background image

 

~ 1 ~ 

 

ROZDZIAŁ 4 

 

- Myśli, że jestem idiotką – mruknęła Glen, używając mydła do wyszorowania krwi 

ze skóry, która wyschła, gdy Veso zabił Vlada i inne stworzenia. Gorąca woda była jak 
niebo, gdy stała pod strumieniem. 

Nie chciał, żeby podsłuchała jego rozmowę, kiedy do kogoś będzie dzwonił. Mógł 

po prostu powiedzieć zamiast traktować ją jak dziecko. 

Wypłukała  odżywkę  z  włosów  i  wyłączyła  wodę,  kiedy  skończyła.  Ręczniki  były 

tanie, szorstkie, których sama by nie kupiła, ale były ładniejsze niż cokolwiek, z czego 
korzystała od chwili porwania. Nieliczne kąpiele, które mogła wziąć, były żałosne.  

Coś zarejestrowała, gdy skończyła się wycierać. Przecięcie na jej palcu nie bolało, 

gdy używała mydła. 

Wpatrywała się w ranę w miejsce, gdzie kiedyś była, po raz pierwszy zauważając, 

że całkowicie się uleczyła. To ją zaskoczyło, więc dotknęła nieuszkodzonej skóry. Nie 
było tam żadnego śladu po tym jak fiszbin przeciął opuszek jej palca. 

-  Co  do  diabła?  –  Planowała  zapytać  Veso  jak  to  jest  możliwe.  Jednak  najpierw 

musiała się ubrać. 

Skrzywiła się na widok odrzuconej koszuli i majtek. Ostatnia rzecz, jaką chciała, to 

założyć  to  z  powrotem.  Przeszła  nad  nimi,  owijając  ręcznik  wokół  ciała.  W  chacie 
prawdopodobnie  były  ubrania,  które  mogła  pożyczyć.  Otworzyła  drzwi  łazienki  i 
wyszła. 

Veso nie było w zasięgu wzroku. Zrobiła kilka ostrożnych kroków w stronę salonu, 

szukając  go.  Jedyne  inne  wewnętrzne  drzwi  były  szeroko  otwarte  i  zobaczyła  łóżko. 
Przeszła przez pokój i zatrzymała się tam, zaglądając do środka. Było oczywiste, że to 
mężczyzna był właścicielem chaty. Były tam tylko łóżko i komoda. Żadnych bibelotów, 
a nad łóżkiem wisiała głowa jelenia. Odwróciła się. 

- Veso? 

Nie odpowiedział. 

Zakradł się strach. Czyżby ją porzucił? Wydostał ją z kopalni i znalazł chatę, więc 

dotrzymał obietnicy. Podbiegła do telefonu… i natychmiast się zatrzymała.  

background image

 

~ 2 ~ 

 

- Ty sukinsynu – mruknęła. 

Rozbił go na tuzin kawałków, wszystkie leżały rozrzucone na stoliku poniżej, gdzie 

był przymocowany na ścianie. 

Następna  przyszła  złość.  Drań  celowo  połamał  telefon,  zostawiając  ją  w  środku 

kilometrów lasów. 

Podbiegła  do  frontowych  drzwi  w  nadziei,  że  zobaczy  kolejną  chatę  albo  znaki 

życia. Ale tylko bezmiar drzew napotkał jej wędrujące spojrzenie. 

Zacisnęła obie ręce na ręczniku, by przytrzymać go na miejscu, gdy zaczęła dyszeć. 

Rzadko zdarzało jej się cierpieć z powodu ataku paniki, ale z pewnością to był ten czas. 
Była  dziewczyną  z  miasta.  Jej  głowę  wypełniły  obrazy  niedźwiedzi  i  wilków.  Będzie 
musiała iść tą polną drogą, niewiadomo jak daleko, żeby znaleźć kogoś, kto jej pomoże. 

Gdzieś  po  drugiej  stronie  chaty  zaskrzypiało  drewno  i  obróciła  się,  wyglądając 

przez okna. Ruch przyciągnął  jej oko w pobliże  tylnych  drzwi  i prawie  potknęła  się  o 
skórę niedźwiedzia przy kominku, gdy rzuciła się w tamtym kierunku. 

Glen zatrzymała się gwałtownie przy drzwiach, jej usta opadły. 

Veso jednak jej nie opuścił. 

Był całkowicie nagi i stał na ganku. Trzymał wąż ogrodowy nad głową, odchyloną 

do  tyłu,  pozwalając  wodzie  spływać  po  jego  twarzy.  Jej  spojrzenie  opuściło  się, 
otwarcie  podziwiając  jego  mięśnie  i  szeroką  klatkę  piersiową.  Jego  oczy  były 
zamknięte, więc pozwoliła sobie spojrzeć niżej. Nie był już twardy.  

Ucieszyła  się, gdy  odwrócił  się  trochę, prezentując  jej  swój  muskularny  tyłek.  Był 

tak  samo  opalony  jak  reszta,  dowód  na  to,  że  nie  nosił  niczego,  kiedy  się  opalał. 
Potrząsnął  głową,  pryskając  wodą  w  jej  kierunku,  ale  to  duże  szklane  drzwi  przyjęły 
uderzenie zamiast niej. Opuścił wąż i przytrzymał go nad torsem, używając drugiej ręki 
do umycia gardła i niżej. 

Wzięła  kilka  głębokich  oddechów,  by  się  uspokoić,  teraz,  gdy  wiedziała,  że  nie 

odszedł. Ale telefon wciąż ją gniewał, więc chwyciła za klamkę drzwi i otworzyła je z 
szarpnięciem.  

Odwrócił głowę, otwierając oczy. 

- Dlaczego? 

background image

 

~ 3 ~ 

 

Skrzywił się. 

- Byłaś tam bardzo długo. Nienawidzę mieć na sobie brudu i krwi. 

-  Chodzi  mi  o  to,  że  zmiażdżyłeś  telefon,  Veso.  Dlaczego  to  zrobiłeś?  Chciałam 

zadzwonić do kogoś, żeby mnie zabrał!  

- Mówiłem ci. Żadnej policji. – Poprawił wąż, żeby woda spływała po jego plecach. 

- Chodź tutaj skoro już tam stoisz. Bądź użyteczna. 

- Przepraszam? 

- Wyszoruj mi plecy. 

Spojrzała na przestrzeń skóry, od szyi do miejsca, w którym jego pas zwężał się tuż 

przed tym jak wybuchał w jego tyłek. To było dużo ciała do mycia.  

-  Nie,  dzięki.  Umyj  sobie  sam.  Zniszczyłeś  telefon!  –  Wzruszył  ramionami.  – 

Powiedziałeś, że będę mogła zadzwonić. 

- Powiedziałem ci to, co chciałaś usłyszeć, żebyś zrobiła to, o co prosiłem. 

Wściekła się.  

- Ty palancie! I jeszcze się przyznajesz? 

Upuścił  wąż,  wyłączając  go,  gdy  puścił  zacisk  pozwalający  na  przepływ  wody. 

Skupiła wzrok na jego twarzy, kiedy obrócił się powoli. Facet miał jaja i nie dbał o to, 
czy naprawdę je zobaczy, gdyby spojrzała w dół. Podszedł bliżej i sięgnął.  

-  To  jest bycie palantem.  – Złapał  ręcznik  i  mocno szarpnął,  zrywając  go  z  niej.  – 

Dzięki. Zapomniałem zabrać jednego.   

Glen była tak zaskoczona, że potrzebowała sekundy, by zareagować. Facet właśnie 

ukradł jej ręcznik. Zarzuciła jedno ramię na piersi, uniosła nogę i okręciła się, próbując 
ukryć przed nim swoje ciało. Wpadła ramieniem na framugę i po prostu zamarła. 

Miał  czelność  zachichotać  i  zacząć  wycierać  tors  skradzionym  ręcznikiem.  Nie 

ukrywał też faktu, że mierzył wzrokiem każdy jej cal, wędrując po niej oczami. 

-  Nie  martw  się,  kobieto.  Jesteś  za  mała  do  pieprzenia  i  nie  z  mojego  rodzaju.  – 

Podszedł bliżej, jego większe ciało naparło na jej i otarł się o jej bok, gdy manewrował  
przez drzwi, które częściowo zablokowała. – Złamałbym cię. 

background image

 

~ 4 ~ 

 

Ciepło  zalało  jej  twarz  i  milczała  przez  mieszankę  gniewu,  oburzenia  i  szoku. 

Przeszedł  obok  niej  do  środka  domu.  Odwróciła  głowę,  patrząc  jak  owija  jej  ręcznik 
wokół bioder i wchodzi do kuchni. 

Gorączkowo  rozejrzała  się  za  czymś,  co  mogłaby  złapać,  a  zasłona  w  oknie  była 

najbliższą  rzeczą,  jaką  mogła  znaleźć.  Pręt  spadł,  gdy  za  nią  szarpnęła,  ale  zasłona 
ledwo zakryła jej przód, kiedy się odwróciła.  

- Ty dupku! – Zignorował ją. – Jak śmiesz! – Szybko doszła do siebie i przesunęła 

się w lewo, przyciskając nagi tyłek do ściany. Każdy w lesie byłby w stanie zobaczyć 
jej tył. Nie było sąsiadów, ale to nie miało znaczenia. 

- Idź do sypialni i znajdź ubrania. 

- Nie mów mi, co mam robić. 

Otworzył lodówkę i pochylił się trochę. 

- Więc nie rób. Chodź nago. I tak cię nie wypieprzę.  

Glen zapomniała jak oddychać, gdy jej temperament się rozszalał. Otrząsnęła się z 

tego trochę i jej ramię musnęło ramę wiszącą na ścianie. Odwróciła głowę, zauważając 
zdjęcie  jakiegoś  brodatego  faceta  z  wędkarskim  sprzętem,  trzymającego  coś,  co 
wyglądało na sześćdziesięciocentymetrowego pstrąga albo jakieś inne trofeum. 

Miał dużo odwagi, żeby jej to powiedzieć. Prawdopodobnie myślał, że  jest super-

ogierem, a porwanie przez jej szalonego krewnego Wampira, by stać się kimś w rodzaju 
nadnaturalnego samca rozpłodowego, tylko wzmocniło jego potworne ego. 

Wyciągnęła rękę i zdjęła zdjęcie ze ściany. Rzuciła nim w dupka.  

Jej celowanie było kiepskie i uderzyło w szafkę jakieś pół metra na lewo od niego, 

nie trafiając go. Szkło się roztrzaskało i ramka spadła na podłogę. 

Veso  wyprostował  się  i  spojrzał  w  jej  kierunku.  Jego  oczy  były  rozszerzone  i 

wiedziała, że go zaskoczyła. 

- Przykro mi, że nie trafiłam. Celowałam w twoją grubą czaszkę. Nie chcę uprawiać 

z tobą seksu. Ile razy mam to powtarzać? Daj sobie spokój!  

Zrobił krok bliżej i rozchylił wargi, pokazując kły. Warknął.  

- Przyszłaś do mnie w ręczniku.  

background image

 

~ 5 ~ 

 

-  Myślałam,  że  zostawiłeś  mnie  tutaj,  żebym  umarła!  Przestraszyłam  się  trochę,  a 

potem byłam  zdenerwowana o  telefon.  Połamałeś go  i okłamałeś  mnie.  Więc wybacz 
mi, że nie czekałam, żeby najpierw się ubrać, żeby się z tobą zmierzyć. 

Podszedł kilka kroków i znów warknął. 

- Nie rzucaj we mnie rzeczami. 

- Nie bądź takim dupkiem, więc może nie będę. 

Jego oczy zwęziły się, ich kolor się zmienił. Przeszły od złoto brązowego do prawie 

całych żółtych. Jego dłonie zacisnęły się po bokach, górna warga podwinęła się. 

- Nie obrażaj mnie, człowieku. 

W końcu przekroczyła limit radzenia sobie z pokazami szalonych dziwaków po tym 

wszystkim, co przeszła. 

- Jestem człowiekiem i zgadnij co? Cieszę się z tego. Powinieneś zobaczyć się w tej 

chwili. Twoje oczy są dziwne i masz te popaprane zęby. Co następne? Pobijesz mnie? 
Oderwiesz  mi  głowę?  Taki  z  ciebie  wielki  zły  dupek.  Nie  prosiłam  się  o  to!  Nie 
chciałam  być  porwana  przez  jakiś  gang  świrów,  którzy  piją  krew,  i  na  pewno  nie 
pisałam  się  na  to,  żeby  zostać  zamkniętą  w  celi  z  tobą.  Myślisz,  że  jesteś  dla  mnie 
atrakcyjny? Ha! Nie zadaję się z psami.  

Lekko przechylił głowę, wpatrując się w nią. Nie  zawarczał ponownie. Pomyślała, 

że to był plus. Nie podszedł też bliżej. Jednak jego dłonie pozostały zaciśnięte przy jego 
bokach  i  jego  ciało  wyglądało  na  spięte.  Widziała  większość  tego,  ponieważ  miał  na 
sobie tylko ręcznik wokół pasa. Wyglądał na znacznie mniejszy na nim niż na niej.  

Minęły długie sekundy i część jej gniewu znikła. 

- Idę się teraz ubrać. Jesteśmy w tym razem, dopóki to się nie skończy, i pamiętaj, 

że  pomogłam  ci uciec.  Zrobiliśmy to  działając  razem.  Pamiętasz?  Proszę  nie  okłamuj 
mnie znowu ani nie obrażaj. Oskarżanie mnie o chęć dobrania się do ciebie robi się już 
nudne.  To  był  pomysł  tego  przerażającego  mistrza,  nie  mój.  Poza  tym,  jestem  trochę 
przestraszona. – Uniosła swój przecięty palec. – Uleczył się. Rana zniknęła. Jak to jest 
możliwe?  

Zamrugał,  ale  nie  poruszył  się  ani  nic  nie  powiedział.  Odsunęła  się  od  ściany. 

Musiała iść bokiem, żeby uniknąć błyśnięcia mu nagim tyłkiem. Zasłona zakrywała ją 
od  piersi  do  połowy  ud.  Bała  się  odwrócić  od  niego  wzrok,  gdy  zbliżała  się  do  drzwi 
sypialni. 

background image

 

~ 6 ~ 

 

- Oboje jesteśmy pod dużym stresem – przypomniała mu. – Więc po prostu ochłoń. 

Przepraszam, że nazwałam cię psem. Byłam wkurzona. Masz tendencję do robienia mi 
tego. Jesteś bardzo zgryźliwy.  

Poruszał  tylko  głową,  żeby  nie  stracić  ją  z  oczu.  To  ją  trochę  przestraszyło.  Nie 

miała  pojęcia,  co  myśli  ani  czy  nadal  jest  wkurzony.  Jego  twarz  zobojętniała,  ale  te 
żółte oczy przypominały jej drapieżnika. Komentarz o psie był trochę niegrzeczny, ale 
uzasadniony. Mimo to, nie miała zamiaru przyznać mu się do tego głośno. 

Dotarła do  drzwi  sypialni  i odprężyła się lekko.  Znowu  zamrugał i  cofnęła  się do 

pokoju, wyciągając rękę, żeby zamknąć między nimi drzwi. Jej palce musnęły drewno i 
pchnęła, mając nadzieję, że jest w nich zamek. 

Veso rzucił się w jej stronę. Na jego drodze stał stół, ale po prostu odepchnął go na 

bok. 

Krzyk  uwiązł  jej  w  gardle  i  miała  tylko  czas  na  wciągnięcie  powietrza  zanim 

uderzyło w nią sto lub więcej kilo niego. 

To zwaliło ją z nóg i do tyłu. Spodziewała się bólu, ale natrafiła na coś miękkiego. 

Jej  ciało  odbiło  się  od  materaca  zanim  została  przygnieciona,  gdyż  Veso  złapał  ją  za 
nadgarstki i podniósł nad jej głowę. Ścisnął je między palcem wskazującym i kciukiem. 
Ich  twarze  znalazły  się  zaledwie  cale  od  siebie,  a  ona  nie  mogła  odwrócić  wzroku  od 
jego ostrych kłów. 

- Co robisz? Złaź ze mnie! 

Jego oczy jarzyły się jaśniejszym odcieniem żółtego. Były upiorne, ale urzekające. 

Naprawdę przypominały jej kocie, tylko kształt był zły. Miały w sobie nieludzką jakość. 

Jej serce waliło i czuła strach. Czy ją skrzywdzi? Nie sądziła, że to zrobi. Jasne, był 

palantem, ale nie zostawił jej w tej kopalni. A mógł. Zabrał ją nawet na górę tego klifu. 
Okrutna  osoba  po  prostu  porzuciłaby  ją  na  tej  półce,  żeby  stawiła  czoła  nadchodzącej 
nocy, gdzie te psychole mogły ją dorwać.  

- Ty też mnie wkurzasz – warknął. 

-  Okłamałeś  mnie  i  zniszczyłeś  telefon.  Potraktowałeś  mnie  jak  kretynkę,  kiedy 

kazałeś  mi  wziąć  prysznic.  Po  prostu  nie  chciałeś  mnie  w  pobliżu,  kiedy  dzwoniłeś. 
Posłuchałam,  ponieważ  gorący  prysznic  brzmiał  dobrze.  Nie  chcę  także  więcej  się  z 
tobą spierać.  

background image

 

~ 7 ~ 

 

Jego  uścisk  na  jej  nadgarstkach  rozluźnił  się  trochę,  ale  nie  na  tyle,  by  mogła  je 

uwolnić.  Próbowała  bezskutecznie.  Jego  skóra  była  trochę  chłodna  od  zimnej  wody, 
którą się mył z węża na zewnątrz. Był duży, a ona była bardziej niż świadoma, że może 
ją zmiażdżyć, ale podparł się łokciami na łóżku, by podtrzymać większość ciężaru jego 
górnej połowy ciała. Czuła się pod nim mała i bezradna. To było przypomnienie, że nie 
był taki jak ona. Bycie pół Wampirem i Wilkołakiem było dość przerażającą koncepcją. 

Nie odpowiedział, wiec kontynuowała, próbując go uspokoić. 

-  Jesteś  dość  protekcjonalny,  Veso.  Wiele  przeżyłam.  Wiem,  że  ty  też,  ale  ciebie 

dopiero co przywieziono do tej kopalni. Ja byłam tam dłuższy czas. Nic nie wiedziałam 
o  Wampirach. –  Wzięła  oddech.  – Ani  o tym,  czym jesteś.  To  wszystko jest dla mnie 
nowe i to był koszmar, którego nie chciałabym doświadczyć. 

Trochę  blasku  jego  oczu  stonowało  się  do  bardziej  miękkiego  odcienia.  To  ją 

zachęciło. 

- Ciągle mnie oskarżasz, że chcę cię molestować. To jest obraźliwe. Nie wiem, jaki 

jest  twój  świat,  ale  w  moim,  to  mężczyźni  zwykle  uganiają  się  za  kobietami.  Nie  na 
odwrót. Nie mam żadnych problemów z umówieniem się na randkę, jeśli tego chcę. Nie 
muszę  wykorzystywać  otumanionych  narkotykami  mężczyzn.  Widziałeś  jak  twoje 
oskarżenia mogą nacisnąć czyjś guzik? To byłoby tak, jakbym oskarżyła cię o celowe 
porwanie,  żebyś  mógł  zostać  zamknięty  ze  mną  w  pokoju.  Dopiero  jak  piekło 
zamarznie. Mówisz, że nie jestem w twoim typie. Cóż… i na odwrót. 

- Jaki jest twój typ? 

Pytanie ją zaskoczyło. 

- Co? 

- Jakich ludzi pieprzysz? 

Nie była pewna jak odpowiedzieć. Część niej chciała mu powiedzieć, że to nie jego 

interes, ale wciąż była zdumiona, że o to zapytał. 

- Założę się, że są chudzi i słabi. 

-  Ja…  –  Nie  wiedziała,  kto  był  bardziej  obrażony.  Rodzaj  mężczyzn,  z  którymi 

myślał, że się spotyka, czy ona. – Proszę, zejdź ze mnie. 

- Odpowiedź. Opisz swojego ostatniego kochanka.  

background image

 

~ 8 ~ 

 

- Nie. 

- Ponieważ był chudy i słaby. 

- Naprawdę jesteś dupkiem. 

Warknął. 

Przełknęła ślinę, żałując tych ostatnich słów.  

- Proszę, zejdź ze mnie? Czy tak lepiej? 

- Dlaczego, do diabła, tak dobrze pachniesz? 

- Co? – Znów ją zaskoczył.  

Powąchał ją, a ona sapnęła, kiedy przyłożył nos do boku jej gardła. 

- Pachniesz tak, że chcę cię pieprzyć.  

Jej serce popędziło. 

- To przez krew. Pamiętasz? Ukradli naszą krew i wstrzyknęli nam. Tobie dali moją 

krew,  a  we  mnie  wmusili  twoją.  Ten  mistrz  powiedział  coś  o  oszukaniu  cię,  żebyś 
myślał, że jesteśmy sparowani, czy coś podobnego.  

Jego usta zacisnęły się w cienką linię, kiedy podniósł głowę. 

- Racja. Dlatego twój palec już nie jest przecięty. Moja krew cię uleczyła. 

- To jest możliwe? 

- Tak. – Odsunął trochę swojego ciężaru z górnej połowy jej ciała, ale nie puścił jej 

nadgarstków. Jego oczy przesunęły się na jej piersi. – Nadal masz siniaki, które jeszcze 
nie wyblakły. Musiały być dość poważne, że wciąż je widać.  

-  Wbił  we  mnie  dwie  igły.  –  Przełknęła  mocno.  –  To  takie  dziwne.  To  znaczy,  ta 

sprawa z krwią.  

- Nie zrozumiałabyś. 

- Masz już partnerkę? 

-  Nie.  Możemy  wziąć  tylko  jedną.  Nie  czułbym  do  ciebie  pociągu,  gdybym  już  ją 

miał. – Mruknął lekko, jego pierś zawibrowała. – Nadal chcę cię pieprzyć. 

Nie miała słów. Po prostu przełknęła mocno i wpatrywała się w niego. 

background image

 

~ 9 ~ 

 

- Nie jesteśmy sparowani. Mój umysł to wie, ale moje ciało nie słucha.  

- W takim razie słuchaj głosu rozsądku – zasugerowała. 

Odwrócił  wzrok,  najwyraźniej  zainteresowany  studiowaniem  pokoju.  W  końcu 

spojrzał na nią ponownie.  

-  Wampiry  zerwały  linię  przychodząc  do  domu.  Udało  mi  się  ją  połączyć,  ale  nie 

zadziałała. Potem zdałem sobie sprawę, gdzie jesteśmy, po tym jak znalazłem pocztę w 
szufladzie człowieka. Jestem dalej od mojego terytorium niż powinienem być, więc nikt 
nie będzie mnie tu szukał. To znaczy, że trzymali mnie odurzonego przez co najmniej 
jeden  pełny  dzień  zanim  się  obudziłem.  Straciłem  panowanie  nad  sobą  i  połamałem 
telefon. 

- Och. 

-  Będziemy  musieli  zostać  razem  dłużej,  dopóki  nie  znajdziemy  takiego 

działającego, żebym mógł zadzwonić do moich ludzi. Zostawiłbym cię tutaj, ale to nie 
jest bezpieczne. Mistrz wróci do swojego gniazda o zmroku i będzie mijał tę chatę. Nie 
po to zadałem sobie tyle trudu ratując cię, żeby teraz pozwolić, by znowu cię złapali. To 
będzie znaczyło, że spróbuje odurzyć i porwać innego WampLykanina, żeby rozmnażał 
się z tobą. – Warknął, jego spojrzenie opadło na jej piersi. 

- I to sprawia, że jesteś zły? – Wyglądał na wściekłego. 

Przytrzymał jej spojrzenie. 

- Tak. – To jedno słowo było warknięciem.  

- Ja też. – Cieszyła się, że mają coś wspólnego. 

- Nikt inny nie będzie cię pieprzył, jeśli ja nie mogę.  

Nie  spodziewała  się,  że  to  powie.  Po  raz  kolejny  to  sprawiło,  że  kompletnie 

zamilkła. Pochylił się i znów ją powąchał. Pozostała nieruchomo, ponieważ niemożliwe 
było zmusić go do zsunięcia się z niej, dopóki nie będzie gotowy. 

- Cholera – wychrypiał. Nagle zanurzył twarz przy jej skórze. 

Glen  sapnęła,  gdy  trącił  nosem  jej  szyję  i  polizał  skórę  tuż  pod  jej  uchem.  Jego 

gorący oddech omył jej ciało łaskocząc trochę. Nie walczyła, za bardzo się bojąc, że ją 
ugryzie. Przyznał, że jest w połowie Wampirem. Może jednak ssał krew. 

background image

 

~ 10 ~ 

 

-  Nie  jedz  mnie.  Nie  jestem  jedzeniem  –  powiedziała  drżącym  głosem.  –  Jestem 

osobą. Pamiętasz? 

Jęknął. 

- Nie podsuwaj mi pomysłów. 

- Proszę, Veso? – Przypomniała sobie, że użycie czyjegoś imienia pomaga w jakiś 

sposób, gdyby znalazła się w złej sytuacji z tą osobą… albo może miała powiedzieć mu 
swoje  imię,  żeby  mu  przypomnieć?  Trudno  jej  było  myśleć,  gdy  ponownie  przesunął 
czubkiem języka po jej szyi. 

- Bądź cicho. Chcę coś przetestować.  

- To nie brzmi dobrze. – Zdała sobie sprawę, że powiedziała tę myśl głośno. 

Nagle ugryzł ją ostrymi zębami. 

Nie przebił skóry, ale nie było wątpliwości, że ma kły. Mogła poczuć je na swoim 

gardle. Ugryzienie nie bolało, ale zaskoczyło ją. Dreszcz strzelił przez jej ciało. To nie 
był  strach.  Nie  była  pewna,  co  to  było,  ale  to  sprawiło,  że  była  świadoma  szybkiego 
bicia serca i jak ciepły wydawał się być teraz na niej. 

Warknął  cicho  i  znów  ją  uszczypnął.  Drugi  raz  nie  był  zaskoczeniem  –  ale  jej 

odpowiedź  owszem.  Całe  jej  ciało  zaczęło  mrowić,  prawie  tak  jakby  kończyna 
zdrętwiała  i  spróbowała  nią  poruszyć,  zmuszając  krew  do  krążenia.  Nigdy  nie 
doświadczyła tego uczucia na tak ogromnym poziomie. 

- Co mi robisz? – Próbowała uwolnić ręce. Z jakiegoś szalonego powodu pragnęła 

go dotknąć. 

Otarł się o nią twarzą i wybrał miejsce niżej na jej gardle, prawie na jej ramieniu. 

Ugryzł ją ponownie, tym razem trochę mocniej. Jego kły nie  zraniły jej, ale zamknęła 
oczy,  całkowicie  skupiona  na  jego  ustach.  Jej  sutki  uwypukliły  się  i  przesunęła  nogi, 
rozszerzając je trochę, by złagodzić żar, który nagle zalał dolną połowę jej ciała. 

- Odpowiedz mi! Co robisz…  

Wsunął  jedno udo  między  jej nogi i przechylił  nieco swój  ciężar.  Jęknął,  znów ją 

przygryzając.  Glenda  zamknęła  oczy  i  zacisnęła  dłonie  w  pięści.  Odezwała  się 
świadomość i szybko ją zidentyfikowała. Była podniecona… i to rosło coraz bardziej.  

- Dlaczego to robisz? Nawet mnie nie lubisz. 

background image

 

~ 11 ~ 

 

Zatrzymał się w badaniu jej skóry swoimi ustami i zębami.  

-  To  jest  problem.  Bo  zaczynam.  –  Odsunął  głowę  od  jej  gardła,  dysząc.  –  Po 

prostu… sprawdzam, czy mogę cię podniecić.  

Glenda  otworzyła  oczy  i  została  zahipnotyzowana  jego.  Były  piękne  i  takie 

surrealistyczne  od  tego,  jakie  zrobiły  się  żółte.  To  było  przypomnienie,  że  nie  był 
człowiekiem, ale z jakiegoś powodu to nie miało większego znaczenia. Opuściła wzrok, 
studiując  jego  twarz.  Był  bardzo  przystojny,  kimkolwiek  był.  Przesunął  głowę  i  jego 
oczy znów złapały jej uwagę. Nie mogła odwrócić wzroku. 

- Pociągasz mnie.  

- To nie może się dobrze skończyć – powiedziała. 

Blask jego tęczówek trochę zmatowiał. 

- Wiem. 

- Puść mnie.  

Spojrzał na jej usta i prawie mogła odgadnąć jego myśli. Rozważał pocałowanie jej. 

Miał  kły.  Były  na  widoku,  kiedy  przesunął  językiem  po  dolnej  wardze.  Część  niej 
kusiła, żeby pochylić się trochę i spotkać się z nim w połowie drogi. 

- Nie mogę sparować się z człowiekiem, ale mogę cię pieprzyć. 

Obudził się w niej gniew. To nie było rozsądne, ale zdenerwowało ją jak diabli. 

- Myślisz, że nie jestem ciebie warta. Boże, ale z ciebie palant! Złaź! 

Nagle  stoczył  się  i  puścił  ją.  Łóżko  ugięło  się,  gdy  wstał,  odwracając  się  do  niej 

plecami.  

- Ubierz się. 

Usiadła  i  złapała  brzeg  pościeli,  chowając  większość  swojego  ciała,  ponieważ 

zasłona nie wystarczała. Jej ręce drżały. 

- Ubiorę się, kiedy wyjdziesz. 

Nie poruszył się. Minęły długie sekundy zanim wreszcie się odezwał. 

- To tylko sztuczka, ponieważ dostałem twoją krew, a ty dostałaś moją. 

- Już to mówiłam, pamiętasz? 

background image

 

~ 12 ~ 

 

Odwrócił się powoli, a ona nie mogła powstrzymać ust przed opadnięciem, kiedy jej 

wzrok opadł na ręcznik owinięty wokół jego pasa. Był twardy i w pełni podniecony. Nie 
można było tego przeoczyć, ponieważ jego kutas napierał na materiał. Cały był wielki. 

- Glenda – wychrypiał. 

Zmusiła się do spojrzenia w jego oczy.  

- Ubierz się albo cię wezmę.  

Zamknęła  usta  i  wzięła  głęboki  oddech  przez  nos.  Przełknęła  mocno,  unikając 

ponownego zerknięcia na dół jego ciała. 

- Chcesz, żebym to zrobiła przed tobą? Trochę prywatności byłoby miłe.  

- Racja. – Nie poruszył się. 

- To oznacza, że powinieneś wyjść z pokoju i zamknąć drzwi. 

- Wiem. – Wciąż się nie ruszał. 

Przyglądali  się  sobie  nawzajem,  aż  w  końcu  odwrócił  się  i  podszedł  do  drzwi. 

Patrzyła  na  jego  szerokie  plecy,  zarys  jego  tyłka  pod  ręcznikiem.  Miał  niesamowite 
ciało. Zatrzymał się przy drzwiach i chwycił się framugi po obu stronach. 

- Możesz zamknąć drzwi? 

Drewno zaskrzypiało i zobaczyła jak jego palce bieleją. Trzymał ramę w żelaznym 

uścisku. Zabrzmiał niski pomruk. 

- Pieprzyć to. – Odwrócił się i spojrzał na nią. Jego oczy znów były jaskrawożółte. – 

Chcę cię. Wiem, że to się dobrze  nie skończy. Nie mogę sparować się z człowiekiem, 
ale muszę się dowiedzieć, co jest między nami. Za bardzo cię pragnę.  

Szarpnęła kołdrę wyżej na piersi, prawie do gardła. 

- Nie. 

Przechylił głowę, jego nozdrza się rozszerzyły. 

- Ty też mnie chcesz. 

Musiała przyznać, że tak, pociągał ją. Była bardziej niż świadoma oznak, od jakich 

jej ciało cierpiało na seksualne pożądanie.  

- To się nie zdarzy, Veso. Wiesz, co to oznacza? 

background image

 

~ 13 ~ 

 

- Co? 

Zamilkła, zastanawiając się nad słowami. 

- Nie jesteśmy nawet z tego samego gatunku i podejrzewam, że mogłabym zajść w 

ciążę, jeśli będziemy uprawiać seks. Tak powiedział ten mistrz. Nie chcę, żeby tak się 
stało, i ty też tego nie chcesz. Prawdopodobnie mnie zabijesz. 

Skrzywił się.  

- Nie zrobiłbym tego. 

- Nie znam cię wystarczająco dobrze, by być tego pewną. Po prostu wyjdź i pozwól 

mi się ubrać.  

Znieruchomiał, po czym skinął ostro głową i odwrócił się, chwytając przy okazji za 

gałkę u drzwi. Zatrzasnął miedzy nimi drzwi.  

Glen westchnęła i rozluźniła swój uścisk na pościeli, powoli wstając z łóżka. 

- Cholera – mruknęła, podchodząc do komody. Mało brakowało.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

~ 14 ~ 

 

ROZDZIAŁ 5 

 

Veso  chodził  po  salonie  i  zaciskał  pięści.  Był  wściekły  na  wampirzego  mistrza, 

który  wepchnął  go  w  ten  bałagan.  Wciąż  spoglądał  na  zamknięte  drzwi  do  sypialni  i 
walczył z chęcią ruszenia za Glendą. Wciąż ją pragnął. Jego kutas był twardy jak skała, 
a jej zapach doprowadzał go do szaleństwa. 

Telefon nie działał, więc  żadna pomoc nie nadejdzie. Musiałby  zabrać ją ze sobą, 

żeby  była  bezpieczna,  dopóki  nie  znajdzie  działającego  telefonu  lub  pojazdu,  który 
mógłby  ukraść  i  pojechać  nim  z  powrotem  na  swoje  terytorium.  Kusiło  go,  żeby 
poczekać  do  zmroku  i  zastawić  pułapkę  na  mistrza.  Nie  chciałby  niczego  więcej  jak 
rozerwać tego sukinsyna na strzępy. 

Szybko  odrzucił  tę  myśl.  Nie  miał  pojęcia  o  liczebności,  z  którą  miałby  do 

czynienia. Gdyby było ich za dużo, to zostawiłoby Glendę bezbronną, a gniazdo mogło 
ją porwać, podczas gdy on by walczył. Nie miał też zamiaru zapomnieć jak złapali go 
pierwszy raz. Tchórze używali strzałek. 

Obliczył  ponownie,  gdzie  jest,  i  poczuł  więcej  wściekłości.  Zabrali  go  prawie  sto 

trzydzieści  kilometrów  od  domu.  Znał  wszystkie  drogi  wokół  swojego  terytorium. 
Wampiry  musiały  nieść  go  przez  co  najmniej  dziesięć  kilometrów,  żeby  dotrzeć  do 
jednej  ze  starych  dróg. Od  lat  były  w  złym  stanie  i  to  powinno  ich  spowolnić. Słońce 
wstałoby zanim dotarliby do kopalni. To znaczyło, że musieli trzymać go odurzonego i 
ukryć  się  na  dzień  gdzieś  blisko  jego  terytorium,  a  narkotyki  przestały  działać,  gdy 
akurat zabierali go do kopalni. 

Czy  zrobili  mu  coś  podczas  snu?  Ugryźli  go?  Użyli  go  jako  źródło  pożywienia? 

Jego rany zagoiłyby się w ciągu kilku godzin. 

Glenda otworzyła drzwi, ubrana w jakieś ludzkie ubranie. Były ogromne na niej i 

wyraźnie  należały  do  mężczyzny.  Długie  rękawy  zapinanej  na  guziki  koszuli  były 
podwinięte przy jej nadgarstkach, więc jej ręce nie ginęły w materiale. Pożyczyła dżinsy 
i użyła paska, żeby je przytrzymać, bo w talii też były workowate. Ich nogawki również 
były zawinięte, by odsłonić jej bose stopy.  

Wyglądała absolutnie uroczo – i to też go wkurzyło. 

- Moja kolej – mruknął, mijając ją jak burza i zatrzaskując drzwi sypialni. 

background image

 

~ 15 ~ 

 

Jej  zapach  pozostał  w  pokoju,  więc  oddychał  przez  usta,  przeszukując  ubrania 

właściciela  chaty.  Nic  na  niego  dobrze  nie  pasowało.  Zadowolił  się  spodniami 
dresowymi,  które  sięgały  tylko  do  połowy  jego  łydek.  Spróbował  koszuli,  ale  nie 
dopinała  się  na  jego  piersi.  Pochylił  się  lekko,  by  spojrzeć  na  swoje  ciało  i  ciasne 
rękawy  rozdarły  sie  w  szwach  na  ramionach.  Warknął,  wsunął  palce  w  rozdarcia  i 
całkowicie zerwał rękawy. 

Było tam lustro i stanął przed nim. 

- Wyglądam śmiesznie. – Jego ludzie śmialiby się, gdyby mogli go zobaczyć. 

- Wszystko w porządku? 

- Nie. 

- Co się dzieje? 

Podszedł  do  drzwi  i  otworzył  je  gwałtownie.  Nie  był  pewien,  co  zrobi,  jeśli  się 

roześmieje,  ale  zamiast  tego  zmarszczyła  brwi,  kiedy  go  zobaczyła.  Jej  wzrok 
powędrował w dół jego ciała. 

- Och. Jesteś trochę duży.  

- Trochę? 

- Wyglądasz jak Niewiarygodny Hulk, tylko bez zielonej skóry. 

- Co to, do cholery, znaczy? 

Spojrzała na spodnie. 

-  Um…  znajdę  nożyczki.  Będą  wyglądać  lepiej,  jeśli  zamienimy  je  w  szorty. 

Podetnę je tuż nad kolanami.  

Docenił,  że  próbowała  mu  pomoc,  gdy  weszła  do  kuchni  i  zaczęła  otwierać 

szuflady. Zlokalizowała to, co chciała i wróciła do niego.  

- Wróć z powrotem do sypialni i podaj mi je przez drzwi. Łatwiej będzie to zrobić, 

jeśli nie będą na tobie w tym momencie.  

Zawahał się. 

- Dziękuję. 

Uśmiechnęła się. 

background image

 

~ 16 ~ 

 

- Nie ma za co. 

Zdjął spodnie, a potem otworzył drzwi, by znaleźć ją kawałek od siebie, czekającą. 

Wzięła  je  i  wróciła  do  kuchni.  Obserwował  przez  lekko  uchylone  drzwi  jak  obcina 
nogawki spodni. Nie potrzebowała dużo czasu, żeby mu je oddać.  

Zamknął  drzwi  i  wciągnął  je.  Teraz  sięgały  tuż  nad  jego  kolanami.  Podszedł  do 

lustra,  żeby  spojrzeć.  Krótkie  spodenki  wyglądały  lepiej,  ale  koszula  wciąż  go 
irytowała. Wyszedł z sypialni. 

- Mam dla ciebie pracę, Glendo. 

- Okej.  

- Znajdź i przygotuj nam coś do jedzenia. 

Zmarszczyła brwi.  

- Dlaczego ja? Bo ja jestem tą z cyckami? 

- W porządku. Zrobię nam jedzenie, a ty pójdziesz przeszukać zewnętrzną szopę za 

czymkolwiek, co możemy wykorzystać.  

Westchnęła, jej mina zmiękła. 

- Wezmę obowiązki kuchenne. 

Rozbawiła go. 

-  Dobrze.  Dużo  jem.  Potrzebujemy  naszej  siły.  Wampiry  nie  dotkną  ludzkiego 

jedzenia, więc powinno być jakieś w spiżarni. Możemy być kilometry od wszystkiego. 
Gdy  ruszymy,  zabierzemy  trochę  zapasów  na  wypadek,  gdybyśmy  musieli  zatrzymać 
się w lesie na noc. Zaraz wracam. 

Wyszedł tylnymi drzwiami i okrążył szopę. Wydawało się, że nie  ma tam żadnych 

pułapek,  i  musiał  zniszczyć  zamek,  by  uzyskać  dostęp.  W  środku  nie  było  wiele  z 
wyjątkiem narzędzi ogrodniczych. 

Jego  myśli  wciąż  wracały  do  Glendy.  Podsłuchał  większość  jej  rozmowy  z 

Wampirem.  Była  jakimś  odległym  potomkiem  mistrza.  Dupek  wydawał  się  być 
cholernie  zdeterminowany  do  wymuszenia  na  niej  urodzenia  córki.  To  znaczyło,  że 
wciąż  była  w  niebezpieczeństwie  ponownego  porwania,  dopóki  ten  drań  żyje.  Z 
początku naprawdę nie przejmował się jej przyszłością. Planował ostrzec inne klany, że 

background image

 

~ 17 ~ 

 

grozi im porwanie w taki sposób, w jaki on został. Zmienią procedury bezpieczeństwa, 
by temu zapobiec. 

Ale  teraz  przyszłość  Glendy  niepokoiła  go.  Rozwścieczyło  go  myślenie  o  niej  w 

niebezpieczeństwie.  Mistrz  zmieni  swoje  plany,  gdy  zrozumie,  że  nie  dostanie 
ponownie  w  swoje  łapy  WampLykanina.  Może  zdecydować  się  rozmnożyć  Glendę  z 
Lykaninem,  a  potem  rozmnożyć  jej  dziecko  z  innym  wampirzym  mistrzem,  żeby 
uzyskać jego tak zwaną królową o silnej krwi.  

Sama  myśl  o  jakimś  Lykaninie  pieprzącym  Glendę,  wywołała  u  niego  warczenie. 

Zapoluje na tego parszywego kundla, rozerwie go na strzępy i zrobił Glendzie dywanik 
z futra Lykanina do chodzenia przed jego kominkiem. 

Trzasnęło  drewno  i  spojrzał  w  dół,  zdając  sobie  sprawę,  że  złamał  motykę,  którą 

próbował  wykorzystać  jako  broń.  Upuścił  ją  i  wyciągnął  rękę,  pocierając  napięte 
mięśnie na karku. Wyobraził sobie Glendę w środku jego chaty, jego domu. 

To  przez  wymianę  krwi,  uzasadniał.  To  wyjaśniało  zaborczość,  jaką  czuł  do  niej. 

Nigdy  nie  słyszał  o  więzi  parowania  stworzonej  przez  wstrzyknięcie  krwi  w  dwoje 
ludzi. To powinno być tymczasowe… a co, jeśli nie? 

Zamknął oczy, pozwalając, by ta możliwość wsiąkła w niego. Będzie sparowany z 

człowiekiem. Będzie musiał zabrać ją do domu do swojego klanu. 

W  najlepszym  razie  będzie  źle  traktowana  jako  jego  partnerka.  Będzie  musiał 

walczyć, żeby była bezpieczna, i przez cały czas chronić ją przed egzekutorami, takimi 
jak Nabby. Ten podły drań od razu ją  zabije. Do diabła, jeśli Decker wróci  i przejmie 
władzę nad ich klanem, rozkaże zabić Glendę, a każdy WampLykanin w klanie będzie 
zmuszony spróbować odebrać jej życie. Decker nienawidził wszystkiego, co ludzkie. 

- Skurwysyn – warknął, otwierając oczy. 

Wszystkie  scenariusze  odtworzyły  się  w  jego  umyśle.  Musiał  wyśledzić  i  zabić 

wampirzego  mistrza.  W  gnieździe,  do  którego  go  zabrano,  nie  było  żadnego  z  tych 
Wampirów,  które  go  zaatakowały  i  odurzyły.  To  znaczyło,  że  może  istnieć  większe 
gniazdo.  Możliwe,  że  stara  kopalnia  była  tylko  miejscem  przechowywania  ich 
więźniów.  Nie  chciał,  żeby  Glenda  znalazła  się  w  niebezpieczeństwie,  ale  też  nie 
zamierzał  zostawić  jej  samej,  gdy  będzie  zajmował  się  problemem.  Nie  byłaby 
bezpieczna, gdyby nie był w pobliżu, by ją chronić. Jedyną inną opcją było… 

Cholera. Musiał zabrać ją do swojego legowiska.   

background image

 

~ 18 ~ 

 

Próbował sobie wyobrazić jak zareaguje na zamknięcie pod ziemią i pozostanie tam, 

podczas gdy on będzie ścigał Wampiry. Prawdopodobnie spróbuje uciec… i to zostawi 
ją  w  samym  środku  terytorium  WampLykan.  W  najlepszym  przypadku,  złapią  ją, 
oczyszczą jej umysł i odeślą do domu. Mistrz ponownie ją schwyta, jeśli Veso go nie 
zabije. W najgorszym przypadku, ktoś z jego klanu ją zabije. To była piekielna sytuacja. 

Opuścił  szopę  po  zapakowaniu  kilku  rzeczy,  które  pomogą  im  przeżyć  w  lesie  i 

wszedł  do  domu.  Zapach  fasoli  i  peklowanej  wołowiny  sprawił,  że  jego  żołądek 
zaburczał. Na jej widok jak gotuje, zatrzymał się. Odwróciła głowę i uśmiechnęła się. 

Jego  penis  zesztywniał.  Chciał  jej  bardziej  niż  jedzenia.  Od  prostego  domowego 

widoku jego kobiety przygotowującej mu posiłek. 

-  Ktokolwiek  tu  mieszkał  bardzo  lubił  smażoną  fasolę i  peklowaną  wołowinę.  Jest 

tego mnóstwo. Użyłam trzech puszek z każdego – poinformowała go. – Mam nadzieję, 
że to wystarczy.  

Udało mu się skinąć głową i zostawić zawiniętą paczkę obok drzwi, zamykając je za 

sobą. Stała przed dwoma dużymi patelniami, które gotowała na kuchence, mieszając je 
drewnianą  łyżką.  Wynurzyła  się  chęć  podejścia  bliżej  i  wciągnięcia  jej  w  ramiona. 
Oparł się temu. 

- Prawie wszystko w lodówce straciło ważność, w tym mleko. Mam nadzieję, że nie 

masz  nic  przeciwko  piwu,  wodzie  czy  napojach  gazowanych.  To  są  twoje  jedyne 
wybory  do  picia.  Och,  i  znalazłam  strzelbę.  Nie  dotknęłam  jej.  Nie  wiem,  czy  jest 
załadowana, czy nie.  

To odwróciło jego uwagę od jej tyłka. 

- Gdzie? 

-  W  spiżarni.  Stoi  oparta  o  ścianę.  Trochę  to  dziwne.  Obok  na  podłodze  leży 

pudełko naboi. To dziwne miejsce do trzymania broni.  

Podszedł  do  wąskich  drzwi,  które  wskazała,  i  szarpnął  je.  Pochylił  się  i  zauważył 

strzelbę. Złapał ją i sprawdził. 

- Jest naładowana. Ten biedny drań nawet nie zdążył wystrzelić. 

Schylił  się  i  podniósł  pudełko  nabojów,  a  potem  przyjrzał  się  innym  półkom.  Nie 

było  żadnej  zapasowej  amunicji.  Zaniósł  broń  i  pudełko  do  małego  stolika  i  dołożył 
tam.  

background image

 

~ 19 ~ 

 

- Co to znaczy? Jaki biedny drań? 

Znalazł Glendę marszczącą brwi. Wyłączyła płomienie pod patelniami. 

-  Właściciel  tej  chaty  nie  żyje.  Nie  był  też  w  stanie  dotrzeć  do  swojej  broni,  żeby 

strzelać do Wampirów zanim go zaatakowały, albo złapały go nieświadomego zanim w 
ogóle zauważył, że nie jest już sam. 

- Skąd to wiesz? 

- Ten zapach śmierci, który wyłapałem? Ktoś jest pochowany za chatą.  

Zbladła. 

Żałował, że jej powiedział, ale wkrótce mieli stąd odejść.  

-  Nie  wyczułem  krwi  w  chacie.  Prawdopodobnie  zabili  go  na  zewnątrz.  Nie  było 

żadnego uszkodzenia drzwi, ale wątpię, żeby je zamknął. To odosobnione miejsce. 

Tylko gapiła się na niego. 

- Co? 

-  Brzmisz  tak  zimno.  Mówisz,  że  człowiek  umarł,  a  ty  nosisz  jego  ubrania  i 

zamierzasz jeść jego jedzenie.  

- Życie potrafi być ciężkie. Tak samo śmierć. Nie zabiłem go.  

- Jesteś do bani. – Odwróciła się i otworzyła szafki, wyjmując dwa talerze. – Biedny 

człowiek. 

-  Zjedzmy  i  wynośmy  się,  albo  możemy  zostać  znowu  złapani.  Te  dranie  już  raz 

postrzeliły mnie narkotykami. Nie chcę dać im okazji do zrobienia tego jeszcze raz. 

To ją uspokoiło. Nałożyła ogromny talerz jedzenia i podała mu przy stole. 

- Co chcesz do picia? 

To nie miało dla niego znaczenia.  

- Cokolwiek jest zimne. Nie obchodzi mnie to.  

Otworzyła lodówkę i wyjęła napój, przynosząc mu go. Wróciła z dużą łyżką. 

- Proszę bardzo. 

- Dzięki. 

background image

 

~ 20 ~ 

 

-  Cieszę  się,  że  przynajmniej  znasz  to  słowo  –  mruknęła,  wracając  do  kuchenki  i 

nakładając własny talerz. 

- Mam dużo na głowie. 

-  Mamy  oboje.  –  Podeszła do  stołu  z  talerzem  i  wyjęła kolejną  sodę  z  lodówki, w 

końcu siadając naprzeciwko niego jak tylko wzięła dla siebie drugą łyżkę. – Gorące. 

Grzebał  w  jedzeniu,  chociaż  wolał  rzucić  się  przez  stół  i  powalić  ją  na  podłogę. 

Bardzo jej pragnął. Jego kutas pozostał twardy, a jego pragnienie rozebrania ją do naga 
było silniejsze niż jego pragnienie jedzenia. Podniósł łyżkę i nabrał jedzenia, zastępując 
jeden głód innym. 

- Co dalej? 

- Spakujemy trochę zapasów i wynosimy się. Najlepiej będzie, jeśli nałożymy tyle 

dystansu, ile możemy między nami i tym gniazdem. Nadal nie wiemy, gdzie śpi mistrz.  

- Jesteś pewien, że nie było go w kopalni? 

-  Przyszedłby  po  nas,  gdyby  tam  był.  Nie  sądzę,  żeby  tam  był.  Ciężarówka,  którą 

mnie  przywieźli,  zniknęła.  Zgaduję,  że  ją  wziął.  Będzie  blisko,  ponieważ  musi 
kontrolować swoich żołnierzy. Bardziej martwię się tym jak dużo Wampirów jest z nim 
w innej lokalizacji.  

- Czy nie są silniejsi, jeśli trzymają się razem? 

To było dobre pytanie, udowadniając mu, że jest mądra. 

-  Dużo  Wampirów  nie  ufa  żołnierzom.  Po  jakimś  czasie  wpadają  w  szaleństwo  i 

wtedy  trudniej  ich  kontrolować.  Zwracają  się  przeciwko  swoim  mistrzom.  Wampiry 
będą spać osobno od nich w ciągu dnia jako środek bezpieczeństwa.  

Jadła, zdając się rozważać jego słowa.  Patrzył na nią wielokrotnie, nie ciesząc się 

oznaką strachu, który zauważył. 

- Wszystko będzie dobrze. Przejdziemy spory kawałek zanim zapadnie noc. 

-  Będę  cię  spowalniać.  –  Przytrzymała  jego  spojrzenie.  –  Byłoby  szybciej, gdybyś 

mnie tu zostawił, prawda? 

Tak by było, ale myśl o niej w niebezpieczeństwie, też mu nie pasowała. 

- Nie – skłamał. – Wtedy musiałbym się wrócić, żeby zabrać cię przed zmierzchem, 

background image

 

~ 21 ~ 

 

gdy znajdę pojazd. W sypialni są skarpetki. Chcę, żebyś założyła kilka par na nogi, by 
chronić je przed ziemią. Trzymamy się razem. 

Wyglądała, jakby jej ulżyło. 

- Okej.  

- Dotrzymuję mojego słowa, Glendo. Pomogłaś mi wydostać się z tej kopalni. Nie 

zostawię cię na śmierć. – Wskazał na broń. – Czy kiedykolwiek wcześniej strzelałaś? 

- Nie. 

Zdusił przekleństwo.  

- Nigdy? 

-  Nie.  Nigdy  nie  chciałam  mieć  pistoletu.  Byłam  wychowana  w  całkiem 

przyzwoitym  sąsiedztwie.  Mam  zasuwy  i  mieszkam  na  pierwszym  piętrze.  Nigdy  nie 
myślałam, że Wampiry wpadną przez okna, żeby mnie porwać.  

- Słusznie. 

- Mogę cię o coś zapytać, Veso? 

- Nie powstrzymało cię to wcześniej. Jesteś bardzo ciekawska.  

- Obwiniasz mnie? To wszystko jest nowe. Czy wampiry mogą latać? Zmienić się w 

nietoperze?  

- Nie. 

- Dobrze. Więc jeśli wynajmę mieszkanie w wieżowcu, na przykład na szóstym lub 

siódmym  piętrze,  będę  bezpieczna,  że  nie  dotrą  do  moich  okien,  prawda?  To  tak  dla 
przyszłego odniesienia. 

- To zależy od budynku. 

- Co to znaczy? 

- Z łatwością mogą przeskoczyć trzy metry. Prawdopodobnie nawet pięć, zależy od 

Wampira.  Tak  chyba  weszli  do  twojego  mieszkania.  Czy  ten  budynek,  który  masz  na 
myśli, ma balkony? Mogą skakać z jednego na drugi, żeby wspiąć się wyżej.  

- Nie wiem. Po prostu myślałam, żeby się przenieść, ale będę musiała sprawdzić, na 

co mnie stać. Nie chcę zostać ponownie porwana.  

background image

 

~ 22 ~ 

 

- Pomartwimy się tym później. Przeżyjmy dzisiaj. 

- Po prostu myślę o przyszłości. 

- Wysokie budynki nie uratują cię przed Wampirami, nawet jeśli nie ma balkonów. 

Mogą kontrolować ludzkie umysły i skłonić sąsiadów, żeby wpuścili ich do budynku, w 
którym mieszkasz. Będą w stanie wykopać twoje drzwi, by dotrzeć do ciebie albo nawet 
rozerwać ścianę mieszkania obok twojego. Czy to odpowiada na twoje pytania? 

Westchnęła i opuściła brodę.  

- Co powiedziałem? 

Spojrzała na niego.  

- Czy ktoś kiedykolwiek nazywał cię ponurakiem?  

- Nie. 

- Cóż, właśnie cię nazwałam. Dobijasz mnie.  

-  Jestem  szczery.  Jesteś  w  niebezpieczeństwie.  Ten  mistrz  tak  po  prostu  nie 

zrezygnuje ze swojego  planu, dopóki nie  będzie  zmuszony. Wydawał się  być szalony. 
Musisz się ukryć jak tylko wrócisz do domu, albo on znowu po ciebie przyjdzie. 

Im bardziej myślał o własnych słowach, tym mniej prawdopodobne było, że będzie 

mógł  skutecznie  oczyścić  jej  umysł.  Nie  będzie  w  stanie  sama  zadbać  o  swoje 
bezpieczeństwo,  jeśli  nie  będzie  pamiętała,  przed  czym  musi  się  ukryć.  Studiował 
smutny  wyraz  jej  twarzy.  To  tylko  potwierdziło,  że  będzie  musiał  ją  chronić,  dopóki 
mistrz nie umrze.  

Ale mały strach może powstrzymać ją przed ucieczką od niego. 

Przygryzła dolną wargę. 

- Słyszałem, czego od ciebie chce. Może rozmnożyć cię z Lykaninem, potem użyje 

twojej córki do rozmnożenia z Wampirem, by uzyskać to, czym ja jestem. Będzie chciał 
cię  odzyskać.  Złamanie  traktatu  i  wkroczenie  na  terytorium  WampLykan,  żeby  mnie 
schwytać, udowadnia, że jest szalony.  

- Jakiego traktatu? 

- Wampiry przysięgły trzymać się od nas z daleka. 

- Dlaczego? 

background image

 

~ 23 ~ 

 

Przytrzymał jej spojrzenie. 

-  Jesteśmy  kłopotami  dla  każdego,  kto  z  nami  zadziera.  Niewielu  jest  na  tyle 

głupich, żeby próbować. 

- Och. – Wzięła kilka kęsów. – Dlaczego jesteście kłopotami? 

Jej pytania zaczęły go irytować. 

- Mamy najlepsze cechy Wampirów i Lykan. Jesteśmy silniejsi, ale bez ich słabości. 

Jedz i przestań gadać. Nie mamy dużo czasu. Chcę być daleko stąd przed zmrokiem.  

 

G

len  zjadła  tyle, na  ile  pozwolił  jej  żołądek,  a  potem  wstała  i  podeszła  do  zlewu, 

włączając wodę. 

- Co robisz? 

- Naczynia. 

Veso warknął. 

Spojrzała na niego.  

- Jaki masz teraz problem? 

- Zostaw to.  

- Nie. To nieuprzejme. 

-  Właściciel  nie  żyje.  Nie  obchodzi  go,  czy  zostawimy  bałagan.  Idź  założyć 

skarpetki i znajdź dodatkową odzież. Może kurtkę. Sądzę, że widziałem plecak w rogu 
sypialni. Włóż te rzeczy do środka, ale zostaw miejsce na jedzenie.  

Wyłączyła wodę. Miał rację. 

- W porządku. 

- Pośpiesz się. Wychodzimy stąd jak tylko skończę jeść.  

Uciekła  do  sypialni  i  zlokalizowała  plecak.  Nie  był  zbyt  duży.  Zapakowała  kilka 

dodatkowych par skarpet, założyła trzy warstwy na stopy i spróbowała znaleźć dla nich 
po  zapasowym  zestawie  ubrań.  W  szafie  był  wybór  kurtek.  Znalazła  jedną  lekką  i 
wepchnęła  do  środka.  Wreszcie  przypomniała  sobie,  żeby  wziąć  rolkę  papieru 

background image

 

~ 24 ~ 

 

toaletowego.  To  może  być  długi  dzień,  jeśli  wkrótce  nie  znajdą  innego  domu  z 
działającym telefonem. 

Veso  skończył  jeść,  kiedy  wróciła  do  kuchni.  Wyłożył  kilka  puszek  jedzenia  i  

butelek wody na blat. 

- Będę na zewnątrz. Spakuj to.  

-  Spakuj  to  –  mruknęła,  zaraz  po  tym  jak  wyszedł  z  chaty  ze  zwiniętą  plandeką, 

którą wcześniej przyniósł. – Jaki apodyktyczny. 

Jednak zrobiła to, o co prosił, a potem wyszła na zewnątrz z plecakiem na plecach. 

Veso  czekał,  jego  wzrok  śledził  ją,  jego  złote  oczy  błyszczały.  Ogólnie,  mógł  być 
przerażający, ale musiała też przyznać, że był atrakcyjny. 

- Chodźmy. Musimy zrobić jak największą odległość między nami i tym miejscem. 

Zbiegła po schodach w stronę drogi. Veso szedł szybko z jego długimi nogami, z 

plandeką pod jedną pachą, ze strzelbą w ręku. Skręcił z drogi przed nią do lasu. 

- Gdzie idziesz? 

Zatrzymał się i obejrzał przez ramię. 

- Chcesz ułatwić Wampirom znalezienie nas? 

- Zgubimy się, jeśli zejdziemy z drogi. 

- To tylko utrudni im śledzenie nas. Większość Wampirów to leniwe dranie. Byłem 

w tej okolicy kilka lat temu. W pobliżu jest opuszczone miasteczko górnicze i sądzę, że 
ta droga prowadzi do niego. Niektóre budynki wciąż mogą stać, ale to będzie pierwsze 
miejsce,  w  którym  Wampiry  będą  szukać.  Chcę  być  tam,  gdzie  nie  będą  na  nas 
polować.  

- Budynki oznaczają, że ktoś może w nich mieszkać, a my potrzebujemy pomocy. 

- Nie zdawałem sobie sprawy jak odosobniony jest ten obszar, dopóki nie znalazłem 

adresu  chaty.  Ludzie  są  czymś,  czego  chcemy  unikać.  Wampiry  na  pewno 
zlokalizowały ich wszystkich do celów żywieniowych i prawdopodobnie ich kontrolują. 
To  oznacza,  że  mogą  spróbować  nas  złapać  i  oddać  Wampirom.  Ludzie  trzymają  się 
dróg… więc je opuszczamy.  

-  Nie  utkniemy,  jeśli  znajdziemy  kogoś  z  samochodem.  Będą  też  mieli  telefon 

komórkowy. Każdy go ma. Możemy zadzwonić na policję. Jesteś duży. Nawet jeśli 

background image

 

~ 25 ~ 

 

przekupili ludzi, by robili złe rzeczy, możesz po prostu kogoś uderzyć.  

Veso zrobił kilka kroków w jej kierunku, ale potem zatrzymał się, nachmurzony. 

- To nie podlega dyskusji. Nie masz pojęcia, z czym masz do czynienia, ale ja tak. 

Jak dla  mnie, to  gniazdo  wyglądało  na  długo  zasiedlone,  mieli  czas, by  dodać  drzwi  i 
zrobić cele. To oznacza, że są w tej okolicy już od jakiegoś czasu. Nie zmuszaj mnie, 
żebym  cię  niósł,  Glendo.  Chodź  za  mną  albo  przerzucę  cię  przez  ramię.  Co  wiesz  o 
Wampirach?  

- Niewiele. 

-  Ja  wiem  wszystko.  I  chciałbym  uniknąć  ponownego  złapania.  Te  dranie  użyją 

narkotyków.  Ludzie  narażają  nas  na  niebezpieczeństwo,  więc  najlepiej  ich  unikać. 
Idziemy do moich ludzi.  

- Policja…  

-  Jest  kurewsko  bezużyteczna  wobec  Wampirów!  Mogą  być  kontrolowani 

umysłowo. Ludzie mogą przekazać cię prosto do tego mistrza. Teraz przestań zwlekać i 
idź  za  mną.  Albo  idziesz  albo  cię  niosę.  To  mnie  spowolni.  Trzymaj  się  blisko.  – 
Odwrócił się, wchodząc do lasu. 

- Cholera – syknęła Glenda. Mimo to poszła za nim. Nie  było mowy, żeby została 

sama na jakiejś polnej drodze pośrodku niczego. 

Poprawiła  plecak  i  próbowała  zignorować  fakt,  że  skarpetki  rozgrzały  jej  stopy. 

Chroniły je przed zranieniem, gdy szła po ziemi i wyschniętych liściach. Drzewa robiły 
się  coraz grubsze w miarę jak szli. Jedno spojrzenie wstecz  upewniło ją, że chata  nie 
była już w zasięgu wzroku, ani droga. 

- Przez niego zgubimy się oboje – przepowiedziała głośno. 

- Przestań narzekać. 

- Po prostu myślę, że to zły pomysł. 

- Nie obchodzi mnie, co myślisz. 

-  Już  to  zrozumiałam,  ponieważ  nie  chcesz  słuchać  niczego,  co  mam  do 

powiedzenia.  

Zatrzymał się nagle przed nią i prawie wpadła na jego plecy. Spojrzał na nią groźnie 

przez ramię. 

background image

 

~ 26 ~ 

 

- Czy możesz być cicho? Czy zawsze czujesz potrzebę kłótni?  

- Tylko z palantami. 

Jego oczy zwęziły się. 

-  W  pewnym  momencie  znajdziemy  miejsce,  gdzie  będzie  można  się  schować 

zanim  zajdzie  słońce.  Będziemy  zamknięci  w  bardzo  małej  przestrzeni,  żeby  ukryć 
nasze  sygnatury  ciepła  przed  Wampirami,  jeśli  się  rozproszą  i  spróbują  nas 
zlokalizować. Zapamiętaj to. Spowalniasz nas rozmawiając. Przestań i idź.  

Odwrócił głowę i wystartował, zwiększając tempo. 

Glen zacisnęła zęby i ruszyła za nim. Ciężki plecak nie pomagał na jej nastrój, ale 

on  niósł  pod  pachą  to  coś,  co  zabrał  z  szopy,  i  strzelbę,  więc  nie  mogła  narzekać,  że 
uczynił ją mułem wędrówki. 

Teren stał się trudniejszy, gdy dotarli do obszaru, gdzie leżały drzewa i zgromadziło 

się wiele rumowisk. Zaskoczyło ją, gdy Veso się odwrócił, pomagając jej się wspinać i 
przechodzić przez najgorsze. 

- Osuwisko? 

-  Powódź  –  poprawił.  –  Prawdopodobnie  od  śniegu,  który  stopił  się  pod  koniec 

zimy.  –  Podniósł  brodę,  zdając  się  badać  niebo.  –  Nie  widzę  żadnych  wskazówek  na 
deszcz, ale chcę wyjść z tego obszaru. Musimy dotrzeć na wyższy poziom. 

- Więcej wspinaczki. Woohoo.  

Naprawdę się uśmiechnął. 

- Przynajmniej teraz mamy linę. 

Spojrzała na masywną plandekę. 

- W środku tego? 

- Tak. 

-  Jaki  masz  plan?  Po  prostu  zostać  tutaj  pośrodku  niczego,  dopóki  nie  uznasz,  że 

Wampiry zrezygnowały z poszukiwania nas? – Ten pomysł ją przeraził. 

-  Nie  zrobią  tego.  Mistrz  ma  dla  ciebie  plan.  Czy  wyglądał  na  typa,  który  łatwo 

zmienia zdanie?  

background image

 

~ 27 ~ 

 

Nigdy nie zapomni tego szalonego drania, który twierdził, że jest jej krewnym… ani 

dlaczego została porwana. 

- Nie. Jest wariatem. 

-  Będziemy  nadal  podążać  w  tym  kierunku,  dopóki  nie  znajdziemy  bardzo 

odległego  domu  z  telefonem  lub pojazdem.  Możliwe,  że  Wampiry nie wiedzą  o jakiś 
aspołecznych  ludziach,  którzy  żyją  mile  od  innych  i  nie  używają  utwardzonych  dróg. 
Wtedy też zadzwonimy do moich ludzi, żeby nas zabrali, albo pojedziemy do nich.  

- Nadal uważam, że powinniśmy pójść na policję. Mogą nas ochronić.  

- Głupia Glenda – mruknął Veso. 

Postanowiła nie odpowiadać. Zapakował strzelbę do brezentu, sięgnął i chwycił jej 

ramię wolną ręką, gdy nachylenie stało się strome. Mógł być palantem, ale podtrzymał 
ją przed potknięciem, gdy usiłowała wspiąć się na wzgórze. Drzewa znów zgęstniały, 
obszar zniszczony przez powódź pozostał z tyłu. 

- Ja będę cię chronił.  

Zerknęła na niego z wdzięcznością. 

Nie spojrzał na nią, tylko skanował las. 

- Idź szybciej. Za bardzo nas spowalniasz. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

~ 28 ~ 

 

ROZDZIAŁ 6 

 

Glen nie sądziła, żeby była jakaś część jej ciała, która by nie bolała. Ramiona bolały 

ją od ciężaru plecaka wbijającego się w nie przez cały dzień. Jej plecy były zbyt spięte, 
a  łydki  pulsowały.  Skarpetki  na  jej  nogach  nie  chroniły  ją  na  tyle,  by  po  podróży  w 
trudnym  terenie  nie  zyskać  kilku  siniaków.  Od  żołądka  promieniowały  ostre  bóle, 
ponieważ  śniadanie  było  jedyną  rzeczą,  jaką  zjedli  przez  cały  dzień.  Veso  odmawiał 
zrobienia przerwy,  nieustannie naciskając na nią, żeby szła  naprzód. Zatrzymywali się 
tylko po to, żeby napić się wody i pójść siusiu, ale nie to trwało dłużej niż kilka minut. 

- To jest dobre miejsce. – Zatrzymał się w końcu na szczycie wąwozu, zerkając w 

dół. 

Glen  podeszła  do  niego,  gapiąc  się  na  poszarpaną  linię,  gdzie  ziemia  spadała  tuż 

przed nimi, pozostawiając trzydziestometrową szczelinę między nimi i drugą stroną.  

-  Cholera. Dobre  miejsce na  co?  By umrzeć? Nie  ma mowy, żebyśmy  mogli  zejść 

na dół i wspiąć się do góry. To byłoby samobójstwo. – Pochyliła się lekko do przodu, 
wpatrując się w dno. Poniżej leżało mnóstwo skał. – Wygląda naprawdę stromo. 

- Bo jest. Opuszczę cię na linie, a potem podciągnę twój tyłek po drugiej stronie jak 

tylko tam wejdę. Jednak spowolnisz mnie, więc prześpimy się tutaj i poradzimy sobie z 
tym rano. Nie chcę zostać złapany na dnie w nocy. To strategiczne miejsce do obrony. 

Glen tylko potrząsnęła głową. 

- Jak to sobie wyobrażasz? 

-  Wampiry  nie  potrafią  latać.  Jeśli  zostaniemy  zaatakowani,  zrzucę  ich  przez 

krawędź.  Upadek  ich  nie  zabije,  ale  lądowanie  będzie  okropne.  Połamią  kości  i 
wykrwawią się mocno. Zajmie im trochę czasu, by uzdrowić się na tyle, żeby znów na 
nas ruszyć. W pewnym momencie wzejdzie słońce i będą musieli znaleźć schronienie 
na tyle daleko, by poczuć się przede mną bezpiecznie, żebym nie wytropił ich podczas 
snu. To oznacza, że jeśli ktoś spadnie, nie zaatakuje nas dwa razy w ciągu jednej nocy. 
Nie będą chcieli umrzeć. 

-  Zamiast  tego  zabijemy  siebie,  jeśli  spróbujemy  zejść  na  dół  i  wejść  do  góry. 

Dlaczego  po  prostu  nie  skierujemy  się  w  nowym  kierunku  i  nie  spróbujemy  tego 
obejść?  

background image

 

~ 29 ~ 

 

-  Nie  cofnę  się.  Terytorium  WampLykan  jest  w  tym  kierunku.  –  Wskazał  nad 

wąwozem. 

- Jesteś szalony. 

- Zdeterminowany. Poznaj różnicę. Chcę wrócić do domu.  

- Nawet jeśli to nas zabije? 

- Potrafię się wspinać. Widziałaś jak to robiłem.  

Veso  doprowadzał  ją  do  szału.  Podeszła  do  wielkiej  skały  i  usiadła,  zdejmując 

plecak. Postanowiła zmienić temat, by uniknąć kłótni. 

- Chciałabym teraz wziąć gorącą kąpiel. 

- Możesz ją mieć, kiedy dotrzemy do domu. 

To  ją  zaskoczyło.  Upuścił  obwiązaną  plandekę  zanim  obszedł  okolicę.  Glen 

pochyliła  się  do  przodu,  delikatnie  zdejmując  warstwy  skarpet.  Bolały  ją  stopy  i 
wkrótce  odkryła  dlaczego.  Siniaki  naprawdę  się  pojawiły,  ale  przynajmniej  nie  było 
przecięć na jej skórze.  

- Mamy chyba godzinę zanim zajdzie słońce. To da nam czas na posiłek i rozłożenie 

się na noc.  

Pomasowała najbardziej czułe miejsce na podpiciu jednej stopy. 

- Umieram z głodu. 

- Będziesz musiała jeść zimne jedzenie z puszek. Ogień nie wchodzi w grę.  

- Dlaczego? 

-  Zapach  palącego  się  drewna  niesie  się  kilometrami  i  pomoże  Wampirom  nas 

zlokalizować.  

- Fantastycznie. Zimna fasola i peklowana wołowina. Mniam. To dobrze, że jestem 

taka  głodna.  W  tym  momencie  mam  to  nawet  gdzieś.  –  Opuściła  stopę  i  patrzyła  jak 
Veso przyklęka i odwija plandekę. 

W  środku  miał  zwiniętą  wielką  linę,  dziwną  łopatę  i  pudełko  naboi.  Na  widok 

zamkniętej torebki zmarszczyła brwi. 

- Co to jest? – Wskazała. 

background image

 

~ 30 ~ 

 

- Koc ratunkowy. Jest cienki i lekki, ale pomoże zachować ciepło twojego ciała. 

- A dlaczego taszczyłeś łopatę? 

- Do kopania i to jest dobra broń. Wspominałem, że musimy ukryć nasze sygnatury 

ciepła.  

To  nie  miało  dla  niej  sensu.  Wstał  z  łopatą  i  podszedł  do  kilku  dużych  głazów 

skupionych razem. Zrobił coś, co wydłużyło uchwyt łopaty, a potem przykucnął i zaczął 
kopać. 

- Co robisz? 

-  Skały  są  przed  wąwozem.  Ukryją  nasze  ciała  przed  kimkolwiek, kto  zbliży  się  z 

tego  samego  kierunku,  z  którego  przyszliśmy,  i  wykopię  dziurę,  żebyśmy  mogli  się 
ukryć,  gdyby  Wampir  podszedł  do  nas  z  drugiej  strony.  Widzą  ciepło  ciała,  więc 
wykopię na tyle głęboko, żebyśmy byli dla nich niewidoczni.  

Rozpięła plecak i wyjęła puszkę peklowanej wołowiny.  

- Cholera. Zapomniałam spakować otwieracza do puszek.  

- Żaden problem. Przynieś to tutaj. 

Wstała i podeszła do niego.  

-  Nasypiesz  ziemi  do  jedzenia,  jeśli  użyjesz  ostrej  część  łopaty,  teraz,  gdy  nią 

kopałeś.  

Upuścił łopatę i nieco skręcił ciało, otwierając dłoń i trzymając ją przed nią. Podała 

puszkę. Jej usta opadły, kiedy z palców jego drugiej ręki wyrosły pazury i za pomocą 
czubka jednego zakreślił wieko. Jej usta otworzyły się szerzej, gdy zdała sobie sprawę, 
że to działa. Po kilku ruchach udało mu się przeciąć wieko. Oddał ją z powrotem. 

- Jedz.  

Przyjęła puszkę i cofnęła się. 

-  Dzięki.  –  Jej  spojrzenie  spoczęło  na  jego  dłoni,  ostre  pazury  skurczyły  się, 

znikając w opuszkach jego palców. – To jest przydatne. – To była jedyna rzecz, która 
przyszła jej do głowy. 

- Nie jestem taki jak ty. Nie zapominaj o tym, Glendo. 

- Czy zabiłoby cię, gdybyś po prostu nazywał mnie Glen? 

background image

 

~ 31 ~ 

 

Podniósł łopatę, znowu kopiąc. 

- Odmawiam nazywania cię męskim imieniem.  

- Chcesz coś do jedzenia? 

- Pójdę upolować coś świeżego jak przygotuję obóz. Ty zjesz puszkowane żarcie.  

Usiadła  na  skale  i  użyła  odrobiny  wody,  żeby  zwilżyć  palce,  a  potem  wytarła  je 

możliwie najlepiej w spodnie. Zapomniała również spakować sztućce.  

-  Powiedziałeś,  że  nie  możesz  rozpalić  ogniska.  Jak  zamierzasz  upiec  to,  co 

złapiesz?  

Ciągle kopał. 

-  Czy  mówię  do  siebie?  –  Czekała, ale  nie  odpowiedział.  –  Nie, nie  sądzę.  Jestem 

całkiem pewna, że mówię do faceta z łopatą. 

Warknął nisko i odwrócił głowę, zatrzymując się w swoim zadaniu. 

-  Zmienię  się  i  upoluję  coś  żywego.  To  nie  jest  moje  ulubione  zajęcie,  ale  nie 

sprawi,  że  zachoruję.  Twój  układ  trawienny  może  odrzucić  surowe  mięso  zwierzęcia. 
Mój  nie.  Jeszcze  jakieś  pytania  czy  mogę  skończyć  przygotowywać  nam  bezpieczną 
przestrzeń do spania zanim zajdzie słońce? 

Przełknęła mocno. 

- Już się zamykam.  

- Dobrze. 

Glen  zastanawiała  się,  czy  pozwoli  jej  zobaczyć  jak  się  zmienia  i  próbowała 

wyobrazić  go  sobie  jako  wilka.  Na  pewno  byłby  ogromny.  Wszystkie  filmy,  które 
kiedykolwiek oglądała o Wilkołakach, odtworzyły się w jej głowie. Jakąkolwiek istotą 
skończy, musiała zachować swój spokój i udawać, że nie przestraszył jej na śmierć.  

- Mogę zapytać o jeszcze jedną rzecz? 

Warknął i przestał kopać, piorunując ją wzrokiem. 

- Co? 

-  Będziesz wiedział, kim  jestem po  tym  jak  zrobisz tę rzecz  z  przemianą, prawda? 

Nie będziesz myślał, że wyglądam jak obiad?  

background image

 

~ 32 ~ 

 

Potrząsnął głową i wrócił do kopania. 

- Poznam cię. Nie będziesz zagrożona, chyba że wciąż będziesz gadać.  

Zamknęła  usta.  Veso  musiał  być  najbardziej  zrzędliwą  osobą,  jaką  kiedykolwiek 

spotkała. Nie miał współczucia, kiedy chodziło o jej ciekawość. On wiedział o ludziach 
przez całe jego życie, ale ona musiała dowiedzieć się wszystkiego o jego rodzaju. 

Jadła zimną, tłustą peklowaną wołowinę i próbowała sobie wyobrazić, że jest ciepła. 

Głód pomagał jej przełykać i napiła się potem trochę wody. 

Veso nadal kopał i nie spodobało jej się, że kształt dziury zaczął przypominać grób. 

Był także szalenie silny. Obserwowała jak na jego ramionach napinają się mięśnie, gdy 
rzucał  ziemię  w krzaki. W końcu musiał  uznać, że jest wystarczająco długi i głęboki, 
ponieważ  puścił  rączkę  łopaty  i  odstawił  ją  na  bok.  Wstał,  podszedł  do  plandeki  i 
wrzucił wszystko do środka. Wymościł świeżo wykopaną dziurę grubym materiałem i 
odwrócił się. 

-  Wrócę.  Trzymaj  się  z  dala  od  krawędzi  wąwozu  i  nie  opuszczaj  tego  terenu.  – 

Rozejrzał się. 

- Czego szukasz? 

- Po prostu sprawdzam, by upewnić się, że nikogo nie ma w pobliżu. – Jego nozdrza 

się  rozszerzyły.  –  Nigdy  nie  wąchałem  żadnego  człowieka  oprócz  ciebie,  ale  to  nie 
znaczy, że mistrz nie ma kilku niewolników.  

- Niewolników? 

- Sług. Czy to jest lepszy, ładniejszy termin dla ciebie? 

- Ludzie nie posiadają już ludzi. 

-  Ale  jesteś  naiwna.  Wampiry  potrafią  rozerwać  umysły  ludzi  i  przymusić  ich  do 

swojej  woli.  To  właśnie  miałem  na  myśli,  mówiąc  o  ludziach  będących  pod  kontrolą 
Wampirów. Po wystarczającej ekspozycji, całkowicie tracą poczucie własnej wartości, 
żyją tylko po to, by służyć swojemu panu. Umierają i zabijają dla niego. Wampiry mają 
zdolność prania mózgu twego rodzaju i przekształcania ich w dziennych strażników.  

- To brzmi okropnie. 

- Bo jest. 

- Ten kretyn mógł mi to zrobić. 

background image

 

~ 33 ~ 

 

-  Pewnie  by  tak  zrobił,  gdybyś  walczyła  z  nim  do  punktu,  w  którym  byś  go 

zdenerwowała.  

-  Ty  też  możesz  mi  to  zrobić?  –  Nienawidziła  nawet  pytać,  na  wypadek,  gdyby 

podsunęła mu pomysł. 

-  Wedrzeć  się  do  twojego  umysłu  i  podporządkować  cię  całkowicie  mojej  woli? 

Mogę,  ale  nigdy  tego  nie  zrobię.  To  niszczy  człowieka  na  zawsze,  jeśli  zrobi  to  ktoś 
bezwzględny.  Są  uszkodzeni  i  nie  ma  sposobu,  by  naprawić  ich  umysły.  Zazwyczaj 
popełniają samobójstwo, jeśli ten, który ich kontroluje umiera. Tracą wolę życia. 

Zamknęła usta, przerażona. 

- Idę na polowanie. Trzymaj się z dala od krawędzi. Ziemia może być niestabilna.  

- Jestem zmęczona. Będę tu siedziała.  

- Wrócę przed zmrokiem. 

Kusiło ją, by poprosić go o zmianę postaci przed nią, ale zmieniła zdanie. Będą spali 

razem  w  tej  dziurze,  którą  wykopał,  co  oznaczało  bardzo  bliską  obecność.  Nie  była 
pewna, czy zobaczenie jak przemienia się w wilka nie przerazi ją na tyle, że nie będzie 
w stanie leżeć obok niego. 

- Bądź ostrożny. 

Odszedł, szybko znikając z widoku, gdy wszedł między drzewa. Odwróciła głowę, 

wpatrując się w miejsce, gdzie ziemia nagle się kończyła. Jutro rano chciał zejść na dno 
wąwozu, żeby wspiąć się na drugą stronę. Veso był szalonym draniem, ale uratował jej 
tyłek. Nie mogła o tym zapominać. Dotrzymał również słowa. Nie zostawił jej. 

-  Zeszłam  z  linii  ognia,  ale  i  tak  trafiłam  z  deszczu  pod  rynnę  –  wymamrotała.  – 

Muszę tylko przetrwać. 

 

V

eso  nie  chciał  odchodzić  zbyt  daleko  i  wciąż  był  czujny  na  wszelkie  zapachy, 

które  mogły  ostrzec  go  o  ataku.  Wampiry,  które  go  porwały,  użyły  narkotyków.  To 
oznaczało, że ich ludzcy strażnicy, jeśli takich mieli, prawdopodobnie też mieli do nich 
dostęp. Zatrzymał się, kiedy czuł się bezpiecznie, że Glenda go nie zobaczy i rozebrał 
się,  starannie  kładąc  ubranie  nad  ziemią,  żeby  były  czyste.  Pochylił  się,  szybko  się 
zmieniając. 

background image

 

~ 34 ~ 

 

Potrząsnął  całym  swoim  ciałem  po  zakończeniu  transformacji.  Czas  pozbył  się 

narkotyków z jego systemu, ale jego skóra była wrażliwa. 

Złapał zapach wiewiórki. Łatwo było ją wyśledzić. Stworzenie poruszało się szybko 

i próbowało wspiąć się na drzewo, ale głód zmusił go do podążenia za nią, jego pazury 
orały pień. Biedna nie spodziewała się, że coś takiego jak on będzie w stanie wspiąć się 
za  nią,  i  prawdopodobnie  zdezorientował  ją  na  tyle,  że  mógł  złapać  ją  łatwiej  niż 
normalnie. Zginęła szybko, bezboleśnie i zeskoczył z drzewa, by zjeść ją na ziemi. 

Glenda  byłaby  przerażona,  gdyby  mogła  go  zobaczyć.  Próbował  sobie  wyobrazić, 

co by powiedziała, i nic z tego nie byłoby miłe.  

Zakopał  resztki  swojego  posiłku,  kiedy  skończył  jeść,  otarł  pysk  o  trawę,  by 

oczyścić krew, i wrócił do swoich ubrań. Zmienił się z powrotem i ubrał. 

Pragnienie  ochrony  Glendy  sprawiło,  że  wrócił  niemal  biegiem  do  ich 

tymczasowego  obozu.  Nie  zamierzał  pozwolić,  żeby  ponownie  ją  schwytano.  Gdy 
wyobraził sobie, że ten wampirzy mistrz znów ją złapał, to rozwścieczyło go do punktu 
zaryczenia. Mogła nie być jego prawdziwą partnerką, ale jego instynkty wydawały się 
nie  dbać  o  to,  że  to  była  tylko  sztuczka  polegająca  na  wstrzyknięciu  im  swojej  krwi. 
Uczucia były prawdziwe, pomimo logiki. 

Znalazł ją wciąż siedzącą na skale, ale wiedział, że wstała, ponieważ przeniosła się 

kilka metrów dalej. Wyczuł też słaby zapach krwi. 

- Co robiłaś, kiedy mnie nie było?  

Odwróciła głowę, przytrzymując jego spojrzenie. 

-  Sikałam.  Czy  to  jest  okej?  Poszłam  za  to  drzewo.  –  Podniosła  rękę  i  wskazała 

kciukiem. – Właśnie tam. Znalazłeś coś do jedzenia? To było szybkie. 

- Nie trzeba było wiele, ponieważ ludzie nie przychodzą tu polować. – Ruszył w jej 

stronę i pociągnął nosem. – Krwawisz. 

Podniosła rękę, pokazując zadrapanie.  

- Użyłam drzewa, żeby się podeprzeć, kiedy przykucnęłam, a kora była szorstka.  

- Boże… jesteś taka ludzka. – Jak mogła się zranić podczas sikania? 

- O co ci chodzi z tą nienawiścią do mojego rodzaju? 

Nie chciał, żeby dłużej tak myślała, ale nie mógł zaprzeczyć jej zarzutom. 

background image

 

~ 35 ~ 

 

- Historia. 

- Co to znaczy? 

-  Ludzie  zawsze  próbowali  zabić  to,  czego  nie  rozumieją  i  czego  nie  mogą 

kontrolować.  

- Czy dlatego nikt nie wie, że Wilkołaki i Wampiry są prawdziwe? 

- Tak. Niektórzy spróbują stać się tym, czym jesteśmy, myśląc, że przez to zyskają 

wielką  moc.  Inni  spróbują  złapać  nasz  rodzaj  i  wykorzystać  nas  do  eksperymentów. 
Żyjemy znacznie dłużej. – Zbliżył się do niej. Zapach jej krwawienia sprawił, że na pół 
stwardniał,  ale  starał  się  ignorować  tę  reakcję.  –  Niektórzy  wprost  się  nas  boją  i  po 
prostu chcą naszej śmierci. Jesteśmy dla nich potworami. 

Wydawało się, że to rozważa.  

- Rozumiem. 

To go zaskoczyło.  

- Nie chcesz temu zaprzeczać, ani kłócić się o to, co dobrego może zrobić dla ludzi 

nasza krew? 

- Oglądałam filmy o kosmitach. Zwykle są krwawe i zawsze przedstawiają obcych 

jako  zabójców.  Większość  filmów  o  Wilkołakach  to  także  horrory.  Prawdopodobnie 
dlatego  ludzie  najpierw  chcą  zabijać  lub  przeprowadzić  sekcję,  a  później  zadawać 
pytania.  Wampiry  były  często  przedstawiane  romantycznie,  ale  po  spotkaniu  z 
prawdziwymi Wampirami, nawet ja chcę zabić je wszystkie.  

-  Większość  z  nich  jest  całkiem  zła.  Widzą  ludzi  jako  bydło,  tak  jak  wy  ludzie 

widzicie rzeczywiste krowy. Źródło jedzenia. 

- Kocham hamburgery i stek, ale teraz czuję się winna. 

Dostrzegł prawdziwe emocje w jej oczach i podszedł do niej, siadając trochę dalej 

na skale. 

- Nie zabiłabyś krowy, gdyby błagała o życie, prawda? 

-  Nie.  Oczywiście,  że  nie.  Wątpię,  czy  potrafiłabym  zabić,  nawet  gdybym  była 

głodna. Kupuję moje mięso w paczkach w sklepie. Nawet nie mogę znieść widoku ryb. 
Niektóre z nich mają twarze. To mnie przygnębia. 

background image

 

~ 36 ~ 

 

Miała  takie  czułe  serce.  Myślał,  że  to  jest  słodkie,  ale  potem  przypomniał  sobie 

zwierzę,  które  właśnie  zjadł.  Zmienił  temat  na  wypadek,  gdyby  spytała,  co  miał  na 
obiad, koncentrując się na jej ręce. Widok jej krwi niepokoił go na więcej sposobów niż  
tylko sama myśl, że to może ją boleć.  

- Daj mi rękę. – Wyciągnął własną.  

- Dlaczego? – Spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami. 

- Mogę to uleczyć. Łatwo można tutaj złapać zakażenie. To nie będzie bolało.  

- Co zamierzasz zrobić? 

- Polizać.  

- Bleee.  

- Nie bądź taka wrażliwa, Glendo. Daj mi swoją rękę. 

- Obejdzie się.  

Sięgnął, zawinął palce wokół jej nadgarstka i odwrócił się do niej bardziej. Nie była 

w  stanie  powstrzymać  go  przed  podniesieniem  jej  ręki  do  jego  ust  czy  possania  jej 
skóry.  Wpatrywał  się  w  jej  oczy,  kiedy  czyścił  zadrapanie  językiem.  To  wyraźnie  ją 
przestraszyło, ale jego to nie obchodziło. 

- To jest naprawdę niehigieniczne. 

Nadal  trzymał  jej  rękę  i  pozwolił  urosnąć  swoim  kłom.  Jej  oczy  rozszerzyły  się  i 

zbladła. 

-  Spokojnie.  Mam  zamiar  ugryźć  mój  język,  nie  ciebie.  Moja  krew  pokryje  twoje 

zadrapanie i wyleczy to.  

Wydawała  się  zaniemówić  i  bała  się.  Ugryzienie  trochę  bolało,  ale  nie  zrobił 

poważnych obrażeń, tylko nakłuł język kłem, by spowodować minimalne krwawienie. 
Przyłożył jej dłoń do swoich ust, upewniając się, że krew pokryje jej zadraśnięcie. 

Glenda  kilka  razy  próbowała  wyrwać  rękę,  ale  nie  była  wystarczająco  silna,  by 

uwolnić  swój  nadgarstek.  Odczekał  pełną  minutę  zanim  się  odsunął.  Potem  odwrócił 
głowę, plując, by mieć pewność, że nie połknie ani odrobiny jej krwi.  

- Widzisz? Nie ugryzłem.  

- Masz naprawdę duże kły. – Jej spojrzenie skupiło się na jego ustach. 

background image

 

~ 37 ~ 

 

- Jestem wielkim mężczyzną. 

Opuściła  wzrok  na  jego  klatkę  piersiową,  a  potem  okręciła  głowę  w  inną  stronę, 

żeby patrzeć na cokolwiek innego tylko nie na niego.  

- Czy możesz mnie już puścić? 

- Nie. Spróbujesz zetrzeć moją krew, a jeszcze się nie uleczyło. – Skupił się na jej 

dłoni, czekając minutę lub dwie, a potem zwilżył kciuk śliną i przetarł ten obszar, by 
wyczyścić swoją krew. – Proszę. Widzisz? 

Odwróciła głowę, a on patrzył na jej twarz. Łatwo było odczytać szok, gdy zerknęła 

na swoją rękę. 

- Zniknęło! 

Puścił jej nadgarstek. 

- Mówiłem ci. Moja krew leczy. Pamiętasz jak przecięłaś palec? To była mała rana i 

miałaś  wstrzykniętą  przez  tego  mistrza  moją  krew.  –  Powąchał.  –  Nie  czuję  żadnych 
innych cięć.  Masz jakieś? Mówię poważnie o infekcji. Jesteś gatunkiem podatnym na 
choroby.  

- Nic mi nie jest. – Przesunęła się na kamień, prawie spadając. 

- Nie bój się mnie, Glendo. – Martwiło go, że się bała.  

Jej spojrzenie przytrzymało jego. 

- Czy twoja krew może leczyć raka i inne rzeczy? 

Wzruszył ramionami. 

- Nigdy tego nie próbowałem. To jest możliwe. 

- Naprawdę możesz uratować wiele istnień, jeśli oddasz krew ludziom. 

Jego gniew poruszył się i to przypomniało mu, dlaczego nie lubił jej gatunku.  

-  I  stalibyśmy  się  krowami.  Albo  bardziej  szczurami.  Tropionymi,  więzionymi  i 

wykorzystywanymi do śmierci. Nie będzie ich obchodziło, ilu z nas umrze, by ratować 
własne.  Znaleźlibyśmy  się  na  skraju  wyginięcia.  Twój  rodzaj  zabija  niezliczone 
zwierzęta  w  laboratoriach  i  po  co?  Żeby  twoje  perfumy  nie  dały  ci  wysypki?  Żebyś 
mogła  sprawdzić,  czy  leki,  które  wyprodukują  cię  nie  zabiją?  Wyrządzisz  sobie 
krzywdę, a niewinne stworzenia poniosą konsekwencje. – Wstał i odszedł szybko. 

background image

 

~ 38 ~ 

 

ROZDZIAŁ 7 

 

Glen  wciąż  odtwarzała  w  głowie  jego  słowa.  Veso  miał  rację.  Gdyby  ktokolwiek 

dowiedział się o jego zdolności uzdrawiania krwią, wątpiła, czy ludzie dbaliby o to, czy 
byłby chętny do oddania jej czy nie. Będą chcieli go złapać i po prostu wziąć. Patrzyła 
jak  chowa  linę  i  inne  zapasy, które  przynieśli,  w  krzakach  w  pobliżu, umieszczając  je 
poza zasięgiem wzroku. 

- Co robisz? 

Nie spojrzał w jej stronę. 

- A na co to wygląda? 

To było głupie pytanie, ale chciała tylko, żeby z nią rozmawiał. 

-  Przepraszam.  Nie  chodziło  mi  o  sugerowanie,  że  twoje  życie  znaczy  mniej  niż 

innych. To po prostu było  zaskoczeniem i to była pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do 
głowy.  

Obrócił się do niej. 

-  Na  tej  planecie  są  miliardy  ludzi  i  tylko  niewielu  nas.  Utrzymujemy  naszą 

liczebność na niskim poziomie, żeby ukryć nasze istnienie. Nasze przetrwanie opiera się 
na tajemnicy, żeby uniemożliwić waszemu rodzajowi wytępienie nas. 

Wstała i próbowała ukryć grymas, gdy jej tyłek i nogi zaprotestowały.  

- Powiedziałam przepraszam. To wszystko jest dla mnie nowe. Wyskakuję z czymś 

zanim dobrze to przemyślę.  

Veso pochylił głowę. 

- Rozumiem. 

- Dziękuję. 

- To nie czyni tego mniej denerwującym. 

Naprawdę się uśmiechnęła. 

- Prawdopodobnie nie. Zeszłego lata opiekowałam się trójką dzieci mojego kuzyna i 

zabrałam  je  do  zoo.  Zdumiewało  mnie  o  jak  błahe  rzeczy  pytały,  ale  miały  tylko  od 

background image

 

~ 39 ~ 

 

czterech  do  siedmiu  lat.  On  jest  wdowcem  i  za  dużo  pracuje,  żeby  zabrać  je  w  wiele 
miejsc.  Myślę,  że  jestem  dla  ciebie  jak  dziecko.  Dlaczego  ta  małpa  jest  na  drzewie  i 
dlaczego  umieścili  te  tygrysy  za  szkłem,  że  nie  możemy  ich  pogłaskać?  Dlaczego? 
Dlaczego? Dlaczego?  To było jedyne słowo, które naprawdę  znienawidziłam do czasu 
lunchu. – Uśmiechnął się. – Jestem tak samo ciekawa – przyznała. 

- Spróbuję być bardziej tolerancyjny wobec twoich pytań. 

- A to głupie gówno, które wygaduję? 

-  To  też.  Jeśli  przez  to  poczujesz  się  lepiej,  najbardziej  śmiertelne  choroby,  które 

zabijają ludzi, można wyleczyć tylko wtedy, gdy Wampir przemieni ich w jednego.  

Otworzyła usta, chcąc wiedzieć dlaczego, ale jednak się nie odezwała. 

Wydawał się domyślić jej myśli. 

- Niewielka ilość krwi może wyleczyć urazy, które nie są zbyt poważne. Rak mutuje 

komórki,  z  tego,  co  rozumiem,  jak  również  wiele  innych  ludzkich  chorób,  które 
zabijają. W większość chorób ważną rolę odgrywa także genetyka. – Podszedł bliżej. – 
Ludzie  musieliby  być  całkowicie  zmienieni,  by  walczyć  z  czymś  takim.  Pomyśl  o 
świecie pełnym Wampirów. Mają prawa, ale nie przemieniają nawet swoich przyjaciół i 
rodzin. Gdyby wszyscy to robili, Wampiry polowałyby na ludzi aż do ich zagłady, żeby 
przetrwać. To byłby koniec waszego świata i ostatecznie ich, ponieważ krew zniknie, a 
oni w końcu umrą z głodu. 

Zrozumiała, co chciał powiedzieć. 

- Zabiją wszystkich ludzi, potem będą żywić się ze zwierząt, dopóki nic nie zostanie 

oprócz robaków. A z nich trudno by było pić.  

Kiwnął głową. 

- To jest najgorszy scenariusz. Pomyśl o problemach związanych z używaniem ich 

krwi  do  leczenia.  Niektórzy  chcieliby  leczyć  umierające  dzieci  wampirzą  krwią. 
Wyobraź  sobie  pozostanie  uwięzionym  na  zawsze  w  ciele  czterolatka.  Słyszałem 
historie o takich osobach i wszystkie z nich oszalały. Musiały być wytropione i zabite. 
Były  mordercami  z  zimną  krwią  bez  wyrzutów  sumienia.  Dojrzewają  w  swoich 
umysłach, ale nie w ciele, z dorosłymi potrzebami, których im się odmawia, ponieważ 
są  uwięzieni  w  ciałach  małych  dzieci.  To  ich  deprawuje,  dopóki  nie  pozostanie  tylko 
całkowite szaleństwo.  

background image

 

~ 40 ~ 

 

Zadrżała,  przez  jej  umysł  przemknęły  horrory,  w  których  widziała  dziecięce 

potwory.  

-  Musiałaś  mieć  styczność  z  Wampirami,  podczas  swojej  niewoli.  Większość  traci 

poczucie człowieczeństwa, gdy zostaje przemieniony. To jest w naturze wampira, więc 
mogą  żywić  się  bez  wyrzutów  sumienia,  ale  są  na  tyle  mądrzy,  że  chcą  przeżyć.  To 
oznacza  przestrzeganie  podstawowych  zasad,  by  ukryć  to,  czym  są  przed  twoim 
rodzajem.  Ci,  którzy  tego  nie  robią,  są  uważani  za  zdziczałych  i  zabijani,  by  chronić 
innych. Wierzysz, że twój świat jest teraz okrutny? Wyobraź sobie jak by to wyglądało, 
gdyby rządziły wampiry.  

- Rozumiem. 

Odwrócił się, patrząc na zachodzące słońce.  

- Musimy wkrótce się położyć. Idź za potrzebą, jeśli musisz. Nie będziemy poruszać 

się po zmroku. Twoja sygnatura ciepła będzie świecić w wizji Wampira.  

Cieszyła się, że już opróżniła pęcherz.  

- Nie potrzebuję.  

- Zaraz wracam. – Odszedł do drzew. 

Glen zbliżyła się do wykopanej przez niego dziury podobnej do grobu. Była dobrze 

wyłożona plandeką, więc nie będą leżeli na ziemi. Przełknęła mocno, jeszcze nie będąc 
gotowa  wejść  tam.  Veso  szybko  wrócił  i  zatrzymał  się  obok  niej.  Odwróciła  głowę  i 
spojrzała na niego. 

- Nie martw się. Jesteś zmęczona i będziesz spała. Będę stał na straży.  

- Naprawdę myślisz, że będziemy bezpieczni? 

-  Nie  zaszliśmy  tak  daleko,  jakbym  chciał,  ale  jesteśmy  daleko  od  drogi.  Będą 

musieli naprawdę się napracować, żeby nas znaleźć.  

To nie złagodziło jej niepokoju.  

-  Pomogę  ci  się  położyć.  Postaraj  się  nie  rozerwać  plandeki.  Będziemy  jej 

potrzebować, żeby pozostać suchymi, jeśli pogoda się zmieni. To ten czas roku, kiedy 
występują  burze.  Przy  tych  łańcuchach  górskich,  nie  zobaczymy  żadnej,  dopóki  nie 
znajdzie się bezpośrednio nad nami. 

- Moje skarpetki. – Odwróciła głowę, wpatrując się w skałę, gdzie je zostawiła. 

background image

 

~ 41 ~ 

 

- Przyniosę je. Najpierw wejdź.  

Chwycił  ją  za  biodra,  opuszczając  z  łatwością.  Puścił  ją  jak  tylko  stanęła  na 

plandece  i  wrócił  do  skały.  Zebrał  skarpetki,  które  zdjęła,  i  przyniósł  je  z  powrotem, 
wrzucając do dziury. 

Cofnęła  się,  spodziewając  się,  że  wejdzie  z  nią,  ale  znowu  odszedł,  by  wrócić  z 

jakąś paczuszką. Wskoczył do dziury i otworzył torebkę, w której był koc. 

- Ja tego nie potrzebuję, ale ty możesz. 

Przyjęła koc i spojrzała na brezent. 

- Szkoda, że nie mamy śpiwora z wyściółką. 

- To najlepsze, co możemy na teraz zrobić. 

To będzie twarde, niewygodne łóżko. Położyła się na boku, przyciskając plecy do 

wyłożonej plandeką ściany. 

- To nie spadnie na nas, prawda? 

- Wykopię nas, jeśli tak się stanie. Nie krzycz, gdy spanikujesz. Dźwięk się niesie.  

- Miałeś tylko mnie pocieszyć, mówiąc nie. 

Zachichotał, wyciągając się obok niej. Było ciasno i przekręcił się na bok, twarzą do 

niej. To pomogło, umieszczając kilka centymetrów przestrzeni między nimi. 

- Zapamiętam sobie.  

Zaskoczyło ją, że pomógł jej rozłożyć koc i przykryć ją. Nie było jej jeszcze zimno, 

chociaż słońce już zaszło.  

- Zostaniemy uwięzieni, jeśli Wampiry nagle pojawiają się nad tą dziurą. Wiesz to, 

prawda? 

-  Mam  dobry  słuch  i  węch.  Nie  zobaczą  naszych  podpisów  cieplnych,  dopóki  nie 

znajdą się bezpośrednio nad nami. Będę wiedział, że tam są zanim nas znajdą. 

- I co wtedy? 

- Zostaniesz tutaj i nie ruszasz się. Będę walczył i zrzucę ich z krawędzi wąwozu.  

- To nie brzmi najlepiej.  

background image

 

~ 42 ~ 

 

Wzruszył ramionami. 

-  Dałbym  ci  broń,  ale  powiedziałaś,  że  nigdy  nie  strzelałaś.  Prawdopodobnie 

skończyłabyś strzelając do siebie lub do mnie. 

- Ha ha. Bardzo śmieszne. 

Uniósł brwi. 

- Nie żartowałem. 

- Wow, okej.  

- Wyszkolę cię jak z niej korzystać, gdy będziemy już bezpieczni. 

- Dlaczego jej nie użyjesz? Zostawiłeś ją tam. 

-  Tak  jak  powiedziałem,  dźwięk  się  niesie.  Przyciągnąłbym  tylko  ich  uwagę. 

Ponieważ będę jedynym walczącym, cisza jest lepsza. 

Nie  była  pewna  jak  na  to  odpowiedzieć.  Jego  propozycja,  by  nauczyć  ją  strzelać 

sugerowała,  że  zobaczy  się  z  nią  ponownie,  gdy  znajdą  pomoc.  Glen  bardzo  w  to 
wątpiła. 

Veso podniósł ramię i użył bicepsu jako poduszki.  

- Odpocznij. To był długi dzień i wiem, że jesteś zmęczona. Dobrze sobie radziłaś. 

Byłem pod wrażeniem. 

- Dziękuję. 

Zamknęła oczy i spróbowała się rozluźnić. To było niemożliwe. Plandeka była słabą 

ochroną przed bezlitosną ziemią pod jej ciałem. Powtórzyła to, co zrobił Veso, i użyła 
ramienia jako poduszkę. To trochę pomogło. 

Czas mijał i otworzyła oczy. Było dużo ciemniej. Twarz Veso była blisko jej i miał 

zamknięte  oczy.  Naprawdę  był  przystojnym  mężczyzną.  Musiała  to  przyznać. 
Odetchnął powoli i spokojnie, jakby już zapadł w sen.  

Wszystko  jasne.  Mężczyźni.  Obróciła  lekko  głowę,  wpatrując  się  w  niebo.  Błękit 

pociemniał i wyszły gwiazdy. Były piękne, ale to także oznaczało, że gdzieś tam były 
Wampiry, szukając jej i Veso. Zadrżała, ale to nie miało nic wspólnego z zimnem. 

- Spokojnie – mruknął cicho Veso. 

background image

 

~ 43 ~ 

 

Zerknęła na jego twarz, ale nie mogła zobaczyć jego rysów, teraz kiedy całkowicie 

zapadła noc. Zaskoczyło ją, gdy jedna z jego rąk owinęła się wokół jej talii i ścisnął ją 
delikatnie. 

- Nie pozwolę, żeby cokolwiek cię zraniło. Śpij, Glendo. Ranek szybko nadejdzie, a 

jutro musimy przejść dużą odległość.  

Zamknęła  oczy  i  polubiła  ciężar  jego  dłoni  na  sobie.  To  sprawiło,  że  poczuła  się 

mniej  samotna.  Veso  zabił  Vlada  zanim  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  co  się  dzieje,  i  z 
łatwością poradził sobie z tymi  świrami, na których się natknęli. Ten wielki facet był 
twardzielem i obiecał, że będzie bezpieczna. 

Glen zastanawiała się, ile czasu zajmie im dotarcie tam, gdzie chciał dotrzeć. Myśl o 

spędzeniu  kolejnego  długiego  dnia  na  wędrówce  nie  podobała  się  jej.  Jednak  to  było 
lepsze niż ponowne schwytanie.  

 

Veso  wiedział  moment,  w  którym  momencie  Glenda  zasnęła.  Trochę  mocniej 

naciągnął na nią  koc i oddychał przez nos, jego zmysły były czujne.  Nie czuł jeszcze 
niczego niepokojącego, ale Wampiry musiały ich szukać. Po prostu nie był pewien, ile 
ich będzie i czy stracili czas przeszukując najpierw ludzkie osiedla.  

Wampirzy  mistrz  pewnie  przypuszczał,  że  Veso  porzuci  Glendę  przy  pierwszej 

okazji, a ona ruszy do czegoś znajomego, trzymając się dróg. Nie zajmie im dużo czasu 
zrozumienie prawdy. W pobliżu nie było tak wielu budynków. 

Zalał  go  żal.  Powinien  był  zmienić  postać  i  zmusić  Glendę  do  jechania  na  jego 

grzbiecie, żeby zabrać ich jak najdalej  od obszaru poszukiwań. Zamiast tego myślał o 
jej  komforcie,  zarówno  fizycznym  jak  i  emocjonalnym.  Nie  zniósłby  tego,  gdyby 
zobaczyła go w drugiej postaci i całkowicie się przeraziła. Jej ustne komentarze mogły 
być  czasami  denerwujące,  ale  byłoby  gorzej,  gdyby  zamilkła,  śmierdząc  czystym 
strachem. 

Jego  szanse  na  powrót  na  swoje  terytorium  bez  kolejnej  konfrontacji  z  gniazdem 

byłyby znacznie lepsze, gdyby zostawił Glendę. Patrzył na jej śpiącą twarz, poczuł silną 
potrzebę jej ochrony. Byłaby bezradna i szybko schwytana. Nie pozwoli na to. 

Zastanawiał  się,  czy  powinien  opuścić  Glendę  chociaż  na  chwilę,  żeby  poszukać 

Wampirów.  Niezależnie  od  tego  jak  wielu  może  ich  być,  będą  musieli  się  rozejść,  by 
szukać ich dwoje, jeśli chcieli być skuteczni. To zostawiłoby Wampiry w niekorzystnej 

background image

 

~ 44 ~ 

 

sytuacji i mógł zaatakować ich w mniejszych grupkach, wyciąć ich. Myśliwi staliby się 
zwierzyną łowną.  

Glenda  wydała  cichy  odgłos  we  śnie  i  natychmiast  odrzucił  ten  pomysł.  Co  jeśli 

będzie  miała  koszmar  i  krzyknie?  Ludzie  zazwyczaj  tak  robili.  Dźwięk  się  poniesie  i 
przyciągnie Wampiry prosto do niej. Będzie sama. 

Wzmocnił  swój  uścisk  na  jej  talii  i  przyciągnął  ją  jeszcze  bliżej,  aż  była  cała 

przyciśnięta do przodu jego ciała. 

Wciągnął  jej  zapach  i  jego  fiut  natychmiast  odpowiedział  stwardnieniem. 

Przetoczyło się przez niego pożądanie i przestał oddychać przez nos. Uprawianie seksu 
po  zachodzie  słońca  i  kiedy  byli  bezbronni,  byłoby  głupotą.  A  to  była  jedyna  rzecz, 
której  Veso  by  nie  zrobił.  Niech  go  szlag,  gdyby  grupa  krwiopijców  naszpikowała  go 
narkotykami, ponieważ był zajęty i rozproszony. 

Veso poruszył ramieniem, przesuwając rękę z jej talii, w górę pleców, by  pobawić 

się  pasmami  kręconych  włosów  Glendy.  Jego  ciało  zostało  oszukane  wierząc,  że  jest 
jego partnerką. Kłębiące się w nim czułe emocje musiały być wynikiem wymuszonej na 
nich  wymiany  krwi.  Mogły  zblaknąć  –  miał  nadzieję,  że  tak  się  stanie  –  bo  nie  miał 
pojęcia, co zrobi, jeśli tak się nie stanie. 

Jego  klan  nigdy  jej  nie  zaakceptuje.  Decker  mógł  odejść  z  jego  najbardziej 

zaufanymi  egzekutorami,  ale  to  nie  znaczyło,  że  wszystko  się  zmieniło.  W  pewnym 
momencie Decker wróci, a zostawił dość swoich oddanych starszych i członków klanu, 
żeby  być  pewnym,  że  ktoś  spróbuje  zabić  człowieka.  Tolerowali  Kirę,  ponieważ 
przynajmniej częściowo była WampLykanką, a jej ojciec miał jakiś haczyk na Deckera. 

Pragnienie,  żeby  musnąć  swoimi  ustami  wargi  Glendy  sprawiło,  że  się  cofnął, 

przyciskając  mocno kręgosłup do  boku  dziury, którą  wykopał.  Uwiedzenie jej  byłoby 
błędem.  Twierdziła,  że  to  byłaby  katastrofa.  Nie  podobało  mu  się  porównanie,  ale 
rozumiał,  dlaczego  to  zrobiła.  Byli  z  dwóch  różnych  światów  i  gatunków.  Nie 
pasowałby do jej życia i nikt nie zaakceptowałby jej w jego. 

Potem  pomyślał  o  swoim  ojcu  i  skulił  się,  wyobrażając  sobie  jego  reakcję,  gdyby 

przedstawił Glendę jako swoją partnerkę. Wspomnienia z dzieciństwa wciąż wypełniały 
go  goryczą.  Nie  rozumiał,  dlaczego  jego  rodzice  tak  bardzo  się  kłócili  i  żyli  osobno. 
Partnerzy  powinni  być  blisko  i  kochać  się.  W  dniu  jego  dziesiątych  urodzin  zostały 
zabite  jego  dziecięce  marzenia  o  byciu  częścią  szczęśliwej  rodziny.  To  wtedy  jego 
matka powiedziała mu prawdę. 

background image

 

~ 45 ~ 

 

Nie. Musiał opierać się Glendzie i uniknąć popełniania tego samego błędu co ojciec. 

Nigdy  celowo  by  go  nie  zwabiła,  ale  wynik  byłby  taki  sam,  gdyby  zaszła  w  ciążę. 
Warknął, wciąż rozwścieczony na swoje wspomnienia. 

Glenda drgnęła. Zobaczył, że jej oczy się otwierają, a strach szpeci jej rysy. 

- Wszystko w porządku. Przepraszam – wyszeptał. 

- Wampiry? – wydyszała to słowo. 

- Nie. Myślałem tylko o czymś nieprzyjemnym.  

- Co się dzieje? 

-  Nic.  –  Poczuł  się  źle  okłamując  ją.  Partnerzy  zawsze  powinni  być  szczerzy  ze 

sobą. 

Zaskoczyło  go,  gdy  otworzyła  dłoń  na  jego  piersi  i  lekko  ją  pogłaskała  przez  źle 

dopasowaną koszulę, którą miał na sobie.  

- Zły sen? 

Zawahał się, nasłuchując. Las był spokojny i słyszał jak biegają małe zwierzęta. Nie 

robiłyby tego,  gdyby złapały zapach Wampira. Ich instynkt powiedziałby im, że są w 
niebezpieczeństwie. 

- Veso? Każdy je ma. Ja mam przez cały czas.  

- Myślałem o moich rodzicach – przyznał. 

- Tęsknisz za nimi? 

- W moim życiu jest teraz tylko mój ojciec. Moja matka umarła. 

- Tak mi przykro. – Pogłaskała go nieco mocniej. 

- Mnie nie. 

Jej ręka zamarła.  

Mógł sobie wyobrazić jej złe myśli o nim, że to powiedział.  Nie podobało mu się, 

żeby myślała o nim najgorzej.  

- Straciła swojego prawdziwego partnera, kiedy była młoda, zanim dorośli. Miała na 

imię Parma i wychowała się w klanie, w którym się urodziłem. – Przełknął, niepewny, 
dlaczego dzieli się z nią tą historią, ale chciał, żeby zrozumiała. – Zwabiła mojego ojca 

background image

 

~ 46 ~ 

 

z innego klanu. Powiedział, że jest piękna. Była przy tym bardzo agresywna, a on mile 
połechtany. – Teraz łatwiej już było mówić słowa. – Uwiodła go. – Jego gniew zapewne 
był  słyszalny  w  jego  głosie,  ale  zachował  cichy  ton.  –  Mój  rodzaj  nie  rozmnaża  się, 
dopóki  nie  jesteśmy  sparowani,  a  moja  matka  była  w  większości  Lykanką.  Nie 
zrozumiałabyś tego, będąc człowiekiem, ale Lykanie potrafią kontrolować swoje ciała i 
cykle owulacji. Moja matka tak zrobiła i oszukała mojego ojca, żeby zajść w ciążę.  

- Dlaczego? 

- Decker, jej przywódca, poprosił wszystkie klanowe kobiety, żeby urodziły silnych 

synów,  by  pomogli  wzmocnić  jego  pozycję.  Więcej  wojowników  zapewniających 
przetrwanie  klanu.  Tak  naprawdę  nie  chciała  mieć  partnera,  odkąd  straciła  swojego 
prawdziwego,  a  żaden  z  mężczyzn  w  jej  klanie  nie  oddałby  jej  swojego  nasienia.  – 
Gorycz zabrzmiała w jego głosie, ale nie ukrył jej. – Musieli wiedzieć, jaka naprawdę 
była  zimna  i  wyrachowana.  Widzieli  jak  dorastała.  Zamaskowała  swój  zapach  przed 
moim ojcem, zapalając świece zapachowe i czekała naga w jego wannie, kiedy zszedł 
ze  zmiany.  Weszła  do  jego  domu.  Nie  mógł  wyczuć,  że  miała  owulację.  –  Zamknął 
oczy,  nie  mogąc  wytrzymać  litości  na  twarzy  Glendy,  jeśli  taka  była  jej  reakcja.  – 
Dostała to, co chciała od mojego ojca i skończyła w ciąży. Urodziłem się, by zyskała 
przychylność jej ukochanego przywódcy. Mój ojciec dowiedział się o moim istnieniu, 
ponieważ  zmęczyła  się  zajmowaniem  się  dzieckiem,  którego  nigdy  tak  naprawdę  nie 
chciała. Wysłała mu wiadomość, że potrzebuje pomocy w wychowaniu mnie. Błagał ją, 
żeby się z nim sparowała. Miał honor. Odmówiła. Nie pozwolono mu także zabrać mnie 
z powrotem do jego klanu, ponieważ już należałem do jej klanu. Przysięgła moje życie 
Deckerowi.  Mój  ojciec  zrezygnował  ze  swojego  statusu  w  jego  klanie  i  żył  jako  jej 
pełnoetatowa opiekunka do dziecka. Decker pozwolił mu zostać, ale nigdy nie dano mu 
jakiegokolwiek statusu w klanie po jej śmierci. Nawet wtedy, lider klanu nigdy w pełni 
nie zaufał mojemu ojcu.  

Przez chwilę milczała. Doszedł do wniosku, że była przerażona. 

- Musi bardzo cię kochać. 

Jej wyszeptane słowa trochę go ukoiły i otworzył oczy. Glenda wpatrywała się ślepo 

w jego pierś, prawdopodobnie niczego nie widząc.  

-  Tak.  Zrezygnował  ze  wszystkiego,  żeby  mnie  wychować.  Z  początku 

mieszkaliśmy w szałasie za jej domem, dopóki nie zbudował chaty, żeby utrzymać nas 
w  cieple.  Bał  się,  że  zamarznę  zimą  na  śmierć  bez  kominka.  Czasami  musiał  też 

background image

 

~ 47 ~ 

 

zostawiać mnie samego, żeby zapolować na jedzenie. Nie chciała mnie w swoim domu, 
a mój ojciec nie ufał żadnemu z klanu ze mną.  

- Dlaczego twoja matka nie chciała cię w swoim domu? 

- Nie chciała żadnej odpowiedzialności za wychowanie mnie. 

- Co za zimna suka. 

Gniew Glendy zaskoczył go, ale zgodził się. 

- Nie miała serca. Kiedy mnie urodziła, udowodniła swoją lojalność wobec Deckera. 

Poprosiła go, żeby uczynił ją zabójcą, by móc zabijać jego wrogów. Decker wysyłał ją 
za  każdym,  kogo uznał  za  zagrożenie  lub  za  kimkolwiek,  kto  go  rozgniewał.  Miałem 
dwanaście lat, kiedy nie wróciła. Zabójca sam skończył zabity. 

Palce Glendy zacisnęły się na jego koszuli.  

- Przykro mi, Veso. To takie straszne.  

-  Powiedziała  mi,  kiedy  miałem  dziesięć  lat,  że  denerwowałem  ją  swoją  potrzebą 

dotyku i spędzania z nią czasu. Wyjaśniła, dlaczego się urodziłem i o przyszłości, jaką 
mi  wyznaczyła.  Egzekutorzy  nigdy  nie  płaczą,  nie  mają  żadnych  słabości,  a  ja 
rozczarowałem  ją  moją  miłością.  Urodziłem  się,  żeby  zostać  zabójcą  Deckera. 
Powiedziała,  że  moje  uczucie  obrzydzało  ją.  To  była  pierwsza  trudna  lekcja  z  wielu 
zanim umarła.  

Glenda potarła twarz o jego koszulę.  

- Tak mi przykro. Nic dziwnego, że jesteś takim twardzielem. Boże. Co mówił twój 

ojciec?  

- Powiedział, żebym ją ignorował. Oczywiście nie mogłem. Powiedział, że kochanie 

kogoś  nie  jest  błędem,  ale  może  być  bardzo  bolesne,  kiedy  nie  zwraca  się  uczucia. 
Wiedział  to.  Myślę,  że  początkowo  próbował  pokochać  moją  matkę.  Lata  jednak  to 
zmieniły.  Potem  zaczął  mnie  ostrzegać,  żebym  nie  pozwolił  nikomu  się  zbliżyć, 
ponieważ to może spowodować głęboki ból i otworzyć mnie na zdradę.  

- Czy twój tata jest kochający? 

- Jest lojalny względem mnie. Poparł mnie, gdy odmówiłem zostania egzekutorem. 

Zamiast tego przyjąłem służbę strażnika.  

- Jaka jest różnica? 

background image

 

~ 48 ~ 

 

- To skomplikowane, ale sprowadza się do tego, że Decker nie może wysłać mnie, 

żebym zabijał jego wrogów. Zemściłem się na matce, odmawiając przyjęcia stanowiska 
w klanie, w którym mnie urodziła.  

- Cóż, myślę, że to dobrze. 

- Masz silną więź ze swoimi rodzicami? Rodzeństwem? – Nic o niej nie wiedział z 

wyjątkiem tego, że jest spokrewniona z mistrzem, mieszkała w mieszkaniu w Oregonie 
i ma denerwujące dzieci z sąsiedztwa, które raz zbiły jej okno. 

-  Rozwiedli  się,  gdy  miałam  cztery  lata.  Mój  biologiczny  ojciec  nie  chciał  płacić 

alimentów,  więc  się  wyprowadził.  Słyszeliśmy,  że  ożenił  się  z  kimś  innym  i  założył 
nową  rodzinę.  Próbował  skontaktować  się  ze  mną,  gdy  byłam  nastolatką,  ale  nie 
chciałam  w  moim  życiu  kogoś,  kto  odszedł  tak  jak  on.  Nie,  dziękuję.  Moja  mama 
wyszła za mąż za mojego ojczyma dwa lata po rozwodzie. Nie był zbytnio materiałem 
na  ojca,  ale  był  w  porządku.  Kiedy  miałam  czternaście  lat,  urodził  się  mój  brat. 
Jesteśmy jak dzień i noc. Chciałabym, żebyśmy byli sobie bliscy, ale tak się nie stało. 
Dużo  się  nim  opiekowałam,  kiedy  był  mały,  ale  potem  wyprowadziłam  się  jak 
skończyłam osiemnaście lat i teraz prawie z nimi nie rozmawiam.  

-  Odniosłem  wrażenie,  że  ludzkie  dzieci  mają  tendencję  do  mieszkania  w  domu, 

dopóki  nie  wezmą  ślubu.  Masz  męża?  –  Ta  myśl  tak  bardzo  go  zaniepokoiła,  że 
właściwie  poczuł  wściekłość.  Nie  podobała  mu  się  myśl  o  jakimś  człowieku,  który 
rościłby sobie prawo do tego, co jest jego.  

-  Nie.  Nigdy  nie  wyszłam  za  mąż.  Ukończyłam  szkołę  średnią  i  dostałam  pracę. 

Mieszkając w ich domu przeważnie czułam się jak ciężar. Tworzyli zżytą rodzinę, a ja 
tak  naprawdę  nie  byłam  jej  częścią.  Mój  brat  wołał  na  mojego  ojczyma  tato,  a  ja 
nazywałam  go  Mike.  To  było  po  prostu  niezręczne.  Siostra  przyjaciółki  załatwiła  mi 
pracę  w  firmie  sprzątającej,  gdzie  aktualnie  pracuję.  Płacili  wystarczająco,  żebym 
wynajęła tanie mieszkanie i brałam nocne zmiany. Pięłam się w górę, aż przenieśli mnie 
na  stanowisko  biurowe  w  Oregonie.  Rozmawiam  z  rodzicami  przez  telefon  w  czasie 
świąt, ale to wszystko. Nie byłam w domu od czterech lat.  

- Czy w twoim życiu jest jakiś mężczyzna? – Nie był pewien, co zrobi, jeśli powie 

tak.  Nie  było  na  niej  zapachu  żadnego,  nie  miała  pierścionka,  ale  nie  wiedział,  kiedy 
Wampiry ją zabrały. Czas zatarłby ludzki zapach i mogli ukraść jej biżuterię. 

- Nie. Dużo pracuję. Aplikuję na stanowisko kierownicze, które się stworzyło. A to 

znaczy, że muszę harować jak wół, przychodzić wcześniej niż wszyscy inni i zostawać 
do  późna.  To  dlatego  jadłam  dopiero  o  ósmej  wieczorem,  kiedy  zostałam  porwana. 

background image

 

~ 49 ~ 

 

Dosłownie  weszłam  przez  drzwi,  zrzuciłam  buty  i  otworzyłam  fast  food,  gdy  to  okno 
zostało rozbite.  

Wzmógł się wiatr, szeleszcząc drzewami.  

- Powinniśmy odpocząć. Wkrótce nadejdzie poranek i musimy przewędrować dużą 

odległość.  

-  Jeśli  nie  zabijesz  nas  podczas  przejścia  przez  ten  wąwóz  –  mruknęła  przy  jego 

piersi. – Nadal uważam, że powinniśmy to obejść. 

- Stracimy cały dzień. Nie pozwolę ci spaść – obiecał. Spuści ją na dół i wciągnie na 

górę  wąwozu.  Który  stał  między  nim  i  terytorium  WampLykan.  Prawdziwym 
problemem będzie to, co zrobi, gdy dotrze do domu. Klan będzie zdenerwowany, jeśli 
wróci  z  człowiekiem.  Będą  oczekiwać,  że  wyczyści  jej  wspomnienia  i  odeśle  ją  z 
powrotem do jej ludzi. Nie miał zamiaru pozwolić Wampirom, żeby znowu ją złapały. 
To oznaczało zatrzymanie jej przy sobie. 

Glenda skinęła głową.  

- Jesteś ciepły. 

Boże,  pachniała  tak  nęcąco.  Próbował  myśleć  o  czymś  innym.  Skupienie  się  na 

matce pomogło. Nigdy nie skończy w takiej samej sytuacji jak jego ojciec. Wątpił, żeby 
Glenda  tak  po  prostu  oddała  mu  dziecko  i  wróciła  do  swojego  świata,  gdyby 
przypadkowo  ją  zapłodnił.  I  nie  było  mowy,  żeby  zabrała  jego  syna  lub  córkę  do 
swoich, gdy nie  będzie  mógł  chronić ich  oboje.  Musiałby  zostawić wszystko,  co  znał 
dla  swojego  dziecka.  Najlepiej  byłoby,  gdyby  nie  ryzykował  ciąży.  To  oznaczało 
kontrolowanie jego pragnień.  

- Śpij – rozkazał. Żałował tylko, że nie może poprosić jej, żeby odsunęła się od jego 

ciała,  bo  dziura,  którą  wykopał  nie  była  duża.  Bardziej  martwił  się  głębokością,  czy 
ukryje ich sygnatury ciepła niż szerokością, by zachować więcej przestrzeni między nim 
i Glendą.