background image

 

Rozdział 3 

Edward wyszedł jakieś 5 minut temu. Pieprzyliśmy się całą 
noc jak te dwa króliki. Weszłam pod prysznic i umyłam się. Co 
ja zrobiłam? Naiwna Bella poszła do łóżka z facetem, którego 
znało się niecały dzień. No dobra moje ofiary znałam kilka 
minut. Ale później ich zabijałam…Kurwa, nagle mnie 
oświeciło…Przecież ten mały Chochlik będzie o wszystkim 
wiedział. A za 10 minut mam być w szkole. Nałożyłam 
popielate rurki moje ukochane kolorofe Nike. No i oczywiście 
za dużą koszulkę z napisem „szukam drugiego chętnego 
wariata na wyprawę walcem dookoła świata”. Koszulka w 
kolorze żółtym. Weszłam do obszernego garażu i tu jak 
zwykle pojawił się dylemat czym jechać. Hmmmm Hummerku 
jedziemy. Wsiadłam do tego kolosa i ruszyłam w stronę 
szkoły. Dotarłam na miejsce w 5 minut. Zaparkowałam na 
moim stałym miejscu  z dala od innych uczniów. Posiedziałam  
w autku jeszcze 10 minut kiedy obok mnie zaparkował 
Edward Mustangiem. Zaraz za nim wjechał Jasper Bmw. 
Emmett wjechał ZIELONYM HUMMEREM. Noszkurwa.  
Z Bmw wyskoczył ten narwany chochlik.  
-Bello! Bello! Widziałam co się stało u ciebie w domu- 
spojrzałam na Edwarda który był tak wpieniony że myślałam, 
że ją zabije. 
-ALICE! – też się wkurzyłam takk, że zaczęło mną szarpać. 
Ale zaraz poczułam, że coś mnie uspakaja.  
-JAZ! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!  
-A mi się zwierzył jak mu było- powiedział z zaciszem 
Emmett. 
-Głupi chuju- wydarła się i wskoczyłam do samochodu. 
Odjechałam tak szybko jak się dało. Zobaczyłam jak Edward 
wsiada do swojego i jedzie w moją stronę. Byłam szybsza. 
Wbiegłam do domu i to co zobaczyłam mnie przeraziło. 

background image

Na środku kuchni stał Demetri. Ten od Volturi.  
-Co ty tu robisz?!- zapytałam i zacisnęłam palce .  
-Odszedłem od Volturi. Cullenowie mnie irytują, a natrafiłem 
na twój dom więc… 
-A co ja Caritas jestem?! – usłyszałam samochód Edwarda 
dwie ulice dalej- Sorry, przydasz się na coś- powiedziałam i 
podeszłam do chłopaka – Masz złote oczy… 
-Odżywiałem się zwierzętami ponad rok. Dlatego też 
uciekłem  stamtąd. Nie piłem krwi człowieka od roku- 
powiedział i wyszczerzył się. Samochód Edka był na mojej 
ulicy.  
-Słuchaj…Demetri. Tęskniłam.  
-Co tu się…DEMETRI?!- zawołał- Bello co on ci zrobił?- 
wybuchłam śmiechem. 
-Nic- powiedziałam i znikłam. Naprawdę pobiegłam do 
swojego pokoju i miałam zamiar spakować kilka rzeczy. 
-Bello!- krzyczał Edward ale nie reagowałam. Wyszło na  to 
że nałożyłam szary dres i Nike z Eminemem i wbiegłam do 
salonu gdzie byli chłopacy… 
-Demetri zaopiekuj się domem. Możesz jeździć Hummerem i 
Porsche. Nie tykaj Lancera i Nissana. Ja muszę wyjechać. Na 
bardzo długo- powiedziałam nadal niewidzialna i wybiegłam na 
drogę. Biegłam w stronę Alaski. Po drodze w jakimś mieście 
zauważyłam na moście człowieka. Podeszłam do niego oparłam 
się o barierkę i zaczęłam jakże emocjonująca konwersację.  
-Czemu chcesz skoczyć?  
-Bo nie mam nikogo, kto by mnie kochał- zdziwiłam się bo to 
był nawet przystojny mężczyzna. Czyżby ćpał? Nieee 
czułabym to.  
-A chcesz przelecieć przed śmiercią choć jedną dziewczynę? 
-Nie- zaczął się trzepać- ty chcesz mnie stąd ściągnąć. Ty 
chcesz mnie uratować.  
-Kurwa śmieszny jesteś. Jak bym chciała to już bym cię 
zepchnęła. Albo uratowała- powiedziałam śmiejąc się. 

background image

-To pokaż mi co byś mi zrobiła- złapałam go za rękę i 
pociągnęłam tak, że wisiał na wyciągnięcie ręki za barierką- 
puść mnie. zabij- prosił się gnój o śmierć. Wciągnęłam go z 
powrotem. Wzięłam go na ręce i ścisnęłam tak, że nie mógł 
się ruszyć. Zaczęłam biec w stronę gór.  
-Puść mnie!- darł się. Nie dziwię się bo biegłam z zawrotną 
prędkością. Położyłam go na skałce nadal trzymając.  
-Umrzesz…-powiedziałam powoli- Ale jak umierać to na 
całego- wyszczerzyłam się. Czułam  jak skacze mu adrenalina- 
Boisz się? 
-Ooo  czym…mm..mówisz- zaczął się jąkać. 
-Odpowiadaj na moje pytania- powiedziałam i uderzyłam go 
pięścią w szczękę. 
-Nieee -wydusił. 
-Nie okłamuj mnie- powiedziałam uderzając go mocniej, a z 
jego rozbitej wargi poleciała krew. Starłam ją kciukiem i 
zlizałam…mmm…niesamowicie słodka- Boisz się?  
-Taaaakkk – zaśmiałam się. 
-A tak to chciało Ci się skakać. Teraz będziesz umierać, 
krócej, ale za to w zajebistych męczarniach. Bedzie bolało… 
-Ja nie chcę…-powiedział. 
-Ale ja jestem głodna- powiedziałam i oblizałam się. 
Zatopiłam kły, które zdążyły się wysunąć, w jego tętnicy 
szyjnej. Poczułam jak krew spływa mi  do gardła. Była słodka i 
gęsta. Koleś się nieźle uszarpał. Ale w końcu wypiłam całą 
krew. Ciało gościa opadło bezwładnie na kamień. Hm… trzeba 
jakoś teraz zamaskować ciało.  Bo nie miałam ochoty na 
wizytę Aro, który chętnie pomacałby moją rękę a z 
pewnością coś innego też. Rozejrzałam się po okolicy… 
EUREKA! Niedaleko w skale jest rozpadlina. Podeszłam bliżej 
niej… Jakieś dziesięć metrów w głąb. Znów podeszłam do 
kolesia i zaczęłam go drapać…wyglądało prawie idealnie. 
zaczęłam się śmiać z samej siebie. Zabiłam człowieka, wpiłam 
jego krew zmasakrowałam ciało i mówię, że wygląda 

idealnie

Znacie dobrego psychiatrę? Pobiegłam w stronę większych 

background image

gór. Nagle stanęłam jak wryta. Zaczęło mnie trząść od 
środka. Moje palce wygięły się w szpony. Poczułam ogromne 
pragnienie krwi a przecież byłam tak obżarta, że ja pierdole. 
No nie znowu…czy mówiłam, że raz na jakiś czas mnie 
rozpierdala? No właśnie teraz to się ze mną dzieje. Tylko 
teraz jest gorzej. Moje, że tak powiem „zdechłe”, serce 
zaczęło mi ciążyć. Mam ochotę rozpierdolić wszystko. Nie 
umiem tego wytłumaczyć. To takie fajne (dla Belli w wersji 
„jestem dzika i mogę pogryź bez powodu”) lecz z drugiej 
strony (dla Belli w wersji „przepraszam nie jadam ludzi”) to 
jest straszne kiedy robi się z  ciebie taki zły charakter jak 
w kreskówkach. Nagle poczułam świeżą krew…mmm pycha. 
Biegłam w stronę zapachu. Kiedy byłam na tyle blisko żeby 
coś usłyszeć okazało się ze to byli turyści. Mężczyzna i 
kobieta. Wbiegłam na polanę niewidzialna. Ogłuszyłam 
kobietę, uderzając ją w tył głowy pięścią. Kiedy laska upadła, 
koleś podleciał do niej ale ja się w tedy zmaterializowałam. 
Wbiłam moje kły w niego. Ciepła ciecz ciekła mi po 
gardle…ach…kocham to uczucie. Drżenie lekko ustąpiło. Lubię 
to! Haha. Odrzuciłam bezkrwiste zwłoki na bok. Samica już 
odzyskiwała przytomność. Poczekałam chwilkę jak już była w 
pełni świadoma rzuciłam się na nią. Złamałam jej rękę a ona 
darła się w niebo głosy. 
-Czego ode mnie chcesz?! Co zrobiłaś z Kenem?!  
-yyy od ciebie chcę krwi, Barbie. Twój Ken mi ją dał.  
-Nie zabija mnie! Nie powiem kim jesteś! -darła się. Jejku 
jeszcze jej się nie znudziło? Ej co wy na to, żeby znaleźć 
gruby kij i włożyć jej go w cipę? Ciekawe, ciekawe…ale nie. 
Mama mówiła, żeby nie bawić się jedzeniem.  
-Powiedz dobranoc- powiedziałam spokojnie.  
-Nie!!!- wykrzyczała kiedy ja wgryzłam się jej w szyję. Piłam i 
rozkoszowałam się ciepłym potokiem w moim gardle.  
-Bella! -podniosłam oczy nadal pijąc. 
-Demetri?!- powiedziałam nadal trzymając kły w kobiecie. 
Warknęłam. 

background image

-Spokojnie. Zjedz do końca-pociągnęłam jeszcze dwa razy i 
od rzuciłam ją dalej. 
-Sorry, że tak warknęłam- powiedziałam. 
-Nic się nie stało- uśmiechnął się- w rodzeństwie to 
normalka- Czy ja wspomniałam, że jesteśmy rodzeństwem? 
Chyba nie. No więc to mój brat jest.  
-Taaa. Ale co się stało, że odszedłeś od tego pedofila? 
-Bo mnie zaczęli denerwować. Chcą odbudować potęgę 
Volturi. Ci w…yyy Rumunii też mają jakiegoś pierdolca a nie 
wspomnę, że o tym samym myśli Wieża Wampirów. 
-Ale, że niby kto?!- Taaa stoimy nad dwoma trupami i 
rozmawiamy o wampirzej polityce. Zacnie prawda?  
-Tacy tam… mieszkają w Kanadzie w zamku o zajebistej 
wieży.  
-Aha-No co miałam powiedzieć?  
-Musimy sprzątnąć trupy- powiedział mój braciszek. 
-Taaa. Ja je trochę poharatam a ty ogarnij inaczej namioty i  
w ogóle wszystko.  
-Bell wrócisz do domu?  
-Nie mam pojęcia. A wiesz dla czego uciekłam?  
-Edward mi mówił- niech to szlag, aż zawarczałam z 
wściekłości-Ej nie wariuj- powiedział delikatnie. Jeszcze nikt 
się tak o mnie nie martwił. 
-Spokojnie…zapolujemy jeszcze?- zrobiłam maślane oczy  
-No chyba, że na zwierzęta…zapomniałaś? 
-To ja jeszcze sobie coś upoluje. 
-Oj Bello, Bello. 
-No so? –Już miałam odchodzić kiedy zapytałam 
-Jak mnie znalazłeś?  
-Zapomniałaś, że jestem tropicielem?- upsss…- coś się dzieje 
z twoją pamięcią. 
-Tak ,tak. Skleroza, ma się w końcu te 400 lat- zaśmiałam się 
i drapałam bezkrwiste ciała ofiar. No co?! Może faktycznie 
jestem psychiczna.  
-Gdzie j porzucisz- zapytał gdy brałam ludzi za nogi. 

background image

- Nie daleko jest dziura na dziesięć merów. Już jednego tam 
rzuciłam.  
-Aha, to leć- No to po biegłam. Trochę był to komiczny 
widok, bo biegłam w wampirzym tempie trzymając za nogi 
dwa trupy. Nie no spoko, każdy ma swoje odchyły, prawda? 
Wrzuciłam zwłoki do dziury i wróciłam do Demetriego.  
-Eno braciszku niezła robota- cały namiot miał ślady pazurów. 
Wszystko co mogło zrobić dzikie zwierzę było zrobione.  
-Wiem bo moja- powiedział z uśmiechem- musimy wracać. 
-Ja nie wracam. Nie będę patrzyła na tego debila.  
-Bello, wróć do mnie. Ja dla ciebie odeszłam od Volturi- ta 
jasne, bo uwierzę.  
-Yhy, Demetri ja, ja…Edward dziwnie na mnie działa.  
-On powiedział dokładnie to samo.  
-Ta jasne-mruknęłam  
-Jejku, będziesz miała na niego wyjebane i już. Kupimy nowy 
samochód…- nie widział mnie 400 lat a i tak wie co lubię.  
-No dobra- Jezu jaka ja się robie żałosna kiedy wokół mnie 
jest więcej ludzi…wampirów…tego i tego. 
-Uff…- I to jest mój brat? Masakra a nie brat- Daj łapkę i 
szorujemy do domu.  
-Demetri! 
-Żartowałem. Musimy wstąpić do najbliższego miasteczka po 
okulary dla ciebie- no tak kiedy dostawałam napadu ‘’głodu” 
moje oczy robiły się czerwone nawet po zabiciu jednego 
człowieczka.  
-Spoko. Kupisz mi żelki? 
-Przecież nie jemy – powiedział Demetri z miną mówiącą „łota 
fak?” 
-Wyobraź sobie, że jak bardzo chce mi się ludzkiej krwi pije 
słodkie napoje, typu Coca Cola lub Moutain Dew. Ale MD jest 
słodsze.  
-A żelki?  
-są słodkie, czuje ich smak. 

background image

-Bosze Bella ale ty jesteś pierdzielniętaaa!- to mówi mój 
brat proszę państwa.  
-Weź się ogarnij i idziemy- powiedziałam ruszając biegiem w 
stronę małego miasteczka.  
-Bello!- darł się Demetri- Nie mogą cię dogonić. 
-Bo ciniki jesteś, braciszku- wybuchłam śmiechem i 
zaczekałam na tego ślamazarę.