background image

DRAMAT W HOLLYWOOD

background image

Janice Kaiser

Czy Sydney przełamie swe uprzedzenia do świata blichtru i konwenansu, jakim, jej 

zdaniem, jest Hollywood?

Tytuł oryginału Heartthrob

Przekład Ewa Bogatyńska

background image

ROZDZIAŁ 1

-  Proszę  mi  darować  głupie  pytanie  -  powiedział  Abe  Cohen.  -  Ale  jak 

zamierza pani ochraniać kogoś, kim pani pogardza?

Sydney  Charles  pomyślała,  że  musi  mieć  się  na  baczności.  Nie  mogła 

pozwolić,  aby  Abe  Cohen  zniechęcił  się  do  jej  projektu.  Od  niego  zależało,  czy 
dostanie pracę.

- Panie Cohen... - zaczęła spokojnym tonem.

-  Mów  mi  Abe,  kochanie.  Twoja  matka  mówiła  do  mnie  Abe  przez 

trzydzieści lat. Ty też możesz tak się do mnie zwracać.

- Abe - poprawiła się Sydney, starając się ukryć napięcie - policjant nie musi 

być zakochany w ofierze, żeby szukać mordercy, a specjalista od ochrony nie musi 
być  jakoś  szczególnie  związany  z  pracodawcą.  A  w  ogóle,  to  mam  podobno 
pilnować  córeczki Zinna Garretta, a nie jego samego. Z  mojego punktu widzenia 
fakt,  że  Zinn  Garrett  jest  aktorem,  nie  ma  żadnego  znaczenia.  A  ponieważ  to 
Garrett podpisuje czek, będę starała się być dla niego uprzejma.

-  Uprzejma  to  za  mało  -  odrzekł  Cohen,  pociągając  cygaro.  -  Gwiazdy 

filmowe to  na  ogól ludzie  bardzo drażliwi, przywykli do  tego, że  wszyscy całują 
ich  po  rękach.  Wiesz  o  tym.  Zinn  nie  jest  aż  taki  okropny  jak  większość  z  nich, 
czasem nawet potrafi być całkiem rozsądny. Nie zapominaj jednak, że jest aktorem. 
Ma  pieniądze,  jest  uwielbiany  i  mieszka  w  tym  mieście.  A  co  najważniejsze  -
ubóstwia swoją córkę. Czy mam jeszcze coś do tego dodać?

Sydney niecierpliwie potrząsnęła głową, odrzucając do tyłu blond warkocz.

- Nie, wszystko jasne, Abe. Chciałam ci tylko powiedzieć, co w ogóle myślę 

o  aktorach.  Dobrze  znam  Hollywood  i  nie  przepadam  za  jego  mieszkańcami. 
Oczywiście, nie mam na myśli tu obecnych - dodała szybko. 

Abe Cohen uśmiechnął się lekko, usiadł wygodniej w fotelu i zadumał się.

Sydney była przekonana, że Abe równie dobrze sam mógłby grać w filmach, 

oczywiście  jako  aktor  drugoplanowy.  Był  już  po  sześćdziesiątce,  miał  solidny 
brzuszek,  pokrytą  zmarszczkami  twarz,  z  charakterystycznym  perkatym  nosem. 
Przy  tym  błyszczącą  łysinę  i  nieodłączne  cygaro  w  kąciku  ust.  Biuro  Abe'a 
mieściło się w dość starym budynku w Beverly Hills. Nie było może imponujące, 

background image

ale  przytulne  i  wypełnione  najróżniejszymi  pamiątkami  z  Hollywood.  Matka 
opowiadała kiedyś Sydney, że Abe miał nawet statuetkę Oskara, którą jakiś klient 
zapisał  mu  w  testamencie.  Ściany  biura  były  obwieszone  fotografiami  gwiazd 
filmowych  z  różnych  czasów,  oczywiście  w  towarzystwie  Abe'a  Cohena.  Abe 
zresztą  zaraz  po  przyjściu  Sydney  do  biura  pokazał  jej  zdjęcie,  na  którym  stał 
pomiędzy  Lee  Lorraine,  matką  Sydney,  i  Dickiem  Charlesem,  jej  ojcem.  Zdjęcie 
było  zrobione  w  czasie  kręcenia  jakiegoś  filmu,  ze  dwadzieścia  siedem  lat  temu. 
Sydney  nigdy  przedtem  nie  widziała  tej  fotografii.  Teraz,  w  czasie  rozmowy, 
ukradkiem przypatrywała się ojcu, którego ledwie znała. Abe nagle przechylił się 
nad biurkiem.

- Widzisz, Sydney - powiedział - nie mogę  cię polecić Zinnowi Garrettowi 

tylko  dlatego,  że  znałem  twoją  matkę.  Dlaczego  właściwie  miałbym  to  robić? 
Zresztą ciągle wysłuchuję od ludzi najrozmaitszych propozycji i pomysłów.  A co 
ty masz do zaproponowania? - Wydmuchnął dym w stronę sufitu i znowu oparł się 
wygodnie w fotelu. - Proszę bardzo, słucham.

Sydney  wiedziała,  że  musi  teraz  dobrze  wypaść.  Kilka  miesięcy  temu 

otworzyła  prywatne  biuro  detektywistyczne,  ale  interes  nie  szedł  zbyt  dobrze. 
Otrzymała w tym czasie tylko kilka niewielkich zleceń, więc postanowiła postarać 
się  o  kontrakt  jako  specjalistka  od  ochrony  osobistej.  Rozpaczliwie  go 
potrzebowała,  gdyż  skończyły  się  jej  oszczędności.  Była  zmuszona  wrócić  do 
domu matki, bo nie mogła dalej opłacać wynajmowanego mieszkania. Co gorsza, 
gdyby  nie  udało  się  jej  zdobyć  szybko  pieniędzy,  trzeba  będzie  zamknąć  własne 
biuro.  Postanowiła  więc  zająć  się  ochroną  osobistą.  Ludzie  dobrze  za  to  płacili, 
więc miała nadzieję, że wybrnie jakoś z kłopotów finansowych.

-  Abe,  będę  z  tobą  szczera.  Nie  mam  jeszcze  takiej  pozycji  wśród 

prywatnych detektywów jak Michelle Pfeiffer wśród aktorek. Na razie nie jestem 
gwiazdą. Ale jestem naprawdę dobra w tym, co robię. Wiele razy zajmowałam się 
ochroną  osobistą,  kiedy  jeszcze  pracowałam  u  Candy'ego  Gonzaleza  i  zawsze 
robiłam to dobrze. Teraz sama założyłam biuro i chcę się specjalizować właśnie w 
ochronie ludzi.

- Jak długo pracowałaś u tego Gonzaleza? 

- Trochę ponad rok.

- A przedtem?

- Studiowałam na University of Califomia w Los Angeles, specjalizowałam 

się w kryminologii.

background image

Abe strząsnął popiół do popielniczki.

- Kłopot w tym, że nie masz zbyt dużego doświadczenia.

Sydney spojrzała na palmy za oknem, potem potrząsnęła głową.

- Oczywiście - powiedziała - za moją pierwszą rolę nie dostałam nominacji 

do Oskara, ale odniosłam sukces i znam swój fach.

-  No  dobrze,  malutka,  ale  kontynuując  twoje  porównanie  muszę  ci 

powiedzieć, że przed producentem zawsze stoi pytanie: czy zaangażować nieznaną 
debiutantkę, a to zawsze jest duże ryzyko, czy raczej postawić na znaną gwiazdę.

Sydney pochyliła się ku niemu.

- Jestem naprawdę dobra, daj mi tylko szansę - poprosiła.

Abe machnął ręką.

-  Kochanie,  posłuchaj  dobrej  rady.  W  tym  mieście,  jeśli  się  czegoś  chce, 

trzeba  chcieć  z  całej  siły.  A  na  twojej  twarzy  nie  widać  ani  śladu  determinacji. 
Weźmy na przykład twoją matkę. Kiedy zaczynała karierę, była biedna jak mysz, 
do  studia  weszła  w  starej  sukienczynie,  ale  na  planie  filmowym  umiała  od  razu 
przemienić się w milionerkę. Widać więc było, że odniesie sukces.

- Matka była aktorką, ja nią nie jestem - zauważyła Sydney.

- Zinn Garrett za to jest aktorem, i to znanym.

- Panie Cohen, nie będę błagać pana o tę pracę. Jestem jednak pewna, że dam 

sobie radę.

- Będę z tobą szczery - powiedział Abe Cohen. - Osobiście wolałbym wysłać 

cię  do  znanej  wytwórni  filmów  niż  do  ochrony  dzieciaka  Zinna  przed  jakąś 
maniaczką. Musisz sama się dobrze zaprezentować - poradził.

- Czy to znaczy, że mnie pan poleci do tej pracy?

- Tak, ale to wszystko, co mogę zrobić. Potem musisz sobie radzić sama.

- To cudownie! - wykrzyknęła Sydney, uderzając dłonią o biurko.

- Nie  myśl  tylko, że już dostałaś tę pracę. W tym mieście trzeba umieć się 

sprzedać. Teraz będziesz musiała jeszcze przekonać do siebie Zinna Garretta.

Sydney  mimo  wszystko  była  zadowolona.  Kontrakt  u  Garretta  to  była 

background image

poważna  sprawa.  W  każdej  gazecie  opisywano,  że  sławnemu  aktorowi  grożono 
porwaniem córki. Wszyscy o tym mówili. Tak, to było poważne zadanie i, jeśli jej 
się uda, może stać się początkiem kariery.

Abe Cohen patrzył na nią z wyraźnym rozbawieniem.

- Wiesz, dziecinko, zawsze dziwiło mnie, że mając matkę aktorkę, sama nie 

połknęłaś  bakcyla filmu.  Kiedyś  rozmawiałem  z  nią  o tym  i  tłumaczyłem, że  nie 
można nic robić na siłę.

Tak, matka marzyła, by i Sydney została aktorką. Kiedy była jeszcze małym 

dzieckiem,  zabierała  ją  na  wszystkie  próbne  zdjęcia  dla  młodocianych  aktorów. 
Marzeniem  Lee  Lorraine  było  zrobić  z  córki  gwiazdę  filmową.  I  trudno 
powiedzieć, co było dla matki większą porażką i rozczarowaniem - czy koniec jej 
własnej kariery filmowej, czy też kompletny brak zainteresowania Sydney światem 
filmu i wielkich gwiazd.

Abe przyjrzał się dziewczynie dokładnie.

- Wesz, że masz dobre zadatki - wyznał z uśmiechem. - Z taką figurą i buzią 

mogłabyś zrobić karierę. Ale to nie wszystko - westchnął. - Nie odziedziczyłaś po 
rodzicach miłości do filmu.

Sydney często powtarzano, że jest bardzo podobna do matki z lat młodości, 

ale poza tym różniły się we wszystkim.

- Tak, aktorstwo nigdy mnie nie pociągało - potwierdziła Sydney.

Abe ze smutkiem pokiwał głową.

-  Mama chyba  ci powiedziała, że zajmowałem się  także  sprawami twojego 

staruszka?

Sydney poczuła znajomy ból, ale uśmiechnęła się, żeby nie dać nic poznać 

po  sobie.  Ostatnią  osobą,  o  której  chciałaby  rozmawiać,  był  Dick  Charles,  ale 
zdawała sobie sprawę, że nie da się tego uniknąć.

- Tak, mama wspominała mi o tym.

- Dick był jednym z wielkich. - Abe żuł cygaro. - Był wielki wtedy, kiedy 

jeszcze w filmach grały prawdziwe gwiazdy.

Sydney  nic nie powiedziała. Teraz, kiedy Abe  obiecał  zarekomendować ją, 

powinna przynajmniej być uprzejma.

background image

- Wielka szkoda, że nie znałaś lepiej swojego staruszka - kontynuował Abe.

-  Miałam  jednak  matkę  -  Sydney  z  trudem  przełknęła  ślinę  -  i  naprawdę 

szczęśliwe dzieciństwo, a to jest najważniejsze.

Abe uśmiechnął się i potaknął.

- Wiesz, dziecinko, bardzo mi przypominasz twoją matkę.

- Dziękuję. To chyba komplement, prawda? 

Abe znowu potaknął.

- A jak się miewa Lee?- zainteresował się.

- Zupełnie dobrze, choć trochę dokucza jej artretyzm - odparła Sydney.

- Artretyzm jest dokuczliwy, zwłaszcza dla takiej tancerki jak twoja mama -

stwierdził Abe.

- Mama nie tańczy od lat!

- Oczywiście, nie tańczy już zawodowo, ale wierz mi dziecko, że to zostaje 

człowiekowi we krwi na zawsze. Choćby parę kroków na dywanie w salonie. Lee 
na pewno tańczy, mogę się założyć.

Abe wydmuchnął dym z cygara.

-  Tak  -  mówił  dalej  -  jej  historia  była  jedną  z  bardziej  tragicznych  w 

Hollywood.  Może  dlatego,  że  zaczęła  karierę  w  nieodpowiednim  czasie. 
Najważniejsze to trafić na właściwy moment. Lee Lorraine miała wszelkie dane po 
temu,  by  zrobić  wielką  karierę,  ale  jej  nie  zrobiła.  Pewnie  już  ci  o  tym 
opowiadano? - zapytał.

Sydney  poruszyła  się, jakby było  jej  niewygodnie  na  wyściełanym krześle. 

Zawsze sprawiało jej przykrość słuchanie, jak to matka nie zrobiła wielkiej kariery, 
a ojciec zrobił, i to właśnie wtedy, kiedy matka poświęciła się jej wychowywaniu, a 
ojciec…  Najdelikatniej  mówiąc,  nie  można  było  nic  szczególnie  dobrego  o  nim 
powiedzieć.

- Aktorzy tacy jak twoja matka to już zanikający typ. Ja zresztą też należę do 

tego samego gatunku - westchnął.

Sydney wiedziała, że stary agent reklamowy lubił grać przed ludźmi, a jedną 

z jego sztuczek było niewątpliwie narzekanie. Najważniejsze jednak, że zechciał jej 
pomóc i że poleci ją Zinnowi Garrettowi. Była mu za to szczerze wdzięczna.

background image

- Abe, co mam dalej robić?

Agent podał jej kartkę.

- Powiedziałem Zinnowi, że o pierwszej będziesz u niego. Tu masz adres.

Sydney nie mogła ukryć zdumienia.

- Czy to znaczy, że już wcześniej mnie umówiłeś?

-  No  tak,  ale  gdybyś  mi  się  nie  spodobała,  to  bym  wszystko  odwołał. 

Rozmawiałem z nim wczoraj, był gotów zatrudnić kogoś innego. W tym przypadku 
jednak czas się bardzo liczy.

Sydney zerwała się z krzesła, pochyliła nad biurkiem i mocno uścisnęła dłoń 

Abe'a.

- Dziękuję ci bardzo! - wykrzyknęła.

- A ja ci życzę, żebyś sobie na tej sprawie połamała nogi.

Sydney odwróciła się i podeszła do drzwi, ale zatrzymał ją głos Abe'a.

- Nawiasem mówiąc, Zinn ma dobre oko. Twoja figura… No, mądrej głowie 

dość dwie słowie.

Sydney  kiwnęła  głową,  że  rozumie.  Tego  właśnie  nienawidziła  w 

Hollywood. Kobiety i mężczyźni byli na sprzedaż. Nie zawsze chodziło o seks. Był 
to  po  prostu  naturalny  sposób  bycia  w  tym  mieście,  tak  nieodzowny  jak  makijaż 
czy  eleganckie  stroje.  Widziała,  jak  to  się  skończyło  w  przypadku  jej  matki  i 
dlatego  postanowiła,  że  sama  nigdy  nie  będzie  naśladować  stylu  życia  gwiazd 
filmowych.

Wyszła  z  biura  Abe'a  i  podeszła  do  swojej  hondy  stojącej  na  parkingu. 

Westchnęła na widok sporej plamy ropy i wyciekających ciągle spod silnika kropli. 
Rzeczywiście,  silnik  jakoś  dziwnie  zachowywał  się  od  pewnego  czasu.  Musi 
podjechać  do  najbliższej  stacji,  dokupić  ropy  i  mieć  nadzieję,  że  uda  się  jej 
dojechać  na  czas  do  domu  Zinna  Garretta  przy  Pacific  Palisades.  Spojrzała  na 
zegarek. Musi się pospieszyć, jeśli chce zdążyć.

Wsiadła do samochodu, który na szczęście od razu zapalił.

Sydney  nerwowo  splatała  warkocz,  czekając  w  samochodzie  pod  domem 

Garretta.  Rozmawiała  już  z  gospodynią  przez  domofon  i  dowiedziała  się,  że 
Garretta  jeszcze  nie  ma.  Upływały  następne  minuty,  a  Garrett  ciągle  nie  wracał. 

background image

Patrzyła teraz na solidną bramę i modliła się w duchu, by aktor nie zmienił zdania i 
nie  znalazł  kogoś  innego  do  ochrony.  Dla  niej  ta  praca  stanowiła  ostatnią  deskę 
ratunku.

Sydney była zdecydowana wykonać swoje zadanie. Zdawała sobie sprawę z 

wszelkich  niebezpieczeństw,  choć  większość  tego  rodzaju  zajęć  polegała  na 
zwykłej, codziennej harówce, ale za to właśnie jej płacono i z tego żyła.

Bez  wątpienia  prędzej  wzięłaby  udział  w  bandyckim  napadzie,  łaziłaby  do 

szulerni i grała tam z handlarzami narkotyków, niż dałaby się namówić na milutkie 
pogawędki z aktorami i aktorkami, opowiadającymi głównie o problemach swoich 
duszyczek.  Dobrze  znała  mentalność  mieszkańców  Hollywood,  więc  wiedziała, 
czego  można  się  po  nich  spodziewać.  Może  tak  się  szczęśliwie  złoży,  że  Garrett 
będzie większość czasu spędzał na planie i opiekę nad córką powierzy wyłącznie 
jej.

Sydney  spoglądała  na  Pacyfik  i  wznoszące  się  u  jego  brzegów  pagórki 

Beverly  Hills.  Dom  Garretta  znajdował  się  na  samym  szczycie  wzgórza,  widok 
stamtąd  musiał  być  piękny.  Teraz  jednak  rozkoszowanie  się  widokami 
uniemożliwiał  unoszący  się  w  powietrzu  i  niemal  całkowicie  zasłaniający  niebo 
smog, który przypominał o bliskości Los Angeles.

Sam  dom  był  zupełnie  nowy,  pewnie  zbudowany  na  polecenie  Garretta. 

Zamiast  powszechnego  w  tej  okolicy  różowawobeżowego  tynku  i  czerwonych 
dachówek, dom miał białe mury i zielonkawy dach. Wokół rosły olbrzymie palmy i 
kolorowo kwitnące krzewy.

Sydney spojrzała na zegarek. Garrett spóźniał się już pól godziny. Nie był to 

najlepszy znak. Jadąc tu z biura Abe'a przygotowała się, co i jak ma powiedzieć, 
ale teraz nabierała wątpliwości, czy się jej uda.

Wczoraj,  kiedy  przewoziła  swoje  rzeczy  do  domu  matki,  czuła  się 

kompletnie przegrana,  a kiedy matka  zaproponowała,  że przyjmie  kilku  uczniów, 
żeby trochę zarobić, czuła, że serce niemal jej pęka.

Matka utrzymywała je obie nie tylko grając w filmach, ale także prowadząc 

niewielkie  studio,  w  którym  uczyła  tańca  dzieci  aktorów  i  przyszłe  baletnice. 
Zapewniało to niewielki dochód, i pozwalało matce zachować kontakt z tym, co tak 
kochała.  Jednak  z  wiekiem  i  w  miarę,  jak  zaczął  rozwijać  się  u  niej  artretyzm, 
musiała zaprzestać dawania lekcji.

Sydney  domyślała  się,  że  matka  nigdy  nie  zaprzestała  marzeń  o  karierze 

filmowej. Z czasem wszystkie ambicje przerzuciła na córkę. Ciągle opowiadała jej 

background image

o  świecie  filmu,  ale  Sydney  zawsze  była  bardzo  niezależna  i  nie  poddawała  się 
wpływom matki.

Konflikt między nimi wynikał właśnie z odmiennych upodobań i dla obu był 

trudny do rozwiązania. Sydney bardzo cierpiała, bo kochała matkę gorąco i była jej 
wdzięczna  za  wszystkie poświęcenia. Nawet teraz  trudno  było wytłumaczyć  Lee, 
że  jej  wielkie  przywiązanie  do  świata  filmu  nie  jest  rozsądne,  że  właśnie  to 
przywiązanie zniszczyło ją samą i spowodowało tyle nieporozumień między  nią i 
córką.  Jednak  za  każdym  razem,  kiedy  Sydney  próbowała  w  jakikolwiek  sposób 
krytykować  przemysł  filmowy,  jej  matka  wpadała  w  furię.  „Gdyby  nie  film,  nie 
byłoby ciebie na świecie. Nigdy w życiu nie żałowałam ani przez moment tego, co 
zdarzyło  się  mnie  i  twojemu  ojcu,  bo  zostaliśmy  obdarzeni  przepięknym 
dzieckiem!” - krzyczała.

Oczywiście, matka nie dodawała, że to dziecko było nieślubne i że własnego 

ojca  znało  tylko  z  ekranu,  a  w  dodatku  ten  ojciec  traktował  je  obie  niemal  jak 
powietrze.  To  wszystko  dręczyło  Sydney  i  spowodowało  jej  niechęć  do  Dicka 
Chariesa  i  w  ogóle  do  aktorów,  a  także  do  całego  świata,  który  wokół  siebie 
tworzyli.

To już właściwie historia. Ojciec umarł i przeszedł do legendy, a matka i ona 

sama mogły się co najwyżej pojawić w przypisach do jego biografii. Jednak to jego 
pieniądze  pozwoliły  Lee  utrzymać  ładny  dom  i  dały  jej  wystarczające 
zabezpieczenie na starość.

Kiedy  jednak  matka  wciąż  udzielała  lekcji,  choć  już  z  trudem  chodziła, 

Sydney  zdecydowała,  że  musi  sama  zacząć  zarabiać  i  znalazła  najpierw  pracę  u 
McDonalda.

Spojrzała  w  boczne  lusterko,  ale  nie  ujrzała  żadnego  samochodu.  Czyżby 

Garrett ją zlekceważył?

Zniecierpliwiona tym wszystkim wysiadła z samochodu, odrzuciła warkocz 

przez  ramię,  wychyliła  się  za  przydrożną  barierę  i  zaczęła  wpatrywać  w  drogę 
dojazdową.  Próbowała  jakoś  wygładzić  pomiętą  już  sukienkę.  Zawsze  wolała 
ubierać się do pracy w spodnie, ale tym razem matka tak nalegała, że zgodziła się 
włożyć  sukienkę,  bo  rzekomo  seksapil  jest  rzeczą,  która  w  Hollywood  liczy  się 
najbardziej.  Sydney  nie  była  zachwycona,  ale  zaufała  doświadczeniu  matki  w 
kontaktach z gwiazdami.

Słońce świeciło ostro, nie było wiatru, a powietrze stawało się coraz bardziej 

gorące. Sydney przypomniał się pewien letni dzień, podobnie upalny jak dzisiejszy. 
Dostała  wówczas  swe  pierwsze  zadanie  jako  prywatny  detektyw  w  firmie 

background image

Candy'ego Gonzaleza. Była wtedy tak zdenerwowana, że ledwie mogła prowadzić 
samochód,  a  musiała  zdobyć  jak  najwięcej  informacji  o  pewnym  maniaku,  który 
wypisywał  jakieś  wariackie  listy  do  jednego  z  graczy  drużyny  Dodgersów  z  Los 
Angeles.

Praca  u  Gonzaleza  dała  jej  potrzebne  doświadczenie,  jednak  prywatni 

detektywi są na ogół z natury ludźmi bardzo niezależnymi. Podobnie było z Sydney 
-  pragnęła  jak  najszybciej  usamodzielnić  się  i  otworzyć  własną  agencję.  Pytanie 
tylko, czy nie zrobiła tego za wcześnie? Może jednak była zbyt niecierpliwa?

Okiem eksperta zaczęła oglądać mur otaczający posiadłość Garretta. Został 

tak  zaprojektowany,  by  chronić  mieszkańców  przed  ciekawskimi  spojrzeniami 
przechodniów  i  turystów,  ale  nie  zapewniał  całkowitego  bezpieczeństwa.  Gdyby 
ktoś  koniecznie  chciał  się  dostać  do  środka,  mógłby  to  uczynić  bez  większych 
problemów.

Musi  o  tym  powiedzieć  Garrettowi  na  samym  początku.  W  ten  sposób 

udowodni  mu  od  razu,  że  jest  profesjonalistką.  Jeśli  ma  dostać  tę  pracę,  musi 
przede wszystkim rozwiać wszelkie wątpliwości Garretta.

Znowu  spojrzała  na  zegarek  i  w  tym  samym  momencie  usłyszała 

nadjeżdżający  z  dużą  prędkością  samochód.  Był  to  srebrzysty,  pobłyskujący 
chromowaniami jaguar. Prowadził go Garrett. Samochód zwolnił i zatrzymał się po 
drugiej stronie ulicy, przed bramą posiadłości. Garrett wyciągnął pilota, nacisnął i 
brama  otworzyła  się  automatycznie.  Sydney  wyjęła  torebkę  z  samochodu  i 
skierowała  się  w  stronę  domu,  ale  zanim  przeszła  na  drugą  stronę  ulicy,  brama 
zamknęła  się.  Jaguar  jechał  powoli  długim  podjazdem  w  stronę  zabudowań. 
Zatrzymał  się,  mężczyzna  wysiadł,  odwrócił  się  i  spojrzał  jakby  z  pewnym 
wahaniem na Sydney.

- Panie Garrett! - zawołała. 

Niezbyt  zdecydowany  zaczął  iść  w  jej  stronę.  Miał  na  sobie  nieskazitelnie 

białą  koszulę,  a  twarz  przysłaniały  olbrzymie  słoneczne  okulary.  Sydney  była 
jednak pewna, że to właśnie jest Zinn Garrett.

Znała  tę  twarz,  choć  w  rzeczywistości  mężczyzna  był  dużo  przystojniejszy 

niż  na  ekranie.  Zagrał  kilka  razy  w  filmach,  które  nie  odniosły  oszałamiającego 
sukcesu,  ale  jego  popularność  rosła  od  kilku  lat,  bo  występował  w  telewizyjnym 
serialu  detektywistycznym.  Grał  adwokata  broniącego  niewinnie  oskarżonych,  a 
były to głównie przystojne kobiety,

Sydney  nie  miała telewizora,  więc tylko ze  dwa  razy  widziała  u  kogoś  ten 

background image

serial.  Kiedy  Garrett  podszedł  bliżej,  zdziwiła  się,  że  jest  wyższy,  niż  się  jej 
wydawało. Widać było, że jest wysportowany i silny. Twarz zasłaniały mu okulary, 
ale  Sydney  pamiętała,  że  Garrett  ma  piękne  oczy,  mocno  zarysowane  kości 
policzkowe i  niemal arystokratyczny nos.  Tylko usta były  wąskie i  zawsze jakby 
lekko  skrzywione,  co  powodowało,  że  nie  był  lalkowatym  pięknisiem.  Sydney 
pamiętała,  że  oglądając  go  w  paru  filmach  odniosła  wrażenie,  jakby  Garrett  nie 
traktował tego, co robi, ze zbyt dużą powagą.

Poczuła,  że  serce  bije  jej  szybciej,  ale  pomyślała,  że  to  pewnie  ze 

zdenerwowania.  Nigdy  nie  peszyła  się  w obecności  sławnych aktorów,  spotykała 
ich bardzo wielu i często. Kiedy była jeszcze dziewczynką, matka zabierała ją ze 
sobą do studia filmowego.

Garrett uśmiechnął się i odezwał, zanim zdążyła otworzyć usta.

- Ma pani ołówek?

- Ołówek? - Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi.

- No tak, coś do pisania. - Przeszukiwał kieszenie swej jedwabnej koszuli, -

Bo ja nic przy sobie nie mam.

Sydney  otworzyła  torebkę,  wyciągnęła  długopis  i  podała  mu  przez  kratę 

bramy. Garrett us'miechal się z lekkim rozbawieniem.

- Potrzebuję jeszcze jakiejś kartki. - Wskazał palcem w jej stronę.

-  Czy  ja  wyglądam  na  sekretarkę?  -  zapytała  odruchowo,  ale  zaraz 

przestraszyła  się,  jak  on  zareaguje  na  taką  uwagę.  Trudno  było  jednak  wyczytać 
cokolwiek z jego twarzy,

Sydney  znalazła w torebce  stary kwit  ze sklepu  spożywczego, podała  mu  i 

czekała, co będzie dalej,

Garrett odwrócił kwit i napisał coś na drugiej stronie. Potem spojrzał na nią i 

choć nie widziała jego oczu, domyśliła się, że ocenia jej figurę. Potem oddał kwit i 
szeroko się do niej uśmiechnął.

- Pani jest tu przejazdem, czy też mieszka pani w Los Angeles? - zapytał.

- Przepraszam, nie rozumiem.

-  Jestem  po  prostu  ciekaw…  Pani  nie  wygląda  jak  większość…  no… 

wielbicielek.

background image

Sydney  spojrzała  na  karteczkę  i  przeczytała:  Z  najlepszymi  życzeniami  dla 

cudownej dziewczyny - Zinn Garrett. Pokręciła głową, niczego nie rozumiejąc.

- Co to jest?

-  Mój  autograf -  wyjaśnił  Garrett.  -  Czy  spodziewała  się pani,  że  podpisze 

się: Tom Selleck?

Sydney zrozumiała wszystko i wybuchnęła śmiechem.

- Obawiam się, że to jakieś nieporozumienie. Panie Garrett, nie przyszłam tu 

po pański autograf.

Zdjął okulary, w jego oczach nie było najmniejszego zakłopotania.

- Pani nie jest kolekcjonerką autografów? 

Pokręciła przecząco głową.

-  Czy  mogę  zatem  spytać,  o  co  chodzi?  Nie,  nie,  pozwoli  pani,  że  sam 

zgadnę. Pewnie ma mi pani doręczyć pozew sądowy. Moja była żona i jej adwokat 
znowu chcą wszcząć sprawę, a pani krótka spódniczka, zgrabne nogi i mila buzia 
miały mnie wprowadzić w błąd, tak?

Sydney znowu pokręciła przecząco głową i zdjęła okulary.

-  Gdybym  miała  wręczyć  panu  pozew,  już  dawno  bym  to  zrobiła  -

zauważyła.

- Rzeczywiście. - Garrett potarł dłonią policzek. Spojrzał jej w oczy. - Zdaje 

się, że długo bym musiał zgadywać. Może mi pani coś podpowie?

- Zgoda.

Sydney sięgnęła do torebki i wyciągnęła swój półautomatyczny pistolet. Nie 

mierzyła nim w Garretta, ale on i tak pobladł.

-  Nazywam  się  Sydney  Charles  -  przedstawiła  się.  -  Pan  chciał  mnie 

zatrudnić  do  ochrony  swej  rodziny.  Od  razu  muszę  powiedzieć,  że  nie  powinien 
pan podchodzić do bramy i rozmawiać z kimś zupełnie nieznajomym.

Garrett nie  chciał  po  sobie  pokazać,  że  się  przestraszył, ale  widać było,  że 

jest zdenerwowany.

- To pani jest Sydney Charles? - spytał zdziwiony.

background image

-  Tak,  byłam  z  panem  umówiona  -  spojrzała  na  zegarek  -  dokładnie 

trzydzieści pięć minut temu.

- Pani Charles, przepraszani za spóźnienie i mam nadzieję, iż nie gniewa się 

pani,  że  wziąłem  ją  za  moją  wielbicielkę.  Nie  domyśliłem  się,  kim pani  jest,  bo, 
prawdę mówiąc, spodziewałem się mężczyzny.

- To mi się często zdarza, ale jeśli ktoś uważnie czyta, to zauważy, że moje 

imię pisze się nie, jak męskie, przez „i”, na przykład Sidney Poitier, ale przez „y” -
Sydney, a to jest imię żeńskie.

- No tak - zauważył ponuro Garrett - powinienem popracować nad ortografią 

i chyba też nad metodami zachowania bezpieczeństwa.

- Tak, powinien pan - potwierdziła Sydney.

Garrett wskazał na pistolet, który wciąż trzymała w ręce.

- Jak pani schowa tę zabawkę, będziemy mogli przystąpić do rozmów.

Wsunęła pistolet do torebki, nie mogąc ukryć zadowolenia, że jednak zrobiła 

na nim wrażenie. Trzymała w ręce kartkę z jego autografem i nie bardzo wiedziała, 
co z nią zrobić. Wreszcie podała mu ją przez bramę.

-  Proszę,  mnie  to  nie  jest  potrzebne,  a  pan  może  odesłać  ten  autograf  do 

muzeum.

Garrett bez słowa wziął kartkę, zmiął i schował do kieszeni.

Sydney  przestraszyła  się,  że  może  zbyt  daleko  się  posunęła.  Abe  Cohen 

ostrzegał  ją  przecież,  iż  gwiazdorzy  są  niesłychanie  drażliwi  i  przyzwyczajeni 
raczej do hołdów niż do krytyki czy żartów.

- Widzi pani - wyjaśnił Zinn Garrett - gram w serialu detektywistycznym i 

nauczyłem się, że nigdy nie powinno się sprzeciwiać kobiecie, która ma w torebce 
rewolwer.

Podszedł  do  wyłącznika  i  nastawił  kod  szyfrowy.  Brama  otworzyła  się, 

Sydney weszła, poczekali chwilę, aż brama znowu się zamknie i mszyli  w stronę 
domu.

- Jest pani zatem prywatnym detektywem i chce pani zająć się ochroną mojej 

córki?

- Tak.

background image

-  Muszę  pani  powiedzieć,  że  sprawa  ochrony  córki  jest  dla  mnie  bardzo 

ważna. Za  nic w świecie nie mogę dopuścić, by  coś jej  się stało. Andrea jest dla 
mnie wszystkim.

-  Przede  wszystkim  musimy  najpierw  dowiedzieć  się,  na  czym  polega 

zagrożenie - powiedziała Sydney, próbując za nim nadążyć.

Garrett  nagle  zatrzymał  się  i  zwrócił  w  jej  stronę.  Jego  głos  brzmiał 

niezwykle poważnie.

-  Powinienem  od  początku  być  z  panią  szczery,  pani  Charles.  Nie  jest  mi 

wszystko jedno, kogo zatrudnię do tej pracy. I nie musi to być pani, tylko dlatego 
że Abe panią polecił. Bardzo możliwe, że wynajmę kogoś innego.

Sydney zamarła na te słowa, ale postanowiła nie poddawać się tak łatwo.

- Zdaję sobie sprawę - odparła jak najbardziej opanowanym głosem - że pan 

jeszcze mnie nie zatrudnił, ale ja też jeszcze nie zdecydowałam, że podejmuję się 
tej pracy.

-  Ależ  pani  jest  ostra.  Czy  do  rozmów  z  klientami  przygotowuje  się  pani, 

czytając powieści Ellery Queena?

Sydney  poczuła,  że  się  rumieni.  Bardzo  możliwe,  że  zamiast  być  pewna 

siebie, była po prostu bezczelna.

-  Panie  Garrett,  chciałam  tylko  powiedzieć,  że  muszę  wiedzieć,  czy  praca 

będzie  mi  odpowiadała,  a  poza  tym,  w  tego  typu  sprawach,  w  dobrze  pojętym 
interesie wszystkich, ważne jest wzajemne porozumienie.

Nic  na  to  nie  odpowiedział,  ale  na  jego  twarzy  malował  się  wyraźny 

sceptycyzm.  Dalej  szli  w  milczeniu,  a  Sydney  rozmyślała,  jak  bardzo  potrzebuje 
tego zajęcia. Tydzień u tego faceta i opłaciłaby mieszkanie za parę miesięcy, a poza 
tym mogłaby później dodawać  do  opisu swojej kariery zawodowej, że  pracowała 
dla takiej sławy. Nie, nie wolno jej przepuścić takiej okazji.

-  Jeśli  to,  co  powiedziałam,  zabrzmiało  złośliwie,  bardzo  przepraszam.  Na 

ogół przy takiej pracy, jak moja, ludzie oczekują, że będziemy twardzielami.

Garrett roześmiał się.

-  No  nie,  pani  w  ogóle  na  to  nie  wygląda.  Jeśli  chce  się  pani  dowiedzieć 

prawdy, to wyznam, że bardzo źle pani wszystko rozegrała od samego początku. Z 
wyjątkiem  tego  wyciągania  rewolweru  z  torebki.  Wtedy  rzeczywiście  mnie  pani 

background image

przestraszyła.  Ale  nie  jest  pani  takim  twardzielem  jak  Sam  Spade  z  „Sokoła 
maltańskiego”.

Sydney  nie  odzywała  się.  Irytował  ją  ten  protekcjonalny i  pełen  wyższości 

ton głosu. Jednak najważniejsze było teraz, żeby zaczął traktować ją poważnie.

- Często wygląd bywa zwodniczy - oznajmiła powściągliwie.

-  Tak,  z  tym  mogę  się  zgodzić.  Większość  aktorów  w  mniejszym  lub 

większym stopniu ma z tym do  czynienia. Na przykład ludzie często utożsamiają 
mnie z bohaterem, którego gram.

- Z mojej strony to panu nie grozi, bo w ogóle nie oglądam telewizji.

- Moi producenci nie byliby zadowoleni z tego, co pani mówi.

-  Nie  miałam  zamiaru  dotknąć  pana  -  dodała  szybko  w  obawie,  że  może 

znowu niechcący go obraziła.

- Nic się nie stało. Nie wszyscy muszą lubić bohatera, którego gram. Powiem 

szczerze, że sam mam czasami dość tego Granta Adamsa.

- Naprawdę?

Widocznie  w  jej  głosie  brzmiało  prawdziwe  niedowierzanie,  bo  Garrett 

zatrzymał  się  i  przyjrzał  jej  bacznie.  Byli  już  przy  schodach  prowadzących  do 
domu.

-  Pani  jest  pewnie  przekonana,  że  jestem  typowym  hollywoodzkim 

playboyem,  ale,  szczerze  mówiąc,  nie  bardzo  mnie  obchodzi  to,  co  pani  o  mnie 
myśli.  Jeśli  pani  rzeczywiście  chce  podjąć  się  pracy  u  mnie,  to  musi  dobrze 
zrozumieć, że bezpieczeństwo Andrei jest dla mnie rzeczą niezwykle ważną. Teraz 
to w ogóle najważniejsza sprawa w moim życiu.

Sydney spojrzała mu prosto w oczy.

- Rozumiem i bardzo się cieszę, że tak właśnie podchodzi pan do rzeczy.

-  Stawiam  sprawę  uczciwie  -  zastrzegł  Garrett  -  i  dlatego  chcę,  by  pani 

wiedziała,  że  naprawdę  sądziłem,  iż  zatrudniam  mężczyznę.  Nie  chcę,  by  pani 
robiła sobie jakieś nadzieje.

- Najważniejsze - odparła Sydney - że ja znam swoje możliwości i wiem, że 

jestem w stanie wykonywać tę pracę.

- To mi się podoba. Obiecuję, że uczciwie rozważę pani kandydaturę, ale nic 

background image

więcej nie mogę obiecać.

- Chodzi mi o to - wyjaśniła dziewczyna - żeby nie miał pan uprzedzeń.

Nagle  Garrett  położył  ręce  na  jej  ramionach,  tak  jakby  był  jej  starym 

znajomym.

- Jak się do pani zwracają przyjaciele?

-  Przeważnie  mówią  do  mnie  Syd  -  wykrztusiła  Sydney,  zaskoczona  tą 

nieoczekiwaną poufałością.

- Nie będziesz miała nic przeciwko temu, bym i ja tak do ciebie mówił?

Potaknęła w milczeniu.

-  Jeszcze  jedno  Syd.  Nie  wiem,  co  ci  powiedział  Abe,  ale  chcę,  żebyś 

wiedziała,  że  jeśli  w  grę  wchodzi  moja  córka,  nie  ma  nic  ważniejszego.  Nie 
obchodzi  mnie,  czy  ktoś  jest  czerwonoskóry,  czy  ma  dwie  głowy,  ale  jeśli  jest 
najlepszy  w  swoim  zawodzie,  to  go  zatrudniam.  I  odwrotnie  -  zgrabna  figura  i 
długie nogi nie liczą się tu zupełnie. Możesz wierzyć lub nie, ale nie nastawiam się 
na żadne romanse. Mówię ci to, bo nie chcę, żeby były jakieś nieporozumienia.

-  Panie  Garrett,  bardzo  się  cieszę,  że  tak  jasno  stawia  pan  sprawę.  -

Uśmiechnęła się do niego i delikatnie zdjęła jego ręce ze swoich ramion. - Jeśli to 
pana interesuje, ja też nie myślę o żadnych romansach.

Zinn Garrett uśmiechnął się szeroko.

- Syd, chyba powinniśmy już wejść do domu i zobaczyć się z Andreą.

ROZDZIAŁ 2

Garrett  otworzył  drzwi  i  wpuścił  Sydney  do  środka.  Z  głębi  długiego  holu 

wybiegła  do  nich  mała,  może  czteroletnia  dziewczynka,  ubrana  tylko  w  same 
majteczki od kostiumu kąpielowego.

background image

- Tatusiu! Ta… - urwała, kiedy spostrzegła Sydney, ale natychmiast ominęła 

ją i podbiegła do ojca. Zinn pochwycił małą i wziął na ręce.

-  Dios  mio!  -  Rozległ  się  czyjś  głos  z  głębi  domu.  Sydney  obejrzała  się  i 

zobaczyła  niską,  korpulentną  Meksykankę,  trzymającą  w  ręku  górną  część 
dziecinnego kostiumu kąpielowego.

-  Dios  mio!  -  powtórzyła  kobieta.  -  Przepraszam  pana,  seńor  Garrett,  ona 

wyrwała mi się, kiedy ją ubierałam.

Zinn bawił się z córką, huśtał ją i przytulał.

- Nic się nie stało, Yolando. - Zbagatelizował skargę i dalej mówił do córki: -

A ty, mój aniołku, skąd wiedziałaś, że to tata wrócił?

Tymczasem kobieta, wyraźnie zakłopotana, przyglądała się Sydney.

-  Yolando  -  zwrócił  się  do  niej  Garrett  -  to  jest  Sydney  Charles,  prywatny 

detektyw. Chyba ci wspominałem, że dzisiaj mamy spotkanie?

-  Tak,  seńor,  ale  mówił  pan,  że  to  będzie  mężczyzna,  a  nie  piękna  młoda 

dama.

Zinn wybuchnął śmiechem.

- Też byłem na początku zaskoczony, ale możesz mi wierzyć, że jest równie 

ostra  jak  mężczyzna.  -  Mrugnął  porozumiewawczo do  Sydney,  ale  ona  udała,  że 
tego  nie  dostrzega.  -  A  to  jest  moja  gospodyni,  Yolanda,  która  też  zajmuje  się 
Andreą - kontynuował Garrett. - No, a kim jest ten małpiszonek, chyba nie muszę 
mówić.

Dziewczynka  nagle  zawstydziła  się  i  ukryła  twarz  na  ramieniu  ojca.  Miała 

takie same ciemne włosy jak on. Sydney dotknęła jej policzka.

-  Cześć,  Andreą  -  przywitała  się.  -  Czy  mi  się  zdaje,  czy  wybierasz  się 

popływać?

Dziewczynka przytaknęła i znowu schowała twarz.

-  Och,  seńorita,  ona  od  rana  marzy  o  pływaniu,  ale  uparła  się  i  nie  chce 

włożyć górnej części kostiumu.

-  Obiecałem  jej,  że  popływamy,  kiedy  tylko  wrócę  do  domu  -  wyjaśnił 

Garrett.  -  Nie  pozwalam  jej  wchodzić  do  basenu,  kiedy  nie  ma  mnie  w  domu.  -
Spojrzał na dziewczynkę. - Mój aniołku, idź teraz z Yolanda i dokończ się ubierać. 

background image

Tatuś będzie na ciebie czekał za parę minut przy basenie.

Rzeczywiście,  Abe  Cohen  mówił  prawdę.  Zinn  Garrett  był  głęboko 

przywiązany do  córki.  Jednak Sydney nie spodziewała się, że aż tak bardzo. Ten 
człowiek  zaskakiwał  ją.  Wcześniej  już  słyszała  trochę  szczegółów  na  temat 
rozwodu  Zinna  Garrctta  z  Moniką  Parrish.  Pobrali  się  na  początku  jego  kariery 
filmowej.  Ona  była  dopiero  początkującą  aktorką  i  nie  mogła  się  pogodzić  z 
faktem, że on stał się stawny, a jej kariera jakby utknęła w miejscu. Po urodzeniu 
się  Andrei  ich  małżeństwo  coraz  bardziej  się  psuło  i  w  końcu  Monika,  która 
tymczasem stała  się  wziętą aktorką,  zażądała rozwodu.  Nie  chciała poświęcić się 
wychowywaniu córki, dlatego Andreą została pod opieką Zinna.

- Co pani sądzi p mojej córce? - zapytał Zinn.

- Jest naprawdę urocza. - Sydney uśmiechnęła się, bo aktor zachowywał się 

teraz jak typowy ojciec, dumny ze swego dziecka,

Mężczyzna  przypatrywał  się  jej  przez  chwilę  i  doszedł  do  wniosku,  że 

Sydney  jest bardzo  interesującą  kobietą,  i  to  nie  tylko  pod  względem  fizycznym. 
Zachowywała się zupełnie inaczej niż te, które znał. Tu, w Hollywood liczyła się 
pozycja, sława, dobry kontrakt. Prawie wszystkie aktorki, z którymi Zinn grywał, 
były  owładnięte  myślą,  jak  to  wszystko  osiągnąć,  a  inne  kobiety,  nawet  nie 
związane ze światem filmu, też przejmowały  ten  styl bycia. Natomiast  w Sydney 
Charles uderzyło go to, że od początku nie przypisywała najmniejszego znaczenia 
do  jego  pozycji,  a  nawet  jakby  tym  wszystkim  trochę  pogardzała.  Uznał,  że  to 
bardzo  pouczające  doświadczenie.  Oczywiście,  gdyby  Sydney  nie  była  przy  tym 
pociągająca, wszystko to nie byłoby tak ciekawe.

Wskazał na torebkę Sydney.

-  Czy  może  razem  z  pistoletem  spakowała  pani  i  kostium  kąpielowy?  -

zapytał.

Spojrzała na niego z zakłopotaniem.

- Nie, a dlaczego miałabym?

-  Wydawało  mi  się  -  wyjaśnił  -  że  jest  pani  przygotowana  na  wszelkie 

możliwe sytuacje. Pomyślałem, że moglibyśmy popływać razem z Andreą.

Propozycja ta nie wzbudziła jej zachwytu.

- Nie mam zwyczaju rozmawiać z klientami ubrana w kostium kąpielowy -

odpowiedziała dość chłodno.

background image

Spojrzał  na  nią.  Jej  błękitne  oczy  wydawały  się  spokojne,  ale  dostrzegł  w 

nich iskierki gniewu.

- No tak, rozumiem.

-  Panie  Garrett,  chodzi  panu  o  bezpieczeństwo  córki,  prawda?  -  zadała  to 

pytanie czysto zawodowym tonem. 

- Tak.

-  Może  więc  przystąpimy  do  omówienia  tej  sprawy  -  zaproponowała 

zdecydowanie - zamiast zajmować się takimi głupstwami.

-  Nie  miałem  zamiaru  zajmować  się  głupstwami,  jak  to  pani  określiła,  ale 

chodzi mi po prostu o to, by córka nie czekała zbyt długo. Sądziłem, że możemy 
załatwić dwie sprawy jednocześnie. Porozmawiać i popływać z Andreą.

- Och! - Była wyraźnie speszona. - Nie połapałam się, o co chodzi.

Zinna rozbawiła ta sytuacja, bo w gruncie rzeczy nie miałby nic przeciwko 

temu, by obejrzeć Sydney w bikini.

-  Poza  tym  sądziłem  -  dodał  -  że  skoro  Andrea  tak  polubiła  pływanie,  to 

powinienem sprawdzić, jak pani radzi sobie w wodzie.

Sydney wciąż zdawała się nie rozumieć, o co mu chodzi.

- Czy umie pani pływać?

- Tak, oczywiście. Nawet zupełnie niezłe. Mam kartę ratownika.

- Czy umie pani udzielić pierwszej pomocy i tak dalej?

-  Tak,  w  mojej  pracy  ma  to  szczególne  znaczenie.  Pewnie  powinnam 

zademonstrować, co potrafię, jeśli uważa pan, że to jest ważne.

- Nie trzeba, wierzę na słowo. - Zinn uśmiechnął się i uznał, że bardzo mu się 

podoba przekomarzanie z Sydney.

Wziął  ją  pod  ramię  i  zaprowadził  przez  długi  hol  do  oranżerii,  gdzie 

znajdowało  się  mnóstwo  roślin  i  jakichś  afrykańskich  rzeźb. Stały  też  wiklinowe 
krzesła  zarzucone  kolorowymi  poduszkami.  Przeszli  przez  oranżerię  i  weszli  do 
olbrzymiego  patio.  Zinn  wskazał  jej  krzesło  pod  turkusowym  parasolem.  Siadł 
naprzeciwko, a  ona rozglądała się uważnie. Wokół basenu rozciągał się starannie 
utrzymany  trawnik,  a  sam  basen  był  ogromny.  Z  patio  roztaczał  się  przepiękny 
widok  na  zachodnią  część  Los  Angeles.  W  ogóle  cały  dom  był  fantastyczny  i 

background image

elegancko, ze smakiem umeblowany.

Sydney  odwróciła  się  do  Zinna.  Nie  była  do  końca  pewna,  czego  ten 

człowiek  od  niej  oczekuje,  jednak  zdecydowała  się  przeprowadzić  rozmowę  tak, 
jak ona chciała, a nie czekać, aż on sam zacznie.

- Co by pan chciał o mnie wiedzieć?

- Rzeczywiście, chciałbym zadać kilka pytań. 

Czekała cierpliwie.

- Czy ma pani przy sobie swoją wizytówkę?

- Mam.

- Mogę zobaczyć?

Wyciągnęła wizytówkę z torebki i podała mu. Oglądał ją przez chwilę.

-  To  dziwne,  dzwoniłem  pod  ten  numer  zaraz  po  rozmowie  z  Abe'em,  ale 

okazało się, że został zlikwidowany.

Dziewczywna zarumieniła się.

-  Niedawno  się  przeprowadziłam  i  widocznie  nie  mają  jeszcze  mojego 

nowego numeru - wyjaśniła. 

- Rozumiem. Jeszcze ten adres. To taki zespół bloków mieszkalnych w Santa 

Monica. Skromne, ale ładne. Czy tam naprawdę jest pani biuro? - zapytał.

- Teraz mam biuro w Glendale.

- W jakimś biurowcu?

- Nie potrzebuję szczególnie eleganckiego biura. Wystarczy, że jestem dobra 

w swoim zawodzie.

Spojrzał jej prosto w oczy.

- To znaczy, że ma pani biuro w swoim domu?

-  No…  właściwie…  Będę  zupełnie  szczera.  To  nie  mój  dom,  lecz  mojej 

matki. Mieszkam tam tylko czasowo, szukam czegoś nowego.

Garrett oddał jej wizytówkę i odczuł pewną przyjemność, widząc jej lekkie 

zakłopotanie.

background image

-  Zapytam  teraz  wprost.  Ile  podobnych  spraw  prowadziła  pani  w  swojej 

agencji detektywistycznej?

Przypomniały  jej  się  rady  Abe'a,  żeby  zachowywała  się  tak,  jakby  była 

najlepszym  specjalistą  na  świecie.  Ale  czy  miała  kłamać?  Nigdy  w  życiu  nie 
postępowała nieuczciwie.

- Prawdę mówiąc; żadnej tego rodzaju - powiedziała otwarcie.

- A jakiego rodzaju?

- Zaledwie kilka drobnych spraw. Otworzyłam agencję kilka miesięcy temu, 

ale  to  nie  znaczy,  że  nie  mam  doświadczenia.  Pracowałam  przez  rok  w  agencji 
Candy'ego Gonzaleza w Los Angeles. Ochranialiśmy pewną aktorkę szantażowaną 
przez byłego narzeczonego.

- Pani osobiście ją ochraniała?

- Wie pan, Candy nie mógł na przykład wchodzić za nią do damskiej toalety.

Zinn lekko się uśmiechnął.

- Zajmowałam się też poszukiwaniem małego chłopca, którego ojciec porwał 

od  matki,  a  potem  chroniłam  go,  dopóki  nie  aresztowano  porywacza.  To  chyba 
powinno wystarczyć.

- Rzeczywiście, brzmi to nie najgorzej - wyznał - choć jeszcze o niczym nie 

świadczy, a mnie obchodzi przede wszystkim bezpieczeństwo Andrei.

-  Jeśli  pan  mnie  zatrudni,  to  mnie  także  będzie  ono  obchodziło  przede 

wszystkim.

Czuła pulsowanie krwi w żyłach. Zinn Garrett utrzymywał ją w niepewności. 

Raz wydawało się, że już ją  zatrudni, a po  chwili, że  sobie  z niej  najzwyczajniej 
żartuje.

- Panie Garrett, zapytam wprost. Pana naprawdę interesuje, czy miałam już 

podobne doświadczenia zawodowe, czy też pan tylko odgrywa komedię?

- Nie rozumiem - odparł zdziwiony.

- Chcę wiedzieć, czy rozmawia pan ze mną poważnie, czy to są tylko żarty?

Przez chwilę wahał się z odpowiedzią.

-  Wcześniej  przyznałbym,  że  rozmawiam  z  panią  tylko  dlatego,  że  prosił 

background image

mnie  o to  Abe. Byłem  właściwie  zdecydowany wynająć kogoś innego.  Mówiłem 
prawdę.  Teraz  jednak  zmieniłem  zdanie,  bo  jest  w  pani  coś,  co  mnie 
zainteresowało. Jest pani inna i to mi się podoba - wyjaśnił.

Sydney  głęboko  westchnęła  myśląc,  ile  jeszcze  takiej  bezceremonialności 

będzie musiała znieść.

- Nie chodzi mi o to, by dostać rolę w pańskim filmie.

- Wiem, ale też ja nie chcę zatrudnić bibliotekarza. W przypadku prywatnej 

ochrony duże znaczenie mają także osobiste relacje.

Z głębi domu rozległ się głośny krzyk. Oboje spojrzeli w tamtym kierunku. 

To córka Zinna Garretta się niecierpliwiła. Sydney też była już zniecierpliwiona.

- Jeśli praca u pana jest nadal aktualna, to bardzo proszę wysłuchać, co mam 

jeszcze do powiedzenia.

Zinn  pochylił  się  przez  stolik  i  wziął  ją  za  rękę.  Sydney  zamarła  pod  tym 

dotknięciem i niemal przestała oddychać.

- Dobrze, ale pozwoli pani, że jednak najpierw popływam z Andreą, tak jak 

jej obiecałem. To nie potrwa długo.

Wstał, nie czekając na jej odpowiedź.

- Idę się przebrać i za chwilę wracam. - Już w drzwiach odwrócił się i dodał: 

- Proszę mi wierzyć, nie jestem do pani uprzedzony, ale muszę też pamiętać, że i 
matka Andrei będzie zainteresowana całą sprawą. Wprawdzie dla Moniki dziecko 
nie  jest  najważniejsze  na  świecie,  ale  na  pewno  będzie  chciała  wiedzieć,  jak 
zorganizowałem  ochronę.  Teraz  Monika  jest  w  Afryce,  ale  kiedy  wróci,  nie 
chciałbym,  żeby  miała  powód  do  następnych  plotek  na  mój  temat.  Powinna  pani 
zrozumieć też i moją sytuację.

Przez chwilę zastanawiał się.

-  Przyrzekam  -  powiedział  -  że  postaram  się  być  w  pani  przypadku 

obiektywny, ale to wszystko, co mogę obiecać. Yolanda powinna zaraz przyjść do 
pani. Proszę ją poprosić o coś do picia. I proszę się przez ten czas trochę odprężyć. 
Naprawdę, nie jestem taki straszny, jak się może pani wydawać.

Sydney patrzyła za nim, gdy odchodził. Potrząsnęła głową nie wiedząc, co o 

tym wszystkim sądzić. Ten człowiek niezwykłe gładko grał swoją rolę. Irytowała ją 
zbytnia  pewność  siebie  i  giętkość  w  zachowaniu.  Na  pewno  nie  był  kimś,  kogo 

background image

można  by  zignorować.  Raz  traktował  ją  z  pewną  brutalnością,  a  zaraz  potem  z 
najniewinniejszą miną próbował ją podejść i przyłapać na jakiejś nieszczerości czy 
kłamstwie.

Właściwie było oczywiste, że Garrett nie traktuje jej całkiem poważnie, choć 

nie  do  końca  było  jasne,  o  co  mu  chodzi.  Ta  rozmowa  o  pływaniu  i  kostiumie 
kąpielowym nie miała nic wspólnego ze sprawami zawodowymi, ale udało mu się z 
tego zręcznie wybrnąć. Tak, był bystry i przebiegły. Wiedziała jednak, że i ona nie 
wygląda na osobę naiwną, która łatwo da się wmanewrować w jakąś grę. Czyżby 
tego nie spostrzegł?

Najważniejsze, że jeszcze miała szanse na otrzymanie tej pracy. Choć może 

pierwszą rundę wygrał on, to nie był jednak koniec rozgrywki i teraz kolej na jej 
ruch. Zdawała sobie sprawę, że przede wszystkim powinna zmusić go, by zaczął jej 
słuchać, a nie żeby ona musiała ciągle odpowiadać na różne pytania.

Chciała się trochę odprężyć. Więc zaczęła przechadzać się skrajem basenu. 

Rzeczywiście był olbrzymi, prawie tak duży jak szkolny basen w Glendale. Chwilę 
wpatrywała  się  w  przejrzystą  wodę  i  rozmyślała,  szukając  argumentów,  którymi 
mogłaby  przekonać  Garretta.  Doszła  do  wniosku,  że  najważniejsze  będzie 
zaakcentowanie, dlaczego właściwie i kto grozi porwaniem Andrei. Z artykułów w 
gazetach wiedziała, że jakaś tajemnicza kobieta od dłuższego czasu prześladowała 
samego  Zinna. Zdaje  się,  że  nie  była  w  pełni  normalna  i  miała  rodzaj  obsesji  na 
jego  de.  Teraz  jednak  zaczęła  grozić  Andrei  i  sprawa  przybrała  naprawdę 
niebezpieczny obrót.

Niedawno próbowała nawet  porwać dziewczynkę, kiedy  ta  była z  gosposią 

na  zakupach  w  supermarkecie.  Wtedy  właśnie  Garrett  zdecydował  się  wynająć 
prywatnego detektywa.

Sydney  doskonale  rozumiała  postawę  Zinna,  ale  uważała,  że  powinna  go 

przekonać,  że  nie  tylko  sama  ochrona  dziewczynki  jest  potrzebna.  W  jej 
mniemaniu  najważniejszym  zadaniem  powinno  być  schwytanie  owej  szalonej 
kobiety, co wyeliminowałoby zagrożenie. Poza tym, dla Sydney byłaby to okazja 
do pokazania swoich umiejętności w tropieniu i ściganiu przestępców. Była pewna, 
że najlepszą obroną jest dobrze przygotowany atak.

Pytanie tylko, czy zdoła przekonać Zinna do tej koncepcji? Wróciła na swoje 

miejsce pod parasolem ogrodowym.

Po  chwili  zobaczyła  Andreę  w  towarzystwie  Yolandy.  Dziewczynka 

nieśmiało  skierowała  się  w  jej  stronę.  Sydney  doskonale  rozumiała,  że  dla 
czteroletniego dziecka rozmowa z nieznaną dorosłą osobą jest tak samo trudna, jak 

background image

dla niej samej rozmowa o pracy, którą chciała dostać.

- Senorita, czego się pani napije? Piwa? - zawołała Yolanda od drzwi.

- Proszę jakiś sok albo mrożoną herbatę.

- Przypilnuje pani przez ten czas małej?

- Oczywiście.

Yolanda  kiwnęła  głową  i  odeszła.  Dziewczynka  chwilę  przyglądała  się 

Sydney w milczeniu.

- Wiesz, Andrea, badzo ci ładnie w tym różowym kostiumie.

Dziecko nic nie odpowiedziało.

- Powiedz mi, lubisz pływać?

Kiwnęło potakująco, ale nadal nic nie mówiło.

- Ja też bardzo lubię pływać. - Uśmiechnęła się do dziewczynki, ale ta dalej 

była poważna.

Sydney  dotknęła  ramienia  Andrei  i  delikatnie  pogłaskała.  Zawsze  bardzo 

lubiła dzieci, choć nieczęsto miała z nimi kontakt. One też dobrze się czuły w jej 
towarzystwie. Chyba jest tak, że dzieci instynktownie lgną do niektórych ludzi. Tak 
było w przypadku Sydney.

Andrea nieśmiało wzięła ją za rękę.

- Lubisz mojego tatę? - zapytała.

- Tak, to bardzo miły człowiek. Dlaczego pytasz? - Sydney roześmiała się.

- Dużo kobiet go lubi.

-  Jestem  tego  pewna.  -  Sydney  pogłaskała  ją  po  głowie  i  leciutko 

przyciągnęła bliżej.

- Każda kobieta na świecie lubi mojego tatę.

-  Wiesz,  to  chyba  lekka  przesada,  ale  rzeczywiście  twój  tata  jest  bardzo 

popularny. A skąd ci to wszystko przyszło do głowy?

- Yolanda tak uważa.

background image

- No to może ma rację.

Andrea przysunęła się jeszcze bardziej.

- Mogę ci usiąść na kolanach? - spytała.

Sydney  zdumiało,  jak  szybko  Andrea  przestała  być  nieśmiała  i  pełna 

rezerwy.

- Oczywiście, że możesz - zgodziła się.

Dziewczynka po  sekundzie siedziała jej na kolanach i wyglądała na bardzo 

zadowoloną.

- Yolanda mówi, że jesteś bardzo ładna.

- Ona jest bardzo miła - przyznała Sydney.

- Ty też jesteś bardzo miła.

-  Dziękuję. Ty  także jesteś bardzo  ładna. -  Sydney  lekko uszczypnęła ją  w 

policzek,

Andrea zachichotała i spojrzała kobiecie w oczy.

- Wiesz, że tatuś mnie kocha?

- Oczywiście, jesteś przecież jego małą córeczką.

- A ty masz córeczkę?

-  Nie,  ale  jeśli kiedyś będę miała, to  chciałabym,  żeby była dokładnie taka 

jak ty.

Andrea  uśmiechnęła  się.  Potem  lekko  dotknęła  długiego  blond  warkocza 

Sydney.

- Dlaczego masz tylko jeden warkocz? - spytała.

- Mniej pracy ze splataniem jednego niż dwóch - wyjaśniła Sydney.

- A mnie Yolanda zaplata dwa.

- Tak też jest ładnie.

- Wiesz, że moja mama już nie jest żoną tatusia?

- Jest ci przykro z tego powodu?

background image

Andrea  pokręciła  głową  przecząco,  choć  Sydney  czuła,  że  nie  jest  to  do 

końca szczere. Było jej żal dziecka.

- Mama przestała kochać tatusia - powiedziała rzeczowo Andrea.

- To smutne, kochanie. - Pogłaskała ją po policzku.

-  Możesz  jednak  widywać  mamę  czasami  i  zawsze  jesteś  z  tatą.  Kiedy  ja 

byłam małą dziewczynką, w ogóle nie widywałam mojego taty.

- A dlaczego? - zdziwiła się Andrea.

- Nie wiem dokładnie, ale on chyba nie chciał mieć  córki, więc udawał, że 

mnie nie ma. Ale teraz już jestem dorosła i nie martwię się tym. Pamiętaj, że jesteś 
bardzo szczęśliwa mając ojca, który cię tak kocha.

Andrea uśmiechnęła się.

-  No  proszę  -  rozległ  się  głos  z  drugiej  strony  basenu.  -  Z  częścią  rodziny 

Garrettów już sobie pani poradziła.

Andrea,  słysząc  głos  ojca,  uwolniła  się  z  objęć  Sydney  i  pobiegła  w  jego 

kierunku. Zinn chwycił ją w ramiona.

Miał  na  sobie  tylko  czarne  spodenki  kąpielowe.  Wyglądał  na  mężczyznę, 

który jest w dobrej formie fizycznej.

Sydney  przyglądała  mu  się,  jak  spaceruje  z  córką  w  ramionach  wokół 

basenu. Był fantastycznie przystojny.

Nie  było  po  nim  widać  ani  śladu  zażenowania,  zapewne  dlatego,  że  tyle 

czasu spędzał na planie filmowym. Sydney przypomniała sobie, że równie pewny 
siebie był jej ojciec, a to, mimo wszystko, było szalenie pociągające.

Dopiero  kiedy  Zinn  stanął  przed  nią  i  zobaczyła  jego  szerokie  ramiona  i 

mocne  bicepsy,  przypomniała  sobie,  że  potrafi  też  być  nieprzyjemny.  Jakby  na 
dowód tego uśmiechał się ironicznie.

- Cieszę się, że tak dobrze się rozumiecie - powiedział, Andrea głaskała ojca 

po  owłosionej  piersi,  tak  jakby  był  dziecinną  zabawką.  Sydney  rozumiała  ją 
dobrze. Był przecież tak atrakcyjny. Odwróciła wzrok.

- Mamy z Andreą wiele wspólnego - wyjaśniła.

- Albo pani lubi dzieci, albo jest po prostu grzeczna. No więc…

background image

- Lubię dzieci, chociaż może pan uznać, że staram się być grzeczna.

-  Wierzę  pani  -  odrzekł  z  uśmiechem.  Postawił  córkę  i  wskazał  palcem 

najpłytszą część basenu. - Możesz iść się trochę popluskać, aniołku, zaraz do ciebie 
przyjdę.

Andrea zręcznie wskoczyła do wody. Zinn przyglądał się jej z uśmiechem na 

twarzy.

- Nie mogę pojąć - powiedział do Sydney - jak to się stało, że udało się mnie 

i  mojej  byłej  żonie  wyprodukować  coś  tak  cudownego.  Andrea  będzie  musiała 
sobie dać radę z genami złośliwości Moniki i moją pychą… Czy dobrze zna pani 
Abe'a? - zmienił temat.

-  Tak  sobie.  Znam  go  dzięki  mamie.  A  ona  go  znała,  kiedy  był  agentem 

mojego ojca.

- Pani ojca?

Sydney nabrała powietrza.

- Tak, Dicka Charlesa - odpowiedziała.

- Dick Charles był pani ojcem?!

- Tak.

- Nie pamiętam, żeby Dick miał…

- Nie miał… byłam dzieckiem nieślubnym. 

Zinn potaknął.

- Rzeczywiście, coś o tym chyba słyszałem.

- Widzi pan przed sobą żywy dowód. Ale to już było dawno temu i rzadko o 

tym myślę.

- Dlaczego nie została pani aktorką?

Sydney  starała  się  mówić  lekkim  tonem,  chociaż  nienawidziła  rozmów  na 

ten temat.

- Bo nie chciałam.

- Ma pani dobre warunki - powiedział Zinn i przyjrzał się jej.

background image

- Nie jestem tutaj z racji tych warunków - odpowiedziała ostro.

Zinn Garrett uśmiechnął się.

-  Naprawdę  nie  wiem,  dlaczego  ciągle  panią  zaczepiam.  Przepraszam,  na 

ogół się tak nie zachowuję.

- Tatusiu, chodź! - zawołała Andrea.

Garrett  zrzucił  ręcznik,  zdjął  okulary  i  podał  je  zaskoczonej  Sydney. 

Popatrzył na nią.

-  W  gruncie  rzeczy podoba  mi się,  że  jest  pani  inna,  że  nie  jest  pani  tylko 

laleczką z ciałem za milion dolarów.

Sydney  nie  zdążyła nic  odpowiedzieć,  bo  Zinn  wskoczył  do  basenu.  Miała 

ochotę rzucić wszystko i pójść sobie. Ale nie mogła. Zastanawiała się, czy Garrett
wie, jak bardzo jest jej potrzebna ta praca. Był przecież gwiazdą, a więc przywykł, 
że ma wszystko, co zechce.

Zinn przepłynął szybko basen i znalazł się obok Andrei. Pokazywał jej, jak 

ma płynąć. Ćwiczyli przez pewien czas, wreszcie Andrea przepłynęła cały basen, a 
Zinn z dumą spojrzał na Sydney.

- No i co?

- Brawo, Andrea, znakomicie - pochwaliła dziewczynkę, nie patrząc w ogóle 

na mężczyznę.

Andrea uśmiechnęła się zadowolona. Zanim znowu odpłynęli, Zinn mrugnął 

porozumiewawczo do Sydney. Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi.

Ojciec z córką bawili się w basenie, dopóki nie zjawiła się Yolanda, niosąc 

tacę z napojami. Ustawiła wszystko na stole, a przed Sydney postawiła oszronioną 
szklankę.  Przez  następne  dziesięć  minut  Sydney  popijała  mrożoną  herbatę  i 
przyglądała  się  ojcu  i  córce.  Była  lekko  poirytowana  sposobem,  w  jaki  Zinn  ją 
traktował  i  zarazem  miała  dużo  podziwu  dla  jego  pełnego  miłości  zachowania 
wobec Andrei.

Rozmowa z nim nie przebiegła tak, jak to sobie wcześniej zaplanowała, a to 

dlatego,  że  był  typowym  aktorem,  mającym  przesadnie  wysokie  mniemanie  o 
sobie. Zastanawiała się, czy nie rozmawiała z nim zbyt poufale.

Po wyjściu z basenu Andrea rzuciła się na chrupki. Popijała je sokiem. Zinn 

wziął ręcznik i stojąc przed Sydney powoli się wycierał. Potem usiadł obok, wlał 

background image

sobie trochę piwa i wypił solidny łyk.

- Sydney - odezwał się - coś mi się zdaje, że nie czuje się pani najlepiej w 

moim towarzystwie.

Oddała mu jego słoneczne okulary.

- Czy to aż tak widać? - zapytała.

- Mam wrażenie i wiem, że się nie mylę, że zupełnie mnie pani nie aprobuje. 

To  oczywiście  nic  złego,  każdy  ma  prawo  mieć  własne  zdanie,  ale  ja  jestem  po 
prostu ciekawy, dlaczego?

- To naprawdę nie ma z panem żadnego związku.

- A więc jednak mam rację.

Spojrzała na niego najspokojniej, jak mogła.

- Jeśli chce pan koniecznie wyjaśnienia, to muszę powiedzieć, że nigdy nie 

przepadałam za hollywoodzkim stylem życia.

- Może pani nie uwierzy, ale ja także.

- Tak, trudno mi w to uwierzyć.

- Jest pani bardzo bezpośrednia, Syd. Mogę pani dać przykład.

- Co to ma do rzeczy?

- Zawsze oceniam ludzi całościowo.

- Wiec jest pan nie tylko aktorem, ale i psychologiem.

Sydney  nie  była  zupełnie  pewna,  czy  jego  oczy  za  ciemnymi  szkłami 

okularów nie taksują jej figury.

- Aktor, jeśli chce być dobrym aktorem, powinien studiować ludzką naturę -

mówił Zinn.  - Zagrać jakąś postać to  wcielić się  w kogoś  innego,  dlatego należy 
rozumieć i znać ludzkie motywacje.

- Teraz wiec rozmawiam z pańskim bohaterem Grantem Adamsem? - spytała 

ironicznie Sydney.

- Nie,  zupełnie przeciwnie. Gram tylko i wyłącznie przed kamerą, nigdy w 

innej sytuacji, a gram, bo mi za to dobrze płacą. Natomiast moje życie osobiste to 
zupełnie inna sprawa.

background image

Sydney  postanowiła  nie  spierać  się  z  nim.  Nie  bardzo  mu  dowierzała,  bo 

nawet tak wyraźna szczerość mogła być udawana, ale to nie należało do sprawy.

-  Sądzę  jednak,  że  teraz  najważniejszą  rzeczą  jest  to,  czy  mam  się  zająć 

Andreą, czy nie.

- Rzeczywiście, odeszliśmy od tego tematu. Co ma pani do powiedzenia?

Sydney spojrzała na dziecko.

- Nie jestem pewna - powiedziała z wahaniem - czy powinniśmy rozmawiać 

o tym przy niej.

- Ma pani rację, przespacerujmy się po ogrodzie.

Wstali. Zinn wziął swoją szklankę z piwem.

- Teraz my się trochę przejdziemy - zwrócił się do Andrei - a ty dokończ sok 

i poczekaj na nas, dobrze? 

Andrea pokiwała głową i dalej zajadała chrupki.

Zinn  wziął  Sydney  pod  ramię,  jakby  byli  starymi  przyjaciółmi.  Jego  ręce 

były  delikatne  i  mocno opalone.  Kiedy odeszli  kawałek,  Sydney zatrzymała  się  i 
spojrzała mu w oczy. Puścił ją.

-  Przypuszczam,  że  szukając  kogoś  do  ochrony  dziecka  miał  pan  na  myśli 

typowego goryla, wielkiego i odstraszającego na pierwszy rzut oka.

- Sądzę, że ochroniarze na ogół tacy są.

Sydney ruszyła przed siebie, zmuszając go, by podążył za nią.

-  A  jaki  jest  ten  facet,  którego  zdecydował  się  pan  wynająć,  zanim  ja  tu 

przyszłam?

Zinn był pełen podziwu dla jej brawury.

- Jack jest bardzo doświadczony i rzeczywiście  wygląda groźnie, ale wcale 

nie jest głupi. Już kiedyś pracował dla mnie i mam do niego zaufanie.

-  W  stosunku  do  siebie  tego  ostatniego  nie  mogę  od  pana  wymagać. 

Powinnam  polegać  na  pańskiej  zdolności  wyczucia,  że  jestem  osobą  godną 
zaufania.  Pozostaje  jeszcze  kwestia  opinii,  czy  groźny  wygląd  jest  szczególnie 
ważny  w  tej  pracy. Sądzę,  że jest  wręcz przeciwnie.  Najważniejsza jest  zdolność 
chronienia dziecka. Każdy, kogo pan zatrudni, będzie musiał spędzać z nią bardzo 

background image

dużo czasu, a jej wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa też jest przecież ważne. Kto 
więc  będzie  lepszym  towarzyszem  dla  pańskiej  córki  -  ja,  czy  też  jakiś  bokser, 
choćby najbardziej inteligentny?

Zinn popatrzył w stronę córki i uświadomił sobie, że Sydney ma rację. Może 

jest naprawdę tak dobra, jak mówi. Intrygowała go.

- Dobra, punkt dla pani - uznał.

- Jest jeszcze sprawa najistotniejsza: jak zapewnić Andrei bezpieczeństwo -

rozmyślała głośno Sydney.

- To prawda.

- Proszę pamiętać, że mam broń i bardzo dobrze umiem się nią posługiwać.

- Tak…

- Sądzę jednak, że coś innego jest znacznie ważniejsze.

- Mianowicie?

- Przede wszystkim należy wyeliminować zagrożenie. Innymi słowy, trzeba 

jak najszybciej odnaleźć tę maniaczkę - powiedziała dziewczyna zdecydowanie.

- Przecież ta sprawa należy do policji - zaoponował Garrett.

-  Racja,  oni  się  tym  zajmują,  ale  nie  zaszkodzi  mieć  doświadczonego 

prywatnego detektywa. Czy ten Jack jest detektywem?

- Nie, jest zawodowym ochroniarzem.

-  Widzi  pan,  a  ja  jestem  detektywem  i  jednocześnie  umiem  zajmować  się 

ochroną ludzi. Mam zamiar nie tylko strzec Andrei - wyjaśniała dalej Sydney - ale 
również zająć się poszukiwaniem tej kobiety i doprowadzić do jej aresztowania.

- Policja jeszcze do tej pory nie wie dokładnie, kim ona jest. Wiemy tylko, że 

ma na imię Barbara.

-  Czytałam  o  tym  w  gazetach.  Więc  jeszcze  raz  powtórzę.  To,  co  ja 

proponuję,  to  zlikwidować  problem  raz  na  zawsze,  a  nie  tylko  ograniczyć  się  do 
ochrony.

Zinn  był  głęboko  zaskoczony  jej  propozycją,  podziwiał  jej  entuzjazm  i 

zdecydowanie. Ciągle jednak, patrząc na tę piękną kobietę, z trudem dostrzegał w 
niej prawdziwego detektywa. Działała na niego elektryzująco. Bardziej niż się tego 

background image

spodziewał.

- Jest pani inna, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Sydney  poczuła  smak  zwycięstwa,  a  jednocześnie  wyraźną  sympatię  do 

Zinna. Nie przejmowała się tym, że podświadomie czuła erotyczne napięcie. Po raz 
pierwszy  Zinn  Garrett  traktował  ją  jak  zawodowca,  a  to  sprawiało  jej  wielką 
przyjemność. Zinn pociągnął łyk piwa.

- Syd, proszę mi powiedzieć, czy ma pani jakiś konkretny plan?

- Nie mogłam niczego planować, zanim was nie poznam, ale teraz mam kilka 

pomysłów.

- Proszę mi opowiedzieć, jeżeli uważa to pani za stosowne - poprosił.

- Seńor Garrett! - zawołała Yolanda. Stała przy stoliku rod parasolem. - Czy 

przynieść coś jeszcze?

- Nie - odparł Zinn. - Proszę wziąć Andreę do domu, niech się ubierze.

Andrea jednak najpierw przybiegła do ojca, potem pożegnała się z Sydney i 

dopiero podeszła do Yolandy.

-  Miała  mi  pani  przedstawić  swoje  pomysły  -  przypomniał  Zinn  po  jej 

odejściu.

-  Muszę  tu  być,  żeby  chronić  Andreę,  jednak  nie  powinniśmy  jej  straszyć. 

Chciałabym  także,  żeby  ta  Barbara  nie  wiedziała,  że  Andrea  jest  pod  ochroną, 
będzie wtedy bardziej pewna siebie.

- A jak ma pani zamiar to zrobić? - zainteresował się Garrett.

-  Trudno  przewidzieć  jej  zachowanie,  ale  jeżeli  pomyśli,  że  jestem  pana 

nową dziewczyną, to może skupi się na mnie zamiast na Andrei.

Zinn milczał przez chwilę, zastanawiając się.

-  Mamy  więc  zostać  kochankami  i  nadać  temu  rozgłos,  tak  żeby  Barbara 

panią zaatakowała, a wtedy pani ją przyłapie - podsumował.

- Mniej więcej.

Zinn uśmiechnął się z zadowoleniem.

-  Ale  to  będzie  tylko  pozorowane  -  dodała  Sydney.  -  Nie  mam  zamiaru 

background image

sugerować, żeby naprawdę coś się wydarzyło między nami… Będziemy po prostu 
udawali kochanków…

- To znaczy, całowali się publicznie itd.…

Zinn wyraźnie dobrze się bawił. Co on sobie wyobraża? Że Sydney pójdzie z 

nim po prostu do łóżka?

-  Panie  Garrett - kontynuowała oschłym tonem -  przedstawiłam panu  moją 

koncepcję  w  dobrej  wierze.  Nie  mam  najmniejszego  zamiaru  mieć  z  panem 
cokolwiek wspólnego. A seks… ani mi teraz w głowie.

- Rozumiem, ale skoro mamy udawać, to lepiej być przyjaciółmi, prawda?

Sydney pokręciła przecząco głową.

-  Myślałam  przez  moment,  że  pan  mnie  traktuje  jak  profesjonalistkę,  ale 

teraz zachowuje się pan jak wobec aktoreczki na planie - zauważyła rozczarowana.

-  Czyżby?  Przecież  nie  powiedziałem  nic  niewłaściwego.  Nasz  związek 

może  mieć  charakter  zawodowy,  ale  nie  ascetyczny.  Nie  zakochuję  się  w  każdej 
aktorce, z którą gram. Ale mam szacunek dla tych, które są mile i nie jedzą przed 
scenami miłosnymi cebuli ani czosnku.

- W porządku - rozluźniła się, - Jeśli mnie pan zatrudni, obiecuję nie jeść ani 

cebuli, ani czosnku. Co pan na to?

- Muszę przyznać, że zaciekawiły mnie pani pomysły.

- Czy to znaczy że dostaję tę pracę?

- Z natury jestem sceptykiem, więc mogę pani zaproponować zatrudnienie na 

okres  próbny.  Jeśli  wszystko  będzie  się  dobrze  układało,  przedłużymy  umowę. 
Proponuję tysiąc dolarów za trzy dni. Odpowiada to pani?

Sydney  była  tak  zdumiona  zaoferowaną  sumą,  że  nie  myślała  dalej 

dyskutować.

- Zgoda. - Wyciągnęła do niego rękę.

Zinn  jednak  nie  uścisnął  jej  dłoni  na  znak,  że  dobili  targu,  lecz  delikatnie 

podniósł ją do ust i leciutko pocałował.

- Nigdy nie pozwalają mi tego robić w filmie, a i w życiu niewiele jest okazji 

- wytłumaczył swój gest.

background image

Sydney  wstrzymała  oddech.  Pod  dotknięciem  jego  ust  poczuła  drżenie  w 

całym  ciele  i  zezłościła  się  na  siebie.  Pomyślała,  że  to,  jak  w  teatrze,  nie  ma 
żadnego znaczenia - ani dla niego, ani dla niej.

Musiała  przyznać,  że jest  człowiekiem,  któremu trudno  się  oprzeć, i  to  nie 

tylko dlatego, że jest tak przystojny i pociągający. Miał w sobie coś jeszcze. Coś, 
czego nie umiała nazwać, a  wiązało  się to z jego  charakterem ukrytym za  maską 
sławnego  aktora.  Tak,  jest  bardziej  skomplikowany,  niż  mogła  przypuszczać  na 
początku.  Może  byłoby  łatwiej,  gdyby  był  po  prostu  wyłącznie  fizycznie 
pociągający.  Wtedy  wszystko  byłoby  zrozumiałe.  Był  jednak  jednym  z 
hollywoodzkich amantów i stal teraz kilka kroków przed nią niemal nagi.

Starała się opanować.

- Coś mi się zdaje,  Sydney, że za tą dziewczęcą buzią kryje się prawdziwa 

tygrysica. Chyba się nie mylę?

Kiwnęła  tylko  głową.  Zastanawiała  się,  czy  będzie  umiała  mu  się  oprzeć. 

Czuła, że coś ją pcha ku niemu, ale broniła się przed tym ze wszystkich sił. Nagle 
odwróciła się i zaczęła iść w stronę domu.

- Syd, dokąd się pani wybiera?

- Muszę pojechać do domu po walizkę.

- Walizkę? - Zinn nie bardzo rozumiał.

- Chyba nie sądzi pan, że przez trzy dni będę chodziła w jednej sukience!

ROZDZIAŁ 3

Lee Lorraine, matka Sydney, była uszczęśliwiona, kiedy córka oznajmiła jej 

background image

nowinę.

- Kochanie, on naprawdę cię zatrudnił?!

- Na razie tylko na trzy dni.

Lee wzięła córkę za ramię i wpatrywała się w jej błękitne oczy.

- Sydney - rzekła z uśmiechem - w każdym razie bardzo się cieszę, bardzo.

Siedziały teraz w saloniku małego, ale schludnego domku  Lee w Glendale. 

Nic  tu  się  prawie  nie  zmieniło.  Fotografia  Dicka  Charlesa  stała  na  swym 
honorowym miejscu nad  kominkiem.  Wokół te  same  meble, na  ścianach  te same 
obrazy. Nowy był tylko skórzany fotel, który Sydney podarowała matce w zeszłym 
roku na gwiazdkę.

-  Mamusiu,  nie  wyobrażaj  sobie  za  dużo,  to  tylko  praca,  a  nie  małżeńska 

oferta.

Lee  w ogóle nie zwracała uwagi na słowa córki i  z  rozjarzonym wzrokiem 

ciągnęła.

- Dopiero co usłyszałam, że Zinn Garrett, sam wielki Zinn Garrett, szuka do 

pracy kogoś  takiego jak  ty,  a  już jesteś  zatrudniona  i  będziesz u niego  mieszkać. 
Naprawdę bardzo żałuję, że kiedykolwiek powiedziałam coś złego w szpiclowaniu.

-  Mamo!  Jestem  prywatnym  detektywem,  a  nie  szpiclem!  To  zupełnie  co 

innego, powinnaś to zrozumieć. Poza tym, będę w jego domu po to, by strzec jego 
córki, a nie, by u niego mieszkać.

Lee pełnym wdzięku gestem poprawiła siwiejące blond włosy. Mimo upływu 

czasu  i  dręczącego  ją  artretyzmu,  miała  w  sobie  ciągle  wiele  uroku.  Była  nadal 
szczupła i wciąż zachowywała się jak prawdziwie wielka aktorka.

-  Kochanie,  nie  udawaj  niewiniątka  -  powiedziała  do  Sydney.  -  Doskonale 

wiesz, o co mu może chodzić. Przecież jest mężczyzną, nieprawdaż?

- Ależ mamo!

- Jest, czy nie jest?

Sydney spojrzała na matkę.

- Mamo, najważniejsze jest to, o co mnie chodzi i tylko to się liczy. Dla mnie 

to tylko i wyłącznie praca.

background image

Lee podeszła do sofy, usiadła i wskazała Sydney miejsce koło siebie. Córka 

posłusznie usiadła obok matki.

-  Na  litość  boską,  nie  mam  żadnych  brzydkich  myśli!  Chodzi  mi  o  to,  że 

masz teraz okazję i tak powinnaś potraktować ten kontrakt - właśnie jako okazję.

Sydney spojrzała przeciągle w oczy matki.

- Okazję do czego? - zapytała.

Lee z prawdziwie matczyną troską i cierpliwością zaczęła wyjaśniać.

-  Moja  kochana,  ten  człowiek  jest  gwiazdorem,  a  ty  jesteś  śliczną 

dziewczyną. On na pewno zna setki ludzi, którzy mogliby ci pomóc.

Sydney  nigdy  właściwie  nie  wiedziała,  o  co  chodzi  jej  matce.  Czy 

najzwyczajniej  chciała,  by  Sydney  znalazła  męża,  czy  też  marzyła  o  karierze 
filmowej  dla  niej?  A  może  Lee  snuła  jednocześnie  oba  plany?  Pamiętając  o 
wielkiej  miłości  matki  do  Dicka  Charlesa,  sądziła,  że  matka  śni  o  tym,  by  córka 
była gwiazdą, która wyjdzie za mąż za gwiazdora.

- Mamo, ja przecież nie jestem aktorką i nie chcę, żeby ktoś mnie odkrywał. 

Czy  nie  możesz  zrozumieć,  że  te  bajeczki,  o  których  ciągle  śnisz,  to  dzisiaj 
staroświecczyzna?

Lee zadrżały usta. Nieustannie, od lat, słyszała od córki ten sam argument i 

choć  wielokrotnie  próbowała  stworzyć  jej  możliwości  rozpoczęcia  kariery 
aktorskiej, Sydney nieustępliwie trwała przy swoich poglądach. Lee zerknęła, czy 
córka dostrzega wzbierające w jej oczach łzy.

- Wiesz, że każda dziewczyna oddałaby wszystko, żeby być teraz na twoim 

miejscu.

-  Mamo,  nawet  gdyby  Zinn  Garrett  ofiarował  mi  cały  Hollywood,  nie 

przyjęłabym.  Mam  ochraniać  jego  córkę  i  tylko  to  mnie  obchodzi,  a  potem  chcę 
dalej  prowadzić  swoje  własne biuro.  Nigdy nie  przyjęłabym tej  pracy,  gdyby  nie 
chodziło o małe dziecko i gdybym nie miała kłopotów finansowych.

Lee otarła łzy i spojrzała błagalnie na córkę.

No tak,  znowu te  stare dyskusje, z  których nigdy nic nie wynikało, bo Lee 

była  niepoprawną  romantyczką,  a  Sydney  realistką  zdecydowanie  stąpającą  po 
ziemi.

- Mamo, proszę, zrozum, te kilka dni, które spędzę w domu Zinna Garretta, 

background image

nie mogą zmienić moich planów życiowych.

- Czy uważasz, że wtrącam się za bardzo do twego życia?

-  Mamo,  nie  bądź  niemądra. Wychowałaś mnie  i  poświęciłaś się  dla  mnie. 

Gdyby  nie  ty,  nie  wiem,  co  by  ze  mną  było.  -  Pogłaskała  matkę  po  policzku.  -
Proszę tylko, pogódź się z rym, że robię to, co robię i nie będę aktorką.

Lee uśmiechnęła się przez łzy.

- Powiedz mi tylko, czy on chociaż dostrzegł, że jesteś taka ładna?

- Nie mam pojęcia, nie rozmawialiśmy na ten temat.

Nie  była  to  prawda,  ale  Sydney  postanowiła  nie  stwarzać  matce  żadnych 

złudzeń.

- Oczywiście, że nie rozmawialiście! Ale przecież mogłaś odczytać to z jego 

zachowania.

-  Wydaje  mi  się,  że  próbował  flirtować.  -  Sydney  wyruszyła  ramionami.  -

Ale sama powiedziałaś, że jest tylko mężczyzną.

- Kochanie, pamiętaj, że chcę dla ciebie jak najlepiej…

- Wiem i jestem ci wdzięczna. - Objęła matkę i przy tuliła się do niej.

Tak,  Lee  Lorraine  była  zawsze  niezwykle  lojalnym  człowiekiem.  Sydney 

mogła być pewna jej miłości i oddania, była dobrą matką. Teraz Sydney pragnęła 
coś dla niej zrobić i to był jeszcze jeden powód, dla którego podjęła się pracować u 
Zinna Garretta.

- Mamo, zarobię sporo pieniędzy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, i nie będę ci 

już siedziała na głowie.

Pocałowała  matkę  i  poszła  do  siebie  spakować  trochę  rzeczy.  Matka 

utrzymywała jej pokój w takim samym stanie jak wtedy, kiedy Sydney jeszcze tu 
mieszkała.  Na  ścianach  wisiały  różne  dyplomy  ze  szkoły,  zdjęcia  z  występów 
baletowych i z rozmaitych okresów życia Sydney. Podeszła do fotografii zrobionej 
w  studio  filmowym.  Miała  wtedy  pięć  lat  i  kiedy  skierowano  na  nią  światła  i 
kamery, wybuchnęła głośnym płaczem. To chyba przekreśliło jej karierę aktorską.

Sydney  przypomniała  sobie,  jak  do  jedenastu  lat  na  wyraźną  prośbę  matki 

brała lekcje tańca i jak potem zdecydowanie postanowiła z tym skończyć. Miała już 
wtedy własne zdanie na temat aktorstwa i kariery.

background image

Spakowała  walizkę  i  przebrała  się  w  jasnoniebieską  koszulkę  polo,  białe 

bawełniane  spodnie  i  espadryle.  Potem  wyjęła  z  szuflady  pudełko  z  amunicją  i 
włożyła je do torebki. Matka nigdy nie widziała broni i Sydney nie chciała, żeby 
kiedykolwiek ją zobaczyła. Nie musiała o tym wiedzieć". Poszła do saloniku.

Lee stała przy oknie. Odwróciła się do Sydney.

- Co się stało, kochanie, z twoim samochodem? - zapytała.

- A co takiego? – zaniepokoiła się Sydney.

- Jest pod nim jakaś kałuża.

- No nie!

- Coś złego?

Sydney wyjrzała przez okno.

-  Boję  się,  że  ten  samochód  już  zakończył  swój  żywot.  Silnik  ostatnio 

pracował  coraz gorzej. Wezmę chyba taksówkę. Jutro  zadzwonię  do  mechanika i 
poproszę, żeby się nim zajął.

Otworzyła  torebkę,  w  której  było  tylko  pięć  dolarów  i  kilka  banknotów 

jednodolarowych.

- Mamo, czy możesz mi pożyczyć ze czterdzieści dolarów? - poprosiła.

- Jasne, kochanie. Poczekaj moment.

Lee poszła do kuchni, a Sydney dziękowała Bogu za to, że dostała tę pracę.

- Oddam ci za kilka dni i zaproszę na kolację - powiedziała do matki.

- Nie bądź głuptasem, oszczędzaj pieniądze dla siebie.

- Mamo, muszę ci chociaż postawić kolację. Potem będę już mogła kupować 

filtra, biżuterię i wszystko, czego tylko zapragniesz.

Lee Lorraine pogłaskała córkę po policzku.

- Jeśli tak, to lepiej miej nadzieję, że Zinn Garrett zechce się z tobą ożenić, a 

nie że zaproponuje ci tylko zdjęcia próbne.

Sydney roześmiała się.

- Nic z tych rzeczy, mamo.

background image

Lee wyglądała na obrażoną.

- Mówisz, jakby to miało być nieszczęście. Co ja bym dała za to, żeby twój 

ojciec... - Zamilkła i zacisnęła wargi.

- Dajmy sobie spokój.

Sydney pocałowała ją i zatelefonowała po taksówkę.

Pieniądze,  które  miała,  ledwie  starczyły  na  opłacenie  kursu.  Wysiadła, 

wzięła  walizkę  i  podeszła  do  bramy  posiadłości  Zinna  Garreta.  Znała  już  kod 
domofonu i nie musiała nikogo wzywać.

Była  ciekawa,  jak  dom  jest  zabezpieczony  przed  intruzami,  więc 

spacerowała  przez  kilka  minut  wzdłuż  ogrodzenia.  Mur  był  solidny,  ale  niezbyt 
skuteczny  jako  ochrona,  a  bramę  łatwo  pokonałby  szybko  jadący  większy 
samochód.

Idąc  w  kierunku  domu,  Sydney  zastanawiała  się,  czy  warto  zaproponować 

Zinnowi  poważniejsze  przeróbki  w  zabezpieczeniu  domu.  Trzeba  by  zmienić 
posiadłość  w  fortecę.  Nie  miało  to  większego  sensu.  Najważniejsze  było 
pilnowanie samej Andrei.

Sydney  obejrzała  cały  teren  i  postanowiła  sprawdzić  wieczorem  światła. 

Dobre  oświetlenie  bardziej  odstraszało  napastników  niż  ploty  i  mury.  Zwykle 
bandyci wolą działać w ciemności i Sydney miała nadzieję, że Barbara zachowa się 
podobnie.

Najważniejsze  jednak  było  znalezienie  i  zatrzymanie  Barbary.  Musiała 

porozmawiać  z  policjantami,  którzy  prowadzili  tę  sprawę.  Sydney  próbowała  już 
porozumieć się z detektywem Marvinem Kaslowem z policji w Los Angeles, ale, 
niestety, wyjechał na kilka dni. Znała go jednak z czasów pracy u Candy'ego, więc 
postanowiła spotkać się z nim zaraz po jego powrocie.

Zanim nacisnęła dzwonek, Yolanda otworzyła drzwi.

-  Ach,  to  pani.  Zastanawiałam  się,  kiedy  pani  wróci.  Chodziła  pani  po 

terenie?

- Badałam, na ile tu jest bezpiecznie.

- Mur jest bardzo wysoki.

- Tak, to jest dobry mur.

background image

Yolanda wzięła od Sydney walizkę.

- Pokażę pani pokój. Kolacja będzie za godzinę. Pan Garrett powiedział, że 

wtedy się z panią spotka.

Sydney  szła  za  Yolanda  przez  duży  dom  i  zaglądała  do  pokojów,  których 

jeszcze nie widziała. Czuła się trochę niepewnie. Rozmowa, nawet ostra, z Zinnem 
Garrettem to jednak było co innego, niż zamieszkanie z nim pod jednym dachem.

Pokój  gościnny  mieścił  się  w  odrębnym  skrzydle  domu.  W  pokoju  był 

kominek, a wokół niego kilka wygodnych foteli, w części sypialnej stało olbrzymie 
loże, toaletka i szezlong. Wszystkie elementy wystroju wnętrza harmonizowały ze 
sobą. Dotknęła narzuty pokrywającej łóżko. Był to francuski jedwab. Zastanawiała 
się, ile czasu zajmie jej przystosowanie się do takiego luksusowego życia.

- Senorita, podoba się pani pokój?

- Jest bardzo piękny.

Yolanda przez chwilę patrzyła na nią z wyraźnym zadowoleniem.

- Muszę pani powiedzieć, że jestem zadowolona, że będzie pani tu mieszkała 

- wyznała. - Tak się boję o małą od czasu tamtego wypadku. Ta kobieta jest chyba 
szalona, niemal chciała nas zabić!

- Yolando, nie denerwuj się, już więcej nic takiego się nie powtórzy.

- Szczerze  mówiąc,  sefiorita, to  obawiam się  również o pana Garretta. Tak 

bardzo się przejął tym incydentem w supermarkecie.

Sydney odruchowo dotknęła ramienia kobiety.

-  Yolando  -  powiedziała  uspokajająco  -  po  to  tu  jestem,  żeby  on  też  się 

przestał denerwować.

Gospodyni Garretta z niedowierzaniem kręciła głową.

- Trudno uwierzyć, by ktoś tak zły i niebezpieczny, jak tamta kobieta, mógł 

się przestraszyć kogoś tak ładnego i miłego jak pani - wyznała szczerze. - A może 
seńor Garrett zatrudnił panią z innego powodu, a nie dlatego, że jest pani z policji. 
Co pani o tym sądzi?

- Mam nadzieję, że tak nie jest.

Yolanda miała jednak taką minę, jakby swoje i tak wiedziała i za nic nie dala 

się przekonać. Sydney zmieniła temat.

background image

- Jak długo pani pracuje dla Garretta? - zapytała.

- Dwa i pół roku. Zaczęłam pracować kiedy rozwiódł się z żoną.

Sposób  w  jaki  zaakcentowała  słowo  „żona”  wymownie  świadczył  o 

wyraźnej  niechęci.  Sydney  chciała  się  dowiedzieć  czegoś  więcej  o  Zinnie 
Garretcie, uznała więc, że gospodyni może być cennym źródłem informacji.

- Dobrze się pani tu pracuje? Pan Garrett należycie panią traktuje?

-  Seńor  Garrett  jest  bardzo  sympatycznym  człowiekiem.  Jest  prawdziwym 

mężczyzną i chyba nie muszę mówić, jaki jest przystojny. Każda kobieta to widzi.

Sydney przytaknęła.

- Mężczyźni tacy jak on, gwiazdorzy filmowi, są zazwyczaj otoczeni przez 

mnóstwo  kobiet.  Jak  ktoś,  prowadząc  takie  życie,  może  pozostać  normalny?  -
zastanawiała się.

-  Nie  bardzo  rozumiem,  o  czym  pani  mówi,  seńorita.  To  prawda,  że  pan 

Garrett jest bardzo sławny, ale dla mnie jest zawsze dobry, Kiedy jest w domu, to 
zupełnie inny człowiek niż ten, którego można zobaczyć na ekranie.

Gospodyni bez wątpienia mówiła prawdę, Sydney jednak miała wrażenie, że 

Yolanda ocenia swego pana z trochę innego punktu widzenia niż ona sama. Faktem 
było,  że  od  samego  początku  Sydney  była  zaskoczona  zachowaniem  Zinna, 
zupełnie odmiennym od sposobu bycia Granta Adamsa, którego grał w serialu.

- Może masz rację, Yolando.

- Jeśli chce pani wiedzieć, co myślę - powiedziała Meksykanka - to uważam, 

że  od  czasu  gdy  pana  Garretta  opuściła  żona,  on  trochę  obawia  się  kobiet,  choć 
tego po nim nie widać.

Sydney wpatrywała się w Yolandę uderzona tą myślą.

- Sądzisz, że aż tak bardzo kochał Monikę…

-  Ależ  nie,  wręcz  odwrotnie.  On  obawia  się,  żeby  coś  takiego  się  nie 

powtórzyło.  No,  ale  teraz  już  muszę  iść,  a  pani  pewnie  zechce  się  przebrać  do 
kolacji, żeby być jeszcze piękniejszą.

Po  wyjściu  gospodyni  Sydney  stała  dłuższą  chwilę,  zastanawiając  się  nad 

tym  wszystkim.  Dopiero  potem  zaczęła  rozpakowywać  walizkę  i  układać  swoje 
rzeczy.

background image

Cały dzień był tak upalny i duszny, że postanowili wziąć kąpiel. A może do 

kolacji powinna włożyć  wieczorową  sukienkę?  I może  jakoś inaczej się uczesać? 
Lee  zawsze  powtarzała,  że  warkocz  jest  dobry,  kiedy  się  gra  w  tenisa,  idzie  na 
plażę  czy  jedzie  na  piknik,  ale  przy  innych  okazjach  Sydney  powinna  inaczej 
upinać włosy. Matka mówiła też, że rzadko która kobieta ma tak piękne włosy jak 
Sydney  i  dlatego  częściej  powinna  je  pokazywać,  a  nie  tylko  ciasno  splatać  w 
warkocz.  Właściwie  dzisiaj  miała  dobrą  okazję,  by  zmienić  uczesanie.  Najpierw 
jednak  poszła  do  łazienki,  w  której  stała  olbrzymia  wanna  z  urządzeniem  do 
podwodnego  masażu.  Dla  Sydney  była  to  nowość,  bo  w  swoim  wynajmowanym 
mieszkanku miała  tylko prysznic, a  u  matki w domu była  mała  wanna.  A  tu  taki 
luksus!

Po  kąpieli  owinęła  się  w  olbrzymi  ręcznik  i  przejrzała  w  lustrzanych 

drzwiach szafy. Zastanawiała się nad tym, co Yolanda mówiła o Garretcie. Czy to 
mogła być prawda, że jest zupełnie inny, niż jej się wydawało? Czy rzeczywiście 
tak głęboko zraniła go była żona, że teraz, wbrew pozorom, stał się bardzo ostrożny 
wobec kobiet? W każdym razie byłoby to coś wyjątkowego jak na Hollywood.

Dlaczego jednak  teraz  myślała  o tym wszystkim?  Nigdy  dotąd,  nawet jako 

podlotek,  nie  zaprzątała  sobie  głowy  problemami  miłości.  Wystarczyło,  że  w  jej 
domu  matka  była  niepoprawną  romantyczką.  Sydney  zawsze  bała  się,  by  nie 
popełnić  podobnego  błędu  jak  matka,  więc  do  chłopców  odnosiła  się  z  rezerwą. 
Nie,  to nie była  jakaś awersja  do  mężczyzn.  Podobnie jak koleżanki, chodziła na 
randki,  kiedy  jeszcze  była  w  college’u.  Od  kiedy  jednak  zaczęła  pracować,  nie 
bardzo miała okazję spotkać kogoś odpowiedniego. Specyfika jej pracy wykluczała 
romantyczne znajomości.

Był  jeden  wyjątek.  Kiedy  Sydney  pracowała  w  agencji  detektywistycznej 

Candy'ego  Gonzaleza,  zatrudnił  ją  do  pomocy  pewien  młody  prawnik,  Brent 
Haydon. Wkrótce Haydon zaczął bardziej interesować się Sydney niż sprawą, którą 
prowadził.  Potem  jeszcze  przez  kilka  miesięcy  spotykali  się,  ale,  jak  większość 
młodych,  robiących  karierę  ludzi,  Brent  podporządkował  swoje  życie 
obowiązującym  modom  i  gustom.  Ludzie  jemu  podobni  zmieniali  dziewczyny 
wraz z  nadejściem nowego  sezonu, tak jakby to był nowy typ sportowych butów 
czy  nart. Sydney nie spodziewała się  po Brencie  czegoś nadzwyczajnego,  ale  nie 
chciała  też,  by  umieszczał  ją  na  skali  swych  wartości  gdzieś  między  nowym 
samochodem  BMW  a  najnowocześniejszym  sprzętem  compactowym  czy 
najnowszym  modelem  faxu.  Zerwała  tę  znajomość  i  wtedy  też  pochłonęły  ją 
problemy związane z prowadzeniem własnego biura. A teraz zaczynała odczuwać 
dziwną fascynację Zinnem Garrettem.

background image

Zaczesała włosy, skręciła je i upięła na czubku głowy. Spośród kilku rzeczy, 

które  ze  sobą  zabrała,  wybrała  żółtą letnią  suknię  z  bardzo  głębokim  dekoltem  z 
tyłu. Może była nawet trochę za bardzo prowokująca, ale najmniej  się pomięta w 
walizce.

Kiedy Sydney była już gotowa, czuła się tak, jakby wybierała się na randkę, 

a  nie na  rodzinną kolację.  Po wyjściu ze swojego pokoju od  razu dwukrotnie źle 
skręciła  w  korytarzach,  ale  wreszcie  odnalazła  gabinet  z  wieloma  skórzanymi 
fotelami  i  sofami.  Były  tam  też  stoliki  z  marmurowymi  blatami,  wokół 
porozstawiano hebanowe figury, przypominające rzeźby afrykańskie. Dominowały 
dwa kolory: kremowy i brzoskwiniowy.

Zinn  siedział  z  Andreą  i  czy  tał  jej  książeczkę  dla  dzieci.  Spojrzeli-na 

Sydney, kiedy weszła do pokoju. Na twarzy Zinna pojawił się niekłamany zachwyt. 
Przez chwilę on i Andrea nie odzywali się ani słowem.

- Dobry wieczór! - powiedziała Sydney, nagle czując się jakoś niezręcznie w 

swoim ubraniu.

- Tatusiu! - zawołała Andrea, - Spójrz, jaka ona jest śliczna!

- Dokładnie to samo chciałem powiedzieć.

Zinn  wstał  z  fotela.  Ubrany  był  w  granatowy  blezer  i  jasnoróżową 

bawełnianą  koszulę.  Włosy  miał  jeszcze  mokre  po  myciu  i  pachniał  dobrą  wodą 
kolońską.

Podszedł  do  Sydney,  wziął  jej  dłoń  i  pocałował  z  szalunkiem,  a 

równocześnie  z  wielką  naturalnością.  Potem  przez  chwilę  dokładnie  się  jej 
przyglądał.

- Gdybym był reżyserem, moja droga, kazałbym jeszcze zrobić pani makijaż.

- Czy wyglądam niedobrze? - Sydney odruchowo dotknęła policzka.

- Nie, ależ skąd. Zastanawiam się tylko, czy może się ktoś pani przestraszyć, 

bo anioły nie wzbudzają przecież strachu.

Sydney szybko zrozumiała, o co mu chodzi.

-  Nie  trzeba  być  stukilowym  gorylem,  by  skutecznie  kogoś  chronić. 

Najważniejsze to dokładnie wiedzieć, co się robi - odpowiedziała.

Andrea  podeszła  do  nich.  Sydney  uśmiechnęła  się  do  niej  i  pogłaskała  po 

głowie. Andrea uczesana była teraz w jeden warkocz, jak przedtem Sydney.

background image

- Czy zrobić pani coś do picia? - zapytał Zinn.

- Poproszę wodę mineralną.

- Pani w ogóle nie pija nic mocniejszego?

- Nie wtedy, kiedy jestem na służbie - odparła. - A przez następne trzy dni 

będę miała dwudziestoczterogodzinne dyżury.

- Sydney, pani postawa jest godna pochwały.

Zinn podszedł do lustrzanej szafki i otworzył ją. W środku był barek. Zaczął 

przygotowywać  trzy  szklanki  i  jednocześnie  obserwował  w  lustrach  Sydney. 
Podobało mu się jej nowe uczesanie i dostrzegł, że jest ładniejsza, niż zapamiętał. 
Wahał  się,  jak  ma  ją  traktować,  choć  nigdy  nie  miał  takich  wątpliwości  wobec 
kobiet. Sądził, że Sydney nie dostrzegła, jak głębokie wywarła na nim wrażenie.

Zinn zawsze dobrze czuł się w towarzystwie kobiet i umiał z nimi rozmawiać 

ich własnym językiem. Wyjątkowo tylko zdarzało się, by kobieta mogła wprawić 
go w zakłopotanie. Zastanawiał się, czy Sydney Charles była takim wyjątkiem.

Andrea tymczasem wzięła Sydney za rękę.

- Widzisz, jak jestem uczesana? - spytała.

- Tak, bardzo ci do twarzy w tym warkoczyku. Sama się uczesałaś?

Andrea zachichotała.

- O nie, to Yolanda. Widzisz, teraz jestem uczesana tak jak ty.

Sydney dotknęła palcem noska dziewczynki.

- Teraz możemy być bliźniaczkami - powiedziała.

Zinn pochwycił spojrzenie, jakim obrzuciła go Sydney.

Dostrzegł w nim coś dziwnego. Był pewien, że nie chodzi o to, że się jej nie 

podoba.  Wręcz  odwrotnie,  kiedy  byli  blisko  siebie,  czuł  najwyraźniej  fluidy 
wzajemnej  fascynacji.  Była  jednak  jakaś  bariera  między  nimi,  a  fakt,  że  nie  był 
pewien, co to takiego, tylko zwiększał jego zainteresowanie.

Podszedł do kanapy, na której siedziała Sydney z Andrea i podał im szklanki 

z  napojami.  Jego  córka  zawzięcie  plotkowała  z  Sydney,  więc  usiadł  z  boku  i 
przysłuchiwał się rozmowie. Andrea opowiadała szczegółowo historyjkę, którą jej 
czytał przed nadejściem Sydney.

background image

-  Tatusiu  -  zwróciła  się  do  ojca  z  pytaniem  -  wiesz,  że  Sydney  nie  miała 

tatusia, kiedy była małą dziewczynką, bo on jej nie chciał?

- Och! - Zinn spojrzał na Sydney.

- Opowiedziałam jej historię mojego życia.

- Rozumiem.

Dalej  bacznie  ją  obserwował  i  zdawał  sobie  sprawę,  że  cokolwiek  Sydney 

opowiedziała jego córce, było to naprawdę przejmujące.

W  pewnej  chwili  zdecydował,  że  Andrea  już  dość  się  nagadała  i 

zaproponował  córce,  by  poszła  pomóc  Yolandzie  nakryć  do  stołu.  Może  było  to 
egoistyczne zachowacie, ale bardzo chciał na chwilę zostać sam z Sydney.

-  Doskonale  pani  sobie  radzi  z  dziećmi  -  zwrócił  się  do  niej,  kiedy 

dziewczynka wyszła już z gabinetu.

- Trudno powiedzieć, na czym to polega, ale to chyba kwestia wzajemności. 

Trzeba traktować je równie poważnie jak dorosłych.

- To zabawne, że wzajemność między ludźmi albo istnieje, albo jej brak.

Sydney tylko potaknęła, nic nie mówiąc.

- Jak pani myśli, skąd się bierze taka wzajemność? 

Wzruszyła ramionami.

- Kto to wie?

Zinn potrząsnął kostkami lodu w swojej szklance.

- Jest pani z kimś związana? - spytał nagle. 

Sydney zamrugała oczami ze zdumienia.

- O co panu dokładnie chodzi?

- Czy w pani życiu jest ktoś specjalny?

- Nie.

- To dziwne, tak atrakcyjna dziewczyna jak pani…

- A jaki związek ma jedno z drugim? - spytała lekko poirytowanym tonem.

background image

Udał, że nie słyszy gniewu w jej glosie.

- A może pani szuka tego jedynego?

- Nie, na razie nie - zawahała się. - Ale o co panu właściwie chodzi?

- Pomyślałem, że jesteśmy obydwoje w podobnej sytuacji.

-  Jeśli  chodzi  o  relację  między  pracownikiem  a  pracodawcą,  nie  ma  to 

najmniejszego znaczenia.

Zinn długo wpatrywał się w jej błękitne oczy.

-  Dlaczego  Andrea  jest  z  panią  w  tak  dobrej  komitywie,  a  mnie  się  to 

zupełnie  nie  udaje? -  poskarżył  się.  -  Czy  dlatego,  że  ona  jest  dziewczynką  i  ma 
tylko cztery lata?

- Nie jest tak, jak pan sugeruje. Nie mam awersji do mężczyzn.

- Nie, nie to miałem na myśli.

-  Ach,  pan  widocznie  jest  przyzwyczajony,  że  wszystkie  kobiety  pana 

ubóstwiają.

- To pani przyjmuje takie założenie. Teraz rozumiem.

-  Nie  przyjmuję  żadnego  założenia,  a  pan  jest  jednym  z  tych,  którzy 

stwarzają właśnie taką atmosferę ubóstwienia wokół aktorów.

Zinn odstawił swoją szklankę na stolik i delikatnie pogładził Sydney po szyi. 

Odsunęła się od niego.

-  Czy  pani  była  jedynaczką?  -  zapytał  po  chwili.  -  A  może  to  także 

niedelikatne pytanie?

-  Moja  matka  nigdy  nie  wyszła  za  mąż  i  potem  nigdy  nie  miała  nikogo 

innego oprócz mego ojca. A pan?

- Nie, ja też nie miałem nikogo innego.

Sydney zarumieniła się.

- Nie, nie to miałam na myśli. Pytałam, czy pan miał rodzeństwo?

-  Też  byłem  jedynakiem  i  muszę  się  przyznać,  że  byłem  potwornie 

rozpieszczany. Moi krytycy mówią, że taki zostałem do dziś.

background image

- I co, mają rację?

- A jak pani sądzi?

Sydney chwilę wahała się z odpowiedzią,

- Wydaje mi się, że pan lubi postawić na swoim.

Zinn sięgnął znowu po szklaneczkę i w roztargnieniu obracał nią.

- Nie uważa pani, że mówimy o różnych rzeczach?

- Czyżby zarzucał mi pan zbyt dużą subtelność? 

Skrzywił się lekko na jej nieustanne próby uniknięcia poważnej rozmowy.

- Chodzi mi o to, że pani boi się pewnych tematów.

- Na przykład jakich?

- Pani ojciec stanowi dla pani problem, nieprawdaż?

Sydney przez chwilę nie odzywała się. Potem westchnęła. Co takiego było w 

Zinnie  Garretcie,  że  czuła  się  przez  niego  jakby  osaczona?  Czy  tylko  z  niej 
żartował,  czy  chciał  ją  dotknąć,  a  może  badał  jej  reakcje  na  wszystkie  możliwe 
sytuacje? O swoim ojcu nie chciała z nim rozmawiać.

- Może porozmawialibyśmy o czymś innym?

Obydwoje  bawili  się  teraz  swoimi  szklaneczkami  i  siedzieli  w  milczeniu. 

Czuli narastające napięcie. W Sydney samo wspomnienie o ojcu niespodziewanie 
obudziło dawne emocje. Czuła, jak oczy zachodzą jej łzami. Nie patrzyła na Zinna 
i miała nadzieję, że to szybko minie.

- Ośmielę się i zadam pani jeszcze jedno pytanie.

Spojrzała na niego z pewną obawą.

- Jestem ciekaw, czy ma pani taką awersję tylko do aktorów, czy w ogóle do 

całego przemysłu filmowego?

Sydney odstawiła swoją wodę mineralną, złożyła ręce i poddała się.

-  Zinn,  nie  bardzo  wiem,  jak  panu  na  to  odpowiedzieć.  Moja  matka  miała 

zawsze zupełnie inne niż ja podejście do tych spraw, to znaczy do filmu i aktorów. 
Także do związku z moim ojcem i okoliczności, w jakich przyszłam na świat. Czy 
to wystarczająca odpowiedź na pańskie pytanie?

background image

- Sydney, ja nie jestem Dickiem Charlesem.

Nie była zupełnie pewna, co chciał przez to powiedzieć, ale uznała, że jest to 

prowokacja z jego strony.

-  Nie  rozumiem,  jaki  związek  z  czymkolwiek  ma  moje  pochodzenie.  Poza 

tym uważam, że to moja prywatna sprawa.

- Dobrze, nie mówmy już o tym.

- Dziękuję.

- Ciekaw jestem tylko, co pani może o mnie wiedzieć? Skąd pani wie, jaki ja 

jestem naprawdę?

- Ja wcale nie chcę wiedzieć o panu wszystkiego. Obchodzą mnie wyłącznie 

te rzeczy, które dotyczą mojej pracy u pana.

Przysunął się do niej bliżej.

-  To  nie  tylko  pani  praca,  to  także  dotyczy  mnie.  Pani  sama  ustaliła  taką 

zasadę na początku, kiedy decydowała się podjąć tę pracę. Tylko o to mi chodzi. 
Bezpieczeństwo Andrei to sprawa osobista, jak pani mówiła, i może dlatego mam 
takie,  powiedziałbym,  ludzkie  podejście  do  całej  sprawy. Mam  nadzieję,  że  będę 
przez panią dobrze zrozumiany.

- Czy kiedykolwiek ile pana rozumiałam?

- Mam wrażenie, że pani mnie wcale nie zna i, co gorsza, obawiam się, że 

jestem ofiarą różnych pani uprzedzeń.

- To bardzo poważne oskarżenie.

Zinn  uśmiechnął  się,  jakby  bagatelizując  swą  wcześniejszą  wypowiedź. 

Wyciągnął rękę i dotknął jej policzka z taką pewnością, jakby od zawsze miał do 
tego prawo. Patrzyła mu prosto w oczy i nie poruszała się.

- Nie urodziłem się aktorem. W gruncie rzeczy nawet nie starałem się, żeby 

dostać  się  do  filmu.  Nie  wiem,  czy  pani  wie,  ale  przedtem  studiowałem  prawo  i 
właśnie tam zostałem… odkryty.

Ostatnie słowo zaakcentował w wyraźnie ironiczny sposób.

- Nie, nie wiedziałam o tym.

-  Tak.  Byłem  wtedy  na  pierwszym  roku.  Zawód  prawnika  wydawał mi  się 

background image

całkiem ciekawy i uważałem, że jest to najlepszy sposób, by coś w życiu osiągnąć. 
Wtedy właśnie ojciec kolegi, który był reżyserem, zobaczył mnie i zapytał, czy nie 
myślałem nigdy o aktorstwie. Wcześniej grywałem w szkolnych przedstawieniach, 
ale  nie  dlatego,  że  kochałem  teatr,  a  raczej  dlatego,  że  była  to  dobra  okazja  do 
spotykania się z dziewczętami. Llyod Feiris, ten reżyser, zaproponował mi zdjęcia 
próbne.

-  A  reszta  należy  już  do  historii  -  z  ledwo  skrywanym  sarkazmem 

dopowiedziała Sydney.

- No tak. Chodzi mi jednak przede wszystkim o to, że Lloyd ukazał mi wtedy 

możliwość dość łatwego zarobienia pieniędzy i przy okazji dobrej zabawy. Nie od 
razu  stałem  się  gwiazdorem,  ale  rola  Granta  Adamsa  pozwoliła  mi  stać  się 
niezależnym finansowo na tyle, że powrót na studia nie miał już większego sensu.

- Zinn, pan nie musi się przede mną tłumaczyć. 

Dotknął jej policzka.

- Ale może tego właśnie chcę.

Sydney  starała  się  nie  zwracać  uwagi  na  te  słowa  i  na  fakt,  że  dotykał  jej 

twarzy, bawił się pasmem jej włosów.

- Dobrze więc. Pan wykonuje swoje zajęcie dla pieniędzy, a ja, bo lubię moją 

pracę - podsumowała.

- Och, ja też lubię moją pracę, proszę mnie dobrze zrozumieć. Pieniądze nie 

są  bez  znaczenia,  ale  praca  nie  może  być  nudna.  W  każdym  razie  ja  nie  jestem 
Grantem Adamsem. Jestem sobą. Szczerze mówiąc, jestem zawsze rozgoryczony, 
kiedy  ludzie  nie  chcą  we  mnie  widzieć  prywatnego  człowieka,  a  widzą  tylko 
bohatera filmu.

Sydney odstawiła szklankę na stolik i odsunęła się od niego.

- Może to jest właśnie cena sławy.

-  Nie.  Tak  mogą  mnie  oceniać  nieznajomi  i  rozumiem,  że  tak  zazwyczaj 

czynią. Nie ma jednak najmniejszego powodu, by pani robiła to samo i odmawiała 
dostrzegania tego, jaki jestem naprawdę.

To,  co  teraz  powiedział,  brzmiało  niezwykle  poważnie.  Sydney  nie  bardzo 

wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Chciała  się  dowiedzieć,  dlaczego  mu  tak  na  tym 
zależy i jednocześnie bała się jego wyznania.

background image

Zinn  przysunął  się  do  niej  i  najzwyczajniej  w  świecie  wziął  ją  za  rękę. 

Uśmiechnął się. Bawił się jej palcami i najwyraźniej zastanawiał się, co dalej.

Sydney czuła, jak cała drży pod dotykiem jego ręki. Spojrzeli sobie głęboko 

w oczy i dziewczyna zrozumiała, że w ciągu tych kilku chwil jej pełna rezerwy i 
ostrożności postawa wobec Zinna Garretta zmieniła się w całkowite zrozumienie. 
Może zresztą taki był jego cel, może to właśnie chciał osiągnąć. Sydney nie była 
całkiem  pewna,  co  teraz  powinna  uczynić,  ale  jej  wahania  przerwało  wejście 
Andrei.

- Tatusiu, tatusiu, kolacja gotowa!

Zinn poklepał dłoń Sydney, dając do zrozumienia, że jeszcze powrócą do tej 

rozmowy. Potem odwrócił się do córki.

- Nie chcesz, żeby wystygła, prawda? - zapytał. - Podstawowa zasada, jaka 

obowiązuje  w  tym  domu  -  wyjaśnił,  pochylając  się  ku  Sydney.  -  Nie  wolno 
pozwolić, by cokolwiek wystygło!

ROZDZIAŁ 4

Po  kolacji  Yolanda  zabrała  Andreę  do  kąpieli,  Zinn  poszedł  do  siebie 

załatwić  parę  telefonów,  a  Sydney  wyszła  rozejrzeć  się  po  posiadłości.  Przede 
wszystkim chciała  sprawdzić,  jak  zainstalowane jest  oświetlenie  na  zewnątrz,  ale 
marzyła też o zaczerpnięciu świeżego powietrza.

Był  piękny  wieczór.  W  dole  widać  było  światła  miasta,  a  na  niebie 

błyszczały  gwiazdy.  Tylko  od  strony  Pacyfiku  rozciągała  się  ciemność.  Pacific 
Palisades  leżało  tuż  nad  oceanem  i  było  enklawą  dla  bogatych  i 
uprzywilejowanych. Tutaj, na najwyższym ze wzgórz, mieszkał Zinn Garrett

Sydney  patrzyła  w  dół  na  światła  Santa  Monica  i  rozmyślała  o  stylu  życia 

Zinna.  W  ciągu  tygodnia  za  jeden  odcinek  serialu  „For  the  Defense”  zarabiał 

background image

więcej niż większość ludzi przez cały rok.

Oczywiście, w Hollywood bardzo często traktowano aktorów może nie tyle 

jak  gwiazdy,  co  raczej jak  meteory.  Można było  zabłysnąć na  jakiś  czas  i  potem 
pogrążyć  się  w  kompletnym  zapomnieniu.  Niektórzy  w  najlepszym  momencie 
swojej kariery gromadzili spore fundusze, które potem pozwalały im wieść całkiem 
dostatnie  życie.  Nie  wszystkim  się  to  udawało.  Najgorszą  jednak  dla  aktorów 
rzeczą była utrata sławy i popularności.

Sydney zastanawiała się, na ile Zinn Garett jest wewnętrznie przygotowany 

na moment zakończenia kariery filmowej, bo, wcześniej czy później, spotykało to 
każdego. Bardzo nieliczne i wyjątkowe były przypadki kontynuowania kariery do 
późnego wieku.

Czy  jest  coś,  co  mogłoby  mu  później  sprawiać  satysfakcję?  Dziwne, 

obawiała się o jego przyszłość, nie wiadomo z jakiego powodu. Co ją to wszystko 
obchodzi!

Poszła wzdłuż muru do najbardziej oddalonego punktu posiadłości. Mur nie 

był bardzo wysoki, a zaraz za nim rozciągał się głęboki wąwóz. Usiadła na murze i 
przyglądała się domowi. Był oświetlony jak zamek z bajki.

Podziwiając  go,  Sydney  wspominała  niedawną  kolację.  Zinn  siedział  na 

końcu  długiego  stołu,  ją  Yolanda  umieściła  po  przeciwnej  stronie,  Andreę  zaś 
pośrodku, jakby między rodzicami. Kiedy jedli kolację i żartowali z dziewczynką, 
Sydney cały czas zastanawiała się, dlaczego Zinnowi tak bardzo zależy na tym, co 
ona  o  nim  myśli.  Odgadł  jej  uprzedzenia  do  aktorów  i  przemysłu  filmowego  i 
najwyraźniej  się  tym  przejmował.  Tego  Sydney  zupełnie  się  po  nim  nie 
spodziewała.

Podczas  posiłku  Zinn  był  ujmujący.  Pytał  ją  o  pracę  i  o  metody  szkolenia 

prywatnych  detektywów.  Wciągał  też  Andreę  do  rozmowy  i  pokazywał  na 
przykładzie  Sydney,  że  kobieta  powinna  ufać  we  własne  siły.  Być  może  dla  tak 
małej dziewczynki nie był to dobry temat do rozmowy. Sydney zrozumiała jednak, 
że  Zinn  nie  tylko  ogromnie  kocha  córkę,  ale  też  dba  o  jej  wewnętrzny  rozwój  i 
traktuje ją niezwykle poważnie. Bardzo się to Sydney spodobało.

Kiedy tak siedziała i rozmyślała, w drzwiach patio pojawił się Zinn. Sądziła, 

że z powodu dużej odległości i mroku, jaki panował w pobliżu muru, nie zauważy 
jej. Zinn obszedł basen i wpatrywał się w ciemność, aż spotkał jej wzrok. Podszedł.

- Stąd roztacza się piękny widok, nieprawdaż? 

background image

Sydney odwróciła głowę w kierunku miasta.

- Tak, rzeczywiście piękny - potwierdziła.

Objęła  się  ramionami,  choć  właściwie  nie  mogła  powiedzieć,  by  było  jej 

zimno.

Zinn w swój naturalny i zwyczajny sposób otoczył ją ramieniem. Było to tak 

przyjacielskie, że Sydney nie mogła się bronić. Poza tym nie chciała, by się obraził.

- Jak pani sądzi, czy uda się ochronić moją córkę przed tą kobietą?

- Nie widzę powodu, dla którego miałoby się nie udać. Poza tym nie mamy 

przecież do czynienia z Cosa Nostra.

- Ta kobieta, Barbara, jest naprawdę niebezpieczna. Nawet dla mnie.

Jego głos brzmiał niezwykle poważnie i Sydney była absolutnie przekonana, 

że teraz nie grał.

-  Proszę  mi  dokładnie  wszystko  o  niej  opowiedzieć.  Wiadomościom 

gazetowym nie bardzo można ufać.

Westchnął głęboko i zaczął opowiadać.

-  Jedno  wiem  na  pewno.  Jest  wariatką.  Od  kilku  już  lat,  a  właściwie  od 

pierwszego  odcinka  serialu,  ma  dziwną  obsesję  na  moim  punkcie.  Ciągle  mnie 
śledzi.

Dotknął ramienia Sydney i roześmiał się.

- Może jest emerytowanym prywatnym detektywem?

- Dziękuję za komplement.

-  Potrafi  pojawić  się  w  najzupełniej  nieoczekiwanym  czasie  i  miejscu. 

Najgorsze,  co  się  zdarzyło,  prócz  tego  wypadku  z  Andreą,  miało  miejsce  w 
Meksyku.  Byłem  wtedy  w  Puerto  Vallarta  z  kilkorgiem  przyjaciół.  Miałem  tam 
willę,  zanim rozstaliśmy  się  z  Moniką.  Pewnego  wieczoru pojechaliśmy wszyscy 
do restauracji na kolację. Nie czułem się najlepiej, więc zostawiłem towarzystwo i 
wróciłem  do  domu.  Siedziała  w  sypialni  na  fotelu,  kompletnie  naga.  Można  się 
domyślić,  czego  ode  mnie  oczekiwała.  Powiem  uczciwie,  że  się  wtedy 
przestraszyłem. Niech pani sobie tylko wyobrazi: wchodzę do domu i zastaję  coś 
takiego!

- Czy przynajmniej była ładna?

background image

- Zupełnie przystojna. Ruda, dobrze po trzydziestce.

- Co jeszcze robiła?

- Przede wszystkim nonsensowne rzeczy. Po ogłoszeniu mojego rozwodu z 

Moniką żądała, bym się z nią ożenił. Sądziłem, że jest narkomanką, może zresztą 
jest.  Nie  mam  pojęcia.  Policja  doszła  do  wniosku,  że  ona  nie  jest  całkiem  przy 
zdrowych  zmysłach,  ale  okazała  się  na  tyle  przebiegła,  że  zawsze  udaje  się  jej 
uciec.

- Policji nie udało się jej zidentyfikować?

-  Nie.  Wiadomo  tylko,  że  mówi  o  sobie  Barbara.  Och,  gdybym  tylko 

wiedział, kim ona jest, od razu kazałbym ją aresztować. Niestety, jest nieuchwytna. 
Pojawia się i znika, nie wiadomo jak i kiedy. Nie zwracałem przez jakiś czas na to 
uwagi, ale zdobyła mój zastrzeżony numer telefonu i zaczęła grozić, że zrobi coś 
złego Andrei, jeśli się z nią nie ożenię. Wtedy też nie przejąłem się zbytnio, aż do 
tego zdarzenia w supermarkecie.

- Jest pan pewien, że to ta sama kobieta? - upewniła się Sydney.

- Opis dokładnie do niej pasował.

Zinn dotknął ręką nagich pleców Sydney. Spojrzała na niego nie rozumiejąc, 

co  ma znaczyć  ten  gest,  ale  wyglądało na  to,  że  dotknął  jej  jakby  nieświadomie. 
Patrzył  przed  siebie  pogrążony  w  myślach.  Jednak  ten  niewinny  gest  Zinna 
spowodował,  że  Sydney  poczuła  wewnętrzne  drżenie.  Wolała  nie  być  tak  blisko 
niego, odsunęła się.

- Nie jest pani zimno? - zatroszczył się.

- Nie, nie.

Czuła, że jest napięta i zdenerwowana. Jej własne reakcje irytowały ją.

- Czy pani  żałuje, że przyjęła u  mnie  pracę?  - odezwał się Zinn po  długim 

milczeniu.

Już  chciała  gwałtownie  zaprzeczyć,  ale  uświadomiła  sobie,  że  właściwie 

powinna  potaknąć.  Nie  mogła  jednak  wszystkiego  rzucać  z  powodu  lekkiego 
dotknięcia. Nie zrobił przecież nic złego! Po prostu zachowywał się w zwykły dla 
siebie sposób. Skąd mógł wiedzieć, jakie wrażenie wywiera na niej jego bliskość. 
Dla  Sydney  był  jednak  przedstawicielem  świata,  z  którym  nie  chciała  mieć  nic 
wspólnego, zwłaszcza pod względem emocjonalnym.

background image

- Ma pani jakieś złe przeczucia, obawy?

Westchnęła tylko, bo wiedziała, że nie może mu powiedzieć prawdy. A jeśli 

sam  się  już  domyślił,  jakie  robi  na  niej  wrażenie  i  że  to  właśnie  jest  dla  niej 
kłopotliwe?  Takie  wyznanie  z  pewnością  sprawiłoby  mu  satysfakcję.  To  zresztą 
jest typowe dla większości aktorów.

- To zbyt mocno powiedziane - odpowiedziała krótko Sydney.

- A o co właściwie chodzi? - wypytywał dalej Zinn.

Stał o trzy metry od niej, tyłem do oświetlonego domu, więc jego twarz i cała 

sylwetka kryły się w cieniu.

-  Nie  wiem,  może  jest  pan  uczuciowy,  ale  ja  nie  życzę  sobie  żadnych 

związków uczuciowych między nami.

Przez chwilę patrzył ze zdumieniem, potem jakby zrozumiał, o co jej chodzi.

- To już wszystko? - zapytał.

- A to nie wystarczy? - zareplikowała.

-  Wie  pani,  nie  sądzę,  by  o  to  chodziło.  Odwróciła  się  gwałtownie.  Była 

niemal pewna, że Zinn ma na myśli jej ojca, a o nim nie chciała więcej rozmawiać. 
I to wszystko nie było wcale winą Zinna, lecz dręczących ją całe życie wspomnieli.

Kiedy  była  małą  dziewczynką,  widziała  ojca  tylko  parę  razy,  i  za  każdym 

razem  bardzo  krótko,  czasami  nawet  tylko  kilka  minut.  Matka  próbowała  jej 
wytłumaczyć,  że  Dick  nie  rozumie dzieci  i  nie  bardzo  umie  z  nimi  rozmawiać,  i 
żeby nie przejmowała się tak bardzo jego zachowaniem. Sydney nie mogła jednak 
nie brać sobie do serca jego oschłości. Był w końcu jej ojcem!

Wydawało  się  jej,  że  lepiej  byłoby,  gdyby  w  ogóle  nie  widywała  Dicka 

Charlesa. Kiedy Sydney miała dwanaście lat, Lee wymusiła na Dicku, żeby spędził 
z  córką  cały  dzień.  Może  żywiła  jakieś  nadzieje,  że  ojciec  lepiej  pozna  córkę. 
Spotkanie  okazało  się  jedną  wielką  katastrofą.  Dick  bał  się  zostać  z  nią  sam  na 
sam, więc zaprosił kilku przyjaciół. Było to zwykłe towarzyskie spotkanie w jego 
ekskluzywnej  willi  w  Bel  Air.  Przysłał  po  nią  do  Glendale  wspaniałą  czarną 
limuzynę.  Pamiętała  to  jak  dziś.  Ubrana  była  w  różową  sukienkę  i  płaszczyk  w 
pepitkę, właściwie była przesadnie wystrojona. Dick przywitał ją dość niepewnie i 
patrzył na nią trochę jak na muzealny eksponat. Kiedy tylko zorientował się, że jest 
spokojna i grzeczna, od razu zaczął grać przed przyjaciółmi rolę kochającego ojca. 
Sydney  chodziła  z  nim  i  witała  się  z  gośćmi.  Dick  czasami  kładł  dłoń  na  jej 

background image

ramieniu i był to właściwie jedyny bliższy z nim kontakt. Zapamiętała te chwile na 
całe  życie.  Jeżeli  jednak  całe  to  przedstawienie  było  przeznaczone  bardziej  dla 
przyjaciół  niż  dla  niej,  to  i  tak  Sydney  była  pod  wrażeniem.  Dick  ją  oczarował  i 
gotowa była mu wszystko wybaczyć. Marzyła o tym, by rzucić mu się w ramiona i 
by on ją uściskał.

Znacznie później, kiedy wspominała tamto spotkanie, zrozumiała, co wtedy 

mógł  czuć  Dick.  Pewnie  pomyślał,  że  oto  jest  u  niego  jego  własna  córka  i  że 
powinien zachować się w związku z tym jak prawdziwy ojciec. No i zagrał swoją 
życiową  rolę.  Nie  była  tylko  pewna,  czy  odegranie  tej  roli  sprawiło  mu  jakąś 
trudność.  Może  takie  udawanie  było  dla  niego  łatwe  i  naturalne  jak  uwodzenie 
kobiet.

- Hipokryta! - mruknęła do siebie.

- Przepraszam, nie rozumiem…? - Zinn podszedł bliżej.

Sydney  zbyt  późno  zdała  sobie  sprawę,  że  ostatnie  słowo  powiedziała  na 

glos.

- Bardzo przepraszam. Myślałam o czymś zupełnie innym.

-  Chciałbym,  żeby  pani  już  nie  powracała  do  tych  ponurych  myśli.  -

Uśmiechnął się.

- Proszę mi wierzyć, że to absolutnie nie dotyczyło pana.

- Jest pani tego zupełnie pewna?

Sydney spojrzała na niego. Wdziała Zinna Garretta, a wspominała ojca.

- Przypomniało mi  się pewne, dawno minione, zdarzenie związane z moim 

ojcem.

- Och, rozumiem.

- To nic takiego, ale czasem niespodziewanie mi się przypomina.

-  I  właśnie  teraz  się  pani  przypomniało.  -  W  jego  głosie  brzmiała  nuta 

sceptycyzmu.

- Proszę, niech pan nie wyciąga z tego fałszywych wniosków,

- Powinna pani jednak coś zrobić z tymi wspomnieniami.

-  Och,  proszę,  niech  pan  nie  mówi  do  mnie  jak  doktor!  -  powiedziała 

background image

zirytowana. - Nie jestem w nastroju do takich rozmów.

Potrząsnął nią lekko, trzymając za ramiona.

- Sydney, nie może pani nieustannie dręczyć się. Powinna pani wyrzucić to z 

siebie - poradził jej życzliwie.

- Ale to doprawdy nic ważnego. Takie głupie wspomnienia z dzieciństwa.

- Nic, co panią zasmuca, nie może być głupie.

- To naprawdę nic specjalnego. Przypomniało mi się tylko, jak pierwszy raz 

byłam u swojego ojca. Miałam wtedy dwanaście lat. To było całe wieki temu.

- To spotkanie było dla pani oczywiście bardzo bolesne.

- Mój ojciec taki po prostu był i już. - Wzruszyła ramionami, pragnąc ukryć 

dojmujący ból, który odczula.

- Niech mi pani wszystko opowie - poprosił Zinn.

Sydney  nie  opierała  się  już  dłużej  i  zaczęła  mówić.  Opowiadając  trochę 

drżała, więc Zinn przytulił ją do siebie. Położyła głowę na jego ramieniu, zupełnie 
nie  zdając  sobie  z  tego  sprawy.  Po  chwili  dopiero  spostrzegła  się  i  jednocześnie 
zdumiała, jak szybko i łatwo uległa jego urokowi i jak całkowicie mu zaufała. Jej 
ojciec  miał  w  sobie  dokładnie  ten  sam  rodzaj  uroku  i  czaru,  któremu  trudno  się 
było oprzeć.

- Nie znałem pani ojca, więc nie mogę poradzić nic rozsądnego. Wiem tylko 

jedno,  że  nie  ma  żadnego  porównania  między  tym,  co  pani  mi  opowiedziała  o 
swoim ojcu a tym, co ja sam czuję do Andrei.

- Nie, ja nie porównuję, nie o to mi chodzi - zaprzeczyła Sydney,

- Sądzę, że jednak pani to czyni, chód może nie zdaje sobie z tego sprawy. 

Być  może,  że  Dick  Charles  i  ja  jesteśmy  jakoś  do  siebie  podobni,  ale  to  wynika 
raczej  z  charakteru  naszego  zawodu  i  absolutnie  nie  oznacza,  że  jesteśmy 
identyczni. Ja nie jestem Dickiem Charlesem.

- Już mi pan to mówił - przypomniała.

Zinn obrócił ją ku sobie i uniósł jej podbródek tak, by spojrzała mu prosto w 

oczy.

- Tak, już to mówiłem i będę powtarzał dopóty, dopóki pani nie zrozumie, o 

co mi chodzi.

background image

- Zinn…

Patrzyła mu w oczy. Czuła, jak jego ręce zsuwają się niżej po jej obnażonych 

plecach,  czuła ich  ciepło.  Po chwili wziął jej  twarz w  dłonie i  zbliżył usta do  jej 
warg. Pozwoliła mu się pocałować. Najpierw całował ją czule i delikatnie, potem 
mocniej  przycisnął do  piersi. Pocałunek stał  się namiętny. Teraz liczyło się tylko 
jedno, że była w jego ramionach. Nie istniały żadne powody, dla których miałaby 
nie pozwolić na  te pocałunki, nic teraz nie było  ważne. Nawet nie  próbowała się 
opierać  temu,  czego  sama  pragnęła.  Pocałunki  były  coraz  namiętniejsze,  Zinn  w 
końcu  oderwał  usta  od  jej  ust.  Sydney  powoli  otworzyła  oczy  i  próbowała 
zrozumieć, co się stało. Czuła mocny uścisk mężczyzny, bicie jego serca. I nagle 
zorientowała  się,  że  stało  się  właśnie  to,  czego  postanowiła  za  wszelką  cenę  od 
początku uniknąć.

Powoli wyzwoliła się z uścisku i odsunęła od niego na bezpieczną odległość.

Zinn  spojrzał  zdumiony  i  niezbyt  zadowolony  zmianą  jej  nastroju.  To  tym 

bardziej utwierdziło Sydney w przekonaniu, że powinna jak najszybciej skończyć 
ten epizod.

Odwróciła  się,  żeby  wrócić  do  domu.  Zinn  jednak  chwycił  ją  i  trzymał 

mocno.

- Nie! - Zaprotestowała, szarpiąc się z nim.

- Zostań! - Jego głos brzmiał jak rozkaz.

- Nie, nie chcę tego.

Mówił do niej cicho, niemal szeptem.

- Ja chcę.

Próbowała się wyzwolić z jego objęć, ale trzymał ją mocno. Już zastanawiała 

się, czy będzie musiała zastosować jakiś chwyt judo, kiedy przyszło jej na myśl, by 
spróbować przemówić mu do rozsądku.

- Zinn, nie po to tu jestem, a jeśli tak myślisz, to zaraz odejdę.

-  Przecież  wiedziałaś,  że  mam  ochotę  cię  pocałować  i  nie  protestowałaś. 

Żałuję,  że  zmieniłaś  zdanie,  ale  nie  będę  cię  za  nic  przepraszał.  Nie  miałem 
żadnych złych zamiarów.

- Nie chodzi o twoje zamiary. Ja naprawdę nie chcę tego rodzaju stosunków 

między nami.

background image

Przez  chwilę  patrzył  jej  głęboko  w  oczy,  a  potem  wypuścił  ją  z  ramion. 

Cofnęła się o krok.

- Jeśli mnie pan teraz zwolni, zrozumiem.

- Nie, przeciwnie. Dziś wieczorem mam jakieś zebranie i nie będzie mnie w 

domu kilka godzin. Nie chcę, by Andrea i Yolanda zostały same w domu.

- Zebranie wieczorem?

- Zarówno mój producent, jak i reżyser to nocne Marki i najlepiej pracuje się 

im wieczorami. Takie sesje z nimi miewam raz na dwa lub trzy miesiące. Chodzi 
mi  o  to,  by  Andrea  była  bezpieczna.  Od  czasu  tamtej  próby  porwania  nigdy  nie 
wychodziłem z domu wieczorem.

- W porządku, zostanę. Przynajmniej na tę noc.

Patrzyli sobie chwilę w oczy, potem ona odwróciła się i zaczęła iść w stronę 

domu.

-  Zaczekaj  -  poprosił  Zinn.  -  Nie  będę  cię  przepraszał  za  to,  że  cię 

pocałowałem. Nie żałuję tego i ty powinnaś uczciwie przyznać, że też nie żałujesz.

Nic nie odpowiedziała, tylko szybko odeszła.

W  domu  przebrała  się  w  trochę  za  duży  podkoszulek  z  napisem  „L.A. 

Dodgers”.  Zawsze  w  nim  sypiała.  Choć  minęło  już  pół  godziny  od  rozstania  z 
Zinnem,  ciągle  czuła  dreszcze.  Nie  mogła  zaprzeczyć,  że  jego  pocałunek  na  nią 
podziałał. Jak łatwo uległa! Och, jak mogła być tak niemądra!

Czuła się zakłopotana. Tyle lat nie mogła się nadziwić, jak łatwo jej matka 

uległa Dickowi, a teraz sama znalazła się w podobnej sytuacji! Oczywiście, jeden 
pocałunek to jeszcze nie romans i nieślubne dziecko, ale zawsze wszystko jakoś się 
zaczyna.

Zrozumiała,  że  nie  może  oskarżać  wyłącznie  Zinna,  ona  sama była  równie 

winna. W przyszłości to właśnie ona powinna starać się utrzymać ich stosunki na 
płaszczyźnie zawodowej.

Położyła  się  i  wpatrywała  w  sufit.  W  domu  panowała  cisza.  Sydney 

próbowała  się  skupić  na  myśleniu  o  dziewczynce,  do  której  ochrony  została 
zatrudniona. To był problem. Pozwoliła Zinnowi oderwać się od myślenia o swej 
pracy. Było to w zasadzie niezgodne z regułami jej zawodu. No i poza tym od lat 
wiedziała, czego kobiety mogą się spodziewać po aktorach.

background image

Na szczęście jeszcze nie jest za późno! Wszystko będzie dobrze, jeśli tylko 

skupi się wyłącznie na pracy. Wzięła szlafrok, przerzuciła go przez ramię i poszła 
sprawdzić pokój Andrei. W sypialni paliła się mała nocna lampka. Sydney podeszła 
do łóżka i pochyliła się. Andrea była bardzo ładnym dzieckiem, teraz wyglądała jak 
śpiący  aniołek.  To  straszne,  że  z  powodu  sławy  ojca  zagrażało  jej 
niebezpieczeństwo.

Patrząc  na  córkę  Zinna  przypomniała  sobie  własne  dzieciństwo,  kiedy  tak 

bardzo  cierpiała i  tęskniła do  ojca, który  kochałby  ją  jak  córkę.  To  wspomnienie 
niemal wycisnęło łzy z jej oczu, więc szybko opuściła pokój Andrei.

Nieszczęścia  i  cierpienia dzieciństwa  zostają  w  duszy  na  zawsze  i  nawet u 

dorosłego człowieka czasem się odzywają.

Andrea  miała  chociaż  to  szczęście,  że  ojciec  naprawdę  ją  kochał.  Tego  o 

swoim  własnym  ojcu  Sydney  nie  mogła  powiedzieć.  Może  więc  tak  silna 
uczuciowa reakcja na niego była czymś,  czego sobie nie uświadamiała, a co było 
najzwyklejszą tęsknotą i resentymentem.

Jakiś  czas  nie  mogła  zasnąć,  a  kiedy  jej  się  to  udało,  zaczęły  męczyć  ją 

koszmary. Nagle poczuła, że ktoś nią potrząsa. Otworzyła oczy i spojrzała w twarz 
kobiety, Krzyknęła.

- Senorita, seńorita! Ktoś tu jest! Boję się!

Dopiero wtedy rozpoznała, że to Yolanda. Uniosła się na łokciu.

- Co ty mówisz? Gdzie? Kto? - pytała gorączkowo.

-  Ktoś  jest  na  zewnątrz,  na  pewno.  Miałam  się  już  kłaść,  wyłączyłam 

najpierw  telewizor,  a  zaraz  potem  światło  i  wtedy  zobaczyłam  przez  okno  jakąś 
postać. Strasznie się boję. Jestem pewna, że to ta Barbara.

Sydney wyskoczyła z łóżka, ze stolika nocnego chwyciła swój pistolet.

-  O  Matko  Najświętsza!  -  wyszeptała  na  ten  widok  Yolanda  i  szybko  się 

przeżegnała,

Sydney potrząsnęła ją za ramię.

- Na pewno dobrze widziałaś? - pytała. - Jesteś pewna, że to Barbara?

- Nie widziałam twarzy, ale kto inny mógłby być?

-  Może  to  jakiś  włamywacz.  Nie  denerwuj  się,  Yolando.  Zaraz  się  tym 

background image

zajmę.  Ty  idź  teraz  do  pokoju  Andrei  i  poczekaj  na  mnie.  Gdyby ktoś  próbował 
tam wejść, krzycz z całej siły.

- Si, seńorita. To mogę zrobić. 

Sydney podeszła do telefonu.

- Co pani robi?

- Dzwonię po policję.

Yolanda  znowu się przeżegnała i  cicho wyszła z pokoju. Sydney połączyła 

się szybko. Powiedziała, o co chodzi i podała adres. Potem wyszła sprawdzić dom. 
Było  ciemno,  światło  w  holu  było  wyłączone.  Zastanawiała  się,  która  może  być 
godzina i czy Zinn już wrócił. Przeszła cały hol, mijając pokój Andrei sprawdziła, 
czy jest tam Yolanda. Gosposia siedziała na krześle przy łóżeczku małej i chyba się 
modliła.

Dziewczyna  doszła  powoli  do  pokoju  Zinna.  Drzwi  były  otwarte,  ale  po 

ciemku prawie nic nie widziała. Ostrożnie, trzymając palec na spuście, weszła do 
środka  i  wreszcie  dostrzegła,  że  łóżko  jest  nietknięte.  Zinn  jeszcze  nie  wrócił. 
Właśnie  wtedy  kątem  oka  zauważyła  jakąś  sylwetkę.  Serce  jej  zamarto. 
Błyskawicznie odwróciła się i zobaczyła, że to ktoś na zewnątrz. Nie wiedziała, kto 
to jest, ale najwyraźniej metodycznie okrążał dom. Pokój Yolandy był dokładnie po 
drugiej stronie, w pobliżu kuchni. Sydney zrozumiała, że ten ktoś zaczął obchód od 
frontu i pewnie szuka otwartego okna.

Wyszła  znowu  do  holu,  cały  czas  trzymając  palec  na  spuście  pistoletu. 

Ponownie  zajrzała  do  pokoju  Andrei.  Yolanda  siedziała  pogrążona  w  modlitwie. 
Sydney  przeszła przez  salon.  W  oknie  znowu dostrzegła czyjś  cień,  zaraz  jednak 
ten ktoś skrył się w krzakach.

Sydney  postanowiła  pójść  do  oranżerii,  bo  domyśliła  się,  że  rabuś  będzie 

próbował  wejść  przez  patio,  a  potem  przez  oranżerię.  Czuła,  że  zaschło  jej  w 
ustach. Serce biło coraz szybciej. Mocniej ścisnęła pistolet i schowała się w cieniu.

Po  chwili  dostrzegła  poruszenie  wśród  liści  na  skraju  patio.  Zanim  rabuś 

zdołał wejść do oranżerii, ciszę przerwał nagły dźwięk dzwonka. Z pewnością była 
to  policja.  Sydney  szybko  pobiegła  do  holu  i  przez  domofon  usłyszała  głos 
policjanta.

- Włamywacz jest już wewnątrz! - krzyknęła. - Przed chwilą widziałam go w 

patio!

background image

Potem  włączyła  przycisk  otwierający  główną  bramę.  Czuła  wzrastające 

napięcie.  Pobiegła z powrotem do  oranżerii. Tuż za drzwiami  wpadła na  kogoś z 
całym  impetem.  Nieznajomy  cofnął  się,  Sydney  odruchowo  zamachnęła  się  i 
uderzyła włamywacza kolbą pistoletu w głowę. Osunął się na ziemię.

- Nie ruszaj się! - krzyknęła.

Panowała  cisza.  Sydney  nie  dostrzegała  żadnego  ruchu.  Powoli,  z  bronią 

wciąż  wycelowaną  w  miejsce,  gdzie  leżał  włamywacz,  podeszła  do  ściany, 
szukając kontaktu. Znalazła, nacisnęła przycisk i pokój zalało jaskrawe światło.

Sydney  ostrożnie  zbliżyła  się  do  leżącego  mężczyzny.  Spojrzała  na  jego 

twarz. Osłupiała, To był Zinn Ganett.

- Mój Boże!

Uklękła obok i zobaczyła, że z głowy Zinna spływa strużka krwi.

- Och, Zinn, przepraszam. Skąd mogłam wiedzieć, że to ty?

Kiedy dotknęła ostrożnie jego twarzy, Zinn cicho jęknął. Sydney odetchnęła 

z  ulgą.  Zinn znowu  jęknął i  zamrugał  powiekami. Sydney ułożyła jego głowę  na 
swych kolanach. Czuła, jak łzy spływają jej po policzkach.

- Zinn, proszę, wybacz mi - szeptała. W drzwiach pojawił się policjant.

- Nic się pani nie stało?

- Nie, nic.

- To jest właśnie ten włamywacz?

Sydney zacisnęła usta, by nie wybuchnąć płaczem i tylko potrząsnęła głową.

-  Wydawało  mi  się,  że  to  włamywacz  -  wykrztusiła  po  chwili.  -  To  jest 

właściciel tego domu.

Wszedł jeszcze jeden policjant.

- A kim pani jest? - spytał.

- Nazywam się Sydney Charles. Jestem prywatnym detektywem. Pan Garrett 

zatrudnił mnie do ochrony.

- Świetnie się pani spisała, - Oficer uśmiechnął się pod wąsem. Ukląkł obok 

Garretta i przyjrzał się ranie.

background image

- Wiesz, Eddie - zwrócił się do kolegi - on nieźle oberwał. Trzeba wezwać 

karetkę.

Eddie wyciągnął zza pasa nadajnik i poprosił o przysłanie karetki.

Sydney  wciąż  trzymała  krwawiącą  głowę  Zinna  na  kolanach.  Ranny 

mamrotał coś niezbyt zrozumiale. Sydney spojrzała na klęczącego obok policjanta.

- Rany na głowie zazwyczaj obficie krwawią. To normalne i tym bym się nie 

przejmował. Bardziej obawiam się, czy nie doznał wstrząsu mózgu.

Zinn próbował otworzyć oczy, mamrotał coś o Barbarze.

- Tak mi przykro. Naprawdę nie chciałam - powtarzała bez przerwy Sydney, 

głaszcząc Garretta po policzku.

Policjant podniósł leżący obok pistolet.

- Tym go pani uderzyła? 

Kiwnęła głową.

- Ma pani licencję?

- Tak.

- A jakieś dokumenty?

- Są w moim pokoju. Chce pan, żebym po nie poszła? 

Policjant zmarszczył brwi.

- Pani tu mieszka?

- Przeniosłam się tu dopiero dziś.

Zinn znowu coś zamruczał, próbując podnieść głowę.

- Andrea? Andrea? - powtarzał.

- Zinn, Andrea jest bezpieczna. Naprawdę jest bezpieczna.

-  Niech  pan  leży  spokojnie  -  odezwał  się  policjant.  -  Zaraz  przyjedzie 

karetka. Proszę się niczym nie denerwować.

Zinn trzymając się za głowę powoli usiadł, zupełnie nie zwracając uwagi na 

rady policjanta. Wyglądał teraz zupełnie przytomnie.

background image

- Co się stało? - zapytał.

- Ta pani sądziła, że jest pan włamywaczem. 

Zinn z trudem odwrócił głowę w stronę Sydney.

- To ty mnie tak załatwiłaś?

- Nie wiedziałam, że to ty.

Wyciągnął chusteczkę i przycisnął ją do rany.

- Od tej pory będę swój powrót ogłaszał fanfarami.

- Ale dlaczego nie wszedłeś głównymi drzwiami?

- Sprawdzałem, czy wszystko jest w porządku.

- Mam nadzieję, że tak było.

- Czy możemy zatem uznać cały ten wypadek za nieporozumienie? - spytał 

policjant przysłuchujący się rozmowie,

-  Powinien  pan  właściwie  uznać  to  za  moją  piramidalną  głupotę  -  odparł 

Zinn.

Przed domem rozległa się syrena karetki,

-  Wyjdę  przed  bramę  i  przyprowadzę  sanitariuszy  -  powiedział  stojący  w 

drzwiach policjant.

Garrett próbował wstać.

-  Niech  pan  lepiej  się  nie  rusza.  -  Powstrzymał  go  policjant.  -  Zranienia 

głowy bywają bardzo zdradliwe.

Sydney wzięła od Zinna chusteczkę i wytarła mu policzki i szyję.

Mimo  swego  stanu,  mężczyzna  miał  jeszcze  dość  sił,  by  przypatrywać  się 

Sydney.  Zauważył,  że  kolana  ma  poplamione  krwią.  Starał  się  zetrzeć  ją  dłonią. 
Potem wskazał jej króciutką koszulkę.

- W czymś takim sypiasz? - zapytał.

Zarumieniła się, słysząc to pytanie. Była tak zdenerwowana wypadkiem, że 

kompletnie  zapomniała  o  tym,  jak  jest  ubrana,  a  jej  podkoszulek  rzeczywiście 
bardzo mało zasłaniał. Policjant zorientował się, że Sydney po początkowym szoku 

background image

teraz poczuła się niezręcznie, więc wyszedł z pokoju.

Zinn dotknął jej policzka.

- Jak sądzisz - powiedział - czy teraz mam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, 

że nie nadajesz się do tej pracy?

- Nie masz do mnie żalu?

- No,  jeszcze nie jestem pewien  - uśmiechnął się.  - Wymyślę  coś, co masz 

zrobić, żebym się nie gniewał.

Weszli sanitariusze i dwaj policjanci. Sanitariusze od razu zajęli się Zinnem.

- Wystarczy parę tabletek aspiryny i trochę bandaża - powiedział Zinn.

-  Obawiam  się,  że  tak  łatwo  nie  pójdzie  -  odparł  młody  sanitariusz.  -

Uważam, że powinien pana obejrzeć jeszcze lekarz.

- Zna pan jakiegoś lekarza, który by przyjechał do domu?

Sanitariusz roześmiał się.

- Miejmy nadzieję,  że będzie jakiś dyżur w izbie  przyjęć w szpitalu. Teraz 

jest inaczej niż za dawnych lat.

- Za dawnych lat, kiedy kobiety były tylko kobietami.

Sydney  odruchowo  obciągnęła  swój  podkoszulek.  Czuła  się  strasznie, 

patrząc na całkiem zakrwawioną koszulę Zinna.

Sanitariusze  przy  pomocy  policjantów  umieścili  poszkodowanego  na 

noszach. Na ten widok Sydney poczuta się jeszcze gorzej. Chciała z nim pojechać 
do szpitala, ale wiedziała, że nie może opuścić domu i zostawić Andrei samej.

-  Wrócę  do  domu  zaraz,  jak  tylko  dostanę  aspirynę  i  jak  mi  zabandażują 

głowę. No i jeszcze będę musiał dopilnować, czy ci chłopcy dostaną zapłatę.

Wyciągnął rękę w jej kierunku. Podeszła i uścisnęła mu dłoń. Potem uniosła 

ją i przytuliła do swego policzka.

- Bardzo cię przepraszam. 

Zinn uśmiechnął się.

- Uważam, że właściwie warto było.

background image

- Bardzo cię boli?

- Czy pan jest już gotowy? - zapytał sanitariusz.

- Gotowy jak zawsze.

Wynieśli  go  z  pokoju.  Sydney  towarzyszyła  im  do  drzwi.  Razem  z  nią 

poszedł  jeden  z  policjantów.  Poczekała,  aż  załadują  nosze  do  karetki  i 
obserwowała, jak wyjeżdżają przez bramę.

-  Czy  teraz  mógłbym  zobaczyć  pani  dokumenty?  Muszę  napisać  raport  z 

tego zdarzenia.

- Pójdę po torebkę.

Sydney  poszła  do  swojego  pokoju.  Po  drodze  w  holu  zobaczyła  Yolandę 

wychylającą się z sypialni Andrei.

- Zastrzeliła pani bandytę, senorita?

- Niezupełnie, Yolando. Był to raczej strzał samobójczy.

ROZDZIAŁ 5

Następnego  dnia,  tuż  po  wczesnym  śniadaniu  Sydney  zabrała  Andreę  i 

samochodem  Zinna  pojechały  do  szpitala.  Sydney  ogarnął  niepokój  przed 
spotkaniem  z  aktorem.  Wprawdzie  sposób,  w  jaki  wczoraj  chciał  sprawdzić 
zabezpieczenie domu, nie był najmądrzejszy i jeśli skradał się po ciemku, Sydney 
musiała postąpić tak, jak postąpiła, ale mimo wszystko czulą się podle.

Najgorsze  było  to,  że  po  wypadku  coś  się  między  nimi  zmieniło  i  teraz 

Sydney  uznała,  że  powinna  okazywać  współczucie.  Zinn  był  przecież  niewinną 
ofiarą i cierpiał od rany zadanej jej ręką. Czy jednak nie wykorzysta jej poczucia 
winy? Nie umiała odpowiedzieć na to pytanie.

background image

- No, jesteście! - przywitał je okrzykiem, kiedy stanęły w drzwiach.

Andrea  natychmiast  podbiegła do  ojca  i  rzuciła mu się  w ramiona.  Sydney 

podeszła powoli i spojrzała mu w oczy.

- Dzień dobry.

Wyglądał  nawet  nieźle.  Głowę  miał  obandażowaną.  W  miejscu,  gdzie  go 

uderzyła,  widać było lekkie  opuchnięcie. Poza  tym nic  nie  wskazywało  na  to,  że 
wczorajszego wieczora został zraniony.

- Jak się czujesz?

- Trochę tak, jakbym miał kaca, ale bez wcześniejszej przyjemności picia.

-  Czy  chcesz,  żebym  zrezygnowała  z  pracy  u  ciebie?  -  Starała  się  nadać 

głosowi spokojne i naturalne brzmienie.

-  Wręcz  odwrotnie!  Zastanawiam  się  nawet  nad  podwyżką  dla  ciebie. 

Gdybym to  nie był ja,  a jakiś bandyta, chciałbym, żebyś  zrobiła dokładnie to, co 
zrobiłaś.

Wyciągnął  do  niej  rękę.  Podeszła  bliżej  i  podała  mu  dłoń.  Nie  uścisnął  jej 

jednak, jak oczekiwała, ale delikatnie pogłaskał wnętrze. Zdawała sobie doskonale 
sprawę, że nie powinna się na to zgadzać, ale powiedziała sobie, że nie może go w 
tej sytuacji denerwować.

-  Wczoraj  nie  powinienem  był  tak  skradać  się  wokół  domu.  -  Spojrzał  na 

Sydney. - Ale musiałem koniecznie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

- Dlaczego musiałeś?

- Kiedy wracałem, miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi.

Spojrzeli jednocześnie na  Andreę. Chcieli się upewnić, że  nie przysłuchuje 

się ich rozmowie.

- Wiesz przez kogo?

- Nie, nie wiem. Ale wtedy wydawało mi się, że to ona.

-  Przyjrzałeś  się  samochodowi?  Może  zauważyłeś  numery  albo  jakiś  inny 

szczegół?

- Próbowałem, ale tamten samochód trzymał się w sporej odległości.

background image

Andrea zaczęła się niecierpliwić.

- Tatusiu, idziesz do domu?

- Tak, kochanie. Zaraz przyjdzie doktor, zbada mnie i potem pojedziemy do 

domu.

- Czy jesteś chory? 

Zinn popatrzył na Sydney.

- Powiedzmy, że się uderzyłem w głowę.

- Jak?

Znowu spojrzał na dziewczynę i porozumiewawczo ścisnął jej dłoń.

- Zdaje mi się, kochanie, że wpadłem na kogoś. 

Sydney mruknęła coś pod nosem.

- Tak, córeczko, zdaje się, że na kogoś złego.

- Co to znaczy, tatusiu?

- Nic, nic, troszeczkę żartuję.

- Rzeczywiście, tylko troszeczkę - powiedziała Sydney i uwolniła dłoń z jego 

dłoni. Chyba już wystarczająco go pocieszyła.

Do pokoju weszła pielęgniarka.

- Za chwilę przyjdzie do pana doktor - uprzedziła. - Niestety, pańska rodzina 

musi przejść do poczekalni.

Zinn zauważył zmieszanie Sydney.

-  Widzisz,  kochanie,  jak  wszystko  szybko  roznosi  się  po  mieście?  W 

kronikach towarzyskich różnych gazet będą dzisiaj nieprawdopodobne historie na 
mój temat. Musimy utrzymywać, że to była mała sprzeczka.

Sydney zarumieniła się.

-  Nie  denerwuj  się.  Moja  pani  rzecznik  umie  sobie  radzić.  Poda  prasie 

zwykłe oświadczenie i będzie podkreślała, że jesteśmy szczęśliwą parą.

Bawił się zakłopotaniem Sydney.

background image

Dziewczyna pomyślała jednak, że wszystko dobrze się składa i pasuje do jej 

planu.

Pielęgniarka ponownie zajrzała do pokoju.

- Rodzina może zostać jeszcze tylko kilka minut.

-  Zinn  -  Sydney  nie  mogła  opanować  podniecenia  -  wiem,  że  żartowałeś, 

mówiąc  o  tym  oświadczeniu  dla  prasy,  ale  mnie  się  wydaje,  że  to  fantastyczny 
pomysł. Powinieneś to zrobić!

Spojrzał na nią z takim zdumieniem, jakby nagle oszalała.

- O czym mówisz? Nie rozumiem.

Sydney  spojrzała  na  Andreę,  ale  dziewczynka  była  całkowicie  zajęta 

oglądaniem kolorowego magazynu, który przedtem podał jej ojciec.

- Pamiętasz, powiedziałam ci, że najlepiej by było, gdyby Barbara przeniosła 

swoją  nienawiść  z  Andrei  na  mnie.  Teraz wszystko  zaczyna  pasować  do  mojego 
planu.

- Tak…

- Nadarzyła się znakomita okazja. Byłeś w szpitalu i to jest wiadomość, którą 

na  pewno  podadzą  gazety.  Możemy  trochę  ubarwić  całą  historię.  Twoja 
rzeczniczka może oświadczyć, że pokłóciłeś się ze swoją kochanką, która mieszka 
z  tobą.  Dlatego  wylądowałeś  w  szpitalu.  Teraz  jednak  już  wszystko  jest  dobrze 
między nami i bardzo się kochamy. Barbara z pewnością przeczyta to wszystko i 
przy odrobinie szczęścia uda mi się skierować jej agresję na mnie.

- Wspaniale wymyśliłaś! Ale przecież ona może cię zabić!

- Jesteś niepoważny, Zinn. Dam sobie radę.

Znowu ujął jej dłoń i delikatnie pogłaskał.

- Zgadzam się na wszystko, a zwłaszcza na to, że bardzo się kochamy. Brzmi 

całkiem nieźle.

Sydney uwolniła rękę.

- Chodzi tylko o efekt, jaki wywrze ta wymyślona historyjka! -powiedziała 

stanowczo.  -  Nasze  stosunki  pozostaną  od  teraz  ściśle  zawodowe.  Mam  zamiar 
tylko  zagrać  rolę  mieszkającej  z  tobą  kochanki.  Ludzie  twojej  profesji  powinni 
rozumieć, co znaczy zagrać rolę.

background image

- Jesteś sarkastyczna - zauważył Zinn.

- Masz rację. Przepraszam,

Zinn głaskał po głowie Andreę, ale spojrzenie utkwił w Sydney.

- W takim razie - powiedział po chwili - jeśli bierzesz na siebie dodatkowe 

ryzyko, powinienem ci to wynagrodzić. Dam ci dwieście dolarów więcej za każdy 
dzień. Niech to będzie właśnie dodatek za ryzyko.

Znowu pojawiła się pielęgniarka.

- Bardzo mi przykro, ale za chwileczkę będzie tu doktor. Proszę, niech pani 

pójdzie ze mną.

Zinn  pocałował  córkę,  Sydney  wzięła  ją  za  rękę  i  szła  za  pielęgniarką.  W 

drzwiach odwróciła się jeszcze.

- Dziękuję za podwyżkę - rzekła. - Nie wiem tylko, jakie ryzyko chcesz mi 

wynagrodzić. Ryzyko ze strony tej kobiety, czy może z twojej.

Zinn uśmiechnął się.

- Będę trzymał cię w niepewności - oświadczył.

Zinn  zbudził  się  po  godzinnej  drzemce  w  swojej  sypialni.  Po  obiedzie 

poczuł, że cios w głowę osłabił go bardziej, niż przypuszczał i położył się.

Jednak  pierwszą  rzeczą,  jaką  zrobił  po  przyjeździe  ze  szpitala,  to 

zatelefonował  do  Judy  Meecham,  rzeczniczki  prasowej.  Powiedział,  by
opublikowała historyjkę o jego kłótni z kochanką i o ich pogodzeniu się. Judy była 
zachwycona. To był prawdziwy rarytas dla rubryk towarzyskich. Oczywiście, Zinn 
nie  wspomniał  jej,  że  to  pomysł  Sydney,  który  niewiele  ma  wspólnego  z 
rzeczywistością.

Potem  usiadł  w  swym  ulubionym  fotelu  z  Andreą  na  kolanach,  a  Sydney 

krążyła  po  pokoju,  obmyślając  dalsze  posunięcia.  Poprosiła,  by  zjedli  obiad  bez 
niej,  bo  chciała  pojechać  do  miasta,  do  Marvina  Kaslowa,  który  był  szefem 

background image

komisariatu  policji  w  Los  Angeles.  Sydney  miała  nadzieję,  że  uda  się  jej 
przyspieszyć sprawę identyfikacji Barbary.

Zinn nie sprzeciwiał się temu pomysłowi. Nie był jeszcze w pełnej formie, 

ale nie bał się o Andreę, dopóki był z nią w domu. Powiedział Sydney, by wzięła 
jego jaguara.

Pobiegła z rozwianym warkoczem, pod pachą trzymała torebkę z pistoletem. 

Pomachała im jeszcze na pożegnanie i zniknęła. Naprawdę była niezwykle oddana 
swej pracy. Teraz wchodziła do akcji.

Zinn  po  przebudzeniu  poprawił  sobie  poduszki  i  starał  się  nie  myśleć  o 

tępym  bólu  rozsadzającym  czaszkę.  To  przykre  doświadczenie,  kiedy  dostał  od 
Sydney  w  głowę,  wcale  nie  zwiększyło  jego  zaufania  do  jej  możliwości  i 
umiejętności jako specjalisty od ochrony. Ciągle jednak ta kobieta intrygowała go, 
a  przede  wszystkim  zastanawiał  się,  dlaczego  tak  łatwa  wymknęła  się  tamtego 
wieczora z jego ramion, Wtedy w ogrodzie byli poza zasięgiem świateł i mogliby 
posunąć się dalej, a nie tylko poprzestać na pocałunkach. Bardzo tego chciał i był 
przekonany, że i Sydney także. Nie wierzył za bardzo, by zmiana jej nastroju była 
zupełnie szczera. Znał kobiety na tyle, by wiedzieć, kiedy powodują nimi uczucia, 
a  kiedy  rozsądek.  Dlaczego  w  dzisiejszych  czasach  kobiety  tak  często  mają 
poczucie winy, kiedy tylko kierują się odruchem serca, uczuciem? Według niego, 
to  właśnie  mężczyźni  zawsze  są  romantykami,  a  nie  kobiety.  Natomiast 
współczesne  kobiety  zawsze,  kiedy  nie  uczynią  tego,  co  nakazuje  im  rozsądek, 
przeżywają to jako porażkę i mają poczucie winy.

Sydney Charles szalenie zależało, by traktować ją poważnie jako prywatnego 

detektywa. Zależało jej na tym tak bardzo, jakby to było najważniejszą sprawą na 
świecie.

Zinn wyobraził sobie jej odpowiedź: Nie, nie mogę cię pocałować, bo jestem 

detektywem. Otóż to!

Zrobił chyba poważny błąd, że zaangażował się emocjonalnie. Nie chciał być 

wobec Sydney nie w porządku. Problem polegał jednak na tym, że Zinn doskonale 
pamiętał podobne zachowanie i postawę u Moniki. Skończyło się to rozpadem ich 
małżeństwa.

Bardzo możliwe, że porównanie nie było sprawiedliwe. Nie mógł jednak tak 

łatwo  zapomnieć  swych  doświadczeń  życiowych,  a  zwłaszcza  tych  związanych  z 
miłością.

Kiedyś  rozmawiał  z  Patti  Lind,  zaprzyjaźnioną  z  nim  aktorką,  o 

background image

niezależności  współczesnych  kobiet.  Powiedział  jej  wtedy,  że  uważa  tę 
niezależność  tylko  i  wyłącznie  za  wymówkę  służącą  do  odrzucania  mężów  czy 
kochanków.  Patti  zezłościła  się  i  oskarżyła  go  o  chęć  utrzymania  kobiet  w 
posłuszeństwie  i  zatrzymania  ich  za  wszelką  cenę  w  domu.  Tłumaczył  jej,  że 
jednak  chodzi o  coś poważniejszego, a nie o  te stare argumenty  wysuwane przez 
feministki. Problem nie tkwi w tym, że kobiety chcą robić karierę zawodową, ale w 
tym,  że  karierą  tłumaczą  niechęć  i  unikanie  jakiejkolwiek  bliskości  duchowej  i 
psychicznej  z  mężczyzną.  Zresztą,  mężczyźni  czynią  podobnie  i  to  jest 
niebezpieczne.

Usłyszał, że ktoś otwiera drzwi do jego sypialni. Dostrzegł Andreę.

- Tatusiu, jak się czujesz?

- Czuję się świetnie. - Wyciągnął do niej ręce. - Chodź i pocałuj tatę.

Andrea  podskoczyła  i  podbiegła  do  niego.  Za  nią  w  drzwiach  pojawiła  się 

Yolanda.

- Nie byłyśmy pewne, czy pan się już obudził, senor.

- Już dawno się obudziłem i czuję się bardzo dobrze.

- Och, to wspaniale.

- A co z Sydney?

-  Przed  chwilą  wróciła  z  komisariatu.  Powiedziałam  jej,  że  pan  śpi. 

Chciałaby z panem później porozmawiać.

- Powiedz, żeby przyszła od razu. Chyba już widziała mężczyznę w piżamie?

- Si, seńor.

Zinn pocałował Andreę w policzek.

- Może poszłabyś do Yolandy? - zapytał. - Chcę porozmawiać z Sydney.

- A ja też mogę porozmawiać?

-  Nie  teraz.  Jak  tylko  skończymy,  będziesz  mogła  przynieść  tu  swoje 

warcaby i pogramy trochę.

Andrea podskoczyła uradowana.

- Cudownie!

background image

Zinn się roześmiał.

Kilka minut później Sydney zapukała cicho i otworzyła drzwi.

- A oto i domowy detektyw! Jak tam polowanie?

- Wspaniale.

Weszła  do  sypialni.  Miała  na  sobie  obcisłe  spodnie  i  bluzkę  z  krótkimi 

rękawami.  Złoty  warkocz  był  przerzucony  do  przodu.  Jej  widok  poruszył  go.  Z 
każdą godziną podobała mu się coraz bardziej. Poklepał dłonią łóżko pokazując, by 
siadła koło niego.

- Co ciekawego powiedział Kaslow?

-  Nie  wiedzą  jeszcze  zbyt  wiele.  W  każdym  razie  uważają,  że  Barbara  nie 

jest morderczynią.

- Ależ ona prawie porwała moje dziecko! Czy nic nie robią w tej sprawie?

-  Pracują  nad  tym,  ale  słusznie  zrobiłeś,  że  zaangażowałeś  prywatnego 

detektywa.

- Czy twoja opinia jest na pewno obiektywna?

Zinn  miał  wielką  ochotę  pociągnąć  ją  za  warkocz,  ale  powstrzymał  się. 

Właściwie  chętnie  by  ją  też  pocałował,  ale  rozmawiali  służbowo  i  Sydney  na 
pewno by zaprotestowała.

- A dlaczego jesteś tak podekscytowana?

- Kiedy byłam w Szklanym Domu, Kaslow…

- W Szklanym Domu? - przerwał zdziwiony.

- W Komendzie Głównej.

- To tak się nazywa w policyjnym żargonie, rozumiem.

-  Tak  mówią  policjanci,  ale  to  nie  jest  żargon.  W  każdym  razie  Kaslow 

poradził, abym poszła  do  policyjnego psychologa. Mnóstwo się dowiedziałam od 
niego i w jego opinii mój plan wobec Barbary ma wielkie szanse powodzenia.

- Ja nie potrafię się tak emocjonować twoim planem.

- Ale przecież właśnie po to mnie zatrudniłeś.

background image

Już  chciał  powiedzieć,  że  wolałby  tego  nie  uczynić.  Chciałby  raczej 

traktować  ją  tak,  jak  mężczyzna  może  traktować  kobietę,  ale  na  to  Sydney  z 
pewnością by się nie zgodziła. Irytowało go, że postanowiła utrzymać dystans.

Zastanawiał  się,  co  się  z  nim  dzieje!  Zakochuje  się  w  prywatnym 

detektywie? W dodatku ona z zasady nienawidzi aktorów. Zinn z łatwością mógłby 
mieć niemal każdą  kobietę. Problem polegał  na  tym, że obchodziła go  wyłącznie 
Sydney.

Wbrew poprzednim postanowieniom wziął ją za rękę. Jej dłoń była chłodna. 

Zastanawiał się, czy reszta jej ciała też jest chłodna.

- Rozumiem doskonale, że chciałabyś bardzo, by twój plan się udał, ale nie 

możesz  pracować  bez  przerwy  dwadzieścia  cztery  godziny  na  dobę.  Każdy 
potrzebuje trochę odpoczynku.

Patrzyła na jego rękę, ale nie cofała swojej.

- Dam sobie radę.

-  Oczywiście,  ale  musisz  mieć  trochę  czasu  na  życie  osobiste  -  przyjaciół, 

rodzinę… może na romans.

Uważnie  obserwował  jej  twarz.  Nie  zareagowała  na  wspomnienie  o 

romansie.  No  tak,  już  mówiła,  że  nie  jest  z  nikim  związana.  Zanim  zdążył 
cokolwiek dodać, wysunęła dłoń z jego ręki i wstała.

- Jeżeli będę potrzebowała wolnego dnia, to dam znać wcześniej, dobrze?

Uśmiechnęła się słodko i wyszła z pokoju. Ostrożnie, po cichu, zamknęła za 

sobą drzwi.

Zinn  westchnął.  Dlaczego  zawsze  musiał  się  interesować  trudnymi 

kobietami? Gdyby był mądrzejszy, właśnie teraz by z tym skończył. Niech Sydney 
wykona swoje zadanie i zniknie z jego życia. Potrząsnął głową, kiedy przypomniał 
sobie, co do niej czuje i co może ona czuje do niego.

Następnego  dnia  Sydney  wstała  bardzo  wcześnie,  kiedy  wszyscy  jeszcze 

spali.  Poszła  do  głównej  bramy  i  zabrała  gazety.  Usiadła  w  kuchni  i  zaczęła  je 
przeglądać. Rzeczniczka Zinna dobrze się spisała. Na trzeciej stronie była notatka o 
tym,  że  Zinn  został  ranny  i  że  musiał  być  w  szpitalu.  Natomiast  na  stronie 
poświęconej  towarzyskim  plotkom  znajdowało  się  mnóstwo  sensacyjnych 
szczegółów o kłótni i  późniejszym pogodzeniu  się kochanków.  Podano nawet, że 
Sydney jest nieślubną córką Dicka Charlesa. To, oczywiście, nie spodobało się za 

background image

bardzo  Sydney,  ale  musiała  przyznać,  że  taka  wiadomość  mogła  wzbudzić 
dodatkowe  zainteresowanie.  Na  szczęście,  nikt  się  nie  dowiedział,  że  jest 
prywatnym detektywem.

Do kuchni przyszła Yolanda i zajęła się przygotowaniem śniadania.

-  Czy  Zinn  zazwyczaj  wstaje  wcześnie  czy  raczej  później?  -  zagadnęła  ja 

Sydney.

-  Zawsze  wstaje  bardzo  wcześnie,  seńorita.  Dzisiaj  nie  idzie  do  studia. 

Powiedział  mi,  że  musi  odpocząć,  bo  za  kilka  dni  wyjeżdża  na  zdjęcia  do  San 
Francisco.

- Tak?

- Si, seńorita. I jeszcze jedno. Wczoraj pan Garrett powiedział, żebym pani 

przekazała,  że  dzisiaj  idzie  z  panią  na  obiad  do  „Hard  Rock  Cafe”.  Rzeczniczka 
pana Garretta dzwoniła wieczorem, że będą tam fotoreporterzy, żeby zrobić zdjęcia 
nowej  dziewczynie.  Nie  wiedziałam,  o  co  chodzi,  ale  pan  Garrett  powiedział,  że 
pani zrozumie.

- Tak, rozumiem.

- Aha, przyjdzie też jakiś Jack, żeby pilnować małej, kiedy was nie będzie w 

domu.

- To bardzo dobrze.

Yolanda zajęła się dalej śniadaniem.

Rzeczniczka  Zinna  najwyraźniej  lubiła  kuć  żelazo  póki  gorące.  Rzekomy 

romans stawał się coraz głośniejszy. Sydney przestraszyła się, czy aby nie posunęła 
się  za  daleko  i  czym  to  wszystko  może  się  skończyć.  Nie  miała  najmniejszej 
wątpliwości,  że  podoba  się  Zinnowi.  Ona  także  czuła  od  samego  początku,  że 
między  nimi  nawiązała  się  nić  sympatii.  Teraz  pozostawało  tylko  pytanie,  czy 
będzie umiała przestać o tym myśleć i skupić się na wykonaniu planu, który zresztą 
sama skonstruowała.

Wczorajszy wieczór spędzili spokojnie w domu. Zinn przyszedł na wspólną 

kolację,  ale,  choć  nadrabiał  miną,  widać  było,  że  ma  sienie  najlepiej.  Zaraz  po 
kolacji poszedł się położyć do siebie. Andrea siedziała w jego sypialni i oglądała 
rysunkowe filmy na wideo. Yolanda powiedziała, że Zinn większość z nich zna już 
na  pamięć.  Sydney  zaś  spędziła  wieczór  na  planowaniu  dalszych  posunięć. 
Zadzwoniła  do  specjalisty  od  oświetlenia  i  umówiła  się  z  nim.  Człowiek  ten 

background image

pracował dla Candy'ego Gonzaleza i miał spore doświadczenie.

Teraz  Sydney  spojrzała  na  zegarek.  Miała  jeszcze  trochę  czasu  do  jego 

przyjścia. Zaczęła jeść huevos rancheros, które podała jej Yolanda. Przyniosła ich 
cały  półmisek,  bo  poprzedniego dnia  przy  śniadaniu  Sydney bardzo  je  chwaliła  i 
zajadała z apetytem.

- Jak długo Zinn będzie dzisiaj spał?

-  Powiedział,  żebym  zastukała  o  dziewiątej.  Sydney  właśnie  kończyła 

śniadanie,  kiedy  rozległ  się  dzwonek.  Pośpiesznie  dokończyła  kawę  i  pobiegła 
otworzyć bramę. Przyszedł specjalista od oświetlenia. Był Latynosem, gdzieś pod 
sześćdziesiątkę. Nazywał się Manny Ibanez, Obszedł i wymierzył całą posiadłość, 
a potem wskazał, co należałoby wymienić, a co zrobić na nowo. Sydney poprosiła 
go, by obliczył koszty ekspresowej naprawy systemu oświetlenia całej posiadłości. 
Ibanez  obiecał,  że  niedługo  to  zrobi  i  zadzwoni  do  niej  po  południu.  Po  jego 
odejściu Sydney wróciła do domu. Zinn już wstał i właśnie jadł śniadanie w patio. 
Podeszła do niego.

- Jak się czujesz?

Odstawił filiżankę i posłał jej swój sławny uśmiech.

- Dziękuję. Już znacznie lepiej. Proszę, siądź przy mnie.

Kiedy siadła naprzeciwko niego, Zinn obejrzał ją od stóp do głów. Miała na 

sobie dżinsy i zwykłą koszulkę.

- Yolanda powiedziała ci o naszej randce?

- Powiedziała, że idziemy do ,,Hard Rock Cafe”.

-  Judy  uważa,  że  to  doskonałe  miejsce.  Zawsze  sporo  osób  tam  się  kręci. 

Będą też dziennikarze.

- Zechcą zrobić nam zdjęcia?

- Tak i zobaczyć nas w akcji.

- W akcji? Co to znaczy?

Zinn przełknął kawałek grzanki i uśmiechnął się.

-  Wiesz,  takie  typowe  dla  Hollywood  scenki  z  randki.  Musimy  spełnić 

oczekiwania publiczności.

background image

- Wystarczy, że pojawimy się razem w restauracji. Co więcej można zrobić 

w publicznym miejscu?

- Syd, kochanie, teraz jesteśmy na ustach wszystkich, Wiesz… uważają nas 

za kochanków. Musimy więc się tak zachowywać, jakbyśmy naprawdę nimi byli. 
Od czasu do czasu całować się i przytulać, zwłaszcza przed obiektywami. To nic 
wielkiego, a powinniśmy być przekonujący jako kochankowie.

Przypatrywała mu się w milczeniu.

- O co chodzi, dziecino?

- Zinn, dlaczego sądzę, że wykorzystujesz tę sytuację?

-  Nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  A  ty  jak  sądzisz?  -  zapytał  z  niewinną 

miną.

- Podejrzewam, że za bardzo spodobał ci się ten pomysł.

-  A  czego  byś  oczekiwała,  że  będę  się  wzdragał  na  myśl  o  pocałowaniu 

ciebie? Jeśli dobrze pamiętam, to było zupełnie przyjemne, kiedy robiliśmy to bez 
kamer.

- Więc jednak chcesz wykorzystać okazję!

- Syd,  to twój pomysł,  a nie mój.  Ja po  prostu  wcielam w życie  twój plan. 

Nie  ma  sensu  robić  czegoś  bez  głębokiego  przekonania.  Jeśli  naprawdę  chcemy, 
żeby  Barbara  stała  się  zazdrosna,  powinniśmy  przekonująco  odegrać  role 
kochanków.

- Pamiętaj o najważniejszym. To jest tylko gra.

-  Nie  mogę  obiecać  -  Zinn  patrzył  jej  prosto  w  oczy  -  że  nie  będzie  mi  to 

sprawiało  przyjemności.  Prawda  jest  taka,  że  coraz  bardziej  mi  się  podobasz. 
Dlatego to nie będzie rola trudna do zagrania.

Sydney wstała.

-  Domagam  się,  byś  traktował  to  tylko  i  wyłącznie  zawodowo.  Mam 

nadzieję, że posiadasz na tyle przyzwoitości, żeby to respektować.

- Oczywiście.

Zaczęła iść w stronę drzwi.

- Och, Syd! - zawołał ją.

background image

- Tak?

-  Ubierz  się  w  coś  seksownego  i  może  odrobinę  prowokacyjnego,  Tak 

zresztą poradziła Judy. Musimy wywołać wrażenie.

- A może powinnam zrobić striptiz na stole? Czy to zadowoliłoby Judy?

- Nie, to byłaby już pewna przesada - odpowiedział Zinn, usiłując zachować 

powagę.

Sydney odwróciła się na pięcie i energicznie wyszła z patio.

O jedenastej czekała na Jacka Dowda w olbrzymim salonie, Stały tam dwie 

identyczne  miękkie,  śnieżnobiałe  kanapy.  Na  ścianach  wisiały  współczesne, 
abstrakcyjne  obrazy.  Na  stoliku  do  kawy  ustawiona  była  nowoczesna  rzeźba 
kinetyczna.

Zaraz  po  przyjściu  Jacka  mieli  z  Zinnem  pojechać  do  restauracji.  Na  razie 

nie pojawił się ani jeden, ani drugi.

Sydney postanowiła, że nie pozwoli Zinnowi wyprowadzić się z równowagi. 

Chociaż nie była zawodową aktorką, to jednak chęć oszukania Barbary dodawała 
jej  natchnienia,  Zinn  Garrett  chciał,  żeby  ubrała  się  seksownie,  więc  to  zrobiła. 
Przy  pomocy  Yolandy  skróciła  swą  najkrótszą  białą  lnianą  spódnicę.  Do  tego 
nałożyła  czerwoną  jedwabną  bluzeczkę,  dość  przezroczystą.  A  skoro  chciał,  by 
była trochę prowokacyjnie ubrana, nie włożyła staniczka.

Chodziła  niecierpliwie  po  salonie  na  swych  wysokich  obcasach.  Nagle 

odezwał  się  dzwonek.  Zjawił  się  Jack  Dowd,  Był  to  bardzo  wysoki  i  potężnie 
zbudowany brunet Miał chyba koło czterdziestki. Samym swoim wyglądem mógł 
niezgorzej przestraszyć.

Przyjrzał się jej króciutkiej spódnicy w tak obcesowy sposób, jak to czasem 

potrafią robić mężczyźni.

- Nowa dziewczyna, co? - zapytał.

-  Nie.  Jestem  detektywem.  Nazywam  się  Sydney  Charles,  a  pan  to  pewnie 

Jack Dowd?

- Ooo…

Sydney wyciągnęła do niego rękę.

- Przepraszam za wygląd - wyjaśniła - ale to konieczne dla fotoreporterów.

background image

-  No  nie,  gdyby  pani  stała  na  czatach  przed  bankiem,  nawet  dziesięciu 

policjantów nie spostrzegłoby, że jest napad.

- Dziękuję za komplement. O to w jakimś sensie chodzi w moim planie.

Dowd rozejrzał się wokół.

- System alarmowy działa? - zapylał.

- Tak, ale to bardzo prosty system.

- Już dawno mówiłem Garrettowi, że powinien go zmienić.

- Zaczęłam zmieniać oświetlenie.

- To już coś, w każdym razie dobre na początek.

- Wychodzimy, jak tylko Zinn wróci.

- Proszę się nie martwić. Już tu kiedyś byłem i czuję się jak w domu.

Udał  się  do  kuchni,  najprawdopodobniej  coś  przekąsić.  Sydney  siadła  na 

kanapie  i  popatrzyła  na  spódniczkę,  zastanawiając  się,  czy  może  nie  przesadziła 
trochę z tym prowokacyjnym strojem.

Wreszcie  pojawił  się  Zinn,  ubrany  w  niebieski  blezer  i  jasnożółtą  koszulę 

rozpiętą pod szyją. Sydney na jego widok zerwała się z kanapy.

- Gotowy?

Zinn patrzył na nią z nie ukrywanym zdumieniem, kiedy szła do niego przez 

pokój. Sydney zbliżyła się i spojrzała mu prosto w oczy. Zinn cofnął się pół kroku i 
przyglądał się jej badawczo.

- Wyglądasz jak kobieta, która może spokojnie rąbnąć faceta w głowę, a on i 

tak wróci, a nawet poprosi o jeszcze.

- Chyba o to ci chodziło.

- Tak, ale… nie wyobrażałem sobie czegoś tak…

- Jak?

- Czegoś tak porażającego.

Sydney starała się nie dać po sobie poznać, jaką satysfakcję sprawiły jej te 

słowa.

background image

- No dobrze, idziemy na ten nasz występ.

-  Boję  się,  że  możesz  na  fotoreporterach  wywrzeć  takie  wrażenie,  że  będą 

łazić za tobą całymi tygodniami.

- Trudno. Nie mam już wyjścia. 

Zinn potaknął.

- Czy Jack przyszedł? - upewnił się.

- Tak, teraz siedzi w kuchni.

- To dobrze. Bardzo dobrze.

Zinn chyba nie przykładał żadnego znaczenia do tego, co mówi, bo cały był 

skupiony na wpatrywaniu się w Sydney. Ona zaś z trudem powstrzymywała się od 
śmiechu.

Wziął  w  palce  pasmo  jej  włosów  i  zaczął  się  nim  bawić.  Sydney  zamarła. 

Mężczyzna  przysunął  się  bliżej.  Uniósł  jej  podbródek  do  góry  i  leciutko,  czule 
pocałował w usta.

- Smakujesz równie doskonale, jak wyglądasz… 

Cofnęła się, próbując okazać niezadowolenie.

- Tego nie było w umowie - zastrzegła.

- Każdy aktor ci powie, że do roli trzeba się przygotować. Staram się tylko 

wprowadzić w odpowiedni nastrój. Naprawdę, to jest czysto zawodowe podejście.

-  Lepiej  jednak  trzymaj  ręce  przy  sobie,  dopóki  nie  staniemy  przed 

dziennikarzami.

-  Sydney,  wiem,  że  jesteś  twarda,  ale  czy  ani  troszeczkę  ci  się  to  nie 

podobało?

- Nigdy nie zdradzam zawodowych tajemnic. 

Podeszła do stołu i zabrała swoją torebkę.

- Szefie, kto prowadzi: ja czy ty? - spytała.

Zinn zgodził się, by prowadziła. Nie był to jednak najlepszy pomysł, bo cały 

czas  czuła  na  sobie  jego  gorące  spojrzenie.  Próbowała  jakoś  podtrzymywać 
rozmowę,  ale  Zinn  wolał  nic  nie  mówić,  tylko  dotykał  jej  włosów  albo  nagiego 

background image

ramienia.

Opowiedziała  mu  o spotkaniu  z  ekspertem  od  oświetlenia  i  o  konieczności 

dodatkowych instalacji. Przyjął to do wiadomości bez komentarza.

- Yolanda wspomniała mi, że wybierasz się na zdjęcia do San Francisco.

- Tak, cały zespół jedzie tam na parę dni.

-  Myślałam  o  tym.  Chyba  dobrze  byłoby,  gdybym  z  tobą  pojechała. 

Zwłaszcza gdybyśmy o tym zawiadomili prasę. To może być dla Barbary okazja do 
zrobienia czegoś przeciwko mnie.

- Masz na myśli, że może będzie próbowała zrobić ci krzywdę?

-  Zinn,  to  tak  się  mówi.  Mnie  chodzi  o  to,  żeby  zmusić  ją  do  jakiegoś 

działania. A im wcześniej, tym lepiej.

Sydney  jechała  bulwarem  San  Vincente,  potem  autostradą  San  Diego  do 

Westwood, gdzie zatrzymała się na czerwonym świetle.

- Bardzo bym chciał, żebyś wybrała się ze mną - powiedział po chwili Zinn,

- Pamiętaj, tylko na ściśle zawodowej płaszczyźnie - ostrzegła go.

- Sydney, coś mi się zdaje, że masz lekką obsesję na tym punkcie. - Mówiąc 

to, znowu zaczął bawić się jej włosami. - Chciałbym, żebyś już dała temu spokój.

Zmieniły się światła i Sydney ruszyła.

- Jestem po prostu ostrożna.

- Tym samym przyznajesz, że coś cię kusi.

Spojrzała mu w oczy.

-  Oczywiście  -  odpowiedziała  -  że  mnie  kusi.  Ani  ty,  ani  ja  nie  jesteśmy 

przecież z kamienia.

Zinn odetchnął z ulgą,

-  Dziękuję,  że  to  mówisz.  Już  się  bałem,  że  mój  wrodzony  czar  przestał 

działać na kobiety.

- Jak tylko przestanie działać, to ci zaraz powiem.

Minęli bulwar Santa Monica i skręcili w stronę Beverly

background image

Hills, a potem podjechali pod „Hard Rock Cafe”. Przed wejściem czekała już 

grupka  ludzi.  Sydney  zaparkowała  samochód.  Zaledwie  Zinn  wysiadł,  nadbiegł 
jakiś fotoreporter i natychmiast zaczął robić zdjęcia,

- No, dziecinko, idziemy. Jesteśmy na miejscu - powiedział Zinn do Sydney. 

Dziewczyna  też  wysiadła  i  też  została  natychmiast  obfotografowana.  Wszystko 
wydawało się absurdalne i śmieszne.

Podeszła  do  Zinna,  a  on  ją  objął.  Odrzuciła  włosy  do  tyłu.  Stali  tak  przez 

chwilę,  patrząc  w  skierowane  na  nich  obiektywy.  Sydney  usłyszała,  jak  ludzie 
powtarzają nazwisko Zinna, a jakaś nastolatka piszczy z zachwytu.

- Proszę ją pocałować - zażądał fotograf.

Zinn  pocałował  Sydney  we  włosy.  Obejmował  ją  mocno  w  talii.  Patrzyli 

sobie w oczy i uśmiechali się.

- Wiesz, jest nieporównanie przyjemniej, kiedy to robimy w samotności, bez 

świadków - szepnął do niej,

- Wiem, co masz na myśli - odpowiedziała, nie przestając uśmiechać się do 

obiektywów.

Podeszła  do  nich  reporterka  o  ładnych  blond  włosach  i  dość  inteligentnej 

twarzy. W ręku trzymała magnetofon i mikrofon.

- To jest właśnie ta dziewczyna? - zapytała nie przedstawiając się.

- Tak - odpowiedział Zinn. - To jest Sydney Charles.

- Jak się pisze jej imię? Przez „i” czy przez „y”?

- Przez „y” - odparła Sydney.

- Co to za historia, Zinn? - pytała dalej reporterka. - Jesteście zaręczeni czy 

nie?

- Sydney i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

Reporterka potrząsnęła głową z niedowierzaniem.

-  I  tak  dalej,  i  tak  dalej…  Dlaczego  jednak,  skoro  jesteście  tak  dobrymi 

przyjaciółmi, wylądowałeś w szpitalu? - indagowała.

-  To  było nieporozumienie  - powiedział Zinn.  -  Jeśli ludziom naprawdę  na 

sobie zależy, wtedy pojawiają się silne emocje.

background image

- Czym go pani uderzyła?

Sydney spojrzała niepewnie na Zinna.

- Pięścią - odpowiedział szybko. - Ona jest bardzo silna.

- Żałujesz tego, Sydney? - wypytywała reporterka.

-  Bardzo  żałuję.  Naprawdę  go  kocham  i  nie  wyobraża  sobie  pani,  jak 

strasznie się czułam, kiedy zobaczyłam, co mu zrobiłam.

Sydney  zdawała  sobie  sprawę, że  brzmi  to  trochę  idiotycznie. No,  ale  o  to 

chodziło. Chciała, żeby do Barbary dotarły właśnie takie rzeczy.

- Czy może pani powiedzieć, co takiego zrobił Zinn Garrett, że aż tak mocno 

pani zareagowała?

- Jestem o niego potwornie zazdrosna i nie znoszę, kiedy jakaś kobieta mu 

się przygląda - wyznała Sydney.

Zinn uśmiechnął się.

- Powinnaś zmienić zawód, kochanie - wyszeptał jej do ucha.

- Ile pani ma lat?

- Dwadzieścia pięć.

- Gdzie pani pracuje?

- W telekomunikacji - szybko odpowiedział za nią Zinn.

Reporterka spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale nic nie powiedziała.

- Jest pani z Los Angeles?

- Teraz mieszka u mnie - znowu wtrącił się Zinn.

- Tak, jesteśmy nierozłączni - dodała Sydney.

- Zabieram ją za parę dni na plan zdjęciowy do San Francisco.

- Ale jesteście przecież tylko przyjaciółmi, nieprawdaż?

- Na razie.

Sydney podniosła dłoń do góry.

background image

- Jeszcze nie mam żadnego pierścionka - powiedziała.

- Panie Garrett, czy może pan coś dodać na temat niedawnej próby porwania 

pańskiej córki?

-  Mamy  nadzieję,  że  niebezpieczeństwo  minęło.  Ufamy,  że  kobieta,  która 

próbowała to zrobić, zostawi nas już w spokoju.

- A czy pani nie czuje się zagrożona? - reporterka zwróciła się do Sydney.

-  Dlaczego  miałabym  czuć  się  zagrożona?  Nigdy  w  życiu  nie  zrobiłam 

nikomu nic złego.

Dziennikarka  rzuciła  na  nią  pełne  zdumienia  spojrzenie,  Sydney  zaś  czuła 

nieprzepartą chęć uderzenia tej kreatury. Wiedziała, że nie może tego uczynić, bo 
wtedy  nagłówki  gazet  zapełniłyby  się  jeszcze  większymi  głupstwami  i 
zmyśleniami.

Tłum wielbicieli wokół nich gęstniał. Niektórzy podsuwali Zinnowi kartki z 

prośbą o autograf.

Reporterka wyglądała już na poważnie poirytowaną.

- Zinn, powiedz mi wreszcie coś naprawdę ciekawego! - zażądała.

-  Jesteśmy  teraz  szczęśliwsi  niż  kiedykolwiek  przedtem.  Ten  przykry 

incydent  zbliżył  nas  do  siebie  jeszcze  bardziej.  Ta  dziewczyna  to  chyba  miłość 
mojego życia. A teraz muszę już wszystkich przeprosić. Jeszcze nie całkiem dobrze 
się czuję.

Przepchnęli  się  przez  tłum  i  weszli  do  restauracji,  gdzie  było  znacznie 

spokojniej i mniej tłoczno.

- Zawsze tak jest, kiedy wybierasz się do miasta na hamburgera? - zapytała 

Sydney.

- Tylko wtedy, kiedy mi zależy na rozgłosie. 

Objął ją wpół i poprowadził do stolika.

- Jak można wytrzymać coś takiego?

-  Toteż  prawie  nigdy  nie  szukam  rozgłosu.  Zgodziłem  się  teraz  na  to 

wszystko, żeby dostosować się do twojego planu.

- Rzeczywiście nie lubisz rozgłosu?

background image

-  Może  trudno  w  to  uwierzyć,  ale  tak.  Niestety,  jest  to  cena,  którą  czasem 

trzeba płacić i zawsze wtedy myślę, czy nie lepiej było skończyć prawo.

Usiedli  w  zacisznym  kąciku.  Zaraz  pojawiła  się  kelnerka.  Zinn  zamówił 

piwo San Miguel i hamburgera, a Sydney wodę mineralną i sałatkę.

Ludzie  siedzący  w  restauracji  gapili  się  na  nich  bez  przerwy.  Jakaś 

dziewczynka podeszła i prosiła o autograf, potem to samo zrobiło kilka nastolatek. 
Zinn żartował z nimi i podpisywał się na serwetkach.

- Czy już jako student byłeś takim bożyszczem kobiet?

- Och, nie. Byłem klasycznym molem książkowym. Cały czas się uczyłem, 

choć startowałem też w uniwersyteckiej reprezentacji pływackiej,

- Naprawdę?

- Słowo daję.

-  Myślałam,  że  raczej  byłeś  głównym  aktorem  we  wszystkich 

uniwersyteckich przedstawieniach.

-  Tylko  raz  czy  dwa  wystąpiłem  w  czymś  takim,  ale  głównie  dlatego,  że 

dziewczyna, która bardzo mi się podobała, należała do kółka teatralnego.

- Gdzie studiowałeś?

-  W  Tucson,  w  Arizonie.  Mój  ojciec  był  agentem  ubezpieczeniowym,  a 

matka uczyła w szkole średniej.

- Byłeś zatem zwyczajnym chłopakiem - zażartowała Sydney.

- I nadal nim pozostałem. Tylko niektórzy nie chcą tego dostrzec.

-  Bardzo  mi  przykro,  ale  nie  mogę  w  to  uwierzyć.  Ktoś  żyjący  wśród 

nieustannych pochlebstw nie może być takim zupełnie zwyczajnym człowiekiem -
powątpiewała Sydney.

- Możliwe, że tak się wydaje innym. Jednak ja dokładnie znam siebie i wiem, 

kim  jestem.  Zdaję  sobie  sprawę,  jak  sztuczna  i  nieprawdziwa  jest  postać  Granta 
Adamsa, ale ja nim nie jestem. To tylko moja praca. Mój ojciec sprzedawał polisy 
ubezpieczeniowe,  ale  przecież  sam  nie  był  polisą.  Dla  niego  najważniejsza  była 
rodzina i grono przyjaciół. Tak samo dla mnie,

Sydney  przez  dłuższy  czas  nic  nie  mówiła.  Zastanawiała  się  nad  jego 

słowami.

background image

- Czy twoi rodzice jeszcze żyją? - spytała wreszcie.

-  Moja  matka  tak.  I  ubóstwia  Andreę.  Myślałem  nawet  przez  chwilę,  żeby 

wysłać Andreę do Tucson, ale potem zrezygnowałem z tego, bo przestraszyłem się, 
że  ta  wariatka  mogłaby  i  tam  dotrzeć.  Nie  mogłem  matki  narażać  na  takie 
przeżycia.

Sydney  słuchała  z  wielką  uwagą.  Pierwszy  raz  była  z  nim  w  miejscu 

publicznym. Zauważyła kontrast między sławnym gwiazdorem, którego ubóstwiają 
kobiety,  a  tym  człowiekiem,  który  teraz  rozmawiał  z  nią  o  najzwyklejszych 
sprawach.

Po  chwili  dopiero  uświadomiła  sobie,  że  wpatruje  się  w  Zinna  podparłszy 

ręką  brodę.  Ludzie  wokół  też  się  w  niego  wpatrywali.  Sydney  jednak  widziała 
zupełnie innego człowieka.

Kelnerka przyniosła zamówione dania. Zinn znowu dal autograf jakiejś pani 

z Nebraski.

- Co twoja była żona sądzi o całej tej sprawie z Barbarą?

Sydney ciekawiło poprzednie małżeństwo Zinna, ale przedtem nie wiedziała, 

jak o to zapytać.

-  Nie  było  jej  w  kraju,  kiedy  ta  kobieta  próbowała  porwać  Andreę. 

Zadzwoniłem  do  jej  agenta  i  opowiedziałem  wszystko  dokładnie.  Powiedziałem 
też,  jakie  przedsięwziąłem  środki  ostrożności.  Jak  tylko  się  dowiedziała  o 
wszystkim,  zadzwoniła  z  Afryki,  żeby  porozmawiać  z  Andreą.  Potem  ja 
wytłumaczyłem  jej,  co  się  stało  i  upewniłem,  że  wszystko  jest  w  porządku. 
Uspokoiła się i nie dzwoniła od tamtej pory.

- Powinno ją to bardziej obchodzić.

- Ależ z pewnością obchodzi. Ona kocha Andreę, ale jest też zadowolona, że 

nie musi się nią stale zajmować,

- To dlatego rozwiedliście się?

Zinn pocierał policzek, zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Nie, raczej nie z tego powodu. Jeśli chcesz znać prawdę, to powiem ci, że 

Monika  traktowała  siebie  i  swoją  karierę  znacznie  poważniej  niż  ja.  Miała 
właściwie  obsesję,  by  zostać  gwiazdą.  Rzeczywiście  cierpiała  nad  tym,  że  ja  się 
tym nie przejmowałem. Nasze poglądy na życie były tak różne, że musieliśmy się 

background image

rozstać.

Sydney  spojrzała  mu  w  oczy  i  wiedziała,  że  mówi  szczerą  prawdę.  Zinn 

pociągnął łyk piwa i oparł się wygodniej o krzesło.

-  Wytłumaczę  ci  dokładniej,  na  czym  polegała  ta  ogromna  różnica  między 

mną  a  Moniką  -  kontynuował.  -  Pamiętasz,  co  o  mnie  myślałaś,  kiedy  przyszłaś 
pierwszy raz do mojego domu?

- Tak.

-  Myślałaś  o  mnie  jak  o  rozkapryszonym  gwiazdorze,  bo  taki  mój  obraz 

zapamiętałaś z filmów i gazet. To tak, jak dzisiaj z tobą. Za tą fasadą seksownego 
stroju jesteś nadal sobą. Teraz musisz grać, bo tego wymaga sytuacja i to wiąże się 
z twoją pracą. To jest po prostu praca i ja tak to traktuję. Zupełnie inaczej było z 
Moniką. Dla niej ta cała fasada gwiazdorstwa była rzeczywistością.

- Jest jednak między nami różnica w poglądach na życie.

- Jeśli rzeczywiście coś takiego istnieje, to tylko to, że ty znacznie bardziej 

serio traktujesz samą siebie.

- Jak mam to rozumieć?

-  Nigdy  do  tej  pory  nie  widziałem  cię  wesołej,  rozluźnionej.  Wyglądasz, 

jakbyś nieustannie była na służbie.

Sydney odsunęła talerz po sałatce.

- Kiedy ty pracujesz - powiedziała - wcielasz się w Granta Adamsa. Kiedy ja 

pracuję, trzymam zawsze przy sobie broń.

- Chyba mnie nie zrozumiałaś zbyt dobrze. - Pokręcił głową.

Mężczyzna  siedzący  przy  stoliku  obok  zwrócił  się  do  Zinna  z  prośbą  o 

autograf  dla  swojej  córki,  która  leżała  w  szpitalu  chora  na  nerki.  Powiedział,  że 
serial z Zinnem jest jej ulubionym programem. Zinn poprosił mężczyznę o adres i 
obiecał  wysłać  jego  córce  swoje  duże  zdjęcie  z  autografem.  Mężczyzna  był 
wyraźnie  bardzo  zadowolony  z  tej  obietnicy.  Potem  Zinn  zawołał kelnerkę,  żeby 
zapłacić rachunek.

-  Nie  wiem  jak  ty  -  zwrócił  się  do  Sydney  -  ale  ja  mam  na  dzisiaj  dosyć 

Granta Adamsa. Marzę, żeby wrócić do domu i być sobą.

Sydney też marzyła o powrocie. Nie była jednak w stu procentach pewna, z 

background image

jakim Zinnem Garrettem będzie wracała. Czy z bożyszczem milionów kobiet, czy z 
człowiekiem, który mimo sławy pozostał sobą i którego poglądy na życie wcale nie 
różniły się tak bardzo od jej własnych?

ROZDZIAŁ 6

W  drodze  powrotnej  Zinn  był  zadziwiająco  milczący.  Sydney  i  tym  razem 

prowadziła  i  nie  była  w  nastroju  do  rozmowy.  Próbowała  jakoś  rozsądnie 
uporządkować  swoje  uczucia.  To,  co  powiedział  jej  niedawno  Zinn,  zupełnie 
zmieniało jego obraz i nie była pewna, czy miała rację, traktując go na początku jak 
rozkapryszonego gwiazdora. Przypomniała sobie, że przynajmniej jedna rzecz jest 
pewna. Przede wszystkim ma zadanie do wykonania, i to za wszelką cenę.

-  Uważasz,  że  to  całe  przedstawienie,  które dzisiaj  odegraliśmy,  przyniesie 

jakieś efekty? - zapytała po chwili.

- Spodziewam się, że zrobi się wokół nas spory rozgłos, a przecież o to nam 

chodzi. W końcu Barbara też się o wszystkim dowie.

- Tak, i kto to może wiedzieć, co ona wtedy zrobi. Najtrudniejsze są chyba 

dochodzenia  dotyczące  osób  niezrównoważonych  psychicznie.  Nie  można  tu 
zastosować żadnych racjonalnych założeń i sposobów postępowania. - Spojrzała na 
niego  i  zauważyła,  że  przypatruje  się  jej  ze  smutkiem  w  oczach.  -  Zinn,  co  się 
stało?

- Nie, nic takiego. Chyba jestem trochę zmęczony.

- Naprawdę?

- Wiesz, myślałem też o tobie. To niesamowite, teraz wyglądasz jak piękna i 

beztroska dziewczyna, ale tak naprawdę jesteś kimś zupełnie innym.

-  Ależ  ta  minispódniczka  to  tylko  przebranie  -  odpowiedziała  szybko 

background image

Sydney.

- Tak, wiem.

- Właśnie tacy ludzie jak ty powinni to dobrze rozumieć.

- Masz rację.

Znowu  zamilkli  na  pewien  czas.  Sydney  starała  się  skupić  na  sprawie 

Barbary,  żeby  na  chwilę  zapomnieć  o  Zinnie.  Takie  myśli  były  dla  niej  zbyt 
niepokojące. Cała ta afera z Barbarą nie była prosta. Wszystko, co mogła uczynić, 
to  próbować na  różne sposoby  zmusić tę  kobietę  do  działania i  być  jednocześnie 
gotową do reakcji.

-  Powiedz  mi,  Zinn,  jak  to  będzie  w  San  Francisco?  To  znaczy,  na  czym 

polega kręcenie zdjęć na wyjeździe?

Opowiedział  jej  dokładnie.  Głównie  pracują  cały  dzień,  ale  niektóre  ujęcia 

kręcą też wieczorem, i to w najróżniejszych miejscach w mieście.

-  Jeżeli  rzeczywiście  Barbara  orientuje  się  w  tych  sprawach,  to  powinna 

uznać, że ten wyjazd jest dla niej idealną okazją.

- Osobiście wolałbym jednak, żeby przedtem złapała ją policja. Nie podoba 

mi się, że wszystko ma spaść na ciebie.

Sydney  nie  zamierzała  się  z  nim  sprzeczać.  To  właściwie  maturalne,  że 

okazywał niepokój.

W domu wszystko było w porządku. Jack Dowd oglądał mecz baseballowy, 

a  Yolanda  i  Andrea  piekły  w  kuchni  ciastka.  Jack  zaczął  się  zaraz  zbierać  do 
wyjścia  mówiąc,  że  jest  zawsze  do  dyspozycji,  jeśli  zajdzie  taka  potrzeba.  Zinn 
skierował  się  do  swego  gabinetu,  żeby  postudiować  rolę.  Andrea  chciała  trochę 
popływać.  Poprosił  więc  Sydney,  by  poszła  z  nią  na  basen,  a  sam  wyszedł  z 
plikiem papierów.

Sydney  z  Andrea  przebrały  się  w  kostiumy  i  poszły  pływać.  Od  czasu  do 

czasu  wychodziły  z  wody,  żeby  odpocząć.  W  pewnym  momencie  do  basenu 
podszedł Zinn. Przez chwilę patrzył na nie i odszedł bez słowa.

Tego  wieczoru  Zinn  wybierał  się  na  kolację,  którą  organizowało  kilku 

znanych  producentów  filmowych.  Zanim  wyszedł,  zapukał  do  drzwi  pokoju 
Sydney.  Właśnie  skończyła  prysznic,  miała  jeszcze  mokre  włosy  i  siedziała  na 
łóżku w szlafroku. Zinn w czasie rozmowy pozostał przy drzwiach.

background image

- Trudno mi dokładnie powiedzieć, o której wrócę, ale tym razem na pewno 

wejdę frontowymi drzwiami.

Sydney roześmiała się.

Dzisiejszego wieczoru prezentował się wyjątkowo przystojnie. Miał na sobie 

granatową marynarkę, koszulę w odcieniu lawendy i krawat w podobnym kolorze, 
Sydney  zdała  sobie  sprawę,  że  coraz  większą  uwagę  zwraca  na  jego  wygląd.  Za 
wszelką cenę postanowiła myśleć tylko i wyłącznie o sprawach zawodowych.

- Dzwonił do mnie właśnie Manny Ibanez - powiedziała, nie patrząc w jego 

kierunku.  -  Ten  specjalista  od  oświetlenia.  Opracował  już  projekt  poprawienia 
świateł i sporządził kalkulację kosztów.

- Jeśli uważasz jego projekt za dobry, to powiedz mu, żeby się brał do pracy. 

Całkowicie polegam na twojej opinii.

Ciągle stał przy drzwiach.

- Zatem baw się dobrze - rzuciła Sydney.

- Chętnie zabrałbym  cię  ze  sobą, ale tam w ogóle nie będzie prasy, a poza 

tym, to strasznie nudne spotkanie.

- Lepiej, żebym została z Andreą. Przecież nie możesz jednocześnie opłacać 

i mnie, i Jacka. I tak mam wyrzuty sumienia, że musisz go zatrudnić, kiedy pojadę 
z tobą do San Francisco. Zwłaszcza że to wszystko sama wymyśliłam.

-  Nie  bądź  niemądra.  Nie  chodzi  przecież  o  pieniądze.  Wiesz,  że 

najważniejsze dla mnie jest bezpieczeństwo Andrei.

Potaknęła bez słów.

- I jeszcze coś, Syd - powiedział, przestępując z nogi na nogę. - W przyszłą 

sobotę  ma  się  odbyć  premiera  filmu  Michaela  Douglasa.  To  chyba  doskonała 
okazja, żeby pokazać się razem. Powinnaś ze mną pójść.

-  To  będzie  po  naszym powrocie  z  San  Francisco.  Może  już  nie  będziemy 

wtedy potrzebowali tak wystawiać się na widok publiczny.

- Pewnie masz rację, ale mogłabyś, tak czy inaczej, wybrać się ze mną na tę 

premierę.  Nie  mam  z  kim  iść,  a  ty  zupełnie  dobrze  sobie  radzisz  w  tym 
hollywoodzkim światku. Wspólnie moglibyśmy gdzieś w kąciku pożartować sobie 
z całego tego blichtru.

background image

Pomysł  udania  się  na  premierę  z Zinnem w  pierwszej  chwili nie  wydał się 

Sydney bardzo pociągający. Zaraz jednak zaczęła go analizować, A może Barbara 
do  tego  czasu  nie  pojawi  się  i  trzeba  będzie  jednak  pokazać  się  z  Zinnem na  tej 
głośnej premierze. To w końcu jej obowiązek. Musi zrealizować plan do końca.

- Dobrze, pójdę - zgodziła się.

Zinn się uśmiechnął. Wyglądał na naprawdę uszczęśliwionego.

- Muszę już pędzić. Trzymaj się tymczasem.

- Ty też uważaj na siebie, a gdybyś zauważył, że ktoś cię śledzi, od razu jedź 

na policję.

Pomachał do niej i wyszedł.

Następnego  dnia,  kiedy  Sydney  się  obudziła,  Zinn  już  wyjechał  do  studia 

filmowego. Yolanda podała list, który zostawił dla Sydney. Dziewczyna otworzyła 
kopertę. W środku oprócz listu znajdowała się karta kredytowa. Zaczęła czytać.

Syd,

Jutro  o  trzeciej  wyjeżdżamy do  San  Francisco.  Przygotuj  sobie  ubrania  na 

trzy  dni.  Jeśli  potrzebujesz  czegoś,  kup  Da  tę  kartę  kredytową.  Zadzwoń  też  do 
Jacka,  żeby  został  przez  te  dni  z  Yolandą  i  Andreą.  Kiedy  wybierzesz  się  do 
sklepów,  kup  też  wieczorową  suknię  na  premierę.  Powinnaś  ładnie  wyglądać. 
Widziałem już nasze zdjęcia z „Hard Rock”. Judy uważa, że są dobre. Jeśli chcesz, 
przywiozę je do domu.

Zinn

Widocznie zdawał sobie sprawę, że Sydney nie ma odpowiednich strojów na 

te  wielkie hollywoodzkie  fety ani pieniędzy, by  je kupić.  Była mu  wdzięczna, że 
tak  taktownie  rozwiązał  ten  problem.  Był  zatem  człowiekiem  nie  pozbawionym 
wrażliwości.

background image

Nie miała zbyt wiele czasu na przygotowanie się do wyjazdu. Kupienie kilku 

zwyczajnych strojów nie stanowiło żadnego kłopotu, ale wybór sukni na premierę 
okazał  się  poważną  sprawą.  Sydney  nigdy  w  życiu  nie  kupowała  sobie 
wieczorowej sukni na wielką galę i nie miała najmniejszego pojęcia, na co powinna 
się zdecydować.

W końcu doszła do wniosku, że najlepszym doradcą będzie jej własna matka. 

Zadzwoniła  i  poprosiła,  by  Lee  pojechała  z  nią  po  zakupy.  Umówiła  się  także  z 
Jackiem. Yolanda zamówiła taksówkę i wkrótce potem Sydney była już w drodze 
do Glendale.

Matka czekała na nią w drzwiach,

-  Sydney,  moje  dziecko!  Umieram  z  niepokoju.  Nie  wiem,  co  się  dzieje! 

Zaraz po twoim telefonie zadzwoniła do mnie Gladys Waitley i powiedziała, że w 
gazetach pisano o tobie i o Zinnie. Powiedz mi, o co chodzi?

- Mamo, przede wszystkim nie mam zamiaru zostać aktorką filmową. Trochę 

rozgłosu w prasie na temat mojego rzekomego romansu z Zinnem zaaranżowałam 
tylko  po  to,  by  odwrócić'  uwagę  tej  wariatki  Barbary  od  córki  Zinna.  Teraz  też 
biorę  udział w  tej  mistyfikacji.  Jadę z nim do  San  Francisco i  muszę kupić kilka 
kostiumów do tej roli.

Wzięła matkę pod ramię i zaprowadziła do taksówki.

- Jedziemy do Westwood? - spytała Lee.

- Tak, mamo.

- Sydney - już wewnątrz samochodu Lee z niepokojem zwróciła się do córki 

-  nie  wiem dokładnie,  o  co  chodzi  w  tym wszystkim,  ale  naprawdę  bardzo  się  o 
ciebie boję.

- Uwierz mi, mamo, nie ma się czego obawiać. To po prostu należy do moich 

obowiązków.

- No tak! Wspaniale to brzmi!

- Słuchaj, w przyszłą sobotę idziemy z Zinnem na premierę filmu Michaela 

Douglasa. Muszę na tę okazję kupić jakąś suknię i powinnam to zrobić dzisiaj, bo 
po południu wyjeżdżam na parę dni. 

Lee znacząco westchnęła.

- Mamo, proszę cię…

background image

- Sydney…

- Mamo, pamiętaj, że to tylko i wyłącznie praca. Nic poza tym.

- Naprawdę, kochanie? Naprawdę w najmniejszym nawet stopniu cię to nie 

porusza?  Zawsze  uważałam,  że  powinnaś  czegoś  takiego  doświadczyć.  Kto  wie, 
czym  to  się  skończy?  Masz  teraz  okazję,  o  której  nawet  marzyć  przedtem  nie 
mogłaś. Z całą pewnością Zinn musiał zauważyć, jaka jesteś ładna. No i masz tyle 
innych zalet. Musisz tylko poczekać, co z tego wyniknie. - Lee ścisnęła rękę córki. 
- Kochanie, to jest twoja wielka szansa! Jedna na milion!

Sydney  spojrzała  matce  w  oczy.  Współczuła  jej.  Biedaczka  była  tak 

podekscytowana,  że  aż  drżała.  Nadzieje,  które  Lee  od  lat  żywiła  na  temat 
przyszłości córki, właśnie teraz wydawały naprawdę się spełniać.

- Mamo, wiem, że  mówisz  to  wszystko, bo  mnie kochasz, ale to  naprawdę 

nie jest tak ze mną i z Zinnem, jak piszą w gazetach.

- Chcesz mi powiedzieć, że to nie on chciał, żeby robili wam te zdjęcia?

Sydney potrząsnęła głową.

- Powiedz mi chociaż, czy on cię lubi?

-  Wydaje  mi  się,  że  tak.  Na  początku  mieliśmy  trochę  nieporozumień,  ale 

teraz wszystko jest dobrze. Tylko że to są wszystko wyłącznie zawodowe sprawy.

Czuła,  że  nie  mówi  całej  prawdy,  ale  nie  mogła  inaczej  postąpić,  nie 

stwarzając jednocześnie matce złudnych nadziei.

Lee była wyraźnie rozczarowana.

- Mamo, mówiłam ci już tyle razy, że poważnie traktuję moją pracę i karierę 

zawodową.

Lee w ogóle tego nie słuchała i głośno zaczęła rozważać.

-  Ale  przecież  musiał  próbować  flirtować.  To  niemożliwe,  żeby  nie 

próbował.

Sydney patrzyła przez okno, by uniknąć wzroku matki.

- Pocałował cię? Prawda, że cię pocałował?

Sydney rzuciła jej niepewne spojrzenie.

background image

Lee z radością klepnęła się po kolanie.

-  Oczywiście!  Wiedziałam,  domyślałam  się!  Jakże  mógłby  nie  podziwiać 

najpiękniejszej dziewczyny w Hollywood!

Sydney  wolała  nic  nie  mówić.  Wszystko,  co  pozostało  biednej  matce,  to 

marzenia. Lepiej ich nie odbierać. Postanowiła tylko, że nie będzie matce stwarzała 
żadnych  złudnych  nadziei.  Za  kilka  dni  skończy  pracę  i  Zinn  Gairett  zniknie  na 
zawsze z jej życia.

- A teraz, kochanie, mam nadzieję, że zechcesz posłuchać, jaki mam plan co 

do twojej sukni.

- Oczywiście. Wiem, że ty zrobisz to najlepiej.

-  Już  z  domu  zadzwoniłam  do  Noli  Jimenez.  Pamiętasz,  jak  ci  o  niej 

opowiadałam?

- Nie, nie za bardzo.

- Znam ją jeszcze z dawnych czasów. Była wtedy prostą krawcową, a teraz 

jest znaną projektantką mody i ma wiele własnych sklepów. Sporo znanych aktorek 
się u niej ubiera.

- Chcesz zamówić u niej suknię?

- Przecież idziesz na premierę, prawda? I to w towarzystwie słynnego aktora. 

Wszyscy będą ci się przyglądać!

- Mamo, to nie jest aż tak istotne.

- Powiedz mi lepiej, ile możemy wydać?

Sydney wzruszyła ramionami.

- Nie mam pojęcia. Zinn nic nie powiedział.

Lee zastanawiała się przez moment.

-  Może  Nola sprzeda  nam coś,  co  już przygotowała.  To będzie  kosztowało 

jakieś trzy albo cztery tysiące dolarów. Jest za mało czasu, żeby zaprojektowała coś 
zupełnie nowego. Sądzisz, że Zinn zapłaci tyle?

- Pewnie tak, jeśli takie są teraz ceny sukien wieczorowych. Nie chcę tylko 

wykorzystywać sytuacji i nadmiernie szaleć.

background image

- Sydney, kochanie, musisz wyglądać najładniej!

- Cztery tysiące za wygląd!

- Poczekaj, może coś na to poradzimy. Podałam Noli twoje wymiary, a ona 

powiedziała,  że  ma  właśnie  kilka  sukien  odpowiednich  dla  ciebie.  Poza  tym 
mówiła,  że  niedawno  pewna  bardzo  bogata  klientka  odesłała  nową  suknię,  bo 
budziła w niej nieprzyjemne wspomnienia.

- Ja nie jestem taka wybredna - roześmiała się Sydney.

- Dobrze, dobrze, moja droga. Nola jest moją przyjaciółką, ale musimy ją też 

przekonać, że jesteś warta tego, by mieć suknię od niej. Dlatego będziesz musiała 
podawać jej nazwisko, jeśli ktoś zapyta, skąd masz suknię.

- Dobrze, zrobię to - powiedziała, patrząc przez okno.

- Wyglądasz na roztargnioną. Sydney, czy martwisz się czymś?

- Ależ skąd! Po prostu z natury lubię wszystko obserwować. To zawodowy 

nawyk.

- Wiesz, wolałabym, żebyś na kilka dni zapomniała o twoim szpiegowaniu. 

Masz przed sobą prawdziwą szansę.

Sydney nadal nie komentowała rozważań matki.

- Nola mówiła - opowiadała dalej Lee - że jedna z tych sukien jest w kolorze 

kości słoniowej i wygląda trochę jak suknia panny młodej. Jednak z drugiej strony, 
przy twojej karnacji to może stworzyć wspaniały efekt.

Sydney  tylko  potakiwała.  Marzenia  są  rzeczą  wspaniałą,  ale  rzeczywistość 

ma swoje prawdziwie koszmarne strony.

Kiedy  Sydney  wróciła  do  domu  Zinna,  w  progu  powitała  ją  Yolanda. 

Powiedziała, że Andrea nie chciała spać po południu i teraz ogląda telewizję, Zinn 
uczy  się  roli,  a  Jack Dowd  już  sobie  poszedł. Pomogła jej  też  zanieść  do  pokoju 
paczki z ekskluzywnych sklepów.

- Kupiła pani suknię na to wielkie przyjęcie? - zapytała w drodze do pokoju.

-  Tak,  kupiłam,  ale  jeszcze  jej  nie  przywiozłam.  Muszą  zrobić  jakieś  małe 

poprawki.

- Założę się, że jest bardzo piękna, seńorita.

background image

Sydney musiała się uśmiechnąć. Suknia była rzeczywiście przepiękna i choć 

przypominała  trochę  suknię  ślubną,  to  Sydney  wyglądała  w  niej  po  prostu 
wspaniale.

-  Pewnie  chce  pani  trochę  odpocząć  przed  obiadem.  Na  pewno  się  pani 

zmęczyła tymi zakupami - powiedziała Yolanda.

-  To  prawda,  jestem  wykończona,  ale  lepiej  mi  zrobi,  jak  pójdę  trochę 

pobiegać.

- Biegać?! Ależ to szaleństwo!

- Tak, Yolando. To najlepszy sposób na to, by się odprężyć.

Gospodyni pokręciła z niedowierzaniem głową.

- Teraz dziewczęta są zupełnie inne, seńorita. Chyba już jestem stara, bo nic 

z tego nie rozumiem.

-  Ale  kobiety  też  mają  mięśnie.  Kiedyś  udawały,  że  ich  nie  mają,  ale  to 

przecież nieprawda.

Yolanda znowu pokręciła głową.

- Cóż ja mogę wiedzieć, jestem tylko gosposią, ale wydaje mi się, że do pani 

bardziej by pasowało chodzenie w pięknych sukniach.

Kiedy Yolanda wyszła z pokoju, Sydney przebrała się w swój jasnoniebieski 

kostium do biegania. Przypomniała sobie przy tym zabawną scenkę w sklepie Noli. 
Lee  zachowywała  się  tam  jak  prawdziwa  królowa  Hollywood,  a  nie  jego  ofiara. 
Było to może trochę śmieszne, ale swoje niespełnione marzenia Lee przeniosła od 
dawna  na  córkę  i  teraz,  kiedy  miała  okazję  choć  przez  krótką  chwilę  poczuć,  że 
znowu jest w centrum wielkiego świata, nie mogła powstrzymać się od odegrania 
znanej sobie roli. Sydney patrzyła na to pobłażliwie, bo pomyślała, że może lepiej 
mieć marzenia, niż nie mieć ich wcale.

Bardziej  jednak  niż  marzenia  matki  trapiła  ją  myśl  o  Zinnie  Garretcie.  Od 

pierwszego  spotkania  wiedziała  doskonale,  czego  może  się  spodziewać. Zinn  był 
aktorem,  przystojnym  i  zniewalającym.  Powinna  być  na  to  odporna  po 
doświadczeniach z własnym ojcem, także przystojnym i uroczym, którego urokowi 
nie oparła się nie tylko jej matka, ale również ona sama.

Gdyby nawet Zinn okazał się zupełnie innym człowiekiem niż jej ojciec, to i 

tak żył w świecie, w którym prawda i fałsz były ze sobą tak wymieszane, że trudno 

background image

przychodziło  je  oddzielić.  Mógł  sobie  ironizować  na  temat  Hollywood,  ale  nie 
potrafił  odrzucić  hollywoodzkiego  stylu  życia.  Z  drugiej  strony,  Sydney  zdawała 
sobie sprawę, że to nie tylko sam Hollywood stanowił przez tyle lat przyczynę jej 
rozgoryczenia  i  żalu.  Prawdziwym  powodem  był  ojciec,  który  doskonale 
wykorzystał wszystkie hollywoodzkie sztuczki po to, by nie wiązać się z jej matką 
i z nią.

Z  Zinnem  było  wręcz  odwrotnie.  Nie  opuścił  Andrei  i  Sydney  była 

przekonana, że gdyby przyszło mu wybierać między karierą a własnym dzieckiem, 
wybrałby córkę.

Tylko dokąd zaprowadzą ją takie rozważania? Wolałaby w ogóle o tym nie 

myśleć. Wszystko byłoby wtedy znacznie prostsze. Gdyby jednak nie był znanym 
aktorem, a ona nie pracowałaby dla niego, domagałaby się czegoś więcej niż tylko 
pocałunku. Jednak w obecnej sytuacji było to po prostu nierozsądne.

Zasznurowała  buty  do  biegania  i  wyszła  z  domu.  Nie  spotkała  po  drodze 

nikogo z domowników. Na dziedzińcu wykonała kilka skłonów, potem pobiegła do 
głównej  bramy,  nacisnęła  kombinację  cyfr  i  wyszła  poza  teren  posiadłości. 
Pamiętała, by chwilę zaczekać, aż brama dokładnie się zamknie,

Zaczęła  biec  w  dół  wzgórza,  ale  nie  przebiegła  jeszcze  nawet  stu  metrów, 

kiedy  usłyszała  warkot  silnika  i  instynktownie  poczuła,  że  jakiś  samochód  jedzie 
wprost  na  nią.  Rzuciła  krótkie  spojrzenie  do  tyłu  i  dostrzegła,  że  auto  prowadzi 
ruda kobieta. Odbiła się mocno i przeskoczyła odgradzające jezdnię krzaki. Jednak 
w  momencie  wybicia  błotnik  samochodu  zahaczył  o  jej  stopę.  Upadła  ciężko  na 
prawy  bok.  Powoli  podniosła  się  i  zobaczyła  jeszcze,  jak  samochód  z  wielką 
szybkością  zjeżdża  w  dół.  Było  za  daleko,  by  odczytać  numery,  ale  Sydney 
dostrzegła jednak pierwsze trzy litery na tablicy rejestracyjnej. Stała i przez chwilę 
oddychała  ciężko,  potem  pokuśtykała  do  najbliższego  drzewa,  oparła  się  o  nie  i 
zaczęła masować obolałą nogę.

Wreszcie  nadszedł  moment  ataku  ze  strony  tej  kobiety,  a  ona  zupełnie  nie 

była nań przygotowana. Całe szczęście, że przeżyła i nic poważnego się nie stało. 
Pewnie ma otarte ramię i biodro, a noga w kostce jest trochę nadwerężona, Zła na 
siebie  pokuśtykała  do  bramy  domu.  Postanowiła  natychmiast  zadzwonić  do 
Marvina Kaslowa.

W  domu  nic  nikomu  nie  powiedziała  o  wypadku.  Nie  było  potrzeby 

wywoływać  popłochu.  Później  spokojnie  wytłumaczy  Zinnowi,  że  zagrożenie  ze 
strony Barbary jest realne i może przyjść w każdej chwili. Zadzwoniła do Kastowa, 
potem zdjęła but z bolącej stopy i poszła do bramy, by tam zaczekać na policjanta. 

background image

Przyjechał po dwudziestu minutach.

-  Właśnie  jechałem  do  domu,  kiedy  pani  zatelefonowała.  Pomyślałem 

jednak, że mogę popracować trochę po godzinach.

- Przykro mi, że nie trafiłam dokładnie na pańskie godziny urzędowania.

- Niech pani powie, co się stało.

Sydney opowiedziała szczegółowo całe zdarzenie.

- Ale nie przyjrzała się jej pani dokładnie? - zapytał Kaslow, gryząc zapałkę.

- Nie. Mam tylko wrażenie, że była ruda.

- Jest pani pewna?

- Mignęła mi tylko. Nie wiem dokładnie.

- No dobrze. Może te litery z tablicy coś nam dadzą.

- W każdym razie okazuje się, że mój pomysł zadziałał.

- Jaki znowu pomysł? - zdziwił się Kaslow.

Sydney  wytłumaczyła  mu,  że  postanowiła  skierować  na  siebie  nienawiść 

Barbary,  by  odwrócić  uwagę  tej  szalonej kobiety  od  Andrei. Wspomniała  też,  że 
prasa już podała wiadomość o jej wspólnym z Zinnem wyjeździe do San Francisco.

- No, dziecinko, jest pani twardsza, niż myślałem. Miejmy tylko nadzieję, że 

nic  złego  się  pani  nie  stanie.  -  Kaslow  najwyraźniej  był  pod  dużym  wrażeniem. 
Spojrzał  na  zegarek. -  Mógłbym stąd  zadzwonić?  -  zapytał. - Muszę  natychmiast 
powiadomić wydział komunikacji, żeby zaczęli sprawdzać w swoich komputerach 
wszystkie tablice o podobnych literach.

- Proszę bardzo - powiedziała, choć nie była zachwycona, że Kaslow będzie 

wykonywał  swą  policyjną  robotę  w  domu.  Weszła  z  nim  do  holu  i  tam  spotkali 
przechodzącego właśnie Zinna.

-  Ach,  to  pan  Kaslow?  -  Zinn  przywitał  się  zdziwiony.  -  Co  pana  tu 

sprowadza?

- No cóż, napad to napad, nawet jeśli ofiarą jest prywatny detektyw. U nas w 

policji bardzo poważnie traktujemy takie sprawy.

Zinn był najwyraźniej zdumiony.

background image

- O jakim napadzie pan mówi?

-  Ta  kobieta,  Barbara,  próbowała  przejechać  pannę  Charles.  -  Kaslow 

spojrzał na Sydney. - Nie mówiłaś panu Garrettowi o tym?

Zinn podszedł do nich bliżej.

- Kiedy Barbara tu była? Gdzie dokładnie?

- Pół godziny temu. - Sydney pospieszyła z wyjaśnieniami. - To się stało na 

ulicy, kiedy biegałam. Naprawdę nic takiego, nie ma się czym denerwować.

-  Nie  ma  czym!  Ktoś  próbował  cię  przejechać,  a ty  mówisz,  że  nie  ma się 

czym denerwować?! - Zinn właściwie wykrzyczał to wszystko,

Sydney spojrzała na niego. Był wyraźnie przejęty i odrobinę rozzłoszczony.

-  Przecież  to  jest  dokładnie  to,  czego  się  po  niej  spodziewaliśmy  -

powiedziała cicho. - Niestety, nie byłam w stanie złapać jej tym razem.

Zinn patrzył na nią z niedowierzaniem.

-  Słuchajcie,  moi  drodzy!  -  powiedział  Kaslow.  -  Wy  tu  sobie  wyjaśnijcie 

wszystko, a ja pójdę do kuchni zadzwonić.

Kiedy Kaslow odszedł, Zinn wziął jej twarz w swoje dłonie i wpatrywał się 

w nią uważnie.

- Sydney, na pewno nic ci się nie stało? - dopytywał się.

-  Nie.  Nic  takiego.  Tylko  błotnik  zahaczył  o  moją  nogę  i  potem 

wylądowałam w krzakach, ale w nic mi się nie stało.

- O mój Boże! - jęknął Zinn.

Niespodziewanie  przygarnął  ją  do  siebie,  tak  jak  przygarnia  się  dziecko, 

które cudem uniknęło niebezpieczeństwa,

Najpierw  ten  gest  Zinna  rozbawił  ją,  ale  chwilę  później,  kiedy  poczuła

delikatny  zapach  jego  wody  kolońskiej,  próbowała  wyzwolić  się  z  uścisku. 
Odsunął się krok do tyłu, ale dalej trzymał ją za ramiona.

- Chcę zobaczyć, gdzie się uderzyłaś.

- Ależ, Zinn, to naprawdę nic wielkiego.

- Dobrze, dobrze. Obejrzymy stopę.

background image

Wziął  ją  pod  rękę  i  zaprowadził  do  pokoju.  Tam  posadził  na  kanapie,  a 

potem  ukląkł  przed  nią,  rozsznurował  but  i  zdjął  skarpetę.  Zaczął  ostrożnie  i 
delikatnie dotykać stopy w różnych miejscach.

- Boli tu?

- Nie, raczej łaskocze. - Uśmiechnęła się do niego. Nagle nacisnął mocniej, 

aż się skurczyła z bólu.

- No tak! - wykrzyknął Zinn.

- O co ci chodzi? - zapytała.

- Próbuję postawić diagnozę.

- Bawisz się teraz w doktora? - droczyła się z nim.

- Musisz dać się zbadać doktorowi i leczyć.

- Jesteś niepoważny! Wiele razy bywałam gorzej potłuczona.

W drzwiach pojawił się Kaslow.

- Zupełnie nieźle. Okazuje się, że samochód jest wynajęty. Powinniśmy teraz 

łatwo sprawdzić, kto go wynajął.

-  Niech  pan  pamięta,  że  Barbara  jest  bardziej  przebiegła  niż  zwyczajny 

przestępca - przypomniała Sydney.

- Niestety, na to wygląda.

- Zawiadomi mnie pan, jak coś znajdziecie?

-  No  pewnie!  Panią  w  pierwszej  kolejności.  Teraz  już  pójdę.  Jutro  ktoś 

przyjedzie i spisze pani zeznanie, dobra?

- Dobrze, ale niech się zjawi wcześnie rano. Wyjeżdżamy do San Francisco.

Kaslow uśmiechnął się do Zinna.

-  Ma  pan  tu  prawdziwy  dynamit,  panie  Garrett  -  ostrzegł  żartobliwie, 

pomachał im i wyszedł.

Zinn spojrzał z uśmiechem na Sydney.

- No, no, prawdziwy dynamit - zażartował.

background image

- Och, przestań! - krzyknęła ostro.

Wstała z kanapy, ale Zinn zmusił ją, by znowu usiadła. Pochylił się nad nią. 

Tak bardzo pragnął ją pocałować!

Powoli i lekko dotknął ustami jej  warg. Usłyszał stłumiony okrzyk, ale nie 

był to zbyt gwałtowny protest. Po chwili poczuł, jak jej ręce oplatają jego szyję, a 
palce powoli zanurzają się we włosach. Oddała mu pocałunek.

Czekał  na  to  od  dawna.  Ogarnął  go  płomień  namiętności.  Sydney  powoli 

otworzyła oczy i uśmiechnęła się do Zinna.

-  Właściwie  powinieneś  pocałować  to  miejsce,  gdzie  się  uderzyłam  -

przekomarzała się z nim. - Mniej by wtedy bolało.

-  To  się  da  zrobić,  ale  może  nie  teraz.  Tak  naprawdę,  to  zależy  mi,  żebyś 

zgodziła  się  na  wizytę doktora,  Syd.  To  może  być  groźniejsze  stłuczenie,  niż  się 
wydaje.

Sydney  potrząsnęła  głową  i  wstała  z  kanapy.  Wstając  poczuła  ból  w  tym 

biodrze, na które upadla. Wiedziała, że jutro ból będzie jeszcze bardziej dotkliwy.

-  Wierz  mi,  naprawdę  nic  mi  nie  jest.  Może  tylko  położę  się  trochę  przed 

kolacją

-  Bardzo  dobrze.  -  Spojrzał  na  zegarek.  -  Możesz  odpoczywać,  jak  długo 

chcesz. Yolanda idzie dzisiaj do kina ze swoją siostrą, więc będziemy musieli sami 
wziąć  sobie  kolację.  Poproszę  tylko,  żeby  przed  wyjściem  dała  jeść  Andrei  i 
położyła  ją  do  łóżka.  Andrea  nie  spała  dziś  w  dzień,  więc  na  pewno  zaśnie 
wcześniej, a my możemy zjeść kiedykolwiek.

- Dobrze. Idę do siebie.

Zinn  patrzył,  jak  idzie,  ostrożnie  stąpając  chorą  nogą.  Weszła  do  siebie  i 

zamknęła drzwi. Pomyślał, że tym razem sama odpowiedziała na jego pocałunek. I 
zrobiła to z równą namiętnością jak on. Już się przed nim nie broniła. To znaczy, że 
jest  jakiś  postęp,  już  nie  jest  tak  okropnie  uprzedzona  do  niego.  Może  wreszcie 
dostrzegła, że jest nie tylko aktorem, ale także normalnym człowiekiem.

Sydney  położyła się i  próbowała  zasnąć. Zaraz  jednak po  zamknięciu  oczu

przypomniała sobie pocałunek Zinna i niemal czuła jego zapach i promieniujące od 
niego ciepło. Usiadła gwałtownie na łóżku, by odpędzić ten obraz, ale to niewiele 
pomogło.  Od  tamtego  popołudnia  w„Hard  Rock”  Zinn  jawił  się  jej  w  zupełnie 
innym świetle. Wiedziała od samego początku, że mu się podoba, ale też musiała 

background image

pamiętać, że ma zadanie do wykonania. To było dla niej najważniejsze. Z czasem 
jednak  zainteresowanie  tą  szaloną  kobietą  bladło,  a  ona  zaczynała  coraz  bardziej 
interesować się Zinnem. Coś takiego przytrafiło się pierwszy raz w jej zawodowej 
karierze!

Zrezygnowała z odpoczynku i postanowiła wziąć prysznic. W łazience zdjęła 

ubranie  i  dokładnie  obejrzała  stłuczenia.  Na  nodze  i  ramieniu  już  zaczęły 
pokazywać  się  granatowe  siniaki.  Najgorzej  jednak  miała  stłuczone  biodro.  Po 
prysznicu, a potem długiej gorącej kąpieli powinno być lepiej.

Weszła  pod  prysznic.  Ciepła  woda  spływała  po  jej  ciele,  a  ona  dalej 

rozmyślała o pocałunku Zinna. Zdała sobie sprawę, że takie marzenia są bezcelowe 
i  szybko  zmniejszyła  temperaturę  wody.  Nie  zrobi  to  najlepiej  na  stłuczenia,  ale 
może  trochę  ostudzi  jej  wyobraźnię.  Wytarła  się  szorstkim  ręcznikiem,  włożyła 
szlafrok i znowu położyła się do łóżka. Zamknęła oczy i zasnęła. Po jakimś czasie 
usłyszała pukanie do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było wpół do dziewiątej.

- Tak?

- To ja - odezwał się Zinn. - Mogę wejść?

- Nie jestem ubrana.

- To brzmi zachęcająco.

- Zależy od punktu widzenia. - Uśmiechnęła się do siebie.

- Jak się czujesz?

- Bardzo dobrze.

- Co byś powiedziała na saunę? To powinno pomóc na twoje stłuczenia.

- Bardzo dobry pomysł. Zaraz włożę kostium.

- Pójdę włączyć ogrzewanie i zaraz wracam.

Sydney szybko wstała, czując nagły przypływ energii.

Włożyła czarno-biały kostium kąpielowy i przejrzała się w lustrze. Był dość 

skąpy i, niestety, widać było siniaki.

Wyciągnęła z szuflady bluzkę, żeby nałożyć ją na kostium i wtedy usłyszała 

pukanie.  Zaraz  potem  Zinn  wszedł  do  pokoju.  Był  tylko  w  spodenkach 
kąpielowych. Wyglądał niezwykle pociągająco.

background image

- Jesteś gotowa?

- Tak, prawie - powiedziała niepewnie. - Yolanda wyszła?

- Tak, i już położyła Andreę spać. Będziemy sami.

Sydney  zrozumiała, co  miał na myśli, ale nie  miała siły,  by zaprotestować. 

Zaczęła  wkładać  koszulę,  ale  kiedy  musiała  wsunąć  bolące  ramię  w  rękaw, 
skrzywiła się z bólu. Zinn natychmiast podbiegł do niej.

- Daj, zobaczę.

Delikatnie zsunął koszulę i dotknął jej ramienia. Zadrżała pod dotykiem jego 

palców.

- Zinn, to siniak, ale nie taki wielki. Po saunie zrobi mi się lepiej.

Pochylił się i zaczął delikatnie całować jej ramię.

- To też powinno pomóc.

Sydney chciała coś odpowiedzieć, ale nie mogła. Teraz byli zupełnie sami, a 

ona czuła niezwykłe dreszcze przenikające jej ciało.

- Zinn…

Otoczył ją  ramionami  i wtulił twarz w zagłębienie szyi, Czuła jego oddech 

na skórze. Lekko pocałował jej ucho.

- Zinn, naprawdę sądzę, że…

Zupełnie  nie  zwracał  uwagi  na  jej  słowa.  Całował  ją  coraz  mocniej,  coraz 

goręcej.

- Mój Boże! Zinn… ja…

Teraz  pocałował  ją  delikatnie,  a  ona  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  mocno 

objęła. Poprowadził ją w stronę łóżka i powoli na nim położył. Zaraz potem leżał 
na niej i namiętnie ją całował.

Sydney nieświadomie dotykała jego piersi. Czuła elektryzujące ciepło. Tak, 

właściwie od samego początku marzyła o tym, by tak go głaskać.

Zinn  rozpiął  jej  staniczek  i  odrzucił  na  bok.  Potem  powoli,  bardzo  powoli 

zaczął  całować  jej  piersi.  Sydney  jęknęła.  Drżała  cała  i  czuła  ogarniające  ją 
pożądanie.

background image

Zinn sięgnął niżej i ściągnął dół jej kostiumu. Zamknęła oczy. Bardzo dawno 

nie  była  z  mężczyzną,  ale  nie  czuła  się  teraz  zdenerwowana  ani  zawstydzona. 
Czuła  tylko przemożne pragnienie,  a pragnęła ze wszystkich sił Zinna  Garretta. I 
dobrze wiedziała, że on również jej pragnie.

Pocałował ją w policzek, potem w nos.

- Jesteś zabezpieczona? - zapytał. 

Potrząsnęła głową.

- Zaraz się tym zajmę.

Wstał z łóżka i wyszedł z pokoju.

Sydney  czekała na  niego.  Pożądanie,  które czuła,  było  tak  silne,  że niemal 

bolesne.  Po  chwili  usłyszała  skrzypienie  drzwi.  Wrócił.  Szybko  zdjął  spodenki 
kąpielowe  i  położył  się  kolo  niej.  Dotknęła  go.  Pragnął  jej  najwyraźniej.  Zaczął 
głaskać jej całe ciało. Nie mogła już dłużej czekać.

- Zinn, proszę, już!

Patrzyła  mu  w  oczy  i  poczuła,  jak  wtargnął  w  nią.  Jęknęła  z  rozkoszy. 

Poruszał  się  powoli, jakby  chciał, by  do  niego  przywykła,  ale  ona  sama  teraz  go 
zachęcała.  Objęła  go  nogami  i  ponagliła,  Wreszcie  oboje  jednocześnie  przeżyli 
ekstazę.

Zinn leżał obok niej i nic nie mówił. Sydney chciała mu powiedzieć, jak było 

wspaniale, ale nie potrafiła wykrztusić ani słowa.

- Jesteś cudowna. Nigdy nie przestanę ci mówić, jak bardzo jesteś mi bliska -

powiedział i przytulił się do niej.

Sydney była na granicy płaczu. Otarła łzy.

- Uraziłem cię? - zapytał Zinn. Pokręciła przecząco głową. Zobaczył siniak 

na jej nodze. - Nie powiedziałaś mi o tym!

- Nie chciałam, poza tym to nic strasznego.

- Nic strasznego? Co jeszcze ukrywasz przede mną?

- Nic. Naprawdę.

Zinn wziął jej głowę w swoje ręce.

background image

- Czy ty się uważasz za jakiegoś komandosa?

- Nie, ale za detektywa, który zarabia pięćset dolarów dziennie. I nie płacą 

mi za to, żebym narzekała.

- Teraz jesteś śliczną dziewczyną, która ma siniaka. - Pocałował ją. - Zajmę 

się  tym.  Zaraz  przyniosę  trochę  lodu  i  położymy  na  stłuczenie.  Obiecaj,  że 
poczekasz na mnie.

- Dobrze. - Sydney nie mogła powstrzymać uśmiechu. - Obiecuję.

ROZDZIAŁ 7

Zinn idąc do kuchni zajrzał do Andrei. Spała spokojnie. Spojrzał na zegarek. 

Do powrotu Yolandy było jeszcze sporo czasu. Zastanawiał się, czy Sydney będzie 
miała  jakiś  pomysł,  co  mogliby  zjeść  na  kolację.  Usiadł  przy  stole  kuchennym  i 
czekał.  Czuł  się  po  prostu  cudownie.  Sydney  Charles  nie  tylko  budziła  jego 
pożądanie.  Znali  się  tylko  kilka  dni,  a  oprócz  fizycznej  fascynacji  odczuwali 
głębokie wzajemne zrozumienie i duchową bliskość.

Zinn  zdawał  sobie  jednak  doskonale  sprawę,  że  to  dopiero  początek  ich 

związku. Co będzie dalej? Był człowiekiem dojrzałym i doświadczonym i wiedział, 
że  zakochanie  to  dopiero  początek,  że  to  nie  wszystko.  Już  raz  przeżył  coś 
podobnego z Moniką i nie najlepiej się skończyło.

Po  rozwodzie  opowiedział  swojej  matce,  jak  doszło  do  katastrofy 

małżeńskiej.  Wtedy  wyjaśniła  mu,  jak  ważna  oprócz  romantycznej  miłości  jest 
sprawa  wzajemnego  zrozumienia  i  poczucie  jedności  z  drugim  człowiekiem. 
Wydawało  mu  się  wówczas,  że  są  to  jedynie  pobożne  życzenia.  Po  latach 
przekonał  się jednak, że  w  słowach matki zawarta była  głęboka mądrość.  Musiał 
się  jeszcze  przekonać,  czy  on  i  Sydney  będą  do  siebie  pasowali  także  pod  tym 
względem.

Pozostawała  jeszcze  sprawa  tej  szalonej  Barbary,  która  za  wszelką  cenę 

background image

chciała uczynić coś złego najpierw jego córce, a teraz Sydney. Ta kobieta to istny 
potwór  i  on  nie  może  dopuścić,  by  Sydney  narażała  się  na  śmiertelne 
niebezpieczeństwo.

- Co to? Kolacja jeszcze nie gotowa? - zapytała od drzwi Sydney.

Ubrana  była  w  granatowy  szlafrok,  nogi  miała  bose,  i  włosy  wilgotne  i 

zaczesane do tyłu.

Zinn wstał od stołu, podszedł do niej, objął mocno i pocałował.

- Czekałem z decyzją na eksperta.

- Na jakiego eksperta?

- Chyba umiesz gotować?

Sydney potrząsnęła głową.

-  Umiem  zrobić  owsiankę  na  śniadanie,  kanapki  z  masłem  orzechowym  i 

odgrzać gotowe mrożone dania.

- Mój Boże! I dopiero teraz mi to mówisz!

Sydney uśmiechnęła się ironicznie.

-  Jeżeli  takie  rzeczy  mają  dla  ciebie  znaczenie,  to  trzeba  było  zapytać 

wcześniej.

Zinn zrobił najbardziej rozczarowaną minę, jaką potrafił.

- A ty? Teraz wielu mężczyzn umie gotować.

- Jeśli sądzisz, że właśnie ja się do nich zaliczam, to się głęboko mylisz.

Sydney zrobiła okrągłe oczy ze zdziwienia.

- Ty też nie umiesz gotować?

Zinn potrząsnął głową.

- Zatrudniłem Yolandę, bo dobrze gotuje i umie zajmować się dziećmi.

- No to mamy problem. Żadne z nas nie może być dobrą żoną.

Zinn  wziął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do  lodówki.  Otworzył  drzwi,  objął 

Sydney ramieniem i pokazał jej, co jest w środku.

background image

- Są jakieś resztki. Może byś umiała je podgrzać, co?

-  Tak,  ale  pod  warunkiem  że  masz  kuchenkę  mikrofalową.  A  ty  nakryjesz 

stół. Nie będę robiła wszystkiego sama.

Pocałował ją w policzek.

-  Sydney,  moja  kochana,  nasza  wspólna  przyszłość  jawi  się  w  ponurych 

barwach, a przecież jeszcze nawet ni dobre się nie zaczęła.

- Moja  matka  zawsze mnie  pouczała, że dla  mężczyzny najważniejsze jest, 

czy kobieta umie gotować i dbać o porządek. Teraz widzę, że powinnam była jej 
słuchać.

Niespodziewanie zadzwonił telefon. Odebrał Zinn.

- Syd, to Marvin Kaslow do ciebie.

Sydney rozmawiała z Kaslowem, a Zinn w tym czasie wyjął trochę jedzenia 

z lodówki i postawił na blacie kuchennym. Rozmowa się przedłużała, więc włożył, 
co się dało, do kuchenki mikrofalowej i włączył podgrzewanie. Sydney skończyła 
rozmowę, kiedy wszystko było już gotowe. Podeszła do niego i pomogła przenieść 
jedzenie na stół.

- I co powiedział Kaslow? - zapytał w końcu Zinn.

-  Zebrali  sporo  wiadomości  na  jej  temat,  ale  nie  udało  im  się  jeszcze  jej 

złapać.

- Czego się dowiedzieli?

Sydney  napełniła  dwie  szklanki  mrożoną  wodą  i  postawiła  je  na  stole. 

Usiedli. Zinn wpatrywał się w nią, czekając na odpowiedź.

-  Policja  sprawdziła,  że  Barbara  wynajęła  samochód  w  agencji  w  Beverly 

Hills. Na podstawie informacji, które policja już zebrała, można ją zidentyfikować.

- Naprawdę? Wiedzą, kim ona jest?

-  Kaslow  powiedział,  że  nazywa  się  Barbara  Walsh.  Leczyła  się  kiedyś  w 

szpitalu  psychiatrycznym.  Pochodzi  z  San  Francisco  -  to  jest  interesujące,  a  w 
Hollywood działa po raz pierwszy.

-  Pochodzi  z  San  Francisco?  -  Zinn  był  wyraźnie  zaniepokojony  tą 

wiadomością.

background image

Sydney kiwnęła głową i zaczęła jeść.

- To znaczy że ma doskonałą okazję, żeby śledzić nas w San Francisco. Na 

pewno świetnie zna teren.

- Tak, ale właśnie o to nam chodzi.

Zinn  spojrzał  na  swój  talerz.  Jeszcze  przed  chwilą  był  głodny,  teraz 

całkowicie  stracił  apetyt.  Przyglądał  się  Sydney  uważnie  przez  dłuższą  chwilę. 
Spojrzała na niego zdziwiona.

- Sydney, naprawdę uważasz, że to dobry pomysł ten wspólny wyjazd do San 

Francisco?

Roześmiała się.

-  Zinn,  prawie  już  ją  mamy.  Zresztą,  zdaje  się,  że  ona  jest  gotowa  na 

wszystko.  Kaslow  powiedział,  że  dziś  wieczorem  zadzwoniła  do  redakcji  gazety, 
która  opublikowała  nasze  zdjęcia  i  wywiad.  Powiedziała  im,  że  wydała  na  mnie 
wyrok śmierci.

- O Boże!

- Przecież to nic nowego, już raz próbowała to  zrobić. Ale im bardziej  jest 

wściekła,  tym  jest  mniej  ostrożna,  a  dla  nas  to  tylko  lepiej.  Teraz  będzie  miała 
doskonałą okazję, by zaatakować.

- Ale przecież naprawdę może cię zabić!

Spojrzała na niego poważnie.

-  Słuchaj,  kosztuję  cię  pięćset  dolarów  dziennie.  Na  ubrania  do  San 

Francisco  wydałam  ponad  tysiąc  i  po  prostu  boję  się  powiedzieć,  ile  będzie 
kosztowała suknia na premierę. Za takie pieniądze masz prawo czegoś oczekiwać. 
Wynająłeś mnie do konkretnego zadania i ja je właśnie wykonuję.

-  Do  diabła  z  pieniędzmi!  Wynająłem  cię,  byś  chroniła  Andreę,  a  nie 

polowała na Barbarę.

- Przecież w końcu obydwoje zgodziliśmy się co do tego, że to jest najlepszy 

sposób. A poza tym, ja się lepiej na tym znam. Ty płacisz za to, że ci doradzam, jak 
najlepiej zlikwidować zagrożenie.

Sydney  zajęła się jedzeniem.  Wydawała się zupełnie nie zwracać uwagi na 

zatroskanie Zina.

background image

- Sydney, nie chcę, żeby ci się coś stało!

-  Ja  też  nie  chcę,  by  mi  się  coś  stało  -  powiedziała,  odkładając  na  bok 

widelec. - Muszę tylko wykonać swoje zadanie.

- Możesz przez minutę nie myśleć o pracy?!

-  Zinn,  o  co  ci  chodzi?  Wiemy  już,  kim  jest  Barbara,  i  że  pochodzi  z  San 

Francisco. Czy dlatego mamy od razu tracić głowę?

Bębnił  palcami  po  stole  i  wpatrywał  się  w  nią.  Zaczynał  już  być 

zniecierpliwiony jej nieustępliwością.

- Nic nie zjadłeś. - Sydney wskazała na jego talerz.

- Nie jestem głodny.

Skrzywiła się. Ona też była rozgoryczona.

- Powiedz mi, o co ci właściwie chodzi?

Przyglądał się jej uważnie i wahał się, czy może powiedzieć to, co myśli.

- Sydney, czy dzisiaj nie odniosłaś wrażenia, że moje uczucia w stosunku do 

ciebie są… Że cię bardzo lubię?

Uśmiechnęła się ironicznie.

- Nie, nie odniosłam takiego wrażenia. 

Położyła dłoń na jego dłoni.

- Poza tym uczucia się zmieniają - dodała. 

Chwycił jej rękę i podniósł do ust, zaczął całować każdy palec.

- Sydney, nie mógłbym żyć, gdyby ci się coś stało.

- Zinn, nic mi się nie stanie.

- Już zapomniałaś! Przecież dzisiaj ta wariatka chciała cię przejechać!

- Ale nie przejechała.

- Sydney! - Był wyraźnie coraz bardziej wzburzony. - Dlaczego jesteś taka 

uparta?  Nie  widzisz, że  wszystko zaczyna się  wymykać  spod kontroli? To  nie  są 
żarty! To bardzo poważna sprawa.

background image

-  Nigdy  nie  uważałam,  że  to  są  żarty,  ani  przez  sekundę.  I  powiem  ci 

szczerze, że ja też się boję. Taka jest jednak moja praca i tak właśnie zarabiam na 
życie.

Zinn  wstał  i  zaczął  chodzić  tam  i  z  powrotem.  Wreszcie  stanął  za  swoim 

krzesłem, pochylił się i spojrzał jej głęboko w oczy.

-  Chcę,  żebyś  przestała  zajmować  się  tą  sprawą.  Jack  będzie  zajmował  się 

ochroną Andrei, dopóki policja nie złapie Barbary. Zapłacę ci za dwa tygodnie plus 
premia. Może weź swoją matkę i pojedźcie na Hawaje, oczywiście na mój koszt. 
Zostań  tam  tak  długo,  aż  się  skończy  cały  ten  koszmar.  Ja  załatwię  z  Judy,  by 
ogłosiła w prasie, że zerwaliśmy ze sobą.

Sydney  wprost  nie  mogła  uwierzyć  w  jego  słowa.  Patrzyła  mu  w  oczy  w 

milczeniu.

- Nie możesz tego zrobić - powiedziała w końcu.

- Owszem, mogę. Już postanowiłem.

Poczuła  się  dotknięta  do  żywego,  choć  zdawała  sobie  sprawę,  że  robił  to 

wszystko, by ją uchronić od niebezpieczeństwa. Mimo to była tak rozgoryczona, że 
przez chwilę nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Napiła się zimnej wody i starała 
się opanować.

- Jeśli straciłeś zaufanie do moich umiejętności, to rozumiem. Zniosę jakoś 

to,  że ze mnie rezygnujesz. W żadnym wypadku nie  mogę  jednak zgodzić się na 
zwolnienie mnie z powodów innych niż profesjonalne.

Zinn zupełnie nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała.

- Zatrzymaj wszystkie ubrania i suknię, premiery odbywają się co jakiś czas i 

kiedyś, jak to wszystko się skończy, na pewno razem się wybierzemy. Teraz jednak 
wolałbym, żebyś była jak najdalej stąd.

- Zinn! Mnie nie chodzi o stroje, pieniądze czy premiery!

- Ani mnie. Najważniejsze jest dla mnie twoje bezpieczeństwo.

- Przedtem nie było aż tak ważne. Co takiego się zmieniło?

- Nie rozumiesz tego?

-  To,  że  się  kochaliśmy,  nie  ma  nic  do  rzeczy.  Gdybym  wiedziała,  że  po 

pójściu z tobą do łóżka będę traktowana jak porcelanowa laleczka, nigdy bym tego 

background image

nie zrobiła! Skąd ten nagły pomysł, że jestem za delikatna do swojej pracy?

- Wiesz dobrze, że tak nie myślę!

-  A  jak,  powiedz?  Uważasz,  że  kobieta  może  wykonywać  niebezpieczną 

pracę, ale pod warunkiem że to nie jest twoja dziewczyna?

- To niesprawiedliwe, co mówisz.

- Ale czy to prawda?

- Martwię się o ciebie.

- Powinieneś też szanować moją godność, a nie próbować mnie rozpieszczać. 

Taką mam pracę i taki mam zawód.

-  Czy  dobrze  rozumiem,  co  mówisz?  Powinienem  cię  akceptować  z 

pistoletem w ręku albo wcale?

Sydney przypominało to, choć sytuacja była zupełnie inna, Dicka Charlesa, 

który  proponował jej matce pozostanie z  nim  -  ale na  jego warunkach. Jej ojciec 
był pozbawionym wrażliwości egoistą. Chciał być z Lee, ale to, czego ona chciała i 
czego pragnęła, w ogóle się nie liczyło. Matka zgodziła się na te warunki. Sydney 
już dawno temu postanowiła, że nigdy, przenigdy nie zgodzi się na podobny układ 
z mężczyzną!

- Zinn, chodzi mi o to - zaczęła wyjaśniać - że albo akceptujesz mnie taką, 

jaką jestem, albo nie akceptujesz w ogóle.

- Wygląda na to, że zupełnie inaczej oceniamy sytuację.

-  To  był  jednak  poważny  błąd  -  Sydney  z  trudem  dobierała  słowa  -  że 

poszłam  z  tobą  do  łóżka.  Nie  powinno  się  nigdy  łączyć  spraw  zawodowych  z 
osobistymi.

Zinn wyglądał na głęboko zasmuconego. Myślał nad czymś chwilę.

-  No  cóż  -  westchnął  -  rzeczywiście  nie  ma  powodu,  by  twoja  zawodowa 

godność  ucierpiała  tylko  dlatego,  że  coś  się  zdarzyło  między  nami.  Kontynuuj 
swoją pracę. Mam nadzieję, że ją pomyślnie zakończysz.

Sydney  uśmiechnęła się  leciutko. Zinn na  pewno nie  zdawał  sobie  sprawy, 

jak to wszystko było dla niej ważne. Był jednak na tyle mądry, że pozwolił jej, by 
dalej pracowała.

-  Dziękuję  ci.  Naprawdę  jestem  ci  wdzięczna  i  doceniam,  że  się  ze  mną 

background image

zgodziłeś.

-  Mam  nadzieję,  że  nasza…  przyjaźń  nie  ulegnie  zmianie  -  powiedział 

ponurym głosem.

- W tych okolicznościach tak będzie chyba najlepiej.

-  Rozumiesz,  że  nie  miałem  niczego  złego  na  myśli  i  nie  chciałem  cię  w 

żaden sposób obrazić.

- Tak, wiem to.

Zinn  obserwował  ją  i  miał  poczucie  jakby  ponownie  przeżywał  podobną 

sytuację. Monika też miała prawdziwą obsesję na punkcie swej kariery zawodowej. 
Czy współczesne kobiety przedkładają karierę nad wszystko inne?

Usłyszał  powracającą  Yolandę  i  wtedy  podszedł  do  stołu  i  zaczął  jeść 

kolację.

Następnego  ranka  po  obudzeniu  Sydney  zadawala  sobie  pytanie,  czy 

wygrywając bitwę, nie przegrała wojny. Nie wiedziała, czy wczorajszy incydent w 
kuchni  był  wynikiem  naturalnego  u  Zinna  odruchu  odpowiedzialności  i  chęci 
opieki,  czy  też  świadczył  o  jego  sposobie  traktowania  kobiet  w  ogóle.  Czy  po 
zakończeniu  sprawy  z  Barbarą  nadal  byłby  między  nimi  konflikt  interesów? 
Nienawidziła  samej  myśli,  że  Zinn  być  może  zechce  z  nią  zostać,  ale  tylko  i 
wyłącznie na swoich warunkach.

Poszła  do  kuchni. Yolanda  powiedziała jej,  że  Zinn już  dawno wyszedł do 

studia  filmowego.  Dla  Sydney  zostawił  wiadomość,  że  o  pierwszej  podjedzie  po 
nią taksówka i zabierze ją na dworzec. Tam się dopiero spotkają. Koło dziewiątej 
do pokoju Sydney przyszła Andrea. Miała smutną minkę.

- Tatuś wyjeżdża, a ja nie mogę z nim pojechać - poskarżyła się żałośnie.

- Niestety, to prawda, kochanie, ale nie będzie go tylko kilka dni.

- A ty zostaniesz ze mną?

background image

- Nie, jadę z twoim ojcem, bo muszę mu pomóc.

- Ale dlaczego ja nie mogę pojechać?

Sydney objęła małą i posadzka obok siebie na łóżku.

- Musimy teraz wyjechać, ale bardzo szybko wrócimy - zapewniła - i wtedy 

pomyślimy nad zorganizowaniem czegoś specjalnego, dobrze?

Dziewczynka  uspokoiła  się,  a  kiedy  Sydney  poprosiła,  by  pomogła  się  jej 

spakować,  była  już  zupełnie  zadowolona.  Przez  cały  czas  rozmawiały  o 
najróżniejszych rzeczach. Andrea dopytywała się o matkę Sydney.

- Będę mogła kiedyś pojechać z tobą do twojej mamusi? - zapytała w końcu.

- Oczywiście, kochanie. Na pewno się ucieszy, kiedy ją odwiedzisz.

Potem  przyszedł  policjant  od  Kaslowa  i  spisał  zeznanie  Sydney.  Koło 

jedenastej  pojawił  się  Jack  Dowd  z  teczką  i  torbą  na  ubrania.  Czytał  już 
najwidoczniej gazety, bo zaraz oznajmił Sydney:

- Nie mogłem pojąć, dlaczego Garrett zatrudnił ciebie, mimo że to ja tyle lat 

dla niego pracowałem - zachichotał. - Teraz już dobrze rozumiem.

- Wierz mi, Jack, że kobieta w tym zawodzie nie ma łatwego życia.

- No, nie przesadzaj. Przecież jak już będzie po wszystkim, zawsze możesz 

wyjść za mąż za Garretta.

- Typowo męskie podejście do sprawy - stwierdziła z goryczą.

- Czy powiedziałem coś nie tak?

- Wiesz, to nie jest przyjemny temat do rozmowy - zachmurzyła się Sydney. 

- Skończmy już.

W południe przyszedł klown imieniem Crackers i pokazywał różne sztuczki. 

To była niespodzianka, którą Zinn przygotował dla Andrei, by ją trochę pocieszyć.

Taksówka  podjechała  dokładnie  w  połowie  jego  występu.  Sydney  szybko 

pocałowała dziewczynkę i wybiegła. Oczy zachodziły jej łzami. Troskliwość Zinna 
o córkę stanowiła niesamowity kontrast z zachowaniem jej własnego ojca.

Przyjechała na lotnisko wcześniej niż Zinn. Zaprowadzono ją do poczekalni 

dla  pasażerów  pierwszej  klasy.  Przynajmniej  w  ten  sposób  była  zabezpieczona 
przed tłumem na lotnisku. Pamiętała, że Barbara może zjawić się w każdej chwili. 

background image

Musiała  cały  czas  uważać.  Dwadzieścia  minut  przed  odlotem  zebrała  się  już 
większość  ekipy  filmowej,  ale  Zinn  sienie  pojawiał.  Pracownicy  lotniska 
poinformowali  Sydney,  że  bardzo  możliwe,  iż  reszta  zespołu  poleci  następnym 
samolotem. Prawie wszyscy weszli już na pokład i Sydney pogodziła się z myślą, 
że poleci sama, kiedy zobaczyła, jak wbiega Zinn z paroma innymi osobami.

- No, udało się! Już myśleliśmy, że nie zdążymy.

Objął ją ramieniem i przedstawił członkom zespołu. Parę twarzy wydało się 

jej znajomych z ekranu telewizyjnego. Szczególnie Patti Lind, przystojna brunetka, 
która w serialu grała asystentkę Granta Adamsa, była bardzo sympatyczna i miła.

Sydney siedziała obok Zinna.

- Czy Crackers przyszedł w południe? - zapytał Zinn.

- Tak. Miałam ci właśnie powiedzieć, jak dobrze to wymyśliłeś. Andrea była 

zachwycona, prawie nie zauważyła, kiedy wyszłam.

- O to właśnie chodziło.

Zinn  gładził  jej  rękę  i  zachowywał  się  tak,  jakby  nic  się  nie  stało. 

Oczywiście, to była gra, ale Sydney nie miała nic przeciwko temu,

-  Mamy  dość  intensywny  plan  zajęć.  Zaczynamy  już  dziś  wieczorem  i 

kręcimy  w  dwóch  różnych  miejscach.  Skończymy  późno  w  nocy,  a  jutro 
zaczynamy o siódmej rano.

- Nie można powiedzieć, żebyś miał lekką pracę.

- Tak jest, kiedy gra się w serialach.

Lot  trwał  tylko  godzinę,  ale  Zinn  wykorzystał  go  na  drzemkę.  Sydney 

przeglądała  magazyny.  Dziwiła  ją  łatwość,  z  jaką  Zinn  przeszedł  do  porządku 
dziennego nad ostatnimi wydarzeniami,

Spojrzała  na  śpiącego.  To  jest  człowiek,  z  którym  się  wczoraj  kochała  i 

którego tak pragnęła, mimo że nie chciała się do- tego przed sobą przyznać. Musi 
otrząsnąć się z tego nastroju, bo to się fatalnie skończy,

W  San  Francisco  była  mgła,  ale  technicy  z  ekipy  zdecydowali,  że  można 

kręcić  zdjęcia.  Wszyscy  zajechali  najpierw  do  hotelu  „Fairmont”  na  Nob  Hill. 
Mieli czas tylko na szybki posiłek i zaraz potem odjeżdżali do Aquatic Park, gdzie 
kręcono pierwsze ujęcia.

background image

Zinn  był  w  dobrym  nastroju  i  cały  czas  traktował  Sydney  jak  swoją 

dziewczynę.

Mglisty wieczór w San Francisco, choć w samym środku lata, nie był ciepły. 

Sydney,  kuląc  się  z  zimna,  przyglądała  się  przygotowaniom  do  zdjęć. 
Przypomniało  jej  to,  jak  jeden  jedyny  raz  matka  zabrała  ją,  by  zobaczyła  swego 
ojca  w  czasie  pracy.  Było  to  dla  niej  wtedy  duże  przeżycie  i  zarazem  spore 
rozczarowanie.

Wtedy kręcono we wnętrzu i dekoracje były inne. Zapamiętała, że na środku 

planu  stało  olbrzymie  staroświeckie  łóżko  z  baldachimem  i  aksamitnymi 
draperiami. Ojciec też miał jakiś staroświecki kostium i wielkie wąsy. Matka była 
bardzo  podekscytowana,  ściskała  Sydney  za  ramię,  ilekroć  pojawiał  się  Dick. 
Jednak Sydney wydawał się on wtedy szalenie odległy i obcy. Nie mogła uwierzyć, 
że ten człowiek to naprawdę jej ojciec.

Kiedy zaczęto już kręcić, ojciec podszedł do innego mężczyzny, wziął go za 

ramię  i,  krzycząc  na  niego,  zaprowadził  do  drzwi.  Przyglądały  się  temu  dwie 
przestraszone kobiety w długich sukniach. Potem Dick starszej z nich także kazał 
wyjść  i  został  sam  z  bardzo  ładną,  młodą  kobietą,  która  wyglądała  na  mocno 
przerażoną. Sydney potem połapała się, że grała ona córkę Dicka. Widać było, że 
bohater  bardzo  kocha  swoje  dziecko  i  kiedy  przytulił  je  do  siebie,  Sydney  nie 
wytrzymała i uciekła z planu.

Matka  nigdy  nie  zrozumiała,  o  co  jej  wtedy  chodziło.  To  było  tak  dawno 

temu, ale nawet teraz pamięta wszystkie najdrobniejsze szczegóły.

Rozejrzała  się  po  zgromadzonych  wokół  ludziach.  Było  mało 

prawdopodobne, by Barbara znała rozkład i miejsce wszystkich zdjęć, ale Sydney 
nie mogła tego całkowicie wykluczać. Miała nadzieję, że Barbara Walsh zjawi się 
wreszcie  i  umożliwi  jej  zakończenie  całej  sprawy.  To  będzie  oznaczało  także 
koniec  zawodowych  kontaktów  z  Zinnem.  Nie  była  już  tak  pewna  swych 
postanowień.  Od  momentu,  kiedy  kochała  się  z  nim,  sama  właściwie  już  nie 
wiedziała, czego powinna chcieć.

Zinn miał krótką przerwę w zdjęciach i podszedł do niej. Objął ją i pomachał 

ręką do grupy wielbicieli, którzy głośno wołali jego nazwisko.

- Męczący sposób zarabiania na życie. A mógłbym teraz siedzieć w domu, w 

wygodnym fotelu i czytać sobie gazetę - poskarżył się.

- Taka jest cena sławy.

background image

- To trudna praca, ale ktoś musi ją wykonywać - zaśmiał się cicho. - Syd -

objął ją mocniej - muszę z tobą koniecznie porozmawiać o wczorajszym wieczorze. 
Mam  nadzieję,  że  mi  wybaczysz.  Może  zbyt  emocjonalnie  podszedłem  do 
wszystkiego,  ale  mam  złe  wspomnienia  z  małżeństwa  z  Moniką.  Mówi  się,  że 
doświadczenia  z  nieudanego  związku  ciążą  nad  człowiekiem  i  to  chyba  jest 
prawda.

- Nie rozumiem, co wspólnego z tym ma Monika?

-  Nie  mam  zamiaru  nie  doceniać  twojej  pracy,  ale  w  przypadku  Moniki 

kariera stała się ważniejsza niż wszystko inne. Ja i Andrea zeszliśmy na drugi plan. 
Nie chciałbym, żeby tak się stało z nami. Nie chcę, by od samego początku między 
nami tak było. Wiem, uważasz, że to, co ci wczoraj powiedziałem, było niesłuszne. 
Na  pewno  nie  chciałem cię  dotknąć. Jeśli byłem  zbytnio  troskliwy, to  dlatego że 
naprawdę mi na tobie bardzo zależy.

Sydney nie przypuszczała, by Zinn miał złe intencje wczorajszego wieczoru, 

ale to, co teraz powiedział, stawiało wszystko w zupełnie innym świetle.

- Wiesz,  może  ja jestem najzwyczajniej przewrażliwiona - zastanawiała się 

głośno.  -  Jestem  ofiarą  swojej przeszłości, podobnie  zresztą jak  i  ty.  Moja matka 
spędziła  całe  lata  na  wskazywaniu  mi,  jak  powinnam  według  niej  pokierować 
swoim życiem. Nie brała w ogóle pod uwagę, że ja sama chcę coś wybrać. Wiem, 
miała zawsze dobre intencje. Ale nie o to przecież chodzi, bo dobrymi intencjami 
jest wybrukowana droga do piekła.

Reżyser zawołał Zinna.

- Już idę. Obowiązki wzywają. - Pocałował ją w policzek.

Patrzyła za nim z  mieszanymi uczuciami. Trudno było długo złościć się na 

tego  człowieka.  Poczuła  się  nagle  zmęczona.  Pobyt  na  planie  filmowym 
przywoływał  zbyt  przykre  wspomnienia  i  nie  chciała  w  tym  miejscu  myśleć  o 
Zinnie. Postanowiła pójść na spacer.

Naprzeciwko  parku  znajdowała  się  przytulna  kawiarnia  „Buena  Vista”. 

Sydney chciała zajść na kawę, ale pomyślała, że tam też będzie sporo ludzi. Teraz 
wolała być sama, więc postanowiła wrócić do hotelu.

Zaczęła iść Hyde Street. Przeszła zaledwie dwie czy trzy przecznice, kiedy 

zorientowała  się,  że  ktoś  za  nią  idzie.  Odwróciła  się  i  zobaczyła  jakiegoś 
mężczyznę. Nie był to Zinn ani nikt z ekipy. Mężczyzna miał na sobie płaszcz, a 
jego  twarz  była  ukryta  w  cieniu  kapelusza.  Sydney,  jak  każda  kobieta,  zwracała 

background image

szczególną uwagę na  mężczyzn o podejrzanych zamiarach. Zastanowiła się przez 
sekundę,  czy  mężczyzna  może  mieć  jakiś  związek  z  Barbarą.  Odrzuciła  tę  myśl 
jako mało prawdopodobną. Na wszelki wypadek dyskretnie odbezpieczyła broń.

Na skrzyżowaniu zatrzymała się na chwilę i rozejrzała, jakby nie mogła się 

zdecydować, w którą iść stronę. Nieznajomy też zatrzymał się w pewnej odległości 
i przypalił papierosa. To stawało się coraz bardziej podejrzane.

Usłyszała  nadjeżdżający  tramwaj i  powoli  zaczęła iść  w  stronę przystanku. 

Mężczyzna zrobił to samo. Teraz była już pewna, że ją śledzi.

Nadjechał tramwaj, Sydney wsiadła i dostrzegła, że nieznajomy także wsiada 

do drugiego wagonu. Dlaczego była śledzona? Przez kogo?

Postanowiła się tego dowiedzieć.

Kilka  przecznic  dalej  tramwaj  zaczął  zwalniać  na  zakręcie,  wtedy  Sydney 

wyskoczyła i  szybkim  krokiem  zaczęła iść ulicą.  Znalazła jakąś bramę,  schowała 
się  tam  i  wyciągnęła  broń.  Czekała.  W  panującej  ciszy  wyraźnie  słychać  było 
zbliżające  się  kroki.  Serce  biło  jej  gwałtownie,  gardło  miała  wyschnięte.  Kiedy 
mężczyzna  przechodził  kolo  bramy,  gdzie  się  ukryła,  szybko  zaszła  go  od  tyłu  i 
przyłożyła mu pistolet do ucha. Zamarł. Był niewiele wyższy od niej, ale solidnie 
zbudowany.

-  No  dobrze,  proszę  pana  -  starała  się  nadać  swemu  głosowi  bardzo 

stanowcze brzmienie. - Teraz mi pan powie, dlaczego mnie śledzi albo nie odejdzie 
stąd o własnych siłach.

-  Ja…  nie  miałem  zamiaru  zrobić  pani  nic  złego.  Mam  po  prostu  pani 

pilnować. To wszystko.

- Dlaczego ma mnie pan pilnować?

- Zostałem do tego wynajęty.

- Przez kogo?

-  Przez  Zinna  Garretta.  Chciał  mieć  gwarancję,  że  nic  złego  się  pani  nie 

stanie. Daję słowo honoru. Kazał mi panią obserwować i nie dopuścić, by spotkało 
panią coś złego.

Sydney poczuła, że ogarniają wściekłość.

- Więc to Zinn pana wynajął? - upewniła się.

background image

- Tak. Słowo daję.

- Kim pan jest?

- Prywatnym detektywem. Nazywam się Norm Boranski.

Sydney odsunęła pistolet od jego głowy.

- Ma pan legitymację?

- Tak, oczywiście.

Cofnęła się, ale dalej trzymała go na muszce.

- Teraz grzecznie i powoli wyciągnij portfel.

Zrobił, co mu kazała. Pokazał swoją legitymację. Naprawdę był detektywem.

- Czy Zinn mówił panu, co mi konkretnie zagraża?

- Tak. Ruda kobieta o nazwisku Walsh.

- No, wspaniale!

- Proszę pani, robię tylko to, za co mi płacą. Nie robię nic nielegalnego.

- Wiem, panie Boranski. Nie mam do pana pretensji. Już raczej do Garetta.

Przed  chwilą  mówił  jej  o  swoich  dobrych  zamiarach,  przepraszał,  a 

wcześniej i tak wynajął goryla do jej ochrony. Cóż za hipokryta!

- Niech pani zrozumie. To dobrze płatna praca. Mam nadzieję, że nie będzie 

pani przeszkadzało, że będę pani pilnował.

- Teraz wracam do hotelu - oświadczyła.

-  Możemy  razem  pojechać  następnym  tramwajem.  Będzie  za  piętnaście 

minut.

- Nie, wolę pójść na piechotę, jeśli to panu nie przeszkadza.

- To niezła wspinaczka na to Nob Hill!

- Powiedział pan, panie Boranski, że nieźle panu płacą, prawda? A poza tym 

trochę ruchu dobrze panu zrobi.

-  Sierżant  w  mojej  brygadzie  piechoty  morskiej  nie  był  tak  bezlitosny  jak 

pani! - poskarżył się Boranski.

background image

Sydney roześmiała się, choć właściwie zupełnie nie było jej do śmiechu.

Zinn nie był w stosunku do niej całkowicie uczciwy, a to jej się bardzo nie 

podobało.

ROZDZIAŁ 8

W  hotelu  Sydney  czekała  na  powrót  Zinna  i  aż  do  północy  oglądała 

telewizję. Była pewna, że będzie się zastanawiał, co się z nią stało i że zajrzy do jej 
pokoju.  Zrobiło  się  jednak  tak  późno,  że  na  pewno  poszedł  już  spać.  Sydney 
również  zdecydowała  się  iść  do  łóżka.  Nałożyła  nocną  koszulkę  z  napisem 
„Dodgers”  i  podeszła  do  okna  zaciągnąć  zasłony.  Z  szesnastego  piętra  hotelu 
roztaczał  się  fantastyczny  widok  na  słynny  most  Golden  Gate.  Przez  chwilę 
patrzyła  na  światła  wielkiego  miasta.  Kiedy  zaczęła  zasuwać  zasłony,  usłyszała 
ciche pukanie.

- Kto tam? - zapytała, podchodząc do drzwi.

- To ja, Zinn.

- Idę już do łóżka, jestem rozebrana.

- Sydney, koniecznie muszę z tobą porozmawiać. Proszę cię, otwórz.

Posłuchała jego prośby i otworzyła.

- Powiedz mi, gdzieś do diabła zniknęła?! Tak strasznie się denerwowałem!

Zinn wszedł do pokoju. Sydney zamknęła za nim drzwi.

- Jak mogłaś tak zniknąć bez słowa! Po mieście krąży ta wariatka, a ty sobie 

gdzieś łazisz i nikt nie wie, gdzie jesteś!

- Może i powinnam była cię uprzedzić, ale nie o to teraz chodzi. Chcę przede 

wszystkim dowiedzieć się, dlaczego kazałeś mnie śledzić? Przepraszałeś mnie za ta 
że  jesteś  nadmiernie  opiekuńczy,  ale  przedtem  wynająłeś  człowieka,  żeby  mnie 

background image

pilnował! Ach, jakim ty jesteś hipokrytą!

- Ten człowiek miał być dyskretny.

-  Był  też,  niestety,  głupi.  Bardzo  to  pochlebne,  że  zatrudniłeś  i  mnie,  i 

takiego typa.

- Sydney…

Chodziła tam i z powrotem po pokoju, nie zwracając uwagi na jego słowa.

- Okłamałeś mnie! Czy myślisz, że będę mogła kiedykolwiek ci uwierzyć?!

- Wynająłem Boranskiego jeszcze w Los Angeles. Zanim poszedłem z tobą 

do  łóżka.  Nie  wiedziałem  wtedy,  że  taką  wagę  przy  wiązujesz  do  spraw 
zawodowych.

- Mogłeś go jednak potem zwolnić, prawda?

Zinn bezradnie wzruszył ramionami.

- Jack mi go polecił - tłumaczył. - Wszystko było już załatwione, nie mogłem 

człowiekowi sprawić zawodu.

-  I  Jacka  w  to  wtajemniczyłeś?!  Powiedziałeś  mu,  że  szukasz  dla  mnie 

ochrony? Co za upokorzenie!

Podeszła do niego bliżej.

-  Czy  wyobrażasz  sobie,  jakbyś  się  czuł,  gdyby  na  twoje  miejsce 

zaangażowano innego aktora? Tylko na wszelki wypadek, bo a nuż tobie by się coś 
stało. Jak byś się czuł w takiej sytuacji?

- Sydney, uspokój się, proszę. Wierz mi, że ta sprawa nie ma nic wspólnego 

z moją wiarą w twoje umiejętności zawodowe.

Nie zwracała najmniejszej uwagi na jego wyjaśnienia.

- A dlaczego nie troszczysz się o bezpieczeństwo Boranskiego? Dzisiaj był w 

niezłych opałach, bo niemal mu strzeliłam w łeb.

- Czy przyszło ci w ogóle do głowy, że cię po prostu kocham i wszystko, co 

cię może spotkać, jest dla mnie ważne?

Już  miała  mu  coś  odpowiedzieć,  ale  w  ostatniej  sekundzie  dotarły  do  jej 

świadomości słowa Zinna. Powiedział, że ją kocha.

background image

Mężczyzna wyciągnął ramiona i przycisnął ją mocno  do piersi. Tak dobrze 

było  trwać w  jego  objęciu i  czuć  jego  mocne  mięśnie  i  miły,  lekki  zapach  wody 
kolońskiej. Zinn nic już nie mówił, ale też i nie musiał. Cała złość i gniew Sydney 
zupełnie  zniknęły.  Pomyłki  i  błędy  czynione  w  imię  miłości  są  tak  łatwe  do 
wytłumaczenia.

- Mnie też nie było łatwo - odezwał się po chwili. - Najpierw oberwałem po 

głowie, musiałem znosić nieustanną krytykę mojego zawodu i charakteru, skradłaś 
mi  serce,  i  na  koniec  tego  wszystkiego  dowiaduję  się,  że  jestem  potworem, 
ponieważ staram się uchronić cię od niebezpieczeństwa.

-  Zinn,  nigdy  nie  powiedziałam,  że  jesteś  potworem  -  zaprotestowała 

Sydney.

- Najgorsza jest jednak dla mnie myśl, że ty nie odwzajemniasz moich uczuć.

- Myślisz tak, bo nigdy ci ich nie wyznałam? Poszłam z tobą do łóżka. Być 

może inne kobiety robią to szybko i bez zastanowienia, ale nie ja. Gdybym cię nie 
kochała, nigdy bym tego nie zrobiła. Wydawało mi się, że to dla ciebie oczywiste.

- Rzeczywiście, bardzo oczywiste, zwłaszcza że przy najmniejszej wzmiance 

na temat twojej pracy od razu się jeżyłaś i nie chciałaś na mnie patrzeć.

Ujął  jej  rękę  i  dotknął  nią  swego  policzka.  Był  jeszcze  chłodny  od 

wieczornego powietrza. Potem odwrócił dłoń i zaczął całować jej wnętrze. Sydney 
zadrżała.

Objął ją obiema rękami w talii i spojrzał głęboko w oczy. Dotknął jej bioder.

- Boli cię jeszcze w tym miejscu?

- Nie, już wszystko dobrze, może jest troszkę wrażliwsze.

- Będę się bardzo starał, żeby cię nie urazić.

Sydney zarzuciła mu ręce na szyję i rozchyliła usta.

Wspięła się na palce i pocałowała go.

Zinn  odpowiedział  silnym,  namiętnym  pocałunkiem.  Wsunął  ręce  pod  jej 

koszulkę i zaczął delikatnie gładzić nagie plecy.

Sydney  z  całej  siły  przycisnęła  się  do  niego.  Pragnęła  go,  gorących 

pocałunków, silnego ciała, jego całego,

Znowu przesunął rękę i teraz pieścił jej pierś, mrucząc coś niewyraźnie.

background image

- Tylko o tym myślę od wczoraj - wyznał. - Tak strasznie cię pragnę, Syd.

Sydney gorączkowo ściągnęła z siebie koszulkę. Była teraz tylko w skąpych 

majteczkach. Zinn przechylił ją do tyłu i dotknął ustami czubków jej piersi. Sydney 
przycisnęła mocniej jego głowę.

Zinn  wziął  ją  na  ręce,  zaniósł  do  łóżka  i  ostrożnie  położył.  Leżała  i 

przyglądała  się,  jak  on  się  rozbiera.  Patrzyła  na  jego  mocne  ramiona,  silny  tors. 
Dostrzegła  jego  całkowitą  gotowość  do  miłości.  Zamknęła  oczy,  przypomniała 
sobie, jak to było, kiedy wszedł w nią i na samo wspomnienie poczuła niezwykły 
dreszcz podniecenia.

Zinn położył  się obok  i  zaczął całować jej  szyję. Delikatnie dmuchał  jej  w 

ucho, co przejmowało ją drżeniem.

- Jesteś taka piękna - szeptał. - Taka piękna.

Sydney nie otwierała oczu, skupiona na doznawanych pieszczotach.

- Ty też, Zinn - wyszeptała tylko.

Pocałował  jej  dłoń,  a  potem  po  kolei  całował  każdy  palec.  Znowu  zaczął 

pieścić  jej  piersi,  a  rękami  sięgnął  łona.  Całował  całe  jej  ciało,  nieustannie 
wstrząsane dreszczami.

Pragnęła go mocno, niemal do bólu. Czekała z niecierpliwością, ale on dalej 

całował ją i pieścił. Sydney pomyślała, że pragnęłaby tak pozostać na zawsze - w 
tym słodkim i dręczącym zarazem oczekiwaniu.

W pewnej chwili Zinn wyjął małe pudełeczko z kieszeni spodni.

-  Kochanie,  chcę,  żebyś  była  zabezpieczona  -  wyszeptał.  Otworzył 

plastikowe  opakowanie  i  założył  prezerwatywę.  Potem  wszedł  w  nią.  Kochał  ją 
długo  i  powoli. Przyspieszył i  obydwoje poczuli  w tym samym  czasie  ostateczną 
rozkosz. Opadł na nią całym ciężarem i tak pozostał przez moment. Przesunął się 
potem  na  bok,  ale  ciągle  trzymał  ją  w  mocnym  uścisku.  Odgarnął  włosy,  które 
opadły  jej  na  twarz  i  delikatnie  pocałował  w  policzek.  Sydney  przyciągnęła  go 
bliżej do siebie i też pocałowała. Bardzo długo leżeli tak spleceni ze sobą.

- Zinn, to było cudowne, po prostu cudowne - szepnęła Sydney.

- To ty jesteś cudowna, Syd. Kocham cię, bardzo cię kocham.

- Tak bym chciała, żeby to trwało wiecznie, żeby nie było żadnego jutra.

background image

- Nigdy nic nie wiadomo. Może jutro będzie jeszcze cudowniej.

- Nie, to zupełnie niemożliwe. - Sydney powoli potrząsnęła głową.

Długo leżeli obok siebie w milczeniu. Głaskała jego muskularny tors a, kiedy 

sięgnęła niżej, poczuła jego ponownie nabrzmiałą męskość. To odkrycie sprawiło, 
że zapragnęła go gwałtownie i po chwili znowu stanowili jedno. Tym razem jednak 
ona patrzyła na niego z góry, poruszała się rytmicznie, a on pieścił jej piersi.

Zasnęli też razem. Po kilku godzinach Sydney obudziła się i ze zdumieniem 

stwierdziła, że znowu go pragnie. Kochali się na wiele różnych sposobów.

-  O  Boże  -  jęknęła  Sydney,  kiedy  poczuła,  że  Zinn  przeżył  ekstazę.  -  Nie 

zdziw się, jeżeli obudzisz się, a ja będę już na innym świecie. Może już jestem i nic 
o tym nie wiem.

- W każdym razie ja jestem z tobą - zapewnił ją Zinn. - To są niebiosa.

- Masz rację.

Przytulili się do siebie.

- Jak ja się mogłam na ciebie złościć? - wyszeptała Sydney.

Od  wielu  miesięcy  Sydney  nie  spała  tak  dobrze  i  spokojnie.  Obudziła  się 

koło  siódmej,  ale  Zinna  już  nie  było.  Musiał  widocznie  wstać  bardzo  wcześnie. 
Czuła się oszołomiona po tak niesamowitej miłosnej nocy, podczas której doznała 
niewyobrażalnych rozkoszy. Zinn był cudownym kochankiem i potrafił spełnić jej 
najskrytsze erotyczne fantazje. Zadrżała na samo wspomnienie. Nigdy w życiu nie 
doświadczyła czegoś takiego. Wiedziała jednak, że nawet najwspanialszy seks nie 
wystarczy. Tak bardzo się od siebie różnili, że nawet przemożna siła wzajemnego 
przyciągania mogła okazać się z czasem zawodna.

Oczywiście,  Zinn  przeprosił  ją  i  bardzo  starał  się  wytłumaczyć  motywy 

swojego  postępowania,  ale  teraz,  w  blasku  dnia  Sydney  zaczynała  nabierać 
wątpliwości,  czy  rzeczywiście  on  ją  dobrze  zrozumiał.  Tak,  powiedział,  że  ją 
kocha.  Sydney  była  jednak  poważnie  zaniepokojona  -  jego  filozofia  życiowa  i 
stanowczość będą wielką przeszkodą w ich związku. Może z czasem wszystko się 
ułoży. Jest tylko niebezpieczeństwo, że wzajemna fascynacja każe im zapomnieć o 
dzielących  ich  różnicach,  a  potem  będzie  już  za  późno  i  wszystko  skończy  się 
wzajemnymi pretensjami.

Tylu ludzi żyje ze sobą, nawet się pobierają, a nie mówią w ogóle o swoich 

wewnętrznych problemach. A trzeba przecież robić to wcześniej, zanim wzajemne 

background image

żale i nieporozumienia nie doprowadzą do zupełnego rozkładu związku, niechęci, 
może  nawet  nienawiści.  Te  smutne  rozważania  były  chyba  wynikiem  tego,  że 
Sydney,  nie  chcąc  naśladować  błędów  własnej  matki,  była  aż  nadto  trzeźwa  i 
racjonalnie  patrzyła  na  wszystkie  sprawy,  nawet  na  miłość.  Matka  dostrzegała  w 
niej tę cechę i często prosiła, by przestała podchodzić do wszystkiego tak chłodno.

Sydney  usiadła  na  brzegu  łóżka  i  rozejrzała  się  po  pokoju,  który  był 

świadkiem  jej  najcudowniejszej  nocy.  Pewnie  po  takich  przeżyciach  żadna  inna 
kobieta nie miałaby tak pesymistycznych myśli jak ona. Matka powiedziałaby, że z 
pewnością jest szalona.

Tak, romans matki z Dickiem Charlesem był zapewne takim zapomnieniem i 

też  padały  słowa  o  miłości.  Obydwoje  jednak  tak  się  różnili  i  mieli  tak  inną 
hierarchię wartości, że stały związek był w ich przypadku wykluczony.

Czy  ją,  Sydney, łączy z  Zinnem coś  więcej  niż  fizyczna  fascynacja?  Czuła 

jakiś dziwny niepokój. Czy Zinn miał podobne obawy? Powinna później poważnie 
z nim porozmawiać.

Poszła do łazienki wziąć prysznic. Na toaletce znalazła list od Zinna.

Syd,

Dziś  wieczorem  parę  osób  z  ekipy  wybiera  się  na  kolację  do  miasta.  Włóż 

jakąś  nową  sukienkę,  też  pójdziemy.  Nie  było  ci  chyba  smutno,  że  cię  nie 
obudziłem? Tak słodko spałaś. Zadzwonię do ciebie koło południa. Dziś kręcimy na 
plaży i to będzie dość męczące. Czy powiedziałem ci wczoraj, że jesteś prześliczna i 
cudowna? Jeśli zapomniałem, to powiem dziś wieczór.

Całuję, Zinn

Sydney  przeczytała  list  dwa  razy.  Brzmiał  tak  szczerze,  że  zaczęła  mieć 

wątpliwości, czy słusznie się zadręczała.

Ubrała się i zamówiła śniadanie do pokoju. Pijąc kawę zaczęła rozmyślać o 

Barbarze. Czy jest w Los Angeles, czy może zmieniła plany i nadal będzie chciała 
zrobić coś złego Andrei? Zaniepokojona zadzwoniła do rezydencji Zinna. Odebrała 
Yolanda. Sydney poprosiła Jacka.

- Cześć, Jack. Wszystko w porządku? - zapytała.

- Tak. Udało mi się wymigać od oglądania „Ulicy Sezamkowej”.

background image

-  Widzisz,  jaka  to  parszywa praca!  -  roześmiała  się  Sydney.  -  Ktoś  jednak 

musi to robić.

- Chcę ci jeszcze coś powiedzieć, póki nie ma Yolandy.

- Tak?

- Znasz przypadkiem kogoś, kto wychodzi za mąż?

- Co? O czym ty mówisz? - zdziwiła się.

-  Zabawne,  ale  dzisiaj  rano,  kiedy  poszedłem  do  bramy  zabrać  gazety, 

znalazłem zawieszoną lalkę. Ubraną w strój panny młodej.

- Panny młodej?

- Tak. To nie wszystko. Do lalki była przypięta karteczka z napisem: „Piękna 

suknia!”  Nic  poza  tym,  tylko  te  słowa.  Aha,  jeszcze  coś.  Sukienka  lalki  była  z 
przodu  poplamiona  czerwonym  atramentem.  Domyślam  się,  że  to  sztuczki  tej 
wariatki, ale dlaczego lalka w ślubnej sukni? Czy ty coś z tego rozumiesz?

Sydney od razu pomyślała o swej sukni zamówionej u Noli.

- Słuchaj, Jack. To bardzo ważne. Nie wiem tylko, skąd Barbara dowiedziała 

się o sukni.

- Nie rozumiem, o co ci chodzi.

- Nic nie szkodzi. To teraz nieważne, Wspomniałeś Yolandzie o lalce?

- Nie, nie chciałem jej denerwować.

- Świetnie. Zatrzymaj tę lalkę, chcę ją obejrzeć. Zaraz jadę na lotnisko i za 

kilka godzin powinnam być u was.

- Wydawało mi się, że masz zostać kilka dni w San Francisco.

- Barbara jest przecież w Los Angeles, więc nie mam po co tu zostawać.

- To ja nie będę już potrzebny?

- O nie, Jack. Ja muszę jakoś sprowokować tę babę, to moja jedyna szansa, 

żeby ją złapać.

- No dobra. Aha, dzieciak tu idzie. Daję ci ją.

- Sydney, Sydney, kiedy wrócisz? - usłyszała głosik Andrei.

background image

- Dzisiaj po południu.

- Tatuś też?

- Nie, kochanie, ale też już niedługo - obiecała.

Kilka dobrych minut pogadały przez telefon. Zaraz potem Sydney poprosiła 

w  recepcji  o  rezerwację  biletu  do  Los  Angeles  na  najwcześniejszy  lot.  Napisała 
karteczkę do Zinna z wyjaśnieniem i zapewnieniem, że zadzwoni do niego późnym 
wieczorem. Spakowała się i wyszła. Karteczkę wsunęła pod drzwi pokoju Zinna.

Na  lotnisku  w  Los  Angeles  złapała  taksówkę  i  po  pół  godzinie  była  już  w 

rezydencji.  Otworzyła  jej  Yolanda.  Andrea  natychmiast  przybiegła  i  z  wielkim 
entuzjazmem powitała Sydney. Rzuciła się jej w ramiona i mocno objęła. Sydney 
podniosła ją do góry,

Z  kuchni  wyszedł  Jack  Dowd.  Na  jego  widok  Yolanda  zrobiła  dziwny 

grymas.

- Dios mio! Ileż ten człowiek je! - szepnęła Sydney do ucha. - Bez przerwy 

muszę chodzić kupować mu jedzenie.

Sydney roześmiała się.

- To pewnie dlatego Zinn mnie zatrudnił - cicho powiedziała do Yolandy. -

Zaoszczędził na jedzeniu.

Jack podszedł do nich.

- Cześć. Co słychać we Frisco?

- Paskudna pogoda.

Sydney postawiła Andreę na podłodze.

- Słuchaj, kochanie - zaproponowała - idź teraz do swojego pokoju, a ja za 

parę minut przyjdę do ciebie. Teraz muszę porozmawiać z panem Dowdem.

Yolanda  odeszła  z  Andreą,  a  oni  przeszli  do  salonu.  Jack  otworzył  barek  i 

wyciągnął stamtąd lalkę. Sydney wzięła ją do ręki i zaczęła dokładnie oglądać.

- To staroświecka lalka.

- Tak?

- Dość droga. Zastanawiające, jak jej suknia podobna jest do mojej.

background image

- Do twojej?

- Tak. Kupiłam wieczorową suknię na premierę, na którą w sobotę idę razem 

z Zinnem.

- Skąd ta wariatka mogła się dowiedzieć, jaką suknię kupiłaś?

- Też bym to chciała wiedzieć. Czy zawiadomiłeś o tym policję?

-  Powiedziałaś, że za parę godzin wracasz, więc uznałem, że  sama  się  tym 

zajmiesz.

- Dobrze. Zaraz zadzwonię do Kaslowa. Dzięki za wszystko.

- Nie ma za co. Przynajmniej coś się zaczyna dziać, a powiem szczerze, że 

już zaczynałem się nudzić.

- Bądź ostrożny i uważaj, bo Barbara może jeszcze mieć jakieś plany wobec 

Andrei.

- Kotku, ochrona ludzi to mój zawód. Znam się na tym.

Sydney zadzwoniła do Kaslowa.

- Nie złapaliście jeszcze Barbary Walsh? - spytała.

-  Nie,  dziecino.  Odnaleźliśmy  jej  rodzinę,  ale  oni  też  jej  szukają.  Kilka 

miesięcy  temu  zniknęła  z  domu  i  nie  dawała  znaku  życia.  Martwią  się  o  nią. 
Rozmawialiśmy z psychiatrą, który ją leczył. Obawia się, że jej stan się pogorszył i 
może być niebezpieczna.

- Nie trafiliście na żaden ślad?

- Dotarliśmy do paru miejsc, gdzie się zatrzymywała, ale zawsze za późno. 

Jest bardzo przebiegła.

- A gdzie się zatrzymała ostatnio? Macie jakieś dane?

- W Pasadenie. Dwa dni temu.

- Może się domyślacie, gdzie może być teraz?

-  Zupełnie  nie.  Porzuciła  wypożyczony  samochód,  więc  domyśla  się,  że 

jesteśmy na jej tropie. Teraz mogła ukraść jakiś inny.

- Mam nadzieję, że wysłaliście za nią list gończy.

background image

-  Oczywiście.  Postanowiliśmy  nawet  podać  jej  rysopis  do  wiadomości 

publicznej. Dziś będzie w popołudniowych gazetach.

- To wiele nie pomoże.

- Też tak myślę.

- Widzi pan, nie wiem, czy to może mieć' duże znaczenie, ale mam coś, co 

powinno chyba pana zainteresować.

W  trakcie  rozmowy  z  Kaslowem  uważnie  oglądała  lalkę  i  znalazła  pod 

sukienką firmową nalepkę ze sklepu przy Melrose Avenue.

Opowiedziała policjantowi o lalce i podała adres sklepu.

-  Tak,  powinniśmy  chyba  to  sprawdzić.  Jak  tylko  znajdę  kogoś  wolnego, 

wyślę go tam.

- Nie jest pan jednak przekonany, że to może coś dać?

-  Nie  o  to  chodzi.  Mam  za  mało  ludzi.  Już  teraz  dwie  grupy  sprawdzają 

motele, a to przecież nie jest jedyna sprawa, którą się zajmujemy. Jeśli będzie coś 
pilnego, wtedy mogę zmobilizować dodatkowych ludzi.

- To może ja sama pojadę sprawdzić ten sklep?

-  Przecież  nie  powiedziałem,  że  się  tym  nie  zajmę!  -  zdenerwował  się 

Kaslow.

- Ja się po prostu zgłaszam na ochotnika - uspokajała go Sydney.

- Wolałbym, żeby pani zostawiła to nam.

Sydney  nie  chciała  drażnić  Kaslowa,  bo  potrzebowała  jego  pomocy.  Nie 

zamierzała jednak dać za wygraną.

- Obiecuję, że będę ostrożna. Mam tylko jedną prośbę.

- Jaką?

- Macie już pewnie jej zdjęcie, a mnie by się teraz bardzo przydało.

- Mamy nawet kilka zdjęć. Mogę zrobić kopie. Przysłać je pani?

- Wolałabym sama po nie wpaść.

- Dobrze. Każę je dla pani zostawić w portierni.

background image

- Dzięki. Będę za godzinę.

Odłożyła  słuchawkę.  Potem  schowała  lalkę  do  torby  i  poszła na  chwilę  do 

Andrei.

Wzięła jaguara i najpierw postanowiła pojechać do No-li, a dopiero potem do 

sklepu przy Melrose. Noc spędzi u matki w Glendale, bo Jack nadal pilnuje Andrei.

- Witaj! - Nola Jimenez podeszła do Sydney. - Twoja suknia będzie gotowa 

za dwa dni.

- Nie przyjechałam po suknię. Chciałabym z tobą porozmawiać.

Nola zaprowadziła ją do swego biura i podsunęła krzesło.

- Wiesz, że stałaś się jedną z moich popularniejszych klientek?

- Ja? - zdziwiła się Sydney.

-  Kochanie,  wszyscy  o  tobie  mówią.  Każdy,  komu  wspomnę,  że  robię  dla 

ciebie  suknię,  od  razu  o  ciebie  wypytuje.  Jak  wyglądasz,  jaka  jesteś.  Nawet  do 
mnie telefonowano z pytaniem, czy to ja robię dla ciebie tę suknię.

- Kto telefonował?

- Jakaś dziennikarka.

- Wypytywała o moją suknię?

-  Tak,  i  to  bardzo  dokładnie.  Prosiła  nawet,  żebym  jej  pozwoliła  przyjść  i 

zobaczyć. Trochę to dziwne, że właśnie twoja suknia budzi takie zainteresowanie, 
bo przecież na tę premierę robię ich aż sześć.

- Nola, powiedz mi, jak się nazywała ta dziennikarka?

- Nie pamiętam, ale jakoś bardzo zwyczajnie - Brown albo Jones. Mówiła, że 

jest z telewizji.

- Przyszła do ciebie?

- Była wczoraj. Pomyślałam, że skoro masz w niej wystąpić za dwa dni, to i 

tak nikt nie da rady uszyć takie; samej kreacji, więc jej pokazałam.

- No i co dalej?

-  Przyszła,  obejrzała  i  poszła  sobie.  Ta  dziennikarka  była  dziwnie 

niegrzeczna, nawet mi nie podziękowała.

background image

- Powiedz, jak wyglądała?

-  Wysoka,  gdzieś  koło  trzydziestki,  niebrzydka,  choć  trochę  zaniedbana. 

Miała rude włosy, długie do ramion.

- Zachowywała się dziwnie?

- Tak. Dość niezwykła kobieta. - Nola spojrzała na Sydney. - A co, znasz ją 

może?

- W pewnym sensie, tak.

Nola zaczęła się wyraźnie niepokoić.

- Nie masz nic przeciwko temu, że pokazałam jej suknię?

-  Ależ  skąd!  Radzę  ci  tylko  uważać,  gdyby  przyszła  tu  jeszcze  raz. 

Podejrzewam,  że  to  może  być  ta  kobieta,  która  próbowała  porwać  córkę  Zinna 
Garretta.

- Mój Boże!

- Zdaje się, że teraz szykuje coś przeciwko mnie.

- Och, Sydney… - Nola była autentycznie przerażona.

- Nola, nie denerwuj się, a gdyby znowu przyszła, dzwoń od razu na policję.

- Na pewno to zrobię.

Sydney pożegnała się i wyszła. Pojechała do Parker Center, gdzie w portierni 

czekała na nią koperta ze zdjęciem. Natychmiast ją otworzyła. Kobieta na zdjęciach 
miała  wyraziste  rysy,  może  nawet  nieco  zbyt  wyraziste  jak  na  kobietę.  W 
spojrzeniu  widać  było  coś  posępnego.  Fotografie  wyglądały  na  robione  przez 
zawodowca.

Sydney  schowała  kopertę  do  torby.  Musiała  się  pospieszyć,  żeby  zdążyć 

przed zamknięciem sklepu przy Melrose.

background image

ROZDZIAŁ 9

W  pobliżu  studia filmowego  Paramount, przy  ulicy  Melrose, znajdował się 

sklep  z  antykami. Na  drzwiach  wisiała karteczka  z  informacją,  że  sprzedawczyni 
wróci za piętnaście minut. Sydney postanowiła zaczekać.

Obejrzała  przy  okazji  wystawę.  Najwyraźniej  sklep  specjalizował  się  w 

staroświeckich lalkach, których kilkanaście wystawiono w witrynie.

Sydney  nie  zdążyła  jeszcze  zawiadomić  matki,  że  przyjedzie  do  niej 

przenocować. Poszła więc do najbliższego sklepiku, żeby stamtąd zadzwonić.

- Dlaczego nie jesteś w San Francisco? - spytała ze zdumieniem Lee, kiedy 

dowiedziała się, skąd córka telefonuje.

- Och, to długa historia. W każdym razie jestem już na tropie tej kobiety.

- A co z Zinnem?

- Da sobie radę beze mnie. Mamo, chcę ci tylko powiedzieć, że przyjadę do 

ciebie na noc.

- Sydney! Jak możesz rzucać tak wspaniałego człowieka dla tego przeklętego 

szpiegowania?!

- Mamo, już raz o tym rozmawiałyśmy.

Odłożyła  słuchawkę  poirytowana  napomnieniami  matki.  Rzeczywiście, 

dzisiaj tak była pochłonięta tropieniem Barbary, że zupełnie nie myślała o Zinnie. 
Poczuła  wyrzuty  sumienia.  Może  się  będzie  niepokoił,  kiedy  zobaczy,  że 
wyjechała? Zadzwoniła więc do San Francisco. Zinna nie było w hotelu. Zostawiła 
w recepcji wiadomość, że będzie dziś u matki w Glendale.

Poszła  jeszcze  raz  do  sklepu  z  antykami.  Teraz  był  otwarty.  Stara,  gruba 

kobieta siedziała za kontuarem i zajadała chrupki.

- Czym mogę pani służyć? - zapytała, nie przerywając jedzenia.

- Mam lalkę, która prawdopodobnie została kupiona w tym sklepie - zaczęła 

Sydney. - Czy mogłaby mi pani powiedzieć, kto ją kupił?

Kobieta  odłożyła  na  bok  torebkę  z  chrupkami  i  z  trudem  podniosła  się  z 

fotela. Sydney wyciągnęła lalkę i podała jej.

background image

-  Tak,  to  z  mojego  sklepu  -  od  razu  stwierdziła  kobieta.  -  Ktoś  zniszczył 

sukienkę tej lalki. Ja nigdy nie sprzedaję towaru w takim stanie!

- Czy pani pamięta, kto kupił tę lalkę?

- Sprzedałam ją przedwczoraj.

- Komu?

Kobieta w zamyśleniu tarła podwójny podbródek.

- A kim pani jest?

- Nazywam się Sydney Charles i jestem prywatnym detektywem. - Pokazała 

kobiecie swoją legitymację - Próbuję ustalić, kim jest osoba, która kupiła tę lalkę.

- A co ona takiego zrobiła?

- Muszę z nią o czymś porozmawiać.

- Wiem tylko - powiedziała kobieta po chwili zastanowienia - że ma na imię 

Barbara.  Od  kilku  lat  kupuje  u  mnie  staroświeckie  lalki.  Wydaje  mi  się,  że  jest 
kolekcjonerką. Teraz pojawiła się po kilkumiesięcznej przerwie.

Sydney pokazała zdjęcie Barbary Walsh.

- Czy to ona?

- Tak, to ta sama - potwierdziła bez wahania sprzedawczyni.

- Czy pani może wie, gdzie mogę ją odnaleźć?

-  Niestety,  nie.  Ostatnim  razem  nawet  pytałam,  czy  nie  zostawiłaby  mi 

swojego telefonu, to mogłabym do niej zadzwonić, ale nie chciała. Powiedziała, że 
sama wpadnie sprawdzić.

- Co sprawdzić?

-  Lalkę,  którą  zamówiła.  Mam  ją  dla  niej  sprowadzić  z  innego  sklepu  w 

Santa  Monica.  To  dziewiętnastowieczna,  rosyjska  lalka  i  kiedy  Barbara 
dowiedziała  się o  tym egzemplarzu,  była bardzo  zainteresowana,  tym bardziej  że 
lalka ma rude włosy, a Barbara przepada właśnie za takimi. Umówiłyśmy się więc, 
że wkrótce wpadnie i obejrzy ją.

Sydney poczuta dreszcz emocji.

- Powiedziała, kiedy do pani wpadnie?

background image

-  Jutro  ma  zadzwonić,  żeby  się  dowiedzieć,  czy  już  lalkę  sprowadziłam.  I 

przyjedzie po południu.

- Proszę pani, to dla mnie bardzo ważne, żeby ją odnaleźć. Czy mogłaby pani 

dać mi znać, kiedy ona tylko do pani zadzwoni?

Kobieta wzdrygnęła się.

- Nie chcę się mieszać w niczyje sprawy - odparła.

-  Zrekompensuję  to  pani  -  obiecała  Sydney  i  wyciągnęła  dwadzieścia 

dolarów.  -  Proszę,  a  jeśli  pani  zadzwoni  do  mnie,  dostanie  pani  następną 
dwudziestkę.

- No, nie wiem… - Kobieta patrzyła z wahaniem na pieniądze.

- Wszystko, co pani ma zrobić, to tylko zadzwonić do mnie z informacją, czy 

Barbara przyjedzie do pani. I, oczywiście, pod żadnym pozorem nie może jej pani 
wspomnieć o naszej rozmowie. Po prostu koniecznie chcę się z nią spotkać.

- Właściwie, co mi szkodzi zadzwonić do pani… Tylko jak pani już się z nią 

spotka, to wtedy - czterdzieści dolarów.

- Zgoda.

- Dobrze. Zrobię to, o co pani prosi. Jaki jest pani telefon?

Sydney podała numer telefonu swojej matki.

- I niech pani pamięta: ani słowa o naszej rozmowie! - ostrzegła ponownie.

Do  Glendale  jechała  w  okropnych  korkach.  Zastanawiała  się,  czy  nie 

zawiadomić Kaslowa o swoich odkryciach. Jeśli Barbara rzeczywiście miała jutro 
przyjechać do tego sklepu, to Kaslow przysłałby pewnie swoich chłopców, którzy 
by ją aresztowali.

Na  dobre  utknęła  w  korku  na  drodze.  Spojrzała  w  bok  i  spostrzegła,  że 

mężczyzna jadący eleganckim porsche prowadzi ożywioną rozmowę przez telefon. 
Przypomniała sobie, że przecież i w jaguarze Zinna widziała telefon umieszczony 
pod oparciem na ręce. Sprawdziła. Był. Zadzwoniła do Kaslowa. Nie zastała go już 
w  biurze.  Zostawiła  więc  wiadomość,  że  jutro  w  sklepie  przy  Melrose  może 
pojawić się Barbara Walsh.

Pół godziny później była w Glendale w domu Lee.

Matka powitała ją wymówkami.

background image

- Sydney, coś ty zrobiła temu biedakowi?! Zinn dzwonił już trzy razy i jest 

coraz bardziej zaniepokojony.

Sydney postawiła swoją walizkę i zamknęła drzwi.

- Był zdenerwowany czy zezłoszczony? - spytała.

- Trudno powiedzieć. Wobec mnie był uprzejmy.

- Powinnam chyba do niego zadzwonić.

Lee podeszła do telefonu i chciała podać Sydney słuchawkę.

- Och, mamo, może najpierw pozwolisz mi pójść do łazienki?

- Dziecko, jak możesz być tak nonszalancka?

- Nonszalancka? Przecież każdy musi czasem pójść do łazienki!

- Wiesz dobrze, o co mi chodzi.

Po kilku minutach Sydney wróciła i zastała matkę bardzo zasmuconą.

- Czy masz zamiar wyjaśnić mi, co się właściwie dzieje? - naciskała Lee.

-  Już  ci  mówiłam.  Musiałam  wrócić  do  Los  Angeles,  bo  tu  się  sprawy 

komplikują.

-  Nie  interesują  mnie  te  detektywistyczne  historie.  Mam  na  myśli  twój 

związek z Zinnem. Co się stało? Czy on cię kocha? A ty jego?

-  Mogę  ci  tylko  powiedzieć,  że  nie  powinnaś  spodziewać  się  zięcia  w 

najbliższym czasie.

Lee wzniosła w górę oczy i westchnęła.

- O Boże! Chyba go nie odrzuciłaś? - wykrzyknęła,

-  Podoba  mi  się,  jak  pewnie  każdej  kobiecie,  ale  pociąg  fizyczny  to  coś 

zupełnie innego niż miłość. Sądziłam, że ty właśnie dobrze to wiesz.

-  Nie  masz  najmniejszego  pojęcia,  co  mnie  łączyło  z  twoim  ojcem,  więc 

radzę ci, zachowaj dla siebie takie uwagi,

Sydney zrobiło się przykro, że zraniła matkę. Podeszła do Lee i objęła ją.

- Mamusiu, przepraszam cię - powiedziała. - Nie powinnam była tak mówić.

background image

- Już dobrze. W każdym razie tamte sprawy nie mają nic wspólnego z tobą i 

Zinnem. Powiedz, czy się kochacie?

- Właściwie… no tak, zależy mi na nim.

Na twarzy Lee pojawił się promienny uśmiech.

- To znaczy, że go kochasz. Następne pytanie. Czy odrzucasz go dlatego, że 

jest aktorem i tak się złożyło, że pracuje właśnie w Hollywood?

- Nie, mamo, ja go nie odrzucam. Nie jestem jeszcze pewna swoich uczuć. 

To znaczy wiem, że mi na nim zależy, ale to przecież za mało.

- Znowu rozważasz to bardzo racjonalnie - ostrzegła ją Lee.

-  Naturalnie.  Trzeba  być  człowiekiem  odpowiedzialnym.  Zinn  ma  swoje 

Życie,  a  ja  swoje.  Czy  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  w  jak  różnych  światach 
żyjemy?

- Czyżbyś nie była gotowa na kompromis?

W tym momencie zadzwonił telefon. Sydney podniosła słuchawkę.

- Słucham?

-  No,  żyjesz  jednak.  Mam  więc  odpowiedź  na  moje  pierwsze  pytanie.  -

Telefonował naturalnie Zinn.

- Cześć. Czy dostałeś moją kartkę?

- Sydney, co ty wyprawiasz?

- Widać, że nie przeczytałeś, co napisałam.

- Zostawiłem cię śpiącą jak aniołek, miałem nadzieję, że cię zobaczę za kilka 

godzin, a tu dowiaduję się, że wyjechałaś walczyć z siłami zła.

- Przecież w tym celu mnie wynająłeś.

- Czy rozumiesz, jak się zdenerwowałem?

-  Zinn,  czy  znowu  chcesz  mi  tłumaczyć,  żebym  nie  robiła  tego,  za  co  mi 

płacisz?

-  Nie  będę  już  mówił,  że  się  martwię  o  ciebie,  że  cię  kocham  -  westchnął 

Zinn  -  bo,  jak  widzę,  nic  cię  to  nie  obchodzi.  Może  mi  powiesz  wobec  tego,  co 
robisz?

background image

- Chcę sprowokować Barbarę, a kiedy już to zrobię, porozmawiamy o nas.

- Dzięki i za to.

- Znowu ironizujesz.

- Tak - odpowiedział- Zinn. - Przepraszam. Czy  możesz mi powiedzieć, co 

planujesz?

-  Nie  wiem,  Zinn.  Naprawdę  nie  wiem.  Staram  się  myśleć  o  nas,  o 

przyszłości  i  nie  wiem,  Kiedy  jestem  przy  tobie,  tracę  głowę.  Wczoraj  było 
cudownie, może nawet za wspaniale. Może na tym polega problem.

- Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi, Sydney, ale cię kocham.

- Chyba mnie nie rozumiesz.

-  Posłuchaj,  kochanie,  masz  rację,  musimy  porozmawiać.  Jutro  skończymy 

kręcić w San Francisco. Możemy potem rozmawiać całymi dniami. Spotkajmy się 
u mnie jutro po południu.

- Chcę najpierw zakończyć sprawę. Skoro Jack opiekuje się Andreą, ja wolę 

zostać tutaj. Myślę, że jutro wszystko się rozwiąże.

- Dlaczego? Czy coś się stało?

- Nic konkretnego. Mam pewien ślad. Jutro będę wiedziała więcej.

- Kiedy się zatem zobaczymy?

- Zatelefonuję do ciebie. Pojutrze idziemy na premierę. Jeżeli nie schwytamy 

do tego czasu Barbary, musimy pójść razem i tam spróbować.

- To brzmi dobrze.

- Chcesz, żeby ją aresztowali?

- Tak, ale pragnę jeszcze czegoś. 

Ton jego głosu był jednoznaczny.

- Ja też wolałabym, żeby to wszystko już się skończyło.

- Może wtedy dowiemy się oboje, jak się żyje normalnie - dodał Zinn.

-  Tak,  chyba  masz  słuszność.  -  Sydney  zdała  sobie  sprawę,  że  Zinn 

rzeczywiście  miał  rację.  Nie  wiedzieli,  jak  będzie  wyglądał  ich  związek  w 

background image

normalnych warunkach.

Tej nocy Sydney budziły co chwilę jakieś potworne koszmary. Dopiero nad 

ranem zapadła w głęboki sen. Około wpół do dziesiątej matka obudziła ją.

- Sydney, zobacz, co przed chwilą przyniesiono!

Sydney z trudem otworzyła powieki i zobaczyła matkę z dwoma olbrzymimi 

bukietami.  Matka  usiadła  na  brzegu  łóżka  i  zaczęła  odczytywać  dołączone  do 
kwiatów bileciki.

-  To  od  Zinna  dla  mnie.  Posłuchaj:  „Matka  takiej  córki  musi  być  także 

bardzo piękna. Dziękuję pani za Sydney. Zinn Garrett”.

Lee była wyraźnie wzruszona.

- Jakie to miłe z jego strony. Takie piękne róże. Ten człowiek o wszystkim 

pamięta. Jest doprawdy czarujący.

Sydney przez chwilę wpatrywała się w twarz matki.

- Mój ojciec przysłał ci kiedykolwiek kwiaty? - zapytała.

-  Właściwie…  no  tak…  kiedy  byliśmy  razem,  ciągle  przysyłał  kwiaty. 

Zresztą, za moich czasów to był bardzo popularny zwyczaj.

- Może Zinn jest konserwatywny.

-  Och,  jak  możesz  sobie  żartować  z  takiego  człowieka  jak  Zinn.  Ty  nie 

zasługujesz na takiego mężczyznę, naprawdę nie zasługujesz!

- Ależ, mamo, ja nie żartuję, tylko stwierdzam fakt.

Sydney  powoli  otworzyła  swój  bilecik  i  przeczytała;  „Jedynym 

nieszczęściem  jest  to,  że  nie  kochamy  się  tak  bardzo,  jak  moglibyśmy.  Może 
powinniśmy o tym porozmawiać. Całuję, Zinn”.

Wzruszenie  Ścisnęło  jej  gardło.  Zinn  dobrze  wiedział,  czego  ona  się 

obawiała i chyba ją rozumiał. Zamrugała powiekami, by ukryć łzy.

- Nie obawiaj się - odezwała się Lee. - Nie będę pytała, co do ciebie napisał. 

A twoje kwiaty są bardzo piękne.

Sydney  zagryzła wargi i  już nie  mogła powstrzymać  łez.  Matka objęła ją  i 

przytuliła mocno do siebie, tak jakby Sydney nadal była małą dziewczynką.

background image

- Nie martw się, kochanie. Wszystko będzie dobrze. To zupełnie normalne, 

że masz wątpliwości i wahasz się, kiedy zależy ci na mężczyźnie.

- Ale mógłby być dentystą albo księgowym! - chlipnęła Sydney.

- Wtedy nie byłby takim człowiekiem, jakim jest i nie wiadomo, czy byś go 

pokochała. Niekiedy najlepiej jest zaakceptować rzeczy takimi, jakie są.

- Tylko pod warunkiem, że on zaakceptuje mnie taką, jaką jestem.

- Zawsze są dwie strony medalu, A czy ty naprawdę chcesz go zaakceptować 

takim,  jakim  jest?  Teraz  wstawię  kwiaty  do  wazonów,  a  ty  weź  prysznic  -
zarządziła Lee. - Zaraz przygotuję ci śniadanie.

Sydney posłusznie poszła do łazienki. Zdążyła się namydlić, kiedy usłyszała 

wołanie matki,

- O co chodzi, mamo? - zapytała, uchylając drzwi łazienki.

-  Dzwoni  do  ciebie  pani  ze  sklepu  z  antykami.  Mówi,  że  to  pilna  sprawa. 

Chodzi o jakąś lalkę. Ktoś, kto ma ją odebrać, już jedzie do jej sklepu. Rozumiesz 
coś z tego?

- Tak. Kiedy ta osoba ma przyjechać do sklepu?

- Powiedziała, że w ciągu piętnastu minut.

- O mój Boże! Nie rozłączyła się jeszcze?

- Nie.

- Mamo, poproś, niech ta pani zatrzyma tę osobę, jak długo się da. Ja już jadę 

- dodała.

- Sydney, co tu się dzieje?

- Potem ci opowiem. Teraz jadę do Hollywood.

- Czy to ma jakiś związek z osobą, która chciała porwać córkę Zinna?

- Och mamo! No dobrze. Właśnie o nią chodzi.

- Dziecko, wolałabym…

Sydney  jednak  nie  słuchała,  tylko  szybko  nałożyła  dżinsy  i  wytarła  głowę 

ręcznikiem. Potem założyła koszulkę i sportowe buty.

background image

- Spróbuj dodzwonić się do Marvina Kaslowa - poprosiła matkę, wybiegając 

z domu - i powiedz mu, że Barbara Walsh będzie za dziesięć minut w sklepie przy 
ulicy Melrose. Poproś, żeby natychmiast wysłał tam radiowóz.

- Kochanie, naprawdę… czy musisz to robić?

Sydney sięgnęła do torebki po swój pistolet.

-  Zrób  to,  o  co  cię  proszę  -  powiedziała  do  matki  -  a  potem  ci  wszystko 

wyjaśnię.

Lee  zbladła  na  widok  pistoletu,  który  Sydney  włożyła  sobie  za  pasek  od 

dżinsów.

- O Boże! Błagam, bądź ostrożna!

- Będę, Obiecuję.

Wybiegła z domu i wskoczyła do jaguara. Jechała bardzo szybko. Ruch był 

duży,  choć  skończyły  się  poranne  korki.  Upłynęło  już  dwadzieścia  minut  od 
telefonu  właścicielki sklepu.  Pewnie musiała  od  kilku  minut  zagadywać klientkę, 
by ją zatrzymać w sklepie. Może Kaslowowi uda się schwytać Barbarę, gdyby ona 
nie  zdążyła  na  czas.  Przypomniała  sobie  o  telefonie  w  samochodzie.  Zadzwoniła 
najpierw do matki.

- Mamo, dodzwoniłaś się do Kaslowa?

- Tak, kochanie, choć nie było to proste. Powiedział, że od razu wysyła kilku 

policjantów do tego sklepu.

- Dobrze. Chciałam się tylko upewnić.

- Kochanie, błagam, uważaj na siebie.

- Będę uważała. Nie denerwuj się.

Na  ulicy  Melrose  jak  na  złość  parę  razy  musiała  zatrzymywać  się  na 

światłach. Z daleka dostrzegła wóz policyjny. Pytanie tylko, czy zdążyli na czas.

Podjechała  pod  sklep  i  zwolniła.  Przy  drzwiach  stało  dwóch  policjantów 

rozmawiających ż właścicielką, która wskazywała im ręką na drugą stronę ulicy,

Sydney od razu zrozumiała, że Barbara już opuściła sklep.

Nagle  tuż  przed  nią  ruszył  jakiś  samochód.  Sydney  w  ostatniej  sekundzie 

nacisnęła  hamulec,  by  uniknąć  zderzenia.  Dostrzegła  za  kierownicą  rudowłosą 

background image

kobietę.  Była  to  bez  wątpienia  Barbara  Walsh.  Odjeżdżała  bardzo  szybko,  być 
może zaalarmowana obecnością policji. Sydney przyspieszyła i mijając sklep kilka 
razy nacisnęła klakson, chcąc zwrócić uwagę policjantów. Nie była jednak pewna, 
czy  zrozumieli,  o  co  jej  chodziło.  Nie  mogła  zatrzymywać  się  i  tłumaczyć,  bo 
przede wszystkim musiała dogonić Barbarę Walsh. Na Highland Avenue Barbara 
przejechała na światłach, nieomal powodując wypadek. Miała teraz jakieś dwieście 
metrów przewagi nad Sydney. Na Wilshire był jednak taki tłok, że Barbara musiała 
skręcić  w  inną  ulicę.  Tutaj  też  panował  ścisk.  Barbara  usiłowała  wyprzedzić 
autobus, ale wtedy najechał na nią inny. Wypadek nie był poważny, ale samochód 
Barbary nie nadawał się do użytku, Kobieta wyskoczyła ze swojego rozbitego auta 
i  zaczęła  biec  chodnikiem.  Sydney  wyciągnęła  pistolet  i  pobiegła  za  nią.  W 
ostatniej  chwili  zobaczyła,  że  Barbara  skręca  w  boczną  uliczkę.  Gdzieś  z  tyłu 
rozległy się syreny policyjnych samochodów.

Barbara  biegła  bardzo  szybko,  wyprzedziła  Sydney  o  około  sto  metrów. 

Obejrzała  się  i  dostrzegła  pościg.  Przed  nią  była  żelazna  barierka  oddzielająca 
chodnik od muzeum. Nie było gdzie się schować. Jednak za muzeum znajdował się 
park  Hancock. Barbara tam właśnie  się  skierowała. W  parku  było  niewiele osób, 
więc  łatwo  można  było  dostrzec  uciekającą  kobietę.  Sydney  biegła  z  całych  sił  i 
zmniejszyła dystans do kilkunastu metrów.

-  Stój!  Stój,  bo  strzelam!  -  krzyczała  do  uciekającej.  Barbara  była  już 

wyraźnie  zmęczona,  bo  zwolniła.  Sydney  też  ciężko  oddychała  i  czuła  ból  w 
stłuczonym biodrze.

Nagle uciekająca kobieta zatrzymała się i odwróciła. Sydney wycelowała w 

nią pistolet.

- Jest pani aresztowana! To już koniec! - zawołała.

-  Nie  zasługujesz na  niego!  -  Barbara Walsh zaczęła krzyczeć. -  Nie  jesteś 

jego godna!

- Proszę się uspokoić!

Barbara powoli przesuwała się w stronę Sydney.

- Nie dostaniesz go! - W jej głosie słychać było furię. - Zabiję cię przedtem,

- Stój, bo strzelam! - Sydney wymierzyła dokładniej.

Barbara  zupełnie  nie  zareagowała  na  ostrzeżenie.  Sydney  cofnęła  się  parę 

kroków.

background image

- Uprzedzam, że będę strzelać!

Barbara zupełnie nie zwracała na to uwagi, tak jakby lekceważyła wszelkie 

niebezpieczeństwo. W jej  oczach błyszczało szaleństwo.  Podchodziła coraz bliżej 
do Sydney. Była już tylko kilka kroków od niej. Wtedy Sydney zrozumiała, że albo 
musi  strzelać,  albo  znaleźć  jakiś  inny  sposób  unieszkodliwienia  kobiety. 
Spróbowała  ogłuszyć  ją  kolbą  pistoletu,  ale  Barbara  odparła  cios  ramieniem.  Od 
razu też jedną ręką chwyciła Sydney za gardło. Drugą mocno trzymała uzbrojoną 
dłoń Sydney. W szamotaninie  pistolet wypadł i potoczył się w trawę. Szaleństwo 
dodawało Barbarze sił. Wreszcie Sydney zdołała chwycić przeciwniczkę za włosy. 
Pozwoliło  jej  to  zastosować  chwyt,  przerzucić  Barbarę  przez  ramię  i  powalić  na 
trawę.  Natychmiast  rzuciła  się  na  nią,  wykręciła  ręce  do  tyłu  i  mocno  trzymała. 
Przycisnęła kolanem plecy Barbary, by trudniej jej było wyzwolić się z uchwytu.

Sydney  rozejrzała  się  wokół  i  dostrzegła  nadciągającą  pomoc.  Dwoje 

mundurowych  policjantów  biegło  w  jej  kierunku.  Jednym  był  szczupły  blondyn, 
drugim  przysadzista  Murzynka.  Ona  nadbiegła  pierwsza  i  od  razu  wyciągnęła 
kajdanki, które natychmiast założyła Barbarze.

- To pani jest Sydney Charles? Prywatny detektyw? - spytał policjant.

Sydney kiwnęła potakująco.

Tymczasem Murzynka znalazła w trawie pistolet.

- Czy to pistolet pani czy jej?

- Mój.

Murzynka powąchała lufę, by stwierdzić, czy z broni strzelano.

- Muszę go na razie zatrzymać. - Popatrzyła na leżącą Barbarę i powiedziała 

do Sydney: - Dobra robota.

- Ona powinna pójść do szpitala - oświadczyła Sydney,

- Tak się domyślam. Nic się pani nie stało?

- Nie, nic.

- Potrzebuje pani czegoś?

-Nie, dziękuję. Chcę tylko wrócić do domu.

-  No tak. Nieźle się zaczął dla pani ten dzień.

background image

- Tak, ale nawet nie chcę myśleć o tym, jak mógł się skończyć.

Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  kiedy  Zinn  obiecał  do  niej  przyjechać. 

Jednego była jednak pewna: bardzo chciała go znowu zobaczyć.

Minęła dobra godzina, zanim mogła wrócić do domu. Najpierw czekano na 

karetkę,  która  zabrała  Barbarę  do  szpitala,  potem  złożyła  dokładne  zeznanie,  a 
później zjawił się Marvin Kaslow, któremu musiała wszystko powtórzyć. Wreszcie 
skądś znaleźli się dziennikarze i ekipa telewizyjna. Im także musiała opowiedzieć o 
całym zdarzeniu.

- No, jest pani teraz prawdziwym bohaterem - z leciutką złośliwością orzekł 

Kaslow.

-  Powinien  pan  raczej  powiedzieć:  prawdziwą  bohaterką.  Nie  zrobiłam 

jednak niczego szczególnego. Najbardziej cieszę się z tego, że nie musiałam do niej 
strzelać.

-  Będzie  pani  najsłynniejszym  w  mieście  prywatnym  detektywem.  Garrett 

powinien dać pani jakąś premię.

-  Och,  czy  mógłby  pan  przy  okazji  zawiadomić  go  o  całej  tej  historii?  Ja 

pewnie  będę  się  z  nim  widziała  później,  na  razie  marzę  o  powrocie  do  domu, 
ciepłej kąpieli i odpoczynku.

- Dobra, załatwione - obiecał Kaslow.

Sydney poszła do  samochodu i pojechała do  Glendale. Kiedy opowiedziała 

matce, co się zdarzyło, ta osunęła się na krzesło i chwyciła za serce.

- O mój Boże!

- Mamo, już po wszystkim. Nie denerwuj się.

- Sydney, gdyby ci się coś stało, chyba bym cię zabiła! Słowo daję.

Spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem.

-  Wiesz,  Sydney,  jestem  pewna,  że  gdyby  żył  twój  ojciec,  byłby  z  ciebie 

dumny. On zawsze uwielbiał ekstrawagancję. Podejrzewam, że to był podstawowy 
problem w naszym związku, bo ja zawsze byłam okropnie konwencjonalna.

- Chciałabym, żeby i Zinn cenił sobie ekscentryczność - westchnęła Sydney.

-  A  właśnie!  -  wykrzyknęła  Lee.  -  Na  śmierć  zapomniałam,  że  dzwonił 

godzinę  temu.  Powiedział,  że  musi  zostać  jeszcze  jeden  dzień  w  San  Francisco. 

background image

Wróci jutro po południu i przyjedzie, żeby zabrać cię na premierę. Ma tu być koło 
szóstej.

Lee podeszła do Sydney.

- Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że zdradziłam, jak bardzo spodobały ci 

się kwiaty od niego?

Sydney wzruszyła ramionami.

- Nie, a poza tym naprawdę mi się podobają.

- Wiesz,  powiedziałam  mu  też,  jak  bardzo  chcesz  się  z  nim  znowu 

zobaczyć…

Sydney spojrzała na matkę podejrzliwie.

- Coś mu jeszcze naopowiadała?

- Tylko to, co sama mówiłaś. Że bardzo lubisz jego córkę, że…

- Mamo, już starczy.

- Nie powiedziałam ani słowa nieprawdy. Sydney, ty jesteś lepsza niż ci się 

samej zdaje. Zresztą, przyznaj, czy cokolwiek skłamałam?

Nie było sensu spierać się z matką.

- Ale, dzięki Bogu, to już koniec swatania.

- Niestety, nie doszliśmy do tego tematu.

- Dobrze, mamo.  Teraz idę się kąpać, a jeśli  zadzwoni Zinn, to proszę, nie 

opowiadaj mu, że poszłam wybierać ślubną suknię,

- Więc jednak myślisz w takich kategoriach!

Sydney była już w drzwiach, ale teraz się odwróciła.

- Mamusiu, wiesz, że cię kocham,  ale  muszę ci coś wyznać: jesteś jak koń 

trojański.

- Co masz na myśli?

-  Nie  będę  więcej  rozmawiała  z  tobą  na  temat  Zinna.  Teraz  dopiero 

odkryłam, że nie dam rady cię pokonać.

background image

Wyszła z pokoju, ale słyszała radosny śmiech swojej matki.

ROZDZIAŁ 10

Zinn siedział nad brzegiem basenu i popijał mrożoną herbatę. Był już ubrany 

w smoking i teraz czekał tylko na taksówkę. Zaraz po powrocie z San Francisco, 
kilka  godzin temu, zadzwonił do  Glendałe,  ale dowiedział się od  Lee, że Sydney 
właśnie wyszła do fryzjera.

Wydawało mu się niesprawiedliwe, że wkrótce zabierze Sydney na uroczystą 

premierę, kiedy największym jego marzeniem było zostać z nią sam na sam.

Tylko raz rozmawiał z Sydney przez telefon od czasu aresztowania Barbary. 

Powiedział  wtedy,  jak  bardzo  mu  zaimponowała  jej  odwaga.  W  głosie  Sydney 
słyszał natomiast pewne wahanie i nieśmiałość. Przyznała jednak, że chce się z nim 
spotkać, choć właściwie nie było już specjalnego powodu, by pokazywali się razem 
na  premierze.  Barbary  nie  trzeba  było  już  prowokować.  Sydney  chciała  jednak 
pójść z Zinnem na tę premierę.

Zinn  był  pewien  własnych  uczuć,  ale  zupełnie  nie  wiedział,  co  Sydney 

Charles czuje do niego. Czy ciągle ma uprzedzenia w stosunku do jego pracy? Czy 
akceptuje go  takim,  jakim jest?  Poza tym, dużą rolę w jej  życiu odgrywa praca  i 
kariera  zawodowa.  Tak,  Sydney  miała  rację  -  silny  wzajemny  pociąg  i  cudowne 
chwile w łóżku to zbyt mało, by miało starczyć na całe życie.

- Tatusiu, dlaczego tu siedzisz?

Andrea  szła brzegiem basenu,  trzymając w  ramionach  swojego  misia. Zinn 

posadził sobie córkę na kolanach.

- Odpoczywam trochę przed wyjściem - wyjaśnił. - Wiesz, że bardzo za tobą 

tęskniłem?

background image

- Och, ja też tęskniłam za tobą.

Zinn  dotknął  warkocza  Andrei.  Był  jeszcze  mokry.  Zaraz  po  powrocie  do 

domu pływał z córką w basenie. Potem Yolanda zabrała Andreę, by ją przebrać i 
uczesać.

- Wie pan - opowiadała gosposia Zinnowi - Andrea chce się czesać tylko tak, 

jak panna Sydney. Traktuje ją zupełnie jak matkę.

Teraz Andrea siedziała na kolanach ojca, mocno do niego przytulona.

- Mogłabym pójść z wami na przyjęcie? - spytała cichutko.

- Bardzo bym chciał, żebyś poszła, ale to jest przyjęcie tylko dla dorosłych. 

Obiecuję,  że  kiedy  się  rano  obudzisz,  już  będę  w  domu  i  przyjdę  do  twojego 
pokoju.

- A Sydney też będzie rano w domu?

- Chciałbym, żeby była, ale nie wiem, co ona postanowi.

- Ale ja chce, żeby do nas wróciła.

- Powiem jej o tym.

Zinn już wcześniej myślał, że to się dobrze złożyło, iż Andrea i Sydney tak 

się polubiły.

-  Senor  Garrett!  -  zawołała  z  głębi  domu  Yolanda.  -  Taksówka  już 

przyjechała.

Andrea  odprowadziła  ojca  aż  do  drzwi  wyjściowych  i  poprosiła,  by 

pocałował na dobranoc jej ukochanego misia,

- I pamiętaj, pocałuj też Sydney ode mnie - dodała szybko.

- Kochanie, obiecuję, że to zrobię.

Sydney,  ubrana  już  w  nową  suknię,  stała  przed  dużym  lustrem,  kiedy 

usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała, że to Zinn i serce jej zadrżało. Poprawiła 
jeszcze raz suknię i rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro. Wyglądała bardzo pięknie i 
elegancko.  Wyszła,  by  otworzyć  drzwi,  ale  uprzedziła  ją  matka.  Przywitała  się  z
Zinnem i  dopiero wtedy on  podszedł do niej i obejrzał od stóp do  głów. Na jego 
twarzy pojawił się uśmiech aprobaty i zadowolenia.

Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie nic nie mówiąc.

background image

- Nie sądzi pan, że Sydney wygląda prześlicznie? - Lee przerwała ciszę.

- Wygląda fantastycznie.

Zinn podszedł do Sydney, ujął jej dłoń i ucałował. Potem lekko pocałował ją 

w policzek.

- Aż boję się jej dotykać!

-  Nie  jestem  ze  szkła  -  zaśmiała  się  Sydney.  -  Wczoraj  chyba  to 

udowodniłam?

Zinn uśmiechnął się i objął dziewczynę w talii.

- Pasujemy do siebie? - zwrócił się do Lee,

Przyglądała im się przez chwilę.

-  Jesteście najpiękniejszą parą,  jaką  kiedykolwiek  widziałam -  orzekła.  -  A 

wierzcie mi, widziałam ich wiele w Hollywood.

- Choć raz w życiu jesteś obiektywna, mamusiu - zażartowała Sydney.

-  Och,  Sydney,  nie  bądź  cyniczna.  -  Zinn  ścisnął  jej  dłoń.  -  Uważam,  że 

twoja matka ma rację.

Wyszli przed dom, pożegnali się z Lee i wsiedli do taksówki.

- Andrea prosiła, bym cię od niej ucałował - powiedział Zinn. - Tęskniła za 

tobą.

- Wiesz, ja też za nią tęskniłam.

- Zatem mogę cię pocałować?

- Naturalnie!

Zinn  pochylił  się  i  delikatnie  dotknął  ustami  jej  warg.  Mimo  że  już  się 

przecież z nim kochała, Sydney czuła się zażenowana jak pensjonarka.

Mężczyzna,  jakby  domyślając  się  wszystkiego,  wziął  ją  za  rękę.  Był 

szczęśliwy, że jest z nią.

- Trochę to dziwne, że nie musimy już denerwować się, co zrobi Barbara -

odezwała się Sydney.

- To prawda. Przez dłuższy czas nie mogłem uwierzyć, że już po wszystkim. 

background image

Kaslow  opowiedział  mi,  że  zachowałaś  się  jak  prawdziwa  bohaterka.  Jestem  z 
ciebie dumny i bardzo wdzięczny.

- Naprawdę? - nie dowierzała Sydney.

-  Ależ  tak!  Tak  bardzo  się  poświęcałaś  i  tyle  trudu  włożyłaś  w  tę  pracę… 

dlatego cieszę się, że wykonałaś wszystko tak dobrze.

-  To  może  mi  pomóc  w  karierze  zawodowej.  Bardzo  ważna  jest  w  moim 

zawodzie reklama, podobnie zresztą jak w twoim.

- Jeśli w przyszłości ktoś ze znajomych będzie szukał prywatnego detektywa, 

to na pewno polecę ciebie jako najlepszego.

Sydney bała  się cokolwiek powiedzieć, by nie zepsuć jakimś  nieopatrznym 

słowem tego wieczoru.

Wjechali  na  Hollywood  Boulevard,  Był  już  straszny  tłok.  Kierowca 

zatrzymał  się  przecznicę  przed  wejściem  do  teatru,  bo  stał  tam  już  długi  rząd 
samochodów.

Sydney  zrozumiała,  że  wcale  nie  jest  zadowolona  i  nie  cieszy  się,  tak  jak 

sobie  wyobrażała  wcześniej.  Chciała  być  z  Zinnem,  ale  nie  w  hollywoodzkim 
tłumie,  lecz  sama.  Nie  potrzebowała  wcale  tego  blichtru  i  ekstrawagancji. 
Najzwyczajniej pragnęła zostać z Zinnem sam na sam.

- Czekałeś na ten wieczór? - spytała.

- Szczerze mówiąc nie za bardzo. Przede wszystkim czekałem, by się z tobą 

spotkać.

Sydney ścisnęła mu dłoń. Samochód powoli zbliżał się do wejścia do teatru.

- Sydney, naprawdę masz ochotę na tę premierę?

- Oczywiście, że tak!

- A mnie się zdaje, że nie.

- Och, Zinn, jak myślisz, czy wielu prywatnych detektywów ma okazję być 

zaproszonym na premierę przez gwiazdora?

- Nie brzmi to szczerze.

- Zinn, to jest część twojego życia i wiem, że chcesz, żebym tam z tobą była 

dziś wieczór.

background image

Zinn spojrzał jej głęboko w oczy.

- Eddie, zawracaj, zmieniłem plany - powiedział nagle do kierowcy.

- Dokąd mam jechać?

-  Wszystko  jedno.  Możesz jechać  na  Santa  Monica  Boulevard,  w  kierunku 

plaży.

- Zinn, co robisz?!

- Nagle straciłem ochotę na tę premierę. Nie sądzę, żeby Mike miał  do nas 

żal.

- Ale już tu jesteśmy!

- Masz taką wielką ochotę pokazać się na premierze?

- Nie, nie aż tak wielką - odpowiedziała z leciutkim wahaniem.

- Podobnie i ja. Najchętniej wybrałbym się gdzieś na kolację.

- Świetnie, pojeździmy i poszukamy czegoś.

Sydney  nie  mogła  wyjść  ze  zdumienia. Mijali  właśnie  teatr  i  zgromadzony 

wokół  niego  tłum,  oczekujący  na  pojawienie  się  znanych  aktorów  i  aktorek. 
Kręciło  się  tam  wielu  fotoreporterów.  Zinn  oparł  się  wygodniej  i  rzeczywiście 
wyglądał na bardzo zadowolonego.

- Rezygnujesz z premiery ze względu na mnie?

- Ze względu na nas.

- Chyba nie powiedziałam nic, co mogłoby…

- Sydney, to ja tego chcę.

- Jesteś pewien?

-  Syd,  w  tej  sukni  jesteś  najpiękniejszą  kobietą,  jaką  widziałem.  Jeśli  nie 

zależy  ci  tak  bardzo,  żeby  i  inni  cię  zobaczyli,  to  pozwól  mi  cieszyć  się  tobą  w 
samotności.

Zinn kazał kierowcy zatrzymać się przed restauracją. Wysiedli z samochodu. 

Wziął Sydney pod ramię i poprowadził do wejścia. Kelnerka na ich widok zrobiła 
okrągłe ze zdumienia oczy.

background image

-  Stolik  dla  palących  czy  dla  niepalących,  panie  Adams?  -  zapytała 

odruchowo.

- Dziękuję, ale przed nami byli ci państwo. - Zinn wskazał ręką na czekającą 

rodzinę.

-  Och,  przepraszam  -  Kelnerka  zarumieniła  się.  Wokół  słychać  było 

ożywione szepty.

- Czy to nie któraś z Aniołków Charliego? - wykrzyknęła jakaś starsza pani 

na widok Sydney.

Zostali wreszcie zaprowadzeni do stolika, a kelnerka podała im szklaneczki z 

wodą.

- Czy życzą sobie państwo coś do picia? - spytała.

- Mam ochotę na mrożoną herbatę - powiedziała Sydney.

- Ja też. I od razu zamówimy omlety.

Zinn wybrał z karty jakiś specjalny omlet, a Sydney poprzestała na zwykłym 

z grzybami i serem.

Jakaś starsza pani z ośmioletnią mniej więcej dziewczynką podeszły z prośbą 

o autograf. Poprosiły także o autograf Sydney,

- W jakim filmie pani gra? - spytała dziewczynka.

- „Najtrudniejsza misja” - zażartowała Sydney.

Później  już  nikt  im  nie  przeszkadzał  i  spokojnie  mogli  zjeść  kolację.  Byli 

obydwoje  w  doskonałych  nastrojach.  Potem  pojechali  na  plażę  w  Santa  Monica. 
Słońce  już  niemal  całkowicie  zaszło  za  horyzont.  Szli  wysadzaną  palmami  aleją, 
odgradzającą plażę od  ulicy. Biegali  po niej  zwolennicy joggingu, dzieci jeździły 
na  wrotkach  i  na  rowerach.  Oni  dwoje  w  swych  eleganckich  wieczorowych 
strojach budzili zdumienie,

- Pomyśl tylko - odezwał się Zinn. - Gdyby pewnego dnia Lloyd Ferris nie 

przyszedł na mój uniwersytet, może teraz spacerowałabyś ze znanym adwokatem.

- Bardziej prawdopodobne, że ty byś spacerował z kimś innym.

- Nie, nie wierzę w to. Byliśmy sobie przeznaczeni, Syd.

- To brzmi bardzo romantycznie.

background image

- Czy to coś złego?

- Nie, skądże. Sądzę tylko, że mamy poważniejsze sprawy do omówienia.

- Na przykład jakie?

Zeszli teraz z chodnika i szli brzegiem wydmy. Poniżej znajdowała się plaża, 

szeroka  i  piaszczysta,  teraz  niemal  zupełnie  pusta.  W  oddali  błyszczały  światła 
miasta.

- No więc, jakie to mamy problemy? - powtórzył pytanie Zinn.

Sydney oparła głowę na jego ramieniu.

- Boję się, że żyjemy w tak różnych światach… - szepnęła.

- Oczywiście, że nie jesteśmy tacy sami. Zresztą, to byłoby straszne, gdyby 

tak było. Pytanie tylko, czy możemy się wzajemnie zaakceptować?

- I właśnie to mnie martwi.

- W takim razie nie ma problemu.

- Zinn, przecież i ty musisz mieć jakieś wątpliwości.

Zinn spojrzał na ocean. Zastanawiał się, jakich słów ma użyć.

- No… nie wiem właściwie, co jest dla ciebie ważne wżyciu.

- Zinn, ja nie jestem Moniką. Chyba to cię gnębi.

-  Rozumiem,  że  powinnaś  robić  to,  co  chcesz  robić.  Gdybyś  nie  mogła, 

byłabyś  nieszczęśliwa.  Próbowałem  tolerować  ambicje  Moniki,  nie  odmawiałem 
jej  niczego  i  w  rezultacie  oboje  z  Andreą  staliśmy  się  dla  niej  najmniej  ważni. 
Czasami  twoja  niepowstrzymana  chęć  dopadnięcia  Barbary  bardzo  mi 
przypominała  charakter  Moniki.  Bardzo  się  tym  trapiłem…  nie  w  tym  sensie, 
żebym chciał zabronić ci czegokolwiek…

-  Rozumiem,  Zinn.  W  rozmaitych  sytuacjach  różne  rzeczy  stawiamy  na 

pierwszym miejscu. Monika dokonała wyboru opuszczając ciebie, ja nigdy tego nie 
zrobię.

Przyglądał się jej przez pewien czas. Potem przysunął delikatnie do siebie i 

się pocałowali. Było im cudownie.

-  Sydney,  może  to  zabrzmi  trochę  za  bardzo  bezpośrednio,  ale  ja  wiem, 

background image

czego chcę. Co prawda, przyszłość jest zawsze nam nie znana, ale teraz chcę, byś 
została moją żoną - wyznał.

Przytulił ją.

- Zinn… Ja…

- Mam  świadomość,  że  cię  zaskoczyłem,  ale  chcę,  żebyś  mnie  dobrze 

zrozumiała.  Wiem,  co  myślisz  o  moim  świecie,  o  mojej  pracy,  ale  wiem  też,  że 
zrozumiałaś,  iż  staram  się,  by  moje  życie  było  normalne  i  takie  właśnie  życie 
chciałbym z tobą dzielić.

- Och, Zinn…

Objęła  go  i  przytuliła  do  siebie.  Zaczęła  płakać,  nie  zdając  sobie  z  tego 

sprawy. Mężczyzna odsunął się od niej i spojrzał jej prosto w oczy. Próbowała się 
opanować.

- Sydney, kochanie, jako aktor umiem rozpoznawać ludzkie zachowania, ale, 

do licha, nie wiem teraz, czy się zgadzasz, czy nie.

Sydney roześmiała się przez łzy, a potem wytarła oczy.

- Ależ tak! Przecież Grant Adams zawsze zdobywa dziewczynę!

- Tak - odparł Zinn. - Ale to nie dziewczyny jego zdobywają!

- Tu jest Hollywood, Zinn. Tu się zdarzają najdziwniejsze rzeczy…