background image

 

16 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 2 

 
 To kot, tylko kot – powtarzał ktoś. 
Laura zorientowała się, Ŝe sama to mówi. Zmusiła się, 

by  spojrzeć  na  łóŜko,  spodziewając  się  zobaczyć  kota 
obraŜonego z powodu braku ryby. 

Ani śladu białego czworonoga. 
Zamrugała  gwałtownie,  gdy  kształt  na  łóŜku  się 

zmaterializował.  To  nie  kot,  to  coś  większego.  Bez  futra  i 
chyba samo się nie myje. 

Niemowlę! 
Laura  zamknęła  oczy  i  policzyła  do  dwudziestu. 

Zupełnie prawdopodobne, Ŝe zbyt wyczerpany umysł płata 
jej kolejnego figla. Od ponad dwóch tygodni pracowała po 
dwanaście,  czternaście  godzin  dziennie,  a  taka  harówka 
musi  w  końcu  odbić się  niekorzystnie  na  zdrowiu.  Tak,  to 
wina  przepracowania.  Wiadomo,  Ŝe  zmęczenie  powoduje 
róŜne majaki. Teraz przyczyniło się do powstania iluzji, Ŝe 
na jej łóŜku leŜy niemowlę. A jeśli to skutek przebudzenia 
ciała, które zetknęło się z męŜczyzną  na jawie,  a nie  tylko 
we  śnie?  Dziecko  na  pewno jest  iluzją.  Gdyby  było  Ŝywe, 
juŜ by się obudziło. 

Tak. Niewątpliwie jest to swego rodzaju fatamorgana. 
Laura poczuła się lepiej i otworzyła oczy. 
Złudzenie  nadal  leŜało  na  łóŜku  i  spokojnie  spało. 

Miało  pucołowate  policzki,  perkaty  nosek  i  długie  rzęsy. 
Ciche posapywanie dowodziło, Ŝe dziecko jest prawdziwe. 
Iluzje nie sapią. 

Jakim  cudem  osesek  znalazł  się  na  łóŜku?  PrzecieŜ 

mieszkanie było zamknięte na klucz. Jeśli to nie są dzienne 
zwidy, to moŜe majaki o zmierzchu? 

Laura uszczypnęła się, by mieć pewność, Ŝe nie śni. 
– Lauro? 
Głos  zabrzmiał  aksamitnie,  gładko  i  słodko  jak 

czekolada.  Rycerski  sąsiad  widocznie  usłyszał  przeraźliwe 
krzyki i przybiegł na ratunek. 

–  Lauro?  –  powtórzył  Justin  głośniej.  –  Dlaczego 

krzyczałaś?  Czemu  drzwi  są  otwarte?  Mogę  wejść? 
Zadzwonić po policję? 

 

 

 
Hannah Bernard 

 
Sąsiedzka przysługa 

background image

 

2 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 1 

 
Laura  King  powoli  uniosła  głowę,  spojrzała  w  górę, 

po czym znowu przygarbiła się ze zmęczenia.  Zdawało jej 
się, Ŝe wspinaczka trwa nieskończenie długo. 

PrzecieŜ  to  nie  Mount  Everest,  ale  zwykły  blok 

mieszkalny  w  Chicago.  Wystarczy  pokonać  trzy  piętra, 
Ŝeby  dojść  do  przytulnego  mieszkania,  zamknąć  drzwi  i 
zapomnieć o całym świecie. 

Jak  dobrze,  Ŝe  u  kresu  wspinaczki  znajduje  się 

upragniona przystań. 

Kolorowe liście klonów świadczyły o tym, Ŝe nadeszła 

juŜ jesień, a  Laura  prawie nie zauwaŜyła lata.  Nie  zdąŜyła 
wyjechać  na  urlop  i  odetchnąć  świeŜym  powietrzem. 
Wprawdzie w pracy miała klimatyzację, ale to przecieŜ nie 
to  samo.  W  dodatku  zawsze  gdy  wracała  do  domu,  na 
schodach czuła draŜniący zapach smaŜonego mięsa. 

Od  pół  roku  marzyła  o  wprowadzeniu  w  kalendarzu 

zmiany,  dzięki  której  w  tygodniu  byłoby  więcej  piątków, 
co automatycznie zwiększyłoby liczbę wolnych dni. 

Tym  razem  wyjątkowo  w  sobotę  nie  miała  Ŝadnego 

słuŜbowego  spotkania  i  nie  zabrała  do  domu  papierkowej 
roboty. Cieszyła się, Ŝe ma przed sobą aŜ dwa dni, w ciągu 
których  moŜe  robić  to,  na  co  będzie  miała  ochotę.  Na 
przykład  posłucha  dobrej  muzyki  albo  poczyta;  kosz  na 
bieliznę  był  juŜ  zapełniony  ksiąŜkami,  których  nawet  nie 
otworzyła.  A  moŜe  dorobi  drugi  rękaw  do  swetra 
rozpoczętego  przed  podjęciem  pracy  u  Younga  i  Warrena. 
Lub  zadzwoni  do  znajomych,  którzy  z  powodu  jej 
milczenia  zapewne  uznali,  Ŝe  przeniosła  się  na  tamten 
świat. 

Oczywiście,  miała  teŜ  mnóstwo  sprzątania  i 

zmywania.  Przed  trzema  dniami  zabrakło  jej  czystego 
talerza do płatków na śniadanie. Ale to fakt bez większego 
znaczenia, bo mleko skończyło się jeszcze wcześniej. 

Rano  nie  znalazła  teŜ  czystej  bielizny,  więc  była 

zmuszona wyjść z domu niekompletnie ubrana. 

Pierwszy raz w Ŝyciu. 
WyobraŜała  sobie,  Ŝe  wszyscy  dokoła  wiedzą  o 

 

15 | 

S t r o n a

 

 

gdy sąsiadka bierze prysznic? 

Wyimaginowany  widok  mokrej  sylwetki  zakłócił 

altruistyczne myśli. Justin często śnił na jawie o Laurze, ale 
ostatnio  doszedł  do  wniosku,  Ŝe  będzie  zmuszony 
wprowadzić  poprawki  do  swoich  marzeń.  Sąsiadka  tak 
prędko chudła, a on nie lubił liczyć Ŝeber. 

Zaklął pod nosem. Pani adwokat nie jest w jego typie. 
Zbyt delikatna, zanadto  draŜliwa. Wiedział, Ŝe daleko 

mu do świętości, ale miał określone zasady i nie wiązał się 
z  kobietami,  które  oczekiwały  więcej,  niŜ  był  skłonny  im 
dać. 

Tylko raz ją nakarmi i na tym koniec. 
Nagle  przeraźliwy  krzyk  odbił  się  echem  na  klatce 

schodowej. Justin odstawił pizzę, złapał długi kij i jednym 
susem znalazł się przed sąsiednim mieszkaniem. 

background image

 

14 | 

S t r o n a

 

 

było  pościelone,  półki  uginały  się  pod  niedbale 
ustawionymi  ksiąŜkami,  na  prowizorycznym  nocnym 
stoliku leŜała bielizna. 

Nie widać Ŝadnego włamywacza, ani dwunoŜnego, ani 

czworonoŜnego. 

Laura  odłoŜyła  parasolkę,  wyprostowała  się  i  zrobiła 

dwa kroki. Nadal nie widziała nic podejrzanego. Widocznie 
nieokreślony dźwięk dochodził z zewnątrz. 

Usiadła na łóŜku i odetchnęła z ulgą. 
– Dobrze, Ŝe wzięłam się w garść i nie wrzeszczałam 

– szepnęła zadowolona. 

Ale  zmęczony  człowiek  nie  powinien  siadać  – 

szczególnie na łóŜku – bo potem trudno wstać. No i trzeba 
zamknąć  drzwi  na  klucz.  Laura  z  niesmakiem  patrzyła  na 
bałagan na nibystoliku. Wypada wreszcie kupić prawdziwy 
nocny  stolik.  Teraz  to  moŜliwe.  Zarabiała  juŜ  tyle,  Ŝe  nie 
musiała na wszystkim oszczędzać. 

Nagle  coś  poruszyło  się  na  łóŜku.  Nim  uświadomiła 

sobie,  co  robi,  znalazła  się  pod  ścianą  i  zaczęła  krzyczeć 
tak przeraźliwie, Ŝe jej samej pękały bębenki. 

 
Justin  wyjął  resztę  pizzy  z  lodówki.  Z  niewiadomego 

powodu  był  poirytowany  i  zastanawiał  się,  dlaczego 
odgrzewa pizzę, skoro nie jest głodny. 

Zapracowana  sąsiadka  wyglądała  źle.  Przydałaby  się 

jej  pomoc  domowa.  Całe  dnie  spędzała  w  pracy  i  wracała 
bardzo  zmęczona.  W  domu  chyba  jedynie  spała,  zza 
cienkich ścian rzadko dochodziły odgłosy krzątaniny. 

Za  to  często  słyszał  szum  wody.  Ich  łazienki 

przylegały do siebie i niekiedy  kąpiel sąsiadki zbiegała się 
z jego porą mycia. Stojąc pod prysznicem, wiedział, Ŝe ona 
jest za ścianą. Miał wielką ochotę umyć jej plecy. 

 
JuŜ  wcześniej  zauwaŜył,  Ŝe  dziewczyna  chudnie.  Nic 

dziwnego,  skoro  zamiast  jedzenia  kupuje  bieliznę.  Ach,  te 
kobiety! 

Niepewnie  zerknął  na  pizzę.  Dzielenie  się  jedzeniem 

jest  ładnym  gestem,  ale  czy  przysługa  zostanie  właściwie 
zrozumiana?  Czy  przejaw  Ŝyczliwości  nie  zdradzi 
wielbiciela, który za często i za długo słucha szumu wody, 

 

3 | 

S t r o n a

 

 

skandalicznym  braku  w  jej  garderobie,  więc  podczas 
dziesięciominutowej  przerwy  na  lunch  pobiegła  do 
najbliŜszego  sklepu  i  kupiła  pięć  kompletów  najtańszej 
bielizny z napisami po francusku. Od biedy starczy na cały 
tydzień. 

Ostatnio  czuła  się  nieszczególnie.  Jej  Ŝycie  nabrało 

szalonego  tempa.  Dni  mijały  za  szybko,  nie  miała  wolnej 
chwili dla siebie. Gdyby akurat teraz zjawił się wymarzony 
królewicz  z  bajki,  musiałaby  powiedzieć,  Ŝe  nie  ma  dla 
niego  czasu,  i  poprosić,  by  zgłosił  się  w  późniejszym 
terminie. 

– Dzień dobry. 
Justin  Bane  jak  zwykle  minął  ją  biegiem  i  znikł  na 

półpiętrze, nim zdąŜyła odpowiedzieć na pozdrowienie. 

Pomyślała,  Ŝe  sąsiad  porusza  się  z  zawrotną 

szybkością,  poniewaŜ  nie  nosi  butów  na  wysokich 
obcasach  i  nie  haruje  w  biurze  od  rana  do  wieczora.  Dla 
niego  trzy  piętra  to  drobiazg.  A  wieczorami  ma  jeszcze 
dość siły, by głośno śpiewać w łazience. 

Zrobiła  kilka  głębokich  wdechów  i  posunęła  się  o 

jeden stopień wyŜej, głośno sapiąc. Los jest złośliwy! 

Przeniosła  się  na  przedmieście,  by  nie  udusić  się  w 

malutkim  mieszkaniu  przy  skrzyŜowaniu  ruchliwych  ulic. 
Teraz  nie  pojmowała,  dlaczego  wynajęła  mieszkanie  na 
trzecim  piętrze.  Niestety,  nie  przewidziała,  Ŝe  będzie 
cierpieć  z  powodu  kaprysów  windy.  Prawdopodobnie  pół 
roku 

wcześniej 

była 

wciąŜ 

jeszcze 

młoda 

nieprzewidująca.  Otrzymała  wymarzoną  pracę  i  zdawało 
się  jej,  Ŝe  wszystkiemu  podoła,  nawet  codziennej 
wspinaczce na trzecie piętro. 

CóŜ, jak widać spełnienie marzeń nie zawsze przynosi 

szczęście.  W  czasie  długich  studiów  nawet  nie 
przypuszczała, Ŝe czeka ją prawie osiemdziesięciogodzinny 
tydzień pracy i Ŝe wolne soboty będą rzadkością. 

Westchnęła.  W  domu  teŜ  miała  obowiązki.  Na 

przykład od czasu do czasu trzeba było posprzątać. Ale nie 
dziś i nie jutro. Liczyła na to, Ŝe po sobotnim odpoczynku 
nabierze  sił  i  podejmie  się  takich  trudnych  zadań  jak 
włączenie  pralki  lub  zmywarki.  Pierwszy  wieczór  chciała 
spędzić  bezczynnie  przed  telewizorem,  bo  hollywoodzkie 

background image

 

4 | 

S t r o n a

 

 

bajki  dla  dorosłych  na  ogół  pomagały  zapomnieć  o  sali 
sądowej,  o  sprawach  rozwodowych  czy  o  decydowaniu, 
komu ze skłóconych małŜonków przyznać prawo do opieki 
nad dziećmi. 

Laurze zaburczało w Ŝołądku. 
–  Trzeba  będzie  coś  ugotować  –  mruknęła.  –  To 

najpilniejsze zadanie. 

Przez  ostatnie  tygodnie  nie  miała  czasu  na  treściwe 

posiłki. OdŜywiała się owocami i czekoladą, które połykała 
w  pośpiechu.  Niemal  zapomniała,  jak  smakują  gorące 
potrawy.  A  gdy  codziennie  wieczorem  mijała  drzwi 
sąsiada,  w jej nozdrza uderzał smakowity  zapach, dobitnie 
świadczący  o  tym,  Ŝe  Justin  nie  zadowala  się  owocami  i 
czekoladą.  Najbardziej  lubił  pikantnie  przyprawiony  drób 
oraz pizzę. 

Tymczasem  Ŝołądek  coraz  głośniej  dopominał  się  o 

swoje  prawa.  Laura  nie  przepadała  za  gotowaniem. 
Szczytem jej osiągnięć kulinarnych były grzanki z  serem i 
pieczarkami.  Postanowiła  jednak,  Ŝe  dziś  będzie  nieco 
ambitniejsza. 

Jakie 

skomplikowane 

danie 

by 

tu 

przygotować? MoŜe hamburgery? 

Niestety,  gotowanie  wiązało  się  nierozerwalnie  z 

zakupami. 

Laura  jęknęła,  weszła  z  trudem  na  kolejny  stopień, 

potem następny, i jeszcze jeden, aŜ wreszcie znalazła się na 
pierwszym  piętrze.  A  więc  pokonała  jedną  trzecią  drogi. 
Zadowolona z osiągnięcia oparła się o ścianę i przymknęła 
oczy.  Jutro  pomyśli  o  zakupach  i  gotowaniu,  a  dziś 
odpocznie za wszystkie czasy. 

– Słabo ci? 
Głos rozległ się tuŜ-tuŜ. Laura uniosła cięŜkie powieki 

i  spojrzała  w  zaniepokojone  ciemne  oczy.  Nie  miała  siły 
mówić, więc przecząco pokręciła głową. Nie słyszała, Ŝeby 
sąsiad, który nigdy nie chodził powoli, zbiegał na dół. 

Był  bez  marynarki,  w  pogniecionej  czarnej  koszuli  i 

czarnych  spodniach.  Stał  pochylony  nad  nią,  a  ona  starała 
się  nie  wdychać  zapachu,  jaki  roztaczał.  Gdy  szybkonogi 
Justin  wbiegał  przed  chwilą  na  górę,  bukiet  jego 
feromonów wystarczył, by ogarnęło ją podniecenie. 

Starała  się  opanować.  Justin  od  samego  początku 

 

13 | 

S t r o n a

 

 

to  przyjazny  uśmiech  Ŝyczliwego  sąsiada,  czy  ironiczny 
grymas  męŜczyzny  krytycznie  nastawionego  do  kobiet? 
Czy  Justin  przypomniał  sobie  histeryczkę,  która  kiedyś 
wczepiła się w niego i wrzeszczała nieprzytomnie? 

–  Coś  mi  się  zdaje,  Ŝe  jednak  jesteś  chora.  Lepiej 

wezwać  lekarza  za  wcześnie  niŜ  za  późno.  Mam 
zadzwonić? 

Laura  wyprostowała  się  i  zdobyła  na  pozornie 

nonszalancki uśmiech. Miała nadzieję, Ŝe jej się udało. 

–  Dziękuję  za  troskę,  ale  naprawdę  nie  potrzebuję 

porady medycznej. – Justin nawet nie drgnął, czym zmusił 
ją, by weszła do mieszkania. – Naprawdę dobrze się czuję. 
Wzrusza mnie twoja troska. 

Sąsiad  obrzucił  ją  bacznym  spojrzeniem.  Nie  był 

zadowolony  z  wyniku  oględzin,  ale  wzruszył  ramionami  i 
zniknął  w  swoim  mieszkaniu.  Laura  została  sama  z 
nierozwiązanym problemem. I choć nie chciała się do tego 
przyznać,  bardzo  cieszył  ją  fakt,  Ŝe  sąsiad  jest  w  domu. 
Jeśli będzie krzyczeć, Justin na pewno usłyszy. 

OdwaŜnie zrobiła jeden krok, drugi, trzeci. Pocieszała 

się,  Ŝe  w  sypialni  nie  ma  złodzieja  ani  mordercy.  Nie 
naleŜy zbyt łatwo ulegać panice. Zupełnie prawdopodobne, 
Ŝe  zostawiła  otwarte  okno  i  Angel  znów  przyszedł 
sprawdzić,  czy  w  kuchni  są  resztki  ryby.  Kot  mieszkał 
gdzieś w pobliŜu, bo często widywała go na ulicy. Zawsze 
patrzyła na niego kosym okiem, by dać mu do zrozumienia, 
Ŝe  nie  jest  mile  widzianym  gościem.  Być  moŜe  jednak 
smaczna  ryba  bardziej  przyciąga,  niŜ  groźne  spojrzenie 
odstrasza. 

Laura  nie  chciała  dopuścić  do  sytuacji,  Ŝeby  kot 

ponownie  popchnął  ją  w  ramiona  sąsiada.  Dlatego  musi 
odwaŜnie  wejść  do  sypialni  i  wypędzić  czworonoŜnego 
złodzieja. Niech Angel szuka ryb gdzie indziej. 

Na  wypadek  gdyby  intruz  okazał  się  groźniejszy  niŜ 

biały  kot,  wzięła  parasolkę  i  upewniła  się,  Ŝe  drzwi  na 
klatkę  schodową  się  nie  zatrzasną.  Skradając  się  w  stronę 
sypialni,  poczuła  lekki  przewiew,  co  oznaczało,  Ŝe  jednak 
zostawiła otwarte okno. 

Spięta,  kurczowo  ściskając  parasolkę,  zajrzała  do 

pokoju,  który  wyglądał  tak,  jak  go  zostawiła.  ŁóŜko  nie 

background image

 

12 | 

S t r o n a

 

 

Tymczasem  w  sypialni  po  raz  trzeci  rozległ  się 

niezidentyfikowany  dźwięk.  Nadal  nic  się  nie stłukło, nikt 
nie przeklinał, nic nie upadło. 

Nagle  Laura  doznała  olśnienia:  to  coś  przypominało 

miauczenie kota. 

Aby  ułatwić  sobie  ucieczkę,  otworzyła  drzwi 

wejściowe,  podparła  je  butem  i  stanęła  na  wycieraczce. 
Nerwowo  przestępując  z  nogi  na  nogę,  zastanawiała  się, 
jaką obrać taktykę. Co lepsze: samotnie sprawdzić, kto jest 
w  sypialni,  czy  wezwać  policję?  W  tym  drugim  wypadku 
musiałaby  skorzystać  z  telefonu  sąsiada,  poniewaŜ  jej 
aparat znajdował się w sypialni. 

Postanowiła  niezwłocznie  kupić  telefon  komórkowy. 

Chwilami  odnosiła  wraŜenie,  Ŝe  jest  jedyną  osobą 
nieposiadającą 

tego, 

jak 

się 

okazuje, 

absolutnie 

niezbędnego urządzenia. 

– Co się dzieje? 
Obejrzała  się  i  zobaczyła  Justina.  Miał  zagadkową 

minę i podejrzliwie mruŜył oczy. – Nic. 

– Na pewno? 
Nawet w obliczu zagroŜenia Laura zdąŜyła pomyśleć, 

Ŝe sąsiad nie powinien być taki przystojny. Irytowało ją, Ŝe 
patrząc  na  niego,  zawsze  wzdycha  z  zachwytu.  Miał 
pięknie  rzeźbione  rysy  i  falujące  ciemne  włosy,  które 
wyglądały  lepiej  niŜ  czupryny  w  reklamach  płynu  do 
utrwalania fryzury. 

A  oczy!  Nie  pora  o  nich  myśleć.  Dobrze,  Ŝe  rzadko 

patrzyła w nie z bliska. Ciemne, ocienione długimi rzęsami 
przywodziły  na  myśl  czekoladę,  a  wiadomo,  Ŝe  jedzenie 
czekolady  jest  grzeszną  przyjemnością.  Takie  oczy 
odwracają  uwagę  kobiety  od  innych  spraw.  Nawet  gdy  w 
jej mieszkaniu czyha morderca. 

Bardzo niebezpieczne. Cudownie głębokie. Chciałoby 

się w nich zatonąć. 

Justin  nie  doczekał  się  odpowiedzi,  więc  podszedł 

bliŜej. 

–  Jesteś  blada  jak  trup  i  milczysz  jak  zaklęta.  O  co 

chodzi? 

Miał  groźnego  marsa  na  czole,  ale  lekki  uśmiech  na 

ustach. Laura głowiła się, co znaczy takie połączenie. Czy 

 

5 | 

S t r o n a

 

 

budził  w  niej  uśpione  poŜądanie.  A  to  absurdalne.  Laura 
uwaŜała,  Ŝe  jest  wiekowo  zbyt  zaawansowana,  by 
podkochiwać się w sąsiedzie. 

To dobre dla podlotka. 
Justin połoŜył dłoń na jej czole, jakby sprawdzał, czy 

ma  temperaturę.  Potem ujął ją pod brodę i  zajrzał w  oczy. 
Zbadał  puls.  Co  on,  bawi  się  w  doktora?  Mówiono,  Ŝe 
pracuje  w  szkole,  ale  z  wyglądu  nie  przypominał  Ŝadnego 
znanego  Laurze  nauczyciela.  Lekarzem,  owszem,  mógłby 
być.  Ciekawe,  co  by  zrobił,  gdyby  zaczęła  się  dusić.  Czy 
ratowałby ją metodą usta-usta? Dość kusząca perspektywa. 

– Masz przyśpieszony puls. Biegasz z góry  na dół i z 

dołu  do  góry  dla  treningu,  czy  przez  pięć  minut  doszłaś 
dopiero tutaj? Co się z tobą dzieje? 

Ładnie  z  jego  strony,  Ŝe  zainteresował  się,  chciał 

pomóc.  Oczywiście  nie  wiedział,  Ŝe  sam  jest  przyczyną 
nienormalnego  pulsu,  który  oszalał  pod  dotknięciem  jego 
dłoni. Jaki będzie dalszy ciąg? Czy rycerski sąsiad weźmie 
ją  na  ręce,  zaniesie  do  mieszkania  i  ostroŜnie  połoŜy  na 
kanapie? A potem... 

Laura przymknęła oczy. Ramiona Justina będą mocne, 

ale  delikatne,  ruchy  spokojne.  Ze  zmysłowym  uśmiechem 
zrobi  to,  o  czym  ona  od  dawna  marzy.  Zachwycona 
perspektywą  cichutko  westchnęła.  MęŜczyźni  bywają 
potrzebni.  I  są  mili,  gdy  postępują  zgodnie  z  naszymi 
oczekiwaniami. 

– Lauro? 
Otworzyła  oczy  i  zobaczyła,  Ŝe  Justin  ma  dziwną 

minę. Pomyślała skonsternowana, Ŝe zapewne posądza ją o 
nadmierne spoŜycie jakiegoś napoju wyskokowego. 

– Nie jestem pijana – syknęła oburzona. 
Chwiejnie  odsunęła  się  od  ściany  i  tym  samym 

przysunęła  do  sąsiada.  Justin  podtrzymał  ją,  by  się  nie 
przewróciła. 

Przylgnęła  twarzą  do  jego  szerokiej  piersi.  Coraz 

gorzej.  Trudno  oddychać,  a  płuca domagają się  powietrza. 
Taka  bliskość  jest  niebezpieczna.  Laura  zastanawiała  się, 
jak  postąpiłaby,  gdyby  Justin  zaprosił  ją  na  przejaŜdŜkę 
motorem. Bała się takiej jazdy, lecz chyba nie odmówiłaby. 

Odsunęła  się,  odetchnęła  głęboko,  schwyciła  torbę  i 

background image

 

6 | 

S t r o n a

 

 

wyminęła  sąsiada.  Schody  wydawały  się  teraz  jeszcze 
wyŜsze i bardziej strome, ale musiała je pokonać. 

–  Nie  przejmuj  się  mną  –  rzuciła  przez  ramię.  –  Po 

prostu  jestem  przepracowana.  Nie  kaŜdy  ma  luksusową 
pracę tylko przez parę godzin dziennie. 

Nie wiedziała, ile prawdy było w plotkach o sąsiedzie 

i  gdzie  on  naprawdę  pracuje,  ale  zawsze  wcześnie  wracał 
do domu i miał wolne soboty. 

Zazdrość  jest  silnym  uczuciem.  Laura  była  wobec 

siebie  szczera  i  wiedziała,  co  jest  główną  przyczyną  jej 
niechęci  do  sąsiada.  Fakt,  Ŝe  Justin  nie  pracuje  po 
godzinach. Oraz to, Ŝe sam gotuje. Słabo go znała, więc nie 
było rzeczywistych podstaw do awersji, ale wmówiła sobie, 
Ŝe  nie  lubi  go  z  powodu  arogancji.  MęŜczyźni  jeŜdŜący 
najdroŜszymi pojazdami zwykle są aroganccy. 

Gdyby  przeprowadziła  głębszą  analizę  –  na  co  nie 

miała  najmniejszej  ochoty  –  stwierdziłaby,  Ŝe  główna 
przyczyna niechęci leŜy w tym, Ŝe przystojny motocyklista 
wykazuje  brak  zainteresowania  sąsiadką  zza  ściany. 
Wprawdzie  nigdy  nie  mijali  się  bez  słowa,  owszem, 
pozdrawiali się, a niekiedy rozmawiali, jednak zawsze była 
to  zaledwie  krótka  wymiana  zdań  na  temat  pogody, 
wyglądu podwórka albo ulicy. Fascynujące tematy! 

Laura  odwróciła  głowę  i  spojrzała  na  Justina  z 

niechęcią.  Tak,  pociągają,  chociaŜ  nie  jest  w  jej  typie. 
Miała  za  duŜo  pracy,  więc  nie  szukała  bratniej  duszy  płci 
męskiej  czy  doŜywotniego  towarzysza  doli  i  niedoli.  Poza 
tym  w  grę  wchodziła teŜ  kwestia  uraŜonej  kobiecej  dumy. 
Nie  zaszkodziłoby,  gdyby  sąsiad  chociaŜ  od  święta 
uśmiechnął się uwodzicielsko. 

OcięŜale weszła na schody. 
– Czemu wmawiasz mi, Ŝe to zwykłe wyczerpanie? – 

spytał  Justin  z  ledwo  dostrzegalną  ironią.  –  Dawno  nie 
widziałem  tak  zmordowanego  człowieka.  Chyba  jesteś 
chora. 

–  Nic  mi  nie  dolega.  Jestem  potwornie  zmęczona  i 

głodna jak wilk. Moja wina, bo przerwę obiadową – co za 
szumna  nazwa,  a  chodzi  zaledwie  o  dziesięć  minut  – 
zmarnowałam  na  kupowanie  bielizny.  Od  rana  nic  nie 
jadłam.  –  Zawstydziła  się,  Ŝe  narzeka  na  swój  los,  ale 

 

11 | 

S t r o n a

 

 

Wahała  się,  co  robić.  Przypomniała  sobie  poprzedni 

wypadek,  gdy  myślała,  Ŝe  w  pokoju  jest  złodziej.  Wtedy 
natychmiast  wybiegła  z  mieszkania i  pięściami  załomotała 
do  drzwi  sąsiada.  Gdy  Justin stanął  na  progu,  skoczyła  ku 
niemu i kurczowo go objęła. Ze strachu aŜ się jąkała i  nie 
była w stanie sklecić prostego zdania. 

Później  niechętnie  przyznała,  Ŝe  jeszcze  nieznany 

sąsiad  zachował  się  bardzo  ładnie.  Wprawdzie  patrzył  na 
nią  z  wyŜszością,  ale  przyszedł  z  pomocą.  Z  niejakim 
trudem  wyzwolił  się  z  jej  objęć,  zaproponował  filiŜankę 
mocnej  kawy  dla  ukojenia  nerwów,  a  gdy  odcyfrował 
niezrozumiały bełkot, zaprowadził Laurę do telefonu. Ręka 
tak jej się trzęsła, Ŝe on musiał wybrać numer. Jako typowy 
męŜczyzna oczywiście chciał natychmiast sprawdzić, co się 
stało, ale Laura nie pozwoliła mu wyjść z pokoju. 

Policja  przyjechała  po  kwadransie.  Przez  ten  czas 

Laura  zaprezentowała  się  sąsiadowi  jako  histeryczka.  Do 
jej  mieszkania  policjanci  weszli  z  groźnymi  minami  i 
bronią  gotową  do  strzału,  jednak  po  krótkiej  chwili 
wypuścili przestępcę. Na wolność, bez kajdanków! 

Włamywaczem okazał się piękny biały kot z plakietką 

informującą,  Ŝe  wabi  się  Angel.  Kot  dał  się  złapać  i 
spokojnie 

dokończył  mycie  pyszczka, 

mrucząc 

zadowolenia.  Strat  było  niewiele.  Nieproszony  gość 
poczęstował się resztkami ryby z kubła, którego zawartość 
wyrzucił na podłogę. Nic nie zginęło. Policjanci uśmiechali 
się  ironicznie,  a  jeden  z  nich  poinformował  Laurę,  Ŝe 
wpiszą przestępcę do rejestru zbrodniarzy i zdejmą odciski 
łap. 

Justin  przez  cały  czas  stał  niedbale  oparty  o  futrynę 

drzwi i porozumiewawczo  uśmiechał  się  do  policjantów.  I 
choć  męŜczyźni  nie  komentowali  „włamania”,  Laura 
wiedziała, co o niej myślą. 

Histeryczka! Jak wszystkie baby! 
Doskonale 

pamiętała 

tamto 

upokarzające 

doświadczenie  I  dlatego  teraz  powstrzymała  się  przed 
pochopnym działaniem. Doszła do wniosku, Ŝe nie wypada 
powtórzyć sceny, w której odegrała rolę rozhisteryzowanej 
kobietki 

przestraszonej 

nieistniejącym 

niebezpieczeństwem. 

background image

 

10 | 

S t r o n a

 

 

Minutę później zmęczenie ulotniło się jak kamfora. 
W mieszkaniu był ktoś obcy. 
Laura  podniosła  z  podłogi  dyplomatkę  i  przycisnęła 

do  piersi,  aby  mieć  przynajmniej  taką  tarczę  ochronną. 
Stała  jak  sparaliŜowania,  wytrzeszczając  oczy  i  patrząc  w 
stronę sypialni. To stamtąd dochodził podejrzany dźwięk. 

Czuła,  Ŝe  serce  podskoczyło  jej  do  gardła,  a  Ŝołądek 

się  skurczył.  Bała  się  oddychać,  ale  powoli  opanowała 
paraliŜujący  strach.  Na  palcach  –  co  przy  wysokich 
obcasach było nie lada wyczynem – przeszła kilka kroków 
i  ostroŜnie  wysunęła  głowę  zza  szafy.  Nic  nie  zobaczyła, 
poniewaŜ drzwi do sypialni były przymknięte. 

Starała  się  zebrać  rozbiegane  myśli,  ale  od 

intensywnego  myślenia  rozbolała  ją  głowa.  Nie  mogła 
sobie  przypomnieć,  czy  rano  zamknęła  drzwi.  Nie 
pamiętała Ŝadnych szczegółów sprzed dwunastu godzin. Ze 
strachem  spojrzała  w  stronę  salonu.  Wszystko  stało  na 
swoim miejscu, nic nie zginęło. 

Więc  co  to  było?  PrzecieŜ  wyraźnie  słyszała  jakieś 

odgłosy. 

Teraz  znikąd  nie  dochodził  Ŝaden  dźwięk.  MoŜe 

ogłuchła  z  powodu  szumu  w  uszach?  Strach  i  złość 
nałoŜyły się na otępiające zmęczenie. Świadomość, Ŝe obcy 
człowiek  wszedł  do  mieszkania  i  szperał  w  jej  rzeczach, 
była  bardziej  oburzająca  niŜ  myśl,  Ŝe  ukradziono  jakieś 
cenne drobiazgi. 

Przez  kilka  minut  strach  walczył  z  oburzeniem  i 

wygrał. Nie ma sensu, aby bezbronna kobieta w pojedynkę 
rozprawiała  się  ze  złodziejami.  Lepiej  wycofać  się,  od 
sąsiada  zadzwonić  na  policję  i  poprosić  stróŜów  prawa  o 
zajęcie się intruzem. 

Istniało  ryzyko,  Ŝe  rabusie  zdąŜą  uciec.  Trudno.  Nie 

było wyboru. Nigdy nie miała siły walczyć z męŜczyzną, a 
tym bardziej teraz, wygłodzona i wyczerpana. 

Przyciskając  teczkę  do  piersi,  powoli  się  wycofała. 

Prawie doszła do drzwi wejściowych, gdy znowu usłyszała 
osobliwy dźwięk.  Stanęła jak wryta i  nadstawiła uszu. Nie 
był  to  brzęk  tłuczonego  szkła  ani  sapanie  draba 
wynoszącego  komputer.  Ani  ludzki  głos,  ani  stąpanie. 
Dziwny, nieokreślony dźwięk. 

 

7 | 

S t r o n a

 

 

dodała:  –  Prawdę  powiedziawszy,  od  wczoraj  nie  jadłam 
solidnego posiłku. W domu nie miałam nic nadającego się 
na  śniadanie,  ale  myślałam,  Ŝe  kupię  chociaŜ  kanapkę. 
Niestety, przez cały dzień byłam za bardzo zajęta. 

–  Jednak  zdąŜyłaś  kupić  co  innego.  Tylko  nie 

jedzenie! To wprost nie do pojęcia. – Justin zatrzymał ją i 
obejrzał  dokładnie  od  stóp  do  głów.  –  Straszna  z  ciebie 
chudzina.  Istna  tyczka.  Mógłbym  podnieść  cię  jednym 
palcem i bez trudu wnieść na trzecie piętro. 

Och, byłoby cudownie... 
Marzenia  to  jedna  rzecz,  a  rzeczywistość  druga.  Na 

ogół diametralnie inna. 

– Nie jestem kaleką – burknęła opryskliwie. 
Schwyciła  się  poręczy  i  podciągnęła  w  górę. 

Chudzina! To określenie brutalnie sprowadziło ją z  wyŜyn 
na  ziemię.  Dlaczego  Justin  nie  uŜył  ładniejszego  słowa? 
Mógł  powiedzieć,  Ŝe  jest  szczupła,  smukła,  wiotka  lub 
eteryczna. Takie przymiotniki są nacechowane pozytywnie, 
świadczą, Ŝe kobieta podoba się męŜczyźnie. A „chudzina” 
oznacza,  Ŝe  facet  nie  jest  zainteresowany.  To  słowo 
przywodzi na myśl wynędzniałego, bezpańskiego kota. 

Laura  uwaŜała,  Ŝe  jeszcze  nie  wygląda  tak  źle. 

Groźnie  zmarszczyła  brwi.  Pomyślała,  Ŝe  męŜczyzna 
lubiący  dobre  jedzenie,  zapewne  lubi  pulchne  kobiety.  To 
dlatego do niej Justin nie uśmiecha się uwodzicielsko. 

–  Nie  potrzebuję  pomocy  –  rzuciła  gniewnie.  –  Jak 

widzisz, jeszcze umiem chodzić. 

–  Widzę,  widzę,  ale  daj  mi  przynajmniej  torbę,  bo 

wygląda, jakby waŜyła tonę. 

Laura  podała  mu  czarną  dyplomatkę,  która  po  pół 

roku nosiła widoczne ślady zuŜycia. 

– Tylko ostroŜnie, bo ta teczka zawiera waŜne sprawy 

tego świata. 

Przesadziła,  ale  rzeczywiście  były  tam  dokumenty 

dotyczące  kilku  bardzo  zawiłych  i  przykrych  konfliktów. 
Laura  nie  rozumiała,  jak  to  się  dzieje,  Ŝe  otrzymuje 
najtrudniejsze  zadania.  Niektóre  sprawy  odbierały  jej 
spokój za dnia i zakłócały sen w nocy, a jedno i drugie jest 
przecieŜ  konieczne  do  Ŝycia.  W  wielu  wypadkach  nie 
dawało  się  znaleźć  dobrego  rozwiązania,  a  największymi 

background image

 

8 | 

S t r o n a

 

 

ofiarami rodzinnych waśni stawały się dzieci. 

Czasami  nienawidziła  pracy,  o  której  marzyła  juŜ  w 

szkole podstawowej. 

Bez torby poczuła się duŜo lepiej, więc nieco szybciej 

weszła na drugie piętro. Tutaj ogarnęło ją takie zmęczenie, 
Ŝe niewiele myśląc, usiadła na schodach. Musiała odpocząć 
przed  dalszą  drogą.  Jęknęła  i  opuściła  głowę  na  kolana. 
Wstydziła  się,  Ŝe  ujawnia  słabość  przed  pełnym  energii 
sąsiadem, ale naprawdę nie miała juŜ siły. 

–  Odsapnę  chwilę,  a  ty  idź  dalej.  Będę  ci  wdzięczna, 

jeśli zaniesiesz mi teczkę pod drzwi. 

Justin  tylko  zaklął  pod  nosem.  Gdy  wziął  ją  na  ręce, 

Laura  otworzyła  usta,  by  zaprotestować,  ale  nie  zdąŜyła. 
Justin szybko i bez wysiłku wniósł ją po schodach. I nawet 
się nie zasapał. 

–  Kobieto  pracująca,  waŜysz  mniej  niŜ  ptasie  piórko. 

Nic dziwnego, Ŝe brak ci energii. 

Laura  uwaŜała,  Ŝe  koniecznie  trzeba  zaprzeczyć,  ale 

nie  mogła  wykrztusić  ani  słowa.  Bliskość  męskiego  ciała 
odebrała  jej  mowę,  rozpaliła  ogień,  którego  Ŝar  zaćmił 
umysł. 

Głód  ma  przedziwny  wpływ  na  organizm,  pomyślała. 

Justin wszedł na trzecie piętro, przystanął przed drzwiami, 
ale nie zamierzał pozbyć się cięŜaru. 

–  Klucze  –  rzucił  rozkazująco.  –  Czemu  traktujesz 

swoje  ciało  po  macoszemu?  Czy  wiesz,  jaką  krzywdę 
wyrządzasz  organizmowi?  KaŜdy  powinien  znać  swoje 
moŜliwości  i  ograniczenia,  bo  inaczej  doprowadzi  się  do 
ruiny. 

Laura pomyślała, Ŝe skoro sąsiad wygłasza kazanie, z 

pewnością jest pastorem, a nie  lekarzem. Jak w związku z 
tym zwracać się do niego? Wielebny Justinie? 

– Postaw mnie – mruknęła. 
Później  na  pewno  będzie  na  siebie  zła,  lecz  teraz 

jedynie  wstydziła  się,  Ŝe  ogarnia  ją  poŜądanie.  A  raczej 
ogarnęło,  gdy  Justin  wziął  ją  na  ręce,  i  rosło  w  miarę 
wchodzenia  coraz  wyŜej.  Wyczerpanie  i  głód  wywierają 
zgubny wpływ na szare komórki. 

Justin  miał  ciało  twarde  jak  skała,  ale  ciepłe.  Nadal 

roztaczał  zapach  wyprawionej  skóry,  chociaŜ  był  bez 

 

9 | 

S t r o n a

 

 

ulubionej  marynarki.  Laura  marzyła,  by  zarzucić  mu  ręce 
na  szyję,  przytulić  się  i...  usnąć.  Jaki  byłby  rozwój 
wypadków  po  przebudzeniu?  Nie  ulegało  wątpliwości,  Ŝe 
dalszy ciąg mógłby być nader ciekawy. 

– Czekam – niecierpliwił się Justin. 
Laura otrząsnęła się z marzeń na jawie. 
–  Postaw  mnie.  Klucze  są  w  dyplomatce.  Nie  mogę 

ich wyjąć, bo mnie trzymasz. 

Gdy spełnił prośbę i odsunął się, odniosła wraŜenie, Ŝe 

utraciła  coś  bardzo  cennego.  Otworzyła  torbę  i  po  chwili 
nerwowego  szukania  wyjęła  klucze.  Dom,  ten  bezpieczny 
port,  był  tuŜ  za  progiem.  Powinna  myśleć  o  sprzątaniu  i 
gotowaniu,  a  nie  o  rozkoszach  w  ramionach  sąsiada. 
Przedtem  pragnęła  natychmiast  iść  do  łóŜka.  Teraz  teŜ 
chciała się połoŜyć, ale juŜ nie sama. 

Ręce jej się trzęsły i nie trafiła w dziurkę. Zerknęła na 

Justina, uśmiechając się krzywo. Była naprawdę zmęczona, 
więc  nie  oponowała,  kiedy  potraktował  ją  jak  słabeusza. 
Nie  zrobił  nic  niewłaściwego  i  na  pewno  miał  dobre 
intencje.  Nie  jego  wina,  Ŝe  sąsiadka  jest  podniecona  i 
chętnie zaprosiłaby go do mieszkania. 

– Dziękuję za pomoc. Sama teŜ bym jakoś doszła, ale 

dzięki  tobie  znalazłam  się  tu  bez  wysiłku.  A  ty  ani  trochę 
się nie zasapałeś. 

Justin schwycił ją za rękę. 
–  Zadzwoń  po  jakąś  Ŝyczliwą  istotę.  Moim  zdaniem 

nie powinnaś być sama. 

–  Przesadzasz.  Czuję  się  dobrze  i  naprawdę  nie  ma 

powodu do obaw. 

Wyrwała  rękę,  prędko  weszła  do  mieszkania, 

zamknęła  drzwi  i  bezsilnie  się  o  nie  oparła.  Po  chwili 
usłyszała  oddalające  się  kroki  i  odgłos  zamykanych  drzwi 
sąsiada. 

Miała  ochotę  skulić  się  na  podłodze  i  zasnąć. 

Narzędzie  tortur,  czyli  buty  na  wysokich  obcasach,  nadal 
maltretowały  stopy,  a  bluzka  kleiła  się  do  pleców. 
NaleŜałoby  wykąpać  się,  przebrać,  najeść  i  wyspać.  W 
takiej  kolejności.  Ale  w  tej  chwili  natychmiastowy  sen  na 
podłodze  –  która  od  dawna  nie  widziała  szmaty  i  wody  – 
zdawał się najbardziej pociągającą perspektywą. 

background image

 

32 | 

S t r o n a

 

 

chłopca? 

–  spytała  szeptem  Laura,  jakby  chciała  ukryć  wielki 

sekret przed niepowołanymi uszkami. 

Zastanawiała się, czy kolejne wykroczenie z ich strony 

będzie  przyczyną  powaŜnego  urazu  psychicznego  dziecka. 
Niemowlę juŜ i tak duŜo wycierpiało. Najpierw porzucili je 
rodzice, a potem zostało uznane za chłopca. 

Justin  obracał  paczkę  na  wszystkie  strony  i  pilnie 

wpatrywał się w drobny druk. 

–  MoŜliwe,  Ŝe  są  inaczej  wyprofilowane,  mają 

specjalnie dostosowany kształt. Co o tym sądzisz? 

– Nic. 
– A jeśli nieodpowiedni fason przecieka? 
Laura  wyrwała  mu  paczkę,  rozcięła  ją  i  wyciągnęła 

ozdobioną kolorowymi rysunkami pieluszkę. 

– Lepszy rydz niŜ nic. Zakładamy. 
Dziesięć  minut  później  dwie  pieluszki  wylądowały  w 

koszu,  ale  trzecia  znalazła  się  na  miejscu  przeznaczenia. 
No, mniej więcej. 

–  Nie  myślałam,  Ŝe  przylepce  są  takie  złośliwe  – 

syknęła Laura ze złością. 

Wspólnym  wysiłkiem,  choć  niezręcznie,  ubrali  w 

końcu  dziecko.  Dlaczego  przewijanie  i  ubieranie jest takie 
skomplikowane?  Czemu  matka  natura  nie  postarała  się, 
Ŝeby to przychodziło instynktownie? Czy niemowlęta mają 
szansę  przeŜyć  w  świecie,  w  którym  dorośli  przy 
przewijaniu boją się, Ŝe popłaczą im rączki z nóŜkami? Jak 
ludzie  radzą  sobie  z  odczytywaniem  instrukcji,  które 
przeszły przez kilka tłumaczeń, zanim wydrukowano je po 
angielsku? 

– Koniec udręki? 
–  Tak.  –  Laura  westchnęła.  –  Czas  kłaść  maleństwo 

spać, ale pytanie, gdzie będzie spało. 

– Razem ze mną. Nie ma innej moŜliwości. 
–  Trzeba  było  postarać  się  o  łóŜeczko.  Moi  bracia 

mają aŜ trzy na zbyciu. Nie spadnie z twojego? 

– PrzecieŜ  łóŜko jest duŜe,  a to drobina. PołoŜymy  ją 

na  środku  i  otoczymy  wałem  ochronnym,  Ŝeby  się  nie 
sturlała. 

–  Zadzwonię  do  brata  i  za  pół  godziny  dostaniemy 

 

17 | 

S t r o n a

 

 

Laura  wybiegła  do  przedpokoju  i  ujrzała  sąsiada 

przygotowanego  do  walki.  W  jednej  ręce  trzymał  kij,  w 
drugiej telefon. 

– Przepraszam. – Usiłowała się uśmiechnąć. – Policja 

nie  jest  potrzebna.  Nie  ma  Ŝadnego  niebezpieczeństwa. 
Wstyd mi, Ŝe się wystraszyłam. 

– To był mroŜący krew w Ŝyłach krzyk. Co się stało? 
Laura  pociągnęła  się  za  włosy,  Ŝeby  sprawdzić,  czy 

nie śpi i nie śni. 

– Nic złego. 
To prawda. Chodziło jedynie o to, Ŝe na jej łóŜku leŜy 

niemowlę. 

– Czy znowu wlazł tu kot złodziej? 
--Nie. 
– Pies bandyta? 
– TeŜ nie. Wyobraź sobie, Ŝe to... osesek włamywacz. 

Czy zauwaŜyłeś dzisiaj, Ŝe kręci się tu ktoś podejrzany? 

–  Nikogo  nie  widziałem,  bo  teŜ  późno  wróciłem  do 

domu.  –  Justin  schował  telefon  do  kieszeni.  –  O  czym  ty 
mówisz? Jaki osesek? 

– Ktoś podrzucił mi niemowlę. 
–  Aha.  W  takim  razie  broń  niepotrzebna.  –  Justin 

odstawił  kij.  –  Czyli  będziesz  dziś  dyŜurować  przy 
dziecku? 

–  Na  to  wygląda,  ale  nie  mam  pojęcia,  przy  czyim. 

Chcesz zobaczyć podrzutka? 

Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i ruszyła do 

sypialni.  Była  zadowolona,  Ŝe  nie  jest  sama.  Stanęła  przy 
łóŜku i wskazała dowód rzeczowy. 

–  Patrz.  Osesek.  Prawdziwy.  LeŜy  i  śpi,  jakby  był  u 

siebie. 

Widzisz go? 
Zdumiony Justin patrzył na malutkiego intruza. 
– Widzę. 
– No i co o tym sądzisz? – spytała zniecierpliwiona, Ŝe 

sąsiad nie komentuje niebywałego wydarzenia. 

–  Hm...  twoja...  diagnoza...  jest  trafna.  To 

rzeczywiście niemowlę. 

– Zawsze traktujesz kobiety lekcewaŜąco, czy tylko ja 

budzę w tobie licho? 

background image

 

18 | 

S t r o n a

 

 

Justin pochylił się nad oseskiem. 
–  Zdrowy,  prawda?  –  spytał  półgłosem.  –  Śpi 

normalnie? 

Nie jest nieprzytomny? 
–  Skąd  mam  wiedzieć?  Dopiero  przed  chwilą  go 

zobaczyłam.  –  Szok  mijał,  narastało  zakłopotanie.  – 
Według mnie wygląda normalnie, oddycha normalnie, więc 
chyba jest zdrowy. Przedtem narobił trochę hałasu. 

Ona znacznie więcej! 
Dziwiła  się,  Ŝe  przeraźliwe  krzyki  nie  zbudziły 

niemowlęcia, które spało spokojnie, nieświadome, Ŝe jest w 
cudzym domu. Było prawie niewidoczne pod kołdrą. Laura 
z  przeraŜeniem  uświadomiła  sobie,  Ŝe  gdyby  leŜało  bliŜej 
brzegu, byłaby je przygniotła. 

Przycupnęła  na  skraju  łóŜka  i  przyjrzała  się 

maleństwu. Miało sweterek w białe i zielone paski, zielone 
spodenki oraz białe skarpetki. I zielony smoczek. 

CzyŜby  zielony  kolor  wskazywał  na  irlandzkie 

pochodzenie rodziców dziecka? 

NajwyŜsza  pora  opanować  panikę  i  logicznie 

pomyśleć.  Jest  czas,  póki  osesek  grzecznie  śpi.  Laura  nic 
nie  wiedziała  o  niemowlętach.  Jej  doświadczenie 
ograniczało  się  do  niej  samej,  ale  było  to  dawno,  dawno 
temu. 

Czyje  to  niemowlę?  Skąd  się  tu  wzięło?  Widziała  je 

pierwszy raz. 

– Czyje jest to maleństwo? 
Laura drgnęła. Pytanie Justina wyrwało ją z zadumy. 
–  JuŜ  ci  mówiłam,  Ŝe  nie  wiem.  Nie  przypominam 

sobie  Ŝadnych  znajomych,  którzy  niedawno  zostali 
rodzicami. Nie znam  Ŝadnej kobiety, która byłaby ostatnio 
w  zaawansowanej  ciąŜy.  A  jak  ty  myślisz,  czyj  to 
potomek? 

–  Nic  nie  myślę.  Dawno  nie  miałem  do  czynienia  z 

niemowlakami. 

Laura przekrzywiła głowę, jakby to pomagało oceniać 

wiek dzieci. 

–  Według  mnie  to  stworzenie  ma  kilka  miesięcy. 

NiemoŜliwe,  Ŝeby  dopiero  co  się  urodziło.  Za  duŜe. 
ChociaŜ moim zdaniem noworodki zawsze są za duŜe. 

 

31 | 

S t r o n a

 

 

–  Ale  zrobiliśmy  zakupy.  Napisy  są  po  francusku, 

hiszpańsku i po japońsku. 

– Po angielsku jest z drugiej strony. 
– A, rzeczywiście. 
Długi i  zawiły tekst małą czcionką dałoby  się skrócić 

do 

jednego 

zrozumiałego 

zdania: 

posmarować 

zaczerwienione pośladki. 

–  Co  tu  wybrać?  –  głowiła  się  Laura.  Wszystko  było 

drogie, więc cena nie ułatwiała decyzji. Jedna oliwka działa 
przy  silnej  wysypce,  druga  przy  słabej,  a  trzecia  oliwka 
zapobiegawczo. 

Powtórnie obejrzała pośladki. 
– PomóŜ mi. Jaka to wysypka: łagodna czy mocna? 
– Nie mam pojęcia. 
– Jakaś oliwka na pewno będzie skuteczna. Ale która? 
Justin  patrzył  na  nią  tak,  jakby  oczekiwał,  Ŝe  kobieta 

instynktownie  wie  takie  rzeczy.  Laura  w  duchu  przysięgła 
sobie,  Ŝe  gdy  on  będzie  miał  kłopoty  podczas  dyŜuru,  teŜ 
mu nie pomoŜe. 

Wysypka  chyba  nie  dokuczała  dziecku,  bo  niemowlę 

energicznie  wymachiwało  rączkami  i  nóŜkami.  Usiłowało 
złapać  za  nos  Justina,  który  siedział  pochylony  nad  nim  i 
robił komiczne miny. 

–  Dobrze,  Ŝe  jeszcze  nie  raczkuje.  –  Laura 

posmarowała  pośladki  mieszanką  trzech  oliwek.  –  Z 
raczkującym bobasem tacy nowicjusze jak my na pewno by 
sobie nie poradzili. – Przysiadła na piętach i wytarła mokre 
ręce.  –  Koniec  mycia  i  smarowania.  Teraz  odsłona  druga: 
sucha pieluszka. 

Przygotowałeś? 
–  Chwileczkę.  –  Justin  tępo  patrzył  na  zamknięte 

opakowanie. – Mam kłopot. 

– Bo instrukcja obsługi jest po chińsku? 
– Nie. Ale opakowanie niebieskie. 
– I co z tego? 
– Kupiliśmy pieluszki dla chłopców. 
--Och! 
Oboje  wlepili  wzrok  w  istotę,  której  płeć  nie 

odpowiadała ich załoŜeniom. 

–  Myślisz,  Ŝe  tej  małej  przeszkodzi  pieluszka  dla 

background image

 

30 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 3 

 
 Dziewczynka! – wykrztusiła, gdy odzyskała głos. 
–  Celująca  nota  za  spostrzegawczość.  Dlaczego 

myślałaś, Ŝe to chłopiec? 

– Bez konkretnego powodu. Po prostu zdawało mi się, 

Ŝe podrzutek musi być chłopcem. Nawet przez myśl mi nie 
przeszło, Ŝe to dziewczynka. 

CzyŜby  niemowlę  ich  rozumiało?  Czy  dlatego 

rozpłakało się tak Ŝałośnie? 

–  Cicho,  cicho.  –  Justin  delikatnie  pogładził 

pucołowate  policzki.  –  Ciocia  nie  mówiła  powaŜnie. 
Dostaniesz sukienkę, kokardkę i będziesz śliczną panienką. 
Obiecuję, Ŝe kupię ci coś róŜowego. – Spojrzał na Laurę. – 
Wiesz,  teraz  wydaje  mi  się  oczywiste,  Ŝe  to  dziewczynka. 
DuŜe błękitne oczy, długie rzęsy... Nie ma wątpliwości. 

–  Chłopcy  teŜ  miewają  takie  rzęsy,  ale  w  wieku 

dojrzewania  bardzo  się  wstydzą  i  zastanawiają  się,  jak  je 
skutecznie skrócić. Sam jesteś najlepszym przykładem. 

– Co ty wygadujesz? Ja miałbym obcinać rzęsy? 
– Nie wiem. Ale masz cudowne oczy. 
Justin  patrzył  na  nią  nieodgadnionym  wzrokiem  tak 

długo, Ŝe się zaczerwieniła. Była na siebie zła. 

– Dziękuję za komplement – bąknął. 
– Nie ma za co. Czy moŜemy wrócić do przewijania? 
– Proszę bardzo. 
Laura przygryzła wargę. Nie mogła sobie darować, Ŝe 

prawi komplementy męŜczyźnie, który nazwał ją chudziną. 

Teraz  jednak  nie  czas  na  leczenie  zranionej  dumy. 

Trzeba  zamiast  przedpotopowej  pieluszki  załoŜyć  dziecku 
nowoczesną.  Laura  podwinęła  rękawy  i  przygotowała 
niezbędne  akcesoria:  waciki,  zasypkę,  oliwkę  i  tak  dalej. 
Zadanie było o tyle trudne, Ŝe wszystko musiało znajdować 
się pod ręką, ale poza zasięgiem dziecięcej rączki. 

Laura  umyła  i  wytarła  róŜowe  pośladki.  Są  róŜowe 

czy  zaczerwienione?  Czy  to  znak,  Ŝe  dziecko  za  długo 
leŜało w mokrej pieluszce i dostało wysypki? Która oliwka 
jest  najlepsza?  Który  pomoŜe?  Przeczytała  instrukcje  na 
trzech butelkach. 

 

19 | 

S t r o n a

 

 

– Matka natura chyba wie, co robi. 
–  Łatwo  ci  mówić.  MęŜczyźni  nie  muszą  sprawdzać 

na sobie, co matka natura wie. 

Justin przyjrzał się jej uwaŜnie. 
– Masz fobię na punkcie ciąŜy i porodu? 
Laura podniosła palec do ust w uciszającym geście, by 

nie obudzić nieproszonego gościa. 

– Nie mam Ŝadnej fobii. Dajmy spokój. Oboje gadamy 

od  rzeczy.  Lepiej  poradź,  co  mam  z  tym  fantem  zrobić. 
Wydaje mi się, Ŝe śnię. O, ja nieszczęśliwa! 

–  Ono  po  przebudzeniu  będzie  bardziej  nieszczęśliwe 

niŜ ty teraz. Na pewno nie znasz jego rodziców? Dlaczego 
zostawiono  je  akurat  u  ciebie?  Jak  dostał  się  tutaj  ten,  co 
przyniósł ci taki prezent? Czy ktoś jeszcze ma klucze? 

– Nie znam rodziców Ŝadnych podrzutków! Nie wiem, 

kto  i  jak  tu  wszedł.  Całkiem  moŜliwe,  Ŝe  zostawiłam 
otwarte okno i ułatwiłam nieznajomemu zadanie. 

Justin dokładnie obejrzał futryny. 
– Ty je zamknęłaś, ale ktoś siłą otworzył. 
– A widzisz. Mówiłam, Ŝe było włamanie. 
Laura  bała  się,  Ŝe  za  moment  dostanie  ataku  histerii. 

Nie. Nie dopuści do tego. Będzie spokojna i zrobi to, co do 
niej naleŜy. Czyli wezwie policję. 

– Sądziłam, Ŝe to bezpieczna dzielnica – powiedziała z 

pretensją. 

– Jest bezpieczna, cicha i spokojna. 
– Była. Teraz juŜ nigdy nie będę czuła się bezpieczna, 

bo  przeszkadza  mi,  Ŝe  byle  kto  moŜe  wejść  na  trzecie 
piętro,  łomem  otworzyć  okno  i  wpakować  się  do  mojego 
mieszkania. 

– Tam coś jest. 
Justin nadal stał przy oknie, więc Laura nie usłyszała, 

co powiedział. Sięgnęła po słuchawkę. 

– Dzwonię po policję. 
Justin błyskawicznie znalazł się przy niej. 
– Zaczekaj. Jeszcze nie. 
– Czemu? 
–  Nie  wiemy,  co  się  za  tym  kryje.  A  policja  zabierze 

maleństwo  i  odda  byle  komu.  Jeśli  to  dziecko  twoich 
znajomych...  albo  jeśli  zaszło  nieporozumienie...  rodzice 

background image

 

20 | 

S t r o n a

 

 

będą mieli powaŜne trudności z odzyskaniem zguby. MoŜe 
nigdy więcej nie ujrzą swojej pociechy. 

– Pociechy! – Laura prychnęła pogardliwie. – Ludzie, 

którzy  porzucają  dzieci,  zasługują  na  to,  Ŝeby  władze 
dobrały  im  się  do  skóry.  Gdy  ta  kruszyna  leŜała  tu  sama, 
mogło zdarzyć się coś... nie wiadomo co. 

– Niemowlę nie było bez opieki. – Justin wychylił się 

za okno. – Chodź. Widzisz? 

– Widzę. 
Za oknem wisiała zielona siatka. 
–  To  chyba  znak,  Ŝe  ktoś  czekał  na  twój  powrót. 

Chciał mieć pewność, Ŝe dziecko jest bezpieczne. 

– Ciekawe, czy tutaj znajdziemy wyjaśnienie zagadki. 
Justin  wychylił  się  bardziej,  by  dosięgnąć  siatki,  ale 

Laura szarpnęła go. 

– Zostaw! MoŜe są odciski. 
Justin nie posłuchał, wziął siatkę i zajrzał do środka. 
– Jest jakaś kartka. 
– Nie ruszaj! 
Lata  studiów  nie  poszły  na  marne  i  Laura  wiedziała, 

jak  postępować.  Przyniosła  z  łazienki  pęsetę  i  spomiędzy 
niemowlęcych  rzeczy  ostroŜnie  wyjęła  wyrwaną  z  zeszytu 
kartkę.  PołoŜyła  ją  na  parapecie  i  przeczytała  słowa 
nagryzmolone 

zielonym 

atramentem: 

„Dziękujemy. 

śyczymy  powodzenia.  Będziemy  w  kontakcie”.  Bez 
podpisu. 

– Co to znaczy? 
–  Według  mnie,  ten  ktoś  cię  zna,  darzy  zaufaniem  i 

dlatego podrzucił ci swój skarb. 

Justin  wysypał  zawartość  siatki  na  łóŜko.  Dokładnie 

oglądał  kaŜdą  część  niemowlęcej  garderoby  i  odkładał  na 
bok. 

–  Hm,  wiemy  o  matce  dwie  rzeczy.  Nie  brak  jej 

pieniędzy,  bo  wszystko  jest  w  dobrym  gatunku,  i  myśli 
ekologicznie. 

– Skąd wiesz? 
Wskazał biały stos. 
–  Tradycyjne  pieluszki,  które  nie  zaśmiecają 

środowiska. 

Laura przeraziła się. Kłopoty zaczynały się mnoŜyć. 

 

29 | 

S t r o n a

 

 

rozległ się przeraźliwy krzyk... 

–  Chciałeś  mnie  nakarmić?  –  Laura  zamrugała,  Ŝeby 

nie rozpłakać się ze wzruszenia. – Och, jak to miło z twojej 
strony. 

– Nie zdąŜyłaś nic zjeść, prawda? Zaraz podgrzeję. To 

nic specjalnego, zwyczajna pizza. 

– Ale domowa. 
– Skąd wiesz? 
Nie  odpowiedziała.  Wolała  nie  przyznawać  się  do 

tego, Ŝe co wieczór z zazdrością wącha smakowite zapachy 
wydostające się z jego mieszkania. 

–  Najpierw  trzeba  nakarmić  Patricka.  Jest  głodny  i 

dlatego tak się wierci. Przygotuję butelkę, a ty go popilnuj. 
Gdzie jest czajnik? 

– Stoi na szafce. 
Laura 

przygotowała 

butelkę 

białego 

płynu. 

Sprawdziła,  czy  temperatura  jest  odpowiednia, i  poszła do 
pokoju. 

– Nakarm dziecko, a ja odgrzeję pizzę. 
Patrick  pił  mleko  łapczywie,  więc  Laurę  ogarnęły 

wyrzuty sumienia, Ŝe tak późno dali mu jeść. 

Justin wrócił z gorącą pizzą i duŜą szklanką mleka. 
– Proszę. 
– Dziękuję. Mleko do pizzy? 
– Dobrze ci zrobi. Daj mi Patricka. 
Dziecko zjadło i znowu zaczęło płakać. 
–  Pewnie  ma  mokro...  albo  gorzej...  –  Laura  poczuła 

się  silniejsza  i  bardziej  pewna  siebie.  Skoro  od  tysięcy  lat 
kobiety  przewijają  dzieci,  to  ona,  kobieta,  instynktownie 
będzie wiedziała, jak to zrobić. – OdŜałujesz jakiś ręcznik? 

PołoŜyli  na  podłodze  aŜ  dwa  grube  ręczniki,  na  nich 

dziecko  i  przygotowali  się  do  rozwinięcia  pieluszki.  Była 
mokra  i  cięŜka.  Krzywiąc  się,  Laura  wrzuciła  ją  do 
plastikowej torby. Kiedy brała myjkę, zauwaŜyła osobliwą 
minę Justina. 

– O co chodzi? 
– Patrz. 
Spojrzała na podrzutka i zaniemówiła. 

background image

 

28 | 

S t r o n a

 

 

energiczne dziecko, więc musi mieć porządnego misia. 

– Patrick? Czemu tak go nazywasz? 
– Biedactwo musi mieć jakieś imię. 
Justin  stanął  na  środku  przejścia  i  ostrzegawczo 

popatrzył , na Laurę. 

– Nie przywiązuj się do niego za mocno. 
– Czemu mnie ostrzegasz? PrzecieŜ  sam jesteś gotów 

zaryzykować więzienie, byle go zatrzymać. 

Justin rozejrzał się. 
–  Cicho.  Chcesz,  Ŝeby  nas  tutaj  zaaresztowano?  – 

Uśmiechnął się do dziecka. – No proszę, juŜ masz imię. 

Laura mocniej objęła podrzutka. 
–  Nie  będę  mówić  „dziecko”  czy  „niemowlę”,  bo  to 

odczłowiecza. 

Justin wzruszył ramionami. 
– Dobrze, ale dlaczego Patrick? 
– Wygląda na Irlandczyka. Ma zielone ubranko. 
– Kobieca logika – prychnął Justin. 
 
W drodze powrotnej Patrick się rozpłakał. 
–  Pewnie  jest  głodny.  MoŜe  pójdziemy  do  mnie?  – 

zaproponował  Justin.  –  U  mnie  nie  ma  takiego...  jest 
bardziej... więcej miejsca. 

– Aaa, mniejszy bałagan? 
– To teŜ. 
– Wiem, Ŝe mieszkam w chlewie. – Laura westchnęła. 

–  Ostatnio  pracuję  po  czternaście  godzin.  Potrzebna  mi 
pomoc domowa. Dziś rano nie znalazłam czystej bielizny. 

Justin spojrzał na nią tak, Ŝe poczerwieniała. 
– Teraz jestem juŜ kompletnie ubrana. Mówiłam ci, co 

kupiłam podczas przerwy obiadowej. 

– Aha. 
Laura  pomyślała,  Ŝe  przystojny  sąsiad  wyobraŜa  ją 

sobie  nagą.  Aby  ukryć  zaŜenowanie,  rozejrzała  się  wokół. 
Rozkład  mieszkania  był  identyczny,  ale  panował  tu 
wzorowy porządek. Justin byłby dobrą gospodynią. 

Na stołku przy drzwiach stał talerz z pizzą. 
– Na wynos? 
Justin speszył się. 
–  Jesteś  zabiedzona...  Niosłem  dla  ciebie,  kiedy 

 

21 | 

S t r o n a

 

 

– Takie, które trzeba prać? 
--Tak. 
– Tym bardziej muszę zawiadomić policję. 
–  Przebrała  się  miarka,  co?  Ale  nie  moŜesz  wezwać 

policji. 

Ktoś  ufa,  Ŝe  zaopiekujesz  się  jego  maleństwem.  Ten 

ktoś  ma  pewnie  powaŜne  zmartwienie.  Chcesz  zawieść 
jego zaufanie i oddać dziecko nie wiadomo komu? 

– Mówisz takim tonem, jakbym skazywała dziecko na 

śmierć.  PrzecieŜ  opieka  społeczna  jest  po  to,  Ŝeby 
zajmować się sierotami i podrzutkami. 

–  Wiem,  Ŝe  robią,  co  mogą,  gdy  dziecko  nie  ma 

nikogo,  kto  by  się  nim  zaopiekował.  Ale  w  tym  wypadku 
jest ktoś taki. 

– Niby kto? 
–  Ty.  Osoba,  której  bezgranicznie  ufają  rodzice  tego 

bezbronnego stworzenia. 

– Nie znam ani tego bezbronnego stworzenia, ani jego 

bezgranicznie ufnych rodziców. 

Justin wzruszył ramionami. 
–  MoŜe  jego  matka  chodziła  z  tobą  do  szkoły  albo 

ojciec  na  studia.  Na  pewno  masz  znajomych,  których  od 
dawna nie widziałaś, nie jesteś na bieŜąco. 

– Zgadłeś. 
Laura  usiadła  na  łóŜku  i  spojrzała  na  podrzutka. 

Widocznie coś mu się śniło, bo wymachiwał rączką, ale nie 
obudził się, co oznaczało jeszcze parę minut spokoju. 

–  Ostatnio  byłam  tak  zapracowana,  Ŝe  zerwałam 

kontakty nawet z najbliŜszymi przyjaciółmi. Mam róŜnych 
znajomych, ale wątpię, Ŝeby ktoś podrzucił mi dziecko bez 
uprzedzenia. 

–  OstroŜnie  wstała.  –  Przejdźmy  do  drugiego  pokoju, 

Ŝeby swobodniej rozmawiać. 

Justin  szedł  tuŜ  za  nią.  Zderzyli  się,  gdy  nagle 

przystanęła w drzwiach. 

– O, do licha! 
Justin rozejrzał się. 
– A jednak było włamanie. 
Laura zaczerwieniła się. 
– Nie było. Ostatnio zawsze tak tu wygląda. 

background image

 

22 | 

S t r o n a

 

 

Justin  spojrzał  na  nią  z  niedowierzaniem,  więc  nie 

wytrzymała i wybuchła: 

– MoŜe ty masz czas na prowadzenie domu, ja jestem 

zawalona  robotą  i  codziennie  wracam  zmordowana.  Dziś 
myślałam, Ŝe nie wejdę na trzecie piętro. Nie wiem, jak to 
się  dzieje...  sprawy  nawarstwiają  się  i  rośnie  góra.  Nie 
krytykuj  mnie,  bo  z  natury  nie  jestem  bałaganiarą  i 
brudasem. 

– Czy ja coś powiedziałem? 
–  Nie  musisz  mówić.  Wystarczy,  jak  patrzysz.  Masz 

bardzo wymowne oczy. 

Oczy,  w  które  lepiej  nie  patrzeć  z  bliska,  bo 

hipnotyzują.  KaŜda  kobieta  chętnie  poddałaby  się  takiej 
hipnozie. Justin nieśmiało wskazał kanapę. 

– Czy moŜna przełoŜyć... to, co tam leŜy... i usiąść? 
–  Oczywiście.  –  Laura  zgarnęła  ksiąŜki  i  gazety  i 

rzuciła na stolik. – Proszę, miejsce wolne. 

–  Czy  znasz  jakichś  zwariowanych  ekologów?  – 

spytał Justin. 

Gdy  usiadła,  poczuła  nawrót  zmęczenia.  Jak  dobrze, 

Ŝe  nie  musi  uciekać  przed  jakimś  łotrem.  Wystarczy 
zmieniać  „włamywaczowi”  pieluszki.  Perspektywa  mało 
pociągająca, ale nie tak bardzo przeraŜająca. 

–  Znam  duŜo  osób,  którym  ochrona  środowiska  leŜy 

na sercu, więc segregują wyrzucane rzeczy i martwią się o 
lasy tropikalne. 

– To juŜ coś. 
– Czy proponujesz, Ŝebym wzięła notes z ich adresami 

i  zadzwoniła  do  wszystkich  po  kolei?  Mam  pytać,  czy 
przypadkiem zostawili u mnie dziecko? 

– MoŜna zaczekać, aŜ matka sama zadzwoni. 
–  Albo  ojciec.  Albo  oboje.  Nie  wiadomo,  kto  to 

niemowlę zostawił. 

– Prawda. 
– Najmądrzej będzie zawiadomić policję. MoŜliwe, Ŝe 

dziecko było źle traktowane. 

–  Wygląda  na  bardzo  zadbane.  A  rzeczy  ma  nowe, 

dobrane pod kolor. 

–  Nie  mogę  zatrzymać  oseska.  –  Laura  pokręciła 

głową.  –  Naprawdę  nie  mogę.  Choćbym  chciała.  To 

 

27 | 

S t r o n a

 

 

tradycyjnej pieluszki. 

– Siedem kilo? 
Justin pohuśtał dziecko. 
– Tak. To bardziej prawdopodobne. 
–  Dobrze,  ale  tu  są  pieluchy  dla  niemowląt  od  pięciu 

kilogramów  do  siedmiu,  a  w  tej  paczce  od  siedmiu  do 
dziesięciu. Które wziąć? 

Justin  bez  namysłu  wziął  pierwsze  z  brzegu 

opakowanie i wrzucił je do wózka. 

– Bierzemy to. 
– Dobrze. 
– Co jeszcze potrzebujemy? NajwaŜniejsze jest mleko 

i butelka, prawda? 

–  Oczywiście.  Chyba  Ŝe  będziesz  je  karmić  własną 

piersią – zaŜartowała Laura. 

Justin nawet się nie uśmiechnął. 
–  A  treściwsze  jedzenie?  –  Wskazał  półki  ze 

słoiczkami i buteleczkami. – Przetwory teŜ będą potrzebne? 

–  Nie  mam  pojęcia,  kiedy  niemowlęta  dostają  coś 

konkretnego.  Zresztą  nie  wiemy,  ile  to  stworzenie  ma 
miesięcy. 

–  Kupimy  kilka  róŜnych  specjałów  i  sprawdzimy,  co 

małemu  konsumentowi  najbardziej  smakuje.  –  Nie 
czekając  na  opinię  Laury,  Justin  wstawił  do  wózka  pięć 
słoiczków. – Co jeszcze? 

– Chyba specjalne mydło, smoczki... 
–  Musimy  kupić  misia.  Chodźmy  do  działu  z 

zabawkami. 

– Misia? 
Justin spojrzał na nią groźnie. 
–  KaŜde  dziecko  musi  mieć  misia.  Szczególnie  gdy 

leŜy samo i nikt go nie zabawia. 

–  Racja.  –  Laura  uśmiechnęła  się.  –  Wiesz,  mój  miś 

wciąŜ jest w niezłej formie i siedzi na półce w sypialni. Ma 
dwoje oczu, ale tylko jedną łapę. A ty masz swojego? 

–  Nigdy  nie  miałem.  Musimy  znaleźć  jakiegoś 

solidnego. 

Laura wyciągnęła rękę po dziecko i wskazała wysoką 

półkę. 

–  Weź,  proszę,  ten  płyn.  Tak,  Patrick  wygląda  na 

background image

 

26 | 

S t r o n a

 

 

–  PrzecieŜ  to  twój  pomysł.  Dlaczego  ja  mam  być  od 

brudnej  roboty?  Gdybym  postawiła na  swoim, dziecko juŜ 
znalazłoby  się  pod  opieką  fachowych  przewijaczy.  Albo 
włączysz się na całego, albo oddaję podrzutka. 

Justin zmruŜył oczy. 
– śartujesz? 
–  Ani  trochę.  No  więc,  jak  będzie  z  tym 

przewijaniem? 

– Nie umiem... 
– To się nauczysz. Oboje mamy jakie takie osiągnięcia 

zawodowe,  więc  chyba  jesteśmy  inteligentni.  Jakoś  sobie 
poradzimy. Pierwszy punkt programu to kupno pampersów. 

– Racja. – Justin odetchnął z ulgą. – Idę do sklepu. 
– Ja pójdę. 
–  Nie.  Jesteś  przemęczona.  Nie  wiadomo,  czy 

dojdziesz o własnych siłach do sklepu, ale wiadomo, Ŝe nie 
wejdziesz na trzecie piętro. Zostań w domu i odpocznij. 

Laura dostrzegła strach w jego oczach i domyśliła się, 

Ŝe  chciał  uciec  choćby  na  pół  godziny.  Oboje  bali  się 
nieznanych obowiązków. 

–  Nie  zostanę  sama  na  placu  boju.  Nie  mam  pojęcia, 

jak  się  obchodzić  z  intruzem  w  tym  wieku.  Na  studiach 
tego nie uczono. 

–  To  bardzo  proste.  Wystarczy  pilnować  dziecka, 

uwaŜać, Ŝeby... nie zrobiło sobie krzywdy. 

–  W  takim  razie  najlepiej  będzie,  jeŜeli  pójdziemy 

oboje – zadecydowała Laura. – To znaczy we troje, razem z 
amatorem pieluszek. 

 
W  supermarkecie  półki  z  pieluszkami  ciągnęły  się 

kilometrami. Wybór był przeogromny. Laura nie wiedziała 
oczywiście, Ŝe przy tego rodzaju zakupie trzeba wziąć pod 
uwagę mnóstwo czynników. Na przykład wagę dziecka. 

–  Ile  ten  brzdąc  waŜy?  –  Ponownie  zerknęła  na 

opakowanie. – Ze trzy kilo? 

– Chyba więcej – orzekł Justin. 
Niemowlę nadal się uśmiechało, ale taki stan nie mógł 

trwać bez końca. Z pewnością niebawem zorientuje się, Ŝe 
coś  jest  nie  w  porządku.  A  juŜ  na  pewno  przekona  się  o 
tym,  gdy  dwoje  nowicjuszy  zabierze  się  do  rozwijania 

 

23 | 

S t r o n a

 

 

niezgodne  z  prawem,  z  przepisami.  Jeśli  rodzice  nie 
zgłoszą się, a my z opóźnieniem wezwiemy policję, wiesz, 
co  mnie  czeka?  Pozbawienie  prawa  do  wykonywania 
zawodu. 

– Wezmę na siebie całą odpowiedzialność. 
– Co takiego? 
Justin niecierpliwie machnął ręką. 
–  Powiem,  Ŝe  dziecko  zostało  znalezione  u  mnie  i 

czekałem, aŜ jego rodzice skontaktują się ze mną. 

– Będziesz kłamał? ZłoŜysz fałszywe zeznania? 
–  Nie,  tylko  odrobinę  minę  się  z  prawdą.  O  jedno 

mieszkanie dalej. 

– Ty teŜ jesteś prawnikiem? 
--Nie. 
– A gdzie pracujesz? Pani Carlson mówi o tobie „nasz 

kochany  nauczyciel”.  Jest  w  tym  choć  ziarno  prawdy  czy 
starsza pani zmyśla? 

– Nie zmyśla. Mam dyplom nauczycielski, ale pracuję 

jako logopeda. 

Laura  była  zaskoczona.  Czarny  strój  i  motor  nie 

pasowały  do  wizerunku  logopedy.  Postanowiła  później 
dowiedzieć się szczegółów. 

– Czemu nie chcesz wezwać policji? Zachowujesz się 

tak,  jakby  zatrzymanie  cudzego  dziecka  było  dla  ciebie 
niezwykle istotne. 

– Bo jest. Wiem coś na temat rodzin zastępczych. Nie 

chcę naraŜać niewinnego stworzenia. 

Powiedział  to  ostrym  tonem,  niemal  ze  złością.  Coś 

się za tym musiało kryć. 

– Przykro mi, Ŝe miałeś złe doświadczenia, ale rodzina 

zastępcza  to  idealne  rozwiązanie.  Jeśli  nowi  rodzice  są 
dobrzy, serdeczni... 

– Rzadko tacy bywają. 
–  Bądź  rozsądny.  Nie  wiesz,  kto  zostawił  maleństwo 

ani  dlaczego.  MoŜe  rodzice  w  tej  chwili  szukają  swojego 
dziecka. 

Jeśli go nie oddam, zostaniemy uznani za kidnaperów. 

Lepiej,  Ŝeby  małym  śpiochem  zajęli  się  powołani  do  tego 
ludzie. 

–  Niemowlęta  potrzebują  troskliwej  opieki,  czułości. 

background image

 

24 | 

S t r o n a

 

 

Czy  wiesz,  co  dzieje  się  z  tymi,  które  nie  nawiąŜą  więzi 
uczuciowej  podczas  pierwszych  miesięcy  Ŝycia?  Są 
skrzywione emocjonalnie, mogą nie wyleczyć się do końca 
Ŝycia. 

–  Więc  to  maleństwo  potrzebuje  kogoś,  kto  wie,  co 

dać  oseskowi  do  jedzenia,  jak  nawiązać  emocjonalny 
kontakt,  a  my  nie  mamy  o  tym  pojęcia.  Poza  tym  ja  nie 
mam czasu... 

– Warto spróbować. Ja mam czas i chcę pomóc. 
– Weźmiesz dziecko do siebie? 
Justin  westchnął,  co  oznaczało,  Ŝe  Laura  utrudnia 

sprawę. 

– Nie proponuję, Ŝebyśmy je ukradli, ale Ŝebyśmy się 

nim zaopiekowali i poszukali jego rodziców. Musieli mieć 
jakiś  powód,  Ŝe  właśnie  tutaj  je  zostawili.  Znajdziemy  i 
powód, i rodziców. 

–  A  co  potem?  Oddamy  dziecko  ludziom,  którzy 

porzucili je na progu cudzego domu? 

– Nie na progu, ale na łóŜku. 
Laura znów pokręciła głową. 
–  Człowieku,  pomyśl  logicznie.  Oddanie  podrzutka 

jest  jedynym  rozsądnym  rozwiązaniem.  Policjanci  i 
opiekunowie  społeczni  mają  doświadczenie,  wiedzą,  jak 
naleŜy postępować w takich sytuacjach. 

– MoŜe tak, a moŜe nie. Nie mamy Ŝadnej gwarancji. 

A  jeśli  dziecko  będzie  zaniedbywane?  Albo  przerzucane  z 
miejsca  na miejsce? Do końca Ŝycia nie odzyska poczucia 
bezpieczeństwa. My zapewnimy mu lepsze warunki. 

–  Nie  jestem  przekonana.  Boję  się,  Ŝe  będę  miała 

powaŜne kłopoty. Oboje moŜemy je mieć. 

–  Jestem  pewien,  Ŝe  dziecko  zostawił  ktoś,  kogo 

znasz.  Na  przykład  dawna  koleŜanka.  Napisała,  Ŝe  będzie 
w  kontakcie,  więc  moŜe  zadzwoni  za  dzień  lub  dwa  i 
wszystko wyjaśni. 

Albo zgłosi się osobiście. 
– Za dzień lub dwa? – Laura przygryzła wargę. – Czy 

wiesz,  ile  razy  w  ciągu  dnia  trzeba  przewijać  takie 
niemowlę? 

– Nie. 
– Ja teŜ. Nie wiem nic o potrzebach osesków. Dlatego 

 

25 | 

S t r o n a

 

 

lepiej zawiadomić policję. Dla dobra dziecka. 

– Nie śpiesz się. – Justin miał powaŜną i zdecydowaną 

minę. – Pomogę ci, wspólnie damy sobie radę. 

– A jeśli to porwane dziecko? Będziemy wspólnikami 

przestępstwa. MoŜe matka juŜ go szuka. 

– Radio i telewizja podają informacje o zaginięciu. 
– Niekoniecznie. Czasem kidnaperzy groŜą rodzicom, 

Ŝe jeśli doniosą na policję... 

–  To  bez  sensu.  Kidnaperzy  wybrali  na  chybił  trafił 

mieszkanie  w  jakimś  bloku,  bo  chcieli  zapewnić  dziecku 
bezpieczeństwo i za kilka dni zgłoszą się, Ŝeby od rodziców 
zaŜądać okupu, tak? 

Laura zazgrzytała zębami. 
– MoŜe liczą, Ŝe my przekaŜemy dziecko policji, więc 

nikt ich nie złapie... 

– 

Mało 

prawdopodobne. 

Nie 

popełniamy 

przestępstwa. 

JeŜeli  w  ciągu  dwóch  dni  nikt  się  nie  zgłosi, 

zawiadomimy policję. Dobrze? 

Z  sypialni  dobiegło  kwilenie,  więc  pobiegli  tam  i 

pochylili się nad dzieckiem. Miało błękitne oczy i patrzyło 
na  nich  zdumione.  Laura  pomyślała,  Ŝe  podrzutek  z 
pewnością zaraz otworzy buzię i zacznie krzyczeć. 

Dziecko 

rzeczywiście 

otworzyło 

buzię, 

ale... 

uśmiechnęło się, pokazując dwa ząbki. 

MoŜe  rzeczywiście  będzie  mu  lepiej  tu,  gdzie 

widocznie czuje się dobrze? MoŜe poczekać na zgłoszenie 
się rodziców? 

–  Ma  bardzo  zadowoloną  minę  –  rzekł  Justin 

półgłosem. 

–  Trzeba  kupić  pampersy  –  powiedziała  Laura,  co 

oznaczało,  Ŝe  ustępuje.  –  Nie  zamierzam  myśleć  o  lasach 
tropikalnych przy przewijaniu. 

– Popieram wniosek. 
–  Ciekawe,  czy  ma  mokro.  MoŜe  juŜ  powinniśmy 

włoŜyć mu suchą pieluszkę? 

–  My?  –  Justin  cofnął  się.  –  Jak  to,  przy  przewijaniu 

teŜ mam pomagać? 

Laura  na  moment  zaniemówiła,  a  potem  ze  złością 

wycedziła: 

background image

 

48 | 

S t r o n a

 

 

– Ja przez tydzień utykałam na obie nogi, a ten po tylu 

latach wciąŜ opłakuje niewidoczne rysy na motorze. 

Obaj 

męŜczyźni 

wymienili 

porozumiewawcze 

spojrzenia,  a  Laura  od  razu  zrozumiała,  Ŝe  znalazła  się  na 
straconej pozycji. 

–  Bądź  grzeczna.  –  Pocałowała  Pat.  –  Do  zobaczenia 

wieczorem. 

–  Chyba  doŜyjemy.  –  Justin  ujął  rączkę  dziecka  i 

pomachał  na  poŜegnanie.  –  Moja  córeczka  juŜ  umie  robić 
pa, pa. 

Wyszedł,  czule  przemawiając  do  „córeczki”.  Steve 

objął siostrę i ucałował. 

–  Ubierz  się  i  idziemy.  Ja  naprawię  samochód,  a  ty 

opowiesz mi o nowym adoratorze i jego dziecku. 

Laura wypchnęła go z sypialni i zatrzasnęła drzwi. 
–  MoŜesz  ukryć  się  w  mysiej  dziurze,  ale to  na  nic  – 

zawołał  Steve.  –  ZłoŜyłem  przysięgę,  Ŝe  będę  donosił 
mamie  o  twoich  romantycznych  przygodach.  Jestem 
pewien, Ŝe bardzo zainteresuje się gotową wnuczką. Będzie 
miała  okazję  powtórzyć  uwagi  o  tym,  Ŝe  kaŜde  dziecko 
potrzebuje brata lub siostry. 

Laura była zirytowana, więc ubrała się błyskawicznie. 
Steve leŜał na kanapie, bawił się pilotem i bezmyślnie 

przeskakiwał  z  kanału  na  kanał.  Laura  stanęła  przed 
telewizorem i skrzyŜowała ręce na piersiach. 

–  Justin  jest  tylko  i  wyłącznie  moim  sąsiadem  – 

oświadczyła. – Wiesz, Ŝe  nie lubię, gdy zawstydzasz mnie 
w obecności znajomych. 

–  Przepraszam.  –  Szeroki  uśmiech  wcale  nie  był 

przepraszający.  –  Przyzwyczajenie  jest  drugą  naturą.  Na 
swoją  obronę  powiem  tylko,  Ŝe  ten  pan  wcale  nie 
pocałował cię tak, jakby był zwykłym sąsiadem. 

– Ale nim jest. 
Laura odwróciła się i ruszyła do drzwi. 
– A ta mała? 
–  Nie  jest  jego  córką.  –  Odpowiedziała  dopiero  na 

półpiętrze,  gdy  była  pewna,  Ŝe  Justin  nie  zjawi  się,  by 
znowu zamknąć jej usta pocałunkiem. 

Steve  postawił  torbę  z  narzędziami  koło  samochodu 

siostry. 

 

33 | 

S t r o n a

 

 

łóŜeczko. 

– Nie dzwoń. – Justin wstał i wziął niemowlę na ręce. 

– Po co wciągać w to osoby trzecie? 

– Racja. 
Sypialnia  była  przytulna,  bez  prowizorycznych 

stolików  i  stosów  brudnych  rzeczy.  Meble  były  proste,  z 
ciemnego  drewna,  na  ścianach  wisiały  ładnie  oprawione 
rysunki. ŁóŜko było zaścielone. 

–  Matka  dobrze  cię  wychowała  –  skomentowała 

Laura. 

Justin  rzucił  jej  zagadkowe  spojrzenie,  podał  jej 

dziecko i zdjął narzutę. 

– Skąd taki wniosek? 
–  Bo  nie  ma  bałaganu.  Moich  braci  nie  moŜna  było 

nauczyć porządku. Rzucali swoje rzeczy, gdzie popadło. 

– Gdyby nikt po nich nie sprzątał, prędzej czy później 

nauczyliby się porządku. 

– Wątpię. 
Justin  zgasił  górne  światło  i  zapalił  nocną  lampkę. 

Czekali, Ŝeby niemowlę zasnęło. Ale dziewczynka patrzyła 
na  nich  jakby  z  wyrzutem.  Rączki  zacisnęła  w  piąstki, 
jakby im groziła. 

– Czeka na kolejny punkt programu – orzekł Justin. – 

MoŜe przeczytać jej bajkę? 

– Jest za mała, Ŝeby docenić literaturę. 
– Pewnie śpiewano jej kołysanki. 
– To bardziej prawdopodobne. Proszę, śpiewaj. 
– Ja? – spytał Justin przeraŜony. – Nie umiem. 
Laura 

popatrzyła 

na 

niego 

znacząco. 

Justin 

zaczerwienił się. 

– Słychać mnie przez ścianę? 
– Tak. Masz ładny głos. 
– Dziękuję. Czemu ona nie zasypia? 
Niemowlę  ziewnęło,  jego  powieki  opadły,  ale  oczy 

znowu  się  otworzyły.  Nieszczęśliwa  mina  wróŜyła,  Ŝe  za 
chwilę z oczu tryśnie fontanna. 

–  Pewnie  boi  się  nieznanego  otoczenia.  PołoŜę  się 

koło niej. 

–  Laura  niepewnie  zerknęła  na  sąsiada.  –  Jeśli 

pozwolisz. 

background image

 

34 | 

S t r o n a

 

 

– Pozwalam. 
Gdy  Laura  połoŜyła  się  koło  dziecka,  z  malutkiej 

twarzyczki zniknął wyraz gniewu. 

– Nic nie rozumiem – szepnęła Laura sennym głosem. 

– Czy ten osesek jeszcze na coś czeka? 

Oczy  jej  się  kleiły.  Rozbawiony  Justin  pomyślał,  Ŝe 

Morfeusz pomylił się i zsyła sen na niewłaściwą osobę. 

–  Ja  teŜ  nie  rozumiem  –  rzekł,  chociaŜ  wiedział,  Ŝe 

Laura go nie słyszy. 

Zasnęła  momentalnie.  Wyglądała  bardzo  mizernie. 

Justin  postanowił,  Ŝe  nazajutrz  solidnie  nakarmi  obie 
sublokatorki.  Dla  mniejszej  będzie  mleko,  dla  większej 
mięso,  frytki,  tuczący  deser.  Sąsiadka  potrzebowała  duŜo 
kalorii. 

Niemowlę wciąŜ nie spało, tylko powaŜnie patrzyło na 

Justina  oczami  jak  bławatki.  Justin  poczuł  ból  w  sercu. 
Odwrócił wzrok. 

Tłumaczył  sobie,  Ŝe  wszystkie  dzieci  wyglądają 

podobnie.  Lecz  oczy  tej  istotki  mają  identyczny  kolor... 
jeśli go pamięć nie myli. 

Miał cztery latka, gdy urodził się brat. 
Od  tamtego  czasu  rzadko  zbliŜał  się  do  niemowląt. 

Celowo  unikał  małych  dzieci.  Lecz  teraz  nie  mógł 
obojętnie  stać  z  boku  i  pozwolić,  by  Pat  zajęły  się 
nieodpowiednie  osoby.  Tym  bardziej,  Ŝe  niemowlę  ma 
oczy  Bena.  Przypomniały  mu  się  dni,  gdy  zajmował  się 
bratem – karmił go, przewijał, mył. Jego pięcioletnie serce 
bardzo  pragnęło,  by  braciszek  był  szczęśliwy  i 
uśmiechnięty. 

Zamknął  oczy.  To  było  bardzo  dawno  temu.  Ben 

miałby  teraz  dwadzieścia  siedem  lat.  Rzadko  świadomie 
rozmyślał o ukochanym bracie, który na zawsze pozostał w 
jego sercu. 

Nie zdołał go uratować, ale przysiągł sobie, Ŝe jeśli w 

obecnej  sprawie  cokolwiek  od  niego  zaleŜy,  uchroni 
niemowlę przed losem braciszka. 

–  Kruszyno,  poszukam  twoich  rodziców  –  szepnął.  – 

Jeśli  nie  są  w  stanie  opiekować  się  tobą,  znajdę 
odpowiednich  ludzi,  którzy  cię  pokochają.  Obiecuję.  Nie 
oddam cię do sierocińca. 

 

47 | 

S t r o n a

 

 

Bane, sąsiad zza ściany. 

Steve zmruŜył oczy i zmarszczył czoło. 
–  DuŜo  o  panu  słyszałem.  Siostra  opowiada  o 

sąsiadach. 

Tylko tego brakowało! 
Laura  zazgrzytała  zębami.  Wcale  duŜo  nie  mówiła, 

jedynie wspomniała o Justinie, poniewaŜ bracia zachwycali 
się jego motorem. 

Dlaczego Steve mówi takim tonem? Daje Justinowi do 

zrozumienia,  Ŝe  jego  siostra  zachowuje  się  jak  zakochana 
pensjonarka. 

Steve  zobaczył  jej  wściekłe  spojrzenie  i  uśmiechnął 

się  od  ucha  do  ucha,  a  nawet  szerzej.  No  tak,  juŜ  swata. 
Robi to z premedytacją. 

–  Jestem  Steve  –  przedstawił  się.  –  Ukochany  brat 

pańskiej  sąsiadki  i  jej  czuły  opiekun.  Zdolny  naprawiacz 
samochodów oraz pralek. 

Justin wstał i wtedy Steve zobaczył dziecko. 
–  Wzruszająca  rodzinna  scenka.  –  Bezceremonialnie 

szturchnął siostrę. – Nie wiedziałem, Ŝe jesteś macochą. Od 
jak dawna trwa ta idylla? 

–  Nie  jestem  macochą.  I  nic  nie  trwa.  Dziecko 

zostało... 

– Zostałem sam z dzieckiem – pospiesznie wtrącił się 

Justin. 

–  Potrzebowałem  pomocy  i  Ŝyczliwa  sąsiadka  mnie 

wsparła. 

– On nie jest... 
Usta Justina  na  jej ustach  uniemoŜliwiły  dokończenie 

zdania. Mocne uszczypnięcie w rękę teŜ pomogło. 

– Dziękuję za pomoc, sąsiadko. Do widzenia. – Justin 

odsunął  się  od  oniemiałej  Laury  i  wyciągnął  rękę  do 
Steve’a. 

– Miło mi było pana poznać. – Przy drzwiach jeszcze 

się odwrócił.  – Jest pan terrorystą, który  uwięził siostrę za 
pomocą 

pająków 

czy 

właścicielem 

motocykla 

zniszczonego podczas jazdy nowicjuszki? 

Steve głośno sapnął. 
–  To  był  moped,  moja  ukochana  Suzy.  Trzy 

zadraśnięcia i wgniecenie. 

background image

 

46 | 

S t r o n a

 

 

Trzpiotko, nie wolno zostawiać otwartych drzwi. 

– O, do licha! – zaklęła Laura. 
Spojrzała na Justina i dziecko. Gdzie ich schować? W 

szafie? Pod łóŜkiem? Za zasłoną? 

– Zapomniałem o czapce niewidce – szepnął Justin. 
Laura pogroziła mu pięścią. 
– Nie lubię, kiedy to robisz. 
– Co takiego? – spytał z niewinną miną. 
– Czytasz w moich myślach i naśmiewasz się ze mnie. 
–  Patrzyłaś  na  mnie  tak,  jakbym  był  wstrętnym 

insektem. 

O co chodzi? Nadopiekuńczy brat będzie bronić cnoty 

siostry? Mam włoŜyć rękawice bokserskie? 

W przedpokoju rozległy się kroki. 
– Jeszcze śpisz? 
Laura  pobiegła  do  drzwi.  Uświadomiła  sobie,  Ŝe 

uniknie złośliwych komentarzy,  gdy  porozmawia z bratem 
w  przedpokoju.  Nie  będzie  krępujących  pytań,  a  potem 
odpowiednio  ubarwionych  opowieści  o  męŜczyźnie  z 
dzieckiem w jej sypialni. 

Steve  nadopiekuńczy?  Nie.  Ale  gorliwy  swat.  Trzeba 

zapobiec  spotkaniu brata z sąsiadem. W przeciwnym razie 
Justin  niezwłocznie  zostanie  zaproszony  na  niedzielny 
obiad.  Nawet  nie  zdąŜy  otworzyć  ust,  Ŝeby  powiedzieć 
Steve’owi,  Ŝe  rodzinne  obiady  nie  pasują  do  stylu  Ŝycia 
motocyklisty. 

Z rozpędu wpadła na brata. 
–  Stój!  –  Steve  chwycił  ją  za  rękę  i  przytrzymał.  – 

Dlaczego  jeszcze  nie  jesteś  ubrana?  Umówiliśmy  się 
przecieŜ, Ŝe skoro świt naprawię ci auto. 

Laura  pomyślała  ze  złością,  Ŝe  niski  wzrost  ma  kilka 

powaŜnych  minusów.  Po  pierwsze,  wąskimi  plecami 
niewiele daje się zasłonić, a po drugie, prawie kaŜdy moŜe 
spojrzeć ponad głową niskiej osoby. Od razu zauwaŜyła, Ŝe 
Steve  szeroko  otwartymi  oczami  patrzy  w  stronę  sypialni. 
Jego  zdumienia  nie  wywołała  rozrzucona  pościel  i  ogólny 
bałagan, lecz półnagi męŜczyzna siedzący na łóŜku. 

Laura odsunęła się i zrezygnowana powiedziała: 
– Witam, braciszku. 
–  Dzień  dobry  –  odezwał  się  Justin.  –  Jestem  Justin 

 

35 | 

S t r o n a

 

 

Wiedział,  Ŝe  dziecko  go  nie  rozumie,  ale  Pat 

uśmiechnęła  się,  jakby  pokrzepiona  jego  słowami, 
machnęła rączką I wreszcie zasnęła. 

Justin  ostroŜnie  przykrył  ją  kołdrą,  po  czym  otulił 

kocem Laurę. 

Wyglądały  jak  matka  i  córka.  Justin  skrzywił  się 

niezadowolony. 

–  To  tylko  sąsiadka  i  podrzucone  niemowlę  – 

mruknął. – Nie jesteśmy rodziną. Do nikogo nie naleŜę. 

 
Laura  wyspała  się,  umyła  i  przebrała.  Przespała 

dwanaście  godzin  bez  przerwy.  Była  w  wyśmienitym 
nastroju.  Wprawdzie  inaczej  zaplanowała  pierwszą  od 
dawna  wolną  sobotę,  lecz  nie  miała  wyboru.  Nie 
sprzeciwiła się wyraźnie,  więc  niejako zaakceptowała  plan 
Justina,  Ŝeby  zatrzymać  niemowlę  do  czasu  zdobycia 
informacji  o  jego  rodzicach.  Nie  powiedziała  ani  tak,  ani 
nie. 

Obudziła  się,  poniewaŜ  coś  ciągnęło  ją  za  włosy. 

Otworzyła  jedno  oko  i  zobaczyła  gniewnie  skrzywioną 
buzię dziecka. 

W  pierwszej  chwili  nie  wiedziała,  co  robi  w 

mieszkaniu  sąsiada  z  dzieckiem,  które  podrzucono  do  jej 
sypialni.  Być  moŜe  Justin  miał  rację,  ale  byłoby  lepiej, 
gdyby  powiadomili  policję.  Są  przecieŜ  fachowcy,  którzy 
wiedzą, jak postępować w takich sytuacjach. 

Laura wychowała się w ciepłej, rodzinnej atmosferze, 

więc z własnego doświadczenia nie znała Ŝycia w rodzinie 
zastępczej. MoŜe Justin ma rację? Kto wie? 

Najlepiej  ani  się  nie  zgadzać,  ani  nie  sprzeciwiać, 

tylko czekać. Dziecku przyda  się spokój  przez dwa  dni. A 
poza tym... 

Laura zaczęła coś podejrzewać. 
Pat  wymachiwała  rączkami  i  starała  się  złapać 

kolorową zabawkę, duŜego misia w zielonym kapeluszu. 

Justin długo go wybierał. Spoglądał przy tym  groźnie 

na  Laurę,  ale  oczy  mu  się  śmiały.  Laurę  bawiła 
sympatyczna,  choć  dziecinna  strona  charakteru  sąsiada. 
Teraz na wspomnienie tamtej sceny uśmiechnęła się. 

–  Dzień  dobry.  Mała  wygląda,  jakby  wcale  nie 

background image

 

36 | 

S t r o n a

 

 

tęskniła za matką – powiedziała. 

Justin  od  rana  siedział  przy  komputerze  i  zbierał 

informacje na temat rozwoju niemowląt. 

– Jeśli nie zauwaŜa nieobecności matki – oświadczył z 

mądrą miną – to znaczy, Ŝe nie ma pół roku. 

– Wiedziałam to wcześniej, bo jeszcze nie siada. 
–  Hm,  racja.  Nic  bliŜszego  juŜ  nie  ustalimy.  Jeśli Pat 

normalnie się rozwija, ma od trzech do pięciu miesięcy. 

– Wychodzisz? 
– Nie. Porozmawiajmy. 
– O czym? 
Laura  usiadła  naprzeciwko,  pochyliła  się  i  nabrała 

tchu  przed  zadaniem  pytania,  które  musiało  paść.  To 
podejrzenie  stanowiło  główny  powód,  dla  którego  nie 
zawiadomiła  policji.  Zdawało  się  jej,  Ŝe  niemowlę  jest  z 
własnym ojcem. 

– Wybacz, Ŝe zadam ci bardzo osobiste pytanie, ale to 

waŜne. Czy byłeś... – Zakłopotana odwróciła wzrok. – Czy 
byłeś z kimś... mocniej związany rok, półtora roku temu? 

– Czemu cię to interesuje? 
Widocznie nie rozumiał. Musi zapytać wprost. 
– Miałeś kochankę? 
Justin  patrzył  na  nią  bardziej  obraŜony  niŜ 

zakłopotany. 

– A co tobie do tego? 
Laura 

uznała, 

Ŝe 

źle 

prowadzi 

śledztwo. 

Niezadowolona z siebie spuściła wzrok i staranniej dobrała 
słowa. 

– Nasze okna są tuŜ obok. Jeśli to jest twoje dziecko i 

matka  postanowiła  je  tobie  oddać,  sprawa  byłaby  jasna. 
Matka  Pat  pomyliła  okna,  o  co  nietrudno.  Czy  to  twoja 
córeczka? 

Justin nie wahał się, chociaŜ pytanie go oburzyło. 
– To nie jest moje dziecko. 
Laura patrzyła na niego podejrzliwie. 
–  Jesteś  pewien?  Pat  jest  trochę  do  ciebie  podobna... 

MoŜesz  mieć  stuprocentową  pewność  tylko  wtedy,  jeśli  w 
tym okresie z nikim nie sypiałeś albo jeśli twoja partnerka 
nie  zaszła  w  ciąŜę.  Musisz  to  wiedzieć,  a  nie  tylko 
przypuszczać. 

 

45 | 

S t r o n a

 

 

z oseskiem. 

– Bez ich doświadczenia teŜ świetnie sobie radzimy. – 

Justin  zeskoczył  z  parapetu.  –  Wtajemniczanie  wszystkich 
krewnych  i  znajomych  tylko  napyta  nam  biedy.  A  jeśli 
dopisze nam szczęście, sprawa sama się rozwiąŜe. 

– Masz trudności z uŜywaniem drzwi? Zacięły się? 
– Nie, ale tą drogą jest szybciej. 
–  Zapomniałam,  Ŝe  dla  szalonego  motocyklisty 

prędkość jest najwaŜniejsza. 

Justin usiadł na łóŜku i zaczął robić komiczne miny. 
– Co będzie, jeśli okaŜe się, Ŝe rodzice Pat chcą, Ŝebyś 

wzięła ich dziecko na wychowanie? 

– To niemoŜliwe! 
Na twarzy Justina malował się niepokój. 
– Ale przypuśćmy. Co wtedy zrobisz? 
– Coś takiego absolutnie nie wchodzi w grę. Nie mogę 

podjąć się opieki nad cudzym dzieckiem. 

– A chciałabyś mieć własne? 
–  Nie.  Tak.  To  znaczy,  nie  planowałam.  Ale  jeśli 

spotkam  odpowiedniego  męŜczyznę,  kto  wie?  Na  pewno 
nie chciałabym zostać samotną matką podrzutka. 

– Przewidujesz załoŜenie rodziny? 
–  Tak.  Wychowałam  się  w  dobrej,  zŜytej  rodzinie. 

Bracia  okropnie mi dokuczali, ale mimo to ich  kocham. A 
ty? 

– Z nikim nie mam kontaktu. 
– Chcesz się oŜenić, mieć dzieci? 
Justin pochylił głowę. 
– Nie przewiduję takiego scenariusza. 
–  Bo  rodzinne  obowiązki  nie pasują  do  twojego  stylu 

Ŝycia? 

–  Powiedzmy.  –  Wstał  i  wziął  Pat  na  ręce.  –  śyczę 

owocnej pracy. 

Laura zaczęła gorączkowo szukać pióra i kartki. 
– Zaczekaj. O, proszę. Mój telefon słuŜbowy. W razie 

czego daj mi znać. 

Justin niedbale wsunął kartkę do kieszeni. 
– Dobrze. 
Naraz rozległ się dzwonek przy drzwiach. 
– Dlaczego drzwi są otwarte? – zawołał męski głos. – 

background image

 

44 | 

S t r o n a

 

 

Justin uśmiechnął się zawstydzony. 
– Nie chodzi o małą. Nie mogę wejść do mieszkania. 
– Dlaczego? 
Justin wzruszył ramionami. 
–  Było  gorąco  i  duszno,  Pat  nie  chciała  usnąć,  więc 

wyszedłem na spacer. 

– A klucze zostawiłeś w domu? 
--Tak. 
Laura  szerzej  otworzyła  drzwi.  Była  zadowolona,  Ŝe 

trochę  posprzątała  i  pokój  nie  wyglądał  juŜ  jak  po 
włamaniu. 

Pomyślała, Ŝe Justinowi bardzo do twarzy z dzieckiem 

na ręku. Szczególnie teraz. Pachnie mlekiem i zasypką, ma 
senne oczy, jest w samych spodniach, boso. 

Podobał się jej jak nigdy. 
Natychmiast zdenerwowała się z powodu tych myśli. 
– Zadzwonisz po ślusarza? 
–  Nie.  Zostawiłem  otwarte  okno,  więc  z  twojej 

sypialni  przejdę  do  mojej.  Przepraszam,  Ŝe  cię  zbudziłem. 
Mogę zostawić Pat i iść po klucze? 

Laura zaprowadziła go do sypialni. 
–  Oczywiście.  Nie  masz  za  co  przepraszać,  bo  i  tak 

niedługo  zadzwoni  budzik.  Po  szóstej przyjedzie  mój  brat, 
Ŝeby sprawdzić, dlaczego moje auto miewa humory. 

Justin  ostroŜnie  ułoŜył  niemowlę  między  dwoma 

poduszkami, wszedł na parapet i stamtąd surowo popatrzył 
na Laurę. 

– Masz idiotyczne godziny pracy. 
– Wiem, ale jestem nowa, muszę się wykazać. 
Justin burknął coś niezrozumiałego i zniknął. 
Niemowlę  było  spocone,  więc  Laura  zdjęła  jeden 

sweterek i rozpięła drugi. 

– Jak beze mnie przetrwacie cały dzień? – szepnęła. – 

Bardzo mi przykro, Ŝe muszę cię opuścić, ale jeśli mam być 
szczera, Justin lepiej sobie radzi, bo jest odwaŜny, a ja boję 
się, Ŝe podczas ubierania złamię ci rączkę lub nóŜkę. 

Pat otworzyła oczy. 
– Och, przepraszam, Ŝe cię obudziłam. – Laura podała 

jej  palec  do  potrzymania.  –  Chyba  jednak  zadzwonię  do 
bratowych. One są doświadczone i wiedzą, jak postępować 

 

37 | 

S t r o n a

 

 

Pomyśl. Czy to mogłoby być twoje dziecko? 
Justin myślał przez kilka minut. Serce biło mu mocno. 

Taka ewentualność nie była wykluczona. 

–  Przypuszczenie  logiczne,  ale  to  niemoŜliwe.  Musi 

być inne rozwiązanie. 

– Rozumiem. 
Laura była zła. Czuła się tak, jakby Justin ją okłamał. 
–  Mam  stuprocentową  pewność,  Ŝe  nie  jestem  ojcem 

tego podrzutka. 

Przez  chwilę  Laura  przyglądała  się  Justinowi  w 

milczeniu,  po  czym  skinęła  głową  na  znak,  Ŝe  przyjmuje 
jego oświadczenie. 

–  Szkoda.  –  Westchnęła.  –  Pat  jest  taka  podobna  do 

ciebie. 

Popatrz  na  jej  włoski.  Odcień  trochę  inny,  ale  teŜ  się 

podwijają, jak twoje, gdy długo ich nie obcinasz. 

Justin  automatycznie  przygładził  włosy.  Zdziwiło  go, 

Ŝe Laura zauwaŜyła taki drobny szczegół. 

– Zbieg okoliczności. Pat nie jest moją córką. 
 
Dwa  dni  minęły  bez  większych  kłopotów,  ale  w 

niedzielę wieczorem Laura zrobiła się nerwowa. 

– Jutro muszę iść do pracy, nie mogę wziąć wolnego – 

powiedziała  zasępiona.  –  Czemu  oni  nie  dzwonią?  Czy 
liczą,  Ŝe  zatrzymamy  ich  dziecko  na  zawsze?  –  Nerwowo 
splatała  i  rozplatała  palce.  –  Musimy  zawiadomić  policję. 
Nie  ma  innego  wyjścia.  Rodzice  nie  zgłosili  się,  nie 
nawiązali kontaktu. 

–  Nie  martw  się  na  zapas  –  rzekł  Justin.  –  PrzełoŜę 

jutrzejsze  spotkania  na  inny  dzień  i  zostanę  w  domu. 
Zapomniałaś o deserze. 

Laura popatrzyła na lody czekoladowe. 
– Nie powinnam tego jeść – mruknęła. – Chcesz mnie 

utuczyć?  Wiem,  ile  lodów  i  czekolady  moŜna  tygodniowo 
bezkarnie  zjeść.  Ty  stale  tak  się  odŜywiasz?  NiemoŜliwe. 
Inaczej twój ukochany motor dawno by się rozleciał. 

– Nie jest „ukochany” – powiedział oburzony Justin. 
– CzyŜby? To czemu obwiesiłeś go ozdóbkami? I lśni 

z  daleka.  Myjesz  go  i  pucujesz  chyba  co  drugi  dzień. 
Popisujesz się nim. 

background image

 

38 | 

S t r o n a

 

 

–  Przyznaję,  Ŝe  go  lubię.  –  Justin  uśmiechnął  się 

szelmowsko. – A ty przyznaj się, Ŝe chciałabyś sprawdzić, 
jak smakuje szybka jazda. 

– Wcale nie. Spróbowałam tej przyjemności jeden raz. 

Na motorowerze brata. Starczy mi do końca Ŝycia. To była 
mała maszyna, nie takie monstrum. 

– Czyli moped? 
– Jak zwał, tak zwał. Według mnie to był motorower. 

Miał  dwa  koła,  kierownicę  i  silnik.  Wzbudzał  zachwyt 
wszystkich wyrostków. 

Justin powaŜnie spojrzał na dziecko. 
–  Pat,  kiedyś  powiem  ci,  jaka  jest  róŜnica  między 

motorowerem a mopedem. Dziewczynki teŜ powinny lubić 
motory. 

– Zerknął na Laurę. – Co się stało z mopedem twojego 

brata? 

Przetrwał w całości twoją jazdę? 
–  Oczywiście.  Brat  powiedział,  Ŝe  mam  coś 

przekręcić, Ŝeby coś tam włączyć. Wsiadłam, zrobiłam, co 
kazał,  a  to  diabelstwo  poleciało  jak  rakieta  kosmiczna. 
Sunęło  na  jednym  kole!  Nie  masz  pojęcia,  jak  się 
przeraziłam. Wrzeszczałam, Ŝeby brat mnie ratował. 

Justin  pochylił  się  nad  dzieckiem,  starając  się  zdusić 

gwałtowny atak śmiechu. Nie udało mu się. 

–  Bardzo  zabawne,  co?  Trochę  trwało,  zanim  brat 

mnie posłuchał, bo najpierw musiał pozbierać się z ziemi. 

–  Powinnaś  krzyczeć,  Ŝeby  ratował  motor.  To  by  go 

bardziej zmobilizowało. 

–  Wiem.  On  ma  bzika  na  punkcie  motorów.  Ta 

machina  miała  nawet  imię.  Brat  wciąŜ  mi  wypomina,  Ŝe 
boleśnie  ją  zraniłam.  Przedmiot!  Pewnie  nigdy  mi  nie 
wybaczy. 

–  Dla  męŜczyzny  motor  nie  jest  przedmiotem. 

Stosunek  do  urządzeń  mechanicznych  buduje  największą 
przepaść między kobietami i męŜczyznami. Kobiety nic nie 
rozumieją.  –  Justin  udawał,  Ŝe  nie  widzi  irytacji  Laury.  – 
Człowiekowi  byłoby  z  wami  łatwiej,  gdybyście  rozumiały 
cokolwiek, co wiąŜe się z działaniem mechanizmów albo z 
grą w piłkę noŜną. 

– Z nami byłoby łatwiej? – Laura uderzyła go w rękę. 

 

43 | 

S t r o n a

 

 

nocy  poza  domem  co  jakiś  czas  popłakiwał,  ale  uspokajał 
się, gdy Justin trzymał go za rączkę. 

Następnego  dnia  zabrano  Bena  rzekomo  do  lekarza  i 

Justin nigdy więcej go nie widział. 

Mocniej  przytulił  podrzutka.  Miarowy  ruch  huśtawki 

podziałał i Pat usnęła, ufnie przytulona do piersi opiekuna. 

–  Przysięgam,  Ŝe  próbowałem  odnaleźć  braciszka  – 

szepnął  Justin.  –  Przez  kilka  miesięcy  strasznie  się 
awanturowałem.  Potem  kilka  razy  uciekałem,  wymykałem 
się  na  poszukiwania,  bo  naiwnie  sądziłem,  Ŝe  sam  go 
znajdę. Nic nie pomogło. Nie powiedziano mi, co się z nim 
stało.  Dopiero  wiele  lat  później  dowiedziałem  się,  Ŝe  gdy 
nas  rozdzielono,  Ben  był  juŜ  powaŜnie  chory  i  wkrótce 
umarł. 

Justin  długo  siedział,  patrząc  na  niemowlę  i 

wspominając  swoje  nieszczęśliwe  dzieciństwo.  Zatopiony 
w myślach, zapomniał się odpychać i huśtawka zatrzymała 
się. Justin wrócił do teraźniejszości. 

–  Ciekawe,  moja  mała,  czy  obudzisz  się,  gdy  połoŜę 

cię do łóŜka. Lepiej nie, bo chętnie bym się przespał. 

Zadowolony,  wszedł  na  trzecie  piętro,  ale  wtedy 

okazało się, Ŝe jednak się nie połoŜy. Bezradnie oparł się o 
drzwi. 

– Gdzie ja mam głowę? 
 
Odgłos  pukania  zakłócił  niespokojny  sen.  Laura 

usiadła  zdezorientowana,  ale  po  sekundzie  wyskoczyła  z 
łóŜka jak z procy i pobiegła do drzwi. Stukanie o tej porze 
oznacza, Ŝe dziecku stało się coś złego. 

Miała  wyrzuty,  Ŝe  zostawiła  Justina  samego, 

uwierzyła mu jednak, Ŝe sobie poradzi. Kazał jej porządnie 
się  wyspać  i  nabrać sił  na  cały  tydzień.  Poza tym  słusznie 
zauwaŜył,  Ŝe  oboje  mają  tyle  samo  doświadczenia  i 
kwalifikacji. 

Na  pewno  stało  się  coś  złego.  To  jedyny  powód 

pobudki o tej porze. 

– Co się dzieje? – zawołała, nim otworzyła drzwi. – W 

nocy słyszałam płacz, ale od jakiegoś czasu było cicho. 

Przyjrzała się niemowlęciu. Nie jest zakrwawione, śpi 

spokojnie, czyli całe i zdrowe. 

background image

 

42 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 4 

 
W  ciągu  dnia  Pat  spała  nawet  przez  pięć  godzin, 

natomiast  w  nocy  budziła  się  po  godzinie  lub  dwóch,  ale 
kiedy  pełnili  dyŜury  na  zmianę,  nie  było  to  szczególnie 
uciąŜliwe. 

W  niedzielę  wieczorem  Justin  zadecydował,  Ŝe  Laura 

musi  wypocząć  przed  kolejnym  tygodniem  wytęŜonej 
pracy. Gdy został sam, opiekowanie się oseskiem przestało 
być łatwe i przyjemne. Laura miała poczucie humoru, które 
nie  opuszczało  jej  nawet  w  środku  nocy.  Jej  sarkazm 
czasem dopiekał do Ŝywego, ale warto było pocierpieć. 

O  czwartej  rano  Justin  zrezygnował  z  uśpienia 

dziecka.  Oboje  męczyli  się,  poniewaŜ  jesienna  noc  była 
gorąca jak w środku lata. 

–  Nocny  marku,  idziemy  na  spacer.  Zobaczysz,  co 

mamy na podwórku, a ja  sprawdzę, czy huśtanie działa na 
ciebie usypiająco. 

Było bardzo ciepło, więc Justin włoŜył tylko spodnie, 

ale niemowlę ubrał na cebulkę. 

W  ciemnościach  Pat  natychmiast  przestała  płakać. 

Justin bał się potknąć, więc ostroŜnie zszedł po schodach i 
wyszedł na wewnętrzny dziedziniec. 

–  Czy  ty  wiesz,  Ŝe  jesteś  bardzo  podobna  do  mojego 

brata? 

–  zagadnął,  siadając  na  huśtawce.  –  Ben  teŜ  miał 

kłopoty ze spaniem. Często się budził, a ja nie wiedziałem, 
czy  czegoś  chce,  czy  coś  mu  dolega.  Miałem  niecałe  pięć 
lat, a on sporo waŜył, więc trudno mi było go dźwigać. Na 
pewno chciał, Ŝebym go nosił. Ty teŜ to lubisz, prawda? 

Odepchnął się nogą, rozhuśtał i oddał wspomnieniom. 

Nie mógł długo nosić Bena, więc zwykle siedział z nim na 
podłodze,  głaskał  po  główce  i  kołysał.  Czasem  pomagało, 
Ben  uspokajał  się  i  nawet  uśmiechał.  Kiedy  indziej 
krzyczał coraz głośniej, robił się purpurowy, drobne ciałko 
dygotało, a starszy brat nie wiedział, jak temu zaradzić. 

Justin zacisnął pięści na wspomnienie dnia, w którym 

zabrano ich od ojca. W domu Ben był bardzo niespokojny, 
często  głośno  płakał,  nawet  krzyczał.  Podczas  pierwszej 

 

39 | 

S t r o n a

 

 

– Próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi, prawda? 

–  Myślałem,  Ŝe  jesteś  do  tego  przyzwyczajona.  Ten 

twój brat... 

– Teraz jest mechanikiem samochodowym i dba o mój 

wóz.  Naprawia  go  rzekomo  za  darmo,  ale  muszę 
wysłuchiwać,  jak  swoim  współpracownikom  opowiada 
ubarwioną wersję mojej przygody z motorowerem. UwaŜa, 
Ŝe to uczciwa wymiana, ale ja jestem innego zdania. 

– Biedna Laura. 
–  Uwierzyłabym  w  szczere  współczucie,  gdybyś  nie 

szczerzył  zębów.  Masz  brata  z  ostrym  językiem  albo 
siostrę, którą dręczysz? 

Pytanie sprawiło mu przykrość. Nawet po dwudziestu 

pięciu latach wspomnienia bolały. 

– Miałem tylko brata, ale zmarł dawno temu. 
– Och, bardzo mi przykro. 
Justin  nie  chciał  współczucia.  Przesunął  swoje 

nietknięte lody w stronę Laury i zapytał: 

– Ilu masz braci? 
–  Dwóch.  Pasowałbyś  do  nich.  Ten  drugi  teŜ  wariuje 

na  punkcie  samochodów  i  piłki  noŜnej.  Prowadzi  sklep 
sportowy. 

– A co opowiada o swojej siostrzyczce? 
Laura wzdrygnęła się i machinalnie zabrała do lodów. 
– Uczono cię biologii, więc wiesz, Ŝe są miłe i niemiłe 

zwierzęta,  robactwo,  Ŝaby,  węŜe.  Ten  drugi  braciszek 
opowiada, jak to musiał się mną zająć i Ŝeby nie psuć sobie 
zabawy, zamknął mnie w pokoju, a pod drzwiami postawił 
pudło z pająkami. 

– Miałaś fascynujące dzieciństwo. 
–  Na  szczęście  zostałam  pomszczona,  bo  obaj  mają 

synów. 

– A bratankowie dostają od cioci zabawki, które robią 

duŜo hałasu. 

–  Skąd  wiesz?  Chłopcy  bardzo  mnie  kochają. 

Rzeczywiście, Gavin ostatnio dostał bębenek. 

–  Co  zrobisz,  jeśli  te  potwory  będą  miały  siostry? 

Opracowałaś jakiś plan ochrony niewinnych bratanic? 

–  Oczywiście.  ZagroŜę  chłopcom,  Ŝe  jeśli  nie  będą 

traktować  sióstr  z  czcią  naleŜną  damom,  będą  musieli 

background image

 

40 | 

S t r o n a

 

 

poŜegnać  się  z  wymarzonymi  prezentami.  –  Zdumiona 
popatrzyła na czarkę. – Och, zjadłam twoje lody! 

–  Bardzo  dobrze.  Nie  mogę  pozwolić,  Ŝebyś 

sterczącymi  Ŝebrami  zrobiła  krzywdę  niewinnej,  małej 
damie. 

Justin  podał  jej  śpiące  niemowlę,  a  Laura  przesunęła 

dłonią po klatce piersiowej, jakby sprawdzała, czy Ŝebrami 
nie ukłuje dziecka. 

–  Jeśli sam nie  zauwaŜyłeś,  to  cię informuję,  Ŝe teraz 

bardzo szczupła sylwetka jest najmodniejsza – powiedziała 
na swoją obronę. 

Nieoczekiwanie  Justin  pocałował  ją  w  usta,  po  czym 

wstał i z obojętną miną zajął się sprzątaniem. 

– Na twoich wargach zostało trochę lodów i chciałem 

sprawdzić, jak smakują. 

 
Pocałował ją tak samo obojętnie, jak całował dziecko, 

lecz hormony nie zorientowały się i ruszyły do akcji. Laura 
irytowała  się,  Ŝe  reaguje  jak  typowa  kobieta.  Czyli 
niemądrze!  Pozwala,  Ŝeby  przelotny  całus  zburzył  spokój 
jej ducha. 

Oddała  Justinowi  niemowlę  i  wypchnęła  oboje  z 

kuchni. Sprzątając, starała się zapomnieć o pocałunku. TeŜ 
pomysł! 

Była chuda, więc nie w typie Justina. On teŜ nie był w 

jej typie. Pomimo czekoladowych oczu. 

Sprzątnęła  kuchnię  w  rekordowym  tempie.  Musiała 

definitywnie  rozmówić  się  z  Justinem.  Raz  zręcznie 
uniknął  dyskusji  o  tym,  co  zrobić  z  podrzutkiem,  ale  nie 
mogli dłuŜej odkładać ostatecznej decyzji. 

Zajrzała  do  łazienki.  Justin  klęczał  koło  wanny  i  był 

mokry od głowy do pasa. 

– Jak sobie radzisz? 
–  Świetnie,  ale  przyszłaś  w  samą  porę.  Weź  ręcznik, 

Ŝebym mógł skrzata połoŜyć. 

Laura rozłoŜyła ręcznik, a Justin sprawnie wyjął Pat i 

okrył ręcznikiem. 

–  Widzisz?  Gdy  ją  natychmiast  zawinąć,  nie  płacze. 

Nabieram wprawy, uczę się. 

– Będziesz wzorowym ojcem z poradnika dla młodych 

 

41 | 

S t r o n a

 

 

rodziców. 

Justin spojrzał takim wzrokiem, jakby zaproponowała, 

Ŝeby oddał motor na złom. 

– Nie będę. 
PołoŜyli  niemowlę  spać  i  wtedy  Laura  zaatakowała 

ponownie. 

– Wracając do przerwanej rozmowy... Jutro zostaniesz 

w domu, a co pojutrze? Tak dalej być nie moŜe. Zaczną się 
problemy. 

– Poczekajmy – upierał się Justin. – Rodzice przecieŜ 

zostawili dziecko  pod naszą opieką,  prawda? Jeszcze dwa, 
trzy  dni,  potem  zawiadomimy,  kogo  trzeba.  Nie  moŜemy 
zrzucać na innych odpowiedzialności za Pat. 

Laura  zrozumiała,  Ŝe  nic  więcej  nie  osiągnie. 

Westchnęła i pomyślała o innym rozwiązaniu. 

–  Wiesz  co,  zaangaŜujmy  detektywa.  Jeśli  matka  nie 

zgłosi się sama, wytropimy ją i zaŜądamy wyjaśnień. 

– Nie ma Ŝadnych poszlak. 
–  Od  tego  są  eksperci.  Dla  takiego  nawet  metka  na 

koszulce  jest  poszlaką.  Na  szybie  albo  framudze  powinny 
być  odciski  palców.  Jutro  się  tym  zajmę.  Ta  mała  musi 
mieć rodzinę. 

–  Dobrze  –  zgodził  się  Justin  po  chwili  przykrego 

milczenia.  –  JeŜeli  nic  się  nie  zdarzy,  zatrudnimy 
fachowca. 

background image

 

64 | 

S t r o n a

 

 

Teraz miał powaŜną, nawet zasępioną minę. 
–  Pędziłem  z  pracy,  bo  dzwonił  Harris,  Ŝe  do  nas 

jedzie. 

Ma waŜne wieści. 
– Znalazł matkę Jenny? 
Justin  skinął  potakująco  głową  i  w  tym  samym 

momencie rozległ się dzwonek. 

– Ja otworzę – powiedziała Laura. 
Pan  Harris  dumnie  wkroczył  do  bawialni  i  byłby 

usiadł na Jennie, gdyby Justin w ostatniej  chwili nie  wziął 
jej na ręce. 

–  Ha,  ha,  ha!  –  zarechotał  detektyw.  –  Przepraszam, 

nie  zauwaŜyłem  Ŝywego  drobiazgu.  Kiepsko  z  moją 
zdolnością obserwacji. Ale mam dla pana nazwisko. 

Justin  połoŜył  niemowlę  na  kocyku  na  podłodze,  z 

dala  od  trasy  ewentualnego  przemarszu  spostrzegawczego 
detektywa. 

– Bardzo mnie to cieszy. 
– Nazwisko i adres. Znalazłem tę kobietę. – Detektyw 

dumnie wypiął pierś. – Były trudności, ale jednak dotarłem 
do  niej.  Nazywa  się  Linda  Hope  Fielding.  Nazwisko 
pasuje,  odciski  palców  się  zgadzają.  –  Pogardliwie 
popatrzył  na  Justina.  –  To  jest  matka  pańskiego  dziecka. 
Czy coś się panu przypomina? Wie pan, w którym kościele 
dzwonią? Justin przecząco pokręcił głową. 

–  Dziwne.  –  Detektyw  wyjął  plik  papierów.  –  Linda 

Fielding ma czterdzieści dwa lata, czarne włosy, niebieskie 
oczy, waŜy sześćdziesiąt pięć kilo. 

– Aha. 
Pan 

Harris, 

którego 

najwidoczniej 

irytowała 

obojętność Justina, rzucił papiery na stolik i wstał. 

–  Zna  ją  pan  czy  nie,  to  jest  ta  Linda,  która  dotykała 

pańskiego  okna  i  listu.  Wszystkie  zebrane  przeze  mnie 
informacje są tutaj. 

Laura  zaczęła  przeglądać  kartki,  a  Justin  zajrzał  jej 

przez ramię. 

– Czy to stały adres? – zapytał. – Jest pan pewien, Ŝe 

ona tam mieszka? 

Detektyw uśmiechnął się podejrzanie. 
– Niech pana głowa nie boli o adres. Jest bardzo stały. 

 

49 | 

S t r o n a

 

 

– Więc czemu mówił, Ŝe to jego dziecko? 
– Ze strachu, Ŝe polecisz z donosem na policję. 
Steve  gwałtownie  wyprostował  się  i  uderzył  głową  o 

maskę. 

–  Jasny  gwint!  Powtórz,  co  powiedziałaś.  Czy  on 

porwał niemowlę? 

Laura  opowiedziała  całą  historię  ze  szczegółami, 

umiejętnie  podsycając  napięcie.  UwaŜała,  Ŝe  brat  musi 
zapracować na to, by usłyszeć całość. Dlatego przerywała, 
gdy absurdalność wydarzeń wprawiała Stevea w osłupienie 
i zastygał w bezruchu. 

Steve  uwaŜnie  oglądał  silnik,  od  czasu  do  czasu 

gładząc się po głowie brudną ręką i zostawiając na jasnych 
włosach ciemne smugi. 

–  Ośmielę  się  rzec,  Ŝe  rozumowanie  Justina  jest 

logiczne. 

Nie  macie  innego  wyjścia.  Musicie  czekać  na 

rodziców. 

Laura wzniosła oczy ku niebu. 
–  Trzymasz  jego  stronę,  bo  okazał  ci  współczucie  z 

powodu podrapanego motoru. 

– Wcale nie. –  Steve pochylił się  nad  silnikiem, więc 

jego  słowa  docierały  do  Laury  niewyraźnie.  –  Jeśli  ktoś 
prosi, Ŝebyście wzięli jego dziecko, to bierzcie. Nie wypada 
pozbywać  się  niemowlęcia,  jeŜeli  samemu  moŜna  się  nim 
zająć.  –  Wyprostował  się.  –  Wóz  będzie  ci  słuŜył,  ale  nie 
licz  na  to,  Ŝe  długo.  Za  tydzień  wezmę  go  do  warsztatu  i 
zrobię przegląd. 

–  Serdecznie  dziękuję.  Pocałowałabym  cię,  ale  jesteś 

usmarowany. 

Steve  uśmiechnął  się  i  czymś,  co  kiedyś  było 

ręcznikiem,  usiłował  usunąć  przynajmniej  część  smarów  z 
rąk. Nagle rzucił się do przodu z rękoma wyciągniętymi ku 
twarzy  siostry.  Laura  krzyknęła  przeraźliwie,  odskoczyła 
do tyłu i byłaby się przewróciła, gdyby jej nie przytrzymał. 
,  –  Przepraszam  –  rzekł  odrobinę  zawstydzony.  –  Tylko 
Ŝartowałem.  Nie  chciałem  dotknąć  czysto  umytej  twarzy 
ani nie chciałem, Ŝebyś się przewróciła. 

Laura  westchnęła  i  z  niesmakiem  popatrzyła  na 

brudną  rękę.  OstroŜnie  podciągnęła  rękaw,  by  go  nie 

background image

 

50 | 

S t r o n a

 

 

ubrudzić.  Nie  miała  ochoty  zmieniać  bluzki  ani  później 
zastanawiać się, czym usunąć smar. 

– Zapominasz, Ŝe jesteśmy dorośli. Nie musisz znęcać 

się nade mną, Ŝeby mi okazać braterską miłość. 

– Bawiliście się w rodzinę od piątku do dziś? 
–  Mniej  więcej  –  Widzę,  Ŝe  twój  sąsiad  bardzo  ci  się 

podoba. 

–  I  co  z  tego?  Napiszesz  na  murze,  Ŝe  go  kocham? 

Jesteś okropny. Jak mama. 

– Oboje pragniemy twojego szczęścia. 
– Jestem szczęśliwa. 
– Za duŜo pracujesz. 
JuŜ to dziś słyszała! 
–  Chcę  wyrobić  sobie  dobrą opinię,  zdobyć  pozycję  i 

zabezpieczyć  się  finansowo.  Powinieneś  rozumieć, 
dlaczego tak bardzo mi na tym zaleŜy. 

– Bo dawniej mieliśmy za mało pieniędzy? 
--Tak. 
–  Ale  chyba  przyznasz,  Ŝe  mimo  biedy  rodzice  byli 

szczęśliwi, stworzyli udaną rodzinę, dobrze nas wychowali. 
I wiesz, Ŝe pieniądze nie dają szczęścia. 

Puste słowa, pomyślała Laura z irytacją. 
– Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Do widzenia. 
 
Po  raz  siódmy  prawa  ręka  chwyciła  słuchawkę,  ale 

lewa  znowu  interweniowała  i  słuchawka  wróciła  na 
miejsce. 

Laura  pocieszała  się,  Ŝe  cisza  oznacza  brak 

problemów. Nie rozumiała,  dlaczego wciąŜ jej się wydaje, 
Ŝe jest potrzebna Pat i Justinowi. 

Pracowała  bez  entuzjazmu,  często  spoglądała  na 

zegarek  i  wzdychała.  W  normalnym  układzie  o  tej  porze 
powinna  juŜ  iść  do  domu.  Co  chwila  słyszała  kroki 
zmierzające w stronę windy. 

Zmusiła  się,  by  przeczytać  kolejny  dokument  do 

końca. Nowa sprawa, którą jej zlecono, wywoływała w niej 
opór. 

Laura wiedziała, Ŝe nie wolno wydawać wyroków, ale 

ta  klientka  nie  cofała  się  przed  niczym,  by  uzyskać  prawo 
do  dziecka.  Z  jej  strony  była  to  zemsta  na  męŜu,  który  od 

 

63 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 6 

 
W czwartek Laura wróciła z pracy o piątej i bardzo się 

zdziwiła,  Ŝe  Justina  nie  ma  w  domu.  Zaczynała  się  juŜ 
powaŜnie niepokoić, gdy z przedpokoju dobiegł jego głos. 

Justin 

sapał 

jak 

zawodnik 

po 

biegu 

długodystansowym. Jenna siedziała w poŜyczonym wózku, 
wymachiwała  rączkami  i  nieprzerwanie  ćwiczyła  jakieś 
nowe dźwięki. 

Justin spojrzał na zegarek. 
– Czemu wróciłaś tak wcześnie? To niepokojące. Czy 

imperium Younga i Warrena nie utonie w morzu papierów, 
gdy ciebie zabraknie przy sterze? 

Laura  pocałowała  dziecko  i  posadziła  je  w  rogu 

kanapy. 

–  Okazuje  się,  Ŝe  beze  mnie  teŜ  potrafią  omijać 

niebezpieczne rafy i podwodne skały. Dziwne, prawda? JuŜ 
dawno  powinnam  się  zorientować,  Ŝe  świetnie  sobie  beze 
mnie  poradzą  i  wcale  nie  muszę  tkwić  przy  kserokopiarce 
do północy. 

– Przy ksero? Jesteś sekretarką? 
–  SkądŜe.  Kopiowanie  nie  naleŜy  do  moich 

obowiązków,  ale  jest  mnóstwo  pracy,  którą  ktoś  musi 
wykonać. I ja to robię. 

– Coś mi się zdaje, Ŝe robisz więcej, niŜ trzeba. 
–  MoŜliwe.  –  Laura  lekko  wzruszyła  ramionami.  – 

Przypuszczam,  Ŝe  nikt  nie  zauwaŜył  mojego  wyjścia  o 
normalnej porze. 

To  było  wielkie  odkrycie.  Równie  zdumiewające  jak 

fakt,  Ŝe  bardzo  chętnie  wraca  do  domu,  chociaŜ  nie  czeka 
jej  nic  pasjonującego.  Jedynie  codzienne  obowiązki  przy 
dziecku i stała walka z kulinarnymi pokusami Justina. 

Wieczory  spędzali  we  troje.  Najpierw  Laura  miała 

nocny  dyŜur  przy  Jennie,  potem  Justin,  a  trzeciego 
wieczoru  byli  tak  zmęczeni,  Ŝe  zasnęli  oboje.  Laura  z 
rozrzewnieniem  wspominała  ranek,  gdy  obudziła  się 
przytulona  do  niemowlęcia,  a  obok  niej,  z  drugiej  strony 
dziecka,  spał  Justin.  Rozmarzona  obserwowała  go  przez 
pół godziny. 

background image

 

62 | 

S t r o n a

 

 

spięci – dodała. 

–  Masz  rację.  –  Justin  delikatnie  oparł  jej  głowę  na 

swojej  piersi.  –  Gdy  jestem  zmęczony,  zwykle  szukam 
jakiejś  przepracowanej  pani  adwokat,  bo  tylko  taki 
pocałunek ma lecznicze działanie. 

Laura  czuła  się  dziwnie  osłabiona.  Nie  miała  siły 

unieść głowy. 

–  Pocałuj  mnie,  Ŝeby  się  zagoiło  –  poprosił  Justin.  – 

Dzieci wiedzą, co najlepiej pomaga. 

– Mają wrodzony instynkt. 
Wreszcie uniosła głowę. 
– Lubię instynkty – szepnął Justin. 
Czy  jego  twarz  jest  znowu  bliŜej?  Laura  zmruŜyła 

oczy,  by  to  ocenić.  Odległość  dwudziestu  centymetrów 
zmniejszyła  się  do  dwóch.  Dopiero  teraz,  z  bliska, 
zobaczyła,  Ŝe  w  ciemnych  oczach  Justina  połyskują  złote 
płatki.  To  bardzo  niebezpieczne  oczy,  pomyślała.  Jak 
jeziora,  w  których  kobieta  pragnie  zanurzyć  się  na  długo, 
moŜe na zawsze. 

– Naprawdę? 
CzyŜby  ona  to  powiedziała,  a  raczej  wyszeptała? 

NiemoŜliwe! 

– Instynkty prowadzą do ciekawych sytuacji. 
– Na przykład moŜna zostać ojcem. 
– Owszem. – Justin objął ją mocniej. – Czemu upinasz 

włosy? 

–  Bo  są  stanowczo  za  długie.  Powinnam  je  obciąć. 

Taka fryzura jest niepraktyczna. 

– Nie obcinaj. Chcę je zobaczyć rozpuszczone. 
Nie  wyciągnął  jednak  spinek,  co  w  tych  warunkach 

było bardzo rozsądne, ale rozczarowało Laurę. Westchnęła 
i odsunęła się. 

–  Muszę  coś  zjeść  i  iść  spać,  bo  inaczej  jutro  zasnę 

przy biurku. Poradzisz sobie beze mnie? 

– Taak – odparł Justin z ociąganiem. – Muszę. 

 

51 | 

S t r o n a

 

 

trzech lat sprawował opiekę nad synem. Laura zŜymała się, 
Ŝe  będzie  reprezentować  stronę,  której  nie  wierzy,  ale 
musiała wywiązać się z zadania. 

Za  dwie  godziny  pojedzie  wreszcie  do  domu.  Do 

Justina, Pat i nowych obowiązków. Do kąpania, karmienia, 
prania, śpiewania kołysanek. 

Przypomniała sobie, Ŝe miała zadzwonić do detektywa 

i  skoczyła  na  równe  nogi.  PrzecieŜ  postanowili  zrobić  to 
dzisiaj.  Musi  natychmiast  wracać  do  domu,  bo  potem 
będzie za późno, do nikogo się nie dodzwoni. 

Z  ulgą  i  niepokojem  zrobiła  coś  nie  do  pomyślenia  – 

wyszła z pracy, gdy na świecie było jeszcze jasno. 

Justin  miał  nieszczególną  minę,  a  niemowlę  buzię 

skrzywioną do płaczu. 

– Witajcie. 
Laura  wyciągnęła  ręce  do  dziecka  i  zdumiona 

uświadomiła  sobie,  Ŝe  bardzo  za  nim  tęskniła.  I  za 
Justinem. Zirytowała się,  Ŝe zaczynają nią rządzić emocje. 
A  przecieŜ  nie  warto  przywiązywać  się  do  namiastki 
rodziny, do sytuacji, która potrwa zaledwie kilka dni. 

– Wcześnie wróciłaś – bąknął Justin. 
– Coś nie w porządku? 
–  Wszystko  w  porządku,  ale  mała  jest  markotna  i 

marudna. Pewnie tęskniła za tobą. 

Jakby 

na 

potwierdzenie 

tych 

słów 

dziecko 

rozpromieniło się i powitało Laurę pociągnięciem za włosy 
i potokiem niezrozumiałych dźwięków. 

Laura przełknęła kluchę zawadzającą w gardle. 
–  Na  pewno  poprawi  ci  się  humor,  gdy  usłyszysz,  Ŝe 

mój brat przyznał ci rację. 

– W jakiej kwestii? 
– Zatrzymania dziecka. 
–  Mówiłaś  mu?  –  Justin  nachmurzył  się  jeszcze 

bardziej. 

– Jak mogłaś? Wiedziałaś, Ŝe nie chcę. 
–  Mam  zaufanie  do  rodzonego  brata.  –  Laura 

popatrzyła z wyrzutem. – A poza tym, jeśli nie robimy nic 
złego, nie musimy tego ukrywać. 

–  Bezpieczniej  zachować  tę  sprawę  w  tajemnicy. 

Najpierw trzeba znaleźć matkę. 

background image

 

52 | 

S t r o n a

 

 

– Widać, Ŝe brak ci bliskiej rodziny. 
– To nie ma nic do rzeczy. Czemu wróciłaś wcześniej? 
–  Bo  przypomniało  mi  się,  Ŝe  mieliśmy  poszukać 

detektywa. 

– JuŜ znalazłem. Przyjdzie o szóstej. 
– Dzwonił ktoś? 
– Chodzi ci o rodziców Pat? Nie. 
– Pójdę się umyć i zaraz wracam. 
– A my się połoŜymy. Ta pannica w ogóle nie chciała 

spać. 

Chwileczkę. – Poszperał w kieszeni. – Dam ci klucz. 
--Jaki? 
– Do mieszkania. 
– Do twojego? – spytała niemądrze. 
Pierwszy raz dostała klucz do mieszkania męŜczyzny. 

Dziwne uczucie. 

– O co chodzi? 
–  Nie  jestem  przyzwyczajona  do  noszenia  cudzych 

kluczy. 

– A ja nie jestem przyzwyczajony do dawania moich. 

– Justin uśmiechnął się. – Więc jesteśmy kwita. 

– Dziękuję. Postaram się pospieszyć. 
W  domu  pobieŜnie  przejrzała  korespondencję.  Same 

rachunki, nic ciekawego O! A to co? Jakaś złoŜona kartka! 

 

61 | 

S t r o n a

 

 

otworzyłeś taki ośrodek? 

– Gdy miałem dwadzieścia lat, zaangaŜowano mnie do 

filmu...  do  kiepskiego  serialu.  Na  szczęście  udało  mi  się 
zachować  rozsądek i  w odpowiedniej chwili zrezygnować. 
Zarobiłem  tyle,  Ŝe  starczyło  na  studia  i  na  sfinansowanie 
ośrodka. 

Jak dotąd, mamy niezłe osiągnięcia. Dla mnie to stała 

praca, dla dzieci stała pomoc. 

–  Wydałeś  wszystkie  pieniądze  na  cele  dobroczynne? 

Nie chciałeś kupić stu motorów albo pałacu? 

–  No,  trochę  sobie  zostawiłem.  –  Justin  uśmiechnął 

się. – Nie potrafię jeździć na stu motocyklach jednocześnie. 

–  Dlaczego  wybrałeś  taki  zawód?  Czy  jako  dziecko 

miałeś podobne problemy? 

– Takie przypuszczenie samo się nasuwa, prawda? 
Laura  poczuła  się  dziwnie  zakłopotana,  przerwała 

krojenie cebuli i spod rzęs zerknęła na Justina. 

Wyglądała uroczo. 
Pokusa  była  zbyt  silna.  Justin  odebrał  Laurze  nóŜ  i 

odwrócił  ją  ku  sobie.  Zdumiała  się,  ale  nie  sprzeciwiła,  a 
nawet z własnej inicjatywy objęła go za szyję. 

Bardzo dobrze. 
Justin  uwaŜał,  Ŝe  jest  mu  winna  pocałunek,  a  takie 

długi lubił odbierać. 

 
Pocałunek  był  delikatny  jak  pierwsza  zimowa 

śnieŜynka, ale ciepły. Laura miała wraŜenie, Ŝe właśnie na 
to czekała od dawna. Justin uśmiechnął się uwodzicielsko i 
pocałował  ją  jeszcze  raz.  Tym  razem  mniej  delikatnie,  ale 
czulej. 

Laura  dziwiła  się  własnym  odczuciom.  Czuje  się 

bezpieczna, całując sąsiada? PrzecieŜ to ryzyko! Na co ona 
sobie pozwala? 

Odsunęła  się  gwałtownie.  Justin  popatrzył  na  nią 

pytająco. 

– 

Oboje 

jesteśmy 

zmęczeni 

– 

wykrztusiła 

schrypniętym głosem. 

To  niczego  nie  wyjaśniało.  Tym  bardziej  Ŝe  nadal 

obejmowała Justina. Justin milczał. 

– Nie doszłoby do tego, gdybyśmy nie byli zmęczeni i 

background image

 

60 | 

S t r o n a

 

 

wskazuje.  Boli  mnie  twój  brak  zaufania,  ale  zdaję  sobie 
sprawę,  Ŝe  trudno  uwierzyć  w  moje  zapewnienia.  Nie 
przejmuj się moimi uczuciami. Naprawdę jest mi obojętne, 
co ten człowiek o mnie myśli. 

Powiedział  to  takim  tonem,  Ŝe  Laura  zrozumiała 

podtekst. To jej opinia była waŜna. 

– Przepraszam cię. – Spuściła wzrok. – Wierzę, Ŝe nie 

jesteś ojcem Jenny. 

– Ale zastanawiasz się, czy się nie mylę, prawda? 
Skinęła potakująco. 
– W tym sęk. Przepraszam. 
– Nie przejmuj się. 
Powoli uniosła głowę i spojrzała na niego. 
–  Najlepiej  nie  przejmować  się  drobiazgami.  Jedyne, 

co  nam  pozostaje,  to  czekać,  aŜ  detektyw  znajdzie  Lindę. 
Tylko jak będą wyglądać  następne dni? Co z twoją pracą? 
Dzisiejsze  spotkania  odwołałeś,  ale  jutrzejszych  chyba  juŜ 
nie moŜesz? 

–  Mam  nienormowany  czas  pracy  i  w  zasadzie  sam 

ustalam  godziny.  Znajdę  jakieś  rozwiązanie.  PrzełoŜę 
spotkania,  poproszę  o  zastępstwo  albo  wezmę  Jennę  ze 
sobą. 

Ona w ciągu dnia duŜo śpi. – Westchnął. – Szkoda, Ŝe 

nie w nocy. 

Laura  przeszła  do  kuchni.  Justin  uśmiechnął  się, 

widząc,  Ŝe  czuje  się  w  jego  mieszkaniu  swobodnie.  Było 
mu  miło,  chociaŜ  ostrzegawczy  głos  przypominał,  Ŝe  to 
niebezpieczne. 

Laura otworzyła lodówkę. 
–  Tym  razem  ja  coś  ugotuję,  chociaŜ  nie  mam  się 

czym  popisywać.  Gdzie  pracujesz?  Powiedziałeś  tylko,  Ŝe 
jesteś logopedą. 

–  Prowadzę  ośrodek  dla  dzieci  z  wadami  wymowy. 

Przychodzą  do  nas  po  pomoc,  jakiej  nie  zapewnia  im 
szkoła. 

Wyraz niedowierzania na twarzy Laury rozbawił go. 
–  Według  ciebie  taka  praca  nie  pasuje  do  szalonego 

motocyklisty, prawda? 

–  JuŜ  sama  nie  wiem.  MoŜe  pasuje,  moŜe  nie.  Na 

pewno  dzieci  cię  podziwiają.  Jak  doszło  do  tego,  Ŝe 

 

53 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 5 

 
Wyjaśniła się tajemnica rodziców Pat! 
Hokus-pokus.  Wystarczyło  wezwać  detektywa,  a 

zanim się zjawił, zagadka się rozwiązała. 

Laura usiadła przy stole, włoŜyła gumowe rękawiczki 

i rozłoŜyła kartkę szczypcami do sałaty. Odciski palców nie 
były  potrzebne,  ale  na  wszelki  wypadek  zachowała 
ostroŜność, by ich nie zniszczyć. 

List  zawierał  częściowe  wyjaśnienie,  a  Justin  będzie 

musiał  wytłumaczyć,  dlaczego  twierdził,  Ŝe  nie  jest  ojcem 
podrzutka. 

Ojcem ślicznej dziewczynki imieniem Jenna. 
Dlaczego tak stanowczo zaprzeczał? 
Laura nie rozumiała, czemu odczuwała to jako zdradę. 

Skąd te pretensje? 

Popatrzyła  w  okno.  Hm,  poczucie  zdrady  bierze  się 

stąd, Ŝe ufała sąsiadowi, wierzyła jego słowom. Sądziła, Ŝe 
nie  naleŜy  do  męŜczyzn,  którzy  porzucają  dziewczyny  w 
ciąŜy, wypierają się ojcostwa. Niestety, pomyliła się. 

Jedynym  plusem  jest  to,  Ŝe  ona  sama  nie  ma  juŜ 

Ŝadnych zobowiązań. Dziecko jest z ojcem. Pozostaje tylko 
pokazać Justinowi list. 

Laura  cięŜkim  krokiem  poszła  do  sąsiedniego 

mieszkania.  W  bawialni  nikogo  nie  zastała.  Weszła  bez 
pukania  do  sypialni.  UwaŜała,  Ŝe  ma  do  tego  prawo.  W 
końcu  spędziła  tu  dwa  dni  i  dwie  noce.  Jak  potraktować 
kłamcę? 

Winowajca  spał  spokojnie,  z  głową  zwróconą  ku 

dziecku,  które  z  trzech  stron  zabezpieczył  zrolowanymi 
kocami, a wzdłuŜ łóŜka ustawił krzesła. 

– Justinie – szepnęła Laura. 
Gdyby  był  sam,  obudziłaby  go  głośnym  krzykiem. 

ZasłuŜył na gwałtowną pobudkę. Przez niego jakaś kobieta 
zaszła  w  ciąŜę,  a  on  się  tego  wypiera.  Ach,  ci  męŜczyźni! 
Dlaczego są tacy nieodpowiedzialni? I okrutni? 

Justin nawet nie drgnął. Jak  moŜna tak  mocno  zasnąć 

w  ciągu  paru  minut?  Czy  to  znaczy,  Ŝe  przez  całą  noc  nie 
zmruŜył oka? 

background image

 

54 | 

S t r o n a

 

 

Laura  pomyślała,  Ŝe  jest  bardzo  podobny  do  Pat...  do 

Jenny. A raczej ona do niego. DuŜe oczy, gęste rzęsy... 

Gdy  zreflektowała  się,  Ŝe  patrzy  na  niego  za  długo, 

westchnęła i zaczęła oglądać sufit. 

Nie  pojmowała,  co  się  z  nią  dzieje.  Ogarniały  ją 

podstępne  uczucia.  Była  obraŜona,  miała  do  Justina 
pretensje,  a  mimo  to  chętnie  połoŜyłaby  się  koło  niego, 
przytuliła... 

– Skąd się to bierze? – szepnęła. 
Zaraz obudzi wyrodnego ojca i powie, co o nim myśli. 
– Śpiochu, pobudka! 
Justin na moment otworzył oczy, rozejrzał się niezbyt 

przytomnie i schował głowę pod poduszkę. 

–  Wstawaj  –  powiedziała  Laura  znacznie  głośniej. 

śałowała,  Ŝe  nie  ma  odwagi  –  i  siły  –  by  zepchnąć  go  z 
łóŜka. 

–  Musimy  porozmawiać.  Tajemnica  wyjaśniona. 

Znalazłam ojca dziecka. 

– Naprawdę? Jak to zrobiłaś? 
Justin  oparł  się  na  łokciu  i  odgarnął  włosy  opadające 

na  twarz,  a  Laurze  z  wraŜenia  oczy  zaszły  mgłą.  Znowu 
musiała oglądać sufit. 

–  Porozmawiamy  w  pokoju  obok,  Ŝeby  nie 

przeszkadzać Jennie. 

– Jennie?  – Justin zerknął na niemowlę,  które spało z 

palcem w buzi. – To jej imię? A juŜ przywykłem do Pat. 

Laura  wyszła  pierwsza.  Justin  zjawił  się  po  chwili 

zaspany, ziewający. 

–  No,  słucham.  Gdzie  ojciec  dziecka?  Zajmie  się 

córką? 

Chce wziąć ją do siebie? 
–  Nie  jestem  pewna  –  odparła  Laura  zimno.  –  Mam 

wraŜenie, Ŝe jej nie chce. Wypiera się. 

–  Wypiera  się  własnego  dziecka?  –  Justin  zaklął  pod 

nosem. 

–  Zimny  drań!  Łajdak!  –  ZniŜył  głos.  –  Biedne 

maleństwo. 

Jak on potrafi udawać, dziwiła się Laura. 
–  Justinie...  Nic  nie  rozumiesz.  Przyszedł  list,  z 

którego  wynika,  Ŝe  miałam  rację.  Pomimo  twoich 

 

59 | 

S t r o n a

 

 

–  Hm.  Więc  proszę  o  krótki  opis  wyglądu.  Wzrost, 

waga, kolor włosów, oczu. 

– Nie mam pojęcia, jak ta kobieta wygląda. 
Ręka detektywa zawisła w powietrzu. 
–  Co  takiego?  Nie  wie  pan,  jak  wygląda  matka 

pańskiego dziecka? 

– Niestety. 
–  A  w  jakim  jest  wieku?  Ma  dwadzieścia  lat, 

trzydzieści, czterdzieści? 

–  Ja  nic  o  niej  nie  wiem.  Jedyna  informacja  zawarta 

jest w tym liście. 

Detektyw nie ukrywał niesmaku i przez resztę wizyty 

traktował  Justina  bardzo  chłodno.  Dokładnie  obejrzał 
rzeczy  niemowlęcia  oraz  torbę,  w  której  były.  List  włoŜył 
do  plastikowej  torebki  i  schował  do  teczki.  Na  oknie  w 
sypialni  znalazł  tyle  śladów,  Ŝe  Laura  ze  wstydu  chętnie 
zapadłaby  się  pod  ziemię.  Nie  trzeba  być  detektywem,  by 
zauwaŜyć,  Ŝe  okno  myto  dawno  temu.  Dokładnie  przed 
sześcioma miesiącami. 

–  Kolega,  który  pracuje  na  posterunku,  pomoŜe  mi 

sprawdzić,  czy  mają  podobne  ślady.  Przyjdę  do  państwa 
jutro.  –  Detektyw  zmierzył  Justina  krytycznym  wzrokiem. 
– Dobrze byłoby sprawdzić DNA albo przynajmniej grupę 
krwi. śeby ewentualnie udowodnić, Ŝe pan nie jest ojcem. 

 
ObraŜony 

Justin 

milczał. 

Nie 

sprostował 

przypuszczenia, Ŝe autorka listu wie, co robi, wskazując go 
jako  ojca  swego  dziecka.  Nie  pozwolił  teŜ  Laurze,  by 
cokolwiek wyjaśniła. Było mu obojętne, co detektyw myśli, 
a chodziło jedynie o to, Ŝeby nie oddać Jenny. 

Laura  zamknęła  drzwi  za  detektywem  i  odwróciła  się 

do Justina czerwona z gniewu. 

– Starałam się być uprzejma, ale co on sobie myśli? – 

wybuchła. – Jakim prawem jest  napastliwy  w  stosunku  do 
ciebie? Kim on jest?  StraŜnikiem moralności? Nic nie wie 
o  okolicznościach,  a  pochopnie  wyciągnął  wniosek,  Ŝe 
jesteś  kobieciarzem,  który  sypia  z  kim  popadnie  i  nie 
pamięta imion tych kobiet. 

–  On  wyciągnął  jakieś  wnioski?  –  łagodnie  zapytał 

Justin.  –  Nie  denerwuj  się.  Wiem,  Ŝe  wszystko  na  mnie 

background image

 

58 | 

S t r o n a

 

 

– Na policję jeszcze czas. 
– Justinie! 
–  Myślisz,  Ŝe  to  moja  córka,  prawda?  Więc  ja  jako 

rzekomy  ojciec  postanawiam,  Ŝe  zatrzymujemy  ją  i 
czekamy na wyniki poszukiwań. 

– PrzecieŜ twierdzisz, Ŝe to nie twoje dziecko. 
–  Ale  ty  sądzisz  inaczej,  więc  zatrzymam  Jennę  do 

czasu,  aŜ  dowiem  się  prawdy  i  udowodnię  swoją 
niewinność. 

Laura uderzyła ręką w stół. 
–  Patrzcie  państwo!  Rzekomo  tylko  kobiety  są 

nielogiczne! 

Justin obojętnie wzruszył ramionami. 
–  Mam  nadzieję,  Ŝe  detektyw  znajdzie  odciski  na 

kartce  i  na  oknie.  Musimy  dojść  do  sedna.  Matka  Jenny 
będzie  musiała zeznać,  czy chciała mieć dziecko akurat ze 
mną  i  dlatego  zatrudniła  kosmitów,  Ŝeby  mnie  porwali. 
Chętnie uwierzysz w taką wersję, prawda? Laura wskazała 
list. 

–  Ze  słów  matki  wynika,  Ŝe  nie  zgłosi  się  po  córkę. 

Zakłada,  Ŝe  Pat,  przepraszam  Jenna  jest  ze  swoim  ojcem. 
Co  wobec  tego  nam  pozostaje?  Albo  znaleźć  krewnych 
dziecka, albo oddać je osobom do tego uprawnionym. 

Justin  zrobił  taką  minę,  jaką  juŜ  znała,  ale  nie  doszło 

do  ostrej  wymiany  zdań,  bo w  tej  samej  chwili  rozległ  się 
dzwonek. 

Detektyw  był  niezbyt  młody,  krępy  i  śniady.  Justin 

opowiedział  mu  całą  historię  i  pokazał  kartkę.  Pan  John 
Harris  pobieŜnie  rzucił  okiem  na  tekst,  uniósł  brwi  i 
spojrzał na Justina. 

– Czyli to pańska córka? 
– Według listu. 
– Chce pan, Ŝebym odnalazł matkę? 
--Tak. 
Detektyw wyjął notes i pióro. 
– Proszę o imię, nazwisko, adres. 
– Nie znam. 
Brwi detektywa niemal uciekły z wysokiego czoła. 
– Nie zna pan nawet jej imienia? 
--Nie. 

 

55 | 

S t r o n a

 

 

zaprzeczeń okazuje się, Ŝe ty jesteś ojcem. 

Justin na chwilę zaniemówił. 
– Ja... ? Ona... nie jest... moją córką – wyjąkał. 
– Jest. 
Laura nie rozumiała, dlaczego Justin nadal wypiera się 

dziecka.  Jenna  była  do  niego  podobna,  zostawiono  ją 
prawie  w  jego  mieszkaniu,  a z  listu jasno  wynikało, Ŝe  on 
jest ojcem. Dlaczego kłamie? 

–  Przyniesiono  ją  do  mnie  przez  pomyłkę.  Matka 

myślała, Ŝe weszła do twojego mieszkania. 

Justin wpadł w furię. 
– Kobieto, przestań gadać od rzeczy! Mówię ci, Ŝe to 

nie  moje  dziecko.  Zaszła  jakaś  pomyłka.  Gdyby  Pat... 
Jenna  była  moją  córką,  na  pewno  nie  uchylałbym  się  od 
odpowiedzialności. 

Laura  podsunęła  mu  pod  nos  kartkę,  którą  wciąŜ 

trzymała szczypcami. 

– Widzisz? Kartka jest do ciebie, przysłana pod dobry 

adres. Gdzie tu pomyłka? 

Justin  wyrwał  jej  kartkę  razem  ze  szczypcami  i  oczy 

zrobiły  mu  się  wielkie  jak  spodki.  Wodząc  palcem,  Ŝeby 
lepiej rozumieć słowa, ponownie przeczytał tekst: 

–  „Justinie!  Masz  córeczkę Jennę, urodzoną trzeciego 

czerwca.  Ja  nie  mogę  się  nią  opiekować,  więc  ty  musisz. 
Powodzenia.  Mam  nadzieję,  Ŝe  twoja  nowa  kochanka  ma 
trochę  instynktu  macierzyńskiego.  Linda”.  –  Gniewnie 
spojrzał na Laurę. – Diabli nadali! Co to ma znaczyć? 

– Sam wiesz najlepiej, więc mi powiedz. 
– Co mam powiedzieć? 
– Prawdę. 
Justin  rzucił  kartkę  na  stół  i  zaczął  nerwowo  chodzić 

po pokoju. 

–  Dwie  rzeczy  są  jasne.  Po  pierwsze,  ta  kobieta 

pomyliła mnie z  kimś innym,  a po drugie myśli, Ŝe my ze 
sobą Ŝyjemy. 

Widocznie  widziała  cię,  gdy  weszłaś  do  mieszkania. 

Pewno  czekała  za  oknem.  UwaŜała,  Ŝe  to  mieszkanie  ojca 
dziecka, a ty jesteś jego kochanką. 

– Ja kochanką typa spod ciemnej gwiazdy? 
Justin przytaknął. 

background image

 

56 | 

S t r o n a

 

 

– Nie jestem niczyją kochanką. 
– Powiedz Lindzie... 
– Kto to taki? 
– Nie wiem, bo jej nie znam. 
– Ale ona zna ciebie. Bardzo blisko i dobrze. 
Justinowi pociemniały oczy. 
–  Mam  wielką  prośbę.  Czy  mogłabyś  choć  na  krótko 

przyjąć, Ŝe mówię prawdę? 

Laura  odsunęła  się  od  niego,  usiadła  przy  stole  i 

potarła skronie. 

–  Dowodów  pośrednich  jest  sporo,  więc  naprawdę 

trudno  mi  wierzyć  twoim  słowom.  Radzę  ci  sprawdzić  w 
kalendarzyku  randki  sprzed  roku.  Jennie  urodziła  się  w 
czerwcu, 

więc... 

została 

poczęta 

we 

wrześniu. 

Przypominasz sobie coś z września? 

– Nic a nic. To nie moja córka. 
–  Przypuszczam,  Ŝe  zmieniasz  dziewczyny  jak 

rękawiczki  i  prędko  zapominasz  o  kochankach.  Ale 
powinieneś  pamiętać  przynajmniej  te,  które  zachodzą  w 
ciąŜę. 

Justin popatrzył na nią wzrokiem, który mógłby zabić. 
– Dlaczego mnie atakujesz? 
– Bo wypierasz się ojcostwa, chociaŜ jest coraz więcej 

dowodów.  Nie  lubię  męŜczyzn,  którzy  uciekają  od 
rodzicielskich obowiązków. 

–  Aha.  –  Justin  znowu  zaklął.  –  Nie  chcesz  mi 

wierzyć,  to  nie.  Ale  dlaczego?  Co  takiego  zrobiłem,  Ŝe 
uwaŜasz mnie za człowieka niegodnego zaufania? 

– Słabo cię znam. 
– Spędziliśmy razem dwa dni i dwie noce. Myślałem, 

Ŝe  przy  tej  okazji  poznaliśmy  się...  lepiej.  Zapewniam  cię, 
Ŝe nie jestem ojcem podrzutka. To inny męŜczyzna. 

– Który teŜ ma na imię Justin i mieszka w tym domu, 

tak? 

– Nie rozumiem, dlaczego dziecko znalazło się tutaj i 

dlaczego  kartka  jest  zaadresowana  do  mnie.  –  Wyglądał 
coraz groźniej. – Dziecko zostawiono u ciebie, nie u mnie. 
Jesteś pewna, Ŝe nie miałaś kochanka o moim imieniu? 

Laura zignorowała absurdalne pytanie. 
– Zrobisz badania genetyczne, Ŝeby to udowodnić? 

 

57 | 

S t r o n a

 

 

– Tylko wtedy przestaniesz mnie podejrzewać, co? 
Laura  widziała,  Ŝe  Justin  jest  pewien  swoich  racji  i 

czuje  się  uraŜony,  Ŝe  ona  mu  nie  wierzy.  CzyŜby  był 
przekonany,  Ŝe  antykoncepcja  nigdy  nie  zawodzi? 
Otworzyła  usta,  ale  w  ostatnim  momencie  powstrzymała 
się przed zadaniem niedyskretnego pytania. Nie jej sprawa, 
jak doszło do nieplanowanej ciąŜy. 

– Wymieniono cię jako ojca. Test DNA da odpowiedź 

i  będzie  wiadomo,  czego  się  trzymać.  NiewaŜne,  w  co  ja 
wierzę lub nie. 

– Dla mnie waŜne. 
– Dlaczego? 
– Naprawdę musisz pytać? 
Przecząco pokręciła głową. Nie, nie musiała. Przez te 

dwa  dni  zdarzyło  się  coś  wyjątkowego.  Wprawdzie  nie 
tego  szukała  w  Ŝyciu,  ale  na  krótko  było  to  coś 
szczególnego. 

Justin jeszcze raz uwaŜnie obejrzał kartkę informującą 

o  jego  ojcostwie.  Widocznie  nieoczekiwanie  olśniła  go 
jakaś myśl, bo zagadkowo spojrzał na Laurę. 

–  Kartka  jest  zaadresowana  do  mnie.  Zawsze 

otwierasz cudzą korespondencję? 

Laura spiekła raka. 
– Nigdy. Kartka była bez koperty, razem z tym, co do 

mnie  przyszło.  Zwykła,  złoŜona  kartka,  którą  otworzyłam 
bez specjalnej ciekawości. Nie jestem wścibska. 

– Powiedzmy. Odwdzięczę ci się i powiem, Ŝe wątpię 

w twoją prawdomówność. 

–  Złośliwość  aŜ  się  z  ciebie  wylewa.  Poczekaj, 

przyniosę coś do wytarcia podłogi. 

Justin  roześmiał  się,  czym  ją  kompletnie  rozbroił. 

Potem jednak znowu się zasępił. Wstał, przemierzył pokój 
kilka razy, usiadł na kanapie i popatrzył przez okno. 

–  Najgorszy  w  tej  historii  jest  fakt,  Ŝe  przytrafia  się 

ona niewinnemu dziecku. 

Laurę  ogarnęły  wątpliwości.  Uwierzyć  mu?  Gdzie 

leŜy prawda? To fatalna pomyłka czy bezczelne wypieranie 
się ojcostwa? 

– Przynajmniej znamy imię delikwenta. Policji będzie 

łatwiej znaleźć rodziców dziecka albo jakichś krewnych. 

background image

 

80 | 

S t r o n a

 

 

tylko zwrócić ci uwagę na ewentualne problemy, Ŝeby było 
mniej  niespodzianek.  Jak  na  przykład  wyobraŜasz  sobie 
pogodzenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka? 

– Na razie wcale sobie nie wyobraŜam. – Justin znowu 

usiadł na łóŜku. – Ale jakoś to będzie. Samotne matki jakoś 
sobie  radzą,  więc  dlaczego  mnie  nie  miałoby  się  udać? 
Plusem  jest  to,  Ŝe  pracuję  o  róŜnych  godzinach.  Jeśli  nie 
znajdę opiekunki, będę zabierał dziecko do pracy. Poradzę 
sobie. 

Jego determinacja była wzruszająca. 
–  Jesteś  pewien,  Ŝe  rodzony  ojciec  nie  będzie 

poczuwał się do odpowiedzialności? 

– Bardzo wątpię, Ŝeby wydoroślał. Nie będę się z nim 

patyczkował.  Jeśli  zechce  zabrać  mi  Jennę,  pójdę  na 
policję.  Po  tym,  jaki  los  zgotował  Benowi  i  mnie,  nie 
dostanie pozwolenia na wychowywanie córki. 

– Gdzie on pracuje? 
–  Ile  razy  mam  powtarzać,  Ŝe  nic  nie  wiem? 

Podejrzewam,  Ŝe  robi tylko  tyle,  by  przeŜyć.  Dawno  temu 
dopisywało mu szczęście w hazardzie. 

– Jest hazardzistą? 
–  Tak,  przynajmniej  tak  było  napisane  w  papierach. 

Wiem takŜe, Ŝe ma szczęśliwą rękę. Jeśli potrafi przestać w 
odpowiednim 

momencie, 

przepuszcza 

wygraną 

na 

pijatykach.  Jest  teŜ  złodziejem,  alkoholikiem,  cwaniakiem 
wyłudzającym  pieniądze  od  naiwnych.  Szczególnie  od 
kobiet. 

– Kto dał ci te dokumenty? 
–  Nikt.  Byłem  ciekaw,  więc  ukradłem  papiery 

dotyczące mojej sprawy. 

–  Rozumiem  motywy,  ale...  Co  stało  się  z  twoją 

matką? 

–  Urodziła  mnie,  mając  piętnaście  lat,  a  Bena  cztery 

lata  później.  Umarła  kilka  miesięcy  po  porodzie.  Nie 
pamiętam jej. 

– Co było potem? 
– Wkrótce nas rozdzielono. Ben zniknął – teraz wiem, 

Ŝe  umarł  –  a  mnie  oddano  do  rodziny  zastępczej.  Jedno 
małŜeństwo chciało mnie od razu adoptować, ale ojciec się 
sprzeciwił. 

 

65 | 

S t r o n a

 

 

Przynajmniej  przez  jakieś  piętnaście  do  dwudziestu 

lat. 

– Och! – wyrwało się Laurze. 
Pan Harris pokiwał głową. 
– Tak, Linda Fielding przebywa w więzieniu. Od kilku 

lat była poszukiwana, aŜ wreszcie w poniedziałek trafiła za 
kratki. Dlatego tak długo musiałem jej szukać. 

Laura rzuciła papiery, podbiegła do dziecka i porwała 

je na ręce. 

– Nie martw się, perełko – szepnęła. – Wszystko jakoś 

się ułoŜy. 

– Czy dobrze słyszę, Ŝe ta kobieta jest poszukiwana od 

kilku lat? – Justin podszedł do Laury i do dziecka. – Za co? 

–  Za  kradzieŜe.  Dowiedziałem  się,  Ŝe  jest  znana  w 

światku włamywaczy, słynie z okradania willi. Dostanie co 
najmniej piętnaście lat. – Detektyw prychnął pogardliwie. – 
Popełniła  duŜy  błąd,  gdy  wybrała  się  z  wizytą  do 
gubernatora. OdwaŜne posunięcie, ale głupie, bo zostawiła 
ślady.  Pewno  nie  pomyślała,  Ŝe  będą  szukać  odcisków  na 
bramie. No, to byłoby wszystko. 

Harris  wystawił  rachunek  na pokaźną  sumę,  po  czym 

się poŜegnał. 

Justin  odprowadził  go  do  drzwi,  a  Laura  usiadła  na 

kanapie, mocno tuląc dziecko. 

–  Biedactwo.  Masz  matkę,  która  spędzi  w  więzieniu 

cały  okres  twojego  dzieciństwa  i  dojrzewania.  Jest  gorzej, 
niŜ myśleliśmy. 

– CzyŜby? 
– Gorzej, niŜ ja myślałam. 
–  Oczywiście.  Myślałaś,  Ŝe  jakaś  dziewczyna  chce 

mnie ukarać za to, Ŝe nie płacę na dziecko. 

Laura drgnęła, jakby ją uderzył. 
–  Bardzo  cię  przepraszam.  Biedne  maleństwo. 

Ciekawe,  dlaczego  ta  kobieta  myśli,  Ŝe  jesteś  ojcem  jej 
dziecka. 

Justin  usiadł  i  oboje  pochylili  się  na  niemowlęciem, 

jakby  chcieli  własnymi  ciałami  osłonić je  przed  niewesołą 
przyszłością. 

–  Nie  mam  pojęcia.  Dowiemy  się,  gdy  się  z  nią 

zobaczymy. Oby prawdziwy  ojciec był zdolny do podjęcia 

background image

 

66 | 

S t r o n a

 

 

obowiązków rodzicielskich. 

– Matka widocznie sądzi, Ŝe jest, skoro podrzuciła mu 

córkę. 

– Co teraz zrobimy? 
–  Musimy  skontaktować  się  z  Lindą  Fielding  i 

powiedzieć  jej,  Ŝe  wprawdzie  dziecko  jest  w  dobrych 
rękach,  ale  w  niewłaściwych.  Mam  nadzieję,  Ŝe  dowiemy 
się czegoś o ojcu małej i o bliŜszych krewnych. 

– A co potem? Oddamy Jennę? 
–  Nie  mamy  wyboru,  prawda?  Zabierze  ją  rodzina 

albo  trafi  do sierocińca.  –  Justin  przejrzał  kartki.  –  O,  jest 
numer  do  więzienia.  Jak  myślisz,  moŜe  warto  od  razu 
dzwonić? 

–  Nie.  Osobistych  spraw  lepiej  nie  załatwiać  przez 

telefon. 

Pojedziemy do tej Lindy Fielding. 
 
Otrzymanie  pozwolenia  na  widzenie  zajęło  trochę 

czasu  i  kosztowało  nieco  wysiłku.  Odwiedziny  były 
moŜliwe  jedynie  w  soboty.  Wprawdzie  wyjątkowo  moŜna 
było  obejść  przepisy,  lecz  Justin  bał  się,  Ŝe  gdy  poda 
prawdziwy  powód,  natychmiast  odbiorą  mu  dziecko.  Nie 
chciał teŜ korzystać ze znajomości Laury. 

W  końcu  nadeszła  sobota.  Matka  Laury,  pani  King, 

przyjechała,  Ŝeby  popilnować  Jenny.  Dziecko  bez  oporów 
zaakceptowało tymczasową babcię. 

– Mamo, na pewno dasz sobie radę? – spytała Laura z 

wyraźnym niepokojem. 

Starsza pani poczuła się obraŜona. 
–  Moja  droga,  zapominasz,  Ŝe  wychowałam  jedną 

córkę i dwóch synów, no i mam czterech wnuków. Z takim 
doświadczeniem 

śmiało  mogę 

popilnować  jednego 

maleństwa przez kilka godzin. No, idźŜe. 

– Muszę się przebrać. 
– Po co? – odezwał się Justin. – Moja sąsiadka ładnie 

wygląda, prawda? 

Pani King obrzuciła córkę uwaŜnym spojrzeniem. 
– Hm... 
Laura obejrzała spodnie i bluzkę ze śladami śniadania 

Jenny. 

 

79 | 

S t r o n a

 

 

Justin rzucił Laurze gniewne spojrzenie. 
–  Jak  mam  to  rozumieć?  Nad  czym  się  zastanawiać? 

Matka  i  ojciec  nie  wywiąŜą  się  z  rodzicielskich 
obowiązków,  to  pewne.  Ja  jestem  bratem  Jenny  i  jej 
jedynym  krewnym.  Sprawa  jest  jasna,  więc  powinna  być 
raz-dwa załatwiona. 

–  Musisz  skontaktować  się  z  ojcem.  Wiesz,  gdzie  on 

mieszka? 

– Nie. 
– Dobrze, Ŝe znamy bystrego detektywa. 
– Zadzwonię do niego. Wiesz, wydaje mi się to takie 

oczywiste, Ŝe jestem bratem Jenny. Wprawdzie jej oczy są 
innego  koloru,  ale  mają  podobny  kształt.  Nie  zdziwię  się, 
jeśli ściemnieją. – Justin pocałował siostrę w czoło. – Mała, 
masz brata, który mógłby być twoim dziadkiem. 

–  śeby  juŜ  teraz  być  dziadkiem,  musiałbyś  wcześnie 

zostać ojcem – zauwaŜyła Laura. 

–  Podobno  niedaleko  pada  jabłko  od  jabłoni.  Mam 

trzydzieści jeden lat, a mój ojciec czterdzieści siedem. 

– Miał tylko szesnaście lat, gdy się urodziłeś? 
--Tak. 
– A ile lat miała twoja matka? 
–  Piętnaście.  –  Justin  wziął  siostrę  na  ręce  i  wstał.  – 

Dzienny  śpiochu,  trzeba  wracać  do  domu.  Mieszkamy  za 
ścianą. 

Zadzwonię  do  Harrisa  i  rozpoczniemy  akcję 

adopcyjną. 

– Na pewno tego chcesz? – spytała Laura. – Dobrze to 

przemyślałeś? 

– Co takiego? 
– Bycie ojcem to nie krótka wycieczka, ale długoletnia 

wyprawa.  Popatrz  na  nas  –  po  tygodniu  oboje  jesteśmy 
zmęczeni.  A  dla  jednej  osoby  obowiązki  będą  podwójnie 
męczące. 

Bierzesz na barki zobowiązanie na całe Ŝycie. 
–  Wiem  i  dlatego  jestem  przeraŜony.  Ale  nie  widzę 

innego  wyjścia.  Moja  siostra  ma  tylko  mnie.  –  W  jego 
głosie  dźwięczała  nuta  irytacji,  w  oczach  pojawiły  się 
gniewne błyski. 

– Nie zamierzam odwodzić cię od tego zamiaru. Chcę 

background image

 

78 | 

S t r o n a

 

 

postępujesz jak doświadczony ojciec. 

Justin wychylił się przez okno i oddychał głęboko. 
– Nic nie rozumiesz. Przypominam sobie Bena... 
– Brata, który zmarł w dzieciństwie? 
–  Tak.  Nie  umiałem  się  nim  opiekować.  Miałem  go 

pilnować, ale dostał zapalenia płuc i umarł. Widocznie  źle 
go  ubierałem.  Powinienem  pójść  do  sąsiadów,  poprosić 
kogoś  o  radę,  o  pomoc.  Uratowałbym  go,  gdybym...  – 
Justin przesunął dłonią po oczach. – Gdybym coś zrobił. 

Laura współczuła mu całym sercem, ale nie rozumiała 

jego wyrzutów sumienia. 

– Sam byłeś wtedy mały. 
– Miałem pięć lat. 
– Więc nie moŜesz obciąŜać się winą. 
Justin odsunął się od okna. 
– Logicznie biorąc, to nie była moja wina. Ale myśl o 

opiece  nad  dzieckiem...  o  wychowywaniu...  Pieluszki  to 
drobiazg.  Trzeba  będzie  opowiadać  bajki,  urządzać 
przyjęcia  urodzinowe,  zapraszać  koleŜanki.  A  potem 
najtrudniejszy  okres  –  dojrzewanie.  Jenna  będzie  śliczna, 
więc  będę  musiał  odpędzać  podkochujących  się  w  niej 
wyrostków. Na pierwszą randkę pozwolę jej iść dopiero po 
dwudziestych  piątych  urodzinach.  O,  BoŜe!  –  Bezsilnie 
opadł  na  krzesło,  jakby  przygniótł  go  jakiś  cięŜar.  –  Nie 
mogę się tego podjąć. A muszę. Nie mogę. Muszę. 

–  Grozi  ci  rozszczepienie  jaźni,  czy  ogarnia  cię 

zwykła panika? 

Nieudolny Ŝart wywołał nikły uśmiech na jego twarzy. 

Uśmiech,  który  prędko  zniknął. Justin  zgarbił się  i  zwiesił 
głowę. 

–  Nie  miałem  nawet  cienia  wątpliwości.  Wiedziałem, 

Ŝe  ona  nie  jest  moim  dzieckiem.  Unikałem  zobowiązań. 
śadnych trwałych związków. Nie chciałem sprowadzać na 
świat  dzieci,  którym  nie  mógłbym  zapewnić  wszystkiego, 
czego  by  potrzebowały.  –  Chmurnie  popatrzył  na  siostrę-
córkę. – A teraz będę ojcem! Co za ironia losu. 

–  Nie  rozczulaj  się  nad  sobą.  Jeszcze  nie  wiadomo, 

czy  będziesz  mógł  zaadoptować  Jennę.  Potrzebna  jest 
zgoda  twojego  ojca  i  sądu.  Do  ostatecznego  załatwienia 
sprawy wciąŜ bardzo daleko. 

 

67 | 

S t r o n a

 

 

– Kpiny w Ŝywe oczy. Wyglądam okropnie, nie wyjdę 

z domu taka brudna. 

Przeszła do sypialni, a Justin podąŜył za nią. 
–  Co  z  tego,  Ŝe  tu  i  ówdzie  są  plamy?  Widać,  Ŝe 

zajmujesz  się  dzieckiem,  a  to  nie  wstyd.  Chodźmy,  bo  za 
pół godziny zaczną wpuszczać. 

Laura jakby go nie słyszała. 
–  Byłam  w  więzieniu  tylko  słuŜbowo  –  mruknęła  do 

siebie. 

–  Jak  ubrać  się  na  prywatne  widzenie  z  więźniarką? 

WłoŜyć słuŜbowy kostium? 

Justin oparł się o ścianę, skrzyŜował ręce na piersiach 

i wlepił wzrok w sufit.  Laura  uśmiechnęła  się. Mieszkając 
przez  wiele  lat  z  trzema  męŜczyznami,  często  widywała 
taką postawę. 

– To naprawdę bez znaczenia – orzekł Justin. – Zmień 

tylko bluzkę. 

–  Łatwo  ci  mówić.  Tobie  wystarczy  ubrać  się  na 

czarno i juŜ dobrze wyglądasz. 

Justin  miał  na  sobie  spłowiałe  dŜinsy  i  zwykłą 

koszulę. 

–  Czy  okręŜną  drogą  dajesz  mi do  zrozumienia,  Ŝe ja 

teŜ powinienem się przebrać? 

Laura nie odpowiedziała. W końcu wybrała spodnie i 

bluzkę, po czym rozkazała: 

– Porozmawiaj z moją mamą albo pobaw się z Jenną. 

Zaraz będę gotowa. 

 
Idąc  do  samochodu,  Laura  często  odwracała  głowę, 

jakby  spodziewała  się,  Ŝe  matka  przywoła  ją  z  powrotem. 
Tak się bała, Ŝe Jenna moŜe płakać. Ale nic takiego się nie 
zdarzyło. 

Kiedy 

doszła 

na 

parking, 

stanęła 

zdumiona. 

Zamrugała  powiekami.  Dlaczego  kolor  i  marka  auta  są 
inne? 

– To nie mój samochód. 
Justin osłonił oczy i rozejrzał się. 
– Rzeczywiście, twojego tu nie ma. Ten jest za czysty. 
Gdzie zaparkowałaś? 
– Tutaj. 

background image

 

68 | 

S t r o n a

 

 

– Jesteś pewna? 
–  Oczywiście.  Doskonale  pamiętam.  –  Głos  jej  się 

załamał. 

– Zawsze tu parkuję, jeśli jest wolne. A wczoraj było. 

Pamiętam jak dziś. Skradziono mój wóz! 

– MoŜe zostawiłaś kluczyki. 
–  SkądŜe!  –  Laura  rozejrzała  się.  –  Skradziono  mi 

samochód! No nie... 

Justin wyjął telefon, ale w tej samej chwili Laura coś 

sobie przypomniała. Prędko złapała go za rękę. 

– Chwileczkę. 
Justin patrzył na nią wyczekująco. 
–  Nic  mi  nie  ukradziono  –  wykrztusiła  pąsowa  ze 

wstydu. 

–  Całkiem  zapomniałam,  Ŝe  Steve  chciał  zabrać  mój 

wóz.  Ma  zapasowe  kluczyki.  Obiecał  w  sobotę  zrobić 
przegląd. 

Justin dość długo milczał. 
–  Lubisz  pochopnie  wyciągać  wnioski,  prawda?  – 

rzekł  wreszcie.  –  Najpierw  dwa  włamania  do  mieszkania, 
potem złodzieje kradną ci samochód... 

–  Dzwoń  po  taksówkę  –  burknęła  Laura.  –  A  dwa 

włamania  były,  bo  najpierw  zakradł  się  kot,  a  potem 
niemowlę. 

Justin objął ją i poprowadził w stronę domu. 
– Pojedziemy moim motocyklem. 
– O, nie! Za Ŝadne skarby! 
Laura  odsunęła  się.  Bliskość  Justina  działała 

osłabiająco  na  ciało  i  umysł.  Ale  Justin  bezceremonialnie 
złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. 

– Przekonasz się, jaka to przyjemność. 
– Wszystko rzecz gustu. 
Zapierała  się,  szurając  butami  po  chodniku.  Justin 

wreszcie obejrzał się i przystanął. Laura wyszarpnęła rękę i 
powiedziała, cedząc słowa: 

– Nie pojadę motorem. 
– Czemu? PrzecieŜ się spieszymy. 
Laura  gorączkowo  szukała  odpowiedniej  wymówki. 

Wolała dusić się w przepełnionej kolejce albo w autobusie 
bez  klimatyzacji,  niŜ  usiąść  na  potworze  zwanym 

 

77 | 

S t r o n a

 

 

–  I  juŜ  korzysta  z  tego  prawa  –  powiedział  Laura  z 

uśmiechem.  –  Uprzedziłam  mamę,  Ŝe  wyjeŜdŜamy  na  trzy 
godziny. 

Zostało  trochę  czasu,  więc  wstąpmy  do  restauracji  i 

spokojnie zastanówmy się nad następnym krokiem. 

– Wolałbym jak najszybciej wrócić do Jenny. 
Justin  pragnął  teraz  zobaczyć  nie  cudze  dziecko,  lecz 

siostrę. Chciał się cieszyć, Ŝe ma rodzinę. Laura doskonale 
go rozumiała. 

–  Wobec  tego  jedziemy  do  domu.  Dobrze  byłoby 

uzyskać  zgodę  twojego  ojca  na  zaadoptowanie  Jenny.  Jak 
sądzisz, zgodzi się od razu? 

–  Nie  wiem.  Ostatni  raz  widziałem  go,  gdy  miałem 

zaledwie pięć lat. 

W  domu  Justin  poszedł  prosto  do  sypialni,  a  Laura 

została z matką w kuchni. Dwukrotnie zreferowała jej całą 
historię  ze  szczegółami,  wypiła  trzy  filiŜanki  kawy  i 
wysłuchała  opowiadań  o  wnukach.  Wreszcie  uznała,  Ŝe 
Justin  juŜ  dość  nacieszył  się  siostrą  i  zajrzała  do  sypialni. 
Justin leŜał wpatrzony w Jennę. 

– No i jak? Zapoznaliście się juŜ na nowo? 
–  Tak.  Oswajam  się  z  myślą,  Ŝe  mam  siostrę.  To 

niesamowite. 

Był  nadal  zdumiony,  ale  przekonany,  Ŝe  zadanie, 

jakiego się podjął, nie przerośnie go. 

– Rzadko kto w twoim wieku ma taką malutką siostrę. 
Boisz się konsekwencji swojej decyzji? 
Justin  spojrzał  na  Laurę  zagadkowo  i  lekko  wzruszył 

ramionami. 

– Oczywiście. Nie wiem, czy dobrze ją wychowam. 
–  Rodzice  teŜ  nie  wiedzą,  czy  dobrze  wychowają 

swoje dzieci. 

–  O  BoŜe!  –  Justin  zerwał  się  i  podszedł  do  okna.  – 

Potrzebuję więcej tlenu. Jestem rodzicem! Mam być ojcem 
własnej siostry! Jak to będzie? 

– Dobrze. Świetnie się spisujesz. 
–  To  wcale  nie  to  samo.  PrzecieŜ  do  tej  pory  ty  mi 

pomagałaś,  a  poza  tym  opieka  była  tymczasowa.  Ale  czy 
poradzę sobie dalej? 

–  Poradzisz.  Zajmujesz  się  Jenną  od  tygodnia  i 

background image

 

76 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 7 

 
 To przechodzi ludzkie pojęcie – odezwała się Laura 

w  taksówce.  –  Gdyby  nie  ty,  Jenna  byłaby  samiutka  jak 
palec.  Wyobraź  sobie,  Ŝe  rodzice  nie  mogą  się  tobą 
opiekować, a poza nimi nie masz nikogo. 

– Nie mam aŜ tak bujnej wyobraźni – burknął Justin i 

zmarszczył brwi. 

Laura zawstydziła się, Ŝe zapomniała o jego sytuacji. 
– Biedna dziecina dostała mocno nieciekawy spadek – 

dodał Justin. 

– Nie mów tak – Dlaczego? Połowa moich genów teŜ 

jest  po  ojcu.  Oboje  dziedziczymy  cechy  po  tym  samym 
nieodpowiedzialnym  człowieku.  Taki  bagaŜ  utrudnia 
dziecku Ŝycie. 

–  Niekoniecznie,  w  duŜym  stopniu sami  kształtujemy 

swój  los  –  oświadczyła  Laura.  –  Naukowcy  rzekomo 
znaleźli  w  genach  powiązanie  wszystkiego  ze  wszystkim, 
ale  ja  mocno  wierzę  w  wolną  wolę.  Na  pewno  nie  jesteś 
podobny do swojego ojca. Ani Jenna. 

– Skąd wiesz? Ona nie ma jeszcze czterech miesięcy. 
–  Ale  jest  aniołkiem.  –  Głos  Laury  złagodniał.  – 

Trochę jest podobna do ciebie. 

Justin nieznacznie się uśmiechnął. 
–  Dziękuję.  Uznam  to  za  komplement.  O  czym 

rozmawiałaś z Lindą? 

–  O  tobie.  Linda  chciała  wiedzieć,  jakim  jesteś 

człowiekiem,  jakie  uczucia budzą  w  tobie niemowlęta,  jak 
opiekujesz się Jenną, czy denerwujesz się, gdy płacze i nie 
chce spać. 

Tego typu rzeczy. 
–  Dziwne,  Ŝe  wypytuje  o  mnie  szczegółowo,  a  ojca 

właściwie  nie  zna,  ale  bez  wahania  chciała  powierzyć  mu 
dziecko. 

–  Przypuszczam,  Ŝe  uczepiła  się  idei  biologicznego 

ojcostwa.  Jakby  ono  stanowiło  gwarancję,  Ŝe  męŜczyzna 
odpowiednio  zajmie  się  swoim  potomkiem.  Linda  po 
swojemu kocha córkę, poświęca się dla niej. 

– Jenna ma prawo oczekiwać poświęcenia. 

 

69 | 

S t r o n a

 

 

motocyklem. 

– Nie mam kasku. 
– To Ŝadna przeszkoda. – Justin znowu schwycił ją za 

rękę  i  pociągnął.  –  Mam  kask  dla  pasaŜerów.  Chętnie  ci 
poŜyczę. 

Raczej  kask  dla  pasaŜerek,  pomyślała  Laura. 

Oblepiony  włosami  przyjaciółek  i  kochanek.  Nie!  Czegoś 
takiego nie włoŜy na głowę. 

– Nie uŜywam cudzych kasków. To niehigieniczne. 
Justin zachowywał się tak, jakby jej nie słyszał. 
–  Człowieku,  nie  pędź  tak.  Dla  ciebie  to  moŜe 

normalny  krok  spacerowy,  ale  dla  mnie  to  istny  maraton. 
Zadzwoń po taksówkę, bardzo proszę. 

Justin zwolnił. W końcu stanął i wsparł się pod boki. 
– Mówisz powaŜnie? AŜ tak się boisz jednośladowego 

pojazdu? 

–  Wcale  się  nie  boję,  tylko  nie  mam  ochoty  na 

przejaŜdŜkę  motocyklem.  Wolę  jechać  taksówką.  – 
Wyciągnęła rękę. – Daj mi telefon, sama zadzwonię. 

Justin wyjął komórkę, ale nie podał jej Laurze. 
– Najpierw obiecaj, Ŝe przemyślisz moją propozycję i 

innym  razem  zechcesz  ze  mną  pojechać.  To  naprawdę 
bardzo przyjemne. 

– Daj telefon. Obiecuję, Ŝe przemyślę. 
Skłamała,  bo  nie  zamierzała  naraŜać  się  na  złamanie 

karku. 

 
Laura  bywała  w  więzieniu  słuŜbowo,  ale  prywatne 

widzenie z osobą osadzoną to zupełnie co innego. 

W  sali  widzeń  straŜnik  wskazał  im  kobietę 

odpowiadającą  opisowi  podanemu  przez  detektywa.  Linda 
Fielding była opalona, ale przygnębiona. Pustym wzrokiem 
patrzyła na wchodzących, równieŜ na Justina. 

Laura  przedstawiła  się,  a  Linda  obojętnie  skinęła 

głową. Na jej twarzy malowało się znudzenie. 

Laura  pochyliła  się  nad  stołem  i  zdawkowo  się 

uśmiechnęła. 

–  Zapewne  interesuje  panią,  kim  jesteśmy  i  dlaczego 

przyszliśmy. 

Linda  jedynie  wzruszyła  ramionami.  Laura  zerknęła 

background image

 

70 | 

S t r o n a

 

 

na  Justina,  aby  zorientować  się,  czy  on  chce  coś 
powiedzieć. Nie chciał. 

– Przyszliśmy w sprawie pani córeczki. 
– Mojej Jenny? 
Linda  wyraźnie  się  oŜywiła,  wyprostowała  i 

popatrzyła na Laurę z ciekawością. 

– Mieszkam przy ulicy Dębowej 23. Pani weszła przez 

okno do mojego mieszkania i zostawiła u mnie dziecko. 

Linda zmruŜyła oczy. 
–  Teraz  panią  poznaję.  To  pani  jest  nową  kochanką 

ojca Jenny? 

– Nie. 
Laura  spojrzała  na  Justina,  który  wpatrywał  się  w 

Lindę bez mrugnięcia okiem. 

– Pani Fielding... 
–  Mówmy  sobie  po  imieniu.  Jeśli  będziesz 

wychowywać  moją  córkę,  lepiej  od  razu  przejść  na  ty.  – 
Linda zapaliła papierosa i wydmuchnęła duŜy kłąb dymu. – 
Całe  szczęście,  Ŝe  mam  papierosy.  Jedyny  plus  tego,  Ŝe 
musiałam  zostawić  dziecko  u  ciebie.  Znowu  mogę  palić. 
Ten rok bez papierosów był cholernie cięŜki. 

–  Muszę  cię  zmartwić...  niestety,  pomyliłaś  się.  Nie 

jestem... –  Ugryzła  się  w  język.  –  Mieszkam  sama.  Ojciec 
Jenny mieszka gdzie indziej. 

–  Na  pewno  mieszka  właśnie  tam.  Jest  w  ksiąŜce 

telefonicznej.  Jakaś  kobieta  powiedziała  mi,  Ŝe  Justin 
mieszka pod 3C. 

– Jak nazywa się ojciec Jenny? 
– Bane. 
Laura  spojrzała  na  Justina,  który  wciąŜ  siedział 

nieruchomo, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

– Pan Justin Bane mieszka pod 3B. Twierdzi, Ŝe nigdy 

o  tobie  nie  słyszał,  więc  nie  moŜe  być  ojcem  twojego 
dziecka. 

Linda poczerwieniała z gniewu. 
– Kłamca. Dobrze wie, Ŝe jest, bo kontaktowałam się z 

nim po porodzie. Wie, Ŝe ma córkę. 

Laura przez chwilę patrzyła na nią zbita z tropu. 
– Pan Justin Bane przyszedł razem ze mną. Czy nadal 

twierdzisz, Ŝe on jest ojcem twojego dziecka? 

 

75 | 

S t r o n a

 

 

papiery do podpisania. 

–  Dobrze.  Do  widzenia.  –  Justin  wyciągnął  rękę  do 

matki  swojej  siostry.  –  Będziemy  cię  informować  na 
bieŜąco. 

– Ucałujcie Jennę ode mnie. 
– Na pewno to zrobimy. Do widzenia. 

background image

 

74 | 

S t r o n a

 

 

Wreszcie  kobiety  go  przywołały.  Sądząc  po  wyrazie 

twarzy, Linda podjęła decyzję. 

– No i do jakiego wniosku doszłyście? 
– Będziesz musiał  oficjalnie zaadoptować moją córkę 

– odparła Linda. – Zrobisz to? 

–  Zaraz  adoptować?  Nie  wystarczy  przyznanie  mi 

prawa do opieki? 

–  Nie.  To  musi  być  adopcja,  bo  wtedy  Jenna  będzie 

bezpieczna  do  końca  Ŝycia.  Nikt ci jej  nie odbierze, nawet 
wasz  ojciec.  Niech  to  będzie  oficjalnie  załatwione.  Jenna 
zostanie twoją córką. 

Justin  zamyślił  się.  Był  zaskoczony  niesłychaną 

prośbą obcej kobiety. 

– Masz do mnie zaufanie? 
Linda zerknęła na Laurę. 
–  Tak.  Po  rozmowie  z  nią  wiem,  Ŝe  moŜna  ci  ufać. 

Ona mówi, Ŝe jesteś dobry dla Jenny. Polegam na jej opinii. 

– Obiecuję, Ŝe będę bardzo dbał o Jennę. 
–  Wierzę  ci.  Ale  dlaczego  chcesz  to  zrobić?  Jesteś 

kawalerem. Po co ci dziecko? 

–  Jenna  jest  moją  siostrą.  Stanowimy  rodzinę.  JeŜeli 

nie  moŜe  być  z  rodzicami,  to  naleŜy  do  mnie,  a  nie  do 
obcych ludzi. 

Linda zapaliła kolejnego papierosa. 
–  Z  jej  ojcem  spędziłam  kilka  tygodni,  ale  nigdy  o 

tobie  nie  wspomniał.  Coś  mi  się  zdaje,  Ŝe  w  waszej 
rodzinie więzy krwi niewiele znaczą. 

–  Ja jestem inny.  Moja  siostra  duŜo  dla  mnie  znaczy. 

Ty przez wiele lat nie będziesz w stanie nic dla niej zrobić, 
a ja mogę zapewnić jej dom. 

–  Dobrze.  Przynieście  mi  odpowiednie  papiery.  Chcę 

to  szybko  załatwić  i  mieć  z  głowy,  Ŝeby  się  nie  martwić. 
Chcę, Ŝeby Jenna była bezpieczna. 

–  Nie martw  się –  powiedziała  Laura.  –  Jenna będzie 

miała  dobre  warunki.  Justin  jest  dla  niej  najlepszym 
opiekunem,  jakiego  moŜna 

sobie  Ŝyczyć. 

Będzie 

wspaniałym bratem i ojcem. 

W oczach Lindy zalśniły łzy. 
–  Wracajcie  do  mojego  dziecka,  a  w  poniedziałek 

zacznijcie załatwiać adopcję. Jak najprędzej przynieście mi 

 

71 | 

S t r o n a

 

 

–  To  nie  Ŝaden  Justin  Bane.  –  Linda  zaciągnęła  się 

papierosem, nie odrywając oczu od Justina. – Ojciec Jenny 
jest  duŜo  starszy  od  tego  pana.  Szkoda,  Ŝe  przez  jakieś 
dziesięć lat nie dostanę go w swoje łapy. 

– Skoro to nie jest ojciec twojego dziecka, to  znaczy, 

Ŝe zostawiłaś je w niewłaściwym mieszkaniu. 

Linda zgasiła niedopalonego papierosa. Była wyraźnie 

zaniepokojona. 

–  W  ksiąŜce  telefonicznej  znalazłam  tylko  jednego 

Justina  Banea.  Byłam  pewna,  Ŝe  to  on.  Gdzie  jest  Jenna? 
Zdrowa? 

–  Tak.  MoŜesz  być  spokojna.  Opiekujemy  się  nią 

najlepiej, jak umiemy. 

– Jak mnie znaleźliście? 
– 

Poprosiliśmy 

pomoc 

detektywa. 

On 

zidentyfikował  twoje  odciski  na  oknie  i  na  kartce,  którą 
przysłałaś. 

Linda uśmiechnęła się kwaśno. 
– No, tak. Odciski... 
Laura wyjęła notes i pióro. 
–  Musimy  znaleźć  ojca  Jenny.  Co  moŜesz  nam 

powiedzieć o tamtym Justinie? 

–  Jest  duŜo  starszy  od  tego  Justina.  Nie  pytałam,  ile 

ma lat. 

– Gdzie pracuje? Czym się zajmuje? 
–  Tym  i  owym.  –  Linda  wzruszyła  ramionami.  –  Ma 

talent  do  zdobywania  pieniędzy,  nic  nie  robiąc.  –  Wyjęła 
papierosa  z  popielniczki  i  spróbowała  zapalić.  –  Mam 
nadzieję, Ŝe to się zmieni, gdy weźmie dziecko. 

W  tym  momencie  rozległ  się  nieludzki  krzyk.  Na 

twarzy Justina pojawiły się zdumienie i wściekłość. 

– Co się stało? 
Justin pochylił się i uderzył pięścią w stół. 
–  Nie  do  wiary!  Nieprawdopodobne!  Ale  to  jedyne 

wyjaśnienie. Czemu wcześniej nie przyszło mi do głowy? 

– Co? – jednocześnie spytały kobiety. 
–  śe  to  mój  ojciec,  którego  nie  widziałem  od  ćwierć 

wieku  –  wycedził  Justin.  –  Jenna  jest  córką  mojego  ojca, 
czyli... z tego wynika... moją siostrą. 

Linda pierwszy raz lekko się uśmiechnęła. 

background image

 

72 | 

S t r o n a

 

 

– Moja mała Jenna ma duŜego brata! 
Justin siedział jak sparaliŜowany. Laura odwróciła się 

do Lindy,  dając mu  czas,  by  oswoił się  z nieoczekiwanym 
obrotem sprawy. 

–  Zagadka  rozwiązana.  Ale  dlaczego  zostawiłaś 

dziecko w obcym mieszkaniu i zgłosiłaś się na policję? 

Linda zwiesiła głowę. 
–  Nie  miałam  innego  wyjścia.  Od  lat  wywijałam  się 

przedstawicielom  prawa,  a  to  nie  Ŝycie  dla  dziecka. 
Liczyłam  na  Justina...  oczywiście  seniora.  On  teŜ  cudem 
nie trafia za kratki, a nawet ostatnio nieźle mu się wiedzie. 
Nie mam Ŝadnych krewnych. 

– 

Jak 

moŜna 

powierzyć 

dziecko 

takiemu 

człowiekowi?  –  wtrącił  się  Justin.  –  Jeśli  choć  trochę  go 
znasz, wiesz, Ŝe jest nieodpowiedzialny. On nawet nie wie, 
Ŝe istnieje coś takiego jak odpowiedzialność. 

–  Jest  ojcem  Jenny  –  powiedziała  Linda  z  uporem.  – 

Zaopiekuje się nią. 

Justin zgarbił się i bezradnie zwiesił ręce. 
– Tak samo, jak opiekował się Benem i mną. 
–  MoŜe  się  .  zmienił  –  ostroŜnie  podsunęła  Laura.  – 

Minęło  tyle  lat.  Lindo,  czy  naprawdę  masz  zaufanie  do 
pana Banea, jeśli chodzi o córkę? 

– Jest jej ojcem. MoŜe kiepskim, ale zawsze to lepsze 

niŜ zupełny brak rodziny. Lepsze niŜ matka, która nie moŜe 
zaprowadzić  dziecka  do  szkoły  albo  do  lekarza,  bo  jest  w 
więzieniu. Nie miałam wyboru. 

– Jenna będzie dorosła, gdy cię wypuszczą. 
– Wiem. Ale moŜe zdąŜę wyjść przed jej maturą. 
Justin  pochylił  się  w  stronę  Lindy,  a  jego  oczy 

gniewnie płonęły. 

–  Mój  ojciec  nie  nadaje  się  do  tego,  Ŝeby  zajmować 

się  niemowlęciem.  Był  nieodpowiedzialny,  gdy  ja  byłem 
mały  i  wątpię,  Ŝeby  zmienił  się  na  lepsze.  Mojego  brata  i 
mnie  zabrano  z  domu,  bo  strasznie  nas  zaniedbywał.  Nie 
wolno  dopuścić,  Ŝeby  podobny  los  spotkał  Jennę.  Ja  na  to 
nie pozwolę. 

Ben  umarł,  bo  miał  beznadziejnego  ojca.  Nie  chcesz 

chyba, Ŝeby taki łajdak zmarnował twoje dziecko? 

Linda mocno zbladła. 

 

73 | 

S t r o n a

 

 

–  Sama  nie  wiem...  Nie  znam  go  dobrze,  ale 

odszukałam i myślałam, Ŝe weźmie Jennę. Sprawdziłam ten 
adres w ksiąŜce telefonicznej, przeszłam się naokoło bloku, 
widziałam, Ŝe sąsiedztwo jest ładne, za rogiem jest park. 

–  Przelotnie  spojrzała  na  Laurę.  –  Ty  teŜ  mi  się 

spodobałaś. 

Byłam  pewna,  Ŝe  dziecku  będzie  dobrze.  Jenna  ma 

tylko  ojca,  Ŝadnych  krewnych.  Nikomu  innemu  nie 
mogłam  jej  zostawić.  Gdybym  wiedziała,  Ŝe  on  jest  taki 
zły, tobym... 

O BoŜe! 
 
Justin miał wraŜenie, Ŝe świat zatrząsł się w posadach. 

Nie mógł uwierzyć, Ŝe ma siostrę. Znowu ma rodzeństwo! 
To niemowlę, które przez tydzień karmił, kąpał, kołysał do 
snu, jest jego siostrą! 

Nic dziwnego, Ŝe czuł  więź z Jenną,  silne pragnienie, 

by  ją  chronić,  otoczyć  opieką,  Ŝeby  nie  spotkało  jej  nic 
złego. Widocznie podświadomie ją rozpoznał. 

Na twarzy Lindy był wypisany lęk o los córki. Justina 

ogarnęło współczucie dla matki swojej siostry, więc ujął jej 
rękę. 

–  Nie  martw  się.  Jenna  będzie  bezpieczna.  Jest  moją 

siostrą i ja będę o nią dbał. 

Linda patrzyła na niego z powątpiewaniem. 
– Ona nie ma nikogo na świecie. 
–  Ma  mnie  –  powiedział  Justin.  –  Czy  pozwolisz, 

Ŝebym się nią zaopiekował, wychował ją? 

W oczach Lindy mignęła nadzieja. 
–  Nie  wiem.  Chciałabym  porozmawiać  z  Laurą  w 

cztery oczy. 

Justin  wstał  i  odszedł.  Nie  interesowało  go,  dlaczego 

Linda chce rozmawiać jedynie z Laurą. Stanął pod ścianą i 
obserwował kobiety, które nachylone do siebie rozmawiały 
z przejęciem. 

Zastanawiał  się,  czy  podjął  słuszną  decyzję.  Będzie 

zmuszony zmienić nie tylko poglądy, ale i tryb Ŝycia. 

WciąŜ powtarzał sobie, Ŝe po raz pierwszy od śmierci 

Bena  nie  jest  sam  na  świecie,  bo  ma  siostrę.  Zdumienie 
dorównywało cięŜarowi odpowiedzialności. 

background image

 

96 | 

S t r o n a

 

 

uniósł głowę i po jego ustach przemknął cień uśmiechu. 

– Co ja bym bez ciebie począł? 
– Utrudniłbyś przebieg sprawy. 
–  MoŜliwe.  Doceniam  wszystko,  co  dotychczas  dla 

mnie zrobiłaś. – Wyciągnął rękę. – Chodź do mnie. 

Laura pozwoliła się objąć. 
– Po co? 
– Muszę oderwać myśli od Jenny. Poza tym pewno nie 

wiesz, jak smakuje pocałunek w pracy. 

–  To  zaleŜy  –  rzekła  Laura  z  figlarnym  błyskiem  w 

oku. 

Pozornie  była  spokojna,  ale  wewnętrznie  drŜała  z 

podniecenia. – Pamiętam jeden słuŜbowy epizod. 

– Opowiedz. 
–  W  Nowy  Rok,  pod  jemiołą,  pocałował  mnie  pan 

Warren. 

Ale  przedtem  biedak  zgubił  okulary,  więc  chyba 

pomylił  mnie  ze  swoją  asystentką,  kobietą  w  bardzo 
dojrzałym wieku. 

– Nastąpiło trzęsienie ziemi? 
–  Raczej  potop,  bo  zaskoczona  cofnęłam  się  i 

wpadłam na wiaderko ze stopionym lodem. 

– Spróbujemy więc zatrzeć tamto wspomnienie. 
Laura zarzuciła mu ręce na szyję. 
– Ale co będzie, jeŜeli szef przyłapie mnie na karesach 

w godzinach pracy? 

– Powiesz mu, Ŝe zostałaś ubezwłasnowolniona. 
Kilka  sekund  później  Laura  zapomniała,  Ŝe  jest  w 

pracy,  a  za  ścianą  znajdują się  koledzy.  W  tym  pocałunku 
była  prośba, którą rozumiała, oraz pragnienie, które mogła 
zaspokoić. Justin potrzebował jej, a ona jego. Pragnęli tego 
samego. 

Przeszkodził im telefon. 
Laura  nerwowo  poprawiła  bluzkę,  odchrząknęła  i... 

przełączyła telefon, bo nie czuła się na siłach rozmawiać z 
kimkolwiek. 

–  Wybraliśmy  bardzo  odpowiedni  moment  –  szepnął 

Justin z łobuzerskim uśmiechem. 

– Nie moŜna było lepiej. 
–  Idę  do  domu.  –  Justin  wstał.  –  MoŜesz  mi  polecić 

 

81 | 

S t r o n a

 

 

– Pragnął, Ŝebyś z nim został? 
–  Wątpię.  Nie  wiem,  czemu  tak  postąpił,  ale 

podejrzewam,  Ŝe  nie  chciał,  Ŝebym  miał  prawdziwą 
rodzinę. Przez niego byłem w kilku przejściowych domach 
opieki,  a  w  międzyczasie  w  sierocińcach.  Ojca  nie 
widywałem, ale nadal miał prawo do mnie i robił trudności, 
aŜ ludzie, którzy chcieli mnie adoptować, rezygnowali. 

– Kiedy zmarł twój brat? 
–  Gdy  miał  dziesięć  miesięcy.  Nie  mam  ani  jednego 

zdjęcia.  Pamiętam  tylko  jego  oczy.  Były  jak  oczy  Jenny. 
Gdy wyrzynały mu się ząbki, gryzł mnie w palce. – Justin 
zaśmiał się ponuro. – Na  pewno przy tej okazji złapał ode 
mnie sporo zarazków. 

– Dostał od ciebie duŜo miłości. I to samo dasz Jennie. 
– Miłość to nie wszystko. 
– Ale podstawa wszystkiego. 
W drzwiach stanęła pani King. 
–  Justinie,  chciałabym  zamienić  z  tobą  kilka  słów. 

Mogę cię prosić na chwilę? 

Laura  teŜ  chciała  wejść,  lecz  matka  mrugnęła 

znacząco i zamknęła jej drzwi przed nosem. 

Laura  zastanawiała  się,  co  to  znaczy.  Gdy  wreszcie 

zostali  sami,  zasypała  Justina  pytaniami,  ale  dowiedziała 
się jedynie, Ŝe matce chodziło o porady w sprawie ogródka 
ziołowego. 

–  Przestań  mydlić  mi  oczy.  Po  pierwsze,  mama  nie 

hoduje ziół. A po drugie, co ty wiesz na ten temat? 

Justin zrobił zdziwioną minę. 
– Podobno twoja mama posadziła duŜo róŜnych ziół. 
– Tak? Hm, kto wie. Kupiłam jej dwa poradniki. MoŜe 

się zmobilizowała... 

–  Twoja  mama  mówiła  teŜ,  Ŝe  ostatnio  rzadko  cię 

widuje. 

Nie zauwaŜyłaś skrzynek u mnie na oknach, prawda? 
– Hodujesz zioła w skrzynkach? 
–  Tak.  Bardzo  miłe  zajęcie.  Ale  twoja  mama  hoduje 

ich znacznie więcej w ogrodzie. 

– Trzeba będzie częściej odwiedzać rodzinny dom. 
–  Na  przykład  jutro.  Twoja  mama  prosiła,  Ŝebyśmy 

wpadli. 

background image

 

82 | 

S t r o n a

 

 

– My? Czy wiesz, Ŝe te odwiedziny są ryzykowne? 
Ostrzegam cię. Rodzice gotowi zarezerwować kościół 

na nasz ślub. 

–  Niech  rezerwują.  –  Justin  uśmiechnął  się.  –  Przyda 

się na  chrzciny  Jenny.  Zapytam  Lindę,  czy  mogę  ochrzcić 
jej córkę a moją siostrę imionami Jennifer Patricia. 

– Więc jednak będzie Pat? Sprytne. Sądzisz, Ŝe Linda 

zajmie jakieś miejsce w sercu córki? 

– Nie wiem, co ona chce ani co jest dobre dla  Jenny. 

Musimy brnąć przez te zawiłości najlepiej, jak umiemy. 

Laura zrozumiała, Ŝe tym razem „my” oznacza Justina 

.  i  Jennę,  więc  poczuła  się  wykluczona.  Zirytowana 
tłumaczyła sobie, Ŝe to logiczne, Ŝe Justin nie mówił o niej. 
PomoŜe mu trochę, a potem powoli się wycofa. 

Ale jeszcze nie teraz. Na razie jest potrzebna i jemu, i 

dziecku. 

 
Pan Harris wyszedł od nich, kręcąc głową. 
–  Przedtem  szukaj  matki,  teraz  ojca  –  mruczał  do 

siebie. 

– Ciekawe, czy potem kaŜą mi szukać wiatru w polu. 
Justin zamknął drzwi i odwrócił się do Laury. 
–  Nasz  detektyw  mógłby  być  wprawdzie  milszy,  ale 

najwaŜniejsze, Ŝe prędko załatwia sprawy. 

Laura  przewinęła  niemowlę  i  ubrała  je  w  sukienkę. 

Justin  dotrzymał  słowa.  Kupił  małej  róŜową  sukienkę  i 
róŜową  kokardkę.  Teraz,  nawet  gdyby  Jenna  miała 
niebieską pieluszkę, nikt nie pomyślałby, Ŝe to chłopiec. 

Laura  usiłowała  zawiązać  kokardę  na  krótkich, 

czarnych loczkach. 

– To nie są włosy do kokardek – powiedziała w końcu 

zrezygnowana. 

Justin odebrał jej dziecko i tak długo manipulował, aŜ 

kokardka  została  umocowana  na  główce.  Choć  do  ideału 
wiele  brakowało,  ale  teraz  mała  Jenna  w  niczym  nie 
przypominała juŜ chłopca. A o to przecieŜ chodziło. 

Justin był bardzo zadowolony ze swego dzieła. 
–  No,  moja  panno,  jesteś  gotowa  –  oświadczył.  – 

Teraz moŜesz złoŜyć wizytę pani King. 

–  ZłoŜyć  wizytę  pani  King?  –  powtórzyła  Laura  jak 

 

95 | 

S t r o n a

 

 

Justin przemierzał pokój wielkimi krokami. 
–  Bądź  tak  dobra  i  wyjaśnij,  skąd  te  komplikacje. 

Jakie  mam  szanse?  Co  mogę  zrobić,  Ŝeby  dostać  Jennę  z 
powrotem? 

–  Problem  w  tym,  Ŝe  ludziom  samotnym  niechętnie 

przyznaje  się  opiekę  nad  dziećmi,  szczególnie  nad 
niemowlętami. 

Jest  duŜo  małŜeństw  pragnących  adoptować  dzieci, 

więc bez trudu znajdą nową rodzinę dla Jenny. 

– Ale to niemowlę ma rodzinę. – Justin uderzył pięścią 

w  stół.  –  Jak  moŜna  oddać  dziecko  w  obce  ręce,  gdy  ma 
brata, który chce je wychować? 

Laura połoŜyła dłoń na jego zaciśniętej pięści. 
–  Nie  krzycz  na  mnie.  PrzecieŜ  wiesz,  Ŝe  jestem  po 

twojej stronie. 

– Przepraszam. 
–  Pełna  rodzina  gwarantuje  lepsze  warunki  rozwoju. 

Dlatego  małŜeństwa  mają  pierwszeństwo  w  sprawach  o 
adopcję. 

A  ty  jesteś  kawalerem.  Ale  nie  poddawaj  się,  nie 

rezygnuj,  bo  jeszcze  masz  szansę.  ZłoŜyłeś  urzędowe 
podanie  i  wkrótce  naleŜy  spodziewać  się  odpowiedzi.  – 
Zawahała  się.  –  Mam  nadzieję,  Ŝe...  Chyba  nie...  zrobiłeś 
awantury?  Powiedziałeś,  co  myślisz  o  systemie  opieki 
społecznej? 

Justin zaklął pod nosem. 
–  Oczywiście,  Ŝe  nie.  Wiedziałem,  Ŝe  jeśli  stracę 

panowanie nad sobą,  przepadnie  szansa odzyskania  Jenny. 
Byłem uprzejmy i uśmiechnięty. Nie mogą mi nic zarzucić. 

– Świetnie. 
–  A  co  będzie,  jeśli  dostanę  odmowną  odpowiedź? 

MoŜna się odwoływać? Musi być jakaś furtka. 

–  Zawsze  jest.  Uspokój  się.  Wiem,  Ŝe  ci  trudno,  ale 

złość tylko przeszkadza. 

Justin  usiadł  na  krześle  i  znuŜonym  gestem 

przeciągnął dłonią po twarzy. 

– JuŜ się uspokajam. 
– Zrobię wszystko, co się da, Ŝeby ci pomóc. Nie trać 

nadziei. 

Justin  długo  wpatrywał  się  w  podłogę,  aŜ  wreszcie 

background image

 

94 | 

S t r o n a

 

 

–  Co  ci  powiedzieli?  Jak  uzasadnili  fakt,  Ŝe  zabierają 

dziecko? 

Justin kręcił głową, jakby wolał o tym nie mówić. 
– Jeśli dokładnie zreferujesz mi przebieg tej rozmowy, 

moŜe znajdę rozwiązanie. Znam system od strony prawnej. 
Jesteś  bratem  Jenny,  więc  nie  pojmuję,  dlaczego  ją 
zabrano. 

–  Rozpoznali  mnie  –  wykrztusił  Justin,  nerwowo 

bębniąc palcami w szybę. 

– Nie rozumiem. 
–  Jako  chłopiec  nie  byłem  aniołem.  Raczej  diabłem, 

przekleństwem  dla  opiekunów.  Wyobraź  sobie,  Ŝe  baba, 
która  się  mną  zajmowała...  i  oczywiście  miała  ze  mną 
kłopoty,  wciąŜ  tam  pracuje.  Pamięta  moje  wybryki.  Na 
przykład  to,  Ŝe  wysmarowałem  masłem  fotele  w  jej 
samochodzie. 

–  Uczucia  urzędniczki  w  stosunku  do  ciebie  nie 

powinny wpływać na sprawę Jenny. Wyskoki wyrostka nie 
mają tu nic do rzeczy. 

Justin lekcewaŜąco machnął ręką. 
– Powiedz to im, nie mnie. Przez tę jędzę odebrali mi 

siostrę. 

– Gdzie jest teraz Jenna? Co z nią zrobią? 
–  Umieszczą  ją  w  tymczasowej  rodzinie  zastępczej. 

Chcą dokładnie zbadać sprawę, ale nie raczyli powiedzieć, 
jak długo to „badanie” potrwa. 

–  Powinnam  była  to  przewidzieć  –  rzekła  Laura 

półgłosem. 

–  I  przygotować  cię  na  taką  ewentualność. 

Przepraszam. 

Justin odwrócił się od okna. 
–  Przypuszczałaś,  Ŝe  tak  będzie?  Wiedziałaś,  a  mimo 

to radziłaś mi, Ŝebym do nich poszedł? 

–  Spokojnie,  spokojnie.  Nie  było  innego  wyjścia. 

Gdybyś  sam  się  nie  zgłosił,  prędzej  czy  później  oni 
przyszliby  do  ciebie  i  zabrali  Jennę.  A  wtedy  nie  miałbyś 
Ŝadnej  szansy,  Ŝeby  dostać  ją  z  powrotem.  Musiałeś 
oficjalnie  zgłosić,  Ŝe  podrzucono  ci  dziecko.  PrzecieŜ  od 
początku  wiedzieliśmy,  Ŝe  procedura  nie  będzie  łatwa. 
Mimo Ŝe jesteś bratem. 

 

83 | 

S t r o n a

 

 

papuga. – Mojej mamie? 

–  Zapomniałaś,  Ŝe  zaprosiła  nas  na  podwieczorek  w 

ogrodzie? 

–  Zrobiła  to  wtedy,  gdy  wyciągnęła  cię  z  pokoju,  a 

mnie zamknęła drzwi przed nosem? – Laura skrzywiła się. 
– Z tego wynika, Ŝe zaprosiła was beze mnie. 

–  Nieprawda.  Nie  gadaj  głupstw.  Twoja  mama  chce 

pokazać mi... 

– Hodowlę ziół – dokończyła Laura z ironią. – Wiem, 

słyszałam sto razy. 

W tym momencie zadzwonił telefon. 
–  Dzień  dobry.  Tak,  jest  tutaj.  –  Justin  podał  Laurze 

słuchawkę. – Do ciebie. 

JuŜ  kilka  osób  zadzwoniło  do  niej  na  numer  Justina. 

Laura usłyszała głos brata. 

– Cześć. Jestem w drodze do mamy. Zabrać was? Jadę 

twoim samochodem. 

– JuŜ go naprawiłeś? 
–  Oczywiście.  Inaczej  bym  ci  go  nie  oddawał. 

Chłopcy  są  bardzo  ciekawi,  jak  wygląda  Jenna.  Zostawię 
ich u mamy, a potem przyjadę po was. 

– Dziękuję. 
Laura  długo  zastanawiała się,  jak  uniknąć  wizyty,  ale 

nic  nie  wymyśliła.  W  końcu  pogodziła  się  z  faktem,  Ŝe 
spędzi popołudnie w rodzinnym gronie. Ucałowała Steve’a 
i  zastąpiła  go  przy  kierownicy.  Jenna  siedziała  w 
poŜyczonym foteliku między dwoma męŜczyznami, którzy 
rozmawiali oczywiście o motocyklach. 

Laura  wciąŜ  powtarzała  sobie  w  duchu,  Ŝe  wypada 

zapytać  matkę  o  zioła.  Ledwo  wjechała  na  podjazd,  zza 
węgła wyszła pani domu i pomachała ręką. 

– Nareszcie jesteście – zawołała. 
Laura  szła  przodem,  a  męŜczyźni  za  nią,  nadal 

rozprawiając w niezrozumiałym języku. 

– Sto lat! 
Laura  przestraszyła  się nagłego  wrzasku  i  odskoczyła 

do  tyłu.  Byłaby  się  przewróciła,  gdyby  Justin  jej  nie 
podtrzymał. 

– Ciociu, niespodzianka! 
Raczej spisek. 

background image

 

84 | 

S t r o n a

 

 

Pani King wtajemniczyła Justina w swoje plany, więc 

wiedział,  o  co  chodzi.  Mimo  to  ze  zdumieniem  patrzył  na 
przystrojone  balonikami  i  konfetti  drzewa,  którym  o  tej 
porze roku dodatkowe kolory były niepotrzebne. 

Na werandzie leŜały prezenty. 
–  Mamo...  –  jęknęła  Laura.  –  Urodziny  mam  dopiero 

we wtorek. 

–  Pamiętam,  kochanie,  ale  juŜ  dziś  Ŝyczę  ci 

wszystkiego najlepszego. – Uścisk matki był tak mocny, Ŝe 
Laurze  aŜ  zabrakło  tchu.  –  We  wtorek  będziesz  za  bardzo 
zajęta.  Ty  nie  masz  czasu  dla  rodziny,  ale  my  zawsze 
mamy czas dla ciebie. 

Laura  wolała  nie  dopytywać  się,  co  ta  zawoalowana 

uwaga  znaczy.  Ucałowała  czterech  chłopców  w  wieku  od 
dwóch  do  pięciu lat.  Dawno  nie  widziała  bratanków,  więc 
zdawało się jej, Ŝe bardzo urośli. 

–  Dzieci,  to  jest  znajomy  cioci,  pan  Justin  Bane  – 

powiedziała pani King. – A to jego siostra. 

Chłopcy  otoczyli  Justina  i  z  zaciekawieniem  patrzyli 

na niemowlę. 

– Taka mała? – zdziwił się najstarszy. 
–  Ciociu,  kiedy  otworzysz  prezenty?  –  zawołał 

młodszy. – Nie moŜemy się doczekać. 

Pociągnął Laurę na werandę. 
Rozpakowywała  prezenty  przy  wydatnej  pomocy 

bratanków. 

– Jest jeszcze jeden podarunek – powiedział Justin. 
Z  torby  z  pieluszkami  wyciągnął  duŜe  pudło  w 

czerwonym  papierze,  przewiązane  białą  kokardą.  Laura 
pocałowała ofiarodawcę w policzek i rozdarła papier. 

–  Och,  nie!  –  zawołała,  gdy  zobaczyła  zawartość 

pudła. – Czemu to kupiłeś? 

– Jenna pomagała mi wybrać. – Justin uśmiechnął się 

przewrotnie. – Ona jest odpowiedzialna za kolor. 

Laura wyjęła czerwony kask, bez oglądania rzuciła go 

na stół i jednym palcem przesunęła jak najdalej od siebie. 

– Jesteś okropny! Jak mogłeś? 
Pani King nie kryła swojego zgorszenia. 
– Lauro! 
–  Proszę  się  nie  denerwować  –  uspokoił  ją  Justin.  – 

 

93 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 8 

 
W  poniedziałek  około  południa  otworzyły  się  drzwi  i 

Justin wpadł jak burza do biura Laury. Laura zerwała się na 
równe  nogi.  Zdumiona  patrzyła  na  zaciśnięte pięści i oczy 
miotające błyskawice. Wystraszyła się. 

– Co się stało? Dlaczego jesteś sam? Gdzie Jenna? 
Justin  uderzył  pięścią  w  ścianę  tak  mocno,  Ŝe 

zadźwięczały szyby w oknach. 

– Wzięli ją. Zabrali mi siostrę. 
Laura podbiegła, schwyciła go za rękę i siłą odwróciła 

w swoją stronę. 

– Kto? Co? Gdzie? 
Justin milczał. Potrząsnęła nim i krzyknęła: 
– Słyszysz, o co pytam? Mów! Co się stało? 
–  Poszedłem  do  biura  opieki.  Przeklęci  urzędnicy! 

Zabrali mi Jennę, Ŝeby dać ją obcym ludziom. 

Laura  objęła  go,  ale  wyrwał  się  i  podszedł  do  okna. 

Trząsł się ze złości. SkrzyŜował ręce na piersiach, ale nadal 
miał zaciśnięte pięści i wyglądał groźnie. 

Laura  zastanawiała  się,  jak  w  takim  nastroju 

rozmawiał z urzędniczką. Miała nadzieję, Ŝe nie powiedział 
nic, co mogłoby zaszkodzić ich sprawie. 

Jego sprawie, poprawiła się natychmiast. 
Ujęła  go  za  rękę  i  kazała  mu  usiąść.  On  jednak 

pozostał niewzruszony. 

–  Proponuję,  Ŝebyśmy  porozmawiali  spokojnie. 

Opowiedz  mi  wszystko  po  kolei.  Poszedłeś  do  nich  sam 
czy z adwokatem? 

– Sam. 
– Mój błąd. Powinnam była iść z tobą. AleŜ ja jestem 

bezmyślna! 

–  Nie  sądziłem,  Ŝe  pomoc  prawnika  będzie  mi  tak 

prędko  potrzebna.  Trzymali  mnie  przez  dwie  godziny, 
zasypali pytaniami, a potem odprawili z kwitkiem. – Justin 
zaklął szpetnie i odwrócił się do okna. – Skończony bałwan 
ze mnie. 

Dlaczego  poszedłem  sam?  śycie  niczego  mnie  nie 

nauczyło. 

background image

 

92 | 

S t r o n a

 

 

przedstawienia dla sąsiadów. 

Laura  uśmiechnęła  się.  Justin  oddychał  cięŜko,  a  stał 

tak  blisko,  Ŝe  czuła  falowanie  jego  klatki  piersiowej. 
Spojrzeli  sobie  w  oczy  i  Laurę  zalała  fala  gorąca.  Ogień 
płonący w ciemnych oczach rozjaśnił jej uśmiech. 

Wyszeptali swoje imiona.  Nie wiadomo, kto  wykonał 

decydujący ruch. 

Nagle Jenna zaczęła popłakiwać. 
Ich  usta  rozdzieliły  się,  ale  ciała  pozostały  tuŜ  obok 

siebie. 

– Zostań – szepnął Justin. 
Laura poczuła, Ŝe się zakochała. 
To  niedopuszczalne!  To  grozi  utratą  kontroli  nad 

rozwojem wypadków! 

– Muszę... juŜ... iść – wykrztusiła, odpychając Justina. 

– Praca. Wcześnie wstaję. Muszę iść spać. 

Otworzyła drzwi. 
– Tylko się nie przepracuj. 
– Dobrze. 
Ale  czy  w  ogóle  będzie  w  stanie  pracować,  gdy 

straciła głowę i serce? 

LeŜała  juŜ  w  łóŜku,  kiedy  usłyszała  szum  wody  za 

ścianą.  Potem  śpiew.  Pierwszy  raz  od  dnia,  gdy  sąsiad 
dowiedział  się,  Ŝe  w  mieszkaniu  obok  słychać  jego 
występy. Justin improwizował na temat miłości. 

Laura cieszyła się, Ŝe wrócił mu dobry humor. 

 

85 | 

S t r o n a

 

 

Laura  twierdziła,  Ŝe  nie  moŜe  jechać  ze mną  motorem, bo 
nie  ma  kasku.  Postanowiłem  usunąć  przeszkodę,  ale 
spodziewałem się wykładu na temat charakteru męŜczyzn i 
złośliwej  manipulacji,  więc  reakcja  pani  córki  mnie  nie 
boli. 

– Ale mimo to... Lauro? 
–  Och,  dziękuję  –  powiedziała  Laura  przesadnie 

uprzejmie.  –  Śliczny  fason.  Jeszcze  jeden  eksponat  do 
mojej kolekcji bezuŜytecznych osobliwości. 

–  Powodzenia,  stary.  Ona  ma  uraz  na  punkcie 

motocykli  –  rzekł  Steve.  –  Jak  wiesz,  niemal  ukatrupiła 
moją  Suzy  i  potem  juŜ  nigdy  nie  chciała  na  nią  wsiąść. 
Moja  siostra  jest  uparta  jak  dziesięć  osłów,  więc 
przewiduję trudności z namówieniem jej na przejaŜdŜkę. 

– Nigdy jej nie namówisz – dorzucił Roy. – Posadź ją 

siłą na motorze i ruszaj, nim zeskoczy. 

Laura włoŜyła kask do pudła. 
– Widzisz, jakich mam kochających braci? – Spojrzała 

na  Justina  spod  oka.  –  Obchodź  się  ze swoją siostrą  lepiej 
niŜ oni ze mną. 

–  Obiecuję.  śadnych  mopedów.  Dla  niej  od  razu 

ostatni krzyk mody. 

Popołudnie  minęło  bardzo  szybko.  Kończyli  właśnie 

jeść specjalność domu, czyli placek z masą orzechową, gdy 
zadzwoniła komórka Justina. Justin przeprosił i odszedł od 
stołu, a po minucie wrócił bardzo blady. 

– Niestety, muszę się poŜegnać. Dzwonił Harris. 
– Znalazł twojego ojca? 
–  Tak.  Ojciec  mieszka  w  hotelu,  a  nie  wiadomo,  jak 

długo  tam  zostanie.  Jadę  natychmiast.  Wezmę  ze  sobą 
Jennę. 

– Ty pozbieraj jej rzeczy, a ja swój nowy dobytek. 
– Nie musisz ze mną jechać. To twoje urodziny. 
– I tak juŜ za długo tu siedzimy. 
–  Justin  przypadł  mi  do  gustu  –  szepnęła  pani  King 

przy  poŜegnaniu.  –  Jest  trochę  małomówny,  ale  myślę,  Ŝe 
to  bardzo  dobry  człowiek.  Wzruszający  jest  jego  stosunek 
do siostry. 

Laura 

uśmiechnęła 

się. 

Małomówny? 

Justin 

rzeczywiście  niewiele  się  odzywał,  bo  chyba  przytłoczyła 

background image

 

86 | 

S t r o n a

 

 

go  jej  duŜa  rodzina.  Nic  dziwnego.  Ona  teŜ  bywała 
przytłoczona,  ale  przez  ćwierć  wieku  zdąŜyła  się 
przyzwyczaić. 

–  Mamusiu,  nie  obiecuj  sobie  zbyt  wiele.  Jest  moim 

sąsiadem i dlatego pomogłam mu opiekować się dzieckiem. 
To wszystko. 

– Podoba ci się, prawda? 
--Tak. 
– Bardzo? 
– Owszem. 
Stanowczo za bardzo go polubiła. 
 
Justin  siedział  nieruchomo  przy  kierownicy.  Laura 

wiedziała,  Ŝe  jest  mu  cięŜko.  Objęła  go.  Nie  zareagował, 
ale  nie  odsunął  się.  Nie  przywykł  do  serdeczności,  jednak 
teraz była mu bardzo potrzebna. 

– Ile lat nie widziałeś ojca? – szepnęła Laura. 
–  Dwadzieścia  pięć  –  odparł  martwym  głosem.  – 

Prawie go nie pamiętam. Wątpię, czy go poznam. 

– Bardzo źle cię traktował? 
– Nie. Po prostu ignorował. Zostawiał nas samych. 
–  To  jest  złe  traktowanie.  Zostawiał  was  równieŜ  po 

śmierci matki? 

–  Tak.  Nie  mieliśmy  krewnych,  a  ojciec...  no, 

powiedzmy,  Ŝe  nie  był  wzorem  cnót.  Pół  roku  po  śmierci 
mamy zabrano nas z domu. – Justin wzruszył ramionami. – 
Ten  człowiek  jest  dla  mnie  nikim.  Muszę  być  uprzejmy, 
chociaŜ  gardzę  nim.  Niech  tylko  pozwoli  mi  zaadoptować 
Jennę. 

– Pamiętasz coś z dzieciństwa? 
– Głównie Bena. Nigdy go nie zapomnę. 
Laura tak bardzo chciała mu pomóc, ale nie wiedziała 

jak. 

–  Najpierw  odwiozę  was  do  domu.  –  Justin  odwrócił 

się do niej i lekko pocałował w szyję. – Lauro? 

– Słucham? 
– Jesteś piękna. 
–  Ty  teŜ.  JuŜ  ci  mówiłam,  Ŝe  masz  hipnotyzujące 

oczy. 

Justin  skrzywił  się  z  niesmakiem,  więc  wybuchła 

 

91 | 

S t r o n a

 

 

na pewno nie spotkałbym Jenny. I moja siostra nie miałaby 
nikogo  na  świecie.  Czyli  koniec  końców  wszystko  wyszło 
na dobre. 

–  Jutro  zacznij  działać.  Porozmawiaj  z  ludźmi  z 

opieki,  weź  adwokata  –  mogę  być  ja,  jeśli  chcesz,  ale 
lepszy  byłby  specjalista  od  adopcji.  Postaraj  się,  Ŝeby  jak 
najprędzej  przyznano  ci  prawo  do  dziecka.  Zanim  twój 
ojciec  zaŜąda  pieniędzy  za  podpis.  Po  doprowadzeniu 
sprawy do końca wszystko będzie prostsze. 

– Na razie mi ulŜyło, Ŝe jedno nieprzyjemne spotkanie 

mam za sobą. 

W  milczeniu  jechali  przez  miasto.  Wstąpili  do 

restauracji  na  spóźnioną  kolację,  ale  podczas  posiłku  teŜ 
mało  mówili.  Dla  Laury  było  oczywiste,  Ŝe  Justin  pragnie 
w samotności uporać się z myślami. 

Kiedy weszli juŜ na trzecie piętro, Laura powiedziała: 
– Wpadnę jutro po pracy. Powodzenia. Zadzwoń, jeśli 

będziesz miał kłopoty. 

Chciała odejść, ale Justin schwycił ją za rękę. 
– Chyba o czymś zapomniałaś. 
SkądŜe. Pamiętała o obiecanym pocałunku. Myślała o 

nim podczas jazdy, ale sądziła, Ŝe Justin zapomniał. 

–  Masz  rację.  –  Podała  mu  torbę  z  pieluszkami.  – 

Proszę. 

Dobranoc. 
– Nie o to chodzi. 
Laura  starała  się  przybrać  minę  niewiniątka,  ale 

zdradził ją figlarny uśmiech. 

–  Ach  to  tak?  Stroisz  sobie  Ŝarty?  Udajesz,  Ŝe 

zapomniałaś  o  umowie?  –  Justin  bezradnie  popatrzył  na 
drzwi.  Miał  zajęte  ręce,  w  jednej  trzymał  fotelik,  a  w 
drugiej dłoń Laury. 

– Zabrałaś klucz do mojego mieszkania? 
– Tak. 
– Więc bądź tak dobra i otwórz drzwi. Ja nie mogę. 
– Boisz się, Ŝe ucieknę? 
– Owszem. 
Laura lewą ręką otworzyła  drzwi, a Justin  zamknął je 

nogą. Odstawił fotelik i objął Laurę. 

–  Nareszcie.  W  korytarzu  nie  chciałem  urządzać 

background image

 

90 | 

S t r o n a

 

 

– Dziękuję. Przyślemy ci papiery do podpisu. 
– Synu, nie powiedziałeś mi nic o sobie. Jak zarabiasz 

na Ŝycie? Rozkręciłeś jakiś interes? 

– Jestem nauczycielem – odparł Justin oschle. 
– Uniwersyteckim? Uczysz studentów? 
– Nie, małe dzieci. 
– Taka robota nie daje pieniędzy, co? 
–  Nie.  Ale  tobie  się  powodzi,  więc  mam  nadzieję,  Ŝe 

będziesz regularnie łoŜył na utrzymanie córki. 

Starszy pan szeroko otworzył drzwi. 
–  Nie  licz  na  to.  Skoro  ją  adoptujesz,  wszystkie 

obowiązki spadają na ciebie. 

 
Przed hotelem Justin odetchnął pełną piersią. 
– Całe szczęście, Ŝe tak prędko się zgodził i mam juŜ 

tę wizytę za sobą. Nie uśmiecha mi się powtórka. Obyśmy 
przeprowadzili  adopcję,  zanim  ojciec  zorientuje  się,  Ŝe 
jestem zamoŜny. 

– O nic nie zapytał – wybuchła Laura. – Ani czy masz 

dom  i  rodzinę,  ani  czy  starczy  ci  na  wychowanie  dziecka. 
Czy los córki jest mu naprawdę obojętny? 

–  Mówiłem  ci,  jaki  on  jest.  Dobrze,  Ŝe  przynajmniej 

matka kocha Jennę... po swojemu. Nie moŜe jej wychować, 
ale przynajmniej darzy uczuciem. 

– Czy... A, niewaŜne. 
– Co takiego? 
– Chciałam zapytać, czy zabierzesz od czasu do czasu 

Jennę na widzenie, ale to nie moja sprawa. 

–  O  tym  teŜ  trzeba  będzie  pomyśleć.  Muszę  się 

dowiedzieć, czego Linda oczekuje i co będzie najlepsze dla 
dziecka. 

– Słusznie. 
Szli dalej w milczeniu. 
–  Co  za  argumentacja!  –  syknął  Justin,  kiedy  juŜ 

siedzieli w samochodzie. – Ojciec nie pozwolił, Ŝeby mnie 
adoptowano,  bo  chciał,  Ŝebym  nosił  jego  nazwisko. 
Słyszałaś tę cholerną bzdurę? 

– Słyszałam. 
Justin zacisnął palce na kierownicy. 
– Teraz to bez znaczenia. Gdyby mnie zaadoptowano, 

 

87 | 

S t r o n a

 

 

głośnym śmiechem. 

– Zamierzałem wprawić cię w nastrój do pocałunku, a 

nie wyłudzać komplementy. 

– Chcesz, Ŝebym z tobą pojechała? 
– Co to ma wspólnego z całowaniem? 
–  MoŜe  duŜo,  moŜe  nic.  Lepiej,  Ŝebyś  był  w 

towarzystwie prawnika. I przyjaznej duszy. Mogę wystąpić 
w obu rolach. 

Zabierzesz mnie? 
– Dlaczego mam cię zabrać? 
– Bo moŜe w nagrodę dostaniesz całusa. 
– Takiej propozycji nie odrzucę – rzekł, obejmując ją. 
– Bardzo słusznie. 
Mimo tych obietnic Laura odsunęła się. Justin nadal ją 

obejmował, ale patrzył groźnie. 

–  Co  ty?  Nie  dotrzymujesz  słowa?  Wracaj  na 

poprzednie miejsce, bo mamy niedokończoną sprawę. 

–  Najpierw  wizyta,  potem  nagroda.  –  Przesłała  mu 

całusa. – No, ruszaj. 

Justin rzucił jej groźne spojrzenie. 
–  Dobrze,  ale  trzymam  cię  za  słowo i odbiorę  całusa. 

Nie wykręcisz się sianem. 

Laura pomyślała, Ŝe to obiecująca perspektywa i Ŝe za 

taką  nagrodę  warto  odbyć  zapewne  przykrą  rozmowę  w 
hotelu. 

 
Stanęli przed drzwiami ze złoconym numerem. Justin 

oddychał cięŜko. Nie był gotowy na spotkanie z ojcem. 

Wyciągnął rękę, po czym cofnął ją i głośno westchnął. 

Nie patrzył na Laurę, ale jej obecność dodawała mu otuchy. 

Nie  miał  najmniejszej  ochoty  spotkać  się  z  ojcem,  a 

musiał to zrobić. 

Laura wzięła go pod rękę. Spojrzał na nią i uśmiechnął 

się blado. Potem popatrzył na śpiącą Jennę i dla niej zmusił 
się do działania. 

Zapukał do drzwi. 
Po chwili usłyszeli jakiś szmer. 
– Kto tam? 
Justin otworzył usta, ale nie wykrztusił ani słowa. 
– Pan Bane? – powiedziała Laura. – Czy moglibyśmy 

background image

 

88 | 

S t r o n a

 

 

z panem pomówić? 

– O czym? 
–  Nazywam  się  Justin  Bane.  –  Justin  zdziwił  się,  Ŝe 

odzyskał  głos.  –  Jestem...  pańskim  synem.  Musimy 
porozmawiać. 

To pilne. 
Po chwili ciszy drzwi się otworzyły. 
Justin  jednak  poznał  ojca.  Jego  wspomnienia  były 

wprawdzie wyblakłe, a stojący przed nim męŜczyzna duŜo 
starszy  niŜ  ten,  którego  zapamiętał,  ale  nie  ulegało 
wątpliwości, Ŝe to jego ojciec. Ukłonił się. 

– Justin junior? Niech to wszyscy diabli. – Starszy pan 

spojrzał na dziecko. – Moja wnuczka? 

– Dzień dobry. My... 
– Twoja Ŝona? 
– Nie. Pani Laura King jest prawnikiem. 
–  Prawnikiem?  –  Justin  senior  niechętnie  zaprosił  ich 

do  pokoju.  –  Siadajcie.  Mój  chłopcze,  po  co  przyszedłeś? 
Sprawdzić,  jaki  spadek  dostaniesz?  –  Ojciec  zaśmiał  się  z 
własnego dowcipu. – Jeszcze nie wybieram się w zaświaty, 
więc na razie na nic nie licz. 

– To drogi hotel. Widocznie nieźle ci się powodzi. 
– Ostatnio rzeczywiście mi się wiedzie. Ale pieniądze 

są jak woda. Płyną. 

Laura  usiadła,  ale  Justin  wolał  stać.  SkrzyŜował  ręce 

na piersiach i powaŜnie patrzył na ojca. 

– Przyjechałem w sprawie Jenny. 
– Kto to taki? 
– Twoja córka. – Justin wskazał niemowlę. – Ona. 
Pan  Bane  zamrugał,  przyjrzał  się  dziecku  i  skinął 

głową. 

–  Córka  Lindy.  Co  cię  łączy  z  tą  kobietą?  ZaŜądała 

pieniędzy  za  to,  Ŝeby  dziecko  miało  moje  nazwisko. 
Wyobraź  sobie,  Ŝe  musiałem wybulić  tysiączek.  Czy  mała 
nazywa się Bane? 

– Tak. Linda jest w więzieniu. 
–  Powinęła  się  jej  noga?  A  mówiłem,  Ŝeby  się  nie 

wygłupiała... 

– Przyjechaliśmy omówić los dziecka. Linda zgodziła 

się  oddać  córkę  do  adopcji.  Potrzebna  jest  twoja  zgoda. 

 

89 | 

S t r o n a

 

 

Tylko tyle. Będziesz miał kłopot z głowy. 

–  Nic  z  tego.  To  moje  dziecko.  śadnej  adopcji  nie 

będzie. 

Justin  zacisnął  pięści  i  wbił  wzrok  w  stolik.  Pamiętał 

inną  adopcję,  której  ojciec  się  sprzeciwił.  Z  trudem 
opanował gniew. 

– Dlaczego? – wycedził. 
– Bo jest moją córką. 
– Chcesz ją wychowywać? 
–  Nie.  To  obowiązek  matki.  Ale  chcę,  Ŝeby  dzieciak 

miał moje nazwisko. 

Więc tylko o to chodzi. 
–  Linda  długo  posiedzi  w  więzieniu.  Ja  zaadoptuję 

Jennę, więc będzie nosić nasze nazwisko. 

–  Aha.  To  zmienia  postać  rzeczy.  Takie  rozwiązanie 

mi odpowiada. – Starszy pan wzruszył ramionami i zapalił 
papierosa.  –  Chcesz  wychowywać  siostrę?  Hm,  zawsze 
byłeś dziwny. 

– Skąd wiesz? PrzecieŜ mnie nie znasz. 
–  Nie  próbuj  budzić  mojego  sumienia.  Byłem 

wyrostkiem, 

gdy 

się 

urodziłeś, 

zaledwie 

dwudziestolatkiem,  gdy  urodził  się  Ben.  Prędko  straciłem 
Ŝonę.  Sam  byłem  prawie  dzieckiem.  Jak  moŜna  było 
oczekiwać, Ŝe zajmę się synami? 

– Teraz jesteś dorosły. 
– 

Tak. 

Postarzałem 

się. 

– 

Ojciec 

mrugnął 

porozumiewawczo. – Ale jeszcze spłodziłem potomka. 

–  Dasz  oficjalną  zgodę  na  to,  Ŝebym  zaadoptował 

Jennę? 

–  Dam,  jeśli  Linda  tego  chce.  Skoro  obiecujesz,  Ŝe 

dziecko będzie nosić moje nazwisko, nie sprzeciwiam się. 

Justin  miał  ochotę  zapytać,  dlaczego  nazwisko  jest 

takie  istotne,  ale  bał  się,  Ŝe  nie  spodoba  mu  się 
argumentacja  ojca.  Na  pewno  będzie  to  jakiś  idiotyczny 
pogląd  o  nieśmiertelności  poprzez  potomstwo.  Ojcu  nie 
wystarczało  samo  przekazywanie  genów,  musiał  jeszcze 
przekazać nazwisko. 

– W porządku. Lauro, idziemy. 
– JuŜ? Bez podziękowania? 
Justin z trudem opanował złość. 

background image

 

112 | 

S t r o n a

 

 

–  Tak.  Zawsze  mieliśmy  ich  za  mało.  Byłam 

najmłodsza  i  wszyscy  chcieli  dla  mnie  jak  najlepiej. 
Rodziców  nie  stać  było  na  opłacenie  moich  studiów,  więc 
bracia  mi  pomagali.  Wszyscy  poświęcili  coś  na  rzecz 
mojego wykształcenia. 

Wiem, Ŝe nie odwdzięczę się im za lata wyrzeczeń, ale 

moŜe spłacę choć część długu. 

–  Naprawdę  uwaŜasz,  Ŝe  oczekują  zwrotu  tych 

pieniędzy? 

–  Nie.  Ale  chcę  wyrobić  sobie  pozycję  i  pokazać 

rodzinie, Ŝe ich wysiłki nie poszły na marne. Nie rozumiesz 
tego? 

– Rozumiem. 
–  Rozmawiałam  dzisiaj  z  szefem.  –  Zawahała  się. 

Ogarnęły  ją  wątpliwości,  czy  słusznie  postąpiła.  –  Od 
przyszłego miesiąca będę pracować na pół etatu. Przez rok. 

Justin długo milczał. 
–  Przepraszam,  ale  chyba  się  przesłyszałem  –  rzekł 

wreszcie. – Co zrobiłaś? 

– Przechodzę na pół etatu. JuŜ załatwiłam to z szefem. 

Będę  wracać  z  pracy  około  południa.  Ty  zostaniesz  w 
domu  rano,  a  ja  po  południu  i  dzięki  temu  Jenna  zawsze 
będzie miała opiekę. 

– Nie musisz poświęcać kariery zawodowej. 
– Nic nie poświęcam. Chcę być z Jenną, bo ją kocham 

i jestem jej  potrzebna. Przez  rok  mogę  popracować  na  pół 
etatu. 

JuŜ podjęłam decyzję. 
– Ale co będzie, gdy... – Justin spojrzał w okno. – Nie, 

nie mogę na to pozwolić. 

Laura  traciła  resztki  nadziei.  Znowu  ten  rozwód. 

Justin wciąŜ o nim przypomina. 

–  Podobno  lepiej  kochać  i  stracić,  niŜ  nigdy  nie 

kochać  –  rzekła  Ŝartobliwym  tonem,  choć  duŜo  ją  to 
kosztowało. 

– Co to ma do rzeczy? 
–  Chodzi  mi  o  Jennę.  Nie  martwisz się  o jej  uczucia, 

gdy ja... gdy mnie... zabraknie? 

– Oczywiście. To teŜ. 
–  Obiecuję,  Ŝe  jej  nie  porzucę.  Jeśli  pozwolisz,  będę 

 

97 | 

S t r o n a

 

 

jakiegoś adwokata specjalizującego się w adopcjach? 

–  Tak.  –  Laura  napisała  na  kartce  kilka  nazwisk  i 

numery telefonów. – Proszę. 

– Dziękuję. 
Justin pocałował ją w policzek i ruszył w stronę drzwi. 
–  Zaczekaj!  –  zawołała.  –  Czy  wiesz,  jak  wyglądasz? 

Nie moŜesz się tak pokazać ludziom, bo gadania byłoby na 
rok. 

Zapięła 

mu 

koszulę, 

poprawiła 

kołnierzyk, 

przygładziła  włosy.  Potem  odsunęła  się  i  obrzuciła  go 
krytycznym spojrzeniem. 

– No, teraz wyglądasz przyzwoicie. 
Justin pocałował ją w usta. 
–  Dziękuję.  I  zapraszam  do  siebie  na  kolację.  Masz 

klucz, więc nie dzwoń, tylko wchodź. 

– Dobrze. 
Patrzyła  w  ślad  za  nim  i  zastanawiała  się,  czy 

pozbawił ją wolnej woli. 

 
Dzięki temu, Ŝe ktoś na nią czekał, powroty do domu 

były  teraz  przyjemniejsze,  a  wchodzenie  po  schodach 
łatwiejsze. Laura pilnowała się, by nie marzyć,  nie dać się 
ponosić fantazji i nie ulegać romantycznym mrzonkom. Ale 
było to coraz trudniejsze. Justin niepostrzeŜenie zawładnął 
jej sercem. 

Gdy  weszła  do  mieszkania,  był  zajęty  szukaniem  w 

Internecie informacji o procedurach adopcyjnych. 

– Dzień dobry. Uspokoiłeś się trochę? 
–  Nie  bardzo.  Jestem  niecierpliwy,  martwię  się.  – 

Lekko  wzruszył  ramionami.  –  Szukam  przepisów, 
przykładów.  Zadzwoniłem  do  ludzi,  których  telefony  mi 
dałaś,  ale  z  nikim  się  nie  umówiłem.  Boję  się  wybrać 
nieodpowiedniego adwokata. 

– Za bardzo się przejmujesz. 
Laura  udawała  optymizm,  którego  naprawdę  w  niej 

nie  było.  Sprawa  moŜe  ciągnąć  się  miesiącami,  a  nawet 
łatami. Justin ściągnął brwi i zapatrzył się w sufit. 

–  Po  głowie  chodzi  mi  tylko  jedno.  Nie  byłoby 

problemu,  gdybym  miał  Ŝonę,  prawda?  Jako  człowiek 
Ŝonaty i brat Jenny, szybko bym ją odzyskał. 

background image

 

98 | 

S t r o n a

 

 

Laura przysiadła obok niego. 
– Tak. Miałbyś w ręku mocne argumenty. 
Justin ukrył twarz w dłoniach. 
– Właśnie. I zrobię to. 
– Niby co? 
–  OŜenię  się.  Jeśli  to  najlepszy  sposób,  by  odzyskać 

Jennę. 

– OŜenisz się? – powtórzyła Laura z niedowierzaniem. 
--Tak. 
– Mówisz powaŜnie? 
– Jak najbardziej. 
Nie  wierzyła.  UwaŜała,  Ŝe  Ŝartuje  albo  bredzi. 

Przełknęła ślinę, chrząknęła. Bała się, Ŝe zadrŜy jej głos. 

– Wybrałeś juŜ kandydatkę na Ŝonę? – wykrztusiła. 
Justin spojrzał na nią jakoś dziwnie. 
– Wiem, Ŝe pokochałaś Jennę... Jeśli się pobierzemy... 
Laura zamrugała gwałtownie. 
– Co ty mówisz? – szepnęła. 
–  Wiem,  proszę  o  bardzo  duŜo,  ale  to  będzie 

tymczasowe małŜeństwo. Do czasu, aŜ będziemy pewni, Ŝe 
nikt nie zabierze mi siostry. 

–  Miałabym  zostać  twoją  Ŝoną?  –  spytała  Laura 

piskliwym głosem. – Chcesz się ze mną oŜenić? 

– Na kilka tygodni. 
Dlaczego  na  tak  krótko?  Laura  poczuła  się 

zawiedziona. 

–  To  będzie  tylko  formalność.  MałŜeństwo  ze 

względów praktycznych. 

– Oczywiście... 
Względy  praktyczne!  Jasne,  przecieŜ  ona  jest  osobą 

praktyczną i dotąd chętnie pomagała Justinowi. 

Więc  dlaczego  czuje  się  zawiedziona?  CzyŜby  z 

powodu tych kilku pocałunków? 

– Nie liczę na to, Ŝe pomoŜesz mi wychowywać Jennę 

–  ciągnął  Justin.  –  Nawet  lepiej,  Ŝebyś  się  nią  zbytnio  nie 
zajmowała. Nie chcę, Ŝeby tęskniła, kiedy odejdziesz. 

Nie zajmować się Jenną? 
Laura wbiła paznokcie w dłoń, Ŝeby nie krzyczeć. 
–  Dokąd  mam  odejść?  –  spytała  zdumiewająco 

opanowanym głosem. – PrzecieŜ mieszkam za ścianą. 

 

111 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 9 

 
 MoŜemy porozmawiać? 
Justin  oderwał  od  monitora  zamglony  wzrok,  ale  gdy 

zobaczył minę Laury, oprzytomniał i wyłączył komputer. 

– Coś cię dręczy? 
Laura  zamierzała  zagaić  subtelnie,  a  tymczasem 

wypaliła prosto z mostu: 

– Jakie to będzie małŜeństwo? 
– O co ci chodzi? 
–  Po  pierwsze,  gdzie  będziemy  mieszkać?  Tutaj?  W 

dwóch mieszkaniach? 

–  Nie  zastanawiałem  się  nad  tym.  Teraz  myślę  tylko, 

jak  odzyskać  Jennę.  Zamierzam  kupić  dom,  ale  juŜ 
mówiłem,  Ŝe  cię  rozumiem.  Jeśli  wolisz  zostać  tutaj, 
poczekam z przeprowadzką do... rozwodu. 

Jeszcze nie wzięli ślubu,  a on juŜ myśli o rozwodzie! 

Laura  zirytowała  się.  Dlaczego  marzy  o  przyszłości  z 
męŜczyzną,  który  nie  planuje  przyszłości  z  nią?  Justin 
potrzebuje  fikcyjnej  Ŝony  na  kilka  miesięcy,  a  potem 
wyprowadzi się i tym samym połoŜy kres ich znajomości. 

– Wycofujesz się? 
– Nie. Obiecałam i dotrzymam słowa. 
–  Masz  taką  minę,  jakbyś  szła  na  ścięcie.  Nie  chcę, 

Ŝebyś się poświęcała. 

– Po prostu dostałam typowej przedślubnej nerwicy. 
– Nie dziwię się. 
– Następne pytanie: co z moją pracą? 
– Nie rozumiem. 
–  Czy  liczysz  na  to,  Ŝe  rzucę  pracę,  Ŝeby  opiekować 

się dzieckiem? 

–  Zwariowałaś?  Wychodząc  za  mnie,  Ŝebym  mógł 

odzyskać siostrę, robisz mi łaskę. Nie oczekuję, Ŝe rzucisz 
pracę i zostaniesz niewolnicą. 

– Musiałam się upewnić. 
–  Dlaczego  praca  jest  dla  ciebie  taka  istotna? 

Oczywiście, rozumiem ambicję, ale dlaczego tak harujesz? 

– Chcę mieć stałe dochody. 
– Pieniądze są bardzo waŜne? 

background image

 

110 | 

S t r o n a

 

 

rok – solidnie wywiąŜe się z obowiązków. 

 

99 | 

S t r o n a

 

 

– Chyba się przeprowadzę. 
– Jak to? Kiedy? 
– 

Nie 

denerwuj 

się. 

Dopiero 

wtedy, 

gdy 

doprowadzimy  sprawę  do  końca.  Nie  oczekuję,  Ŝe 
przeniesiesz  się  razem  z  nami.  I  tak  za  duŜo  od  ciebie 
Ŝądam. 

Wyprowadzą się. Tylko Jenna i on, powtórzyła Laura 

w duchu. Oczywiście! 

Walczyła  z  ogarniającym  ją  rozczarowaniem.  Justin 

nie  myślał  ani  o  sobie,  ani  o  niej,  tylko  o  przyszłości 
dziecka.  Dlatego  nie  uświadamiał  sobie,  jak  brutalne  są 
jego słowa, jak bardzo ją ranią. 

–  To  nie jest  kwestia  paru  tygodni  –  rzekła  martwym 

głosem. – MałŜeństwo moŜe potrwać rok. 

– Odmawiasz? 
Laura  wstała.  Teraz  ona  przemierzała  pokój  wielkimi 

krokami.  Nie  chciała,  by  Justin  zauwaŜył,  Ŝe  ma  łzy  w 
oczach. Starała się opanować drŜenie głosu. 

–  CóŜ,  przyznaję,  Ŝe  nie  są  to  oświadczyny,  o  jakich 

marzyłam. 

–  Wiem.  Chciałabyś,  Ŝeby  ukochany  padł  przed  tobą 

na kolana, dał ci złoty pierścionek i przysiągł, Ŝe nie opuści 
cię do śmierci. 

– Co w tym dziwnego? To przecieŜ typowe marzenia. 

Tak  jesteśmy  wychowywane.  Wzajemna  miłość  jest 
obowiązkowa,  klęcząca  pozycja  moŜe,  ale  nie  musi  być, 
kosztowny  pierścionek  niekoniecznie,  ale  dozgonna 
wierność jest absolutnie niezbędna. 

–  Rozumiem  i  wycofuję  się.  –  Justin  westchnął 

zrezygnowany.  –  Wykombinuję  coś  innego.  Zapomnij,  co 
powiedziałem. 

Laura  popatrzyła  na  niego  groźnie  i  nadludzkim 

wysiłkiem zdobyła się na autoironię. 

–  Zapomnieć  o  pierwszych  oświadczynach?  Nigdy  w 

Ŝyciu. 

Osiągnęła  zamierzony  efekt.  Justin  najpierw  zrobił 

zdziwioną minę, po czym wybuchnął śmiechem. 

Laura 

opanowała 

rozgoryczenie. 

Dziecko 

jest 

najwaŜniejsze. Później będzie dość czasu na leczenie ran. 

–  Omówmy  to  teoretycznie.  Proponujesz,  Ŝebyśmy 

background image

 

100 | 

S t r o n a

 

 

zamieszkali razem? 

– 

To 

chyba 

konieczne 

podczas 

załatwiania 

formalności. 

Zanim zapadnie ostateczna decyzja. 
– Dobrze. Zrobię ten ryzykowny krok. 
Justin wyglądał tak, jakby zamiast ulgi odczuł strach. 
– Naprawdę? 
Laura miała ochotę zaprzeczyć, Ŝeby tylko z jego oczu 

zniknął  wyraz  paniki.  Ale to w  końcu  jego  pomysł.  Oboje 
muszą zapomnieć o swoich uczuciach ze względu na małe 
dziecko, które pokochali. 

–  Tak,  wyjdę  za  ciebie.  Nie  robię  tego  jednak  dla 

ciebie, lecz wyłącznie dla Jenny. Jeśli do jutra nie zmienisz 
zdania, pobierzemy się. 

–  Nie  rozmyślę  się.  Dla  Jenny  zrobię  absolutnie 

wszystko. 

Laura  czuła,  Ŝe  ogarnia  ją  przeraŜenie.  PrzecieŜ  nie 

będzie  prawdziwą  Ŝoną.  Ten  ślub  to  jedynie  środek  do 
osiągnięcia celu. 

– Kiedy się pobierzemy? 
– Jak najszybciej. W piątek. 
– W ten? 
–  Tak.  Za  tydzień  mają  rozpatrywać  sprawę  Jenny, 

więc wolałbym być juŜ Ŝonaty. Zgodzisz się na taki termin? 

Laura bała się, Ŝe za moment zemdleje. 
– Nie widzę przeszkód. 
CzyŜby? 
Widziała niejedną przeszkodę. 
 
Zajechała  przed  dom  rodziców,  ale  długo  nie 

wysiadała  z  auta.  Starała  się  odwlec  nieuniknioną 
rozmowę.  Wiedziała,  Ŝe  trudno  będzie  jej  wyjaśnić 
rodzinie, dlaczego zgodziła się na ślub. 

Jak przyjmą wiadomość, Ŝe w piątek ich córka będzie 

miała  męŜa  i  pasierbicę?  Wprawdzie  polubili  Justina  i 
Jennę,  lecz  jak  zareagują  na  wieść  o  tymczasowym 
małŜeństwie z rozsądku, zawartym w konkretnym celu? 

A jej zranione uczucia i duma? 
CóŜ,  spotkanie  z  rodzicami  nie  będzie  ani  łatwe,  ani 

przyjemne. 

 

109 | 

S t r o n a

 

 

sprawie. Tak będzie najlepiej. W tej sytuacji huczne wesele 
jest juŜ doprawdy drobnostką. 

– Daj spokój.  Jeśli tobie to nie przeszkadza,  mnie teŜ 

nie. 

– Jesteś pewna? 
Laura  zaprzeczyła  w  duchu,  a  głośno  powiedziała:  – 

Tak. 

Po  kolacji  poszła  do  sypialni  rodziców  przymierzyć 

suknię  ślubną  sprzed  trzydziestu  pięciu  lat.  Przez  sekundę 
czuła się jak królewna, ale potem się rozpłakała. 

–  Kochanie,  czemu  płaczesz?  Wyglądasz  ślicznie,  ale 

jeśli nie chcesz mojej sukni, jeśli wolisz nową... 

– Twoja... podoba mi się... naprawdę. 
– Nie płacz, bo plamy będą nie do usunięcia. 
Laura prędko zawiązała pod szyją ręcznik. 
– A teraz mogę płakać? 
– Do woli. 
– Nawet nie zapytasz, czemu wylewam łzy? 
– Nie muszę. Wiem. 
–  Wiesz?  –  Laura  z  wraŜenia  dostała  czkawki.  – 

NiemoŜliwe. 

–  A  jednak.  Jesteś  zakochana  i  bierzesz  ślub,  ale  nie 

wiesz, co czuje twój luby. Musisz się z nim rozmówić. 

– Mam go zapytać, czy mnie kocha? 
–  Tak.  –  Oczy  pani  King  wesoło  rozbłysły.  – 

Oczywiście subtelnie, dyplomatycznie. 

–  Aha.  MoŜe  wbiec  do  płonącego  budynku,  Ŝeby 

sprawdzić, czy będzie mnie ratował? 

– Byle nie w tej sukni. 
Laura zaśmiała się mimo woli. 
– Mamusiu, jesteś nieoceniona. 
–  Nie  pozwolę  ci  brać  ślubu  w  mojej  sukni,  jeśli  nie 

jesteś  pewna,  Ŝe  chcesz  być  Ŝoną  Justina.  Porozmawiaj  z 
nim. 

Laura  postanowiła  odbyć  tę  zasadniczą  rozmowę 

nazajutrz  po  powrocie  z  pracy.  Najpierw  przedyskutuje 
pewną  kwestię  ze  swoim  szefem,  a  potem  powaŜnie 
porozmawia z Justinem. 

Skoro  zdecydowała  się  na  jeden  krok,  moŜe  zrobić 

następne.  Jeśli  ma  być  matką  Jenny  –  choćby  tylko  przez 

background image

 

108 | 

S t r o n a

 

 

wychodzisz  za  mąŜ.  Ślub  w  sobotę  o  drugiej,  kwiaty 
zamówione,  goście  zaproszeni.  Będzie  tylko  najbliŜsza 
rodzina.  –  Pani  King  podała  Justinowi  plik  kopert.  – 
Proszę.  Zaproszenia  dla  twoich  krewnych.  Wystarczy 
wpisać 

imiona  i 

nazwiska,  ale  będziesz 

musiał 

zawiadamiać  osobiście  lub  telefonicznie,  bo  pisemne 
zaproszenia nie dojdą na czas. 

–  Mamo!  –  Laura  załamała  ręce.  –  Własnym  oczom 

nie wierzę... 

– Wiem, Ŝe zdecydowałaś się na skromną uroczystość 

w ratuszu, bo jesteś zapracowana. Ale ja mam duŜo czasu. 

Ty  zajmuj  się  pracą,  narzeczonym  i  dzieckiem,  a  ja 

zaplanuję przyjęcie weselne. Kiedyś mi podziękujesz. 

– Nie mogę... 
– Jeśli obawiacie  się utrudnień ze strony urzędników, 

to  huczne  wesele  będzie  doskonałym  argumentem.  O 
miłości młodych ludzi najlepiej przekonuje ślub kościelny. 

– Ale... 
–  Lauro.  –  Justin  objął  ją.  –  Jeśli  to  prawda,  Ŝe 

przekonamy  urzędników,  mniej  skromny  ślub  nam  nie 
zaszkodzi, prawda? 

– Mamusiu, przepraszam cię na chwilę, ale muszę coś 

powiedzieć... narzeczonemu. 

Zamknęła się z nim w łazience. 
– Co wymyśliłaś? 
– Naprawdę ci nie przeszkadza? 
--Co? 
–  Wszystko.  Nie  pragniesz  zachować  prawa  do 

prawdziwego  ślubu,  gdy  będziesz  się  Ŝenił  z  ukochaną 
kobietą, z którą zechcesz spędzić resztę Ŝycia? 

Justin przecząco pokręcił głową. 
–  Dla  mnie  to  nieistotna  kwestia,  bo  więcej  się  nie 

oŜenię. 

A jeśli ślub kościelny nam pomoŜe, to tym lepiej. Ale 

rozumiem  twoje  uczucia.  Pomówię  z  twoimi  rodzicami  i 
postaram się ich przekonać. 

– Nie uda ci się. 
– Warto spróbować. 
Laura  westchnęła.  Jeśli  jakiś  urzędnik  zakwestionuje 

ich  małŜeństwo...  Ślub  kościelny  na  pewno  pomoŜe 

 

101 | 

S t r o n a

 

 

Laura  zrobiła  kilka  głębokich  wdechów,  powoli 

odpięła pas i wysiadła. 

– Witaj, jubilatko! – zawołała uradowana pani King. – 

Bardzo się cieszę, Ŝe dzisiaj przyjechałaś. – Objęła córkę i 
ucałowała. – Jeszcze  raz Ŝyczę ci wszystkiego najlepszego 
z okazji urodzin. 

Rzeczywiście,  przecieŜ  to  dziś  są  jej  urodziny. 

Zupełnie zapomniała. 

–  Trzeba  gdzieś  zapisać,  Ŝe  w  ciągu  tygodnia  widzę 

cię  juŜ  trzeci  raz.  Czy  twój  szef  wreszcie  uznał,  Ŝe  jesteś 
więcej warta za Ŝycia niŜ po śmierci? 

Laura uśmiechnęła się blado. 
– Tatuś w domu? 
– Nie. Pojechał po gwoździe. W garaŜu jest ich pełno, 

ale rzekomo są za stare do nowego obrazu. 

– Nawet lepiej, Ŝe jesteś sama. 
Laura  wiedziała,  Ŝe  ojciec  nie  zaakceptuje  fikcyjnego 

ślubu. Bezpieczniej najpierw wtajemniczyć matkę. 

– Stało się coś złego? – zagadnęła starsza pani. 
Laura  nie  odpowiedziała.  Przeszła  przez  kuchnię  i 

jadalnię do swojej dawnej sypialni. Matka szła za nią coraz 
bardziej zaniepokojona. 

– Dziecko, co ci jest? 
– Nic. – Laura przysiadła na łóŜku. – Nie stało się nic 

złego, ale muszę powiedzieć ci... 

– Co, dziecino? 
– Proszę cię, wysłuchaj mnie do końca. I nie wyciągaj 

pochopnych wniosków. 

–  Dobrze.  –  Matka  chwyciła  się  za  serce.  –  To  coś 

powaŜnego, prawda? Jesteś w ciąŜy? 

– Nie. 
– Więc o co chodzi? 
– Słuchaj cierpliwie. Chodzi o Justina... i o Jennę. 
--Aha. 
– Odebrali mu Jennę, a Justin chce uzyskać prawo do 

opieki  nad  siostrą.  Będzie  miał  większe  szanse,  jeśli  się 
oŜeni. 

– Logiczne. 
Pani  King  starała  się  dotrzymać  obietnicy  i  nie 

wyciągać pochopnych wniosków. Laura zaczerpnęła tchu. 

background image

 

102 | 

S t r o n a

 

 

– Mam zamiar mu pomóc. 
--Jak? 
– Wziąć z nim ślub. 
–  Brawo.  –  Pani  King  klasnęła  w  ręce.  –  Nareszcie 

wychodzisz za mąŜ! Wspaniale! Wiedziałam, Ŝe tak będzie. 
Mówiłam  ojcu,  Ŝe  Justin  byłby  odpowiednim  męŜem  dla 
ciebie. 

Tak  się  cieszę.  JuŜ  biorę  kartkę  i  pióro  i  zaczynam 

planować. 

Szkoda, Ŝe musicie wziąć ślub tak prędko. No trudno, 

ale wesele i tak będzie huczne. Gdzie mój notes? 

Laura  pociągnęła  matkę  za  rękę  i  zmusiła  ją,  by 

usiadła. 

– Mamo, proszę cię, wysłuchaj mnie do końca. To nie 

będzie  prawdziwe  małŜeństwo.  Tylko  formalne,  Ŝeby 
Justinowi  przyznano  opiekę  nad  dzieckiem.  Nie  bierzemy 
prawdziwego ślubu. 

– Ale w urzędzie? 
--Tak. 
– I zamieszkacie razem? 
– Tak. 
– Kochasz go, prawda? 
– Tak... nie. 
– Rozumiem. 
– Mamo, jesteś niemoŜliwa! 
– Powiedziałaś mu? 
– Oczywiście, Ŝe nie. 
– A on? 
– Nie jest we mnie zakochany, jeśli o to pytasz. 
Matka machnęła ręką. 
–  Jestem  innego  zdania.  Widziałam,  jak  na  ciebie 

patrzy. 

Kiedy ślub? 
Laura  odetchnęła  z  ulgą.  Była  dumna,  Ŝe  jak  dotąd 

panuje nad uczuciami. Ale nadal musi się bardzo pilnować. 

– W piątek. 
–  Za  prędko.  –  Pani  King  zasępiła  się.  –  Przesuńcie 

chociaŜ na sobotę. Do piątku jest za mało czasu. 

–  Po  co  nam  czas?  Jedziemy  do  ratusza  tylko  we 

dwoje. 

 

107 | 

S t r o n a

 

 

zapachów i wzięła oboje pod rękę. 

– Och, jak się cieszę, Ŝe was widzę. Piękna z was para. 
Wszyscy jesteśmy przejęci. 
– Jacy wszyscy? 
Jak  się  okazało,  w  jadalni  czekała  reszta  rodziny. 

Laura  usłyszała  głuche  westchnienie,  jakie  wyrwało  się 
Justinowi, i poczuła, Ŝe mocniej zacisnął palce na jej ręce. 

Steve  i  Roy  zmierzyli  Justina  mało  przyjaznym 

wzrokiem. 

–  MałŜeństwo  z  rozsądku?  –  wycedził  Roy,  groźnie 

patrząc na kandydata na szwagra. – Co to ma znaczyć? 

– Dziecko przyspiesza akcję – wyjaśniła pani King. – 

Nie pierwsze, które to ma na sumieniu. – Odwróciła się do 
Justina. – Co z Jenną? 

–  Laura  zapewnia,  Ŝe  przebywa  u  dobrych  ludzi,  i 

muszę  w  to  wierzyć.  Gdyby  nie  pani  córka,  zostałbym 
kidnaperem. 

Laura wiedziała, Ŝe Justin nie Ŝartuje. 
–  Wykorzystałam  znajomości  i  dowiedziałam  się, 

komu oddano dziecko. To naprawdę dobrzy ludzie. Nie ma 
powodu  do  zmartwienia,  bo  Jenna  jest  w  bardziej 
kompetentnych rękach niŜ nasze. 

Pani King zasępiła się. 
– Nikt nie jest bardziej odpowiedni od was, ale cieszę 

się, Ŝe wzięli ją dobrzy ludzie. – Pociągnęła Laurę i Justina 
do pokoju. – Przez cały dzień tkwiłam przy komputerze, bo 
szukałam  najlepszego  miejsca  na  wesele.  Znalazłam  duŜo 
ofert  i  kilka  muszę  wam  pokazać.  Nawet  mimo  krótkiego 
terminu moŜemy urządzić wspaniałe przyjęcie. 

Laura spojrzała na Justina przepraszająco, a na matkę 

krytycznie. 

– Mamo, mówiłam ci, Ŝe nasz ślub nie jest prawdziwy. 

Pobieramy się dla dobra Jenny. 

–  Więc  równieŜ  dla  jej  dobra  spójrzcie  na  to.  Chyba 

chcecie,  Ŝeby  z  zachwytem  oglądała  ślubne  zdjęcia 
mamusi. 

– Nie będę jej mamą. 
–  Patrz  na  te  suknie  i  welony.  Piękne,  prawda? 

Oczywiście 

mam 

swoją 

suknię 

ślubną. 

Chcesz 

przymierzyć? 

Wielebny 

Mitchell  ucieszył  się, 

Ŝe 

background image

 

106 | 

S t r o n a

 

 

Podniecenie  przyszło  bardzo  nie  w  porę.  PrzecieŜ 

Laura  pomaga  mu,  poświęca się  dla  jego  siostry,  więc  nie 
powinien  komplikować  jej  Ŝycia  jeszcze  bardziej.  To 
prawda,  coś  między  nimi  iskrzy,  ale  Laura  podkreśla,  Ŝe 
zgodziła  się  na  ślub  dla  dobra  Jenny.  Justin  powtarzał 
sobie,  Ŝe  musi  o  tym  pamiętać,  niezaleŜnie  od  siły  swych 
uczuć  i  pomimo  przeraŜającej  świadomości,  Ŝe  gdyby 
Laura  czuła  to  samo,  on  gotów  byłby  zaryzykować  coś, 
czego zawsze panicznie się bał. 

Ale jego uczucia nie są waŜne. Ma wobec Laury dług 

wdzięczności i spłaci go, nie wprowadzając do ich związku 
komplikacji. Jeśli to tylko będzie moŜliwe. 

Na  razie  niezbyt  mu  się  udaje.  A  zaangaŜowanie 

uczuciowe nie ułatwi rozwodu. Wręcz przeciwnie. 

Justin  oparł  głowę  o  drzwi  i  zamknął  oczy. 

Postanowił, Ŝe nie będzie całował Laury nawet po ślubie. 

Niby proste, ale bardzo trudne do zrealizowania. 
 
Państwo  Kingowie  działali  błyskawicznie  i  Laura 

nawet  nie  zauwaŜyła,  jak  wpadła  w  tryby  rozpędzonej 
machiny.  Do  dnia  ślubu  zamierzała  trzymać  się  z  dala  od 
krewnych,  ale  w  środę  wieczorem  znowu  stała  na  progu 
rodzinnego  domu.  Tym  razem  w  towarzystwie  mocno 
speszonego „narzeczonego”. 

–  Nie  masz  się  czego  bać.  –  Dla  dodania  otuchy 

wzięła  go  pod  rękę.  –  Pamiętaj,  Ŝe  rodzice  są  bardzo 
przejęci  i  nie  przyjmują  do  wiadomości,  Ŝe  bierzemy  ślub 
na niby. Nie staraj się ich przekonać, Ŝe jest inaczej. Ja juŜ 
próbowałam, ale nic nie osiągnęłam. UwaŜają, Ŝe jesteśmy 
zakochani  i  Jenna  jedynie  trochę  przyśpieszyła  bieg 
wydarzeń. 

Justin  przestąpił  z  nogi  na  nogę  i  obejrzał  się,  jakby 

rozwaŜał moŜliwość ucieczki. 

– Niezbyt pocieszające – mruknął. – Gdy wystąpimy o 

rozwód, twój ojciec albo brat ustrzeli mnie jak szaraka. 

Laura  nie  chciała  myśleć  o  rozwodzie  i  miała  za  złe 

Justinowi,  Ŝe  ciągle  o  tym  mówi.  Rozstania  bała  się 
bardziej niŜ tego, Ŝe w piątek przysięgnie Justinowi miłość 
i wierność po grób. 

Pani  King  wybiegła  z  kuchni  w  obłoku  apetycznych 

 

103 | 

S t r o n a

 

 

–  Nonsens.  –  Starsza  pani  zerwała  się,  jakby  nagle 

ubyło  jej  lat.  –  Słyszę,  Ŝe  ojciec  wrócił.  Chodź,  powiemy 
mu. 

 
Laura dotarła do mieszkania ostatkiem sił. 
– O BoŜe! Ledwo Ŝyję. 
Skuliła  się  na  kanapie  i  przykryła  kocem.  Justin 

patrzył na nią zaintrygowany. 

–  Jubilatka  coś  marnie  wygląda.  Myślę,  Ŝe  dobrze 

zrobią ci lody. 

– Oj, tak. Z czekoladą. 
– Zaraz dostaniesz. 
Wrócił z olbrzymią porcją, na którą Laura spojrzała z 

mieszaniną  łakomstwa  i  niepokoju.  Pomyślała,  Ŝe  zawsze 
podobnie patrzy na męŜczyznę, który te lody niesie. Jedno i 
drugie było równie niebezpieczne dla zdrowia ciała i duszy. 

–  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  Ŝe  masz  zgubny  wpływ 

na moja talię? 

W  duchu  dodała,  Ŝe  jego  wpływ  na  jej  serce  jest 

jeszcze bardziej niebezpieczny. 

–  Usiłuję  zmienić  chudzinę  w  szczupłą  kobietę.  – 

Justin przyklęknął i zaczął ją karmić jak dziecko. – Czemu 
straciłaś humor? Miałaś przykrości w pracy? 

– Znacznie gorzej. 
– Wyrzuć to z siebie, a zaraz ci ulŜy. 
– Powiedziałam rodzicom o naszych planach. 
– CięŜkie przeŜycie? 
– Bardzo. 
– Zostanę zlinczowany? 
–  Nie.  I  w  tym  sęk.  Rodzice  są  zachwyceni  i  nie 

słuchają Ŝadnego rozsądnego tłumaczenia. Wmówili sobie, 
Ŝe pobieramy się z miłości. – Udało się jej powiedzieć to z 
zaplanowaną ironią. 

– Nie powiedziałaś o Jennie i adopcji? 
– Mówiłam, ale to nic nie dało. Poznałeś moją mamę i 

wiesz,  jaka  jest.  Słyszy  tylko  to,  co  chce  usłyszeć,  a 
wszystko  inne  puszcza  mimo  uszu.  Cieszy  się,  Ŝe  wyda 
mnie za mąŜ i juŜ zrobiła na półce miejsce na nasze ślubne 
zdjęcie. 

O,  z  wraŜenia  zapomniałeś  o  lodach.  Patrz, 

background image

 

104 | 

S t r o n a

 

 

rozpuszczają się. 

– Matka  koniecznie chce, Ŝebyś miała męŜa? Choćby 

mnie? 

Laura szeroko otworzyła oczy. 
– A czego ci brak? 
– Moim skromnym zdaniem nie jestem materiałem na 

idealnego zięcia. 

–  Jeśli  zdałeś  u  mamy  pierwszy  egzamin,  zdasz 

wszystkie  inne.  Jest  tobą  zachwycona.  Częściowo  z 
powodu Jenny. 

Rozbraja ją widok męŜczyzny z dzieckiem na ręku. 
Ta słabość widocznie jest genetyczna. 
Justin odstawił czarkę na stolik i usiadł wygodnie. 
–  Serdecznie  ci  współczuję.  Chcesz,  Ŝebym  odbył 

powaŜną rozmowę z twoimi rodzicami? 

Laura  oczyma  wyobraźni  ujrzała  tę  scenę.  Justin 

tłumaczy rodzicom, Ŝe nie kocha ich córki, Ŝe ona mu tylko 
pomaga, a on jest jej za to bardzo wdzięczny. Wtedy ojciec 
z wyrzutem spojrzy na matkę i zapyta, dlaczego twierdziła, 
Ŝe Laura kocha przyszłego męŜa. I wszystko się wyda. 

– Nie. – Westchnęła cięŜko. – Szkoda fatygi. 
Justin  miał  podkrąŜone  oczy  i  po  jednej  nocy  bez 

Jenny  wyglądał  gorzej  niŜ  po  bezsennych  nocach 
spędzonych na kołysaniu niemowlaka.  Boleśnie przeŜywał 
rozłąkę  z  siostrą.  Laura  pragnęła  go  pocieszyć.  Delikatnie 
pogładziła szczeciniaste policzki. 

Miała  ogromną  ochotę  poprosić,  Ŝeby  ją  pocałował. 

Niemal czuła jego ciepłe usta na swoich, zimnych od lodów 
wargach. 

– O czym myślisz? – szepnął. 
Nie  mogła  się  przyznać,  Ŝe  o  pocałunkach  i 

pieszczotach.  Zakochała  się  i  musi  się  kontrolować,  Ŝeby 
Justin nie domyślił się prawdy. 

Do  tego  nie  wolno  dopuścić.  Przynajmniej  nie  teraz. 

Nie  naleŜy  mnoŜyć  przeszkód.  Najpierw  muszą  bez 
komplikacji  wziąć  ślub.  Ale  jak  zabezpieczyć  serce? 
Zachowanie  dystansu  to  jedyny  ratunek.  Nie  chodzi 
przecieŜ  o  uczucia  dwojga  dorosłych  ludzi,  lecz  o  dobro 
niemowlęcia.  Z  wielu  powodów  emocjonalny  dystans 
wobec Justina stał się bardzo waŜny. 

 

105 | 

S t r o n a

 

 

Laura  odwróciła  wzrok  i  podała  Justinowi  pustą 

czarkę. 

– Myślałam o lodach. Dostanę jeszcze? 
 
Zdezorientowany  Justin  posłusznie  poszedł  po  drugą 

porcję.  Był  pewien,  Ŝe  Laura  chciała  go  pocałować,  więc 
nie  rozumiał,  dlaczego  wysłała  go  po  lody.  Sapał  i  kręcił 
głową.  śeni  się  z  kobietą,  której  nie  moŜe  nawet 
pocałować. Dziwne. 

Przypomniał  sobie,  Ŝe  robi  to  dla  Jenny.  Oboje 

poświęcają  się  dla  dziecka.  Laura  wcale  nie  jest 
zachwycona fikcyjnym ślubem. On teŜ wolałby prawdziwy. 

Gdy wrócił  do pokoju, Laura niewidzącym wzrokiem 

wpatrywała  się  w  telewizor  i  udawała,  Ŝe  ogląda  film 
przyrodniczy. 

Justin  pomyślał,  Ŝe  za  kilka  dni  ta  piękna  kobieta 

zostanie  jego  Ŝoną.  Wtedy  będą  mogli  całować  się  i 
pieścić... JeŜeli zechcą. 

Westchnął tak głośno, Ŝe wyrwał Laurę z zadumy. 
– Co się stało? 
– Myślę o naszym małŜeństwie. 
– Dziwaczne, prawda? 
Miała  takie  kuszące  usta.  Patrzenie,  jak  je  lody,  było 

torturą.  Przedtem  oparł  się  pokusie,  teraz  juŜ  nie  mógł. 
Płomiennym pocałunkiem ogrzał jej zimne wargi. 

Laura  zastygła  zdumiona,  a  potem  oddała  pocałunek. 

Justin zadrŜał, gdy go objęła. 

Robiło się coraz cieplej. 
Gorąco! 
I nagle lodowate zimno! 
Justin gwałtownie odsunął się i wstał. 
–  Przepraszam  –  zawołała  speszona  Laura.  –  Nie 

chciałam...  nie  patrzyłam.  –  Złapała  serwetkę,  by  wytrzeć 
rozlane lody. – Pozwól... 

– Nie. – Wyrwał jej serwetkę. – Sam wytrę. 
–  Bardzo  mi  przykro  –  powiedziała  Laura,  z  trudem 

ukrywając rozbawienie. 

– Nie szkodzi. Wezmę prysznic. 
Ale  zimny  tusz  nie  pomógł  i  Justin  nadal  był 

rozgorączkowany. 

background image

 

113 | 

S t r o n a

 

 

zabierała ją na wakacje. Jakoś to rozwiąŜemy. 

– Jesteś pewna, Ŝe chcesz to zrobić? 
--Tak. 
Laura  nie  miała  najmniejszej  wątpliwości.  Nie 

przypuszczała,  Ŝe  dziecko  zmieni  jej  poglądy  na  wiele 
spraw, ale zmieniło. Pokochała i Jennę, i Justina. 

Pozostało ostatnie pytanie. Najtrudniejsze. 
– Jeszcze jedna kwestia. Muszę wiedzieć, co myślisz... 

jak to widzisz... Czy będziemy spać razem czy osobno? 

Justin 

otworzył 

usta, 

ale 

wykrztusił 

jedynie 

nieartykułowane dźwięki. Dopiero po chwili zaklął. 

– Dawno się nie jąkałem. 
Laura  zawstydziła  się.  Oczywiście,  on  na  pewno 

myślał, Ŝe będą spać osobno. Dlaczego miałoby być inaczej 
Co innego ona.. 

–  Pytasz,  czy  my...  –  Justin  urwał  zakłopotany.  – 

Przepraszam,  powtórz  pytanie.  Nie  jestem  pewien,  czy 
dobrze cię zrozumiałem. 

Laura nie zamierzała powtarzać. 
– To było kolejne głupie pytania. Perspektywa wesela 

źle wpływa na funkcjonowanie mojej mózgownicy. 

Justin przygryzł wargę i wzruszył ramionami. 
–  I  dlatego  masz  dziwne  pomysły  co  do  moich 

oczekiwań  wobec  ciebie.  Nie  liczyłem  na  to,  Ŝe  rzucisz 
pracę i nie zamierzałem dochodzić praw małŜeńskich. 

– Czemu? – wypaliła bez zastanowienia. 
Ze wstydu najchętniej zapadłaby się pod ziemię. 
–  Co?  –  Justin  patrzył  na  nią  wielkimi  oczami.  – 

Myślisz, Ŝe my... 

– JuŜ nic nie myślę. 
Chciała  wyjść,  lecz  Justin  schwycił  ją  za  rękę  i 

zatrzymał. 

– Teraz cię nie puszczę. 
Laura oparła głowę na jego piersi. 
–  Przepraszam.  Jestem  zdezorientowana.  Nie  wiem, 

dokąd  to  wszystko  prowadzi.  Weselne  plany  mojej  mamy 
mącą  mi  jasność  myślenia.  Sądziłam,  Ŝe  nowoŜeńcy 
spędzają noc poślubną razem i Ŝe ja teŜ... Ale widocznie... 
tracę głowę. 

Marudziłaby  dalej,  gdyby  nagle  nie  znalazła  się  na 

background image

 

114 | 

S t r o n a

 

 

kanapie. 

Justin całował ją gwałtownie i zachłannie. 
Parę  minut  wcześniej  Laura  znajdowała  się  na  dnie 

rozpaczy, a teraz pławiła się w szczęściu. Czy nie przecenia 
wraŜeń?  Ale  w  pocałunkach  Justina  było  tyle  obietnic  i 
uczucia, Ŝe słowami lepiej by tego nie wyraził. 

Wsunęła mu ręce pod koszulę. 
–  To  jest  coś,  co  ludzie  robią  po  ślubie.  W  sypialni. 

Dlatego pytałam. 

– Ślub nie ma tu nic do rzeczy. Będziemy udawać, Ŝe 

nie jesteśmy małŜeństwem. 

– Będziemy udawać, Ŝe nie było wesela? 
–  Spróbujmy.  Ślub 

z  powodu  Jenny 

psuje 

dobrosąsiedzkie kontakty. Przedtem było znacznie lepiej. 

Laurze zakręciło się w głowie. 
–  Jesteś  najbardziej  bałamutnym  męŜczyzną  na 

świecie. 

– Dziękuję za wątpliwy komplement. 
MoŜe  Justin  ma  rację...  Wezmą  ślub,  a  potem  będą 

udawać, Ŝe nie są małŜeństwem i po prostu będą opiekować 
się  dzieckiem.  A  jeśli  nastąpi  cud  i  przy  okazji  się 
zakochają?  CóŜ,  ona  juŜ  jest  zakochana,  a  zachowanie 
Justina  teŜ  świadczy  o  pewnym  zaangaŜowaniu.  MoŜna 
więc puścić wodze fantazji i marzyć. 

Laura  ucieszyła  się,  Ŝe  nie  skłamie  przed  ołtarzem. 

Naprawdę kocha przyszłego męŜa. Ale czy i w nim zbudzi 
się uczucie do niej? 

 

123 | 

S t r o n a

 

 

– O, ukochana! Czy jutro zostaniesz moją Ŝoną? 
Trzecie oświadczyny w ciągu tygodnia! 
– Zostanę. 
–  Pamiętaj,  to  nie  takie  proste.  Będzie  nas  troje.  Czy 

jesteś pewna, Ŝe chcesz od razu zostać matką? 

–  Nie.  Ty  teŜ  nie  jesteś  gotów  do  roli  ojca,  prawda? 

Ale jakoś sobie poradzimy. 

– Będziemy rodziną. 
– Tak. 
– Nigdy nie zaznałem rodzinnego ciepła. 
– Teraz to się zmieni. Będziemy szczęśliwi. 
–  Od  śmierci  Bena  nikogo  nie  kochałem,  a  teraz 

kocham dwie najpiękniejsze istoty.  Czy moje biedne serce 
pomieści tyle uczuć? 

Laura pocałowała go w okolicy serca. 
– Gdy zaboli, zawsze uleczę je pocałunkiem. 

 

background image

 

122 | 

S t r o n a

 

 

–  Uprzedzasz  mnie  o  czymś  okręŜną  drogą?  Jesteś  w 

ciąŜy? 

– Nie. Tylko zakochany. 
– Nareszcie to wydusiłeś. 
Laura  przewróciła  go  i  przygwoździła  mu  ręce  do 

ziemi. 

–  Powtórz.  Bo  jak  nie,  to  cię  połaskoczę,  a  wiem,  Ŝe 

się boisz. 

– Nie zrobisz tego.  Zdradziłem  ci moje czułe  miejsce 

w czułym momencie. Nie wykorzystasz tej wiedzy. 

– Wykorzystam. 
– Kocham cię. 
– Mówisz tak, bo boisz się łaskotek. 
– Panicznie. Ale i tak cię kocham. 
– Nareszcie wiem na pewno. 
Justin popatrzył na nią bardzo powaŜnie. 
– Wcześniej nie mogłem ci tego wyznać. Sądziłem, Ŝe 

myślisz  tylko  o  Jennie  i  zamierzasz  wyjść  za  mnie  ze 
względu na nią. 

– Ja teŜ uwaŜałam, Ŝe ty myślisz wyłącznie o siostrze. 
W dodatku chciałeś się wyprowadzić. 
– Przepraszam. Nie miałem odwagi przyznać się przed 

sobą,  Ŝe  cię  kocham.  –  Justin  pocałował  ją  namiętnie.  – 
Teraz wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest dobrze, prawda? 

– Tak. 
– A jak ci się podobała jazda motorem? 
–  Nawet  przyjemna.  Mogę  zrobić  powtórkę.  Tylko 

jeden raz, w drodze powrotnej. 

– A co powiesz o innej przyjemności? 
– Jakiej? 
– O czytaniu po francusku palcami. 
– Najpierw powinniśmy dokończyć rozmowę. 
Justin westchnął i cofnął rękę. 
– Dobrze. MoŜe nie przeŜyję zwłoki, ale zgoda. 
– Ciekawe, co powie mama. 
–  Z  jej  punktu  widzenia  nic  się  nie  zmieniło.  Jutro 

bierzemy ślub. 

– Naprawdę? 
–  Jeszcze  masz  wątpliwości?  –  Justin  pocałował ją  w 

rękę. 

 

115 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 10 

 
W  piątek  Laura  pracowała  tylko  do  południa.  Na 

lunch  Justin  podał  grzanki  z  serem  i  z  czymś  zielonym, 
prawdopodobnie bardzo zdrowym. 

–  O  jakie  „przygotowania”  chodzi?  –  spytała  Laura 

między  jednym  kęsem  a  drugim.  –  Mama  jeszcze 
wszystkiego nie dopięła na ostatni guzik? 

– Widocznie. Najlepiej będzie, jeśli sama zapytasz, co 

musimy zrobić. 

W  tym  momencie  rozległ  się  dzwonek.  Justin  zaczął 

nerwowo  szukać  telefonu  i  odezwał  się  poirytowanym 
tonem.  Laura  była  zdumiona,  Ŝe  sama  jest  spokojna, 
chociaŜ od ślubu i wesela dzieli ją niecała doba. 

Gdy Justin skończył rozmowę, powiedziała: 
–  Przemyślałam  kwestię  przeprowadzki  i  doszłam  do 

wniosku, Ŝe chętnie przeniosę się razem z wami. 

Nie doczekała się spodziewanej reakcji. 
– Justinie? 
Stał z opuszczonymi rękoma. 
– Nieszczęście? – zaniepokoiła się. 
Nadal  nie  odpowiadał,  jedynie  patrzył  na  nią  z 

kamienną  twarzą.  Laura  poczuła,  Ŝe  jej  serce  zamiera  ze 
strachu.  Schwyciła  Justina  za  gors  koszuli  i  mocno 
potrząsnęła. 

– O co chodzi? Czy to dotyczy Jenny? Co się jej stało? 
–  Przepraszam.  –  Justin  zakrył  twarz.  –  O  nią  bądź 

spokojna. A to niespodzianka! – Głośno przełknął ślinę. 

–  Dzwoniła  ta  baba...  ta  urzędniczka  z  opieki.  – 

Rozpogodził się. – Dostanę Jennę z powrotem. Wprawdzie 
załatwianie formalności jeszcze trochę potrwa, ale uznano, 
Ŝe skoro  jestem bratem i mam  zgodę  rodziców, nie  będzie 
trudności z otrzymaniem prawa do opieki nad dzieckiem, a 
potem zezwolenia na adopcję. 

Laura ucieszyła się. 
–  Fantastyczna  wiadomość.  AŜ  trudno  uwierzyć. 

Kamień spadł mi z serca. 

Justin  uśmiechał  się  promiennie,  jego  przygaszone 

oczy znowu rozbłysły. 

background image

 

116 | 

S t r o n a

 

 

– Jutro rano ją przywiozą. 
– Jutro? – powtórzyła Laura głucho. 
Poczuła, Ŝe nogi się pod nią uginają. Chciała zapytać, 

czy  Jenna  będzie  na  ślubie,  ale  uświadomiła  sobie,  Ŝe 
małŜeństwo nie jest juŜ konieczne. 

Justin  wydał  głośny  okrzyk,  schwycił  ją  wpół  i 

odtańczył szalony taniec. Na zakończenie ucałował Laurę z 
dubeltówki. 

–  Jeszcze  nie  wierzę,  Ŝe  to  prawda!  Oddadzą  mi 

Jennę! 

Więc ślub nie jest przymusem! 
– Tak. – Laura miała oczy pełne łez. – Jutro dostaniesz 

siostrę. Gratuluję. 

Justin puścił ją i zmarszczył brwi. 
– Ja dostanę? – powtórzył. 
– Szybko to załatwili. Wiem, Ŝe dobrze ją wychowasz. 
Justin odsunął się. 
Laura  pomyślała,  Ŝe  nie  jest  mu  juŜ  potrzebna,  a 

wobec  tego  nie  musi  zmieniać  trybu  Ŝycia.  Powinna  się 
cieszyć. Nie tylko ze względu na Justina i Jennę, ale takŜe 
ze względu na siebie. 

–  Nie  musimy  brać  ślubu  –  rzekł  Justin,  jakby 

upewniał się, Ŝe odzyskał wolność. 

– Tak. 
Laura zamglonymi oczami popatrzyła naokoło. 
–  Czas  przenieść  się  do  własnego  mieszkania.  – 

Zdobyła się na nikły uśmiech. 

Justin  miał  taki  wyraz  twarzy,  jakby  głowił  się  nad 

rozwiązaniem skomplikowanego zadania matematycznego. 

–  No  to  juŜ  sobie  pójdę  –  powiedziała  głośniej.  – 

Muszę  zawiadomić  mamę  o  zmianie  planów.  Na  razie 
wezmę  tylko  część  rzeczy.  Przeze  mnie  zrobił  się  tu 
bałagan. 

Justin ledwo zauwaŜalnie skinął głową i nadal milczał. 

Laura  zebrała  swoje  rzeczy  i  weszła  do  łazienki  po 
przybory toaletowe. 

Zasępiony Justin obserwował jej krzątaninę. 
Wreszcie stanęła przed nim objuczona torbami. 
– Nie do wiary, ile tu przywlokłam. 
Justin gniewnie zmarszczył czoło. 

 

121 | 

S t r o n a

 

 

–  Tłumaczenie  jest  bardzo  trudne.  Trzeba  dokładnie 

przestudiować  tekst,  wziąć  pod  uwagę  niuanse  językowe. 
To  wielka  sztuka.  –  Zmarszczył  czoło  i  powoli  wodził 
palcem po literach. 

Laura uderzyła go w rękę. 
– To nie jest brajl. 
– Masz rację. Przepraszam. 
Nie odsunął ręki. 
– Wiesz juŜ? 
– Jakiś zakaz. 
Laura otworzyła oczy. 
– Nie poŜądaj sąsiadki? 
–  Chyba.  –  Justinowi  rozbłysły  oczy.  –  Ale  za  późno 

na taką radę. 

– Nie Ŝartuj, tylko porządnie tłumacz. 
– Coś o straconej nadziei. 
Laura  oblała  się  szkarłatnym  rumieńcem,  a  Justin 

wybuchnął śmiechem. 

– Matka kupuje ci taką bieliznę? 
–  Nie.  –  Laura  uderzyła  go  w  ramię.  –  Gdyby  ona 

podsuwała  mi  cytaty,  wybrałaby:  „Idźcie  i  rozmnaŜajcie 
się”. Rodzice bardzo chcą mieć więcej wnucząt. 

– Będą mieli Jennę. 
– Jak to? 
– Zgodziłaś się wyjść za mnie i trzymam cię za słowo. 

Czy twoi rodzice nie zamierzają uznać Jenny za wnuczkę? 

–  Uznają.  Hm,  uznaliby  –  poprawiła  się  Laura.  – 

Gdybyś  oświadczył  się  formalnie  i  gdybym  cię  przyjęła. 
Rodzice  byliby  zachwyceni,  bo  od  dawna  czekają  na 
wnuczkę. 

– Moglibyśmy postarać się o bratanicę dla Jenny. 
– Bratanicę? 
– Wiem, Ŝe to dziwacznie brzmi. 
– WyobraŜasz sobie cięŜar odpowiedzialności? Zostać 

ciotką, mając roczek! Co innego wujkiem. Wujek nigdy nie 
jest dorosły, chętnie się bawi, gra w piłkę. A ciotka nie lubi 
głośnych  zabaw,  w  prezencie  daje  rzeczy  robione  na 
drutach. 

–  Czy  w  przedszkolu  uczą  robótek?  Jenna  będzie 

musiała prędko się kształcić. 

background image

 

120 | 

S t r o n a

 

 

nie  znaczy?  W  jej  sercu  ulga  walczyła  z  rozczarowaniem. 
Dlaczego prowadzi ją do lasu? 

Ciszę  szmaragdowego  półmroku  zakłócało  szuranie 

dwóch  par  butów  wśród  liści.  ŚcieŜka  była  mocno 
zarośnięta, 

więc 

słabo 

widoczna. 

Słońce 

ledwo 

przeświecało przez liście, tworząc migotliwą iluminację. 

W końcu doszli do miejsca, gdzie rosło mniej drzew i 

więcej  słońca  przedostawało  się  przez  konary.  Liście 
mieniły się barwami jesieni, ale było bardzo ciepło. 

Justin  usiadł  i  pociągnął  Laurę.  Jego  głowa  zasłoniła 

słońce. 

– Powtórz to, co powiedziałaś w czasie jazdy. 
--Nie. 
 Proszę. 
–  Powiedziałam  coś  jeden  raz,  a  ty  wcale.  Najlepiej, 

gdy  takie  wyznania  idą  parami.  Tylko  wtedy  zostaje 
zachowana 

równowaga 

kosmosie. 

Justin 

udał 

przeraŜenie. 

–  Słyszałem  o  tym  i  wiem,  Ŝe  nie  wolno  zakłócać 

kosmicznej  harmonii.  Ale  czemu  teraz  myślisz  o 
wszechświecie? 

– A o czym mam myśleć? 
–  O  mnie.  –  Zaczął  rozpinać  jej  bluzkę  i  spodnie.  – 

Wyłącznie o mnie. 

– Co ty wyprawiasz? Jeśli ktoś nadejdzie... 
– Nikt nie ośmieli się przyjść do mojego zakątka. 
Laura osłoniła oczy i spojrzała zaintrygowana. 
–  Halo?  Zamierzałeś  powiedzieć jedno  waŜne  zdanie, 

prawda? 

– To będzie dłuŜsza przemowa. 
Laura  zorientowała  się,  Ŝe  Justin  czyta  napis  na  jej 

majtkach.  Zawstydzona  przykryła  się  bluzką  i  zamknęła 
oczy. 

– Znasz francuski? 
– Znać, nie znam, ale co nieco rozumiem. 
– Aha. I co tam napisano? 
–  Powiem  ci,  gdy  lepiej  się  przyjrzę.  –  Pociągnął 

bluzkę. 

– Puść. Muszę zobaczyć napis. 
– JuŜ widziałeś. No? 

 

117 | 

S t r o n a

 

 

Laura powoli cofała się do drzwi. Naraz potknęła się o 

siatkę z prezentem dla Justina. Schyliła się i podniosła ją. 

– Zadzwonię do mamy i powiem, Ŝeby odwołała ślub I 

przyjęcie. Trzeba będzie wykonać mnóstwo telefonów. 

– Poczekaj... – Justin wyciągnął rękę. – Czy naprawdę 

musimy wszystko odwołać? 

Serce Laury przestało bić. 
– Co to znaczy? 
Justin był wyraźnie speszony. 
– 

Sam 

nie 

wiem... 

wszystko 

zaplanowane... 

Przywykłem do myśli... uwaŜam... moŜe jednak weźmiemy 
ślub? 

Laura rozpłakała się. Jego słowa sprawiły jej ból. Czy 

Justin obawia się, Ŝe nie da sobie rady i prosi ją o pomoc? 
Czy moŜe chce się zabezpieczyć przed urzędnikami? 

– Dlaczego? – spytała przez łzy. – Boisz się, Ŝe jednak 

pojawią się jakieś przeszkody formalne? 

– Nie. 
– Bo Jenna potrzebuje matki? 
– Nie. To ja potrzebuję ciebie. 
Laurę ogarnął smutek. 
– Teraz tak myślisz, bo oboje zaangaŜowaliśmy się w 

tę  sprawę,  ale  ja  juŜ  nie  jestem  ci  potrzebna.  Prędko 
nauczysz  się  roli  samotnego  ojca.  Na  początku  będzie  ci 
trochę  trudno,  ale  przyzwyczaisz  się.  Potem  spotkasz 
kobietę, którą pokochasz i weźmiesz prawdziwy ślub... 

Była  dumna  ze  swego  przemówienia  i  z  tego,  Ŝe 

powstrzymała  łzy.  Więc  dlaczego  czuje  się  taka 
nieszczęśliwa?  PrzecieŜ  nic  nie  traci,  jeszcze  nie  została 
Ŝoną Justina, a on nie odejdzie za chwilę w siną dal. Będą 
w kontakcie, przynajmniej przez pewien czas. 

Popatrzyła  na  siatkę  z  prezentem  i  zawahała  się. 

Zabrać  go  do  domu  czy  dać  Justinowi?  Długo  szukała 
odpowiedniego  podarunku,  ale  ślubu  nie  będzie,  więc 
prezent  jest  chyba  niestosowny.  Odrzuciła  jednak 
wątpliwości i podała Justinowi siatkę. 

– Proszę. Kupiłam coś dla ciebie. 
Justin ani drgnął. 
– Co to? 
– Podarunek. 

background image

 

118 | 

S t r o n a

 

 

– Dla mnie? Z jakiej okazji? 
Wzruszyła ramionami. 
–  To  miał  być  prezent  ślubny  ode  mnie.  MoŜesz  go 

przyjąć, chociaŜ wesela nie będzie. 

Justin nadal stał nieporuszony. 
–  Ręka  mi  drętwieje.  Weź,  proszę.  To  drobiazg,  nic 

wielkiego. 

Wreszcie Justin wyciągnął rękę. Obrócił paczuszkę na 

wszystkie strony, ostroŜnie odkleił taśmę i rozwinął papier. 
Na jego twarzy odmalowało się niebotyczne zdumienie. 

Dlaczego milczy? 
Laura  nie  mogła  znieść  napięcia.  MoŜe  się  obraził? 

MoŜe uwaŜa, Ŝe to dziecinada? 

– Jak ci się podoba? 
Czuła się coraz bardziej zaŜenowana. Justin popatrzył 

na nią dziwnym wzrokiem. 

–  To  mój  pierwszy  miś  w  Ŝyciu  –  szepnął, 

uśmiechając  się  ciepło.  –  Nigdy  nie  miałem  zabawek. 
Naprawdę kupiłaś go dla mnie? 

–  Gdy  zobaczyłam  go  w  sklepie,  natychmiast 

pomyślałam  o  tobie.  Ma  groźną  minę,  ale  nadaje  się  do 
tulenia. Oczywiście moŜesz dać go Jennie. 

Justin  przyciągnął  ją  do  siebie  i  ustami  musnął  jej 

skroń. 

–  Ona  juŜ  ma  misia.  Ten  jest  mój.  –  Pocałował  ją  w 

czoło. 

– Bardzo dziękuję. 
– Bardzo proszę. 
– Myślisz, Ŝe ja teŜ nadaję się do pieszczot? 
– Czasami – odparła z zalotnym uśmiechem. 
Justin odłoŜył misia, objął Laurę i gorąco pocałował w 

usta. 

–  Jeszcze  raz  dziękuję.  Mam  nadzieję,  Ŝe  nie 

weźmiesz mi za złe tych pocałunków, ale jeśli przestanę cię 
całować, rozpłaczę się jak dziecko. A tego nie moŜe zrobić 
stuprocentowy męŜczyzna. 

– Twoje pocałunki bardzo mi odpowiadają. Rozwijasz 

się. 

Jeszcze krok i sprzedasz motocykl. 
–  Co  to,  to  nie.  Nie  po  to  wyrzuciłem  pieniądze  na 

 

119 | 

S t r o n a

 

 

kask dla ciebie. MoŜe ze względu na Jennę będę zmuszony 
kupić  samochód,  ale  motoru  nie  sprzedam,  póki  nie 
pojedziesz ze mną przynajmniej na jedną wycieczkę. 

Jego pocałunki podziałały jak szampan. Laurze kręciło 

się w  głowie, czuła się  beztrosko.  Wszystko wydawało się 
jej moŜliwe, nawet jazda motorem. 

– Chyba dam się namówić – rzekła półgłosem. – Jeśli 

przysięgniesz, Ŝe będziesz ostroŜny. 

–  Zawsze  jeŜdŜę  ostroŜnie.  Ze  mną  będziesz 

bezpieczna. 

– Wiem. 
Pocałunki  stały  się  bardziej  namiętne  i  Laura 

pomyślała, Ŝe sytuacja wymyka się spod kontroli. I bardzo 
dobrze. Przytuliła się mocniej do Justina. 

Ale on odsunął się i roześmiał. 
– Doskonale. Idziemy. 
– Dokąd? 
Zdezorientowana  pozwoliła  wyprowadzić  się  z 

mieszkania. 

– Jedziemy na przejaŜdŜkę. Musimy porozmawiać. 
Nie  zauwaŜyła,  Ŝe  zabrał  czerwony  kask,  który  przed 

domem  włoŜył  jej  na  głowę.  Nim  się  zorientowała,  co  się 
dzieje,  juŜ  siedziała  na  motorze.  Ruszyli,  nim  zdąŜyła 
wpaść w panikę. 

–  Stój,  nie  chcę...  –  zawołała  piskliwie,  ale  warkot 

silnika zagłuszał wszystko. Korzystając z tego, szepnęła: – 
Kocham cię. 

Justin gwałtownie zwolnił. 
– Co mówiłaś? 
–  Czy  w  tych  kaskach  są  mikrofony?  –  spytała 

drŜącym głosem. 

– Oczywiście. 
– Och. Nie wiedziałam. 
– Tak przypuszczałem. 
– Gdybym wiedziała, nic bym nie mówiła. 
Niebawem  Justin  zahamował,  zdjął  kask  i  schwycił 

Laurę za rękę. Uśmiechał się łobuzersko. 

– Dokąd mnie ciągniesz? 
– Zaraz zobaczysz. 
Czemu  ignoruje  jej  wyznanie?  Czy  ono  nic  dla niego