background image
background image

KateHewitt

Paryżanka

Tłumaczenie

MałgorzataDobrogojska

background image

ROZDZIAŁPIERWSZY

Olivio,jesteśmipotrzebna.
OliviaEllisstarałasięopanowaćuczuciawywołanesłowamiszejkaAzizaalBaki-

ra. Nic niezwykłego, że jej potrzebował, skoro zmieniała pościel, czyściła srebra
iutrzymywałajegoparyskidomnaIledelaCitéwstałejgotowości.

PocojednakwezwałjądokrólewskiegopałacuwKadar?
Niecałe osiem godzin wcześniej osoba z otoczenia Aziza wprowadziła ją na po-

kład królewskiego samolotu zmierzacego do Siyadu, stolicy Kadaru, gdzie Aziz
niedawnowstąpiłnatron.

ZParyżawyjeżdżałaniechętnie,bobardzojejodpowiadałospokojneżycie,jakie

tuwiodła:porannakawazkonsjerżkąwpobliskiejkafejce,popołudnioweprzycina-
nieróżwogrodzie.Spokojnebytowanie,pozbawionepasjiczynamiętności,zatojej
własne.Czułasięnatyledobrze,byniechciećniczmieniać.

Czegowaszawysokośćodemnieoczekuje?–zapytała.
DługilotdoKadaruspędziła,wymyślającniezliczonepowody,dlaktórychniepo-

winna była opuszczać Paryża. Przede wszystkim tamtejsze uporządkowane życie
dawałojejpoczuciebezpieczeństwa.

 Zważywszy na okoliczności, powinnaś zacząć mówić mi po imieniu. – Aziz

uśmiechnąłsięczaruco,aleOliviapozostałaniewzruszona.

Nie pierwszy raz zauważała emanucy z niego wdzięk i słuchała pochlebnych

słów, wcześniej kierowanych do kobiet odwiedzacych paryski apartament. Jakże
częstozbierałaporzuconąnaschodachbieliznęiparzyłakawękobietom,którewy-
mykałysięzsypialniprzedśniadaniem,zpotarganymiwłosamiiwargamiobrzmia-
łymiodpocałunków.

Byłaprzekonana,żejestodpornanauwodzicielskiurokswojegogospodarza.Ta-

bloidynadałymuprzydomekPlayboyaDżentelmenaichybarzeczywiścieodznaczał
siępewnącharyzmą.Wyraźniejsząchybateraz,kiedyotaczałyichpokrytefreska-
miścianyikosztownewyposażenieprzepysznegopałacu.

Dobrze.Wczymcimogępomóc?
wiłatakimtonem,jakbychodziłoowymianędachówkiczyteżlistęzaproszo-

nychgości,choćtosamnasamzszejkiemwnowymotoczeniubudziłowniejnie-
pewność.

Aziz był niewątpliwie atrakcyjnym mężczyzną, choć chyba nie w jej typie. Atra-

mentowoczarne włosy spadace w uroczym nieładzie na czoło, srebrzystoszare
oczy,zaskakucopełnewargi,częstouwodzicielskouśmiechnięte.Ciałodoskonale
smukłe,alemocne,bezgramazbędnegotłuszczu.

Milczał,podpierającbrodęnadłoniach,aOliviaczekała.
Pracujeszdlamniejużsześćlat–powiedziałwkońcu.
Owszem.
Odpoczątkubyłemztwojejpracybardzozadowolony.

background image

Przerażona,żechcejązwolnić,czekałanaciągdalszy.Czegoteżmógłodniejtak

bardzopotrzebowaćtutaj,wKadarze?Nieznosiłaniespodzianek.Przezsześćlat
budowała sobie bezpieczny, mały świat, i teraz nagle zawisła nad nią groźba jego
utraty.

 W Paryżu wykonywałaś świetną pracę, utrzymując porządek w moim domu –

powiedział.–Tutajmamdlaciebiezupełnieinnezadanie,niepotrwatojednakdłu-
goiwierzę,żeznakomiciesobieporadzisz.

Nie domyślała się, o czym mówi, ale skoro chodziło o niedługi czas, mogła mieć

nadzieję,żeszybkosięztymuwinie.

Wciążnierozumiem,dlaczegomnietuwezwałeś.
Wszystkoswoimczasie.
Wodpowiedzitylkosięuśmiechnąłipodszedłdoorzechowegobiurka.Wcisnąłja-

kiś guzik i po zaledwie sekundach zapukano do drzwi. Do pokoju wszedł ten sam
mężczyzna,któryjątuwcześniejprzyprowadził.

Waszawysokość?
Jakmyślisz,Malik?Daradę?
MężczyznauważnieprzyjrzałsięOlivii.
Włosy
Ztymsobieporadzimy.
Oczy?
Nieistotne.
Malikpokiwałgłową.
Wzrostpasuje.
Owszem.
Dyskrecja?
Mężczyźnispotkalisięwzrokiem.
Absolutna–zapewniłAziz.
Wtakimraziejestszansa.
Tocoświęcejniższansa.Tokonieczność.Zagodzinęmamkonferencjępraso-

wą.

Malikpokręciłgłową.
Godzinatozamało.
Musiwystarczyć.Niemogęryzykowaćdalszejdestabilizacji.
Jego twarz przybrała twardy wyraz, zmieniając go w kogoś zupełnie innego niż

znanyjej,roześmiany,pogodnyibeztroskiplayboy.

Wtymmomenciewystarczyiskra,bywywołaćpożar.
Toprawda,waszawysokość.Przygotujęcotrzeba.
Dziękujęci.
Możeszmiwyjaśnić,ocochodzi?–spytałaOlivia.
 Przepraszam cię za tę rozmowę. Rozumiem, że mogła być dla ciebie nieprzy-

jemna.

Rzeczywiście,niepodobałjejsięsposób,wjakioniejrozmawiali.Zupełniejakby

byłaprzedmiotem.

Uspokójsię–poprosił,unoszącwgóręobiedłonie.–Naszadalszarozmowanie

miałabysensu,gdybyMalikcięniezaaprobował.

background image

Zaaprobował?
Uznałzaodpowiednią.
Odpowiednią?Doczego?
Westchnąłciężko.
Rozumiem–rzekł,wzdychając–żenieznaszwarunkówpostawionychwtesta-

menciemojegoojca?

Oczywiście,żenie.Przecieżwiesz,żeniemamdostępudotakichinformacji.
Zawszemożesięzdarzyćjakiśwyciek.Noisporospekulowanonatentemat.
Zzasadyniesłuchamplotek.
Niemiałaoniczympocia,zresztąnieczytywałaplotkarskichmagazynówanita-

bloidów.

Alewiesz,żejestemzaczonyzkrólowąElenązTallii?
Wiem.
Zaczynyparyogłoszonopubliczniewpoprzednimtygodniu,ślubmiałsięodbyć

zakilkadniwKadarze.

Mogłacięzaskoczyćszybkośćtychzaczyn–zauważyłiczekałnajejreakcję.
Olivia wzruszyła ramionami. Jej pracodawca był przede wszystkim playboyem.

Świadczyła o tym choćby liczba kobiet sprowadzanych do paryskiego domu. Stan-
dardowymprezentempożegnalnymbyłabrylantowabransoletkaibukietlilii.

Przypuszczam,żeskoromaszzostaćszejkiem,będzieszchciałsięożenić–po-

wiedziała.

Wodpowiedziparsknąłurywanymśmiechemiprzezchwilęmilczał,jakbyważąc

następnesłowa.

Mójojciecnigdynieakceptowałmoichwyborów–powiedziałwkońcu.–Mnie

zresztąteżnie.Sformułowałtestamenttak,żebyzatrzymaćmniewKadarzeiskrę-
powaćdawnątradycją.–Wyruszyłramionami.–Możechciałmnieukarać?Toteż
bardzoprawdopodobne.–Mówiłlekkimtonem,alewjegooczachdostrzegłachłód
ichybaból.

Zaciekawiłasięprzelotnie,alezaraznakazałasobieobojętność.Niepotrzebowa-

łaznaćszczełówjegorelacjizojcemczykimkolwiekinnym.Niebyłaciekawa,ja-
kieskrywałuczucia,jeżeliwogólejakieś.

Jakietowarunki?–spytałabeznamiętnie.
Żebyzostaćszejkiem,muszęsięożenićwciągusześciutygodniodjegośmierci.

–Cynicznygrymasitwardywyrazoczunadałymuzgorzkniaływygląd.

Miesiącjużminął.
Właściwiepięćtygodniiczterydni.AmójślubzkrólowąElenąpowiniensięod-

byćpojutrze.

Wtakimrazieożeniszsiędokładniewwymaganymczasie.
Niestetyjestpewienproblem.–Jegogłosbyłniebezpieczniejedwabisty.–Ito

poważny,boElenaznikła.

Znikła?
Dwadnitemuzostałaporwanaprzezbuntownika.
Niemiałampocia,żetakierzeczywciążsięzdarzająwcywilizowanymświe-

cie.

Zdziwiłabyśsię,doczegomożedojść,gdywgręwchodziwładza.Jakietajemni-

background image

celudzieskrywająijakiekłamstwaopowiadają.

Odwróciłsięodniejiprzezmomentmiaławrażenie,żeonteżcośprzedniąukry-

wa.Możeprawdziwegosiebie?

Przezsześćlatwydawałsiędokładnietym,kimbyłnapierwszyrzutoka:czaru-

cym,beztroskimplayboyem.Terazjednakzaczęłasiędomyślaćjakiegośmrocznego
sekretu.

Znałatozwłasnegodoświadczenia.
Wiesz,gdzieprzetrzymująkrólowąElenę?–spytała.
Prawdopodobniegdzieśnapustyni.
Szukaszjej?
Robię,comogę.AleniebyłemwKadarzeodpięciulat,awcześniejstarałemsię

spędzaćtujaknajmniejczasu.Ludziemnienieznają.Wtakiejsytuacjitrudnoocze-
kiwaćodnichlojalności.Przynajmniejdokisobienaniąniezasłużę.

Chceszpowiedziećzaczęła,aleprzerwałjejniemalodrazu.
NiełatwobędzieznaleźćkrólowąElenęnapustyni.Jejporywaczmawsparcie

Beduinów,którzyukryjąichoboje.Dokijejnieznajdęlubniedojdęznimdopo-
rozumienia,muszęsiępostaraćorozwiązaniealternatywne.

Milczała, porażona nagłym przypuszczeniem. Czyżby chciał ją w to zaangażo-

wać?

Niktniewie,żeElenazostałaporwana.Gdybywiedziano,sytuacjastałabysię

jeszczebardziejniestabilna.

Niestabilna?Podjakimwzględem?
Niektórepustynneplemionawspierająbuntowników.NaprzykładKhalila.
wiłpozorniebezemocji,alewyczuwałacośkipiącegopodpowierzchnią.Kim

mógłbyćKhalil?

CotozaKhalil?Przecieżtotyjesteślegalnymdziedzicem.
Doceniamtwojezaufanie,niestetyjednaktowszystkojestdużobardziejskom-

plikowane.

Znówprzybrałlekkiton,aleniedałasięoszukać.
Jakbardzo?Icojamamztymwszystkimwspólnego?
Niemogęprzyznaćpublicznie,żeporwanominarzeczoną–powiedział,nieod-

rywającodniejwzroku.–Potrzebujęwięckogoś,ktojązastąpi.

Miała wrażenie, że lodowata dłoń ścisnęła ją za gardło. Na chwilę zabrakło jej

tchu.Otworzyłausta,aleniewydobyłsięznichżadendźwięk.

Kogoś,kogoprzedstawięjakomojąnarzeczoną–wyjaśniłdobitniej.
Ale
Iwłaśnietojestzadaniedlaciebie–kontynuował,niepozwalającjejdojśćdo

słowa.

Wjegooczachlśniłyiskryrozbawienia.Wpatrywałasięwniego,obezwładniona

niedowierzaniem.

Chcę,żebyśzostałamojąnarzeczoną.

background image

ROZDZIAŁDRUGI

Azizobserwowałswojąchłodną,kompetentnągospodynię,naglezmienionąwsłup

soli.Obawiałsię,czyniezemdleje.Zachwiałasięlekko,jejpiękneciemnoniebieskie
oczyzasnułamgiełka,aróżowewargiułożyłysięwuroczozdumione„o”.

Byłaatrakcyjnąkobietą,cozauważyłjużwcześniej,byłotojednakpięknochłodne

i powściągliwe. Smukła sylwetka, włosy barwy karmelu, zawsze zebrane w węzeł
nakarku.Gładkacerabezśladumakijażu,któregozresztąniepotrzebowała.

Mocnozarumieniona,zdecydowaniepokręciłagłową.
 Niezbyt dobrze rozumiem, o co tu chodzi, wasza wysokość, ale cokolwiek to

jest,niebędziemożliwe.

Przedewszystkimpamiętaj,żebymimówićpoimieniu.
Wciemnoniebieskichoczachzamigotałyiskierkibuntui,naprzekórcałejsytuacji,

ucieszył się, że w ogóle ma jakieś uczucia. Często zastanawiał się, co też skrywa
podtąmaskąobojętnejpoprawności.

ZnałOlivięodsześciulat,alewidywałjątylkokilkarazywrokuizaledwieparo-

krotniemiałokazjęzauważyćoznakijakichkolwiekuczuć.Kiedyśbyłatojedwabna
apaszka w barwach zachodzącego słońca. Innym razem wybuch radosnego śmie-
chu.KtóregośdniapojawiłsięwParyżuodzieńwcześniejizastałjąprzypianinie.
Muzykabrzmiałapięknie,tęsknaismutnazarazem,awyraztwarzypianistkicóż,
dotejporygoniezapomniałijużniezapomni.Wkładaławtęgręduszę,abyłato
dusza,któraniemałowycierpiała.

Nie przyznał się, że słyszał grę, bo nie chciał naruszać jej prywatności. Ale od

tamtejporyzastanawiałsięcorazczęściej,jakietajemniceskrywapodchłodnąma-
ską.

Właśniezewzględunatenchłódiopanowaniewybrałjądoroliswojejnarzeczo-

nej.Pozatymbyłainteligentna,dyskretnaidoskonałekompetentna.Tecechymogły
tylkopomóc.

Pozwólmiwyjaśnić–poprosił,podczasgdyjejpierśunosiłasięiopadaławryt-

mieprzyspieszonegooddechu.

Miała na sobie białą bluzkę, nawet po dziewięciogodzinnym locie sprawia

wrażenieświeżowyprasowanej,dopasowaneczarnespodnieipraktyczneczółenka
naniskimobcasie.Włosy,jakzwykle,zaczesaładotyłuispięłaklamerką.

Miała dwadzieścia dziewięć lat, ale ubierała się konserwatywnie, choć modnie,

wrzeczydobrejjakościidoskonaleskrojone.

Proszę–odparłajużznaczniełagodniej.
Wróciładawna,dobrzemuznanaOlivia.Spokojnaizrównoważona.Ucieszyłsię,

bowłaśnietakiejjejpotrzebował.

Chciałbym,żebyśprzezjakiśczasodgrywałarolęmojejnarzeczonej.Dokijej

nieznajdę.

Poco?

background image

Muszępołożyćkresplotkomojejnieobecności.Zagodzinęoddziesiękonfe-

rencjaprasowa,potemmamysiępokazaćrazemnapałacowymbalkonie.

I?
Zawahałsięnamoment.
Towszystko.
Wszystko?Dotego,żebysięrazpokazaćnabalkonie,mogłeśbeztruduposłu-

żyćsiękimśinnym.

Chciałemkogoś,kogoznamikomuufam,aponieważdługomnietuniebyło,ta-

kichosóbjestzaledwiekilka.

Nawetniejestemdoniejpodobna.Maciemnewłosy,ajajestemwyższa.Wi-

działamzdjęcia.

Niktniezwróciuwaginatekilkacentymetrów.
Awłosy?
Ufarbujemy.
Wciągugodziny?
Jeżelitobędziepotrzebne.
Obserwowała go przez chwilę, niemal namacalnie wyczuwając jego napięcie.

Zdawałsobiesprawę,żeprośbajestniecodzienna,alejakośmusiałjąnakłonićdo
zgody. Nie znał innej kobiety, na której dyskrecji i kompetencji mógłby polegać,
awtejchwililiczyłsiętylkojedencel:zapewnićsobiewładzęwKadarze.

Ajeżelisięniezgodzę?–spytała.
Obdarzyłjąnajbardziejczarucymzeswoichuśmiechów.
Dlaczegomiałabyśsięniezgodzić?
 Bo to niezdrowe – odparła bez cienia uśmiechu. – Bo byle dziennikarz z tele-

obiektywemszybkoodkryje,żeniejestemkrólowąEleną,iogłositowtabloidach.
Awtedynawettyniezdołaszzapobieckatastrofie.

Gdybysiętakstało,całąwinęwezmęnasiebie.
Aniepomyślałeś,żekatastrofapociągniezasobągrzebaniewmoimżyciu?Nie

mamowy,niezamierzamtakryzykować.

Gdybynawetnaszdemaskowali,cosięzpewnościąniezdarzy,niktniebędzie

wiedział,kimjesteś.

Niesądzisz,żezechcąsiędowiedzieć?
Byćmoże,aleniemasensuteoretyzować.Tuniemadziennikarzy.Krajprzez

latabyłzamkniętydlaprasyzagranicznej.Muszęzmienićtendekret.

Jestprasamiejscowa.
Zawszebylizależniodkróla.Zabroniłemrobieniazdjęćprzytejokazjiijestem

pewien, że się dostosują. Nie akceptuję tego, co się tutaj dzieje, ale tak to ułożył
mójojciecipókicotaktrwa.

Chwilęprzypatrywałamusięwmilczeniu.
Ateraz,kiedyzostałeśszejkiem,zamierzasztozmienić?–spytałazzaciekawie-

niem,aleiodrobinąniedowierzania.

Rozumiałją.Znałagojakolekkoduchaitrudnojejbyłouwierzyć,żepotrafirzą-

dzićkrajem.

Przynajmniejspróbuję.
Zaczynającodtejśmiesznejmaskarady?

background image

Obawiamsię,żetokonieczne.Dlastabilnościkrajuibezpieczeństwaobywate-

li.

DlaczegoKhalilporwałkrólowąElenę?Jakmusiętoudało?Niebyłastrzeżo-

na?

Naglezalałagofalagocegogniewu.Nakogo?Khalila,któryporwałmunarze-

czoną,czysłużby,którezareagowałyzbytpóźno?Amożepoprostunasiebie,choć
przecieżniemógłzapobiecporwaniu.Nieznałswojegokrajuaniludzi,niemógłli-
czyć na ich lojalność czy posłuszeństwo. Jak miał znaleźć Elenę, ukrytą gdzieś na
bezkresnejpustyni?

Khaliljestnieślubnymsynempierwszejżonymojegoojca–wyjaśnił.–Przezsie-

demlat,dokiprawdaniewyszłanajaw,byłwychowywanyjakojegoprawowity
następca.Wtedyzostałwygnanyrazemzmatką,aleterazrościsobieprawadotro-
nu.

Straszne.Wygnany?
WychowałagowluksusieciotkawAmeryce.Niemusiszgożałować.
Spojrzałananiego,zaciekawiona.
Tygozpewnościąnieżałujesz.
Wzruszył ramionami. Sam nie był pewien, co czuje do Khalila, który rzucał zło-

wrogicieńnajegodzieciństwo.Gniewizazdrość.Smutekigorycz.Wsumiebyłato
dośćwybuchowamieszanka.

Rzeczywiście–powiedział.–Niedarzęgosympatią,tochybajednaknicdziw-

nego,skorodestabilizujemójkrajiporwałminarzeczoną.

Dlaczegouważa,żemaprawadotronu?
Mawsparcienarodu.Ojciecgouwielbiał,nawetkiedyjużwiedział,żeniejest

jegosynem.Zresztą,czyonrzeczywiścietakuważa?–Wzruszyłramionami.–To
możebyćchęćzemstynamnie,bozałemjegomiejsce.

WięcKhalilporwałElenę,żebyprzeszkodzićtwojemumałżeństwu.
Kiwnął głową. Nie mógł znieść myśli o Elenie, samotnej i przerażonej gdzieś na

pustyni.Nieznałswojejprzyszłejżonyzbytdobrze,alewyobrażałsobie,jakprzy-
kremusibyćdlaniejtodoświadczenie.Opowiadałamutrochęośmiercirodziców
iswojejsamotności.Mógłmiećtylkonadzieję,żeKhalilnienaraziłjejnaniebezpie-
czeństwo.

Acosięstanie–spytałaOlivia–jeżelinieożeniszsięwciągusześciutygodni?
Stracętronitytuł.
Naczyjąrzecz?
Testamentniewymieniakonkretnejosoby–odparł.–Trzebabędzieogłosićre-

ferendum.

Referendum?Naródsamzdecyduje,ktobędzieszejkiem?
Tak.
Wodpowiedziskrzywiłasięlekko.
Brzmibardzodemokratycznie.
WKadarzepanujemonarchiakonstytucyjna.Systemdynastyczny.
Spędziłcałetygodnie,usiłującznaleźćlukęprawnąwtestamencie.Niechciałbyć

zmuszany do małżeństwa, zwłaszcza przez własnego ojca, który i tak zbyt długo
kontrolowałjegodziałania,myśliipragnienia.

background image

Nawet po śmierci wciąż miał moc, by go ranić i zmuszać do pokonywania prze-

szkód.

Dlaczegopoprostunieogłosiszreferendum?
 Bo przegram. – Mówił lekkim tonem, ale nie zdołał ukryć przed nią trosk. –

Bojęsię,alemamnadzieję,żewkrótcetemuzaradzę.

Aleniedoczasureferendum.
 Właśnie. Dlatego muszę pokazać ludowi moją narzeczoną i zapewnić, że

wszystkojestwporządku.–Miałnadzieję,żezrozumieispełnijegoprośbę.–Mój
ojcieczostawiłkrajwstaniewrzenia,rozdartydecyzjamipodtymiprzedćwierć-
wieczem.Próbujętowszystkowyprostowaćiutrzymaćpokój.

Wniebieskichoczachzobaczyłbłyskzrozumienia,anawetwspółczucia.Miałna-

dzieję,żejegoargumentydoniejprzewiły.

AjeżelinieznajdzieszEleny?
Znajdę.Potrzebujętylkoczasu.Moiludzieprzezcałyczasprzeszukująpusty-

nię.

Porwaniezostałozorganizowanewyjątkowosprytnie.SzpiegKhaliladoniósłAzi-

zowi,żesamolotElenyjestopóźnionyzpowoduzłejpogody,anastępnieprzekupił
pilotakrólewskiegoodrzutowca,żebyzboczyłzkursu,iodebrałElenęnaodległym,
pustynnymlądowisku.

Tylesiędowiedziałnapodstawiezeznańświadków:odstewarda,którybezsilnie

patrzył,jakElenawsiadadoczarnegoSUV-a,ipokojówki,którawidziałazachowu-
cegosiępodejrzaniemężczyznęzpersoneluAzizawmiejscu,wktórymniepowin-
nogobyć.

Khalilowi udało się to wszystko zorganizować, bo wciąż cieszył się lojalnością

wielu mieszkańców Kadaru. Pomimo że opuścił kraj jako siedmiolatek i wrócił do-
pieropółrokutemu.ZapamiętanogojakoukochanegosynaszejkaHashema.

ToAzizbyłtuintruzem.
Traktowanogotakodpoczątku,odkądprzybyłdopałacujakoczterolatek.Pamię-

tałjaksłużbapuszczałamimouszupokorneprośbyjegomatkiiszydziłaznichprzy
każdejokazji.Onbyłzdumiony,matkazrozpaczona.Szybkozaprzestałapróbzado-
woleniakogokolwieki,odizolowanawkwaterzekobiet,niemalniepokazywałasię
publicznie.

On próbował. Próbował zyskać sobie sympatię służby, a przede wszystkim ojca.

Poległzkretesem,zwłaszczawtymostatnimiwkońcuprzestałpróbować.

Dopieroterazzapragnąłspróbowaćponownie,alebałsięporażki.Najważniejsze

byłoterazuzyskaćzgodęOlivii.Dokonferencjiprasowejzostałoczterdzieściminut.

JeżelinieznajdęEleny,zaaranżujęspotkaniezKhalilemispróbujęnakłonićgo

donegocjacji.Aletoniemanicwspólnegoztobą.Chciałbymtylko,żebyśpojawiła
sięnabalkonienaokołodwieminuty.Ludziomwystarczy,jeżelizobaczącięzdale-
ka.

Skądtapewność?
SpodziewająsięEleny.Ogłosiłem,żeprzydziekrólewskimsamolotemdziśpo

południu.

Chodziłoomnie,prawda?
 Tak. Wszyscy czekają, żeby zobaczyć przyszłą królową. Dwie minuty, Olivio.

background image

Tylkootylecięproszę.PotemmożeszwracaćdoParyża.

Najakdługo?
Comasznamyśli?
 Naprawdę będziesz potrzebował w paryskim domu gospodyni na pełny etat,

kiedy już się ożenisz i będziesz rządził Kadarem? Oczywiście zakładając, że znaj-
dzieszElenę.

Dopieropochwilizrozumiał,żemartwisięoswojąpracę.
ZamierzamzatrzymaćdomwParyżu–powiedział,choćwcalesięnadtymnie

zastanawiał.–Ajakdługobędęgomiał,maszzapewnionąpracę.

Ulgazłagodziłajejrysy.Widoczniedobrzeodgadłpowódjejniepokoju.
Więcjak?Zgoda?
Ja
 Za czterdzieści minut muszę stanąć przed kamerami, a ty jesteś moją jedy

nadzieją.Proszę,pomóżmi.

Patrzyłananiego,pełnawątpliwości.Wkońcuszybkokiwłagłową.
Dobrze.Zrobięto.

background image

ROZDZIAŁTRZECI

NiemalnatychmiastwpokojupojawiłsięMalikijużrozmawialiszybkopoarab-

sku.Oliviamiaławrażenie,żeznalazłasięwinnymświecie.Niemogłauwierzyć,że
zachwilęwystąpiwrolikrólowejEleny.

Zgodziłasięniechętnie,alechybatylkowtensposóbmiałaszansęzatrzymaćulu-

bionąpracęwParyżu.Anatymzależałojejnajbardziej.

W sumie jednak zgodziła się nie tylko dlatego. Rozumiała dylemat Aziza i nie

chciaładokładaćmukłopotów. Ktowie,czyudawanie Elenypoprawisytuację, ale
przynajmniejdamutrochęczasu.

Przyodrobinieszczęścianiktsięoniczymniedowie,aonajużjutroznajdziesię

zpowrotemwParyżu.

Proszętutaj,pannoEllis.
Malik wprowadził ją do brzoskwiniowo-kremowej sypialni, urządzonej z niezwy-

kłymprzepychem,odłożazbaldachimemisatynowąkapąpoczynając,poprzezzdo-
bionesofy,natoaletcezdrzewatekowegokończąc.

 Mada i Abra pomogą się pani przygotować – powiedział Malik i dwie młode

dziewczyny powitały ją nieśmiałymi uśmiechami. – Słabo mówią po angielsku, ale
jestpaniwdobrychrękach.

Kiwnąłgłowąiwyszedł,zostawiającjesame.
Dziewczęta wprowadziły Olivię do przyległej łazienki, urządzonej równie prze-

pysznie jak pokój, z wpuszczoną w podłogę wanną, dwuosobowym prysznicem,
dwiemaumywalkamiikranamizeszczeregozłota.

Jednazdziewczątzuśmiechemwskazaławłasneubranie,apotemguzikibluzki

Olivii,drugawzięładorękibutelkęfarbydowłosówiOliviaponiewczasiezrozumia-
ła.Miałasięrozebrać,żebymogłyufarbowaćjejwłosy.

Jednazdziewczątprzykryłajejramionaręcznikiem,drugaprzygotowaławszyst-

kocopotrzebnedonałożeniafarby.

Jakcinaimię?–spytałaOlivianamigitę,któraprzyniosłajejręcznik.
Dziewczynazrozumiałaiprzedstawiłasięzuśmiechem:
Mada.
 Dziękuję, Mada – powiedziała Olivia, kiedy dziewczyna podprowadziła ją do

umywalki.

Pochyliłasięnadniąizamknęłaoczy.Madazmoczyłajejwłosyirozprowadziłapo

nichfarbę.Dopieroterazuświadomiłasobie,żeniespytała,czytozmywalnybarw-
nik. Nie miała czasu, żeby się zastanowić nad konsekwencjami całej tej szarady.
Tymczasemdrugadziewczyna,Abra,nałożyłajejnagłowęplastikowyczepekipo-
sadziłająnakrześle.

Niemiałapocia,czytolegalne.Czyudawaniekogoś,azwłaszczakogośzrodzi-

nykrólewskiejniejestczasemprzestępstwem?Ajeślizostaniearesztowana?Jeśli
ktośodkryjeprawdęisprzedacałąhistoriędozagranicznejprasy?

background image

Stamtądniedalekadrogadoujawnieniajejinnychsekretów.Niemogłaznieśćmy-

śli,żeświatpoznajejhistorię,obcyludziebędągrzebaćwjejprzeszłościipodda-
waćjąocenie.Samaosądziłasiebieażnazbytsurowoinieżyczyłasobie,byrobili
toinni.

Niepowinnawpadaćwpanikę.Tylkodwieminutyibędziepowszystkim.
Mada znów zaprowadziła ją do umywalki i spłukała farbę. Olivia obserwowała

ciemnąsmugęspływacąjejzwłosów.Kiedywodastałasięznówprzejrzysta,spoj-
rzaławlustroidoznałaszoku.

Wyglądała zupełnie inaczej. Skóra sprawiała wrażenie bledszej, oczy ciemniej-

szych i większych. Jej karmelowe loki zmieniły się w zmierzwiony, atramentowy
kłąb.NieprzypominałaEleny,aleiniebyłapodobnadosiebie.Zapewnezodległo-
ścimożnająbyłowziąćzakogośzupełnieinnego.

Madazaprowadziłajądosypialni,gdzieprzygotowanoubranie:żakietwkolorze

gołębim,wąskąspódnicęijedwabnąbluzkębarwykościsłoniowej.

Włożyłajeszybko,najpierwcienkiejakpaczynapończochy,potembluzkęiko-

stium. Całości dopełniły czarne szpilki. Następnie kobiety uczesały ją w elegancki
kok i nałożyły makijaż, mocniejszy niż zwykle stosowała. Ubranie było normalne,
alewtymmocnymmakijażuiszpilkachczułasięjakoszustka.

Aleprzecieżtegowłaśnieodniejoczekiwano.Udawania.
ZapukanododrzwiiwprogustanąłMalik.
Jestpanigotowa,pannoEllis?
Przyjrzałjejsięuważnieizaprobatąpokiwałgłową.
Chodźmywięc.
Szła za nim korytarzem, a wysokie obcasy stukały o marmurowe płytki. Przez

chwilęmilczała,alewkońcuniepotrafiłasiępowstrzymać.

MadaiAbrasądużobardziejpodobnedoElenyniżja.Przynajmniejmająwła-

ściwąkarnację.Dlaczegoktóraśznichniemogłajejzastąpić?

Malikzerknąłnaniąspodoka.
Żadnaznichniesprostałabytejmaskaradzie.Nieczułybysięswobodniewza-

chodnichubraniach.

Aleufacieim?
Oczywiście.–Pokiwałgłową.–Bardzoniewieleosóbwieotymoszustwie.Tyl-

kopani,Aziz,jaidziewczęta.

Izałogaodrzutowca–uzupełniła.–Atakżeosoby,któreprzyprowadziłymnie

tutaj.

Owszem.Aletoniewielkagrupkaiwszyscysąlojalniwobecszejka.
Azizwspomniał,żebyłwKadarzezakrótko,byzasłużyćsobienalojalnośćjego

mieszkańców.

Malikpatrzyłnaniąznieprzeniknionymwyrazemtwarzy.
Ontakmyśli,alematuwięcejlojalnychpodwładnych,niżmusięwydaje.
Zanimprzetrawiłatęzagadkowąuwagę,znaleźlisięwbogatozdobionymsalonie.

Przezdrzwibalkonowejużodprogudostrzegłaponiżejwypełnionyludźmidziedzi-
niec.Stłoczeni,wyciągaligłowy,byzobaczyćswojegoszejkaijegonarzeczoną.

Natenwidokzrobiłojejsięsłabo.
Tylkoczasemniemdlej–odezwałsięodproguAziz.

background image

Stanąłprzedniąiprzyglądałjejsięprzezchwilę,ażpoczułasięniepewnie.
 Pasują ci ciemne włosy. Wysokie obcasy też. Zaczynam żałować, że to tylko

chwilowaprzemiana.Obiecuję,żehojniecitowynagrodzę.

ChcętylkowrócićdoParyża.
Iwrócisz.Alenajpierwbalkon.–Wskazałzamkniętedrzwi,zzaktórychdobie-

gałgwartłumuponiżej.

Jakspotkaniezdziennikarzami?
Skończyłemprzedchwilą.
NiepytaliokrólowąElenę?
 Powiedzieliśmy, że jest zmęczona po podróży. W naszym kraju kobieta raczej

niestajeprzeddziennikarzamiinieodpowiadanapytania.

AletochybaniedotyczykrólowejEleny.Jestmonarchiniąiwielokrotnieprze-

mawiałapublicznie.

Owszem,alewKadarzebędzietylkożonąszejka.Todużaróżnica.
Zdziwiłajągorycz,zjakąwypowiedziałtesłowa.
DlaczegoElenazgadzasięnatomałżeństwo,skorowtwoimkrajubędziemiała

mniejpraw?Bochybaniechodziomiłość?

 Nie ma mowy o miłości, ale ten związek z różnych przyczyn odpowiada nam

obojgu.–Wskazałbalkon.–Czekająnanas.

Kiwłagłową.Terazniebyłojużodwrotu.
Musiszwiedzieć–powiedziałcicho,kiedyszliwstronędrzwi–żechoćnasze

małżeństwototylkobiznes,toludziesądzą,żepobieramysięzmiłościichcą,żeby
takbyło.

Przecieżzaczyłeśsiędopierokilkatygodnitemu.
Ludziewierząwto,wcochcąwierzyć.
Tozpewnościąbyłaprawda,wynikacanawetzjejwłasnychdoświadczeń.
Więc?Cotooznaczadlanas?
Uśmiechnąłsięimusnąłjąpalcamipopoliczku,ażcofłasięinstynktownie.
 Tylko tyle, że musimy wyglądać na zakochanych. Postaraj się nie być taka

sztywna,alenieprzejmujsięzabardzo.Tokonserwatywnykraj.

Nawidokjejoburzeniazachichotałiwziąłjąpodramię.
Jak tylko ich dostrzeżono, rozległy się wiwaty. Goca duchota buchła Olivii

wtwarz.Zamrugałabezradnie,oszołomionanarastacymaplauzem.

Azizobjąłjąwtaliiiuniósłdrugądłońwgeściepozdrowienia.
Pomachajim–szepnąłjejdoucha.–Iuśmiechnijsię–dodał.
Uśmiechłasięposłusznieistalitakbiodrowbiodro,pozdrawiającwiwatucy

tłumgestamidłoni.

Amówiłeś–szepła,choćniktniemógłjejusłyszeć–żeludziewKadarzenie

sąwobecciebielojalni.

Sązarazemromantykamiitradycjonalistami.Bardziejimsiępodobaideamoje-

gobajkowegoślubuniżjasam.

Po kilku długich minutach opuścił rękę. Olivia sądziła, że wrócą do środka, ale

wciążobejmowałjąwtalii,awolnąrękąodwróciłdosiebiejejtwarz.

Corobisz?–sykła.
Tłumpragnie,żebyśmysiępocałowali.

background image

Itomabyćkonserwatywnykraj?
Stolicajestzawszebardziejnowoczesna.Alenieprzejmujsię,zrobimytoszyb-

ko.

Poddotykiemjegowargzamarła.Odkądktośjąostatniopocałował,upłyłotak

dużoczasu,żezdążyłazapomnieć,jaktojest,jakietointymne,dziwneicudowne
uczucie. Jego wargi były chłodne i miękkie, a dłoń przytrzymuca jej głowę czuła
imocna.Instynktowniezamknęłaoczyipoddałasięfalirozkoszy.

Już.–Popatrzyłnaniązśmiechem.–Dajeszradę?
Bezobaw–bąkła,aonroześmiałsięcicho.
Kiedyjąwprowadzałdośrodka,byłaledwoświadomaotoczeniaikompletnieroz-

trzęsiona.Choćpocałunekbyłzaledwiekrótkimmuśnięciemwarg,dlaniej,podzie-
sięciulatachabstynencji,miałsięokazaćniezapomniany.

Skorojużpowszystkim,mogęwracaćdoParyża.
Poleciszjutrorano.
Dlaczegoniedziś?
Todługilot.Pilotmusiodpocząć,samolottrzebazatankować.Pozatymchętnie

zjadłbymkolacjęzmojąnarzeczoną.

Nicmiotymniemówiłeś.
Zwykłezapomnienie.
Kłamca.
Jakoszejkpowinienemdbaćodawkowanieinformacjiwjednostceczasu.
Cóżzagórnolotnesłowa.
Znalazłemjewsłowniku.
Tymrazemniezdołałapowstrzymaćśmiechuijakwieleinnychkobietuległajego

czarowi.

IznówmamudawaćkrólowąElenę?
Toprywatnakolacja,więcjeżelijuż,totylkoprzedemną.
Iprzedosobami,którebędąnasobsługiwać–dodała.–Posłuchaj,tojakiśab-

surd. Mogłam wystąpić jako Elena, pokazując się z daleka, ale twarzą w twarz?
Wystarczyjednospojrzenieiwszyscysięzorientują.

 Tylko zakładając, że będą podejrzliwi – tłumaczył ze spokojem. – Ale skoro

wszystkodziejesięwedługplanu,niemapowodudopodejrzeń.

Alejajejwogólenieprzypominam!
Myślisz,żektośjąwidziałzbliska?
Byłyzdjęciawczasopismach.Pozatymmusiałatubyć,żebyuzgodnićwarunki

małżeństwa.

Wciążniewzruszony,kiwnąłgłową.
 Owszem, ale to było prywatne spotkanie, bardzo dyskretne. Nie chcieliśmy

wtedypokazywaćsiępublicznie.

Niesprawiaławrażeniaprzekonanej.
Totylkokolacja,Olivio.RanowróciszdoParyża.
Czułasięjakzłapanaprzezprądwsteczny,któryodciągałjąodwszystkiego,co

znałaiuważałazabezpieczne.Iniebyławstaniemusięprzeciwstawić.

Zjemycośdobrego–kusił.
Wystarczyłabykanapkawmoimpokoju.

background image

Wtakimrazieprzyjdędociebie.Dopierowtedydamysłużbiepowóddoplotek.
Jesteśniemożliwy.
Uśmiechnąłsięiskłoniłgłowę.
Bardzocidziękuję.
Toniebyłkomplement–odparłaszorstko.
Wodpowiedzitylkouśmiechnąłsięszerzej.
Sprzeciwniemiałsensu.Itakbyjąskłoniłdozgodytymswoimnieprzeciętnym

urokiem,podktórymukrywałosięzdecydowanedążeniedocelu.Zrozumiałatodo-
pieroteraz,wcześniejniezdawałasobiesprawy,jakbardzojestzdeterminowany.

Pozatymkusiłoją, żebyspędzićtenjeden wieczórwtowarzystwieczarucego

mężczyznyipoczućsięjakpiękna,pożądanakobieta,nawetjeżelibyłatofikcja.

Zgoda–powiedziała.–Zjemztobąkolację.Aleranowyjeżdżam.
Wcaleniebyłaprzekonana,czyodważyłabysiętrzymaćgozasłowo.Innaspra-

wa,czybytegochciała.

background image

ROZDZIAŁCZWARTY

Prywatnypokójjadalny,jednoznajmniejszychpomieszczeńwpałacu,służyłdoro-

mantycznychposiłkówwedwoje.Azizsceptyczniepopatrzyłnaśnieżnobiałylniany
obrusikremoweświece,rzucacechybotliweświatłonawykładaneboazeriąścia-
ny.Przypuszczał,żeOliviawcaleniebędziezachwycona.Nigdywcześniejniespo-
tkałkobiety,naktórejjegoczarnierobiłbywrażenia.

Choć nie okazała się aż tak odporna na pocałunek Zaszokowana, początkowo

drgnęła,jakbychciałaumknąć,potemuległaipoddałamusięcałkowicie.Możena-
wet sama nie zdawała sobie z tego sprawy, że przyciągnęła go bliżej i rozchyliła
wargi.Wyczuwałwniejszokucąniecierpliwość.Obserwucyichmieszkańcysto-
licybylibyzaskoczeniogromnymładunkiemmieszczącegosięwtympocałunkupo-
żądania.

Jejwysokość.–SłużącyzaanonsowałprzybycieEleny.
Awięcjednakkogośudałosięoszukać,pomyślałzsatysfakcją.Oliviaweszłado

pokoju.Ciemnewłosyupięławkok,pozostawiająckilkaluźnychkosmykówobramo-
wucychtwarz.Miałanasobiedelikatnąsrebrzystąsuknięwieczorowąodopaso-
wanejgórzeirozkloszowanejspódnicy.Wyglądałarewelacyjnie,promiennaipięk-
niejsza,niżmógłsięspodziewać.Gwałtownafalapożądaniapozbawiłagotchu.

Stałaprzednimipopatrzyłananiegowyzywaco.
Niejawybrałamtęsuknię–powiedziała.–ZrobiłytoMadaiAbra.Nawetnie

wiem,skądsięwzięła.

Zawiłemkilkarzeczy.
Dlaoszustkiczydlaprawdziwejkrólowej?
Czytoważne?
Niewiem.–Przezmomentsprawiaławrażeniezagubionej.–Towszystkojest

dosyćosobliwe.

Wiem.Aletymteżmożnasięcieszyć.
Nagle zapragnął jej dotknąć. Chciał się rozkoszować kolacją z piękną kobietą,

aniedyskutowaćoosobliwościiniewłaściwościczyniebezpieczeństwiecałejtejsy-
tuacji.

Wyglądaszuroczo.
Zadbanabrewuniosłasię,demonstrującgrzecznezdziwienie.
Myślę,żestaćcięnabardziejwyszukanykomplement.
Naprawdę?
Słyszałam,jakporównywałeśkobietędopłatkaróży.
Pomyślęoczymśstosownym–obiecał,sięgającpojejdłoń.
Skóręmiałamiękkąichłodnąwdotyku.
Możesopellodu?
Tobrzmiraczejjakkrytyka.
CóżPokazałwuśmiechubiałezęby.–Soplesięrozpuszczają.

background image

Przezchwilęobserwowałjejuroczyrumieniec.
Chodź.–Gestemzaprosiłjądostołu.–Kolacjaczeka.
JakieświadomościokrólowejElenie?–spytała,kiedyusiedli.
Niestetynie.
TenKhalilNieskrzywdzijej,prawda?
Niesądzę.Niemapowodu,zresztąElenajestmonarchinią.Jużporwaniejest

wystarczaco złe, a posunięcie się dalej pociągnęłoby za sobą międzynarodowe
konsekwencje.

Prawda–odparłaOlivia.–Tylkoczyonzdajesobieztegosprawę?Mógłbytra-

fićprzedtrybunałmiędzynarodowy.

Kadarjestpozajegojurysdykcją.Przynajmniejwtejchwili.Mójojciecrządził

żelaznąręką.Ludziekochaligo,bobyłsilnyiutrzymywałwkrajustabilność,więc
rzadkoktoodważyłsięmusprzeciwić.Aledajmyspokójtympoważnymsprawom.

Bardzochciałchoćnatekilkagodzinzapomniećokłopotachinapięciuostatnich

tygodni.

Nicinnegonieprzychodzimidogłowy.
Cóżuśmiechnąłsięporozumiewawczo.–Możemoglibyśmyzrobićcośprzy-

jemnego?Napewnocośbyśmywymyślili.

Takuważasz?
Napewno.–Zniżyłgłosdozmysłowegopomrukuiczekałnajejreakcję.
Nieflirtujzemną–odparłazdecydowanie.–Jakośdotejporypotrafiłeśsiępo-

wstrzymać.

Wodpowiedzitylkosięroześmiał.
Obojewiemy,żejesteśplayboyem.
wiszotym,jakbytobyłachoroba.
Bojest.Mamtylkonadzieję,żepotrafiszjąkontrolować,boniezamierzamzo-

staćtwojązdobyczą.

Najwyraźniejzdecydowałasięnaatak,bojegopodchodywytrącałyjązrównowa-

gi.

Niezłośćsię,tylkouśmiechnijsiędomnie.Dotejporytylkorazsłyszałemtwój

śmiech.Itozdaleka.

Niewiem,oczymmówisz.
 Byłaś w kuchni, a ja wróciłem wcześniej do domu. Wtedy słyszałem, jak się

śmiałaś. – Urwał, bo jej twarz pobladła, a oczy rozszerzyło coś nieokreślonego. –
Śmiałaśsiętakswobodnieiradośnie.Byłemciekawzczego.

Niepamiętam.
Dlaczegonigdysiętaknieśmiałaśprzymnie?
Możeniejesteśwystarczacozabawny?
Uśmiechnąłsięszeroko.
Tobezpośredniewyzwanie.Nareszciemogęsięwykazać.
 Wątpię. Jestem tylko twoją gospodynią. Nawet mnie nie znasz. Po co ci mój

śmiech?

Jestcoś,oczympowinienemwiedzieć?
Raczejnie.Prowadzębardzospokojneżycie.
Dlaczego?

background image

Taklubię.
Rozumiem,alezjakiegopowodu?
Naprawdę był ciekawy, dlaczego kobieta tak piękna i inteligentna przez sześć

długichlatzajmowałasięjegodomem.

Dlaczegonie?Niekażdymaochotężyćtakjakty.
Rozsiadłsięwygodnie,rozbawionyizaintrygowanyjejodmową.
Ajakjażyję?
Wieszdobrze.Wiecznazabawaikażdejnocyinnakobieta.
Itocisięniepodoba?
Jacięnieosądzam,alesamaniechciałabymtakżyć.
Skororóżnimysięwtejkwestii,tomożedogadalibyśmysięwinnych?
Toznaczy?–spytałanieufnie.
Naglewyobraziłjąsobiewsatynowejpościeli,tewspaniałewłosyrozrzuconena

poduszce.Wiedział,żeniepowinientakmyśleć,aleniepotrafiłsiępowstrzymać.

Przyniesionoimpierwszedania,więczamilkli.Oliviagrzeczniepodziękowałakel-

nerowi.

Niesądzę,bycośpodejrzewał–powiedziałAziz,kiedyzamężczyznązamknęły

siędrzwi.

Jakmówiłeś,ludziewidząto,cochcązobaczyć.
Zabrzmiałotodziwnietwardoicynicznie.
Twierdzisztaknapodstawiewłasnychdoświadczeń?
Mniejwięcej.
Jakich?–spytałlekkimtonem,aletylkoodwróciławzrok.
Kiedychciałpytaćdalej,niedałamuszansy.
Niebędziesztęskniłzadawnymżyciem?Zaprzyciamiikobietami?–spytała.

–KiedysięożenisziosiądzieszwKadarze,wszystkosięzmieni.

Chybatak.–Zanurzyłwidelecwsałatce.–Aleniebędętęskniłzadawnymży-

ciem.–Zaskoczonyswojąszczerością,uciekłwnonszalancję.–Copewniedowodzi,
jakijestempłytki.

Popatrzyłananiegoznamysłem.
 Ktoś tak płytki nie walczyłby o tron. Dlaczego chcesz zostać szejkiem? Nigdy

wcześniejniesprawiałeśwrażeniazainteresowanegowładząwKadarze.Sammó-
wisz,żerzadkotubywałeś.

Chcęczynie,tomójobowiązek–odparłpoprostu.
Obowiązek,którymsięwcześniejnieprzejmowałeś.
Wodpowiedziskrzywiłsięzabawnie.
Słusznauwaga.Mójojciecnigdyniechciał,żebymzostałszejkiem.Byłemjego

wiecznymrozczarowaniem.

Dlaczego?
BokochałKhalila.Nawetwtedy,kiedyjużwiedział,żeniejestjegosynem,nadal

zanimtęsknił,bogokochał.AleniepotrafiłpowiedziećotymOlivii.Niezniósłbyjej
współczucia.

Niezgadzaliśmysięwwielusprawach–odparłwymijaco.
Wciążpamiętał,jakojcieczbywałjegowszystkiepróbyzbliżeniasiędoniego.Pa-

miętałpacywstyd,kiedyojciecprzepytałgokonstytucjiKadaruwobecnościcałej

background image

pałacowejsłużby.Pomyliłsiętylkoraz,aleitakzostałbezlitośniewyszydzony,spo-
liczkowanyiwyrzuconyzpokoju.

Jedno wspomnienie z setek podobnie żenucych, zanim skończył piętnaście lat

iprzespałsięzjednązkobietojca.Dopierowtedyzobaczył,żemożnażyćinaczej.
Żemożnasięnieprzejmować.

DlategotrzymałeśsięzdalekaodKadaru?Zpowoduojca?–spytała.
Tak.
Wciążnierozumiem,dlaczegopostanowiłeśtuwrócićizostaćszejkiem.
Możechcęudowodnić,żeojciecsięmylił.Żepotrafiębyćdobrymwładcą.
Więctwojadecyzjajestwciążsterowanaprzezojca.Nadalkontrolujetwojeży-

cieiwygrywa.

Jejstwierdzeniedotknęłogobardziej,niżchciałbyprzyznać,aleniemógłod-

wićmusłuszności.Pozwalał,byojciecnawetzzagrobudyktowałmu,comarobić,
bowciążpragnąłjegoakceptacjiimiłości.

 Nigdy się nad tym nie zastanawiałem – powiedział tak beztrosko, jak tylko

mógł.–Aleprzypuszczam,żemaszrację.Wciążchodzioniego.

Rozumiem–odparła.–Trudnojestsięuwolnićodkogoś,ktomiałtakogromny

wpływnanaszeżycie. Nawetjeżelipróbujesztaką osobęignorować,wciążpozo-
stajeonawcentrumtwojegożycia.Tylkotraciszczasienergię,usiłująconiejnie
myśleć.

wiszjakbyzwłasnegodoświadczenia–zauważył.
Mójojciecwciążżyje,aleniekontaktujemysięodlat.
Niewiedziałem.
Pomyślałojejojcu,łatwymwobejściu,życzliwymmężczyźniezajmucymwyso-

kiestanowiskowdyplomacji.

Toonmiciępolecił–powiedział,aonaprzytakłasztywno.
Uznałwidocznie,żebyłmiwinienchoćtyle.
Winien?
Pokręciłagłowąimiałwrażenie,żeżałujeswoichsłów.
Nieważne.Tostarahistoria.
Zauważyłjednakjakzacisnęładłonienakolanach,jakściągnęłysięjejrysy,aoczy

pociemniałyodbólu.Możetahistorianiebyłaażtakstara.Aniażtaknieważna.

Dajmyspokójprzeszłościipomówmyoprzyszłości–zaproponowała.–Zakłada-

jąc,żeodnajdzieszElenęnaczas,myślisz,żezdołaszjąpokochać?

W duchu zaprzeczył żarliwie. Nie był zainteresowany miłością, nie zamierzał

wplątywaćsięwtetrudneemocjeiniepotrzebnekomplikacje.Dobrzewiedział,do-
kądtomogłoczłowiekadoprowadzić.Pokochajkogoś,acięzawiedziealbo,cogor-
sza,znienawidzi.

Na szczęście nie był już spragnionym uczucia chłopcem, tylko mężczyzną, który

wiedział,czegochce,irozumiał,codoniegonależy.Miłośćniewchodziławgrę.

Tomałżeństwozróżnychwzględówodpowiadanamobojgu–odparłwymija-

co.

Nieodpowiedziałeśnamojepytanie.
Ledwosięznamy.Widziałemjązaledwiedwarazy.Niemampocia,czymógł-

bymjąpokochać.Pomówmylepiejotobie.Todużobardziejinteresuce.

background image

Niekoniecznie.
Jesteścórkądyplomaty.Napewnoczęstosięprzeprowadzaliście.
Kiwłagłową,więcpytałdalej.
Któremiejscenazwałabyśdomem?
Paryż.
Pomyślał,żemówiojegodomu.Nicdziwnego,żetapracatyledlaniejznaczyła.

Prawdopodobniebyłotomiejsce,gdziemieszkałanajdłużej.

Niechodzimitylkooteraz–wyjaśniła.–Mieszkałamtamprzezjakiśczasjako

dziecko.Chodziłamtamdopodstawówkiizawszemisiętampodobało.

Agdziespędziłaśnastoletnielata?
WAmerycePołudniowej.
Tammusiałobyćciekawie.
Wzruszenieramion,lekceważącygestdłoni.
Tobyłabardzomałaspołecznośćekspatriantów.
Dziwnaodpowiedź.Najwyraźniejskrywałajakiśsekret.Pomyślałotamtymśmie-

chu,ogrze,wktórejdźwięczałtonudręki.Dlaczegoskrywałaswojeemocje–ra-
dośćczyból?

Aon?Dlaczegoskrywałswoje?
Żeby uniknąć bólu. Dlatego oboje prześlizgiwali się po powierzchni życia, choć

każdenaswójodmiennysposób.

Pamiętamztwojegocv,żestudiowałaśtylkoprzezrok.
Jedensemestr–poprawiła.–Zdecydowałam,żetoniedlamnie.
Jejtwarzbyłakompletniebezwyrazu,kostkidłonipobielałeodściskaniawidelca,

ciałosztywne.Choćkusiłogo,bypytaćdalej,postanowiłodpuścić.Przynajmniejna
trochę.

Dlamniechybateżnie.–Wzruszyłramionami.–Byłemzbytzatyimprezowa-

niem.

Wyraźniejejulżyło.
Jużwtedybyłeśplayboyem?
Chybamamtowgenach.
Tomogłabyćprawda,zważywszy,ilekobietmiałjegoojciec.Alepomijającgeny,

toonsamwybrałżycieplayboya,choćbyłopuste.Wybrałjewłaśniedlatego.

Alejesteśinteligentny–zauważyła.–Prowadziszprzecieżwłasnąfirmędorad-

czą.

Poprostumiałemtrochęszczęścia.
Zbyłkomplementwzruszeniemramion,choćwrzeczywistościbyłzeswojejfirmy

bardzodumny.Odkądskończyłstudia,niewziąłodojcaanigrosza.Niechwaliłsię
tym ani nawet tym, że sponsorował organizacje pomagace prześladowanym ko-
bietom i dzieciom w Kadarze, bo nie zamierzał wykorzystywać tej działalności do
budowaniasobiepopularności.

Możejednakpowinienzrobićtoteraz,jeżelichciałzachowaćtron.
Aty,Olivio?Nigdyniemyślałaśoinnymzaciu?
Niemaniczłegowbyciugospodynią–odparła,ajejoczyrzucałygniewnebły-

ski.

Oczywiście,żenie.Alejesteśmłoda,inteligentna,mogłabyśsiękształcić.

background image

Obserwowałgręemocjinajejtwarzy:zaskoczenie,niepewność,żal.
 Chciałam studiować muzykę – wyznała w końcu niechętnie. – Ale, jak wiesz,

rzuciłam.

Przypomniałsobie,jakgrałanapianinie,ztymogromnymżareminamiętnością,

ajednocześniewyrazemrozpaczywoczach.

Niechciałaśdotegowrócić?
Zasznurowaławargiizapatrzyłasięwdal.
Muzykaodeszła–powiedziaławkońcu.–Imarzenia,italent.Wiem,żeniezdo-

łałabymichodzyskać,więcpróbowanieniemiałosensu.

wiłarzeczowo,alewyczuwałwjejgłosiewielkismutek,któryspowijałjąjak

peleryna.Nigdywcześniejtegoniezauważył.

Podtymchłodnymoddaleniembiłozbolałeserce.Takobietaniemałowycierpiała.

Aleco?Zjakiegopowodu?

Bardzo chciał wiedzieć, ale powstrzymał się od pytań. Już i tak dużo mu powie-

działa.Obojemieliswojetajemnice,którychniezamierzalizdradzać.Alewyczuwał
wniejcośmrocznegoichoćmożeniepowinnogotointeresować,zapragnąłdowie-
dziećsięwięcej.

Olivia wpatrywała się w talerz, unikając badawczego wzroku swojego towarzy-

sza.Zadawałstanowczozbytwielepytań,coprzypominałorozdrapywaniestarych
blizn.

Niezamierzaławracaćdotamtychwspomnień,tymczasemjegopytaniadotego

właśnieprowadziły.

Nie myślała o semestrze spędzonym na uniwersytecie, który przeżyła jak luna-

tyczka.Niemyślałaomuzyce,choćkilkarazywciąguostatnichlatusiadładopiani-
na.Tobyłoprawdziwieoczyszczacedoświadczenie–troskiizłeemocjerozmywa-
łysięwstrumieniudźwięków.

Potrzebowała takich chwil, bo przez resztę czasu zachowywała niezmienny dy-

stansdowszystkichiwszystkiego,nawetdowłasnegosercaiuczuć.

Wtensposóbżyciebyłoprostszeibezpieczniejsze.Jużrazupadła,przytłoczona

ciężaremsmutku,poczuciawinyibóluiniezamierzałapozwolić,bytosiępowtó-
rzyło.Bogdybytaciemnośćogarłajejduszę,mogłabysięjużnigdyniewyzwolić.

Żyławięcwbezpiecznymotępieniu.Trzymałaemocjenawodzyizadowalałasię

tąnamiastkąprawdziwegożycia.

Tymczasem w ciągu kilku godzin przywołanych zostało stanowczo zbyt wiele

wspomnień.Smutekiradość,poczuciewinyinadzieja.Azizporuszyłjądogłębi.Py-
tał,rozśmieszał,flirtowałzniąwsposób,jakiegosięniespodziewała.

dziła,żewśrodkujestumarła,aleonjąpocałował,aonaokazałasiębardzo,

wręczboleśnieżywa.Nazdawkowypocałuneknabalkonieodpowiedziałatakentu-
zjastycznie,żegdybynieokoliczności,mógłbysięprzeobrazićwcoświęcej.Przez
cudownymomentmiałanadziejęrozwinąćskrzydłaipofrunąć,zapominając,żeży-
ciepełneuczuć,ciepłaimiłościprzemiło.

Cozrobisz,jeżelinieznajdzieszkrólowejElenynaczas?–spytała,chcącpoło-

żyćkresrozmowieosobie.

Porażkaniewchodziwgrę.

background image

Khalilzapewneuważataksamo.
Nie zamierzała się mieszać do skomplikowanej polityki Kadaru, ale była trochę

ciekawa,jakpotocząsięsprawy.JejuwadzenieuszłagoryczwgłosieAzizaismu-
tekwjegooczachzjakimimówiłoojcuijegoprzybranymsynu,roszczącymsobie
prawadotronu.

Znaszgoosobiście?–spytała.
Uśmiechnąłsię,alewoczachmiałchłód.
Spotkałemgokiedyś–odparł.–Raz.
Kiedy?
Byłemwtedydzieckiem,synemjednejzkochanekojca,uważanymzabękarta.

Ojciecuznałmnie,dopierokiedywygnałKhalila.Niezbytpopularneposunięcie,jak
przypuszczam.–Mówiłnibylekko,aleczuławagętychsłów.

TodlategoludziewspierająterazKhalila?
Zawszegowspierali.Wyjechałzkrajujakosiedmiolatek,alepozostałwludz-

kichsercach.Biedne,wygnaneksiążątko.Ajabyłemtym,któryzająłjegomiejsce.
–Wciążmówiłlekkimtonem,alewzrokmiałstalowy.

Możetwójojciecniedokońcaprzemyślałswojądecyzję.
Odpowiedziąbyłsceptycznyuśmieszek.
Mójojciecchciałmiećciastkoizjeśćciastko.Anawetnielubiłsłodyczy.
KochałKhalila,ajednakskazałgonażyciepozakrajem.
Częstosięzastanawiałem,dlaczegotozrobił.Zwłaszczażeniekrył,jakimby-

łemrozczarowaniemwporównaniudoKhalila–uśmiechnąłsiękwaśno.–Możedla-
tego,żezostałrogaczem.Alboniemógłsobiedarowaćuczuciadosyna,którynie
byłjego.Amożepoprostuodreagowywałbólizłość.

Wziąłgłębokioddechipowoliwypuściłpowietrze.
Przypuszczam,żezrobiłtenzapiswtestamencie,bochciałdaćszansęKhalilo-

wi.

Aletymujejodmawiasz.
Szarpnąłsięwtył,jakbygospoliczkowała.
Coinnegomiałbymzrobić?Wświetleprawatojajestemwładcą.
 A czy ty w ogóle lubisz Kadar? – naciskała. – Sam mówiłeś, że niechętnie tu

przebywasz.Robisztowszystkotylkonaprzekórojcu,aprzecieżonnieżyje.

Zobaczyłanajegotwarzygniew,alezarazzastąpiłjąkpiącyuśmiech.
Cóżzabłyskotliwaanalizapsychologiczna,pannoEllis.
Sarkazmtonajbardziejprymitywnaformaobrony.Zresztąnietwierdzę,żenie

zasługujesznatytułszejka,chociaż

Chociaż?
Niejestempewna,czytyuważasz,żezasługujesz–dokończyłaspokojnie.
Wpatrywałsięwnią,oddychającciężkojakpobiegu.Oliviawytrzymałajegospoj-

rzenie. Z jednej strony nie rozumiała, dlaczego sprowokowała go do tej rozmowy,
zdrugiejbyłazadowolona,żetozrobiła.

 Masz rację – przyznał w końcu. – Zastanawiam się, czy powinienem być szej-

kiem.Skoroniechcemnienaródiniechciałmnierodzonyojciec

Jednakwciążtujesteś.
Kiedypierwszyrazprzeczytałemtestamentojca,chciałemoddaćwładzęKhali-

background image

lowi.

Aletegoniezrobiłeś.
Niezrobiłem.–Mówiłciężko,jakbypowątpiewałwmądrośćswojegowyboru.

Jakbywątpiłwsiebie.

Cóż,przypuszczam,żetowieletłumaczy–powiedziała.
Spojrzałnaniąziskierkądawnegohumoru.
Ciekawjestemco.Żejestemupartyitępy?
Raczejzdeterminowanyisilny.Jesteśplayboyem,którygrafair.
 Wciąż mi o tym przypominasz. Że jestem czarucy, płytki, nieodpowiedzialny

itakdalej.Wiemotym.

Zapomnijnarazieopłytkiminieodpowiedzialnym.Jesteśczarucy,dużaczęść

Europyjecizrękiiwcaleniemamnamyślitylkokobiet.Dlaczegoniemiałbycię
pokochaćtwójwłasnynaród?Poprostunigdyniespróbowałeśzdobyćichserc.

Zacisnął wargi, jakby chciał się powstrzymać od sarkazmu, a potem uśmiechnął

sięniewesoło.

Dziękujęcizatesłowa.Napewnobardzoichpotrzebowałem.
Olivia była rozczarowana, ale może tak było lepiej. Jak na jeden wieczór mieli

dośćemocjonalnejuczciwości.

 Ale dość już o Kadarze i polityce – powiedział, dolewając im wina. Pomówmy

oczymśinnym.

Naprzykład?
Naprzykład,colubiszrobićwwolnymczasie?
Słucham?–Kompletnieskonsternowana,tylkosięwniegowpatrywała.
Uśmiechnąłsię,białezębyzalśniływopalonejtwarzyinaglegwałtowniegoza-

pragnęła.Jaknigdywcześniej.

Dlaczego? Odpowiedź była prosta. Nigdy wcześniej sobie na to nie pozwoliła.

Wcaleniebyłnieciekawyipowierzchowny.Okazałsięnatomiastwnikliwy,wrażliwy
ipociągacy.Dysponowałniezwykłymczaremicharyzmą.

Hobby,Olivio.Sposóbnaspędzaniewolnegoczasu.Czytasz?Chodziszdokina?

Szydełkujesz?

Szydełkuję?
Strzelamwciemno–wyjaśnił,wzruszającramionami.
Wbrewsobieroześmiałasięgłośno.Musiałaprzyznać,żepotrafiłjąrozśmieszyć

ipodobałojejsięto.

Niestety,nieszydełkuję–wykrztusiła.
Nieprzejmujsię,wcaleniejestemrozczarowany.
Znówsięroześmiała,aonpatrzyłnaniązzachwytem.
Fantastycznie.Cozaniezwykłydźwięk.Taksamośmiałaśsięwtedywkuchni.
Śmiałamsięzwiewiórki.Próbowałaporwaćorzech,którybyłdlaniejzaciężki.
Obserwowałazwierzątkoprzezkilkaminut,akiedywkońcuudałomusięprzy-

trzymać orzech, wybuchła radosnym śmiechem. Bardzo potrzebowała takiego
oderwaniaodwłasnychproblemów.

Cóż,terazciekawiszmniejeszczebardziej.Jakośnigdywcześniejniepotrafi-

łemcięrozśmieszyć,aterazmisięudało.

Uciekłaspojrzeniem.

background image

Olivio?
Przypuszczam,żeniełatwomnierozśmieszyć.–Wypowiadająctesłowa,prze-

niosłaczęśćciężarunajegobarki.

Dlaczego?
Odpowiedziała wzruszeniem ramion. Nie chciała mówić więcej. Nie chciała my-

ślećobeztroskiejdziewczynie,którąkiedyśbyła,aktóraumarławwiekuzaledwie
siedemnastulat,botorozdzierałojejsercenastrzępy.

Azizsięgnąłprzezstółinakryłjejdłońswoją.
Cokolwiekcięzasmuciło–powiedział–cieszęsię,widząccięszczęśliwą,nawet

jeżelitylkoprzezchwilę.

Nawet gdyby znalazła odpowiednie słowa i tak nie zdołałaby ich wypowiedzieć

przezściśniętegardło.

Skończyłaś?–zapytał,wskazującniedojedzonąsałatkę.–Poproszęonastępne

danie.

Kiwłagłową,zulgąwitającprzerwanierozmowy.Kiedykelnerzmieniałpotra-

wy, zadał kilka pytań o paryski dom, a potem już do końca posiłku nie poruszali
wcześniejszychtematów.

Jednakpomimożeniezadawałjejjużwięcejosobistychpytań,onaniemogłaode-

rwaćmyśliodspraw,októrychmyślećniepowinna.Niebyławstaniedłużejnieza-
uważaćjegofizycznejatrakcyjności.Wszystkownimbyłowdzięczneieleganckie,
urzekałjąnawetsposób,wjakitrzymałnóżiwidelec.Miałtakiedługie,smukłepal-
ce i była w nim siła, której nie zauważyła wcześniej. Może dlatego, że teraz był
władcą,atocoświęcejniżbogactwoiurok.

Byłniebezpiecznymmężczyzną.
Ibardzopożądanym.
Niewolnojejtakmyśleć.JeżeliznajdzieElenę,zadwadnizostaniejejmężem.
Ajeżelinie?
Przełknęła cisnące jej się na usta pytania. Nie potrzebowała o nim wiedzieć nic

więcej.Niemogłasobiepozwolićnawplątaniesięwcoś,doczego,jaksądziła,nie
byłajużzdolna.

Musiałatozakończyćtuiteraz.JutrowrócidoParyża,aonszczęśliwieodnajdzie

Elenę.

Wstałaizchłodnymuśmiechempodziękowałazaposiłek.
Odpowiedziałuniesieniembrwi.Musiałwiedzieć,coniąkieruje.Żeboisięipra-

gniegojednocześnie,choćdżentelmenplayboynigdybytegoniepowiedziałgłośno.

Bardzocidziękujęzamiływieczór.
Przysunąłsiębliżej,ażstałasięboleśnieświadomajegobliskości,zapachucytru-

sowejwodypogoleniu.Powinnasiębyłaodwrócićiodejść,aleniepotrafiłasięna
tozdobyć.

Pochyliłgłowęipowiedziałcicho.
Przykromi,żecięwtowplątałem,alebyłaśpierwsząosobą,októrejpomyśla-

łem,jedyną,którejmogłemzaufać.

Powinnawiedzieć,żetotylkopochlebstwo,aleszczerośćwjegogłosiezauroczy-

łają.Byłaprzecieżtylkogospodyniąwdomu,któryodwiedzałrzadko,kimśsto-
cymzaledwieostopieńwyżejniżsłużąca.Ionjejufał?Byłapierwsząosobą,októ-

background image

rejpomyślałwtrudnychchwilach?

Ciepło w jego spojrzeniu i szczerość w głosie wzbudziły w niej burzę uczuć, za-

pragnęłabyćpotrzebna,znówsiędlakogośliczyć.

Przecież ledwo go znała. A wszystko, co się między nimi wydarzyło, było tylko

grą.Fałszem.Nawetjeśliwydawałosięszczere.

Cieszęsię,żemogłampomóc–powiedziałacierpko,cofającsięokrok.
PrzytejokazjizwiewnasukienkazaczepiłaoobcasiOliviabyłabysięprzewróci-

ła,gdybyjejwporęniezłapał.Bliskikontaktzjegociałemwyzwoliłwniejfalępo-
żądania.

Przez sekundę sądziła, że ją pocałuje, ale zaraz ją puścił i odsunął się na bez-

pieczną odległość. Pospiesznie poprawiła fryzurę i ubranie, z najwyższym trudem
udającobojętność.Jednakwtejwłaśniechwili,wcałejrozciągłościdotarłodoniej,
jakbardzopuste,jałoweismutnestałosięjejżycie.Zapragnęłatozmienić.

ZapragnęłaAziza.
Uśmiechnąłsię,aleoczymiałnieprzeniknione.
Dziękujęci–mrukła;wodpowiedzitylkokiwnąłgłową.
Późnojuż.MuszęWzięłagłębokioddech.–Dobranoc–powiedziałastanow-

czo.

Dobranoc,Olivio–odparłmiękko.
Uniosłaspódnicę,żebyznówniezaczepićoobcas,iwyszłapospiesznie.

background image

ROZDZIAŁPIĄTY

Azizwpatrywałsięponurowjaśnieceniebo.Ogromne,jaskrawopomarańczowe

słońcewisiałoniskonadhoryzontem,ozłacającswoimblaskiempałacipodwórzec.

Nastrój mężczyzny był mroczny jak bezksiężycowa noc. Przez większą część

nocyprzeglądałsatelitarnezdjęciakadarskiejpustyniwposzukiwaniuKhalilaijego
bandyrebeliantów.Nazdjęciachwidaćbyłoróżneobozowiska,aleniktniepotrafił
powiedzieć,czywktórymśznichprzebywaKhalilalbokrólowaElena.

Wysłałnapustynięnastępnągrupęzaufanychżołnierzy,byprzeszukaliobozowi-

ska,wktórychzaobserwowanonajwiększąaktywność.Jednaktobyłoprawiepięć-
setkilometrówodstolicy,amężczyźnipojechalijeepem,bohelikopterzawcześnie
ostrzegłbyKhalilaoichobecności,oilewogóletambył.

A jeżeli tak, to ile był gotów zaryzykować, żeby zawalczyć o tron? Życie swoje,

czytakżeEleny?

NibyniepodejrzewałKhalilaozbytniąbrawurę,aleprzecieżniemógłbyćnicze-

go pewny. Wiedział o nim tylko tyle, że jako siedmiolatek został wygnany z kraju
wrazzmatkąizamieszkałuciotkiwAmeryce.Skończyłelitarnąszkołęzinterna-
tem i studia. Przez kilka lat zajmował się biznesem, a następnie przez siedem lat
służyłwefrancuskimoddzialeLegiiCudzoziemskiej.

Prawdopodobnie właśnie tam nawiązał kontakty, które pozwoliły mu wrócić do

Kadaru. Przygarli go ludzie, którzy pragnęli jego powrotu. Mieszkańcy stolicy
stalipostronieAziza,alepustynneplemionachciałyzawładcęKhalila.

Cichestuknięcieotwieranychizamykanychdrzwiwyrwałogozzamyślenia.Ma-

likczekałnanowerozkazy.

NiejesteśmyanitrochębliżsiodnalezieniaEleny,prawda?–spytał.
Wręczprzeciwnie,waszawysokość–odparłMalik.–Obozowiskowybranena

podstawiezdjęćsatelitarnychokazałosiębardzoobiecuce.Zaobserwowanotam
dużyruchwdniuporwania.Anaskrajuobozowiskawidaćkilkapojazdów.

Torzeczywiścieobiecuce–zgodziłsięAziz.–Aleniewiemy,cosięstanie,kie-

dywkroczątamżołnierze.

Toprawda,waszawysokość.
Azizwestchnąłiprzeczesałpalcamiwłosy.
Towszystkowinamojegoojca–powiedział.–Chybarozmyślniechciałdopro-

wadzićkrajdodestabilizacji.

Tegoniewiemy,waszawysokość.
Nie?–Przecieżwiesz,żenigdyniechciałmnienaswojegonastępcę.–Nigdy

mnie  Nie chciał powiedzieć „nie kochał”. To wydawało się zbyt patetyczne. –
Nigdyniezaakceptowałmniejakoswojegosyna.

Aletyjesteśjegosynem.Jedynym.WszyscytuwSiyadzieotymwiedząiuzna

cięzaprawowitegowładcę.

Wieluinnychuważa,żeKhalilzostałpotraktowanyniesprawiedliwie.

background image

Dowiedząsięprawdy.
Czynapewno?–Odwróciłsiędooknaizapatrzyłwdrżącąodupałudal.
–Dodiabłazmoimojcem–powiedziałniskim,zaciętymgłosem.–Niechbędzie

przeklęty.

Zapewnejużjest–odparłspokojnieMalik.–Atwojeuczuciasązupełniezrozu-

miałe–odparłMalik.–Obecnewydarzeniatokonsekwencjedecyzjitwojegoojca.
Alemasztuwięcejlojalnychosób,niżcisięwydaje.

Niemogęstawiaćnaichlojalność.Zbytdługomnietuniebyło.Pokręciłgłową.

–MamdwadninaodnalezienieEleny.Poupływiedwóchtygodnistracętron.

Nasiludziejejszukają–odparłMalik.–Nicwięcejniemożeszwtejchwilizro-

bić.Wieczorembędziemywiedziećwięcej.

Pozostajejedendzieńnaprzygotowanieplanualternatywnego.
 Skoro o tym mówimy Dziś miałeś w towarzystwie Eleny uczestniczyć

wotwarciuKrólewskichOgrodówwSiyadzie.

Azizprzymknąłoczy.
Zupełnieotymzapomniałem.Możemytoodwołać?
Nieradziłbym.
Wtakimraziepojadęsam.
Tegoteżbymnieradził–odparłMalikzwahaniem.–Waszewczorajszepoja-

wieniesięnabalkoniezostałobardzodobrzeprzyte.

Uważasz,żechcielibyznówzobaczyćElenę?
Malikkiwnąłgłową.
Oliviasięniezgodzi.
Możenosićzasłonęnatwarzy.
Zasłonę?Siyadjestbardziejnowoczesne.
Potraktujmytojakoukłonwstronętradycji,świadectwo,żeparakrólewskabę-

dzierespektowałastareobyczaje.

Nawetjeżelichciałbymjezmienić?
Alenadalmożeszjeszanować.
Niewiem.–Niemiałochotynawięcejkłamstw.–Oczybędąwidoczne.
Sąsoczewkikontaktowe.
Tozbytniebezpieczne.Ktośmożejąocośzapytać.
Nauczymyjąkilkuzdań.
Toszaleństwo.–Azizzerwałsięzkrzesłaizacząłkrążyćpopokoju.–Ajeżeli

Elenazostanieznalezionawobozowisku?Jaktowyjaśnię?

Niebędzieszmusiał.PrzywieziemyjątudyskretnieizastąpipannęEllis,która

wrócidoParyża,takjakchciała.Todoskonałerozwiązanie,waszawysokość.

AjeżelinieznajdziemyEleny,znajdziemyjąrannąalboNiechciałwywić

tegostrasznegosłowaitargnęłanimwściekłośćnaKhalila,któryzmieniłjegożycie
wpiekło.–Jakwtedywyjaśnimyfakt,żeprzezostatniednipokazywałemsięzna-
rzeczonąuboku?

Tobyłobytrudne–przyznałMalik.–Alejużpodłeśryzyko,pokazującsięna

balkonie.Toryzykokonieczne.Wieszotymtaksamodobrzejakja.

Istotnie,wiedział.Jegowładzabyławtejchwilisłabainiestabilna.Jednaplotka

mogłanawetdoprowadzićdowojnydomowej.

background image

Pójdęzniąpowić.–Odwróciłsięnapięcieiwymaszerowałzpokoju.

Oliviależaławdużymłożu,wpatrzonawrozciągniętynadnimbaldachim.Poran-

neświatłosączyłosięprzezszparywżaluzjach.Madazasłoniłaoknajeszczewie-
czorem.Byłostosunkowowcześnie,ajużodczuwałosięupał.

DziśwrócidoParyża,dopewnościibezpieczeństwa.Czułaulgęzaprawionąjed-

nakodrobinąrozczarowania.

Właściwie nie miała ochoty wyjeżdżać. Dobrze się czuła w towarzystwie Aziza,

zainteresowanietegoprzystojnegomężczyznysprawiałojejogromnąprzyjemność
isatysfakcję,adotykbudziłrozkosznedreszcze.Dziękiniemuznówzaczęłaczuć.
Powielulatachżyciawodrętwieniuzaskniłazazmianą.

Marzeniaprzerwałojejpukaniedodrzwi.
Proszę!–zawołała.Wprogustanąłobiektjejrozmyślań.
Przezchwilępatrzylinasiebiebezsłowa.DoOliviidopieroterazdotarło,żema

potarganewłosy,anasobiekrótkąizwiewnąnocnąkoszulkędopółuda,odsłania-
cąniemałotakugóry,jakinadole.Mogłasięgnąćpoleżącyniedalekoszlafrokalbo
zanurkowaćpodkołdrę.

Azizprzesunąłponiejleniwymwzrokiem.
MyślałamJejgłosprzeszedłwszeptwięcspróbowałarazjeszcze.–Myśla-

łam,żetodziewczęta,którepomagałymiwczoraj.–Zerkłanazegarek,byłodo-
pieroposiódmej.–Cośsięstało?

Chciałbymztobąpowić.Możespotkamysięnaśniadaniu?
Jasne–odparłazulgąprzemieszanązrozczarowaniem.
Kiedywyszedł,wstałaipobiegłapodprysznic.Kiedystamtądwyszła,MadaiAbra

czkałyjużwsypialniznowymzestawemubrań.Oliviapróbowałapoprosićoswoje
własnerzeczy,alenierozumiałyinalegały,bywłożyłaniebieskąjedwabnąsuknię.

Wkońcuuległa.Sukniabyłaprostaielegancka,odciętapaskiemwtalii,rozklo-

szowana wokół kolan. Całości stroju dopełniały perłowe kolczyki, naszyjnik i za-
mszoweczółenka.MadasplotłajejwłosynakarkuiOliviaznówsięprawieniepo-
znaławlustrze.Wciążsięjeszczenieprzyzwyczaiładociemnychwłosów.

Podziękowała,adziewczętaodpowiedziałyuśmiechem,najwyraźniejzachwycone

rezultatemswoichstarań.

ZadrzwiamisypialniczekałMalik.
Dzieńdobry,pannoEllis.Pozwolipani,żejązaprowadzę?
Poszłazanimlabiryntempałacowychkorytarzydoprzestronnegopokojuztara-

sem,naktórymnakrytostolikdladwojga.Azizwstał,żebysięzniąprzywitać.

Maszochotęzjeśćnazewnątrz?Niejestjeszczezagoco.
Zprzyjemnością–odparła,wdychającprzesycacypowietrzearomatkwiecia.
Kawy?
Chętnie.Czysamolotjużczeka?
Oczywiście.
Znówpoczułatędziwnąmieszankęulgiirozczarowania.
Toświetnie.Bardzocidziękuję.
Tojapowinienemdziękowaćtobie.Ogromniemipomogłaś,Olivio.
SąjakieśnowinyoElenie?

background image

Mamnadzieję.Dziękiobserwacjisatelitarnejnamierzyliśmypustynneobozowi-

skowykazuceniespotykanąaktywność.Jeszczedziśbędziemywiedzieć,czyprze-
trzymujątamElenę.

Wkońcująznajdziecie.
Nieodezwałsię,tylkopopatrzyłnaniąbardzopoważnie.
Ocochodzi?–spytała,choćzaczęłasiędomyślać.
Niemamprawaprosićcięowięcej,Olivio–powiedział.Alemamwielkipro-

blem.GdybyśzechciałazostaćjeszczenajedendzieńPopołudniumamuczestni-
czyćwotwarciuKrólewskichOgrodówwSiyadzie,oczywiściewtowarzystwieEle-
ny.Chodzioprzecięciewstęgi

Przecięciewstęgi?–Wniedowierzaniupokręciłagłową,choćwsumieucieszyła

sięzpropozycji.–Zpewnościąznaczniewięcej.Trzebabędzierozmawiaćzludźmi,
stanąćznimitwarząwtwarzNiezdołamnikogooszukać.

Teżsiętegoobawiałem–odparł.–Alegdybyśwłożyłazasłonęitradycyjnystrój

arabski W Siyadzie to niekonieczne, ale byłoby oznaką szacunku dla tradycji.
Aludziewidzielibytylkotwojeoczy

Właśnie–podkreśliła.–Sąniebieskie,aElenamaciemne.
Szare.Atymogłabyśwłożyćbarwionesoczewkikontaktowe.
Barwioneprzerwałaipokręciłagłową.
Choć jakąś jej cząstka bardzo chciała zostać, wszystko robiło się zbyt niebez-

pieczne.

Przykromi,niemogę.Tozbytryzykowne.
Myślisz,żeotymniewiem?–Mówiłswobodnymtonem,alewyczuwaławnim

skrywanenapięcieigniew.–Mamdużowięcejdostracenianiżty,Olivio.Zpewno-
ścią to rozumiesz. Nawet gdyby nas zdemaskowano, twój udział dałoby się łatwo
wyjaśnić. Jesteś moim pracownikiem, więc mógłbym cię zaszantażować groź
zwolnienia.

Chybaniezrobiłbyśtego?
 Oczywiście, że nie! – Spod uśmiechu przebijał cień urazy. – Nie jestem takim

człowiekiem.

Właściwieniewiem,jakimjesteśczłowiekiem–zauważyła.–Widujeciękilka

razydoroku,rozmawiamywyłącznieodomuigrafikuspotkańtowarzyskich.Ciebie
jakociebienieznamwcale.

Proszęciętylkooprzysługę.Wiem,żetopoważne.Jeślisięzgodzisz,jeszcze

dziświeczoremodleciszdoParyża.

W jego ustach brzmiało to tak łatwo. I było bardzo kuszące. Przez jeden dzień

byćkimśinnym,czućsiękimśinnym,kimśwolnymiszczęśliwym.Pożądanym.

Cozrobisz,jeżelikrólowaElenasięnieodnajdzie?–spytałapochwilimilcze-

nia.–Jutromaszwziąćślub.

Muszęjąodnaleźć–odpowiedziałzmocą.
Ajeżelinie?
Cośwymyślę.Aletonietwójproblem,Olivio.Proszęciętylko,żebyśtowarzy-

szyłamidziśwogrodach.

Niemógłbyśogłosić,żeElenajestchora?
 Niestety nie. Sytuacja jest bardzo niestabilna. Jeżeli ludzie odkryją brak Ele-

background image

ny

DlaczegoKhalilniezabieragłosu?–spytałanagleOlivia.–Dlaczegonieprzy-

zna,żeElenajestwjegorękach?

 Bo nawet w Kadarze porwanie jest niezgodne z prawem. Khalil gra na mojej

niechęcidoujawnieniajejnieobecności.

Niemożeszznimporozmawiać?
Wtejchwiliontegoniechce.Zreszniewiem,czybylibyśmywstanieroz-

mawiać.CóżJeżelipostanowiszwrócićdoParyża,uszanujętwojądecyzję.

Milczącyinieruchomy,czekałnajejodpowiedź.
Odpowiedź,któramusiałabyćnatychmiastowainieodwołalna.
Więc?–zapytałmiękko.
Olivia milczała. Spoglądała na niego i widziała zarys lekkiego uśmiechu na war-

gach,choćszareoczywypełniałsmutek,któryrozdzierałjejserce.

Wzięłagłębokioddech,zbierającsiły,byodwić.
Kuwłasnemuzaskoczeniuzjejustwybiegłyjednaksłowa:
Dobrze.Zrobięto.

background image

ROZDZIAŁSZÓSTY

Olivia wpatrywała się w swoje odbicie z mieszanymi uczuciami. Jeżeli przedtem

dziła,żewyglądainaczejzciemnymiwłosami,toteraz,warabskimstroju,zsza-
rymi, dzięki soczewkom kontaktowym, oczami i zasłoną na twarzy, była dla siebie
kimśzupełnienieznajomym.Chustaukrywaławiększośćwłosów,afiguręprzyoble-
kłaszaraszatazesrebrzystąnitką.

Ranek upłynął jej w kompletnym oszołomieniu. Olśniewacy uśmiech Aziza zni-

weczyłresztkijejrezerwy.Czasszybkominąłnaprzygotowaniachdoprzeistocze-
nia.Wdodatku,corazbardziejjejsiętopodobało.ChciaładopomócAzizowiilubiła
osobę,jakąsięprzynimstawała–bardziejprzypominaładziewczynęzprzeszłości,
beztroską,szczęśliwąipełnąnadziei.

Usłyszałapukanie,wdrzwiachstanąłMalikiprzyjrzałjejsięzaprobatą.
Dobrarobota.
 W tym stroju każdy byłby nie do rozpoznania – odparła i zazwyczaj poważne

rysyMalikarozjaśniłuśmiech.

Tymlepiejdlanas.Jeżelijestpanigotowa,chodźmy.Przedwyjściempowinni-

ściejeszczeomówićpewneszczeły.

SzataOliviizaszeleściłapopodłodze.Czułasięjakprzebieraniecnabalumasko-

wym.Ladachwilaktośmógłześmiechemzerwaćjejzasłonęzokrzykiem,żeniko-
gonieoszukała.

Malikotworzyłjakieśdrzwiiwprowadziłjądoeleganckiegosalonu,gdzieczekał

Aziz,takżeubranywtradycyjnystrójiturban.

Ciemnewłosyiwysokieobcasybardzocipasują–powiedziałpochwili.–Aten

ubiórtakże–dodałzuśmiechem.

Jegodobryhumorokazałsięzaraźliwy,więcuśmiechłasięwodpowiedzi,choć

podzasłonąniemógłtegowidzieć.

Możebędęwczymśtakimwystępowaćjakotwojagospodyni?
Pomyślęotym–odparłznamysłem.
Czujęsięraczejśmiesznie.
 Ale wyglądasz fantastycznie. Zastanawiam się, jak to możliwe, chociaż jesteś

całazakryta.

Tymipowiedz.
Jesteśpiękna,Olivio.Bardzopiękna.Najchętniejporównałbymciędokwiatu.
Tojużtrochęoklepane.Wymyśljakieśnowepochlebstwo.
Toniepochlebstwo,tylkoprawda.
Rzeczywiścieczułasięjakkwiat.Pozorniezaschnięty,któryrozkwita,gdyuzyska

dostępdowodyisłońca.

Atwójstrój?Jaksięwnimczujesz?
Taksamodziwniejaktywswoim.
Wyglądaszdoskonale.Powinieneśczęściejsiętakubierać.

background image

Poczekaj–odparłzuśmiechem.–Jeszczecięzaskoczę.
Już to zrobił. Jego poświęcenie dla kraju i determinacja, by zyskać władzę, były

godne podziwu. O ile wcześniej uważała go za beztroskiego i płytkiego, teraz do-
strzegłajużjegoprawdziweoblicze.Zpewnościąbyłownimdużowięcejniżtylko
czarucafasada.

Coteraz?–spytała.–Kiedymamypojawićsięwogrodach?
Niedługo–odparł.–Alenajpierwnauczęciękilkuzdańpoarabsku.
Poarabsku?–Naglesięprzestraszyła.–Poco?
Boludzietegooczekują.Spodobaimsię,żemówiszwichjęzyku.
Alejanieznamichjęzyka.–Niepotrafiłaukryćpaniki.
Niktnieoczekuje,żebędzieszmówiłabiegle.Elenanauczyłasięzaledwiekilku

zdań.

Tookilkawięcejniżja.
Nochodź–powiedziałmiękko.–Czasnalekcję.
Wprowadziłjądomałejalkowyzaksamitnąsofą,naktórejusiedlioboje,otoczeni

fałdamitradycyjnychszat.Nigdywcześniej,kiedysiadywalinadrachunkamiwpa-
ryskimdomuniebyłatakbardzoświadomajegoobecności.

Odetchnęłagłęboko,usiłującskupićsięnaczekacymjązadaniu.
Więc?Czegopowinnamsięnauczyć?
Zacznijmyod„dzieńdobry”.Assalamalaykum.
Oliviacałazatoławtymgłębokimiaksamitnymgłosie,brzmiącymjaknajczul-

szapieszczota,choćprzecieżbyłototylkopozdrowienie.

Olivio?–Popatrzyłnaniąwyczekucoidopierowtedyockłasięzzaurocze-

nia.

Assalamalaykum–powtórzyłaposłusznie,pełnaobaw,żeodgadłprzyczynęjej

roztargnienia.

Spróbujmyjeszczeraz–zaproponowałzuśmiechem.
Denerwujęsię.
Tozrozumiałe.
 Assalam alaykum – powiedział raz jeszcze i powtórzyła za nim najlepiej jak

umiała.

 Dobrze. Teraz spróbujemy czegoś dłuższego – yśmiechnął się zachęcaco. –

Motasharefatunbemarefatek.

Spojrzałananiego,przerażona.
Motaco?
Roześmiałsięmiękko.
Wiem,straszniedługie.Spróbujjeszczeraz.
Powtórzyłispróbowałagonaśladować.
Nieźle.Jeszczeraz.
Tym razem ją pochwalił i przećwiczyli jeszcze kilka innych arabskich zwrotów.

Naszczęścieniemusiała,jakzapewnił,wypowiadaćichbezbłędnie.

wiłeśpoarabskuoddziecka?–spytała,kiedyskończyli.
Tak–odparł.
Choć się uśmiechał, w jego wzroku była twardość i smutek, które kazały jej się

zastanowić,czywogólemiałjakieśmiłewspomnieniazdzieciństwa.

background image

Alechybanieczęstoużywałeśgojakodorosły?
Rzeczywiście.Alejęzykadzieciństwasięniezapomina.
Itakciępodziwiam.Jamamantytalentdojęzyków,samwidzisz.
Wcalenie–zaprzeczył,rozbawiony.
Zakażdymrazem,kiedysięprzeprowadzaliśmy,ojciecpróbowałmnieuczyćno-

wego języka, ale bezskutecznie. Byłam w tym beznadziejna, niezależnie od tego,
jaksięstarałam.

Mamwrażenie,żezawszestaraszsięrobićwszystkojaknajlepiej.
Niewchwili,kiedymiałotonajwiększeznaczenie.Byławtedyzbytprzestraszo-

na,zbytzraniona,zbytsłaba.

Nie chciała o tym mówić. Już i tak wyrwało jej się za dużo. Mówiła mu rzeczy,

któreprzeztakdługiczaszachowywałatylkodlasiebie.Towydawałosięniepoko-
ce,alejakaśjejcząstkanaprawdętegochciała.Pragnęłazrozumienia,któregoni-
gdywcześniejniemiała.

Pragnęłateżzmiany.Takbardzochciałaznówbyćtamtąbeztroską,roześmia

dziewczyną sprzed lat. Sądziła, że tamta została już pogrzebana, ale Aziz znów
przywołałjądożycia.

Itowłaśniebyłojegonajpiękniejszymprezentemdlaniej,zaktóryzawszebędzie

muwdzięczna.

Tylko że przebudzenie oznaczało powrót uczuć, nie tylko przyjemnych i rado-

snych,aleitychmrocznych,jakrozpacz,samotnośćipustka.

Olivio?–Azizdelikatniepotrząsałjązaramię.–Gdziejesteś?
Spojrzałananiegoimyśliodpłyły,pozostałotylkouczuciepustki.
Tutaj–odparła.
 Przez chwilę wyglądałaś, jakbyś była bardzo daleko myślami i wspominała ja-

kieśniemiłehistorie.

Jakośudałojejsięuśmiechnąć.
 Wszystko w porządku – zapewniła, choć nie była to ani odpowiedź, ani nawet

prawda.

Patrzyłnaniąprzezdłuższąchwilę,wciążniecofającrękizjejramienia.Puścił

je,dosyćzresztąniechętnie,dopierokiedyzapukanododrzwi.

Wejść.
WprogustanąłMalik.
Waszawysokość,samochódczeka.
Dziękuję,Malik.
Odwrócił się z czarucym uśmiechem, na pozór zupełnie zapominając o minio-

nychchwilach.

Twójrydwangotowy,pani.
Olivia pospiesznie zatrzasnęła drzwi do wspomnień, wstała z sofy i ruszyła za

nim.

Ciemnoszary sedan z zaciemnionymi szybami czekał na dziedzińcu. Brama była

zamknięta,alegapiestaliwzdłużpłotuipowitaliwychodzącychgłośnymiokrzyka-
mi. Olivia pewnie by się cofła gdyby nie mocna dłoń towarzysza obejmuca ją
wtalii.

Jużciękochają–szepnąłjejdoucha.

background image

Roześmiałasiędrżąco.
NiemnietylkokrólowąElenę.
Przecieżnawetjejtuniema–szepnął,owiewającoddechemjejpoliczek.
Kochająjejwyobrażeniejakotwojejnarzeczonej.Nieważne,ktotonapraw

jest.

Wsułasiędosamochodu,troskliwieukładającwokółsiebiefałdyszaty.
Poprostumyślałagłośno,alewyraztwarzyAzizauświadomiłjej,żepowiedziała

cośważnego.

Cosiędzieje?–spytałaostrożnie,alejejtowarzysztylkopokręciłgłową.
Nic.Zupełnienic.

Nieważne,ktotonaprawdęjest.
Te słowa odbijały się echem w jego głowie. Nieważne Nieważne Nieważne,

ktotonaprawdęjest

Potrzebowałnarzeczonej.Elenanadawałasiędotejroli,aleaktualnieniebyłojej

tutaj.Askoroniemógłjejznaleźćteraz,kiedybyłatakbardzopotrzebna,jużmu
sięnieprzyda.

NatomiastOlivia
Samsiędziwiłłatwości,zjakąbyłgotówporzucićjednąnarzeczonąnakorzyść

drugiej,aleteżwyrzucałsobie,żewcześniejniewpadłnapodobnypomysł.

Miałdwadni.Oliviabyłanamiejscu.Naglewszystkowydałosięproste.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że aż tak proste nie było. Małżeństwo miało

byćkorzystnezarównodlaniego,jakiEleny,alewcaleniekonieczniedlaOlivii.Nie
miałapowodu,abyćmożetakżeochoty,byzaniegowychodzić.

Zerknął na nią, niemal całkowicie ukrytą za chustą i za zasłoną. Szare oczy

iarabskistrójczyniłyjąobcą,aleonrozpoznawałznajomykształtpoliczkaiwarg,
któremiałokazjęsmakować.

Niewątpliwiepociągalisięwzajemnie,nawetgdybyonachciałatemuzaprzeczać,

byłateżprzyjaźń,aprzynajmniejjejzaczątek.Nienajgorszepodstawydlamałżeń-
stwa. Przynajmniej takiego, jakiego pragnął on: całkowicie pozbawionego emocjo-
nalnegozaangażowania.

Podejrzewał,żetakżeijejmogłobytoodpowiadać.
Istniałaszansa,żesięuda.
Aziz?–Oliviazerkłaprzezoknoiodwróciłasiędoniego,przygryzającwar-

gę.–Popatrz.

skieuliczkiStaregoMiastawypełniałtłum.Zoddalidobiegałjegopomruk.Lu-

dzierzucaliwstronęsamochodukwiaty.Pojedyncza,krwistoczerwonaróżauderzy-
ławprzedniąszybęizsułasięnaziemię.

Ludzieuwielbialijegonarzeczoną.
Fałszywą narzeczoną. Kobietę, o której sądzili, że jest królową Eleną, a która

wistociebyłatylkonicnieznaczącągospodyniązParyża.

Jakpowinienpostąpić?
Lubiącię.–ObdarzyłpobladłąOliviędodacymotuchyuśmiechem.
Towszystkojestogromnieniebezpieczne–powiedziałacicho,niespuszczając

wzrokuztłumuzaoknem.

background image

Samochódledwosięterazporuszał.
Możedlamnie,aletobienicniegrozi.
Niemaszracji.–Odchyliłasięnaoparcieizamknęłaoczy.–Musiałamoszaleć,

żebysięnatozgodzić.

Niebyłosensuzaprzeczać.Całetoprzedstawieniezbytłatwomogłosięwymknąć

spodkontroli.

Przykromi.–Tylkotylemógłwtejchwilipowiedzieć.
Otworzyłaoczyispojrzałananiego.Nieodwróciłwzrokuiobojepoczulisięwja-

kiśsposóbzłączeni.

Dziękuję,żetopowiedziałeś–uśmiechłasiędoniegociepło.–Nawetjeżeli

niemożesznicnatoporadzić.

Niestety.–Ruchemgłowywskazałtłumzaoknem.
Wyjechali ze Starego Miasta i znaleźli się na głównym placu nowocześniejszej

częścimiasta.Tuteżbyłomnóstwoludzi,niemalwszyscyzkwiatamilubpodarka-
mi.

Ciludzieszybkostądnieodejdą.
Teżtaksądzę.
Pochyliłsięidotknąłjejręki,wnadziei,żetojąuspokoi.
Wszystkobędziedobrze,Olivio.Daszsobieradę.Jesteśnietylkopięknaiele-

gancka,aleteżciepłaiprzyjazna.Spróbujsięodprężyć.

Jakmamsięodprężyć,stającprzedtysiącamiludzi?
Jeżeliktośmiałbysobieztymporadzić,totylkoty.–Mocnouścisnąłjejdłoń.–

Jesteśmynamiejscu.

Samochódzatrzymałsięprzedgłównąbramądopublicznychogrodów.Zdrugie-

go,któryjechałprzednimi,wyskoczyłokilkunastuochroniarzyiszybkoutorowało
imścieżkęwtłumie.

Gotowa?
Bardziejniebędę–odparłataknonszalancko,żesięrozpromienił.
 Moja dzielna dziewczyna – pochwalił, a ona odwróciła wzrok, próbując ukryć

uśmiech.

Ktośzpersoneluotworzyłdrzwi.
Chodźmy.
Wziąłjązarękęipomógłwysiąść.

background image

ROZDZIAŁSIÓDMY

Rozbłyskifleszyoślepiłyichnamoment;wtejsamejchwilispadłnanichdeszcz

kwiatów.

Azizobjąłjąwtaliiizachwianapewnośćsiebienatychmiastpowróciła.Ktośode-

zwał się do niej po arabsku, kaskada niezrozumiałych dźwięków wprawiła ją
wprzerażenie.Azizpochyliłsiędojejucha.

Spokojnie.Assalamalaykum.
Assalamalaykum–powtórzyła,zmuszającsiędouśmiechu,choćitakniebyło

go widać zza zasłony. – Assalam alaykum. – Ludzie najwyraźniej ją rozumieli, bo
uśmiechalisięszerokoipozdrawialientuzjastycznie.

Oliviauśmiechałasięipozdrawiałaobecnychlekkimskłonieniemgłowy.Czułasię

lekka,asercebiłojejmocno,jakbychciałowyskoczyćzpiersi.Aziztrochęsięod
niejoddaliłinatychmiastpoczułasięzagubiona.Potrzebowałaterazjegosiłyibli-
skości.

Naszczęściebyłtużobokirozmawiałzkimśpoarabsku.Starakobietaztwarzą

niemalniewidocznązzazasłonyczulepoklepaładłońOlivii,cowzruszyłojądołez.
Czuła wzruszenie, pokorę i wstyd jednocześnie, czuła się jak oszustka. Nagle za-
pragnęła,żebytowszystkobyłoprawdą.Emocjenarastaływniejjakfaleprzypły-
wu, zatapiając wszystkie praktyczne myśli. Z zakamarków pamięci wydobyła wy-
uczonenapamięćzdanie:Motasharefatunbemarefatek.Wywiłajeitwarzsta-
rejkobietyrozjaśniłasięuśmiechem.Azizuśmiechnąłsiędoniejkątemwarg,zjego
oczuwyczytałaaprobatęidumę.

WkońcuwziąłjązarękęipoprowadziłdobramyKrólewskichOgrodów,opasanej

czerwoną,jedwabnąwstęgą.KtośpodałgroźniewyglądacynóżAzizowi,któryza-
żartował na ten temat po arabsku. Ludzie wokół roześmiali się i kiwali głowami.
Azizpodniósłnóżirozciąłwstęgę,atłumwybuchnąłentuzjazmem.Oliviaklasnęła
wdłonieiroześmiałasię,aludziewokółniejroześmialisiętakże.

Uświadomiła sobie, że chcą ją lubić, podobnie jak chcieli lubić Aziza. Czemu on

tegoniedostrzegał?Czemuniewidział,żeciludziesągotowigozaakceptować?

Zapewnedlatego,żesamsiebienieakceptował.
Ktośodezwałsiędoniej,zuśmiechemwskazującszatę,któranajwyraźniejzyska-

łapowszechneuznanie.Ludziebyliciekawinarzeczonejprzyszłegokróla,aledoce-
nialiposzanowanie,jakieokazaładawnymobyczajom,takjakspodziewałsięAziz.

Uśmiechłasięwodpowiedziipogładziłaszatę,starającsięokazaćakceptację

dla tego dziwnego stroju. Najwyraźniej skutecznie, bo kobieta, która się do niej
odezwała,klasnęławdłonieiwybuchłaśmiechem.

Oliviapoczuła,jakbudzisięwniejnadziejairadość.Natakdługoodcięłasięod

życia, że zdążyła zapomnieć, jak bardzo tęskniła za przebywaniem wśród ludzi.
Zwłasnegowyboruprzeżyłasześćlatwniemalcałkowitejizolacji.

Możeterazzyskasiłę,byzacząćżyćinaczej.Byłbytonajpiękniejszyprezent,jaki

background image

dostaławżyciu.

W końcu Aziz wziął ją za rękę i wprowadził do ogrodów. Przeszli przez bramę,

którazamknęłasięzanimi,pozostawiającichwoaziepięknaicudownychwoni.

Niktznaminiepójdzie?–spytałaszeptem.
Zuśmiechempokręciłgłową.
Toczastylkodlanas.
Cozaulga.
Udałocisięichoszukać.
Oliviaprzygryzławargę.Wciążpamiętałauśmiechstarejkobietyidotknięciejej

dłoni.

Czujęsięjakoszustkaikłamczyni.
Wiem–odparłpochwilimilczenia.–Jateż.
Niepowinieneś–rzuciłaimpulsywnie.–Tynikogonieudajesz.
Nie?
Pokręciłagłową.
Wiem,żetakcisięwydaje,aletwojeintencjesączyste.Ludzietowidzą.Sągo-

towicięzaakceptowaćipokochać.

Wodpowiedzitylkosięskrzywił.
MieszkańcySiyadumożeitak.Aletylkodlatego,żeuważająmniezawyrafino-

wanegoiobytegowświecie.

Takiwłaśniejesteś.
Totylkomaska.Wśrodkujesteminny.
Przystałaizajrzałamuwoczy.
Tak?Ajakijesteśnaprawdę?
Teżprzystanąłiprzezchwilęsądziła,żedowiesięczegośważnego.Aleontylko

uśmiechnąłsięprzekornie.

Nieodpowiemnatopytanie,zanimityminieodpowiesz.
Comasznamyśli?
Niejesteśotwartąksiążką,Olivio.Tytakżecośukrywasz.
 Nie tyle ukrywam – odparła, zaskoczona jego przenikliwością – co po prostu

staramsięniemyślećopewnychsprawach.Pocowracaćdozłychwspomnień?

 Rzeczywiście, po co? Jestem w pięknym ogrodzie z piękną kobietą. Do czego

mógłbymcięporównać?Opłatkachróżjużsłyszałaś

Cośnapewnowymyślisz,jestemotymprzekonana.
Dajmichwilę.–Ruszyłścieżką,zakładającręcezaplecy.–Naprawdętakuwa-

żam, Olivio. Zachowujesz się, jakbyś sobie nie zdawała z tego sprawy, ale jesteś
bardzopiękna.

SprawiałwrażeniebardzopoważnegoiOliviikręciłosięwgłowie.Nieumiaławy-

razićtego,coczuje,całejtejnadzieiiobaw.

Uwielbiała jego towarzystwo, jego troskę i zainteresowanie, ale czuła też lęk.

Wszystkietezbudzoneprzezniegouczucianapawałyjąstrachem,boskoroczuła,
tomogłazostaćzraniona.

Totylkostwierdzeniefaktu.Obserwacja.
 Jak zwykle, czarucy – odparła żartobliwie, zadowolona, że może wrócić do

background image

przekomarzania.–Nicdziwnego,żenazywająciędżentelmenemplayboyem.

Totylkogłupieprzezwisko.
Jakjezdobyłeś?
Pilniestudiowałdużypąsowykwiat,aonaczekała.
 Tak mnie nazwano w jednym z plotkarskich magazynów kilka lat temu i przy-

lgnęło.

Skądimsiętowzięło?
Zrobiliwywiadzjednązmoichdawnychkochanek,którapowiedziała,żeprzez

całyczastrwanianaszegozwiązkuzachowywałemsięjakdżentelmen.–Mówiłbar-
dzorzeczowo,jednakOliviazarumieniłasięmocno.Wwyobraźninatychmiastpoja-
wiłysięintymneszczeły.

Cokonkretniemiałanamyśli?
Straszniejesteściekawa.
 Może i tak – przyznała. – Po prostu nie rozumiem, jak dżentelmen i playboy

mogąiśćwparze.

 To proste. Trzeba tylko wybrać kobietę, która nie oczekuje od mężczyzny ni-

czegopróczseksu.–Kiedytomówił,jegogłosstwardniał.Potemodwróciłsię,zo-
stawiającOlivięjeszczebardziejzaciekawioną.

Czytoniewszystko,czegotychciałeś?–spytałapochwili.
Taksięmogłowydawać,sądzącnapodstawiejegolicznychromansów,któreob-

serwowałaprzezlata.

Oczywiście.Jakmogłemchciećwięcej?
Byłowtychsłowachjakieśgorzkieszyderstwo,któregonierozumiała.Samprzy-

znawał,żewybrałtakistylżycia,żeniechciałpoważnegozwiązku.Czyjednakdo
końcabyłatoprawda?

 Powinniśmy obejrzeć te kwiaty. – Najwyraźniej wrócił mu już dobry humor. –

Będęmusiałcośonichpowiedzieć,kiedywyjdziemy.

Chwilaintymnościprzemiła.Oliviapopatrzyłananieznanesobiekrzewyikwia-

ty.Przykażdymustawionotabliczkęznazwąarabskąiangielską,więcpodeszłabli-
żej,żebypoczytać.

Przepiękna.–Wskazałacudownierozwiniętą,karminowąróżę.–Jaksięmówi

„piękny”poarabsku?

Jameel–odparł.
Kiedysięodwróciła,stałnieruchomo,wpatrującsięwniątymniepokocym,peł-

nymżaruipragnieniawzrokiem.

Sercezabiłojejmocno.Takbardzochciałagopocałować.Czyżbyodgadywałjej

myśli?

Chodźmy.–Wziąłjązarękęipoprowadziłalejkąwśródróżnobarwnegokwie-

cia.

Kolejny moment napięcia przeminął, ale już nie potrafiła zapanować nad niemal

bolesnympragnieniem.

Cozrobisz,kiedyzostanieszszejkiem?–zapytała,kiedybylijużwgłębiogrodu,

adźwiękimiastaucichływoddali.–Cochciałbyśosiągnąć?

Todobrepytanie.–Przezchwilęwpatrywałsięwścieżkęprzednimi.–Jakmó-

wiłemwcześniej,chciałbymbyćdobrymwładcą,uczciwymisprawiedliwym.–Spoj-

background image

rzał na nią z bezradnym uśmiechem. – Szkoda tylko, że zaczynam rządy od kłam-
stwa.

Nieodpowiedziała.Sytuacjamogłajejsięniepodobać,alerozumiała,jakdoniej

doszło. I kim była ona sama, by rozprawiać o sekretach i kłamstwach? Ukrywała
swojeprzezdziesięćlat.

 Rozumiem motywy twojego postępowania – powiedziała. – Desperackie czasy

wymagacedesperackichdziałań.Takprzypuszczam.

Taksądzę.Alemamnadzieję,żebędęmógłztymskończyć.Chciałbymnatak

wielesposobówwprowadzićKadarwdwudziestypierwszywiek–powiedziałzpa-
sjąiogniem.–Daćkobietomwięcejpraw,upaństwowićsłużbęzdrowia,sprowadzić
więcej międzynarodowego przemysłu i handlu. W tej chwili to naprawdę brzmi
śmiesznie.

Wcalenie.Towspaniałeplany.
Tylkojakmamjewprowadzićwżycie?Byćmożewcaleniezostanęszejkiem.
Zostaniesz.Przecieżwidać,żeludzieciękochają.
Podobaimsiępomysłmojegomałżeństwa,któremożenigdyniedojśćdoskut-

ku.Ślubprzewidzianynajutro,aniejestemanikrokbliżejodnalezieniaEleny.

Czegotywłaściwiechcesz?Żebyludziepadalicidostóp?Oprzyjsięnatym,co

masz.Odwiedźpustynneplemiona.Porozmawiajznimi.Potrafisztozrobić.–Teraz
także w jej głosie brzmiała pasja. – Już to robisz, choć może nie zdajesz sobie
ztegosprawy.Doskonalesobieradziszzludźmi.Lubiątwojąszczerość,chcąprzy-
wódcy,któryichsłucha.Mieszkańcompustyniteżsiętospodoba.

Zaskoczyłagotąemocjonalnąprzemową.
wiszjakmojanauczycielkazeszkołyzinternatem.Onateżmikazałaprze-

staćsięmazać.

Jategoniepowiedziałam.
Toprawda.Powiedziałaśsamemiłerzeczy,zaktórecidziękuję.
Toniepochlebstwo,tylkoprawda.
Dziękujęci–powtórzył,wzruszony.
Przezchwilęszliwprzyjaznymmilczeniu,słuchającśpiewuptaków.
Teraztwojakolej.Wyjaśnijmi,dlaczegosiętakdługoukrywałaś?Jakiesmutki

zprzeszłościniepozwalająciplanowaćprzyszłości?

Tonietak–zaprzeczyłasłabo,aleontylkopokręciłgłową.
 Z jakiej innej przyczyny śliczna młoda dziewczyna ukrywałaby się w pustym

domu,sprzątającpokoje,któremałoktoodwiedza?Zpewnościąnietymchciałabyś
sięzajmowaćprzezresztężycia.Niekimśtakimchciałabyśbyć.

Niemaszoniczympocia–zaczęła,aleniedałjejdokończyć.
Więcmipowiedz–zaproponował.
wiliśmyotobie.
Aterazmówimyotobie.Czemuukrywaszsięprzedświatem,Olivio?Czegosię

takbardzoboisz?

Wcalesięnieboję.Poprostutakjestłatwiej.
Dlaczego?
Odetchnęłagłębokoipowoliwypuściłapowietrze.
Straciłamkogoś–powiedziaławkońcu,ajejgłoszabrzmiałdziwnieodlegle.–

background image

Kogoś,ktobyłogromnieogromnieNigdyniemówiłaoDanieluigłosuwiązłjej
w gardle. – Był dla mnie ogromnie ważny. A kiedy się kogoś takiego straci nie
maszochotypróbowaćponownie.Niechcesznawetmyśleć,żemógłbyśspróbować,
nawetjeżeliwgłębiduszytegowłaśniechcesz.

Niemogłananiegospojrzeć,borozpłakałabysięodrazu,atonieleżałowjejza-

miarach.Czułajednak,żesięjejprzygląda,apotemwsunąłdłońpodzasłonęipo-
gładziłjąpopoliczku.

Bardzogokochałaś?–spytał.
Najwyraźniejuznał,żemówiomężczyźnie.Okochanku.
Nadżycie–odparła.
PowiedzenieczegośinnegobyłobyzdradąwobecDaniela,ajużrazsięjejdopu-

ściła.Więcejtegoniezrobi.

Wciążgokochaminigdynieprzestanę.
Palce Aziza wciąż błądziły po jej twarzy, ale nie uległa pokusie, by się do niego

przytulićiczerpaćpociechęztejpieszczoty.

Bardzomiprzykro–powiedział.
Tobyłodawno.
Nawetjeżeli.Gładziłjąpotwarzy,więczerkłananiego.Współczucieido-

broć,jakieczytałazjegorysów,usuływcieńjejobawy.

Aziz–szepła,choćsamaniewiedziała,dlaczegowypowiadajegoimię.
Jednakonnajwyraźniejwiedział,bojegooczypociemniałyimusnąłkciukiemjej

wargi.Przysunąłsiębliżej,ażpoczułajegociepłoiprzyprawiacyozawrótgłowy
zapachwodypogoleniu.

Olivio–powiedziałmiękko,azarazpotemjaktosięwłaściwiestało?Całował

ją.

Aonajego.Ibyłotonieprawdopodobnieczułeicudowniesłodkie.
Olivio–powtórzyłchropawo.
Jegodotykbyłjaknarkotyk,odrazusięodniegouzależniłaizapragnęławięcej.

Jakby w odpowiedzi rozchylił jej szatę i musnął dłońmi piersi, aż cała zatopiła się
wtejpieszczocie.

Hałas za plecami przestraszył ich oboje. Aziz pospiesznie cofnął się o krok. Do

Oliviinagledotarło,żemapotarganewłosy,ubraniewnieładzieinabrzmiałeodpo-
całunkówwargi.

Wymienilispojrzenia,niedowierzająctemu,cosięwłaśniewydarzyło.Wszystko

stałosiętakszybko,żenawetniezdążylisięzawstydzić.Uświadomiłasobienagle,
żetenmężczyznazamierzawziąćślubzinnąkobietą,onasamaniepocałowałani-
kogooddziesięciulatito,cozrobiła,byłokompletnymidiotyzmem.

Jakimścudemzdołałasięroześmiać.
Cóż,jeżeliistotniektośnaswidział,będzietymbardziejprzekonany,żesięże-

nisz.

Byłojejstraszniegłupio.Czyżbynaprawdęrzuciłasięnaniego?Przecieżplano-

wałazachowywaćsięchłodnoispokojnie

Olivio
Muszęsięuczesać.–Głosjejdrżałzezdenerwowania,kiedypodniosłarozedr-

ganedłoniedogłowy.

background image

Pozwól,żecipomogę.–Przyklęknąłnaścieżceizanurzyłdłoniewjejwłosach.
Wygładziłaszatęipodniosłazasłonę.Wszystko,żebyzająćczymśręce.Niemógł

zobaczyć,jakdrżą.

Proszębardzo.–Zanimsięobejrzała,włosymiałazebranewzgrabnykoczek.
Następniewłożyłjejchustęiumieściłzasłonęnawłaściwymmiejscu.
Jużmożeszsiępokazaćludziom.
Ajeśliodgadnąprawdę?
Spodobaimsię.Tojakdalszyciągichbajki.
Chciałaruszyć,aleprzytrzymałjązaramiona.
Olivio?
Słucham?
Nieplanowałemtego.
Więcjednaktoonapocałowałagopierwsza.Podwpływemfaliwstyduprzymknę-

łaoczy.

Jateżnie–odparłachropawo.
Wodpowiedziroześmiałsięcicho.
Wiem.
Wiedział?Otworzyłaoczy.Wciążtrzymałjejdłonienaramionach,aichciałapra-

wiesięstykały.

Toniebyłonapokaz–powiedział.–Pocałowałemcię,botegochciałem.Wyda-

wałomisię,żeniemamwyboruipoprostumuszęciępocałować.

Onaczułasiępodobnie.Poprostumusiałagopocałować.Jegowyznaniezamiast

ucieszyć,wprawiłojąwzmieszanie.To,żejejnanimzależałoibyłagotowapozwo-
lićmunawszystko,niemogłoprowadzićdoniczegodobrego.

Najwyraźniejniepotrafiszsiękontrolować–powiedziałaszorstko,wysuwając

sięzjegoobjęć.–Ciekawe,skądtakdobrzeumieszczesaćkobiety?

Kwestiadoświadczenia–odparłlekko.
Intymnośćuleciała,cojąjednocześnieucieszyłoirozczarowało.
Powinniśmywracać.–Delikatniepoprawiłjejzasłonę.–Czekająnanas.
Bezsłowapożyłazanim.Milczenieniebyłojużkoce,tylkonapięteinieprzy-

jemne.Wzasięguwzrokuukazałysiębramaitłumy.Kiedyznówznajdąsięwśród
ludzi,niezdołająjużpowić.AwieczoremmiałaodleciećdoParyża.

Cojednakmiałabymupowiedzieć?Scenawogrodziewprawiłająwzmieszanie.

Jakimcudemczułośćtakbłyskawiczniezmieniłasięwnamiętność,jakiejnieczuła
odlat,jeżeliwogólekiedykolwiek?Niewiedziałanawet,czychcejączuć,czyna-
prawdęchętniepoddałabysiętemutakczystofizycznemugłodowi.

Wrezultacieniepowiedziałanic.
Znówznaleźlisięwtłumieipowtarzaławyuczonearabskiezdaniazespuszczo-

nymwzrokiemitwarząskrytązazasłoną.

Potem pomógł jej wsiąść do samochodu, który potoczył się w stronę pałacu,

iwciążniezamienilinawetsłowaodchwili,gdyopuściliogród.

Zerkła na swojego towarzysza, ale on oparł ramię na podłokietniku, palcami

masował sobie skronie i wyglądał przez okno. Można było odnieść wrażenie, że
dźwiganabarkachbrzemięświata,aprzynajmniejkraju.

MożesąjużjakieśnowinyokrólowejElenie?–spytała.

background image

Wyrwanyzzamyślenia,zwróciłnaniąobojętnywzrok.
Tak–odparł.–Prawdopodobnie.

Niemiałzamiarujejcałowaćiterazczułsięwinny.Cogorsza,pocałunekokazał

się cudowny. Początkowe muśnięcie warg zmieniło się w coś głębszego, bardziej
prawdziwego,niżczułkiedykolwiekwcześniej.

Miał mnóstwo kochanek, wiele satysfakcjonucych chwil w sypialni, ale to

wszystkobyłytylkoprzygody.Niezwiązkidusziciał,tylkozwykłecielesnezabawy.
Tegozawszechciał,tosobiewybrał,bowszystkoinneniosłogroźbęzranienia.

KiedyjednakpocałowałOlivię,poczułcośgłębszegoijaknigdydotądzapragnął

życiaprzepełnionegomiłością.

Nigdywcześniejniemyślałomiłości.Nigdyjejnieprzeżyłiniemiałprzeżywać

aniwplanowanymmałżeństwiezEleną,aniwtym,któreobecnierozważałzOlivią.

Sedanwjechałnapałacowydziedziniec,ztowarzyszącegomusamochoduwysko-

czyliochroniarze.AzizpomógłOliviiwysiąść,nieporzucającjednakrozważań.

Ślubmiałsięodbyćnastępnegodnia.Tylkoktórąnarzeczonąwybrać?
Ostatni raz pozdrowili tłum otaczacy dziedziniec i weszli do pałacu. Olivia już

całkowicie odzyskała opanowanie. W ogrodzie była kompletnie roztrzęsiona, choć
bardzosięstarała,żebysięztymniezdradzić.

Postanowiłzaprosićjąnafiliżankęherbaty.Zrobiłtotak,jakbyniezaszłomiędzy

nimi nic niezwykłego i chodziło o zwykłe pożegnalne spotkanie. Wahała się, czy
przyjąćzaproszenie.Chętniespędziłabyznimczas,zdrugiejjednakstronynieczu-
łasiębezpiecznie.

Onteżbyłrozdarty.Jużwidział,jakbardzosądosiebiepodobni.Obojestaralisię

chronićswojeserca.Ukrywaliswojeprawdziwe„ja”inajgłębszepragnienia,choć
różnymimetodami.

Wkońcuobiecałamu,żeprzyjdzie.
Najpierw jednak musiał się spotkać z Malikiem, żądnym informacji o przebiegu

spotkania.

Jaktam?JakieświadomościoElenie?–spytałnawstępie.
Niestety.Byławobozie,alezdążyligoopuścićprzedprzyjazdemnaszych.
Czyżbyktośichostrzegł?
Trudnopowiedzieć.Prawdopodobnieznaleźlischronienieuktóregośzpustyn-

nychplemion.

Skądtakalojalnośćtychludziwobecniego?
Malikwzruszyłramionami.
Przypuszczam,żejestdlanichuosobieniemdawnychtradycji,jeszczezczasów,

zanimHashemokazałimpogardę,wydzającżonę,żebypoślubićinną.

Przecieżokazałasięniewierna.
Po wszystkich szykanach, jakich on i jego matka doświadczyli w pałacu, trudno

byłobymuwspółczućKhalilowi.

Westchnąłzeznużeniem.
 Pewno zabrał Elenę do innego pustynnego obozu i wszystko zacznie się od

nowa.

Niemógłodjechaćdaleko.

background image

 Na dobrą sprawę, może być wszędzie. A my nie mamy już czasu. Jutro mija

sześćtygodniipowinienemwziąćślub.Inaczejwkrajuzapanujechaosiwybuchnie
wojnadomowa.Niezdołamtemuzapobiec.Ludziesązbytpodzieleni.

Siyadjesttwój.
Aleniereszta.
Zdawałsobiesprawę,żeniezdołaodnaleźćElenyprzedupływemwyznaczonego

terminu. Nie chciał dopuścić, by Khalil zgłosił swoje żądania co do tronu i bardzo
niechętnie odnosił się do pomysłu referendum. Wojna domowa wisiała na włosku
imusiałabywybuchnąćniezależnieodwyniku.

Muszęsięożenić–powiedziałgłośno.
Możejeszczejąznajdziemy.
Nie,jużzapóźno.Czasminął.Muszęsięożenićizrobiętojutro.
Ale
Wiesz,żetokonieczne.
PrzekonaOlivię,żebyzaniegowyszła.Urokiemosobistym,głosemrozsądkuczy

teżprzymusem.Jegoserceiduszabuntowałysięprzeciwtemupomysłowi,alewola
przeważyła.–UśmiechnąłsiębladodozaniepokojonegoMalika.–Mojanarzeczona
jużtujest.

Oliviazulgąwłożyłabiałąbawełnianąbluzkęiciemnespodnie.Wkońcuzaczęła

przypominaćsiebie,cookazałosiębardzopomocnewodzyskaniurozsądku.

JeszczedziśwrócidoParyża.Ichoćniebędziejużtąsamąosobącoprzedprzy-

jazdem tutaj, to wcale tego nie żałowała. Nie po tym, jak rozmawiała, śmiała się
icałowałazAzizem.

Wspomnienietegoniezwykłegopocałunkuwciążdoniejwracałoiprzyprawiałoją

oszybszebicieserca.Jeszczechwilaiktowie,comogłobysięwydarzyć?Alenie
wydarzyłosięnic,aonajeszczedziśwracadoParyża.

Ichoćniemamowyopowrociedodawnegożycia,codziennabezpiecznarutyna

zapewnijejupragnionyspokójipociechę.Stopniowozaczniebyćbardziejaktywna,
możewrócinastudia,znajdzieprzyjaciół,powoliwszystkosięunormuje.

Tylkoczynapewnotegowłaśniechciała?Przecieżcałymsercempragnęłatylko

Aziza.Nikogowięcej.

Narazieczekałojąspotkanieprzyherbacie.Ktowie,cojeszczesiędziśwyda-

rzy?

Ktoś ze służby skierował ją do apartamentu w innym skrzydle. Pchnęła drzwi

iznalazłasięwmałymsaloniku.Stałytamdwiesofyzwróconedosiebie,apomię-
dzynimistolikzastawionysrebrnątacązdzbankiemherbatyidwiemafiliżankami.
Kiedyweszła,wsąsiednichdrzwiachpojawiłsięAzizwspłowiałychdżinsachiroz-
piętejkoszuli.Zramieniazwieszałmusięmokryręcznik,awilgotnepokąpieliwło-
symiałpotargane.

Zamarła,oczarowanawidokiemjegonagiej,brązowejiumięśnionejpiersi.Przy-

pominałDawidadłutaMichałaAnioła.

Przepraszam–powiedział.–Byłaśszybsza.–Powiesiłręczniknakrześleiza-

cząłniespieszniezapinaćkoszulę.

Ztrudemjejprzyszłoodwrócićwzrok.

background image

Powiedzmiodrazu,nakiedyjestprzewidzianyodlot.
Tozależy.–Podszedłdotacyizacząłnalewaćherbatę.–Proszę.–Podałjejfili-

żankę.–Zmlekiem,bezcukru?

Uśmiechałsię,ajegooczylśniłysrebrzyściewpopołudniowymświetle.
TakOdczego?–Wzięłafiliżankęiusiadłanaprzeciwniego.
Odrozmowy,którązarazoddziemy–odparł,upijającłykherbaty.
Gwałtownieodstawiłafiliżankę,ażtastukłaospodek.
Chcesz,żebymzostaładłużej,prawda?Cotymrazem?Kolejnespotkanie?Kola-

cja? – Mówiła tonem oskarżacym, ale nie mogła zaprzeczyć niecierpliwemu wy-
czekiwaniuipodnieceniu,jakiebudziławniejperspektywapozostaniawKadarze.

Nie.NiechcężebyśdłużejudawałaElenę.
Zaskoczona,patrzyłananiegopytaco.
Więc?Co?
Chcę,żebyśbyłasobą.Żebyśzostałatujakoty,nieElena.
Dlaczego?
Bo–odparłpowoli–chcę,żebyśzamniewyszła.

background image

ROZDZIAŁÓSMY

Tylkoniezemdlej–poprosił.
Czułasięjakpijanedzieckowemgle,naprzemianoszołomiona,zaskoczona,peł-

nanadziei,przerażona,zachwycona.

Niezemdleję–zapewniłagłosem,którybrzmiałdziwnienawetdlaniejsamej.–

Tylkoniemogęuwierzyćwłasnymuszom.

Chcę,żebyśzamniewyszła.Naprawdę.
AcozEleną?
Niemajejtutaj.
Jesteściezaczeni.Tonicdlaciebienieznaczy?
Znaczy,oczywiście–powiedziałpoważnymgłosem.–Alezaczyliśmysię,boto

wydawałosiękorzystnedlanasobojga.Skorojednakniemammożliwościodnaleźć
jejprzedupływemterminunarzuconegoprzezmojegoojca,muszęwybraćinnąna-
rzeczoną.

Iuważasz,żetomogłabymbyćja?
Takąmamnadzieję.–Aponaszymdzisiejszympocałunku,uważam,żetodosko-

nałypomysł.Jestmiędzynamipociąg

Tojeszczenieznaczy,żechcęwyjśćzamąż.–Wciążbyławszokuwywołanym

tązaskakucąpropozycją.

Nawetjejniezapytałozdanie,tylkopoprostuoznajmiłswójzamiar.
Niewierzę–wymamrotała.–Tokompletneszaleństwo.
Przyznaję,jestwtymodrobinaszaleństwa.Aleskoroniemainnegowyjścia
Dlaciebie.–Terazbyłojejźleismutno.–Alejaniemuszęwychodzićzamąż.

Chybażemniezaszantażujesz

Jużmówiłem,żetegoniezrobię.Niezamierzamuciekaćsiędoprzymusuczy

przekupstwa.Mamlepszypomysł.

Toznaczy?
Przedstawięcikorzyściwynikaceztegomałżeństwa.
Korzyścipowtórzyła.
No, owszem. Była w stanie je sobie wyobrazić. Na przykład budzenie się obok

niego każdego rana, spędzanie każdej nocy w jego ramionach, zaspokojenie tego
dzikiegopożądania,któreogarłojąwogrodzie

Mamwrażeniezamruczałsennie–aprzynajmniej,sądzącpotwoimrumień-

cu,jesteśichprzynajmniejczęściowoświadoma

Dajmispokój–burkła,odwracającsię,żebyukryćzaczerwienionepoliczki.
Olivio.–Poczułajegodłońnaramieniu,ogarłojąciepłojegociała.–Niechcę

cię wprawiać w zakłopotanie. Zaufaj mi, nasz wzajemny pociąg, choć tak niespo-
dziewany,trzebazaliczyćdoplusów.

Niewychodzisięzakogośtylkodlatego,żeczujesiędoniegopociąg–wykrztu-

siła.

background image

Oczywiście,żenie.Alekiedysiężenisz,lepiejżebytenktościępociągał,niesą-

dzisz?

AElena?Onateżciępociąga?
Nieodpowiedział.Odwróciłasięiotoczyłaramionami,jakbyjejbyłozimnoirze-

czywiście było. Od szoku. Bo jakaś jej część już się na tę zaskakucą propozycję
zgodziła.

NiespędziłemzElenąwystarczacodużoczasu,bysiętegodowiedzieć–po-

wiedziałwkońcu.Spotkaliśmysięzaledwiedwarazy,tomiałabyćumowabizne-
sowa.Żadneznasniebyłozainteresowaneniczyminnym.

Inieinteresowałocię,czysięchoćbypolubicie,niemówiącopożądaniu?
Westchnął.
DlaczegorozmawiamyoElenie?
Bozamierzałeśsięzniąożenić.Igdybysiętujakimścudempojawiła,zrobiłbyś

to.–Pokręciłagłową.–Rzeczywiścieniewiem,dlaczegomówimyoElenie.Wkaż-
dymrazie,janiezamierzamzaciebiewychodzić.Niemogę.

Uniósłbrwi,nawargachigrałmuuśmieszek.
Niemożeszczyniechcesz?
Jednoidrugie.
Popatrzyłnaniąznamysłem,kompletnieniewzruszony.
JesteśszczęśliwawParyżu,Olivio?
Cotozapytanie?
Trafione,pomyślałajednocześniezuczuciembliskimpaniki.Ijedyne,najakienie

zamierzałaodpowiadać.

Powiedziałaśmidzisiaj,żewybrałaśtakieżycie,boczujeszsiętambezpieczna.

Żewszystkoinnejestzbyttrudne.

Noi?
Proponujęcialternatywę.Bezpieczną,możeprzyjemniejsząniżtwojeaktualne

życie.Nieczujeszsiętamsamotna?

Niewychodzisięzamążzpowodusamotności.
Wieleosóbpobierasięwłaśnieztegopowodu.
Alenieja.
Nieodpowiedział,tylkoobserwowałjąiczekał.
Twojasugestiajestabsurdalna–wyrzuciłazsiebie.–Zupełniejakbymmiałaza

ciebie wyjść, bo bywam czasem samotna? – Gniewnie pokręciła głową. -Jesteś
straszniearogancki.

Arogancki?Raczejbardzosamotny.
Dżentelmenplayboy?–burkła.–Samotny?
Każdyzmoichzwiązkówzaspokajałtylkopodstawowepotrzeby.
Achciałeśczegoświęcej?
Właściwienie.Idlategosądzę,żeświetniedosiebiepasujemy.
Nierozumiem.
Naprawdę?–uśmiechnąłsięprawiesmutno.
Oliviapokręciłagłową,niechcącrozumieć,niechcącmuoddaćchoćbypunktu.
Jesteśmyprzyjaciółmi,przynajmniejtakąmamnadzieję.Iciągnienasdosiebie.

Tosolidnepodstawydlamałżeństwa.

background image

Może.–Nawettojednosłowouznałazazbytdużeustępstwo.
Czy zamierzał naciskać, doki się nie zgodzi? Tak przypuszczała, wiedząc, jak

bardzopotrafiłbyćprzekonucyijakbardzojąkusiło,żebysięzgodzić.

Pospieszniezgromadziławszystkiepowody,dlaktórychniepowinnasiędaćprze-

konać. Po pierwsze, prawie w ogóle go nie znała. Po drugie, był playboyem. I po
trzecie, był władcą. Zostałaby królową, osobą publiczną, a wystarczyła sama ta
myśl,byprzyprawićjąopokrzywkę.

Niezamierzałapakowaćsięwcośpodobnego,niezależnieodstopniaatrakcyjno-

ścipotencjalnegopartnera.Nawetprzezsekundęniesądziła,żetomożliwe.

Pokręciłagłową,aonwyszczerzyłzębywuśmiechu.
Jeszczetrochę–rzuciłżartobliwie–idymcipójdziezuszu.
Niemogęuwierzyć,żezaproponowałeśmicośpodobnego.
Naprawdęuważasz,żetotakienieprawdopodobne?
Jesteśzdesperowany–odparłabeznamiętnie.–Jajestemtwojąjedynąszansą.
Niekoniecznie.Napewnomógłbymszybkoznaleźćkogośinnego.
Powinnomischlebiać,żewybrałeśwłaśniemnie?
 Skądże, ale chciałbym, żebyś poważnie rozważyła ten pomysł, zamiast go

zgóryodrzucaćijeszczesięoburzać.

Gniew częściowo ją opuścił i zabrakło poprzedniej pewności. Człowiek zaty

oburzeniemniemaczasunamyślenie.

Odetchnęłagłęboko,wolnowypuściłapowietrzeiusiadłanasofie.
Wporządku.Opowiedzmi,jaksobiewyobrażasznaszemałżeństwo.
Skoroniemogłasobieznimporadzićzłością,zrobitozapomocąchłodnejlogiki.

Zmusigo,bywycofałswojąpozycję.

Sama się okłamywała. Tylko ona sama mogła zmienić zdanie. Ta rozmowa była

igraniemzogniem,amałżeństwomogłosięskończyćzłamanymsercem.

Bojakkolwiekzbudziłjądożycia,szczęściaimiłości,niemiałazłudzeń,czegoon

naprawdęchce.Małżeństwadlaformy,całkowiciepozbawionegouczucia.

Przyznaję,nieprzemyślałemszczełów.Aletomożemyzrobićrazem.
Dajspokój.Chcęwiedzieć,jaktytosobiewyobrażasz.Pytamzczystejcieka-

wości.

Zciekawości–powtórzył.–Świetnie.Otóżwyobrażamsobiecośtakiego:jutro

spotkamysięwZłotymSalonie,tutaj,wpałacu.Wypowiemysłowaprzysięgi.Zosta-
niemymężemiżoną.–Szerokorozłożyłręce.–Całaresztajestdodyskusji.

Z pewnością to nie wszystko, pomyślała. Dlaczego jednak miałoby ją to obcho-

dzić,skorozamierzaławrócićnastudia,aniebraćślub!

Nietraktujtegotaklekko–powiedziała.–Przysięgatopoważnasprawa.
Dlamnieteż.Aleczynaprawdęzamierzaszjąwypowiedzieć,czypytasztylko

zciekawości?

Niepotrafiłaodpowiedzieć.Pocowogólekontynuowałatęrozmowę?
Toszaleństwo–wykrztusiławkońcu.
Kiwnąłgłową.
Wiem.
Niechcęzostaćosobąpubliczną.
Twojepublicznewystąpieniazostanąograniczonedominimum.Twojaprywat-

background image

nośćikomfortbędąnapierwszymmiejscu.

Pokręciłagłową.
Ostatniarzecz,jakiejbymchciała,tożyciewtymdziwnymkraju,gdziewszyst-

kojestinneodtego,coznam.

Otymmożemyporozmawiać.Jeżelizamniewyjdziesz,będzieszmogładzielić

swójczasmiędzyKadariParyż.

Aletybędziesztutaj.
Tak.
Awięcnaprawdęsugerowałrodzajumowy,jakąmiałzEleną.Związekbezuczu-

cia,okazjonalnewspólnepublicznewystąpienia.

Pomimotowjejwyobraźnipojawiłsięobrazichobojgawłóżku.Czytomożliwe,

żebysięwniejzakochał?

Noniewiem–powiedziałacierpko.–Acojanatymzyskam?
Popierwsze,towarzystwo
Towarzystwo?Kiedyrozdzielinaspółświata?Ijakmiałobytowyglądaćwprzy-

padku dwóch właściwie obcych osób? Mówiłam ci to wczoraj i powtórzę znowu:
wogólemnienieznasz.

Pochyliłgłowęiuśmiechnąłsięzagadkowo.
Takuważasz?
Znałjąlepiejniżktokolwiekinny,aleonauparcietemuzaprzeczała.
Tak.Nieznaszmnie.
 Wiem, że rano pijasz kawę, a po południu herbatę. Nie znosisz zapachu ryb.

Ubieraszsięnaciemno,alelubiszjasnekolory.Kiedysiędenerwujesz,drgacilewa
stopa.

Obojewtejsamejchwilispojrzelinajejstopyizdecydowanymgestemoparłaje

napodłodze.

 Doceniam twoją zdolność obserwacji, ale to jeszcze nie świadczy, że mnie

znasz.

Choć nie chciała się do tego przyznać, fakt, że zebrał o niej aż tyle informacji,

zrobiłnaniejwrażenie.Skądtowszystkowiedział?Onaniemogłamusięzrewan-
żowaćichybabyłztegozadowolony.

Pozatymlubiszspokojneżycie.
Samaciotympowiedziałam.
Aleniezawszetakbyło.Kiedyśkogośkochałaśiniechceszwięcejpróbować.

Masz swoje tajemnice, choć udajesz, że niczego nie ukrywasz. Masz cudowny
śmiech,aleniktgoniesłucha.Kupiłaśsobieczerwonąapaszkę,aleniewkładaszjej
pozadomem.Przypracynuciszprzebojesprzeddziesięciulat,alenieznaszżadne-
godzisiejszegohitu.Nieczęstosiadaszdopianina,alekiedyjużtozrobisz,muzyka
ociekasmutkiem.–Usiadłnasofieipatrzyłnanią,unoszącbrwi.–Jakmiidzie?

Jeżelimyślisz–szepładrżąco–żetomnieskłonidomałżeństwaztobą,je-

steśwbłędzie.

Niechceszzdradzaćswoichtajemnic.–Pokiwałgłową,jakbysiętegospodzie-

wał.–Więcniepowinnaśużywaćargumentu,żecięnieznam.Bowcaleniechcesz,
żebymciępoznał.

Samajużniewiedziała,czegonaprawdęchce.Odwróciławzrok.

background image

Dlaczegomiałabymchciećwyjśćzaciebie?
 Już ci mówiłem. Dla towarzystwa. Poza tym ciągnie nas do siebie. Dla seksu.

Bliskości, choć nie przesadnej. – Pochylił się do niej i, choć niechętnie, musiała na
niegospojrzeć.–Botegoobojechcemy,prawda?Blisko,aleniezabardzo.

Nawetniewiem,cotowłaściwieznaczy.
Wyjaśnięci.Pozwolęcizachowaćswojesekrety,ajazachowamswoje.Będęsię

ztobąkochałkażdejnocy,aleniebędępytałanioczekiwałwyznań.Niezakocham
sięwtobieiniezłamięciserca.

Oliviaprzycisnęładłoniedopiersi.Tesłowamiałyjąuspokoić,alezabrzmiałytak

zimnoProponowałwięcejniżjejdotychczasoweżycie,aleczytowystarczy?Czy
kiedykolwiekodważysięsięgnąćpowięcej?

Iprzypuszczasz,żezaakceptowałabymtakąumowę?
Samapowiedziałaś,żenieszukaszmiłości.Jateżnie.
Rozczarowanieciążyłojejjakkamień.
Dlaczego?
Wzruszyłramionami.
Przypuszczalniezpodobnychpowodów.Choćnigdyniezabrnąłemtakdaleko,

bykogośpokochać.

Skoroniemiałeśzłamanegoserca,dlaczegotakbardzoboiszsięzranienia?
Możedziecięcesercejestbardziejwrażliwe?
Myśliszoswoimojcu?
Podoświadczeniachznimtrudnobyłobymikomuśzaufaćalbopokochać.
Traktowałcięokrutnie?
Tobezznaczenia–uciął.–Mówimyoprzyszłości.Otym,comoglibyśmyuzy-

skaćodsiebienawzajem.

Agdybym
Gdybymwyznała,żechcęwięcej?
Nie,tegoniemogłamupowiedzieć.Niemogłasięażtakodkryć.
Agdybympowiedziała,żelubięmojeżycietakie,jakiejest?
Niewiem,czybymuwierzył.
Chciałamuwypomniećarogancję,alenieznalazłaodpowiednichsłów.Naglepo-

czułasięzmęczonaudawaniemitymiwszystkimikłamstwami.

Możecośprzeoczyłam,aleniewiem,czyto,coproponujesz,wypełnipustkę.
Spróbuj.
Ajeślisięnieuda?
ZawszemożeszwrócićdoParyżaiwieśćżycie,jakiewiodłaśwcześniej.Pozo-

stanieszmojążoną,aleniebędęcięniepokoił.

Tobrzmiałojeszczesmutniej.Oczyzapiekłyjąodłeziodwróciłasię,próbującje

ukryć.Alebyłojużzapóźno.

 Ktoś cię kiedyś zranił, prawda? Rozumiem to i obiecuję uszanować. Z mojej

stronynicpodobnegocięniespotka.

Niemożeszskładaćtakichobietnic.
Będęsiębardzostarał.
Toniewystarczy.–Odetchnęłagłęboko.–Nierozumiesz.Jestinaczej,niżcisię

wydaje.Niktniezłamałmiserca,takjakmyślisz.

background image

Więc?–spytał,zaskoczony.–Cosięwydarzyło?
Przełknęłałzy.OstatniorozmawiałaoDanielu,kiedyojciecradził,byonimzapo-

mniała. Na zawsze. Teraz jednak chciała o nim mówić, zapragnęła, żeby Aziz do-
wiedziałsięwszystkiegoizrozumiał.

Szaleństwo?Możeitak,alebardzotegochciała.
Olivio?
MiałnaimięDaniel–zaczęła,patrzącmuprostowoczy.–Byłmoimsynem.

background image

ROZDZIAŁDZIEWIĄTY

Tego się nie spodziewał. Syn. Dziecko. Ból na jej twarzy mówił wyraźnie, że to

cośdużopoważniejszegoniżnieudanyromans.

Pochyliłsięinakryłjejlodowatozimnądłońswoją.
Bardzomiprzykro–powiedział.–Opowieszmiotym?
Ztrudemopanowałałkanieizaczęłamówić.
Miałamsiedemnaścielat.–Podniosłananiegopełnełezoczy.–Nigdyotymni-

komuniemówiłam–powiedziałacicho.–Nikomu.

Mniemożesz–odparłspokojnie.–Jeżelitegochcesziuważasz,żetomożeci

pomóc.

Niewiem.
Wyciągnęładłońspodjegodłoniiobłasięramionami,jakbybyłojejzimno.Ten

gest sprawił, że zapragnął wziąć ją w ramiona, utulić i pocieszyć w sposób, który
niemiałnicwspólnegozpożądaniem.

Staramsięnawetonimniemyśleć–szepła.–Zabardzoboli.
Cosięznimstało?
dził,żenieodpowie,boprzezchwilęsprawiaławrażenienieobecnej.
Oddałamgo–szepłałamiącymsięgłosem.
Spuściła głowę, ramiona jej drżały. Aziz nie myślał, instynktownie objął smukłe

ciało wstrząsane łkaniem. Nie broniła się, tylko wtuliła w niego jak przerażone
dziecko.Tosprawiło,żejeszczemocniejzapragnąłpocieszyćjąichronić.

Kiedyostatnioktośgopotrzebowałzpowoduinnegoniżseks?Wmówiłsobie,że

takibyłjegowybór,aledopierokiedytrzymałwramionachOlivię,uświadomiłso-
bie,jakbardzomutegobrakowało.

Jeżeliniezmieniplanówcodoswojegomałżeństwa,tengłódnadalwnimpozosta-

nie.Wtymsugerowanymprzezniegochłodnymzwiązkuniebędziemiejscanain-
tymność,dzieleniesięsekretami,ofiarowaniesobienawzajempociechy.Obojejuż
zdążylizłamaćzasadyibyłprzekonany,żeniewyniknieztegonicdobrego.

Tobyłprzypadek–powiedziała.
Głosmiałazduszony,aprzezkoszulęczułwilgoćjejłez.
Nawetniemiałamwtedychłopaka.Poszłamnapartyizadużowypiłam.Nor-

malnieniepiłamprawiewcale,pozakieliszkiemwinadorodzinnejkolacji.Akurat
dostałamsięnastudia,poczułamsiędorosła.Noibyłtamchłopak,którymisięod
dawnapodobał.

Śmiałwykorzystaćfakt,żebyłaśpijana?Toprzecieżgwałt.
 Nie, aż tak pijana nie byłam. Tyle że czułam się atrakcyjniejsza i pewniejsza

siebieniżnormalnie.Ażejednoprowadzidodrugiegowestchnęła.–Ranożało-
wałam,nawetbardzo,alenigdybymnieprzypuszczała,żezajdęwciążę.

Kiedysięzorientowałaś?
Janie.Mama.Podejrzewałacośdużowcześniej.Miałamporannemdłości,ale

background image

myślałam,żetogrypażołądkowa.Powiedziałamioswoichpodejrzeniach,alewyda-
łomisiętoniemożliwe.Oczywiściemiałarację.

Nieprzerwałaściąży.
Nie,nieprzerwałam.Choćniewielebrakowało.Mamawszystkozorganizowa-

ła.MiałyśmyjechaćdoNowegoJorku,bownaszymstanieaborcjabyłanielegalna.
To miało być pod płaszczykiem wspólnej wyprawy matki i córki na zakupy. Nie
chciała,żebyojciecsiędowiedział.

Dlaczego?
 Twierdziła, że to by go zabiło. Nie dosłownie oczywiście. Zawsze byłam jego

ulubienicą.Psułmnie,alebardzokochał.Niemogłamznieśćmyśli,żetakbardzogo
rozczaruję.Kiedybyłzmęczony,prosił,żebymgrałamunapianinie.Mówił,żemoja
muzyka go uspokaja. Mama twierdziła, że nie zniósłby tego, co zrobiłam. Nie po-
zwoliłaminicmupowiedzieć.Gdybymtylkomiaławtedydosyćodwagi

Niemógłznieśćtegobezmiarusmutkuwjejgłosie.Całatasytuacjadławiłajądo

dziś,niepozwalającnormalnieżyć.

NoipojechałyśmydoNowegoJorku–mówiładalej.–Poszłamdokliniki,dotar-

łamnawetdogabinetulekarskiego.Przezcałyczasmiałamwrażenie,żetowszyst-
ko dotyczy kogoś innego, zupełnie jakbym oglądała film i była ciekawa, co dalej.
A potem przyszła do mnie lekarka. Była bardzo miła i zapytała, czy rozumiem, co
się dzieje. Nie mam pocia, czy pytała o to każdego, czy tylko ja wyglądałam na
takąprzerażoną.

 Wyobrażam sobie – mruknął Aziz w jej włosy. – To musiało być okropne do-

świadczenie.

Powiedziałam,żerozumiem,aleniepotrafiętegozrobić.Mamabyławpocze-

kalniikiedydoniejwróciłam,naprawdęsięwściekła.

Straszne.
Nawetjejniewinię.Starałasięchronićmnieidobreimięrodziny.Możeteżka-

rieręmojegoojca.–Głosznówjązawiódł,więcprzezchwilętylkooddychałagłębo-
ko.–Zawszebyłtakimmarzycielem.Pewniepotrzebujekogośtakiegojakona.

Icosięstałopotem?–zapytałpochwili.
 Powiedziałam, że chciałabym zatrzymać dziecko, ale stwierdziła, że zmarnu

sobieżycie.Przezniemalcałypierwszytrymestrciążytrwałimpas.Kiedypierwszy
razpoczułam,jakdzieckokopie,nadalniemiałampocia,coznamibędzie.

Wyobraziłjąsobie,obejmucądłońmizaokrąglonybrzuch,pogrążonąwoceanie

lękuizwątpienia.

Och,Olivio.
 Mama chciała, żebym oddała je do adopcji. Najchętniej ukryłaby moją ciążę

przed wszystkimi. Planowała mówić, że miałam załamanie nerwowe i zamierzała
mniewysłaćdoAmeryki,żebymurodziławtamtejszejklinice.

Myślopodobnymtraktowaniucórkibudziławnimoburzenie.
Iwyjechałaś?
Takprzyznałapochwilimilczenia.–Wkońcusiępoddałamiwyjechałam.
Czuł,żeczegośmuniemówi,aleniechciałwypytywać.
Jakdługotambyłaś?
Półroku.Tobyłopodpewnymiwzględaminajdłuższepółrokuwmoimżyciu,ale

background image

podinnyminajkrótsze.Wiedziałam,żebędęmusiałaoddaćdziecko.Niebyłamna
tylesilna,żebyjezatrzymać.Powinnambyła,aleniebyłam.

Byłaśbardzomłoda.
Wiem,aleinnedziewczynyjakośsobieradziły.Ajaniezrobiłamnic.Byłamotę-

piałaikompletniepozbawionasił.

Objąłjąwmocnymuścisku.
Powiedz,cosięstałopotem.
Urodziłsięślicznychłopczyk.Wzięłamgonaręce.Byłmaleńki,mieściłsięaku-

ratwzgięciemojegołokcia.Wyglądałjakmałystaruszek.–Nawpółsięśmiała,na
wpółpłakała.–Byłzemnącałąnoc,nawetgokarmiłam,choćpiegniarkimitood-
radzały.Przyglądałmisiętyminiebieskimioczkami,kiedygokarmiłam.Byłbardzo
bystry.Nadałammuimię,choćwiedziałam,żemożezostaćzmienione.Daniel.Apo-
temgooddałam.–Mówiłaterazszybciej,dośćbezładnie.–Mamnadzieję,żejest
szczęśliwy. Modlę się o to. Adoptowało go amerykańskie małżeństwo. Spotkałam
sięznimi,sprawialibardzodobrewrażenie.Mamnadzieję,żedobrzesięnimza-
opiekowali.

Aleniechciałaśgooddać.
Nie.
Zamilkła,alewciążtuliłasiędoniego.
Próbowałamsobietłumaczyć,żetakbędzielepiej.Przedemnąbyłystudia,po-

temkarieramuzyczna.Mamawciążmipowtarzała,żepowinnamonimzapomnieć,
bo przede mną całe życie. A ja miałam wrażenie, że wszystko się skończyło. I to
zmojejwiny.

Niepowinnaśsięobwiniać.Byłaśbardzomłoda.
Czytomaażtakieznaczenie?Jaksięczegośbardzopragnie,powinnosięoto

walczyć.

Niechciałsięzniąspierać,borozumiał,coczuje.Wiedział,żemożnacośsobie

powtarzaćpowielokroćinigdywtonieuwierzyć.Znałtozwłasnychprzeżyć.

Teraz rozumiał, dlaczego skryła się przed światem i szukała spokoju. Dlaczego

niemiałaochotypróbowaćkolejnyraz.Czymógłjąotowinić?Onreagowałpodob-
nie,choćjegoprzeżycianiemogłysięrównaćzjej.

Cobyłopotem?–spytał.–Poszłaśnastudia?
Najedensemestr.Niewieleztegopamiętam.Byłamcałkiemodrętwiała.
Odsułasięodniegoizarazzaczęłomubrakowaćjejciepłejmiękkości.Usiadła

nasofieismutnoopuściłagłowę.Długiewłosycałkiemzasłoniłytwarz.

RzuciłamstudiapoBożymNarodzeniuiniedługopotymojcieczałatwiłmipra-

cęuciebie.

Znówczuł,żeczegośmuniemówi.
Niechciałaśrobićczegośinnego?–spytał.
Nie.–Wstałaipodeszładookna.–Iniewiem,czemucitowszystkoopowie-

działam.Mieliśmyprzecieżzachowaćswojesekrety.

Żałujesztego?
Tymrazemodwróciłasięispojrzałamuwoczy.
Anitrochę.Itomnieniepokoi.
Tak,tobyłoniepokoceitodlanichobojga.Osobapowierzacakomuśswójse-

background image

kretmusiałaufaćdyskrecjitegokogoś.Ichoćprzyrzekł,żejejniezrani,naglewy-
dałomusiętodużotrudniejsze.Niemógłjejzranić,bozależałomunaniejbardziej,
niżsięspodziewał.Ibardziejniżbytegochciał.

 Takie obnażenie duszy z pewnością nie wchodzi w zakres naszej ewentualnej

umowy,prawda?–powiedziałatonemwcalenieżartobliwym.–Chybacięzaskoczy-
łam.

Oczywiście,żenie.Akształtumowynadaljestdodyskusji–odparłtaklekko,

jaktylkopotrafił.

Wciążchceszsięzemnąożenić?
Tak.
Irzeczywiścietegochciał,choćnicnieszłopojegomyśliisamwcaleniebyłpe-

wien,jakmiałobyterazwyglądaćichmałżeństwoiczegobyodniegooczekiwał.

Pokręciłagłowąiodwróciłasięplecamidookna.
Szaleństwo–mrukła.–Kompletneszaleństwo.
Owszem,aletestamentmojegoojcatoteższaleństwo.
Ożeniłbyśsię,gdybynietenwarunek?
Zawahałsię,niepewny,cochciałabyusłyszećiileprawdypowinienwyznać.
Niewiem–odparłwkońcu,przynajmniejuczciwie.
Acozdziedzicem?Musiszgomieć.
Tak.
Zacisnęłamocnopalcenaparapecie.
Więcwtymmałżeństwiezechceszmiećdzieci?
Tobyłoistotnepytanie.
Tak–odparł.
Niewspomniałotymwcześniej,bowłaściwieotymniemyślał.Czekałnajejre-

akcję,aletylkowpatrywałasięwokno.

Cootymsądzisz?–zapytałwkońcu.
DzieckoPokręciłagłową.–No,niewiem.
Chciałabyśmiećwięcejdzieci?
Nigdyniemyślałamzamilkła,więcczekał.
Podobnie jak ona zaczynał sobie uświadamiać konsekwencje zawarcia małżeń-

stwa. Kiedy zamierzał związać się z Eleną, wszystko omówiono wcześniej i ujęto
w dwudziestostronicowym dokumencie. Zaakceptowali to oboje i mieli podpisać
jako umowę biznesową. Niczego innego nie oczekiwał. Małżeństwo z Eleną miało
załatwićsprawęspełnieniawymogówtestamentuojca.

ZOliviąwszystkowyglądałozupełnieinaczej,zwłaszczateraz,kiedywysłuchałjej

historii,kiedyocierałjejłzy,czułjejból

Nie wolno mu pozwolić sobie na więcej. Olivia nie chciała go pokochać, on nie

chciałpokochaćjej.Musielibyutrzymaćswójzwiązeknabezpiecznieobojętnympo-
ziomie.

 Nie mogę ci dać odpowiedzi teraz – powiedziała. – To zbyt poważna decyzja.

Wiem,żeterminupływajutro.Zadzwoniędociebiepóźniej.Narazieniemogę
Pokręciłagłową,przygryzającwargę.

Rozumiem–odparłzespokojem.
Dlaobojgabyłatodecyzjawielkiejwagi,przyczymmałżeństwobyłokonieczno-

background image

ściądlaniego,aleniedlaniej.

Cozrobisz,jeżeliodwię?–spytała.
Niemusiszsiętymprzejmować.Wolałbymraczej,żebyśodwiła,niżzgodziła

siętylkopoto,żebymipomóc.–Uśmiechnąłsię,choćbyłomuciężko,boniemógł
znieśćmyśliowspółczuciu.–Małżeństwotoniemisjadobroczynna.

Wiem.
Naszemałżeństwobyłobyrówniekorzystnedlaciebie,jakidlamnie.
Niebyłprzekonany,żenaprawdęwtowierzy,boco,taknaprawdę,mógłjejofia-

rować?Przyjaźń?Gdyzechcemiećprzyjaciół,znajdzieich.Amałżeństwoniebyło
jejdoniczegopotrzebne.

Dlaczego więc w ogóle się nad tym zastanawiała? Nagle go olśniło. Dziecko.

Chciaładziecka.

Niejego,jegoprzyjaźniczyjegociała.Tylkodziecka.Własnego.
Zastanówsię–powiedział.–Kiedyjużcośpostanowisz,wiesz,gdziemniezna-

leźć.

Kiwłagłowąiponieznośniedługiejchwiliodwróciłasięiwyszłazpokoju.
Azizniebyłwstaniepozbieraćrozbieganychmyśli.Jaksiębędzieczul,jeśliOli-

viarzeczywiściezgodzisięwyjśćzaniego?Instynktownieczuł,żewcalenieprzy-
niesiemutoprawdziwejulgiiniemiałochotyzastanawiaćsię,dlaczego.

Olivia szła wolno korytarzem, ledwo zdając sobie sprawę, dokąd zdąża. Jakimś

cudemznalazłaswojąsypialnię,szczęśliwiepustą.Wtejchwiliniezniosłabywidoku
nikogo,nawetMadyiAbryzichmiłymiuśmiechami.

Usiadłanałóżku,kompletniewyczerpanapsychiczneifizycznie.
Wydarzeniaostatnichkilkugodzinwciążkotłowałysięjejwgłowie,odnamiętne-

go pocałunku w ogrodzie, przez szokucą propozycję małżeństwa, po jej własne,
równie szokuce wyznanie. Samej jej trudno było uwierzyć, że powiedziała mu
oDanielu,płakałaiznalazłapocieszeniewjegoramionach.Aterazpoważniemy-
ślałaoprzyciujegopropozycjimałżeńskiej.

Uznałatozaszaleństwo,aonsięzniązgodził.Botobyłoszaleństwo.Ledwogo

znała. Miała zostać królową, pokazywać się publicznie i być fotografowana przez
prasę,podczasgdyzawszepragnęłaspokojnego,samotnegożycia.

Imiałabydziecko.
Dziecko,któreoczywiścieniezastąpiDaniela,alebędziejej,będziejemogłako-

chaćihołubić,choćwjakimśstopniuodkupićprzeszłość.

Ależebymiećdziecko,niemusiaławychodzićzamąż.Wielekobiettaksobiera-

dziło.Niepotrzebowałynawetmężczyzny;istniałyprzecieżbankispermy.Ażdziw-
ne,żewcześniejotymniepomyślała.Terazjednakwiedziałajuż,żeonachcecze-
goświęcej.Pragnęławsparciakochacegopartneraipomocywwychowaniudziec-
ka.

AleczytomógłtobyćAziz?Przecieżjasnopowiedział,żeniezależymunapraw-

dziwym,kochacymsięmałżeństwie.Ryzykowałazłamanieserca,auchronićmógł
jątylkonatychmiastowypowrótdoParyża.

AlepowrótdoParyżabyłbyporażką.Niemogławrócićdożycia,jakieprowadziła

wcześniej.

background image

Pragnęławięcej,choćpróbaosiągnięciategozAzizemzakrawałanaszaleństwo.
Niekrył,żeaninieszukauczucia,aniniezamierzagookazywać.Wystarczaco,

aleniewięcej,powiedział.Alecotoznaczy„wystarczaco”?

Znowu stanął jej w pamięci ten niezwykły pocałunek i wyobraziła sobie bycie

znimjakojegożona,kochanka.Wyciągnęłasięnałóżkuizapatrzyławbaldachim
nadgłową.CzynapoważnierozważałapoślubieniewładcyKadaru?

Przymknęłaoczy.Szaleństwo,powtórzyłasobie.Szaleństwo.Jużwzbudziłwniej

tyleuczućipragnień.Cosięzniąstanie,kiedyzostaniejegożoną?Nawetgdyby
postanowilinieprzekraczaćgranicprzyjaźni,toniemogłosięudać.

Jakmiałabysiępowstrzymaćoduczucia,odzakochaniasięwnim?Przezdziesięć

lat powstrzymywała się od jakichkolwiek uczuć i nie zamierzała do tego wracać.
Azizobudziłjądożyciaimogłajużtylkopójśćnaprzód.Chciałatego,cojejzaofero-
wał:przyjaźni,bliskościfizycznej,dziecka.

To było dużo więcej, niż miała kiedykolwiek w dorosłym życiu, i będzie musiało

wystarczyć. Ale choć wybrała życie, nadzieję i szczęście, nie miała pocia, jak to
rzeczywiściebędziewyglądać.Cogorsza,byłaprzekonana,żejejprzyszłypartner
wcaleniemarzyłotymsamym.

OdwyjściaOliviiAzizkrążyłposwoimgabinecie,jakbychciałzdeptaćdywando

nitek.Westchnąłfrasobliwieispojrzałnazegarek.

Ileczasupowinienjejdać?Icozrobi,jeśliodwi?Problemwtym,żejużteraz

niechciałsięwiązaćzbylekim.AlegdybyOliviaodwiła,będziemusiałznaleźć
kogośnajejmiejsce.Podpisaćkolejnąumowę,którazabezpieczygozewszystkich
stron. Musiał się bardzo starać, żeby jego narzeczona została zaakceptowana
przeznaród.

Niemiałochotyznówtegopowtarzaćisamsięsobiedziwił,żebyłgotówpodpi-

saćtakbezdusznąumowęjaktęzEleną.

CojednakoznaczałabyzgodaOlivii?
Znówzacząłniespokojnieprzemierzaćgabinet.Spędzonezniąpopołudniezasad-

niczo zmieniło jego podejście. Pocałunek, zwierzenia, trzymanie jej w ramionach,
dotykjejwłosównapoliczku,jejłzy

Już samo wspomnienie wywoływało ból podobny do tego, jaki czuł, kiedy będąc

chłopcem,starałsięzyskaćmiłośćojca.

Czyżbyznówwstąpiłnatęsamąścieżkę?Próbowałzyskaćuczuciekogoś,ktonie

chciałotymsłyszećijasnotowyraził?

Nie,oczywiście,żenie.Tamtabolesnalekcjaczegośgonauczyła.Choćmiałdla

Oliviiwieleczułościiwspółczucia,toniemogłobyćmowyomiłości.Gdybyjąpoślu-
bił,dałbyjejto,coobiecał.Towarzystwo.Dzieci.Lojalność.

Aleniemiłość.
Taksięzapamiętałwtychrozważaniach,żedźwiękprzydrzwiachwręczgoprze-

straszył.OdwróciłsięizobaczyłOlivię.Wciążmiałanasobieprostespodnieibluz-
kękoszulową,wktórychwidziałjąwcześniej,terazlekkopomięte,alerozpuszczo-
ne włosy ciemną falą okalały jej twarz. Farba zaczęła już blaknąć i gdzieniegdzie
spodciemnegoprześwitywałabarwakarmelu.

Dobrywieczór–uśmiechnąłsięblado.–Wyglądaszpoważnie.

background image

 I tak się czuję. – Weszła do pokoju, zamykając za sobą drzwi. – Malik powie-

dział,żetucięznajdę.Mamnadzieję,żenieprzeszkadzam.

Nie,oczywiścieżenie.Podłaśdecyzję?
Tak.
Zacisnąłdłoniewkieszeniachspodni.
CóżNietrzymajmniewięcwniepewności.
Niemamtakiegozamiaru.Tylkototrochęjakskokzklifu.Niemaszpocia,

coczekawdole.

Sercemuzamarło,aleczyzulgi,nadzieiczylęku,niewiedziałiniechciałsięza-

stanawiać.

Czytooznacza„tak”,Olivio?
Tak.–Wargidrżałyjej,nawetjaksięuśmiechała.–Tak.Alemammnóstwopy-

tańimnóstwoobaw.

Tooczywiste.Aleowszystkimmożemyrozmawiać.Damysobieradę.
Niemogęcitegoobiecać.
Alejamogę.–Czułnietylkoulgęinadzieję,czułradość,któragouskrzydlała.–

Rozwiążemykażdyproblem.Obiecujęcito.Aleniewtejchwili.

Dlaczego?
Terazzamierzampocałowaćmojąnarzeczoną.
Rozchyliławargizaskoczonaipełnaoczekiwania,aonobjąłjądelikatnieiprzy-

ciągnąłdosiebie.

Och,jakżenatoczekał,jakbardzotegopragnąłodmomentu,kiedypocałowałją

pierwszyraz.Pragnąłjejipotrzebowałcałymsobą.

Azizszepła,kiedyniemalbezwiedniesięgnąłdojejpiersi.
Wtychsprawachzpewnościąniebędziemymieliżadnychproblemów–zamru-

czał.–Doprowadzaszmniedoszaleństwa,Olivio.

Tymnieteż–wyznała,zarumieniona.–Naprawdęmożemytozrobić?
Co,konkretnie,masznamyśli?–Mrugnąłszelmowsko.
Oliviaroześmiałasięradośnie.
Dobrzewieszco.Tocałemałżeństwo.
Ależoczywiście.
Znówwziąłjąwramiona.Akuratwtejchwiliniemiałnajmniejszejochotyzapew-

niać,żenigdysięniezranią,boprzecieżsięniekochają.

Wtejchwilichciałjątylkocałowaćdoutratytchu,coteżbezzwłokiuczynił.

background image

ROZDZIAŁDZIESIĄTY

Narzeczenisiedzieliprzydużymmahoniowymstole,naprzeciwnichzespółpraw-

ników;pomiędzynimileżałplikdokumentów.Ślubmiałsięodbyćzagodzinę.

Popoprzednimnamiętnymwieczorzeporanekupłynąłnaprzeglądaniudokumen-

tów, których drobny druk tańczył Olivii przed oczami. Aziz w szarym garniturze
iokularachspuszczonychnaczubeknosa,wydawałsięwręcznieprzystępny.

Zupełniejakbybyłnieznajomym.Niewiedziałanawet,żenosiokulary.Nibydro-

biazg,alewtejchwilinabrałogromnejrangi.Przypomniałjejboleśnie,jakmałowie
otymmężczyźnie,choćprzyrzekładzielićznimżycieibyćmatkąjegodziecka.

Itylkootympowinnamterazmyśleć,powiedziałasobietwardo.Zapomniećonie-

realnychmrzonkach.Będzietowarzyszkąjegożyciaidamudziecko.Głębokowie-
rzyła,żebędziedobrymojcemimężem.

Aleczymogłabyćtegopewna?
Codopunktupiątegoodezwałsięktóryśzprawników,wyrywającjązza-

myślenia.

Tak?–Nerwowoprzeglądałaswojąkopięumowy.
Azizprzewróciłstronęiwskazałjejodpowiedniemiejsce.
Dzięki.–Zarumieniłasię,zawstydzona.
Punktpiątydotyczył,jaksięokazało,jejkrólewskichwystąpień,któremiałymieć

miejscewzależnościodpotrzeby.

Możeszjeograniczyć,jeżelichcesz–wyjaśniłAziz.–Naprzykładnieczęściej

niżrazwmiesiącu.

wiłspokojnie,bezemocji,jakbytobyłozwykłespotkaniebiznesowe,cospra-

wiało,żeOliviichciałosięwyć.

Te wszystkie zabezpieczenia powinny ją uspokoić, bo miały chronić jej interesy.

Wtensposóbprzynajmniejmiałaświadomość,conasiebiebierze.

Tylkożeonaniebyłanawetpewna,czynaprawdętegochce.Poprzedniegowie-

czorupowiedziałasobie,żewybierażycieiobiecałasobie,żebędzieradosna.Aziz
potrafiłsprawić,żeuwierzyławpowodzenietegozwiązku,botowciążbyłoznacz-
niewięcej,niżmiaładotychczas.

Aletegorankaniebyłajużniczegopewna.
Olivio?–Patrzyłnaniąpytaco.
Razwmiesiącutodobrypomysł.
Odwróciłsiędoprawników.
Proszętouwzględnić.
Acodopunktuszóstegopowiedziałjedenzprawników.
NerwowozerkładoumowyiodwróciłasiędoAziza.
NierozumiemCzegotodotyczy?
Dzieci.
Tuteżsąjakieśobostrzenia?

background image

Możemytoprzedyskutować.Tendokumentjestopartynaustaleniachpoczynio-

nychzEleną,aleterazsprawawyglądainaczej.

Nietakbardzo,pomyślaławpanice.Towciążtylkoformalnemałżeństwo.Nicin-

negojakumowabiznesowa.

ZerkłanaAziza,alejegotwarzbyłanieprzenikniona.
JaksięwtejkwestiiumawiałeśzEleną?–zapytała.
 Oboje potrzebowaliśmy następców, więc pierwszy syn miał być moim dziedzi-

cemwKadarze,anastępnyjejwTallii.

Agdybyścieniemielisynów?
Wzruszyłramionami.
 Zawsze może się tak zdarzyć, ale wszystko się zmienia. Prawdopodobnie do

czasu,kiedymojedzieckoosiągnieodpowiedniwiek,natronieKadarubędziemogła
zasiąśćtakżekobieta.

Oliviawzięłagłębokioddech.
Chciałabym,żebyżadneznaszychdzieciniezostałowysłanedoszkołyzinter-

natem.

Azizkiwnąłgłową.
Proszętozapisać–zwróciłsiędoprawników.
Iżadnychniańiguwernantek.
 Będziemy potrzebowali pomocy przy dzieciach. Część czasu zajmą twoje kró-

lewskieobowiązki,nawetjeżeliograniczymyjedominimum.

Dobrze,aletylkotaką,jakązaakceptujęosobiście.
Ija–dorzuciłlekko.–Wporządku?
Chłodnenegocjacjenigdynie byłyjejmocnąstroną. Bliskapaniki,tylko kiwła

głową.Obserwowałjąprzezchwilę,potemzwróciłsiędoprawników.

Zostawcienasnamoment,dobrze?
Kiedywyszli,wstałodstołu.
Cosiędzieje,Olivio?
Nic–odparłamrukliwie.
Cościęniepokoi?Maszjakieśwątpliwości?
Stałprzedniązramionamiskrzyżowanyminapiersi.Niebyłyzłyczyzdenerwo-

wany, tylko uderzaco spokojny. Jakby uczestniczył w spotkaniu biznesowym
ogromnejwagi.

 Nie mam wątpliwości – odparła po chwili. – Ale to wszystko jest dziwaczne,

aomawianietychszczełówjeszczepogarszasytuację.

Więcjednakmaszwątpliwości.
Jajajużnicniewiem!–Odwróciłasięodniego,bliskałez.
Emocje,któreskrywałaprzezdziesięćlat,nietakłatwobyłozdławić.
OlivioStanąłzaniąipołożyłjejdłonienaramionach.–Wiem,żetasytuacja

jestdziwaczna,dlamnieteż.Aletonieznaczy,żeniezadziała

Takjakpralka?–wtrąciła.–Alboblender?–Jejśmiechmiałwsobiecieńhiste-

rii.

Strząsnęłazsiebiejegodłonieienergiczniepokręciłagłową.Azizpatrzyłnanią

wzamyśleniu.

 Akurat takie porównanie nie przyszłoby mi do głowy. Ale może po prostu po-

background image

wiedzmi,cosiędzieje.Czegosięboisz?

Niebojęsię.
Aprzecieżsiębała.Bałasię,żesięwnimzakochaibędziecierpiała.
Poprzedniejnocy,kiedyjątaknamiętnecałował,przyszłośćjawiłasięraczejopty-

mistycznie. Dziś, kiedy stał przed nią w oficjalnym, ciemnym garniturze, wszystko
sięzmieniło.

Niemogęsobietegowyobrazić–powiedziałaniejasno.–Ajeżelitwoipoddani

mnieniezaakceptują?Naraziemyślą,żejestemEleną,aleco,jeżelizechcąpraw-
dziwejEleny?Ico,jeżeliwybiorąKhalila,botyichokłamałeś?Mówiłeś,żekrajjuż
jest niestabilny. – Było łatwiej skupić się na polityce, niż na własnych uczuciach,
zwłaszczanatych,którychsiętakobawiała.–Twierdziłeś,żewiadomośćozniknię-
ciu Eleny może wywołać niepokoje, nawet wojnę domową. A jeżeli nasze małżeń-
stwosiędotegoprzyczyni?

Toryzykokonieczne.–Mówiłzimnojakjeszczenigdy.–Aletyniemusiszryzy-

kować.Niemusiszzamniewychodzić.Jeżeliniechceszryzykować,jeszczemożesz
sięwycofać.Lepiejterazniżzagodzinę,kiedyjużzłożymyprzysięgę.Mieszkańcy
Kadarunieakceptująrozwodów.

Spojrzałnaniąniemalobojętnieiprzezmomentzwątpiła,żejemunaprawdęza-

leżynamałżeństwieznią.Możemiałalternatywę?

Agdybymsięterazwycofała?Ślubmabyćzagodzinę.
Właściwiezatrzykwadranse–poprawił.–Przyznaję,żeniełatwobędziezna-

leźćkogośnatwojemiejsce.

 Nie chcę być tylko twoją kochanką – wybuchła załamucym się głosem. –

Chcęodżyciaimałżeństwaczegoświęcej.

Aczegokonkretnie?
Miłości.Chcę,żebyśmniekochał.Tegoniemogłapowiedzieć.Nawetniechciała

otymmyśleć.

Tewszystkieustaleniabrzmiąwręczlodowato–powiedziałapochwilimilcze-

nia.–Uświadamiająmi,czegomimożezabraknąć.

Czyli?
 Nie wiem. Wiem, że mówię głupstwa. To tylko nerw. – uśmiechła się przez

łzy.

Tchórzliwie, ale nie mogła teraz przyznać, czego naprawdę chce. Powinna się

skupićnatym,cojużmiałaicomogłazyskać.

 Chcę tego małżeństwa, Aziz. Naprawdę. W nocy dotarło do mnie, jak bardzo

pragnędziecka.NieodzyskamDaniela,alepragnęznówobdarzyćmiłościądziec-
ko.

Nazaledwiesekundępojawiłsięnajegotwarzywyrazrozczarowaniaczynawet

bólu.Amożetobyłatylkograwyobraźni?Potemwzruszyłramionami.

Niepotrzebujeszmnie,żebyurodzićdziecko.Możewięcniewartobraćślubu,

skoropragniesztylkodziecka.

Jednak pragnęła nie tylko dziecka. Chciała też obecności i wsparcia partnera,

chciałastworzyćrodzinę.

Pragnętegomałżeństwa–powiedziałastanowczo.–Imyślę,żebędzieszświet-

nymojcem.

background image

Skrzywiłwargiwnędznejimitacjiuśmiechu.
Takcisięzdaje?Niemiałemdobregoprzykładu.
 Z pewnością. Jesteś zabawny, ciepły, dajesz się lubić. Wiele osób z gorszymi

wzorcamibywadoskonałymirodzicami.

Dziękizazaufanie.
Wjegogłosiebrzmiałanutagoryczyipożałowała,żeniebyłaznimszczera.Po-

winnabyłazaryzykowaćipowiedzieć,żechcedziecka,aletylkoznim.

Ostatnio kiedy odważyła się zaryzykować i otworzyła serce przed ojcem, popa-

trzyłwdalpustymwzrokiemipoprosił,żebyzagrałanapianinie.

Wspomnienietamtejzdradyistanu,dojakiegojądoprowadziła,kazałojejsięte-

razpowstrzymaćodwyznań.Takbyłobezpieczniej.Lepiejtrzymaćsięgranicwyty-
czonychprzezumowęinieoczekiwaćzbytwiele.

Wgodzinępóźniejbyłopowszystkim.
Aziz ze znużonym westchnieniem rozwiązał węzeł krawata. Zdołał się ożenić

wterminiewyznaczonymprzeztestamentojca.Powinienbyćbardziejniżzadowo-
lony,tymczasemczułtylkoniepokójipodenerwowaniewywołanekonfrontacjązOli-
vią.

Niekryła,żezgodziłasięnaślubtylkodladziecka,niemanatomiastmowyocie-

plejszych uczuciach dla niego. Uczuciach, które witałby niechętnie. Nie zamierzał
przecieżznówzabiegaćomiłość.Niebędziesięupokarzał.Nawetdlaniej.Wsu-
miewszystkopotoczyłosiępojegomyśli.Powinienbyćzadowolony.

Skądwięctodziwnerozczarowanie?
Drzwiłazienki,zktórejprzechodziłosiędosypialni,otworzyłysięiwprogusta-

ła Olivia w białej jedwabnej koszulce nocnej. Na ten widok Aziz natychmiast
przestałracjonalniemyśleć.Miałpięknążonęidzisiejszejnocybędziesięzniąko-
chał.

Obserwowałjązuśmiechem.Wydawałasiętrochęzdenerwowana.
Piękniewyglądasz,Olivio.–Zbliżyłsięidelikatnieucałowałjejnagieramię.
Przypuszczam,żeniemusimysięsilićnaromantyzm.
Dlaczego?–Znówjąpocałował,tymrazemwkark,ażsapłacichutko.
Boniełączynasuczucie.
Te słowa świadczyły, że miał rację. I zabolały go ponad wszelkie spodziewanie.

Niechciałtegosłuchać,niechciałotymmyśleć.

 A czy to nie jest rodzaj miłości? Nie odrzucaj tego, skoro wiesz, co do ciebie

czuję.

Wziąłjąwramiona,pragnącjejpokazać,jakbardzogopotrzebujeipragnie.
Odpowiedziałanamiętnympocałunkiemiprzylgnęładoniegomocno.Obojewes-

tchnęli,kiedyichnagieciałasięzetknęły.

Jejskóramiałapięknykremowyodcieńkościsłoniowej.Dotądsądził,żejejuroda

jestchłodna,terazjednak,widzącjąuroczozarumienioną,gotowądomiłości,mu-
siałzmienićzdanie.Byłajakkwiat,którynieśmiałozwracasiędosłońca.Aongo-
copragnąłobdarowaćjącałągamątęczowychodczuć.

Potemleżelimocnospleceni,jakbyżadneniechciałopozwolićpartnerowiodejść.

Oliviajużwcześniejzauważyła,żesięzmieniła,otworzyła,znówzaczęłaczuć.Ale

background image

niemiałapocia,czegonaprawdępotrzebowała,doczegotakbardzotęskniła.

Odwróciłasiędokochanka,pragnącmupowiedzieć,coczuje,alewżadensposób

niepotrafiłategoubraćwsłowa.Musiałjednakcośwyczytaćzjejoczu,boprzycią-
gnąłjąbliżej,ażichciaładopasowałysiędosiebie,ipocałowałdelikatnie.

Oddałamupocałunek,wsłuchanawbiciejegosercanaswoim.Czasem,bywyra-

zićto,conajpiękniejsze,niepotrzebasłów.Czasemniesąonewstanieoddaćtego,
cowiążesięznajgłębszymiemocjami.

Ułożyłagłowęwzagłębieniujegoramieniaiwkrótceobojeusnęli.

background image

ROZDZIAŁJEDENASTY

Miesiącmiodowy?–powtórzyła,zaskoczona.–Czytonaprawdękonieczne?
Chybatak.–Usiadłnaprzeciwniejprzystolewmałejjadalni.
Miałnasobiegranatowygarnituriwłosywciążwilgotnepokąpieli.Wtejchwili

trudnobyłobyuwierzyć,żewswojąnocpoślubnąkochalisięprawiedoświtu.

Teraz,wchłodnymświetleporanka,Oliviaczuła,jakpowracająwszystkiejejnie-

pewności.Azizznówwydawałjejsięnieznajomym.Ichoćciałogorzałowspomnie-
niem nocnych przeżyć, umysł podpowiadał, że powinna chronić się przed zranie-
niem.Niemogłapozwolić,bysiędowiedział,jakogromnewrażeniezrobiłananiej
ostatnianoc.Gdybywiedział,byłbyzszokowany.

Dlaczego?–spytała,kiedynalewałimkawy.
Najlepiejbędziejeżelinakilkadniznikniemyzwidoku.Ogłoszonomałżeństwo,

aleniepodanoimienianarzeczonejpannymłodej.

Wszyscyprzypuszczają,żeto
Elena.Tak,wiem.–uśmiechnąłsięniewesoło.–Todelikatnymanewrdyploma-

tyczny.

Więcjakzamierzasztoogłosić?
ChcęsięrozwićzKhalilemidoprowadzićdouwolnieniaEleny.
Kiedyotymmówisz,wydajesięłatwe.
Niejestłatwe,alekonieczne.Teraz,kiedyjestemjużżonaty,niemapowodujej

przetrzymywać.Mamnadzieję,żetozrozumieiporzucimyślozemście.

Możetoniezemstagomotywuje–powiedziaławolno,aonodwróciłsiędoniej

gwałtownie.

Tylko?
Może,podobniejakty,chcezapomniećoprzeszłości.Hashempotraktowałpod-

lewasobu.

Khalilzostałwygnany,boniebyłsynemHashema.
 Ale myślał, że był, i ta sytuacja musiała go strasznie zranić. W jednej chwili

straciłwszystko,coznał,aprzecieżbyłwtedymałymchłopcem.

 W Stanach żył w luksusie – odparł sztywno. – Przykro mi, ale nie potrafię mu

współczuć.

Niemapotrzebymuwspółczuć–odparła.–Khalilmnienieobchodzi,aleob-

chodzimnieto,jakstosunkimiędzywamiwpływająnaciebie.Możedałobysięza-
kończyćtenkonflikt?Nietylkodladobrakraju,aledlawasobu.

Roześmiałsięostro.
ZgodazKhalilem?Nigdywżyciu!
Toniepodobnedociebie,tagoryczizaciętość.
Niemaszpocia
Więcmiwytłumacz.–Wstrzymałaoddech,czekającnawyjaśnienia,którepo-

mogłobyjejzrozumiećipomóc.

background image

Czuła,żesięwnimzakochuje,inieumiałaztymniczrobić.
Nie–powiedziałstanowczo.–Tobezznaczenia.Niepowinniśmyterazrozma-

wiaćopolityce.Nacieszmysięsobą,chociażprzezkilkadni.

Kiwłagłową.Tak,powinnaodpuścić,przynajmniejwtejchwili.
Dokądpojedziemy?
Doinnegokrólewskiegopałacunawybrzeżu.Toodludneibardzopięknemiej-

sce.Jestempewien,żecisięspodoba.

Niemamubrańanikosmetyków.
Dostanieszwszystko.Chybażezawahałsięnamoment.–Chybażewolisz

wrócićdoParyża.Warunkinaszejumowygwarantującimożliwośćwyboru.

Nie–odpowiedziałaszybko.
Niechętniemyślałaotymdokumenciedefiniucymichmałżeństwowkategoriach

biznesowych.

Nieteraz.Alewjakimśmomenciebędęmusiałapojechaćpomojerzeczy.
Oczywiście,kiedytylkozechcesz.Jeżelitylkoniebędzieszmiaławtymczasie

królewskichobowiązków.

Chciałazapytać,czybyzaniątęsknił,czywolałby,żebywyjechała.Niemiałapo-

cia, co on czuje, ale co by to mogło być, skoro przez sześć lat byli pracowni
ipracodawcą?Ichobecnarelacjabyłabardzonowaibardzodziwna.

Notowszystkoustalone.–Wstałodstołu.–Zagodzinęspotkamysięnadole.

Polecimyhelikopterem.Lądowiskojestnatyłachpałacu.

Pokiwałagłową,wciążniedokońcaprzekonana,aleonwyszedłjużzpokoju.
W godzinę później lecieli już helikopterem nad pustynią. W dali, w promieniach

słońcapołyskiwałoMorzeArabskie.

Lot na wybrzeże trwał najwyżej godzinę i Olivia spędziła ten czas, wyglądając

przezokno,urzeczonaniezwykłąscenerią.Pustyniabyławprostzarzuconawielki-
mi czarnymi głazami, które wyglądały jak ciśnięte dłonią olbrzyma. Kiedy zbliżyli
siędomorza,wpoluwidzeniapojawiłsięskalisty,nieprzystępnyklif.Pałacznajdo-
wałsięwdobrzeukrytejzatoczce,gdziemożnasiębyłodostaćtylkohelikopterem
albołodzią.

Kiedywydowali,ogarnąłjązachwyt.Choćzbudowanaztejsamejzłotawej,po-

krytejpatynączasucegłycopałacwSiyad,rezydencjanawybrzeżubyłazupełnie
inna.Postawionojąwprostnaskale,astrzelistewieżebiływniebo.

Pięknietu–powiedziałzuśmiechem.–Wcześniejodwiedziłemtomiejscetylko

raz.

Wychodzilizlądowiskawykutymiwskaleschodkami,prowadzącymiwgóręklifu,

wprostdopałacu.

Dlaczegotylkoraz?–spytała.
Wzruszyłramionami.
Jakwiesz,spędzałemwKadarzemożliwiemałoczasu.Jeżelidobrzepamiętam,

byliśmyturaznajakiejśrodzinnejuroczystości,zdajesię,urodzinachojca.

Niedowierzałaobojętnościwjegogłosie.
Opowiedzmioswoimojcu–poprosiłaspokojnieichoćbyłokilkastopniniżej,

nieomalpoczuła,jaksięusztywnił.

Dlaczegomiałbymchciećonimrozmawiać?–spytałpochwilimilczenia.

background image

Czekała z odpowiedzą, aż osiągną brzeg klifu, i już po chwili pojawiły się przed

nimizdobione,drewnianedrzwiwejściowedopałacu.

Bowiem,żewaszarelacjabyłatrudnaidodziściędręczy.Chciałabymzrozu-

mieć.

Niemanicdorozumienia.–Odwróciłsię,byotworzyćdrzwiizacząłsięwitać

zpersonelemzgromadzonymwwyłożonymmozaikąfoyer.

Pożałazanim,takżewypowiadającsłowapozdrowienia.Zaprowadzonoichdo

prywatnegoapartamentu,złożonegozkilkupokojówzbalkonamiwychodzącymina
ogródzkaskadowymibasenamiimorzemwidocznymwoddali.Postanowiładaćso-
bienaraziespokójzosobistymipytaniami.Miałanadzieję,żeprzyjdzienanieczas
później.

Wyszłanabalkonipodziwiaławspaniaływidok.
 Coś fantastycznego – powiedziała. – Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu je-

stem.

Azizstanąłobokniej.
 Tak – powiedział. – Przynajmniej odpoczniemy po tym rozgardiaszu ostatnich

dni.

Rzeczywiście, na wspomnienie ostatnich siedemdziesięciu dwóch godzin wciąż

kręciłojejsięwgłowie.

Miałaogromnąochotęopowiedziećmężowi,coczuje.Żeteostaniedninapraw

ją zmieniły. I choć nadal nie wyzbyła się lęku, w sumie cieszyła ją ta zmiana.
Aprzedewszystkimto,żezdobyłasięnaopowiedzeniemuosobie.Wszystkotoza-
wdzięczałaAzizowiibardzochciałamóczrobićtosamodlaniego.Pokazaćmu,że
możnazaryzykowaćiponownieotworzyćserce,żemiłośćjesttegowarta.Alejak
miałabytozrobić,skoromyślopodobnymwyznaniuprzerażałająśmiertelnie?

Czemu nie mogła zwyczajnie cieszyć się tym, co jej ofiarował? Skoro nie chciał

głębszejrelacji,powinnatouszanować.Wyznałamuswojesekrety,aleonwcalenie
musiałodpowiedziećtymsamym.

Gdzieśwgłębiduszyczaiłsięwyrzut,żejednakniepowiedziałamuwszystkiego.

Część wspomnień z tych strasznych lat po oddaniu Daniela zachowała dla siebie.
Nie wyznała, jak nisko upadła, jak sądziła, że nigdy już się nie podniesie. Straciła
nietylkoDaniela,aleirodziców,zwłaszczazaufanieojca,cosprawiło,żeodizolo-
wałasięodświataipogrążyławnicości.

Prawdopodobniejednakniechciałbyotymterazsłuchać.
Obudziłjązzamyślenia,kładącjejdłonienaramionach.
Maszochotępopływać?
Popatrzyła na kaskadowe baseny i uśmiechła się radośnie. Czas zmienić na-

strój.

Świetnypomysł.

Trzy cudownie relaksowe dni upłyły im na pogawędkach, pływaniu, śmiechu

iwspaniałymseksie.Oliviazdawałasobiesprawę,żewprzyspieszonymtempieza-
kochujesięwmężu,wnimnatomiastpodobnychoznakniedostrzegała.

Nawetwchwilachnajwiększejbliskościjakaśjegoczęśćpozostawaładlaniejza-

mknięta.Przezcałyczasbroniłdosiebiedostępu.

background image

Wmiaręupływuczasucorazbardziejpragnęładoniegodotrzeć,mócpokochać

go całego, choć nadal budziło to lęk i mogło być bolesne. Nie wiedziała tylko, od
czegozacząć.

 Uwielbiam twój śmiech – powiedział któregoś popołudnia, kiedy leżeli na roz-

grzanych słońcem płytkach przy basenie pod wodospadem. – Uświadamia mi, jak
rzadkosłyszałemgowParyżu.Niezdawałemsobiesprawy,jakabyłaśwtedysmut-
na.

Niemusiałeśsięmnąinteresować.Byłamtylkotwojągospodynią.
Aterazjesteśmojążoną.
Pogładziłjąpopoliczkuiodetchnęłagłęboko.Przezostatnietrzydnipowtarzała

sobie,żeniebędzienaciskać,terazjednakniepotrafiłasiępowstrzymać.Chciała
wiedziećwięcejomężczyźnie,naktórymjejzależało.Któregokochała.

 Opowiesz mi o sobie? – spytała, kierowana impulsem. – O swoim dzieciństwie

idorastaniu,otym,corobiłeś,kiedywyjechałeśzKadaru.

Zabrał dłoń z jej policzka, odwrócił się na plecy i zapatrzył w niebo. Czekała,

przepełnionanadzieją,żeusłyszycokolwiek.

Niemaoczymmówić,naprawdę–powiedziałpodłuższejchwili,tonemdosko-

naleobojętnym.

Onajednakdobrzewiedziała,jakświetniepotrafiłsięmaskować.Lekkiton,unie-

sionebrwi,czarucyuśmiech–jakdobrzetoznałaiprzejrzałanawylot.

Każdymaswojąopowieść–powiedziałarównielekko.–Ijakkolwiekzabrzmi

twoja,chciałabymjąusłyszeć.

Tomówiąc,muskałagopalcamiponagiejpiersi.Uwielbiałagodotykaćichciała,

żebystałosiętołatweinaturalne.

Przytrzymałjejdłońnaswoimbrzuchuiuśmiechnąłsięszelmowsko.
Niewolałabyśraczejzająćsięczymśinnym?
Popatrzyłananiegowymownie.
Naprawdęchceszsłuchaćnudnegoględzeniaomoimdzieciństwie?Przesunął

jejdłońtrochęniżej.Jawolałbymsłuchać,jakkrzyczyszzrozkoszy

Prawiejąskusił,alepostanowiłabyćtwarda.
więpoważnie.
Jateż.–Jednakpuściłjejdłońiznówzapatrzyłsięwniebo.–Więc?Cochcesz

wiedzieć?Mójulubionyprzedmiotwszkole?Hobby?Lubiłemmatematykęiskładać
papierowesamoloty.

Tonapoczątek–uśmiechłasięzachęcaco.–Matematykimogłamsiędomy-

ślić,samolotytoniespodzianka.

Walacesiępocałymdomupogniecionekartkidoprowadzałymamędoszału.
Byliściezesobąblisko?
Wzruszyłramionami,alezauważyła,żeznówsięzamyka.
Naprawdęniechceszminicpowiedzieć?
Rozczarowanie. Tak właśnie określiłaby swoje uczucia. Najwyraźniej nie zamie-

rzałpowiedziećjejnickonkretnego.

Jaciwyznałamswojesekrety–powiedziałazwyrzutem.
Patrzyłnaniąwzrokiemnieprzeniknionym.
Żałujesztego?

background image

Nie.Dobrzemitozrobiło.Możepomogłobyitobie?–dodałazwahaniem.
 Oczyszczace obnażenie duszy? Nie wydaje mi się. – Znów schował się pod

maską.–MaminnypomysłZacząłsięprowokucobawićsznureczkiemodjej
kostiumu.

Odsułasięlekko.
Niepytamotwojenajgłębszesekrety.–Starałasięmówićrównielekkimtonem

jakon,aleniecałkiemjejsiętoudało.–Chciałabymciętylkotrochęlepiejpoznać.
Wkońcujesteśmymałżeństwem.

Milczałprzezmomentimarszczącbrwi,przesuwałdłoniąpojejramieniu,alewy-

dawałsięniemalnieobecny.

 Dobrze – powiedział w końcu. – Co chciałabyś wiedzieć? Czy byłem blisko

zmatką?Jakodziecko,tak.Alekiedyprzeprowadziliśmysiędopałacu,stopniowo
corazbardziejsięodwszystkichodsuwała,odemnieteż.Apotemwysłanomniedo
szkołyzinternatemizupełnieprzestałemjąwidywać.Ateraz–przeniósłdłońnajej
brzuch–zajmijmysięczymśsympatyczniejszym.

Roześmiałasięipozwoliłanapieszczoty.Itakniewyciągnęłabyodniegonicwię-

cej,aniemiaładośćsiływoli,bymusiędłużejopierać.

Później, kiedy zachodzące słońce zmieniło spokojną wodę w płynne złoto, leżeli

wdużymłożu,spleceniwuścisku,zwolnauspokajającoddechy.

Azizpołożyłdłońnajejpłaskimbrzuchu.
 Jak myślisz? Może już tam rośnie mały książę albo księżniczka? – Pochylił się

ipocałowałjąwpępek.

Zaskoczyłjątympytaniem.Odkądkochalisięporazpierwszy,nawetniepomyśla-

łaodziecku.Zabawne,boprzecieżperspektywaposiadaniadzieckabyłagłównym
motywemjejzgodynamałżeństwo.

Niedokońcaprawda,choćwłaśnietakmutoprzedstawiła.Poślubiłago,bosię

wnimzakochała,chybanawetjeszczezanimprzyjechaładoKadaru.

Możetrwałotodłużej,niżpoczątkowosądziła.Możebudziłjąstopniowo,aona

oszukiwałasamasiebie,żenicsięniedzieje,choćsiędziało.

Oczymmyślisz?–spytał,znówcałującjąwbrzuch.
Wcaleniechciałwiedzieć,oczymnaprawdęmyśli.Niespodobałobymusię,gdy-

bywyznała,codoniegoczuje.

Nicważnego–powiedziałalekko,muskającjegowłosy.
Wyglądaszbardzopoważnie.–Pocałowałjąjeszczeraziprzewróciłsięnaple-

cy,niepuszczającwszakżejejręki.

Czuła, że nie będzie się potrafiła powstrzymać od kolejnych pytań o jego prze-

szłość.

Myślałamotobie–uśmiechłasięniepewnie.–Wyobrażałamsobie,jakbie-

gaszpopałacowychkorytarzachipuszczaszpapierowesamoloty.

Odpowiedziałuśmiechem,aleminęmiałnieufną.
Możenaszsynalbocórkabędąrobićtosamo–powiedział.
Naglecośdoniejdotarło.Niepowinnapozwolić,bysądził,żewyszłazaniegotyl-

kodlaperspektywyurodzeniadziecka.Tobyłozimneiokrutne.Chciałamupowie-
dzieć,żetonietak,aleniemogłasięnatozdobyć.

background image

Może–przyznała,choćwtejchwiliwydawałosiętobardzoodległe.
Tymczasemprzecieżmogłabyćwciąży.Nieużywalizabezpieczenia,aonamiała

nieregularnecykle.Aleniechciałaterazotymmyśleć.Jejwszystkiemyślizajmował
on.

wiłeś,żejakodzieckobyłeśbliskozmamą–zaczęła.
Dlaczegotakwypytujesz?–Usiadłisięgnąłpokoszulę.
Wypytuję?Niepotrzebnietaktoodbierasz.Poprostujestemciekawa.
Cozaróżnica?Trochęzapóźnonawątpliwości.
Niemamżadnychwątpliwości.
Martwiszsię,jakimbędęojcem.–Wzruszyłramionami,jakbyrozmowazaczęła

gonudzić.

Oliviapatrzyłabezradnie,jakwkładaszorty,przeczesujepalcamiwłosyisięgapo

zegarek.

Posłuchaj–powiedziałaspokojnie.–Toniemanicwspólnegoztym,jakimbę-

dzieszojcem.Chciałabymcośotobiewiedziećdlanaszegowspólnegodobra.Jesteś
moim mężem, niezależnie od wcześniejszej umowy, nasz związek ma trwać wiele
lat.Chceszmnieodepchnąć?

Nieprzypuszczałem,żezechceszsiędomniezbliżyć.
Agdybymzechciała?–Wstrzymałaoddechiczekałanaodpowiedź.
Był odwrócony plecami i nie widziała jego twarzy. A przy tym miał mistrzostwo

światawukrywaniuuczuć.Podobniejakkiedyśona.

Wciąż stał do niej tyłem. Nie wiedział, co jej odpowiedzieć ani czego od niego

chciała.Przezcałydzieńunikałjejpytań,niechętnyszczerejrozmowie,którejona
zdawałasięodniegooczekiwać.Poco?Przecieżwyraźniedaładozrozumienia,że
wyszłazaniegotylkopoto,żebyurodzićdziecko.

Liczyłosiętylkodziecko.Nicwięcej.
Naprawdęniewidzępotrzebyzwierzeń–powiedziałwkońcu,wciążniezmie-

niającpozycji.–Zgodziliśmysięprzecież,żeniechcemyażtakiejbliskości.

 Umawialiśmy się też, że wszystko jest do dyskusji – przypomniała mu. – Mam

nadzieję,żetosięniezmieniło?

Nie–odparłpochwili.
Odwróciłsięizobaczyłjąsiedzącąpotureckunałóżkuzkarmelowymiwłosami

rozrzuconymi na ramionach, owiniętą prześcieradłem. Kremowa skóra była lekko
zarumieniona.Byłapięknaisprawiaławrażenieszczęśliwej.Usiadłobokniejipo-
patrzyłnaskłębionąpościel.

Mójojciec–zacząłzwysiłkiem–przezcałeżyciemnieodrzucał.
ZpowoduKhalila?–spytałamiękko.
Pokiwałgłową.
Zawszegokochałiwolałodemnie.
Jednakgowygnał.
 Tak, ale zrobił to wbrew sobie. Khalil był jego ukochanym pierworodnym sy-

nem,maskotkąpałacu,anawetcałegokraju–przerwał,bozalałagofaladawnego
gniewuigoryczy.

Nie chciał już do tego wszystkiego wracać, ale powrót do Kadaru nieuchronnie

background image

przywołałzłewspomnieniazdzieciństwa.Askorojużzacząłotymmówić,niemógł
iniechciałprzestać.

Wstałzłóżkaiznówodwróciłsiędoniejplecami.
 Chcesz znać prawdę? Proszę, oto nieocenzurowana wersja: mój ojciec mnie

nienawidził.Odmomentukiedypojawiłemsięwpałacu,amożenawetwcześniej.

Zaczerpnąłtchuiwolnowypuściłpowietrze.
 Przypuszczam, że nie zawracał sobie mną zbytnio głowy, doki nie uczynił

mnieswoimnastępcą.Alekiedyjużtozrobił,miałmitozazłe.Miałmizazłe,że
mniepotrzebował,więcuczyniłmojeżycienieznośnym.

Głosmudrżał,anienawiśćdosamegosiebieprzelewałasięwnim,jadowitajak

kwas. Nie chciał tego pamiętać, a rozmowa o tym była jeszcze gorsza, bo choć
przezwiększośćżyciaudawał,żejegodzieciństwonigdysięniezdarzyło,iukrywał
przedotoczeniemswojelęki,terazpoczułwewnętrznyprzymusoczyszczenia.

Przypominałotoimpuls,którykażesamobójcyrzucićsięzmostulubpodpociąg,

zwanyprzezFreudainstynktemśmierci.

Zapragnął wyznać Olivii absolutnie wszystko i wolał nie myśleć, jak na to zare-

aguje.Jednakkiedyzerknąłwjejstronę,sprawiaławrażeniespokojnej.

Ilemiałeślat,kiedyzostałeśjegonastępcą?–spytała.
Cztery.
 Och  szepła i nie mógł znieść wyrazu współczucia na jej twarzy. – Opo-

wiedzmiotym.

 Naprawdę chcesz znać te wszystkie brudne szczeły? Byliśmy pogardzani,

moja matka i ja. Pogardzani i wyśmiewani od momentu, kiedy przekroczyliśmy
drzwipałacu.Przezmojegoojca,przezpałacowąsłużbę,przezkażdego.Tozabiło
moją matkę. Pochodziła ze wsi. Została kochanką szejka nie z własnego wyboru.
Nigdyniechciałabyćkrólową.Napoczątkutobyłydrobiazgi.Nieokazywaniesza-
cunkunależnegokrólowej.Ignorowałato,botakbyłołatwiej.Bezpieczniej.Potem,
przy zachętach ze strony ojca, ludzie stawali się bezczelnie niegrzeczni, szydzili
zniejizemnie.Podstawialinamnogi,kiedyprzechodziliśmy.Plotkowali.Zawszyst-
kimstałmójojciec.Drwiłznasobojga.Mamaprzestałasiępokazywaćpublicznie.
Przesiadywaławswoimapartamencie,wwiecznymlęku,żezostaniewygnanajak
Khalil. Ja też wciąż byłem przerażony. Mój ojciec uwielbiał pokazywać wszystkim
dookoła,jakbeznadziejnybyłempodkażdymwzględem.Wzywałmniedoswojego
gabinetu i ośmieszał przed członkami rady. A ja wciąż próbowałem go zadowolić.
Spędzałemcałegodziny,próbujączapamiętaćodpowiedzinajegoewentualnepyta-
nia. Jego rozkład dnia, fakty z historii Kadaru, treść konstytucji. Każda pomyłka
kosztowałamniepoliczek.Potemkazałmisięwynosić.Awiesz,cobyłonajgorsze?
Wciążgokochałem.Bógjedenwie,dlaczego.Kochałemgoiprzerwał,nienawi-
dzącsiebiezato,żejejtomówił–chciałem,żebyionmniekochał.Robiłem,como-
głem, żeby mnie tylko pokochał. Nawet go raz zapytałem, czemu mnie nie kocha.
Iwiesz,comiodpowiedział?

Nie–odparłaspokojnieismutno.
Spytał:„Dlaczegomiałbym?”.Nigdyniepotrafiłemznaleźćodpowiedzinatopy-

tanie.

Jacinanienieodpowiem–szepła.

background image

Tylkoniewygłaszajżadnychprzemów–poprosił.–Tojużstarahistoria.
Alewciążmaznaczenie.
Cóż,tak.Rzeczywiściewpływanamojeobecnewybory.Todlategoniemusisz

sięobawiać,żesięwtobiezakocham.Niezamierzamponownienarażaćserca.

Wiem–odparła.–Aleto,żeodrzuciłcięwłasnyojciec,nieznaczy,żewszyscy

innipostąpiątaksamo.

Uważam,żeryzykosięnieopłaca.Zresztątymyśliszpodobnie.Inietylkoty.

Niemożnanikogoprzekonać,żebykogośpokochał.Dlategolepiejniepróbować.

Oliviapodciągnęłakolanapodbrodę.
ADżentelmenPlayboy?Jakdotegodoszło?
Comasznamyśli?–spytałsztywno.
Jaktosięstało,żemałychłopiectęskniącyzamiłościąojca,zostałpierwszym

playboyemEuropy?

 Odkryłem kobietę, kiedy miałem piętnaście lat. Była kochanką mojego ojca.

Uwiodłamnieiuległemtylkodlatego,żechciałemdokuczyćojcu.Potemzrozumia-
łem,żepotrafięzadowolićkobietę.Wolałemtoniżbezużytecznepróbyzadowole-
niaojca.–Wzałożeniumiałotozabrzmiećlekko,alewyszłogorzko.

Rozumiem–powiedziałaiwiedział,żenaprawdętakjest.
Byłanaprawdędalekowzroczna.
Niewiem,dlaczegootymrozmawiamy.
Bochcęciępoznaćizrozumieć.
Ico?Jesteśusatysfakcjonowana?
Trudnomubyłoznieśćjejwspółczucie,więcodwróciłsięnapięcieipodszedłdo

okna.Niebonazewnątrzmiałobarwęindygo.

Nowięc?Naprawdęczujeszsięlepiejpousłyszeniutegowszystkiego?
Roześmiałasięmiękko.
 Niezupełnie. Przede wszystkim jestem wstrząśnięta i wyczerpana emocjonal-

nie.–Wstałaipodeszładoniego.–Alemamnadzieję,żezczasemtypoczujeszsię
lepiej.Stanieszsięmocniejszy.Dlategocieszęsię,żemipowiedziałeś.

Onsamwtowątpił.Jużżałował,żesięodkrył,żeokazałsłabość.
Aziz–zamruczała,przytulającsiędojegopleców.
Jegotwardemięśniezetknęłysięzjejmiękkością,alewtejchwilinieczułpożą-

dania.Czułnatomiastcośinnego,głębszego,wszechogarniacego;wzruszenieści-
snęłogozagardło,woczachzapiekłyłzy.Sięgnąłpojejdłoń,niepewny,cowłaści-
wieczuje,wiedząctylko,żepragniejejobecności.

Nazawsze.
Aziz–powtórzyła,obejmującgomocno.–Wiem,żemożeniechciałeśtegousły-

szeć

WtymmomencierozległosiępukaniedodrzwiiOliviaumilkła.
Westchnęłasmutnoisięgnęłaposzlafrok.
Poczekałażzawiązałapasek,iodpowiedziałnieswoimgłosem.
Wejść.
KujegozaskoczeniubyłtoMalik.NaOlivięnawetniespojrzał,tylkoutkwiłponu-

rywzrokwAzizie.

OtrzymaliśmywiadomośćodKhalila.Chceztobąrozmawiać.

background image

Azizniekryłzaskoczenia.
Rozmawiać?Zemną?
JestwSiyadzieiwciągugodzinymożetuprzyleciećhelikopterem.
Godzina.Kręciłomusięwgłowiezarównoodtychnowychrewelacji,jakitego,

cowłaśniewydarzyłosiępomiędzynimi.

Porozmawiaszznim,prawda?–spytałMalik,więckiwnąłgłową.
Tak.Przygotujnampokójnadole.
KiedyMalikwyszedł,spojrzałnaOlivię.Byłabardzobladaiwyraźniezaniepoko-

jona.Prawdopodobnieonwyglądałtaksamo.Przynajmniejtaksięczuł.Niedomy-
ślałsię,coKhalilchcemupowiedzieć,wątpiłjednak,bychciałzawrzećpokój.

Comamrobić?–spytałaOlivia.
Omalniechwyciłjejzarękęiniepoprosił,byznimzostała,takbardzojejpotrze-

bował.Potrzebowałjejsiły,współczuciaizrozumienia.

Aprzecieżjeszczetakniedawnoniechciałnikogopotrzebować,bouważałtoza

oznakęsłabości.

Terazwszystkosięzmieniło.Próbowałchronićswojeserceiponiósłklęskę.Poko-

chałjąikochałtakbardzo,żeażboleśnie.

Wyobraziłsobie,jakpytaOlivię,czygokocha,aonaodpowiadataksamojakjego

ojciec:„Dlaczegomiałabym?”.

Oczywiściewyraziłabytowłagodniejszejformie,możebygonawetprzeprosiła.

Alepowiedziałabyjasno,żegoniekochainiepokochaimusiałbyjeszczerazprze-
żywaćbólodrzucenia.

Poczekajtutaj–powiedziałiwyszedłzpokoju.

background image

ROZDZIAŁDWUNASTY

Nawetkiedyjązostawił,wciążprzeżywałto,cosięmiędzynimiwydarzyło.Ate-

razmiałrozmawiaćzKhalilem,aczułsiękompletniewykończonynerwowo.

Tomożebyćcośdobrego–powiedziałpocieszacoMalik,aleAziztylkowzru-

szyłramionami.

Alemożeteżzażądaćzwołaniareferendum.
Nieważne,żeAzizwypełniłwolęojcawkwestiimałżeństwa.ObywateleKadaru

wciążwspieraliKhalila,którymógłzażądaćpozostawieniadecyzjinarodowi.

Imożetakpowinienzrobić.Możeupieraniesięprzytytule,któregoniktmunie

chciałprzyznać,byłobłędem?Nieudałomusięzyskaćmiłościojca,dlaczegosądził,
żepokochagonaród?

Oliviawierzyła,żemusięuda.Towzmocniłojegodeterminację.Niepoddasiętak

łatwo.

Półgodzinypóźniej,ubranywciemnespodnieikoszulę,krążyłpoeleganckimsa-

loniku.NierozmawiałzOliviąodprzybyciaMalika.Myślałoniejtylkoiwspominał,
jakgodosiebieprzyciągnęłaidobrzemuzniąbyło.

Pamiętał, że chciała mu coś powiedzieć. Coś, czego prawdopodobnie nie chciał

usłyszeć,botobymukazałopokochaćjąjeszczemocniej.

Krążyłpopokojujaklewwklatce.Kochałją,alepaniczniebałsięjejotympowie-

dzieć. Był zwyczajnym tchórzem, ale nic na to nie poradzi. Bał się ryzyka. Nie
zniósłbywyrazujejtwarzy,gdybymiałanieodwzajemnićjegouczucia.

Lepiejzostawićtotakjakjest,pomyślał.SpotkasięzKhalilemsamnasam.Nie

zdradziswoichuczuć,aonezczasemzblakną.Nauczysięnieczućdoniejzbytwie-
le.

Jużsamatamyślpaliłagożywymogniem.
Zoddalidobiegłodgłossilnikahelikoptera.Dwajmężczyźniwymienilispojrzenia.
Wyjdźponiego,Malik–zaproponował.–Japoczekamtutaj.
StarszymężczyznakiwnąłgłowąiAzizpodjąłswojąwędrówkępopokojuwocze-

kiwaniunatego,kogokiedyśuważałzaprzyrodniegobrata.

Pokilkunieznośniedługichminutachrozległosiępukaniedodrzwi.Azizodwrócił

sięzbicymmocnosercem.

Wejść.
Drzwisięotworzyły.WprogustałKhalil,zanimMalik.
Azizpatrzyłnamężczyznę,zktóregożyciem,choćniełączyłyichwięzykrwi,jego

życiesplotłosięoddniaurodzin.Khalilstałwysokiidumny,alewjegooczachnie
byłogniewu.Azizspodziewałsięzobaczyćzbuntowanegopodżegacza,tymczasem
jegogośćwydawałsięażnazbytspokojny.

Szorstkoskinąłgłową.
Proszę,wejdź.
Khalilpostąpiłkrokdoprzodu,AzizspojrzałnaMalika.

background image

Zostawnassamych.
Starszy mężczyzna cicho zamknął drzwi, zostawiając dwóch młodszych sam na

sam.Przezchwilęobajmilczeli,ażwkońcuciszęprzerwałAziz.

Zdążyłemzapomnieć,jakipotrafiszbyćspokojny.
Khaliluniósłbrew.
Pamiętaszmnie?
Pamiętam,żecięspotkałem,kiedymiałemczterylata.
KilkatygodnipotemHashemmniewygnał.
Pewnietak.–WspomnieniaAzizaniebyłyażtakklarowne.
Dośćoprzeszłości,pomyślał,inagleogarłagofalaświeżegogniewu.
Pocotuprzyjechałeś?IcozrobiłeśkrólowejElenie?
Jestbezpieczna.
Gdzie?Wiesz,żemożeszodpowiedziećzaporwanie?
Elenaniepotwierdzizarzutu.
Przyznaj,zastraszyłeśją
Dajspokój.Żałujęswojegopostępowania.
Tominiewystarczy.
Spodziewałemsiętego.Długobyliśmywrogami.
Wciążminiepowiedziałeś,gdziejestElena.
CzekanamniewSiyadzie–przerwał,wciążbardzoukładny.–Pobraliśmysię–

dodałpochwili.

Zmusiłeśją!
Nie.
Azizmilczałprzezchwilę.AwięcElenaporzuciłagoiprzeszłanastronęwroga.

Czybyłtymzdziwiony?Wsumieonteżjąporzucił.

Dlaczegosięzgodziła?–spytałwkońcu.–Uwierzyławtwojeprawa?
Takjakijawierzyłem.Wszystkiemojedecyzjebyłyopartenaprzekonaniu,że

jestemprawowitymnastępcątronuKadaru.

Pomimożeniełączącięwięzykrwizmoimojcem?
Wierzyłem,żełączą.
Azizpatrzyłnaniegoskonsternowany.
Jakto?
Wierzyłem,żełączą–powtórzył.–Przezcałeżycieuważałem,żeHashemwy-

gnałmniedlatego,żewolałtwojąmatkęiciebie.

Azizroześmiałsięzniedowierzaniem.CzyżbyKhalilniezdawałsobiesprawy,jak

absurdalnebyłotoprzypuszczenie?

Icosięstało?–zapytał.
Dopierodwadnitemudowiedziałemsię,żeHashemniebyłmoimojcem.Moja

matkamiałaromanszczłonkiemgwardiipałacowej.

Jaksięotymdowiedziałeś?
Odsiostrymatki.Ukrywałatoprzedemnąprzezwielelat,boniechciałazbru-

kać pamięci mojej matki. Ale kiedy zobaczyła, że znalazłem Elenę, uznała, że je-
stemgotów,żebysięotymdowiedziećitozaakceptować.

Cotoznaczy,że„znalazłeśElenę”?
Kochamysię.

background image

Azizwetknąłdłoniewkieszeniespodni.
Rozumiem.
 Elena uświadomiła mi, że jest w życiu coś ważniejszego od zimnych ambicji.

Przezcałeżyciewalczyłemonależnemiprawa.Wiązałasięztymkażdadecyzja,
każdywybórAletronnależysiętobie.Jarezygnujęzewszystkichroszczeń.

Azizzdawałsobiesprawę,żepowinienczućulgę,radość,satysfakcję,aleczułtyl-

kopustkę.

Naprawdęuważasz,żetotakieproste?–spytałwkońcu.–Żewszystkosamo

sięwyprostuje?

Nie–odparłKhalil.–Nicniejestproste.
PonadpołowaobywateliKadarujestpotwojejstronie.Gdybyśmyogłosilirefe-

rendum,wygrałbyś.

Może–odparłKhalil.–Alejaprzezsześćmiesięcypodróżowałempopustyni,

szukającpoparcia,atynawetniebyłeśwKadarze.

Choćmówiłneutralnymtonem,Azizwyczuwałwnimoskarżenie,anawetodrobi-

nępogardy.

Uważasz,żehulałempoEuropie–podpowiedziałcynicznie.–Takwłaśniemy-

ślisz,prawda?

Abyłoinaczej?
Dlaczegomiałbymcisiętłumaczyć?Nicciniejestemwinien,nawetwyjaśnień.
Niesądzę,żebyśbyłmicoświnien.–Khalilzgodziłsięznimbezsprzeciwu.–

Przykromi–dodałpochwili–żeporwałemElenęijeszczebardziejutrudniłemci
życie.

Iuważasz,żetakpoprostuprzyjmętwojeprzeprosiny?–spytałAzizzniedo-

wierzaniem.

Nieoczekujętego,aleniewiem,coinnegomógłbymzrobić.Chciałbympostąpić

fair. Ty jesteś prawowitym szejkiem. Przez dłuższy czas się temu sprzeciwiałem,
aleterazwszystkozrozumiałemichciałbymmócwspółpracowaćztobądladobra
kraju.Alezrozumiem,jeżelimiodwisz.

AzizusłyszałwgłowieechosłówOlivii:„Przejmujęsiętym,jaktodziałanacie-

bie.Możejestjakiśsposób,żebyzakończyćtenkonfliktiodnaleźćspokój?Niedla
Kadaru,aledlaciebieiKhalila”.

Choć jemu wydawało się to niemożliwe, ona w to wierzyła. Wierzyła w niego,

wto,żejestdośćsilny,byzapomniećoprzeszłości.

 Przez ciebie moje życie stało się piekłem – powiedział głosem nabrzmiałym

wzruszeniem.

Khalilzamrugał,wyraźniezaskoczony.
 Twoje życie było piekłem? Ja spędziłem trzy lata na pustyni, traktowany jak

śmieć.

Jakto?PrzecieżwyjechałeśdoAmeryki
Dopierokiedyodnalazłamnieciotka.Hashemwysłałmnienapustyniędople-

mieniamojejmatki.Szejknienawidziłmnieikażdegodniadawałmitoodczuć.

Taksamojakinnywładcajemu.MózgAzizaprzetrawiałtęnowąinformację.
Przykromi–powiedziałwkońcu,świadomy,żeżadnesłowaniebędąwtejsytu-

acjiodpowiednie.–Niemiałempocia.

background image

Khalilroześmiałsięniewesoło.
Myślałeś,żeżyjęwluksusachwAmeryce?
Aty,żejaprowadzęwpałacużywotrozpieszczanegoksiążątka?
Hashemwybrałciebie–powiedziałKhalil–iuczyniłswoimnastępcą.
Więcniepowinienemsięskarżyć–wpadłmuwsłowoAziz.–Tymczasemmógł-

bym.–Niemiałnajmniejszejochotyznówdotegowracać,więczamilkł.

WkońcumilczenieprzerwałKhalil.
Dlaczegonazwałeśswojeżyciepiekłem?
Ojciecwygnałcięzpałacu–powiedziałAziz–alenigdyniewyrzuciłcięzserca,

bociękochał.

Dopieroteraz,kiedynaniegospojrzał,zrozumiał,jakbardzotamtenpotrzebował

tousłyszeć.

 Zawsze cię kochał. Wygnał cię, bo czuł, że nie ma wyboru, ale w jego sercu

igłowietotybyłeśzawszejegoprawdziwymsynem.Nieja.

Okazywałtowspecyficznysposób.
Azizpokiwałgłową.Gniewopuściłgozupełnie,pozostałtylkosmutekiznużenie.
Tak,toprawda.
Mamuwierzyć,żeHashemmniekochał,ajednakrzuciłnapastwękogośtakie-

gojakAbdul-Hafiz,którymnietłukł,głodziłiponiżałprzeztrzydługielata?

Niebronięjegoczynów–odparłAziz.–Niewiem,dlaczegopostąpiłwtenspo-

sób.Możegniewprzeważyłnadmiłością?Możenieumiałporadzićsobiezrozcza-
rowaniem?Amożepoprostubył,takjakzawszeuważałem,okrutnym,sadystycz-
nymłajdakiem?

Może–zgodziłsięKhalil.–Aleskorotakmniekochał,mógłmnieuznaćizna-

leźćmijakieśmiejsce.

Teżtakuważam.Alewierzmi,żeprzybyciedopałacuizostaniejegonastęp

byłonajgorszym,comisiękiedykolwiekprzydarzyło.

Khalilpokręciłgłową.
Zawszewyobrażałemsobieciebiejakorozpieszczoneksiążątko,któregokażde

życzeniezostajenatychmiastspełnione.

Tobardzodalekieodprawdy.
Czyliobajsporowycierpieliśmy.
Tak.ZwinyHashema.
Niemagotu,żebyzatozapłacił.Myjesteśmy.
Przezchwilęobajmilczeli,alenapięciewyraźniezelżało.Azizniemiałpocia,ja-

kiegorodzajurelacjęiczywogólemoglibynawiązać,alebyłpewny,żetenmężczy-
znaniejestjużjegowrogiem.

ZrozumiałtodziękiOlivii,todziękiniejsięzmieniłizapragnąłruszyćdoprzodu.
Dziękiniejpokochał.
Pozwólmisobiepomóc–powiedziałKhalil.–Tobieinaszemukrajowi.Razem

łatwiej nam będzie naprawić szkody wyrządzone przez ojca. Możemy zjednoczyć
ludzi

Azizpopatrzyłnaniegozesceptycyzmemprzemieszanymznadzieją.
Jak?
wiącimprawdę.Działającwspólnie.Tyjesteśprawowitymszejkiemiwpeł-

background image

nitoakceptuję.

Chociażtegoniechciałeś.
Niełatwomibyłozaakceptowaćfakt,żeniemamżadnychprawdotronu.Wciąż

sięztymzmagam.

AcozEleną?
Kochamysię.Pogodziłasięztym,żeniebędęszejkiem,choćjestemwładcąple-

mieniamojejmatkiijakotakiślubujęciposłuszeństwo.

KuzdumieniuAzizaKhalilprzyklęknąłnajednokolanoipochyliłgłowę.Azizapo-

dejrzaniezakłułopodpowiekami.

 Wstań – powiedział głosem nabrzmiałym wzruszeniem. – Nigdy nie mogłem

znieśćceremonii.

Khalilpodniósłsięwolno.
Ludziecięlubią,Aziz.OczarowałeśEuropę.Jesteśwstaniezyskaćmiłośćna-

szegonarodu.

Dziękujęcizazaufanie.
Niestetyludzieokazalimusympatię,kiedyudałkogoś,kimniejest.Kiedydowie-

dząsięprawdy

Olivia znała prawdę. Wyjawił jej swoje smutne sekrety, a jednak wciąż trwała

przynimiwierzyławniego.

Możegokochała?
Czytowłaśniechciałamupowiedzieć?Czymógłmiećnadzieję,żechoćwczęści

odwzajemniałajegouczucie?

Pewnosłyszałeś,żejateżsięożeniłem–powiedziałKhalilowi.
Tak.
SkoroniejesttoElena,ludziemogąniezaakceptowaćmojegowyboru.
Musiszimpokazać,żetoosobawartatwojejmiłości.
Oliviazpewnościątakabyła.Spokojna,silna,pełnagodności,ajednocześniemiło-

ściiciepła.Początkowotegoniewidział,przynajmniejniewtedy,kiedyjeszczebyła
jegochłodną,opanowanągospodynią.Alewidziałtoterazisercerosłomuzdumy.
Byłprzekonany,żebędziedoskonałąkrólową.

 Dasz radę – zapewnił go Khalil. – Dasz radę sam, ale będzie to dla mnie za-

szczyt,jeżelipozwoliszsobiepomóc.

Azizpatrzyłnaniegoprzezdługąchwilę,amyśliwirowałymuwgłowiejakliście

nawietrze.Potemkiwnąłgłowąiwyciągnąłrękę,byuścisnąćdłońdrugiegomęż-
czyzny.

Przeszłość została, przynajmniej częściowo, wybaczona. Uleczona. Podziękowa-

nianależałysięOlivii.Pomogłamuwtakwielukwestiach.Miałjejbardzodużodo
powiedzenia.Gdybytylkopotrafiłznaleźćwsobieodwa

Miłyjużdwiegodziny,odkądAzizopuściłsypialnię.Niebobyłoterazatramen-

towoczarne i usiane gwiazdami. Olivia początkowo obserwowała je przez okno.
Madaprzyniosłakolację,aleniemogłajeść.Ubrałasięiniespokojnieprzemierzała
pokój,ażwkońcuznówusiadłanałóżkuiprzycisnęłapoduszkędopiersi.

Jej myśli krążyły wokół ostatniej rozmowy z Azizem. Sprawiał wrażenie takiego

chłodnego, zamkniętego w sobie. Tak bardzo pragnęła być blisko niego, dzielić

background image

z nim radości i smutki, podtrzymywać go na duchu podczas spotkania z Khalilem,
aleniechciałjejtowarzystwa.Byłategoboleśnieświadoma.

Mocniejścisnęłapoduszkę,bozebrałojejsięnapłacz.Możepowinnapoprostu

przyznać się do porażki? Zaakceptować to, co jej zaproponował, może nawet żyć
oddzielnie,gdybyzabardzobolało.

Amożepowinnawyznać,żegokocha.
Ta myśl przeraziła ją. A co, jeżeli on nie odwzajemnia jej uczucia? Jeżeli będzie

zniesmaczonyjejwyznaniem?MogłabyznówwpaśćwdepresjęjakpostracieDa-
niela.UtrataAzizabyłabyrówniebolesna.

Dobiegł ją dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, więc podniosła głowę z po-

duszkąwciążprzyciśniętądopiersi.

Azizstałprzednią,alezwyrazujegotwarzyniepotrafiłanicwyczytać.
Cosięstało?–szepła.
Podszedłdookna,odwracającsiędoniejplecami.
Khalilzrzekłsięswoichżądań.
Zrzekłsię?Tochybadobrawiadomość?–zapytałaniepewnie,boniesprawiał

wrażeniaszczęśliwego.

 Bardzo dobra – odparł bezbarwnym tonem. – Przez cały czas wierzył, że jest

prawowitymnastępcą.Niemiałpocia,żejegomatkabyłaniewiernamojemuojcu.

Iwkońcusiędowiedział.
 Tak. Wczoraj. Ciotka mu powiedziała. Wycofał więc oficjalnie swoje żądania.

Niebędziewojnyanireferendum.Khalilchcemniewspieraćwrządzeniuipomóc
uzdrowićnaszkraj.–Wszystkotomówiłbardzorzeczowymtonem,wciążodwróco-
nydoniejplecami.

Olivia patrzyła na niego zdezorientowana i nagle spłyło na nią olśnienie. Aziz

byłbezpieczny.Właściwiemałżeństwozniąniebyłomujużpotrzebne.Mógłjeza-
kończyćipewnotegowłaśniechciał.Przecieżnawetwspomniałkiedyś,żeniepra-
gniemałżeństwajakotakiego.

Niezostałajeszczenawetprzedstawionapublicznie,ajeżeliKhalilwycofałswoje

żądania,zapewneuwolniElenęiAzizbędziesięmógłzniąożenić.

Czytychceszunieważnićnaszemałżeństwo?–spytałazbicymmocnoser-

cem.

Unieważnić?–Odwróciłsięgwałtownie.–Czytegowłaśniechcesz?
 Pytam, bo tak się dziwnie zachowujesz. No i wiem, że nigdy właściwie nie

chciałeśtegoślubu.

Tak–zgodziłsiępochwili.–Niechciałem.
WięcRozłożyłaszerokoręce.
Ajeszczekilkagodzinwcześniejchciałamuwyznaćmiłość.
Przyznać,żechciaławięcej,aniemniej.
Iwciążchciaławięcej.
Więc?–powtórzył.–Chceszsięwyzwolićznaszegomałżeństwa,czytak?
 Myślałam, że ty tego chcesz! – krzykła załamucym się głosem. – Powiedz

mi,czegonaprawdęchcesz.

Patrzyłnaniąwzrokiempełnymcierpienia,któregonierozumiała.
 Chcę, żebyś mnie kochała – szepnął. – Nigdy nie sądziłem, że to powiem. Że

background image

znówbędębłagałomiłość.

Niepotrzebujeszbłagać
 Kiedy cię zostawiłem, żeby się spotkać z Khalilem, zrozumiałem, jak bardzo

pragnę,żebyśbyłaprzymnie.Jakbardzociękocham.

Oliviarozpłakałasięzewzruszeniainadziei,jakieobudziływniejjegosłowa.
Naprawdę?
Tak.Bardzociękocham.Walczyłemztymuczuciem,odkądprzyjechałaśdoKa-

daru, a może nawet wcześniej. Może od chwili, kiedy po raz pierwszy usłyszałem
twójśmiech?Albotwojągrę?Niechciałemsiędotegoprzyznaćnawetprzedsobą
samym, bo bałem się odrzucenia, które tym razem byłoby jeszcze gorsze niż po-
przednie.

Niebyłoby–zaczęła,aleonjeszczenieskończył.
Nieoczekuję,żeteżmniepokochasz.Nieproszęocud.Alemusiałemcipowie-

dzieć.Imamnadzieję,żemożezczasemteżcośdomniepoczujesz.

Och,Aziz.–Dopieroterazzrozumiała,iledlaniejryzykowałipopoliczkuspły-

łajejłza.

Wyznałjejmiłość,niemającpociaojejuczuciachdoniego.Beznadziei,żemo-

głabygopokochać.

Czyproszęozbytwiele?–spytałszeptem.–MożezczasemWiem,żezosta-

łaśzraniona,alechcęcipomócprzezwyciężyćtenból

Aziz–uśmiechłasięprzezłzy.–Nicjużniemów.
Dlaczego?
Bociękocham–powiedziałapoprostu.–Bardzo.Powiedziałabymciwcześniej,

ale bałam się, że nie będziesz chciał słuchać. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybyś
mnieodrzucił.

Wpatrywałsięwnią,jakbyniedocierałdoniegosensjejsłów.
Aleprzedchwiląspytałaś,czychcęunieważnićnaszemałżeństwo.
Bosiębałam.–Wiedziała,żemusitoporządniewyjaśnić.–OpowiadającoDa-

nielu,niepowiedziałamciwszystkiego.

Niepowiedziałamuotym,jakbardzozawiódłjąojciec,stającpostroniematki,

popierającoddaniedziecka.

Opowiedziałammuwszystkoibłagałamowsparcie,takjaktybłagałeśswojego

o miłość. A mój ukochany ojciec odwrócił się ode mnie. Nie chciał o niczym wie-
dzieć.Niechciałnawetnamniespojrzeć.Akiedybłagałamomożliwośćwychowy-
waniawłasnegodziecka,pogłaskałmnietylkopogłowieiporadziłpostąpićwedług
radymatki.Apotempoprosił,żebymmuzagrałanapianinie.–Wciążbyłazdumiona
jakbardzotodawnewspomnieniewciążboli.–Iwiesz,cowtedyzrobiłam?

Zagrałaśnapianinie–odparłmiękko,aonakiwłagłową.
Jateżbymtakpostąpił.Ipostąpiłem,nieustanniezabiegającomiłośćkogoś,kto

wcaleomnieniedbał.Dlategopytanie,czychcęunieważnićmałżeństwo,takbar-
dzomniezabolało.Bopróbowałemzebraćsięnaodwagęiwyznać,żeciękocham.

Ipomyślałeś,żejategoniechcę.Takmiprzykro.
Wciążkierowałynaminaszedawnelęki–powiedział,obejmującjąmocno.–Ale

jużpowszystkim.Tonowypoczątekdlanasobojga.

Bardzotegochcę.

background image

Ująłjejtwarzwobiedłonieipopatrzyłwoczy.
Powiedzmi,cosięwydarzyłopotem.
Zrobiłam,coradził.Poszłamdoklinikiizrzekłamsiędziecka.Potemwróciłam

nauczelnięiudawałam,żenicsięniestało.

Wciążpamiętała,jakietobyłosurrealistyczne;chodziłanawykładyipisałaeseje,

jakbyjejświatniestanąłnagłowie.Brzuchmiałaobwisły,zpiersiwciążciekłomle-
ko,choćodporoduupłyłytrzytygodnie.Aonamiałazamętwgłowie,choćuda-
wała,żewszystkojestwporządku.

KiedyprzyjechałamdodomunaBożeNarodzenie,rodzicezachowywalisię,jak-

by nic się nie stało, byli radośni jak w normalne święta. Może nawet nie udawali,
tylkorzeczywiściewierzyli,żewszystkojestwporządku.

Ludziewierząwto,wcochcąwierzyć–powiedziałwzadumie.–Wiesz,żetak

jest.

Tak.PotemwróciłamdoAngliiiwsiadłamdopociągu,żebypojechaćnauczel-

nię. Ale nie byłam w stanie wysiąść na właściwej stacji i dojechałam aż do końca
trasy, do miasta gdzieś na wybrzeżu. Zaczęłam pracować w jakimś pensjonacie
iwciążsięprzeprowadzałamzmiejscanamiejsce.Cokolwiek,żebytylkonieczuć.

Aleterazczujesz.
Czuję,aletylkodziękitobie.Obudziłeśmniedożyciapocałunkiem,jakŚpią

Królewnę.

Pocałowałjąsłodkoidelikatnie.
 A ty obudziłaś mnie. Dzięki tobie zdjąłem maskę i przestałem się ukrywać.

Iwierzyłaśwemnie,nawetkiedyjasamniewierzyłem.

Terazjużwierzysz,prawda?Jestempewna,żebędzieszdobrymwładcą.Malik

powiedziałmizarazpoprzylociedoKadaruotwoimbrakuwiarywewsparcienaro-
du.Aletypoprostuniedałeśimszansy.

Bałemsię–przyznał.
Dajimszansę,ajeszczecięzaskoczą.
Uniósłjejdłońdoustipocałował.
Ztobąprzybokudamsobieradęzewszystkim.
Wspięłasięnapalceiteżgopocałowała.
Wiem.Obojedamysobieradę.
Razemmogliosiągnąćwszystko.

background image

EPILOG

Słońcewlewałosięprzezpałacoweokna,kiedyzdenerwowanaipodnieconaOli-

via dokonywała ostatniej korekty przed lustrem. Miło sześć tygodni od ślubu
zAzizemidziśmielisięukazaćnabalkoniewtowarzystwieKhalilaiEleny.

Jak tylko wrócili z wybrzeża, w prasie ukazało się ogłoszenie. Wywołało trochę

szeptówiunoszeniabrwi,alewkońcusytuacjazaczęłasięuspokajać.Kiedyludzie
zrozumieli, że oboje z Olivią darzą się uczuciem, podobnie jak Khalil i Elena, byli
zachwyceni.Dwaszczęśliwezakończeniatocoświęcejniżjedno.

Aziz mianował Khalila swoim głównym doradcą i razem wyruszyli w podróż po

kraju,odwiedzającpustynneplemiona,siejączgodęwmiejsceniezgody.

Akrajsięjednoczyłirósłwsiłę.
Wdrzwiachstanąłjejuśmiechniętymąż,emanucyzniewalacymurokiem.
Gotowa?Czekająnanas.
AKhaliliElena?
Teżjużczekają.
KhaliliElenabylirównieszczęśliwijakoni.DzieliliczaspomiędzyTallięiKadar

iwkrótcemieliogłosićnarodzinypotomka.

Oliviamiałanadzieję,żeniedługoionibędąmoglizrobićtosamo
Wzięlisięzaręceipodrowalidosalonuznajwiększymbalkonem.KhaliliEle-

najużtambyli,siedzielioboksiebieiKhalilszeptałcośdouchaswojejpięknejżo-
nie.SerceOliviiwezbrało wzruszeniemnawidokszczęścia, którymlostak hojnie
obdarowałcałąichczwórkę.

AziziKhalilzbudowaliszczerą,trwałąrelację,anawetzostaliprzyjaciółmi.Czuli

sięjakbracia,choćniełączyłyichwięzykrwi.

OliviaiElenateżsięzaprzyjaźniłyibyłysobiebliskiejaksiostry.
Gotowi?–spytałAziziwszyscypokiwaligłowami.
Wpokojupanowałaauraoczekiwania,bootoporazpierwszymielisięwszyscy

razempokazaćpublicznie.

Otwartodrzwibalkonowe,OliviazAzizemwyszlinazewnątrz,mrugającwośle-

piacymsłońcu.Dziedziniecbyłszczelniewypełnionytłumem,którypowtarzałcoś
śpiewnie.DopieropochwiliOliviazrozumiałasłowa.

SzejkAziz!SzejkAziz!
Promiennieuśmiechnięta,odwróciłasiędomęża.
Kochającię–szepłamiękko,aonodpowiedziałuśmiechem.
–Kochająnasoboje.Sprawmyimprzyjemność.
To mówiąc, przyciągnął ją do siebie i pocałował słodkim pocałunkiem, obiecu-

cymidziękczynnymzarazem.

OboknichstaliKhaliliElena,takżeuśmiechnięciipozdrawiacytłum.
PotemAzizprzewiłdozebranych,aninamomentniewypuszczajączrękidłoni

żony.

background image

Tytułoryginału:CommandedbytheSheikh
Pierwszewydanie:HarlequinMills&BoonLimited,2014
Redaktorserii:MarzenaCieśla
Opracowanieredakcyjne:MarzenaCieśla
Korekta:HannaLachowska

©2014byKateHewitt
©forthePolisheditionbyHarperCollinsPolskasp.zo.o.,Warszawa2016
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek for-
mie.
WydanieniniejszezostałoopublikowanewporozumieniuzHarlequinBooksS.A.
Wszystkiepostaciewtejksiążcesąfikcyjne.
Jakiekolwiekpodobieństwodoosobrzeczywistych–żywychiumarłych–jestcałkowicieprzypadkowe.
HarlequiniHarlequinŚwiatoweŻyciesązastrzeżonymiznakaminależącymidoHarlequinEnterprisesLi-
mitedizostałyużytenajegolicencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa
iznakniemogąbyćwykorzystanebezzgodywłaściciela.
IlustracjanaokładcewykorzystanazazgodąHarlequinBooksS.A.
Wszystkieprawazastrzeżone.

HarperCollinsPolskasp.zo.o.
02-516Warszawa,ul.Starościńska1B,lokal24-25

www.harlequin.pl

ISBN978-83-276-2290-7

KonwersjadoformatuMOBI:
LegimiSp.zo.o.

background image

Spistreści

Stronatytułowa
Rozdziałpierwszy
Rozdziałdrugi
Rozdziałtrzeci
Rozdziałczwarty
Rozdziałpiąty
Rozdziałszósty
Rozdziałsiódmy
Rozdziałósmy
Rozdziałdziewiąty
Rozdziałdziesiąty
Rozdziałjedenasty
Rozdziałdwunasty
Epilog
Stronaredakcyjna


Document Outline