background image

 

 

DRAMAT W HOLLYWOOD 

Janice Kaiser 

 

Czy Sydney przełamie swe uprzedzenia do świata blichtru i 

konwenansu, jakim, jej zdaniem, jest Hollywood? 

 

 

Tytuł oryginału Heartthrob  

Przekład Ewa Bogatyńska 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ 1 

 

-  Proszę  mi  darować  głupie  pytanie  -  powiedział  Abe 

Cohen.  -  Ale  jak  zamierza  pani  ochraniać  kogoś,  kim  pani 
pogardza? 

Sydney Charles pomyślała, że musi mieć się na baczności. 

Nie  mogła  pozwolić,  aby  Abe  Cohen  zniechęcił  się  do  jej 
projektu. Od niego zależało, czy dostanie pracę. 

- Panie Cohen... - zaczęła spokojnym tonem. 

-  Mów  mi  Abe,  kochanie.  Twoja  matka  mówiła  do  mnie 

Abe  przez  trzydzieści  lat.  Ty  też  możesz  tak  się  do  mnie 
zwracać. 

- Abe - poprawiła się Sydney, starając się ukryć napięcie  - 

policjant  nie  musi  być  zakochany  w  ofierze,  żeby  szukać 
mordercy,  a  specjalista  od  ochrony  nie  musi  być  jakoś 
szczególnie  związany  z  pracodawcą.  A  w  ogóle,  to  mam 
podobno pilnować córeczki Zinna Garretta, a nie jego samego. Z 
mojego punktu widzenia fakt, że Zinn Garrett jest aktorem, nie 
ma  żadnego  znaczenia.  A  ponieważ  to  Garrett  podpisuje  czek, 
będę starała się być dla niego uprzejma. 

- Uprzejma to za mało - odrzekł Cohen, pociągając cygaro. 

- Gwiazdy filmowe to na ogól ludzie bardzo drażliwi, przywykli 
do tego, że wszyscy całują ich po rękach. Wiesz o tym. Zinn nie 
jest aż taki okropny jak większość z nich, czasem nawet potrafi 
być  całkiem  rozsądny.  Nie  zapominaj  jednak,  że  jest  aktorem. 
Ma  pieniądze,  jest  uwielbiany  i  mieszka  w  tym  mieście.  A  co 

background image

najważniejsze - ubóstwia swoją córkę. Czy mam jeszcze coś do 
tego dodać? 

Sydney niecierpliwie potrząsnęła głową, odrzucając do tyłu 

blond warkocz. 

-  Nie,  wszystko jasne,  Abe.  Chciałam  ci  tylko  powiedzieć, 

co  w  ogóle  myślę  o  aktorach.  Dobrze  znam  Hollywood  i  nie 
przepadam  za  jego  mieszkańcami.  Oczywiście,  nie  mam  na 
myśli tu obecnych - dodała szybko.  

Abe Cohen uśmiechnął się lekko, usiadł wygodniej w fotelu 

i zadumał się. 

Sydney  była  przekonana,  że  Abe  równie  dobrze  sam 

mógłby  grać  w  filmach,  oczywiście  jako  aktor  drugoplanowy. 
Był  już  po  sześćdziesiątce,  miał  solidny  brzuszek,  pokrytą 
zmarszczkami  twarz,  z  charakterystycznym  perkatym  nosem. 
Przy  tym  błyszczącą  łysinę  i  nieodłączne  cygaro  w  kąciku  ust. 
Biuro  Abe'a  mieściło  się  w  dość  starym  budynku  w  Beverly 
Hills.  Nie  było  może  imponujące,  ale  przytulne  i  wypełnione 
najróżniejszymi  pamiątkami  z  Hollywood.  Matka  opowiadała 
kiedyś Sydney, że Abe miał nawet statuetkę Oskara, którą jakiś 
klient zapisał mu w testamencie. Ściany biura były obwieszone 
fotografiami gwiazd filmowych z różnych czasów, oczywiście w 
towarzystwie  Abe'a  Cohena.  Abe  zresztą  zaraz  po  przyjściu 
Sydney  do  biura  pokazał  jej  zdjęcie,  na  którym  stał  pomiędzy 
Lee  Lorraine,  matką  Sydney,  i  Dickiem  Charlesem,  jej  ojcem. 
Zdjęcie  było  zrobione  w  czasie  kręcenia  jakiegoś  filmu,  ze 
dwadzieścia  siedem  lat  temu.  Sydney  nigdy  przedtem  nie 
widziała  tej  fotografii.  Teraz,  w  czasie  rozmowy,  ukradkiem 
przypatrywała  się  ojcu,  którego  ledwie  znała.  Abe  nagle 
przechylił się nad biurkiem. 

background image

-  Widzisz,  Sydney  -  powiedział  -  nie  mogę  cię  polecić 

Zinnowi  Garrettowi  tylko  dlatego,  że  znałem  twoją  matkę. 
Dlaczego  właściwie  miałbym  to  robić?  Zresztą  ciągle 
wysłuchuję od ludzi najrozmaitszych propozycji i pomysłów. A 
co  ty  masz  do  zaproponowania?  -  Wydmuchnął  dym  w  stronę 
sufitu  i  znowu  oparł  się  wygodnie  w  fotelu.  -  Proszę  bardzo, 
słucham. 

Sydney  wiedziała,  że  musi  teraz  dobrze  wypaść.  Kilka 

miesięcy  temu  otworzyła  prywatne  biuro  detektywistyczne,  ale 
interes  nie  szedł  zbyt  dobrze.  Otrzymała  w  tym  czasie  tylko 
kilka  niewielkich  zleceń,  więc  postanowiła  postarać  się  o 
kontrakt jako specjalistka od ochrony osobistej. Rozpaczliwie go 
potrzebowała,  gdyż  skończyły  się  jej  oszczędności.  Była 
zmuszona  wrócić  do  domu  matki,  bo  nie  mogła  dalej  opłacać 
wynajmowanego mieszkania. Co gorsza, gdyby nie udało się jej 
zdobyć  szybko pieniędzy, trzeba  będzie  zamknąć własne biuro. 
Postanowiła więc zająć się ochroną osobistą. Ludzie dobrze za to 
płacili,  więc  miała  nadzieję,  że  wybrnie  jakoś  z  kłopotów 
finansowych. 

- Abe, będę z tobą szczera. Nie mam jeszcze takiej pozycji 

wśród  prywatnych  detektywów  jak  Michelle  Pfeiffer  wśród 
aktorek.  Na  razie  nie  jestem  gwiazdą.  Ale  jestem  naprawdę 
dobra  w  tym,  co  robię.  Wiele  razy  zajmowałam  się  ochroną 
osobistą,  kiedy  jeszcze  pracowałam  u  Candy'ego  Gonzaleza  i 
zawsze robiłam to dobrze. Teraz sama założyłam biuro i chcę się 
specjalizować właśnie w ochronie ludzi. 

- Jak długo pracowałaś u tego Gonzaleza?  

- Trochę ponad rok. 

- A przedtem? 

background image

-  Studiowałam  na  University  of  Califomia  w  Los  Angeles, 

specjalizowałam się w kryminologii. 

Abe strząsnął popiół do popielniczki. 

- Kłopot w tym, że nie masz zbyt dużego doświadczenia. 

Sydney  spojrzała  na  palmy  za  oknem,  potem  potrząsnęła 

głową. 

-  Oczywiście  -  powiedziała  -  za  moją  pierwszą  rolę  nie 

dostałam  nominacji  do  Oskara,  ale  odniosłam  sukces  i  znam 
swój fach. 

-  No  dobrze,  malutka,  ale  kontynuując  twoje  porównanie 

muszę ci powiedzieć, że przed producentem zawsze stoi pytanie: 
czy  zaangażować  nieznaną  debiutantkę,  a  to  zawsze  jest  duże 
ryzyko, czy raczej postawić na znaną gwiazdę. 

Sydney pochyliła się ku niemu. 

- Jestem naprawdę dobra, daj mi tylko szansę - poprosiła. 

Abe machnął ręką. 

- Kochanie, posłuchaj dobrej rady. W tym mieście, jeśli się 

czegoś  chce,  trzeba  chcieć  z  całej  siły.  A  na  twojej  twarzy  nie 
widać ani śladu determinacji. Weźmy na przykład twoją matkę. 
Kiedy zaczynała karierę, była biedna jak mysz, do studia weszła 
w  starej  sukienczynie,  ale  na  planie  filmowym  umiała  od  razu 
przemienić  się  w  milionerkę.  Widać  więc  było,  że  odniesie 
sukces. 

- Matka była aktorką, ja nią nie jestem - zauważyła Sydney. 

- Zinn Garrett za to jest aktorem, i to znanym. 

background image

-  Panie  Cohen,  nie  będę  błagać  pana  o  tę  pracę.  Jestem 

jednak pewna, że dam sobie radę. 

- Będę z tobą szczery - powiedział Abe Cohen. - Osobiście 

wolałbym wysłać cię do znanej wytwórni filmów niż do ochrony 
dzieciaka Zinna przed jakąś maniaczką. Musisz sama się dobrze 
zaprezentować - poradził. 

- Czy to znaczy, że mnie pan poleci do tej pracy? 

- Tak, ale to wszystko, co mogę zrobić. Potem musisz sobie 

radzić sama. 

-  To  cudownie!  -  wykrzyknęła  Sydney,  uderzając  dłonią  o 

biurko. 

-  Nie  myśl  tylko,  że  już  dostałaś  tę  pracę.  W  tym  mieście 

trzeba  umieć  się  sprzedać.  Teraz  będziesz  musiała  jeszcze 
przekonać do siebie Zinna Garretta. 

Sydney  mimo  wszystko  była  zadowolona.  Kontrakt  u 

Garretta to była poważna sprawa. W każdej gazecie opisywano, 
że  sławnemu  aktorowi  grożono  porwaniem  córki.  Wszyscy  o 
tym  mówili.  Tak,  to  było  poważne  zadanie  i,  jeśli  jej  się  uda, 
może stać się początkiem kariery. 

Abe Cohen patrzył na nią z wyraźnym rozbawieniem. 

-  Wiesz,  dziecinko,  zawsze  dziwiło  mnie,  że  mając  matkę 

aktorkę, sama nie połknęłaś bakcyla filmu. Kiedyś rozmawiałem 
z nią o tym i tłumaczyłem, że nie można nic robić na siłę. 

Tak,  matka  marzyła,  by  i  Sydney  została  aktorką.  Kiedy 

była jeszcze małym dzieckiem, zabierała ją na wszystkie próbne 
zdjęcia  dla  młodocianych  aktorów.  Marzeniem  Lee  Lorraine 
było  zrobić  z  córki  gwiazdę  filmową.  I  trudno  powiedzieć,  co 

background image

było dla matki większą porażką i rozczarowaniem  - czy koniec 
jej  własnej  kariery  filmowej,  czy  też  kompletny  brak 
zainteresowania Sydney światem filmu i wielkich gwiazd. 

Abe przyjrzał się dziewczynie dokładnie. 

-  Wesz,  że  masz  dobre  zadatki  -  wyznał  z  uśmiechem.  -  Z 

taką figurą i buzią mogłabyś zrobić karierę. Ale to nie wszystko 
- westchnął. - Nie odziedziczyłaś po rodzicach miłości do filmu. 

Sydney często powtarzano, że jest bardzo podobna do matki 

z lat młodości, ale poza tym różniły się we wszystkim. 

-  Tak,  aktorstwo  nigdy  mnie  nie  pociągało  -  potwierdziła 

Sydney. 

Abe ze smutkiem pokiwał głową. 

-  Mama  chyba  ci  powiedziała,  że  zajmowałem  się  także 

sprawami twojego staruszka? 

Sydney poczuła znajomy ból, ale uśmiechnęła się, żeby nie 

dać  nic  poznać  po  sobie.  Ostatnią  osobą,  o  której  chciałaby 
rozmawiać, był Dick  Charles, ale zdawała sobie sprawę, że nie 
da się tego uniknąć. 

- Tak, mama wspominała mi o tym. 

-  Dick  był  jednym  z  wielkich.  -  Abe  żuł  cygaro.  -  Był 

wielki  wtedy,  kiedy  jeszcze  w  filmach  grały  prawdziwe 
gwiazdy. 

Sydney  nic  nie  powiedziała.  Teraz,  kiedy  Abe  obiecał 

zarekomendować ją, powinna przynajmniej być uprzejma. 

-  Wielka  szkoda,  że  nie  znałaś  lepiej  swojego  staruszka  - 

kontynuował Abe. 

background image

- Miałam jednak matkę - Sydney z trudem przełknęła ślinę - 

i naprawdę szczęśliwe dzieciństwo, a to jest najważniejsze. 

Abe uśmiechnął się i potaknął. 

- Wiesz, dziecinko, bardzo mi przypominasz twoją matkę. 

- Dziękuję. To chyba komplement, prawda?  

Abe znowu potaknął. 

- A jak się miewa Lee?- zainteresował się. 

-  Zupełnie  dobrze,  choć  trochę  dokucza  jej  artretyzm  - 

odparła Sydney. 

-  Artretyzm  jest  dokuczliwy,  zwłaszcza  dla  takiej  tancerki 

jak twoja mama - stwierdził Abe. 

- Mama nie tańczy od lat! 

-  Oczywiście,  nie  tańczy  już  zawodowo,  ale  wierz  mi 

dziecko, że to zostaje człowiekowi we krwi na zawsze. Choćby 
parę kroków na dywanie w salonie. Lee na pewno tańczy, mogę 
się założyć. 

Abe wydmuchnął dym z cygara. 

-  Tak  -  mówił  dalej  -  jej  historia  była  jedną  z  bardziej 

tragicznych  w  Hollywood.  Może  dlatego,  że  zaczęła  karierę  w 
nieodpowiednim  czasie.  Najważniejsze  to  trafić  na  właściwy 
moment.  Lee  Lorraine  miała  wszelkie  dane  po temu,  by zrobić 
wielką  karierę,  ale  jej  nie  zrobiła.  Pewnie  już  ci  o  tym 
opowiadano? - zapytał. 

Sydney  poruszyła  się,  jakby  było  jej  niewygodnie  na 

wyściełanym krześle. Zawsze sprawiało jej przykrość słuchanie, 

background image

jak  to  matka  nie  zrobiła  wielkiej  kariery,  a  ojciec  zrobił,  i  to 
właśnie wtedy, kiedy matka poświęciła się jej wychowywaniu, a 
ojciec… Najdelikatniej mówiąc, nie można było nic szczególnie 
dobrego o nim powiedzieć. 

-  Aktorzy  tacy  jak  twoja  matka  to  już  zanikający  typ.  Ja 

zresztą też należę do tego samego gatunku - westchnął. 

Sydney  wiedziała,  że  stary  agent  reklamowy  lubił  grać 

przed  ludźmi,  a  jedną  z  jego  sztuczek  było  niewątpliwie 
narzekanie.  Najważniejsze  jednak,  że  zechciał  jej  pomóc  i  że 
poleci ją Zinnowi Garrettowi. Była mu za to szczerze wdzięczna. 

- Abe, co mam dalej robić? 

Agent podał jej kartkę. 

-  Powiedziałem  Zinnowi,  że  o  pierwszej  będziesz  u  niego. 

Tu masz adres. 

Sydney nie mogła ukryć zdumienia. 

- Czy to znaczy, że już wcześniej mnie umówiłeś? 

- No tak, ale gdybyś mi się nie spodobała, to bym wszystko 

odwołał.  Rozmawiałem  z  nim  wczoraj,  był  gotów  zatrudnić 
kogoś innego. W tym przypadku jednak czas się bardzo liczy. 

Sydney  zerwała  się  z  krzesła,  pochyliła  nad  biurkiem  i 

mocno uścisnęła dłoń Abe'a. 

- Dziękuję ci bardzo! - wykrzyknęła. 

- A ja ci życzę, żebyś sobie na tej sprawie połamała nogi. 

Sydney odwróciła się i podeszła do drzwi, ale zatrzymał ją 

głos Abe'a. 

background image

-  Nawiasem  mówiąc,  Zinn  ma  dobre  oko.  Twoja  figura… 

No, mądrej głowie dość dwie słowie. 

Sydney  kiwnęła  głową,  że  rozumie.  Tego  właśnie 

nienawidziła  w  Hollywood.  Kobiety  i  mężczyźni  byli  na 
sprzedaż. Nie zawsze chodziło o seks. Był to po prostu naturalny 
sposób  bycia  w  tym  mieście,  tak  nieodzowny  jak  makijaż  czy 
eleganckie stroje. Widziała, jak to się skończyło w przypadku jej 
matki  i  dlatego  postanowiła,  że  sama  nigdy  nie  będzie 
naśladować stylu życia gwiazd filmowych. 

Wyszła  z  biura  Abe'a  i  podeszła  do  swojej  hondy  stojącej 

na  parkingu.  Westchnęła  na  widok  sporej  plamy  ropy  i 
wyciekających  ciągle  spod  silnika  kropli.  Rzeczywiście,  silnik 
jakoś  dziwnie  zachowywał  się  od  pewnego  czasu.  Musi 
podjechać do najbliższej stacji, dokupić ropy i mieć nadzieję, że 
uda się jej dojechać na czas do domu Zinna Garretta przy Pacific 
Palisades. Spojrzała na zegarek. Musi się pospieszyć, jeśli chce 
zdążyć. 

Wsiadła do samochodu, który na szczęście od razu zapalił. 

Sydney  nerwowo  splatała  warkocz,  czekając  w 

samochodzie  pod  domem  Garretta.  Rozmawiała  już  z 
gospodynią przez domofon i dowiedziała się, że Garretta jeszcze 
nie ma. Upływały następne minuty, a Garrett ciągle nie wracał. 
Patrzyła teraz na solidną bramę i modliła się w duchu, by aktor 
nie  zmienił  zdania  i  nie  znalazł  kogoś  innego  do  ochrony.  Dla 
niej ta praca stanowiła ostatnią deskę ratunku. 

Sydney  była  zdecydowana  wykonać  swoje  zadanie. 

Zdawała  sobie  sprawę  z  wszelkich  niebezpieczeństw,  choć 
większość  tego  rodzaju  zajęć  polegała  na  zwykłej,  codziennej 
harówce, ale za to właśnie jej płacono i z tego żyła. 

background image

Bez  wątpienia  prędzej  wzięłaby  udział  w  bandyckim 

napadzie,  łaziłaby  do  szulerni  i  grała  tam  z  handlarzami 
narkotyków,  niż  dałaby  się  namówić  na  milutkie  pogawędki  z 
aktorami  i  aktorkami,  opowiadającymi  głównie  o  problemach 
swoich  duszyczek.  Dobrze  znała  mentalność  mieszkańców 
Hollywood,  więc  wiedziała,  czego  można  się  po  nich 
spodziewać.  Może  tak  się  szczęśliwie  złoży,  że  Garrett  będzie 
większość czasu spędzał na planie i opiekę nad córką powierzy 
wyłącznie jej. 

Sydney  spoglądała  na  Pacyfik  i  wznoszące  się  u  jego 

brzegów pagórki Beverly Hills. Dom Garretta znajdował się na 
samym  szczycie  wzgórza,  widok  stamtąd  musiał  być  piękny. 
Teraz  jednak  rozkoszowanie  się  widokami  uniemożliwiał 
unoszący się w powietrzu i niemal całkowicie zasłaniający niebo 
smog, który przypominał o bliskości Los Angeles. 

Sam  dom  był  zupełnie  nowy,  pewnie  zbudowany  na 

polecenie  Garretta.  Zamiast  powszechnego  w  tej  okolicy 
różowawobeżowego  tynku  i  czerwonych  dachówek,  dom  miał 
białe  mury  i  zielonkawy  dach.  Wokół  rosły  olbrzymie  palmy  i 
kolorowo kwitnące krzewy. 

Sydney  spojrzała  na  zegarek.  Garrett  spóźniał  się  już  pól 

godziny.  Nie  był  to  najlepszy  znak.  Jadąc  tu  z  biura  Abe'a 
przygotowała  się,  co  i  jak  ma  powiedzieć,  ale  teraz  nabierała 
wątpliwości, czy się jej uda. 

Wczoraj,  kiedy  przewoziła  swoje  rzeczy  do  domu  matki, 

czuła  się  kompletnie  przegrana,  a  kiedy  matka  zaproponowała, 
że przyjmie kilku uczniów, żeby trochę zarobić, czuła, że serce 
niemal jej pęka. 

Matka utrzymywała je obie nie tylko grając w filmach, ale 

background image

także prowadząc niewielkie studio, w którym uczyła tańca dzieci 
aktorów i przyszłe baletnice. Zapewniało to niewielki dochód, i 
pozwalało  matce  zachować  kontakt  z  tym,  co  tak  kochała. 
Jednak  z  wiekiem  i  w  miarę,  jak  zaczął  rozwijać  się  u  niej 
artretyzm, musiała zaprzestać dawania lekcji. 

Sydney  domyślała  się,  że  matka  nigdy  nie  zaprzestała 

marzeń  o  karierze  filmowej.  Z  czasem  wszystkie  ambicje 
przerzuciła na córkę. Ciągle opowiadała jej o świecie filmu, ale 
Sydney  zawsze  była  bardzo  niezależna  i  nie  poddawała  się 
wpływom matki. 

Konflikt  między  nimi  wynikał  właśnie  z  odmiennych 

upodobań  i  dla  obu  był  trudny  do  rozwiązania.  Sydney  bardzo 
cierpiała,  bo  kochała  matkę  gorąco  i  była  jej  wdzięczna  za 
wszystkie  poświęcenia.  Nawet  teraz  trudno  było  wytłumaczyć 
Lee,  że  jej  wielkie  przywiązanie  do  świata  filmu  nie  jest 
rozsądne,  że  właśnie  to  przywiązanie  zniszczyło  ją  samą  i 
spowodowało tyle nieporozumień między nią i córką. Jednak za 
każdym  razem,  kiedy  Sydney  próbowała  w  jakikolwiek  sposób 
krytykować  przemysł  filmowy,  jej  matka  wpadała  w  furię. 
„Gdyby  nie  film,  nie  byłoby  ciebie  na  świecie.  Nigdy  w  życiu 
nie  żałowałam  ani  przez  moment  tego,  co  zdarzyło  się  mnie  i 
twojemu 

ojcu, 

bo  zostaliśmy  obdarzeni  przepięknym 

dzieckiem!” - krzyczała. 

Oczywiście,  matka  nie  dodawała,  że  to  dziecko  było 

nieślubne i że własnego ojca znało tylko z ekranu, a w dodatku 
ten  ojciec  traktował  je  obie  niemal  jak  powietrze.  To  wszystko 
dręczyło Sydney i spowodowało jej niechęć do Dicka Chariesa i 
w  ogóle  do  aktorów,  a  także  do  całego  świata,  który  wokół 
siebie tworzyli. 

background image

To  już  właściwie  historia.  Ojciec  umarł  i  przeszedł  do 

legendy, a matka  i  ona  sama  mogły się co  najwyżej pojawić w 
przypisach do jego biografii. Jednak to jego pieniądze pozwoliły 
Lee utrzymać ładny dom i dały jej wystarczające zabezpieczenie 
na starość. 

Kiedy  jednak  matka  wciąż  udzielała  lekcji,  choć  już  z 

trudem  chodziła,  Sydney  zdecydowała,  że  musi  sama  zacząć 
zarabiać i znalazła najpierw pracę u McDonalda. 

Spojrzała  w  boczne  lusterko,  ale  nie  ujrzała  żadnego 

samochodu. Czyżby Garrett ją zlekceważył? 

Zniecierpliwiona  tym  wszystkim  wysiadła  z  samochodu, 

odrzuciła  warkocz  przez  ramię,  wychyliła  się  za  przydrożną 
barierę  i  zaczęła  wpatrywać  w  drogę  dojazdową.  Próbowała 
jakoś  wygładzić  pomiętą  już  sukienkę.  Zawsze  wolała  ubierać 
się  do  pracy  w  spodnie,  ale  tym  razem  matka  tak  nalegała,  że 
zgodziła  się  włożyć  sukienkę,  bo  rzekomo  seksapil  jest  rzeczą, 
która  w  Hollywood  liczy  się  najbardziej.  Sydney  nie  była 
zachwycona,  ale  zaufała  doświadczeniu  matki  w  kontaktach  z 
gwiazdami. 

Słońce świeciło ostro, nie było wiatru, a powietrze stawało 

się  coraz  bardziej gorące. Sydney przypomniał się  pewien letni 
dzień,  podobnie  upalny  jak  dzisiejszy.  Dostała  wówczas  swe 
pierwsze  zadanie  jako  prywatny  detektyw  w  firmie  Candy'ego 
Gonzaleza.  Była  wtedy  tak  zdenerwowana,  że  ledwie  mogła 
prowadzić samochód, a musiała zdobyć jak najwięcej informacji 
o  pewnym  maniaku,  który  wypisywał  jakieś  wariackie  listy  do 
jednego z graczy drużyny Dodgersów z Los Angeles. 

Praca u Gonzaleza dała jej potrzebne doświadczenie, jednak 

prywatni  detektywi  są  na  ogół  z  natury  ludźmi  bardzo 

background image

niezależnymi. Podobnie było z Sydney - pragnęła jak najszybciej 
usamodzielnić się i otworzyć własną agencję. Pytanie tylko, czy 
nie  zrobiła  tego  za  wcześnie?  Może  jednak  była  zbyt 
niecierpliwa? 

Okiem eksperta zaczęła oglądać mur otaczający posiadłość 

Garretta.  Został  tak  zaprojektowany,  by  chronić  mieszkańców 
przed  ciekawskimi  spojrzeniami  przechodniów  i  turystów,  ale 
nie  zapewniał  całkowitego  bezpieczeństwa.  Gdyby  ktoś 
koniecznie  chciał  się  dostać  do  środka,  mógłby  to  uczynić  bez 
większych problemów. 

Musi o tym powiedzieć Garrettowi na samym początku. W 

ten sposób udowodni mu od razu, że jest profesjonalistką. Jeśli 
ma  dostać  tę  pracę,  musi  przede  wszystkim  rozwiać  wszelkie 
wątpliwości Garretta. 

Znowu  spojrzała  na  zegarek  i  w  tym  samym  momencie 

usłyszała  nadjeżdżający  z  dużą  prędkością  samochód.  Był  to 
srebrzysty,  pobłyskujący  chromowaniami  jaguar.  Prowadził  go 
Garrett.  Samochód  zwolnił  i  zatrzymał  się  po  drugiej  stronie 
ulicy,  przed  bramą  posiadłości.  Garrett  wyciągnął  pilota, 
nacisnął  i  brama  otworzyła  się  automatycznie.  Sydney  wyjęła 
torebkę z samochodu i skierowała się w stronę domu, ale zanim 
przeszła na drugą stronę ulicy, brama zamknęła się. Jaguar jechał 
powoli  długim  podjazdem  w  stronę  zabudowań.  Zatrzymał  się, 
mężczyzna  wysiadł,  odwrócił  się  i  spojrzał  jakby  z  pewnym 
wahaniem na Sydney. 

- Panie Garrett! - zawołała.  

Niezbyt zdecydowany zaczął iść w jej stronę. Miał na sobie 

nieskazitelnie  białą  koszulę,  a  twarz  przysłaniały  olbrzymie 
słoneczne okulary. Sydney była jednak pewna, że to właśnie jest 

background image

Zinn Garrett. 

Znała tę twarz, choć w rzeczywistości mężczyzna był dużo 

przystojniejszy niż na ekranie. Zagrał kilka razy w filmach, które 
nie  odniosły  oszałamiającego  sukcesu,  ale  jego  popularność 
rosła  od  kilku  lat,  bo  występował  w  telewizyjnym  serialu 
detektywistycznym.  Grał  adwokata  broniącego  niewinnie 
oskarżonych, a były to głównie przystojne kobiety, 

Sydney  nie  miała  telewizora,  więc  tylko  ze  dwa  razy 

widziała  u  kogoś  ten  serial.  Kiedy  Garrett  podszedł  bliżej, 
zdziwiła się, że jest wyższy, niż się jej wydawało. Widać było, 
że jest wysportowany i silny. Twarz zasłaniały mu okulary, ale 
Sydney  pamiętała,  że  Garrett  ma  piękne  oczy,  mocno 
zarysowane  kości  policzkowe  i  niemal  arystokratyczny  nos. 
Tylko  usta  były  wąskie  i  zawsze  jakby  lekko  skrzywione,  co 
powodowało,  że  nie  był  lalkowatym  pięknisiem.  Sydney 
pamiętała,  że  oglądając  go  w  paru  filmach  odniosła  wrażenie, 
jakby Garrett nie traktował tego, co robi, ze zbyt dużą powagą. 

Poczuła,  że  serce  bije  jej  szybciej,  ale  pomyślała,  że  to 

pewnie  ze  zdenerwowania.  Nigdy  nie  peszyła  się  w  obecności 
sławnych  aktorów,  spotykała  ich  bardzo  wielu  i  często.  Kiedy 
była jeszcze dziewczynką, matka zabierała ją ze sobą do studia 
filmowego. 

Garrett  uśmiechnął  się  i  odezwał,  zanim  zdążyła  otworzyć 

usta. 

- Ma pani ołówek? 

- Ołówek? - Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi. 

-  No  tak,  coś  do  pisania.  -  Przeszukiwał  kieszenie  swej 

jedwabnej koszuli, - Bo ja nic przy sobie nie mam. 

background image

Sydney  otworzyła  torebkę,  wyciągnęła  długopis  i  podała 

mu  przez  kratę  bramy.  Garrett  us'miechal  się  z  lekkim 
rozbawieniem. 

-  Potrzebuję jeszcze  jakiejś kartki.  - Wskazał palcem w jej 

stronę. 

- Czy ja wyglądam na sekretarkę? - zapytała odruchowo, ale 

zaraz przestraszyła się, jak on zareaguje na taką uwagę. Trudno 
było jednak wyczytać cokolwiek z jego twarzy, 

Sydney  znalazła  w  torebce  stary  kwit  ze  sklepu 

spożywczego, podała mu i czekała, co będzie dalej, 

Garrett  odwrócił  kwit  i  napisał  coś  na  drugiej  stronie. 

Potem  spojrzał  na  nią i  choć  nie  widziała jego oczu,  domyśliła 
się, że ocenia jej figurę. Potem oddał kwit i szeroko się do niej 
uśmiechnął. 

-  Pani  jest  tu  przejazdem,  czy  też  mieszka  pani  w  Los 

Angeles? - zapytał. 

- Przepraszam, nie rozumiem. 

-  Jestem  po  prostu  ciekaw…  Pani  nie  wygląda  jak 

większość… no… wielbicielek. 

Sydney spojrzała na karteczkę i przeczytała: Z najlepszymi 

życzeniami  dla  cudownej  dziewczyny  -  Zinn  Garrett.  Pokręciła 
głową, niczego nie rozumiejąc. 

- Co to jest? 

-  Mój  autograf  -  wyjaśnił  Garrett.  -  Czy  spodziewała  się 

pani, że podpisze się: Tom Selleck? 

Sydney zrozumiała wszystko i wybuchnęła śmiechem. 

background image

- Obawiam się, że to jakieś nieporozumienie. Panie Garrett, 

nie przyszłam tu po pański autograf. 

Zdjął  okulary,  w  jego  oczach  nie  było  najmniejszego 

zakłopotania. 

- Pani nie jest kolekcjonerką autografów?  

Pokręciła przecząco głową. 

-  Czy  mogę  zatem  spytać,  o  co  chodzi?  Nie,  nie,  pozwoli 

pani,  że  sam  zgadnę.  Pewnie  ma  mi  pani  doręczyć  pozew 
sądowy.  Moja  była  żona  i  jej  adwokat  znowu  chcą  wszcząć 
sprawę,  a  pani  krótka  spódniczka,  zgrabne  nogi  i  mila  buzia 
miały mnie wprowadzić w błąd, tak? 

Sydney znowu pokręciła przecząco głową i zdjęła okulary. 

-  Gdybym  miała  wręczyć  panu  pozew,  już  dawno  bym  to 

zrobiła - zauważyła. 

- Rzeczywiście. - Garrett potarł dłonią policzek. Spojrzał jej 

w  oczy.  -  Zdaje  się,  że  długo  bym  musiał  zgadywać.  Może  mi 
pani coś podpowie? 

- Zgoda. 

Sydney  sięgnęła  do  torebki  i  wyciągnęła  swój 

półautomatyczny pistolet. Nie mierzyła nim w Garretta, ale on i 
tak pobladł. 

-  Nazywam  się  Sydney  Charles  -  przedstawiła  się.  -  Pan 

chciał mnie zatrudnić do ochrony swej rodziny. Od razu muszę 
powiedzieć,  że  nie  powinien  pan  podchodzić  do  bramy  i 
rozmawiać z kimś zupełnie nieznajomym. 

Garrett nie chciał po sobie pokazać, że się przestraszył, ale 

background image

widać było, że jest zdenerwowany. 

- To pani jest Sydney Charles? - spytał zdziwiony. 

-  Tak,  byłam  z  panem  umówiona  -  spojrzała  na  zegarek  - 

dokładnie trzydzieści pięć minut temu. 

- Pani Charles, przepraszani za spóźnienie i mam nadzieję, 

iż nie gniewa się pani, że wziąłem ją za moją wielbicielkę. Nie 
domyśliłem  się,  kim  pani  jest,  bo,  prawdę  mówiąc, 
spodziewałem się mężczyzny. 

-  To  mi  się  często  zdarza,  ale  jeśli  ktoś  uważnie  czyta,  to 

zauważy,  że  moje  imię  pisze  się  nie,  jak  męskie,  przez  „i”,  na 
przykład  Sidney  Poitier,  ale  przez  „y”  -  Sydney,  a  to  jest  imię 
żeńskie. 

-  No  tak  -  zauważył  ponuro  Garrett  -  powinienem 

popracować  nad  ortografią  i  chyba  też  nad  metodami 
zachowania bezpieczeństwa. 

- Tak, powinien pan - potwierdziła Sydney. 

Garrett wskazał na pistolet, który wciąż trzymała w ręce. 

-  Jak  pani  schowa  tę  zabawkę,  będziemy  mogli  przystąpić 

do rozmów. 

Wsunęła pistolet do torebki, nie mogąc ukryć zadowolenia, 

że  jednak  zrobiła  na  nim  wrażenie.  Trzymała  w  ręce  kartkę  z 
jego  autografem  i  nie  bardzo  wiedziała,  co  z  nią  zrobić. 
Wreszcie podała mu ją przez bramę. 

- Proszę, mnie to nie jest potrzebne, a pan może odesłać ten 

autograf do muzeum. 

Garrett bez słowa wziął kartkę, zmiął i schował do kieszeni. 

background image

Sydney przestraszyła się, że może zbyt daleko się posunęła. 

Abe Cohen ostrzegał ją przecież, iż gwiazdorzy są niesłychanie 
drażliwi  i  przyzwyczajeni  raczej  do  hołdów  niż  do  krytyki  czy 
żartów. 

-  Widzi  pani  -  wyjaśnił  Zinn  Garrett  -  gram  w  serialu 

detektywistycznym  i  nauczyłem  się,  że  nigdy  nie  powinno  się 
sprzeciwiać kobiecie, która ma w torebce rewolwer. 

Podszedł  do  wyłącznika  i  nastawił  kod  szyfrowy.  Brama 

otworzyła  się,  Sydney  weszła,  poczekali  chwilę,  aż  brama 
znowu się zamknie i mszyli w stronę domu. 

- Jest pani zatem prywatnym detektywem i chce pani zająć 

się ochroną mojej córki? 

- Tak. 

- Muszę pani powiedzieć, że sprawa ochrony córki jest dla 

mnie bardzo ważna. Za nic w świecie nie mogę dopuścić, by coś 
jej się stało. Andrea jest dla mnie wszystkim. 

-  Przede  wszystkim  musimy  najpierw  dowiedzieć  się,  na 

czym polega zagrożenie - powiedziała Sydney, próbując za nim 
nadążyć. 

Garrett nagle zatrzymał się i zwrócił w jej stronę. Jego głos 

brzmiał niezwykle poważnie. 

-  Powinienem  od  początku  być  z  panią  szczery,  pani 

Charles. Nie jest mi wszystko jedno, kogo zatrudnię do tej pracy. 
I  nie  musi  to  być  pani,  tylko  dlatego  że  Abe  panią  polecił. 
Bardzo możliwe, że wynajmę kogoś innego. 

Sydney zamarła na te słowa, ale postanowiła nie poddawać 

się tak łatwo. 

background image

- Zdaję sobie sprawę - odparła jak najbardziej opanowanym 

głosem - że pan jeszcze mnie nie zatrudnił, ale ja też jeszcze nie 
zdecydowałam, że podejmuję się tej pracy. 

-  Ależ  pani  jest  ostra.  Czy  do  rozmów  z  klientami 

przygotowuje się pani, czytając powieści Ellery Queena? 

Sydney  poczuła,  że  się  rumieni.  Bardzo  możliwe,  że 

zamiast być pewna siebie, była po prostu bezczelna. 

-  Panie  Garrett,  chciałam  tylko  powiedzieć,  że  muszę 

wiedzieć, czy praca będzie mi odpowiadała, a poza tym, w tego 
typu  sprawach,  w  dobrze  pojętym  interesie  wszystkich,  ważne 
jest wzajemne porozumienie. 

Nic na to nie odpowiedział, ale na jego twarzy malował się 

wyraźny  sceptycyzm.  Dalej  szli  w  milczeniu,  a  Sydney 
rozmyślała,  jak  bardzo  potrzebuje  tego  zajęcia.  Tydzień  u  tego 
faceta  i  opłaciłaby  mieszkanie  za  parę  miesięcy,  a  poza  tym 
mogłaby  później  dodawać  do  opisu  swojej  kariery  zawodowej, 
że  pracowała  dla  takiej  sławy.  Nie,  nie  wolno  jej  przepuścić 
takiej okazji. 

-  Jeśli  to,  co  powiedziałam,  zabrzmiało  złośliwie,  bardzo 

przepraszam.  Na  ogół  przy  takiej  pracy,  jak  moja,  ludzie 
oczekują, że będziemy twardzielami. 

Garrett roześmiał się. 

- No nie, pani w ogóle na to nie wygląda. Jeśli chce się pani 

dowiedzieć  prawdy,  to  wyznam,  że  bardzo  źle  pani  wszystko 
rozegrała  od  samego  początku.  Z  wyjątkiem  tego  wyciągania 
rewolweru  z  torebki.  Wtedy  rzeczywiście  mnie  pani 
przestraszyła.  Ale  nie  jest  pani  takim  twardzielem  jak  Sam 
Spade z „Sokoła maltańskiego”. 

background image

Sydney  nie  odzywała  się.  Irytował  ją  ten  protekcjonalny  i 

pełen  wyższości  ton  głosu.  Jednak  najważniejsze  było  teraz, 
żeby zaczął traktować ją poważnie. 

Często  wygląd  bywa  zwodniczy  -  oznajmiła 

powściągliwie. 

-  Tak,  z  tym  mogę  się  zgodzić.  Większość  aktorów  w 

mniejszym  lub  większym  stopniu  ma  z  tym  do  czynienia.  Na 
przykład  ludzie  często  utożsamiają  mnie  z  bohaterem,  którego 
gram. 

- Z mojej strony to panu nie grozi, bo w ogóle nie oglądam 

telewizji. 

-  Moi  producenci  nie  byliby  zadowoleni  z  tego,  co  pani 

mówi. 

-  Nie  miałam  zamiaru  dotknąć  pana  -  dodała  szybko  w 

obawie, że może znowu niechcący go obraziła. 

-  Nic  się  nie  stało.  Nie  wszyscy  muszą  lubić  bohatera, 

którego gram. Powiem szczerze, że sam mam czasami dość tego 
Granta Adamsa. 

- Naprawdę? 

Widocznie 

jej 

głosie 

brzmiało 

prawdziwe 

niedowierzanie, bo Garrett zatrzymał się i przyjrzał jej bacznie. 
Byli już przy schodach prowadzących do domu. 

-  Pani  jest  pewnie  przekonana,  że  jestem  typowym 

hollywoodzkim  playboyem,  ale,  szczerze  mówiąc,  nie  bardzo 
mnie obchodzi to, co pani o mnie myśli. Jeśli pani rzeczywiście 
chce  podjąć  się  pracy  u  mnie,  to  musi  dobrze  zrozumieć,  że 
bezpieczeństwo  Andrei  jest  dla  mnie  rzeczą  niezwykle  ważną. 

background image

Teraz to w ogóle najważniejsza sprawa w moim życiu. 

Sydney spojrzała mu prosto w oczy. 

-  Rozumiem  i  bardzo  się  cieszę,  że  tak  właśnie  podchodzi 

pan do rzeczy. 

-  Stawiam  sprawę  uczciwie  -  zastrzegł  Garrett  -  i  dlatego 

chcę,  by  pani  wiedziała,  że  naprawdę  sądziłem,  iż  zatrudniam 
mężczyznę. Nie chcę, by pani robiła sobie jakieś nadzieje. 

-  Najważniejsze  -  odparła  Sydney  -  że  ja  znam  swoje 

możliwości i wiem, że jestem w stanie wykonywać tę pracę. 

-  To  mi  się  podoba.  Obiecuję,  że  uczciwie  rozważę  pani 

kandydaturę, ale nic więcej nie mogę obiecać. 

- Chodzi mi o to - wyjaśniła dziewczyna - żeby nie miał pan 

uprzedzeń. 

Nagle Garrett położył ręce na jej ramionach, tak jakby był 

jej starym znajomym. 

- Jak się do pani zwracają przyjaciele? 

-  Przeważnie  mówią  do  mnie  Syd  -  wykrztusiła  Sydney, 

zaskoczona tą nieoczekiwaną poufałością. 

-  Nie  będziesz  miała  nic  przeciwko  temu,  bym  i  ja  tak  do 

ciebie mówił? 

Potaknęła w milczeniu. 

-  Jeszcze  jedno  Syd.  Nie  wiem,  co  ci  powiedział  Abe,  ale 

chcę, żebyś wiedziała, że jeśli w grę wchodzi moja córka, nie ma 
nic  ważniejszego.  Nie  obchodzi  mnie,  czy  ktoś  jest 
czerwonoskóry,  czy  ma  dwie  głowy,  ale  jeśli  jest  najlepszy  w 

background image

swoim zawodzie, to go zatrudniam. I odwrotnie - zgrabna figura 
i długie nogi nie liczą się tu zupełnie. Możesz wierzyć lub nie, 
ale  nie  nastawiam  się  na  żadne  romanse.  Mówię  ci  to,  bo  nie 
chcę, żeby były jakieś nieporozumienia. 

-  Panie  Garrett,  bardzo  się  cieszę,  że  tak  jasno  stawia  pan 

sprawę. - Uśmiechnęła się do niego i delikatnie zdjęła jego ręce 
ze  swoich  ramion.  -  Jeśli  to  pana  interesuje,  ja  też  nie  myślę  o 
żadnych romansach. 

Zinn Garrett uśmiechnął się szeroko. 

- Syd, chyba powinniśmy już wejść do domu i zobaczyć się 

z Andreą. 

 

 

 

  

ROZDZIAŁ 2 

 

Garrett otworzył drzwi i wpuścił Sydney do środka. Z głębi 

długiego  holu  wybiegła  do  nich  mała,  może  czteroletnia 
dziewczynka,  ubrana  tylko  w  same  majteczki  od  kostiumu 
kąpielowego. 

-  Tatusiu!  Ta…  -  urwała,  kiedy  spostrzegła  Sydney,  ale 

natychmiast  ominęła  ją  i  podbiegła  do  ojca.  Zinn  pochwycił 
małą i wziął na ręce. 

-  Dios  mio!  -  Rozległ  się  czyjś głos  z  głębi  domu.  Sydney 

background image

obejrzała  się  i  zobaczyła  niską,  korpulentną  Meksykankę, 
trzymającą  w  ręku  górną  część  dziecinnego  kostiumu 
kąpielowego. 

- Dios mio! - powtórzyła kobieta. - Przepraszam pana, seńor 

Garrett, ona wyrwała mi się, kiedy ją ubierałam. 

Zinn bawił się z córką, huśtał ją i przytulał. 

- Nic się nie stało, Yolando. - Zbagatelizował skargę i dalej 

mówił do córki: - A ty, mój aniołku, skąd wiedziałaś, że to tata 
wrócił? 

Tymczasem kobieta, wyraźnie zakłopotana, przyglądała się 

Sydney. 

-  Yolando  -  zwrócił  się  do  niej  Garrett  -  to  jest  Sydney 

Charles, prywatny detektyw. Chyba ci wspominałem, że dzisiaj 
mamy spotkanie? 

- Tak, seńor, ale mówił pan, że to będzie mężczyzna, a nie 

piękna młoda dama. 

Zinn wybuchnął śmiechem. 

-  Też  byłem  na  początku  zaskoczony,  ale  możesz  mi 

wierzyć,  że  jest  równie  ostra  jak  mężczyzna.  -  Mrugnął 
porozumiewawczo  do  Sydney,  ale  ona  udała,  że  tego  nie 
dostrzega.  -  A  to  jest  moja  gospodyni,  Yolanda,  która  też 
zajmuje się Andreą  - kontynuował Garrett. - No, a kim jest ten 
małpiszonek, chyba nie muszę mówić. 

Dziewczynka  nagle  zawstydziła  się  i  ukryła  twarz  na 

ramieniu  ojca.  Miała  takie  same  ciemne  włosy  jak  on.  Sydney 
dotknęła jej policzka. 

background image

-  Cześć,  Andreą  -  przywitała  się.  -  Czy  mi  się  zdaje,  czy 

wybierasz się popływać? 

Dziewczynka przytaknęła i znowu schowała twarz. 

-  Och,  seńorita,  ona  od  rana  marzy  o  pływaniu,  ale  uparła 

się i nie chce włożyć górnej części kostiumu. 

- Obiecałem jej, że popływamy, kiedy tylko wrócę do domu 

-  wyjaśnił  Garrett.  -  Nie  pozwalam  jej  wchodzić  do  basenu, 
kiedy  nie  ma  mnie  w  domu.  -  Spojrzał  na  dziewczynkę.  -  Mój 
aniołku, idź teraz z Yolanda i dokończ się ubierać. Tatuś będzie 
na ciebie czekał za parę minut przy basenie. 

Rzeczywiście, Abe Cohen mówił prawdę. Zinn Garrett był 

głęboko  przywiązany  do córki.  Jednak  Sydney  nie  spodziewała 
się, że aż tak bardzo. Ten człowiek zaskakiwał ją. Wcześniej już 
słyszała  trochę  szczegółów  na  temat  rozwodu  Zinna  Garrctta  z 
Moniką  Parrish.  Pobrali  się  na  początku  jego  kariery  filmowej. 
Ona była dopiero początkującą aktorką i nie mogła się pogodzić 
z  faktem,  że  on  stał  się  stawny,  a  jej  kariera  jakby  utknęła  w 
miejscu. Po urodzeniu się Andrei ich małżeństwo coraz bardziej 
się  psuło  i  w  końcu  Monika,  która  tymczasem  stała  się  wziętą 
aktorką,  zażądała  rozwodu.  Nie  chciała  poświęcić  się 
wychowywaniu córki, dlatego Andreą została pod opieką Zinna. 

- Co pani sądzi p mojej córce? - zapytał Zinn. 

- Jest naprawdę urocza. - Sydney uśmiechnęła się, bo aktor 

zachowywał  się  teraz  jak  typowy  ojciec,  dumny  ze  swego 
dziecka, 

Mężczyzna  przypatrywał  się  jej  przez  chwilę  i  doszedł  do 

wniosku,  że  Sydney  jest  bardzo  interesującą  kobietą,  i  to  nie 
tylko  pod  względem  fizycznym.  Zachowywała  się  zupełnie 

background image

inaczej niż  te,  które znał. Tu, w Hollywood liczyła  się  pozycja, 
sława, dobry kontrakt. Prawie wszystkie aktorki, z którymi Zinn 
grywał, były owładnięte myślą, jak to wszystko osiągnąć, a inne 
kobiety, nawet nie związane ze światem filmu, też przejmowały 
ten  styl  bycia.  Natomiast  w  Sydney  Charles  uderzyło  go  to,  że 
od początku nie przypisywała najmniejszego  znaczenia  do jego 
pozycji, a nawet jakby tym wszystkim trochę pogardzała. Uznał, 
że  to  bardzo  pouczające  doświadczenie.  Oczywiście,  gdyby 
Sydney  nie  była  przy  tym  pociągająca,  wszystko  to  nie  byłoby 
tak ciekawe. 

Wskazał na torebkę Sydney. 

-  Czy  może  razem  z  pistoletem  spakowała  pani  i  kostium 

kąpielowy? - zapytał. 

Spojrzała na niego z zakłopotaniem. 

- Nie, a dlaczego miałabym? 

-  Wydawało  mi  się  -  wyjaśnił  -  że  jest  pani  przygotowana 

na  wszelkie  możliwe  sytuacje.  Pomyślałem,  że  moglibyśmy 
popływać razem z Andreą. 

Propozycja ta nie wzbudziła jej zachwytu. 

-  Nie  mam  zwyczaju  rozmawiać  z  klientami  ubrana  w 

kostium kąpielowy - odpowiedziała dość chłodno. 

Spojrzał  na  nią.  Jej  błękitne  oczy  wydawały  się  spokojne, 

ale dostrzegł w nich iskierki gniewu. 

- No tak, rozumiem. 

-  Panie  Garrett,  chodzi  panu  o  bezpieczeństwo  córki, 

prawda? - zadała to pytanie czysto zawodowym tonem.  

background image

- Tak. 

-  Może  więc  przystąpimy  do  omówienia  tej  sprawy  - 

zaproponowała  zdecydowanie  -  zamiast  zajmować  się  takimi 
głupstwami. 

- Nie miałem zamiaru zajmować się głupstwami, jak to pani 

określiła, ale chodzi mi po prostu o to, by córka nie czekała zbyt 
długo.  Sądziłem,  że  możemy  załatwić  dwie  sprawy 
jednocześnie. Porozmawiać i popływać z Andreą. 

- Och! - Była wyraźnie speszona. - Nie połapałam się, o co 

chodzi. 

Zinna rozbawiła ta sytuacja, bo w gruncie rzeczy nie miałby 

nic przeciwko temu, by obejrzeć Sydney w bikini. 

- Poza tym sądziłem - dodał - że skoro Andrea tak polubiła 

pływanie,  to  powinienem  sprawdzić,  jak  pani  radzi  sobie  w 
wodzie. 

Sydney wciąż zdawała się nie rozumieć, o co mu chodzi. 

- Czy umie pani pływać? 

-  Tak,  oczywiście.  Nawet  zupełnie  niezłe.  Mam  kartę 

ratownika. 

- Czy umie pani udzielić pierwszej pomocy i tak dalej? 

-  Tak,  w  mojej  pracy  ma  to  szczególne  znaczenie.  Pewnie 

powinnam  zademonstrować,  co  potrafię,  jeśli  uważa  pan,  że  to 
jest ważne. 

- Nie trzeba, wierzę na słowo. - Zinn uśmiechnął się i uznał, 

że bardzo mu się podoba przekomarzanie z Sydney. 

background image

Wziął  ją  pod  ramię  i  zaprowadził  przez  długi  hol  do 

oranżerii,  gdzie  znajdowało  się  mnóstwo  roślin  i  jakichś 
afrykańskich  rzeźb.  Stały  też  wiklinowe  krzesła  zarzucone 
kolorowymi  poduszkami.  Przeszli  przez  oranżerię  i  weszli  do 
olbrzymiego  patio.  Zinn  wskazał  jej  krzesło  pod  turkusowym 
parasolem.  Siadł  naprzeciwko,  a  ona  rozglądała  się  uważnie. 
Wokół basenu rozciągał się starannie utrzymany trawnik, a sam 
basen  był  ogromny.  Z  patio  roztaczał  się  przepiękny  widok  na 
zachodnią  część  Los  Angeles.  W  ogóle  cały  dom  był 
fantastyczny i elegancko, ze smakiem umeblowany. 

Sydney odwróciła się do Zinna. Nie była do końca pewna, 

czego  ten  człowiek  od  niej  oczekuje,  jednak  zdecydowała  się 
przeprowadzić rozmowę tak, jak ona chciała, a nie czekać, aż on 
sam zacznie. 

- Co by pan chciał o mnie wiedzieć? 

- Rzeczywiście, chciałbym zadać kilka pytań.  

Czekała cierpliwie. 

- Czy ma pani przy sobie swoją wizytówkę? 

- Mam. 

- Mogę zobaczyć? 

Wyciągnęła  wizytówkę  z  torebki  i  podała  mu.  Oglądał  ją 

przez chwilę. 

- To dziwne, dzwoniłem pod ten numer zaraz po rozmowie 

z Abe'em, ale okazało się, że został zlikwidowany. 

Dziewczywna zarumieniła się. 

-  Niedawno  się  przeprowadziłam  i  widocznie  nie  mają 

background image

jeszcze mojego nowego numeru - wyjaśniła.  

-  Rozumiem.  Jeszcze  ten  adres.  To  taki  zespół  bloków 

mieszkalnych  w  Santa  Monica.  Skromne,  ale  ładne.  Czy  tam 
naprawdę jest pani biuro? - zapytał. 

- Teraz mam biuro w Glendale. 

- W jakimś biurowcu? 

Nie  potrzebuję  szczególnie  eleganckiego  biura. 

Wystarczy, że jestem dobra w swoim zawodzie. 

Spojrzał jej prosto w oczy. 

- To znaczy, że ma pani biuro w swoim domu? 

-  No…  właściwie…  Będę  zupełnie  szczera.  To  nie  mój 

dom,  lecz  mojej  matki.  Mieszkam  tam  tylko  czasowo,  szukam 
czegoś nowego. 

Garrett  oddał  jej  wizytówkę  i  odczuł  pewną  przyjemność, 

widząc jej lekkie zakłopotanie. 

-  Zapytam  teraz  wprost.  Ile  podobnych  spraw  prowadziła 

pani w swojej agencji detektywistycznej? 

Przypomniały jej się rady Abe'a, żeby zachowywała się tak, 

jakby  była  najlepszym  specjalistą  na  świecie.  Ale  czy  miała 
kłamać? Nigdy w życiu nie postępowała nieuczciwie. 

-  Prawdę  mówiąc;  żadnej  tego  rodzaju  -  powiedziała 

otwarcie. 

- A jakiego rodzaju? 

-  Zaledwie  kilka  drobnych  spraw.  Otworzyłam  agencję 

kilka  miesięcy  temu,  ale  to  nie  znaczy,  że  nie  mam 

background image

doświadczenia.  Pracowałam  przez  rok  w  agencji  Candy'ego 
Gonzaleza  w  Los  Angeles.  Ochranialiśmy  pewną  aktorkę 
szantażowaną przez byłego narzeczonego. 

- Pani osobiście ją ochraniała? 

- Wie pan, Candy nie mógł na przykład wchodzić za nią do 

damskiej toalety. 

Zinn lekko się uśmiechnął. 

-  Zajmowałam  się  też  poszukiwaniem  małego  chłopca, 

którego  ojciec  porwał  od  matki,  a  potem  chroniłam  go,  dopóki 
nie aresztowano porywacza. To chyba powinno wystarczyć. 

-  Rzeczywiście,  brzmi  to  nie  najgorzej  -  wyznał  -  choć 

jeszcze  o  niczym  nie  świadczy,  a  mnie  obchodzi  przede 
wszystkim bezpieczeństwo Andrei. 

-  Jeśli  pan  mnie  zatrudni,  to  mnie  także  będzie  ono 

obchodziło przede wszystkim. 

Czuła pulsowanie krwi w żyłach. Zinn Garrett utrzymywał 

ją  w  niepewności.  Raz  wydawało  się,  że  już  ją  zatrudni,  a  po 
chwili, że sobie z niej najzwyczajniej żartuje. 

- Panie Garrett, zapytam wprost. Pana naprawdę interesuje, 

czy miałam już podobne doświadczenia zawodowe, czy też pan 
tylko odgrywa komedię? 

- Nie rozumiem - odparł zdziwiony. 

-  Chcę  wiedzieć,  czy rozmawia pan  ze  mną  poważnie, czy 

to są tylko żarty? 

Przez chwilę wahał się z odpowiedzią. 

background image

-  Wcześniej  przyznałbym,  że  rozmawiam  z  panią  tylko 

dlatego, że prosił mnie o to Abe. Byłem właściwie zdecydowany 
wynająć  kogoś  innego.  Mówiłem  prawdę.  Teraz  jednak 
zmieniłem  zdanie,  bo  jest  w  pani  coś,  co  mnie  zainteresowało. 
Jest pani inna i to mi się podoba - wyjaśnił. 

Sydney  głęboko  westchnęła  myśląc,  ile  jeszcze  takiej 

bezceremonialności będzie musiała znieść. 

- Nie chodzi mi o to, by dostać rolę w pańskim filmie. 

-  Wiem,  ale  też  ja  nie  chcę  zatrudnić  bibliotekarza.  W 

przypadku  prywatnej  ochrony  duże  znaczenie  mają  także 
osobiste relacje. 

Z  głębi  domu  rozległ  się  głośny  krzyk.  Oboje  spojrzeli  w 

tamtym  kierunku.  To  córka  Zinna  Garretta  się  niecierpliwiła. 
Sydney też była już zniecierpliwiona. 

-  Jeśli  praca  u  pana  jest  nadal  aktualna,  to  bardzo  proszę 

wysłuchać, co mam jeszcze do powiedzenia. 

Zinn  pochylił  się  przez  stolik  i  wziął  ją  za  rękę.  Sydney 

zamarła pod tym dotknięciem i niemal przestała oddychać. 

- Dobrze, ale pozwoli pani, że jednak najpierw popływam z 

Andreą, tak jak jej obiecałem. To nie potrwa długo. 

Wstał, nie czekając na jej odpowiedź. 

-  Idę  się  przebrać  i  za  chwilę  wracam.  -  Już  w  drzwiach 

odwrócił  się  i  dodał:  -  Proszę  mi  wierzyć,  nie  jestem  do  pani 
uprzedzony,  ale  muszę  też  pamiętać,  że  i  matka  Andrei  będzie 
zainteresowana całą sprawą. Wprawdzie dla Moniki dziecko nie 
jest  najważniejsze  na  świecie,  ale  na  pewno  będzie  chciała 
wiedzieć,  jak  zorganizowałem  ochronę.  Teraz  Monika  jest  w 

background image

Afryce,  ale  kiedy  wróci,  nie  chciałbym,  żeby  miała  powód  do 
następnych  plotek  na  mój  temat.  Powinna  pani  zrozumieć  też  i 
moją sytuację. 

Przez chwilę zastanawiał się. 

-  Przyrzekam  -  powiedział  -  że  postaram  się  być  w  pani 

przypadku  obiektywny,  ale  to  wszystko,  co  mogę  obiecać. 
Yolanda powinna zaraz przyjść do pani. Proszę ją poprosić o coś 
do picia. I proszę się przez ten czas trochę odprężyć. Naprawdę, 
nie jestem taki straszny, jak się może pani wydawać. 

Sydney patrzyła za nim, gdy odchodził. Potrząsnęła głową 

nie  wiedząc,  co  o  tym  wszystkim  sądzić.  Ten  człowiek 
niezwykłe gładko grał swoją rolę. Irytowała ją zbytnia pewność 
siebie  i  giętkość  w  zachowaniu.  Na  pewno  nie  był  kimś,  kogo 
można by zignorować. Raz traktował ją z pewną brutalnością, a 
zaraz  potem  z  najniewinniejszą  miną  próbował  ją  podejść  i 
przyłapać na jakiejś nieszczerości czy kłamstwie. 

Właściwie  było  oczywiste,  że  Garrett  nie  traktuje  jej 

całkiem  poważnie,  choć  nie  do  końca  było  jasne,  o  co  mu 
chodzi.  Ta  rozmowa  o  pływaniu  i  kostiumie  kąpielowym  nie 
miała  nic  wspólnego  ze  sprawami  zawodowymi,  ale  udało  mu 
się  z  tego  zręcznie  wybrnąć.  Tak,  był  bystry  i  przebiegły. 
Wiedziała jednak, że i ona nie wygląda na osobę naiwną, która 
łatwo  da  się  wmanewrować  w  jakąś  grę.  Czyżby  tego  nie 
spostrzegł? 

Najważniejsze,  że  jeszcze  miała  szanse  na  otrzymanie  tej 

pracy. Choć  może pierwszą rundę  wygrał on, to nie był jednak 
koniec rozgrywki i teraz kolej na jej ruch. Zdawała sobie sprawę, 
że przede wszystkim powinna zmusić go, by zaczął jej słuchać, a 
nie żeby ona musiała ciągle odpowiadać na różne pytania. 

background image

Chciała się trochę odprężyć. Więc zaczęła przechadzać się 

skrajem basenu. Rzeczywiście był olbrzymi, prawie tak duży jak 
szkolny basen w Glendale. Chwilę wpatrywała się w przejrzystą 
wodę  i  rozmyślała,  szukając  argumentów,  którymi  mogłaby 
przekonać Garretta. Doszła do wniosku, że najważniejsze będzie 
zaakcentowanie,  dlaczego  właściwie  i  kto  grozi  porwaniem 
Andrei. Z  artykułów w gazetach wiedziała, że jakaś tajemnicza 
kobieta od dłuższego czasu prześladowała samego Zinna. Zdaje 
się, że nie była w pełni normalna i miała rodzaj obsesji na jego 
de.  Teraz  jednak  zaczęła  grozić  Andrei  i  sprawa  przybrała 
naprawdę niebezpieczny obrót. 

Niedawno próbowała nawet porwać dziewczynkę, kiedy ta 

była  z  gosposią  na  zakupach  w  supermarkecie.  Wtedy  właśnie 
Garrett zdecydował się wynająć prywatnego detektywa. 

Sydney  doskonale  rozumiała  postawę  Zinna,  ale  uważała, 

że  powinna  go  przekonać,  że  nie  tylko  sama  ochrona 
dziewczynki  jest  potrzebna.  W  jej  mniemaniu  najważniejszym 
zadaniem  powinno  być  schwytanie  owej  szalonej  kobiety,  co 
wyeliminowałoby  zagrożenie.  Poza  tym,  dla  Sydney  byłaby  to 
okazja do pokazania swoich umiejętności w tropieniu i ściganiu 
przestępców.  Była  pewna,  że  najlepszą  obroną  jest  dobrze 
przygotowany atak. 

Pytanie tylko, czy zdoła przekonać Zinna do tej koncepcji? 

Wróciła na swoje miejsce pod parasolem ogrodowym. 

Po  chwili  zobaczyła  Andreę  w  towarzystwie  Yolandy. 

Dziewczynka  nieśmiało  skierowała  się  w  jej  stronę.  Sydney 
doskonale  rozumiała,  że  dla  czteroletniego  dziecka  rozmowa  z 
nieznaną dorosłą osobą jest tak samo trudna, jak dla niej samej 
rozmowa o pracy, którą chciała dostać. 

background image

- Senorita, czego się pani napije? Piwa? - zawołała Yolanda 

od drzwi. 

- Proszę jakiś sok albo mrożoną herbatę. 

- Przypilnuje pani przez ten czas małej? 

- Oczywiście. 

Yolanda  kiwnęła  głową  i  odeszła.  Dziewczynka  chwilę 

przyglądała się Sydney w milczeniu. 

-  Wiesz,  Andrea,  badzo  ci  ładnie  w  tym  różowym 

kostiumie. 

Dziecko nic nie odpowiedziało. 

- Powiedz mi, lubisz pływać? 

Kiwnęło potakująco, ale nadal nic nie mówiło. 

-  Ja  też  bardzo  lubię  pływać.  -  Uśmiechnęła  się  do 

dziewczynki, ale ta dalej była poważna. 

Sydney  dotknęła  ramienia  Andrei  i  delikatnie  pogłaskała. 

Zawsze  bardzo  lubiła  dzieci,  choć  nieczęsto  miała  z  nimi 
kontakt. One też dobrze się czuły w jej towarzystwie. Chyba jest 
tak, że dzieci instynktownie lgną do niektórych ludzi. Tak było 
w przypadku Sydney. 

Andrea nieśmiało wzięła ją za rękę. 

- Lubisz mojego tatę? - zapytała. 

- Tak, to bardzo miły człowiek. Dlaczego pytasz? - Sydney 

roześmiała się. 

- Dużo kobiet go lubi. 

background image

-  Jestem  tego  pewna.  -  Sydney  pogłaskała  ją  po  głowie  i 

leciutko przyciągnęła bliżej. 

- Każda kobieta na świecie lubi mojego tatę. 

- Wiesz, to chyba lekka przesada, ale rzeczywiście twój tata 

jest bardzo popularny. A skąd ci to wszystko przyszło do głowy? 

- Yolanda tak uważa. 

- No to może ma rację. 

Andrea przysunęła się jeszcze bardziej. 

- Mogę ci usiąść na kolanach? - spytała. 

Sydney  zdumiało,  jak  szybko  Andrea  przestała  być 

nieśmiała i pełna rezerwy. 

- Oczywiście, że możesz - zgodziła się. 

Dziewczynka  po  sekundzie  siedziała  jej  na  kolanach  i 

wyglądała na bardzo zadowoloną. 

- Yolanda mówi, że jesteś bardzo ładna. 

- Ona jest bardzo miła - przyznała Sydney. 

- Ty też jesteś bardzo miła. 

-  Dziękuję.  Ty  także  jesteś  bardzo  ładna.  -  Sydney  lekko 

uszczypnęła ją w policzek, 

Andrea zachichotała i spojrzała kobiecie w oczy. 

- Wiesz, że tatuś mnie kocha? 

- Oczywiście, jesteś przecież jego małą córeczką. 

- A ty masz córeczkę? 

background image

- Nie, ale jeśli kiedyś będę miała, to chciałabym, żeby była 

dokładnie taka jak ty. 

Andrea  uśmiechnęła  się.  Potem  lekko  dotknęła  długiego 

blond warkocza Sydney. 

- Dlaczego masz tylko jeden warkocz? - spytała. 

- Mniej pracy ze splataniem jednego niż dwóch - wyjaśniła 

Sydney. 

- A mnie Yolanda zaplata dwa. 

- Tak też jest ładnie. 

- Wiesz, że moja mama już nie jest żoną tatusia? 

- Jest ci przykro z tego powodu? 

Andrea  pokręciła  głową  przecząco,  choć  Sydney  czuła,  że 

nie jest to do końca szczere. Było jej żal dziecka. 

-  Mama  przestała  kochać  tatusia  -  powiedziała  rzeczowo 

Andrea. 

- To smutne, kochanie. - Pogłaskała ją po policzku. 

- Możesz jednak widywać mamę czasami i zawsze jesteś z 

tatą. Kiedy ja byłam małą dziewczynką, w ogóle nie widywałam 
mojego taty. 

- A dlaczego? - zdziwiła się Andrea. 

-  Nie  wiem  dokładnie,  ale  on  chyba  nie  chciał  mieć  córki, 

więc udawał, że mnie nie ma. Ale teraz już jestem dorosła i nie 
martwię  się  tym.  Pamiętaj,  że  jesteś  bardzo  szczęśliwa  mając 
ojca, który cię tak kocha. 

background image

Andrea uśmiechnęła się. 

-  No  proszę  -  rozległ  się  głos  z  drugiej  strony  basenu.  -  Z 

częścią rodziny Garrettów już sobie pani poradziła. 

Andrea,  słysząc  głos  ojca,  uwolniła  się  z  objęć  Sydney  i 

pobiegła w jego kierunku. Zinn chwycił ją w ramiona. 

Miał  na  sobie  tylko  czarne  spodenki  kąpielowe.  Wyglądał 

na mężczyznę, który jest w dobrej formie fizycznej. 

Sydney  przyglądała  mu  się,  jak  spaceruje  z  córką  w 

ramionach wokół basenu. Był fantastycznie przystojny. 

Nie  było  po  nim  widać  ani  śladu  zażenowania,  zapewne 

dlatego,  że  tyle  czasu  spędzał  na  planie  filmowym.  Sydney 
przypomniała sobie, że równie pewny siebie był jej ojciec, a to, 
mimo wszystko, było szalenie pociągające. 

Dopiero  kiedy  Zinn  stanął  przed  nią  i  zobaczyła  jego 

szerokie  ramiona  i  mocne  bicepsy,  przypomniała  sobie,  że 
potrafi  też  być  nieprzyjemny.  Jakby  na  dowód  tego  uśmiechał 
się ironicznie. 

-  Cieszę  się,  że  tak  dobrze  się  rozumiecie  -  powiedział, 

Andrea  głaskała  ojca  po  owłosionej  piersi,  tak  jakby  był 
dziecinną  zabawką.  Sydney  rozumiała  ją  dobrze.  Był  przecież 
tak atrakcyjny. Odwróciła wzrok. 

- Mamy z Andreą wiele wspólnego - wyjaśniła. 

-  Albo  pani  lubi  dzieci,  albo  jest  po  prostu  grzeczna.  No 

więc… 

-  Lubię  dzieci,  chociaż  może  pan  uznać,  że  staram  się  być 

grzeczna. 

background image

-  Wierzę  pani  -  odrzekł  z  uśmiechem.  Postawił  córkę  i 

wskazał palcem najpłytszą część basenu. - Możesz iść się trochę 
popluskać, aniołku, zaraz do ciebie przyjdę. 

Andrea  zręcznie  wskoczyła  do  wody.  Zinn  przyglądał  się 

jej z uśmiechem na twarzy. 

- Nie mogę pojąć - powiedział do Sydney - jak to się stało, 

że  udało  się  mnie  i  mojej  byłej  żonie  wyprodukować  coś  tak 
cudownego.  Andrea  będzie  musiała  sobie  dać  radę  z  genami 
złośliwości Moniki i moją pychą… Czy dobrze zna pani Abe'a? - 
zmienił temat. 

- Tak sobie. Znam go dzięki mamie. A ona go znała, kiedy 

był agentem mojego ojca. 

- Pani ojca? 

Sydney nabrała powietrza. 

- Tak, Dicka Charlesa - odpowiedziała. 

- Dick Charles był pani ojcem?! 

- Tak. 

- Nie pamiętam, żeby Dick miał… 

- Nie miał… byłam dzieckiem nieślubnym.  

Zinn potaknął. 

- Rzeczywiście, coś o tym chyba słyszałem. 

- Widzi pan przed sobą żywy dowód. Ale to już było dawno 

temu i rzadko o tym myślę. 

- Dlaczego nie została pani aktorką? 

background image

Sydney  starała  się  mówić  lekkim  tonem,  chociaż 

nienawidziła rozmów na ten temat. 

- Bo nie chciałam. 

-  Ma  pani  dobre  warunki  -  powiedział  Zinn  i  przyjrzał  się 

jej. 

-  Nie  jestem  tutaj  z  racji  tych  warunków  -  odpowiedziała 

ostro. 

Zinn Garrett uśmiechnął się. 

-  Naprawdę  nie  wiem,  dlaczego  ciągle  panią  zaczepiam. 

Przepraszam, na ogół się tak nie zachowuję. 

- Tatusiu, chodź! - zawołała Andrea. 

Garrett zrzucił ręcznik, zdjął okulary i podał je zaskoczonej 

Sydney. Popatrzył na nią. 

- W gruncie rzeczy podoba mi się, że jest pani inna, że nie 

jest pani tylko laleczką z ciałem za milion dolarów. 

Sydney nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo Zinn wskoczył do 

basenu.  Miała  ochotę  rzucić  wszystko  i  pójść  sobie.  Ale  nie 
mogła.  Zastanawiała  się,  czy  Garrett  wie,  jak  bardzo  jest  jej 
potrzebna  ta  praca.  Był  przecież  gwiazdą,  a  więc  przywykł,  że 
ma wszystko, co zechce. 

Zinn  przepłynął  szybko  basen  i  znalazł  się  obok  Andrei. 

Pokazywał  jej,  jak  ma  płynąć.  Ćwiczyli  przez  pewien  czas, 
wreszcie Andrea przepłynęła cały basen, a Zinn z dumą spojrzał 
na Sydney. 

- No i co? 

background image

-  Brawo,  Andrea,  znakomicie  -  pochwaliła  dziewczynkę, 

nie patrząc w ogóle na mężczyznę. 

Andrea  uśmiechnęła  się  zadowolona.  Zanim  znowu 

odpłynęli,  Zinn  mrugnął  porozumiewawczo  do  Sydney.  Nie 
bardzo wiedziała, o co mu chodzi. 

Ojciec z córką bawili się w basenie, dopóki nie zjawiła się 

Yolanda, niosąc tacę z napojami. Ustawiła wszystko na stole, a 
przed  Sydney  postawiła  oszronioną  szklankę.  Przez  następne 
dziesięć  minut  Sydney  popijała  mrożoną  herbatę  i  przyglądała 
się ojcu i córce. Była lekko poirytowana sposobem, w jaki Zinn 
ją  traktował  i  zarazem  miała  dużo  podziwu  dla  jego  pełnego 
miłości zachowania wobec Andrei. 

Rozmowa z nim nie przebiegła tak, jak to sobie wcześniej 

zaplanowała,  a  to  dlatego,  że  był  typowym  aktorem,  mającym 
przesadnie  wysokie  mniemanie  o  sobie.  Zastanawiała  się,  czy 
nie rozmawiała z nim zbyt poufale. 

Po wyjściu z basenu Andrea rzuciła się na chrupki. Popijała 

je sokiem. Zinn wziął ręcznik i stojąc przed Sydney powoli się 
wycierał.  Potem  usiadł  obok,  wlał  sobie  trochę  piwa  i  wypił 
solidny łyk. 

-  Sydney  -  odezwał  się  -  coś  mi  się  zdaje,  że  nie  czuje  się 

pani najlepiej w moim towarzystwie. 

Oddała mu jego słoneczne okulary. 

- Czy to aż tak widać? - zapytała. 

- Mam wrażenie i wiem, że się nie mylę, że zupełnie mnie 

pani  nie  aprobuje.  To  oczywiście  nic  złego,  każdy  ma  prawo 
mieć własne zdanie, ale ja jestem po prostu ciekawy, dlaczego? 

background image

- To naprawdę nie ma z panem żadnego związku. 

- A więc jednak mam rację. 

Spojrzała na niego najspokojniej, jak mogła. 

-  Jeśli  chce  pan  koniecznie  wyjaśnienia,  to  muszę 

powiedzieć, że nigdy nie przepadałam za hollywoodzkim stylem 
życia. 

- Może pani nie uwierzy, ale ja także. 

- Tak, trudno mi w to uwierzyć. 

-  Jest  pani  bardzo  bezpośrednia,  Syd.  Mogę  pani  dać 

przykład. 

- Co to ma do rzeczy? 

- Zawsze oceniam ludzi całościowo. 

- Wiec jest pan nie tylko aktorem, ale i psychologiem. 

Sydney  nie  była  zupełnie  pewna,  czy  jego  oczy  za 

ciemnymi szkłami okularów nie taksują jej figury. 

-  Aktor,  jeśli  chce  być  dobrym  aktorem,  powinien 

studiować ludzką naturę - mówił Zinn. - Zagrać jakąś postać to 
wcielić  się  w  kogoś  innego,  dlatego  należy  rozumieć  i  znać 
ludzkie motywacje. 

-  Teraz  wiec  rozmawiam  z  pańskim  bohaterem  Grantem 

Adamsem? - spytała ironicznie Sydney. 

-  Nie,  zupełnie  przeciwnie.  Gram  tylko  i  wyłącznie  przed 

kamerą, nigdy w innej sytuacji, a gram, bo mi za to dobrze płacą. 
Natomiast moje życie osobiste to zupełnie inna sprawa. 

background image

Sydney  postanowiła  nie  spierać  się  z  nim.  Nie  bardzo  mu 

dowierzała,  bo  nawet  tak  wyraźna  szczerość  mogła  być 
udawana, ale to nie należało do sprawy. 

-  Sądzę  jednak,  że  teraz  najważniejszą  rzeczą  jest  to,  czy 

mam się zająć Andreą, czy nie. 

- Rzeczywiście, odeszliśmy od tego tematu. Co ma pani do 

powiedzenia? 

Sydney spojrzała na dziecko. 

-  Nie  jestem  pewna  -  powiedziała  z  wahaniem  -  czy 

powinniśmy rozmawiać o tym przy niej. 

- Ma pani rację, przespacerujmy się po ogrodzie. 

Wstali. Zinn wziął swoją szklankę z piwem. 

- Teraz my się trochę przejdziemy - zwrócił się do Andrei - 

a ty dokończ sok i poczekaj na nas, dobrze?  

Andrea pokiwała głową i dalej zajadała chrupki. 

Zinn  wziął  Sydney  pod  ramię,  jakby  byli  starymi 

przyjaciółmi.  Jego  ręce  były  delikatne  i  mocno  opalone.  Kiedy 
odeszli kawałek, Sydney zatrzymała się i spojrzała mu w oczy. 
Puścił ją. 

-  Przypuszczam,  że  szukając  kogoś  do  ochrony  dziecka 

miał pan na myśli typowego goryla, wielkiego i odstraszającego 
na pierwszy rzut oka. 

- Sądzę, że ochroniarze na ogół tacy są. 

Sydney  ruszyła  przed  siebie,  zmuszając  go,  by  podążył  za 

nią. 

background image

- A jaki jest ten facet, którego zdecydował się pan wynająć, 

zanim ja tu przyszłam? 

Zinn był pełen podziwu dla jej brawury. 

-  Jack  jest  bardzo  doświadczony  i  rzeczywiście  wygląda 

groźnie, ale wcale nie jest głupi. Już kiedyś pracował dla mnie i 
mam do niego zaufanie. 

-  W  stosunku  do  siebie  tego  ostatniego  nie  mogę  od  pana 

wymagać.  Powinnam  polegać  na  pańskiej  zdolności  wyczucia, 
że  jestem  osobą  godną  zaufania.  Pozostaje  jeszcze  kwestia 
opinii,  czy  groźny  wygląd  jest  szczególnie  ważny  w  tej  pracy. 
Sądzę,  że  jest  wręcz  przeciwnie.  Najważniejsza  jest  zdolność 
chronienia  dziecka.  Każdy,  kogo  pan  zatrudni,  będzie  musiał 
spędzać  z  nią  bardzo  dużo  czasu,  a  jej  wewnętrzne  poczucie 
bezpieczeństwa  też  jest  przecież  ważne.  Kto  więc  będzie 
lepszym  towarzyszem  dla  pańskiej  córki  -  ja,  czy  też  jakiś 
bokser, choćby najbardziej inteligentny? 

Zinn  popatrzył  w  stronę  córki  i  uświadomił  sobie,  że 

Sydney  ma  rację.  Może  jest  naprawdę  tak  dobra,  jak  mówi. 
Intrygowała go. 

- Dobra, punkt dla pani - uznał. 

-  Jest  jeszcze  sprawa  najistotniejsza:  jak  zapewnić  Andrei 

bezpieczeństwo - rozmyślała głośno Sydney. 

- To prawda. 

- Proszę pamiętać, że mam broń i bardzo dobrze umiem się 

nią posługiwać. 

- Tak… 

background image

- Sądzę jednak, że coś innego jest znacznie ważniejsze. 

- Mianowicie? 

-  Przede  wszystkim  należy  wyeliminować  zagrożenie. 

Innymi  słowy,  trzeba  jak  najszybciej  odnaleźć  tę  maniaczkę  - 
powiedziała dziewczyna zdecydowanie. 

- Przecież ta sprawa należy do policji - zaoponował Garrett. 

-  Racja,  oni  się  tym  zajmują,  ale  nie  zaszkodzi  mieć 

doświadczonego  prywatnego  detektywa.  Czy  ten  Jack  jest 
detektywem? 

- Nie, jest zawodowym ochroniarzem. 

- Widzi pan, a ja jestem detektywem i jednocześnie umiem 

zajmować się ochroną ludzi. Mam zamiar nie tylko strzec Andrei 
- wyjaśniała dalej Sydney - ale również zająć się poszukiwaniem 
tej kobiety i doprowadzić do jej aresztowania. 

- Policja jeszcze do tej pory nie wie dokładnie, kim ona jest. 

Wiemy tylko, że ma na imię Barbara. 

-  Czytałam  o  tym  w  gazetach.  Więc  jeszcze  raz  powtórzę. 

To,  co  ja  proponuję,  to  zlikwidować  problem  raz  na  zawsze,  a 
nie tylko ograniczyć się do ochrony. 

Zinn był głęboko zaskoczony jej propozycją, podziwiał jej 

entuzjazm  i  zdecydowanie.  Ciągle  jednak,  patrząc  na  tę  piękną 
kobietę,  z  trudem  dostrzegał  w  niej  prawdziwego  detektywa. 
Działała  na  niego  elektryzująco.  Bardziej  niż  się  tego 
spodziewał. 

- Jest pani inna, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. 

Sydney poczuła smak zwycięstwa, a jednocześnie wyraźną 

background image

sympatię do Zinna. Nie przejmowała się tym, że podświadomie 
czuła erotyczne napięcie. Po raz pierwszy Zinn Garrett traktował 
ją jak zawodowca, a to sprawiało jej wielką przyjemność. Zinn 
pociągnął łyk piwa. 

-  Syd,  proszę  mi  powiedzieć,  czy  ma  pani  jakiś  konkretny 

plan? 

-  Nie  mogłam  niczego  planować,  zanim  was  nie  poznam, 

ale teraz mam kilka pomysłów. 

- Proszę mi opowiedzieć, jeżeli uważa to pani za stosowne - 

poprosił. 

- Seńor Garrett! - zawołała Yolanda. Stała przy stoliku rod 

parasolem. - Czy przynieść coś jeszcze? 

- Nie - odparł Zinn. - Proszę wziąć Andreę do domu, niech 

się ubierze. 

Andrea  jednak  najpierw  przybiegła  do  ojca,  potem 

pożegnała się z Sydney i dopiero podeszła do Yolandy. 

-  Miała  mi  pani  przedstawić  swoje  pomysły  -  przypomniał 

Zinn po jej odejściu. 

-  Muszę  tu  być,  żeby  chronić  Andreę,  jednak  nie 

powinniśmy jej straszyć. Chciałabym także, żeby ta Barbara nie 
wiedziała,  że  Andrea  jest  pod  ochroną,  będzie  wtedy  bardziej 
pewna siebie. 

-  A  jak  ma  pani  zamiar  to  zrobić?  -  zainteresował  się 

Garrett. 

- Trudno przewidzieć jej zachowanie, ale jeżeli pomyśli, że 

jestem  pana  nową  dziewczyną,  to  może  skupi  się  na  mnie 

background image

zamiast na Andrei. 

Zinn milczał przez chwilę, zastanawiając się. 

- Mamy więc zostać kochankami i nadać temu rozgłos, tak 

żeby  Barbara  panią  zaatakowała,  a  wtedy  pani  ją  przyłapie  - 
podsumował. 

- Mniej więcej. 

Zinn uśmiechnął się z zadowoleniem. 

-  Ale  to  będzie  tylko  pozorowane  -  dodała  Sydney.  -  Nie 

mam  zamiaru  sugerować,  żeby  naprawdę  coś  się  wydarzyło 
między nami… Będziemy po prostu udawali kochanków… 

- To znaczy, całowali się publicznie itd.… 

Zinn wyraźnie dobrze się bawił. Co on sobie wyobraża? Że 

Sydney pójdzie z nim po prostu do łóżka? 

-  Panie  Garrett  -  kontynuowała  oschłym  tonem  - 

przedstawiłam panu moją koncepcję w dobrej wierze. Nie mam 
najmniejszego  zamiaru  mieć  z  panem  cokolwiek  wspólnego.  A 
seks… ani mi teraz w głowie. 

-  Rozumiem,  ale  skoro  mamy  udawać,  to  lepiej  być 

przyjaciółmi, prawda? 

Sydney pokręciła przecząco głową. 

-  Myślałam  przez  moment,  że  pan  mnie  traktuje  jak 

profesjonalistkę,  ale  teraz  zachowuje  się  pan  jak  wobec 
aktoreczki na planie - zauważyła rozczarowana. 

-  Czyżby?  Przecież  nie  powiedziałem  nic  niewłaściwego. 

Nasz  związek  może  mieć  charakter  zawodowy,  ale  nie 

background image

ascetyczny.  Nie  zakochuję  się  w  każdej  aktorce,  z  którą  gram. 
Ale  mam  szacunek  dla  tych,  które  są  mile  i  nie  jedzą  przed 
scenami miłosnymi cebuli ani czosnku. 

-  W  porządku  -  rozluźniła  się,  -  Jeśli  mnie  pan  zatrudni, 

obiecuję nie jeść ani cebuli, ani czosnku. Co pan na to? 

- Muszę przyznać, że zaciekawiły mnie pani pomysły. 

- Czy to znaczy że dostaję tę pracę? 

-  Z  natury  jestem  sceptykiem,  więc  mogę  pani 

zaproponować  zatrudnienie  na  okres  próbny.  Jeśli  wszystko 
będzie  się  dobrze  układało,  przedłużymy  umowę.  Proponuję 
tysiąc dolarów za trzy dni. Odpowiada to pani? 

Sydney  była  tak  zdumiona  zaoferowaną  sumą,  że  nie 

myślała dalej dyskutować. 

- Zgoda. - Wyciągnęła do niego rękę. 

Zinn  jednak  nie  uścisnął  jej  dłoni  na  znak,  że  dobili  targu, 

lecz delikatnie podniósł ją do ust i leciutko pocałował. 

-  Nigdy  nie  pozwalają  mi  tego  robić  w  filmie,  a  i  w  życiu 

niewiele jest okazji - wytłumaczył swój gest. 

Sydney  wstrzymała  oddech.  Pod  dotknięciem  jego  ust 

poczuła  drżenie  w  całym  ciele  i  zezłościła  się  na  siebie. 
Pomyślała, że to, jak w teatrze, nie ma żadnego znaczenia  - ani 
dla niego, ani dla niej. 

Musiała przyznać, że jest człowiekiem, któremu trudno się 

oprzeć,  i  to  nie  tylko  dlatego,  że  jest  tak  przystojny  i 
pociągający.  Miał  w  sobie  coś  jeszcze.  Coś,  czego  nie  umiała 
nazwać, a wiązało się to z jego charakterem ukrytym za maską 

background image

sławnego  aktora.  Tak,  jest  bardziej  skomplikowany,  niż  mogła 
przypuszczać  na  początku.  Może  byłoby  łatwiej,  gdyby  był  po 
prostu wyłącznie fizycznie pociągający. Wtedy wszystko byłoby 
zrozumiałe. Był jednak jednym z hollywoodzkich amantów i stal 
teraz kilka kroków przed nią niemal nagi. 

Starała się opanować. 

- Coś mi się zdaje, Sydney, że za tą dziewczęcą buzią kryje 

się prawdziwa tygrysica. Chyba się nie mylę? 

Kiwnęła  tylko  głową.  Zastanawiała  się,  czy  będzie  umiała 

mu  się  oprzeć.  Czuła,  że  coś  ją  pcha  ku  niemu,  ale  broniła  się 
przed tym ze wszystkich sił. Nagle odwróciła się i zaczęła iść w 
stronę domu. 

- Syd, dokąd się pani wybiera? 

- Muszę pojechać do domu po walizkę. 

- Walizkę? - Zinn nie bardzo rozumiał. 

-  Chyba  nie  sądzi  pan,  że  przez  trzy  dni  będę  chodziła  w 

jednej sukience! 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 3 

background image

 

Lee  Lorraine,  matka  Sydney,  była  uszczęśliwiona,  kiedy 

córka oznajmiła jej nowinę. 

- Kochanie, on naprawdę cię zatrudnił?! 

- Na razie tylko na trzy dni. 

Lee  wzięła  córkę  za  ramię  i  wpatrywała  się  w  jej  błękitne 

oczy. 

- Sydney - rzekła z uśmiechem - w każdym razie bardzo się 

cieszę, bardzo. 

Siedziały  teraz  w  saloniku  małego,  ale  schludnego  domku 

Lee  w  Glendale.  Nic  tu  się  prawie  nie  zmieniło.  Fotografia 
Dicka  Charlesa  stała  na  swym  honorowym  miejscu  nad 
kominkiem. Wokół te same meble, na ścianach te same obrazy. 
Nowy był tylko skórzany fotel, który Sydney podarowała matce 
w zeszłym roku na gwiazdkę. 

-  Mamusiu,  nie  wyobrażaj  sobie  za  dużo,  to  tylko  praca,  a 

nie małżeńska oferta. 

Lee  w  ogóle  nie  zwracała  uwagi  na  słowa  córki  i  z 

rozjarzonym wzrokiem ciągnęła. 

- Dopiero co  usłyszałam, że Zinn Garrett, sam wielki Zinn 

Garrett,  szuka  do  pracy  kogoś  takiego  jak  ty,  a  już  jesteś 
zatrudniona  i  będziesz  u  niego  mieszkać.  Naprawdę  bardzo 
żałuję, że kiedykolwiek powiedziałam coś złego w szpiclowaniu. 

-  Mamo!  Jestem  prywatnym  detektywem,  a  nie  szpiclem! 

To zupełnie co innego, powinnaś to zrozumieć. Poza tym, będę 
w  jego  domu  po  to,  by  strzec  jego  córki,  a  nie,  by  u  niego 

background image

mieszkać. 

Lee  pełnym  wdzięku  gestem  poprawiła  siwiejące  blond 

włosy. Mimo upływu czasu i dręczącego ją artretyzmu, miała w 
sobie  ciągle  wiele  uroku.  Była  nadal  szczupła  i  wciąż 
zachowywała się jak prawdziwie wielka aktorka. 

-  Kochanie,  nie  udawaj  niewiniątka  -  powiedziała  do 

Sydney. - Doskonale wiesz, o co mu może chodzić. Przecież jest 
mężczyzną, nieprawdaż? 

- Ależ mamo! 

- Jest, czy nie jest? 

Sydney spojrzała na matkę. 

- Mamo,  najważniejsze  jest  to, o co  mnie chodzi i  tylko to 

się liczy. Dla mnie to tylko i wyłącznie praca. 

Lee  podeszła  do  sofy,  usiadła  i  wskazała  Sydney  miejsce 

koło siebie. Córka posłusznie usiadła obok matki. 

-  Na  litość  boską,  nie  mam  żadnych  brzydkich  myśli! 

Chodzi mi o to, że masz teraz okazję i tak powinnaś potraktować 
ten kontrakt - właśnie jako okazję. 

Sydney spojrzała przeciągle w oczy matki. 

- Okazję do czego? - zapytała. 

Lee  z  prawdziwie  matczyną  troską  i  cierpliwością  zaczęła 

wyjaśniać. 

-  Moja  kochana,  ten  człowiek  jest  gwiazdorem,  a  ty  jesteś 

śliczną  dziewczyną.  On  na  pewno  zna  setki  ludzi,  którzy 
mogliby ci pomóc. 

background image

Sydney  nigdy  właściwie  nie  wiedziała,  o  co  chodzi  jej 

matce.  Czy  najzwyczajniej  chciała,  by  Sydney  znalazła  męża, 
czy też marzyła o karierze filmowej dla niej? A może Lee snuła 
jednocześnie oba plany? Pamiętając o wielkiej miłości matki do 
Dicka  Charlesa,  sądziła,  że  matka  śni  o  tym,  by  córka  była 
gwiazdą, która wyjdzie za mąż za gwiazdora. 

- Mamo, ja przecież nie jestem aktorką i nie chcę, żeby ktoś 

mnie  odkrywał.  Czy  nie  możesz  zrozumieć,  że  te  bajeczki,  o 
których ciągle śnisz, to dzisiaj staroświecczyzna? 

Lee zadrżały usta. Nieustannie, od lat, słyszała od córki ten 

sam  argument  i  choć  wielokrotnie  próbowała  stworzyć  jej 
możliwości rozpoczęcia kariery aktorskiej, Sydney nieustępliwie 
trwała przy swoich poglądach. Lee zerknęła, czy córka dostrzega 
wzbierające w jej oczach łzy. 

- Wiesz, że każda dziewczyna oddałaby wszystko, żeby być 

teraz na twoim miejscu. 

-  Mamo,  nawet  gdyby  Zinn  Garrett  ofiarował  mi  cały 

Hollywood, nie przyjęłabym. Mam ochraniać jego córkę i tylko 
to  mnie  obchodzi,  a  potem  chcę  dalej  prowadzić  swoje  własne 
biuro.  Nigdy  nie  przyjęłabym  tej  pracy,  gdyby  nie  chodziło  o 
małe dziecko i gdybym nie miała kłopotów finansowych. 

Lee otarła łzy i spojrzała błagalnie na córkę. 

No  tak,  znowu  te  stare  dyskusje,  z  których  nigdy  nic  nie 

wynikało,  bo  Lee  była  niepoprawną  romantyczką,  a  Sydney 
realistką zdecydowanie stąpającą po ziemi. 

- Mamo, proszę, zrozum, te kilka dni, które spędzę w domu 

Zinna Garretta, nie mogą zmienić moich planów życiowych. 

background image

- Czy uważasz, że wtrącam się za bardzo do twego życia? 

-  Mamo,  nie  bądź  niemądra.  Wychowałaś  mnie  i 

poświęciłaś się dla mnie. Gdyby nie ty, nie wiem, co by ze mną 
było. - Pogłaskała matkę po policzku. - Proszę tylko, pogódź się 
z rym, że robię to, co robię i nie będę aktorką. 

Lee uśmiechnęła się przez łzy. 

- Powiedz mi tylko, czy on chociaż dostrzegł, że jesteś taka 

ładna? 

- Nie mam pojęcia, nie rozmawialiśmy na ten temat. 

Nie  była  to  prawda,  ale  Sydney  postanowiła  nie  stwarzać 

matce żadnych złudzeń. 

-  Oczywiście,  że  nie  rozmawialiście!  Ale  przecież  mogłaś 

odczytać to z jego zachowania. 

- Wydaje mi się, że próbował flirtować. - Sydney wyruszyła 

ramionami. - Ale sama powiedziałaś, że jest tylko mężczyzną. 

- Kochanie, pamiętaj, że chcę dla ciebie jak najlepiej… 

- Wiem i  jestem ci wdzięczna.  -  Objęła  matkę  i przy tuliła 

się do niej. 

Tak,  Lee  Lorraine  była  zawsze  niezwykle  lojalnym 

człowiekiem.  Sydney  mogła  być  pewna  jej  miłości  i  oddania, 
była dobrą matką. Teraz Sydney pragnęła coś dla niej zrobić i to 
był  jeszcze  jeden  powód,  dla  którego  podjęła  się  pracować  u 
Zinna Garretta. 

-  Mamo,  zarobię  sporo  pieniędzy,  jeśli  wszystko  dobrze 

pójdzie, i nie będę ci już siedziała na głowie. 

background image

Pocałowała  matkę  i  poszła  do  siebie  spakować  trochę 

rzeczy. Matka utrzymywała jej pokój w takim samym stanie jak 
wtedy, kiedy Sydney jeszcze tu mieszkała. Na ścianach wisiały 
różne  dyplomy  ze  szkoły,  zdjęcia  z  występów  baletowych  i  z 
rozmaitych  okresów  życia  Sydney.  Podeszła  do  fotografii 
zrobionej  w  studio  filmowym.  Miała  wtedy  pięć  lat  i  kiedy 
skierowano  na  nią  światła  i  kamery,  wybuchnęła  głośnym 
płaczem. To chyba przekreśliło jej karierę aktorską. 

Sydney  przypomniała  sobie,  jak  do  jedenastu  lat  na 

wyraźną  prośbę  matki  brała  lekcje  tańca  i  jak  potem 
zdecydowanie  postanowiła  z  tym  skończyć.  Miała  już  wtedy 
własne zdanie na temat aktorstwa i kariery. 

Spakowała  walizkę  i  przebrała  się  w  jasnoniebieską 

koszulkę  polo,  białe  bawełniane  spodnie  i  espadryle.  Potem 
wyjęła  z  szuflady  pudełko  z  amunicją  i  włożyła  je  do  torebki. 
Matka  nigdy  nie  widziała  broni  i  Sydney  nie  chciała,  żeby 
kiedykolwiek ją zobaczyła. Nie musiała o tym wiedzieć". Poszła 
do saloniku. 

Lee stała przy oknie. Odwróciła się do Sydney. 

- Co się stało, kochanie, z twoim samochodem? - zapytała. 

- A co takiego? – zaniepokoiła się Sydney. 

- Jest pod nim jakaś kałuża. 

- No nie! 

- Coś złego? 

Sydney wyjrzała przez okno. 

-  Boję  się,  że  ten  samochód  już  zakończył  swój  żywot. 

background image

Silnik ostatnio  pracował coraz gorzej. Wezmę  chyba taksówkę. 
Jutro zadzwonię do mechanika i poproszę, żeby się nim zajął. 

Otworzyła torebkę, w której było tylko pięć dolarów i kilka 

banknotów jednodolarowych. 

- Mamo, czy możesz mi pożyczyć ze czterdzieści dolarów? 

- poprosiła. 

- Jasne, kochanie. Poczekaj moment. 

Lee poszła do kuchni, a Sydney dziękowała Bogu za to, że 

dostała tę pracę. 

- Oddam ci za kilka dni i zaproszę na kolację - powiedziała 

do matki. 

- Nie bądź głuptasem, oszczędzaj pieniądze dla siebie. 

- Mamo, muszę ci chociaż postawić kolację. Potem będę już 

mogła  kupować  filtra,  biżuterię  i  wszystko,  czego  tylko 
zapragniesz. 

Lee Lorraine pogłaskała córkę po policzku. 

- Jeśli tak, to lepiej miej nadzieję, że Zinn Garrett zechce się 

z tobą ożenić, a nie że zaproponuje ci tylko zdjęcia próbne. 

Sydney roześmiała się. 

- Nic z tych rzeczy, mamo. 

Lee wyglądała na obrażoną. 

- Mówisz, jakby to miało być nieszczęście. Co ja bym dała 

za to, żeby twój ojciec... - Zamilkła i zacisnęła wargi. 

- Dajmy sobie spokój. 

background image

Sydney pocałowała ją i zatelefonowała po taksówkę. 

Pieniądze, które miała, ledwie starczyły na opłacenie kursu. 

Wysiadła, wzięła walizkę i podeszła do bramy posiadłości Zinna 
Garreta. Znała już kod domofonu i nie musiała nikogo wzywać. 

Była ciekawa, jak dom jest zabezpieczony przed intruzami, 

więc spacerowała przez kilka minut wzdłuż ogrodzenia. Mur był 
solidny,  ale  niezbyt  skuteczny  jako  ochrona,  a  bramę  łatwo 
pokonałby szybko jadący większy samochód. 

Idąc w kierunku domu, Sydney zastanawiała się, czy warto 

zaproponować 

Zinnowi 

poważniejsze 

przeróbki 

zabezpieczeniu  domu.  Trzeba  by  zmienić  posiadłość  w  fortecę. 
Nie  miało  to  większego  sensu.  Najważniejsze  było  pilnowanie 
samej Andrei. 

Sydney  obejrzała  cały  teren  i  postanowiła  sprawdzić 

wieczorem  światła.  Dobre  oświetlenie  bardziej  odstraszało 
napastników  niż  ploty  i  mury.  Zwykle  bandyci  wolą  działać  w 
ciemności  i  Sydney  miała  nadzieję,  że  Barbara  zachowa  się 
podobnie. 

Najważniejsze  jednak  było  znalezienie  i  zatrzymanie 

Barbary. Musiała porozmawiać z policjantami, którzy prowadzili 
tę sprawę. Sydney próbowała już porozumieć się z detektywem 
Marvinem  Kaslowem  z  policji  w  Los  Angeles,  ale,  niestety, 
wyjechał  na  kilka  dni.  Znała  go  jednak  z  czasów  pracy  u 
Candy'ego,  więc  postanowiła  spotkać  się  z  nim  zaraz  po  jego 
powrocie. 

Zanim nacisnęła dzwonek, Yolanda otworzyła drzwi. 

-  Ach,  to  pani.  Zastanawiałam  się,  kiedy  pani  wróci. 

Chodziła pani po terenie? 

background image

- Badałam, na ile tu jest bezpiecznie. 

- Mur jest bardzo wysoki. 

- Tak, to jest dobry mur. 

Yolanda wzięła od Sydney walizkę. 

- Pokażę pani pokój. Kolacja będzie za godzinę. Pan Garrett 

powiedział, że wtedy się z panią spotka. 

Sydney  szła  za  Yolanda  przez  duży  dom  i  zaglądała  do 

pokojów,  których  jeszcze  nie  widziała.  Czuła  się  trochę 
niepewnie.  Rozmowa,  nawet  ostra,  z  Zinnem  Garrettem  to 
jednak  było  co  innego,  niż  zamieszkanie  z  nim  pod  jednym 
dachem. 

Pokój gościnny mieścił się w odrębnym skrzydle domu. W 

pokoju  był  kominek,  a  wokół  niego  kilka  wygodnych  foteli,  w 
części  sypialnej  stało  olbrzymie  loże,  toaletka  i  szezlong. 
Wszystkie  elementy  wystroju  wnętrza  harmonizowały  ze  sobą. 
Dotknęła  narzuty pokrywającej łóżko. Był to  francuski jedwab. 
Zastanawiała  się,  ile  czasu  zajmie  jej  przystosowanie  się  do 
takiego luksusowego życia. 

- Senorita, podoba się pani pokój? 

- Jest bardzo piękny. 

Yolanda  przez  chwilę  patrzyła  na  nią  z  wyraźnym 

zadowoleniem. 

- Muszę pani powiedzieć, że jestem zadowolona, że będzie 

pani  tu  mieszkała  -  wyznała.  -  Tak  się  boję  o  małą  od  czasu 
tamtego wypadku. Ta kobieta jest chyba szalona, niemal chciała 
nas zabić! 

background image

-  Yolando,  nie  denerwuj  się,  już  więcej  nic  takiego  się  nie 

powtórzy. 

-  Szczerze  mówiąc,  sefiorita,  to  obawiam  się  również  o 

pana  Garretta.  Tak  bardzo  się  przejął  tym  incydentem  w 
supermarkecie. 

Sydney odruchowo dotknęła ramienia kobiety. 

-  Yolando  -  powiedziała  uspokajająco  -  po  to  tu  jestem, 

żeby on też się przestał denerwować. 

Gospodyni Garretta z niedowierzaniem kręciła głową. 

-  Trudno  uwierzyć,  by  ktoś  tak  zły  i  niebezpieczny,  jak 

tamta kobieta, mógł się przestraszyć kogoś tak ładnego i miłego 
jak  pani  -  wyznała  szczerze.  -  A  może  seńor  Garrett  zatrudnił 
panią z innego powodu, a nie dlatego, że jest pani z policji. Co 
pani o tym sądzi? 

- Mam nadzieję, że tak nie jest. 

Yolanda  miała  jednak  taką  minę,  jakby  swoje  i  tak 

wiedziała i za nic nie dala się przekonać. Sydney zmieniła temat. 

- Jak długo pani pracuje dla Garretta? - zapytała. 

- Dwa i pół roku. Zaczęłam pracować kiedy rozwiódł się z 

żoną. 

Sposób  w  jaki  zaakcentowała  słowo  „żona”  wymownie 

świadczył  o  wyraźnej  niechęci.  Sydney  chciała  się  dowiedzieć 
czegoś  więcej  o  Zinnie  Garretcie,  uznała  więc,  że  gospodyni 
może być cennym źródłem informacji. 

-  Dobrze  się  pani  tu  pracuje?  Pan  Garrett  należycie  panią 

traktuje? 

background image

-  Seńor  Garrett  jest  bardzo  sympatycznym  człowiekiem. 

Jest prawdziwym mężczyzną i chyba nie muszę mówić, jaki jest 
przystojny. Każda kobieta to widzi. 

Sydney przytaknęła. 

- Mężczyźni tacy jak on, gwiazdorzy filmowi, są zazwyczaj 

otoczeni przez mnóstwo kobiet. Jak ktoś, prowadząc takie życie, 
może pozostać normalny? - zastanawiała się. 

-  Nie  bardzo  rozumiem,  o  czym  pani  mówi,  seńorita.  To 

prawda,  że  pan  Garrett  jest  bardzo  sławny,  ale  dla  mnie  jest 
zawsze dobry, Kiedy jest w domu, to zupełnie inny człowiek niż 
ten, którego można zobaczyć na ekranie. 

Gospodyni  bez  wątpienia  mówiła  prawdę,  Sydney  jednak 

miała wrażenie, że Yolanda ocenia swego pana z trochę innego 
punktu  widzenia  niż  ona  sama.  Faktem  było,  że  od  samego 
początku Sydney była zaskoczona zachowaniem Zinna, zupełnie 
odmiennym  od  sposobu  bycia  Granta  Adamsa,  którego  grał  w 
serialu. 

- Może masz rację, Yolando. 

-  Jeśli  chce  pani  wiedzieć,  co  myślę  -  powiedziała 

Meksykanka  -  to  uważam,  że  od  czasu  gdy  pana  Garretta 
opuściła żona, on trochę obawia się kobiet, choć tego po nim nie 
widać. 

Sydney wpatrywała się w Yolandę uderzona tą myślą. 

- Sądzisz, że aż tak bardzo kochał Monikę… 

-  Ależ  nie,  wręcz  odwrotnie.  On  obawia  się,  żeby  coś 

takiego  się  nie  powtórzyło.  No,  ale  teraz  już  muszę  iść,  a  pani 
pewnie  zechce  się  przebrać  do  kolacji,  żeby  być  jeszcze 

background image

piękniejszą. 

Po  wyjściu  gospodyni  Sydney  stała  dłuższą  chwilę, 

zastanawiając  się  nad  tym  wszystkim.  Dopiero  potem  zaczęła 
rozpakowywać walizkę i układać swoje rzeczy. 

Cały  dzień  był  tak  upalny  i  duszny,  że  postanowili  wziąć 

kąpiel.  A  może  do  kolacji  powinna  włożyć  wieczorową 
sukienkę?  I  może  jakoś  inaczej  się  uczesać?  Lee  zawsze 
powtarzała, że warkocz jest dobry, kiedy się gra w tenisa, idzie 
na plażę czy jedzie na piknik, ale przy innych okazjach Sydney 
powinna  inaczej  upinać  włosy.  Matka  mówiła  też,  że  rzadko 
która kobieta ma tak piękne włosy jak Sydney i dlatego częściej 
powinna  je  pokazywać,  a  nie  tylko  ciasno  splatać  w  warkocz. 
Właściwie  dzisiaj  miała  dobrą  okazję,  by  zmienić  uczesanie. 
Najpierw  jednak  poszła  do  łazienki,  w  której  stała  olbrzymia 
wanna z urządzeniem do podwodnego masażu. Dla Sydney była 
to  nowość,  bo  w  swoim  wynajmowanym  mieszkanku  miała 
tylko  prysznic,  a  u  matki  w  domu  była  mała  wanna.  A  tu  taki 
luksus! 

Po  kąpieli  owinęła  się  w  olbrzymi  ręcznik  i  przejrzała  w 

lustrzanych  drzwiach  szafy.  Zastanawiała  się  nad  tym,  co 
Yolanda mówiła o Garretcie. Czy to mogła być prawda, że jest 
zupełnie  inny,  niż  jej  się  wydawało?  Czy  rzeczywiście  tak 
głęboko zraniła go była żona, że teraz, wbrew pozorom, stał się 
bardzo  ostrożny  wobec  kobiet?  W  każdym  razie  byłoby  to  coś 
wyjątkowego jak na Hollywood. 

Dlaczego  jednak  teraz  myślała  o  tym  wszystkim?  Nigdy 

dotąd,  nawet  jako  podlotek,  nie  zaprzątała  sobie  głowy 
problemami  miłości.  Wystarczyło,  że  w  jej  domu  matka  była 
niepoprawną  romantyczką.  Sydney  zawsze  bała  się,  by  nie 

background image

popełnić  podobnego  błędu  jak  matka,  więc  do  chłopców 
odnosiła  się  z  rezerwą.  Nie,  to  nie  była  jakaś  awersja  do 
mężczyzn.  Podobnie  jak  koleżanki,  chodziła  na  randki,  kiedy 
jeszcze była w college’u. Od kiedy jednak zaczęła pracować, nie 
bardzo  miała  okazję  spotkać  kogoś  odpowiedniego.  Specyfika 
jej pracy wykluczała romantyczne znajomości. 

Był  jeden  wyjątek.  Kiedy  Sydney  pracowała  w  agencji 

detektywistycznej Candy'ego Gonzaleza, zatrudnił ją do pomocy 
pewien młody prawnik, Brent Haydon. Wkrótce Haydon zaczął 
bardziej  interesować  się  Sydney  niż  sprawą,  którą  prowadził. 
Potem  jeszcze  przez  kilka  miesięcy  spotykali  się,  ale,  jak 
większość 

młodych, 

robiących 

karierę 

ludzi, 

Brent 

podporządkował swoje życie obowiązującym modom i  gustom. 
Ludzie  jemu  podobni  zmieniali  dziewczyny  wraz  z  nadejściem 
nowego  sezonu,  tak  jakby  to  był  nowy  typ  sportowych  butów 
czy  nart.  Sydney  nie  spodziewała  się  po  Brencie  czegoś 
nadzwyczajnego,  ale  nie  chciała  też,  by  umieszczał  ją  na  skali 
swych  wartości  gdzieś  między  nowym  samochodem  BMW  a 
najnowocześniejszym sprzętem compactowym czy najnowszym 
modelem faxu. Zerwała tę znajomość i wtedy też pochłonęły ją 
problemy  związane  z  prowadzeniem  własnego  biura.  A  teraz 
zaczynała odczuwać dziwną fascynację Zinnem Garrettem. 

Zaczesała  włosy,  skręciła  je  i  upięła  na  czubku  głowy. 

Spośród kilku rzeczy, które ze sobą zabrała, wybrała żółtą letnią 
suknię  z  bardzo  głębokim  dekoltem  z  tyłu.  Może  była  nawet 
trochę  za  bardzo  prowokująca,  ale  najmniej  się  pomięta  w 
walizce. 

Kiedy  Sydney  była  już  gotowa,  czuła  się  tak,  jakby 

wybierała się na randkę, a nie na rodzinną kolację. Po wyjściu ze 

background image

swojego  pokoju  od  razu  dwukrotnie  źle  skręciła  w  korytarzach, 
ale wreszcie odnalazła gabinet z wieloma skórzanymi fotelami i 
sofami.  Były  tam  też  stoliki  z  marmurowymi  blatami,  wokół 
porozstawiano  hebanowe  figury,  przypominające  rzeźby 
afrykańskie. 

Dominowały 

dwa 

kolory: 

kremowy 

brzoskwiniowy. 

Zinn  siedział  z  Andreą  i  czy  tał  jej  książeczkę  dla  dzieci. 

Spojrzeli-na  Sydney,  kiedy  weszła  do  pokoju.  Na  twarzy  Zinna 
pojawił  się  niekłamany  zachwyt.  Przez  chwilę  on  i  Andrea  nie 
odzywali się ani słowem. 

-  Dobry  wieczór!  -  powiedziała  Sydney,  nagle  czując  się 

jakoś niezręcznie w swoim ubraniu. 

- Tatusiu! - zawołała Andrea, - Spójrz, jaka ona jest śliczna! 

- Dokładnie to samo chciałem powiedzieć. 

Zinn  wstał  z  fotela.  Ubrany  był  w  granatowy  blezer  i 

jasnoróżową bawełnianą koszulę. Włosy miał jeszcze mokre po 
myciu i pachniał dobrą wodą kolońską. 

Podszedł  do  Sydney,  wziął  jej  dłoń  i  pocałował  z 

szalunkiem, a równocześnie z wielką naturalnością. Potem przez 
chwilę dokładnie się jej przyglądał. 

-  Gdybym  był  reżyserem,  moja  droga,  kazałbym  jeszcze 

zrobić pani makijaż. 

- Czy wyglądam niedobrze?  - Sydney odruchowo  dotknęła 

policzka. 

- Nie, ależ skąd. Zastanawiam się tylko, czy może się ktoś 

pani przestraszyć, bo anioły nie wzbudzają przecież strachu. 

background image

Sydney szybko zrozumiała, o co mu chodzi. 

- Nie trzeba być stukilowym gorylem, by skutecznie kogoś 

chronić.  Najważniejsze  to  dokładnie  wiedzieć,  co  się  robi  - 
odpowiedziała. 

Andrea podeszła do nich. Sydney uśmiechnęła się do niej i 

pogłaskała  po  głowie.  Andrea  uczesana  była  teraz  w  jeden 
warkocz, jak przedtem Sydney. 

- Czy zrobić pani coś do picia? - zapytał Zinn. 

- Poproszę wodę mineralną. 

- Pani w ogóle nie pija nic mocniejszego? 

-  Nie  wtedy,  kiedy  jestem  na  służbie  -  odparła.  -  A  przez 

następne trzy dni będę miała dwudziestoczterogodzinne dyżury. 

- Sydney, pani postawa jest godna pochwały. 

Zinn podszedł do lustrzanej szafki i otworzył ją. W środku 

był  barek.  Zaczął  przygotowywać  trzy  szklanki  i  jednocześnie 
obserwował  w  lustrach  Sydney.  Podobało  mu  się  jej  nowe 
uczesanie  i  dostrzegł,  że  jest  ładniejsza,  niż  zapamiętał.  Wahał 
się, jak ma ją traktować, choć nigdy nie miał takich wątpliwości 
wobec  kobiet.  Sądził,  że  Sydney  nie  dostrzegła,  jak  głębokie 
wywarła na nim wrażenie. 

Zinn zawsze dobrze czuł się w towarzystwie kobiet i umiał 

z  nimi  rozmawiać  ich  własnym  językiem.  Wyjątkowo  tylko 
zdarzało  się,  by  kobieta  mogła  wprawić  go  w  zakłopotanie. 
Zastanawiał się, czy Sydney Charles była takim wyjątkiem. 

Andrea tymczasem wzięła Sydney za rękę. 

- Widzisz, jak jestem uczesana? - spytała. 

background image

-  Tak,  bardzo  ci  do  twarzy  w  tym  warkoczyku.  Sama  się 

uczesałaś? 

Andrea zachichotała. 

- O nie, to Yolanda. Widzisz, teraz jestem uczesana tak jak 

ty. 

Sydney dotknęła palcem noska dziewczynki. 

- Teraz możemy być bliźniaczkami - powiedziała. 

Zinn pochwycił spojrzenie, jakim obrzuciła go Sydney. 

Dostrzegł w nim coś dziwnego. Był pewien, że nie chodzi o 

to,  że  się  jej  nie  podoba.  Wręcz  odwrotnie,  kiedy  byli  blisko 
siebie,  czuł  najwyraźniej  fluidy  wzajemnej  fascynacji.  Była 
jednak jakaś bariera między nimi, a fakt, że nie był pewien, co to 
takiego, tylko zwiększał jego zainteresowanie. 

Podszedł do kanapy, na której siedziała Sydney z Andrea i 

podał im szklanki z napojami. Jego córka zawzięcie plotkowała 
z  Sydney,  więc  usiadł  z  boku  i  przysłuchiwał  się  rozmowie. 
Andrea  opowiadała  szczegółowo  historyjkę,  którą  jej  czytał 
przed nadejściem Sydney. 

-  Tatusiu  -  zwróciła  się  do  ojca  z  pytaniem  -  wiesz,  że 

Sydney  nie  miała  tatusia,  kiedy  była  małą  dziewczynką,  bo  on 
jej nie chciał? 

- Och! - Zinn spojrzał na Sydney. 

- Opowiedziałam jej historię mojego życia. 

- Rozumiem. 

Dalej  bacznie  ją  obserwował  i  zdawał  sobie  sprawę,  że 

background image

cokolwiek  Sydney  opowiedziała  jego  córce,  było  to  naprawdę 
przejmujące. 

W  pewnej  chwili  zdecydował,  że  Andrea  już  dość  się 

nagadała  i  zaproponował  córce,  by  poszła  pomóc  Yolandzie 
nakryć  do  stołu.  Może  było  to  egoistyczne  zachowacie,  ale 
bardzo chciał na chwilę zostać sam z Sydney. 

- Doskonale pani sobie radzi z dziećmi - zwrócił się do niej, 

kiedy dziewczynka wyszła już z gabinetu. 

-  Trudno  powiedzieć,  na  czym  to  polega,  ale  to  chyba 

kwestia wzajemności. Trzeba traktować je równie poważnie jak 
dorosłych. 

- To zabawne, że wzajemność między ludźmi albo istnieje, 

albo jej brak. 

Sydney tylko potaknęła, nic nie mówiąc. 

- Jak pani myśli, skąd się bierze taka wzajemność?  

Wzruszyła ramionami. 

- Kto to wie? 

Zinn potrząsnął kostkami lodu w swojej szklance. 

- Jest pani z kimś związana? - spytał nagle.  

Sydney zamrugała oczami ze zdumienia. 

- O co panu dokładnie chodzi? 

- Czy w pani życiu jest ktoś specjalny? 

- Nie. 

- To dziwne, tak atrakcyjna dziewczyna jak pani… 

background image

-  A  jaki  związek  ma  jedno  z  drugim?  -  spytała  lekko 

poirytowanym tonem. 

Udał, że nie słyszy gniewu w jej glosie. 

- A może pani szuka tego jedynego? 

- Nie, na razie nie - zawahała się. - Ale o co panu właściwie 

chodzi? 

- Pomyślałem, że jesteśmy obydwoje w podobnej sytuacji. 

- Jeśli chodzi o relację między pracownikiem a pracodawcą, 

nie ma to najmniejszego znaczenia. 

Zinn długo wpatrywał się w jej błękitne oczy. 

-  Dlaczego  Andrea  jest  z  panią  w  tak  dobrej  komitywie,  a 

mnie się to zupełnie nie udaje? - poskarżył się. - Czy dlatego, że 
ona jest dziewczynką i ma tylko cztery lata? 

-  Nie  jest  tak,  jak  pan  sugeruje.  Nie  mam  awersji  do 

mężczyzn. 

- Nie, nie to miałem na myśli. 

-  Ach,  pan  widocznie  jest  przyzwyczajony,  że  wszystkie 

kobiety pana ubóstwiają. 

- To pani przyjmuje takie założenie. Teraz rozumiem. 

-  Nie  przyjmuję  żadnego  założenia,  a  pan  jest  jednym  z 

tych, którzy stwarzają właśnie taką atmosferę ubóstwienia wokół 
aktorów. 

Zinn  odstawił  swoją  szklankę  na  stolik  i  delikatnie 

pogładził Sydney po szyi. Odsunęła się od niego. 

background image

- Czy pani była jedynaczką?  - zapytał po chwili.  - A może 

to także niedelikatne pytanie? 

-  Moja  matka  nigdy  nie  wyszła  za  mąż  i  potem  nigdy  nie 

miała nikogo innego oprócz mego ojca. A pan? 

- Nie, ja też nie miałem nikogo innego. 

Sydney zarumieniła się. 

-  Nie,  nie  to  miałam  na  myśli.  Pytałam,  czy  pan  miał 

rodzeństwo? 

-  Też  byłem  jedynakiem  i  muszę  się  przyznać,  że  byłem 

potwornie rozpieszczany. Moi krytycy mówią, że  taki zostałem 
do dziś. 

- I co, mają rację? 

- A jak pani sądzi? 

Sydney chwilę wahała się z odpowiedzią, 

- Wydaje mi się, że pan lubi postawić na swoim. 

Zinn  sięgnął  znowu  po  szklaneczkę  i  w  roztargnieniu 

obracał nią. 

- Nie uważa pani, że mówimy o różnych rzeczach? 

- Czyżby zarzucał mi pan zbyt dużą subtelność?  

Skrzywił  się  lekko  na  jej  nieustanne  próby  uniknięcia 

poważnej rozmowy. 

- Chodzi mi o to, że pani boi się pewnych tematów. 

- Na przykład jakich? 

background image

- Pani ojciec stanowi dla pani problem, nieprawdaż? 

Sydney  przez  chwilę  nie  odzywała  się.  Potem  westchnęła. 

Co  takiego  było  w  Zinnie  Garretcie,  że  czuła  się  przez  niego 
jakby osaczona? Czy tylko z niej żartował, czy chciał ją dotknąć, 
a  może  badał  jej  reakcje  na  wszystkie  możliwe  sytuacje?  O 
swoim ojcu nie chciała z nim rozmawiać. 

- Może porozmawialibyśmy o czymś innym? 

Obydwoje bawili się teraz swoimi szklaneczkami i siedzieli 

w  milczeniu.  Czuli  narastające  napięcie.  W  Sydney  samo 
wspomnienie  o  ojcu  niespodziewanie  obudziło  dawne  emocje. 
Czuła, jak oczy zachodzą jej łzami. Nie patrzyła na Zinna i miała 
nadzieję, że to szybko minie. 

- Ośmielę się i zadam pani jeszcze jedno pytanie. 

Spojrzała na niego z pewną obawą. 

-  Jestem  ciekaw,  czy  ma  pani  taką  awersję  tylko  do 

aktorów, czy w ogóle do całego przemysłu filmowego? 

Sydney  odstawiła  swoją  wodę  mineralną,  złożyła  ręce  i 

poddała się. 

-  Zinn,  nie  bardzo  wiem,  jak  panu  na  to  odpowiedzieć. 

Moja matka miała zawsze zupełnie inne niż ja podejście do tych 
spraw, to znaczy do filmu i aktorów. Także do związku z moim 
ojcem  i  okoliczności,  w  jakich  przyszłam  na  świat.  Czy  to 
wystarczająca odpowiedź na pańskie pytanie? 

- Sydney, ja nie jestem Dickiem Charlesem. 

Nie była zupełnie pewna, co chciał przez to powiedzieć, ale 

uznała, że jest to prowokacja z jego strony. 

background image

-  Nie  rozumiem,  jaki  związek  z  czymkolwiek  ma  moje 

pochodzenie. Poza tym uważam, że to moja prywatna sprawa. 

- Dobrze, nie mówmy już o tym. 

- Dziękuję. 

- Ciekaw jestem tylko, co pani może o mnie wiedzieć? Skąd 

pani wie, jaki ja jestem naprawdę? 

- Ja wcale nie chcę wiedzieć o panu wszystkiego. Obchodzą 

mnie wyłącznie te rzeczy, które dotyczą mojej pracy u pana. 

Przysunął się do niej bliżej. 

- To nie tylko pani praca, to także dotyczy mnie. Pani sama 

ustaliła taką zasadę na początku, kiedy decydowała się podjąć tę 
pracę. Tylko o to mi chodzi. Bezpieczeństwo Andrei to sprawa 
osobista,  jak  pani  mówiła,  i  może  dlatego  mam  takie, 
powiedziałbym,  ludzkie  podejście  do  całej  sprawy.  Mam 
nadzieję, że będę przez panią dobrze zrozumiany. 

- Czy kiedykolwiek ile pana rozumiałam? 

-  Mam  wrażenie,  że  pani  mnie  wcale  nie  zna  i,  co  gorsza, 

obawiam się, że jestem ofiarą różnych pani uprzedzeń. 

- To bardzo poważne oskarżenie. 

Zinn uśmiechnął się, jakby bagatelizując swą wcześniejszą 

wypowiedź.  Wyciągnął  rękę  i  dotknął  jej  policzka  z  taką 
pewnością,  jakby  od  zawsze  miał  do  tego  prawo.  Patrzyła  mu 
prosto w oczy i nie poruszała się. 

-  Nie  urodziłem  się  aktorem.  W  gruncie  rzeczy  nawet  nie 

starałem się, żeby dostać się do filmu. Nie wiem, czy pani wie, 
ale  przedtem  studiowałem  prawo  i  właśnie  tam  zostałem… 

background image

odkryty. 

Ostatnie słowo zaakcentował w wyraźnie ironiczny sposób. 

- Nie, nie wiedziałam o tym. 

-  Tak.  Byłem  wtedy  na  pierwszym  roku.  Zawód  prawnika 

wydawał  mi  się  całkiem  ciekawy  i  uważałem,  że  jest  to 
najlepszy  sposób,  by  coś  w  życiu  osiągnąć.  Wtedy  właśnie 
ojciec kolegi, który był reżyserem, zobaczył mnie i zapytał, czy 
nie  myślałem  nigdy  o  aktorstwie.  Wcześniej  grywałem  w 
szkolnych przedstawieniach, ale nie dlatego, że kochałem teatr, a 
raczej  dlatego,  że  była  to  dobra  okazja  do  spotykania  się  z 
dziewczętami.  Llyod  Feiris,  ten  reżyser,  zaproponował  mi 
zdjęcia próbne. 

-  A  reszta  należy  już  do  historii  -  z  ledwo  skrywanym 

sarkazmem dopowiedziała Sydney. 

- No tak. Chodzi mi jednak przede wszystkim o to, że Lloyd 

ukazał mi wtedy możliwość dość łatwego zarobienia pieniędzy i 
przy okazji dobrej zabawy. Nie od razu stałem się gwiazdorem, 
ale  rola  Granta  Adamsa  pozwoliła  mi  stać  się  niezależnym 
finansowo  na  tyle,  że  powrót  na  studia  nie  miał  już  większego 
sensu. 

- Zinn, pan nie musi się przede mną tłumaczyć.  

Dotknął jej policzka. 

- Ale może tego właśnie chcę. 

Sydney starała się nie zwracać uwagi na te słowa i na fakt, 

że dotykał jej twarzy, bawił się pasmem jej włosów. 

- Dobrze więc. Pan wykonuje swoje zajęcie dla pieniędzy, a 

background image

ja, bo lubię moją pracę - podsumowała. 

-  Och,  ja  też  lubię  moją  pracę,  proszę  mnie  dobrze 

zrozumieć.  Pieniądze  nie  są  bez  znaczenia,  ale  praca  nie  może 
być  nudna.  W  każdym  razie  ja  nie  jestem  Grantem  Adamsem. 
Jestem  sobą.  Szczerze  mówiąc,  jestem  zawsze  rozgoryczony, 
kiedy ludzie nie chcą we mnie widzieć prywatnego człowieka, a 
widzą tylko bohatera filmu. 

Sydney  odstawiła  szklankę  na  stolik  i  odsunęła  się  od 

niego. 

- Może to jest właśnie cena sławy. 

-  Nie.  Tak  mogą  mnie  oceniać  nieznajomi  i  rozumiem,  że 

tak zazwyczaj czynią. Nie ma jednak najmniejszego powodu, by 
pani  robiła  to  samo  i  odmawiała  dostrzegania  tego,  jaki  jestem 
naprawdę. 

To,  co  teraz  powiedział,  brzmiało  niezwykle  poważnie. 

Sydney  nie  bardzo  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Chciała  się 
dowiedzieć, dlaczego mu tak na tym zależy i jednocześnie bała 
się jego wyznania. 

Zinn przysunął się do niej i najzwyczajniej w świecie wziął 

ją za rękę. Uśmiechnął się. Bawił się jej palcami i najwyraźniej 
zastanawiał się, co dalej. 

Sydney  czuła,  jak  cała  drży  pod  dotykiem  jego  ręki. 

Spojrzeli  sobie głęboko  w  oczy  i  dziewczyna  zrozumiała, że  w 
ciągu  tych  kilku  chwil  jej  pełna  rezerwy  i  ostrożności  postawa 
wobec  Zinna  Garretta  zmieniła  się  w  całkowite  zrozumienie. 
Może zresztą taki był jego cel, może to właśnie chciał osiągnąć. 
Sydney  nie  była  całkiem  pewna,  co  teraz  powinna  uczynić, ale 
jej wahania przerwało wejście Andrei. 

background image

- Tatusiu, tatusiu, kolacja gotowa! 

Zinn  poklepał  dłoń  Sydney,  dając  do  zrozumienia,  że 

jeszcze powrócą do tej rozmowy. Potem odwrócił się do córki. 

-  Nie  chcesz,  żeby  wystygła,  prawda?  -  zapytał.  - 

Podstawowa  zasada,  jaka  obowiązuje  w  tym  domu  -  wyjaśnił, 
pochylając się ku Sydney. - Nie wolno pozwolić, by cokolwiek 
wystygło! 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 4 

 

Po kolacji Yolanda zabrała Andreę do kąpieli, Zinn poszedł 

do siebie załatwić parę telefonów, a Sydney wyszła rozejrzeć się 
po  posiadłości.  Przede  wszystkim  chciała  sprawdzić,  jak 
zainstalowane  jest  oświetlenie  na  zewnątrz,  ale  marzyła  też  o 
zaczerpnięciu świeżego powietrza. 

Był piękny wieczór. W dole widać było światła miasta, a na 

niebie błyszczały gwiazdy. Tylko od strony Pacyfiku rozciągała 
się  ciemność.  Pacific  Palisades  leżało  tuż  nad  oceanem  i  było 
enklawą  dla  bogatych  i  uprzywilejowanych.  Tutaj,  na 
najwyższym ze wzgórz, mieszkał Zinn Garrett 

Sydney  patrzyła  w  dół  na  światła  Santa  Monica  i 

background image

rozmyślała  o  stylu  życia  Zinna.  W  ciągu  tygodnia  za  jeden 
odcinek serialu „For the Defense” zarabiał więcej niż większość 
ludzi przez cały rok. 

Oczywiście,  w  Hollywood  bardzo  często  traktowano 

aktorów  może  nie  tyle  jak  gwiazdy,  co  raczej  jak  meteory. 
Można  było  zabłysnąć  na  jakiś  czas  i  potem  pogrążyć  się  w 
kompletnym  zapomnieniu.  Niektórzy  w  najlepszym  momencie 
swojej  kariery  gromadzili  spore  fundusze,  które  potem 
pozwalały im wieść całkiem dostatnie życie. Nie wszystkim się 
to  udawało.  Najgorszą  jednak  dla  aktorów  rzeczą  była  utrata 
sławy i popularności. 

Sydney  zastanawiała  się,  na  ile  Zinn  Garett  jest 

wewnętrznie  przygotowany  na  moment  zakończenia  kariery 
filmowej,  bo,  wcześniej  czy  później,  spotykało  to  każdego. 
Bardzo  nieliczne  i  wyjątkowe  były  przypadki  kontynuowania 
kariery do późnego wieku. 

Czy jest coś, co mogłoby mu później sprawiać satysfakcję? 

Dziwne, obawiała się o jego przyszłość, nie wiadomo z jakiego 
powodu. Co ją to wszystko obchodzi! 

Poszła  wzdłuż  muru  do  najbardziej  oddalonego  punktu 

posiadłości. Mur nie był bardzo wysoki, a zaraz za nim rozciągał 
się głęboki wąwóz. Usiadła na murze i przyglądała się domowi. 
Był oświetlony jak zamek z bajki. 

Podziwiając  go,  Sydney  wspominała  niedawną  kolację. 

Zinn siedział na końcu długiego stołu, ją Yolanda umieściła po 
przeciwnej  stronie,  Andreę  zaś  pośrodku,  jakby  między 
rodzicami.  Kiedy  jedli  kolację  i  żartowali  z  dziewczynką, 
Sydney cały czas zastanawiała się, dlaczego Zinnowi tak bardzo 
zależy  na  tym,  co  ona  o  nim  myśli.  Odgadł  jej  uprzedzenia  do 

background image

aktorów  i  przemysłu  filmowego  i  najwyraźniej  się  tym 
przejmował. Tego Sydney zupełnie się po nim nie spodziewała. 

Podczas  posiłku  Zinn  był  ujmujący.  Pytał  ją  o  pracę  i  o 

metody szkolenia prywatnych detektywów. Wciągał też Andreę 
do  rozmowy  i  pokazywał  na  przykładzie  Sydney,  że  kobieta 
powinna  ufać  we  własne  siły.  Być  może  dla  tak  małej 
dziewczynki  nie  był  to  dobry  temat  do  rozmowy.  Sydney 
zrozumiała jednak, że Zinn nie tylko ogromnie kocha córkę, ale 
też  dba  o  jej  wewnętrzny  rozwój  i  traktuje  ją  niezwykle 
poważnie. Bardzo się to Sydney spodobało. 

Kiedy tak siedziała i rozmyślała, w drzwiach patio pojawił 

się  Zinn.  Sądziła,  że  z  powodu  dużej  odległości  i  mroku,  jaki 
panował w pobliżu muru, nie zauważy jej. Zinn obszedł basen i 
wpatrywał się w ciemność, aż spotkał jej wzrok. Podszedł. 

- Stąd roztacza się piękny widok, nieprawdaż?  

Sydney odwróciła głowę w kierunku miasta. 

- Tak, rzeczywiście piękny - potwierdziła. 

Objęła  się  ramionami,  choć  właściwie  nie  mogła 

powiedzieć, by było jej zimno. 

Zinn  w  swój  naturalny  i  zwyczajny  sposób  otoczył  ją 

ramieniem.  Było  to  tak  przyjacielskie,  że  Sydney  nie  mogła  się 
bronić. Poza tym nie chciała, by się obraził. 

-  Jak  pani  sądzi,  czy  uda  się  ochronić  moją  córkę  przed  tą 

kobietą? 

- Nie widzę powodu, dla którego miałoby się nie udać. Poza 

tym nie mamy przecież do czynienia z Cosa Nostra. 

background image

-  Ta kobieta, Barbara, jest naprawdę  niebezpieczna. Nawet 

dla mnie. 

Jego  głos  brzmiał  niezwykle  poważnie  i  Sydney  była 

absolutnie przekonana, że teraz nie grał. 

-  Proszę  mi  dokładnie  wszystko  o  niej  opowiedzieć. 

Wiadomościom gazetowym nie bardzo można ufać. 

Westchnął głęboko i zaczął opowiadać. 

-  Jedno  wiem  na  pewno.  Jest  wariatką.  Od  kilku  już  lat,  a 

właściwie od pierwszego odcinka serialu, ma dziwną obsesję na 
moim punkcie. Ciągle mnie śledzi. 

Dotknął ramienia Sydney i roześmiał się. 

- Może jest emerytowanym prywatnym detektywem? 

- Dziękuję za komplement. 

- Potrafi pojawić się w najzupełniej nieoczekiwanym czasie 

i  miejscu.  Najgorsze,  co  się  zdarzyło,  prócz  tego  wypadku  z 
Andreą,  miało  miejsce  w  Meksyku.  Byłem  wtedy  w  Puerto 
Vallarta  z  kilkorgiem  przyjaciół.  Miałem  tam  willę,  zanim 
rozstaliśmy  się  z  Moniką.  Pewnego  wieczoru  pojechaliśmy 
wszyscy do restauracji na kolację. Nie czułem się najlepiej, więc 
zostawiłem  towarzystwo  i  wróciłem  do  domu.  Siedziała  w 
sypialni na fotelu, kompletnie naga. Można się domyślić, czego 
ode  mnie  oczekiwała.  Powiem  uczciwie,  że  się  wtedy 
przestraszyłem.  Niech  pani  sobie  tylko  wyobrazi:  wchodzę  do 
domu i zastaję coś takiego! 

- Czy przynajmniej była ładna? 

- Zupełnie przystojna. Ruda, dobrze po trzydziestce. 

background image

- Co jeszcze robiła? 

-  Przede  wszystkim  nonsensowne  rzeczy.  Po  ogłoszeniu 

mojego  rozwodu  z  Moniką  żądała,  bym  się  z  nią  ożenił. 
Sądziłem,  że  jest  narkomanką,  może  zresztą  jest.  Nie  mam 
pojęcia. Policja doszła do wniosku, że ona nie jest całkiem przy 
zdrowych  zmysłach,  ale  okazała  się  na  tyle  przebiegła,  że 
zawsze udaje się jej uciec. 

- Policji nie udało się jej zidentyfikować? 

-  Nie.  Wiadomo  tylko,  że  mówi  o  sobie  Barbara.  Och, 

gdybym  tylko  wiedział,  kim  ona  jest,  od  razu  kazałbym  ją 
aresztować. Niestety, jest nieuchwytna. Pojawia się  i znika, nie 
wiadomo  jak  i  kiedy.  Nie  zwracałem  przez  jakiś  czas  na  to 
uwagi,  ale  zdobyła  mój  zastrzeżony  numer  telefonu  i  zaczęła 
grozić,  że  zrobi  coś  złego  Andrei,  jeśli  się  z  nią  nie  ożenię. 
Wtedy  też  nie  przejąłem  się  zbytnio,  aż  do  tego  zdarzenia  w 
supermarkecie. 

-  Jest  pan  pewien,  że  to  ta  sama  kobieta?  -  upewniła  się 

Sydney. 

- Opis dokładnie do niej pasował. 

Zinn  dotknął  ręką  nagich  pleców  Sydney.  Spojrzała  na 

niego nie rozumiejąc, co ma znaczyć ten gest, ale wyglądało na 
to,  że  dotknął  jej  jakby  nieświadomie.  Patrzył  przed  siebie 
pogrążony  w  myślach.  Jednak  ten  niewinny  gest  Zinna 
spowodował,  że  Sydney  poczuła  wewnętrzne  drżenie.  Wolała 
nie być tak blisko niego, odsunęła się. 

- Nie jest pani zimno? - zatroszczył się. 

- Nie, nie. 

background image

Czuła,  że  jest  napięta  i  zdenerwowana.  Jej  własne  reakcje 

irytowały ją. 

-  Czy  pani  żałuje,  że  przyjęła  u  mnie  pracę?  -  odezwał  się 

Zinn po długim milczeniu. 

Już chciała gwałtownie zaprzeczyć, ale uświadomiła sobie, 

że właściwie powinna potaknąć. Nie mogła jednak wszystkiego 
rzucać  z  powodu  lekkiego  dotknięcia.  Nie  zrobił  przecież  nic 
złego!  Po  prostu  zachowywał  się  w  zwykły  dla  siebie  sposób. 
Skąd  mógł  wiedzieć,  jakie  wrażenie  wywiera  na  niej  jego 
bliskość.  Dla  Sydney  był  jednak  przedstawicielem  świata,  z 
którym  nie  chciała  mieć  nic  wspólnego,  zwłaszcza  pod 
względem emocjonalnym. 

- Ma pani jakieś złe przeczucia, obawy? 

Westchnęła tylko, bo wiedziała, że nie może mu powiedzieć 

prawdy. A jeśli sam się już domyślił, jakie robi na niej wrażenie 
i  że  to  właśnie  jest  dla  niej  kłopotliwe?  Takie  wyznanie  z 
pewnością sprawiłoby mu satysfakcję. To zresztą jest typowe dla 
większości aktorów. 

-  To  zbyt  mocno  powiedziane  -  odpowiedziała  krótko 

Sydney. 

- A o co właściwie chodzi? - wypytywał dalej Zinn. 

Stał  o  trzy  metry  od  niej,  tyłem  do  oświetlonego  domu, 

więc jego twarz i cała sylwetka kryły się w cieniu. 

- Nie wiem, może jest pan uczuciowy, ale ja nie życzę sobie 

żadnych związków uczuciowych między nami. 

Przez  chwilę  patrzył  ze  zdumieniem,  potem  jakby 

zrozumiał, o co jej chodzi. 

background image

- To już wszystko? - zapytał. 

- A to nie wystarczy? - zareplikowała. 

-  Wie  pani,  nie  sądzę,  by  o  to  chodziło.  Odwróciła  się 

gwałtownie. Była niemal pewna, że Zinn ma na myśli jej ojca, a 
o  nim  nie  chciała  więcej  rozmawiać.  I  to  wszystko  nie  było 
wcale winą Zinna, lecz dręczących ją całe życie wspomnieli. 

Kiedy  była  małą  dziewczynką,  widziała  ojca  tylko  parę 

razy,  i  za  każdym  razem  bardzo  krótko,  czasami  nawet  tylko 
kilka  minut.  Matka  próbowała  jej  wytłumaczyć,  że  Dick  nie 
rozumie  dzieci  i  nie  bardzo  umie  z  nimi  rozmawiać,  i  żeby  nie 
przejmowała  się  tak  bardzo  jego  zachowaniem.  Sydney  nie 
mogła  jednak  nie  brać  sobie  do  serca  jego  oschłości.  Był  w 
końcu jej ojcem! 

Wydawało  się  jej,  że  lepiej  byłoby,  gdyby  w  ogóle  nie 

widywała  Dicka  Charlesa.  Kiedy  Sydney  miała  dwanaście  lat, 
Lee wymusiła na Dicku, żeby spędził z córką cały dzień. Może 
żywiła  jakieś  nadzieje,  że  ojciec  lepiej  pozna  córkę.  Spotkanie 
okazało się jedną wielką katastrofą. Dick bał się zostać z nią sam 
na  sam,  więc  zaprosił  kilku  przyjaciół.  Było  to  zwykłe 
towarzyskie  spotkanie  w  jego  ekskluzywnej  willi  w  Bel  Air. 
Przysłał  po  nią  do  Glendale  wspaniałą  czarną  limuzynę. 
Pamiętała  to  jak  dziś.  Ubrana  była  w  różową  sukienkę  i 
płaszczyk  w  pepitkę,  właściwie  była  przesadnie  wystrojona. 
Dick  przywitał  ją  dość  niepewnie  i  patrzył  na  nią  trochę  jak  na 
muzealny  eksponat.  Kiedy  tylko  zorientował  się,  że  jest 
spokojna i grzeczna, od razu zaczął grać przed przyjaciółmi rolę 
kochającego ojca. Sydney chodziła z nim i witała się z gośćmi. 
Dick  czasami  kładł  dłoń  na  jej  ramieniu  i  był  to  właściwie 
jedyny  bliższy  z  nim  kontakt.  Zapamiętała  te  chwile  na  całe 

background image

życie.  Jeżeli  jednak  całe  to  przedstawienie  było  przeznaczone 
bardziej  dla  przyjaciół  niż  dla  niej,  to  i  tak  Sydney  była  pod 
wrażeniem.  Dick  ją  oczarował  i  gotowa  była  mu  wszystko 
wybaczyć. Marzyła o tym, by rzucić mu się w ramiona i by on ją 
uściskał. 

Znacznie  później,  kiedy  wspominała  tamto  spotkanie, 

zrozumiała, co wtedy mógł czuć Dick. Pewnie pomyślał, że oto 
jest  u  niego  jego  własna  córka  i  że  powinien  zachować  się  w 
związku z tym jak prawdziwy ojciec. No i zagrał swoją życiową 
rolę.  Nie  była  tylko  pewna,  czy  odegranie  tej  roli  sprawiło  mu 
jakąś  trudność.  Może  takie  udawanie  było  dla  niego  łatwe  i 
naturalne jak uwodzenie kobiet. 

- Hipokryta! - mruknęła do siebie. 

- Przepraszam, nie rozumiem…? - Zinn podszedł bliżej. 

Sydney  zbyt  późno  zdała  sobie  sprawę,  że  ostatnie  słowo 

powiedziała na glos. 

- Bardzo przepraszam. Myślałam o czymś zupełnie innym. 

- Chciałbym, żeby pani już nie powracała do tych ponurych 

myśli. - Uśmiechnął się. 

- Proszę mi wierzyć, że to absolutnie nie dotyczyło pana. 

- Jest pani tego zupełnie pewna? 

Sydney  spojrzała  na  niego.  Wdziała  Zinna  Garretta,  a 

wspominała ojca. 

-  Przypomniało  mi  się  pewne,  dawno  minione,  zdarzenie 

związane z moim ojcem. 

- Och, rozumiem. 

background image

-  To  nic  takiego,  ale  czasem  niespodziewanie  mi  się 

przypomina. 

-  I  właśnie  teraz  się  pani  przypomniało.  -  W  jego  głosie 

brzmiała nuta sceptycyzmu. 

-  Proszę,  niech  pan  nie  wyciąga  z  tego  fałszywych 

wniosków, 

- Powinna pani jednak coś zrobić z tymi wspomnieniami. 

-  Och,  proszę,  niech  pan  nie  mówi  do  mnie  jak  doktor!  - 

powiedziała  zirytowana.  -  Nie  jestem  w  nastroju  do  takich 
rozmów. 

Potrząsnął nią lekko, trzymając za ramiona. 

-  Sydney,  nie  może  pani  nieustannie  dręczyć  się.  Powinna 

pani wyrzucić to z siebie - poradził jej życzliwie. 

- Ale to doprawdy nic ważnego. Takie głupie wspomnienia 

z dzieciństwa. 

- Nic, co panią zasmuca, nie może być głupie. 

- To naprawdę nic specjalnego. Przypomniało mi się tylko, 

jak  pierwszy  raz  byłam  u  swojego  ojca.  Miałam  wtedy 
dwanaście lat. To było całe wieki temu. 

- To spotkanie było dla pani oczywiście bardzo bolesne. 

-  Mój  ojciec  taki  po  prostu  był  i  już.  -  Wzruszyła 

ramionami, pragnąc ukryć dojmujący ból, który odczula. 

- Niech mi pani wszystko opowie - poprosił Zinn. 

Sydney  nie  opierała  się  już  dłużej  i  zaczęła  mówić. 

Opowiadając  trochę  drżała,  więc  Zinn  przytulił  ją  do  siebie. 

background image

Położyła  głowę  na  jego  ramieniu,  zupełnie  nie  zdając  sobie  z 
tego  sprawy.  Po  chwili  dopiero  spostrzegła  się  i  jednocześnie 
zdumiała,  jak  szybko  i  łatwo  uległa  jego  urokowi  i  jak 
całkowicie  mu  zaufała.  Jej  ojciec  miał  w  sobie  dokładnie  ten 
sam rodzaj uroku i czaru, któremu trudno się było oprzeć. 

-  Nie  znałem  pani  ojca,  więc  nie  mogę  poradzić  nic 

rozsądnego.  Wiem  tylko  jedno,  że  nie  ma  żadnego  porównania 
między tym, co pani mi opowiedziała o swoim ojcu a tym, co ja 
sam czuję do Andrei. 

-  Nie,  ja  nie  porównuję,  nie  o  to  mi  chodzi  -  zaprzeczyła 

Sydney, 

- Sądzę, że jednak pani to czyni, chód może nie zdaje sobie 

z tego sprawy. Być może, że Dick Charles i ja jesteśmy jakoś do 
siebie  podobni,  ale  to  wynika  raczej  z  charakteru  naszego 
zawodu i absolutnie nie oznacza, że jesteśmy identyczni. Ja nie 
jestem Dickiem Charlesem. 

- Już mi pan to mówił - przypomniała. 

Zinn  obrócił  ją  ku  sobie  i  uniósł  jej  podbródek  tak,  by 

spojrzała mu prosto w oczy. 

- Tak, już to mówiłem i będę powtarzał dopóty, dopóki pani 

nie zrozumie, o co mi chodzi. 

- Zinn… 

Patrzyła mu w oczy. Czuła, jak jego ręce zsuwają się niżej 

po jej obnażonych plecach, czuła ich ciepło. Po chwili wziął jej 
twarz  w  dłonie  i  zbliżył  usta  do  jej  warg.  Pozwoliła  mu  się 
pocałować.  Najpierw  całował  ją  czule  i  delikatnie,  potem 
mocniej przycisnął do piersi. Pocałunek stał się namiętny. Teraz 

background image

liczyło  się  tylko  jedno,  że  była  w  jego  ramionach.  Nie  istniały 
żadne  powody,  dla  których  miałaby  nie  pozwolić  na  te 
pocałunki,  nic  teraz  nie  było  ważne.  Nawet  nie  próbowała  się 
opierać  temu,  czego  sama  pragnęła.  Pocałunki  były  coraz 
namiętniejsze,  Zinn  w  końcu  oderwał  usta  od  jej  ust.  Sydney 
powoli  otworzyła  oczy  i  próbowała  zrozumieć,  co  się  stało. 
Czuła  mocny  uścisk  mężczyzny,  bicie  jego  serca.  I  nagle 
zorientowała  się,  że  stało  się  właśnie  to,  czego  postanowiła  za 
wszelką cenę od początku uniknąć. 

Powoli  wyzwoliła  się  z  uścisku  i  odsunęła  od  niego  na 

bezpieczną odległość. 

Zinn  spojrzał  zdumiony  i  niezbyt  zadowolony  zmianą  jej 

nastroju. To tym bardziej utwierdziło Sydney w przekonaniu, że 
powinna jak najszybciej skończyć ten epizod. 

Odwróciła się, żeby wrócić do domu. Zinn jednak chwycił 

ją i trzymał mocno. 

- Nie! - Zaprotestowała, szarpiąc się z nim. 

- Zostań! - Jego głos brzmiał jak rozkaz. 

- Nie, nie chcę tego. 

Mówił do niej cicho, niemal szeptem. 

- Ja chcę. 

Próbowała się wyzwolić z jego objęć, ale trzymał ją mocno. 

Już zastanawiała się, czy będzie musiała zastosować jakiś chwyt 
judo,  kiedy  przyszło  jej  na  myśl,  by  spróbować  przemówić  mu 
do rozsądku. 

-  Zinn,  nie  po  to  tu  jestem,  a  jeśli  tak  myślisz,  to  zaraz 

background image

odejdę. 

-  Przecież  wiedziałaś,  że  mam  ochotę  cię  pocałować  i  nie 

protestowałaś.  Żałuję,  że  zmieniłaś  zdanie,  ale  nie  będę  cię  za 
nic przepraszał. Nie miałem żadnych złych zamiarów. 

-  Nie  chodzi  o  twoje  zamiary.  Ja  naprawdę  nie  chcę  tego 

rodzaju stosunków między nami. 

Przez chwilę patrzył jej głęboko w oczy, a potem wypuścił 

ją z ramion. Cofnęła się o krok. 

- Jeśli mnie pan teraz zwolni, zrozumiem. 

-  Nie,  przeciwnie.  Dziś  wieczorem  mam  jakieś  zebranie  i 

nie  będzie  mnie  w  domu  kilka  godzin.  Nie  chcę,  by  Andrea  i 
Yolanda zostały same w domu. 

- Zebranie wieczorem? 

-  Zarówno  mój  producent,  jak  i  reżyser  to  nocne  Marki  i 

najlepiej pracuje się im wieczorami. Takie sesje z nimi miewam 
raz  na  dwa  lub  trzy  miesiące.  Chodzi  mi  o  to,  by  Andrea  była 
bezpieczna.  Od  czasu  tamtej  próby  porwania  nigdy  nie 
wychodziłem z domu wieczorem. 

- W porządku, zostanę. Przynajmniej na tę noc. 

Patrzyli  sobie  chwilę  w  oczy,  potem  ona  odwróciła  się  i 

zaczęła iść w stronę domu. 

- Zaczekaj - poprosił Zinn. - Nie będę cię przepraszał za to, 

że  cię  pocałowałem.  Nie  żałuję  tego  i  ty  powinnaś  uczciwie 
przyznać, że też nie żałujesz. 

Nic nie odpowiedziała, tylko szybko odeszła. 

background image

W  domu  przebrała  się  w  trochę  za  duży  podkoszulek  z 

napisem  „L.A.  Dodgers”.  Zawsze  w  nim  sypiała.  Choć  minęło 
już  pół  godziny  od  rozstania  z  Zinnem,  ciągle  czuła  dreszcze. 
Nie  mogła  zaprzeczyć,  że  jego  pocałunek  na  nią  podziałał.  Jak 
łatwo uległa! Och, jak mogła być tak niemądra! 

Czuła się zakłopotana. Tyle lat nie mogła się nadziwić, jak 

łatwo  jej  matka  uległa  Dickowi,  a  teraz  sama  znalazła  się  w 
podobnej  sytuacji!  Oczywiście,  jeden  pocałunek  to  jeszcze  nie 
romans  i  nieślubne  dziecko,  ale  zawsze  wszystko  jakoś  się 
zaczyna. 

Zrozumiała,  że  nie  może  oskarżać  wyłącznie  Zinna,  ona 

sama była równie winna. W przyszłości to właśnie ona powinna 
starać się utrzymać ich stosunki na płaszczyźnie zawodowej. 

Położyła się i wpatrywała w sufit. W domu panowała cisza. 

Sydney  próbowała  się  skupić  na  myśleniu  o  dziewczynce,  do 
której  ochrony  została  zatrudniona.  To  był  problem.  Pozwoliła 
Zinnowi  oderwać  się  od  myślenia  o  swej  pracy.  Było  to  w 
zasadzie niezgodne z regułami jej zawodu. No i poza tym od lat 
wiedziała, czego kobiety mogą się spodziewać po aktorach. 

Na  szczęście  jeszcze  nie  jest  za  późno!  Wszystko  będzie 

dobrze, jeśli tylko skupi się wyłącznie na pracy. Wzięła szlafrok, 
przerzuciła go przez ramię i poszła sprawdzić pokój Andrei.  W 
sypialni paliła się mała nocna lampka. Sydney podeszła do łóżka 
i  pochyliła  się.  Andrea  była  bardzo  ładnym  dzieckiem,  teraz 
wyglądała  jak  śpiący  aniołek.  To  straszne,  że  z  powodu  sławy 
ojca zagrażało jej niebezpieczeństwo. 

Patrząc  na  córkę  Zinna  przypomniała  sobie  własne 

dzieciństwo, kiedy tak bardzo cierpiała i tęskniła do ojca, który 
kochałby ją jak córkę. To wspomnienie niemal wycisnęło łzy z 

background image

jej oczu, więc szybko opuściła pokój Andrei. 

Nieszczęścia  i  cierpienia  dzieciństwa  zostają  w  duszy  na 

zawsze i nawet u dorosłego człowieka czasem się odzywają. 

Andrea  miała  chociaż  to  szczęście,  że  ojciec  naprawdę  ją 

kochał.  Tego  o  swoim  własnym  ojcu  Sydney  nie  mogła 
powiedzieć.  Może  więc  tak  silna  uczuciowa  reakcja  na  niego 
była  czymś,  czego  sobie  nie  uświadamiała,  a  co  było 
najzwyklejszą tęsknotą i resentymentem. 

Jakiś czas nie mogła zasnąć, a kiedy jej się to udało, zaczęły 

męczyć  ją  koszmary.  Nagle  poczuła,  że  ktoś  nią  potrząsa. 
Otworzyła oczy i spojrzała w twarz kobiety, Krzyknęła. 

- Senorita, seńorita! Ktoś tu jest! Boję się! 

Dopiero  wtedy  rozpoznała,  że  to  Yolanda.  Uniosła  się  na 

łokciu. 

- Co ty mówisz? Gdzie? Kto? - pytała gorączkowo. 

-  Ktoś  jest  na  zewnątrz,  na  pewno.  Miałam  się  już  kłaść, 

wyłączyłam  najpierw  telewizor,  a  zaraz  potem  światło  i  wtedy 
zobaczyłam przez okno jakąś postać. Strasznie się  boję. Jestem 
pewna, że to ta Barbara. 

Sydney  wyskoczyła  z  łóżka,  ze  stolika  nocnego  chwyciła 

swój pistolet. 

- O Matko Najświętsza! - wyszeptała na ten widok Yolanda 

i szybko się przeżegnała, 

Sydney potrząsnęła ją za ramię. 

- Na pewno dobrze widziałaś? - pytała. - Jesteś pewna, że to 

Barbara? 

background image

- Nie widziałam twarzy, ale kto inny mógłby być? 

-  Może  to  jakiś  włamywacz.  Nie  denerwuj  się,  Yolando. 

Zaraz się tym zajmę. Ty idź teraz do pokoju Andrei i poczekaj 
na mnie. Gdyby ktoś próbował tam wejść, krzycz z całej siły. 

- Si, seńorita. To mogę zrobić.  

Sydney podeszła do telefonu. 

- Co pani robi? 

- Dzwonię po policję. 

Yolanda  znowu  się  przeżegnała  i  cicho  wyszła  z  pokoju. 

Sydney połączyła się szybko. Powiedziała, o co chodzi i podała 
adres.  Potem  wyszła  sprawdzić  dom.  Było  ciemno,  światło  w 
holu było wyłączone. Zastanawiała się, która może być godzina i 
czy  Zinn  już  wrócił.  Przeszła  cały  hol,  mijając  pokój  Andrei 
sprawdziła, czy jest tam Yolanda. Gosposia siedziała na krześle 
przy łóżeczku małej i chyba się modliła. 

Dziewczyna  doszła  powoli  do  pokoju  Zinna.  Drzwi  były 

otwarte,  ale  po  ciemku  prawie  nic  nie  widziała.  Ostrożnie, 
trzymając  palec  na  spuście,  weszła  do  środka  i  wreszcie 
dostrzegła,  że  łóżko  jest  nietknięte.  Zinn  jeszcze  nie  wrócił. 
Właśnie  wtedy  kątem  oka  zauważyła  jakąś  sylwetkę.  Serce  jej 
zamarto. Błyskawicznie odwróciła się i zobaczyła, że to ktoś na 
zewnątrz.  Nie  wiedziała,  kto  to  jest,  ale  najwyraźniej 
metodycznie  okrążał  dom.  Pokój  Yolandy  był  dokładnie  po 
drugiej  stronie,  w  pobliżu  kuchni.  Sydney  zrozumiała,  że  ten 
ktoś zaczął obchód od frontu i pewnie szuka otwartego okna. 

Wyszła  znowu  do  holu,  cały  czas  trzymając  palec  na 

spuście pistoletu. Ponownie zajrzała do pokoju Andrei. Yolanda 

background image

siedziała  pogrążona  w  modlitwie.  Sydney  przeszła  przez  salon. 
W oknie znowu dostrzegła czyjś cień, zaraz jednak ten ktoś skrył 
się w krzakach. 

Sydney postanowiła pójść do oranżerii, bo domyśliła się, że 

rabuś  będzie  próbował  wejść  przez  patio,  a  potem  przez 
oranżerię.  Czuła,  że  zaschło  jej  w  ustach.  Serce  biło  coraz 
szybciej. Mocniej ścisnęła pistolet i schowała się w cieniu. 

Po chwili dostrzegła poruszenie wśród liści na skraju patio. 

Zanim  rabuś  zdołał  wejść  do  oranżerii,  ciszę  przerwał  nagły 
dźwięk  dzwonka.  Z  pewnością  była  to  policja.  Sydney  szybko 
pobiegła do holu i przez domofon usłyszała głos policjanta. 

-  Włamywacz  jest  już  wewnątrz!  -  krzyknęła.  -  Przed 

chwilą widziałam go w patio! 

Potem włączyła przycisk otwierający główną bramę. Czuła 

wzrastające napięcie. Pobiegła z powrotem do oranżerii. Tuż za 
drzwiami wpadła na kogoś z całym impetem. Nieznajomy cofnął 
się, Sydney odruchowo zamachnęła się i  uderzyła  włamywacza 
kolbą pistoletu w głowę. Osunął się na ziemię. 

- Nie ruszaj się! - krzyknęła. 

Panowała  cisza.  Sydney  nie  dostrzegała  żadnego  ruchu. 

Powoli,  z  bronią  wciąż  wycelowaną  w  miejsce,  gdzie  leżał 
włamywacz,  podeszła  do  ściany,  szukając  kontaktu.  Znalazła, 
nacisnęła przycisk i pokój zalało jaskrawe światło. 

Sydney  ostrożnie  zbliżyła  się  do  leżącego  mężczyzny. 

Spojrzała na jego twarz. Osłupiała, To był Zinn Ganett. 

- Mój Boże! 

Uklękła obok i zobaczyła, że z głowy Zinna spływa strużka 

background image

krwi. 

- Och, Zinn, przepraszam. Skąd mogłam wiedzieć, że to ty? 

Kiedy  dotknęła  ostrożnie  jego  twarzy,  Zinn  cicho  jęknął. 

Sydney  odetchnęła  z  ulgą.  Zinn  znowu  jęknął  i  zamrugał 
powiekami.  Sydney  ułożyła  jego  głowę  na  swych  kolanach. 
Czuła, jak łzy spływają jej po policzkach. 

-  Zinn,  proszę,  wybacz  mi  -  szeptała.  W  drzwiach  pojawił 

się policjant. 

- Nic się pani nie stało? 

- Nie, nic. 

- To jest właśnie ten włamywacz? 

Sydney  zacisnęła  usta,  by  nie  wybuchnąć  płaczem  i  tylko 

potrząsnęła głową. 

-  Wydawało  mi  się,  że  to  włamywacz  -  wykrztusiła  po 

chwili. - To jest właściciel tego domu. 

Wszedł jeszcze jeden policjant. 

- A kim pani jest? - spytał. 

-  Nazywam  się  Sydney  Charles.  Jestem  prywatnym 

detektywem. Pan Garrett zatrudnił mnie do ochrony. 

-  Świetnie  się  pani  spisała,  -  Oficer  uśmiechnął  się  pod 

wąsem. Ukląkł obok Garretta i przyjrzał się ranie. 

- Wiesz, Eddie - zwrócił się do kolegi - on nieźle oberwał. 

Trzeba wezwać karetkę. 

Eddie  wyciągnął  zza  pasa  nadajnik  i  poprosił  o  przysłanie 

background image

karetki. 

Sydney  wciąż  trzymała  krwawiącą  głowę  Zinna  na 

kolanach.  Ranny  mamrotał  coś  niezbyt  zrozumiale.  Sydney 
spojrzała na klęczącego obok policjanta. 

- Rany na głowie zazwyczaj obficie krwawią. To normalne i 

tym  bym  się  nie  przejmował.  Bardziej  obawiam  się,  czy  nie 
doznał wstrząsu mózgu. 

Zinn próbował otworzyć oczy, mamrotał coś o Barbarze. 

- Tak mi przykro. Naprawdę nie chciałam - powtarzała bez 

przerwy Sydney, głaszcząc Garretta po policzku. 

Policjant podniósł leżący obok pistolet. 

- Tym go pani uderzyła?  

Kiwnęła głową. 

- Ma pani licencję? 

- Tak. 

- A jakieś dokumenty? 

- Są w moim pokoju. Chce pan, żebym po nie poszła?  

Policjant zmarszczył brwi. 

- Pani tu mieszka? 

- Przeniosłam się tu dopiero dziś. 

Zinn znowu coś zamruczał, próbując podnieść głowę. 

- Andrea? Andrea? - powtarzał. 

- Zinn, Andrea jest bezpieczna. Naprawdę jest bezpieczna. 

background image

- Niech pan leży spokojnie  - odezwał się policjant.  - Zaraz 

przyjedzie karetka. Proszę się niczym nie denerwować. 

Zinn  trzymając  się  za  głowę  powoli  usiadł,  zupełnie  nie 

zwracając  uwagi  na  rady  policjanta.  Wyglądał  teraz  zupełnie 
przytomnie. 

- Co się stało? - zapytał. 

- Ta pani sądziła, że jest pan włamywaczem.  

Zinn z trudem odwrócił głowę w stronę Sydney. 

- To ty mnie tak załatwiłaś? 

- Nie wiedziałam, że to ty. 

Wyciągnął chusteczkę i przycisnął ją do rany. 

- Od tej pory będę swój powrót ogłaszał fanfarami. 

- Ale dlaczego nie wszedłeś głównymi drzwiami? 

- Sprawdzałem, czy wszystko jest w porządku. 

- Mam nadzieję, że tak było. 

-  Czy  możemy  zatem  uznać  cały  ten  wypadek  za 

nieporozumienie?  -  spytał  policjant  przysłuchujący  się 
rozmowie, 

-  Powinien  pan  właściwie  uznać  to  za  moją  piramidalną 

głupotę - odparł Zinn. 

Przed domem rozległa się syrena karetki, 

-  Wyjdę  przed  bramę  i  przyprowadzę  sanitariuszy  - 

powiedział stojący w drzwiach policjant. 

background image

Garrett próbował wstać. 

- Niech pan lepiej się nie rusza. - Powstrzymał go policjant. 

- Zranienia głowy bywają bardzo zdradliwe. 

Sydney wzięła od Zinna chusteczkę i wytarła mu policzki i 

szyję. 

Mimo  swego  stanu,  mężczyzna  miał  jeszcze  dość  sił,  by 

przypatrywać  się  Sydney.  Zauważył,  że  kolana  ma  poplamione 
krwią.  Starał  się  zetrzeć  ją  dłonią.  Potem  wskazał  jej  króciutką 
koszulkę. 

- W czymś takim sypiasz? - zapytał. 

Zarumieniła się, słysząc to pytanie. Była tak zdenerwowana 

wypadkiem, że kompletnie zapomniała o tym, jak jest ubrana, a 
jej  podkoszulek  rzeczywiście  bardzo  mało  zasłaniał.  Policjant 
zorientował się, że Sydney po początkowym szoku teraz poczuła 
się niezręcznie, więc wyszedł z pokoju. 

Zinn dotknął jej policzka. 

-  Jak  sądzisz  -  powiedział  -  czy  teraz  mam  jeszcze 

jakiekolwiek wątpliwości, że nie nadajesz się do tej pracy? 

- Nie masz do mnie żalu? 

-  No,  jeszcze  nie  jestem  pewien  -  uśmiechnął  się.  - 

Wymyślę coś, co masz zrobić, żebym się nie gniewał. 

Weszli  sanitariusze  i  dwaj  policjanci.  Sanitariusze  od  razu 

zajęli się Zinnem. 

-  Wystarczy  parę  tabletek  aspiryny  i  trochę  bandaża  - 

powiedział Zinn. 

background image

-  Obawiam  się,  że  tak  łatwo  nie  pójdzie  -  odparł  młody 

sanitariusz. - Uważam, że powinien pana obejrzeć jeszcze lekarz. 

- Zna pan jakiegoś lekarza, który by przyjechał do domu? 

Sanitariusz roześmiał się. 

- Miejmy nadzieję, że będzie jakiś dyżur w izbie przyjęć w 

szpitalu. Teraz jest inaczej niż za dawnych lat. 

- Za dawnych lat, kiedy kobiety były tylko kobietami. 

Sydney odruchowo obciągnęła swój podkoszulek. Czuła się 

strasznie, patrząc na całkiem zakrwawioną koszulę Zinna. 

Sanitariusze 

przy 

pomocy 

policjantów 

umieścili 

poszkodowanego na noszach. Na ten widok Sydney  poczuta się 
jeszcze gorzej. Chciała z nim pojechać do szpitala, ale wiedziała, 
że nie może opuścić domu i zostawić Andrei samej. 

- Wrócę do domu zaraz, jak tylko dostanę aspirynę i jak mi 

zabandażują głowę. No i jeszcze będę musiał dopilnować, czy ci 
chłopcy dostaną zapłatę. 

Wyciągnął  rękę  w  jej  kierunku.  Podeszła  i  uścisnęła  mu 

dłoń. Potem uniosła ją i przytuliła do swego policzka. 

- Bardzo cię przepraszam.  

Zinn uśmiechnął się. 

- Uważam, że właściwie warto było. 

- Bardzo cię boli? 

- Czy pan jest już gotowy? - zapytał sanitariusz. 

- Gotowy jak zawsze. 

background image

Wynieśli  go  z  pokoju.  Sydney  towarzyszyła  im  do  drzwi. 

Razem z nią poszedł jeden z policjantów. Poczekała, aż załadują 
nosze do karetki i obserwowała, jak wyjeżdżają przez bramę. 

-  Czy  teraz  mógłbym  zobaczyć  pani  dokumenty?  Muszę 

napisać raport z tego zdarzenia. 

- Pójdę po torebkę. 

Sydney  poszła  do  swojego  pokoju.  Po  drodze  w  holu 

zobaczyła Yolandę wychylającą się z sypialni Andrei. 

- Zastrzeliła pani bandytę, senorita? 

- Niezupełnie, Yolando. Był to raczej strzał samobójczy. 

  

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 5 

 

Następnego  dnia,  tuż  po  wczesnym  śniadaniu  Sydney 

zabrała  Andreę  i  samochodem  Zinna  pojechały  do  szpitala. 
Sydney  ogarnął  niepokój  przed  spotkaniem  z  aktorem. 
Wprawdzie  sposób,  w  jaki  wczoraj  chciał  sprawdzić 
zabezpieczenie domu, nie był najmądrzejszy i jeśli skradał się po 
ciemku,  Sydney  musiała  postąpić  tak,  jak  postąpiła,  ale  mimo 
wszystko czulą się podle. 

background image

Najgorsze  było  to,  że  po  wypadku  coś  się  między  nimi 

zmieniło  i  teraz  Sydney  uznała,  że  powinna  okazywać 
współczucie. Zinn był przecież niewinną ofiarą i cierpiał od rany 
zadanej jej ręką. Czy jednak nie wykorzysta jej poczucia winy? 
Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. 

-  No,  jesteście!  -  przywitał  je  okrzykiem,  kiedy  stanęły  w 

drzwiach. 

Andrea  natychmiast  podbiegła  do  ojca  i  rzuciła  mu  się  w 

ramiona. Sydney podeszła powoli i spojrzała mu w oczy. 

- Dzień dobry. 

Wyglądał  nawet  nieźle.  Głowę  miał  obandażowaną.  W 

miejscu, gdzie go uderzyła, widać było lekkie opuchnięcie. Poza 
tym nic nie wskazywało na to, że wczorajszego wieczora został 
zraniony. 

- Jak się czujesz? 

-  Trochę  tak,  jakbym  miał  kaca,  ale  bez  wcześniejszej 

przyjemności picia. 

-  Czy  chcesz,  żebym  zrezygnowała  z  pracy  u  ciebie?  - 

Starała się nadać głosowi spokojne i naturalne brzmienie. 

-  Wręcz  odwrotnie!  Zastanawiam  się  nawet  nad  podwyżką 

dla  ciebie.  Gdybym  to  nie  był  ja,  a  jakiś  bandyta,  chciałbym, 
żebyś zrobiła dokładnie to, co zrobiłaś. 

Wyciągnął  do  niej  rękę.  Podeszła  bliżej  i  podała  mu  dłoń. 

Nie uścisnął jej jednak, jak oczekiwała, ale delikatnie pogłaskał 
wnętrze. Zdawała sobie doskonale sprawę, że nie powinna się na 
to zgadzać, ale powiedziała sobie, że nie może go w tej sytuacji 
denerwować. 

background image

- Wczoraj nie powinienem był tak skradać się wokół domu. 

- Spojrzał na Sydney. - Ale musiałem koniecznie sprawdzić, czy 
wszystko jest w porządku. 

- Dlaczego musiałeś? 

- Kiedy wracałem, miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi. 

Spojrzeli  jednocześnie  na  Andreę.  Chcieli  się  upewnić,  że 

nie przysłuchuje się ich rozmowie. 

- Wiesz przez kogo? 

- Nie, nie wiem. Ale wtedy wydawało mi się, że to ona. 

-  Przyjrzałeś  się  samochodowi?  Może  zauważyłeś  numery 

albo jakiś inny szczegół? 

-  Próbowałem,  ale  tamten  samochód  trzymał  się  w  sporej 

odległości. 

Andrea zaczęła się niecierpliwić. 

- Tatusiu, idziesz do domu? 

-  Tak,  kochanie.  Zaraz  przyjdzie  doktor,  zbada  mnie  i 

potem pojedziemy do domu. 

- Czy jesteś chory?  

Zinn popatrzył na Sydney. 

- Powiedzmy, że się uderzyłem w głowę. 

- Jak? 

Znowu spojrzał na dziewczynę i porozumiewawczo ścisnął 

jej dłoń. 

background image

- Zdaje mi się, kochanie, że wpadłem na kogoś.  

Sydney mruknęła coś pod nosem. 

- Tak, córeczko, zdaje się, że na kogoś złego. 

- Co to znaczy, tatusiu? 

- Nic, nic, troszeczkę żartuję. 

-  Rzeczywiście,  tylko  troszeczkę  -  powiedziała  Sydney  i 

uwolniła  dłoń  z  jego  dłoni.  Chyba  już  wystarczająco  go 
pocieszyła. 

Do pokoju weszła pielęgniarka. 

-  Za  chwilę  przyjdzie  do  pana  doktor  -  uprzedziła.  - 

Niestety, pańska rodzina musi przejść do poczekalni. 

Zinn zauważył zmieszanie Sydney. 

-  Widzisz,  kochanie,  jak  wszystko  szybko  roznosi  się  po 

mieście? W kronikach  towarzyskich różnych  gazet  będą  dzisiaj 
nieprawdopodobne historie na mój temat. Musimy utrzymywać, 
że to była mała sprzeczka. 

Sydney zarumieniła się. 

-  Nie  denerwuj  się.  Moja  pani  rzecznik  umie  sobie  radzić. 

Poda  prasie  zwykłe  oświadczenie  i  będzie  podkreślała,  że 
jesteśmy szczęśliwą parą. 

Bawił się zakłopotaniem Sydney. 

Dziewczyna  pomyślała  jednak,  że  wszystko  dobrze  się 

składa i pasuje do jej planu. 

Pielęgniarka ponownie zajrzała do pokoju. 

background image

- Rodzina może zostać jeszcze tylko kilka minut. 

-  Zinn  -  Sydney  nie  mogła  opanować  podniecenia  -  wiem, 

że żartowałeś, mówiąc o tym oświadczeniu  dla prasy, ale  mnie 
się wydaje, że to fantastyczny pomysł. Powinieneś to zrobić! 

Spojrzał na nią z takim zdumieniem, jakby nagle oszalała. 

- O czym mówisz? Nie rozumiem. 

Sydney  spojrzała  na  Andreę,  ale  dziewczynka  była 

całkowicie  zajęta  oglądaniem  kolorowego  magazynu,  który 
przedtem podał jej ojciec. 

-  Pamiętasz,  powiedziałam  ci,  że  najlepiej  by  było,  gdyby 

Barbara  przeniosła  swoją  nienawiść  z  Andrei  na  mnie.  Teraz 
wszystko zaczyna pasować do mojego planu. 

- Tak… 

- Nadarzyła się znakomita okazja. Byłeś w szpitalu i to jest 

wiadomość,  którą  na  pewno  podadzą  gazety.  Możemy  trochę 
ubarwić  całą  historię.  Twoja  rzeczniczka  może  oświadczyć,  że 
pokłóciłeś się ze swoją kochanką, która mieszka z tobą. Dlatego 
wylądowałeś w szpitalu. Teraz jednak już wszystko jest dobrze 
między  nami  i  bardzo  się  kochamy.  Barbara  z  pewnością 
przeczyta  to  wszystko  i  przy  odrobinie  szczęścia  uda  mi  się 
skierować jej agresję na mnie. 

- Wspaniale wymyśliłaś! Ale przecież ona może cię zabić! 

- Jesteś niepoważny, Zinn. Dam sobie radę. 

Znowu ujął jej dłoń i delikatnie pogłaskał. 

- Zgadzam się na wszystko, a zwłaszcza na to, że bardzo się 

kochamy. Brzmi całkiem nieźle. 

background image

Sydney uwolniła rękę. 

-  Chodzi  tylko  o  efekt,  jaki  wywrze  ta  wymyślona 

historyjka!  -powiedziała  stanowczo.  - Nasze stosunki pozostaną 
od  teraz  ściśle  zawodowe.  Mam  zamiar  tylko  zagrać  rolę 
mieszkającej  z  tobą  kochanki.  Ludzie  twojej  profesji  powinni 
rozumieć, co znaczy zagrać rolę. 

- Jesteś sarkastyczna - zauważył Zinn. 

- Masz rację. Przepraszam, 

Zinn  głaskał  po  głowie  Andreę,  ale  spojrzenie  utkwił  w 

Sydney. 

-  W  takim  razie  -  powiedział  po  chwili  -  jeśli  bierzesz  na 

siebie  dodatkowe  ryzyko,  powinienem  ci  to  wynagrodzić.  Dam 
ci  dwieście  dolarów  więcej  za  każdy  dzień.  Niech  to  będzie 
właśnie dodatek za ryzyko. 

Znowu pojawiła się pielęgniarka. 

-  Bardzo  mi  przykro,  ale  za  chwileczkę  będzie  tu  doktor. 

Proszę, niech pani pójdzie ze mną. 

Zinn  pocałował  córkę,  Sydney  wzięła  ją  za  rękę  i  szła  za 

pielęgniarką. W drzwiach odwróciła się jeszcze. 

-  Dziękuję  za  podwyżkę  -  rzekła.  -  Nie  wiem  tylko,  jakie 

ryzyko  chcesz  mi  wynagrodzić.  Ryzyko  ze  strony  tej  kobiety, 
czy może z twojej. 

Zinn uśmiechnął się. 

- Będę trzymał cię w niepewności - oświadczył. 

 

background image

 

 

 

Zinn  zbudził  się  po  godzinnej  drzemce  w  swojej  sypialni. 

Po  obiedzie  poczuł,  że  cios  w  głowę  osłabił  go  bardziej,  niż 
przypuszczał i położył się. 

Jednak  pierwszą  rzeczą,  jaką  zrobił  po  przyjeździe  ze 

szpitala,  to  zatelefonował  do  Judy  Meecham,  rzeczniczki 
prasowej. Powiedział, by opublikowała historyjkę o jego kłótni z 
kochanką i o ich pogodzeniu się. Judy była zachwycona. To był 
prawdziwy  rarytas  dla  rubryk  towarzyskich.  Oczywiście,  Zinn 
nie  wspomniał  jej,  że  to  pomysł  Sydney,  który  niewiele  ma 
wspólnego z rzeczywistością. 

Potem  usiadł  w  swym  ulubionym  fotelu  z  Andreą  na 

kolanach,  a  Sydney  krążyła  po  pokoju,  obmyślając  dalsze 
posunięcia.  Poprosiła,  by  zjedli  obiad  bez  niej,  bo  chciała 
pojechać  do  miasta,  do  Marvina  Kaslowa,  który  był  szefem 
komisariatu  policji  w  Los  Angeles.  Sydney  miała  nadzieję,  że 
uda się jej przyspieszyć sprawę identyfikacji Barbary. 

Zinn nie sprzeciwiał się temu pomysłowi. Nie był jeszcze w 

pełnej formie, ale nie bał się o Andreę, dopóki był z nią w domu. 
Powiedział Sydney, by wzięła jego jaguara. 

Pobiegła  z  rozwianym  warkoczem,  pod  pachą  trzymała 

torebkę  z  pistoletem.  Pomachała  im  jeszcze  na  pożegnanie  i 
zniknęła.  Naprawdę  była  niezwykle  oddana  swej  pracy.  Teraz 
wchodziła do akcji. 

Zinn  po  przebudzeniu  poprawił  sobie  poduszki  i  starał  się 

background image

nie  myśleć  o  tępym  bólu  rozsadzającym  czaszkę.  To  przykre 
doświadczenie,  kiedy  dostał  od  Sydney  w  głowę,  wcale  nie 
zwiększyło jego zaufania do jej możliwości i umiejętności jako 
specjalisty od ochrony. Ciągle jednak ta kobieta intrygowała go, 
a  przede  wszystkim  zastanawiał  się,  dlaczego  tak  łatwa 
wymknęła  się  tamtego  wieczora  z  jego  ramion,  Wtedy  w 
ogrodzie  byli  poza  zasięgiem  świateł  i  mogliby  posunąć  się 
dalej, a nie tylko poprzestać na pocałunkach. Bardzo tego chciał 
i był przekonany, że i Sydney także. Nie wierzył za bardzo, by 
zmiana jej nastroju była zupełnie szczera. Znał kobiety na tyle, 
by  wiedzieć,  kiedy  powodują  nimi  uczucia,  a  kiedy  rozsądek. 
Dlaczego  w  dzisiejszych  czasach  kobiety  tak  często  mają 
poczucie  winy,  kiedy  tylko  kierują  się  odruchem  serca, 
uczuciem?  Według  niego,  to  właśnie  mężczyźni  zawsze  są 
romantykami,  a  nie  kobiety.  Natomiast  współczesne  kobiety 
zawsze,  kiedy  nie  uczynią  tego,  co  nakazuje  im  rozsądek, 
przeżywają to jako porażkę i mają poczucie winy. 

Sydney Charles szalenie zależało, by traktować ją poważnie 

jako  prywatnego  detektywa.  Zależało  jej  na  tym  tak  bardzo, 
jakby to było najważniejszą sprawą na świecie. 

Zinn  wyobraził  sobie  jej  odpowiedź:  Nie,  nie  mogę  cię 

pocałować, bo jestem detektywem. Otóż to! 

Zrobił  chyba  poważny  błąd,  że  zaangażował  się 

emocjonalnie.  Nie  chciał  być  wobec  Sydney  nie  w  porządku. 
Problem  polegał  jednak  na  tym,  że  Zinn  doskonale  pamiętał 
podobne  zachowanie  i  postawę  u  Moniki.  Skończyło  się  to 
rozpadem ich małżeństwa. 

Bardzo możliwe, że porównanie nie było sprawiedliwe. Nie 

mógł  jednak  tak  łatwo  zapomnieć  swych  doświadczeń 

background image

życiowych, a zwłaszcza tych związanych z miłością. 

Kiedyś  rozmawiał  z  Patti  Lind,  zaprzyjaźnioną  z  nim 

aktorką,  o  niezależności  współczesnych  kobiet.  Powiedział  jej 
wtedy, że uważa tę niezależność tylko i wyłącznie za wymówkę 
służącą  do  odrzucania  mężów  czy  kochanków.  Patti  zezłościła 
się i oskarżyła go o chęć utrzymania kobiet w posłuszeństwie i 
zatrzymania  ich  za  wszelką  cenę  w  domu.  Tłumaczył  jej,  że 
jednak chodzi o coś poważniejszego, a nie o te stare argumenty 
wysuwane przez feministki. Problem nie tkwi w tym, że kobiety 
chcą  robić  karierę  zawodową,  ale  w  tym,  że  karierą  tłumaczą 
niechęć  i  unikanie  jakiejkolwiek  bliskości  duchowej  i 
psychicznej z mężczyzną. Zresztą, mężczyźni czynią podobnie i 
to jest niebezpieczne. 

Usłyszał, że ktoś otwiera drzwi do jego sypialni. Dostrzegł 

Andreę. 

- Tatusiu, jak się czujesz? 

-  Czuję  się  świetnie.  -  Wyciągnął  do  niej  ręce.  -  Chodź  i 

pocałuj tatę. 

Andrea  podskoczyła  i  podbiegła  do  niego.  Za  nią  w 

drzwiach pojawiła się Yolanda. 

- Nie byłyśmy pewne, czy pan się już obudził, senor. 

- Już dawno się obudziłem i czuję się bardzo dobrze. 

- Och, to wspaniale. 

- A co z Sydney? 

- Przed chwilą wróciła z komisariatu. Powiedziałam jej, że 

pan śpi. Chciałaby z panem później porozmawiać. 

background image

-  Powiedz,  żeby  przyszła  od  razu.  Chyba  już  widziała 

mężczyznę w piżamie? 

- Si, seńor. 

Zinn pocałował Andreę w policzek. 

-  Może  poszłabyś  do  Yolandy?  -  zapytał.  -  Chcę 

porozmawiać z Sydney. 

- A ja też mogę porozmawiać? 

- Nie teraz. Jak tylko skończymy, będziesz mogła przynieść 

tu swoje warcaby i pogramy trochę. 

Andrea podskoczyła uradowana. 

- Cudownie! 

Zinn się roześmiał. 

Kilka  minut  później  Sydney  zapukała  cicho  i  otworzyła 

drzwi. 

- A oto i domowy detektyw! Jak tam polowanie? 

- Wspaniale. 

Weszła do sypialni. Miała na sobie obcisłe spodnie i bluzkę 

z krótkimi rękawami. Złoty warkocz był przerzucony do przodu. 
Jej widok poruszył go. Z każdą godziną podobała mu się coraz 
bardziej. Poklepał dłonią łóżko pokazując, by siadła koło niego. 

- Co ciekawego powiedział Kaslow? 

- Nie wiedzą jeszcze zbyt wiele. W każdym razie uważają, 

że Barbara nie jest morderczynią. 

- Ależ ona prawie porwała moje dziecko! Czy nic nie robią 

background image

w tej sprawie? 

-  Pracują  nad  tym,  ale  słusznie  zrobiłeś,  że  zaangażowałeś 

prywatnego detektywa. 

- Czy twoja opinia jest na pewno obiektywna? 

Zinn  miał  wielką  ochotę  pociągnąć  ją  za  warkocz,  ale 

powstrzymał  się.  Właściwie  chętnie  by  ją  też  pocałował,  ale 
rozmawiali służbowo i Sydney na pewno by zaprotestowała. 

- A dlaczego jesteś tak podekscytowana? 

- Kiedy byłam w Szklanym Domu, Kaslow… 

- W Szklanym Domu? - przerwał zdziwiony. 

- W Komendzie Głównej. 

- To tak się nazywa w policyjnym żargonie, rozumiem. 

-  Tak  mówią  policjanci,  ale  to  nie  jest  żargon.  W  każdym 

razie Kaslow poradził, abym poszła do policyjnego psychologa. 
Mnóstwo  się  dowiedziałam  od  niego  i  w  jego  opinii  mój  plan 
wobec Barbary ma wielkie szanse powodzenia. 

- Ja nie potrafię się tak emocjonować twoim planem. 

- Ale przecież właśnie po to mnie zatrudniłeś. 

Już  chciał  powiedzieć,  że  wolałby  tego  nie  uczynić. 

Chciałby raczej traktować ją tak, jak mężczyzna może traktować 
kobietę,  ale  na  to  Sydney  z  pewnością  by  się  nie  zgodziła. 
Irytowało go, że postanowiła utrzymać dystans. 

Zastanawiał  się,  co  się  z  nim  dzieje!  Zakochuje  się  w 

prywatnym  detektywie?  W  dodatku  ona  z  zasady  nienawidzi 
aktorów.  Zinn  z  łatwością  mógłby  mieć  niemal  każdą  kobietę. 

background image

Problem polegał na tym, że obchodziła go wyłącznie Sydney. 

Wbrew  poprzednim  postanowieniom  wziął  ją  za  rękę.  Jej 

dłoń  była  chłodna.  Zastanawiał  się,  czy  reszta  jej  ciała  też  jest 
chłodna. 

- Rozumiem doskonale, że chciałabyś bardzo, by twój plan 

się  udał,  ale  nie  możesz  pracować  bez  przerwy  dwadzieścia 
cztery godziny na dobę. Każdy potrzebuje trochę odpoczynku. 

Patrzyła na jego rękę, ale nie cofała swojej. 

- Dam sobie radę. 

-  Oczywiście,  ale  musisz  mieć  trochę  czasu  na  życie 

osobiste - przyjaciół, rodzinę… może na romans. 

Uważnie  obserwował  jej  twarz.  Nie  zareagowała  na 

wspomnienie o romansie. No tak, już mówiła, że nie jest z nikim 
związana. Zanim zdążył cokolwiek dodać, wysunęła dłoń z jego 
ręki i wstała. 

-  Jeżeli  będę  potrzebowała  wolnego  dnia,  to  dam  znać 

wcześniej, dobrze? 

Uśmiechnęła  się  słodko  i  wyszła  z  pokoju.  Ostrożnie,  po 

cichu, zamknęła za sobą drzwi. 

Zinn  westchnął.  Dlaczego  zawsze  musiał  się  interesować 

trudnymi kobietami? Gdyby był mądrzejszy, właśnie teraz by z 
tym skończył. Niech Sydney wykona swoje zadanie i zniknie z 
jego  życia.  Potrząsnął  głową,  kiedy  przypomniał  sobie,  co  do 
niej czuje i co może ona czuje do niego. 

Następnego  dnia  Sydney  wstała  bardzo  wcześnie,  kiedy 

wszyscy jeszcze spali. Poszła do głównej bramy i zabrała gazety. 

background image

Usiadła  w  kuchni  i  zaczęła  je  przeglądać.  Rzeczniczka  Zinna 
dobrze  się  spisała.  Na  trzeciej  stronie  była  notatka  o  tym,  że 
Zinn  został  ranny  i  że  musiał  być  w  szpitalu.  Natomiast  na 
stronie  poświęconej  towarzyskim  plotkom  znajdowało  się 
mnóstwo  sensacyjnych  szczegółów  o  kłótni  i  późniejszym 
pogodzeniu  się  kochanków.  Podano  nawet,  że  Sydney  jest 
nieślubną  córką Dicka  Charlesa.  To,  oczywiście,  nie  spodobało 
się za bardzo Sydney, ale musiała przyznać, że taka wiadomość 
mogła wzbudzić dodatkowe zainteresowanie. Na szczęście, nikt 
się nie dowiedział, że jest prywatnym detektywem. 

Do  kuchni  przyszła  Yolanda  i  zajęła  się  przygotowaniem 

śniadania. 

- Czy Zinn zazwyczaj wstaje wcześnie czy raczej później? - 

zagadnęła ja Sydney. 

- Zawsze wstaje bardzo wcześnie, seńorita. Dzisiaj nie idzie 

do  studia.  Powiedział  mi,  że  musi  odpocząć,  bo  za  kilka  dni 
wyjeżdża na zdjęcia do San Francisco. 

- Tak? 

-  Si,  seńorita.  I  jeszcze  jedno.  Wczoraj  pan  Garrett 

powiedział,  żebym  pani  przekazała,  że  dzisiaj  idzie  z  panią  na 
obiad  do  „Hard  Rock  Cafe”.  Rzeczniczka  pana  Garretta 
dzwoniła  wieczorem,  że  będą  tam  fotoreporterzy,  żeby  zrobić 
zdjęcia nowej dziewczynie. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale pan 
Garrett powiedział, że pani zrozumie. 

- Tak, rozumiem. 

- Aha, przyjdzie też jakiś Jack, żeby pilnować małej, kiedy 

was nie będzie w domu. 

background image

- To bardzo dobrze. 

Yolanda zajęła się dalej śniadaniem. 

Rzeczniczka  Zinna  najwyraźniej  lubiła  kuć  żelazo  póki 

gorące.  Rzekomy  romans  stawał  się  coraz  głośniejszy.  Sydney 
przestraszyła  się,  czy  aby  nie  posunęła  się  za  daleko  i  czym  to 
wszystko  może  się  skończyć.  Nie  miała  najmniejszej 
wątpliwości, że podoba się Zinnowi. Ona także czuła od samego 
początku,  że  między  nimi  nawiązała  się  nić  sympatii.  Teraz 
pozostawało  tylko  pytanie,  czy  będzie  umiała  przestać  o  tym 
myśleć  i  skupić  się  na  wykonaniu  planu,  który  zresztą  sama 
skonstruowała. 

Wczorajszy  wieczór  spędzili  spokojnie  w  domu.  Zinn 

przyszedł  na  wspólną  kolację,  ale,  choć  nadrabiał  miną,  widać 
było, że ma sienie najlepiej. Zaraz po kolacji poszedł się położyć 
do siebie. Andrea siedziała w jego sypialni i oglądała rysunkowe 
filmy na wideo. Yolanda powiedziała, że Zinn większość z nich 
zna już na pamięć. Sydney zaś spędziła wieczór na planowaniu 
dalszych  posunięć.  Zadzwoniła  do  specjalisty  od  oświetlenia  i 
umówiła  się  z  nim.  Człowiek  ten  pracował  dla  Candy'ego 
Gonzaleza i miał spore doświadczenie. 

Teraz  Sydney  spojrzała  na  zegarek.  Miała  jeszcze  trochę 

czasu  do  jego  przyjścia.  Zaczęła  jeść  huevos  rancheros,  które 
podała  jej  Yolanda.  Przyniosła  ich  cały  półmisek,  bo 
poprzedniego  dnia  przy  śniadaniu  Sydney  bardzo  je  chwaliła  i 
zajadała z apetytem. 

- Jak długo Zinn będzie dzisiaj spał? 

- Powiedział, żebym zastukała o dziewiątej. Sydney właśnie 

kończyła  śniadanie,  kiedy  rozległ  się  dzwonek.  Pośpiesznie 

background image

dokończyła  kawę  i  pobiegła  otworzyć  bramę.  Przyszedł 
specjalista  od  oświetlenia.  Był  Latynosem,  gdzieś  pod 
sześćdziesiątkę.  Nazywał  się  Manny  Ibanez,  Obszedł  i 
wymierzył  całą  posiadłość,  a  potem  wskazał,  co  należałoby 
wymienić,  a  co  zrobić  na  nowo.  Sydney  poprosiła  go,  by 
obliczył  koszty ekspresowej  naprawy  systemu  oświetlenia  całej 
posiadłości. Ibanez obiecał, że niedługo  to zrobi  i  zadzwoni  do 
niej  po  południu.  Po  jego  odejściu  Sydney  wróciła  do  domu. 
Zinn  już  wstał  i  właśnie  jadł  śniadanie  w  patio.  Podeszła  do 
niego. 

- Jak się czujesz? 

Odstawił filiżankę i posłał jej swój sławny uśmiech. 

- Dziękuję. Już znacznie lepiej. Proszę, siądź przy mnie. 

Kiedy siadła naprzeciwko niego, Zinn obejrzał ją od stóp do 

głów. Miała na sobie dżinsy i zwykłą koszulkę. 

- Yolanda powiedziała ci o naszej randce? 

- Powiedziała, że idziemy do ,,Hard Rock Cafe”. 

- Judy uważa, że to doskonałe miejsce. Zawsze sporo osób 

tam się kręci. Będą też dziennikarze. 

- Zechcą zrobić nam zdjęcia? 

- Tak i zobaczyć nas w akcji. 

- W akcji? Co to znaczy? 

Zinn przełknął kawałek grzanki i uśmiechnął się. 

-  Wiesz,  takie  typowe  dla  Hollywood  scenki  z  randki. 

Musimy spełnić oczekiwania publiczności. 

background image

-  Wystarczy,  że  pojawimy  się  razem  w  restauracji.  Co 

więcej można zrobić w publicznym miejscu? 

-  Syd,  kochanie,  teraz  jesteśmy  na  ustach  wszystkich, 

Wiesz…  uważają  nas  za  kochanków.  Musimy  więc  się  tak 
zachowywać, jakbyśmy naprawdę nimi byli. Od czasu do czasu 
całować  się  i  przytulać,  zwłaszcza  przed  obiektywami.  To  nic 
wielkiego, a powinniśmy być przekonujący jako kochankowie. 

Przypatrywała mu się w milczeniu. 

- O co chodzi, dziecino? 

- Zinn, dlaczego sądzę, że wykorzystujesz tę sytuację? 

-  Nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  A  ty  jak  sądzisz?  - 

zapytał z niewinną miną. 

- Podejrzewam, że za bardzo spodobał ci się ten pomysł. 

- A czego byś oczekiwała, że będę się wzdragał na myśl o 

pocałowaniu  ciebie?  Jeśli  dobrze  pamiętam,  to  było  zupełnie 
przyjemne, kiedy robiliśmy to bez kamer. 

- Więc jednak chcesz wykorzystać okazję! 

-  Syd,  to  twój  pomysł,  a  nie  mój.  Ja  po  prostu  wcielam  w 

życie  twój  plan.  Nie  ma  sensu  robić  czegoś  bez  głębokiego 
przekonania.  Jeśli  naprawdę  chcemy,  żeby  Barbara  stała  się 
zazdrosna, powinniśmy przekonująco odegrać role kochanków. 

- Pamiętaj o najważniejszym. To jest tylko gra. 

- Nie mogę obiecać - Zinn patrzył jej prosto w oczy - że nie 

będzie mi to sprawiało przyjemności. Prawda jest taka, że coraz 
bardziej  mi  się  podobasz.  Dlatego  to  nie  będzie  rola  trudna  do 
zagrania. 

background image

Sydney wstała. 

-  Domagam  się,  byś  traktował  to  tylko  i  wyłącznie 

zawodowo.  Mam  nadzieję,  że  posiadasz  na  tyle  przyzwoitości, 
żeby to respektować. 

- Oczywiście. 

Zaczęła iść w stronę drzwi. 

- Och, Syd! - zawołał ją. 

- Tak? 

-  Ubierz  się  w  coś  seksownego  i  może  odrobinę 

prowokacyjnego, Tak zresztą poradziła Judy. Musimy wywołać 
wrażenie. 

-  A  może  powinnam  zrobić  striptiz  na  stole?  Czy  to 

zadowoliłoby Judy? 

-  Nie,  to  byłaby  już  pewna  przesada  -  odpowiedział  Zinn, 

usiłując zachować powagę. 

Sydney odwróciła się na pięcie i energicznie wyszła z patio. 

O jedenastej czekała na Jacka Dowda w olbrzymim salonie, 

Stały  tam  dwie  identyczne  miękkie,  śnieżnobiałe  kanapy.  Na 
ścianach  wisiały  współczesne,  abstrakcyjne  obrazy.  Na  stoliku 
do kawy ustawiona była nowoczesna rzeźba kinetyczna. 

Zaraz  po  przyjściu  Jacka  mieli  z  Zinnem  pojechać  do 

restauracji. Na razie nie pojawił się ani jeden, ani drugi. 

Sydney postanowiła, że nie pozwoli Zinnowi wyprowadzić 

się z równowagi. Chociaż nie była zawodową aktorką, to jednak 
chęć  oszukania  Barbary  dodawała  jej  natchnienia,  Zinn  Garrett 

background image

chciał, żeby ubrała się seksownie, więc to zrobiła. Przy pomocy 
Yolandy skróciła swą  najkrótszą białą lnianą  spódnicę. Do tego 
nałożyła  czerwoną  jedwabną  bluzeczkę,  dość  przezroczystą.  A 
skoro chciał, by była trochę prowokacyjnie ubrana, nie włożyła 
staniczka. 

Chodziła  niecierpliwie  po  salonie  na  swych  wysokich 

obcasach.  Nagle  odezwał  się  dzwonek.  Zjawił  się  Jack  Dowd, 
Był to bardzo wysoki i potężnie zbudowany brunet Miał chyba 
koło  czterdziestki.  Samym  swoim  wyglądem  mógł  niezgorzej 
przestraszyć. 

Przyjrzał  się  jej  króciutkiej  spódnicy  w  tak  obcesowy 

sposób, jak to czasem potrafią robić mężczyźni. 

- Nowa dziewczyna, co? - zapytał. 

- Nie. Jestem detektywem. Nazywam się Sydney Charles, a 

pan to pewnie Jack Dowd? 

- Ooo… 

Sydney wyciągnęła do niego rękę. 

- Przepraszam za wygląd - wyjaśniła - ale to konieczne dla 

fotoreporterów. 

- No nie, gdyby pani stała na czatach przed bankiem, nawet 

dziesięciu policjantów nie spostrzegłoby, że jest napad. 

- Dziękuję za komplement. O to w jakimś sensie chodzi w 

moim planie. 

Dowd rozejrzał się wokół. 

- System alarmowy działa? - zapylał. 

background image

- Tak, ale to bardzo prosty system. 

- Już dawno mówiłem Garrettowi, że powinien go zmienić. 

- Zaczęłam zmieniać oświetlenie. 

- To już coś, w każdym razie dobre na początek. 

- Wychodzimy, jak tylko Zinn wróci. 

- Proszę się nie martwić. Już tu kiedyś byłem i czuję się jak 

w domu. 

Udał  się  do  kuchni,  najprawdopodobniej  coś  przekąsić. 

Sydney  siadła  na  kanapie  i  popatrzyła  na  spódniczkę, 
zastanawiając  się,  czy  może  nie  przesadziła  trochę  z  tym 
prowokacyjnym strojem. 

Wreszcie  pojawił  się  Zinn,  ubrany  w  niebieski  blezer  i 

jasnożółtą  koszulę  rozpiętą  pod  szyją.  Sydney  na  jego  widok 
zerwała się z kanapy. 

- Gotowy? 

Zinn  patrzył  na  nią  z  nie  ukrywanym  zdumieniem,  kiedy 

szła  do  niego  przez  pokój.  Sydney  zbliżyła  się  i  spojrzała  mu 
prosto  w  oczy.  Zinn  cofnął  się  pół  kroku  i  przyglądał  się  jej 
badawczo. 

-  Wyglądasz  jak  kobieta,  która  może  spokojnie  rąbnąć 

faceta w głowę, a on i tak wróci, a nawet poprosi o jeszcze. 

- Chyba o to ci chodziło. 

- Tak, ale… nie wyobrażałem sobie czegoś tak… 

- Jak? 

background image

- Czegoś tak porażającego. 

Sydney starała się nie dać po sobie poznać, jaką satysfakcję 

sprawiły jej te słowa. 

- No dobrze, idziemy na ten nasz występ. 

-  Boję  się,  że  możesz  na  fotoreporterach  wywrzeć  takie 

wrażenie, że będą łazić za tobą całymi tygodniami. 

- Trudno. Nie mam już wyjścia.  

Zinn potaknął. 

- Czy Jack przyszedł? - upewnił się. 

- Tak, teraz siedzi w kuchni. 

- To dobrze. Bardzo dobrze. 

Zinn  chyba  nie  przykładał  żadnego  znaczenia  do  tego,  co 

mówi, bo cały był skupiony na wpatrywaniu się w Sydney. Ona 
zaś z trudem powstrzymywała się od śmiechu. 

Wziął  w  palce  pasmo  jej  włosów  i  zaczął  się  nim  bawić. 

Sydney  zamarła.  Mężczyzna  przysunął  się  bliżej.  Uniósł  jej 
podbródek do góry i leciutko, czule pocałował w usta. 

- Smakujesz równie doskonale, jak wyglądasz…  

Cofnęła się, próbując okazać niezadowolenie. 

- Tego nie było w umowie - zastrzegła. 

-  Każdy  aktor  ci  powie,  że  do  roli  trzeba  się  przygotować. 

Staram się tylko wprowadzić w odpowiedni nastrój. Naprawdę, 
to jest czysto zawodowe podejście. 

-  Lepiej  jednak  trzymaj  ręce  przy  sobie,  dopóki  nie 

background image

staniemy przed dziennikarzami. 

- Sydney, wiem, że jesteś twarda, ale czy ani troszeczkę ci 

się to nie podobało? 

- Nigdy nie zdradzam zawodowych tajemnic.  

Podeszła do stołu i zabrała swoją torebkę. 

- Szefie, kto prowadzi: ja czy ty? - spytała. 

Zinn zgodził się, by prowadziła. Nie był to jednak najlepszy 

pomysł,  bo  cały  czas  czuła  na  sobie  jego  gorące  spojrzenie. 
Próbowała jakoś podtrzymywać rozmowę, ale Zinn wolał nic nie 
mówić, tylko dotykał jej włosów albo nagiego ramienia. 

Opowiedziała mu o spotkaniu z ekspertem od oświetlenia i 

o  konieczności  dodatkowych  instalacji.  Przyjął  to  do 
wiadomości bez komentarza. 

-  Yolanda  wspomniała  mi,  że  wybierasz  się  na  zdjęcia  do 

San Francisco. 

- Tak, cały zespół jedzie tam na parę dni. 

-  Myślałam  o  tym.  Chyba  dobrze  byłoby,  gdybym  z  tobą 

pojechała.  Zwłaszcza  gdybyśmy  o  tym  zawiadomili  prasę.  To 
może  być  dla  Barbary  okazja  do  zrobienia  czegoś  przeciwko 
mnie. 

-  Masz  na  myśli,  że  może  będzie  próbowała  zrobić  ci 

krzywdę? 

- Zinn, to tak się mówi. Mnie chodzi o to, żeby zmusić ją do 

jakiegoś działania. A im wcześniej, tym lepiej. 

Sydney  jechała  bulwarem  San  Vincente,  potem  autostradą 

background image

San  Diego  do  Westwood,  gdzie  zatrzymała  się  na  czerwonym 
świetle. 

- Bardzo bym chciał, żebyś wybrała się ze mną - powiedział 

po chwili Zinn, 

-  Pamiętaj,  tylko  na  ściśle  zawodowej  płaszczyźnie  - 

ostrzegła go. 

-  Sydney,  coś  mi  się  zdaje,  że  masz  lekką  obsesję  na  tym 

punkcie.  -  Mówiąc  to,  znowu  zaczął  bawić  się  jej  włosami.  - 
Chciałbym, żebyś już dała temu spokój. 

Zmieniły się światła i Sydney ruszyła. 

- Jestem po prostu ostrożna. 

- Tym samym przyznajesz, że coś cię kusi. 

Spojrzała mu w oczy. 

- Oczywiście - odpowiedziała - że mnie kusi. Ani ty, ani ja 

nie jesteśmy przecież z kamienia. 

Zinn odetchnął z ulgą, 

- Dziękuję, że to mówisz. Już się bałem, że mój wrodzony 

czar przestał działać na kobiety. 

- Jak tylko przestanie działać, to ci zaraz powiem. 

Minęli bulwar Santa Monica i skręcili w stronę Beverly 

Hills,  a  potem  podjechali  pod  „Hard  Rock  Cafe”.  Przed 

wejściem  czekała  już  grupka  ludzi.  Sydney  zaparkowała 
samochód.  Zaledwie  Zinn  wysiadł,  nadbiegł  jakiś  fotoreporter  i 
natychmiast zaczął robić zdjęcia, 

background image

- No, dziecinko, idziemy. Jesteśmy na miejscu - powiedział 

Zinn  do  Sydney.  Dziewczyna  też  wysiadła  i  też  została 
natychmiast  obfotografowana.  Wszystko  wydawało  się 
absurdalne i śmieszne. 

Podeszła do Zinna, a on ją objął. Odrzuciła włosy do tyłu. 

Stali tak przez chwilę, patrząc w skierowane na nich obiektywy. 
Sydney usłyszała, jak ludzie powtarzają nazwisko Zinna, a jakaś 
nastolatka piszczy z zachwytu. 

- Proszę ją pocałować - zażądał fotograf. 

Zinn pocałował Sydney we włosy. Obejmował ją mocno w 

talii. Patrzyli sobie w oczy i uśmiechali się. 

- Wiesz, jest nieporównanie przyjemniej, kiedy to robimy w 

samotności, bez świadków - szepnął do niej, 

-  Wiem,  co  masz  na  myśli  -  odpowiedziała,  nie  przestając 

uśmiechać się do obiektywów. 

Podeszła do nich reporterka o ładnych blond włosach i dość 

inteligentnej twarzy. W ręku trzymała magnetofon i mikrofon. 

-  To  jest  właśnie  ta  dziewczyna?  -  zapytała  nie 

przedstawiając się. 

- Tak - odpowiedział Zinn. - To jest Sydney Charles. 

- Jak się pisze jej imię? Przez „i” czy przez „y”? 

- Przez „y” - odparła Sydney. 

-  Co  to  za  historia,  Zinn?  -  pytała  dalej  reporterka.  - 

Jesteście zaręczeni czy nie? 

- Sydney i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. 

background image

Reporterka potrząsnęła głową z niedowierzaniem. 

- I tak dalej, i tak dalej… Dlaczego jednak, skoro jesteście 

tak  dobrymi  przyjaciółmi,  wylądowałeś  w  szpitalu?  - 
indagowała. 

-  To  było  nieporozumienie  -  powiedział  Zinn.  -  Jeśli 

ludziom  naprawdę  na  sobie  zależy,  wtedy  pojawiają  się  silne 
emocje. 

- Czym go pani uderzyła? 

Sydney spojrzała niepewnie na Zinna. 

- Pięścią - odpowiedział szybko. - Ona jest bardzo silna. 

- Żałujesz tego, Sydney? - wypytywała reporterka. 

- Bardzo żałuję. Naprawdę go kocham i nie wyobraża sobie 

pani,  jak  strasznie  się  czułam,  kiedy  zobaczyłam,  co  mu 
zrobiłam. 

Sydney  zdawała  sobie  sprawę,  że  brzmi  to  trochę 

idiotycznie.  No,  ale  o  to  chodziło.  Chciała,  żeby  do  Barbary 
dotarły właśnie takie rzeczy. 

- Czy może pani powiedzieć, co takiego zrobił Zinn Garrett, 

że aż tak mocno pani zareagowała? 

-  Jestem  o  niego  potwornie  zazdrosna  i  nie  znoszę,  kiedy 

jakaś kobieta mu się przygląda - wyznała Sydney. 

Zinn uśmiechnął się. 

-  Powinnaś  zmienić  zawód,  kochanie  -  wyszeptał  jej  do 

ucha. 

- Ile pani ma lat? 

background image

- Dwadzieścia pięć. 

- Gdzie pani pracuje? 

- W telekomunikacji - szybko odpowiedział za nią Zinn. 

Reporterka  spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem,  ale  nic 

nie powiedziała. 

- Jest pani z Los Angeles? 

- Teraz mieszka u mnie - znowu wtrącił się Zinn. 

- Tak, jesteśmy nierozłączni - dodała Sydney. 

-  Zabieram  ją  za  parę  dni  na  plan  zdjęciowy  do  San 

Francisco. 

- Ale jesteście przecież tylko przyjaciółmi, nieprawdaż? 

- Na razie. 

Sydney podniosła dłoń do góry. 

- Jeszcze nie mam żadnego pierścionka - powiedziała. 

- Panie Garrett, czy może pan coś dodać na temat niedawnej 

próby porwania pańskiej córki? 

- Mamy nadzieję, że niebezpieczeństwo minęło. Ufamy, że 

kobieta, która próbowała to zrobić, zostawi nas już w spokoju. 

- A czy pani nie czuje się zagrożona? - reporterka zwróciła 

się do Sydney. 

-  Dlaczego  miałabym  czuć  się  zagrożona?  Nigdy  w  życiu 

nie zrobiłam nikomu nic złego. 

Dziennikarka  rzuciła  na  nią  pełne  zdumienia  spojrzenie, 

background image

Sydney  zaś  czuła  nieprzepartą  chęć  uderzenia  tej  kreatury. 
Wiedziała, że nie może tego uczynić, bo wtedy nagłówki gazet 
zapełniłyby się jeszcze większymi głupstwami i zmyśleniami. 

Tłum wielbicieli wokół nich gęstniał. Niektórzy podsuwali 

Zinnowi kartki z prośbą o autograf. 

Reporterka wyglądała już na poważnie poirytowaną. 

-  Zinn,  powiedz  mi  wreszcie  coś  naprawdę  ciekawego!  - 

zażądała. 

-  Jesteśmy  teraz  szczęśliwsi  niż  kiedykolwiek  przedtem. 

Ten przykry incydent  zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej. Ta 
dziewczyna  to  chyba  miłość  mojego  życia.  A  teraz  muszę  już 
wszystkich przeprosić. Jeszcze nie całkiem dobrze się czuję. 

Przepchnęli  się  przez  tłum  i  weszli  do  restauracji,  gdzie 

było znacznie spokojniej i mniej tłoczno. 

-  Zawsze  tak  jest,  kiedy  wybierasz  się  do  miasta  na 

hamburgera? - zapytała Sydney. 

- Tylko wtedy, kiedy mi zależy na rozgłosie.  

Objął ją wpół i poprowadził do stolika. 

- Jak można wytrzymać coś takiego? 

-  Toteż  prawie  nigdy  nie  szukam  rozgłosu.  Zgodziłem  się 

teraz na to wszystko, żeby dostosować się do twojego planu. 

- Rzeczywiście nie lubisz rozgłosu? 

- Może trudno w to uwierzyć, ale tak. Niestety, jest to cena, 

którą czasem trzeba płacić i zawsze wtedy myślę, czy nie lepiej 
było skończyć prawo. 

background image

Usiedli  w  zacisznym  kąciku.  Zaraz  pojawiła  się  kelnerka. 

Zinn  zamówił  piwo  San  Miguel  i  hamburgera,  a  Sydney  wodę 
mineralną i sałatkę. 

Ludzie  siedzący  w  restauracji  gapili  się  na  nich  bez 

przerwy. Jakaś dziewczynka podeszła i prosiła o autograf, potem 
to  samo  zrobiło  kilka  nastolatek.  Zinn  żartował  z  nimi  i 
podpisywał się na serwetkach. 

- Czy już jako student byłeś takim bożyszczem kobiet? 

-  Och,  nie.  Byłem  klasycznym  molem  książkowym.  Cały 

czas  się  uczyłem,  choć  startowałem  też  w  uniwersyteckiej 
reprezentacji pływackiej, 

- Naprawdę? 

- Słowo daję. 

-  Myślałam,  że  raczej  byłeś  głównym  aktorem  we 

wszystkich uniwersyteckich przedstawieniach. 

-  Tylko  raz  czy  dwa  wystąpiłem  w  czymś  takim,  ale 

głównie  dlatego,  że  dziewczyna,  która  bardzo  mi  się  podobała, 
należała do kółka teatralnego. 

- Gdzie studiowałeś? 

-  W  Tucson,  w  Arizonie.  Mój  ojciec  był  agentem 

ubezpieczeniowym, a matka uczyła w szkole średniej. 

-  Byłeś  zatem  zwyczajnym  chłopakiem  -  zażartowała 

Sydney. 

-  I  nadal  nim  pozostałem.  Tylko  niektórzy  nie  chcą  tego 

dostrzec. 

background image

-  Bardzo  mi  przykro,  ale  nie  mogę  w  to  uwierzyć.  Ktoś 

żyjący  wśród  nieustannych  pochlebstw  nie  może  być  takim 
zupełnie zwyczajnym człowiekiem - powątpiewała Sydney. 

-  Możliwe,  że  tak  się  wydaje  innym.  Jednak  ja  dokładnie 

znam  siebie  i  wiem,  kim  jestem.  Zdaję  sobie  sprawę,  jak 
sztuczna i nieprawdziwa jest postać Granta Adamsa, ale ja nim 
nie  jestem.  To  tylko  moja  praca.  Mój  ojciec  sprzedawał  polisy 
ubezpieczeniowe,  ale  przecież  sam  nie  był  polisą.  Dla  niego 
najważniejsza  była  rodzina  i  grono  przyjaciół.  Tak  samo  dla 
mnie, 

Sydney przez dłuższy czas nic nie mówiła. Zastanawiała się 

nad jego słowami. 

- Czy twoi rodzice jeszcze żyją? - spytała wreszcie. 

-  Moja  matka  tak.  I  ubóstwia  Andreę.  Myślałem  nawet 

przez  chwilę,  żeby  wysłać  Andreę  do  Tucson,  ale  potem 
zrezygnowałem  z  tego,  bo  przestraszyłem  się,  że  ta  wariatka 
mogłaby  i  tam  dotrzeć.  Nie  mogłem  matki  narażać  na  takie 
przeżycia. 

Sydney słuchała z wielką uwagą. Pierwszy raz była z nim w 

miejscu  publicznym.  Zauważyła  kontrast  między  sławnym 
gwiazdorem,  którego  ubóstwiają  kobiety,  a  tym  człowiekiem, 
który teraz rozmawiał z nią o najzwyklejszych sprawach. 

Po  chwili  dopiero  uświadomiła  sobie,  że  wpatruje  się  w 

Zinna  podparłszy  ręką  brodę.  Ludzie  wokół  też  się  w  niego 
wpatrywali. Sydney jednak widziała zupełnie innego człowieka. 

Kelnerka  przyniosła  zamówione  dania.  Zinn  znowu  dal 

autograf jakiejś pani z Nebraski. 

background image

- Co twoja była żona sądzi o całej tej sprawie z Barbarą? 

Sydney  ciekawiło  poprzednie  małżeństwo  Zinna,  ale 

przedtem nie wiedziała, jak o to zapytać. 

-  Nie  było  jej  w  kraju,  kiedy  ta  kobieta  próbowała  porwać 

Andreę.  Zadzwoniłem  do  jej  agenta  i  opowiedziałem  wszystko 
dokładnie.  Powiedziałem  też,  jakie  przedsięwziąłem  środki 
ostrożności. Jak tylko się dowiedziała o wszystkim, zadzwoniła 
z Afryki, żeby porozmawiać z Andreą. Potem ja wytłumaczyłem 
jej,  co  się  stało  i  upewniłem,  że  wszystko  jest  w  porządku. 
Uspokoiła się i nie dzwoniła od tamtej pory. 

- Powinno ją to bardziej obchodzić. 

-  Ależ  z  pewnością  obchodzi.  Ona  kocha  Andreę,  ale  jest 

też zadowolona, że nie musi się nią stale zajmować, 

- To dlatego rozwiedliście się? 

Zinn pocierał policzek, zastanawiając się nad odpowiedzią. 

- Nie,  raczej  nie z  tego powodu. Jeśli  chcesz znać prawdę, 

to  powiem  ci,  że  Monika  traktowała  siebie  i  swoją  karierę 
znacznie  poważniej  niż  ja.  Miała  właściwie  obsesję,  by  zostać 
gwiazdą.  Rzeczywiście  cierpiała  nad  tym,  że  ja  się  tym  nie 
przejmowałem.  Nasze  poglądy  na  życie  były  tak  różne,  że 
musieliśmy się rozstać. 

Sydney spojrzała mu w oczy i wiedziała, że mówi szczerą 

prawdę. Zinn pociągnął łyk piwa i oparł się wygodniej o krzesło. 

-  Wytłumaczę  ci  dokładniej,  na  czym  polegała  ta  ogromna 

różnica między mną a Moniką - kontynuował. - Pamiętasz, co o 
mnie myślałaś, kiedy przyszłaś pierwszy raz do mojego domu? 

background image

- Tak. 

-  Myślałaś  o  mnie  jak  o  rozkapryszonym  gwiazdorze,  bo 

taki mój obraz zapamiętałaś z filmów i gazet. To tak, jak dzisiaj 
z tobą. Za tą fasadą seksownego stroju jesteś nadal sobą. Teraz 
musisz  grać,  bo  tego  wymaga  sytuacja  i  to  wiąże  się  z  twoją 
pracą.  To  jest  po  prostu  praca  i  ja  tak  to  traktuję.  Zupełnie 
inaczej było z Moniką. Dla niej ta cała fasada gwiazdorstwa była 
rzeczywistością. 

- Jest jednak między nami różnica w poglądach na życie. 

-  Jeśli  rzeczywiście  coś  takiego  istnieje,  to  tylko  to,  że  ty 

znacznie bardziej serio traktujesz samą siebie. 

- Jak mam to rozumieć? 

- Nigdy do tej pory nie widziałem cię wesołej, rozluźnionej. 

Wyglądasz, jakbyś nieustannie była na służbie. 

Sydney odsunęła talerz po sałatce. 

- Kiedy ty pracujesz  - powiedziała - wcielasz się w Granta 

Adamsa. Kiedy ja pracuję, trzymam zawsze przy sobie broń. 

-  Chyba  mnie  nie  zrozumiałaś  zbyt  dobrze.  -  Pokręcił 

głową. 

Mężczyzna siedzący przy stoliku obok zwrócił się do Zinna 

z  prośbą  o  autograf  dla  swojej  córki,  która  leżała  w  szpitalu 
chora na nerki. Powiedział, że serial z Zinnem jest jej ulubionym 
programem.  Zinn  poprosił  mężczyznę  o  adres  i  obiecał  wysłać 
jego  córce  swoje  duże  zdjęcie  z  autografem.  Mężczyzna  był 
wyraźnie  bardzo  zadowolony  z  tej  obietnicy.  Potem  Zinn 
zawołał kelnerkę, żeby zapłacić rachunek. 

background image

- Nie wiem jak ty - zwrócił się do Sydney - ale ja mam na 

dzisiaj dosyć Granta Adamsa. Marzę, żeby wrócić do domu i być 
sobą. 

Sydney  też  marzyła  o  powrocie.  Nie  była  jednak  w  stu 

procentach  pewna,  z  jakim  Zinnem  Garrettem  będzie  wracała. 
Czy  z  bożyszczem  milionów  kobiet,  czy  z  człowiekiem,  który 
mimo sławy pozostał sobą i którego poglądy na życie wcale nie 
różniły się tak bardzo od jej własnych? 

  

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 6 

 

W  drodze  powrotnej  Zinn  był  zadziwiająco  milczący. 

Sydney  i  tym  razem  prowadziła  i  nie  była  w  nastroju  do 
rozmowy.  Próbowała  jakoś  rozsądnie  uporządkować  swoje 
uczucia.  To,  co  powiedział  jej  niedawno  Zinn,  zupełnie 
zmieniało jego obraz i nie była pewna, czy miała rację, traktując 
go  na  początku  jak  rozkapryszonego  gwiazdora.  Przypomniała 
sobie, że przynajmniej jedna rzecz jest pewna. Przede wszystkim 
ma zadanie do wykonania, i to za wszelką cenę. 

-  Uważasz,  że  to  całe  przedstawienie,  które  dzisiaj 

odegraliśmy, przyniesie jakieś efekty? - zapytała po chwili. 

-  Spodziewam  się,  że  zrobi  się  wokół  nas  spory  rozgłos,  a 

background image

przecież o to nam chodzi. W końcu Barbara też się o wszystkim 
dowie. 

-  Tak,  i  kto  to  może  wiedzieć,  co  ona  wtedy  zrobi. 

Najtrudniejsze  są  chyba  dochodzenia  dotyczące  osób 
niezrównoważonych  psychicznie.  Nie  można  tu  zastosować 
żadnych  racjonalnych  założeń  i  sposobów  postępowania.  - 
Spojrzała  na  niego  i  zauważyła,  że  przypatruje  się  jej  ze 
smutkiem w oczach. - Zinn, co się stało? 

- Nie, nic takiego. Chyba jestem trochę zmęczony. 

- Naprawdę? 

-  Wiesz,  myślałem  też  o  tobie.  To  niesamowite,  teraz 

wyglądasz jak piękna i beztroska dziewczyna, ale tak naprawdę 
jesteś kimś zupełnie innym. 

-  Ależ  ta  minispódniczka  to  tylko  przebranie  - 

odpowiedziała szybko Sydney. 

- Tak, wiem. 

- Właśnie tacy ludzie jak ty powinni to dobrze rozumieć. 

- Masz rację. 

Znowu  zamilkli  na  pewien  czas.  Sydney  starała  się  skupić 

na sprawie Barbary, żeby na chwilę zapomnieć o Zinnie. Takie 
myśli były dla niej zbyt niepokojące. Cała ta afera z Barbarą nie 
była prosta. Wszystko, co mogła uczynić, to próbować na różne 
sposoby  zmusić  tę  kobietę  do  działania  i  być  jednocześnie 
gotową do reakcji. 

-  Powiedz  mi,  Zinn,  jak  to  będzie  w  San  Francisco?  To 

znaczy, na czym polega kręcenie zdjęć na wyjeździe? 

background image

Opowiedział jej dokładnie. Głównie pracują cały dzień, ale 

niektóre  ujęcia  kręcą  też  wieczorem,  i  to  w  najróżniejszych 
miejscach w mieście. 

- Jeżeli rzeczywiście Barbara orientuje się w tych sprawach, 

to powinna uznać, że ten wyjazd jest dla niej idealną okazją. 

-  Osobiście  wolałbym  jednak,  żeby  przedtem  złapała  ją 

policja. Nie podoba mi się, że wszystko ma spaść na ciebie. 

Sydney  nie  zamierzała  się  z  nim  sprzeczać.  To  właściwie 

maturalne, że okazywał niepokój. 

W  domu  wszystko  było  w  porządku.  Jack  Dowd  oglądał 

mecz baseballowy, a Yolanda i Andrea piekły w kuchni ciastka. 
Jack zaczął się zaraz zbierać do wyjścia mówiąc, że jest zawsze 
do dyspozycji, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zinn skierował się do 
swego  gabinetu,  żeby  postudiować  rolę.  Andrea  chciała  trochę 
popływać. Poprosił więc Sydney, by poszła z nią na basen, a sam 
wyszedł z plikiem papierów. 

Sydney z Andrea przebrały się w kostiumy i poszły pływać. 

Od  czasu  do  czasu  wychodziły  z  wody,  żeby  odpocząć.  W 
pewnym  momencie  do  basenu  podszedł  Zinn.  Przez  chwilę 
patrzył na nie i odszedł bez słowa. 

Tego  wieczoru  Zinn  wybierał  się  na  kolację,  którą 

organizowało  kilku  znanych  producentów  filmowych.  Zanim 
wyszedł,  zapukał  do  drzwi  pokoju  Sydney.  Właśnie  skończyła 
prysznic,  miała  jeszcze  mokre  włosy  i  siedziała  na  łóżku  w 
szlafroku. Zinn w czasie rozmowy pozostał przy drzwiach. 

- Trudno mi dokładnie powiedzieć, o której wrócę, ale tym 

razem na pewno wejdę frontowymi drzwiami. 

background image

Sydney roześmiała się. 

Dzisiejszego  wieczoru  prezentował  się  wyjątkowo 

przystojnie.  Miał  na  sobie  granatową  marynarkę,  koszulę  w 
odcieniu lawendy  i  krawat  w  podobnym  kolorze,  Sydney zdała 
sobie  sprawę,  że  coraz  większą  uwagę  zwraca  na  jego  wygląd. 
Za  wszelką  cenę  postanowiła  myśleć  tylko  i  wyłącznie  o 
sprawach zawodowych. 

-  Dzwonił  do  mnie  właśnie  Manny  Ibanez  -  powiedziała, 

nie  patrząc  w  jego  kierunku.  -  Ten  specjalista  od  oświetlenia. 
Opracował  już  projekt  poprawienia  świateł  i  sporządził 
kalkulację kosztów. 

- Jeśli uważasz jego projekt za dobry, to powiedz mu, żeby 

się brał do pracy. Całkowicie polegam na twojej opinii. 

Ciągle stał przy drzwiach. 

- Zatem baw się dobrze - rzuciła Sydney. 

- Chętnie zabrałbym cię ze sobą, ale tam w ogóle nie będzie 

prasy, a poza tym, to strasznie nudne spotkanie. 

-  Lepiej,  żebym  została  z  Andreą.  Przecież  nie  możesz 

jednocześnie  opłacać  i  mnie,  i  Jacka.  I  tak  mam  wyrzuty 
sumienia,  że  musisz  go  zatrudnić,  kiedy  pojadę  z  tobą  do  San 
Francisco. Zwłaszcza że to wszystko sama wymyśliłam. 

-  Nie  bądź  niemądra.  Nie  chodzi  przecież  o  pieniądze. 

Wiesz, że najważniejsze dla mnie jest bezpieczeństwo Andrei. 

Potaknęła bez słów. 

-  I  jeszcze  coś,  Syd  -  powiedział,  przestępując  z  nogi  na 

nogę.  -  W  przyszłą  sobotę  ma  się  odbyć  premiera  filmu 

background image

Michaela  Douglasa.  To  chyba  doskonała  okazja,  żeby  pokazać 
się razem. Powinnaś ze mną pójść. 

- To będzie po naszym powrocie z San Francisco. Może już 

nie  będziemy  wtedy  potrzebowali  tak  wystawiać  się  na  widok 
publiczny. 

- Pewnie masz rację, ale mogłabyś, tak czy inaczej, wybrać 

się  ze  mną  na  tę  premierę.  Nie  mam  z  kim  iść,  a  ty  zupełnie 
dobrze  sobie  radzisz  w  tym  hollywoodzkim  światku.  Wspólnie 
moglibyśmy  gdzieś  w  kąciku  pożartować  sobie  z  całego  tego 
blichtru. 

Pomysł udania się na premierę z Zinnem w pierwszej chwili 

nie wydał się Sydney bardzo pociągający. Zaraz jednak zaczęła 
go  analizować,  A  może  Barbara  do  tego  czasu  nie  pojawi  się  i 
trzeba  będzie  jednak  pokazać  się  z  Zinnem  na  tej  głośnej 
premierze. To w końcu jej obowiązek. Musi zrealizować plan do 
końca. 

- Dobrze, pójdę - zgodziła się. 

Zinn 

się 

uśmiechnął. 

Wyglądał 

na 

naprawdę 

uszczęśliwionego. 

- Muszę już pędzić. Trzymaj się tymczasem. 

-  Ty  też  uważaj  na  siebie,  a  gdybyś  zauważył,  że  ktoś  cię 

śledzi, od razu jedź na policję. 

Pomachał do niej i wyszedł. 

 

 

 

background image

 

Następnego  dnia,  kiedy  Sydney  się  obudziła,  Zinn  już 

wyjechał  do  studia  filmowego.  Yolanda  podała  list,  który 
zostawił dla Sydney. Dziewczyna otworzyła kopertę. W środku 
oprócz listu znajdowała się karta kredytowa. Zaczęła czytać. 

Syd, 

Jutro  o  trzeciej  wyjeżdżamy  do  San  Francisco.  Przygotuj 

sobie  ubrania  na  trzy  dni.  Jeśli  potrzebujesz  czegoś,  kup  Da  tę 
kartę kredytową. Zadzwoń też do Jacka, żeby został przez te dni 
z  Yolandą  i  Andreą.  Kiedy  wybierzesz  się  do  sklepów,  kup  też 
wieczorową  suknię  na  premierę.  Powinnaś  ładnie  wyglądać. 
Widziałem już nasze zdjęcia z „Hard Rock”. Judy uważa, że są 
dobre. Jeśli chcesz, przywiozę je do domu. 

Zinn 

 

Widocznie  zdawał  sobie  sprawę,  że  Sydney  nie  ma 

odpowiednich  strojów  na  te  wielkie  hollywoodzkie  fety  ani 
pieniędzy,  by  je  kupić.  Była  mu  wdzięczna,  że  tak  taktownie 
rozwiązał  ten  problem.  Był  zatem  człowiekiem  nie 
pozbawionym wrażliwości. 

Nie  miała  zbyt  wiele  czasu  na  przygotowanie  się  do 

wyjazdu.  Kupienie  kilku  zwyczajnych  strojów  nie  stanowiło 
żadnego  kłopotu,  ale  wybór  sukni  na  premierę  okazał  się 
poważną  sprawą.  Sydney  nigdy  w  życiu  nie  kupowała  sobie 
wieczorowej  sukni  na  wielką  galę  i  nie  miała  najmniejszego 
pojęcia, na co powinna się zdecydować. 

W końcu doszła do wniosku, że najlepszym doradcą będzie 

background image

jej własna matka. Zadzwoniła i poprosiła, by Lee pojechała z nią 
po  zakupy.  Umówiła  się  także  z  Jackiem.  Yolanda  zamówiła 
taksówkę  i  wkrótce  potem  Sydney  była  już  w  drodze  do 
Glendale. 

Matka czekała na nią w drzwiach, 

-  Sydney,  moje dziecko!  Umieram  z  niepokoju. Nie  wiem, 

co  się  dzieje!  Zaraz  po  twoim  telefonie  zadzwoniła  do  mnie 
Gladys Waitley i powiedziała, że w gazetach pisano o tobie i o 
Zinnie. Powiedz mi, o co chodzi? 

- Mamo, przede wszystkim nie mam zamiaru zostać aktorką 

filmową. Trochę rozgłosu w prasie na temat mojego rzekomego 
romansu  z  Zinnem  zaaranżowałam  tylko  po  to,  by  odwrócić' 
uwagę  tej  wariatki  Barbary  od  córki  Zinna.  Teraz  też  biorę 
udział w tej mistyfikacji. Jadę z nim do San Francisco i muszę 
kupić kilka kostiumów do tej roli. 

Wzięła matkę pod ramię i zaprowadziła do taksówki. 

- Jedziemy do Westwood? - spytała Lee. 

- Tak, mamo. 

-  Sydney  -  już  wewnątrz  samochodu  Lee  z  niepokojem 

zwróciła się do córki - nie wiem dokładnie, o co chodzi w tym 
wszystkim, ale naprawdę bardzo się o ciebie boję. 

-  Uwierz  mi,  mamo,  nie  ma  się  czego  obawiać.  To  po 

prostu należy do moich obowiązków. 

- No tak! Wspaniale to brzmi! 

- Słuchaj, w przyszłą sobotę idziemy z Zinnem na premierę 

filmu Michaela Douglasa. Muszę na tę okazję kupić jakąś suknię 

background image

i powinnam to zrobić dzisiaj, bo po południu wyjeżdżam na parę 
dni.  

Lee znacząco westchnęła. 

- Mamo, proszę cię… 

- Sydney… 

-  Mamo,  pamiętaj, że  to  tylko  i  wyłącznie  praca.  Nic  poza 

tym. 

-  Naprawdę,  kochanie?  Naprawdę  w  najmniejszym  nawet 

stopniu  cię  to  nie  porusza?  Zawsze  uważałam,  że  powinnaś 
czegoś  takiego  doświadczyć.  Kto  wie,  czym  to  się  skończy? 
Masz teraz okazję, o której nawet marzyć przedtem nie mogłaś. 
Z całą pewnością Zinn musiał zauważyć, jaka jesteś ładna. No i 
masz  tyle  innych  zalet.  Musisz  tylko  poczekać,  co  z  tego 
wyniknie.  -  Lee  ścisnęła  rękę  córki.  -  Kochanie,  to  jest  twoja 
wielka szansa! Jedna na milion! 

Sydney spojrzała matce w oczy. Współczuła jej. Biedaczka 

była  tak  podekscytowana,  że  aż  drżała.  Nadzieje,  które  Lee  od 
lat  żywiła  na  temat  przyszłości  córki,  właśnie  teraz  wydawały 
naprawdę się spełniać. 

-  Mamo,  wiem,  że  mówisz  to  wszystko,  bo  mnie  kochasz, 

ale  to  naprawdę  nie  jest  tak  ze  mną  i  z  Zinnem,  jak  piszą  w 
gazetach. 

-  Chcesz  mi  powiedzieć,  że  to  nie  on  chciał,  żeby  robili 

wam te zdjęcia? 

Sydney potrząsnęła głową. 

- Powiedz mi chociaż, czy on cię lubi? 

background image

-  Wydaje  mi  się,  że  tak.  Na  początku  mieliśmy  trochę 

nieporozumień,  ale  teraz  wszystko  jest  dobrze.  Tylko  że  to  są 
wszystko wyłącznie zawodowe sprawy. 

Czuła,  że  nie  mówi  całej  prawdy,  ale  nie  mogła  inaczej 

postąpić, nie stwarzając jednocześnie matce złudnych nadziei. 

Lee była wyraźnie rozczarowana. 

-  Mamo,  mówiłam  ci  już  tyle  razy,  że  poważnie  traktuję 

moją pracę i karierę zawodową. 

Lee w ogóle tego nie słuchała i głośno zaczęła rozważać. 

-  Ale  przecież  musiał  próbować  flirtować.  To  niemożliwe, 

żeby nie próbował. 

Sydney patrzyła przez okno, by uniknąć wzroku matki. 

- Pocałował cię? Prawda, że cię pocałował? 

Sydney rzuciła jej niepewne spojrzenie. 

Lee z radością klepnęła się po kolanie. 

-  Oczywiście!  Wiedziałam,  domyślałam  się!  Jakże  mógłby 

nie podziwiać najpiękniejszej dziewczyny w Hollywood! 

Sydney  wolała  nic  nie  mówić.  Wszystko,  co  pozostało 

biednej matce, to marzenia. Lepiej ich nie odbierać. Postanowiła 
tylko, że nie będzie matce stwarzała żadnych złudnych nadziei. 
Za kilka dni skończy pracę i Zinn Gairett zniknie na zawsze z jej 
życia. 

-  A  teraz,  kochanie,  mam  nadzieję,  że  zechcesz posłuchać, 

jaki mam plan co do twojej sukni. 

- Oczywiście. Wiem, że ty zrobisz to najlepiej. 

background image

- Już z domu zadzwoniłam do Noli Jimenez. Pamiętasz, jak 

ci o niej opowiadałam? 

- Nie, nie za bardzo. 

-  Znam  ją  jeszcze  z  dawnych  czasów.  Była  wtedy  prostą 

krawcową,  a  teraz  jest  znaną  projektantką  mody  i  ma  wiele 
własnych sklepów. Sporo znanych aktorek się u niej ubiera. 

- Chcesz zamówić u niej suknię? 

- Przecież idziesz na premierę, prawda? I to w towarzystwie 

słynnego aktora. Wszyscy będą ci się przyglądać! 

- Mamo, to nie jest aż tak istotne. 

- Powiedz mi lepiej, ile możemy wydać? 

Sydney wzruszyła ramionami. 

- Nie mam pojęcia. Zinn nic nie powiedział. 

Lee zastanawiała się przez moment. 

-  Może  Nola  sprzeda  nam  coś,  co  już  przygotowała.  To 

będzie  kosztowało  jakieś  trzy  albo  cztery  tysiące  dolarów.  Jest 
za  mało  czasu,  żeby  zaprojektowała  coś  zupełnie  nowego. 
Sądzisz, że Zinn zapłaci tyle? 

- Pewnie tak, jeśli takie są teraz ceny sukien wieczorowych. 

Nie chcę tylko wykorzystywać sytuacji i nadmiernie szaleć. 

- Sydney, kochanie, musisz wyglądać najładniej! 

- Cztery tysiące za wygląd! 

- Poczekaj, może coś na to poradzimy. Podałam Noli twoje 

wymiary,  a  ona  powiedziała,  że  ma  właśnie  kilka  sukien 

background image

odpowiednich dla ciebie. Poza tym mówiła, że niedawno pewna 
bardzo bogata klientka odesłała nową suknię, bo budziła w niej 
nieprzyjemne wspomnienia. 

- Ja nie jestem taka wybredna - roześmiała się Sydney. 

- Dobrze, dobrze, moja droga. Nola jest moją przyjaciółką, 

ale  musimy  ją  też  przekonać,  że  jesteś  warta  tego,  by  mieć 
suknię od niej. Dlatego będziesz musiała podawać jej nazwisko, 
jeśli ktoś zapyta, skąd masz suknię. 

- Dobrze, zrobię to - powiedziała, patrząc przez okno. 

-  Wyglądasz  na  roztargnioną.  Sydney,  czy  martwisz  się 

czymś? 

-  Ależ  skąd!  Po  prostu  z  natury  lubię  wszystko 

obserwować. To zawodowy nawyk. 

-  Wiesz,  wolałabym,  żebyś  na  kilka  dni  zapomniała  o 

twoim szpiegowaniu. Masz przed sobą prawdziwą szansę. 

Sydney nadal nie komentowała rozważań matki. 

-  Nola  mówiła  -  opowiadała  dalej  Lee  -  że  jedna  z  tych 

sukien  jest  w  kolorze  kości  słoniowej  i  wygląda  trochę  jak 
suknia  panny  młodej.  Jednak  z  drugiej  strony,  przy  twojej 
karnacji to może stworzyć wspaniały efekt. 

Sydney tylko potakiwała. Marzenia są rzeczą wspaniałą, ale 

rzeczywistość ma swoje prawdziwie koszmarne strony. 

Kiedy Sydney wróciła do domu Zinna, w progu powitała ją 

Yolanda. Powiedziała, że Andrea nie chciała spać po południu i 
teraz ogląda telewizję, Zinn uczy się roli, a Jack Dowd już sobie 
poszedł.  Pomogła  jej  też  zanieść  do  pokoju  paczki  z 

background image

ekskluzywnych sklepów. 

-  Kupiła  pani  suknię  na  to  wielkie  przyjęcie?  -  zapytała  w 

drodze do pokoju. 

-  Tak,  kupiłam,  ale  jeszcze  jej  nie  przywiozłam.  Muszą 

zrobić jakieś małe poprawki. 

- Założę się, że jest bardzo piękna, seńorita. 

Sydney  musiała  się  uśmiechnąć.  Suknia  była  rzeczywiście 

przepiękna i choć przypominała trochę suknię ślubną, to Sydney 
wyglądała w niej po prostu wspaniale. 

-  Pewnie  chce  pani  trochę  odpocząć  przed  obiadem.  Na 

pewno się pani zmęczyła tymi zakupami - powiedziała Yolanda. 

-  To  prawda,  jestem  wykończona,  ale  lepiej  mi  zrobi,  jak 

pójdę trochę pobiegać. 

- Biegać?! Ależ to szaleństwo! 

- Tak, Yolando. To najlepszy sposób na to, by się odprężyć. 

Gospodyni pokręciła z niedowierzaniem głową. 

-  Teraz  dziewczęta  są  zupełnie  inne,  seńorita.  Chyba  już 

jestem stara, bo nic z tego nie rozumiem. 

- Ale kobiety też mają mięśnie. Kiedyś udawały, że ich nie 

mają, ale to przecież nieprawda. 

Yolanda znowu pokręciła głową. 

- Cóż ja mogę wiedzieć, jestem tylko gosposią, ale wydaje 

mi  się,  że  do  pani  bardziej  by  pasowało  chodzenie  w  pięknych 
sukniach. 

background image

Kiedy  Yolanda  wyszła  z  pokoju,  Sydney  przebrała  się  w 

swój  jasnoniebieski  kostium  do  biegania.  Przypomniała  sobie 
przy tym zabawną scenkę w sklepie Noli. Lee zachowywała się 
tam jak prawdziwa  królowa  Hollywood, a  nie jego ofiara. Było 
to  może  trochę  śmieszne,  ale  swoje  niespełnione  marzenia  Lee 
przeniosła  od  dawna  na  córkę  i  teraz,  kiedy  miała  okazję  choć 
przez krótką chwilę poczuć, że znowu jest w centrum wielkiego 
świata,  nie  mogła  powstrzymać  się  od  odegrania  znanej  sobie 
roli. Sydney patrzyła na to  pobłażliwie, bo pomyślała, że  może 
lepiej mieć marzenia, niż nie mieć ich wcale. 

Bardziej jednak niż marzenia matki trapiła ją myśl o Zinnie 

Garretcie.  Od  pierwszego  spotkania  wiedziała  doskonale, czego 
może  się  spodziewać.  Zinn  był  aktorem,  przystojnym  i 
zniewalającym. Powinna być na to odporna po doświadczeniach 
z  własnym  ojcem,  także  przystojnym  i  uroczym,  którego 
urokowi nie oparła się nie tylko jej matka, ale również ona sama. 

Gdyby nawet Zinn okazał się zupełnie innym człowiekiem 

niż  jej  ojciec,  to  i  tak  żył  w  świecie,  w  którym  prawda  i  fałsz 
były  ze  sobą  tak  wymieszane,  że  trudno  przychodziło  je 
oddzielić.  Mógł  sobie  ironizować  na  temat  Hollywood,  ale  nie 
potrafił odrzucić hollywoodzkiego stylu życia. Z drugiej strony, 
Sydney  zdawała  sobie  sprawę,  że  to  nie  tylko  sam  Hollywood 
stanowił  przez  tyle  lat  przyczynę  jej  rozgoryczenia  i  żalu. 
Prawdziwym powodem był ojciec, który doskonale wykorzystał 
wszystkie hollywoodzkie  sztuczki po to, by nie wiązać  się z  jej 
matką i z nią. 

Z  Zinnem  było  wręcz  odwrotnie.  Nie  opuścił  Andrei  i 

Sydney  była  przekonana,  że  gdyby  przyszło  mu  wybierać 
między karierą a własnym dzieckiem, wybrałby córkę. 

background image

Tylko dokąd zaprowadzą ją takie rozważania? Wolałaby w 

ogóle  o  tym  nie  myśleć.  Wszystko  byłoby  wtedy  znacznie 
prostsze.  Gdyby  jednak  nie  był  znanym  aktorem,  a  ona  nie 
pracowałaby dla niego, domagałaby się czegoś więcej niż tylko 
pocałunku.  Jednak  w  obecnej  sytuacji  było  to  po  prostu 
nierozsądne. 

Zasznurowała  buty  do  biegania  i  wyszła  z  domu.  Nie 

spotkała  po  drodze  nikogo  z  domowników.  Na  dziedzińcu 
wykonała  kilka  skłonów,  potem  pobiegła  do  głównej  bramy, 
nacisnęła  kombinację  cyfr  i  wyszła  poza  teren  posiadłości. 
Pamiętała, by chwilę zaczekać, aż brama dokładnie się zamknie, 

Zaczęła  biec  w  dół  wzgórza,  ale  nie  przebiegła  jeszcze 

nawet  stu  metrów,  kiedy  usłyszała  warkot  silnika  i 
instynktownie poczuła, że jakiś samochód jedzie wprost na nią. 
Rzuciła krótkie spojrzenie do tyłu i dostrzegła, że auto prowadzi 
ruda  kobieta.  Odbiła  się  mocno  i  przeskoczyła  odgradzające 
jezdnię krzaki. Jednak w momencie wybicia błotnik samochodu 
zahaczył  o  jej  stopę.  Upadła  ciężko  na  prawy  bok.  Powoli 
podniosła  się  i  zobaczyła  jeszcze,  jak  samochód  z  wielką 
szybkością zjeżdża w dół. Było za daleko, by odczytać numery, 
ale  Sydney  dostrzegła  jednak  pierwsze  trzy  litery  na  tablicy 
rejestracyjnej.  Stała  i  przez  chwilę  oddychała  ciężko,  potem 
pokuśtykała  do  najbliższego  drzewa,  oparła  się  o  nie  i  zaczęła 
masować obolałą nogę. 

Wreszcie  nadszedł  moment  ataku  ze  strony  tej  kobiety,  a 

ona  zupełnie  nie  była  nań  przygotowana.  Całe  szczęście,  że 
przeżyła i nic poważnego się nie stało. Pewnie ma otarte ramię i 
biodro, a  noga w kostce jest  trochę nadwerężona, Zła na  siebie 
pokuśtykała  do  bramy  domu.  Postanowiła  natychmiast 

background image

zadzwonić do Marvina Kaslowa. 

W domu nic nikomu nie powiedziała o wypadku. Nie było 

potrzeby  wywoływać  popłochu.  Później  spokojnie  wytłumaczy 
Zinnowi,  że  zagrożenie  ze  strony  Barbary  jest  realne  i  może 
przyjść w każdej chwili. Zadzwoniła do Kastowa, potem zdjęła 
but  z  bolącej  stopy  i  poszła  do  bramy,  by  tam  zaczekać  na 
policjanta. Przyjechał po dwudziestu minutach. 

-  Właśnie  jechałem  do  domu,  kiedy  pani  zatelefonowała. 

Pomyślałem jednak, że mogę popracować trochę po godzinach. 

- Przykro mi, że nie trafiłam dokładnie na pańskie godziny 

urzędowania. 

- Niech pani powie, co się stało. 

Sydney opowiedziała szczegółowo całe zdarzenie. 

-  Ale  nie  przyjrzała  się  jej  pani  dokładnie?  -  zapytał 

Kaslow, gryząc zapałkę. 

- Nie. Mam tylko wrażenie, że była ruda. 

- Jest pani pewna? 

- Mignęła mi tylko. Nie wiem dokładnie. 

- No dobrze. Może te litery z tablicy coś nam dadzą. 

- W każdym razie okazuje się, że mój pomysł zadziałał. 

- Jaki znowu pomysł? - zdziwił się Kaslow. 

Sydney  wytłumaczyła  mu,  że  postanowiła  skierować  na 

siebie  nienawiść  Barbary,  by  odwrócić  uwagę  tej  szalonej 
kobiety  od  Andrei.  Wspomniała  też,  że  prasa  już  podała 
wiadomość  o  jej  wspólnym  z  Zinnem  wyjeździe  do  San 

background image

Francisco. 

-  No,  dziecinko,  jest  pani twardsza,  niż  myślałem.  Miejmy 

tylko  nadzieję,  że  nic  złego  się  pani  nie  stanie.  -  Kaslow 
najwyraźniej był pod dużym wrażeniem. Spojrzał  na zegarek.  - 
Mógłbym  stąd  zadzwonić?  -  zapytał.  -  Muszę  natychmiast 
powiadomić  wydział  komunikacji,  żeby  zaczęli  sprawdzać  w 
swoich komputerach wszystkie tablice o podobnych literach. 

-  Proszę  bardzo  -  powiedziała,  choć  nie  była  zachwycona, 

że  Kaslow  będzie  wykonywał  swą  policyjną  robotę  w  domu. 
Weszła  z  nim  do  holu  i  tam  spotkali  przechodzącego  właśnie 
Zinna. 

- Ach, to pan Kaslow? - Zinn przywitał się zdziwiony. - Co 

pana tu sprowadza? 

-  No  cóż,  napad  to  napad,  nawet  jeśli  ofiarą  jest  prywatny 

detektyw.  U  nas  w  policji  bardzo  poważnie  traktujemy  takie 
sprawy. 

Zinn był najwyraźniej zdumiony. 

- O jakim napadzie pan mówi? 

- Ta kobieta, Barbara, próbowała przejechać pannę Charles. 

-  Kaslow  spojrzał  na  Sydney.  - Nie  mówiłaś  panu  Garrettowi  o 
tym? 

Zinn podszedł do nich bliżej. 

- Kiedy Barbara tu była? Gdzie dokładnie? 

- Pół godziny temu. - Sydney pospieszyła z wyjaśnieniami. 

-  To  się  stało  na  ulicy,  kiedy  biegałam.  Naprawdę  nic  takiego, 
nie ma się czym denerwować. 

background image

- Nie ma czym! Ktoś próbował cię przejechać, a ty mówisz, 

że nie ma się czym denerwować?! - Zinn właściwie wykrzyczał 
to wszystko, 

Sydney  spojrzała  na  niego.  Był  wyraźnie  przejęty  i 

odrobinę rozzłoszczony. 

-  Przecież  to  jest  dokładnie  to,  czego  się  po  niej 

spodziewaliśmy  -  powiedziała  cicho.  -  Niestety,  nie  byłam  w 
stanie złapać jej tym razem. 

Zinn patrzył na nią z niedowierzaniem. 

-  Słuchajcie,  moi  drodzy!  -  powiedział  Kaslow.  -  Wy  tu 

sobie wyjaśnijcie wszystko, a ja pójdę do kuchni zadzwonić. 

Kiedy Kaslow odszedł, Zinn wziął jej twarz w swoje dłonie 

i wpatrywał się w nią uważnie. 

- Sydney, na pewno nic ci się nie stało? - dopytywał się. 

-  Nie.  Nic  takiego.  Tylko  błotnik  zahaczył  o  moją  nogę  i 

potem wylądowałam w krzakach, ale w nic mi się nie stało. 

- O mój Boże! - jęknął Zinn. 

Niespodziewanie przygarnął ją do siebie, tak jak przygarnia 

się dziecko, które cudem uniknęło niebezpieczeństwa, 

Najpierw  ten  gest  Zinna  rozbawił  ją,  ale  chwilę  później, 

kiedy  poczuła  delikatny  zapach  jego  wody  kolońskiej, 
próbowała wyzwolić się z uścisku. Odsunął się krok do tyłu, ale 
dalej trzymał ją za ramiona. 

- Chcę zobaczyć, gdzie się uderzyłaś. 

- Ależ, Zinn, to naprawdę nic wielkiego. 

background image

- Dobrze, dobrze. Obejrzymy stopę. 

Wziął ją pod rękę i zaprowadził do pokoju. Tam posadził na 

kanapie,  a  potem  ukląkł  przed  nią,  rozsznurował  but  i  zdjął 
skarpetę. Zaczął ostrożnie i delikatnie dotykać stopy w różnych 
miejscach. 

- Boli tu? 

-  Nie,  raczej  łaskocze.  -  Uśmiechnęła  się  do  niego.  Nagle 

nacisnął mocniej, aż się skurczyła z bólu. 

- No tak! - wykrzyknął Zinn. 

- O co ci chodzi? - zapytała. 

- Próbuję postawić diagnozę. 

- Bawisz się teraz w doktora? - droczyła się z nim. 

- Musisz dać się zbadać doktorowi i leczyć. 

-  Jesteś  niepoważny!  Wiele  razy  bywałam  gorzej 

potłuczona. 

W drzwiach pojawił się Kaslow. 

- Zupełnie nieźle. Okazuje się, że samochód jest  wynajęty. 

Powinniśmy teraz łatwo sprawdzić, kto go wynajął. 

- Niech pan pamięta, że Barbara jest bardziej przebiegła niż 

zwyczajny przestępca - przypomniała Sydney. 

- Niestety, na to wygląda. 

- Zawiadomi mnie pan, jak coś znajdziecie? 

- No pewnie! Panią w pierwszej kolejności. Teraz już pójdę. 

Jutro ktoś przyjedzie i spisze pani zeznanie, dobra? 

background image

-  Dobrze,  ale  niech  się  zjawi  wcześnie  rano.  Wyjeżdżamy 

do San Francisco. 

Kaslow uśmiechnął się do Zinna. 

-  Ma  pan  tu  prawdziwy  dynamit,  panie  Garrett  -  ostrzegł 

żartobliwie, pomachał im i wyszedł. 

Zinn spojrzał z uśmiechem na Sydney. 

- No, no, prawdziwy dynamit - zażartował. 

- Och, przestań! - krzyknęła ostro. 

Wstała  z  kanapy,  ale  Zinn  zmusił  ją,  by  znowu  usiadła. 

Pochylił się nad nią. Tak bardzo pragnął ją pocałować! 

Powoli i lekko dotknął ustami jej warg. Usłyszał stłumiony 

okrzyk, ale nie był to zbyt gwałtowny protest. Po chwili poczuł, 
jak jej ręce oplatają jego szyję, a palce powoli zanurzają się we 
włosach. Oddała mu pocałunek. 

Czekał  na  to  od  dawna.  Ogarnął  go  płomień  namiętności. 

Sydney powoli otworzyła oczy i uśmiechnęła się do Zinna. 

-  Właściwie  powinieneś  pocałować  to  miejsce,  gdzie  się 

uderzyłam - przekomarzała się z nim. - Mniej by wtedy bolało. 

-  To  się  da  zrobić,  ale  może  nie  teraz.  Tak  naprawdę,  to 

zależy mi, żebyś zgodziła się na wizytę doktora, Syd. To może 
być groźniejsze stłuczenie, niż się wydaje. 

Sydney  potrząsnęła  głową  i  wstała  z  kanapy.  Wstając 

poczuła ból w tym biodrze, na które upadla. Wiedziała, że jutro 
ból będzie jeszcze bardziej dotkliwy. 

- Wierz mi, naprawdę nic mi nie jest. Może tylko położę się 

background image

trochę przed kolacją 

-  Bardzo  dobrze.  -  Spojrzał  na  zegarek.  -  Możesz 

odpoczywać, jak długo chcesz. Yolanda idzie dzisiaj do kina ze 
swoją siostrą, więc będziemy musieli sami wziąć sobie kolację. 
Poproszę tylko, żeby przed wyjściem dała jeść Andrei i położyła 
ją do łóżka. Andrea nie spała dziś w dzień, więc na pewno zaśnie 
wcześniej, a my możemy zjeść kiedykolwiek. 

- Dobrze. Idę do siebie. 

Zinn  patrzył,  jak  idzie,  ostrożnie  stąpając  chorą  nogą. 

Weszła  do  siebie  i  zamknęła  drzwi.  Pomyślał,  że  tym  razem 
sama  odpowiedziała  na  jego  pocałunek.  I  zrobiła  to  z  równą 
namiętnością jak on. Już się przed nim nie broniła. To znaczy, że 
jest jakiś postęp, już nie jest tak okropnie uprzedzona do niego. 
Może  wreszcie  dostrzegła,  że  jest  nie  tylko  aktorem,  ale  także 
normalnym człowiekiem. 

Sydney  położyła  się  i  próbowała  zasnąć.  Zaraz  jednak  po 

zamknięciu  oczu  przypomniała  sobie  pocałunek  Zinna  i  niemal 
czuła  jego  zapach  i  promieniujące  od  niego  ciepło.  Usiadła 
gwałtownie  na  łóżku,  by  odpędzić  ten  obraz,  ale  to  niewiele 
pomogło. Od tamtego popołudnia w„Hard Rock” Zinn jawił się 
jej w zupełnie innym świetle. Wiedziała od samego początku, że 
mu  się  podoba,  ale  też  musiała  pamiętać,  że  ma  zadanie  do 
wykonania.  To  było  dla  niej  najważniejsze.  Z  czasem  jednak 
zainteresowanie tą szaloną kobietą bladło, a ona zaczynała coraz 
bardziej  interesować  się  Zinnem.  Coś  takiego  przytrafiło  się 
pierwszy raz w jej zawodowej karierze! 

Zrezygnowała z odpoczynku i postanowiła wziąć prysznic. 

W  łazience  zdjęła  ubranie  i  dokładnie  obejrzała  stłuczenia.  Na 
nodze  i  ramieniu  już  zaczęły  pokazywać  się  granatowe  siniaki. 

background image

Najgorzej jednak miała stłuczone biodro. Po prysznicu, a potem 
długiej gorącej kąpieli powinno być lepiej. 

Weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej ciele, a 

ona dalej rozmyślała o pocałunku Zinna. Zdała sobie sprawę, że 
takie  marzenia  są  bezcelowe  i  szybko  zmniejszyła  temperaturę 
wody.  Nie  zrobi  to  najlepiej  na  stłuczenia,  ale  może  trochę 
ostudzi  jej  wyobraźnię.  Wytarła  się  szorstkim  ręcznikiem, 
włożyła szlafrok i znowu położyła się do łóżka. Zamknęła oczy i 
zasnęła. Po jakimś czasie usłyszała pukanie do drzwi. Spojrzała 
na zegarek. Było wpół do dziewiątej. 

- Tak? 

- To ja - odezwał się Zinn. - Mogę wejść? 

- Nie jestem ubrana. 

- To brzmi zachęcająco. 

- Zależy od punktu widzenia. - Uśmiechnęła się do siebie. 

- Jak się czujesz? 

- Bardzo dobrze. 

-  Co  byś  powiedziała  na  saunę?  To  powinno  pomóc  na 

twoje stłuczenia. 

- Bardzo dobry pomysł. Zaraz włożę kostium. 

- Pójdę włączyć ogrzewanie i zaraz wracam. 

Sydney szybko wstała, czując nagły przypływ energii. 

Włożyła czarno-biały kostium kąpielowy i przejrzała się w 

lustrze. Był dość skąpy i, niestety, widać było siniaki. 

background image

Wyciągnęła z szuflady bluzkę, żeby nałożyć ją na kostium i 

wtedy  usłyszała  pukanie.  Zaraz  potem  Zinn  wszedł  do  pokoju. 
Był  tylko  w  spodenkach  kąpielowych.  Wyglądał  niezwykle 
pociągająco. 

- Jesteś gotowa? 

- Tak, prawie - powiedziała niepewnie. - Yolanda wyszła? 

- Tak, i już położyła Andreę spać. Będziemy sami. 

Sydney zrozumiała, co miał na myśli, ale nie miała siły, by 

zaprotestować.  Zaczęła  wkładać  koszulę,  ale  kiedy  musiała 
wsunąć  bolące  ramię  w  rękaw,  skrzywiła  się  z  bólu.  Zinn 
natychmiast podbiegł do niej. 

- Daj, zobaczę. 

Delikatnie  zsunął  koszulę  i  dotknął  jej  ramienia.  Zadrżała 

pod dotykiem jego palców. 

- Zinn, to siniak, ale nie taki wielki. Po saunie zrobi mi się 

lepiej. 

Pochylił się i zaczął delikatnie całować jej ramię. 

- To też powinno pomóc. 

Sydney chciała coś odpowiedzieć, ale nie mogła. Teraz byli 

zupełnie  sami,  a  ona  czuła  niezwykłe  dreszcze  przenikające  jej 
ciało. 

- Zinn… 

Otoczył  ją  ramionami  i  wtulił  twarz  w  zagłębienie  szyi, 

Czuła jego oddech na skórze. Lekko pocałował jej ucho. 

- Zinn, naprawdę sądzę, że… 

background image

Zupełnie nie zwracał uwagi na jej słowa. Całował ją coraz 

mocniej, coraz goręcej. 

- Mój Boże! Zinn… ja… 

Teraz  pocałował  ją  delikatnie,  a  ona  zarzuciła  mu  ręce  na 

szyję i mocno objęła. Poprowadził ją w stronę łóżka i powoli na 
nim położył. Zaraz potem leżał na niej i namiętnie ją całował. 

Sydney  nieświadomie  dotykała  jego  piersi.  Czuła 

elektryzujące  ciepło.  Tak,  właściwie  od  samego  początku 
marzyła o tym, by tak go głaskać. 

Zinn rozpiął jej staniczek i odrzucił na bok. Potem powoli, 

bardzo powoli zaczął całować jej piersi. Sydney jęknęła. Drżała 
cała i czuła ogarniające ją pożądanie. 

Zinn  sięgnął  niżej  i  ściągnął  dół  jej  kostiumu.  Zamknęła 

oczy. Bardzo dawno nie była z mężczyzną, ale nie czuła się teraz 
zdenerwowana  ani  zawstydzona.  Czuła  tylko  przemożne 
pragnienie, a pragnęła ze wszystkich sił Zinna Garretta. I dobrze 
wiedziała, że on również jej pragnie. 

Pocałował ją w policzek, potem w nos. 

- Jesteś zabezpieczona? - zapytał.  

Potrząsnęła głową. 

- Zaraz się tym zajmę. 

Wstał z łóżka i wyszedł z pokoju. 

Sydney  czekała  na  niego.  Pożądanie,  które  czuła,  było  tak 

silne, że niemal bolesne. Po chwili usłyszała skrzypienie drzwi. 
Wrócił. Szybko zdjął spodenki kąpielowe i położył się kolo niej. 
Dotknęła  go.  Pragnął  jej  najwyraźniej.  Zaczął  głaskać  jej  całe 

background image

ciało. Nie mogła już dłużej czekać. 

- Zinn, proszę, już! 

Patrzyła mu w oczy i poczuła, jak wtargnął w nią. Jęknęła z 

rozkoszy.  Poruszał  się  powoli,  jakby  chciał,  by  do  niego 
przywykła, ale ona sama teraz go zachęcała. Objęła go nogami i 
ponagliła, Wreszcie oboje jednocześnie przeżyli ekstazę. 

Zinn  leżał  obok  niej  i  nic  nie  mówił.  Sydney  chciała  mu 

powiedzieć, jak było wspaniale, ale nie potrafiła wykrztusić ani 
słowa. 

- Jesteś cudowna. Nigdy nie przestanę ci mówić, jak bardzo 

jesteś mi bliska - powiedział i przytulił się do niej. 

Sydney była na granicy płaczu. Otarła łzy. 

- Uraziłem cię? - zapytał Zinn. Pokręciła przecząco głową. 

Zobaczył siniak na jej nodze. - Nie powiedziałaś mi o tym! 

- Nie chciałam, poza tym to nic strasznego. 

- Nic strasznego? Co jeszcze ukrywasz przede mną? 

- Nic. Naprawdę. 

Zinn wziął jej głowę w swoje ręce. 

- Czy ty się uważasz za jakiegoś komandosa? 

-  Nie,  ale  za  detektywa,  który  zarabia  pięćset  dolarów 

dziennie. I nie płacą mi za to, żebym narzekała. 

-  Teraz  jesteś  śliczną  dziewczyną,  która  ma  siniaka.  - 

Pocałował  ją.  -  Zajmę  się  tym.  Zaraz  przyniosę  trochę  lodu  i 
położymy na stłuczenie. Obiecaj, że poczekasz na mnie. 

background image

-  Dobrze.  -  Sydney  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu.  - 

Obiecuję. 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 7 

 

Zinn  idąc  do  kuchni  zajrzał  do  Andrei.  Spała  spokojnie. 

Spojrzał  na  zegarek.  Do  powrotu  Yolandy  było  jeszcze  sporo 
czasu.  Zastanawiał  się,  czy  Sydney  będzie  miała  jakiś  pomysł, 
co  mogliby  zjeść  na  kolację.  Usiadł  przy  stole  kuchennym  i 
czekał.  Czuł  się  po  prostu  cudownie.  Sydney  Charles  nie  tylko 
budziła  jego  pożądanie.  Znali  się  tylko  kilka  dni,  a  oprócz 
fizycznej fascynacji odczuwali głębokie wzajemne zrozumienie i 
duchową bliskość. 

Zinn zdawał sobie jednak doskonale sprawę, że to dopiero 

początek  ich  związku.  Co  będzie  dalej?  Był  człowiekiem 
dojrzałym i doświadczonym i wiedział, że zakochanie to dopiero 
początek,  że  to  nie  wszystko.  Już  raz  przeżył  coś  podobnego  z 
Moniką i nie najlepiej się skończyło. 

Po  rozwodzie  opowiedział  swojej  matce,  jak  doszło  do 

katastrofy  małżeńskiej.  Wtedy  wyjaśniła  mu,  jak  ważna  oprócz 
romantycznej  miłości  jest  sprawa  wzajemnego  zrozumienia  i 
poczucie  jedności  z  drugim  człowiekiem.  Wydawało  mu  się 
wówczas, że są to jedynie pobożne życzenia. Po latach przekonał 
się  jednak,  że  w  słowach  matki  zawarta  była  głęboka  mądrość. 

background image

Musiał  się  jeszcze  przekonać,  czy  on  i  Sydney  będą  do  siebie 
pasowali także pod tym względem. 

Pozostawała  jeszcze  sprawa  tej  szalonej  Barbary,  która  za 

wszelką  cenę  chciała  uczynić  coś  złego  najpierw  jego  córce,  a 
teraz Sydney. Ta kobieta to istny potwór i on nie może dopuścić, 
by Sydney narażała się na śmiertelne niebezpieczeństwo. 

-  Co  to?  Kolacja  jeszcze  nie  gotowa?  -  zapytała  od  drzwi 

Sydney. 

Ubrana była w granatowy szlafrok, nogi miała bose, i włosy 

wilgotne i zaczesane do tyłu. 

Zinn  wstał  od  stołu,  podszedł  do  niej,  objął  mocno  i 

pocałował. 

- Czekałem z decyzją na eksperta. 

- Na jakiego eksperta? 

- Chyba umiesz gotować? 

Sydney potrząsnęła głową. 

-  Umiem  zrobić  owsiankę  na  śniadanie,  kanapki  z  masłem 

orzechowym i odgrzać gotowe mrożone dania. 

- Mój Boże! I dopiero teraz mi to mówisz! 

Sydney uśmiechnęła się ironicznie. 

-  Jeżeli  takie  rzeczy  mają  dla  ciebie  znaczenie,  to  trzeba 

było zapytać wcześniej. 

Zinn zrobił najbardziej rozczarowaną minę, jaką potrafił. 

- A ty? Teraz wielu mężczyzn umie gotować. 

background image

-  Jeśli  sądzisz,  że  właśnie  ja  się  do  nich  zaliczam,  to  się 

głęboko mylisz. 

Sydney zrobiła okrągłe oczy ze zdziwienia. 

- Ty też nie umiesz gotować? 

Zinn potrząsnął głową. 

-  Zatrudniłem Yolandę,  bo dobrze gotuje i umie zajmować 

się dziećmi. 

-  No  to  mamy  problem.  Żadne  z  nas  nie  może  być  dobrą 

żoną. 

Zinn wziął ją za rękę i poprowadził do lodówki. Otworzył 

drzwi, objął Sydney ramieniem i pokazał jej, co jest w środku. 

- Są jakieś resztki. Może byś umiała je podgrzać, co? 

- Tak, ale  pod warunkiem że masz kuchenkę mikrofalową. 

A ty nakryjesz stół. Nie będę robiła wszystkiego sama. 

Pocałował ją w policzek. 

- Sydney, moja kochana, nasza wspólna przyszłość jawi się 

w ponurych barwach, a przecież jeszcze nawet ni dobre się  nie 
zaczęła. 

-  Moja  matka  zawsze  mnie  pouczała,  że  dla  mężczyzny 

najważniejsze jest, czy kobieta umie gotować i dbać o porządek. 
Teraz widzę, że powinnam była jej słuchać. 

Niespodziewanie zadzwonił telefon. Odebrał Zinn. 

- Syd, to Marvin Kaslow do ciebie. 

Sydney  rozmawiała  z  Kaslowem,  a  Zinn  w  tym  czasie 

background image

wyjął trochę jedzenia z lodówki i postawił na blacie kuchennym. 
Rozmowa się przedłużała, więc włożył, co się dało, do kuchenki 
mikrofalowej  i  włączył  podgrzewanie.  Sydney  skończyła 
rozmowę, kiedy wszystko było już gotowe. Podeszła do niego i 
pomogła przenieść jedzenie na stół. 

- I co powiedział Kaslow? - zapytał w końcu Zinn. 

-  Zebrali  sporo  wiadomości  na  jej  temat,  ale  nie  udało  im 

się jeszcze jej złapać. 

- Czego się dowiedzieli? 

Sydney napełniła dwie szklanki mrożoną wodą i postawiła 

je  na  stole.  Usiedli.  Zinn  wpatrywał  się  w  nią,  czekając  na 
odpowiedź. 

-  Policja  sprawdziła,  że  Barbara  wynajęła  samochód  w 

agencji  w Beverly Hills. Na podstawie informacji, które policja 
już zebrała, można ją zidentyfikować. 

- Naprawdę? Wiedzą, kim ona jest? 

-  Kaslow  powiedział,  że  nazywa  się  Barbara  Walsh. 

Leczyła się kiedyś w szpitalu psychiatrycznym. Pochodzi z San 
Francisco  -  to  jest  interesujące,  a  w  Hollywood  działa  po  raz 
pierwszy. 

-  Pochodzi  z  San  Francisco?  -  Zinn  był  wyraźnie 

zaniepokojony tą wiadomością. 

Sydney kiwnęła głową i zaczęła jeść. 

-  To  znaczy  że  ma  doskonałą  okazję,  żeby  śledzić  nas  w 

San Francisco. Na pewno świetnie zna teren. 

- Tak, ale właśnie o to nam chodzi. 

background image

Zinn  spojrzał  na  swój  talerz.  Jeszcze  przed  chwilą  był 

głodny,  teraz  całkowicie  stracił  apetyt.  Przyglądał  się  Sydney 
uważnie przez dłuższą chwilę. Spojrzała na niego zdziwiona. 

-  Sydney,  naprawdę  uważasz,  że  to  dobry  pomysł  ten 

wspólny wyjazd do San Francisco? 

Roześmiała się. 

-  Zinn,  prawie  już  ją  mamy.  Zresztą,  zdaje  się,  że  ona  jest 

gotowa  na  wszystko.  Kaslow  powiedział,  że  dziś  wieczorem 
zadzwoniła do redakcji gazety, która opublikowała nasze zdjęcia 
i wywiad. Powiedziała im, że wydała na mnie wyrok śmierci. 

- O Boże! 

- Przecież to  nic nowego, już  raz  próbowała to zrobić.  Ale 

im  bardziej  jest  wściekła,  tym  jest  mniej  ostrożna,  a  dla  nas  to 
tylko  lepiej.  Teraz  będzie  miała  doskonałą  okazję,  by 
zaatakować. 

- Ale przecież naprawdę może cię zabić! 

Spojrzała na niego poważnie. 

- Słuchaj, kosztuję cię pięćset dolarów dziennie. Na ubrania 

do  San  Francisco  wydałam  ponad  tysiąc  i  po  prostu  boję  się 
powiedzieć, ile będzie  kosztowała suknia na premierę. Za takie 
pieniądze  masz  prawo  czegoś  oczekiwać.  Wynająłeś  mnie  do 
konkretnego zadania i ja je właśnie wykonuję. 

-  Do  diabła  z  pieniędzmi!  Wynająłem  cię,  byś  chroniła 

Andreę, a nie polowała na Barbarę. 

- Przecież w końcu obydwoje zgodziliśmy się co do tego, że 

to jest najlepszy sposób. A poza tym, ja się lepiej na tym znam. 

background image

Ty  płacisz  za  to,  że  ci  doradzam,  jak  najlepiej  zlikwidować 
zagrożenie. 

Sydney  zajęła  się  jedzeniem.  Wydawała  się  zupełnie  nie 

zwracać uwagi na zatroskanie Zina. 

- Sydney, nie chcę, żeby ci się coś stało! 

-  Ja  też  nie  chcę,  by  mi  się  coś  stało  -  powiedziała, 

odkładając  na  bok  widelec.  -  Muszę  tylko  wykonać  swoje 
zadanie. 

- Możesz przez minutę nie myśleć o pracy?! 

-  Zinn,  o  co  ci  chodzi?  Wiemy  już,  kim  jest  Barbara,  i  że 

pochodzi  z  San  Francisco.  Czy  dlatego  mamy  od  razu  tracić 
głowę? 

Bębnił palcami po stole i wpatrywał się w nią. Zaczynał już 

być zniecierpliwiony jej nieustępliwością. 

- Nic nie zjadłeś. - Sydney wskazała na jego talerz. 

- Nie jestem głodny. 

Skrzywiła się. Ona też była rozgoryczona. 

- Powiedz mi, o co ci właściwie chodzi? 

Przyglądał się jej uważnie i wahał się, czy może powiedzieć 

to, co myśli. 

-  Sydney,  czy  dzisiaj  nie  odniosłaś  wrażenia,  że  moje 

uczucia w stosunku do ciebie są… Że cię bardzo lubię? 

Uśmiechnęła się ironicznie. 

- Nie, nie odniosłam takiego wrażenia.  

background image

Położyła dłoń na jego dłoni. 

- Poza tym uczucia się zmieniają - dodała.  

Chwycił  jej  rękę  i  podniósł  do  ust,  zaczął  całować  każdy 

palec. 

- Sydney, nie mógłbym żyć, gdyby ci się coś stało. 

- Zinn, nic mi się nie stanie. 

-  Już  zapomniałaś!  Przecież  dzisiaj  ta  wariatka  chciała  cię 

przejechać! 

- Ale nie przejechała. 

-  Sydney!  -  Był  wyraźnie  coraz  bardziej  wzburzony.  - 

Dlaczego  jesteś  taka  uparta?  Nie  widzisz,  że  wszystko zaczyna 
się wymykać spod kontroli? To nie są żarty! To bardzo poważna 
sprawa. 

-  Nigdy  nie  uważałam,  że to  są żarty,  ani  przez  sekundę.  I 

powiem  ci  szczerze,  że  ja  też  się  boję.  Taka  jest  jednak  moja 
praca i tak właśnie zarabiam na życie. 

Zinn  wstał  i  zaczął  chodzić  tam  i  z  powrotem.  Wreszcie 

stanął  za  swoim krzesłem, pochylił się  i  spojrzał jej  głęboko w 
oczy. 

- Chcę, żebyś przestała zajmować się tą sprawą. Jack będzie 

zajmował się ochroną Andrei, dopóki policja nie złapie Barbary. 
Zapłacę ci za dwa tygodnie plus premia. Może weź swoją matkę 
i pojedźcie na Hawaje, oczywiście na mój koszt. Zostań tam tak 
długo,  aż  się  skończy  cały ten koszmar.  Ja  załatwię  z  Judy, by 
ogłosiła w prasie, że zerwaliśmy ze sobą. 

Sydney wprost nie mogła uwierzyć w jego słowa. Patrzyła 

background image

mu w oczy w milczeniu. 

- Nie możesz tego zrobić - powiedziała w końcu. 

- Owszem, mogę. Już postanowiłem. 

Poczuła  się  dotknięta  do  żywego,  choć  zdawała  sobie 

sprawę,  że  robił  to  wszystko,  by  ją  uchronić  od 
niebezpieczeństwa.  Mimo  to  była  tak  rozgoryczona,  że  przez 
chwilę nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Napiła się zimnej 
wody i starała się opanować. 

-  Jeśli  straciłeś  zaufanie  do  moich  umiejętności,  to 

rozumiem. Zniosę jakoś to, że ze mnie rezygnujesz. W żadnym 
wypadku  nie  mogę  jednak  zgodzić  się  na  zwolnienie  mnie  z 
powodów innych niż profesjonalne. 

Zinn zupełnie nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała. 

- Zatrzymaj wszystkie ubrania i suknię, premiery odbywają 

się co jakiś czas i kiedyś, jak to wszystko się skończy, na pewno 
razem  się  wybierzemy.  Teraz  jednak  wolałbym,  żebyś  była  jak 
najdalej stąd. 

- Zinn! Mnie nie chodzi o stroje, pieniądze czy premiery! 

-  Ani  mnie.  Najważniejsze  jest  dla  mnie  twoje 

bezpieczeństwo. 

- Przedtem nie było aż tak ważne. Co takiego się zmieniło? 

- Nie rozumiesz tego? 

-  To,  że  się  kochaliśmy,  nie  ma  nic  do  rzeczy.  Gdybym 

wiedziała,  że  po  pójściu  z  tobą  do  łóżka  będę  traktowana  jak 
porcelanowa  laleczka,  nigdy  bym  tego  nie  zrobiła!  Skąd  ten 
nagły pomysł, że jestem za delikatna do swojej pracy? 

background image

- Wiesz dobrze, że tak nie myślę! 

-  A  jak,  powiedz?  Uważasz,  że  kobieta  może  wykonywać 

niebezpieczną  pracę,  ale  pod  warunkiem  że  to  nie  jest  twoja 
dziewczyna? 

- To niesprawiedliwe, co mówisz. 

- Ale czy to prawda? 

- Martwię się o ciebie. 

-  Powinieneś  też  szanować  moją  godność,  a  nie  próbować 

mnie rozpieszczać. Taką mam pracę i taki mam zawód. 

-  Czy  dobrze  rozumiem,  co  mówisz?  Powinienem  cię 

akceptować z pistoletem w ręku albo wcale? 

Sydney przypominało to, choć sytuacja była zupełnie inna, 

Dicka Charlesa, który proponował jej matce pozostanie z nim - 
ale na jego warunkach. Jej ojciec był pozbawionym wrażliwości 
egoistą.  Chciał  być  z  Lee,  ale  to,  czego  ona  chciała  i  czego 
pragnęła,  w  ogóle  się  nie  liczyło.  Matka  zgodziła  się  na  te 
warunki.  Sydney  już  dawno  temu  postanowiła,  że  nigdy, 
przenigdy nie zgodzi się na podobny układ z mężczyzną! 

-  Zinn,  chodzi  mi  o  to  -  zaczęła  wyjaśniać  -  że  albo 

akceptujesz  mnie  taką,  jaką  jestem,  albo  nie  akceptujesz  w 
ogóle. 

- Wygląda na to, że zupełnie inaczej oceniamy sytuację. 

- To był jednak poważny błąd - Sydney z trudem dobierała 

słowa  -  że  poszłam  z  tobą  do  łóżka.  Nie  powinno  się  nigdy 
łączyć spraw zawodowych z osobistymi. 

Zinn wyglądał na głęboko zasmuconego. Myślał nad czymś 

background image

chwilę. 

-  No  cóż  -  westchnął  -  rzeczywiście  nie  ma  powodu,  by 

twoja  zawodowa  godność  ucierpiała  tylko  dlatego,  że  coś  się 
zdarzyło  między  nami.  Kontynuuj  swoją  pracę.  Mam  nadzieję, 
że ją pomyślnie zakończysz. 

Sydney uśmiechnęła się leciutko. Zinn na pewno nie zdawał 

sobie sprawy, jak to wszystko było dla niej ważne. Był jednak na 
tyle mądry, że pozwolił jej, by dalej pracowała. 

- Dziękuję ci. Naprawdę jestem ci wdzięczna i doceniam, że 

się ze mną zgodziłeś. 

- Mam nadzieję, że nasza… przyjaźń nie ulegnie zmianie - 

powiedział ponurym głosem. 

- W tych okolicznościach tak będzie chyba najlepiej. 

-  Rozumiesz,  że  nie  miałem  niczego  złego  na  myśli  i  nie 

chciałem cię w żaden sposób obrazić. 

- Tak, wiem to. 

Zinn  obserwował  ją  i  miał  poczucie  jakby  ponownie 

przeżywał  podobną  sytuację.  Monika  też  miała  prawdziwą 
obsesję  na  punkcie  swej  kariery  zawodowej.  Czy  współczesne 
kobiety przedkładają karierę nad wszystko inne? 

Usłyszał powracającą Yolandę i wtedy podszedł do stołu i 

zaczął jeść kolację. 

 

 

 

background image

 

Następnego  ranka  po  obudzeniu  Sydney  zadawala  sobie 

pytanie,  czy  wygrywając  bitwę,  nie  przegrała  wojny.  Nie 
wiedziała,  czy  wczorajszy  incydent  w  kuchni  był  wynikiem 
naturalnego  u  Zinna  odruchu  odpowiedzialności  i  chęci  opieki, 
czy  też  świadczył  o  jego  sposobie  traktowania  kobiet  w  ogóle. 
Czy po zakończeniu sprawy z Barbarą nadal byłby między nimi 
konflikt interesów? Nienawidziła samej myśli, że Zinn być może 
zechce z nią zostać, ale tylko i wyłącznie na swoich warunkach. 

Poszła  do  kuchni.  Yolanda  powiedziała  jej,  że  Zinn  już 

dawno  wyszedł  do  studia  filmowego.  Dla  Sydney  zostawił 
wiadomość, że o pierwszej podjedzie po nią taksówka i zabierze 
ją  na  dworzec.  Tam  się  dopiero  spotkają.  Koło  dziewiątej  do 
pokoju Sydney przyszła Andrea. Miała smutną minkę. 

- Tatuś wyjeżdża, a ja nie mogę z nim pojechać - poskarżyła 

się żałośnie. 

-  Niestety,  to  prawda,  kochanie,  ale  nie  będzie  go  tylko 

kilka dni. 

- A ty zostaniesz ze mną? 

- Nie, jadę z twoim ojcem, bo muszę mu pomóc. 

- Ale dlaczego ja nie mogę pojechać? 

Sydney objęła małą i posadzka obok siebie na łóżku. 

-  Musimy  teraz  wyjechać,  ale  bardzo  szybko  wrócimy  - 

zapewniła  -  i  wtedy  pomyślimy  nad  zorganizowaniem  czegoś 
specjalnego, dobrze? 

Dziewczynka  uspokoiła  się,  a  kiedy  Sydney  poprosiła,  by 

background image

pomogła się jej spakować, była już zupełnie zadowolona. Przez 
cały  czas  rozmawiały  o  najróżniejszych  rzeczach.  Andrea 
dopytywała się o matkę Sydney. 

-  Będę  mogła  kiedyś  pojechać  z  tobą  do  twojej  mamusi?  - 

zapytała w końcu. 

-  Oczywiście,  kochanie.  Na  pewno  się  ucieszy,  kiedy  ją 

odwiedzisz. 

Potem  przyszedł  policjant  od  Kaslowa  i  spisał  zeznanie 

Sydney. Koło jedenastej pojawił się Jack Dowd z teczką i torbą 
na  ubrania.  Czytał  już  najwidoczniej  gazety,  bo  zaraz  oznajmił 
Sydney: 

-  Nie  mogłem  pojąć,  dlaczego  Garrett  zatrudnił  ciebie, 

mimo  że  to  ja  tyle  lat  dla  niego  pracowałem  -  zachichotał.  - 
Teraz już dobrze rozumiem. 

-  Wierz  mi,  Jack,  że  kobieta  w  tym  zawodzie  nie  ma 

łatwego życia. 

- No, nie przesadzaj. Przecież jak już będzie po wszystkim, 

zawsze możesz wyjść za mąż za Garretta. 

-  Typowo  męskie  podejście  do  sprawy  -  stwierdziła  z 

goryczą. 

- Czy powiedziałem coś nie tak? 

-  Wiesz,  to  nie  jest  przyjemny  temat  do  rozmowy  - 

zachmurzyła się Sydney. - Skończmy już. 

W  południe  przyszedł  klown  imieniem  Crackers  i 

pokazywał  różne  sztuczki.  To  była  niespodzianka,  którą  Zinn 
przygotował dla Andrei, by ją trochę pocieszyć. 

background image

Taksówka  podjechała  dokładnie  w  połowie  jego  występu. 

Sydney  szybko  pocałowała  dziewczynkę  i  wybiegła.  Oczy 
zachodziły  jej  łzami.  Troskliwość  Zinna  o  córkę  stanowiła 
niesamowity kontrast z zachowaniem jej własnego ojca. 

Przyjechała na lotnisko wcześniej niż Zinn. Zaprowadzono 

ją do poczekalni dla pasażerów pierwszej klasy. Przynajmniej w 
ten  sposób  była  zabezpieczona  przed  tłumem  na  lotnisku. 
Pamiętała, że Barbara może zjawić się w każdej chwili. Musiała 
cały czas uważać. Dwadzieścia minut przed odlotem zebrała się 
już  większość  ekipy  filmowej,  ale  Zinn  sienie  pojawiał. 
Pracownicy lotniska poinformowali Sydney, że bardzo możliwe, 
iż reszta zespołu poleci następnym samolotem. Prawie wszyscy 
weszli  już  na  pokład  i  Sydney  pogodziła  się  z  myślą,  że  poleci 
sama,  kiedy  zobaczyła,  jak  wbiega  Zinn  z  paroma  innymi 
osobami. 

- No, udało się! Już myśleliśmy, że nie zdążymy. 

Objął  ją  ramieniem  i  przedstawił  członkom  zespołu.  Parę 

twarzy  wydało  się  jej  znajomych  z  ekranu  telewizyjnego. 
Szczególnie  Patti  Lind,  przystojna  brunetka,  która  w  serialu 
grała  asystentkę  Granta  Adamsa,  była  bardzo  sympatyczna  i 
miła. 

Sydney siedziała obok Zinna. 

- Czy Crackers przyszedł w południe? - zapytał Zinn. 

-  Tak.  Miałam  ci  właśnie  powiedzieć,  jak  dobrze  to 

wymyśliłeś.  Andrea  była  zachwycona,  prawie  nie  zauważyła, 
kiedy wyszłam. 

- O to właśnie chodziło. 

background image

Zinn gładził jej rękę i zachowywał się tak, jakby nic się nie 

stało.  Oczywiście,  to  była  gra,  ale  Sydney  nie  miała  nic 
przeciwko temu, 

-  Mamy  dość  intensywny  plan  zajęć.  Zaczynamy  już  dziś 

wieczorem  i  kręcimy  w  dwóch  różnych  miejscach.  Skończymy 
późno w nocy, a jutro zaczynamy o siódmej rano. 

- Nie można powiedzieć, żebyś miał lekką pracę. 

- Tak jest, kiedy gra się w serialach. 

Lot  trwał  tylko  godzinę,  ale  Zinn  wykorzystał  go  na 

drzemkę.  Sydney  przeglądała  magazyny.  Dziwiła  ją  łatwość,  z 
jaką  Zinn  przeszedł  do  porządku  dziennego  nad  ostatnimi 
wydarzeniami, 

Spojrzała  na  śpiącego.  To  jest  człowiek,  z  którym  się 

wczoraj kochała i którego tak pragnęła, mimo że nie chciała się 
do- tego przed sobą przyznać. Musi otrząsnąć się z tego nastroju, 
bo to się fatalnie skończy, 

W  San  Francisco  była  mgła,  ale  technicy  z  ekipy 

zdecydowali,  że  można  kręcić  zdjęcia.  Wszyscy  zajechali 
najpierw do hotelu „Fairmont” na Nob Hill. Mieli czas tylko na 
szybki posiłek i zaraz potem odjeżdżali  do Aquatic Park, gdzie 
kręcono pierwsze ujęcia. 

Zinn  był  w  dobrym  nastroju  i  cały  czas  traktował  Sydney 

jak swoją dziewczynę. 

Mglisty  wieczór  w  San  Francisco,  choć  w  samym  środku 

lata,  nie  był  ciepły.  Sydney,  kuląc  się  z  zimna,  przyglądała  się 
przygotowaniom do zdjęć. Przypomniało jej to, jak jeden jedyny 
raz  matka  zabrała  ją,  by  zobaczyła  swego  ojca  w  czasie  pracy. 

background image

Było  to  dla  niej  wtedy  duże  przeżycie  i  zarazem  spore 
rozczarowanie. 

Wtedy  kręcono  we  wnętrzu  i  dekoracje  były  inne. 

Zapamiętała,  że  na  środku  planu  stało  olbrzymie  staroświeckie 
łóżko z baldachimem i aksamitnymi draperiami. Ojciec też miał 
jakiś  staroświecki  kostium  i  wielkie  wąsy.  Matka  była  bardzo 
podekscytowana, ściskała Sydney za ramię, ilekroć pojawiał się 
Dick.  Jednak  Sydney  wydawał  się  on  wtedy  szalenie  odległy  i 
obcy.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  ten  człowiek  to  naprawdę  jej 
ojciec. 

Kiedy  zaczęto  już  kręcić,  ojciec  podszedł  do  innego 

mężczyzny, wziął go za ramię i, krzycząc na niego, zaprowadził 
do  drzwi.  Przyglądały  się  temu  dwie  przestraszone  kobiety  w 
długich sukniach. Potem Dick starszej z nich także kazał wyjść i 
został  sam  z  bardzo  ładną,  młodą  kobietą,  która  wyglądała  na 
mocno  przerażoną.  Sydney  potem  połapała  się,  że  grała  ona 
córkę  Dicka.  Widać  było,  że  bohater  bardzo  kocha  swoje 
dziecko  i  kiedy przytulił  je do siebie, Sydney nie  wytrzymała i 
uciekła z planu. 

Matka  nigdy  nie  zrozumiała,  o  co  jej  wtedy  chodziło.  To 

było  tak  dawno  temu,  ale  nawet  teraz  pamięta  wszystkie 
najdrobniejsze szczegóły. 

Rozejrzała  się  po  zgromadzonych  wokół  ludziach.  Było 

mało  prawdopodobne,  by  Barbara  znała  rozkład  i  miejsce 
wszystkich  zdjęć,  ale  Sydney  nie  mogła  tego  całkowicie 
wykluczać. Miała nadzieję, że Barbara Walsh zjawi się wreszcie 
i  umożliwi  jej  zakończenie  całej  sprawy.  To  będzie  oznaczało 
także koniec zawodowych kontaktów z Zinnem. Nie była już tak 
pewna  swych  postanowień.  Od  momentu,  kiedy  kochała  się  z 

background image

nim, sama właściwie już nie wiedziała, czego powinna chcieć. 

Zinn  miał  krótką  przerwę  w  zdjęciach  i  podszedł  do  niej. 

Objął  ją  i  pomachał  ręką  do  grupy  wielbicieli,  którzy  głośno 
wołali jego nazwisko. 

-  Męczący  sposób  zarabiania  na  życie.  A  mógłbym  teraz 

siedzieć  w  domu,  w  wygodnym  fotelu  i  czytać  sobie  gazetę  - 
poskarżył się. 

- Taka jest cena sławy. 

- To trudna praca, ale ktoś musi ją wykonywać - zaśmiał się 

cicho.  -  Syd  -  objął  ją  mocniej  -  muszę  z  tobą  koniecznie 
porozmawiać  o  wczorajszym  wieczorze.  Mam  nadzieję,  że  mi 
wybaczysz.  Może  zbyt  emocjonalnie  podszedłem  do 
wszystkiego, ale mam złe wspomnienia z małżeństwa z Moniką. 
Mówi  się,  że  doświadczenia  z  nieudanego  związku  ciążą  nad 
człowiekiem i to chyba jest prawda. 

- Nie rozumiem, co wspólnego z tym ma Monika? 

-  Nie  mam  zamiaru  nie  doceniać  twojej  pracy,  ale  w 

przypadku  Moniki  kariera  stała  się  ważniejsza  niż  wszystko 
inne. Ja i Andrea zeszliśmy na drugi plan. Nie chciałbym, żeby 
tak  się  stało  z  nami.  Nie  chcę,  by  od  samego  początku  między 
nami  tak  było.  Wiem,  uważasz,  że  to,  co  ci  wczoraj 
powiedziałem,  było  niesłuszne.  Na  pewno  nie  chciałem  cię 
dotknąć.  Jeśli  byłem  zbytnio  troskliwy,  to  dlatego  że  naprawdę 
mi na tobie bardzo zależy. 

Sydney  nie  przypuszczała,  by  Zinn  miał  złe  intencje 

wczorajszego  wieczoru,  ale  to,  co  teraz  powiedział,  stawiało 
wszystko w zupełnie innym świetle. 

background image

-  Wiesz,  może  ja  jestem  najzwyczajniej  przewrażliwiona  - 

zastanawiała  się  głośno.  -  Jestem  ofiarą  swojej  przeszłości, 
podobnie  zresztą  jak  i  ty.  Moja  matka  spędziła  całe  lata  na 
wskazywaniu mi, jak powinnam według niej pokierować swoim 
życiem.  Nie  brała  w  ogóle  pod  uwagę,  że  ja  sama  chcę  coś 
wybrać.  Wiem,  miała  zawsze  dobre  intencje.  Ale  nie  o  to 
przecież chodzi, bo dobrymi intencjami jest wybrukowana droga 
do piekła. 

Reżyser zawołał Zinna. 

- Już idę. Obowiązki wzywają. - Pocałował ją w policzek. 

Patrzyła  za  nim  z  mieszanymi  uczuciami.  Trudno  było 

długo złościć się na tego człowieka. Poczuła się nagle zmęczona. 
Pobyt  na  planie  filmowym  przywoływał  zbyt  przykre 
wspomnienia  i  nie  chciała  w  tym  miejscu  myśleć  o  Zinnie. 
Postanowiła pójść na spacer. 

Naprzeciwko  parku  znajdowała  się  przytulna  kawiarnia 

„Buena Vista”. Sydney chciała zajść na kawę, ale pomyślała, że 
tam  też  będzie  sporo  ludzi.  Teraz  wolała  być  sama,  więc 
postanowiła wrócić do hotelu. 

Zaczęła  iść  Hyde  Street.  Przeszła  zaledwie  dwie  czy  trzy 

przecznice,  kiedy  zorientowała  się,  że  ktoś  za  nią  idzie. 
Odwróciła się i zobaczyła jakiegoś mężczyznę. Nie był to Zinn 
ani nikt z ekipy. Mężczyzna miał na sobie płaszcz, a jego twarz 
była  ukryta  w  cieniu  kapelusza.  Sydney,  jak  każda  kobieta, 
zwracała  szczególną  uwagę  na  mężczyzn  o  podejrzanych 
zamiarach. Zastanowiła się przez sekundę, czy mężczyzna może 
mieć  jakiś  związek  z  Barbarą.  Odrzuciła  tę  myśl  jako  mało 
prawdopodobną. Na wszelki wypadek dyskretnie odbezpieczyła 
broń. 

background image

Na  skrzyżowaniu  zatrzymała  się  na  chwilę  i  rozejrzała, 

jakby nie mogła się zdecydować, w którą iść stronę. Nieznajomy 
też zatrzymał się w pewnej odległości i przypalił papierosa. To 
stawało się coraz bardziej podejrzane. 

Usłyszała  nadjeżdżający  tramwaj  i  powoli  zaczęła  iść  w 

stronę  przystanku.  Mężczyzna  zrobił  to  samo.  Teraz  była  już 
pewna, że ją śledzi. 

Nadjechał  tramwaj,  Sydney  wsiadła  i  dostrzegła,  że 

nieznajomy  także  wsiada  do  drugiego  wagonu.  Dlaczego  była 
śledzona? Przez kogo? 

Postanowiła się tego dowiedzieć. 

Kilka przecznic dalej tramwaj zaczął zwalniać na zakręcie, 

wtedy Sydney wyskoczyła i szybkim krokiem zaczęła iść ulicą. 
Znalazła  jakąś  bramę,  schowała  się  tam  i  wyciągnęła  broń. 
Czekała. W panującej ciszy wyraźnie słychać było zbliżające się 
kroki. Serce biło jej gwałtownie, gardło miała wyschnięte. Kiedy 
mężczyzna  przechodził  kolo  bramy,  gdzie  się  ukryła,  szybko 
zaszła go od tyłu i przyłożyła mu pistolet do ucha. Zamarł. Był 
niewiele wyższy od niej, ale solidnie zbudowany. 

- No dobrze, proszę pana - starała się nadać swemu głosowi 

bardzo  stanowcze  brzmienie.  -  Teraz  mi  pan  powie,  dlaczego 
mnie śledzi albo nie odejdzie stąd o własnych siłach. 

-  Ja…  nie  miałem  zamiaru  zrobić  pani  nic  złego.  Mam  po 

prostu pani pilnować. To wszystko. 

- Dlaczego ma mnie pan pilnować? 

- Zostałem do tego wynajęty. 

- Przez kogo? 

background image

- Przez Zinna Garretta. Chciał mieć gwarancję, że nic złego 

się  pani  nie  stanie.  Daję  słowo  honoru.  Kazał  mi  panią 
obserwować i nie dopuścić, by spotkało panią coś złego. 

Sydney poczuła, że ogarniają wściekłość. 

- Więc to Zinn pana wynajął? - upewniła się. 

- Tak. Słowo daję. 

- Kim pan jest? 

- Prywatnym detektywem. Nazywam się Norm Boranski. 

Sydney odsunęła pistolet od jego głowy. 

- Ma pan legitymację? 

- Tak, oczywiście. 

Cofnęła się, ale dalej trzymała go na muszce. 

- Teraz grzecznie i powoli wyciągnij portfel. 

Zrobił, co mu kazała. Pokazał swoją legitymację. Naprawdę 

był detektywem. 

- Czy Zinn mówił panu, co mi konkretnie zagraża? 

- Tak. Ruda kobieta o nazwisku Walsh. 

- No, wspaniale! 

- Proszę pani, robię tylko to, za co  mi  płacą. Nie  robię nic 

nielegalnego. 

-  Wiem,  panie  Boranski.  Nie  mam  do  pana  pretensji.  Już 

raczej do Garetta. 

Przed  chwilą  mówił  jej  o  swoich  dobrych  zamiarach, 

background image

przepraszał, a wcześniej i tak wynajął goryla do jej ochrony. Cóż 
za hipokryta! 

-  Niech  pani  zrozumie.  To  dobrze  płatna  praca.  Mam 

nadzieję,  że  nie  będzie  pani  przeszkadzało,  że  będę  pani 
pilnował. 

- Teraz wracam do hotelu - oświadczyła. 

-  Możemy  razem  pojechać  następnym  tramwajem.  Będzie 

za piętnaście minut. 

- Nie, wolę pójść na piechotę, jeśli to panu nie przeszkadza. 

- To niezła wspinaczka na to Nob Hill! 

-  Powiedział  pan,  panie  Boranski,  że  nieźle  panu  płacą, 

prawda? A poza tym trochę ruchu dobrze panu zrobi. 

- Sierżant w mojej brygadzie piechoty morskiej nie był tak 

bezlitosny jak pani! - poskarżył się Boranski. 

Sydney roześmiała się, choć właściwie zupełnie nie było jej 

do śmiechu. 

Zinn nie był w stosunku do niej całkowicie uczciwy, a to jej 

się bardzo nie podobało. 

  

 

 

 

ROZDZIAŁ 8 

  

background image

W hotelu Sydney czekała na powrót Zinna i aż do północy 

oglądała telewizję. Była pewna, że będzie się zastanawiał, co się 
z  nią  stało  i  że  zajrzy  do  jej  pokoju.  Zrobiło  się  jednak  tak 
późno,  że  na  pewno  poszedł  już  spać.  Sydney  również 
zdecydowała  się  iść  do  łóżka.  Nałożyła  nocną  koszulkę  z 
napisem  „Dodgers”  i  podeszła  do  okna  zaciągnąć  zasłony.  Z 
szesnastego  piętra  hotelu  roztaczał  się  fantastyczny  widok  na 
słynny  most  Golden  Gate.  Przez  chwilę  patrzyła  na  światła 
wielkiego  miasta.  Kiedy  zaczęła  zasuwać  zasłony,  usłyszała 
ciche pukanie. 

- Kto tam? - zapytała, podchodząc do drzwi. 

- To ja, Zinn. 

- Idę już do łóżka, jestem rozebrana. 

-  Sydney,  koniecznie  muszę  z  tobą  porozmawiać.  Proszę 

cię, otwórz. 

Posłuchała jego prośby i otworzyła. 

- Powiedz mi, gdzieś do diabła zniknęła?! Tak strasznie się 

denerwowałem! 

Zinn wszedł do pokoju. Sydney zamknęła za nim drzwi. 

-  Jak  mogłaś  tak  zniknąć  bez  słowa!  Po  mieście  krąży  ta 

wariatka, a ty sobie gdzieś łazisz i nikt nie wie, gdzie jesteś! 

-  Może  i  powinnam  była  cię  uprzedzić,  ale  nie  o  to  teraz 

chodzi. Chcę przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego kazałeś 
mnie  śledzić?  Przepraszałeś  mnie  za  ta  że  jesteś  nadmiernie 
opiekuńczy,  ale  przedtem  wynająłeś  człowieka,  żeby  mnie 
pilnował! Ach, jakim ty jesteś hipokrytą! 

background image

- Ten człowiek miał być dyskretny. 

-  Był  też,  niestety,  głupi.  Bardzo  to  pochlebne,  że 

zatrudniłeś i mnie, i takiego typa. 

- Sydney… 

Chodziła tam i z powrotem po pokoju, nie zwracając uwagi 

na jego słowa. 

-  Okłamałeś  mnie!  Czy  myślisz,  że  będę  mogła 

kiedykolwiek ci uwierzyć?! 

-  Wynająłem  Boranskiego  jeszcze  w  Los  Angeles.  Zanim 

poszedłem z tobą do łóżka. Nie wiedziałem wtedy, że taką wagę 
przy wiązujesz do spraw zawodowych. 

- Mogłeś go jednak potem zwolnić, prawda? 

Zinn bezradnie wzruszył ramionami. 

-  Jack  mi  go  polecił  -  tłumaczył.  -  Wszystko  było  już 

załatwione, nie mogłem człowiekowi sprawić zawodu. 

-  I  Jacka  w  to  wtajemniczyłeś?!  Powiedziałeś  mu,  że 

szukasz dla mnie ochrony? Co za upokorzenie! 

Podeszła do niego bliżej. 

-  Czy  wyobrażasz  sobie,  jakbyś  się  czuł,  gdyby  na  twoje 

miejsce  zaangażowano  innego  aktora?  Tylko  na  wszelki 
wypadek,  bo  a  nuż  tobie  by  się  coś  stało.  Jak  byś  się  czuł  w 
takiej sytuacji? 

-  Sydney,  uspokój  się,  proszę.  Wierz  mi,  że  ta  sprawa  nie 

ma  nic  wspólnego  z  moją  wiarą  w  twoje  umiejętności 
zawodowe. 

background image

Nie zwracała najmniejszej uwagi na jego wyjaśnienia. 

-  A  dlaczego  nie  troszczysz  się  o  bezpieczeństwo 

Boranskiego?  Dzisiaj  był  w  niezłych  opałach,  bo  niemal  mu 
strzeliłam w łeb. 

-  Czy  przyszło  ci  w  ogóle  do  głowy,  że  cię  po  prostu 

kocham i wszystko, co cię może spotkać, jest dla mnie ważne? 

Już  miała  mu coś  odpowiedzieć,  ale  w  ostatniej  sekundzie 

dotarły  do  jej  świadomości  słowa  Zinna.  Powiedział,  że  ją 
kocha. 

Mężczyzna  wyciągnął  ramiona  i  przycisnął  ją  mocno  do 

piersi. Tak dobrze było trwać w jego objęciu i czuć jego mocne 
mięśnie  i  miły,  lekki  zapach  wody  kolońskiej.  Zinn  nic  już  nie 
mówił, ale też i nie musiał. Cała złość i gniew Sydney zupełnie 
zniknęły. Pomyłki i błędy czynione w imię miłości są tak łatwe 
do wytłumaczenia. 

-  Mnie  też  nie  było  łatwo  -  odezwał  się  po  chwili.  - 

Najpierw  oberwałem  po  głowie,  musiałem  znosić  nieustanną 
krytykę  mojego  zawodu  i  charakteru,  skradłaś  mi  serce,  i  na 
koniec  tego  wszystkiego  dowiaduję  się,  że  jestem  potworem, 
ponieważ staram się uchronić cię od niebezpieczeństwa. 

-  Zinn,  nigdy  nie  powiedziałam,  że  jesteś  potworem  - 

zaprotestowała Sydney. 

-  Najgorsza  jest  jednak  dla  mnie  myśl,  że  ty  nie 

odwzajemniasz moich uczuć. 

-  Myślisz  tak,  bo  nigdy  ci  ich  nie  wyznałam?  Poszłam  z 

tobą  do  łóżka.  Być  może  inne  kobiety  robią  to  szybko  i  bez 
zastanowienia,  ale  nie  ja.  Gdybym  cię  nie  kochała,  nigdy  bym 

background image

tego nie zrobiła. Wydawało mi się, że to dla ciebie oczywiste. 

-  Rzeczywiście,  bardzo  oczywiste,  zwłaszcza  że  przy 

najmniejszej wzmiance na temat twojej pracy od razu się jeżyłaś 
i nie chciałaś na mnie patrzeć. 

Ujął  jej  rękę  i  dotknął  nią  swego  policzka.  Był  jeszcze 

chłodny  od  wieczornego  powietrza.  Potem  odwrócił  dłoń  i 
zaczął całować jej wnętrze. Sydney zadrżała. 

Objął  ją  obiema  rękami  w  talii  i  spojrzał  głęboko  w  oczy. 

Dotknął jej bioder. 

- Boli cię jeszcze w tym miejscu? 

- Nie, już wszystko dobrze, może jest troszkę wrażliwsze. 

- Będę się bardzo starał, żeby cię nie urazić. 

Sydney zarzuciła mu ręce na szyję i rozchyliła usta. 

Wspięła się na palce i pocałowała go. 

Zinn  odpowiedział  silnym,  namiętnym  pocałunkiem. 

Wsunął  ręce  pod  jej  koszulkę  i  zaczął  delikatnie  gładzić  nagie 
plecy. 

Sydney  z  całej  siły  przycisnęła  się  do  niego.  Pragnęła  go, 

gorących pocałunków, silnego ciała, jego całego, 

Znowu przesunął rękę i teraz pieścił jej pierś, mrucząc coś 

niewyraźnie. 

-  Tylko  o  tym  myślę  od  wczoraj  -  wyznał.  -  Tak  strasznie 

cię pragnę, Syd. 

Sydney gorączkowo ściągnęła z siebie koszulkę. Była teraz 

tylko  w  skąpych  majteczkach.  Zinn  przechylił  ją  do  tyłu  i 

background image

dotknął  ustami  czubków  jej  piersi.  Sydney  przycisnęła  mocniej 
jego głowę. 

Zinn wziął ją na ręce, zaniósł do łóżka i ostrożnie położył. 

Leżała  i  przyglądała  się,  jak  on  się  rozbiera.  Patrzyła  na  jego 
mocne ramiona, silny tors. Dostrzegła jego całkowitą gotowość 
do  miłości.  Zamknęła  oczy,  przypomniała  sobie,  jak  to  było, 
kiedy wszedł  w nią i  na  samo wspomnienie poczuła  niezwykły 
dreszcz podniecenia. 

Zinn położył się obok i zaczął całować jej szyję. Delikatnie 

dmuchał jej w ucho, co przejmowało ją drżeniem. 

- Jesteś taka piękna - szeptał. - Taka piękna. 

Sydney  nie  otwierała  oczu,  skupiona  na  doznawanych 

pieszczotach. 

- Ty też, Zinn - wyszeptała tylko. 

Pocałował jej dłoń, a potem po kolei całował każdy palec. 

Znowu zaczął pieścić jej piersi, a rękami sięgnął łona. Całował 
całe jej ciało, nieustannie wstrząsane dreszczami. 

Pragnęła  go  mocno,  niemal  do  bólu.  Czekała  z 

niecierpliwością,  ale  on  dalej  całował  ją  i  pieścił.  Sydney 
pomyślała,  że  pragnęłaby  tak  pozostać  na  zawsze  -  w  tym 
słodkim i dręczącym zarazem oczekiwaniu. 

W  pewnej  chwili  Zinn  wyjął  małe  pudełeczko  z  kieszeni 

spodni. 

-  Kochanie,  chcę,  żebyś  była  zabezpieczona  -  wyszeptał. 

Otworzył plastikowe opakowanie i założył prezerwatywę. Potem 
wszedł w nią. Kochał ją długo i powoli. Przyspieszył i obydwoje 
poczuli  w  tym  samym  czasie  ostateczną  rozkosz.  Opadł  na  nią 

background image

całym  ciężarem  i  tak  pozostał  przez  moment.  Przesunął  się 
potem  na  bok,  ale  ciągle  trzymał  ją  w  mocnym  uścisku. 
Odgarnął włosy, które opadły jej na twarz i delikatnie pocałował 
w  policzek.  Sydney  przyciągnęła  go  bliżej  do  siebie  i  też 
pocałowała. Bardzo długo leżeli tak spleceni ze sobą. 

-  Zinn,  to  było  cudowne,  po  prostu  cudowne  -  szepnęła 

Sydney. 

-  To  ty  jesteś  cudowna,  Syd.  Kocham  cię,  bardzo  cię 

kocham. 

-  Tak  bym  chciała,  żeby  to  trwało  wiecznie,  żeby  nie  było 

żadnego jutra. 

-  Nigdy  nic  nie  wiadomo.  Może  jutro  będzie  jeszcze 

cudowniej. 

- Nie, to zupełnie niemożliwe. - Sydney powoli potrząsnęła 

głową. 

Długo  leżeli  obok  siebie  w  milczeniu.  Głaskała  jego 

muskularny tors a, kiedy sięgnęła niżej, poczuła jego ponownie 
nabrzmiałą  męskość.  To  odkrycie  sprawiło,  że  zapragnęła  go 
gwałtownie  i  po  chwili  znowu  stanowili  jedno.  Tym  razem 
jednak ona patrzyła na niego z góry, poruszała się rytmicznie, a 
on pieścił jej piersi. 

Zasnęli też razem. Po kilku godzinach Sydney obudziła się i 

ze zdumieniem stwierdziła, że znowu go pragnie. Kochali się na 
wiele różnych sposobów. 

- O Boże - jęknęła Sydney, kiedy poczuła, że Zinn przeżył 

ekstazę.  -  Nie  zdziw  się,  jeżeli  obudzisz  się,  a  ja  będę  już  na 
innym świecie. Może już jestem i nic o tym nie wiem. 

background image

- W każdym razie ja jestem z tobą - zapewnił ją Zinn. - To 

są niebiosa. 

- Masz rację. 

Przytulili się do siebie. 

- Jak ja się mogłam na ciebie złościć? - wyszeptała Sydney. 

Od wielu miesięcy Sydney nie spała tak dobrze i spokojnie. 

Obudziła  się  koło  siódmej,  ale  Zinna  już  nie  było.  Musiał 
widocznie wstać bardzo wcześnie. Czuła się oszołomiona po tak 
niesamowitej  miłosnej  nocy,  podczas  której  doznała 
niewyobrażalnych  rozkoszy. Zinn był cudownym kochankiem i 
potrafił  spełnić  jej  najskrytsze  erotyczne  fantazje.  Zadrżała  na 
samo  wspomnienie.  Nigdy  w  życiu  nie  doświadczyła  czegoś 
takiego.  Wiedziała  jednak,  że  nawet  najwspanialszy  seks  nie 
wystarczy. Tak bardzo się od siebie różnili, że nawet przemożna 
siła  wzajemnego  przyciągania  mogła  okazać  się  z  czasem 
zawodna. 

Oczywiście,  Zinn  przeprosił  ją  i  bardzo  starał  się 

wytłumaczyć  motywy  swojego  postępowania,  ale  teraz,  w 
blasku  dnia  Sydney  zaczynała  nabierać  wątpliwości,  czy 
rzeczywiście  on  ją  dobrze  zrozumiał.  Tak,  powiedział,  że  ją 
kocha.  Sydney  była  jednak  poważnie  zaniepokojona  -  jego 
filozofia  życiowa  i  stanowczość  będą  wielką  przeszkodą  w  ich 
związku.  Może  z  czasem  wszystko  się  ułoży.  Jest  tylko 
niebezpieczeństwo, że wzajemna fascynacja każe im zapomnieć 
o  dzielących  ich  różnicach,  a  potem  będzie  już  za  późno  i 
wszystko skończy się wzajemnymi pretensjami. 

Tylu ludzi żyje ze sobą, nawet się pobierają, a nie mówią w 

ogóle  o  swoich  wewnętrznych  problemach.  A  trzeba  przecież 

background image

robić to wcześniej, zanim wzajemne żale i nieporozumienia nie 
doprowadzą  do  zupełnego  rozkładu  związku,  niechęci,  może 
nawet  nienawiści.  Te  smutne  rozważania  były  chyba  wynikiem 
tego,  że  Sydney,  nie  chcąc  naśladować  błędów  własnej  matki, 
była  aż  nadto  trzeźwa  i  racjonalnie  patrzyła  na  wszystkie 
sprawy,  nawet  na  miłość.  Matka  dostrzegała  w  niej  tę  cechę  i 
często  prosiła,  by  przestała  podchodzić  do  wszystkiego  tak 
chłodno. 

Sydney  usiadła  na  brzegu  łóżka  i  rozejrzała  się  po  pokoju, 

który  był  świadkiem  jej  najcudowniejszej  nocy.  Pewnie  po 
takich  przeżyciach  żadna  inna  kobieta  nie  miałaby  tak 
pesymistycznych  myśli  jak  ona.  Matka  powiedziałaby,  że  z 
pewnością jest szalona. 

Tak,  romans  matki  z  Dickiem  Charlesem  był  zapewne 

takim  zapomnieniem  i  też  padały  słowa  o  miłości.  Obydwoje 
jednak tak się różnili i mieli tak inną hierarchię wartości, że stały 
związek był w ich przypadku wykluczony. 

Czy  ją,  Sydney,  łączy  z  Zinnem  coś  więcej  niż  fizyczna 

fascynacja?  Czuła  jakiś  dziwny  niepokój.  Czy  Zinn  miał 
podobne  obawy?  Powinna  później  poważnie  z  nim 
porozmawiać. 

Poszła do łazienki wziąć prysznic. Na toaletce znalazła list 

od Zinna. 

Syd, 

Dziś wieczorem parę osób z ekipy wybiera się na kolację do 

miasta.  Włóż  jakąś  nową  sukienkę,  też  pójdziemy.  Nie  było  ci 
chyba  smutno,  że  cię  nie  obudziłem?  Tak  słodko  spałaś. 
Zadzwonię  do  ciebie  koło  południa.  Dziś  kręcimy  na  plaży  i  to 

background image

będzie  dość  męczące.  Czy  powiedziałem  ci  wczoraj,  że  jesteś 
prześliczna  i  cudowna?  Jeśli  zapomniałem,  to  powiem  dziś 
wieczór. 

Całuję, Zinn 

 

Sydney przeczytała list dwa razy. Brzmiał tak szczerze, że 

zaczęła mieć wątpliwości, czy słusznie się zadręczała. 

Ubrała  się  i  zamówiła  śniadanie  do  pokoju.  Pijąc  kawę 

zaczęła  rozmyślać  o  Barbarze.  Czy  jest  w  Los  Angeles,  czy 
może  zmieniła  plany  i  nadal  będzie  chciała  zrobić  coś  złego 
Andrei?  Zaniepokojona  zadzwoniła  do  rezydencji  Zinna. 
Odebrała Yolanda. Sydney poprosiła Jacka. 

- Cześć, Jack. Wszystko w porządku? - zapytała. 

-  Tak.  Udało  mi  się  wymigać  od  oglądania  „Ulicy 

Sezamkowej”. 

- Widzisz, jaka to parszywa praca! - roześmiała się Sydney. 

- Ktoś jednak musi to robić. 

- Chcę ci jeszcze coś powiedzieć, póki nie ma Yolandy. 

- Tak? 

- Znasz przypadkiem kogoś, kto wychodzi za mąż? 

- Co? O czym ty mówisz? - zdziwiła się. 

-  Zabawne,  ale  dzisiaj  rano,  kiedy  poszedłem  do  bramy 

zabrać  gazety,  znalazłem  zawieszoną  lalkę.  Ubraną  w  strój 
panny młodej. 

- Panny młodej? 

background image

- Tak. To nie wszystko. Do lalki była przypięta karteczka z 

napisem:  „Piękna  suknia!”  Nic  poza  tym,  tylko  te  słowa.  Aha, 
jeszcze  coś.  Sukienka  lalki  była  z  przodu  poplamiona 
czerwonym  atramentem.  Domyślam  się,  że  to  sztuczki  tej 
wariatki, ale dlaczego lalka w ślubnej sukni? Czy ty coś z tego 
rozumiesz? 

Sydney od razu pomyślała o swej sukni zamówionej u Noli. 

-  Słuchaj,  Jack.  To  bardzo  ważne.  Nie  wiem  tylko,  skąd 

Barbara dowiedziała się o sukni. 

- Nie rozumiem, o co ci chodzi. 

-  Nic  nie  szkodzi.  To  teraz  nieważne,  Wspomniałeś 

Yolandzie o lalce? 

- Nie, nie chciałem jej denerwować. 

- Świetnie. Zatrzymaj tę lalkę, chcę ją obejrzeć. Zaraz jadę 

na lotnisko i za kilka godzin powinnam być u was. 

-  Wydawało  mi  się,  że  masz  zostać  kilka  dni  w  San 

Francisco. 

- Barbara jest przecież w Los Angeles, więc nie mam po co 

tu zostawać. 

- To ja nie będę już potrzebny? 

- O nie, Jack. Ja muszę jakoś sprowokować tę babę, to moja 

jedyna szansa, żeby ją złapać. 

- No dobra. Aha, dzieciak tu idzie. Daję ci ją. 

- Sydney, Sydney, kiedy wrócisz? - usłyszała głosik Andrei. 

- Dzisiaj po południu. 

background image

- Tatuś też? 

- Nie, kochanie, ale też już niedługo - obiecała. 

Kilka  dobrych  minut  pogadały  przez  telefon.  Zaraz  potem 

Sydney poprosiła w recepcji o rezerwację biletu do Los Angeles 
na  najwcześniejszy  lot.  Napisała  karteczkę  do  Zinna  z 
wyjaśnieniem  i  zapewnieniem,  że  zadzwoni  do  niego  późnym 
wieczorem.  Spakowała  się  i  wyszła.  Karteczkę  wsunęła  pod 
drzwi pokoju Zinna. 

Na  lotnisku  w  Los  Angeles  złapała  taksówkę  i  po  pół 

godzinie była już w rezydencji. Otworzyła jej Yolanda. Andrea 
natychmiast  przybiegła  i  z  wielkim  entuzjazmem  powitała 
Sydney.  Rzuciła  się  jej  w  ramiona  i  mocno  objęła.  Sydney 
podniosła ją do góry, 

Z  kuchni  wyszedł  Jack  Dowd.  Na  jego  widok  Yolanda 

zrobiła dziwny grymas. 

- Dios mio! Ileż ten człowiek je! - szepnęła Sydney do ucha. 

- Bez przerwy muszę chodzić kupować mu jedzenie. 

Sydney roześmiała się. 

-  To  pewnie  dlatego  Zinn  mnie  zatrudnił  -  cicho 

powiedziała do Yolandy. - Zaoszczędził na jedzeniu. 

Jack podszedł do nich. 

- Cześć. Co słychać we Frisco? 

- Paskudna pogoda. 

Sydney postawiła Andreę na podłodze. 

- Słuchaj, kochanie - zaproponowała - idź teraz do swojego 

background image

pokoju,  a  ja  za  parę  minut  przyjdę  do  ciebie.  Teraz  muszę 
porozmawiać z panem Dowdem. 

Yolanda  odeszła  z  Andreą,  a  oni  przeszli  do  salonu.  Jack 

otworzył  barek  i  wyciągnął  stamtąd  lalkę.  Sydney  wzięła  ją  do 
ręki i zaczęła dokładnie oglądać. 

- To staroświecka lalka. 

- Tak? 

-  Dość  droga.  Zastanawiające,  jak  jej  suknia  podobna  jest 

do mojej. 

- Do twojej? 

- Tak. Kupiłam wieczorową suknię na premierę, na którą w 

sobotę idę razem z Zinnem. 

-  Skąd  ta  wariatka  mogła  się  dowiedzieć,  jaką  suknię 

kupiłaś? 

-  Też  bym  to  chciała  wiedzieć.  Czy  zawiadomiłeś  o  tym 

policję? 

-  Powiedziałaś,  że  za  parę  godzin  wracasz,  więc  uznałem, 

że sama się tym zajmiesz. 

-  Dobrze.  Zaraz  zadzwonię  do  Kaslowa.  Dzięki  za 

wszystko. 

-  Nie  ma  za  co.  Przynajmniej  coś  się  zaczyna  dziać,  a 

powiem szczerze, że już zaczynałem się nudzić. 

-  Bądź  ostrożny  i  uważaj,  bo  Barbara  może  jeszcze  mieć 

jakieś plany wobec Andrei. 

- Kotku, ochrona ludzi to mój zawód. Znam się na tym. 

background image

Sydney zadzwoniła do Kaslowa. 

- Nie złapaliście jeszcze Barbary Walsh? - spytała. 

-  Nie,  dziecino.  Odnaleźliśmy  jej  rodzinę,  ale  oni  też  jej 

szukają.  Kilka  miesięcy  temu  zniknęła  z  domu  i  nie  dawała 
znaku  życia.  Martwią  się  o  nią.  Rozmawialiśmy  z  psychiatrą, 
który ją leczył. Obawia się, że jej stan się pogorszył i może być 
niebezpieczna. 

- Nie trafiliście na żaden ślad? 

-  Dotarliśmy  do  paru  miejsc,  gdzie  się  zatrzymywała,  ale 

zawsze za późno. Jest bardzo przebiegła. 

- A gdzie się zatrzymała ostatnio? Macie jakieś dane? 

- W Pasadenie. Dwa dni temu. 

- Może się domyślacie, gdzie może być teraz? 

-  Zupełnie  nie.  Porzuciła  wypożyczony  samochód,  więc 

domyśla się, że jesteśmy na jej tropie. Teraz mogła ukraść jakiś 
inny. 

- Mam nadzieję, że wysłaliście za nią list gończy. 

-  Oczywiście.  Postanowiliśmy  nawet  podać  jej  rysopis  do 

wiadomości  publicznej.  Dziś  będzie  w  popołudniowych 
gazetach. 

- To wiele nie pomoże. 

- Też tak myślę. 

-  Widzi  pan,  nie  wiem,  czy to  może  mieć'  duże znaczenie, 

ale mam coś, co powinno chyba pana zainteresować. 

background image

W  trakcie  rozmowy  z  Kaslowem  uważnie  oglądała  lalkę  i 

znalazła pod sukienką firmową nalepkę ze sklepu przy Melrose 
Avenue. 

Opowiedziała policjantowi o lalce i podała adres sklepu. 

-  Tak,  powinniśmy  chyba  to  sprawdzić.  Jak  tylko  znajdę 

kogoś wolnego, wyślę go tam. 

- Nie jest pan jednak przekonany, że to może coś dać? 

- Nie o to chodzi. Mam za mało ludzi. Już teraz dwie grupy 

sprawdzają motele, a to przecież nie jest jedyna sprawa, którą się 
zajmujemy. Jeśli będzie coś pilnego, wtedy mogę zmobilizować 
dodatkowych ludzi. 

- To może ja sama pojadę sprawdzić ten sklep? 

-  Przecież  nie  powiedziałem,  że  się  tym  nie  zajmę!  - 

zdenerwował się Kaslow. 

-  Ja  się  po  prostu  zgłaszam  na  ochotnika  -  uspokajała  go 

Sydney. 

- Wolałbym, żeby pani zostawiła to nam. 

Sydney nie chciała drażnić Kaslowa, bo potrzebowała jego 

pomocy. Nie zamierzała jednak dać za wygraną. 

- Obiecuję, że będę ostrożna. Mam tylko jedną prośbę. 

- Jaką? 

-  Macie  już  pewnie  jej  zdjęcie,  a  mnie  by  się  teraz  bardzo 

przydało. 

-  Mamy nawet kilka zdjęć. Mogę  zrobić  kopie. Przysłać  je 

pani? 

background image

- Wolałabym sama po nie wpaść. 

- Dobrze. Każę je dla pani zostawić w portierni. 

- Dzięki. Będę za godzinę. 

Odłożyła  słuchawkę.  Potem  schowała  lalkę  do  torby  i 

poszła na chwilę do Andrei. 

Wzięła jaguara i najpierw postanowiła pojechać do No-li, a 

dopiero  potem  do  sklepu  przy  Melrose.  Noc  spędzi  u  matki  w 
Glendale, bo Jack nadal pilnuje Andrei. 

-  Witaj!  -  Nola  Jimenez  podeszła  do  Sydney.  -  Twoja 

suknia będzie gotowa za dwa dni. 

-  Nie  przyjechałam  po  suknię.  Chciałabym  z  tobą 

porozmawiać. 

Nola zaprowadziła ją do swego biura i podsunęła krzesło. 

-  Wiesz,  że  stałaś  się  jedną  z  moich  popularniejszych 

klientek? 

- Ja? - zdziwiła się Sydney. 

-  Kochanie,  wszyscy  o  tobie  mówią.  Każdy,  komu 

wspomnę, że robię dla ciebie suknię, od razu o ciebie wypytuje. 
Jak  wyglądasz,  jaka  jesteś.  Nawet  do  mnie  telefonowano  z 
pytaniem, czy to ja robię dla ciebie tę suknię. 

- Kto telefonował? 

- Jakaś dziennikarka. 

- Wypytywała o moją suknię? 

-  Tak,  i  to  bardzo  dokładnie.  Prosiła  nawet,  żebym  jej 

background image

pozwoliła  przyjść  i  zobaczyć.  Trochę  to  dziwne,  że  właśnie 
twoja  suknia  budzi  takie  zainteresowanie,  bo  przecież  na  tę 
premierę robię ich aż sześć. 

- Nola, powiedz mi, jak się nazywała ta dziennikarka? 

- Nie pamiętam, ale jakoś bardzo zwyczajnie  - Brown albo 

Jones. Mówiła, że jest z telewizji. 

- Przyszła do ciebie? 

- Była wczoraj. Pomyślałam, że skoro masz w niej wystąpić 

za dwa dni, to i tak nikt nie da rady uszyć takie; samej kreacji, 
więc jej pokazałam. 

- No i co dalej? 

-  Przyszła,  obejrzała  i  poszła  sobie.  Ta  dziennikarka  była 

dziwnie niegrzeczna, nawet mi nie podziękowała. 

- Powiedz, jak wyglądała? 

- Wysoka, gdzieś koło trzydziestki, niebrzydka, choć trochę 

zaniedbana. Miała rude włosy, długie do ramion. 

- Zachowywała się dziwnie? 

- Tak. Dość niezwykła kobieta. - Nola spojrzała na Sydney. 

- A co, znasz ją może? 

- W pewnym sensie, tak. 

Nola zaczęła się wyraźnie niepokoić. 

- Nie masz nic przeciwko temu, że pokazałam jej suknię? 

-  Ależ  skąd!  Radzę  ci  tylko  uważać,  gdyby  przyszła  tu 

jeszcze  raz.  Podejrzewam,  że  to  może  być  ta  kobieta,  która 

background image

próbowała porwać córkę Zinna Garretta. 

- Mój Boże! 

- Zdaje się, że teraz szykuje coś przeciwko mnie. 

- Och, Sydney… - Nola była autentycznie przerażona. 

-  Nola,  nie  denerwuj  się,  a  gdyby  znowu  przyszła,  dzwoń 

od razu na policję. 

- Na pewno to zrobię. 

Sydney pożegnała się i wyszła. Pojechała do Parker Center, 

gdzie  w  portierni  czekała  na  nią  koperta  ze  zdjęciem. 
Natychmiast ją otworzyła. Kobieta na zdjęciach miała wyraziste 
rysy,  może  nawet  nieco  zbyt  wyraziste  jak  na  kobietę.  W 
spojrzeniu  widać  było  coś  posępnego.  Fotografie  wyglądały  na 
robione przez zawodowca. 

Sydney schowała kopertę do torby. Musiała się pospieszyć, 

żeby zdążyć przed zamknięciem sklepu przy Melrose. 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 9 

 

W  pobliżu  studia  filmowego  Paramount,  przy  ulicy 

Melrose,  znajdował  się  sklep  z  antykami.  Na  drzwiach  wisiała 
karteczka  z  informacją,  że  sprzedawczyni  wróci  za  piętnaście 

background image

minut. Sydney postanowiła zaczekać. 

Obejrzała  przy  okazji  wystawę.  Najwyraźniej  sklep 

specjalizował  się  w  staroświeckich  lalkach,  których  kilkanaście 
wystawiono w witrynie. 

Sydney  nie  zdążyła  jeszcze  zawiadomić  matki,  że 

przyjedzie  do  niej  przenocować.  Poszła  więc  do  najbliższego 
sklepiku, żeby stamtąd zadzwonić. 

-  Dlaczego  nie  jesteś  w  San  Francisco?  -  spytała  ze 

zdumieniem Lee, kiedy dowiedziała się, skąd córka telefonuje. 

-  Och,  to  długa  historia.  W  każdym  razie  jestem  już  na 

tropie tej kobiety. 

- A co z Zinnem? 

-  Da  sobie  radę  beze  mnie.  Mamo,  chcę  ci  tylko 

powiedzieć, że przyjadę do ciebie na noc. 

- Sydney! Jak możesz rzucać tak wspaniałego człowieka dla 

tego przeklętego szpiegowania?! 

- Mamo, już raz o tym rozmawiałyśmy. 

Odłożyła  słuchawkę  poirytowana  napomnieniami  matki. 

Rzeczywiście,  dzisiaj  tak  była  pochłonięta  tropieniem  Barbary, 
że  zupełnie  nie  myślała  o  Zinnie.  Poczuła  wyrzuty  sumienia. 
Może  się  będzie  niepokoił,  kiedy  zobaczy,  że  wyjechała? 
Zadzwoniła  więc  do  San  Francisco.  Zinna  nie  było  w  hotelu. 
Zostawiła  w  recepcji  wiadomość,  że  będzie  dziś  u  matki  w 
Glendale. 

Poszła jeszcze raz do sklepu z antykami. Teraz był otwarty. 

Stara, gruba kobieta siedziała za kontuarem i zajadała chrupki. 

background image

-  Czym  mogę  pani  służyć?  -  zapytała,  nie  przerywając 

jedzenia. 

- Mam lalkę, która prawdopodobnie została kupiona w tym 

sklepie  -  zaczęła  Sydney.  -  Czy  mogłaby  mi  pani  powiedzieć, 
kto ją kupił? 

Kobieta  odłożyła  na  bok  torebkę  z  chrupkami  i  z  trudem 

podniosła się z fotela. Sydney wyciągnęła lalkę i podała jej. 

-  Tak,  to  z  mojego  sklepu  -  od  razu  stwierdziła  kobieta.  - 

Ktoś zniszczył sukienkę tej lalki. Ja nigdy nie sprzedaję towaru 
w takim stanie! 

- Czy pani pamięta, kto kupił tę lalkę? 

- Sprzedałam ją przedwczoraj. 

- Komu? 

Kobieta w zamyśleniu tarła podwójny podbródek. 

- A kim pani jest? 

-  Nazywam  się  Sydney  Charles  i  jestem  prywatnym 

detektywem.  -  Pokazała  kobiecie  swoją  legitymację  -  Próbuję 
ustalić, kim jest osoba, która kupiła tę lalkę. 

- A co ona takiego zrobiła? 

- Muszę z nią o czymś porozmawiać. 

- Wiem tylko - powiedziała kobieta po chwili zastanowienia 

-  że  ma  na  imię  Barbara.  Od  kilku  lat  kupuje  u  mnie 
staroświeckie lalki. Wydaje mi się, że jest kolekcjonerką. Teraz 
pojawiła się po kilkumiesięcznej przerwie. 

Sydney pokazała zdjęcie Barbary Walsh. 

background image

- Czy to ona? 

-  Tak,  to  ta  sama  -  potwierdziła  bez  wahania 

sprzedawczyni. 

- Czy pani może wie, gdzie mogę ją odnaleźć? 

-  Niestety,  nie.  Ostatnim  razem  nawet  pytałam,  czy  nie 

zostawiłaby  mi  swojego  telefonu,  to  mogłabym  do  niej 
zadzwonić,  ale  nie  chciała.  Powiedziała,  że  sama  wpadnie 
sprawdzić. 

- Co sprawdzić? 

-  Lalkę,  którą  zamówiła.  Mam  ją  dla  niej  sprowadzić  z 

innego  sklepu  w  Santa  Monica.  To  dziewiętnastowieczna, 
rosyjska  lalka  i  kiedy  Barbara  dowiedziała  się  o  tym 
egzemplarzu, była bardzo zainteresowana, tym bardziej że lalka 
ma  rude  włosy,  a  Barbara  przepada  właśnie  za  takimi. 
Umówiłyśmy się więc, że wkrótce wpadnie i obejrzy ją. 

Sydney poczuta dreszcz emocji. 

- Powiedziała, kiedy do pani wpadnie? 

-  Jutro  ma  zadzwonić,  żeby  się  dowiedzieć,  czy  już  lalkę 

sprowadziłam. I przyjedzie po południu. 

- Proszę pani, to dla mnie bardzo ważne, żeby ją odnaleźć. 

Czy  mogłaby  pani  dać  mi  znać,  kiedy  ona  tylko  do  pani 
zadzwoni? 

Kobieta wzdrygnęła się. 

- Nie chcę się mieszać w niczyje sprawy - odparła. 

-  Zrekompensuję  to  pani  -  obiecała  Sydney  i  wyciągnęła 

background image

dwadzieścia  dolarów.  -  Proszę,  a  jeśli  pani  zadzwoni  do  mnie, 
dostanie pani następną dwudziestkę. 

-  No,  nie  wiem…  -  Kobieta  patrzyła  z  wahaniem  na 

pieniądze. 

- Wszystko, co pani ma zrobić, to tylko zadzwonić do mnie 

z informacją, czy Barbara przyjedzie do pani. I, oczywiście, pod 
żadnym  pozorem  nie  może  jej  pani  wspomnieć  o  naszej 
rozmowie. Po prostu koniecznie chcę się z nią spotkać. 

- Właściwie, co mi szkodzi zadzwonić do pani… Tylko jak 

pani już się z nią spotka, to wtedy - czterdzieści dolarów. 

- Zgoda. 

- Dobrze. Zrobię to, o co pani prosi. Jaki jest pani telefon? 

Sydney podała numer telefonu swojej matki. 

-  I  niech  pani  pamięta:  ani  słowa  o  naszej  rozmowie!  - 

ostrzegła ponownie. 

Do  Glendale  jechała  w  okropnych  korkach.  Zastanawiała 

się,  czy  nie  zawiadomić  Kaslowa  o  swoich  odkryciach.  Jeśli 
Barbara  rzeczywiście  miała  jutro  przyjechać  do  tego  sklepu,  to 
Kaslow  przysłałby  pewnie  swoich  chłopców,  którzy  by  ją 
aresztowali. 

Na  dobre  utknęła  w  korku  na  drodze.  Spojrzała  w  bok  i 

spostrzegła, że mężczyzna jadący eleganckim porsche prowadzi 
ożywioną  rozmowę  przez  telefon.  Przypomniała  sobie,  że 
przecież  i  w  jaguarze  Zinna  widziała  telefon  umieszczony  pod 
oparciem na ręce. Sprawdziła. Był. Zadzwoniła do Kaslowa. Nie 
zastała go już w biurze. Zostawiła więc  wiadomość, że  jutro  w 
sklepie przy Melrose może pojawić się Barbara Walsh. 

background image

Pół godziny później była w Glendale w domu Lee. 

Matka powitała ją wymówkami. 

- Sydney, coś ty zrobiła temu biedakowi?! Zinn dzwonił już 

trzy razy i jest coraz bardziej zaniepokojony. 

Sydney postawiła swoją walizkę i zamknęła drzwi. 

- Był zdenerwowany czy zezłoszczony? - spytała. 

- Trudno powiedzieć. Wobec mnie był uprzejmy. 

- Powinnam chyba do niego zadzwonić. 

Lee  podeszła  do  telefonu  i  chciała  podać  Sydney 

słuchawkę. 

-  Och,  mamo,  może  najpierw  pozwolisz  mi  pójść  do 

łazienki? 

- Dziecko, jak możesz być tak nonszalancka? 

-  Nonszalancka?  Przecież  każdy  musi  czasem  pójść  do 

łazienki! 

- Wiesz dobrze, o co mi chodzi. 

Po  kilku  minutach  Sydney  wróciła  i  zastała  matkę  bardzo 

zasmuconą. 

- Czy masz zamiar wyjaśnić mi, co się właściwie dzieje?  - 

naciskała Lee. 

- Już ci mówiłam. Musiałam wrócić do Los Angeles, bo tu 

się sprawy komplikują. 

- Nie interesują mnie te detektywistyczne historie. Mam na 

myśli twój związek z Zinnem. Co się stało? Czy on cię kocha? A 

background image

ty jego? 

-  Mogę  ci  tylko  powiedzieć,  że  nie  powinnaś  spodziewać 

się zięcia w najbliższym czasie. 

Lee wzniosła w górę oczy i westchnęła. 

- O Boże! Chyba go nie odrzuciłaś? - wykrzyknęła, 

-  Podoba  mi  się,  jak  pewnie  każdej  kobiecie,  ale  pociąg 

fizyczny  to  coś  zupełnie  innego  niż  miłość.  Sądziłam,  że  ty 
właśnie dobrze to wiesz. 

- Nie masz najmniejszego pojęcia, co mnie łączyło z twoim 

ojcem, więc radzę ci, zachowaj dla siebie takie uwagi, 

Sydney  zrobiło  się  przykro,  że  zraniła  matkę.  Podeszła  do 

Lee i objęła ją. 

- Mamusiu, przepraszam cię - powiedziała. - Nie powinnam 

była tak mówić. 

-  Już  dobrze.  W  każdym  razie  tamte  sprawy  nie  mają  nic 

wspólnego z tobą i Zinnem. Powiedz, czy się kochacie? 

- Właściwie… no tak, zależy mi na nim. 

Na twarzy Lee pojawił się promienny uśmiech. 

-  To  znaczy,  że  go  kochasz.  Następne  pytanie.  Czy 

odrzucasz go dlatego, że jest aktorem i tak się złożyło, że pracuje 
właśnie w Hollywood? 

- Nie, mamo, ja go nie odrzucam. Nie jestem jeszcze pewna 

swoich  uczuć.  To  znaczy  wiem,  że  mi  na  nim  zależy,  ale  to 
przecież za mało. 

- Znowu rozważasz to bardzo racjonalnie - ostrzegła ją Lee. 

background image

-  Naturalnie.  Trzeba  być  człowiekiem  odpowiedzialnym. 

Zinn  ma  swoje  Życie,  a  ja  swoje.  Czy  zdajesz  sobie  sprawę  z 
tego, w jak różnych światach żyjemy? 

- Czyżbyś nie była gotowa na kompromis? 

W  tym  momencie  zadzwonił  telefon.  Sydney  podniosła 

słuchawkę. 

- Słucham? 

-  No,  żyjesz  jednak.  Mam  więc  odpowiedź  na  moje 

pierwsze pytanie. - Telefonował naturalnie Zinn. 

- Cześć. Czy dostałeś moją kartkę? 

- Sydney, co ty wyprawiasz? 

- Widać, że nie przeczytałeś, co napisałam. 

- Zostawiłem cię śpiącą jak aniołek, miałem nadzieję, że cię 

zobaczę  za  kilka  godzin,  a  tu  dowiaduję  się,  że  wyjechałaś 
walczyć z siłami zła. 

- Przecież w tym celu mnie wynająłeś. 

- Czy rozumiesz, jak się zdenerwowałem? 

-  Zinn,  czy  znowu  chcesz  mi  tłumaczyć,  żebym  nie  robiła 

tego, za co mi płacisz? 

-  Nie  będę  już  mówił,  że  się  martwię  o  ciebie,  że  cię 

kocham  -  westchnął  Zinn  -  bo,  jak  widzę,  nic  cię  to  nie 
obchodzi. Może mi powiesz wobec tego, co robisz? 

-  Chcę  sprowokować  Barbarę,  a  kiedy  już  to  zrobię, 

porozmawiamy o nas. 

background image

- Dzięki i za to. 

- Znowu ironizujesz. 

- Tak - odpowiedział- Zinn. - Przepraszam. Czy możesz mi 

powiedzieć, co planujesz? 

- Nie wiem, Zinn. Naprawdę nie wiem. Staram się myśleć o 

nas,  o  przyszłości  i  nie  wiem,  Kiedy  jestem  przy  tobie,  tracę 
głowę. Wczoraj było cudownie, może nawet za wspaniale. Może 
na tym polega problem. 

-  Zupełnie  nie  wiem,  o  co  ci  chodzi,  Sydney,  ale  cię 

kocham. 

- Chyba mnie nie rozumiesz. 

-  Posłuchaj,  kochanie,  masz  rację,  musimy  porozmawiać. 

Jutro  skończymy  kręcić  w  San  Francisco.  Możemy  potem 
rozmawiać  całymi  dniami.  Spotkajmy  się  u  mnie  jutro  po 
południu. 

- Chcę najpierw zakończyć sprawę. Skoro Jack opiekuje się 

Andreą,  ja  wolę  zostać  tutaj.  Myślę,  że  jutro  wszystko  się 
rozwiąże. 

- Dlaczego? Czy coś się stało? 

- Nic konkretnego. Mam pewien ślad. Jutro będę wiedziała 

więcej. 

- Kiedy się zatem zobaczymy? 

-  Zatelefonuję  do  ciebie.  Pojutrze  idziemy  na  premierę. 

Jeżeli  nie  schwytamy  do  tego  czasu  Barbary,  musimy  pójść 
razem i tam spróbować. 

background image

- To brzmi dobrze. 

- Chcesz, żeby ją aresztowali? 

- Tak, ale pragnę jeszcze czegoś.  

Ton jego głosu był jednoznaczny. 

- Ja też wolałabym, żeby to wszystko już się skończyło. 

-  Może wtedy dowiemy się  oboje, jak się  żyje normalnie  - 

dodał Zinn. 

- Tak, chyba masz słuszność. - Sydney zdała sobie sprawę, 

że  Zinn  rzeczywiście  miał  rację.  Nie  wiedzieli,  jak  będzie 
wyglądał ich związek w normalnych warunkach. 

Tej  nocy  Sydney  budziły  co  chwilę  jakieś  potworne 

koszmary.  Dopiero  nad  ranem  zapadła  w  głęboki  sen.  Około 
wpół do dziesiątej matka obudziła ją. 

- Sydney, zobacz, co przed chwilą przyniesiono! 

Sydney  z  trudem  otworzyła  powieki  i  zobaczyła  matkę  z 

dwoma olbrzymimi bukietami. Matka usiadła na brzegu łóżka i 
zaczęła odczytywać dołączone do kwiatów bileciki. 

- To od Zinna dla mnie. Posłuchaj: „Matka takiej córki musi 

być  także  bardzo  piękna.  Dziękuję  pani  za  Sydney.  Zinn 
Garrett”. 

Lee była wyraźnie wzruszona. 

-  Jakie  to  miłe  z  jego  strony.  Takie  piękne  róże.  Ten 

człowiek o wszystkim pamięta. Jest doprawdy czarujący. 

Sydney przez chwilę wpatrywała się w twarz matki. 

background image

- Mój ojciec przysłał ci kiedykolwiek kwiaty? - zapytała. 

-  Właściwie…  no  tak…  kiedy  byliśmy  razem,  ciągle 

przysyłał  kwiaty.  Zresztą,  za  moich  czasów  to  był  bardzo 
popularny zwyczaj. 

- Może Zinn jest konserwatywny. 

-  Och,  jak  możesz  sobie  żartować  z  takiego  człowieka  jak 

Zinn.  Ty  nie  zasługujesz  na  takiego  mężczyznę,  naprawdę  nie 
zasługujesz! 

- Ależ, mamo, ja nie żartuję, tylko stwierdzam fakt. 

Sydney  powoli  otworzyła  swój  bilecik  i  przeczytała; 

„Jedynym nieszczęściem jest to, że nie kochamy się tak bardzo, 
jak moglibyśmy. Może powinniśmy o tym porozmawiać. Całuję, 
Zinn”. 

Wzruszenie  Ścisnęło  jej  gardło.  Zinn  dobrze  wiedział, 

czego  ona  się  obawiała  i  chyba  ją  rozumiał.  Zamrugała 
powiekami, by ukryć łzy. 

- Nie obawiaj się - odezwała się Lee. - Nie będę pytała, co 

do ciebie napisał. A twoje kwiaty są bardzo piękne. 

Sydney  zagryzła  wargi  i  już  nie  mogła  powstrzymać  łez. 

Matka objęła ją i przytuliła mocno do siebie, tak jakby Sydney 
nadal była małą dziewczynką. 

-  Nie  martw  się,  kochanie.  Wszystko  będzie  dobrze.  To 

zupełnie  normalne,  że  masz  wątpliwości  i  wahasz  się,  kiedy 
zależy ci na mężczyźnie. 

-  Ale  mógłby  być  dentystą  albo  księgowym!  -  chlipnęła 

Sydney. 

background image

-  Wtedy  nie  byłby  takim  człowiekiem,  jakim  jest  i  nie 

wiadomo,  czy  byś  go  pokochała.  Niekiedy  najlepiej  jest 
zaakceptować rzeczy takimi, jakie są. 

- Tylko pod warunkiem, że on zaakceptuje mnie taką, jaką 

jestem. 

- Zawsze są dwie strony medalu, A czy ty naprawdę chcesz 

go  zaakceptować  takim,  jakim  jest?  Teraz  wstawię  kwiaty  do 
wazonów, a ty weź prysznic - zarządziła Lee. - Zaraz przygotuję 
ci śniadanie. 

Sydney  posłusznie  poszła  do  łazienki.  Zdążyła  się 

namydlić, kiedy usłyszała wołanie matki, 

- O co chodzi, mamo? - zapytała, uchylając drzwi łazienki. 

- Dzwoni do ciebie pani ze sklepu z antykami. Mówi, że to 

pilna sprawa. Chodzi o jakąś lalkę. Ktoś, kto ma ją odebrać, już 
jedzie do jej sklepu. Rozumiesz coś z tego? 

- Tak. Kiedy ta osoba ma przyjechać do sklepu? 

- Powiedziała, że w ciągu piętnastu minut. 

- O mój Boże! Nie rozłączyła się jeszcze? 

- Nie. 

- Mamo, poproś, niech ta pani zatrzyma tę osobę, jak długo 

się da. Ja już jadę - dodała. 

- Sydney, co tu się dzieje? 

- Potem ci opowiem. Teraz jadę do Hollywood. 

-  Czy  to  ma  jakiś  związek  z  osobą,  która  chciała  porwać 

córkę Zinna? 

background image

- Och mamo! No dobrze. Właśnie o nią chodzi. 

- Dziecko, wolałabym… 

Sydney jednak nie słuchała, tylko szybko nałożyła dżinsy i 

wytarła  głowę  ręcznikiem.  Potem  założyła  koszulkę  i  sportowe 
buty. 

-  Spróbuj  dodzwonić  się  do  Marvina  Kaslowa  -  poprosiła 

matkę,  wybiegając  z  domu  -  i  powiedz  mu,  że  Barbara  Walsh 
będzie za dziesięć minut w sklepie przy ulicy Melrose. Poproś, 
żeby natychmiast wysłał tam radiowóz. 

- Kochanie, naprawdę… czy musisz to robić? 

Sydney sięgnęła do torebki po swój pistolet. 

- Zrób to, o co cię proszę - powiedziała do matki - a potem 

ci wszystko wyjaśnię. 

Lee zbladła na widok pistoletu, który Sydney włożyła sobie 

za pasek od dżinsów. 

- O Boże! Błagam, bądź ostrożna! 

- Będę, Obiecuję. 

Wybiegła  z  domu  i  wskoczyła  do  jaguara.  Jechała  bardzo 

szybko.  Ruch  był  duży,  choć  skończyły  się  poranne  korki. 
Upłynęło już dwadzieścia minut od telefonu właścicielki sklepu. 
Pewnie  musiała  od  kilku  minut  zagadywać  klientkę,  by  ją 
zatrzymać  w  sklepie.  Może  Kaslowowi  uda  się  schwytać 
Barbarę,  gdyby  ona  nie  zdążyła  na  czas.  Przypomniała  sobie  o 
telefonie w samochodzie. Zadzwoniła najpierw do matki. 

- Mamo, dodzwoniłaś się do Kaslowa? 

background image

- Tak, kochanie, choć nie było to proste. Powiedział, że od 

razu wysyła kilku policjantów do tego sklepu. 

- Dobrze. Chciałam się tylko upewnić. 

- Kochanie, błagam, uważaj na siebie. 

- Będę uważała. Nie denerwuj się. 

Na  ulicy  Melrose  jak  na  złość  parę  razy  musiała 

zatrzymywać  się  na  światłach.  Z  daleka  dostrzegła  wóz 
policyjny. Pytanie tylko, czy zdążyli na czas. 

Podjechała pod sklep i zwolniła. Przy drzwiach stało dwóch 

policjantów  rozmawiających  ż  właścicielką,  która  wskazywała 
im ręką na drugą stronę ulicy, 

Sydney od razu zrozumiała, że Barbara już opuściła sklep. 

Nagle  tuż  przed  nią  ruszył  jakiś  samochód.  Sydney  w 

ostatniej  sekundzie  nacisnęła  hamulec,  by  uniknąć  zderzenia. 
Dostrzegła  za  kierownicą  rudowłosą  kobietę.  Była  to  bez 
wątpienia Barbara Walsh. Odjeżdżała bardzo szybko, być może 
zaalarmowana  obecnością  policji.  Sydney  przyspieszyła  i 
mijając sklep kilka razy nacisnęła klakson, chcąc zwrócić uwagę 
policjantów.  Nie  była  jednak  pewna,  czy  zrozumieli,  o  co  jej 
chodziło.  Nie  mogła  zatrzymywać  się  i  tłumaczyć,  bo  przede 
wszystkim  musiała  dogonić  Barbarę  Walsh.  Na  Highland 
Avenue  Barbara  przejechała  na  światłach,  nieomal  powodując 
wypadek.  Miała  teraz  jakieś  dwieście  metrów  przewagi  nad 
Sydney.  Na  Wilshire  był  jednak  taki  tłok,  że  Barbara  musiała 
skręcić w inną ulicę. Tutaj też panował ścisk. Barbara usiłowała 
wyprzedzić  autobus,  ale  wtedy  najechał  na  nią  inny.  Wypadek 
nie  był  poważny,  ale  samochód  Barbary  nie  nadawał  się  do 
użytku, Kobieta wyskoczyła ze swojego rozbitego auta i zaczęła 

background image

biec  chodnikiem.  Sydney  wyciągnęła  pistolet  i  pobiegła  za  nią. 
W  ostatniej  chwili  zobaczyła,  że  Barbara  skręca  w  boczną 
uliczkę.  Gdzieś  z  tyłu  rozległy  się  syreny  policyjnych 
samochodów. 

Barbara biegła bardzo szybko, wyprzedziła Sydney o około 

sto  metrów.  Obejrzała  się  i  dostrzegła  pościg.  Przed  nią  była 
żelazna  barierka  oddzielająca  chodnik  od  muzeum.  Nie  było 
gdzie  się  schować.  Jednak  za  muzeum  znajdował  się  park 
Hancock.  Barbara  tam  właśnie  się  skierowała.  W  parku  było 
niewiele  osób,  więc  łatwo  można  było  dostrzec  uciekającą 
kobietę.  Sydney  biegła  z  całych  sił  i  zmniejszyła  dystans  do 
kilkunastu metrów. 

-  Stój!  Stój,  bo  strzelam!  -  krzyczała  do  uciekającej. 

Barbara  była  już  wyraźnie  zmęczona,  bo  zwolniła.  Sydney  też 
ciężko oddychała i czuła ból w stłuczonym biodrze. 

Nagle  uciekająca  kobieta  zatrzymała  się  i  odwróciła. 

Sydney wycelowała w nią pistolet. 

- Jest pani aresztowana! To już koniec! - zawołała. 

-  Nie  zasługujesz  na  niego!  -  Barbara  Walsh  zaczęła 

krzyczeć. - Nie jesteś jego godna! 

- Proszę się uspokoić! 

Barbara powoli przesuwała się w stronę Sydney. 

-  Nie  dostaniesz  go!  -  W  jej  głosie  słychać  było  furię.  - 

Zabiję cię przedtem, 

- Stój, bo strzelam! - Sydney wymierzyła dokładniej. 

Barbara  zupełnie  nie  zareagowała  na  ostrzeżenie.  Sydney 

background image

cofnęła się parę kroków. 

- Uprzedzam, że będę strzelać! 

Barbara  zupełnie  nie  zwracała  na  to  uwagi,  tak  jakby 

lekceważyła  wszelkie  niebezpieczeństwo.  W  jej  oczach 
błyszczało szaleństwo. Podchodziła coraz bliżej do Sydney. Była 
już  tylko  kilka  kroków  od  niej.  Wtedy  Sydney  zrozumiała,  że 
albo  musi  strzelać,  albo  znaleźć  jakiś  inny  sposób 
unieszkodliwienia  kobiety.  Spróbowała  ogłuszyć  ją  kolbą 
pistoletu, ale Barbara odparła cios ramieniem. Od razu też jedną 
ręką  chwyciła  Sydney  za  gardło.  Drugą  mocno  trzymała 
uzbrojoną  dłoń  Sydney.  W  szamotaninie  pistolet  wypadł  i 
potoczył  się  w  trawę.  Szaleństwo  dodawało  Barbarze  sił. 
Wreszcie  Sydney  zdołała  chwycić  przeciwniczkę  za  włosy. 
Pozwoliło  jej  to  zastosować  chwyt,  przerzucić  Barbarę  przez 
ramię  i  powalić  na  trawę.  Natychmiast  rzuciła  się  na  nią, 
wykręciła  ręce  do  tyłu  i  mocno  trzymała.  Przycisnęła  kolanem 
plecy Barbary, by trudniej jej było wyzwolić się z uchwytu. 

Sydney  rozejrzała  się  wokół  i  dostrzegła  nadciągającą 

pomoc. Dwoje mundurowych policjantów biegło w jej kierunku. 
Jednym  był  szczupły  blondyn,  drugim  przysadzista  Murzynka. 
Ona  nadbiegła  pierwsza  i  od  razu  wyciągnęła  kajdanki,  które 
natychmiast założyła Barbarze. 

- To pani jest Sydney Charles? Prywatny detektyw? - spytał 

policjant. 

Sydney kiwnęła potakująco. 

Tymczasem Murzynka znalazła w trawie pistolet. 

- Czy to pistolet pani czy jej? 

background image

- Mój. 

Murzynka  powąchała  lufę,  by  stwierdzić,  czy  z  broni 

strzelano. 

-  Muszę  go  na  razie  zatrzymać.  -  Popatrzyła  na  leżącą 

Barbarę i powiedziała do Sydney: - Dobra robota. 

- Ona powinna pójść do szpitala - oświadczyła Sydney, 

- Tak się domyślam. Nic się pani nie stało? 

- Nie, nic. 

- Potrzebuje pani czegoś? 

-Nie, dziękuję. Chcę tylko wrócić do domu. 

-  No tak. Nieźle się zaczął dla pani ten dzień. 

-  Tak,  ale  nawet  nie  chcę  myśleć  o  tym,  jak  mógł  się 

skończyć. 

Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  kiedy  Zinn  obiecał  do  niej 

przyjechać.  Jednego  była  jednak  pewna:  bardzo  chciała  go 
znowu zobaczyć. 

Minęła  dobra  godzina,  zanim  mogła  wrócić  do  domu. 

Najpierw czekano na karetkę, która zabrała Barbarę do szpitala, 
potem  złożyła  dokładne  zeznanie,  a  później  zjawił  się  Marvin 
Kaslow,  któremu  musiała  wszystko  powtórzyć.  Wreszcie  skądś 
znaleźli  się  dziennikarze  i  ekipa  telewizyjna.  Im  także  musiała 
opowiedzieć o całym zdarzeniu. 

-  No,  jest  pani  teraz  prawdziwym  bohaterem  -  z  leciutką 

złośliwością orzekł Kaslow. 

-  Powinien  pan  raczej  powiedzieć:  prawdziwą  bohaterką. 

background image

Nie  zrobiłam  jednak  niczego  szczególnego.  Najbardziej  cieszę 
się z tego, że nie musiałam do niej strzelać. 

-  Będzie  pani  najsłynniejszym  w  mieście  prywatnym 

detektywem. Garrett powinien dać pani jakąś premię. 

-  Och,  czy  mógłby  pan  przy  okazji  zawiadomić  go  o  całej 

tej historii? Ja pewnie będę się z nim widziała później, na razie 
marzę o powrocie do domu, ciepłej kąpieli i odpoczynku. 

- Dobra, załatwione - obiecał Kaslow. 

Sydney  poszła  do  samochodu  i  pojechała  do  Glendale. 

Kiedy  opowiedziała  matce,  co  się  zdarzyło,  ta  osunęła  się  na 
krzesło i chwyciła za serce. 

- O mój Boże! 

- Mamo, już po wszystkim. Nie denerwuj się. 

-  Sydney,  gdyby  ci  się  coś  stało,  chyba  bym  cię  zabiła! 

Słowo daję. 

Spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem. 

-  Wiesz,  Sydney,  jestem  pewna,  że  gdyby  żył  twój  ojciec, 

byłby  z  ciebie  dumny.  On  zawsze  uwielbiał  ekstrawagancję. 
Podejrzewam,  że  to  był  podstawowy  problem  w  naszym 
związku, bo ja zawsze byłam okropnie konwencjonalna. 

-  Chciałabym,  żeby  i  Zinn  cenił  sobie  ekscentryczność  - 

westchnęła Sydney. 

- A właśnie! - wykrzyknęła Lee. - Na śmierć zapomniałam, 

że  dzwonił  godzinę  temu.  Powiedział,  że  musi  zostać  jeszcze 
jeden  dzień  w  San  Francisco.  Wróci  jutro  po  południu  i 
przyjedzie, żeby zabrać cię na premierę. Ma tu być koło szóstej. 

background image

Lee podeszła do Sydney. 

-  Mam  nadzieję,  że  nie  gniewasz  się,  że  zdradziłam,  jak 

bardzo spodobały ci się kwiaty od niego? 

Sydney wzruszyła ramionami. 

- Nie, a poza tym naprawdę mi się podobają. 

- Wiesz, powiedziałam mu też, jak bardzo chcesz się z nim 

znowu zobaczyć… 

Sydney spojrzała na matkę podejrzliwie. 

- Coś mu jeszcze naopowiadała? 

- Tylko to, co  sama mówiłaś.  Że bardzo  lubisz jego córkę, 

że… 

- Mamo, już starczy. 

- Nie powiedziałam ani słowa nieprawdy. Sydney, ty jesteś 

lepsza  niż  ci  się  samej  zdaje.  Zresztą,  przyznaj,  czy  cokolwiek 
skłamałam? 

Nie było sensu spierać się z matką. 

- Ale, dzięki Bogu, to już koniec swatania. 

- Niestety, nie doszliśmy do tego tematu. 

- Dobrze, mamo. Teraz idę się kąpać, a jeśli zadzwoni Zinn, 

to  proszę,  nie  opowiadaj  mu,  że  poszłam  wybierać  ślubną 
suknię, 

- Więc jednak myślisz w takich kategoriach! 

Sydney była już w drzwiach, ale teraz się odwróciła. 

background image

- Mamusiu, wiesz, że cię kocham, ale muszę ci coś wyznać: 

jesteś jak koń trojański. 

- Co masz na myśli? 

- Nie będę więcej rozmawiała z tobą na temat Zinna. Teraz 

dopiero odkryłam, że nie dam rady cię pokonać. 

Wyszła z pokoju, ale słyszała radosny śmiech swojej matki. 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ 10 

 

Zinn  siedział  nad  brzegiem  basenu  i  popijał  mrożoną 

herbatę.  Był  już  ubrany  w  smoking  i  teraz  czekał  tylko  na 
taksówkę.  Zaraz  po  powrocie  z  San  Francisco,  kilka  godzin 
temu,  zadzwonił  do  Glendałe,  ale  dowiedział  się  od  Lee,  że 
Sydney właśnie wyszła do fryzjera. 

Wydawało  mu  się  niesprawiedliwe,  że  wkrótce  zabierze 

Sydney  na  uroczystą  premierę,  kiedy  największym  jego 
marzeniem było zostać z nią sam na sam. 

Tylko  raz  rozmawiał  z  Sydney  przez  telefon  od  czasu 

aresztowania  Barbary.  Powiedział  wtedy,  jak  bardzo  mu 
zaimponowała  jej  odwaga.  W  głosie  Sydney  słyszał  natomiast 
pewne  wahanie  i  nieśmiałość.  Przyznała  jednak,  że  chce  się  z 

background image

nim  spotkać,  choć  właściwie  nie  było  już  specjalnego  powodu, 
by pokazywali się razem na premierze. Barbary nie trzeba było 
już  prowokować.  Sydney  chciała  jednak  pójść  z  Zinnem  na  tę 
premierę. 

Zinn był pewien własnych uczuć, ale zupełnie nie wiedział, 

co Sydney Charles czuje do niego. Czy ciągle ma uprzedzenia w 
stosunku  do  jego  pracy?  Czy  akceptuje  go  takim,  jakim  jest? 
Poza  tym,  dużą  rolę  w  jej  życiu  odgrywa  praca  i  kariera 
zawodowa.  Tak,  Sydney  miała  rację  -  silny  wzajemny  pociąg i 
cudowne chwile w łóżku to zbyt mało, by miało starczyć na całe 
życie. 

- Tatusiu, dlaczego tu siedzisz? 

Andrea  szła  brzegiem  basenu,  trzymając  w  ramionach 

swojego misia. Zinn posadził sobie córkę na kolanach. 

- Odpoczywam trochę przed wyjściem  - wyjaśnił. - Wiesz, 

że bardzo za tobą tęskniłem? 

- Och, ja też tęskniłam za tobą. 

Zinn  dotknął  warkocza  Andrei.  Był  jeszcze  mokry.  Zaraz 

po powrocie do domu pływał z córką w basenie. Potem Yolanda 
zabrała Andreę, by ją przebrać i uczesać. 

- Wie pan - opowiadała gosposia Zinnowi - Andrea chce się 

czesać  tylko  tak,  jak  panna  Sydney.  Traktuje  ją  zupełnie  jak 
matkę. 

Teraz  Andrea  siedziała  na  kolanach  ojca,  mocno  do  niego 

przytulona. 

- Mogłabym pójść z wami na przyjęcie? - spytała cichutko. 

background image

-  Bardzo  bym  chciał,  żebyś  poszła,  ale  to  jest  przyjęcie 

tylko  dla  dorosłych.  Obiecuję,  że  kiedy  się  rano  obudzisz,  już 
będę w domu i przyjdę do twojego pokoju. 

- A Sydney też będzie rano w domu? 

- Chciałbym, żeby była, ale nie wiem, co ona postanowi. 

- Ale ja chce, żeby do nas wróciła. 

- Powiem jej o tym. 

Zinn  już  wcześniej  myślał,  że  to  się  dobrze  złożyło,  iż 

Andrea i Sydney tak się polubiły. 

-  Senor  Garrett!  -  zawołała  z  głębi  domu  Yolanda.  - 

Taksówka już przyjechała. 

Andrea  odprowadziła  ojca  aż  do  drzwi  wyjściowych  i 

poprosiła, by pocałował na dobranoc jej ukochanego misia, 

- I pamiętaj, pocałuj też Sydney ode mnie - dodała szybko. 

- Kochanie, obiecuję, że to zrobię. 

Sydney,  ubrana  już  w  nową  suknię,  stała  przed  dużym 

lustrem,  kiedy  usłyszała  dzwonek  do  drzwi.  Wiedziała,  że  to 
Zinn i serce jej zadrżało. Poprawiła jeszcze raz suknię i rzuciła 
ostatnie  spojrzenie  w  lustro.  Wyglądała  bardzo  pięknie  i 
elegancko. Wyszła, by otworzyć drzwi, ale uprzedziła ją matka. 
Przywitała  się  z  Zinnem  i  dopiero  wtedy  on  podszedł  do  niej  i 
obejrzał  od  stóp  do  głów.  Na  jego  twarzy  pojawił  się  uśmiech 
aprobaty i zadowolenia. 

Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie nic nie mówiąc. 

-  Nie  sądzi  pan,  że  Sydney  wygląda  prześlicznie?  -  Lee 

background image

przerwała ciszę. 

- Wygląda fantastycznie. 

Zinn  podszedł  do  Sydney,  ujął  jej  dłoń  i  ucałował.  Potem 

lekko pocałował ją w policzek. 

- Aż boję się jej dotykać! 

-  Nie  jestem  ze  szkła  -  zaśmiała  się  Sydney.  -  Wczoraj 

chyba to udowodniłam? 

Zinn uśmiechnął się i objął dziewczynę w talii. 

- Pasujemy do siebie? - zwrócił się do Lee, 

Przyglądała im się przez chwilę. 

-  Jesteście  najpiękniejszą  parą,  jaką  kiedykolwiek 

widziałam  -  orzekła.  -  A  wierzcie  mi,  widziałam  ich  wiele  w 
Hollywood. 

-  Choć  raz  w  życiu  jesteś  obiektywna,  mamusiu  - 

zażartowała Sydney. 

- Och, Sydney, nie bądź cyniczna. - Zinn ścisnął jej dłoń. - 

Uważam, że twoja matka ma rację. 

Wyszli  przed  dom,  pożegnali  się  z  Lee  i  wsiedli  do 

taksówki. 

-  Andrea  prosiła,  bym  cię  od  niej  ucałował  -  powiedział 

Zinn. - Tęskniła za tobą. 

- Wiesz, ja też za nią tęskniłam. 

- Zatem mogę cię pocałować? 

- Naturalnie! 

background image

Zinn pochylił się i delikatnie dotknął ustami jej warg. Mimo 

że już się przecież z nim kochała, Sydney czuła się zażenowana 
jak pensjonarka. 

Mężczyzna, jakby domyślając się  wszystkiego, wziął ją za 

rękę. Był szczęśliwy, że jest z nią. 

- Trochę to dziwne, że nie musimy już denerwować się, co 

zrobi Barbara - odezwała się Sydney. 

-  To  prawda.  Przez  dłuższy  czas  nie  mogłem  uwierzyć,  że 

już po wszystkim. Kaslow opowiedział mi, że zachowałaś się jak 
prawdziwa  bohaterka.  Jestem  z  ciebie  dumny  i  bardzo 
wdzięczny. 

- Naprawdę? - nie dowierzała Sydney. 

- Ależ tak! Tak bardzo się poświęcałaś i tyle trudu włożyłaś 

w  tę  pracę…  dlatego  cieszę  się,  że  wykonałaś  wszystko  tak 
dobrze. 

- To może mi pomóc w karierze zawodowej. Bardzo ważna 

jest w moim zawodzie reklama, podobnie zresztą jak w twoim. 

-  Jeśli  w  przyszłości  ktoś  ze  znajomych  będzie  szukał 

prywatnego  detektywa,  to  na  pewno  polecę  ciebie  jako 
najlepszego. 

Sydney  bała  się  cokolwiek  powiedzieć,  by  nie  zepsuć 

jakimś nieopatrznym słowem tego wieczoru. 

Wjechali  na  Hollywood  Boulevard,  Był  już  straszny  tłok. 

Kierowca zatrzymał się przecznicę przed wejściem do teatru, bo 
stał tam już długi rząd samochodów. 

Sydney  zrozumiała,  że  wcale  nie  jest  zadowolona  i  nie 

background image

cieszy  się,  tak  jak  sobie  wyobrażała  wcześniej.  Chciała  być  z 
Zinnem,  ale  nie  w  hollywoodzkim  tłumie,  lecz  sama.  Nie 
potrzebowała 

wcale 

tego 

blichtru 

ekstrawagancji. 

Najzwyczajniej pragnęła zostać z Zinnem sam na sam. 

- Czekałeś na ten wieczór? - spytała. 

-  Szczerze  mówiąc  nie  za  bardzo.  Przede  wszystkim 

czekałem, by się z tobą spotkać. 

Sydney  ścisnęła  mu  dłoń.  Samochód  powoli  zbliżał  się  do 

wejścia do teatru. 

- Sydney, naprawdę masz ochotę na tę premierę? 

- Oczywiście, że tak! 

- A mnie się zdaje, że nie. 

- Och, Zinn, jak myślisz, czy wielu prywatnych detektywów 

ma okazję być zaproszonym na premierę przez gwiazdora? 

- Nie brzmi to szczerze. 

- Zinn, to jest część twojego życia i wiem, że chcesz, żebym 

tam z tobą była dziś wieczór. 

Zinn spojrzał jej głęboko w oczy. 

-  Eddie,  zawracaj,  zmieniłem  plany  -  powiedział  nagle  do 

kierowcy. 

- Dokąd mam jechać? 

-  Wszystko  jedno.  Możesz  jechać  na  Santa  Monica 

Boulevard, w kierunku plaży. 

- Zinn, co robisz?! 

background image

-  Nagle  straciłem  ochotę  na  tę  premierę.  Nie  sądzę,  żeby 

Mike miał do nas żal. 

- Ale już tu jesteśmy! 

- Masz taką wielką ochotę pokazać się na premierze? 

-  Nie,  nie  aż  tak  wielką  -  odpowiedziała  z  leciutkim 

wahaniem. 

-  Podobnie  i  ja.  Najchętniej  wybrałbym  się  gdzieś  na 

kolację. 

- Świetnie, pojeździmy i poszukamy czegoś. 

Sydney nie mogła wyjść ze zdumienia. Mijali właśnie teatr 

i zgromadzony wokół niego tłum, oczekujący na pojawienie się 
znanych  aktorów  i  aktorek.  Kręciło  się  tam  wielu 
fotoreporterów.  Zinn  oparł  się  wygodniej  i  rzeczywiście 
wyglądał na bardzo zadowolonego. 

- Rezygnujesz z premiery ze względu na mnie? 

- Ze względu na nas. 

- Chyba nie powiedziałam nic, co mogłoby… 

- Sydney, to ja tego chcę. 

- Jesteś pewien? 

-  Syd,  w  tej  sukni  jesteś  najpiękniejszą  kobietą,  jaką 

widziałem.  Jeśli  nie  zależy  ci  tak  bardzo,  żeby  i  inni  cię 
zobaczyli, to pozwól mi cieszyć się tobą w samotności. 

Zinn  kazał  kierowcy  zatrzymać  się  przed  restauracją. 

Wysiedli z samochodu. Wziął Sydney pod ramię i poprowadził 
do wejścia. Kelnerka na ich widok zrobiła okrągłe ze zdumienia 

background image

oczy. 

-  Stolik  dla  palących  czy  dla  niepalących,  panie  Adams?  - 

zapytała odruchowo. 

- Dziękuję, ale przed nami byli ci państwo.  - Zinn wskazał 

ręką na czekającą rodzinę. 

-  Och,  przepraszam  -  Kelnerka  zarumieniła  się.  Wokół 

słychać było ożywione szepty. 

-  Czy  to  nie  któraś  z  Aniołków  Charliego?  -  wykrzyknęła 

jakaś starsza pani na widok Sydney. 

Zostali wreszcie zaprowadzeni do stolika, a kelnerka podała 

im szklaneczki z wodą. 

- Czy życzą sobie państwo coś do picia? - spytała. 

- Mam ochotę na mrożoną herbatę - powiedziała Sydney. 

- Ja też. I od razu zamówimy omlety. 

Zinn  wybrał  z  karty  jakiś  specjalny  omlet,  a  Sydney 

poprzestała na zwykłym z grzybami i serem. 

Jakaś starsza pani z ośmioletnią mniej więcej dziewczynką 

podeszły z prośbą o autograf. Poprosiły także o autograf Sydney, 

- W jakim filmie pani gra? - spytała dziewczynka. 

- „Najtrudniejsza misja” - zażartowała Sydney. 

Później już nikt im nie przeszkadzał i spokojnie mogli zjeść 

kolację.  Byli  obydwoje  w  doskonałych  nastrojach.  Potem 
pojechali  na  plażę  w  Santa  Monica.  Słońce  już  niemal 
całkowicie  zaszło  za  horyzont.  Szli  wysadzaną  palmami  aleją, 
odgradzającą  plażę  od  ulicy.  Biegali  po  niej  zwolennicy 

background image

joggingu, dzieci jeździły na wrotkach i na rowerach. Oni dwoje 
w swych eleganckich wieczorowych strojach budzili zdumienie, 

-  Pomyśl  tylko  -  odezwał  się  Zinn.  -  Gdyby  pewnego  dnia 

Lloyd  Ferris  nie  przyszedł  na  mój  uniwersytet,  może  teraz 
spacerowałabyś ze znanym adwokatem. 

-  Bardziej  prawdopodobne,  że  ty  byś  spacerował  z  kimś 

innym. 

- Nie, nie wierzę w to. Byliśmy sobie przeznaczeni, Syd. 

- To brzmi bardzo romantycznie. 

- Czy to coś złego? 

-  Nie,  skądże.  Sądzę  tylko,  że  mamy  poważniejsze  sprawy 

do omówienia. 

- Na przykład jakie? 

Zeszli  teraz  z  chodnika  i  szli  brzegiem  wydmy.  Poniżej 

znajdowała  się  plaża,  szeroka  i  piaszczysta,  teraz  niemal 
zupełnie pusta. W oddali błyszczały światła miasta. 

-  No  więc,  jakie  to  mamy  problemy?  -  powtórzył  pytanie 

Zinn. 

Sydney oparła głowę na jego ramieniu. 

- Boję się, że żyjemy w tak różnych światach… - szepnęła. 

- Oczywiście, że nie jesteśmy tacy sami. Zresztą, to byłoby 

straszne,  gdyby  tak  było.  Pytanie  tylko,  czy  możemy  się 
wzajemnie zaakceptować? 

- I właśnie to mnie martwi. 

background image

- W takim razie nie ma problemu. 

- Zinn, przecież i ty musisz mieć jakieś wątpliwości. 

Zinn  spojrzał  na  ocean.  Zastanawiał  się,  jakich  słów  ma 

użyć. 

-  No…  nie  wiem  właściwie,  co  jest  dla  ciebie  ważne 

wżyciu. 

- Zinn, ja nie jestem Moniką. Chyba to cię gnębi. 

- Rozumiem, że powinnaś robić to, co chcesz robić. Gdybyś 

nie  mogła,  byłabyś  nieszczęśliwa.  Próbowałem  tolerować 
ambicje  Moniki,  nie  odmawiałem  jej  niczego  i  w  rezultacie 
oboje  z  Andreą  staliśmy  się  dla  niej  najmniej  ważni.  Czasami 
twoja  niepowstrzymana  chęć  dopadnięcia  Barbary  bardzo  mi 
przypominała  charakter  Moniki.  Bardzo  się  tym  trapiłem…  nie 
w tym sensie, żebym chciał zabronić ci czegokolwiek… 

-  Rozumiem,  Zinn.  W  rozmaitych  sytuacjach  różne  rzeczy 

stawiamy  na  pierwszym  miejscu.  Monika  dokonała  wyboru 
opuszczając ciebie, ja nigdy tego nie zrobię. 

Przyglądał  się  jej  przez  pewien  czas.  Potem  przysunął 

delikatnie do siebie i się pocałowali. Było im cudownie. 

- Sydney, może  to  zabrzmi trochę  za bardzo  bezpośrednio, 

ale ja wiem, czego chcę. Co prawda, przyszłość jest zawsze nam 
nie znana, ale teraz chcę, byś została moją żoną - wyznał. 

Przytulił ją. 

- Zinn… Ja… 

-  Mam  świadomość,  że  cię  zaskoczyłem,  ale  chcę,  żebyś 

mnie  dobrze  zrozumiała.  Wiem,  co  myślisz  o  moim  świecie,  o 

background image

mojej pracy, ale wiem też, że zrozumiałaś, iż staram się, by moje 
życie  było  normalne  i  takie  właśnie  życie  chciałbym  z  tobą 
dzielić. 

- Och, Zinn… 

Objęła go i przytuliła do siebie. Zaczęła płakać, nie zdając 

sobie z tego sprawy. Mężczyzna odsunął się od niej i spojrzał jej 
prosto w oczy. Próbowała się opanować. 

- Sydney, kochanie, jako aktor umiem rozpoznawać ludzkie 

zachowania, ale, do licha, nie wiem teraz, czy się zgadzasz, czy 
nie. 

Sydney roześmiała się przez łzy, a potem wytarła oczy. 

-  Ależ  tak!  Przecież  Grant  Adams  zawsze  zdobywa 

dziewczynę! 

-  Tak  -  odparł  Zinn.  -  Ale  to  nie  dziewczyny  jego 

zdobywają! 

-  Tu  jest  Hollywood,  Zinn.  Tu  się  zdarzają  najdziwniejsze 

rzeczy…