background image

Hannah Bernard

Sąsiedzka przysługa

background image

Rozdział 1

Laura  King  powoli  uniosła  głowę,  spojrzała  w  górę,  po  czym  znowu 

przygarbiła  się  ze  zmęczenia. Zdawało  jej  się,  że  wspinaczka trwa  nieskończenie 
długo.

Przecież  to  nie  Mount  Everest,  ale  zwykły  blok  mieszkalny  w  Chicago. 

Wystarczy  pokonać  trzy  piętra,  żeby  dojść  do  przytulnego  mieszkania,  zamknąć 
drzwi i zapomnieć o całym świecie.

Jak dobrze, że u kresu wspinaczki znajduje się upragniona przystań.
Kolorowe  liście  klonów  świadczyły  o  tym,  że  nadeszła  już  jesień,  a  Laura 

prawie  nie  zauważyła  lata.  Nie  zdążyła  wyjechać  na  urlop  i  odetchnąć  świeżym 
powietrzem. Wprawdzie w pracy miała klimatyzację, ale to przecież nie to samo. 
W  dodatku  zawsze  gdy  wracała  do  domu,  na  schodach  czuła  drażniący  zapach 
smażonego mięsa.

Od  pół  roku  marzyła  o  wprowadzeniu  w  kalendarzu  zmiany,  dzięki  której  w 

tygodniu  byłoby  więcej  piątków,  co  automatycznie  zwiększyłoby  liczbę  wolnych 
dni.

Tym razem wyjątkowo w sobotę nie miała żadnego służbowego spotkania i nie 

zabrała do domu papierkowej roboty. Cieszyła się, że ma przed sobą aż dwa dni, w 
ciągu  których  może  robić  to,  na  co  będzie  miała  ochotę.  Na  przykład  posłucha 
dobrej  muzyki  albo  poczyta;  kosz  na  bieliznę  był  już  zapełniony  książkami, 
których nawet nie otworzyła. A może dorobi drugi rękaw do swetra rozpoczętego 
przed podjęciem pracy u Younga i Warrena. Lub zadzwoni do znajomych, którzy z 
powodu jej milczenia zapewne uznali, że przeniosła się na tamten świat.

Oczywiście,  miała  też  mnóstwo  sprzątania  i  zmywania.  Przed  trzema  dniami 

zabrakło jej  czystego  talerza  do  płatków na  śniadanie.  Ale to  fakt  bez  większego 
znaczenia, bo mleko skończyło się jeszcze wcześniej.

Rano  nie  znalazła  też  czystej  bielizny,  więc  była  zmuszona  wyjść  z  domu 

niekompletnie ubrana.

Pierwszy raz w życiu.
Wyobrażała  sobie,  że  wszyscy  dokoła  wiedzą  o  skandalicznym  braku  w  jej 

garderobie,  więc  podczas  dziesięciominutowej  przerwy  na  lunch  pobiegła  do 
najbliższego  sklepu  i  kupiła  pięć  kompletów  najtańszej  bielizny  z  napisami  po 
francusku. Od biedy starczy na cały tydzień.

Ostatnio  czuła  się  nieszczególnie.  Jej  życie  nabrało  szalonego  tempa.  Dni 

background image

mijały za szybko, nie miała wolnej chwili dla siebie. Gdyby akurat teraz zjawił się 
wymarzony królewicz z bajki, musiałaby powiedzieć, że nie ma dla niego czasu, i 
poprosić, by zgłosił się w późniejszym terminie.

– Dzień dobry.
Justin  Bane  jak  zwykle  minął  ją  biegiem  i  znikł  na  półpiętrze,  nim  zdążyła 

odpowiedzieć na pozdrowienie.

Pomyślała,  że  sąsiad  porusza  się  z  zawrotną  szybkością,  ponieważ  nie  nosi 

butów na wysokich obcasach i nie haruje w biurze od rana do wieczora. Dla niego 
trzy piętra to drobiazg. A wieczorami  ma jeszcze dość siły, by głośno śpiewać w 
łazience.

Zrobiła kilka głębokich wdechów i posunęła się o jeden stopień wyżej, głośno 

sapiąc. Los jest złośliwy!

Przeniosła się na przedmieście, by nie udusić się w malutkim mieszkaniu przy 

skrzyżowaniu  ruchliwych  ulic.  Teraz  nie  pojmowała,  dlaczego  wynajęła 
mieszkanie  na  trzecim  piętrze.  Niestety,  nie  przewidziała,  że  będzie  cierpieć  z 
powodu kaprysów windy. Prawdopodobnie pół roku wcześniej była wciąż jeszcze 
młoda  i  nieprzewidująca.  Otrzymała  wymarzoną  pracę  i  zdawało  się  jej,  że 
wszystkiemu podoła, nawet codziennej wspinaczce na trzecie piętro.

Cóż,  jak  widać  spełnienie  marzeń  nie  zawsze  przynosi  szczęście.  W  czasie 

długich 

studiów 

nawet 

nie 

przypuszczała, 

że 

czeka 

ją 

prawie 

osiemdziesięciogodzinny tydzień pracy i że wolne soboty będą rzadkością.

Westchnęła.  W  domu  też  miała  obowiązki.  Na  przykład  od  czasu  do  czasu 

trzeba  było  posprzątać.  Ale  nie  dziś  i  nie  jutro.  Liczyła  na  to,  że  po  sobotnim 
odpoczynku nabierze sił i podejmie się takich trudnych zadań jak włączenie pralki 
lub zmywarki. Pierwszy wieczór chciała spędzić bezczynnie przed telewizorem, bo 
hollywoodzkie bajki dla dorosłych na ogół pomagały zapomnieć o sali sądowej, o 
sprawach  rozwodowych  czy  o  decydowaniu,  komu  ze  skłóconych  małżonków 
przyznać prawo do opieki nad dziećmi.

Laurze zaburczało w żołądku.
– Trzeba będzie coś ugotować – mruknęła. – To najpilniejsze zadanie.
Przez  ostatnie  tygodnie  nie  miała  czasu  na  treściwe  posiłki.  Odżywiała  się 

owocami i czekoladą, które połykała w pośpiechu. Niemal zapomniała, jak smakują 
gorące potrawy. A gdy codziennie wieczorem mijała drzwi sąsiada, w jej nozdrza 
uderzał smakowity zapach, dobitnie świadczący o tym, że Justin nie zadowala się 
owocami i czekoladą. Najbardziej lubił pikantnie przyprawiony drób oraz pizzę.

Tymczasem  żołądek  coraz  głośniej  dopominał  się  o  swoje  prawa.  Laura  nie 

background image

przepadała  za  gotowaniem.  Szczytem  jej  osiągnięć  kulinarnych  były  grzanki  z 
serem i pieczarkami. Postanowiła jednak, że dziś będzie nieco ambitniejsza. Jakie 
skomplikowane danie by tu przygotować? Może hamburgery?

Niestety, gotowanie wiązało się nierozerwalnie z zakupami.
Laura  jęknęła,  weszła  z  trudem  na  kolejny  stopień,  potem  następny,  i  jeszcze 

jeden,  aż  wreszcie  znalazła  się  na  pierwszym  piętrze.  A  więc  pokonała  jedną 
trzecią  drogi.  Zadowolona  z  osiągnięcia  oparła  się  o  ścianę  i  przymknęła  oczy. 
Jutro pomyśli o zakupach i gotowaniu, a dziś odpocznie za wszystkie czasy.

– Słabo ci?
Głos  rozległ  się  tuż-tuż.  Laura  uniosła  ciężkie  powieki  i  spojrzała  w 

zaniepokojone  ciemne  oczy.  Nie  miała  siły  mówić,  więc  przecząco  pokręciła 
głową. Nie słyszała, żeby sąsiad, który nigdy nie chodził powoli, zbiegał na dół.

Był bez  marynarki, w pogniecionej czarnej koszuli i  czarnych  spodniach. Stał 

pochylony  nad  nią,  a  ona  starała  się  nie  wdychać  zapachu,  jaki  roztaczał.  Gdy 
szybkonogi  Justin  wbiegał  przed  chwilą  na  górę,  bukiet  jego  feromonów 
wystarczył, by ogarnęło ją podniecenie.

Starała  się  opanować.  Justin  od  samego  początku  budził  w  niej  uśpione 

pożądanie. A to absurdalne. Laura uważała, że jest wiekowo zbyt zaawansowana, 
by podkochiwać się w sąsiedzie.

To dobre dla podlotka.
Justin  położył dłoń  na  jej  czole,  jakby sprawdzał,  czy ma temperaturę.  Potem 

ujął  ją  pod  brodę  i  zajrzał  w  oczy.  Zbadał  puls.  Co  on,  bawi  się  w  doktora? 
Mówiono,  że  pracuje  w  szkole,  ale  z  wyglądu nie  przypominał  żadnego  znanego 
Laurze nauczyciela. Lekarzem, owszem, mógłby być. Ciekawe, co by zrobił, gdyby 
zaczęła się dusić. Czy ratowałby ją metodą usta-usta? Dość kusząca perspektywa.

– Masz przyśpieszony puls. Biegasz z góry na dół i z dołu do góry dla treningu, 

czy przez pięć minut doszłaś dopiero tutaj? Co się z tobą dzieje?

Ładnie  z  jego  strony,  że  zainteresował  się,  chciał  pomóc.  Oczywiście  nie 

wiedział,  że  sam  jest  przyczyną  nienormalnego  pulsu,  który  oszalał  pod 
dotknięciem jego dłoni. Jaki będzie dalszy ciąg? Czy rycerski sąsiad weźmie ją na 
ręce, zaniesie do mieszkania i ostrożnie położy na kanapie? A potem...

Laura  przymknęła  oczy.  Ramiona  Justina  będą  mocne,  ale  delikatne,  ruchy 

spokojne.  Ze  zmysłowym  uśmiechem  zrobi  to,  o  czym  ona  od  dawna  marzy. 
Zachwycona perspektywą cichutko  westchnęła. Mężczyźni bywają potrzebni. I są 
mili, gdy postępują zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

– Lauro?

background image

Otworzyła  oczy  i  zobaczyła,  że  Justin  ma  dziwną  minę.  Pomyślała 

skonsternowana,  że  zapewne  posądza  ją  o  nadmierne  spożycie  jakiegoś  napoju 
wyskokowego.

– Nie jestem pijana – syknęła oburzona.
Chwiejnie  odsunęła  się  od  ściany  i  tym  samym  przysunęła  do  sąsiada.  Justin 

podtrzymał ją, by się nie przewróciła.

Przylgnęła  twarzą  do  jego  szerokiej  piersi.  Coraz  gorzej.  Trudno  oddychać,  a 

płuca  domagają  się  powietrza.  Taka  bliskość  jest  niebezpieczna.  Laura 
zastanawiała się, jak postąpiłaby, gdyby Justin zaprosił ją na przejażdżkę motorem. 
Bała się takiej jazdy, lecz chyba nie odmówiłaby.

Odsunęła się, odetchnęła głęboko, schwyciła torbę i wyminęła sąsiada. Schody 

wydawały się teraz jeszcze wyższe i bardziej strome, ale musiała je pokonać.

–  Nie  przejmuj  się  mną  –  rzuciła  przez  ramię.  –  Po  prostu  jestem 

przepracowana. Nie każdy ma luksusową pracę tylko przez parę godzin dziennie.

Nie  wiedziała,  ile  prawdy  było  w  plotkach  o  sąsiedzie  i  gdzie  on  naprawdę 

pracuje, ale zawsze wcześnie wracał do domu i miał wolne soboty.

Zazdrość jest silnym uczuciem. Laura była wobec siebie szczera i wiedziała, co 

jest  główną  przyczyną  jej  niechęci  do  sąsiada.  Fakt,  że  Justin  nie  pracuje  po 
godzinach.  Oraz  to,  że  sam  gotuje.  Słabo  go  znała,  więc  nie  było  rzeczywistych 
podstaw  do  awersji,  ale  wmówiła  sobie,  że  nie  lubi  go  z  powodu  arogancji. 
Mężczyźni jeżdżący najdroższymi pojazdami zwykle są aroganccy.

Gdyby przeprowadziła głębszą analizę – na co nie miała najmniejszej ochoty –

stwierdziłaby,  że  główna  przyczyna  niechęci  leży  w  tym,  że  przystojny 
motocyklista  wykazuje  brak  zainteresowania  sąsiadką  zza  ściany.  Wprawdzie 
nigdy  nie  mijali  się  bez  słowa,  owszem,  pozdrawiali  się,  a  niekiedy  rozmawiali, 
jednak  zawsze była to  zaledwie krótka wymiana  zdań na  temat pogody, wyglądu 
podwórka albo ulicy. Fascynujące tematy!

Laura  odwróciła  głowę  i  spojrzała  na  Justina  z  niechęcią.  Tak,  pociągają, 

chociaż nie jest w jej typie. Miała za dużo pracy, więc nie szukała bratniej duszy 
płci  męskiej  czy  dożywotniego  towarzysza  doli  i  niedoli.  Poza  tym  w  grę 
wchodziła  też  kwestia  urażonej  kobiecej  dumy.  Nie  zaszkodziłoby,  gdyby  sąsiad 
chociaż od święta uśmiechnął się uwodzicielsko.

Ociężale weszła na schody.
–  Czemu  wmawiasz  mi,  że  to  zwykłe  wyczerpanie?  –  spytał  Justin  z  ledwo 

dostrzegalną ironią. – Dawno nie widziałem tak zmordowanego człowieka. Chyba 
jesteś chora.

background image

– Nic mi nie dolega. Jestem potwornie zmęczona i głodna jak wilk. Moja wina, 

bo przerwę obiadową – co za szumna nazwa, a chodzi zaledwie o dziesięć minut –
zmarnowałam na kupowanie bielizny. Od rana nic nie jadłam. – Zawstydziła się, że 
narzeka na swój los, ale dodała: – Prawdę powiedziawszy, od wczoraj nie jadłam 
solidnego  posiłku.  W  domu  nie  miałam  nic  nadającego  się  na  śniadanie,  ale 
myślałam,  że  kupię chociaż  kanapkę. Niestety, przez  cały dzień  byłam  za  bardzo 
zajęta.

–  Jednak  zdążyłaś  kupić  co  innego.  Tylko  nie  jedzenie!  To  wprost  nie  do 

pojęcia.  –  Justin  zatrzymał  ją  i  obejrzał  dokładnie  od  stóp  do  głów.  –  Straszna  z 
ciebie  chudzina.  Istna  tyczka.  Mógłbym  podnieść  cię  jednym  palcem  i  bez  trudu 
wnieść na trzecie piętro.

Och, byłoby cudownie...
Marzenia to jedna rzecz, a rzeczywistość druga. Na ogół diametralnie inna.
– Nie jestem kaleką – burknęła opryskliwie.
Schwyciła się poręczy i podciągnęła w górę. Chudzina! To określenie brutalnie 

sprowadziło  ją  z  wyżyn  na  ziemię.  Dlaczego  Justin  nie  użył  ładniejszego  słowa? 
Mógł  powiedzieć,  że  jest  szczupła,  smukła,  wiotka  lub  eteryczna.  Takie 
przymiotniki  są  nacechowane  pozytywnie,  świadczą,  że  kobieta  podoba  się 
mężczyźnie.  A  „chudzina”  oznacza,  że  facet  nie  jest  zainteresowany.  To  słowo 
przywodzi na myśl wynędzniałego, bezpańskiego kota.

Laura  uważała,  że  jeszcze  nie  wygląda  tak  źle.  Groźnie  zmarszczyła  brwi. 

Pomyślała,  że  mężczyzna  lubiący  dobre  jedzenie,  zapewne  lubi  pulchne  kobiety. 
To dlatego do niej Justin nie uśmiecha się uwodzicielsko.

–  Nie  potrzebuję  pomocy  –  rzuciła  gniewnie.  –  Jak  widzisz,  jeszcze  umiem 

chodzić.

– Widzę, widzę, ale daj mi przynajmniej torbę, bo wygląda, jakby ważyła tonę.
Laura podała mu czarną dyplomatkę, która po pół roku nosiła widoczne ślady 

zużycia.

– Tylko ostrożnie, bo ta teczka zawiera ważne sprawy tego świata.
Przesadziła,  ale  rzeczywiście  były  tam  dokumenty  dotyczące  kilku  bardzo 

zawiłych  i  przykrych  konfliktów.  Laura  nie  rozumiała,  jak  to  się  dzieje,  że 
otrzymuje  najtrudniejsze  zadania.  Niektóre  sprawy  odbierały  jej  spokój  za  dnia  i 
zakłócały sen w nocy, a jedno i drugie jest przecież konieczne do życia. W wielu 
wypadkach nie dawało się znaleźć dobrego rozwiązania, a największymi ofiarami 
rodzinnych waśni stawały się dzieci.

Czasami nienawidziła pracy, o której marzyła już w szkole podstawowej.

background image

Bez torby poczuła się dużo lepiej, więc nieco szybciej weszła na drugie piętro. 

Tutaj  ogarnęło  ją  takie  zmęczenie,  że  niewiele  myśląc,  usiadła  na  schodach. 
Musiała  odpocząć  przed  dalszą  drogą.  Jęknęła  i  opuściła  głowę  na  kolana. 
Wstydziła się, że ujawnia słabość przed pełnym energii sąsiadem, ale naprawdę nie 
miała już siły.

– Odsapnę chwilę, a ty idź dalej. Będę ci wdzięczna, jeśli zaniesiesz mi teczkę 

pod drzwi.

Justin tylko zaklął pod nosem. Gdy wziął ją na ręce, Laura otworzyła usta, by 

zaprotestować, ale nie zdążyła. Justin szybko i bez wysiłku wniósł ją po schodach. 
I nawet się nie zasapał.

– Kobieto pracująca, ważysz mniej niż ptasie piórko. Nic dziwnego, że brak ci 

energii.

Laura uważała, że koniecznie trzeba zaprzeczyć, ale nie mogła wykrztusić ani 

słowa.  Bliskość  męskiego  ciała  odebrała  jej  mowę,  rozpaliła  ogień,  którego  żar 
zaćmił umysł.

Głód ma przedziwny wpływ na organizm, pomyślała. Justin wszedł na trzecie 

piętro, przystanął przed drzwiami, ale nie zamierzał pozbyć się ciężaru.

– Klucze – rzucił rozkazująco. – Czemu traktujesz swoje ciało po macoszemu? 

Czy  wiesz,  jaką  krzywdę  wyrządzasz  organizmowi?  Każdy  powinien  znać  swoje 
możliwości i ograniczenia, bo inaczej doprowadzi się do ruiny.

Laura pomyślała, że skoro sąsiad wygłasza kazanie, z pewnością jest pastorem, 

a nie lekarzem. Jak w związku z tym zwracać się do niego? Wielebny Justinie?

– Postaw mnie – mruknęła.
Później  na  pewno  będzie  na  siebie  zła,  lecz  teraz  jedynie  wstydziła  się,  że 

ogarnia ją pożądanie. A raczej ogarnęło, gdy Justin wziął ją na ręce, i rosło w miarę 
wchodzenia  coraz  wyżej.  Wyczerpanie  i  głód  wywierają  zgubny  wpływ  na  szare 
komórki.

Justin  miał  ciało  twarde  jak  skała,  ale  ciepłe.  Nadal  roztaczał  zapach 

wyprawionej  skóry,  chociaż  był  bez  ulubionej  marynarki.  Laura  marzyła,  by 
zarzucić mu ręce na szyję, przytulić się i... usnąć. Jaki byłby rozwój wypadków po 
przebudzeniu? Nie ulegało wątpliwości, że dalszy ciąg mógłby być nader ciekawy.

– Czekam – niecierpliwił się Justin.
Laura otrząsnęła się z marzeń na jawie.
–  Postaw  mnie.  Klucze  są  w  dyplomatce.  Nie  mogę  ich  wyjąć,  bo  mnie 

trzymasz.

Gdy  spełnił  prośbę  i  odsunął  się,  odniosła  wrażenie,  że  utraciła  coś  bardzo 

background image

cennego. Otworzyła torbę i po chwili nerwowego szukania wyjęła klucze. Dom, ten 
bezpieczny port, był tuż za progiem. Powinna myśleć o sprzątaniu i gotowaniu, a 
nie  o  rozkoszach  w  ramionach  sąsiada.  Przedtem  pragnęła  natychmiast  iść  do 
łóżka. Teraz też chciała się położyć, ale już nie sama.

Ręce jej się trzęsły i nie trafiła w dziurkę. Zerknęła na Justina, uśmiechając się 

krzywo. Była naprawdę zmęczona, więc nie  oponowała,  kiedy potraktował ją jak 
słabeusza. Nie zrobił nic niewłaściwego i na pewno miał dobre intencje. Nie jego 
wina, że sąsiadka jest podniecona i chętnie zaprosiłaby go do mieszkania.

– Dziękuję za pomoc. Sama też bym jakoś doszła, ale dzięki tobie znalazłam się 

tu bez wysiłku. A ty ani trochę się nie zasapałeś.

Justin schwycił ją za rękę.
– Zadzwoń po jakąś życzliwą istotę. Moim zdaniem nie powinnaś być sama.
– Przesadzasz. Czuję się dobrze i naprawdę nie ma powodu do obaw.
Wyrwała rękę, prędko weszła do mieszkania, zamknęła drzwi i bezsilnie się o 

nie  oparła.  Po  chwili  usłyszała  oddalające  się  kroki  i  odgłos  zamykanych  drzwi 
sąsiada.

Miała  ochotę  skulić  się  na  podłodze  i  zasnąć.  Narzędzie  tortur,  czyli  buty  na 

wysokich  obcasach,  nadal  maltretowały  stopy,  a  bluzka  kleiła  się  do  pleców. 
Należałoby wykąpać się, przebrać, najeść i wyspać. W takiej kolejności. Ale w tej 
chwili  natychmiastowy  sen  na  podłodze  –  która  od  dawna  nie  widziała  szmaty  i 
wody – zdawał się najbardziej pociągającą perspektywą.

Minutę później zmęczenie ulotniło się jak kamfora.
W mieszkaniu był ktoś obcy.
Laura  podniosła  z  podłogi  dyplomatkę  i  przycisnęła  do  piersi,  aby  mieć 

przynajmniej taką tarczę ochronną. Stała jak sparaliżowania, wytrzeszczając oczy i 
patrząc w stronę sypialni. To stamtąd dochodził podejrzany dźwięk.

Czuła,  że  serce  podskoczyło  jej  do  gardła,  a  żołądek  się  skurczył.  Bała  się 

oddychać,  ale  powoli  opanowała  paraliżujący  strach.  Na  palcach  –  co  przy 
wysokich  obcasach  było  nie  lada  wyczynem  –  przeszła  kilka  kroków  i  ostrożnie 
wysunęła  głowę  zza  szafy.  Nic  nie  zobaczyła,  ponieważ  drzwi  do  sypialni  były 
przymknięte.

Starała się zebrać rozbiegane myśli, ale od intensywnego myślenia rozbolała ją 

głowa.  Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  czy  rano  zamknęła  drzwi.  Nie  pamiętała 
żadnych  szczegółów  sprzed  dwunastu  godzin.  Ze  strachem  spojrzała  w  stronę 
salonu. Wszystko stało na swoim miejscu, nic nie zginęło.

Więc co to było? Przecież wyraźnie słyszała jakieś odgłosy.

background image

Teraz znikąd nie dochodził żaden dźwięk. Może ogłuchła z powodu szumu w 

uszach? Strach i złość nałożyły się na otępiające zmęczenie. Świadomość, że obcy 
człowiek wszedł do mieszkania i szperał w jej rzeczach, była bardziej oburzająca 
niż myśl, że ukradziono jakieś cenne drobiazgi.

Przez  kilka  minut  strach  walczył  z  oburzeniem  i  wygrał.  Nie  ma  sensu,  aby 

bezbronna kobieta w pojedynkę rozprawiała się ze złodziejami. Lepiej wycofać się, 
od sąsiada zadzwonić na policję i poprosić stróżów prawa o zajęcie się intruzem.

Istniało  ryzyko,  że  rabusie  zdążą  uciec.  Trudno.  Nie  było  wyboru.  Nigdy  nie 

miała siły walczyć z mężczyzną, a tym bardziej teraz, wygłodzona i wyczerpana.

Przyciskając  teczkę  do  piersi,  powoli  się  wycofała.  Prawie  doszła  do  drzwi 

wejściowych,  gdy  znowu  usłyszała  osobliwy  dźwięk.  Stanęła  jak  wryta  i 
nadstawiła uszu. Nie był to brzęk tłuczonego szkła ani sapanie draba wynoszącego 
komputer. Ani ludzki głos, ani stąpanie. Dziwny, nieokreślony dźwięk.

Wahała się, co robić. Przypomniała sobie poprzedni wypadek, gdy myślała, że 

w  pokoju  jest  złodziej.  Wtedy  natychmiast  wybiegła  z  mieszkania  i  pięściami 
załomotała  do  drzwi  sąsiada.  Gdy  Justin  stanął  na  progu,  skoczyła  ku  niemu  i 
kurczowo go  objęła. Ze  strachu  aż się  jąkała i  nie  była w stanie sklecić  prostego 
zdania.

Później  niechętnie  przyznała,  że  jeszcze  nieznany  sąsiad  zachował  się  bardzo 

ładnie. Wprawdzie patrzył na nią z wyższością, ale przyszedł z pomocą. Z niejakim 
trudem wyzwolił się z jej objęć, zaproponował filiżankę mocnej kawy dla ukojenia 
nerwów,  a  gdy  odcyfrował  niezrozumiały  bełkot,  zaprowadził  Laurę  do  telefonu. 
Ręka  tak  jej  się  trzęsła,  że  on  musiał  wybrać  numer.  Jako  typowy  mężczyzna 
oczywiście chciał natychmiast sprawdzić, co się stało, ale Laura nie pozwoliła mu 
wyjść z pokoju.

Policja  przyjechała  po  kwadransie.  Przez  ten  czas  Laura  zaprezentowała  się 

sąsiadowi jako histeryczka. Do jej mieszkania policjanci weszli z groźnymi minami 
i  bronią  gotową  do  strzału,  jednak  po  krótkiej  chwili  wypuścili  przestępcę.  Na 
wolność, bez kajdanków!

Włamywaczem okazał się piękny biały kot z plakietką informującą, że wabi się 

Angel.  Kot  dał  się  złapać  i  spokojnie  dokończył  mycie  pyszczka,  mrucząc  z 
zadowolenia. Strat było niewiele. Nieproszony gość poczęstował się resztkami ryby 
z  kubła,  którego  zawartość  wyrzucił  na  podłogę.  Nic  nie  zginęło.  Policjanci 
uśmiechali się ironicznie, a jeden z nich poinformował Laurę, że wpiszą przestępcę 
do rejestru zbrodniarzy i zdejmą odciski łap.

Justin przez cały czas stał niedbale oparty o futrynę drzwi i porozumiewawczo 

background image

uśmiechał  się  do  policjantów.  I  choć  mężczyźni  nie  komentowali  „włamania”, 
Laura wiedziała, co o niej myślą.

Histeryczka! Jak wszystkie baby!
Doskonale  pamiętała  tamto  upokarzające  doświadczenie  I  dlatego  teraz 

powstrzymała się przed pochopnym działaniem. Doszła do wniosku, że nie wypada 
powtórzyć sceny, w której odegrała rolę rozhisteryzowanej kobietki przestraszonej 
nieistniejącym niebezpieczeństwem.

Tymczasem  w  sypialni  po  raz  trzeci  rozległ  się  niezidentyfikowany  dźwięk. 

Nadal nic się nie stłukło, nikt nie przeklinał, nic nie upadło.

Nagle Laura doznała olśnienia: to coś przypominało miauczenie kota.
Aby  ułatwić  sobie  ucieczkę,  otworzyła  drzwi  wejściowe,  podparła  je  butem  i 

stanęła  na  wycieraczce.  Nerwowo  przestępując  z  nogi  na  nogę,  zastanawiała  się, 
jaką obrać taktykę. Co lepsze: samotnie sprawdzić, kto jest w sypialni, czy wezwać 
policję?  W  tym  drugim  wypadku  musiałaby  skorzystać  z  telefonu  sąsiada, 
ponieważ jej aparat znajdował się w sypialni.

Postanowiła  niezwłocznie  kupić  telefon  komórkowy.  Chwilami  odnosiła 

wrażenie,  że  jest  jedyną  osobą  nieposiadającą  tego,  jak  się  okazuje,  absolutnie 
niezbędnego urządzenia.

– Co się dzieje?
Obejrzała się i zobaczyła Justina. Miał zagadkową minę i podejrzliwie mrużył 

oczy. – Nic.

– Na pewno?
Nawet  w  obliczu  zagrożenia  Laura  zdążyła  pomyśleć,  że  sąsiad  nie  powinien 

być taki przystojny. Irytowało ją, że patrząc na niego, zawsze wzdycha z zachwytu. 
Miał  pięknie  rzeźbione  rysy  i  falujące  ciemne  włosy,  które  wyglądały  lepiej  niż 
czupryny w reklamach płynu do utrwalania fryzury.

A  oczy!  Nie  pora  o  nich  myśleć.  Dobrze,  że  rzadko  patrzyła  w  nie  z  bliska. 

Ciemne, ocienione długimi rzęsami przywodziły na myśl czekoladę, a wiadomo, że 
jedzenie  czekolady  jest  grzeszną  przyjemnością.  Takie  oczy  odwracają  uwagę 
kobiety od innych spraw. Nawet gdy w jej mieszkaniu czyha morderca.

Bardzo niebezpieczne. Cudownie głębokie. Chciałoby się w nich zatonąć.
Justin nie doczekał się odpowiedzi, więc podszedł bliżej.
– Jesteś blada jak trup i milczysz jak zaklęta. O co chodzi?
Miał groźnego marsa na czole, ale lekki uśmiech na ustach. Laura głowiła się, 

co  znaczy  takie  połączenie.  Czy  to  przyjazny  uśmiech  życzliwego  sąsiada,  czy 
ironiczny  grymas  mężczyzny  krytycznie  nastawionego  do  kobiet?  Czy  Justin 

background image

przypomniał  sobie  histeryczkę,  która  kiedyś  wczepiła  się  w  niego  i  wrzeszczała 
nieprzytomnie?

– Coś mi się zdaje, że jednak jesteś chora. Lepiej wezwać lekarza za wcześnie 

niż za późno. Mam zadzwonić?

Laura  wyprostowała  się  i  zdobyła  na  pozornie  nonszalancki  uśmiech.  Miała 

nadzieję, że jej się udało.

– Dziękuję za troskę, ale naprawdę nie potrzebuję porady medycznej. – Justin 

nawet nie drgnął, czym zmusił ją, by weszła do mieszkania. – Naprawdę dobrze się 
czuję. Wzrusza mnie twoja troska.

Sąsiad  obrzucił  ją  bacznym  spojrzeniem.  Nie  był  zadowolony  z  wyniku 

oględzin,  ale  wzruszył  ramionami  i  zniknął  w  swoim  mieszkaniu.  Laura  została 
sama  z  nierozwiązanym  problemem.  I  choć  nie  chciała  się  do  tego  przyznać, 
bardzo  cieszył  ją  fakt,  że  sąsiad  jest  w  domu.  Jeśli  będzie  krzyczeć,  Justin  na 
pewno usłyszy.

Odważnie zrobiła jeden krok, drugi, trzeci. Pocieszała się, że w sypialni nie ma 

złodzieja  ani  mordercy.  Nie  należy  zbyt  łatwo  ulegać  panice.  Zupełnie 
prawdopodobne, że zostawiła otwarte okno i Angel znów przyszedł sprawdzić, czy 
w kuchni są resztki ryby. Kot mieszkał gdzieś w pobliżu, bo często widywała go na 
ulicy. Zawsze patrzyła na niego kosym okiem, by dać mu do zrozumienia, że nie 
jest mile widzianym gościem. Być może jednak smaczna ryba bardziej przyciąga, 
niż groźne spojrzenie odstrasza.

Laura  nie  chciała  dopuścić  do  sytuacji,  żeby  kot  ponownie  popchnął  ją  w 

ramiona  sąsiada.  Dlatego  musi  odważnie  wejść  do  sypialni  i  wypędzić 
czworonożnego złodzieja. Niech Angel szuka ryb gdzie indziej.

Na wypadek gdyby intruz okazał się groźniejszy niż biały kot, wzięła parasolkę 

i  upewniła  się,  że  drzwi  na  klatkę  schodową  się  nie  zatrzasną.  Skradając  się  w 
stronę sypialni, poczuła lekki przewiew, co oznaczało, że jednak zostawiła otwarte 
okno.

Spięta,  kurczowo  ściskając parasolkę,  zajrzała  do  pokoju,  który  wyglądał  tak, 

jak  go  zostawiła.  Łóżko  nie  było  pościelone,  półki  uginały  się  pod  niedbale 
ustawionymi książkami, na prowizorycznym nocnym stoliku leżała bielizna.

Nie widać żadnego włamywacza, ani dwunożnego, ani czworonożnego.
Laura  odłożyła  parasolkę,  wyprostowała  się  i  zrobiła  dwa  kroki.  Nadal  nie 

widziała nic podejrzanego. Widocznie nieokreślony dźwięk dochodził z zewnątrz.

Usiadła na łóżku i odetchnęła z ulgą.
– Dobrze, że wzięłam się w garść i nie wrzeszczałam – szepnęła zadowolona.

background image

Ale zmęczony człowiek nie powinien siadać – szczególnie na łóżku – bo potem 

trudno wstać. No i trzeba zamknąć drzwi na klucz. Laura z niesmakiem patrzyła na 
bałagan na nibystoliku. Wypada wreszcie kupić prawdziwy nocny stolik. Teraz to 
możliwe. Zarabiała już tyle, że nie musiała na wszystkim oszczędzać.

Nagle coś poruszyło się na łóżku. Nim uświadomiła sobie, co robi, znalazła się 

pod ścianą i zaczęła krzyczeć tak przeraźliwie, że jej samej pękały bębenki.

Justin wyjął resztę pizzy z lodówki. Z niewiadomego powodu był poirytowany i 

zastanawiał się, dlaczego odgrzewa pizzę, skoro nie jest głodny.

Zapracowana sąsiadka wyglądała źle. Przydałaby się jej pomoc domowa. Całe 

dnie spędzała w pracy i  wracała bardzo zmęczona. W domu chyba  jedynie spała, 
zza cienkich ścian rzadko dochodziły odgłosy krzątaniny.

Za  to  często  słyszał  szum  wody.  Ich  łazienki  przylegały  do  siebie  i  niekiedy 

kąpiel sąsiadki zbiegała się z jego porą mycia. Stojąc pod prysznicem, wiedział, że 
ona jest za ścianą. Miał wielką ochotę umyć jej plecy.

Już wcześniej zauważył, że dziewczyna chudnie. Nic dziwnego, skoro zamiast 

jedzenia kupuje bieliznę. Ach, te kobiety!

Niepewnie  zerknął  na  pizzę.  Dzielenie  się  jedzeniem  jest  ładnym  gestem,  ale 

czy przysługa zostanie właściwie zrozumiana? Czy przejaw życzliwości nie zdradzi 
wielbiciela,  który  za  często  i  za  długo  słucha  szumu  wody,  gdy  sąsiadka  bierze 
prysznic?

Wyimaginowany  widok  mokrej  sylwetki  zakłócił  altruistyczne  myśli.  Justin 

często śnił na jawie o Laurze, ale ostatnio doszedł do wniosku, że będzie zmuszony 
wprowadzić  poprawki  do  swoich  marzeń.  Sąsiadka  tak  prędko  chudła,  a  on  nie 
lubił liczyć żeber.

Zaklął pod nosem. Pani adwokat nie jest w jego typie.
Zbyt delikatna, zanadto drażliwa. Wiedział, że daleko mu do świętości, ale miał 

określone  zasady  i  nie  wiązał  się  z  kobietami,  które  oczekiwały  więcej,  niż  był 
skłonny im dać.

Tylko raz ją nakarmi i na tym koniec.
Nagle przeraźliwy krzyk odbił się echem na klatce schodowej. Justin odstawił 

pizzę, złapał długi kij i jednym susem znalazł się przed sąsiednim mieszkaniem.

background image

Rozdział 2

 To kot, tylko kot – powtarzał ktoś.
Laura  zorientowała  się,  że  sama  to  mówi.  Zmusiła  się,  by  spojrzeć  na  łóżko, 

spodziewając się zobaczyć kota obrażonego z powodu braku ryby.

Ani śladu białego czworonoga.
Zamrugała gwałtownie, gdy kształt na łóżku się zmaterializował. To nie kot, to 

coś większego. Bez futra i chyba samo się nie myje.

Niemowlę!
Laura  zamknęła oczy i  policzyła do  dwudziestu. Zupełnie prawdopodobne, że 

zbyt  wyczerpany  umysł  płata  jej  kolejnego  figla.  Od  ponad  dwóch  tygodni 
pracowała  po  dwanaście,  czternaście  godzin  dziennie,  a  taka  harówka  musi  w 
końcu odbić się niekorzystnie na zdrowiu. Tak, to wina przepracowania. Wiadomo, 
że zmęczenie powoduje różne majaki. Teraz przyczyniło się do powstania iluzji, że 
na jej łóżku leży niemowlę. A jeśli to skutek przebudzenia ciała, które zetknęło się 
z mężczyzną na jawie, a nie tylko we śnie? Dziecko na pewno jest iluzją. Gdyby 
było żywe, już by się obudziło.

Tak. Niewątpliwie jest to swego rodzaju fatamorgana.
Laura poczuła się lepiej i otworzyła oczy.
Złudzenie nadal leżało na łóżku i spokojnie spało. Miało pucołowate policzki, 

perkaty  nosek  i  długie  rzęsy.  Ciche  posapywanie  dowodziło,  że  dziecko  jest 
prawdziwe. Iluzje nie sapią.

Jakim cudem osesek znalazł się na łóżku? Przecież mieszkanie było zamknięte 

na klucz. Jeśli to nie są dzienne zwidy, to może majaki o zmierzchu?

Laura uszczypnęła się, by mieć pewność, że nie śni.
– Lauro?
Głos  zabrzmiał  aksamitnie,  gładko  i  słodko  jak  czekolada.  Rycerski  sąsiad 

widocznie usłyszał przeraźliwe krzyki i przybiegł na ratunek.

– Lauro? – powtórzył Justin głośniej. – Dlaczego krzyczałaś? Czemu drzwi są 

otwarte? Mogę wejść? Zadzwonić po policję?

Laura wybiegła do przedpokoju i ujrzała sąsiada przygotowanego do walki. W 

jednej ręce trzymał kij, w drugiej telefon.

–  Przepraszam.  –  Usiłowała  się  uśmiechnąć.  –  Policja  nie  jest  potrzebna.  Nie 

ma żadnego niebezpieczeństwa. Wstyd mi, że się wystraszyłam.

– To był mrożący krew w żyłach krzyk. Co się stało?

background image

Laura pociągnęła się za włosy, żeby sprawdzić, czy nie śpi i nie śni.
– Nic złego.
To prawda. Chodziło jedynie o to, że na jej łóżku leży niemowlę.
– Czy znowu wlazł tu kot złodziej?
--Nie.
– Pies bandyta?
– Też nie. Wyobraź sobie, że to... osesek włamywacz. Czy zauważyłeś dzisiaj, 

że kręci się tu ktoś podejrzany?

–  Nikogo  nie  widziałem,  bo  też  późno  wróciłem  do  domu.  –  Justin  schował 

telefon do kieszeni. – O czym ty mówisz? Jaki osesek?

– Ktoś podrzucił mi niemowlę.
– Aha. W takim razie broń niepotrzebna. – Justin odstawił kij. – Czyli będziesz 

dziś dyżurować przy dziecku?

– Na to wygląda, ale nie mam pojęcia, przy czyim. Chcesz zobaczyć podrzutka?
Nie  czekając  na  odpowiedź,  odwróciła  się  i  ruszyła  do  sypialni.  Była 

zadowolona, że nie jest sama. Stanęła przy łóżku i wskazała dowód rzeczowy.

– Patrz. Osesek. Prawdziwy. Leży i śpi, jakby był u siebie.
Widzisz go?
Zdumiony Justin patrzył na malutkiego intruza.
– Widzę.
–  No  i  co  o  tym sądzisz?  –  spytała  zniecierpliwiona,  że  sąsiad nie  komentuje 

niebywałego wydarzenia.

– Hm... twoja... diagnoza... jest trafna. To rzeczywiście niemowlę.
– Zawsze traktujesz kobiety lekceważąco, czy tylko ja budzę w tobie licho?
Justin pochylił się nad oseskiem.
– Zdrowy, prawda? – spytał półgłosem. – Śpi normalnie?
Nie jest nieprzytomny?
–  Skąd  mam  wiedzieć?  Dopiero  przed  chwilą  go  zobaczyłam.  –  Szok  mijał, 

narastało  zakłopotanie.  –  Według  mnie  wygląda  normalnie,  oddycha  normalnie, 
więc chyba jest zdrowy. Przedtem narobił trochę hałasu.

Ona znacznie więcej!
Dziwiła  się,  że  przeraźliwe  krzyki  nie  zbudziły  niemowlęcia,  które  spało 

spokojnie,  nieświadome,  że  jest  w  cudzym  domu.  Było  prawie  niewidoczne  pod 
kołdrą.  Laura  z  przerażeniem  uświadomiła  sobie,  że  gdyby  leżało  bliżej  brzegu, 
byłaby je przygniotła.

Przycupnęła na skraju łóżka i przyjrzała się maleństwu. Miało sweterek w białe 

background image

i zielone paski, zielone spodenki oraz białe skarpetki. I zielony smoczek.

Czyżby zielony kolor wskazywał na irlandzkie pochodzenie rodziców dziecka?
Najwyższa pora opanować panikę i logicznie pomyśleć. Jest czas, póki osesek 

grzecznie  śpi.  Laura  nic  nie  wiedziała  o  niemowlętach.  Jej  doświadczenie 
ograniczało się do niej samej, ale było to dawno, dawno temu.

Czyje to niemowlę? Skąd się tu wzięło? Widziała je pierwszy raz.
– Czyje jest to maleństwo?
Laura drgnęła. Pytanie Justina wyrwało ją z zadumy.
– Już  ci mówiłam, że  nie wiem. Nie  przypominam sobie  żadnych  znajomych, 

którzy niedawno zostali rodzicami. Nie znam żadnej kobiety, która byłaby ostatnio 
w zaawansowanej ciąży. A jak ty myślisz, czyj to potomek?

– Nic nie myślę. Dawno nie miałem do czynienia z niemowlakami.
Laura przekrzywiła głowę, jakby to pomagało oceniać wiek dzieci.
– Według mnie to stworzenie ma kilka miesięcy. Niemożliwe, żeby dopiero co 

się urodziło. Za duże. Chociaż moim zdaniem noworodki zawsze są za duże.

– Matka natura chyba wie, co robi.
– Łatwo ci mówić. Mężczyźni nie muszą sprawdzać na sobie, co matka natura 

wie.

Justin przyjrzał się jej uważnie.
– Masz fobię na punkcie ciąży i porodu?
Laura  podniosła  palec  do  ust  w  uciszającym  geście,  by  nie  obudzić 

nieproszonego gościa.

–  Nie  mam  żadnej  fobii.  Dajmy  spokój.  Oboje  gadamy  od  rzeczy.  Lepiej 

poradź, co mam z tym fantem zrobić. Wydaje mi się, że śnię. O, ja nieszczęśliwa!

–  Ono  po  przebudzeniu  będzie  bardziej  nieszczęśliwe  niż  ty  teraz.  Na  pewno 

nie  znasz  jego  rodziców?  Dlaczego  zostawiono  je  akurat  u  ciebie?  Jak  dostał  się 
tutaj ten, co przyniósł ci taki prezent? Czy ktoś jeszcze ma klucze?

–  Nie  znam  rodziców  żadnych  podrzutków!  Nie  wiem,  kto  i  jak  tu  wszedł. 

Całkiem możliwe, że zostawiłam otwarte okno i ułatwiłam nieznajomemu zadanie.

Justin dokładnie obejrzał futryny.
– Ty je zamknęłaś, ale ktoś siłą otworzył.
– A widzisz. Mówiłam, że było włamanie.
Laura bała się, że za moment dostanie ataku histerii. Nie. Nie dopuści do tego. 

Będzie spokojna i zrobi to, co do niej należy. Czyli wezwie policję.

– Sądziłam, że to bezpieczna dzielnica – powiedziała z pretensją.
– Jest bezpieczna, cicha i spokojna.

background image

– Była. Teraz już nigdy nie będę czuła się bezpieczna, bo przeszkadza mi,  że 

byle  kto  może  wejść na  trzecie piętro,  łomem  otworzyć  okno  i  wpakować się  do 
mojego mieszkania.

– Tam coś jest.
Justin nadal stał przy oknie, więc Laura nie usłyszała, co powiedział. Sięgnęła 

po słuchawkę.

– Dzwonię po policję.
Justin błyskawicznie znalazł się przy niej.
– Zaczekaj. Jeszcze nie.
– Czemu?
–  Nie  wiemy,  co  się  za  tym  kryje.  A  policja  zabierze  maleństwo  i  odda  byle 

komu.  Jeśli  to  dziecko  twoich  znajomych...  albo  jeśli  zaszło  nieporozumienie... 
rodzice  będą  mieli  poważne  trudności  z  odzyskaniem  zguby.  Może  nigdy  więcej 
nie ujrzą swojej pociechy.

– Pociechy! – Laura prychnęła pogardliwie. – Ludzie, którzy porzucają dzieci, 

zasługują  na  to,  żeby  władze  dobrały  im  się  do  skóry.  Gdy ta  kruszyna  leżała tu 
sama, mogło zdarzyć się coś... nie wiadomo co.

–  Niemowlę  nie  było  bez  opieki.  –  Justin  wychylił  się  za  okno.  –  Chodź. 

Widzisz?

– Widzę.
Za oknem wisiała zielona siatka.
–  To  chyba  znak,  że  ktoś  czekał  na  twój  powrót.  Chciał  mieć  pewność,  że 

dziecko jest bezpieczne.

– Ciekawe, czy tutaj znajdziemy wyjaśnienie zagadki.
Justin wychylił się bardziej, by dosięgnąć siatki, ale Laura szarpnęła go.
– Zostaw! Może są odciski.
Justin nie posłuchał, wziął siatkę i zajrzał do środka.
– Jest jakaś kartka.
– Nie ruszaj!
Lata studiów nie poszły na marne i Laura wiedziała, jak postępować. Przyniosła 

z  łazienki  pęsetę  i  spomiędzy  niemowlęcych  rzeczy  ostrożnie  wyjęła  wyrwaną  z 
zeszytu  kartkę.  Położyła  ją  na  parapecie  i  przeczytała  słowa  nagryzmolone 
zielonym  atramentem:  „Dziękujemy.  Życzymy  powodzenia.  Będziemy  w 
kontakcie”. Bez podpisu.

– Co to znaczy?
– Według mnie, ten ktoś cię zna, darzy zaufaniem i dlatego podrzucił ci swój 

background image

skarb.

Justin  wysypał  zawartość  siatki  na  łóżko.  Dokładnie  oglądał  każdą  część 

niemowlęcej garderoby i odkładał na bok.

– Hm, wiemy o matce dwie rzeczy. Nie brak jej pieniędzy, bo wszystko jest w 

dobrym gatunku, i myśli ekologicznie.

– Skąd wiesz?
Wskazał biały stos.
– Tradycyjne pieluszki, które nie zaśmiecają środowiska.
Laura przeraziła się. Kłopoty zaczynały się mnożyć.
– Takie, które trzeba prać?
--Tak.
– Tym bardziej muszę zawiadomić policję.
– Przebrała się miarka, co? Ale nie możesz wezwać policji.
Ktoś ufa, że zaopiekujesz się jego maleństwem. Ten ktoś ma pewnie poważne 

zmartwienie. Chcesz zawieść jego zaufanie i oddać dziecko nie wiadomo komu?

– Mówisz takim tonem, jakbym skazywała dziecko na śmierć. Przecież opieka 

społeczna jest po to, żeby zajmować się sierotami i podrzutkami.

–  Wiem,  że  robią,  co  mogą,  gdy  dziecko  nie  ma  nikogo,  kto  by  się  nim 

zaopiekował. Ale w tym wypadku jest ktoś taki.

– Niby kto?
– Ty. Osoba, której bezgranicznie ufają rodzice tego bezbronnego stworzenia.
–  Nie  znam  ani  tego  bezbronnego  stworzenia,  ani  jego  bezgranicznie  ufnych 

rodziców.

Justin wzruszył ramionami.
– Może jego matka chodziła z tobą do szkoły albo ojciec na studia. Na pewno 

masz znajomych, których od dawna nie widziałaś, nie jesteś na bieżąco.

– Zgadłeś.
Laura usiadła na łóżku i spojrzała na podrzutka. Widocznie coś mu się śniło, bo 

wymachiwał rączką, ale nie obudził się, co oznaczało jeszcze parę minut spokoju.

– Ostatnio byłam tak zapracowana, że zerwałam kontakty nawet z najbliższymi 

przyjaciółmi. Mam różnych znajomych, ale wątpię, żeby ktoś podrzucił mi dziecko 
bez uprzedzenia.

–  Ostrożnie  wstała.  –  Przejdźmy  do  drugiego  pokoju,  żeby  swobodniej 

rozmawiać.

Justin szedł tuż za nią. Zderzyli się, gdy nagle przystanęła w drzwiach.
– O, do licha!

background image

Justin rozejrzał się.
– A jednak było włamanie.
Laura zaczerwieniła się.
– Nie było. Ostatnio zawsze tak tu wygląda.
Justin spojrzał na nią z niedowierzaniem, więc nie wytrzymała i wybuchła:
–  Może  ty  masz  czas  na  prowadzenie  domu,  ja  jestem  zawalona  robotą  i 

codziennie  wracam  zmordowana.  Dziś  myślałam,  że  nie  wejdę  na  trzecie  piętro. 
Nie wiem, jak to się dzieje... sprawy nawarstwiają się i rośnie góra. Nie krytykuj 
mnie, bo z natury nie jestem bałaganiarą i brudasem.

– Czy ja coś powiedziałem?
– Nie musisz mówić. Wystarczy, jak patrzysz. Masz bardzo wymowne oczy.
Oczy, w które lepiej nie patrzeć z bliska, bo hipnotyzują. Każda kobieta chętnie 

poddałaby się takiej hipnozie. Justin nieśmiało wskazał kanapę.

– Czy można przełożyć... to, co tam leży... i usiąść?
–  Oczywiście.  –  Laura  zgarnęła  książki  i  gazety  i  rzuciła  na  stolik.  –  Proszę, 

miejsce wolne.

– Czy znasz jakichś zwariowanych ekologów? – spytał Justin.
Gdy usiadła, poczuła nawrót zmęczenia. Jak dobrze, że nie musi uciekać przed 

jakimś łotrem. Wystarczy zmieniać „włamywaczowi” pieluszki. Perspektywa mało 
pociągająca, ale nie tak bardzo przerażająca.

– Znam dużo  osób, którym ochrona  środowiska leży na sercu, więc segregują 

wyrzucane rzeczy i martwią się o lasy tropikalne.

– To już coś.
–  Czy  proponujesz,  żebym  wzięła  notes  z  ich  adresami  i  zadzwoniła  do 

wszystkich po kolei? Mam pytać, czy przypadkiem zostawili u mnie dziecko?

– Można zaczekać, aż matka sama zadzwoni.
– Albo ojciec. Albo oboje. Nie wiadomo, kto to niemowlę zostawił.
– Prawda.
–  Najmądrzej  będzie  zawiadomić  policję.  Możliwe,  że  dziecko  było  źle 

traktowane.

– Wygląda na bardzo zadbane. A rzeczy ma nowe, dobrane pod kolor.
– Nie mogę zatrzymać oseska. – Laura pokręciła głową. – Naprawdę nie mogę. 

Choćbym chciała. To niezgodne z prawem, z przepisami. Jeśli rodzice nie zgłoszą 
się,  a  my  z  opóźnieniem  wezwiemy  policję,  wiesz,  co  mnie  czeka?  Pozbawienie 
prawa do wykonywania zawodu.

– Wezmę na siebie całą odpowiedzialność.

background image

– Co takiego?
Justin niecierpliwie machnął ręką.
–  Powiem,  że  dziecko  zostało  znalezione  u  mnie  i  czekałem,  aż  jego  rodzice 

skontaktują się ze mną.

– Będziesz kłamał? Złożysz fałszywe zeznania?
– Nie, tylko odrobinę minę się z prawdą. O jedno mieszkanie dalej.
– Ty też jesteś prawnikiem?
--Nie.
–  A  gdzie  pracujesz?  Pani  Carlson  mówi  o  tobie  „nasz  kochany  nauczyciel”. 

Jest w tym choć ziarno prawdy czy starsza pani zmyśla?

– Nie zmyśla. Mam dyplom nauczycielski, ale pracuję jako logopeda.
Laura  była  zaskoczona.  Czarny  strój  i  motor  nie  pasowały  do  wizerunku 

logopedy. Postanowiła później dowiedzieć się szczegółów.

–  Czemu  nie  chcesz  wezwać  policji?  Zachowujesz  się  tak,  jakby zatrzymanie 

cudzego dziecka było dla ciebie niezwykle istotne.

– Bo jest. Wiem coś na temat rodzin zastępczych. Nie chcę narażać niewinnego 

stworzenia.

Powiedział to ostrym tonem, niemal ze złością. Coś się za tym musiało kryć.
–  Przykro  mi,  że  miałeś  złe  doświadczenia,  ale  rodzina  zastępcza  to  idealne 

rozwiązanie. Jeśli nowi rodzice są dobrzy, serdeczni...

– Rzadko tacy bywają.
–  Bądź  rozsądny.  Nie  wiesz,  kto  zostawił  maleństwo  ani  dlaczego.  Może 

rodzice w tej chwili szukają swojego dziecka.

Jeśli  go  nie  oddam,  zostaniemy  uznani  za  kidnaperów.  Lepiej,  żeby  małym 

śpiochem zajęli się powołani do tego ludzie.

– Niemowlęta potrzebują troskliwej opieki, czułości. Czy wiesz, co dzieje się z 

tymi, które nie nawiążą więzi uczuciowej podczas pierwszych miesięcy życia? Są 
skrzywione emocjonalnie, mogą nie wyleczyć się do końca życia.

– Więc to maleństwo potrzebuje kogoś, kto wie, co dać oseskowi do jedzenia, 

jak nawiązać emocjonalny kontakt, a my nie mamy o tym pojęcia. Poza tym ja nie 
mam czasu...

– Warto spróbować. Ja mam czas i chcę pomóc.
– Weźmiesz dziecko do siebie?
Justin westchnął, co oznaczało, że Laura utrudnia sprawę.
–  Nie  proponuję,  żebyśmy  je  ukradli,  ale  żebyśmy  się  nim  zaopiekowali  i 

poszukali jego rodziców. Musieli mieć  jakiś powód, że właśnie tutaj je zostawili. 

background image

Znajdziemy i powód, i rodziców.

– A co potem? Oddamy dziecko ludziom, którzy porzucili je na progu cudzego 

domu?

– Nie na progu, ale na łóżku.
Laura znów pokręciła głową.
–  Człowieku,  pomyśl  logicznie.  Oddanie  podrzutka  jest  jedynym  rozsądnym 

rozwiązaniem. Policjanci i opiekunowie społeczni mają doświadczenie, wiedzą, jak 
należy postępować w takich sytuacjach.

–  Może  tak,  a  może  nie.  Nie  mamy  żadnej  gwarancji.  A  jeśli  dziecko  będzie 

zaniedbywane?  Albo  przerzucane  z  miejsca  na  miejsce?  Do  końca  życia  nie 
odzyska poczucia bezpieczeństwa. My zapewnimy mu lepsze warunki.

–  Nie  jestem  przekonana.  Boję  się,  że  będę  miała  poważne  kłopoty.  Oboje 

możemy je mieć.

–  Jestem  pewien,  że  dziecko  zostawił  ktoś,  kogo  znasz.  Na  przykład  dawna 

koleżanka. Napisała, że będzie w kontakcie, więc może zadzwoni za dzień lub dwa 
i wszystko wyjaśni.

Albo zgłosi się osobiście.
– Za dzień lub dwa? – Laura przygryzła wargę. – Czy wiesz, ile razy w ciągu 

dnia trzeba przewijać takie niemowlę?

– Nie.
–  Ja  też.  Nie  wiem  nic  o  potrzebach  osesków.  Dlatego  lepiej  zawiadomić 

policję. Dla dobra dziecka.

–  Nie  śpiesz  się.  –  Justin  miał  poważną  i  zdecydowaną  minę.  –  Pomogę  ci, 

wspólnie damy sobie radę.

–  A  jeśli  to  porwane  dziecko?  Będziemy  wspólnikami  przestępstwa.  Może 

matka już go szuka.

– Radio i telewizja podają informacje o zaginięciu.
–  Niekoniecznie.  Czasem  kidnaperzy  grożą  rodzicom,  że  jeśli  doniosą  na 

policję...

– To bez sensu. Kidnaperzy wybrali na chybił trafił mieszkanie w jakimś bloku, 

bo  chcieli  zapewnić  dziecku  bezpieczeństwo  i  za  kilka  dni  zgłoszą  się,  żeby  od 
rodziców zażądać okupu, tak?

Laura zazgrzytała zębami.
– Może liczą, że my przekażemy dziecko policji, więc nikt ich nie złapie...
– Mało prawdopodobne. Nie popełniamy przestępstwa.
Jeżeli w ciągu dwóch dni nikt się nie zgłosi, zawiadomimy policję. Dobrze?

background image

Z sypialni dobiegło kwilenie, więc pobiegli tam i pochylili się nad dzieckiem. 

Miało błękitne oczy i patrzyło na nich zdumione. Laura pomyślała, że podrzutek z 
pewnością zaraz otworzy buzię i zacznie krzyczeć.

Dziecko  rzeczywiście  otworzyło  buzię,  ale...  uśmiechnęło  się,  pokazując  dwa 

ząbki.

Może  rzeczywiście  będzie  mu  lepiej  tu,  gdzie  widocznie  czuje  się  dobrze? 

Może poczekać na zgłoszenie się rodziców?

– Ma bardzo zadowoloną minę – rzekł Justin półgłosem.
– Trzeba kupić pampersy – powiedziała Laura, co oznaczało, że ustępuje. – Nie 

zamierzam myśleć o lasach tropikalnych przy przewijaniu.

– Popieram wniosek.
– Ciekawe, czy ma mokro. Może już powinniśmy włożyć mu suchą pieluszkę?
– My? – Justin cofnął się. – Jak to, przy przewijaniu też mam pomagać?
Laura na moment zaniemówiła, a potem ze złością wycedziła:
– Przecież to twój pomysł. Dlaczego ja mam być od brudnej roboty? Gdybym 

postawiła  na  swoim,  dziecko  już  znalazłoby  się  pod  opieką  fachowych 
przewijaczy. Albo włączysz się na całego, albo oddaję podrzutka.

Justin zmrużył oczy.
– Żartujesz?
– Ani trochę. No więc, jak będzie z tym przewijaniem?
– Nie umiem...
– To się nauczysz. Oboje mamy jakie takie osiągnięcia zawodowe, więc chyba 

jesteśmy  inteligentni.  Jakoś  sobie poradzimy.  Pierwszy  punkt  programu  to  kupno 
pampersów.

– Racja. – Justin odetchnął z ulgą. – Idę do sklepu.
– Ja pójdę.
– Nie. Jesteś przemęczona. Nie wiadomo,  czy dojdziesz o własnych siłach do 

sklepu,  ale  wiadomo,  że  nie  wejdziesz  na  trzecie  piętro.  Zostań  w  domu  i 
odpocznij.

Laura dostrzegła strach w jego oczach i domyśliła się, że chciał uciec choćby na 

pół godziny. Oboje bali się nieznanych obowiązków.

–  Nie  zostanę  sama  na  placu  boju.  Nie  mam  pojęcia,  jak  się  obchodzić  z 

intruzem w tym wieku. Na studiach tego nie uczono.

–  To  bardzo  proste.  Wystarczy  pilnować  dziecka,  uważać,  żeby...  nie  zrobiło 

sobie krzywdy.

– W takim razie najlepiej będzie, jeżeli pójdziemy oboje – zadecydowała Laura. 

background image

– To znaczy we troje, razem z amatorem pieluszek.

W  supermarkecie  półki  z  pieluszkami  ciągnęły  się  kilometrami.  Wybór  był 

przeogromny. Laura nie wiedziała oczywiście, że przy tego rodzaju zakupie trzeba 
wziąć pod uwagę mnóstwo czynników. Na przykład wagę dziecka.

– Ile ten brzdąc waży? – Ponownie zerknęła na opakowanie. – Ze trzy kilo?
– Chyba więcej – orzekł Justin.
Niemowlę  nadal  się  uśmiechało,  ale  taki  stan  nie  mógł  trwać  bez  końca.  Z 

pewnością  niebawem zorientuje  się,  że  coś  jest nie  w  porządku. A już  na  pewno 
przekona się o tym, gdy dwoje nowicjuszy zabierze się do  rozwijania tradycyjnej 
pieluszki.

– Siedem kilo?
Justin pohuśtał dziecko.
– Tak. To bardziej prawdopodobne.
– Dobrze, ale tu są pieluchy dla niemowląt od pięciu kilogramów do siedmiu, a 

w tej paczce od siedmiu do dziesięciu. Które wziąć?

Justin bez namysłu wziął pierwsze z brzegu opakowanie i wrzucił je do wózka.
– Bierzemy to.
– Dobrze.
– Co jeszcze potrzebujemy? Najważniejsze jest mleko i butelka, prawda?
– Oczywiście. Chyba że będziesz je karmić własną piersią – zażartowała Laura.
Justin nawet się nie uśmiechnął.
–  A  treściwsze  jedzenie?  –  Wskazał  półki  ze  słoiczkami  i  buteleczkami.  –

Przetwory też będą potrzebne?

– Nie  mam  pojęcia,  kiedy  niemowlęta  dostają  coś  konkretnego.  Zresztą  nie 

wiemy, ile to stworzenie ma miesięcy.

–  Kupimy  kilka  różnych  specjałów  i  sprawdzimy,  co  małemu  konsumentowi 

najbardziej smakuje. – Nie czekając na opinię Laury, Justin wstawił do wózka pięć 
słoiczków. – Co jeszcze?

– Chyba specjalne mydło, smoczki...
– Musimy kupić misia. Chodźmy do działu z zabawkami.
– Misia?
Justin spojrzał na nią groźnie.
–  Każde  dziecko  musi  mieć  misia.  Szczególnie  gdy  leży  samo  i  nikt  go  nie 

zabawia.

– Racja. – Laura uśmiechnęła się. – Wiesz, mój miś wciąż jest w niezłej formie 

background image

i  siedzi  na  półce  w  sypialni.  Ma  dwoje  oczu,  ale  tylko  jedną  łapę.  A  ty  masz 
swojego?

– Nigdy nie miałem. Musimy znaleźć jakiegoś solidnego.
Laura wyciągnęła rękę po dziecko i wskazała wysoką półkę.
–  Weź,  proszę,  ten  płyn.  Tak,  Patrick  wygląda  na  energiczne  dziecko,  więc 

musi mieć porządnego misia.

– Patrick? Czemu tak go nazywasz?
– Biedactwo musi mieć jakieś imię.
Justin stanął na środku przejścia i ostrzegawczo popatrzył , na Laurę.
– Nie przywiązuj się do niego za mocno.
– Czemu mnie ostrzegasz? Przecież sam jesteś gotów zaryzykować więzienie, 

byle go zatrzymać.

Justin rozejrzał się.
– Cicho. Chcesz, żeby nas tutaj zaaresztowano? – Uśmiechnął się do dziecka. –

No proszę, już masz imię.

Laura mocniej objęła podrzutka.
– Nie będę mówić „dziecko” czy „niemowlę”, bo to odczłowiecza.
Justin wzruszył ramionami.
– Dobrze, ale dlaczego Patrick?
– Wygląda na Irlandczyka. Ma zielone ubranko.
– Kobieca logika – prychnął Justin.

W drodze powrotnej Patrick się rozpłakał.
–  Pewnie jest głodny. Może  pójdziemy do  mnie? –  zaproponował  Justin. –  U 

mnie nie ma takiego... jest bardziej... więcej miejsca.

– Aaa, mniejszy bałagan?
– To też.
–  Wiem,  że  mieszkam  w  chlewie.  –  Laura  westchnęła.  –  Ostatnio pracuję  po

czternaście godzin. Potrzebna mi pomoc domowa. Dziś rano nie znalazłam czystej 
bielizny.

Justin spojrzał na nią tak, że poczerwieniała.
–  Teraz  jestem  już  kompletnie  ubrana.  Mówiłam  ci,  co  kupiłam  podczas 

przerwy obiadowej.

– Aha.
Laura  pomyślała,  że  przystojny  sąsiad  wyobraża  ją  sobie  nagą.  Aby  ukryć 

zażenowanie,  rozejrzała  się  wokół.  Rozkład  mieszkania  był  identyczny,  ale 

background image

panował tu wzorowy porządek. Justin byłby dobrą gospodynią.

Na stołku przy drzwiach stał talerz z pizzą.
– Na wynos?
Justin speszył się.
– Jesteś zabiedzona... Niosłem dla ciebie, kiedy rozległ się przeraźliwy krzyk...
–  Chciałeś  mnie  nakarmić?  –  Laura  zamrugała,  żeby  nie  rozpłakać  się  ze 

wzruszenia. – Och, jak to miło z twojej strony.

–  Nie  zdążyłaś  nic  zjeść,  prawda?  Zaraz  podgrzeję.  To  nic  specjalnego, 

zwyczajna pizza.

– Ale domowa.
– Skąd wiesz?
Nie  odpowiedziała.  Wolała  nie  przyznawać  się  do  tego,  że  co  wieczór  z 

zazdrością wącha smakowite zapachy wydostające się z jego mieszkania.

–  Najpierw  trzeba  nakarmić  Patricka.  Jest  głodny  i  dlatego  tak  się  wierci. 

Przygotuję butelkę, a ty go popilnuj. Gdzie jest czajnik?

– Stoi na szafce.
Laura  przygotowała  butelkę  białego  płynu.  Sprawdziła,  czy  temperatura  jest 

odpowiednia, i poszła do pokoju.

– Nakarm dziecko, a ja odgrzeję pizzę.
Patrick  pił  mleko  łapczywie,  więc  Laurę  ogarnęły  wyrzuty  sumienia,  że  tak 

późno dali mu jeść.

Justin wrócił z gorącą pizzą i dużą szklanką mleka.
– Proszę.
– Dziękuję. Mleko do pizzy?
– Dobrze ci zrobi. Daj mi Patricka.
Dziecko zjadło i znowu zaczęło płakać.
–  Pewnie  ma  mokro...  albo  gorzej...  –  Laura  poczuła  się  silniejsza  i  bardziej 

pewna  siebie.  Skoro  od  tysięcy  lat  kobiety  przewijają  dzieci,  to  ona,  kobieta, 
instynktownie będzie wiedziała, jak to zrobić. – Odżałujesz jakiś ręcznik?

Położyli na podłodze aż dwa grube ręczniki, na nich dziecko i przygotowali się 

do rozwinięcia pieluszki. Była mokra i ciężka. Krzywiąc się, Laura wrzuciła ją do 
plastikowej torby. Kiedy brała myjkę, zauważyła osobliwą minę Justina.

– O co chodzi?
– Patrz.
Spojrzała na podrzutka i zaniemówiła.

background image

Rozdział 3

 Dziewczynka! – wykrztusiła, gdy odzyskała głos.
– Celująca nota za spostrzegawczość. Dlaczego myślałaś, że to chłopiec?
– Bez konkretnego powodu. Po prostu zdawało mi się, że podrzutek musi być 

chłopcem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to dziewczynka.

Czyżby niemowlę ich rozumiało? Czy dlatego rozpłakało się tak żałośnie?
– Cicho, cicho. – Justin delikatnie pogładził pucołowate policzki. – Ciocia nie 

mówiła  poważnie.  Dostaniesz  sukienkę,  kokardkę  i  będziesz  śliczną  panienką. 
Obiecuję, że kupię ci coś różowego. – Spojrzał na Laurę. – Wiesz, teraz wydaje mi 
się  oczywiste,  że  to  dziewczynka.  Duże  błękitne  oczy,  długie  rzęsy...  Nie  ma 
wątpliwości.

– Chłopcy też miewają takie rzęsy, ale w wieku dojrzewania bardzo się wstydzą 

i zastanawiają się, jak je skutecznie skrócić. Sam jesteś najlepszym przykładem.

– Co ty wygadujesz? Ja miałbym obcinać rzęsy?
– Nie wiem. Ale masz cudowne oczy.
Justin patrzył na nią nieodgadnionym wzrokiem tak długo, że się zaczerwieniła. 

Była na siebie zła.

– Dziękuję za komplement – bąknął.
– Nie ma za co. Czy możemy wrócić do przewijania?
– Proszę bardzo.
Laura  przygryzła  wargę.  Nie  mogła  sobie  darować,  że  prawi  komplementy 

mężczyźnie, który nazwał ją chudziną.

Teraz  jednak  nie  czas  na  leczenie  zranionej  dumy.  Trzeba  zamiast 

przedpotopowej pieluszki założyć dziecku nowoczesną. Laura podwinęła rękawy i 
przygotowała  niezbędne  akcesoria:  waciki,  zasypkę,  oliwkę  i  tak  dalej.  Zadanie 
było o tyle trudne, że wszystko musiało znajdować się pod ręką, ale poza zasięgiem 
dziecięcej rączki.

Laura umyła i wytarła różowe pośladki. Są różowe czy zaczerwienione? Czy to 

znak,  że  dziecko  za  długo  leżało  w  mokrej  pieluszce  i  dostało  wysypki?  Która 
oliwka jest najlepsza? Który pomoże? Przeczytała instrukcje na trzech butelkach.

– Ale zrobiliśmy zakupy. Napisy są po francusku, hiszpańsku i po japońsku.
– Po angielsku jest z drugiej strony.
– A, rzeczywiście.
Długi i zawiły tekst małą czcionką dałoby się skrócić do jednego zrozumiałego 

background image

zdania: posmarować zaczerwienione pośladki.

–  Co  tu  wybrać?  –  głowiła  się  Laura.  Wszystko  było  drogie,  więc  cena  nie 

ułatwiała  decyzji.  Jedna  oliwka  działa  przy  silnej  wysypce,  druga  przy  słabej,  a 
trzecia oliwka zapobiegawczo.

Powtórnie obejrzała pośladki.
– Pomóż mi. Jaka to wysypka: łagodna czy mocna?
– Nie mam pojęcia.
– Jakaś oliwka na pewno będzie skuteczna. Ale która?
Justin  patrzył na  nią tak,  jakby oczekiwał, że  kobieta instynktownie wie  takie 

rzeczy.  Laura  w  duchu  przysięgła  sobie,  że  gdy  on  będzie  miał  kłopoty  podczas 
dyżuru, też mu nie pomoże.

Wysypka chyba nie dokuczała dziecku, bo niemowlę energicznie wymachiwało 

rączkami i nóżkami. Usiłowało złapać za nos Justina, który siedział pochylony nad 
nim i robił komiczne miny.

–  Dobrze,  że  jeszcze  nie  raczkuje.  –  Laura  posmarowała  pośladki  mieszanką 

trzech  oliwek.  –  Z  raczkującym  bobasem  tacy  nowicjusze  jak  my  na  pewno  by 
sobie nie poradzili. – Przysiadła na piętach i wytarła mokre ręce. – Koniec mycia i 
smarowania. Teraz odsłona druga: sucha pieluszka.

Przygotowałeś?
– Chwileczkę. – Justin tępo patrzył na zamknięte opakowanie. – Mam kłopot.
– Bo instrukcja obsługi jest po chińsku?
– Nie. Ale opakowanie niebieskie.
– I co z tego?
– Kupiliśmy pieluszki dla chłopców.
--Och!
Oboje wlepili wzrok w istotę, której płeć nie odpowiadała ich założeniom.
– Myślisz, że tej małej przeszkodzi pieluszka dla chłopca?
–  spytała  szeptem  Laura,  jakby  chciała  ukryć  wielki  sekret  przed 

niepowołanymi uszkami.

Zastanawiała  się,  czy  kolejne  wykroczenie  z  ich  strony  będzie  przyczyną 

poważnego  urazu  psychicznego  dziecka.  Niemowlę  już  i  tak  dużo  wycierpiało. 
Najpierw porzucili je rodzice, a potem zostało uznane za chłopca.

Justin obracał paczkę na wszystkie strony i pilnie wpatrywał się w drobny druk.
– Możliwe, że są inaczej wyprofilowane, mają specjalnie dostosowany kształt. 

Co o tym sądzisz?

– Nic.

background image

– A jeśli nieodpowiedni fason przecieka?
Laura  wyrwała  mu  paczkę,  rozcięła  ją  i  wyciągnęła  ozdobioną  kolorowymi 

rysunkami pieluszkę.

– Lepszy rydz niż nic. Zakładamy.
Dziesięć minut później dwie pieluszki wylądowały w koszu, ale trzecia znalazła 

się na miejscu przeznaczenia. No, mniej więcej.

– Nie myślałam, że przylepce są takie złośliwe – syknęła Laura ze złością.
Wspólnym  wysiłkiem,  choć  niezręcznie,  ubrali  w  końcu  dziecko.  Dlaczego 

przewijanie  i  ubieranie  jest  takie  skomplikowane?  Czemu  matka  natura  nie 
postarała  się,  żeby  to  przychodziło  instynktownie?  Czy  niemowlęta  mają  szansę 
przeżyć  w  świecie,  w  którym  dorośli  przy  przewijaniu  boją  się,  że  popłaczą  im 
rączki  z  nóżkami?  Jak  ludzie  radzą  sobie  z  odczytywaniem  instrukcji,  które 
przeszły przez kilka tłumaczeń, zanim wydrukowano je po angielsku?

– Koniec udręki?
–  Tak.  –  Laura  westchnęła.  –  Czas  kłaść  maleństwo  spać,  ale  pytanie,  gdzie 

będzie spało.

– Razem ze mną. Nie ma innej możliwości.
– Trzeba było postarać się o łóżeczko. Moi bracia mają aż trzy na zbyciu. Nie 

spadnie z twojego?

–  Przecież  łóżko  jest  duże,  a  to  drobina.  Położymy  ją  na  środku  i  otoczymy 

wałem ochronnym, żeby się nie sturlała.

– Zadzwonię do brata i za pół godziny dostaniemy łóżeczko.
–  Nie dzwoń. – Justin  wstał i  wziął niemowlę na  ręce.  – Po  co  wciągać w to 

osoby trzecie?

– Racja.
Sypialnia  była  przytulna,  bez  prowizorycznych  stolików  i  stosów  brudnych 

rzeczy.  Meble  były  proste,  z  ciemnego  drewna,  na  ścianach  wisiały  ładnie 
oprawione rysunki. Łóżko było zaścielone.

– Matka dobrze cię wychowała – skomentowała Laura.
Justin rzucił jej zagadkowe spojrzenie, podał jej dziecko i zdjął narzutę.
– Skąd taki wniosek?
– Bo nie ma bałaganu. Moich braci nie można było nauczyć porządku. Rzucali 

swoje rzeczy, gdzie popadło.

– Gdyby nikt po nich nie sprzątał, prędzej czy później nauczyliby się porządku.
– Wątpię.
Justin  zgasił  górne  światło  i  zapalił  nocną  lampkę.  Czekali,  żeby  niemowlę 

background image

zasnęło. Ale dziewczynka patrzyła na nich jakby z wyrzutem. Rączki zacisnęła w 
piąstki, jakby im groziła.

–  Czeka  na  kolejny  punkt  programu  –  orzekł  Justin.  –  Może  przeczytać  jej 

bajkę?

– Jest za mała, żeby docenić literaturę.
– Pewnie śpiewano jej kołysanki.
– To bardziej prawdopodobne. Proszę, śpiewaj.
– Ja? – spytał Justin przerażony. – Nie umiem.
Laura popatrzyła na niego znacząco. Justin zaczerwienił się.
– Słychać mnie przez ścianę?
– Tak. Masz ładny głos.
– Dziękuję. Czemu ona nie zasypia?
Niemowlę  ziewnęło,  jego  powieki  opadły,  ale  oczy  znowu  się  otworzyły. 

Nieszczęśliwa mina wróżyła, że za chwilę z oczu tryśnie fontanna.

– Pewnie boi się nieznanego otoczenia. Położę się koło niej.
– Laura niepewnie zerknęła na sąsiada. – Jeśli pozwolisz.
– Pozwalam.
Gdy  Laura  położyła  się  koło  dziecka,  z  malutkiej  twarzyczki  zniknął  wyraz 

gniewu.

– Nic nie rozumiem – szepnęła Laura sennym głosem. – Czy ten osesek jeszcze 

na coś czeka?

Oczy  jej  się  kleiły.  Rozbawiony  Justin  pomyślał,  że  Morfeusz  pomylił  się  i 

zsyła sen na niewłaściwą osobę.

– Ja też nie rozumiem – rzekł, chociaż wiedział, że Laura go nie słyszy.
Zasnęła  momentalnie.  Wyglądała  bardzo  mizernie.  Justin  postanowił,  że 

nazajutrz  solidnie  nakarmi  obie  sublokatorki.  Dla  mniejszej  będzie  mleko,  dla 
większej mięso, frytki, tuczący deser. Sąsiadka potrzebowała dużo kalorii.

Niemowlę  wciąż  nie  spało,  tylko  poważnie  patrzyło  na  Justina  oczami  jak 

bławatki. Justin poczuł ból w sercu. Odwrócił wzrok.

Tłumaczył sobie, że wszystkie dzieci wyglądają podobnie. Lecz oczy tej istotki 

mają identyczny kolor... jeśli go pamięć nie myli.

Miał cztery latka, gdy urodził się brat.
Od  tamtego  czasu  rzadko  zbliżał  się  do  niemowląt.  Celowo  unikał  małych 

dzieci.  Lecz  teraz  nie  mógł  obojętnie  stać  z  boku  i  pozwolić,  by  Pat  zajęły  się 
nieodpowiednie osoby. Tym bardziej,  że  niemowlę  ma  oczy  Bena.  Przypomniały 
mu się dni, gdy zajmował się bratem – karmił go, przewijał, mył. Jego pięcioletnie 

background image

serce bardzo pragnęło, by braciszek był szczęśliwy i uśmiechnięty.

Zamknął  oczy.  To  było  bardzo  dawno  temu.  Ben  miałby  teraz  dwadzieścia 

siedem  lat.  Rzadko  świadomie  rozmyślał  o  ukochanym  bracie,  który  na  zawsze 
pozostał w jego sercu.

Nie  zdołał  go  uratować,  ale  przysiągł  sobie,  że  jeśli  w  obecnej  sprawie 

cokolwiek od niego zależy, uchroni niemowlę przed losem braciszka.

–  Kruszyno,  poszukam  twoich  rodziców  –  szepnął.  –  Jeśli  nie  są  w  stanie 

opiekować  się  tobą,  znajdę  odpowiednich  ludzi,  którzy  cię  pokochają.  Obiecuję. 
Nie oddam cię do sierocińca.

Wiedział,  że  dziecko  go  nie  rozumie,  ale  Pat  uśmiechnęła  się,  jakby 

pokrzepiona jego słowami, machnęła rączką I wreszcie zasnęła.

Justin ostrożnie przykrył ją kołdrą, po czym otulił kocem Laurę.
Wyglądały jak matka i córka. Justin skrzywił się niezadowolony.
– To tylko sąsiadka i podrzucone niemowlę – mruknął. – Nie jesteśmy rodziną. 

Do nikogo nie należę.

Laura wyspała się, umyła i przebrała. Przespała dwanaście godzin bez przerwy. 

Była w wyśmienitym nastroju. Wprawdzie inaczej zaplanowała pierwszą od dawna 
wolną  sobotę, lecz  nie  miała wyboru.  Nie sprzeciwiła  się  wyraźnie,  więc niejako 
zaakceptowała  plan  Justina,  żeby  zatrzymać  niemowlę  do  czasu  zdobycia 
informacji o jego rodzicach. Nie powiedziała ani tak, ani nie.

Obudziła  się,  ponieważ  coś  ciągnęło  ją  za  włosy.  Otworzyła  jedno  oko  i 

zobaczyła gniewnie skrzywioną buzię dziecka.

W pierwszej  chwili  nie  wiedziała, co  robi  w  mieszkaniu sąsiada  z  dzieckiem, 

które  podrzucono  do  jej  sypialni.  Być  może  Justin  miał  rację,  ale  byłoby  lepiej, 
gdyby powiadomili policję. Są przecież fachowcy, którzy wiedzą, jak postępować 
w takich sytuacjach.

Laura  wychowała  się  w  ciepłej,  rodzinnej  atmosferze,  więc  z  własnego 

doświadczenia  nie  znała  życia  w  rodzinie  zastępczej.  Może  Justin  ma rację?  Kto 
wie?

Najlepiej ani się nie zgadzać, ani nie sprzeciwiać, tylko czekać. Dziecku przyda 

się spokój przez dwa dni. A poza tym...

Laura zaczęła coś podejrzewać.
Pat wymachiwała rączkami i starała się złapać kolorową zabawkę, dużego misia 

w zielonym kapeluszu.

Justin długo go wybierał. Spoglądał przy tym groźnie na Laurę, ale oczy mu się 

background image

śmiały. Laurę bawiła sympatyczna, choć dziecinna strona charakteru sąsiada. Teraz 
na wspomnienie tamtej sceny uśmiechnęła się.

– Dzień dobry. Mała wygląda, jakby wcale nie tęskniła za matką – powiedziała.
Justin od rana siedział przy komputerze i zbierał informacje na temat rozwoju 

niemowląt.

– Jeśli nie zauważa nieobecności matki – oświadczył z mądrą miną – to znaczy, 

że nie ma pół roku.

– Wiedziałam to wcześniej, bo jeszcze nie siada.
– Hm, racja. Nic bliższego już nie ustalimy. Jeśli Pat normalnie się rozwija, ma 

od trzech do pięciu miesięcy.

– Wychodzisz?
– Nie. Porozmawiajmy.
– O czym?
Laura usiadła naprzeciwko, pochyliła się i nabrała tchu przed zadaniem pytania, 

które  musiało  paść.  To  podejrzenie  stanowiło  główny  powód,  dla  którego  nie 
zawiadomiła policji. Zdawało się jej, że niemowlę jest z własnym ojcem.

–  Wybacz,  że  zadam  ci  bardzo  osobiste  pytanie,  ale  to  ważne.  Czy  byłeś...  –

Zakłopotana odwróciła wzrok. – Czy byłeś z kimś... mocniej związany rok, półtora 
roku temu?

– Czemu cię to interesuje?
Widocznie nie rozumiał. Musi zapytać wprost.
– Miałeś kochankę?
Justin patrzył na nią bardziej obrażony niż zakłopotany.
– A co tobie do tego?
Laura uznała, że źle prowadzi śledztwo. Niezadowolona z siebie spuściła wzrok 

i staranniej dobrała słowa.

–  Nasze  okna  są  tuż  obok.  Jeśli  to  jest  twoje  dziecko  i  matka  postanowiła  je 

tobie oddać, sprawa byłaby jasna. Matka Pat pomyliła okna, o co nietrudno. Czy to 
twoja córeczka?

Justin nie wahał się, chociaż pytanie go oburzyło.
– To nie jest moje dziecko.
Laura patrzyła na niego podejrzliwie.
–  Jesteś  pewien?  Pat  jest  trochę  do  ciebie  podobna...  Możesz  mieć 

stuprocentową pewność tylko wtedy, jeśli w tym okresie z nikim nie sypiałeś albo 
jeśli  twoja  partnerka  nie  zaszła  w  ciążę.  Musisz  to  wiedzieć,  a  nie  tylko 
przypuszczać.

background image

Pomyśl. Czy to mogłoby być twoje dziecko?
Justin myślał przez kilka minut. Serce biło mu mocno. Taka ewentualność nie 

była wykluczona.

– Przypuszczenie logiczne, ale to niemożliwe. Musi być inne rozwiązanie.
– Rozumiem.
Laura była zła. Czuła się tak, jakby Justin ją okłamał.
– Mam stuprocentową pewność, że nie jestem ojcem tego podrzutka.
Przez  chwilę  Laura  przyglądała  się  Justinowi  w  milczeniu,  po  czym  skinęła 

głową na znak, że przyjmuje jego oświadczenie.

– Szkoda. – Westchnęła. – Pat jest taka podobna do ciebie.
Popatrz na jej włoski. Odcień trochę inny, ale też się podwijają, jak twoje, gdy 

długo ich nie obcinasz.

Justin automatycznie przygładził włosy. Zdziwiło go, że Laura zauważyła taki 

drobny szczegół.

– Zbieg okoliczności. Pat nie jest moją córką.

Dwa  dni  minęły  bez  większych  kłopotów,  ale  w  niedzielę  wieczorem  Laura 

zrobiła się nerwowa.

– Jutro muszę iść do pracy, nie mogę wziąć wolnego – powiedziała zasępiona. –

Czemu  oni  nie  dzwonią?  Czy  liczą,  że  zatrzymamy  ich  dziecko  na  zawsze?  –
Nerwowo splatała i rozplatała palce. – Musimy zawiadomić policję. Nie ma innego 
wyjścia. Rodzice nie zgłosili się, nie nawiązali kontaktu.

– Nie martw się na zapas – rzekł Justin. – Przełożę jutrzejsze spotkania na inny 

dzień i zostanę w domu. Zapomniałaś o deserze.

Laura popatrzyła na lody czekoladowe.
–  Nie  powinnam  tego  jeść  –  mruknęła.  –  Chcesz  mnie  utuczyć?  Wiem,  ile 

lodów i czekolady można tygodniowo bezkarnie zjeść. Ty stale tak się odżywiasz? 
Niemożliwe. Inaczej twój ukochany motor dawno by się rozleciał.

– Nie jest „ukochany” – powiedział oburzony Justin.
–  Czyżby?  To  czemu  obwiesiłeś  go  ozdóbkami?  I  lśni  z  daleka.  Myjesz  go  i 

pucujesz chyba co drugi dzień. Popisujesz się nim.

– Przyznaję, że go lubię. – Justin uśmiechnął się szelmowsko. – A ty przyznaj 

się, że chciałabyś sprawdzić, jak smakuje szybka jazda.

– Wcale nie. Spróbowałam tej przyjemności jeden raz. Na motorowerze brata. 

Starczy mi do końca życia. To była mała maszyna, nie takie monstrum.

– Czyli moped?

background image

–  Jak  zwał,  tak  zwał.  Według  mnie  to  był  motorower.  Miał  dwa  koła, 

kierownicę i silnik. Wzbudzał zachwyt wszystkich wyrostków.

Justin poważnie spojrzał na dziecko.
–  Pat,  kiedyś  powiem  ci,  jaka  jest  różnica między  motorowerem  a  mopedem. 

Dziewczynki też powinny lubić motory.

– Zerknął na Laurę. – Co się stało z mopedem twojego brata?
Przetrwał w całości twoją jazdę?
– Oczywiście. Brat powiedział, że mam coś przekręcić, żeby coś tam włączyć. 

Wsiadłam,  zrobiłam,  co  kazał,  a  to  diabelstwo  poleciało  jak  rakieta  kosmiczna. 
Sunęło na jednym kole! Nie masz pojęcia, jak się przeraziłam. Wrzeszczałam, żeby 
brat mnie ratował.

Justin pochylił się nad dzieckiem, starając się zdusić gwałtowny atak śmiechu. 

Nie udało mu się.

– Bardzo zabawne, co? Trochę trwało, zanim brat mnie posłuchał, bo najpierw 

musiał pozbierać się z ziemi.

– Powinnaś krzyczeć, żeby ratował motor. To by go bardziej zmobilizowało.
– Wiem. On ma bzika na punkcie motorów. Ta machina miała nawet imię. Brat 

wciąż  mi  wypomina,  że  boleśnie  ją  zraniłam.  Przedmiot!  Pewnie  nigdy  mi  nie 
wybaczy.

–  Dla  mężczyzny  motor  nie  jest  przedmiotem.  Stosunek  do  urządzeń 

mechanicznych  buduje  największą  przepaść  między  kobietami  i  mężczyznami. 
Kobiety  nic  nie  rozumieją.  –  Justin  udawał,  że  nie  widzi  irytacji  Laury.  –
Człowiekowi byłoby z wami łatwiej, gdybyście rozumiały cokolwiek, co wiąże się 
z działaniem mechanizmów albo z grą w piłkę nożną.

– Z nami byłoby łatwiej? – Laura uderzyła go w rękę. – Próbujesz wyprowadzić 

mnie z równowagi, prawda?

– Myślałem, że jesteś do tego przyzwyczajona. Ten twój brat...
–  Teraz  jest  mechanikiem  samochodowym  i  dba  o  mój  wóz.  Naprawia  go 

rzekomo  za  darmo,  ale  muszę  wysłuchiwać,  jak  swoim  współpracownikom 
opowiada ubarwioną wersję mojej przygody z motorowerem. Uważa, że to uczciwa 
wymiana, ale ja jestem innego zdania.

– Biedna Laura.
–  Uwierzyłabym  w  szczere  współczucie,  gdybyś  nie  szczerzył  zębów.  Masz 

brata z ostrym językiem albo siostrę, którą dręczysz?

Pytanie  sprawiło  mu  przykrość.  Nawet  po  dwudziestu  pięciu  latach 

wspomnienia bolały.

background image

– Miałem tylko brata, ale zmarł dawno temu.
– Och, bardzo mi przykro.
Justin nie chciał współczucia. Przesunął swoje nietknięte lody w stronę Laury i 

zapytał:

– Ilu masz braci?
– Dwóch. Pasowałbyś do nich. Ten drugi też wariuje na punkcie samochodów i 

piłki nożnej. Prowadzi sklep sportowy.

– A co opowiada o swojej siostrzyczce?
Laura wzdrygnęła się i machinalnie zabrała do lodów.
–  Uczono  cię  biologii,  więc  wiesz,  że  są  miłe  i  niemiłe  zwierzęta,  robactwo, 

żaby, węże. Ten drugi braciszek opowiada, jak to musiał się mną zająć i żeby nie 
psuć  sobie  zabawy,  zamknął  mnie  w  pokoju,  a  pod  drzwiami  postawił  pudło  z 
pająkami.

– Miałaś fascynujące dzieciństwo.
– Na szczęście zostałam pomszczona, bo obaj mają synów.
– A bratankowie dostają od cioci zabawki, które robią dużo hałasu.
–  Skąd  wiesz?  Chłopcy  bardzo  mnie  kochają.  Rzeczywiście,  Gavin  ostatnio 

dostał bębenek.

–  Co  zrobisz,  jeśli  te  potwory  będą  miały  siostry?  Opracowałaś  jakiś  plan 

ochrony niewinnych bratanic?

–  Oczywiście.  Zagrożę  chłopcom,  że  jeśli  nie  będą  traktować  sióstr  z  czcią 

należną  damom,  będą  musieli  pożegnać  się  z  wymarzonymi  prezentami.  –
Zdumiona popatrzyła na czarkę. – Och, zjadłam twoje lody!

–  Bardzo  dobrze.  Nie  mogę  pozwolić,  żebyś  sterczącymi  żebrami  zrobiła 

krzywdę niewinnej, małej damie.

Justin  podał  jej  śpiące  niemowlę,  a  Laura  przesunęła  dłonią  po  klatce 

piersiowej, jakby sprawdzała, czy żebrami nie ukłuje dziecka.

– Jeśli sam nie zauważyłeś, to cię informuję, że teraz bardzo szczupła sylwetka 

jest najmodniejsza – powiedziała na swoją obronę.

Nieoczekiwanie  Justin  pocałował  ją  w  usta,  po  czym  wstał  i  z  obojętną  miną 

zajął się sprzątaniem.

– Na twoich wargach zostało trochę lodów i chciałem sprawdzić, jak smakują.

Pocałował  ją  tak  samo  obojętnie,  jak  całował  dziecko,  lecz  hormony  nie 

zorientowały  się  i  ruszyły  do  akcji.  Laura  irytowała  się,  że  reaguje  jak  typowa 
kobieta. Czyli niemądrze! Pozwala, żeby przelotny całus zburzył spokój jej ducha.

background image

Oddała Justinowi niemowlę i wypchnęła oboje z kuchni. Sprzątając, starała się 

zapomnieć o pocałunku. Też pomysł!

Była  chuda,  więc  nie  w  typie  Justina.  On  też  nie  był  w  jej  typie.  Pomimo 

czekoladowych oczu.

Sprzątnęła kuchnię w rekordowym tempie. Musiała definitywnie rozmówić się 

z Justinem. Raz zręcznie uniknął dyskusji o tym, co zrobić z podrzutkiem, ale nie 
mogli dłużej odkładać ostatecznej decyzji.

Zajrzała do łazienki. Justin klęczał koło wanny i był mokry od głowy do pasa.
– Jak sobie radzisz?
–  Świetnie,  ale  przyszłaś  w  samą  porę.  Weź  ręcznik,  żebym  mógł  skrzata 

położyć.

Laura rozłożyła ręcznik, a Justin sprawnie wyjął Pat i okrył ręcznikiem.
–  Widzisz?  Gdy  ją  natychmiast  zawinąć,  nie  płacze.  Nabieram  wprawy,  uczę 

się.

– Będziesz wzorowym ojcem z poradnika dla młodych rodziców.
Justin  spojrzał  takim  wzrokiem,  jakby  zaproponowała,  żeby  oddał  motor  na 

złom.

– Nie będę.
Położyli niemowlę spać i wtedy Laura zaatakowała ponownie.
– Wracając do przerwanej rozmowy... Jutro zostaniesz w domu, a co pojutrze? 

Tak dalej być nie może. Zaczną się problemy.

–  Poczekajmy  –  upierał  się  Justin.  –  Rodzice  przecież  zostawili  dziecko  pod 

naszą  opieką,  prawda?  Jeszcze  dwa,  trzy  dni,  potem  zawiadomimy,  kogo  trzeba. 
Nie możemy zrzucać na innych odpowiedzialności za Pat.

Laura zrozumiała, że nic więcej nie osiągnie. Westchnęła i pomyślała o innym 

rozwiązaniu.

–  Wiesz  co,  zaangażujmy  detektywa.  Jeśli  matka  nie  zgłosi  się  sama, 

wytropimy ją i zażądamy wyjaśnień.

– Nie ma żadnych poszlak.
– Od tego są eksperci. Dla takiego nawet metka na koszulce jest poszlaką. Na 

szybie albo framudze powinny być odciski palców. Jutro się tym zajmę. Ta  mała 
musi mieć rodzinę.

– Dobrze – zgodził się Justin po chwili przykrego milczenia. – Jeżeli nic się nie 

zdarzy, zatrudnimy fachowca.

background image

Rozdział 4

W ciągu dnia Pat spała nawet przez pięć godzin, natomiast w nocy budziła się 

po godzinie lub dwóch, ale kiedy pełnili dyżury na zmianę, nie było to szczególnie 
uciążliwe.

W  niedzielę  wieczorem  Justin  zadecydował,  że  Laura  musi  wypocząć  przed 

kolejnym tygodniem wytężonej pracy. Gdy został sam, opiekowanie się oseskiem 
przestało  być  łatwe  i  przyjemne.  Laura  miała  poczucie  humoru,  które  nie 
opuszczało jej nawet w środku nocy. Jej sarkazm czasem dopiekał do żywego, ale 
warto było pocierpieć.

O  czwartej  rano  Justin  zrezygnował  z  uśpienia  dziecka.  Oboje  męczyli  się, 

ponieważ jesienna noc była gorąca jak w środku lata.

–  Nocny  marku,  idziemy  na  spacer.  Zobaczysz,  co  mamy  na  podwórku,  a  ja 

sprawdzę, czy huśtanie działa na ciebie usypiająco.

Było  bardzo  ciepło,  więc  Justin  włożył  tylko  spodnie,  ale  niemowlę  ubrał  na 

cebulkę.

W ciemnościach Pat natychmiast przestała płakać. Justin bał się potknąć, więc 

ostrożnie zszedł po schodach i wyszedł na wewnętrzny dziedziniec.

– Czy ty wiesz, że jesteś bardzo podobna do mojego brata?
– zagadnął, siadając na huśtawce. – Ben też miał kłopoty ze spaniem. Często się 

budził, a ja nie wiedziałem, czy czegoś  chce, czy coś mu dolega. Miałem niecałe 
pięć  lat,  a  on  sporo  ważył,  więc  trudno  mi  było  go  dźwigać.  Na  pewno  chciał, 
żebym go nosił. Ty też to lubisz, prawda?

Odepchnął  się  nogą,  rozhuśtał  i  oddał  wspomnieniom.  Nie  mógł  długo  nosić 

Bena, więc zwykle siedział z nim na podłodze, głaskał po główce i kołysał. Czasem 
pomagało,  Ben  uspokajał  się  i  nawet  uśmiechał.  Kiedy  indziej  krzyczał  coraz 
głośniej, robił się purpurowy, drobne  ciałko  dygotało, a  starszy brat  nie wiedział, 
jak temu zaradzić.

Justin zacisnął pięści na wspomnienie dnia, w którym zabrano ich od ojca. W 

domu Ben był bardzo niespokojny, często głośno płakał, nawet krzyczał. Podczas 
pierwszej nocy poza domem co jakiś czas popłakiwał, ale uspokajał się, gdy Justin 
trzymał go za rączkę.

Następnego dnia zabrano Bena rzekomo do lekarza i Justin nigdy więcej go nie 

widział.

Mocniej  przytulił  podrzutka.  Miarowy  ruch  huśtawki  podziałał  i  Pat  usnęła, 

background image

ufnie przytulona do piersi opiekuna.

–  Przysięgam,  że  próbowałem  odnaleźć  braciszka  –  szepnął  Justin.  –  Przez 

kilka  miesięcy  strasznie  się  awanturowałem.  Potem  kilka  razy  uciekałem, 
wymykałem się na poszukiwania, bo naiwnie sądziłem, że sam go znajdę. Nic nie 
pomogło.  Nie  powiedziano  mi,  co  się  z  nim  stało.  Dopiero  wiele  lat  później 
dowiedziałem się, że gdy nas rozdzielono, Ben był już poważnie chory i wkrótce 
umarł.

Justin długo siedział, patrząc na niemowlę i wspominając swoje nieszczęśliwe 

dzieciństwo. Zatopiony w myślach, zapomniał się odpychać i huśtawka zatrzymała 
się. Justin wrócił do teraźniejszości.

– Ciekawe, moja mała, czy obudzisz się, gdy położę cię do łóżka. Lepiej nie, bo 

chętnie bym się przespał.

Zadowolony, wszedł na trzecie piętro, ale wtedy okazało się, że jednak się nie 

położy. Bezradnie oparł się o drzwi.

– Gdzie ja mam głowę?

Odgłos  pukania  zakłócił  niespokojny  sen.  Laura  usiadła  zdezorientowana,  ale 

po  sekundzie wyskoczyła  z łóżka  jak z  procy i  pobiegła do  drzwi. Stukanie o tej 
porze oznacza, że dziecku stało się coś złego.

Miała  wyrzuty,  że  zostawiła  Justina  samego,  uwierzyła  mu  jednak,  że  sobie 

poradzi.  Kazał  jej  porządnie  się  wyspać  i  nabrać  sił  na  cały  tydzień.  Poza  tym 
słusznie zauważył, że oboje mają tyle samo doświadczenia i kwalifikacji.

Na pewno stało się coś złego. To jedyny powód pobudki o tej porze.
– Co się dzieje? – zawołała, nim otworzyła drzwi. – W nocy słyszałam płacz, 

ale od jakiegoś czasu było cicho.

Przyjrzała  się  niemowlęciu.  Nie  jest  zakrwawione,  śpi  spokojnie,  czyli  całe  i 

zdrowe.

Justin uśmiechnął się zawstydzony.
– Nie chodzi o małą. Nie mogę wejść do mieszkania.
– Dlaczego?
Justin wzruszył ramionami.
– Było gorąco i duszno, Pat nie chciała usnąć, więc wyszedłem na spacer.
– A klucze zostawiłeś w domu?
--Tak.
Laura szerzej otworzyła drzwi. Była zadowolona, że trochę posprzątała i pokój 

nie wyglądał już jak po włamaniu.

background image

Pomyślała,  że  Justinowi  bardzo  do  twarzy  z  dzieckiem  na  ręku.  Szczególnie 

teraz. Pachnie mlekiem i zasypką, ma senne oczy, jest w samych spodniach, boso.

Podobał się jej jak nigdy.
Natychmiast zdenerwowała się z powodu tych myśli.
– Zadzwonisz po ślusarza?
–  Nie.  Zostawiłem  otwarte  okno,  więc  z  twojej  sypialni  przejdę  do  mojej. 

Przepraszam, że cię zbudziłem. Mogę zostawić Pat i iść po klucze?

Laura zaprowadziła go do sypialni.
– Oczywiście. Nie masz za co przepraszać, bo i tak niedługo zadzwoni budzik. 

Po szóstej przyjedzie mój brat, żeby sprawdzić, dlaczego moje auto miewa humory.

Justin  ostrożnie  ułożył  niemowlę  między  dwoma  poduszkami,  wszedł  na 

parapet i stamtąd surowo popatrzył na Laurę.

– Masz idiotyczne godziny pracy.
– Wiem, ale jestem nowa, muszę się wykazać.
Justin burknął coś niezrozumiałego i zniknął.
Niemowlę było spocone, więc Laura zdjęła jeden sweterek i rozpięła drugi.
– Jak beze  mnie przetrwacie cały dzień?  – szepnęła. – Bardzo mi przykro,  że 

muszę  cię  opuścić,  ale  jeśli  mam  być  szczera,  Justin  lepiej  sobie  radzi,  bo  jest 
odważny, a ja boję się, że podczas ubierania złamię ci rączkę lub nóżkę.

Pat otworzyła oczy.
– Och, przepraszam, że cię obudziłam. – Laura podała jej palec do potrzymania. 

–  Chyba  jednak  zadzwonię  do  bratowych.  One  są  doświadczone  i  wiedzą,  jak 
postępować z oseskiem.

–  Bez  ich  doświadczenia  też  świetnie  sobie  radzimy.  –  Justin  zeskoczył  z 

parapetu.  –  Wtajemniczanie  wszystkich  krewnych  i  znajomych  tylko  napyta  nam 
biedy. A jeśli dopisze nam szczęście, sprawa sama się rozwiąże.

– Masz trudności z używaniem drzwi? Zacięły się?
– Nie, ale tą drogą jest szybciej.
– Zapomniałam, że dla szalonego motocyklisty prędkość jest najważniejsza.
Justin usiadł na łóżku i zaczął robić komiczne miny.
– Co będzie, jeśli okaże się, że rodzice Pat chcą, żebyś wzięła ich dziecko na 

wychowanie?

– To niemożliwe!
Na twarzy Justina malował się niepokój.
– Ale przypuśćmy. Co wtedy zrobisz?
–  Coś  takiego  absolutnie nie  wchodzi w  grę.  Nie  mogę podjąć  się  opieki  nad 

background image

cudzym dzieckiem.

– A chciałabyś mieć własne?
–  Nie.  Tak.  To  znaczy,  nie  planowałam.  Ale  jeśli  spotkam  odpowiedniego 

mężczyznę, kto wie? Na pewno nie chciałabym zostać samotną matką podrzutka.

– Przewidujesz założenie rodziny?
–  Tak.  Wychowałam  się  w  dobrej,  zżytej  rodzinie.  Bracia  okropnie  mi 

dokuczali, ale mimo to ich kocham. A ty?

– Z nikim nie mam kontaktu.
– Chcesz się ożenić, mieć dzieci?
Justin pochylił głowę.
– Nie przewiduję takiego scenariusza.
– Bo rodzinne obowiązki nie pasują do twojego stylu życia?
– Powiedzmy. – Wstał i wziął Pat na ręce. – Życzę owocnej pracy.
Laura zaczęła gorączkowo szukać pióra i kartki.
– Zaczekaj. O, proszę. Mój telefon służbowy. W razie czego daj mi znać.
Justin niedbale wsunął kartkę do kieszeni.
– Dobrze.
Naraz rozległ się dzwonek przy drzwiach.
–  Dlaczego  drzwi  są  otwarte?  –  zawołał  męski  głos.  –  Trzpiotko,  nie  wolno 

zostawiać otwartych drzwi.

– O, do licha! – zaklęła Laura.
Spojrzała na Justina i dziecko. Gdzie ich schować? W szafie? Pod łóżkiem? Za 

zasłoną?

– Zapomniałem o czapce niewidce – szepnął Justin.
Laura pogroziła mu pięścią.
– Nie lubię, kiedy to robisz.
– Co takiego? – spytał z niewinną miną.
– Czytasz w moich myślach i naśmiewasz się ze mnie.
– Patrzyłaś na mnie tak, jakbym był wstrętnym insektem.
O  co  chodzi?  Nadopiekuńczy  brat  będzie  bronić  cnoty  siostry?  Mam  włożyć 

rękawice bokserskie?

W przedpokoju rozległy się kroki.
– Jeszcze śpisz?
Laura  pobiegła  do  drzwi.  Uświadomiła  sobie,  że  uniknie  złośliwych 

komentarzy,  gdy  porozmawia  z  bratem  w  przedpokoju.  Nie  będzie  krępujących 
pytań, a potem odpowiednio ubarwionych opowieści o mężczyźnie z dzieckiem w 

background image

jej sypialni.

Steve nadopiekuńczy? Nie. Ale gorliwy swat. Trzeba zapobiec spotkaniu brata 

z  sąsiadem.  W  przeciwnym  razie  Justin  niezwłocznie  zostanie  zaproszony  na 
niedzielny  obiad.  Nawet  nie  zdąży  otworzyć  ust,  żeby  powiedzieć  Steve’owi,  że 
rodzinne obiady nie pasują do stylu życia motocyklisty.

Z rozpędu wpadła na brata.
– Stój! – Steve chwycił ją za rękę i przytrzymał. – Dlaczego jeszcze nie jesteś 

ubrana? Umówiliśmy się przecież, że skoro świt naprawię ci auto.

Laura pomyślała ze złością, że niski wzrost ma kilka poważnych minusów. Po 

pierwsze,  wąskimi plecami  niewiele  daje  się  zasłonić,  a  po  drugie,  prawie  każdy 
może  spojrzeć  ponad  głową  niskiej  osoby.  Od  razu  zauważyła,  że  Steve  szeroko 
otwartymi  oczami  patrzy  w  stronę  sypialni.  Jego  zdumienia  nie  wywołała 
rozrzucona pościel i ogólny bałagan, lecz półnagi mężczyzna siedzący na łóżku.

Laura odsunęła się i zrezygnowana powiedziała:
– Witam, braciszku.
– Dzień dobry – odezwał się Justin. – Jestem Justin Bane, sąsiad zza ściany.
Steve zmrużył oczy i zmarszczył czoło.
– Dużo o panu słyszałem. Siostra opowiada o sąsiadach.
Tylko tego brakowało!
Laura  zazgrzytała  zębami.  Wcale  dużo  nie  mówiła,  jedynie  wspomniała  o 

Justinie, ponieważ bracia zachwycali się jego motorem.

Dlaczego  Steve  mówi  takim  tonem?  Daje  Justinowi  do  zrozumienia,  że  jego 

siostra zachowuje się jak zakochana pensjonarka.

Steve  zobaczył  jej  wściekłe  spojrzenie  i  uśmiechnął  się  od  ucha  do  ucha,  a 

nawet szerzej. No tak, już swata. Robi to z premedytacją.

– Jestem Steve – przedstawił się. – Ukochany brat pańskiej sąsiadki i jej czuły 

opiekun. Zdolny naprawiacz samochodów oraz pralek.

Justin wstał i wtedy Steve zobaczył dziecko.
–  Wzruszająca  rodzinna  scenka.  –  Bezceremonialnie  szturchnął  siostrę.  –  Nie 

wiedziałem, że jesteś macochą. Od jak dawna trwa ta idylla?

– Nie jestem macochą. I nic nie trwa. Dziecko zostało...
– Zostałem sam z dzieckiem – pospiesznie wtrącił się Justin.
– Potrzebowałem pomocy i życzliwa sąsiadka mnie wsparła.
– On nie jest...
Usta  Justina  na  jej  ustach  uniemożliwiły  dokończenie  zdania.  Mocne 

uszczypnięcie w rękę też pomogło.

background image

– Dziękuję za pomoc, sąsiadko. Do widzenia. – Justin odsunął się od oniemiałej 

Laury i wyciągnął rękę do Steve’a.

– Miło mi było pana poznać. – Przy drzwiach jeszcze się odwrócił. – Jest pan 

terrorystą,  który  uwięził  siostrę  za  pomocą  pająków  czy  właścicielem  motocykla 
zniszczonego podczas jazdy nowicjuszki?

Steve głośno sapnął.
– To był moped, moja ukochana Suzy. Trzy zadraśnięcia i wgniecenie.
– Ja przez tydzień utykałam na obie nogi, a ten po tylu latach wciąż opłakuje 

niewidoczne rysy na motorze.

Obaj  mężczyźni  wymienili  porozumiewawcze  spojrzenia,  a  Laura  od  razu 

zrozumiała, że znalazła się na straconej pozycji.

– Bądź grzeczna. – Pocałowała Pat. – Do zobaczenia wieczorem.
–  Chyba  dożyjemy.  –  Justin  ujął  rączkę dziecka  i  pomachał  na  pożegnanie.  –

Moja córeczka już umie robić pa, pa.

Wyszedł, czule przemawiając do „córeczki”. Steve objął siostrę i ucałował.
–  Ubierz  się  i  idziemy.  Ja  naprawię  samochód,  a  ty  opowiesz  mi  o  nowym 

adoratorze i jego dziecku.

Laura wypchnęła go z sypialni i zatrzasnęła drzwi.
– Możesz ukryć się w mysiej dziurze, ale to na nic – zawołał Steve. – Złożyłem 

przysięgę,  że  będę  donosił  mamie  o  twoich  romantycznych  przygodach.  Jestem 
pewien,  że  bardzo  zainteresuje  się  gotową  wnuczką.  Będzie  miała  okazję 
powtórzyć uwagi o tym, że każde dziecko potrzebuje brata lub siostry.

Laura była zirytowana, więc ubrała się błyskawicznie.
Steve leżał na kanapie, bawił się pilotem i bezmyślnie przeskakiwał z kanału na 

kanał. Laura stanęła przed telewizorem i skrzyżowała ręce na piersiach.

– Justin jest tylko i wyłącznie moim sąsiadem – oświadczyła. – Wiesz, że nie 

lubię, gdy zawstydzasz mnie w obecności znajomych.

–  Przepraszam.  –  Szeroki  uśmiech  wcale  nie  był  przepraszający.  –

Przyzwyczajenie  jest  drugą  naturą.  Na  swoją  obronę  powiem  tylko,  że  ten  pan 
wcale nie pocałował cię tak, jakby był zwykłym sąsiadem.

– Ale nim jest.
Laura odwróciła się i ruszyła do drzwi.
– A ta mała?
– Nie jest jego córką. – Odpowiedziała dopiero na półpiętrze, gdy była pewna, 

że Justin nie zjawi się, by znowu zamknąć jej usta pocałunkiem.

Steve postawił torbę z narzędziami koło samochodu siostry.

background image

– Więc czemu mówił, że to jego dziecko?
– Ze strachu, że polecisz z donosem na policję.
Steve gwałtownie wyprostował się i uderzył głową o maskę.
– Jasny gwint! Powtórz, co powiedziałaś. Czy on porwał niemowlę?
Laura  opowiedziała  całą  historię  ze  szczegółami,  umiejętnie  podsycając 

napięcie.  Uważała,  że  brat  musi  zapracować  na  to,  by  usłyszeć  całość.  Dlatego 
przerywała, gdy absurdalność wydarzeń wprawiała Stevea w osłupienie i zastygał 
w bezruchu.

Steve uważnie oglądał silnik, od czasu do czasu gładząc się po głowie brudną 

ręką i zostawiając na jasnych włosach ciemne smugi.

– Ośmielę się rzec, że rozumowanie Justina jest logiczne.
Nie macie innego wyjścia. Musicie czekać na rodziców.
Laura wzniosła oczy ku niebu.
–  Trzymasz  jego  stronę,  bo  okazał  ci  współczucie  z  powodu  podrapanego 

motoru.

– Wcale nie. – Steve pochylił się nad silnikiem, więc jego słowa docierały do 

Laury niewyraźnie. – Jeśli ktoś prosi, żebyście wzięli jego dziecko, to bierzcie. Nie 
wypada  pozbywać  się  niemowlęcia,  jeżeli  samemu  można  się  nim  zająć.  –
Wyprostował się. – Wóz będzie ci służył, ale nie licz na to, że długo. Za tydzień 
wezmę go do warsztatu i zrobię przegląd.

– Serdecznie dziękuję. Pocałowałabym cię, ale jesteś usmarowany.
Steve  uśmiechnął  się  i  czymś,  co  kiedyś  było  ręcznikiem,  usiłował  usunąć 

przynajmniej  część  smarów  z  rąk.  Nagle  rzucił  się  do  przodu  z  rękoma 
wyciągniętymi ku twarzy siostry. Laura krzyknęła przeraźliwie, odskoczyła do tyłu 
i  byłaby  się  przewróciła,  gdyby  jej  nie  przytrzymał.  ,  –  Przepraszam  –  rzekł 
odrobinę zawstydzony. – Tylko żartowałem. Nie  chciałem dotknąć  czysto umytej 
twarzy ani nie chciałem, żebyś się przewróciła.

Laura  westchnęła  i  z  niesmakiem  popatrzyła  na  brudną  rękę.  Ostrożnie 

podciągnęła  rękaw,  by  go  nie  ubrudzić.  Nie  miała  ochoty  zmieniać  bluzki  ani 
później zastanawiać się, czym usunąć smar.

– Zapominasz,  że jesteśmy dorośli.  Nie musisz znęcać się nade mną, żeby mi 

okazać braterską miłość.

– Bawiliście się w rodzinę od piątku do dziś?
– Mniej więcej – Widzę, że twój sąsiad bardzo ci się podoba.
– I co z tego? Napiszesz na murze, że go kocham? Jesteś okropny. Jak mama.
– Oboje pragniemy twojego szczęścia.

background image

– Jestem szczęśliwa.
– Za dużo pracujesz.
Już to dziś słyszała!
–  Chcę  wyrobić  sobie  dobrą  opinię,  zdobyć  pozycję  i  zabezpieczyć  się 

finansowo. Powinieneś rozumieć, dlaczego tak bardzo mi na tym zależy.

– Bo dawniej mieliśmy za mało pieniędzy?
--Tak.
– Ale chyba przyznasz, że mimo biedy rodzice byli szczęśliwi, stworzyli udaną 

rodzinę, dobrze nas wychowali. I wiesz, że pieniądze nie dają szczęścia.

Puste słowa, pomyślała Laura z irytacją.
– Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Do widzenia.

Po raz siódmy prawa ręka chwyciła słuchawkę, ale lewa znowu interweniowała 

i słuchawka wróciła na miejsce.

Laura  pocieszała  się,  że  cisza  oznacza  brak  problemów.  Nie  rozumiała, 

dlaczego wciąż jej się wydaje, że jest potrzebna Pat i Justinowi.

Pracowała  bez  entuzjazmu,  często  spoglądała  na  zegarek  i  wzdychała.  W 

normalnym układzie o tej porze powinna już iść do domu. Co chwila słyszała kroki 
zmierzające w stronę windy.

Zmusiła się, by przeczytać kolejny dokument do końca. Nowa sprawa, którą jej 

zlecono, wywoływała w niej opór.

Laura wiedziała, że nie wolno wydawać wyroków, ale ta klientka nie cofała się 

przed niczym, by uzyskać prawo do dziecka. Z jej strony była to zemsta na mężu, 
który  od  trzech  lat  sprawował  opiekę  nad  synem.  Laura  zżymała  się,  że  będzie 
reprezentować stronę, której nie wierzy, ale musiała wywiązać się z zadania.

Za  dwie  godziny  pojedzie  wreszcie  do  domu.  Do  Justina,  Pat  i  nowych 

obowiązków. Do kąpania, karmienia, prania, śpiewania kołysanek.

Przypomniała  sobie,  że  miała  zadzwonić  do  detektywa  i  skoczyła  na  równe 

nogi. Przecież postanowili zrobić to dzisiaj. Musi natychmiast wracać do domu, bo 
potem będzie za późno, do nikogo się nie dodzwoni.

Z  ulgą  i  niepokojem zrobiła  coś nie  do  pomyślenia  –  wyszła z  pracy,  gdy  na 

świecie było jeszcze jasno.

Justin miał nieszczególną minę, a niemowlę buzię skrzywioną do płaczu.
– Witajcie.
Laura wyciągnęła ręce do dziecka i zdumiona uświadomiła sobie, że bardzo za 

nim  tęskniła.  I  za  Justinem.  Zirytowała  się,  że  zaczynają  nią  rządzić  emocje.  A 

background image

przecież  nie  warto  przywiązywać  się  do  namiastki  rodziny,  do  sytuacji,  która 
potrwa zaledwie kilka dni.

– Wcześnie wróciłaś – bąknął Justin.
– Coś nie w porządku?
– Wszystko w porządku, ale mała jest markotna i marudna. Pewnie tęskniła za 

tobą.

Jakby na potwierdzenie tych słów dziecko rozpromieniło się i powitało  Laurę 

pociągnięciem za włosy i potokiem niezrozumiałych dźwięków.

Laura przełknęła kluchę zawadzającą w gardle.
– Na pewno poprawi ci się humor, gdy usłyszysz, że mój brat przyznał ci rację.
– W jakiej kwestii?
– Zatrzymania dziecka.
– Mówiłaś mu? – Justin nachmurzył się jeszcze bardziej.
– Jak mogłaś? Wiedziałaś, że nie chcę.
– Mam zaufanie do rodzonego brata. – Laura popatrzyła z wyrzutem. – A poza 

tym, jeśli nie robimy nic złego, nie musimy tego ukrywać.

–  Bezpieczniej  zachować  tę  sprawę  w  tajemnicy.  Najpierw  trzeba  znaleźć 

matkę.

– Widać, że brak ci bliskiej rodziny.
– To nie ma nic do rzeczy. Czemu wróciłaś wcześniej?
– Bo przypomniało mi się, że mieliśmy poszukać detektywa.
– Już znalazłem. Przyjdzie o szóstej.
– Dzwonił ktoś?
– Chodzi ci o rodziców Pat? Nie.
– Pójdę się umyć i zaraz wracam.
– A my się położymy. Ta pannica w ogóle nie chciała spać.
Chwileczkę. – Poszperał w kieszeni. – Dam ci klucz.
--Jaki?
– Do mieszkania.
– Do twojego? – spytała niemądrze.
Pierwszy raz dostała klucz do mieszkania mężczyzny. Dziwne uczucie.
– O co chodzi?
– Nie jestem przyzwyczajona do noszenia cudzych kluczy.
– A ja nie jestem przyzwyczajony do dawania moich. – Justin uśmiechnął się. –

Więc jesteśmy kwita.

– Dziękuję. Postaram się pospieszyć.

background image

W  domu  pobieżnie  przejrzała  korespondencję.  Same  rachunki,  nic  ciekawego 

O! A to co? Jakaś złożona kartka!

background image

Rozdział 5

Wyjaśniła się tajemnica rodziców Pat!
Hokus-pokus. Wystarczyło wezwać detektywa, a zanim się zjawił, zagadka się 

rozwiązała.

Laura  usiadła  przy  stole,  włożyła  gumowe  rękawiczki  i  rozłożyła  kartkę 

szczypcami do sałaty. Odciski palców nie były potrzebne, ale na wszelki wypadek 
zachowała ostrożność, by ich nie zniszczyć.

List  zawierał  częściowe  wyjaśnienie,  a  Justin  będzie  musiał  wytłumaczyć, 

dlaczego twierdził, że nie jest ojcem podrzutka.

Ojcem ślicznej dziewczynki imieniem Jenna.
Dlaczego tak stanowczo zaprzeczał?
Laura nie rozumiała, czemu odczuwała to jako zdradę. Skąd te pretensje?
Popatrzyła  w  okno.  Hm,  poczucie  zdrady  bierze  się  stąd,  że  ufała  sąsiadowi, 

wierzyła  jego  słowom.  Sądziła,  że  nie  należy  do  mężczyzn,  którzy  porzucają 
dziewczyny w ciąży, wypierają się ojcostwa. Niestety, pomyliła się.

Jedynym plusem jest to, że ona sama nie ma już żadnych zobowiązań. Dziecko 

jest z ojcem. Pozostaje tylko pokazać Justinowi list.

Laura ciężkim krokiem poszła do  sąsiedniego  mieszkania. W bawialni nikogo 

nie  zastała.  Weszła  bez  pukania  do  sypialni.  Uważała,  że  ma  do  tego  prawo.  W 
końcu spędziła tu dwa dni i dwie noce. Jak potraktować kłamcę?

Winowajca spał spokojnie, z głową zwróconą ku dziecku, które z trzech stron 

zabezpieczył zrolowanymi kocami, a wzdłuż łóżka ustawił krzesła.

– Justinie – szepnęła Laura.
Gdyby  był  sam,  obudziłaby  go  głośnym  krzykiem.  Zasłużył  na  gwałtowną 

pobudkę. Przez niego jakaś kobieta zaszła w ciążę, a on się tego wypiera. Ach, ci 
mężczyźni! Dlaczego są tacy nieodpowiedzialni? I okrutni?

Justin nawet nie drgnął. Jak można tak mocno zasnąć w ciągu paru minut? Czy 

to znaczy, że przez całą noc nie zmrużył oka?

Laura  pomyślała,  że jest  bardzo  podobny  do  Pat... do  Jenny. A raczej  ona  do 

niego. Duże oczy, gęste rzęsy...

Gdy  zreflektowała  się,  że  patrzy  na  niego  za  długo,  westchnęła  i  zaczęła 

oglądać sufit.

Nie  pojmowała,  co  się  z  nią  dzieje.  Ogarniały  ją  podstępne  uczucia.  Była 

obrażona, miała do Justina pretensje, a mimo to chętnie położyłaby się koło niego, 

background image

przytuliła...

– Skąd się to bierze? – szepnęła.
Zaraz obudzi wyrodnego ojca i powie, co o nim myśli.
– Śpiochu, pobudka!
Justin  na  moment  otworzył  oczy,  rozejrzał  się  niezbyt  przytomnie  i  schował 

głowę pod poduszkę.

– Wstawaj – powiedziała Laura znacznie głośniej. Żałowała, że nie ma odwagi 

– i siły – by zepchnąć go z łóżka.

– Musimy porozmawiać. Tajemnica wyjaśniona. Znalazłam ojca dziecka.
– Naprawdę? Jak to zrobiłaś?
Justin  oparł  się  na  łokciu  i  odgarnął  włosy  opadające  na  twarz,  a  Laurze  z 

wrażenia oczy zaszły mgłą. Znowu musiała oglądać sufit.

– Porozmawiamy w pokoju obok, żeby nie przeszkadzać Jennie.
– Jennie? – Justin zerknął na niemowlę, które spało z palcem w buzi. – To jej 

imię? A już przywykłem do Pat.

Laura wyszła pierwsza. Justin zjawił się po chwili zaspany, ziewający.
– No, słucham. Gdzie ojciec dziecka? Zajmie się córką?
Chce wziąć ją do siebie?
– Nie jestem pewna – odparła Laura zimno. – Mam wrażenie, że jej nie chce. 

Wypiera się.

– Wypiera się własnego dziecka? – Justin zaklął pod nosem.
– Zimny drań! Łajdak! – Zniżył głos. – Biedne maleństwo.
Jak on potrafi udawać, dziwiła się Laura.
–  Justinie...  Nic  nie  rozumiesz.  Przyszedł  list,  z  którego  wynika,  że  miałam 

rację. Pomimo twoich zaprzeczeń okazuje się, że ty jesteś ojcem.

Justin na chwilę zaniemówił.
– Ja... ? Ona... nie jest... moją córką – wyjąkał.
– Jest.
Laura nie rozumiała, dlaczego Justin nadal wypiera się dziecka. Jenna była do 

niego podobna, zostawiono ją prawie w jego mieszkaniu, a z listu jasno wynikało, 
że on jest ojcem. Dlaczego kłamie?

– Przyniesiono ją do mnie przez pomyłkę. Matka myślała, że weszła do twojego 

mieszkania.

Justin wpadł w furię.
– Kobieto, przestań gadać od rzeczy! Mówię ci, że to nie moje dziecko. Zaszła 

jakaś pomyłka. Gdyby Pat... Jenna była moją córką, na pewno nie uchylałbym się 

background image

od odpowiedzialności.

Laura podsunęła mu pod nos kartkę, którą wciąż trzymała szczypcami.
– Widzisz? Kartka jest do ciebie, przysłana pod dobry adres. Gdzie tu pomyłka?
Justin wyrwał jej kartkę razem ze szczypcami i oczy zrobiły mu się wielkie jak 

spodki. Wodząc palcem, żeby lepiej rozumieć słowa, ponownie przeczytał tekst:

– „Justinie! Masz córeczkę Jennę, urodzoną trzeciego czerwca. Ja nie mogę się 

nią  opiekować,  więc  ty  musisz.  Powodzenia.  Mam  nadzieję,  że  twoja  nowa 
kochanka  ma  trochę  instynktu  macierzyńskiego.  Linda”.  –  Gniewnie  spojrzał  na 
Laurę. – Diabli nadali! Co to ma znaczyć?

– Sam wiesz najlepiej, więc mi powiedz.
– Co mam powiedzieć?
– Prawdę.
Justin rzucił kartkę na stół i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
– Dwie rzeczy są jasne. Po pierwsze, ta kobieta pomyliła mnie z kimś innym, a 

po drugie myśli, że my ze sobą żyjemy.

Widocznie widziała cię, gdy weszłaś do mieszkania. Pewno czekała za oknem. 

Uważała, że to mieszkanie ojca dziecka, a ty jesteś jego kochanką.

– Ja kochanką typa spod ciemnej gwiazdy?
Justin przytaknął.
– Nie jestem niczyją kochanką.
– Powiedz Lindzie...
– Kto to taki?
– Nie wiem, bo jej nie znam.
– Ale ona zna ciebie. Bardzo blisko i dobrze.
Justinowi pociemniały oczy.
–  Mam  wielką  prośbę.  Czy  mogłabyś  choć  na  krótko  przyjąć,  że  mówię 

prawdę?

Laura odsunęła się od niego, usiadła przy stole i potarła skronie.
–  Dowodów  pośrednich  jest  sporo,  więc  naprawdę  trudno  mi  wierzyć  twoim 

słowom. Radzę  ci  sprawdzić w  kalendarzyku  randki  sprzed  roku.  Jennie urodziła 
się  w  czerwcu,  więc...  została  poczęta  we  wrześniu.  Przypominasz  sobie  coś  z 
września?

– Nic a nic. To nie moja córka.
– Przypuszczam, że zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki i prędko zapominasz 

o kochankach. Ale powinieneś pamiętać przynajmniej te, które zachodzą w ciążę.

Justin popatrzył na nią wzrokiem, który mógłby zabić.

background image

– Dlaczego mnie atakujesz?
–  Bo  wypierasz  się  ojcostwa,  chociaż  jest  coraz  więcej  dowodów.  Nie  lubię 

mężczyzn, którzy uciekają od rodzicielskich obowiązków.

– Aha. – Justin znowu zaklął. – Nie chcesz mi wierzyć, to nie. Ale dlaczego? 

Co takiego zrobiłem, że uważasz mnie za człowieka niegodnego zaufania?

– Słabo cię znam.
–  Spędziliśmy  razem  dwa  dni  i  dwie  noce.  Myślałem,  że  przy  tej  okazji 

poznaliśmy  się...  lepiej.  Zapewniam  cię,  że  nie  jestem  ojcem  podrzutka.  To  inny 
mężczyzna.

– Który też ma na imię Justin i mieszka w tym domu, tak?
–  Nie  rozumiem,  dlaczego  dziecko  znalazło  się  tutaj  i  dlaczego  kartka  jest 

zaadresowana do mnie. – Wyglądał coraz groźniej. – Dziecko zostawiono u ciebie, 
nie u mnie. Jesteś pewna, że nie miałaś kochanka o moim imieniu?

Laura zignorowała absurdalne pytanie.
– Zrobisz badania genetyczne, żeby to udowodnić?
– Tylko wtedy przestaniesz mnie podejrzewać, co?
Laura widziała, że Justin jest pewien swoich racji i czuje się urażony, że ona mu 

nie  wierzy.  Czyżby  był  przekonany,  że  antykoncepcja  nigdy  nie  zawodzi? 
Otworzyła  usta,  ale  w  ostatnim  momencie  powstrzymała  się  przed  zadaniem 
niedyskretnego pytania. Nie jej sprawa, jak doszło do nieplanowanej ciąży.

– Wymieniono cię jako ojca. Test DNA da odpowiedź i będzie wiadomo, czego 

się trzymać. Nieważne, w co ja wierzę lub nie.

– Dla mnie ważne.
– Dlaczego?
– Naprawdę musisz pytać?
Przecząco pokręciła głową. Nie, nie musiała. Przez te dwa dni zdarzyło się coś 

wyjątkowego.  Wprawdzie  nie  tego  szukała  w  życiu,  ale  na  krótko  było  to  coś 
szczególnego.

Justin  jeszcze  raz  uważnie  obejrzał  kartkę  informującą  o  jego  ojcostwie. 

Widocznie nieoczekiwanie olśniła go jakaś myśl, bo zagadkowo spojrzał na Laurę.

– Kartka jest zaadresowana do mnie. Zawsze otwierasz cudzą korespondencję?
Laura spiekła raka.
– Nigdy. Kartka była bez koperty, razem z tym, co do mnie przyszło. Zwykła, 

złożona kartka, którą otworzyłam bez specjalnej ciekawości. Nie jestem wścibska.

–  Powiedzmy.  Odwdzięczę  ci  się  i  powiem,  że  wątpię  w  twoją 

prawdomówność.

background image

–  Złośliwość  aż  się  z  ciebie  wylewa.  Poczekaj,  przyniosę  coś  do  wytarcia 

podłogi.

Justin  roześmiał  się,  czym  ją  kompletnie  rozbroił.  Potem  jednak  znowu  się 

zasępił.  Wstał,  przemierzył  pokój  kilka  razy,  usiadł  na  kanapie  i  popatrzył  przez 
okno.

– Najgorszy w tej historii jest fakt, że przytrafia się ona niewinnemu dziecku.
Laurę  ogarnęły  wątpliwości.  Uwierzyć  mu?  Gdzie  leży  prawda?  To  fatalna 

pomyłka czy bezczelne wypieranie się ojcostwa?

– Przynajmniej znamy imię delikwenta. Policji będzie łatwiej znaleźć rodziców 

dziecka albo jakichś krewnych.

– Na policję jeszcze czas.
– Justinie!
–  Myślisz,  że  to  moja  córka,  prawda?  Więc  ja  jako  rzekomy  ojciec 

postanawiam, że zatrzymujemy ją i czekamy na wyniki poszukiwań.

– Przecież twierdzisz, że to nie twoje dziecko.
–  Ale  ty  sądzisz  inaczej,  więc  zatrzymam  Jennę  do  czasu,  aż  dowiem  się 

prawdy i udowodnię swoją niewinność.

Laura uderzyła ręką w stół.
– Patrzcie państwo! Rzekomo tylko kobiety są nielogiczne!
Justin obojętnie wzruszył ramionami.
–  Mam  nadzieję,  że  detektyw  znajdzie  odciski  na  kartce  i  na  oknie.  Musimy 

dojść  do  sedna.  Matka  Jenny  będzie  musiała  zeznać,  czy  chciała  mieć  dziecko 
akurat  ze  mną  i  dlatego  zatrudniła  kosmitów,  żeby  mnie  porwali.  Chętnie 
uwierzysz w taką wersję, prawda? Laura wskazała list.

–  Ze  słów  matki  wynika,  że  nie  zgłosi  się  po  córkę.  Zakłada,  że  Pat, 

przepraszam  Jenna  jest  ze  swoim  ojcem.  Co  wobec  tego  nam  pozostaje?  Albo 
znaleźć krewnych dziecka, albo oddać je osobom do tego uprawnionym.

Justin zrobił taką minę, jaką już znała, ale nie doszło do ostrej wymiany zdań, 

bo w tej samej chwili rozległ się dzwonek.

Detektyw  był  niezbyt  młody,  krępy  i  śniady.  Justin  opowiedział  mu  całą 

historię  i  pokazał kartkę. Pan  John Harris pobieżnie rzucił okiem na  tekst, uniósł 
brwi i spojrzał na Justina.

– Czyli to pańska córka?
– Według listu.
– Chce pan, żebym odnalazł matkę?
--Tak.

background image

Detektyw wyjął notes i pióro.
– Proszę o imię, nazwisko, adres.
– Nie znam.
Brwi detektywa niemal uciekły z wysokiego czoła.
– Nie zna pan nawet jej imienia?
--Nie.
– Hm. Więc proszę o krótki opis wyglądu. Wzrost, waga, kolor włosów, oczu.
– Nie mam pojęcia, jak ta kobieta wygląda.
Ręka detektywa zawisła w powietrzu.
– Co takiego? Nie wie pan, jak wygląda matka pańskiego dziecka?
– Niestety.
– A w jakim jest wieku? Ma dwadzieścia lat, trzydzieści, czterdzieści?
– Ja nic o niej nie wiem. Jedyna informacja zawarta jest w tym liście.
Detektyw nie ukrywał niesmaku i przez resztę wizyty traktował Justina bardzo 

chłodno.  Dokładnie  obejrzał  rzeczy  niemowlęcia  oraz  torbę,  w  której  były.  List 
włożył do plastikowej torebki i schował do teczki. Na oknie w sypialni znalazł tyle 
śladów,  że  Laura  ze  wstydu  chętnie  zapadłaby  się  pod  ziemię.  Nie  trzeba  być 
detektywem, by zauważyć, że okno myto dawno temu. Dokładnie przed sześcioma 
miesiącami.

–  Kolega,  który  pracuje  na  posterunku,  pomoże  mi  sprawdzić,  czy  mają 

podobne ślady. Przyjdę do państwa jutro. – Detektyw zmierzył Justina krytycznym 
wzrokiem. – Dobrze byłoby sprawdzić DNA albo przynajmniej grupę krwi. Żeby 
ewentualnie udowodnić, że pan nie jest ojcem.

Obrażony Justin milczał. Nie sprostował przypuszczenia, że autorka listu wie, 

co  robi,  wskazując  go  jako  ojca  swego  dziecka.  Nie  pozwolił  też  Laurze,  by 
cokolwiek  wyjaśniła.  Było  mu obojętne, co  detektyw  myśli,  a chodziło  jedynie  o 
to, żeby nie oddać Jenny.

Laura  zamknęła  drzwi  za  detektywem  i  odwróciła  się  do  Justina  czerwona  z 

gniewu.

–  Starałam  się  być  uprzejma,  ale  co  on  sobie  myśli?  –  wybuchła.  –  Jakim 

prawem  jest  napastliwy  w  stosunku  do  ciebie?  Kim  on  jest?  Strażnikiem 
moralności?  Nic  nie  wie  o  okolicznościach,  a  pochopnie  wyciągnął  wniosek,  że 
jesteś kobieciarzem, który sypia z kim popadnie i nie pamięta imion tych kobiet.

– On wyciągnął jakieś wnioski? – łagodnie zapytał Justin. – Nie denerwuj się. 

Wiem,  że  wszystko  na  mnie  wskazuje.  Boli  mnie  twój  brak  zaufania,  ale  zdaję 

background image

sobie  sprawę,  że  trudno  uwierzyć  w  moje  zapewnienia.  Nie  przejmuj  się  moimi 
uczuciami. Naprawdę jest mi obojętne, co ten człowiek o mnie myśli.

Powiedział  to  takim  tonem,  że  Laura  zrozumiała  podtekst.  To  jej  opinia  była 

ważna.

– Przepraszam cię. – Spuściła wzrok. – Wierzę, że nie jesteś ojcem Jenny.
– Ale zastanawiasz się, czy się nie mylę, prawda?
Skinęła potakująco.
– W tym sęk. Przepraszam.
– Nie przejmuj się.
Powoli uniosła głowę i spojrzała na niego.
–  Najlepiej  nie  przejmować  się  drobiazgami.  Jedyne,  co  nam  pozostaje,  to 

czekać, aż detektyw znajdzie Lindę. Tylko jak będą wyglądać następne dni? Co z 
twoją  pracą?  Dzisiejsze  spotkania  odwołałeś,  ale  jutrzejszych  chyba  już  nie 
możesz?

–  Mam  nienormowany  czas  pracy  i  w  zasadzie  sam  ustalam  godziny.  Znajdę 

jakieś  rozwiązanie. Przełożę spotkania, poproszę o  zastępstwo albo  wezmę  Jennę 
ze sobą.

Ona w ciągu dnia dużo śpi. – Westchnął. – Szkoda, że nie w nocy.
Laura  przeszła  do  kuchni.  Justin  uśmiechnął  się,  widząc,  że  czuje  się  w  jego 

mieszkaniu swobodnie. Było mu miło, chociaż ostrzegawczy głos przypominał, że 
to niebezpieczne.

Laura otworzyła lodówkę.
–  Tym  razem  ja  coś  ugotuję,  chociaż  nie  mam  się  czym  popisywać.  Gdzie 

pracujesz? Powiedziałeś tylko, że jesteś logopedą.

–  Prowadzę  ośrodek  dla  dzieci  z  wadami  wymowy.  Przychodzą  do  nas  po 

pomoc, jakiej nie zapewnia im szkoła.

Wyraz niedowierzania na twarzy Laury rozbawił go.
– Według ciebie taka praca nie pasuje do szalonego motocyklisty, prawda?
– Już sama nie wiem. Może pasuje, może nie. Na pewno dzieci cię podziwiają. 

Jak doszło do tego, że otworzyłeś taki ośrodek?

–  Gdy  miałem dwadzieścia  lat,  zaangażowano  mnie do  filmu...  do  kiepskiego 

serialu.  Na  szczęście  udało  mi  się  zachować  rozsądek  i  w  odpowiedniej  chwili 
zrezygnować. Zarobiłem tyle, że starczyło na studia i na sfinansowanie ośrodka.

Jak  dotąd,  mamy  niezłe  osiągnięcia.  Dla  mnie  to  stała  praca,  dla  dzieci  stała 

pomoc.

–  Wydałeś  wszystkie  pieniądze  na  cele  dobroczynne?  Nie  chciałeś  kupić  stu 

background image

motorów albo pałacu?

– No, trochę sobie zostawiłem. – Justin uśmiechnął się. – Nie potrafię jeździć 

na stu motocyklach jednocześnie.

– Dlaczego wybrałeś taki zawód? Czy jako dziecko miałeś podobne problemy?
– Takie przypuszczenie samo się nasuwa, prawda?
Laura  poczuła  się  dziwnie  zakłopotana,  przerwała  krojenie  cebuli  i  spod  rzęs 

zerknęła na Justina.

Wyglądała uroczo.
Pokusa  była  zbyt  silna.  Justin  odebrał  Laurze  nóż  i  odwrócił  ją  ku  sobie. 

Zdumiała się, ale nie sprzeciwiła, a nawet z własnej inicjatywy objęła go za szyję.

Bardzo dobrze.
Justin uważał, że jest mu winna pocałunek, a takie długi lubił odbierać.

Pocałunek  był  delikatny  jak  pierwsza  zimowa  śnieżynka,  ale  ciepły.  Laura 

miała  wrażenie,  że  właśnie  na  to  czekała  od  dawna.  Justin  uśmiechnął  się 
uwodzicielsko i pocałował ją jeszcze raz. Tym razem mniej delikatnie, ale czulej.

Laura dziwiła się  własnym odczuciom. Czuje  się bezpieczna, całując sąsiada? 

Przecież to ryzyko! Na co ona sobie pozwala?

Odsunęła się gwałtownie. Justin popatrzył na nią pytająco.
– Oboje jesteśmy zmęczeni – wykrztusiła schrypniętym głosem.
To  niczego nie  wyjaśniało.  Tym  bardziej  że  nadal  obejmowała  Justina.  Justin 

milczał.

– Nie doszłoby do tego, gdybyśmy nie byli zmęczeni i spięci – dodała.
– Masz rację. – Justin delikatnie oparł jej głowę na swojej piersi. – Gdy jestem 

zmęczony,  zwykle  szukam  jakiejś  przepracowanej  pani  adwokat,  bo  tylko  taki 
pocałunek ma lecznicze działanie.

Laura czuła się dziwnie osłabiona. Nie miała siły unieść głowy.
– Pocałuj mnie, żeby się zagoiło – poprosił Justin. – Dzieci wiedzą, co najlepiej 

pomaga.

– Mają wrodzony instynkt.
Wreszcie uniosła głowę.
– Lubię instynkty – szepnął Justin.
Czy jego twarz jest znowu bliżej? Laura zmrużyła oczy, by to ocenić. Odległość 

dwudziestu  centymetrów  zmniejszyła  się  do  dwóch.  Dopiero  teraz,  z  bliska, 
zobaczyła,  że  w  ciemnych  oczach  Justina  połyskują  złote  płatki.  To  bardzo 
niebezpieczne oczy, pomyślała. Jak jeziora, w których kobieta pragnie zanurzyć się 

background image

na długo, może na zawsze.

– Naprawdę?
Czyżby ona to powiedziała, a raczej wyszeptała? Niemożliwe!
– Instynkty prowadzą do ciekawych sytuacji.
– Na przykład można zostać ojcem.
– Owszem. – Justin objął ją mocniej. – Czemu upinasz włosy?
–  Bo  są  stanowczo  za  długie.  Powinnam  je  obciąć.  Taka  fryzura  jest 

niepraktyczna.

– Nie obcinaj. Chcę je zobaczyć rozpuszczone.
Nie wyciągnął jednak spinek, co w tych warunkach było bardzo rozsądne, ale 

rozczarowało Laurę. Westchnęła i odsunęła się.

– Muszę coś zjeść i iść spać, bo inaczej jutro zasnę przy biurku. Poradzisz sobie 

beze mnie?

– Taak – odparł Justin z ociąganiem. – Muszę.

background image

Rozdział 6

W czwartek Laura wróciła z pracy o piątej i bardzo się zdziwiła, że Justina nie 

ma  w  domu.  Zaczynała  się  już  poważnie  niepokoić,  gdy  z  przedpokoju  dobiegł 
jego głos.

Justin  sapał  jak  zawodnik  po  biegu  długodystansowym.  Jenna  siedziała  w 

pożyczonym wózku, wymachiwała rączkami i nieprzerwanie ćwiczyła jakieś nowe 
dźwięki.

Justin spojrzał na zegarek.
–  Czemu  wróciłaś  tak  wcześnie?  To  niepokojące.  Czy  imperium  Younga  i 

Warrena nie utonie w morzu papierów, gdy ciebie zabraknie przy sterze?

Laura pocałowała dziecko i posadziła je w rogu kanapy.
– Okazuje się, że beze mnie też potrafią omijać niebezpieczne rafy i podwodne 

skały.  Dziwne,  prawda? Już  dawno  powinnam się  zorientować, że  świetnie sobie 
beze mnie poradzą i wcale nie muszę tkwić przy kserokopiarce do północy.

– Przy ksero? Jesteś sekretarką?
–  Skądże.  Kopiowanie  nie  należy  do  moich  obowiązków,  ale  jest  mnóstwo 

pracy, którą ktoś musi wykonać. I ja to robię.

– Coś mi się zdaje, że robisz więcej, niż trzeba.
– Możliwe. – Laura lekko wzruszyła ramionami. – Przypuszczam,  że  nikt  nie 

zauważył mojego wyjścia o normalnej porze.

To  było  wielkie  odkrycie.  Równie  zdumiewające  jak  fakt,  że  bardzo  chętnie 

wraca  do  domu,  chociaż  nie  czeka  jej  nic  pasjonującego.  Jedynie  codzienne 
obowiązki przy dziecku i stała walka z kulinarnymi pokusami Justina.

Wieczory  spędzali  we  troje.  Najpierw  Laura  miała  nocny  dyżur  przy  Jennie, 

potem  Justin,  a  trzeciego  wieczoru  byli  tak  zmęczeni,  że  zasnęli  oboje.  Laura  z 
rozrzewnieniem wspominała ranek, gdy obudziła się przytulona do niemowlęcia, a 
obok niej, z drugiej strony dziecka, spał Justin. Rozmarzona obserwowała go przez 
pół godziny.

Teraz miał poważną, nawet zasępioną minę.
– Pędziłem z pracy, bo dzwonił Harris, że do nas jedzie.
Ma ważne wieści.
– Znalazł matkę Jenny?
Justin skinął potakująco głową i w tym samym momencie rozległ się dzwonek.
– Ja otworzę – powiedziała Laura.

background image

Pan Harris dumnie wkroczył do bawialni i byłby usiadł na Jennie, gdyby Justin 

w ostatniej chwili nie wziął jej na ręce.

–  Ha,  ha,  ha!  –  zarechotał  detektyw.  –  Przepraszam, nie  zauważyłem  żywego 

drobiazgu. Kiepsko z moją zdolnością obserwacji. Ale mam dla pana nazwisko.

Justin położył niemowlę na kocyku na podłodze, z dala od trasy ewentualnego 

przemarszu spostrzegawczego detektywa.

– Bardzo mnie to cieszy.
– Nazwisko i adres. Znalazłem tę kobietę. – Detektyw dumnie wypiął pierś. –

Były  trudności,  ale  jednak  dotarłem  do  niej.  Nazywa  się  Linda  Hope  Fielding. 
Nazwisko pasuje, odciski palców się zgadzają. – Pogardliwie popatrzył na Justina. 
–  To  jest  matka  pańskiego  dziecka.  Czy  coś  się  panu  przypomina?  Wie  pan,  w 
którym kościele dzwonią? Justin przecząco pokręcił głową.

–  Dziwne.  –  Detektyw wyjął plik  papierów.  –  Linda  Fielding ma czterdzieści 

dwa lata, czarne włosy, niebieskie oczy, waży sześćdziesiąt pięć kilo.

– Aha.
Pan  Harris, którego najwidoczniej irytowała obojętność Justina, rzucił papiery 

na stolik i wstał.

–  Zna  ją  pan  czy  nie,  to  jest  ta  Linda,  która  dotykała  pańskiego  okna  i  listu. 

Wszystkie zebrane przeze mnie informacje są tutaj.

Laura zaczęła przeglądać kartki, a Justin zajrzał jej przez ramię.
– Czy to stały adres? – zapytał. – Jest pan pewien, że ona tam mieszka?
Detektyw uśmiechnął się podejrzanie.
– Niech pana głowa nie boli o adres. Jest bardzo stały.
Przynajmniej przez jakieś piętnaście do dwudziestu lat.
– Och! – wyrwało się Laurze.
Pan Harris pokiwał głową.
– Tak, Linda Fielding przebywa w więzieniu. Od kilku lat była poszukiwana, aż 

wreszcie w poniedziałek trafiła za kratki. Dlatego tak długo musiałem jej szukać.

Laura rzuciła papiery, podbiegła do dziecka i porwała je na ręce.
– Nie martw się, perełko – szepnęła. – Wszystko jakoś się ułoży.
–  Czy  dobrze  słyszę,  że  ta  kobieta  jest  poszukiwana  od  kilku  lat?  –  Justin 

podszedł do Laury i do dziecka. – Za co?

– Za kradzieże. Dowiedziałem się, że jest znana w światku włamywaczy, słynie 

z  okradania  willi.  Dostanie  co  najmniej  piętnaście  lat.  –  Detektyw  prychnął 
pogardliwie.  –  Popełniła  duży  błąd,  gdy  wybrała  się  z  wizytą  do  gubernatora. 
Odważne posunięcie, ale głupie, bo zostawiła ślady. Pewno nie pomyślała, że będą 

background image

szukać odcisków na bramie. No, to byłoby wszystko.

Harris wystawił rachunek na pokaźną sumę, po czym się pożegnał.
Justin  odprowadził  go  do  drzwi,  a  Laura  usiadła  na  kanapie,  mocno  tuląc 

dziecko.

–  Biedactwo.  Masz  matkę,  która  spędzi  w  więzieniu  cały  okres  twojego 

dzieciństwa i dojrzewania. Jest gorzej, niż myśleliśmy.

– Czyżby?
– Gorzej, niż ja myślałam.
–  Oczywiście.  Myślałaś,  że  jakaś  dziewczyna  chce  mnie  ukarać  za  to,  że  nie 

płacę na dziecko.

Laura drgnęła, jakby ją uderzył.
–  Bardzo  cię  przepraszam.  Biedne  maleństwo.  Ciekawe,  dlaczego  ta  kobieta 

myśli, że jesteś ojcem jej dziecka.

Justin  usiadł  i  oboje  pochylili  się  na  niemowlęciem,  jakby  chcieli  własnymi 

ciałami osłonić je przed niewesołą przyszłością.

–  Nie  mam  pojęcia.  Dowiemy się,  gdy  się  z  nią  zobaczymy.  Oby  prawdziwy 

ojciec był zdolny do podjęcia obowiązków rodzicielskich.

– Matka widocznie sądzi, że jest, skoro podrzuciła mu córkę.
– Co teraz zrobimy?
–  Musimy  skontaktować  się  z  Lindą  Fielding  i  powiedzieć  jej,  że  wprawdzie 

dziecko jest w dobrych rękach, ale w niewłaściwych. Mam nadzieję, że dowiemy 
się czegoś o ojcu małej i o bliższych krewnych.

– A co potem? Oddamy Jennę?
–  Nie  mamy  wyboru,  prawda?  Zabierze  ją  rodzina  albo  trafi  do  sierocińca.  –

Justin przejrzał kartki. – O, jest numer do więzienia. Jak myślisz, może warto od 
razu dzwonić?

– Nie. Osobistych spraw lepiej nie załatwiać przez telefon.
Pojedziemy do tej Lindy Fielding.

Otrzymanie  pozwolenia  na  widzenie  zajęło  trochę  czasu  i  kosztowało  nieco 

wysiłku.  Odwiedziny  były  możliwe  jedynie  w  soboty.  Wprawdzie  wyjątkowo 
można  było  obejść  przepisy,  lecz  Justin  bał  się,  że  gdy  poda  prawdziwy  powód, 
natychmiast odbiorą mu dziecko. Nie chciał też korzystać ze znajomości Laury.

W  końcu  nadeszła  sobota.  Matka  Laury,  pani  King,  przyjechała,  żeby 

popilnować Jenny. Dziecko bez oporów zaakceptowało tymczasową babcię.

– Mamo, na pewno dasz sobie radę? – spytała Laura z wyraźnym niepokojem.

background image

Starsza pani poczuła się obrażona.
–  Moja droga,  zapominasz,  że wychowałam  jedną  córkę i  dwóch  synów, no  i 

mam czterech wnuków. Z takim doświadczeniem śmiało mogę popilnować jednego 
maleństwa przez kilka godzin. No, idźże.

– Muszę się przebrać.
– Po co? – odezwał się Justin. – Moja sąsiadka ładnie wygląda, prawda?
Pani King obrzuciła córkę uważnym spojrzeniem.
– Hm...
Laura obejrzała spodnie i bluzkę ze śladami śniadania Jenny.
– Kpiny w żywe oczy. Wyglądam okropnie, nie wyjdę z domu taka brudna.
Przeszła do sypialni, a Justin podążył za nią.
– Co z tego, że tu i ówdzie są plamy? Widać, że zajmujesz się dzieckiem, a to 

nie wstyd. Chodźmy, bo za pół godziny zaczną wpuszczać.

Laura jakby go nie słyszała.
– Byłam w więzieniu tylko służbowo – mruknęła do siebie.
– Jak ubrać się na prywatne widzenie z więźniarką? Włożyć służbowy kostium?
Justin oparł się o ścianę, skrzyżował ręce na piersiach i  wlepił wzrok w sufit. 

Laura uśmiechnęła się. Mieszkając przez wiele lat  z trzema mężczyznami,  często 
widywała taką postawę.

– To naprawdę bez znaczenia – orzekł Justin. – Zmień tylko bluzkę.
– Łatwo ci mówić. Tobie wystarczy ubrać się na czarno i już dobrze wyglądasz.
Justin miał na sobie spłowiałe dżinsy i zwykłą koszulę.
–  Czy  okrężną  drogą  dajesz  mi  do  zrozumienia,  że  ja  też  powinienem  się 

przebrać?

Laura  nie  odpowiedziała.  W  końcu  wybrała  spodnie  i  bluzkę,  po  czym 

rozkazała:

– Porozmawiaj z moją mamą albo pobaw się z Jenną. Zaraz będę gotowa.

Idąc do  samochodu, Laura  często odwracała głowę, jakby spodziewała  się, że 

matka przywoła ją z powrotem. Tak się bała, że Jenna może płakać. Ale nic takiego 
się nie zdarzyło.

Kiedy  doszła  na  parking,  stanęła  zdumiona.  Zamrugała  powiekami.  Dlaczego 

kolor i marka auta są inne?

– To nie mój samochód.
Justin osłonił oczy i rozejrzał się.
– Rzeczywiście, twojego tu nie ma. Ten jest za czysty.

background image

Gdzie zaparkowałaś?
– Tutaj.
– Jesteś pewna?
– Oczywiście. Doskonale pamiętam. – Głos jej się załamał.
–  Zawsze  tu  parkuję,  jeśli  jest  wolne.  A  wczoraj  było.  Pamiętam  jak  dziś. 

Skradziono mój wóz!

– Może zostawiłaś kluczyki.
– Skądże! – Laura rozejrzała się. – Skradziono mi samochód! No nie...
Justin  wyjął  telefon,  ale  w  tej  samej  chwili  Laura  coś  sobie  przypomniała. 

Prędko złapała go za rękę.

– Chwileczkę.
Justin patrzył na nią wyczekująco.
– Nic mi nie ukradziono – wykrztusiła pąsowa ze wstydu.
–  Całkiem  zapomniałam,  że  Steve  chciał  zabrać  mój  wóz.  Ma  zapasowe 

kluczyki. Obiecał w sobotę zrobić przegląd.

Justin dość długo milczał.
–  Lubisz  pochopnie wyciągać  wnioski, prawda?  –  rzekł  wreszcie.  –  Najpierw 

dwa włamania do mieszkania, potem złodzieje kradną ci samochód...

– Dzwoń po taksówkę – burknęła Laura. – A dwa włamania były, bo najpierw 

zakradł się kot, a potem niemowlę.

Justin objął ją i poprowadził w stronę domu.
– Pojedziemy moim motocyklem.
– O, nie! Za żadne skarby!
Laura odsunęła się. Bliskość Justina działała osłabiająco na ciało i umysł. Ale 

Justin bezceremonialnie złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

– Przekonasz się, jaka to przyjemność.
– Wszystko rzecz gustu.
Zapierała  się,  szurając  butami  po  chodniku.  Justin  wreszcie  obejrzał  się  i 

przystanął. Laura wyszarpnęła rękę i powiedziała, cedząc słowa:

– Nie pojadę motorem.
– Czemu? Przecież się spieszymy.
Laura  gorączkowo  szukała  odpowiedniej  wymówki.  Wolała  dusić  się  w 

przepełnionej  kolejce  albo  w  autobusie  bez  klimatyzacji,  niż  usiąść  na  potworze 
zwanym motocyklem.

– Nie mam kasku.
– To żadna przeszkoda. – Justin znowu schwycił ją za rękę i pociągnął. – Mam 

background image

kask dla pasażerów. Chętnie ci pożyczę.

Raczej kask dla pasażerek, pomyślała Laura. Oblepiony włosami przyjaciółek i 

kochanek. Nie! Czegoś takiego nie włoży na głowę.

– Nie używam cudzych kasków. To niehigieniczne.
Justin zachowywał się tak, jakby jej nie słyszał.
–  Człowieku,  nie pędź tak.  Dla  ciebie to może  normalny  krok  spacerowy,  ale 

dla mnie to istny maraton. Zadzwoń po taksówkę, bardzo proszę.

Justin zwolnił. W końcu stanął i wsparł się pod boki.
– Mówisz poważnie? Aż tak się boisz jednośladowego pojazdu?
– Wcale się nie boję, tylko nie mam ochoty na przejażdżkę motocyklem. Wolę 

jechać taksówką. – Wyciągnęła rękę. – Daj mi telefon, sama zadzwonię.

Justin wyjął komórkę, ale nie podał jej Laurze.
– Najpierw obiecaj, że przemyślisz moją propozycję i innym razem zechcesz ze 

mną pojechać. To naprawdę bardzo przyjemne.

– Daj telefon. Obiecuję, że przemyślę.
Skłamała, bo nie zamierzała narażać się na złamanie karku.

Laura bywała w więzieniu służbowo, ale prywatne widzenie z osobą osadzoną 

to zupełnie co innego.

W sali  widzeń strażnik  wskazał im kobietę odpowiadającą opisowi podanemu 

przez detektywa. Linda Fielding była opalona, ale przygnębiona. Pustym wzrokiem 
patrzyła na wchodzących, również na Justina.

Laura  przedstawiła  się,  a  Linda  obojętnie  skinęła  głową.  Na  jej  twarzy 

malowało się znudzenie.

Laura pochyliła się nad stołem i zdawkowo się uśmiechnęła.
– Zapewne interesuje panią, kim jesteśmy i dlaczego przyszliśmy.
Linda  jedynie  wzruszyła  ramionami.  Laura  zerknęła  na  Justina,  aby 

zorientować się, czy on chce coś powiedzieć. Nie chciał.

– Przyszliśmy w sprawie pani córeczki.
– Mojej Jenny?
Linda wyraźnie się ożywiła, wyprostowała i popatrzyła na Laurę z ciekawością.
–  Mieszkam  przy  ulicy  Dębowej  23.  Pani  weszła  przez  okno  do  mojego 

mieszkania i zostawiła u mnie dziecko.

Linda zmrużyła oczy.
– Teraz panią poznaję. To pani jest nową kochanką ojca Jenny?
– Nie.

background image

Laura spojrzała na Justina, który wpatrywał się w Lindę bez mrugnięcia okiem.
– Pani Fielding...
– Mówmy sobie po imieniu. Jeśli będziesz wychowywać moją córkę, lepiej od 

razu przejść na  ty. – Linda zapaliła papierosa i  wydmuchnęła duży kłąb  dymu. –
Całe szczęście, że mam papierosy. Jedyny plus tego, że musiałam zostawić dziecko 
u ciebie. Znowu mogę palić. Ten rok bez papierosów był cholernie ciężki.

– Muszę  cię zmartwić... niestety, pomyliłaś  się. Nie jestem...  – Ugryzła się w 

język. – Mieszkam sama. Ojciec Jenny mieszka gdzie indziej.

–  Na  pewno  mieszka właśnie  tam. Jest  w książce  telefonicznej.  Jakaś  kobieta 

powiedziała mi, że Justin mieszka pod 3C.

– Jak nazywa się ojciec Jenny?
– Bane.
Laura spojrzała na Justina, który wciąż siedział nieruchomo, z nieodgadnionym 

wyrazem twarzy.

– Pan Justin Bane mieszka pod 3B. Twierdzi, że nigdy o tobie nie słyszał, więc 

nie może być ojcem twojego dziecka.

Linda poczerwieniała z gniewu.
– Kłamca. Dobrze wie, że jest, bo kontaktowałam się z nim po porodzie. Wie, 

że ma córkę.

Laura przez chwilę patrzyła na nią zbita z tropu.
–  Pan  Justin  Bane  przyszedł  razem  ze  mną.  Czy  nadal  twierdzisz,  że  on  jest 

ojcem twojego dziecka?

– To nie żaden Justin Bane. – Linda zaciągnęła się papierosem, nie odrywając 

oczu od  Justina. – Ojciec  Jenny jest dużo starszy od  tego pana. Szkoda, że przez 
jakieś dziesięć lat nie dostanę go w swoje łapy.

–  Skoro  to  nie  jest  ojciec  twojego  dziecka,  to  znaczy,  że  zostawiłaś  je  w 

niewłaściwym mieszkaniu.

Linda zgasiła niedopalonego papierosa. Była wyraźnie zaniepokojona.
–  W  książce  telefonicznej  znalazłam  tylko  jednego  Justina  Banea.  Byłam 

pewna, że to on. Gdzie jest Jenna? Zdrowa?

– Tak. Możesz być spokojna. Opiekujemy się nią najlepiej, jak umiemy.
– Jak mnie znaleźliście?
– Poprosiliśmy o pomoc detektywa. On zidentyfikował twoje odciski na oknie i 

na kartce, którą przysłałaś.

Linda uśmiechnęła się kwaśno.
– No, tak. Odciski...

background image

Laura wyjęła notes i pióro.
– Musimy znaleźć ojca Jenny. Co możesz nam powiedzieć o tamtym Justinie?
– Jest dużo starszy od tego Justina. Nie pytałam, ile ma lat.
– Gdzie pracuje? Czym się zajmuje?
–  Tym  i  owym.  –  Linda  wzruszyła  ramionami.  –  Ma  talent  do  zdobywania 

pieniędzy, nic nie robiąc. – Wyjęła papierosa z popielniczki i spróbowała zapalić. –
Mam nadzieję, że to się zmieni, gdy weźmie dziecko.

W  tym  momencie  rozległ  się  nieludzki  krzyk. Na  twarzy  Justina  pojawiły się 

zdumienie i wściekłość.

– Co się stało?
Justin pochylił się i uderzył pięścią w stół.
–  Nie  do  wiary!  Nieprawdopodobne!  Ale  to  jedyne  wyjaśnienie.  Czemu

wcześniej nie przyszło mi do głowy?

– Co? – jednocześnie spytały kobiety.
– Że to mój ojciec, którego nie widziałem od ćwierć wieku – wycedził Justin. –

Jenna jest córką mojego ojca, czyli... z tego wynika... moją siostrą.

Linda pierwszy raz lekko się uśmiechnęła.
– Moja mała Jenna ma dużego brata!
Justin siedział jak sparaliżowany. Laura odwróciła się do Lindy, dając mu czas, 

by oswoił się z nieoczekiwanym obrotem sprawy.

– Zagadka rozwiązana. Ale dlaczego zostawiłaś dziecko w obcym mieszkaniu i 

zgłosiłaś się na policję?

Linda zwiesiła głowę.
– Nie miałam innego wyjścia. Od lat wywijałam się przedstawicielom prawa, a 

to nie życie dla dziecka. Liczyłam na Justina... oczywiście seniora. On też cudem 
nie  trafia  za  kratki,  a  nawet  ostatnio  nieźle  mu  się  wiedzie.  Nie  mam  żadnych 
krewnych.

–  Jak  można  powierzyć dziecko  takiemu  człowiekowi?  –  wtrącił  się  Justin. –

Jeśli choć trochę go znasz, wiesz, że jest nieodpowiedzialny. On nawet nie wie, że 
istnieje coś takiego jak odpowiedzialność.

– Jest ojcem Jenny – powiedziała Linda z uporem. – Zaopiekuje się nią.
Justin zgarbił się i bezradnie zwiesił ręce.
– Tak samo, jak opiekował się Benem i mną.
– Może się . zmienił – ostrożnie podsunęła Laura. – Minęło tyle lat. Lindo, czy 

naprawdę masz zaufanie do pana Banea, jeśli chodzi o córkę?

– Jest jej ojcem. Może kiepskim, ale zawsze to lepsze niż zupełny brak rodziny. 

background image

Lepsze niż matka, która nie może zaprowadzić dziecka do szkoły albo do lekarza, 
bo jest w więzieniu. Nie miałam wyboru.

– Jenna będzie dorosła, gdy cię wypuszczą.
– Wiem. Ale może zdążę wyjść przed jej maturą.
Justin pochylił się w stronę Lindy, a jego oczy gniewnie płonęły.
–  Mój  ojciec  nie  nadaje  się  do  tego,  żeby  zajmować  się  niemowlęciem.  Był 

nieodpowiedzialny, gdy ja byłem mały i wątpię, żeby zmienił się na lepsze. Mojego 
brata i  mnie zabrano z domu, bo  strasznie nas  zaniedbywał. Nie wolno dopuścić, 
żeby podobny los spotkał Jennę. Ja na to nie pozwolę.

Ben  umarł,  bo  miał  beznadziejnego  ojca.  Nie  chcesz  chyba,  żeby  taki  łajdak 

zmarnował twoje dziecko?

Linda mocno zbladła.
– Sama nie wiem... Nie znam go dobrze, ale odszukałam i myślałam, że weźmie 

Jennę.  Sprawdziłam  ten  adres  w  książce  telefonicznej,  przeszłam  się  naokoło 
bloku, widziałam, że sąsiedztwo jest ładne, za rogiem jest park.

– Przelotnie spojrzała na Laurę. – Ty też mi się spodobałaś.
Byłam  pewna,  że  dziecku  będzie  dobrze.  Jenna  ma  tylko  ojca,  żadnych 

krewnych. Nikomu innemu nie mogłam jej zostawić. Gdybym wiedziała, że on jest 
taki zły, tobym...

O Boże!

Justin miał wrażenie, że świat zatrząsł się w posadach. Nie mógł uwierzyć, że 

ma siostrę. Znowu ma rodzeństwo! To niemowlę, które przez tydzień karmił, kąpał, 
kołysał do snu, jest jego siostrą!

Nic  dziwnego,  że  czuł  więź  z  Jenną,  silne  pragnienie,  by  ją  chronić,  otoczyć 

opieką, żeby nie spotkało jej nic złego. Widocznie podświadomie ją rozpoznał.

Na twarzy Lindy był wypisany lęk o los córki. Justina ogarnęło współczucie dla 

matki swojej siostry, więc ujął jej rękę.

– Nie martw się. Jenna będzie bezpieczna. Jest moją siostrą i ja będę o nią dbał.
Linda patrzyła na niego z powątpiewaniem.
– Ona nie ma nikogo na świecie.
– Ma mnie – powiedział Justin. – Czy pozwolisz, żebym się nią zaopiekował, 

wychował ją?

W oczach Lindy mignęła nadzieja.
– Nie wiem. Chciałabym porozmawiać z Laurą w cztery oczy.
Justin  wstał  i  odszedł.  Nie  interesowało  go,  dlaczego  Linda  chce  rozmawiać 

background image

jedynie z Laurą. Stanął pod ścianą i obserwował kobiety, które nachylone do siebie 
rozmawiały z przejęciem.

Zastanawiał się, czy podjął słuszną decyzję. Będzie zmuszony zmienić nie tylko 

poglądy, ale i tryb życia.

Wciąż  powtarzał  sobie,  że  po  raz  pierwszy  od  śmierci  Bena  nie  jest  sam  na 

świecie, bo ma siostrę. Zdumienie dorównywało ciężarowi odpowiedzialności.

Wreszcie  kobiety  go  przywołały.  Sądząc  po  wyrazie  twarzy,  Linda  podjęła 

decyzję.

– No i do jakiego wniosku doszłyście?
–  Będziesz  musiał  oficjalnie  zaadoptować  moją  córkę  –  odparła  Linda.  –

Zrobisz to?

– Zaraz adoptować? Nie wystarczy przyznanie mi prawa do opieki?
– Nie. To musi być adopcja, bo wtedy Jenna będzie bezpieczna do końca życia. 

Nikt ci jej nie odbierze, nawet wasz ojciec. Niech to będzie oficjalnie załatwione. 
Jenna zostanie twoją córką.

Justin zamyślił się. Był zaskoczony niesłychaną prośbą obcej kobiety.
– Masz do mnie zaufanie?
Linda zerknęła na Laurę.
– Tak. Po rozmowie z nią wiem, że można ci ufać. Ona mówi, że jesteś dobry 

dla Jenny. Polegam na jej opinii.

– Obiecuję, że będę bardzo dbał o Jennę.
–  Wierzę  ci.  Ale  dlaczego  chcesz  to  zrobić?  Jesteś  kawalerem.  Po  co  ci 

dziecko?

– Jenna jest moją siostrą. Stanowimy rodzinę. Jeżeli nie może być z rodzicami, 

to należy do mnie, a nie do obcych ludzi.

Linda zapaliła kolejnego papierosa.
– Z jej ojcem spędziłam kilka tygodni, ale nigdy o tobie nie wspomniał. Coś mi 

się zdaje, że w waszej rodzinie więzy krwi niewiele znaczą.

–  Ja  jestem  inny.  Moja  siostra  dużo  dla  mnie  znaczy.  Ty  przez  wiele  lat  nie 

będziesz w stanie nic dla niej zrobić, a ja mogę zapewnić jej dom.

– Dobrze. Przynieście mi odpowiednie papiery. Chcę to szybko załatwić i mieć 

z głowy, żeby się nie martwić. Chcę, żeby Jenna była bezpieczna.

–  Nie  martw  się  –  powiedziała  Laura.  –  Jenna  będzie  miała  dobre  warunki. 

Justin  jest  dla  niej  najlepszym  opiekunem,  jakiego  można  sobie  życzyć.  Będzie 
wspaniałym bratem i ojcem.

W oczach Lindy zalśniły łzy.

background image

– Wracajcie do mojego dziecka, a w poniedziałek zacznijcie załatwiać adopcję. 

Jak najprędzej przynieście mi papiery do podpisania.

–  Dobrze.  Do  widzenia.  –  Justin  wyciągnął  rękę  do  matki  swojej  siostry.  –

Będziemy cię informować na bieżąco.

– Ucałujcie Jennę ode mnie.
– Na pewno to zrobimy. Do widzenia.

background image

Rozdział 7

 To przechodzi ludzkie pojęcie – odezwała się Laura w taksówce. – Gdyby nie 

ty, Jenna byłaby samiutka jak palec. Wyobraź sobie, że rodzice nie mogą się tobą 
opiekować, a poza nimi nie masz nikogo.

– Nie mam aż tak bujnej wyobraźni – burknął Justin i zmarszczył brwi.
Laura zawstydziła się, że zapomniała o jego sytuacji.
– Biedna dziecina dostała mocno nieciekawy spadek – dodał Justin.
–  Nie  mów  tak  –  Dlaczego?  Połowa  moich  genów  też  jest  po  ojcu.  Oboje 

dziedziczymy  cechy  po  tym  samym  nieodpowiedzialnym  człowieku.  Taki  bagaż 
utrudnia dziecku życie.

–  Niekoniecznie,  w  dużym  stopniu  sami  kształtujemy  swój  los  –  oświadczyła 

Laura.  –  Naukowcy  rzekomo  znaleźli  w  genach  powiązanie  wszystkiego  ze 
wszystkim, ale  ja  mocno wierzę w wolną wolę.  Na pewno nie jesteś podobny do 
swojego ojca. Ani Jenna.

– Skąd wiesz? Ona nie ma jeszcze czterech miesięcy.
– Ale jest aniołkiem. – Głos Laury złagodniał. – Trochę jest podobna do ciebie.
Justin nieznacznie się uśmiechnął.
– Dziękuję. Uznam to za komplement. O czym rozmawiałaś z Lindą?
–  O  tobie.  Linda  chciała  wiedzieć,  jakim  jesteś  człowiekiem,  jakie  uczucia 

budzą  w  tobie  niemowlęta,  jak  opiekujesz  się  Jenną,  czy  denerwujesz  się,  gdy 
płacze i nie chce spać.

Tego typu rzeczy.
– Dziwne, że wypytuje o mnie szczegółowo, a ojca właściwie nie zna, ale bez 

wahania chciała powierzyć mu dziecko.

–  Przypuszczam,  że  uczepiła  się  idei  biologicznego  ojcostwa.  Jakby  ono 

stanowiło  gwarancję,  że  mężczyzna  odpowiednio  zajmie  się  swoim  potomkiem. 
Linda po swojemu kocha córkę, poświęca się dla niej.

– Jenna ma prawo oczekiwać poświęcenia.
– I już korzysta z tego prawa – powiedział Laura z uśmiechem. – Uprzedziłam 

mamę, że wyjeżdżamy na trzy godziny.

Zostało trochę czasu, więc wstąpmy do restauracji i spokojnie zastanówmy się 

nad następnym krokiem.

– Wolałbym jak najszybciej wrócić do Jenny.
Justin pragnął teraz zobaczyć nie cudze dziecko, lecz siostrę. Chciał się cieszyć, 

background image

że ma rodzinę. Laura doskonale go rozumiała.

– Wobec tego jedziemy do domu. Dobrze byłoby uzyskać zgodę twojego ojca 

na zaadoptowanie Jenny. Jak sądzisz, zgodzi się od razu?

– Nie wiem. Ostatni raz widziałem go, gdy miałem zaledwie pięć lat.
W domu Justin poszedł prosto do sypialni, a Laura została z matką w kuchni. 

Dwukrotnie zreferowała jej całą historię ze szczegółami, wypiła trzy filiżanki kawy 
i wysłuchała opowiadań o wnukach. Wreszcie uznała, że Justin już dość nacieszył 
się siostrą i zajrzała do sypialni. Justin leżał wpatrzony w Jennę.

– No i jak? Zapoznaliście się już na nowo?
– Tak. Oswajam się z myślą, że mam siostrę. To niesamowite.
Był  nadal  zdumiony,  ale  przekonany,  że  zadanie,  jakiego  się  podjął,  nie 

przerośnie go.

– Rzadko kto w twoim wieku ma taką malutką siostrę.
Boisz się konsekwencji swojej decyzji?
Justin spojrzał na Laurę zagadkowo i lekko wzruszył ramionami.
– Oczywiście. Nie wiem, czy dobrze ją wychowam.
– Rodzice też nie wiedzą, czy dobrze wychowają swoje dzieci.
–  O  Boże!  – Justin  zerwał  się  i  podszedł  do  okna.  –  Potrzebuję  więcej  tlenu. 

Jestem rodzicem! Mam być ojcem własnej siostry! Jak to będzie?

– Dobrze. Świetnie się spisujesz.
–  To  wcale  nie  to  samo.  Przecież  do  tej  pory  ty  mi  pomagałaś,  a  poza  tym 

opieka była tymczasowa. Ale czy poradzę sobie dalej?

– Poradzisz. Zajmujesz  się Jenną od  tygodnia i  postępujesz jak doświadczony 

ojciec.

Justin wychylił się przez okno i oddychał głęboko.
– Nic nie rozumiesz. Przypominam sobie Bena...
– Brata, który zmarł w dzieciństwie?
–  Tak.  Nie  umiałem  się  nim  opiekować.  Miałem  go  pilnować,  ale  dostał 

zapalenia  płuc  i  umarł.  Widocznie  źle  go  ubierałem.  Powinienem  pójść  do 
sąsiadów,  poprosić  kogoś  o  radę,  o  pomoc.  Uratowałbym  go,  gdybym...  –  Justin 
przesunął dłonią po oczach. – Gdybym coś zrobił.

Laura współczuła mu całym sercem, ale nie rozumiała jego wyrzutów sumienia.
– Sam byłeś wtedy mały.
– Miałem pięć lat.
– Więc nie możesz obciążać się winą.
Justin odsunął się od okna.

background image

– Logicznie biorąc, to nie była moja wina. Ale myśl o opiece nad dzieckiem... o 

wychowywaniu... Pieluszki to drobiazg. Trzeba będzie opowiadać bajki, urządzać 
przyjęcia  urodzinowe,  zapraszać  koleżanki.  A  potem  najtrudniejszy  okres  –
dojrzewanie. Jenna będzie śliczna, więc będę musiał odpędzać podkochujących się 
w  niej  wyrostków.  Na  pierwszą  randkę  pozwolę  jej  iść  dopiero  po  dwudziestych 
piątych  urodzinach.  O,  Boże!  –  Bezsilnie  opadł  na  krzesło,  jakby  przygniótł  go 
jakiś ciężar. – Nie mogę się tego podjąć. A muszę. Nie mogę. Muszę.

– Grozi ci rozszczepienie jaźni, czy ogarnia cię zwykła panika?
Nieudolny żart wywołał nikły uśmiech na jego twarzy. Uśmiech, który prędko 

zniknął. Justin zgarbił się i zwiesił głowę.

–  Nie  miałem  nawet  cienia  wątpliwości.  Wiedziałem,  że  ona  nie  jest  moim 

dzieckiem.  Unikałem  zobowiązań.  Żadnych  trwałych  związków.  Nie  chciałem 
sprowadzać na świat dzieci, którym nie mógłbym zapewnić wszystkiego, czego by 
potrzebowały. – Chmurnie popatrzył na siostrę-córkę. – A teraz będę ojcem! Co za 
ironia losu.

–  Nie  rozczulaj  się  nad  sobą.  Jeszcze  nie  wiadomo,  czy  będziesz  mógł 

zaadoptować  Jennę.  Potrzebna  jest  zgoda  twojego  ojca  i  sądu.  Do  ostatecznego 
załatwienia sprawy wciąż bardzo daleko.

Justin rzucił Laurze gniewne spojrzenie.
–  Jak  mam  to  rozumieć?  Nad  czym  się  zastanawiać?  Matka  i  ojciec  nie 

wywiążą się z rodzicielskich obowiązków, to pewne. Ja jestem bratem Jenny i jej 
jedynym krewnym. Sprawa jest jasna, więc powinna być raz-dwa załatwiona.

– Musisz skontaktować się z ojcem. Wiesz, gdzie on mieszka?
– Nie.
– Dobrze, że znamy bystrego detektywa.
–  Zadzwonię  do  niego.  Wiesz,  wydaje  mi  się  to  takie  oczywiste,  że  jestem 

bratem Jenny. Wprawdzie jej oczy są innego koloru, ale mają podobny kształt. Nie 
zdziwię  się,  jeśli  ściemnieją.  –  Justin  pocałował  siostrę  w  czoło.  –  Mała,  masz 
brata, który mógłby być twoim dziadkiem.

– Żeby już teraz być dziadkiem, musiałbyś wcześnie zostać ojcem – zauważyła 

Laura.

– Podobno niedaleko pada jabłko od jabłoni. Mam trzydzieści jeden lat, a mój 

ojciec czterdzieści siedem.

– Miał tylko szesnaście lat, gdy się urodziłeś?
--Tak.
– A ile lat miała twoja matka?

background image

–  Piętnaście. –  Justin  wziął  siostrę na  ręce  i  wstał.  –  Dzienny  śpiochu,  trzeba

wracać do domu. Mieszkamy za ścianą.

Zadzwonię do Harrisa i rozpoczniemy akcję adopcyjną.
– Na pewno tego chcesz? – spytała Laura. – Dobrze to przemyślałeś?
– Co takiego?
–  Bycie  ojcem  to  nie  krótka  wycieczka,  ale  długoletnia  wyprawa.  Popatrz  na 

nas  –  po  tygodniu  oboje  jesteśmy  zmęczeni.  A  dla  jednej  osoby  obowiązki  będą 
podwójnie męczące.

Bierzesz na barki zobowiązanie na całe życie.
–  Wiem  i  dlatego  jestem  przerażony.  Ale  nie  widzę  innego  wyjścia.  Moja 

siostra ma tylko mnie. – W jego głosie dźwięczała nuta irytacji, w oczach pojawiły 
się gniewne błyski.

– Nie zamierzam odwodzić cię od tego zamiaru. Chcę tylko zwrócić ci uwagę 

na  ewentualne  problemy,  żeby  było  mniej  niespodzianek.  Jak  na  przykład 
wyobrażasz sobie pogodzenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka?

– Na razie wcale sobie nie wyobrażam. – Justin znowu usiadł na łóżku. – Ale 

jakoś to będzie. Samotne matki jakoś sobie radzą, więc dlaczego mnie nie miałoby 
się  udać?  Plusem  jest  to,  że  pracuję  o  różnych  godzinach.  Jeśli  nie  znajdę 
opiekunki, będę zabierał dziecko do pracy. Poradzę sobie.

Jego determinacja była wzruszająca.
–  Jesteś  pewien,  że  rodzony  ojciec  nie  będzie  poczuwał  się  do 

odpowiedzialności?

– Bardzo wątpię, żeby wydoroślał. Nie będę się z nim patyczkował. Jeśli zechce 

zabrać  mi Jennę,  pójdę na  policję.  Po  tym,  jaki  los  zgotował Benowi  i  mnie,  nie 
dostanie pozwolenia na wychowywanie córki.

– Gdzie on pracuje?
– Ile razy mam powtarzać, że nic nie wiem? Podejrzewam, że robi tylko tyle, by 

przeżyć. Dawno temu dopisywało mu szczęście w hazardzie.

– Jest hazardzistą?
–  Tak,  przynajmniej  tak  było  napisane  w  papierach.  Wiem  także,  że  ma 

szczęśliwą  rękę.  Jeśli  potrafi  przestać  w  odpowiednim  momencie,  przepuszcza 
wygraną  na  pijatykach.  Jest  też  złodziejem,  alkoholikiem,  cwaniakiem 
wyłudzającym pieniądze od naiwnych. Szczególnie od kobiet.

– Kto dał ci te dokumenty?
– Nikt. Byłem ciekaw, więc ukradłem papiery dotyczące mojej sprawy.
– Rozumiem motywy, ale... Co stało się z twoją matką?

background image

– Urodziła mnie, mając piętnaście lat, a Bena cztery lata później. Umarła kilka 

miesięcy po porodzie. Nie pamiętam jej.

– Co było potem?
–  Wkrótce  nas  rozdzielono.  Ben  zniknął  –  teraz  wiem,  że  umarł  –  a  mnie 

oddano do rodziny zastępczej. Jedno małżeństwo chciało mnie od razu adoptować, 
ale ojciec się sprzeciwił.

– Pragnął, żebyś z nim został?
– Wątpię. Nie wiem, czemu tak postąpił, ale podejrzewam, że nie chciał, żebym 

miał prawdziwą rodzinę. Przez niego byłem w kilku przejściowych domach opieki, 
a  w  międzyczasie w sierocińcach.  Ojca nie  widywałem,  ale  nadal  miał  prawo  do 
mnie i robił trudności, aż ludzie, którzy chcieli mnie adoptować, rezygnowali.

– Kiedy zmarł twój brat?
–  Gdy  miał  dziesięć  miesięcy.  Nie  mam  ani  jednego  zdjęcia.  Pamiętam  tylko 

jego oczy. Były jak oczy Jenny. Gdy wyrzynały mu się ząbki, gryzł mnie w palce. 
–  Justin  zaśmiał  się  ponuro.  –  Na  pewno  przy  tej  okazji  złapał  ode  mnie  sporo 
zarazków.

– Dostał od ciebie dużo miłości. I to samo dasz Jennie.
– Miłość to nie wszystko.
– Ale podstawa wszystkiego.
W drzwiach stanęła pani King.
– Justinie, chciałabym zamienić z tobą kilka słów. Mogę cię prosić na chwilę?
Laura  też  chciała  wejść,  lecz  matka  mrugnęła  znacząco  i  zamknęła  jej  drzwi 

przed nosem.

Laura  zastanawiała  się,  co  to  znaczy.  Gdy  wreszcie  zostali  sami,  zasypała 

Justina  pytaniami,  ale  dowiedziała  się  jedynie,  że  matce  chodziło  o  porady  w 
sprawie ogródka ziołowego.

– Przestań mydlić mi oczy. Po pierwsze, mama nie hoduje ziół. A po drugie, co 

ty wiesz na ten temat?

Justin zrobił zdziwioną minę.
– Podobno twoja mama posadziła dużo różnych ziół.
– Tak? Hm, kto wie. Kupiłam jej dwa poradniki. Może się zmobilizowała...
– Twoja mama mówiła też, że ostatnio rzadko cię widuje.
Nie zauważyłaś skrzynek u mnie na oknach, prawda?
– Hodujesz zioła w skrzynkach?
–  Tak.  Bardzo  miłe  zajęcie.  Ale  twoja  mama  hoduje  ich  znacznie  więcej  w 

ogrodzie.

background image

– Trzeba będzie częściej odwiedzać rodzinny dom.
– Na przykład jutro. Twoja mama prosiła, żebyśmy wpadli.
– My? Czy wiesz, że te odwiedziny są ryzykowne?
Ostrzegam cię. Rodzice gotowi zarezerwować kościół na nasz ślub.
–  Niech  rezerwują.  –  Justin  uśmiechnął  się.  –  Przyda  się  na  chrzciny  Jenny. 

Zapytam  Lindę,  czy  mogę  ochrzcić  jej  córkę  a  moją  siostrę  imionami  Jennifer 
Patricia.

– Więc jednak będzie Pat? Sprytne. Sądzisz, że Linda zajmie jakieś miejsce w 

sercu córki?

– Nie  wiem, co  ona chce  ani co jest  dobre dla  Jenny.  Musimy brnąć przez  te 

zawiłości najlepiej, jak umiemy.

Laura zrozumiała, że tym razem „my” oznacza Justina . i Jennę, więc poczuła 

się wykluczona. Zirytowana tłumaczyła sobie, że to logiczne, że Justin nie mówił o 
niej. Pomoże mu trochę, a potem powoli się wycofa.

Ale jeszcze nie teraz. Na razie jest potrzebna i jemu, i dziecku.

Pan Harris wyszedł od nich, kręcąc głową.
– Przedtem szukaj matki, teraz ojca – mruczał do siebie.
– Ciekawe, czy potem każą mi szukać wiatru w polu.
Justin zamknął drzwi i odwrócił się do Laury.
– Nasz detektyw mógłby być wprawdzie milszy, ale  najważniejsze, że prędko 

załatwia sprawy.

Laura  przewinęła  niemowlę  i  ubrała  je  w  sukienkę.  Justin  dotrzymał  słowa. 

Kupił małej różową sukienkę i różową kokardkę. Teraz, nawet gdyby Jenna miała 
niebieską pieluszkę, nikt nie pomyślałby, że to chłopiec.

Laura usiłowała zawiązać kokardę na krótkich, czarnych loczkach.
– To nie są włosy do kokardek – powiedziała w końcu zrezygnowana.
Justin  odebrał  jej  dziecko  i  tak  długo  manipulował,  aż  kokardka  została 

umocowana na  główce. Choć  do  ideału wiele  brakowało, ale  teraz  mała Jenna  w 
niczym nie przypominała już chłopca. A o to przecież chodziło.

Justin był bardzo zadowolony ze swego dzieła.
– No, moja panno, jesteś gotowa – oświadczył. – Teraz możesz złożyć wizytę 

pani King.

– Złożyć wizytę pani King? – powtórzyła Laura jak papuga. – Mojej mamie?
– Zapomniałaś, że zaprosiła nas na podwieczorek w ogrodzie?
– Zrobiła to wtedy, gdy wyciągnęła cię z pokoju, a mnie zamknęła drzwi przed 

background image

nosem? – Laura skrzywiła się. – Z tego wynika, że zaprosiła was beze mnie.

– Nieprawda. Nie gadaj głupstw. Twoja mama chce pokazać mi...
– Hodowlę ziół – dokończyła Laura z ironią. – Wiem, słyszałam sto razy.
W tym momencie zadzwonił telefon.
– Dzień dobry. Tak, jest tutaj. – Justin podał Laurze słuchawkę. – Do ciebie.
Już kilka osób zadzwoniło do niej na numer Justina. Laura usłyszała głos brata.
– Cześć. Jestem w drodze do mamy. Zabrać was? Jadę twoim samochodem.
– Już go naprawiłeś?
– Oczywiście. Inaczej bym ci go nie oddawał. Chłopcy są bardzo ciekawi, jak 

wygląda Jenna. Zostawię ich u mamy, a potem przyjadę po was.

– Dziękuję.
Laura  długo  zastanawiała  się,  jak  uniknąć  wizyty,  ale  nic  nie  wymyśliła.  W 

końcu  pogodziła  się  z  faktem,  że  spędzi  popołudnie  w  rodzinnym  gronie. 
Ucałowała Steve’a i zastąpiła go przy kierownicy. Jenna siedziała w pożyczonym 
foteliku  między  dwoma  mężczyznami,  którzy  rozmawiali  oczywiście  o 
motocyklach.

Laura  wciąż  powtarzała  sobie  w  duchu,  że  wypada  zapytać  matkę  o  zioła. 

Ledwo wjechała na podjazd, zza węgła wyszła pani domu i pomachała ręką.

– Nareszcie jesteście – zawołała.
Laura szła przodem, a mężczyźni za nią, nadal rozprawiając w niezrozumiałym 

języku.

– Sto lat!
Laura  przestraszyła  się  nagłego  wrzasku  i  odskoczyła  do  tyłu.  Byłaby  się 

przewróciła, gdyby Justin jej nie podtrzymał.

– Ciociu, niespodzianka!
Raczej spisek.
Pani  King  wtajemniczyła  Justina  w  swoje  plany,  więc  wiedział,  o  co  chodzi. 

Mimo  to  ze  zdumieniem  patrzył  na  przystrojone  balonikami  i  konfetti  drzewa, 
którym o tej porze roku dodatkowe kolory były niepotrzebne.

Na werandzie leżały prezenty.
– Mamo... – jęknęła Laura. – Urodziny mam dopiero we wtorek.
– Pamiętam, kochanie, ale już dziś życzę ci wszystkiego najlepszego. – Uścisk 

matki był tak mocny, że Laurze aż zabrakło tchu. – We wtorek będziesz za bardzo 
zajęta. Ty nie masz czasu dla rodziny, ale my zawsze mamy czas dla ciebie.

Laura wolała nie dopytywać się, co ta zawoalowana uwaga znaczy. Ucałowała 

czterech  chłopców  w  wieku  od  dwóch  do  pięciu  lat.  Dawno  nie  widziała 

background image

bratanków, więc zdawało się jej, że bardzo urośli.

– Dzieci, to jest znajomy cioci, pan Justin Bane – powiedziała pani King. – A to 

jego siostra.

Chłopcy otoczyli Justina i z zaciekawieniem patrzyli na niemowlę.
– Taka mała? – zdziwił się najstarszy.
–  Ciociu,  kiedy  otworzysz  prezenty?  –  zawołał  młodszy.  –  Nie  możemy  się 

doczekać.

Pociągnął Laurę na werandę.
Rozpakowywała prezenty przy wydatnej pomocy bratanków.
– Jest jeszcze jeden podarunek – powiedział Justin.
Z  torby  z  pieluszkami  wyciągnął  duże  pudło  w  czerwonym  papierze, 

przewiązane  białą  kokardą.  Laura  pocałowała  ofiarodawcę  w  policzek  i  rozdarła 
papier.

– Och, nie! – zawołała, gdy zobaczyła zawartość pudła. – Czemu to kupiłeś?
– Jenna pomagała mi wybrać. – Justin uśmiechnął  się przewrotnie. – Ona jest 

odpowiedzialna za kolor.

Laura wyjęła czerwony kask, bez oglądania rzuciła go na stół i jednym palcem 

przesunęła jak najdalej od siebie.

– Jesteś okropny! Jak mogłeś?
Pani King nie kryła swojego zgorszenia.
– Lauro!
–  Proszę  się  nie  denerwować  –  uspokoił  ją  Justin.  –  Laura  twierdziła,  że  nie 

może jechać ze mną motorem, bo nie ma kasku. Postanowiłem usunąć przeszkodę, 
ale  spodziewałem  się  wykładu  na  temat  charakteru  mężczyzn  i  złośliwej 
manipulacji, więc reakcja pani córki mnie nie boli.

– Ale mimo to... Lauro?
–  Och,  dziękuję  –  powiedziała  Laura  przesadnie  uprzejmie.  –  Śliczny  fason. 

Jeszcze jeden eksponat do mojej kolekcji bezużytecznych osobliwości.

–  Powodzenia, stary. Ona  ma  uraz na  punkcie motocykli  – rzekł Steve.  – Jak 

wiesz,  niemal  ukatrupiła  moją  Suzy  i  potem  już  nigdy  nie  chciała  na  nią  wsiąść. 
Moja  siostra  jest  uparta  jak  dziesięć  osłów,  więc  przewiduję  trudności  z 
namówieniem jej na przejażdżkę.

– Nigdy jej nie namówisz – dorzucił Roy. – Posadź ją siłą na motorze i ruszaj, 

nim zeskoczy.

Laura włożyła kask do pudła.
– Widzisz, jakich mam kochających braci? – Spojrzała na Justina spod oka. –

background image

Obchodź się ze swoją siostrą lepiej niż oni ze mną.

– Obiecuję. Żadnych mopedów. Dla niej od razu ostatni krzyk mody.
Popołudnie  minęło  bardzo  szybko.  Kończyli  właśnie  jeść  specjalność  domu, 

czyli placek z masą orzechową, gdy zadzwoniła komórka Justina. Justin przeprosił 
i odszedł od stołu, a po minucie wrócił bardzo blady.

– Niestety, muszę się pożegnać. Dzwonił Harris.
– Znalazł twojego ojca?
– Tak. Ojciec mieszka w hotelu, a nie wiadomo, jak długo tam zostanie. Jadę 

natychmiast. Wezmę ze sobą Jennę.

– Ty pozbieraj jej rzeczy, a ja swój nowy dobytek.
– Nie musisz ze mną jechać. To twoje urodziny.
– I tak już za długo tu siedzimy.
–  Justin  przypadł  mi  do  gustu  –  szepnęła  pani  King  przy  pożegnaniu.  –  Jest 

trochę małomówny, ale myślę, że to bardzo dobry człowiek. Wzruszający jest jego 
stosunek do siostry.

Laura uśmiechnęła się. Małomówny? Justin rzeczywiście niewiele się odzywał, 

bo  chyba  przytłoczyła  go  jej  duża  rodzina.  Nic  dziwnego.  Ona  też  bywała 
przytłoczona, ale przez ćwierć wieku zdążyła się przyzwyczaić.

–  Mamusiu,  nie  obiecuj  sobie  zbyt  wiele.  Jest  moim  sąsiadem  i  dlatego 

pomogłam mu opiekować się dzieckiem. To wszystko.

– Podoba ci się, prawda?
--Tak.
– Bardzo?
– Owszem.
Stanowczo za bardzo go polubiła.

Justin siedział nieruchomo przy kierownicy. Laura wiedziała, że jest mu ciężko. 

Objęła  go.  Nie  zareagował,  ale  nie  odsunął  się.  Nie  przywykł  do  serdeczności, 
jednak teraz była mu bardzo potrzebna.

– Ile lat nie widziałeś ojca? – szepnęła Laura.
–  Dwadzieścia  pięć  –  odparł  martwym  głosem.  –  Prawie  go  nie  pamiętam. 

Wątpię, czy go poznam.

– Bardzo źle cię traktował?
– Nie. Po prostu ignorował. Zostawiał nas samych.
– To jest złe traktowanie. Zostawiał was również po śmierci matki?
– Tak. Nie mieliśmy krewnych, a ojciec... no, powiedzmy, że nie był wzorem 

background image

cnót. Pół roku po śmierci mamy zabrano nas z domu. – Justin wzruszył ramionami. 
–  Ten  człowiek  jest  dla  mnie  nikim.  Muszę  być  uprzejmy,  chociaż  gardzę  nim. 
Niech tylko pozwoli mi zaadoptować Jennę.

– Pamiętasz coś z dzieciństwa?
– Głównie Bena. Nigdy go nie zapomnę.
Laura tak bardzo chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak.
–  Najpierw  odwiozę  was  do  domu.  –  Justin  odwrócił  się  do  niej  i  lekko 

pocałował w szyję. – Lauro?

– Słucham?
– Jesteś piękna.
– Ty też. Już ci mówiłam, że masz hipnotyzujące oczy.
Justin skrzywił się z niesmakiem, więc wybuchła głośnym śmiechem.
–  Zamierzałem  wprawić  cię  w  nastrój  do  pocałunku,  a  nie  wyłudzać 

komplementy.

– Chcesz, żebym z tobą pojechała?
– Co to ma wspólnego z całowaniem?
–  Może  dużo,  może  nic.  Lepiej,  żebyś  był  w  towarzystwie  prawnika.  I 

przyjaznej duszy. Mogę wystąpić w obu rolach.

Zabierzesz mnie?
– Dlaczego mam cię zabrać?
– Bo może w nagrodę dostaniesz całusa.
– Takiej propozycji nie odrzucę – rzekł, obejmując ją.
– Bardzo słusznie.
Mimo tych obietnic Laura odsunęła się. Justin nadal ją obejmował, ale patrzył 

groźnie.

–  Co  ty?  Nie  dotrzymujesz  słowa?  Wracaj  na  poprzednie  miejsce,  bo  mamy 

niedokończoną sprawę.

– Najpierw wizyta, potem nagroda. – Przesłała mu całusa. – No, ruszaj.
Justin rzucił jej groźne spojrzenie.
– Dobrze, ale trzymam cię za słowo i odbiorę całusa. Nie wykręcisz się sianem.
Laura  pomyślała,  że  to  obiecująca  perspektywa  i  że  za  taką  nagrodę  warto 

odbyć zapewne przykrą rozmowę w hotelu.

Stanęli przed drzwiami ze złoconym numerem. Justin oddychał ciężko. Nie był 

gotowy na spotkanie z ojcem.

Wyciągnął rękę, po czym cofnął ją i głośno westchnął. Nie patrzył na Laurę, ale 

background image

jej obecność dodawała mu otuchy.

Nie miał najmniejszej ochoty spotkać się z ojcem, a musiał to zrobić.
Laura  wzięła  go  pod  rękę.  Spojrzał  na  nią  i  uśmiechnął  się  blado.  Potem 

popatrzył na śpiącą Jennę i dla niej zmusił się do działania.

Zapukał do drzwi.
Po chwili usłyszeli jakiś szmer.
– Kto tam?
Justin otworzył usta, ale nie wykrztusił ani słowa.
– Pan Bane? – powiedziała Laura. – Czy moglibyśmy z panem pomówić?
– O czym?
– Nazywam się Justin Bane. – Justin zdziwił się, że odzyskał głos. – Jestem... 

pańskim synem. Musimy porozmawiać.

To pilne.
Po chwili ciszy drzwi się otworzyły.
Justin  jednak  poznał  ojca.  Jego  wspomnienia  były  wprawdzie  wyblakłe,  a 

stojący  przed  nim  mężczyzna  dużo  starszy  niż  ten,  którego  zapamiętał,  ale  nie 
ulegało wątpliwości, że to jego ojciec. Ukłonił się.

– Justin junior?  Niech to wszyscy diabli. – Starszy pan spojrzał na dziecko. –

Moja wnuczka?

– Dzień dobry. My...
– Twoja żona?
– Nie. Pani Laura King jest prawnikiem.
–  Prawnikiem?  –  Justin  senior  niechętnie  zaprosił  ich  do  pokoju.  –  Siadajcie. 

Mój  chłopcze,  po  co  przyszedłeś?  Sprawdzić,  jaki  spadek  dostaniesz?  –  Ojciec 
zaśmiał się z własnego dowcipu. – Jeszcze nie wybieram się w zaświaty, więc na 
razie na nic nie licz.

– To drogi hotel. Widocznie nieźle ci się powodzi.
– Ostatnio rzeczywiście mi się wiedzie. Ale pieniądze są jak woda. Płyną.
Laura  usiadła,  ale  Justin  wolał  stać.  Skrzyżował  ręce  na  piersiach  i  poważnie 

patrzył na ojca.

– Przyjechałem w sprawie Jenny.
– Kto to taki?
– Twoja córka. – Justin wskazał niemowlę. – Ona.
Pan Bane zamrugał, przyjrzał się dziecku i skinął głową.
–  Córka  Lindy.  Co  cię  łączy  z  tą  kobietą?  Zażądała  pieniędzy  za  to,  żeby 

dziecko miało moje nazwisko. Wyobraź sobie, że musiałem wybulić tysiączek. Czy 

background image

mała nazywa się Bane?

– Tak. Linda jest w więzieniu.
– Powinęła się jej noga? A mówiłem, żeby się nie wygłupiała...
–  Przyjechaliśmy  omówić  los  dziecka.  Linda  zgodziła  się  oddać  córkę  do 

adopcji. Potrzebna jest twoja zgoda. Tylko tyle. Będziesz miał kłopot z głowy.

– Nic z tego. To moje dziecko. Żadnej adopcji nie będzie.
Justin zacisnął pięści i wbił wzrok w stolik. Pamiętał inną adopcję, której ojciec 

się sprzeciwił. Z trudem opanował gniew.

– Dlaczego? – wycedził.
– Bo jest moją córką.
– Chcesz ją wychowywać?
– Nie. To obowiązek matki. Ale chcę, żeby dzieciak miał moje nazwisko.
Więc tylko o to chodzi.
–  Linda  długo  posiedzi  w  więzieniu.  Ja  zaadoptuję  Jennę,  więc  będzie  nosić 

nasze nazwisko.

– Aha. To zmienia postać rzeczy. Takie rozwiązanie mi odpowiada. – Starszy 

pan wzruszył ramionami i zapalił papierosa. – Chcesz wychowywać siostrę? Hm, 
zawsze byłeś dziwny.

– Skąd wiesz? Przecież mnie nie znasz.
– Nie próbuj budzić mojego sumienia. Byłem wyrostkiem, gdy się urodziłeś, a 

zaledwie  dwudziestolatkiem,  gdy  urodził  się  Ben.  Prędko  straciłem  żonę.  Sam 
byłem prawie dzieckiem. Jak można było oczekiwać, że zajmę się synami?

– Teraz jesteś dorosły.
–  Tak.  Postarzałem  się.  –  Ojciec  mrugnął  porozumiewawczo.  –  Ale  jeszcze 

spłodziłem potomka.

– Dasz oficjalną zgodę na to, żebym zaadoptował Jennę?
– Dam, jeśli Linda tego chce. Skoro obiecujesz, że dziecko będzie nosić moje 

nazwisko, nie sprzeciwiam się.

Justin miał ochotę zapytać, dlaczego nazwisko jest takie istotne, ale bał się, że 

nie spodoba mu się argumentacja ojca. Na pewno będzie to jakiś idiotyczny pogląd 
o nieśmiertelności poprzez potomstwo. Ojcu nie wystarczało samo przekazywanie 
genów, musiał jeszcze przekazać nazwisko.

– W porządku. Lauro, idziemy.
– Już? Bez podziękowania?
Justin z trudem opanował złość.
– Dziękuję. Przyślemy ci papiery do podpisu.

background image

–  Synu,  nie  powiedziałeś  mi  nic  o  sobie.  Jak  zarabiasz  na  życie?  Rozkręciłeś 

jakiś interes?

– Jestem nauczycielem – odparł Justin oschle.
– Uniwersyteckim? Uczysz studentów?
– Nie, małe dzieci.
– Taka robota nie daje pieniędzy, co?
– Nie. Ale tobie się powodzi, więc mam nadzieję, że będziesz regularnie łożył 

na utrzymanie córki.

Starszy pan szeroko otworzył drzwi.
– Nie licz na to. Skoro ją adoptujesz, wszystkie obowiązki spadają na ciebie.

Przed hotelem Justin odetchnął pełną piersią.
–  Całe  szczęście,  że  tak  prędko  się  zgodził  i  mam  już  tę  wizytę  za  sobą.  Nie 

uśmiecha  mi  się  powtórka.  Obyśmy  przeprowadzili  adopcję,  zanim  ojciec 
zorientuje się, że jestem zamożny.

– O nic nie zapytał – wybuchła Laura. – Ani czy masz dom i rodzinę, ani czy 

starczy ci na wychowanie dziecka. Czy los córki jest mu naprawdę obojętny?

–  Mówiłem ci,  jaki  on  jest. Dobrze,  że  przynajmniej  matka  kocha Jennę...  po 

swojemu. Nie może jej wychować, ale przynajmniej darzy uczuciem.

– Czy... A, nieważne.
– Co takiego?
– Chciałam zapytać, czy zabierzesz od czasu do czasu Jennę na widzenie, ale to 

nie moja sprawa.

–  O  tym  też  trzeba  będzie  pomyśleć.  Muszę  się  dowiedzieć,  czego  Linda 

oczekuje i co będzie najlepsze dla dziecka.

– Słusznie.
Szli dalej w milczeniu.
–  Co  za  argumentacja!  –  syknął  Justin,  kiedy  już  siedzieli  w  samochodzie.  –

Ojciec nie pozwolił, żeby mnie adoptowano, bo chciał, żebym nosił jego nazwisko. 
Słyszałaś tę cholerną bzdurę?

– Słyszałam.
Justin zacisnął palce na kierownicy.
– Teraz to bez znaczenia. Gdyby mnie zaadoptowano, na pewno nie spotkałbym 

Jenny.  I  moja  siostra  nie  miałaby  nikogo  na  świecie.  Czyli  koniec  końców 
wszystko wyszło na dobre.

– Jutro zacznij działać. Porozmawiaj z ludźmi z opieki, weź adwokata – mogę 

background image

być ja, jeśli chcesz, ale lepszy byłby specjalista od adopcji. Postaraj się, żeby jak 
najprędzej przyznano ci prawo do dziecka. Zanim twój ojciec zażąda pieniędzy za 
podpis. Po doprowadzeniu sprawy do końca wszystko będzie prostsze.

– Na razie mi ulżyło, że jedno nieprzyjemne spotkanie mam za sobą.
W milczeniu jechali przez miasto. Wstąpili do restauracji na spóźnioną kolację, 

ale podczas posiłku też mało mówili. Dla Laury było oczywiste, że Justin pragnie 
w samotności uporać się z myślami.

Kiedy weszli już na trzecie piętro, Laura powiedziała:
– Wpadnę jutro po pracy. Powodzenia. Zadzwoń, jeśli będziesz miał kłopoty.
Chciała odejść, ale Justin schwycił ją za rękę.
– Chyba o czymś zapomniałaś.
Skądże.  Pamiętała  o obiecanym  pocałunku.  Myślała  o  nim podczas  jazdy, ale 

sądziła, że Justin zapomniał.

– Masz rację. – Podała mu torbę z pieluszkami. – Proszę.
Dobranoc.
– Nie o to chodzi.
Laura starała się przybrać minę niewiniątka, ale zdradził ją figlarny uśmiech.
– Ach to tak? Stroisz sobie żarty? Udajesz, że zapomniałaś o umowie? – Justin 

bezradnie  popatrzył  na  drzwi.  Miał  zajęte  ręce,  w  jednej  trzymał  fotelik,  a  w 
drugiej dłoń Laury.

– Zabrałaś klucz do mojego mieszkania?
– Tak.
– Więc bądź tak dobra i otwórz drzwi. Ja nie mogę.
– Boisz się, że ucieknę?
– Owszem.
Laura lewą ręką otworzyła drzwi, a Justin zamknął je nogą. Odstawił fotelik i 

objął Laurę.

– Nareszcie. W korytarzu nie chciałem urządzać przedstawienia dla sąsiadów.
Laura  uśmiechnęła  się.  Justin  oddychał  ciężko,  a  stał  tak  blisko,  że  czuła 

falowanie jego klatki piersiowej. Spojrzeli sobie w oczy i Laurę zalała fala gorąca. 
Ogień płonący w ciemnych oczach rozjaśnił jej uśmiech.

Wyszeptali swoje imiona. Nie wiadomo, kto wykonał decydujący ruch.
Nagle Jenna zaczęła popłakiwać.
Ich usta rozdzieliły się, ale ciała pozostały tuż obok siebie.
– Zostań – szepnął Justin.
Laura poczuła, że się zakochała.

background image

To niedopuszczalne! To grozi utratą kontroli nad rozwojem wypadków!
–  Muszę...  już...  iść  –  wykrztusiła,  odpychając  Justina.  –  Praca.  Wcześnie 

wstaję. Muszę iść spać.

Otworzyła drzwi.
– Tylko się nie przepracuj.
– Dobrze.
Ale czy w ogóle będzie w stanie pracować, gdy straciła głowę i serce?
Leżała  już  w  łóżku,  kiedy  usłyszała  szum  wody  za  ścianą.  Potem  śpiew. 

Pierwszy  raz  od  dnia,  gdy  sąsiad  dowiedział  się,  że  w  mieszkaniu  obok  słychać 
jego występy. Justin improwizował na temat miłości.

Laura cieszyła się, że wrócił mu dobry humor.

background image

Rozdział 8

W poniedziałek około południa otworzyły się drzwi i Justin wpadł jak burza do 

biura  Laury.  Laura  zerwała  się  na  równe  nogi.  Zdumiona  patrzyła  na  zaciśnięte 
pięści i oczy miotające błyskawice. Wystraszyła się.

– Co się stało? Dlaczego jesteś sam? Gdzie Jenna?
Justin uderzył pięścią w ścianę tak mocno, że zadźwięczały szyby w oknach.
– Wzięli ją. Zabrali mi siostrę.
Laura podbiegła, schwyciła go za rękę i siłą odwróciła w swoją stronę.
– Kto? Co? Gdzie?
Justin milczał. Potrząsnęła nim i krzyknęła:
– Słyszysz, o co pytam? Mów! Co się stało?
– Poszedłem do biura opieki. Przeklęci urzędnicy! Zabrali mi Jennę, żeby dać ją 

obcym ludziom.

Laura  objęła  go,  ale  wyrwał  się  i  podszedł  do  okna.  Trząsł  się  ze  złości. 

Skrzyżował ręce na piersiach, ale nadal miał zaciśnięte pięści i wyglądał groźnie.

Laura  zastanawiała  się,  jak  w  takim  nastroju  rozmawiał  z  urzędniczką.  Miała 

nadzieję, że nie powiedział nic, co mogłoby zaszkodzić ich sprawie.

Jego sprawie, poprawiła się natychmiast.
Ujęła go za rękę i kazała mu usiąść. On jednak pozostał niewzruszony.
–  Proponuję,  żebyśmy  porozmawiali  spokojnie.  Opowiedz  mi  wszystko  po 

kolei. Poszedłeś do nich sam czy z adwokatem?

– Sam.
– Mój błąd. Powinnam była iść z tobą. Ależ ja jestem bezmyślna!
– Nie sądziłem, że pomoc prawnika będzie mi tak prędko potrzebna. Trzymali 

mnie  przez  dwie  godziny,  zasypali  pytaniami,  a  potem  odprawili  z  kwitkiem.  –
Justin zaklął szpetnie i odwrócił się do okna. – Skończony bałwan ze mnie.

Dlaczego poszedłem sam? Życie niczego mnie nie nauczyło.
– Co ci powiedzieli? Jak uzasadnili fakt, że zabierają dziecko?
Justin kręcił głową, jakby wolał o tym nie mówić.
–  Jeśli  dokładnie  zreferujesz  mi  przebieg  tej  rozmowy,  może  znajdę 

rozwiązanie.  Znam  system  od  strony  prawnej.  Jesteś  bratem  Jenny,  więc  nie 
pojmuję, dlaczego ją zabrano.

– Rozpoznali mnie – wykrztusił Justin, nerwowo bębniąc palcami w szybę.
– Nie rozumiem.

background image

–  Jako  chłopiec  nie  byłem  aniołem.  Raczej  diabłem,  przekleństwem  dla 

opiekunów. Wyobraź sobie, że baba, która się mną zajmowała... i oczywiście miała 
ze  mną  kłopoty,  wciąż  tam  pracuje.  Pamięta  moje  wybryki.  Na  przykład  to,  że 
wysmarowałem masłem fotele w jej samochodzie.

– Uczucia urzędniczki w stosunku do  ciebie nie powinny wpływać na  sprawę 

Jenny. Wyskoki wyrostka nie mają tu nic do rzeczy.

Justin lekceważąco machnął ręką.
– Powiedz to im, nie mnie. Przez tę jędzę odebrali mi siostrę.
– Gdzie jest teraz Jenna? Co z nią zrobią?
–  Umieszczą  ją  w  tymczasowej  rodzinie  zastępczej.  Chcą  dokładnie  zbadać 

sprawę, ale nie raczyli powiedzieć, jak długo to „badanie” potrwa.

– Powinnam była to przewidzieć – rzekła Laura półgłosem.
– I przygotować cię na taką ewentualność. Przepraszam.
Justin odwrócił się od okna.
– Przypuszczałaś, że tak będzie? Wiedziałaś, a mimo to radziłaś mi, żebym do 

nich poszedł?

–  Spokojnie, spokojnie. Nie było innego wyjścia. Gdybyś sam się  nie  zgłosił, 

prędzej czy później oni przyszliby do ciebie i zabrali Jennę. A wtedy nie miałbyś 
żadnej  szansy,  żeby  dostać  ją  z  powrotem.  Musiałeś  oficjalnie  zgłosić,  że 
podrzucono  ci  dziecko.  Przecież  od  początku  wiedzieliśmy,  że  procedura  nie 
będzie łatwa. Mimo że jesteś bratem.

Justin przemierzał pokój wielkimi krokami.
– Bądź tak dobra i wyjaśnij, skąd te komplikacje. Jakie mam szanse? Co mogę 

zrobić, żeby dostać Jennę z powrotem?

–  Problem w  tym,  że  ludziom  samotnym  niechętnie  przyznaje  się  opiekę  nad 

dziećmi, szczególnie nad niemowlętami.

Jest dużo małżeństw pragnących adoptować dzieci, więc bez trudu znajdą nową 

rodzinę dla Jenny.

–  Ale  to  niemowlę  ma  rodzinę.  – Justin  uderzył  pięścią  w  stół.  –  Jak  można 

oddać dziecko w obce ręce, gdy ma brata, który chce je wychować?

Laura położyła dłoń na jego zaciśniętej pięści.
– Nie krzycz na mnie. Przecież wiesz, że jestem po twojej stronie.
– Przepraszam.
– Pełna rodzina gwarantuje lepsze warunki rozwoju. Dlatego małżeństwa mają 

pierwszeństwo w sprawach o adopcję.

A  ty  jesteś  kawalerem.  Ale  nie  poddawaj  się,  nie  rezygnuj,  bo  jeszcze  masz 

background image

szansę. Złożyłeś urzędowe podanie i wkrótce należy spodziewać się odpowiedzi. –
Zawahała się. – Mam nadzieję, że... Chyba nie... zrobiłeś awantury? Powiedziałeś, 
co myślisz o systemie opieki społecznej?

Justin zaklął pod nosem.
–  Oczywiście,  że  nie.  Wiedziałem,  że  jeśli  stracę  panowanie  nad  sobą, 

przepadnie  szansa  odzyskania  Jenny.  Byłem  uprzejmy  i  uśmiechnięty.  Nie  mogą 
mi nic zarzucić.

– Świetnie.
–  A  co  będzie,  jeśli  dostanę  odmowną  odpowiedź?  Można  się  odwoływać? 

Musi być jakaś furtka.

– Zawsze jest. Uspokój się. Wiem, że ci trudno, ale złość tylko przeszkadza.
Justin usiadł na krześle i znużonym gestem przeciągnął dłonią po twarzy.
– Już się uspokajam.
– Zrobię wszystko, co się da, żeby ci pomóc. Nie trać nadziei.
Justin  długo  wpatrywał  się  w  podłogę,  aż  wreszcie  uniósł  głowę  i  po  jego 

ustach przemknął cień uśmiechu.

– Co ja bym bez ciebie począł?
– Utrudniłbyś przebieg sprawy.
– Możliwe. Doceniam wszystko, co dotychczas dla mnie zrobiłaś. – Wyciągnął 

rękę. – Chodź do mnie.

Laura pozwoliła się objąć.
– Po co?
–  Muszę  oderwać  myśli  od  Jenny.  Poza  tym  pewno  nie  wiesz,  jak  smakuje 

pocałunek w pracy.

– To zależy – rzekła Laura z figlarnym błyskiem w oku.
Pozornie  była  spokojna,  ale  wewnętrznie  drżała  z  podniecenia.  –  Pamiętam 

jeden służbowy epizod.

– Opowiedz.
– W Nowy Rok, pod jemiołą, pocałował mnie pan Warren.
Ale  przedtem  biedak  zgubił  okulary,  więc  chyba  pomylił  mnie  ze  swoją 

asystentką, kobietą w bardzo dojrzałym wieku.

– Nastąpiło trzęsienie ziemi?
–  Raczej  potop,  bo  zaskoczona  cofnęłam  się  i  wpadłam  na  wiaderko  ze 

stopionym lodem.

– Spróbujemy więc zatrzeć tamto wspomnienie.
Laura zarzuciła mu ręce na szyję.

background image

– Ale co będzie, jeżeli szef przyłapie mnie na karesach w godzinach pracy?
– Powiesz mu, że zostałaś ubezwłasnowolniona.
Kilka sekund później Laura zapomniała, że jest w pracy, a za ścianą znajdują 

się koledzy. W tym pocałunku była prośba, którą rozumiała, oraz pragnienie, które 
mogła zaspokoić. Justin potrzebował jej, a ona jego. Pragnęli tego samego.

Przeszkodził im telefon.
Laura nerwowo poprawiła bluzkę, odchrząknęła i... przełączyła telefon, bo nie 

czuła się na siłach rozmawiać z kimkolwiek.

–  Wybraliśmy  bardzo  odpowiedni  moment  –  szepnął  Justin  z  łobuzerskim 

uśmiechem.

– Nie można było lepiej.
–  Idę  do  domu.  –  Justin  wstał.  –  Możesz  mi  polecić  jakiegoś  adwokata 

specjalizującego się w adopcjach?

– Tak. – Laura napisała na kartce kilka nazwisk i numery telefonów. – Proszę.
– Dziękuję.
Justin pocałował ją w policzek i ruszył w stronę drzwi.
–  Zaczekaj!  –  zawołała.  –  Czy  wiesz,  jak  wyglądasz?  Nie  możesz  się  tak 

pokazać ludziom, bo gadania byłoby na rok.

Zapięła mu koszulę, poprawiła kołnierzyk, przygładziła włosy. Potem odsunęła 

się i obrzuciła go krytycznym spojrzeniem.

– No, teraz wyglądasz przyzwoicie.
Justin pocałował ją w usta.
–  Dziękuję.  I  zapraszam  do  siebie  na  kolację.  Masz  klucz,  więc  nie  dzwoń, 

tylko wchodź.

– Dobrze.
Patrzyła w ślad za nim i zastanawiała się, czy pozbawił ją wolnej woli.

Dzięki temu, że ktoś na nią czekał, powroty do domu były teraz przyjemniejsze, 

a wchodzenie po schodach łatwiejsze. Laura pilnowała się, by nie marzyć, nie dać 
się  ponosić  fantazji  i  nie  ulegać  romantycznym  mrzonkom.  Ale  było  to  coraz 
trudniejsze. Justin niepostrzeżenie zawładnął jej sercem.

Gdy  weszła  do  mieszkania,  był  zajęty  szukaniem  w  Internecie  informacji  o 

procedurach adopcyjnych.

– Dzień dobry. Uspokoiłeś się trochę?
– Nie bardzo. Jestem niecierpliwy, martwię się. – Lekko wzruszył ramionami. –

Szukam przepisów, przykładów. Zadzwoniłem do ludzi, których telefony mi dałaś, 

background image

ale z nikim się nie umówiłem. Boję się wybrać nieodpowiedniego adwokata.

– Za bardzo się przejmujesz.
Laura  udawała  optymizm,  którego  naprawdę  w  niej  nie  było.  Sprawa  może 

ciągnąć się miesiącami, a nawet łatami. Justin ściągnął brwi i zapatrzył się w sufit.

– Po głowie chodzi mi tylko jedno. Nie byłoby problemu, gdybym miał żonę, 

prawda? Jako człowiek żonaty i brat Jenny, szybko bym ją odzyskał.

Laura przysiadła obok niego.
– Tak. Miałbyś w ręku mocne argumenty.
Justin ukrył twarz w dłoniach.
– Właśnie. I zrobię to.
– Niby co?
– Ożenię się. Jeśli to najlepszy sposób, by odzyskać Jennę.
– Ożenisz się? – powtórzyła Laura z niedowierzaniem.
--Tak.
– Mówisz poważnie?
– Jak najbardziej.
Nie  wierzyła.  Uważała,  że  żartuje  albo  bredzi.  Przełknęła  ślinę,  chrząknęła. 

Bała się, że zadrży jej głos.

– Wybrałeś już kandydatkę na żonę? – wykrztusiła.
Justin spojrzał na nią jakoś dziwnie.
– Wiem, że pokochałaś Jennę... Jeśli się pobierzemy...
Laura zamrugała gwałtownie.
– Co ty mówisz? – szepnęła.
–  Wiem,  proszę  o  bardzo  dużo,  ale  to  będzie  tymczasowe  małżeństwo.  Do 

czasu, aż będziemy pewni, że nikt nie zabierze mi siostry.

–  Miałabym zostać  twoją żoną?  –  spytała Laura  piskliwym głosem.  –  Chcesz 

się ze mną ożenić?

– Na kilka tygodni.
Dlaczego na tak krótko? Laura poczuła się zawiedziona.
– To będzie tylko formalność. Małżeństwo ze względów praktycznych.
– Oczywiście...
Względy praktyczne! Jasne, przecież ona jest osobą praktyczną i dotąd chętnie 

pomagała Justinowi.

Więc  dlaczego  czuje  się  zawiedziona?  Czyżby  z  powodu  tych  kilku 

pocałunków?

– Nie liczę na to, że pomożesz mi wychowywać Jennę – ciągnął Justin. – Nawet 

background image

lepiej,  żebyś  się  nią  zbytnio  nie  zajmowała.  Nie  chcę,  żeby  tęskniła,  kiedy 
odejdziesz.

Nie zajmować się Jenną?
Laura wbiła paznokcie w dłoń, żeby nie krzyczeć.
–  Dokąd  mam  odejść?  –  spytała  zdumiewająco  opanowanym  głosem.  –

Przecież mieszkam za ścianą.

– Chyba się przeprowadzę.
– Jak to? Kiedy?
– Nie denerwuj się. Dopiero wtedy, gdy doprowadzimy sprawę do końca. Nie 

oczekuję, że przeniesiesz się razem z nami. I tak za dużo od ciebie żądam.

Wyprowadzą się. Tylko Jenna i on, powtórzyła Laura w duchu. Oczywiście!
Walczyła z ogarniającym ją rozczarowaniem. Justin nie myślał ani o sobie, ani 

o niej, tylko o przyszłości dziecka. Dlatego nie uświadamiał sobie, jak brutalne są 
jego słowa, jak bardzo ją ranią.

–  To  nie  jest  kwestia  paru  tygodni  –  rzekła  martwym  głosem.  –  Małżeństwo 

może potrwać rok.

– Odmawiasz?
Laura wstała. Teraz ona przemierzała pokój wielkimi krokami. Nie chciała, by 

Justin zauważył, że ma łzy w oczach. Starała się opanować drżenie głosu.

– Cóż, przyznaję, że nie są to oświadczyny, o jakich marzyłam.
–  Wiem.  Chciałabyś,  żeby  ukochany  padł  przed  tobą  na  kolana,  dał  ci  złoty 

pierścionek i przysiągł, że nie opuści cię do śmierci.

–  Co  w  tym  dziwnego?  To  przecież  typowe  marzenia.  Tak  jesteśmy 

wychowywane.  Wzajemna  miłość  jest  obowiązkowa,  klęcząca  pozycja  może,  ale 
nie  musi  być,  kosztowny  pierścionek  niekoniecznie,  ale  dozgonna  wierność  jest 
absolutnie niezbędna.

– Rozumiem i wycofuję się. – Justin westchnął zrezygnowany. – Wykombinuję 

coś innego. Zapomnij, co powiedziałem.

Laura  popatrzyła  na  niego  groźnie  i  nadludzkim  wysiłkiem  zdobyła  się  na 

autoironię.

– Zapomnieć o pierwszych oświadczynach? Nigdy w życiu.
Osiągnęła  zamierzony  efekt.  Justin  najpierw  zrobił  zdziwioną  minę,  po  czym 

wybuchnął śmiechem.

Laura  opanowała  rozgoryczenie.  Dziecko  jest  najważniejsze.  Później  będzie 

dość czasu na leczenie ran.

– Omówmy to teoretycznie. Proponujesz, żebyśmy zamieszkali razem?

background image

– To chyba konieczne podczas załatwiania formalności.
Zanim zapadnie ostateczna decyzja.
– Dobrze. Zrobię ten ryzykowny krok.
Justin wyglądał tak, jakby zamiast ulgi odczuł strach.
– Naprawdę?
Laura  miała ochotę  zaprzeczyć, żeby  tylko  z  jego oczu  zniknął  wyraz paniki. 

Ale  to  w  końcu  jego  pomysł.  Oboje  muszą  zapomnieć  o  swoich  uczuciach  ze 
względu na małe dziecko, które pokochali.

–  Tak,  wyjdę  za  ciebie.  Nie  robię  tego  jednak  dla  ciebie,  lecz  wyłącznie  dla 

Jenny. Jeśli do jutra nie zmienisz zdania, pobierzemy się.

– Nie rozmyślę się. Dla Jenny zrobię absolutnie wszystko.
Laura  czuła,  że  ogarnia  ją  przerażenie.  Przecież  nie  będzie  prawdziwą  żoną. 

Ten ślub to jedynie środek do osiągnięcia celu.

– Kiedy się pobierzemy?
– Jak najszybciej. W piątek.
– W ten?
–  Tak.  Za  tydzień  mają  rozpatrywać  sprawę  Jenny,  więc  wolałbym  być  już 

żonaty. Zgodzisz się na taki termin?

Laura bała się, że za moment zemdleje.
– Nie widzę przeszkód.
Czyżby?
Widziała niejedną przeszkodę.

Zajechała  przed  dom  rodziców,  ale  długo  nie  wysiadała  z  auta.  Starała  się 

odwlec nieuniknioną rozmowę. Wiedziała, że trudno będzie jej wyjaśnić rodzinie, 
dlaczego zgodziła się na ślub.

Jak przyjmą wiadomość, że w piątek ich córka będzie miała męża i pasierbicę? 

Wprawdzie  polubili Justina  i  Jennę,  lecz  jak  zareagują na  wieść  o  tymczasowym 
małżeństwie z rozsądku, zawartym w konkretnym celu?

A jej zranione uczucia i duma?
Cóż, spotkanie z rodzicami nie będzie ani łatwe, ani przyjemne.
Laura zrobiła kilka głębokich wdechów, powoli odpięła pas i wysiadła.
–  Witaj,  jubilatko!  –  zawołała  uradowana  pani  King.  –  Bardzo  się  cieszę,  że 

dzisiaj przyjechałaś. – Objęła córkę i ucałowała. – Jeszcze raz życzę ci wszystkiego 
najlepszego z okazji urodzin.

Rzeczywiście, przecież to dziś są jej urodziny. Zupełnie zapomniała.

background image

– Trzeba gdzieś zapisać, że w ciągu tygodnia widzę cię już trzeci raz. Czy twój 

szef wreszcie uznał, że jesteś więcej warta za życia niż po śmierci?

Laura uśmiechnęła się blado.
– Tatuś w domu?
– Nie. Pojechał po gwoździe. W garażu jest ich pełno, ale rzekomo są za stare 

do nowego obrazu.

– Nawet lepiej, że jesteś sama.
Laura  wiedziała,  że  ojciec  nie  zaakceptuje  fikcyjnego  ślubu.  Bezpieczniej 

najpierw wtajemniczyć matkę.

– Stało się coś złego? – zagadnęła starsza pani.
Laura  nie  odpowiedziała.  Przeszła  przez  kuchnię  i  jadalnię  do  swojej  dawnej 

sypialni. Matka szła za nią coraz bardziej zaniepokojona.

– Dziecko, co ci jest?
–  Nic.  –  Laura  przysiadła  na  łóżku.  –  Nie  stało  się  nic  złego,  ale  muszę 

powiedzieć ci...

– Co, dziecino?
– Proszę cię, wysłuchaj mnie do końca. I nie wyciągaj pochopnych wniosków.
– Dobrze. – Matka chwyciła się za serce. – To coś poważnego, prawda? Jesteś 

w ciąży?

– Nie.
– Więc o co chodzi?
– Słuchaj cierpliwie. Chodzi o Justina... i o Jennę.
--Aha.
– Odebrali mu Jennę, a Justin chce uzyskać prawo do opieki nad siostrą. Będzie 

miał większe szanse, jeśli się ożeni.

– Logiczne.
Pani  King  starała  się  dotrzymać  obietnicy  i  nie  wyciągać  pochopnych 

wniosków. Laura zaczerpnęła tchu.

– Mam zamiar mu pomóc.
--Jak?
– Wziąć z nim ślub.
–  Brawo.  –  Pani  King  klasnęła  w  ręce.  –  Nareszcie  wychodzisz  za  mąż! 

Wspaniale!  Wiedziałam,  że  tak  będzie.  Mówiłam  ojcu,  że  Justin  byłby 
odpowiednim mężem dla ciebie.

Tak się cieszę. Już biorę kartkę i pióro i zaczynam planować.
Szkoda, że musicie wziąć ślub tak prędko. No trudno, ale wesele i tak będzie 

background image

huczne. Gdzie mój notes?

Laura pociągnęła matkę za rękę i zmusiła ją, by usiadła.
–  Mamo,  proszę  cię,  wysłuchaj  mnie  do  końca.  To  nie  będzie  prawdziwe 

małżeństwo. Tylko formalne, żeby Justinowi przyznano opiekę nad dzieckiem. Nie 
bierzemy prawdziwego ślubu.

– Ale w urzędzie?
--Tak.
– I zamieszkacie razem?
– Tak.
– Kochasz go, prawda?
– Tak... nie.
– Rozumiem.
– Mamo, jesteś niemożliwa!
– Powiedziałaś mu?
– Oczywiście, że nie.
– A on?
– Nie jest we mnie zakochany, jeśli o to pytasz.
Matka machnęła ręką.
– Jestem innego zdania. Widziałam, jak na ciebie patrzy.
Kiedy ślub?
Laura odetchnęła z ulgą. Była dumna, że jak dotąd panuje nad uczuciami. Ale 

nadal musi się bardzo pilnować.

– W piątek.
–  Za  prędko.  –  Pani  King  zasępiła  się.  –  Przesuńcie  chociaż  na  sobotę.  Do 

piątku jest za mało czasu.

– Po co nam czas? Jedziemy do ratusza tylko we dwoje.
–  Nonsens.  –  Starsza  pani  zerwała się,  jakby nagle  ubyło  jej  lat.  –  Słyszę,  że 

ojciec wrócił. Chodź, powiemy mu.

Laura dotarła do mieszkania ostatkiem sił.
– O Boże! Ledwo żyję.
Skuliła się na kanapie i przykryła kocem. Justin patrzył na nią zaintrygowany.
– Jubilatka coś marnie wygląda. Myślę, że dobrze zrobią ci lody.
– Oj, tak. Z czekoladą.
– Zaraz dostaniesz.
Wrócił z olbrzymią porcją, na którą Laura spojrzała z mieszaniną łakomstwa i 

background image

niepokoju.  Pomyślała,  że  zawsze  podobnie  patrzy  na  mężczyznę,  który  te  lody 
niesie. Jedno i drugie było równie niebezpieczne dla zdrowia ciała i duszy.

– Czy zdajesz sobie sprawę, że masz zgubny wpływ na moja talię?
W duchu dodała, że jego wpływ na jej serce jest jeszcze bardziej niebezpieczny.
– Usiłuję zmienić chudzinę w szczupłą kobietę. – Justin przyklęknął i zaczął ją 

karmić jak dziecko. – Czemu straciłaś humor? Miałaś przykrości w pracy?

– Znacznie gorzej.
– Wyrzuć to z siebie, a zaraz ci ulży.
– Powiedziałam rodzicom o naszych planach.
– Ciężkie przeżycie?
– Bardzo.
– Zostanę zlinczowany?
– Nie. I w tym sęk. Rodzice są zachwyceni i nie słuchają żadnego rozsądnego 

tłumaczenia.  Wmówili  sobie,  że  pobieramy  się  z  miłości.  –  Udało  się  jej 
powiedzieć to z zaplanowaną ironią.

– Nie powiedziałaś o Jennie i adopcji?
– Mówiłam, ale to nic nie dało. Poznałeś moją mamę i wiesz, jaka jest. Słyszy 

tylko  to,  co  chce  usłyszeć,  a  wszystko  inne  puszcza  mimo  uszu.  Cieszy  się,  że 
wyda mnie za mąż i już zrobiła na półce miejsce na nasze ślubne zdjęcie.

O, z wrażenia zapomniałeś o lodach. Patrz, rozpuszczają się.
– Matka koniecznie chce, żebyś miała męża? Choćby mnie?
Laura szeroko otworzyła oczy.
– A czego ci brak?
– Moim skromnym zdaniem nie jestem materiałem na idealnego zięcia.
–  Jeśli  zdałeś  u  mamy  pierwszy  egzamin,  zdasz  wszystkie  inne.  Jest  tobą 

zachwycona. Częściowo z powodu Jenny.

Rozbraja ją widok mężczyzny z dzieckiem na ręku.
Ta słabość widocznie jest genetyczna.
Justin odstawił czarkę na stolik i usiadł wygodnie.
– Serdecznie ci współczuję. Chcesz, żebym odbył poważną rozmowę z twoimi 

rodzicami?

Laura  oczyma  wyobraźni  ujrzała  tę  scenę.  Justin  tłumaczy  rodzicom,  że  nie 

kocha  ich  córki,  że  ona  mu  tylko  pomaga,  a  on  jest  jej  za  to  bardzo  wdzięczny. 
Wtedy ojciec z wyrzutem spojrzy na matkę i zapyta, dlaczego twierdziła, że Laura 
kocha przyszłego męża. I wszystko się wyda.

– Nie. – Westchnęła ciężko. – Szkoda fatygi.

background image

Justin miał podkrążone oczy i po jednej nocy bez Jenny wyglądał gorzej niż po 

bezsennych  nocach  spędzonych  na  kołysaniu  niemowlaka.  Boleśnie  przeżywał 
rozłąkę z siostrą. Laura pragnęła go pocieszyć. Delikatnie pogładziła szczeciniaste 
policzki.

Miała  ogromną  ochotę  poprosić,  żeby  ją  pocałował.  Niemal  czuła  jego  ciepłe 

usta na swoich, zimnych od lodów wargach.

– O czym myślisz? – szepnął.
Nie mogła się przyznać, że o pocałunkach i pieszczotach. Zakochała się i musi 

się kontrolować, żeby Justin nie domyślił się prawdy.

Do  tego  nie  wolno  dopuścić.  Przynajmniej  nie  teraz.  Nie  należy  mnożyć 

przeszkód.  Najpierw  muszą  bez  komplikacji  wziąć  ślub.  Ale  jak  zabezpieczyć 
serce?  Zachowanie  dystansu  to  jedyny  ratunek.  Nie  chodzi  przecież  o  uczucia 
dwojga dorosłych ludzi, lecz o dobro niemowlęcia. Z wielu powodów emocjonalny 
dystans wobec Justina stał się bardzo ważny.

Laura odwróciła wzrok i podała Justinowi pustą czarkę.
– Myślałam o lodach. Dostanę jeszcze?

Zdezorientowany  Justin  posłusznie  poszedł  po  drugą  porcję.  Był  pewien,  że 

Laura chciała go pocałować, więc nie rozumiał, dlaczego wysłała go po lody. Sapał 
i kręcił głową. Żeni się z kobietą, której nie może nawet pocałować. Dziwne.

Przypomniał  sobie,  że  robi  to  dla  Jenny.  Oboje  poświęcają  się  dla  dziecka. 

Laura wcale nie jest zachwycona fikcyjnym ślubem. On też wolałby prawdziwy.

Gdy  wrócił  do  pokoju,  Laura  niewidzącym  wzrokiem  wpatrywała  się  w 

telewizor i udawała, że ogląda film przyrodniczy.

Justin  pomyślał,  że  za  kilka  dni  ta  piękna  kobieta  zostanie  jego  żoną.  Wtedy 

będą mogli całować się i pieścić... Jeżeli zechcą.

Westchnął tak głośno, że wyrwał Laurę z zadumy.
– Co się stało?
– Myślę o naszym małżeństwie.
– Dziwaczne, prawda?
Miała takie kuszące usta. Patrzenie, jak je lody, było torturą. Przedtem oparł się 

pokusie, teraz już nie mógł. Płomiennym pocałunkiem ogrzał jej zimne wargi.

Laura  zastygła  zdumiona,  a  potem  oddała  pocałunek.  Justin  zadrżał,  gdy  go 

objęła.

Robiło się coraz cieplej.
Gorąco!

background image

I nagle lodowate zimno!
Justin gwałtownie odsunął się i wstał.
–  Przepraszam  – zawołała speszona  Laura. –  Nie chciałam...  nie  patrzyłam.  –

Złapała serwetkę, by wytrzeć rozlane lody. – Pozwól...

– Nie. – Wyrwał jej serwetkę. – Sam wytrę.
– Bardzo mi przykro – powiedziała Laura, z trudem ukrywając rozbawienie.
– Nie szkodzi. Wezmę prysznic.
Ale zimny tusz nie pomógł i Justin nadal był rozgorączkowany.
Podniecenie przyszło bardzo nie w porę. Przecież Laura pomaga mu, poświęca 

się dla jego siostry, więc nie powinien komplikować jej życia jeszcze bardziej. To 
prawda,  coś  między nimi  iskrzy,  ale  Laura podkreśla, że  zgodziła się na  ślub  dla 
dobra  Jenny. Justin  powtarzał sobie,  że musi  o  tym pamiętać,  niezależnie od  siły 
swych uczuć i pomimo przerażającej świadomości, że gdyby Laura czuła to samo, 
on gotów byłby zaryzykować coś, czego zawsze panicznie się bał.

Ale jego uczucia nie są ważne. Ma wobec Laury dług wdzięczności i spłaci go, 

nie wprowadzając do ich związku komplikacji. Jeśli to tylko będzie możliwe.

Na  razie  niezbyt  mu  się  udaje.  A  zaangażowanie  uczuciowe  nie  ułatwi 

rozwodu. Wręcz przeciwnie.

Justin oparł głowę o drzwi i zamknął oczy. Postanowił, że nie będzie całował 

Laury nawet po ślubie.

Niby proste, ale bardzo trudne do zrealizowania.

Państwo  Kingowie  działali  błyskawicznie  i  Laura  nawet  nie  zauważyła,  jak 

wpadła w tryby rozpędzonej machiny. Do dnia ślubu zamierzała trzymać się z dala 
od krewnych, ale w środę wieczorem znowu stała na progu rodzinnego domu. Tym 
razem w towarzystwie mocno speszonego „narzeczonego”.

– Nie masz się czego bać. – Dla dodania otuchy wzięła go pod rękę. – Pamiętaj, 

że rodzice są bardzo przejęci i nie przyjmują do wiadomości, że bierzemy ślub na 
niby. Nie staraj się ich przekonać, że jest inaczej. Ja  już próbowałam, ale nic nie 
osiągnęłam. Uważają, że jesteśmy zakochani i Jenna jedynie trochę przyśpieszyła 
bieg wydarzeń.

Justin  przestąpił  z  nogi  na  nogę  i  obejrzał  się,  jakby  rozważał  możliwość 

ucieczki.

– Niezbyt pocieszające – mruknął. – Gdy wystąpimy o rozwód, twój ojciec albo 

brat ustrzeli mnie jak szaraka.

Laura nie chciała myśleć o rozwodzie i miała za złe Justinowi, że ciągle o tym 

background image

mówi.  Rozstania  bała  się  bardziej  niż  tego,  że  w  piątek  przysięgnie  Justinowi 
miłość i wierność po grób.

Pani King  wybiegła z  kuchni w obłoku apetycznych zapachów i  wzięła oboje 

pod rękę.

– Och, jak się cieszę, że was widzę. Piękna z was para.
Wszyscy jesteśmy przejęci.
– Jacy wszyscy?
Jak  się  okazało,  w  jadalni  czekała  reszta  rodziny.  Laura  usłyszała  głuche 

westchnienie, jakie wyrwało się Justinowi, i poczuła, że mocniej zacisnął palce na 
jej ręce.

Steve i Roy zmierzyli Justina mało przyjaznym wzrokiem.
–  Małżeństwo  z  rozsądku?  –  wycedził  Roy,  groźnie  patrząc  na  kandydata  na 

szwagra. – Co to ma znaczyć?

– Dziecko przyspiesza akcję – wyjaśniła pani King. – Nie pierwsze, które to ma 

na sumieniu. – Odwróciła się do Justina. – Co z Jenną?

– Laura zapewnia, że przebywa u dobrych ludzi, i muszę w to wierzyć. Gdyby 

nie pani córka, zostałbym kidnaperem.

Laura wiedziała, że Justin nie żartuje.
–  Wykorzystałam  znajomości  i  dowiedziałam  się,  komu  oddano  dziecko.  To 

naprawdę dobrzy ludzie. Nie ma powodu do zmartwienia, bo Jenna jest w bardziej 
kompetentnych rękach niż nasze.

Pani King zasępiła się.
– Nikt nie jest bardziej odpowiedni od was, ale cieszę się, że wzięli ją dobrzy 

ludzie.  –  Pociągnęła  Laurę  i  Justina  do  pokoju.  –  Przez  cały  dzień  tkwiłam przy 
komputerze,  bo  szukałam  najlepszego  miejsca  na  wesele.  Znalazłam  dużo  ofert  i 
kilka  muszę  wam  pokazać.  Nawet  mimo  krótkiego  terminu  możemy  urządzić 
wspaniałe przyjęcie.

Laura spojrzała na Justina przepraszająco, a na matkę krytycznie.
– Mamo, mówiłam ci, że nasz ślub nie jest prawdziwy. Pobieramy się dla dobra 

Jenny.

– Więc również dla jej dobra spójrzcie na to. Chyba chcecie, żeby z zachwytem 

oglądała ślubne zdjęcia mamusi.

– Nie będę jej mamą.
– Patrz na te suknie i welony. Piękne, prawda? Oczywiście mam swoją suknię 

ślubną.  Chcesz  przymierzyć?  Wielebny  Mitchell  ucieszył  się,  że  wychodzisz  za 
mąż. Ślub w sobotę o drugiej, kwiaty zamówione, goście zaproszeni. Będzie tylko 

background image

najbliższa rodzina. – Pani King podała Justinowi plik kopert. – Proszę. Zaproszenia 
dla  twoich  krewnych.  Wystarczy  wpisać  imiona  i  nazwiska,  ale  będziesz  musiał 
zawiadamiać osobiście lub telefonicznie, bo pisemne zaproszenia nie dojdą na czas.

– Mamo! – Laura załamała ręce. – Własnym oczom nie wierzę...
–  Wiem,  że  zdecydowałaś  się  na  skromną  uroczystość  w  ratuszu,  bo  jesteś 

zapracowana. Ale ja mam dużo czasu.

Ty  zajmuj  się  pracą,  narzeczonym  i  dzieckiem,  a  ja  zaplanuję  przyjęcie 

weselne. Kiedyś mi podziękujesz.

– Nie mogę...
– Jeśli obawiacie się utrudnień ze strony urzędników, to huczne wesele będzie 

doskonałym  argumentem.  O  miłości  młodych  ludzi  najlepiej  przekonuje  ślub 
kościelny.

– Ale...
– Lauro. – Justin objął ją. – Jeśli to prawda, że przekonamy urzędników, mniej 

skromny ślub nam nie zaszkodzi, prawda?

–  Mamusiu,  przepraszam  cię  na  chwilę,  ale  muszę  coś  powiedzieć... 

narzeczonemu.

Zamknęła się z nim w łazience.
– Co wymyśliłaś?
– Naprawdę ci nie przeszkadza?
--Co?
–  Wszystko.  Nie  pragniesz  zachować  prawa  do  prawdziwego  ślubu,  gdy 

będziesz się żenił z ukochaną kobietą, z którą zechcesz spędzić resztę życia?

Justin przecząco pokręcił głową.
– Dla mnie to nieistotna kwestia, bo więcej się nie ożenię.
A jeśli ślub kościelny nam pomoże, to tym lepiej. Ale rozumiem twoje uczucia. 

Pomówię z twoimi rodzicami i postaram się ich przekonać.

– Nie uda ci się.
– Warto spróbować.
Laura  westchnęła.  Jeśli  jakiś  urzędnik  zakwestionuje  ich  małżeństwo...  Ślub 

kościelny na pewno pomoże sprawie. Tak będzie najlepiej. W tej sytuacji  huczne 
wesele jest już doprawdy drobnostką.

– Daj spokój. Jeśli tobie to nie przeszkadza, mnie też nie.
– Jesteś pewna?
Laura zaprzeczyła w duchu, a głośno powiedziała: – Tak.
Po  kolacji  poszła  do  sypialni  rodziców  przymierzyć  suknię  ślubną  sprzed 

background image

trzydziestu  pięciu  lat.  Przez  sekundę  czuła  się  jak  królewna,  ale  potem  się 
rozpłakała.

–  Kochanie,  czemu  płaczesz?  Wyglądasz  ślicznie,  ale  jeśli  nie  chcesz  mojej 

sukni, jeśli wolisz nową...

– Twoja... podoba mi się... naprawdę.
– Nie płacz, bo plamy będą nie do usunięcia.
Laura prędko zawiązała pod szyją ręcznik.
– A teraz mogę płakać?
– Do woli.
– Nawet nie zapytasz, czemu wylewam łzy?
– Nie muszę. Wiem.
– Wiesz? – Laura z wrażenia dostała czkawki. – Niemożliwe.
– A jednak. Jesteś zakochana i bierzesz ślub, ale nie wiesz, co czuje twój luby. 

Musisz się z nim rozmówić.

– Mam go zapytać, czy mnie kocha?
–  Tak.  –  Oczy  pani  King  wesoło  rozbłysły.  –  Oczywiście  subtelnie, 

dyplomatycznie.

–  Aha. Może  wbiec do  płonącego budynku,  żeby sprawdzić, czy będzie  mnie 

ratował?

– Byle nie w tej sukni.
Laura zaśmiała się mimo woli.
– Mamusiu, jesteś nieoceniona.
– Nie pozwolę ci brać ślubu w mojej sukni, jeśli nie jesteś pewna, że chcesz być 

żoną Justina. Porozmawiaj z nim.

Laura  postanowiła  odbyć  tę  zasadniczą  rozmowę  nazajutrz  po  powrocie  z 

pracy. Najpierw przedyskutuje pewną kwestię ze swoim szefem, a potem poważnie 
porozmawia z Justinem.

Skoro  zdecydowała  się  na  jeden  krok,  może  zrobić  następne.  Jeśli  ma  być 

matką Jenny – choćby tylko przez rok – solidnie wywiąże się z obowiązków.

background image

Rozdział 9

 Możemy porozmawiać?
Justin  oderwał  od  monitora  zamglony  wzrok,  ale  gdy  zobaczył  minę  Laury, 

oprzytomniał i wyłączył komputer.

– Coś cię dręczy?
Laura zamierzała zagaić subtelnie, a tymczasem wypaliła prosto z mostu:
– Jakie to będzie małżeństwo?
– O co ci chodzi?
– Po pierwsze, gdzie będziemy mieszkać? Tutaj? W dwóch mieszkaniach?
–  Nie  zastanawiałem  się  nad  tym.  Teraz  myślę  tylko,  jak  odzyskać  Jennę. 

Zamierzam kupić dom, ale już mówiłem, że cię rozumiem. Jeśli wolisz zostać tutaj, 
poczekam z przeprowadzką do... rozwodu.

Jeszcze  nie  wzięli  ślubu,  a  on  już  myśli  o  rozwodzie!  Laura  zirytowała  się. 

Dlaczego  marzy  o  przyszłości  z  mężczyzną,  który  nie  planuje  przyszłości  z  nią? 
Justin potrzebuje fikcyjnej żony na kilka miesięcy, a potem wyprowadzi się i tym 
samym położy kres ich znajomości.

– Wycofujesz się?
– Nie. Obiecałam i dotrzymam słowa.
– Masz taką minę, jakbyś szła na ścięcie. Nie chcę, żebyś się poświęcała.
– Po prostu dostałam typowej przedślubnej nerwicy.
– Nie dziwię się.
– Następne pytanie: co z moją pracą?
– Nie rozumiem.
– Czy liczysz na to, że rzucę pracę, żeby opiekować się dzieckiem?
– Zwariowałaś? Wychodząc za mnie, żebym mógł odzyskać siostrę, robisz mi 

łaskę. Nie oczekuję, że rzucisz pracę i zostaniesz niewolnicą.

– Musiałam się upewnić.
– Dlaczego praca jest dla ciebie taka istotna?  Oczywiście,  rozumiem ambicję, 

ale dlaczego tak harujesz?

– Chcę mieć stałe dochody.
– Pieniądze są bardzo ważne?
– Tak. Zawsze mieliśmy ich za mało. Byłam najmłodsza i wszyscy chcieli dla 

mnie jak najlepiej. Rodziców nie stać było na opłacenie moich studiów, więc bracia 
mi pomagali. Wszyscy poświęcili coś na rzecz mojego wykształcenia.

background image

Wiem, że nie odwdzięczę się im za lata wyrzeczeń, ale może spłacę choć część 

długu.

– Naprawdę uważasz, że oczekują zwrotu tych pieniędzy?
–  Nie.  Ale  chcę  wyrobić  sobie  pozycję i  pokazać  rodzinie,  że ich  wysiłki nie 

poszły na marne. Nie rozumiesz tego?

– Rozumiem.
– Rozmawiałam dzisiaj z szefem. – Zawahała się. Ogarnęły ją wątpliwości, czy 

słusznie postąpiła. – Od przyszłego miesiąca będę pracować na pół etatu. Przez rok.

Justin długo milczał.
– Przepraszam, ale chyba się przesłyszałem – rzekł wreszcie. – Co zrobiłaś?
–  Przechodzę  na  pół  etatu.  Już  załatwiłam  to  z  szefem.  Będę  wracać  z  pracy 

około południa. Ty zostaniesz w domu rano, a ja po południu i dzięki temu Jenna 
zawsze będzie miała opiekę.

– Nie musisz poświęcać kariery zawodowej.
– Nic nie poświęcam. Chcę być z Jenną, bo ją kocham i jestem jej potrzebna. 

Przez rok mogę popracować na pół etatu.

Już podjęłam decyzję.
–  Ale  co  będzie,  gdy...  –  Justin  spojrzał  w  okno.  –  Nie,  nie  mogę  na  to 

pozwolić.

Laura  traciła  resztki  nadziei.  Znowu  ten  rozwód.  Justin  wciąż  o  nim 

przypomina.

–  Podobno lepiej kochać i  stracić, niż nigdy nie kochać  – rzekła żartobliwym 

tonem, choć dużo ją to kosztowało.

– Co to ma do rzeczy?
–  Chodzi  mi  o  Jennę.  Nie  martwisz  się  o  jej  uczucia,  gdy  ja...  gdy  mnie... 

zabraknie?

– Oczywiście. To też.
–  Obiecuję,  że  jej  nie  porzucę.  Jeśli  pozwolisz,  będę  zabierała  ją  na  wakacje. 

Jakoś to rozwiążemy.

– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
--Tak.
Laura  nie  miała  najmniejszej  wątpliwości.  Nie  przypuszczała,  że  dziecko 

zmieni jej poglądy na wiele spraw, ale zmieniło. Pokochała i Jennę, i Justina.

Pozostało ostatnie pytanie. Najtrudniejsze.
–  Jeszcze  jedna  kwestia.  Muszę  wiedzieć,  co  myślisz...  jak  to  widzisz...  Czy 

będziemy spać razem czy osobno?

background image

Justin otworzył usta, ale wykrztusił jedynie nieartykułowane dźwięki. Dopiero 

po chwili zaklął.

– Dawno się nie jąkałem.
Laura zawstydziła się. Oczywiście, on na pewno myślał, że będą spać osobno. 

Dlaczego miałoby być inaczej Co innego ona..

– Pytasz, czy my... – Justin urwał zakłopotany. – Przepraszam, powtórz pytanie. 

Nie jestem pewien, czy dobrze cię zrozumiałem.

Laura nie zamierzała powtarzać.
–  To  było  kolejne  głupie  pytania.  Perspektywa  wesela  źle  wpływa  na 

funkcjonowanie mojej mózgownicy.

Justin przygryzł wargę i wzruszył ramionami.
–  I  dlatego  masz  dziwne  pomysły  co  do  moich  oczekiwań  wobec  ciebie.  Nie 

liczyłem na to, że rzucisz pracę i nie zamierzałem dochodzić praw małżeńskich.

– Czemu? – wypaliła bez zastanowienia.
Ze wstydu najchętniej zapadłaby się pod ziemię.
– Co? – Justin patrzył na nią wielkimi oczami. – Myślisz, że my...
– Już nic nie myślę.
Chciała wyjść, lecz Justin schwycił ją za rękę i zatrzymał.
– Teraz cię nie puszczę.
Laura oparła głowę na jego piersi.
–  Przepraszam.  Jestem  zdezorientowana.  Nie  wiem,  dokąd  to  wszystko 

prowadzi.  Weselne  plany  mojej  mamy  mącą  mi  jasność  myślenia.  Sądziłam,  że 
nowożeńcy spędzają noc poślubną razem i że ja też... Ale widocznie... tracę głowę.

Marudziłaby dalej, gdyby nagle nie znalazła się na kanapie.
Justin całował ją gwałtownie i zachłannie.
Parę minut wcześniej Laura znajdowała się na dnie rozpaczy, a teraz pławiła się 

w  szczęściu.  Czy  nie  przecenia  wrażeń?  Ale  w  pocałunkach  Justina  było  tyle 
obietnic i uczucia, że słowami lepiej by tego nie wyraził.

Wsunęła mu ręce pod koszulę.
– To jest coś, co ludzie robią po ślubie. W sypialni. Dlatego pytałam.
–  Ślub  nie  ma  tu  nic  do  rzeczy.  Będziemy  udawać,  że  nie  jesteśmy 

małżeństwem.

– Będziemy udawać, że nie było wesela?
– Spróbujmy. Ślub z powodu Jenny psuje dobrosąsiedzkie kontakty. Przedtem 

było znacznie lepiej.

Laurze zakręciło się w głowie.

background image

– Jesteś najbardziej bałamutnym mężczyzną na świecie.
– Dziękuję za wątpliwy komplement.
Może  Justin  ma  rację...  Wezmą  ślub,  a  potem  będą  udawać,  że  nie  są 

małżeństwem i po prostu będą opiekować się dzieckiem. A jeśli nastąpi cud i przy 
okazji  się  zakochają?  Cóż,  ona  już  jest  zakochana,  a  zachowanie  Justina  też 
świadczy o pewnym zaangażowaniu. Można więc puścić wodze fantazji i marzyć.

Laura ucieszyła się, że nie skłamie przed ołtarzem. Naprawdę kocha przyszłego 

męża. Ale czy i w nim zbudzi się uczucie do niej?

background image

Rozdział 10

W piątek Laura pracowała tylko do południa. Na lunch Justin podał grzanki z 

serem i z czymś zielonym, prawdopodobnie bardzo zdrowym.

–  O  jakie  „przygotowania”  chodzi?  –  spytała  Laura  między  jednym  kęsem  a 

drugim. – Mama jeszcze wszystkiego nie dopięła na ostatni guzik?

– Widocznie. Najlepiej będzie, jeśli sama zapytasz, co musimy zrobić.
W tym momencie rozległ się dzwonek. Justin zaczął nerwowo szukać telefonu i 

odezwał  się  poirytowanym  tonem.  Laura  była  zdumiona,  że  sama  jest  spokojna, 
chociaż od ślubu i wesela dzieli ją niecała doba.

Gdy Justin skończył rozmowę, powiedziała:
–  Przemyślałam  kwestię  przeprowadzki  i  doszłam  do  wniosku,  że  chętnie 

przeniosę się razem z wami.

Nie doczekała się spodziewanej reakcji.
– Justinie?
Stał z opuszczonymi rękoma.
– Nieszczęście? – zaniepokoiła się.
Nadal nie odpowiadał, jedynie patrzył na nią z kamienną twarzą. Laura poczuła, 

że  jej  serce  zamiera  ze  strachu.  Schwyciła  Justina  za  gors  koszuli  i  mocno 
potrząsnęła.

– O co chodzi? Czy to dotyczy Jenny? Co się jej stało?
–  Przepraszam.  –  Justin  zakrył  twarz.  –  O  nią  bądź  spokojna.  A  to 

niespodzianka! – Głośno przełknął ślinę.

–  Dzwoniła  ta  baba...  ta  urzędniczka  z  opieki.  –  Rozpogodził  się.  –  Dostanę 

Jennę z powrotem. Wprawdzie załatwianie formalności jeszcze trochę potrwa, ale 
uznano,  że  skoro  jestem  bratem  i  mam  zgodę  rodziców,  nie  będzie  trudności  z 
otrzymaniem prawa do opieki nad dzieckiem, a potem zezwolenia na adopcję.

Laura ucieszyła się.
– Fantastyczna wiadomość. Aż trudno uwierzyć. Kamień spadł mi z serca.
Justin uśmiechał się promiennie, jego przygaszone oczy znowu rozbłysły.
– Jutro rano ją przywiozą.
– Jutro? – powtórzyła Laura głucho.
Poczuła,  że  nogi  się  pod  nią  uginają.  Chciała  zapytać,  czy  Jenna  będzie  na 

ślubie, ale uświadomiła sobie, że małżeństwo nie jest już konieczne.

Justin  wydał  głośny  okrzyk,  schwycił  ją  wpół  i  odtańczył  szalony  taniec.  Na 

background image

zakończenie ucałował Laurę z dubeltówki.

– Jeszcze nie wierzę, że to prawda! Oddadzą mi Jennę!
Więc ślub nie jest przymusem!
– Tak. – Laura miała oczy pełne łez. – Jutro dostaniesz siostrę. Gratuluję.
Justin puścił ją i zmarszczył brwi.
– Ja dostanę? – powtórzył.
– Szybko to załatwili. Wiem, że dobrze ją wychowasz.
Justin odsunął się.
Laura pomyślała, że nie jest mu już potrzebna, a wobec tego nie musi zmieniać 

trybu życia. Powinna się cieszyć. Nie tylko ze względu na Justina i Jennę, ale także 
ze względu na siebie.

–  Nie  musimy  brać  ślubu  –  rzekł  Justin,  jakby  upewniał  się,  że  odzyskał 

wolność.

– Tak.
Laura zamglonymi oczami popatrzyła naokoło.
– Czas przenieść się do własnego mieszkania. – Zdobyła się na nikły uśmiech.
Justin  miał  taki  wyraz  twarzy,  jakby  głowił  się  nad  rozwiązaniem 

skomplikowanego zadania matematycznego.

– No to już sobie pójdę – powiedziała głośniej. – Muszę zawiadomić mamę o 

zmianie  planów.  Na  razie  wezmę  tylko  część  rzeczy.  Przeze  mnie  zrobił  się  tu 
bałagan.

Justin  ledwo  zauważalnie  skinął  głową  i  nadal  milczał.  Laura  zebrała  swoje 

rzeczy i weszła do łazienki po przybory toaletowe.

Zasępiony Justin obserwował jej krzątaninę.
Wreszcie stanęła przed nim objuczona torbami.
– Nie do wiary, ile tu przywlokłam.
Justin gniewnie zmarszczył czoło.
Laura powoli cofała się do drzwi. Naraz potknęła się o siatkę z prezentem dla 

Justina. Schyliła się i podniosła ją.

– Zadzwonię do mamy i powiem, żeby odwołała ślub I przyjęcie. Trzeba będzie 

wykonać mnóstwo telefonów.

–  Poczekaj...  –  Justin  wyciągnął  rękę.  –  Czy  naprawdę  musimy  wszystko 

odwołać?

Serce Laury przestało bić.
– Co to znaczy?
Justin był wyraźnie speszony.

background image

– Sam nie wiem... wszystko zaplanowane... Przywykłem do myśli... uważam... 

może jednak weźmiemy ślub?

Laura rozpłakała się. Jego słowa sprawiły jej ból. Czy Justin obawia się, że nie 

da  sobie  rady  i  prosi  ją  o  pomoc?  Czy  może  chce  się  zabezpieczyć  przed 
urzędnikami?

–  Dlaczego?  –  spytała  przez  łzy.  –  Boisz  się,  że  jednak  pojawią  się  jakieś 

przeszkody formalne?

– Nie.
– Bo Jenna potrzebuje matki?
– Nie. To ja potrzebuję ciebie.
Laurę ogarnął smutek.
– Teraz tak myślisz, bo oboje zaangażowaliśmy się w tę sprawę, ale ja już nie 

jestem ci potrzebna. Prędko nauczysz się roli samotnego ojca. Na początku będzie 
ci trochę trudno, ale przyzwyczaisz się. Potem spotkasz kobietę, którą pokochasz i 
weźmiesz prawdziwy ślub...

Była  dumna  ze  swego  przemówienia  i  z  tego,  że  powstrzymała  łzy.  Więc 

dlaczego  czuje  się  taka  nieszczęśliwa?  Przecież  nic  nie  traci,  jeszcze  nie  została 
żoną  Justina,  a  on  nie  odejdzie  za  chwilę  w  siną  dal.  Będą  w  kontakcie, 
przynajmniej przez pewien czas.

Popatrzyła na  siatkę  z  prezentem i  zawahała  się. Zabrać go  do  domu  czy dać 

Justinowi?  Długo  szukała  odpowiedniego  podarunku,  ale  ślubu  nie  będzie,  więc 
prezent  jest  chyba  niestosowny.  Odrzuciła  jednak  wątpliwości i  podała  Justinowi 
siatkę.

– Proszę. Kupiłam coś dla ciebie.
Justin ani drgnął.
– Co to?
– Podarunek.
– Dla mnie? Z jakiej okazji?
Wzruszyła ramionami.
– To miał być prezent ślubny ode mnie. Możesz go przyjąć, chociaż wesela nie 

będzie.

Justin nadal stał nieporuszony.
– Ręka mi drętwieje. Weź, proszę. To drobiazg, nic wielkiego.
Wreszcie  Justin  wyciągnął  rękę.  Obrócił  paczuszkę  na  wszystkie  strony, 

ostrożnie  odkleił  taśmę  i  rozwinął  papier.  Na  jego  twarzy  odmalowało  się 
niebotyczne zdumienie.

background image

Dlaczego milczy?
Laura  nie  mogła  znieść  napięcia.  Może  się  obraził?  Może  uważa,  że  to 

dziecinada?

– Jak ci się podoba?
Czuła  się  coraz  bardziej  zażenowana.  Justin  popatrzył  na  nią  dziwnym 

wzrokiem.

– To mój pierwszy miś w życiu – szepnął, uśmiechając się ciepło. – Nigdy nie 

miałem zabawek. Naprawdę kupiłaś go dla mnie?

– Gdy zobaczyłam go  w sklepie, natychmiast  pomyślałam o tobie. Ma groźną 

minę, ale nadaje się do tulenia. Oczywiście możesz dać go Jennie.

Justin przyciągnął ją do siebie i ustami musnął jej skroń.
– Ona już ma misia. Ten jest mój. – Pocałował ją w czoło.
– Bardzo dziękuję.
– Bardzo proszę.
– Myślisz, że ja też nadaję się do pieszczot?
– Czasami – odparła z zalotnym uśmiechem.
Justin odłożył misia, objął Laurę i gorąco pocałował w usta.
–  Jeszcze  raz  dziękuję.  Mam  nadzieję,  że  nie  weźmiesz  mi  za  złe  tych 

pocałunków, ale jeśli przestanę cię całować, rozpłaczę się jak dziecko. A tego nie 
może zrobić stuprocentowy mężczyzna.

– Twoje pocałunki bardzo mi odpowiadają. Rozwijasz się.
Jeszcze krok i sprzedasz motocykl.
–  Co  to,  to  nie.  Nie po  to  wyrzuciłem  pieniądze  na  kask  dla  ciebie.  Może  ze 

względu na Jennę będę zmuszony kupić samochód, ale motoru nie sprzedam, póki 
nie pojedziesz ze mną przynajmniej na jedną wycieczkę.

Jego pocałunki podziałały jak szampan. Laurze kręciło się w głowie, czuła się 

beztrosko. Wszystko wydawało się jej możliwe, nawet jazda motorem.

–  Chyba  dam  się  namówić  –  rzekła  półgłosem.  –  Jeśli  przysięgniesz,  że 

będziesz ostrożny.

– Zawsze jeżdżę ostrożnie. Ze mną będziesz bezpieczna.
– Wiem.
Pocałunki stały się  bardziej namiętne  i  Laura pomyślała,  że sytuacja wymyka 

się spod kontroli. I bardzo dobrze. Przytuliła się mocniej do Justina.

Ale on odsunął się i roześmiał.
– Doskonale. Idziemy.
– Dokąd?

background image

Zdezorientowana pozwoliła wyprowadzić się z mieszkania.
– Jedziemy na przejażdżkę. Musimy porozmawiać.
Nie  zauważyła,  że  zabrał  czerwony  kask,  który  przed  domem  włożył  jej  na 

głowę. Nim się zorientowała, co się dzieje, już siedziała na motorze. Ruszyli, nim 
zdążyła wpaść w panikę.

– Stój, nie chcę... – zawołała piskliwie, ale warkot silnika zagłuszał wszystko. 

Korzystając z tego, szepnęła: – Kocham cię.

Justin gwałtownie zwolnił.
– Co mówiłaś?
– Czy w tych kaskach są mikrofony? – spytała drżącym głosem.
– Oczywiście.
– Och. Nie wiedziałam.
– Tak przypuszczałem.
– Gdybym wiedziała, nic bym nie mówiła.
Niebawem Justin  zahamował, zdjął  kask i  schwycił  Laurę za rękę.  Uśmiechał 

się łobuzersko.

– Dokąd mnie ciągniesz?
– Zaraz zobaczysz.
Czemu ignoruje jej wyznanie? Czy ono nic dla niego nie znaczy? W jej sercu 

ulga walczyła z rozczarowaniem. Dlaczego prowadzi ją do lasu?

Ciszę  szmaragdowego  półmroku  zakłócało  szuranie  dwóch  par  butów  wśród 

liści.  Ścieżka  była  mocno  zarośnięta,  więc  słabo  widoczna.  Słońce  ledwo 
przeświecało przez liście, tworząc migotliwą iluminację.

W  końcu  doszli  do  miejsca,  gdzie  rosło  mniej  drzew  i  więcej  słońca 

przedostawało się przez konary. Liście mieniły się barwami jesieni, ale było bardzo 
ciepło.

Justin usiadł i pociągnął Laurę. Jego głowa zasłoniła słońce.
– Powtórz to, co powiedziałaś w czasie jazdy.
--Nie.
 Proszę.
–  Powiedziałam  coś  jeden  raz,  a  ty  wcale.  Najlepiej,  gdy  takie  wyznania  idą 

parami.  Tylko  wtedy  zostaje  zachowana  równowaga  w  kosmosie.  Justin  udał 
przerażenie.

–  Słyszałem  o  tym  i  wiem,  że  nie  wolno  zakłócać  kosmicznej  harmonii.  Ale 

czemu teraz myślisz o wszechświecie?

– A o czym mam myśleć?

background image

– O mnie. – Zaczął rozpinać jej bluzkę i spodnie. – Wyłącznie o mnie.
– Co ty wyprawiasz? Jeśli ktoś nadejdzie...
– Nikt nie ośmieli się przyjść do mojego zakątka.
Laura osłoniła oczy i spojrzała zaintrygowana.
– Halo? Zamierzałeś powiedzieć jedno ważne zdanie, prawda?
– To będzie dłuższa przemowa.
Laura  zorientowała  się,  że  Justin  czyta  napis  na  jej  majtkach.  Zawstydzona 

przykryła się bluzką i zamknęła oczy.

– Znasz francuski?
– Znać, nie znam, ale co nieco rozumiem.
– Aha. I co tam napisano?
– Powiem ci, gdy lepiej się przyjrzę. – Pociągnął bluzkę.
– Puść. Muszę zobaczyć napis.
– Już widziałeś. No?
– Tłumaczenie jest bardzo trudne. Trzeba dokładnie przestudiować tekst, wziąć 

pod  uwagę  niuanse  językowe.  To  wielka  sztuka.  –  Zmarszczył  czoło  i  powoli 
wodził palcem po literach.

Laura uderzyła go w rękę.
– To nie jest brajl.
– Masz rację. Przepraszam.
Nie odsunął ręki.
– Wiesz już?
– Jakiś zakaz.
Laura otworzyła oczy.
– Nie pożądaj sąsiadki?
– Chyba. – Justinowi rozbłysły oczy. – Ale za późno na taką radę.
– Nie żartuj, tylko porządnie tłumacz.
– Coś o straconej nadziei.
Laura oblała się szkarłatnym rumieńcem, a Justin wybuchnął śmiechem.
– Matka kupuje ci taką bieliznę?
–  Nie.  –  Laura  uderzyła  go  w  ramię.  –  Gdyby  ona  podsuwała  mi  cytaty, 

wybrałaby: „Idźcie i rozmnażajcie się”. Rodzice bardzo chcą mieć więcej wnucząt.

– Będą mieli Jennę.
– Jak to?
–  Zgodziłaś  się  wyjść  za  mnie  i  trzymam  cię  za  słowo.  Czy  twoi  rodzice  nie 

zamierzają uznać Jenny za wnuczkę?

background image

–  Uznają.  Hm,  uznaliby  –  poprawiła  się  Laura.  –  Gdybyś  oświadczył  się 

formalnie i gdybym cię przyjęła. Rodzice byliby zachwyceni, bo od dawna czekają 
na wnuczkę.

– Moglibyśmy postarać się o bratanicę dla Jenny.
– Bratanicę?
– Wiem, że to dziwacznie brzmi.
– Wyobrażasz sobie ciężar odpowiedzialności? Zostać ciotką, mając roczek! Co 

innego  wujkiem.  Wujek  nigdy  nie  jest  dorosły,  chętnie  się  bawi,  gra  w  piłkę.  A 
ciotka nie lubi głośnych zabaw, w prezencie daje rzeczy robione na drutach.

– Czy w przedszkolu uczą robótek? Jenna będzie musiała prędko się kształcić.
– Uprzedzasz mnie o czymś okrężną drogą? Jesteś w ciąży?
– Nie. Tylko zakochany.
– Nareszcie to wydusiłeś.
Laura przewróciła go i przygwoździła mu ręce do ziemi.
– Powtórz. Bo jak nie, to cię połaskoczę, a wiem, że się boisz.
– Nie zrobisz tego. Zdradziłem ci moje czułe miejsce w czułym momencie. Nie 

wykorzystasz tej wiedzy.

– Wykorzystam.
– Kocham cię.
– Mówisz tak, bo boisz się łaskotek.
– Panicznie. Ale i tak cię kocham.
– Nareszcie wiem na pewno.
Justin popatrzył na nią bardzo poważnie.
– Wcześniej nie mogłem ci tego wyznać. Sądziłem, że myślisz tylko o Jennie i 

zamierzasz wyjść za mnie ze względu na nią.

– Ja też uważałam, że ty myślisz wyłącznie o siostrze.
W dodatku chciałeś się wyprowadzić.
– Przepraszam. Nie miałem odwagi przyznać się przed sobą, że cię kocham. –

Justin pocałował ją namiętnie. – Teraz wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest dobrze, 
prawda?

– Tak.
– A jak ci się podobała jazda motorem?
–  Nawet  przyjemna.  Mogę  zrobić  powtórkę.  Tylko  jeden  raz,  w  drodze 

powrotnej.

– A co powiesz o innej przyjemności?
– Jakiej?

background image

– O czytaniu po francusku palcami.
– Najpierw powinniśmy dokończyć rozmowę.
Justin westchnął i cofnął rękę.
– Dobrze. Może nie przeżyję zwłoki, ale zgoda.
– Ciekawe, co powie mama.
– Z jej punktu widzenia nic się nie zmieniło. Jutro bierzemy ślub.
– Naprawdę?
– Jeszcze masz wątpliwości? – Justin pocałował ją w rękę.
– O, ukochana! Czy jutro zostaniesz moją żoną?
Trzecie oświadczyny w ciągu tygodnia!
– Zostanę.
– Pamiętaj, to nie takie proste. Będzie nas troje. Czy jesteś pewna, że chcesz od 

razu zostać matką?

– Nie. Ty też nie jesteś gotów do roli ojca, prawda? Ale jakoś sobie poradzimy.
– Będziemy rodziną.
– Tak.
– Nigdy nie zaznałem rodzinnego ciepła.
– Teraz to się zmieni. Będziemy szczęśliwi.
–  Od śmierci  Bena nikogo  nie  kochałem,  a  teraz  kocham  dwie  najpiękniejsze 

istoty. Czy moje biedne serce pomieści tyle uczuć?

Laura pocałowała go w okolicy serca.
– Gdy zaboli, zawsze uleczę je pocałunkiem.