background image

Hannah Bernard

Sąsiedzka przysługa

background image

Rozdział 1

Laura   King   powoli   uniosła   głowę,   spojrzała   w   górę,   po   czym   znowu 

przygarbiła się ze zmęczenia. Zdawało jej się, że wspinaczka trwa nieskończenie 

długo.

Przecież   to   nie   Mount   Everest,   ale   zwykły   blok   mieszkalny   w   Chicago. 

Wystarczy pokonać trzy piętra, żeby dojść do przytulnego mieszkania, zamknąć 

drzwi i zapomnieć o całym świecie.

Jak dobrze, że u kresu wspinaczki znajduje się upragniona przystań.

Kolorowe   liście   klonów   świadczyły   o   tym,   że   nadeszła   już   jesień,   a   Laura 

prawie nie zauważyła lata. Nie zdążyła wyjechać na urlop i odetchnąć świeżym 

powietrzem. Wprawdzie w pracy miała klimatyzację, ale to przecież nie to samo. 

W dodatku zawsze gdy wracała do domu, na schodach czuła drażniący zapach 

smażonego mięsa.

Od pół roku marzyła o wprowadzeniu w kalendarzu zmiany, dzięki której w 

tygodniu byłoby więcej piątków, co automatycznie zwiększyłoby liczbę wolnych 

dni.

Tym razem wyjątkowo w sobotę nie miała żadnego służbowego spotkania i nie 

zabrała do domu papierkowej roboty. Cieszyła się, że ma przed sobą aż dwa dni, w 

ciągu których może robić to, na co będzie miała ochotę. Na przykład posłucha 

dobrej   muzyki   albo   poczyta;   kosz   na   bieliznę   był   już   zapełniony   książkami, 

których nawet nie otworzyła. A może dorobi drugi rękaw do swetra rozpoczętego 

przed podjęciem pracy u Younga i Warrena. Lub zadzwoni do znajomych, którzy z 

powodu jej milczenia zapewne uznali, że przeniosła się na tamten świat.

Oczywiście, miała też mnóstwo sprzątania i zmywania. Przed trzema dniami 

zabrakło jej czystego talerza do płatków na śniadanie. Ale to fakt bez większego 

znaczenia, bo mleko skończyło się jeszcze wcześniej.

background image

Rano   nie   znalazła   też   czystej   bielizny,   więc   była   zmuszona   wyjść   z   domu 

niekompletnie ubrana.

Pierwszy raz w życiu.

Wyobrażała  sobie,  że  wszyscy  dokoła   wiedzą  o  skandalicznym  braku  w  jej 

garderobie,   więc   podczas   dziesięciominutowej   przerwy   na   lunch   pobiegła   do 

najbliższego  sklepu  i   kupiła  pięć   kompletów  najtańszej   bielizny  z   napisami  po 

francusku. Od biedy starczy na cały tydzień.

Ostatnio   czuła   się   nieszczególnie.   Jej   życie   nabrało   szalonego   tempa.   Dni 

mijały za szybko, nie miała wolnej chwili dla siebie. Gdyby akurat teraz zjawił się 

wymarzony królewicz z bajki, musiałaby powiedzieć, że nie ma dla niego czasu, i 

poprosić, by zgłosił się w późniejszym terminie.

– Dzień dobry.

Justin Bane jak zwykle minął ją biegiem i znikł na półpiętrze, nim zdążyła 

odpowiedzieć na pozdrowienie.

Pomyślała,  że  sąsiad  porusza  się  z  zawrotną   szybkością,  ponieważ  nie   nosi 

butów na wysokich obcasach i nie haruje w biurze od rana do wieczora. Dla niego 

trzy piętra to drobiazg. A wieczorami ma jeszcze dość siły, by głośno śpiewać w 

łazience.

Zrobiła kilka głębokich wdechów i posunęła się o jeden stopień wyżej, głośno 

sapiąc. Los jest złośliwy!

Przeniosła się na przedmieście, by nie udusić się w malutkim mieszkaniu przy 

skrzyżowaniu ruchliwych ulic. Teraz nie pojmowała, dlaczego wynajęła mieszkanie 

na   trzecim   piętrze.   Niestety,   nie   przewidziała,   że   będzie   cierpieć   z   powodu 

kaprysów windy. Prawdopodobnie pół roku wcześniej była wciąż jeszcze młoda i 

nieprzewidująca. Otrzymała wymarzoną pracę i zdawało się jej, że wszystkiemu 

podoła, nawet codziennej wspinaczce na trzecie piętro.

Cóż,   jak   widać   spełnienie   marzeń   nie   zawsze   przynosi   szczęście.  W  czasie 

background image

długich   studiów   nawet   nie   przypuszczała,   że   czeka   ją   prawie 

osiemdziesięciogodzinny tydzień pracy i że wolne soboty będą rzadkością.

Westchnęła.  W  domu   też   miała   obowiązki.   Na   przykład   od  czasu   do  czasu 

trzeba było posprzątać. Ale nie dziś i nie jutro. Liczyła na to, że po sobotnim 

odpoczynku nabierze sił i podejmie się takich trudnych zadań jak włączenie pralki 

lub zmywarki. Pierwszy wieczór chciała spędzić bezczynnie przed telewizorem, bo 

hollywoodzkie bajki dla dorosłych na ogół pomagały zapomnieć o sali sądowej, o 

sprawach   rozwodowych   czy   o   decydowaniu,   komu   ze   skłóconych   małżonków 

przyznać prawo do opieki nad dziećmi.

Laurze zaburczało w żołądku.

– Trzeba będzie coś ugotować – mruknęła. – To najpilniejsze zadanie.

Przez   ostatnie   tygodnie   nie   miała   czasu   na   treściwe   posiłki.   Odżywiała   się 

owocami i czekoladą, które połykała w pośpiechu. Niemal zapomniała, jak smakują 

gorące potrawy. A gdy codziennie wieczorem mijała drzwi sąsiada, w jej nozdrza 

uderzał smakowity zapach, dobitnie świadczący o tym, że Justin nie zadowala się 

owocami i czekoladą. Najbardziej lubił pikantnie przyprawiony drób oraz pizzę.

Tymczasem żołądek coraz głośniej dopominał się o swoje prawa. Laura nie 

przepadała   za   gotowaniem.   Szczytem   jej   osiągnięć   kulinarnych   były   grzanki   z 

serem i pieczarkami. Postanowiła jednak, że dziś będzie nieco ambitniejsza. Jakie 

skomplikowane danie by tu przygotować? Może hamburgery?

Niestety, gotowanie wiązało się nierozerwalnie z zakupami.

Laura jęknęła, weszła z trudem na kolejny stopień, potem następny, i jeszcze 

jeden, aż wreszcie znalazła się na pierwszym piętrze. A więc pokonała jedną trzecią 

drogi.   Zadowolona   z   osiągnięcia   oparła   się   o   ścianę   i   przymknęła   oczy.   Jutro 

pomyśli o zakupach i gotowaniu, a dziś odpocznie za wszystkie czasy.

– Słabo ci?

Głos   rozległ   się   tuż-tuż.   Laura   uniosła   ciężkie   powieki   i   spojrzała   w 

background image

zaniepokojone   ciemne   oczy.   Nie   miała   siły   mówić,   więc   przecząco   pokręciła 

głową. Nie słyszała, żeby sąsiad, który nigdy nie chodził powoli, zbiegał na dół.

Był bez marynarki, w pogniecionej czarnej koszuli i czarnych spodniach. Stał 

pochylony nad nią, a ona starała się nie wdychać zapachu, jaki roztaczał. Gdy 

szybkonogi   Justin   wbiegał   przed   chwilą   na   górę,   bukiet   jego   feromonów 

wystarczył, by ogarnęło ją podniecenie.

Starała   się   opanować.   Justin   od   samego   początku   budził   w   niej   uśpione 

pożądanie. A to absurdalne. Laura uważała, że jest wiekowo zbyt zaawansowana, 

by podkochiwać się w sąsiedzie.

To dobre dla podlotka.

Justin położył dłoń na jej czole, jakby sprawdzał, czy ma temperaturę. Potem 

ujął   ją   pod   brodę   i   zajrzał   w   oczy.   Zbadał   puls.   Co   on,   bawi   się   w   doktora? 

Mówiono, że pracuje w szkole, ale z wyglądu nie przypominał żadnego znanego 

Laurze nauczyciela. Lekarzem, owszem, mógłby być. Ciekawe, co by zrobił, gdyby 

zaczęła się dusić. Czy ratowałby ją metodą usta-usta? Dość kusząca perspektywa.

– Masz przyśpieszony puls. Biegasz z góry na dół i z dołu do góry dla treningu, 

czy przez pięć minut doszłaś dopiero tutaj? Co się z tobą dzieje?

Ładnie   z   jego   strony,   że   zainteresował   się,   chciał   pomóc.   Oczywiście   nie 

wiedział,   że   sam   jest   przyczyną   nienormalnego   pulsu,   który   oszalał   pod 

dotknięciem jego dłoni. Jaki będzie dalszy ciąg? Czy rycerski sąsiad weźmie ją na 

ręce, zaniesie do mieszkania i ostrożnie położy na kanapie? A potem...

Laura   przymknęła   oczy.   Ramiona   Justina   będą   mocne,   ale   delikatne,   ruchy 

spokojne.   Ze   zmysłowym   uśmiechem   zrobi   to,   o   czym   ona   od   dawna   marzy. 

Zachwycona perspektywą cichutko westchnęła. Mężczyźni bywają potrzebni. I są 

mili, gdy postępują zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

– Lauro?

Otworzyła   oczy   i   zobaczyła,   że   Justin   ma   dziwną   minę.   Pomyślała 

background image

skonsternowana,  że  zapewne  posądza   ją   o  nadmierne  spożycie   jakiegoś   napoju 

wyskokowego.

– Nie jestem pijana – syknęła oburzona.

Chwiejnie odsunęła się od ściany i tym samym przysunęła do sąsiada. Justin 

podtrzymał ją, by się nie przewróciła.

Przylgnęła twarzą do jego szerokiej piersi. Coraz gorzej. Trudno oddychać, a 

płuca domagają się powietrza. Taka bliskość jest niebezpieczna. Laura zastanawiała 

się, jak postąpiłaby, gdyby Justin zaprosił ją na przejażdżkę motorem. Bała się 

takiej jazdy, lecz chyba nie odmówiłaby.

Odsunęła się, odetchnęła głęboko, schwyciła torbę i wyminęła sąsiada. Schody 

wydawały się teraz jeszcze wyższe i bardziej strome, ale musiała je pokonać.

–   Nie   przejmuj   się   mną   –   rzuciła   przez   ramię.   –   Po   prostu   jestem 

przepracowana. Nie każdy ma luksusową pracę tylko przez parę godzin dziennie.

Nie wiedziała, ile prawdy było w plotkach o sąsiedzie i gdzie on naprawdę 

pracuje, ale zawsze wcześnie wracał do domu i miał wolne soboty.

Zazdrość jest silnym uczuciem. Laura była wobec siebie szczera i wiedziała, co 

jest   główną   przyczyną   jej   niechęci   do   sąsiada.   Fakt,   że   Justin   nie   pracuje   po 

godzinach. Oraz to, że sam gotuje. Słabo go znała, więc nie było rzeczywistych 

podstaw   do   awersji,   ale   wmówiła   sobie,   że   nie   lubi   go   z   powodu   arogancji. 

Mężczyźni jeżdżący najdroższymi pojazdami zwykle są aroganccy.

Gdyby przeprowadziła głębszą analizę – na co nie miała najmniejszej ochoty – 

stwierdziłaby,   że   główna   przyczyna   niechęci   leży   w   tym,   że   przystojny 

motocyklista wykazuje brak zainteresowania sąsiadką zza ściany. Wprawdzie nigdy 

nie mijali się bez słowa, owszem, pozdrawiali się, a niekiedy rozmawiali, jednak 

zawsze   była   to   zaledwie   krótka   wymiana   zdań   na   temat   pogody,   wyglądu 

podwórka albo ulicy. Fascynujące tematy!

Laura   odwróciła   głowę   i   spojrzała   na   Justina   z   niechęcią.   Tak,   pociągają, 

background image

chociaż nie jest w jej typie. Miała za dużo pracy, więc nie szukała bratniej duszy 

płci   męskiej   czy   dożywotniego   towarzysza   doli   i   niedoli.   Poza   tym   w   grę 

wchodziła też kwestia urażonej kobiecej dumy. Nie zaszkodziłoby, gdyby sąsiad 

chociaż od święta uśmiechnął się uwodzicielsko.

Ociężale weszła na schody.

– Czemu wmawiasz mi, że to zwykłe wyczerpanie? – spytał Justin z ledwo 

dostrzegalną ironią. – Dawno nie widziałem tak zmordowanego człowieka. Chyba 

jesteś chora.

– Nic mi nie dolega. Jestem potwornie zmęczona i głodna jak wilk. Moja wina, 

bo przerwę obiadową – co za szumna nazwa, a chodzi zaledwie o dziesięć minut – 

zmarnowałam na kupowanie bielizny. Od rana nic nie jadłam. – Zawstydziła się, że 

narzeka na swój los, ale dodała: – Prawdę powiedziawszy, od wczoraj nie jadłam 

solidnego   posiłku.   W   domu   nie   miałam   nic   nadającego   się   na   śniadanie,   ale 

myślałam, że kupię chociaż kanapkę. Niestety, przez cały dzień byłam za bardzo 

zajęta.

–   Jednak   zdążyłaś   kupić   co   innego.   Tylko   nie   jedzenie!   To   wprost   nie   do 

pojęcia. – Justin zatrzymał ją i obejrzał dokładnie od stóp do głów. – Straszna z 

ciebie chudzina. Istna tyczka. Mógłbym podnieść cię jednym palcem i bez trudu 

wnieść na trzecie piętro.

Och, byłoby cudownie...

Marzenia to jedna rzecz, a rzeczywistość druga. Na ogół diametralnie inna.

– Nie jestem kaleką – burknęła opryskliwie.

Schwyciła się poręczy i podciągnęła w górę. Chudzina! To określenie brutalnie 

sprowadziło ją z wyżyn na ziemię. Dlaczego Justin nie użył ładniejszego słowa? 

Mógł   powiedzieć,   że   jest   szczupła,   smukła,   wiotka   lub   eteryczna.   Takie 

przymiotniki   są   nacechowane   pozytywnie,   świadczą,   że   kobieta   podoba   się 

mężczyźnie.  A  „chudzina”   oznacza,   że   facet   nie   jest   zainteresowany.  To   słowo 

background image

przywodzi na myśl wynędzniałego, bezpańskiego kota.

Laura   uważała,   że   jeszcze   nie   wygląda   tak   źle.   Groźnie   zmarszczyła   brwi. 

Pomyślała, że mężczyzna lubiący dobre jedzenie, zapewne lubi pulchne kobiety. To 

dlatego do niej Justin nie uśmiecha się uwodzicielsko.

– Nie potrzebuję pomocy – rzuciła gniewnie. – Jak widzisz, jeszcze umiem 

chodzić.

– Widzę, widzę, ale daj mi przynajmniej torbę, bo wygląda, jakby ważyła tonę.

Laura podała mu czarną dyplomatkę, która po pół roku nosiła widoczne ślady 

zużycia.

– Tylko ostrożnie, bo ta teczka zawiera ważne sprawy tego świata.

Przesadziła,   ale   rzeczywiście   były   tam   dokumenty   dotyczące   kilku   bardzo 

zawiłych   i   przykrych   konfliktów.   Laura   nie   rozumiała,   jak   to   się   dzieje,   że 

otrzymuje najtrudniejsze zadania. Niektóre sprawy odbierały jej spokój za dnia i 

zakłócały sen w nocy, a jedno i drugie jest przecież konieczne do życia. W wielu 

wypadkach nie dawało się znaleźć dobrego rozwiązania, a największymi ofiarami 

rodzinnych waśni stawały się dzieci.

Czasami nienawidziła pracy, o której marzyła już w szkole podstawowej.

Bez torby poczuła się dużo lepiej, więc nieco szybciej weszła na drugie piętro. 

Tutaj   ogarnęło   ją   takie   zmęczenie,   że   niewiele   myśląc,   usiadła   na   schodach. 

Musiała   odpocząć   przed   dalszą   drogą.   Jęknęła   i   opuściła   głowę   na   kolana. 

Wstydziła się, że ujawnia słabość przed pełnym energii sąsiadem, ale naprawdę nie 

miała już siły.

– Odsapnę chwilę, a ty idź dalej. Będę ci wdzięczna, jeśli zaniesiesz mi teczkę 

pod drzwi.

Justin tylko zaklął pod nosem. Gdy wziął ją na ręce, Laura otworzyła usta, by 

zaprotestować, ale nie zdążyła. Justin szybko i bez wysiłku wniósł ją po schodach. 

I nawet się nie zasapał.

background image

– Kobieto pracująca, ważysz mniej niż ptasie piórko. Nic dziwnego, że brak ci 

energii.

Laura uważała, że koniecznie trzeba zaprzeczyć, ale nie mogła wykrztusić ani 

słowa. Bliskość męskiego ciała odebrała jej mowę, rozpaliła ogień, którego żar 

zaćmił umysł.

Głód ma przedziwny wpływ na organizm, pomyślała. Justin wszedł na trzecie 

piętro, przystanął przed drzwiami, ale nie zamierzał pozbyć się ciężaru.

– Klucze – rzucił rozkazująco. – Czemu traktujesz swoje ciało po macoszemu? 

Czy wiesz, jaką krzywdę wyrządzasz organizmowi? Każdy powinien znać swoje 

możliwości i ograniczenia, bo inaczej doprowadzi się do ruiny.

Laura pomyślała, że skoro sąsiad wygłasza kazanie, z pewnością jest pastorem, 

a nie lekarzem. Jak w związku z tym zwracać się do niego? Wielebny Justinie?

– Postaw mnie – mruknęła.

Później  na  pewno  będzie  na  siebie  zła,  lecz   teraz   jedynie  wstydziła  się,  że 

ogarnia ją pożądanie. A raczej ogarnęło, gdy Justin wziął ją na ręce, i rosło w miarę 

wchodzenia coraz wyżej. Wyczerpanie i głód wywierają zgubny wpływ na szare 

komórki.

Justin   miał   ciało   twarde   jak   skała,   ale   ciepłe.   Nadal   roztaczał   zapach 

wyprawionej   skóry,   chociaż   był   bez   ulubionej   marynarki.   Laura   marzyła,   by 

zarzucić mu ręce na szyję, przytulić się i... usnąć. Jaki byłby rozwój wypadków po 

przebudzeniu? Nie ulegało wątpliwości, że dalszy ciąg mógłby być nader ciekawy.

– Czekam – niecierpliwił się Justin.

Laura otrząsnęła się z marzeń na jawie.

–   Postaw   mnie.   Klucze   są   w   dyplomatce.   Nie   mogę   ich   wyjąć,   bo   mnie 

trzymasz.

Gdy  spełnił  prośbę   i  odsunął się, odniosła  wrażenie,  że  utraciła  coś  bardzo 

cennego. Otworzyła torbę i po chwili nerwowego szukania wyjęła klucze. Dom, ten 

background image

bezpieczny port, był tuż za progiem. Powinna myśleć o sprzątaniu i gotowaniu, a 

nie   o   rozkoszach   w   ramionach   sąsiada.   Przedtem   pragnęła   natychmiast   iść   do 

łóżka. Teraz też chciała się położyć, ale już nie sama.

Ręce jej się trzęsły i nie trafiła w dziurkę. Zerknęła na Justina, uśmiechając się 

krzywo. Była naprawdę zmęczona, więc nie oponowała, kiedy potraktował ją jak 

słabeusza. Nie zrobił nic niewłaściwego i na pewno miał dobre intencje. Nie jego 

wina, że sąsiadka jest podniecona i chętnie zaprosiłaby go do mieszkania.

– Dziękuję za pomoc. Sama też bym jakoś doszła, ale dzięki tobie znalazłam się 

tu bez wysiłku. A ty ani trochę się nie zasapałeś.

Justin schwycił ją za rękę.

– Zadzwoń po jakąś życzliwą istotę. Moim zdaniem nie powinnaś być sama.

– Przesadzasz. Czuję się dobrze i naprawdę nie ma powodu do obaw.

Wyrwała rękę, prędko weszła do mieszkania, zamknęła drzwi i bezsilnie się o 

nie oparła. Po chwili usłyszała oddalające się kroki i odgłos zamykanych drzwi 

sąsiada.

Miała ochotę skulić się na podłodze i zasnąć. Narzędzie tortur, czyli buty na 

wysokich   obcasach,   nadal   maltretowały   stopy,   a   bluzka   kleiła   się   do   pleców. 

Należałoby wykąpać się, przebrać, najeść i wyspać. W takiej kolejności. Ale w tej 

chwili natychmiastowy sen na podłodze – która od dawna nie widziała szmaty i 

wody – zdawał się najbardziej pociągającą perspektywą.

Minutę później zmęczenie ulotniło się jak kamfora.

W mieszkaniu był ktoś obcy.

Laura   podniosła   z   podłogi   dyplomatkę   i   przycisnęła   do   piersi,   aby   mieć 

przynajmniej taką tarczę ochronną. Stała jak sparaliżowania, wytrzeszczając oczy i 

patrząc w stronę sypialni. To stamtąd dochodził podejrzany dźwięk.

Czuła, że serce podskoczyło jej do gardła, a  żołądek się  skurczył. Bała  się 

oddychać,   ale   powoli   opanowała   paraliżujący   strach.   Na   palcach   –   co   przy 

background image

wysokich obcasach było nie lada wyczynem – przeszła kilka kroków i ostrożnie 

wysunęła głowę zza szafy. Nic nie zobaczyła, ponieważ drzwi do sypialni były 

przymknięte.

Starała się zebrać rozbiegane myśli, ale od intensywnego myślenia rozbolała ją 

głowa. Nie mogła sobie przypomnieć, czy rano zamknęła drzwi. Nie pamiętała 

żadnych   szczegółów   sprzed   dwunastu   godzin.   Ze   strachem   spojrzała   w   stronę 

salonu. Wszystko stało na swoim miejscu, nic nie zginęło.

Więc co to było? Przecież wyraźnie słyszała jakieś odgłosy.

Teraz znikąd nie dochodził żaden dźwięk. Może ogłuchła z powodu szumu w 

uszach? Strach i złość nałożyły się na otępiające zmęczenie. Świadomość, że obcy 

człowiek wszedł do mieszkania i szperał w jej rzeczach, była bardziej oburzająca 

niż myśl, że ukradziono jakieś cenne drobiazgi.

Przez kilka minut strach walczył z oburzeniem i wygrał. Nie ma sensu, aby 

bezbronna kobieta w pojedynkę rozprawiała się ze złodziejami. Lepiej wycofać się, 

od sąsiada zadzwonić na policję i poprosić stróżów prawa o zajęcie się intruzem.

Istniało ryzyko, że rabusie zdążą uciec. Trudno. Nie było wyboru. Nigdy nie 

miała siły walczyć z mężczyzną, a tym bardziej teraz, wygłodzona i wyczerpana.

Przyciskając teczkę do  piersi,  powoli  się  wycofała.  Prawie  doszła  do  drzwi 

wejściowych,   gdy   znowu   usłyszała   osobliwy   dźwięk.   Stanęła   jak   wryta   i 

nadstawiła uszu. Nie był to brzęk tłuczonego szkła ani sapanie draba wynoszącego 

komputer. Ani ludzki głos, ani stąpanie. Dziwny, nieokreślony dźwięk.

Wahała się, co robić. Przypomniała sobie poprzedni wypadek, gdy myślała, że 

w   pokoju   jest   złodziej.  Wtedy   natychmiast   wybiegła   z   mieszkania   i   pięściami 

załomotała do drzwi sąsiada. Gdy Justin stanął na progu, skoczyła  ku niemu i 

kurczowo go objęła. Ze strachu aż się jąkała i nie była w stanie sklecić prostego 

zdania.

Później niechętnie przyznała, że jeszcze nieznany sąsiad zachował się bardzo 

background image

ładnie. Wprawdzie patrzył na nią z wyższością, ale przyszedł z pomocą. Z niejakim 

trudem wyzwolił się z jej objęć, zaproponował filiżankę mocnej kawy dla ukojenia 

nerwów, a gdy odcyfrował niezrozumiały bełkot, zaprowadził Laurę do telefonu. 

Ręka   tak   jej   się   trzęsła,   że   on   musiał   wybrać   numer.   Jako   typowy   mężczyzna 

oczywiście chciał natychmiast sprawdzić, co się stało, ale Laura nie pozwoliła mu 

wyjść z pokoju.

Policja przyjechała po kwadransie. Przez ten czas Laura zaprezentowała się 

sąsiadowi jako histeryczka. Do jej mieszkania policjanci weszli z groźnymi minami 

i bronią gotową do strzału, jednak po krótkiej chwili wypuścili przestępcę. Na 

wolność, bez kajdanków!

Włamywaczem okazał się piękny biały kot z plakietką informującą, że wabi się 

Angel.   Kot   dał   się   złapać   i   spokojnie   dokończył   mycie   pyszczka,   mrucząc   z 

zadowolenia. Strat było niewiele. Nieproszony gość poczęstował się resztkami ryby 

z   kubła,   którego   zawartość   wyrzucił   na   podłogę.   Nic   nie   zginęło.   Policjanci 

uśmiechali się ironicznie, a jeden z nich poinformował Laurę, że wpiszą przestępcę 

do rejestru zbrodniarzy i zdejmą odciski łap.

Justin przez cały czas stał niedbale oparty o futrynę drzwi i porozumiewawczo 

uśmiechał   się   do   policjantów.   I   choć   mężczyźni   nie   komentowali   „włamania”, 

Laura wiedziała, co o niej myślą.

Histeryczka! Jak wszystkie baby!

Doskonale   pamiętała   tamto   upokarzające   doświadczenie   I   dlatego   teraz 

powstrzymała się przed pochopnym działaniem. Doszła do wniosku, że nie wypada 

powtórzyć sceny, w której odegrała rolę rozhisteryzowanej kobietki przestraszonej 

nieistniejącym niebezpieczeństwem.

Tymczasem w sypialni po raz trzeci rozległ się niezidentyfikowany dźwięk. 

Nadal nic się nie stłukło, nikt nie przeklinał, nic nie upadło.

Nagle Laura doznała olśnienia: to coś przypominało miauczenie kota.

background image

Aby ułatwić sobie ucieczkę, otworzyła drzwi wejściowe, podparła je butem i 

stanęła na wycieraczce. Nerwowo przestępując z nogi na nogę, zastanawiała się, 

jaką obrać taktykę. Co lepsze: samotnie sprawdzić, kto jest w sypialni, czy wezwać 

policję?   W   tym   drugim   wypadku   musiałaby   skorzystać   z   telefonu   sąsiada, 

ponieważ jej aparat znajdował się w sypialni.

Postanowiła   niezwłocznie   kupić   telefon   komórkowy.   Chwilami   odnosiła 

wrażenie,   że   jest   jedyną   osobą   nieposiadającą   tego,   jak   się   okazuje,   absolutnie 

niezbędnego urządzenia.

– Co się dzieje?

Obejrzała się i zobaczyła Justina. Miał zagadkową minę i podejrzliwie mrużył 

oczy. – Nic.

– Na pewno?

Nawet w obliczu zagrożenia Laura zdążyła pomyśleć, że sąsiad nie powinien 

być taki przystojny. Irytowało ją, że patrząc na niego, zawsze wzdycha z zachwytu. 

Miał pięknie rzeźbione rysy i falujące ciemne włosy, które wyglądały lepiej niż 

czupryny w reklamach płynu do utrwalania fryzury.

A oczy! Nie pora o nich myśleć. Dobrze, że rzadko patrzyła w nie z bliska. 

Ciemne, ocienione długimi rzęsami przywodziły na myśl czekoladę, a wiadomo, że 

jedzenie   czekolady   jest   grzeszną   przyjemnością.   Takie   oczy   odwracają   uwagę 

kobiety od innych spraw. Nawet gdy w jej mieszkaniu czyha morderca.

Bardzo niebezpieczne. Cudownie głębokie. Chciałoby się w nich zatonąć.

Justin nie doczekał się odpowiedzi, więc podszedł bliżej.

– Jesteś blada jak trup i milczysz jak zaklęta. O co chodzi?

Miał groźnego marsa na czole, ale lekki uśmiech na ustach. Laura głowiła się, 

co znaczy takie połączenie. Czy to przyjazny uśmiech życzliwego sąsiada, czy 

ironiczny   grymas   mężczyzny   krytycznie   nastawionego   do   kobiet?   Czy   Justin 

przypomniał sobie histeryczkę, która kiedyś wczepiła się w niego i wrzeszczała 

background image

nieprzytomnie?

– Coś mi się zdaje, że jednak jesteś chora. Lepiej wezwać lekarza za wcześnie 

niż za późno. Mam zadzwonić?

Laura wyprostowała się i zdobyła na pozornie nonszalancki uśmiech. Miała 

nadzieję, że jej się udało.

– Dziękuję za troskę, ale naprawdę nie potrzebuję porady medycznej. – Justin 

nawet nie drgnął, czym zmusił ją, by weszła do mieszkania. – Naprawdę dobrze się 

czuję. Wzrusza mnie twoja troska.

Sąsiad   obrzucił   ją   bacznym   spojrzeniem.   Nie   był   zadowolony   z   wyniku 

oględzin, ale wzruszył ramionami i zniknął w swoim mieszkaniu. Laura została 

sama   z   nierozwiązanym   problemem.   I   choć   nie   chciała   się   do   tego   przyznać, 

bardzo  cieszył  ją   fakt,  że   sąsiad  jest  w  domu.  Jeśli  będzie  krzyczeć,  Justin  na 

pewno usłyszy.

Odważnie zrobiła jeden krok, drugi, trzeci. Pocieszała się, że w sypialni nie ma 

złodzieja   ani   mordercy.   Nie   należy   zbyt   łatwo   ulegać   panice.   Zupełnie 

prawdopodobne, że zostawiła otwarte okno i Angel znów przyszedł sprawdzić, czy 

w kuchni są resztki ryby. Kot mieszkał gdzieś w pobliżu, bo często widywała go na 

ulicy. Zawsze patrzyła na niego kosym okiem, by dać mu do zrozumienia, że nie 

jest mile widzianym gościem. Być może jednak smaczna ryba bardziej przyciąga, 

niż groźne spojrzenie odstrasza.

Laura   nie   chciała   dopuścić   do   sytuacji,   żeby   kot   ponownie   popchnął   ją   w 

ramiona   sąsiada.   Dlatego   musi   odważnie   wejść   do   sypialni   i   wypędzić 

czworonożnego złodzieja. Niech Angel szuka ryb gdzie indziej.

Na wypadek gdyby intruz okazał się groźniejszy niż biały kot, wzięła parasolkę 

i upewniła się, że drzwi na klatkę schodową się nie zatrzasną. Skradając się w 

stronę sypialni, poczuła lekki przewiew, co oznaczało, że jednak zostawiła otwarte 

okno.

background image

Spięta, kurczowo ściskając parasolkę, zajrzała do pokoju, który wyglądał tak, 

jak   go   zostawiła.   Łóżko   nie   było   pościelone,   półki   uginały   się   pod   niedbale 

ustawionymi książkami, na prowizorycznym nocnym stoliku leżała bielizna.

Nie widać żadnego włamywacza, ani dwunożnego, ani czworonożnego.

Laura   odłożyła   parasolkę,   wyprostowała   się   i   zrobiła   dwa   kroki.   Nadal   nie 

widziała nic podejrzanego. Widocznie nieokreślony dźwięk dochodził z zewnątrz.

Usiadła na łóżku i odetchnęła z ulgą.

– Dobrze, że wzięłam się w garść i nie wrzeszczałam – szepnęła zadowolona.

Ale zmęczony człowiek nie powinien siadać – szczególnie na łóżku – bo potem 

trudno wstać. No i trzeba zamknąć drzwi na klucz. Laura z niesmakiem patrzyła na 

bałagan na nibystoliku. Wypada wreszcie kupić prawdziwy nocny stolik. Teraz to 

możliwe. Zarabiała już tyle, że nie musiała na wszystkim oszczędzać.

Nagle coś poruszyło się na łóżku. Nim uświadomiła sobie, co robi, znalazła się 

pod ścianą i zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że jej samej pękały bębenki.

Justin wyjął resztę pizzy z lodówki. Z niewiadomego powodu był poirytowany i 

zastanawiał się, dlaczego odgrzewa pizzę, skoro nie jest głodny.

Zapracowana sąsiadka wyglądała źle. Przydałaby się jej pomoc domowa. Całe 

dnie spędzała w pracy i wracała bardzo zmęczona. W domu chyba jedynie spała, 

zza cienkich ścian rzadko dochodziły odgłosy krzątaniny.

Za to często słyszał szum wody. Ich łazienki przylegały do siebie i niekiedy 

kąpiel sąsiadki zbiegała się z jego porą mycia. Stojąc pod prysznicem, wiedział, że 

ona jest za ścianą. Miał wielką ochotę umyć jej plecy.

Już wcześniej zauważył, że dziewczyna chudnie. Nic dziwnego, skoro zamiast 

jedzenia kupuje bieliznę. Ach, te kobiety!

Niepewnie zerknął na pizzę. Dzielenie się jedzeniem jest ładnym gestem, ale 

background image

czy przysługa zostanie właściwie zrozumiana? Czy przejaw życzliwości nie zdradzi 

wielbiciela, który za często i za długo słucha szumu wody, gdy sąsiadka bierze 

prysznic?

Wyimaginowany   widok   mokrej   sylwetki   zakłócił   altruistyczne   myśli.   Justin 

często śnił na jawie o Laurze, ale ostatnio doszedł do wniosku, że będzie zmuszony 

wprowadzić poprawki do swoich marzeń. Sąsiadka tak prędko chudła, a on nie 

lubił liczyć żeber.

Zaklął pod nosem. Pani adwokat nie jest w jego typie.

Zbyt delikatna, zanadto drażliwa. Wiedział, że daleko mu do świętości, ale miał 

określone zasady i nie wiązał się z kobietami, które oczekiwały więcej, niż był 

skłonny im dać.

Tylko raz ją nakarmi i na tym koniec.

Nagle przeraźliwy krzyk odbił się echem na klatce schodowej. Justin odstawił 

pizzę, złapał długi kij i jednym susem znalazł się przed sąsiednim mieszkaniem.

background image

Rozdział 2

 To kot, tylko kot – powtarzał ktoś.

Laura zorientowała się, że sama to mówi. Zmusiła się, by spojrzeć na łóżko, 

spodziewając się zobaczyć kota obrażonego z powodu braku ryby.

Ani śladu białego czworonoga.

Zamrugała gwałtownie, gdy kształt na łóżku się zmaterializował. To nie kot, to 

coś większego. Bez futra i chyba samo się nie myje.

Niemowlę!

Laura zamknęła oczy i policzyła do dwudziestu. Zupełnie prawdopodobne, że 

zbyt   wyczerpany   umysł   płata   jej   kolejnego   figla.   Od   ponad   dwóch   tygodni 

pracowała   po   dwanaście,   czternaście   godzin   dziennie,   a   taka   harówka   musi   w 

końcu odbić się niekorzystnie na zdrowiu. Tak, to wina przepracowania. Wiadomo, 

że zmęczenie powoduje różne majaki. Teraz przyczyniło się do powstania iluzji, że 

na jej łóżku leży niemowlę. A jeśli to skutek przebudzenia ciała, które zetknęło się 

z mężczyzną na jawie, a nie tylko we śnie? Dziecko na pewno jest iluzją. Gdyby 

było żywe, już by się obudziło.

Tak. Niewątpliwie jest to swego rodzaju fatamorgana.

Laura poczuła się lepiej i otworzyła oczy.

Złudzenie nadal leżało na łóżku i spokojnie spało. Miało pucołowate policzki, 

perkaty   nosek   i   długie   rzęsy.   Ciche   posapywanie   dowodziło,   że   dziecko   jest 

prawdziwe. Iluzje nie sapią.

Jakim cudem osesek znalazł się na łóżku? Przecież mieszkanie było zamknięte 

na klucz. Jeśli to nie są dzienne zwidy, to może majaki o zmierzchu?

Laura uszczypnęła się, by mieć pewność, że nie śni.

– Lauro?

background image

Głos   zabrzmiał   aksamitnie,   gładko   i   słodko   jak   czekolada.   Rycerski   sąsiad 

widocznie usłyszał przeraźliwe krzyki i przybiegł na ratunek.

– Lauro? – powtórzył Justin głośniej. – Dlaczego krzyczałaś? Czemu drzwi są 

otwarte? Mogę wejść? Zadzwonić po policję?

Laura wybiegła do przedpokoju i ujrzała sąsiada przygotowanego do walki. W 

jednej ręce trzymał kij, w drugiej telefon.

– Przepraszam. – Usiłowała się uśmiechnąć. – Policja nie jest potrzebna. Nie 

ma żadnego niebezpieczeństwa. Wstyd mi, że się wystraszyłam.

– To był mrożący krew w żyłach krzyk. Co się stało?

Laura pociągnęła się za włosy, żeby sprawdzić, czy nie śpi i nie śni.

– Nic złego.

To prawda. Chodziło jedynie o to, że na jej łóżku leży niemowlę.

– Czy znowu wlazł tu kot złodziej?

--Nie.

– Pies bandyta?

– Też nie. Wyobraź sobie, że to... osesek włamywacz. Czy zauważyłeś dzisiaj, 

że kręci się tu ktoś podejrzany?

– Nikogo nie widziałem, bo też późno wróciłem do domu. – Justin schował 

telefon do kieszeni. – O czym ty mówisz? Jaki osesek?

– Ktoś podrzucił mi niemowlę.

– Aha. W takim razie broń niepotrzebna. – Justin odstawił kij. – Czyli będziesz 

dziś dyżurować przy dziecku?

– Na to wygląda, ale nie mam pojęcia, przy czyim. Chcesz zobaczyć podrzutka?

Nie   czekając   na   odpowiedź,   odwróciła   się   i   ruszyła   do   sypialni.   Była 

zadowolona, że nie jest sama. Stanęła przy łóżku i wskazała dowód rzeczowy.

– Patrz. Osesek. Prawdziwy. Leży i śpi, jakby był u siebie.

Widzisz go?

background image

Zdumiony Justin patrzył na malutkiego intruza.

– Widzę.

– No i co o tym sądzisz? – spytała zniecierpliwiona, że sąsiad nie komentuje 

niebywałego wydarzenia.

– Hm... twoja... diagnoza... jest trafna. To rzeczywiście niemowlę.

– Zawsze traktujesz kobiety lekceważąco, czy tylko ja budzę w tobie licho?

Justin pochylił się nad oseskiem.

– Zdrowy, prawda? – spytał półgłosem. – Śpi normalnie?

Nie jest nieprzytomny?

– Skąd mam wiedzieć? Dopiero przed chwilą go zobaczyłam. – Szok mijał, 

narastało zakłopotanie. – Według mnie wygląda normalnie, oddycha normalnie, 

więc chyba jest zdrowy. Przedtem narobił trochę hałasu.

Ona znacznie więcej!

Dziwiła   się,   że   przeraźliwe   krzyki   nie   zbudziły   niemowlęcia,   które   spało 

spokojnie, nieświadome, że jest w cudzym domu. Było prawie niewidoczne pod 

kołdrą. Laura z przerażeniem uświadomiła sobie, że gdyby leżało bliżej brzegu, 

byłaby je przygniotła.

Przycupnęła na skraju łóżka i przyjrzała się maleństwu. Miało sweterek w białe 

i zielone paski, zielone spodenki oraz białe skarpetki. I zielony smoczek.

Czyżby zielony kolor wskazywał na irlandzkie pochodzenie rodziców dziecka?

Najwyższa pora opanować panikę i logicznie pomyśleć. Jest czas, póki osesek 

grzecznie   śpi.   Laura   nic   nie   wiedziała   o   niemowlętach.   Jej   doświadczenie 

ograniczało się do niej samej, ale było to dawno, dawno temu.

Czyje to niemowlę? Skąd się tu wzięło? Widziała je pierwszy raz.

– Czyje jest to maleństwo?

Laura drgnęła. Pytanie Justina wyrwało ją z zadumy.

– Już ci mówiłam, że nie wiem. Nie przypominam sobie żadnych znajomych, 

background image

którzy niedawno zostali rodzicami. Nie znam żadnej kobiety, która byłaby ostatnio 

w zaawansowanej ciąży. A jak ty myślisz, czyj to potomek?

– Nic nie myślę. Dawno nie miałem do czynienia z niemowlakami.

Laura przekrzywiła głowę, jakby to pomagało oceniać wiek dzieci.

– Według mnie to stworzenie ma kilka miesięcy. Niemożliwe, żeby dopiero co 

się urodziło. Za duże. Chociaż moim zdaniem noworodki zawsze są za duże.

– Matka natura chyba wie, co robi.

– Łatwo ci mówić. Mężczyźni nie muszą sprawdzać na sobie, co matka natura 

wie.

Justin przyjrzał się jej uważnie.

– Masz fobię na punkcie ciąży i porodu?

Laura   podniosła   palec   do   ust   w   uciszającym   geście,   by   nie   obudzić 

nieproszonego gościa.

–   Nie   mam   żadnej   fobii.   Dajmy   spokój.   Oboje   gadamy   od   rzeczy.   Lepiej 

poradź, co mam z tym fantem zrobić. Wydaje mi się, że śnię. O, ja nieszczęśliwa!

– Ono po przebudzeniu będzie bardziej nieszczęśliwe niż ty teraz. Na pewno 

nie znasz jego rodziców? Dlaczego zostawiono je akurat u ciebie? Jak dostał się 

tutaj ten, co przyniósł ci taki prezent? Czy ktoś jeszcze ma klucze?

– Nie znam rodziców żadnych podrzutków! Nie wiem, kto i jak tu wszedł. 

Całkiem możliwe, że zostawiłam otwarte okno i ułatwiłam nieznajomemu zadanie.

Justin dokładnie obejrzał futryny.

– Ty je zamknęłaś, ale ktoś siłą otworzył.

– A widzisz. Mówiłam, że było włamanie.

Laura bała się, że za moment dostanie ataku histerii. Nie. Nie dopuści do tego. 

Będzie spokojna i zrobi to, co do niej należy. Czyli wezwie policję.

– Sądziłam, że to bezpieczna dzielnica – powiedziała z pretensją.

– Jest bezpieczna, cicha i spokojna.

background image

– Była. Teraz już nigdy nie będę czuła się bezpieczna, bo przeszkadza mi, że 

byle kto może wejść na trzecie piętro, łomem otworzyć okno i wpakować się do 

mojego mieszkania.

– Tam coś jest.

Justin nadal stał przy oknie, więc Laura nie usłyszała, co powiedział. Sięgnęła 

po słuchawkę.

– Dzwonię po policję.

Justin błyskawicznie znalazł się przy niej.

– Zaczekaj. Jeszcze nie.

– Czemu?

– Nie wiemy, co się za tym kryje. A policja zabierze maleństwo i odda byle 

komu. Jeśli to dziecko twoich znajomych... albo jeśli zaszło nieporozumienie... 

rodzice będą mieli poważne trudności z odzyskaniem zguby. Może nigdy więcej 

nie ujrzą swojej pociechy.

– Pociechy! – Laura prychnęła pogardliwie. – Ludzie, którzy porzucają dzieci, 

zasługują na to, żeby władze dobrały im się do skóry. Gdy ta kruszyna leżała tu 

sama, mogło zdarzyć się coś... nie wiadomo co.

–   Niemowlę   nie   było   bez   opieki.   –   Justin   wychylił   się   za   okno.   –   Chodź. 

Widzisz?

– Widzę.

Za oknem wisiała zielona siatka.

– To chyba znak, że ktoś czekał na twój powrót. Chciał mieć pewność, że 

dziecko jest bezpieczne.

– Ciekawe, czy tutaj znajdziemy wyjaśnienie zagadki.

Justin wychylił się bardziej, by dosięgnąć siatki, ale Laura szarpnęła go.

– Zostaw! Może są odciski.

Justin nie posłuchał, wziął siatkę i zajrzał do środka.

background image

– Jest jakaś kartka.

– Nie ruszaj!

Lata studiów nie poszły na marne i Laura wiedziała, jak postępować. Przyniosła 

z łazienki pęsetę i spomiędzy niemowlęcych rzeczy ostrożnie wyjęła wyrwaną z 

zeszytu   kartkę.   Położyła   ją   na   parapecie   i   przeczytała   słowa   nagryzmolone 

zielonym   atramentem:   „Dziękujemy.   Życzymy   powodzenia.   Będziemy   w 

kontakcie”. Bez podpisu.

– Co to znaczy?

– Według mnie, ten ktoś cię zna, darzy zaufaniem i dlatego podrzucił ci swój 

skarb.

Justin   wysypał   zawartość   siatki   na   łóżko.   Dokładnie   oglądał   każdą   część 

niemowlęcej garderoby i odkładał na bok.

– Hm, wiemy o matce dwie rzeczy. Nie brak jej pieniędzy, bo wszystko jest w 

dobrym gatunku, i myśli ekologicznie.

– Skąd wiesz?

Wskazał biały stos.

– Tradycyjne pieluszki, które nie zaśmiecają środowiska.

Laura przeraziła się. Kłopoty zaczynały się mnożyć.

– Takie, które trzeba prać?

--Tak.

– Tym bardziej muszę zawiadomić policję.

– Przebrała się miarka, co? Ale nie możesz wezwać policji.

Ktoś ufa, że zaopiekujesz się jego maleństwem. Ten ktoś ma pewnie poważne 

zmartwienie. Chcesz zawieść jego zaufanie i oddać dziecko nie wiadomo komu?

– Mówisz takim tonem, jakbym skazywała dziecko na śmierć. Przecież opieka 

społeczna jest po to, żeby zajmować się sierotami i podrzutkami.

–   Wiem,   że   robią,   co   mogą,   gdy   dziecko   nie   ma   nikogo,   kto   by   się   nim 

background image

zaopiekował. Ale w tym wypadku jest ktoś taki.

– Niby kto?

– Ty. Osoba, której bezgranicznie ufają rodzice tego bezbronnego stworzenia.

– Nie znam ani tego bezbronnego stworzenia, ani jego bezgranicznie ufnych 

rodziców.

Justin wzruszył ramionami.

– Może jego matka chodziła z tobą do szkoły albo ojciec na studia. Na pewno 

masz znajomych, których od dawna nie widziałaś, nie jesteś na bieżąco.

– Zgadłeś.

Laura usiadła na łóżku i spojrzała na podrzutka. Widocznie coś mu się śniło, bo 

wymachiwał rączką, ale nie obudził się, co oznaczało jeszcze parę minut spokoju.

– Ostatnio byłam tak zapracowana, że zerwałam kontakty nawet z najbliższymi 

przyjaciółmi. Mam różnych znajomych, ale wątpię, żeby ktoś podrzucił mi dziecko 

bez uprzedzenia.

–   Ostrożnie   wstała.   –   Przejdźmy   do   drugiego   pokoju,   żeby   swobodniej 

rozmawiać.

Justin szedł tuż za nią. Zderzyli się, gdy nagle przystanęła w drzwiach.

– O, do licha!

Justin rozejrzał się.

– A jednak było włamanie.

Laura zaczerwieniła się.

– Nie było. Ostatnio zawsze tak tu wygląda.

Justin spojrzał na nią z niedowierzaniem, więc nie wytrzymała i wybuchła:

–   Może   ty   masz   czas   na   prowadzenie   domu,   ja   jestem   zawalona   robotą   i 

codziennie wracam zmordowana. Dziś myślałam, że nie wejdę na trzecie piętro. 

Nie wiem, jak to się dzieje... sprawy nawarstwiają się i rośnie góra. Nie krytykuj 

mnie, bo z natury nie jestem bałaganiarą i brudasem.

background image

– Czy ja coś powiedziałem?

– Nie musisz mówić. Wystarczy, jak patrzysz. Masz bardzo wymowne oczy.

Oczy, w które lepiej nie patrzeć z bliska, bo hipnotyzują. Każda kobieta chętnie 

poddałaby się takiej hipnozie. Justin nieśmiało wskazał kanapę.

– Czy można przełożyć... to, co tam leży... i usiąść?

– Oczywiście. – Laura zgarnęła książki i gazety i rzuciła na stolik. – Proszę, 

miejsce wolne.

– Czy znasz jakichś zwariowanych ekologów? – spytał Justin.

Gdy usiadła, poczuła nawrót zmęczenia. Jak dobrze, że nie musi uciekać przed 

jakimś łotrem. Wystarczy zmieniać „włamywaczowi” pieluszki. Perspektywa mało 

pociągająca, ale nie tak bardzo przerażająca.

– Znam dużo osób, którym ochrona środowiska leży na sercu, więc segregują 

wyrzucane rzeczy i martwią się o lasy tropikalne.

– To już coś.

–   Czy   proponujesz,   żebym   wzięła   notes   z   ich   adresami   i   zadzwoniła   do 

wszystkich po kolei? Mam pytać, czy przypadkiem zostawili u mnie dziecko?

– Można zaczekać, aż matka sama zadzwoni.

– Albo ojciec. Albo oboje. Nie wiadomo, kto to niemowlę zostawił.

– Prawda.

–   Najmądrzej   będzie   zawiadomić   policję.   Możliwe,   że   dziecko   było   źle 

traktowane.

– Wygląda na bardzo zadbane. A rzeczy ma nowe, dobrane pod kolor.

– Nie mogę zatrzymać oseska. – Laura pokręciła głową. – Naprawdę nie mogę. 

Choćbym chciała. To niezgodne z prawem, z przepisami. Jeśli rodzice nie zgłoszą 

się, a my z opóźnieniem wezwiemy policję, wiesz, co mnie czeka? Pozbawienie 

prawa do wykonywania zawodu.

– Wezmę na siebie całą odpowiedzialność.

background image

– Co takiego?

Justin niecierpliwie machnął ręką.

– Powiem, że dziecko zostało znalezione u mnie i czekałem, aż jego rodzice 

skontaktują się ze mną.

– Będziesz kłamał? Złożysz fałszywe zeznania?

– Nie, tylko odrobinę minę się z prawdą. O jedno mieszkanie dalej.

– Ty też jesteś prawnikiem?

--Nie.

– A gdzie pracujesz? Pani Carlson mówi o tobie „nasz kochany nauczyciel”. 

Jest w tym choć ziarno prawdy czy starsza pani zmyśla?

– Nie zmyśla. Mam dyplom nauczycielski, ale pracuję jako logopeda.

Laura   była   zaskoczona.   Czarny   strój   i   motor   nie   pasowały   do   wizerunku 

logopedy. Postanowiła później dowiedzieć się szczegółów.

– Czemu nie chcesz wezwać policji? Zachowujesz się tak, jakby zatrzymanie 

cudzego dziecka było dla ciebie niezwykle istotne.

– Bo jest. Wiem coś na temat rodzin zastępczych. Nie chcę narażać niewinnego 

stworzenia.

Powiedział to ostrym tonem, niemal ze złością. Coś się za tym musiało kryć.

– Przykro mi, że miałeś złe doświadczenia, ale rodzina zastępcza to idealne 

rozwiązanie. Jeśli nowi rodzice są dobrzy, serdeczni...

– Rzadko tacy bywają.

–   Bądź   rozsądny.   Nie   wiesz,   kto   zostawił   maleństwo   ani   dlaczego.   Może 

rodzice w tej chwili szukają swojego dziecka.

Jeśli  go  nie  oddam,  zostaniemy  uznani za  kidnaperów.  Lepiej,  żeby  małym 

śpiochem zajęli się powołani do tego ludzie.

– Niemowlęta potrzebują troskliwej opieki, czułości. Czy wiesz, co dzieje się z 

tymi, które nie nawiążą więzi uczuciowej podczas pierwszych miesięcy życia? Są 

background image

skrzywione emocjonalnie, mogą nie wyleczyć się do końca życia.

– Więc to maleństwo potrzebuje kogoś, kto wie, co dać oseskowi do jedzenia, 

jak nawiązać emocjonalny kontakt, a my nie mamy o tym pojęcia. Poza tym ja nie 

mam czasu...

– Warto spróbować. Ja mam czas i chcę pomóc.

– Weźmiesz dziecko do siebie?

Justin westchnął, co oznaczało, że Laura utrudnia sprawę.

–   Nie   proponuję,   żebyśmy   je   ukradli,   ale   żebyśmy   się   nim   zaopiekowali   i 

poszukali jego rodziców. Musieli mieć jakiś powód, że właśnie tutaj je zostawili. 

Znajdziemy i powód, i rodziców.

– A co potem? Oddamy dziecko ludziom, którzy porzucili je na progu cudzego 

domu?

– Nie na progu, ale na łóżku.

Laura znów pokręciła głową.

– Człowieku, pomyśl logicznie. Oddanie podrzutka jest jedynym rozsądnym 

rozwiązaniem. Policjanci i opiekunowie społeczni mają doświadczenie, wiedzą, jak 

należy postępować w takich sytuacjach.

– Może tak, a może nie. Nie mamy żadnej gwarancji. A jeśli dziecko będzie 

zaniedbywane?   Albo   przerzucane   z   miejsca   na   miejsce?   Do   końca   życia   nie 

odzyska poczucia bezpieczeństwa. My zapewnimy mu lepsze warunki.

–   Nie   jestem   przekonana.   Boję   się,   że   będę   miała   poważne   kłopoty.   Oboje 

możemy je mieć.

– Jestem pewien, że dziecko zostawił ktoś, kogo znasz. Na przykład dawna 

koleżanka. Napisała, że będzie w kontakcie, więc może zadzwoni za dzień lub dwa 

i wszystko wyjaśni.

Albo zgłosi się osobiście.

– Za dzień lub dwa? – Laura przygryzła wargę. – Czy wiesz, ile razy w ciągu 

background image

dnia trzeba przewijać takie niemowlę?

– Nie.

–   Ja   też.   Nie   wiem   nic   o   potrzebach   osesków.   Dlatego   lepiej   zawiadomić 

policję. Dla dobra dziecka.

– Nie śpiesz się. – Justin miał poważną i zdecydowaną minę. – Pomogę ci, 

wspólnie damy sobie radę.

–  A  jeśli   to   porwane   dziecko?   Będziemy   wspólnikami   przestępstwa.   Może 

matka już go szuka.

– Radio i telewizja podają informacje o zaginięciu.

–   Niekoniecznie.   Czasem   kidnaperzy   grożą   rodzicom,   że   jeśli   doniosą   na 

policję...

– To bez sensu. Kidnaperzy wybrali na chybił trafił mieszkanie w jakimś bloku, 

bo chcieli zapewnić dziecku bezpieczeństwo i za kilka dni zgłoszą się, żeby od 

rodziców zażądać okupu, tak?

Laura zazgrzytała zębami.

– Może liczą, że my przekażemy dziecko policji, więc nikt ich nie złapie...

– Mało prawdopodobne. Nie popełniamy przestępstwa.

Jeżeli w ciągu dwóch dni nikt się nie zgłosi, zawiadomimy policję. Dobrze?

Z sypialni dobiegło kwilenie, więc pobiegli tam i pochylili się nad dzieckiem. 

Miało błękitne oczy i patrzyło na nich zdumione. Laura pomyślała, że podrzutek z 

pewnością zaraz otworzy buzię i zacznie krzyczeć.

Dziecko rzeczywiście otworzyło buzię, ale... uśmiechnęło się, pokazując dwa 

ząbki.

Może   rzeczywiście   będzie   mu   lepiej   tu,   gdzie   widocznie   czuje   się   dobrze? 

Może poczekać na zgłoszenie się rodziców?

– Ma bardzo zadowoloną minę – rzekł Justin półgłosem.

– Trzeba kupić pampersy – powiedziała Laura, co oznaczało, że ustępuje. – Nie 

background image

zamierzam myśleć o lasach tropikalnych przy przewijaniu.

– Popieram wniosek.

– Ciekawe, czy ma mokro. Może już powinniśmy włożyć mu suchą pieluszkę?

– My? – Justin cofnął się. – Jak to, przy przewijaniu też mam pomagać?

Laura na moment zaniemówiła, a potem ze złością wycedziła:

– Przecież to twój pomysł. Dlaczego ja mam być od brudnej roboty? Gdybym 

postawiła na swoim, dziecko już znalazłoby się pod opieką fachowych przewijaczy. 

Albo włączysz się na całego, albo oddaję podrzutka.

Justin zmrużył oczy.

– Żartujesz?

– Ani trochę. No więc, jak będzie z tym przewijaniem?

– Nie umiem...

– To się nauczysz. Oboje mamy jakie takie osiągnięcia zawodowe, więc chyba 

jesteśmy inteligentni. Jakoś sobie poradzimy. Pierwszy punkt programu to kupno 

pampersów.

– Racja. – Justin odetchnął z ulgą. – Idę do sklepu.

– Ja pójdę.

– Nie. Jesteś przemęczona. Nie wiadomo, czy dojdziesz o własnych siłach do 

sklepu,   ale   wiadomo,   że   nie   wejdziesz   na   trzecie   piętro.   Zostań   w   domu   i 

odpocznij.

Laura dostrzegła strach w jego oczach i domyśliła się, że chciał uciec choćby na 

pół godziny. Oboje bali się nieznanych obowiązków.

–   Nie   zostanę   sama   na   placu   boju.   Nie   mam   pojęcia,   jak   się   obchodzić   z 

intruzem w tym wieku. Na studiach tego nie uczono.

– To bardzo proste. Wystarczy pilnować dziecka, uważać, żeby... nie zrobiło 

sobie krzywdy.

– W takim razie najlepiej będzie, jeżeli pójdziemy oboje – zadecydowała Laura. 

background image

– To znaczy we troje, razem z amatorem pieluszek.

W  supermarkecie   półki   z   pieluszkami   ciągnęły   się   kilometrami.  Wybór   był 

przeogromny. Laura nie wiedziała oczywiście, że przy tego rodzaju zakupie trzeba 

wziąć pod uwagę mnóstwo czynników. Na przykład wagę dziecka.

– Ile ten brzdąc waży? – Ponownie zerknęła na opakowanie. – Ze trzy kilo?

– Chyba więcej – orzekł Justin.

Niemowlę nadal się uśmiechało, ale taki stan nie mógł trwać bez końca. Z 

pewnością niebawem zorientuje się, że coś jest nie w porządku. A już na pewno 

przekona się o tym, gdy dwoje nowicjuszy zabierze się do rozwijania tradycyjnej 

pieluszki.

– Siedem kilo?

Justin pohuśtał dziecko.

– Tak. To bardziej prawdopodobne.

– Dobrze, ale tu są pieluchy dla niemowląt od pięciu kilogramów do siedmiu, a 

w tej paczce od siedmiu do dziesięciu. Które wziąć?

Justin bez namysłu wziął pierwsze z brzegu opakowanie i wrzucił je do wózka.

– Bierzemy to.

– Dobrze.

– Co jeszcze potrzebujemy? Najważniejsze jest mleko i butelka, prawda?

– Oczywiście. Chyba że będziesz je karmić własną piersią – zażartowała Laura.

Justin nawet się nie uśmiechnął.

–  A  treściwsze   jedzenie?   –   Wskazał   półki   ze   słoiczkami   i   buteleczkami.   – 

Przetwory też będą potrzebne?

– Nie mam pojęcia, kiedy niemowlęta dostają coś konkretnego. Zresztą nie 

wiemy, ile to stworzenie ma miesięcy.

– Kupimy kilka różnych specjałów i sprawdzimy, co małemu konsumentowi 

background image

najbardziej smakuje. – Nie czekając na opinię Laury, Justin wstawił do wózka pięć 

słoiczków. – Co jeszcze?

– Chyba specjalne mydło, smoczki...

– Musimy kupić misia. Chodźmy do działu z zabawkami.

– Misia?

Justin spojrzał na nią groźnie.

– Każde dziecko musi mieć misia. Szczególnie gdy leży samo i nikt go nie 

zabawia.

– Racja. – Laura uśmiechnęła się. – Wiesz, mój miś wciąż jest w niezłej formie 

i  siedzi  na   półce  w  sypialni.  Ma   dwoje  oczu,  ale  tylko  jedną  łapę.  A  ty  masz 

swojego?

– Nigdy nie miałem. Musimy znaleźć jakiegoś solidnego.

Laura wyciągnęła rękę po dziecko i wskazała wysoką półkę.

– Weź, proszę, ten płyn. Tak, Patrick wygląda na energiczne dziecko, więc musi 

mieć porządnego misia.

– Patrick? Czemu tak go nazywasz?

– Biedactwo musi mieć jakieś imię.

Justin stanął na środku przejścia i ostrzegawczo popatrzył , na Laurę.

– Nie przywiązuj się do niego za mocno.

– Czemu mnie ostrzegasz? Przecież sam jesteś gotów zaryzykować więzienie, 

byle go zatrzymać.

Justin rozejrzał się.

– Cicho. Chcesz, żeby nas tutaj zaaresztowano? – Uśmiechnął się do dziecka. – 

No proszę, już masz imię.

Laura mocniej objęła podrzutka.

– Nie będę mówić „dziecko” czy „niemowlę”, bo to odczłowiecza.

Justin wzruszył ramionami.

background image

– Dobrze, ale dlaczego Patrick?

– Wygląda na Irlandczyka. Ma zielone ubranko.

– Kobieca logika – prychnął Justin.

W drodze powrotnej Patrick się rozpłakał.

– Pewnie jest głodny. Może pójdziemy do mnie? – zaproponował Justin. – U 

mnie nie ma takiego... jest bardziej... więcej miejsca.

– Aaa, mniejszy bałagan?

– To też.

– Wiem, że mieszkam w chlewie. – Laura westchnęła. – Ostatnio pracuję po 

czternaście godzin. Potrzebna mi pomoc domowa. Dziś rano nie znalazłam czystej 

bielizny.

Justin spojrzał na nią tak, że poczerwieniała.

–   Teraz   jestem   już   kompletnie   ubrana.   Mówiłam   ci,   co   kupiłam   podczas 

przerwy obiadowej.

– Aha.

Laura   pomyślała,   że   przystojny   sąsiad   wyobraża   ją   sobie   nagą.  Aby   ukryć 

zażenowanie,   rozejrzała   się   wokół.   Rozkład   mieszkania   był   identyczny,   ale 

panował tu wzorowy porządek. Justin byłby dobrą gospodynią.

Na stołku przy drzwiach stał talerz z pizzą.

– Na wynos?

Justin speszył się.

– Jesteś zabiedzona... Niosłem dla ciebie, kiedy rozległ się przeraźliwy krzyk...

–   Chciałeś   mnie   nakarmić?   –   Laura   zamrugała,   żeby   nie   rozpłakać   się   ze 

wzruszenia. – Och, jak to miło z twojej strony.

–   Nie   zdążyłaś   nic   zjeść,   prawda?   Zaraz   podgrzeję.   To   nic   specjalnego, 

zwyczajna pizza.

background image

– Ale domowa.

– Skąd wiesz?

Nie   odpowiedziała.   Wolała   nie   przyznawać   się   do   tego,   że   co   wieczór   z 

zazdrością wącha smakowite zapachy wydostające się z jego mieszkania.

–   Najpierw   trzeba   nakarmić   Patricka.   Jest   głodny   i   dlatego   tak   się   wierci. 

Przygotuję butelkę, a ty go popilnuj. Gdzie jest czajnik?

– Stoi na szafce.

Laura przygotowała butelkę białego płynu. Sprawdziła, czy temperatura jest 

odpowiednia, i poszła do pokoju.

– Nakarm dziecko, a ja odgrzeję pizzę.

Patrick pił mleko łapczywie, więc Laurę ogarnęły wyrzuty sumienia, że tak 

późno dali mu jeść.

Justin wrócił z gorącą pizzą i dużą szklanką mleka.

– Proszę.

– Dziękuję. Mleko do pizzy?

– Dobrze ci zrobi. Daj mi Patricka.

Dziecko zjadło i znowu zaczęło płakać.

– Pewnie ma mokro... albo gorzej... – Laura poczuła się silniejsza i bardziej 

pewna   siebie.   Skoro   od   tysięcy   lat   kobiety   przewijają   dzieci,   to   ona,   kobieta, 

instynktownie będzie wiedziała, jak to zrobić. – Odżałujesz jakiś ręcznik?

Położyli na podłodze aż dwa grube ręczniki, na nich dziecko i przygotowali się 

do rozwinięcia pieluszki. Była mokra i ciężka. Krzywiąc się, Laura wrzuciła ją do 

plastikowej torby. Kiedy brała myjkę, zauważyła osobliwą minę Justina.

– O co chodzi?

– Patrz.

Spojrzała na podrzutka i zaniemówiła.

background image

Rozdział 3

 Dziewczynka! – wykrztusiła, gdy odzyskała głos.

– Celująca nota za spostrzegawczość. Dlaczego myślałaś, że to chłopiec?

– Bez konkretnego powodu. Po prostu zdawało mi się, że podrzutek musi być 

chłopcem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziewczynka.

Czyżby niemowlę ich rozumiało? Czy dlatego rozpłakało się tak żałośnie?

– Cicho, cicho. – Justin delikatnie pogładził pucołowate policzki. – Ciocia nie 

mówiła   poważnie.   Dostaniesz   sukienkę,   kokardkę   i   będziesz   śliczną   panienką. 

Obiecuję, że kupię ci coś różowego. – Spojrzał na Laurę. – Wiesz, teraz wydaje mi 

się   oczywiste,   że   to   dziewczynka.   Duże   błękitne   oczy,   długie   rzęsy...   Nie   ma 

wątpliwości.

– Chłopcy też miewają takie rzęsy, ale w wieku dojrzewania bardzo się wstydzą 

i zastanawiają się, jak je skutecznie skrócić. Sam jesteś najlepszym przykładem.

– Co ty wygadujesz? Ja miałbym obcinać rzęsy?

– Nie wiem. Ale masz cudowne oczy.

Justin patrzył na nią nieodgadnionym wzrokiem tak długo, że się zaczerwieniła. 

Była na siebie zła.

– Dziękuję za komplement – bąknął.

– Nie ma za co. Czy możemy wrócić do przewijania?

– Proszę bardzo.

Laura   przygryzła   wargę.   Nie   mogła   sobie   darować,   że   prawi   komplementy 

mężczyźnie, który nazwał ją chudziną.

Teraz   jednak   nie   czas   na   leczenie   zranionej   dumy.   Trzeba   zamiast 

przedpotopowej pieluszki założyć dziecku nowoczesną. Laura podwinęła rękawy i 

przygotowała niezbędne akcesoria: waciki, zasypkę, oliwkę i tak dalej. Zadanie 

background image

było o tyle trudne, że wszystko musiało znajdować się pod ręką, ale poza zasięgiem 

dziecięcej rączki.

Laura umyła i wytarła różowe pośladki. Są różowe czy zaczerwienione? Czy to 

znak, że dziecko za długo leżało w mokrej pieluszce i dostało wysypki? Która 

oliwka jest najlepsza? Który pomoże? Przeczytała instrukcje na trzech butelkach.

– Ale zrobiliśmy zakupy. Napisy są po francusku, hiszpańsku i po japońsku.

– Po angielsku jest z drugiej strony.

– A, rzeczywiście.

Długi i zawiły tekst małą czcionką dałoby się skrócić do jednego zrozumiałego 

zdania: posmarować zaczerwienione pośladki.

– Co tu wybrać? – głowiła się Laura. Wszystko było drogie, więc cena nie 

ułatwiała decyzji. Jedna oliwka działa przy silnej wysypce, druga przy słabej, a 

trzecia oliwka zapobiegawczo.

Powtórnie obejrzała pośladki.

– Pomóż mi. Jaka to wysypka: łagodna czy mocna?

– Nie mam pojęcia.

– Jakaś oliwka na pewno będzie skuteczna. Ale która?

Justin patrzył na nią tak, jakby oczekiwał, że kobieta instynktownie wie takie 

rzeczy. Laura w duchu przysięgła sobie, że gdy on będzie miał kłopoty podczas 

dyżuru, też mu nie pomoże.

Wysypka chyba nie dokuczała dziecku, bo niemowlę energicznie wymachiwało 

rączkami i nóżkami. Usiłowało złapać za nos Justina, który siedział pochylony nad 

nim i robił komiczne miny.

– Dobrze, że jeszcze nie raczkuje. – Laura posmarowała pośladki mieszanką 

trzech oliwek. – Z raczkującym bobasem tacy nowicjusze jak my na pewno by 

sobie nie poradzili. – Przysiadła na piętach i wytarła mokre ręce. – Koniec mycia i 

smarowania. Teraz odsłona druga: sucha pieluszka.

background image

Przygotowałeś?

– Chwileczkę. – Justin tępo patrzył na zamknięte opakowanie. – Mam kłopot.

– Bo instrukcja obsługi jest po chińsku?

– Nie. Ale opakowanie niebieskie.

– I co z tego?

– Kupiliśmy pieluszki dla chłopców.

--Och!

Oboje wlepili wzrok w istotę, której płeć nie odpowiadała ich założeniom.

– Myślisz, że tej małej przeszkodzi pieluszka dla chłopca?

–   spytała   szeptem   Laura,   jakby   chciała   ukryć   wielki   sekret   przed 

niepowołanymi uszkami.

Zastanawiała   się,   czy   kolejne   wykroczenie   z   ich   strony   będzie   przyczyną 

poważnego  urazu  psychicznego  dziecka.  Niemowlę  już  i  tak  dużo  wycierpiało. 

Najpierw porzucili je rodzice, a potem zostało uznane za chłopca.

Justin obracał paczkę na wszystkie strony i pilnie wpatrywał się w drobny druk.

– Możliwe, że są inaczej wyprofilowane, mają specjalnie dostosowany kształt. 

Co o tym sądzisz?

– Nic.

– A jeśli nieodpowiedni fason przecieka?

Laura   wyrwała   mu   paczkę,   rozcięła   ją   i   wyciągnęła   ozdobioną   kolorowymi 

rysunkami pieluszkę.

– Lepszy rydz niż nic. Zakładamy.

Dziesięć minut później dwie pieluszki wylądowały w koszu, ale trzecia znalazła 

się na miejscu przeznaczenia. No, mniej więcej.

– Nie myślałam, że przylepce są takie złośliwe – syknęła Laura ze złością.

Wspólnym   wysiłkiem,   choć   niezręcznie,   ubrali   w   końcu   dziecko.   Dlaczego 

przewijanie   i   ubieranie   jest   takie   skomplikowane?   Czemu   matka   natura   nie 

background image

postarała się, żeby to przychodziło instynktownie? Czy niemowlęta mają szansę 

przeżyć w świecie, w którym dorośli przy przewijaniu boją się, że popłaczą im 

rączki   z   nóżkami?   Jak   ludzie   radzą   sobie   z   odczytywaniem   instrukcji,   które 

przeszły przez kilka tłumaczeń, zanim wydrukowano je po angielsku?

– Koniec udręki?

– Tak. – Laura westchnęła. – Czas kłaść maleństwo spać, ale pytanie, gdzie 

będzie spało.

– Razem ze mną. Nie ma innej możliwości.

– Trzeba było postarać się o łóżeczko. Moi bracia mają aż trzy na zbyciu. Nie 

spadnie z twojego?

– Przecież łóżko jest duże, a to drobina. Położymy ją na środku i otoczymy 

wałem ochronnym, żeby się nie sturlała.

– Zadzwonię do brata i za pół godziny dostaniemy łóżeczko.

– Nie dzwoń. – Justin wstał i wziął niemowlę na ręce. – Po co wciągać w to 

osoby trzecie?

– Racja.

Sypialnia   była   przytulna,   bez   prowizorycznych   stolików   i   stosów   brudnych 

rzeczy.   Meble   były   proste,   z   ciemnego   drewna,   na   ścianach   wisiały   ładnie 

oprawione rysunki. Łóżko było zaścielone.

– Matka dobrze cię wychowała – skomentowała Laura.

Justin rzucił jej zagadkowe spojrzenie, podał jej dziecko i zdjął narzutę.

– Skąd taki wniosek?

– Bo nie ma bałaganu. Moich braci nie można było nauczyć porządku. Rzucali 

swoje rzeczy, gdzie popadło.

– Gdyby nikt po nich nie sprzątał, prędzej czy później nauczyliby się porządku.

– Wątpię.

Justin  zgasił  górne  światło i zapalił nocną  lampkę.  Czekali,  żeby  niemowlę 

background image

zasnęło. Ale dziewczynka patrzyła na nich jakby z wyrzutem. Rączki zacisnęła w 

piąstki, jakby im groziła.

– Czeka na kolejny punkt programu – orzekł Justin. – Może przeczytać jej 

bajkę?

– Jest za mała, żeby docenić literaturę.

– Pewnie śpiewano jej kołysanki.

– To bardziej prawdopodobne. Proszę, śpiewaj.

– Ja? – spytał Justin przerażony. – Nie umiem.

Laura popatrzyła na niego znacząco. Justin zaczerwienił się.

– Słychać mnie przez ścianę?

– Tak. Masz ładny głos.

– Dziękuję. Czemu ona nie zasypia?

Niemowlę   ziewnęło,   jego   powieki   opadły,   ale   oczy   znowu   się   otworzyły. 

Nieszczęśliwa mina wróżyła, że za chwilę z oczu tryśnie fontanna.

– Pewnie boi się nieznanego otoczenia. Położę się koło niej.

– Laura niepewnie zerknęła na sąsiada. – Jeśli pozwolisz.

– Pozwalam.

Gdy Laura położyła się koło dziecka, z malutkiej twarzyczki zniknął wyraz 

gniewu.

– Nic nie rozumiem – szepnęła Laura sennym głosem. – Czy ten osesek jeszcze 

na coś czeka?

Oczy jej się kleiły. Rozbawiony Justin pomyślał, że Morfeusz pomylił się i 

zsyła sen na niewłaściwą osobę.

– Ja też nie rozumiem – rzekł, chociaż wiedział, że Laura go nie słyszy.

Zasnęła   momentalnie.   Wyglądała   bardzo   mizernie.   Justin   postanowił,   że 

nazajutrz   solidnie   nakarmi   obie   sublokatorki.   Dla   mniejszej   będzie   mleko,   dla 

większej mięso, frytki, tuczący deser. Sąsiadka potrzebowała dużo kalorii.

background image

Niemowlę   wciąż   nie   spało,   tylko   poważnie   patrzyło   na   Justina   oczami   jak 

bławatki. Justin poczuł ból w sercu. Odwrócił wzrok.

Tłumaczył sobie, że wszystkie dzieci wyglądają podobnie. Lecz oczy tej istotki 

mają identyczny kolor... jeśli go pamięć nie myli.

Miał cztery latka, gdy urodził się brat.

Od   tamtego   czasu   rzadko   zbliżał   się   do   niemowląt.   Celowo   unikał   małych 

dzieci. Lecz teraz nie mógł obojętnie stać z boku i pozwolić, by Pat zajęły się 

nieodpowiednie osoby. Tym bardziej, że niemowlę ma oczy Bena. Przypomniały 

mu się dni, gdy zajmował się bratem – karmił go, przewijał, mył. Jego pięcioletnie 

serce bardzo pragnęło, by braciszek był szczęśliwy i uśmiechnięty.

Zamknął   oczy.  To   było   bardzo   dawno   temu.   Ben   miałby   teraz   dwadzieścia 

siedem lat. Rzadko świadomie rozmyślał o ukochanym bracie, który na zawsze 

pozostał w jego sercu.

Nie   zdołał   go   uratować,   ale   przysiągł   sobie,   że   jeśli   w   obecnej   sprawie 

cokolwiek od niego zależy, uchroni niemowlę przed losem braciszka.

–   Kruszyno,   poszukam   twoich   rodziców   –   szepnął.   –   Jeśli   nie   są   w   stanie 

opiekować się tobą, znajdę odpowiednich ludzi, którzy cię pokochają. Obiecuję. 

Nie oddam cię do sierocińca.

Wiedział,   że   dziecko   go   nie   rozumie,   ale   Pat   uśmiechnęła   się,   jakby 

pokrzepiona jego słowami, machnęła rączką I wreszcie zasnęła.

Justin ostrożnie przykrył ją kołdrą, po czym otulił kocem Laurę.

Wyglądały jak matka i córka. Justin skrzywił się niezadowolony.

– To tylko sąsiadka i podrzucone niemowlę – mruknął. – Nie jesteśmy rodziną. 

Do nikogo nie należę.

Laura wyspała się, umyła i przebrała. Przespała dwanaście godzin bez przerwy. 

Była w wyśmienitym nastroju. Wprawdzie inaczej zaplanowała pierwszą od dawna 

background image

wolną sobotę, lecz nie miała wyboru. Nie sprzeciwiła się wyraźnie, więc niejako 

zaakceptowała   plan   Justina,   żeby   zatrzymać   niemowlę   do   czasu   zdobycia 

informacji o jego rodzicach. Nie powiedziała ani tak, ani nie.

Obudziła   się,   ponieważ   coś   ciągnęło   ją   za   włosy.   Otworzyła   jedno   oko   i 

zobaczyła gniewnie skrzywioną buzię dziecka.

W pierwszej chwili nie wiedziała, co robi w mieszkaniu sąsiada z dzieckiem, 

które podrzucono do jej sypialni. Być może Justin miał rację, ale byłoby lepiej, 

gdyby powiadomili policję. Są przecież fachowcy, którzy wiedzą, jak postępować 

w takich sytuacjach.

Laura   wychowała   się   w   ciepłej,   rodzinnej   atmosferze,   więc   z   własnego 

doświadczenia nie znała życia w rodzinie zastępczej. Może Justin ma rację? Kto 

wie?

Najlepiej ani się nie zgadzać, ani nie sprzeciwiać, tylko czekać. Dziecku przyda 

się spokój przez dwa dni. A poza tym...

Laura zaczęła coś podejrzewać.

Pat wymachiwała rączkami i starała się złapać kolorową zabawkę, dużego misia 

w zielonym kapeluszu.

Justin długo go wybierał. Spoglądał przy tym groźnie na Laurę, ale oczy mu się 

śmiały. Laurę bawiła sympatyczna, choć dziecinna strona charakteru sąsiada. Teraz 

na wspomnienie tamtej sceny uśmiechnęła się.

– Dzień dobry. Mała wygląda, jakby wcale nie tęskniła za matką – powiedziała.

Justin od rana siedział przy komputerze i zbierał informacje na temat rozwoju 

niemowląt.

– Jeśli nie zauważa nieobecności matki – oświadczył z mądrą miną – to znaczy, 

że nie ma pół roku.

– Wiedziałam to wcześniej, bo jeszcze nie siada.

– Hm, racja. Nic bliższego już nie ustalimy. Jeśli Pat normalnie się rozwija, ma 

background image

od trzech do pięciu miesięcy.

– Wychodzisz?

– Nie. Porozmawiajmy.

– O czym?

Laura usiadła naprzeciwko, pochyliła się i nabrała tchu przed zadaniem pytania, 

które   musiało   paść.   To   podejrzenie   stanowiło   główny   powód,   dla   którego   nie 

zawiadomiła policji. Zdawało się jej, że niemowlę jest z własnym ojcem.

– Wybacz, że zadam ci bardzo osobiste pytanie, ale to ważne. Czy byłeś... – 

Zakłopotana odwróciła wzrok. – Czy byłeś z kimś... mocniej związany rok, półtora 

roku temu?

– Czemu cię to interesuje?

Widocznie nie rozumiał. Musi zapytać wprost.

– Miałeś kochankę?

Justin patrzył na nią bardziej obrażony niż zakłopotany.

– A co tobie do tego?

Laura uznała, że źle prowadzi śledztwo. Niezadowolona z siebie spuściła wzrok 

i staranniej dobrała słowa.

– Nasze okna są tuż obok. Jeśli to jest twoje dziecko i matka postanowiła je 

tobie oddać, sprawa byłaby jasna. Matka Pat pomyliła okna, o co nietrudno. Czy to 

twoja córeczka?

Justin nie wahał się, chociaż pytanie go oburzyło.

– To nie jest moje dziecko.

Laura patrzyła na niego podejrzliwie.

–   Jesteś   pewien?   Pat   jest   trochę   do   ciebie   podobna...   Możesz   mieć 

stuprocentową pewność tylko wtedy, jeśli w tym okresie z nikim nie sypiałeś albo 

jeśli   twoja   partnerka   nie   zaszła   w   ciążę.   Musisz   to   wiedzieć,   a   nie   tylko 

przypuszczać.

background image

Pomyśl. Czy to mogłoby być twoje dziecko?

Justin myślał przez kilka minut. Serce biło mu mocno. Taka ewentualność nie 

była wykluczona.

– Przypuszczenie logiczne, ale to niemożliwe. Musi być inne rozwiązanie.

– Rozumiem.

Laura była zła. Czuła się tak, jakby Justin ją okłamał.

– Mam stuprocentową pewność, że nie jestem ojcem tego podrzutka.

Przez chwilę Laura przyglądała się Justinowi w milczeniu, po czym skinęła 

głową na znak, że przyjmuje jego oświadczenie.

– Szkoda. – Westchnęła. – Pat jest taka podobna do ciebie.

Popatrz na jej włoski. Odcień trochę inny, ale też się podwijają, jak twoje, gdy 

długo ich nie obcinasz.

Justin automatycznie przygładził włosy. Zdziwiło go, że Laura zauważyła taki 

drobny szczegół.

– Zbieg okoliczności. Pat nie jest moją córką.

Dwa dni minęły bez większych kłopotów, ale w niedzielę wieczorem Laura 

zrobiła się nerwowa.

– Jutro muszę iść do pracy, nie mogę wziąć wolnego – powiedziała zasępiona. – 

Czemu   oni   nie   dzwonią?   Czy   liczą,   że   zatrzymamy   ich   dziecko   na   zawsze?   – 

Nerwowo splatała i rozplatała palce. – Musimy zawiadomić policję. Nie ma innego 

wyjścia. Rodzice nie zgłosili się, nie nawiązali kontaktu.

– Nie martw się na zapas – rzekł Justin. – Przełożę jutrzejsze spotkania na inny 

dzień i zostanę w domu. Zapomniałaś o deserze.

Laura popatrzyła na lody czekoladowe.

–  Nie powinnam tego  jeść  – mruknęła.  – Chcesz  mnie  utuczyć? Wiem, ile 

lodów i czekolady można tygodniowo bezkarnie zjeść. Ty stale tak się odżywiasz? 

background image

Niemożliwe. Inaczej twój ukochany motor dawno by się rozleciał.

– Nie jest „ukochany” – powiedział oburzony Justin.

– Czyżby? To czemu obwiesiłeś go ozdóbkami? I lśni z daleka. Myjesz go i 

pucujesz chyba co drugi dzień. Popisujesz się nim.

– Przyznaję, że go lubię. – Justin uśmiechnął się szelmowsko. – A ty przyznaj 

się, że chciałabyś sprawdzić, jak smakuje szybka jazda.

– Wcale nie. Spróbowałam tej przyjemności jeden raz. Na motorowerze brata. 

Starczy mi do końca życia. To była mała maszyna, nie takie monstrum.

– Czyli moped?

–   Jak   zwał,   tak   zwał.   Według   mnie   to   był   motorower.   Miał   dwa   koła, 

kierownicę i silnik. Wzbudzał zachwyt wszystkich wyrostków.

Justin poważnie spojrzał na dziecko.

– Pat, kiedyś powiem ci, jaka jest różnica między motorowerem a mopedem. 

Dziewczynki też powinny lubić motory.

– Zerknął na Laurę. – Co się stało z mopedem twojego brata?

Przetrwał w całości twoją jazdę?

– Oczywiście. Brat powiedział, że mam coś przekręcić, żeby coś tam włączyć. 

Wsiadłam, zrobiłam, co kazał, a to diabelstwo poleciało jak rakieta kosmiczna. 

Sunęło na jednym kole! Nie masz pojęcia, jak się przeraziłam. Wrzeszczałam, żeby 

brat mnie ratował.

Justin pochylił się nad dzieckiem, starając się zdusić gwałtowny atak śmiechu. 

Nie udało mu się.

– Bardzo zabawne, co? Trochę trwało, zanim brat mnie posłuchał, bo najpierw 

musiał pozbierać się z ziemi.

– Powinnaś krzyczeć, żeby ratował motor. To by go bardziej zmobilizowało.

– Wiem. On ma bzika na punkcie motorów. Ta machina miała nawet imię. Brat 

wciąż mi wypomina, że boleśnie ją zraniłam. Przedmiot! Pewnie nigdy mi nie 

background image

wybaczy.

–   Dla   mężczyzny   motor   nie   jest   przedmiotem.   Stosunek   do   urządzeń 

mechanicznych   buduje   największą   przepaść   między   kobietami   i   mężczyznami. 

Kobiety   nic   nie   rozumieją.   –   Justin   udawał,   że   nie   widzi   irytacji   Laury.   – 

Człowiekowi byłoby z wami łatwiej, gdybyście rozumiały cokolwiek, co wiąże się 

z działaniem mechanizmów albo z grą w piłkę nożną.

– Z nami byłoby łatwiej? – Laura uderzyła go w rękę. – Próbujesz wyprowadzić 

mnie z równowagi, prawda?

– Myślałem, że jesteś do tego przyzwyczajona. Ten twój brat...

–  Teraz   jest   mechanikiem   samochodowym   i   dba   o   mój   wóz.   Naprawia   go 

rzekomo   za   darmo,   ale   muszę   wysłuchiwać,   jak   swoim   współpracownikom 

opowiada ubarwioną wersję mojej przygody z motorowerem. Uważa, że to uczciwa 

wymiana, ale ja jestem innego zdania.

– Biedna Laura.

– Uwierzyłabym w szczere współczucie, gdybyś nie szczerzył zębów. Masz 

brata z ostrym językiem albo siostrę, którą dręczysz?

Pytanie   sprawiło   mu   przykrość.   Nawet   po   dwudziestu   pięciu   latach 

wspomnienia bolały.

– Miałem tylko brata, ale zmarł dawno temu.

– Och, bardzo mi przykro.

Justin nie chciał współczucia. Przesunął swoje nietknięte lody w stronę Laury i 

zapytał:

– Ilu masz braci?

– Dwóch. Pasowałbyś do nich. Ten drugi też wariuje na punkcie samochodów i 

piłki nożnej. Prowadzi sklep sportowy.

– A co opowiada o swojej siostrzyczce?

Laura wzdrygnęła się i machinalnie zabrała do lodów.

background image

– Uczono cię biologii, więc wiesz, że są miłe i niemiłe zwierzęta, robactwo, 

żaby, węże. Ten drugi braciszek opowiada, jak to musiał się mną zająć i żeby nie 

psuć sobie zabawy, zamknął mnie w pokoju, a pod drzwiami postawił pudło z 

pająkami.

– Miałaś fascynujące dzieciństwo.

– Na szczęście zostałam pomszczona, bo obaj mają synów.

– A bratankowie dostają od cioci zabawki, które robią dużo hałasu.

– Skąd wiesz? Chłopcy bardzo mnie kochają. Rzeczywiście, Gavin ostatnio 

dostał bębenek.

–   Co   zrobisz,   jeśli   te   potwory   będą   miały   siostry?   Opracowałaś   jakiś   plan 

ochrony niewinnych bratanic?

– Oczywiście. Zagrożę chłopcom, że jeśli nie będą traktować sióstr z czcią 

należną   damom,   będą   musieli   pożegnać   się   z   wymarzonymi   prezentami.   – 

Zdumiona popatrzyła na czarkę. – Och, zjadłam twoje lody!

–   Bardzo   dobrze.   Nie   mogę   pozwolić,   żebyś   sterczącymi   żebrami   zrobiła 

krzywdę niewinnej, małej damie.

Justin   podał   jej   śpiące   niemowlę,   a   Laura   przesunęła   dłonią   po   klatce 

piersiowej, jakby sprawdzała, czy żebrami nie ukłuje dziecka.

– Jeśli sam nie zauważyłeś, to cię informuję, że teraz bardzo szczupła sylwetka 

jest najmodniejsza – powiedziała na swoją obronę.

Nieoczekiwanie Justin pocałował ją w usta, po czym wstał i z obojętną miną 

zajął się sprzątaniem.

– Na twoich wargach zostało trochę lodów i chciałem sprawdzić, jak smakują.

Pocałował   ją   tak   samo   obojętnie,   jak   całował   dziecko,   lecz   hormony   nie 

zorientowały się i ruszyły do akcji. Laura irytowała się, że reaguje jak typowa 

kobieta. Czyli niemądrze! Pozwala, żeby przelotny całus zburzył spokój jej ducha.

background image

Oddała Justinowi niemowlę i wypchnęła oboje z kuchni. Sprzątając, starała się 

zapomnieć o pocałunku. Też pomysł!

Była chuda, więc nie  w typie  Justina. On też nie był w jej typie. Pomimo 

czekoladowych oczu.

Sprzątnęła kuchnię w rekordowym tempie. Musiała definitywnie rozmówić się 

z Justinem. Raz zręcznie uniknął dyskusji o tym, co zrobić z podrzutkiem, ale nie 

mogli dłużej odkładać ostatecznej decyzji.

Zajrzała do łazienki. Justin klęczał koło wanny i był mokry od głowy do pasa.

– Jak sobie radzisz?

–   Świetnie,   ale   przyszłaś   w   samą   porę.   Weź   ręcznik,   żebym   mógł   skrzata 

położyć.

Laura rozłożyła ręcznik, a Justin sprawnie wyjął Pat i okrył ręcznikiem.

– Widzisz? Gdy ją natychmiast zawinąć, nie płacze. Nabieram wprawy, uczę 

się.

– Będziesz wzorowym ojcem z poradnika dla młodych rodziców.

Justin spojrzał takim wzrokiem, jakby zaproponowała, żeby oddał motor na 

złom.

– Nie będę.

Położyli niemowlę spać i wtedy Laura zaatakowała ponownie.

– Wracając do przerwanej rozmowy... Jutro zostaniesz w domu, a co pojutrze? 

Tak dalej być nie może. Zaczną się problemy.

– Poczekajmy – upierał się Justin. – Rodzice przecież zostawili dziecko pod 

naszą opieką, prawda? Jeszcze dwa, trzy dni, potem zawiadomimy, kogo trzeba. 

Nie możemy zrzucać na innych odpowiedzialności za Pat.

Laura zrozumiała, że nic więcej nie osiągnie. Westchnęła i pomyślała o innym 

rozwiązaniu.

– Wiesz co, zaangażujmy detektywa. Jeśli matka nie zgłosi się sama, wytropimy 

background image

ją i zażądamy wyjaśnień.

– Nie ma żadnych poszlak.

– Od tego są eksperci. Dla takiego nawet metka na koszulce jest poszlaką. Na 

szybie albo framudze powinny być odciski palców. Jutro się tym zajmę. Ta mała 

musi mieć rodzinę.

– Dobrze – zgodził się Justin po chwili przykrego milczenia. – Jeżeli nic się nie 

zdarzy, zatrudnimy fachowca.

background image

Rozdział 4

W ciągu dnia Pat spała nawet przez pięć godzin, natomiast w nocy budziła się 

po godzinie lub dwóch, ale kiedy pełnili dyżury na zmianę, nie było to szczególnie 

uciążliwe.

W niedzielę wieczorem Justin zadecydował, że Laura musi wypocząć przed 

kolejnym tygodniem wytężonej pracy. Gdy został sam, opiekowanie się oseskiem 

przestało   być   łatwe   i   przyjemne.   Laura   miała   poczucie   humoru,   które   nie 

opuszczało jej nawet w środku nocy. Jej sarkazm czasem dopiekał do żywego, ale 

warto było pocierpieć.

O   czwartej   rano   Justin   zrezygnował   z   uśpienia   dziecka.   Oboje   męczyli   się, 

ponieważ jesienna noc była gorąca jak w środku lata.

– Nocny marku, idziemy na spacer. Zobaczysz, co mamy na podwórku, a ja 

sprawdzę, czy huśtanie działa na ciebie usypiająco.

Było bardzo ciepło, więc Justin włożył tylko spodnie, ale niemowlę ubrał na 

cebulkę.

W ciemnościach Pat natychmiast przestała płakać. Justin bał się potknąć, więc 

ostrożnie zszedł po schodach i wyszedł na wewnętrzny dziedziniec.

– Czy ty wiesz, że jesteś bardzo podobna do mojego brata?

– zagadnął, siadając na huśtawce. – Ben też miał kłopoty ze spaniem. Często się 

budził, a ja nie wiedziałem, czy czegoś chce, czy coś mu dolega. Miałem niecałe 

pięć lat, a on sporo ważył, więc trudno mi było go dźwigać. Na pewno chciał, 

żebym go nosił. Ty też to lubisz, prawda?

Odepchnął się nogą, rozhuśtał i oddał wspomnieniom. Nie mógł długo nosić 

Bena, więc zwykle siedział z nim na podłodze, głaskał po główce i kołysał. Czasem 

pomagało,   Ben   uspokajał   się   i   nawet   uśmiechał.   Kiedy   indziej   krzyczał   coraz 

background image

głośniej, robił się purpurowy, drobne ciałko dygotało, a starszy brat nie wiedział, 

jak temu zaradzić.

Justin zacisnął pięści na wspomnienie dnia, w którym zabrano ich od ojca. W 

domu Ben był bardzo niespokojny, często głośno płakał, nawet krzyczał. Podczas 

pierwszej nocy poza domem co jakiś czas popłakiwał, ale uspokajał się, gdy Justin 

trzymał go za rączkę.

Następnego dnia zabrano Bena rzekomo do lekarza i Justin nigdy więcej go nie 

widział.

Mocniej przytulił podrzutka. Miarowy ruch huśtawki podziałał i Pat usnęła, 

ufnie przytulona do piersi opiekuna.

–  Przysięgam,  że  próbowałem  odnaleźć  braciszka  –  szepnął  Justin.  –  Przez 

kilka   miesięcy   strasznie   się   awanturowałem.   Potem   kilka   razy   uciekałem, 

wymykałem się na poszukiwania, bo naiwnie sądziłem, że sam go znajdę. Nic nie 

pomogło.   Nie   powiedziano   mi,   co   się   z   nim   stało.   Dopiero   wiele   lat   później 

dowiedziałem się, że gdy nas rozdzielono, Ben był już poważnie chory i wkrótce 

umarł.

Justin długo siedział, patrząc na niemowlę i wspominając swoje nieszczęśliwe 

dzieciństwo. Zatopiony w myślach, zapomniał się odpychać i huśtawka zatrzymała 

się. Justin wrócił do teraźniejszości.

– Ciekawe, moja mała, czy obudzisz się, gdy położę cię do łóżka. Lepiej nie, bo 

chętnie bym się przespał.

Zadowolony, wszedł na trzecie piętro, ale wtedy okazało się, że jednak się nie 

położy. Bezradnie oparł się o drzwi.

– Gdzie ja mam głowę?

Odgłos pukania zakłócił niespokojny sen. Laura usiadła zdezorientowana, ale 

po sekundzie wyskoczyła z łóżka jak z procy i pobiegła do drzwi. Stukanie o tej 

background image

porze oznacza, że dziecku stało się coś złego.

Miała wyrzuty, że zostawiła Justina samego, uwierzyła mu jednak, że sobie 

poradzi. Kazał jej porządnie się wyspać i nabrać sił na cały tydzień. Poza tym 

słusznie zauważył, że oboje mają tyle samo doświadczenia i kwalifikacji.

Na pewno stało się coś złego. To jedyny powód pobudki o tej porze.

– Co się dzieje? – zawołała, nim otworzyła drzwi. – W nocy słyszałam płacz, 

ale od jakiegoś czasu było cicho.

Przyjrzała się niemowlęciu. Nie jest zakrwawione, śpi spokojnie, czyli całe i 

zdrowe.

Justin uśmiechnął się zawstydzony.

– Nie chodzi o małą. Nie mogę wejść do mieszkania.

– Dlaczego?

Justin wzruszył ramionami.

– Było gorąco i duszno, Pat nie chciała usnąć, więc wyszedłem na spacer.

– A klucze zostawiłeś w domu?

--Tak.

Laura szerzej otworzyła drzwi. Była zadowolona, że trochę posprzątała i pokój 

nie wyglądał już jak po włamaniu.

Pomyślała, że Justinowi bardzo do twarzy z dzieckiem na ręku. Szczególnie 

teraz. Pachnie mlekiem i zasypką, ma senne oczy, jest w samych spodniach, boso.

Podobał się jej jak nigdy.

Natychmiast zdenerwowała się z powodu tych myśli.

– Zadzwonisz po ślusarza?

–   Nie.   Zostawiłem   otwarte   okno,   więc   z   twojej   sypialni   przejdę   do   mojej. 

Przepraszam, że cię zbudziłem. Mogę zostawić Pat i iść po klucze?

Laura zaprowadziła go do sypialni.

– Oczywiście. Nie masz za co przepraszać, bo i tak niedługo zadzwoni budzik. 

background image

Po szóstej przyjedzie mój brat, żeby sprawdzić, dlaczego moje auto miewa humory.

Justin   ostrożnie   ułożył   niemowlę   między   dwoma   poduszkami,   wszedł   na 

parapet i stamtąd surowo popatrzył na Laurę.

– Masz idiotyczne godziny pracy.

– Wiem, ale jestem nowa, muszę się wykazać.

Justin burknął coś niezrozumiałego i zniknął.

Niemowlę było spocone, więc Laura zdjęła jeden sweterek i rozpięła drugi.

– Jak beze mnie przetrwacie cały dzień? – szepnęła. – Bardzo mi przykro, że 

muszę cię opuścić, ale jeśli mam być szczera, Justin lepiej sobie radzi, bo jest 

odważny, a ja boję się, że podczas ubierania złamię ci rączkę lub nóżkę.

Pat otworzyła oczy.

– Och, przepraszam, że cię obudziłam. – Laura podała jej palec do potrzymania. 

–   Chyba   jednak   zadzwonię   do   bratowych.   One   są   doświadczone   i   wiedzą,   jak 

postępować z oseskiem.

–   Bez   ich   doświadczenia   też   świetnie   sobie   radzimy.   –   Justin   zeskoczył   z 

parapetu. – Wtajemniczanie wszystkich krewnych i znajomych tylko napyta nam 

biedy. A jeśli dopisze nam szczęście, sprawa sama się rozwiąże.

– Masz trudności z używaniem drzwi? Zacięły się?

– Nie, ale tą drogą jest szybciej.

– Zapomniałam, że dla szalonego motocyklisty prędkość jest najważniejsza.

Justin usiadł na łóżku i zaczął robić komiczne miny.

– Co będzie, jeśli okaże się, że rodzice Pat chcą, żebyś wzięła ich dziecko na 

wychowanie?

– To niemożliwe!

Na twarzy Justina malował się niepokój.

– Ale przypuśćmy. Co wtedy zrobisz?

– Coś takiego absolutnie nie wchodzi w grę. Nie mogę podjąć się opieki nad 

background image

cudzym dzieckiem.

– A chciałabyś mieć własne?

–   Nie.   Tak.   To   znaczy,   nie   planowałam.  Ale   jeśli   spotkam   odpowiedniego 

mężczyznę, kto wie? Na pewno nie chciałabym zostać samotną matką podrzutka.

– Przewidujesz założenie rodziny?

–   Tak.   Wychowałam   się   w   dobrej,   zżytej   rodzinie.   Bracia   okropnie   mi 

dokuczali, ale mimo to ich kocham. A ty?

– Z nikim nie mam kontaktu.

– Chcesz się ożenić, mieć dzieci?

Justin pochylił głowę.

– Nie przewiduję takiego scenariusza.

– Bo rodzinne obowiązki nie pasują do twojego stylu życia?

– Powiedzmy. – Wstał i wziął Pat na ręce. – Życzę owocnej pracy.

Laura zaczęła gorączkowo szukać pióra i kartki.

– Zaczekaj. O, proszę. Mój telefon służbowy. W razie czego daj mi znać.

Justin niedbale wsunął kartkę do kieszeni.

– Dobrze.

Naraz rozległ się dzwonek przy drzwiach.

– Dlaczego drzwi są otwarte? – zawołał męski głos. – Trzpiotko, nie wolno 

zostawiać otwartych drzwi.

– O, do licha! – zaklęła Laura.

Spojrzała na Justina i dziecko. Gdzie ich schować? W szafie? Pod łóżkiem? Za 

zasłoną?

– Zapomniałem o czapce niewidce – szepnął Justin.

Laura pogroziła mu pięścią.

– Nie lubię, kiedy to robisz.

– Co takiego? – spytał z niewinną miną.

background image

– Czytasz w moich myślach i naśmiewasz się ze mnie.

– Patrzyłaś na mnie tak, jakbym był wstrętnym insektem.

O co chodzi? Nadopiekuńczy brat będzie bronić cnoty siostry? Mam włożyć 

rękawice bokserskie?

W przedpokoju rozległy się kroki.

– Jeszcze śpisz?

Laura   pobiegła   do   drzwi.   Uświadomiła   sobie,   że   uniknie   złośliwych 

komentarzy, gdy porozmawia z bratem w przedpokoju. Nie będzie krępujących 

pytań, a potem odpowiednio ubarwionych opowieści o mężczyźnie z dzieckiem w 

jej sypialni.

Steve nadopiekuńczy? Nie. Ale gorliwy swat. Trzeba zapobiec spotkaniu brata z 

sąsiadem.   W   przeciwnym   razie   Justin   niezwłocznie   zostanie   zaproszony   na 

niedzielny obiad. Nawet nie zdąży otworzyć ust, żeby powiedzieć Steve’owi, że 

rodzinne obiady nie pasują do stylu życia motocyklisty.

Z rozpędu wpadła na brata.

– Stój! – Steve chwycił ją za rękę i przytrzymał. – Dlaczego jeszcze nie jesteś 

ubrana? Umówiliśmy się przecież, że skoro świt naprawię ci auto.

Laura pomyślała ze złością, że niski wzrost ma kilka poważnych minusów. Po 

pierwsze, wąskimi plecami niewiele daje się zasłonić, a po drugie, prawie każdy 

może spojrzeć ponad głową niskiej osoby. Od razu zauważyła, że Steve szeroko 

otwartymi   oczami   patrzy   w   stronę   sypialni.   Jego   zdumienia   nie   wywołała 

rozrzucona pościel i ogólny bałagan, lecz półnagi mężczyzna siedzący na łóżku.

Laura odsunęła się i zrezygnowana powiedziała:

– Witam, braciszku.

– Dzień dobry – odezwał się Justin. – Jestem Justin Bane, sąsiad zza ściany.

Steve zmrużył oczy i zmarszczył czoło.

– Dużo o panu słyszałem. Siostra opowiada o sąsiadach.

background image

Tylko tego brakowało!

Laura   zazgrzytała   zębami.   Wcale   dużo   nie   mówiła,   jedynie   wspomniała   o 

Justinie, ponieważ bracia zachwycali się jego motorem.

Dlaczego Steve mówi takim tonem? Daje Justinowi do zrozumienia, że jego 

siostra zachowuje się jak zakochana pensjonarka.

Steve zobaczył jej wściekłe spojrzenie i uśmiechnął się od ucha do ucha, a 

nawet szerzej. No tak, już swata. Robi to z premedytacją.

– Jestem Steve – przedstawił się. – Ukochany brat pańskiej sąsiadki i jej czuły 

opiekun. Zdolny naprawiacz samochodów oraz pralek.

Justin wstał i wtedy Steve zobaczył dziecko.

– Wzruszająca rodzinna scenka. – Bezceremonialnie szturchnął siostrę. – Nie 

wiedziałem, że jesteś macochą. Od jak dawna trwa ta idylla?

– Nie jestem macochą. I nic nie trwa. Dziecko zostało...

– Zostałem sam z dzieckiem – pospiesznie wtrącił się Justin.

– Potrzebowałem pomocy i życzliwa sąsiadka mnie wsparła.

– On nie jest...

Usta   Justina   na   jej   ustach   uniemożliwiły   dokończenie   zdania.   Mocne 

uszczypnięcie w rękę też pomogło.

– Dziękuję za pomoc, sąsiadko. Do widzenia. – Justin odsunął się od oniemiałej 

Laury i wyciągnął rękę do Steve’a.

– Miło mi było pana poznać. – Przy drzwiach jeszcze się odwrócił. – Jest pan 

terrorystą, który uwięził siostrę za pomocą pająków czy właścicielem motocykla 

zniszczonego podczas jazdy nowicjuszki?

Steve głośno sapnął.

– To był moped, moja ukochana Suzy. Trzy zadraśnięcia i wgniecenie.

– Ja przez tydzień utykałam na obie nogi, a ten po tylu latach wciąż opłakuje 

niewidoczne rysy na motorze.

background image

Obaj   mężczyźni   wymienili   porozumiewawcze   spojrzenia,   a   Laura   od   razu 

zrozumiała, że znalazła się na straconej pozycji.

– Bądź grzeczna. – Pocałowała Pat. – Do zobaczenia wieczorem.

– Chyba dożyjemy. – Justin ujął rączkę dziecka i pomachał na pożegnanie. – 

Moja córeczka już umie robić pa, pa.

Wyszedł, czule przemawiając do „córeczki”. Steve objął siostrę i ucałował.

– Ubierz się i idziemy. Ja naprawię samochód, a ty opowiesz mi o nowym 

adoratorze i jego dziecku.

Laura wypchnęła go z sypialni i zatrzasnęła drzwi.

– Możesz ukryć się w mysiej dziurze, ale to na nic – zawołał Steve. – Złożyłem 

przysięgę, że będę donosił mamie o twoich romantycznych przygodach. Jestem 

pewien,   że   bardzo   zainteresuje   się   gotową   wnuczką.   Będzie   miała   okazję 

powtórzyć uwagi o tym, że każde dziecko potrzebuje brata lub siostry.

Laura była zirytowana, więc ubrała się błyskawicznie.

Steve leżał na kanapie, bawił się pilotem i bezmyślnie przeskakiwał z kanału na 

kanał. Laura stanęła przed telewizorem i skrzyżowała ręce na piersiach.

– Justin jest tylko i wyłącznie moim sąsiadem – oświadczyła. – Wiesz, że nie 

lubię, gdy zawstydzasz mnie w obecności znajomych.

–   Przepraszam.   –   Szeroki   uśmiech   wcale   nie   był   przepraszający.   – 

Przyzwyczajenie jest drugą naturą. Na swoją obronę powiem tylko, że ten pan 

wcale nie pocałował cię tak, jakby był zwykłym sąsiadem.

– Ale nim jest.

Laura odwróciła się i ruszyła do drzwi.

– A ta mała?

– Nie jest jego córką. – Odpowiedziała dopiero na półpiętrze, gdy była pewna, 

że Justin nie zjawi się, by znowu zamknąć jej usta pocałunkiem.

Steve postawił torbę z narzędziami koło samochodu siostry.

background image

– Więc czemu mówił, że to jego dziecko?

– Ze strachu, że polecisz z donosem na policję.

Steve gwałtownie wyprostował się i uderzył głową o maskę.

– Jasny gwint! Powtórz, co powiedziałaś. Czy on porwał niemowlę?

Laura   opowiedziała   całą   historię   ze   szczegółami,   umiejętnie   podsycając 

napięcie. Uważała, że brat musi zapracować na to, by usłyszeć całość. Dlatego 

przerywała, gdy absurdalność wydarzeń wprawiała Stevea w osłupienie i zastygał 

w bezruchu.

Steve uważnie oglądał silnik, od czasu do czasu gładząc się po głowie brudną 

ręką i zostawiając na jasnych włosach ciemne smugi.

– Ośmielę się rzec, że rozumowanie Justina jest logiczne.

Nie macie innego wyjścia. Musicie czekać na rodziców.

Laura wzniosła oczy ku niebu.

–   Trzymasz   jego   stronę,   bo   okazał   ci   współczucie   z   powodu   podrapanego 

motoru.

– Wcale nie. – Steve pochylił się nad silnikiem, więc jego słowa docierały do 

Laury niewyraźnie. – Jeśli ktoś prosi, żebyście wzięli jego dziecko, to bierzcie. Nie 

wypada   pozbywać   się   niemowlęcia,   jeżeli   samemu   można   się   nim   zająć.   – 

Wyprostował się. – Wóz będzie ci służył, ale nie licz na to, że długo. Za tydzień 

wezmę go do warsztatu i zrobię przegląd.

– Serdecznie dziękuję. Pocałowałabym cię, ale jesteś usmarowany.

Steve   uśmiechnął   się   i   czymś,   co   kiedyś   było   ręcznikiem,   usiłował   usunąć 

przynajmniej   część   smarów   z   rąk.   Nagle   rzucił   się   do   przodu   z   rękoma 

wyciągniętymi ku twarzy siostry. Laura krzyknęła przeraźliwie, odskoczyła do tyłu 

i   byłaby   się   przewróciła,   gdyby   jej   nie   przytrzymał.   ,   –   Przepraszam   –   rzekł 

odrobinę zawstydzony. – Tylko żartowałem. Nie chciałem dotknąć czysto umytej 

twarzy ani nie chciałem, żebyś się przewróciła.

background image

Laura   westchnęła   i   z   niesmakiem   popatrzyła   na   brudną   rękę.   Ostrożnie 

podciągnęła   rękaw,   by   go   nie   ubrudzić.   Nie   miała   ochoty   zmieniać   bluzki   ani 

później zastanawiać się, czym usunąć smar.

– Zapominasz, że jesteśmy dorośli. Nie musisz znęcać się nade mną, żeby mi 

okazać braterską miłość.

– Bawiliście się w rodzinę od piątku do dziś?

– Mniej więcej – Widzę, że twój sąsiad bardzo ci się podoba.

– I co z tego? Napiszesz na murze, że go kocham? Jesteś okropny. Jak mama.

– Oboje pragniemy twojego szczęścia.

– Jestem szczęśliwa.

– Za dużo pracujesz.

Już to dziś słyszała!

–   Chcę   wyrobić   sobie   dobrą   opinię,   zdobyć   pozycję   i   zabezpieczyć   się 

finansowo. Powinieneś rozumieć, dlaczego tak bardzo mi na tym zależy.

– Bo dawniej mieliśmy za mało pieniędzy?

--Tak.

– Ale chyba przyznasz, że mimo biedy rodzice byli szczęśliwi, stworzyli udaną 

rodzinę, dobrze nas wychowali. I wiesz, że pieniądze nie dają szczęścia.

Puste słowa, pomyślała Laura z irytacją.

– Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Do widzenia.

Po raz siódmy prawa ręka chwyciła słuchawkę, ale lewa znowu interweniowała 

i słuchawka wróciła na miejsce.

Laura   pocieszała   się,   że   cisza   oznacza   brak   problemów.   Nie   rozumiała, 

dlaczego wciąż jej się wydaje, że jest potrzebna Pat i Justinowi.

Pracowała   bez   entuzjazmu,   często   spoglądała   na   zegarek   i   wzdychała.   W 

normalnym układzie o tej porze powinna już iść do domu. Co chwila słyszała kroki 

background image

zmierzające w stronę windy.

Zmusiła się, by przeczytać kolejny dokument do końca. Nowa sprawa, którą jej 

zlecono, wywoływała w niej opór.

Laura wiedziała, że nie wolno wydawać wyroków, ale ta klientka nie cofała się 

przed niczym, by uzyskać prawo do dziecka. Z jej strony była to zemsta na mężu, 

który od trzech lat sprawował opiekę nad synem. Laura zżymała się, że będzie 

reprezentować stronę, której nie wierzy, ale musiała wywiązać się z zadania.

Za   dwie   godziny   pojedzie   wreszcie   do   domu.   Do   Justina,   Pat   i   nowych 

obowiązków. Do kąpania, karmienia, prania, śpiewania kołysanek.

Przypomniała sobie, że miała zadzwonić do detektywa i skoczyła na równe 

nogi. Przecież postanowili zrobić to dzisiaj. Musi natychmiast wracać do domu, bo 

potem będzie za późno, do nikogo się nie dodzwoni.

Z ulgą i niepokojem zrobiła coś nie do pomyślenia – wyszła z pracy, gdy na 

świecie było jeszcze jasno.

Justin miał nieszczególną minę, a niemowlę buzię skrzywioną do płaczu.

– Witajcie.

Laura wyciągnęła ręce do dziecka i zdumiona uświadomiła sobie, że bardzo za 

nim tęskniła. I za Justinem. Zirytowała się, że zaczynają nią rządzić emocje. A 

przecież   nie   warto   przywiązywać   się   do   namiastki   rodziny,   do   sytuacji,   która 

potrwa zaledwie kilka dni.

– Wcześnie wróciłaś – bąknął Justin.

– Coś nie w porządku?

– Wszystko w porządku, ale mała jest markotna i marudna. Pewnie tęskniła za 

tobą.

Jakby na potwierdzenie tych słów dziecko rozpromieniło się i powitało Laurę 

pociągnięciem za włosy i potokiem niezrozumiałych dźwięków.

Laura przełknęła kluchę zawadzającą w gardle.

background image

– Na pewno poprawi ci się humor, gdy usłyszysz, że mój brat przyznał ci rację.

– W jakiej kwestii?

– Zatrzymania dziecka.

– Mówiłaś mu? – Justin nachmurzył się jeszcze bardziej.

– Jak mogłaś? Wiedziałaś, że nie chcę.

– Mam zaufanie do rodzonego brata. – Laura popatrzyła z wyrzutem. – A poza 

tym, jeśli nie robimy nic złego, nie musimy tego ukrywać.

–   Bezpieczniej   zachować   tę   sprawę   w   tajemnicy.   Najpierw   trzeba   znaleźć 

matkę.

– Widać, że brak ci bliskiej rodziny.

– To nie ma nic do rzeczy. Czemu wróciłaś wcześniej?

– Bo przypomniało mi się, że mieliśmy poszukać detektywa.

– Już znalazłem. Przyjdzie o szóstej.

– Dzwonił ktoś?

– Chodzi ci o rodziców Pat? Nie.

– Pójdę się umyć i zaraz wracam.

– A my się położymy. Ta pannica w ogóle nie chciała spać.

Chwileczkę. – Poszperał w kieszeni. – Dam ci klucz.

--Jaki?

– Do mieszkania.

– Do twojego? – spytała niemądrze.

Pierwszy raz dostała klucz do mieszkania mężczyzny. Dziwne uczucie.

– O co chodzi?

– Nie jestem przyzwyczajona do noszenia cudzych kluczy.

– A ja nie jestem przyzwyczajony do dawania moich. – Justin uśmiechnął się. – 

Więc jesteśmy kwita.

– Dziękuję. Postaram się pospieszyć.

background image

W domu pobieżnie przejrzała korespondencję. Same rachunki, nic ciekawego 

O! A to co? Jakaś złożona kartka!

background image

Rozdział 5

Wyjaśniła się tajemnica rodziców Pat!

Hokus-pokus. Wystarczyło wezwać detektywa, a zanim się zjawił, zagadka się 

rozwiązała.

Laura   usiadła   przy   stole,   włożyła   gumowe   rękawiczki   i   rozłożyła   kartkę 

szczypcami do sałaty. Odciski palców nie były potrzebne, ale na wszelki wypadek 

zachowała ostrożność, by ich nie zniszczyć.

List   zawierał   częściowe   wyjaśnienie,   a   Justin   będzie   musiał   wytłumaczyć, 

dlaczego twierdził, że nie jest ojcem podrzutka.

Ojcem ślicznej dziewczynki imieniem Jenna.

Dlaczego tak stanowczo zaprzeczał?

Laura nie rozumiała, czemu odczuwała to jako zdradę. Skąd te pretensje?

Popatrzyła w okno. Hm, poczucie zdrady bierze się stąd, że ufała sąsiadowi, 

wierzyła   jego   słowom.   Sądziła,   że   nie   należy   do   mężczyzn,   którzy   porzucają 

dziewczyny w ciąży, wypierają się ojcostwa. Niestety, pomyliła się.

Jedynym plusem jest to, że ona sama nie ma już żadnych zobowiązań. Dziecko 

jest z ojcem. Pozostaje tylko pokazać Justinowi list.

Laura ciężkim krokiem poszła do sąsiedniego mieszkania. W bawialni nikogo 

nie zastała. Weszła bez pukania do sypialni. Uważała, że ma do tego prawo. W 

końcu spędziła tu dwa dni i dwie noce. Jak potraktować kłamcę?

Winowajca spał spokojnie, z głową zwróconą ku dziecku, które z trzech stron 

zabezpieczył zrolowanymi kocami, a wzdłuż łóżka ustawił krzesła.

– Justinie – szepnęła Laura.

Gdyby   był   sam,   obudziłaby   go   głośnym   krzykiem.   Zasłużył   na   gwałtowną 

pobudkę. Przez niego jakaś kobieta zaszła w ciążę, a on się tego wypiera. Ach, ci 

background image

mężczyźni! Dlaczego są tacy nieodpowiedzialni? I okrutni?

Justin nawet nie drgnął. Jak można tak mocno zasnąć w ciągu paru minut? Czy 

to znaczy, że przez całą noc nie zmrużył oka?

Laura pomyślała, że jest bardzo podobny do Pat... do Jenny. A raczej ona do 

niego. Duże oczy, gęste rzęsy...

Gdy   zreflektowała   się,   że   patrzy   na   niego   za   długo,   westchnęła   i   zaczęła 

oglądać sufit.

Nie   pojmowała,   co   się   z   nią   dzieje.   Ogarniały   ją   podstępne   uczucia.   Była 

obrażona, miała do Justina pretensje, a mimo to chętnie położyłaby się koło niego, 

przytuliła...

– Skąd się to bierze? – szepnęła.

Zaraz obudzi wyrodnego ojca i powie, co o nim myśli.

– Śpiochu, pobudka!

Justin na moment otworzył oczy, rozejrzał się niezbyt przytomnie i schował 

głowę pod poduszkę.

– Wstawaj – powiedziała Laura znacznie głośniej. Żałowała, że nie ma odwagi 

– i siły – by zepchnąć go z łóżka.

– Musimy porozmawiać. Tajemnica wyjaśniona. Znalazłam ojca dziecka.

– Naprawdę? Jak to zrobiłaś?

Justin oparł się na łokciu i odgarnął włosy opadające na twarz, a Laurze z 

wrażenia oczy zaszły mgłą. Znowu musiała oglądać sufit.

– Porozmawiamy w pokoju obok, żeby nie przeszkadzać Jennie.

– Jennie? – Justin zerknął na niemowlę, które spało z palcem w buzi. – To jej 

imię? A już przywykłem do Pat.

Laura wyszła pierwsza. Justin zjawił się po chwili zaspany, ziewający.

– No, słucham. Gdzie ojciec dziecka? Zajmie się córką?

Chce wziąć ją do siebie?

background image

– Nie jestem pewna – odparła Laura zimno. – Mam wrażenie, że jej nie chce. 

Wypiera się.

– Wypiera się własnego dziecka? – Justin zaklął pod nosem.

– Zimny drań! Łajdak! – Zniżył głos. – Biedne maleństwo.

Jak on potrafi udawać, dziwiła się Laura.

– Justinie... Nic nie rozumiesz. Przyszedł list, z którego wynika, że miałam 

rację. Pomimo twoich zaprzeczeń okazuje się, że ty jesteś ojcem.

Justin na chwilę zaniemówił.

– Ja... ? Ona... nie jest... moją córką – wyjąkał.

– Jest.

Laura nie rozumiała, dlaczego Justin nadal wypiera się dziecka. Jenna była do 

niego podobna, zostawiono ją prawie w jego mieszkaniu, a z listu jasno wynikało, 

że on jest ojcem. Dlaczego kłamie?

– Przyniesiono ją do mnie przez pomyłkę. Matka myślała, że weszła do twojego 

mieszkania.

Justin wpadł w furię.

– Kobieto, przestań gadać od rzeczy! Mówię ci, że to nie moje dziecko. Zaszła 

jakaś pomyłka. Gdyby Pat... Jenna była moją córką, na pewno nie uchylałbym się 

od odpowiedzialności.

Laura podsunęła mu pod nos kartkę, którą wciąż trzymała szczypcami.

– Widzisz? Kartka jest do ciebie, przysłana pod dobry adres. Gdzie tu pomyłka?

Justin wyrwał jej kartkę razem ze szczypcami i oczy zrobiły mu się wielkie jak 

spodki. Wodząc palcem, żeby lepiej rozumieć słowa, ponownie przeczytał tekst:

– „Justinie! Masz córeczkę Jennę, urodzoną trzeciego czerwca. Ja nie mogę się 

nią   opiekować,   więc   ty   musisz.   Powodzenia.   Mam   nadzieję,   że   twoja   nowa 

kochanka ma trochę instynktu macierzyńskiego. Linda”. – Gniewnie spojrzał na 

Laurę. – Diabli nadali! Co to ma znaczyć?

background image

– Sam wiesz najlepiej, więc mi powiedz.

– Co mam powiedzieć?

– Prawdę.

Justin rzucił kartkę na stół i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.

– Dwie rzeczy są jasne. Po pierwsze, ta kobieta pomyliła mnie z kimś innym, a 

po drugie myśli, że my ze sobą żyjemy.

Widocznie widziała cię, gdy weszłaś do mieszkania. Pewno czekała za oknem. 

Uważała, że to mieszkanie ojca dziecka, a ty jesteś jego kochanką.

– Ja kochanką typa spod ciemnej gwiazdy?

Justin przytaknął.

– Nie jestem niczyją kochanką.

– Powiedz Lindzie...

– Kto to taki?

– Nie wiem, bo jej nie znam.

– Ale ona zna ciebie. Bardzo blisko i dobrze.

Justinowi pociemniały oczy.

–   Mam   wielką   prośbę.   Czy   mogłabyś   choć   na   krótko   przyjąć,   że   mówię 

prawdę?

Laura odsunęła się od niego, usiadła przy stole i potarła skronie.

– Dowodów pośrednich jest sporo, więc naprawdę trudno mi wierzyć twoim 

słowom. Radzę ci sprawdzić w kalendarzyku randki sprzed roku. Jennie urodziła 

się w czerwcu, więc... została poczęta  we wrześniu. Przypominasz sobie coś  z 

września?

– Nic a nic. To nie moja córka.

– Przypuszczam, że zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki i prędko zapominasz 

o kochankach. Ale powinieneś pamiętać przynajmniej te, które zachodzą w ciążę.

Justin popatrzył na nią wzrokiem, który mógłby zabić.

background image

– Dlaczego mnie atakujesz?

– Bo wypierasz się ojcostwa, chociaż jest coraz więcej dowodów. Nie lubię 

mężczyzn, którzy uciekają od rodzicielskich obowiązków.

– Aha. – Justin znowu zaklął. – Nie chcesz mi wierzyć, to nie. Ale dlaczego? Co 

takiego zrobiłem, że uważasz mnie za człowieka niegodnego zaufania?

– Słabo cię znam.

–   Spędziliśmy   razem   dwa   dni   i   dwie   noce.   Myślałem,   że   przy   tej   okazji 

poznaliśmy się... lepiej. Zapewniam cię, że nie jestem ojcem podrzutka. To inny 

mężczyzna.

– Który też ma na imię Justin i mieszka w tym domu, tak?

–   Nie   rozumiem,   dlaczego   dziecko   znalazło   się   tutaj   i   dlaczego   kartka   jest 

zaadresowana do mnie. – Wyglądał coraz groźniej. – Dziecko zostawiono u ciebie, 

nie u mnie. Jesteś pewna, że nie miałaś kochanka o moim imieniu?

Laura zignorowała absurdalne pytanie.

– Zrobisz badania genetyczne, żeby to udowodnić?

– Tylko wtedy przestaniesz mnie podejrzewać, co?

Laura widziała, że Justin jest pewien swoich racji i czuje się urażony, że ona mu 

nie   wierzy.   Czyżby   był   przekonany,   że   antykoncepcja   nigdy   nie   zawodzi? 

Otworzyła   usta,   ale   w   ostatnim   momencie   powstrzymała   się   przed   zadaniem 

niedyskretnego pytania. Nie jej sprawa, jak doszło do nieplanowanej ciąży.

– Wymieniono cię jako ojca. Test DNA da odpowiedź i będzie wiadomo, czego 

się trzymać. Nieważne, w co ja wierzę lub nie.

– Dla mnie ważne.

– Dlaczego?

– Naprawdę musisz pytać?

Przecząco pokręciła głową. Nie, nie musiała. Przez te dwa dni zdarzyło się coś 

wyjątkowego.  Wprawdzie  nie  tego  szukała  w  życiu,  ale   na  krótko  było  to  coś 

background image

szczególnego.

Justin   jeszcze   raz   uważnie   obejrzał   kartkę   informującą   o   jego   ojcostwie. 

Widocznie nieoczekiwanie olśniła go jakaś myśl, bo zagadkowo spojrzał na Laurę.

– Kartka jest zaadresowana do mnie. Zawsze otwierasz cudzą korespondencję?

Laura spiekła raka.

– Nigdy. Kartka była bez koperty, razem z tym, co do mnie przyszło. Zwykła, 

złożona kartka, którą otworzyłam bez specjalnej ciekawości. Nie jestem wścibska.

–   Powiedzmy.   Odwdzięczę   ci   się   i   powiem,   że   wątpię   w   twoją 

prawdomówność.

–   Złośliwość   aż   się   z   ciebie   wylewa.   Poczekaj,   przyniosę   coś   do   wytarcia 

podłogi.

Justin   roześmiał  się,   czym   ją   kompletnie   rozbroił.   Potem   jednak   znowu   się 

zasępił. Wstał, przemierzył pokój kilka razy, usiadł na kanapie i popatrzył przez 

okno.

– Najgorszy w tej historii jest fakt, że przytrafia się ona niewinnemu dziecku.

Laurę   ogarnęły   wątpliwości.   Uwierzyć   mu?   Gdzie   leży   prawda?  To   fatalna 

pomyłka czy bezczelne wypieranie się ojcostwa?

– Przynajmniej znamy imię delikwenta. Policji będzie łatwiej znaleźć rodziców 

dziecka albo jakichś krewnych.

– Na policję jeszcze czas.

– Justinie!

–   Myślisz,   że   to   moja   córka,   prawda?   Więc   ja   jako   rzekomy   ojciec 

postanawiam, że zatrzymujemy ją i czekamy na wyniki poszukiwań.

– Przecież twierdzisz, że to nie twoje dziecko.

–  Ale   ty   sądzisz   inaczej,   więc   zatrzymam   Jennę   do   czasu,   aż   dowiem   się 

prawdy i udowodnię swoją niewinność.

Laura uderzyła ręką w stół.

background image

– Patrzcie państwo! Rzekomo tylko kobiety są nielogiczne!

Justin obojętnie wzruszył ramionami.

– Mam nadzieję, że detektyw znajdzie odciski na kartce i na oknie. Musimy 

dojść do sedna. Matka Jenny będzie musiała zeznać, czy chciała mieć dziecko 

akurat ze mną i dlatego zatrudniła kosmitów, żeby mnie porwali. Chętnie uwierzysz 

w taką wersję, prawda? Laura wskazała list.

–   Ze   słów   matki   wynika,   że   nie   zgłosi   się   po   córkę.   Zakłada,   że   Pat, 

przepraszam   Jenna   jest   ze   swoim   ojcem.  Co  wobec  tego   nam  pozostaje?  Albo 

znaleźć krewnych dziecka, albo oddać je osobom do tego uprawnionym.

Justin zrobił taką minę, jaką już znała, ale nie doszło do ostrej wymiany zdań, 

bo w tej samej chwili rozległ się dzwonek.

Detektyw był niezbyt młody, krępy i śniady. Justin opowiedział mu całą historię 

i pokazał kartkę. Pan John Harris pobieżnie rzucił okiem na tekst, uniósł brwi i 

spojrzał na Justina.

– Czyli to pańska córka?

– Według listu.

– Chce pan, żebym odnalazł matkę?

--Tak.

Detektyw wyjął notes i pióro.

– Proszę o imię, nazwisko, adres.

– Nie znam.

Brwi detektywa niemal uciekły z wysokiego czoła.

– Nie zna pan nawet jej imienia?

--Nie.

– Hm. Więc proszę o krótki opis wyglądu. Wzrost, waga, kolor włosów, oczu.

– Nie mam pojęcia, jak ta kobieta wygląda.

Ręka detektywa zawisła w powietrzu.

background image

– Co takiego? Nie wie pan, jak wygląda matka pańskiego dziecka?

– Niestety.

– A w jakim jest wieku? Ma dwadzieścia lat, trzydzieści, czterdzieści?

– Ja nic o niej nie wiem. Jedyna informacja zawarta jest w tym liście.

Detektyw nie ukrywał niesmaku i przez resztę wizyty traktował Justina bardzo 

chłodno. Dokładnie obejrzał rzeczy niemowlęcia oraz torbę, w której były. List 

włożył do plastikowej torebki i schował do teczki. Na oknie w sypialni znalazł tyle 

śladów,   że   Laura   ze   wstydu   chętnie   zapadłaby   się   pod   ziemię.   Nie   trzeba   być 

detektywem, by zauważyć, że okno myto dawno temu. Dokładnie przed sześcioma 

miesiącami.

–   Kolega,   który   pracuje   na   posterunku,   pomoże   mi   sprawdzić,   czy   mają 

podobne ślady. Przyjdę do państwa jutro. – Detektyw zmierzył Justina krytycznym 

wzrokiem. – Dobrze byłoby sprawdzić DNA albo przynajmniej grupę krwi. Żeby 

ewentualnie udowodnić, że pan nie jest ojcem.

Obrażony Justin milczał. Nie sprostował przypuszczenia, że autorka listu wie, 

co   robi,   wskazując   go   jako   ojca   swego   dziecka.   Nie   pozwolił   też   Laurze,   by 

cokolwiek wyjaśniła. Było mu obojętne, co detektyw myśli, a chodziło jedynie o 

to, żeby nie oddać Jenny.

Laura zamknęła drzwi za detektywem i odwróciła się do Justina czerwona z 

gniewu.

–   Starałam  się   być   uprzejma,  ale   co   on  sobie   myśli?   –   wybuchła.  –   Jakim 

prawem   jest   napastliwy   w   stosunku   do   ciebie?   Kim   on   jest?   Strażnikiem 

moralności? Nic nie wie o okolicznościach, a pochopnie wyciągnął wniosek, że 

jesteś kobieciarzem, który sypia z kim popadnie i nie pamięta imion tych kobiet.

– On wyciągnął jakieś wnioski? – łagodnie zapytał Justin. – Nie denerwuj się. 

Wiem, że wszystko na mnie wskazuje. Boli mnie twój brak zaufania, ale zdaję 

background image

sobie sprawę, że trudno uwierzyć w moje zapewnienia. Nie przejmuj się moimi 

uczuciami. Naprawdę jest mi obojętne, co ten człowiek o mnie myśli.

Powiedział to takim tonem, że Laura zrozumiała podtekst. To jej opinia była 

ważna.

– Przepraszam cię. – Spuściła wzrok. – Wierzę, że nie jesteś ojcem Jenny.

– Ale zastanawiasz się, czy się nie mylę, prawda?

Skinęła potakująco.

– W tym sęk. Przepraszam.

– Nie przejmuj się.

Powoli uniosła głowę i spojrzała na niego.

–   Najlepiej   nie   przejmować   się   drobiazgami.   Jedyne,   co   nam   pozostaje,   to 

czekać, aż detektyw znajdzie Lindę. Tylko jak będą wyglądać następne dni? Co z 

twoją   pracą?   Dzisiejsze   spotkania   odwołałeś,   ale   jutrzejszych   chyba   już   nie 

możesz?

– Mam nienormowany czas pracy i w zasadzie sam ustalam godziny. Znajdę 

jakieś rozwiązanie. Przełożę spotkania, poproszę o zastępstwo albo wezmę Jennę 

ze sobą.

Ona w ciągu dnia dużo śpi. – Westchnął. – Szkoda, że nie w nocy.

Laura przeszła do kuchni. Justin uśmiechnął się, widząc, że czuje się w jego 

mieszkaniu swobodnie. Było mu miło, chociaż ostrzegawczy głos przypominał, że 

to niebezpieczne.

Laura otworzyła lodówkę.

–  Tym razem ja   coś  ugotuję,  chociaż  nie  mam  się  czym  popisywać.  Gdzie 

pracujesz? Powiedziałeś tylko, że jesteś logopedą.

–   Prowadzę   ośrodek   dla   dzieci   z   wadami   wymowy.   Przychodzą   do   nas   po 

pomoc, jakiej nie zapewnia im szkoła.

Wyraz niedowierzania na twarzy Laury rozbawił go.

background image

– Według ciebie taka praca nie pasuje do szalonego motocyklisty, prawda?

– Już sama nie wiem. Może pasuje, może nie. Na pewno dzieci cię podziwiają. 

Jak doszło do tego, że otworzyłeś taki ośrodek?

– Gdy miałem dwadzieścia lat, zaangażowano mnie do filmu... do kiepskiego 

serialu. Na szczęście udało mi się zachować rozsądek i w odpowiedniej chwili 

zrezygnować. Zarobiłem tyle, że starczyło na studia i na sfinansowanie ośrodka.

Jak dotąd, mamy niezłe osiągnięcia. Dla mnie to stała praca, dla dzieci stała 

pomoc.

– Wydałeś wszystkie pieniądze na cele dobroczynne? Nie chciałeś kupić stu 

motorów albo pałacu?

– No, trochę sobie zostawiłem. – Justin uśmiechnął się. – Nie potrafię jeździć 

na stu motocyklach jednocześnie.

– Dlaczego wybrałeś taki zawód? Czy jako dziecko miałeś podobne problemy?

– Takie przypuszczenie samo się nasuwa, prawda?

Laura poczuła się dziwnie zakłopotana, przerwała krojenie cebuli i spod rzęs 

zerknęła na Justina.

Wyglądała uroczo.

Pokusa   była   zbyt   silna.   Justin   odebrał   Laurze   nóż   i   odwrócił   ją   ku   sobie. 

Zdumiała się, ale nie sprzeciwiła, a nawet z własnej inicjatywy objęła go za szyję.

Bardzo dobrze.

Justin uważał, że jest mu winna pocałunek, a takie długi lubił odbierać.

Pocałunek   był   delikatny   jak   pierwsza   zimowa   śnieżynka,   ale   ciepły.   Laura 

miała   wrażenie,   że   właśnie   na   to   czekała   od   dawna.   Justin   uśmiechnął   się 

uwodzicielsko i pocałował ją jeszcze raz. Tym razem mniej delikatnie, ale czulej.

Laura dziwiła się własnym odczuciom. Czuje się bezpieczna, całując sąsiada? 

Przecież to ryzyko! Na co ona sobie pozwala?

background image

Odsunęła się gwałtownie. Justin popatrzył na nią pytająco.

– Oboje jesteśmy zmęczeni – wykrztusiła schrypniętym głosem.

To niczego nie wyjaśniało. Tym bardziej że nadal obejmowała Justina. Justin 

milczał.

– Nie doszłoby do tego, gdybyśmy nie byli zmęczeni i spięci – dodała.

– Masz rację. – Justin delikatnie oparł jej głowę na swojej piersi. – Gdy jestem 

zmęczony,   zwykle   szukam   jakiejś   przepracowanej   pani   adwokat,   bo   tylko   taki 

pocałunek ma lecznicze działanie.

Laura czuła się dziwnie osłabiona. Nie miała siły unieść głowy.

– Pocałuj mnie, żeby się zagoiło – poprosił Justin. – Dzieci wiedzą, co najlepiej 

pomaga.

– Mają wrodzony instynkt.

Wreszcie uniosła głowę.

– Lubię instynkty – szepnął Justin.

Czy jego twarz jest znowu bliżej? Laura zmrużyła oczy, by to ocenić. Odległość 

dwudziestu   centymetrów   zmniejszyła   się   do   dwóch.   Dopiero   teraz,   z   bliska, 

zobaczyła,   że   w   ciemnych   oczach   Justina   połyskują   złote   płatki.   To   bardzo 

niebezpieczne oczy, pomyślała. Jak jeziora, w których kobieta pragnie zanurzyć się 

na długo, może na zawsze.

– Naprawdę?

Czyżby ona to powiedziała, a raczej wyszeptała? Niemożliwe!

– Instynkty prowadzą do ciekawych sytuacji.

– Na przykład można zostać ojcem.

– Owszem. – Justin objął ją mocniej. – Czemu upinasz włosy?

–   Bo   są   stanowczo   za   długie.   Powinnam   je   obciąć.   Taka   fryzura   jest 

niepraktyczna.

– Nie obcinaj. Chcę je zobaczyć rozpuszczone.

background image

Nie wyciągnął jednak spinek, co w tych warunkach było bardzo rozsądne, ale 

rozczarowało Laurę. Westchnęła i odsunęła się.

– Muszę coś zjeść i iść spać, bo inaczej jutro zasnę przy biurku. Poradzisz sobie 

beze mnie?

– Taak – odparł Justin z ociąganiem. – Muszę.

background image

Rozdział 6

W czwartek Laura wróciła z pracy o piątej i bardzo się zdziwiła, że Justina nie 

ma w domu. Zaczynała się już poważnie niepokoić, gdy z przedpokoju dobiegł 

jego głos.

Justin   sapał   jak   zawodnik   po   biegu   długodystansowym.   Jenna   siedziała   w 

pożyczonym wózku, wymachiwała rączkami i nieprzerwanie ćwiczyła jakieś nowe 

dźwięki.

Justin spojrzał na zegarek.

–   Czemu   wróciłaś   tak   wcześnie?   To   niepokojące.   Czy   imperium  Younga   i 

Warrena nie utonie w morzu papierów, gdy ciebie zabraknie przy sterze?

Laura pocałowała dziecko i posadziła je w rogu kanapy.

– Okazuje się, że beze mnie też potrafią omijać niebezpieczne rafy i podwodne 

skały. Dziwne, prawda? Już dawno powinnam się zorientować, że świetnie sobie 

beze mnie poradzą i wcale nie muszę tkwić przy kserokopiarce do północy.

– Przy ksero? Jesteś sekretarką?

–   Skądże.   Kopiowanie   nie   należy   do   moich   obowiązków,   ale   jest   mnóstwo 

pracy, którą ktoś musi wykonać. I ja to robię.

– Coś mi się zdaje, że robisz więcej, niż trzeba.

– Możliwe. – Laura lekko wzruszyła ramionami. – Przypuszczam, że nikt nie 

zauważył mojego wyjścia o normalnej porze.

To było wielkie odkrycie. Równie zdumiewające jak fakt, że bardzo chętnie 

wraca   do   domu,   chociaż   nie   czeka   jej   nic   pasjonującego.   Jedynie   codzienne 

obowiązki przy dziecku i stała walka z kulinarnymi pokusami Justina.

Wieczory spędzali we troje. Najpierw Laura miała nocny dyżur przy Jennie, 

potem Justin, a trzeciego wieczoru byli tak zmęczeni, że zasnęli oboje. Laura z 

background image

rozrzewnieniem wspominała ranek, gdy obudziła się przytulona do niemowlęcia, a 

obok niej, z drugiej strony dziecka, spał Justin. Rozmarzona obserwowała go przez 

pół godziny.

Teraz miał poważną, nawet zasępioną minę.

– Pędziłem z pracy, bo dzwonił Harris, że do nas jedzie.

Ma ważne wieści.

– Znalazł matkę Jenny?

Justin skinął potakująco głową i w tym samym momencie rozległ się dzwonek.

– Ja otworzę – powiedziała Laura.

Pan Harris dumnie wkroczył do bawialni i byłby usiadł na Jennie, gdyby Justin 

w ostatniej chwili nie wziął jej na ręce.

– Ha, ha, ha! – zarechotał detektyw. – Przepraszam, nie zauważyłem żywego 

drobiazgu. Kiepsko z moją zdolnością obserwacji. Ale mam dla pana nazwisko.

Justin położył niemowlę na kocyku na podłodze, z dala od trasy ewentualnego 

przemarszu spostrzegawczego detektywa.

– Bardzo mnie to cieszy.

– Nazwisko i adres. Znalazłem tę kobietę. – Detektyw dumnie wypiął pierś. – 

Były trudności, ale jednak dotarłem do niej. Nazywa się Linda Hope Fielding. 

Nazwisko pasuje, odciski palców się zgadzają. – Pogardliwie popatrzył na Justina. 

– To jest matka pańskiego dziecka. Czy coś się panu przypomina? Wie pan, w 

którym kościele dzwonią? Justin przecząco pokręcił głową.

– Dziwne. – Detektyw wyjął plik papierów. – Linda Fielding ma czterdzieści 

dwa lata, czarne włosy, niebieskie oczy, waży sześćdziesiąt pięć kilo.

– Aha.

Pan Harris, którego najwidoczniej irytowała obojętność Justina, rzucił papiery 

na stolik i wstał.

– Zna ją pan czy nie, to jest ta Linda, która dotykała pańskiego okna i listu. 

background image

Wszystkie zebrane przeze mnie informacje są tutaj.

Laura zaczęła przeglądać kartki, a Justin zajrzał jej przez ramię.

– Czy to stały adres? – zapytał. – Jest pan pewien, że ona tam mieszka?

Detektyw uśmiechnął się podejrzanie.

– Niech pana głowa nie boli o adres. Jest bardzo stały.

Przynajmniej przez jakieś piętnaście do dwudziestu lat.

– Och! – wyrwało się Laurze.

Pan Harris pokiwał głową.

– Tak, Linda Fielding przebywa w więzieniu. Od kilku lat była poszukiwana, aż 

wreszcie w poniedziałek trafiła za kratki. Dlatego tak długo musiałem jej szukać.

Laura rzuciła papiery, podbiegła do dziecka i porwała je na ręce.

– Nie martw się, perełko – szepnęła. – Wszystko jakoś się ułoży.

–  Czy  dobrze  słyszę,  że  ta  kobieta   jest  poszukiwana  od  kilku  lat?  –  Justin 

podszedł do Laury i do dziecka. – Za co?

– Za kradzieże. Dowiedziałem się, że jest znana w światku włamywaczy, słynie 

z   okradania   willi.   Dostanie   co   najmniej   piętnaście   lat.   –   Detektyw   prychnął 

pogardliwie.   –   Popełniła   duży   błąd,   gdy   wybrała   się   z   wizytą   do   gubernatora. 

Odważne posunięcie, ale głupie, bo zostawiła ślady. Pewno nie pomyślała, że będą 

szukać odcisków na bramie. No, to byłoby wszystko.

Harris wystawił rachunek na pokaźną sumę, po czym się pożegnał.

Justin   odprowadził   go   do   drzwi,   a   Laura   usiadła   na   kanapie,   mocno   tuląc 

dziecko.

–   Biedactwo.   Masz   matkę,   która   spędzi   w   więzieniu   cały   okres   twojego 

dzieciństwa i dojrzewania. Jest gorzej, niż myśleliśmy.

– Czyżby?

– Gorzej, niż ja myślałam.

– Oczywiście. Myślałaś, że jakaś dziewczyna chce mnie ukarać za to, że nie 

background image

płacę na dziecko.

Laura drgnęła, jakby ją uderzył.

– Bardzo cię przepraszam. Biedne maleństwo. Ciekawe, dlaczego ta kobieta 

myśli, że jesteś ojcem jej dziecka.

Justin usiadł i oboje pochylili się na niemowlęciem, jakby chcieli własnymi 

ciałami osłonić je przed niewesołą przyszłością.

– Nie mam pojęcia. Dowiemy się, gdy się z nią zobaczymy. Oby prawdziwy 

ojciec był zdolny do podjęcia obowiązków rodzicielskich.

– Matka widocznie sądzi, że jest, skoro podrzuciła mu córkę.

– Co teraz zrobimy?

– Musimy skontaktować się z Lindą Fielding i powiedzieć jej, że wprawdzie 

dziecko jest w dobrych rękach, ale w niewłaściwych. Mam nadzieję, że dowiemy 

się czegoś o ojcu małej i o bliższych krewnych.

– A co potem? Oddamy Jennę?

– Nie mamy wyboru, prawda? Zabierze ją rodzina albo trafi do sierocińca. – 

Justin przejrzał kartki. – O, jest numer do więzienia. Jak myślisz, może warto od 

razu dzwonić?

– Nie. Osobistych spraw lepiej nie załatwiać przez telefon.

Pojedziemy do tej Lindy Fielding.

Otrzymanie pozwolenia  na widzenie zajęło trochę czasu i kosztowało nieco 

wysiłku.   Odwiedziny   były   możliwe   jedynie   w   soboty.   Wprawdzie   wyjątkowo 

można było obejść przepisy, lecz Justin bał się, że gdy poda prawdziwy powód, 

natychmiast odbiorą mu dziecko. Nie chciał też korzystać ze znajomości Laury.

W   końcu   nadeszła   sobota.   Matka   Laury,   pani   King,   przyjechała,   żeby 

popilnować Jenny. Dziecko bez oporów zaakceptowało tymczasową babcię.

– Mamo, na pewno dasz sobie radę? – spytała Laura z wyraźnym niepokojem.

background image

Starsza pani poczuła się obrażona.

– Moja droga, zapominasz, że wychowałam jedną córkę i dwóch synów, no i 

mam czterech wnuków. Z takim doświadczeniem śmiało mogę popilnować jednego 

maleństwa przez kilka godzin. No, idźże.

– Muszę się przebrać.

– Po co? – odezwał się Justin. – Moja sąsiadka ładnie wygląda, prawda?

Pani King obrzuciła córkę uważnym spojrzeniem.

– Hm...

Laura obejrzała spodnie i bluzkę ze śladami śniadania Jenny.

– Kpiny w żywe oczy. Wyglądam okropnie, nie wyjdę z domu taka brudna.

Przeszła do sypialni, a Justin podążył za nią.

– Co z tego, że tu i ówdzie są plamy? Widać, że zajmujesz się dzieckiem, a to 

nie wstyd. Chodźmy, bo za pół godziny zaczną wpuszczać.

Laura jakby go nie słyszała.

– Byłam w więzieniu tylko służbowo – mruknęła do siebie.

– Jak ubrać się na prywatne widzenie z więźniarką? Włożyć służbowy kostium?

Justin oparł się o ścianę, skrzyżował ręce na piersiach i wlepił wzrok w sufit. 

Laura uśmiechnęła się. Mieszkając przez wiele lat z trzema mężczyznami, często 

widywała taką postawę.

– To naprawdę bez znaczenia – orzekł Justin. – Zmień tylko bluzkę.

– Łatwo ci mówić. Tobie wystarczy ubrać się na czarno i już dobrze wyglądasz.

Justin miał na sobie spłowiałe dżinsy i zwykłą koszulę.

–   Czy   okrężną   drogą   dajesz   mi   do   zrozumienia,   że   ja   też   powinienem   się 

przebrać?

Laura   nie   odpowiedziała.   W   końcu   wybrała   spodnie   i   bluzkę,   po   czym 

rozkazała:

– Porozmawiaj z moją mamą albo pobaw się z Jenną. Zaraz będę gotowa.

background image

Idąc do samochodu, Laura często odwracała głowę, jakby spodziewała się, że 

matka przywoła ją z powrotem. Tak się bała, że Jenna może płakać. Ale nic takiego 

się nie zdarzyło.

Kiedy doszła na parking, stanęła zdumiona. Zamrugała powiekami. Dlaczego 

kolor i marka auta są inne?

– To nie mój samochód.

Justin osłonił oczy i rozejrzał się.

– Rzeczywiście, twojego tu nie ma. Ten jest za czysty.

Gdzie zaparkowałaś?

– Tutaj.

– Jesteś pewna?

– Oczywiście. Doskonale pamiętam. – Głos jej się załamał.

–   Zawsze   tu   parkuję,   jeśli   jest   wolne.  A  wczoraj   było.   Pamiętam   jak   dziś. 

Skradziono mój wóz!

– Może zostawiłaś kluczyki.

– Skądże! – Laura rozejrzała się. – Skradziono mi samochód! No nie...

Justin   wyjął   telefon,   ale   w   tej   samej   chwili   Laura   coś   sobie   przypomniała. 

Prędko złapała go za rękę.

– Chwileczkę.

Justin patrzył na nią wyczekująco.

– Nic mi nie ukradziono – wykrztusiła pąsowa ze wstydu.

–   Całkiem   zapomniałam,   że   Steve   chciał   zabrać   mój   wóz.   Ma   zapasowe 

kluczyki. Obiecał w sobotę zrobić przegląd.

Justin dość długo milczał.

– Lubisz pochopnie wyciągać wnioski, prawda? – rzekł wreszcie. – Najpierw 

dwa włamania do mieszkania, potem złodzieje kradną ci samochód...

background image

– Dzwoń po taksówkę – burknęła Laura. – A dwa włamania były, bo najpierw 

zakradł się kot, a potem niemowlę.

Justin objął ją i poprowadził w stronę domu.

– Pojedziemy moim motocyklem.

– O, nie! Za żadne skarby!

Laura odsunęła się. Bliskość Justina działała osłabiająco na ciało i umysł. Ale 

Justin bezceremonialnie złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

– Przekonasz się, jaka to przyjemność.

– Wszystko rzecz gustu.

Zapierała   się,   szurając   butami   po   chodniku.   Justin   wreszcie   obejrzał   się   i 

przystanął. Laura wyszarpnęła rękę i powiedziała, cedząc słowa:

– Nie pojadę motorem.

– Czemu? Przecież się spieszymy.

Laura   gorączkowo   szukała   odpowiedniej   wymówki.   Wolała   dusić   się   w 

przepełnionej kolejce albo w autobusie bez klimatyzacji, niż usiąść na potworze 

zwanym motocyklem.

– Nie mam kasku.

– To żadna przeszkoda. – Justin znowu schwycił ją za rękę i pociągnął. – Mam 

kask dla pasażerów. Chętnie ci pożyczę.

Raczej kask dla pasażerek, pomyślała Laura. Oblepiony włosami przyjaciółek i 

kochanek. Nie! Czegoś takiego nie włoży na głowę.

– Nie używam cudzych kasków. To niehigieniczne.

Justin zachowywał się tak, jakby jej nie słyszał.

– Człowieku, nie pędź tak. Dla ciebie to może normalny krok spacerowy, ale 

dla mnie to istny maraton. Zadzwoń po taksówkę, bardzo proszę.

Justin zwolnił. W końcu stanął i wsparł się pod boki.

– Mówisz poważnie? Aż tak się boisz jednośladowego pojazdu?

background image

– Wcale się nie boję, tylko nie mam ochoty na przejażdżkę motocyklem. Wolę 

jechać taksówką. – Wyciągnęła rękę. – Daj mi telefon, sama zadzwonię.

Justin wyjął komórkę, ale nie podał jej Laurze.

– Najpierw obiecaj, że przemyślisz moją propozycję i innym razem zechcesz ze 

mną pojechać. To naprawdę bardzo przyjemne.

– Daj telefon. Obiecuję, że przemyślę.

Skłamała, bo nie zamierzała narażać się na złamanie karku.

Laura bywała w więzieniu służbowo, ale prywatne widzenie z osobą osadzoną 

to zupełnie co innego.

W sali widzeń strażnik wskazał im kobietę odpowiadającą opisowi podanemu 

przez detektywa. Linda Fielding była opalona, ale przygnębiona. Pustym wzrokiem 

patrzyła na wchodzących, również na Justina.

Laura   przedstawiła   się,   a   Linda   obojętnie   skinęła   głową.   Na   jej   twarzy 

malowało się znudzenie.

Laura pochyliła się nad stołem i zdawkowo się uśmiechnęła.

– Zapewne interesuje panią, kim jesteśmy i dlaczego przyszliśmy.

Linda   jedynie   wzruszyła   ramionami.   Laura   zerknęła   na   Justina,   aby 

zorientować się, czy on chce coś powiedzieć. Nie chciał.

– Przyszliśmy w sprawie pani córeczki.

– Mojej Jenny?

Linda wyraźnie się ożywiła, wyprostowała i popatrzyła na Laurę z ciekawością.

–   Mieszkam   przy   ulicy   Dębowej   23.   Pani   weszła   przez   okno   do   mojego 

mieszkania i zostawiła u mnie dziecko.

Linda zmrużyła oczy.

– Teraz panią poznaję. To pani jest nową kochanką ojca Jenny?

– Nie.

background image

Laura spojrzała na Justina, który wpatrywał się w Lindę bez mrugnięcia okiem.

– Pani Fielding...

– Mówmy sobie po imieniu. Jeśli będziesz wychowywać moją córkę, lepiej od 

razu przejść na ty. – Linda zapaliła papierosa i wydmuchnęła duży kłąb dymu. – 

Całe szczęście, że mam papierosy. Jedyny plus tego, że musiałam zostawić dziecko 

u ciebie. Znowu mogę palić. Ten rok bez papierosów był cholernie ciężki.

– Muszę cię zmartwić... niestety, pomyliłaś się. Nie jestem... – Ugryzła się w 

język. – Mieszkam sama. Ojciec Jenny mieszka gdzie indziej.

– Na pewno mieszka właśnie tam. Jest w książce telefonicznej. Jakaś kobieta 

powiedziała mi, że Justin mieszka pod 3C.

– Jak nazywa się ojciec Jenny?

– Bane.

Laura spojrzała na Justina, który wciąż siedział nieruchomo, z nieodgadnionym 

wyrazem twarzy.

– Pan Justin Bane mieszka pod 3B. Twierdzi, że nigdy o tobie nie słyszał, więc 

nie może być ojcem twojego dziecka.

Linda poczerwieniała z gniewu.

– Kłamca. Dobrze wie, że jest, bo kontaktowałam się z nim po porodzie. Wie, 

że ma córkę.

Laura przez chwilę patrzyła na nią zbita z tropu.

– Pan Justin Bane przyszedł razem ze mną. Czy nadal twierdzisz, że on jest 

ojcem twojego dziecka?

– To nie żaden Justin Bane. – Linda zaciągnęła się papierosem, nie odrywając 

oczu od Justina. – Ojciec Jenny jest dużo starszy od tego pana. Szkoda, że przez 

jakieś dziesięć lat nie dostanę go w swoje łapy.

–   Skoro   to   nie   jest   ojciec   twojego   dziecka,   to   znaczy,   że   zostawiłaś   je   w 

niewłaściwym mieszkaniu.

background image

Linda zgasiła niedopalonego papierosa. Była wyraźnie zaniepokojona.

–   W   książce   telefonicznej   znalazłam   tylko   jednego   Justina   Banea.   Byłam 

pewna, że to on. Gdzie jest Jenna? Zdrowa?

– Tak. Możesz być spokojna. Opiekujemy się nią najlepiej, jak umiemy.

– Jak mnie znaleźliście?

– Poprosiliśmy o pomoc detektywa. On zidentyfikował twoje odciski na oknie i 

na kartce, którą przysłałaś.

Linda uśmiechnęła się kwaśno.

– No, tak. Odciski...

Laura wyjęła notes i pióro.

– Musimy znaleźć ojca Jenny. Co możesz nam powiedzieć o tamtym Justinie?

– Jest dużo starszy od tego Justina. Nie pytałam, ile ma lat.

– Gdzie pracuje? Czym się zajmuje?

– Tym i owym. – Linda wzruszyła ramionami. – Ma talent do zdobywania 

pieniędzy, nic nie robiąc. – Wyjęła papierosa z popielniczki i spróbowała zapalić. – 

Mam nadzieję, że to się zmieni, gdy weźmie dziecko.

W tym momencie rozległ się nieludzki krzyk. Na twarzy Justina pojawiły się 

zdumienie i wściekłość.

– Co się stało?

Justin pochylił się i uderzył pięścią w stół.

–   Nie   do   wiary!   Nieprawdopodobne!   Ale   to   jedyne   wyjaśnienie.   Czemu 

wcześniej nie przyszło mi do głowy?

– Co? – jednocześnie spytały kobiety.

– Że to mój ojciec, którego nie widziałem od ćwierć wieku – wycedził Justin. – 

Jenna jest córką mojego ojca, czyli... z tego wynika... moją siostrą.

Linda pierwszy raz lekko się uśmiechnęła.

– Moja mała Jenna ma dużego brata!

background image

Justin siedział jak sparaliżowany. Laura odwróciła się do Lindy, dając mu czas, 

by oswoił się z nieoczekiwanym obrotem sprawy.

– Zagadka rozwiązana. Ale dlaczego zostawiłaś dziecko w obcym mieszkaniu i 

zgłosiłaś się na policję?

Linda zwiesiła głowę.

– Nie miałam innego wyjścia. Od lat wywijałam się przedstawicielom prawa, a 

to nie życie dla dziecka. Liczyłam na Justina... oczywiście seniora. On też cudem 

nie trafia za kratki, a nawet ostatnio nieźle mu się wiedzie. Nie mam żadnych 

krewnych.

– Jak można powierzyć dziecko takiemu człowiekowi? – wtrącił się Justin. – 

Jeśli choć trochę go znasz, wiesz, że jest nieodpowiedzialny. On nawet nie wie, że 

istnieje coś takiego jak odpowiedzialność.

– Jest ojcem Jenny – powiedziała Linda z uporem. – Zaopiekuje się nią.

Justin zgarbił się i bezradnie zwiesił ręce.

– Tak samo, jak opiekował się Benem i mną.

– Może się . zmienił – ostrożnie podsunęła Laura. – Minęło tyle lat. Lindo, czy 

naprawdę masz zaufanie do pana Banea, jeśli chodzi o córkę?

– Jest jej ojcem. Może kiepskim, ale zawsze to lepsze niż zupełny brak rodziny. 

Lepsze niż matka, która nie może zaprowadzić dziecka do szkoły albo do lekarza, 

bo jest w więzieniu. Nie miałam wyboru.

– Jenna będzie dorosła, gdy cię wypuszczą.

– Wiem. Ale może zdążę wyjść przed jej maturą.

Justin pochylił się w stronę Lindy, a jego oczy gniewnie płonęły.

– Mój ojciec nie nadaje się do tego, żeby zajmować się niemowlęciem. Był 

nieodpowiedzialny, gdy ja byłem mały i wątpię, żeby zmienił się na lepsze. Mojego 

brata i mnie zabrano z domu, bo strasznie nas zaniedbywał. Nie wolno dopuścić, 

żeby podobny los spotkał Jennę. Ja na to nie pozwolę.

background image

Ben umarł, bo miał beznadziejnego ojca. Nie chcesz chyba, żeby taki łajdak 

zmarnował twoje dziecko?

Linda mocno zbladła.

– Sama nie wiem... Nie znam go dobrze, ale odszukałam i myślałam, że weźmie 

Jennę.   Sprawdziłam   ten   adres   w   książce   telefonicznej,   przeszłam   się   naokoło 

bloku, widziałam, że sąsiedztwo jest ładne, za rogiem jest park.

– Przelotnie spojrzała na Laurę. – Ty też mi się spodobałaś.

Byłam   pewna,   że   dziecku   będzie   dobrze.   Jenna   ma   tylko   ojca,   żadnych 

krewnych. Nikomu innemu nie mogłam jej zostawić. Gdybym wiedziała, że on jest 

taki zły, tobym...

O Boże!

Justin miał wrażenie, że świat zatrząsł się w posadach. Nie mógł uwierzyć, że 

ma siostrę. Znowu ma rodzeństwo! To niemowlę, które przez tydzień karmił, kąpał, 

kołysał do snu, jest jego siostrą!

Nic dziwnego, że czuł więź z Jenną, silne pragnienie, by ją chronić, otoczyć 

opieką, żeby nie spotkało jej nic złego. Widocznie podświadomie ją rozpoznał.

Na twarzy Lindy był wypisany lęk o los córki. Justina ogarnęło współczucie dla 

matki swojej siostry, więc ujął jej rękę.

– Nie martw się. Jenna będzie bezpieczna. Jest moją siostrą i ja będę o nią dbał.

Linda patrzyła na niego z powątpiewaniem.

– Ona nie ma nikogo na świecie.

– Ma mnie – powiedział Justin. – Czy pozwolisz, żebym się nią zaopiekował, 

wychował ją?

W oczach Lindy mignęła nadzieja.

– Nie wiem. Chciałabym porozmawiać z Laurą w cztery oczy.

Justin wstał i odszedł. Nie interesowało go, dlaczego Linda chce rozmawiać 

background image

jedynie z Laurą. Stanął pod ścianą i obserwował kobiety, które nachylone do siebie 

rozmawiały z przejęciem.

Zastanawiał się, czy podjął słuszną decyzję. Będzie zmuszony zmienić nie tylko 

poglądy, ale i tryb życia.

Wciąż powtarzał sobie, że po raz pierwszy od śmierci Bena nie jest sam na 

świecie, bo ma siostrę. Zdumienie dorównywało ciężarowi odpowiedzialności.

Wreszcie   kobiety   go   przywołały.   Sądząc   po   wyrazie   twarzy,   Linda   podjęła 

decyzję.

– No i do jakiego wniosku doszłyście?

–   Będziesz   musiał   oficjalnie   zaadoptować   moją   córkę   –   odparła   Linda.   – 

Zrobisz to?

– Zaraz adoptować? Nie wystarczy przyznanie mi prawa do opieki?

– Nie. To musi być adopcja, bo wtedy Jenna będzie bezpieczna do końca życia. 

Nikt ci jej nie odbierze, nawet wasz ojciec. Niech to będzie oficjalnie załatwione. 

Jenna zostanie twoją córką.

Justin zamyślił się. Był zaskoczony niesłychaną prośbą obcej kobiety.

– Masz do mnie zaufanie?

Linda zerknęła na Laurę.

– Tak. Po rozmowie z nią wiem, że można ci ufać. Ona mówi, że jesteś dobry 

dla Jenny. Polegam na jej opinii.

– Obiecuję, że będę bardzo dbał o Jennę.

– Wierzę ci. Ale dlaczego chcesz to zrobić? Jesteś kawalerem. Po co ci dziecko?

– Jenna jest moją siostrą. Stanowimy rodzinę. Jeżeli nie może być z rodzicami, 

to należy do mnie, a nie do obcych ludzi.

Linda zapaliła kolejnego papierosa.

– Z jej ojcem spędziłam kilka tygodni, ale nigdy o tobie nie wspomniał. Coś mi 

się zdaje, że w waszej rodzinie więzy krwi niewiele znaczą.

background image

– Ja jestem inny. Moja siostra dużo dla mnie znaczy. Ty przez wiele lat nie 

będziesz w stanie nic dla niej zrobić, a ja mogę zapewnić jej dom.

– Dobrze. Przynieście mi odpowiednie papiery. Chcę to szybko załatwić i mieć 

z głowy, żeby się nie martwić. Chcę, żeby Jenna była bezpieczna.

– Nie martw się – powiedziała Laura. – Jenna będzie miała dobre warunki. 

Justin jest dla niej najlepszym opiekunem, jakiego można sobie życzyć. Będzie 

wspaniałym bratem i ojcem.

W oczach Lindy zalśniły łzy.

– Wracajcie do mojego dziecka, a w poniedziałek zacznijcie załatwiać adopcję. 

Jak najprędzej przynieście mi papiery do podpisania.

– Dobrze. Do widzenia. – Justin wyciągnął rękę do matki swojej siostry. – 

Będziemy cię informować na bieżąco.

– Ucałujcie Jennę ode mnie.

– Na pewno to zrobimy. Do widzenia.

background image

Rozdział 7

 To przechodzi ludzkie pojęcie – odezwała się Laura w taksówce. – Gdyby nie 

ty, Jenna byłaby samiutka jak palec. Wyobraź sobie, że rodzice nie mogą się tobą 

opiekować, a poza nimi nie masz nikogo.

– Nie mam aż tak bujnej wyobraźni – burknął Justin i zmarszczył brwi.

Laura zawstydziła się, że zapomniała o jego sytuacji.

– Biedna dziecina dostała mocno nieciekawy spadek – dodał Justin.

–  Nie  mów  tak  –  Dlaczego?  Połowa  moich  genów  też  jest  po  ojcu.  Oboje 

dziedziczymy cechy po tym samym nieodpowiedzialnym człowieku. Taki bagaż 

utrudnia dziecku życie.

– Niekoniecznie, w dużym stopniu sami kształtujemy swój los – oświadczyła 

Laura.   –   Naukowcy   rzekomo   znaleźli   w   genach   powiązanie   wszystkiego   ze 

wszystkim, ale ja mocno wierzę w wolną wolę. Na pewno nie jesteś podobny do 

swojego ojca. Ani Jenna.

– Skąd wiesz? Ona nie ma jeszcze czterech miesięcy.

– Ale jest aniołkiem. – Głos Laury złagodniał. – Trochę jest podobna do ciebie.

Justin nieznacznie się uśmiechnął.

– Dziękuję. Uznam to za komplement. O czym rozmawiałaś z Lindą?

–   O   tobie.   Linda   chciała   wiedzieć,   jakim   jesteś   człowiekiem,   jakie   uczucia 

budzą  w  tobie  niemowlęta,  jak  opiekujesz  się  Jenną,  czy  denerwujesz   się,  gdy 

płacze i nie chce spać.

Tego typu rzeczy.

– Dziwne, że wypytuje o mnie szczegółowo, a ojca właściwie nie zna, ale bez 

wahania chciała powierzyć mu dziecko.

–   Przypuszczam,   że   uczepiła   się   idei   biologicznego   ojcostwa.   Jakby   ono 

background image

stanowiło gwarancję, że mężczyzna odpowiednio zajmie się swoim potomkiem. 

Linda po swojemu kocha córkę, poświęca się dla niej.

– Jenna ma prawo oczekiwać poświęcenia.

– I już korzysta z tego prawa – powiedział Laura z uśmiechem. – Uprzedziłam 

mamę, że wyjeżdżamy na trzy godziny.

Zostało trochę czasu, więc wstąpmy do restauracji i spokojnie zastanówmy się 

nad następnym krokiem.

– Wolałbym jak najszybciej wrócić do Jenny.

Justin pragnął teraz zobaczyć nie cudze dziecko, lecz siostrę. Chciał się cieszyć, 

że ma rodzinę. Laura doskonale go rozumiała.

– Wobec tego jedziemy do domu. Dobrze byłoby uzyskać zgodę twojego ojca 

na zaadoptowanie Jenny. Jak sądzisz, zgodzi się od razu?

– Nie wiem. Ostatni raz widziałem go, gdy miałem zaledwie pięć lat.

W domu Justin poszedł prosto do sypialni, a Laura została z matką w kuchni. 

Dwukrotnie zreferowała jej całą historię ze szczegółami, wypiła trzy filiżanki kawy 

i wysłuchała opowiadań o wnukach. Wreszcie uznała, że Justin już dość nacieszył 

się siostrą i zajrzała do sypialni. Justin leżał wpatrzony w Jennę.

– No i jak? Zapoznaliście się już na nowo?

– Tak. Oswajam się z myślą, że mam siostrę. To niesamowite.

Był   nadal   zdumiony,   ale   przekonany,   że   zadanie,   jakiego   się   podjął,   nie 

przerośnie go.

– Rzadko kto w twoim wieku ma taką malutką siostrę.

Boisz się konsekwencji swojej decyzji?

Justin spojrzał na Laurę zagadkowo i lekko wzruszył ramionami.

– Oczywiście. Nie wiem, czy dobrze ją wychowam.

– Rodzice też nie wiedzą, czy dobrze wychowają swoje dzieci.

– O Boże! – Justin zerwał się i podszedł do okna. – Potrzebuję więcej tlenu. 

background image

Jestem rodzicem! Mam być ojcem własnej siostry! Jak to będzie?

– Dobrze. Świetnie się spisujesz.

– To wcale nie to samo. Przecież do tej pory ty mi pomagałaś, a poza tym 

opieka była tymczasowa. Ale czy poradzę sobie dalej?

– Poradzisz. Zajmujesz się Jenną od tygodnia i postępujesz jak doświadczony 

ojciec.

Justin wychylił się przez okno i oddychał głęboko.

– Nic nie rozumiesz. Przypominam sobie Bena...

– Brata, który zmarł w dzieciństwie?

–   Tak.   Nie   umiałem   się   nim   opiekować.   Miałem   go   pilnować,   ale   dostał 

zapalenia   płuc   i   umarł.   Widocznie   źle   go   ubierałem.   Powinienem   pójść   do 

sąsiadów, poprosić kogoś o radę, o pomoc. Uratowałbym go, gdybym... – Justin 

przesunął dłonią po oczach. – Gdybym coś zrobił.

Laura współczuła mu całym sercem, ale nie rozumiała jego wyrzutów sumienia.

– Sam byłeś wtedy mały.

– Miałem pięć lat.

– Więc nie możesz obciążać się winą.

Justin odsunął się od okna.

– Logicznie biorąc, to nie była moja wina. Ale myśl o opiece nad dzieckiem... o 

wychowywaniu... Pieluszki to drobiazg. Trzeba będzie opowiadać bajki, urządzać 

przyjęcia   urodzinowe,   zapraszać   koleżanki.   A   potem   najtrudniejszy   okres   – 

dojrzewanie. Jenna będzie śliczna, więc będę musiał odpędzać podkochujących się 

w niej wyrostków. Na pierwszą randkę pozwolę jej iść dopiero po dwudziestych 

piątych urodzinach. O, Boże! – Bezsilnie opadł na krzesło, jakby przygniótł go 

jakiś ciężar. – Nie mogę się tego podjąć. A muszę. Nie mogę. Muszę.

– Grozi ci rozszczepienie jaźni, czy ogarnia cię zwykła panika?

Nieudolny żart wywołał nikły uśmiech na jego twarzy. Uśmiech, który prędko 

background image

zniknął. Justin zgarbił się i zwiesił głowę.

– Nie miałem nawet cienia wątpliwości. Wiedziałem, że ona nie jest moim 

dzieckiem.   Unikałem   zobowiązań.   Żadnych   trwałych   związków.   Nie   chciałem 

sprowadzać na świat dzieci, którym nie mógłbym zapewnić wszystkiego, czego by 

potrzebowały. – Chmurnie popatrzył na siostrę-córkę. – A teraz będę ojcem! Co za 

ironia losu.

–   Nie   rozczulaj   się   nad   sobą.   Jeszcze   nie   wiadomo,   czy   będziesz   mógł 

zaadoptować Jennę. Potrzebna jest zgoda twojego ojca i sądu. Do ostatecznego 

załatwienia sprawy wciąż bardzo daleko.

Justin rzucił Laurze gniewne spojrzenie.

–   Jak   mam   to   rozumieć?   Nad   czym   się   zastanawiać?   Matka   i   ojciec   nie 

wywiążą się z rodzicielskich obowiązków, to pewne. Ja jestem bratem Jenny i jej 

jedynym krewnym. Sprawa jest jasna, więc powinna być raz-dwa załatwiona.

– Musisz skontaktować się z ojcem. Wiesz, gdzie on mieszka?

– Nie.

– Dobrze, że znamy bystrego detektywa.

– Zadzwonię do niego. Wiesz, wydaje mi się to takie oczywiste, że jestem 

bratem Jenny. Wprawdzie jej oczy są innego koloru, ale mają podobny kształt. Nie 

zdziwię się, jeśli ściemnieją. – Justin pocałował siostrę w czoło. – Mała, masz 

brata, który mógłby być twoim dziadkiem.

– Żeby już teraz być dziadkiem, musiałbyś wcześnie zostać ojcem – zauważyła 

Laura.

– Podobno niedaleko pada jabłko od jabłoni. Mam trzydzieści jeden lat, a mój 

ojciec czterdzieści siedem.

– Miał tylko szesnaście lat, gdy się urodziłeś?

--Tak.

– A ile lat miała twoja matka?

background image

– Piętnaście. – Justin wziął siostrę na ręce i wstał. – Dzienny śpiochu, trzeba 

wracać do domu. Mieszkamy za ścianą.

Zadzwonię do Harrisa i rozpoczniemy akcję adopcyjną.

– Na pewno tego chcesz? – spytała Laura. – Dobrze to przemyślałeś?

– Co takiego?

– Bycie ojcem to nie krótka wycieczka, ale długoletnia wyprawa. Popatrz na 

nas – po tygodniu oboje jesteśmy zmęczeni. A dla jednej osoby obowiązki będą 

podwójnie męczące.

Bierzesz na barki zobowiązanie na całe życie.

– Wiem i dlatego jestem przerażony. Ale nie widzę innego wyjścia. Moja siostra 

ma tylko mnie. – W jego głosie dźwięczała nuta irytacji, w oczach pojawiły się 

gniewne błyski.

– Nie zamierzam odwodzić cię od tego zamiaru. Chcę tylko zwrócić ci uwagę 

na   ewentualne   problemy,   żeby   było   mniej   niespodzianek.   Jak   na   przykład 

wyobrażasz sobie pogodzenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka?

– Na razie wcale sobie nie wyobrażam. – Justin znowu usiadł na łóżku. – Ale 

jakoś to będzie. Samotne matki jakoś sobie radzą, więc dlaczego mnie nie miałoby 

się   udać?   Plusem   jest   to,   że   pracuję   o   różnych   godzinach.   Jeśli   nie   znajdę 

opiekunki, będę zabierał dziecko do pracy. Poradzę sobie.

Jego determinacja była wzruszająca.

–   Jesteś   pewien,   że   rodzony   ojciec   nie   będzie   poczuwał   się   do 

odpowiedzialności?

– Bardzo wątpię, żeby wydoroślał. Nie będę się z nim patyczkował. Jeśli zechce 

zabrać mi Jennę, pójdę na policję. Po tym, jaki los zgotował Benowi i mnie, nie 

dostanie pozwolenia na wychowywanie córki.

– Gdzie on pracuje?

– Ile razy mam powtarzać, że nic nie wiem? Podejrzewam, że robi tylko tyle, by 

background image

przeżyć. Dawno temu dopisywało mu szczęście w hazardzie.

– Jest hazardzistą?

–   Tak,   przynajmniej   tak   było   napisane   w   papierach.   Wiem   także,   że   ma 

szczęśliwą   rękę.   Jeśli   potrafi   przestać   w   odpowiednim   momencie,   przepuszcza 

wygraną   na   pijatykach.   Jest   też   złodziejem,   alkoholikiem,   cwaniakiem 

wyłudzającym pieniądze od naiwnych. Szczególnie od kobiet.

– Kto dał ci te dokumenty?

– Nikt. Byłem ciekaw, więc ukradłem papiery dotyczące mojej sprawy.

– Rozumiem motywy, ale... Co stało się z twoją matką?

– Urodziła mnie, mając piętnaście lat, a Bena cztery lata później. Umarła kilka 

miesięcy po porodzie. Nie pamiętam jej.

– Co było potem?

–  Wkrótce   nas   rozdzielono.   Ben   zniknął   –   teraz   wiem,   że   umarł   –   a   mnie 

oddano do rodziny zastępczej. Jedno małżeństwo chciało mnie od razu adoptować, 

ale ojciec się sprzeciwił.

– Pragnął, żebyś z nim został?

– Wątpię. Nie wiem, czemu tak postąpił, ale podejrzewam, że nie chciał, żebym 

miał prawdziwą rodzinę. Przez niego byłem w kilku przejściowych domach opieki, 

a w międzyczasie w sierocińcach. Ojca nie widywałem, ale nadal miał prawo do 

mnie i robił trudności, aż ludzie, którzy chcieli mnie adoptować, rezygnowali.

– Kiedy zmarł twój brat?

– Gdy miał dziesięć miesięcy. Nie mam ani jednego zdjęcia. Pamiętam tylko 

jego oczy. Były jak oczy Jenny. Gdy wyrzynały mu się ząbki, gryzł mnie w palce. – 

Justin   zaśmiał   się   ponuro.   –   Na   pewno   przy   tej   okazji   złapał   ode   mnie   sporo 

zarazków.

– Dostał od ciebie dużo miłości. I to samo dasz Jennie.

– Miłość to nie wszystko.

background image

– Ale podstawa wszystkiego.

W drzwiach stanęła pani King.

– Justinie, chciałabym zamienić z tobą kilka słów. Mogę cię prosić na chwilę?

Laura też chciała wejść, lecz matka mrugnęła znacząco i zamknęła jej drzwi 

przed nosem.

Laura   zastanawiała   się,   co   to   znaczy.   Gdy   wreszcie   zostali   sami,   zasypała 

Justina   pytaniami,   ale   dowiedziała   się   jedynie,   że   matce   chodziło   o   porady   w 

sprawie ogródka ziołowego.

– Przestań mydlić mi oczy. Po pierwsze, mama nie hoduje ziół. A po drugie, co 

ty wiesz na ten temat?

Justin zrobił zdziwioną minę.

– Podobno twoja mama posadziła dużo różnych ziół.

– Tak? Hm, kto wie. Kupiłam jej dwa poradniki. Może się zmobilizowała...

– Twoja mama mówiła też, że ostatnio rzadko cię widuje.

Nie zauważyłaś skrzynek u mnie na oknach, prawda?

– Hodujesz zioła w skrzynkach?

– Tak. Bardzo miłe zajęcie. Ale twoja mama hoduje ich znacznie więcej w 

ogrodzie.

– Trzeba będzie częściej odwiedzać rodzinny dom.

– Na przykład jutro. Twoja mama prosiła, żebyśmy wpadli.

– My? Czy wiesz, że te odwiedziny są ryzykowne?

Ostrzegam cię. Rodzice gotowi zarezerwować kościół na nasz ślub.

– Niech rezerwują. – Justin uśmiechnął się. – Przyda się na chrzciny Jenny. 

Zapytam Lindę, czy mogę ochrzcić  jej córkę  a moją siostrę imionami Jennifer 

Patricia.

– Więc jednak będzie Pat? Sprytne. Sądzisz, że Linda zajmie jakieś miejsce w 

sercu córki?

background image

– Nie wiem, co ona chce ani co jest dobre dla Jenny. Musimy brnąć przez te 

zawiłości najlepiej, jak umiemy.

Laura zrozumiała, że tym razem „my” oznacza Justina . i Jennę, więc poczuła 

się wykluczona. Zirytowana tłumaczyła sobie, że to logiczne, że Justin nie mówił o 

niej. Pomoże mu trochę, a potem powoli się wycofa.

Ale jeszcze nie teraz. Na razie jest potrzebna i jemu, i dziecku.

Pan Harris wyszedł od nich, kręcąc głową.

– Przedtem szukaj matki, teraz ojca – mruczał do siebie.

– Ciekawe, czy potem każą mi szukać wiatru w polu.

Justin zamknął drzwi i odwrócił się do Laury.

– Nasz detektyw mógłby być wprawdzie milszy, ale najważniejsze, że prędko 

załatwia sprawy.

Laura przewinęła niemowlę i ubrała je w sukienkę. Justin dotrzymał słowa. 

Kupił małej różową sukienkę i różową kokardkę. Teraz, nawet gdyby Jenna miała 

niebieską pieluszkę, nikt nie pomyślałby, że to chłopiec.

Laura usiłowała zawiązać kokardę na krótkich, czarnych loczkach.

– To nie są włosy do kokardek – powiedziała w końcu zrezygnowana.

Justin   odebrał   jej   dziecko   i   tak   długo   manipulował,   aż   kokardka   została 

umocowana na główce. Choć do ideału wiele brakowało, ale teraz mała Jenna w 

niczym nie przypominała już chłopca. A o to przecież chodziło.

Justin był bardzo zadowolony ze swego dzieła.

– No, moja panno, jesteś gotowa – oświadczył. – Teraz możesz złożyć wizytę 

pani King.

– Złożyć wizytę pani King? – powtórzyła Laura jak papuga. – Mojej mamie?

– Zapomniałaś, że zaprosiła nas na podwieczorek w ogrodzie?

– Zrobiła to wtedy, gdy wyciągnęła cię z pokoju, a mnie zamknęła drzwi przed 

background image

nosem? – Laura skrzywiła się. – Z tego wynika, że zaprosiła was beze mnie.

– Nieprawda. Nie gadaj głupstw. Twoja mama chce pokazać mi...

– Hodowlę ziół – dokończyła Laura z ironią. – Wiem, słyszałam sto razy.

W tym momencie zadzwonił telefon.

– Dzień dobry. Tak, jest tutaj. – Justin podał Laurze słuchawkę. – Do ciebie.

Już kilka osób zadzwoniło do niej na numer Justina. Laura usłyszała głos brata.

– Cześć. Jestem w drodze do mamy. Zabrać was? Jadę twoim samochodem.

– Już go naprawiłeś?

– Oczywiście. Inaczej bym ci go nie oddawał. Chłopcy są bardzo ciekawi, jak 

wygląda Jenna. Zostawię ich u mamy, a potem przyjadę po was.

– Dziękuję.

Laura długo zastanawiała się, jak uniknąć wizyty, ale nic nie wymyśliła. W 

końcu   pogodziła   się   z   faktem,   że   spędzi   popołudnie   w   rodzinnym   gronie. 

Ucałowała Steve’a i zastąpiła go przy kierownicy. Jenna siedziała w pożyczonym 

foteliku   między   dwoma   mężczyznami,   którzy   rozmawiali   oczywiście   o 

motocyklach.

Laura   wciąż   powtarzała   sobie   w   duchu,   że   wypada   zapytać   matkę   o   zioła. 

Ledwo wjechała na podjazd, zza węgła wyszła pani domu i pomachała ręką.

– Nareszcie jesteście – zawołała.

Laura szła przodem, a mężczyźni za nią, nadal rozprawiając w niezrozumiałym 

języku.

– Sto lat!

Laura   przestraszyła   się   nagłego   wrzasku   i   odskoczyła   do   tyłu.   Byłaby   się 

przewróciła, gdyby Justin jej nie podtrzymał.

– Ciociu, niespodzianka!

Raczej spisek.

Pani King wtajemniczyła Justina w swoje plany, więc wiedział, o co chodzi. 

background image

Mimo   to   ze   zdumieniem   patrzył   na   przystrojone   balonikami   i   konfetti   drzewa, 

którym o tej porze roku dodatkowe kolory były niepotrzebne.

Na werandzie leżały prezenty.

– Mamo... – jęknęła Laura. – Urodziny mam dopiero we wtorek.

– Pamiętam, kochanie, ale już dziś życzę ci wszystkiego najlepszego. – Uścisk 

matki był tak mocny, że Laurze aż zabrakło tchu. – We wtorek będziesz za bardzo 

zajęta. Ty nie masz czasu dla rodziny, ale my zawsze mamy czas dla ciebie.

Laura wolała nie dopytywać się, co ta zawoalowana uwaga znaczy. Ucałowała 

czterech   chłopców   w   wieku   od   dwóch   do   pięciu   lat.   Dawno   nie   widziała 

bratanków, więc zdawało się jej, że bardzo urośli.

– Dzieci, to jest znajomy cioci, pan Justin Bane – powiedziała pani King. – A to 

jego siostra.

Chłopcy otoczyli Justina i z zaciekawieniem patrzyli na niemowlę.

– Taka mała? – zdziwił się najstarszy.

– Ciociu, kiedy otworzysz prezenty? – zawołał młodszy. – Nie możemy się 

doczekać.

Pociągnął Laurę na werandę.

Rozpakowywała prezenty przy wydatnej pomocy bratanków.

– Jest jeszcze jeden podarunek – powiedział Justin.

Z   torby   z   pieluszkami   wyciągnął   duże   pudło   w   czerwonym   papierze, 

przewiązane białą kokardą. Laura pocałowała ofiarodawcę w policzek i rozdarła 

papier.

– Och, nie! – zawołała, gdy zobaczyła zawartość pudła. – Czemu to kupiłeś?

– Jenna pomagała mi wybrać. – Justin uśmiechnął się przewrotnie. – Ona jest 

odpowiedzialna za kolor.

Laura wyjęła czerwony kask, bez oglądania rzuciła go na stół i jednym palcem 

przesunęła jak najdalej od siebie.

background image

– Jesteś okropny! Jak mogłeś?

Pani King nie kryła swojego zgorszenia.

– Lauro!

– Proszę się nie denerwować – uspokoił ją Justin. – Laura twierdziła, że nie 

może jechać ze mną motorem, bo nie ma kasku. Postanowiłem usunąć przeszkodę, 

ale   spodziewałem   się   wykładu   na   temat   charakteru   mężczyzn   i   złośliwej 

manipulacji, więc reakcja pani córki mnie nie boli.

– Ale mimo to... Lauro?

– Och, dziękuję – powiedziała Laura przesadnie uprzejmie. – Śliczny fason. 

Jeszcze jeden eksponat do mojej kolekcji bezużytecznych osobliwości.

– Powodzenia, stary. Ona ma uraz na punkcie motocykli – rzekł Steve. – Jak 

wiesz, niemal ukatrupiła moją Suzy i potem już nigdy nie chciała na nią wsiąść. 

Moja   siostra   jest   uparta   jak   dziesięć   osłów,   więc   przewiduję   trudności   z 

namówieniem jej na przejażdżkę.

– Nigdy jej nie namówisz – dorzucił Roy. – Posadź ją siłą na motorze i ruszaj, 

nim zeskoczy.

Laura włożyła kask do pudła.

– Widzisz, jakich mam kochających braci? – Spojrzała na Justina spod oka. – 

Obchodź się ze swoją siostrą lepiej niż oni ze mną.

– Obiecuję. Żadnych mopedów. Dla niej od razu ostatni krzyk mody.

Popołudnie minęło bardzo szybko. Kończyli właśnie jeść specjalność domu, 

czyli placek z masą orzechową, gdy zadzwoniła komórka Justina. Justin przeprosił 

i odszedł od stołu, a po minucie wrócił bardzo blady.

– Niestety, muszę się pożegnać. Dzwonił Harris.

– Znalazł twojego ojca?

– Tak. Ojciec mieszka w hotelu, a nie wiadomo, jak długo tam zostanie. Jadę 

natychmiast. Wezmę ze sobą Jennę.

background image

– Ty pozbieraj jej rzeczy, a ja swój nowy dobytek.

– Nie musisz ze mną jechać. To twoje urodziny.

– I tak już za długo tu siedzimy.

– Justin przypadł mi do gustu – szepnęła pani King przy pożegnaniu. – Jest 

trochę małomówny, ale myślę, że to bardzo dobry człowiek. Wzruszający jest jego 

stosunek do siostry.

Laura uśmiechnęła się. Małomówny? Justin rzeczywiście niewiele się odzywał, 

bo   chyba   przytłoczyła   go   jej   duża   rodzina.   Nic   dziwnego.   Ona   też   bywała 

przytłoczona, ale przez ćwierć wieku zdążyła się przyzwyczaić.

–   Mamusiu,   nie   obiecuj   sobie   zbyt   wiele.   Jest   moim   sąsiadem   i   dlatego 

pomogłam mu opiekować się dzieckiem. To wszystko.

– Podoba ci się, prawda?

--Tak.

– Bardzo?

– Owszem.

Stanowczo za bardzo go polubiła.

Justin siedział nieruchomo przy kierownicy. Laura wiedziała, że jest mu ciężko. 

Objęła go. Nie zareagował, ale nie odsunął się. Nie przywykł do serdeczności, 

jednak teraz była mu bardzo potrzebna.

– Ile lat nie widziałeś ojca? – szepnęła Laura.

–  Dwadzieścia  pięć –  odparł martwym głosem. –  Prawie  go nie  pamiętam. 

Wątpię, czy go poznam.

– Bardzo źle cię traktował?

– Nie. Po prostu ignorował. Zostawiał nas samych.

– To jest złe traktowanie. Zostawiał was również po śmierci matki?

– Tak. Nie mieliśmy krewnych, a ojciec... no, powiedzmy, że nie był wzorem 

background image

cnót. Pół roku po śmierci mamy zabrano nas z domu. – Justin wzruszył ramionami. 

– Ten człowiek jest dla mnie nikim. Muszę być uprzejmy, chociaż gardzę nim. 

Niech tylko pozwoli mi zaadoptować Jennę.

– Pamiętasz coś z dzieciństwa?

– Głównie Bena. Nigdy go nie zapomnę.

Laura tak bardzo chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak.

–   Najpierw   odwiozę   was   do   domu.   –   Justin   odwrócił   się   do   niej   i   lekko 

pocałował w szyję. – Lauro?

– Słucham?

– Jesteś piękna.

– Ty też. Już ci mówiłam, że masz hipnotyzujące oczy.

Justin skrzywił się z niesmakiem, więc wybuchła głośnym śmiechem.

–   Zamierzałem   wprawić   cię   w   nastrój   do   pocałunku,   a   nie   wyłudzać 

komplementy.

– Chcesz, żebym z tobą pojechała?

– Co to ma wspólnego z całowaniem?

–   Może   dużo,   może   nic.   Lepiej,   żebyś   był   w   towarzystwie   prawnika.   I 

przyjaznej duszy. Mogę wystąpić w obu rolach.

Zabierzesz mnie?

– Dlaczego mam cię zabrać?

– Bo może w nagrodę dostaniesz całusa.

– Takiej propozycji nie odrzucę – rzekł, obejmując ją.

– Bardzo słusznie.

Mimo tych obietnic Laura odsunęła się. Justin nadal ją obejmował, ale patrzył 

groźnie.

– Co ty? Nie dotrzymujesz słowa? Wracaj na poprzednie miejsce, bo mamy 

niedokończoną sprawę.

background image

– Najpierw wizyta, potem nagroda. – Przesłała mu całusa. – No, ruszaj.

Justin rzucił jej groźne spojrzenie.

– Dobrze, ale trzymam cię za słowo i odbiorę całusa. Nie wykręcisz się sianem.

Laura   pomyślała,   że   to   obiecująca   perspektywa   i   że   za   taką   nagrodę   warto 

odbyć zapewne przykrą rozmowę w hotelu.

Stanęli przed drzwiami ze złoconym numerem. Justin oddychał ciężko. Nie był 

gotowy na spotkanie z ojcem.

Wyciągnął rękę, po czym cofnął ją i głośno westchnął. Nie patrzył na Laurę, ale 

jej obecność dodawała mu otuchy.

Nie miał najmniejszej ochoty spotkać się z ojcem, a musiał to zrobić.

Laura   wzięła   go   pod   rękę.   Spojrzał   na   nią   i   uśmiechnął   się   blado.   Potem 

popatrzył na śpiącą Jennę i dla niej zmusił się do działania.

Zapukał do drzwi.

Po chwili usłyszeli jakiś szmer.

– Kto tam?

Justin otworzył usta, ale nie wykrztusił ani słowa.

– Pan Bane? – powiedziała Laura. – Czy moglibyśmy z panem pomówić?

– O czym?

– Nazywam się Justin Bane. – Justin zdziwił się, że odzyskał głos. – Jestem... 

pańskim synem. Musimy porozmawiać.

To pilne.

Po chwili ciszy drzwi się otworzyły.

Justin   jednak   poznał   ojca.   Jego   wspomnienia   były   wprawdzie   wyblakłe,   a 

stojący przed nim mężczyzna dużo starszy niż ten, którego zapamiętał, ale nie 

ulegało wątpliwości, że to jego ojciec. Ukłonił się.

– Justin junior? Niech to wszyscy diabli. – Starszy pan spojrzał na dziecko. – 

background image

Moja wnuczka?

– Dzień dobry. My...

– Twoja żona?

– Nie. Pani Laura King jest prawnikiem.

– Prawnikiem? – Justin senior niechętnie zaprosił ich do pokoju. – Siadajcie. 

Mój chłopcze, po co przyszedłeś? Sprawdzić, jaki spadek dostaniesz? – Ojciec 

zaśmiał się z własnego dowcipu. – Jeszcze nie wybieram się w zaświaty, więc na 

razie na nic nie licz.

– To drogi hotel. Widocznie nieźle ci się powodzi.

– Ostatnio rzeczywiście mi się wiedzie. Ale pieniądze są jak woda. Płyną.

Laura usiadła, ale Justin wolał stać. Skrzyżował ręce na piersiach i poważnie 

patrzył na ojca.

– Przyjechałem w sprawie Jenny.

– Kto to taki?

– Twoja córka. – Justin wskazał niemowlę. – Ona.

Pan Bane zamrugał, przyjrzał się dziecku i skinął głową.

–   Córka   Lindy.   Co   cię   łączy   z   tą   kobietą?   Zażądała   pieniędzy   za   to,   żeby 

dziecko miało moje nazwisko. Wyobraź sobie, że musiałem wybulić tysiączek. Czy 

mała nazywa się Bane?

– Tak. Linda jest w więzieniu.

– Powinęła się jej noga? A mówiłem, żeby się nie wygłupiała...

–   Przyjechaliśmy   omówić   los   dziecka.   Linda   zgodziła   się   oddać   córkę   do 

adopcji. Potrzebna jest twoja zgoda. Tylko tyle. Będziesz miał kłopot z głowy.

– Nic z tego. To moje dziecko. Żadnej adopcji nie będzie.

Justin zacisnął pięści i wbił wzrok w stolik. Pamiętał inną adopcję, której ojciec 

się sprzeciwił. Z trudem opanował gniew.

– Dlaczego? – wycedził.

background image

– Bo jest moją córką.

– Chcesz ją wychowywać?

– Nie. To obowiązek matki. Ale chcę, żeby dzieciak miał moje nazwisko.

Więc tylko o to chodzi.

– Linda długo posiedzi w więzieniu. Ja zaadoptuję Jennę, więc będzie nosić 

nasze nazwisko.

– Aha. To zmienia postać rzeczy. Takie rozwiązanie mi odpowiada. – Starszy 

pan wzruszył ramionami i zapalił papierosa. – Chcesz wychowywać siostrę? Hm, 

zawsze byłeś dziwny.

– Skąd wiesz? Przecież mnie nie znasz.

– Nie próbuj budzić mojego sumienia. Byłem wyrostkiem, gdy się urodziłeś, a 

zaledwie   dwudziestolatkiem,   gdy   urodził   się   Ben.   Prędko   straciłem   żonę.   Sam 

byłem prawie dzieckiem. Jak można było oczekiwać, że zajmę się synami?

– Teraz jesteś dorosły.

– Tak.  Postarzałem  się.  – Ojciec  mrugnął porozumiewawczo. – Ale jeszcze 

spłodziłem potomka.

– Dasz oficjalną zgodę na to, żebym zaadoptował Jennę?

– Dam, jeśli Linda tego chce. Skoro obiecujesz, że dziecko będzie nosić moje 

nazwisko, nie sprzeciwiam się.

Justin miał ochotę zapytać, dlaczego nazwisko jest takie istotne, ale bał się, że 

nie spodoba mu się argumentacja ojca. Na pewno będzie to jakiś idiotyczny pogląd 

o nieśmiertelności poprzez potomstwo. Ojcu nie wystarczało samo przekazywanie 

genów, musiał jeszcze przekazać nazwisko.

– W porządku. Lauro, idziemy.

– Już? Bez podziękowania?

Justin z trudem opanował złość.

– Dziękuję. Przyślemy ci papiery do podpisu.

background image

– Synu, nie powiedziałeś mi nic o sobie. Jak zarabiasz na życie? Rozkręciłeś 

jakiś interes?

– Jestem nauczycielem – odparł Justin oschle.

– Uniwersyteckim? Uczysz studentów?

– Nie, małe dzieci.

– Taka robota nie daje pieniędzy, co?

– Nie. Ale tobie się powodzi, więc mam nadzieję, że będziesz regularnie łożył 

na utrzymanie córki.

Starszy pan szeroko otworzył drzwi.

– Nie licz na to. Skoro ją adoptujesz, wszystkie obowiązki spadają na ciebie.

Przed hotelem Justin odetchnął pełną piersią.

– Całe szczęście, że tak prędko się zgodził i mam już tę wizytę za sobą. Nie 

uśmiecha   mi   się   powtórka.   Obyśmy   przeprowadzili   adopcję,   zanim   ojciec 

zorientuje się, że jestem zamożny.

– O nic nie zapytał – wybuchła Laura. – Ani czy masz dom i rodzinę, ani czy 

starczy ci na wychowanie dziecka. Czy los córki jest mu naprawdę obojętny?

– Mówiłem ci, jaki on jest. Dobrze, że przynajmniej matka kocha Jennę... po 

swojemu. Nie może jej wychować, ale przynajmniej darzy uczuciem.

– Czy... A, nieważne.

– Co takiego?

– Chciałam zapytać, czy zabierzesz od czasu do czasu Jennę na widzenie, ale to 

nie moja sprawa.

–   O   tym   też   trzeba   będzie   pomyśleć.   Muszę   się   dowiedzieć,   czego   Linda 

oczekuje i co będzie najlepsze dla dziecka.

– Słusznie.

Szli dalej w milczeniu.

background image

– Co za argumentacja! – syknął Justin, kiedy już siedzieli w samochodzie. – 

Ojciec nie pozwolił, żeby mnie adoptowano, bo chciał, żebym nosił jego nazwisko. 

Słyszałaś tę cholerną bzdurę?

– Słyszałam.

Justin zacisnął palce na kierownicy.

– Teraz to bez znaczenia. Gdyby mnie zaadoptowano, na pewno nie spotkałbym 

Jenny.   I   moja   siostra   nie   miałaby   nikogo   na   świecie.   Czyli   koniec   końców 

wszystko wyszło na dobre.

– Jutro zacznij działać. Porozmawiaj z ludźmi z opieki, weź adwokata – mogę 

być ja, jeśli chcesz, ale lepszy byłby specjalista od adopcji. Postaraj się, żeby jak 

najprędzej przyznano ci prawo do dziecka. Zanim twój ojciec zażąda pieniędzy za 

podpis. Po doprowadzeniu sprawy do końca wszystko będzie prostsze.

– Na razie mi ulżyło, że jedno nieprzyjemne spotkanie mam za sobą.

W milczeniu jechali przez miasto. Wstąpili do restauracji na spóźnioną kolację, 

ale podczas posiłku też mało mówili. Dla Laury było oczywiste, że Justin pragnie 

w samotności uporać się z myślami.

Kiedy weszli już na trzecie piętro, Laura powiedziała:

– Wpadnę jutro po pracy. Powodzenia. Zadzwoń, jeśli będziesz miał kłopoty.

Chciała odejść, ale Justin schwycił ją za rękę.

– Chyba o czymś zapomniałaś.

Skądże. Pamiętała o obiecanym pocałunku. Myślała o nim podczas jazdy, ale 

sądziła, że Justin zapomniał.

– Masz rację. – Podała mu torbę z pieluszkami. – Proszę.

Dobranoc.

– Nie o to chodzi.

Laura starała się przybrać minę niewiniątka, ale zdradził ją figlarny uśmiech.

– Ach to tak? Stroisz sobie żarty? Udajesz, że zapomniałaś o umowie? – Justin 

background image

bezradnie   popatrzył   na   drzwi.   Miał   zajęte   ręce,   w   jednej   trzymał   fotelik,   a   w 

drugiej dłoń Laury.

– Zabrałaś klucz do mojego mieszkania?

– Tak.

– Więc bądź tak dobra i otwórz drzwi. Ja nie mogę.

– Boisz się, że ucieknę?

– Owszem.

Laura lewą ręką otworzyła drzwi, a Justin zamknął je nogą. Odstawił fotelik i 

objął Laurę.

– Nareszcie. W korytarzu nie chciałem urządzać przedstawienia dla sąsiadów.

Laura   uśmiechnęła   się.   Justin   oddychał   ciężko,   a   stał   tak   blisko,   że   czuła 

falowanie jego klatki piersiowej. Spojrzeli sobie w oczy i Laurę zalała fala gorąca. 

Ogień płonący w ciemnych oczach rozjaśnił jej uśmiech.

Wyszeptali swoje imiona. Nie wiadomo, kto wykonał decydujący ruch.

Nagle Jenna zaczęła popłakiwać.

Ich usta rozdzieliły się, ale ciała pozostały tuż obok siebie.

– Zostań – szepnął Justin.

Laura poczuła, że się zakochała.

To niedopuszczalne! To grozi utratą kontroli nad rozwojem wypadków!

–   Muszę...   już...   iść   –   wykrztusiła,   odpychając   Justina.   –   Praca.   Wcześnie 

wstaję. Muszę iść spać.

Otworzyła drzwi.

– Tylko się nie przepracuj.

– Dobrze.

Ale czy w ogóle będzie w stanie pracować, gdy straciła głowę i serce?

Leżała   już   w   łóżku,   kiedy   usłyszała   szum   wody   za   ścianą.   Potem   śpiew. 

Pierwszy raz od dnia, gdy sąsiad dowiedział się, że w mieszkaniu obok słychać 

background image

jego występy. Justin improwizował na temat miłości.

Laura cieszyła się, że wrócił mu dobry humor.

background image

Rozdział 8

W poniedziałek około południa otworzyły się drzwi i Justin wpadł jak burza do 

biura Laury. Laura zerwała się na równe nogi. Zdumiona patrzyła na zaciśnięte 

pięści i oczy miotające błyskawice. Wystraszyła się.

– Co się stało? Dlaczego jesteś sam? Gdzie Jenna?

Justin uderzył pięścią w ścianę tak mocno, że zadźwięczały szyby w oknach.

– Wzięli ją. Zabrali mi siostrę.

Laura podbiegła, schwyciła go za rękę i siłą odwróciła w swoją stronę.

– Kto? Co? Gdzie?

Justin milczał. Potrząsnęła nim i krzyknęła:

– Słyszysz, o co pytam? Mów! Co się stało?

– Poszedłem do biura opieki. Przeklęci urzędnicy! Zabrali mi Jennę, żeby dać ją 

obcym ludziom.

Laura   objęła   go,   ale   wyrwał   się   i   podszedł   do   okna.   Trząsł   się   ze   złości. 

Skrzyżował ręce na piersiach, ale nadal miał zaciśnięte pięści i wyglądał groźnie.

Laura zastanawiała się, jak w takim nastroju rozmawiał z urzędniczką. Miała 

nadzieję, że nie powiedział nic, co mogłoby zaszkodzić ich sprawie.

Jego sprawie, poprawiła się natychmiast.

Ujęła go za rękę i kazała mu usiąść. On jednak pozostał niewzruszony.

–   Proponuję,   żebyśmy   porozmawiali   spokojnie.   Opowiedz   mi   wszystko   po 

kolei. Poszedłeś do nich sam czy z adwokatem?

– Sam.

– Mój błąd. Powinnam była iść z tobą. Ależ ja jestem bezmyślna!

– Nie sądziłem, że pomoc prawnika będzie mi tak prędko potrzebna. Trzymali 

mnie przez dwie godziny, zasypali pytaniami, a potem odprawili z kwitkiem. – 

background image

Justin zaklął szpetnie i odwrócił się do okna. – Skończony bałwan ze mnie.

Dlaczego poszedłem sam? Życie niczego mnie nie nauczyło.

– Co ci powiedzieli? Jak uzasadnili fakt, że zabierają dziecko?

Justin kręcił głową, jakby wolał o tym nie mówić.

–   Jeśli   dokładnie   zreferujesz   mi   przebieg   tej   rozmowy,   może   znajdę 

rozwiązanie.   Znam   system   od   strony   prawnej.   Jesteś   bratem   Jenny,   więc   nie 

pojmuję, dlaczego ją zabrano.

– Rozpoznali mnie – wykrztusił Justin, nerwowo bębniąc palcami w szybę.

– Nie rozumiem.

–   Jako   chłopiec   nie   byłem   aniołem.   Raczej   diabłem,   przekleństwem   dla 

opiekunów. Wyobraź sobie, że baba, która się mną zajmowała... i oczywiście miała 

ze mną kłopoty, wciąż tam pracuje. Pamięta moje wybryki. Na przykład to, że 

wysmarowałem masłem fotele w jej samochodzie.

– Uczucia urzędniczki w stosunku do ciebie nie powinny wpływać na sprawę 

Jenny. Wyskoki wyrostka nie mają tu nic do rzeczy.

Justin lekceważąco machnął ręką.

– Powiedz to im, nie mnie. Przez tę jędzę odebrali mi siostrę.

– Gdzie jest teraz Jenna? Co z nią zrobią?

–  Umieszczą  ją  w  tymczasowej rodzinie zastępczej. Chcą  dokładnie zbadać 

sprawę, ale nie raczyli powiedzieć, jak długo to „badanie” potrwa.

– Powinnam była to przewidzieć – rzekła Laura półgłosem.

– I przygotować cię na taką ewentualność. Przepraszam.

Justin odwrócił się od okna.

– Przypuszczałaś, że tak będzie? Wiedziałaś, a mimo to radziłaś mi, żebym do 

nich poszedł?

– Spokojnie, spokojnie. Nie było innego wyjścia. Gdybyś sam się nie zgłosił, 

prędzej czy później oni przyszliby do ciebie i zabrali Jennę. A wtedy nie miałbyś 

background image

żadnej   szansy,   żeby   dostać   ją   z   powrotem.   Musiałeś   oficjalnie   zgłosić,   że 

podrzucono ci dziecko. Przecież od początku wiedzieliśmy, że procedura nie będzie 

łatwa. Mimo że jesteś bratem.

Justin przemierzał pokój wielkimi krokami.

– Bądź tak dobra i wyjaśnij, skąd te komplikacje. Jakie mam szanse? Co mogę 

zrobić, żeby dostać Jennę z powrotem?

– Problem w tym, że ludziom samotnym niechętnie przyznaje się opiekę nad 

dziećmi, szczególnie nad niemowlętami.

Jest dużo małżeństw pragnących adoptować dzieci, więc bez trudu znajdą nową 

rodzinę dla Jenny.

– Ale to niemowlę ma rodzinę. – Justin uderzył pięścią w stół. – Jak można 

oddać dziecko w obce ręce, gdy ma brata, który chce je wychować?

Laura położyła dłoń na jego zaciśniętej pięści.

– Nie krzycz na mnie. Przecież wiesz, że jestem po twojej stronie.

– Przepraszam.

– Pełna rodzina gwarantuje lepsze warunki rozwoju. Dlatego małżeństwa mają 

pierwszeństwo w sprawach o adopcję.

A ty jesteś kawalerem. Ale nie poddawaj się, nie rezygnuj, bo jeszcze masz 

szansę. Złożyłeś urzędowe podanie i wkrótce należy spodziewać się odpowiedzi. – 

Zawahała się. – Mam nadzieję, że... Chyba nie... zrobiłeś awantury? Powiedziałeś, 

co myślisz o systemie opieki społecznej?

Justin zaklął pod nosem.

–   Oczywiście,   że   nie.   Wiedziałem,   że   jeśli   stracę   panowanie   nad   sobą, 

przepadnie szansa odzyskania Jenny. Byłem uprzejmy i uśmiechnięty. Nie mogą mi 

nic zarzucić.

– Świetnie.

– A co będzie, jeśli dostanę odmowną odpowiedź? Można się odwoływać? Musi 

background image

być jakaś furtka.

– Zawsze jest. Uspokój się. Wiem, że ci trudno, ale złość tylko przeszkadza.

Justin usiadł na krześle i znużonym gestem przeciągnął dłonią po twarzy.

– Już się uspokajam.

– Zrobię wszystko, co się da, żeby ci pomóc. Nie trać nadziei.

Justin   długo   wpatrywał   się   w   podłogę,   aż   wreszcie   uniósł   głowę   i   po   jego 

ustach przemknął cień uśmiechu.

– Co ja bym bez ciebie począł?

– Utrudniłbyś przebieg sprawy.

– Możliwe. Doceniam wszystko, co dotychczas dla mnie zrobiłaś. – Wyciągnął 

rękę. – Chodź do mnie.

Laura pozwoliła się objąć.

– Po co?

– Muszę oderwać myśli od Jenny. Poza tym pewno nie wiesz, jak smakuje 

pocałunek w pracy.

– To zależy – rzekła Laura z figlarnym błyskiem w oku.

Pozornie  była   spokojna,  ale   wewnętrznie   drżała   z   podniecenia.   –  Pamiętam 

jeden służbowy epizod.

– Opowiedz.

– W Nowy Rok, pod jemiołą, pocałował mnie pan Warren.

Ale   przedtem   biedak   zgubił   okulary,   więc   chyba   pomylił   mnie   ze   swoją 

asystentką, kobietą w bardzo dojrzałym wieku.

– Nastąpiło trzęsienie ziemi?

–   Raczej   potop,   bo   zaskoczona   cofnęłam   się   i   wpadłam   na   wiaderko   ze 

stopionym lodem.

– Spróbujemy więc zatrzeć tamto wspomnienie.

Laura zarzuciła mu ręce na szyję.

background image

– Ale co będzie, jeżeli szef przyłapie mnie na karesach w godzinach pracy?

– Powiesz mu, że zostałaś ubezwłasnowolniona.

Kilka sekund później Laura zapomniała, że jest w pracy, a za ścianą znajdują 

się koledzy. W tym pocałunku była prośba, którą rozumiała, oraz pragnienie, które 

mogła zaspokoić. Justin potrzebował jej, a ona jego. Pragnęli tego samego.

Przeszkodził im telefon.

Laura nerwowo poprawiła bluzkę, odchrząknęła i... przełączyła telefon, bo nie 

czuła się na siłach rozmawiać z kimkolwiek.

–   Wybraliśmy   bardzo   odpowiedni   moment   –   szepnął   Justin   z   łobuzerskim 

uśmiechem.

– Nie można było lepiej.

–   Idę   do   domu.   –   Justin   wstał.   –   Możesz   mi   polecić   jakiegoś   adwokata 

specjalizującego się w adopcjach?

– Tak. – Laura napisała na kartce kilka nazwisk i numery telefonów. – Proszę.

– Dziękuję.

Justin pocałował ją w policzek i ruszył w stronę drzwi.

–   Zaczekaj!   –   zawołała.   –   Czy   wiesz,   jak   wyglądasz?   Nie   możesz   się   tak 

pokazać ludziom, bo gadania byłoby na rok.

Zapięła mu koszulę, poprawiła kołnierzyk, przygładziła włosy. Potem odsunęła 

się i obrzuciła go krytycznym spojrzeniem.

– No, teraz wyglądasz przyzwoicie.

Justin pocałował ją w usta.

– Dziękuję. I zapraszam do siebie na kolację. Masz klucz, więc nie dzwoń, 

tylko wchodź.

– Dobrze.

Patrzyła w ślad za nim i zastanawiała się, czy pozbawił ją wolnej woli.

background image

Dzięki temu, że ktoś na nią czekał, powroty do domu były teraz przyjemniejsze, 

a wchodzenie po schodach łatwiejsze. Laura pilnowała się, by nie marzyć, nie dać 

się   ponosić   fantazji   i   nie   ulegać   romantycznym   mrzonkom.  Ale   było   to   coraz 

trudniejsze. Justin niepostrzeżenie zawładnął jej sercem.

Gdy weszła do mieszkania, był zajęty szukaniem w Internecie informacji o 

procedurach adopcyjnych.

– Dzień dobry. Uspokoiłeś się trochę?

– Nie bardzo. Jestem niecierpliwy, martwię się. – Lekko wzruszył ramionami. – 

Szukam przepisów, przykładów. Zadzwoniłem do ludzi, których telefony mi dałaś, 

ale z nikim się nie umówiłem. Boję się wybrać nieodpowiedniego adwokata.

– Za bardzo się przejmujesz.

Laura udawała optymizm, którego naprawdę w niej nie było. Sprawa może 

ciągnąć się miesiącami, a nawet łatami. Justin ściągnął brwi i zapatrzył się w sufit.

– Po głowie chodzi mi tylko jedno. Nie byłoby problemu, gdybym miał żonę, 

prawda? Jako człowiek żonaty i brat Jenny, szybko bym ją odzyskał.

Laura przysiadła obok niego.

– Tak. Miałbyś w ręku mocne argumenty.

Justin ukrył twarz w dłoniach.

– Właśnie. I zrobię to.

– Niby co?

– Ożenię się. Jeśli to najlepszy sposób, by odzyskać Jennę.

– Ożenisz się? – powtórzyła Laura z niedowierzaniem.

--Tak.

– Mówisz poważnie?

– Jak najbardziej.

Nie  wierzyła.  Uważała,  że   żartuje  albo  bredzi.  Przełknęła  ślinę,  chrząknęła. 

Bała się, że zadrży jej głos.

background image

– Wybrałeś już kandydatkę na żonę? – wykrztusiła.

Justin spojrzał na nią jakoś dziwnie.

– Wiem, że pokochałaś Jennę... Jeśli się pobierzemy...

Laura zamrugała gwałtownie.

– Co ty mówisz? – szepnęła.

–  Wiem,   proszę   o   bardzo   dużo,   ale   to   będzie   tymczasowe   małżeństwo.   Do 

czasu, aż będziemy pewni, że nikt nie zabierze mi siostry.

– Miałabym zostać twoją żoną? – spytała Laura piskliwym głosem. – Chcesz 

się ze mną ożenić?

– Na kilka tygodni.

Dlaczego na tak krótko? Laura poczuła się zawiedziona.

– To będzie tylko formalność. Małżeństwo ze względów praktycznych.

– Oczywiście...

Względy praktyczne! Jasne, przecież ona jest osobą praktyczną i dotąd chętnie 

pomagała Justinowi.

Więc   dlaczego   czuje   się   zawiedziona?   Czyżby   z   powodu   tych   kilku 

pocałunków?

– Nie liczę na to, że pomożesz mi wychowywać Jennę – ciągnął Justin. – Nawet 

lepiej,   żebyś   się   nią   zbytnio   nie   zajmowała.   Nie   chcę,   żeby   tęskniła,   kiedy 

odejdziesz.

Nie zajmować się Jenną?

Laura wbiła paznokcie w dłoń, żeby nie krzyczeć.

–   Dokąd   mam   odejść?   –   spytała   zdumiewająco   opanowanym   głosem.   – 

Przecież mieszkam za ścianą.

– Chyba się przeprowadzę.

– Jak to? Kiedy?

– Nie denerwuj się. Dopiero wtedy, gdy doprowadzimy sprawę do końca. Nie 

background image

oczekuję, że przeniesiesz się razem z nami. I tak za dużo od ciebie żądam.

Wyprowadzą się. Tylko Jenna i on, powtórzyła Laura w duchu. Oczywiście!

Walczyła z ogarniającym ją rozczarowaniem. Justin nie myślał ani o sobie, ani 

o niej, tylko o przyszłości dziecka. Dlatego nie uświadamiał sobie, jak brutalne są 

jego słowa, jak bardzo ją ranią.

– To nie jest kwestia paru tygodni – rzekła martwym głosem. – Małżeństwo 

może potrwać rok.

– Odmawiasz?

Laura wstała. Teraz ona przemierzała pokój wielkimi krokami. Nie chciała, by 

Justin zauważył, że ma łzy w oczach. Starała się opanować drżenie głosu.

– Cóż, przyznaję, że nie są to oświadczyny, o jakich marzyłam.

– Wiem. Chciałabyś, żeby ukochany padł przed tobą na kolana, dał ci złoty 

pierścionek i przysiągł, że nie opuści cię do śmierci.

–   Co   w   tym   dziwnego?   To   przecież   typowe   marzenia.   Tak   jesteśmy 

wychowywane. Wzajemna miłość jest obowiązkowa, klęcząca pozycja może, ale 

nie musi być, kosztowny pierścionek niekoniecznie, ale dozgonna wierność jest 

absolutnie niezbędna.

– Rozumiem i wycofuję się. – Justin westchnął zrezygnowany. – Wykombinuję 

coś innego. Zapomnij, co powiedziałem.

Laura   popatrzyła   na   niego   groźnie   i   nadludzkim   wysiłkiem   zdobyła   się   na 

autoironię.

– Zapomnieć o pierwszych oświadczynach? Nigdy w życiu.

Osiągnęła zamierzony efekt. Justin najpierw zrobił zdziwioną minę, po czym 

wybuchnął śmiechem.

Laura   opanowała   rozgoryczenie.   Dziecko   jest   najważniejsze.   Później   będzie 

dość czasu na leczenie ran.

– Omówmy to teoretycznie. Proponujesz, żebyśmy zamieszkali razem?

background image

– To chyba konieczne podczas załatwiania formalności.

Zanim zapadnie ostateczna decyzja.

– Dobrze. Zrobię ten ryzykowny krok.

Justin wyglądał tak, jakby zamiast ulgi odczuł strach.

– Naprawdę?

Laura miała ochotę zaprzeczyć, żeby tylko z jego oczu zniknął wyraz paniki. 

Ale  to   w  końcu  jego   pomysł.   Oboje  muszą  zapomnieć  o   swoich  uczuciach  ze 

względu na małe dziecko, które pokochali.

– Tak, wyjdę za ciebie. Nie robię tego jednak dla ciebie, lecz wyłącznie dla 

Jenny. Jeśli do jutra nie zmienisz zdania, pobierzemy się.

– Nie rozmyślę się. Dla Jenny zrobię absolutnie wszystko.

Laura czuła, że ogarnia ją przerażenie. Przecież nie będzie prawdziwą żoną. Ten 

ślub to jedynie środek do osiągnięcia celu.

– Kiedy się pobierzemy?

– Jak najszybciej. W piątek.

– W ten?

– Tak.  Za  tydzień  mają rozpatrywać  sprawę  Jenny,  więc wolałbym  być  już 

żonaty. Zgodzisz się na taki termin?

Laura bała się, że za moment zemdleje.

– Nie widzę przeszkód.

Czyżby?

Widziała niejedną przeszkodę.

Zajechała   przed   dom   rodziców,   ale   długo   nie   wysiadała   z   auta.   Starała   się 

odwlec nieuniknioną rozmowę. Wiedziała, że trudno będzie jej wyjaśnić rodzinie, 

dlaczego zgodziła się na ślub.

Jak przyjmą wiadomość, że w piątek ich córka będzie miała męża i pasierbicę? 

background image

Wprawdzie polubili Justina i Jennę, lecz jak zareagują na wieść o tymczasowym 

małżeństwie z rozsądku, zawartym w konkretnym celu?

A jej zranione uczucia i duma?

Cóż, spotkanie z rodzicami nie będzie ani łatwe, ani przyjemne.

Laura zrobiła kilka głębokich wdechów, powoli odpięła pas i wysiadła.

– Witaj, jubilatko! – zawołała uradowana pani King. – Bardzo się cieszę, że 

dzisiaj przyjechałaś. – Objęła córkę i ucałowała. – Jeszcze raz życzę ci wszystkiego 

najlepszego z okazji urodzin.

Rzeczywiście, przecież to dziś są jej urodziny. Zupełnie zapomniała.

– Trzeba gdzieś zapisać, że w ciągu tygodnia widzę cię już trzeci raz. Czy twój 

szef wreszcie uznał, że jesteś więcej warta za życia niż po śmierci?

Laura uśmiechnęła się blado.

– Tatuś w domu?

– Nie. Pojechał po gwoździe. W garażu jest ich pełno, ale rzekomo są za stare 

do nowego obrazu.

– Nawet lepiej, że jesteś sama.

Laura   wiedziała,   że   ojciec   nie   zaakceptuje   fikcyjnego   ślubu.   Bezpieczniej 

najpierw wtajemniczyć matkę.

– Stało się coś złego? – zagadnęła starsza pani.

Laura nie odpowiedziała. Przeszła przez kuchnię i jadalnię do swojej dawnej 

sypialni. Matka szła za nią coraz bardziej zaniepokojona.

– Dziecko, co ci jest?

–   Nic.   –   Laura   przysiadła   na   łóżku.   –   Nie   stało   się   nic   złego,   ale   muszę 

powiedzieć ci...

– Co, dziecino?

– Proszę cię, wysłuchaj mnie do końca. I nie wyciągaj pochopnych wniosków.

– Dobrze. – Matka chwyciła się za serce. – To coś poważnego, prawda? Jesteś 

background image

w ciąży?

– Nie.

– Więc o co chodzi?

– Słuchaj cierpliwie. Chodzi o Justina... i o Jennę.

--Aha.

– Odebrali mu Jennę, a Justin chce uzyskać prawo do opieki nad siostrą. Będzie 

miał większe szanse, jeśli się ożeni.

– Logiczne.

Pani   King   starała   się   dotrzymać   obietnicy   i   nie   wyciągać   pochopnych 

wniosków. Laura zaczerpnęła tchu.

– Mam zamiar mu pomóc.

--Jak?

– Wziąć z nim ślub.

–   Brawo.   –   Pani   King   klasnęła   w   ręce.   –   Nareszcie   wychodzisz   za   mąż! 

Wspaniale!   Wiedziałam,   że   tak   będzie.   Mówiłam   ojcu,   że   Justin   byłby 

odpowiednim mężem dla ciebie.

Tak się cieszę. Już biorę kartkę i pióro i zaczynam planować.

Szkoda, że musicie wziąć ślub tak prędko. No trudno, ale wesele i tak będzie 

huczne. Gdzie mój notes?

Laura pociągnęła matkę za rękę i zmusiła ją, by usiadła.

–   Mamo,   proszę   cię,   wysłuchaj   mnie   do   końca.   To   nie   będzie   prawdziwe 

małżeństwo. Tylko formalne, żeby Justinowi przyznano opiekę nad dzieckiem. Nie 

bierzemy prawdziwego ślubu.

– Ale w urzędzie?

--Tak.

– I zamieszkacie razem?

– Tak.

background image

– Kochasz go, prawda?

– Tak... nie.

– Rozumiem.

– Mamo, jesteś niemożliwa!

– Powiedziałaś mu?

– Oczywiście, że nie.

– A on?

– Nie jest we mnie zakochany, jeśli o to pytasz.

Matka machnęła ręką.

– Jestem innego zdania. Widziałam, jak na ciebie patrzy.

Kiedy ślub?

Laura odetchnęła z ulgą. Była dumna, że jak dotąd panuje nad uczuciami. Ale 

nadal musi się bardzo pilnować.

– W piątek.

– Za prędko. – Pani King zasępiła się. – Przesuńcie chociaż na sobotę. Do 

piątku jest za mało czasu.

– Po co nam czas? Jedziemy do ratusza tylko we dwoje.

– Nonsens. – Starsza pani zerwała się, jakby nagle ubyło jej lat. – Słyszę, że 

ojciec wrócił. Chodź, powiemy mu.

Laura dotarła do mieszkania ostatkiem sił.

– O Boże! Ledwo żyję.

Skuliła się na kanapie i przykryła kocem. Justin patrzył na nią zaintrygowany.

– Jubilatka coś marnie wygląda. Myślę, że dobrze zrobią ci lody.

– Oj, tak. Z czekoladą.

– Zaraz dostaniesz.

Wrócił z olbrzymią porcją, na którą Laura spojrzała z mieszaniną łakomstwa i 

background image

niepokoju. Pomyślała, że  zawsze  podobnie patrzy  na mężczyznę,  który  te lody 

niesie. Jedno i drugie było równie niebezpieczne dla zdrowia ciała i duszy.

– Czy zdajesz sobie sprawę, że masz zgubny wpływ na moja talię?

W duchu dodała, że jego wpływ na jej serce jest jeszcze bardziej niebezpieczny.

– Usiłuję zmienić chudzinę w szczupłą kobietę. – Justin przyklęknął i zaczął ją 

karmić jak dziecko. – Czemu straciłaś humor? Miałaś przykrości w pracy?

– Znacznie gorzej.

– Wyrzuć to z siebie, a zaraz ci ulży.

– Powiedziałam rodzicom o naszych planach.

– Ciężkie przeżycie?

– Bardzo.

– Zostanę zlinczowany?

– Nie. I w tym sęk. Rodzice są zachwyceni i nie słuchają żadnego rozsądnego 

tłumaczenia.   Wmówili   sobie,   że   pobieramy   się   z   miłości.   –   Udało   się   jej 

powiedzieć to z zaplanowaną ironią.

– Nie powiedziałaś o Jennie i adopcji?

– Mówiłam, ale to nic nie dało. Poznałeś moją mamę i wiesz, jaka jest. Słyszy 

tylko to, co chce usłyszeć, a wszystko inne puszcza mimo uszu. Cieszy się, że 

wyda mnie za mąż i już zrobiła na półce miejsce na nasze ślubne zdjęcie.

O, z wrażenia zapomniałeś o lodach. Patrz, rozpuszczają się.

– Matka koniecznie chce, żebyś miała męża? Choćby mnie?

Laura szeroko otworzyła oczy.

– A czego ci brak?

– Moim skromnym zdaniem nie jestem materiałem na idealnego zięcia.

–   Jeśli   zdałeś   u   mamy   pierwszy   egzamin,   zdasz   wszystkie   inne.   Jest   tobą 

zachwycona. Częściowo z powodu Jenny.

Rozbraja ją widok mężczyzny z dzieckiem na ręku.

background image

Ta słabość widocznie jest genetyczna.

Justin odstawił czarkę na stolik i usiadł wygodnie.

– Serdecznie ci współczuję. Chcesz, żebym odbył poważną rozmowę z twoimi 

rodzicami?

Laura oczyma wyobraźni ujrzała tę scenę. Justin tłumaczy rodzicom, że nie 

kocha ich córki, że ona mu tylko pomaga, a on jest jej za to bardzo wdzięczny. 

Wtedy ojciec z wyrzutem spojrzy na matkę i zapyta, dlaczego twierdziła, że Laura 

kocha przyszłego męża. I wszystko się wyda.

– Nie. – Westchnęła ciężko. – Szkoda fatygi.

Justin miał podkrążone oczy i po jednej nocy bez Jenny wyglądał gorzej niż po 

bezsennych   nocach   spędzonych   na   kołysaniu   niemowlaka.   Boleśnie   przeżywał 

rozłąkę z siostrą. Laura pragnęła go pocieszyć. Delikatnie pogładziła szczeciniaste 

policzki.

Miała ogromną ochotę poprosić, żeby ją pocałował. Niemal czuła jego ciepłe 

usta na swoich, zimnych od lodów wargach.

– O czym myślisz? – szepnął.

Nie mogła się przyznać, że o pocałunkach i pieszczotach. Zakochała się i musi 

się kontrolować, żeby Justin nie domyślił się prawdy.

Do   tego   nie   wolno   dopuścić.   Przynajmniej   nie   teraz.   Nie   należy   mnożyć 

przeszkód.   Najpierw   muszą   bez   komplikacji   wziąć   ślub.  Ale   jak   zabezpieczyć 

serce?   Zachowanie   dystansu   to   jedyny   ratunek.   Nie   chodzi   przecież   o   uczucia 

dwojga dorosłych ludzi, lecz o dobro niemowlęcia. Z wielu powodów emocjonalny 

dystans wobec Justina stał się bardzo ważny.

Laura odwróciła wzrok i podała Justinowi pustą czarkę.

– Myślałam o lodach. Dostanę jeszcze?

Zdezorientowany Justin posłusznie poszedł po drugą porcję. Był pewien, że 

background image

Laura chciała go pocałować, więc nie rozumiał, dlaczego wysłała go po lody. Sapał 

i kręcił głową. Żeni się z kobietą, której nie może nawet pocałować. Dziwne.

Przypomniał sobie, że robi to  dla Jenny. Oboje  poświęcają  się  dla dziecka. 

Laura wcale nie jest zachwycona fikcyjnym ślubem. On też wolałby prawdziwy.

Gdy   wrócił   do   pokoju,   Laura   niewidzącym   wzrokiem   wpatrywała   się   w 

telewizor i udawała, że ogląda film przyrodniczy.

Justin pomyślał, że za kilka dni ta piękna kobieta zostanie jego żoną. Wtedy 

będą mogli całować się i pieścić... Jeżeli zechcą.

Westchnął tak głośno, że wyrwał Laurę z zadumy.

– Co się stało?

– Myślę o naszym małżeństwie.

– Dziwaczne, prawda?

Miała takie kuszące usta. Patrzenie, jak je lody, było torturą. Przedtem oparł się 

pokusie, teraz już nie mógł. Płomiennym pocałunkiem ogrzał jej zimne wargi.

Laura zastygła zdumiona, a potem oddała pocałunek. Justin zadrżał, gdy go 

objęła.

Robiło się coraz cieplej.

Gorąco!

I nagle lodowate zimno!

Justin gwałtownie odsunął się i wstał.

– Przepraszam – zawołała speszona Laura. – Nie chciałam... nie patrzyłam. – 

Złapała serwetkę, by wytrzeć rozlane lody. – Pozwól...

– Nie. – Wyrwał jej serwetkę. – Sam wytrę.

– Bardzo mi przykro – powiedziała Laura, z trudem ukrywając rozbawienie.

– Nie szkodzi. Wezmę prysznic.

Ale zimny tusz nie pomógł i Justin nadal był rozgorączkowany.

Podniecenie przyszło bardzo nie w porę. Przecież Laura pomaga mu, poświęca 

background image

się dla jego siostry, więc nie powinien komplikować jej życia jeszcze bardziej. To 

prawda, coś między nimi iskrzy, ale Laura podkreśla, że zgodziła się na ślub dla 

dobra Jenny. Justin powtarzał sobie, że musi o tym pamiętać, niezależnie od siły 

swych uczuć i pomimo przerażającej świadomości, że gdyby Laura czuła to samo, 

on gotów byłby zaryzykować coś, czego zawsze panicznie się bał.

Ale jego uczucia nie są ważne. Ma wobec Laury dług wdzięczności i spłaci go, 

nie wprowadzając do ich związku komplikacji. Jeśli to tylko będzie możliwe.

Na razie niezbyt mu się udaje. A zaangażowanie uczuciowe nie ułatwi rozwodu. 

Wręcz przeciwnie.

Justin oparł głowę o drzwi i zamknął oczy. Postanowił, że nie będzie całował 

Laury nawet po ślubie.

Niby proste, ale bardzo trudne do zrealizowania.

Państwo  Kingowie  działali  błyskawicznie  i  Laura  nawet  nie  zauważyła,  jak 

wpadła w tryby rozpędzonej machiny. Do dnia ślubu zamierzała trzymać się z dala 

od krewnych, ale w środę wieczorem znowu stała na progu rodzinnego domu. Tym 

razem w towarzystwie mocno speszonego „narzeczonego”.

– Nie masz się czego bać. – Dla dodania otuchy wzięła go pod rękę. – Pamiętaj, 

że rodzice są bardzo przejęci i nie przyjmują do wiadomości, że bierzemy ślub na 

niby. Nie staraj się ich przekonać, że jest inaczej. Ja już próbowałam, ale nic nie 

osiągnęłam. Uważają, że jesteśmy zakochani i Jenna jedynie trochę przyśpieszyła 

bieg wydarzeń.

Justin   przestąpił   z   nogi   na   nogę   i   obejrzał   się,   jakby   rozważał   możliwość 

ucieczki.

– Niezbyt pocieszające – mruknął. – Gdy wystąpimy o rozwód, twój ojciec albo 

brat ustrzeli mnie jak szaraka.

Laura nie chciała myśleć o rozwodzie i miała za złe Justinowi, że ciągle o tym 

background image

mówi.   Rozstania   bała   się   bardziej   niż   tego,   że   w   piątek   przysięgnie   Justinowi 

miłość i wierność po grób.

Pani King wybiegła z kuchni w obłoku apetycznych zapachów i wzięła oboje 

pod rękę.

– Och, jak się cieszę, że was widzę. Piękna z was para.

Wszyscy jesteśmy przejęci.

– Jacy wszyscy?

Jak   się   okazało,   w   jadalni   czekała   reszta   rodziny.   Laura   usłyszała   głuche 

westchnienie, jakie wyrwało się Justinowi, i poczuła, że mocniej zacisnął palce na 

jej ręce.

Steve i Roy zmierzyli Justina mało przyjaznym wzrokiem.

– Małżeństwo z rozsądku? – wycedził Roy, groźnie patrząc na kandydata na 

szwagra. – Co to ma znaczyć?

– Dziecko przyspiesza akcję – wyjaśniła pani King. – Nie pierwsze, które to ma 

na sumieniu. – Odwróciła się do Justina. – Co z Jenną?

– Laura zapewnia, że przebywa u dobrych ludzi, i muszę w to wierzyć. Gdyby 

nie pani córka, zostałbym kidnaperem.

Laura wiedziała, że Justin nie żartuje.

– Wykorzystałam znajomości i dowiedziałam się, komu oddano dziecko. To 

naprawdę dobrzy ludzie. Nie ma powodu do zmartwienia, bo Jenna jest w bardziej 

kompetentnych rękach niż nasze.

Pani King zasępiła się.

– Nikt nie jest bardziej odpowiedni od was, ale cieszę się, że wzięli ją dobrzy 

ludzie. – Pociągnęła Laurę i Justina do pokoju. – Przez cały dzień tkwiłam przy 

komputerze, bo szukałam najlepszego miejsca na wesele. Znalazłam dużo ofert i 

kilka   muszę   wam   pokazać.   Nawet   mimo   krótkiego   terminu   możemy   urządzić 

wspaniałe przyjęcie.

background image

Laura spojrzała na Justina przepraszająco, a na matkę krytycznie.

– Mamo, mówiłam ci, że nasz ślub nie jest prawdziwy. Pobieramy się dla dobra 

Jenny.

– Więc również dla jej dobra spójrzcie na to. Chyba chcecie, żeby z zachwytem 

oglądała ślubne zdjęcia mamusi.

– Nie będę jej mamą.

– Patrz na te suknie i welony. Piękne, prawda? Oczywiście mam swoją suknię 

ślubną. Chcesz przymierzyć? Wielebny Mitchell ucieszył się, że wychodzisz za 

mąż. Ślub w sobotę o drugiej, kwiaty zamówione, goście zaproszeni. Będzie tylko 

najbliższa rodzina. – Pani King podała Justinowi plik kopert. – Proszę. Zaproszenia 

dla twoich krewnych. Wystarczy wpisać imiona i nazwiska, ale będziesz musiał 

zawiadamiać osobiście lub telefonicznie, bo pisemne zaproszenia nie dojdą na czas.

– Mamo! – Laura załamała ręce. – Własnym oczom nie wierzę...

–  Wiem,  że  zdecydowałaś   się   na   skromną  uroczystość   w   ratuszu,  bo   jesteś 

zapracowana. Ale ja mam dużo czasu.

Ty zajmuj się pracą, narzeczonym i dzieckiem, a ja zaplanuję przyjęcie weselne. 

Kiedyś mi podziękujesz.

– Nie mogę...

– Jeśli obawiacie się utrudnień ze strony urzędników, to huczne wesele będzie 

doskonałym   argumentem.   O   miłości   młodych   ludzi   najlepiej   przekonuje   ślub 

kościelny.

– Ale...

– Lauro. – Justin objął ją. – Jeśli to prawda, że przekonamy urzędników, mniej 

skromny ślub nam nie zaszkodzi, prawda?

–   Mamusiu,   przepraszam   cię   na   chwilę,   ale   muszę   coś   powiedzieć... 

narzeczonemu.

Zamknęła się z nim w łazience.

background image

– Co wymyśliłaś?

– Naprawdę ci nie przeszkadza?

--Co?

–   Wszystko.   Nie   pragniesz   zachować   prawa   do   prawdziwego   ślubu,   gdy 

będziesz się żenił z ukochaną kobietą, z którą zechcesz spędzić resztę życia?

Justin przecząco pokręcił głową.

– Dla mnie to nieistotna kwestia, bo więcej się nie ożenię.

A jeśli ślub kościelny nam pomoże, to tym lepiej. Ale rozumiem twoje uczucia. 

Pomówię z twoimi rodzicami i postaram się ich przekonać.

– Nie uda ci się.

– Warto spróbować.

Laura westchnęła. Jeśli jakiś urzędnik zakwestionuje ich małżeństwo... Ślub 

kościelny na pewno pomoże sprawie. Tak będzie najlepiej. W tej sytuacji huczne 

wesele jest już doprawdy drobnostką.

– Daj spokój. Jeśli tobie to nie przeszkadza, mnie też nie.

– Jesteś pewna?

Laura zaprzeczyła w duchu, a głośno powiedziała: – Tak.

Po   kolacji   poszła   do   sypialni   rodziców   przymierzyć   suknię   ślubną   sprzed 

trzydziestu   pięciu   lat.   Przez   sekundę   czuła   się   jak   królewna,   ale   potem   się 

rozpłakała.

– Kochanie, czemu płaczesz? Wyglądasz ślicznie, ale jeśli nie chcesz mojej 

sukni, jeśli wolisz nową...

– Twoja... podoba mi się... naprawdę.

– Nie płacz, bo plamy będą nie do usunięcia.

Laura prędko zawiązała pod szyją ręcznik.

– A teraz mogę płakać?

– Do woli.

background image

– Nawet nie zapytasz, czemu wylewam łzy?

– Nie muszę. Wiem.

– Wiesz? – Laura z wrażenia dostała czkawki. – Niemożliwe.

– A jednak. Jesteś zakochana i bierzesz ślub, ale nie wiesz, co czuje twój luby. 

Musisz się z nim rozmówić.

– Mam go zapytać, czy mnie kocha?

–   Tak.   –   Oczy   pani   King   wesoło   rozbłysły.   –   Oczywiście   subtelnie, 

dyplomatycznie.

– Aha. Może wbiec do płonącego budynku, żeby sprawdzić, czy będzie mnie 

ratował?

– Byle nie w tej sukni.

Laura zaśmiała się mimo woli.

– Mamusiu, jesteś nieoceniona.

– Nie pozwolę ci brać ślubu w mojej sukni, jeśli nie jesteś pewna, że chcesz być 

żoną Justina. Porozmawiaj z nim.

Laura postanowiła odbyć tę zasadniczą rozmowę nazajutrz po powrocie z pracy. 

Najpierw   przedyskutuje   pewną   kwestię   ze   swoim   szefem,   a   potem   poważnie 

porozmawia z Justinem.

Skoro   zdecydowała   się   na   jeden   krok,   może   zrobić   następne.   Jeśli   ma   być 

matką Jenny – choćby tylko przez rok – solidnie wywiąże się z obowiązków.

background image

Rozdział 9

 Możemy porozmawiać?

Justin oderwał od monitora zamglony wzrok, ale gdy zobaczył minę Laury, 

oprzytomniał i wyłączył komputer.

– Coś cię dręczy?

Laura zamierzała zagaić subtelnie, a tymczasem wypaliła prosto z mostu:

– Jakie to będzie małżeństwo?

– O co ci chodzi?

– Po pierwsze, gdzie będziemy mieszkać? Tutaj? W dwóch mieszkaniach?

–   Nie   zastanawiałem   się   nad   tym.   Teraz   myślę   tylko,   jak   odzyskać   Jennę. 

Zamierzam kupić dom, ale już mówiłem, że cię rozumiem. Jeśli wolisz zostać tutaj, 

poczekam z przeprowadzką do... rozwodu.

Jeszcze nie wzięli ślubu, a on już myśli o rozwodzie! Laura zirytowała się. 

Dlaczego marzy o przyszłości z mężczyzną, który nie planuje przyszłości z nią? 

Justin potrzebuje fikcyjnej żony na kilka miesięcy, a potem wyprowadzi się i tym 

samym położy kres ich znajomości.

– Wycofujesz się?

– Nie. Obiecałam i dotrzymam słowa.

– Masz taką minę, jakbyś szła na ścięcie. Nie chcę, żebyś się poświęcała.

– Po prostu dostałam typowej przedślubnej nerwicy.

– Nie dziwię się.

– Następne pytanie: co z moją pracą?

– Nie rozumiem.

– Czy liczysz na to, że rzucę pracę, żeby opiekować się dzieckiem?

– Zwariowałaś? Wychodząc za mnie, żebym mógł odzyskać siostrę, robisz mi 

background image

łaskę. Nie oczekuję, że rzucisz pracę i zostaniesz niewolnicą.

– Musiałam się upewnić.

– Dlaczego praca jest dla ciebie taka istotna? Oczywiście, rozumiem ambicję, 

ale dlaczego tak harujesz?

– Chcę mieć stałe dochody.

– Pieniądze są bardzo ważne?

– Tak. Zawsze mieliśmy ich za mało. Byłam najmłodsza i wszyscy chcieli dla 

mnie jak najlepiej. Rodziców nie stać było na opłacenie moich studiów, więc bracia 

mi pomagali. Wszyscy poświęcili coś na rzecz mojego wykształcenia.

Wiem, że nie odwdzięczę się im za lata wyrzeczeń, ale może spłacę choć część 

długu.

– Naprawdę uważasz, że oczekują zwrotu tych pieniędzy?

– Nie. Ale chcę wyrobić sobie pozycję i pokazać rodzinie, że ich wysiłki nie 

poszły na marne. Nie rozumiesz tego?

– Rozumiem.

– Rozmawiałam dzisiaj z szefem. – Zawahała się. Ogarnęły ją wątpliwości, czy 

słusznie postąpiła. – Od przyszłego miesiąca będę pracować na pół etatu. Przez rok.

Justin długo milczał.

– Przepraszam, ale chyba się przesłyszałem – rzekł wreszcie. – Co zrobiłaś?

– Przechodzę na pół etatu. Już załatwiłam to z szefem. Będę wracać z pracy 

około południa. Ty zostaniesz w domu rano, a ja po południu i dzięki temu Jenna 

zawsze będzie miała opiekę.

– Nie musisz poświęcać kariery zawodowej.

– Nic nie poświęcam. Chcę być z Jenną, bo ją kocham i jestem jej potrzebna. 

Przez rok mogę popracować na pół etatu.

Już podjęłam decyzję.

– Ale co będzie, gdy... – Justin spojrzał w okno. – Nie, nie mogę na to pozwolić.

background image

Laura   traciła   resztki   nadziei.   Znowu   ten   rozwód.   Justin   wciąż   o   nim 

przypomina.

– Podobno lepiej kochać i stracić, niż nigdy nie kochać – rzekła żartobliwym 

tonem, choć dużo ją to kosztowało.

– Co to ma do rzeczy?

– Chodzi mi o Jennę. Nie martwisz się o jej uczucia, gdy ja... gdy mnie... 

zabraknie?

– Oczywiście. To też.

– Obiecuję, że jej nie porzucę. Jeśli pozwolisz, będę zabierała ją na wakacje. 

Jakoś to rozwiążemy.

– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?

--Tak.

Laura   nie   miała   najmniejszej   wątpliwości.   Nie   przypuszczała,   że   dziecko 

zmieni jej poglądy na wiele spraw, ale zmieniło. Pokochała i Jennę, i Justina.

Pozostało ostatnie pytanie. Najtrudniejsze.

– Jeszcze jedna kwestia. Muszę wiedzieć, co myślisz... jak to widzisz... Czy 

będziemy spać razem czy osobno?

Justin otworzył usta, ale wykrztusił jedynie nieartykułowane dźwięki. Dopiero 

po chwili zaklął.

– Dawno się nie jąkałem.

Laura zawstydziła się. Oczywiście, on na pewno myślał, że będą spać osobno. 

Dlaczego miałoby być inaczej Co innego ona..

– Pytasz, czy my... – Justin urwał zakłopotany. – Przepraszam, powtórz pytanie. 

Nie jestem pewien, czy dobrze cię zrozumiałem.

Laura nie zamierzała powtarzać.

–   To   było   kolejne   głupie   pytania.   Perspektywa   wesela   źle   wpływa   na 

funkcjonowanie mojej mózgownicy.

background image

Justin przygryzł wargę i wzruszył ramionami.

– I dlatego masz dziwne pomysły co do moich oczekiwań wobec ciebie. Nie 

liczyłem na to, że rzucisz pracę i nie zamierzałem dochodzić praw małżeńskich.

– Czemu? – wypaliła bez zastanowienia.

Ze wstydu najchętniej zapadłaby się pod ziemię.

– Co? – Justin patrzył na nią wielkimi oczami. – Myślisz, że my...

– Już nic nie myślę.

Chciała wyjść, lecz Justin schwycił ją za rękę i zatrzymał.

– Teraz cię nie puszczę.

Laura oparła głowę na jego piersi.

–   Przepraszam.   Jestem   zdezorientowana.   Nie   wiem,   dokąd   to   wszystko 

prowadzi. Weselne plany mojej mamy mącą mi jasność myślenia. Sądziłam, że 

nowożeńcy spędzają noc poślubną razem i że ja też... Ale widocznie... tracę głowę.

Marudziłaby dalej, gdyby nagle nie znalazła się na kanapie.

Justin całował ją gwałtownie i zachłannie.

Parę minut wcześniej Laura znajdowała się na dnie rozpaczy, a teraz pławiła się 

w   szczęściu.   Czy   nie   przecenia   wrażeń?  Ale   w   pocałunkach   Justina   było   tyle 

obietnic i uczucia, że słowami lepiej by tego nie wyraził.

Wsunęła mu ręce pod koszulę.

– To jest coś, co ludzie robią po ślubie. W sypialni. Dlatego pytałam.

–   Ślub   nie   ma   tu   nic   do   rzeczy.   Będziemy   udawać,   że   nie   jesteśmy 

małżeństwem.

– Będziemy udawać, że nie było wesela?

– Spróbujmy. Ślub z powodu Jenny psuje dobrosąsiedzkie kontakty. Przedtem 

było znacznie lepiej.

Laurze zakręciło się w głowie.

– Jesteś najbardziej bałamutnym mężczyzną na świecie.

background image

– Dziękuję za wątpliwy komplement.

Może   Justin   ma   rację...   Wezmą   ślub,   a   potem   będą   udawać,   że   nie   są 

małżeństwem i po prostu będą opiekować się dzieckiem. A jeśli nastąpi cud i przy 

okazji   się   zakochają?   Cóż,   ona   już   jest   zakochana,   a   zachowanie   Justina   też 

świadczy o pewnym zaangażowaniu. Można więc puścić wodze fantazji i marzyć.

Laura ucieszyła się, że nie skłamie przed ołtarzem. Naprawdę kocha przyszłego 

męża. Ale czy i w nim zbudzi się uczucie do niej?

background image

Rozdział 10

W piątek Laura pracowała tylko do południa. Na lunch Justin podał grzanki z 

serem i z czymś zielonym, prawdopodobnie bardzo zdrowym.

– O jakie „przygotowania” chodzi? – spytała Laura między jednym kęsem a 

drugim. – Mama jeszcze wszystkiego nie dopięła na ostatni guzik?

– Widocznie. Najlepiej będzie, jeśli sama zapytasz, co musimy zrobić.

W tym momencie rozległ się dzwonek. Justin zaczął nerwowo szukać telefonu i 

odezwał się poirytowanym tonem. Laura była zdumiona, że sama jest spokojna, 

chociaż od ślubu i wesela dzieli ją niecała doba.

Gdy Justin skończył rozmowę, powiedziała:

–   Przemyślałam   kwestię   przeprowadzki   i   doszłam   do   wniosku,   że   chętnie 

przeniosę się razem z wami.

Nie doczekała się spodziewanej reakcji.

– Justinie?

Stał z opuszczonymi rękoma.

– Nieszczęście? – zaniepokoiła się.

Nadal nie odpowiadał, jedynie patrzył na nią z kamienną twarzą. Laura poczuła, 

że   jej   serce   zamiera   ze   strachu.   Schwyciła   Justina   za   gors   koszuli   i   mocno 

potrząsnęła.

– O co chodzi? Czy to dotyczy Jenny? Co się jej stało?

–   Przepraszam.   –   Justin   zakrył   twarz.   –   O   nią   bądź   spokojna.   A   to 

niespodzianka! – Głośno przełknął ślinę.

– Dzwoniła ta baba... ta urzędniczka z opieki. – Rozpogodził się. – Dostanę 

Jennę z powrotem. Wprawdzie załatwianie formalności jeszcze trochę potrwa, ale 

uznano, że skoro jestem bratem i mam zgodę rodziców, nie będzie trudności z 

background image

otrzymaniem prawa do opieki nad dzieckiem, a potem zezwolenia na adopcję.

Laura ucieszyła się.

– Fantastyczna wiadomość. Aż trudno uwierzyć. Kamień spadł mi z serca.

Justin uśmiechał się promiennie, jego przygaszone oczy znowu rozbłysły.

– Jutro rano ją przywiozą.

– Jutro? – powtórzyła Laura głucho.

Poczuła, że nogi się pod nią uginają. Chciała zapytać, czy Jenna będzie na 

ślubie, ale uświadomiła sobie, że małżeństwo nie jest już konieczne.

Justin wydał głośny okrzyk, schwycił ją wpół i odtańczył szalony taniec. Na 

zakończenie ucałował Laurę z dubeltówki.

– Jeszcze nie wierzę, że to prawda! Oddadzą mi Jennę!

Więc ślub nie jest przymusem!

– Tak. – Laura miała oczy pełne łez. – Jutro dostaniesz siostrę. Gratuluję.

Justin puścił ją i zmarszczył brwi.

– Ja dostanę? – powtórzył.

– Szybko to załatwili. Wiem, że dobrze ją wychowasz.

Justin odsunął się.

Laura pomyślała, że nie jest mu już potrzebna, a wobec tego nie musi zmieniać 

trybu życia. Powinna się cieszyć. Nie tylko ze względu na Justina i Jennę, ale także 

ze względu na siebie.

–   Nie   musimy   brać   ślubu   –   rzekł   Justin,   jakby   upewniał   się,   że   odzyskał 

wolność.

– Tak.

Laura zamglonymi oczami popatrzyła naokoło.

– Czas przenieść się do własnego mieszkania. – Zdobyła się na nikły uśmiech.

Justin   miał   taki   wyraz   twarzy,   jakby   głowił   się   nad   rozwiązaniem 

skomplikowanego zadania matematycznego.

background image

– No to już sobie pójdę – powiedziała głośniej. – Muszę zawiadomić mamę o 

zmianie planów. Na razie wezmę tylko część rzeczy. Przeze mnie zrobił się tu 

bałagan.

Justin ledwo zauważalnie skinął głową i nadal milczał. Laura zebrała swoje 

rzeczy i weszła do łazienki po przybory toaletowe.

Zasępiony Justin obserwował jej krzątaninę.

Wreszcie stanęła przed nim objuczona torbami.

– Nie do wiary, ile tu przywlokłam.

Justin gniewnie zmarszczył czoło.

Laura powoli cofała się do drzwi. Naraz potknęła się o siatkę z prezentem dla 

Justina. Schyliła się i podniosła ją.

– Zadzwonię do mamy i powiem, żeby odwołała ślub I przyjęcie. Trzeba będzie 

wykonać mnóstwo telefonów.

–   Poczekaj...   –   Justin   wyciągnął   rękę.   –   Czy   naprawdę   musimy   wszystko 

odwołać?

Serce Laury przestało bić.

– Co to znaczy?

Justin był wyraźnie speszony.

– Sam nie wiem... wszystko zaplanowane... Przywykłem do myśli... uważam... 

może jednak weźmiemy ślub?

Laura rozpłakała się. Jego słowa sprawiły jej ból. Czy Justin obawia się, że nie 

da   sobie   rady   i   prosi   ją   o   pomoc?   Czy   może   chce   się   zabezpieczyć   przed 

urzędnikami?

–   Dlaczego?   –   spytała   przez   łzy.   –   Boisz   się,   że   jednak   pojawią   się   jakieś 

przeszkody formalne?

– Nie.

– Bo Jenna potrzebuje matki?

background image

– Nie. To ja potrzebuję ciebie.

Laurę ogarnął smutek.

– Teraz tak myślisz, bo oboje zaangażowaliśmy się w tę sprawę, ale ja już nie 

jestem ci potrzebna. Prędko nauczysz się roli samotnego ojca. Na początku będzie 

ci trochę trudno, ale przyzwyczaisz się. Potem spotkasz kobietę, którą pokochasz i 

weźmiesz prawdziwy ślub...

Była   dumna   ze   swego   przemówienia   i   z   tego,   że   powstrzymała   łzy.   Więc 

dlaczego czuje się taka nieszczęśliwa? Przecież nic nie traci, jeszcze nie została 

żoną   Justina,   a   on   nie   odejdzie   za   chwilę   w   siną   dal.   Będą   w   kontakcie, 

przynajmniej przez pewien czas.

Popatrzyła na siatkę z prezentem i zawahała się. Zabrać go do domu czy dać 

Justinowi? Długo szukała odpowiedniego podarunku, ale ślubu nie będzie, więc 

prezent jest chyba niestosowny. Odrzuciła jednak wątpliwości i podała Justinowi 

siatkę.

– Proszę. Kupiłam coś dla ciebie.

Justin ani drgnął.

– Co to?

– Podarunek.

– Dla mnie? Z jakiej okazji?

Wzruszyła ramionami.

– To miał być prezent ślubny ode mnie. Możesz go przyjąć, chociaż wesela nie 

będzie.

Justin nadal stał nieporuszony.

– Ręka mi drętwieje. Weź, proszę. To drobiazg, nic wielkiego.

Wreszcie   Justin   wyciągnął   rękę.   Obrócił   paczuszkę   na   wszystkie   strony, 

ostrożnie   odkleił   taśmę   i   rozwinął   papier.   Na   jego   twarzy   odmalowało   się 

niebotyczne zdumienie.

background image

Dlaczego milczy?

Laura   nie   mogła   znieść   napięcia.   Może   się   obraził?   Może   uważa,   że   to 

dziecinada?

– Jak ci się podoba?

Czuła   się   coraz   bardziej   zażenowana.   Justin   popatrzył   na   nią   dziwnym 

wzrokiem.

– To mój pierwszy miś w życiu – szepnął, uśmiechając się ciepło. – Nigdy nie 

miałem zabawek. Naprawdę kupiłaś go dla mnie?

– Gdy zobaczyłam go w sklepie, natychmiast pomyślałam o tobie. Ma groźną 

minę, ale nadaje się do tulenia. Oczywiście możesz dać go Jennie.

Justin przyciągnął ją do siebie i ustami musnął jej skroń.

– Ona już ma misia. Ten jest mój. – Pocałował ją w czoło.

– Bardzo dziękuję.

– Bardzo proszę.

– Myślisz, że ja też nadaję się do pieszczot?

– Czasami – odparła z zalotnym uśmiechem.

Justin odłożył misia, objął Laurę i gorąco pocałował w usta.

–   Jeszcze   raz   dziękuję.   Mam   nadzieję,   że   nie   weźmiesz   mi   za   złe   tych 

pocałunków, ale jeśli przestanę cię całować, rozpłaczę się jak dziecko. A tego nie 

może zrobić stuprocentowy mężczyzna.

– Twoje pocałunki bardzo mi odpowiadają. Rozwijasz się.

Jeszcze krok i sprzedasz motocykl.

– Co to, to nie. Nie po to wyrzuciłem pieniądze na kask dla ciebie. Może ze 

względu na Jennę będę zmuszony kupić samochód, ale motoru nie sprzedam, póki 

nie pojedziesz ze mną przynajmniej na jedną wycieczkę.

Jego pocałunki podziałały jak szampan. Laurze kręciło się w głowie, czuła się 

beztrosko. Wszystko wydawało się jej możliwe, nawet jazda motorem.

background image

–   Chyba   dam   się   namówić   –   rzekła   półgłosem.   –   Jeśli   przysięgniesz,   że 

będziesz ostrożny.

– Zawsze jeżdżę ostrożnie. Ze mną będziesz bezpieczna.

– Wiem.

Pocałunki stały się bardziej namiętne i Laura pomyślała, że sytuacja wymyka 

się spod kontroli. I bardzo dobrze. Przytuliła się mocniej do Justina.

Ale on odsunął się i roześmiał.

– Doskonale. Idziemy.

– Dokąd?

Zdezorientowana pozwoliła wyprowadzić się z mieszkania.

– Jedziemy na przejażdżkę. Musimy porozmawiać.

Nie zauważyła, że zabrał czerwony kask, który przed domem włożył jej na 

głowę. Nim się zorientowała, co się dzieje, już siedziała na motorze. Ruszyli, nim 

zdążyła wpaść w panikę.

– Stój, nie chcę... – zawołała piskliwie, ale warkot silnika zagłuszał wszystko. 

Korzystając z tego, szepnęła: – Kocham cię.

Justin gwałtownie zwolnił.

– Co mówiłaś?

– Czy w tych kaskach są mikrofony? – spytała drżącym głosem.

– Oczywiście.

– Och. Nie wiedziałam.

– Tak przypuszczałem.

– Gdybym wiedziała, nic bym nie mówiła.

Niebawem Justin zahamował, zdjął kask i schwycił Laurę za rękę. Uśmiechał 

się łobuzersko.

– Dokąd mnie ciągniesz?

– Zaraz zobaczysz.

background image

Czemu ignoruje jej wyznanie? Czy ono nic dla niego nie znaczy? W jej sercu 

ulga walczyła z rozczarowaniem. Dlaczego prowadzi ją do lasu?

Ciszę szmaragdowego półmroku zakłócało szuranie dwóch par butów wśród 

liści.   Ścieżka   była   mocno   zarośnięta,   więc   słabo   widoczna.   Słońce   ledwo 

przeświecało przez liście, tworząc migotliwą iluminację.

W   końcu   doszli   do   miejsca,   gdzie   rosło   mniej   drzew   i   więcej   słońca 

przedostawało się przez konary. Liście mieniły się barwami jesieni, ale było bardzo 

ciepło.

Justin usiadł i pociągnął Laurę. Jego głowa zasłoniła słońce.

– Powtórz to, co powiedziałaś w czasie jazdy.

--Nie.

 Proszę.

– Powiedziałam coś jeden raz, a ty wcale. Najlepiej, gdy takie wyznania idą 

parami.   Tylko   wtedy   zostaje   zachowana   równowaga   w   kosmosie.   Justin   udał 

przerażenie.

– Słyszałem o tym i wiem, że nie wolno zakłócać kosmicznej harmonii. Ale 

czemu teraz myślisz o wszechświecie?

– A o czym mam myśleć?

– O mnie. – Zaczął rozpinać jej bluzkę i spodnie. – Wyłącznie o mnie.

– Co ty wyprawiasz? Jeśli ktoś nadejdzie...

– Nikt nie ośmieli się przyjść do mojego zakątka.

Laura osłoniła oczy i spojrzała zaintrygowana.

– Halo? Zamierzałeś powiedzieć jedno ważne zdanie, prawda?

– To będzie dłuższa przemowa.

Laura zorientowała  się,  że  Justin czyta  napis  na  jej majtkach.  Zawstydzona 

przykryła się bluzką i zamknęła oczy.

– Znasz francuski?

background image

– Znać, nie znam, ale co nieco rozumiem.

– Aha. I co tam napisano?

– Powiem ci, gdy lepiej się przyjrzę. – Pociągnął bluzkę.

– Puść. Muszę zobaczyć napis.

– Już widziałeś. No?

– Tłumaczenie jest bardzo trudne. Trzeba dokładnie przestudiować tekst, wziąć 

pod   uwagę   niuanse   językowe.  To   wielka   sztuka.   –   Zmarszczył   czoło   i   powoli 

wodził palcem po literach.

Laura uderzyła go w rękę.

– To nie jest brajl.

– Masz rację. Przepraszam.

Nie odsunął ręki.

– Wiesz już?

– Jakiś zakaz.

Laura otworzyła oczy.

– Nie pożądaj sąsiadki?

– Chyba. – Justinowi rozbłysły oczy. – Ale za późno na taką radę.

– Nie żartuj, tylko porządnie tłumacz.

– Coś o straconej nadziei.

Laura oblała się szkarłatnym rumieńcem, a Justin wybuchnął śmiechem.

– Matka kupuje ci taką bieliznę?

–   Nie.   –   Laura   uderzyła   go   w   ramię.   –   Gdyby   ona   podsuwała   mi   cytaty, 

wybrałaby: „Idźcie i rozmnażajcie się”. Rodzice bardzo chcą mieć więcej wnucząt.

– Będą mieli Jennę.

– Jak to?

– Zgodziłaś się wyjść za mnie i trzymam cię za słowo. Czy twoi rodzice nie 

zamierzają uznać Jenny za wnuczkę?

background image

–   Uznają.   Hm,   uznaliby   –   poprawiła   się   Laura.   –   Gdybyś   oświadczył   się 

formalnie i gdybym cię przyjęła. Rodzice byliby zachwyceni, bo od dawna czekają 

na wnuczkę.

– Moglibyśmy postarać się o bratanicę dla Jenny.

– Bratanicę?

– Wiem, że to dziwacznie brzmi.

– Wyobrażasz sobie ciężar odpowiedzialności? Zostać ciotką, mając roczek! Co 

innego wujkiem. Wujek nigdy nie jest dorosły, chętnie się bawi, gra w piłkę. A 

ciotka nie lubi głośnych zabaw, w prezencie daje rzeczy robione na drutach.

– Czy w przedszkolu uczą robótek? Jenna będzie musiała prędko się kształcić.

– Uprzedzasz mnie o czymś okrężną drogą? Jesteś w ciąży?

– Nie. Tylko zakochany.

– Nareszcie to wydusiłeś.

Laura przewróciła go i przygwoździła mu ręce do ziemi.

– Powtórz. Bo jak nie, to cię połaskoczę, a wiem, że się boisz.

– Nie zrobisz tego. Zdradziłem ci moje czułe miejsce w czułym momencie. Nie 

wykorzystasz tej wiedzy.

– Wykorzystam.

– Kocham cię.

– Mówisz tak, bo boisz się łaskotek.

– Panicznie. Ale i tak cię kocham.

– Nareszcie wiem na pewno.

Justin popatrzył na nią bardzo poważnie.

– Wcześniej nie mogłem ci tego wyznać. Sądziłem, że myślisz tylko o Jennie i 

zamierzasz wyjść za mnie ze względu na nią.

– Ja też uważałam, że ty myślisz wyłącznie o siostrze.

W dodatku chciałeś się wyprowadzić.

background image

– Przepraszam. Nie miałem odwagi przyznać się przed sobą, że cię kocham. – 

Justin pocałował ją namiętnie. – Teraz wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest dobrze, 

prawda?

– Tak.

– A jak ci się podobała jazda motorem?

–   Nawet   przyjemna.   Mogę   zrobić   powtórkę.   Tylko   jeden   raz,   w   drodze 

powrotnej.

– A co powiesz o innej przyjemności?

– Jakiej?

– O czytaniu po francusku palcami.

– Najpierw powinniśmy dokończyć rozmowę.

Justin westchnął i cofnął rękę.

– Dobrze. Może nie przeżyję zwłoki, ale zgoda.

– Ciekawe, co powie mama.

– Z jej punktu widzenia nic się nie zmieniło. Jutro bierzemy ślub.

– Naprawdę?

– Jeszcze masz wątpliwości? – Justin pocałował ją w rękę.

– O, ukochana! Czy jutro zostaniesz moją żoną?

Trzecie oświadczyny w ciągu tygodnia!

– Zostanę.

– Pamiętaj, to nie takie proste. Będzie nas troje. Czy jesteś pewna, że chcesz od 

razu zostać matką?

– Nie. Ty też nie jesteś gotów do roli ojca, prawda? Ale jakoś sobie poradzimy.

– Będziemy rodziną.

– Tak.

– Nigdy nie zaznałem rodzinnego ciepła.

– Teraz to się zmieni. Będziemy szczęśliwi.

background image

– Od śmierci Bena nikogo nie kochałem, a teraz kocham dwie najpiękniejsze 

istoty. Czy moje biedne serce pomieści tyle uczuć?

Laura pocałowała go w okolicy serca.

– Gdy zaboli, zawsze uleczę je pocałunkiem.


Document Outline