background image

LISTY PASTERSKIE

Trzy listy – dwa do Tymoteusza i jeden do Tytusa – umieszczane tradycyjnie w zbiorze 

listów Pawła, nazwano pasterskimi, co jest w pełni uzasadnione treścią tych pism. Stanowią 
one bowiem zbiór praktycznych wskazań duszpasterskich dla przełożonych wspólnot 
założonych przez Pawła.

Problem introdukcyjny, wspólny wszystkim tym listom, dotyczy ich Pawłowego autorstwa.
Źródłem pierwszych wątpliwości były pewne wahania w tradycji rękopiśmienniczej tych 

listów. Listów Pasterskich brak w Kanonie Marcjona, Tacjan nie uznaje 1 Tm. Nie ma listów 
pasterskich również w Papirusie 46, zdaje się ich także nie znać Ignacy Antiocheński, istnieją 
nadto poważne wątpliwości, czy znał je Polikarp.

Od razu jednak warto zauważyć, że prawie wszystkie nie wspomniane tu świadectwa 

patrystyczne przemawiają za autentycznością Listów Pasterskich. I tak już około r. 185 św. 
Ireneusz cytuje jako fragmenty listów Pawła liczne wyjątki z listów pasterskich. Euzebiusz z 
Cezarei wspomina o tym, że Paweł pisał z Rzymu do Tymoteusza. Klemens Aleksandryjski 
odwołuje się około 40 razy do Listów Pasterskich jako do pism Pawła i wyjaśnia, dlaczego 
pism owych nie uznają herezjarchowie Bazylides i Walentynian. Tacjan, odrzuciwszy niektóre 
listy Pawła, wyraźnie przypisuje Apostołowi jednak List do Tytusa. W Kanonie Muratoriego 
trzy Listy Pasterskie figurują wśród pism św. Pawła. Oprócz tych świadectw niewątpliwych 
zdarzają się w bardzo wczesnej starożytności chrześcijańskiej teksty posiadające charakter 
domyślnych cytatów z Listów Pasterskich.

Zdaniem przeciwników Pawłowego autorstwa Listów Pasterskich, język i styl tych pism, 

sytuacja historyczna, jaką odtwarzają, polemika z heretykami, ustrój hierarchiczny wspólnoty 
kościelnej, wreszcie ich teologia, dostarczają więcej powodów do kwestionowania tego 
autorstwa niż wahania tradycji patrystycznej.

I tak w Listach Pasterskich znajduje się aż 335 słów, które poza tymi listami w żadnym 

piśmie Pawła nie występują, a 175 spośród nich nie spotykamy w ogóle w całym NT. Niektóre, 
powtarzające się kilkakrotnie w Listach Pasterskich zwroty i wyrażenia, poza tym u Pawła 
nigdy nie występują. W tych listach znajduje się też wiele takich słów lub nawet całych zdań, 
które mają swe paralele dopiero w literaturze chrześcijańskiej z II w. Niektóre terminy są 
używane w Listach Pasterskich w znaczeniu zupełnie innym niż w pismach niewątpliwie 
Pawłowych.

Próbując wyjaśnić zjawisko tych rozbieżności należałoby może zwrócić uwagę na fakt, że 

Listy Pasterskie były skierowane – jak żaden z dotychczasowych listów Pawła – do jednostek i 
że zawierały bardzo specjalne, również nowe w stosunku do pozostałych listów Pawła, 
pouczenia. Na zmianę stylu, a nawet może i języka, wpłynął zapewne fakt, że Paweł pisząc 

background image

Listy Pasterskie patrzy na wszystko przez pryzmat swej niedalekiej już śmierci. Niektóre 
hapaxlegomena listów pasterskich, np. płaszczżołądekbabka, są podyktowane odmienną 
problematyką, inne, jak np. Zbawiciel, Bóg wielki, zostały wprowadzone z racji polemicznych. 
Inne – stanowią one dwie trzecie wszystkich hapaxlegomenów – są złożeniami terminów 
często występujących w pozostałych listach Pawła. Nie należy w końcu zapominać, że bogata 
osobowość Apostoła nie da się uwięzić w raz na zawsze ustalonej formie wypowiedzi. Proces 
jego ewolucji wewnętrznej mógł znaleźć odbicie w pewnych zmianach w słownictwie i stylu.

Przeciwnicy Pawłowego autorstwa Listów Pasterskich zwracają uwagę na fakt, że to, co 

czytamy w owych pismach o życiu i działalności Pawła, nie da się zharmonizować z 
chronologią jego życia, znanego nam z Dziejów Apostolskich lub z relacji samego Apostoła.

Trudność tę niektórzy egzegeci usiłują usunąć za pomocą przypuszczenia, że Listy 

Pasterskie przedstawiają ten okres życia Pawła, który wykracza już poza chronologiczne ramy 
Dziejów Apostolskich. W tym miejscu powstaje jednak pytanie: Czy po wykorzystaniu źródeł 
takich jak Dzieje Apostolskie i Listy Pawła, mamy jeszcze jakieś dane dotyczące jego dalszych 
lat życia i działalności?

Otóż Dzieje Apostolskie nie podają, co się stało z Pawłem po jego dwuletnim względnie 

swobodnym pobycie w więzieniu rzymskim. Co prawda w 

Dz 25,20

 i 26,32 są wzmianki o 

tym, że zarówno w przekonaniu Festusa, jak i Agryppy Paweł nie był winny zarzucanych mu 
zbrodni, ale z tego nie wynika jeszcze, że natychmiast zwolniono go z więzienia i że prowadził 
nadal swoją apostolską działalność. Do żadnych wniosków dotyczących dalszej działalności 
Pawła nie upoważnia również brak w zakończeniu Dziejów wzmianki o ewentualnym skazaniu 
go na śmierć. Warto natomiast zauważyć, że według 

Dz 20,25.38

 Paweł w tym czasie (do r. 58) 

był przekonany, że nie będzie już mu wtedy dana możliwość zwizytowania założonych przez 
niego Kościołów w Grecji i na terenie Azji Mniejszej. Tak więc Dzieje Apostolskie ani nie 
uzasadniają twierdzenia, że po dwuletnim więzieniu w Rzymie Paweł odzyskał wolność, ani 
nie sugerują myśli, że Apostoł został skazany na śmierć. Zresztą gdyby Paweł wyszedł cało z 
więzienia rzymskiego, z pewnością urzeczywistniłby swoje zamiary udania się do Hiszpanii 
(

Rz 15,24.28

) i zapewne istniałyby jakieś przekazy dotyczące jego działalności apostolskiej w 

tym kraju. Warto przy tym zauważyć, że późniejsze dokumenty – mamy tu na myśli 
szczególnie listy Klemensa Rzymskiego oraz Kanon Muratoriego – również nie przekazują 
żadnych dokładniejszych danych co do powiększenia się terenu działalności Pawła.

Tak więc próba usunięcia rozbieżności istniejących między Dziejami Apostolskimi a 

Listami Pasterskimi w sposobie przedstawiania pewnych wydarzeń z późniejszych lat życia 
Pawła, nie daje pożądanych wyników. Trudność, i to bardzo znaczna, nadal pozostaje. Należy 
jednak zauważyć, że z milczenia Dziejów Apostolskich co do ewentualnego skazania Pawła na 
śmierć można wysnuć pewne wnioski. To milczenie jest może wyjątkowo wymowne. Łukasz 
nie pominąłby w swej relacji faktu śmierci Pawła. Sam sposób traktowania go w więzieniu 
rzymskim zdawał się rokować pewne nadzieje co do pomyślnego zakończenia sprawy: Apostoł 
cieszy się względną swobodą, jego kontakty ze światem są liczne i pełne apostolskiej 
gorliwości. Słowa wypowiedziane przez Pawła do starszych w Milecie nie są proroctwem w 
sensie ścisłym i nie należy ich interpretować zbyt rygorystycznie. Paweł nie tyle może twierdzi 
z całą pewnością, że już nigdy nie zobaczy wiernych należących do założonych przez niego 
Kościołów, ile raczej daje wyraz obawom, że już rychło – co było zupełnie naturalne przy jego 
trybie życia – rozstanie się z tym światem.

Niezupełnie też ścisłe jest twierdzenie, że ani w żadnym z pism nowotestamentalnych, ani 

u pisarzy wczesnochrześcijańskich nie zachowały się dane o działalności Pawła po jego 

background image

wyjściu z więzienia rzymskiego. Tak np. Klemens Rzymski (5,5–7) mówi o tym, że Paweł 
dotarł aż do zachodnich krańców Europy. Aluzje do pobytu Pawła w Hiszpanii znajdujemy 
również we Fragmencie Muratoriego (ww. 38–39) oraz w apokryficznych Dziejach Piotra 
(rozdz. 1.3).

Uważa się dość zgodnie, że błędy zwalczane w Listach Pasterskich mają m.in. charakter 

gnozy. Sądzą też niektórzy spośród egzegetów, że jest to gnoza, której istnienie w formie 
pewnego systemu przypada na II w. po Chr. Co więcej, przypuszcza się niekiedy, że Listy 
Pasterskie są pismami skierowanymi wprost przeciwko Marcjonowi. Wniosek stąd 
następujący: listy pasterskie nie mogły wyjść spod pióra Pawła, skoro zwalcza się w nich błędy 
powstałe dopiero w sto lat po śmierci Apostoła.

Nietrudno zauważyć, że stwierdzenie jest trochę sztuczne. Można się bowiem zgodzić, że 

błędy zwalczane w listach pasterskich mają charakter gnozy, nie ma jednak żadnych podstaw, 
by utrzymywać, że jest to gnoza marcjońska. Jedno jedyne wyrażenie przypominające pewien 
temat systemu Marcjona nie upoważnia do snucia tak daleko sięgających wniosków. Wszystkie 
pozostałe błędy są pochodzenia judaistycznego i z większością spośród nich uporał się Paweł 
już w Liście do Kolosan. Odwoływanie się zatem do tych błędów jako argumentu przeciwko 
Pawłowemu autorstwu Listów Pasterskich w rezultacie nie przekonuje.

Natomiast rzeczywistą trudność ukazuje inne spostrzeżenie dotyczące polemiki 

antyheretyckiej w Listach Pasterskich. Oto we wszystkich niewątpliwie Pawłowych listach 
herezje są zwalczane za pomocą ich konfrontacji z nauką Chrystusa. Obowiązuje nienaruszalna 
zasada: wszystko, co niezgodne z nauką Chrystusa, należy odrzucić. W Listach Pasterskich 
natomiast nawołuje się ciągle do wierności depozytowi wiary (por. 

1 Tm 4,1

6,20

2 Tm 1,14

2,2

Tt 1,9

). Zjawiska tego rodzaju nie można wytłumaczyć przypuszczeniem, że Paweł tylko 

ogólnie wskazuje na niebezpieczeństwo w przeświadczeniu, że Tymoteusz i Tytus wiedzą, jak 
je należy zażegnać. Tego rodzaju przestroga byłaby w ogóle zbyteczna. Trzeba więc uznać, że 
powoływanie się na powierzony trosce Tytusa i Tymoteusza depozyt wiary jest czymś 
niezwykłym w kontekście polemicznych wypowiedzi Pawła.

Mówiąc o stosunkach religijno-społecznych wewnątrz wspólnot poddanych pieczy 

Tymoteusza i Tytusa, przeciwnicy autorstwa Pawła mają na uwadze przede wszystkim ustrój 
hierarchiczny ówczesnych Kościołów. Listy Pasterskie wymieniają obok biskupów także 
starszych (prezbiterów) i diakonów. Otóż tak sprecyzowane stopnie hierarchiczne istniały w 
Kościele dopiero w czasach Ignacego z Antiochii. Przeto nie Paweł, lecz ktoś żyjący w II w. 
mógł pisać Listy Pasterskie, odzwierciedlające sytuację w Kościele z tej epoki. Należy jednak 
zauważyć, że poszczególne stopnie hierarchiczne nie są w Listach Pasterskich sprecyzowane 
tak, jak to utrzymują autorzy zreferowanego przed chwilą, negującego wniosku. Na przykład w 

1 Tm 3,2–8

 jest mowa najpierw o obowiązkach biskupów, a potem natychmiast przechodzi się 

do diakonów, bez jednego słówka pod adresem starszych. W 

Tt 1,5–6

 znajdują się napomnienia 

przeznaczone dla prezbiterów, ale już w następnym wierszu, kontynuującym pouczenia, tych 
samych ludzi nazywa się biskupami.

Wynika więc z tego, że w okresie Listów Pasterskich nie ma jeszcze śladu episkopatu, 

takiego jak w czasach Ojców Apostolskich. Przełożonym poszczególnych Kościołów jest 
ciągle jeszcze sam Apostoł, Tymoteusz i Tytus rządzą zaś Kościołami w jego imieniu. Tak więc 
Listy Pasterskie odtwarzają sytuację historyczną przypominającą bardziej drugą połowę I niż II 
wieku.

Przejdźmy na koniec do teologii Listów Pasterskich.

background image

Całe dzieło zbawienia – twierdzą przeciwnicy autorstwa Pawła – jest niekiedy ujmowane 

przez autora Listów Pasterskich w kategoriach zupełnie obcych soteriologii Pawła. Tylko w 
Listach Pasterskich jest mowa, że ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga (

Tt 

3,4

), albo, że ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, 

abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli 
(

Tt 2,11–12

).

Tylko w Listach Pasterskich jest mowa o oczekiwaniu błogosławionej nadziei i o 

objawieniu się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa (

Tt 2,13

). Poza 

Listami Pasterskimi Bóg nigdzie nie jest nazywany jedyny, mający nieśmiertelność, 
zamieszkujący światłość niedostępną
 (

1 Tm 6,16

), ani błogosławiony i jedyny Władca (

1 Tm 

6,15

). Tylko w Listach Pasterskich Wcielenie się Syna Bożego jest nazwane pojawieniem się 

naszego Zbawiciela (

2 Tm 1,10

), tylko w tych listach Chrystus jest nazwany tak dosadnie 

pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, człowiekiem Chrystusem – Jezusem (

1 Tm 2,5

).

Listy są pozbawione typowych nie tylko dla Pawła, lecz także dla całego NT, akcentów 

eschatologicznych: nie ma w nich wyczekiwania na paruzję, nie ma stwierdzeń w rodzaju: czas 
jest krótki
 itp.

Przyznać należy, że ze wszystkich argumentów wysuwanych przeciwko autorstwu 

Pawłowemu Listów Pasterskich zastrzeżenia natury teologicznej są najważniejsze. Jednakże 
nowość niektórych sformułowań nie musi świadczyć tylko o tym, że autorem Listów 
Pasterskich jest ktoś inny, a nie Paweł, wskazuje natomiast na pewien proces, którego autorem 
jest sam Apostoł i który nazywa się procesem hellenizacji chrześcijaństwa. Istota tego procesu 
sprowadza się do przełożenia całej Ewangelii na hellenistyczne kategorie myślenia i do 
wyrażenia tej Ewangelii za pomocą terminologii rozpowszechnionej dzięki popularnej filozofii 
greckiej.

Jeśli stwierdzając to opowiadamy się za Pawłowym autorstwem Listów Pasterskich to nie 

znaczy, iż pojęcie autorstwa ograniczamy do osoby Pawła w sensie przypisywania mu nie tylko 
idei teologicznych tych listów, lecz także sposobu wyrażania myśli i samego procesu ich 
utrwalenia na piśmie. O rzeczywistym Pawłowym autorstwie Listów Pasterskich można by 
mówić nawet wtedy, gdyby się przyjęło, że Paweł polecił komuś ze swych bliskich 
współpracowników przedstawić – kategoriami dostępnymi dla świata hellenistycznego – 
teologię swoich istniejących już pism. Zdaniem niektórych taki uczeń-sekretarz działał jeszcze 
za życia Pawła i niejako pod jego okiem, natomiast według innych list napisany przez Pawła 
został po jego śmierci przeredagowany przez jednego z uczniów Apostoła. Sekretarz ów 
należał – rzekomo – do wspólnoty rzymskiej i w zredagowanym przez siebie liście próbował – 
niejako w imieniu Pawła – rozwiązywać pewne problemy tego Kościoła. Próby uzyskania 
więcej danych o tym uczniu-sekretarzu, ewentualnym redaktorze Listów Pasterskich, jedni 
dawno już uznali za przedsięwzięcie bezcelowe, natomiast inni usiłują zidentyfikować jego 
osobę. Dla jednych redaktorem tym był Tychik, według innych Polikarp ze Smyrny lub – jak 
ktoś próbował dowieść w połowie obecnego wieku– Łukasz, którego obecność przy boku 
Pawła w chwili powstawania Listów Pasterskich jest wyraźnie wspomniana w 

2 Tm 4,11

.

PIERWSZY LIST DO TYMOTEUSZA

background image

Pierwszy List do Tymoteusza powstał być może w Macedonii między pierwszym a drugim 

uwięzieniem Pawła, tj. w latach 63–67.

Powodem napisania listu była szczególna troska św. Pawła o Kościół w Efezie. Tę 

placówkę, trudną do kierowania z powodu ciągłych niebezpieczeństw grożących prawdziwej 
wierze i płynącej z niej nauce etycznej, powierzył Apostoł, podczas swego pobytu w tamtych 
stronach po wyjściu z więzienia, z całym zaufaniem młodemu Tymoteuszowi, urodzonemu jak 
on w diasporze, w Azji Mniejszej. Ojciec Tymoteusza był poganinem, matka, Eunice – 
Żydówką. Apostoł sam najprawdopodobniej ochrzcił swego przyszłego ucznia w jego 
rodzinnym mieście, w Listrze, podczas pierwszej podróży misyjnej, a w czasie drugiej (lata 
50–53) zabrał go ze sobą zdążając do Europy (

Dz 16,1–3

). Odtąd Tymoteusz będzie jednym z 

najbardziej oddanych sprawie Ewangelii i Apostołowi uczniów, towarzyszem jego prac i 
podróży misyjnych.

Od młodego biskupa o wątłym zdrowiu żąda Apostoł stałej czujności wobec 

niebezpieczeństw grożących wierze, autorytatywnego występowania, stanowczego i bez 
kompromisu, gdy chodzi o czystość głoszonej nauki. List, podobnie jak 2 Tm i Tt, jest zbiorem 
pouczeń duszpasterskich (stąd nazwa: Listy Pasterskie), przeznaczonych dla duszpasterzy.

Wśród tych napomnień praktycznych zdarzają się jednak prawdy o charakterze 

dogmatycznym i oceny ogólne. Oto niektóre z nich, pochodzące z 1 Tm: Bóg…, którego nikt z 
ludzi nie widział ani nie może zobaczyć
 (6,16); …pragnie, żeby wszyscy ludzie byli zbawieni i 
doszli do poznania prawdy
 (2,4). Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników (1,15). 
Jeden jest Bóg, jeden też pośrednik… Chrystus Jezus (2,5). Kościół… jest filarem i podporą 
prawdy
 (3,15), …korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy (6,10).

ADRES (1,1–2)

1

 

1

 Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa według nakazu Boga naszego, Zbawiciela, i Chrystusa 

Jezusa, naszej nadziei – 

2

 do Tymoteusza, swego prawowitego dziecka w wierze. Łaska, 

miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana.

1.

 List, choć skierowany do jednej osoby, tj. do Tymoteusza, nie jest pismem tylko 

prywatnym. Ma go czytać cała wspólnota, wskazania w nim zawarte – przynajmniej niektóre – 
również dotyczą całej społeczności. Dlatego właśnie – w przeciwnym razie byłoby to co 
najmniej dziwne – przedstawia się Paweł w adresie listu tak bardzo uroczyście: apostoł 
Chrystusa Jezusa, według rozkazu Boga
. Samemu Tymoteuszowi – którego za chwilę nazwie 
swoim prawowitym dzieckiem w wierze – nie musiałby tego przypominać, ale mieszkańcom 
Efezu, gdzie Tymoteusz z ramienia Pawła spełnia władzę nad tamtejszym Kościołem. Tym 
Efezjanom, tak dobrze Pawłowi znanym, uprzytomnienie tej prawdy było z pewnością 
pożyteczne. Dwie Osoby Boskie są zaangażowane w apostolat Pawła: jest on wysłannikiem 
Jezusa Chrystusa, ale na wyraźne polecenie Boga Ojca. Zresztą owa wzmianka o nakazie Boga 
pełni tu chyba jeszcze inną funkcję: Paweł będzie za chwilę udzielał pouczeń. Liczy na posłuch 
ze strony wiernych; bowiem tak jak jego apostolat, pouczenia te pochodzą z woli Bożej.

Przy Osobie Syna zatrzymuje się Paweł nieco dłużej, podając czytelnikowi zaraz w 

pierwszym wierszu zarys swojej soteriologii. Inicjatorem zbawienia jest – zgodnie z 
wytycznymi teologii Pawła – Bóg Ojciec, zwany tu po prostu Zbawicielem (por. 

1 Kor 1,21

background image

Kor 5,17–18

). Tytuł to raczej niezwykły, gdyż zazwyczaj przypisuje się go drugiej Osobie 

Trójcy Świętej. Całe życie chrześcijanina powinno upływać pod znakiem nadziei. Przedmiotem 
owej nadziei jest sam Jezus Chrystus, pełne zjednoczenie z Nim, za czym tak tęsknił za życia 
Paweł. Ową nadzieją pełnego zjednoczenia z Chrystusem różnią się chrześcijanie od 
wszystkich, którzy nie mają nadziei (

1 Tes 4,13

), czyli od pogan.

2.

 Tymoteusz prawdopodobnie już podczas pierwszej podróży przyjął chrzest z rąk Pawła, 

i dlatego Apostoł jak najsłuszniej może go nazywać swoim dzieckiem w wierze (por. 

1 Kor 

4,17

). Jeszcze wiele razy będzie wspominał Paweł tego umiłowanego ucznia, najchwalebniej 

chyba w 

Flp 2,19–22

.

Jak wszystkie życzenia we wstępach listów Pawła, tak i to ma charakter błagalnej prośby o 

dobra nadprzyrodzone dla Tymoteusza. Te dobra zaś – to łaska, miłosierdzie i pokój. Pojęcie 
łaski zawiera tu wszelkie nadprzyrodzone sposoby wspierania człowieka przez Boga; 
miłosierdzie Boże jest grzesznikowi potrzebne nie mniej niż kawałek chleba; pokój oznacza nie 
tylko harmonijne współżycie z otoczeniem, lecz także ład wewnętrzny, wolność od wyrzutów 
sumienia, świadomość, że Bóg nie jest na nas zagniewany.

TROSKA O CZYSTOŚĆ NAUKI (1,3–11)

3

 Jak poleciłem ci, byś pozostał w Efezie, kiedy wybierałem się do Macedonii, [tak polecam 

teraz], abyś nakazał niektórym zaprzestać głoszenia nauki odmiennej, 

4

 a także zajmowania się 

baśniami i genealogiami bez końca. Służą one raczej dalszym dociekaniom niż planowi Bożemu 
zgodnemu z wiarą. 

5

 Celem zaś nakazu jest miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i 

wiary nieobłudnej. 

6

 Odstąpiwszy od nich, niektórzy zwrócili się ku czczej gadaninie. 

7

 Chcieli 

uchodzić za uczonych w Prawie, nie rozumiejąc ani tego, co mówią, ani na czym się opierają. 

8

 

Wiemy zaś, że Prawo jest dobre, jeśli je ktoś prawidłowo stosuje, 

9

 rozumiejąc, że Prawo nie dla 

sprawiedliwego jest przeznaczone, ale dla postępujących bezprawnie i dla niesfornych, 
bezbożnych i grzeszników, dla niegodziwych i światowców, dla ojcobójców i matkobójców, dla 
zabójców, 

10

 dla rozpustników, dla mężczyzn współżyjących ze sobą, dla handlarzy niewolnikami, 

kłamców, krzywoprzysięzców i [dla popełniających] cokolwiek innego, co jest sprzeczne ze zdrową 
nauką 

11

 powierzonej mi Ewangelii chwały błogosławionego Boga.

3–4.

 Wątku teoretycznego nie podtrzymuje Paweł jednak w dalszym ciągu swego listu, 

lecz przystępuje do napominania. Niebezpieczeństwo musiało być więc duże, o czym Apostoł 
posiadał alarmujące i jak się wydaje, dość dokładne informacje, skoro potrafił wskazać 
niektórych głosicieli niewłaściwych nauk. Działalność tych ludzi zapowiadał Paweł wcale 
niedwuznacznie, gdy po trzeciej podróży misyjnej żegnał się w Milecie ze starszymi Kościoła 
efeskiego. Mówił wtedy wyraźnie: Spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą 
przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez 
trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z
 <was> (

Dz 20,30n

).

Gdy po zakończeniu swej pierwszej podróży do Rzymu (lata 61–63), w czasie jednej z 

dodatkowych, nie znanych bliżej wypraw misyjnych do Azji Mniejszej, Paweł ustanowił w 
Efezie swoim pełnomocnym zastępcą Tymoteusza, a sam udawał się do Macedonii, głosiciele 
fałszywej nauki tak już podnieśli głowę, że można było ich zidentyfikować bez trudu. Wydaje 
się, że nie byli to nawet ludzie spoza wspólnoty, lecz miejscowi chrześcijanie, spełniający 
funkcję przysłowiowego chwastu, którego obecność wśród zdrowego zboża zapowiadał 
Chrystus (por. 

Mt 13,24–30

), przygotowując w ten sposób swych pierwszych wyznawców na 

background image

zetknięcie się ze skutkami posiewu szatańskiego. To, czego nauczali ci pseudoapostołowie, 
określił Paweł mianem nauki odmiennej, baśni i genealogii bez końca, nie precyzując 
dokładniej treści tych nauk. Jednakże wzmianka o genealogiach bez końca zdaje się 
wskazywać na judaistyczne wyjaśnienia rodowodów starotestamentalnych. Zarówno 
konstruowanie tych rodowodów – przy czym zawsze chodziło o to, by sięgnąć jak najdalej, do 
samych początków ludzkości – jak i dopatrywanie się w dziejach poszczególnych postaci 
jakiejś symbolicznej wymowy sprawiało, że nigdy wśród nauczających nie było 
jednomyślności, a słuchający takich wywodów nie odnosili z nich żadnych korzyści 
duchowych. Nie służą one zbudowaniu wiernych i wcale nie przyczyniają się do 
urzeczywistnienia planów Boga co do królestwa na ziemi.

5.

 Zdrowa, autentyczna nauka Chrystusowa powinna przyczyniać się przede wszystkim do 

umocnienia miłości, o której Apostoł powiedział, że jest spoiwem doskonałości (

Kol 3,14

). 

Miłość dopóty nie będzie autentyczna, dopóki człowiek ma serce splamione, czyli wypełnione 
myślami i pragnieniami niezgodnymi z wola Bożą; dopóki jego sumienie jest złe; czyli 
niespokojne, ponieważ obciążane grzechami; dopóki jego wiara nie jest trwała, gotowa na 
wszystko, czyli nieobłudna.

6.

 Otóż pouczenia, które nie mają na względzie tak uwarunkowanej miłości jako 

praktycznego celu, szybko zamieniają się w czczą gadaninę (6,2). Oto jak daje o sobie znać 
konkretny charakter teologii Pawła, przekazującego swoją naukę w postaci listów, pisanych 
zawsze w celu zaspokojenia życiowych, religijnych potrzeb wiernych.

7.

 Jeszcze raz wskazuje Apostoł na judaistyczne pochodzenie pseudoapostołów efeskich: 

Chcieli uchodzić za uczonych w Prawie prawdopodobnie na wzór wielkich ówczesnych 
rabinów. Niestety, nie są do tego należycie przygotowani, albo też pouczenia ich są tak 
„arcymądre”, że nawet oni sami nie rozumieją głoszonych przez siebie teorii. Nie jest 
wykluczone, iż Paweł zarzuca owym pseudonauczycielom to, że nie potrafią w sposób należyty 
wyłożyć mesjańskiego znaczenia całego Starego Prawa.

8–10.

 Występując tak ostro przeciwko owym niedoszłym uczonym w Prawie Apostoł 

wcale nie zamierza umniejszać roli Prawa. O jego działalności w urzeczywistnianiu zbawczych 
planów Boga pisał już wiele i dokładnie, zwłaszcza w Liście do Rzymian i w Liście do 
Galatów. Tu jednak znów musi przypomnieć, przy całym szacunku dla Prawa, że nie dotyczy 
ono sprawiedliwych, a za takich uchodzą wszyscy żyjący pod Nowym Prawem. Rola i 
doniosłość Prawa skończyły się z chwilą przyjścia Jezusa. Ludzie odkupieni przez Chrystusa 
żyją już nie mocą Prawa, ale wiarą, co zresztą zapowiedział już Prorok w ST i co Paweł 
wykorzystał w 

Rz 1,17

a sprawiedliwy dzięki wierze żyć będzie. Właśnie wiara jest nowym 

prawem, w porównaniu z którym wszystko inne jest bezprawiem. Prawo było rzeczywiście 
potrzebne ludziom przed ich nawróceniem, gdy tkwili jeszcze w grzechach, których dość długą 
listę Paweł przedstawia. Możliwe, że chodzi tu również o pewne aluzje do niejednego spośród 
owych efeskich pseudogłosicieli Prawa. Dla takich ludzi Prawo rzeczywiście było konieczne.

11.

 Nie są natomiast potrzebne owe pouczenia ludziom, którzy poddali się już prawu 

Ewangelii. Jest to zapowiedź – Dobra Nowina – o przyszłej chwale, którą Bóg obdarzy swoich 
błogosławionych. Paweł najwyraźniej chlubi się tym, że jest z woli Boga heroldem Dobrej 
Nowiny, choć już przedtem niejednokrotnie stwierdzał, że tylko z woli Boga jest tym, czym 
jest (

1 Kor 15,10

).

background image

DRUGI LIST DO TYMOTEUSZA

List powstał prawdopodobnie w Rzymie, podczas drugiego uwięzienia Pawła, chyba nie na 

długo przed śmiercią Apostoła, tj. około r. 67 po Chr. Nastrój duchowy, w którym Paweł pisze 
– lub może poleca napisać – ten list jest nienajlepszy: przy boku Apostoła nie ma nikogo prócz 
Łukasza. Paweł jest przekonany, że znajduje się u kresu swego życia. W tej sytuacji odżywa 
tym większe pragnienie zobaczenia po raz ostatni swego umiłowanego ucznia Tymoteusza. 
Miałby mu jeszcze tyle do powiedzenia, do przekazania w formie duchowego testamentu. 
Jednakże list musi zastąpić osobiste spotkanie. Podziękowawszy Bogu za dotychczasową 
wzorową pełną wiary postawę Tymoteusza, od niego samego, jako odpowiedzialnego za losy 
Kościoła w Efezie, domaga się męstwa w głoszeniu Ewangelii, przypomina mu obowiązek 
troski o całość i nienaruszalność depozytu wiary, zachęca go do podejmowania coraz to 
nowych apostolskich trudów i zmagań, ilustrowanych tu najczęściej obrazem żołnierskiego 
boju. Co chwila przestrzega Tymoteusza przed błędnowiercami i przypomina konieczność 
prowadzenia żmudnej pracy nad samym sobą, wyliczając kilkakrotnie cnoty, którymi powinien 
się odznaczać prawdziwy sługa Boży.

Nie mniej leżą Apostołowi na sercu sprawy wszystkich chrześcijan efeskich, wśród których 

stosunkowo najdłużej przebywał; wszystkie te uczucia, cała atmosfera duchowa ostatnich być 
może miesięcy życia Apostoła znajduje pełne odzwierciedlenie w 2 Tm. Treść listu, przepojona 
uczuciem, miejscami wprost wzrusza i napełnia czytelnika podziwem dla postawy Pawła, który 
z całym spokojem, w poczuciu dobrze spełnianych do ostatniej chwili apostolskich 
obowiązków, oczekuje na przyobiecaną mu przez Pana nagrodę.

ADRES (1,1–2)

1

 

1

 Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, [posłany] dla głoszenia życia obiecanego w 

Chrystusie Jezusie, 

2

 do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od 

Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana!

1–2.

 Podobnie jak w adresie 1 Tm, tu również przedstawia się Paweł uroczyście – z woli 

Boga apostoł Jezusa – nie ze względu na Tymoteusza, któremu nie potrzebuje przecież 
przypominać godności swego posłannictwa, lecz z uwagi na Efezjan, i to może nie tyle z myślą 
o chrześcijanach, ile raczej o swych przeciwnikach, którzy może i byli chrześcijanami de 
nomine
, lecz w praktyce wyłączonymi już ze społeczności Chrystusowej. Tak więc znów adres 
listu pozwala przypuszczać, że pismo, choć formalnie skierowane tylko do jednostki, w 
rzeczywistości miało być czytane przez całą wspólnotę. Niech też ona wie, że Paweł nie jest 
apostołem z własnego upodobania ani z ustanowienia innych ludzi, lecz tylko i wyłącznie 
woli Boga
. Jego posłannictwo opiera się więc na powadze samego Boga.

Przedmiotem, treścią całego apostolatu Pawła jest życie wieczne, czyli życie w szczególnej 

wspólnocie z Jezusem Chrystusem. W nadziei tego życia trwają wszyscy chrześcijanie w 
przeciwieństwie do pogan, którzy nie mają nadziei (

1 Tes 4,13

). Wiadomo już z 1 Tm, jak 

bardzo Paweł miał prawo nazywać Tymoteusza swoim umiłowanym dzieckiem: zrodził go 
przecież przez chrzest do życia nadprzyrodzonego.

background image

Łaska, miłosierdzie, pokój – to trzy dobra nadprzyrodzone, ponad które dla chrześcijanina 

nie ma nic cenniejszego. Żadna z tych wartości nie jest wynikiem zasług człowieka, wszystkie 
świadczą o niezmierzonej dobroci Boga, odwiecznej, lecz objawionej w czasie przez zbawcze 
dzieło Jezusa. Dlatego dawcą tych dóbr jest Jezus Chrystus w takim samym stopniu co Bóg 
Ojciec.

APOSTOŁ DZIĘKUJE BOGU ZA ŻYWĄ WIARĘ TYMOTEUSZA 

(1,3–5)

3

 Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy nieustannie cię 

wspominam w moich modlitwach w nocy i we dnie. 

4

 Pragnę cię zobaczyć – pomny na twoje łzy – 

by napełniła mnie radość 

5

 na wspomnienie bezobłudnej wiary, jaka jest w tobie; ona to 

zamieszkała pierwej w twej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że [mieszka] i w 
tobie.

3–5.

 Dziękczynienie, następujące zazwyczaj w każdym liście Pawła po pozdrowieniu, w 

tym wypadku jest wyjątkowo uroczyste i wzruszające. Przedmiotem dziękczynienia jest wiara 
Tymoteusza, będąca wyrazem specjalnego działania Bożego nie tylko zresztą w nim samym, 
lecz także już w jego matce, a nawet babce. Tak więc wiarę odziedziczył Tymoteusz niejako po 
matce chrześcijance. W tej sytuacji nie wypadało rzecz jasna wspominać o tym, że ojciec 
Tymoteusza był poganinem (

Dz 16,1

). O tym, jak bardzo był Tymoteusz bliski Pawłowi, 

świadczy ciągła pamięć modlitewna o umiłowanym uczniu, który jest także nazywany 
umiłowanym dzieckiem (

2 Tm 1,2

), prawowitym dzieckiem w wierze (

1 Tm 1,2

) i synem 

wiernym w Panu (

1 Kor 4,17

). Pisząc o modlitwach zanoszonych bez ustanku do Pana, przy 

sposobności wspomina Paweł o tym, że nawet wtedy, kiedy nie znał jeszcze Chrystusa, służył 
Bogu jedynemu z całym zapałem i ze spokojnym sercem. Gorliwość tę odziedziczył zresztą 
najprawdopodobniej po swoich przodkach, równie jak on kiedyś ortodoksyjnych Izraelitach. 
Wzmianka o łzach Tymoteusza stanowi najprawdopodobniej aluzję do pożegnania – które 
zresztą nie wiadomo, kiedy i gdzie miało miejsce – Pawła z jego ukochanym synem w Panu. 
Ileż ulgi doznałby Apostoł w swych więzach, gdyby mógł choć raz jeszcze zobaczyć z bliska 
Tymoteusza.

O MĘSTWIE W GŁOSZENIU EWANGELII (1,6–12)

6

 Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w 

tobie od nałożenia moich rąk. 

7

 Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz 

trzeźwego myślenia. 

8

 Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, 

lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą! 

9

 On nas 

wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do 
własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi 
czasami. 

10

 Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa 

Jezusa, który zniweczył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię 

11

 Jej 

głosicielem, apostołem i nauczycielem ja zostałem ustanowiony. 

12

 Z tej właśnie przyczyny znoszę i 

to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu zawierzyłem, i jestem 
pewny, że mocen [On] jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia.

background image

6–8.

 Nakładanie rąk wiązało się w tym wypadku z przekazaniem władzy nad wspólnotą 

efeską. Tym, który nakłada ręce na Tymoteusza, jest Paweł, lecz w 

1 Tm 4,14

 istnieje nadto 

wzmianka o pewnym współudziale w tej ceremonii społeczności starszych – szczegół 
pominięty milczeniem w 

2 Tm 1,6

. Nałożenie rąk pod względem teologicznej treści już w ST 

wyrażało ideę pewnej solidarności między wkładającym ręce a tym, na którym one spoczęły, 
wraz z pewnym przekazanym dobrem (

Kpł 1,4

16,21

Lb 8,10

27,18

Pwt 34,9

).

Nałożeniu rąk towarzyszyła – jako drugi element całego ceremoniału – modlitwa, zwana 

niekiedy proroctwem. Właśnie owa modlitwa zdaje się wyrażać wolę Boga, będąc zarazem 
jakby odpowiednikiem dzisiejszej formy sakramentalnej.

Skutkiem nałożenia rąk i słów przy tym wypowiadanych był specjalny dar, określany 

mianem charyzmatu. Być może, iż właśnie dzięki owemu charyzmatowi ludzie powołani do 
głoszenia Ewangelii mogli korzystać z pomocy Bożej, która w nich tkwiła, nie wstydzili się 
głoszonej przez siebie nauki i roznosili ją po całym świecie. Fakt nałożenia rąk na Tymoteusza 
jest wspomniany w ten sposób, jakby miał miejsce już bardzo dawno. Należy zatem 
przypuszczać, że Paweł nałożył ręce na Tymoteusza, gdy ten ostatni miał zastąpić Jana Marka 
jako towarzysz misyjnych podróży Apostoła.

Wyzbycie się uczucia lęku jest równoznaczne z wyprowadzeniem się ze stanu, w którym 

łaska jest niejako uśpiona. Charyzmat jako skutek sprowadza ducha mocy, miłości i trzeźwości. 
Owe trzy cnoty stanowią opozycję w stosunku do ducha bojaźni. Obydwa elementy antytezy, 
tj. bojaźń z jednej strony, a moc, miłość i trzeźwość z drugiej, należy rozpatrywać 
równocześnie, by lepiej pojąć ich naturę. Tego rodzaju metoda wydaje się szczególnie 
wskazana, jeśli chodzi o analizę terminu δειλία, będącego hapaxlegomenon całego NT. Termin 
ten tłumaczony zwykle: „bojaźń”, „tchórzostwo”, jak z opozycji do „mocy” wynika – posiada 
także odcień „słabości”. Właśnie świadomość niemocy jest czynnikiem zasadniczym w 
procesie powstawania uczucia bojaźni. Człowiek pozbawiony pewności, że może się oprzeć 
złu, zwłaszcza nie mający owej pewności, że pozostaje pod opieką Boga samego, staje się 
bojaźliwy. Paweł nie wyjaśnił, w jaki sposób dochodzi do sytuacji, w której moc słabnie i 
bierze nad nią górę bojaźń. Żadną miarą jednak nie upoważnia nas wspomniany tekst do 
twierdzenia, że charisma apostolatus może z czasem przestać w ogóle istnieć. Raczej myślą 
Apostoła jest to, że działanie owych darów nadprzyrodzonych, otrzymywanych przez nałożenie 
rąk, może być z czasem, wskutek braku odpowiednich wysiłków czy czujności, niejako 
osłabione, lecz nigdy nie zaniknie całkowicie. Patrząc na rzecz z drugiej strony można 
powiedzieć, że jest to rezultat osłabienia wiary we wszechmoc Boga, dającego ludziom coś ze 
swej mocy po to, by głosili Ewangelię. Tego rodzaju interpretacja potwierdza całkowicie 
użycie przymiotnika „bojaźliwy”, który jest zawsze synonimem małoduszności i braku 
zaufania do Boga.

Zachęcając do odwagi apostolskiej Paweł przypomina również, iż Tymoteusz otrzymał nie 

ducha bojaźni, lecz ducha miłości. Ciągłe uświadamianie sobie owej wielkiej lekcji miłości, 
owszem, życie tą miłością na co dzień, sprawia, iż człowiek staje się wolny od wszelkiego 
lęku. Także ludzi powołanych do głoszenia Ewangelii nic nie odstraszy od spełniania 
powierzonej im misji, gdyż są wyposażeni w moc Boga samego, który ich posłał ku jej 
głoszeniu, co tak wyraźnie św. Łukasz stwierdzi: Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc oraz 
[władzę] nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili 
królestwo Boże i uzdrawiali chorych
 (

Łk 9,1–2

).

background image

Podobnie jak w 

Rz 8,35

 świadomość, że jest się kochanym przez Boga, stwarza gotowość 

znoszenia utrapień, ucisku, prześladowań, głodu i nagości, tak i tu ta sama pewność Bożego 
umiłowania każe Apostołowi cierpieć bez poddawania się uczuciom lęku. Co więcej, ludzkie 
słabości, będące zrozumiałym źródłem niepewności i obawy, staną się dla Pawła dzięki owej 
wierze w opiekuńczą moc Boga przedmiotem chluby i chlubienia się publicznego.

Nałożenie rąk sprowadziło na Tymoteusza prócz dwu wspomnianych darów także ducha 

umiarkowania lub trzeźwego myślenia. Termin ten oznacza przytomność umysłu, zdolność do 
właściwej reakcji w najbardziej trudnych, nieprzewidzianych sytuacjach; jest synonimem 
panowania nad sobą i spokoju. Bardziej naturalna w naszym wypadku byłaby antyteza 
pijaństwo – trzeźwość, a nie bojaźń – trzeźwość. Niemniej można się dopatrzyć pewnych 
rysów wspólnych między pojęciami znaczeniowymi wyrazów pijaństwo i bojaźń. Człowiek 
pijany nie zawsze jest bojaźliwy, raczej przeciwnie, często wykazuje nadmiar odwagi tak 
daleko posuniętej, że nawet nie można nazywać jego postępowania odważnym. Działa jakby w 
półświadomości, nie przewidując następstw swoich czynów. Pod tym właśnie ostatnim 
względem jest do niego podobny człowiek zaślepiony strachem, pozbawiającym możności 
kontrolowania tego, co się robi czy myśli. Podobnie nie korzysta z darów nadprzyrodzonych, 
ponieważ są „uśpione”, apostoł zastraszony, działający pod presją bojaźni.

Tak więc Tymoteusz, wspierany daną mu mocą Bożą, powinien mężnie stawić czoło 

wszelkim przeciwnościom i trudom. Powinien być gotów do podejmowania największych 
wysiłków, gdyż na to właśnie otrzymał specjalny charyzmat, charyzmat apostolatu. Sama 
wzmianka o tej mocy stanowi już swoistą motywację.

9.

 Przy sprawie owej motywacji Paweł zatrzyma się dłużej. Motywem, który powinien 

skłaniać Tymoteusza do podejmowania wspólnie z Pawłem apostolskich trudów, jest fakt 
powołania wszystkich ludzi do wiecznej chwały. Moc zobowiązująca powołania wypływa z 
tego, że na tak szczególną miłość nikt z ludzi wcale sobie nie zasłużył. Ten absolutnie 
darmowy charakter powołania nas przez Boga podkreśla Paweł w dwojaki sposób. Mówi 
najpierw wyraźnie, że dzięki naszym czynom zostaliśmy powołani, po czym, wyrażając tę 
samą myśl pozytywnie, oświadcza, że stało się to na mocy postanowienia Bożego i wskutek 
łaski, która została nam dana w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. A więc nie może 
być mowy o jakichkolwiek zasługach z naszej strony, skoro Bóg powziął swoje, pełne dobroci 
decyzje wtedy, kiedy nas jeszcze w ogóle nie było. Zresztą jest także mowa o łasce, a do samej 
istoty każdej łaski należy jej darmowość. Tak więc postanowienie Boże co do naszego 
powołania daje się umotywować tylko z kolei niczym już nie wytłumaczalną tajemnicą miłości 
Boga dla nas. I dlatego tak bardzo zobowiązujące jest samo powołanie.

Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi jest Jezus Chrystus. Przez Niego właśnie zsyła Bóg 

na nas wszelkie dobrodziejstwa. W Nim to została nam dana łaska przed wiecznymi czasami.

10.

 Ani o powołaniu nas przez Boga, ani o miłości Boga dla nas w ogóle nic byśmy nie 

wiedzieli, gdyby nie zostały nam one objawione w Jezusie Chrystusie, Pośredniku między 
Bogiem a ludźmi. Można zatem śmiało twierdzić, że Jezus Chrystus – to głoszone przez Jego 
osobę Objawienie odwiecznej dobroci Boga względem człowieka. Jezus Chrystus jest tu 
określany mianem Zbawiciela. Ten spotykany już w grece pozabiblijnej termin nabiera w 
pismach Pawła – bo jest to termin przede wszystkim Pawłowy – nowego znaczenia: jest 
wyraźnym nawiązaniem do soteryjnych wartości życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. 
Jego zbawcze dzieło zostało nam tu okazane jako pełny, absolutny tryumf życia nad śmiercią. 
Każdy chrześcijanin ma obecnie dostęp do owego życia. Musi przy tym spełnić jeden warunek: 

background image

uwierzyć Ewangelii, która – jak to Paweł wyjaśni na innym miejscu – jest mocą Bożą ku 
zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka
 (

Rz 1,16

).

Słowo głosicieli Dobrej Nowiny jest Słowem Bożym. Lecz od chwili, gdy to ostatnie 

wcieliło się w Jezusa, sam Chrystus określa słowo oraz istnienie tych, którzy je mają głosić. 
Mimo odmienności czasu, miejsca i słuchaczy głoszenie słowa zarówno proroków 
starotestowych, jak Jana Chrzciciela, Piotra czy Pawła, a nawet Jezusa ukazuje ten sam 
schemat i taką samą orientację: jest nawoływaniem do nawrócenia i ogłaszaniem pewnego 
wydarzenia. Dla głosicieli Dobrej Nowiny w NT wydarzeniem tym jest zbawcze dzieło Jezusa, 
które sprowadza się ostatecznie do triumfu Zbawiciela nad śmiercią.

11.

 Ten, który głosi słowo Boże, powinien to czynić jak herold, z całą wiernością, tak by 

osiągnęło ono swoją skuteczność, nawet jeśliby sam nauczający nie był nim przejęty w 
dostatecznym stopniu (

Flp 1,15–18

). Chrystus jest głoszony mimo wszystko. Nie to jest więc 

najważniejsze, przez kogo to się dzieje. Cały autorytet głoszącego słowo Boże wypływa z jego 
inwestytury apostolskiej. Posiada on pełnię władzy, przemawia z całą odwagą (

Dz 2,29

4,13.29.31

). Powinien głosić słowo Boże w porę i nie w porę (

2 Tm 4,2

). Jeżeli nauczając, 

całkowicie zaufał Bogu (

1 Tes 2,2

Flp 1,20

), to dlatego, że uwierzył (

2 Kor 4,13

) i otrzymał 

dary uzdalniające go do sprawowania takiej posługi (

2 Kor 2,16n

3,4nn

). W przeciwnym razie 

kupczyłby podstępnie słowem Bożym (

2 Kor 2,17

1 Tes 2,4

). Ideał relacji, jakiej wymaga od 

słuchającego go i od głosiciela słowo Boże przedstawia Paweł w następujących słowach: Gdy 
przejęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jako to, 
czym jest naprawdę – jako słowo Boga, które działa w was, wierzących
 (

1 Tes 2,13

).

12.

 Jemu Jezus za swego życia ziemskiego przedstawia się jako Mocniejszy, który 

tryumfuje nad Mocnym (

Łk 11,21–22

), tj. nad szatanem, władcą tego świata. W przeddzień 

swej śmierci upomina uczniów, żeby się nie lękali świata, który będzie ich ścigał w swej 
nienawiści: Odwagi! Jam zwyciężył świat (

J 16,33

). Zwycięstwo to posiada charakterystyczne 

rysy tryumfu przepowiedzianego kiedyś Słudze Jahwe. Lecz pełne, całkowite zwycięstwo nad 
grzechem i śmiercią odniósł Chrystus w chwili swego zmartwychwstania. To właśnie wtedy 
Zbawiciel poprowadził za swym zwycięskim rydwanem wszystkie pokonane Władze (

Kol 

2,15

). Zwycięstwo to stanie się w pełni widoczne wtedy, kiedy Mesjasz zawładnie wszystkimi 

przeciwnymi Mu Mocami i pokona na zawsze śmierć, będącą Jego ostatnim wrogiem (

1 Kor 

15,24nn

). Krzyż, wyraz pozornej klęski, zapewnił zwycięstwo tego, co święte, nad grzechem, 

tego, co żyje, nad śmiercią.

STRZEC POWIERZONEGO SKARBU (1,13–18)

13

 Zdrowe zasady, któreś posłyszał ode mnie, zachowaj jako wzorzec w wierze i miłości w 

Chrystusie Jezusie. 

14

 Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.

15

 Wiesz o tym, że odwrócili się ode mnie wszyscy ci, którzy są w Azji, a pośród nich Figelos i 

Hermogenes. 

16

 Niech Pan użyczy miłosierdzia domowi Onezyfora za to, że często mnie pokrzepiał 

i łańcucha mego się nie wstydził, 

17

 lecz skoro przybył do Rzymu, gorliwie zaczął mnie szukać i 

odnalazł. 

18

 Niechaj mu Pan dozwoli znaleźć w owym dniu miłosierdzie u Pana! A jak wiele mi 

wyświadczył w Efezie, ty wiesz lepiej.

13–14.

 Naukę Chrystusową nazywa Paweł zdrowymi zasadami dlatego, że ona właśnie 

zapewnia człowiekowi zdrowie nadprzyrodzone, zabezpieczając go przed schorzeniami duszy, 

background image

które niesie ze sobą świat. Na miano chorych zaś zasługują w pierwszym rzędzie ci, którzy 
fałszują Dobrą Nowinę. Drogowskazami na całe życie winny być dla Tymoteusza wiara i 
miłość, cnoty mające za przedmiot Jezusa Chrystusa. Do pełnego zjednoczenia z Nim powinno 
ostatecznie zmierzać całe życie każdego chrześcijanina. Sprawa więc jest jasna. Tymoteusz 
otrzymał wszystkie niezbędne wskazania. Nie pozostaje mu teraz nic innego, jak tylko strzec 
wiernie otrzymanego depozytu, niczego od siebie nie dodając, niczego nie zmieniając, gdyż 
chodzi o słowo Boże, któremu należy się najwyższy szacunek. Nie jest to zadanie łatwe, może 
nawet wręcz niemożliwe do zrealizowania bez pomocy Ducha Świętego, który przecież po to 
nas mieszka
, by nas we wszystkim wspierać.

15–18.

 Nie chodziło, być może, o formalne odwrócenie się od chrześcijaństwa jako 

takiego, lecz o odżegnywanie się – z bojaźni lub ze wstydu – od osoby Apostoła, który 
przebywał w więzieniu. Paweł spodziewał się czegoś więcej od Kościołów Azji Mniejszej, a 
chyba już szczególnie liczył na wspomniane tu – zresztą wcale nie znane bliżej – dwie 
osobistości: Figelosa i Hermogenesa. Być może sądził, że ludzie ci mogliby przyjść mu ze 
szczególnie skuteczną pomocą, kiedy przebywał w więzieniu. Można sobie wyobrazić, jak 
bardzo czuł się Paweł przygnębiony z powodu tego opuszczenia przez wszystkich. Jeśli o tym 
mówił, to może – w sposób aluzyjny – spodziewał się jakiejś interwencji ze strony Tymoteusza.

Zdarzały się jednak w tym ogólnym przygnębieniu chwile radości i pokrzepienia. 

Stwierdzenie, że dom Onezyfora nie wstydził się więzów Pawła, nasuwa przypuszczenie, iż 
wstyd – źle zresztą pojęty – był głównym motywem odejścia prawie wszystkich od Pawła. W 
tej sytuacji postawa Onezyfora zasługiwała na szczególne uznanie. Nie proszony, nie 
powiadomiony przez Pawła, odnalazł miejsce jego pobytu – na pewno nie bez trudności – co 
Apostoł uznał za wyraz szczególnego miłosierdzia Bożego nad sobą i modlił się o zapłatę 
wieczną dla Onezyfora. Zresztą nie było to pierwsze dobrodziejstwo, którego Paweł od niego 
doznał. Znajomość i serdeczna przyjaźń sięgała czasów pobytu Pawła w Efezie, o czym 
wiedział dobrze także Tymoteusz. Wzmianka o Onezyforze to piękny przykład wdzięczności, 
jaką żywił Apostoł dla swych dobroczyńców.

TRUDZIĆ SIĘ PO ŻOŁNIERSKU (2,1–13)

2

 

1

 Ty więc, moje dziecko, nabieraj mocy dzięki łasce, która jest w Chrystusie Jezusie, 

2

 a to, 

co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż wiarygodnym ludziom, którzy 
będą zdolni nauczać też innych. 

3

 Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz 

Chrystusa Jezusa. 

4

 Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w zabiegi około utrzymania, żeby się 

spodobać temu, kto go zaciągnął. 

5

 Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko 

[wtedy], gdy walczył przepisowo. 

6

 Rolnik, który się trudzi, pierwszy powinien korzystać z plonów. 

7

 

Rozważaj, co mówię, albowiem Pan da ci zrozumienie we wszystkim. 

8

 Pamiętaj na Jezusa 

Chrystusa, potomka Dawida. On według Ewangelii mojej powstał z martwych. 

9

 Dla niej znoszę 

niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo spętaniu. 

10

 Dlatego znoszę 

wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie, wraz z 
wieczną chwałą. 

11

 Nauka to godna wiary:

Jeżeli bowiem z Nim współumarliśmy,
z Nim także żyć będziemy.

12

Jeśli trwamy w cierpliwości,
z Nim też królować będziemy.
Jeśli się będziemy Go zapierali,
to i On nas się zaprze.

background image

13

Jeśli my odmawiamy wierności,
On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.

1–2.

 Będąc u kresu życia Paweł jest coraz bardziej zaniepokojony przyszłymi losami 

Kościołów, a może w szczególności leży mu na sercu przyszłość wspólnoty efeskiej, 
wykazującej pewną oziębłość w wierze, a ponadto nękanej szkodliwą działalnością tamtejszych 
pseudoapostołów. Dlatego większość napomnień skierowanych do Tymoteusza dotyczy 
konieczności wiernego i nade wszystko mężnego trzymania się depozytu wiary. Do tego 
potrzebna jest – o czym Paweł również wielokrotnie mówił – pomoc Boża w postaci coraz to 
nowych łask, zsyłanych ludziom za sprawą i dzięki zasługom Jezusa Chrystusa. Treść depozytu 
wiary, powierzonego pieczołowitej trosce Tymoteusza, ten ostatni otrzymał nie tylko wprost od 
Pawła, lecz także od jego wysłanników, o których zresztą nic dokładniejszego nie wiemy.

3–4.

 Od metafor sportowych, o których już była mowa przy wyjaśnianiu innych listów 

Pawła, należy odróżnić przenośnie zaczerpnięte z życia i walk żołnierskich. Co prawda tutaj 
jeden raz tylko głoszącego Ewangelię nazywa Paweł żołnierzem i jeden raz tylko własną 
apostolską posługę przyrównuje do bojowania (

2 Kor 10,4

), ale dość często mówi o sobie, że 

walczy, że bój prowadzi, mając na myśli głoszenie Ewangelii. Nie prowadzimy walki według 
ciała
 (

2 Kor 10,3

) – oświadcza Koryntianom, przeciwstawiając siebie pseudoapostołom. 

Tymoteuszowi nakazuje, aby toczył dobrą walkę zgodnie ze świadectwem, jakie o nim dawano 
(

1 Tm 1,18

), stwierdza wreszcie, mówiąc o swoim prawie do wynagrodzenia za apostolską 

pracę, że nikt nie pełni żołnierskiej służby na własnym żołdzie (

1 Kor 9,6

) i tutaj: nikt 

walczący po żołniersku nie wikła się w zabiegi około utrzymania, żeby się spodobać temu, kto 
go zaciągnął
 (

2 Tm 2,4

).

Wydaje się, że w tym wypadku chodzi o specjalny rodzaj wojny, o żołnierzy zaciężnych, 

którzy dobrowolnie zgłaszali się do służby wojskowej. Chęć uzyskania jak największych 
zysków, a może i pewnych wyróżnień, skłaniała wojujących do starań o zrobienie jak 
najlepszego wrażenia na tych, którzy ich zwerbowali do swego hufca. Od takiej oceny bowiem 
wiele zależało. Dlatego też nie interesują żołnierza sprawy codziennego utrzymania. Aluzja to 
bardzo wyraźna do praw, które przysługują Tymoteuszowi z racji jego apostolskiej posługi dla 
dobra wspólnoty.

Wszystkie obrazy zaczerpnięte z życia lub walk żołnierskich mają charakter tak ogólny, iż 

trudno nawet pytać, czy Paweł czyni aluzje do wojskowych stosunków greckich czy 
żydowskich. Koloryt specjalnie hellenistyczny zdaje się mieć 

1 Kor 9,6

 ze względu na 

wzmiankę o żołdzie, choć przyznać trzeba, że zwyczaj płacenia żołdu był znany także u 
Izraelitów, i to głównie w odniesieniu do tzw. oddziałów najemnych (por. 

1 Sm 14,52

16,18n

18,2

21,8

22,18

 itd.).

5.

 Z kolei przenosimy się na stadion sportowy. Zapaśnicy liczyć mogą na osiągnięcie 

wieńca zwycięstwa tylko wtedy, gdy będą walczyć dokładnie według ustalonego regulaminu. 
Wszelkie odchylenia od obowiązujących przepisów, wszystkie chwyty nieuczciwe z pewnością 
zostaną zauważone i pozbawią rzekomego zwycięzcę upragnionej nagrody. Tak też rzecz się 
ma z pracą apostoła lub zarządcy Kościoła. Prowadząc zapasy z wszelkimi przejawami zła, 
może on liczyć na wieczną nagrodę tylko wtedy, kiedy wiernie przestrzega zasad nauki 
Chrystusowej, niczego od siebie nie dodając, niczego nie zmieniając, choćby z 
najszlachetniejszych pobudek, np. żeby uczynić Ewangelię łatwiejszą do wprowadzenia w 
życie.

background image

6.

 O swojej pracy misyjnej powiedział Paweł, że jest sianiem, działalność zaś koryncką 

Apollosa określił mianem podlewania (

1 Kor 3,6n

). Gdzie indziej stwierdza, że apostoł może 

liczyć na słuszną zapłatę za swoje trudy, zupełnie tak, jak ten, kto sadząc winnicę spodziewa 
się spożywania z niej owoców (

1 Kor 9,7

), lub jak ten, kto orząc ziemię, ma nadzieję zbierania 

plonów, albo wreszcie jak ten, kto młócąc, jest przekonany, że będzie zgarniał ziarno (9,10). 
Nieco dalej swoje nauczanie nazywa „zasiewaniem dóbr duchowych” zastrzegając sobie przy 
tym prawo do uczestnictwa w żniwie dóbr doczesnych (

1 Kor 9,11

). Wszystkie trzy 

wymienione tu metafory – wojskowa, sportowa i rolnicza – uwydatniają w sposób szczególny 
potrzebę wysiłku w pracy apostolskiej. Bez uczciwego trudu apostoł nie może liczyć na 
wieczną zapłatę, podobnie jak nie może się spodziewać żołdu i wyróżnień wojskowych 
żołnierz nie walczący uczciwie, nagrody zwycięstwa – sportowiec, a obfitych plonów – rolnik.

7.

 Wszystkie te pouczenia i obrazy powinny być dla Tymoteusza przedmiotem wnikliwych 

rozważań. Paweł rzuca idee ogólne, do Tymoteusza zaś należy wysnuwanie z nich 
praktycznych i bardziej szczegółowych wniosków. Dzięki łasce Bożej rozumie Tymoteusz 
wszystko jak należy i będzie wiedział, co powinien czynić.

8–9.

 Jednakże bardziej niż najtrafniejsze metafory literackie winna Tymoteusza 

mobilizować ciągła pamięć o Jezusie, dobrowolnie ogołoconym, lecz także wywyższonym dla 
naszego zbawienia (por. 

Flp 2,6–11

). Dobrowolne uniżenie Syna Bożego polegało m.in. na 

tym, że zechciał On przyjąć ludzkie ciało, mieć swoich ludzkich przodków, z najznakomitszego 
co prawda rodu, lecz czymże jest człowiek, nawet najdoskonalszy, wobec Boga? Początkiem 
zaś Jego wywyższenia było Jego zmartwychwskrzeszenie. Prawda o tym wywyższeniu jest 
zresztą zaakcentowana szczególnie mocno. Cała sekwencja Jezus Chrystus… potomek 
Dawida… zmartwychwstały
 stanowi najprawdopodobniej fragment wczesnochrześcijańskiego 
wyznania wiary lub jakiegoś hymnu liturgicznego. Pamięć o drodze, jaką przeszedł Chrystus, 
ma być źródłem pokrzepienia i nadziei dla każdego chrześcijanina, który właśnie przez to 
upodabnia się do swego Mistrza, że kroczy w ślad za Nim. Zresztą Paweł sam, właśnie w 
momencie pisania 2 Tm, przebywając w więzieniu, opuszczony przez wszystkich, w wizerunku 
Chrystusa, umęczonego i wywyższonego, szukał pokrzepienia i otuchy.

Wyrazem otuchy, która wstąpiła w uwięzionego Pawła, było m.in. stwierdzenie, że słowo 

Boże nie uległo spętaniu. Człowieka, który głosi słowo Boże, można uwięzić jak złoczyńcę, 
można go zmusić do milczenia, i to tak skutecznie, że już nigdy nie przemówi, ale słowa 
Bożego raz wypowiedzianego nikt i nic nie może skrępować. Oto np. jaką reakcję 
spowodowało uwięzienie Pawła: I tak więcej braci, ośmielonych w Panu moimi kajdanami, 
bardziej się odważa głosić bez lęku słowo Boże
 (

Flp 1,14

).

10.

 Okazuje się, że nawet będąc w więzieniu i nie mogąc głosić Dobrej Nowiny Paweł 

wcale nie czuje się bezradny w swym apostolskim powołaniu. Może jeszcze cierpieć i jest 
przekonany, że owe cierpienia przyspieszą również wielu ludziom wejście do chwały, w której 
już przebywa Chrystus.

11–13.

 Znów, według wszelkiego prawdopodobieństwa, mamy do czynienia z 

fragmentem jakiegoś wczesnochrześcijańskiego hymnu liturgicznego, którego treść wprowadza 
nas już w samo sedno mistyki chrystologicznej. W kilku kolejnych zdaniach warunkowych 
powtarza się – choć w niejednakowy sposób – ta sama myśl: wierność Chrystusowi, 
zjednoczenie z Nim w Jego cierpieniach gwarantują przyszłe wejście do wspólnej z Nim 
chwały. Ciągle więc bazuje się na bardzo spopularyzowanej przez Pawła idei naszej 
solidarności z Chrystusem: współumieranie z Nim prowadzi do udziału w Jego pełnym życiu, 

background image

udział zaś w Jego poniżeniu i cierpieniach zapewnia możność współkrólowania. Lecz jeśli my, 
tu na ziemi, nie będziemy chcieli mieć nie wspólnego z Chrystusem, to również On nie zechce 
kiedyś mieć nic wspólnego z nami. Po prostu zaprze się nas, zgodnie zresztą z Jego własnym 
ostrzeżeniem: Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który 
jest w niebie
 (

Mt 10,33

). Jednakże jak długo człowiek żyje, powinien pamiętać, iż mimo jego 

ludzkich niewierności i sprzeniewierzeń się Chrystusowi, Chrystus jest bezgranicznie wierny w 
swej miłości Dobrego Pasterza: chodzi i niezmordowanie szuka zbłąkanych owiec, zaprasza na 
coraz to nowe gody, idzie przez świat wszystkim dobrze czyniąc. Gdyby postępował inaczej, 
nie byłby sobą, nie byłby Tym, który nas umiłował i wydał samego siebie za nas – Pawłowe 
ulubione określenie Osoby Jezusa.

JAK WALCZYĆ Z SZERZĄCYMI HEREZJE (2,14–21)

14

 To wszystko przypominaj, dając świadectwo w obliczu Boga, byś nie walczył o same słowa, 

bo to się na nic nie zda, [chyba tylko] na zgubę słuchaczy. 

15

 Staraj się, byś sam stanął przed 

Bogiem jako godny uznania pracownik, który nie przynosi wstydu, trzymając się prostej linii prawdy. 

16

 Unikaj zaś światowej gadaniny; albowiem uprawiający ją będą coraz bardziej się zbliżać ku 

bezbożności, 

17

 a ich nauka jak gangrena będzie się szerzyć wokoło. Do nich należą Hymenajos i 

Filetos, 

18

 którzy odstąpili od prawdy, mówiąc, że zmartwychwstanie już nastąpiło, i wywracają 

wiarę niektórych. 

19

 A przecież stoi mocny fundament Boży, taką oto mając pieczęć:

Zna Pan tych, którzy są Jego (

Lb 16,5

 LXX), oraz:

Niechaj odstąpi od nieprawości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego (

Ps 6,9

Iz 52,11

28,16n

).

20

 Przecież w wielkim domu znajdują się nie tylko złote i srebrne naczynia, lecz także 

drewniane i gliniane: jedne do użytku zaszczytnego, a drugie do niezaszczytnego. 

21

 Jeśliby więc 

ktoś oczyścił siebie samego z tego wszystkiego, będzie naczyniem zaszczytnym, poświęconym, 
pożytecznym dla właściciela, przygotowanym do każdego dobrego czynu.

14.

 Nauczanie Tymoteusza powinno mieć charakter pozytywnego wykładu przede 

wszystkim tych prawd chrystologicznych, o których przed chwilą była mowa. Nie powinien 
Tymoteusz wdawać się w dyskusję nad sensem poszczególnych terminów. Nie przynosi to 
bowiem żadnego pożytku nikomu, a zwłaszcza prostszym, niewykształconym wiernym, a 
właśnie z takich składała się głównie wspólnota efeska.

15.

 Z troską o dobro wiernych wiąże się z konieczności staranie przełożonego wspólnoty o 

swoją własną duszę. Otóż stanie on kiedyś przed Bogiem jako godny uznania pracownik tylko 
pod warunkiem, że w swym nauczaniu trzymać się będzie wiernie prawd głoszonych przez 
Chrystusa, że nie będzie odchodził ani na chwilę od prostej linii prawdy.

16–18.

 Jeszcze raz owej prawdzie przeciwstawia Apostoł światową gadaninę, która w 

rezultacie prowadzi do bezbożności, ogarniającej coraz szersze kręgi wiernych. Nie są to 
ostrzeżenia „na wyrost”, lecz bolesne wnioski wysnute z rzeczywistości wszystkim 
prawdopodobnie dobrze znanej, gdyż z pewnością wiernym Efezu nie były obce nazwiska 
Hymenajosa i Filetosa. O wyłączeniu pierwszego ze społeczności chrześcijańskiej mówił 
Paweł już w 

1 Tm 1,20

, drugi nie jest bliżej znany. W każdym razie obaj przedstawiali w 

sposób błędny naukę o zmartwychwstaniu ciał. Możliwe, że byli oni zwolennikami tzw. 
duchowego zmartwychwstania, nie precyzując prawdopodobnie, na czym polegała jego natura, 
lecz ograniczając się do negowania nauki o przyszłym ożywieniu wszystkich zmarłych (por. 

background image

Kor 15,20–24

). Gdzie indziej już wykazał Paweł, jak zgubne są dla całokształtu przekonań 

religijnych chrześcijanina błędy dotyczące powszechnego zmartwychwstania (por. 

1 Kor 15

). 

Dlatego trzeba było tak surowo potraktować Hymenajosa i jemu podobnych.

19.

 Lecz przypadki w rodzaju wspomnianego przed chwilą należą do odosobnionych i na 

pewno nie są w stanie zniszczyć prawdziwej nauki, która za źródło i fundament ma samego 
Boga, a znajduje się pod troskliwą opieką Kościoła. Przypomina on swym wyglądem potężną 
budowlę z dwoma ostrzeżeniami widniejącymi na jego froncie: jedno z nich oznajmia, że Pan 
zna tych, którzy przyznają się do Niego (por. 

Lb 16,5

), co oznacza, że darzy swoją opieką tych, 

co Go miłują, zwracają się do Niego o pomoc – i tylko ci zresztą mają prawo na ową pomoc 
liczyć. Treść zaś drugiego napisu, będącego kompozycją różnych cytatów ST (por. nadto 

Kpł 

24,16

Joz 23,7

) nakłania do wyrzeczenia się wszelkich nieprawości tych, którzy wzywają 

imienia Pańskiego: krótko mówiąc, jest swoistą modyfikacją ostrzeżenia Chrystusowego o 
absolutnej niemożliwości służenia równocześnie Bogu i mamonie. Mieszkańcy domu Bożego, 
którym jest Kościół, muszą być wolni od wszelkiej nieprawości.

20.

 Pozostając nadal przy metaforze przedstawiającej Kościół jako budowlę, uspokaja 

Paweł Tymoteusza, a z pewnością także wszystkich chrześcijan efeskich, wyjaśniając, że nie 
ma nic dziwnego w tym, iż w Kościele obok autentycznych, nienagannych wyznawców 
Chrystusa zdarzają się także błędnowiercy, czyli zbłąkane owieczki, tak jak w każdym domu, 
obok sprzętów, naczyń, przedmiotów przeznaczonych do szlachetnego, wzniosłego użytku 
zdarzają się również przedmioty o przeznaczeniu bardzo prozaicznym, z czym wiąże się 
prowizoryczność ich wykonania i nietrwałość materiału, z którego są zrobione.

21.

 Istnieje jednak możliwość uszlachetnienia tych przedmiotów i naczyń 

małowartościowych. Przez oczyszczenie, doprowadzenie ich do pełnej sprawności czyni się z 
nich naczynia szlachetne, pełnowartościowe. Oto wskazanie i zarazem słowa pokrzepienia dla 
tych, którzy zbłądziwszy pragnęliby jednak powrócić. Nie wszystko stracone, gdyż Bóg jest 
niewyczerpany w swoim miłosierdziu, nigdy nie czyha na zgubę grzesznika, lecz czyni 
wszystko, żeby się nawrócił i żył.

PRZYMIOTY SŁUGI BOŻEGO (2,22–26)

22

 Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami, a zabiegaj o sprawiedliwość, wiarę, miłość, 

pokój – wraz z tymi, którzy wzywają Pana czystym sercem. 

23

 Unikaj natomiast głupich i 

niedowarzonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. 

24

 A sługa Pana nie powinien się wdawać 

w kłótnie, ale [ma] być łagodny względem wszystkich, skory do nauczania, zrównoważony. 

25

 

Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie w 
stronę pełnego poznania prawdy 

26

 i może oprzytomnieją i wyrwą się z sideł diabła, przez którego 

żywcem zostali schwytani i zdani na wolę tamtego.

22.

 Zajęty ustawiczną troską o całą wspólnotę, nie może też Tymoteusz zapominać o 

własnej duszy, o ciągłym kontrolowaniu własnego postępowania, tym bardziej, że jest przecież 
jeszcze ciągle młodym człowiekiem (por. 

1 Tm 4,12

), a wiek ten ma, jak wiadomo, swoje 

prawa. Chodziło tu może o wystrzeganie się zbytniego liberalizmu, nierealnego entuzjazmu itp. 
Otóż Tymoteusz musi być dla całej wspólnoty przykładem sprawiedliwości, wiary, miłości i 

background image

pokoju, a więc tych wszystkich cnót, które czynią z człowieka żywy obraz Jezusa Chrystusa, 
regulując jego postawę tak wobec Boga, jak i wobec bliźnich.

23–24.

 Już po raz trzeci nakazuje Paweł Tymoteuszowi, żeby unikał jałowych dyskusji, 

które nie przynosząc żadnych korzyści duchowych, tak często przeradzają się w zwykłe, 
ordynarne kłótnie. Otóż wdawanie się w tego rodzaju polemiki w najwyższym stopniu nie 
przystoi słudze Pańskiemu, który powinien być wzorem równowagi i panowania nad sobą. Jak 
Abraham, Mojżesz, Dawid, Izajasz w ST, a Paweł oraz inni apostołowie w NT, tak również 
Tymoteusz jest nazwany sługą Pana.

25–26.

 Słudze Bożemu nie może zabraknąć cierpliwości i opanowana nawet wobec ludzi 

wrogo nastawionych do Ewangelii. Łagodność i wyrozumiałość, okazywane im z całą 
wielkodusznością, stwarzają większe i bardziej realne nadzieje na ich nawrócenie niż kłótnie, 
spory i zażarte polemiki, w których tak łatwo o utratę kontroli nad samym sobą. Trwanie tych 
ludzi w błędzie nazywa apostoł pozostawaniem w sidłach diabła. Tak więc w błędnowierczej 
działalności fałszywych nauczycieli efeskich Paweł dopatruje się bardzo wyraźnie inspiracji 
samego szatana (por. 

Mt 13,25n

). Jednakże, choć zdani na wolę szatana, mogą się z niej jeszcze 

uwolnić. Decyzja zależy, praktycznie rzecz biorąc, tylko od nich.

ZAPOWIEDŹ WIELKIEGO ODSTĘPSTWA (3,1–9)

3

 

1

 A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. 

2

 Ludzie bowiem będą 

samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, 

3

 

bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, 

4

 

zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosze niż Boga. 

5

 Będą okazywać pozór 

pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń! 

6

 Z takich bowiem są ci, co wślizgują się 

do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane różnorakimi 
pożądaniami, 

7

 takie, co to ciągle się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy. 

8

 Jak 

Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o 
spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną: 

9

 bo ich 

bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawna się stała.

1–5.

 Niejeden raz już zapowiadał Paweł nieszczęścia, jakie spadną na ludzkość w czasach 

ostatecznych, wiele razy również mówił o przypadających na owe dni licznych odstępstwach 
od prawdziwej wiary (por. np. 

2 Tes 2,3

1 Tm 4,1–5

). Zapowiadał to zresztą nie mniej 

wyraźnie sam Chrystus: Wielu zachwieje się w wierze; będą wzajemnie się wydawać i jedni 
drugich nienawidzić. Powstaną liczni fałszywi prorocy i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ 
wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu
 (

Mt 24,10–12

; por. 

Mk 13,24

Łk 21,25–28

). 

Korzeniem wszystkich występków, które ludzkość będzie powszechnie popełniać, składających 
się w sumie na niesłychanie ponury obraz świata, okażą się chciwość i samolubstwo, wskutek 
czego rozkosz, chęć użycia będą przekładane ponad Boga samego. Ludzie ci co prawda okażą 
jeszcze niekiedy pozory pobożności, będzie to już jednak tylko iluzja. Nie na wiele też zdadzą 
się wszelkie pouczenia i perswazja. Paweł nakazuje Tymoteuszowi po prostu unikać tego 
rodzaju ludzi. Rozpocznie się już bowiem czas definitywnego oddzielenia wyznawców 
Chrystusa od zwolenników szatana.

6–7.

 Oto niektóre metody postępowania tych, co dali się sami uwieść i stali się z kolei 

apostołami szatana. Między innymi próbują oni przeciągnąć na swoją stronę bezwolne kobiety, 

background image

nie panujące nad swoimi pożądaniami, pod pozorem szukania coraz głębszej i obszerniejszej 
wiedzy oddające się występkom wspólnie z ich pseudonauczycielami.

8–9.

 I znów, jakby chcąc uspokoić Tymoteusza, przypomina Paweł analogiczne wypadki 

przeciwstawienia się woli Bożej już w ST. Dwaj czarownicy, którym dopiero późniejsza 
tradycja nadała imiona Jannes i Jambres, na polecenie faraona czynili podobne jak Mojżesz i 
Aaron cuda. Otóż tak samo spaczony umysł posiadają teraz ludzie próbujący przeciwstawić się 
prawdzie Ewangelii. Przyjdzie czas, że nie tylko ich niecne uczynki, lecz także najskrytsze 
myśli, z których zrodziły się owe czyny, staną się wszystkim jawne. Bezowocne okażą się 
również w pewnym momencie ich dalsze knowania: Bóg nie dopuści bowiem do tego, by zło 
zatryumfowało w całej pełni, co Paweł już wielokrotnie stwierdzał (por. np. 

2 Tes 2,8

).

TRWAĆ W POWOŁANIU (3,10–17)

10

 Ty natomiast poszedłeś śladami mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, 

miłości, wytrwałości, 

11

 prześladowań, cierpień, jakie mnie spotkały w Antiochii, w Ikonium, w 

Listrze. Jakież to prześladowania zniosłem – a ze wszystkich wyrwał mnie Pan! 

12

 I wszystkich, 

którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania. 

13

 Tymczasem ludzie źli i 

zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze, błądząc i [innych] w błąd wprowadzając. 

14

 

Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. 
Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, 

15

 które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku 

zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. 

16

 Wszelkie Pismo [jest] przez Boga natchnione i 

pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do wychowania w sprawiedliwości – 

17

 aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu.

10–11.

 Postępowaniu błędnowierców, piętnowanemu już wielokrotnie, przeciwstawia 

Paweł styl życia Tymoteusza, który poszedł wiernie jego śladami, swojego mistrza. Głosił on tę 
samą, co Paweł naukę, żył podobnie jak on, prawdopodobnie z pracy rąk własnych, miał takie 
same apostolskie zamiary zdobycia dla Chrystusa całego świata, był podobnie niezachwiany w 
wierze, wytrwały w znoszeniu niewygód codziennego życia, wielkoduszny w miłości, gotowy 
na te same cierpienia, które podczas różnych swoich podróży misyjnych znosił Paweł i które 
Tymoteuszowi również dobrze były znane: kamienowanie w Listrze, rodzinnym mieście 
Tymoteusza (

Dz 14,19

); wypędzenie z Antiochii (13,50), ucieczka z Ikonium z obawy przed 

grożącym ukamienowaniem (14,5n) itp. Wyraźną opiekę Bożą nad sobą odczuwał Paweł 
zwłaszcza wtedy, gdy był wprost cudownie wyprowadzany z niejednego więzienia. Bóg jest 
bowiem potężniejszy niż najmocniejsze ludzkie zapory.

12.

 Rzadko kto chyba zrozumiał tak dobrze jak Paweł, że cierpienie i ucisk stanowią 

nieodłączną cząstkę chrześcijańskiego życia. Nie ma innej drogi do naśladowania Chrystusa, 
który sam zapowiedział to zresztą bardzo wyraźnie: Będziecie w nienawiści u wszystkich z 
powodu mego imienia
 (

Mt 10,22

). Warto jednak również pamiętać, że Chrystus obiecał także 

specjalną nagrodę tym, którzy będą cierpieć dla Jego imienia: Błogosławieni jesteście, gdy 
[ludziewam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na  
was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie
 (

Mt 5,11n

). Tak więc 

Tymoteusz cierpieniami, które na niego przyjdą, nie powinien czuć się ani zbyt zaskoczony, ani 
zmartwiony.

background image

13.

 Znów przechodzi Apostoł do charakterystyki działalności destrukcyjno-wywrotowej 

ludzi złych. Przewrotność ich postępowania będzie się potęgować dosłownie z każdym dniem, 
zataczając coraz szersze kręgi i uwodząc coraz to nowych ludzi.

14–15.

 Jeszcze jedno napomnienie dotyczące trwania przy nauce, którą otrzymał 

Tymoteusz od Pawła. Ostatecznie bowiem nie była to nauka Pawła, lecz samego Boga 
przemawiającego do ludzi przez Pismo Święte. Od wspomnianej już tak chlubnie matki i babki 
uczył się Tymoteusz szacunku dla Biblii, jako księgi tej mądrości, która wiedzie do zbawienia 
przez to, że prowadzi ludzi do wiary w Jezusa Chrystusa. Tak więc nie omieszkał Paweł 
nawiązać do jednej z głównych zasad swojej hermeneutyki biblijnej: całe Pismo święte 
powinno być odczytywane chrystologicznie.

16.

 Lecz powaga Pisma Świętego, jako księgi zawierającej niezawodną mądrość, ma swe 

źródło w fakcie natchnienia tej księgi. Termin wyrażający ideę natchnienia dosłownie może 
znaczyć: tchnący Bogiem obok „przez Boga natchniony”. Jakkolwiek zresztą rozumiałoby się 
sens tego dość trudnego do skomentowania słowa nie ulega wątpliwości, że przez Biblię 
przemawia do ludzi Bóg, i dlatego słowa w Biblii zawarte służą za argumenty w zwykłym 
nauczaniu, tj. przy podstawowym głoszeniu Dobrej Nowiny. One powinny stanowić ostateczną 
rację przekonującą człowieka o słuszności lub niesłuszności jakiejś prawdy; nimi uzasadnia się 
napomnienia i zachęty do prawego postępowania, w Biblii wreszcie znajdują się sugestywne 
przykłady sprawiedliwości.

17.

 Wszystkie wyliczone wyżej procesy wychowawcze lub różne aspekty tego samego 

procesu wychowania zmierzają do tego, by wszyscy ludzie – a już w szczególności ci, którzy 
określani są mianem mężów Bożych – stali się prawdziwie doskonałymi, gotowymi do 
spełniania dobrych czynów. Mężami Bożymi nazywani są przede wszystkim przełożeni 
Kościołów, ale także wszyscy chrześcijanie – jeśli są rzeczywiście wyznawcami Chrystusa – 
zasługują na takie określenie.

ZWALCZAĆ WSZELKIE ZŁO (4,1–5)

4

 

1

 Zaklinam cię na Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, oraz na 

Jego pojawienie się i na Jego królestwo: 

2

 głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, 

napominaj, podnoś na duchu z całą cierpliwością w każdym nauczaniu. 

3

 Przyjdzie bowiem chwila, 

kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią 
– będą sobie mnożyli nauczycieli. 

4

 Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku 

zmyślonym opowiadaniom. 

5

 Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, 

spełnij swe posługiwanie!

1.

 List zbliża się ku końcowi. Tematyka napomnień ciągle ta sama, ale sposób ich 

udzielania coraz bardziej uroczysty, z odwołaniem się do powagi samego Boga i Jezusa 
Chrystusa, lecz nie tego Jezusa z czasów życia w doczesnym poniżeniu, tylko z dni Jego 
przyjścia w królewskim majestacie najwyższego Sędziego. Ten Jezus, który będzie sądził 
żywych i umarłych, osądzi również troskę Tymoteusza o oddane jego pieczy Kościoły (por. 

Tm 5,21

).

2.

 Duszpasterskie zabiegi Tymoteusza, w zależności od zmiennych okoliczności, osób i 

czasu, muszą przybierać coraz to inny charakter: niekiedy wystarczy zwykłe pouczenie, kiedy 

background image

indziej trzeba ingerować bardzo szybko i w sposób zdecydowany, nieustępliwy, czasem 
zaistnieje konieczność wykazania komuś niewłaściwości jego postępowania lub błędu w tym, 
co mówi, wreszcie nieraz trzeba będzie podnosić na duchu wątpiących, pocieszać zbolałych. 
Wszystkiemu zaś musi towarzyszyć cierpliwość, bez której nie ma mowy o żadnym 
wychowywaniu czy nawet zwykłym napominaniu drugiego człowieka.

3–4.

 Jeszcze jedna charakterystyka nie tyle może głosicieli błędnych nauk, ile raczej ich 

słuchaczy, bardzo spragnionych coraz to innych nowinek i spotkań z coraz to nowymi 
nauczycielami. W tej pogoni za nowością zaczną w końcu świadomie odchodzić od tego, co ma 
charakter dawno już wypróbowanej prawdy, i zwracać się do zmyślonych opowiadań. Prawdę 
zwykły listy pasterskie nazywać Dobrą Nowiną, gdy tymczasem zmyślone opowiadania – to 
najprawdopodobniej nowa aluzja do wielokrotnie już wspominanych baśni i dociekań 
dotyczących rodowodów starotestamentalnych.

5.

 Wszystkie te machinacje powinny się rozbijać o spoistą, nieustraszoną posługę 

apostolską Tymoteusza, który jest tu nazwany ewangelistą, czyli głosicielem nauki o pełnym 
pokory życiu, męce, śmierci i chwalebnym zmartwychwstaniu Jezusa. Krzepiący, podnoszący 
na duchu charakter tego nauczania wynika z faktu, że wszystko, czego dokonał Chrystus, 
dokonał dla zbawienia każdego człowieka.

APOSTOŁ PRZEWIDUJE BLISKĄ ŚMIERĆ I NAGRODĘ (4,6–8)

6

 Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. 

7

 W 

dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. 

8

 Na ostatek odłożono dla mnie 

wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, 
ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.

6.

 Kilku rodzajów metafor używa Paweł na wyrażenie myśli o bliskim już końcu swego 

życia. Najpierw daje wyraz swej świadomości kapłańskiej: jest kapłanem, który składa ofiarę z 
własnego życia. Krew, jego na być przelana tak, jak była przelewana i spływała z ołtarza krew 
każdej żertwy w ST. W ten sposób czyni Apostoł niedwuznaczną aluzję do swojej męczeńskiej 
śmierci.

Wyrażenie nadeszła chwila rozłąki sugeruje obraz zażyłych, rodzinnych stosunków z 

najbliższymi, których mimo wielkiego ich umiłowania trzeba opuścić, ponieważ nadszedł 
moment rozstania; konieczność rozstania się wyraża także obraz odbijania okrętu od portu. 
Jednakże nie jest to – jak wynika z innych wypowiedzi Pawła – odejście w nieznane. Jest to 
powrót do domu Ojca, wejście do prawdziwej ojczyzny.

7.

 Kolejna metafora zaczerpnięta jest ze stadionu sportowego. Swoją apostolską 

działalność, obfitującą w nadludzkie wprost wysiłki i poświęcenia, przyrównuje Paweł do 
zwycięskiego biegu – jak wynika to z następującego kontekstu – do biegu zawodnika.

Dobre zawody oznaczają aluzję nie tyle może do wysokiego poziomu konkurencji 

sportowej, ile raczej do uczciwości i zdyscyplinowania zawodników lub też duchowo 
opłacalnego trudu. Słowa wiary ustrzegłem zdają się potwierdzać drugie przypuszczenie.

8.

 Wreszcie nastąpi radosna ceremonia wręczenia nagrody: przetrwały w ciągu tysiącleci 

obrzęd nakładania wieńca na głowę zdobywcy pierwszego miejsca. Nie będzie to jednak 

background image

wieniec z więdnącego kwiecia (

1 P 1,4

), tylko niezniszczalny diadem sprawiedliwości. Tego 

rodzaju nagrodę otrzyma zresztą nie tylko Paweł, lecz każdy chrześcijanin, który w podobny 
sposób trudził się nad pokonywaniem życiowych przeszkód, tęskniąc za ponownym przyjściem 
Jezusa. Każdy bowiem, kto żyje uczciwie, nie obawia się ponownego przyjścia Pana, bo wie, 
że nie czeka go żadna kara, lecz sprawiedliwie zasłużona nagroda. W takiej sytuacji również 
sama śmierć zatraca swoje groźne, przerażające oblicze, i człowiek oczekuje jej, podobnie jak 
Paweł, z całym spokojem i pogodą ducha.

OSTATNIE ZLECENIA I WIADOMOŚCI (4,9–18)

9

 Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. 

10

 Demas bowiem mnie opuścił, umiłowawszy ten 

świat, i podążył do Tesaloniki, Krescens do Galacji, Tytus do Dalmacji. 

11

 Tylko Łukasz jest ze mną. 

Weź Marka i przyprowadź ze sobą; jest mi bowiem potrzebny do posługi. 

12

 Tychika zaś posłałem 

do Efezu. 

13

 Opończę, którą pozostawiłem w Troadzie u Karpa, zabierz po drodze, a także księgi, 

zwłaszcza pergaminy. 

14

 Aleksander, brązownik, wyrządził mi wiele zła: odda mu Pan według jego 

uczynków (

Ps 28[27],4

). 

15

 I ty się go strzeż, albowiem sprzeciwiał się bardzo naszym słowom. 

16

 W 

pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili: niech im to nie będzie 
policzone! 

17

 Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie, aby się przeze mnie dopełniło 

głoszenie [Ewangelii] i aby wszystkie narody [je] posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. 

18

 Wybawi mnie Pan od wszelkiego złego czynu i ocali mnie, przyjmując do swego królestwa 

niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków. Amen.

9–12.

 Polecenia, przestrogi stają się coraz bardziej konkretne, związane z codziennym 

życiem Pawła, który czuje się prawie zupełnie opuszczony i dlatego chciałby jak najprędzej 
zobaczyć Tymoteusza. Spośród towarzyszy Apostoła niektórzy odeszli dlatego, że pociągnął 
ich świat. Takim właśnie okazał się Demas, wspomniany zresztą jeszcze dwukrotnie w listach 
Pawła (por. 

Kol 4,14

Flm 24

). Bogata, handlowa Tesalonika uwiodła go dobrami tego świata – 

zresztą możliwe, iż także los uwięzionego Pawła oddziaływał odstraszająco na jego 
towarzyszy, nie dość jeszcze umocnionych w wierze. Innych oddaliły ad Pawła naglące sprawy 
Ewangelii. Prawdopodobnie właśnie w celach misyjnych udali się apostołowie Krescens – 
tylko tu zresztą wspomniany – do Galacji, przez którą należy chyba rozumieć raczej Galię, a 
nie prowincję Galację, położoną w dzisiejszej Azji Mniejszej, i Tytus, jeden z najdroższych i 
najwierniejszych uczniów Pawła, do Dalmacji, wypełniwszy uprzednio zlecone mu na Krecie 
zadania (por. 

Tt 3,12

). Trwa wiernie przy boku Pawła jedynie Łukasz, zwany gdzie indziej 

umiłowanym lekarzem (

Kol 4,14

). Paweł pragnie mieć w czasie swych ostatnich dni przy sobie 

Jana Marka, tego, który nie wytrzymał trudów pierwszej podróży misyjnej i dlatego nie brał 
udziału w drugiej podróży, choć tak bardzo pragnął towarzyszyć Apostołowi. Ze słów tekstu 
wynika, że z czasem w stosunkach między Pawłem a Janem Markiem nastąpiła zasadnicza 
poprawa, że Marek oddał swemu Mistrzowi jeszcze niejedną przysługę i dlatego Paweł pragnął 
go mieć przy swym boku. Tychika wysłał do jego rodzinnego miasta, Efezu (

Dz 20,4

), by miał 

pieczę nad tamtejszym Kościołem podczas nieobecności Tymoteusza, którego Apostoł wezwał 
do siebie. Tychik cieszył się dużym zaufaniem Pawła: towarzyszył mu w jego podróży po 
trzeciej wyprawie misyjnej, z Grecji do Jerozolimy (

Dz 20,4

), nie odstępował od niego podczas 

pierwszego uwięzienia w Rzymie; przez Tychika właśnie posłał Paweł swoje listy do Efezjan 
(

Ef 6,21n

) i Kolosan (

Kol 4,7n

). Należy podziwiać niezwykłość troski apostolskiej, jaką Paweł 

żył dosłownie do ostatniego tchnienia; choć przebywa sam w więzieniu, to jednak słowo Boże 

background image

nie może być skrępowane. Trwa w nim też do ostatniej chwili miłość – jakże serdeczna – do 
jego wiernych przyjaciół, boli go ogromnie słabość tych, którzy odeszli. Jakże prawdziwe są 
słowa, które przekazał kiedyś Koryntianom: Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się 
słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął?
 (

2 Kor 11,29

).

13.

 Dwie jakże ludzkie, proste prośby kieruje Paweł do Tymoteusza: niech udając się do 

Rzymu wstąpi po drodze do Troady i zabierze zostawioną tam przez Apostoła opończę, tak 
bardzo potrzebną w więzieniu rzymskim podczas zbliżającej się zimy, oraz pewne księgi, 
zwłaszcza pergaminy
 – być może z tekstem Pisma Świętego, przechowywane podobnie jak 
płaszcz w domu nie znanego bliżej Karpa.

14–15.

 Być może, iż tego samego Aleksandra wspomina Paweł w 

1 Tm 1,20

. Nie 

wykluczone jest również, że jego postępowanie było szczególnie przykre dla Pawła podczas 
rozruchów zorganizowanych przez złotnika Demetriusza w Efezie. Zawód Aleksandra – 
brązownik – potwierdzałby słuszność tego przypuszczenia. Zło, jakie ten człowiek wyrządził 
Pawłowi, musiało być szczególnie wielkie, skoro Apostoł urzędowo i z całą powagą zapowiada 
mającą spaść na niego karę. Aleksander nie zaprzestał swej wrogiej względem Pawła 
działalności i dlatego Apostoł przestrzega przed nim także Tymoteusza, który prawdopodobnie 
znał już także czyny owego brązownika.

16–18.

 Z wysoce szkodliwą działalnością otwartych wrogów kojarzy Paweł dość smutne 

zachowanie się swych przyjaciół podczas pierwszego uwięzienia. Nikt przy nim nie pozostał; 
wszyscy go opuścili. Czy teraz będzie tak samo? Właściwie Paweł nie bierze im tego za złe. 
Rozumie ludzkie słabości, choć było mu wtedy bardzo przykro. Jednego jest pewien: 
jakkolwiek potoczą się dalsze jego losy, Pan go nie opuści. Jak wtedy został wyrwany z paszczy 
lwa
, by dalej głosić wszystkim narodom Dobrą Nowinę (

Dz 9,15

), tak i teraz uratuje go 

Chrystus. Jednakże przewiduje, że tym razem wybawi go On nie do dalszej pracy, lecz po to 
tylko, by doprowadzić swego apostoła, po trudach całego życia, do królestwa niebieskiego. W 
ten sposób stanie się zresztą zadość pragnieniu, któremu dawał Paweł wyraz już na wiele lat 
przedtem: Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk… Z dwóch stron doznaję 
nalegania: pragnę odejść a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze…
 (

Flp 1,21.23

).

Wszystkie te osobiste wspomnienia, połączone z niezachwianą wiarą w opiekę Pana, 

zamyka Apostoł krótką doksologią, zakończona liturgicznym Amen. W ciągu całego życia 
pragnął jedynie tego, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony.

KOŃCOWE POZDROWIENIA (4,19–22)

19

 Pozdrów Pryskę i Akwilę oraz dom Onezyfora. 

20

 Erast pozostał w Koryncie, a Trofima 

pozostawiłem w Milecie chorego. 

21

 Pośpiesz się, by przybyć przed zimą. Pozdrawiają cię Eubulos i 

Pudens, i Linus, i Klaudia, i wszyscy bracia. 

22

 Pan Jezus z duchem twoim!

Łaska [niech będzie] z wami! Amen.

19–21.

 Pryskę i Akwilę, małżeństwo żydowskie, prawdziwie zaprzyjaźnione z Pawłem 

przez wspólną pracę w Koryncie i Efezie, pozdrawia Apostoł w wielu swoich listach (por. 

Rz 

16,1–16

1 Kor 16,19–21

).

background image

Znany był Pawłowi nie tylko Onezyfor, wspomniany na początku listu (1,16–18) i być 

może już nie żyjący, lecz także cała jego rodzina, zwana tu również domem OnezyforaErast – 
to znany już z pism Pawła (por. 

Rz 16,24

) skarbnik koryncki, przebywający – podobnie jak 

podczas pisania Listu do Rzymian – ze względu na swe obowiązki, w Koryncie. Z polecenia 
Pawła odbywał on kiedyś wspólną z Tymoteuszem podróż z Efezu do Macedonii (

Dz 19,22

). 

Trofim, rodem z Efezu (

Dz 21,29

), towarzyszył Pawłowi w czasie jego podróży z Grecji do 

Jerozolimy (

Dz 20,4

). W drodze, która wiodła również przez Milet, Trofim zachorował i Paweł 

musiał zostawić go w tym mieście.

Jeszcze raz nalega Apostoł, by Tymoteusz jak najrychlej przybył do Rzymu, co świadczy, 

iż wiele się spodziewał po jego obecności.

Spośród chrześcijan rzymskich, znanych prawdopodobnie Tymoteuszowi, lecz o których 

nam zupełnie nic nie wiadomo, Linusa utożsamiają niektórzy z późniejszym biskupem Rzymu, 
pierwszym następcą św. Piotra.

22.

 Życzenie końcowe, skierowane do Tymoteusza, lecz obejmujące także wszystkich 

wiernych, ma za przedmiot – jak zawsze w życzeniach Pawła – łaskę Bożą, tę wartość 
największą dla każdego chrześcijanina, ową pomoc z góry, bez której człowiek nie może 
uczynić nic, co zasługiwałoby na życie wieczne.

LIST DO TYTUSA

List do Tytusa, ostatni spośród Listów Pasterskich, powstał, być może, podczas podróży 

powrotnej na Wschód, po uwolnieniu Apostoła z pierwszego więzienia rzymskiego, 
prawdopodobnie zimą około r. 65/66. Trudno określić dokładniej miejsce napisania tego listu: 
w grę może wchodzić któreś z miast Macedonii, lub może Korynt albo Nikopolis. Tytus
adresat tego listu, jest nam znany tylko z pism Pawła. Był to poganin nawrócony na 
chrześcijaństwo przez samego Apostoła (

Ga 2,1–3

). Towarzyszył mu podczas tzw. Soboru 

Jerozolimskiego. Tam był przedstawiony przez Apostoła jako wzór niezachwianego w wierze i 
nienagannego pod względem obyczajów chrześcijanina, nawróconego z pogaństwa. Mimo 
nacisku ze strony judaizujących propagandystów – jak się niekiedy przypuszcza – na wniosek 
jaki wysunął Paweł Apostołowie nie zmusili Tytusa do obrzezania.

Szczególne usługi oddawał Tytus Pawłowi podczas trzeciej podróży misyjnej, zwłaszcza w 

czasie długiego pobytu Apostoła w Efezie. On to wręczył Koryntianom list Pawła wśród wielu 
łez
 pisany (

2 Kor 2,3nn

) i zdołał załatwić pomyślnie różne przykre i bardzo niepokojące Pawła 

sprawy korynckie. Jego też z utęsknieniem i niecierpliwością – ale na próżno, jak wiemy – 
oczekiwał Paweł w Troadzie, dokąd przybył z Efezu, po rozruchach spowodowanych w tym 
mieście przez złotnika Demetriusza. Po uwolnieniu Apostoła z pierwszego uwięzienia 
rzymskiego Tytus znów, zdaje się, przez pewien czas był przy nim. Z polecenia swego Mistrza 
kończy dzieło zakładania pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej na Krecie. W tym czasie 
otrzymuje od Pawła ten właśnie list, zbiór – podobnie jak obydwa listy do Tymoteusza – 
praktycznych wskazań duszpasterskich dla przełożonego Kościoła. Zdaje się, że list doręczyli 
Tytusowi, wzmiankowani w nim zresztą, znawca prawa żydowskiego Zenas oraz wielokrotnie 

background image

wspominany przez Pawła Apollos. Aczkolwiek treścią i charakterem ogólnym zbliżany do 
listów do Tymoteusza. List do Tytusa jest utrzymany w mniej serdecznym, mniej osobistym 
tonie, co oznacza, że przyjaźń łącząca Pawła z Tytusem nie była tak pełna uczucia jak stosunek 
Apostoła do Tymoteusza.

ADRES (1,1–4)

1

 

1

 Paweł, sługa Boga i apostoł Jezusa Chrystusa, [posłany, aby szerzyć] wśród wybranych 

Bożych wiarę i poznanie prawdy wiodącej do życia w pobożności, 

2

 w nadziei życia wiecznego, 

jakie przyobiecał przed wiekami prawdomówny Bóg, 

3

 a we właściwym czasie objawił swe słowo 

przez nauczanie powierzone mi z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego – 

4

 do Tytusa, dziecka mego 

prawdziwego we wspólnej nam wierze. Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Zbawiciela 
naszego.

1.

 Wyjątkowo długi adres wymienia nadawcę listu, jego adresata, a przy sposobności, w 

streszczeniu, podaje całą naukę o zbawczym dziele Boga, dokonanym przez Jezusa Chrystusa. 
Nadawcą listu jest Paweł, który nazywa się tu sługą Boga i apostołem Jezusa Chrystusa. Taka 
uroczysta prezentacja świadczy o tym, że list, choć formalnie skierowany tylko do Tytusa, w 
rzeczywistości miał być czytany – przynajmniej takie było życzenie Apostoła – przez 
wszystkich wiernych na Krecie, najprawdopodobniej podczas jakiegoś zebrania liturgicznego. 
Przy tej okazji o Boskim posłannictwie Pawła mieli się dowiedzieć także ci, co głosili na 
Krecie błędne nauki.

Określenie „sługa” nie posiada w świecie chrześcijańskim tego znaczenia poniżająco-

pejoratywnego, jakie miał ten termin w środowisku pogańskim, nawet gdy chodziło o 
posługiwanie bogom. Przeciwnie, Paweł jest dumny z tego, że może być sługą Boga, tak jak 
Abraham, Mojżesz, Dawid, Izajasz i wielu innych wielkich, żeby nie powiedzieć, wręcz 
opatrznościowych mężów w dziejach Izraela (por. 

Iz 20,3

Am 3,7

Jr 44,4

Dn 9,10n

). Jako 

sługa Boży, jest Paweł równocześnie pełnomocnym wysłannikiem Jezusa Chrystusa. 
Przypominają się tu mimo woli słowa Chrystusa: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam 
(

J 20,21

). Tak więc Tytus cieszy się na Krecie pełnią powagi Pawła, lecz Paweł jest 

wysłannikiem Chrystusa, a Chrystus – Boga Ojca.

Paweł został posłany po to, żeby szerzyć wiarę wśród wybranych Bożych i prowadzić ich 

do poznania prawdy, która skłania człowieka do pobożnego życia. Nazywając wiernych 
wybranymi, być może świadomie, nawiązuje Paweł do starotestamentalnej idei wybraństwa 
całego Izraela historycznego, który niejednokrotnie jest uważany za typ Izraela wedle ducha. 
Zresztą wybranymi okażą się słuchacze w pełni dopiero wtedy, kiedy odniosą się pozytywnie 
do Bożej inicjatywy wybrania.

2–3.

 Prawda, o której Apostoł tu mówi, jest wyraźnym – oczywiście antytetycznym – 

nawiązaniem do błędów głoszonych wśród wyznawców Chrystusa na Krecie. Zarówno 
samemu głoszeniu, jak i odbieraniu tej prawdy towarzyszy nadzieja osiągnięcia życia 
wiecznego. Życie każdego chrześcijanina, kimkolwiek by był, powinno upływać pod znakiem 
nadziei, która swymi początkami sięga czasów Protoewangelii, czyli pierwszej Dobrej Nowiny, 
przekazanej człowiekowi zaraz po pierwszym jego upadku (

Rdz 3,15

).

Rękojmią spełnienia się tych nadziei jest obietnica Boga nieskończenie prawdomównego i 

wiernego, zwanego – nie po raz pierwszy, a w Listach Pasterskich szczególnie często – po 

background image

prostu Zbawicielem człowieka. Obietnica Boga, odwieczne źródło ludzkiej nadziei, była 
tajemnicą, którą ujawnił dopiero swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezus 
Chrystus, będący ostatecznie treścią każdego nauczania apostolskiego.

4.

 Odbiorcą listu jest Tytus, zwany z tego samego powodu co Tymoteusz (

1 Tm 1,2

prawdziwym dzieckiem we wspólnej wierze: Paweł zrodził bowiem obydwu przez udzielenie im 
chrztu do życia nadprzyrodzonego. Wspólnota wiary łączy więc ludzi w takie same związki jak 
te, które powodują naturalne więzy tej samej krwi. Wprowadzenie do listu kończy się 
życzeniem łaski i pokoju – tych wartości, bez których nie może być ani pełnego życia 
doczesnego, ani prawdziwej nadziei życia w przyszłości. Dawcą tych dóbr jest Chrystus Jezus 
– zwany również Zbawicielem – w takim samym stopniu jak Bóg, Jego Ojciec.

O PRZEŁOŻONYCH KOŚCIOŁA NA KRECIE (1,5–9)

5

 Zostawiłem cię na Krecie w tym celu, byś zaległe sprawy należycie załatwił i ustanowił w 

każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim zostać,] 

6

 jeśli ktoś jest bez zarzutu, 

mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność. 

7

 Biskup 

bowiem winien być, jako włodarz Boży, człowiekiem bez zarzutu, niezarozumiałym, nieskłonnym do 
gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, nie chciwym brudnego zysku, 

8

 lecz gościnnym, 

miłującym dobro, rozsądnym, sprawiedliwym, pobożnym, powściągliwym, 

9

 przestrzegającym 

niezawodnej wykładni nauki, aby przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i 
przekonywać opornych.

5.

 Wynika z tego oświadczenia – wobec braku jakichkolwiek innych danych – że Paweł 

przez pewien czas po uwolnieniu z pierwszego uwięzienia w Rzymie przebywał na Krecie 
wspólnie z Tytusem. Jak długo pozostawał na tej wyspie, kiedy i dlaczego ją opuścił – również 
nie wiemy. W każdym razie odjeżdżając zostawił Tytusowi dość dokładne instrukcje dotyczące 
przede wszystkim ostatecznego ukształtowania wspólnoty pod względem administracyjno-
hierarchicznym. A więc powinien Tytus w poszczególnych miastach tej dość rozległej wyspy 
ustanowić prezbiterów, którzy mieliby władzę nad lokalnymi Kościołami.

6–9.

 Wszystko zdaje się przemawiać za przypuszczeniem, że występujące, w tym 

fragmencie terminy – prezbiterzy i biskupi – zostały użyte zamiennie na oznaczenie tych 
samych ludzi. Nie wydaje się jednak, by były to zwykłe synonimy. Pierwszy z nich określa 
pewien stan, drugi zaś – wyrażając ideę pewnego nadzoru, czuwania – wskazuje na konkretną 
funkcję. Przeto ci sami ludzie, kiedy stanowili kolegium zarządzające lokalnymi Kościołami, 
byli nazywani prezbiterami tzn. starszymi, gdy zaś z biegiem czasu zostały dokładniej 
sprecyzowane przynajmniej niektóre ich funkcje administracyjne, byli określani mianem 
biskupów (dosł.: nadzorców). Cały ten fragment, tzn. ww. 6–9, jest w rzeczywistości zbiorem 
postulatów moralnych, stawianych kandydatom na prezbiterów-biskupów. Ogólnie rzecz 
biorąc, powinni to być ludzie o nieposzlakowanej opinii (

1 Tm 3,2

). Przechodząc zaś do 

szczegółów, najpierw wspomina się o sprawach związanych z szóstym przykazaniem. 
Wyrażenie mąż jednej żony, znane już zresztą z 

1 Tm 2,3

, nasuwa domysł, że chodzi tu o 

przykładne życie małżeńskie kandydata na biskupa. Być może, iż tym samym zostali 
wykluczeni od biskupstwa wdowcy ponownie żonaci oraz ludzie mający nieuporządkowane 
sprawy małżeńskie. Swoje umiejętności przyszłego zarządzania większą społecznością 
wiernych winien kandydat na biskupa przedtem okazać na terenie własnej rodziny, zwłaszcza 

background image

przez wychowanie religijne własnych dzieci, nie przynoszących swym postępowaniem żadnej 
ujmy ojcu. Warunek ten, nie wspomniany w analogicznym katalogu z 

1 Tm 3,1–7

, był 

najprawdopodobniej wyrazem potrzeb lokalnych: na wyspie Krecie chrześcijaństwo rozwijało 
się dopiero od niedawna i mogło się zdarzyć, że wśród kandydatów na przyszłych biskupów 
znaleźliby się ludzie sami już co prawda nawróceni, lecz mający jeszcze nie ochrzczone dzieci. 
Jeszcze w IV w. jeden z synodów kartagińskich będzie wyraźnie zabraniał dopuszczania nie 
tylko do biskupstwa, lecz także do kapłaństwa, a nawet do diakonatu ludzi mieszkających pod 
jednym dachem z niewierzącymi. Rozpusta lub niezdyscyplinowanie dzieci pośrednio rzutuje 
także na postawę moralną rodziców – zwłaszcza ojca – dyskwalifikując go w ten sposób jako 
kandydata na urząd biskupa.

Po tak sformułowanych wymaganiach, mających za przedmiot sprawy małżeńskie i 

wychowanie dzieci, następuje lista złożona z pięciu występków, których kandydaci na 
biskupów mieli unikać, i siedmiu cnót, o których praktykę mieli zabiegać. Tak więc ma być ów 
szafarz tajemnic Bożych (

1 Kor 4,1

) człowiekiem o nieposzlakowanej opinii, nie może być 

zarozumiałym arogantem, czyli człowiekiem zamkniętym we własnym sposobie myślenia, 
niezdolnym do żadnego dialogu, opryskliwym. Nie może być biskupem człowiek nie panujący 
nad odruchami gniewu. Nie trzeba dodawać, że ewentualnego kandydata na urząd biskupi 
dyskwalifikuje całkowicie nałóg pijaństwa i wszelkiego rodzaju awanturnictwo. Dla nas jest to 
tak oczywiste, że aż dziw, iż w ogóle mówi się o tym. Karierowiczostwo, lub mówiąc 
oględniej, pogoń za materialnymi korzyściami, jest szczególnie trudne do pogodzenia z posługą 
biskupią, choć może stanowiło dla wielu wyjątkowo trudną do przezwyciężenia pokusę.

Wśród pozytywów, o których posiadanie powinien się troszczyć kandydat na biskupa, 

najpierw wymieniona jest gościnność, znana już zresztą z 1 Tm, 1–7 jako szczególna postać 
miłości bliźniego. Kandydat na biskupa powinien się odznaczać wrodzonym umiłowaniem 
tego, co dobre. Rozsądek, sprawiedliwość, pobożność – to wymagania również tak 
elementarne, że zbyteczne tu są dalsze komentarze. Powściągliwość – to prawie synonim lub 
bardziej pozytywne ujęcie tego, co wyrażało określenie nieskłonny do gniewu. Powściągliwość 
ma jednak poza tym coś z powagi i nobliwości, tak bardzo koniecznej człowiekowi 
piastującemu urząd biskupa. Ostatniej siódmej, pozytywnie określonej właściwości moralnej 
przyszłego biskupa poświęca Paweł nieco więcej uwagi. Przestrzeganiem niezawodnej 
wykładni nauki
 jest tu nazywana po prostu ortodoksja doktrynalna, tak szczególnie 
akcentowana we wszystkich Listach Pasterskich. Ortodoksja owa będzie stanowić podstawę, 
kryterium nie tylko obiektywnego wykładu prawd wiary, lecz także upomnień i przekonywania 
tych, którzy próbowaliby nauczać inaczej.

PRZECIW SIEJĄCYM NIEPOKÓJ (1,10–16)

10

 Jest bowiem wielu krnąbrnych, gadatliwych i zwodzicieli, zwłaszcza wśród obrzezanych: 

11

 

trzeba im zamknąć usta, gdyż całe domy skłócają, nauczając, czego nie należy, dla brudnego 
zysku. 

12

 Powiedział jeden z nich, ich własny wieszcz: «Kreteńczycy – to zawsze kłamcy, złe bestie, 

brzuchy leniwe». 

13

 Świadectwo to jest zgodne z prawdą. Dlatego też karć ich surowo, aby wytrwali 

w zdrowej wierze, 

14

 nie zważając na żydowskie bajki czy nakazy ludzi odwracających się od 

prawdy. 

15

 Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, 

lecz duch ich i sumienie są zbrukane. 

16

 Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą, 

będąc ludźmi obrzydliwymi, zbuntowanymi i niezdolnymi do żadnego dobrego czynu.

background image

10–11.

 Dotychczas tylko pośrednio nawiązywał Paweł do działalności różnych 

błędnowierców, obecnie przypuszcza na nich atak frontalny. Przy tej sposobności okazuje się, 
że ludzie ci – być może z pochodzenia Żydzi – prawdopodobnie głosili również obrzezanie. 
Sylwetki moralne tych ludzi nie należą do najpiękniejszych: krnąbrni, gadatliwi, zwodziciele, 
prowadzący swą działalność dla nędznego zysku (por. 

1 Tm 6,3–10

) itp. Niektóre spośród tych 

rysów przypominają groźnych efeskich konkurentów Pawła (por. 

1 Tm 1,3–11

4,1–11

6,3–10

2 Tm 2,14–18

). Kimkolwiek byliby ci ludzie, ich działalność na Krecie, według 

prawdopodobnie jeszcze osobistego rozeznania Apostoła, była dla tamtejszych chrześcijan 
wysoce niebezpieczna. Trzeba więc było reagować szybko i energicznie, bo dochodziło coraz 
powszechniej do tego, że całe domy bywały skłócone.

12–14.

 Szybkie i skuteczne przeciwdziałanie było potrzebne także i dlatego, że 

Kreteńczycy nawet w opinii jednego ze swych głośniejszych wieszczów, prawdopodobnie 
Epimenidesa (VI w. przed Chr.) – a Paweł uznaje tę opinię za słuszną (w. 13) – nie byli ludźmi 
odznaczającymi się dodatnimi cechami charakterów; przeciwnie, uważano ich po prostu za 
kłamców, za złe bestie i brzuchy leniwe. Należało więc nie tylko z całą stanowczością 
przeciwstawiać się fałszywym nauczycielom, lecz także dość bezwzględnie i surowo 
potraktować słuchaczy obcych nauk. Tylko takie postępowanie rokowało nadzieję utrzymania 
ich przy zdrowej wierze. Świadomie należało lekceważyć tu wymienione żydowskie bajki, czyli 
najprawdopodobniej jakieś niedorzeczne spekulacje co do Prawa lub rodowodów 
starotestamentalnych (por. 

1 Tm 1,4

4,7

), i wykazywać, że rozmaite zarządzenia, nakazy czy 

zakazy – być może aluzja do spożywania lub niespożywania pewnych pokarmów – głoszone 
przez ludzi odchodzących od czystości wiary, nie posiadają żadnej obowiązującej mocy.

15.

 Jest to dość wyraźne nawiązanie do twierdzeń owych pseudonauczycieli, że są 

pokarmy czyste i nieczyste. Odpowiedź Pawła zasadniczo nie odbiega od rozwiązań 
analogicznych problemów w pozostałych Listach Pasterskich czy w wielkich. Apostoł dość 
wyraźnie – choć bardzo sucho – formułuje radę, by owi nauczyciele zatroszczyli się o czystość 
własnych serc, a wtedy wszystko będzie dla nich czyste. Znów aluzja do różnych, 
wspomnianych już na początku wykroczeń, które obciążały sumienia tych ludzi.

16.

 Aluzja przekształca się w bezpośrednie oskarżenie. Całe życie tych „proroków” jest 

jedną wielką obłudą i zakłamaniem. Gdybyż asceza, którą innym głoszą, znajdowała choć 
niewielkie potwierdzenie w ich własnym życiu! Zabrnęli jednak już tak daleko, iż według 
opinii Pawła, nie są nawet zdolni do jakiegokolwiek dobrego czynu.

WSKAZANIA DLA RÓŻNYCH STANÓW (2,1–15)

2

 

1

 Ty zaś głoś to, co jest zgodne ze zdrową nauką: 

2

 że starcy winni być ludźmi trzeźwymi, 

statecznymi, roztropnymi, odznaczającymi się zdrową wiarą, miłością, cierpliwością. 

3

 Podobnie 

starsze kobiety winny być w zewnętrznym ułożeniu jak najskromniejsze, powinny unikać plotek i 
oszczerstw, nie upijać się winem, a uczyć innych dobrego. 

4

 Niech pouczają młode kobiety, jak 

mają kochać mężów, dzieci, 

5

 jak mają być rozumne, czyste, gospodarne, dobre, poddane swym 

mężom – aby nie bluźniono słowu Bożemu.

6

 Młodzieńców również upominaj, aby byli umiarkowani; 

7

 we wszystkim dawaj wzór dobrych 

uczynków własnym postępowaniem, w nauczaniu okazuj prawość, powagę, 

8

 mowę zdrową, 

nienaganną, ażeby przeciwnik ustąpił ze wstydem, nie mogąc nic złego o nas powiedzieć. 

9

 

Niewolnicy niech będą poddani swoim panom we wszystkim, niech się starają im przypodobać, 

background image

niech się im nie sprzeciwiają, 

10

 niczego sobie nie przywłaszczają, lecz niech okazują zawsze 

doskonałą wierność, ażeby pod każdym względem stali się chlubą dla nauki naszego Zbawiciela, 
Boga.

11

 Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom 

12

 i poucza nas, 

abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na 
tym świecie, 

13

 oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i 

Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, 

14

 który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od 

wszelkiej nieprawości i oczyścić lud wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych 
uczynków. 

15

 To mów, do tego zachęcaj i karć z całą powagą; niechaj cię nikt nie lekceważy!

1–2.

 Apostoł wchodzi coraz bardziej w szczegóły. Po wydaniu polecenia ustanowienia 

starszych i biskupów i przestrzeżeniu przed niebezpieczeństwem błędnych nauk, z kolei 
udziela praktycznych pouczeń, jak należy traktować w pracy duszpasterskiej poszczególne 
kategorie wiernych, przedstawiając im zawsze tylko zdrową naukę. Zdrową nauką zaś – już w 
listach do Tymoteusza (

1 Tm 1,10n

2 Tm 4,3

1 Tm 6,3

2 Tm 1,13

) – nazywa Apostoł 

Ewangelię, ponieważ uległość jej nakazom zapewnia pełnię nadprzyrodzonego zdrowia, 
broniąc równocześnie przed schorzeniami, których objawami są ludzkie grzechy.

Na pierwszym miejscu wymienia autor listu postulaty dotyczące mężczyzn starszych: 

powinni być ludźmi trzeźwymi, statecznymi, roztropnymi, odznaczać się wypróbowaną wiarą, 
miłością i cierpliwością
. Może szczególnie tymi trzema na końcu wymienionymi cnotami 
powinni się wyróżniać w wielkiej rodzinie wyznawców Chrystusa starsi, doświadczeni 
mężczyźni, tak by można było stawiać ich za wzór młodszym.

3.

 Nieco inne cnoty – oczywiście bez pominięcia tamtych cnót kardynalnych – powinny 

zdobić starsze niewiasty, by mogły nie tylko bacznie służyć za przykład młodszym, lecz także 
te ostatnie uczyć sztuki prawdziwie chrześcijańskiego życia. Jako wytrawny psycholog, zwraca 
Paweł uwagę na słabości wynikające najczęściej z samej natury kobiety. Tak więc niewiasta już 
podeszła w latach ma czuwać nad tym, by nie była zbyt próżna w dobieraniu strojów, by 
panowała nad swoim językiem. Musiały też chyba szczególnie wśród starszych kobiet zdarzać 
się jakieś nieumiarkowania w piciu wina, skoro Paweł zaleca im większy pod tym względem 
umiar.

4–5.

 Następuje katalog cnót, które powinny charakteryzować dobrą, prawdziwie 

chrześcijańską matkę i żonę, co przypomina w niejednym szczególe obraz dzielnej niewiasty z 
Księgi Przysłów (31,10nn). Trudno nawet przypuścić, by w domu pozostającym pod 
troskliwym okiem takiej matki i żony mogły się zdarzać jakieś bluźnierstwa Bożemu słowu. 
Ale jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że we wczesnym chrześcijaństwie często miały miejsce 
małżeństwa mieszane, to mogły się pojawiać bluźniercze zarzuty pod adresem chrześcijaństwa. 
A odwrotnie – korzyści wynikały dla małżonka niewierzącego z takiej postawy dobrej matki i 
żony, które tak opisuje inny autor natchniony: Tak samo żony niech będą poddane swoim 
mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie 
żon zostali
 [dla wiarypozyskani bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu 
bojaźni, świętemu postępowaniu
 (

1 P 3,1n

).

6–8.

 Instrukcja dotycząca sposobu kierowania młodzieńcami jest bardzo krótka, ale zdaje 

się dotykać samej istoty rzeczy: młodzieniec daje się ponosić temperamentowi, bywa 
nieumiarkowany, skłonny do wszelkiej przesady – zwłaszcza młodzież męska. Dlatego 
młodzieńcy niech będą powściągliwi. Jednakże wskazania dla nich są tylko pozornie tak 
krótkie. Tytus, będąc sam z pewnością człowiekiem jeszcze młodym, powinien być żywym 

background image

przykładem dla młodych w społecznościach chrześcijańskich na Krecie. Prawość całego 
postępowania, świadczenie ludziom wszelkiego dobra, powaga – oto czym powinien Tytus 
pociągać młodych ludzi do Chrystusa. Równocześnie zaś będzie to najskuteczniejsza broń 
przeciwko tym wszystkim, którzy tak chętnie chcieliby coś zarzucić Tytusowi z racji 
sprawowanego przezeń urzędu.

9–10.

 I znów, podobnie jak w listach do Tymoteusza (por. 

1 Tm 6,1–2

), nie pomija Paweł 

milczeniem niewolników. Ze względu na ich wyjątkowo ciężkie położenie oni właśnie powinni 
stanowić przedmiot szczególnie serdecznej troski ze strony sprawujących władzę w Kościele. 
W tym wypadku chodzi chyba o niewolników, którzy są już chrześcijanami, ale pozostają nadal 
pod władzą ich pogańskich panów. Wszystko zdaje się przemawiać za przypuszczeniem, że 
Paweł kieruje się nadzieją zdobycia dla Chrystusa także owych pogańskich panów, gdy 
nakazuje niewolnikom bezwzględną i prawdziwie chrześcijańską uległość: Niech będą poddani 
swoim panom we wszystkim, niech się starają im przypodobać…
 Owe apostolsko-zdobywcze 
intencje Pawła najbardziej są widoczne w słowach: ażeby pod każdym względem stali się 
chlubą dla nauki naszego Zbawiciela, Boga
. A więc to, co małe w oczach ludzi, staje się 
wielkie u Boga. Zresztą nasuwa się jeszcze jedno, może najbardziej zaszczytne dla 
niewolników skojarzenie – równość wszystkich odkupionych wobec Boga.

11.

 Wiersze 11–15 stanowią część monologu o zbawczym dziele Jezusa Chrystusa. Cały 

temat odkupienia został wywołany – jak się to często u Pawła zdarza – wzmianką o Osobie 
Chrystusa, atmosferę zaś miłości wprowadza stwierdzenie, że łaska Boga ukazała się 
wszystkim ludziom
. Łaska Boga jest tu synonimem dobroci, łaskawości Bożej. Wzmianka o jej 
pojawieniu się – użyty tu czasownik grecki sugeruje ideę pewnego olśnienia świetlnego – 
stanowi być może aluzję do objawienia się Chrystusa Szawłowi pod Damaszkiem. Mimo iż 
tekst ten w liturgii Kościoła Rzymskiego stosuje się do tajemnicy Bożego Narodzenia, to 
jednak nie należy zapominać, że owa łaska, której objawienie się jest tu opiewane, obejmuje 
swym zasięgiem całe zbawcze dzieło, tj. zarówno Wcielenie Słowa, jak i – wyraźnie w w. 14 
wspomniane – śmierć oraz zmartwychwstanie Chrystusa. Powszechność odkupienia jest w tym 
tekście wyjątkowo mocno podkreślona. Wspomniani w kontekście poprzedzającym starcy, 
młodzież, dzieci, niewolnicy, ich panowie, mężowie i niewiasty reprezentują całą ludzkość, za 
którą Chrystus umiera.

12.

 W zbawczej łasce Bożej kryją się specjalne wartości wychowawcze. Pod wpływem tej 

łaski ludzie powinni z jednej strony wyrzec się bezbożności i żądz światowych, z drugiej zaś 
zatroszczyć się pozytywnie o rozsądne, sprawiedliwe i pobożne życie na tym świecie. Ów 
element pozytywny jest z kolei rozwinięty słowami o pewnych akcentach eschatologicznych.

13.

 Mowa tu niewątpliwie o nadziei ponownego przyjścia Jezusa. Przyniesie On nagrodę 

wieczną tym, którzy sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie. Słowa wielki Bóg odnieść 
należy – podobnie jak w 

Tt 1,4

2,10

2,13

3,4

 – nie do Boga Ojca, lecz do Jezusa, któremu 

Paweł przypisuje również tytuł Zbawiciela. Tytuł ten, nie spotykany w Ewangeliach 
synoptycznych, a dość często notowany w listach Pawła (

2 Tm 1,10

Tt 1,4

3,6

) w ST (LXX) 

służy na określenie Boga, przychodzącego z pomocą Izraelowi.

14.

 Formuła wydał samego siebie za nas stanowi jakby definicję Chrystusa. Chrystus to 

według Pawła Ten, który wydał samego siebie za nas. Fakt zaś, że jesteśmy wzięci na własność 
przez Zbawiciela, winien napełniać wszystkich nadzieją, przypominającą 

Rz 8,31–39

: niczego 

Bóg nie odmówi tym, których wziął sobie na własność. Lud mający być własnością Boga jest 

background image

przedtem uwolniony i oczyszczony. Obydwa określenia wywołują prawem skojarzenia myśl o 
świętości, wynikającej z późniejszego faktu przynależności do Boga. Wspominana w tekstach 
paralelnych krew (

Dz 20,28

Ap 5,9

), przy pomocy której miał się dokonać wykup, nie oznacza 

ceny, jaką Chrystus musiał zapłacić Bogu Ojcu lub – co jest jeszcze mniej prawdopodobne – 
szatanowi. Chodzi raczej o aluzję do krwi, mocą której, jak ongiś przymierze w ST, zawarty 
został pakt nowy, pakt oddający Bogu na własność całą ludzkość, co znowu jest wyraźnym 
nawiązaniem do takich tekstów starotestamentalnych, jak 

Wj 19,5

23,22

Pwt 7,6

14,2.21

26,18

.

Trud każdego z nas w przyswajaniu sobie owoców męki Jezusa jest uwydatniony 

wzmianką o naszym gorliwym spełnianiu dobrych uczynków. Cała teologia odkupienia, tak 
przedstawiona, ma być przedmiotem nauki głoszonej przez Tytusa.

15.

 Nauka o zbawczym dziele Boga dokonanym przez Chrystusa i w Chrystusie powinna 

być wykorzystywana przez Tytusa z całą powagą, ze wskazaniem wszystkich jej praktycznych 
następstw, w napomnieniach duszpasterskich. Szczegół ten jest bardzo znamienny dla teologii 
św. Pawła. Akcenty tego rodzaju, jakże częste w jego pismach, sprawiają, że teologia Apostoła 
Narodów jest tak bardzo soteriologiczna. Ostatnie słowa tego zbioru napomnień 
duszpasterskich, skierowanych zasadniczo do Tytusa, są zaadresowane z pewnością do 
wiernych. Nie wolno im lekceważyć Tytusa. Obawy co do ewentualnego braku szacunku dla 
niego wynikały najprawdopodobniej – jak w przypadku Tymoteusza – z powodu młodego 
wieku tego przełożonego tamtejszych Kościołów. Rzecz jasna, od Tytusa też zależało to, czy 
jego młodość miała się stać okazją do lekceważenia, czy też do otaczania go tym większym 
szacunkiem, a może i podziwem.

Wypowiedź soteriologiczna 

Tt 2,11–14

 spełnia funkcję motywacji kilku napomnień 

znajdujących się w kontekście poprzedzającym. Nie pierwszy to przypadek takiego wplatania 
w zwykłą parenezę wielkich tekstów dogmatycznych. Tutaj na charakter motywacyjny 
fragmentu wskazuje spójnik „bowiem”, znajdujący się na początku w. 11.

W samej wypowiedzi soteriologicznej mamy do czynienia najpierw z trybem 

oznajmującym (ukazała się), po którym następuje pouczenie (byśmy pobożnie żyli). Wzmianka 
o imieniu Jezusa implikuje nowy opis (wydał samego siebie…), nie pozbawiony też swoistego 
pouczenia (by odkupić nas…). Tak sformułowany tekst jest zobowiązaniem chrześcijanina do 
wysnuwania wszystkich wniosków praktycznych z faktu odkupienia nas przez Jezusa 
Chrystusa. Odkupienie to nie tylko dzieło, które dokonało się kiedyś w historii i do którego 
sięgamy obecnie tylko przez dokumenty historyczne. To rzeczywistość, która ciągle na nas 
oddziaływa.

Zarówno wspomniana przed chwilą funkcja soteryjna 

Tt 2,11–14

, jak i sam sposób 

sformułowania tego fragmentu stanowią pewien konkretny przykład ubiblijnienia teologii 
moralnej lub mówiąc ogólniej, ścisłego powiązania dogmatu z moralnością, postulat tak często 
powtarzany w ramach zapoczątkowanego po Soborze Watykańskim II procesu odnowy 
naszych dyscyplin teologicznych.

WSKAZANIA OGÓLNE (3,1–7)

3

 

1

 Przypominaj im, że powinni podporządkować się zwierzchnim władzom, słuchać ich i 

okazywać gotowość do wszelkiego dobrego czynu: 

2

 nikogo nie lżyć, unikać sporów, odznaczać się 

background image

uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność. 

3

 Niegdyś bowiem i my byliśmy 

nierozumni, oporni, błądzący, służyliśmy różnym żądzom i rozkoszom, żyjąc w złości i zawiści, 
godni obrzydzenia, pełni nienawiści jedni ku drugim. 

4

 Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość 

Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, 

5

 nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, 

lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, 

6

 którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, 

7

 abyśmy 

usprawiedliwieni Jego łaską stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego.

1.

 Udzieliwszy – niekiedy dość szczegółowych – wskazań co do tego, jak należy troszczyć 

się po duszpastersku o niektóre kategorie wiernych – zupełnie pominięte milczeniem wdowy i 
dzieci – znów wraca Paweł do zasad duszpasterstwa ogólnego. Porządek we wspólnocie 
utrwali się tylko wtedy, gdy wierni będą szanować wolę swoich przełożonych, gdy będą im 
okazywać szacunek i wychodzić naprzeciw ich wszelkim inicjatywom. To pouczenie kieruje 
Paweł nie tyle do Tytusa, ile raczej do ogółu wiernych, lecz Tytus ma wiernym ten obowiązek 
uległości względem przełożonych przypominać. Nie jest wykluczone, że mianem przełożonych 
są tu objęte również władze cywilne. Wiadomo, że Paweł niejednokrotnie (zob. np. 

Rz 13,1–2

nakazywał chrześcijanom przyjmowanie postawy pełnej lojalności wobec tych władz.

2.

 Wszystkie zasady współżycia z bliźnimi sprowadzają się ostatecznie do praktyki 

miłości, wszystkie były sformułowane już przez Jezusa Chrystusa w Jego Kazaniu na Górze, co 
Paweł przedstawił m.in. na długo przed Listami Pasterskimi w sposób następujący: 
Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują: dobrym słowem 
odpowiadamy, gdy nas spotwarzają
 (

1 Kor 4,12n

).

3.

 Obraz społeczności chrześcijańskiej przed jej nawróceniem został tu przedstawiony z 

kilku racji: by zawstydzić chrześcijan i skłonić ich do skruchy; by lepiej uwydatnić ogrom 
zbawczej miłości Jezusa; by dokładniej uprzytomnić chrześcijanom, czym są obecnie dzięki 
zbawczym zasługom Chrystusa.

4.

 Bardzo często zdarza się w pismach Pawła, że zwykłe, prozaiczne niekiedy i dość 

ogólne wskazania są przeplatane dygresjami zdecydowanie dogmatycznymi. Tak się rzecz ma 
w przypadku 

Tt 3,4–7

. W kontekście wskazań ogólnych, kończących list, fragment ten jest 

swoistym streszczeniem całej soteriologii Pawła. Dobroć i miłość Zbawiciela naszego, Boga – 
to nowe określenie zbawczego dzieła Jezusa. Jezus Chrystus jest wykonawcą odwiecznych 
planów Boga. W Nim też przez Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie objawia się odwieczna 
dobroć, miłość Boga do ludzi. Dobroć, nazywana też czasem w języku polskim łaskawością, to 
przymiot, który sprawia, że Bóg jest ludzki, że ludzie mają odwagę i śmiałość zbliżać się do 
Niego. To również cnota, dzięki której ludzie czują się dobrze, bezpiecznie i błogo w obecności 
Boga. Jakże pod tym względem różni się nasz Bóg od wszystkich pogańskich bożków 
sprawujących swoją bezwzględną, wyimaginowaną przez ludzi władzę. Ale miłość to coś 
więcej niż łaskawość i dobroć. Miłość jest bardziej dynamiczna, miłość wyraża się w czynieniu 
dobra. Dlatego o życiu Jezusa, opartym na samej miłości, powie św. Piotr, jak podaje Łukasz: 
Przeszedł [przez życiedobrze czyniąc (

Dz 10,38

).

Owej epifanii dobroci i miłości Zbawiciela nie należy odnosić do samej tylko tajemnicy 

Wcielenia Syna Bożego; przejawem miłości Boga jest całe życie, a zwłaszcza śmierć Jezusa 
Chrystusa.

5.

 Jest to miłość najbardziej heroiczna i najbardziej bezinteresowna ze wszystkich miłości, 

jakie człowiek może sobie wyobrazić. Nie zasłużyliśmy sobie na nią żadnymi uczynkami 

background image

naszej ludzkiej sprawiedliwości. Zbawienie nie należy się nam z żadnego tytułu. W 
stwierdzeniu tym można dostrzec bez wątpienia odpowiedź pod adresem tych, którzy sądzili, 
że usprawiedliwienia dostępuje się dzięki spełnianiu uczynków nakazywanych przez Prawo. 
Otóż Paweł powiedział na innym miejscu jeszcze wyraźniej, że w sprawie zapewnienia 
człowiekowi życia wiecznego Prawo było całkowicie bezsilne, że Bóg ulitował się nad 
ludzkością jęczącą w okowach Prawa: My również, dopóki byliśmy nieletni, pozostawaliśmy w 
niewoli „żywiołów tego świata”. Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, 
zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, 
byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo
 (

Ga 4,3–5

). Okazując nam w Jezusie swoją dobroć i 

miłość, Bóg Ojciec kierował się jedynie własnym miłosierdziem. Wskutek tego zostawi nam 
Paweł taką oto definicję Boga: Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec 
miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku
 (

2 Kor 

1,3n

).

Skutkiem miłosiernej akcji Boga płynącej przez Jezusa Chrystusa jest obmycie 

odradzające nas i odnawiające w Duchu Świętym. Obraz obmycia kojarzy się z metaforą 
grzechu jako brudu, nieczystości, skalania. Obmycie dokonuje się przede wszystkim przez 
krew Jezusa Chrystusa, lecz w samym słowie obmycie zawiera się także niewątpliwa aluzja do 
ceremonii chrztu świętego, nazywanego po prostu obmyciem. Wskutek tego obmycia człowiek 
rodzi się na nowo lub mówiąc dokładniej, jest na nowo stwarzany. Jeżeli ktoś pozostaje w 
Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto
 <wszystkostało się nowe (

Kor 5,17

).

Zmarnowawszy swoją pierwszą egzystencję przez grzech Adama, człowiek musiał być na 

nowo stworzony. Dokonało się to mocą Ducha Świętego w chwili zmartwychwskrzeszenia 
Chrystusa. Współzmartwychwstając z Chrystusem każdy z nas zostawia w grobie człowieka 
dawnego, sam zaś zaczyna istnieć jako nowe stworzenie.

6–7.

 Dopiero w tych warunkach możemy mieć nadzieję na odziedziczenie kiedyś 

szczęścia wiecznego: jesteśmy już usprawiedliwieni – nie przez nasze uczynki, lecz łaską 
Bożą, jak jeszcze raz Paweł to podkreśli – cieszymy się pełnią darów Ducha Świętego, 
oczekujemy ostatecznego zjednoczenia z Chrystusem.

RADY DLA TYTUSA (3,8–14)

8

 Nauka to godna wiary, i chcę, abyś z całą stanowczością o tym mówił, że ci, którzy wierzą w 

Boga, mają się starać usilnie o pełnienie dobrych czynów. Jest to dobre i pożyteczne dla ludzi. 

9

 

Unikaj natomiast głupich dociekań, rodowodów, sporów i kłótni o Prawo [Mojżeszowe]. Są bowiem 
bezużyteczne i puste. 

10

 Od sekciarza odsuń się po pierwszym lub po drugim upomnieniu, 

11

 

wiedząc, że człowiek taki jest przewrotny i grzeszy, przy czym sam na siebie wydaje wyrok.

12

 Gdy poślę do ciebie Artemasa lub Tychika, postaraj się czym prędzej przybyć do mnie do 

Nikopolis, 

13

 postanowiłem bowiem tam spędzić zimę. Zenasa, uczonego w Prawie, i Apollosa 

zaopatrz należycie na drogę powrotną, by im na niczym nie zbywało. 

14

 Niechże i nasi [wierni] 

nauczą się przodować w dobrych uczynkach, które służą zaspokojeniu koniecznych potrzeb – żeby 
nie byli bez zasług.

8.

 Stwierdzenie, że nauka, którą Paweł głosi z woli Chrystusa, zasługuje na wiarę, 

powtarza się dość często w listach pasterskich (por. np. 

1 Tm 1,15

3,1

4,6

2 Tm 2,11

). 

background image

Możliwe, że jest to jakiś fragment hymnu kościelnego, recytowanego podczas liturgii 
chrzcielnej. Na wiarę zasługuje to wszystko, co Paweł kiedyś osobiście, a obecnie za pomocą 
listu przekazał Tytusowi. I jeszcze jedno polecenie: Tytus powinien przypominać – i to z całą 
stanowczością – zobowiązania, jakie bierze na siebie każdy chrześcijanin wobec 
niechrześcijan. Chrześcijanin nie może się ograniczać do samego unikania grzechów, musi się 
starać usilnie o pełnienie dobrych czynów
. Tylko takie życie może wydawać owoce w postaci 
nawróceń innych ludzi. Obok tej ukrytej, lecz łatwo dającej się wydedukować motywacji, jest 
druga, zupełnie jasno sformułowana i polegająca na odwołaniu się do chrześcijańskiego 
odczucia tego, co dobre i pożyteczne – oczywiście w sensie nadprzyrodzonym – dla ludzi.

9.

 Tak więc nie ulega wątpliwości, że na Kretę trafili ci sami fałszywi nauczyciele, którzy 

próbowali bałamucić chrześcijan efeskich (

1 Tm 1,3–7

4,1–11

6,3–19

2 Tm 2,14.16–10

). Te 

same rodowody starotestamentalne są przedmiotem ich nauczania, te same spory o większe i 
mniejsze prawa, o sposób rozumienia tych spraw, zwłaszcza – jak się wydaje – przepisów 
dotyczących czystości rytualnej. Jak zachęta do spełniania dobrych uczynków była 
umotywowana dobrem i pożytkiem innych ludzi, tak zakazuje Apostoł zajmowania się 
bredniami wspomnianych przed chwilą pseudoapostołów dlatego, że są bezużyteczne, puste
Paweł nie uważa nawet za rzecz słuszną zreferować głównych błędów, by następnie podsunąć 
Tytusowi skuteczne kontrargumenty. Są to głupstwa, którymi w ogóle nie warto się zajmować.

10–11.

 Podobnie jak błędną nauką, tak też i samymi jej głosicielami nie radzi Paweł 

zajmować się zbyt długo. Są to ludzie fanatyczni, niezdolni do spokojnej dyskusji. Jeśli więc 
jedno – najwyżej dwukrotne – ich upomnienie nie pomoże – nie należy zwracać na nich więcej 
uwagi. Trudno, sami na siebie wydają wyrok potępienia (por. 

2 Tm 2,25n

; zob. także 

Mt 18,15–

16

). Stanowczość, bezkompromisowość tej rady jest również podyktowana troską o 

nienaruszalność depozytu wiary.

12.

 Następuje kilka zaleceń natury już czysto praktycznej. O Artemasie nic poza tym nie 

wiemy, Tychik zaś towarzyszy Pawłowi w drodze z Macedonii do Azji Mniejszej, po trzeciej 
podróży misyjnej (

Dz 20,4

). Pochodził z Azji Mniejszej i również doręczał adresatom Pawłowy 

List do Efezjan i List do Kolosan. Od niego właśnie adresaci owych listów mieli dowiedzieć się 
czegoś więcej o losach uwięzionego Apostoła (

Ef 6,21n

Kol 4,7–9

). Paweł bardzo sobie ceni 

pomoc, wyświadczaną mu przez Tychika, a jego samego nazywa umiłowanym bratem, 
wiernym sługą i współpracownikiem w Panu
 (

Kol 4,7

). Trudno stwierdzić, czy Tychik był 

również sekretarzem-skrybą listów Pawła. Wszystko wskazuje na to, że on lub Artemas ma stać 
się – nie wiadomo, na jak długo – zastępcą Tytusa na Krecie. Dla Tytusa bowiem przygotował 
Paweł jakieś inne zadania. Nim jednak nastąpi wyjazd – Paweł wcale nie precyzuje, kiedy to 
może mieć miejsce – musi Tytus stać wiernie na straży czystości i nienaruszalności nauki 
przejętej od Apostoła.

13–14.

 Wydaje się, że list Pawła doręczyli Tytusowi właśnie Zenas i Apollos. Określenie 

Zenasa mianem uczonego w Prawie pozwala się domyślać, że był to uczony żydowski, 
nawrócony na chrześcijaństwo albo – co jest mniej prawdopodobne – jakiś prawnik rzymski, 
być może już jako chrześcijanin spełniający swoje urzędowe funkcje. Apollos zaś to postać 
dobrze Pawłowi znana – zwłaszcza z pobytu w Efezie (por. 

Dz 18,24–26

) – choć nie zawsze 

działająca zgodnie z intencjami Apostoła – co odnosi się przede wszystkim do nauczania 
Apollosa w Koryncie, gdzie powstało nawet specjalne zgrupowanie apollonistów (por. 

1 Kor 

1,12

3,4–6.22

4,6

16,12

). Apollos i Zenas znajdą się na Krecie prawdopodobnie tylko 

przejazdem, udając się być może do Aleksandrii, ojczyzny Apollosa. Droga jest dość długa – 

background image

tym dłuższa, że mają przecież wrócić do Azji Mniejszej – i dlatego Paweł poleca obydwu ludzi 
łaskawości Tytusa. Chodzi głównie o ich materialne wsparcie. Pawłowi wyraźnie zależy na 
tym, by chrześcijanie mieszkający na Krecie również w ten sposób zaznaczyli swoją łączność z 
innymi braćmi w Chrystusie, żeby nie byli gorsi pod względem gromadzonych zasług od 
chrześcijan Azji Mniejszej czy Grecji – zwłaszcza Macedonii i Achai.

EPILOG (3,15)

15

 Pozdrawiają cię wszyscy z mego otoczenia. Pozdrów tych, którzy nas kochają w wierze.

Łaska z wami wszystkimi!

15.

 W odróżnieniu od adresu, który był wyjątkowo długi i uroczysty, jak w Liście do 

Rzymian – zakończenie jest bardzo krótkie. Nikogo spośród ludzi ze swego otoczenia nie 
wspomina Apostoł po imieniu. Prawdopodobnie nikt z nich nie był znany Tytusowi. W każdym 
razie przesłane pozdrowienie ma być przekazane wszystkim wiernym, gdyż Paweł czuje się ich 
bratem w tej samej wierze i miłości. List zamyka życzenie łaski, gdyż Paweł jest w pełni 
świadom tego, że bez Bożej pomocy ani sam Tytus, ani chrześcijanie mieszkający na Krecie 
nie byliby w stanie – mimo najlepszej woli – uczynić zadość wszystkim prośbom, poleceniom i 
nakazom Apostoła.

LIST DO FILEMONA

To najkrótsze pismo Pawłowe jest listem polecającym o charakterze raczej prywatnym. 

Zawiera on prośbę o to, by jego adresat Filemon, zamożny Kolosanin (por. 

Flm 2

Kol 4,7–

9.17

), przyjął z powrotem zbiegłego swego niewolnika, oddawcę tego pisma. Jest on już 

chrześcijaninem. Nawrócił go mianowicie i ochrzcił św. Paweł, przebywając w rzymskim 
więzieniu w latach 61–63. Była to custodia militaris, o której piszą 

Dz 28,30n.

 Niewolnik 

Onezym wprawdzie oddawał Apostołowi cenne usługi, których on jako więzień potrzebował, 
ale obydwaj doszli do wniosku, że musi się stać zadość sprawiedliwości: zbieg powinien 
wrócić do swego pana. W ówczesnej jednak sytuacji społecznej nie była to sprawa łatwa do 
przeprowadzenia ze względu na samego uciekiniera. Zbiegłych niewolników traktowano 
bardzo surowo. W razie ich schwytania wypalano im na czole piętno – literę F (= fugitivus) po 
inicjale imienia. Człowiek tak napiętnowany tracił wszelką możliwość ucieczki. Do śmierci też 
nosił żelazną obręcz na szyi. By uchronić więc biednego Onezyma od wszystkich tych 
okrucieństw, pisze Apostoł list do jego właściciela, a Onezym sam ma zawieźć go Filemonowi. 
Z tonu listu przebija przekonanie Pawła, że adresat nie odmówi jego prośbie.

Mimo jednak głównie prywatnego charakteru krótki ten list jest pismem prawdziwie 

apostolskim. Dowodzi tego wspomniany już autorytatywny sposób wypowiedzi piszącego, 
który wprawdzie prosi w imię miłości, ale zarazem świadom jest swego prawa rozkazywania w 
imię posłuszeństwa.

background image

List do Filemona ważny jest z dwóch względów. Jest on przede wszystkim cennym 

źródłem do biografii św. Pawła, zwłaszcza jako przyczynek psychologiczny. Dla 
niespecjalistów bodaj jeszcze ważniejsze w tym liście jest pośrednie stwierdzenie faktycznej 
roli chrześcijaństwa w imperium rzymskim. Święty Paweł w tym liście wprawdzie nie porusza 
wcale teoretycznej strony zagadnienia haniebnej instytucji niewolnictwa, ale praktycznie 
ingeruje w jeden poszczególny wypadek z dziedziny stosunku pana do niewolnika. A ingerując 
odwołuje się do zasad nowej religii. Taki też jest głównie sens umieszczenia przez Kościół tego 
krótkiego listu w kanonie NT. Chrześcijaństwo bynajmniej nie rozpoczęło od razu 
bezpośredniej walki z niewolnictwem, gdyż groziłoby to natychmiastowym załamaniem się 
gospodarki imperium, opartej głównie na fizycznej pracy niewolników. Na ich barkach 
spoczywała wówczas równowaga ekonomiczna mocarstwa rzymskiego. Nie wydając doraźnej 
walki instytucji niewolnictwa, jak tego próbował niefortunnie Spartakus, pierwotne 
chrześcijaństwo przeprowadziło tę kampanię powoli, a skutecznie, bo za pomocą zasady 
nowego braterstwa w Chrystusie (w. 16).

ADRES (1–3)

1

 Paweł, więzień Chrystusa Jezusa, i Tymoteusz, brat, do Filemona, umiłowanego naszego 

współpracownika, 

2

 do Apfii, siostry, do naszego towarzysza broni, Archipa, i do Kościoła 

[gromadzącego] się w twym domu. 

3

 Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa 

Chrystusa.

1–3.

 Przy zachowaniu stałego w listach Pawłowych formularza występuje tu nowość: 

wymienia się jako adresatów trzy osoby prywatne. Poza głównym adresatem Filemonem (zob. 
wstęp) pozdrawia Apostoł również chrześcijankę – jak świadczy tytuł siostra – Apfię, zapewne 
małżonkę Filemona, zainteresowaną jako mater familias w sprawie zbiegłego niewolnika, oraz 
Archipa, prawdopodobnie syna wymienionej pary. Pisze o nim 

Kol 4,17

. Sądząc z tej 

informacji i z nazwy współtowarzysz broni Archip zajmował jakieś stanowisko w miejscowym 
Kościele – diakona czy „nauczyciela”, jak przypuszczają komentatorzy. Apostoł pozdrawia nie 
tylko rodzinę, do której kieruje swoją oryginalną prośbę, ale również i tych wiernych Kościoła 
w Kolosach, którzy gromadzili się na liturgię w domu zamożnego Filemona. O sensie 
pozdrowienia – zob. komentarz do 

Flp 1,2

.

UZNANIE DLA ADRESATA (4–7)

4

 Dziękuję Bogu mojemu zawsze, ilekroć wspominam cię w moich modlitwach, 

5

 słysząc o 

twojej miłości i wierze, jaką żywisz względem Pana Jezusa i dla wszystkich świętych. 

6

 Oby twój 

udział w wierze okazał się twórczy w głębszym poznaniu wszelkiego dobrego czynu [jaki jest do 
spełnienia] wśród was dla Chrystusa.

7

 Bracie, doznałem wielkiej radości i pociechy z powodu twojej 

miłości, jako że serca świętych otrzymały od ciebie pokrzepienie.

4–6.

 Zwyczajowe w listach św. Pawła dziękczynienie i zapewnienie o pamięci w 

modlitwach łączy się tutaj z wyrażeniem uznania dla Filemona z powodu jego kierowanej 
wiarą czynnej miłości bliźniego, na którą Apostoł liczy i tym razem, gdy przedstawia swoją 

background image

prośbę w sprawie zbiegłego Onezyma. To wyrażenie uznania stanowi swoistą captatio 
benevolentiae
 adresata. Miłuje on Pana Jezusa i wszystkich świętych, tzn. chrześcijan (zob. 

Rz 

1,7

). Mamy tu znamienne dla Pawła solidarne ujęcie Głowy i członków Ciała, objętych jedną 

nadprzyrodzoną miłością. Miłując wszystkich, Filemon znajdzie miejsce w sercu także dla 
biednego zbiega, a tym samym udowodni, że jego wiara jest czynna przez miłość (por. 

Ga 5,6

i że ma subtelne wyczucie tego, gdzie można uczynić coś dobrego w imię Chrystusa.

7.

 Serdeczny ton wprowadza słowo bracie, które jest jak uścisk ręki, jak spojrzenie w 

oczy. Występuje w zdaniu przypominającym Filemonowi jakiś niedawny objaw jego dobroci 
dla współwyznawców, jakiś czyn trwały w skutkach. Złożyły się na niego nie tylko zasiłek 
materialny, ale – co ważniejsze – „pokrzepienie serc”.

PROŚBA O PRZEBACZENIE DLA ONEZYMA (8–20)

8

 Przeto, choć z całą swobodą mogę w Chrystusie nakładać na ciebie obowiązek, 

9

 to jednak 

raczej proszę w imię miłości, bo taki już jestem. Ja, stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa 
Jezusa – 

10

 proszę cię za moim dzieckiem, za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. 

11

 Niegdyś dla ciebie nieużyteczny, teraz właśnie i dla ciebie, i dla mnie stał się on bardzo 

użyteczny. 

12

 Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu. 

13

 Zamierzałem go 

trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach [które noszę dla] Ewangelii. 

14

 Jednakże postanowiłem nie uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z 

musu, ale z dobrej woli. 

15

 Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał 

na zawsze, 

16

 już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. [Takim 

jest on] zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak i w Panu. 

17

 Jeśli 

więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie. 

18

 Jeśli zaś wyrządził ci jaką szkodę 

lub winien jest cokolwiek, policz to na mój rachunek. 

19

 Ja, Paweł, piszę to własnoręcznie, ja 

uiszczę odszkodowanie – nie mówiąc już o tym, że ty w większym stopniu winien mi jesteś samego 
siebie. 

20

 Tak, bracie, niech ja przez ciebie zaznam radości w Panu: pokrzep moje serce w 

Chrystusie!

8.

 Nawiązując bezpośrednio do tego faktu, Apostoł przechodzi do zasadniczego tematu 

swego listu – do prośby o darowanie winy zbiegłemu Onezymowi. A prośba ta jest wyrażona 
wytwornym stylem, gdyż zawiera jakby 5 strof dwuwierszowych w prozie zbliżonej do 
rytmicznej i operuje takimi środkami, jak gra słów i sugestywne obrazy. Dochodzi w niej 
również do głosu bardzo wymowna gra uczuć.

9.

 Nad niewątpliwe prawo Apostoł przekłada miłość – apeluje do serca Filemona. Ukazuje 

więc siebie nie obleczonego w autorytet, lecz budzącego współczucie. Jest stary, jest nadto 
więźniem Chrystusa Jezusa. Paweł ma wtedy ponad 55 lat, ale wygląda zapewne o wiele starzej 
po przebyciu tylu lat trudu, a ostatnio i poniewierki. Nie władczy rządca dusz, lecz męczennik 
zwraca się z prośbą o miłość wielkoduszną względem winowajcy.

10–12.

 Ciepło, jak przystoi teoretykowi i wzorowi ojcostwa duchowego, mówi on o 

dziecku Onezymie. Nie znamy okoliczności, w jakich doszło do faktu „zrodzenia” go w 
kajdanach. Wiadomo, że do Rzymu, najludniejszej wówczas metropolii świata, chętnie zbiegali 
wszyscy ścigani przez prawo w nadziei łatwiejszego ukrycia się wśród licznych jego 
mieszkańców. A Pawła custodia militaris – areszt dość łagodny – dawała sposobność do wielu 
osobistych kontaktów apostolskich. Chrzest zbiega był najważniejszą metamorfozą, do której 
teraz odwołuje się Apostoł, posługując się grą słów i pojęć. Typowe jak na niewolnika imię 

background image

Onesimos znaczy „użyteczny”. Przez ucieczkę od pana stał się on dla niego „nieużyteczny”, ale 
ochrzczony staje się bardzo użyteczny tak dla Filemona (kurtuazyjne wysunięcie na pierwsze 
miejsce adresata!), jak i dla samego Pawła – i to pod niejednym względem. Odsyła go teraz 
Apostoł z prośbą o przyjęcie w taki sposób, jakby to powracał sam Paweł, który przecież kocha 
Filemona. Niech więc Filemon znów go przygarnie (por. użycie tego samego czasownika w 

Rz 

14,1.3

15,7

).

13–14.

 Nowym argumentem przemawiającym za serdecznym potraktowaniem byłego 

zbiega jest ta okoliczność, że Paweł, jako więzień, miał prawo zatrzymać go przy sobie w celu 
pełnienia niezbędnych w tej sytuacji usług. Nie chce jednak stawiać właściciela wobec faktu 
dokonanego. Niech raczej Filemon doceni tę ofiarę i za bezinteresowne odesłanie mu cennego 
pomocnika odwzajemni się w sposób równie szlachetny. Rewanż Filemona musi być zupełnie 
dobrowolny (por. 

2 Kor 9,7

1 P 5,2

).

15–16.

 W mistrzowskim dialogu z Filemonem Paweł przewiduje jego możliwą replikę: 

przecież Onezym był winowajcą. Wskazuje mu więc tajemnicze zrządzenia Bożej Opatrzności, 
która umie do swoich celów wyzyskiwać też i błędy ludzkie. Istotnie – bezprawne oddalenie 
się Onezyma przyniosło ten skutek, że niewolnik stał się bratem umiłowanym – mimo różnicy 
pozycji społecznej – dzieckiem jednego Ojca, który jest w niebie. Chrześcijaństwo nie zważa 
już na różnicę pozycji społecznej, jak Apostoł pisze jednocześnie (

Kol 3,11

). Umiłowany ma 

tutaj odcień znaczeniowy: „godny miłości”. Filemonowi pozostawia Apostoł sposób okazania 
w doczesności tego, że inaczej, i to w sposób zasadniczy, traktuje on dawnego niewolnika. Sam 
o niczym wyraźnie nie mówi, ale sugestia jest niedwuznaczna: wyzwolenie Onezyma byłoby 
czynem konsekwentnym, płynącym z wiary w istotną zmianę jego sytuacji duchowej.

17–20.

 Jeszcze raz na zakończenie odwołuje się Apostoł do osobistego stosunku adresata 

do siebie – może dla przełamania ostatecznego ewentualnych oporów w duszy Filemona. W 
dziedzinie ludzkiej sprawiedliwości pozostaje jeszcze jedna przeszkoda do usunięcia – strata 
materialna, na jaką zbiegły niewolnik naraził swego pana. Otóż jeśli chodzi o zobowiązania, to 
sprawa przedstawia się odwrotnie: właśnie Filemon jest dłużnikiem Pawła. Apostoł więc 
żartem bierze na siebie uregulowanie rachunku za Onezyma, on, wierzyciel, któremu nie może 
się wypłacić Filemon. Prośba ostatnia o to, by decyzja adresata stała się powodem radości, jest 
znów dowcipną grą słów, związaną z imieniem Onezyma: „obyś ty się stał dla mnie 
prawdziwie Onezymem (= Pomocnym)”, oczywiście w Panu – tzn. „po chrześcijańsku”, na 
płaszczyźnie wiary.

POLECENIA I POZDROWIENIA (21–25)

21

 Piszę do ciebie ufny w twoje posłuszeństwo, świadom, że nawet więcej zrobisz, niż mówię. 

22 

A zarazem przygotuj mi gościnę: ufam bowiem, że będę wam zwrócony dzięki waszym modlitwom. 

23

 Pozdrawia cię Epafras, mój współwięzień w Chrystusie, 

24

 [oraz] Marek, Arystarch, Demas, 

Łukasz – moi współpracownicy. 

25

 Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa [niech będzie] z duchem 

waszym! Amen.

21.

 Konkluzja całej treści listu brzmi poważnie: Apostoł liczy na religijne, na pobudkach 

nadprzyrodzonych oparte, posłuszeństwo Filemona, które w szlachetności swojej pójdzie dalej 
niż konkretna prośba Pawła. Skoro rzecz się dzieje wśród braci jednej wiary, Onezymowi nikt 

background image

nie wypali na czole piętna i nikt mu nie założy na szyję żelaznej obręczy. Usłużna legenda 
uczyni potem z Onezyma jednego z późniejszych biskupów efeskich. Kościół pouczony listem 
Pawłowym do Filemona powoływał na papieży już to arystokratów, jak Korneliusz, już to 
niewolników, jak Kalikst.

22.

 Końcowa obietnica przybycia Apostoła w gościnę do Filemona wyraża delikatnie 

zapowiedź tego, że Paweł osobiście sprawdzi, jak do jego prośby ustosunkował się adresat.

23–24.

 Pozdrowienia są niemal identyczne z zawartymi w 

Kol 4,10–18

, co świadczy o 

podobnych okolicznościach napisania obu listów.

25.

 Błogosławieństwo końcowe jako zwyczajowa formuła listów św. Pawła pokrywa się z 

zakończeniem 

Flp 4,23

. Występująca w Flm forma liczby mnogiej – „z duchem waszym” – jest 

adekwatna do adresu, który wymieniał trzy osoby oraz gromadzących się w domu Filemona 
członków Kościoła lokalnego. Swoim życzeniem przyzywa Apostoł skuteczną łaskę Chrystusa 
Pana, która nie tylko zapewni właściwy klimat duchowy owej cząstce Kościoła w Kolosach, 
ale i pokieruje wielkoduszną decyzją Filemona w sprawie zbiegłego niewolnika.