background image

ANNE MARIE WINSTON 

Ż

ona potrzebna od zaraz 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Tannis  Carlson  uchyliła  drzwi  prowadzące  do  piwnicy  i  przystanęła  na  betonowym  chodniku. 

Brrr!  Piętnaście  stopni  to  dość  wysoka  temperatura  jak  na  styczeń  w  Wirginii,  lecz  osoba  paradująca 
jedynie  w  ręczniku  na  gołym  ciele  przyjmuje  taką  aurę  bez  entuzjazmu.  Niestety,  byli  właściciele  domu 
kupionego  przed siedmiu laty  umieścili  wAnne  do  masażu  wodnego i  gorących  kąpieli na  zewnątrz,  nie 
zaś w obszernej piwnicy. Trzeba się było zahartować. 

Tannis  odważnie  wyszła  do  ogrodu.  Zerknęła  na  sąsiednią  posesję,  by  sprawdzić,  czy  może  się 

rozebrać  bez  świadków.  Uniosła  wieko  ogromnej  wanny,  spod  którego  buchnęła  obficie  para  niknąca 
szybko w chłodnym powietrzu. Drzewa otaczające niewielkie podwórko, a także wysoki drewniany płot, 
chroniły  ją  przed  spojrzeniami  ciekawskich  sąsiadów…  a  raczej  sąsiada.  Tom…  Nie!  Dość  rozmyślań. 
Trzeba z tym skończyć raz na zawsze. 

Rzuciła ręcznik na ogrodowe krzesło i szybko wspięła się po drewnianych schodkach. Przystanęła 

na chwilę, by sprawdzić czubkami palców temperaturę wody, a potem zanurzyła się w parującej kąpieli. 

Oho,  trochę  przesadziła  z  tym  ciepłem!  Poderwała  się,  wskoczyła  na  obramowanie  wanny  i 

zerknęła na termometr. Czterdzieści stopni. Woda nie była wcale zbyt gorąca. Tannis wolniutko zanurzyła 
się  po  raz  drugi.  Postanowiła  nie  włączać  sprężarki  tłoczącej  powietrzne  bąbelki.  Lubiła  pławić  się  w 
ciepłej wodzie i leniwie rozmyślać o niebieskich migdałach. Temperatura kąpieli była w sam raz. 

Cudownie!  Tannis  zanurzyła  się  jeszcze  głębiej.  Zmartwienia  długiego  szkolnego  dnia  z  wolna 

traciły  znaczenie.  Niestety,  Tannis  miała  również  takie  problemy,  z  którymi  o  wiele  trudniej  się  było 
uporać.  Mimo  woli  zastanawiała  się  niemal  bez  przerwy,  jak  zarobić  dość  pieniędzy,  by  uniknąć 
sprzedaży ukochanego domu i opłacić pensjonat, w którym przebywała matka. Czemu tego rodzaju usługi 
muszą  być  horrendalnie  drogie?  Dlaczego  nauczycielska  pensja  nie  wystarcza  na  opędzenie 
podstawowych potrzeb? 

Czas  spojrzeć  prawdzie  w  oczy,  Tannis  Anne,  westchnęła  w  głębi  ducha.  Musisz  podjąć 

dodatkową  pracę.  To  będzie  ciężka,  fizyczna  harówka.  Na  myśl  o  tym  ogarnęła  ją  rozpacz.  Codzienne 
lekcje  w  sali,  gdzie  roiło  się  od  pełnych  energii  czwartoklasistów,  to  ciężki  kawałek  chleba  –  nawet  dla 
nauczyciela kochającego swój zawód. Trudno będzie stawić czoło nowemu wyzwaniu, ale praca na dwóch 
etatach  okazała  się  koniecznością.  Inne  rozwiązanie  nie  wchodziło  w  grę.  Tannis  nie  miała  żadnego 
wyboru.  Poza  dyplomem  nauczycielskim  nie  zdobyła  dodatkowych,  bardziej  popłatnych  kwalifikacji. 
Mogłaby, rzecz jasna, dawać korepetycje, ale to dorywcze zajęcie. 

Postanowiła  złożyć  podania  o  pracę  w  miejscowych  magazynach.  Miała  nadzieję,  że  przy 

odrobinie  szczęścia  znajdzie  posadę  urzędniczki;  mogłaby  pracować  popołudniami  oraz  w  sobotę  i 
niedzielę. Kto wie, czy jakiś bank nie zatrudni jej w charakterze kasjerki… 

– Ale ci dobrze! 

Tannis drgnęła jak oparzona i omal nie krzyknęła, ale natychmiast rozpoznała głęboki, przyjemny 

głos  sąsiada,  Toma  Hayesa.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  świadomość  i  pamięć  niewiele  tu  znaczyły. 
Tajemniczy  szósty  zmysł  sprawił,  że  całym  ciałem  zareagowała  od  razu  na  jego  nadejście.  Zawsze  i 
wszędzie  wyczuwała  mimo  woli  obecność  tego  mężczyzny.  Po  chwili  serce,  które  przez  jakiś  czas 
kołatało  niespokojnie,  odnalazło  zwykły  rytm,  lecz  Tannis  nadal  czuła,  że  cała  drży  z  przejęcia  i 
podniecenia. 

– Tom, ty łobuzie! Dostanę przez ciebie ataku serca. – Brakło jej tchu nie tylko  dlatego, że była 

background image

wystraszona. Miała nadzieję, że mężczyzna niczego się nie domyślił. – Jak śmiesz się tu zakradać? 

–  Chciałbym  z  tobą  porozmawiać  –  oznajmił  sąsiad,  nie  próbując  się  usprawiedliwić.  – 

Dzwoniłem,  ale  nie  podnosiłaś  słuchawki.  Gdy  zobaczyłem  twój  samochód,  ucieszyłem  się,  że  wróciłaś 
do domu. Amy zdradziła mi, że kąpiesz się często wieczorami, a więc postanowiłem wpaść na chwilę. 

– Dzieci już śpią? – Tannis zmrużyła oczy, by lepiej widzieć Toma w kłębach pary unoszącej się 

znad  wanny.  Stał  przy  schodkach  z  nogą  opartą  na  stopniu  i  łokciem  na  kolanie.  Był  ubrany  w  dżinsy, 
ciepłą  marynarkę  zarzuconą  na  ramiona  i  flanelową  koszulę  z  rozpiętym  kołnierzykiem.  Zza  jej 
rozchylonych  brzegów  wyglądały  ciemne  włosy  porastające  szeroki  tors.  Wystarczyło  jedno  spojrzenie, 
by Tannis poczuła znajomy ucisk w okolicach żołądka. Nie podniecaj się tak, Tannis Anne, powtarzała w 
duchu. To nie jest mężczyzna dla ciebie. 

Jasne.  Nie  powinna  robić  sobie  żadnych  nadziei.  Niestety,  wciąż  pamiętała,  jak  się  całowali  do 

utraty  tchu  na  ciemnej  werandzie.  Zniecierpliwiona,  próbowała  odsunąć  natarczywe  wspomnienie. 
Tamten pocałunek był głupim wybrykiem. Od czterech lat żałowała swego postępku. 

W  głębi  serca  przyznała  uczciwie,  że  podczas  spotkań  z  Tomem  Hayesem  z  trudem  panuje  nad 

sobą.  Tak  było  od  chwili,  gdy  ujrzała  po  raz  pierwszy  męża  swojej  przyjaciółki  Mary.  Zdawkowy 
powitalny  uścisk  dłoni Toma  przyprawił Tannis o  silny  dreszcz;  poczuła,  że  cierpnie  jej  skóra na  całym 
ciele. Zastanawiała się, dlaczego ten jeden jedyny mężczyzna działa na nią w ten sposób. 

Sąsiad  Tannis  wcale  nie  był  urodziwy;  nie  przypominał  wyśnionego  księcia  z  bajki.  Ostre  rysy 

twarzy miały w sobie tyle ciepła i uroku, co granitowe urwiska, lecz zniewalająca silą, którą emanował ten 
potężnie zbudowany mężczyzna, przyciągała młodą kobietę niczym magnes. Naprawdę piękne były tylko 
jasnozielone  oczy  Toma.  Gdy  się  złościł,  nabierały  szmaragdowego  odcienia,  natomiast  kiedy  był  w 
dobrym  humorze,  lśniły  w  nich  złociste  iskierki.  Ilekroć  zapominał  o  kłopotach  i  wybuchał  śmiechem, 
jego surową twarz opromieniał męski urok i chłopięcy wdzięk. W takiej chwili żadna kobieta nie była w 
stanie mu się oprzeć. 

Na szczęście dla Tannis rzadko bywał pogodny i roześmiany. Po śmierci żony, która przed trzema 

laty  umarła  na  raka,  stał  się  prawdziwym  ponurakiem.  W  oczach  sąsiadki  pozostał  jednak  wyjątkowo 
przystojnym mężczyzną. 

–  Tak,  dzieci  już  śpią.  –  Głos  Toma  przerwał  rozmyślania  Tannis  i  sprawił,  że  natychmiast 

przypomniała sobie, o co pytała.   

Mężczyzna zamilkł. 

– Co masz mi do powiedzenia? – rzuciła po chwili. 

– Jebbie twierdzi, że zabrakło ci pieniędzy na naprawę samochodu. 

Tannis  oniemiała,  usłyszawszy  tę  uwagę.  Widoczne  zza  obłoku  pary  jasnozielone  oczy 

wpatrywały się w nią tak intensywnie, jakby mogły czytać w myślach. 

–  Jebbie  ma  za  długi  język  –  mruknęła  Tannis.  Postanowiła  odtąd  nie  rozmawiać  o  swoich 

sprawach  w  obecności  wścibskiego  sześciolatka.  –  Moje  kłopoty  finansowe  nie  powinny  cię  obchodzić. 
Nawiasem mówiąc, możesz uspokoić syna. Auto jest już naprawione. Miałam kłopoty z gaźnikiem. 

– Skąd Jebbie wie, że zabrakło ci pieniędzy na tę naprawę? 

–  Na  pewno  dowiedział  się  przypadkowo.  –  Tannis  westchnęła  ciężko.  Tom  był  uparty  i 

dociekliwy.  –  Musiał  słyszeć  jakąś  rozmowę  telefoniczną.  Na  szczęście  w  porę  zdobyłam  pieniądze. 

background image

Wróćmy do tematu. Czemu zawdzięczam twoją niespodziewaną wizytę? 

– Chcę zaproponować ci pracę. 

Domyśliła się od razu, co to za oferta. Zapewne chodzi o dwójkę dzieci osieroconych przez Mary. 

Mary…  Natychmiast  przypomniała  sobie  ostatnią  prośbę  umierającej  przyjaciółki.  Ich  rozmowa 

miała dramatyczny przebieg. 

–  Tannis…  możesz  mi  coś  obiecać?  –  zapytała  chora  słabym  głosem.  W  ostatnich  dniach  życia 

bardzo cierpiała. 

– Wiesz, że w każdej sytuacji możesz na mnie liczyć. Słucham. 

– Pomóż Tomowi wychować Amy i Jebbie'ego. Sam nie da sobie rady. 

Tannis  z  trudem  wykrztusiła  obietnicę.  Miała  ściśnięte  gardło.  Mary  była  taka  dobra  i 

wyrozumiała. Tannis czuła, że nie zachowała się wobec niej lojalnie. Gotowa była wiele poświęcić, byle 
tylko cofnąć czas i wymazać z przeszłości tamten nieszczęsny pocałunek! 

Tydzień po owej rozmowie Mary umarła. 

Tom nie przyjął żadnej pomocy. Twierdził uparcie, że doskonale sobie poradzi. Był tak oschły, że 

Tannis poczuła się dotknięta. Długo było jej przykro z tego powodu. 

–  Czyżbyś  zapomniał,  że  pracuję  w  szkole,  Tom?  –  rzuciła  nieufnie,  odpowiadając  na  pytanie 

sąsiada. – Czy twoim zdaniem powinnam rzucić tę posadę? 

– Wykluczone! Mam na myśli dodatkową pracę, którą można pogodzić z nauczaniem. 

– A konkretnie? 

–  Pani  Cutter  oznajmiła  dziś,  że  odchodzi  z  końcem  miesiąca  –  odparł  wykrętnie  Tom.  Miał  na 

myśli  kobietę,  która  od  śmierci  Mary  codziennie  wyprawiała  dzieci  do  szkoły  i  opiekowała  się  nimi  po 
lekcjach. 

– Fatalnie. Dzieci bardzo ją lubią. 

–  Owszem.  –  Tom  wszedł  na  drugi  schodek  i  stanął  bliżej  wanny.  Tannis  zanurzyła  się  nieco 

głębiej.  –  Zastanawiałem  się,  czy  nie  mogłabyś  opiekować  się  moimi  pociechami.  One  cię  uwielbiają. 
Płaciłbym ci taką samą pensję, jaką dostaje pani Cutter. Poświęcałabyś dzieciakom najwyżej trzy godziny 
dziennie. 

Ta propozycja miała swoje dobre strony. Tom był prawnikiem; jako notariusz pracował w stałych 

godzinach.  Czasami  skarżył  się,  że  wybrał  okropnie  nudną  specjalność;  wciąż  tylko  akty  własności  i 
testamenty. Tannis, rzecz jasna,  nie  mogła  przyjąć  do  wiadomości  takiej  opinii.  Wszystko,  co  dotyczyło 
tego niezwykłego mężczyzny,  wydawało się jej intrygujące. Tak czy inaczej, było rzeczą niemal pewną, 
ż

e o piątej Tom wraca do domu. Wieczory miałaby wolne. 

– Muszę to przemyśleć – odparła. 

Tom  mruknął  coś  z  irytacją.  Najwyraźniej  oczekiwał,  że  sąsiadka  bez  wahania  przyjmie  jego 

ofertę. 

– Zdążysz to rozważyć do soboty? 

background image

Tannis chętnie przystała na takie rozwiązanie. Skinęła głową. Tom odzyskał dobry humor. 

– Doskonale. Może przyjdziesz do nas na kolację? Dzieci od dawna błagają, żebym cię zaprosił. 

Porozmawiamy spokojnie, gdy pójdą spać. 

–  Zgoda.  Co  mam  przynieść?  –  spytała,  dokładając  starań,  by  jej  słowa  brzmiały  pogodnie  i 

uprzejmie. 

– Nic. Sam przygotuję kolację. Czekamy o piątej. 

Odwrócił  się  i  odszedł.  Tannis  znowu  powróciła  myślami  do  przeszłości.  Wyraźnie  stanęło  jej 

przed  oczyma  wspomnienie  nieszczęsnego  wieczoru  sprzed  czterech  lat.  Wszystko  zdarzyło  się  wkrótce 
po  tym,  jak  Mary  zachorowała.  Pewnego  dnia  Tom  pokłócił  się  z  żoną.  Tannis  nie  wiedziała,  co  było 
powodem  sprzeczki.  Gdy  Mary  poprosiła  ją  o  popilnowanie  dzieci,  zgodziła  się  od  razu.  Jebbie  miał 
wtedy  dwa  lata;  Amy  była  w  drugiej  klasie.  Mary  oznajmiła,  że  musi  porozmawiać  z  Tomem  w  cztery 
oczy. 

Małżonkowie  poszli  do  kina  i  na  kolację.  Tannis  spędziła  wieczór  w  ich  domu,  zajmując  się 

maluchami. Tom i Mary wrócili około jedenastej. Tannis zaprotestowała, gdy mąż przyjaciółki postanowił 
ją odprowadzić. Miała do przejścia zaledwie kilkadziesiąt metrów, ale był nieugięty. Gdy znaleźli  się na 
werandzie, długo milczał, stojąc bez ruchu. 

– Jak minął wieczór? – zapytała uprzejmie, by wyrwać go z zamyślenia. 

– Nie był udany, jeśli mam być szczery. 

Tannis nie pytała o szczegóły. Nie interesowały jej małżeńskie kłopoty sąsiadów. 

–  Kłóciliśmy  się…  Chodzi  o  to,  że  mamy  odmienne  zdanie  co  do  rodzaju  terapii,  jaki  powinna 

wybrać moja żona – oznajmił po chwili Tom. Odwrócił się do Tannis plecami i wcisnął ręce w kieszenie. 
Długo  milczał,  a  potem  westchnął  głęboko.  –  Boże,  tak  strasznie  się  boję.  Jak  mam  bez  niej  żyć?  Jeśli 
umrze… 

–  Nic  nie  mów.  –  Pod  wpływem  nagłego  impulsu  objęła  mężczyznę  współczującym  gestem  i 

położyła dłoń na jego ustach. – Nie wywołuj wilka z lasu. Za wcześnie na takie przypuszczenia. Lekarz na 
pewno ją przekona. 

Tom wolno położył ręce na ramionach Tannis i powiedział: 

– Proszę, pomóż mi. Potrzebuję cię. 

Objął  ją  mocniej  i  przyciągnął  do  siebie.  Czuła,  że  jej  serce  zaczyna  szybciej  bić,  ale  nie  była 

zaniepokojona.  Sądziła,  że  Tom  pragnie  współczucia  i  pociechy,  którą  mogła  mu  ofiarować.  Nie 
protestowała, gdy przytulił ją. 

– Już dobrze, Tom. Wiem, co… – Niespodziewanie poczuła usta mężczyzny na swoich wargach. 

Ogarnął  ją  żar,  jakby  dotknęła  płomienia  i  nie  doznała  bólu.  Próbowała  się  wyrwać,  ale  uścisk  był  zbyt 
silny.  Nagle  straciła  panowanie  nad  sobą  i  posłusznie  rozchyliła  wargi.  Wsunęła  palce  we  włosy  Toma, 
który jęknął i objął ją z całej siły. Poczuła śmiałą pieszczotę natarczywego języka. 

Jak długo trwał ten namiętny, zachłanny pocałunek? Nie miała pojęcia. Za krótko. Zbyt długo. 

Wreszcie odezwało się poczucie winy. Jakiś wewnętrzny głos huczał jej w uszach. 

background image

Przecież to mąż twojej najlepszej przyjaciółki! 

Pragnęła ulec temu mężczyźnie, lecz wzięła się w garść i odepchnęła go. 

–  Co  my  robimy,  Tom?  –  szepnęła  bez  tchu.  To  wystarczyło,  by  odzyskał  panowanie  nad  sobą. 

Nagle  znieruchomiał, ale  nie wypuścił jej z objęć. Po chwili odezwała się znowu: – Tom, bardzo mi się 
podobasz, ale oboje jesteśmy przywiązani do Mary i nie chcemy jej zranić. 

– Masz rację. – Tom zbliżył czoło do jej twarzy. – Nie wiem, co mnie napadło. 

– Pełnia księżyca robi z ludzi szaleńców – odparła, próbując wszystko obrócić w żart. – To miał 

być  przyjacielski  uścisk.  Chyba  trochę  przesadziliśmy.  Puść  mnie  i  zapomnijmy  raz  na  zawsze  o  całej 
sprawie. – Tom skinął głową, lecz nie wypuścił jej z objęć.   

W końcu Tannis odepchnęła go delikatnie. Cofnął się i westchnął głęboko. 

–  Ach,  Tannis,  jesteś  wspaniała.  Mary  i  ja  zawsze  możemy  na  ciebie  liczyć.  Nigdy  nas  nie 

zawiedziesz. Dzięki, że uratowałaś szaleńca przed jego własną głupotą. 

Ż

adne  z  nich  przez  długie  cztery  lata  nie  wspomniało  ani  słowem  o  tamtym  incydencie.  Tannis 

nigdy nie wątpiła, że Tom naprawdę kochał Mary. Gdy żona całkiem opadła z sił, otoczył ją czułą opieką i 
całymi dniami przesiadywał w sypialni przy łóżku chorej. 

 

 

Tannis  powoli  wracała  do  rzeczywistości.  Tom  odszedł.  Jego  sąsiadka  zanurzona  po  szyję  w 

gorącej  wodzie  daremnie  próbowała  się  odprężyć.  Wieczorna  kąpiel  straciła  dla  niej  cały  urok. 
Mamrocząc  coś  ze  złością,  sięgnęła  po  ręcznik,  wyszła  z  wanny  i  pobiegła  w  stronę  drzwi  do  piwnicy. 
Zmierzyła  krytycznym  spojrzeniem  kosz  wypełniony  po  brzegi  rzeczami  do  prania,  stosy  dekoracji 
ś

wiątecznych, narzędzi oraz innych użytecznych drobiazgów. Jeremy na pewno wykorzystałby ten widok 

jako pretekst do jednej ze słynnych pogadanek o powinnościach skrzętnej pani domu. 

Dla  niego  każda  sposobność  była  dobra,  by  udzielić  ukochanej  żonie  napomnienia  i  skarcić 

niepoprawną bałaganiarę, przyznała w duchu Tannis. Bałagan bałaganem, lecz właścicielka tego kramu z 
różnościami świetnie orientowała się w pozornym chaosie i potrafiła bez trudu odnaleźć każdy przedmiot. 
Podłoga też była dość czysta, bo Tannis raz w tygodniu odkurzała piwnicę. Przed kilku laty postanowiła 
raz na zawsze, że nie dopuści, by ktokolwiek zatruwał jej życie nadmiernymi wymaganiami. 

Tysiące  razy  powracała  myślą  do  tamtych  dni,  gdy  była  młoda  i  zakochana  po  uszy.  Naprawdę 

uwielbiała  Jeremy'ego.  Pewnie  dlatego  tak  się  przejmowała  jego  napomnieniami  i  wiecznym 
marudzeniem,  że  w domu panuje bałagan. Urabiała sobie ręce po łokcie,  pragnąc zasłużyć na pochwałę, 
ale mąż dostrzegał same niedociągnięcia. Wiele czasu upłynęło, nim Tannis przysięgła sobie w końcu, że 
prędzej umrze, niż pozwoli kolejnemu mężczyźnie, by odebrał jej wiarę w siebie. 

W sobotnie popołudnie Tannis zapukała do drzwi sąsiedniego domu. Otworzyła jej Amy. 

– Cześć, Tannis! 

Młoda  kobieta zachichotała  mimo  woli. To  było silniejsze  od niej. Widok  był  porażający. Miała 

przed  sobą  modnie  ubraną  dwunastolatkę  w  kusej  dżinsowej  spódniczce,  ledwie  wystającej  spod 
ogromnej,  wściekle  różowej  bluzy  o  przydługich  rękawach.  Szczuplutkie  nogi  dziewczynki  opięte  były 
leginsami  z  różowej  koronki,  a  grube  bawełniane  skarpety  układały  się  wokół  kostek  w  malownicze 

background image

obwarzanki. Całości dopełniały tenisówki i koński ogon związany nylonowym szalem. 

– Cześć, Amy. Wyglądasz interesująco – rzuciła z przekąsem.   

Dziewczynka nie wyczuła sarkazmu w jej głosie. 

– Dzięki. Tata powiedział, że spódnica jest za krótka, ale czy mężczyzna jest w stanie to ocenić? 

Jak uważasz? Za krótka? – Amy spojrzała wyczekująco na sąsiadkę i przechyliła głowę na bok. 

–  Myślę,  że  dla  dwunastolatki  jest  w  sam  raz,  lecz  gdybyś  była  starsza  o  rok  lub  dwa,  chyba 

przyznałabym rację tacie. 

– Naprawdę? – Amy posmutniała. 

–  Doskonale  wyglądasz  w  mini,  zwłaszcza  że  masz  długie  nogi  jak  twoja  mama,  ale  gdy 

podrośniesz i chłopcy zaczną się na ciebie gapić, powinnaś bardziej uważać na to, jak się prezentujesz i co 
masz na sobie. 

–  Chodzi  o  to,  żeby  ich  nie  prowokować  strojem  i  zachowaniem?  –  rzuciła  domyślnie  Amy. 

Tannis skinęła głową. 

Nagle  w  drzwiach  stanął  Tom.  Miał  dziwny  wyraz  twarzy.  Nie  był  zły.  Przypominał  raczej 

winowajcę.  Tannis  pomyślała,  że  wygląda  jak  Jebbie,  który  pewnego  dnia  zjadł  wszystkie  ciastka 
przygotowane z okazji szkolnego zebrania rodziców i nauczycieli, a potem okropnie się rozchorował. Nie 
było czasu na dalsze porównania. Tannis musiała się przywitać z sąsiadem. 

– Dzięki, że to powiedziałaś – rzucił ponuro Tom. – Próbowałem wyjaśnić Amy, o co mi chodzi, 

ale rozsądne słowa brzmią inaczej w ustach ojca uważanego za starego nudziarza. 

– Tata nieustannie krytykuje mój styl ubierania. 

Tannis  obserwowała  z  niedowierzaniem  wykrzywione  złością  rysy  twarzy  urodziwej 

dziewczynki. Nie wiedziała, jak zareagować. Niespodziewanie wyszło na jaw, że upodobania nastolatek w 
dziedzinie mody to drażliwy temat, który nie nadaje się do towarzyskiej konwersacji. 

–  To  normalne,  że  ojcowie  zamartwiają  się  o  swoje  córki.  Czasami  rodzice  nie  potrafią  jasno 

wyrazić, co im leży na sercu. 

Amy westchnęła demonstracyjnie i energicznie pokiwała głową, aż podskoczyła brązowa kitka na 

czubku głowy. 

– Jeśli tak jest,  to mój tata powinien zdobyć w  tej dziedzinie  złoty medal. Ciągle tylko marudzi. 

Mama na pewno nie krytykowałaby moich ciuchów. Pozwoliłaby mi nosić wszystko, na co mam ochotę. 

Tom rozumiał, co knuje jego sprytna córeczka, ale zachował spokój. 

– Nie wymądrzaj się, Amy. Możesz się ze mną spierać, ale nie rób tego przy gościu. 

Skarcona dziewczynka poczerwieniała na twarzy, odwróciła się i pomknęła ku schodom. 

–  Jak  możesz! Nie  jestem małym  dzieckiem! –  krzyknęła  na  odchodnym.  Wbiegła  na  piętro;  po 

chwili rozległo się głośne trzaśnięcie drzwiami. Tannis obserwowała tę rodzinną scenkę rozszerzonymi ze 
zdumienia oczyma. Wielkie nieba! Nigdy nie przypuszczała, że Amy może się tak zachować. 

– Ale kompromitacja – westchnął Tom, spuszczając wzrok. Po chwili uniósł głowę i popatrzył na 

background image

sąsiadkę  pociemniałymi  z  żalu  oczyma.  –  Wejdź  i  rozgość  się.  Nie  będę  ukrywał,  że  takie  utarczki 
zdarzają się niemal codziennie. 

–  Nie  zazdroszczę  ci.  Niestety,  z  każdym  rokiem  będzie  gorzej.  Dobrze  pamiętam  moje 

szczenięce lata – oznajmiła żartobliwym tonem, gdy szli korytarzem w stronę kuchni i pokoju dziennego. 

–  Czy  to  oznacza,  że  wszystkie  młode  pannice  tak  się  zachowują,  kiedy  zaczynają  dorastać? 

Dzięki Bogu, że chłopcy reagują inaczej. Nie sądzę, abym potrafił stawić czoło dwóm córkom. 

– Gdzie jest Jebbie? – Tannis postanowiła zmienić temat. 

–  Sue  Sanderston  z  sąsiedniej  ulicy  zawiozła  go  na  basen.  Jej  syn  Miles  i  Jebbie  chodzą  do  tej 

samej klasy. 

– Znam Sanderstonów. Sympatyczna rodzina. 

– Miło mi to słyszeć – rzucił z ulgą Tom. – A co sądzisz o rodzicach Charliego Swansona? Mały 

już  dwukrotnie  zapraszał  Jebbie'ego  do  siebie,  ale  jego  rodzice  w  ogóle  się  do  mnie  nie  odezwali. 
Postanowiłem cię wypytać, co to za ludzie. Na pewno widujesz w szkole tego chłopca i coś o nim wiesz. 

– Swanson jest rozrabiaką, ale nie wykluczam, że dobry z niego dzieciak. Niestety, słyszałam to i 

owo  o  jego  rodzicach.  Na  twoim  miejscu  poważni?  bym  się  zastanowiła,  czy  takie  środowisko  jest 
odpowiednie dla Jebbie'ego. Lepiej niech zaprosi kolegę do domu. 

Podczas  rozmowy  Tannis  sięgnęła  po  talerze  i  serwetki  leżące  na  szafce.  Zaczęła  nakrywać  do 

stołu. Tom  milczał. Odwróciła  się  pospiesznie. Stał  przy  kredensie  mocno  wsparty  rękoma  o  blat, jakby 
zabrakło mu sił. Czołem przywarł do kuchennej szafki. Oczy miał zamknięte. Tannis była przerażona. 

– Co się stało? – spytała niespokojnie. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

– Wychowywanie dzieci w pojedynkę to ogromnie wyczerpujące zajęcie – westchnął ciężko Tom. 

Jego uwaga dotyczyła Jebbie'ego, ale niewątpliwie myślał także o Amy. Dziewczynka uciekła do 

swego pokoju, lecz na dole wciąż wyczuwało się napiętą atmosferę. Tannis była ogromnie zaniepokojona 
niedawną utarczką, chociaż nie dała tego po sobie poznać. 

– Domyślam się, że trudno ci decydować samemu o wszystkim, co dotyczy Amy, zwłaszcza jeśli 

mała się buntuje, ale przypomnij sobie, co przeżywałeś, będąc w jej wieku. 

–  Amy  była  do  niedawna  miłą,  posłuszną  dziewczynką.  –  Palce  Toma  zacisnęły  się  jeszcze 

mocniej  na  kuchennym  blacie.  – Nagle  stała się taka obca. Nie  mam  pojęcia,  jak  z  rozmawiać  z  własną 
córką. Co się z nią dzieje? 

Głos  mężczyzny  przepojony  był  zmartwieniem.  Tannis  nie  zamierzała  się  wtrącać  w  domowe 

sprawy  Toma,  ale  było  jej  go  żal,  więc  podeszła  i  ze  współczuciem  pogłaskała  zgnębionego  ojca  po 
ramieniu. Ten niewinny gest natychmiast przyprawił ją o zmysłowy  dreszcz. Szybko cofnęła rękę, jakby 
się sparzyła. Z trudem znalazła odpowiedź na pytanie. 

– Wszystkie nastolatki tak się zachowują, a zatem… 

–  Amy  ma  zaledwie  dwanaście  lat!  –  krzyknął  Tom.  W  ogóle  nie  zareagował  na  jej  dotyk.  – 

Dopomina się o cienkie pończochy i szminkę. Gdyby się nie wstydziła, na pewno zażądałaby biustonosza. 
To ponad moje siły! Czy do ojcowskich obowiązków należy wyjaśnianie, jak radzić sobie z owłosionymi 
nogami? – Tom spojrzał z irytacją na sąsiadkę.   

Tannis  uśmiechnęła  się,  chociaż  mężczyzna  sprawiał  wrażenie  głęboko  przejętego  własnymi 

kłopotami. Współczująco popatrzyła mu w oczy. 

–  Czy  zgodzisz  się,  żebym  ci  pomogła  uporać  się  z  tymi  problemami?  Chętnie  zabiorę  Amy  do 

sklepu i kupię jej ładną bieliznę oraz inne damskie fatałaszki. Jeśli pozwolisz, żeby u mnie przenocowała, 
nauczę ją golić nogi. Będziesz miał gwarancję, że obejdzie się bez rozlewu krwi podczas… 

Tom  nie odrywał  wzroku od Tannis. W  końcu spostrzegła,  że  spogląda na jej  usta, i zamilkła  w 

pół słowa. Rozmowa, którą prowadzili, stała się nagle ogromnie krępująca. Czyżby Tom doszukiwał się w 
niewinnej propozycji ukrytych podtekstów? Odchrząknęła i zaproponowała nieśmiało: 

– Może dokończę nakrywać do stołu? Po zapachu poznaję, że kolacja jest prawie gotowa. 

Tom  zamrugał powiekami i  wrócił  do  rzeczywistości.  Najwyraźniej  był  zakłopotany  szczerością 

okazaną w niedawnej rozmowie. 

– Amy się tym zajmie. Jesteś naszym gościem. 

– Chętnie pomogę… – zaczęła Tannis, wzruszając ramionami, ale Tom był już przy schodach. 

–  Amy,  proszę  zejść  i  nakryć  do  stołu.  –  Minęło  kilka  minut,  nim  dziewczynka  pojawiła  się  na 

dole.  Powitała  Tannis  promiennym  uśmiechem.  Nie  zwracając  uwagi  na  ojca,  sięgnęła  do  szuflady  po 
sztućce i resztę zastawy. 

Tannis  obdarzyła  ją  spojrzeniem  pełnym  wdzięczności  i  ciepła.  Nie  znosiła  kłótni.  Wszelkie 

background image

awantury, nawet jeśli nie dotyczyły jej osobiście, powodowały, że czuła się winna i zakłopotana. 

– Jak sobie radzisz w szkole, Amy? Dobrze zaczęłaś rok? Cieszę się, że twoją wychowawczynią 

została pani McCann. 

–  Szkoła  jest  fajna.  –  Amy  energicznie  potrząsnęła  końskim  ogonem  i  podeszła  do  stołu.  – 

Niestety, pan Sykes to okropny nudziarz. Codziennie przychodzi  do pracy  w  krawacie! Co za szczęście, 
ż

e nie został naszym wychowawcą. 

Tannis o mało nie zaczęła chichotać na samą myśl o statecznym matematyku. Z trudem zdobyła 

się na łagodny, wyrozumiały uśmiech. 

– Nadal uczysz się grać na pianinie? Chętnie posłuchałabym jakiegoś utworu. 

– Owszem, wciąż gram. – Ku rozczarowaniu Tannis rysy dziewczynki znowu wykrzywiła złość. – 

Wcale nie mam na to ochoty. Te lekcje są okropnie… monotonne. Chyba wiesz, co mam na myśli. – Nie 
uszło uwagi Tannis, że Amy zmierzyła ojca nieprzyjaznym spojrzeniem. Postanowiła ratować sytuację. 

–  Za  moich  szkolnych  czasów  jedna  z  koleżanek  akompaniowała  chórowi,  do  którego  należało 

wielu  fajnych  chłopców.  Często  się  z  nimi  umawiała.  Żałowałam  z  całego  serca,  że  nie  umiem  grać  na 
pianinie. 

Amy popatrzyła na Tannis z zainteresowaniem, ale głośno oznajmiła: 

– Masz okazję to nadrobić. Zastąp mnie podczas lekcji. 

W tej samej chwili drzwi otworzyły się szeroko i do kuchni wpadł mały Jebbie. 

– Cześć, Tannis! Zjesz z nami kolację? 

–  Cześć,  Jebbie.  Bardzo  chętnie.  –  Tannis  z  ulgą  przyjęła  powrót  chłopca.  Zaczynała  powoli 

ż

ałować, że dała się namówić na wizytę u Hayesów. – Co u ciebie? 

– Wszystko dobrze. Ja i Miles wzięliśmy dziś prysznic po lekcji pływania, całkiem samodzielnie, 

w zamykanych kabinach. 

– Doroślejesz z dnia na dzień, prawda? – spytała z naciskiem Tannis i patrzyła na chłopca, udając 

wielkie zdumienie. 

– No. – Jebbie energicznie kiwnął głową z niezłomną pewnością siebie uradowanego sześciolatka. 

Kiedy się uśmiechnął, Tannis zauważyła, że brakuje mu zęba. Chłopczyk pokazał jej ogromną rękawicę. – 
Gram teraz w baseball. Dziś udało mi się odbić wszystkie podania. 

– I co z tego? – prychnęła Amy. – Każdy głupi potrafi odbić dobrze podaną piłkę. 

– Właśnie, że nie! – odparł wojowniczo Jebbie. Najwyraźniej miał ochotę pokazać siostrze język. 

– Muszę przyznać ci rację, Jebbie. Sama byłam zawsze marnym zawodnikiem. Puszczałam niemal 

wszystkie piłki. 

Tannis  przyciągnęła  chłopca  do  siebie  i  przyjacielskim  gestem  zwichrzyła  mu  krótko  i  modnie 

obcięte  włosy.  Ponad  jego  głową  porozumiewawczo  mrugnęła  do  Amy,  mając  nadzieję,  że  córka  Toma 
uzna  to  za  dyskretną  zachętę  do  pobłażliwości  właściwej  osobom  starszym  i  dojrzalszym.  Ku  jej 
zadowoleniu  Amy  odpowiedziała  znaczącym  uśmiechem.  Nastrój  gościa  i  domowników  od  razu  się 
poprawił.  Tannis  gawędziła  przyjaźnie  z  dziećmi,  gdy  Tom  postawił  przed  nimi  potrawkę  z  kurczaka  i 

background image

doskonale przyprawioną sałatkę ze szpinaku. 

– Gdzie się nauczyłeś tak gotować? – zapytała Tannis, ledwie zaczęła jeść. 

– Z książek kucharskich – odparł spokojnie Tom. 

–  To  prawda  –  potwierdziła  Amy  –  ale  był  już  taki  moment,  mniej  więcej  rok  temu,  kiedy 

zaproponowałam tacie, że podejmę się gotowania. 

– Mieliśmy po dziurki w nosie tych wstrętnych parówek – dorzucił Jebbie. 

– Parówki bardzo mi smakują – odparł Tom, wzruszając ramionami. 

– Mnie również – oznajmiła Amy. Pokiwała głową z politowaniem, ale patrzyła na ojca życzliwie. 

– Chodzi o to, że wcale nie muszę ich jeść codziennie, tatku. 

Po  kolacji  Tannis  sprawnie  zapędziła  dzieciaki  do  kuchni,  żeby  pomogły  ojcu  w  zmywaniu. 

Potem  rozsiedli  się  na  kanapie  i  zagrali  w  loteryjkę.  Amy  okazała  się  najlepsza,  a  Jebbie  pozieleniał  z 
zazdrości.  Rozegrali  więc  z  kolei  partyjkę  jego  ulubionej,  prościutkiej  gry  w  karty.  Pobił  wszystkich  i 
wyraził głośno swoją radość. Zrobiło się późno i Tom wysłał swoje pociechy do łóżka. 

Tannis  żałowała,  że  dzieci  poszły.  W  ich  obecności  czuła  się  bezpieczniej.  Oboje  z  Tomem 

unikali  w  rozmowie  trudnych  tematów.  Spodziewała  się,  że  przy  pierwszej  okazji  sąsiad  zapyta,  co 
postanowiła  w  sprawie  pracy,  którą  jej  zaproponował.  Przeczuwała,  że  nie  będzie  zadowolony  z 
odpowiedzi. Krążyła po pokoju, zaglądając do porozkładanych tu i ówdzie książek oraz czasopism. Nagle 
dobiegł ją głos stojącego z tyłu Toma. 

– Czy zastanawiałaś się nad moją propozycją? 

– Owszem. – Skinęła głową. – Niestety… 

– Zazwyczaj dzieci są bardzo grzeczne. Amy tylko do mnie odnosi się tak wrogo. Nie sprawią ci 

kłopotu. Byłbym spokojniejszy, mając pewność, że są pod opieką osoby godnej zaufania. 

Tannis  przeżywała  ciężkie  chwile.  Bardzo  chciała  pomóc  Tomowi,  oszczędzić  mu  kłopotów  i 

wypełnić daną Mary obietnicę. Poza tym naprawdę lubiła Amy i Jebbie'ego. Gdyby to było takie proste… 

– Tom, nie mogę – powiedziała, odwracając się i ze smutkiem kręcąc głową. Umilkł na chwilę. – 

Chciałabym… Wiesz, że jestem bardzo do nich przywiązana. Niestety, to wykluczone. 

– Dlaczego? – wypytywał Tom. Zawziętość malująca się na jego twarzy dowodziła, że nie dał za 

wygraną.   

Tannis westchnęła. Postanowiła wyznać mu wszystko. 

– Potrzebuję dodatkowej pracy – zaczęła wolno. 

– Doskonale! W takim razie… 

–  Niczego  nie  rozumiesz.  Muszę  podjąć  pracę  w  pełnym  wymiarze  godzin.  To  mi  zajmie 

popołudnia,  soboty  i  niedziele.  Potrzebuję  znacznie  większej  pensji  niż  ta,  którą  mógłbyś  mi  płacić  za 
opiekę nad dziećmi. 

Tom długo milczał. W głębokiej ciszy słychać było tykanie ściennego zegara. 

background image

– Po co ci tyle pieniędzy? – zapytał w końcu. 

–  Przed  trzema  laty  moja  matka  przeniosła  się  do  pensjonatu  dla  seniorów  –  odparła  Tannis, 

splatając mocno dłonie. – Cierpi na postępujący reumatyzm. Nie była już w stanie radzić sobie sama. 

–  Czyżby  nie  miała  żadnych  oszczędności?  A  pieniądze  ze  sprzedaży  domu?  –  Tom  potrafił 

szybko znaleźć logiczne argumenty na poparcie własnego stanowiska.   

– Owszem, miała niewielki kapitalik, ale to nie wystarczy. Niedługo zabraknie jej pieniędzy. 

– Czy wówczas będziesz musiała płacić rachunki? 

– Tak. 

– Istnieją tańsze domy opieki, Tannis. Próbowałaś znaleźć coś odpowiedniego? Zapewne… 

–  Nie  mogę  jej  tego  zrobić  –  odparła  niecierpliwie.  –  Pensjonat  jest  uroczy,  czysty,  pachnie 

ś

wieżością.  Tam  jest  zupełnie  inaczej  niż  w  rozmaitych  domach  opieki,  które  odwiedzałam.  Poza  tym 

mama ceni sobie towarzystwo pełnych werwy mieszkańców swego pensjonatu. Wyobrażam sobie, jakim 
ciosem  byłaby  dla  niej  kolejna  przeprowadzka.  Ogromnie  trudno  było  jej  rozstać  się  z  naszym  starym 
domem i większością zgromadzonych tam rzeczy. 

– A co z ubezpieczeniem? – dopytywał się z uporem Tom. 

– Można z niego pokryć część kosztów pobytu i leczenia, ale to ciągle za mało. 

– Nie przyszło ci do głowy, że matka mogłaby zamieszkać z tobą? Dom jest obszerny. Wystarczy 

miejsca dla was obu. 

Tannis wyczuła naganę w jego głosie. Jak śmiał ją oceniać, nie znając wszystkich faktów? 

– Moja matka i ja od dawna mamy różne poglądy na wiele spraw. Nie sądzę, żeby pragnęła się tu 

sprowadzić. Muszę przyznać, że ja również nie chciałabym z nią mieszkać. 

Zapadła cisza. W pokoju zapanowała przykra atmosfera. Tom wprawdzie milczał, ale wyraz jego 

twarzy był nadzwyczaj wymowny. 

–  Nie  masz  prawa  mnie  oceniać,  Tom,  bo  nie  wiesz,  jak  wyglądało  nasze  wspólne  życie  i  jakie 

zdanie ma na mój temat matka. Po rozwodzie, o który wystąpił Jeremy, zrobiła mi awanturę. Oznajmiła, 
ż

e jestem wyrodną córką, ponieważ zniszczyłam to małżeństwo z powodu kilku drobnych nieporozumień. 

– Tannis… – wtrącił Tom, potrząsając głową. 

– Wyobraź sobie, że niewiele brakowało, abym po tamtej kłótni pobiegła do mego eks-małżonka, 

ż

eby  go  błagać  o  przebaczenie.  Jakby  nie  wystarczyło,  że  odebrał  mi  wiarę  w  siebie  i  zniszczył  moją 

miłość!  Nawet  gdy  jego  kolejne  małżeństwo  okazało  się  nieudane,  matka  pozostała  przy  swoim  zdaniu. 
Ilekroć ją odwiedzam, wypomina mi, że byłam złą żoną. 

Tannis  potrząsnęła  głową,  odwróciła  się  i  zacisnęła  powieki,  pod  którymi  czuła  piekące  łzy. 

Powstrzymała  je.  Nie  rozpłacze  się  w  obecności  Toma!  Drgnęła,  czując  dotknięcie  jego  dłoni  na 
ramionach. Nie słyszała, jak podchodził. 

– Tannis… – zaczął chrapliwym szeptem. Odwrócił dziewczynę ku sobie. Jego muskularną postać 

dzieliło od niej zaledwie kilka centymetrów, a palący dotyk ciepłych palców rozgrzewał skórę. Tannis nie 
była  w  stanie  wykrztusić  słowa. Tom dodał  po  chwili: – Nie  gniewaj  się.  Wcale  nie  zamierzam  oceniać 

background image

twego  postępowania.  Nikt  nie  może  cię  zmusić,  żebyś  mieszkała  z  matką.  Znam  historię  twego 
małżeństwa.  Mary  trochę  mi  o  was  opowiadała.  Postąpiłaś  słusznie,  rozstając  się  z  tym  człowiekiem. 
Teraz rozumiem, dlaczego nie możesz się zaopiekować moimi dziećmi. 

–  Dzięki  za  te  słowa.  –  Tannis  wysunęła  się  z  ramion  Toma.  Gdyby  nadal  ją  obejmował,  nie 

mogłaby  ręczyć  za  siebie.  Chrząknęła  nerwowo  i  spojrzała  mu  w  oczy.  –  Chciałabym  cię  prosić  o 
przysługę. – Tom pytająco uniósł brwi. – Czy możesz napisać o mnie kilka słów? Chodzi o opinię, którą 
muszę dołączyć do podania o pracę. 

– Chętnie to zrobię – oznajmił z powagą. Jego twarz przybrała nagle osobliwy wyraz. Nie był to 

uśmiech, lecz w zielonych oczach pojawiły się nagle wesołe iskierki. 

– Tom? – zaczęła niepewnie. – Coś się stało? 

– Ależ nie. – Oczy mu pojaśniały. – Pamiętasz tamten wieczór, gdy cię pocałowałem? 

Niespodziewanie zrobiło się jej gorąco. Nigdy nie przypuszczała, że Tom zechce do tego wrócić. 

– Latami wspominałem nasz pocałunek – wyznał ochrypłym głosem. – Chciałbym się przekonać, 

czy tamta namiętność nie była jedynie złudzeniem. 

Otworzyła usta, by go skarcić za to zuchwałe wyznanie, ale  nim zdołała wykrztusić słowo, Tom 

chwycił ją w ramiona i mocno przytulił. Zabrakło jej tchu, gdy poczuła dotknięcie silnego, muskularnego 
torsu  i  muśnięcia  czułych  warg  na  ustach.  Znieruchomiała  na  chwilę,  lecz  gdy  minęło  uczucie 
zaskoczenia, poddała się rozszalałym zmysłom. 

Tom jęknął i objął ją jeszcze mocniej. Wsunął dłoń pod luźny sweter i pieścił nagą skórę. Drugą 

ręką objął udo Tannis, najwyraźniej chcąc je unieść. Posłusznie oplotła nogą jego łydkę, jakby zamierzała 
wspiąć  się  po  muskularnym  ciele.  Tom  wsunął  biodra  między  jej  uda.  Ani  na  chwilę  nie  przerwał 
pocałunku, który stawał się coraz namiętniejszy i bardziej zaborczy. Mężczyzna poruszał się rytmicznie w 
tył i w przód, a Tannis kołysała się razem z nim. 

Nie  przyszło  jej  do  głowy  zaprotestować.  Przez  wiele  lat  tłumiła  w  sobie  pożądanie  i  tęsknotę. 

Starała się zapomnieć, jak gwałtownie wybuchła ich namiętność, gdy po raz pierwszy Tom Hayes trzymał 
ją w ramionach. To była jedynie chwila słabości! Od tamtej pory istniał dla niej wyłącznie jako przystojny 
i zacny mąż przyjaciółki, która była jej zawsze wyjątkowo bliska. 

– Przestań! 

Jak  mogła  tak  się  zapomnieć?  Opuściła  ramiona,  którymi  obejmowała  Toma,  i  pospiesznie  się 

odsunęła. Próbowała chwycić mężczyznę za nadgarstki, żeby odepchnąć ręce błądzące po jej ciele. 

–  Dlaczego?  –  mruknął  gardłowym  głosem.  Odwróciła  głowę,  unikając  natarczywych  warg,  ale 

Tom nie dał za wygraną i zaczął pieścić jej ucho. Tannis zanurzyła palce w  krótkich, ciemnych włosach 
mężczyzny i ciągnęła mocno za czuprynę, póki jego twarz nie znalazła się w bezpiecznej odległości. 

–  To  przecież  nierozsądne  –  odparła.  Nadal  trzymała  Toma  za  włosy.  On  jednak  natychmiast 

wykorzystał  fakt, że  przestała  odpychać  jego  ręce. Objął Tannis i przytulił  z  całej siły. Obojgu  zabrakło 
tchu,  kiedy  ich  ciała  ponownie  się  zetknęły. Niespodziewanie Tom  wybuchnął krótkim,  spazmatycznym 
ś

miechem. 

– Mam wrażenie, że to najrozsądniejszy postępek, na jaki się w tej sytuacji zdobyłem. 

–  Wiesz,  co  mam  na  myśli  –  szepnęła  Tannis.  Popatrzyła  mu  w  oczy  i  poczuła  się  całkiem 

background image

bezbronna. Mimo woli zauważyła, że tęczówki, które z daleka wydawały się zielone, stanowią w gruncie 
rzeczy cudowną kompozycję barwnych plamek – brązowych, czarnych, złocistych i szmaragdowych. 

– Po co tracić czas na rozmowy, Tannis? Pocałuj mnie. 

Tannis  z  rozkoszą  wsłuchiwała  się  w  swoje  imię  szeptane  czule  przez  Toma,  lecz  zachowała 

jeszcze dość rozsądku, by odmówić jego prośbie. Pokręciła głową, próbując się otrząsnąć z hipnotycznego 
zauroczenia. 

– Nie. Wyszlibyśmy na idiotów, angażując się teraz uczuciowo. 

Wreszcie  coś  do  niego  dotarło.  Podniósł  wzrok  i  rzucił  jej  drwiące  spojrzenie.  Chłód,  który 

emanował z zielonych oczu, przyprawił ją o nieprzyjemny dreszcz. 

–  A  kto  tu  mówi  o  więzach  uczuciowych?  Pragnę  ciebie,  ty  mnie  również.  Żadnych  uczuć, 

ż

adnego  ryzyka.  Idealny  układ.  –  Pochylił  głowę,  by  znowu  pocałować  Tannis.  Potrafił  jej  zawrócić  w 

głowie, ale czar prysnął niespodziewanie. Nie oddała pocałunku. Szybko się opamiętała. 

Tom nieświadomie odkrył jej czuły punkt, swego rodzaju piętę Achillesową. Po rozwodzie Tannis 

była całkiem załamana. Od tamtej pory nikogo nie pokochała. Rzuciła się w wir pracy i przez kilka lat nie 
zaprzątała sobie głowy rozważaniami o przyszłości. Sugestia Toma sprawiła, że nie mogła dłużej chować 
głowy w piasek. Gdyby znowu kogoś pokochała, musiałaby oddać mu serce i zdobyć się na zaufanie. Nie 
sądziła, by to było możliwe. Gdyby po raz drugi jej marzenia legły w gruzach, chybaby tego nie przeżyła. 
Uwolniła się z objęć mężczyzny i szybko cofnęła się o kilka kroków. Przystanęła i spojrzała mu prosto w 
oczy. 

– Nie masz racji, Tom. Nie byłby to wcale idealny układ, przynajmniej dla mnie. – Odwróciła się i 

przez ciemną kuchnię dotarła do drzwi. Chwyciła palto. Tom nie pospieszył za nią. Tannis zdusiła w sobie 
ukrywaną w najciemniejszym zakątku serca idiotyczną nadzieję, że przystojny sąsiad zacznie ją błagać, by 
została, i mocą swego uczucia pokona słabnący opór. 

Tannis  chętnie  spacerowała  po  kolacji.  Tom  często  obserwował  sąsiadkę  podczas  jej  spacerów  i 

kąpieli.  Czuł  się  jak  maniak  lub  opętany  żądzą  bohater  jednego  z  wyświetlanych  późną  nocą 
dreszczowców.  Nie  zaniechał  podglądania  Tannis  nawet  po  niespodziewanym  wybuchu  namiętności. 
Zdawał  sobie  sprawę,  że  będzie  go  unikała  po  tym,  co  między  nimi  zaszło,  ale  był  zdecydowany  nie 
dopuścić do zerwania tej znajomości. 

Jako prawnik zdawał  się często na wyczucie oraz intuicję i doskonale  na tym wychodził. Szósty 

zmysł  podpowiadał  mu,  że  nie  wolno  rezygnować  z  Tannis.  Tom  unikał  na  razie  dokładniejszej  analizy 
swoich motywów i racji. 

Minęło  kilka dni od pamiętnej kolacji. Czwartkowy  wieczór Amy i Jebbie postanowili spędzić u 

kolegów.  Na  widok  Tannis  ubranej  w  dres  i  sportowe  buty  Tom  otworzył  drzwi  wejściowe  i  ruszył  w 
stronę  furtki.  Dziewczyna  zaniemówiła,  gdy  podszedł  bliżej.  Na  jej  twarzy  pojawił  się  wyraz  paniki; 
strach wyglądał z niebieskich oczu. Opanowała się w końcu i powitała go słabym uśmiechem. 

– Dobry wieczór, Tom. 

– Cześć. Mogę się do ciebie przyłączyć? Pomyślałem, że idziesz na spacer i postanowiłem zrobić 

to samo. Dobry przykład zawsze działa. Trzeba dbać o kondycję. 

–  Proszę  bardzo  –  odparła,  unikając  jego  wzroku.  –  Wydawało  mi  się,  że  ćwiczysz  rano  na 

przyrządach gimnastycznych. 

background image

– Owszem. Wstaję godzinę wcześniej, żeby mieć trochę czasu dla siebie, nim wpadnę w domowy 

kierat. 

Cholera!  Nie  powinien  był  wspominać  o  kondycji  fizycznej.  Tannis  nie  od  dziś  znała  jego 

przyzwyczajenia i rozkład dnia. Nerwowo szukał jakiegoś wykrętu. 

– Zjedliśmy dziś obfitą kolację. Muszę stracić trochę kalorii. 

Tannis nadal stała na chodniku, przyglądając się Tomowi z dziwnym uśmiechem. Ruszyła dopiero 

wtedy,  gdy  ujął  ją  za  łokieć.  Natychmiast  się  od  niego  odsunęła  i  narzuciła  ostre  tempo  marszu.  Tom 
ukradkiem  obserwował  jej  zgrabną,  apetycznie  zaokrągloną  sylwetkę.  Ciekawe,  jak  by  wyglądała  bez 
obszernej  bluzy.  Mimo  zmęczenia  spacerem  jego  ciało  natychmiast  zareagowało  na  niewczesne  rojenia. 
Dość tych głupstw! Lepiej, by Tannis się nie zorientowała, że spaceruje z  facetem, który  bezwstydnie ją 
podgląda i ukradkiem pożera wzrokiem. 

– Pamiętasz, jak zapytałem, co sądzisz o Charliem Swansonie? Poradziłaś, żebym go zaprosił do 

nas. 

– Nie sądzę, żebym tak to ujęła. – Zdziwiona Tannis uniosła brwi. – Powiedziałam tylko, że lepiej 

zaprosić  kolegę  syna  do  domu,  niż  pozwolić  Jebbie'emu  na  wizytę  u  rodziny,  która  nie  ma  najlepszej 
opinii. Jak postąpiłeś? 

– Zaprosiłem Charliego. Ten chłopak to żywe srebro, prawda? 

– Racja. – Tannis parsknęła śmiechem. – Czy wasz dom przetrwał tę inwazję? 

–  Pozwoliłem  chłopakom  szaleć  w  piwnicy  –  relacjonował  Tom.  Z  ulgą  spostrzegł,  że  Tannis 

nareszcie  się  odprężyła.  –  Gdy  po  raz  kolejny  dobiegł  mnie  straszliwy  łomot,  wkroczyłem  do  akcji,  by 
sprawdzić, co się tam dzieje. 

– No i? 

–  Stare  zabawki  i  rupiecie  walały  się  po  wszystkich  kątach,  a  chłopcy  siedzieli  na  półkach  i 

udawali spadochroniarzy gotowych do skoku. Zamiast spadochronów użyli poduszek. 

– Jak zareagowałeś? – Popatrzyła na niego oczyma okrągłymi z ciekawości. Tom uśmiechnął się z 

ponurą satysfakcją. 

–  Charlie  poznał  dzięki  mnie  uroki  wielkiego  sprzątania.  Piwnicę  mam  teraz  w  idealnym 

porządku.  Ale  to  nie  koniec  opowieści.  Wieczorem  Jebbie  bawił  się  żołnierzykami  podczas  kąpieli. 
Przemawiał do nich. Usłyszałem kilka interesujących zdań. 

– Możesz zacytować? – Znowu się roześmiała. Tom spełnił jej prośbę. 

– Chyba mnie nabierasz! – wykrzyknęła. 

– Wcale nie. Jebbie powiedział mi, że nauczył się tego od Swansona. 

– Ciekawe, skąd Charlie zna takie wyrażenia – rzuciła ironicznie. 

W odpowiedzi Tom tylko wzruszył ramionami. 

– Ciarki mnie przechodzą, gdy pomyślę, w jakiej rodzinie wychowuje się ten dzieciak. – Tannis 

westchnęła. – Jak zareagowałeś? 

background image

–  Wytłumaczyłem  Jebbie'emu,  że  prawdziwy  mężczyzna  nie  musi  używać  takich  słów,  by  inni 

czuli przed nim respekt. Oznajmiłem, że przekleństwa są dobre tylko dla mięczaków – Tannis z aprobatą 
skinęła głową. Tom niespodziewanie zmienił temat: – Znalazłaś pracę? 

Natychmiast pożałował swego pytania. Tannis posmutniała i opuściła głowę. 

–  Zaklepałam  sobie  niezłą  posadę.  Pod  koniec  tygodnia  mam  się  zgłosić  w  restauracji 

„Emporium” serwującej owoce morza. 

– Będziesz kelnerką? 

–  Nie  od  razu.  Zacznę  jako  hostessa.  Dopiero  po  kilku  miesiącach  pójdę  na  kurs  podawania  do 

stołu.  Chciałabym  awansować  jak  najszybciej,  bo  restauracja  cieszy  się  dużym  powodzeniem. 
Zatrudnione tam dziewczyny twierdzą, że wychodzą na swoje dzięki wysokim napiwkom. 

– Dwa etaty to ogromny wysiłek – stwierdził ostrożnie Tom. Nie chciał przestraszyć Tannis, lecz 

obawiał się, że dziewczyna wkrótce opadnie z sił przy tak intensywnym trybie życia. 

– Wiem – odparła posępnie – ale nie mam innego wyjścia. 

Tom zaczął opowiadać anegdoty o swojej pracy, żeby ją rozweselić. Wspominał rozmaite sprawy 

majątkowe. Przy okazji padło imię Mary, która przez jakiś czas zajmowała się jego archiwum. 

–  Tak,  pamiętam.  Była  niesłychanie  energiczna.  –Tannis  smutno  pokiwała  głową.  – 

Przewodniczyła komitetowi rodzicielskiemu i parafialnej komisji charytatywnej, działała także w ognisku 
muzycznym. Wyznała mi kiedyś, że czuje się jak artystka cyrkowa żonglująca mnóstwem piłeczek. 

– Mary uwielbiała działać i organizować. Miała tyle obowiązków, że nieustannie balansowała na 

granicy  kompletnego  chaosu.  –  Tom  nie  rozumiał,  dlaczego  nie  odczuwa  bólu,  rozmawiając  z  Tannis  o 
zmarłej żonie. 

–  Kiedy  się  poznałyśmy,  od  razu  zaczęła  snuć  w  związku  ze  mną  pewne  plany  –  oznajmiła 

ż

artobliwie  Tannis.  W  jej  głosie  pobrzmiewała  wielka  serdeczność.  –  Postanowiła  za  wszelką  cenę 

zburzyć mur, który wzniosłam wokół siebie po rozwodzie, i wciągnąć mnie w wir życia towarzyskiego. 

– Starała się, jak mogła – przyznał Tom. – Pamiętasz obiad, na który zaprosiła ciebie i tego faceta 

z  sąsiedniej  ulicy,  który  ma  dziewięć  kotów?  Nigdy  nie  zapomnę  twojej  miny,  gdy  opowiadał  o 
problemach  ślicznej  Muffet,  mającej  kłopoty  z  odruchem  wymiotnym  po  wylizaniu  futerka,  albo  kiedy 
ubolewał nad ceną nowej karmy, która przyspieszyła rekonwalescencję kocura chorego na pęcherz. 

–  Zawdzięczam  ci  ocalenie  –  przypomniała  Tannis.  –  Stwierdziłeś  niby  przypadkiem,  że  jestem 

uczulona na kocią sierść. 

– Facet zmył się dziesięć minut później – dodał Tom z uśmiechem. 

– Chyba nigdy ci się nie odwdzięczyłam za tamtą przysługę. 

– Wręcz przeciwnie. To ja mam wobec ciebie dług wdzięczności. – Tom nagle posmutniał. – Gdy 

Mary  zachorowała,  nie  poradziłbym  sobie  bez  twojej  pomocy.  Zajmowałaś  się  dziećmi,  pomagałaś  w 
pracach domowych, siedziałaś przy Mary, gdy byłem kompletnie wykończony, i… 

– Nie zrobiłam… 

–  Zrobiłaś  bardzo  dużo  –  upierał  się  Tom.  –  Przeżyłaś  to  z  nami.  Byłaś  dla  Mary  najlepszą 

background image

przyjaciółką, jaką można sobie wyobrazić. 

Oboje  zamilkli.  Stracili  ochotę  do  rozmowy.  Zakończyli  spacer,  nie  mówiąc  ani  słowa  oprócz 

cichego  „dobranoc”.  Tannis  pobiegła  ku  drzwiom  swego  domu.  Tom  chciał  ją  zawołać  i  poprosić  o 
spotkanie, ale obawiał się, że dziewczyna odmówi. Przed tygodniem nie najlepiej się zachował, próbując 
egoistycznie wykorzystać jej zmysłową naturę. Dzisiejsza rozmowa pomogła  mu  naprawić tamten błąd i 
odzyskać jej zaufanie. Postanowił zacząć wszystko od nowa. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Minęły  dwa  miesiące.  Późnym  popołudniem  znużona  Tannis  układała  w  specjalnej  teczce 

przyniesione  do  domu  klasówki,  które  właśnie  skończyła  poprawiać.  Zerknęła  na  zegar.  Czas  szykować 
się  do  drugiej  pracy.  Miała  nadzieję,  że  zdąży  jeszcze  przygotować  sobie  kanapkę  i  przekąsić  coś,  gdy 
będzie się przebierała w mundurek hostessy. 

Nie…  Przygotowanie  posiłku  wymagało  zbyt  wiele  zachodu.  Poza  tym  wcale  nie  była  głodna. 

Gdy  wspinała się  z trudem  po  schodach  wiodących  do sypialni,  przyszło  jej do głowy,  że  utrata apetytu 
stanowi  jedną  z  niewielu  jasnych  stron  harówki  na  dwóch  etatach.  Była  tak  zapracowana,  że  nie  miała 
czasu myśleć o jedzeniu. W ciągu ośmiu tygodni schudła pięć kilogramów i mogła nosić ubrania o numer 
mniejsze  niż  przedtem.  Była  z  tego  bardzo  zadowolona,  chociaż  znajomi  twierdzili,  że  okropnie 
zmizerniała. 

Mundurek  hostessy  przesiąkł  zapachem  restauracyjnej  kuchni,  mimo  że  Tannis  czyściła  go 

starannie  po  powrocie  do  domu  i  prała  w  każdą  sobotę.  Poświęcała  drugiej  pracy  cztery  popołudnia  i 
wieczory  tygodniowo.  Przebierając  się,  odruchowo  zerknęła  w  lustro.  Bordowy  kolor  mundurka  nie 
pasował do jej rudych włosów. Zresztą czy to ważne; i tak nie miała się dla kogo stroić. 

Nim  minęły  trzy  kwadranse,  była  już  w  restauracji.  Weszła  do  kuchni,  pocierając  skronie. 

Próbowała  zapomnieć  o  dokuczliwej  migrenie  i  skupić  się  na  pracy.  Pieczenie  w  gardle  stanowiło 
pierwszy  sygnał  przeziębienia,  ale Tannis  nie  miała  czasu  się tym  przejmować. Zerknęła  ku  wejściu, by 
sprawdzić, czy nie zjawili się nowi goście, i ruszyła do stolików w głębi restauracji. Pospiesznie zmieniła 
obrusy i zastawę. Przypomniała jednej z kelnerek, że obsługiwani przez nią goście proszą o rachunek. Od 
drzwi dobiegł donośny odgłos dzwonka. Podeszła, by powitać klienta. 

Podniosła  wzrok,  przywołała  na  twarz  wymuszony  uśmiech  i  zdrętwiała,  widząc  przed  sobą 

Toma. 

–  Witaj.  Zapraszam  do  naszej  restauracji.  Za  chwilę  znajdę  ci  wolny  stolik  –  wyrecytowała  i 

odwróciła się na moment, by wydać resztę, na którą czekały dwie starsze panie. Monety leciały jej z rąk, 
jakby straciła czucie w palcach. Miała wrażenie, że oblewa się rumieńcem. Co za pech! 

Nie  rozmawiała  z  Tomem  od  tamtego  wieczoru,  gdy  przyłączył  się  do  niej  podczas  spaceru. 

Widywała go tylko przelotnie, gdy  wsiadał do samochodu lub szedł  do domu. Śnił jej się kilka razy. To 
były  sny  erotyczne.  Po  przebudzeniu  ogarniał  ją  smutek  i  poczucie  osamotnienia.  W  takich  chwilach 
pragnęła  mimo  woli,  by  sen  zmienił  się  w  jawę,  lecz  zdawała  sobie  sprawę  z  daremności  takich  rojeń. 
Tysiące razy  z  wściekłością  przeklinała  w  duchu  zielonookiego  donżuana,  który zburzył  jej  wewnętrzny 
spokój osiągnięty z tak wielkim trudem. Nim Tom ją pocałował, naprawdę wierzyła, że w jej świecie nie 
ma miejsca dla żadnego mężczyzny. 

Skończyła  wydawać  resztę  starszym  paniom  i  podbiegła  do  regału,  na  którym  leżały  karty  dań. 

Wzięła jedną z nich i wróciła do Toma. Uśmiechnęła się szeroko i opanowała drżenie rąk. 

– Przyszedłeś sam? Tam jest wolny stolik – wskazała mu kierunek i odwróciła się. 

– Tannis. – Tom chwycił ją za łokieć. – To nie ma sensu. 

–  O  co  ci  chodzi?  –  Poczuła  ciepło  jego  dłoni  przez  tkaninę  żakietu.  Ogarnęło  ją  dziwne 

oszołomienie.  Próbowała  się  opanować  i  uwolnić  ramię  z  mocnego  uścisku,  ale  Tom  nie  dawał  za 
wygraną. 

background image

– Kelnerowanie w tej restauracji nie ma sensu. 

– Nie jestem kelnerką, tylko hostessą. Żadna praca nie hańbi. Uważam, że to, co robię, jest bardzo 

ważne. – Tannis ruszyła w stronę stolika, który mu wskazała. Tom podążył za nią, nadal trzymając ją za 
łokieć. 

–  Nie  udawaj  idiotki.  Straciłaś  na  wadze  i  masz  cienie  pod  oczami.  Musisz  być  kompletnie 

wykończona. Na dłuższą metę nie podołasz takiej harówce. 

Tannis obawiała się, że Tom ma rację, ale z dumą podniosła głowę i odparła zdecydowanie: 

– Nie sądzę, by  troska  o  potrzeby  mojej  matki  dowodziła,  że jestem idiotką.  Poza tym  nie  mam 

wyboru. 

– Załatwię ci nisko oprocentowany kredyt – zaproponował. 

– Ciekawe, na jak długo wystarczy tych pieniędzy. Potrzebuję stałego dochodu. – Spojrzała ponad 

ramieniem  Toma  i  dostrzegła  właściciela  restauracji,  stojącego  w  drzwiach  kuchni.  Patrzył  na  nią 
karcącym  wzrokiem.  Dodała  z  irytacją:  –  Zajmij  miejsce  i  pozwól  mi  odejść.  Przez  ciebie  podpadnę 
szefowi i ściągnę sobie na głowę nowe kłopoty. 

– Miałem dobre intencje. Chciałem ci zaproponować pomoc – tłumaczył się Tom. 

Puścił jej łokieć i opadł na krzesło. Gdy Tannis się odwróciła i chciała odejść, poczuła, że smukłe 

palce obejmują jej nadgarstek. Musiała przystanąć. 

– Przed paru laty bardzo nam pomogłaś. Dlaczego nie chcesz, żebym ci się odwdzięczył? 

Tannis doznała olśnienia. A więc chodzi o rewanż! Tom próbuje spłacić dług zaciągnięty podczas 

choroby Mary. Nie mogła pojąć, dlaczego na myśl o tym ogarnęła ją czarna rozpacz. 

– Obejdę się bez twojej pomocy – odparła. Nie spodziewała się, że jej głos zabrzmi tak oschle. – 

Opiekowałam się Mary, ponieważ była mi bardzo bliska. Z tego samego powodu pomagałam jej rodzinie. 
Nie życzę sobie, żebyś okazywał mi wdzięczność. 

Przez chwilę ostre słowa zdawały się wibrować w powietrzu. Oczy Toma nabrały szmaragdowego 

odcienia. 

Gdy  się  wreszcie  odezwał,  jego  głos  był  zimny  i  odpychający.  Tannis  pojęła,  że  nieświadomie 

dotknęła czułego miejsca i śmiertelnie obraziła swego sąsiada. 

– Wybacz. Pomyliłem się – oznajmił. – Zapomnijmy o mojej propozycji. 

 

 

Tannis  nie  mogła  zapomnieć  o  niedawnym  spotkaniu  z  Tomem.  Minął  tydzień.  Przeziębienie 

dokuczało jej coraz bardziej. Musiała zebrać wszystkie siły, by walczyć z chorobą. Był dopiero czwartek. 
Z trudem przywlokła się ze szkoły do domu i opadła na kanapę stojącą w pokoju dziennym. Teczka była 
pełna  uczniowskich  prac,  które  należało  od  razu  sprawdzić.  Powinna  natychmiast  zabrać  się  do  ich 
poprawiania.  Za  półtorej  godziny  musi  być  w  restauracji.  Czuła  się  fatalnie…  Może  krótka  drzemka 
przywróci jej siły. 

Wolno człapała po schodach. Szumiało jej w głowie, a gardło bolało okropnie. Przez cały dzień na 

background image

przemian pociła się i drżała z zimna. Zajrzała do apteczki szukając leku, który zmniejszyłby nieprzyjemne 
dolegliwości.  Połknęła  tabletkę  i  wślizgnęła  się  pod  kołdrę.  Nagle  przypomniała  sobie  o  budziku. 
Podniosła się i nastawiła go na pół do piątej. Trzydzieści minut wystarczy na włożenie mundurka i dojazd 
do restauracji. 

Po  przebudzeniu  zorientowała  się,  że  pokój  tonie  w  ciemnościach.  Ciemno?  Ogarnęła  ją  nagła 

panika.  Natychmiast  odrzuciła  kołdrę  i  usiadła  na  łóżku.  Poczuła  zawrót  głowy.  Wyciągnęła  rękę  i 
chwyciła się drewnianego, chłodnego wezgłowia. Zamknęła oczy i znieruchomiała na chwilę czekając, aż 
ustąpi wrażenie nieprzyjemnego kołysania. Ostrożnie uniosła powieki. 

Zegar wskazywał ósmą dwadzieścia dwie. 

Dwadzieścia dwie minuty po ósmej! 

– Tylko nie to! – Powinna zacząć pracę o piątej. Dlaczego budzik nie zadzwonił? 

W pośpiechu naciągnęła mundurek i umyła twarz zimną wodą. Bolała ją głowa. Miała trudności z 

utrzymaniem równowagi i krążąc po domu, odruchowo szukała podpory, żeby nie upaść. Myślała jedynie 
o  tym,  by  wreszcie  pojechać  do  pracy.  Jakiś  wewnętrzny  głos  podpowiadał,  że  owa  determinacja  nie 
ś

wiadczy najlepiej o jej rozsądku, ale znękana chorobą kobieta rozumowała zbyt chaotycznie, by w pełni 

to sobie uświadomić. 

Wsiadła do samochodu i odetchnęła z ulgą. Zawroty głowy minęły. Wkrótce zaparkowała auto w 

pobliżu restauracji i  pobiegła do tylnego wyjścia. Przed drzwiami musiała na chwilę przystanąć i oprzeć 
się o ścianę, ponieważ świat wokół niej ponownie zaczął wirować. 

Wszystko będzie dobrze. Byle tylko wziąć się do pracy. 

Gdy  wieszała  palto  w  szatni  i  chowała  torebkę  do  szafki,  do  kuchni  wbiegła  zaaferowana 

kelnerka. 

– Gdzieś ty się podziewała? – wykrzyknęła ze zdumieniem na widok Tannis. 

–  Zaspałam  – odparła  chrapliwie. Nie poznała  swego  głosu.  Od  wyjścia  ze  szkoły  do  nikogo  się 

nie odzywała. Opuchnięte gardło nie pozwalało wykrztusić słowa. 

– Lepiej uważaj na szefa. Okropnie mu podpadłaś. 

Tannis skrzywiła twarz. Trzeba przetrwać dzisiejszy wieczór. Po pracy uprosi właściciela, by dał 

jej wolny dzień, zwolni się również z lekcji i poleży w łóżku. 

Wolnym  krokiem  ruszyła  wzdłuż  ściany  do  holu,  gdzie  hostessy  witały  restauracyjnych  gości. 

Nim zdążyła tam dojść, drzwi otworzyły się szeroko i do kuchni wpadł zirytowany właściciel. 

– Dokąd to? – zapytał, stając w przejściu. 

– Bardzo przepraszam… – Z przerażeniem słuchała własnego głosu, który przypominał stłumiony 

rechot żaby. – Źle się czułam, zdrzemnęłam się i zaspałam… 

– Zaspałaś? – Okrągła twarz właściciela poczerwieniała ze złości. – Kelnerki dwoją się i troją, bo 

muszą  sprzątać  stoliki  i  zmieniać  nakrycia,  kuchnia  wydaje  posiłki  czterdzieści  minut  po  przyjęciu 
zamówienia, bo zamiast gotować, sam witam gości i wydaję resztę, a ty mi mówisz, że zaspałaś? 

– Przepraszam – szepnęła. – Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy… 

background image

–  Jasne  –  warknął  szef.  –  Nigdy  więcej.  Zatrudniam  wyłącznie  pracowników,  na  których  mogę 

polegać. Jesteś skończona, paniusiu. Już tu nie pracujesz. 

–  To  niemożliwe!  –  krzyknęła  przerażona  Tannis.  –  Potrzebuję  tej  posady.  Nie  może  mnie  pan 

zwolnić. Już nigdy się nie spóźnię. 

Szef ruszył do holu. 

– Mam mnóstwo roboty – rzucił na odchodnym. – Jutro masz oddać strój i odebrać należność za 

ostatnie dni. 

Tannis stała  bez ruchu, nie mogąc zrozumieć, co oznaczają jego słowa. Wreszcie pojęła. Została 

zwolniona!  O  Boże,  co  teraz  pocznie?  Niepewnym  krokiem  podeszła  do  tylnych  drzwi.  Poczuła  zawrót 
głowy i dotknęła czołem chłodnej blachy. 

–  Hej,  Tannis!  Zapomniałaś  o  płaszczu  –  krzyknął  za  nią  zmartwiony  kucharz.  Podał  jej  palto  i 

torebkę. – Ten drań jest zawsze bezwzględny. Nie ma ani krzty wyrozumiałości. Źle wyglądasz, córeńko. 
Jedź do domu i odpocznij. Po co ci taka robota? 

–  Potrzebuję  tej  posady  –  mamrotała  Tannis,  wracając  do  zaparkowanego  obok  restauracji 

samochodu.  Gdy  włączyła  silnik,  poczuła  łzy  spływające  po  policzkach.  Zbliżał  się  termin  zapłacenia 
kolejnej  raty  kredytu  zaciągniętego  na  dom.  Przeznaczyła  na  ten  cel  pensję  hostessy.  Wkrótce  przyjdzie 
rachunek  telefoniczny.  Trzeba  zapłacić  podatki.  Na  szczęście  należność  za  pensjonat  matki  posłała  w 
pierwszej kolejności. 

Skąd weźmie na wszystko pieniądze w przyszłym miesiącu? 

Łzy  płynęły  coraz  obficiej.  Tannis  zaczęła  dygotać  i  szlochać.  Jechała  powoli.  Z  trudem 

dostrzegała  pasy  na  jezdni.  Szumiało  jej  w  głowie.  Odetchnęła  z  ulgą,  gdy  zatrzymała  się  przed  swoją 
bramą. 

Dom Toma stał na skraju osiedla, przy ulicy, która kończyła się pętlą. Ruch był tu niewielki. Tom 

widział przejeżdżające od czasu do czasu samochody z okna gabinetu. Czytał właśnie testament jednego z 
wiekowych klientów, który niedawno zmarł. 

Nie  potrafił  się  dziś  skupić  na  pracy.  Od  chwili  gdy  mimochodem  dostrzegł  z  daleka  sylwetkę 

wsiadającej do małego auta szczupłej, niewysokiej sąsiadki, nieustannie wspominał niedawny pocałunek. 
Widział tę pamiętną scenę wyraźnie jak na filmie. 

Pocałował  Tannis,  ona  zaś  namiętnie  oddała  pocałunek.  Chwilami  odczuwał  wyrzuty  sumienia 

wobec zmarłej żony, ale zdawał sobie sprawę, że Mary nie miałaby nic przeciwko temu, by znowu dzielił 
ż

ycie  z  jakąś  kobietą.  Istota  tak  łagodna  i  kochająca  jak  ona  na  pewno  cieszyłaby  się  jego  szczęściem. 

Tom  był  jednak  przekonany,  że  czym  innym  jest  związek  z  osobą  nowo  poznaną,  czym  innym  zaś 
pożądanie najbliższej przyjaciółki Mary. Zmysłowe rojenia o Tannis nie dawały mu spokoju. 

Był  zrozpaczony,  gdy  ta  samowolna,  uparta  i  dumna  kobieta  nie  chciała  przyjąć  jego  pomocy. 

Postąpiła  tak  samo  jak  Mary,  która,  nie  zważając  na  jego  namowy,  odrzucała  wszelkie  możliwości 
tradycyjnego  leczenia  groźnej  choroby.  Zrobiła  tak,  jak  chciała;  leczyła  się  u  znachorów  i  zielarzy,  a  w 
końcu umarła. 

Kolejny  samochód  minął  okno  Toma,  który  odruchowo  uniósł  głowę,  rozpoznając 

charakterystyczny warkot silnika. Tannis wróciła. 

Jechała z wyłączonymi światłami! 

background image

Czy  nie  powinna  być  teraz  w  pracy?  Jak  można  jeździć  bez  świateł?  Przecież  jest  ciemno. 

Zmierzch  zapadł  przed  kilkoma  godzinami.  Tom  odsunął  krzesło  i  stanął  przy  oknie,  obserwując  auto 
sąsiadki, która zahamowała raptownie  przed furtką. Tom poczuł, że ogarnia  go irytacja.  Zastanawiał się, 
czy  powinien  wyjść  z  domu  i  zapytać  ją,  co  ma  oznaczać  to  dziwne  zachowanie.  Tannis  uchyliła  drzwi 
auta, wysiadła i… osunęła się na chodnik. 

Wielkie  nieba,  czyżby  miała  wypadek?  Zapewne  reflektory  zostały  stłuczone.  Tom  natychmiast 

wypadł  z  pokoju  i  pobiegł  ku  wyjściu.  Nim  dotarło  do  niego,  co  robi,  klęczał  już  obok  nieprzytomnej 
Tannis. Serce waliło mu jak młotem, a w skroniach czuł pulsowanie krwi. Nie dostrzegł żadnych obrażeń. 
Czyżby  Tannis  nagle  zachorowała?  Okropnie  bał  się  chorób i  cierpienia.  Od  śmierci  Mary  nawet  lekkie 
przeziębienie Jebbie'ego lub Amy stanowiło dla niego wystarczający pretekst do wizyty u lekarza. Zdawał 
sobie  sprawę,  że  jego  niepokój  jest  przesadny,  ale  gdy  w  grę  wchodziło  zdrowie  dzieci,  nie  potrafił 
kierować  się  rozsądkiem.  Na  widok  mdlejącej  sąsiadki  ogarnął  go  ten  sam  paniczny  strach.  Chwycił 
nadgarstek  Tannis  i  odetchnął  z  ulgą,  wyczuwając  puls.  Nadal  była  nieprzytomna,  lecz  oddychała 
regularnie. Nic nie wskazywało na to, by doznała jakiegoś złamania. Gdy Tom uniósł powiekę chorej, by 
sprawdzić reakcję źrenicy na światło, dziewczyna poruszyła i jęknęła. 

– Tannis, to ja, Tom. Mów szybko, co się stało! 

– Jestem chora – mruknęła chrapliwie. – Przeziębienie. 

Tom  poczuł  ulgę,  gdy  Tannis  odzyskała  przytomność,  a  zarazem  niepokój,  ponieważ  było 

oczywiste, że to wcale nie jest zwykłe przeziębienie. 

– Pomogę ci wejść do domu – rzucił, biorąc ją na ręce. 

Znalazł w torebce klucz i otworzył drzwi. Bez trudu odszukał po ciemku drogę do sypialni Tannis 

i  ostrożnie  ułożył  chorą  na  łóżku.  Była  taka  delikatna,  krucha  i  rozpalona.  Gdy  usiadł  obok  niej,  poczuł 
lekki zapach perfum. Zirytowany własną reakcją, sięgnął po telefon stojący na nocnym stoliku. Najpierw 
zadzwonił  do  studentki  mieszkającej  w  sąsiedztwie  i  poprosił,  by  przenocowała  w  jego  domu  i 
przypilnowała  dzieci.  Antha  chętnie  się  na  to  zgodziła.  Amy  i  Jebbie  poszli  już  spać,  postanowiła  więc 
zabrać podręczniki, żeby się trochę pouczyć. 

–  Kto  jest  twoim  lekarzem?  –  zapytał  Tom,  pochylając  się  nad  Tannis.  Poruszyła  ustami,  ale 

dopiero po chwili wykrztusiła: 

–  Doktor  Ellis.  Prywatna  klinika  w  centrum  handlowym.  –  Tom  doskonale  znał  doktor  Ellis. 

Leczyli się u tej samej osoby. 

– Muszę wyjść na chwilę – oznajmił, chociaż nie miał pewności, czy Tannis rozumie, co do niej 

mówi.  Pobiegł  do  domu  po  klucze  i  palto.  Wkrótce  zjawiła  się  Antha.  Wyjaśnił,  gdzie  przenocuje,  i 
dopilnował, by starannie zamknęła za nim drzwi. Po powrocie do domu Tannis od razu zatelefonował do 
znajomej lekarki,  której  nie było  w  domu.  Zostawił wiadomość.  Wkrótce  usłyszał  natarczywy  dzwonek. 
Podniósł słuchawkę natychmiast, żeby Tannis się nie obudziła. 

– Słucham? 

– Mówi doktor Ellis. Chciałabym rozmawiać z Tannis Carlson. 

– Dobry wieczór, pani doktor. Jestem Hayes, sąsiad Tannis. – Tom odetchnął z ulgą. 

– Co się stało? – wypytywała zaniepokojona lekarka. 

–  Tannis  utrzymuje,  że  się  przeziębiła  –  wyjaśnił  –  ale  moim  zdaniem  jest  poważnie  chora.  Ma 

background image

wysoką  gorączkę  i  potworną  chrypę.  Oddycha  z  trudem.  Przed  chwilą  wysiadła  z  samochodu  i  straciła 
przytomność. 

– Jak długo choruje? 

–  Nie  mam  pojęcia.  Wybiegłem  z  domu,  gdy  zobaczyłem  przez  okno,  że  mdleje.  Nie  wiem,  co 

robić.  –  Tom  był  świadomy,  że  w  jego  głosie  pobrzmiewa  bezradność  i  panika.  Doktor  Ellis  na  pewno 
wiedziała, co przeżywa jej rozmówca. 

– Nie ma powodu do obaw, Tom. Objawy wskazują, że Tannis jest poważnie chora, ale wyjdzie z 

tego. Myślałam o wizycie domowej, ale chyba lepiej będzie, jeśli zbadam ją w klinice. Czy może ją pan 
przywieźć? 

– Przyjadę za pięć minut. 

– Mieszkam blisko, więc dotrę tam równie szybko – zapewniła doktor Ellis i odłożyła słuchawkę. 

Tannis spala, gdy Tom owijał ją w koc i niósł do samochodu. Ocknęła się na chwilę w gabinecie lekarki. 
Dość przytomnie odpowiadała na jej pytania, ale po chwili powieki zaczęły jej znowu ciążyć. 

– Co dolega Tannis? – wypytywał Tom. – Czy trzeba ją umieścić w szpitalu? 

– Żadnego szpitala – wtrąciła się pacjentka, otwierając szeroko oczy. 

– Jeśli pani doktor Ellis tak postanowi, natychmiast cię tam zawiozę – odparł zdecydowanie Tom. 

–  Wykluczone  –  mruknęła  Tannis  i  popatrzyła  błagalnie  na  lekarkę.  –  Nie  mogę  sobie  na  to 

pozwolić. 

– Moja sąsiadka pracuje na dwóch etatach, żeby opłacić pobyt schorowanej matki w pensjonacie 

dla seniorów – wyjaśnił Tom, wzdychając ciężko, i dodał zdecydowanie: – Tak czy inaczej, jeśli leczenie 
szpitalne jest konieczne, proszę nie zwracać uwagi na jej protesty. 

– Tannis jest poważnie chora – stwierdziła zamyślona lekarka. – Czy ktoś mógłby opiekować się 

nią przez kilka dni? 

–  Biorę  to  na  siebie  –  rzucił  Tom,  nie  zwracając  uwagi  na  Tannis,  która  energicznie  pokręciła 

głową. 

– Tannis cierpi na zapalenie  płuc, a ponadto jest wyczerpana – oznajmiła lekarka. – Musi trochę 

odpocząć.  Nie  mam  mowy  o  pracy  na  dwóch  etatach.  Jeśli  będzie  regularnie  przyjmowała  lekarstwa, 
dobrze  się  odżywiała  i  dużo  odpoczywała,  szybko  odzyska  siły.  Podam  jej  teraz  środek  zmniejszający 
gorączkę.  Zapiszę  leki,  które  powinna zażyć  najpóźniej jutro  rano i przyjmować aż  do  ostatniej tabletki. 
Nie  wolno  przerwać  kuracji,  choćby  nastąpiła  poprawa.  Tannis  powinna  dużo  pić.  Proszę  do  mnie 
zadzwonić,  gdyby  w  ciągu  najbliższej  doby  stan chorej  pozostał  bez zmian  albo  się  pogorszył.  W  takim 
wypadku konieczne będzie leczenie szpitalne. 

W drodze do domu Tannis zasnęła. Spała tak głęboko, że nawet się nie poruszyła, gdy Tom niósł 

ją  do  sypialni.  Mężczyzna  odsunął  kołdrę  i  delikatnie  ułożył  chorą  na  łóżku.  Przysiadł  obok,  zdjął  jej 
pantofle i odstawił je do szafki. Przez chwilę wpatrywał się w drobną postać opatuloną wielkim kocem. 

Westchnął ciężko. Mógł, rzecz jasna, położyć Tannis do łóżka w ubraniu, ale z pewnością byłoby 

jej niewygodnie. A  niech  to  diabli…  Przyznał  w  duchu, że  ma ochotę rozebrać chorą  sąsiadkę  nie tylko 
dlatego,  że  troszczy  się  o  jej  wygody.  Pragnął  ją  zobaczyć  nagą,  choćby  realizacja  tego  marzenia  miała 
nastąpić bez jej woli i wiedzy. 

background image

Zachował  jeszcze  dość  rozsądku,  by  pomyśleć  o  tym,  w  co ją  przebierze.  Zajrzał  do  szuflady  w 

poszukiwaniu nocnej koszuli. Następnie powoli zdjął Tannis sweter, bluzkę i podkoszulek. Zrobiło mu się 
gorąco, kiedy, rozpinając spodnie, musnął drżącymi palcami nagą skórę. 

Wpatrywał  się  zachłannie  w  śpiącą  kobietę,  która  miała  na  sobie  tylko  koronkową  bieliznę.  Od 

razu  spostrzegł,  że  schudła  bardziej,  niż  przypuszczał.  Była  poważnie  chora!  Poczuł  lęk  i  wściekłość. 
Natychmiast wziął się w garść. No i proszę! Tannis nie chciała przyjąć jego pomocy i skorzystać z taniego 
kredytu.  Oto  do  czego  doprowadził  niepotrzebny  upór!  Tom  pragnął  tylko  oszczędzić  jej  kłopotów  i 
cierpienia. 

Tak samo było z Mary. 

Po  chwili doszedł  do  wniosku, że  nie  ma racji. Choroba Tannis  nie zagrażała jej  życiu. To  było 

oczywiste.  Tom  popatrzył  na  niemal  obnażoną  dziewczynę,  na  jej  piersi  okryte  cienką  koronką  stanika, 
przez którą prześwitywały ciemne sutki. Nagle zabrakło mu tchu. Dość! Zdał sobie sprawę, że postępuje 
nielojalnie wobec Tannis. Obawiał się, że wkrótce przestanie nad sobą panować. 

Ostrożnie włożył chorej koszulę i okrył jej biust cienką tkaniną, nim sięgnął do zapięcia stanika. 

Zdjął  go  ostrożnie,  obciągnął  miękki  materiał  na  smukłe  nogi,  ułożył  je  wygodnie  na  posłaniu,  a  potem 
starannie otulił dziewczynę kołdrą i ciepłym kocem. 

Tannis obudziła się w środku nocy. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Miała okropne pragnienie. 

Gdy usiadła, by zerknąć na budzik, poczuła zawrót głowy. Niemal w tej samej chwili zapaliła się  nocna 
lampka. 

– Wszystko w porządku, Tannis – zapewnił męski głos. Odruchowo zasłoniła oczy porażone zbyt 

ostrym światłem. Natychmiast poznała głos Toma. 

– Co robisz o tej porze w mojej sypialni? – dopytywała się, walcząc z chrypą i bólem gardła. 

– Opiekuję się chorą sąsiadką. Chcesz pić? 

Tannis  skinęła  głową.  Opuściła  rękę  zasłaniającą  oczy  i  zmrużyła  powieki.  Ujrzała  niewyraźnie 

męską  dłoń  podsuwającą  jej  szklankę,  lecz  gdy  spróbowała  usiąść  na  łóżku,  pokój  niespodziewanie 
zawirował. Całkiem opadła z sił. Czuła się bezradna jak nowo narodzone dziecko. 

Tom  zdawał  się  rozumieć,  co  odczuwa  jego  podopieczna.  Objął  ją  ramieniem  i  uniósł  wolno. 

Tannis była wprawdzie bardzo chora, lecz gdy oparła się plecami o szeroki tors mężczyzny, nie pozostała 
obojętna na jego bliskość. Tom przysunął szklankę do jej warg. Piła chciwie. Chłodny napój łagodził ból 
gardła. 

Gdy  odstawił  szklankę,  Tannis  opadła  bez  sił  na  poduszkę.  Nagle  znieruchomiała.  Nie  mogła 

zrozumieć, dlaczego ma na sobie koronkową nocną koszulę. Od lat jej nie wkładała. Najchętniej sypiała w 
olbrzymich, bawełnianych podkoszulkach. 

– Jak…? Skąd to…? – szepnęła, usiłując przezwyciężyć chrypę. Tom bez trudu pojął, o co chodzi 

Tannis. Usiadł na brzegu łóżka i spojrzał jej w oczy. 

– Po przyjeździe z kliniki przebrałem cię w nocną koszulę. Pomyślałem, że będzie ci wygodniej. 

– Z kliniki? 

Daremnie próbowała sobie przypomnieć, co się z nią działo. Ostatnim wyraźnym wspomnieniem 

była nieszczęsna awantura w restauracji. Co powiedział Tom? Dlaczego ją przebrał w nocną koszulę? Nie 

background image

potrafiła się w tym połapać. Uczepiła się innej myśli. 

– Byłam u lekarza? 

–  U  doktor  Ellis.  Nie  pamiętasz,  jak  wróciłaś  do  domu  z  restauracji?  –  Zmartwiona  Tannis 

bezradnie  pokręciła  głową.  –  Przyjechałaś  samochodem.  Nie  włączyłaś  świateł.  Wyjrzałem  przez  okno, 
gdy mijałaś mój dom. Zahamowałaś gwałtownie przed furtką, wysiadłas z auta i natychmiast zemdlałaś. 

Wielkie  nieba!  Tannis  zauważyła  niepokój  w  oczach  Toma  i  domyśliła  się  od  razu,  jak  bardzo 

poruszyła  go  ta  niespodziewana  choroba.  Przecież  Mary…  Z  trudem  wyciągnęła  rękę  i  współczującym 
gestem dotknęła jego kolana. 

– Przykro mi, że cię przestraszyłam. 

– Wiem. – Duża, ciepła dłoń mężczyzny objęła jej palce. 

– Wracaj do domu. Dam sobie radę – oznajmiła Tannis. 

Opiekuńczy sąsiad zmierzył ją surowym spojrzeniem. 

– Na wypadek, gdybyś nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, muszę cię uprzedzić, że jesteś 

bardzo  chora.  Doktor  Ellis  badała  cię  w  swoim  gabinecie  i  powiedziała,  że  przez  kilka  dni  będziesz 
potrzebowała opieki. Obiecałem, że się tobą zajmę. 

– Twoje dzieci… 

– Jest z nimi opiekunka. Przenocuje u nas. 

– Nie musisz przy mnie  siedzieć. Potrafię o siebie zadbać – szepnęła Tannis. Okropnie bolało ją 

gardło, a powieki stawały się coraz cięższe. Tom przykrył ją kołdrą aż po szyję i zgasił lampę. 

–  Śpij,  Tannis.  Masz  zapalenie  płuc.  Obiecałem  doktor  Ellis,  że  będę  się  tobą  opiekował,  i 

dotrzymam  słowa.  –  Po  chwili  dodał  uszczypliwie:  –  Skoro  to,  co  ostatnio  wyprawiasz,  ma  stanowić 
dowód, że umiesz zadbać o siebie, ciekawe, jak w twoim przypadku wyglądałyby umartwienia. 

– Idź do domu. Sama dam sobie radę – powtórzyła zirytowana jego docinkami. W głowie jej się 

mąciło. Nie mogła sobie przypomnieć, o czym chciała go przekonać… 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

W ciągu nocy Tannis budziła się jeszcze dwukrotnie i za każdym razem Tom podawał jej coś do 

picia. Nie odzywała się. Miał wrażenie, że nie zdaje sobie sprawy, kto nad nią czuwa. Gdy około siódmej 
ostrożnie układał ją na poduszce, ścisnęła nagle jego ramię z siłą, o którą nigdy by nie podejrzewał ciężko 
chorej osoby. 

– Strój… mundurek hostessy. Muszę  go dziś  oddać. Właściciel restauracji nie  da mi czeku, jeśli 

tego nie zrobię. Muszę odwieźć strój… 

– Ja się tym zajmę – oznajmił Tom, żeby ją uspokoić, chociaż nie był pewny, czy znajdzie czas. 

Tannis nadal się denerwowała. 

–  Potrzebuję  pieniędzy.  W  tym  tygodniu  muszę  spłacić  kolejną  ratę  kredytu…  –  mamrotała 

uparcie. 

– Obiecuję dopilnować wszystkiego. Później omówimy szczegóły – uspokoił ją ponownie. 

Była  ogromnie zaniepokojona.  Czyżby  jej  sytuacja  finansowa  przedstawiała  się aż tak źle? Tom 

zdawał  sobie  sprawę,  że  jego  sąsiadka  nie  jest  osobą  zamożną.  Potwierdzały  to  nowiny  znoszone  przez 
dzieciaki  oraz  argumenty,  które  usłyszał,  gdy  odrzuciła  jego  ofertę  pracy.  Gorączkowy  niepokój  Tannis 
dowodził, że dziewczyna ma poważne kłopoty i ledwie wiąże koniec z końcem. 

– Nie zdołasz wszystkiego załatwić. – Uścisk rozpalonych dłoni zelżał. Przestraszony Tom ujrzał 

wielkie łzy w oczach Tannis. Ciężkie powieki opadały powoli. 

–  Tannis!  –  krzyknął  i  chwycił  dziewczynę  za  ramię,  nie  pozwalając  jej  zasnąć.  –  Co  się  stało? 

Dlaczego płaczesz? 

–  Och,  Tom  –  odparła,  spoglądając  na  niego  żałośnie.  –  Straciłam  pracę.  Spóźniłam  się  i 

właściciel  restauracji  natychmiast  mnie  zwolnił.  –  Łzy  płynęły  coraz  obficiej.  Kasztanowate  włosy  na 
skroniach  stały  się  wilgotne.  –  Błagałam,  żeby  dał  mi  jeszcze  jedną  szansę,  powiedziałam,  że  jestem 
chora, ale i tak mnie wyrzucił. Co ja teraz zrobię? 

Tom  poczuł  wzbierający  gniew.  Jeden  rzut  oka  wystarczył,  by  uznać  Tannis  za  osobę  godną 

zaufania.  Czy  to  ma  ujść  restauratorowi  na  sucho?  Walczył  z  pokusą,  by  pognać  natychmiast  do  tego 
drania i skręcić mu kark. Łagodnym ruchem otarł zalane łzami oczy Tannis. 

– Coś wymyślimy, gdy wyzdrowiejesz. Nie przejmuj się, kochanie. Zamknij oczy i śpij. Wszystko 

się  ułoży.  –  Marna  to  była  pociecha,  lecz  ku  zdziwieniu  Toma  spełniła  swoje  zadanie.  Tannis  zasnęła 
głęboko,  a  Tom  pogrążył  się  w  rozmyślaniach.  W  końcu  doszedł  do  wniosku,  że  najlepiej  będzie,  jeśli 
wpadnie do domu, nim chora znowu się obudzi. 

Tak  jak  przypuszczał,  pilnująca  dzieci  Antha  wspaniale  dawała  sobie  radę.  Dzwonił  do  niej 

wczesnym  rankiem  i  zostawił  szczegółowe  instrukcje.  Zdążyła  już  przygotować  maluchom  drugie 
ś

niadanie do szkoły. Jebbie wybiegł przed drzwi, by powitać ojca. 

– Antha powiedziała, że Tannis jest chora, a ty się nią opiekujesz – powiedział chłopiec drżącym 

głosem. 

Tom zdawał sobie sprawę, czego dotyczą obawy syna. 

background image

Na  myśl  o  tym  serce  ścisnęło  mu  się  z  żalu.  To  niesprawiedliwe,  by  sześciolatek  wiedział,  co 

znaczy lęk o zdrowie i życie osób, które są mu bliskie. 

–  Tannis  wkrótce  wyzdrowieje  –  zapewnił  z  przekonaniem  w  głosie.  Ukląkł  na  jedno  kolano  i 

przytulił syna. – Za kilka dni będziesz mógł ją odwiedzić. 

Przypomniał sobie nagle, że powinien zadzwonić do szkoły i usprawiedliwić nieobecność Tannis. 

Postanowił zawiadomić o jej chorobie dyrektora, którego znał osobiście. Za życia Mary regularnie grywali 
razem w koszykówkę. Szybko odnalazł numer telefonu. Miał nadzieję, że Harry Tenlow nie obrazi się, że 
od samego rana zawraca mu głowę. 

– Halo? 

– Witaj, Harry, mówi Tom Hayes. 

– Cześć, Tom! Dawno się nie widzieliśmy.   

Zapadło niezręczne milczenie. 

– Bardzo mi brakuje naszych rozgrywek. 

Tom rozumiał, co jest powodem zakłopotania jego znajomych. 

– Mam sporo obowiązków i nie starcza mi czasu na rozrywki. Dzwonię z innego powodu. 

– O co chodzi? 

– Tannis Carlson jest chora. Czy wiesz, do kogo powinienem zatelefonować, żeby zorganizować 

szybko  zastępstwo  na  dzisiaj  i  zapewne  na  cały  następny  tydzień,  o  ile  rekonwalescencja  się  nie 
przedłuży? 

– Dobrze  trafiłeś. Sam  planuję zastępstwa  –  oznajmił Harry,  a  po chwili  dodał: – Na co choruje 

Tannis? 

– Ma zapalenie płuc. Doktor Ellis twierdzi, że to groźny przypadek, więc przez jakiś czas Tannis 

powinna się oszczędzać. 

– Idę o zakład, że słabo zna skrupulatną panią Carlson – mruknął Harry. – Ta dziewczyna pracuje 

jak  zegarek.  To  jedna  z  moich  najlepszych  nauczycielek.  W  ogóle  nie  korzysta  ze  zwolnień  lekarskich. 
Rzecz  jasna,  potrzebne  będzie  stosowne  zaświadczenie,  ale  Tannis  w  ogóle  nie  powinna  się  martwić  tą 
nieobecnością. Byłoby dobrze, gdyby w przyszłym tygodniu porozumiała się telefonicznie z osobą, która 
przejmie jej obowiązki. Mam nadzieję, że nasza pacjentka szybko odzyska siły. 

– W jej teczce jest mnóstwo uczniowskich prac. Czy to ważne? 

–  Na  razie  nie.  Mogę  zadzwonić  do  ciebie  w  niedzielę  po  południu?  Jeśli  Tannis  poczuje  się 

lepiej, niech zostawi wskazówki dla swoich zastępców. 

– Dzięki za pomoc, Harry. 

– Miło mi, że mogłem ci się jakoś przysłużyć. Opiekujesz się Tannis? – zapytał dyrektor szkoły, 

nie kryjąc ciekawości. 

– Trzeba pomagać ludziom – odparł wykrętnie Tom. – Szczerze mówiąc, moja sąsiadka nie lubi 

być zależna od innych. 

background image

–  Chyba  wiem,  o  czym  mówisz  –  Harry  skwitował  śmiechem  jego  słowa.  Po  chwili  dodał  z 

powagą: – To wspaniała dziewczyna. Gdybym nie był szczęśliwym małżonkiem… Nieźle trafiłeś, Hayes. 
Mogło być znacznie gorzej. 

Tom osłupiał. Czy Harry sądzi, że mają zamiar się pobrać? 

– Ja tylko pomagam sąsiadce, Harry. Jesteśmy zaprzyjaźnieni. 

– Rozumiem. – Tom był przekonany, że Harry powiedział to z uśmiechem. – Powiedz Tannis, że 

całe grono pedagogiczne życzy jej szybkiego powrotu do zdrowia. Niech się o nic nie martwi. Wszystkim 
się zajmę. – Dziękuję. – Zamyślony Tom odłożył słuchawkę. Po chwili zadzwonił do swojej sekretarki z 
prośbą, by zrealizowała recepty, oddała mundurek hostessy i przywiozła mu do domu część dokumentów. 
Przez cały czas rozważał słowa Harry'ego. 

 

 

 

Tannis  obudziła  się  dość  późno.  Blade  światło  zimowego  słońca  wpadało  do  sypialni  przez 

uchylone  żaluzje.  Pasy  cienia  i  blasku  układały  się  na  kołdrze.  Tannis  leżała  nieruchomo,  wspominając 
ostatnie godziny. 

Co było snem, a co jawą? 

Pamiętała  bardzo  wyraźnie  okropną  awanturę  w  restauracji.  Potem  już  nic…  jakieś  strzępy 

wspomnień. Przypomniała sobie, że w nocy Tom siedział przy jej łóżku i niespodziewanie zapalił światło, 
które okropnie raziło ją w oczy. 

Mój  Boże,  jaka  szkoda,  że  to  nie  był  tylko  senny  koszmar.  Tannis  nie  miała  wątpliwości,  że 

straciła dodatkową posadę. Czuła się tak chora i wyczerpana, że nieprędko będzie w stanie zabrać się do 
szukania nowej. 

Musiała  podjąć  ostateczną  decyzję.  Wydało  jej  się  zabawne,  że  poszczególne  możliwości  tak 

jasno  rysują  się  w  jej  umyśle.  Jedna  z  nich  zakładała  przeprowadzkę  do  Culpeper  oraz  wynajęcie 
skromnego  mieszkania  dla  siebie  i  matki.  W  małym  miasteczku  ceny  były  o  wiele  niższe  niż 
Charlottesville.  Jeśli  w  połowie  roku  uda  się  znaleźć  pracę  w  szkole,  nauczycielska  pensja  pozwoli  na 
wynajęcie  opiekunki,  która  zajmie  się  matką.  Nocami  Tannis  sama  mogła  jej  doglądać.  To  na  szczęście 
nic  nie  kosztuje.  Plan  numer  jeden  miał  sporo  wad.  Matka  będzie  na  pewno  wściekła  i  przygnębiona 
kolejną  przeprowadzką,  a  na  domiar  złego  życie  Tannis  stanie  się  piekłem.  Ze  smutkiem  myślała  o 
docinkach,  których  nie  szczędziła  jej  starsza  pani.  Zawsze  brała  stronę  ukochanego  zięcia.  Była 
przekonana, że doskonale wie, kto ponosi odpowiedzialność za rozpad małżeństwa córki; z pewnością nie 
był to Jeremy. 

Tannis sądziła, że plan numer jeden ma szanse powodzenia, ale niewątpliwie ona sama przypłaci 

to ciężką depresją. 

Postanowiła  szukać  innych  możliwości.  Brała  pod  uwagę  wszelkie  rozwiązania,  które  zakładały 

pozostanie w Charlottesville i zatrzymanie podmiejskiego domu, ale każdy z tych wariantów okazywał się 
nierealny. 

Tannis  ogarnęło  dobrze  znane  poczucie  bezsilności.  Od  wielu  dni  w  kółko  powtarzała  te  same 

argumenty. Żaden z misternych planów nie miał szans powodzenia. 

background image

Trzeba będzie sprzedać dom. 

Westchnęła  żałośnie,  przygnieciona  brzemieniem  problemów,  które  przyszło  jej  dźwigać  na 

wątłych  barkach.  Nie  ma  innego  wyjścia.  Dom  zostanie  sprzedany.  Jeśli  Tannis  znajdzie  niedrogie 
mieszkanie  i  przyjmie  współlokatorkę,  zdoła  opłacić  pensjonat  matki  i  zadbać  o  własne  potrzeby,  nie 
wyzbywając  się  przy  okazji  ostatniego  grosza.  Pieniądze  ze  sprzedaży  domu  postanowiła  wpłacić  do 
banku  i  zostawić  na  czarną  godzinę.  Była  przekonana,  że  w  przyszłości  los  także  nie  oszczędzi  jej 
kłopotów. 

Tak  czy  inaczej  plan  numer  dwa  wyglądał  dość  zachęcająco.  Tannis  była  zadowolona,  bo  jego 

przyjęcie  oznaczało,,  że  nie  będzie  musiała  stawiać  matki  przed  koniecznością  następnej  przeprowadzki 
ani, uchowaj Boże, mieszkać z nią pod jednym dachem. 

Westchnęła ciężko i wolno usiadła na łóżku. Tym razem szczęśliwie uniknęła zawrotu głowy, ale 

nadal  była  osłabiona.  Sięgnęła  po  szlafrok  leżący  na  pościeli.  Znowu  pomyślała  o  Tomie.  Bardzo  jej 
pomógł,  gdy  zachorowała.  Nie  miała  wątpliwości,  że  w  jego  mniemaniu  był  to  rewanż  za  opiekę  nad 
Mary.  Nagle  zarumieniła  się  ze  wstydu.  Tom  przyznał,  że  to  on  przebrał  ją  w  nocną  koszulę  tamtego 
wieczoru,  gdy  straciła  przytomność.  Tannis  nie  była  pewna,  czy  kiedykolwiek  odważy  mu  się  spojrzeć 
prosto w oczy. 

Ciekawe,  gdzie  on  się  podziewa?  Poprzedniej  nocy  budziła  się  kilkakrotnie.  Za  każdym  razem 

Tom podawał jej coś do picia, uspokajał i zachęcał, by ponownie zasnęła. Pewnie musiał wrócić do domu 
albo, co bardziej prawdopodobne, poszedł do pracy. 

Praca! 

Tannis  ocknęła  się  z  letargu  i  sięgnęła  po  stojący  obok  łóżka  budzik.  Wskazywał  dziesiątą 

trzydzieści siedem. 

Litości! Miała wrażenie, że czas nagle się cofnął. Czy to możliwe, by dzień po dniu spotykało ją 

to samo nieszczęście? Jeżeli straci posadę w szkole… 

–  Dlaczego  wstałaś?  Marsz  do  łóżka!  –  Głos  Toma  zabrzmiał  jak  komenda  rozzłoszczonego 

kaprala. Sąsiad Tannis stał w odległości zaledwie paru kroków z rękami na biodrach. Rzucił chorej groźne 
spojrzenie.  Tannis  w  pierwszej  chwili  posłusznie  wślizgnęła  się  pod  kołdrę,  ale  natychmiast  się 
zreflektowała.  Uniosła  dumnie  głowę  i  spojrzała  zuchwale  w  pociemniałe  oczy  lśniące  szmaragdowym 
blaskiem. 

–  Muszę  się  ubrać  i  pędzić  do  szkoły.  Jestem  spóźniona.  Dlaczego  nie  nastawiłeś  budzika?  – 

Zapomniała  o  chrypie,  która  zniweczyła  cały  efekt.  Kto  to  słyszał,  by  kobieta  broniąca  swej  dumy  i 
niezależności skrzeczała jak żaba.   

Tom nie raczył odpowiedzieć na jej pytanie. 

– Harry zorganizował już zastępstwo. Znalazł nauczycielkę, która podjęła się prowadzić za ciebie 

lekcje przez cały następny tydzień. 

– Dyrektor Tenlow…  Skąd  wiedział  o  mojej chorobie? –  Poczuła  ostry  ból  gardła  i  wyczerpana 

opadła na łóżko. To było ponad jej siły. W ciągu jednej doby starannie uporządkowany świat został nagle 
wywrócony  do  góry  nogami.  Tom  podszedł  bliżej  i dotknął  łagodnie  jej  policzka.  Ten  gest  wydał  się  w 
pierwszej chwili tak naturalny, że przestraszona Tannis odsunęła głowę. 

– O co ci chodzi? 

background image

– Sprawdzam temperaturę. – Tom ponownie dotknął jej twarzy. – Może byś tak wróciła do łóżka? 

Nadal masz gorączkę, chociaż jest dużo lepiej niż wczorajszej nocy. 

Wziął z nocnego stolika dwie tabletki oraz szklankę z wodą i podał chorej. Gdy ujrzała jego minę, 

nie  miała  odwagi  się  sprzeciwić.  Potulnie  wróciła  do  łóżka.  W  samą  porę,  bo  ledwie  trzymała  się  na 
nogach. Tom przysiadł obok i położył na jej dłoni tabletki. 

– Połknij. Moja sekretarka, Polly, zrealizowała recepty dziś rano. Im wcześniej zaczniemy solidną 

kurację, tym szybciej uporamy się z chorobą – wyjaśnił. 

Tannis  gapiła  się  na  niego,  próbując  zignorować  dziwny  dreszcz,  który  poczuła,  gdy  udo  Toma 

dotknęło przez kołdrę jej biodra. 

–  Uporamy  się?  Przecież  to  ja  choruję,  ja  straciłam  pracę,  ja  zostanę  wylana  z  kolejnej  posady, 

jeśli natychmiast nie pojadę do szkoły. Tylko mnie… Chwileczkę, kto zapłacił za lekarstwa? 

–  Ja.  Później  zwrócisz  mi  pieniądze.  Na  moją  prośbę  Polly  odwiozła  także  do  restauracji  twój 

mundurek i odebrała czek. Wpłacę pieniądze na twoje konto. Podaj mi tylko numer. 

– Ja… Dzięki, Tom. Doceniam twoją pomoc. Przepraszam, jeśli uważasz mnie za niewdzięcznicę. 

– Wiele ostatnio przeszłaś – odparł pojednawczo Tom. – Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś, 

ż

e masz poważne kłopoty finansowe? 

Tannis długo patrzyła mu w oczy bez słowa. Cóż mogła odpowiedzieć na takie pytanie? 

– To przecież wyłącznie mój problem – szepnęła. 

– Wiem, że właściciel restauracji wyrzucił cię z pracy. Co teraz zrobisz? 

Wzruszyła  ramionami  i  spuściła  wzrok.  Gapiła  się  bezmyślnie  na  zawiły  wzór  bawełnianego 

swetra, który miał na sobie Tom. Mężczyzna westchnął ciężko. 

– Powinnaś w końcu zrozumieć, że wymagasz od siebie zbyt wiele. Czy nie zdajesz sobie sprawy, 

ż

e mogłaś spowodować wypadek, prowadząc auto w takim stanie? Co by się stało, gdybym przypadkiem 

nie zauważył, że zemdlałaś? 

– Będę musiała sprzedać dom – oznajmiła bez związku. Zapadła cisza. Po dłuższej chwili Tannis 

podniosła wzrok i spojrzała Tomowi prosto w oczy. – Słyszałeś? Powiedziałam, że będę musiała sprzedać 
dom.  Wynajmę  mieszkanie  i  znajdę  współlokatorkę.  Nie  mam  innego  wyjścia  –  oznajmiła,  zaciskając 
zęby. 

– To nie jest jedyne rozwiązanie – powiedział półgłosem Tom. 

– Dokładnie wszystko przemyślałam – odparła niepewnie. 

– Nie sądzę… – Proponuję, żebyś za mnie wyszła. 

Wyjść za Toma? Tannis patrzyła z niedowierzaniem w jasne oczy, które połyskiwały srebrzyście, 

jakby nagle straciły naturalne szmaragdowe zabarwienie. Jej postać odbijała się w ciernych źrenicach jak 
w  miniaturowych  zwierciadłach.  Czuła  się  okropnie  zakłopotana,  ale  nie  potrafiła  odwrócić  wzroku. 
Chyba się przesłyszała… Czy Tom rzeczywiście zaproponował jej małżeństwo? 

–  Chcesz,  żebym…  za  ciebie  wyszła?  –  Tom  skinął  głową.  Tannis  zdobyła  się  na  wymuszony 

uśmiech. – Chyba jesteś chory. Zaraziłeś się ode mnie? Masz gorączkę? 

background image

– Czuję się doskonale. Tannis, wysłuchaj mnie, zanim podejmiesz ostateczną decyzję – odparł z 

powagą. 

– Tom, nie mogę… 

– Cicho. – Położył palec na jej ustach. – Posłuchaj, co mam do powiedzenia. 

Tannis  poczuła  się  nagle  bardzo  zmęczona.  Słowa  Toma  ogromnie  ją  poruszyły,  ale  miała  już 

dość  mocnych  wrażeń.  Walczyła  z  narastającą  sennością,  ale  mimo  wszystko  chciała  wysłuchać 
argumentów Toma. 

–  Małżeństwo  stanowi  doskonałe  wyjście  dla  nas  obojga  –  tłumaczył.  –  Oczywiście  nie  ma 

potrzeby,  żebyśmy  się  zwodzili  obietnicami  dozgonnej  miłości.  Każde  z  nas  ma  określone  kłopoty  i 
potrzeby,  z  którymi  we  dwoje  łatwiej  się  uporamy.  –  Tom  przysunął  się  bliżej.  Patrzył  na  Tannis 
uporczywie,  jak  drapieżnik czatujący  na  upatrzoną  ofiarę. – Dzieciom  potrzebna jest  matka. Amy  tęskni 
do  kobiecej  opieki  i  towarzystwa.  Moje  pociechy  są  do  ciebie  bardzo  przywiązane,  a  więc  nawiążesz  z 
nimi kontakt o wiele łatwiej niż inna kandydatka na moją żonę. 

Serce rozbolało Tannis na samą myśl o tym, że Tom mogłyby poślubić jakąś obcą babę. 

–  Jeśli  za  mnie  wyjdziesz,  nie  będziesz  musiała  zawracać  sobie  głowy  domową  krzątaniną. 

Chciałbym  stworzyć  dzieciom  i  sobie  prawdziwą  rodzinę.  Potrzebuję  pomocy  w  wychowaniu  Amy  i 
Jebbie'ego. Po naszym ślubie mogłabyś nadal uczyć, o ile tego zechcesz. Zatrudnimy gosposię albo panią 
do sprzątania. Swoją pensję mogłabyś wydawać, na co zechcesz, na przykład zadbać o potrzeby matki. 

Tannis czuła, że  jej opór  słabnie. Tom  wiedział,  co  robi.  Sprytnie  przyparł  ją  do muru.  Powinna 

odrzucić  jego  propozycję,  lecz  wizja  zgodnej,  pełnej  ciepła  rodziny  –  jej  własnej  rodziny  –  sprawiła,  że 
odzyskała spokój i oddała się marzeniom. Tom zamknął jej małe dłonie w swoich mocnych rękach. 

– Mam w zanadrzu jeszcze jeden argument. Nie wiem, co sądzisz  o  macierzyństwie, ale byłbym 

naprawdę szczęśliwy, gdybyś zechciała urodzić nasze dziecko. Zawsze marzyłem o sporej gromadce. 

Własne dziecko! Tom doskonale wiedział, jakich użyć sposobów, by poruszyć Tannis do żywego. 

Uniósł  jej  dłonie  do  ust.  Przymknął  powieki.  Dziewczyna  nie  odrywała  wzroku  od  jego  twarzy.  Gdy 
otworzył zielone oczy rozpłomienione ogniem namiętności, zabrakło jej tchu. Poczuła zmysłowy dreszcz. 

– Tannis… – zaczął  głębokim, niskim  głosem. Gorący oddech parzył jej dłonie,  które nadal tulił 

do  ust.  Po  chwili  dodał:  –  Tworzymy  dobraną  parę.  W  łóżku  będzie  nam  cudownie.  To  jeden  z 
ważniejszych powodów moich oświadczyn. Obiecuję, że będę ci wierny. – Pochylił się.   

Oszołomiona  Tannis  przymknęła  oczy.  Nawet  gdyby  nie  była  tak  wyczerpana,  nie  znalazłaby 

dość sił, żeby go odepchnąć. Silne palce musnęły jej policzki, dotknęły włosów. 

– Spójrz na mnie – szepnął. Gdy uniosła powieki, jego twarz przesłoniła jej wszystko, a kuszące 

usta  były  niebezpiecznie  blisko.  –  Odpocznij  i  zastanów  się  nad  moją  propozycją.  Porozmawiamy,  gdy 
poczujesz się lepiej. – Musnął wargami jej policzek i usta. Odsunął się i przykrył chorą starannie. – Śpij. 
Zajrzę do ciebie po południu. 

Zniknęło  gdzieś  łagodne,  czułe  brzmienie  głosu.  Tom  był  znowu  sobą:  surowym,  poważnym 

mężczyzną, w którego obecności Tannis odczuwała przyspieszone bicie serca. 

W  południe  Tom  przygotował  dla  Tannis  bulion  z  kurczaka.  Gdy  zjawił  się  w  jej  domu, 

natychmiast  oznajmiła,  że  ma  dość  leżenia  w  łóżku  i  nie  chce  być  dłużej  zdana  na  czyjąś  łaskę. 
Samozwańczy  pielęgniarz  stanowczo  uznał,  że  powinna  odpoczywać  jeszcze  przynajmniej  jeden  dzień. 

background image

Poddała się bez oporu. Zwykle nie była taka potulna. Tom wydawał się zaskoczony jej ustępliwością. 

Tannis  przełknęła  z  trudem  kilka  łyżek  bulionu,  ale  po  chwili  odsunęła  rękę  karmiącego  ją 

mężczyzny. 

– Więcej nie mogę. 

– Trudno. Obiecaj mi, że wieczorem zjesz lekką kolację – ustąpił niechętnie.   

Tannis z uśmiechem uniosła prawą rękę. 

– Przysięgam.  – Nagle spoważniała. – Zastanawiałam się nad twoją propozycją… – Tom poczuł 

niespodziewanie, że ogarnęła go panika. Tannis na pewno nie zechce za niego wyjść!   

Przerwał jej skwapliwie: 

–  Muszę  teraz  wrócić  do  pracy.  Porozmawiamy  o  tym  później.  –  Odstawił  talerz  z  rosołem,  a 

potem otulił Tannis kołdrą. Zrobił to odruchowo, jakby poczucie odpowiedzialności za tę kobietę stało się 
już cząstką jego natury. W pośpiechu wybiegł z sypialni chorej sąsiadki. 

Amy bardzo się ucieszyła, gdy zaproponował, żeby zaniosła Tannis podwieczorek i dotrzymała jej 

towarzystwa.  Pod  wieczór  zjawiła  się  koleżanka  z  pracy,  która  oświadczyła,  że  chętnie  spędzi  u  chorej 
kilka  godzin.  Tomowi  było  to  na  rękę.  Rano  przytoczył  dość  argumentów,  by  namówić  Tannis  do 
przyjęcia  swojej  propozycji.  Niestety,  po  południu  odniósł  wrażenie,  że  dziewczyna  nadal  ma  sporo 
wątpliwości. Musiał się poważnie zastanowić, w jaki sposób przekonać ją do małżeństwa. 

Tannis spała doskonale w piątkową noc. Tom  zajrzał do niej  na chwilę, nim zasnęła, ale szybko 

się  pożegnał.  Od  chwili  gdy  zaproponował  jej  małżeństwo,  postępował  dość  dziwnie.  Tannis  doszła  do 
wniosku, że się rozmyślił i nie wie, jak taktownie dać jej do zrozumienia, aby uznała poranną propozycję 
za niebyłą. 

Długo się zastanawiała. W końcu, po wielogodzinnym namyśle, doszła do wniosku, że jeśli Tom 

ponowi  oświadczyny,  wyjdzie  za  niego  i  uczyni  wszystko,  by  stworzyli  szczęśliwą  rodzinę.  Doskonale 
znała swego sąsiada, i to od najlepszej strony. 

Jedynym niepokojącym aspektem całej sprawy było ich ewentualne pożycie małżeńskie. Tom nie 

ukrywał, że to dla niego bardzo istotny aspekt wspólnego życia. Na samą myśl o tym, że mieliby sypiać 
razem i dzielić sekretne przeżycia, Tannis przebiegł rozkoszny dreszcz. Niestety, Jeremy wyraźnie dał jej 
do  zrozumienia,  że  rozczarowała  go  jako  kochanka.  Z  drugiej  strony  jednak  przy  eks-małżonku  nie 
odczuwała  nigdy  zmysłowego  podniecenia,  jakie  wzbudzał  w  niej  Tom  najlżejszym  dotknięciem.  Być 
może więc i pod tym względem jej obawy okażą się bezpodstawne. 

Sobota minęła Tannis niepostrzeżenie. Chora czuła się nieco lepiej. Wstała z łóżka i spacerowała 

po mieszkaniu. Tom zabronił jej wszelkich domowych prac; obiecała, że nie ruszy palcem. W mniemaniu 
skrupulatnego mecenasa Hayesa nawet wkładanie naczyń do zmywarki uchodziło za bardzo wyczerpujące 
zajęcie.  W  niedzielę  Tannis  miała  już  dość  bezwstydnego  leniuchowania,  ale  jeszcze  nie  odzyskała  sił; 
wystarczyło kilka kroków po schodach, by poczuła się kompletnie wyczerpana. 

Tom  zjawił  się  u  niej  pod  wieczór,  około  szóstej.  Przyniósł  spory  koszyk,  z  którego  unosiły  się 

nadzwyczaj smakowite zapachy. 

– Lasagna, pieczywo, sałatka i kompot wiśniowy  – oznajmił, gdy Tannis z ciekawością zerknęła 

do środka. 

background image

–  Niezły  z  ciebie  kucharz.  Utyję,  jeśli  będziesz  mnie  podkarmiał  przez  dłuższy  czas.  – 

Dziewczyna ustawiła zawartość kosza  na stoliku i z uznaniem pokiwała  głową. Tom zmierzył  wzrokiem 
jej szczupłą postać. 

– Doskonale. Powinnaś dużo jeść. Znowu się przyjemnie zaokrąglisz. 

– Tom! – krzyknęła oburzona jego śmiałą uwagą. Zarumieniła się, gdy przypomniała sobie, że jej 

ciało nie ma już przed nim żadnych tajemnic. – Nie chcę się zaokrąglić. Pewnie wybrałabym inną metodę 
odchudzania, ale liczy się przecież rezultat. 

– Podobały mi się twoje okrągłości – odparł szczerze.   

Postawił  przed  nią  wypełniony  po  brzegi  talerz.  Tannis  posłusznie  zaczęła  jeść.  Nagle  odłożyła 

widelec. 

– Nie smakuje ci? – zapytał stojący za nią Tom. 

–  Czy  możesz  zostać  trochę  dłużej?  Chciałam  porozmawiać  o  propozycji,  którą  mi  niedawno 

złożyłeś. 

– Zgoda – odparł krótko.   

Tannis  z  zapałem  pałaszowała  kolację.  Gdy  wyjadała  owoce  z  kompotu,  przyszła  Amy. 

Dziewczynka uśmiechnęła się przepraszająco. W ręku trzymała dużą kopertę. 

– Zapomniałam ci ją oddać. Twoi uczniowie prosili mnie o to w piątek. Wyjęłam dziś zeszyty z 

torby, żeby odrobić lekcje, i znalazłam tę kopertę. 

– Nie odrobiłaś jeszcze pracy domowej? – Tom popatrzył surowo na córkę. 

– Zapomniałam – rzuciła opryskliwie Amy. – Zresztą to łatwizna, zaledwie kilka zadań z matmy. 

–  Nie  wątpię,  że  poradzisz  sobie  z  nimi  bez  trudu,  ale  chodzi  o  to,  żebyś  pracowała 

systematycznie  i  starannie  odrabiała  lekcje.  Skoro  nie  zrobiłaś  pracy  domowej,  pożegnaj  się  z  Tannis  i 
wracaj do domu. 

– Dobranoc – wymamrotała ponuro Amy.   

Tannis chwyciła ją za rękę. 

– Dzięki za pomoc, Amy. Nie wiem, jak bym  sobie dała radę bez takich przyjaciół jak ty  i twój 

tata. 

–  Cieszę  się,  że  mogłam  ci  pomóc  –  powiedziała  dziewczynka  i  od  razu  poweselała.  Po  chwili 

dodała z westchnieniem: – Idę odrabiać tę matmę. Zobaczymy się jutro. 

– Wpadnij do mnie, wracając ze szkoły – poprosiła Tannis. 

– Chętnie. – Dziewczynka pomknęła do wyjścia. Tom wziął się do zmywania, a Tannis otworzyła 

kopertę. Na stół wysypały się listy od uczniów. Oczy nauczycielki zaszły łzami. 

–  Co  się  stało?  –  Zaniepokojony  Tom  rzucił  ścierkę  na  kuchenny  blat,  podszedł  do  Tannis  i 

dotknął jej twarzy. – Dlaczego płaczesz? 

– Trochę użalam się nad sobą – odparła z niesmakiem. Tom zaprowadził ją do pokoju dziennego. 

background image

Usiedli  na  kanapie  ramię  przy  ramieniu.  –  Szkoda  mi  każdego  dnia.  Tak  krótko  mam  okazję  uczyć  i 
poznawać te dzieci. 

– Jesteś nauczycielką z powołania, mam rację? – zauważył Tom, ujmując czule jej dłoń. Skinęła 

głową. Sąsiad niespodziewanie zmienił temat. – Tannis, zastanawiałaś się nad moimi oświadczynami? 

– Owszem. Czy propozycja jest nadal aktualni? 

– Naturalnie. – Tom dziwnie się jej przyglądał. 

– Sądziłam, że zmieniłeś zdanie i masz nadzieję, że odmówię. 

– Chcę, żebyś została moją żoną – odparł Tom, spuszczając oczy i patrząc na ich splecione dłonie. 

– Wyjdziesz za mnie? 

– Rozważyłam wszystkie argumenty – odpowiedziała. – Czuję się zaszczycona twoją propozycją. 

Zdecydowałam się na ślub. Obiecuję zrobić wszystko, abyśmy byli szczęśliwą rodziną. 

– Przyrzekam, że będę się tobą opiekować. – Tom puścił dłoń Tannis i spojrzał jej prosto w oczy. 

Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął miniaturowe pudełeczko. Podał je dziewczynie z przepraszającym 
uśmiechem. – Liczyłem na to, że się zgodzisz. 

Tannis  oniemiała.  Miała  świadomość,  że  czeka  ją  małżeństwo  z  rozsądku.  Nie  spodziewała  się 

zaręczynowego  pierścionka.  Drżącymi  rękami  otworzyła  pudełeczko.  Omal  nie  krzyknęła  na  widok 
lśniącego brylantu oprawionego w złoto. Pierścionek był piękny i nieco staroświecki. 

–  Należał  do  mojej  babci –  wyjaśnił  Tom.  –  Mary  życzyła  sobie  nowego  pierścionka.  Nigdy  go 

nie nosiła. Jeżeli nie lubisz staroci, kupimy inny. 

Tannis pokręciła głową. Przez chwilę nie była w stanie wykrztusić słowa. 

– Nie waż się tak mówić. Chcę mieć ten pierścionek! 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Tom z uśmiechem ujął dłoń Tannis i wsunął pierścionek na jej serdeczny palec. 

– Jest twój. Teraz należysz do mojej rodziny. 

– Dzięki, że o tym pomyślałeś. To dla mnie wyjątkowa chwila. Zdaję sobie sprawę, że w naszej 

sytuacji to nie było konieczne – oznajmiła Tannis. 

Łza spłynęła po jej policzku. Świeżo upieczona narzeczona próbowała opanować wzruszenie. 

–  Wręcz  przeciwnie  –  upierał  się  Tom.  Objął  Tannis  i  posadził  sobie  na  kolanach.  –  Jestem 

szczęściarzem, skoro taka wyjątkowa kobieta jak ty zgodziła się zostać moją żoną. 

Gdy  Tannis  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  pochylił  głowę,  żeby  ją  pocałować.  Nie  zamierzała  się 

opierać.  Namiętnie  odwzajemniła  pocałunek;  rozchyliła  usta,  czując  na  wargach  natarczywe  dotknięcie 
języka,  a  jej  dłonie  gładziły  szerokie  plecy  narzeczonego.  Był  taki  zaborczy,  taki  namiętny,  taki  męski. 
Jeremy  nie  potrafił  nigdy  wyzwolić  w  niej  tego  rodzaju  namiętności  podczas  nieudanego  dwuletniego 
pożycia.  Gdy  była  z Tomem,  wystarczyło,  by  objął jej  talię  i  wolno  przesunął dłonie  ku  piersiom,  a już 
wzdychała  z  rozkoszy.  Jakiś  wewnętrzny  głos  podpowiadał  Tannis,  żeby  nie  pokładała  w  nowym 
małżeństwie  zbyt  wielkich  nadziei.  Powtarzała  sobie,  że  łączy  ją  z  Tomem  namiętność,  nie  miłość.  To 
całkiem    odmienne  uczucia, skarciła  się  w  głębi ducha… i  nagle zapomniała o całym  świecie,  poddając 
się  pieszczotom  Toma,  który  gładził  palcami  jej  piersi.  Nadal  siedziała  mu  na  kolanach.  Uniosła  się 
zniecierpliwiona, spragniona dotknięcia silnych rąk. Jej sutki stwardniały pod wpływem nagłej żądzy. 

Tom  przeciągał  zwodniczą  pieszczotę,  nie  przerywając  pocałunków.  Rozgorączkowana  Tannis 

chwyciła  go  za  nadgarstek  i  położyła  jego  dłoń  na  swojej  piersi.  Zachęcony  tym  gestem  zaczął  głaskać 
nabrzmiałe  sutki.  Tannis  westchnęła,  a  podniecony  Tom  jęknął  z  zachwytu.  Pochylił  głowę,  a  jego 
rozchylone, wilgotne usta zaczęły błądzić po obnażonym biuście Tannis. 

– To cudowne uczucie – szepnął z uśmiechem, podnosząc wzrok. – Aż nazbyt cudowne. 

– Jak to? – zapytała prostując się.   

Usiadła tak, by widzieć jego twarz. Tom na moment wstrzymał oddech. 

– Na pewno wiesz, co mam na myśli. 

– Nie. – Tannis westchnęła głęboko. W jednej chwili stała się spokojna i opanowana. – Wydaje mi 

się,  że  mało  wiem  o  tych  sprawach.  Moje  pożycie  małżeńskie  było  dość  monotonne.  Jeremy'emu 
wystarczyło  pięć  minut  w  ciemnej  sypialni.  Nie  mogę  powiedzieć,  żeby  kiedykolwiek  było  mi  z  nim 
dobrze. – Umilkła, a potem dodała z wahaniem: – Obawiam się, że cię rozczaruję. 

Tom  znieruchomiał,  słysząc  jej  słowa.  Wyraziste  rysy  stężały  na  moment.  Tannis  przemknęło 

przez myśl, że Tom jest wściekły, ale wyraz jego twarzy zmienił się nazbyt szybko, by mogła się upewnić. 
Powoli  wygładził  ubranie  narzeczonej,  a  następnie  położył  dużą,  ciepłą  dłoń  na  jej  brzuchu.  Tannis 
obawiała się, że przerwał zmysłowe pieszczoty z powodu jej niefortunnej uwagi. 

–  Na  pewno  mnie  nie  rozczarujesz  –  oznajmił  z  niezachwianą  pewnością.  Łagodnym  ruchem 

przesunął  dłoń  pod  lewą  pierś  Tannis,  gdzie  wyczuwał  pulsowanie  jej  serca.  –  Drzemie  tu  wielka 
namiętność. Postanowiłem ją obudzić i wydobyć z ciebie. 

background image

– Możesz to zrobić od razu – odparła pokrzepiona tymi słowami i przykryła dłonią jego rękę. 

– Nie. Obiecałem sobie, że poczekam do naszego ślubu. Trudno mi będzie dotrzymać obietnicy. 

– Skoro chcesz być ze mną… Oboje chcemy… 

–  Bardzo  chcę  –  odparł  i  czule  dotknął  wargami  ust  Tannis.  Po  chwili  stracił  głowę  i  znowu 

całował ją do utraty  tchu. Gdy  w  końcu nad sobą zapanował,  dodał  głosem nie znoszącym  sprzeciwu:  – 
Poczekamy  do  dnia  ślubu.  Gdy  będziemy  się  kochać  po  raz  pierwszy,  chcę  przez  całą  noc  cieszyć  się 
twoim  pięknym  ciałem.  Zobaczysz,  że  będzie  nam  razem  cudownie.  Wolałbym  podczas  pierwszej 
wspólnej  nocy  nie  zawracać  sobie  głowy  obawami  dotyczącymi  niepożądanej  ciąży.  Mam  szczerą 
nadzieję,  że  za  jakiś  czas  przyjdzie  na  świat  nasze  dziecko.  Lepiej,  aby  znajomi  nie  liczyli  tygodni, 
zachodząc w głowę, kiedy spłodziliśmy potomka. 

Jakie śmiałe wyznanie! Tannis spłonęła rumieńcem. Poczuła się zakłopotana, gdy Tom roztoczył 

przed  nią  wizję  przyszłego  macierzyństwa.  Nadal  trudno  jej  było  uświadomić  sobie,  że  z  ich  związku 
może przyjść na świat dziecko. 

– Chciałabym jak najszybciej zajść w ciążę – oświadczyła.   

Tom przypieczętował to wyznanie krótkim, mocnym pocałunkiem. 

– Najpierw musimy wziąć ślub. Może w sobotę, za dwa tygodnie? 

– Tak szybko? Ależ to szaleństwo! Nie zdołamy się pobrać w tak rekordowym tempie. 

Tom wybuchnął śmiechem, widząc jej przerażoną minę. 

– Nic łatwiejszego. Trzeba tylko złożyć dokumenty i ustalić termin w parafii. 

Słowa  Toma  brzmiały  przekonująco.  Każde  z  nich  miało  już  za  sobą  jedną  ślubną  ceremonię. 

Tym  razem  czekało  ich  małżeństwo  z  rozsądku.  Woleli  sobie  oszczędzić  utrapień  i  pompy  hucznego 
weseliska. Wystarczy skromna uroczystość z udziałem dzieci i świadków. Z drugiej strony jednak… 

–  A  co  z  moim  domem?  Sprzedamy  go?  Muszę  posortować  rzeczy  i  zdecydować,  które  z  nich 

warto zatrzymać. 

–  Zrobimy  to  razem  –  postanowił  Tom.  –  Zadzwonię  jutro  do  agencji  zajmującej  się 

nieruchomościami,  żeby  wycenili  budynek  i  poszukali  nabywcy.  –  To  brzmiało  rozsądnie,  ale  Tannis 
miała również inne wątpliwości. 

–  Co  powiedzą  na  ten  ślub  Amy  i  Jebbie?  Nie  sądzisz,  że  potrzebują  więcej  czasu,  żeby  się  do 

mnie przyzwyczaić? 

– Przypuszczam, że gdy się dowiedzą o naszej decyzji, będzie im zależało na pośpiechu tak samo 

jak mnie. Bardzo cię lubią. Poza tym im prędzej sprzedasz dom, tym szybciej uwolnisz się od kłopotów 
finansowych. 

– Masz rację. Pobierzmy się w sobotę, za dwa tygodnie. 

 

 

Pierwszy  tydzień  minął  niepostrzeżenie.  Jeszcze  nim  ukazało  się  ogłoszenie  o  sprzedaży  domu, 

background image

pośrednik  znalazł  trójkę  potencjalnych  nabywców.  Tom  nie  pozwolił  Tannis  pakować  rzeczy,  póki  nie 
odzyska sił. Sporządzała jedynie listy rozmaitych przedmiotów. Po południu Amy, Jebbie oraz ich ojciec 
zjawiali  się  u  niej.  Przenosili  do  swego  domu  rzeczy,  które  chciała  zatrzymać,  i  pakowali  do  pudełek 
wszystko, co przeznaczyła do sprzedaży. 

Jebbie przyjął wiadomość o ślubie ojca ze spokojem. 

– Fajnie! – ucieszył się. – Będziesz przychodziła na mecze, żeby mi kibicować jak inne mamy? 

–  Oczywiście,  Jebbie  –  obiecała  Tannis,  wzruszona  jego  prośbą.  Nie  umknął  jej  uwagi  wyraz 

smutku, który zmienił na chwilę rysy chłopca. – Będę głośno krzyczała z radości, ilekroć odbijesz piłkę. 

Amy  dręczyły  rozmaite  wątpliwości.  Pewnego  dnia,  gdy  Tom  i  Jebbie  przenosili  paczki  z 

książkami do sąsiedniego domu, zebrała się na odwagę, by je głośno wypowiedzieć. 

– Tannis… – zaczęła niepewnie. 

Przyszła  żona  Toma  domyśliła  się  od  razu,  że  po  raz  pierwszy,  lecz  nie  ostatni  przyjdzie  jej 

borykać się z życiowymi problemami dojrzewającej nastolatki. Po chwili Amy zapytała: 

–  Czy  życzysz  sobie,  żebym  nazywała  cię  mamą?  –  Tannis  wyczuła  niechęć  w  tych  słowach, 

chociaż do tej pory dziewczynka zawsze była wobec niej bardzo serdeczna. 

– Nie, Amy, chyba że sama będziesz tego chciała – odparła spokojnie, nie przerywając układania 

książek.  –  Możesz  nadal  mówić  mi  po  imieniu,  jeśli  ci  to  odpowiada.  Wiem,  że  bardzo  kochałaś  swoją 
mamę. Nie będę próbowała zajmować jej miejsca w twoim sercu. 

–  Czasami  bardzo  za  nią  tęsknię  –  szepnęła  Amy.  Wielkie  niebieskie  oczy  zaszły  łzami. 

Dziewczynka chwyciła na oślep gruby tom i wrzuciła go do pudła. – Dlaczego musiała umrzeć? 

–  Sama  chciałabym  znać  odpowiedź  na  to  pytanie.  –  Tannis  uklękła  na  podłodze  obok  Amy.  – 

Ż

ycie  bywa  trudne.  Mnie  również  brakuje  twojej  mamy.  Była  moją  najlepszą  przyjaciółką. 

Prowadziłyśmy długie rozmowy. Z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało. 

–  Możesz  rozmawiać  ze  mną,  na  przykład  od  czasu  do  czasu  powspominać  mamę  –  odparła 

dziewczynka po chwili wahania i uśmiechnęła się niepewnie. Tannis przytuliła ją mocno. 

–  Dzięki.  Chętnie  porozmawiam  z  tobą  o  Mary.  Mam  nadzieję,  Amy,  że  w  każdej  sytuacji 

będziemy umiały znaleźć wspólny język. 

–  Bardzo  cię  lubię,  Tannis,  ale  czuję  się…  jakoś  dziwnie,  gdy  myślę,  że  wkrótce  będziesz  żoną 

taty.  Skoro  żeni  się  powtórnie,  można  by  pomyśleć,  że  całkiem  zapomniał  o  mamie.  Gdyby  ona  żyła, 
pozostałabyś naszą sąsiadką. 

Tannis skinęła głową. 

–  Sądzę,  że  twoje  odczucia  są  całkiem  naturalne.  Obawiasz  się,  że  chcę  zająć  miejsce  twojej 

mamy. 

– Chyba tak. Skoro tata się w tobie zakochał, to znaczy, że już o niej zapomniał. 

Tannis  miała  świadomość,  że  stąpa  po  niepewnym  gruncie.  Jak  wytłumaczyć  dwunastoletniej 

dziewczynce,  iż  Tom  wcale  nie  kocha  przyszłej  żony,  że  postanowił  ją  poślubić,  by  zyskać  namiętną, 
wierną  kochankę  i  bratnią  duszę,  która  mu  pomoże  uporać  się  z  rodzinnymi  problemami?  Tannis  miała 

background image

wrażenie, że coś ściska ją za gardło. 

– Nikt z naszej małej gromadki nie zapomni nigdy o twojej mamie. Zawsze będzie żyła w naszych 

wspomnieniach.  Powinniśmy  trzymać  się  razem  i  często  o  niej  rozmawiać.  W  ten  sposób  w  pewnym 
sensie  będzie  z  nami.  Trudno  się  pogodzić  z  tym,  że  odeszła  z  tego  świata.  Wasz  ojciec  został  sam  ze 
swoimi problemami. Mogę mu pomóc w ich rozwiązaniu. Poza tym twój tata potrzebuje kogoś… 

– Wiem, chodzi o seks – wtrąciła z powagą Amy.   

Tannis poczuła straszliwe zakłopotanie. A zatem matkowanie nastolatce oznacza i takie kłopoty! 

– Rzecz  jasna,  masz rację,  ale  nie  o  tym  mówiłam. Twój  ojciec  potrzebuje  kogoś,  kto  byłby  dla 

niego podporą i dzielił z nim życie. 

Amy rozważała jej słowa w milczeniu. Tannis gorączkowo szukała dalszych argumentów, ale po 

chwili dziewczynka uśmiechnęła się do niej. 

–  Nigdy  mi  to  nie  przyszło  do  głowy.  Tata  jest  chyba  bardzo  samotny.  Niekiedy  czuję  się 

podobnie,  bo  jestem  teraz  jedyną  dziewczyną  w  rodzinie.  Cieszę  się,  że  z  nami  zamieszkasz.  Gdy 
posprzeczam się z tatą, na pewno będziesz mnie broniła. 

Tannis  uśmiechnęła  się  niepewnie.  Wolała  nie  komentować  ostatniej  uwagi  Amy.  Gdy  Tom 

wszedł do pokoju, odczuła taką ulgę, że omal nie rzuciła mu się na szyję. Czy dobrze robi, pakując się w 
takie kłopoty? Nie miała pojęcia, jak sprostać obowiązkom matki, a jej własna rodzicielka nie stanowiła w 
tej dziedzinie dobrego wzorca do naśladowania. 

 

 

Tannis wróciła do pracy w następny poniedziałek. 

Czuła  się  całkiem  nieźle,  ale  pod  koniec  lekcji  była  okropnie  zmęczona  –  nie  tyle  nauczaniem 

trzydziestki  rozbrykanych  dziewięciolatków,  co  uwagami  koleżanek  i  kolegów  na  temat 
niespodziewanych zaręczyn. 

W środę pojechała z Tomem do Culpeper, by zobaczyć się z matką. Uprzedziła ją telefonicznie o 

rychłym zamążpójściu i przyrzekła odwiedzić jeszcze przed ślubem. Zaniepokoiła ją rozmowa z lekarzem, 
który  opiekował  się  starszą  panią.  Zadzwonił  w  ciągu  tygodnia,  prosząc  o  spotkanie.  Tannis  obiecała 
przyjechać w środowe popołudnie, zaraz po lekcjach. 

Gdy  wjechali na teren pensjonatu, Tom rozejrzał  się wokół z  zachwytem. Od razu  docenił uroki 

tego  miejsca.  Tannis  była  okropnie  zdenerwowana.  Gdy  weszli  do  budynku,  wydawała  się  nieobecna 
duchem i pogrążona w ponurych myślach. 

–  Chyba  powinniśmy  najpierw  zobaczyć  się  z  lekarzem  –  przypomniał  Tom,  gdy  minęła  drzwi 

gabinetu. 

Tannis oprzytomniała i weszła do pokoju, gdzie przyjmował doktor Payton. Sympatyczny młody 

człowiek, który zapewne był równolatkiem narzeczonej Toma, budził respekt i zaufanie. Tannis bardzo go 
lubiła, a co ważniejsze, udało mu się zdobyć życzliwość jej matki. 

– Witam panią. – Lekarz uścisnął rękę Tannis i spojrzał ze zdumieniem na Toma. 

background image

–  Panie  doktorze,  oto  mój narzeczony,  Tom Hayes. –  Po raz  pierwszy  miała  okazję  przedstawić 

tak  przyszłego  męża.  Słowo  „narzeczony”  dziwnie  zabrzmiało  w  jej  uszach,  zupełnie  jakby  samą  siebie 
przyłapała na kłamstwie.   

Panowie wymienili uścisk dłoni. 

– Czy zechciałby pan z nami porozmawiać, zanim odwiedzimy matkę Tannis? – zapytał Tom.   

Doktor Payton z roztargnieniem pokiwał głową. 

– Tak. W  ubiegłym  tygodniu  pani  matka  zachowywała się  dość  dziwacznie.  Można  powiedzieć, 

ż

e  stała  się  zupełnie…  nieprzewidywalna.  Muszą  się  państwo  się  liczyć  z  nagłymi  zmianami  nastroju, 

cierpkimi uwagami, wybuchami złości. 

– Twierdzi pan, że zachowanie mojej matki jest nienormalne? – zapytała z przerażeniem Tannis. 

–  Obawiam  się,  że  w  pewnym  sensie  tak  –  odparł  lekarz.  Uśmiechnął  się  do  Tannis,  próbując 

dodać jej otuchy. Zwrócił się do Toma: – Czy pani Carlson wspomniała panu, że jej matka potrafi być… 
ogromnie nieprzyjemna? 

Tom skinął głową, a lekarz ponownie zagadnął Tannis: 

–  Podczas  naszych  ubiegłorocznych  spotkań  wielokrotnie  słyszałem,  że  matka  okazuje  pani 

narastającą  wrogość.  Zauważyliśmy,  że  podobnie  odnosi  się  do  pielęgniarek  i  reszty  personelu. 
Przestudiowałem  zapisy  w  jej  karcie  i  doszedłem  do  wniosku,  że  warto  przeprowadzić  badania 
specjalistyczne. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że reakcje starszej pani mają podłoże fizjologiczne. 

–  Sądzi  pan,  że  to  choroba  może  być  przyczyną  coraz  większej  złośliwości  mojej  matki?  – 

zapytała  wprost  Tannis.  W  odpowiedzi  lekarz  z  wahaniem  pokiwał  głową.  –  Jakie  badania  ma  pan  na 
myśli? Czy są dla pacjenta nieprzyjemne lub bolesne? 

– W żadnym wypadku. Posłużymy się nowoczesnym sprzętem. Oczywiście, wymagana jest pani 

zgoda na przeprowadzenie badań. 

Tannis rozważała przez chwilę słowa lekarza. Spojrzała pytająco na Toma. 

– Co o tym sądzisz? 

–  Skoro  istnieje  przypuszczenie,  że  twoja  matka  cierpi  na  poważną  chorobę,  która  może  zostać 

zdiagnozowana i wyleczona, powinnaś się zgodzić – odparł bez wahania. 

Tannis pokiwała głową. 

–  Słusznie.  Doktorze  Payton,  chętnie  podpiszę  to  zezwolenie.  –  Uśmiechnęła  się  niepewnie.  – 

Ciekawe, jak pan zdoła przekonać moją matkę, żeby poddała się badaniom. A jeżeli odmówi? 

–  Chyba  potrafię  tak  przedstawić  tę  sprawę  naszej  drogiej  Madeline,  żeby  wyraziła  zgodę.  – 

Lekarz uśmiechnął się i sięgnął po formularze. – Zawiadomię panią o wynikach pertraktacji. 

Po  spotkaniu  z  lekarzem  Tannis  zaprowadziła  Toma  do  pokoju  matki.  Była  okropnie 

zdenerwowana. Nim weszli do środka, oznajmiła szeptem: 

–  Pod  żadnym  pozorem  nie  wspominaj,  że  brakuje  mi  pieniędzy.  Na  prośbę  lekarza  matka 

scedowała  na  mnie  wszelkie  sprawy  finansowe  i  nie  orientuje  się  w  sytuacji.  Sądzi,  że  nadal  posiada 
znaczne oszczędności pochodzące ze sprzedaży domu oraz z ubezpieczenia. 

background image

–  Zgoda.  Będzie,  jak  chcesz  –  zgodził  się  skwapliwie  Tom  i  ujął  dłoń  Tannis.  Poczuł  wyrzuty 

sumienia. Jak mógł podawać w wątpliwość jej przywiązanie do matki? Ta dziewczyna robiła wszystko, co 
w  jej  mocy,  aby  starsza  pani  sądziła,  że  nadal  samodzielnie  kieruje  własnym  życiem.  Potrafił  sobie 
wyobrazić, jak istotne jest owo złudzenie dla osoby w podeszłym wieku. 

–  Dzięki.  Masz  dość  odwagi,  by  wejść  do  jaskini  lwów?  –  Tannis  mocno  uścisnęła  rękę  Toma. 

Najwyraźniej obawiała się spotkania z matką. Podniosła dumnie głowę i zapukała. 

– Proszę – dobiegł ich stłumiony głos, w którym pobrzmiewała irytacja. 

Weszli  do  środka.  Przy  niewielkim  stoliku  siedziała  drobna,  siwowłosa  kobieta.  Pokój  był 

umeblowany antykami, które niewątpliwie stanowiły własność jego mieszkanki. 

–  Witaj,  mamo.  –  Tannis  przyklękła  i  pocałowała  starszą  panią  w  policzek,  a  następnie 

przedstawiła jej drugiego gościa. 

– To jest mój narzeczony, Tom Hayes. Tom, przedstawiam ci Madeline Ransom, moją matkę. 

– Miło mi panią poznać. Tannis wiele mi o pani opowiadała – rzekł uprzejmie Tom. 

–  Jestem  pewna,  że  zrobiła  ze  mnie  potwora  –  odparła  siwowłosa  kobieta.  Zmrużyła  oczy  i 

popatrzyła na przybysza taksującym wzrokiem. 

–  Jak  się  czujesz,  mamo?  –  Tannis  próbowała  ratować  sytuację.  –  Może  czegoś  potrzebujesz? 

Przywiozę następnym razem. 

– Przeczytałam to wszystko. – Madeline Ransom wskazała drżącą dłonią stos książek piętrzących 

się  na  stoliku  przy  drzwiach.  –  Przypuszczam,  że  nie  przywiozłaś  mi  żadnych  nowości.  Teraz,  gdy 
zostałam  tu  zamknięta,  możesz  zajmować  się  własnymi  sprawami  i  udawać,  że  mnie  już  nie  ma  na 
ś

wiecie. 

Tom dostrzegł łzy w oczach Tannis. 

–  Pani  córka  była  ciężko  chora.  Niewiele  brakowało,  żeby  wylądowała  w  szpitalu.  Przez  cały 

tydzień nie chodziła do pracy – wtrącił. 

Tannis  na  próżno  rzuciła  mu  błagalne  spojrzenie,  prosząc,  by  zamilkł.  Nie  mógł  pozwolić,  żeby 

starsza pani znęcała się w jego obecności nad Bogu ducha winną ofiarą. Postawił na stole dużą torbę.   

–  Oto  całkiem  spora  porcja  lektury  przygotowanej  dla  pani  przez  Tannis.  Następnym  razem 

przywieziemy więcej książek i czasopism. 

– Och, serdeczne dzięki, panie Hayes! – zawołała starsza pani, uśmiechając się promiennie. Z jej 

twarzy  zniknął  wyraz  zajadłości  i  przekory.  Tom  gotów  był  przysiąc,  że  mrugnęła  do  niego 
porozumiewawczo. – Kto wie, czy to małżeństwo nie wyjdzie Tannis na dobre. Jest pan równie miły jak 
Jeremy.  Moja  córka  nie  umiała  go  przy  sobie  zatrzymać.  Marna  z  niej  gospodyni.  I  pomyśleć,  że 
uczyniłam wszystko, by nauczyć tę dziewczynę, jak należy prowadzić dom i dbać o męża. 

Tom był wściekły, ale słowa lekarza głęboko zapadły mu w pamięć. Robił dobrą minę do złej gry 

i  kontynuował  uprzejmą  rozmowę.  Gdy  spostrzegł,  że  Tannis  jest  u  kresu  wytrzymałości,  zaczął  się 
zbierać do odejścia. 

–  Nie  wiem,  czy  Tannis  wspominała  pani,  że  jestem  ojcem  dwojga  dzieci.  Chyba  już  nas 

wypatrują.  Zbliża  się  pora  kolacji.  –  Trochę  się  zdziwił,  gdy  pani  Ransom  uprzejmie  podała  mu  rękę  i 

background image

powiedziała: 

– Proszę tu przywieźć swoje pociechy. W końcu będą moimi jedynymi wnukami. 

Czyżby? Niech pani nie będzie taka  pewna, pomyślał Tom. Z radością wyobraził sobie Tannis z 

dzieckiem przy piersi. Starsza pani nadal się do niego wdzięczyła: 

– Wspaniale, że namówił pan Tannis, by mnie odwiedziła. Może dzięki panu zmieni się na lepsze 

i zacznie tu częściej przyjeżdżać. – Spojrzała na córkę ze złością. 

Tom pomyślał o wyrzeczeniach, które narzuciła sobie Tannis dla dobra matki. Ta ostatnia uwaga 

bardzo go oburzyła, ale starał się pamiętać, co powiedział lekarz. 

– Jestem pewny, że nie będą potrzebne żadne namowy. Tannis bardzo troszczy się o panią. 

Nim Madeline Ransom wymyśliła pełną jadu ripostę, Tom pożegnał się i wyprowadził narzeczoną 

z pokoju. 

W korytarzu Tannis przymknęła oczy i oparła się ciężko o ścianę. Tom miał wrażenie, że całkiem 

zapomniała o jego obecności. Najwyraźniej próbowała wziąć się w garść. Po chwili odetchnęła głęboko i 
popatrzyła na towarzyszącego jej mężczyznę. Miała łzy w oczach, a wyraz jej twarzy stał się łagodniejszy. 

–  Wybacz,  że  z  konieczności  musiałeś  wziąć  na  siebie  funkcję  rozjemcy.  Moja  matka  była  dziś 

wyjątkowo  złośliwa.  Do  tej  pory  ilekroć  chciała  mnie  zranić,  robiła  to  dyskretnie,  w  białych 
rękawiczkach. 

– Całe szczęście, że wiedziałem o jej chorobie. Miałem ochotę ją uszczypnąć, gdy zobaczyłem, że 

płaczesz ukradkiem. 

Tannis parsknęła nerwowym śmiechem. 

– Chętnie zrobiłabym to samo. Czy to nie dziwne, że mimo wszystko było mi dziś trochę lżej na 

sercu? Świadomość, że mama nie odpowiada za to, co mówi, i jest poważnie chora, dodała mi sił. Łatwiej 
znosiłam jej złośliwości. 

Wkrótce  znaleźli  się  na  parkingu,  poza  zasięgiem  ludzkich  spojrzeń.  Tom  od  dawna  marzył,  by 

pocałować  narzeczoną.  W  końcu  uległ  pokusie.  Tannis  nie  myślała  się  opierać.  Tom  całował  ją 
niecierpliwie,  z  tłumioną  namiętnością.  Rozpiął  guziki  płaszcza  i  pieścił  biust  okryty  jedwabną  bluzką. 
Drugą  ręką  objął  pośladki  dziewczyny  i  przyciągnął  jej  biodra  do  swoich.  Gdy  westchnęła  z  rozkoszy, 
zaczął tracić panowanie nad sobą. 

– Tom! – Tannis zreflektowała się pierwsza i odsunęła jego rękę. – Co ty wyprawiasz? Ktoś nas 

może zobaczyć! 

–  Czas  okropnie  mi  się  dłuży  –  mruknął  niskim,  zmienionym  głosem.  –  Marzę  o  tym,  żebyś 

wreszcie spała w  moim łóżku, naga i uległa. Chcę cię całować, ilekroć przyjdzie mi na to ochota. Chcę, 
ż

ebyś była… 

Tannis  dotknęła  palcami  jego  ust.  Z  satysfakcją  dostrzegł,  że  ręka  jej  drży,  a  policzki  są 

zarumienione. Ukryła twarz na jego piersi. 

Tom  znowu  był  sobą. Jeszcze  tylko  trzy  dni.  Ależ  to cała  wieczność! Obawiał  się,  że  oszaleje z 

niecierpliwości. Objął Tannis ramieniem i delikatnie pocałował w szyję. 

background image

– Wracajmy do domu – zaproponował przyciszonym głosem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Jeszcze tylko  jeden  dzień. Jutro  ślub. Do  tej  pory  Tannis  żyła  jak  we śnie. Wydawało jej  się, że 

ów dzień nigdy nie nadejdzie. Po ostatniej lekcji wyszła przed budynek, by pożegnać dzieci wsiadające do 
szkolnych  autobusów,  a  potem  wróciła  do  klasy,  gdzie  przed  chwilą  zakończyło  się  małe  przyjęcie 
wydane przez uczniów na jej cześć. Dostała w prezencie album na ślubne zdjęcia i pamiątki. Pospiesznie 
zapakowała klasówki do teczki. Na myśl o rychłym zamążpójściu poczuła znajomy ucisk w żołądku. Od 
kilku dni prześladował ją dziwny niepokój. 

– Czy jest tu pani Carlson? – Głos Janine, sekretarki dyrektora, przywołał ją do rzeczywistości. 

– Tak. Słucham. 

–  Cześć,  Tannis.  Czy  mogłabyś  zajrzeć  do  pokoju  nauczycielskiego?  Ktoś  z  rodziców  prosi  o 

chwilę rozmowy. 

Zaskoczona nauczycielka wyszła z klasy. Po drodze zastanawiała się, kto to może być i o co mu 

chodzi. Po namyśle doszła do wniosku, że… 

– Niespodzianka! 

Osłupiała  Tannis  stała  na  progu  pokoju  nauczycielskiego,  kurczowo  ściskając  klamkę.  Wszyscy 

pracownicy  szkoły  tłoczyli się  w  niewielkiej  salce.  Na  stole  dostrzegła  okazały tort i  dwa  spore  pudełka 
zapakowane  w  błyszczący  papier  i  ozdobione  kolorowymi  wstążkami.  Pod  sufitem  fruwały  weselne 
baloniki. Tannis rozpłakała się, widząc radosne twarze przyjaciół. 

–  Banda  oszustów!  –  wymamrotała,  uśmiechając  się  przez  łzy.  –  Ale  mnie  nabraliście.  Niczego 

nie podejrzewałam! 

Tannis zabrała się  natychmiast  do  odpakowywania  prezentów.  Powoli rozwiązywała  wstążki,  by 

nacieszyć  się tą  przyjemnością. Gdy  otworzyła  pierwsze  pudełko,  jej  oczom  ukazała  się okrągła  srebrna 
taca  z  wygrawerowanymi  pośrodku  imionami  nowożeńców  i  datą  ślubu.  Zaskoczona  Tannis  nie  kryła 
wzruszenia. 

– Dziękuję. 

– To okropne, że niektórym tak spieszno do ślubu. Nie masz pojęcia, co wygadywałam u grawera 

–  perorowała  nauczycielka  angielskiego,  wznosząc  oczy  do  góry,  a  pozostali  wybuchnęli  śmiechem. 
Nauczycielka  ciągnęła  opowieść:  –  Oświadczyłam,  że  napis  musi  być  gotowy  w  piątek  rano.  Weź  pod 
uwagę, że taca została kupiona w poniedziałek po południu. Uciekłam się do szantażu! 

Tannis skorzystała z ogólnego zamieszania, by wytrzeć zapłakane oczy. 

– Otwórz drugi prezent! – rozległy się niecierpliwe głosy. 

Tannis  odczytała  przypiętą  do  pudełka  karteczkę:  „Dla  Toma  od  nieutulonych  w  żalu  koleżanek 

panny  młodej”.  Tajemniczy  prezent  kupiły  na  spółkę  pozostałe  nauczycielki  czwartych  klas.  Tannis 
poczuła, że się rumieni, i spojrzała podejrzliwie na kolegów. 

– Co to jest? 

–  Otwórz  i  sama  się  przekonaj!  –  usłyszała  w  odpowiedzi.  Policzki  jej  płonęły,  gdy  otwierała 

background image

pudełko.  Odsunęła  delikatną  bibułkę  i  ujrzała  cieniutką  nocną  koszulę  i  peniuar  w  cielistym  kolorze. 
Wszystkie  panie  zgromadzone  w  pokoju  nauczycielskim  westchnęły  z  zachwytu.  Panowie  z  aprobatą 
kiwali głowami. Tannis była trochę zażenowana, ale uśmiechnęła się promiennie. 

– To śliczny prezent. 

– Tom powinien nam być wdzięczny. 

Janine zlitowała się w końcu nad zakłopotaną koleżanką. 

–  Odsuńcie  te  papierzyska.  Wilmo,  czas  pokroić  tort.  Ustawcie  się  grzecznie  w  kolejce,  jeśli 

chcecie dostać kawałek. Pierwszy jest dla Tannis. 

Godzinę później obładowana torbami i prezentami narzeczona Toma stanęła na progu jego domu. 

– A cóż to takiego? – Zdumiony gospodarz gapił się na kolorowe paczki. 

– Album dostałam od mojej klasy. Koledzy podarowali mi aż dwa upominki. W białym pudełku 

są resztki tortu. 

– Wspaniale. – Tom natychmiast się ożywił. – Mogę obejrzeć prezenty? 

–  Proszę bardzo. – Tannis znowu  się  zarumieniła. Po obejrzeniu tacy  Tom  nie omieszkał  głośno 

stwierdzić, że Tannis z pewnością jest w szkole bardzo lubiana. Na widok jedwabnego kompletu po prostu 
oniemiał. Podszedł do narzeczonej i przytulił ją mocno. 

– Jeszcze tylko jeden dzień – szepnął, muskając wargami jej usta. – Jutro będziesz moja. 

Przymknęła  oczy,  spragniona  jego  pocałunku.  Ilekroć  myślała  o  nocy  poślubnej,  czuła  dziwny 

niepokój.  Pragnęła  mu  się  oddać,  lecz  zarazem  odczuwała  lęk,  ponieważ  był  mężczyzną  władczym  i 
zaborczym.  To  on  za  każdym  razem  zaczynał  i  kończył  namiętne  pieszczoty…  Tannis  zapomniała  o 
wątpliwościach, czując na wargach natarczywe dotknięcie języka i ciepłą dłoń na swojej piersi. Po chwili 
trzasnęły drzwi i rozległ się piskliwy głos Jebbie'ego: 

– Wróciłem, tato! 

Tom  od  razu  przerwał  pocałunek.  Tannis  nie  była  w  stanie  utrzymać  się  na  nogach  o  własnych 

siłach. Powróciły niedawne wątpliwości. Zdawała sobie sprawę, że gdyby Tom zapragnął wziąć ją tu, na 
podłodze korytarza, nie odważyłaby się zaprotestować. To on decydował o wszystkim. Nie uszło także jej 
uwagi, że błyskawicznie odzyskał  panowanie nad sobą i pospiesznie zapiął guziki jej bluzki,  nim Jebbie 
wpadł do pokoju, by pokazać ojcu zdjęcie popularnego baseballisty. 

 

 

Odgłos  kropli  deszczu  uderzających  o  szyby  obudził  Tannis  w  sobotni  poranek.  Widok  nagich 

ś

cian  pokoju  przypomniał  pannie  młodej, że  dziś  ma się  odbyć  jej ślub.  Po  raz ostatni  zbudziła  się jako 

samotna  kobieta,  która  nie  musi  zawracać  sobie  głowy  rodzinnymi  obowiązkami.  Nim  poślubiła 
Jeremy'ego,  wymarzyła  sobie  życie  rodzinne  jako  nieskończone  pasmo  radości  i  szczęścia.  W  niespełna 
dwa  lata  jej  eks-małżonek  zdołał  zabić  uczucie,  którym  go  darzyła.  U  boku  Toma  nie  musiała  się  lękać 
tego rodzaju niespodzianek. Małżeństwo z rozsądku oznaczało gwarancję życiowej stabilizacji. 

Za dziesięć jedenasta Tom zapukał do drzwi Tannis. Była już gotowa i oczekiwała spokojnie jego 

background image

przybycia, lecz na myśl o tym, że za moment ujrzy swego przyszłego męża, serce podeszło jej do gardła. 
Z trudem łapała oddech. 

Z ociąganiem podeszła do drzwi i otworzyła je bez pośpiechu. Na widok potężnej sylwetki Toma 

doznała  wrażenia,  że  zalewa  ją  ogromna  fala.  Czuła  się  jak  morskie  stworzonko  walczące  z  naporem 
przypływu. 

Tom  miał  na  sobie  najlepsze  ubranie.  To  jego  ślubny  garnitur,  przemknęło  przez  myśl 

zdenerwowanej  pannie  młodej.  Zniknęło  wrażenie  ucisku  w  gardle,  ale  serce  nadal  biło  jak  oszalałe. 
Obawiała się, że Tom usłyszy jego uderzenia. 

Policzki  pana  młodego  były  gładkie  i  świeżo  wygolone.  Na  ciemnych  włosach  połyskiwały 

brązowe  refleksy.  Elegancki  garnitur  doskonale  podkreślał  wysportowaną  sylwetkę.  Do  klapy  przypięty 
był różowy pączek róży – taki sam jak kwiaty w bukiecie, który Tom podał narzeczonej. 

Spojrzenie zielonych oczu objęło jej drobną postać; uważnemu  obserwatorowi nie  umknął żaden 

szczegół – od delikatnych kwiatów gipsówki wpiętych we włosy zaplecione w prosty, francuski warkocz 
aż po kosztowne, eleganckie lakierki barwy kości słoniowej, które Tan-nis nosiła tylko od święta. 

–  Dzięki  za  kwiaty.  Są  prześliczne  –  oznajmiła,  przyjmując  bukiecik.  Była  zmieszana 

uporczywym  spojrzeniem  Toma.  Wbiła  wzrok  w  różane  pączki  ozdobione  gipsówką,  listkami  paproci 
oraz masą skręconych niczym serpentyny białych i kremowych wstążek. Tannis uniosła bukiet ku twarzy i 
z zachwytem wciągnęła w nozdrza słodki zapach róż. 

– Gotowa? – zapytał Tom zmienionym głosem. Mogłoby się wydawać, że jest bardzo przejęty, ale 

Tannis nie ufała pozorom. Dlaczego miałby się denerwować? Przecież to ona musiała zapomnieć o dumie 
i  zdać  się  na  jego  pomoc  w  rozwiązywaniu  swoich  problemów.  Postanowiła  żyć  pod  jednym  dachem  z 
dwójką  dzieci,  które  mogą  jej  zarzucić,  że  chce  zająć  miejsce  ich  matki.  Zdecydowała  się  poślubić 
mężczyznę, który nigdy jej nie pokocha tak mocno jak… 

Co  to  znaczy?  Panna  młoda  zacisnęła  kurczowo  dłonie  na  ślubnym  bukiecie.  Analizowała 

gorączkowo myśl, która nawiedziła ją przed chwilą. 

Kochała swego przyszłego męża. 

Wielkie nieba! Nie miała odwagi spojrzeć Tomowi w oczy. Od jak dawna żywiła to uczucie? Jak 

długo kryła tę miłość w sercu? Czy usunęła ją w cień, by nie narazić na szwank przyjaźni, która łączyła ją 
z Mary, potem zaś ukrywała ze względu na jej pamięć? 

– Tannis, jesteś gotowa? – Tom nie miał pojęcia, o czym rozmyślała jego narzeczona, ale wyraz 

jej twarzy ogromnie go zaniepokoił. Czyżby w ostatniej chwili postanowiła się wycofać? Może to istotnie 
najlepsze  rozwiązanie.  Gdy  otworzył  oczy  z  samego  rana,  pomysł  ożenku  z  Tannis  nagle  wydał  mu  się 
szaleństwem.  Nie  powinna  zajmować  miejsca  jego  zmarłej  żony.  Przecież  kochał  Mary  z  całego  serca. 
Powtórne  małżeństwo  wydało  mu  się  zdradą.  Postanowił  zaproponować,  by  rozważyli  ponownie  nazbyt 
pospieszną decyzję, ale Tannis uśmiechnęła się lekko, nie podnosząc wzroku: 

– Jestem gotowa, Tom – oznajmiła łagodnie. 

Jej cichy głos był równie urokliwy jak rozkosznie zaokrąglona postać. Tom z trudem panował nad 

sobą.  Było  mu  wstyd,  że  zmysły  tak  szybko  wzięły  górę  nad  zdrowym  rozsądkiem.  Był  świadomy 
intensywności  swego  pożądania,  gdy  opuszczali  razem  dom  Tannis.  Targana  wiatrem  miękka  tkanina 
sukienki przylgnęła do ud dziewczyny. Tom nie był w stanie oderwać wzroku od jej nóg. Żądza kierowała 
nim,  gdy  prowadził  pannę  młodą  do  samochodu  i  pomagał  jej  zająć  miejsce.  W  drodze  do  kościoła 

background image

przyszło mu do głowy, że zdecydował się poślubić tę kobietę, bo obsesyjnie jej pragnął. Szalał ze złości 
na  myśl, że  prędzej czy  później  inni  mężczyźni  odkryją drzemiącą  w  niej  zmysłowość, o ile  w  porę  nie 
zagrodzi drogi konkurentom. 

Pastor  oraz  jego  żona  oczekiwali  państwa  młodych  przed  kościołem.  Po  krótkim  powitaniu 

uczestnicy  ceremonii  weszli  do  środka.  Duchowny  rozpoczął  uroczystość.  Zabrzmiały  podniosłe  zdania, 
które Tom znał na pamięć. Dopiero wówczas zrozumiał, jak trudno mu będzie znieść wszystko, co miało 
za chwilę nastąpić. 

Wyobraził sobie, że to Mary trzyma go za rękę. Stał się znowu młodym człowiekiem zakochanym 

po  raz  pierwszy  w  życiu  i  pewnym  swego  szczęścia.  Przyszłość  rysowała  się  przed  nim  w  jasnych 
barwach.  Przeżywając  swój  pierwszy  ślub  nie  sądził, że przyjdzie  mu  kiedyś  wymawiać  słowa  takie jak 
„rak”, „śmierć” i „wdowiec”. 

Gdy nadszedł czas, by złożyć przysięgę małżeńską kobiecie, która postanowił wziąć za żonę, nie 

potrafił  spojrzeć  Tannis  prosto  w  oczy.  Wydawało  mu  się,  że  przebolał  stratę,  lecz  niespodziewanie 
ogarnął  go  wielki  żal.  Patrzył  przed  siebie,  gdy  wymawiał  słowa:  „póki  śmierć  nas  nie  rozłączy”  i  z 
kamienną twarzą słuchał, jak Tannis powtarza za duchownym te same wyrazy. 

Jebbie  podał  Tomowi  obrączkę,  którą  pan  młody  wsunął  na  palec  oblubienicy.  Amy  wręczyła 

Tannis  złoty  krążek  wybrany  przez  nią  dla  oblubieńca. Gdy  Tom dotknął rąk  żony,  poczuł,  że  są zimne 
jak lód. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. 

Gdy  ceremonia  dobiegła  końca  (niebu  niech  będą  dzięki,  że  zdecydowali  się  na  skromną 

uroczystość),  małżonkowie  podpisali  dokumenty,  przyjęli  życzenia  od  pastora  i  jego  żony,  a  następnie 
pobiegli  do  samochodu  moknąc  w  strugach  zacinającego  deszczu.  Pojechali  na  weselny  obiad  do 
restauracji,  gdzie  Tom  zarezerwował  stolik.  Usiłował  zachowywać  się  normalnie,  chociaż  dużo  go  to 
kosztowało, ale trud się opłacił, ponieważ Amy i Jebbie nie spostrzegli, że jest mu ciężko. Dzieci były w 
doskonałych  humorach  i  paplały  jedno  przez  drugie.  Tom  i  Tannis  nie  musieli  podtrzymywać 
konwersacji, co bardzo im odpowiadało. Oboje woleli słuchać. Świeżo zaślubionego małżonka zalała fala 
wspomnień  o  Mary.  Obrazy  powracały  z  mroku  przeszłości,  natrętne  i  uporczywe  jak  krople  deszczu, 
który padał od rana. Tom powtarzał sobie bez ustanku, że naprawdę kochał pierwszą żonę. 

Nie  mógł  zapomnieć  o  jedynym  potknięciu.  Dręczyły  go  wyrzuty  sumienia.  Niespodziewanie 

poczuł niechęć do kobiety siedzącej z nim przy stole. Pamiętał, że tamtego wieczoru pokłócił się z Mary o 
sposób leczenia groźnej choroby, ale nie potrafił sobie przypomnieć, co wówczas mówili. 

Z  drugiej  strony  wydało  mu  się  dziwne,  że  potrafi  odtworzyć  z  najdrobniejszymi  szczegółami 

wszystko, co  zdarzyło  się, gdy  nocą  odprowadził Tannis do  domu;  drobna,  kształtna  postać  widoczna  w 
ś

wietle księżyca, nastrój intymności na zacisznej werandzie… Tannis emanowała ciepłem i dobrocią. Tak 

bardzo się lękał, że Mary odejdzie. Od lat czuł się winny, bo niespodziewanie pocałował Tannis, ale póki 
jego wargi dotykały  chętnych ust sąsiadki, miał pewność, że pragnęła tego pocałunku równie mocno jak 
on. 

Głównym  powodem  jego  udręki  był  fakt,  że  to  właśnie  Tannis  pierwsza  zapanowała  nad 

zmysłami  i  nie  pozwoliła  mu  posunąć  się  dalej.  Czuł  dotknięcie  jej  ciepłych  rąk,  które  odpychały  go 
łagodnie.  To  ona  pomyślała  o  Mary  i  przypomniała,  że  krzywdzą  ją  mimo  woli  tym  wybuchem 
namiętności. 

Po obiedzie wrócili prosto do domu. Amy i Jebbie przenieśli do mieszkania Toma ostatnie paczki 

z  rzeczami,  które  Tannis  postanowiła  zatrzymać.  Panna  młoda  krzątała  się  po  małżeńskiej  sypialni. 
Późnym  popołudniem  Tom  zawiózł  dzieci  do  kolegów,  u  których  miały  przenocować.  To  był  jego 
pomysł,  by  pierwszą  noc  spędzili  tylko  we  dwoje.  Sądził,  że  będą  mniej  skrępowani.  Gdy  po  powrocie 

background image

stanął na progu cichego domu, pożałował swojej decyzji. 

Tannis czekała na niego w drzwiach kuchni z łyżką w ręku. 

–  Postanowiłam  ugotować  trochę  zupy.  Będziemy  mieli  obiad  na  jutro.  Obawiam  się,  że  trudno 

nam będzie ustalić godziny posiłków. Każde z nas ma inny rozkład dnia. 

– Nie musisz gotować – mruknął. Był speszony opryskliwym tonem swego głosu. – Nie ożeniłem 

się z tobą, żebyś  prowadziła  dom.  – Tom  miał  wrażenie, że  Tannis  zadrżała, słysząc  jego  słowa, ale  nie 
był tego całkiem pewny. 

– Lubię gotować – powiedziała, unikając jego wzroku. 

Tom przesunął ręką po włosach. Co teraz? Zamierzał pojechać z Tannis na kolację do eleganckiej 

restauracji, a potem iść z nią do łóżka, ale niespodziewanie stracił wszelką ochotę na takie zaloty. Marzył 
o  chwili  samotności.  Jego  wytrzymałość  miała  swoje  granice.  Nie  był  w  stanie  gawędzić  przyjaźnie  z 
nowo poślubioną żoną. 

– Przywiozłem z biura trochę dokumentów. Muszę nad nimi popracować. Będę w gabinecie. 

Odwrócił  się  i  nim  Tannis  zdążyła  coś  powiedzieć,  zatrzasnął  za  sobą  drzwi.  Spędził  w 

samotności całe popołudnie. Z miernym skutkiem próbował skupić się na pracy. Przez jakiś czas w domu 
panowała martwa cisza. Około szóstej Tannis poszła na górę. Po odgłosie kroków poznał, że krząta się w 
sypialni. Nie zeszła ponownie na dół. 

O pół do dziesiątej zdecydował, że nie warto dłużej udawać pracoholika. Czytał dokumenty i nie 

rozumiał z nich ani słowa. Zachodził w głowę, co porabia Tannis. Przez ostatnie pół godziny dreptała tam 
i z powrotem, na przemian otwierając i zamykając drzwi. Czyżby zabrała się do sprzątania? 

Stanęła mu przed oczyma łagodna i czuła twarz nowo poślubionej żony. Tamtego wieczora przed 

kilku  laty  patrzył  w  nią  jak  urzeczony,  nim  dotknął  wargami  kuszących  ust.  Tannis  nie  próbowała  go 
zwodzić. Otwarcie wyznała, że Tom się jej podoba. Nie potrafiła udawać. 

Ogarnęło go poczucie winy. W dniu ślubu zachował się jak najgorszy  drań. Użalał się nad sobą, 

bo tęsknił za Mary, ale Tannis również borykała się z wieloma przeciwnościami losu. Nadszedł czas, by 
zapomnieć  o  przeszłości  i  zacząć  nowe,  wspólne  życie.  Niepotrzebnie  schował  się  przed  żoną  w 
gabinecie. Dzień ślubu powinien wyglądać całkiem inaczej. Tom odetchnął głęboko. Czas na przeprosiny. 

Energicznym gestem rzucił długopis na biurko, dopadł pospiesznie drzwi gabinetu i, przeskakując 

po  dwa  stopnie,  pobiegł  na  górę.  Gdy  był  na  piętrze,  w  otwartych  drzwiach  gościnnego  pokoju  stanęła 
niespodziewanie Tannis. Miała na sobie nocną koszulę z grubej, ciepłej tkaniny w drobne kwiatki. Umyła 
delikatnie  umalowaną  z  okazji  ślubu  twarz,  ale  pozostawiła  białe  kwiaty  we  włosach  splecionych  w 
warkocz. 

Bawełniana koszula nocna wydała się Tomowi całkiem ładna, lecz nie przypominała zjawiskowej 

kreacji  z  cielistego  jedwabiu. Tom  marzył,  by  zobaczyć  Tannis  w  takim  stroju, ale  nie  przejął  się  wcale 
tym drobnym rozczarowaniem. Na serio zaniepokoił go chłodny uśmiech, którym Tannis skwitowała jego 
przybycie. Odwróciła się i zamknęła za sobą drzwi gościnnego pokoju, rzucając na odchodnym uprzejme 
„dobranoc”. 

– Dobranoc? Co to ma znaczyć, do diabła? Tannis, przecież to nasza noc poślubna! 

Usłyszał szczęk zamka. 

background image

– To zdumiewające, że w końcu sobie o tym przypomniałeś – dobiegł go stłumiony, chłodny głos 

ż

ony. 

Dopiero  wówczas  pojął,  że  dźwięki,  które  dobiegały  z  góry,  były  odgłosami  przeprowadzki. 

Tannis przeniosła swoje rzeczy ze wspólnej sypialni do pokoju gościnnego. Niespodziewanie ogarnęła go 
wściekłość.  I  cóż  z  tego,  że  unikał  jej  przez  cały  wieczór?  Jest  teraz  jego  żoną,  więc  powinni  sypiać 
razem. Po chwili przyszło opamiętanie. Dość, Hayes, powiedział sobie w duchu. Czy sądzisz, że zrobisz 
na Tannis dobre wrażenie, jeśli zaczniesz się zachowywać niczym rozwścieczony jaskiniowiec? 

Niełatwo mu było opanować złość, ale zdobył się na ten wysiłek. Nie wolno mu obrażać Tannis. 

Zasługiwała  na  lepszy  los.  Jeśli  cierpiał,  to  na  pewno  nie  z  jej  winy.  Jak  mógł  zrobić  z  niej  kozła 
ofiarnego? Zapukał cicho do drzwi, które przed chwilą zamknęła mu przed nosem. 

– Tannis, czy mogłabyś wyjść na chwilę? 

Długo  milczała.  Gdy  przyszło  mu  do  głowy,  że  postanowiła  go  zignorować,  drzwi 

niespodziewanie  otworzyły  się  szeroko  i  stanęła  w  nich  Tannis.  Wyjęła  kwiaty  z  rudego  warkocza. 
Patrzyła na niego smutnymi, szeroko otwartymi oczami. Była głęboko dotknięta jego zachowaniem. 

–  Przepraszam  –  westchnął z  ciężkim  sercem, ogarnięty  wyrzutami  sumienia.  – Dzisiejszy  dzień 

okazał się… bardziej wyczerpujący, niż mogłem przypuszczać. Mam pomysł. W piwnicy tego domu jest 
wanna do wodnego masażu, który tak lubisz. Czy miałabyś ochotę na wspólną kąpiel? 

Nie  potrafił się  zdobyć  na  nic  więcej. Nie  mógł  obiecać, że  wyjaśni  żonie, co  go dręczy. Tannis 

najwyraźniej  pojęła,  ile  wysiłku  kosztowała  go  ta  próba  nawiązania  kontaktu,  bo  po  chwili  milczenia, 
która Tomowi wydała się długa jak wiek, skinęła głową. 

– Poczekaj. Zaraz włożę kostium kąpielowy i zejdę na dół. 

Tom pławił się w bulgoczącej wodzie, gdy Tannis weszła do obszernej piwnicy jego domu, gdzie 

stała wanna. Ich domu, poprawiła się od razu. Byli przecież małżeństwem. 

– Wspaniale. Będę mogła zażywać kąpieli pod dachem – oznajmiła pogodnie. Starała się puścić w 

niepamięć  urazę  i  zapomnieć  o  cierpieniu,  którego  przysporzył  jej  Tom.  –  W  pomieszczeniu  to  dużo 
większa przyjemność, zwłaszcza przy niskiej temperaturze. 

Tom nie odrywał od niej wzroku, gdy wchodziła do wody, starając się robić to z wdziękiem. Była 

zażenowana. Wprawdzie nieco schudła, lecz nie czuła się zadowolona ze swojej figury. W porównaniu z 
Mary  była,  łagodnie  mówiąc,  dość  zaokrąglona.  Usiadła  naprzeciw  Toma  zanurzona  po  szyję  w  wodzie 
falującej pod  wpływem sprężonego powietrza. Zbił ją z tropu szelmowski  uśmiech na jego twarzy. Była 
zaskoczona tym przypływem dobrego humoru. Przez cały dzień straszył ponurą miną. 

– Co cię tak śmieszy? – zapytała. 

– Nic – rzucił od niechcenia. – Zastanawiałem się, dlaczego włożyłaś kostium, skoro dawniej nie 

zawracałaś sobie tym głowy? 

–  Dlaczego  włożyłam…  –  Otworzyła  szeroko  oczy  ze  zdumienia.  –  Podglądałeś  mnie?  Ty 

obrzydliwy gadzie, ty… 

– Ale heca! – Tom śmiał się tak serdecznie, że ledwie był w stanie wykrztusić te słowa. Pochylił 

się,  wziął  ją  w  ramiona  i  posadził  na  swoich  kolanach.  –  Nie  miałem  pojęcia,  jak  ci  o  tym  powiedzieć. 
Przypuszczałem, że będziesz wściekła… 

background image

–  Wściekła?  To  mało  powiedziane!  Sądziłam,  że  jestem  całkiem  sama,  a  tymczasem  podglądał 

mnie sąsiad o maniakalnych skłonnościach! 

Tannis  mogła  policzyć  na  palcach  jednej  ręki  okazje,  przy  których  widziała  roześmianą  twarz 

Toma.  Zwykle  miał  bardzo  surową, odpychającą  minę. Gdy  poweselał, stawał  się  mniej  niedostępny  i o 
wiele  przystojniejszy.  Czuła  przyjemne  ciepło  jego  ud  porośniętych  szorstkimi  włosami,  ale  nadal 
siedziała sztywno wyprostowana. Nie chciała ulec męskiemu urokowi, którym emanował Tom. Żal, który 
narastał  przez  całe  popołudnie,  gdy  wydawało  się,  że  mąż  całkiem  zapomniał  o  jej  istnieniu,  a  ponadto 
urażone poczucie godności sprawiły, że chciała dać nauczkę niecnemu podglądaczowi. 

–  Własnym  uszom  nie  wierzę!  Nie  wystarczy  ci,  że  sama  mam  poważne  zastrzeżenia  do  swojej 

figury? Musisz wytykać niedostatki… 

–  Tannis,  zawsze  mi  się  podobałaś,  i  to  bardzo  –  przerwał  jej  Tom.  Iskierki  lśniące  w 

szmaragdowych  oczach  przygasły.  Mężczyzna  posmutniał.  –  Zdaję  sobie  sprawę,  że  postępowałem 
niewłaściwie, ale… to było silniejsze ode mnie. 

Szczerość  Toma  rozbroiła  Tannis,  która  odrzuciła  złość  i  spojrzała  na  wyznanie  męża  z  innej 

strony. Powiedział zaledwie  przed chwilą, że w jego oczach jest urodziwą kobietą.  Zrobiło jej się ciepło 
na sercu. 

–  Zawsze  bardzo  mi  się  podobałaś  –  ciągnął  Tom.  –  Marzyłem,  by…  –  Zamilkł,  objął  ciepłą 

dłonią  pełną  pierś  i  popatrzył  żonie  w  oczy.  –  Wiem,  że  mnie  pragniesz.  Jest  nam  razem  dobrze.  Jeśli 
zechcesz,  udowodnię  ci,  że  stanowimy  idealną  parę.  –  Tannis  jeszcze  się  opierała.  Miała  mu  za  złe,  że 
przedtem  był  wobec  niej  całkiem  obojętny.  Po  chwili  Tom  dodał,  jakby  czytał  w  jej  myślach:  – 
Przepraszam,  że  cię  zaniedbywałem.  Musiałem  przemyśleć  kilka  spraw.  Bez  tego  nie  mógłbym  teraz… 
być z tobą. 

Wyznania Toma stanowiły marne usprawiedliwienie, ale Tannis była w nim zakochana i gotowa 

przyjąć  wszystko  za  dobrą  monetę.  Gdy  łagodnym  ruchem  dotknął  jej  twarzy  i  uniósł  ku  swojej,  nie 
protestowała.  Poddała  się  cudownemu  oszołomieniu,  za  którym  tęskniła  długie  lata.  Miała  wrażenie,  że 
pławi się w ogniu. Była sam na sam z Tomem, z mężczyzną, którego w głębi serca kochała od dawna. 

Przez  mokrą  tkaninę  kostiumu czuła  dłoń Toma  na  swojej  piersi. Materiał  był  cienki;  wydawało 

jej się, że ich ciała się dotykają. Gdy Tom zsunął ramiączka i odsłonił biust, zawstydzona Tannis ukryła 
twarz na jego piersi. Po chwili była naga. 

Nie  mogła  żywić  najmniejszych  wątpliwości,  że  Tom  jej  pragnie.  W  głębi  serca  piastowała 

nieśmiałą  nadzieję…  Skoro  odczuwał  pożądanie  i  zachwycał  się  jej  urodą,  może  pewnego  dnia 
namiętność przerodzi się w miłość. 

– Długo o tym śniłem – oznajmił Tom gardłowym głosem. 

Pieścił biust Tannis coraz śmielej, aż zabrakło jej tchu. Gdy objął ustami nabrzmiałą sutkę, jęknęła 

i  wygięła  się  do  tyłu,  oszołomiona  żądzą,  którą  zaczęło  pulsować  jej  ciało.  Dotknięcia  silnych  dłoni 
stawały się z wolna rozkoszną torturą. Ręce Toma błądziły po skórze Tannis; muskały talię, biodra i uda. 
Rozsunęła nogi, jakby próbowała go zachęcić. Mąż natychmiast skorzystał z zaproszenia. Uniósł ją lekko, 
opierając  plecami  o  bok  wanny.  Tannis  poczuła  rozkoszny  dreszcz,  który  przebiegł  jej  ciało,  gdy 
spieniona  woda  obmyła  wrażliwą  skórę  ud  i  łona.  Po  chwili  poczuła  dotknięcie  palców  Toma.  Drgnęła 
spazmatycznie,  tuląc  się do niego. W  uszach  brzmiały  jej  czułe  słowa  wypowiadane  niskim,  gardłowym 
głosem. Ukryła twarz na ramieniu męża. Wstrząsnął nią gwałtowny dreszcz rozkoszy. 

Nim  ochłonęła,  Tom  wstał  i  pociągnął  ją  za  sobą.  Stali  naprzeciwko  siebie.  Popatrzyła  w  dół  i 

background image

ujrzała jego nabrzmiałą męskość. Tom nie dał Tannis sposobności do podziwiania tego widoku. Podniósł 
ją i wypchnął do przodu biodra. Bez wahania oplotła je nogami i zarzuciła mu ręce na szyję. 

Tom  jęknął.  Tannis  przytuliła  się  do  niego  jeszcze  mocniej.  Znowu  usłyszała  gardłowy, 

nabrzmiały żądzą pomruk. Tom odrzucił głowę do tyłu, objął rękoma pośladki Tannis i zaczął rytmicznie 
poruszać  biodrami.  Tannis  przywarła  do  szerokiego  torsu,  wtuliła  się  w  ogromnego,  zaborczego 
mężczyznę,  który  zawładnął  nią  całkowicie.  Z  każdym  poruszeniem  rozpalał  w  niej  nowy  płomień,  a 
widok  zmienionej  namiętnością  twarzy  podniecał  ją  coraz  bardziej.  Ciepła  woda  bulgocząca  w  wannie 
obmywała  nagie  pośladki.  Po  raz  kolejny  wstrząsnął  Tannis  dreszcz  całkowitego  spełnienia,  chociaż 
wydawało jej się to niemożliwe. Zatraciła się w rozkoszy, niepomna na nic oprócz pieszczoty wzburzonej, 
ciepłej  wody,  w  której  pogrążyli  się,  gdy  Tomowi  zabrakło  już  sił.  Odpoczywali  przez  chwilę.  Głowa 
Tannis opadła na ramię Toma. Ich ciała nadal były złączone. 

– Chodźmy do łóżka – westchnął Tom. Wypuścił ją z objęć i wstał. – Było cudownie. Mógłbym 

tak spędzić całą noc, ale woda jest zbyt gorąca. 

Tannis oparła się na nim bezwładnie, gdy pomagał jej wyjść z wanny i otulał ciepłym szlafrokiem. 

Całkiem opadła z sił i gotowa była zgodzić się na wszystko. 

Tom  wydawał  się  odprężony  i  zadowolony.  Nigdy  go  takim  nie  widziała.  Jego  namiętność 

graniczyła z szałem. Jaka szkoda, że tak długo ukrywał się dziś w ponurym gabinecie. 

Tannis zrozumiała w końcu, jak trudny był dla Toma ów dzień. Gdy mąż przyszedł na górę, miała 

ochotę go udusić, ale teraz zapomniała o urazie. Może potrzebował gwałtownego wstrząsu, by zapomnieć 
o  udręce  i  przeżyciach  z  okresu  pierwszego  małżeństwa.  Zapewne  odczucia,  których  przed  chwilą 
doświadczyli,  były  równie  porażające  dla  Toma,  jak  dla  niej.  To  niemożliwe,  by  zaznał  wcześniej  tak 
silnych namiętności. 

Tom  luźno  owinął  biodra  ręcznikiem  i  objął  żonę.  Ruszyli  do  sypialni,  gdzie  czekało  na  nich 

mahoniowe łóżko, w którym od tej pory mieli sypiać razem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Tannis  obudziła  się  w  środku  nocy.  Dłoń  Toma  pieściła  jej  uda,  a  usta  dotykały  nabrzmiałych 

piersi.  Senna  i  oszołomiona  przewróciła  się  na  plecy  i  objęła  dłonią  jego  męskość,  by  odwzajemnić 
ekscytującą  pieszczotę.  Rozkoszowała  się  intymnym  dotknięciem.  Tom  pozwolił  jej  na  to,  lecz  jego 
wytrzymałość  miała  swoje  granice.  W  końcu  ujął  nadgarstki  Tannis  i  uniósł  jej  ramiona  ponad  głowę. 
Kolanem rozsunął smukłe uda żony, ukląkł i wszedł w nią zdecydowanie. 

To było cudowne przeżycie. Okryci wielką kołdrą tworzącą bezpieczny kokon wokół rozgrzanych 

ciał  kochali  się  po  raz  pierwszy  w  ciemnej,  chłodnej  sypialni.  Dłonie  Tannis  sunęły  po  skórze  Toma 
pokrytej kroplami potu. Mąż unosił ją ze sobą, a ona posłusznie dawała się prowadzić. Poruszał się coraz 
szybciej i pojękiwał cicho, oddychając z trudem. Pieścił żonę coraz zuchwałej. Drżała spazmatycznie, aż 
osiągnęła najwyższą rozkosz. 

Tom  opadł  na  nią  bezwładnie.  Był  kompletnie  wyczerpany  i  na  pół  śpiący.  Objął  ją  mocno  i 

przewrócił  się  na  plecy.  Ułożyła  się  na  jego  szerokiej  piersi  wygodnie  jak  na  poduszce.  Nadal  byli 
złączeni. 

–  Mówiłem  ci,  że  mógłbym  tak  spędzić  całą  noc  –  mruknął.  Nim  zapadł  w  sen,  jeszcze  raz  ją 

pocałował. 

Tannis  nigdy  w  życiu  nie  była  tak  szczęśliwa,  ale  w  głębi  serca  odczuwała  lęk.  W  końcu 

zrozumiała,  że  poślubiła  Toma  nie  po  to,  by  uniknąć  trudności  finansowych,  mieć  z  nim  dziecko  albo 
kochać się do szaleństwa. Wyszła za niego z miłości. Od lat kochała go w głębi serca, chociaż sama przed 
sobą nie chciała się do tego przyznać. 

Wszystkie jej obawy wynikały z jednej przyczyny: nie mogła liczyć na wzajemność. Tom jej nie 

kochał. 

Wspaniały aromat przywitał pana domu już od progu. Lasagna. Tom zaniósł teczkę do gabinetu. 

Tannis  wyjrzała  z  kuchni.  Miała  zwyczaj  witać  go  tak  każdego  popołudnia.  Tom  coraz  bardziej 
przywiązywał się do żony. 

–  Cześć.  Obiad  będzie  gotowy  za  pięć  minut  –  oznajmiła  Tannis  i  pocałowała  go  w  usta. 

Uśmiechnęła  się,  gdy  objął  ją  w  talii,  przyciągnął  do  siebie  i  oddał  pocałunek.  Od  dwóch  tygodni  byli 
małżeństwem, lecz nie zdołał się nią nasycić. 

– Przecież ci mówiłem, że nie musisz codziennie gotować. 

– A ja ci na  to odpowiedziałam, że wcale nie zamierzam  całymi dniami tkwić w kuchni. Dzisiaj 

drużyna  Jebbie'ego  rozgrywa  mecz.  Musimy  być  na  boisku  o  szóstej,  więc  pomyślałam,  że  wcześniej 
przygotuję obiad, żebyśmy mogli zjeść bez pośpiechu. 

– Dzięki. – Tom pochylił głowę, domagając się kolejnego pocałunku. Uwielbiał tulić w ramionach 

tę  uległą,  słodką  kobietę.  Był  ogromnie  zadowolony,  że  zdecydował  sieją  poślubić.  Starał  się  okazać 
ż

onie, jak wiele dla niego znaczy. 

–  Tannis,  wyprałaś  mi  strój?  –  zawołał  Jebbie,  biegnąc  z  głośnym  tupotem  po  schodach. 

Zawiedziony Tom westchnął i wypuścił żonę z objęć. Rzuciła mu  kokieteryjne  spojrzenie, jakby wolała, 
by nikt im nie przerywał. Uśmiechnęła się do zatroskanego chłopca i odparła: 

background image

– Strój wisi na suszarce. Może sam go przyniesiesz? 

Jebbie popędził w stronę drzwi do piwnicy. W tej samej chwili do kuchni weszła Amy. 

–  Tannis,  odrobiłam  już  lekcje  z  angielskiego.  Tato,  czy  muszę  iść  z  wami  na  ten  idiotyczny 

mecz? 

–  Cześć,  Amy.  Cieszę  się,  że  tak  serdecznie  witasz  ojca,  wracającego  do  domu  po  całym  dniu 

pracy – odparł ponuro Tom. Wydawało mu się czasami, że ledwie przekroczy próg, jego córka umyślnie 
wszczyna kłótnię. 

Amy rozchmurzyła się. Zrozumiała, że ojciec taktownie próbował jej wytknąć brak ogłady. 

– Cześć,  tatku  –  rzuciła  z uśmiechem.  Znowu  przybrała  wojowniczą pozę  i  zmarszczyła  brwi.  – 

Dlaczego nalegasz, żebym poszła na ten mecz? Jebbie gra przecież jak ostatnia noga. 

– Jesteś niesprawiedliwa, Amy – westchnął Tom. – Jebbie jest od ciebie o sześć lat młodszy. Stara 

się, jak może. 

– Wielkie rzeczy! – burknęła zirytowana nastolatka i energicznie potrząsnęła końskim ogonem. – 

Nie znoszę tych idiotycznych rozgrywek. Dlaczego nie pozwalasz mi zostać w domu? 

– Już o tym rozmawialiśmy. Boję się zostawić cię samą na tyle godzin. 

– Traktujesz mnie jak małą dziewczynkę. – Amy poczerwieniała ze złości. – Założę się, że gdyby 

to zależało od Tannis, nikt by mnie nie zmuszał do oglądania durnych rozgrywek. – Zerknęła na macochę 
w nadziei, że zyska w niej sojusznika. Dziewczyny powinny trzymać się razem. 

– Sądzisz, że jesteś zbyt duża, by co tydzień chodzić z rodziną na mecze Jebbie'ego? 

Amy z zapałem pokiwała głową. 

– Te rozgrywki są idiotyczne – oznajmiła. 

– Wolałabyś zostać w domu? 

Dziewczynka odpowiedziała skinieniem głowy i dodała, przeczuwając bliskie zwycięstwo: 

– Będę grzeczna. Obiecuję. 

Tom  burknął  coś  pod  nosem.  Był  zirytowany,  ponieważ  Tannis  gotowa  była  ustąpić  jego 

rozkapryszonej  córeczce.  Na  szczęście  przypomniał  sobie,  kto  w  tym  domu  podejmuje  decyzje.  Amy 
pojedzie na mecz. 

– Sądzę, że możemy ci zaufać – oświadczyła Tannis, zerkając na Toma. – Potrafisz się kierować 

zdrowym rozsądkiem. 

Tom  popatrzył  na  żonę  z  kamienną  twarzą.  Jego  irytacja  z  wolna  przechodziła  w  gniew.  Czy  to 

możliwe, by Tannis podważała jego decyzje, i to w obecności Amy? 

–  Proponuję  kompromis,  Amy.  Chyba  nadszedł  czas,  żebyś  zyskała  większą  swobodę,  ale  z 

drugiej  strony  ojciec  ma  prawo  niepokoić  się  o  ciebie.  –  Popatrzyła  błagalnie  na  Toma,  usiłując  go 
skłonić,  by  okazał  nieco  dobrej  woli.  –  Dziś  nie  mamy  czasu  na  omówienie  tego  problemu.  Proponuję, 
ż

ebyśmy porozmawiali spokojnie jutro wieczorem. Na szczęście nie będzie wtedy żadnego meczu. Sądzę, 

ż

e uda nam się wynegocjować takie rozwiązanie, które zadowoli was oboje. 

background image

Tomowi nie podobała  się  ta  propozycja,  musiał  jednak  przyznać,  że jego  metody  wychowawcze 

nie przynosiły ostatnio pożądanych rezultatów. Może Tannis będzie miała więcej szczęścia.   

– Zgoda. Chętnie podyskutuję jutro wieczorem, ale nie spodziewaj się zbyt wiele po tej rozmowie 

– przestrzegł Amy. 

–  Sądzę,  że  to  doskonały  pomysł  –  przyznała  dziewczynka,  a  po  chwili  dodała,  jakby  słowa 

Tannis nie dotarły do jej świadomości. – A co z dzisiejszym wieczorem? Mogę zostać? 

–  Wykluczone  –  odparła  natychmiast  Tannis,  uprzedzając  Toma,  który  niewątpliwie  zacząłby 

wrzeszczeć. – Weź książkę na mecz. Nie będziesz tracić czasu. 

Amy zmarszczyła brwi. Tom znał tę minę. Każdego ranka widział ją, gdy przy goleniu spoglądał 

w lustro. 

– Nie mam ochoty na czytanie! Jestem dostatecznie duża, by zostać w domu! Nie chcę chodzić na 

mecze zasmarkanych dzieciaków! – Wybiegła z pokoju z głośnym tupotem. 

–  Na  nic  się  nie  zdała  moja  próba  załagodzenia  konfliktu  –  rzuciła  Tannis,  uśmiechając  się 

niepewnie. 

– W jednym muszę przyznać  ci rację – odparł Tom. Trudno mu było przyjąć do wiadomości, że 

nie  musi  już  samotnie  borykać  się  z  problemami  wychowawczymi.  Niedawna  rozmowa  wyraźnie  tego 
dowodziła.  –  Chyba  powinienem  stać  się  bardziej  elastyczny.  Lękam  się  zostawić  Amy  w  domu  bez 
opieki, ale może warto przedyskutować tę sprawę. 

– Owszem. Pogadamy jutro, ale twoja córka musi uczestniczyć w tej rozmowie. 

–  Zgoda.  –  Westchnął  ciężko.  Był  przekonany,  że  jutrzejsze  rokowania  zakończą  się  kolejną 

awanturą. – Nakryję do stołu, a ty pomóż Jebbie'emu znaleźć strój. 

Po  obiedzie  wyruszyli  na  stadion.  Amy  zabrała  ze  sobą  współczesną  powieść  dla  nastolatek. 

Ledwie usiedli na drewnianych ławkach, natychmiast zatopiła  się w lekturze. Tannis zabrała torbę pełną 
klasówek  wymagających  poprawienia.  Od  razu  wzięła  się  do  sprawdzania,  ale  Tom  doskonale  wiedział, 
ż

e  gdy  Jebbie  wejdzie  na  boisko,  żona  natychmiast  zacznie  kibicować  chłopcu.  Tak  właśnie  było  na 

poprzednim  meczu. Tom  uświadomił sobie, że Tannis jest  nie tylko  pełną temperamentu  kochanką, lecz 
także wyrozumiałą opiekunką dla jego pociech. Szybciej niż przypuszczał, stała się integralną częścią jego 
rodziny. 

Ojciec  i  syn  siedzieli  razem  na  ławce  rezerwowych.  Tom  społecznie  pełnił  funkcję  pomocnika 

trenera  drużyny  Jebbie'ego.  Ze  zdumieniem  odkrył,  że  wprowadzanie  maluchów  w  zawiłe  arkana 
baseballu  sprawia  mu  ogromną  przyjemność.  Dawniej  podczas  meczu  obawiał  się  trochę,  co  strzeli  do 
głowy Amy, siedzącej na widowni. Musiał przez cały czas towarzyszyć młodym zawodnikom. Teraz, na 
szczęście, Tannis miała na nią oko, a więc nie musiał się niczego obawiać. 

–  Cześć,  Hayes!  Co  tu  robisz?  Gdybym  to  ja  niedawno  się  ożenił,  znalazłbym  lepszy  sposób 

spędzania czasu niż bieganie po boisku – zażartował jeden z trenerów. 

– Nie udawaj mądrali, Chub. Dzieciaki są dla mnie najważniejsze – odparł z uśmiechem Tom.   

Kolega popatrzył na niego podejrzliwie. 

– Nie zafundowałeś żonie miodowego miesiąca? Co się z tobą dzieje? Zdumiewasz mnie, Hayes. 

Zapomniałeś, że kobiety uwielbiają romantyczne gesty? 

background image

– Jestem bardzo romantyczny – bronił się Tom. – Nie wyjechaliśmy w podróż poślubną, ale to nie 

oznacza, że jestem zawziętym dusigroszem. 

–  Kupiłeś  jej  kwiaty  w  tydzień  po  ślubie?  Zabrałeś  ją  tego  pamiętnego  wieczoru  na  wytworną 

kolację,  żeby  spędzić  czas  tylko  we  dwoje,  bez  dzieciaków?  Patrzyłeś  jej  w  oczy  i  trzymałeś  za  rękę? 
Kupiłeś  jej  w  prezencie  jedwabną  nocną  koszulę  w  zamian  za  tę,  którą  zdarłeś  z  niej  w  miłosnym 
uniesieniu podczas nocy poślubnej? 

Tom  parsknął  śmiechem  i  zabrał  gromadkę  sześciolatków  na  rozgrzewkę.  Wkrótce  spoważniał. 

Uwagi  Chuba  brzmiały  dość  sensownie.  Tom  przyznał  w  głębi  ducha,  że  nie  najlepiej  traktował  swoją 
ż

onę. Nie przyszło mu do głowy, że wypada od czasu do czasu kupić jej kwiaty. Jeśli chodzi o jedwabny 

negliż… Zniknął w czeluściach szafy. Tom rozumiał, dlaczego nie miał dotąd okazji ujrzeć panny młodej 
w prześlicznych jedwabiach. Nie uważał się za tchórza, ale inteligentny facet ma dość rozsądku, by unikać 
w rozmowie ze swą połowicą niebezpiecznych tematów. 

Z uwagą obserwował chłopców, którzy właśnie zaczynali mecz. Zacisnął wargi. Musiał przyznać 

Chubowi  rację.  Tannis  zasługiwała  na  szczególne  względy.  Należała  jej  się  odrobina  romantyzmu. 
Postanowił, że jeszcze tego samego dnia zadba, by poczuła się uwielbiana i adorowana. 

– Jak się wymawia słowo „boudoir”? 

Tannis, która obserwowała uważnie sytuację na boisku, obrzuciła Amy zdziwionym spojrzeniem i 

machinalnie podała właściwe brzmienie wyrazu. 

– Spotkałaś to słowo w powieści, którą czytasz? – zapytała po chwili. 

– Owszem. – Amy wsadziła nos w książkę. 

Tannis patrzyła na nią przez chwilę, zastanawiając się, jakąż to książkę dziewczynka pochłania z 

takim zapałem. Potem wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. Postanowiła omówić tę sprawę z Tomem. 
Kto wie, jakie myśli lęgną się w głowie nastolatki? 

Spojrzała  znowu  na  boisko.  Jebbie  wszedł  już  do  gry.  Świetnie  dawał  sobie  radę.  Tannis  z 

rozczuleniem pomyślała, że tak niedawno był rozwrzeszczanym niemowlakiem o czerwonej buzi. Gdyby 
Mary mogła go teraz ujrzeć…. 

Mary.  Przez  kilka  ostatnich tygodni Tannis  unikała wspomnień o  przyjaciółce. Nie  miała  wobec 

niej poczucia  winy;  przeciwnie,  sądziła, że  Mary  byłaby  zadowolona,  iż Tom  poślubił  kobietę bliską jej 
sercu. Niewątpliwie uznałaby jego wybór za słuszny, i to nie tylko ze względu na dzieci. Chciała przecież 
dla Toma oraz dla swojej serdecznej przyjaciółki jak najlepiej. Na pewno zrozumiałaby, dlaczego Tannis 
nie potrafi żyć bez Toma. Ów mężczyzna był jej bliższy niż ktokolwiek na świecie. 

Właśnie  dlatego  przestała wspominać Mary. Zdawała sobie sprawę, że dla Toma ona – Tannis – 

wcale  nie  jest  najważniejsza.  Mógłby  istnieć  bez  niej.  Oczywiście,  uważał  ją  za  wspaniałą,  namiętną 
kochankę  i  cenił  za  umiejętność  radzenia  sobie  z  domowymi  kłopotami,  ale  nie  był  zaangażowany 
uczuciowo.  Tannis  z  żalem  i  obawą  przypominała  sobie  długie,  nocne  godziny;  Tom  leżał  obok  niej  i 
przekręcał się niespokojnie z  boku na bok. Była pewna, że podczas bezsennych nocy rozmyśla  o Mary i 
powierza jej najskrytsze tajemnice. 

Skarciła  się  w  duchu  za  te  ponure  rozważania.  Doszła  do  wniosku,  że  oczekuje  zbyt  wiele. 

Przecież dopiero od niedawna są małżeństwem. 

Spojrzała  znowu  na  boisko.  Do  odbicia  piłki  szykował  się  sprawny  ośmiolatek,  najlepszy 

zawodnik  drużyny  przeciwnej.  Mocno  uderzona  piłka  poszybowała  wysoko  ku  prawej  stronie  boiska. 

background image

Tannis wyprostowała się i osłoniła dłonią oczy przed mocnym, popołudniowym słońcem. Jebbie biegał w 
przód i w tył niepewny, czy zdoła chwycić piłkę, która leciała w dół niczym pocisk. Chłopiec wyciągnął 
ramię. W tej samej chwili piłka uderzyła go w czoło. Zawodnik upadł. 

Tannis  poderwała  się  z  miejsca,  przeskoczyła  barierkę  i  podbiegła  do  leżącego  nieruchomo 

dziecka. Serce podeszło jej do gardła. Z tyłu dobiegł ją odgłos kroków Amy. 

Tom pierwszy znalazł się przy synu. Opadł na kolana. 

– Jebbie? Jebbie, odezwij się! 

Tannis  usłyszała  wołanie,  w  którym  pobrzmiewał  strach.  Chłopiec  poruszył  nogą.  Tannis 

odetchnęła  z  ulgą.  Powoli  się  uspokajała.  Nim  podbiegła,  mały  odzyskał  przytomność,  mruknął  coś 
niewyraźnie i niezdarnie usiłował wstać, ale Tom mu na to nie pozwolił. 

Okazało  się,  że  jedna  z  matek  jest  lekarką.  Jebbie  został  przez  nią  dokładnie  zbadany.  Trener 

położył  na  czole  chłopca  woreczek  z  lodem.  Tannis  zauważyła  spore  zaczerwienienie,  które  zaczynało 
właśnie nabrzmiewać. Na pewno mały będzie miał wielkiego guza, ale odpowiadał przytomnie i bez trudu 
poruszał kończynami. Odzyskała spokój, gdy lekarka stwierdziła autorytatywnie: 

– Nie grozi ci wstrząs mózgu, chłopcze. Za parę dni będziesz zdrowy jak rybka. 

–  Co  z  Jebbie'em?  –  zapytała  drżącym  głosem  Amy.  Tannis  przytuliła  dziewczynkę.  Doskonale 

rozumiała  jej  obawy.  Mała  straciła  niedawno  bliską  sercu  osobę.  Dzisiejszy  wypadek  zachwiał  jej 
poczuciem bezpieczeństwa. 

– Nic mu nie będzie, skarbie, oprócz wielkiego guza na czole. 

– Weźcie swoje rzeczy. Spotkamy się przy samochodzie – rzucił Tom, biorąc syna na ręce. 

–  Racja.  Odpoczynek  dobrze  mu  zrobi.  –  Tannis  ze  zrozumieniem  pokiwała  głową.  Amy 

mruknęła coś z młodzieńczą arogancją. Gdy tylko przekonała się, że bratu nic nie grozi i będzie musiała 
nadal znosić jego wybryki, zaczęła się zachowywać… normalnie. 

–  Idę  o  zakład,  że  tata  zamiast  do  domu  zawiezie  nas  prosto  do  szpitala.  Dla  niego  każde 

zadrapanie jest poważną raną. 

– Jebbie został już zbadany przez lekarza – odparła z uśmiechem Tannis. 

– To się nie liczy! 

Amy  miała  rację.  Tom  pojechał  prosto  do  kliniki.  Uprzedził  telefonicznie  doktor  Ellis,  która 

czekała na nich w izbie przyjęć. Po dokładnym zbadaniu Jebbie'e-go uspokoiła Toma, że chłopcu nic się 
nie  stało.  Oznajmiła,  że  jedynym  nieprzyjemnym  skutkiem  wypadku  może  być  lekki  ból  głowy. 
Przypomniała  na  koniec,  jakie  są  objawy  wstrząśnienia  mózgu  i  zaleciła  rodzinie  staranną  obserwację 
małego  pacjenta.  Napełniła  lodem  gumowy  worek  i  poleciła  nadal  robić  zimne  okłady.  Taki  był  koniec 
wizyty. Nim dotarli do domu, zrobiło się późno. Dzieci od razu powędrowały do sypialni. 

Tom zszedł na dół. Co kilka minut zaglądał do syna. Tannis kończyła sprawdzać ćwiczenia. Mąż 

usiadł ciężko na kanapie tuż obok niej. 

– Mały wygląda nieźle – oznajmił. – Zamierzam nastawić budzik i zaglądać do niego co godzinę. 

Zastanawiam się, czy powinien iść jutro do szkoły.   

background image

Tannis uśmiechnęła się, wzruszona jego troską.   

– Nie sądzę, by należało sprawdzać jego samopoczucie tak często, a poza tym jestem pewna, że 

mały pobiegnie jutro do szkoły jak na skrzydłach. Będzie miał co opowiadać i pokazywać kolegom. 

– Rano zdecydujemy – rzucił Tom oschłym tonem. 

–  Stanowczo  za  długo  samotnie  wychowywałeś  dzieci  –  oznajmiła  pogodnie  Tannis,  chcąc 

zachęcić męża, by spojrzał na  całą sprawę z odrobiną humoru. –  Szkoda, że nie możesz siebie  usłyszeć. 
Gdaczesz niczym zaaferowana kwoka. Chyba stałeś się nadopiekuńczy. 

–  Do  jasnej  cholery,  mam  to  w  nosie!  Nie  dopuszczę,  żeby  kolejna  osoba  z  mojej  rodziny 

przeniosła się na tamten świat z powodu zaniedbań w leczeniu! – krzyknął ze złością. 

Cisza  panująca  w  całym  domu  wzmogła  gwałtowność  jego  wybuchu.  Zdenerwowana  Tannis 

zacisnęła  dłonie  na  sprawdzonych  przed  chwilą  pracach.  Zorientowała  się,  że  Tom  jest  przygnębiony 
dzisiejszym  wypadkiem  o  wiele  bardziej  niż  można  by  przypuszczać.  Co  go  tak  okropnie  zirytowało? 
Czyżby zrozumiał opacznie jej słowa? 

– Twierdzisz, że niewłaściwe leczenie może być przyczyną śmierci. Chodzi ci o Mary? – zapytała 

odważnie, próbując zrozumieć, co wyprowadziło Toma z równowagi. – Przecież miała doskonałą opiekę, 
i to przede wszystkim dzięki tobie. Zrobiłeś wszystko, co w ludzkiej mocy. 

–  A  czy  zdołałem  ją  przekonać,  by  kontynuowała  leczenie?  Nie  protestowałem,  gdy  Mary 

pochopnie zrezygnowała z chemoterapii… 

Tannis  zaniemówiła.  Tom  powiedział  to  z  goryczą  i  złością.  Nie  przypuszczała,  że  ukochany 

mężczyzna wini siebie za śmierć żony. Czy to było powodem jego bezsenności? 

–  Nie  jesteś  odpowiedzialny  za  śmierć  Mary  –  tłumaczyła  łagodnie,  z  trudem  szukając 

właściwych słów. Położyła dłoń na jego ramieniu. – Choroba, na którą zapadła… 

–  Wcale  nie  czuję  się  winny!  –  Tom  rozzłościł  się  jeszcze  bardziej.  Strząsnął  z  ramienia  rękę 

Tannis  i  poderwał  się  z  kanapy.  –  Zebrałem  mnóstwo  informacji  o  tej  chorobie.  Mary  wiedziała,  że 
istnieje szansa wyzdrowienia, ale ją odrzuciła. Przekonywałem ją, że powinna iść do szpitala i poddać się 
chemoterapii oraz naświetlaniom zalecanym przez lekarzy, ale nie chciała o tym słyszeć. 

–  Przecież  zdajesz  sobie  sprawę,  że  wolała  nie  przeciągać  swojej  agonii.  –  Tannis  mówiła 

spokojnie. Nie okazała, jak bardzo poczuła się urażona, gdy uchylił się przed współczującym dotknięciem 
jej  ręki.  –  Mary  nie  miała  szans  na  wyzdrowienie.  Była  tego  świadoma.  Wolała  spędzić  czas,  który  jej 
pozostał, żyjąc w miarę normalnie. Dla ciebie i dzieci… 

– Powinna walczyć! Jak mogła się poddać i wybrać śmierć? – krzyknął zbolałym głosem. 

–  Sądziła,  że  nie  ma  innego  wyjścia.  –  Tannis  zastanawiała  się,  jak  przekonać  Toma,  że 

podejmując  decyzję,  Mary  brała  pod  uwagę  przede  wszystkim  uczucia  swego  męża.  –  Postanowiła 
oszczędzić  ci  złych  wspomnień.  Nie  chciała,  żebyś  ją  zapamiętał  jako  kobietę  udręczoną  cierpieniem  i 
bólem. 

Tannis  ujrzała  oczyma  wyobraźni  sceny  z  ostatniego  roku  życia  przyjaciółki.  Mary  stopniowo 

opadała  z  sił  i  zażywała  coraz  więcej  środków  przeciwbólowych.  Może  to  i  lepiej,  że  bliscy  chorej  nie 
musieli  być  świadkami  agonii  trwającej  długie  miesiące  czy  nawet  lata.  Tom  nie  chciał  przyjąć  do 
wiadomości takiego rozumowania. 

background image

–  Jak  mogła  podjąć  taką  decyzję,  nie  biorąc  pod  uwagę  mojego  zdania?  –  dopytywał  się  z 

goryczą. – To dotyczyło również mojego życia. 

–  Sądzę,  że  miała  do  tego  prawo.  Zapewne  przypuszczała,  że  nie  pogodzisz  się  z  jej 

postanowieniem. – Tannis wiedziała, że tak właśnie było. Tom zadręczał Mary, nalegając, by odwiedzała 
coraz  to  nowych  specjalistów.  –  Byłam  jej  przyjaciółką.  Powierzała  mi  swoje  tajemnice.  Wierz  mi,  te 
decyzje były dla niej równie trudne jak dla ciebie jej śmierć. 

– Powiadasz, że się przyjaźniłyście? W takim razie dlaczego nie próbowałaś jej przekonać, żeby 

kontynuowała terapię? – rzucił drwiąco rozgniewany Tom. Tannis zrozumiała, że jej słowa wyprowadziły 
go  z  równowagi.  Zmrużył  oczy  i  popatrzył  na  nią  ze  złością.  –  A  może  choroba  Mary  była  ci  na  rękę? 
Oboje wiemy, że już wtedy chętnie byś na mnie poleciała. 

Tannis  otworzyła  usta,  by  zaprotestować,  ale  nie  mogła  wykrztusić  słowa.  Zacisnęła  dłonie  w 

przypływie złości. Jak w sennym koszmarze spoglądała z niedowierzaniem na swoje ramię, które uniosło 
się  mimowolnie.  Wymierzyła  Tomowi  mocny  policzek.  Klaśnięcie  rozległo  się  donośnie  w  ciszy 
spokojnego  domu.  Ramię  opadło.  Gwałtowne  pieczenie  dłoni  uświadomiło  Tannis,  że  naprawdę 
spoliczkowała męża. 

Tom  popatrzył  na  żonę  szeroko  otwartymi  ze  zdumienia  oczami.  Nagle  zrozumiał  swój  błąd. 

Ogarnęły go wyrzuty sumienia. Tannis wiedziała, że okrutne słowa zostały powiedziane w złości. Tom nie 
całkiem zdawał sobie sprawę, co mówi. Cierpienie było jednak zbyt dotkliwe i nie zasłużone, by potrafiła 
od  razu  wybaczyć  mężowi.  Małżeństwo,  które  zaczęło  nabierać  sensu,  niespodziewanie  okazało  się 
bolesną pomyłką. 

– Nie dopuszczę, żebyś obarczył mnie odpowiedzialnością za nieszczęście, któremu  nikt nie jest 

winien – oświadczyła. Jej głos niewiele różnił się od szeptu. Popatrzyła Tomowi prosto w oczy. – Może i 
leciałam na ciebie, ale nigdy, przenigdy nie zachęcałam cię do złamania małżeńskiej przysięgi. 

Tannis  zdawała  sobie  sprawę,  że  to  podły  rewanż,  aluzja  do  tamtego  wieczoru  sprzed  lat,  o 

którym do tej pory żadne z nich nie wspomniało ani razu. Natychmiast pożałowała swoich słów. Gdy się 
uspokoiła,  pojęła  wreszcie,  co  dręczy  Toma:  miał  żal  do  Mary  nie  o  to,  że  zrezygnowała  z  terapii. 
Odczuwał wściekłość, bo umarła. 

Rozpacz  owdowiałego  mężczyzny  zamiast  osłabnąć  z  czasem,  przerodziła  się  w  złość  i  agresję. 

Nim  zdał  sobie  z  tego  sprawę  i  zdołał  uporządkować  swoje  uczucia,  padły  straszliwe  oskarżenia,  które 
zniweczyły szanse powodzenia drugiego małżeństwa. 

– Idę spać. 

Znużona  Tannis  ruszyła  ku  schodom.  Ukochany  mężczyzna  złamał  jej  serce.  Marzenia  legły  w 

gruzach. 

Umyła  twarz  i  zęby,  zajrzała  do  dzieci  i  poszła  do  sypialni.  Wahała  się  przez  chwilę,  stojąc  na 

progu. Może lepiej przenocować w pokoju gościnnym? Dobra myśl. 

Czułaby się nieswojo, gdyby miała przespać tę noc obok Toma, jakby nic między nimi nie zaszło. 

Jutrzejszy poranek będzie dostatecznie ciężką próbą. Ze  względu na dzieci trzeba udawać, że nic się nie 
stało. 

Oczy zaszły jej łzami. 

Gdy Tom wszedł do sypialni, Tannis odwróciła się do niego plecami, nie chcąc okazać, jak bardzo 

przez niego cierpi. Stała przed lustrem wiszącym nad komodą, w którym odbijała się męska sylwetka oraz 

background image

kobieca twarz pozbawiona wyrazu niczym maska. Trudno było Tannis zachować obojętność, ale nie miała 
wyboru. Zgodziła się wyjść za człowieka, który jej nie kochał. Powinna była przewidzieć, co to oznacza. 

Tom  podszedł  do  żony.  Dywan  tłumił  odgłos  jego  kroków.  Stanął  za  Tannis.  Patrzyli  na  swoje 

odbicia w lustrze. 

– Nie kłóćmy się – szepnął Tom. 

– Jestem tego samego zdania – szepnęła, odwracając wzrok. 

–  Tannis,  okaż  mi  trochę  cierpliwości.  Naprawdę  chciałbym,  żeby  nasze  małżeństwo  było 

szczęśliwe. 

Nie  umiał  znaleźć  właściwych  słów,  lecz  Tannis  domyśliła  się  od  razu,  że  to  mają  być 

przeprosiny.  Jej  serce  wezbrało  miłością  i  współczuciem.  Żal  zniknął,  ustępując  miejsca  potrzebie 
ukojenia  bólu  ukochanego  mężczyzny.  Tannis  chciała  się  odwrócić  i  objąć  mocno  Toma,  ale  on  ją 
powstrzymał,  kładąc  wielkie ręce  na jej ramionach. Podniosła  wzrok  i zobaczyła  w  lustrze  jego  odbicie. 
Zadrżała  ogarnięta  nagłym  pożądaniem.  Ilekroć  się  kochali,  widziała  na  twarzy  Toma  wyraz  skupionej 
uwagi  i  ostatecznej  determinacji.  Tak  samo  patrzył  na  nią  w  tej  chwili.  Pod  wpływem  zaborczego 
spojrzenia jej sutki nabrzmiały. Tom natychmiast to dostrzegł. 

Silna dłoń o smukłych palcach objęła jej biust. Pod wpływem emanującego z niej ciepła i łagodnej 

pieszczoty  Tannis  wstrzymała  oddech. Miała  wrażenie,  że  trawi  ją  ogień.  Spojrzała  w  lustro.  Nie  mogła 
oderwać  oczu  od  potężnej  sylwetki,  przy  której  wydawała  się  mała  i  krucha  jak  figurka  z  porcelany. 
Patrzyła  zachłannie  na  ciemną  czuprynę  Toma,  który  pochylił  głowę,  obsypując  pocałunkami  jej  kark  i 
szyję.  Dotykał  ustami  miejsc,  gdzie  wyczuwał  przyspieszony  puls.  Uszczęśliwiona  Tannis  jęknęła. 
Chciała się odwrócić i wtulić w ramiona ukochanego, ale znowu ją powstrzymał. 

–  Poczekaj  –  szepnął,  nie  podnosząc  głowy.  Powoli  ściągał  jej  koszulę,  przez  cały  czas 

obserwując  lustrzane  odbicie  żony.  Po  chwili  miała  na  sobie  tylko  koronkowy  stanik  i  spodnie.  Tom 
sięgnął do paska. Zazgrzytał suwak. Spodnie opadły na podłogę. 

Tannis  z  nie  ukrywaną  ciekawością  patrzyła  na  swoje  odbicie.  Tom  stał  za  jej  plecami,  błądząc 

spojrzeniem  po  obnażonym  ciele  żony.  Czuła,  jak  muskularna  pierś  wznosi  się  i  opada  coraz  szybciej. 
Gorący oddech męża palił jej skórę. Tom objął rękoma jej biodra i przyciągnął do swoich. Opalone dłonie 
wyraźnie kontrastowały z jasną skórą. Tannis nie spuszczała z nich wzroku, gdy sunęły wolno ku górze, 
objęły talię i zatrzymały się pod biustem okrytym beżową koronką stanika. Kciuki uniosły się, muskając 
sterczące sutki. 

Tannis drgnęła pod wpływem tego dotknięcia. 

–  Przyjemnie?  –  zapytał  Tom  niskim,  zmienionym  głosem.  Tannis  wpatrywała  się  z 

niedowierzaniem w lustrzane odbicie. Tom zsunął delikatną koronkę, odsłonił piersi, natychmiast przykrył 
je dłońmi i pogładził delikatnie. Tannis odchyliła głowę i spojrzała w lustro. 

Widok,  który  ukazał  się  jej  oczom,  był  niesłychanie  podniecający.  Tom  nadal  był  ubrany,  ona 

sama zaś niemal naga. Światło lampy rzucało refleksy na jasną skórę. Opalone męskie dłonie obejmowały 
kształtny biust. Tannis czuła, że narasta w niej żądza. 

Miała  wrażenie,  że  Tom  czyta  w  jej  myślach.  Wolno  przesunął  dłonie  w  dół  na  płaski  brzuch  i 

jeszcze  niżej  ku  rudawym  włosom  na  łonie.  Powtórzył  tę  zmysłową  pieszczotę  i  niepostrzeżenie  zdjął 
Tannis  skąpą  bieliznę.  Gdy,  oszołomiona  dotknięciem  jego  rąk,  ponownie  spojrzała  w  lustro,  dostrzegła 
jedynie odbicie własnej, całkiem obnażonej postaci. Po chwili Tom znowu stanął za jej plecami. Był nagi. 

background image

Na widok jego potężnej sylwetki emanującej męską siłą zapomniała o całym świecie. 

Tom  objął  biodra  żony,  uniósł  ją  trochę  i  mocno  przytulił.  Tannis  otarła  się  o  niego,  zmysłowo 

poruszając biodrami. Tom powtórzył  tę zachętę do miłosnej gry. Wsunął  rękę  między  smukłe uda, które 
Tannis rozsunęła prowokacyjnie. 

– Czarownica –  szepnął jej  do ucha. Jego  uśmiech  przypominał  grymas  drapieżnego  zwierzęcia. 

Stopy Tannis znowu dotknęły podłogi. Pochyliła się do przodu, opierając dłonie na blacie  komody. Nim 
pojęła,  co  się  dzieje,  Tom  wszedł  w  nią  jednym  ruchem.  Krzyknęła  z  rozkoszy  i  zdumienia.  Zaczęli 
poruszać  się  zgodnie  i  rytmicznie  jak  w  zmysłowym  tańcu.  Ramię  Toma  objęło  ją  w  talii,  a  druga  ręka 
wślizgnęła się między uda. Tannis jęczała spazmatycznie. Nie była w stanie znieść tak wielkiej rozkoszy. 
Przymknęła oczy. 

– Czarownica – brzmiał jej w uszach ochrypły głos Toma. Podniosła  głowę, by spojrzeć na jego 

zmienioną pożądaniem twarz, i całkiem straciła głowę. 

Kiedy się sobą nasycili, Tom wziął Tannis na ręce i zaniósł do łóżka. W środku nocy obudził ją i 

przykrył  własnym  ciałem.  Kochała  się  z  nim,  wkładając  w  ów  zmysłowy  akt  całkowitego  zjednoczenia 
całą miłość skrywaną w głębi serca. Kochała mężczyznę, który pragnął tylko jej ciała. 

Jego serce należało do Mary. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Amy  wybiegła  z  pokoju  dziennego,  by  powitać  ojca,  który  przywiózł  Jebbie'ego  z  treningu.  W 

samą porę; obiad był prawie gotowy. Tom popatrzył niespokojnie w głąb korytarza. Tannis nie wyszła mu 
na spotkanie. 

–  Tatusiu,  pamiętasz,  że  dziś  wieczorem  mamy  porozmawiać  o  tym,  czy  będę  mogła  zostawać 

sama  w  domu?  –  zapytała  Amy.  Popatrzyła  na  ojca  z  nadzieją  i  lękiem  oczami  swojej  matki;  ten  sam 
kształt i kolor. Tomowi wydawało się przez chwilę, że to Mary zjawiła się przed nim we własnej osobie. 
Czekał z rezygnacją, aż znajomy ból ściśnie mu serce. Chwile mijały. Był ogromnie zdziwiony, nie czując 
zwykłego przypływu rozpaczy. Uśmiechnął się do córki z ulgą i radością. 

– Porozmawiamy. Zróbmy to po obiedzie, gdy Jebbie pójdzie się bawić z kolegami. 

– Cudownie! – Rozpuszczone włosy zatańczyły  wokół głowy dziewczynki, która  odwróciła się i 

pomknęła w głąb korytarza. 

– Gdzie jest Tannis? 

– W kuchni – rzuciła Amy na odchodnym. – Uczy mnie, jak piec rybę w folii. 

Córka wybiegła. Tom powiesił płaszcz w korytarzu. Przystanął na chwilę, zadumanym wzrokiem 

mierząc pustą przestrzeń. Po raz pierwszy od dnia ślubu Tannis nie wyszła mu na spotkanie, gdy wrócił z 
pracy.  Poranek  minął  spokojnie.  Tom  udawał,  że  nic  się  nie  stało,  i  próbował  zapomnieć  o  wczorajszej 
kłótni, ale Tannis najwyraźniej wciąż była na niego zła. 

Cholera,  zachował  się  jak  ostatni  łajdak!  Zdawał  sobie  z  tego  sprawę.  Nie  potrafił  spokojnie 

rozmawiać o Mary. Natychmiast ogarniała go złość. Tym razem wyładował się na Tannis. To nieuczciwe; 
nie powinien był tak postąpić. Wprawdzie usiłował jej potem okazać bez słów, jak wiele dla niego znaczy, 
lecz nie zrozumiała owego przesłania. 

Gdy wszedł do kuchni, Tannis podniosła wzrok i uśmiechnęła się. Patrzyła na męża równie ciepło 

i serdecznie jak co dzień. 

– Cześć – rzuciła krótko. 

–  Cześć.  –  Tom  okrążył  stół  i  niepewnym  ruchem  pochylił  głowę,  by  ją  pocałować.  Był  niemal 

pewny,  że  się  odsunie,  lecz,  ku  jego  radości  i  zaskoczeniu,  przytuliła  się  z  cichym  pomrukiem 
zadowolenia, który sprawił, że natychmiast zrobiło mu się gorąco. Gdy pojął, że Tannis nie żywi do niego 
urazy,  poczuł  tak  wielką  ulgę,  że  zapomniał  o  całym  świecie.  Nie  zwracał  uwagi,  że  Amy  krząta  się  po 
kuchni.  Tak  bardzo  pragnął  Tannis!  Uwielbiał  swoje  dzieci,  ale  wiele  dałby  za  to,  żeby  na  kilka  chwil 
pozostać z żoną  sam  na  sam. Całował  ją  coraz  namiętniej,  muskając językiem  rozchylone  wargi. Tannis 
przytuliła się do niego z oddaniem i miłością, o jakiej śnił każdy… 

Miłość? 

To  przypuszczenie  było  tak  niespodziewane,  że  osłupiały  Tom  wypuścił  Tannis  z  objęć  i  cofnął 

się,  mamrocząc  coś  niewyraźnie  o  brudnych  rękach  Jebbie'ego,  które  chłopiec  powinien  bezwzględnie 
umyć  przed obiadem.  Pomknął  na  górę,  myśląc  gorączkowo  o Tannis. Usiadł  na  łóżku  w  sypialni, żeby 
się spokojnie zastanowić. 

To bardzo prawdopodobne, że Tannis go kocha. Jego męska duma została mile połechtana. Czy to 

background image

naprawdę  miłość?  Tannis  rzeczywiście  postępuje  jak  zakochana  kobieta.  Nie  ulegało  wątpliwości,  że 
stanowią dobraną parę. To niemożliwe, by o ich związku przesądziła jedynie chłodna kalkulacja i zdrowy 
rozsądek. A jeśli Tannis… tylko udaje przywiązanie, by uniknąć plotek? 

Bzdura! Gdyby istotnie tak było, zachowywałaby pozory jedynie wobec obcych ludzi oraz dzieci. 

Decydującym argumentem była jej spontaniczna reakcja na każde jego dotknięcie i oznakę czułości. 

Tom  przypomniał  sobie  pewne  zdarzenie,  które  miało  miejsce  w  ubiegłym  tygodniu.  Wrócił  do 

domu  bardzo  zmęczony  po  dniu  spędzonym  na  sali  sądowej.  Rzadko  uczestniczył  w  rozprawach. 
Niesmakiem  napawał  go  konflikt,  którego  finałem  był  obecny  proces.  Córka  i  syn  zmarłego  klienta 
rozpoczęli  walkę  o  spadek,  jeszcze  przed  pogrzebem.  Tom  zajmował  się  wcześniej  równie  trudnymi 
sprawami  majątkowymi,  ale  ludzka  chciwość  zawsze  go  oburzała.  Nie  potrafił  zrozumieć,  dlaczego 
najbliżsi krewni bywają tacy zachłanni. 

Nieczęsto  zwierzał  się  Mary  ze  swoich  zawodowych  problemów,  ale  z  Tannis  było  inaczej. 

Ciekawiły  ją  te  sprawy.  Była  nimi  szczerze  zainteresowana  i  podobnie  jak  mąż  oceniała  postępowanie 
innych ludzi. W trudnych chwilach okazywała Tomowi  współczucie. Odnosił  wrażenie,  że  wszystko,  co 
dotyczy  jego  osoby,  jest  dla  niej  bardzo  istotne…  że  on  jest  dla  Tannis  ważny.  Po  chwili  zrozumiał,  że 
niesprawiedliwie ocenił pierwszą  żonę. Mary również interesowała  się jego problemami, lecz okazywała 
to  inaczej.  Była  tak  zajęta  dziesiątkami  spraw  ważnych  dla  mieszkańców  osiedla,  że  niekiedy  puszczała 
mimo uszu zwierzenia Toma. Jednak ilekroć potrzebował wsparcia, stawała za nim murem. Kochała go. 

Krąg się zamknął. Tom powrócił do myśli, która stanowiła punkt wyjścia do owych rozważań. Im 

dłużej się zastanawiał, tym  większą miał pewność, że Tannis jest w  nim naprawdę zakochana. Mnóstwo 
dowodów  świadczyło  o  tym,  że ta  mądra  i  łagodna  kobieta  żywi  dla  niego  głębokie  uczucie. Na  myśl  o 
tym zrobiło mu się ciepło na sercu. Ogarnęło go poczucie bezpieczeństwa, jakiego od dawna nie zaznał. 

Gdy Tannis przyszła zawołać go na obiad, wstał ochoczo i objął ją ramieniem. 

– Wieczorem, gdy dzieci pójdą spać, porozmawiamy sobie, zamiast oglądać film, zgoda? 

– O czym chcesz rozmawiać? – zapytała, nie kryjąc zdziwienia. 

– O wspomnieniach z dzieciństwa i tak dalej – odparł, wzruszając ramionami. – Przyszło mi nagle 

do głowy, że bardzo mało wiem o kobiecie, którą poślubiłem. 

Tannis pokraśniała z zadowolenia. W niebieskich oczach pojawił się blask szczęścia. Tom zrobił 

jej tą propozycją ogromną przyjemność. 

– Możemy dokończyć rozmowę w wannie. Masaż wodny nas odpręży – oznajmiła, spoglądając na 

niego zalotnie.   

Tom wybuchnął śmiechem i przytulił żonę. 

–  W  ciepłej  kąpieli  nie  mam  nastroju  do  towarzyskiej  konwersacji.  Pod  wpływem  wysokiej 

temperatury zwykle tracę głowę. 

– Na to właśnie liczę – szepnęła Tannis, wspinając się na palce i całując go w usta. 

 

 

 

background image

Kilka godzin później ucichły wszystkie domowe odgłosy. Tom odpoczywał na mahoniowym łożu, 

tuląc się do Tannis, którą nadal przykrywał swoim ciałem. Był senny, zadowolony i syty rozkoszy. Żona 
poruszyła  się  w  jego  objęciach,  uniosła  rękę  i  odgarnęła  mu  włosy  z  czoła.  Westchnął  uszczęśliwiony  i 
przekręcił się na bok, nie wypuszczając jej z objęć. 

– Wiele zmieniłaś w moim życiu. 

– Wybacz, ale to brzmi zagadkowo. – Tom czuł, że Tannis się uśmiecha. – Po szaleństwach, które 

niedawno miały miejsce w tym łóżku… 

– I przedtem w wannie – wtrącił chełpliwie. 

–  I  w  wannie  –  potwierdziła  i  dokończyła  myśl:  –  Sądzę,  że  oceniasz  mnie  stronniczo  i  nazbyt 

pochlebnie. 

–  Wiem,  co  mówię.  –  Tom  ułożył  Tannis  na  plecach  i  spojrzał  jej  prosto  w  niebieskie  oczy.  – 

Kochając się z tobą,  spełniam  najskrytsze  marzenia, ale  to  nie  wszystko.  Twoja  obecność  w tej rodzinie 
każdemu wyszła na dobre. Dzięki za pomoc w dzisiejszej rozmowie z Amy. Muszę jej zaufać w drobnych 
sprawach  i  uczyć  odpowiedzialności.  Czas  zrozumieć,  że  moja  córka  dorasta.  Z  wiekiem  będzie  coraz 
bardziej niezależna. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? 

–  Na  pewno  byłeś  tak  skoncentrowany  na  tym,  by  życie  twoich  dzieci  płynęło  możliwie 

normalnie, że zapomniałeś o elastyczności i potrzebie zmian. 

–  Chyba  masz  rację.  Teraz  rozumiem,  dlaczego  postanowiłem  się  z  tobą  ożenić  –  oznajmił 

ż

artobliwie. 

– Ja to wiedziałam od dawna. – Odwróciła się do niego plecami i objęła mocno poduszkę, jakby 

ś

ciskała koło ratunkowe. – Jestem świetna w łóżku i pomagam ci wychowywać dzieci. 

Tom  był  zbity  z  tropu  jej  uwagą.  Przed  chwilą  trzymał  żonę  w  ramionach;  rozmawiali  jak 

przystało na czułych kochanków. Niespodziewanie Tannis stała się zimna i nieprzystępna. Czyżby sądziła, 
ż

e w takiej sytuacji pozwoli jej zasnąć bez słowa wyjaśnienia? Dlaczego odwróciła się do niego plecami? 

Do diabła, przecież od pierwszej wspólnej nocy spali mocno przytuleni. 

Powoli  zaczynał  rozumieć,  co  dręczy  Tannis.  Czyżby  istotnie  sądziła,  że  postanowił  się  ożenić 

tylko dlatego, że chciał z nią sypiać i oczekiwał pomocy w wychowaniu dzieci? 

Olśnienie przyszło nagle. 

Jasne,  że  jego  żona  jest  o  tym  przekonana.  Takie  wymienił  powody,  gdy  się  jej  oświadczał. 

Przekonywał z wielkim zapałem, jak korzystne jest małżeństwo z rozsądku. 

Tom poruszył się niespokojnie. Nie lubił przyznawać się do błędu, ale pragnął być szczery wobec 

siebie i Tannis. Poślubił ją, bo… podświadomie wiedział, że ta kobieta go kocha. Potrzebował jej miłości. 
Pragnął, by to uczucie ukoiło ból i nasyciło go rozkoszą. Błyskawicznym ruchem odwrócił żonę ku sobie i 
nakrył ponownie swoim ciałem. 

– Tom! – krzyknęła zaskoczona. Unikała jego spojrzenia. – Muszę się wyspać. Rano idę do pracy. 

–  Ja  również.  Problem  w  tym,  że  jeśli  nie  rozwikłamy  wszystkich  wątpliwości,  nie  będę  mógł 

zasnąć. – Dotknął policzka Tannis i popatrzył na nią w skupieniu. Czyżby spoglądała na niego  z żalem? 
Pochylił  głowę  i  pocałował  żonę  z  czułością,  która  ogarniała  go  zawsze,  ilekroć  brał  ją  w  ramiona. 
Odprężyła się z wolna i oddała pocałunek. – Kochasz mnie? – zapytał z ustami przy jej wargach. 

background image

– Dlaczego… ? – Znieruchomiała. Czuł, że jej mięśnie tężeją. 

–  Powiedz,  że  mnie  kochasz.  –  Obsypywał  jej  twarz  pocałunkami,  objął  dłonią  pierś.  Tannis 

jęknęła; nie umiał powiedzieć, czy jest wściekła, czy zadowolona, ale musiał znać prawdę. – Chcę, żebyś 
mi  to  wyznała.  Istnieje  jeszcze  jeden  powód,  dla  którego  cię  poślubiłem:  potrzebuję  twojej  miłości. 
Obiecuję uszanować to uczucie. 

Tannis milczała. Tom czekał cierpliwie na jej odpowiedź. Uniosła ramiona i ujęła w dłonie jego 

twarz. Popatrzyła mu w oczy. 

– Kocham cię, Tom – wyznała cicho. – Od dawna cię kocham. 

–  Wiedziałem.  –  Ogarnęła  go  szalona  radość.  Głos  mu  się  załamał.  Ukrył  twarz  we  włosach 

Tannis i objął ją z całej siły. – Moja ruda czarodziejko, czy wiesz, jak bardzo jesteś mi potrzebna? 

 

 

 

Minęła  Wielkanoc.  Młodemu  lekarzowi  udało  się  namówić  matkę Tannis,  by  wyraziła  zgodę  na 

przeprowadzenie  badań,  o  których  wspomniał  w  rozmowie.  Doktor  Payton  zastosował  lekarstwa,  pod 
wpływem których  w zachowaniu starszej pani zaszły ogromne zmiany na lepsze. Tannis ze zdumieniem 
stwierdziła, że jej matka coraz rzadziej pozwala sobie na złośliwe uwagi. 

Tom  co  tydzień  jeździł  z  żoną  do  pensjonatu  dla  seniorów  i  gawędził  z  teściową.  Starsza  pani 

bardzo go polubiła. Tannis musiała przyznać, że nie było chyba kobiety zdolnej oprzeć się urokowi Toma 
Hayesa. 

Byli  małżeństwem  od  trzech  miesięcy.  Ich  życie  biegło  teraz  wedle  ustalonego  wspólnie  rytmu. 

Tannis  w  najśmielszych  marzeniach  nie  przypuszczała,  że  jako  żona  Toma  będzie  taka  szczęśliwa.  Był 
troskliwym i opiekuńczym mężem. Często przynosił jej kwiaty i drobne prezenty. Z powagą zastanawiał 
się  nad  wygłaszanymi  przez  nią  opiniami  dotyczącymi  wychowania  dzieci,  przyjmował  życzliwe  rady  i 
naprawdę jej słuchał, ilekroć miała coś do powiedzenia. Chętnie pomagał w pracach domowych i doceniał 
wszystkie  jej  wysiłki.  Tannis  nie  odczuwała  przy  nim  ustawicznego  niepokoju  i  lęku  przed  mężowską 
dezaprobatą, który niszczył jej pewność siebie w poprzednim związku. 

Tannis doskonale pamiętała potworny lęk, który ją ogarnął, gdy Tom oznajmił, że nie poślubił jej 

po to, by zajmowała się domem. Sądziła wówczas, że mąż podaje w wątpliwość jej gospodarskie talenty. 
Z czasem przekonała się, że dla Toma liczy się przede wszystkim szczęśliwa rodzina, a idealny porządek 
w domu jest sprawą drugorzędną. 

Chętnie wspominała długie miłosne noce, czułe chwile, gdy kochali się do szaleństwa. W swoich 

rozważaniach nie unikała już czułych słów o głęboko uczuciowym zabarwieniu. Moment, w którym Tom 
zmusił  ją  do  wyznania  prawdy,  okazał się przełomowy  dla  ich związku. Odkąd  długo  skrywane  uczucia 
przestały  być  tajemnicą,  Tannis  wykorzystywała  każdą  okazję,  by  dać  im  wyraz.  Niekiedy  odczuwała 
smutek,  ponieważ  Tom  nie  odwzajemnił  się  jej  podobnym  wyznaniem,  ale  szybko  przechodziła  nad 
owymi wątpliwościami do porządku dziennego. Była przekonana, że Tomowi na niej zależy. Cóż z tego, 
ż

e nie kwapił się, by wyrazić swoje uczucia? 

Z drugiej strony jednak nie traciła nadziei, że pewnego dnia usłyszy wyznanie, którego tak bardzo 

pragnęła. To marzenie dodawało jej sił. Stała się nieodłączną towarzyszką i niezawodną partnerką Toma 
we wszystkich życiowych sprawach i miała nadzieję, że pewnego dnia uczucie, którym obdarzał Mary, w 

background image

naturalny  sposób  wygaśnie,  a  jeżeli  nawet  coś  z  niego  pozostanie,  w  sercu  Toma  znajdzie  się  trochę 
miejsca również dla drugiej żony. 

Tannis  powróciła  do  rzeczywistości.  Wyrwały  ją  z  zamyślenia  głośne  okrzyki  dzieci 

wbiegających  do  klasy. Trudno  było  zapanować  nad gromadką  rozdokazywanych  czwartoklasistów,  gdy 
blask ciepłego majowego słońca wlewał się przez okna do sali, a lekki wietrzyk poruszał źdźbła trawy na 
boisku.  Tannis  poleciła  wyjąć  podręczniki.  Dzieci  pracowały  w  grupach,  a  nauczycielka  krążyła  wśród 
nich, odpowiadając na pytania i rozstrzygając wątpliwości. Nagle w drzwiach stanął dyrektor szkoły, pan 
Tenlow. 

– Proszę iść do sekretariatu. Zastąpię tu panią. 

–  Co  się  stało?  –  Machinalnie  podała  mu  kartkę  z  konspektem  lekcji  i  ocenami  uczniów,  które 

zapisywała na bieżąco podczas zajęć w grupach. 

– Amy źle się czuje. Prosiła, żeby pani do niej przyszła. 

Tannis  wyjaśniła  w  pośpiechu, jakie ćwiczenia  mają wykonać jej  uczniowie, i wybiegła z  klasy. 

Janinę, szkolna sekretarka, powitała ją w progu kancelarii i szybko zaprowadziła do gabinetu lekarskiego, 
gdzie czekała dziewczynka. Przed drzwiami sekretarka przystanęła na chwilę. 

– Możemy zamienić kilka słów,  nim spotkasz się z Amy?  –  zapytała  Janine. Sekretarka miała  w 

szkole  opinię  osoby  zdolnej  stawić  czoło  wszelkim  kłopotom.  Pod  nieobecność  szkolnej  higienistki  i 
psychologa pierwsza dowiadywała się o wszystkich katastrofach. 

– Oczywiście. Mów, co się stało. 

– Próbowałam rozmawiać z Amy, ale nie rozumiem, o co jej chodzi. Upierała się, żebym zawołała 

ciebie. 

– Dlaczego? Czyżby zachorowała? Mam zadzwonić do Toma? 

– Nie! – Janinę energicznie pokręciła głową. – Chodzi o to,  że Amy zaczęła miesiączkować. To 

się zdarzyło podczas lekcji. 

– Och… 

W  pierwszej  chwili  Tannis  była  kompletnie  zbita  z  tropu.  Czyżby  Amy  nie  wiedziała,  jakim 

przemianom może podlegać organizm dziewczynki w jej wieku? Może nikt nie zadał sobie trudu, by ją o 
tym uprzedzić? Z drugiej strony nawet gdyby Tom nie wywiązał się ze swego zadania, w szkole od piątej 
klasy  odbywały  się  pogadanki  dotyczące  tego  rodzaju  zagadnień.  Na  pewno  Amy  już  w  ubiegłym  roku 
wiedziała, czego się spodziewać. 

– Czy Amy rozumie, co się z nią dzieje? 

– Naturalnie – zapewniła ją sekretarka.  – Była trochę zażenowana, jak wszystkie dziewczynki  w 

takiej sytuacji, ale spodziewała się tego. 

– W takim razie nie mam pojęcia, o co tu chodzi. – Tannis bezradnie rozłożyła ręce. 

–  Zdaje  się,  że  to  ma  związek  z  twoim  mężem,  Tannis.  –  Zakłopotana  Janinę  odgarnęła 

kędzierzawe, siwiejące włosy. 

– Czyżby? 

background image

– Po śmierci pierwszej żony Tom Hayes jest… szczególnie przewrażliwiony na punkcie zdrowia 

swoich dzieci. Nawet zwykły katar powoduje, że ciągnie je do lekarza. 

– Owszem. – Niewiele brakowało, by Tannis skwitowała te słowa uśmiechem, ale się opanowała. 

– Rzeczywiście  ma lekkiego  bzika  na  punkcie  zdrowia,  ale co to  ma  wspólnego  z  dolegliwościami jego 
córki? 

– Pan Tenlow oznajmił Amy, że po lekcjach jesteś  umówiona  z rodzicami uczniów i  postanowił 

zadzwonić do ojca, żeby odwiózł małą do domu. Uznał, że Tomowi łatwiej będzie się wyrwać z kancelarii 
niż tobie z pokoju nauczycielskiego. Ledwie o tym wspomniał, Amy zaczęła histeryzować. Błagała, żeby 
nie dzwonił do ojca. Bardzo się zdenerwowała i nie chciała widzieć nikogo prócz ciebie. 

–  Rozumiem.  –  Tannis  nie  była  przekonana,  czy  tak  jest  w  istocie,  ale  skoro  Amy  jej 

potrzebowała, trzeba stanąć na wysokości zadania. – Mogę porozmawiać z małą w cztery oczy? 

–  Naturalnie.  –  Janinę  odetchnęła  z  ulgą  i  wymownym  gestem  wskazała  drzwi  gabinetu 

medycznego. Tannis nacisnęła klamkę i ostrożnie zajrzała do środka. 

– Amy? To ja, kochanie. Mogę wejść? 

– Tannis! – Śliczna buzia Amy była czerwona i zalana łzami. Dziewczynka rzuciła się w ramiona 

macochy i załkała, jakby serce pękało jej z rozpaczy. 

Tannis  przypomniała  sobie,  co  przeżywała  jako  nastolatka.  Wiedziała,  co  czuje  mała  Amy. 

Niełatwo  jest  dziewczynce  zrozumieć  i  przyjąć  do  wiadomości  osobliwe  przemiany  zachodzące  w  jej 
organizmie.  Tannis  wiedziała,  że  w  takiej  chwili  Amy  szczególnie  dotkliwie  odczuwa  brak  matki.  To 
dlatego najmniejszy konflikt rodzinny urastał do rozmiarów katastrofy. 

Łagodnym ruchem pogłaskała dziewczynkę po plecach i końskim ogonie; ciemna kitka na czubku 

głowy wydawała się nieco oklapnięta. 

– Mogę ci jakoś pomóc, kochanie? 

–  Nie  pozwól  im  dzwonić  do  taty!  –  wykrztusiła  dziewczynka,  podnosząc  z  ramienia  Tannis 

zalaną łzami twarz. Powiedziała to błagalnym tonem. Tannis nie miała pojęcia, co o tym myśleć. 

– Przyszłam, żeby z tobą porozmawiać – odparła, unikając składania jakichkolwiek obietnic, póki 

nie dowie się, o co właściwie chodzi. – Wyjaśnij mi wszystko po kolei. Pani McDowell wspomniała, że… 
właśnie zaczęłaś miesiączkować. 

Amy wytarła nos i skinęła głową. Usiadła na kozetce. 

– Owszem, ale nie dlatego prosiłam, żeby nie dzwonili do taty. – Dziewczynka podniosła wzrok i 

spojrzała na Tannis. – W mojej klasie jest kilka dziewczyn, które mają już za sobą pierwszą miesiączkę. 
W krytycznej chwili ich mamy po prostu zawiozły je do domu. No wiesz, trzeba się przebrać i tak dalej. – 
Amy  była  trochę  zakłopotana,  ale  nie  przerwała  monologu.  –  Tannis,  dobrze  wiesz,  jaki  jest  tata.  Jeśli 
przyjedzie po mnie do szkoły, wiadomo, co będzie dalej. Natychmiast zawiezie mnie do lekarza i poleci 
zbadać. Żadna z dziewczyn nie musiała w takiej chwili jechać do lekarza – dodała ze łzami w oczach. – 
Wyobrażasz sobie, jakiego wstydu narobiłby mi ojciec? 

Tannis  czuła  się  w  obowiązku  bronić  Toma,  chociaż  wiedziała,  że  przypuszczenia  Amy  są 

słuszne.  Prawdopodobnie  Tom  pojechałby  z  córką  prosto  do  kliniki.  Desperacko  próbowała  załagodzić 
całą sprawę. 

background image

–  Musisz  przyznać,  Amy,  że  wizyta  u  lekarza  po  wystąpieniu  pierwszej  miesiączki  to  rozsądny 

pomysł. Większość rodziców prędzej czy później zawozi córki na badania kontrolne. 

–  Owszem  –  przyznała  dziewczynka  –  ale  nie  tego  samego  dnia.  Proszę,  Tannis,  nie  dzwoń  do 

taty. 

– Zgoda. Wieczorem trzeba mu wyjaśnić całą sprawę, dobrze? 

– Oczywiście. 

– Amy? 

– Słucham? 

–  Potrzebujesz czegoś? Mogę  ci jakoś  pomóc  w  uporaniu się  z  tym  nowym  kłopotem? Co  mam 

zrobić? 

– Chciałabym wrócić do domu. – Oczy dziewczynki znowu zaszły łzami. – Poplamiłam bieliznę. 

Nie mam żadnych środków prócz tego, co mi dała szkolna higienistka. Czy możemy po drodze wstąpić do 
sklepu i kupić… 

–  Oczywiście.  –  Tannis  objęła  zgnębioną  dziewczynkę.  –  Poczekaj  na  mnie.  Zaraz  kończy  się 

lekcja.  Załaduję  moje  dzieciaki  do  szkolnego  autobusu  i  pojedziemy  najpierw  do  sklepu,  a  potem  do 
domu. Zgoda? 

– Tak – odparła Amy.   

Tannis  z  ulgą  popatrzyła  na  jej  zapłakaną,  lecz  uśmiechniętą  twarz.  Wstała  i  jeszcze  raz 

pogłaskała ciemną czuprynę. 

– Połóż się i odpocznij. Po dzwonku przyniosę z klasy twoje rzeczy. 

Nim  minęła  godzina,  Tannis  zajechała  pod  dom  wraz  z  Amy  i  Jebbie'em.  W  bagażniku  leżała 

torba wypełniona środkami niezbędnymi dla każdej dziewczyny i kobiety. Chłopiec zabrał się od razu do 
odrabiania lekcji, a Tannis zrobiła Amy mały wykład na temat środków higieny i sposobu ich używania. 
Doszła  do  wniosku,  że  warto  szerzej  omówić  z  dziewczynką  sprawy  dotyczące  płci.  Westchnęła  z 
rezygnacją. Niełatwo jest tłumaczyć dwunastolatce tak zawiłe sprawy! Trzeba podejść do rzeczy ostrożnie 
i taktownie. 

Popołudnie minęło bardzo szybko. Jebbie uporał się z pracą domową i zapytał, czy może wyjść na 

podwórko. Amy odpoczywała na kanapie. Mały przyglądał się jej z ciekawością. 

– Co się stało Amy? Zwymiotowała? – dopytywał się bez najmniejszego skrępowania. 

– Nic z tych rzeczy. – Na widok jego zawiedzionej miny Tannis omal nie wybuchnęła śmiechem. 

– Po prostu źle się poczuła. 

– O rany, tata na pewno pozwoli jej zostać jutro w domu. Nie będzie musiała iść do szkoły. – W 

jednej chwili zapomniał o całej sprawie. – Mogę pograć w piłkę z Milesem? – zapytał. 

Gdy  Tannis  skinęła  głową,  krzyknął  z  radości  i  pognał  do  wyjścia.  Po  chwili  rozległ  się  głośny 

huk. 

–  Nie  trzaskaj  drzwiami  –  rzuciła  ponuro  Tannis,  podnosząc  głowę  znad  klasówek  i  zerkając 

porozumiewawczo na Amy. Dziewczynka zachichotała. 

background image

Tannis  wstawiła nadziewanego  kurczaka  do piekarnika  i  zabrała się do przygotowywania  sałatki 

owocowej.  Wysypała  na  talerz  ciasteczka  i  doprawiła  sos,  który  zamierzała  podać  z  brokułami.  Bardzo 
lubiła  gotować  smaczne  i  zdrowe  posiłki  dla  całej  rodziny.  Była  świetną  kucharką.  Nawet  wiecznie 
niezadowolony Jeremy rzadko krytykował jej dania. 

Amy doszła już do  siebie i  wstała, żeby  nakryć do stołu.  Paplała  jak najęta o swoich planach na 

kolejny  rok  szkolny.  Bardzo  chciała  należeć  do  grupki  dziewczyn  dopingujących  szkolne  drużyny 
sportowe. Gdy opowiadała o zbliżających się eliminacjach, Jebbie wrócił z podwórka. 

– Ładnie pachnie. Uwielbiam kurczaki – oznajmił, zerkając przez szybkę piekarnika. Podszedł do 

kuchennego stołu, wspiął się na palce i zajrzał do salaterki. – Brokuły. Ohyda! Nienawidzę brokułów. 

–  Jeśli  masz  powiedzieć  coś  nieprzyjemnego,  lepiej wcale  się  nie  odzywaj  –  skarciła  go Tannis. 

Uśmiechnęła się, żeby chłopiec łatwiej zniósł naganę. – Umyj ręce. Siądziemy do stołu, gdy tata wróci. 

Nim Jebbie zdążył pobiec do łazienki, skrzypnęły wejściowe drzwi. 

–  Tatusiu!  –  Chłopiec  pomknął  w  stronę  ojca  jak  strzała.  –  Złapałem  dziś  cztery  piłki  pod  rząd, 

kiedy grałem z Milesem. 

– Świetnie, kolego. Szkoda, że tego nie widziałem – rozległ się niski, ciepły baryton Toma. 

– Idę umyć ręce. Zaraz siadamy do stołu. Wiesz, tato, Amy rozchorowała  się dziś w szkole. Jak 

myślisz, będzie jadła z nami? 

– Amy zachorowała? 

Tannis usłyszała odgłos kroków. Tom wbiegł do kuchni. Zamiast czułego uśmiechu, którym witał 

ją  codziennie,  ujrzała  rozgniewaną,  zaciętą  twarz  podobną  do  gradowej  chmury.  Całkiem  zapomniał  o 
powitalnym całusie. 

– Gdzie jest Amy? Co jej się stało? 

Tannis zwlekała z  odpowiedzią.  Popatrzyła  uważnie na Toma. Należałoby  raczej  zapytać,  co się 

jemu stało. Był wściekły. Tanis nie miała pojęcia, co go tak wyprowadziło z równowagi. 

– Cześć, tato. – Amy skończyła nakrywać do stołu. – Idę umyć ręce. – Cmoknęła ojca w policzek 

i nim zdążył się odezwać, wyszła z kuchni i zniknęła w łazience. 

–  Co  tu  się  dzieje?  Jebbie  twierdził,  że  Amy  jest  chora.  –  Tom  powiedział  to  cicho  i  z  pozoru 

spokojnie, lecz Tannis zdawała sobie sprawę, jak łatwo jej mąż wpada w złość. 

–  Sadzę,  że  jest  trochę  zażenowana  i  wstydzi  się  z  tobą  rozmawiać  –  oznajmiła  pojednawczym 

tonem. Mimo woli splotła dłonie w błagalnym geście i uśmiechnęła się niepewnie. – Twoja córeczka jest 
już małą kobietką. Dziś zaczęła miesiączkować. 

– Zaczęła… – powtórzył zdumiony Tom. Wnet ochłonął i ponownie zmarszczył brwi. – Wszystko 

w porządku? Co powiedział lekarz? 

–  Nie  byłam  z  nią  u  lekarza.  Uznałam,  że  to  nie  jest  konieczne.  Trzeba  poczekać  kilka  dni,  aż 

Amy  dojdzie  do  siebie.  Wtedy  umówimy  się  na  wizytę.  –  Tannis  była  zdenerwowana.  Tom  nie  dał  się 
ułagodzić. 

– Wizyta u lekarza nie jest konieczna? Co ty gadasz, do cholery? 

background image

Tannis była przerażona tym niespodziewanym wybuchem. 

– Tom, nie myślę… 

– Nie myślisz? Chyba jednak ruszyłaś głową, nim postanowiłaś nie wtajemniczać mnie w sprawy 

dotyczące  zdrowia  mojej  córki.  –  Tom  przestał  wrzeszczeć.  Jego  pogardliwy,  odpychający,  przyciszony 
głos  zatruwał  myśli  Tannis  niczym  złowrogi  jad.  –  Coś  pani  powiem,  droga  pani  Hayes.  Nosisz 
wprawdzie to samo nazwisko, co Amy i Jebbie, ale to cię nie upoważnia do podejmowania jakichkolwiek 
decyzji, które dotyczą ich zdrowia. To moje dzieci. Tylko ja mam prawo ustalać, co jest dla nich dobre. 

– Ależ Tom, Amy wcale nie jest chora. Nie sądzę… 

–  Nie  masz  do  tych  dzieci  żadnych  praw,  jasne?  Absolutnie  żadnych.  Nie  waż  się  nigdy  więcej 

decydować o ich sprawach beż porozumienia ze mną. Zrozumiałaś? 

O tak, doskonale zrozumiała! Miała wrażenie, że jej serce zamarzło w piersi na lód i rozprysło się 

na tysiąc kawałków. W pierwszej chwili poczuła się winna, jakby istotnie popełniła niewybaczalny błąd i 
naraziła  Amy  na  śmiertelne  niebezpieczeństwo.  Natychmiast  przypomniała  sobie,  co  postanowiła  przed 
kilku  laty:  żaden  mężczyzna  nie  odbierze  jej  wiary  w  siebie.  Dość  miała  ciągłego  poczucia  winy  i 
tłamszenia własnych racji. Ogarnęła ją wściekłość. 

–  Szkoda,  że  nie  możesz  posłuchać,  co  wygadujesz.  To  bzdury!  –  krzyknęła,  wpadając  w  furię. 

Było  jej  wszystko  jedno.  –  Wystarczy,  że  ktoś  z  twoich  bliskich  kichnie,  a  ty  już  pędzisz  do  lekarza. 
Wiesz, dlaczego do ciebie nie zadzwoniłam? – Podeszła bliżej i oskarżycielskim gestem skierowała palec 
ku  jego  piersi.  –  Amy  sobie  tego  nie  życzyła.  Błagała  mnie,  żebym  cię  nie  zawiadamiała,  ponieważ 
doskonale  wiedziała,  co  z  tego  wyniknie.  Skoro  nawet  twoje  dzieci  widzą,  że  robisz  z  siebie  idiotę, 
dlaczego ty sam nie potrafisz tego zrozumieć? 

– Mniejsza z tym, czy jestem idiotą. Przynajmniej mam pewność, że nikt z rodziny nie ucierpi z 

powodu braku opieki lekarskiej. To dotyczy wszystkich: Amy, Jebbie'ego i ciebie. 

Tannis uświadamiała sobie niejasno, że oboje pożałują kiedyś wypowiedzianych w gniewie słów, 

ale była zbyt wściekła, by zważać na to, co mówi. 

– Wiesz, na czym polega twój problem, Tom? Nadal jesteś zły na Mary, bo ośmieliła się umrzeć. 

Dlatego wyżywasz się na mnie. Ja nie jestem Mary! Od dawna próbuję ci uświadomić ten oczywisty fakt i 
mam  tego  wszystkiego  powyżej  uszu.  Jesteś  zły  na  Mary,  bo  nie  posłuchała  twojej  rady.  Zrobiła  to,  co 
uważała  za  najlepsze  dla  siebie.  Była  przekonana,  że  i  ty  nie  najgorzej  na  tym  wyjdziesz.  Przyjmij  w 
końcu  do  wiadomości  oczywiste  fakty,  Tom.  Mary  wiedziała,  że  jest  śmiertelnie  chora.  Nie  chciała 
przysparzać sobie niepotrzebnych cierpień, bólu i upokorzeń ani przeciągać ich w nieskończoność. Wolała 
nie dożyć chwili, gdy w głębi ducha wszyscy modlilibyśmy się o jej rychłą śmierć jak o… 

– Zamknij się! – Tom zrobił krok w jej stronę. Wykrzywiona złością twarz była odrażająca. – Jak 

ś

miesz  wygadywać  takie  bzdury!  –  Odwrócił  się  i  z  całej  siły  uderzył  pięścią  w  drzwi  prowadzące  do 

piwnicy. Rozległ się głośny trzask łamanego drewna. Pięść przebiła deskę na wylot. 

W kuchni zapadła cisza. 

Tom znieruchomiał na chwilę, a potem odwrócił się, popatrzył na żonę i wyciągnął do niej rękę. 

Tannis cofnęła się natychmiast. Dłonie przyłożyła do ust. Nie pamiętała nawet, kiedy to zrobiła. 

Tom  zrozumiał  nagle,  że  jest  śmiertelnie  przerażona.  Westchnął  głęboko.  Jego  twarz  powoli 

łagodniała. 

background image

–  Tannis,  przecież  rozumiesz,  że  nie  mógłbym  cię  uderzyć.  Wierzysz  mi,  prawda?  –  powiedział 

cichym, łagodnym głosem; niedawna wściekłość zniknęła bez śladu. 

Tannis  spojrzała  na  jego  zakrwawioną  i  posiniaczoną  rękę  oraz  na  podrapane  ramię,  które 

poważnie  ucierpiało  w  starciu  z  drzwiami.  Odwróciła  się  i  sięgnęła  do  szafki  po  apteczkę.  Wyjęła  z 
lodówki  woreczek  z  lodem  i  wsunęła  go  do  czystej  saszetki  z  płótna.  Ułożyła  wszystko  na  kuchennym 
stole. 

– Przemyj i zdezynfekuj rany. Zimny okład zmniejszy opuchliznę. – Obojętny głos żony brzmiał 

dziwnie w uszach Toma, który ponownie zrobił krok w jej stronę. Cofnęła się gwałtownie. Przystanął. 

–  Kochanie,  przecież  wiesz,  że  nigdy  cię  nie  uderzę  –  powtórzył.  Cierpienie  wykrzywiło  na 

moment jego rysy. – Przysięgam. 

Niewiele  brakowało,  by  te  żarliwe  słowa  rozbiły  mur  chłodu  i  wyniosłości,  którym  Tannis  się 

otoczyła. Łzy piekły ją pod powiekami. Odetchnęła głęboko i odrzekła: 

–  O  ile  pamiętam,  obiecałeś  również,  że  będziesz  mnie  kochać,  czcić  i  szanować,  ale  nie 

dotrzymałeś  słowa.  –  Tom  próbował  się  bronić,  ale  nie  pozwoliła  mu  dojść  do  słowa.  –  To  małżeństwo 
było pomyłką. Kocham cię, Tom. Sądziłam, iż potrafię uleczyć twoje rany, że przy mnie znowu nauczysz 
się kochać, ale dłużej tego nie zniosę. Nie mogę patrzeć, jak  chora, obsesyjna miłość popycha do zguby 
ciebie i dzieci. 

Te słowa brzmiały złowieszczo jak pogrzebowa salwa. Tannis nie była w stanie patrzeć dłużej na 

zbolałą twarz ukochanego. Obawiała się, że jeśli tu zostanie, zacznie go błagać na kolanach, by spróbował 
się zmienić i zapomnieć o dawnych nieszczęściach. To były nierealne mrzonki. Odwróciła się, otworzyła 
drzwi i wyszła z domu. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Co mu strzeliło do głowy? Jak mógł tak postąpić? 

Cichy  odgłos  zamykanych  drzwi  brzmiał  niczym  złośliwy  chichot  przeznaczenia.  Tom  wolno 

pokręcił  głową  jak  człowiek  obudzony  z  nocnego  koszmaru  i  powracający  do  rzeczywistości.  Bolała  go 
ręka. Uniósł ramię i rzucił okiem na skaleczenia i siniaki. 

Ale  widok!  Próbował  zacisnąć  palce  i  zaklął,  czując  potworny  ból.  Sińce  przebarwiały  się  na 

niebiesko  i  fioletowo.  Tom  nie  był  pewny,  czy  kości  uległy  złamaniu.  Jeśli  nie,  może  się  uważać  za 
szczęściarza. 

Znowu  potrząsnął  głową.  Miał  posępną  minę.  Nie  przypominał  sobie,  by  kiedykolwiek  do  tego 

stopnia  stracił  panowanie  nad  sobą.  Nawet  gdy  Mary  zachorowała,  potrafił  zachować  względny  spokój. 
Co mu strzeliło do głowy? 

Przypomniał sobie pamiętne słowa Tannis: Jesteś wściekły na Mary, bo ośmieliła się umrzeć. 

Boże miłosierny, czyżby Tannis miała rację? Może istotnie przez wiele lat tłumił w sobie gniew i 

złość. Z lękiem przyznał, że to bardzo prawdopodobne. Podszedł do zlewu, oparł się ciężko o jego brzeg i 
odkręcił kran. Wsunął rękę pod strumień ciepłej wody i trzymał, aż temperatura stała się zbyt wysoka dla 
nadwrażliwej, poranionej skóry. Ból narastał. Tom krzywił się i klął, ale dokładnie wymył ramię mydłem, 
nie  zwracając  uwagi  na  okropne  szczypanie.  Czuł,  że  dłużej  nie  zniesie  okrutnych  tortur.  Pospiesznie 
wylał na rękę płyn dezynfekujący i zacisnął zęby pod wpływem przeszywającego bólu. Odetchnął z ulgą, 
gdy ułożył worek z lodem na poranionej skórze. 

Dokąd  poszła Tannis?  Z  pewnością  nie  wyniosła  się stąd na dobre. Czyżby? Dopiero teraz Tom 

poczuł,  że  macki  obezwładniającego  strachu  ściskają  mu  gardło.  Zostawiła  kluczyki  do  auta.  Na  pewno 
wróci. 

Czy  to  coś  zmieni?  Po  tym,  jak  się  wobec  niej  zachował,  miała  prawo  odepchnąć  go  jak 

ostatniego łajdaka. Z rozpaczą pomyślał, że Tannis niewątpliwie tak postąpi. 

Ty samolubny idioto! 

Nagle przyszło mu do głowy, że zachowywał się jak kompletny głupiec, latami chowając w sercu 

urazę  do  Mary  za  to,  że  nie  posłuchała  jego  rady.  Tannis  miała  rację.  Powinien  był  wesprzeć  Mary  w 
najtrudniejszych chwilach jej życia, ale nie stanął na wysokości zadania. 

Miał  szczęście.  Po  raz  drugi  spotkał  na  swej  drodze  kobietę,  która  go  pokochała,  chociaż  miał 

sporo  wad.  Poślubił  ją,  lecz  wkrótce  okazało  się,  że  i  ona  w  nagłej  potrzebie  nie  może  liczyć  na  jego 
pomoc i zrozumienie. 

Jeżeli Tannis właściwie go oceniła (a podejrzewał, że słowa, które rzuciła mu w twarz, całkowicie 

odpowiadały  prawdzie),  niewiele  miał  na  swoje  usprawiedliwienie;  nie  mogąc  wyładować  się  na  Mary, 
zadręczał  siebie  i  swoją  rodzinę  obsesyjną  troską  o  stan  zdrowia  jej  członków.  Te  obawy  z  pozoru 
wydawały  się  usprawiedliwione  i  mogły  uchodzić  za  nieszkodliwe  dziwactwo,  ale  prowadziły  do 
zgubnych  następstw.  Postępował  w ten sposób, bo  podświadomie chciał dokuczyć  Mary,  zupełnie jakby 
mówił: „No i co? Popatrz! Wymknęłaś mi się, ale nikomu więcej na to nie pozwolę”. 

Gdy  się  nad  tym  poważnie  zastanowił,  musiał  przyznać,  że  tak  właśnie  rozumował.  Sądził,  że 

background image

walcząc  z  chorobami,  zdoła  dokuczyć  zmarłej  żonie!  Postępował  jak  głupiec.  Mary  odeszła.  Szczerze 
przyznał,  że  w  głębi  ducha  czuł  ulgę,  bo  cierpiała  krótko.  Pewnego  niedzielnego  poranka  zasnęła  na 
zawsze; śmierć nastąpiła zaledwie kilka tygodni po tym, jak choroba przykuła ją do łóżka. 

Tom  długo  nie  chciał  przyznać,  że  lekka  śmierć  była  dla  Mary  wybawieniem.  Wpatrywał  się  w 

drogą  jego  sercu  twarz,  czując  narastającą  wściekłość.  Pragnął  zemsty.  Obcym  trudno  było  zrozumieć 
targające nim sprzeczne uczucia. Tylko najbliżsi wiedzieli, co przeżywa. 

Tylko ci, którzy go kochali. 

Była wśród nich Tannis. Pokochała go, mimo wad, na dobre i na złe. Dopiero teraz zrozumiał, że 

może  się  zmienić  na  lepsze.  Wielkie  nieba,  jakie  to  szczęście  uwolnić  się  wreszcie  od  brzemienia 
przeszłości! 

Tom  czuł  się  wewnętrznie  oczyszczony  i  pełen  energii.  Dlaczego  wcześniej  nie  rozumiał,  że 

zbytnio poddał się rozpaczy? Długo opłakiwał nieżyjącą Mary. Nie miał pojęcia, co go dręczy, i dlatego 
nie potrafił się odnaleźć w kolejnym małżeństwie. 

Teraz, gdy uporał się ze swoją przeszłością, na pewno dojdzie z Tannis do porozumienia. Musi ją 

tylko  przekonać,  by  dała  mu  jeszcze  jedną  szansę.  Bez  słowa  zamknęła  za  sobą  drzwi,  jakby  chciała 
wszystko przekreślić. Może nie zechce go słuchać. Chyba że… 

– Tatusiu? 

Tom odwrócił się natychmiast. 

Rany  boskie,  całkiem  zapomniał  o  dzieciach.  Amy  i  Jebbie  stali  obok  siebie  na  progu  kuchni. 

Dziewczynka  obejmowała  ramieniem  braciszka,  jakby  chciała  dodać  mu  otuchy,  ale  miała  przerażoną 
minę. 

– Cześć, dzieciaki – powitał je z uśmiechem. – Wejdźcie. 

Dzieci nie ruszyły się z miejsca. 

– Gdzie jest Tannis? – zapytał Jebbie. 

–  Sądzę,  że  poszła  na  spacer  –  odparł  z  westchnieniem  Tom.  –  Okropnie  się  pokłóciliśmy. 

Obraziłem ją. – Podniósł skaleczoną i posiniaczoną rękę. – Zasłużyłem na tytuł idioty roku. 

Jebbie zachichotał. Dzieci weszły do kuchni,  by obejrzeć ramię ojca. Chłopiec szeroko otworzył 

oczy ze zdumienia na widok zniszczonych drzwi. 

– Nie popisałeś się, tatusiu – oznajmił. 

–  Chyba  masz  rację.  Ciekawe,  jak  wy  radzicie  sobie  z  wybuchami  złości.  Może  stary  ojciec 

czegoś się od was nauczy? 

–  Mama  radziła  mi  boksować  poduszkę.  Sam  powinieneś  tego  spróbować  –  powiedziała  Amy  i 

zaśmiała się cichutko. 

Tom pogłaskał córkę po policzku. 

– Dobry pomysł, Amy. Następnym razem pewnie go wypróbuję. 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  będzie  następnego  razu  –  oświadczył  z  gniewem  Jebbie.  –  Okropnie  się 

background image

boję, gdy wrzeszczysz na Tannis. 

–  Obiecuję  poprawę.  –  Tom  wiedział,  że  potrafi  dotrzymać  słowa.  –  Jeśli  Tannis  zechce  mi 

przebaczyć,  nigdy  więcej  nie  podniosę  głosu  w  jej  obecności.  Na  pewno  będziemy  się  sprzeczać,  ale 
koniec z awanturami. 

– Tatusiu?  – zagadnęła  niepewnie  Amy.  Na  jej  twarzy  pojawił  się  dobrze  znany Tomowi  wyraz 

zaciętości i niechęci. – Słyszałam, o czym mówiliście. To moja wina, że Tannis nie powiadomiła ciebie o 
moich…  dolegliwościach.  Prosiłam,  żeby  tego  nie  robiła.  Jeśli  musisz  się  na  kimś  wyżywać,  krzycz  na 
mnie. 

– Amy, nie zamierzam się na nikim wyżywać. Po prostu… 

– Tato, czujemy się idiotycznie, bo z każdym głupstwem każesz nam biegać do lekarza. Dlaczego 

nie  możemy  chodzić  do  gabinetu  raz  w  roku  na  kontrolne  badania  albo  wtedy,  gdy  poważnie 
zachorujemy?  Przecież  innym  dzieciom  to  zupełnie  wystarczy.  –  Amy  powiedziała  to  z  wielkim 
przejęciem.   

Tom był zdumiony i zakłopotany. 

– Dlaczego wcześniej nie próbowałaś o tym ze mną porozmawiać? 

– Wiedziałam, że nie zwrócisz najmniejszej uwagi na moje argumenty – odparła Amy. 

– Od  tej pory będę  podejmował decyzje, uwzględniając wasze zdanie i odczucia – odpowiedział 

spokojnie Tom. Zdawał sobie sprawę, że córka mówi rozsądnie. Zasłużył na krytykę. – Miałyście rację, ty 
i  Tannis.  Za  bardzo  lękałem  się  o  wasze  zdrowie.  Od  dziś  każdy  w  naszej  rodzinie  ma  obowiązek 
przebadać się raz w roku. To wystarczy. 

– Chyba że naprawdę zachoruje – dodała Amy z promiennym uśmiechem. 

– Jasne. – Tom także uśmiechnął się do córki i popatrzył na Jebbie'ego, który nadal był markotny. 

– Co cię trapi, kolego? 

Chłopiec  natychmiast  rzucił  się  w  objęcia  ojca.  Tom  syknął,  czując  ból  w  posiniaczonym 

ramieniu. 

– Tatusiu, czy Tannis nas zostawi tak jak mama? 

To proste pytanie całkiem zbiło Toma z tropu. Zrobiło mu się ciężko na sercu. 

–  Nie  wiem,  Jebbie.  –  Był  winien  swoim  dzieciom  uczciwe  wyjaśnienie.  –  Bardzo  ją  obraziłem 

podczas kłótni… 

– Chcę, żeby została! Kocham Tannis. – Wielkie łzy spływały po policzkach chłopca, który ukrył 

twarz na piersi ojca. 

– Wiem. – Tom gładził synka po plecach niczym rozkapryszone niemowlę. 

Kocham  Tannis;  tak  powiedział  Jebbie.  Tom  nasłuchiwał  echa  tych  słów.  Ogarnęła  go 

niespodziewana błogość. 

Ja też ją kocham. Dlaczego nie umiał przyznać się do tego wcześniej? Poczuł nieodpartą pokusę, 

by wypowiedzieć głośno te słowa. 

background image

– Ja również ją kocham i chciałbym, żeby z nami została. 

To  zdanie  brzmiało  całkiem  nieźle.  Też  coś!  Zabrzmiało  wspaniale!  Tom  uznał,  że  nie  może 

czekać, aż Tannis wróci do domu. Musi ją przeprosić i błagać, żeby mu dała jeszcze jedną szansę. Pragnął 
wyznać jej miłość, i to natychmiast. 

Nagle  poczuł  w  nozdrzach  smakowity  zapach  pieczonego  kurczaka.  Przyszła  mu  do  głowy 

ś

wietna myśl. 

– Amy, czy możesz sama przygotować obiad? Poszukam Tannis. Chciałbym z nią porozmawiać, 

nim  siądziemy  do  stołu.  –  Starał  się  nadać  głosowi  spokojne,  naturalne  brzmienie.  Amy  poczuła  się 
wyróżniona. Pokraśniała z dumy. 

–  Oczywiście,  tatusiu  –  odparła  uprzejmie.  Wzięła  braciszka  za  rękę.  Tom  miał  ochotę  ją 

ucałować  za  ten  drobny,  lecz  wielce  przemyślany  gest.  –  Jebbie,  pomożesz  mi  doprawić  brokuły  i 
przygotować napoje. 

 

 

Tannis  szła  wąską  ścieżką  biegnącą  wokół  jeziorka,  które  znajdowało  się  na  tyłach  osiedla.  Z 

daleka ujrzała Toma, zmierzającego szybko w jej stronę. Natychmiast poczuła, że sztywnieją jej mięśnie, 
jakby szykowała się do obrony. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że mąż nie mógłby jej uderzyć i za nic 
w  świecie  nie  zrobiłby  jej  krzywdy,  ale  wystarczyły  okrutne  słowa,  by  poczuła  się  zbędna  i  niewiele 
warta. 

Tom  nie  zdawał  sobie  sprawy,  jak  bardzo  ją  obraził  bezpodstawnym  oskarżeniem  i  groźbami. 

Zawsze  pragnęła  dzielić  z  kimś  życie,  pomagać  i  liczyć  na  pomoc  najbliższych.  Gdy  poślubiła  Toma, 
wydawało jej  się, że to  marzenie zostało  spełnione; mąż nie  wyznał jej  miłości, ale byli  sobie  ogromnie 
bliscy.  Mogli  na  siebie  liczyć.  Tannis  uznała,  że  stanowią  jedność  i  wspólnie  podejmują  decyzje  w 
sprawach dotyczących dzieci, które znalazły drogę do jej serca. 

Tom  najwyraźniej  miał inny  pogląd  na  tę  kwestię.  Zaledwie  przekroczyła  niewidzialną  granicę i 

zajęła  się  sprawami,  za  które  chciał  sam  ponosić  odpowiedzialność,  jasno  dał  jej  do  zrozumienia,  że 
wszelkie  starania  dla  dobra  rodziny  uważał  za  przejawy  zwykłej  uprzejmości  i  nie  oczekuje  niczego 
więcej. 

Zapewne  nigdy  się  nie  zmieni.  Tannis  uznała,  że  nie  potrafi  uleczyć  jego  ran.  Nadal  opłakiwał 

ś

mierć  pierwszej  żony  i  nie  zamierzał  pogodzić  się  z  tą  stratą,  chociaż  terapeuci  sądzili,  że  czas 

najwyższy, by przyjął do wiadomości smutne fakty. 

Gdy  przed  dwudziestoma  minutami  zamknęła  za  sobą  drzwi,  sądziła,  że  ich  małżeństwo  się 

skończyło. Było jej ciężko na sercu. Czuła się skrzywdzona, wyzuta z uczuć. Szła przed siebie i płakała. 
Nagle zdała sobie sprawę, że nie podda się tak łatwo. Nie zamierzała opuścić Toma Hayesa. 

To zabawne. Czy mogła przypuszczać, że pewnego dnia pomyśli z wdzięcznością o Jeremym? Do 

czego  to  doszło!  Dokuczliwy  eks-małżonek  zmusił  ją,  by  odkryła  swą  wewnętrzną  siłę.  Będzie  jej 
potrzebowała, skoro ma zamiar wydobyć na jaw prawdziwą naturę ukochanego mężczyzny. 

Obserwowała  Toma,  który  maszerował  w  jej  stronę  długimi  krokami.  Promienie  zachodzącego 

słońca połyskiwały na jego włosach. W sercu Tannis wezbrała ogromna fala miłości. I udręki. A jeśli Tom 
uzna, że  nie  warto  próbować?  Może  przyjął  z  ulgą  jej  nagłe odejście? Nie  żałowała  podjętych tego  dnia 
postanowień. Amy nie było potrzebne badanie lekarskie, tylko bratnia dusza, czyli Tannis. Młoda kobieta 

background image

była przekonana, że właściwie oceniła sytuację. 

Zacisnęła  zęby,  wpatrzona  w  surową  twarz  ukochanego.  Obiecała  sobie,  że  jeśli  zacznie  ją 

obwiniać, będzie krzyczała tak głośno i długo, aż przemówi mu do rozumu. Nie da za wygraną. Nie, tak 
nie  można.  Tom  jest  zapewne  głęboko  przekonany  o  słuszności  własnych  racji  i  ma  do  tego  prawo. 
Bardzo  przeżył  śmierć  Mary.  Tannis  postanowiła  spokojnie  rozmówić  się  z  mężem,  wysłuchać  jego 
argumentów  i  dać  do  zrozumienia,  że  nadal  go  kocha.  Być  może  nigdy  nie  usłyszy  z  jego  ust 
upragnionego  wyznania,  ale  Tom  będzie  pewny  jej  miłości  i  zrozumienia.  Musi  uwierzyć,  że  Tannis  za 
nic w świecie go nie opuści. Zawsze… 

–  Och,  coś  ty  narobił!  –  Na  widok  pokrytej  ranami  i  siniakami  ręki  natychmiast  zapomniała  o 

kłótni. – Dzwoniłeś do lekarza? Powinieneś chyba zrobić prześwietlenie. 

Tom  przystanął.  Zdumiona  Tannis  popatrzyła  na  męża.  Nie  wierzyła  własnym  oczom.  Sprawiał 

wrażenie pogodnego, a nawet ubawionego jej zatroskaniem. 

– Wydaje mi się, że powodem naszej kłótni były prawie te same słowa. 

Powiedział  to  niemal  żartobliwie.  Tannis  przyglądała  mu  się  z  uwagą.  Była  całkowicie  zbita  z 

tropu. Gdzie się podział tamten rozzłoszczony gbur, od którego uciekła? 

–  Może  umówimy  się,  że  od  dziś  nie  używamy  pewnego  słowa  na  literę  l  w  naszym  domu  – 

zaproponowała, starając się, by jej głos brzmiał wesoło.   

Tom spoważniał i przymknął oczy, jakby poczuł wielką ulgę. 

– Więc jednak? 

– Co jednak? 

– Powiedziałaś: w naszym domu. Gdy wyszłaś, przestraszyłem się, że opuściłaś mnie na dobre. 

Tannis  z  uwagą  wpatrywała  się  w  jego  pozbawioną  wyrazu  twarz,  stężałą  niczym  kamienna 

maska. Na prawym policzku spostrzegła drgający nerwowo mięsień. 

– Chcesz, żeby to nadal był nasz wspólny dom? – zapytała śmiało. 

Oczy mu rozbłysły, ale twarz wciąż niczego nie wyrażała. Zawahał się. Tannis odniosła wrażenie, 

ż

e jest zdenerwowany i przestraszony, ale trudno jej było w to uwierzyć. Tom miał nerwy ze stali. 

–  Błagam,  wróć  ze  mną  do  domu.  Jesteś  mi  potrzebna.  –  Nim  Tannis  pojęła,  co  się  dzieje, 

wyciągnął do niej ramiona. 

Ogarnęła  ją  wielka  radość.  Park  oświetlony  zachodzącym  słońcem  wydał  jej  się  nagle  jasny  i 

promienny,  jakby  spacerowali  w  lipcowe  południe.  Zrobiła  krok  w  stronę  Toma  i  znalazła  się  w  jego 
objęciach.  Otoczyła  ramionami  mocny  tors  i  położyła  głowę  na  mężowskim  ramieniu.  Łzy  zakręciły  jej 
się w oczach. Tom nie wyznał jej miłości, nie usunęli jeszcze powodów dzielącej ich niezgody, ale jedno 
było pewne: chciał, żeby z nim została. Tannis uniosła głowę w niemej prośbie o pocałunek. 

Tom  przytulił  żonę  jeszcze  mocniej,  nie  zważając  na  gapiów,  którzy  mogliby  obserwować  ich 

czułe pojednanie; stali przecież na skraju osiedla. Całował ją tak zachłannie, że nie mogła złapać tchu, a 
nogi ugięły się pod nią. Po chwili zapytał niepewnie, jakby nie dowierzał własnemu szczęściu: 

– Czy to znaczy, że się zgadzasz? 

background image

– Oczywiście – stwierdziła, uśmiechając się przez łzy. 

Tom  wstrzymał  oddech  i  spojrzał  na  nią  zbolałym  wzrokiem.  Cierpienie  wykrzywiło  mu  twarz. 

Tannis posmutniała. Czyżby znowu wspominał Mary? 

– Nie jestem ciebie godny. Miałaś rację. Nie dotrzymałem małżeńskiej przysięgi. 

– Tom, powiedziałam to w gniewie. Nie miałam na myśli… 

–  Kocham  cię,  Tannis  –  przerwał  jej  Tom  i  delikatnym  ruchem  położył  dłoń  na  ustach  żony.  – 

Powinienem był wyznać ci to wcześniej, ale nie potrafiłem rozeznać się we własnych uczuciach, póki nie 
pojąłem, że mogę cię stracić. Jeżeli postanowisz ze mną zostać, będę cię czcił i szanował aż po kres moich 
dni.  Nie  miałem  racji  w  sprawach  dotyczących  leczenia.  Dopiero  ty  zdołałaś  mi  to  uświadomić.  Dzięki 
tobie  nauczyłem  się  rozumieć  Amy.  Jesteś  wspaniałą  matką  dla  moich  dzieci.  Pomogłaś  mi  odzyskać 
radość życia. Sprawiłaś, że zabliźniły się stare rany. 

–  Sam  tego  dokonałeś.  –  Tannis  nie  ukrywała  łez.  Tyle  uczuć  kłębiło  się  w  jej  sercu.  Tom  ją 

kochał! Co więcej, pojednał się z duchami przeszłości i był gotów zostawić je w spokoju. – Moja zasługa 
polega na tym, że w ciebie wierzyłam. 

– Chciałbym, abyś zawsze we mnie wierzyła, zawsze mnie kochała. 

– Obiecuję – szepnęła. 

Tom  musnął  wargami  jej  usta.  Po  chwili  całował  ją  zachłannie,  jakby  chciał  w  ten  sposób 

przypieczętować miłosne wyznania. Gdy uniósł głowę, w jego oczach pojawił się żal i rozczarowanie. 

– Czy koniecznie musimy iść do domu na obiad? 

– Obiad! – Tannis popatrzyła na Toma z przerażeniem. Szybko uwolniła się z jego objęć i ruszyła 

w stronę osiedla. 

– Całkiem zapomniałam! Miejmy nadzieję, że kurczak nie spalił się na węgiel. 

–  Spokojnie.  –  Tom  objął  żonę  w  talii  i  mocno  przytulił.  Tannis  odruchowo  zwolniła  kroku.  – 

Amy wszystkiego dopilnuje. Powiedziałem dzieciakom, że cię kocham. Obiecałem, że wrócimy razem do 
domu. 

Tannis przystanęła na środku ulicy i wpatrywała się w męża z otwartymi ustami. Tom zamknął je 

delikatnym ruchem ręki. 

– Naprawdę im to powiedziałeś? – zapytała Tannis, uśmiechając się niepewnie.   

Tom skinął głową. 

– Obawiam się, że dopóki nie znajdą się w łóżkach, małe są nasze szanse na rozkoszne tete-a-tete. 

Pozostaje  nam  tylko  rozmowa.  Czy  w  takim  razie  możemy  już  teraz  umówić  się  na  randkę  w  ciepłej 
kąpieli, powiedzmy o dziesiątej wieczorem? 

–  Sądzę,  że  uwzględniłeś  w  swoich  w  planach  nie  tylko  rozmowę  –  odparła,  a  w  jej  głosie 

brzmiała niecierpliwość i zachęta. 

– Och, byłbym zapomniał! – zawołał Tom, gdy stanęli przed bramą ich domu. Jeszcze raz objął i 

pocałował Tannis. – Kostium kąpielowy nie będzie ci potrzebny. 

background image

EPILOG 

 

To  były  najszczęśliwsze  święta  Bożego  Narodzenia  w  życiu  Tannis.  Skrzywiła  się,  próbując 

usiąść  wygodniej  w  fotelu  na  biegunach,  który  otrzymała  od  męża  na  gwiazdkę.  Tom  i  Jebbie  leżeli  na 
podłodze  w  ciepłym  świetle  choinkowych  lampek,  składając  wspaniałą  kolejkę.  Jebbie  dostał  nowe 
elementy, które należało wkomponować w całość. 

Po pokoju walały się wstążki i kolorowe papiery oraz mnóstwo świątecznych prezentów. 

Amy  wylegiwała  się  na  kanapie.  Żuła  gumę,  wydmuchując  od  czasu  do  czasu  ogromne  balony, 

które  pękały  z  trzaskiem.  Pochłaniała  z  zainteresowaniem  kolejne  strony  „Małej  księżniczki”.  Tannis 
kupiła jej na gwiazdkę cały zestaw doskonałych, klasycznych powieści dla dziewcząt. 

Tannis była tak wyczerpana, że powieki same  jej się zamykały, chociaż  odczuwała słabe bóle w 

podbrzuszu.  To  był  niezwykły  dzień.  Jebbie  zerwał się  o  świcie i  nastąpiło  oglądanie  prezentów.  Potem 
wyruszyli do Culpeper i zabrali matkę Tannis na obiad do restauracji. Godzinna jazda samochodem tam i 
z  powrotem  nie  jest  zalecana  przez  lekarzy  kobietom,  które  lada  dzień  mają  rodzić.  Nie  najlepsze 
samopoczucie przyszłej matki należało zapewne tłumaczyć trudami podróży. 

Warto dodać, że jeszcze tego samego popołudnia Tannis uparła się, że osobiście przygotuje obiad 

dla rodziny. Tak się napracowała, piekąc nadziewanego kurczaka, przygotowując sos oraz ciasto, że gdy 
zasiedli do stołu, straciła apetyt. 

Delikatnie masowała wydatny brzuch, by rozluźnić napięte mięśnie. Ze zdumieniem myślała, jak 

bardzo rozciągnięta jest skóra u ciężarnej kobiety. Opowieści koleżanek wydawały jej się niewiarygodne, 
póki sama tego nie doświadczyła… 

Tom  zerknął  na  żonę  w  chwili,  gdy  skrzywiła  się  z  bólu.  Wyraz  troski  i  miłości  na  jego  twarzy 

ustąpił  miejsca  nagłemu  zaniepokojeniu.  Mruknął  coś  do  Jebbie'ego,  wstał,  podszedł  do  Tannis  i  ukląkł 
obok fotela. 

– Jak samopoczucie,  kochanie? – Delikatnym  ruchem  położył  dłoń na  ogromnym  brzuchu.  –  Za 

kilka dni, gdy pan Damian raczy wreszcie przyjść na świat, będziemy się z tego śmiać. 

Od  paru  miesięcy  wiedzieli,  że  ich  pierwsze  dziecko,  poczęte  zaraz  po  ślubie,  jest  chłopcem. 

Tannis okropnie się niecierpliwiła. Marzyła o tym, by wziąć na ręce i karmić syna Toma. 

–  Nic  mi  nie  jest  –  uspokoiła  męża,  patrząc  na  niego  czule  i  dotykając  wygolonego  policzka.  – 

Wszystko w porządku. Warto było czekać… Och! 

Tym razem ból okazał się mocniejszy niż uporczywe dolegliwości, który nękały Tannis przez całe 

popołudnie. Na szczęście trwał bardzo krótko. Dłoń Toma znieruchomiała. 

– To był skurcz! Czułem go! 

–  Niemożliwe.  Jestem  trochę  zmęczona  –  odparła  Tannis.  –  Bolą  mnie  plecy.  Jutro  poczuję  się 

lepiej. 

–  Oczywiście,  masz  rację!  –  zawołał  Tom,  wybuchając  śmiechem.  –  Rzecz  w  tym,  że  jutro 

będziesz  mamą.  Nie  zapominaj,  że  przeżywałem  to  dwukrotnie  i  potrafię  odróżnić  skurcz  od  zwykłego 
bólu. Jak się czujesz? Marnie? 

background image

– Trochę boli… 

– A nie mówiłem? Skoro boli, poród na pewno się zaczął. Jak długo to trwa? 

– Poczułam się gorzej podczas kolacji. Sądziłam, że wszystkiemu winna jest długa jazda. – Tannis 

ogarnęła wielka radość. Tom obdarzył ją promiennym uśmiechem, przytulił i mocno pocałował. 

– Muszę zadzwonić do lekarza i powiedzieć mu, że będzie wkrótce potrzebny. 

– Co się dzieje? – Amy rzuciła książkę na stolik i zerwała się na równe nogi. – Tannis rodzi? 

– Musimy się uzbroić w cierpliwość, ale przypuszczam, że jutro zobaczysz swojego brata. 

– O rany! – Amy wybiegła z pokoju, rzucając na odchodnym: – Muszę jak najszybciej skończyć 

kocyk. Idę szydełkować. 

– Ale fajnie! – zawołał Jebbie, wypełzając spod choinki. – Przyniosę walizkę Tannis. 

– Dzięki, synu. – Tom poklepał chłopca po ramieniu.   

Jebbie popędził na górę. 

–  Co  za  dzieciaki!  Są  równie  przejęte  narodzinami  dziecka  jak  my.  –  Popatrzył  na  żonę 

pogodnymi, zielonymi oczyma. – Nadal chcesz rodzić w szpitalu? Domowy poród to cudowne przeżycie. 

–  To  wspaniale,  że  przestałeś  zamartwiać  się  o  nasze  zdrowie,  ale  tym  razem  chyba  trochę 

przesadziłeś  –  oznajmiła,  spoglądając  na  niego  spod  oka.  Na  widok  jego  uśmiechniętej  twarzy 
rozchmurzyła  się  natychmiast.  Od  dnia  „wielkiej  kłótni”  (Jebbie  wymyślił  tę  nazwę)  Tom  otaczał  żonę 
miłością, o jakiej nie marzyła nawet w snach. 

Poczuła  kolejny  skurcz.  Tom  mierzył  czas.  Ból  powracał  coraz  częściej.  Po  chwili  mąż  spojrzał 

wymownie na żonę. 

– Skurcze następują co trzy minuty. Nie są zbyt silne, ale sądzę, że czas jechać. 

–  Nie  są  zbyt  silne,  powiadasz?  –  Tannis  wzniosła  oczy  i  obrzuciła  męża  umęczonym 

spojrzeniem. – Chyba odwołam przedstawienie. Niech bocian się tu pofatyguje z naszym dzieckiem. 

Tom wycisnął na ustach żony mocny pocałunek i oznajmił: 

– Przykro mi, kochanie. Musisz brnąć dalej. – Pogładził brzuch, w którym ukrywał się jego synek. 

–  Cieszę  się,  że  wkrótce  będziemy  mieli  to  za  sobą.  Czekam  z  niecierpliwością  na  dziecko,  ale  jeszcze 
bardziej chciałbym znowu wziąć cię w ramiona. Strasznie za panią tęsknię, pani Hayes. 

Tannis uśmiechnęła się, słysząc to zawoalowane wyznanie. Przed trzema tygodniami przestali się 

kochać, zgodnie z zaleceniem lekarza. 

– Ja również tęsknię za tobą. I jeszcze za… 

– Za czym? – dopytywał się niezadowolony, że jego żona ma jakieś ukryte marzenia. 

– Chciałabym znowu umówić się z tobą na małą  randkę. Co myślisz  o  ciepłej kąpieli i wodnym 

masażu? – Uśmiechnęła się tajemniczo. Nagle poczuła kolejny skurcz i skrzywiła twarz. Bolało tak, że nie 
mogła wykrztusić słowa. 

background image

–  Oddychaj,  kochanie.  Pamiętasz,  czego  się  uczyliśmy?  –  Zerknął  na  zegarek.  –  Ho,  ho.  Tylko 

dwie  minuty  od  poprzedniego  skurczu.  To  idzie szybciej,  niż  sądziłem.  Zadzwonię  do lekarza  i  pomogę 
małemu znieść walizkę. 

Zerwał  się  na  równe  nogi  i  zamierzał  wybiec  z  pokoju,  ale  w  ostatniej  chwili  zmienił  zdanie. 

Ukląkł ponownie obok fotela, objął rękoma brzuch żony i popatrzył jej prosto w oczy z żarliwością, która 
zawsze chwytała ją za serce. 

– Kocham cię, Tannis. Dzięki, że we mnie nie zwątpiłaś. 

Położyła dłonie na jego rękach. Łagodne dotknięcie rozczuliło ją do łez. 

–  Jestem  taka  szczęśliwa.  Spotkałam  ciebie…  Nasza  miłość  tak  pięknie  rozkwitła.  Za  nic  w 

ś

wiecie  nie  zwątpiłabym  w  ciebie.  To  by  oznaczało,  że  nie  ma  już  nas.  Wiedziałam,  że  w  końcu 

otrząśniesz się z przygnębienia i będziesz zdolny do nowej miłości. Nastał w końcu mój czas. 

– Czas na Tannis – dodał z uśmiechem i wstał. Jego żona oddychała rytmicznie, walcząc z kolejną 

falą bólu. Gdy już skurcz minął, Tom pomógł jej wstać. – I czas na ostatni gwiazdkowy prezent. Wkrótce 
zjawi się nasz synek.