background image

 

 

ANNE MARIE WINSTON 

 

 

Ż

ona potrzebna od zaraz 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Tannis Carlson uchyliła drzwi prowadzące do piwnicy i przystanęła na betonowym 
chodniku.  Brrr!  Piętnaście  stopni  to  dość  wysoka  temperatura  jak  na  styczeń  w 
Wirginii, lecz osoba paradująca jedynie w ręczniku na gołym ciele przyjmuje taką 
aurę bez entuzjazmu. Niestety, byli właściciele domu kupionego przed siedmiu laty 
umieścili  wannę  do  masażu  wodnego  i  gorących  kąpieli  na  zewnątrz,  nie  zaś  w 
obszernej piwnicy. Trzeba się było zahartować. 

Tannis  odważnie  wyszła  do  ogrodu.  Zerknęła  na  sąsiednią  posesję,  by  sprawdzić, 
czy  może  się  rozebrać  bez  świadków.  Uniosła  wieko  ogromnej  wanny,  spod 
którego  buchnęła  obficie  para  niknąca  szybko  w  chłodnym  powietrzu.  Drzewa 
otaczające niewielkie podwórko, a także wysoki drewniany płot, chroniły ją przed 
spojrzeniami  ciekawskich  sąsiadów…  a  raczej  sąsiada.  Tom…  Nie!  Dość 
rozmyślań. Trzeba z tym skończyć raz na zawsze. 

Rzuciła  ręcznik  na  ogrodowe  krzesło  i  szybko  wspięła  się  po  drewnianych 
schodkach.  Przystanęła  na  chwilę,  by  sprawdzić  czubkami  palców  temperaturę 
wody, a potem zanurzyła się w parującej kąpieli. 

Oho, trochę przesadziła z tym ciepłem! Poderwała się, wskoczyła na obramowanie 
wanny  i  zerknęła  na  termometr.  Czterdzieści  stopni.  Woda  nie  była  wcale  zbyt 
gorąca.  Tannis  wolniutko  zanurzyła  się  po  raz  drugi.  Postanowiła  nie  włączać 
sprężarki tłoczącej powietrzne bąbelki. Lubiła pławić się w ciepłej wodzie i leniwie 
rozmyślać o niebieskich migdałach. Temperatura kąpieli była w sam raz. 

Cudownie!  Tannis  zanurzyła  się  jeszcze  głębiej.  Zmartwienia  długiego  szkolnego 
dnia  z  wolna  traciły  znaczenie.  Niestety,  Tannis  miała  również  takie  problemy,  z 
którymi  o  wiele  trudniej  się  było  uporać.  Mimo  woli  zastanawiała  się  niemal  bez 
przerwy,  jak  zarobić  dość  pieniędzy,  by  uniknąć  sprzedaży  ukochanego  domu  i 
opłacić pensjonat, w którym przebywała matka. Czemu tego rodzaju usługi muszą 
być  horrendalnie  drogie?  Dlaczego  nauczycielska  pensja  nie  wystarcza  na 
opędzenie podstawowych potrzeb? 

Czas  spojrzeć  prawdzie  w  oczy,  Tannis  Anne,  westchnęła  w  głębi  ducha.  Musisz 
podjąć  dodatkową  pracę.  To  będzie  ciężka,  fizyczna  harówka.  Na  myśl  o  tym 
ogarnęła  ją  rozpacz.  Codzienne  lekcje  w  sali,  gdzie  roiło  się  od  pełnych  energii 
czwartoklasistów,  to  ciężki  kawałek  chleba  –  nawet  dla  nauczyciela  kochającego 
swój  zawód.  Trudno  będzie  stawić  czoło  nowemu  wyzwaniu,  ale  praca  na  dwóch 
etatach  okazała  się  koniecznością.  Inne  rozwiązanie  nie  wchodziło  w  grę.  Tannis 

background image

nie  miała  żadnego  wyboru.  Poza  dyplomem  nauczycielskim  nie  zdobyła 
dodatkowych,  bardziej  popłatnych  kwalifikacji.  Mogłaby,  rzecz  jasna,  dawać 
korepetycje, ale to dorywcze zajęcie. 

Postanowiła  złożyć  podania  o pracę  w  miejscowych  magazynach.  Miała nadzieję, 
ż

e  przy  odrobinie  szczęścia  znajdzie  posadę  urzędniczki;  mogłaby  pracować 

popołudniami oraz w sobotę i niedzielę. Kto wie, czy jakiś bank nie zatrudni jej w 
charakterze kasjerki… 

– Ale ci dobrze! 

Tannis  drgnęła  jak  oparzona  i  omal  nie  krzyknęła,  ale  natychmiast  rozpoznała 
głęboki,  przyjemny  głos  sąsiada,  Toma  Hayesa.  Zdawała  sobie  sprawę,  że 
ś

wiadomość  i  pamięć  niewiele  tu  znaczyły.  Tajemniczy  szósty  zmysł  sprawił,  że 

całym  ciałem  zareagowała  od  razu  na  jego  nadejście.  Zawsze  i  wszędzie 
wyczuwała mimo woli obecność tego mężczyzny. Po chwili serce, które przez jakiś 
czas kołatało niespokojnie, odnalazło zwykły rytm, lecz Tannis nadal czuła, że cała 
drży z przejęcia i podniecenia. 

–  Tom,  ty  łobuzie!  Dostanę  przez  ciebie  ataku  serca.  –  Brakło  jej  tchu  nie  tylko 
dlatego,  że  była  wystraszona.  Miała  nadzieję,  że  mężczyzna  niczego  się  nie 
domyślił. – Jak śmiesz się tu zakradać? 

–  Chciałbym  z  tobą  porozmawiać  –  oznajmił  sąsiad,  nie  próbując  się 
usprawiedliwić. – Dzwoniłem, ale nie podnosiłaś słuchawki. Gdy zobaczyłem twój 
samochód, ucieszyłem się, że wróciłaś do domu. Amy zdradziła mi, że kąpiesz się 
często wieczorami, a więc postanowiłem wpaść na chwilę. 

– Dzieci już śpią? – Tannis zmrużyła oczy, by lepiej widzieć Toma w kłębach pary 
unoszącej się znad wanny. Stał przy schodkach z nogą opartą na stopniu i łokciem 
na  kolanie.  Był  ubrany  w  dżinsy,  ciepłą  marynarkę  zarzuconą  na  ramiona  i 
flanelową  koszulę  z  rozpiętym  kołnierzykiem.  Zza  jej  rozchylonych  brzegów 
wyglądały ciemne włosy porastające szeroki tors. Wystarczyło jedno spojrzenie, by 
Tannis poczuła znajomy ucisk w okolicach żołądka. Nie podniecaj się tak, Tannis 
Anne, powtarzała w duchu. To nie jest mężczyzna dla ciebie. 

Jasne. Nie powinna robić sobie żadnych nadziei. Niestety, wciąż pamiętała, jak się 
całowali  do  utraty  tchu  na  ciemnej  werandzie.  Zniecierpliwiona,  próbowała 
odsunąć  natarczywe  wspomnienie.  Tamten  pocałunek  był  głupim  wybrykiem.  Od 
czterech lat żałowała swego postępku. 

W głębi serca przyznała uczciwie, że podczas spotkań z Tomem Hayesem z trudem 
panuje  nad  sobą.  Tak  było  od  chwili,  gdy  ujrzała  po  raz  pierwszy  męża  swojej 

background image

przyjaciółki  Mary.  Zdawkowy  powitalny  uścisk  dłoni  Toma  przyprawił  Tannis  o 
silny  dreszcz;  poczuła,  że  cierpnie  jej  skóra  na  całym  ciele.  Zastanawiała  się, 
dlaczego ten jeden jedyny mężczyzna działa na nią w ten sposób. 

Sąsiad Tannis wcale nie był urodziwy; nie przypominał wyśnionego księcia z bajki. 
Ostre  rysy  twarzy  miały  w  sobie  tyle  ciepła  i  uroku,  co  granitowe  urwiska,  lecz 
zniewalająca silą, którą emanował ten potężnie zbudowany mężczyzna, przyciągała 
młodą  kobietę  niczym  magnes.  Naprawdę  piękne  były  tylko  jasnozielone  oczy 
Toma. Gdy się złościł, nabierały szmaragdowego odcienia, natomiast kiedy był w 
dobrym  humorze,  lśniły  w  nich  złociste  iskierki.  Ilekroć  zapominał  o  kłopotach  i 
wybuchał  śmiechem,  jego  surową  twarz  opromieniał  męski  urok  i  chłopięcy 
wdzięk. W takiej chwili żadna kobieta nie była w stanie mu się oprzeć. 

Na  szczęście  dla  Tannis  rzadko  bywał  pogodny  i  roześmiany.  Po  śmierci  żony, 
która  przed  trzema  laty  umarła  na  raka,  stał  się  prawdziwym  ponurakiem.  W 
oczach sąsiadki pozostał jednak wyjątkowo przystojnym mężczyzną. 

–  Tak,  dzieci  już  śpią.  –  Głos  Toma  przerwał  rozmyślania  Tannis  i  sprawił,  że 
natychmiast przypomniała sobie, o co pytała.  

Mężczyzna zamilkł. 

– Co masz mi do powiedzenia? – rzuciła po chwili. 

– Jebbie twierdzi, że zabrakło ci pieniędzy na naprawę samochodu. 

Tannis  oniemiała,  usłyszawszy  tę  uwagę.  Widoczne  zza  obłoku  pary  jasnozielone 
oczy wpatrywały się w nią tak intensywnie, jakby mogły czytać w myślach. 

– Jebbie ma za długi język – mruknęła Tannis. Postanowiła odtąd nie rozmawiać o 
swoich sprawach w obecności wścibskiego sześciolatka. – Moje kłopoty finansowe 
nie  powinny  cię  obchodzić.  Nawiasem  mówiąc,  możesz  uspokoić  syna.  Auto  jest 
już naprawione. Miałam kłopoty z gaźnikiem. 

– Skąd Jebbie wie, że zabrakło ci pieniędzy na tę naprawę? 

–  Na  pewno  dowiedział  się  przypadkowo.  –  Tannis  westchnęła  ciężko.  Tom  był 
uparty i dociekliwy. – Musiał słyszeć jakąś rozmowę telefoniczną. Na szczęście w 
porę  zdobyłam  pieniądze.  Wróćmy  do  tematu.  Czemu  zawdzięczam  twoją 
niespodziewaną wizytę? 

– Chcę zaproponować ci pracę. 

Domyśliła  się  od  razu,  co  to  za  oferta.  Zapewne  chodzi  o  dwójkę  dzieci 

background image

osieroconych przez Mary. 

Mary… Natychmiast przypomniała sobie ostatnią prośbę umierającej przyjaciółki. 
Ich rozmowa miała dramatyczny przebieg. 

– Tannis… możesz mi coś obiecać? – zapytała chora słabym głosem. W ostatnich 
dniach życia bardzo cierpiała. 

– Wiesz, że w każdej sytuacji możesz na mnie liczyć. Słucham. 

– Pomóż Tomowi wychować Amy i Jebbie'ego. Sam nie da sobie rady. 

Tannis  z  trudem  wykrztusiła  obietnicę.  Miała  ściśnięte  gardło.  Mary  była  taka 
dobra  i  wyrozumiała.  Tannis  czuła,  że  nie  zachowała  się  wobec  niej  lojalnie. 
Gotowa  była  wiele  poświęcić,  byle  tylko  cofnąć  czas  i  wymazać  z  przeszłości 
tamten nieszczęsny pocałunek! 

Tydzień po owej rozmowie Mary umarła. 

Tom nie przyjął żadnej pomocy. Twierdził uparcie, że doskonale sobie poradzi. Był 
tak oschły, że Tannis poczuła się dotknięta. Długo było jej przykro z tego powodu. 

– Czyżbyś zapomniał, że pracuję w szkole, Tom? – rzuciła nieufnie, odpowiadając 
na pytanie sąsiada. – Czy twoim zdaniem powinnam rzucić tę posadę? 

–  Wykluczone!  Mam  na  myśli  dodatkową  pracę,  którą  można  pogodzić  z 
nauczaniem. 

– A konkretnie? 

–  Pani  Cutter  oznajmiła  dziś,  że  odchodzi  z  końcem  miesiąca  –  odparł  wykrętnie 
Tom. Miał na myśli kobietę, która od śmierci Mary codziennie wyprawiała dzieci 
do szkoły i opiekowała się nimi po lekcjach. 

– Fatalnie. Dzieci bardzo ją lubią. 

– Owszem. – Tom wszedł na drugi schodek i stanął bliżej wanny. Tannis zanurzyła 
się  nieco  głębiej.  –  Zastanawiałem  się,  czy  nie  mogłabyś  opiekować  się  moimi 
pociechami.  One  cię  uwielbiają.  Płaciłbym  ci  taką  samą  pensję,  jaką  dostaje  pani 
Cutter. Poświęcałabyś dzieciakom najwyżej trzy godziny dziennie. 

Ta  propozycja  miała  swoje  dobre  strony.  Tom  był  prawnikiem;  jako  notariusz 
pracował  w  stałych  godzinach.  Czasami  skarżył  się,  że  wybrał  okropnie  nudną 
specjalność;  wciąż  tylko  akty  własności  i  testamenty.  Tannis,  rzecz  jasna,  nie 
mogła  przyjąć  do  wiadomości  takiej  opinii.  Wszystko,  co  dotyczyło  tego 

background image

niezwykłego  mężczyzny,  wydawało  się  jej  intrygujące.  Tak  czy  inaczej,  było 
rzeczą niemal pewną, że o piątej Tom wraca do domu. Wieczory miałaby wolne. 

– Muszę to przemyśleć – odparła. 

Tom  mruknął  coś  z  irytacją.  Najwyraźniej  oczekiwał,  że  sąsiadka  bez  wahania 
przyjmie jego ofertę. 

– Zdążysz to rozważyć do soboty? 

Tannis chętnie przystała na takie rozwiązanie. Skinęła głową. Tom odzyskał dobry 
humor. 

– Doskonale. Może przyjdziesz do nas na kolację? Dzieci od dawna błagają, żebym 
cię zaprosił. Porozmawiamy spokojnie, gdy pójdą spać. 

–  Zgoda.  Co  mam  przynieść?  –  spytała,  dokładając  starań,  by  jej  słowa  brzmiały 
pogodnie i uprzejmie. 

– Nic. Sam przygotuję kolację. Czekamy o piątej. 

Odwrócił się i odszedł. Tannis znowu powróciła myślami do przeszłości. Wyraźnie 
stanęło jej przed oczyma wspomnienie nieszczęsnego wieczoru sprzed czterech lat. 
Wszystko zdarzyło się wkrótce po tym, jak Mary zachorowała. Pewnego dnia Tom 
pokłócił się z żoną. Tannis nie wiedziała, co było powodem sprzeczki. Gdy Mary 
poprosiła  ją  o  popilnowanie  dzieci,  zgodziła  się  od  razu.  Jebbie  miał  wtedy  dwa 
lata; Amy była w drugiej klasie. Mary oznajmiła, że musi porozmawiać z Tomem 
w cztery oczy. 

Małżonkowie  poszli  do  kina  i  na  kolację.  Tannis  spędziła  wieczór  w  ich  domu, 
zajmując  się  maluchami.  Tom  i  Mary  wrócili  około  jedenastej.  Tannis 
zaprotestowała,  gdy  mąż  przyjaciółki  postanowił  ją  odprowadzić.  Miała  do 
przejścia  zaledwie  kilkadziesiąt  metrów,  ale  był  nieugięty.  Gdy  znaleźli  się  na 
werandzie, długo milczał, stojąc bez ruchu. 

– Jak minął wieczór? – zapytała uprzejmie, by wyrwać go z zamyślenia. 

– Nie był udany, jeśli mam być szczery. 

Tannis nie pytała o szczegóły. Nie interesowały jej małżeńskie kłopoty sąsiadów. 

–  Kłóciliśmy  się…  Chodzi o to,  że  mamy  odmienne zdanie  co  do  rodzaju terapii, 
jaki powinna wybrać moja żona – oznajmił po chwili Tom. Odwrócił się do Tannis 
plecami  i  wcisnął  ręce  w  kieszenie.  Długo  milczał,  a potem  westchnął  głęboko. – 
Boże, tak strasznie się boję. Jak mam bez niej żyć? Jeśli umrze… 

background image

–  Nic  nie  mów.  –  Pod  wpływem  nagłego  impulsu  objęła  mężczyznę 
współczującym gestem i położyła dłoń na jego ustach. – Nie wywołuj wilka z lasu. 
Za wcześnie na takie przypuszczenia. Lekarz na pewno ją przekona. 

Tom wolno położył ręce na ramionach Tannis i powiedział: 

– Proszę, pomóż mi. Potrzebuję cię. 

Objął ją  mocniej i przyciągnął do  siebie. Czuła,  że  jej  serce zaczyna  szybciej bić, 
ale nie była zaniepokojona. Sądziła, że Tom pragnie współczucia i pociechy, którą 
mogła mu ofiarować. Nie protestowała, gdy przytulił ją. 

–  Już  dobrze,  Tom.  Wiem,  co…  –  Niespodziewanie  poczuła  usta  mężczyzny  na 
swoich  wargach.  Ogarnął  ją  żar,  jakby  dotknęła  płomienia  i  nie  doznała  bólu. 
Próbowała się wyrwać, ale uścisk był zbyt silny. Nagle straciła panowanie nad sobą 
i posłusznie rozchyliła wargi. Wsunęła palce we włosy Toma, który jęknął i objął ją 
z całej siły. Poczuła śmiałą pieszczotę natarczywego języka. 

Jak długo trwał ten namiętny, zachłanny pocałunek? Nie miała pojęcia. Za krótko. 
Zbyt długo. 

Wreszcie odezwało się poczucie winy. Jakiś wewnętrzny głos huczał jej w uszach. 

Przecież to mąż twojej najlepszej przyjaciółki! 

Pragnęła ulec temu mężczyźnie, lecz wzięła się w garść i odepchnęła go. 

–  Co  my  robimy,  Tom?  –  szepnęła  bez  tchu.  To  wystarczyło,  by  odzyskał 
panowanie nad sobą. Nagle znieruchomiał, ale nie wypuścił jej z objęć. Po chwili 
odezwała  się  znowu:  –  Tom,  bardzo  mi  się  podobasz,  ale  oboje  jesteśmy 
przywiązani do Mary i nie chcemy jej zranić. 

– Masz rację. – Tom zbliżył czoło do jej twarzy. – Nie wiem, co mnie napadło. 

–  Pełnia  księżyca  robi  z  ludzi  szaleńców  –  odparła,  próbując  wszystko  obrócić  w 
ż

art. – To miał być przyjacielski uścisk. Chyba trochę przesadziliśmy. Puść mnie i 

zapomnijmy raz na zawsze o całej sprawie. – Tom skinął głową, lecz nie wypuścił 
jej z objęć.  

W końcu Tannis odepchnęła go delikatnie. Cofnął się i westchnął głęboko. 

– Ach, Tannis, jesteś wspaniała. Mary i ja zawsze możemy na ciebie liczyć. Nigdy 
nas nie zawiedziesz. Dzięki, że uratowałaś szaleńca przed jego własną głupotą. 

Ż

adne  z  nich  przez  długie  cztery  lata  nie  wspomniało  ani  słowem  o  tamtym 

background image

incydencie.  Tannis  nigdy  nie  wątpiła,  że  Tom  naprawdę  kochał  Mary.  Gdy  żona 
całkiem  opadła  z  sił,  otoczył  ją  czułą  opieką  i  całymi  dniami  przesiadywał  w 
sypialni przy łóżku chorej. 

 

Tannis  powoli  wracała  do  rzeczywistości.  Tom  odszedł.  Jego  sąsiadka  zanurzona 
po  szyję  w  gorącej  wodzie  daremnie  próbowała  się  odprężyć.  Wieczorna  kąpiel 
straciła dla niej cały urok. Mamrocząc coś ze złością, sięgnęła po ręcznik, wyszła z 
wanny  i  pobiegła  w  stronę  drzwi  do  piwnicy.  Zmierzyła  krytycznym  spojrzeniem 
kosz  wypełniony  po  brzegi  rzeczami  do  prania,  stosy  dekoracji  świątecznych, 
narzędzi  oraz  innych  użytecznych  drobiazgów.  Jeremy  na  pewno  wykorzystałby 
ten  widok  jako  pretekst  do  jednej  ze  słynnych  pogadanek  o  powinnościach 
skrzętnej pani domu. 

Dla niego każda sposobność była dobra, by udzielić ukochanej żonie napomnienia i 
skarcić  niepoprawną  bałaganiarę,  przyznała  w  duchu  Tannis.  Bałagan  bałaganem, 
lecz  właścicielka  tego  kramu  z  różnościami  świetnie  orientowała  się  w  pozornym 
chaosie  i  potrafiła  bez  trudu  odnaleźć  każdy  przedmiot.  Podłoga  też  była  dość 
czysta, bo Tannis raz w tygodniu odkurzała piwnicę. Przed kilku laty postanowiła 
raz  na  zawsze,  że  nie  dopuści,  by  ktokolwiek  zatruwał  jej  życie  nadmiernymi 
wymaganiami. 

Tysiące  razy  powracała  myślą  do  tamtych  dni,  gdy  była  młoda  i  zakochana  po 
uszy.  Naprawdę  uwielbiała  Jeremy'ego.  Pewnie  dlatego  tak  się  przejmowała  jego 
napomnieniami  i  wiecznym  marudzeniem,  że  w  domu  panuje  bałagan.  Urabiała 
sobie  ręce  po  łokcie,  pragnąc  zasłużyć  na  pochwałę,  ale  mąż  dostrzegał  same 
niedociągnięcia.  Wiele  czasu  upłynęło,  nim  Tannis  przysięgła  sobie  w  końcu,  że 
prędzej umrze, niż pozwoli kolejnemu mężczyźnie, by odebrał jej wiarę w siebie. 

W sobotnie popołudnie Tannis zapukała do drzwi sąsiedniego domu. Otworzyła jej 
Amy. 

– Cześć, Tannis! 

Młoda  kobieta  zachichotała  mimo  woli.  To  było  silniejsze  od  niej.  Widok  był 
porażający.  Miała  przed  sobą  modnie  ubraną  dwunastolatkę  w  kusej  dżinsowej 
spódniczce,  ledwie  wystającej  spod  ogromnej,  wściekle  różowej  bluzy  o 
przydługich  rękawach.  Szczuplutkie  nogi  dziewczynki  opięte  były  leginsami  z 
różowej  koronki,  a  grube  bawełniane  skarpety  układały  się  wokół  kostek  w 
malownicze  obwarzanki.  Całości  dopełniały  tenisówki  i  koński  ogon  związany 
nylonowym szalem. 

background image

– Cześć, Amy. Wyglądasz interesująco – rzuciła z przekąsem.  

Dziewczynka nie wyczuła sarkazmu w jej głosie. 

–  Dzięki.  Tata  powiedział,  że  spódnica  jest  za  krótka,  ale  czy  mężczyzna  jest  w 
stanie  to  ocenić?  Jak  uważasz?  Za  krótka?  –  Amy  spojrzała  wyczekująco  na 
sąsiadkę i przechyliła głowę na bok. 

–  Myślę,  że  dla  dwunastolatki  jest  w  sam  raz,  lecz  gdybyś  była  starsza  o  rok  lub 
dwa, chyba przyznałabym rację tacie. 

– Naprawdę? – Amy posmutniała. 

–  Doskonale  wyglądasz  w  mini,  zwłaszcza  że  masz  długie  nogi  jak  twoja  mama, 
ale gdy podrośniesz i chłopcy zaczną się na ciebie gapić, powinnaś bardziej uważać 
na to, jak się prezentujesz i co masz na sobie. 

–  Chodzi  o  to,  żeby  ich  nie  prowokować  strojem  i  zachowaniem?  –  rzuciła 
domyślnie Amy. Tannis skinęła głową. 

Nagle  w  drzwiach  stanął  Tom.  Miał  dziwny  wyraz  twarzy.  Nie  był  zły. 
Przypominał  raczej  winowajcę.  Tannis  pomyślała,  że  wygląda  jak  Jebbie,  który 
pewnego  dnia  zjadł  wszystkie  ciastka  przygotowane  z  okazji  szkolnego  zebrania 
rodziców i nauczycieli, a potem okropnie się rozchorował. Nie było czasu na dalsze 
porównania. Tannis musiała się przywitać z sąsiadem. 

– Dzięki, że to powiedziałaś – rzucił ponuro Tom. – Próbowałem wyjaśnić Amy, o 
co  mi  chodzi,  ale  rozsądne  słowa  brzmią  inaczej  w  ustach  ojca  uważanego  za 
starego nudziarza. 

– Tata nieustannie krytykuje mój styl ubierania. 

Tannis  obserwowała  z  niedowierzaniem  wykrzywione  złością  rysy  twarzy 
urodziwej  dziewczynki.  Nie  wiedziała,  jak  zareagować.  Niespodziewanie  wyszło 
na  jaw,  że  upodobania nastolatek  w dziedzinie  mody to  drażliwy  temat,  który  nie 
nadaje się do towarzyskiej konwersacji. 

–  To  normalne,  że  ojcowie  zamartwiają  się  o  swoje  córki.  Czasami  rodzice  nie 
potrafią jasno wyrazić, co im leży na sercu. 

Amy  westchnęła  demonstracyjnie  i  energicznie  pokiwała  głową,  aż  podskoczyła 
brązowa kitka na czubku głowy. 

–  Jeśli  tak  jest,  to  mój tata  powinien  zdobyć  w  tej  dziedzinie  złoty  medal.  Ciągle 
tylko  marudzi.  Mama  na  pewno  nie  krytykowałaby  moich  ciuchów.  Pozwoliłaby 

background image

mi nosić wszystko, na co mam ochotę. 

Tom rozumiał, co knuje jego sprytna córeczka, ale zachował spokój. 

–  Nie  wymądrzaj  się,  Amy.  Możesz  się  ze  mną  spierać,  ale  nie  rób  tego  przy 
gościu. 

Skarcona  dziewczynka  poczerwieniała  na  twarzy,  odwróciła  się  i  pomknęła  ku 
schodom. 

– Jak możesz! Nie jestem małym dzieckiem! – krzyknęła na odchodnym. Wbiegła 
na piętro; po chwili rozległo się głośne trzaśnięcie drzwiami. Tannis obserwowała 
tę rodzinną scenkę rozszerzonymi ze zdumienia oczyma. Wielkie nieba! Nigdy nie 
przypuszczała, że Amy może się tak zachować. 

– Ale kompromitacja – westchnął Tom, spuszczając wzrok. Po chwili uniósł głowę 
i  popatrzył na  sąsiadkę pociemniałymi  z żalu oczyma.  –  Wejdź  i  rozgość  się.  Nie 
będę ukrywał, że takie utarczki zdarzają się niemal codziennie. 

– Nie zazdroszczę ci. Niestety, z każdym rokiem będzie gorzej. Dobrze pamiętam 
moje szczenięce lata – oznajmiła żartobliwym tonem, gdy szli korytarzem w stronę 
kuchni i pokoju dziennego. 

– Czy to oznacza, że wszystkie młode pannice tak się zachowują, kiedy zaczynają 
dorastać? Dzięki Bogu, że chłopcy reagują inaczej. Nie sądzę, abym potrafił stawić 
czoło dwóm córkom. 

– Gdzie jest Jebbie? – Tannis postanowiła zmienić temat. 

–  Sue  Sanderston  z  sąsiedniej  ulicy  zawiozła  go  na  basen.  Jej  syn  Miles  i  Jebbie 
chodzą do tej samej klasy. 

– Znam Sanderstonów. Sympatyczna rodzina. 

–  Miło  mi  to  słyszeć  –  rzucił  z  ulgą  Tom.  –  A  co  sądzisz  o  rodzicach  Charliego 
Swansona? Mały już dwukrotnie zapraszał Jebbie'ego do siebie, ale jego rodzice w 
ogóle  się  do  mnie  nie  odezwali.  Postanowiłem  cię  wypytać,  co  to  za  ludzie.  Na 
pewno widujesz w szkole tego chłopca i coś o nim wiesz. 

– Swanson jest rozrabiaką, ale nie wykluczam, że dobry z niego dzieciak. Niestety, 
słyszałam  to  i  owo  o  jego  rodzicach.  Na  twoim  miejscu  poważni?  bym  się 
zastanowiła,  czy  takie  środowisko  jest  odpowiednie  dla  Jebbie'ego.  Lepiej  niech 
zaprosi kolegę do domu. 

Podczas  rozmowy  Tannis  sięgnęła  po  talerze  i  serwetki  leżące  na  szafce.  Zaczęła 

background image

nakrywać  do  stołu.  Tom  milczał.  Odwróciła  się  pospiesznie.  Stał  przy  kredensie 
mocno  wsparty  rękoma  o  blat,  jakby  zabrakło  mu  sił.  Czołem  przywarł  do 
kuchennej szafki. Oczy miał zamknięte. Tannis była przerażona. 

– Co się stało? – spytała niespokojnie. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

–  Wychowywanie  dzieci  w  pojedynkę  to  ogromnie  wyczerpujące  zajęcie  – 
westchnął ciężko Tom. 

Jego  uwaga  dotyczyła  Jebbie'ego,  ale  niewątpliwie  myślał  także  o  Amy. 
Dziewczynka uciekła do swego pokoju, lecz na dole wciąż wyczuwało się napiętą 
atmosferę.  Tannis  była  ogromnie  zaniepokojona  niedawną  utarczką,  chociaż  nie 
dała tego po sobie poznać. 

– Domyślam się, że trudno ci decydować samemu o wszystkim, co dotyczy Amy, 
zwłaszcza jeśli mała się buntuje, ale przypomnij sobie, co przeżywałeś, będąc w jej 
wieku. 

– Amy była do niedawna miłą, posłuszną dziewczynką. – Palce Toma zacisnęły się 
jeszcze  mocniej  na  kuchennym  blacie.  –  Nagle  stała  się  taka  obca.  Nie  mam 
pojęcia, jak z rozmawiać z własną córką. Co się z nią dzieje? 

Głos mężczyzny przepojony był zmartwieniem. Tannis nie zamierzała się wtrącać 
w  domowe  sprawy  Toma,  ale  było  jej  go  żal,  więc  podeszła  i  ze  współczuciem 
pogłaskała  zgnębionego  ojca  po  ramieniu.  Ten  niewinny  gest  natychmiast 
przyprawił  ją  o  zmysłowy  dreszcz.  Szybko  cofnęła  rękę,  jakby  się  sparzyła.  Z 
trudem znalazła odpowiedź na pytanie. 

– Wszystkie nastolatki tak się zachowują, a zatem… 

– Amy ma zaledwie dwanaście lat! – krzyknął Tom. W ogóle nie zareagował na jej 
dotyk. – Dopomina się o cienkie pończochy i szminkę. Gdyby się nie wstydziła, na 
pewno  zażądałaby  biustonosza.  To  ponad  moje  siły!  Czy  do  ojcowskich 
obowiązków  należy  wyjaśnianie,  jak  radzić  sobie  z  owłosionymi  nogami?  –  Tom 
spojrzał z irytacją na sąsiadkę.  

Tannis uśmiechnęła się, chociaż mężczyzna sprawiał wrażenie głęboko przejętego 
własnymi kłopotami. Współczująco popatrzyła mu w oczy. 

–  Czy  zgodzisz  się,  żebym  ci  pomogła  uporać  się  z  tymi  problemami?  Chętnie 
zabiorę Amy do sklepu i kupię jej ładną bieliznę oraz inne damskie fatałaszki. Jeśli 
pozwolisz,  żeby  u  mnie  przenocowała,  nauczę  ją  golić  nogi.  Będziesz  miał 
gwarancję, że obejdzie się bez rozlewu krwi podczas… 

Tom nie odrywał wzroku od Tannis. W końcu spostrzegła, że spogląda na jej usta, i 

background image

zamilkła  w  pół  słowa.  Rozmowa,  którą  prowadzili,  stała  się  nagle  ogromnie 
krępująca.  Czyżby  Tom  doszukiwał  się  w  niewinnej  propozycji  ukrytych 
podtekstów? Odchrząknęła i zaproponowała nieśmiało: 

–  Może dokończę  nakrywać  do  stołu?  Po zapachu  poznaję, że kolacja jest  prawie 
gotowa. 

Tom  zamrugał  powiekami  i  wrócił  do  rzeczywistości.  Najwyraźniej  był 
zakłopotany szczerością okazaną w niedawnej rozmowie. 

– Amy się tym zajmie. Jesteś naszym gościem. 

–  Chętnie  pomogę…  –  zaczęła  Tannis,  wzruszając  ramionami,  ale  Tom  był  już 
przy schodach. 

–  Amy,  proszę  zejść  i  nakryć  do  stołu.  –  Minęło  kilka  minut,  nim  dziewczynka 
pojawiła  się  na  dole.  Powitała  Tannis  promiennym  uśmiechem.  Nie  zwracając 
uwagi na ojca, sięgnęła do szuflady po sztućce i resztę zastawy. 

Tannis obdarzyła ją spojrzeniem pełnym wdzięczności i ciepła. Nie znosiła kłótni. 
Wszelkie awantury, nawet jeśli nie dotyczyły jej osobiście, powodowały, że czuła 
się winna i zakłopotana. 

–  Jak  sobie  radzisz  w  szkole,  Amy?  Dobrze  zaczęłaś  rok?  Cieszę  się,  że  twoją 
wychowawczynią została pani McCann. 

– Szkoła jest fajna. – Amy energicznie potrząsnęła końskim ogonem i podeszła do 
stołu. – Niestety, pan Sykes to okropny nudziarz. Codziennie przychodzi do pracy 
w krawacie! Co za szczęście, że nie został naszym wychowawcą. 

Tannis  o  mało  nie  zaczęła  chichotać  na  samą  myśl  o  statecznym  matematyku.  Z 
trudem zdobyła się na łagodny, wyrozumiały uśmiech. 

– Nadal uczysz się grać na pianinie? Chętnie posłuchałabym jakiegoś utworu. 

–  Owszem,  wciąż  gram.  –  Ku  rozczarowaniu  Tannis  rysy  dziewczynki  znowu 
wykrzywiła  złość.  –  Wcale  nie  mam  na  to  ochoty.  Te  lekcje  są  okropnie… 
monotonne.  Chyba  wiesz,  co  mam  na  myśli.  –  Nie  uszło  uwagi  Tannis,  że  Amy 
zmierzyła ojca nieprzyjaznym spojrzeniem. Postanowiła ratować sytuację. 

–  Za  moich  szkolnych  czasów  jedna  z  koleżanek  akompaniowała  chórowi,  do 
którego należało wielu fajnych chłopców. Często się z nimi umawiała. Żałowałam 
z całego serca, że nie umiem grać na pianinie. 

Amy popatrzyła na Tannis z zainteresowaniem, ale głośno oznajmiła: 

background image

– Masz okazję to nadrobić. Zastąp mnie podczas lekcji. 

W tej samej chwili drzwi otworzyły się szeroko i do kuchni wpadł mały Jebbie. 

– Cześć, Tannis! Zjesz z nami kolację? 

–  Cześć,  Jebbie.  Bardzo  chętnie.  –  Tannis  z  ulgą  przyjęła  powrót  chłopca. 
Zaczynała  powoli  żałować,  że  dała  się  namówić  na  wizytę  u  Hayesów.  –  Co  u 
ciebie? 

– Wszystko dobrze. Ja i Miles wzięliśmy dziś prysznic po lekcji pływania, całkiem 
samodzielnie, w zamykanych kabinach. 

– Doroślejesz z dnia na dzień, prawda? – spytała z naciskiem Tannis i patrzyła na 
chłopca, udając wielkie zdumienie. 

–  No.  –  Jebbie  energicznie  kiwnął  głową  z  niezłomną  pewnością  siebie 
uradowanego sześciolatka. Kiedy się uśmiechnął, Tannis zauważyła, że brakuje mu 
zęba.  Chłopczyk  pokazał  jej  ogromną  rękawicę.  –  Gram  teraz  w  baseball.  Dziś 
udało mi się odbić wszystkie podania. 

– I co z tego? – prychnęła Amy. – Każdy głupi potrafi odbić dobrze podaną piłkę. 

– Właśnie, że nie! – odparł wojowniczo Jebbie. Najwyraźniej miał ochotę pokazać 
siostrze język. 

–  Muszę  przyznać  ci  rację,  Jebbie.  Sama  byłam  zawsze  marnym  zawodnikiem. 
Puszczałam niemal wszystkie piłki. 

Tannis  przyciągnęła  chłopca  do  siebie  i  przyjacielskim  gestem  zwichrzyła  mu 
krótko i modnie obcięte włosy. Ponad jego głową porozumiewawczo mrugnęła do 
Amy,  mając  nadzieję,  że  córka  Toma  uzna  to  za  dyskretną  zachętę  do 
pobłażliwości właściwej osobom starszym i dojrzalszym. Ku jej zadowoleniu Amy 
odpowiedziała  znaczącym  uśmiechem.  Nastrój  gościa  i  domowników  od  razu  się 
poprawił.  Tannis  gawędziła  przyjaźnie  z  dziećmi,  gdy  Tom  postawił  przed  nimi 
potrawkę z kurczaka i doskonale przyprawioną sałatkę ze szpinaku. 

– Gdzie się nauczyłeś tak gotować? – zapytała Tannis, ledwie zaczęła jeść. 

– Z książek kucharskich – odparł spokojnie Tom. 

– To prawda – potwierdziła Amy – ale był już taki moment, mniej więcej rok temu, 
kiedy zaproponowałam tacie, że podejmę się gotowania. 

– Mieliśmy po dziurki w nosie tych wstrętnych parówek – dorzucił Jebbie. 

background image

– Parówki bardzo mi smakują – odparł Tom, wzruszając ramionami. 

– Mnie również – oznajmiła Amy. Pokiwała głową z politowaniem, ale patrzyła na 
ojca życzliwie. – Chodzi o to, że wcale nie muszę ich jeść codziennie, tatku. 

Po  kolacji  Tannis  sprawnie  zapędziła  dzieciaki  do  kuchni,  żeby  pomogły  ojcu  w 
zmywaniu.  Potem  rozsiedli  się  na  kanapie  i  zagrali  w  loteryjkę.  Amy  okazała  się 
najlepsza,  a  Jebbie  pozieleniał  z  zazdrości.  Rozegrali  więc  z  kolei  partyjkę  jego 
ulubionej, prościutkiej gry w karty. Pobił wszystkich i wyraził głośno swoją radość. 
Zrobiło się późno i Tom wysłał swoje pociechy do łóżka. 

Tannis żałowała, że dzieci poszły. W ich obecności czuła się bezpieczniej. Oboje z 
Tomem unikali w rozmowie trudnych tematów. Spodziewała się, że przy pierwszej 
okazji  sąsiad  zapyta,  co  postanowiła  w  sprawie  pracy,  którą  jej  zaproponował. 
Przeczuwała,  że  nie  będzie  zadowolony  z  odpowiedzi.  Krążyła  po  pokoju, 
zaglądając do porozkładanych tu i ówdzie książek oraz czasopism. Nagle dobiegł ją 
głos stojącego z tyłu Toma. 

– Czy zastanawiałaś się nad moją propozycją? 

– Owszem. – Skinęła głową. – Niestety… 

– Zazwyczaj dzieci są bardzo grzeczne. Amy tylko do mnie odnosi się tak wrogo. 
Nie  sprawią  ci  kłopotu.  Byłbym  spokojniejszy,  mając  pewność,  że  są  pod  opieką 
osoby godnej zaufania. 

Tannis przeżywała ciężkie chwile. Bardzo chciała pomóc Tomowi, oszczędzić mu 
kłopotów  i  wypełnić  daną  Mary  obietnicę.  Poza  tym  naprawdę  lubiła  Amy  i 
Jebbie'ego. Gdyby to było takie proste… 

–  Tom,  nie  mogę  –  powiedziała,  odwracając  się  i  ze  smutkiem  kręcąc  głową. 
Umilkł na chwilę. – Chciałabym… Wiesz, że jestem bardzo do nich przywiązana. 
Niestety, to wykluczone. 

–  Dlaczego?  –  wypytywał  Tom.  Zawziętość  malująca  się  na  jego  twarzy 
dowodziła, że nie dał za wygraną.  

Tannis westchnęła. Postanowiła wyznać mu wszystko. 

– Potrzebuję dodatkowej pracy – zaczęła wolno. 

– Doskonale! W takim razie… 

– Niczego nie rozumiesz. Muszę podjąć pracę w pełnym wymiarze godzin. To mi 
zajmie  popołudnia,  soboty  i  niedziele.  Potrzebuję  znacznie  większej  pensji  niż  ta, 

background image

którą mógłbyś mi płacić za opiekę nad dziećmi. 

Tom długo milczał. W głębokiej ciszy słychać było tykanie ściennego zegara. 

– Po co ci tyle pieniędzy? – zapytał w końcu. 

–  Przed  trzema  laty  moja  matka  przeniosła  się  do  pensjonatu  dla  seniorów  – 
odparła  Tannis,  splatając  mocno  dłonie.  –  Cierpi  na  postępujący  reumatyzm.  Nie 
była już w stanie radzić sobie sama. 

–  Czyżby  nie  miała  żadnych  oszczędności?  A  pieniądze  ze  sprzedaży  domu?  – 
Tom potrafił szybko znaleźć logiczne argumenty na poparcie własnego stanowiska.  

– Owszem, miała niewielki kapitalik, ale to nie wystarczy. Niedługo zabraknie jej 
pieniędzy. 

– Czy wówczas będziesz musiała płacić rachunki? 

– Tak. 

–  Istnieją  tańsze  domy  opieki,  Tannis.  Próbowałaś  znaleźć  coś  odpowiedniego? 
Zapewne… 

– Nie mogę jej tego zrobić – odparła niecierpliwie. – Pensjonat jest uroczy, czysty, 
pachnie  świeżością.  Tam  jest  zupełnie  inaczej  niż  w  rozmaitych  domach  opieki, 
które  odwiedzałam.  Poza  tym  mama  ceni  sobie  towarzystwo  pełnych  werwy 
mieszkańców  swego  pensjonatu.  Wyobrażam  sobie,  jakim  ciosem  byłaby  dla  niej 
kolejna  przeprowadzka.  Ogromnie  trudno  było  jej  rozstać  się  z  naszym  starym 
domem i większością zgromadzonych tam rzeczy. 

– A co z ubezpieczeniem? – dopytywał się z uporem Tom. 

– Można z niego pokryć część kosztów pobytu i leczenia, ale to ciągle za mało. 

–  Nie  przyszło  ci  do  głowy,  że  matka  mogłaby  zamieszkać  z  tobą?  Dom  jest 
obszerny. Wystarczy miejsca dla was obu. 

Tannis wyczuła naganę w jego głosie. Jak śmiał ją oceniać, nie znając wszystkich 
faktów? 

– Moja matka i ja od dawna mamy różne poglądy na wiele spraw. Nie sądzę, żeby 
pragnęła  się  tu  sprowadzić.  Muszę  przyznać,  że  ja  również  nie  chciałabym  z  nią 
mieszkać. 

Zapadła cisza. W pokoju zapanowała przykra atmosfera. Tom wprawdzie milczał, 
ale wyraz jego twarzy był nadzwyczaj wymowny. 

background image

– Nie masz prawa mnie oceniać, Tom, bo nie wiesz, jak wyglądało nasze wspólne 
ż

ycie  i  jakie  zdanie  ma  na  mój  temat  matka.  Po  rozwodzie,  o  który  wystąpił 

Jeremy,  zrobiła  mi  awanturę.  Oznajmiła,  że  jestem  wyrodną  córką,  ponieważ 
zniszczyłam to małżeństwo z powodu kilku drobnych nieporozumień. 

– Tannis… – wtrącił Tom, potrząsając głową. 

– Wyobraź sobie, że niewiele brakowało, abym po tamtej kłótni pobiegła do mego 
eks-małżonka,  żeby  go  błagać  o  przebaczenie.  Jakby  nie  wystarczyło,  że  odebrał 
mi  wiarę  w  siebie  i  zniszczył  moją  miłość!  Nawet  gdy  jego  kolejne  małżeństwo 
okazało  się  nieudane,  matka  pozostała  przy  swoim  zdaniu.  Ilekroć  ją  odwiedzam, 
wypomina mi, że byłam złą żoną. 

Tannis  potrząsnęła  głową,  odwróciła  się  i  zacisnęła  powieki,  pod  którymi  czuła 
piekące  łzy.  Powstrzymała  je.  Nie  rozpłacze  się  w  obecności  Toma!  Drgnęła, 
czując dotknięcie jego dłoni na ramionach. Nie słyszała, jak podchodził. 

–  Tannis…  –  zaczął  chrapliwym  szeptem.  Odwrócił  dziewczynę  ku  sobie.  Jego 
muskularną  postać  dzieliło  od  niej  zaledwie  kilka  centymetrów,  a  palący  dotyk 
ciepłych palców rozgrzewał skórę. Tannis nie była w stanie wykrztusić słowa. Tom 
dodał  po  chwili:  –  Nie  gniewaj  się.  Wcale  nie  zamierzam  oceniać  twego 
postępowania. Nikt nie może cię zmusić, żebyś  mieszkała z matką. Znam historię 
twego  małżeństwa.  Mary  trochę  mi  o  was  opowiadała.  Postąpiłaś  słusznie, 
rozstając  się  z  tym  człowiekiem.  Teraz  rozumiem,  dlaczego  nie  możesz  się 
zaopiekować moimi dziećmi. 

–  Dzięki  za  te  słowa.  –  Tannis  wysunęła  się  z  ramion  Toma.  Gdyby  nadal  ją 
obejmował,  nie  mogłaby  ręczyć  za  siebie.  Chrząknęła  nerwowo  i  spojrzała  mu  w 
oczy.  –  Chciałabym  cię  prosić  o  przysługę.  –  Tom  pytająco  uniósł  brwi.  –  Czy 
możesz  napisać  o  mnie  kilka  słów?  Chodzi  o  opinię,  którą  muszę  dołączyć  do 
podania o pracę. 

–  Chętnie  to  zrobię  –  oznajmił  z  powagą.  Jego  twarz  przybrała  nagle  osobliwy 
wyraz.  Nie  był  to  uśmiech,  lecz  w  zielonych  oczach  pojawiły  się  nagle  wesołe 
iskierki. 

– Tom? – zaczęła niepewnie. – Coś się stało? 

–  Ależ  nie.  –  Oczy  mu  pojaśniały.  –  Pamiętasz  tamten  wieczór,  gdy  cię 
pocałowałem? 

Niespodziewanie  zrobiło  się  jej  gorąco.  Nigdy  nie  przypuszczała,  że  Tom  zechce 
do tego wrócić. 

background image

– Latami wspominałem nasz pocałunek – wyznał ochrypłym głosem. – Chciałbym 
się przekonać, czy tamta namiętność nie była jedynie złudzeniem. 

Otworzyła usta, by go skarcić za to zuchwałe wyznanie, ale nim zdołała wykrztusić 
słowo, Tom chwycił ją w ramiona i mocno przytulił. Zabrakło jej tchu, gdy poczuła 
dotknięcie  silnego,  muskularnego  torsu  i  muśnięcia  czułych  warg  na  ustach. 
Znieruchomiała  na  chwilę,  lecz  gdy  minęło  uczucie  zaskoczenia,  poddała  się 
rozszalałym zmysłom. 

Tom jęknął i objął ją jeszcze mocniej. Wsunął dłoń pod luźny sweter i pieścił nagą 
skórę.  Drugą  ręką  objął  udo  Tannis,  najwyraźniej  chcąc  je  unieść.  Posłusznie 
oplotła nogą jego łydkę, jakby zamierzała wspiąć się po muskularnym ciele. Tom 
wsunął biodra między jej uda. Ani na chwilę nie przerwał pocałunku, który stawał 
się coraz namiętniejszy i bardziej zaborczy. Mężczyzna poruszał się rytmicznie w 
tył i w przód, a Tannis kołysała się razem z nim. 

Nie przyszło jej do głowy zaprotestować. Przez wiele lat tłumiła w sobie pożądanie 
i tęsknotę. Starała się zapomnieć, jak gwałtownie wybuchła ich namiętność, gdy po 
raz pierwszy Tom Hayes trzymał ją w ramionach. To była jedynie chwila słabości! 
Od tamtej pory istniał dla niej wyłącznie jako przystojny i zacny mąż przyjaciółki, 
która była jej zawsze wyjątkowo bliska. 

– Przestań! 

Jak  mogła  tak  się  zapomnieć?  Opuściła  ramiona,  którymi  obejmowała  Toma,  i 
pospiesznie  się  odsunęła.  Próbowała  chwycić  mężczyznę  za  nadgarstki,  żeby 
odepchnąć ręce błądzące po jej ciele. 

–  Dlaczego?  –  mruknął  gardłowym  głosem.  Odwróciła  głowę,  unikając 
natarczywych  warg, ale  Tom  nie  dał  za  wygraną i  zaczął  pieścić  jej  ucho. Tannis 
zanurzyła  palce  w  krótkich,  ciemnych  włosach  mężczyzny  i  ciągnęła  mocno  za 
czuprynę, póki jego twarz nie znalazła się w bezpiecznej odległości. 

–  To  przecież  nierozsądne  –  odparła.  Nadal  trzymała  Toma  za  włosy.  On  jednak 
natychmiast  wykorzystał  fakt,  że  przestała  odpychać  jego  ręce.  Objął  Tannis  i 
przytulił z całej siły. Obojgu zabrakło tchu, kiedy ich ciała ponownie się zetknęły. 
Niespodziewanie Tom wybuchnął krótkim, spazmatycznym śmiechem. 

–  Mam  wrażenie,  że  to  najrozsądniejszy  postępek,  na  jaki  się  w  tej  sytuacji 
zdobyłem. 

– Wiesz, co mam na myśli – szepnęła Tannis. Popatrzyła mu w oczy i poczuła się 
całkiem bezbronna. Mimo woli zauważyła, że tęczówki, które z daleka wydawały 

background image

się  zielone,  stanowią  w  gruncie  rzeczy  cudowną  kompozycję  barwnych  plamek  – 
brązowych, czarnych, złocistych i szmaragdowych. 

– Po co tracić czas na rozmowy, Tannis? Pocałuj mnie. 

Tannis z rozkoszą wsłuchiwała się w swoje imię szeptane czule przez Toma, lecz 
zachowała  jeszcze  dość  rozsądku,  by  odmówić  jego  prośbie.  Pokręciła  głową, 
próbując się otrząsnąć z hipnotycznego zauroczenia. 

– Nie. Wyszlibyśmy na idiotów, angażując się teraz uczuciowo. 

Wreszcie  coś  do  niego  dotarło.  Podniósł  wzrok  i  rzucił  jej  drwiące  spojrzenie. 
Chłód, który emanował z zielonych oczu, przyprawił ją o nieprzyjemny dreszcz. 

– A kto tu mówi o więzach uczuciowych? Pragnę ciebie, ty mnie również. Żadnych 
uczuć,  żadnego  ryzyka.  Idealny  układ.  –  Pochylił  głowę,  by  znowu  pocałować 
Tannis.  Potrafił  jej  zawrócić  w  głowie,  ale  czar  prysnął  niespodziewanie.  Nie 
oddała pocałunku. Szybko się opamiętała. 

Tom  nieświadomie  odkrył  jej  czuły  punkt,  swego  rodzaju  piętę  Achillesową.  Po 
rozwodzie  Tannis  była  całkiem  załamana.  Od  tamtej  pory  nikogo  nie  pokochała. 
Rzuciła się w wir pracy i przez kilka lat nie zaprzątała sobie głowy rozważaniami o 
przyszłości. Sugestia Toma sprawiła, że nie mogła dłużej chować głowy w piasek. 
Gdyby  znowu  kogoś  pokochała,  musiałaby  oddać  mu  serce  i  zdobyć  się  na 
zaufanie. Nie sądziła, by to było możliwe. Gdyby po raz drugi jej marzenia legły w 
gruzach,  chybaby  tego  nie  przeżyła.  Uwolniła  się  z  objęć  mężczyzny  i  szybko 
cofnęła się o kilka kroków. Przystanęła i spojrzała mu prosto w oczy. 

– Nie masz racji, Tom. Nie byłby to wcale idealny układ, przynajmniej dla mnie. – 
Odwróciła  się  i  przez  ciemną  kuchnię  dotarła  do  drzwi.  Chwyciła  palto.  Tom  nie 
pospieszył  za  nią.  Tannis  zdusiła  w  sobie  ukrywaną  w  najciemniejszym  zakątku 
serca idiotyczną nadzieję, że przystojny sąsiad zacznie ją błagać, by została, i mocą 
swego uczucia pokona słabnący opór. 

Tannis  chętnie  spacerowała  po  kolacji.  Tom  często  obserwował  sąsiadkę  podczas 
jej  spacerów  i  kąpieli.  Czuł  się  jak  maniak  lub  opętany  żądzą  bohater  jednego  z 
wyświetlanych  późną  nocą  dreszczowców.  Nie  zaniechał  podglądania  Tannis 
nawet po niespodziewanym wybuchu namiętności. Zdawał sobie sprawę, że będzie 
go  unikała  po  tym,  co  między  nimi  zaszło,  ale  był  zdecydowany  nie  dopuścić  do 
zerwania tej znajomości. 

Jako  prawnik  zdawał  się  często  na  wyczucie  oraz  intuicję  i  doskonale  na  tym 
wychodził.  Szósty  zmysł  podpowiadał  mu,  że  nie  wolno  rezygnować  z  Tannis. 

background image

Tom unikał na razie dokładniejszej analizy swoich motywów i racji. 

Minęło  kilka  dni  od  pamiętnej  kolacji.  Czwartkowy  wieczór  Amy  i  Jebbie 
postanowili  spędzić  u  kolegów.  Na  widok  Tannis  ubranej  w  dres  i  sportowe  buty 
Tom otworzył drzwi wejściowe i ruszył w stronę furtki. Dziewczyna zaniemówiła, 
gdy  podszedł  bliżej.  Na  jej  twarzy  pojawił  się  wyraz  paniki;  strach  wyglądał  z 
niebieskich oczu. Opanowała się w końcu i powitała go słabym uśmiechem. 

– Dobry wieczór, Tom. 

–  Cześć.  Mogę  się  do  ciebie  przyłączyć?  Pomyślałem,  że  idziesz  na  spacer  i 
postanowiłem  zrobić  to  samo.  Dobry  przykład  zawsze  działa.  Trzeba  dbać  o 
kondycję. 

– Proszę bardzo – odparła, unikając jego wzroku. – Wydawało mi się, że ćwiczysz 
rano na przyrządach gimnastycznych. 

–  Owszem.  Wstaję  godzinę  wcześniej,  żeby  mieć  trochę  czasu  dla  siebie,  nim 
wpadnę w domowy kierat. 

Cholera!  Nie  powinien  był  wspominać  o  kondycji  fizycznej.  Tannis  nie  od  dziś 
znała jego przyzwyczajenia i rozkład dnia. Nerwowo szukał jakiegoś wykrętu. 

– Zjedliśmy dziś obfitą kolację. Muszę stracić trochę kalorii. 

Tannis nadal stała na chodniku, przyglądając się Tomowi z dziwnym uśmiechem. 
Ruszyła dopiero wtedy, gdy ujął ją za łokieć. Natychmiast się od niego odsunęła i 
narzuciła ostre tempo marszu. Tom ukradkiem obserwował jej zgrabną, apetycznie 
zaokrągloną  sylwetkę.  Ciekawe,  jak  by  wyglądała  bez  obszernej  bluzy.  Mimo 
zmęczenia  spacerem  jego  ciało  natychmiast  zareagowało  na  niewczesne  rojenia. 
Dość tych głupstw! Lepiej, by Tannis się nie zorientowała, że spaceruje z facetem, 
który bezwstydnie ją podgląda i ukradkiem pożera wzrokiem. 

– Pamiętasz, jak zapytałem, co sądzisz o Charliem Swansonie? Poradziłaś, żebym 
go zaprosił do nas. 

– Nie sądzę, żebym tak to ujęła. – Zdziwiona Tannis uniosła brwi. – Powiedziałam 
tylko, że lepiej zaprosić kolegę syna do domu, niż pozwolić Jebbie'emu na wizytę u 
rodziny, która nie ma najlepszej opinii. Jak postąpiłeś? 

– Zaprosiłem Charliego. Ten chłopak to żywe srebro, prawda? 

– Racja. – Tannis parsknęła śmiechem. – Czy wasz dom przetrwał tę inwazję? 

– Pozwoliłem chłopakom szaleć w piwnicy – relacjonował Tom. Z ulgą spostrzegł, 

background image

ż

e  Tannis  nareszcie  się  odprężyła.  –  Gdy  po  raz  kolejny  dobiegł  mnie  straszliwy 

łomot, wkroczyłem do akcji, by sprawdzić, co się tam dzieje. 

– No i? 

– Stare zabawki i rupiecie walały się po wszystkich kątach, a chłopcy siedzieli na 
półkach  i  udawali  spadochroniarzy  gotowych  do  skoku.  Zamiast  spadochronów 
użyli poduszek. 

–  Jak zareagowałeś? –  Popatrzyła na niego oczyma  okrągłymi  z  ciekawości. Tom 
uśmiechnął się z ponurą satysfakcją. 

–  Charlie  poznał  dzięki  mnie  uroki  wielkiego  sprzątania.  Piwnicę  mam  teraz  w 
idealnym  porządku.  Ale  to  nie  koniec  opowieści.  Wieczorem  Jebbie  bawił  się 
ż

ołnierzykami  podczas  kąpieli.  Przemawiał  do  nich.  Usłyszałem  kilka 

interesujących zdań. 

– Możesz zacytować? – Znowu się roześmiała. Tom spełnił jej prośbę. 

– Chyba mnie nabierasz! – wykrzyknęła. 

– Wcale nie. Jebbie powiedział mi, że nauczył się tego od Swansona. 

– Ciekawe, skąd Charlie zna takie wyrażenia – rzuciła ironicznie. 

W odpowiedzi Tom tylko wzruszył ramionami. 

–  Ciarki  mnie  przechodzą,  gdy  pomyślę,  w  jakiej  rodzinie  wychowuje  się  ten 
dzieciak. – Tannis westchnęła. – Jak zareagowałeś? 

–  Wytłumaczyłem  Jebbie'emu,  że  prawdziwy  mężczyzna  nie  musi  używać  takich 
słów, by inni czuli przed nim respekt. Oznajmiłem, że przekleństwa są dobre tylko 
dla  mięczaków  –  Tannis  z  aprobatą  skinęła  głową.  Tom  niespodziewanie  zmienił 
temat: – Znalazłaś pracę? 

Natychmiast pożałował swego pytania. Tannis posmutniała i opuściła głowę. 

–  Zaklepałam  sobie  niezłą  posadę.  Pod  koniec  tygodnia  mam  się  zgłosić  w 
restauracji „Emporium” serwującej owoce morza. 

– Będziesz kelnerką? 

–  Nie  od  razu.  Zacznę  jako  hostessa.  Dopiero  po  kilku  miesiącach  pójdę  na  kurs 
podawania do stołu. Chciałabym awansować jak najszybciej, bo restauracja cieszy 
się  dużym  powodzeniem.  Zatrudnione  tam  dziewczyny  twierdzą,  że  wychodzą  na 
swoje dzięki wysokim napiwkom. 

background image

–  Dwa  etaty  to  ogromny  wysiłek  –  stwierdził  ostrożnie  Tom.  Nie  chciał 
przestraszyć Tannis, lecz obawiał się, że dziewczyna wkrótce opadnie z sił przy tak 
intensywnym trybie życia. 

– Wiem – odparła posępnie – ale nie mam innego wyjścia. 

Tom  zaczął  opowiadać  anegdoty  o  swojej  pracy,  żeby  ją  rozweselić.  Wspominał 
rozmaite  sprawy  majątkowe.  Przy  okazji  padło  imię  Mary,  która  przez  jakiś  czas 
zajmowała się jego archiwum. 

– Tak, pamiętam. Była niesłychanie energiczna. –Tannis smutno pokiwała głową. – 
Przewodniczyła  komitetowi  rodzicielskiemu  i  parafialnej  komisji  charytatywnej, 
działała także w ognisku muzycznym. Wyznała mi kiedyś, że czuje się jak artystka 
cyrkowa żonglująca mnóstwem piłeczek. 

–  Mary  uwielbiała  działać  i  organizować.  Miała  tyle  obowiązków,  że  nieustannie 
balansowała  na  granicy  kompletnego  chaosu.  –  Tom  nie  rozumiał,  dlaczego  nie 
odczuwa bólu, rozmawiając z Tannis o zmarłej żonie. 

–  Kiedy  się  poznałyśmy,  od  razu  zaczęła  snuć  w  związku  ze  mną  pewne  plany  – 
oznajmiła  żartobliwie  Tannis.  W  jej  głosie  pobrzmiewała  wielka  serdeczność.  – 
Postanowiła  za  wszelką  cenę  zburzyć  mur,  który  wzniosłam  wokół  siebie  po 
rozwodzie, i wciągnąć mnie w wir życia towarzyskiego. 

–  Starała  się,  jak  mogła  –  przyznał  Tom.  –  Pamiętasz  obiad,  na  który  zaprosiła 
ciebie  i  tego  faceta  z  sąsiedniej  ulicy,  który  ma  dziewięć  kotów?  Nigdy  nie 
zapomnę  twojej  miny,  gdy  opowiadał  o  problemach  ślicznej  Muffet,  mającej 
kłopoty  z  odruchem  wymiotnym  po  wylizaniu  futerka,  albo  kiedy  ubolewał  nad 
ceną  nowej  karmy,  która  przyspieszyła  rekonwalescencję  kocura  chorego  na 
pęcherz. 

–  Zawdzięczam  ci  ocalenie  –  przypomniała  Tannis.  –  Stwierdziłeś  niby 
przypadkiem, że jestem uczulona na kocią sierść. 

– Facet zmył się dziesięć minut później – dodał Tom z uśmiechem. 

– Chyba nigdy ci się nie odwdzięczyłam za tamtą przysługę. 

–  Wręcz  przeciwnie.  To  ja  mam  wobec  ciebie  dług  wdzięczności.  –  Tom  nagle 
posmutniał. –  Gdy Mary  zachorowała, nie  poradziłbym  sobie  bez twojej  pomocy. 
Zajmowałaś  się  dziećmi,  pomagałaś  w  pracach  domowych,  siedziałaś  przy  Mary, 
gdy byłem kompletnie wykończony, i… 

– Nie zrobiłam… 

background image

– Zrobiłaś  bardzo dużo – upierał  się Tom. – Przeżyłaś to  z nami.  Byłaś  dla Mary 
najlepszą przyjaciółką, jaką można sobie wyobrazić. 

Oboje  zamilkli.  Stracili  ochotę  do  rozmowy.  Zakończyli  spacer,  nie  mówiąc  ani 
słowa oprócz cichego „dobranoc”. Tannis pobiegła ku drzwiom swego domu. Tom 
chciał  ją zawołać i poprosić o  spotkanie, ale obawiał  się,  że dziewczyna odmówi. 
Przed tygodniem nie najlepiej się zachował, próbując egoistycznie wykorzystać jej 
zmysłową  naturę.  Dzisiejsza  rozmowa  pomogła  mu  naprawić  tamten  błąd  i 
odzyskać jej zaufanie. Postanowił zacząć wszystko od nowa. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Minęły dwa miesiące. Późnym popołudniem znużona Tannis układała w specjalnej 
teczce  przyniesione  do  domu  klasówki,  które  właśnie  skończyła  poprawiać. 
Zerknęła  na  zegar.  Czas  szykować  się  do  drugiej  pracy.  Miała  nadzieję,  że  zdąży 
jeszcze  przygotować  sobie  kanapkę  i  przekąsić  coś,  gdy  będzie  się  przebierała  w 
mundurek hostessy. 

Nie…  Przygotowanie  posiłku  wymagało  zbyt  wiele  zachodu.  Poza  tym  wcale  nie 
była  głodna.  Gdy  wspinała  się  z  trudem  po  schodach  wiodących  do  sypialni, 
przyszło  jej  do  głowy,  że  utrata  apetytu  stanowi  jedną  z  niewielu  jasnych  stron 
harówki  na  dwóch  etatach.  Była  tak  zapracowana,  że  nie  miała  czasu  myśleć  o 
jedzeniu. W ciągu ośmiu tygodni schudła pięć kilogramów i mogła nosić ubrania o 
numer  mniejsze  niż  przedtem.  Była  z  tego  bardzo  zadowolona,  chociaż  znajomi 
twierdzili, że okropnie zmizerniała. 

Mundurek  hostessy  przesiąkł  zapachem  restauracyjnej  kuchni,  mimo  że  Tannis 
czyściła  go  starannie  po  powrocie  do  domu  i  prała  w  każdą  sobotę.  Poświęcała 
drugiej  pracy  cztery  popołudnia  i  wieczory  tygodniowo.  Przebierając  się, 
odruchowo zerknęła w lustro. Bordowy kolor mundurka nie pasował do jej rudych 
włosów. Zresztą czy to ważne; i tak nie miała się dla kogo stroić. 

Nim  minęły  trzy  kwadranse,  była  już  w  restauracji.  Weszła  do  kuchni,  pocierając 
skronie.  Próbowała  zapomnieć  o  dokuczliwej  migrenie  i  skupić  się  na  pracy. 
Pieczenie  w  gardle  stanowiło  pierwszy  sygnał  przeziębienia,  ale  Tannis  nie  miała 
czasu się tym przejmować. Zerknęła ku wejściu, by sprawdzić, czy nie zjawili się 
nowi goście, i ruszyła do stolików w głębi restauracji. Pospiesznie zmieniła obrusy 
i zastawę. Przypomniała jednej z kelnerek, że obsługiwani przez nią goście proszą 
o  rachunek.  Od  drzwi  dobiegł  donośny  odgłos  dzwonka.  Podeszła,  by  powitać 
klienta. 

Podniosła  wzrok,  przywołała  na  twarz  wymuszony  uśmiech  i  zdrętwiała,  widząc 
przed sobą Toma. 

–  Witaj.  Zapraszam  do  naszej  restauracji.  Za  chwilę  znajdę  ci  wolny  stolik  – 
wyrecytowała i odwróciła się na moment, by wydać resztę, na którą czekały dwie 
starsze  panie.  Monety  leciały  jej  z  rąk,  jakby  straciła  czucie  w  palcach.  Miała 
wrażenie, że oblewa się rumieńcem. Co za pech! 

Nie rozmawiała z Tomem od tamtego wieczoru, gdy przyłączył się do niej podczas 

background image

spaceru.  Widywała  go  tylko  przelotnie,  gdy  wsiadał  do  samochodu  lub  szedł  do 
domu.  Śnił  jej  się  kilka  razy.  To  były  sny  erotyczne.  Po  przebudzeniu  ogarniał  ją 
smutek  i  poczucie  osamotnienia.  W  takich  chwilach  pragnęła  mimo  woli,  by  sen 
zmienił się w jawę, lecz zdawała sobie sprawę z daremności takich rojeń. Tysiące 
razy z wściekłością przeklinała w duchu zielonookiego donżuana, który zburzył jej 
wewnętrzny  spokój  osiągnięty  z  tak  wielkim  trudem.  Nim  Tom  ją  pocałował, 
naprawdę wierzyła, że w jej świecie nie ma miejsca dla żadnego mężczyzny. 

Skończyła  wydawać  resztę  starszym  paniom  i  podbiegła  do  regału,  na  którym 
leżały karty dań. Wzięła jedną z nich i wróciła do Toma. Uśmiechnęła się szeroko i 
opanowała drżenie rąk. 

– Przyszedłeś sam? Tam jest wolny stolik – wskazała mu kierunek i odwróciła się. 

– Tannis. – Tom chwycił ją za łokieć. – To nie ma sensu. 

–  O  co  ci  chodzi?  –  Poczuła  ciepło  jego  dłoni  przez  tkaninę  żakietu.  Ogarnęło  ją 
dziwne oszołomienie. Próbowała się opanować i uwolnić ramię z mocnego uścisku, 
ale Tom nie dawał za wygraną. 

– Kelnerowanie w tej restauracji nie ma sensu. 

–  Nie  jestem  kelnerką,  tylko  hostessą.  Żadna  praca  nie  hańbi.  Uważam,  że  to,  co 
robię,  jest  bardzo  ważne.  –  Tannis  ruszyła  w  stronę  stolika,  który  mu  wskazała. 
Tom podążył za nią, nadal trzymając ją za łokieć. 

–  Nie  udawaj  idiotki.  Straciłaś  na  wadze  i  masz  cienie  pod  oczami.  Musisz  być 
kompletnie wykończona. Na dłuższą metę nie podołasz takiej harówce. 

Tannis  obawiała  się,  że  Tom  ma  rację,  ale  z  dumą  podniosła  głowę  i  odparła 
zdecydowanie: 

– Nie sądzę, by troska o potrzeby mojej matki dowodziła, że jestem idiotką. Poza 
tym nie mam wyboru. 

– Załatwię ci nisko oprocentowany kredyt – zaproponował. 

– Ciekawe, na jak długo wystarczy tych pieniędzy. Potrzebuję stałego dochodu. – 
Spojrzała ponad ramieniem Toma i dostrzegła właściciela restauracji, stojącego w 
drzwiach  kuchni.  Patrzył  na  nią  karcącym  wzrokiem.  Dodała  z  irytacją:  –  Zajmij 
miejsce  i  pozwól  mi  odejść.  Przez  ciebie  podpadnę  szefowi  i  ściągnę  sobie  na 
głowę nowe kłopoty. 

– Miałem dobre intencje. Chciałem ci zaproponować pomoc – tłumaczył się Tom. 

background image

Puścił  jej  łokieć  i  opadł  na  krzesło.  Gdy  Tannis  się  odwróciła  i  chciała  odejść, 
poczuła, że smukłe palce obejmują jej nadgarstek. Musiała przystanąć. 

–  Przed  paru  laty  bardzo  nam  pomogłaś.  Dlaczego  nie  chcesz,  żebym  ci  się 
odwdzięczył? 

Tannis  doznała  olśnienia.  A  więc  chodzi  o  rewanż!  Tom  próbuje  spłacić  dług 
zaciągnięty  podczas  choroby  Mary.  Nie  mogła  pojąć,  dlaczego  na  myśl  o  tym 
ogarnęła ją czarna rozpacz. 

– Obejdę się bez twojej pomocy – odparła. Nie spodziewała się, że jej głos zabrzmi 
tak  oschle.  –  Opiekowałam  się  Mary,  ponieważ  była  mi  bardzo  bliska.  Z  tego 
samego  powodu  pomagałam  jej  rodzinie.  Nie  życzę  sobie,  żebyś  okazywał  mi 
wdzięczność. 

Przez chwilę ostre słowa zdawały się wibrować w powietrzu. Oczy Toma nabrały 
szmaragdowego odcienia. 

Gdy  się  wreszcie  odezwał,  jego  głos  był  zimny  i  odpychający.  Tannis  pojęła,  że 
nieświadomie dotknęła czułego miejsca i śmiertelnie obraziła swego sąsiada. 

– Wybacz. Pomyliłem się – oznajmił. – Zapomnijmy o mojej propozycji. 

 

 

Tannis  nie  mogła  zapomnieć  o  niedawnym  spotkaniu  z  Tomem.  Minął  tydzień. 
Przeziębienie  dokuczało  jej  coraz  bardziej.  Musiała  zebrać  wszystkie  siły,  by 
walczyć  z  chorobą.  Był  dopiero  czwartek.  Z  trudem  przywlokła  się  ze  szkoły  do 
domu  i  opadła  na  kanapę  stojącą  w  pokoju  dziennym.  Teczka  była  pełna 
uczniowskich prac, które należało od razu sprawdzić. Powinna natychmiast zabrać 
się  do  ich  poprawiania.  Za  półtorej  godziny  musi  być  w  restauracji.  Czuła  się 
fatalnie… Może krótka drzemka przywróci jej siły. 

Wolno  człapała  po  schodach.  Szumiało  jej  w  głowie,  a  gardło  bolało  okropnie. 
Przez  cały  dzień  na  przemian  pociła  się  i  drżała  z  zimna.  Zajrzała  do  apteczki 
szukając  leku,  który  zmniejszyłby  nieprzyjemne  dolegliwości.  Połknęła  tabletkę  i 
wślizgnęła  się  pod  kołdrę.  Nagle  przypomniała  sobie  o  budziku.  Podniosła  się  i 
nastawiła go na pół do piątej. Trzydzieści minut wystarczy na włożenie mundurka i 
dojazd do restauracji. 

Po  przebudzeniu  zorientowała  się,  że  pokój  tonie  w  ciemnościach.  Ciemno? 
Ogarnęła ją nagła panika. Natychmiast odrzuciła kołdrę i usiadła na łóżku. Poczuła 

background image

zawrót głowy. Wyciągnęła rękę i chwyciła się drewnianego, chłodnego wezgłowia. 
Zamknęła  oczy  i  znieruchomiała  na  chwilę  czekając,  aż  ustąpi  wrażenie 
nieprzyjemnego kołysania. Ostrożnie uniosła powieki. 

Zegar wskazywał ósmą dwadzieścia dwie. 

Dwadzieścia dwie minuty po ósmej! 

– Tylko nie to! – Powinna zacząć pracę o piątej. Dlaczego budzik nie zadzwonił? 

W  pośpiechu  naciągnęła  mundurek  i  umyła  twarz  zimną  wodą.  Bolała  ją  głowa. 
Miała trudności  z  utrzymaniem  równowagi  i  krążąc  po domu, odruchowo  szukała 
podpory,  żeby  nie  upaść.  Myślała  jedynie  o  tym,  by  wreszcie  pojechać  do  pracy. 
Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał, że owa determinacja nie świadczy najlepiej o 
jej  rozsądku,  ale  znękana  chorobą  kobieta  rozumowała  zbyt  chaotycznie,  by  w 
pełni to sobie uświadomić. 

Wsiadła  do  samochodu  i  odetchnęła  z  ulgą.  Zawroty  głowy  minęły.  Wkrótce 
zaparkowała  auto  w  pobliżu  restauracji  i  pobiegła  do  tylnego  wyjścia.  Przed 
drzwiami musiała na chwilę przystanąć i oprzeć się o ścianę, ponieważ świat wokół 
niej ponownie zaczął wirować. 

Wszystko będzie dobrze. Byle tylko wziąć się do pracy. 

Gdy  wieszała  palto  w  szatni  i  chowała  torebkę  do  szafki,  do  kuchni  wbiegła 
zaaferowana kelnerka. 

– Gdzieś ty się podziewała? – wykrzyknęła ze zdumieniem na widok Tannis. 

– Zaspałam – odparła chrapliwie. Nie poznała swego głosu. Od wyjścia ze szkoły 
do nikogo się nie odzywała. Opuchnięte gardło nie pozwalało wykrztusić słowa. 

– Lepiej uważaj na szefa. Okropnie mu podpadłaś. 

Tannis  skrzywiła  twarz.  Trzeba  przetrwać  dzisiejszy  wieczór.  Po  pracy  uprosi 
właściciela, by dał jej wolny dzień, zwolni się również z lekcji i poleży w łóżku. 

Wolnym  krokiem  ruszyła  wzdłuż  ściany  do  holu,  gdzie  hostessy  witały 
restauracyjnych  gości.  Nim  zdążyła  tam  dojść,  drzwi  otworzyły  się  szeroko  i  do 
kuchni wpadł zirytowany właściciel. 

– Dokąd to? – zapytał, stając w przejściu. 

–  Bardzo  przepraszam…  –  Z  przerażeniem  słuchała  własnego  głosu,  który 
przypominał  stłumiony  rechot  żaby.  –  Źle  się  czułam,  zdrzemnęłam  się  i 

background image

zaspałam… 

– Zaspałaś? – Okrągła twarz właściciela poczerwieniała ze złości. – Kelnerki dwoją 
się  i  troją,  bo  muszą  sprzątać  stoliki  i  zmieniać  nakrycia,  kuchnia  wydaje  posiłki 
czterdzieści minut po przyjęciu zamówienia, bo zamiast gotować, sam witam gości 
i wydaję resztę, a ty mi mówisz, że zaspałaś? 

– Przepraszam – szepnęła. – Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy… 

–  Jasne  –  warknął  szef.  –  Nigdy  więcej.  Zatrudniam  wyłącznie  pracowników,  na 
których mogę polegać. Jesteś skończona, paniusiu. Już tu nie pracujesz. 

–  To  niemożliwe!  –  krzyknęła  przerażona  Tannis.  –  Potrzebuję  tej  posady.  Nie 
może mnie pan zwolnić. Już nigdy się nie spóźnię. 

Szef ruszył do holu. 

– Mam mnóstwo roboty – rzucił na odchodnym. – Jutro masz oddać strój i odebrać 
należność za ostatnie dni. 

Tannis  stała  bez  ruchu,  nie  mogąc  zrozumieć,  co  oznaczają  jego  słowa.  Wreszcie 
pojęła.  Została  zwolniona!  O  Boże,  co  teraz  pocznie?  Niepewnym  krokiem 
podeszła  do  tylnych  drzwi.  Poczuła  zawrót  głowy  i  dotknęła  czołem  chłodnej 
blachy. 

–  Hej,  Tannis!  Zapomniałaś  o  płaszczu  –  krzyknął  za  nią  zmartwiony  kucharz. 
Podał  jej  palto  i  torebkę.  –  Ten  drań  jest  zawsze  bezwzględny.  Nie  ma  ani  krzty 
wyrozumiałości. Źle wyglądasz, córeńko. Jedź do domu i odpocznij. Po co ci taka 
robota? 

–  Potrzebuję  tej  posady  –  mamrotała  Tannis,  wracając  do  zaparkowanego  obok 
restauracji samochodu. Gdy włączyła silnik, poczuła łzy spływające po policzkach. 
Zbliżał  się  termin  zapłacenia  kolejnej  raty  kredytu  zaciągniętego  na  dom. 
Przeznaczyła na ten cel pensję hostessy. Wkrótce przyjdzie rachunek telefoniczny. 
Trzeba  zapłacić  podatki.  Na  szczęście  należność  za  pensjonat  matki  posłała  w 
pierwszej kolejności. 

Skąd weźmie na wszystko pieniądze w przyszłym miesiącu? 

Łzy  płynęły  coraz  obficiej.  Tannis  zaczęła  dygotać  i  szlochać.  Jechała  powoli.  Z 
trudem dostrzegała pasy na jezdni. Szumiało jej w głowie. Odetchnęła z ulgą, gdy 
zatrzymała się przed swoją bramą. 

Dom Toma stał na skraju osiedla, przy ulicy, która kończyła się pętlą. Ruch był tu 

background image

niewielki.  Tom  widział  przejeżdżające  od  czasu  do  czasu  samochody  z  okna 
gabinetu. Czytał właśnie testament jednego z wiekowych klientów, który niedawno 
zmarł. 

Nie  potrafił  się  dziś  skupić  na  pracy.  Od  chwili  gdy  mimochodem  dostrzegł  z 
daleka  sylwetkę  wsiadającej  do  małego  auta  szczupłej,  niewysokiej  sąsiadki, 
nieustannie  wspominał  niedawny  pocałunek.  Widział  tę  pamiętną  scenę  wyraźnie 
jak na filmie. 

Pocałował  Tannis,  ona  zaś  namiętnie  oddała  pocałunek.  Chwilami  odczuwał 
wyrzuty  sumienia  wobec  zmarłej  żony,  ale  zdawał  sobie  sprawę,  że  Mary  nie 
miałaby  nic  przeciwko  temu,  by  znowu  dzielił  życie  z  jakąś  kobietą.  Istota  tak 
łagodna  i  kochająca  jak  ona  na  pewno  cieszyłaby  się  jego  szczęściem.  Tom  był 
jednak  przekonany,  że  czym  innym  jest  związek  z  osobą  nowo  poznaną,  czym 
innym zaś pożądanie najbliższej przyjaciółki Mary. Zmysłowe rojenia o Tannis nie 
dawały mu spokoju. 

Był  zrozpaczony,  gdy  ta  samowolna,  uparta  i  dumna  kobieta  nie  chciała  przyjąć 
jego  pomocy.  Postąpiła  tak  samo  jak  Mary,  która,  nie  zważając  na  jego  namowy, 
odrzucała wszelkie możliwości tradycyjnego leczenia groźnej choroby. Zrobiła tak, 
jak chciała; leczyła się u znachorów i zielarzy, a w końcu umarła. 

Kolejny samochód minął okno Toma, który odruchowo uniósł głowę, rozpoznając 
charakterystyczny warkot silnika. Tannis wróciła. 

Jechała z wyłączonymi światłami! 

Czy nie powinna być teraz w pracy? Jak można jeździć bez świateł? Przecież jest 
ciemno.  Zmierzch  zapadł  przed  kilkoma  godzinami.  Tom  odsunął  krzesło  i  stanął 
przy  oknie,  obserwując  auto  sąsiadki,  która  zahamowała  raptownie  przed  furtką. 
Tom poczuł, że ogarnia go irytacja. Zastanawiał się, czy powinien wyjść z domu i 
zapytać  ją,  co  ma  oznaczać  to  dziwne  zachowanie.  Tannis  uchyliła  drzwi  auta, 
wysiadła i… osunęła się na chodnik. 

Wielkie nieba, czyżby miała wypadek? Zapewne reflektory zostały stłuczone. Tom 
natychmiast wypadł z pokoju i pobiegł ku wyjściu. Nim dotarło do niego, co robi, 
klęczał już obok nieprzytomnej Tannis. Serce waliło mu jak młotem, a w skroniach 
czuł  pulsowanie  krwi.  Nie  dostrzegł  żadnych  obrażeń.  Czyżby  Tannis  nagle 
zachorowała? Okropnie bał się chorób i cierpienia. Od śmierci Mary nawet lekkie 
przeziębienie  Jebbie'ego  lub  Amy  stanowiło  dla  niego  wystarczający  pretekst  do 
wizyty u lekarza. Zdawał sobie sprawę, że jego niepokój jest przesadny, ale gdy w 
grę  wchodziło  zdrowie  dzieci,  nie  potrafił  kierować  się  rozsądkiem.  Na  widok 
mdlejącej sąsiadki ogarnął go ten sam paniczny strach. Chwycił nadgarstek Tannis 

background image

i  odetchnął  z  ulgą,  wyczuwając  puls.  Nadal  była  nieprzytomna,  lecz  oddychała 
regularnie.  Nic  nie  wskazywało  na  to,  by  doznała  jakiegoś  złamania.  Gdy  Tom 
uniósł  powiekę  chorej,  by  sprawdzić  reakcję  źrenicy  na  światło,  dziewczyna 
poruszyła i jęknęła. 

– Tannis, to ja, Tom. Mów szybko, co się stało! 

– Jestem chora – mruknęła chrapliwie. – Przeziębienie. 

Tom  poczuł  ulgę,  gdy  Tannis  odzyskała  przytomność,  a  zarazem  niepokój, 
ponieważ było oczywiste, że to wcale nie jest zwykłe przeziębienie. 

– Pomogę ci wejść do domu – rzucił, biorąc ją na ręce. 

Znalazł w torebce klucz i otworzył drzwi. Bez trudu odszukał po ciemku drogę do 
sypialni  Tannis  i  ostrożnie  ułożył  chorą  na  łóżku.  Była  taka  delikatna,  krucha  i 
rozpalona.  Gdy  usiadł  obok  niej,  poczuł  lekki  zapach  perfum.  Zirytowany  własną 
reakcją,  sięgnął  po  telefon  stojący  na  nocnym  stoliku.  Najpierw  zadzwonił  do 
studentki  mieszkającej  w  sąsiedztwie  i  poprosił,  by  przenocowała  w  jego  domu  i 
przypilnowała  dzieci.  Antha  chętnie  się  na  to  zgodziła.  Amy  i  Jebbie  poszli  już 
spać, postanowiła więc zabrać podręczniki, żeby się trochę pouczyć. 

–  Kto  jest  twoim  lekarzem?  –  zapytał  Tom,  pochylając  się  nad  Tannis.  Poruszyła 
ustami, ale dopiero po chwili wykrztusiła: 

–  Doktor  Ellis.  Prywatna  klinika  w  centrum  handlowym.  –  Tom  doskonale  znał 
doktor Ellis. Leczyli się u tej samej osoby. 

–  Muszę  wyjść  na  chwilę  –  oznajmił,  chociaż  nie  miał  pewności,  czy  Tannis 
rozumie, co do niej mówi. Pobiegł do domu po klucze i palto. Wkrótce zjawiła się 
Antha.  Wyjaśnił,  gdzie  przenocuje,  i  dopilnował,  by  starannie  zamknęła  za  nim 
drzwi.  Po  powrocie  do  domu  Tannis  od  razu  zatelefonował  do  znajomej  lekarki, 
której  nie  było  w  domu.  Zostawił  wiadomość.  Wkrótce  usłyszał  natarczywy 
dzwonek. Podniósł słuchawkę natychmiast, żeby Tannis się nie obudziła. 

– Słucham? 

– Mówi doktor Ellis. Chciałabym rozmawiać z Tannis Carlson. 

–  Dobry  wieczór,  pani  doktor.  Jestem  Hayes,  sąsiad  Tannis.  –  Tom  odetchnął  z 
ulgą. 

– Co się stało? – wypytywała zaniepokojona lekarka. 

–  Tannis  utrzymuje,  że  się  przeziębiła  –  wyjaśnił  –  ale  moim  zdaniem  jest 

background image

poważnie chora. Ma wysoką gorączkę i potworną chrypę. Oddycha z trudem. Przed 
chwilą wysiadła z samochodu i straciła przytomność. 

– Jak długo choruje? 

–  Nie  mam  pojęcia.  Wybiegłem  z  domu,  gdy  zobaczyłem  przez  okno,  że  mdleje. 
Nie  wiem,  co  robić.  –  Tom  był  świadomy,  że  w  jego  głosie  pobrzmiewa 
bezradność i panika. Doktor Ellis na pewno wiedziała, co przeżywa jej rozmówca. 

–  Nie  ma  powodu  do  obaw,  Tom.  Objawy  wskazują,  że  Tannis  jest  poważnie 
chora,  ale  wyjdzie  z tego.  Myślałam  o  wizycie  domowej,  ale  chyba  lepiej  będzie, 
jeśli zbadam ją w klinice. Czy może ją pan przywieźć? 

– Przyjadę za pięć minut. 

–  Mieszkam  blisko,  więc  dotrę  tam  równie  szybko  –  zapewniła  doktor  Ellis  i 
odłożyła słuchawkę. Tannis spala, gdy Tom owijał ją w koc i niósł do samochodu. 
Ocknęła  się  na  chwilę  w  gabinecie  lekarki.  Dość  przytomnie  odpowiadała  na  jej 
pytania, ale po chwili powieki zaczęły jej znowu ciążyć. 

– Co dolega Tannis? – wypytywał Tom. – Czy trzeba ją umieścić w szpitalu? 

– Żadnego szpitala – wtrąciła się pacjentka, otwierając szeroko oczy. 

–  Jeśli  pani  doktor  Ellis  tak  postanowi,  natychmiast  cię  tam  zawiozę  –  odparł 
zdecydowanie Tom. 

–  Wykluczone  –  mruknęła  Tannis  i  popatrzyła  błagalnie  na  lekarkę.  –  Nie  mogę 
sobie na to pozwolić. 

– Moja sąsiadka pracuje na dwóch etatach, żeby opłacić pobyt schorowanej matki 
w  pensjonacie  dla  seniorów  –  wyjaśnił  Tom,  wzdychając  ciężko,  i  dodał 
zdecydowanie: – Tak czy inaczej, jeśli leczenie szpitalne jest konieczne, proszę nie 
zwracać uwagi na jej protesty. 

– Tannis jest poważnie chora – stwierdziła zamyślona lekarka. – Czy ktoś mógłby 
opiekować się nią przez kilka dni? 

– Biorę to na siebie – rzucił Tom, nie zwracając uwagi na Tannis, która energicznie 
pokręciła głową. 

– Tannis cierpi na zapalenie płuc, a ponadto jest wyczerpana – oznajmiła lekarka. – 
Musi  trochę  odpocząć.  Nie  mam  mowy  o  pracy  na  dwóch  etatach.  Jeśli  będzie 
regularnie  przyjmowała  lekarstwa,  dobrze  się  odżywiała  i  dużo  odpoczywała, 
szybko odzyska siły. Podam jej teraz środek zmniejszający gorączkę. Zapiszę leki, 

background image

które  powinna  zażyć  najpóźniej  jutro  rano  i  przyjmować  aż  do  ostatniej  tabletki. 
Nie wolno przerwać kuracji, choćby nastąpiła poprawa. Tannis powinna dużo pić. 
Proszę  do  mnie  zadzwonić,  gdyby  w  ciągu  najbliższej  doby  stan  chorej  pozostał 
bez  zmian  albo  się  pogorszył.  W  takim  wypadku  konieczne  będzie  leczenie 
szpitalne. 

W drodze do domu Tannis zasnęła. Spała tak głęboko, że nawet się nie poruszyła, 
gdy Tom niósł ją do sypialni. Mężczyzna odsunął kołdrę i delikatnie ułożył chorą 
na  łóżku.  Przysiadł  obok,  zdjął  jej  pantofle  i  odstawił  je  do  szafki.  Przez  chwilę 
wpatrywał się w drobną postać opatuloną wielkim kocem. 

Westchnął  ciężko.  Mógł,  rzecz  jasna,  położyć  Tannis  do  łóżka  w  ubraniu,  ale  z 
pewnością  byłoby  jej  niewygodnie.  A  niech  to diabli…  Przyznał  w  duchu,  że  ma 
ochotę  rozebrać  chorą  sąsiadkę  nie  tylko  dlatego,  że  troszczy  się  o  jej  wygody. 
Pragnął  ją  zobaczyć  nagą,  choćby  realizacja  tego  marzenia  miała  nastąpić  bez  jej 
woli i wiedzy. 

Zachował jeszcze dość rozsądku, by pomyśleć o tym, w co ją przebierze. Zajrzał do 
szuflady  w  poszukiwaniu  nocnej  koszuli.  Następnie  powoli  zdjął  Tannis  sweter, 
bluzkę  i  podkoszulek.  Zrobiło  mu  się  gorąco,  kiedy,  rozpinając  spodnie,  musnął 
drżącymi palcami nagą skórę. 

Wpatrywał się zachłannie w śpiącą kobietę, która miała na sobie tylko koronkową 
bieliznę. Od razu spostrzegł, że schudła bardziej, niż przypuszczał. Była poważnie 
chora! Poczuł lęk i wściekłość. Natychmiast wziął się w garść. No i proszę! Tannis 
nie  chciała  przyjąć  jego  pomocy  i  skorzystać  z  taniego  kredytu.  Oto  do  czego 
doprowadził  niepotrzebny  upór!  Tom  pragnął  tylko  oszczędzić  jej  kłopotów  i 
cierpienia. 

Tak samo było z Mary. 

Po  chwili  doszedł  do  wniosku,  że  nie  ma  racji.  Choroba  Tannis  nie  zagrażała  jej 
ż

yciu.  To  było  oczywiste.  Tom  popatrzył  na  niemal  obnażoną  dziewczynę,  na  jej 

piersi  okryte  cienką  koronką  stanika,  przez  którą  prześwitywały  ciemne  sutki. 
Nagle zabrakło mu tchu. Dość! Zdał sobie sprawę, że postępuje nielojalnie wobec 
Tannis. Obawiał się, że wkrótce przestanie nad sobą panować. 

Ostrożnie  włożył  chorej  koszulę  i  okrył  jej  biust  cienką  tkaniną,  nim  sięgnął  do 
zapięcia  stanika.  Zdjął  go  ostrożnie,  obciągnął  miękki  materiał  na  smukłe  nogi, 
ułożył  je  wygodnie  na  posłaniu,  a  potem  starannie  otulił  dziewczynę  kołdrą  i 
ciepłym kocem. 

Tannis  obudziła  się  w  środku  nocy.  Nie  wiedziała,  co  się  z  nią  dzieje.  Miała 

background image

okropne  pragnienie.  Gdy  usiadła,  by  zerknąć  na  budzik,  poczuła  zawrót  głowy. 
Niemal w tej samej chwili zapaliła się nocna lampka. 

– Wszystko w porządku, Tannis – zapewnił męski głos. Odruchowo zasłoniła oczy 
porażone zbyt ostrym światłem. Natychmiast poznała głos Toma. 

–  Co  robisz  o  tej  porze  w  mojej  sypialni?  –  dopytywała  się,  walcząc  z  chrypą  i 
bólem gardła. 

– Opiekuję się chorą sąsiadką. Chcesz pić? 

Tannis skinęła głową. Opuściła rękę zasłaniającą oczy i zmrużyła powieki. Ujrzała 
niewyraźnie męską dłoń podsuwającą jej szklankę, lecz gdy spróbowała usiąść na 
łóżku, pokój niespodziewanie zawirował. Całkiem opadła z sił. Czuła się bezradna 
jak nowo narodzone dziecko. 

Tom  zdawał  się  rozumieć,  co  odczuwa  jego  podopieczna.  Objął  ją  ramieniem  i 
uniósł wolno. Tannis była wprawdzie bardzo chora, lecz gdy oparła się plecami o 
szeroki  tors  mężczyzny,  nie  pozostała  obojętna  na  jego  bliskość.  Tom  przysunął 
szklankę do jej warg. Piła chciwie. Chłodny napój łagodził ból gardła. 

Gdy odstawił szklankę, Tannis opadła bez sił na poduszkę. Nagle znieruchomiała. 
Nie mogła zrozumieć, dlaczego ma na sobie koronkową nocną koszulę. Od lat jej 
nie wkładała. Najchętniej sypiała w olbrzymich, bawełnianych podkoszulkach. 

–  Jak…?  Skąd  to…?  –  szepnęła,  usiłując  przezwyciężyć  chrypę.  Tom  bez  trudu 
pojął, o co chodzi Tannis. Usiadł na brzegu łóżka i spojrzał jej w oczy. 

– Po przyjeździe z kliniki przebrałem cię w nocną koszulę. Pomyślałem, że będzie 
ci wygodniej. 

– Z kliniki? 

Daremnie  próbowała  sobie  przypomnieć,  co  się  z  nią  działo.  Ostatnim  wyraźnym 
wspomnieniem  była  nieszczęsna  awantura  w  restauracji.  Co  powiedział  Tom? 
Dlaczego ją przebrał  w  nocną koszulę?  Nie potrafiła  się  w tym  połapać.  Uczepiła 
się innej myśli. 

– Byłam u lekarza? 

– U doktor Ellis. Nie pamiętasz, jak wróciłaś do domu z restauracji? – Zmartwiona 
Tannis  bezradnie  pokręciła  głową.  –  Przyjechałaś  samochodem.  Nie  włączyłaś 
ś

wiateł.  Wyjrzałem  przez  okno,  gdy  mijałaś  mój  dom.  Zahamowałaś  gwałtownie 

przed furtką, wysiadłas z auta i natychmiast zemdlałaś. 

background image

Wielkie nieba! Tannis zauważyła niepokój w oczach Toma i domyśliła się od razu, 
jak  bardzo  poruszyła  go  ta  niespodziewana  choroba.  Przecież  Mary…  Z  trudem 
wyciągnęła rękę i współczującym gestem dotknęła jego kolana. 

– Przykro mi, że cię przestraszyłam. 

– Wiem. – Duża, ciepła dłoń mężczyzny objęła jej palce. 

– Wracaj do domu. Dam sobie radę – oznajmiła Tannis. 

Opiekuńczy sąsiad zmierzył ją surowym spojrzeniem. 

–  Na  wypadek,  gdybyś  nie  zdawała  sobie  sprawy  z  powagi  sytuacji,  muszę  cię 
uprzedzić,  że  jesteś  bardzo  chora.  Doktor  Ellis  badała  cię  w  swoim  gabinecie  i 
powiedziała,  że  przez  kilka  dni  będziesz  potrzebowała  opieki.  Obiecałem,  że  się 
tobą zajmę. 

– Twoje dzieci… 

– Jest z nimi opiekunka. Przenocuje u nas. 

–  Nie  musisz  przy  mnie  siedzieć.  Potrafię  o  siebie  zadbać  –  szepnęła  Tannis. 
Okropnie  bolało  ją  gardło,  a  powieki  stawały  się  coraz  cięższe.  Tom  przykrył  ją 
kołdrą aż po szyję i zgasił lampę. 

–  Śpij,  Tannis.  Masz  zapalenie  płuc.  Obiecałem  doktor  Ellis,  że  będę  się  tobą 
opiekował,  i  dotrzymam  słowa.  –  Po  chwili  dodał  uszczypliwie:  –  Skoro  to,  co 
ostatnio wyprawiasz, ma stanowić dowód, że umiesz zadbać o siebie, ciekawe, jak 
w twoim przypadku wyglądałyby umartwienia. 

– Idź do domu. Sama dam sobie radę – powtórzyła zirytowana jego docinkami. W 
głowie  jej  się  mąciło.  Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  o  czym  chciała  go 
przekonać… 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

W  ciągu  nocy  Tannis  budziła  się  jeszcze  dwukrotnie  i  za  każdym  razem  Tom 
podawał  jej  coś  do  picia.  Nie  odzywała  się.  Miał  wrażenie,  że  nie  zdaje  sobie 
sprawy,  kto  nad  nią  czuwa.  Gdy  około  siódmej  ostrożnie  układał  ją  na  poduszce, 
ś

cisnęła  nagle  jego  ramię  z  siłą,  o  którą  nigdy  by  nie  podejrzewał  ciężko  chorej 

osoby. 

–  Strój…  mundurek  hostessy.  Muszę  go  dziś  oddać.  Właściciel  restauracji  nie  da 
mi czeku, jeśli tego nie zrobię. Muszę odwieźć strój… 

– Ja się tym zajmę – oznajmił Tom, żeby ją uspokoić, chociaż nie był pewny, czy 
znajdzie czas. Tannis nadal się denerwowała. 

–  Potrzebuję  pieniędzy.  W  tym  tygodniu  muszę  spłacić  kolejną  ratę  kredytu…  – 
mamrotała uparcie. 

–  Obiecuję  dopilnować  wszystkiego.  Później  omówimy  szczegóły  –  uspokoił  ją 
ponownie. 

Była ogromnie zaniepokojona. Czyżby jej sytuacja finansowa przedstawiała się aż 
tak  źle?  Tom  zdawał  sobie  sprawę,  że  jego  sąsiadka  nie  jest  osobą  zamożną. 
Potwierdzały  to  nowiny  znoszone  przez  dzieciaki  oraz  argumenty,  które  usłyszał, 
gdy  odrzuciła  jego  ofertę  pracy.  Gorączkowy  niepokój  Tannis  dowodził,  że 
dziewczyna ma poważne kłopoty i ledwie wiąże koniec z końcem. 

–  Nie  zdołasz  wszystkiego  załatwić.  –  Uścisk  rozpalonych  dłoni  zelżał. 
Przestraszony  Tom  ujrzał  wielkie  łzy  w  oczach  Tannis.  Ciężkie  powieki  opadały 
powoli. 

– Tannis! – krzyknął i chwycił dziewczynę za ramię, nie pozwalając jej zasnąć. – 
Co się stało? Dlaczego płaczesz? 

– Och, Tom – odparła, spoglądając na niego żałośnie. – Straciłam pracę. Spóźniłam 
się i właściciel restauracji natychmiast mnie zwolnił. – Łzy płynęły coraz obficiej. 
Kasztanowate  włosy  na  skroniach  stały  się  wilgotne.  –  Błagałam,  żeby  dał  mi 
jeszcze jedną szansę, powiedziałam, że jestem chora, ale i tak mnie wyrzucił. Co ja 
teraz zrobię? 

Tom  poczuł  wzbierający  gniew.  Jeden  rzut  oka  wystarczył,  by  uznać  Tannis  za 
osobę godną zaufania. Czy to ma ujść restauratorowi na sucho? Walczył z pokusą, 

background image

by  pognać natychmiast  do tego  drania  i  skręcić  mu  kark. Łagodnym  ruchem otarł 
zalane łzami oczy Tannis. 

– Coś wymyślimy, gdy wyzdrowiejesz. Nie przejmuj się, kochanie. Zamknij oczy i 
ś

pij.  Wszystko  się  ułoży.  –  Marna  to  była  pociecha,  lecz  ku  zdziwieniu  Toma 

spełniła  swoje  zadanie.  Tannis  zasnęła  głęboko,  a  Tom  pogrążył  się  w 
rozmyślaniach. W końcu doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli wpadnie do 
domu, nim chora znowu się obudzi. 

Tak  jak  przypuszczał,  pilnująca  dzieci  Antha  wspaniale  dawała  sobie  radę. 
Dzwonił do niej wczesnym rankiem i zostawił szczegółowe instrukcje. Zdążyła już 
przygotować  maluchom  drugie  śniadanie  do  szkoły.  Jebbie  wybiegł  przed  drzwi, 
by powitać ojca. 

–  Antha  powiedziała,  że  Tannis  jest  chora,  a  ty  się  nią  opiekujesz  –  powiedział 
chłopiec drżącym głosem. 

Tom zdawał sobie sprawę, czego dotyczą obawy syna. 

Na  myśl  o  tym  serce  ścisnęło  mu  się  z  żalu.  To  niesprawiedliwe,  by  sześciolatek 
wiedział, co znaczy lęk o zdrowie i życie osób, które są mu bliskie. 

–  Tannis  wkrótce  wyzdrowieje  –  zapewnił  z  przekonaniem  w  głosie.  Ukląkł  na 
jedno kolano i przytulił syna. – Za kilka dni będziesz mógł ją odwiedzić. 

Przypomniał  sobie  nagle,  że  powinien  zadzwonić  do  szkoły  i  usprawiedliwić 
nieobecność Tannis. Postanowił zawiadomić o jej chorobie dyrektora, którego znał 
osobiście.  Za  życia  Mary  regularnie  grywali  razem  w  koszykówkę.  Szybko 
odnalazł  numer  telefonu.  Miał  nadzieję,  że  Harry  Tenlow  nie  obrazi  się,  że  od 
samego rana zawraca mu głowę. 

– Halo? 

– Witaj, Harry, mówi Tom Hayes. 

– Cześć, Tom! Dawno się nie widzieliśmy.  

Zapadło niezręczne milczenie. 

– Bardzo mi brakuje naszych rozgrywek. 

Tom rozumiał, co jest powodem zakłopotania jego znajomych. 

–  Mam  sporo  obowiązków  i  nie  starcza  mi  czasu  na  rozrywki.  Dzwonię  z  innego 
powodu. 

background image

– O co chodzi? 

– Tannis Carlson jest chora. Czy wiesz, do kogo powinienem zatelefonować, żeby 
zorganizować szybko zastępstwo na dzisiaj i zapewne na cały następny tydzień, o 
ile rekonwalescencja się nie przedłuży? 

–  Dobrze  trafiłeś.  Sam  planuję  zastępstwa  –  oznajmił  Harry,  a  po  chwili  dodał:  – 
Na co choruje Tannis? 

–  Ma  zapalenie  płuc.  Doktor  Ellis  twierdzi,  że  to  groźny  przypadek,  więc  przez 
jakiś czas Tannis powinna się oszczędzać. 

–  Idę  o  zakład,  że  słabo  zna  skrupulatną  panią  Carlson  –  mruknął  Harry.  –  Ta 
dziewczyna  pracuje  jak  zegarek.  To  jedna  z  moich  najlepszych  nauczycielek.  W 
ogóle nie korzysta ze zwolnień lekarskich. Rzecz jasna, potrzebne będzie stosowne 
zaświadczenie,  ale  Tannis  w  ogóle  nie  powinna  się  martwić  tą  nieobecnością. 
Byłoby  dobrze,  gdyby  w  przyszłym  tygodniu  porozumiała  się  telefonicznie  z 
osobą,  która  przejmie  jej  obowiązki.  Mam  nadzieję,  że  nasza  pacjentka  szybko 
odzyska siły. 

– W jej teczce jest mnóstwo uczniowskich prac. Czy to ważne? 

–  Na  razie  nie.  Mogę  zadzwonić  do  ciebie  w  niedzielę  po  południu?  Jeśli  Tannis 
poczuje się lepiej, niech zostawi wskazówki dla swoich zastępców. 

– Dzięki za pomoc, Harry. 

–  Miło  mi,  że  mogłem  ci  się  jakoś  przysłużyć.  Opiekujesz  się  Tannis?  –  zapytał 
dyrektor szkoły, nie kryjąc ciekawości. 

–  Trzeba  pomagać  ludziom  –  odparł  wykrętnie  Tom.  –  Szczerze  mówiąc,  moja 
sąsiadka nie lubi być zależna od innych. 

– Chyba wiem, o czym mówisz – Harry skwitował śmiechem jego słowa. Po chwili 
dodał  z  powagą:  –  To  wspaniała  dziewczyna.  Gdybym  nie  był  szczęśliwym 
małżonkiem… Nieźle trafiłeś, Hayes. Mogło być znacznie gorzej. 

Tom osłupiał. Czy Harry sądzi, że mają zamiar się pobrać? 

– Ja tylko pomagam sąsiadce, Harry. Jesteśmy zaprzyjaźnieni. 

–  Rozumiem.  –  Tom  był  przekonany,  że  Harry  powiedział  to  z  uśmiechem.  – 
Powiedz  Tannis,  że  całe  grono  pedagogiczne  życzy  jej  szybkiego  powrotu  do 
zdrowia.  Niech  się  o  nic  nie  martwi.  Wszystkim  się  zajmę.  –  Dziękuję.  – 
Zamyślony  Tom  odłożył  słuchawkę.  Po  chwili  zadzwonił  do  swojej  sekretarki  z 

background image

prośbą,  by  zrealizowała  recepty,  oddała  mundurek  hostessy  i  przywiozła  mu  do 
domu część dokumentów. Przez cały czas rozważał słowa Harry'ego. 

 

 

 

Tannis  obudziła  się  dość  późno.  Blade  światło  zimowego  słońca  wpadało  do 
sypialni  przez  uchylone  żaluzje.  Pasy  cienia  i  blasku  układały  się  na  kołdrze. 
Tannis leżała nieruchomo, wspominając ostatnie godziny. 

Co było snem, a co jawą? 

Pamiętała bardzo wyraźnie okropną awanturę w restauracji. Potem już nic… jakieś 
strzępy  wspomnień.  Przypomniała  sobie, że  w  nocy  Tom  siedział  przy  jej  łóżku i 
niespodziewanie zapalił światło, które okropnie raziło ją w oczy. 

Mój  Boże,  jaka  szkoda,  że  to  nie  był  tylko  senny  koszmar.  Tannis  nie  miała 
wątpliwości,  że  straciła  dodatkową  posadę.  Czuła  się  tak  chora  i  wyczerpana,  że 
nieprędko będzie w stanie zabrać się do szukania nowej. 

Musiała  podjąć  ostateczną  decyzję.  Wydało  jej  się  zabawne,  że  poszczególne 
możliwości  tak  jasno  rysują  się  w  jej  umyśle.  Jedna  z  nich  zakładała 
przeprowadzkę  do  Culpeper  oraz  wynajęcie  skromnego  mieszkania  dla  siebie  i 
matki.  W  małym  miasteczku  ceny  były  o  wiele  niższe  niż  Charlottesville.  Jeśli  w 
połowie  roku  uda  się  znaleźć  pracę  w  szkole,  nauczycielska  pensja  pozwoli  na 
wynajęcie  opiekunki,  która  zajmie  się  matką.  Nocami  Tannis  sama  mogła  jej 
doglądać.  To  na  szczęście  nic  nie  kosztuje.  Plan  numer  jeden  miał  sporo  wad. 
Matka  będzie  na  pewno  wściekła  i  przygnębiona  kolejną  przeprowadzką,  a  na 
domiar  złego  życie  Tannis  stanie  się  piekłem.  Ze  smutkiem  myślała  o  docinkach, 
których  nie  szczędziła  jej  starsza  pani.  Zawsze  brała  stronę  ukochanego  zięcia. 
Była  przekonana,  że  doskonale  wie,  kto  ponosi  odpowiedzialność  za  rozpad 
małżeństwa córki; z pewnością nie był to Jeremy. 

Tannis  sądziła,  że  plan  numer  jeden  ma  szanse  powodzenia,  ale  niewątpliwie  ona 
sama przypłaci to ciężką depresją. 

Postanowiła  szukać  innych  możliwości.  Brała  pod  uwagę  wszelkie  rozwiązania, 
które  zakładały  pozostanie  w  Charlottesville  i  zatrzymanie  podmiejskiego  domu, 
ale każdy z tych wariantów okazywał się nierealny. 

Tannis  ogarnęło  dobrze  znane  poczucie  bezsilności.  Od  wielu  dni  w  kółko 

background image

powtarzała  te  same  argumenty.  Żaden  z  misternych  planów  nie  miał  szans 
powodzenia. 

Trzeba będzie sprzedać dom. 

Westchnęła  żałośnie,  przygnieciona  brzemieniem  problemów,  które  przyszło  jej 
dźwigać  na  wątłych  barkach.  Nie  ma  innego  wyjścia.  Dom  zostanie  sprzedany. 
Jeśli  Tannis  znajdzie  niedrogie  mieszkanie  i  przyjmie  współlokatorkę,  zdoła 
opłacić  pensjonat  matki  i  zadbać  o  własne  potrzeby,  nie  wyzbywając  się  przy 
okazji  ostatniego  grosza.  Pieniądze  ze  sprzedaży  domu  postanowiła  wpłacić  do 
banku  i  zostawić  na  czarną  godzinę.  Była  przekonana,  że  w  przyszłości  los  także 
nie oszczędzi jej kłopotów. 

Tak  czy  inaczej  plan  numer  dwa  wyglądał  dość  zachęcająco.  Tannis  była 
zadowolona,  bo  jego  przyjęcie  oznaczało,,  że  nie  będzie  musiała  stawiać  matki 
przed  koniecznością  następnej  przeprowadzki  ani,  uchowaj  Boże,  mieszkać  z  nią 
pod jednym dachem. 

Westchnęła  ciężko  i  wolno  usiadła  na  łóżku.  Tym  razem  szczęśliwie  uniknęła 
zawrotu  głowy,  ale  nadal  była  osłabiona.  Sięgnęła  po  szlafrok  leżący  na  pościeli. 
Znowu  pomyślała  o  Tomie.  Bardzo  jej  pomógł,  gdy  zachorowała.  Nie  miała 
wątpliwości,  że  w  jego  mniemaniu  był  to  rewanż  za  opiekę  nad  Mary.  Nagle 
zarumieniła  się  ze  wstydu.  Tom  przyznał,  że  to  on  przebrał  ją  w  nocną  koszulę 
tamtego  wieczoru,  gdy  straciła  przytomność.  Tannis  nie  była  pewna,  czy 
kiedykolwiek odważy mu się spojrzeć prosto w oczy. 

Ciekawe,  gdzie  on  się  podziewa?  Poprzedniej  nocy  budziła  się  kilkakrotnie.  Za 
każdym  razem  Tom  podawał  jej  coś  do  picia,  uspokajał  i  zachęcał,  by  ponownie 
zasnęła. Pewnie musiał wrócić do domu albo, co bardziej prawdopodobne, poszedł 
do pracy. 

Praca! 

Tannis  ocknęła  się  z  letargu  i  sięgnęła  po  stojący  obok  łóżka  budzik.  Wskazywał 
dziesiątą trzydzieści siedem. 

Litości! Miała wrażenie, że czas nagle się cofnął. Czy to możliwe, by dzień po dniu 
spotykało ją to samo nieszczęście? Jeżeli straci posadę w szkole… 

–  Dlaczego  wstałaś?  Marsz  do  łóżka!  –  Głos  Toma  zabrzmiał  jak  komenda 
rozzłoszczonego kaprala. Sąsiad Tannis stał w odległości zaledwie paru kroków z 
rękami  na  biodrach.  Rzucił  chorej  groźne  spojrzenie.  Tannis  w  pierwszej  chwili 
posłusznie  wślizgnęła  się  pod  kołdrę,  ale  natychmiast  się  zreflektowała.  Uniosła 

background image

dumnie  głowę  i  spojrzała  zuchwale  w  pociemniałe  oczy  lśniące  szmaragdowym 
blaskiem. 

–  Muszę  się  ubrać  i  pędzić  do  szkoły.  Jestem  spóźniona.  Dlaczego  nie  nastawiłeś 
budzika?  –  Zapomniała  o  chrypie, która  zniweczyła  cały  efekt.  Kto  to  słyszał,  by 
kobieta broniąca swej dumy i niezależności skrzeczała jak żaba.  

Tom nie raczył odpowiedzieć na jej pytanie. 

–  Harry  zorganizował  już  zastępstwo.  Znalazł  nauczycielkę,  która  podjęła  się 
prowadzić za ciebie lekcje przez cały następny tydzień. 

– Dyrektor Tenlow… Skąd wiedział o mojej chorobie? – Poczuła ostry ból gardła i 
wyczerpana opadła na łóżko. To było ponad jej siły. W ciągu jednej doby starannie 
uporządkowany  świat  został  nagle  wywrócony  do  góry  nogami.  Tom  podszedł 
bliżej  i  dotknął  łagodnie  jej  policzka.  Ten  gest  wydał  się  w  pierwszej  chwili  tak 
naturalny, że przestraszona Tannis odsunęła głowę. 

– O co ci chodzi? 

–  Sprawdzam  temperaturę.  –  Tom  ponownie  dotknął  jej  twarzy.  –  Może  byś  tak 
wróciła  do  łóżka?  Nadal  masz  gorączkę,  chociaż  jest  dużo  lepiej  niż  wczorajszej 
nocy. 

Wziął  z  nocnego  stolika  dwie  tabletki  oraz  szklankę  z  wodą  i  podał  chorej.  Gdy 
ujrzała  jego  minę,  nie  miała  odwagi  się  sprzeciwić.  Potulnie  wróciła do  łóżka.  W 
samą porę, bo ledwie trzymała się na nogach. Tom przysiadł obok i położył na jej 
dłoni tabletki. 

–  Połknij.  Moja  sekretarka,  Polly,  zrealizowała  recepty  dziś  rano.  Im  wcześniej 
zaczniemy solidną kurację, tym szybciej uporamy się z chorobą – wyjaśnił. 

Tannis  gapiła  się  na  niego,  próbując  zignorować  dziwny  dreszcz,  który  poczuła, 
gdy udo Toma dotknęło przez kołdrę jej biodra. 

–  Uporamy  się?  Przecież  to  ja  choruję,  ja  straciłam  pracę,  ja  zostanę  wylana  z 
kolejnej posady, jeśli natychmiast nie pojadę do szkoły. Tylko mnie… Chwileczkę, 
kto zapłacił za lekarstwa? 

–  Ja.  Później  zwrócisz  mi  pieniądze.  Na  moją  prośbę  Polly  odwiozła  także  do 
restauracji twój mundurek i odebrała czek. Wpłacę pieniądze na twoje konto. Podaj 
mi tylko numer. 

– Ja… Dzięki, Tom. Doceniam twoją pomoc. Przepraszam, jeśli uważasz mnie za 

background image

niewdzięcznicę. 

–  Wiele  ostatnio  przeszłaś  –  odparł  pojednawczo  Tom.  –  Dlaczego  mi  wcześniej 
nie powiedziałaś, że masz poważne kłopoty finansowe? 

Tannis  długo  patrzyła  mu  w  oczy  bez  słowa.  Cóż  mogła  odpowiedzieć  na  takie 
pytanie? 

– To przecież wyłącznie mój problem – szepnęła. 

– Wiem, że właściciel restauracji wyrzucił cię z pracy. Co teraz zrobisz? 

Wzruszyła  ramionami  i  spuściła  wzrok.  Gapiła  się  bezmyślnie  na  zawiły  wzór 
bawełnianego swetra, który miał na sobie Tom. Mężczyzna westchnął ciężko. 

– Powinnaś w końcu zrozumieć, że wymagasz od siebie zbyt wiele. Czy nie zdajesz 
sobie  sprawy,  że  mogłaś  spowodować  wypadek,  prowadząc  auto  w  takim  stanie? 
Co by się stało, gdybym przypadkiem nie zauważył, że zemdlałaś? 

– Będę musiała sprzedać dom – oznajmiła bez związku. Zapadła cisza. Po dłuższej 
chwili  Tannis  podniosła  wzrok  i  spojrzała  Tomowi  prosto  w  oczy.  –  Słyszałeś? 
Powiedziałam,  że  będę  musiała  sprzedać  dom.  Wynajmę  mieszkanie  i  znajdę 
współlokatorkę. Nie mam innego wyjścia – oznajmiła, zaciskając zęby. 

– To nie jest jedyne rozwiązanie – powiedział półgłosem Tom. 

– Dokładnie wszystko przemyślałam – odparła niepewnie. 

– Nie sądzę… – Proponuję, żebyś za mnie wyszła. 

Wyjść  za  Toma?  Tannis  patrzyła  z  niedowierzaniem  w  jasne  oczy,  które 
połyskiwały srebrzyście, jakby nagle straciły naturalne szmaragdowe zabarwienie. 
Jej  postać  odbijała  się  w  ciernych  źrenicach  jak  w  miniaturowych  zwierciadłach. 
Czuła  się  okropnie  zakłopotana,  ale  nie  potrafiła  odwrócić  wzroku.  Chyba  się 
przesłyszała… Czy Tom rzeczywiście zaproponował jej małżeństwo? 

– Chcesz, żebym… za ciebie wyszła? – Tom  skinął głową. Tannis zdobyła się na 
wymuszony  uśmiech.  –  Chyba  jesteś  chory.  Zaraziłeś  się  ode  mnie?  Masz 
gorączkę? 

–  Czuję  się  doskonale.  Tannis,  wysłuchaj  mnie,  zanim  podejmiesz  ostateczną 
decyzję – odparł z powagą. 

– Tom, nie mogę… 

– Cicho. – Położył palec na jej ustach. – Posłuchaj, co mam do powiedzenia. 

background image

Tannis poczuła się nagle bardzo zmęczona. Słowa Toma ogromnie ją poruszyły, ale 
miała  już  dość  mocnych  wrażeń.  Walczyła  z  narastającą  sennością,  ale  mimo 
wszystko chciała wysłuchać argumentów Toma. 

– Małżeństwo stanowi doskonałe wyjście dla nas obojga – tłumaczył. – Oczywiście 
nie ma potrzeby, żebyśmy się zwodzili obietnicami dozgonnej miłości. Każde z nas 
ma określone kłopoty i potrzeby, z którymi we dwoje łatwiej się uporamy. – Tom 
przysunął  się  bliżej.  Patrzył  na  Tannis  uporczywie,  jak  drapieżnik  czatujący  na 
upatrzoną ofiarę. – Dzieciom potrzebna jest matka. Amy tęskni do kobiecej opieki i 
towarzystwa. Moje pociechy są do ciebie bardzo przywiązane, a więc nawiążesz z 
nimi kontakt o wiele łatwiej niż inna kandydatka na moją żonę. 

Serce rozbolało Tannis na samą myśl o tym, że Tom mogłyby poślubić jakąś obcą 
babę. 

–  Jeśli  za  mnie  wyjdziesz,  nie  będziesz  musiała  zawracać  sobie  głowy  domową 
krzątaniną.  Chciałbym  stworzyć  dzieciom  i  sobie  prawdziwą  rodzinę.  Potrzebuję 
pomocy  w  wychowaniu  Amy  i  Jebbie'ego.  Po  naszym  ślubie  mogłabyś  nadal 
uczyć,  o  ile  tego  zechcesz.  Zatrudnimy  gosposię  albo  panią  do  sprzątania.  Swoją 
pensję mogłabyś wydawać, na co zechcesz, na przykład zadbać o potrzeby matki. 

Tannis  czuła,  że  jej  opór  słabnie.  Tom  wiedział,  co  robi.  Sprytnie  przyparł  ją  do 
muru. Powinna odrzucić jego propozycję, lecz wizja zgodnej, pełnej ciepła rodziny 
– jej własnej rodziny – sprawiła, że odzyskała spokój i oddała się marzeniom. Tom 
zamknął jej małe dłonie w swoich mocnych rękach. 

–  Mam  w  zanadrzu  jeszcze  jeden  argument.  Nie  wiem,  co  sądzisz  o 
macierzyństwie, ale byłbym naprawdę szczęśliwy, gdybyś zechciała urodzić nasze 
dziecko. Zawsze marzyłem o sporej gromadce. 

Własne  dziecko!  Tom  doskonale  wiedział,  jakich  użyć  sposobów,  by  poruszyć 
Tannis  do  żywego.  Uniósł  jej  dłonie  do  ust.  Przymknął  powieki.  Dziewczyna  nie 
odrywała  wzroku  od  jego  twarzy.  Gdy  otworzył  zielone  oczy  rozpłomienione 
ogniem namiętności, zabrakło jej tchu. Poczuła zmysłowy dreszcz. 

–  Tannis…  –  zaczął  głębokim,  niskim  głosem.  Gorący  oddech  parzył  jej  dłonie, 
które  nadal  tulił  do  ust.  Po  chwili  dodał:  –  Tworzymy  dobraną  parę.  W  łóżku 
będzie  nam  cudownie.  To  jeden  z  ważniejszych  powodów  moich  oświadczyn. 
Obiecuję, że będę ci wierny. – Pochylił się.  

Oszołomiona Tannis przymknęła oczy. Nawet gdyby nie była tak wyczerpana, nie 
znalazłaby dość sił, żeby go odepchnąć. Silne palce musnęły jej policzki, dotknęły 
włosów. 

background image

–  Spójrz  na  mnie  –  szepnął.  Gdy  uniosła  powieki,  jego  twarz  przesłoniła  jej 
wszystko,  a  kuszące  usta  były  niebezpiecznie  blisko.  –  Odpocznij  i  zastanów  się 
nad moją propozycją. Porozmawiamy, gdy poczujesz się lepiej. – Musnął wargami 
jej policzek i usta. Odsunął się i przykrył chorą starannie. – Śpij. Zajrzę do ciebie 
po południu. 

Zniknęło  gdzieś  łagodne,  czułe  brzmienie  głosu.  Tom  był  znowu  sobą:  surowym, 
poważnym mężczyzną, w którego obecności Tannis odczuwała przyspieszone bicie 
serca. 

W  południe  Tom  przygotował  dla Tannis bulion  z kurczaka.  Gdy  zjawił  się  w  jej 
domu,  natychmiast  oznajmiła,  że  ma  dość  leżenia  w  łóżku  i  nie  chce  być  dłużej 
zdana  na  czyjąś  łaskę.  Samozwańczy  pielęgniarz  stanowczo  uznał,  że  powinna 
odpoczywać jeszcze przynajmniej jeden dzień. Poddała się bez oporu. Zwykle nie 
była taka potulna. Tom wydawał się zaskoczony jej ustępliwością. 

Tannis  przełknęła  z  trudem  kilka  łyżek  bulionu,  ale  po  chwili  odsunęła  rękę 
karmiącego ją mężczyzny. 

– Więcej nie mogę. 

– Trudno. Obiecaj mi, że wieczorem zjesz lekką kolację – ustąpił niechętnie.  

Tannis z uśmiechem uniosła prawą rękę. 

– Przysięgam. – Nagle spoważniała. – Zastanawiałam się nad twoją propozycją… – 
Tom poczuł niespodziewanie, że ogarnęła go panika. Tannis na pewno nie zechce 
za niego wyjść!  

Przerwał jej skwapliwie: 

– Muszę teraz wrócić do pracy. Porozmawiamy o tym później. – Odstawił talerz z 
rosołem,  a  potem  otulił  Tannis  kołdrą.  Zrobił  to  odruchowo,  jakby  poczucie 
odpowiedzialności  za  tę  kobietę  stało  się  już  cząstką  jego  natury.  W  pośpiechu 
wybiegł z sypialni chorej sąsiadki. 

Amy bardzo się ucieszyła, gdy zaproponował, żeby zaniosła Tannis podwieczorek i 
dotrzymała  jej  towarzystwa.  Pod  wieczór  zjawiła  się  koleżanka  z  pracy,  która 
oświadczyła,  że  chętnie  spędzi  u  chorej  kilka  godzin.  Tomowi  było  to  na  rękę. 
Rano  przytoczył  dość  argumentów,  by  namówić  Tannis  do  przyjęcia  swojej 
propozycji. Niestety, po południu odniósł wrażenie, że dziewczyna nadal ma sporo 
wątpliwości.  Musiał  się  poważnie  zastanowić,  w  jaki  sposób  przekonać  ją  do 
małżeństwa. 

background image

Tannis  spała  doskonale  w  piątkową  noc.  Tom  zajrzał  do  niej  na  chwilę,  nim 
zasnęła,  ale  szybko  się  pożegnał.  Od  chwili  gdy  zaproponował  jej  małżeństwo, 
postępował dość dziwnie. Tannis doszła do wniosku, że się rozmyślił i nie wie, jak 
taktownie dać jej do zrozumienia, aby uznała poranną propozycję za niebyłą. 

Długo  się  zastanawiała.  W  końcu,  po  wielogodzinnym  namyśle,  doszła  do 
wniosku,  że  jeśli  Tom  ponowi  oświadczyny,  wyjdzie  za  niego  i  uczyni  wszystko, 
by stworzyli szczęśliwą rodzinę. Doskonale znała swego sąsiada, i to od najlepszej 
strony. 

Jedynym  niepokojącym  aspektem  całej  sprawy  było  ich  ewentualne  pożycie 
małżeńskie.  Tom  nie  ukrywał,  że  to  dla  niego  bardzo  istotny  aspekt  wspólnego 
ż

ycia.  Na  samą  myśl  o  tym,  że  mieliby  sypiać  razem  i  dzielić  sekretne przeżycia, 

Tannis  przebiegł  rozkoszny  dreszcz.  Niestety,  Jeremy  wyraźnie  dał  jej  do 
zrozumienia, że rozczarowała go jako kochanka. Z drugiej strony jednak przy eks-
małżonku  nie  odczuwała  nigdy  zmysłowego  podniecenia,  jakie  wzbudzał  w  niej 
Tom  najlżejszym  dotknięciem.  Być  może  więc  i  pod  tym  względem  jej  obawy 
okażą się bezpodstawne. 

Sobota minęła Tannis niepostrzeżenie. Chora czuła się nieco lepiej. Wstała z łóżka 
i  spacerowała  po  mieszkaniu.  Tom  zabronił  jej  wszelkich  domowych  prac; 
obiecała,  że  nie  ruszy  palcem.  W  mniemaniu  skrupulatnego  mecenasa  Hayesa 
nawet  wkładanie  naczyń  do  zmywarki  uchodziło  za  bardzo  wyczerpujące  zajęcie. 
W  niedzielę  Tannis  miała  już  dość  bezwstydnego  leniuchowania,  ale  jeszcze  nie 
odzyskała  sił;  wystarczyło  kilka  kroków  po  schodach,  by  poczuła  się  kompletnie 
wyczerpana. 

Tom zjawił się u niej pod wieczór, około szóstej. Przyniósł spory koszyk, z którego 
unosiły się nadzwyczaj smakowite zapachy. 

–  Lasagna,  pieczywo,  sałatka  i  kompot  wiśniowy  –  oznajmił,  gdy  Tannis  z 
ciekawością zerknęła do środka. 

–  Niezły  z  ciebie  kucharz.  Utyję,  jeśli  będziesz  mnie  podkarmiał  przez  dłuższy 
czas.  –  Dziewczyna  ustawiła  zawartość  kosza  na  stoliku  i  z  uznaniem  pokiwała 
głową. Tom zmierzył wzrokiem jej szczupłą postać. 

– Doskonale. Powinnaś dużo jeść. Znowu się przyjemnie zaokrąglisz. 

–  Tom!  –  krzyknęła  oburzona  jego  śmiałą  uwagą.  Zarumieniła  się,  gdy 
przypomniała sobie, że jej ciało nie ma już przed nim żadnych tajemnic. – Nie chcę 
się zaokrąglić. Pewnie wybrałabym inną metodę odchudzania, ale liczy się przecież 
rezultat. 

background image

– Podobały mi się twoje okrągłości – odparł szczerze.  

Postawił  przed  nią  wypełniony  po  brzegi  talerz.  Tannis  posłusznie  zaczęła  jeść. 
Nagle odłożyła widelec. 

– Nie smakuje ci? – zapytał stojący za nią Tom. 

– Czy możesz zostać trochę dłużej? Chciałam porozmawiać o propozycji, którą mi 
niedawno złożyłeś. 

– Zgoda – odparł krótko.  

Tannis  z  zapałem  pałaszowała  kolację.  Gdy  wyjadała  owoce  z  kompotu,  przyszła 
Amy.  Dziewczynka  uśmiechnęła  się  przepraszająco.  W  ręku  trzymała  dużą 
kopertę. 

– Zapomniałam ci ją oddać. Twoi uczniowie prosili mnie o to w piątek. Wyjęłam 
dziś zeszyty z torby, żeby odrobić lekcje, i znalazłam tę kopertę. 

– Nie odrobiłaś jeszcze pracy domowej? – Tom popatrzył surowo na córkę. 

–  Zapomniałam  –  rzuciła  opryskliwie  Amy.  –  Zresztą  to  łatwizna,  zaledwie  kilka 
zadań z matmy. 

– Nie wątpię, że poradzisz sobie z nimi bez trudu, ale chodzi o to, żebyś pracowała 
systematycznie  i  starannie  odrabiała  lekcje.  Skoro  nie  zrobiłaś  pracy  domowej, 
pożegnaj się z Tannis i wracaj do domu. 

– Dobranoc – wymamrotała ponuro Amy.  

Tannis chwyciła ją za rękę. 

– Dzięki za pomoc, Amy. Nie wiem, jak bym sobie dała radę bez takich przyjaciół 
jak ty i twój tata. 

–  Cieszę  się,  że  mogłam  ci  pomóc  –  powiedziała  dziewczynka  i  od  razu 
poweselała.  Po  chwili  dodała  z  westchnieniem:  –  Idę  odrabiać  tę  matmę. 
Zobaczymy się jutro. 

– Wpadnij do mnie, wracając ze szkoły – poprosiła Tannis. 

–  Chętnie.  –  Dziewczynka  pomknęła  do  wyjścia.  Tom  wziął  się  do  zmywania,  a 
Tannis  otworzyła  kopertę.  Na  stół  wysypały  się  listy  od  uczniów.  Oczy 
nauczycielki zaszły łzami. 

– Co się stało? – Zaniepokojony Tom rzucił ścierkę na kuchenny blat, podszedł do 

background image

Tannis i dotknął jej twarzy. – Dlaczego płaczesz? 

–  Trochę  użalam  się  nad  sobą  –  odparła  z  niesmakiem.  Tom  zaprowadził  ją  do 
pokoju  dziennego.  Usiedli  na  kanapie  ramię  przy  ramieniu.  –  Szkoda  mi  każdego 
dnia. Tak krótko mam okazję uczyć i poznawać te dzieci. 

– Jesteś nauczycielką z powołania, mam rację? – zauważył Tom, ujmując czule jej 
dłoń.  Skinęła  głową.  Sąsiad  niespodziewanie  zmienił  temat.  –  Tannis, 
zastanawiałaś się nad moimi oświadczynami? 

– Owszem. Czy propozycja jest nadal aktualni? 

– Naturalnie. – Tom dziwnie się jej przyglądał. 

– Sądziłam, że zmieniłeś zdanie i masz nadzieję, że odmówię. 

– Chcę, żebyś została  moją żoną – odparł Tom, spuszczając oczy i patrząc na ich 
splecione dłonie. – Wyjdziesz za mnie? 

–  Rozważyłam  wszystkie  argumenty  –  odpowiedziała.  –  Czuję  się  zaszczycona 
twoją  propozycją.  Zdecydowałam  się  na  ślub.  Obiecuję  zrobić  wszystko,  abyśmy 
byli szczęśliwą rodziną. 

– Przyrzekam, że będę się tobą opiekować. – Tom puścił dłoń Tannis i spojrzał jej 
prosto  w  oczy.  Sięgnął  do  kieszeni  spodni  i  wyciągnął  miniaturowe  pudełeczko. 
Podał  je  dziewczynie  z  przepraszającym  uśmiechem.  –  Liczyłem  na  to,  że  się 
zgodzisz. 

Tannis  oniemiała.  Miała  świadomość,  że  czeka  ją  małżeństwo  z  rozsądku.  Nie 
spodziewała  się  zaręczynowego  pierścionka.  Drżącymi  rękami  otworzyła 
pudełeczko. Omal nie krzyknęła na widok lśniącego brylantu oprawionego w złoto. 
Pierścionek był piękny i nieco staroświecki. 

–  Należał  do  mojej  babci  –  wyjaśnił  Tom.  –  Mary  życzyła  sobie  nowego 
pierścionka. Nigdy go nie nosiła. Jeżeli nie lubisz staroci, kupimy inny. 

Tannis pokręciła głową. Przez chwilę nie była w stanie wykrztusić słowa. 

– Nie waż się tak mówić. Chcę mieć ten pierścionek! 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Tom z uśmiechem ujął dłoń Tannis i wsunął pierścionek na jej serdeczny palec. 

– Jest twój. Teraz należysz do mojej rodziny. 

– Dzięki, że o tym pomyślałeś. To dla mnie wyjątkowa chwila. Zdaję sobie sprawę, 
ż

e w naszej sytuacji to nie było konieczne – oznajmiła Tannis. 

Łza  spłynęła  po  jej  policzku.  Świeżo  upieczona  narzeczona  próbowała  opanować 
wzruszenie. 

– Wręcz przeciwnie – upierał się Tom. Objął Tannis i posadził sobie na kolanach. – 
Jestem  szczęściarzem,  skoro  taka  wyjątkowa  kobieta  jak  ty  zgodziła  się  zostać 
moją żoną. 

Gdy  Tannis  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  pochylił  głowę,  żeby  ją  pocałować.  Nie 
zamierzała się opierać. Namiętnie odwzajemniła pocałunek; rozchyliła usta, czując 
na  wargach  natarczywe  dotknięcie  języka,  a  jej  dłonie  gładziły  szerokie  plecy 
narzeczonego.  Był  taki  zaborczy,  taki  namiętny,  taki  męski.  Jeremy  nie  potrafił 
nigdy wyzwolić w niej tego rodzaju namiętności podczas nieudanego dwuletniego 
pożycia.  Gdy  była  z  Tomem,  wystarczyło,  by  objął  jej  talię  i  wolno  przesunął 
dłonie  ku  piersiom,  a  już  wzdychała  z  rozkoszy.  Jakiś  wewnętrzny  głos 
podpowiadał  Tannis,  żeby  nie  pokładała  w  nowym  małżeństwie  zbyt  wielkich 
nadziei. Powtarzała sobie, że łączy ją z Tomem namiętność, nie miłość. To całkiem  
odmienne  uczucia,  skarciła  się  w  głębi  ducha…  i  nagle  zapomniała  o  całym 
ś

wiecie,  poddając  się  pieszczotom  Toma,  który  gładził  palcami  jej  piersi.  Nadal 

siedziała  mu  na  kolanach.  Uniosła  się  zniecierpliwiona,  spragniona  dotknięcia 
silnych rąk. Jej sutki stwardniały pod wpływem nagłej żądzy. 

Tom 

przeciągał 

zwodniczą 

pieszczotę, 

nie 

przerywając 

pocałunków. 

Rozgorączkowana Tannis chwyciła go za nadgarstek i położyła jego dłoń na swojej 
piersi. Zachęcony tym gestem zaczął głaskać nabrzmiałe sutki. Tannis westchnęła, 
a podniecony Tom jęknął z zachwytu. Pochylił głowę, a jego rozchylone, wilgotne 
usta zaczęły błądzić po obnażonym biuście Tannis. 

–  To  cudowne  uczucie  –  szepnął  z  uśmiechem,  podnosząc  wzrok.  –  Aż  nazbyt 
cudowne. 

– Jak to? – zapytała prostując się.  

background image

Usiadła tak, by widzieć jego twarz. Tom na moment wstrzymał oddech. 

– Na pewno wiesz, co mam na myśli. 

–  Nie.  –  Tannis  westchnęła  głęboko.  W  jednej  chwili  stała  się  spokojna  i 
opanowana.  –  Wydaje  mi  się,  że  mało  wiem  o  tych  sprawach.  Moje  pożycie 
małżeńskie  było  dość  monotonne.  Jeremy'emu  wystarczyło  pięć  minut  w  ciemnej 
sypialni.  Nie  mogę  powiedzieć,  żeby  kiedykolwiek  było  mi  z  nim  dobrze.  – 
Umilkła, a potem dodała z wahaniem: – Obawiam się, że cię rozczaruję. 

Tom  znieruchomiał,  słysząc  jej  słowa.  Wyraziste  rysy  stężały  na  moment.  Tannis 
przemknęło  przez  myśl,  że  Tom  jest  wściekły,  ale  wyraz  jego  twarzy  zmienił  się 
nazbyt  szybko,  by  mogła  się  upewnić.  Powoli  wygładził  ubranie  narzeczonej,  a 
następnie położył dużą, ciepłą dłoń na jej brzuchu. Tannis obawiała się, że przerwał 
zmysłowe pieszczoty z powodu jej niefortunnej uwagi. 

–  Na  pewno  mnie  nie  rozczarujesz  –  oznajmił  z  niezachwianą  pewnością. 
Łagodnym  ruchem  przesunął  dłoń  pod  lewą  pierś  Tannis,  gdzie  wyczuwał 
pulsowanie jej serca. – Drzemie tu wielka namiętność. Postanowiłem ją obudzić i 
wydobyć z ciebie. 

– Możesz to zrobić od razu – odparła pokrzepiona tymi słowami i przykryła dłonią 
jego rękę. 

–  Nie.  Obiecałem  sobie,  że  poczekam  do  naszego  ślubu.  Trudno  mi  będzie 
dotrzymać obietnicy. 

– Skoro chcesz być ze mną… Oboje chcemy… 

– Bardzo chcę – odparł i czule dotknął wargami ust Tannis. Po chwili stracił głowę 
i znowu całował ją do utraty tchu. Gdy w końcu nad sobą zapanował, dodał głosem 
nie  znoszącym  sprzeciwu:  –  Poczekamy  do dnia  ślubu.  Gdy  będziemy  się  kochać 
po  raz  pierwszy,  chcę  przez  całą  noc  cieszyć  się  twoim  pięknym  ciałem. 
Zobaczysz, że będzie nam razem cudownie. Wolałbym podczas pierwszej wspólnej 
nocy  nie  zawracać  sobie  głowy  obawami  dotyczącymi  niepożądanej  ciąży.  Mam 
szczerą  nadzieję,  że  za  jakiś  czas  przyjdzie  na  świat  nasze  dziecko.  Lepiej,  aby 
znajomi nie liczyli tygodni, zachodząc w głowę, kiedy spłodziliśmy potomka. 

Jakie  śmiałe  wyznanie!  Tannis  spłonęła  rumieńcem.  Poczuła  się  zakłopotana, gdy 
Tom  roztoczył  przed  nią  wizję  przyszłego  macierzyństwa.  Nadal  trudno  jej  było 
uświadomić sobie, że z ich związku może przyjść na świat dziecko. 

– Chciałabym jak najszybciej zajść w ciążę – oświadczyła.  

background image

Tom przypieczętował to wyznanie krótkim, mocnym pocałunkiem. 

– Najpierw musimy wziąć ślub. Może w sobotę, za dwa tygodnie? 

–  Tak  szybko?  Ależ  to  szaleństwo!  Nie  zdołamy  się  pobrać  w  tak  rekordowym 
tempie. 

Tom wybuchnął śmiechem, widząc jej przerażoną minę. 

– Nic łatwiejszego. Trzeba tylko złożyć dokumenty i ustalić termin w parafii. 

Słowa Toma brzmiały przekonująco. Każde z nich miało już za sobą jedną ślubną 
ceremonię.  Tym  razem  czekało  ich  małżeństwo  z  rozsądku.  Woleli  sobie 
oszczędzić utrapień i pompy hucznego weseliska. Wystarczy skromna uroczystość 
z udziałem dzieci i świadków. Z drugiej strony jednak… 

– A co z moim domem? Sprzedamy go? Muszę posortować rzeczy i zdecydować, 
które z nich warto zatrzymać. 

–  Zrobimy  to  razem  –  postanowił  Tom.  –  Zadzwonię  jutro  do  agencji  zajmującej 
się nieruchomościami, żeby wycenili budynek i poszukali nabywcy. – To brzmiało 
rozsądnie, ale Tannis miała również inne wątpliwości. 

– Co powiedzą na ten ślub Amy i Jebbie? Nie sądzisz, że potrzebują więcej czasu, 
ż

eby się do mnie przyzwyczaić? 

–  Przypuszczam,  że  gdy  się  dowiedzą  o  naszej  decyzji,  będzie  im  zależało  na 
pośpiechu  tak  samo  jak  mnie.  Bardzo  cię  lubią.  Poza  tym  im  prędzej  sprzedasz 
dom, tym szybciej uwolnisz się od kłopotów finansowych. 

– Masz rację. Pobierzmy się w sobotę, za dwa tygodnie. 

 

 

Pierwszy  tydzień  minął  niepostrzeżenie.  Jeszcze  nim  ukazało  się  ogłoszenie  o 
sprzedaży  domu,  pośrednik  znalazł  trójkę  potencjalnych  nabywców.  Tom  nie 
pozwolił  Tannis  pakować  rzeczy,  póki  nie  odzyska  sił.  Sporządzała  jedynie  listy 
rozmaitych  przedmiotów.  Po  południu  Amy,  Jebbie  oraz  ich  ojciec  zjawiali  się  u 
niej.  Przenosili  do  swego  domu  rzeczy,  które  chciała  zatrzymać,  i  pakowali  do 
pudełek wszystko, co przeznaczyła do sprzedaży. 

Jebbie przyjął wiadomość o ślubie ojca ze spokojem. 

– Fajnie! – ucieszył się. – Będziesz przychodziła na mecze, żeby mi kibicować jak 

background image

inne mamy? 

–  Oczywiście,  Jebbie  –  obiecała  Tannis,  wzruszona  jego  prośbą.  Nie  umknął  jej 
uwagi  wyraz  smutku,  który  zmienił  na  chwilę  rysy  chłopca.  –  Będę  głośno 
krzyczała z radości, ilekroć odbijesz piłkę. 

Amy  dręczyły  rozmaite  wątpliwości.  Pewnego  dnia,  gdy  Tom  i  Jebbie  przenosili 
paczki  z  książkami  do  sąsiedniego  domu,  zebrała  się  na  odwagę,  by  je  głośno 
wypowiedzieć. 

– Tannis… – zaczęła niepewnie. 

Przyszła  żona  Toma  domyśliła  się  od  razu,  że  po  raz  pierwszy,  lecz  nie  ostatni 
przyjdzie  jej  borykać  się  z  życiowymi  problemami  dojrzewającej  nastolatki.  Po 
chwili Amy zapytała: 

– Czy życzysz sobie, żebym nazywała cię mamą? – Tannis wyczuła niechęć w tych 
słowach,  chociaż  do  tej  pory  dziewczynka  zawsze  była  wobec  niej  bardzo 
serdeczna. 

–  Nie,  Amy,  chyba  że  sama  będziesz  tego  chciała  –  odparła  spokojnie,  nie 
przerywając  układania  książek.  –  Możesz  nadal  mówić  mi  po  imieniu,  jeśli  ci  to 
odpowiada. Wiem, że bardzo kochałaś swoją mamę. Nie będę próbowała zajmować 
jej miejsca w twoim sercu. 

–  Czasami  bardzo  za  nią  tęsknię  –  szepnęła  Amy.  Wielkie  niebieskie  oczy  zaszły 
łzami.  Dziewczynka  chwyciła  na  oślep  gruby  tom  i  wrzuciła  go  do  pudła.  – 
Dlaczego musiała umrzeć? 

–  Sama  chciałabym  znać  odpowiedź  na  to  pytanie.  –  Tannis  uklękła  na  podłodze 
obok  Amy. –  Życie bywa trudne.  Mnie  również brakuje twojej  mamy.  Była  moją 
najlepszą przyjaciółką. Prowadziłyśmy długie rozmowy. Z nikim tak dobrze mi się 
nie rozmawiało. 

– Możesz rozmawiać ze mną, na przykład od czasu do czasu powspominać mamę – 
odparła  dziewczynka  po  chwili  wahania  i  uśmiechnęła  się  niepewnie.  Tannis 
przytuliła ją mocno. 

– Dzięki. Chętnie porozmawiam z tobą o Mary. Mam nadzieję, Amy, że w każdej 
sytuacji będziemy umiały znaleźć wspólny język. 

–  Bardzo  cię  lubię,  Tannis,  ale  czuję  się…  jakoś  dziwnie,  gdy  myślę,  że  wkrótce 
będziesz  żoną  taty.  Skoro  żeni  się  powtórnie,  można  by  pomyśleć,  że  całkiem 
zapomniał o mamie. Gdyby ona żyła, pozostałabyś naszą sąsiadką. 

background image

Tannis skinęła głową. 

–  Sądzę,  że  twoje  odczucia  są  całkiem  naturalne.  Obawiasz  się,  że  chcę  zająć 
miejsce twojej mamy. 

– Chyba tak. Skoro tata się w tobie zakochał, to znaczy, że już o niej zapomniał. 

Tannis  miała  świadomość,  że  stąpa  po  niepewnym  gruncie.  Jak  wytłumaczyć 
dwunastoletniej  dziewczynce,  iż  Tom  wcale  nie  kocha  przyszłej  żony,  że 
postanowił ją poślubić, by zyskać namiętną, wierną kochankę i bratnią duszę, która 
mu  pomoże  uporać  się  z  rodzinnymi  problemami?  Tannis  miała  wrażenie,  że  coś 
ś

ciska ją za gardło. 

– Nikt z naszej małej gromadki nie zapomni nigdy o twojej mamie. Zawsze będzie 
ż

yła  w  naszych  wspomnieniach.  Powinniśmy  trzymać  się  razem  i  często  o  niej 

rozmawiać. W ten sposób w pewnym sensie będzie z nami. Trudno się pogodzić z 
tym,  że  odeszła  z  tego  świata.  Wasz  ojciec  został  sam  ze  swoimi  problemami. 
Mogę mu pomóc w ich rozwiązaniu. Poza tym twój tata potrzebuje kogoś… 

– Wiem, chodzi o seks – wtrąciła z powagą Amy.  

Tannis poczuła straszliwe zakłopotanie. A zatem matkowanie nastolatce oznacza i 
takie kłopoty! 

– Rzecz jasna, masz rację, ale nie o tym mówiłam. Twój ojciec potrzebuje kogoś, 
kto byłby dla niego podporą i dzielił z nim życie. 

Amy  rozważała  jej  słowa  w  milczeniu.  Tannis  gorączkowo  szukała  dalszych 
argumentów, ale po chwili dziewczynka uśmiechnęła się do niej. 

–  Nigdy  mi  to  nie  przyszło  do  głowy.  Tata  jest  chyba  bardzo  samotny.  Niekiedy 
czuję się podobnie, bo jestem teraz jedyną dziewczyną w rodzinie. Cieszę się, że z 
nami zamieszkasz. Gdy posprzeczam się z tatą, na pewno będziesz mnie broniła. 

Tannis  uśmiechnęła się  niepewnie.  Wolała  nie komentować ostatniej uwagi  Amy. 
Gdy Tom wszedł do pokoju, odczuła taką ulgę, że omal nie rzuciła mu się na szyję. 
Czy  dobrze  robi,  pakując  się  w  takie  kłopoty?  Nie  miała  pojęcia,  jak  sprostać 
obowiązkom matki, a jej własna rodzicielka nie stanowiła w tej dziedzinie dobrego 
wzorca do naśladowania. 

 

 

Tannis wróciła do pracy w następny poniedziałek. 

background image

Czuła się całkiem nieźle, ale pod koniec lekcji była okropnie zmęczona – nie tyle 
nauczaniem  trzydziestki  rozbrykanych dziewięciolatków,  co uwagami  koleżanek  i 
kolegów na temat niespodziewanych zaręczyn. 

W środę pojechała z Tomem do Culpeper, by zobaczyć się z matką. Uprzedziła ją 
telefonicznie o rychłym zamążpójściu i przyrzekła odwiedzić jeszcze przed ślubem. 
Zaniepokoiła ją rozmowa z lekarzem, który opiekował się starszą panią. Zadzwonił 
w  ciągu  tygodnia,  prosząc  o  spotkanie.  Tannis  obiecała  przyjechać  w  środowe 
popołudnie, zaraz po lekcjach. 

Gdy wjechali na teren pensjonatu, Tom rozejrzał się wokół z zachwytem. Od razu 
docenił  uroki  tego  miejsca.  Tannis  była  okropnie  zdenerwowana.  Gdy  weszli  do 
budynku, wydawała się nieobecna duchem i pogrążona w ponurych myślach. 

–  Chyba  powinniśmy  najpierw  zobaczyć  się  z  lekarzem  –  przypomniał  Tom,  gdy 
minęła drzwi gabinetu. 

Tannis  oprzytomniała  i  weszła  do  pokoju,  gdzie  przyjmował  doktor  Payton. 
Sympatyczny  młody  człowiek,  który  zapewne  był  równolatkiem  narzeczonej 
Toma,  budził  respekt  i  zaufanie.  Tannis  bardzo  go  lubiła,  a  co  ważniejsze,  udało 
mu się zdobyć życzliwość jej matki. 

– Witam panią. – Lekarz uścisnął rękę Tannis i spojrzał ze zdumieniem na Toma. 

– Panie doktorze, oto mój narzeczony, Tom Hayes. – Po raz pierwszy miała okazję 
przedstawić  tak  przyszłego  męża.  Słowo  „narzeczony”  dziwnie  zabrzmiało  w  jej 
uszach, zupełnie jakby samą siebie przyłapała na kłamstwie.  

Panowie wymienili uścisk dłoni. 

–  Czy  zechciałby  pan  z  nami  porozmawiać,  zanim  odwiedzimy  matkę  Tannis?  – 
zapytał Tom.  

Doktor Payton z roztargnieniem pokiwał głową. 

– Tak. W ubiegłym tygodniu pani matka zachowywała się dość dziwacznie. Można 
powiedzieć,  że  stała  się  zupełnie…  nieprzewidywalna.  Muszą  się  państwo  się 
liczyć z nagłymi zmianami nastroju, cierpkimi uwagami, wybuchami złości. 

–  Twierdzi  pan,  że  zachowanie  mojej  matki  jest  nienormalne?  –  zapytała  z 
przerażeniem Tannis. 

– Obawiam się, że w pewnym sensie tak – odparł lekarz. Uśmiechnął się do Tannis, 
próbując dodać jej  otuchy. Zwrócił się do  Toma:  –  Czy  pani Carlson  wspomniała 

background image

panu, że jej matka potrafi być… ogromnie nieprzyjemna? 

Tom skinął głową, a lekarz ponownie zagadnął Tannis: 

–  Podczas  naszych  ubiegłorocznych  spotkań  wielokrotnie  słyszałem,  że  matka 
okazuje  pani  narastającą  wrogość.  Zauważyliśmy,  że  podobnie  odnosi  się  do 
pielęgniarek  i  reszty  personelu.  Przestudiowałem  zapisy  w  jej  karcie  i  doszedłem 
do  wniosku,  że  warto  przeprowadzić  badania  specjalistyczne.  Istnieje  spore 
prawdopodobieństwo, że reakcje starszej pani mają podłoże fizjologiczne. 

–  Sądzi pan,  że to  choroba  może  być  przyczyną  coraz  większej  złośliwości  mojej 
matki? – zapytała wprost Tannis. W odpowiedzi lekarz z wahaniem pokiwał głową. 
– Jakie badania ma pan na myśli? Czy są dla pacjenta nieprzyjemne lub bolesne? 

–  W  żadnym  wypadku.  Posłużymy  się  nowoczesnym  sprzętem.  Oczywiście, 
wymagana jest pani zgoda na przeprowadzenie badań. 

Tannis rozważała przez chwilę słowa lekarza. Spojrzała pytająco na Toma. 

– Co o tym sądzisz? 

– Skoro istnieje przypuszczenie, że twoja matka cierpi na poważną chorobę, która 
może  zostać  zdiagnozowana  i  wyleczona,  powinnaś  się  zgodzić  –  odparł  bez 
wahania. 

Tannis pokiwała głową. 

–  Słusznie.  Doktorze  Payton,  chętnie  podpiszę  to  zezwolenie.  –  Uśmiechnęła  się 
niepewnie.  –  Ciekawe,  jak  pan  zdoła  przekonać  moją  matkę,  żeby  poddała  się 
badaniom. A jeżeli odmówi? 

– Chyba potrafię tak przedstawić tę sprawę naszej drogiej Madeline, żeby wyraziła 
zgodę.  –  Lekarz  uśmiechnął  się  i  sięgnął  po  formularze.  –  Zawiadomię  panią  o 
wynikach pertraktacji. 

Po  spotkaniu  z  lekarzem  Tannis  zaprowadziła  Toma  do  pokoju  matki.  Była 
okropnie zdenerwowana. Nim weszli do środka, oznajmiła szeptem: 

– Pod żadnym pozorem nie wspominaj, że brakuje mi pieniędzy. Na prośbę lekarza 
matka scedowała na mnie wszelkie sprawy finansowe i nie orientuje się w sytuacji. 
Sądzi, że nadal posiada znaczne oszczędności pochodzące ze sprzedaży domu oraz 
z ubezpieczenia. 

–  Zgoda.  Będzie,  jak  chcesz  –  zgodził  się  skwapliwie  Tom  i  ujął  dłoń  Tannis. 
Poczuł  wyrzuty  sumienia.  Jak  mógł  podawać  w  wątpliwość  jej  przywiązanie  do 

background image

matki? Ta dziewczyna robiła wszystko, co w jej mocy, aby starsza pani sądziła, że 
nadal  samodzielnie  kieruje  własnym  życiem.  Potrafił  sobie  wyobrazić,  jak  istotne 
jest owo złudzenie dla osoby w podeszłym wieku. 

– Dzięki. Masz dość odwagi, by wejść do jaskini lwów? – Tannis mocno uścisnęła 
rękę Toma. Najwyraźniej obawiała się spotkania z matką. Podniosła dumnie głowę 
i zapukała. 

– Proszę – dobiegł ich stłumiony głos, w którym pobrzmiewała irytacja. 

Weszli  do  środka.  Przy  niewielkim  stoliku  siedziała  drobna,  siwowłosa  kobieta. 
Pokój  był  umeblowany  antykami,  które  niewątpliwie  stanowiły  własność  jego 
mieszkanki. 

–  Witaj,  mamo.  –  Tannis  przyklękła  i  pocałowała  starszą  panią  w  policzek,  a 
następnie przedstawiła jej drugiego gościa. 

–  To  jest  mój  narzeczony,  Tom  Hayes.  Tom,  przedstawiam  ci  Madeline  Ransom, 
moją matkę. 

–  Miło  mi  panią  poznać.  Tannis  wiele  mi  o  pani  opowiadała  –  rzekł  uprzejmie 
Tom. 

–  Jestem  pewna,  że  zrobiła  ze  mnie  potwora  –  odparła  siwowłosa  kobieta. 
Zmrużyła oczy i popatrzyła na przybysza taksującym wzrokiem. 

–  Jak  się  czujesz,  mamo?  –  Tannis  próbowała  ratować  sytuację.  –  Może  czegoś 
potrzebujesz? Przywiozę następnym razem. 

–  Przeczytałam  to  wszystko.  –  Madeline  Ransom  wskazała  drżącą  dłonią  stos 
książek  piętrzących  się  na  stoliku  przy  drzwiach.  –  Przypuszczam,  że  nie 
przywiozłaś  mi  żadnych  nowości.  Teraz,  gdy  zostałam  tu  zamknięta,  możesz 
zajmować się własnymi sprawami i udawać, że mnie już nie ma na świecie. 

Tom dostrzegł łzy w oczach Tannis. 

– Pani córka była ciężko chora. Niewiele brakowało, żeby wylądowała w szpitalu. 
Przez cały tydzień nie chodziła do pracy – wtrącił. 

Tannis  na  próżno  rzuciła  mu  błagalne  spojrzenie,  prosząc,  by  zamilkł.  Nie  mógł 
pozwolić,  żeby  starsza  pani  znęcała  się  w  jego  obecności  nad  Bogu  ducha  winną 
ofiarą. Postawił na stole dużą torbę.  

–  Oto  całkiem  spora  porcja  lektury  przygotowanej  dla  pani  przez  Tannis. 
Następnym razem przywieziemy więcej książek i czasopism. 

background image

–  Och,  serdeczne  dzięki,  panie  Hayes!  –  zawołała  starsza  pani,  uśmiechając  się 
promiennie.  Z  jej  twarzy  zniknął  wyraz  zajadłości  i  przekory.  Tom  gotów  był 
przysiąc, że mrugnęła do niego porozumiewawczo. – Kto wie, czy to małżeństwo 
nie  wyjdzie  Tannis  na  dobre.  Jest  pan  równie  miły  jak  Jeremy.  Moja  córka  nie 
umiała go przy sobie zatrzymać. Marna z niej gospodyni. I pomyśleć, że uczyniłam 
wszystko, by nauczyć tę dziewczynę, jak należy prowadzić dom i dbać o męża. 

Tom  był  wściekły,  ale  słowa  lekarza  głęboko  zapadły  mu  w  pamięć.  Robił  dobrą 
minę do złej gry i kontynuował uprzejmą rozmowę. Gdy spostrzegł, że Tannis jest 
u kresu wytrzymałości, zaczął się zbierać do odejścia. 

–  Nie  wiem,  czy Tannis  wspominała  pani,  że  jestem  ojcem dwojga dzieci.  Chyba 
już nas wypatrują. Zbliża się pora kolacji. – Trochę się zdziwił, gdy pani Ransom 
uprzejmie podała mu rękę i powiedziała: 

– Proszę tu przywieźć swoje pociechy. W końcu będą moimi jedynymi wnukami. 

Czyżby?  Niech  pani  nie  będzie  taka  pewna,  pomyślał  Tom.  Z  radością  wyobraził 
sobie Tannis z dzieckiem przy piersi. Starsza pani nadal się do niego wdzięczyła: 

–  Wspaniale,  że  namówił  pan  Tannis,  by  mnie  odwiedziła.  Może  dzięki  panu 
zmieni  się  na  lepsze  i  zacznie  tu  częściej  przyjeżdżać.  –  Spojrzała  na  córkę  ze 
złością. 

Tom pomyślał o wyrzeczeniach, które narzuciła sobie Tannis dla dobra matki. Ta 
ostatnia uwaga bardzo go oburzyła, ale starał się pamiętać, co powiedział lekarz. 

– Jestem pewny, że nie będą potrzebne żadne namowy. Tannis bardzo troszczy się 
o panią. 

Nim  Madeline  Ransom  wymyśliła  pełną  jadu  ripostę,  Tom  pożegnał  się  i 
wyprowadził narzeczoną z pokoju. 

W  korytarzu  Tannis  przymknęła  oczy  i  oparła  się  ciężko  o  ścianę.  Tom  miał 
wrażenie, że całkiem zapomniała o jego obecności. Najwyraźniej próbowała wziąć 
się  w  garść.  Po  chwili  odetchnęła  głęboko  i  popatrzyła  na  towarzyszącego  jej 
mężczyznę. Miała łzy w oczach, a wyraz jej twarzy stał się łagodniejszy. 

–  Wybacz,  że  z  konieczności  musiałeś  wziąć  na  siebie  funkcję  rozjemcy.  Moja 
matka była dziś wyjątkowo złośliwa. Do tej pory ilekroć chciała mnie zranić, robiła 
to dyskretnie, w białych rękawiczkach. 

– Całe szczęście, że wiedziałem o jej chorobie. Miałem ochotę ją uszczypnąć, gdy 
zobaczyłem, że płaczesz ukradkiem. 

background image

Tannis parsknęła nerwowym śmiechem. 

– Chętnie zrobiłabym to samo. Czy to nie dziwne, że mimo wszystko było mi dziś 
trochę lżej na  sercu?  Świadomość,  że  mama  nie odpowiada  za  to,  co  mówi, i  jest 
poważnie chora, dodała mi sił. Łatwiej znosiłam jej złośliwości. 

Wkrótce  znaleźli  się  na  parkingu,  poza  zasięgiem  ludzkich  spojrzeń.  Tom  od 
dawna  marzył,  by  pocałować  narzeczoną.  W  końcu  uległ  pokusie.  Tannis  nie 
myślała  się  opierać.  Tom  całował  ją  niecierpliwie,  z  tłumioną  namiętnością. 
Rozpiął  guziki  płaszcza  i  pieścił  biust  okryty  jedwabną  bluzką.  Drugą  ręką  objął 
pośladki  dziewczyny  i  przyciągnął  jej  biodra  do  swoich.  Gdy  westchnęła  z 
rozkoszy, zaczął tracić panowanie nad sobą. 

–  Tom!  –  Tannis  zreflektowała  się  pierwsza  i  odsunęła  jego  rękę.  –  Co  ty 
wyprawiasz? Ktoś nas może zobaczyć! 

–  Czas  okropnie  mi  się  dłuży  –  mruknął  niskim,  zmienionym  głosem.  –  Marzę  o 
tym, żebyś wreszcie spała w moim łóżku, naga i uległa. Chcę cię całować, ilekroć 
przyjdzie mi na to ochota. Chcę, żebyś była… 

Tannis  dotknęła  palcami  jego  ust.  Z  satysfakcją  dostrzegł,  że  ręka  jej  drży,  a 
policzki są zarumienione. Ukryła twarz na jego piersi. 

Tom znowu był sobą. Jeszcze tylko trzy dni. Ależ to cała wieczność! Obawiał się, 
ż

e  oszaleje  z  niecierpliwości.  Objął  Tannis  ramieniem  i  delikatnie  pocałował  w 

szyję. 

– Wracajmy do domu – zaproponował przyciszonym głosem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Jeszcze  tylko  jeden  dzień.  Jutro  ślub.  Do  tej  pory  Tannis  żyła  jak  we  śnie. 
Wydawało jej się, że ów dzień nigdy nie nadejdzie. Po ostatniej lekcji wyszła przed 
budynek, by pożegnać dzieci wsiadające do szkolnych autobusów, a potem wróciła 
do klasy, gdzie przed chwilą zakończyło się małe przyjęcie wydane przez uczniów 
na jej cześć. Dostała w prezencie album na ślubne zdjęcia i pamiątki. Pospiesznie 
zapakowała klasówki do teczki. Na myśl o rychłym zamążpójściu poczuła znajomy 
ucisk w żołądku. Od kilku dni prześladował ją dziwny niepokój. 

–  Czy  jest  tu  pani  Carlson?  –  Głos  Janine,  sekretarki  dyrektora,  przywołał  ją  do 
rzeczywistości. 

– Tak. Słucham. 

–  Cześć,  Tannis.  Czy  mogłabyś  zajrzeć  do  pokoju  nauczycielskiego?  Ktoś  z 
rodziców prosi o chwilę rozmowy. 

Zaskoczona nauczycielka wyszła z klasy. Po drodze zastanawiała się, kto to może 
być i o co mu chodzi. Po namyśle doszła do wniosku, że… 

– Niespodzianka! 

Osłupiała  Tannis  stała  na  progu  pokoju  nauczycielskiego,  kurczowo  ściskając 
klamkę.  Wszyscy  pracownicy  szkoły  tłoczyli  się  w  niewielkiej  salce.  Na  stole 
dostrzegła  okazały  tort  i  dwa  spore  pudełka  zapakowane  w  błyszczący  papier  i 
ozdobione  kolorowymi  wstążkami.  Pod  sufitem  fruwały  weselne  baloniki.  Tannis 
rozpłakała się, widząc radosne twarze przyjaciół. 

–  Banda  oszustów!  –  wymamrotała,  uśmiechając  się  przez  łzy.  –  Ale  mnie 
nabraliście. Niczego nie podejrzewałam! 

Tannis  zabrała  się  natychmiast  do  odpakowywania  prezentów.  Powoli 
rozwiązywała wstążki, by nacieszyć się tą przyjemnością. Gdy otworzyła pierwsze 
pudełko, jej oczom ukazała się okrągła srebrna taca z wygrawerowanymi pośrodku 
imionami nowożeńców i datą ślubu. Zaskoczona Tannis nie kryła wzruszenia. 

– Dziękuję. 

–  To  okropne,  że  niektórym  tak  spieszno  do  ślubu.  Nie  masz  pojęcia,  co 
wygadywałam  u grawera  – perorowała nauczycielka angielskiego,  wznosząc  oczy 
do  góry,  a  pozostali  wybuchnęli  śmiechem.  Nauczycielka  ciągnęła  opowieść:  – 

background image

Oświadczyłam, że napis musi być gotowy w piątek rano. Weź pod uwagę, że taca 
została kupiona w poniedziałek po południu. Uciekłam się do szantażu! 

Tannis skorzystała z ogólnego zamieszania, by wytrzeć zapłakane oczy. 

– Otwórz drugi prezent! – rozległy się niecierpliwe głosy. 

Tannis  odczytała  przypiętą  do  pudełka  karteczkę:  „Dla  Toma  od  nieutulonych  w 
ż

alu  koleżanek  panny  młodej”.  Tajemniczy  prezent  kupiły  na  spółkę  pozostałe 

nauczycielki  czwartych  klas.  Tannis  poczuła,  że  się  rumieni,  i  spojrzała 
podejrzliwie na kolegów. 

– Co to jest? 

– Otwórz i sama się przekonaj! – usłyszała w odpowiedzi. Policzki jej płonęły, gdy 
otwierała  pudełko.  Odsunęła  delikatną  bibułkę  i  ujrzała  cieniutką  nocną  koszulę  i 
peniuar  w  cielistym  kolorze.  Wszystkie  panie  zgromadzone  w  pokoju 
nauczycielskim  westchnęły  z  zachwytu.  Panowie  z  aprobatą  kiwali  głowami. 
Tannis była trochę zażenowana, ale uśmiechnęła się promiennie. 

– To śliczny prezent. 

– Tom powinien nam być wdzięczny. 

Janine zlitowała się w końcu nad zakłopotaną koleżanką. 

–  Odsuńcie  te  papierzyska.  Wilmo,  czas  pokroić  tort.  Ustawcie  się  grzecznie  w 
kolejce, jeśli chcecie dostać kawałek. Pierwszy jest dla Tannis. 

Godzinę  później  obładowana  torbami  i  prezentami  narzeczona  Toma  stanęła  na 
progu jego domu. 

– A cóż to takiego? – Zdumiony gospodarz gapił się na kolorowe paczki. 

–  Album  dostałam  od  mojej  klasy.  Koledzy  podarowali  mi  aż  dwa  upominki.  W 
białym pudełku są resztki tortu. 

– Wspaniale. – Tom natychmiast się ożywił. – Mogę obejrzeć prezenty? 

–  Proszę  bardzo.  –  Tannis  znowu  się  zarumieniła.  Po  obejrzeniu  tacy  Tom  nie 
omieszkał głośno stwierdzić, że Tannis z pewnością jest w szkole bardzo lubiana. 
Na  widok  jedwabnego  kompletu  po  prostu  oniemiał.  Podszedł  do  narzeczonej  i 
przytulił ją mocno. 

– Jeszcze tylko jeden dzień – szepnął, muskając wargami jej usta. – Jutro będziesz 
moja. 

background image

Przymknęła  oczy,  spragniona  jego  pocałunku.  Ilekroć  myślała  o  nocy  poślubnej, 
czuła  dziwny  niepokój.  Pragnęła  mu  się  oddać,  lecz  zarazem  odczuwała  lęk, 
ponieważ był mężczyzną władczym i zaborczym. To on za każdym razem zaczynał 
i  kończył  namiętne  pieszczoty…  Tannis  zapomniała  o  wątpliwościach,  czując  na 
wargach  natarczywe  dotknięcie  języka  i  ciepłą  dłoń  na  swojej  piersi.  Po  chwili 
trzasnęły drzwi i rozległ się piskliwy głos Jebbie'ego: 

– Wróciłem, tato! 

Tom od razu przerwał pocałunek. Tannis nie była w stanie utrzymać się na nogach 
o  własnych  siłach.  Powróciły  niedawne  wątpliwości.  Zdawała  sobie  sprawę,  że 
gdyby  Tom  zapragnął  wziąć  ją  tu,  na  podłodze  korytarza,  nie  odważyłaby  się 
zaprotestować.  To  on  decydował  o  wszystkim.  Nie  uszło  także  jej  uwagi,  że 
błyskawicznie odzyskał panowanie nad sobą i pospiesznie zapiął guziki jej bluzki, 
nim Jebbie wpadł do pokoju, by pokazać ojcu zdjęcie popularnego baseballisty. 

 

 

Odgłos  kropli  deszczu  uderzających  o  szyby  obudził  Tannis  w  sobotni  poranek. 
Widok  nagich  ścian  pokoju  przypomniał  pannie  młodej,  że  dziś  ma  się  odbyć  jej 
ś

lub.  Po  raz  ostatni  zbudziła  się  jako  samotna  kobieta,  która  nie  musi  zawracać 

sobie  głowy  rodzinnymi  obowiązkami.  Nim  poślubiła  Jeremy'ego,  wymarzyła 
sobie  życie  rodzinne  jako  nieskończone  pasmo  radości  i  szczęścia.  W  niespełna 
dwa lata jej eks-małżonek zdołał zabić uczucie, którym go darzyła. U boku Toma 
nie  musiała  się  lękać  tego  rodzaju  niespodzianek.  Małżeństwo  z  rozsądku 
oznaczało gwarancję życiowej stabilizacji. 

Za dziesięć jedenasta Tom zapukał do drzwi Tannis. Była już gotowa i oczekiwała 
spokojnie  jego  przybycia,  lecz  na  myśl  o  tym,  że  za  moment  ujrzy  swego 
przyszłego męża, serce podeszło jej do gardła. Z trudem łapała oddech. 

Z ociąganiem podeszła do drzwi i otworzyła je bez pośpiechu. Na widok potężnej 
sylwetki Toma doznała wrażenia, że zalewa ją ogromna fala. Czuła się jak morskie 
stworzonko walczące z naporem przypływu. 

Tom  miał  na  sobie  najlepsze  ubranie.  To  jego  ślubny  garnitur,  przemknęło  przez 
myśl zdenerwowanej pannie młodej. Zniknęło wrażenie ucisku w gardle, ale serce 
nadal biło jak oszalałe. Obawiała się, że Tom usłyszy jego uderzenia. 

Policzki  pana  młodego  były  gładkie  i  świeżo  wygolone.  Na  ciemnych  włosach 
połyskiwały  brązowe  refleksy.  Elegancki  garnitur  doskonale  podkreślał 

background image

wysportowaną sylwetkę. Do klapy przypięty był różowy pączek róży – taki sam jak 
kwiaty w bukiecie, który Tom podał narzeczonej. 

Spojrzenie zielonych oczu objęło jej drobną postać; uważnemu obserwatorowi nie 
umknął  żaden  szczegół  –  od  delikatnych  kwiatów  gipsówki  wpiętych  we  włosy 
zaplecione  w  prosty,  francuski  warkocz  aż  po  kosztowne,  eleganckie  lakierki 
barwy kości słoniowej, które Tan-nis nosiła tylko od święta. 

–  Dzięki  za  kwiaty.  Są  prześliczne  –  oznajmiła,  przyjmując  bukiecik.  Była 
zmieszana  uporczywym  spojrzeniem  Toma.  Wbiła  wzrok  w  różane  pączki 
ozdobione  gipsówką,  listkami  paproci  oraz  masą  skręconych  niczym  serpentyny 
białych  i  kremowych  wstążek.  Tannis  uniosła  bukiet  ku  twarzy  i  z  zachwytem 
wciągnęła w nozdrza słodki zapach róż. 

–  Gotowa?  –  zapytał  Tom  zmienionym  głosem.  Mogłoby  się  wydawać,  że  jest 
bardzo przejęty, ale Tannis nie ufała pozorom. Dlaczego miałby się denerwować? 
Przecież  to  ona  musiała  zapomnieć  o  dumie  i  zdać  się  na  jego  pomoc  w 
rozwiązywaniu swoich problemów. Postanowiła żyć pod jednym dachem z dwójką 
dzieci, które mogą jej zarzucić, że chce zająć miejsce ich matki. Zdecydowała się 
poślubić mężczyznę, który nigdy jej nie pokocha tak mocno jak… 

Co  to  znaczy?  Panna  młoda  zacisnęła  kurczowo  dłonie  na  ślubnym  bukiecie. 
Analizowała gorączkowo myśl, która nawiedziła ją przed chwilą. 

Kochała swego przyszłego męża. 

Wielkie nieba! Nie miała odwagi spojrzeć Tomowi w oczy. Od jak dawna żywiła 
to  uczucie?  Jak  długo  kryła  tę  miłość  w  sercu?  Czy  usunęła  ją  w  cień,  by  nie 
narazić  na  szwank  przyjaźni,  która  łączyła  ją  z  Mary,  potem  zaś  ukrywała  ze 
względu na jej pamięć? 

–  Tannis,  jesteś  gotowa?  –  Tom  nie  miał  pojęcia,  o  czym  rozmyślała  jego 
narzeczona,  ale  wyraz  jej  twarzy  ogromnie  go  zaniepokoił.  Czyżby  w  ostatniej 
chwili  postanowiła  się  wycofać?  Może  to  istotnie  najlepsze  rozwiązanie.  Gdy 
otworzył  oczy  z  samego  rana,  pomysł  ożenku  z  Tannis  nagle  wydał  mu  się 
szaleństwem.  Nie  powinna  zajmować  miejsca  jego  zmarłej  żony.  Przecież  kochał 
Mary  z  całego  serca.  Powtórne  małżeństwo  wydało  mu  się  zdradą.  Postanowił 
zaproponować,  by  rozważyli  ponownie  nazbyt  pospieszną  decyzję,  ale  Tannis 
uśmiechnęła się lekko, nie podnosząc wzroku: 

– Jestem gotowa, Tom – oznajmiła łagodnie. 

Jej  cichy  głos  był  równie  urokliwy  jak  rozkosznie  zaokrąglona  postać.  Tom  z 

background image

trudem panował nad sobą. Było mu wstyd, że zmysły tak szybko wzięły górę nad 
zdrowym  rozsądkiem.  Był  świadomy  intensywności  swego  pożądania,  gdy 
opuszczali  razem  dom  Tannis.  Targana  wiatrem  miękka  tkanina  sukienki 
przylgnęła  do  ud  dziewczyny.  Tom  nie  był  w  stanie  oderwać  wzroku  od  jej  nóg. 
Żą

dza  kierowała  nim,  gdy  prowadził  pannę  młodą  do  samochodu  i  pomagał  jej 

zająć  miejsce.  W  drodze  do  kościoła  przyszło  mu  do  głowy,  że  zdecydował  się 
poślubić tę kobietę, bo obsesyjnie jej pragnął. Szalał ze złości na myśl, że prędzej 
czy później inni mężczyźni odkryją drzemiącą w niej zmysłowość, o ile w porę nie 
zagrodzi drogi konkurentom. 

Pastor  oraz  jego  żona  oczekiwali  państwa  młodych  przed  kościołem.  Po  krótkim 
powitaniu  uczestnicy  ceremonii  weszli  do  środka.  Duchowny  rozpoczął 
uroczystość.  Zabrzmiały  podniosłe  zdania,  które  Tom  znał  na  pamięć.  Dopiero 
wówczas  zrozumiał,  jak  trudno  mu  będzie  znieść  wszystko,  co  miało  za  chwilę 
nastąpić. 

Wyobraził  sobie,  że  to  Mary  trzyma  go  za  rękę.  Stał  się  znowu  młodym 
człowiekiem  zakochanym  po  raz  pierwszy  w  życiu  i  pewnym  swego  szczęścia. 
Przyszłość rysowała się przed nim w jasnych barwach. Przeżywając swój pierwszy 
ś

lub nie sądził, że przyjdzie mu kiedyś wymawiać słowa takie jak „rak”, „śmierć” i 

„wdowiec”. 

Gdy  nadszedł  czas,  by  złożyć  przysięgę  małżeńską  kobiecie,  która  postanowił 
wziąć  za  żonę,  nie  potrafił  spojrzeć  Tannis  prosto  w  oczy.  Wydawało  mu  się,  że 
przebolał  stratę,  lecz  niespodziewanie  ogarnął  go  wielki  żal.  Patrzył  przed  siebie, 
gdy wymawiał słowa: „póki śmierć nas nie rozłączy” i z kamienną twarzą słuchał, 
jak Tannis powtarza za duchownym te same wyrazy. 

Jebbie  podał  Tomowi  obrączkę,  którą  pan  młody  wsunął  na  palec  oblubienicy. 
Amy  wręczyła  Tannis  złoty  krążek  wybrany  przez  nią  dla  oblubieńca.  Gdy  Tom 
dotknął rąk żony, poczuł, że są zimne jak lód. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. 

Gdy  ceremonia  dobiegła  końca  (niebu  niech  będą  dzięki,  że  zdecydowali  się  na 
skromną  uroczystość),  małżonkowie  podpisali  dokumenty,  przyjęli  życzenia  od 
pastora  i  jego  żony,  a  następnie  pobiegli  do  samochodu  moknąc  w  strugach 
zacinającego  deszczu.  Pojechali  na  weselny  obiad  do  restauracji,  gdzie  Tom 
zarezerwował  stolik.  Usiłował  zachowywać  się  normalnie,  chociaż  dużo  go  to 
kosztowało, ale trud się opłacił, ponieważ Amy i Jebbie nie spostrzegli, że jest mu 
ciężko. Dzieci były w doskonałych humorach i paplały jedno przez drugie. Tom i 
Tannis  nie  musieli  podtrzymywać  konwersacji,  co  bardzo im  odpowiadało.  Oboje 
woleli  słuchać.  Świeżo  zaślubionego  małżonka  zalała  fala  wspomnień  o  Mary. 
Obrazy  powracały  z  mroku  przeszłości,  natrętne  i  uporczywe  jak  krople  deszczu, 

background image

który  padał  od  rana.  Tom  powtarzał  sobie  bez  ustanku,  że  naprawdę  kochał 
pierwszą żonę. 

Nie  mógł  zapomnieć  o  jedynym  potknięciu.  Dręczyły  go  wyrzuty  sumienia. 
Niespodziewanie poczuł niechęć do kobiety siedzącej z nim przy stole. Pamiętał, że 
tamtego  wieczoru  pokłócił  się  z  Mary o  sposób  leczenia  groźnej  choroby,  ale  nie 
potrafił sobie przypomnieć, co wówczas mówili. 

Z  drugiej  strony  wydało  mu  się  dziwne,  że  potrafi  odtworzyć  z  najdrobniejszymi 
szczegółami  wszystko,  co  zdarzyło  się,  gdy  nocą  odprowadził  Tannis  do  domu; 
drobna,  kształtna  postać  widoczna  w  świetle  księżyca,  nastrój  intymności  na 
zacisznej werandzie… Tannis emanowała ciepłem i dobrocią. Tak bardzo się lękał, 
ż

e Mary odejdzie. Od lat czuł się winny, bo niespodziewanie pocałował Tannis, ale 

póki  jego  wargi  dotykały  chętnych  ust  sąsiadki,  miał  pewność,  że  pragnęła  tego 
pocałunku równie mocno jak on. 

Głównym  powodem  jego  udręki  był  fakt,  że  to  właśnie  Tannis  pierwsza 
zapanowała nad zmysłami i nie pozwoliła mu posunąć się dalej. Czuł dotknięcie jej 
ciepłych  rąk,  które  odpychały  go  łagodnie.  To  ona  pomyślała  o  Mary  i 
przypomniała, że krzywdzą ją mimo woli tym wybuchem namiętności. 

Po obiedzie wrócili prosto do domu. Amy i Jebbie przenieśli do mieszkania Toma 
ostatnie  paczki  z  rzeczami,  które  Tannis  postanowiła  zatrzymać.  Panna  młoda 
krzątała się po małżeńskiej sypialni. Późnym popołudniem Tom zawiózł dzieci do 
kolegów,  u  których  miały  przenocować.  To  był  jego  pomysł,  by  pierwszą  noc 
spędzili tylko we dwoje. Sądził, że będą mniej skrępowani. Gdy po powrocie stanął 
na progu cichego domu, pożałował swojej decyzji. 

Tannis czekała na niego w drzwiach kuchni z łyżką w ręku. 

–  Postanowiłam  ugotować  trochę  zupy.  Będziemy  mieli  obiad  na  jutro.  Obawiam 
się, że trudno nam będzie ustalić godziny posiłków. Każde z nas ma inny rozkład 
dnia. 

– Nie musisz gotować – mruknął. Był speszony opryskliwym tonem swego głosu. – 
Nie  ożeniłem  się  z  tobą,  żebyś  prowadziła  dom.  –  Tom  miał  wrażenie,  że  Tannis 
zadrżała, słysząc jego słowa, ale nie był tego całkiem pewny. 

– Lubię gotować – powiedziała, unikając jego wzroku. 

Tom przesunął ręką po włosach. Co teraz? Zamierzał pojechać z Tannis na kolację 
do  eleganckiej  restauracji,  a  potem  iść  z  nią  do  łóżka,  ale  niespodziewanie  stracił 
wszelką  ochotę  na  takie  zaloty.  Marzył  o  chwili  samotności.  Jego  wytrzymałość 

background image

miała  swoje  granice.  Nie  był  w  stanie  gawędzić  przyjaźnie  z  nowo  poślubioną 
ż

oną. 

– Przywiozłem z biura trochę dokumentów. Muszę nad nimi popracować. Będę w 
gabinecie. 

Odwrócił  się  i  nim  Tannis  zdążyła  coś  powiedzieć,  zatrzasnął  za  sobą  drzwi. 
Spędził  w  samotności  całe  popołudnie.  Z  miernym  skutkiem  próbował  skupić  się 
na  pracy.  Przez  jakiś  czas  w  domu  panowała  martwa  cisza.  Około  szóstej  Tannis 
poszła  na  górę.  Po  odgłosie  kroków  poznał,  że  krząta  się  w  sypialni.  Nie  zeszła 
ponownie na dół. 

O  pół  do  dziesiątej  zdecydował,  że  nie  warto  dłużej  udawać  pracoholika.  Czytał 
dokumenty i nie rozumiał z nich ani słowa. Zachodził w głowę, co porabia Tannis. 
Przez  ostatnie  pół  godziny  dreptała  tam  i  z  powrotem,  na  przemian  otwierając  i 
zamykając drzwi. Czyżby zabrała się do sprzątania? 

Stanęła mu przed oczyma łagodna i czuła twarz nowo poślubionej żony. Tamtego 
wieczora  przed  kilku  laty  patrzył  w  nią  jak  urzeczony,  nim  dotknął  wargami 
kuszących ust. Tannis nie próbowała go zwodzić. Otwarcie wyznała, że Tom się jej 
podoba. Nie potrafiła udawać. 

Ogarnęło go poczucie winy. W dniu ślubu zachował się jak najgorszy drań. Użalał 
się  nad  sobą,  bo  tęsknił  za  Mary,  ale  Tannis  również  borykała  się  z  wieloma 
przeciwnościami  losu.  Nadszedł  czas,  by  zapomnieć  o  przeszłości  i  zacząć  nowe, 
wspólne  życie.  Niepotrzebnie  schował  się  przed  żoną  w  gabinecie.  Dzień  ślubu 
powinien wyglądać całkiem inaczej. Tom odetchnął głęboko. Czas na przeprosiny. 

Energicznym gestem rzucił długopis na biurko, dopadł pospiesznie drzwi gabinetu 
i,  przeskakując  po dwa  stopnie, pobiegł na górę.  Gdy był na piętrze, w  otwartych 
drzwiach gościnnego pokoju stanęła niespodziewanie Tannis. Miała na sobie nocną 
koszulę z grubej, ciepłej tkaniny w drobne kwiatki. Umyła delikatnie umalowaną z 
okazji  ślubu  twarz,  ale  pozostawiła  białe  kwiaty  we  włosach  splecionych  w 
warkocz. 

Bawełniana  koszula  nocna  wydała  się  Tomowi  całkiem  ładna,  lecz  nie 
przypominała zjawiskowej kreacji z cielistego jedwabiu. Tom marzył, by zobaczyć 
Tannis w takim stroju, ale nie przejął się wcale tym drobnym rozczarowaniem. Na 
serio  zaniepokoił  go chłodny uśmiech,  którym  Tannis skwitowała  jego  przybycie. 
Odwróciła  się  i  zamknęła  za  sobą  drzwi  gościnnego  pokoju,  rzucając  na 
odchodnym uprzejme „dobranoc”. 

– Dobranoc? Co to ma znaczyć, do diabła? Tannis, przecież to nasza noc poślubna! 

background image

Usłyszał szczęk zamka. 

–  To  zdumiewające,  że  w  końcu  sobie  o  tym  przypomniałeś  –  dobiegł  go 
stłumiony, chłodny głos żony. 

Dopiero  wówczas  pojął,  że  dźwięki,  które  dobiegały  z  góry,  były  odgłosami 
przeprowadzki.  Tannis  przeniosła  swoje  rzeczy  ze  wspólnej  sypialni  do  pokoju 
gościnnego.  Niespodziewanie  ogarnęła  go  wściekłość.  I  cóż  z  tego,  że  unikał  jej 
przez  cały  wieczór?  Jest  teraz  jego  żoną,  więc  powinni  sypiać  razem.  Po  chwili 
przyszło  opamiętanie.  Dość,  Hayes,  powiedział  sobie  w  duchu.  Czy  sądzisz,  że 
zrobisz  na  Tannis  dobre  wrażenie,  jeśli  zaczniesz  się  zachowywać  niczym 
rozwścieczony jaskiniowiec? 

Niełatwo  mu  było  opanować  złość,  ale  zdobył  się  na  ten  wysiłek.  Nie  wolno  mu 
obrażać  Tannis.  Zasługiwała  na  lepszy  los.  Jeśli  cierpiał,  to  na  pewno  nie  z  jej 
winy. Jak mógł zrobić z niej kozła ofiarnego? Zapukał cicho do drzwi, które przed 
chwilą zamknęła mu przed nosem. 

– Tannis, czy mogłabyś wyjść na chwilę? 

Długo milczała. Gdy przyszło mu do głowy, że postanowiła go zignorować, drzwi 
niespodziewanie  otworzyły  się  szeroko  i  stanęła  w  nich  Tannis.  Wyjęła  kwiaty  z 
rudego  warkocza.  Patrzyła  na  niego  smutnymi,  szeroko  otwartymi  oczami.  Była 
głęboko dotknięta jego zachowaniem. 

–  Przepraszam  –  westchnął  z  ciężkim  sercem,  ogarnięty  wyrzutami  sumienia.  – 
Dzisiejszy  dzień  okazał  się…  bardziej  wyczerpujący,  niż  mogłem  przypuszczać. 
Mam  pomysł.  W  piwnicy  tego  domu  jest  wanna  do  wodnego  masażu,  który  tak 
lubisz. Czy miałabyś ochotę na wspólną kąpiel? 

Nie  potrafił  się  zdobyć  na  nic  więcej.  Nie  mógł  obiecać,  że  wyjaśni  żonie,  co  go 
dręczy. Tannis najwyraźniej pojęła, ile wysiłku kosztowała go ta próba nawiązania 
kontaktu, bo po chwili milczenia, która Tomowi wydała się długa jak wiek, skinęła 
głową. 

– Poczekaj. Zaraz włożę kostium kąpielowy i zejdę na dół. 

Tom  pławił  się  w  bulgoczącej  wodzie,  gdy  Tannis  weszła  do  obszernej  piwnicy 
jego  domu,  gdzie  stała  wanna.  Ich  domu,  poprawiła  się  od  razu.  Byli  przecież 
małżeństwem. 

–  Wspaniale.  Będę  mogła  zażywać  kąpieli  pod  dachem  –  oznajmiła  pogodnie. 
Starała się puścić w niepamięć urazę i zapomnieć o cierpieniu, którego przysporzył 
jej Tom. – W pomieszczeniu to dużo większa przyjemność, zwłaszcza przy niskiej 

background image

temperaturze. 

Tom  nie  odrywał  od  niej  wzroku,  gdy  wchodziła  do  wody,  starając  się  robić  to  z 
wdziękiem.  Była  zażenowana.  Wprawdzie  nieco  schudła,  lecz  nie  czuła  się 
zadowolona ze swojej figury. W porównaniu z Mary była, łagodnie mówiąc, dość 
zaokrąglona. Usiadła naprzeciw Toma zanurzona po szyję w wodzie falującej pod 
wpływem  sprężonego  powietrza.  Zbił  ją  z  tropu  szelmowski  uśmiech  na  jego 
twarzy.  Była  zaskoczona  tym  przypływem  dobrego  humoru.  Przez  cały  dzień 
straszył ponurą miną. 

– Co cię tak śmieszy? – zapytała. 

–  Nic  –  rzucił  od  niechcenia.  –  Zastanawiałem  się,  dlaczego  włożyłaś  kostium, 
skoro dawniej nie zawracałaś sobie tym głowy? 

–  Dlaczego  włożyłam…  –  Otworzyła  szeroko  oczy  ze  zdumienia.  –  Podglądałeś 
mnie? Ty obrzydliwy gadzie, ty… 

–  Ale heca! –  Tom  śmiał  się  tak  serdecznie,  że ledwie był  w  stanie  wykrztusić te 
słowa.  Pochylił  się,  wziął  ją  w  ramiona  i  posadził  na  swoich  kolanach.  –  Nie 
miałem pojęcia, jak ci o tym powiedzieć. Przypuszczałem, że będziesz wściekła… 

–  Wściekła?  To  mało  powiedziane!  Sądziłam,  że  jestem  całkiem  sama,  a 
tymczasem podglądał mnie sąsiad o maniakalnych skłonnościach! 

Tannis  mogła  policzyć  na  palcach  jednej  ręki  okazje,  przy  których  widziała 
roześmianą  twarz  Toma.  Zwykle  miał  bardzo  surową,  odpychającą  minę.  Gdy 
poweselał, stawał się mniej niedostępny i o wiele przystojniejszy. Czuła przyjemne 
ciepło  jego  ud  porośniętych  szorstkimi  włosami,  ale  nadal  siedziała  sztywno 
wyprostowana.  Nie  chciała  ulec  męskiemu  urokowi,  którym  emanował Tom.  Żal, 
który narastał przez całe popołudnie, gdy wydawało się, że mąż całkiem zapomniał 
o  jej  istnieniu,  a  ponadto  urażone  poczucie  godności  sprawiły,  że  chciała  dać 
nauczkę niecnemu podglądaczowi. 

–  Własnym  uszom  nie  wierzę!  Nie  wystarczy  ci,  że  sama  mam  poważne 
zastrzeżenia do swojej figury? Musisz wytykać niedostatki… 

– Tannis, zawsze mi się podobałaś, i to bardzo – przerwał jej Tom. Iskierki lśniące 
w  szmaragdowych  oczach  przygasły.  Mężczyzna  posmutniał.  –  Zdaję  sobie 
sprawę, że postępowałem niewłaściwie, ale… to było silniejsze ode mnie. 

Szczerość  Toma  rozbroiła  Tannis,  która  odrzuciła  złość  i  spojrzała  na  wyznanie 
męża  z  innej  strony.  Powiedział  zaledwie  przed  chwilą,  że  w  jego  oczach  jest 
urodziwą kobietą. Zrobiło jej się ciepło na sercu. 

background image

–  Zawsze  bardzo  mi  się  podobałaś  –  ciągnął  Tom.  –  Marzyłem,  by…  –  Zamilkł, 
objął  ciepłą  dłonią  pełną  pierś  i  popatrzył  żonie  w  oczy.  –  Wiem,  że  mnie 
pragniesz.  Jest  nam  razem  dobrze.  Jeśli  zechcesz,  udowodnię  ci,  że  stanowimy 
idealną parę. – Tannis jeszcze się opierała. Miała mu za złe, że przedtem był wobec 
niej  całkiem  obojętny.  Po  chwili  Tom  dodał,  jakby  czytał  w  jej  myślach:  – 
Przepraszam,  że  cię  zaniedbywałem.  Musiałem  przemyśleć  kilka  spraw.  Bez  tego 
nie mógłbym teraz… być z tobą. 

Wyznania  Toma  stanowiły  marne  usprawiedliwienie,  ale  Tannis  była  w  nim 
zakochana  i  gotowa  przyjąć  wszystko  za  dobrą  monetę.  Gdy  łagodnym  ruchem 
dotknął  jej  twarzy  i  uniósł  ku  swojej,  nie  protestowała.  Poddała  się  cudownemu 
oszołomieniu, za którym tęskniła długie lata. Miała wrażenie, że pławi się w ogniu. 
Była sam na sam z Tomem, z mężczyzną, którego w głębi serca kochała od dawna. 

Przez  mokrą  tkaninę  kostiumu  czuła  dłoń  Toma  na  swojej  piersi.  Materiał  był 
cienki;  wydawało  jej  się,  że  ich  ciała  się  dotykają.  Gdy  Tom  zsunął  ramiączka  i 
odsłonił  biust,  zawstydzona  Tannis  ukryła  twarz  na  jego  piersi.  Po  chwili  była 
naga. 

Nie  mogła  żywić  najmniejszych  wątpliwości,  że  Tom  jej  pragnie.  W  głębi  serca 
piastowała  nieśmiałą  nadzieję…  Skoro  odczuwał  pożądanie  i  zachwycał  się  jej 
urodą, może pewnego dnia namiętność przerodzi się w miłość. 

– Długo o tym śniłem – oznajmił Tom gardłowym głosem. 

Pieścił  biust  Tannis  coraz  śmielej,  aż  zabrakło  jej  tchu.  Gdy  objął  ustami 
nabrzmiałą  sutkę,  jęknęła  i  wygięła  się  do  tyłu,  oszołomiona  żądzą,  którą  zaczęło 
pulsować jej ciało. Dotknięcia silnych dłoni stawały się z wolna rozkoszną torturą. 
Ręce Toma błądziły po skórze Tannis; muskały talię, biodra i uda. Rozsunęła nogi, 
jakby próbowała go zachęcić. Mąż natychmiast skorzystał z zaproszenia. Uniósł ją 
lekko,  opierając  plecami  o  bok  wanny.  Tannis  poczuła  rozkoszny  dreszcz,  który 
przebiegł jej ciało, gdy spieniona woda obmyła wrażliwą skórę ud i łona. Po chwili 
poczuła  dotknięcie  palców  Toma.  Drgnęła  spazmatycznie,  tuląc  się  do  niego.  W 
uszach brzmiały jej czułe słowa wypowiadane niskim, gardłowym głosem. Ukryła 
twarz na ramieniu męża. Wstrząsnął nią gwałtowny dreszcz rozkoszy. 

Nim  ochłonęła,  Tom  wstał  i  pociągnął  ją  za  sobą.  Stali  naprzeciwko  siebie. 
Popatrzyła  w  dół  i  ujrzała  jego  nabrzmiałą  męskość.  Tom  nie  dał  Tannis 
sposobności do podziwiania tego widoku. Podniósł ją i wypchnął do przodu biodra. 
Bez wahania oplotła je nogami i zarzuciła mu ręce na szyję. 

Tom  jęknął.  Tannis  przytuliła  się  do  niego  jeszcze  mocniej.  Znowu  usłyszała 
gardłowy,  nabrzmiały  żądzą  pomruk.  Tom  odrzucił  głowę  do  tyłu,  objął  rękoma 

background image

pośladki  Tannis  i  zaczął  rytmicznie  poruszać  biodrami.  Tannis  przywarła  do 
szerokiego  torsu,  wtuliła  się  w  ogromnego,  zaborczego  mężczyznę,  który 
zawładnął nią całkowicie. Z każdym poruszeniem rozpalał w niej nowy płomień, a 
widok  zmienionej  namiętnością  twarzy  podniecał  ją  coraz  bardziej.  Ciepła  woda 
bulgocząca w wannie obmywała nagie pośladki. Po raz kolejny wstrząsnął Tannis 
dreszcz całkowitego spełnienia, chociaż wydawało jej się to niemożliwe. Zatraciła 
się  w  rozkoszy,  niepomna  na  nic  oprócz  pieszczoty  wzburzonej,  ciepłej  wody,  w 
której  pogrążyli  się,  gdy  Tomowi  zabrakło  już  sił.  Odpoczywali  przez  chwilę. 
Głowa Tannis opadła na ramię Toma. Ich ciała nadal były złączone. 

–  Chodźmy  do  łóżka  –  westchnął  Tom.  Wypuścił  ją  z  objęć  i  wstał.  –  Było 
cudownie. Mógłbym tak spędzić całą noc, ale woda jest zbyt gorąca. 

Tannis  oparła  się  na  nim  bezwładnie,  gdy  pomagał  jej  wyjść  z  wanny  i  otulał 
ciepłym szlafrokiem. Całkiem opadła z sił i gotowa była zgodzić się na wszystko. 

Tom  wydawał  się  odprężony  i  zadowolony.  Nigdy  go  takim  nie  widziała.  Jego 
namiętność  graniczyła  z  szałem.  Jaka  szkoda,  że  tak  długo  ukrywał  się  dziś  w 
ponurym gabinecie. 

Tannis zrozumiała w końcu, jak trudny był dla Toma ów dzień. Gdy mąż przyszedł 
na górę, miała ochotę go udusić, ale teraz zapomniała o urazie. Może potrzebował 
gwałtownego wstrząsu, by zapomnieć o udręce i przeżyciach z okresu pierwszego 
małżeństwa.  Zapewne  odczucia,  których  przed  chwilą  doświadczyli,  były  równie 
porażające dla Toma, jak dla niej. To niemożliwe, by zaznał wcześniej tak silnych 
namiętności. 

Tom  luźno  owinął  biodra  ręcznikiem  i  objął  żonę.  Ruszyli  do  sypialni,  gdzie 
czekało na nich mahoniowe łóżko, w którym od tej pory mieli sypiać razem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Tannis  obudziła  się  w  środku  nocy.  Dłoń  Toma  pieściła  jej  uda,  a  usta  dotykały 
nabrzmiałych piersi. Senna i oszołomiona przewróciła się na plecy i objęła dłonią 
jego  męskość,  by  odwzajemnić  ekscytującą  pieszczotę.  Rozkoszowała  się 
intymnym  dotknięciem.  Tom  pozwolił  jej  na  to,  lecz  jego  wytrzymałość  miała 
swoje  granice.  W  końcu  ujął nadgarstki Tannis  i  uniósł  jej  ramiona  ponad  głowę. 
Kolanem rozsunął smukłe uda żony, ukląkł i wszedł w nią zdecydowanie. 

To  było  cudowne  przeżycie.  Okryci  wielką  kołdrą  tworzącą  bezpieczny  kokon 
wokół  rozgrzanych  ciał  kochali  się  po  raz  pierwszy  w  ciemnej,  chłodnej  sypialni. 
Dłonie  Tannis  sunęły  po  skórze  Toma  pokrytej  kroplami  potu.  Mąż  unosił  ją  ze 
sobą,  a  ona  posłusznie  dawała  się  prowadzić.  Poruszał  się  coraz  szybciej  i 
pojękiwał  cicho,  oddychając  z  trudem.  Pieścił  żonę  coraz  zuchwałej.  Drżała 
spazmatycznie, aż osiągnęła najwyższą rozkosz. 

Tom opadł na nią bezwładnie. Był kompletnie wyczerpany i na pół śpiący. Objął ją 
mocno i przewrócił się na plecy. Ułożyła się na jego szerokiej piersi wygodnie jak 
na poduszce. Nadal byli złączeni. 

–  Mówiłem  ci,  że  mógłbym  tak  spędzić  całą  noc  –  mruknął.  Nim  zapadł  w  sen, 
jeszcze raz ją pocałował. 

Tannis nigdy w życiu nie była tak szczęśliwa, ale w głębi serca odczuwała lęk. W 
końcu zrozumiała, że poślubiła Toma nie po to, by uniknąć trudności finansowych, 
mieć z nim dziecko albo kochać się do szaleństwa. Wyszła za niego z miłości. Od 
lat  kochała  go  w  głębi  serca,  chociaż  sama  przed  sobą  nie  chciała  się  do  tego 
przyznać. 

Wszystkie  jej  obawy  wynikały  z  jednej  przyczyny:  nie  mogła  liczyć  na 
wzajemność. Tom jej nie kochał. 

Wspaniały aromat przywitał pana domu już od progu. Lasagna. Tom zaniósł teczkę 
do  gabinetu.  Tannis  wyjrzała  z  kuchni.  Miała  zwyczaj  witać  go  tak  każdego 
popołudnia. Tom coraz bardziej przywiązywał się do żony. 

– Cześć. Obiad będzie gotowy za pięć minut – oznajmiła Tannis i pocałowała go w 
usta. Uśmiechnęła się, gdy objął ją w talii, przyciągnął do siebie i oddał pocałunek. 
Od dwóch tygodni byli małżeństwem, lecz nie zdołał się nią nasycić. 

– Przecież ci mówiłem, że nie musisz codziennie gotować. 

background image

–  A  ja  ci  na  to  odpowiedziałam,  że  wcale  nie  zamierzam  całymi  dniami  tkwić  w 
kuchni.  Dzisiaj  drużyna  Jebbie'ego  rozgrywa  mecz.  Musimy  być  na  boisku  o 
szóstej, więc pomyślałam, że wcześniej przygotuję obiad, żebyśmy mogli zjeść bez 
pośpiechu. 

–  Dzięki.  –  Tom  pochylił  głowę,  domagając  się  kolejnego  pocałunku.  Uwielbiał 
tulić  w  ramionach  tę  uległą,  słodką  kobietę.  Był  ogromnie  zadowolony,  że 
zdecydował sieją poślubić. Starał się okazać żonie, jak wiele dla niego znaczy. 

–  Tannis,  wyprałaś  mi  strój?  –  zawołał  Jebbie,  biegnąc  z  głośnym  tupotem  po 
schodach.  Zawiedziony  Tom  westchnął  i  wypuścił  żonę  z  objęć.  Rzuciła  mu 
kokieteryjne  spojrzenie,  jakby  wolała,  by  nikt  im  nie  przerywał.  Uśmiechnęła  się 
do zatroskanego chłopca i odparła: 

– Strój wisi na suszarce. Może sam go przyniesiesz? 

Jebbie popędził w  stronę drzwi  do piwnicy.  W tej  samej  chwili  do  kuchni  weszła 
Amy. 

– Tannis, odrobiłam  już lekcje z angielskiego. Tato, czy muszę iść z wami na ten 
idiotyczny mecz? 

– Cześć, Amy. Cieszę się, że tak serdecznie witasz ojca, wracającego do domu po 
całym  dniu  pracy  –  odparł  ponuro  Tom.  Wydawało  mu  się  czasami,  że  ledwie 
przekroczy próg, jego córka umyślnie wszczyna kłótnię. 

Amy rozchmurzyła się. Zrozumiała, że ojciec taktownie próbował jej wytknąć brak 
ogłady. 

–  Cześć,  tatku  –  rzuciła  z  uśmiechem.  Znowu  przybrała  wojowniczą  pozę  i 
zmarszczyła  brwi.  –  Dlaczego  nalegasz,  żebym  poszła  na  ten  mecz?  Jebbie  gra 
przecież jak ostatnia noga. 

– Jesteś niesprawiedliwa, Amy – westchnął Tom. – Jebbie jest od ciebie o sześć lat 
młodszy. Stara się, jak może. 

–  Wielkie  rzeczy!  –  burknęła  zirytowana  nastolatka  i  energicznie  potrząsnęła 
końskim  ogonem.  –  Nie  znoszę  tych  idiotycznych  rozgrywek.  Dlaczego  nie 
pozwalasz mi zostać w domu? 

– Już o tym rozmawialiśmy. Boję się zostawić cię samą na tyle godzin. 

–  Traktujesz  mnie  jak  małą  dziewczynkę.  –  Amy  poczerwieniała  ze  złości.  – 
Założę się, że gdyby to zależało od Tannis, nikt by mnie nie zmuszał do oglądania 

background image

durnych rozgrywek. – Zerknęła na macochę w nadziei, że zyska w niej sojusznika. 
Dziewczyny powinny trzymać się razem. 

–  Sądzisz,  że  jesteś  zbyt  duża,  by  co  tydzień  chodzić  z  rodziną  na  mecze 
Jebbie'ego? 

Amy z zapałem pokiwała głową. 

– Te rozgrywki są idiotyczne – oznajmiła. 

– Wolałabyś zostać w domu? 

Dziewczynka  odpowiedziała  skinieniem  głowy  i  dodała,  przeczuwając  bliskie 
zwycięstwo: 

– Będę grzeczna. Obiecuję. 

Tom  burknął  coś  pod  nosem.  Był  zirytowany,  ponieważ  Tannis  gotowa  była 
ustąpić jego rozkapryszonej córeczce. Na szczęście przypomniał sobie, kto w tym 
domu podejmuje decyzje. Amy pojedzie na mecz. 

– Sądzę, że możemy ci zaufać – oświadczyła Tannis, zerkając na Toma. – Potrafisz 
się kierować zdrowym rozsądkiem. 

Tom  popatrzył  na  żonę  z  kamienną  twarzą.  Jego  irytacja  z  wolna  przechodziła  w 
gniew. Czy to możliwe, by Tannis podważała jego decyzje, i to w obecności Amy? 

–  Proponuję  kompromis,  Amy.  Chyba  nadszedł  czas,  żebyś  zyskała  większą 
swobodę, ale z drugiej strony ojciec ma prawo niepokoić się o ciebie. – Popatrzyła 
błagalnie  na  Toma,  usiłując  go  skłonić,  by  okazał  nieco  dobrej  woli.  –  Dziś  nie 
mamy  czasu  na  omówienie  tego  problemu.  Proponuję,  żebyśmy  porozmawiali 
spokojnie jutro wieczorem. Na szczęście nie będzie wtedy żadnego meczu. Sądzę, 
ż

e uda nam się wynegocjować takie rozwiązanie, które zadowoli was oboje. 

Tomowi  nie  podobała  się  ta  propozycja,  musiał  jednak  przyznać,  że  jego  metody 
wychowawcze nie przynosiły ostatnio pożądanych rezultatów. Może Tannis będzie 
miała więcej szczęścia.  

–  Zgoda.  Chętnie  podyskutuję  jutro  wieczorem,  ale nie  spodziewaj  się  zbyt  wiele 
po tej rozmowie – przestrzegł Amy. 

–  Sądzę,  że  to  doskonały  pomysł  –  przyznała  dziewczynka,  a  po  chwili  dodała, 
jakby  słowa  Tannis  nie  dotarły  do  jej  świadomości.  –  A  co  z  dzisiejszym 
wieczorem? Mogę zostać? 

background image

–  Wykluczone  –  odparła  natychmiast  Tannis,  uprzedzając  Toma,  który 
niewątpliwie  zacząłby  wrzeszczeć.  –  Weź  książkę  na  mecz.  Nie  będziesz  tracić 
czasu. 

Amy  zmarszczyła  brwi.  Tom  znał  tę  minę.  Każdego  ranka  widział  ją,  gdy  przy 
goleniu spoglądał w lustro. 

– Nie mam ochoty na czytanie! Jestem dostatecznie duża, by zostać w domu! Nie 
chcę chodzić na mecze zasmarkanych dzieciaków! – Wybiegła z pokoju z głośnym 
tupotem. 

–  Na  nic  się  nie  zdała  moja  próba  załagodzenia  konfliktu  –  rzuciła  Tannis, 
uśmiechając się niepewnie. 

–  W  jednym  muszę  przyznać  ci  rację  –  odparł  Tom.  Trudno  mu  było  przyjąć  do 
wiadomości, że nie musi już samotnie borykać się z problemami wychowawczymi. 
Niedawna  rozmowa  wyraźnie  tego  dowodziła.  –  Chyba  powinienem  stać  się 
bardziej elastyczny. Lękam się zostawić Amy w domu bez opieki, ale może warto 
przedyskutować tę sprawę. 

– Owszem. Pogadamy jutro, ale twoja córka musi uczestniczyć w tej rozmowie. 

–  Zgoda.  –  Westchnął  ciężko.  Był  przekonany,  że  jutrzejsze  rokowania  zakończą 
się kolejną awanturą. – Nakryję do stołu, a ty pomóż Jebbie'emu znaleźć strój. 

Po  obiedzie  wyruszyli  na  stadion.  Amy  zabrała  ze  sobą  współczesną  powieść  dla 
nastolatek.  Ledwie  usiedli  na  drewnianych  ławkach,  natychmiast  zatopiła  się  w 
lekturze. Tannis zabrała torbę pełną klasówek wymagających poprawienia. Od razu 
wzięła się do sprawdzania, ale Tom doskonale wiedział, że gdy Jebbie wejdzie na 
boisko,  żona  natychmiast  zacznie  kibicować  chłopcu.  Tak  właśnie  było  na 
poprzednim  meczu.  Tom  uświadomił  sobie,  że  Tannis  jest  nie  tylko  pełną 
temperamentu  kochanką,  lecz  także  wyrozumiałą  opiekunką  dla  jego  pociech. 
Szybciej niż przypuszczał, stała się integralną częścią jego rodziny. 

Ojciec i syn siedzieli razem na ławce rezerwowych. Tom społecznie pełnił funkcję 
pomocnika  trenera  drużyny  Jebbie'ego.  Ze  zdumieniem  odkrył,  że  wprowadzanie 
maluchów w zawiłe arkana baseballu sprawia mu ogromną przyjemność. Dawniej 
podczas meczu obawiał się trochę, co strzeli do głowy Amy, siedzącej na widowni. 
Musiał  przez  cały  czas  towarzyszyć  młodym  zawodnikom.  Teraz,  na  szczęście, 
Tannis miała na nią oko, a więc nie musiał się niczego obawiać. 

–  Cześć,  Hayes!  Co  tu  robisz?  Gdybym  to  ja  niedawno  się  ożenił,  znalazłbym 
lepszy  sposób  spędzania  czasu  niż  bieganie  po  boisku  –  zażartował  jeden  z 

background image

trenerów. 

–  Nie  udawaj  mądrali,  Chub.  Dzieciaki  są  dla  mnie  najważniejsze  –  odparł  z 
uśmiechem Tom.  

Kolega popatrzył na niego podejrzliwie. 

– Nie zafundowałeś żonie miodowego miesiąca? Co się z tobą dzieje? Zdumiewasz 
mnie, Hayes. Zapomniałeś, że kobiety uwielbiają romantyczne gesty? 

–  Jestem  bardzo  romantyczny  –  bronił  się  Tom.  –  Nie  wyjechaliśmy  w  podróż 
poślubną, ale to nie oznacza, że jestem zawziętym dusigroszem. 

– Kupiłeś jej kwiaty w tydzień po ślubie? Zabrałeś ją tego pamiętnego wieczoru na 
wytworną kolację, żeby spędzić czas tylko we dwoje, bez dzieciaków? Patrzyłeś jej 
w  oczy  i  trzymałeś  za  rękę?  Kupiłeś  jej  w  prezencie  jedwabną  nocną  koszulę  w 
zamian za tę, którą zdarłeś z niej w miłosnym uniesieniu podczas nocy poślubnej? 

Tom parsknął śmiechem i zabrał gromadkę sześciolatków na rozgrzewkę. Wkrótce 
spoważniał. Uwagi Chuba brzmiały dość sensownie. Tom przyznał w głębi ducha, 
ż

e  nie  najlepiej  traktował  swoją  żonę.  Nie  przyszło  mu  do  głowy,  że  wypada  od 

czasu  do  czasu  kupić  jej  kwiaty.  Jeśli  chodzi  o  jedwabny  negliż…  Zniknął  w 
czeluściach  szafy.  Tom  rozumiał,  dlaczego  nie  miał  dotąd  okazji  ujrzeć  panny 
młodej  w  prześlicznych  jedwabiach.  Nie  uważał  się  za  tchórza,  ale  inteligentny 
facet ma dość rozsądku, by unikać w rozmowie ze swą połowicą niebezpiecznych 
tematów. 

Z  uwagą  obserwował  chłopców,  którzy  właśnie  zaczynali  mecz.  Zacisnął  wargi. 
Musiał  przyznać  Chubowi  rację.  Tannis  zasługiwała  na  szczególne  względy. 
Należała  jej  się  odrobina  romantyzmu.  Postanowił,  że  jeszcze  tego  samego  dnia 
zadba, by poczuła się uwielbiana i adorowana. 

– Jak się wymawia słowo „boudoir”? 

Tannis,  która  obserwowała  uważnie  sytuację  na  boisku,  obrzuciła  Amy 
zdziwionym spojrzeniem i machinalnie podała właściwe brzmienie wyrazu. 

– Spotkałaś to słowo w powieści, którą czytasz? – zapytała po chwili. 

– Owszem. – Amy wsadziła nos w książkę. 

Tannis  patrzyła  na  nią  przez  chwilę,  zastanawiając  się,  jakąż  to  książkę 
dziewczynka  pochłania  z  takim  zapałem.  Potem  wzruszyła  ramionami  i 
uśmiechnęła  się.  Postanowiła  omówić  tę  sprawę  z  Tomem.  Kto  wie,  jakie  myśli 

background image

lęgną się w głowie nastolatki? 

Spojrzała  znowu  na  boisko.  Jebbie  wszedł  już  do  gry.  Świetnie  dawał  sobie  radę. 
Tannis  z  rozczuleniem  pomyślała,  że  tak  niedawno  był  rozwrzeszczanym 
niemowlakiem o czerwonej buzi. Gdyby Mary mogła go teraz ujrzeć…. 

Mary. Przez kilka ostatnich tygodni Tannis unikała wspomnień o przyjaciółce. Nie 
miała wobec niej poczucia winy; przeciwnie, sądziła, że Mary byłaby zadowolona, 
iż  Tom  poślubił  kobietę  bliską  jej  sercu.  Niewątpliwie  uznałaby  jego  wybór  za 
słuszny,  i  to  nie  tylko  ze  względu  na  dzieci.  Chciała  przecież  dla  Toma  oraz  dla 
swojej  serdecznej  przyjaciółki  jak  najlepiej.  Na  pewno  zrozumiałaby,  dlaczego 
Tannis nie potrafi żyć bez Toma. Ów mężczyzna był jej bliższy niż ktokolwiek na 
ś

wiecie. 

Właśnie  dlatego  przestała  wspominać  Mary.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  dla  Toma 
ona – Tannis – wcale nie jest najważniejsza. Mógłby istnieć bez niej. Oczywiście, 
uważał ją za wspaniałą, namiętną kochankę i cenił za umiejętność radzenia sobie z 
domowymi  kłopotami,  ale  nie  był  zaangażowany  uczuciowo.  Tannis  z  żalem  i 
obawą przypominała sobie długie, nocne godziny; Tom leżał obok niej i przekręcał 
się niespokojnie z boku na bok. Była pewna, że podczas bezsennych nocy rozmyśla 
o Mary i powierza jej najskrytsze tajemnice. 

Skarciła się w duchu za te ponure rozważania. Doszła do wniosku, że oczekuje zbyt 
wiele. Przecież dopiero od niedawna są małżeństwem. 

Spojrzała  znowu  na  boisko.  Do  odbicia  piłki  szykował  się  sprawny  ośmiolatek, 
najlepszy  zawodnik  drużyny  przeciwnej.  Mocno  uderzona  piłka  poszybowała 
wysoko  ku  prawej  stronie  boiska.  Tannis  wyprostowała  się i  osłoniła  dłonią  oczy 
przed mocnym, popołudniowym słońcem. Jebbie biegał w przód i w tył niepewny, 
czy  zdoła  chwycić  piłkę,  która  leciała  w  dół  niczym  pocisk.  Chłopiec  wyciągnął 
ramię. W tej samej chwili piłka uderzyła go w czoło. Zawodnik upadł. 

Tannis  poderwała  się  z  miejsca,  przeskoczyła  barierkę  i  podbiegła  do  leżącego 
nieruchomo dziecka. Serce podeszło jej do gardła. Z tyłu dobiegł ją odgłos kroków 
Amy. 

Tom pierwszy znalazł się przy synu. Opadł na kolana. 

– Jebbie? Jebbie, odezwij się! 

Tannis  usłyszała  wołanie,  w  którym  pobrzmiewał  strach. Chłopiec  poruszył nogą. 
Tannis  odetchnęła  z  ulgą.  Powoli  się  uspokajała.  Nim  podbiegła,  mały  odzyskał 
przytomność, mruknął coś niewyraźnie i niezdarnie usiłował wstać, ale Tom mu na 

background image

to nie pozwolił. 

Okazało  się,  że  jedna  z  matek  jest  lekarką.  Jebbie  został  przez  nią  dokładnie 
zbadany.  Trener  położył  na  czole  chłopca  woreczek  z  lodem.  Tannis  zauważyła 
spore  zaczerwienienie,  które  zaczynało  właśnie  nabrzmiewać.  Na  pewno  mały 
będzie  miał  wielkiego  guza,  ale  odpowiadał  przytomnie  i  bez  trudu  poruszał 
kończynami. Odzyskała spokój, gdy lekarka stwierdziła autorytatywnie: 

– Nie grozi ci wstrząs mózgu, chłopcze. Za parę dni będziesz zdrowy jak rybka. 

–  Co  z  Jebbie'em?  –  zapytała  drżącym  głosem  Amy.  Tannis  przytuliła 
dziewczynkę. Doskonale rozumiała jej obawy. Mała straciła niedawno bliską sercu 
osobę. Dzisiejszy wypadek zachwiał jej poczuciem bezpieczeństwa. 

– Nic mu nie będzie, skarbie, oprócz wielkiego guza na czole. 

– Weźcie swoje rzeczy. Spotkamy się przy samochodzie – rzucił Tom, biorąc syna 
na ręce. 

– Racja. Odpoczynek dobrze mu zrobi. – Tannis ze zrozumieniem pokiwała głową. 
Amy mruknęła coś z młodzieńczą arogancją. Gdy tylko przekonała się, że bratu nic 
nie  grozi  i  będzie  musiała  nadal  znosić  jego  wybryki,  zaczęła  się  zachowywać… 
normalnie. 

– Idę o zakład, że tata zamiast do domu zawiezie nas prosto do szpitala. Dla niego 
każde zadrapanie jest poważną raną. 

– Jebbie został już zbadany przez lekarza – odparła z uśmiechem Tannis. 

– To się nie liczy! 

Amy  miała  rację.  Tom  pojechał  prosto  do  kliniki.  Uprzedził  telefonicznie  doktor 
Ellis,  która  czekała  na  nich  w  izbie  przyjęć.  Po  dokładnym  zbadaniu  Jebbie'e-go 
uspokoiła  Toma,  że  chłopcu  nic  się  nie  stało.  Oznajmiła,  że  jedynym 
nieprzyjemnym  skutkiem  wypadku  może  być  lekki  ból  głowy.  Przypomniała  na 
koniec,  jakie  są  objawy  wstrząśnienia  mózgu  i  zaleciła  rodzinie  staranną 
obserwację małego pacjenta. Napełniła lodem gumowy worek i poleciła nadal robić 
zimne  okłady.  Taki  był  koniec  wizyty.  Nim  dotarli  do  domu,  zrobiło  się  późno. 
Dzieci od razu powędrowały do sypialni. 

Tom  zszedł  na  dół.  Co  kilka  minut  zaglądał  do  syna.  Tannis  kończyła  sprawdzać 
ć

wiczenia. Mąż usiadł ciężko na kanapie tuż obok niej. 

–  Mały  wygląda  nieźle  –  oznajmił.  –  Zamierzam  nastawić  budzik  i  zaglądać  do 

background image

niego co godzinę. Zastanawiam się, czy powinien iść jutro do szkoły.  

Tannis uśmiechnęła się, wzruszona jego troską.  

–  Nie  sądzę,  by  należało  sprawdzać  jego  samopoczucie  tak  często,  a  poza  tym 
jestem pewna, że mały pobiegnie jutro do szkoły jak na skrzydłach. Będzie miał co 
opowiadać i pokazywać kolegom. 

– Rano zdecydujemy – rzucił Tom oschłym tonem. 

–  Stanowczo  za  długo  samotnie  wychowywałeś  dzieci  –  oznajmiła  pogodnie 
Tannis,  chcąc  zachęcić  męża,  by  spojrzał  na  całą  sprawę  z  odrobiną  humoru.  – 
Szkoda,  że  nie  możesz  siebie  usłyszeć.  Gdaczesz  niczym  zaaferowana  kwoka. 
Chyba stałeś się nadopiekuńczy. 

– Do jasnej cholery, mam to w nosie! Nie dopuszczę, żeby kolejna osoba z mojej 
rodziny przeniosła się na tamten świat z powodu zaniedbań w leczeniu! – krzyknął 
ze złością. 

Cisza  panująca  w  całym  domu  wzmogła  gwałtowność  jego  wybuchu. 
Zdenerwowana  Tannis  zacisnęła  dłonie  na  sprawdzonych  przed  chwilą  pracach. 
Zorientowała  się,  że  Tom  jest  przygnębiony  dzisiejszym  wypadkiem  o  wiele 
bardziej  niż  można  by  przypuszczać.  Co  go  tak  okropnie  zirytowało?  Czyżby 
zrozumiał opacznie jej słowa? 

–  Twierdzisz,  że  niewłaściwe  leczenie  może  być  przyczyną  śmierci.  Chodzi  ci  o 
Mary?  –  zapytała  odważnie,  próbując  zrozumieć,  co  wyprowadziło  Toma  z 
równowagi. – Przecież miała doskonałą opiekę, i to przede wszystkim dzięki tobie. 
Zrobiłeś wszystko, co w ludzkiej mocy. 

– A czy zdołałem ją przekonać, by kontynuowała leczenie? Nie protestowałem, gdy 
Mary pochopnie zrezygnowała z chemoterapii… 

Tannis zaniemówiła. Tom powiedział to z goryczą i złością. Nie przypuszczała, że 
ukochany  mężczyzna  wini  siebie  za  śmierć  żony.  Czy  to  było  powodem  jego 
bezsenności? 

–  Nie  jesteś  odpowiedzialny  za  śmierć  Mary  –  tłumaczyła  łagodnie,  z  trudem 
szukając  właściwych  słów.  Położyła  dłoń  na  jego  ramieniu.  –  Choroba,  na  którą 
zapadła… 

–  Wcale  nie  czuję  się  winny!  –  Tom  rozzłościł  się  jeszcze  bardziej.  Strząsnął  z 
ramienia rękę Tannis i poderwał się z kanapy. – Zebrałem mnóstwo informacji o tej 
chorobie.  Mary  wiedziała,  że  istnieje  szansa  wyzdrowienia,  ale  ją  odrzuciła. 

background image

Przekonywałem  ją,  że  powinna  iść  do  szpitala  i  poddać  się  chemoterapii  oraz 
naświetlaniom zalecanym przez lekarzy, ale nie chciała o tym słyszeć. 

– Przecież zdajesz sobie sprawę, że wolała nie przeciągać swojej agonii. – Tannis 
mówiła  spokojnie.  Nie  okazała,  jak  bardzo  poczuła  się  urażona,  gdy  uchylił  się 
przed  współczującym  dotknięciem  jej  ręki.  –  Mary  nie  miała  szans  na 
wyzdrowienie. Była tego świadoma. Wolała spędzić czas, który jej pozostał, żyjąc 
w miarę normalnie. Dla ciebie i dzieci… 

–  Powinna  walczyć! Jak  mogła  się  poddać  i  wybrać  śmierć? –  krzyknął  zbolałym 
głosem. 

–  Sądziła,  że  nie  ma  innego  wyjścia.  –  Tannis  zastanawiała  się,  jak  przekonać 
Toma,  że  podejmując  decyzję,  Mary  brała  pod  uwagę  przede  wszystkim  uczucia 
swego męża. – Postanowiła oszczędzić ci złych wspomnień. Nie chciała, żebyś ją 
zapamiętał jako kobietę udręczoną cierpieniem i bólem. 

Tannis ujrzała oczyma wyobraźni sceny z ostatniego roku życia przyjaciółki. Mary 
stopniowo opadała z sił i zażywała coraz więcej środków przeciwbólowych. Może 
to  i  lepiej,  że  bliscy  chorej  nie  musieli  być  świadkami  agonii  trwającej  długie 
miesiące  czy  nawet  lata.  Tom  nie  chciał  przyjąć  do  wiadomości  takiego 
rozumowania. 

–  Jak  mogła  podjąć  taką  decyzję,  nie  biorąc  pod  uwagę  mojego  zdania?  – 
dopytywał się z goryczą. – To dotyczyło również mojego życia. 

– Sądzę, że miała do tego prawo. Zapewne przypuszczała, że nie pogodzisz się z jej 
postanowieniem.  –  Tannis  wiedziała,  że  tak  właśnie  było.  Tom  zadręczał  Mary, 
nalegając, by odwiedzała coraz to nowych specjalistów. – Byłam jej przyjaciółką. 
Powierzała  mi  swoje  tajemnice.  Wierz  mi,  te  decyzje  były  dla  niej  równie  trudne 
jak dla ciebie jej śmierć. 

–  Powiadasz,  że  się  przyjaźniłyście?  W  takim  razie  dlaczego  nie  próbowałaś  jej 
przekonać, żeby kontynuowała terapię? – rzucił drwiąco rozgniewany Tom. Tannis 
zrozumiała, że jej słowa wyprowadziły go z równowagi. Zmrużył oczy i popatrzył 
na  nią  ze  złością.  –  A  może  choroba  Mary  była  ci  na  rękę?  Oboje  wiemy,  że  już 
wtedy chętnie byś na mnie poleciała. 

Tannis  otworzyła  usta,  by  zaprotestować,  ale  nie  mogła  wykrztusić  słowa. 
Zacisnęła  dłonie  w  przypływie  złości.  Jak  w  sennym  koszmarze  spoglądała  z 
niedowierzaniem  na  swoje  ramię,  które  uniosło  się  mimowolnie.  Wymierzyła 
Tomowi  mocny  policzek.  Klaśnięcie  rozległo  się  donośnie  w  ciszy  spokojnego 
domu.  Ramię  opadło.  Gwałtowne  pieczenie  dłoni  uświadomiło  Tannis,  że 

background image

naprawdę spoliczkowała męża. 

Tom popatrzył na żonę szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Nagle zrozumiał 
swój  błąd.  Ogarnęły  go  wyrzuty  sumienia.  Tannis  wiedziała,  że  okrutne  słowa 
zostały  powiedziane  w  złości.  Tom  nie  całkiem  zdawał  sobie  sprawę,  co  mówi. 
Cierpienie  było  jednak  zbyt  dotkliwe  i  nie  zasłużone,  by  potrafiła  od  razu 
wybaczyć  mężowi.  Małżeństwo,  które  zaczęło  nabierać  sensu,  niespodziewanie 
okazało się bolesną pomyłką. 

–  Nie  dopuszczę,  żebyś  obarczył  mnie  odpowiedzialnością  za  nieszczęście, 
któremu nikt nie jest winien – oświadczyła. Jej głos niewiele różnił się od szeptu. 
Popatrzyła  Tomowi  prosto  w  oczy.  –  Może  i  leciałam  na  ciebie,  ale  nigdy, 
przenigdy nie zachęcałam cię do złamania małżeńskiej przysięgi. 

Tannis  zdawała  sobie  sprawę,  że  to  podły  rewanż,  aluzja  do  tamtego  wieczoru 
sprzed lat, o którym do tej pory żadne z nich nie wspomniało ani razu. Natychmiast 
pożałowała swoich słów. Gdy się uspokoiła, pojęła wreszcie, co dręczy Toma: miał 
ż

al do Mary nie o to, że zrezygnowała z terapii. Odczuwał wściekłość, bo umarła. 

Rozpacz  owdowiałego  mężczyzny  zamiast  osłabnąć  z  czasem,  przerodziła  się  w 
złość i agresję. Nim zdał sobie z tego sprawę i zdołał uporządkować swoje uczucia, 
padły  straszliwe  oskarżenia,  które  zniweczyły  szanse  powodzenia  drugiego 
małżeństwa. 

– Idę spać. 

Znużona  Tannis  ruszyła  ku  schodom.  Ukochany  mężczyzna  złamał  jej  serce. 
Marzenia legły w gruzach. 

Umyła  twarz  i  zęby,  zajrzała  do  dzieci  i  poszła  do  sypialni.  Wahała  się  przez 
chwilę,  stojąc  na  progu.  Może  lepiej  przenocować  w  pokoju  gościnnym?  Dobra 
myśl. 

Czułaby się nieswojo, gdyby miała przespać tę noc obok Toma, jakby nic między 
nimi  nie  zaszło.  Jutrzejszy  poranek  będzie  dostatecznie  ciężką  próbą.  Ze  względu 
na dzieci trzeba udawać, że nic się nie stało. 

Oczy zaszły jej łzami. 

Gdy  Tom  wszedł  do  sypialni,  Tannis  odwróciła  się  do  niego  plecami,  nie  chcąc 
okazać, jak bardzo przez niego cierpi. Stała przed lustrem wiszącym nad komodą, 
w  którym  odbijała  się  męska  sylwetka  oraz  kobieca  twarz  pozbawiona  wyrazu 
niczym  maska.  Trudno  było  Tannis  zachować  obojętność,  ale  nie  miała  wyboru. 
Zgodziła  się  wyjść  za  człowieka,  który  jej  nie  kochał.  Powinna  była  przewidzieć, 

background image

co to oznacza. 

Tom  podszedł  do  żony.  Dywan  tłumił  odgłos  jego  kroków.  Stanął  za  Tannis. 
Patrzyli na swoje odbicia w lustrze. 

– Nie kłóćmy się – szepnął Tom. 

– Jestem tego samego zdania – szepnęła, odwracając wzrok. 

–  Tannis,  okaż  mi  trochę  cierpliwości.  Naprawdę  chciałbym,  żeby  nasze 
małżeństwo było szczęśliwe. 

Nie umiał znaleźć właściwych słów, lecz Tannis domyśliła się od razu, że to mają 
być  przeprosiny.  Jej  serce  wezbrało  miłością  i  współczuciem.  Żal  zniknął, 
ustępując miejsca potrzebie ukojenia bólu ukochanego mężczyzny. Tannis chciała 
się odwrócić i objąć mocno Toma, ale on ją powstrzymał, kładąc wielkie ręce na jej 
ramionach. Podniosła wzrok i zobaczyła w lustrze jego odbicie. Zadrżała ogarnięta 
nagłym pożądaniem. Ilekroć się kochali, widziała na twarzy Toma wyraz skupionej 
uwagi  i  ostatecznej  determinacji.  Tak  samo  patrzył  na  nią  w  tej  chwili.  Pod 
wpływem  zaborczego  spojrzenia  jej  sutki  nabrzmiały.  Tom  natychmiast  to 
dostrzegł. 

Silna dłoń o smukłych palcach objęła jej biust. Pod wpływem emanującego z niej 
ciepła i łagodnej pieszczoty Tannis wstrzymała oddech. Miała wrażenie, że trawi ją 
ogień.  Spojrzała  w  lustro.  Nie  mogła  oderwać  oczu  od  potężnej  sylwetki,  przy 
której wydawała się mała i krucha jak figurka z porcelany. Patrzyła zachłannie na 
ciemną  czuprynę  Toma,  który  pochylił  głowę,  obsypując  pocałunkami  jej  kark  i 
szyję. Dotykał ustami miejsc, gdzie wyczuwał przyspieszony puls. Uszczęśliwiona 
Tannis jęknęła. Chciała się odwrócić i wtulić w ramiona ukochanego, ale znowu ją 
powstrzymał. 

– Poczekaj – szepnął, nie podnosząc głowy. Powoli ściągał jej koszulę, przez cały 
czas obserwując lustrzane odbicie żony. Po chwili miała na sobie tylko koronkowy 
stanik  i  spodnie.  Tom  sięgnął  do  paska.  Zazgrzytał  suwak.  Spodnie  opadły  na 
podłogę. 

Tannis  z  nie  ukrywaną  ciekawością  patrzyła  na  swoje  odbicie.  Tom  stał  za  jej 
plecami,  błądząc  spojrzeniem  po  obnażonym  ciele  żony.  Czuła,  jak  muskularna 
pierś wznosi się i opada coraz szybciej. Gorący oddech męża palił jej skórę. Tom 
objął  rękoma  jej  biodra  i  przyciągnął  do  swoich.  Opalone  dłonie  wyraźnie 
kontrastowały  z  jasną  skórą.  Tannis  nie  spuszczała  z  nich  wzroku,  gdy  sunęły 
wolno ku górze, objęły talię i zatrzymały się pod biustem okrytym beżową koronką 
stanika. Kciuki uniosły się, muskając sterczące sutki. 

background image

Tannis drgnęła pod wpływem tego dotknięcia. 

– Przyjemnie? – zapytał Tom niskim, zmienionym głosem. Tannis wpatrywała się z 
niedowierzaniem  w  lustrzane  odbicie.  Tom  zsunął  delikatną  koronkę,  odsłonił 
piersi,  natychmiast  przykrył  je  dłońmi  i  pogładził  delikatnie.  Tannis  odchyliła 
głowę i spojrzała w lustro. 

Widok,  który  ukazał się  jej oczom,  był  niesłychanie podniecający. Tom  nadal był 
ubrany, ona sama zaś niemal naga. Światło lampy rzucało refleksy na jasną skórę. 
Opalone męskie dłonie obejmowały kształtny biust. Tannis czuła, że narasta w niej 
żą

dza. 

Miała  wrażenie,  że  Tom  czyta  w  jej  myślach.  Wolno  przesunął  dłonie  w  dół  na 
płaski brzuch i jeszcze niżej ku rudawym włosom na łonie. Powtórzył tę zmysłową 
pieszczotę  i  niepostrzeżenie  zdjął  Tannis  skąpą  bieliznę.  Gdy,  oszołomiona 
dotknięciem  jego  rąk,  ponownie  spojrzała  w  lustro,  dostrzegła  jedynie  odbicie 
własnej,  całkiem  obnażonej  postaci.  Po  chwili  Tom  znowu  stanął  za  jej  plecami. 
Był  nagi.  Na  widok  jego  potężnej  sylwetki  emanującej  męską  siłą  zapomniała  o 
całym świecie. 

Tom objął biodra żony, uniósł ją trochę i mocno przytulił. Tannis otarła się o niego, 
zmysłowo poruszając biodrami. Tom powtórzył tę zachętę do miłosnej gry. Wsunął 
rękę między smukłe uda, które Tannis rozsunęła prowokacyjnie. 

–  Czarownica  –  szepnął  jej  do  ucha.  Jego  uśmiech  przypominał  grymas 
drapieżnego  zwierzęcia.  Stopy  Tannis  znowu  dotknęły  podłogi.  Pochyliła  się  do 
przodu, opierając dłonie na blacie komody. Nim pojęła, co się dzieje, Tom wszedł 
w  nią  jednym  ruchem.  Krzyknęła  z  rozkoszy  i  zdumienia.  Zaczęli  poruszać  się 
zgodnie  i  rytmicznie  jak  w  zmysłowym  tańcu.  Ramię  Toma  objęło  ją  w  talii,  a 
druga  ręka  wślizgnęła  się  między  uda.  Tannis  jęczała  spazmatycznie.  Nie  była  w 
stanie znieść tak wielkiej rozkoszy. Przymknęła oczy. 

–  Czarownica  –  brzmiał  jej  w  uszach  ochrypły  głos  Toma.  Podniosła  głowę,  by 
spojrzeć na jego zmienioną pożądaniem twarz, i całkiem straciła głowę. 

Kiedy  się  sobą  nasycili,  Tom  wziął  Tannis  na  ręce  i  zaniósł  do  łóżka.  W  środku 
nocy  obudził  ją  i  przykrył  własnym  ciałem.  Kochała  się  z  nim,  wkładając  w  ów 
zmysłowy  akt  całkowitego  zjednoczenia  całą  miłość  skrywaną  w  głębi  serca. 
Kochała mężczyznę, który pragnął tylko jej ciała. 

Jego serce należało do Mary. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Amy wybiegła z pokoju dziennego, by powitać ojca, który przywiózł Jebbie'ego z 
treningu.  W  samą  porę;  obiad  był  prawie  gotowy.  Tom  popatrzył  niespokojnie  w 
głąb korytarza. Tannis nie wyszła mu na spotkanie. 

–  Tatusiu,  pamiętasz,  że  dziś  wieczorem  mamy  porozmawiać  o  tym,  czy  będę 
mogła  zostawać  sama  w  domu?  –  zapytała  Amy.  Popatrzyła  na  ojca  z  nadzieją  i 
lękiem oczami swojej matki; ten sam kształt i kolor. Tomowi wydawało się przez 
chwilę, że to Mary zjawiła się przed nim we własnej osobie. Czekał z rezygnacją, 
aż  znajomy  ból  ściśnie  mu  serce.  Chwile  mijały.  Był  ogromnie  zdziwiony,  nie 
czując zwykłego przypływu rozpaczy. Uśmiechnął się do córki z ulgą i radością. 

– Porozmawiamy. Zróbmy to po obiedzie, gdy Jebbie pójdzie się bawić z kolegami. 

–  Cudownie!  –  Rozpuszczone  włosy  zatańczyły  wokół  głowy  dziewczynki,  która 
odwróciła się i pomknęła w głąb korytarza. 

– Gdzie jest Tannis? 

– W kuchni – rzuciła Amy na odchodnym. – Uczy mnie, jak piec rybę w folii. 

Córka  wybiegła.  Tom  powiesił  płaszcz  w  korytarzu.  Przystanął  na  chwilę, 
zadumanym  wzrokiem  mierząc  pustą  przestrzeń.  Po  raz  pierwszy  od  dnia  ślubu 
Tannis nie wyszła mu na spotkanie, gdy wrócił z pracy. Poranek minął spokojnie. 
Tom  udawał,  że  nic  się  nie  stało,  i  próbował  zapomnieć  o  wczorajszej  kłótni,  ale 
Tannis najwyraźniej wciąż była na niego zła. 

Cholera, zachował się jak ostatni łajdak! Zdawał sobie z tego sprawę. Nie potrafił 
spokojnie  rozmawiać  o  Mary.  Natychmiast  ogarniała  go  złość.  Tym  razem 
wyładował  się  na  Tannis.  To  nieuczciwe;  nie  powinien  był  tak  postąpić. 
Wprawdzie  usiłował  jej  potem  okazać  bez  słów,  jak  wiele  dla  niego  znaczy,  lecz 
nie zrozumiała owego przesłania. 

Gdy wszedł do kuchni, Tannis podniosła wzrok i uśmiechnęła się. Patrzyła na męża 
równie ciepło i serdecznie jak co dzień. 

– Cześć – rzuciła krótko. 

– Cześć. – Tom okrążył stół i niepewnym ruchem pochylił głowę, by ją pocałować. 
Był niemal pewny, że się odsunie, lecz, ku jego radości i zaskoczeniu, przytuliła się 
z  cichym  pomrukiem  zadowolenia,  który  sprawił,  że  natychmiast  zrobiło  mu  się 

background image

gorąco.  Gdy pojął, że  Tannis nie  żywi do  niego urazy, poczuł tak  wielką ulgę,  że 
zapomniał o całym świecie. Nie zwracał uwagi, że Amy krząta się po kuchni. Tak 
bardzo pragnął Tannis! Uwielbiał swoje dzieci, ale wiele dałby za to, żeby na kilka 
chwil  pozostać  z  żoną  sam  na  sam.  Całował  ją  coraz  namiętniej,  muskając 
językiem rozchylone wargi. Tannis przytuliła się do niego z oddaniem i miłością, o 
jakiej śnił każdy… 

Miłość? 

To przypuszczenie było  tak  niespodziewane,  że osłupiały  Tom  wypuścił Tannis  z 
objęć i cofnął się, mamrocząc coś niewyraźnie o brudnych rękach Jebbie'ego, które 
chłopiec  powinien  bezwzględnie  umyć  przed  obiadem.  Pomknął  na  górę,  myśląc 
gorączkowo o Tannis. Usiadł na łóżku w sypialni, żeby się spokojnie zastanowić. 

To  bardzo  prawdopodobne,  że  Tannis  go  kocha.  Jego  męska  duma  została  mile 
połechtana. Czy to naprawdę miłość? Tannis rzeczywiście postępuje jak zakochana 
kobieta.  Nie ulegało wątpliwości,  że  stanowią  dobraną  parę. To  niemożliwe, by  o 
ich  związku  przesądziła  jedynie  chłodna  kalkulacja  i  zdrowy  rozsądek.  A  jeśli 
Tannis… tylko udaje przywiązanie, by uniknąć plotek? 

Bzdura!  Gdyby  istotnie  tak  było,  zachowywałaby  pozory  jedynie  wobec  obcych 
ludzi oraz dzieci. Decydującym argumentem była jej spontaniczna reakcja na każde 
jego dotknięcie i oznakę czułości. 

Tom  przypomniał  sobie  pewne  zdarzenie,  które  miało  miejsce  w  ubiegłym 
tygodniu.  Wrócił do domu  bardzo  zmęczony po  dniu  spędzonym  na  sali  sądowej. 
Rzadko  uczestniczył  w  rozprawach.  Niesmakiem  napawał  go  konflikt,  którego 
finałem  był  obecny  proces.  Córka  i  syn  zmarłego  klienta  rozpoczęli  walkę  o 
spadek,  jeszcze  przed  pogrzebem.  Tom  zajmował  się  wcześniej  równie  trudnymi 
sprawami  majątkowymi,  ale  ludzka  chciwość  zawsze  go  oburzała.  Nie  potrafił 
zrozumieć, dlaczego najbliżsi krewni bywają tacy zachłanni. 

Nieczęsto zwierzał się Mary ze swoich zawodowych problemów, ale z Tannis było 
inaczej. Ciekawiły ją te sprawy. Była nimi szczerze zainteresowana i podobnie jak 
mąż oceniała postępowanie innych ludzi. W trudnych chwilach okazywała Tomowi 
współczucie.  Odnosił  wrażenie,  że  wszystko,  co  dotyczy  jego  osoby,  jest  dla  niej 
bardzo  istotne…  że  on  jest  dla  Tannis  ważny.  Po  chwili  zrozumiał,  że 
niesprawiedliwie  ocenił  pierwszą  żonę.  Mary  również  interesowała  się  jego 
problemami,  lecz  okazywała  to  inaczej.  Była  tak  zajęta  dziesiątkami  spraw 
ważnych  dla  mieszkańców  osiedla,  że  niekiedy  puszczała  mimo  uszu  zwierzenia 
Toma. Jednak ilekroć potrzebował wsparcia, stawała za nim murem. Kochała go. 

Krąg się zamknął. Tom powrócił do myśli, która stanowiła punkt wyjścia do owych 

background image

rozważań. Im dłużej się zastanawiał, tym większą miał pewność, że Tannis jest w 
nim  naprawdę  zakochana.  Mnóstwo  dowodów  świadczyło  o  tym,  że  ta  mądra  i 
łagodna  kobieta  żywi  dla  niego  głębokie  uczucie.  Na  myśl  o  tym  zrobiło  mu  się 
ciepło  na  sercu.  Ogarnęło  go  poczucie  bezpieczeństwa,  jakiego  od  dawna  nie 
zaznał. 

Gdy Tannis przyszła zawołać go na obiad, wstał ochoczo i objął ją ramieniem. 

–  Wieczorem, gdy  dzieci  pójdą  spać,  porozmawiamy sobie,  zamiast oglądać  film, 
zgoda? 

– O czym chcesz rozmawiać? – zapytała, nie kryjąc zdziwienia. 

–  O  wspomnieniach  z  dzieciństwa  i  tak  dalej  –  odparł,  wzruszając  ramionami.  – 
Przyszło mi nagle do głowy, że bardzo mało wiem o kobiecie, którą poślubiłem. 

Tannis  pokraśniała  z  zadowolenia.  W  niebieskich  oczach  pojawił  się  blask 
szczęścia. Tom zrobił jej tą propozycją ogromną przyjemność. 

– Możemy dokończyć rozmowę w wannie. Masaż wodny nas odpręży – oznajmiła, 
spoglądając na niego zalotnie.  

Tom wybuchnął śmiechem i przytulił żonę. 

– W ciepłej kąpieli nie mam nastroju do towarzyskiej konwersacji. Pod wpływem 
wysokiej temperatury zwykle tracę głowę. 

– Na to właśnie liczę – szepnęła Tannis, wspinając się na palce i całując go w usta. 

 

 

 

Kilka  godzin  później  ucichły  wszystkie  domowe  odgłosy.  Tom  odpoczywał  na 
mahoniowym łożu, tuląc się do Tannis, którą nadal przykrywał swoim ciałem. Był 
senny,  zadowolony  i  syty  rozkoszy.  Żona  poruszyła  się  w  jego  objęciach,  uniosła 
rękę  i  odgarnęła  mu  włosy  z  czoła.  Westchnął  uszczęśliwiony  i  przekręcił  się  na 
bok, nie wypuszczając jej z objęć. 

– Wiele zmieniłaś w moim życiu. 

–  Wybacz,  ale  to  brzmi  zagadkowo.  –  Tom  czuł,  że  Tannis  się  uśmiecha.  –  Po 
szaleństwach, które niedawno miały miejsce w tym łóżku… 

background image

– I przedtem w wannie – wtrącił chełpliwie. 

–  I  w  wannie  –  potwierdziła  i  dokończyła  myśl:  –  Sądzę,  że  oceniasz  mnie 
stronniczo i nazbyt pochlebnie. 

–  Wiem,  co  mówię.  –  Tom  ułożył  Tannis  na  plecach  i  spojrzał  jej  prosto  w 
niebieskie  oczy.  –  Kochając  się  z  tobą,  spełniam  najskrytsze  marzenia,  ale  to  nie 
wszystko.  Twoja  obecność  w  tej  rodzinie  każdemu  wyszła  na  dobre.  Dzięki  za 
pomoc  w  dzisiejszej  rozmowie  z  Amy.  Muszę  jej  zaufać  w  drobnych  sprawach  i 
uczyć  odpowiedzialności.  Czas  zrozumieć,  że  moja  córka  dorasta.  Z  wiekiem 
będzie coraz bardziej niezależna. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? 

–  Na  pewno  byłeś  tak  skoncentrowany  na  tym,  by  życie  twoich  dzieci  płynęło 
możliwie normalnie, że zapomniałeś o elastyczności i potrzebie zmian. 

–  Chyba masz  rację. Teraz  rozumiem,  dlaczego postanowiłem  się  z  tobą ożenić  – 
oznajmił żartobliwie. 

–  Ja  to  wiedziałam  od  dawna.  –  Odwróciła  się  do  niego  plecami  i  objęła  mocno 
poduszkę, jakby ściskała koło ratunkowe. – Jestem świetna w łóżku i pomagam ci 
wychowywać dzieci. 

Tom  był  zbity  z  tropu  jej  uwagą.  Przed  chwilą  trzymał  żonę  w  ramionach; 
rozmawiali jak przystało na czułych kochanków. Niespodziewanie Tannis stała się 
zimna i nieprzystępna. Czyżby sądziła, że w takiej sytuacji pozwoli jej zasnąć bez 
słowa wyjaśnienia? Dlaczego odwróciła się do niego plecami? Do diabła, przecież 
od pierwszej wspólnej nocy spali mocno przytuleni. 

Powoli  zaczynał  rozumieć,  co  dręczy  Tannis.  Czyżby  istotnie  sądziła,  że 
postanowił  się ożenić  tylko dlatego,  że  chciał  z nią  sypiać  i oczekiwał pomocy  w 
wychowaniu dzieci? 

Olśnienie przyszło nagle. 

Jasne,  że  jego  żona  jest  o  tym  przekonana.  Takie  wymienił  powody,  gdy  się  jej 
oświadczał.  Przekonywał  z  wielkim  zapałem,  jak  korzystne  jest  małżeństwo  z 
rozsądku. 

Tom poruszył się niespokojnie. Nie lubił przyznawać się do błędu, ale pragnął być 
szczery  wobec  siebie  i  Tannis.  Poślubił  ją,  bo…  podświadomie  wiedział,  że  ta 
kobieta  go  kocha.  Potrzebował  jej  miłości.  Pragnął,  by  to  uczucie  ukoiło  ból  i 
nasyciło  go  rozkoszą.  Błyskawicznym  ruchem  odwrócił  żonę  ku  sobie  i  nakrył 
ponownie swoim ciałem. 

background image

–  Tom!  –  krzyknęła  zaskoczona.  Unikała  jego  spojrzenia.  –  Muszę  się  wyspać. 
Rano idę do pracy. 

– Ja również. Problem w tym, że jeśli nie rozwikłamy wszystkich wątpliwości, nie 
będę  mógł  zasnąć.  –  Dotknął  policzka  Tannis  i  popatrzył  na  nią  w  skupieniu. 
Czyżby spoglądała na niego z żalem? Pochylił głowę i pocałował żonę z czułością, 
która  ogarniała  go  zawsze,  ilekroć  brał  ją  w  ramiona.  Odprężyła  się  z  wolna  i 
oddała pocałunek. – Kochasz mnie? – zapytał z ustami przy jej wargach. 

– Dlaczego… ? – Znieruchomiała. Czuł, że jej mięśnie tężeją. 

–  Powiedz,  że  mnie  kochasz.  –  Obsypywał  jej  twarz  pocałunkami,  objął  dłonią 
pierś. Tannis jęknęła; nie umiał powiedzieć, czy jest wściekła, czy zadowolona, ale 
musiał  znać  prawdę.  –  Chcę,  żebyś  mi  to  wyznała.  Istnieje  jeszcze  jeden  powód, 
dla  którego  cię  poślubiłem:  potrzebuję  twojej  miłości.  Obiecuję  uszanować  to 
uczucie. 

Tannis milczała. Tom czekał cierpliwie na jej odpowiedź. Uniosła ramiona i ujęła 
w dłonie jego twarz. Popatrzyła mu w oczy. 

– Kocham cię, Tom – wyznała cicho. – Od dawna cię kocham. 

– Wiedziałem. – Ogarnęła go szalona radość. Głos mu się załamał. Ukrył twarz we 
włosach  Tannis  i  objął  ją  z  całej  siły.  –  Moja  ruda  czarodziejko,  czy  wiesz,  jak 
bardzo jesteś mi potrzebna? 

 

 

 

Minęła  Wielkanoc.  Młodemu  lekarzowi  udało  się  namówić  matkę  Tannis,  by 
wyraziła  zgodę  na  przeprowadzenie  badań,  o  których  wspomniał  w  rozmowie. 
Doktor Payton zastosował lekarstwa, pod wpływem których w zachowaniu starszej 
pani  zaszły  ogromne  zmiany  na  lepsze.  Tannis  ze  zdumieniem  stwierdziła,  że  jej 
matka coraz rzadziej pozwala sobie na złośliwe uwagi. 

Tom  co  tydzień  jeździł  z  żoną  do  pensjonatu  dla  seniorów  i  gawędził  z  teściową. 
Starsza  pani  bardzo  go  polubiła.  Tannis  musiała  przyznać,  że  nie  było  chyba 
kobiety zdolnej oprzeć się urokowi Toma Hayesa. 

Byli  małżeństwem  od  trzech  miesięcy.  Ich  życie  biegło  teraz  wedle  ustalonego 
wspólnie  rytmu.  Tannis  w  najśmielszych  marzeniach  nie  przypuszczała,  że  jako 

background image

ż

ona Toma będzie taka szczęśliwa. Był troskliwym i opiekuńczym mężem. Często 

przynosił  jej  kwiaty  i  drobne  prezenty.  Z  powagą  zastanawiał  się  nad 
wygłaszanymi  przez  nią  opiniami  dotyczącymi  wychowania  dzieci,  przyjmował 
ż

yczliwe  rady  i  naprawdę  jej  słuchał,  ilekroć  miała  coś  do  powiedzenia.  Chętnie 

pomagał  w  pracach  domowych  i  doceniał  wszystkie  jej  wysiłki.  Tannis  nie 
odczuwała przy nim ustawicznego niepokoju i lęku przed mężowską dezaprobatą, 
który niszczył jej pewność siebie w poprzednim związku. 

Tannis doskonale pamiętała potworny lęk, który ją ogarnął, gdy Tom oznajmił, że 
nie poślubił jej po to, by zajmowała się domem. Sądziła wówczas, że mąż podaje w 
wątpliwość  jej  gospodarskie  talenty.  Z  czasem  przekonała  się,  że  dla  Toma  liczy 
się  przede  wszystkim  szczęśliwa  rodzina, a  idealny porządek w  domu  jest  sprawą 
drugorzędną. 

Chętnie  wspominała  długie  miłosne  noce,  czułe  chwile,  gdy  kochali  się  do 
szaleństwa.  W  swoich  rozważaniach  nie  unikała  już  czułych  słów  o  głęboko 
uczuciowym zabarwieniu. Moment, w którym Tom zmusił ją do wyznania prawdy, 
okazał  się przełomowy  dla ich  związku. Odkąd długo  skrywane uczucia przestały 
być  tajemnicą,  Tannis  wykorzystywała  każdą  okazję,  by  dać  im  wyraz.  Niekiedy 
odczuwała smutek, ponieważ Tom nie odwzajemnił się jej podobnym wyznaniem, 
ale szybko przechodziła nad owymi wątpliwościami do porządku dziennego. Była 
przekonana,  że Tomowi  na  niej  zależy. Cóż  z  tego,  że  nie kwapił  się,  by  wyrazić 
swoje uczucia? 

Z  drugiej  strony  jednak  nie  traciła  nadziei,  że  pewnego  dnia  usłyszy  wyznanie, 
którego  tak  bardzo  pragnęła.  To  marzenie  dodawało  jej  sił.  Stała  się  nieodłączną 
towarzyszką  i  niezawodną  partnerką  Toma  we  wszystkich  życiowych  sprawach  i 
miała  nadzieję,  że  pewnego  dnia  uczucie,  którym  obdarzał  Mary,  w  naturalny 
sposób wygaśnie, a jeżeli nawet coś z niego pozostanie, w sercu Toma znajdzie się 
trochę miejsca również dla drugiej żony. 

Tannis  powróciła  do  rzeczywistości.  Wyrwały  ją  z  zamyślenia  głośne  okrzyki 
dzieci  wbiegających  do  klasy.  Trudno  było  zapanować  nad  gromadką 
rozdokazywanych  czwartoklasistów,  gdy  blask  ciepłego  majowego  słońca  wlewał 
się  przez  okna  do  sali,  a  lekki  wietrzyk  poruszał  źdźbła  trawy  na  boisku.  Tannis 
poleciła  wyjąć  podręczniki.  Dzieci  pracowały  w  grupach,  a  nauczycielka  krążyła 
wśród  nich,  odpowiadając  na  pytania  i  rozstrzygając  wątpliwości.  Nagle  w 
drzwiach stanął dyrektor szkoły, pan Tenlow. 

– Proszę iść do sekretariatu. Zastąpię tu panią. 

–  Co  się  stało?  –  Machinalnie  podała  mu  kartkę  z  konspektem  lekcji  i  ocenami 

background image

uczniów, które zapisywała na bieżąco podczas zajęć w grupach. 

– Amy źle się czuje. Prosiła, żeby pani do niej przyszła. 

Tannis  wyjaśniła  w  pośpiechu,  jakie  ćwiczenia  mają  wykonać  jej  uczniowie,  i 
wybiegła  z  klasy.  Janinę,  szkolna  sekretarka,  powitała  ją  w  progu  kancelarii  i 
szybko  zaprowadziła  do  gabinetu  lekarskiego,  gdzie  czekała  dziewczynka.  Przed 
drzwiami sekretarka przystanęła na chwilę. 

–  Możemy  zamienić  kilka  słów,  nim  spotkasz  się  z  Amy?  –  zapytała  Janine. 
Sekretarka miała w szkole opinię osoby zdolnej stawić czoło wszelkim kłopotom. 
Pod  nieobecność  szkolnej  higienistki  i  psychologa  pierwsza  dowiadywała  się  o 
wszystkich katastrofach. 

– Oczywiście. Mów, co się stało. 

– Próbowałam rozmawiać z Amy, ale nie rozumiem, o co jej chodzi. Upierała się, 
ż

ebym zawołała ciebie. 

– Dlaczego? Czyżby zachorowała? Mam zadzwonić do Toma? 

–  Nie!  –  Janinę  energicznie  pokręciła  głową.  –  Chodzi  o  to,  że  Amy  zaczęła 
miesiączkować. To się zdarzyło podczas lekcji. 

– Och… 

W  pierwszej  chwili  Tannis  była  kompletnie  zbita  z  tropu.  Czyżby  Amy  nie 
wiedziała, jakim przemianom  może podlegać organizm dziewczynki w jej wieku? 
Może  nikt  nie  zadał  sobie  trudu,  by  ją  o  tym  uprzedzić?  Z  drugiej  strony  nawet 
gdyby Tom nie wywiązał się ze swego zadania, w szkole od piątej klasy odbywały 
się  pogadanki dotyczące tego rodzaju  zagadnień.  Na pewno  Amy  już  w ubiegłym 
roku wiedziała, czego się spodziewać. 

– Czy Amy rozumie, co się z nią dzieje? 

–  Naturalnie  –  zapewniła  ją  sekretarka.  –  Była  trochę  zażenowana,  jak  wszystkie 
dziewczynki w takiej sytuacji, ale spodziewała się tego. 

–  W  takim  razie  nie  mam  pojęcia,  o  co  tu  chodzi.  –  Tannis  bezradnie  rozłożyła 
ręce. 

–  Zdaje  się,  że  to  ma  związek  z  twoim  mężem,  Tannis.  –  Zakłopotana  Janinę 
odgarnęła kędzierzawe, siwiejące włosy. 

– Czyżby? 

background image

–  Po  śmierci  pierwszej  żony  Tom  Hayes  jest…  szczególnie  przewrażliwiony  na 
punkcie  zdrowia  swoich  dzieci.  Nawet  zwykły  katar  powoduje,  że  ciągnie  je  do 
lekarza. 

– Owszem. – Niewiele brakowało, by Tannis skwitowała te słowa uśmiechem, ale 
się opanowała. – Rzeczywiście ma lekkiego bzika na punkcie zdrowia, ale co to ma 
wspólnego z dolegliwościami jego córki? 

– Pan Tenlow oznajmił Amy, że po lekcjach jesteś umówiona z rodzicami uczniów 
i  postanowił  zadzwonić  do  ojca,  żeby  odwiózł  małą  do  domu.  Uznał,  że  Tomowi 
łatwiej będzie się wyrwać z kancelarii niż tobie z pokoju nauczycielskiego. Ledwie 
o  tym  wspomniał,  Amy  zaczęła  histeryzować.  Błagała,  żeby  nie  dzwonił  do  ojca. 
Bardzo się zdenerwowała i nie chciała widzieć nikogo prócz ciebie. 

– Rozumiem. – Tannis nie była przekonana, czy tak jest w istocie, ale skoro Amy 
jej potrzebowała, trzeba stanąć na wysokości zadania. – Mogę porozmawiać z małą 
w cztery oczy? 

–  Naturalnie.  –  Janinę  odetchnęła  z  ulgą  i  wymownym  gestem  wskazała  drzwi 
gabinetu medycznego. Tannis nacisnęła klamkę i ostrożnie zajrzała do środka. 

– Amy? To ja, kochanie. Mogę wejść? 

– Tannis! – Śliczna buzia Amy była czerwona i zalana łzami. Dziewczynka rzuciła 
się w ramiona macochy i załkała, jakby serce pękało jej z rozpaczy. 

Tannis  przypomniała  sobie,  co  przeżywała  jako  nastolatka.  Wiedziała,  co  czuje 
mała  Amy.  Niełatwo  jest  dziewczynce  zrozumieć  i  przyjąć  do  wiadomości 
osobliwe  przemiany  zachodzące  w  jej  organizmie.  Tannis  wiedziała,  że  w  takiej 
chwili  Amy  szczególnie  dotkliwie  odczuwa  brak  matki.  To  dlatego  najmniejszy 
konflikt rodzinny urastał do rozmiarów katastrofy. 

Łagodnym  ruchem  pogłaskała dziewczynkę  po  plecach i  końskim  ogonie;  ciemna 
kitka na czubku głowy wydawała się nieco oklapnięta. 

– Mogę ci jakoś pomóc, kochanie? 

–  Nie  pozwól  im  dzwonić  do  taty!  –  wykrztusiła  dziewczynka,  podnosząc  z 
ramienia  Tannis  zalaną  łzami  twarz.  Powiedziała  to  błagalnym  tonem.  Tannis  nie 
miała pojęcia, co o tym myśleć. 

– Przyszłam, żeby z tobą porozmawiać – odparła, unikając składania jakichkolwiek 
obietnic,  póki  nie  dowie  się,  o  co  właściwie  chodzi.  –  Wyjaśnij  mi  wszystko  po 
kolei. Pani McDowell wspomniała, że… właśnie zaczęłaś miesiączkować. 

background image

Amy wytarła nos i skinęła głową. Usiadła na kozetce. 

–  Owszem,  ale  nie  dlatego  prosiłam,  żeby  nie  dzwonili  do  taty.  –  Dziewczynka 
podniosła wzrok i spojrzała na Tannis. – W mojej klasie jest kilka dziewczyn, które 
mają  już  za  sobą  pierwszą  miesiączkę.  W  krytycznej  chwili  ich  mamy  po  prostu 
zawiozły je do domu. No wiesz, trzeba się przebrać i tak dalej. – Amy była trochę 
zakłopotana,  ale  nie  przerwała  monologu.  –  Tannis,  dobrze  wiesz,  jaki  jest  tata. 
Jeśli  przyjedzie  po  mnie  do  szkoły,  wiadomo,  co  będzie  dalej.  Natychmiast 
zawiezie mnie do lekarza i poleci zbadać. Żadna z dziewczyn nie musiała w takiej 
chwili jechać do lekarza – dodała ze łzami w oczach. – Wyobrażasz sobie, jakiego 
wstydu narobiłby mi ojciec? 

Tannis czuła się w obowiązku bronić Toma, chociaż wiedziała, że przypuszczenia 
Amy  są  słuszne.  Prawdopodobnie  Tom  pojechałby  z  córką  prosto  do  kliniki. 
Desperacko próbowała załagodzić całą sprawę. 

– Musisz przyznać, Amy, że wizyta u lekarza po wystąpieniu pierwszej miesiączki 
to  rozsądny  pomysł.  Większość  rodziców  prędzej  czy  później  zawozi  córki  na 
badania kontrolne. 

–  Owszem  –  przyznała  dziewczynka  –  ale  nie  tego  samego  dnia.  Proszę,  Tannis, 
nie dzwoń do taty. 

– Zgoda. Wieczorem trzeba mu wyjaśnić całą sprawę, dobrze? 

– Oczywiście. 

– Amy? 

– Słucham? 

–  Potrzebujesz  czegoś?  Mogę  ci  jakoś  pomóc  w  uporaniu  się  z  tym  nowym 
kłopotem? Co mam zrobić? 

–  Chciałabym  wrócić  do  domu.  –  Oczy  dziewczynki  znowu  zaszły  łzami.  – 
Poplamiłam  bieliznę.  Nie  mam  żadnych  środków  prócz  tego,  co  mi  dała  szkolna 
higienistka. Czy możemy po drodze wstąpić do sklepu i kupić… 

– Oczywiście. – Tannis objęła zgnębioną dziewczynkę. – Poczekaj na mnie. Zaraz 
kończy  się  lekcja.  Załaduję  moje  dzieciaki  do  szkolnego  autobusu  i  pojedziemy 
najpierw do sklepu, a potem do domu. Zgoda? 

– Tak – odparła Amy.  

Tannis  z  ulgą  popatrzyła  na  jej  zapłakaną,  lecz  uśmiechniętą  twarz.  Wstała  i 

background image

jeszcze raz pogłaskała ciemną czuprynę. 

– Połóż się i odpocznij. Po dzwonku przyniosę z klasy twoje rzeczy. 

Nim  minęła  godzina,  Tannis  zajechała  pod  dom  wraz  z  Amy  i  Jebbie'em.  W 
bagażniku leżała torba wypełniona środkami niezbędnymi dla każdej dziewczyny i 
kobiety.  Chłopiec  zabrał  się  od  razu  do  odrabiania  lekcji,  a  Tannis  zrobiła  Amy 
mały  wykład  na  temat  środków  higieny  i  sposobu  ich  używania.  Doszła  do 
wniosku,  że  warto  szerzej  omówić  z  dziewczynką  sprawy  dotyczące  płci. 
Westchnęła  z  rezygnacją.  Niełatwo  jest  tłumaczyć  dwunastolatce  tak  zawiłe 
sprawy! Trzeba podejść do rzeczy ostrożnie i taktownie. 

Popołudnie minęło bardzo szybko. Jebbie uporał się z pracą domową i zapytał, czy 
może wyjść na podwórko. Amy odpoczywała na kanapie. Mały przyglądał się jej z 
ciekawością. 

–  Co  się  stało  Amy?  Zwymiotowała?  –  dopytywał  się  bez  najmniejszego 
skrępowania. 

–  Nic  z  tych  rzeczy.  –  Na  widok  jego  zawiedzionej  miny  Tannis  omal  nie 
wybuchnęła śmiechem. – Po prostu źle się poczuła. 

– O rany, tata na pewno pozwoli jej zostać jutro w domu. Nie będzie musiała iść do 
szkoły.  –  W  jednej  chwili  zapomniał  o  całej  sprawie.  –  Mogę  pograć  w  piłkę  z 
Milesem? – zapytał. 

Gdy  Tannis  skinęła  głową,  krzyknął  z  radości  i  pognał  do  wyjścia.  Po  chwili 
rozległ się głośny huk. 

– Nie trzaskaj drzwiami – rzuciła ponuro Tannis, podnosząc głowę znad klasówek i 
zerkając porozumiewawczo na Amy. Dziewczynka zachichotała. 

Tannis  wstawiła  nadziewanego  kurczaka  do  piekarnika  i  zabrała  się  do 
przygotowywania sałatki owocowej. Wysypała na talerz ciasteczka i doprawiła sos, 
który  zamierzała  podać  z  brokułami.  Bardzo  lubiła  gotować  smaczne  i  zdrowe 
posiłki  dla  całej  rodziny.  Była  świetną  kucharką.  Nawet  wiecznie  niezadowolony 
Jeremy rzadko krytykował jej dania. 

Amy  doszła  już  do  siebie  i  wstała,  żeby  nakryć  do  stołu.  Paplała  jak  najęta  o 
swoich  planach  na  kolejny  rok  szkolny.  Bardzo  chciała  należeć  do  grupki 
dziewczyn  dopingujących  szkolne  drużyny  sportowe.  Gdy  opowiadała  o 
zbliżających się eliminacjach, Jebbie wrócił z podwórka. 

–  Ładnie  pachnie.  Uwielbiam  kurczaki  –  oznajmił,  zerkając  przez  szybkę 

background image

piekarnika. Podszedł do kuchennego stołu, wspiął się na palce i zajrzał do salaterki. 
– Brokuły. Ohyda! Nienawidzę brokułów. 

–  Jeśli  masz  powiedzieć  coś  nieprzyjemnego,  lepiej  wcale  się  nie  odzywaj  – 
skarciła go Tannis. Uśmiechnęła się, żeby chłopiec łatwiej zniósł naganę. – Umyj 
ręce. Siądziemy do stołu, gdy tata wróci. 

Nim Jebbie zdążył pobiec do łazienki, skrzypnęły wejściowe drzwi. 

–  Tatusiu!  –  Chłopiec  pomknął  w  stronę  ojca  jak  strzała.  –  Złapałem  dziś  cztery 
piłki pod rząd, kiedy grałem z Milesem. 

–  Świetnie,  kolego.  Szkoda,  że  tego  nie  widziałem  –  rozległ  się  niski,  ciepły 
baryton Toma. 

– Idę umyć ręce. Zaraz siadamy do stołu. Wiesz, tato, Amy rozchorowała się dziś 
w szkole. Jak myślisz, będzie jadła z nami? 

– Amy zachorowała? 

Tannis  usłyszała  odgłos  kroków.  Tom  wbiegł  do  kuchni.  Zamiast  czułego 
uśmiechu, którym witał ją codziennie, ujrzała rozgniewaną, zaciętą twarz podobną 
do gradowej chmury. Całkiem zapomniał o powitalnym całusie. 

– Gdzie jest Amy? Co jej się stało? 

Tannis  zwlekała  z  odpowiedzią.  Popatrzyła  uważnie  na  Toma.  Należałoby  raczej 
zapytać,  co  się  jemu  stało.  Był  wściekły.  Tanis  nie  miała  pojęcia,  co  go  tak 
wyprowadziło z równowagi. 

– Cześć, tato. – Amy skończyła nakrywać do stołu. – Idę umyć ręce. – Cmoknęła 
ojca w policzek i nim zdążył się odezwać, wyszła z kuchni i zniknęła w łazience. 

– Co tu się dzieje? Jebbie twierdził, że Amy jest chora. – Tom powiedział to cicho i 
z pozoru spokojnie, lecz Tannis zdawała sobie sprawę, jak łatwo jej mąż wpada w 
złość. 

–  Sadzę,  że  jest  trochę  zażenowana  i  wstydzi  się  z  tobą  rozmawiać  –  oznajmiła 
pojednawczym tonem. Mimo woli splotła dłonie w błagalnym geście i uśmiechnęła 
się  niepewnie.  –  Twoja  córeczka  jest  już  małą  kobietką.  Dziś  zaczęła 
miesiączkować. 

–  Zaczęła…  –  powtórzył  zdumiony  Tom.  Wnet  ochłonął  i  ponownie  zmarszczył 
brwi. – Wszystko w porządku? Co powiedział lekarz? 

background image

–  Nie  byłam  z  nią  u  lekarza.  Uznałam,  że  to  nie  jest  konieczne.  Trzeba  poczekać 
kilka dni, aż Amy dojdzie do siebie. Wtedy umówimy się na wizytę. – Tannis była 
zdenerwowana. Tom nie dał się ułagodzić. 

– Wizyta u lekarza nie jest konieczna? Co ty gadasz, do cholery? 

Tannis była przerażona tym niespodziewanym wybuchem. 

– Tom, nie myślę… 

–  Nie  myślisz?  Chyba  jednak  ruszyłaś  głową, nim  postanowiłaś  nie  wtajemniczać 
mnie  w  sprawy  dotyczące  zdrowia  mojej  córki.  –  Tom  przestał  wrzeszczeć.  Jego 
pogardliwy, odpychający, przyciszony głos zatruwał myśli Tannis niczym złowrogi 
jad. –  Coś  pani powiem,  droga pani  Hayes.  Nosisz  wprawdzie to  samo  nazwisko, 
co Amy i Jebbie, ale to cię nie upoważnia do podejmowania jakichkolwiek decyzji, 
które dotyczą ich zdrowia. To moje dzieci. Tylko ja mam prawo ustalać, co jest dla 
nich dobre. 

– Ależ Tom, Amy wcale nie jest chora. Nie sądzę… 

– Nie masz do tych dzieci żadnych praw, jasne? Absolutnie żadnych. Nie waż się 
nigdy więcej decydować o ich sprawach beż porozumienia ze mną. Zrozumiałaś? 

O tak, doskonale zrozumiała! Miała wrażenie, że jej serce zamarzło w piersi na lód 
i  rozprysło  się  na  tysiąc  kawałków.  W  pierwszej  chwili  poczuła  się  winna,  jakby 
istotnie  popełniła  niewybaczalny  błąd  i  naraziła  Amy  na  śmiertelne 
niebezpieczeństwo.  Natychmiast  przypomniała  sobie,  co  postanowiła  przed  kilku 
laty:  żaden  mężczyzna  nie  odbierze  jej  wiary  w  siebie.  Dość  miała  ciągłego 
poczucia winy i tłamszenia własnych racji. Ogarnęła ją wściekłość. 

–  Szkoda,  że  nie  możesz  posłuchać,  co  wygadujesz.  To  bzdury!  –  krzyknęła, 
wpadając w furię. Było jej wszystko jedno. – Wystarczy, że ktoś z twoich bliskich 
kichnie, a ty już pędzisz do lekarza. Wiesz, dlaczego do ciebie nie zadzwoniłam? – 
Podeszła  bliżej  i  oskarżycielskim  gestem  skierowała  palec  ku  jego  piersi.  –  Amy 
sobie  tego  nie  życzyła.  Błagała  mnie,  żebym  cię  nie  zawiadamiała,  ponieważ 
doskonale wiedziała, co z tego wyniknie. Skoro nawet twoje dzieci widzą, że robisz 
z siebie idiotę, dlaczego ty sam nie potrafisz tego zrozumieć? 

– Mniejsza z tym, czy jestem idiotą. Przynajmniej mam pewność, że nikt z rodziny 
nie  ucierpi  z  powodu  braku  opieki  lekarskiej.  To  dotyczy  wszystkich:  Amy, 
Jebbie'ego i ciebie. 

Tannis uświadamiała sobie niejasno, że oboje pożałują kiedyś wypowiedzianych w 
gniewie słów, ale była zbyt wściekła, by zważać na to, co mówi. 

background image

–  Wiesz,  na  czym  polega  twój  problem,  Tom?  Nadal  jesteś  zły  na  Mary,  bo 
ośmieliła  się  umrzeć.  Dlatego  wyżywasz  się  na  mnie.  Ja  nie  jestem  Mary!  Od 
dawna próbuję ci uświadomić ten oczywisty fakt i mam tego wszystkiego powyżej 
uszu. Jesteś zły na Mary, bo nie posłuchała twojej rady. Zrobiła to, co uważała za 
najlepsze  dla  siebie.  Była  przekonana,  że  i  ty  nie  najgorzej  na  tym  wyjdziesz. 
Przyjmij  w  końcu  do  wiadomości  oczywiste  fakty,  Tom.  Mary  wiedziała,  że  jest 
ś

miertelnie  chora.  Nie  chciała  przysparzać  sobie  niepotrzebnych  cierpień,  bólu  i 

upokorzeń  ani  przeciągać  ich  w  nieskończoność.  Wolała  nie  dożyć  chwili,  gdy  w 
głębi ducha wszyscy modlilibyśmy się o jej rychłą śmierć jak o… 

–  Zamknij  się!  –  Tom  zrobił  krok  w  jej  stronę.  Wykrzywiona  złością  twarz  była 
odrażająca.  –  Jak  śmiesz  wygadywać  takie  bzdury!  –  Odwrócił  się  i  z  całej  siły 
uderzył  pięścią  w  drzwi  prowadzące  do  piwnicy.  Rozległ  się  głośny  trzask 
łamanego drewna. Pięść przebiła deskę na wylot. 

W kuchni zapadła cisza. 

Tom znieruchomiał na chwilę, a potem odwrócił się, popatrzył na żonę i wyciągnął 
do  niej  rękę.  Tannis  cofnęła  się  natychmiast.  Dłonie  przyłożyła  do  ust.  Nie 
pamiętała nawet, kiedy to zrobiła. 

Tom  zrozumiał  nagle,  że  jest  śmiertelnie  przerażona.  Westchnął  głęboko.  Jego 
twarz powoli łagodniała. 

– Tannis, przecież rozumiesz, że nie mógłbym cię uderzyć. Wierzysz mi, prawda? 
– powiedział cichym, łagodnym głosem; niedawna wściekłość zniknęła bez śladu. 

Tannis  spojrzała  na  jego  zakrwawioną  i  posiniaczoną  rękę  oraz  na  podrapane 
ramię, które poważnie ucierpiało w starciu z drzwiami. Odwróciła się i sięgnęła do 
szafki  po  apteczkę.  Wyjęła  z  lodówki  woreczek  z  lodem  i  wsunęła  go  do  czystej 
saszetki z płótna. Ułożyła wszystko na kuchennym stole. 

– Przemyj i zdezynfekuj rany. Zimny okład zmniejszy opuchliznę. – Obojętny głos 
ż

ony  brzmiał  dziwnie  w  uszach  Toma,  który  ponownie  zrobił  krok  w  jej  stronę. 

Cofnęła się gwałtownie. Przystanął. 

–  Kochanie,  przecież  wiesz,  że  nigdy  cię  nie  uderzę  –  powtórzył.  Cierpienie 
wykrzywiło na moment jego rysy. – Przysięgam. 

Niewiele brakowało, by te żarliwe słowa rozbiły mur chłodu i wyniosłości, którym 
Tannis się otoczyła. Łzy piekły ją pod powiekami. Odetchnęła głęboko i odrzekła: 

–  O  ile pamiętam,  obiecałeś  również, że będziesz  mnie  kochać,  czcić  i  szanować, 
ale nie dotrzymałeś słowa. – Tom próbował się bronić, ale nie pozwoliła mu dojść 

background image

do słowa. – To małżeństwo było pomyłką. Kocham cię, Tom. Sądziłam, iż potrafię 
uleczyć  twoje  rany,  że  przy  mnie  znowu  nauczysz  się  kochać,  ale  dłużej  tego  nie 
zniosę.  Nie  mogę  patrzeć,  jak  chora,  obsesyjna  miłość  popycha  do  zguby  ciebie  i 
dzieci. 

Te  słowa  brzmiały  złowieszczo  jak  pogrzebowa  salwa.  Tannis  nie  była  w  stanie 
patrzeć  dłużej  na  zbolałą  twarz  ukochanego.  Obawiała  się,  że  jeśli  tu  zostanie, 
zacznie go błagać na kolanach, by spróbował się zmienić i zapomnieć o dawnych 
nieszczęściach.  To  były  nierealne  mrzonki.  Odwróciła  się,  otworzyła  drzwi  i 
wyszła z domu. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Co mu strzeliło do głowy? Jak mógł tak postąpić? 

Cichy  odgłos  zamykanych  drzwi  brzmiał  niczym  złośliwy  chichot  przeznaczenia. 
Tom  wolno  pokręcił  głową  jak  człowiek  obudzony  z  nocnego  koszmaru  i 
powracający  do  rzeczywistości.  Bolała  go  ręka.  Uniósł  ramię  i  rzucił  okiem  na 
skaleczenia i siniaki. 

Ale  widok!  Próbował  zacisnąć  palce  i  zaklął,  czując  potworny  ból.  Sińce 
przebarwiały  się  na  niebiesko  i  fioletowo.  Tom  nie  był  pewny,  czy  kości  uległy 
złamaniu. Jeśli nie, może się uważać za szczęściarza. 

Znowu  potrząsnął  głową.  Miał  posępną  minę.  Nie  przypominał  sobie,  by 
kiedykolwiek  do  tego  stopnia  stracił  panowanie  nad  sobą.  Nawet  gdy  Mary 
zachorowała, potrafił zachować względny spokój. Co mu strzeliło do głowy? 

Przypomniał  sobie  pamiętne  słowa  Tannis: Jesteś  wściekły na  Mary,  bo  ośmieliła 
się umrzeć. 

Boże miłosierny, czyżby Tannis miała rację? Może istotnie przez wiele lat tłumił w 
sobie gniew i złość. Z lękiem przyznał, że to bardzo prawdopodobne. Podszedł do 
zlewu,  oparł  się  ciężko  o  jego  brzeg  i  odkręcił  kran.  Wsunął  rękę  pod  strumień 
ciepłej  wody  i  trzymał,  aż  temperatura  stała  się  zbyt  wysoka  dla  nadwrażliwej, 
poranionej skóry. Ból narastał. Tom krzywił się i klął, ale dokładnie wymył ramię 
mydłem,  nie  zwracając  uwagi  na  okropne  szczypanie.  Czuł,  że  dłużej  nie  zniesie 
okrutnych tortur. Pospiesznie wylał na rękę płyn dezynfekujący i zacisnął zęby pod 
wpływem  przeszywającego  bólu.  Odetchnął  z  ulgą,  gdy  ułożył  worek  z  lodem  na 
poranionej skórze. 

Dokąd  poszła  Tannis?  Z  pewnością  nie  wyniosła  się  stąd  na  dobre.  Czyżby? 
Dopiero  teraz  Tom  poczuł,  że  macki  obezwładniającego  strachu  ściskają  mu 
gardło. Zostawiła kluczyki do auta. Na pewno wróci. 

Czy to coś zmieni? Po tym, jak się wobec niej zachował, miała prawo odepchnąć 
go jak ostatniego łajdaka. Z rozpaczą pomyślał, że Tannis niewątpliwie tak postąpi. 

Ty samolubny idioto! 

Nagle  przyszło  mu  do  głowy,  że  zachowywał  się  jak  kompletny  głupiec,  latami 
chowając w sercu urazę do Mary za to, że nie posłuchała jego rady. Tannis miała 

background image

rację.  Powinien był wesprzeć  Mary  w najtrudniejszych  chwilach  jej  życia,  ale nie 
stanął na wysokości zadania. 

Miał  szczęście.  Po  raz  drugi  spotkał  na  swej  drodze  kobietę,  która  go  pokochała, 
chociaż  miał  sporo  wad.  Poślubił  ją,  lecz  wkrótce  okazało  się,  że  i  ona  w  nagłej 
potrzebie nie może liczyć na jego pomoc i zrozumienie. 

Jeżeli  Tannis  właściwie  go  oceniła  (a  podejrzewał,  że  słowa,  które  rzuciła  mu  w 
twarz, 

całkowicie 

odpowiadały 

prawdzie), 

niewiele 

miał 

na 

swoje 

usprawiedliwienie;  nie  mogąc  wyładować  się  na  Mary,  zadręczał  siebie  i  swoją 
rodzinę  obsesyjną  troską  o  stan  zdrowia  jej  członków.  Te  obawy  z  pozoru 
wydawały się usprawiedliwione i mogły uchodzić za nieszkodliwe dziwactwo, ale 
prowadziły  do  zgubnych  następstw.  Postępował  w  ten  sposób,  bo  podświadomie 
chciał  dokuczyć  Mary,  zupełnie  jakby  mówił:  „No  i  co?  Popatrz!  Wymknęłaś  mi 
się, ale nikomu więcej na to nie pozwolę”. 

Gdy się nad tym poważnie zastanowił, musiał przyznać, że tak właśnie rozumował. 
Sądził,  że  walcząc  z  chorobami,  zdoła  dokuczyć  zmarłej  żonie!  Postępował  jak 
głupiec. Mary odeszła. Szczerze przyznał, że w głębi ducha czuł ulgę, bo cierpiała 
krótko.  Pewnego  niedzielnego  poranka  zasnęła  na  zawsze;  śmierć  nastąpiła 
zaledwie kilka tygodni po tym, jak choroba przykuła ją do łóżka. 

Tom  długo  nie  chciał  przyznać,  że  lekka  śmierć  była  dla  Mary  wybawieniem. 
Wpatrywał  się  w  drogą  jego  sercu  twarz,  czując  narastającą  wściekłość.  Pragnął 
zemsty.  Obcym  trudno  było  zrozumieć  targające  nim  sprzeczne  uczucia.  Tylko 
najbliżsi wiedzieli, co przeżywa. 

Tylko ci, którzy go kochali. 

Była wśród nich Tannis. Pokochała go, mimo wad, na dobre i na złe. Dopiero teraz 
zrozumiał, że może się zmienić na lepsze. Wielkie nieba, jakie to szczęście uwolnić 
się wreszcie od brzemienia przeszłości! 

Tom  czuł  się  wewnętrznie  oczyszczony  i  pełen  energii.  Dlaczego  wcześniej  nie 
rozumiał,  że  zbytnio  poddał  się  rozpaczy?  Długo  opłakiwał  nieżyjącą  Mary.  Nie 
miał  pojęcia,  co  go  dręczy,  i  dlatego  nie  potrafił  się  odnaleźć  w  kolejnym 
małżeństwie. 

Teraz,  gdy  uporał  się  ze  swoją  przeszłością,  na  pewno  dojdzie  z  Tannis  do 
porozumienia.  Musi  ją  tylko  przekonać,  by  dała  mu  jeszcze  jedną  szansę.  Bez 
słowa  zamknęła  za  sobą  drzwi,  jakby  chciała  wszystko  przekreślić.  Może  nie 
zechce go słuchać. Chyba że… 

background image

– Tatusiu? 

Tom odwrócił się natychmiast. 

Rany  boskie,  całkiem  zapomniał  o  dzieciach.  Amy  i  Jebbie  stali  obok  siebie  na 
progu kuchni. Dziewczynka obejmowała ramieniem braciszka, jakby chciała dodać 
mu otuchy, ale miała przerażoną minę. 

– Cześć, dzieciaki – powitał je z uśmiechem. – Wejdźcie. 

Dzieci nie ruszyły się z miejsca. 

– Gdzie jest Tannis? – zapytał Jebbie. 

–  Sądzę,  że  poszła  na  spacer  –  odparł  z  westchnieniem  Tom.  –  Okropnie  się 
pokłóciliśmy.  Obraziłem  ją.  –  Podniósł  skaleczoną  i  posiniaczoną  rękę.  – 
Zasłużyłem na tytuł idioty roku. 

Jebbie  zachichotał.  Dzieci  weszły  do  kuchni,  by  obejrzeć  ramię  ojca.  Chłopiec 
szeroko otworzył oczy ze zdumienia na widok zniszczonych drzwi. 

– Nie popisałeś się, tatusiu – oznajmił. 

–  Chyba  masz  rację.  Ciekawe,  jak  wy  radzicie  sobie  z  wybuchami  złości.  Może 
stary ojciec czegoś się od was nauczy? 

–  Mama  radziła  mi  boksować  poduszkę.  Sam  powinieneś  tego  spróbować  – 
powiedziała Amy i zaśmiała się cichutko. 

Tom pogłaskał córkę po policzku. 

– Dobry pomysł, Amy. Następnym razem pewnie go wypróbuję. 

– Mam nadzieję, że nie będzie następnego razu – oświadczył z gniewem Jebbie. – 
Okropnie się boję, gdy wrzeszczysz na Tannis. 

–  Obiecuję  poprawę.  –  Tom  wiedział,  że  potrafi  dotrzymać  słowa.  –  Jeśli  Tannis 
zechce mi przebaczyć, nigdy więcej nie podniosę głosu w jej obecności. Na pewno 
będziemy się sprzeczać, ale koniec z awanturami. 

–  Tatusiu?  –  zagadnęła  niepewnie  Amy.  Na  jej  twarzy  pojawił  się  dobrze  znany 
Tomowi  wyraz  zaciętości  i  niechęci.  –  Słyszałam,  o  czym  mówiliście.  To  moja 
wina, że Tannis nie powiadomiła ciebie o moich… dolegliwościach. Prosiłam, żeby 
tego nie robiła. Jeśli musisz się na kimś wyżywać, krzycz na mnie. 

– Amy, nie zamierzam się na nikim wyżywać. Po prostu… 

background image

–  Tato,  czujemy  się  idiotycznie,  bo  z  każdym  głupstwem  każesz  nam  biegać  do 
lekarza.  Dlaczego  nie  możemy  chodzić  do  gabinetu  raz  w  roku  na  kontrolne 
badania  albo  wtedy,  gdy  poważnie  zachorujemy?  Przecież  innym  dzieciom  to 
zupełnie wystarczy. – Amy powiedziała to z wielkim przejęciem.  

Tom był zdumiony i zakłopotany. 

– Dlaczego wcześniej nie próbowałaś o tym ze mną porozmawiać? 

–  Wiedziałam,  że  nie  zwrócisz  najmniejszej  uwagi  na  moje  argumenty  –  odparła 
Amy. 

– Od tej pory będę podejmował decyzje, uwzględniając wasze zdanie i odczucia – 
odpowiedział  spokojnie  Tom.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  córka  mówi  rozsądnie. 
Zasłużył na krytykę. – Miałyście rację, ty i Tannis. Za bardzo lękałem się o wasze 
zdrowie. Od dziś każdy w naszej rodzinie ma obowiązek przebadać się raz w roku. 
To wystarczy. 

– Chyba że naprawdę zachoruje – dodała Amy z promiennym uśmiechem. 

– Jasne. – Tom także uśmiechnął się do córki i popatrzył na Jebbie'ego, który nadal 
był markotny. – Co cię trapi, kolego? 

Chłopiec  natychmiast  rzucił  się  w  objęcia  ojca.  Tom  syknął,  czując  ból  w 
posiniaczonym ramieniu. 

– Tatusiu, czy Tannis nas zostawi tak jak mama? 

To proste pytanie całkiem zbiło Toma z tropu. Zrobiło mu się ciężko na sercu. 

– Nie wiem, Jebbie. – Był winien swoim dzieciom uczciwe wyjaśnienie. – Bardzo 
ją obraziłem podczas kłótni… 

–  Chcę,  żeby  została!  Kocham  Tannis.  –  Wielkie  łzy  spływały  po  policzkach 
chłopca, który ukrył twarz na piersi ojca. 

– Wiem. – Tom gładził synka po plecach niczym rozkapryszone niemowlę. 

Kocham Tannis; tak powiedział Jebbie. Tom nasłuchiwał echa tych słów. Ogarnęła 
go niespodziewana błogość. 

Ja  też  ją  kocham.  Dlaczego  nie  umiał  przyznać  się  do  tego  wcześniej?  Poczuł 
nieodpartą pokusę, by wypowiedzieć głośno te słowa. 

– Ja również ją kocham i chciałbym, żeby z nami została. 

background image

To zdanie brzmiało całkiem nieźle. Też coś! Zabrzmiało wspaniale! Tom uznał, że 
nie może czekać, aż Tannis wróci do domu. Musi ją przeprosić i błagać, żeby mu 
dała jeszcze jedną szansę. Pragnął wyznać jej miłość, i to natychmiast. 

Nagle  poczuł  w  nozdrzach  smakowity  zapach  pieczonego  kurczaka.  Przyszła  mu 
do głowy świetna myśl. 

– Amy, czy możesz sama przygotować obiad? Poszukam Tannis. Chciałbym z nią 
porozmawiać,  nim  siądziemy  do  stołu.  –  Starał  się  nadać  głosowi  spokojne, 
naturalne brzmienie. Amy poczuła się wyróżniona. Pokraśniała z dumy. 

–  Oczywiście,  tatusiu  –  odparła  uprzejmie.  Wzięła  braciszka  za  rękę.  Tom  miał 
ochotę  ją  ucałować  za  ten  drobny,  lecz  wielce  przemyślany  gest.  –  Jebbie, 
pomożesz mi doprawić brokuły i przygotować napoje. 

 

 

Tannis szła wąską ścieżką biegnącą wokół jeziorka, które znajdowało się na tyłach 
osiedla.  Z  daleka  ujrzała  Toma,  zmierzającego  szybko  w  jej  stronę.  Natychmiast 
poczuła,  że  sztywnieją  jej  mięśnie,  jakby  szykowała  się  do  obrony.  Oczywiście 
zdawała  sobie  sprawę,  że  mąż  nie  mógłby  jej  uderzyć  i  za  nic  w  świecie  nie 
zrobiłby  jej  krzywdy,  ale  wystarczyły  okrutne  słowa,  by  poczuła  się  zbędna  i 
niewiele warta. 

Tom nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo ją obraził bezpodstawnym oskarżeniem i 
groźbami.  Zawsze  pragnęła  dzielić  z  kimś  życie,  pomagać  i  liczyć  na  pomoc 
najbliższych.  Gdy  poślubiła  Toma,  wydawało  jej  się,  że  to  marzenie  zostało 
spełnione;  mąż  nie  wyznał  jej  miłości,  ale  byli  sobie  ogromnie  bliscy.  Mogli  na 
siebie liczyć. Tannis uznała, że stanowią jedność i wspólnie podejmują decyzje w 
sprawach dotyczących dzieci, które znalazły drogę do jej serca. 

Tom  najwyraźniej  miał  inny  pogląd  na  tę  kwestię.  Zaledwie  przekroczyła 
niewidzialną  granicę  i  zajęła  się  sprawami,  za  które  chciał  sam  ponosić 
odpowiedzialność,  jasno  dał  jej  do  zrozumienia,  że  wszelkie  starania  dla  dobra 
rodziny uważał za przejawy zwykłej uprzejmości i nie oczekuje niczego więcej. 

Zapewne nigdy się nie zmieni. Tannis uznała, że nie potrafi uleczyć jego ran. Nadal 
opłakiwał  śmierć  pierwszej  żony  i  nie  zamierzał  pogodzić  się  z  tą  stratą,  chociaż 
terapeuci sądzili, że czas najwyższy, by przyjął do wiadomości smutne fakty. 

Gdy  przed  dwudziestoma  minutami  zamknęła  za  sobą  drzwi,  sądziła,  że  ich 
małżeństwo  się  skończyło.  Było  jej  ciężko  na  sercu.  Czuła  się  skrzywdzona, 

background image

wyzuta z uczuć. Szła przed siebie i płakała. Nagle zdała sobie sprawę, że nie podda 
się tak łatwo. Nie zamierzała opuścić Toma Hayesa. 

To zabawne. Czy mogła przypuszczać, że pewnego dnia pomyśli z wdzięcznością o 
Jeremym?  Do  czego  to  doszło!  Dokuczliwy  eks-małżonek  zmusił  ją,  by  odkryła 
swą  wewnętrzną  siłę.  Będzie  jej  potrzebowała,  skoro  ma  zamiar  wydobyć  na  jaw 
prawdziwą naturę ukochanego mężczyzny. 

Obserwowała  Toma,  który  maszerował  w  jej  stronę  długimi  krokami.  Promienie 
zachodzącego  słońca  połyskiwały  na  jego  włosach.  W  sercu  Tannis  wezbrała 
ogromna  fala  miłości.  I  udręki.  A  jeśli  Tom  uzna,  że  nie  warto  próbować?  Może 
przyjął  z  ulgą  jej  nagłe  odejście?  Nie  żałowała  podjętych  tego  dnia  postanowień. 
Amy nie było potrzebne badanie lekarskie, tylko bratnia dusza, czyli Tannis. Młoda 
kobieta była przekonana, że właściwie oceniła sytuację. 

Zacisnęła  zęby,  wpatrzona  w  surową  twarz  ukochanego.  Obiecała  sobie,  że  jeśli 
zacznie  ją  obwiniać,  będzie  krzyczała  tak  głośno  i  długo,  aż  przemówi  mu  do 
rozumu.  Nie  da  za  wygraną.  Nie,  tak  nie  można.  Tom  jest  zapewne  głęboko 
przekonany o słuszności własnych racji i ma do tego prawo. Bardzo przeżył śmierć 
Mary.  Tannis  postanowiła  spokojnie  rozmówić  się  z  mężem,  wysłuchać  jego 
argumentów i dać do zrozumienia, że nadal go kocha. Być może nigdy nie usłyszy 
z  jego  ust  upragnionego  wyznania,  ale  Tom  będzie  pewny  jej  miłości  i 
zrozumienia. Musi uwierzyć, że Tannis za nic w świecie go nie opuści. Zawsze… 

–  Och,  coś  ty  narobił!  –  Na  widok  pokrytej  ranami  i  siniakami  ręki  natychmiast 
zapomniała  o  kłótni.  –  Dzwoniłeś  do  lekarza?  Powinieneś  chyba  zrobić 
prześwietlenie. 

Tom  przystanął.  Zdumiona  Tannis  popatrzyła  na  męża.  Nie  wierzyła  własnym 
oczom. Sprawiał wrażenie pogodnego, a nawet ubawionego jej zatroskaniem. 

– Wydaje mi się, że powodem naszej kłótni były prawie te same słowa. 

Powiedział  to  niemal  żartobliwie.  Tannis  przyglądała  mu  się  z  uwagą.  Była 
całkowicie zbita z tropu. Gdzie się podział tamten rozzłoszczony gbur, od którego 
uciekła? 

– Może umówimy się, że od dziś nie używamy pewnego słowa na literę l w naszym 
domu – zaproponowała, starając się, by jej głos brzmiał wesoło.  

Tom spoważniał i przymknął oczy, jakby poczuł wielką ulgę. 

– Więc jednak? 

background image

– Co jednak? 

–  Powiedziałaś:  w  naszym  domu.  Gdy  wyszłaś,  przestraszyłem  się,  że  opuściłaś 
mnie na dobre. 

Tannis z uwagą wpatrywała się w jego pozbawioną wyrazu twarz, stężałą niczym 
kamienna maska. Na prawym policzku spostrzegła drgający nerwowo mięsień. 

– Chcesz, żeby to nadal był nasz wspólny dom? – zapytała śmiało. 

Oczy  mu  rozbłysły,  ale  twarz  wciąż  niczego  nie  wyrażała.  Zawahał  się.  Tannis 
odniosła wrażenie, że jest zdenerwowany i przestraszony, ale trudno jej było w to 
uwierzyć. Tom miał nerwy ze stali. 

– Błagam, wróć ze mną do domu. Jesteś mi potrzebna. – Nim Tannis pojęła, co się 
dzieje, wyciągnął do niej ramiona. 

Ogarnęła  ją  wielka  radość.  Park  oświetlony  zachodzącym  słońcem  wydał  jej  się 
nagle  jasny  i  promienny,  jakby  spacerowali  w  lipcowe  południe.  Zrobiła  krok  w 
stronę  Toma  i  znalazła  się  w  jego  objęciach.  Otoczyła  ramionami  mocny  tors  i 
położyła głowę na mężowskim ramieniu. Łzy zakręciły jej się w oczach. Tom nie 
wyznał jej miłości, nie usunęli jeszcze powodów dzielącej ich niezgody, ale jedno 
było  pewne:  chciał,  żeby  z nim  została. Tannis uniosła głowę w  niemej  prośbie o 
pocałunek. 

Tom  przytulił  żonę  jeszcze  mocniej,  nie  zważając  na  gapiów,  którzy  mogliby 
obserwować  ich  czułe  pojednanie;  stali  przecież  na  skraju  osiedla.  Całował  ją  tak 
zachłannie, że nie mogła złapać tchu, a nogi ugięły się pod nią. Po chwili zapytał 
niepewnie, jakby nie dowierzał własnemu szczęściu: 

– Czy to znaczy, że się zgadzasz? 

– Oczywiście – stwierdziła, uśmiechając się przez łzy. 

Tom  wstrzymał  oddech  i  spojrzał  na  nią  zbolałym  wzrokiem.  Cierpienie 
wykrzywiło mu twarz. Tannis posmutniała. Czyżby znowu wspominał Mary? 

– Nie jestem ciebie godny. Miałaś rację. Nie dotrzymałem małżeńskiej przysięgi. 

– Tom, powiedziałam to w gniewie. Nie miałam na myśli… 

–  Kocham  cię,  Tannis  –  przerwał  jej  Tom  i  delikatnym  ruchem  położył  dłoń  na 
ustach żony. – Powinienem był wyznać ci to wcześniej, ale nie potrafiłem rozeznać 
się  we  własnych  uczuciach,  póki  nie  pojąłem,  że  mogę  cię  stracić.  Jeżeli 
postanowisz  ze  mną  zostać,  będę  cię  czcił  i  szanował  aż  po  kres  moich  dni.  Nie 

background image

miałem  racji  w  sprawach  dotyczących  leczenia.  Dopiero  ty  zdołałaś  mi  to 
uświadomić.  Dzięki  tobie  nauczyłem  się  rozumieć  Amy.  Jesteś  wspaniałą  matką 
dla moich dzieci. Pomogłaś mi odzyskać radość życia. Sprawiłaś, że zabliźniły się 
stare rany. 

–  Sam  tego  dokonałeś.  –  Tannis  nie  ukrywała  łez.  Tyle  uczuć  kłębiło  się  w  jej 
sercu.  Tom  ją  kochał!  Co  więcej,  pojednał  się  z  duchami  przeszłości  i  był  gotów 
zostawić je w spokoju. – Moja zasługa polega na tym, że w ciebie wierzyłam. 

– Chciałbym, abyś zawsze we mnie wierzyła, zawsze mnie kochała. 

– Obiecuję – szepnęła. 

Tom musnął wargami jej usta. Po chwili całował ją zachłannie, jakby chciał w ten 
sposób  przypieczętować  miłosne  wyznania.  Gdy  uniósł  głowę,  w  jego  oczach 
pojawił się żal i rozczarowanie. 

– Czy koniecznie musimy iść do domu na obiad? 

– Obiad! – Tannis popatrzyła na Toma z przerażeniem. Szybko uwolniła się z jego 
objęć i ruszyła w stronę osiedla. 

– Całkiem zapomniałam! Miejmy nadzieję, że kurczak nie spalił się na węgiel. 

–  Spokojnie.  –  Tom  objął  żonę  w  talii  i  mocno  przytulił.  Tannis  odruchowo 
zwolniła  kroku.  –  Amy  wszystkiego  dopilnuje.  Powiedziałem  dzieciakom,  że  cię 
kocham. Obiecałem, że wrócimy razem do domu. 

Tannis  przystanęła  na  środku  ulicy  i  wpatrywała  się  w  męża  z  otwartymi  ustami. 
Tom zamknął je delikatnym ruchem ręki. 

– Naprawdę im to powiedziałeś? – zapytała Tannis, uśmiechając się niepewnie.  

Tom skinął głową. 

–  Obawiam  się,  że  dopóki  nie  znajdą  się  w  łóżkach,  małe  są  nasze  szanse  na 
rozkoszne  tete-a-tete.  Pozostaje  nam  tylko  rozmowa.  Czy  w  takim  razie  możemy 
już  teraz  umówić  się  na  randkę  w  ciepłej  kąpieli,  powiedzmy  o  dziesiątej 
wieczorem? 

– Sądzę, że uwzględniłeś w swoich w planach nie tylko rozmowę – odparła, a w jej 
głosie brzmiała niecierpliwość i zachęta. 

–  Och,  byłbym  zapomniał!  –  zawołał  Tom,  gdy  stanęli  przed  bramą  ich  domu. 
Jeszcze raz objął i pocałował Tannis. – Kostium kąpielowy nie będzie ci potrzebny. 

background image

EPILOG 

 

To były najszczęśliwsze święta Bożego Narodzenia w życiu Tannis. Skrzywiła się, 
próbując  usiąść  wygodniej  w  fotelu  na  biegunach,  który  otrzymała  od  męża  na 
gwiazdkę.  Tom  i  Jebbie  leżeli  na  podłodze  w  ciepłym  świetle  choinkowych 
lampek,  składając  wspaniałą kolejkę.  Jebbie dostał nowe  elementy, które należało 
wkomponować w całość. 

Po  pokoju  walały  się  wstążki  i  kolorowe  papiery  oraz  mnóstwo  świątecznych 
prezentów. 

Amy  wylegiwała  się  na  kanapie.  Żuła  gumę,  wydmuchując  od  czasu  do  czasu 
ogromne balony, które pękały z trzaskiem. Pochłaniała z zainteresowaniem kolejne 
strony  „Małej  księżniczki”.  Tannis  kupiła  jej  na  gwiazdkę  cały  zestaw 
doskonałych, klasycznych powieści dla dziewcząt. 

Tannis była tak wyczerpana, że powieki same jej się zamykały, chociaż odczuwała 
słabe  bóle  w  podbrzuszu.  To  był  niezwykły  dzień.  Jebbie  zerwał  się  o  świcie  i 
nastąpiło  oglądanie  prezentów.  Potem  wyruszyli  do  Culpeper  i  zabrali  matkę 
Tannis na obiad do restauracji. Godzinna jazda samochodem tam i z powrotem nie 
jest  zalecana  przez  lekarzy  kobietom,  które  lada  dzień  mają  rodzić.  Nie  najlepsze 
samopoczucie przyszłej matki należało zapewne tłumaczyć trudami podróży. 

Warto  dodać,  że  jeszcze  tego  samego  popołudnia  Tannis  uparła  się,  że  osobiście 
przygotuje obiad dla rodziny. Tak się napracowała, piekąc nadziewanego kurczaka, 
przygotowując sos oraz ciasto, że gdy zasiedli do stołu, straciła apetyt. 

Delikatnie  masowała  wydatny  brzuch,  by  rozluźnić  napięte  mięśnie.  Ze 
zdumieniem  myślała,  jak  bardzo  rozciągnięta  jest  skóra  u  ciężarnej  kobiety. 
Opowieści  koleżanek  wydawały  jej  się  niewiarygodne,  póki  sama  tego  nie 
doświadczyła… 

Tom zerknął na żonę w chwili, gdy skrzywiła się z bólu. Wyraz troski i miłości na 
jego  twarzy  ustąpił  miejsca  nagłemu  zaniepokojeniu.  Mruknął  coś  do  Jebbie'ego, 
wstał, podszedł do Tannis i ukląkł obok fotela. 

–  Jak  samopoczucie,  kochanie? –  Delikatnym  ruchem położył  dłoń  na  ogromnym 
brzuchu.  –  Za  kilka  dni,  gdy  pan  Damian  raczy  wreszcie  przyjść  na  świat, 
będziemy się z tego śmiać. 

Od paru miesięcy wiedzieli, że ich pierwsze dziecko, poczęte zaraz po ślubie, jest 

background image

chłopcem.  Tannis  okropnie  się  niecierpliwiła.  Marzyła  o  tym,  by  wziąć  na  ręce  i 
karmić syna Toma. 

– Nic mi nie jest – uspokoiła męża, patrząc na niego czule i dotykając wygolonego 
policzka. – Wszystko w porządku. Warto było czekać… Och! 

Tym  razem  ból  okazał  się  mocniejszy  niż  uporczywe  dolegliwości,  który  nękały 
Tannis  przez  całe  popołudnie.  Na  szczęście  trwał  bardzo  krótko.  Dłoń  Toma 
znieruchomiała. 

– To był skurcz! Czułem go! 

– Niemożliwe. Jestem trochę zmęczona – odparła Tannis. – Bolą mnie plecy. Jutro 
poczuję się lepiej. 

– Oczywiście, masz rację! – zawołał Tom, wybuchając śmiechem. – Rzecz w tym, 
ż

e  jutro  będziesz  mamą.  Nie  zapominaj,  że  przeżywałem  to  dwukrotnie  i  potrafię 

odróżnić skurcz od zwykłego bólu. Jak się czujesz? Marnie? 

– Trochę boli… 

– A nie mówiłem? Skoro boli, poród na pewno się zaczął. Jak długo to trwa? 

– Poczułam się gorzej podczas kolacji. Sądziłam, że wszystkiemu winna jest długa 
jazda. – Tannis ogarnęła wielka radość. Tom obdarzył ją promiennym uśmiechem, 
przytulił i mocno pocałował. 

– Muszę zadzwonić do lekarza i powiedzieć mu, że będzie wkrótce potrzebny. 

–  Co  się  dzieje?  –  Amy  rzuciła  książkę  na  stolik  i  zerwała  się  na  równe  nogi.  – 
Tannis rodzi? 

–  Musimy  się  uzbroić  w  cierpliwość,  ale  przypuszczam,  że  jutro  zobaczysz 
swojego brata. 

–  O  rany!  –  Amy  wybiegła  z  pokoju,  rzucając  na  odchodnym:  –  Muszę  jak 
najszybciej skończyć kocyk. Idę szydełkować. 

–  Ale  fajnie!  –  zawołał  Jebbie,  wypełzając  spod  choinki.  –  Przyniosę  walizkę 
Tannis. 

– Dzięki, synu. – Tom poklepał chłopca po ramieniu.  

Jebbie popędził na górę. 

– Co za dzieciaki! Są równie przejęte narodzinami dziecka jak my. – Popatrzył na 

background image

ż

onę  pogodnymi,  zielonymi  oczyma.  –  Nadal  chcesz  rodzić  w  szpitalu?  Domowy 

poród to cudowne przeżycie. 

– To wspaniale, że przestałeś zamartwiać się o nasze zdrowie, ale tym razem chyba 
trochę  przesadziłeś  –  oznajmiła,  spoglądając  na  niego  spod  oka.  Na  widok  jego 
uśmiechniętej  twarzy  rozchmurzyła  się  natychmiast.  Od  dnia  „wielkiej  kłótni” 
(Jebbie wymyślił tę nazwę) Tom otaczał żonę miłością, o jakiej nie marzyła nawet 
w snach. 

Poczuła kolejny skurcz. Tom mierzył czas. Ból powracał coraz częściej. Po chwili 
mąż spojrzał wymownie na żonę. 

– Skurcze następują co trzy minuty. Nie są zbyt silne, ale sądzę, że czas jechać. 

–  Nie  są  zbyt  silne,  powiadasz?  –  Tannis  wzniosła  oczy  i  obrzuciła  męża 
umęczonym  spojrzeniem.  –  Chyba  odwołam  przedstawienie.  Niech  bocian  się  tu 
pofatyguje z naszym dzieckiem. 

Tom wycisnął na ustach żony mocny pocałunek i oznajmił: 

– Przykro mi, kochanie. Musisz brnąć dalej. – Pogładził brzuch, w którym ukrywał 
się  jego  synek.  –  Cieszę  się,  że  wkrótce  będziemy  mieli  to  za  sobą.  Czekam  z 
niecierpliwością  na  dziecko,  ale  jeszcze  bardziej  chciałbym  znowu  wziąć  cię  w 
ramiona. Strasznie za panią tęsknię, pani Hayes. 

Tannis  uśmiechnęła  się,  słysząc  to  zawoalowane  wyznanie.  Przed  trzema 
tygodniami przestali się kochać, zgodnie z zaleceniem lekarza. 

– Ja również tęsknię za tobą. I jeszcze za… 

–  Za  czym?  –  dopytywał  się  niezadowolony,  że  jego  żona  ma  jakieś  ukryte 
marzenia. 

–  Chciałabym  znowu  umówić  się  z  tobą  na  małą  randkę.  Co  myślisz  o  ciepłej 
kąpieli  i  wodnym  masażu?  –  Uśmiechnęła  się  tajemniczo.  Nagle  poczuła  kolejny 
skurcz i skrzywiła twarz. Bolało tak, że nie mogła wykrztusić słowa. 

–  Oddychaj,  kochanie.  Pamiętasz,  czego  się  uczyliśmy?  –  Zerknął  na  zegarek.  – 
Ho,  ho.  Tylko  dwie  minuty  od  poprzedniego  skurczu.  To  idzie  szybciej,  niż 
sądziłem. Zadzwonię do lekarza i pomogę małemu znieść walizkę. 

Zerwał  się  na  równe  nogi  i  zamierzał  wybiec  z  pokoju,  ale  w  ostatniej  chwili 
zmienił zdanie. Ukląkł ponownie obok fotela, objął rękoma brzuch żony i popatrzył 
jej prosto w oczy z żarliwością, która zawsze chwytała ją za serce. 

background image

– Kocham cię, Tannis. Dzięki, że we mnie nie zwątpiłaś. 

Położyła dłonie na jego rękach. Łagodne dotknięcie rozczuliło ją do łez. 

– Jestem taka szczęśliwa. Spotkałam ciebie… Nasza miłość tak pięknie rozkwitła. 
Za  nic  w  świecie  nie  zwątpiłabym  w  ciebie.  To  by  oznaczało,  że  nie  ma  już  nas. 
Wiedziałam,  że  w  końcu  otrząśniesz  się  z  przygnębienia  i  będziesz  zdolny  do 
nowej miłości. Nastał w końcu mój czas. 

–  Czas  na  Tannis  –  dodał  z  uśmiechem  i  wstał.  Jego  żona  oddychała  rytmicznie, 
walcząc z kolejną falą bólu. Gdy już skurcz minął, Tom pomógł jej wstać. – I czas 
na ostatni gwiazdkowy prezent. Wkrótce zjawi się nasz synek.