona, Luiza, siedziała o 

kilka  metrów  od  nich,  w  jednej  z  ławek  rodziny  Alcolar,  trzymając  na  kolanach  malutką 

córeczkę.  Od  czasu,  gdy  Alex  powrócił  z  Anglii  z  Luizą,  która  utrzymywała,  Ŝe  jest  jego 

Ŝ

oną,  byli  dosłownie  nierozłączni.  Narodziny  Marii  Eleny  stały  się  ukoronowaniem  ich 

miłości.  

Starszy przyrodni brat Ramóna teŜ odnalazł szczęście, chociaŜ nie obyło się bez problemów, 

nim  Joaquin  zmądrzał  i  zrozumiał,  Ŝe  jest  po  uszy  zakochany  w  Cassie.  Teraz  byli  juŜ  po 

ś

lubie i oczekiwali pierwszego dziecka. Joaquin dojrzał i złagodniał, napięte ongiś stosunki z 

ojcem i Ramónem poprawiły się znacznie, kiedy zaczął nowe Ŝycie. Świadomość, Ŝe kocha i 

jest kochany, zmieniła męŜczyznę znanego jako El Lobo - Samotny Wilk - w zupełnie innego 

człowieka.  

W  duchu  Ramón  przyznawał,  Ŝe  jest  zazdrosny  jak  diabli.  Szczerze  mówiąc,  sam  kiedyś 

marzył o takim szczęśliwym zakończeniu dla siebie.  

Jego Ŝycie rodzinne - dorastanie bez matki, pod okiem męŜczyzny, którego uwaŜał za ojca, 

surowego, brutalnego i pozbawionego uczuć - sprawiło, Ŝe marzył o posiadaniu domu, jakim 

cieszyli  się  jego  przyjaciele.  Poprzysiągł,  Ŝe  pewnego  dnia,  gdy  będzie  juŜ  dojrzałym 

męŜczyzną,  stworzy  dla  siebie  takie  Ŝycie  i  dom,  jakiego  nigdy  nie  miał,  z  Ŝoną,  którą 

pokocha i wokół której będzie kręcił się jego świat.  

Więc  dlaczego  Ŝenił  się  z  Estrellą?  Dlaczego  stał  tu  dzisiaj,  ze  swymi  braćmi,  ubrany  w 

tradycyjną,  ręcznie  haftowaną  koszulę,  którą  –  ku  jego  osłupieniu  -  Estrella  uparła  się  sama 

uszyć?  

- Muszę przyznać, Ŝe jestem zdumiony - mówił Alex. - Zawsze myślałem, Ŝe jeśli juŜ ktoś cię 

zaciągnie przed ołtarz, to tylko śliczna Benita. Najpierw świata poza nią nie widzisz, a potem 

background image

nagle oznajmiasz, Ŝe Ŝenisz się z kobietą, o której nikt z nas nie słyszał. Co cię opętało, do 

diabła?  

- Estrella mnie opętała – odparl Ramón, uświadamiając sobie, Ŝe mówi szczerą prawdę.  

Zadawał sobie to pytanie nieskończenie wiele razy i nigdy nie znalazł na nie bardziej 

logicznej odpowiedzi.  

Opętała  go  Estrella.  Wtargnęła  w  jego  Ŝycie  niczym  płonąca  kometa,  a  nie  zwykła 

gwiazda,  od  której  pochodziło  jej  imię.  Od  tej  pory  nie  był  w  stanie  rozsądnie  myśleć. 

Zapomniał  o  Benicie,  która  do  niedawna  wydawała  mu  się  najbardziej  godną  poŜądania 

kobietą.  Nawet  gdyby  chciał,  nie  mógłby  sobie  przypomnieć  jej  twarzy  -  a  nie  chciał.  Jego 

umysł zajęty był tylko tą, którą miał dziś poślubić.  

-  Mercedes  zawsze  mówiła,  Ŝe  jeśli  się  kiedyś  zakochasz,  to  całkiem  stracisz  głowę  - 

wtrącił Joaquin. - Ale była pewna, Ŝe duŜo czasu upłynie, nim znajdziesz sobie kogoś, z kim 

zechcesz się związać.  

- Mercedes myśli, Ŝe zjadła wszystkie rozumy - zakpił Ramón, mając nadzieję, Ŝe brzmi to 

przeko-  

nująco.  

Owszem,  stracił  głowę,  ale  nie  z  miłości.  Zawładnęło  nim  poŜądanie  i  nie  mógł  uwolnić 

się  od  więzów  namiętności,  którymi  spętała  go  Estrella.  Nie  był  zresztą  pewien,  czy  tego 

chce.  

Nie wiedział, czy w ogóle wierzy w miłość. Och, kiedyś w nią wierzył, gdy był młodszy. 

Dopiero wiadomość, Ŝe nie jest synem Reubena Dario, Ŝe matka zdradziła męŜa na początku 

ich małŜeństwa i on jest tego owocem, pozbawiła go złudzeń.  

- Nasz siostrzyczka sama powinna dowiedzieć się, czym jest miłość, nim zacznie pouczać, 

jaki ma ona wpływ na Ŝycie innych.  

-  Niewykluczone,  Ŝe  nie  będziemy  długo  na  to  czekać  -  odpowiedział  starszy  brat.  -  Od 

jakiego czasu jest bardzo roztargniona. MoŜe o kimś myśli  

- No, jeśli tak, to niech Bóg się zmiłuje nad nami - wtrącił naboŜnym tonem Alex. - 

Pamiętacie, jak -  

uznała,  Ŝe  jest  we  mnie  zakochana,  kiedy  po  raz  pierwszy  zjawiłem  się  u  was?  Zanim 

dowiedziała  się,  Ŝe  jestem  jej  bratem?  Jeśli  zakocha  się  naprawdę,  to  od  razu  wpadnie  po 

uszy.  

- Chyba to cecha rodzinna - mruknął ironicznie Joaquin. - Tylko niektórym z nas poznanie 

prawdy zabiera więcej czasu.  

A niektórzy z nas zadowalają się czym innym, uznał Ramón, choć nie wypowiedział tych 

background image

słów na głos. Jedno było pewne - wpadł po uszy od razu i z kaŜdym dniem pogrąŜał się coraz 

bardziej. I dlatego znalazł się w tym kościele. Nie z powodu tej cholernej stacji telewizyjnej 

ani  dlatego,  Ŝe  Estrella  go  o  to  prosiła,  ani  dla  arystokratycznego  dziedzictwa,  które  w 

przyszłości miało przypaść jego dzieciom.  

Był  tutaj,  gdyŜ  nie  mógł  trzymać  się  z  dala,  bo  ze  wszystkich  rzeczy,  które  zyskiwał 

dzięki temu układowi, najwaŜniejsza była dlań Estrella.  

- JuŜ przyszła.  

Nie był pewien, który z braci to powiedział, uświadomił sobie tylko, Ŝe stłumione odgłosy 

poruszenia i podniecenia, dolatujące z drugiego końca kościoła, oznajmiały, Ŝe Estrella, jego 

narzeczona i niebawem Ŝona, zjawiła się wreszcie.  

Teraz była ostatnia chwila na zmianę zdania - gdyby zamierzał je zmienić. 

o dziwo, nie miał Ŝadnych wątpliwości. Czuł głęboką pewność, Ŝe tego właśnie pragnie, Ŝe 

to jedyna słuszna droga. Przynajmniej na razie, a dalej będzie, co ma być.  

Zaczyna się - teraz przemówił Joaquin. Starszy brat ocenił wygląd Ramóna, poprawił mu 

krawat i klepnął go po ramieniu. - Kurtyna w górę, hermana.  

Właśnie  ten  zwrot  hermana  -  "bracie"  poruszył  Ramóna  do  Ŝywego.  Dotychczas  w  ich 

stosunkach istniało pewne napięcie, nieuniknione, zwaŜywszy na niekonwencjonalne układy 

w rodzinie Alcolarów, więc to czułe słowo, któremu towarzyszył szeroki uśmiech, wytrąciło 

go  z  równowagi.  Czuł  taką  ulgę,  radość  i  wdzięczność,  Ŝe  nie  od  razu  zwrócił  uwagę  na 

poruszenie, wywołane pojawieniem się panny młodej.  

- O BoŜe ... - to było pierwsze, co usłyszał Ramón. Ten szept Aleksa, w którym mieszało 

się  niedowierzanie  i  przewrotne  rozbawienie,  gwałtownie  sprowadził  go  na  ziemię.  - 

Ramónie?  

Za  jego  plecami  narastały  szepty  i  komentarze,  wzbierały  niczym  fala,  stawały  się  coraz 

głośniejsze  i  w  końcu  nie  dało  się  ich  dłuŜej  ignorować.  Nie  mógł  więc  stać  tak  dalej  przy 

ołtarzu, zwrócony plecami do obecnych. Musiał się odwrócić, musiał popatrzeć.  

Mój BoŜe, jakaŜ ona piękna!  

To była jego pierwsza myśl, jedyna, na którą się zdobył. Na widok Estrelli zaparło mu dech w 

piersiach, zakręciło mu się w głowie. 

Szła  do  ołtarza  sama,  nie  zgodziła  się,  by  ojciec  oddawał  ją  przyszłemu  męŜowi.  Nie 

nosiła  welonu  ani  innego  przybrania  głowy,  jedynie  upięła  wysoko  lśniące  kruczoczarne 

włosy  i  przyozdobiła  je  małymi  białymi  kwiatkami.  Twarz  miała  nieco  bladą,  lecz 

zdecydowaną;  ten  kontrast  sprawiał,  Ŝe  jej  wielkie,  ciemne  oczy  wydawały  się  jeszcze 

background image

większe  i  ciemniejsze.  Gdy  Ramón  się  odwrócił,  te  szeroko  otwarte  oczy  wpiły  się  w  jego 

twarz, obserwując go czujnie, i odrobina rumieńca zabarwiła porcelanowo białe policzki.  

Uczesanie  podkreślało  smukłą,  wytworną  linię  szyi,  na  której  Estrella  zawiesiła  tylko 

cieniutki  złoty  łańcuszek  z  brylantową  gwiazdą.  Wisiorek  ten,  pasujący  do  zaręczynowego 

pierścionka,  Ramón  przysłał  jej  poprzedniego  dnia  jako  ślubny  dar.  Gwiazda  spoczywała 

wygodnie  u  nasady  szyi,  odsłoniętej  przez  kwadratowe  wycięcie  sukni.  Kwadratowy  dekolt 

był jednym szczegółem stroju, który zdradziła Ramónowi.  

Kwadratowy dekolt długiej, dopasowanej, jedwabnej ...  

Przesunął spojrzenie niŜej, przyglądając się uwaŜnie sukni, potem, zaszokowany, poderwał 

głowę i spojrzał w twarz narzeczonej.  

- Och, Estrello - wyszeptał ze zdumieniem i dumą, tłumiąc śmiech. - Och, mi Estrella.  

Ojciec jest wdzięczny, Ŝe uwolni się od niegodnej córki - w uszach wyraźnie brzmiały mu 

słowa, które wypowiedziała podczas ich przyjęcia zaręczynowego.  

I myśli, Ŝe jesteś wspaniały, bo wybawiłeś go ode mnie, choć '?lam opinię "szkarłatnej 

wszetecznicy".  

Wiedział,  Ŝe  krąŜyło  mnóstwo  plotek.  Wścibskie  kumoszki  z  wioski,  jej  ojciec,  starsza  i 

bardzo  zgorszona  ciotka  -  wszyscy  zastanawiali  się,  jak  dziewczyna  ubierze  się  do  ślubu. 

Przekonywali, Ŝe tradycyjna biel nie będzie odpowiednia. Sugerowali kolor kremowy, a moŜe 

błękitny ...  

Estrella  słuchała,  myślała  swoje  i  ani  słowem  nie  zdradziła,  co  planuje.  Teraz  czekał  ich 

prawdziwy cios między oczy.  

Suknia  była  długa,  do  ziemi,  jak  większość  tradycyjnych  ślubnych  sukni.  Uszyta  z 

przepięknego,  najmiększego  jedwabiu,  idealnie  skrojona,  nieskazitelnie  elegancka  -  jak 

wszystko,  co  wybierała  Estrella.  Obcisły  stanik  z  kwadratowym  dekoltem  kontrastował  ze 

zwojami  materii  i  długim  trenem,  ciągnącym  się  od  szczupłej  talii.  Jednym  słowem  - 

doskonały, klasyczny strój ślubny, gdyby nie jeden szczegół...  

Jeszcze Ŝadnej sukni ślubnej nie uszyto z tak oślepiającego, nieprawdopodobnego, bijącego 

w oczy szkarłatu.  

Moja "szkarłatna wszetecznica ".  

Moja zuchwała, ołśniewająca, moja dziełna Estrel/a.  

Ramon nie wiedział, czy wypowiedział na głos te słowa, czy tylko rozbrzmiewały w jego 

myślach. Widząc wahanie i nagłe zwątpienie w oczach dziewczyny uświadomił sobie, Ŝe nie 

moŜe tak stać bezczynnie 

czekać.  

Zanim  zorientował  się,  Ŝe  to  robi,  opuścił  swoje  miejsce  pod  ołtarzem 

ruszył  w  jej 

background image

kierunku. Wyciągnął do niej rękę.  

Natychmiast  niepewność  i  obawa  zniknęły  z  jej  twarzy.  Rzuciła  mu  szeroki,  oślepiający 

uśmiech,  ujęła  bukiet  w  jedną  rękę  i  podała  mu  drugą.  Jej  uśmiech  stał  się  jeszcze  szerszy, 

kiedy zacisnął palce na jej dłoni.  

- Moja "szkarłatna wszetecznica". Moja piękna "szkarłatna wszetecznica".  

Tym  razem  powiedział  te  słowa  naprawdę,  ale  szeptem,  który  tylko  oni  mogli  usłyszeć. 

Uniósł do ust dłoń panny młodej i złoŜył na niej gorący pocałunek, potem wsunął pod ramię 

ucałowaną  dłoń  i  uśmiechnął  się.  ZauwaŜył  lśnienie  łez  w  ciemnych,  wpatrzonych  w  niego 

oczach,  i  wiedział,  Ŝe  pomimo  pozorów  odwagi  -  prostych  jak  struna  pleców,  podniesionej 

hardo  głowy  i  zdecydowania,  z  jakim  szła  samotnie  przez  nawę  -  wcale  nie  była  tak  pewna 

siebie. Choć odwaŜna i zdecydowana, w środku dygotała z łęku. Więc przycisnął swą wielką, 

szeroką  dłonią  smukłą,  delikatną  rączkę,  spoczywającą  na  ciemnym  rękawie  jego  fraka. 

Znowu się do niej uśmiechnął i zauwaŜył, Ŝe wraca jej pewność siebie.  

- Gotowa? - spytał szeptem. Skinęła głową, tym razem pewnie, zdecydowanie, bez 

wahania.  

- Tak - powiedziała i ruszyła razem z nim w kierunku czekającego księdza.  

Przybyła do kościoła niemal w stanie histerii.  

Słowa  Mercedes  uderzyły  w  nią  z  mocą  błyskawicy,  oświetlając  wszystko,  czego  dotąd  nie 

widziała  łub  nie  rozumiała.  Zakochała  się  ślepo,  wariacko,  na  śmierć  i  Ŝycie  w  Ramónie 

Dario, którego Alfredo Medrano dla niej kupił.  

Nie  czuła  nic  podobnego  do  Carlosa.  To  nie  była  miłość,  lecz  zaślepienie,  zakochanie  w 

idei  zakochania.  Myślała,  Ŝe  zaleŜy  jej  na  nim,  ale  nie  dało  się  tego  porównać  z  wielką, 

wszechogarniającą  falą  uczucia  do  Ramóna.  Jej  namiętność  do  Carlosa  była  tylko  krótkim, 

słabym zauroczeniem, które z czasem przeminęło. Co innego miłość do Ramóna. Zakorzeniła 

się  silnie  w  jej  sercu,  stała  się  częścią  jej  samej,  jej  duszy.  Nie  mogłaby  jej  wyrwać  i  Ŝyć 

dalej. Bez niego byłaby niczym, nie byłoby dla niej przyszłości.  

Gdy  uświadomiła  sobie  to,  zachwiała  się,  zwolniła  kroku.  Nie  wiedziała,  czy  zdoła  iść 

dalej.  Kolana  uginały  się  pod  nią,  zimny  dreszcz  przebiegł  jej  po  plecach  i  gdyby  miała 

więcej  sił,  spanikowałaby  i  uciekła  z  kościoła.  Ale  w  tej  właśnie  Ramón  odwrócił  się  i 

spojrzał na nią.  

Zrobił  więcej:  podszedł  do  niej  z  wyciągniętą  ręką.  Ujął  jej  dłoń  mocnymi,  ciepłymi 

palcami, dodając jej otuchy.  

Moja "szkarłatna wszetecznica" - powiedział. Moja piękna "szkarłatna wszetecznica".  

MoŜe  to  nie  było  wiele.  Na  pewno  nie  wszystko,  o  czym  marzyła.  Nie  było  gwałtownych, 

background image

Ŝ

arliwych  zapewnień  o  miłości.  Ale  teŜ  ich  nie  oczekiwała.  A  kiedy  porównała  te  słowa, 

wypowiedziane  niskim,  zachrypniętym  głosem,  w  którym  dźwięczało  głębokie  oddanie,  z 

kwiecistymi,  przesadnymi  i  nieszczerymi  komplementami,  jakimi  obsypywał  ją  Carlos, 

wiedziała, co woli i w co wierzy.  

Kiedy  się  do  niej  uśmiechnął,  poczuła,  Ŝe  poszłaby  za  nim  wszędzie.  Jeśli  miała  dotąd 

jakieś  wątpliwości,  teraz  zrozumiała,  Ŝe  kocha  go  naprawdę,  Ŝe  nie  jest  w  nim  tylko 

zakochana.  

A Ramón?  

Zdawała sobie sprawę, dlaczego się z nią Ŝenił.  

Zaczynali  wspólne  Ŝycie  z  niewłaściwych  powodów  -  finansowych,  nie  uczuciowych.  To 

było małŜeństwo z rozsądku, ale nie musiało takim pozostać. Było to równieŜ małŜeństwo z 

namiętności, i jak długo trwała, tak długo ich coś łączyło. Byłaby ostatnią idiotką, gdyby nie 

potrafiła tego wykorzystać.  

Tak  długo,  jak  to  będzie  trwało,  pozostaniemy  małŜeństwem,  powiedział Ramón.  Dopóki 

oboje nie zdobędziemy tego, czego pragniemy  

No cóŜ, zdobył juŜ to, czego chciał - albo zdobędzie jeszcze przed końcem tego dnia. Ale 

jej  teŜ  pragnął,  okazywał  to  w  sposób  nie  pozostawiający  wątpliwości.  Jego  poŜądanie  było 

tym asem, który trzymała w rękawie. Jak długo będzie jej poŜądał, ich związek utrzyma się.  

A jak długo będą ze sobą, istniała szansa, Ŝe poczuje do niej coś więcej niŜ pociąg fizyczny, 

do którego się przyznawał. JuŜ ona zadba, aby namiętność nie ostygła. Będzie ją podsycać, 

obserwować, jak rośnie, modlić się, by wciąŜ był przykuty do niej okowami poŜądania. 

Na początek to wystarczy; mogła tylko prosić Boga, Ŝeby, jeśli starczy czasu i los zechce 

im sprzyjać, to uczucie przekształciło się w coś mocniejszego.  

Ta myśl pozwoliła jej przetrwać długą ceremonię i ucztę, która nastąpiła po niej. To moŜe 

się udać; wiedziała, Ŝe moŜe się udać.  

Bo  jeśli  tak  się  nie  stanie,  ich  związek  nie  będzie  miał  szans.  Jeśli  Estrella  nie  zdoła 

przekształcić  namiętności,  którą  Ŝywił  do  niej  Ramón,  w  uczucie  głębsze  i  mocniejsze,  to 

pewnego dnia - bez oŜywczego tchnienia miłości - namiętność osłabnie i pozostawi po sobie 

pustkę. Wtedy go straci. On odwróci się i odejdzie od niej na zawsze.  

Ale  wciąŜ  jeszcze  miała  czas.  I  zamierzała  wykorzystać  go  najlepiej,  jak  potrafi.  Zacznie 

od dzisiejszej nocy.  

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY  

Dzięki Bogu, juŜ prawie po wszystkim, pomyślał z ulgą Ramón.  

Gdyby  miał  spędzić  kolejną  godzinę  -  a  nawet  minutę  -  na  uprzejmych  rozmowach, 

przyjmowaniu gratulacji, uśmiechaniu się przy niezbyt taktownych Ŝartach na temat utraconej 

wolności oraz czekającej go nocy, chybaby eksplodował.  

Nie  znaczyło  to,  Ŝe  nie  cieszyło  go  przyjęcie  owszem,  bawił  się  dobrze  ...  z  początku. 

Przyjemność sprawiała mu obecność rodziny, taniec z Estrellą, z Cassie i Mercedes, a potem 

znowu  z  Estrellą.  Ale  co  za  duŜo  to  niezdrowo.  Miał  juŜ  po  dziurki  w  nosie  przebywania  z 

gośćmi, wystawiania się na pokaz.  

Chciał zostać sam na sam ze swoją Ŝoną. Spojrzał w drugi koniec wielkiej sali balowej, gdzie 

stała Estrella, olśniewająco piękna w szkarłatnej sukni, i śmiała się z czegoś, co mówiła do 

niej Mercedes. Z odchyloną w tył głową i lekkim rumieńcem na policzkach nie przypominała 

tej bladej, zalęknionej, wątłej istoty, która zjawiła się w kościele.  

- Ślicznie wygląda, prawda?  

U  boku  Ramóna  znalazł  się  Juan  Alcolar.  W  ręku  trzymał  kieliszek  z  winem.  Jego 

ciemnobrązowe oczy wpatrywały się w Estrel1ę, ale było w nich coś, co przyciągnęło uwagę 

Ramóna i skłoniło go, by uwaŜniej przyjrzał się ojcu.  

Głos  Juana  brzmiał  nieco  ochryple,  a  oczy  dziwnie  błyszczały.  Gdyby  chodziło  o  kogoś 

innego, moŜna by podejrzewać, Ŝe ma w oczach łzy.  

Ramón  zauwaŜył  w  duchu,  Ŝe  ojciec  nie  był  typem  człowieka,  okazującego  emocje. 

Prawdę  mówiąc,  rzadko  otwierał  się  przed  ludźmi,  nawet  przed  członkami  rodziny.  W 

kaŜdym  razie  -  nie  przed  synami.  Tylko  Mercedes  potrafiła  go  do  tego  skłonić.  Tak  było 

zawsze, od chwili, gdy się po raz pierwszy spotkali, wiele lat temu. Ramón wkroczył wtedy 

do  biura  Juana  Alcolara  i  zaŜądał  wyjaśnienia,  czy  prawdą  jest  to,  czego  się  właśnie 

dowiedział. śe Juan jest jego prawdziwym ojcem, a nie - jak dotąd wierzył - niedawno zmarły 

Reuben Dario.  

- Przypomina mi Honorię.  

Ramón  odwrócił  gwałtownie  głowę,  nie  mogąc  uwierzyć  własnym  uszom.  Honoria  była 

Ŝ

oną  Juana,  matką  Joaquina  i  Mercedes.  Zadziwiło  go,  Ŝe  ojciec  wspomniał  o  niej  teraz,  a 

przecieŜ nigdy tego nie robił.  

- Naprawdę była podobna do Estrelli? - spytał ostroŜnie.  

- Bardzo.  

background image

Juan upił trochę wina z kieliszka, jak gdyby zbierając się na odwagę.  

- Nie powtarzaj moich błędów, synu. 

- Błędów?  

Ramón wiedział, Ŝe jego głos zabrzmial ostro; zastanawiał się nawet, czy ojciec nie wycofa 

si

ę

 

znowu do swojej skorupy, ale Juan najwyraźniej postanowił otworzyć się przed synem.  

- Kochałem dwie kobiety - powiedział. -  i obie straciłem.  

- Moją matkę ...  

Juan skinął ze smutkiem głową.  

-  Uwielbiałem  Marguerite,  ale  byłem  młody  ...  i  głupi.  Powiedziałem  jej,  Ŝe  nie  chcę 

zobowiązań ani małŜeństwa. Złamałem jej serce. Dlatego wyszła za Reubena Dario.  

Ramón  zastanawiał  się,  dlaczego  właśnie  teraz,  moŜe  po  raz  drugi  w  Ŝyciu,  ojciec 

zdecydował się porozmawiać o jego matce, a nawet wymienił jej imię·  

- Ale spotkałeś ją jeszcze - stwierdził szorstko.  

- Tylko jeden raz. Przypadek zetknął nas ze sobą. Byłem juŜ Ŝonaty z Honorią, Joaquin 

miał prawie dwa lata ...  

Westchnął cięŜko, z głębi serca.  

-  Nic  się  nie  zmieniło.  WciąŜ  była  najpiękniejszą  kobietą,  jaką  widziałem,  kobietą  moich 

marzeń.  I  była  zagubiona,  samotna.  Ona  i  Dario  nie  mogli  mieć  dzieci,  ich  małŜeństwo  się 

rozpadało.  Nie  jestem  dumny  z  tego,  co  się  stało.  Spędziliśmy  razem  tydzień,  gdy  Reuben 

przebywał w Ameryce. Jeden cudowny tydzień. Ale oboje wiedzieliśmy, Ŝe tak dalej być nie 

moŜe. śadne z nas nie mogłoby Ŝyć z poczuciem winy, z myślą, Ŝe krzywdzimy innych. Więc 

się rozstaliśmy. Ty przyszedłeś na świat dziewięć miesięcy później.  

- A matka umarła, zanim skończyłem dwa miesiące.  

Nie pamiętał matki. Miał przed oczami tylko jej twarz z fotografii, które oglądał.  

- Ale wkrótce o niej zapomniałeś - dorzucił, nie potrafiąc ukryć goryczy. - Znalazłeś sobie 

inną. Alex jest tylko o rok młodszy ode mnie.  

- Nie! - zaprzeczył gwałtownie ojciec. - To nie było tak. Straciłem głowę, nie wiedziałem, 

a  raczej  nie  obchodziło  mnie,  jak  postępuję.  Kiedy  pojechałem  w  interesach  do  Anglii, 

spotkałem kobietę ... Pracowała jako gospodyni w domu, w którym gościłem. Wyglądała jak 

twoja  matka  ...  Jak  Marguerite,  kiedy  się  poznaliśmy.  Upiłem  się.  To  była  jednorazowa 

przygoda. Nie miałem nawet pojęcia, Ŝe zaszła 

ciąŜę. Do chwili, gdy pojawił się Alex.  

- A ta druga?  

Estrella zakończyła rozmowę i rozejrzała się dokoła, szukając kogoś wzrokiem. ZauwaŜyła 

Ramóna i przesłała mu taki uśmiech, Ŝe zakręciło mu się w głowie.  

background image

- Druga kobieta, którą kochałem? To Honoria, moja Ŝona, matka Joaquina i Mercedes.  

- Zawsze myślałem, Ŝe to było małŜeństwo z rozsądku.  

- Bo tak było ... na początku. Sam nie wiedziałem, co mam. 

- Ja teŜ tak sądzę - dodał ochrypłym głosem.  

- NajwyŜszy czas na rozpoczęcie małŜeńskiego  

Ŝ

ycia.  

-  Zgadzam  się.  Przebiorę  się  tylko  w  coś  bardziej  odpowiedniego  na  podróŜ  i  jestem  do 

twojej dyspOzyCJI.  

Do dyspozycji! Dobry  BoŜe, czyŜby wiedziała, jak zareagował na te słowa i ton, którymi 

zostały wypowiedziane? Mógł się załoŜyć, Ŝe wiedziała.  

- Idź się przebrać, senora Dario - rozkazał.  

- I pospiesz się.  

Ten błysk w jej oku i lekkie wygięcie ust prawie powaliły go na kołana, ale przynajmniej 

odsunęła się od niego o krok czy dwa, umoŜliwiając mu oddychanie, zanim wykonała niski, 

głęboki, dworski, choć najwyraźniej Ŝartobliwy ukłon.  

- Oczywiście, senor. Jak mój małŜonek kaŜe.  

A to czarownica! Wiedziała, co robi, jakie wraŜenie na nim wywiera. ZaangaŜowanie ... do 

diabła, tak, zaangaŜował się w związek z tą kobietą. Znalazł się w potrzasku, w więzieniu, i w 

Ŝ

aden sposób nie mógł się uwolnić. Ojciec nie miał powodu do niepokoju.  

- Senor Dario ... Ramónie. - W jego myśli wdarł się nagle ten głos. Rozpoznał go i 

zmarszczył brwi. - Don Alfredo?  

- Jak sądzę, mamy jeszcze trochę spraw do załatwienia.  

- Teraz? - Ramón z trudem powstrzymał się od wyraŜenia niecierpliwości i niezadowolenia. 

Pewnie, Ŝe teraz. Sam na to nalegał. Mieli sfinalizować umowę w dniu, w którym poślubi 

Estrel1ę, a potem nie chciał o tym więcej słyszeć.  

- Oczywiście. Ma pan ze sobą dokumenty?  

- Tutaj. - Starszy męŜczyzna dotknął górnej kieszeni swego fraka. - A tam jest pokój - 

wskazał kierunek dłonią - w którym, jak mnie zapewniono, nikt nie zakłóci nam spokoju.  

- Więc dobrze.  

Ramón przeczesał włosy obiema dłońmi, starając się zebrać myśli, przestawić je na sprawy 

zawodowe, uwolnić od mrocznych zmysłowych fantazji, śladem których chciały podąŜać.  

- Skończmy juŜ z tym wszystkim.  

Nucąc  cichutko  "I  feel  pretty",  Estrel1a  wyśliznęła  się  z  dopasowanej  szkarłatnej  sukni  i 

background image

powiesiła  ją  na  wyściełanym,  pokrytym  jedwabiem  wieszaku.  Nie  mogła  uwolnić  się  od 

piosenki z "West Side Story", której słowa idealnie odzwierciedlały to, co czuła.  

Czuła  się  ładna.  Bardzo  ładna  ...  zachwycająca  ...  i  czarująca.  CzyŜ  mogło  być  inaczej, 

skoro  widziała,  jak  patrzył  na  nią  Ramón,  widziała  ledwie  powstrzymywaną  namiętność  w 

jego oczach, odkrywała ją w jego pocałunku.  

Sprawi,  Ŝe  mąŜ  ją  pokocha,  przysięgała  sobie  w  duchu.  MoŜe  tego  dokonać!  Naprawdę 

moŜe tego dokonać.  

Uświadomiła  sobie  nagle,  Ŝe  nie  powinna  dłuŜej  zwlekać.  Poderwała  się  i  przejrzała  w 

lustrze.  MakijaŜ,  nałoŜony  przez  specjalistkę  przed  wyjściem  do  kościoła,  trzymał  się 

doskonale. MoŜe by dodać odrobinę ciemniej szego cienia na powieki, błyszczyk na usta ...  

Zabrało  to  jej  tylko  kilka  chwil.  Wkrótce  miała  juŜ  na  sobie  eleganckie,  kremowe 

spodnium  z  czarnym,  przypominającym  kamizelkę  topem.  Jeszcze  sandały  na  wysokich 

obcasach i...  

Nie. Zatrzymała w połowie drogi uniesioną dłoń i zdecydowała, Ŝe nie wyciągnie spinek, 

które  podtrzymywały  skomplikowaną  fryzurę,  nie  wyjmie  wpiętych  w  nią  kwiatów 

pomarańczy  i  nie  rozpuści  włosów.  Niech  zostanie  tak,  jak  jest.  Będzie  chłodniej,  mniej 

zawracania  głowy  w  podróŜy,  a  gdy  dojadą  do  willi,  poprosi  Ramóna  o  pomoc.  Wiedziała, 

jak  lubił  zanurzać  palce  w  jej  włosach,  wyczuwała,  Ŝe  spodoba  mu  się  powolne  rozplatanie 

spiętrzonych  pasm,  widok  czarnych  loków  opadających  na  twarz,  na  ramiona.  Będzie 

przeczesywał je palcami, robiąc przerwy na pocałunki ...  

Nie mogła dłuŜej czekać. Szybko rozpyliła ulubione perfumy za uszami, u nasady szyi, na 

dekolcie. Potem, wciąŜ podśpiewując, schwyciła elegancką kopertową torebkę z lakierowanej 

skóry,  skierowała  się  ku  drzwiom  i  zeszła  po  schodach.  Znalazła  się  właśnie  na  podeście, 

skąd,  sama  niewidziana,  mogła  obserwować  zatłoczony  pokój,  gdy  nagle  jej  uwagę 

przyciągnął odgłos otwierania drzwi. To, co zobaczyła, sprawiło, Ŝe znieruchomiała, a serce 

podeszło jej do gardła.  

Ramón i jej ojciec wychodzili właśnie z bocznego pokoju. Razem. A wyjaśnienie mogło być 

tylko ,jl;dno. Tak jak kilka tygodni temu, kiedy spędzili całe popołudnie w bibliotece. Kiedy 

...  

Nie, nie chciała o tym myśleć. śałowała, Ŝe ich zauwaŜyła. Ale stało się. I nic nie mogło 

cofnąć czasu. Nie mogła znowu znaleźć się na górze, zatrzymać się dla poprawienia Ŝakietu 

czy dodania dodatkowej warstwy tuszu na rzęsy, tak aby wyszła na schody chwilę wcześniej 

lub później. śeby tego nie widzieć.  

background image

Nie  widzieć  Ramóna  wychodzącego  z  jej  ojcem,  wkładającego  długą  białą  kopertę  do 

wewnętrznej  kieszeni  fraka.  Ani  ojca,  który  zamknął  trzymane  w  ręku  piękne  złote  pióro, 

zanim wsunął je do górnej kieszonki.  

Wesele odprawione. Przysięga małŜeńska złoŜona. Ramón i ona byli męŜem i Ŝoną. Więc 

naleŜało  zająć  się  prawnymi  aspektami,  podpisać  dokumenty,  wymienić  umowy.  Nie 

poczekał  nawet  do  końca  dnia  weselnego,  nim  upomniał  się  o  nagrodę  za  to,  Ŝe  się  z  nią 

oŜenił, ratując jej reputację. Równie dobrze mógłby wyciągnąć kontrakt w kościele, by został 

podpisany, zaraz po umieszczeniu jego nazwiska na świadectwie ślubu.  

Miała  wraŜenie,  Ŝe  jej  serce  przeszył  lodowaty  sztylet;  ból  był  tak  silny,  Ŝe  nieomal 

krzyknęła. Z ogromnym wysiłkiem zdołała się opanować, przygryzła silnie wargę, aŜ poczuła 

w ustach metaliczny smak krwi.  

Na szczęście nikt jej nie widział. Tu, gdzie stała, była dobrze ukryta, i byle się nie poruszyła, 

me groziło jej, Ŝe ktoś ją zobaczy.  

Tkwiła  zatem  w  miejscu,  z  oczami  przysłoniętymi  palącą  mgiełką  łez.  Łez,  z  którymi 

walczyła  zaciekle,  zdecydowana  za  wszelką  cenę  powstrzymać  się  od  płaczu.  Mówiła  w 

duchu,  Ŝe  policzy  do  trzydziestu,  a  potem  zejdzie  na  dół.  Trzydzieści  sekund  powinno  jej 

wystarczyć.  

Jeden ... dwa ...  

Nie  mogła  się  powstrzymać  od  refleksji,  Ŝe  Ramón  wcale  nie  wyglądał  na  uradowanego, 

choć  osiągnął  wszystko,  czego  pragnął,  wszystko,  za  co  zapłacił,  poślubiając  ją.  Wprost 

przeciwnie.  Na  jego  przystojnej  twarzy  zastygł  grymas,  czarne  brwi  były  zmarszczone,  usta 

zaciśnięte;  przypominał  bombę,  która  moŜe  wybuchnąć  w  kaŜdej  chwili.  Wydawało  się,  Ŝe 

ktoś - być moŜe jej ojciec podpalił lont i wycofał się w bezpieczną strefę, poza zasięg nieuni-

knionej eksplozji.  

Czternaście ... A nie dwadzieścia? Pomyliła się w liczeniu. Nie wiedziała, co robi, gdzie się 

znajduje. Chyba zacznie odliczanie od początku. Albo ...  

- Estrello!  

Nie  sposób  było  nie  poznać  tego  głosu  ani  dźwięczącego  w  nim  ogromnego 

zniecierpliwienia. Zbyt późno zorientowała się, Ŝe Ramón podszedł do schodów i stał, patrząc 

na nią. Mógł ją widzieć aŜ za dobrze - i najwyraźniej chciał się dowiedzieć, dlaczego zastygła 

w miejscu, sprawiając wraŜenie, jakby zapomniała drogi do sali balowej. 

- Estrello! - powtórzył ciszej, lecz z taką Samą stanowczością, 'dając do zrozumienia, Ŝe nie 

zamierza marnować czasu na jej rozterki.  

Zamrugała,  by  odzyskać  ostrość  widzenia;  zobaczyła,  Ŝe  stanął  na  najniŜszym  stopniu  i 

background image

wyciągnął rękę rozkazująco, przywołując ją do siebie. Ten gest mówił, Ŝe nie zamierza wejść 

po nią na górę. Jej miejsce jest u jego boku, więc niech się pospieszy i dołączy do niego.  

AŜ  za  dobrze  wiedziała,  Ŝe  wahanie  zostanie  uznane  za  bunt,  buntu  zaś  nie  zamierzał 

tolerować,  zbiegła  więc  po  schodach  najszybciej  jak  mogła  na  tych  absurdalnie  wysokich 

obcasach.  

Ledwo zdąŜyła znaleźć się przy nim, gdy jego wyciągnięta dłoń zacisnęła się na jej palcach 

w miaŜdŜącym uścisku, aŜ skrzywiła się z bólu.  

- Gotowa? - nie takim tonem zadał to samo pytanie w kościele - czyŜby  to było zaledwie 

pięć godzin temu?  

- T ... tak.  

Tylko  tyle  zdołała  wykrztusić.  Gdy  prowadził  ją  przez  pokój,  niemal  ciągnąc  za  sobą, 

pogrąŜyła się  w myślach. Usiłowała odgadnąć powód takiej zmiany zachowania, nie chciała 

jednak brać pod uwagę najbardziej oczywistej moŜliwości. Ale tylko ona przychodziła jej do 

głowy.  

Ramón  oŜenił  się  z  nią,  by  zdobyć  upragnioną  stację  telewizyjną.  W  grę  mogły  równieŜ 

wchodzić arystokratyczne koneksje, które odziedziczą ich dzieci. Teraz, gdy juŜ miał, czego 

chciał,  nie  próbował  nawet  udawać,  Ŝe  mu  na  niej  zaleŜy.  Gdyby  nie  to,  czy  w  jego  oczach 

byłoby tyle lodowatej wściekłości, a usta zaciskałyby się w cienką linię?  

Chyba Ŝe jej ojciec zastosował jakiś paskudny kruczek, moŜe nawet wycofał się z umowy? 

Jeśli jednak tak postąpił, to jaką przyszłość miało ich małŜeństwo? O ile to było małŜeństwo 

...  

Nie  wiedziała  tego,  a  Ramón  wyraźnie  nie  miał  nastroju  do  wyjaśnień.  W  dodatku 

oczekiwano  od  niej,  Ŝe  odjedzie  z  tym  rozwścieczonym  męŜczyzną.  śe  przez  ponad  dwa 

tygodnie będzie sam na sam z groźnym nieznajomym.  

Jakimś  cudem  udało  się  jej  dojść  do  drzwi,  choć  nogi  uginały  się  pod  nią  ze  strachu. 

Zmusiła  się  do  uścisków  i  pocałunków,  dziękowała  właściwym  ludziom,  choć  nie 

orientowała się, z kim ma do czynienia. Nawet wsiadła do limuzyny, nie potykając się ani nie 

uderzając w głowę.  

Zanim zdąŜyła usadowić się wygodnie i nieco ochłonąć, jej mąŜ zajął miejsce obok niej i 

zastukał w szklaną przegrodę, oddzielającą ich od kierowcy. - Jedźmy - tylko tyle powiedział.  

Gdy Paco włączył silnik i wrzucił bieg, Ramón zatrzasnął drzwi, zamykając siebie i Ŝonę 

w ciasnej, ograniczonej przestrzeni. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY  

- Czy coś się stało?  

Estrella  zadawała  to  pytanie  dwukrotnie.  Pierwszy  raz  -  gdy  elegancka  limuzyna 

wyjechała z miasta na drogę wiodącą na północ. Wtedy Ramón nie był w stanie udzielić jej 

odpowiedzi. I nadal nie chciał tego robić. Trudno mu było z nią rozmawiać, a nawet patrzeć 

na nią.  

- Nic nie mów, Estrello - odpowiedział ostro. - Nie mam ochoty na pogawędkę.  

- Za duŜo alkoholu?  

W jej głosie dźwięczał dziwny, urywany śmiech, przypominający dźwięk wydawany przez 

ź

le nastrojone radio.  

- Czegoś za duŜo, to fakt - mruknął, odchylając się do tyłu i opierając głowę na podpórce. 

Zamknął oczy, by odgrodzić się od świata, którego nie chciał juŜ oglądać.  

Za duŜo planów i intryg. Za duŜo "być moŜe", które przekształciły się w "nigdy". Za duŜo 

-  tak,  musiał  to  przyznać  -  nadziei,  bliskich  spełnienia  marzeń,  które  zamieniły  się  w  jego 

rękach w popiół. O jedno rozczarowanie za duŜo, o jedno więcej, niŜ mógł znieść. 

Nie  wiedział,  co  było  gorsze.  Pulsująca  w  skroniach  wściekłość,  uniemoŜliwiająca 

mulogiczne  myślenie,  czy  poczucie,  Ŝe  zrobiono  z  niego  głupca  i  z  zimną  krwią 

wykorzystano.  

- Za duŜo ludzi ... i do wszystkich musieliśmy się uśmiechać, czy mieliśmy na to ochotę, 

czy nie - ciągnęła tym samym, denerwująco przerywanym głosem.  

Zastanawiał się, co sprawiło, Ŝe miała tak zmieniony głos. ,Podniecenie - radość z powodu 

osiągnięcia zamierzonego celu? A moŜe niepewność - chęć odkrycia, o czym rozmawiał z jej 

ojcem? CzyŜby naprawdę tego nie wiedziała?  

Nie  sądził,  by  obawiała  się  przyszłości.  Zaplanowała  wszystko  szczegółowo  ...  i  to  od 

samego początku.  

- Wiem, jakie to uczucie.  

- Tak. - Ramón nie zdołał ukryć nuty cynizmu. PrzecieŜ jednym z tych, do których musiała 

się uśmiechać, był on sam. - Jestem tego pewien.  

Czy  wiedziała  równieŜ,  jak  czuje  się  człowiek,  uświadamiający  sobie,  Ŝe  złapał  się  na 

wędkę jak ryba? Połknął haczyk, został wyciągnięty z wody i wrzucony do siatki -- i dopiero 

przed chwilą to zrozumiał?  

A juŜ zaczął myśleć, Ŝe Estrella jest inna - nie taka, jak głosiły plotki - i mylił się. Całkowicie 

background image

i diabelnie. To tylko dowodziło, jakim był głupcem. Zaślepionym, opętanym, obłąkanym 

głupcem, który zapomniał o zasadzie, by nigdy nie skakać do nie znanej wody. I skoczył na 

głowę, z zamkniętymi oczami.  

Niech  diabli  porwą  Alfreda  Medrano  za  to,  Ŝe  chciał  jak  najszybciej  dorwać  się  do 

pieniędzy i upomniał się o nie w najmniej odpowiednim momencie. I niechby diabli porwali 

jego samego, za to, Ŝe przestał mieć się na baczności, Ŝe wystawił się na cios akurat wtedy, 

gdy  powinien  był  zebrać  wszystkie  siły  i  upewnić  się,  Ŝe  nic  nie  przebije  się  przez  linie 

obrony.  I  niech  diabli  porwą  Estrellę,  Ŝe  znalazła  słabe  miejsce  w  jego  -  jak  sądził  - 

szczelnej zbroi.  

Z  gniewnym  westchnieniem  przesunął  dłonią  po  czole,  jakby  chciał  odgonić  mroczne, 

nieproszone  myśli,  potem  zamarł,  czując  delikatne  dotknięcie  na  swej  drugiej  dłoni, 

spoczywającej na udzie.  

- Przestań!  

- Co się dzieje?  

Sprawiała  wraŜenie  tak  przejętej,  Ŝe  poczuł,  iŜ  Ŝołądek  skręca  mu  się  boleśnie  z  odrazy. 

MoŜe nadal odpowiadała jej taka gra.  

Zapach  perfum  był  teraz  silniejszy,  otaczał  go,  budził  w  nim  gniew  i  przyprawiał  o 

mdłości.  A  przecieŜ  jeszcze  rano  podziwiał  tę  subtelną  mieszaninę  aromatu  kwiatów  i 

korzeni.  Wiedział  juŜ,  Ŝe  znienawidzi  ten  zapach  na  zawsze;  będzie  mu  się  kojarzył  z  tą 

chwilą i gorzką świadomością, Ŝe został zdradzony.  

- Byłem pewien, Ŝe w końcu odzyska rozum ...  

Głos Alfreda dźwięczał mu wciąŜ w uszach, wywołując skurcze Ŝołądka.  

- Sprawa wisiała na włosku. Ale mając w perspektywie utratę wszystkiego ... Wiedziała, Ŝe 

mówię  serio.  I  jeśli  nie  znajdzie  sobie  odpowiedniego  męŜa,  nie  dostanie  nic  ...  nawet 

złamanego grosza. Od razu zmądrzała.  

Estrella  nigdy  nie  wspomniała  mu  o  groźbie  wydziedziczenia.  Ramón  zdołał  zapanować 

nad  sobą;  nie  chciał  dopuścić,  by  stary  go  zirytował  ani  by  zorientował  się,  Ŝe  jego.  słowa 

trafiły w czuły punkt.  

- No cóŜ, osiągnął pan swój cel - stwierdził ozięble. - Pana córka jest juŜ męŜatką.  

Alfredo skinął siwą głową i uśmiechnął się z triumfem.  

-  Ona  teŜ  ma,  czego  chciała.  Nikt  nie  moŜe  odrzucić  Estrelli,  jak  pan  to  zrobił. 

Wiedziałem, Ŝe kaŜe panu za to zapłacić. I tak zrobiła.  

- Za nic nie płacę! Sam postanowiłem ją poślubić.  

- Tak się panu wydaje, ale w rzeczywistości nie miał pan wyboru. Wzięła się za pana, jak 

background image

za Pereę. "Albo Ramón Dario, albo nikt", mówiła. I teraz wodzi pana na pasku. Tańczy pan, 

jak ona zagra, całkiem jak tamten biedny dureń.  

- Ramónie?  

Uniósł  gwałtownie  powieki;  zachmurzone,  szare  oczy  zapatrzyły  się  w  ciemne  oczy 

Estrelli pod lekko zmarszczonymi, cienkimi brwiami. 

WiedziałaśŜe ojciec zamierza cię wydziedziczyć.  

Całe  to  gadanie  o  wolności,  o  tym,  Ŝe  mnie  pragniesz,  było  kłamstwem.  Chodziło  tylko  o 

pieniądze. Wyszłaś za mnie, wykorzystałaś mnie, aby dostać forsę·  

Gdyby  od  początku  zdawał  sobie  z  tego  sprawę,  nie  byłoby  to  takie  straszne.  Gdyby 

zachowała się uczciwie, mógłby poradzić sobie z tą sytuacją. MoŜe nawet zgodziłby się na jej 

plan.  Ale  nie  powiedziała  mu  prawdy.  Ani  razu.  Okłamywała  go,  manipulowała  nim, 

sprawiła, Ŝe jej współczuł, potem posłuŜyła się nim, tak jak Carlosem.  

- Boli cię głowa?  

I  znowu  poczuł  dotyk  jej  palców  na  twarzy,  tym  razem  wygładzały  głęboką  zmarszczkę 

między brwiami. Nawet nie wiedział, Ŝe tam była.  

Pochylała  się  nad  nim,  czuł  ciepło  jej  skóry,  zapach  jej  ciała  draŜnił  mu  nozdrza.  Tylko 

kilka  centymetrów  dzieliło  jego  usta  od  jej  warg,  nieco  rozchylonych,  odsłaniających  białe 

zęby.  Migotliwa  brylantowa  gwiazda  u  nasady  szyi  unosiła  się  lekko  z  kaŜdym  oddechem, 

odbijając światła reflektorów mijających ich samochodów. Gdyby przesunął wzrok niŜej, do 

głębokiego  wycięcia  czarnego  topu,  ujrzałby  gładką  okrągłość  jej  piersi,  napierających  na 

materiał, 

cieniste zagłębienie między mml. ..  

Marzył,  Ŝe  dziś  w  nocy  złoŜy  tam  głowę,  Ŝe  wtuli  twarz  w  ciepłą  miękkość  jej  piersi, 

przyciśnie wargi do atłasowej skóry i zaznaczy pocałunkami... 

-  Nie!  Tak  -  poprawił  się  pospiesznie,  widząc,  Ŝe  się  cofnęła.  Najwidoczniej  uznała,  Ŝe 

przeczenie odnosi się do jej pytania o ból głowy.  

Zamierzał  zagrać  z  nią  w  otwarte  karty;  musiał  to  zrobić.  Ale  nie  teraz.  Nie  w  obecności 

Paca  siedzącego  za  kierownicą  z  kamienną  twarzą;  wprawdzie  dyplomatycznie  zachowywał 

milczenie, ale jednak był tutaj.  

Estrello, daj spokój - mruknął. - Jestem zmęczony. To był cięŜki dzień. 

CięŜki dzień, i w dodatku nie skończy się tak, jak oczekiwał.  

Za  kaŜdym  razem,  kiedy  jego  wzrok  padał  na  Estrellę,  myślał  o  chwili,  gdy  opuszczą 

przyjęcie.  O  tym,  jak  zostaną  nareszcie  sami.  Kiedy  będzie  mógł  wziąć  ją  w  ramiona  i 

całować,  aŜ  oboje  oszaleją  z  namiętności,  niezdolni  do  myślenia,  i  głusi  na  wszystko  poza 

background image

wymaganiami ich ciał.  

Ale to było wtedy, gdy myślał o niej inaczej, kiedy wydawała się inną osobą. Kimś, kogo 

pragnął...  

- W porządku!  

Nie była zadowolona, odczytał to z tonu jej głosu i błysku w oku, ale zrobiła, o co prosił. 

Odsunęła  się  gwałtownie,  skrzyŜowała  ramiona  i  siedziała  sztywno  wyprostowana, 

oddzielona od niego niemal całą szerokością tylnego siedzenia.  

Natychmiast,  o  ironio  losu,  poŜałował  swoich  słów.  Chciał  mieć  ją  blisko  siebie,  czuć  jej 

ciało, wziąć ją w ramiona. Oczywiście, nie tak to sobie wymarzył. Nie ufał jej juŜ, jego duszę 

wciąŜ przepełniał gniew, Ŝe został tak wykorzystany. Ale nadal jej pragnął. Był na tyle głupi, 

Ŝ

e  ani  gniew,  ani  rozczarowanie  nie  mogły  tego  zmienić.  Wiedział,  jaka  jest  w  środku,  to 

jednak  nie  przeszkadzało  mu  zachwycać  się  jej  wyglądem.  Była  piękna,  seksowna,  godna 

poŜądania. I była jego Ŝoną.  

- Chodź tutaj.  

- Co.?  

Estrella  nie  wierzyła  własnym  uszom.  Przed  chwila  Ramón  powiedział  jej,  Ŝeby  dała  mu 

spokój.  Idź  do  diabła,  mówił  jego  głos  i  wyraz  twarzy.  Próbowała  wszystkiego,  co  jej 

przyszło na myśl, by skłonić go do wyjaśnień, ale odepchnął ją, słownie, jeśli nie fizycznie. A 

potem, kiedy juŜ się poddała, nagle zmienił zdanie. "Chodź tutaj" - polecił i wyciągnął rękę, 

aroganckim skinieniem palca rozkazując jej, by przysunęła się bliŜej.  

Najchętniej by mu odmówiła. Nawet zastanawiała się, czy tak nie postąpić, ale chęć buntu 

szybko. przeminęła. Nic dziwnego., Ramón był jej męŜem i kochała go.. Poza tym, jeśli miała 

zrealizować  plan  zdobycia  jego  serca,  mogła  to  osiągnąć  tylko  w  jeden  sposób.  Musiała 

sprawić, by jej poŜądał i chciał zatrzymać przy sobie, a nie mogła teg. zrobić, gdy dzieliła ich 

taka przestrzeń.  

- Estrello. ...  

W głosie Ramóna zabrzmiała ostrzegawcza nuta.  

Wiedziała,  Ŝe  jeśli  go  nie  posłucha,  moŜe  ostatecznie  zaprzepaścić  szansę  na  wspólną  noc. 

Więc przysunęła się do jego boku, poczuła otaczające ją ramiona i rozkoszowała się ich siłą i 

ciepłem.  W  krótkiej  jak  uderzenie  serca  chwili  zrozumiała,  dlaczego  nigdy  nie  będzie  w 

stanie walczyć z tym męŜczyzną, nigdy nie wystąpi przeciw niemu.  

Mogła tylko oddać mu się, ulec mrocznej zmysłowości, którą rozbudził w niej jego dotyk 

pocałunki.  PogrąŜona  w  ekstazie,  nie  zauwaŜyła,  Ŝe  samochód  zatrzymał  się  i  kierowca 

background image

powiedział coś do Ramóna. Gdy ten wyprostował się szybko i odsunął od niej, cofając dłoń, 

zaprotestowała nadąsanym szeptem, i próbowała znowu przyciągnąć jego głowę do swojej.  

- Estrello! - w głosie Ramóna irytacja łączyła się z szelmowskim rozbawieniem. - Jesteśmy 

na miejscu. Przyjechaliśmy.  

Kiedy  zamrugała  z  zaskoczeniem,  wyrwana  z  wszechogarniającego  podniecenia,  ujął  jej 

twarz w obie dłonie i wycisnął mocny, szybki pocałunek na rozchylonych wargach.  

-  Poczekaj  trochę  mi  Estreila,  mój  seksowny  kociaku.  Poczekaj.  Paco  tu  nie  zostanie, 

wyładuje  tylko  walizki  i  odjedzie.  Pozbędę  się  go  najszybciej  jak  potrafię.  Daję  słowo.  I 

wtedy będziesz tylko moja. Bądź cierpliwa ... i nienasycona.  

Potykając  się,  zdołała  wyjść  z  limuzyny,  utrzymując  się  w  pionowej  pozycji  tylko  dzięki 

muskularnemu  ramieniu  męŜa,  obejmującego  ją  w  pasie.  Ledwo,  ledwo  zwróciła  uwagę,  Ŝe 

Ramón dopilnował przeniesienia ich bagaŜu, podziękował kierowcy i wręczył mu niezwykle 

hojny  napiwek,  aby  ruszył  w  swoją  drogę  jak  najprędzej.  Nie  potrafiłaby  powiedzieć,  czy 

była  to  noc,  czy  dzień,  kiedy  zamknął  kopniakiem  drzwi  i  zwrócił  się  do  niej.  Wiedziała 

tylko, Ŝe nareszcie zostali sami.  

- Sami ...  

  - Sami - powtórzył Ramón. I wciąŜ nienasyceni.  

ROZDZIAŁ TRZYNASTY  

WciąŜ nienasyceni ...  

Ramón  nie  czekał  na  odpowiedź.  Nie  zapalając  światła,  uniósł  Estrellę  w  ramionach  i 

skierował się ku schodom, odnajdując drogę w ciemności niczym kot.  

Sypialnia  zalana  była  księŜycową  poświatą,  pozwalającą  orientować  się  we  wnętrzu.  Nie 

dał  Estrelli  szansy,  by  mogła  się  rozejrzeć.  Zsunął  ją  na  podłogę,  jednocześnie  zdejmując  z 

niej Ŝakiet, a potem obcisły top. Biustonosz został rozpięty juŜ wcześniej i teŜ wylądował w 

jakimś mrocznym kącie.  

Następny etap zajął więcej czasu. ,Nie z powodu niezręczności czy wahania Ramóna, lecz 

dlatego, Ŝe postanowił obsypać pocałunkami jej całe ciało.  

Estrella poczuła ciepło jego warg na czole, nosie, ustach; potem kontynuował tę zmysłową 

background image

podróŜ,  poświęcając  wiele  czasu  i  uwagi  jej  ramionom,  piersiom,  gładkiemu  brzuchowi, 

gdzie jego język badał zagłębienie pępka. Zanim dotarł do linii spodni, dziewczyna stała się 

kłębkiem nerwów i pragnęła tylko osunąć się na kolana.  

Ale  on  zaprotestował,  gdy  jej  osłabłe  ciało  zaczęło  ześlizgiwać  się  w  dół.  Podtrzymał  ją 

znowu, ostrzegając błyskiem oczu, by została tam, gdzie stoi. Tymczasem jego dłonie zajęły 

się pozostałymi częściamijej ubrania, układając je na podłodze ujej stóp.  

-  Ramónie!  -  westchnęła,  zacisnęła  palce  na  jego  ramionach,  gdyŜ  musiała  się  czegoś 

przytrzymać. - Proszę. Pragnę cię ... potrzebuję ciebie ...  

Upłynęło  wiele,  bardzo  wiele  czasu,  zanim  Estrella  odzyskała  zdolność  myślenia.  Powoli 

przestało  kręcić  się  jej  w  głowie,  serce  zaczęło  bić  normalnym  rytmem.  Była  jednak 

zmęczona,  wyczerpana  długim,  pełnym  emocji  dniem,  kilkakrotnie  budziła  się  i  zasypiała, 

zanim wreszcie poruszyła się, westchnęła, zatrzepotała powiekami i przeciągnęła się ...  

I zamarła, kiedy jej uwagę przyciągnęła panująca w sypialni cisza. Nie była to cisza, jakiej 

oczekiwała:  przyjemne,  przepełnione  poczuciem  bliskości  milczenie  dwojga  ludzi,  którzy 

niedawno oddawali się dzikiej, namiętnej miłości, doprowadzając się do takiego wyczerpania, 

Ŝ

e zasnęli spleceni ramionami.  

Nie  obudziła  się  w  objęciach  męŜa.  Zmusiła  się  do  otwarcia  oczu,  podciągnęła  do 

półsiedzącej pozycji, oparła na jednym łokciu i rozejrzała dokoła. Ramón siedział na brzegu 

łóŜka.  

- Co tam robisz?  

Nie potrzebowała słów, by odczuć niepokój, ostrzegający o nadciągającym 

niebezpieczeństwie. Była wciąŜ naga, chociaŜ ktoś - najwidoczniej Ramón - nakrył ją 

prześcieradłem, gdy spała. On miał na sobie czarne spodnie i białą koszulę, które niedawno 

temu z niego zerwała. 

przyglądał się jej niepokojąco zimnym, krytycznym wzrokiem.  

- Co ... co robisz?  

  - Czekam, aŜ się obudzisz.  

Te słowa były  

równie chłodne jak jego lodowate spojrzenie. Chłód przeniknął do jej serca.  

- Dlaczego? Stało się coś? Coś złego?  

Jego uśmiech zmroził Estrelli krew w Ŝyłach, niewidzialna, zimna ręka ścisnęła bezlitośnie 

jej Ŝołądek.  

- Oczywiście, Ŝe nie. Wszystko poszło tak, jak się spodziewałaś.  

- Jak się ... ? Nie wiem, o czym mówisz. Naprawdę wygląda na zdziwioną, stwierdził cy-

nicznie, patrząc na jej zmarszczone brwi i wyraz zaskoczenia w oczach. Miał ochotę 

background image

roześmiać się głośno na myśl, Ŝe próbowała odgrywać rolę, do której nie miała kwalifikacji. 

Jednocześnie w głębi jego serca kryła się niechciana, niewygodna myśl, Ŝe moŜe - tylko moŜe 

- istotnie nie miała o niczym pojęcia.  

Nie, to niemoŜliwe ...  

- Dostałaś to, czego chciałaś.  

- O tak. .. - Przeciągnęła się zmysłowo, z uśmiechem na ustach. - Dostałam.  

Ten uśmiech przeszył jego serce jak ostrze sztyletu, pozostawiając ranę, bolesną lecz nie 

ś

miertelną - przynajmniej na razie. Czy był aŜ takim głupcem, by nadal mieć nadzieję, Ŝe nie 

wykorzystała go tak paskudnie, jak podejrzewał? 

- Ty teŜ. - Nagle usiadła prosto, osłaniając się prześcieradłem. - Dostałeś, czego pragnąłeś, 

prawda? Chyba mój ojciec nie wycofał się z interesu?  

Potrząsnął  głową,  ale  ten  gest  nie  złagodził  surowego,  napiętego  wyrazu  jego  twarzy. 

Pozostała chłodna i obojętna jak zawsze.  

- Och, nie. Twój papa aŜ nazbyt chętnie złoŜył podpis na wykropkowanej linii.  

Oczywiście,  Ŝe  to  zrobił.  Ramón  miał  ochotę  znowu  potrzasnąć  głową,  tym  razem  z 

rozpaczy  nad  sobą.  Trzeba  mu  było  uczyć  się  od  starego  Alfreda,  a  jego  hasło  powinno 

brzmieć:  jaki  ojciec,  taka  córka.  Tymczasem  pozwolił,  by  owładnęły  nim  inne,  niezdrowe 

uczucia.  

- Więc dlaczego jesteś w złym humorze?  

- Myślałem o naszym małŜeństwie ...  

nie  doszedł  do  Ŝadnych  wniosków.  Wcześniej  wmówił  sobie,  Ŝe  to  nie  ma  znaczenia. 

Wiedział  przecieŜ,  Ŝe  nie  kochała  go,  czemu  więc  świadomość,  Ŝe  kłamała,  wyjaśniając, 

dlaczego wychodzi za mąŜ bez miłości, miała coś zmienić?  

- Ja teŜ. - Przysunąwszy się bliŜej, połoŜyła mu rękę na ramieniu, gładząc skórę, odsłoniętą 

przez podwinięty rękaw koszuli. - To była moja pierwsza myśl po obudzeniu.  

Przyszło mu to z trudem, ale nie zareagował.  

Cholera,  pragnął  to  zrobić;  cierpiał  istne  męki  piekielne.  Skóra  Estrelli  była  wciąŜ 

zaróŜowiona  od  Ŝaru  namiętności,  oczy  zmęczone,  z  lekko  opadającymi  powiekami,  i 

zaspane.  Absurdalnie  kunsztowna  fryzura  ucierpiała,  gdy  się  kochali,  więc  długie  czarne 

pasma,  splątane  i  rozsypane,  zwisały  wokół  jej  twarzy.  Miał  wielką  ochotę  wygładzić  je, 

załoŜyć za uszy, ale wiedział, Ŝe gdyby choć raz j ej dotknął, nie mógłby się juŜ powstrzymać. 

Zmusił  się,  by  siedzieć  bez  ruchu,  zimny  i  sztywny  niczym  marmurowy  posąg,  ze  spo-

jrzeniem bez wyrazu i zaciśniętymi zębami.  

- Och, Ramónie, przecieŜ to cię nie mogło zdenerwować ...  

background image

ZbliŜyła  się  jeszcze  bardziej  i  poloŜyła  głowę  na  jego  ramieniu.  Nie  przytrzymywała  juŜ 

prześcieradła, więc zaczęło się zsuwać powoli i prowokująco po jej ciele.  

Cholernie  dobrze  wiedział,  co  jest  grane.  Zamierzała  skierować  jego  myśli  na  inny  tor, 

uwodząc  go.  Ale  on  nie  chciał,  Ŝeby  odwracano  jego  uwagę.  Wcześniej,  w  samochodzie, 

mówił sobie, Ŝe to nie ma znaczenia. Poślubił ją, poniewaŜ go pragnęła i on teŜ jej pragnął; 

nadal  jej  pragnie,  bardziej  niŜ  kiedykolwiek.  Uznał,  Ŝe  wszystko  moŜe  się  ułoŜyć  -  więc 

zadowoli się tym, co ma.  

Ale to mu nie wystarczało. Nie mogło zatrzeć w jego pamięci faktu, Ŝe go oszukała i 

wykorzystała.  

- Wiedzieliśmy, Ŝe nasze małŜeństwo moŜe przetrwać.  

ZniŜyła głos do szeptu, który pobudzał jego zmysły, sprawiał, Ŝe poŜądanie zaatakowało go 

gwałtownie i z okrucieństwem. Z okrucieństwem, bo wiedział, iŜ musi je zwalczyć. Sam seks 

nie wystarczy, nawet jeśli ona w to wierzyła. 

Pociąg  seksualny  z  czasem  osłabnie,  moŜe  nawet  zniknąć  całkowicie.  I  co  im  wtedy 

zostanie?  Czego  zapragnie  Estrella,  kiedy  przestanie  ją  bawić,  Ŝe  ma  go  w  swojej  mocy,  i 

zacznie szukać nowej zabawki? Do diabła, nawet jego matka nigdy nie zamierzała zaciągnąć 

Juana Alcolara do łóŜka. Zakochała się w nim nieoczekiwanie.  

- Weszliśmy w nie z otwartymi oczami. Wiedzieliśmy, czego pragniemy - i dostaliśmy to.  

- Ale ty dostałaś o wiele więcej, niŜ podobno chciałaś.  

Była tak zaskoczona, Ŝe zamarła z otwartymi ustami.  

- Więcej niŜ ... więcej niŜ .. O, tak.  

Zaśmiała się. Do cholery, naprawdę się zaśmiała.  

Gniew znowu uderzył mu do głowy.  

- Tak, dostałam więcej, niŜ mogłam oczekiwać. Ale nie przypuszczałam, Ŝe o tym wiesz.  

- Nie przypuszczałaś!  

Był  to  ryk  ślepej  furii.  Zabójczej  mieszaniny  złości  i  bólu,  która  odbierała  zdolność 

myślenia. Czerwona mgła wściekłości przysłoniła mu oczy: nic nie widział, mógł tylko czuć.  

Nie zniesie dłuŜej jej bliskości. Nie będzie siedział spokojnie, podczas gdy ona wtula się w 

niego, z głową opartą na jego ramieniu, myśląc, Ŝe wystarczy tylko go pocałować, pozwolić, 

by to cholerne prześcieradło zsunęło się niŜej ...  

Nie!  Odsunął  się  od  niej  tak  gwałtownie,  Ŝe  straciła  równowagę  i  rozciągnęła  się  na  łóŜku. 

Zerwał  się  na  równe  nogi,  odskoczył  na  środek  pokoju,  odwrócił  się  do  niej,  obrzucając  ją 

wściekłym  spojrzeniem,  choć  poprzez  mgłę  zasłaniającą  mu  oczy  nie  mógł  zobaczyć  tej 

zakłamanej, podstępnej twarzy.  

background image

- A więc sama się przyznajesz! Mówisz, Ŝe to prawda!  

- Tak. .. myślę ...  

Jej głos ledwo przebijał się przez szum w jego uszach. Nagle umilkła, znieruchomiała i 

pobladła. - Jak się dowiedziałeś?  

- Od twojego ojca, oczywiście! - rzucił Ramón, wypluwając kaŜde słowo z gniewem. - Nie 

sądziłaś chyba, Ŝe mnie nie poinformuje, i to z radością?  

- Od ojca ... ? Ramónie, o czym my mówimy?  

- Och, oszczędź mi tego! - wybuchnął. Nie próbuj się wycofywać, dano Estrello. Ty i twój 

ojciec macie to, na czym wam zaleŜało. Zdobyłaś męŜa - chociaŜ był dopiero dziesiąty na 

twojej liście. Nawet dostałaś niespodziewaną premię, bo chcesz mieć go w swoim łóŜku. 

Czego brakowało pozostałym kandydatom, Ŝe nie miałaś na nich ochoty?  

Nie  próbowała  odpowiedzieć,  a  nawet  gdyby  starała  się  coś  wtrącić,  nie  słuchałby  jej. 

Mówił dalej, powodowany gniewem.  

-  Twój  ojciec  odzyskał  powaŜanie,  moŜe  mieć  nadzieję  na  wnuka  i  spadkobiercę,  nawet 

znalazł sobie frajera, by kupił jego stację. A ja ... ja wyszedłem na durnia!  

- Nie - usiłowała mu przerwać Estrella, ale nie chciał jej słuchać. 

- Tak, niech cię diabli, tak! Ale to koniec, querida! Koniec ... słyszysz? Koniec! Mam tego 

dosyć, więcej nie zniosę! Jesteś juŜ męŜatką i obyś przekonała się, Ŝe gra była warta świeczki. 

MoŜesz mieć tylko nadzieję, Ŝe to, co działo się w tym łóŜku minionej nocy, przyniesie efekt, 

jakiego pragnie twój papa. Jeśli naprawdę marzyłaś, Ŝe dasz mu wnuka, który odziedziczy po 

nim  tytuł  i  majątek,  to  lepiej  zacznij  się  modlić,  abyś  była  juŜ  w  ciąŜy.  Bo  przysięgam,  Ŝe 

nigdy więcej cię nie tknę.  

- Ramónie … 

Nie mógł dłuŜej wytrzymać z nią w jednym pokoju. Wiedział, Ŝe gdyby tu został, zrobiłby 

coś, czego mógłby potem Ŝałować. Albo by ją pocałował,  albo zabił - i  w tej chwili nie był 

pewien, która z dwóch pokus była silniejsza. A kaŜda z nich miałaby katastrofalny skutek.  

Więc  nie  chcąc  naraŜać  się  na  konsekwencje,  obrócił  się  na  pięcie,  wyszedł  z  sypialni, 

zbiegł  po  schodach  i  dotarł  do  drzwi.  Nie  zwalniając  prawie  kroku,  otworzył  je  tak 

gwałtownie,  Ŝe 

głośnym  hukiem  uderzyły  o  ścianę.  Chwilę  później  wyszedł  juŜ  na 

zewnątrz, w chłód nocy.  

Szedł  dalej,  nie  wiedząc,  dokąd  zmierza.  Nie  obchodziło  go  to,  pragnął  tylko  znaleźć  się 

jak najdalej od swej świeŜo poślubionej Ŝony. 

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY  

Estrella  nie  potrafiła  uwierzyć,  Ŝe  naprawdę  zapadła  w  sen.  Nie  zamierzała  tego  robić. 

Chciała czuwać i czekać na powrót Ramóna.  

Zbyt  zrozpaczona,  by  krzyczeć,  i  zbyt  spięta,  by  płakać,  potrafiła  tylko  siedzieć,  liczyć 

minuty,  zrywać  się  przy  kaŜdym  niespodziewanym  odgłosie,  czekać  -  i  modlić  się,  Ŝeby 

wrócił, przynajmniej po swoJe rzeczy.  

W pewnym momencie, nie zdając sobie z tego sprawy, usnęła. Na chwilę tylko zamknęła 

oczy, a kiedy je znowu otworzyła, zmiana oświetlenia ostrzegła ją, Ŝe od czasu, kiedy po raz 

ostatni  spojrzała  w  okno,  upłynęła  znaczna  część  nocy.  Rzuciła  okiem  na  zegarek.  Była 

czwarta nad ranem. Najmroczniejsza, najbardziej przygnębiająca godzina nocy.  

Najciemniej jest przed świtem. To przysłowie sprawiło, Ŝe poczuła się jeszcze gorzej. Dla niej 

ś

witem byłby powrót Ramóna, gdyŜ mieliby wtedy szanse porozmawiać i wyjaśnić sobie 

wszystko. Ale dom nadal pogrąŜony był w ciszy. A ona czuła się okropnie nieszczęśliwa. Z 

napięcia rozbolała ją głowa, dręczyło ją pragnienie i koniecznie musiała się czegoś napić.  

Pomyślała,  Ŝe  filiŜanka  kawy  mogłaby  złagodzić  fizyczne  dolegliwości.  Najpierw  jednak 

musi  znaleźć  kuchnię.  Nie  wiedziała  nawet,  gdzie  znajdują  się  kontakty,  więc  próbowała 

zejść  na  dół  po  ciemku,  trzymając  się  ścian,  pokonując  schody  po  jednym  stopniu,  z 

zachowaniem  największej  ostroŜności.  Hall  i  salon  równieŜ  tonęły  w  mroku,  walizki  jej  i 

Ramóna stały w plamie księŜycowej poświaty, tam gdzie je cisnęli przed kilku godzinami.  

- Po prawej stronie masz kontakt - usłyszała głos dolatujący z ciemności. Wzdrygnęła się i 

wydała słaby okrzyk przestrachu.  

- Nie bój się - powiedział cicho Ramón. - To tylko ja. Sprawdź na wysokości ramienia.  

Po  kilku  sekundach  poszukiwań  odnalazła  kontakt,  nacisnęła  go  i  nagle  pokój  zalało 

ś

wiatło tak jasne, Ŝe musiała przymruŜyć oczy.  

Ramon  siedział  w  jednym  z  obszernych,  czarnych  foteli,  ustawionych  w  drugim  końcu 

pokoju,  przy  wielkim,  pustym  kominku.  Musiała  przyznać,  Ŝe  wyglądał  koszmarnie.  Włosy 

miał  rozczochrane,  zmierzwione  przez  wiatr.  Pod  lśniącymi  dawniej,  teraz  przygaszonymi  i 

zachmurzonymi  oczami,  widniały  ciemne  kręgi,  a  silny  zarost  nadawał  mu  wygląd 

podejrzanego włóczęgi.  

- Jak tu wszedłeś? - tylko takie niemądre pytanie przyszło jej do głowy. 

- Mam klucz. - Jego głos był cichy i bezbarwny, równie pozbawiony wyrazu jak twarz.  

- Nic nie słyszałam.  

background image

- Pewnie dlatego, Ŝe nie chciałem cię zbudzić.  

I jak miała to rozumieć? Czy nie chciał jej budzić z troski o nią, czy dlatego, Ŝe nie chciał z 

nią rozmawiać?  

- Dawno wróciłeś?  

Skierował zasępione oczy na zegar, potem na jej twarz.  

- Jakąś godzinę temu. MoŜe półtorej.  

- I cały czas siedziałeś w ciemnościach?  

Skinął ponuro głową.  

- Miałem wiele do przemyślenia.  

- Och.  

Tyle  zdołała  wykrztusić.  Nie  odwaŜyła  się  zapytać,  o  czym  myślał.  Więc  poszukała 

ucieczki w banałach i sprawach praktycznych.  

- Ja ... chciałam zrobić coś do picia. TeŜ masz ochotę?  

Ledwo zdąŜyła to powiedzieć, kiedy Ramón zerwał się zwinnie na nogi i rzucił spojrzenie w 

kierunku drzwi, znajdujących się po drugiej stronie pokoju. 

- Zajmę się tym. Ty usiądź.  

- Ale ... - Estrella próbowała zaprotestować, uciszył ją zaraz uniesieniem dłoni.  

- Prościej będzie, jeśli ja to zrobię. Wiem, gdzie mam szukać. Kawa czy coś 

mocniejszego?  

- Poproszę o kawę.  

Drink tylko by ją dobił. Pomimo drzemki, była tak zmęczona, Ŝe alkohol uderzyłby jej do 

glowy 

i nie 

mogłaby sensownie rozmawiać.  

- O czym myślałeś?  

Zadała to pytanie tak cichym głosem, z takim wahaniem, Ŝe nie wiedziała, czy ją usłyszał, 

dopóki nie zatrzymał się na chwilę w drzwiach i nie spojrzał na mą.  

- Zrobię kawę - powiedział. - Wtedy pogadamy.  

czym myślałeś

 I jak mam na to odpowiedzieć, pytał się w duchu Ramón. Jego dłonie automatycznie 

napełniały wodą imbryk, przygotowały kawę, mleko i filiŜanki.  

O czym myślał? Oczywiście, o Estrelii. O ich związku. Czy łączy ich jakiś związek? Czy 

chciał tego? A jeśli tak, to co mają teraz zrobić?  

Przygotowywanie  kawy  nie  trwało  długo,  musiał  więc  zanieść  poczęstunek  do  pokoju,  w 

którym  czekała  Estrella.  Wydawała  się  bardzo  mała  w  porównaniu  z  olbrzymim,  obitym 

czarnym welurem fotelem.  

background image

- Proszę. 

Postawił filiŜankę z kawą na stoliku obok niej, potem z drugą filiŜanką w ręce podszedł do 

ustawionego  naprzeciwko  fotela.  W  ostatniej  chwili  uznał,  Ŝe  jest  zbyt  podminowany,  więc 

oparł się o ścianę i uwaŜnie obserwował Ŝonę.  

- To o czym chcesz rozmawiać?  

- Nie sądzę, by nasze małŜeństwo mogło przetrwać - powiedział bez ogródek. - Nic z tego 

nie będzie. 

- Dlaczego? Co się zmieniło?  

- Co się zmieniło? Zacznijmy od tego, Ŝe oŜeni-  

łem  się  z  tobą,  aby  ci  pomóc.  Mówiłaś,  Ŝe  trzeba  cię  ratować  przed  intrygami  ojca,  który 

koniecznie chce cię wyswatać. śe musisz uciekać.  

- Bo musiałam.  

Tak mocno zacisnęła palce na uszku filiŜanki, Ŝe aŜ pobielały jej kostki. Zbladła jeszcze 

bardziej.  

- Wiesz, Ŝe tak było ... sam widziałeś ...  

- Widziałem to, co chciałaś, Ŝebym zobaczył - wtrącił złośliwie. - Maskę biednej-małej-

boga-  

tej-dziewczynki,  którą  przywdziałaś.  Odegraną  scenkę  "Po  prostu  muszę  uciec"  i  "Nie 

obchodzi mnie, jak to zrobię".  

- Niczego nie odgrywałam!  

- Nie?  

Przestał  udawać,  Ŝe  pije  kawę,  na  którą  i  tak  nie  miał  ochoty,  i  odstawił  filiŜankę  na 

drewnianą obudowę kominka.  

- Nie! Przysięgam! Wiesz, jak wyglądało moje Ŝycie!  

- Wiem, co mi opowiadałaś. Równie dobrze mogłaś połowę zmyślić. A twój ojciec ...  

-  Nie  wierzysz  w  to,  co  ci  o  nim  mówiłam?  Ani  Ŝe  byłam  tak  nieszczęśliwa?  JuŜ 

zapomniałeś? Byłeś przy tym, kiedy ten c ... cap ... kiedy Esteban Ramirez ...  

- Och, widziałem go! I wtedy ci uwierzyłem. Ale nie miałem pojęcia, Ŝe zadecydowałaś 

juŜ, z kim chcesz iść do łóŜka. Tak jak kiedyś uznałaś, Ŝe masz ochotę na Pereę. 

Był  to  tak  nieoczekiwany  i  silny  cios,  Ŝe  zaszokowana  Estrella  odrzuciła  w  tył  głowę. 

Ogłupiała i drŜąca, wpatrywała się w Ramóna z przeraŜeniem.  

- Czy to mój ojciec ... Naprawdę w to wierzysz? Sądzisz, Ŝe ... ?  

Rozejrzała  się  po  pokoju  i  zauwaŜyła  lakierowaną  torebkę,  którą  połoŜyła  na  kredensie 

background image

zaraz po przyjeździe. Złapała ją i rzuciła do Ramóna, nie dbając o to, czy zdoła ją złapać.  

- Zajrzyj do niej. Dalej, otwórz i sprawdź ... Zbity z tropu, zrobił, co kazała. W środku, obok 

róŜnych damskich akcesoriów, znalazł złoŜoną białą kopertę, a w niej - urzędowo 

wyglądający dokument. Podpisany, opatrzony pieczęciami i datą.  

Ś

wiadectwo ślubu. - Co u ...  

Przez  chwilę  Ramónowi  wydawało  się,  Ŝe  trzyma  w  ręku  własne  świadectwo  ślubu,  ale 

przyjrzał się ponownie. Miał wraŜenie, Ŝe druk rozpływa mu się przed oczami, gdy zobaczył 

podpisy.  

Estrella Medrano. Carlos Perea.  

- Co to jest, Estrello?  

- Nie widzisz? - Jej głos ociekał goryczą. - Nie umiesz czytać? Jak sądzisz, co to moŜe 

być?  

- To świadectwo ślubu. - Nadal nie potrafił uwierzyć, Ŝe to powiedział. - Ty i Carlos ... Ale 

... my ....  

- Och, nie przejmuj się. - Ona równieŜ przestała udawać, Ŝe pije kawę. - Nie wpadaj w 

panikę. Nie popełniliśmy bigamii. Za to Carlos - tak!. Oczywiście, nie powiedział mi o tym. 

Inaczej nie byłabym tak głupia, by za niego wyjść.  

- On ... Wyszłaś za niego?  

- A sądzisz, Ŝe jak namówił mnie na ucieczkę?  

- Naprawdę nie wiedziałaś, Ŝe był Ŝonaty?  

- Przysięgał, Ŝe jest kawałerem!  

- Jak mogłaś nie wiedzieć?  

- Carlos mieszkał tu kiedyś, ale potem się wyprowadził. Ja teŜ wyjechałam, do szkoły, a 

potem na uniwersytet. Nie miałam pojęcia, co się z nim działo w międzyczasie. 

Wiedziałam tylko, Ŝe wrócił. śona z dziećmi nadal mieszkała w ich starym domu, w innym 

mieście. Jej matka zachorowała, więc musiała się nią opiekować. Przypuszczam, Ŝe nikt 

nic nie mówił, bo wszyscy o tym wiedzieli i uznali, Ŝe ja teŜ jestem poinformowana.  

Musiała zaczerpnąć tchu, nim wróciła do swej opowieści.  

- Namówił mnie, bym utrzymywała nasze spotkania w tajemnicy ... Powiedział, Ŝe ojciec 

nigdy go nie zaakceptuje. Oczywiście, tak by się stało. Teraz wiem, Ŝe chciał się tylko ze mną 

przespać ... Ale mówił.... Wiedział, Ŝe jestem zastraszona, więc powiedział, Ŝe pragnie się ze 

mną oŜenić.   .  

-  I  dlatego  z  nim  wyjechałaś?  -  spytał  zachrypniętym  głosem.  Był  zaszokowany  jej 

spowiedzią. I świadomością, Ŝe tak niesprawiedliwie ją oceniał. Jak zresztą wszyscy. - Kiedy 

background image

dowiedziałaś się prawdy?  

Ciemne oczy Estrelli spochmurniały na wspomnienie cierpienia, które przyniósł jej tamten 

koszmarny dzień.  

- Kiedy jego Ŝona zadzwoniła do hotelu, aby powiedzieć mu, Ŝe ich córeczka jest chora i 

potrzebuje go.  

Odpowiedź Ramóna była krótka, dosadna i niezwykle gwałtowna.  

- Ty odebrałaś telefon?  

- Tak.  

- Och, Estrello. - Mógł tylko potrząsnąć głową, tak był zdumiony ohydnym postępkiem 

tamtego męŜczyzny. - Ale dlaczego ... dlaczego nikomu nic nie powiedziałaś?  

Spuściła oczy, a jej bose stopy poruszały się niespokojnie po szlaku, wyznaczonym przez 

wzór dywanu.  

-  Co  dobrego  mogło  z  tego  wyniknąć?  Carlos  zginął  w  wypadku  tydzień  po  tym,  jak 

odkryłam  prawdę.  Jego  rodzina  ...  jego  Ŝona  i  dzieci  dość  juŜ  wycierpiały.  Nie  mogłam 

przyczyniać im więcej bólu.  

- Więc wzięłaś winę na siebie.  

-  Wytrzymałam  to...  Przyzwyczaiłam  się,  Ŝe  sprawiam  ojcu  zawód.  Tak  było  zawsze,  od 

chwili moich narodzin. Ojciec marzył wyłącznie o synach, niestety, nie spłodził ani jednego. 

Byłam  ostatnią  nadziej  ą  rodziców.  Oj  ciec  miał  ponad  pięćdziesiątkę,  kiedy  przyszłam  na 

ś

wiat, a matka nie mogła mieć więcej dzieci. On pragnął tylko męskiego spadkobiercy, który 

mógłby przejąć po nim posiadłość, poślubić cichą, grzeczną, dobrze skoligaconą młodą damę, 

zdolną do rodzenia kolejnych chłopców. Wnuków, kontynuatorów rodu Medrano. A dostał... 

córkę  -  oznajmiła  beznamiętnie.  - 

w  gruncie  rzeczy  nigdy  tego  nie  wybaczył  matce  ani 

mnie.  

- Nie rozumiem, jak ktoś moŜe być tobą rozczarowany - oznajmił, uświadamiając sobie, Ŝe 

mówi  szczerze.  -  Wiedziałem,  Ŝe  twój  ojciec  jest  durniem,  ale  teraz  mam  dowód.  Ja  teŜ 

okazałem się głupcem, skoro uwierzyłem choć w jedno jego słowo.  

Uniosła głowę, na jej bladej twarzy pojawił się słaby uśmiech.  

- Ja ... powiedziałam mu, Ŝe jedynym konkurentem, którego mogę przyjąć, jesteś ty.  

- Zamierzałaś mi o tym wszystkim opowiedzieć?  

- A j ak myślisz,· dlaczego ta koperta znalazła się  

w  mojej  torebce?  Przez  przypadek  miałam  ze  sobą  świadectwo  mojego  pierwszego,  nie 

legalnego  ślubu?  Miałam  zamiar  pokazać  je  tobie!  Wyznać  prawdę  ...  opowiedzieć  o 

background image

wszystkim. Chciałam zrobić to ostatniej nocy ... ale ty .... ale my ...  

- Tak mi przykro.  

Tylko  tyle  zdołał  powiedzieć.  Nie  potrafił  w  inny  sposób  okazać,  Ŝe  jej  współczuje, 

rozumie wszystko i pogardza męŜczyzną, który tak ją oszukał.  

- I 

twój ojciec wini cię za wszystko?  

Wykrzywiła z goryczą usta.  

- Znasz mojego ojca. MęŜczyźni są zawsze święci, dopóki nie sprowadzą ich na manowce 

rozpustne kobiety. Więc ja musiałam być grzesznicą, a Carlos - niewinną ofiarą.  

- Chętnie bym zabił tego drania.  

- Nie sądzę, aby to coś zmieniło. Ale ... ale i tak ci dzię … 

Głos  jej  się  załamał.  Zanim  Ramón  zdąŜył  pomyśleć,  juŜ  był  przy  niej,  osuwał  się  na 

kolana i otaczał j ą ramionami.  

Estrella  na  chwilę  przytuliła  twarz  do  jego  ramienia  i  poczuł  wilgoć  łez  na  swej  koszuli. 

Mógł tylko gładzić ją po plecach, po włosach.  

- To jednak nie wszystko, prawda? - wykrztusiła. - Nie dlatego byłeś taki zły.  

Naprawdę  sprawiał  wraŜenie  zakłopotanego,  a  nawet  zaŜenowanego;  powstał  z  kolan  i 

przysiadł na poręczy jej fotela.  

- To moŜe poczekać.  

- Nie moŜe! Nie pozwolę na to! Jeśli zamierzasz zarzucać mi kłamstwo, oskarŜać, Ŝe ... 

zrobiłam z ciebie durnia, to miej przynajmniej tyle przyzwoitości, by powiedzieć, na czym 

się opierasz. Kto ci coś powiedział?  

Westchnął i przeczesał włosy palcami. - Twój ojciec.  

- Ojciec? Co mówił? 

dlaczego mu uwierzyłeś, skoro wiesz, Ŝe zrobiłby wszystko .... 

powiedział wszystko ...  

- Więc to nieprawda, Ŝe groził ci wydziedziczeniem, jeśli nie wyjdziesz za mąŜ?  

- Tak. To prawda.  

- Co? - Ramón pochylił się, z wyrazem determinacji na urodziwej twarzy. - Nie 

dosłyszałem. 

- Powiedziałam "tak". Tak! Tak! Ojciec oznajmił, Ŝe nie dostanę złamanego grosza, Ŝe 

wyrzuci mnie na ulicę. To chciałeś wiedzieć? Jesteś zadowolony?  

- Nie - odparł, wstając i krąŜąc wokół fotela. Nie.  

- Co "nie"? Nie, nie wierzysz, czy ...  

- Nie, do diabła, nie jestem zadowolony! Nie to chciałem usłyszeć.  

background image

O dziwo, uwierzyła mu. Ale w zakamarkach jej umysłu kryło się paskudne podejrzenie.  

- Myślisz, Ŝe dlatego za ciebie wyszłam? O to chodzi! Sądzisz, Ŝe zrobiłam to dla 

pieniędzy.  

- Sama przyznałaś ...  

- Powiedziałam tylko, Ŝe ojciec rzeczywiście groził mi wydziedziczeniem. A ty masz 

czelność prawić mi morały i udawać świętszego od papieŜa! Ty, który oŜeniłeś się ze mną 

dla tej cholernej stacji telewizyjnej!  

- Nie!  

- Tak! Daj spokój, Ramónie - drwiła. - Pamiętasz, jak mówiłeś, Ŝe ojciec zaproponował ci 

interes. śe mógłbyś mieć stację za połowę ceny. I podpisałeś z nim umowę dzisiaj ... to 

jest wczoraj - poprawiła się szybko. - Nie mogłeś się doczekać! Przepisał na ciebie stację 

w dzień naszego ślubu. Prawda?  

- Tak. Ale nie za pół ceny. Chciał mi ją ofiarować w prezencie ślubnym.  

- Och, gratuluję - stwierdziła z pogardą. Ból przeŜerał ją na wylot niczym kwas. - Więc 

ubiłeś lepszy interes, niŜ się spodziewałeś. 

- Nie, poniewaŜ nie zapłaciłem ...  

- Nie zapłaciłeś nic. Dostałeś ją za darmo.  

- Estrello! - Uciszył ją od razu, nie mogła mówić dalej. - Nie tylko nie dostałem stacji za 

darmo, ale zapłaciłem całą sumę. Co do grosza. I dałbym więcej, gdybym musiał.  

Otworzyła i zamknęła usta, próbując coś powiedzieć, lecz nie wydostał się z nich Ŝaden 

dźwięk.  

- Ale ... - wykrztusiła w końcu. - Dlaczego?  

- CzyŜ to nie oczywiste?  

- Nie dla mnie. Dlaczego ktoś, a ty w szczególności, miałby płacić pełną cenę za coś, co 

moŜe dostać za pół ceny czy nawet w prezencie?  

Uśmiechnął  się  kpiąco,  jakby  drwiąc  z  samego  siebie,  w  spojrzeniu,  które  jej  rzucił, 

równieŜ odbijała się ta ironia. Zaczerpnął głośno tchu.  

- Bo cię kocham.  

Przyznał w duchu, Ŝe był najwyŜszy czas na to wyznanie. Jedynie ono wyjaśniało, co czuł. 

Tyle Ŝe próbował nie przyznawać się do tego, nawet przed  

sobą·  

Estrella wciąŜ starała się zrozumieć, co powiedział.  

- PrzecieŜ ... przecieŜ mówiłeś, Ŝe nasze małŜeństwo nie ma przyszłości.  

Ponownie zanurzył obie dłonie we włosach.  

background image

- UwaŜałem, Ŝe nie ma na to szans, skoro tylko jedno z nas jest zakochane.  

- Ale ty juŜ odrzuciłeś propozycję mojego ojca. Znowu zaczął krąŜyć po pokoju, niczym 

tygrys w klatce. 

- Nie mogłem inaczej postąpić. Nie chciałem, Ŝebyś myślała, Ŝe Ŝenię się z tobą z powodu tej 

stacji. - Ale to ja zaproponowałam taki układ.  

- Za to ja nie potrafiłem doprowadzić go do końca.  

ChociaŜ wciąŜ nie byłem w stanie przyznać, Ŝe to, co czuję, jest miłością, wiedziałem, Ŝe nie 

zgodzę  się,  byśmy  rozpoczęli  nasze  wspólne Ŝycie  w  ten  sposób.  Tak,  chciałem  mieć  stację 

Medrano,  ale  ciebie  pragnąłem  jeszcze  bardziej.  I  chciałem  zdobyć  cię  bez  Ŝadnych 

warunków, zobowiązań czy ekwiwalentów finansowych.  

Nieoczekiwanie  Estrella  wysunęła  się  do  przodu,  chwyciła  go  za  ręce,  tak  Ŝe  musiał 

spojrzeć w jej płonące, ciemne oczy.  

- I właśnie wtedy mój ojciec powiedział ci, Ŝe groził mi wydziedziczeniem?  

- Tak.  

- Ale postawił mi to ultimatum po tym, jak poprosiłam cię, Ŝebyś wziął ze mną ślub. 

Tamtego dnia, w zamku, kiedy przyszedłeś się oświadczyć, i kiedy zjawił się ten ... cap, to 

wtedy powiedział mi o swej decyzji. Albo znajdę męŜa, albo stracę wszystko.  

Jej oczy błagały, aby jej uwierzył. Chciał jej wierzyć.  

-  Ramónie,  uwierz  mi,  proszę  -  błagała  teraz  Estrella,  i  w  tej  samej  chwili  uświadomił 

sobie, Ŝe nie potrzebuje Ŝadnego dowodu.  

- Wierzę ci - odparł.  

Estrella wzięła głęboki oddech, potem powoli wypuściła powietrze z płuc. Serce jej waliło z 

radości. Ramón ją kochał i ufał jej. Czego jeszcze mogła pragnąć?  

Teraz kolej na nią. Za długo kazała mu czekać. Musiała szybko zakończyć jego cierpienie.  

- Powiedziałeś, Ŝe nasze małŜeństwo nie ma przyszłości, skoro tylko jedno z nas jest 

zakochane ... ?  

- Nie sądzę, abym mógł to znieść.  

- Nie sądzisz, abyś mógł to znieść! Och, Ramónie ... – Ujęła jego dłonie i uścisnęła je mocno. 

Ja teŜ bym nie mogła. A jeśli czujemy to samo?  

Nie spuszczała z niego wzroku i ujrzała w jego oczach najpierw zmieszanie, potem - gdy 

uświadomił sobie znaczenie jej słów - pojawiła się w nich  

nadzieja.  

.  

- Czy ty ... ?  

- Tak - odparła. - Tak, mówię ci, Ŝe ja teŜ cię kocham. Kocham cię całym sercem i duszą. 

background image

Prawdziwym powodem, dla którego poprosiłam, byś się ze mną oŜenił, było to, Ŝe 

zaczynałam cię kochać i nie mogłam nic na to poradzić. Mówię ci, Ŝe nigdy nie byłeś 

numerem dziesiątym na mojej liście. Zawsze byłeś i będziesz numerem pierwszym. I mówię 

ci, Ŝe chcę, aby nasze małŜeństwo było prawdziwe - pełne miłości i dzielenia się wszystkim, 

przez resztę naszego Ŝycia. Jak ty, nie zniosłabym, gdyby było inaczej.  

Przeczytała odpowiedź w jego twarzy, zanim porwał ją w ramiona.  

- Nie grozi ci to - zapewnił ją głosem pełnym szczerości. - Nasze prawdziwe małŜeństwo 

zaczyna się teraz, kiedy ja wiem juŜ, Ŝe mnie kochasz, a ty – Ŝe ja ubóstwiam ciebie. Nie 

mogę bez ciebie Ŝyć. A Ŝeby tego dowieść ...  

Wziął  ją  za  rękę,  przeprowadził  przez  wielkie,  oszklone  drzwi  na  taras  przed  domem. 

Słońce zaczynało właśnie wschodzić, wyzłacając niebo swoim ogniem.  

I kiedy świt oznajmił początek nowego dnia, Ramón powtórzył i odnowił swoją przysięgę 

małŜeńską,  którą  złoŜył  jej  poprzedniego  dnia,  a  Estrella  powtórzyła  swoją.  Tak  rozpoczęli 

wspólne, pełne miłości Ŝycie.