background image

 

1

bardzo_czarny_kot 

 

 

P

REZENT

 

 

 

—  Ciekawe,  co  to  jest  —  zastanawiała  się  Astoria,  obchodząc  dookoła  największy  z  prezentów. 

Opakowane w różowy papier pudło zostawili sobie na koniec. — Może stolik do kawy? 

—  Dla  kogo,  tego  pół-główka  Hagrida?  —  prychnął  Draco,  piorunując  wzrokiem  stojący  przed  nimi 

przedmiot,  jakby  oczekiwał  od  niego  przeprosin  za  to,  że  sprawia  problemy.  —  To  jest  za  wysokie  na  stolik, 
idiotko. 

— Sam jesteś idiotą. A komoda? Wygląda jak komoda. Przydałaby nam się komoda na ten serwis od 

Nottów.  —  Rozmarzyła  się  Astoria,  spoglądając  tęsknie  w  kierunku  rozpakowanej  już  zastawy  stołowej.  W 
klasyfikacji  generalnej  malowana  w  maleńkie  błękitne  kwiatki  porcelana  była  jej  faworytem.  Zdecydowanie 
przewyższała  pozostałe  prezenty  pomysłowością,  elegancją  i  ceną.  Ale  po  Teo  nie  spodziewałaby  się  niczego 
innego — zawsze miał bardzo wyrafinowany gust. 

—  Może  —  przytaknął  niechętnie  Draco.  Nie  lubił  przyznawać  jej  racji,  chociaż  czasami  było  to 

nieuniknione.  —  A  może  nie  —  dodał  po  chwili  namysłu  z  wyraźną  satysfakcją.  —  Kto  kupuje  w  prezencie 
ślubnym meble? Oprócz rodziców panny młodej? 

Astoria zmarszczyła lekko nos.  

—  Nuworysze  —  orzekła  w  końcu  pogardliwie.  —  Pełno  ich  było  na  weselu.  Powojenna  elita  bez 

żadnych manier, koneksji i pochodzenia. Banda dorobkiewiczów. 

— Ależ to byli twoi goście, kochanie. — Draco uśmiechnął się paskudnie. 

—  Bo  tylko  ja  miałam  dość  rozumu,  żeby  zaprosić  ludzi,  którzy  coś  dzisiaj  znaczą  —  odpowiedziała 

spokojnie.  —  Gdyby  ułożenie  listy  zależało  od  ciebie,  mielibyśmy  na  ślubie  jedną  czwartą  resocjalizowanych 
przestępców magicznej Anglii i żadnego Gwardzisty. 

— Nie byłoby też Pottera — burknął Malfoy, nagle obrażony — a mój świat stałby się piękniejszy. 

— Przestań narzekać. O tym, że był u nas Potter, Prorok i Czarownica rozpisywały się przez tydzień. I 

chyba  nie  muszę  ci  przypominać,  że  to  właśnie  po  ukazaniu  się  tych  artykułów  udało  ci  się  zawrzeć  bardzo 
korzystną umowę z paryskim oddziałem Gringotta, prawda? 

Draco popatrzył na Astorię z czymś na kształt podziwu. Jego żona była niekwestionowanym geniuszem 

zła. Jest jeszcze jakaś sprawiedliwość na tym świecie. 

— Dobra, to co obstawiasz? — zapytał, unosząc różdżkę, gotów rzucić zaklęcie rozpakowujące. 

— Mebel. A ty? — Astoria sięgnęła po pióro i pergamin, po czym dorysowała jeszcze jedną rubryczkę w 

tabelce, w której zapisywali, kto ile razy odgadł, co dostali od gości. 

— Nie podoba mi się to wszystko. Coś tu śmierdzi, więc... kontener hipogryfiego łajna. 

Dziewczyna parsknęła, ale przezornie odsunęła się kilka kroków od różowego pakunku. 

— Odpakowuję!  

Papier, rozcięty niewidzialnymi nożycami na idealnie równe pasma, zsunął się z prezentu, a znajdujący 

się pod nim karton otworzył się jak skórka obieranej pomarańczy. Młodzi zaniemówili. Częściowo z wrażenia, a 
częściowo dlatego, że nie mieli bladego pojęcia, na co patrzą.  

Na środku salonu stał duży, biały sześcian. Na środku jednej z jego ścian znajdował się okrągły otwór, 

przypominający wielkie ślepe oko, nad nim zaś można było dojrzeć rząd przycisków i lampek, i jakąś szufladkę 

— Co to jest? — szepnęła nabożnie Astoria, podchodząc do ogromnego przedmiotu i wyciągając w jego 

kierunku rękę. 

—  Nie  dotykaj!  —  syknął  Draco,  chwytając  ją  za  nadgarstek.  —  Nie  wiemy,  co  to  takiego.  Może  być 

jakimś  obłożonym  klątwą  kamieniem  albo  czymś  z  Magicznych  Dowcipów  Weasleyów.  Jedno  gorsze  od 
drugiego. 

— To jak sprawdzimy, do czego to służy? 

Malfoy westchnął cierpiętniczo i wymamrotał kilka zaklęć skanujących. 

—  Niby  czyste  —  mruknął  powątpiewająco.  Postąpił  kilka  niepewnych  kroków  do  przodu  i  popukał 

przedmiot różdżką. Odpowiedział mu głuchy, metaliczny dźwięk. Za jego plecami Astoria przewróciła oczami. 

— Zajrzyj do środka — ponagliła go niecierpliwie. — Może ma coś w brzuchu. 

Draco zmarszczył czoło i rzucił jej karcące spojrzenie. 

— Nie mów o tym tak, jakby to żyło. 

— A co, boisz się, że cię ugryzie? 

— Nie! 

— To popatrz przez jego oko. 

— Przestań, kobieto, to nie ma żadnego oka! 

background image

 

2

— Ma. Chyba że to paszcza... 

Malfoy wzdrygnął się i pochylił nad niezidentyfikowanym obiektem. 

— Puste. 

— Jesteś pewien? 

— Nie, tak tylko gadam. Tak, jestem pewien! 

Zapadła chwila pełnego konsternacji milczenia. 

— Wiemy, od kogo to? — przerwał ciszę Draco. 

Astoria  zaszeleściła  papierem  do  pakowania,  szukając  w  jego  strzępach  zagubionego  bileciku  z 

nazwiskiem. Po kilku minutach krzątania się dookoła, klapnęła smętnie na podłogę i pokręciła głową. 

— Nie ma nic... Czekaj! To chyba... Nie, to coś innego, ale nie wiem... 

Draco  wyrwał  jej  małą  książeczkę,  którą  znalazła  pod  skrawkiem  kartonu.  Przejrzał  ją  szybko.  Była 

cienka, napisana w kilku językach i z mnóstwem obrazków. 

—  Chiński?  —  zapytał,  zdezorientowany.  —  Zapraszaliśmy  kogoś  z  zagranicy?  —  Przerzucił  kilka 

kolejnych stron. — Zobacz, czy to nie jest nasz prezent? — Pokazał Astorii jedną z ilustracji. Młoda pani Malfoy 
przytaknęła. 

— Tak, to on! Tylko zobacz, ma otwartą powiekę. Może po prostu trzeba... 

—  Astoria,  do  jasnej  cholery,  nie  ruszaj  tego  świństwa!  —  krzyknął  Draco,  ale  było  już  za  późno. 

Astoria sięgnęła do okrągłej, oszklonej jamy i szarpnęła za uchwyt. Coś kliknęło i oko odskoczyło. Dziewczyna 
uśmiechnęła się triumfalnie. 

— To były drzwiczki, widzisz? Może tam się wchodzi...? 

— Ani mi się waż! 

Prychnęła lekceważąco. 

— Nic mi nie będzie, nie histeryzuj. To jest zupełnie nieszkodliwe. 

— A skąd wiesz? Może to coś mugolskiego? Telewizor albo i rakieta? 

— Rakieta? — zapytała Astoria z powątpiewaniem. — A co to jest rakieta? 

Draco  wzruszył  ramionami.  Nie  bardzo  miał  ochotę  opowiadać  żonie  o  tym,  jak  mając  trzynaście  lat 

pobił razem z Crabbe'em i Goyle'em tego mugolaka z Pucholandu, Finch-Flechleya czy inną ofiarę losu, i zabrał 
mu książkę o mugolskiej technice. Było tam mnóstwo przerażających wynalazków: niemagiczne radio, ten cały 
telewizor,  samochody  i  samoloty…  Ale  najstraszniejsza  była  rakieta.  Rakietą  można  było  polecieć  daleko  w 
kosmos, nawet na Marsa. Wzdrygnął się. Całe szczęście, że nigdy nie poszedł na mugoloznawstwo.  

—  Nieważne.  I  tak  jesteś  za  gruba,  żeby  się  tam  zmieścić  —  mruknął  Malfoy,  znowu  sięgając  do 

książeczki.  Astoria  westchnęła,  ale  nie  próbowała  już  się  wcisnąć  do  środka.  Popatrzyła  na  coś,  co  mogło  być 
telewizorem albo i rakietą i nagle dostrzegła niewielki, czarny napis. 

— Zobacz! — Pokazała palcem tajemnicze słowo. 

— Co tu jest napisane? — zainteresował się Draco. — Czy to po angielsku? A może pismem runicznym? 

Astoria zmrużyła oczy. 

— Bösh — odczytała cicho, z szacunkiem.  

Milczeli. 

—  Została  nam  jeszcze  książeczka  —  westchnął  Draco.  Otworzył  ją  na  chybił  trafił.  Astoria  uniosła 

wzrok, zerknęła na okładkę, którą Malfoy trzymał akurat na wysokości jej nosa i parsknęła śmiechem. 

— Kretyn — skonstatowała, wyrywając mu książeczkę. Draco zaprotestował, ale umilkł, gdy pokazała 

mu tłusty tytuł na pierwszej stronie: Instrukcja obsługi

— Czyli można to jakoś uruchomić. 

— Aha. Tylko trzeba znać norweski. 

— Czekaj, inteligencie, tu jest też spis treści. Co ty byś beze mnie zrobił? 

— Żyłbym długo i szczęśliwie na jakiejś tropikalnej wyspie? 

— Raczej przymierałbyś głodem pod pierwszym lepszym mostem. English, page 17. Jest. I co, takie to 

było  trudne?  —  uśmiechnęła  się  z  wyższością,  łaskawie  podając  mu  instrukcję.  Draco  nie  odpowiedział, 
obrażony. Zagłębił się w lekturze. 

— No i? — Astoria nie wytrzymała dłużej niż trzy minuty. Zżerała ją ciekawość. 

—  Tak  jak  mówiłem  —  podjął  jej  mąż  zgodnością,  oddając  jej  książeczkę  z  instrukcją  —  to  jakieś 

mugolskie urządzenie. Nazywa się pralka. Jak się ją dobrze podłączy, to do środka naleje się woda i można tam 
coś umyć. 

— Ale co? 

— Wisienki. Małe kamienie. Drewno. Kaczkę. Nie wiem, dobra? Może naczynia? Albo ubrania? Tego już 

nie napisali. 

— Dla mugoli to pewnie oczywiste. — Astoria wzruszyła ramionami. Wstała z podłogi, otrzepując szatę. 

—  To  co  z  tym  robimy?  Nie  jest  nam  przecież  do  niczego  potrzebne,  mamy  w  końcu  skrzaty...  Ciekawe,  kto 
nam to dał? 

background image

 

3

—  Jakiś  żartowniś  —  warknął  Draco.  —  To  przecież  takie  zabawne,  podarować  czystokrwistym  w 

prezencie ślubnym jakiegoś mugolskiego Bösha. Zaraz każę skrzatom wynieść to na śmietnik. 

Astoria popatrzyła tęsknie na metalowe pudło.  

— Zawołam Migotka. I tak nie umiałbyś tego podłączyć. 

Draco Malfoy drgnął i popatrzył na nią dziwnie. 

— Tak myślisz? — zapytał zmienionym głosem. 

Wzruszyła ramionami. 

— Nie znasz się na tym. 

— Mam instrukcję — powiedział z naciskiem. Astoria nie mogła uwierzyć własnym uszom. 

—  W  życiu  nie  widziałeś  niczego  mugolskiego  —  zaczęła  mu  tłumaczyć  spokojnie.  — A  już  na  pewno 

tego nie używałeś. 

—  Dla  mugoli  to  podobno  oczywiste.  Czyli  co,  uważasz,  że  jestem  głupszy  od  jakiegoś  mugola?  — 

zaperzył się Draco. 

— Nic takiego nie powiedziałam! 

— Ale to pomyślałaś! 

— Zwariowałeś? Po prostu ją wyrzuć. 

— Nie. 

— Co? 

— Nie. Niczego nie wyrzucę — upierał się przy swoim. 

— To co z tym zrobisz? 

—  Podłączę  to.  Podłączę  to  tak,  że  będzie  działało,  będzie  się  tam  nalewała  woda  i  będziesz  się  tam 

mogła utopić! 

Astoria popatrzyła na męża jak na idiotę, nie traktując jego słów poważnie. 

Nigdy w życiu się tak nie pomyliła. 

 

 

~*~*~*~ 

 

 

Pierwszego dnia, Draco zabrał się do pracy z ogromnym zapałem. Instrukcję obsługi rozłożył sobie na 

półeczce pod lustrem, a pralkę przelewitował na środek łazienki. Na sugestię Astorii, że może najpierw powinien 
zdobyć potrzebne narzędzia, prychnął lekceważąco: 

— Mam różdżkę, kobieto. Nie potrzebuję czegoś tak ordynarnego jak klucz francuski.  

Do  wieczora  zdążył  rozwlec  po  podłodze  kilkanaście  rur  i  rurek,  które  walały  się  po  marmurowej 

powierzchni  niczym  wyprute  z  czyjegoś brzucha  flaki.  Pralki  podłączyć  się  nie  udało,  ale,  jak  twierdził  Malfoy, 
nie było to jeszcze jego celem. 

—  Najpierw  musiałem  zobaczyć,  jak  to  urządzenie  jest  skonstruowane  —  wymądrzał  się,  irytująco 

przeciągając  sylaby.  —  Jutro  zastosuję  zdobytą  dzisiaj  wiedzę  praktyczną  i  to  paskudztwo  będzie  chodzić  jak 
marzenie. 

 

 

~*~*~*~ 

 

 

Drugiego  dnia  część  z  zalegających  podłogę  łazienki  elementów  zniknęła.  Pozostałe  w  niepokojący 

sposób nie dawały się nigdzie wcisnąć.  

 

 

~*~*~*~ 

 

 

Trzeciego dnia  Draconowi  udało  popodłączać  wszystkie  rury.  Pozostawała  kwestia  zasilania.  Mugolska 

pralka  oczywiście  musiała  działać  na  równie  mugolską  elektryczność,  ale  czarodzieje  już  dawno  wypracowali 
cały  zestaw  odpowiednich  zaklęć,  które  skutecznie  zastępowały  im  prąd.  Malfoy,  zastosowawszy  jedno  z 
silniejszych, zaprosił Astorię do łazienki, po czym pompatycznym ruchem wcisnął włącz

 Opanowanie wywołanej tym powodzi zajęło skrzatom bardzo długie godziny. 

 

 

background image

 

4

~*~*~*~ 

 

 

Czwartego  dnia  Draco  sięgnął  po  magię  (pomijając  oczywiście  zaklęcia  energetyczne,  które  stosował 

już  wcześniej).  Nie  było  zbyt  uczciwe  zagranie,  ale  bardzo  szybko  przeprosił  się  ze  swoim  ślizgońskim 
sumieniem. Najważniejszy był w końcu efekt. Cel uświęca środki. 

Zbombardowana  kilkudziesięcioma  urokami  pralka  ani  drgnęła,  wpatrując  się  w  dziedzica  rodu 

Malfoyów tępym, pustym wzrokiem cyklopa. 

 

 

~*~*~*~ 

 

 

Po  południu  dnia  piątego,  Astoria  zajrzała  do  męża  przez  uchylone  drzwi  łazienki.  Draco  stał  z 

wyciągniętą w kierunku pralki ręką; trzymana w dłoni różdżka drżała nieznacznie. 

— Nie zmuszaj mnie do tego — szeptał gorączkowo. — Nie chcę tego robić, uwierz mi. Wystarczy, że 

zaczniesz działać, a o wszystkim zapomnę. 

Ale pralka była niewzruszona. 

—  Nikt  nigdy  nie wierzył,  że  jestem  do  tego  zdolny,  ale  jeśli  wywiniesz mi  jeszcze  jeden  taki  numer, 

zrobię to! — wrzasnął Malfoy, będąc już u kresu wytrzymałości. — Słyszysz?!  

Astoria przymknęła drzwi, zza których po chwili dobiegło ją nieco histeryczne: Avada Kedavra! Avada 

Kedavra! Avada…!  

Na korytarzu jeszcze długo słychać było litanię Niewybaczalnych. 

 

 

~*~*~*~ 

 

 

Szóstego dnia Astoria stanęła na środku w lekkim rozkroku, biorąc się pod boki. Popatrzyła na Dracona 

z góry; widok był naprawdę żałosny. Malfoy siedział pośród rur i rurek, kabelków i innych dziwnych elementów, 
tępym wzrokiem wpatrując się w pralkę, której metalowa obudowa nosiła ślady kopnięć i uderzeń. 

— Zabiłeś pralkę — stwierdziła spokojnie, patrząc na niego z politowaniem. Draco wzruszył ramionami. 

— Próbowałem, ale nie wyszło. Najpierw musiałbym zniszczyć wszystkie jej horkruksy. 

— Dużo ich ma? 

— Nie wiem. Pewnie ze sto. 

— Zdajesz sobie sprawę z tego, że to tylko mugolskie urządzenie do sprzątania? 

— Akurat. To na pewno jakiś czarnomagiczny artefakt. Znam się na tym. 

— Nie rozpoznałbyś czarnej magii, choćby usiadła ci na głowie. 

— Wiesz, jesteś beznadziejną żoną. Powinnaś mnie wspierać w nieszczęściu, a nie kopać, gdy leżę. — 

Draco  pokręcił  głową  z  niedowierzaniem.  Astoria  uśmiechnęła  się  lekko  i  uklękła  obok  niego  na  posadzce.  Z 
westchnieniem oparła głowę na jego ramieniu. 

— Jakbym była dobrą żoną, rozwiódłbyś się ze mną po tygodniu — mruknęła. 

— Tak myślisz? 

— Jesteś najbardziej pokręconym człowiekiem, jakiego znam. 

— Czy to komplement? 

— Nie, obrażam cię. 

Jasnowłosy czarodziej uśmiechnął się i objął Astorię ramieniem. 

— Wolałem się upewnić. 

Milczeli przez chwilę, podziwiając roztaczający się przed nimi krajobraz po bitwie. 

— Dobra, wywalamy to. Przegrałem — przyznał smętnie Draco, spuszczając głowę. — Nie, żeby kogoś 

to dziwiło — burknął pod nosem. — Nawet z cholerną pralką… 

Astoria  skrzywiła  się  mimowolnie.  Wiedziała,  że  mężowi  nie  spodoba  się  to,  co  zaraz  usłyszy.  Wzięła 

głęboki oddech. Lepiej mieć to jak najszybciej za sobą. 

—  Co  do  pralki,  to  wiem,  kto  nam  ją  dał  —  podjęła  nieśmiało,  ściskając  Dracona  za  ramię 

uspokajającym gestem. Malfoy uniósł głowę. 

— Jak to? Skąd? 

—  Właśnie  dostałam  sowę.  —  Sięgnęła  do  kieszeni  szaty  i  wyciągnęła  zza  niej  kawałek  pergaminu. 

Draco wziął go od niej z wahaniem, niepewny, czego ma się spodziewać. Zaczął czytać na głos: 

background image

 

5

 

Malfoy,  

Jeszcze raz  wszystkiego  najlepszego  z  okazji  ślubu.  Nie  wiem,  czy  tego  samego  mogę  życzyć Astorii, 

ale jest dorosła, więc chyba wie, co robi. W każdym razie, nie w tej sprawie piszę. Widzisz, doszło do pewnej 
tragicznej pomyłki w związku z prezentem, który razem z Ginny Wam podarowaliśmy. Jak na pewno zdążyłeś 
się już zorientować — mam nadzieję, że nie zapomniałem podpisać naszej paczki! — od nas była pralka firmy 
Bösh. Musieliście się zdziwić, widząc niemagiczne urządzenie obok tych wszystkich samoparzących imbryków i 
latających  dywanów.  Pomyśleliśmy,  że  może  najwyższy  czas,  abyście  zapoznali  się  z  mugolską  techniką. 
Zwłaszcza teraz, gdy wchodzicie na nową drogę życia. 

Nie przewidzieliśmy tylko jednego. To znaczy, ja nie przewidziałem, Ginny w ogóle się na tym nie zna, 

więc nie można jej za nic winić. Dzisiaj rano Hermiona (na pewno pamiętasz ją ze szkoły) uświadomiła mi, że 
czarodziejskie  domy  nie  mają  normalnej  hydrauliki.  Ich  kanalizacja  całkowicie  różni  się  od  mugolskiej.  A 
ponieważ pralka, którą dostaliście od nas, jest przystosowana tylko do tradycyjnego systemu rur i odpływów, to 
nie ma szans, aby udało Ci się ją podłączyć. 

 

Draco zamilkł na chwilę, oddychając ciężko. Po chwili podjął na nowo: 

 

Pewnie  niepotrzebnie  się  martwię,  bo  wątpię,  żebyś  próbował  coś  w  tym  kierunku  zrobić.  Gdy  tylko 

zorientowałeś się, że nie będzie u Ciebie działać, na pewno oddałeś pralkę na złom. Mimo to, musiałem się jakoś 
wytłumaczyć.  Chciałem  też  powiedzieć,  że  już  zamówiliśmy  z  Ginny  w  sowiej  sprzedaży  wysyłkowej  drugi 
prezent,  w  zamian  za  tamten,  który  okazał  się  zupełnie  nietrafiony.  Mamy  nadzieję,  że  nie  macie  jeszcze 
Magicznego Opiekacza Do Tostów Pani Frilly.  

Pozdrawiam Was oboje i jeszcze raz życzę wszystkiego dobrego, 

Harry Potter 

 

Zapadła cisza. 

— Mam mu odpisać, że mamy już trzy takie opiekacze? — zapytała cichutko Astoria, starając się jakoś 

rozluźnić ponurą atmosferę. 

Draco przymknął oczy. 

— Nienawidzę go — wyszeptał. — Merlinie, jak ja go strasznie nienawidzę. 

Astoria westchnęła i przytuliła go mocniej, jednocześnie poklepując uspokajająco po dłoni. 

 

 

Fin.