background image
background image

KateHewitt

KsiężniczkaElena

Tłumaczenie

HannaUrbańska

background image

ROZDZIAŁPIERWSZY

Cośjestnietak.
Elena Karras, królowa Tallii, ledwo zarejestrowała głos królewskiego stewarda,

kiedyschodzącposchodachkrólewskiegosamolotu,ujrzałamężczyznęwciemnym
garniturzeiozagadkowymwyrazietwarzy.

KrólowaElena.WitamwKadarze.
Dziękuję.
Ukłonił się i wskazał na jeden z trzech uzbrojonych SUV-ów zaparkowanych na

lotnisku.

 Będziemy pani towarzyszyć w podróży. – Jego głos był szorstki, ale uprzejmy.

Odsunąłsię,żebyzrobićjejmiejsce.Elenaruszyławstronęsamochodówzuniesio-
nympodbródkiem.

Nie oczekiwała żadnych specjalnych ceremoniałów z okazji jej zbliżacego się

małżeństwa z szejkiem Azizem al Bakirem, ale spodziewała się czegoś więcej niż
kilkuochroniarzyisamochodówoprzyciemnionychszybach.

Potemprzypomniałasobie,żeszejkAzizzpowoduniespokojnejatmosferywKa-

darzechciałutrzymaćjejprzyjazdwtajemnicy.Odkądmiesiąctemuzasiadłnatro-
nie,doszłodokilkuaktównieposłuszeństwa.Kiedywidzielisięostatniraz,zapewnił
ją,żetojużprzeszłość,alepewnieśrodkibezpieczeństwaniebyłynienamiejscu.

Potrzebowałategomałżeństwataksamojakszejk.Ledwiegoznała,spotkalisię

zaledwiekilkarazy,alepotrzebowałamężawrównymstopniu,jakonpotrzebował
żony.

Nagwałt.
Tędy,waszawysokość.
Mężczyzna,którywyszedłjejnaspotkanie,odprowadziłjądosamochodu.Wokół

nichpanowałyciemnościibyłozimno.Otworzyłprzedniądrzwiauta.Elenauniosła
głowęizapatrzyłasięnagrafitowe,upstrzonegwiazdaminiebo.

Królowo.
Na dźwięk przerażonego głosu namiestnika z królewskiego samolotu „Kadaran”

zesztywniała.Dotarłodoniej,copowiedziałwcześniej;cośjestnietak.

Zaczęłasięodwracać,kiedypoczułaczyjąśdłońnaplecach.
Wsiadajdosamochodu,waszawysokość.
Momencik–wymamrotałaiudała,żewytrzepujekamykzbuta.Zyskałakilka

sekund.Jejumysłogarła panika,którąpokonałaczystą siłąwoli.Zaczęła inten-
sywniemyśleć.Zjakiegośpowoducośposzłobardzonietak.ZamiastludziAzizana
spotkaniewyszedłjejtennieznajomy.Kimkolwiekbył,wiedziała,żemusisięodnie-
gouwolnić.Zaplanowaćucieczkę–wciągunajbliższychkilkusekund.

Waszawysokość.–Wgłosiemężczyznywyczułaniecierpliwość.Położyłdłońna

jejplecach.Elenawzięłagłębokioddech,zrzuciłabutyizaczęłabiec.

Kiedybiegła,natwarzyczułaostrypiasek.Usłyszaładobiegacyjejzzapleców

background image

dźwięk.Czyjaśdłońchwyciłająwtaliiiuniosładogóry.

Nawetwtedywalczyła.Kopałaiszarpałasię,alemężczyznabyłniewzruszonyjak

skała.Pochyliłasiędoprzodu,obnażajączębyiusiłowałaznaleźćodsłoniętykawa-
łekciała,wktórymogłabysięwgryźć.

Kopłamężczyznęwkolano,poczympodcięłamunogę.Obydwojepadlinazie-

mię.

Upadek trochę ją spowolnił, ale podniosła się w kilka sekund. Mężczyzna rzucił

sięnaniąiskutecznieuwięziłpodciężaremswojegociała.

 Podziwiam twojego ducha, wasza wysokość – wymamrotał zachrypniętym gło-

sem–podobniejakupór.Aleobawiamsię,żejesttonieuzasadnione.

Elenazamrugała,usiłującsiępozbyćpiaskuzoczu.Nieuciekłazbytdaleko.
Mężczyzna przewrócił ją na plecy i zakleszczył jej głowę. Spojrzała na niego

z wacym sercem. Wyglądał jak szykuca się do skoku pantera. Jego oczy miały
urzekacyodcieńbursztynu,atwarzbyłajakwyrzeźbionadłutem.Elenaczułacie-
płoisiłęjegociała.Byłsilny,autorytatywnyiniebezpieczny.

 Nie miałaś szans, żeby dobiec to samolotu – powiedział zdradziecko miękkim

głosem–anawetjeśli,załogajestmoja.

Moiochroniarze
Przekupieni.
Steward
Bezsilny.
Patrzyłamuwoczy,usiłującpokonaćstrach.
Kimjesteś?zapytała.
Uśmiechnąłsięzszaleństwemwoczach.
PrzyszłymwładcąKadaru.
Nagle stoczył się z niej, podniósł i ścisnął jej nadgarstek. Trzymając jej ramię,

prowadziłjądosamochodu,gdzieczekałodwóchinnychmężczyznwczarnychgar-
niturachionieprzeniknionychwyrazachtwarzy.Jedenznichotworzyłtylnedrzwi,
ajejaroganckiporywacz,kimkolwiekbył,ukłoniłsiękpiąco.

Proszęprzodem,waszawysokość.
Spojrzałanamężczyznę,któryobserwowałjązrozbawieniem.
Powiedzmi,kimnaprawdęjesteś.
 Już ci powiedziałem, wasza wysokość. Moja cierpliwość ma granice – mówił

uprzejmie,alezagrożenieniemiło.Wbursztynowychoczachmężczyznywidziała
zimnerozbawienie,ależadnejlitościczywspółczucia.Wiedziała,żeniemawyjścia.
Wsiadła do samochodu. Mężczyzna wślizgnął się za nią. Elena usłyszała trzask
zamkaelektrycznego.Rzuciłjejbutynakolana.

Możeszichpotrzebować.–Głosmiałniskiipozbawionyakcentu,jednakbyło

jasne, że jest Arabem. Kadarczykiem. Jego skóra miała odcień głębokiego brązu,
włosybyłyczarnejakatrament,akościpoliczkoweostrejakbrzytwy.

Myśl,powiedziaładosiebie.Rozdekbyłsilniejszyniżstrach.Mężczyznamusiał

byćjednymzbuntowników,októrychmówiłjejAziz.Powiedział,żejestprzyszłym
władcą Kadaru, co oznaczało, że dybał na jego tron. Z pewnością porwał ją, żeby
niedopuścićdoichślubu–amożeniewiedziałozastrzeżeniachzawartychwtesta-
mencieojcaAziza?

background image

Elenadowiedziałasięonich,kiedykilkatygodnitemupoznałaAzizanaprzyciu

dyplomatycznym. Jego ojciec, szejk Haszem, niedawno zmarł, a Aziz zażartował
sardonicznie,żeterazpotrzebujeżony.Elenaniebyłapewna,czymówiserio,ale
jegospojrzeniebyłopoważne.Szefjejrady,AndreasMarkos,konieczniechciałusu-
nąćjązurzędu.Twierdził,żetakamłodainiedoświadczonakobietanienadajesię
dorządzeniaizagroził,żenanastępnymzebraniuradyTalliizorganizujegłosowa-
nie w celu obalenia monarchii. Ale jeżeli miałaby już wtedy księcia małżonka
Markosniemógłbysięjejpozbyć.

Aludzieuwielbialiśluby,szczególniekrólewskie.LudTalliimiałdlaniejdużosym-

patii–tobyłjedynypowód,dlaktóregoMarkosniepróbowałsięjejpozbyćwcze-
śniej.Popularnośćikrólewskieweseleumocniłybyjejpozycję.

Byłtodesperackikrok,aleElenabyłazdesperowana.Kochałaswójkrajiswoich

ludziichciałapozostaćichkrólową–zewzględunanichizewzględunaswojego
ojca,któryoddałżycie,żebymogłazostaćwładczynią.

Następnego ranka wysłała więc list do Aziza, proponując spotkanie. Przystał na

nie,zatempospiesznieiszczerzewyjaśnilisobieswojezamiary.Elenapotrzebowa-
łamęża,żebyzadowolićswojąradę,natomiastAzizmusiałsięożenićwciągunaj-
bliższychsześciutygodni,bynieutracićtronu.Zgodzilisięnamałżeństwobezmiło-
ści,zrozsądku,którezapewniłobyimpotomków,zarównodlaKadaru,jakidlaTal-
lii.

Alenajpierwmusiałsięodbyćślub.Ażebydotegodoszło,musiałauciec.
Nie mogła się wydostać z samochodu, więc czekała. Obserwowała. I poznawała

zwyczajewroga.

Jakmasznaimię?zapytała.Mężczyznanawetnaniąniespojrzał.
NazywamsięKhalil.
Dlaczegomnieporwałeś?
Jesteśmyprawienamiejscu,waszawysokość.Tamodpowiemnawszystkietwo-

jepytania.

Niechbędzie.Mogłapoczekać.Zachowaspokójijeżelibędziemiałaokazjęodzy-

skaćwolność,nieprzegapijej.Mimowszystkostrachjejnieopuszczał.Tenparali-
żucyrodzajstrachuniebyłjejobcy.

Nie,tymrazembędzieinaczej.Jużonasięotopostara.Byłakrólową,nawetje-

żeliniemogłazasiąśćnatronie.Byłazaradna,odważnaisilna.Wjakiśsposóbwy-
dodziesięzkłopotów.Niepozwolinato,żebybylebuntownikzniszczyłjejmał-
żeństwoAniukróciłjejpanowanie.

KhalilalBakirzerknąłnasiedzącąobokniegokobietę.Siedziałazwyprostowa-

nymiplecamiiuniesionympodbródkiem,alewoczachczaiłsięstrach.

Niechętnieprzyznał,żeczujepodziwdlamłodejkrólowej.Jejpróbaucieczkibyła

nierozważnaiżałosna,alerównieżodważna,cosprawiło,żepoczułdoniejsympa-
tię.Wiedział,jaktojestbyćwięźniem.Wiedziałrównieżwszystkoonieposłuszeń-
stwie.Kiedybyłmałymchłopcem,samprzecieżwielokrotnieusiłowałuciecswoje-
mu gnębicielowi, Abdulowi-Hafizowi, mimo że wiedział, że jego wysiłki spełzną na
niczym.Napustyniniebyłozbytwielubezpiecznychkrywekdlamałegochłopca.
Ajednakpróbowałiwalczył–awalkabyłaprzypomnieniem,żejeszczeżyjeima

background image

ocowalczyć.Bliznynajegoplecachbyłynatodowodem.

KrólowaElenaniebędziemiałatakichblizn.Niezamierzałbyćpodzonyozłe

traktowanieswoichgości,niezależnieodtego,comyślałaprzerażonamonarchini.
Miałtylkozamiartrzymaćjąprzezczterydni,ażAzizbędziezmuszonyzrzecsię
prawa do tronu i zorganizować referendum, podczas którego wybrany zostanie
nowyszejk.

Khalilmiałzamiarnimzostać.
Niespocznie,dokinieobejmietronu,którymusięnależy.Alezdrugiejstrony,

nigdysięniepoddawał.Aprzynajmniejodkądwwiekusiedmiulatjegoojciecwy-
wlókł go z zajęć, cisnął o ostre skały przed kadarskim pałacem i splunął mu
wtwarz.„Niejesteśmoimsynem”–powiedział.

Byłtoostatniraz,kiedywidziałojca,matkęidom.
Khalil zamknął oczy i usiłował odegnać bolesne wspomnienia. Nie chciał teraz

otymmyśleć.Niechciałmyślećowyrazieobrzydzeniainienawiścinatwarzyuko-
chanegoojcaaniorozdzieracychwrzaskachmatki,kiedyjąodciągano.Kilkamie-
sięcypóźniejumarłazpowodunieleczonejgrypy.Niechciałmyślećostrachu,który
czuł,kiedywepchniętogodofurgonetkiiwywieziononapustynię.Aniookrutnym
uśmiechuAbdula-Hafiza.

Dwadzieściaminutpóźniejsamochódzatrzymałsięprzyprowizorycznymobozo-

wisku,któreprzezostatniepółroku,kiedytopowróciłdoKadaru,nazywałdomem.
Otworzyłdrzwi,aElenaposłałamuwyzywacespojrzenie.

Gdziemniewywiozłeś?
Uśmiechnąłsięzimno.
Samazobacz.–Złapałjązanadgarstek.Jejskórabyłamiękkaizimna.
Wysiadając, potknęła się o kamień. Kiedy ruszył jej na pomoc, jej piersi lekko

otarły się o jego klatkę piersiową. Od dawna nie czuł już ciepłego dotyku kobiety
i jego ciało zareagowało natychmiast, a lęwie zapłoły pożądaniem. Jej włosy
pachniałyjakcytryny.

Khalilodsunąłsięodniej.Niemiałczasunaamory,ajuższczególnieztąkobietą.
Zdrugiegosamochoduwyłoniłasięjegoprawaręka,Assad.
Waszawysokość.–Elenaodwróciłasię,aKhaliluśmiechnąłsięzponurąsatys-

fakcją.Assadzwracałsiędoniego,niedonieposłusznejkrólowej.|Mimożejeszcze
oficjalnieniezostałwładcą,ci,którzybyliwobecniegolojalni,zwracalisiędonie-
go,jakbyjużnimbył.

To,iluludziokazałomulojalność,zaskoczyłogo,aleteżucieszyło.Szczególnieże

większośćznichpamiętałagotylkojakorozczochranegochłopca,któregowywle-
czonozpłaczemzpałacu.OpuściłKadarwwiekudziesięciulatipółrokutemuwró-
ciłtamporazpierwszy.Aleludziepamiętali.

Pustynneplemiona,związanebardziejprzeztradycjęniżmieszkańcySiyadu,ży-

wiłyurazędoszejkaHaszemazawymianężonynakochankę,którejniktnielubił,
ibękarciegosyna.

Kiedy Khalil wrócił, obwołali go władcą plemienia jego matki i zachowywali się,

jakbybyłprawdziwymszejkiemKadaru.

Mimo to Khalil nikomu nie ufał. Lojalność można kupić. Miłość była kapryśna.

background image

Wiedziałtoażnazbytdobrze.Możnaliczyćtylkonasiebie.

 Ja i królowa Elena chcielibyśmy się czegoś napić – zwrócił się do Assada po

arabsku.–Czynamiotjestprzygotowany?

Tak,waszawysokość.
Wszystkoopowiemcipóźniej.Naraziemuszęsięzająćkrólową–zwróciłsię

doEleny,którarozglądałasiędookołazprzestrachem,wyglądając,jakbysięszyko-
waładoskoku.

Jeżeliwydajecisię,żeuciekniesz–przewiłspokojniepoangielsku–tosię

mylisz.Pustyniaciągniesięsetkimilwkażdymkierunku,adonajbliższejoazyje-
dziesiędzieńnawielbłądzie.Nawetjeżeliudacisięopuścićobóz,umrzeszzpra-
gnieniaalbougryziecięwążlubskorpion.

KrólowaElenanieodpowiedziała.Khalilgestempokazał,żebypodeszła.
Chodź,napijsięczegoś,ajaodpowiemnawszystkietwojepytania,jakobieca-

łem.

Elenazawahałasię,alewiedziała,żeniemawyjścia.Pokiwałagłowąiposzłaza

mężczyzną.

Elenauważnierozejrzałasiępoobozowisku.Namiotytworzyłypółkole.Dosłupa

przy przybudówce przywiązanych było kilka koni i wielbłądów. Niesiony wiatrem
piachleciałjejnatwarz,wewłosyidoust.

Khalilrozsunąłpołynamiotuiwprowadziłjądośrodka.Wskazałnaeleganckite-

kowystolikiniskiefotelezhaftowanymipoduszkami.Nazewnątrznamiotwyglądał
skromnie,alewśrodkubyłluksusowourządzony.Wyposażenieidywanybyływyko-
nanezjedwabiuisatyny.

Proszę,usiądź.
Żądamodpowiedzi.
Khaliluśmiechnąłsiękącikiemust,alejegospojrzeniepozostałochłodne.
 Twoja przekora jest godna podziwu, wasza wysokość, ale tylko do pewnego

stopnia.Siadaj.

Elenawiedziała,żeniemacoporywaćsięzmotykąnasłońce,więcusiadła.
GdziejestszejkAziz?
Najegosurowejtwarzypojawiłsięwyrazirytacji.Wzruszyłramionami.
Zakładam,żeAzizjestwSiyadzieiczekanaciebie.
Oczekujemnie
Tak.–Khalilprzerwałjejzgracją.–Jutro.
Jutro?
Otrzymałinformację,żetwójprzyjazdsięopóźni.–Khalilrozłożyłręce,ajego

oczybłyszczałykpiąco.–Niktcięnieszuka,waszawysokość.Akiedyzaczną,bę-
dziejużzapóźno.

Przekazbyłjasny.Elenastraciłaoddechimiałamgłęprzedoczami,więczłapała

siękradzistolika.Spokojnie.Musiałazachowaćspokój.

Khalilzakląłpodnosem.
Oczywiście,niemamnamyślitego,cosobiewłaśniepomyślałaś.
Spojrzałananiegoiobrazzacząłsięwyostrzać.Nawetwściekłybyłwyjątkowo

przystojny:szczupłyipełengracji.Drapieżny.

background image

Więcmnieniezabijesz.
Niejestemterrorystąanibandytą.
Aleporwałeśkrólową.
Przechyliłgłowę.
Obawiamsię,żebyłotozłokonieczne.
 Nie wierzę, że istnieje coś takiego – odgryzła się. – Zatem co zamierzasz ze

mnązrobić?

Niebyłapewna,czychceznaćodpowiedźnatopytanie,alewiedziała,żenieświa-

domość jest niebezpieczna. Lepiej znać zagrożenie i wroga. Znaj swoich wrogów
iznajsiebie,aniebędziesznarażonananiebezpieczeństwo.

Nicciniezrobię–odparłKhalilspokojnie.–Pozatym,żebędęciętuprzetrzy-

mywał,w,jakmamnadzieję,komfortowychwarunkach.

Donamiotuwszedłstrażnikzjedzeniem.Elenazerkłanapółmisekzdaktylami,

figami, chlebem i kremowymi sosami i odwróciła wzrok. Nie miała apetytu, poza
tymniezamierzałasięstołowaćuwroga.

Dziękuję,Assad.–Mężczyznaukłoniłsięiwyszedł.Khalilukucnąłprzyniskim

stolikuispojrzałnaElenę.Jegobursztynoweoczylśniły.Naprawdęmiałyniezwykły
kolor.Zeswoimiczarnymiwłosami,śniadącerą,szczupłymciałemidrapieżnąele-
gancjąprzypominałlampartaalbopanterę:pięknyiprzerażacy.

Musiszbyćgłodna,królowo.
Nie.
Toprzynajmniejspragniona.Napustynitrzebasięnawadniać.
Niebezpieczniejestpićwtowarzystwiewroga–skontrowałaElena.
Uśmiechnąłsięlekkoipokiwałgłowązezrozumieniem.
 Doskonale. Zatem napiję się pierwszy. Zadowolona? – zapytał, odstawiając

szklankę.

GardłoElenybyłopodrażnioneprzezpiachipragnienie.Musiałasięnapić,jeżeli

miałazamiaruciec,kiwławięcgłową.

Sokbyłjednocześniesłodkiikwaśny,atakżerozkoszniechłodny.
Guawa–powiedziałKhalil.–Próbowałaśgojużkiedyś?
Nie.–Elenaodstawiłaszklankęiwzięłagłębokioddech.–Jakdługozamierzasz

mnietutrzymać?

Czterydni.
Elenapoczuła,jakkurczyjejsiężołądek.Zaczterydniminieokressześciutygo-

dni,wprzeciąguktórychAzizmiałsięożenić.Straciprawodotytułu.Khalilmusiał
otymwiedzieć.Musiałczekaćnaswojąszansę,żebyprzejąćwładzę.

Apotem?–zapytała.–Copotem?
Tonietwojezmartwienie.
Cozamierzaszzrobićzemną?Elenaprzeformułowałapytanie.Khalilrozsiadł

się wygodnie w nisko zawieszonym fotelu ozdobionym włóczką i posłał jej leniwe
spojrzenie.Elenaczuła,żetracipanowanienadsobą.

Wypuszczęcię,oczywiście.
Takpoprostu?Pokręciłagłową,zbytpełnapodejrzeń,żebyczućulgę.–Będą

cięścigać.

Niesądzę.

background image

Niemożesztakpoprostuporwaćkrólowej.
 A jednak. – Spojrzał na nią z namysłem. – Intrygujesz mnie, królowo. Muszę

przyznać,żezastanawiałemsię,kogozdecydowałsiępoślubićAziz.

Zadowolony?odgryzłasię.Głupia.Cozjejspokojemiopanowaniem?Jejpa-

nowanie stało pod znakiem zapytania; naprawdę miała zamiar wszystko przekre-
ślić?

Alemożejużdotegodoszło?
Khaliluśmiechnąłsięblado.
Wżadnymwypadku.
Spojrzałjejwoczy.
Iniebędęzadowolony–ciągnął–dokiniezostanęwładcąKadaru.
Czylijesteśjednymzbuntowników,októrychmówiłAziz.
Jegooczyzapłołyzłością,alepowolipokiwałgłową.
Natowygląda.
Dlaczegototymiałbyśzasiąśćnatronie?
AdlaczegoAziz?
Ponieważjestdziedzicem.
Khalilodwróciłwzrok.
ZnaszhistorięKadaru,waszawysokość?
Czytałamconieco–odparła,chociażtaknaprawdęjejznajomośćhistoriitego

kraju była co najwyżej pobieżna. Nie miała zbyt wiele czasu na poznanie historii
swojegoprzyszłegomałżonka.

Czywiedziałaś,żekiedyśbyłtospokojny,dostatnikraj,któryzachowałnieza-

leżność,nawetkiedyinnekrajeznajdowałysiępodwrogąokupacją?

Tak.–Azizwspomniałotym,ponieważsprawamiałasiępodobniezjejwłasnym

krajem.TalliabyłamałąwyspąnaMorzuEgejskim,leżącąpomiędzyTurcjąiGre-
cją.Przeztysiąclatcieszyłasięspokojnymi,niezależnymirządami.

Aonamiałazamiarsięupewnić,żetakpozostanie.
Tobyćmożewieszrównież,żeszejkHaszemstałsięzagrożeniemdlaKadaru

przezswójniezwykłytestament?Zwróciłsiękuniej,uniósłbrwiiuśmiechnąłsię
szelmowsko.

Elenazorientowałasię,żejejspojrzenienieustanniewędrujekujegozaskakuco

pełnym i kształtnym ustom. Zmusiła się, żeby oderwać od nich wzrok i spojrzała
Khalilowiwoczy.Niebyłosensuudawaćgłupiej.

Owszem,mamświadomośćdziwnychżądaństaregoszejka.Dlategoprzyjecha-

łam,żebywyjśćzaszejkaAziza.

Niezmiłości?Khalilzapytałsarkastycznie,aElenazesztywniała.
Tochybanietwojasprawa.
Biorącpoduwagęto,żejesteśtunamojeżądanie,chybajednakmoja.
Zacisnęławargiinieodpowiedziała.Kadarczycywierzyli,żechodziomiłość,cho-

ciażaniona,aniAziznictakiegoniepowiedzieli.

 Ach, rozumiem, odmawiasz składania zeznań – oznajmił Khalil miękko. – Wi-

dzisz,wychowałemsięwAmeryce.Niejestembarbarzyńcą,zaktóregomnieuwa-
żasz.

Skrzyżowałaramiona.

background image

Jeszczenicminieudowodniłeś.
 Nie? A jednak siedzisz sobie tutaj, w wygodnym fotelu i pijesz sok. Chociaż

przykromi,żezrobiłaśsobiekrzywdę–Ztroskąwskazałnajejpoharatanekolano.
–Damciplaster.

Niepotrzebuję.
Wtakiezadrapanienapustyniszybkomożesięwdaćinfekcja.Wystarczyzia-

renkopiaskuizanimsięobejrzysz,jużmaszzakażenie.–Pochyliłsiękuniejiprzez
chwilęsurowośćjegotwarzyichłódwoczachustąpiłmiejscaczemuś,cowyglądało
niemaljakłagodność.

Niebądźgłupia,waszawysokość.Rozumiempotrzebęwalki,alewykłócającsię

zemnąotakiebłahostki,marnujesztylkoenergię.

Przełknęła.Wiedziała,żemarację.Nieprzycieopiekimedycznejbyłomałostko-

we,dziecinneigłupie.Pokiwałagłową,aKhalilwstałiwyszedł,żebyporozmawiać
zjednymzestrażnikówstocychnazewnątrz.

Elena siedziała z zaciśniętymi pięściami i wacym sercem. Kilka minut później

Khalilwróciłzeszmatką,miskąwodyimaścią.

Proszę.
Kujejzaskoczeniuuklęknął.
Zrobiętosama.
Spojrzałnaniąbłyszczącymioczami.
Alewtedyodwiłabyśmitejprzyjemności.
Wstrzymała oddech i zesztywniała, kiedy uniósł brzeg sukienki nad jej kolano.

Jegopalceledwiemusnęłyjejnogę,alemimotopoczułasięjakporażonaprądem.
Khalilostrożniezwilżyłszmatkęiprzyłożyłdozadrapania.

Chybawystarczy–powiedziałasztywnoiusiłowałaodsunąćnogę.
Uniósłtubkęzmaścią.
Środekodkażacy.Bardzoważne.
Zazgrzytałazębamiinieporuszyłasię,kiedyposmarowałjejkolanomaścią.Tro-

chęszczypało,alejeszczegorszebyłoto,jakreagowałanajegodotyk.

Totylkoodruchowareakcja,mówiłasobie,kiedyKhalilokrężnymiruchamiobmy-

wałjejkolano.

Jedyne, czego tak naprawdę chciała, to uciec od tego mężczyzny i jego planów

zniszczeniajejmałżeństwa.Tobyłjejjedynycel.

background image

ROZDZIAŁDRUGI

Khalilpoczuł,jakciałoElenyreagujenajegodotyk,izacząłsięzastanawiać,dla-

czegouparłsię,żebyopatrzyćjejkolano.Odpowiedźoczywiściebyłairytucopro-
sta: ponieważ chciał jej dotknąć. Ponieważ, na krótką chwilę, pożądanie wygrało
zrozsądkiem.

Jejskórabyłagładkajakjedwab.Kiedyostatnirazdotykałkobiecegociała?Na

pewnonieprzezsiedemlatspędzonychwLegiiCudzoziemskiej.

Oczywiście królowa Elena była ostatnią osobą, o której powinien myśleć w ten

sposób. Nie miał zamiaru dodatkowo komplikować wyjątkowo już delikatnej sytu-
acjidyplomatycznej.Porwaniegłowypaństwabyłoryzykiem,naktóremusiałsięna-
razić.JedynymsposobemnazmuszenieAzizadozorganizowaniareferendumbyło
pozbawieniegotronu,cozkoleimogłosięstaćtylkowwypadku,gdybydoślubunie
doszło.

Testament jego ojca był idiotycznym przykładem prawniczych sztuczek, które

ukazałygojakookrutnegodyktatora,którymnaprawdębył.Czychciałukaraćoby-
dwusynów?Amożewswoichostatnichdniachrzeczywiściepoczułwyrzutysumie-
niapotym,jakpotraktowałpierworodnego?Nigdysiętegoniedowie,alezamierzał
wykorzystaćokazjędoprzeciawładzy,któramusięnależała.

Proszę.–Khalilopuściłjejspódnicę.–Widzę,żejestpodarta.Przepraszam.Za-

pewnięcinoweubrania.

Wpatrywałasięwniegotak,jakobserwujesięwroga:szukającsłabychpunktów.

Żadnychniewypatrzyła,aleKhalilskorzystałztejokazji,byijejsięprzyjrzeć.Była
śliczna.Miałakremowąskórę,aoczyociężkichpowiekachbyłyszareiupstrzone
złotymi cętkami. Włosy miała gęste, ciemne i błyszczące, mimo że były potargane
izapiaszczone.

Spojrzał na jej usta, pełne, różowe i perfekcyjne. Idealne do pocałunków. Khalil

wstał.

Musiszbyćgłodna,waszawysokość.Powinnaścośzjeść.
Niejestemgłodna.
Jakchcesz.–Urwałsobiekawałekchleba.–Ciekawimnie,dlaczegozgodziłaś

sięwyjśćzaAziza.Niechodziobogactwo.Talliajestzamożnymkrajem.Niechodzi
teżowładzę,wkońcujużjesteśkrólową.Ijakjużustaliliśmy,niechodziomiłość.

Możechodzi.–Jejgłosbyłniskiiprzyjemniechrapliwy.Nieugięłasiępodjego

spojrzeniem.Khaliluśmiechnąłsię.

Niewydajemisię,waszawysokość.Myślę,żeprzystałaśnato,ponieważcze-

gośpotrzebujesz.Zastanawiamnietylko,cotojest.Twoiludzieciękochają.Twój
krajjestspokojny.Coskłoniłociędowyjściazauzurpatora?

Myślę,żetotyjesteśuzurpatorem,Khalil.
Niestety,niejesteśjedyna.Aleprzekonaszsię,żejestinaczej.
Przyjrzałamusię.

background image

Naprawdęwierzysz,żemaszprawodotronu?
Ścisnęłogowżołądku.
Jestemtegopewien.
Aledlaczego?AzizjestjedynymsynemszejkaHaszema.
Mimożeprzyzwyczaiłsiędotegotypuoskarżeń,tozasłyszanezjejustzabolało

mocniej.Poczułznajomąfalęwściekłości.Uśmiechnąłsięlodowato.

MożepowinnaśzrobićsobiepowtórkęzhistoriiKadaru.Będzieszmiałanato

mnóstwoczasupodczaspobytuwobozowisku.–Byłjednakświadom,żeniczegota-
kiego nie znajdzie w żadnych książkach. Jego ojciec zrobił wszystko, żeby usunąć
jegoistnieniezhistorii.

Wciążpatrzyłamuwoczy.
Ajeżelinieżyczęsobietuzostać?
Obawiamsię,żetwojaobecnośćtutajniepodleganegocjacjom.Alezapewniam

cię,żezapewnimyciwszelkiewygody.

Zgracjąwstałazkrzesła.
Niemożeszmniezatrzymać.
Uśmiechnąłsię.Byłomujejniemalżal.
Przekonaszsię,żemogę.
Azizkogośpomniewyśle.Ludziebędąmnieszukać.
Jutro.Dotegoczasuzniknąwszelkieślady.–Zerknąłnawejściedonamiotu.–

Brzmi,jakbysięzbierałonaburzę.

Elenapowolipokręciłagłową.
Jakcisiętoudało?Przekazaćmufałszywąwiadomośćiprzekonaćpilota,żeby

wydowałgdzieindziej?

NiewszyscysąlojalniwobecAziza.Takwłaściwie,topozaSiyademniemawie-

lupopleczników.Wiesz,żeoddzieciństwaprzyjeżdżadokrajutylkonakilkadni?

Wiem,żejestbardzolubianynaeuropejskichdworach.
 Chyba w kółeczkach wzajemnej adoracji. Playboy dżentelmen nie jest tu zbyt

popularny.

OczyElenyrozbłysły.
Toidiotyczneprzezwiskonadałymutabloidy.
Khalilwzruszyłramionami.
Ajednaksięprzyło.
Aziz.Europejskiplayboyspędzacyczasnaprzyciachipolachgolfowych.Kha-

lilwiedział,żeprowadzirównieżbiznes;rozpocząłjakieśprzedsięwzięciefinanso-
we,któreprzynosiłozyski,nawetjeżelibyłotylkopretekstemdobalowaniapoEu-
ropieiunikaniawłasnegokraju.

AzizniedbałoKadar.Niezasługiwałnato,byrządzić,nawetgdybybyłprawowi-

tymdziedzicem.

Niezależnieodtego,jakiemaszzdanieoAzizie,niemożeszsobie,ottak,po-

rwaćkrólowej–oznajmiłazdumniezadartympodbródkiem.–Jeżelichceszsięwy-
cofać,terazmaszokazję.Uwolnijmnie,aniewniosęoskarżenia.

Khalilukryłszczererozbawienie.
Jakżewspaniałomyślnieztwojejstrony.
Niechceszsięznaleźćprzedtrybunałem–naciskała.–Jakmożeszzostaćszej-

background image

kiem,jeżelidopuściłeśsięprzestępstwa?Wywołałeśmiędzynarodowykonflikt.Od-
powieszzato.

Niewmoimkraju.
Awięcwmoim.Myślisz,żemojarada,moiludziedarująciporwaniekrólowej?
Wzruszyłramionami.
Jesteśjedynieprzetrzymywana,waszawysokość,cojestkoniecznością.Askoro

Azizjestuzurpatorem,powinnaśbyćmiwdzięczna,żeniepozwalamcinapopełnie-
niebłędu.

Wdzięczna!–Wjejoczachbyłazłość.–Acojeżelitwójplansięniepowiedzie?
Uśmiechnąłsięchłodno.
Niedopuszczamdosiebietakiejmożliwości.
Pokręciłagłową.Jejoczyprzypominałymuodbiciezachodusłońcawtafliwody.
Niemożesztegozrobić.LudzieDowódcytaknierobią!
Tocoinnego.
Alechybanieażtak?Pokręciłagniewniegłową.–Jesteśszalony.
Znówogarłagofuria,alewziąłgłębokioddech.
 Nie, wasza wysokość, nie jestem szalony. Zdeterminowany. Już późno. Myślę,

żepowinnaśsięudaćdoswojejkwatery.Maszwłasnynamiot,awnim,jakjużmó-
wiłem, zapewniono ci wszelkie udogodnienia. – Obnażył zęby w uśmiechu. – Mam
nadzieję,żeKadarcisięspodoba.

Elenaspacerowałapoeleganckimnamiocie,doktóregoAssadodprowadziłjągo-

dzinę temu. Khalil miał rację, były w nim wszelkie udogodnienia: w przestronnym
namiocie było podwójne łóżko na drewnianym podwyższeniu i z miękkim matera-
cem, na którym piętrzyły się jedwabne i satynowe poduszki. Były również krzesła
tekoweiszafanaubrania,którychniemiała.Czyprzynieślijużzsamolotujejba-
gaż? Wątpiła w to. Nie, żeby miała zbyt dużo rzeczy. Zamierzała zostać tylko na
trzydni:cichaceremonia,szybkimiesiącmiodowyipowrótdoTalliizAzizem.

Teraznicztego.Oileniktjejnieuratujealbonieudajejsięuciec–aobydwie

opcjewydawałysięmałoprawdopodobne–jejmałżeństwozAzizemzostałoprze-
kreślone.JeżeliAziznieożenisięwprzeciągusześciutygodniodśmierciojca,bę-
dziezmuszonyzrzecsiękorony.NiebędziejużpotrzebowałEleny,aleniestetyona
dziepotrzebowałajego.

Wciąż potrzebowała męża, księcia małżonka i to jeszcze przed zebraniem rady

wprzyszłymmiesiącu.

Elenazapadłasięnahaftowanymkrześleioparłagłowęwdłoniach.Nawetteraz

niemogłauwierzyćwto,cosiędziało,żezostałaporwana.

Chociażwłaściwiedlaczego?Czyżnieprzydarzyłojejsięjużwszystko,conajgor-

sze?Przedoczamipojawiłjejsięwidokeksplozjiiwspomnienieciężaruzwłokojca
naswoimciele.

Anawetpotymwszystkim,odmomentu,kiedyzasiadłanatronie,niespotykało

jej nic prócz serii porażek. Rada Tallii, dowodzona przez Markosa i pełna wynio-
słych,świętoszkowatychmężczyznchciałaodsunąćjąodwładzy,amożenawetsię
jejpozbyć.Niechcieli,żebyTalliąrządziłamłodasamotnakobieta.Ona.

To nie mogło się tak skończyć. I to tylko dlatego, że jakiś szalony buntownik

background image

uznał,żetojemunależysiętron.

Aczkolwiek,coElenamusiałaprzyznać,Khalilniewydawałsięszalony.Byłupo-

rządkowany i całkowicie przekonany o swojej racji. Ale nie mógł być prawowitym
dziedzicem. I czy naprawdę wydawało mu się, że może sprzątnąć Azizowi tron
sprzed nosa? Kiedy nie pojawi się w Siyadzie, a dyplomata, który jej towarzyszył,
uderzy na alarm, Aziz zacznie jej szukać. I znajdzie ją. Był równie zdesperowany
jakona.

Chociaż, zważywszy na to, że była uwięziona na środku pustyni, znajdowała się

wniecobardziejrozpaczliwejsytuacji.

Zdałasobienaglesprawęztego,żemógłsobieposzukaćinnej.Adlaczegonie?

Widzielisięzaledwiekilkarazywżyciu.Małżeństwobyłojejpomysłem.Wciążmiał
szansękogośsobieznaleźć,choć,rzeczywiście,musiałdziałaćszybko.

CzyKhalilwziąłtopoduwagę?ConibymiałopowstrzymaćAzizaprzedpoślubie-

niemkogokolwiek,żebyspełnićżyczenieswojegoojca?

Musiała powić z Khalilem i przekonać go, żeby ją uwolnił. To była jej jedyna

szansa.

Elenaruszyłakuwejściudonamiotuiwyszłanazewnątrz.Natychmiastzostała

jednak zatrzymana przez straże. Spojrzała na ich twarze bez wyrazu i karabiny
iuniosłapodbródek.

ChcęmówićzKhalilem.
Jestzaty,waszawysokość.
Czymśważniejszymniżzdobywanietronu?Wiem,żechciałbytousłyszeć.Mam

informacje,któremogąmiećwpływnajegozamiary.

Naochroniarzachniezrobiłotowiększegowrażenia.
Proszęwracaćdonamiotu,waszawysokość.Zbierasięwiatr.
PowiedzcieKhalilowi,żemusizemnąporozmawiać–spróbowałarazjeszcze.–

Powiedzciemu,żenierozważyłwszystkichopcji.

Jedenzochroniarzypołożyłjejdłońnaramieniu.
Niedotykajmnie.
Zewzględunatwojebezpieczeństwo,nalegam,byśwróciładonamiotu,wasza

wysokość.–Ztymisłowywepchnąłjądonamiotu,jakbybyłamałądziewczynkąod-
prowadzonązaramiędopokoju.

Khalilsiedziałprzystolewswoimnamiocie,palcemzaznaczającdrogęzobozudo

Siyadu.Trzystamildozwycięstwa.

Niechętniespojrzałnarógmapy,naktórejprzedstawionebyłowrogieterytorium

pustynne,zamieszkiwaneprzezkoczowniczeplemięjegomatki.

Wiedział,żepośmierciAbdula-Hafizaludziejegomatkiuznaligozaprawowitego

władcęKadaru.Jednakmimożeobwołaligoszejkiem,niepowróciłdonichjeszcze.

Niemógłsięzmusićdopowrotuwstrony,którebyłymiejscemjegoudrękiprzez

trzydługielata.

Ścisnęłogowżołądku,kiedyprzedoczamipojawiłamusięokrutnatwarzAbdula-

Hafizaijegokpiącyuśmiech.

Kobietachciałarozmawiać.
KhaliloderwałwzrokodmapyizobaczyłAssadastocegoprzywejściudonamio-

background image

tu.

KrólowaElena?Aoczym?
Mówi,żemainformacje.
Jakieinformacje?
Assadwzruszyłramionami.
Ktowie?Jestzdesperowanaipewniekłamie.
Khalilpostukałpalcamiwstół.
Wartosiędowiedzieć,ocochodzi–powiedziałponamyślę.–Powięznią.
Mamjąwezwać?
Nie,nietrzeba.Pójdędojejnamiotu.–Khalilwstałzfotela,ignorująctodziw-

ne,radosneoczekiwanie.

Kiedydotarłdojejnamiotu,okazałosię,żeElenabierzekąpiel.
Nawet z daleka Khalil widział jej drżenie i strach. Ogarnął go wstyd i odwrócił

się.

 Wybacz. Nie wiedziałem, że się kąpiesz. Poczekam na zewnątrz. – Wyszedł

znamiotu.Strażnicyzebralisię,bygootoczyć,aleKhalilpokręciłgłowąiodprawił
ich.Pożądaniewciążwnimpulsowało.Skrzyżowałramionaisiłąwoliodepchnąłod
siebietezdradzieckieuczucia.

Jednakbezwzględunato,jakbardzopróbował,niemógłwyrzucićzumysłuobra-

zuidealnegociałaEleny.

Pokilkuminutach,którezdawałysiętrwaćwieczność,usłyszałjakiśszelestipo-

jawiłasięElenawbiałymszlafroku,który,dziękiBogu,zakrywałjąodstópdogłów.

Możeszwejść.–Głosmiałazachrypnięty,apoliczkizażowione.ChociażKha-

lilniewiedział,czytozewzględunatemperaturę,czyteżichnieoczekiwanespo-
tkanie.

Wkroczyłdonamiotu.Elenazdążyłazrobićodwrótnadrugikoniecpomieszcze-

nia.Miedzianawannastałamiędzyniminiczymgranica.

Przepraszam–powiedziałKhalil.–Niewiedziałem,żesiękąpiesz.
Jużmówiłeś.
Niewierzyszmi?
Dlaczegomamwierzyćwjakiekolwiektwojesłowa?Dotejporyniezachowy-

wałeśsięzbythonorowo.

Khalil zebrał się w sobie. Resztki pożądania uleciały pod jej surowym spojrze-

niem.

Aczypozwolenienato,bymoimkrajemrządziłuzurpator,świadczyohonorze?
Uzurpator?Pokręciłagłowązdrwiącymniedowierzaniem.Kilkakolejnychko-

smykówuciekłozjej koka.Khalilpoczułnagle absurdalnąpotrzebędotknięciajej
iodgarnięciajejwłosówztwarzy.Zamiasttegozacisnąłdłońwpięść.

Azizniemaprawadotronu.
Nicmnietonieobchodzi!zawołała.Wjejgłosiezabrzmiaładesperacja.Kha-

lilpoczuł,jakmiejscesentymentówzajmujedeterminacja.Oczywiście,żejejtonie
obchodziło.

 Zdaję sobie z tego sprawę, wasza wysokość – odparł. – Chociaż to, dlaczego

maszzamiargopoślubić,wciążpozostajedlamnietajemnicą.Możechodziowła-
dzę? – Na pewno usłyszała pogardę w jego głosie. Wydała z siebie tylko znużony

background image

śmiech.

Władza?Pewniemożnatotakująć.–Zamknęłanachwilęoczy.Kiedyjeotwo-

rzyła,Khalilujrzałwnichrozpacz.–Mamnamyślito,żenaprawdęmnietoniein-
teresuje. Rozumiem, że ten konflikt jest dla ciebie istotny, ale przetrzymywanie
mnieniccinieda.

 Dlaczego tak uważasz?- Ponieważ Aziz może sobie poślubić kogoś innego.

Wciążmanatoczterydni.

Jestemtegoświadom.–Khalilprzyjrzałjejsięuważnie.Woczachwciążcza

sięból,alewyrazjejtwarzyświadczyłoodwadzeideterminacji.Wzbudzałapodziw
iciekawość.DlaczegozgodziłasięnamałżeństwozAzizem?Coztegomiała?

Więcpocomnietutrzymasz–naciskała–skoromożewypełnićwolęojcazpo-

mocąinnejkobiety?

Niezrobitego.
Ależzrobi.Ledwosięznamy.Spotkaliśmysiętylkoraz.
Wiem.
Więcskądpomysł,żebędzielojalny?zapytała,aKhalilpoczułnagłyprzypływ

współczucia i zrozumienia. Sam wielokrotnie zadawał sobie to pytanie. Dlaczego
ktokolwiekmiałbybyćwobecniegolojalny?Dlaczegomiałkomukolwiekufać?

Osoba,którąkochałnajbardziejnaświecie,zdradziłagoisięgowyrzekła.
wiącszczerze–odparł–niesądzę,bychodziłotuolojalność.Chodziopoli-

tykę.

Dokładnie.Zatemożenisięzkiminnym.
Ryzykującutratępoddanych?Onibardzoczekająnatenślub.Oczekujągobar-

dziejniżkoronacjiAziza.Agdybymiałzamiarodsunąćjednąkobietęnarzeczin-
nejJaknaszojciec.Nie,niemiałjeszczezamiaruwyjawiaćElenietejinforma-
cji.Wziąłgłębokioddech.–Nieprzysporzymutopopularności.

Alejeżeliryzykujewtensposóbkoro
Aletakniejest,niekoniecznie.Niepowiedziałci?Najejtwarzypojawiłsię

wyrazniepewności,aKhaliluśmiechnąłsięponuro.–Wedługtestamentu,jeżeliAziz
nieożenisięwprzeciągusześciutygodni,będziemusiałzwołaćreferendum.Awte-
dyludziewybiorąnowegoszejka.

Wpatrywałasięwniegozszerokootwartymioczami.
Imyślisz,żewybiorąciebie?
Roześmiałsię.
Brzmisz,jakbyśwtowątpiła.
Kimtyjesteś?
wiłemci,przyszłymwładcąKadaru.
AleAzizwciążmożesięożenićzinnąkobietą.Cowtedy?
Jeżelitozrobi,możedojśćdowojnydomowej.Aniesądzę,bysobietegożyczył.

Przyznaję, wasza wysokość, podejmuję pewne ryzyko. Masz rację, twierdząc, że
Azizmożewziąćsobieinnążonę.Aleniesądzę,bytakpostąpił.

Dlaczegopoprostusięznimniespotkasziniepoprosiszozwołaniereferen-

dum?

Pokręciłgłową.
Ponieważwie,żegoniewygra.

background image

Ajeżelidojdziedowojny?Jesteśnatogotów?
Zrobię,cowmojejmocy,byochronićswójkraj.Niezapominajotym,królowo.

–Wzdrygnęłasięlekkonajegonieubłaganyton,coniecogouspokoiło.Toniebyła
jejwina.Byłaofiarąkonfliktu,któryjejniedotyczył.Winnychokolicznościachprzy-
klasnąłby,widzącjejodwagęideterminację.

Przykromi–powiedziałpochwiliciszy.–Rozumiem,żetwojeplanyzostałypo-

krzyżowane. Ale zważywszy na to, że były dość świeże, jestem pewien, że wyj-
dziesz z tego cało. – Nie chciał brzmieć kąśliwie, ale tak było. Elena znów się
wzdrygnęła.

Odwróciławzrok.
Takmyślisz?powiedziała.Niebyłotopytanie.Znówusłyszałbólwjejgłosie

izacząłsięzastanawiać,cobyłojegoźródłem.

Wiemotym,waszawysokość.Niewiem,dlaczegozgodziłaśsiępoślubićAziza,

aleskoroniebyłotozmiłości,twojemusercunicniegrozi.

Atywieszwszystkoozłamanychsercach?zapytałaznużonymgłosem.–Ty

niemaszserca.

Byćmoże.Aleniekochaszgo?Tobyłopytanie.Wpewnymsensie.Byłciekaw,

chociażtegoniechciał.Niechciałwiedziećnicnajejtematanizastanawiaćsięnad
sekretamijejserca.

Ajednakzapytał.
Nie–odparłapochwili.–Oczywiście,żenie.Ledwiegoznam.Spotkaliśmysię

zedwarazyispędziliśmyrazemkilkagodzin.–Pokręciłagłową,westchnęłazrezy-
gnacją,poczymwzięłasięwgarść.–Alemamtwojesłowo,żewypuściszmniepo
czterechdniach?

 Tak, masz moje słowo. – Rozluźniła się nieco, a on zesztywniał. – Nie sądzisz

chyba,żebymcięskrzywdził?

 A dlaczego nie? Porywacze zwykle nie mają problemu z popełnianiem innych

przestępstw.

Jakjużwyjaśniłem,tobyłowyłączniezłokonieczne,waszawysokość.
Acojeszczebędziezłemkoniecznym,Khalil?zapytała.Niespodobałamusię

bezsilnośćwjejspojrzeniu.Wyglądała,jakbyzgasłowniejświatło.–Kiedyracjona-
lizujesięjedenczyn,bardzołatwopójśćokrokdalej.

wisz,jakbyświedziałatozdoświadczenia.
Poniekąd–odparła.
Jużchciałzadaćkolejnepytanie,alezamknąłusta.Niechciałwiedzieć.Niemu-

siałrozumiećtejkobiety,

Obiecuję,żeniezrobięcikrzywdy.Iuwolnięcięzaczterydni.–Wpatrywałasię

wniego,aonpożegnałjąskinieniemgłowyiopuściłnamiot.

background image

ROZDZIAŁTRZECI

Elena obudziła się, oświetlona przez słońce prześwituce przez wejście do na-

miotu.Całeciałobolałojązezmęczenia.Zasnęładopieroprzedświtem.

Przeciągnęłasięizapatrzyławpłóciennysufit.Zastanawiałasię,coteżprzynie-

siedzisiejszydzień.Amożemogłabywzniecićpożar?Dymmógłbyzostaćzauważo-
nyprzezsatelitę,helikopteralbosamolot.Każdynowypomysłbyłjeszczebardziej
absurdalnyniżpoprzedni,ajednakniechciałazaakceptowaćporażki.Poddaniesię
oznaczałoutratękorony.

Aleimdłużejtuprzebywała,tymwiększebyłoprawdopodobieństwo,żeAzizznaj-

dziesobienowążonę,niezależnieodtego,couważałczymówiłKhalil.Anawetje-
żelitaksięniestanie,toniemusiałsięzniążenić.Mógłbyzwołaćreferendumiwy-
grać.Wtedybyjejniepotrzebował.

Aleonawciążgopotrzebowała.Musiaławyjśćzamążwprzeciągumiesiąca,tak

jakobiecałaswojejradzie,zakogoś,kogoakceptowała,ktobyłbyojcemjejdzieci

Natęmyślścisnęłojąwżołądku.PlanwyjściazaAzizabyłdesperacki,natomiast

pomysłznalezieniakolejnegomałżonkabyłpoprostuabsurdalny.Cóżmiałazrobić?

Z westchnieniem podniosła się z łóżka. Z zewnątrz dobiegł ją kobiecy głos i se-

kundę później do namiotu weszła uśmiechnięta dziewczyna z dzbankiem świeżej
wody.

 Dzień dobry, wasza wysokość – powiedziała, dygając. Elena wymamrotała coś

na powitanie, zastanawiając się, czy ta kobieta zgodziłaby się zostać jej sojuszni-
kiem.

Czywaszawysokośćjeszczeczegośpotrzebuje?zapytałakobietazprzyjem-

niebrzmiącymakcentem.

Tak,pomyślałaElena.Wolności.Zmusiłasiędouśmiechu.Musiałaprzeciągnąćtę

kobietęnaswojąstronę.

Tomiłeztwojejstrony,dziękuję.Czytotyprzygotowałaśwczorajsząkąpiel?
Kobietaspuściłagłowę.
Tak,pomyślałam,żechciałabyśsięumyć.
 Dziękuję ci, bardzo tego potrzebowałam. – Elena gorączkowo rozmyślała. –

Skądwzięłaśwodę?Czygdzieśniedalekojestoaza?

Tak,tużzaskałami.
Czymożnatammiećchwilęprywatności?Bardzochciałabympopływać,jeżeli

istniejetakamożliwość.

Kobietauśmiechłasię.
Oczywiście,jeżeliszejkKhalilpozwoli.Bardzoprzyjemniesiętampływa.
Dziękuję.–Elenaniewiedziała,czyoazaumożliwijejucieczkęlubrozprosze-

niekogoś,alebyłatojakaśszansa.MusiałatylkoprzekonaćKhalila,żebypozwolił
jejpopływać.

Kiedybędzieszgotowa,wyjdźnazewnątrz.SzejkKhalilczekanaciebie.

background image

Khalilsamotniesiedziałpodmarkiząrozstawionąnadrewnianejplatformie.Kiedy

podchodziła,wstałjejnapowitanie.

Proszę,usiądź.
Dziękuję.–Przysiadłanakradzikrzesła,aKhaliluniósłbrewrozbawiony.
Awięcdziśjesteśmymili?
Niechcętracićenergii.–Elenawzruszyłaramionami.
Czekamzatemnakolejnąokazję.–Nalałjejkawyzezdobionegomiedzianego

dzbanka.Napójbyłgęsty,ciemnyipachniałkardamonem.–Tokadarskakawa–wy-
jaśnił.–Próbowałaśjejkiedyś?

Pokręciłagłowąiupiłaostrożniełyk.Smakbyłmocny,aleprzyjemny.Khalilpoki-

wałgłowązaprobatą.

Czyprzełabyśkadarskiezwyczaje,gdybyśwyszłazaAziza?
Elenazesztywniała.
Wciążmogęzaniegowyjść.Możemniejeszczeznaleźć.
Khalilposłałjejaroganckie,pewnesiebiespojrzenie.
Nierobiłbymsobienadziei.
Ewidentnietwojenadziejewystarczązanasoboje.
Wzruszyłpotężnymiramionami.
Jużcimówiłem,KadarczycyniewspierająAziza.
Na pewno przesadzał. Aziz wspomniał coś o niepokojach, ale nie mówił, że nie

jestlubianymwładcą.

 Mówiłeś, że poza Siyadem – przypomniała sobie. – I dlaczego niby mieliby go

niewspierać?Jestjedynymsynemszejka,asukcesjazawszezależałaodurodzenia.

MożepowinnaśposłuchaćmojejradyipodszkolićsięwhistoriiKadaru.
Ajakąksiążkęmipolecasz?Uniosłabrwi,usiłującmówićspokojnie.Wykłóca-

jącsięznim,doniczegoniedojdzie.–Możeznajdęjąwbibliotece?dodała,siląc
sięnabeztroskiton.

Khaliluśmiechnąłsię,aElenauznała,żejesttoszczererozbawienie.Wjakiśspo-

sóbmiałotowpływnajegowygląd.Byłterazjeszczebardziejatrakcyjny,niżkiedy
byłzimnyiautorytatywny.

Taksięskłada,żemamtuniedużąbiblioteczkę.Zprzyjemnościąpożyczęciktó-

rąśksiążę,alenieznajdziesztamodpowiedzi,którychszukasz.

Togdziejeznajdę?
Zawahałsięnamoment.Elenamyślała,żezarazpowiejejcośważnego.Alepo-

kręciłgłową.

Myślę,żenatęchwilężadnaodpowiedźbycięniezadowoliła,waszawysokość.

Ale kiedy będziesz gotowa mnie wysłuchać i dopuścisz do siebie myśl, że Aziz nie
powiedziałciwszystkiego,byćmożecięoświecę.

Szczęściarazemnie–odparła,aleporazpierwszy,odkądpoznałaKhalila,po-

czułacieńniepewności.Byłtakipewien.Co,jeżelijegoroszczeniamiałypodstawy?

Nie,byłzwykłymbuntownikiem.Uzurpatorem.Musiałbyć.Wszystkieinnemożli-

wościbyłyniedopomyślenia.

KujejzaskoczeniuKhalilpochyliłsięizłapałjązaręce.Elenazesztywniała.Cie-

płobiceodjegodłoniogarłocałejejciało.

Niechceszbyćciekawa–wymamrotał–alejesteś.

background image

Dlaczegomiałbymnieinteresowaćprzestępca?odgryzłasię.Uśmiechnąłsię

izabrałdłoń.

Pamiętaj,cocimówiłem.Wtejhistoriijestdrugiedno.–Wstałizacząłodcho-

dzić. Elena patrzyła na niego sfrustrowana. Zaprzepaściła szansę zapytania go
ooazę.

Acomamrobićprzezteczterydni?–zawołała.–Uwięziszmniewmoimna-

miocie?

Tylkojeżeliokażeszsięnatylenierozsądna,żebypróbowaćucieczki.
Ajeżelitaksięstanie?
Znajdęcię.Miejmynadzieję,żeżywą.
Urocze.
Pustyniajestniebezpiecznymmiejscem.Pomijającskorpionyiwęże,istniejery-

zyko burzy piaskowej, która w kilka minut może połknąć namiot. Nie mówiąc już
oczłowieku.

Wiemprzecież.–Zacisnęławargiispojrzałanatalerz.Khalilprzyniósłjejświe-

żedaktyle,figiipokrojonegomelona.Wzięławidelecizaczęłanimdźgaćkawałek
papai.

Mogęciufać?Niespróbujeszuciec?
Mamcitoobiecać?
Nie–odpowiedziałpochwili.–Niewierzęwobietnice.Poprostuniechcęcię

miećnasumieniu.

Jakżewspaniałomyślnie–odpowiedziałazprzesem.–Jestemwzruszona.
Kujejzaskoczeniuznówsięuśmiechnął,ukazującprzytymdołeczekwpoliczku.
Takmyślałem.
Czylijeżeliniebędęnatyległupia,żebypróbowaćucieczki,tomogęwyjśćna

zewnątrz?–zapytała.–Kobieta,któramnietuprzyprowadziła,powiedziała,żenie-
dalekojestoaza–wstrzymałaoddech.

wiszoLeili,żonieAssada.Tak,możesziśćdooazy.Uważajnawęże.
Pokiwałagłowązbicymsercem.Wreszciemogłacośwymyślić.
Atysięgdzieśwybierasz?zapytała,zerkającnaosiodłanekonienieopodal.

Jeżeligoniebędzie,tymlepiej.

Tak.
Dokąd?
SpotkaćsięzBeduinami,którzyosiedlilisięnieopodal.
Zbieraszpoparcie?zapytała,nacoKhaliluniósłbrwi.
Pamiętasz,cocimówiłemowykłócaniusię?
Niewykłócamsię.Niepoddamsiętakpoprostu,jeżeliotocichodzi.„Najlep-

sząformąobronyjestatak”zacytowała.

Khalilpokiwałgłowązuśmiechem.
SztukaWojny.SunZi–oznajmił.–Imponuce.„Ten,którywie,kiedymożepo-

zwolićsobienawalkę,akiedynie,wyjdziezniejzwycięsko”.

Dokładnie.
Roześmiałsięmiękkoipokręciłgłową.
Zatemmyślisz,waszawysokość,żemożeszjeszczezwyciężyć,pomimowszyst-

kiego,cocipowiedziałem?

background image

„Sztukąwojnyjestujarzmieniewrogabezwalki”.
Awjakiżtosposóbzamierzaszmnieujarzmić?
Napewnoniemiałnamyśliniczdrożnego,napewnoniemiałotambyćseksualne-

gopodtekstu.Ajednak.Elenapoczułanapływaceciepłoizmiękłyjejkolana.

„Niechtwojeplanybędąciemneinieprzeniknionejaknoc”.
Ewidentnieznaszjegodzieła.Tociekawe,zważywszynato,żewtwoimkraju

odniemaltysiącalatpanujepokój.

 Są różne rodzaje wojny. – A ta, którą prowadziła, była niezwykle delikatna.

Szepty,plotki.Byławstanienieustannejgotowości.

 Zgadza się. Modlę się, by w wojnie o Kadar nie została przelana ani kropla

krwi.

Myślisz,żeAzizbędziewalczył?
Mamnadzieję,żeniejestnatyległupi.Dosyćtego.Muszęjechać.Miłegodnia,

waszawysokość.

Z tymi słowy odszedł. Kiedy odjechał na koniu, Elenę ogarło dziwne uczucie

straty.

KiedyKhalilodjechałzeswoimiludźmi,wznoszączasobąchmurypiachu,Elena

wróciładonamiotu.Ku swemuzaskoczeniuujrzałatam książkępodtytułemTwo-
rzeniewspółczesnegoKadaru.CzyKhalilchciałzniejzakpić?

OdrzuciłaksiążkęizdecydowałasięniemyślećwięcejoKhalilu.Niemusiaławie-

dzieć,czymiałrację.Nieinteresowałojejto.

Chciała się tylko stąd wydostać. Poszła poszukać Leili, żeby zaprowadziła ją do

oazy,coLeilazrobiłazradością.NawetprzyniosłaEleniekostiumkąpielowyigoto-
wylunch.Byłatakuprzejma,żeElenaprzezchwilępoczułasięwinna.

Przezchwilę.
Kiedybyłasamawnamiocie,znalazłapotrzebnerzeczy.Nogistołubyłyzagrube,

alekrzesłasięnadawały.Udałojejsięwyrwaćkilkalistew,któreupchnęławtorbie,
izuniesionągłowąwyszłaznamiotu.

Strażeprzepuściłyją,aLeilazaprowadziłająwydeptanąścieżkąbiegnącąpomię-

dzydwomagłazami.

Nazywasiętouchoigielne–powiedziałaLeila.Wąwózrzeczywiściebyłbardzo

ski.–Topięknemiejsce.Samazobaczysz.

 Nie boisz się, że zacznę biec?  zapytała Elena, siląc się na lekki ton. Twarz

Leili złagodniała, co wywołało kolejne ukłucie wyrzutów sumienia, które jednak
szybkoodsiebieodepchnęła.Ciludziejąporwali,niezależnieodtego,jakbylisym-
patyczni.Musiałajakośuciec.

 Wiem, że to trudna sytuacja, wasza wysokość, ale szejk jest dobrym człowie-

kiem.Ratujeciętylkoprzednieszczęśliwymzamążpójściem.

Tobyłocośnowego.
Niewiedziałam,żeKhalilzaprzątasobiegłowęmoimszczęściemmałżeńskim.

Myślałam,żemyślitylkootym,byzostaćszejkiem.

Jużjestszejkiemjednegozplemionpustynnych.Noijestprawowitymdziedzi-

cemKadaru.Spotkałagowielkaniesprawiedliwośćiprzyszedłczasnato,bytona-
prawić.

background image

Jakaniesprawiedliwość?zapytała,zanimzdążyłaugryźćsięwjęzyk.
Niemnieotymmówić.AlegdybywaszawysokośćwyszłazaAziza,byłabyżoną

uzurpatora.NiewieleosóbpozaSiyademchceAzizazaszejka.

Khalilteżtopowtarzał,aletoniemogłabyćprawda.
Aledlaczego?
Leilazmarszczyłaczoło.
MusiszotozapytaćszejkaKhalila
Onniejestszejkiem–przerwałajejElena.–NieKadaru.Jeszczenie.
Alepowinienbyć–odparłacichoLeila.–Zapytajgo.Powieciprawdę.
Aleczychciałaznaćprawdę?JeżeliKhalilrzeczywiściemiałprawodotronu,to

cotodlaniejoznaczało?

Dotarłydopłaskiejskały, zktórejrozpościerałsię widoknabłyszczącyzbiornik

wodnyocienionypalmami.Powietrzebyłogoce,sucheinieruchome–idealnapo-
godanapływanie.Rozejrzałasięwokół,żebysprawdzić,czynieposzedłzaniąktó-
ryśzestrażników,alenikogoniedojrzała.Sięgnęładotorbyiwyłazniejlistwyod
krzesła. Na brzegu oazy rosły jakieś rośliny, więc zerwała je i ułożyła w żałosną
kupkę.Niebędzieztegodużegopłomienia,alemusiwystarczyć.Tobyłajejjedyna
szansa.Jeśliktośzauważydym,możezacznąjejszukać.

Zaczęłapocieraćdrewienka.
Piętnaście minut później wyskoczyły jej pęcherze, a drewno było ledwie ciepłe.

Nie udało jej się wykrzesać z nich nawet iskierki. Sfrustrowana odłożyła listwy
iwstała.Byłogoco,abłyszczącawodawyglądałabardzokusząco.Wskoczyłado
niej,agdysięjużochłodziła,wyszłanaskałę.Wytarłasięiponowniezaczęłapocie-
raćdrewno.

Pięćminutpóźniejujrzałapierwsząiskrę.Poczułaprzypływnadzieiizaczęłapo-

cieraćmocniej.Roślinyzałysięipojawiłsiępierwszymałypłomień.

Nieruszajsię.
Elenazamarłanadźwięktegogłosu.Spojrzaławgóręiujrzałastocegonieopo-

dalKhalila.Byłnapiętyinieruchomy.

KiedyKhalilwyciągnąłbrońiwycelowałprostownią,jejsercezamarło.

background image

ROZDZIAŁCZWARTY

Dźwiękwystrzałurozległsięechempooazie.
Khalilbeznamiętnieobserwował,jakwążwylatujewpowietrze,poczymumiera.
Odwrócił się i przeklął pod nosem, kiedy zobaczył przerażenie w oczach Eleny.

Beznamysłupodszedłdoniejiprzytuliłjejdrżąceciałodopiersi.

Zabiłemgo,Eleno–powiedział,gładzącjejczarnewłosy.–Nieżyje.Niemusisz

sięjużbać.

Oderwałasięodniego,wciążdrżąc.
Ktonieżyje?
Khalilobserwowałjąprzezchwilę,jakbyjejpytaniedoniegoniedocierało.Znów

zaklął.

Zastrzeliłemwęża!Niewidziałaśgo?Byłtużobokciebieiszykowałsiędoata-

ku.

Złapałjązapodbródekiobciłjejgłowę,żebyzobaczyłamartwegowęża.
Elenazbladłaiciężkowestchnęła.
Myślałam
Myślałaś,żecelujęwciebie?Khalilzamilkłnachwilę.Czułsięwinny,alejed-

nocześniewściekły.–Jakmogłaśtakpomyśleć?Obiecałemci,żecięnieskrzywdzę.

Powiedziałeśrównież,żeniewierzyszwobietnice.Jateżnie.–Usiłowałasię

wyrwać,aleKhalilprzytrzymałją.–Nie

 Jesteś w szoku. – Usiadł na kamieniu i wciągnął ją sobie na kolana. To było

dziwneuczucie,aleznajome.Zdawałosięwłaściwe.

Ostrożnie odgarnął wilgotne włosy z jej twarzy. Wypuściła z siebie powietrze

iwkońcurozluźniłasięioparłaczołoojegopierś.WKhalilucośsięzagotowało.

Założyłjejwłosyzaucho.Elenamiałazamknięteoczy,aciemnerzęsyrzucałycie-

nienabladepoliczki.

Wycelowałeśwemniebroń–wyszeptała.
Wycelowałemjąwwęża–odparł.Wiedział,żejestwszokuiusiłujesięzorien-

tować, co się właściwie stało, ale i tak miał poczucie winy. Powinna czuć się przy
nimbezpiecznie.Powinnamócmuzaufać.

Tak?Samnieufasznikomu.
Czarnywąż–ciągnął.–Onemogązabić.
 Nie zauważyłam go. – Myślał, że powoli wraca do siebie, ale wydała z siebie

łkanieiwtuliłasięwniegomocniej.

Jego ciało zapłoło. Poruszyło go, że szuka u niego pocieszenia. Kiedy ostatni

razmusiętoprzydarzyło?Kiedyostatnirazktośszukałuniegoczułości?Ikiedy
ostatnirazpoczułcośtakiego?Takąopiekuńczość?

Niemógłsobieprzypomnieć.Lataspędzonenawalcezrobiłyswoje.
 Już, spokojnie, habibi, jesteś bezpieczna. – Te słowa brzmiały dziwnie w jego

ustach, ale wypowiedział je bez zastanowienia, wciąż tuląc ją do siebie. Poczuł

background image

dziwnyuciskwgardle.

Pochwiliodepchnęłagoodsiebie.Oczymiałasuche,atwarzbladą.
 Przepraszam. Musisz myśleć, że jestem idiotką. – Teraz siedziała sztywno na

jegokolanach,zuniesionympokrólewskupodbródkiem.Khaliljużchciał,żebywró-
ciładopoprzedniejpozycji.

Ależskąd.–Stłumiłswojeuczucia.–Wiem,żeostatniowieleprzeszłaś.–Zawa-

hał się, usiłując dobrać słowa tak, żeby na pewno zrozumiała. I uwierzyła mu. –
Przepraszamzastrachinieszczęście,któregobyłemźródłem.

Przez chwilę myślał, że to niej dotarło. Jej wyraz twarzy złagodniał i rozchyliła

usta.Alepotempokręciłagłowąizeszłazjegokolan.

Nawetjeżelimożnabyłotegouniknąć?
Czarprysł.KuwłasnemuzdziwieniuKhalilpoczułnagłeukłucieżalu.

Elenastałanaskale,usiłującsięuspokoićizignorowaćuczucia,którerozbudził

wniejKhalil.Niemogłasobieprzypomnieć,kiedyostatnirazktośmówiłdoniejtak
czuleiłagodnie.

Khalilpatrzyłnanią,azjegotwarzyznikływszelkieciepłetony.Zerkłana

swójżałosnystosikdrewienekiroślinek.Płomieńjużzniknął.

Cotywłaściwierobiłaś?zapytałispojrzałnaniąskonsternowany.–Usiłowa-

łaśrozpalićognisko?Nieodpowiedziała,anajegoustachzaigrałuśmiech.Mówił
niemalzpodziwem.–Chciałaśrozpalićognisko,żebywysłaćsygnałdymny,prawda?

Ajeślinawet?
Tonajbardziejżałosnysygnałdymny,jakiwżyciuwidziałem.–Khaliluśmiechnął

siędoniej,chcącdopuścićjądożartu.Drażniłsięznią,awjegooczachczaiłasię
litość,którejwcześniejniewidziała.

Elenasamaniemogłapowstrzymaćuśmiechu.Jejogniskobyłożałosne.Idobrze

byłoznówmócsięśmiaćiżartować,nawetzKhalilem.Amożeszczególnieznim.

Wiem.Wiedziałam,żetonicnieda.Alemusiałamcośzrobić.
Khalilpokiwałgłową,tymrazemzpowagą.
Rozumiemto,Eleno–powiedziałcicho.–Wiesz,wielenasłączy.Obojewalczy-

myztym,czegoniemożemyzmienić.

Wyglądanato,żetypróbujeszcośzmienić–odparła.
 Owszem, teraz. Ale był moment, kiedy nie mogłem tego zrobić. Kiedy byłem

bezsilnyiwściekły,alewciążwalczyłem,ponieważtomiprzypominało,żejeszcze
żyję.Żemamocowalczyć.

Elenaczułasiętakcodziennieprzezostatnieczterylata.
Jeżeliznasztouczucie–zapytałakategorycznie–tojakmożeszmnietuwięzić?
Khalilprzezsekundęwyglądał,jakbybyłrozdarty.Alezacisnąłwargiinajegoob-

liczewróciłastanowczość.

Niejesteśmyjednakażtakpodobni–odparłkrótko.–Możeijesteśmoimwięź-

niem, Eleno, ale traktuję cię z najwyższym szacunkiem. Zapewniono ci wszelkie
udogodnienia.

Atomajakieśznaczenie?
Wierzmi–oznajmiłzimno.–Ma.
Kiedytyczułeśsięjakwięzień?

background image

Wpatrywałsięwniąprzezdłuższąchwilę,poczympokręciłgłową.
Powinniśmywracać.
Chciałaodpowiedzi.Nawetjeżeliniepowinnajejznać.Chciałazadaćmutepyta-

nia.Onrozumiałjąjakniktinny.Zorientowałasię,żeonarównieżchcegozrozu-
mieć.

Dlaczegoprzyszedłeśmnieszukać?
Martwiłemsięociebie.
Martwiłeśsię,żeucieknę?
Uśmiechnąłsięleciutko.
Nie,obawiamsię,żenie.Bałemsię,żezaatakujecięwąż,iproszę,miałemra-

cję.Lubiąsięwygrzewaćnatychskałach.

Ostrzegałeśmnie.
Mimoto.
Pokręciłagłową.Cośścisnęłojąwgardle.
Ocochodzi,Eleno?zapytałcichutko.
Niewiem,cootymmyśleć–przyznała.–Niewiemnawet,czychcępytać.
Pytaćoco?
Otwojąwersjęhistorii.
Khalilprzyjrzałjejsięuważnie.
Niechceszzmienićzdania.
Niewiesznawet,iletomałżeństwodlamnieznaczy,Khalil.
Więcmipowiedz.
Acobyztegoprzyszło?Wyrzekłabyśsięswojejkorony,gdybytooznaczało,że

jazatrzymammoją?

Uniósłbrwi.
Aistniejeniebezpieczeństwo,żejąstracisz?
Nieodpowiedziała.Itakpowiedziałamuzbytdużo.
Ale mimo to jakaś część niej bardzo chciała powiedzieć mu prawdę, uwolnić się

odtegociężaru.Chciała,żebyktośjązrozumiał,pocieszył,możenawetcośpora-
dził?

JakPaulo?
Dlaczego,dolicha,chciałaufaćKhalilowi,skorowiedziała,żeniemożnaufaćni-

komu?Cotakiegobyłowtymmężczyźnie,żebyłagotowaotworzyćsięprzednim?

Ponieważoncięrozumie.
Maszrację,powinniśmywracać–oznajmiławyniośleiskierowałasięnaścież-

kęmiędzyskałami.

Kiedy tylko dotarła do namiotu, zdjęła kostium i założyła ubranie, które dostała

dzisiejszegoranka.

Przypomniałasobie,jakKhaliltrzymałjąwramionach,jegoczułesłowa,to,jak

głaskałjąpowłosach.

Wgłębisercawiedziała,żetegestybyłyszczere,cojednocześniejąprzestraszy-

łoipodekscytowało.Nigdyniebyławzwiązku.Niewiedziała,ocotamchodzi.

Ajednakczuła,jakbyKhalilrozumiałjąibyćmożenawetlubił.Możebyłytotylko

pobożneżyczenia,aleniezależnieodrelacjizKhalilemmusiałaznaćprawdę.Jego
wersjęhistoriiIstawićczołoprawdzie.

background image

Podładecyzjęiciężkowestchnęła.

JakiśczaspóźniejdojejnamiotuweszłaLeila,caławukłonachiuśmiechach.
Przyniosłamciświeżeubraniaiwodędomycia.SzejkKhalilzaprosiłciędziśna

kolację.

Naprawdę?zapytałamilezaskoczona.–Dlaczego?
Leilauśmiechłasięjeszczeszerzej.
Adlaczegonie,waszawysokość?
Powiedziałasobie,żejegomotywyniemająznaczenia.Nadarzysięwreszcieoka-

zja,bygowypytać.Ajeżelimiałotooznaczaćniecierpliweoczekiwanie,trudno.

Zobacz,jakąsukienkęciprzyniósł–powiedziałaLeilaizbibuływyciągnęłasre-

brzystoszarąsuknię.

Byłapiękna,aleskromnaiuszytazdelikatnegomateriału.Elenadotknęłajej.
Niejestempewna,dlaczegomamtozałożyć–oznajmiłasurowo.
CzymampowiedziećszejkowiKhalilowi,żeżyczyszsobiezostaćdziświeczo-

remwnamiocie?

Elenaprzezchwilębiłasięzmyślami.
Nieprzerwałanachwilęizaczerpłapowietrza.Chowaniesięwnamiocie

byłobytchórzliwe.Musiałastawićczołoswoimlękom.Khalilowi.

PowiedzKhalilowi,żezjemznimkolację–oznajmiła.–Dziękuję,Leilo.
Spojrzałaztęsknotąnasukienkę.Byłatakapiękna.Imożeszzostawićsuknię.
GodzinępóźniejLeilaodprowadziłaElenędonamiotuKhalila.Kiedyprzekraczała

prógjegoluksusowejkwatery,sercebiłojejmocno,adłoniebyłyspocone.

Khalilwyłoniłsięzcienia.Miałnasobieluźną,białąbawełnianąkoszulęiczarne

spodnie.Pozbyłsiętradycyjnejszaty,wktórejwidziałagowcześniej.Zeswoimizło-
tymi oczami, czarnymi włosami i zarostem wyglądał jak seksowny i niebezpieczny
pirat.Niebezpiecznybyłotusłowemkluczem.

Elenaprzełknęłaślinę,kiedyKhalilwpatrywałsięwniąrozgorączkowanymwzro-

kiem.

Wyglądaszpięknie,waszawysokość.
Niewiem,jakijestsenstejsukienki–odparłaElena–anitejkolacji.
Czułasięodsłonięta,anajlepsząobronąbyłatak.Nauczyłasiętegoprzyswojej

radzie.Tylkodziękitemuprzezostatnieczterylataniestraciłakorony.

Khalilpodszedłdoniejjakdrapieżnik,alenatesłowazatrzymałsięiuniósłbrew.
 Dziś rano narzekałaś, że trzymam cię w namiocie jak więźnia. Myślałem, że

przydacisięjakieśtowarzystwo,nawetjeżelitobędętylkoja.–Uśmiechzniknął
zjegotwarzy.Pozatympomyślałem,żemożezechceszsięprzebrać.Przykromi,
jeżelisiępomyliłem.

Teraz było jej głupio, może nawet trochę wstyd. Poczuła się, jakby zraniła jego

uczucia.Khalilczekał,ajegotwarzbyłabezwyrazu.

Tobardzocywilizowane–wyrzuciławkońcuzsiebie.
 Tak miało być, Eleno. Mówiłem ci, że nie jestem terrorystą ani zbirem. Oba-

wiamsiępoprostu,żetwójpobyttutajjest

Złemkoniecznym.
 Środkiem. – Nagle w jego oczach pojawiło się znużenie. – Jeżeli masz zamiar

background image

wykłócaćsięzemnącaływieczór,możerzeczywiścielepiejbędzie,jakzostaniesz
wswoimnamiocie.Amożewoliszspalićten?

Uśmiechłasięnieśmiałoizerkłanaświeczki.
Ztegobyłobyporządneognisko.
Khalilzaśmiałsięmiękko.
Nawetotymniemyśl,Eleno.
Niemyślałam–przyznała.–Doszłamdowniosku,żewzniecaniepożarunieby-

łobynajlepszympomysłem.

Maszinny?zapytałiująłjejdłoń.
 Cóż, myślałam o tym, żeby może nakłonić cię, żebyś mnie wypuścił – odparła

iwykonałapiruet.–Sukienkamiałamipomóc.

OczyKhalilazalśniły.
Uwiodłabyśnawetświętego,aleobawiamsię,żejestemulepionyzmocniejszej

gliny.Flirtowanieciniepomoże.

Spłołarumieńcem.
Nieflirtowałam.
Nie?Khaliluniósłbrwi.–Szkoda.
Zaniepokojonajegoodpowiedzią,usiadłanajedwabnychpoduszkach.Khalilusiadł

naprzeciwniej.Wyglądałjakszejk.

 Pozwól. – Pochylił się i uniósł srebrne pokrywy, którymi przykryte były dania.

Nałożyłjejnatalerztrochębaraninyzprzyprawamiikuskuszwarzywami.

Piękniepachnie–wymamrotałaElena.–Dziękuję.
Jakauprzejma–uśmiechnąłsię.–Czekamnajad.
Jestemgłodna–odparła,cowłaściwieniebyłoodpowiedzią.Samaniewiedzia-

ła,cowyrabia.Anicoczuje.

Jedzzatem.Itakwedługkadarskichstandardówjesteśzachuda.
Rzeczywiściebyłachuda,atozewzględunastresinerwy.
Atyoczywiścieznaszkadarskiestandardy?Wspominałeścoś,zdajesię,oSta-

nachZjednoczonych?

 Dorastałem tam – powiedział beznamiętnym głosem. Wręczył jej tacę z chle-

bem,aElenanaglezaciekawiłasięprzeszłościątegomężczyzny.

Todlategotakdobrzemówiszpoangielsku?
Najegotwarzpowróciłuśmiech.
Dziękuję.Itak,przypuszczam,żedlatego.
Elenaodchyliłasię,skubiącprzepysznąciecinę.
KiedyprzyjechałeśdoKadaru?
 Pół roku temu. Cóż to za inkwizycja, Eleno?  uśmiechnął się jeszcze szerzej

idołeczekwpoliczkupowrócił.„Znajswoichwrogów,takjaksiebie,awygrasz
wszystkiebitwy”.

CałkiemnieźleznaszSztukęwojny.
Podobniejakty–zauważył.
Jaktosięstało?
Ponieważcałeżycieszykowałemsiędowalki.
ŻebyzostaćszejkiemKadaru.
Tak.

background image

Alejużjesteśszejkiem,prawda?Leilapowiedziałami
Wzruszyłramionami.
Jakiegośmałegoplemienianapółnocypustyni.Ludzimojejmatki.
 Chcę usłyszeć twoją wersję historii – powiedziała cicho. Miał czujny, niemal

ostrożnywyraztwarzy.

Ach,tak–oznajmił.Niebyłotopytanie.Pokiwałagłową.
Wszyscywokółciebiezdająsięmiećabsolutnąpewność,żemaszprawodotro-

nu.Niewydajemisię,żebymieliwypranemózgialbourojenia,więcrozłożyła
ręce,usiłującsięuśmiechnąć–musibyćjakiśpowód,dlaktóregoludzieuznalicię
zaprawowitegoszejka.Powiedzmi,ocochodzi.

Powiedz,ocochodzi.Prostaprośba,ajednakczułsięobnażony.Jakbymusiałsię

przyznaćdoswojejhańby.

Khalilodwróciłwzrok.Powiedział jej,żeopowiejej swojąhistorię,kiedy będzie

gotowa,iproszę.Byłatutaj.Gotowa.

Problemwtym,żeonniebyłgotów.
Khalil–powiedziałamiękkoElena.Cośwsposobie,wjakiwypowiedziałajego

imię,sprawiło,żecałysięzagotował.

Coonwłaściwiewyrabiał?Jaksiętuznalazłztąkobietą?Byćmożezaczęłosię,

kiedytylkoujrzałjąporazpierwszy.Kiedyporazpierwszypróbowałauciec.Wjej
oczachujrzałwtedydumęistrach.Doskonalewiedział,coczuje.

Kiedywtuliłasięwniego,szukającpociechy.
Terazchciaławięcej.Chciałaodpowiedzi,którejejobiecał.Ztym,żeterazbyła

czujna,niemalniechętna.Bałasię.

Co,jeślimunieuwierzy?Aco,jeżeliuwierzy?
WkońcuKhalilprzewił.
Mojamatka–zacząłpowoli–byłapierwszążonąszejkaHaszema.
Elenaszerokootworzyłaoczy.Choćniewiedział,czyzniedowierzania,czyzkon-

fuzji,czyzwykłegozaskoczenia.

Co?Ktobyłtwoimojcem?
Obnażyłzębywuśmiechu,którybyłraczejwyrazembóluniżwesołości.
SzejkHaszem,oczywiście.
Toznaczy,żeAzizjesttwoimbratem?
Przyrodnimbratem,mówiącściśle.Młodszym.
AlePokręciłagłową,tymrazemzjasnymniedowierzaniem.
Khalilpoczuł,jakrozwijacesięwnimuczucieulatuje.Noidobrze.Takbyłole-

piej.Itakbymunieuwierzyła.Takbyłołatwiej.Boleśnie,alełatwiej.

Jakto?–zapytała.–Niemacięnawetwtejksiążce,którąmidałeś!
Awięcjąprzeczytałaś?
Kawałek.
Nie,niepiszątamomnie.Mójojcieczrobił,cowjegomocy,żebyukryćprzed

światem moje istnienie. Ale Beduini, ludzie mojej matki, nie zapomnieli o mnie. –
Niepodobałomusię,żebrzmiał,jakbysiębronił.Jakbymusiałcośudowodnić,jak-
bychciał,żebymuuwierzyła.

Onaniemiałaznaczenia,podobniejakjejopinia.Pocozapraszałjąnatękolację?

background image

Pocodałjejtęsukienkę?

Ponieważchciałeśsprawićjejprzyjemność.Ponieważchciałeśsięzniązobaczyć.
Głupiec.
Dlaczegotwójojciecchciałukryćtwojeistnienie,Khalil?
Spojrzałnaniąwyzywaco.
Wiesz,ktojestmatkąAziza?
Elenawzruszyłaramionami.
ŻonaHaszema.ChybanazywasięHamidja.Umarłakilkalattemu.Takmipo-

wiedziałAziz.

Tak,toprawda.Alezanimzostaładrugążonąmojegoojca,byłajegokochanką.

Urodził się jako bękart, co mój ojciec potwierdził. Potem ojciec znudził się moją
matką.AlewedługprawaKadarumonarchamożemiećtylkojednążonę.–Posłałjej
bladyuśmiech.–Niezewzględówmoralnych,alepraktycznych:mniejpretenden-
tówdotronu.Podejrzewam,żetodlategowKadarzetakdługopanowałspokój.

Twierdzisz,żepozbyłsięswojejżony?Iciebie?ŻebymócpoślubićHamidję?
Spojrzałananiegodziwnie.
Niewierzyszmi–westchnął.Ścisnęłogowżołądku.Niebyłnaniązły,alejej

reakcjagozabolała.

Tobrzminiewiarygodnie–przyznałaElena.–Napewnoktośmusiotymwie-

dzieć

Pustynneplemionawiedzą.
AAziz?
Oczywiście–powiedziałzezłością.–Wiesz,poznaliśmysię,kiedybyliśmymali.

Kilkatygodniprzedtym,jakKhalilzostałzabranyodrodziny.–Nigdypóźniejgo
niewidziałem.No,nieliczącmagazynówplotkarskich.

Elenapowolipokręciłagłową.
Alejeżeliwie,żejesteśprawowitymdziedzicem
Ach,mójojciecjestmądrzejszy.Oskarżyłmojąmatkęocudzołóstwoioznajmił,

żeniejestemjegosynem.Kiedymiałemsiedemlat,wygnałmniezpałacu.

Wygnał
Mojąmatkęrównież.Wysłałjądokrólewskiejposiadłości,gdzieżyławsamot-

ności.Kilkamiesięcypóźniejumarła,chociażjadowiedziałemsięotymdopieropo
wielulatach.Nigdywięcejjejnieujrzałem–mówiłzimno,ponieważbałsięokazać
emocje.Jużczułuciskwgardle,więcspłukałgowinem.

Tookropne–wyszeptałaElena.Wyglądałanaporuszoną,aletoKhalilaniepo-

cieszyło.

Tobyłodawnotemu–powiedziałlekkimtonem.–Niemaznaczenia.
Naprawdę?Todlategochceszodzyskaćtron?Z
Zemsty?Nie,Eleno,niechodziozemstę.Chodziomojeprawa.–Brzmiał,jak-

bymiałcałkowitąpewność.–Jestempierworodnymsynemmegoojca.Kiedyodsu-
nąłnabokmojąmatkę,podzieliłkraj,którydotejporyżyłwpokoju.Azizniema
pełnegopoparciamieszkańcówKadaru.Todlatego,żezbytwieleosóbwie,żenie
jestprawowitymdziedzicem.WSiyadziejestpopularnyzewzględunaswojeobycie
iurok,alesercekrajunienależydoniego,tylkodomnie.–Wpatrywałsięwniąin-
tensywnie,pragnąc,bymuuwierzyła.

background image

Skądwiesz,żetwojamatkanaprawdęniemiałaromansu?
 Moja matka znała konsekwencje zdrady: banicja, wstyd i odcięcie od wszyst-

kich,którychkochała.Niepodłabytegoryzyka.

Alebyłeśtylkochłopcem.Skądmogłeświedzieć?
 Wiedziałem, że wszyscy wokół wierzyli w jej niewinność. Widziałem, jak jej

służkiwołałyosprawiedliwość.Pozatymniktsięnieprzyznał,amójojciecniemógł
nawetpodaćimieniamężczyzny,którypodobnobyłmoimojcem.Jegojedynymdo-
wodembyłkolormoichoczu.

Elenaspojrzałananiegozewspółczuciem.
Och,Khalilwyszeptała.
Odwróciłwzrok,starającsięnieokazywaćemocji.Niemógłwykrztusićzsiebie

słowa.

 Ludzie protestowali. Mówili, że nie ma wystarczacych dowodów. Ale moja

matkaumarła,zanimojcieczdążyłpoślubićHamidję,więcwszystkorozeszłosiępo
kościach–wyplułwkońcu.

Acoztobą?
Niemógłpowiedziećjejotychwszystkichlatachspędzonychnapustyniiokrop-

nym wstydzie. Mimo że z jakiegoś powodu bardzo chciał wyjawić tej kobiecie
wszystko. Zaufanie było dla niego czymś nowym. Wzruszył jednak tylko obojętnie
ramionami.

Wychowałamnieciotka,Dima,wAmeryce.Nigdywięcejniewidziałemojca.
Iludzietozaakceptowali?zapytałacichutko.–ZaakceptowaliAziza,choćmu-

sieliciępamiętać

Mójojciecbyłdyktatorem.Pókiżył,niktniemiałwystarczacejodwagi,bymu

sięprzeciwstawić.

DlaczegoszejkHaszemzostawiłtakdziwacznytestament,żądając,byAzizsię

ożenił?

Myślę,żebyłrozdarty.Możezdałsobiesprawęztego,żewygnaniemniebyło

błędem,choćniechciał siędotegoprzyznać. Byłdumnymmężczyzną. Zmuszenie
Azizadoożenkuoznaczazmuszeniegodoporzuceniakosmopolitycznegostyluży-
ciaidozwiązaniasięzKadarem.AletakwestiareferendumKhaliluśmiechnął
sięponuro.–Mójojciecdoskonalewiedział,żetodlamnieszansaodzyskaniatro-
nu.Możetopobożneżyczenia,alelubięmyśleć,żejakaśjegoczęśćżałowałatego,
cozrobiłmojejmatceimnie.

Myślisz,żeludziebędąchcieli,żebyśzostałszejkiem?
Mogąbyćtrudności,alemyślę,żezczasemminą.
Odwróciławzrok.Khalilaścisnęłowżołądkuipoczułbeznadziejnąfalęgniewu.
Potemspojrzałananiego.Jejoczybyłyjaktaflejeziora.
Naprawdęmamyzesobądużowspólnego–wyszeptała.–Obojewalczymyoko-

rony.

background image

ROZDZIAŁPIĄTY

WzrokKhalilabyłpełengniewu,aleElenaujrzałatamcośjeszcze:żal.Żal,który

doskonalerozumiała.Mimowolipoczuładlaniegowspółczucie,anawetzłośćnalu-
dzi,którzygoskrzywdzili.

Oczamiduszywidziałagojakochłopca,któregowygnanozrodzinnegodomu.Usi-

łowaławyobrazićsobiejegostrachiból,kiedyzabranomuwszystko,cokochał.

Ajaktywalczyszoswojąkoronę,Eleno?zapytałcicho.
Zawahałasię.Szczerośćnieprzychodziłajejłatwo.Awciąguostatnichczterech

latnauczyłasięnieokazywaćuczućiniebyćzależnaodnikogo.

Toskomplikowane.
Takjakwiększośćrzeczy.
Mójkraj,mojarada,wolałaby,byrządziłnimimężczyzna.
Ichciałaś,żebybyłtoAziz?
Usłyszałaniedowierzaniewjegogłosieinajeżyłasię.
Nietak,jakmyślisz.Mieliśmyukład.Miałmitowarzyszyćjakoksiążęmałżonek

i rządzić tylko z nazwy. Miałam nadzieję, że to zadowoli moich ludzi i radę. Ale
wszystkiedecyzjemiałampodejmowaćja.

Itobycipasowało?
Tak,tegowłaśniechciałam.
Dlaczegoniechceszwyjśćzamężczyznę,którybyłbycirówny,którybyłbytwo-

impartnerem?Którypomógłbyciwrządzeniuiwspierałcię?

PrzypomniałjejsięPaulo.
wisztak,jakbytobyłotakiełatwe.
Nie.Nieotochodzi.Alezastanawiałemsię,dlaczegonatoprzystałaś.
Przełknęłaślinę.
Atychceszrównegopodziałuwmałżeństwieiwładzy?
Najegotwarzypojawiłosięzaskoczenie.
Nie.
Todlaczegouważasz,żejabymtegochciała?Tylkodlatego,żejestemkobietą?
Nie.–Spojrzałnaniąznamysłem.–Uznałempoprostu,żeskoroprzystałaśna

małżeństwozrozsądku,łatwiejbyłobywybraćkogoś,ktojestciprzyjacielem,anie
nieznajomym.

Cóż,niestety,niemamwrezerwienikogotakiego.Jestemsamotnajużoddłuż-

szego czasu. Przyzwyczaiłam się do tego, tak jest łatwiej. – Choć odkąd poznała
Khalila,niebyłajużtegotakapewna.–Przypuszczam,żetymożeszmyślećpodob-
nie.

Owszem.
Otóżto.
Khalilwyciągnąłsięiuważniesięjejprzypatrywał.
ZatemtaumowazAzizemmiałanaceluzadowolenietwojejrady?

background image

Raczejuspokojenieich.–Elenazawahałasię.Niechciaławyjawiaćwięcej,ale

wiedziała, że nie ma wyjścia. – Dowódca rady, Andreas Markos, zagroził, że przy
następnym zebraniu zorganizuje głosowanie. – Wzięła oddech i zmusiła się, żeby
skończyć.–Głosowanie,któregoprzedmiotembyłobypozbyciesięmnieiobalenie
monarchii.

Przezchwilęnieodpowiedział.
I,niechzgadnę,samchciałzostaćwładcą?Premierem,czykimśwtymrodzaju?
Uśmiechłasiękwaśno.
Cośwtymstylu.
Imyślisz,żeodpuści,jeżeliwyjdzieszzamąż?
Zakładam,żenie–przyznałaElena.–Towykalkulowaneryzyko.
Znamto.
Chybarzeczywiście.–Uśmiechlisiędosiebie,aElenazaczęłasięzastana-

wiać. Jak mogła żartować z własnego porwania? Jak to się stało, że czuła się jak
spiskowiec?

WiększośćludziwTalliimniewspiera–oznajmiłapochwili.–Akrólewskiewe-

selebyłobywielkimwydarzeniem.Gdybymmiałapoparcieludzi,Markosowitrudno
byłobywygraćwybory.

Wyobrażamsobie–powiedziałcichoKhalil.–Twoiludzienaprawdęmuszącię

lubić,Eleno.Myślę,żebyłabyśdobrąkrólową.Ewidentniejesteśimoddana.

Natesłowazrobiłojejsięprzyjemnie.
Próbujębyćdobrąkrólową.Wiem,żepopełniłambłędy,alekochamswójkraj

iswoichludzi.Chcępozostaćwiernatradycji,alechciałabymrównieżwprowadzić
doTalliidwudziestypierwszywiek.

Khaliluniósłbrew.
Ijakciidzie?
Nieźle.Wprowadziłamreformywcelupoprawieniasytuacjikobiet.Wprowadzi-

łamkrajowyplanlekcjidoszkółpodstawowych.StanedukacjiwTalliiniejestnaj-
lepszy.

Khalilpokiwałgłową,żebymówiładalej.
Pomogłamrównieżworganizacjidorocznegofestiwaluśpiewuitańca.Toważ-

naczęśćnaszegodziedzictwa.Nazwakrajupochodziodmuzypoezji.

Niewiedziałem.–Elenazauważyła,żekiedysięuśmiecha,wokółoczutworzą

musięzmarszczki.Odwróciławzrok.

Wiem,żetoniedużo.
Dlaczegoumniejszaszswojedokonania?Robitozaciebiejużzbytwieleosób.–

Elenaspojrzałananiegoipoczułaprzemożnepoczuciesolidarności.Zmężczyzną,
któryjeszczeniedawnobyłjejwrogiem.Bylidosiebietacypodobni.Khalilrozumiał
ją.

AtenMarkos–spytałpochwili–możewogólezorganizowaćtakiegłosowanie?
Niestetytak.Wedługnaszejkonstytucjimonarchamusimiećpoparciewiększo-

ścirady,aradaniemożewprowadzićprawa,któreniemiałobypoparciakrólalub
królowej. – Elena uśmiechła się słabo. – Jednak jest pewien haczyk: jeżeli rada
dziejednomyślna,monarchamusinatoprzystać.

Nawetjeżelioznaczałobytotwójupadek?

background image

 Coś takiego nie zdarzyło się od tysiąca lat. – Odwróciła wzrok, bojąc się, że

Khalilzauważy,jakbardzosięboi,żeniebędziewstaniespełnićobietnicyzłożonej
ojcunałożuśmierci.

DlaTallii,Eleno.MusiszżyćdlaTalliiikorony.
Nieobaląmonarchii,Eleno.Jesteśnatozbytsilna.
Dziękuję–wyszeptała.
Jaknatakmłodąkobietę,maszdużozmartwień.Zakładam,żejesteśjedynacz-

ką?Byłaśjedynąkandydatkąnakrólową?

 Tak. Chociaż moi rodzice chcieli mieć więcej dzieci – skrzywiła się. – Chcieli

miećchłopca.

Nieudałoimsię,jakmniemam?
Zgadzasię.Mojamatkabyławciążyjeszczekilkakrotnie,alezawszekończyło

sięporonieniem.

Straszne.
Tak.Topewniedlategozawszelkącenęchcielimniechronić.
Byłaśhołubiona?
Niecałkiem.–Pomyślałaotym,jakrzadkowidywałarodziców.–Raczejodse-

parowana.Nieposzłamdonormalnejszkoły,dokinieskończyłamtrzynastulat.–
Byławtedystrasznienieśmiała.

 A potem w młodym wieku zostałaś królową – ciągnął Khalil. Napełnił jej kieli-

szekwinem.Alkoholrozwiązałjejjęzyk.

Miałamdziewiętnaścielat.–Upiłałykwina.
Wiem,żetwoirodzicezgiliwwynikuatakuterrorystycznego–powiedziałci-

choKhalil,aElenapokiwałagłową.Niechciałaotymmyśleć,atymbardziejmó-
wić. Wciąż pamiętała zapach dymu, ból dłoni, w które wbiły się kawałki szkła,
idzwonieniewuszach;wciążmiałakoszmary,zktórychbudziłasięzlanazimnym
potem.

Przykromi–ciągnąłKhalil.–Wiem,jaktojeststracićrodzicówwtakmłodym

wieku.

Notak,rzeczywiście.
Pewniezanimitęsknisz?
Tak.
Khalilprzechyliłgłowę.
Niebrzmisz,jakbyśbyłategopewna.
Oczywiście,żejestem.–Elenaprzygryzławargę.–Ztymżewłaściwieniezna-

łamichzbytdobrze.Nigdyniebyłoichwpobliżusknięzaposiadaniemrodzi-
ców,jeżelirozumiesz,comamnamyśli.Zatym,comogłobybyć,gdybyśmybyliro-
dziną.Dziwnietobrzmi.

Pokręciłgłową.
Wcalenie–odparłcicho,aElenazaczęłasięzastanawiać,czyonczujesiępo-

dobnie.

Khalilpochyliłsiędoprzoduiodgarnąłkosmykwłosówzjejtwarzy.
 Wyglądasz tak smutno – powiedział miękko. – Przepraszam za przywołanie

złychwspomnień.

 W porządku – wyszeptała. Gładził ją po policzku, a Elena nagle zapragnęła,

background image

żebynieprzestawał.

Żebyjąpocałował.
Elenajuższykowałasięnato,comiałonadejść,kiedyKhalilnaglezabrałdłoń.
Byłazakłopotanairozczarowana.Usiłowałazmienićtemat.
Bardzodobre–powiedziała,wskazującnatalerzzniedojedzonymposiłkiem.
Khalilkiwnąłgłową.
Dziękuję.
Całkiemprzyzwoitetotwojeobozowisko.
Niemożnaszczędzićsobiewygód–odparł,upijającłykwina.
Zakładam,żeczujeszsiętubezpiecznie?zapytała.
Eleno,niezależnieodluksusów,tosątylkonamioty.Jaimoiludziemożemyzwi-

nąćobózwciągudwudziestuminut,jeślizajdzietakapotrzeba.

Skądwiesz,jakrobićtowszystko,skorowychowałeśsięwStanach?
Towszystko?Khaliluniósłbrwi.
 No wiesz. Rozbijać namioty. Jeździć konno. Walczyć. Cały ten buntowniczy

kram.–Zdałasobiesprawę,żebrzmiśmiesznie.Dolicha,wypiładwakieliszkiwina
ijużbyłapijana.

 Przez siedem lat służyłem w Legii Cudzoziemskiej. Jestem przyzwyczajony do

takiegostylużycia.

Naprawdę?
Tobyłdobrytrening.
Elena pomyślała, że całe jego życie musiało być podporządkowane temu, by zo-

stałszejkiemiodebrałtronbratu.

Aziz Nie mogła sobie nawet przypomnieć jego twarzy. Miała za niego wyjść,

aniepamiętałanawet,jakwygląda.Nagleprzyszłoolśnienie.

Niemiałajużzamiaruzaniegowychodzić.Nawetgdybyjąuratował.Jużnie.
Jejumysłbyłzamglonytymodkryciemiwypitymwinem.Porazpierwszyzaakcep-

towała swój los. Nawet jeżeli w zasadzie nie wiedziała, co to będzie oznaczało
wkontekściejejtytułu,koronyikraju.

Niewyjdęzaniego–wypaliła.–ZaAziza.Nawetgdybyodszukałmnienaczas.
WoczachKhalilazapłołaiskra.
Cosprawiło,żezmieniłaśzdanie?
Ty–odparłakrótko.Nietylkozewzględunato,żebyłprawowitymszejkiem,

aleteżdlatego,żerozbudziłwniejuczucia.NiemogławyjśćzaAzizaizgodzićsię
namałżeństwozrozsądku.

Cieszęsię–odparłKhalil.Wpatrywalisięwsiebieprzezdłuższąchwilę.
NagleKhalilpodniósłsię.Jużpóźno.Powinnaśwracaćdosiebie.
Kiedywychodziliznamiotu,Khaliltrzymałjejdłoń.Wokółnichpanowałyciemno-

ści,apowietrzebyłozaskakucochłodne,cootrzeźwiłoElenę.Kiedydotarlidojej
namiotu,dalejtrzymałjejdłoń,aElenasięzarumieniła.Tenwieczórpełenemocji
sprawił,żeniewiedziała,comyśleć.

Dobranoc,Eleno.–Przyjejnamiociepuściłjejdłoń.Spojrzałnarozgwieżdżone

nieboiująłjejpodbródek.

Przez chwilę Elena myślała, że ją pocałuje. Całe jej ciało drżało z podniecenia

ioczekiwania.

background image

Khalilpochyliłsiękujejtwarzyiwyszeptał:
ElenoTobrzmiałojakpytanie.Całejejciałomówiło„tak”.Zarzuciłamura-

mionanaszyjęiprzycisnęłasiędoniego.Głaskałjąpotwarzy,aonaczułajegopod-
niecenie,podobniejakswoje.Pomyślałasobie,żeipodtymwzględemsąpodobni.
Czujądosiebiepożądanie,doktóregoniechcąsięprzyznać.

ChociażbyćmożeElenachciałajeszcze,Khalilnagleoderwałsięodniejicofnął

okrok.

Dobranoc–powtórzyłiruszyłdoswojegonamiotu.Pochłołagociemność.

background image

ROZDZIAŁSZÓSTY

Następnego dnia Elena nie widziała Khalila. Spędziła godziny, leżąc w łóżku lub

przesiadującprzednamiotem,obserwującludzikrzątacychsiępoobozowisku.

skniłazanim.Powtarzałasobie,żetoabsurdalne,żeledwiegozna.Poznalisię

dwadnitemuitownieszczególnieromantycznychokolicznościach.

A jednak nie mogła przestać myśleć o tym, jak jej dotykał. Wciąż myślała o ich

rozmowie,jegosmutnymdzieciństwieideterminacji.Zdałasobiesprawę,żezatrzy
dnijąwypuściijużnigdywięcejgoniezobaczy.

Natęmyślścisnęłojąwżołądku.
NastępnegorankaKhalilprzyszedłdojejnamiotu.
Muszęjechaćnapustynię–oznajmiłbezceregieli.–Chciałbym,żebyśpojecha-

łazemną.

Byłazaskoczona,alewprzyjemnysposób.
Naprawdę?
Uniósłbrewiposłałjejuśmiech.
Pomyślałem,żechciałabyśzobaczyćcośpozawnętrzemswojegonamiotu.
 Tak, ale Dlaczego chcesz, żebym ci towarzyszyła?  Nagle ogarły ją złe

przeczucia.–Niechceszmnieimpokazaćjakowojennegotrofeum,prawda?Poka-
zaćludziom,żeuprowadziłeśbrankęuzurpatora?

Oczywiście,żemógłtozrobić.Wkońcująporwał.Byłajegowłasnością,nagrodą.
Khalilsięskrzywił.
Oczywiście,żenie.Ludzie,którychchcęodwiedzić,niesązainteresowanitaki-

mibłazeństwami.

Nie?
Sąmioddani.Ajanigdyniezachowałbymsięwtakbarbarzyńskisposób.
Todlaczegomniezabierasz?

KhalilpatrzyłnaElenębezsłowa.„Dlaczegomniezabierasz?”.
Szczera odpowiedź brzmiałaby: Dlatego, że mam na to ochotę. Dlatego, że od

czasuwspólnejkolacjiniemogęprzestaćotobiemyśleć.Dlatego,żemiuwierzyłaś.
Dlatego,żeuwierzyłaśwemnie.Ataodrobinazaufaniajestdlamniejaknarkotyk.

Chciałwięcej.
Todlategowczorajtrzymałsięodniejzdaleka.Walczyłzpożądaniemisłabością.
Poprzedniegowieczoruwmówiłsobie,żezabraniejejzesobąnaspotkaniezple-

mionamipustynnymijestpolitycznądecyzją,któramanaceluwzmocnieniejegopo-
zycji.

Aleteraz,kiedypatrzyłnajejwłosyiutkwionewniegoszareoczyociężkichpo-

wiekach,zorientowałsię,żesięoszukiwał.

Niechodziłoopolitycznemanewry.PoprostuchciałbyćzEleną.
Zabieramcię,ponieważ–zaczął,ostrożniedobierającsłowa–ponieważchcę,

background image

żebyśpoznałamoichpopleczników.

Uśmiechłasiędoniego.
Naprawdę?
Khalilzacisnąłdłoniewpięści.Chciałodepchnąćtąodrażacąsłabość.Gdziesię

podziałajegobezlitosnadeterminacja?Chciałjedynie,żebyElenanieprzestawała
sięuśmiechać.

Tak.
Dobrze–powiedziała,aKhalilowiulżyło.
Powinniśmywyjechaćzagodzinę.Umieszjeździćkonno?
Tak.
Ubierzsięwygodnie.Leiladaciubrania.–Jużmiałodejść,kiedynagleodwrócił

siędoniej.–Dziękuję,Eleno–wymamrotał.

Godzinępóźniejspotkalisięnakrańcuobozowiska,gdzieczekałynanichosiodła-

ne konie. Na widok Eleny Khalil z aprobatą pokiwał głową. Miała na sobie szalik
iwysokiebuty.

Nietraćmyczasu.Będziemyjechaćpółdnia,achciałbymtamdotrzećprzedza-

padnięciemzmroku.

Zzaskoczeniemzerkłanadwakonie.
Jedziemysami?
 Będzie nam towarzyszyło trzech ludzi, ale pojadą osobno. Przed obozem spo-

tkamysięztrzemastrażnikami,więcwszystkobędziejaktrzeba.

Jaktrzeba?
Napustynirzadkosięzdarza,żebymężczyznasamotniepodróżowałzkobietą.
Elenapokiwałagłowązezrozumieniem.
Podeszłabliżej.Poczułbicyodniejzapachróż.
Czyjedziemywedwójkęzewzględówbezpieczeństwa?ŻebyAziznasnieodna-

lazł?spytała.Khalilpoczułsięwinny.Porazpierwszypoczuł,żecośjestsilniejsze
niżjegochęćzostaniaszejkiem.

Niechciałsięjednakdomyślać,ocochodzi.
Tak–odparł.–Czytocięniepokoi?
Uśmiechłasięcierpko.
Nieażtak,jakpowinno.
Pokiwałgłową.
Tak,rzeczysięzmieniają.
Jużsięzmieniły–powiedziałacicho.
Miałarację.CośsięzmieniłoCzytegochciał,czynie.
 Chodźmy – powiedział, bardziej opryskliwie, niż zamierzał, i pomógł Elenie

wsiąśćnakonia.

Jedynymdźwiękiembyłtętentkopytnapiasku.Zachęcałazwierzędoszybszego

galopuiusiłowaładogonićKhalilaalbonawetgoprzegonić.Podświadomiezaczęli
sięścigać.

Khalil pokazał palcem ostro zakończony głaz, co, jak Elena się domyśliła, miało

byćliniąmety.Pochyliłasiędoprzoduizrównałazprzeciwnikiem,aleKhaliljąpo-
konał.

background image

Ześmiechempoklepałakoniapospoconymgrzbiecie.
Byłoblisko.
Bardzoblisko–zgodziłsięKhalil.Miałnagłowieturbandlaochronyprzedsłoń-

cemipiaskiem,cowjakiśsposóbsprawiało,żewyglądałjeszczemężniej.Bardziej
pociągaco.

Tobyłgłupipomysł–ciągnął.–Niedalekojestmałaoaza.Dajmykoniomsięna-

pić,zanimruszymydalej.

 Niedaleko? Myślałam, że do najbliższej oazy jedzie się cały dzień na wielbłą-

dzie.

Khalilwzruszyłramionami.
Awięcmnieokłamałeś?
Niechciałem,żebyśzrobiłacośgłupiegoinapytałasobiebiedy.
Mogłamuciec–zauważyłaElena.–Mamkonia,wodęijedzenie.
Spojrzałnaniąuważnie.
Wiem.Aletegoniezrobiłaś.
Nie.–Prawdęmówiąc,nawetnieprzyszłojejtodogłowy.Powinnosięjejzro-

bićgłupio,alezamiasttegopoczułaprzypływenergii.

Poprowadzilikoniedooazy.Khalilspojrzałnanieboizmarszczyłczoło.
Cośnietak?–zapytałaElena.
Zbierasięnaburzę.
Naburzę?Zzaskoczeniemspojrzałanaprzejrzyste,błękitneniebo.–Skąd

wiesz?

Spójrz.–Khalilwskazałnahoryzont.Elenazmrużyłaoczy.Dojrzałaszarąsmu-

gę,aletowszystko.Samabyjejniezauważyła.

Aletodaleko.
Teraztak,alechmurynapustyniprzemieszczająsięażnazbytszybko.Powinni-

śmy ruszać. Chcę dotrzeć do obozowiska, zanim dopadnie nas burza. Musimy się
teżspotkaćzestrażnikami.

PoparugodzinachjazdyKhalilpoprowadziłichdogłazów.
Nieprzegonimyburzy.Będziemymusielituzostaćispotkaćsięzmoimiludźmi

jutrorano.

Elenaniepewniezerkłanagłazy.
Gdziedokładniejesteśmy?
Khaliluśmiechnąłsię.
Naśrodkupustyni.
Aha
Eleno.Ochronięcię.
Ufałamu,nawetjeżelibyłotonierozsądne.
Wyglądasz,jakbyśmiałazemdleć–powiedziałłagodnie.–Chodź.Mamjedzenie

iwodę.–Wziąłjązarękęipoprowadziłzasobą.

Ewidentnie wiedział, gdzie idzie, co było pocieszace. W końcu dotarli do pła-

skiejskałyosłoniętejzgóryprzezinnygłaz.Usiedlipodwiszącąskałą,któraosłoni-
łaichprzedwiatremipiachem.Zdjąłturban,więcionarozwiązałaszalik.

Napijsię.–Podałjejmanierkę.Elenanapiłasięzwdzięcznością.–Atujestje-

dzenie.–Wręczyłjejkawałekchlebaitrochęsuszonegomięsa.Przeżuwaliwciszy.

background image

PojedzeniuElenaskuliłasięiobserwowałaKhalila.
Był pięknym mężczyzną. Jego pełne wargi i długie rzęsy łagodziły jego suro

twarz.Kiedysprzątał,zauważyłanajegonadgarstkukilkablizn.

Skądjemasz?
Khalilzesztywniałizacisnąłwargi.
Tobliznypolinie.
Polinie?
Tobyłodawnotemu.–Odwróciłsię.Ewidentnieniechciałnatentematrozma-

wiać,choćElenabyłabardzociekawa.Czyktośgowięził?

Usiałnaprzeciwniej.
Coteraz?–zapytała.
Uśmiechnąłsię.
Cóż,obawiamsię,żeniemamprzysobieszachów.
Roześmiałasięcicho.
Szkoda.Jestemcałkiemniezławszachy.
Jateż.
Czytowyzwanie?
Byćmoże.
Ogarłojąpodniecenie.Czytobyłflirt?
Możekiedyśsięzmierzymy–powiedziałainaglezdałasobiesprawęztego,jak

tozabrzmiało.Jakbymielijakąśprzyszłość.Coprawdapogodziłasięztym,żenie
poślubiAziza,aletonieoznaczało,żecokolwiekmogłojąpołączyćzKhalilem.

Miałjąwypuścićzadwadni.
Dlaczegonatęmyślpoczułasiętakaosamotniona?
Oczymmyślisz?zapytałKhalil.
Żepodwóchdniachprawdopodobniejużwięcejcięniezobaczę.–Wzięłaod-

dechizmusiłasię,żebymówićdalej:–Niepodobamisiętamyśl.

Eleno.–Zabrzmiałotojakostrzeżenie.
Wiem,żetogłupiobrzmi–ciągnęła–alejesteśmoimpierwszymprawdziwym

przyjacielem.

Znapięciemczekałanajegoodpowiedź.
 To wcale nie brzmi głupio. W pewnym sensie również jesteś moją pierwszą

prawdziwąprzyjaciółką.

Naprawdę?
Tak.
Niemiałeśprzyjaciółwszkole?NawetwAmeryce?
Nie.Acoztobą?Niemiałaśkolegówwszkole?
 Nie bardzo. – Obła swoje kolana, przypominając sobie samotne lata w żeń-

skiejszkole.–Byłamokropnienieśmiała.Pozatymmyślę,żefakt,żebyłamksięż-
niczką, onieśmielał inne dziewczynki, chociaż tak naprawdę to one onieśmielały
mnie. Wszyscy inni mieli tak łatwo. Mieli przyjaciół, śmiali się. Zazdrościłam im
wszystkim.Chciałambyćjakone,aleniewiedziałamjak.Apotem,kiedyskończy-
łamszkołęPomyślałaoPauluicośścisnęłojąwgardle.–Cóż,czasemniewarto
podejmowaćryzyka.

Ryzyka?

background image

Spojrzałamuwoczy.
Narażeniasięnaból.
Khalilmilczałprzezdłuższąchwilę.
Ktościęskrzywdził,Eleno?zapytałwkońcu.
Chybakażdegoktośkiedyśskrzywdził.
Toniejestodpowiedź.
Aczyktościebieskrzywdził,Khalil?
Toteżniejestodpowiedź,aleniechbędzie,owszem.Mójojciec,wyrzekającsię

mnieiwydzając.

Och,Khalil–przygryzławargę.–Przepraszam.Niepowinnambyłapytać.
Niemazaco.Aleodpowiedznamojepytanie.Comiałaśnamyśli,mówiąc,że

czasemprzyjaźńniejestwartaryzyka?

Kiedyśmiałamprzyjaciela.Zawiódłmnie.Zdradził.–Pokręciłagłową.–Brzmi

toteatralnie,aletakwłaśniebyło.

On.–Khalilpowiedziałspokojnie,alezlekkimzaskoczeniem.Elenazaczęłasię

zastanawiać,czyjestzazdrosny.

Tak,on.Aletoniebyłonicromantycznego.Byłamgłupia,ufającmu.
Więctoprzeztegomężczyznęnieufaszludziom?
Dostałamnauczkę.Aletobieufam.
Możeniepowinnaś.
Dlaczegotakmówisz?
Naprawdęmuszęciprzypominać?Porwałemcię,Eleno.
Wzięłagozarękę.
Wiem,alerozumiem,dlaczegotozrobiłeś.
Czytymnieusprawiedliwiasz?zapytałześmiechem.
Właściwiesamaniewiem,corobię–odparła,zgodniezprawdą.–Iniewiem,

cobymzrobiła,gdybyśmnieterazpuścił.Niewiem,jakbymsięczuła.

Wstrzymałaoddech,czekającnajegoodpowiedź.
Jateżniewiem–odparł.Towystarczyło.
Cokolwiekdziałosięmiędzynimi,Khalilteżtozauważył.
Robisięzimno–oznajmiłwreszcie.PodałEleniekoc.Nocbyłaciemnaizimna.

Elenausiłowałarozłożyćsięwygodniepodskałą.

PochwiliusłyszałagłosKhalila.
Eleno.Chodźtu.
Gdzie?
Tutaj.–Wskazałnaswojekolana.–Ewidentniejestcizimno,atojedynysposób

narozgrzanie.

Elenaspłołarumieńcem.
Ale
Jużmisiedziałaśnakolanach–przypomniałjej.
Toprawda.Elenabyłarozdarta.Wkońcucomogłomiędzynimizajść?Zadwadni

miaławrócićdoTalliiitobezmałżonka.Gdybymiałaodrobinęrozsądku,trzymała-
bysięodniegozdala.

Wyglądałojednaknato,żegoniemiała.Podeszładoniego.
Khalilniemiałtakichoporów.Bezceregieliobjąłjąwtaliiiwciągnąłnasiebie.

background image

Przytuliłasiędoniego.

Taklepiej–powiedziałipogładziłjąpowłosach.–Aterazśpij.
Elena wiedziała, że będzie miała problemy ze snem. Rozpraszała ją jego silna

klatka piersiowa i równy oddech. Jego ciepło, a nawet zapach. Pachniał korzen
wodąpogoleniu,końmiiskórą.

Wkońcujednakzasnęła.
Obudziłjąkoszmar.
Niezdarzyłojejsiętooddawna,główniedlatego,żenigdyniezasypiaławystar-

czacogłęboko.Teraz,kiedyzasnęławobciachKhalila,senpowrócił.

Dym. Wrzaski. Krew. Bomby. Sen był zawsze ten sam: chaos, strach, leżące na

ziemizwłoki,potłuczoneszkłowdłoniach.Najgorszebyłociałoojcanajejplecach,
kiedyusiłowałochronićjąprzedwybuchem.Jegoostatniesłowabrzmiały:„DlaTal-
lii”.

Eleno.Eleno.
Kiedy się obudziła, miała łzy na twarzy, a Khalil lekko nią potrząsał. Panika nie

opuściłajejnawet,kiedyodzyskałaprzytomność.Ciemnośćiwyciewiatruprzypo-
mniałojejotymokropnymdniu.

Totylkosen,Eleno.Tylkosen.
Zamknęła oczy i usiłowała się uspokoić. Powoli okropne obrazy zaczęły ustępo-

wać.

Wiem–wyszeptałapochwili.
 O czym śniłaś, Eleno?  wyszeptał. Ścisnęło ją w gardle i nie mogła mówić.

Przejechałkciukiempojejwargach.–Cociędręczy?

Wspomnienia–odpowiedziała.Otarłałzyztwarzy.–Wspomnieniadnia,wktó-

rymzgilimoirodzice.

Widziałaśto?
Tak.
Dlaczegootymniewiedziałem?
Wmediachnicniemówili.Zszacunkudomojejrodziny.Jateżtegochciałam.

Itakbyłomiwystarczacociężko.

 No tak. – Khalil przyciągnął ją do siebie. – Mogę to sobie wyobrazić. Chcesz

otymporozmawiać?

Byłotoniebywałe,alechciała.Nigdyotymznikimnierozmawiała.Nielubiłana-

wetotymmyśleć.Aleteraz,wramionachKhalila,poczułaprzemożnąpotrzebępo-
dzieleniasięswoimbólem.

Jakwiesz,zgiliwzamachu–zaczęła.–Ztegocowiem,mojamatkaumarła

natychmiast.AleojciecJaimójojciecprzeżyliśmywybuch.

Khalilnieodpowiedział.PochwiliElenapodławątek.
Niepamiętamzadobrze,costałosiępopierwszejeksplozji.Rzuciłomnąprzez

pokójiwydowałamnaplecach.Musiałamstracićprzytomność,ponieważpamię-
tam, że obudziłam się i nie wiedziałam, co się dzieje. Wszędzie panował chaos.
Ludziekrzyczeliipłakali.ByłotylekrwiZamknęłaoczy,pokręciłagłowąiwtuli-
łasięwKhalila.

 Zaczęłam się czołgać, usiłując znaleźć rodziców. Wszędzie było potłuczone

szkło,alejanawetnieczułambólu,chociażpóźniejzauważyłam,żemampokrwa-

background image

wione ręce. To było takie dziwne, tak nierealne Byłam otępiała, a jednocześnie
przerażona.Wtedyznalazłammaturwałanachwilę.Wspomnieniemartwego
ciałamatkibyłonajgorsze.

Odwróciłasięodniejizobaczyła,żewjejstronęzmierzazprzerażonątwarząoj-

ciec.

Byłdrugiładunek–powiedziałastłumionymgłosem.–Mójojciecskądśtowie-

dział.Możesiędomyśliłalbocośzobaczył.Rzuciłsiędomnieiwmomenciewybu-
chu przykrył mnie własnym ciałem. Jego ostatnie słowa brzmiały „Dla Tallii” – po-
wiedziałacicho.–Ocaliłmiżyciedlakraju,żebymmogłazostaćkrólową.

Atymyślisz,żetobyłjedynypowód–powiedziałcicho–dlamonarchii,niedla

ciebie.Niedlatego,żebyłaśjegoukochanącórką.

Jegosłowazraniłyjądożywego.Niemiałapocia,skądKhalilmógłtowiedzieć.
Poczuła kolejną falę łez, więc znów wtuliła się w niego. Nie była nawet pewna,

dlaczegopłacze.Zarodzicami?Zatym,żeprzedichśmierciąniemiałaznimikon-
taktu?Amożezpowodupoczuciastraty?

Odwróciłasiędoniego.
Nigdywcześniejnikomutegoniemówiłam.
Cieszęsię,żemizaufałaś.
Jateż.
Wiedziała,żeintymnośćmiędzynimijestzłudnaiwkrótcepójdąwłasnymidroga-

mi.

Jednaknicniepowiedziała.Khalilpokazałjej,żejestwstaniekomuśzaufać.Po-

kochaćkogoś.

Byłtakblisko,żeczułajegooddechnapoliczku.Wiedziała,żechcetendystans

zmniejszyćjeszczebardziej.Chciała,żebyjąpocałował.Nieporuszyłasię,podeks-
cytowanaiprzerażona,podobniejakKhalil.Tachwilazdawałasiętrwaćwnieskoń-
czoność.

Elenachciałacośpowiedzieć,alebyławstanietylkoczuć.
Nagle Khalil wziął głęboki oddech i przyłożył swoje wargi do jej ust. To był jej

pierwszypocałunek.Ibyłcudowny.

Wsułapalcewjegowłosyirozchyliławargi.Khalilprzyciągnąłjądosiebieipo-

całował głęboko. Ciało Eleny stało w płomieniach. Nigdy wcześniej się tak nie
czuła. Było to tak intensywne i słodkie uczucie, że niemal się rozpłakała. Przycią-
gnęła go jeszcze bliżej, popychana instynktem, którego nie była nawet świadoma.
DłońKhalilazjechałazjejtwarzynapierś.Elenawydałazsiebiezdławionyokrzyk.

Khalilwycofałsię.
Niepowinienembyłzacząłmówićipokręciłgłową.Nawetwciemnościwi-

działamalucesięnajegotwarzypoczuciewiny.

Chciałamtego–powiedziała,aleKhalilznówpokręciłgłową.
Spróbujzasnąć–powiedziałcicho.Elenaprzygryzławargę.Przezchwilęzasta-

nawiałasię,czytoczasemnieonapocałowałagopierwsza.Ciężkobyłostwierdzić,
ktozaczął,aonachciałategotakbardzo

Czyrzuciłasięnaniego?
Śpij,Eleno–wyszeptałiułożyłjąsobienakolanachtak,żejejpoliczekznówbył

przy jego piersi. Zaczął gładzić jej włosy, a ona zamknęła oczy, choć sen wydawał

background image

sięniemożliwy.

Cosięwłaśniestało?Idlaczegoczułatakogromnerozczarowanie?

background image

ROZDZIAŁSIÓDMY

Świtzabarwiłpiaskipustyninaróżowo.Burzamiłaiprzednimirozciągałsię

horyzont z nowymi zaspami i wydmami. Khalil zostawił śpiącą Elenę i poszedł
sprawdzić,jaksięmiewająkonie.

Chciałsięteżzastanowić,cojejpowiedzieć,kiedysięobudzi.
Nieplanowałtegopocałunku.Jednakbyłonniebywaleczuły.Isprawił,żeKhalil

całąnocbyłpodniecony.

Senbyłostatniąrzeczą,októrejmógłmyśleć.
Aleteraz,wświetlednia,rzeczywistośćdopomniałasięoswojeprawa.Niemógł

niczrobićztym,żeElenagopociągała.Niemógłpozwolićsobienacieplejszeuczu-
ciadoniej.Miałcel,planiniebyłownimmiejscadlauprowadzonejkrólowej.

Alewjakiśsposóbzapomniałotympoprzedniejnocy.Atakżekiedyjadłzniąko-

lację w namiocie i poprosił, żeby pojechała z nim na pustynię. Kiedy namawiał ją,
żebyopowiedziałamuosobie.Kiedywpuściłjądoswojegoserca.Kiedyjąpocało-
wał.

Wziąłgłębokioddechiruszyłwstronękoni,któreprzetrwałyburzębezszwanku

iucieszyłysięnajegowidok.Kiedyskończył,miałzamiarwrócićdoEleny,aleujrzał
jąstocąpomiędzyskałami.Byłabladaizmęczona,alebardzopiękna.

Dzieńdobry.Wypoczęłaś?
Trochę.–Podeszłabliżejiujrzałniepewnośćwjejoczach.Niechciał,żebyza-

częłazadawaćpytania.Niemiałzamiarunanieodpowiadać,nawetsobiesamemu.

Kiedycośzjemy,powinniśmyruszać.Osada,doktórejjedziemy,jesttylkogodzi-

nę drogi stąd. Mam nadzieję, że będą tam na nas czekać moi ludzie. Wyjaśnimy
osadnikom,jakdoszłodotego,żesięrozdzieliliśmy.

Powolipokiwałagłową,wpatrującsięwniegozrozpaczą.Khalilusiłowałwytrzy-

maćtospojrzenie.Powróciłopoczuciewinyichęć,bywziąćjąwramionaipocie-
szyćzarównoją,jakisiebie.

 Chodź – powiedział i poprowadził ją w stronę ich schronienia. Zjedli resztki

chlebaisuszonegomięsa,poczymKhalilosiodłałkonie.

Minutępóźniejpędzilijużprzezpustynię.Niebobyłobłękitne,apowietrzesuche

igoce.

Jegokońnagleskręciłiwyminąłskałę.Khalilzakląłpodnosem.Jużtraciłkoncen-

trację.AwszystkoprzezElenę.

DwiegodzinypóźniejdotarliwkońcudoosadyBeduinówumiejscowionejnaskra-

juoazy.Niewidziałnigdzieswoichludziimartwiłsię,copomyśląmieszkańcy,kiedy
szejk wjedzie do obozu jedynie w towarzystwie Eleny. Odepchnął te myśli. Teraz
itakniemógłjużniczrobić.

Kiedyzsiadałzkonia,kilkumężczyznprzyszłogopowitaćizaprowadzićdokró-

lewskiego namiotu. Zerknął na Elenę. Była blada, ale dzielnie się trzymała. Kilka

background image

kobietzaprowadziłojądojejnamiotu.

Khaliluznał,żenaraziesobieporadzi,iruszył,byprzywitaćsięzszejkiemple-

mienia i wyjaśnić cel swojej wizyty. Wiedział, że lepiej będzie zostawić Elenę na
chwilę.

Możenawetnazawsze.

Elenęotoczyłokilkagdaczącychkobiet,którezaprowadziłyjądonamiotu.
Kiedyjużbyławśrodku,kobietyzaczęłysiękrzątaćwokółniejjakkoloroweroz-

śpiewaneptaki,dotykałyjejwłosów,policzkówiubrań,któreterazbyłyubrudzone
ziemiąipyłem.Elenanicnierozumiała,awyglądałonato,żeżadnaznichniemówi
anipoangielsku,anigrecku.Wszystkiewydawałysięjednakprzyjaźnienastawione,
więcpozwoliłasięporwaćichfalientuzjazmuizaprowadzićdooazy.

Pokąpielizałożyłaubrania,któredałyjejkobiety:bawełnianąhalkęiluźnątka

sukienkęoszerokich,żółto-czerwonychrękawach.Rozpuściławłosy,żebywyschły
nasłońcu,iwróciłazkobietamidoobozowiska,gdziepodanoposiłek.

BezskutecznieusiłowałaznaleźćKhalila.
Woboziekobietyokrążyłyjąipoczęstowałyprzepysznymgulaszemzsoczewicy,

chlebemikardamonowąkawą,podobnądotej,którąpiłazKhalilem.Jadłyirozma-
wiały,porozumiewającsięnamigi.

Pogodzinieczydwóchzaczęłaodpływaćipoczuławreszciezmęczenieostatnich

kilkugodzin.Kobietytozauważyłyiześmiechemzaprowadziłyjądoprowizorycz-
nego, zarzuconego kocami łóżka. Elena z wdzięcznością się położyła. Ostatnia jej
myślprzedsnemdotyczyłaKhalila.

Następnegorankaobudziłasięwzalanymsłońcempustymnamiocie.Zorientowa-

łasię,żebyłtoostatnidzieńjejuwięzienia.Azizowiskończyłsięczas.Alboożenił
sięzkiminnym,alboustąpiłztronu.WkażdymrazieKhaliljużjejniepotrzebował.

Jeszczekilkadnitemutamyślbyłabydlaniejulgą.NiechciałazostawiaćKhalila

istawiaćczołoswojejradzie.Jakmiałabywyjaśnićto,cosięstało?Pewnieujęłaby
to tak jak on: „tymczasowe przetrzymanie”. Może powinna powiedzieć swojej ra-
dzie,żezrezygnowałazmałżeństwa,kiedydowiedziałasię,żeAzizniemaprawa
dotronu.

Pomyślałaomężczyźnie,któregomiałapoślubić.Byłdlaniejmiły.Terazwiedzia-

ła, że jego urok miał za zadanie ukryć mroczny, bolesny sekret. Jak on się czuł
wsprawieKhalila?Czymiałotonaniegojakiśwpływ?Terazpewnienigdysiętego
niedowie.

Podobniejaknigdysięniedowie,jakijestKhalil.Poznałagojakosilnegoiczułego

mężczyznę, który był wystarczaco bezwzględny, by porwać królową, ale jedno-
cześnienatylełagodny,byotrzećłzyzjejtwarzy.Zależałojejnanim,aterazpraw-
dopodobnienigdywięcejgojużniezobaczy.

Elenawestchnęłaiprzejechałapalcamiporozczochranychwłosach,zastanawia-

jącsię,gdziesąwszyscyicoteżprzyniesiedzisiejszydzień.

Doprowadziłasiędoporządkuiwyszłaznamiotu.Obozowiskotętniłożyciem,lu-

dziebiegaliwokół,wykonującobowiązki.NigdzieniewidziałaKhalila.

Jednazkobiet,którepoznaławczoraj,podeszładoniejzuśmiechemigestempo-

kazała,żebyposzłazanią.NagleElenazauważyłaKhalilarozmawiacegozgru

background image

mężczyzn.Kobietazauważyłajejspojrzenie,zaśmiałasięipowiedziałacoś,czego
Elena wprawdzie nie zrozumiała, ale była przekonana, że wie, o co mniej więcej
chodziło.

KilkachwilpóźniejKhalildołączyłdoniejprzyognisku,gdziespożywałanaśnia-

daniechlebzpastąsezamową.

Dzieńdobry.
Pokiwałagłowązrumieńcemnapoliczkachipełnymiustami.Jejreakcjabyłaidio-

tyczna,aleoczywista.Mogłamyślećwyłącznieoichpocałunku.Otym,jakcudow-
niesięwtedyczuła.

Dobrzespałaś?
Przełknęłaipokiwałagłową.
Byłampadnięta.
Tozrozumiałe.
Niemogłanicwyczytaćzjegotwarzyanispojrzenia.Elenamiałaprzeczucie,że

niezamierzasięuzewnętrzniać.Atmosferamiędzynimiterazbyładziwnainapięta.
Byćmożetakbyćpowinno,ale

Czuła,żecośutraciła.
Coteraz?zapytałabardziejwcelupodtrzymaniarozmowyniżzrzeczywiste-

go zainteresowania. Chociaż oczywiście chciała wiedzieć, szczególnie biorąc pod
uwagęfakt,żechodziłoojejprzyszłość.Jejżycie.Zmusiłasię,żebywypowiedzieć
nagłosto,oczymmyślaławnamiociecałyranek.

CzasAzizaupłynął.
Wiem.
Spojrzałananiego,usiłującsięzorientować,oczymmyśli,alejegotwarzpozosta-

łanieprzenikniona.

Terazmniewypuścisz?
Takjakobiecałem.
Histeryczniepokiwałagłową,czującnagłeukłuciewsercu.
Powinniśmytuzostaćdojutra,jeżelisięzgodzisz.Wobozowiskumasięodbyć

ślubinawieczórzaplanowanouroczystość–zawahałsięijakbyzarumienił.–Jeste-
śmyhonorowymigośćmi.

Naprawdę?Rozumiem,dlaczegotyjesteś,ale
 Członkowie plemienia myślą, że jesteśmy świeżo zaślubieni. Nie wyprowadzi-

łemichzbłędu.

Co?Elenawyprostowałasię.Todlategokobietytakchichotały.–Adlaczegóż

to tak myślą?  Jej głos przerodził się w pisk. – I dlaczego nie wyprowadziłeś ich
zbłędu?

 Myślą tak, ponieważ dla nich to jest jedyny akceptowalny powód dla naszej

wspólnejpodróży.Gdybyniezłapałanasburza,mogliśmywjechaćzmoimiludźmi

Aledlaczegoimtegoniepowiedziałeś?
 To nie byłby wystarczacy powód. Pustynne plemiona są bardzo tradycyjne.

Mojewyjaśnieniaściągnęłybynanastylkowstydiniezadowolenie.Byćmożepowi-
nienembyłzaplanowaćtolepiej.Głupiopostąpiłem,zabierająccięzesobą.

Elenazamrugała,usiłującukryć,jakbardzozraniłyjąjegosłowa.Żałowałzarów-

notego,żejązabrał,jakiichpocałunku.Wzięłagłębokioddech.

background image

Acosięstanie,jakodkryjąprawdę?
Mamnadzieję,żenieodkryją.Aprzynajmniejniepodczasnaszegopobytu.
Notak,alewkońcu
Wkońcu,tak.Aledotejporybędęjuższejkiemiwtedybędęprzepraszaćiwy-

jaśniać.Wtejchwiliniebyłobytorozsądne–westchnął.–Przyznaję,nielubiękła-
maćaninicprzemilczać,aletymrazemjesttokonieczne.Ważąsięlosynietylko
moje,aleiKadaru.Immniejnieporozumień,tymlepiej.

Więcmamudawaćtwojążoną?zapytałaszeptemElena.
Tylkodziś.Czytobędzietakietrudne?
Poczuła,żenatwarzwpełzajejrumieniec.Nie,wcalenie–iwtymwłaśniebył

problem.Odwróciławzrok.

Teżnielubiękłamać–wymamrotała.
Cóż.Niemamywyjścia.Chociażmiałemnadzieję,żenieokażesiętodlaciebie

takątorturą.–Jegooczylśniły,przypominającopocałunku.Czułasię,jakbyjądraż-
nił,jakbywiedział,coczuje.

Ajutro?zapytała–Czyjutromniepuścisz?
Tak,osobiściezabioręciędoSiyadu.Teraz,kiedyAzizbędziezmuszonyzorga-

nizowaćreferendum,niebędziejużpotrzeby,żebysięukrywaćnapustyni.

Przełknęła,usiłującprzyswoićnoweinformacje.
AcozAzizem?
Khalilwzruszyłramionami.
PewniewrócidoEuropy.MadomwParyżu.Będziesobietammógłprowadzić

swojeżycieplayboya.

Jesteśniesprawiedliwy–oznajmiłaElena.–Możeijestplayboyem,alemateż

swójbiznesizrobiłdużodobrego

Khalilprzerwałjejgestemdłoni.
Proszęcię,niebrońgo–przerwałnachwilę.–Naprawdęjesteśtakzawiedziona,

żezaniegoniewyjdziesz?

Tylkodlatego,żemogęstracićswójkraj.
Jesteśsilnąkobietą,Eleno.Myślę,żezpowodzeniemmożeszstawićczołowła-

snejradzienawetbezmałżonka.

Roześmiałasię,niewiedząc,czybyłtokomplement,czyobelga.
Cóż,dziękujęcizaokazaniewsparcia.
 Nie miałem nic złego na myśli. Udowodniłaś przede mną, że jesteś silna i od-

ważna.Myślę,żeporadziszsobiezeswojąradąiMarkosem.Radamusibyćjedno-
myślna,prawda?

Tak.–Spojrzałamuwoczy.–Chceszmniepocieszyćczyzagłuszyćswojepo-

czuciewiny?

Wyglądałnazaskoczonegotympytaniem,amożewłasnąodpowiedzią.
 Jedno i drugie. Chociaż jeszcze kilka dni temu w ogóle nie interesowały mnie

twojeplany.–Pokręciłgłowąznamysłem,poczymściągnąłwargiipodniósłsię.–
Dziś będę zaty spotkaniami z przywódcami różnych klanów, ale zobaczę się
ztobąnaweselu.

Pokiwałagłową,wciążmyślącotym,czegoKhalilniepowiedziałiczegonieczuł.
Resztę dnia spędziła, pomagając przy przygotowaniach do wesela. Pomagała

background image

wwypiekaniuchlebaiprzygotowywaniumięsa.Kiedywszystkobyłogotowe,kobie-
tyruszyłydooazy,bysięprzygotowaćdouroczystości.

Pannamłodabyłaślicznąmłodądziewczynąogęstych,ciemnychwłosach,rozma-

rzonych oczach i nerwowym uśmiechu. Elena obserwowała ubierace ją kobiety.
Miałanasobiebogatozdobionąjasnoniebieskąsukienkę,adłonieistopyozdobione
henną.Welonmiałazrobionyzmiedzianychmonet.

KiedyElenaobserwowałaśmiecesięiżartucedziewczęta,zaczęłasięzasta-

nawiać,jakwyglądałbyjejwłasnyślub.Byłabytopewnieponuraceremoniaodpra-
wionawjednejzsalkadarskiegopałacu.Niebyłabytoszczęśliwaokazja.

Anocpoślubna?Naglezadrżałanamyśl,żemogłabysięoddaćAzizowi,mężczyź-

nie,któregoledwoznała.Czybyłabywstaniewykrzesaćzsiebiepodobnepożąda-
nie,jakieczuładoKhalila?

Nieuchronnienadeszłymyśliomężczyźnie,októrymwszyscymyśleli,żejestjej

żem. Czy nie będzie cudownie poudawać, że tak jest, choćby przez jeden wie-
czór?Żejestmłodaiogłupiałazmiłości,takjakpannamłoda?

Nicsięstanie–totylkojedendzień.
Jutrowrócidorzeczywistości.WkrótcepojedziedoTallii,byzmierzyćsięzradą

ipowiedziećim,żejejplanyślubnezostałyodwołane,coprawdopodobnieoznacza-
łokoniectysiącletniejmonarchii.

Tak,jedendzieńprzerwyjejsięprzyda.
Dała się porwać kobietom, które ubrały ją w srebrną suknię, pomalowały oczy

kohlem, założyły bransolety i miedziany welon. Jak przypuszczała, chciały uczcić
ijejzamążpójście.Nieprotestowała.

Samarównieżchciałajeuczcić.

Kiedy ceremonia się rozpoczęła, niebo było granatowe i upstrzone gwiazdami.

Zebralisięwszyscyosadnicy,aElenabyłaoczarowanafeeriąkolorów,muzykiitań-
ca.MężczyźniikobietysiedzieliosobnoichoćwypatrywałaKhalila,niemogłago
dojrzeć.Zastanawiałasięnawet,czywogólejąpoznawbeduskiejkreacji,szaliku
iwelonie.Zastanawiałasię,czymusięspodoba.

Poceremoniiludziezaczęlikrążyćwokół,jedząc,słuchającmuzykiitańcząc.Kil-

karozchichotanychkobietpopchnęłoElenęwstronęgrupymężczyzn.Wtedygouj-
rzała.Miałnasobietradycyjny,białybawełnianystrój,zczerwonymiizłotymizdo-
bieniami.

Khalilzdawałsięjejniezauważać.Elenawiedziała,żejejniepoznał.Zachęcona

przezkobiety,którepopchnęłyjądoprzodu,amożeprzezwłasneserce,podeszła
doniego.

 Witaj, mężu – powiedziała miękko. Chciała brzmieć, jakby się z nim drażniła,

alezabrzmiałotoszczerze.Khalilspojrzałnaniąprzestraszony,apochwilicałyze-
sztywniał.

Eleno.
Ijak?Zakręciłasięwokółwłasnejosi.
Wyglądaszpięknie.–Położyłdłońnajejramieniuiprzyciągnąłdosiebie–bar-

dzopięknie.

Straciłaoddech,oszołomionaadmiracjąwjegospojrzeniu.

background image

Naprawdętakmyślisz?wyszeptała.
Tak.Myślę,żeterazwszyscyodnasoczekują,żezatańczymy.
Zatańczymy?
Spokojnie,znamkroki.Będęprowadził.–Objąłjąwtaliiipoprowadziłdogrupy

tancerzy.

Następnagodzinamiłajejwrytmmuzykiitańca.
Nigdywcześniejnieczułasiętakpięknaipożądana.
Khalilnieodrywałodniejwzroku.Kiedymówiła,słuchałjej.Byławcentrumuwa-

gi.Ibyłotonajcudowniejszeuczucienaświecie.

Niechciała,bytanocsięskończyła.
Ale oczywiście, musiała dobiec końca. Młoda para została odprawiona, a ludzie

zaczęli się rozchodzić do swych siedzib. Elena zwróciła się do Khalila, pełna nie-
pewności.Spojrzałnaniąenigmatycznie.

PrzygotowanonamwspólnynamiotMamnadzieję,żeniemasznicprzeciwko

temu.

Onie,wręczprzeciwnie.
NieNiemaproblemu–zdołaławykrztusić.
Uśmiechnąłsięblado,wziąłjązarękęipoprowadziłdowspólnegonamiotu.

background image

ROZDZIAŁÓSMY

Khalilbyłniecowstawiony.Niepiłcoprawdaalkoholu,ponieważgoniepodano,

aleczułsięoszołomiony.Uczuciemgłębszymisilniejszymniżzwykłepożądanie.Ku-
siłogo,żebynazwaćtouczuciepoimieniu.

Przytrzymał płachtę od namiotu, żeby Elena mogła wejść do środka. Beduska

kreacjapodkreślałakształtjejbioderijejpełengracjichód.Kiedyodwróciłasiędo
niego,ujrzałwjejoczachoczekiwanie.

Dziśbylimężemiżoną.
Dobrzesiędziśbawiłaś?zapytał,aonapokiwałagłową.
TakWłaściwiechybalepiejniżkiedykolwiek–roześmiałasięniepewnie.–Nie

uczestniczyłamwzbytwieluprzyciach.

Naprawdę?Nawetkrólewskichalbopaństwowych?
 Tak, w takich uczestniczyłam, ale nie były zbyt rozrywkowe. Nigdy nie mo-

głambyćnanichsobą.ZawszebyłamkrólowąEleną.

 Ach, takie są skutki koronacji w młodym wieku. Ale powinnaś być dumna ze

wszystkichswoichosiągnięć,Eleno.

Zrobiłkrokdoprzodu,achęćdotknięciajejbyłaprzemożna.
Adziśbyłaśsobą?PomimotegożewyglądaszjakBeduinka?
Możetodziwne,aletak.Dziśczujęsiębardziejwolnaniżkiedykolwiekwcze-

śniej.

Wolna,ajednakwniewoli.–Niewiedziałdlaczego,alepoczułpotrzebęprzypo-

mnienia jej o tym. Być może sam chciał się przywołać do porządku. Choć tak na-
prawdęchciałtylkouwolnićjąztejsukienki.

Nieczujęsięjakwięzień.Jestemtuztobą,ponieważchcę.Możeimnietuza-

brałeś,aleterazjesttomójwybór.

Wjejoczachwidziałpewnośćsiebie.Dziewicastałasięuwodzicielką.Syreną.Po-

deszładoniego,zrzucającwelonipołożyłamudłonienaklatcepiersiowej.Spojrzał
najejdługieszczupłepalce.

Niechcęmyślećdziśoniczympozatobą.
Pożądaniegozaślepiło.
Eleno
Proszę.
Chciałzdjąćzsiebiejejdłonie,alekiedytylkojejdotknął,wiedziałjuż,żetegonie

zrobi.Wiedział,żemusiwykorzystaćokazję.

Bonastępnejjużniebędzie.
Eleno–powtórzył,aleonapokręciłagłową,roztrzepującprzytymkruczoczar-

newłosywokółgłowy.

Nie,Khalil–wyszeptała.–Nieodmawiajmiteraz.
Niewiesz,czegożądasz–powiedziałniskim,zachrypniętymgłosem.
Wiem.Chcę,żebyśsięzemnąkochał.

background image

Khalilsyknął.
Tak,aleniewiesz,cotobędzieoznaczać.
Niemówmi,cowiem,aczegoniewiem.Doskonalewiem,corobię.Iococię

proszę.

Uniósłbrew.
Jesteśpewna,Eleno?Oilesięniemylę,jesteśdziewicą.
Oblałasięrumieńcem,alenieodwróciławzroku.
Doświadczenieniejestkonieczne,żebypodjąćświadomądecyzję.
Niemalroześmiałsię,widzącjejbezczelnośćiodwagę.Kiedyrozważałmożliwo-

ści,ścisnąłmocniejjejdłonie.

JednanocCudowna,wspaniałanoc
Toniebezpieczne–zaczął,aleElenapokręciłagłową.
Znamsposobynazapobiegnięcieciąży,jeżeliniemaszniczesobą–oznajmiła

zpłocymipoliczkami.

Ach,tak?Taksięskłada,żemamzabezpieczenie.
Naprawdę?–zdumiałasię.
Choćniedlatego,żezamierzałemgoużyć–dodałszybko.
Spojrzałananiegosceptycznie.
Naprawdę?
Wolębyćzabezpieczony.
Niewyglądałanaprzekonaną.
Więcmiałeśjużwielekochanek?
Nietyle,ilemyślisz,adotegożadnejwciąguostatniegoroku.Byłemzaty.–

A do tego żadna z nich nie była jak ona. Nietknięta. Niewinna. Niesamowita. Nie
mógłuwierzyć,żenaprawdęrozważajejofertę.

Kiedymówiłem,żetoniebezpieczne,niemiałemnamyślinieplanowanejciąży.

wiłemoryzykuemocjonalnym.

Wzdrygnęłasię.
 Jestem świadoma ryzyka, Khalil – powiedziała. – I wiem, że to tylko na jed

noc.Nieproszęcięonicwięcej.

Wiemotym.
Zatemwczymproblem?Jejuśmiechzrobiłsięzalotny,anawetzmysłowy.–

Chybabędęmusiałacięuwieść.

Zaskoczyłygojejsłowa.Adotegopoczułnieznośnepodniecenie.
Niewiem,czytodobrypomysł–wykrztusił.Wiedział,żeponajlżejszymjejdo-

tykupoddałbysięzupełnie.Wziąłbyjąwramionaizatraciłsięwniej.

Zrobiłkrokdotyłu.UstaElenywciążwykrzywionebyływtymuśmieszku,które-

gosięponiejniespodziewał.

Boiszsię,Khalil?
Kusiszmnie,Eleno.Wolałbym,żebyśtegonierobiła.
Jesteśpewien?Uniosłaręce,odsłaniającprzytymwąskienadgarstki,izaczę-

ła rozwijać szal, który miała na głowie. Jej podkreślone kohlem oczy były duże
iciemne.Khaliltylkoobserwował,zahipnotyzowanytymkobiecymizmysłowymge-
stem.

Jegooddechprzyspieszył,kiedywreszcierozwiłaszaliwydostałasięzsukien-

background image

ki.

Pod spodem miała tylko cienką, bawełnianą, niemal przezroczystą halkę, przez

którąmógłdojrzećzaryspiersiicieńmiędzynogami.Jęknął.

Zbliżyłasiędoniego,awjejspojrzeniubyłakobiecasiła.Wiedziała,jaknaniego

działa,cojąośmieliło.

Atosprawiło,żeKhalilniemógłsięjejoprzeć.
Położyłamudłonienapiersi,więcczułaszybkiebiciejegoserca.Nagleodzyskał

przytomność.

Naprawdęniesądzę,żebytobyłdobrypomysł.
Trudno.Jawręczprzeciwnie.–Stałanaplacachimusnęłaustamijegowargi.

–Tomójdrugipocałunekwżyciu.Pierwszymiałmiejscedwadnitemu.

Zamknąłoczy.Byłjedynymmężczyzną,którykiedykolwiekjącałował?Czyniero-

zumiała,cozamierzamuoddać?Niewiedziała,jakbardzomogłojątozranić?Nie-
zależnie od jej słów i obietnic, była jeszcze młodą dziewczyną. Niedoświadczoną.
Niewinną.

Zmusiłsię,żebyotworzyćoczyizłapałjązaręce.
Niechcęcięzranić,Eleno.
Niezrobisztego.
Skądmożeszwiedzieć?Nigdywcześniejtegonierobiłaś.
 A kiedy będę miała okazję?  zapytała szczerze. – Miałam zamiar oddać się

mężczyźnie,któregoledwoznałam,dladobraswegokraju.Typozbawiłeśmnietej
możliwości.Więctochybasprawiedliwe,żedaszmicośwzamian.Jesteśmiwinien
nocpoślubną.

Roześmiałsięochryple.
Niepomyślałemotymwtensposób.
 Więc pomyśl – odparła i znów go pocałowała. Jej wargi były miękkie, ciepłe

iwilgotne,apiersiocierałysięoniego.Khalilbezwiedniejąobjął.Przyciągnąłbli-
żej.Akiedyniewinnierozchyliłausta,byłzgubiony.

Tegowłaśniepotrzebowała.Zarzuciłamuramionanaszyję,aonnieprzestawał

jejcałować.

Położyłdłońnajejpiersi,aElenazadrżała.Nigdywcześniejnieczułaczegośpo-

dobnego. Zdjęła z niego szatę. Khalil wyczył ją z resztą ubrań. Całkowicie nagi
byłniebywaleprzystojny,wysoki,szczupły,zwinny,ajednocześniepotężny,całejego
ciało było umięśnione. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej przypominał panterę.
Piękną,aleniebezpieczną.

Elenabyłaprzerażona.Towszystkobyłocudowne,ekscytuce,nowe,alejedno-

cześniestraszne.WzięłagłębokioddechiczekałananastępnyruchKhalila.Sama
niewiedziała,comarobić.

Zdjąłzniejhalkę,podktórąniemiałanic.Zarumieniłasię.
Jesteśtakapiękna,Eleno.
Tyteż–roześmiałsięcichoizaprowadziłjądołóżka.
Ująłjejdłońipołożyłsobienapiersi.
Możemysięjeszczewycofać–wyszeptał.
Niechcęprzestawać–powiedziałairoześmiałasięniepewnie.–Chociażmuszę

przyznać,żetrochęsiędenerwuję.

background image

Tozrozumiałe–wymamrotałipocałowałjągłęboko.
Badał dłońmi jej ciało, aż w końcu położył jedną na jej płaskim brzuchu. Elena

drżałazniepewności.Chciała,żebycałowałjąwszędzie.

Obciłasięnaplecy,aKhalilwyciągnąłprezerwatywę.Kiedyznalazłsięnadnią,

zapytał:

Jesteśpewna?
Oczywiście,żetak.–Byłtonawpółśmiechinawpółszloch.Byłagotowa.
Wszedłwniąpowoliigłęboko.CiałoElenyodpowiedziałoinstynktownie.
Wszystkowporządku?wymamrotał.
Tak.Tak.Nawetlepiej.–Itakbyło.Czułasiękochanaisilna.Jakbybyłazdolna

dowszystkiegozKhalilemuboku.Dotejporymyślała,żekochaniekogośoznacza
słabość.Jednakterazczułacośkompletnieprzeciwnego.

Wtedytosięstało.Całejejciałozaczęłokrzyczećzrozkoszy.Wydałazsiebiedłu-

gijęk,poczymopadłanapoduszki.

Przezkilkaminutżadneznichsięnieodezwało.ElenaczułabiciesercaKhalila.

Wpatrywałasięwsufitnamiotuizastanawiałasię,jakmogłatakdługofunkcjono-
waćbeztegotypuintymności.

Khalilpowolistoczyłsięzniej.Zapatrzyłsięnapłachtę,aElenanaglepoczułasię

niepewnie.Naglewydałjejsięodległy.

Nieskrzywdziłemcię.–Byłotobardziejstwierdzenieniżpytanie.
Nie.Pokręciłagłową.
Todobrze.–Wstałichciałsięubrać.
KhalilNieróbtego.
Czego?
Jesteśmiwiniennocpoślubną,niegodzinępoślubną–powiedziała,usiłującstłu-

mićzdenerwowanie.–Wracajdołóżka.

Przezchwilętylkosięwniąwpatrywał,aElenamyślała,żejejodwi–żewyj-

dzieznamiotuizostawijąsamązjejwspomnieniamiiżalem.Jednakwróciłdołóż-
kaiusiadłnabrzegu.Ujrzałanajegoplecachkilkabliznizaczęłasięzastanawiać,
skądjema.Alewiedziała,żeniejesttonajlepszymoment,żebypytać.

 Nie chcę cię skrzywdzić, Eleno – powiedział cicho – i nie mam tu na myśli

krzywdyfizycznej.

Wiem.
Imbardziejsiędosiebiezbliżamy
Rozumiem–przerwałamu.–Niemusiszminictłumaczyć.Dzisiejszanocjest

fantazją.Którakończysięjutro.Wierzmi,rozumiem.

Westchnąłgłęboko,aonapołożyłamudłońnaramieniuiprzyciągnęładosiebie.

Przezchwilęsięopierał,alewkońcuwziąłjąwramiona.

Przezdłuższąchwilężadneznichsięnieodezwało.KhalilgładziłElenępowło-

sach,aonależałazdłoniąnajegopiersi.Byłoniemalidealnie.

Niemal.
Jejszczęściebyłozmąconeprzezatmosferętymczasowości.Usiłowałaotymnie

myślećiskupićsięnatym,cotuiteraz.

Zamknęłaoczyiwyobraziłasobie,żerzeczywiściesąmałżeństwemiżedzisiej-

szaceremoniabyłajejweselem.Żesąmężemiżoną,zakochaniiszczęśliwi.

background image

Wiedziałajednak,żetotylkomrzonki.Wiedziałarównież,żeprzywiązywaniesię

dotegouczuciajestniebezpieczne.

Khalilniechciałbyćwzwiązku,onazresztąrównież.Aprzynajmniejniepowinna.

Nigdywcześniejtegoniepotrzebowała.Podładecyzję,żeniebędzieszukaćmiło-
ściiniepowierzynikomuswojegosercaiżycia.Zdrada,którająspotkała,niemiała
coprawdaromantycznegokontekstu,alezraniłajągłęboko.

Aterazznówmiałakomuśzaufać?
Nie,lepiejjejbyłobezmiłościizwiązków.Tylkojednanoc.
Może,jeżelibędzietosobiepowtarzaćwystarczacodługo,samawtouwierzy.
Oczymmyślisz,Eleno?–zapytałKhalilcicho.
Oniczym
Nieprawda–przerwałjej.–Całajesteśspięta.
Zorientowałasię,żerzeczywiścietakjest.
Więcoczymmyślisz?powtórzyłpytanie.
Westchnęła.
Cośmisięprzypomniało.
To,przezcomaszkoszmary?
Nie.Cośinnego.
Aleniezbytprzyjemnego.
Tak–przyznała.–Toprawda.
Przykromi–powiedział,cozjakiegośpowodująuspokoiło.
Mnieteż.Aleniechcęmyślećoprzykrychrzeczach.Chcębyćszczęśliwa.Tyl-

kodziś.

Ścisnąłjejdłoń.
Niepozwól,żebymciępowstrzymywał.
Wiem,aleChciała,żebyionwtymuczestniczył.–Możemyudawać?za-

pytałazdenerwowana.–Możemytylkodziśudawać,żejesteśmyzakochani?Po-
czuła,żemięśnieKhalilanapięłysięipospieszyłazwyjaśnieniem:–Wiem,żenieje-
steśmy.Chcęsiępoprostutakpoczuć.Zapomniećowszystkimicieszyćsięuczu-
ciem,naktóreniemogęsobiewrzeczywistościpozwolić–uznała,żebrzmitoidio-
tycznie.Naprawdęgootoprosiła?Żebyudawał,żejąkocha?

Absurdalneiżałosne.
AKhalildalejnieodpowiadał.
 Może to głupie – wymamrotała. – To znaczy Nie musisz się martwić, że na-

gle  Ścisnęło ją w gardle. Chciała go zapewnić, że nie jest jej nic winien tylko
ztegotytułu,żeposzlidołóżka,aleniezdążyła.

Najednąnoc–odparł.–Myślę,żemogęnatoprzystaćKochanie.
Byłatakzaskoczona,żesięroześmiała.
Nieźleciposzło–drażniłasięznim.
Czyżnie,najdroższa?Uniósłbrwiiuśmiechnąłsiędoniej.–Zatemjakpowi-

nienemcięnazywać,mojasłodyczy?

Wcisnęłatwarzwpoduszkę,żebystłumićśmiech.
Słodyczy?Skądtowytrzasnąłeś?
Tomójwrodzonywdzięk,płateczku–zamruczał.–Niewiedziałaś?
Ześmiechurozbolałjąbrzuch.

background image

Niestetynie.
Khaliloparłsięnaramionachnadjejciałemzszatańskimuśmiechem.
 Mam zagwozdkę. Skoro nie mogę wyartykułować swojej miłości, chyba będę

musiałcipokazać.

ŚmiechElenyzamarł,ponieważzrobiłdokładnieto.Okazałjejswąmiłośćustami,

dłońmiiciałem.Ibyłotobardzoprzyjemne.

background image

ROZDZIAŁDZIEWIĄTY

KiedyKhalilsięobudził,oślepiłogojasnesłońce.WłosyElenybyłyrozsypanena

jegoklatcepiersiowej.Przespałwjejtowarzystwiecałąnociczułsięwspaniale.

Nieznośniewspaniale.
Następnychkilkadniitygodnimiałobyćkluczowychwkwestiiprzecianależne-

gomutronu.Niemógłsobiepozwolićnatracenieczasuienergiinacokolwiekinne-
go.Miałcel–cel,któregoniestraciłzoczu,odkądskończyłsiedemlatizostałpo-
rzuconynapustynijakbezpańskipies.Podobniebyłtraktowanyzresztąwcześniej–
kopanogo,bitoidręczono.

ApozatymKhalilnielubiłmiłości.Niewiedział,naczympolega.Zaufaniekomuś

w jakiejkolwiek kwestii, nie mówiąc już o własnym sercu, było niemożliwe. Chciał
ufaćludziom,którzypoprzysięglimulojalność,jakAssadnaprzykład,aleniemógł
całkowiciepozbyćsięzwątpienia.Wciążpodświadomieczekałnaciosnożemwple-
cy.Nazdradę.

Wtakimświeciemiłośćnieistniała.Niebyłomiejscanazwiązki.
Ale co z Eleną? Spojrzał na śpiącą kobietę. Pomimo listy powodów, dla których

powinienwyjść,niemógłsięnatozdobyć.Znałdoskonałysposóbnapobud

Przeklinającpodnosem,wydostałsięzuściskuElenyistoczyłsięzłóżka.Usły-

szałszelest,alejużsięubierał,stojącdoniejplecami.

Donamiotuweszłasłużącazdzbankiemgocejwodyizarumieniłasięnaichwi-

dok.Zarazbędzieotymwiedziałcałyobóz.Dowiedząsię,żeskonsumowalizwią-
zek,któryKhalilmiałzamiarjaknajszybciejukrócić.

Noijegoplanwyjaśnieniawszystkiegobyłjużnieaktualny.Zachowałsięniehono-

rowoiwszyscysięotymdowiedzą.Kiedysiędowiedzą,żeoniElenaniesąmałżeń-
stwem,będąsięczulioszukaniiwściekli,cobyłozresztązrozumiałe.

Wszystkospełzłonaniczymitotylkodlatego,żejejpożądał.Jakmógłbyćtakim

głupcem?

Khalil?
OdwróciłsięizobaczyłsiedzącąnałóżkurozespanąElenę.
Musimyruszać–powiedziałszybko.–Assadczekananaswsamochodzie.Za-

wiezienasdoinnegoobozu,astamtądruszymyprostodoSiyadu.Jutrootejporze
dzieszjużwTallii.

Odwróciławzrok,ukrywającprzytymtwarz,aleKhalilitakwidział,jakbardzo

zraniłyjątesłowa.Docholery,ostrzegałjąprzecież.Chociażniemógłjejwinićza
własneniedopatrzenia.Wiedział,żejestdziewicą,żejestniedoświadczonainiewin-
na.Oczywiście,żepotraktowałaostatniąnocpoważnie,bezwzględunaswojeza-
pewnienia.

Nawetoncośpoczuł.Więcejniżbychciał.
Aterazniemiałpocia,jaktowszystkonaprawić.ZEleną,zplemieniemizkra-

jemnaskrajuwojnydomowej.

background image

Aonzrobiłztegowszystkiegobałagan.

Khalilwyszedł,aElenasięgnęłapobeduskąsukienkę,którąmiałanasobiepo-

przedniegowieczoru.

Naprawdęmiłatylkojednanoc?Czułasię,jakbymiławieczność.Jakbytrafi-

ładoinnegożycia,pełnegoprzyjemności,radościimiłości.

Tobyłoudawane,idiotko.
Wyszła z łóżka i zobaczyła swoje zachodnie ubrania schludnie złożone obok

dzbankazwodą.Szybkosięumyłaiubrała.

Powrótdorzeczywistości.
Kiedyjednakjadłaśniadaniewtowarzystwiekobiet,czułasięjużniecolepiej.
PośniadaniuprzyszedłdoniejKhalil.Miałwyjątkowoponurąminę.Nawetkiedy

byłwściekły,byłniebywaleprzystojny.Jegooczybłyszczały.

Jesteśgotowa?Powinniśmyruszać.
Elenawstałazeswojegomiejscaprzyogniskuistrzepałazkolanokruszki.
Jestemgotowa.
Pokiwałgłową,aElenapożyłazanimbezsłowa.Assadczekałnanichwsamo-

chodzie z przyciemnionymi szybami. Elena wsiadła z dziwnym uczuciem déjà vu.
Tymsamymsamochodemjąporwano.Aterazmiałanimpojechaćkuswejwolności,
niekonieczniepożądanej.

Assadprowadziłsamochódprzezpiaski,aElenaiKhalilsiedzieliztyłu.Bezsło-

wa.

Maszjakieświeści?spytałanaglenagłos.–Azizprzyznałsię,żeznikłam?

Czymojaradaotymwie?

Aziznieprzyznałsiędoniczego.Iwątpię,bytwojaradacoświedziała.
Alejakwyjaśnił
Nicniewyjaśnił.Zatrudniłkogoś,żebycięudawał,izdajesię,żenawettwoja

radawtouwierzyła.

Przezchwilęniemogławykrztusićsłowa.
Ale
 Dwa dni temu pojawili się w pałacu. Z daleka kobieta wyglądała jak ty. To

wszystko,cowiem.–Uniósłbrwi.–Zatemtwojaradanieoczekiwałaodciebiewie-
ści?

Nie.Ażdomojegopowrotu.–Miałabyćwpodróżypoślubnej.–Powinieneśbył

mipowiedzieć.

Khalilspojrzałnaniąchłodno.
Acóżbyztegoprzyszło?
Wolałabymwiedzieć.–Spojrzałaprzezokno.Niebyłazaskoczona,żeAzizwy-

myśliłjakiśalternatywnyplan.SamapowiedziałaKhalilowi,żetakzrobi.

Powiemciwięcej,kiedydojedziemydoobozu–powiedziałKhalilizniecierpli-

wościąpostukałpalcamiwszybę.–Cozrobiszpopowrocie?

Obchodzicięto?
Przecieżpytam.
Niewiem.Tozależyodtego,cosięzdarzyłowkrajuizmojąradą.
Niemieliwystarczacoczasu,żebyobalićmonarchię.

background image

Nie,alezrobiąto,kiedytylkobędąmieliokazję.
Wtymczasiemogłabyśwyjśćzamąż.
Niemamzbytwielukandydatów.
 Ach, tak?  Odwrócił się do okna ze zmarszczonym czołem. – Jaką właściwie

miałaśumowęzAzizem?

wiłamcijuż.
Mamnamyśliaspektypraktyczne.
Niemalzapytałago,dlaczegochcewiedzieć.Zdołałasięjednakpowstrzymać.
 Dla nas obojga było to małżeństwo z rozsądku. Mieliśmy dzielić czas między

KadariTallię,alerządzićosobno.

Itwojaradanatoprzystała?
 Moja rada nie wiedziała wszystkiego. Założyli pewnie, że Aziz będzie miał na

mniewpływ.

Inieprzeszkadzałoim,żekrajembędzierządzićnieznajomy?
Jestwkońcuarystokratą.Pozatym,takjakmówiłam,totradycjonaliści.Chcą,

żebympodlegałamężczyźnie.

Khalilpowolipokiwałgłową.
Acozpotomkami?
Najejpoliczkiwpłynąłrumieniec.
Dlaczegowłaściwieotymrozmawiamy?
Jestemciekaw.
Adlaczegomamzaspokajaćtwojąciekawość?Toitakjużprzekreślone,apoza

tymniemażadnegozwiązkuztobą.

Nojuż,powiedzmi.
 Dobrze, planowaliśmy dwójkę dzieci, po potomku dla każdego kraju – powie-

działaszybko.

Agdziesięmiaływychowywać?
Najpierwzemną,apóźniejmiałydzielićczaspomiędzyobakraje.–Odwróciła

wzrok.–Przyznaję,żeniejesttoidealnerozwiązanie,alebyliśmyzdesperowani.

Wiemotym.
Alejakjużmówiłam,toniemaznaczenia.
Alewciążczujesz,żepotrzebujeszmałżonka.
Westchnęłaizamknęłaoczy.
Tak,alemożemaszrację.Możepowinnamstawićczołoradziesamotnie.Prze-

konaćich,żebynieorganizowalireferendum.

Toryzykowne.
Wcześniejbyłeśbardziejpewny.
Wzruszyłramionami.
Samamusiszzadecydować.
Alebiorącpoduwagęto,żeniemamżadnegowyboruanipotencjalnegomęża,

całatarozmowajestbezsensu.

Może–odparłizwróciłsięwstronęokna.–Amożenie.

Mógłsięzniąożenić.Nasamąmyślogarłagofalapaniki.Małżeństwonigdy

niebyłoczęściąjegoplanu.Ajednakodkądranozobaczyłsłużącąizdałsobiespra-

background image

węzewszystkichpotencjalnychkonsekwencjitejnocy,niemógłsiępozbyćtejmy-
śli.

Mógłsięożenićzkobietą,któramiałazostaćżonąprzyszłegoszejkaKadaru.To

wzmocniłobyjegopozycję,atakżepomogłoElenie.

Dlaczegonie?
Botoniebezpieczne.
Bojużmunaniejzależy.
Elenamówiłaozimnymzwiązkuzrozsądku,alejakbytowyglądało,gdybytoon

zostałjejmężem?Czymógłbysiępowstrzymaćprzedtym,żebyjąpokochać?

Czynawettegochciał?
AElena?Jakonawyobrażałabysobieichmałżeństwo?

Kiedy dojechali do obozowiska – które dla Eleny niczym się nie różniło od po-

przedniego–Khalilgdzieśpojechał,aLeilazaprowadziłajądojejnamiotu.

Chciałabyśsięwypać?zapytała,aElenazwdzięcznościąpokiwałagłową.

Wtejchwiliczułasięwszystkimprzytłoczona.

Chwilę później przygotowano jej kąpiel. Leila nasypała do wody płatków róż

iprzyniosłaręcznikimydło.Elenanaglepoczułagulęwgardle.

Dziękuję.Jesteśbardzomiła
Niemazaco,waszawysokość.Myślę,żedobrzecizrobichwilaodpoczynku.
Życzliwośćstarszejkobietyrozbroiłajązupełnie.
KiedyElenaweszładowanny,zaczęłarozmyślaćosytuacjiswojegokraju.Wróci

bezmałżonka.Mogłatojednakwyjaśnićibyćmożeradanawetbytozrozumiała,
zważywszy,żeKhalilprawdopodobniezostanieszejkiem.Alezakilkatygodni,jeżeli
wciąż będzie sama, Markos zorganizuje referendum w celu obalenia monarchii.
Musiałagojakośprzekonać,żebytegonierobił,alboprzekonaćradę,żebyniegło-
sowaliprzeciwniej.

Czydasobieradę?Czyodważysięryzykowaćswójurząd?Khalilpokładałwniej

więcejwiaryniżonasama.Myślonimsprawiła,żepoczułaukłuciewsercu.

Nie,niemogłatakryzykować.Uratowaćmogłojątylkokrólewskieweseleimał-

żeństwo.Samanicniezdziała.

Elenawestchnęła.Jedynymsposobemuniknięciacałkowitejkatastrofybyłpowrót

zmężem.Szkoda,żebyłotoniemożliwe.

ChybażewyjdziezaKhalila
Uśmiechłasięnamyślojegoreakcji.Pewniebysięniezgodził.Myślotym,że

mogłabyżywićdoniegojakieścieplejszeuczucia,zdawałasięwywoływaćuniego
obrzydzenie.ZpogardąmówiłojejumowiezAzizem.

Elena nagle usiadła prosto, rozlewając przy tym wodę. Ich ślub mógł przynieść

korzyściijemu.Beduinijąpolubiliizaakceptowalijakojegożonę.

Askoroitakjużmyśleli,żesązaślubieni
Czytomożliwe?Czyodważysięwogólecośtakiegozaproponować?Wzdrygnęła

sięnamyślomożliwejodmowieiupokorzeniu.

Alenagleprzypomniałasobieswojegoojcazasłaniacegojąwłasnymciałem.Po-

święcacegosięDlakraju.Dlamonarchii.

Musiałazrobićwszystko,cowjejmocy,byzachowaćwładzę.

background image

Godzinę później ubrała się w różową bawełnianą sukienkę, którą przyniosła jej

Leila.Związaławłosyipożałowała,żeniemażadnegomakijażuanibiżuterii.Miała
zamiarporozmawiaćzKhalilem.Wejśćdojaskinilwa.

Wzięłagłębokioddechiwyszłaznamiotu.Dwóchochroniarzynatychmiastzagro-

dziłojejdrogę.

Wpadławfurię.
Naprawdę?–zapytała.–Potymwszystkimwciążwamsięwydaje,żeuciek

napustynię?

Wpatrywalisięwniąbezwyrazu.
Potrzebujeszczegoś,waszawysokość?
Męża.Zaczerpłapowietrza.
ChciałabympowićzKhalilem.
Jest
Niedostępny?Cóż,niechwięcbędzie.Muszęznimpowić,toważne.
PodbiegładonichLeilazezmartwionymwyrazemtwarzy.
Waszawysokość?Czywszystkowporządku?
ChcęmówićzKhalilem–oznajmiła.–Czywiesz,gdzieonjest,Leilo?
LeilaspojrzałananiązesmutkieminagleElenęogarłodziwneprzeczucie,że

Leilawie,żeprzespałasięzKhalilem.

 Tak, wiem – odparła cicho. Przewiła do strażników po arabsku, po czym

zwróciłasiędoniej.–Chodźzemną.

Elenaruszyłazaniądonamiotupodrugiejstronieobozu.Przedodejściempowie-

działa:

 Khalil dużo przeżył, wasza wysokość. Cokolwiek między wami zaszło, proszę,

niezapominajotym.

CzyliLeilanapewnowie.
Chcętylkoznimpowić.
 Wiem. – Leila uśmiechła się ze smutkiem. – Ale wiem, że cierpisz. Przykro

mi.Khalilteżcierpi.

Khalilcierpi?Chybanie.Alemyślałaojejsłowach,wkraczającdojegonamiotu.
Siedziałprzyskładanymstolikuiskrobałcośzpochylonągłową.Niespojrzałna

nią,tylkowyciągnąłdłoń.

Momencik,Assad,proszę.
NiejestemAssadem.
Khalilpoderwałgłowęiwpatrywałsięwniąbezsłowa.
Elena.
Khalil–przedrzeźniałago.Cóż.Nietakchciałazacząćtęrozmowę,alestało

się.ALeilamiałarację.Cierpiała,nawetjeżelitegoniechciała.

Potrzebujeszczegoś?
Powiedziałeś,żesprawdziszwiadomości–przypomniałamu.–Żedowieszsię,

cosiędzieje.

Zrobiłemto,aleniczegosięniedowiedziałem.Azizmilczy.
AjakprzetransportujeszmniedoTallii?zapytałachłodno.–Królewskimod-

rzutowcem? Klasą ekonomiczną? A może zawiniesz mnie w dywan jak Kleopatrę
iwypuściszwtallijskimpałacu?

background image

Tociekawypomysł.–Przyjrzałjejsięuważnie.–Dlaczegojesteśtakazła,Ele-

no?

Niejestem.
Aletakbrzmisz.
Jestemsfrustrowana.Jestróżnica.
Nodobrze.Dlaczegojesteśsfrustrowana?
PonieważprzyjechałamdoKadaru,żebyocalićtron,aterazniemamgowcale.
wiszomałżeństwie.
Tak.
Acóżjamamztymzrobić?
Cieszęsię,żepytasz.–Elenawzięłagłębokioddechispróbowałasięuśmiech-

nąć.–Chciałabym,żebyśmniepoślubił.

background image

ROZDZIAŁDZIESIĄTY

Była szybsza, pomyślał Khalil z konsternacją. Od rana rozważał ich małżeństwo

jakosposóbnarozwiązanieproblemów,aleteraz,kiedyujrzałjejnadziejęideter-
minację,wszystkosięwnimzbuntowało.Musiałobyćinnerozwiązanie.

Pokręciłgłową.
Toniemożliwe,Eleno.
Dlaczego?
Ponieważniemamaniżyczenia,anipowodu,żebysięztobążenić.–Lepiejbyć

okrutnym.Zdusićtowzarodku.–Możetyjesteśzdesperowana,alejanie.

Wzdrygnęłasię.
Jesteśpewien,Khalil?
Tak.Prosiłaśonocpoślubną,Eleno,nieślub.
Terazproszęoślub.
Ajacimówię,żeodpowiedźbrzmi:nie.–Podniósłsięzkrzesłaiusiłowałzapa-

nowaćnadpaniką.–Koniecdyskusji.

Uniosłabrwi,anajejwargachpojawiłsięuśmieszek.Nawargach,którecałował.

Smakował.

Niechceszsięnawetnadtymzastanowić?zapytaławyzywacymtonem.
Nie.
wisz,jakbyśsiębał,Khalil–drażniłago,aonbyłwściekły,ponieważmiała

rację.Rozmowaomałżeństwieprzestraszyłago,ponieważsięobawiał,żeniebę-
dzietozimnyukład,jakimiałamiećzAzizem.Będziechciaławięcej.Onteż.

Atobyłozbytniebezpieczne.
Niematakiejopcji–odparł.
Nawetpomimotego,żeludziemyślą,żejużjesteśmymałżeństwem?
Zazgrzytałzębami.
Nikomutakniepowiedziałem.
Tokwestiasemantyki.Rezultatbyłtensam.Imówsobie,cochcesz,aleponie-

sieszkonsekwencje.

Zdajęsobieztegosprawę.–Uświadomiłsobie,żezaczynajątraktowaćzgóry,

cobyłonajniższymprzejawemsamoobrony.Miałarację,aleonniechciałtegoprzy-
znać.–Jużcimówiłem,wtedyludziebędąjużznaćprawdę,ajabędęszejkiemSiy-
adu.

Itakchceszrozpocząćswojerządy?Odkłamstwa?
Zacisnąłwargi.
Niekoniecznie,alestałosię.Stawięczołokonsekwencjom.
Aco,jeżeliludzieuznają,żekłamieszteżwinnychkwestiach?Co,jeżelizałożą,

żekłamałeśiwkwestiiAziza?

Takjakskłamałjegoojciec.Niebyłbyodniegolepszy.Nasamąmyślogarłygo

furiaiwstyd.

background image

Chceszmnienawićdomałżeństwa,takjakwprosiłaśsiędomojegołóżka?

Elenawzdrygnęłasięiodwróciławzrok.Przekląłpodnosem.

 Eleno. Rozumiem, że potrzebujesz małżonka, ale ja nie jestem odpowiednim

mężczyzną.

Niemógłnimbyć.
 Ale to ma sens – wyszeptała Elena. Wciąż nie mogła na niego spojrzeć. Cała

jegowściekłośćuleciała,terazchciałjątylkowziąćwramiona.Odegnaćjejsmutek.

Ale nie mógł się z nią ożenić. Nie mógł ryzykować otworzenia się przed kimś

ibólu.

 Rozumiem, że może mieć dla ciebie – zaczął ostrożnie. – Potrzebujesz odpo-

wiedniegomałżonka.

 A ty potrzebujesz żony. – Spojrzała na niego wyzywaco. – Twoi ludzie chcą

królowej. Widziałeś to w obozie. Już myślą, że jesteś żonaty! A któregoś dnia bę-
dzieszpotrzebowałpotomka

Kiedyś–przerwałjejKhalil.–Jeszczenieteraz.
 Nie będę cię prosiła o nic, czego nie chciałbyś mi dać – ciągnęła. – Nie zako-

chamsięwtobieiniebędężądałatwojejuwagi.Możemyzawrzećpodobnąumo
dotej,którązawarłamzAzizem.

 Nie wypowiadaj jego imienia – rzucił Khalil ostro. Elena spojrzała na niego,

przestraszona.Onteżsięprzestraszył.

Skądtorozemocjonowanie?Tengniewiból?SamamyśloniejzAzizemsprawiła,

żezagotowałamusiękrew.Niebyłwstaniemyślećoniejzkimkolwiekinnym,na-
wetzmężczyzną,któregoniekochała,któregoledwoznała.

Wpatrywalisięwsiebie,amiędzynimilatałyiskrygniewuinapięciaseksualnego.

Pożądaniaifrustracji.

 Więc nie będę – odparła cicho. – Ale mógłbyś to przemyśleć. Kiedyś i tak bę-

dzieszmusiałsięożenić.Dlaczegowięcniezemną?Chybażeprzerwałaiprzy-
gryzławargę.–Czekasznamiłość.

Nie.
Ach,tak.
Pokręcił głową, niezdolny do wyartykułowania, dlaczego z marszu odrzuca jej

propozycję.Niemógłsięprzedniąprzyznać,żesięboi.

–Acoztobą?Nieinteresujecięmiłość?
Niemogęsobienatopozwolić.
Pewnegodniamożeszuznać,żechceszbyćzkimś,ktociękocha–wytknąłjej,

chociażnasamąmyślomałonieumarłzzazdrości.

Nie.Niepozwolęsobienato.
Nawetjeżelitegozapragniesz?
Boiszsię,żesięwtobiezakocham,Khalil?
Nie.Bałsię,żesamjużjestzakochany.
Kiedyujmujesztowtensposób,brzmiarogancko.
Postaramsiępowstrzymać–rzuciłalekkimtonem,alemiałdziwnewrażenie,że

mówi poważnie. Nie chciała się w nim zakochać. Rozumiał to. Tylko by ją zranił.
Niepokochałbyjej.

Obydwojebyliśmyzranieni–powiedziałapochwili.–Wiemotym.Żadneznas

background image

niechce,żebytosiępowtórzyło,idlategotenukładmiałbysens.

Toprawda.Wiedział,żemiałarację.
Jejpomysłbyłpraktyczny,aleniemógłsięnatozgodzić.
Przykromi,Eleno.Niemogęsięztobąożenić.
Spojrzałananiegosmutnymi,szarymioczamiipokiwałagłową.
Dobrze–oznajmiłaiwyszłabezsłowa.
Khalilpatrzyłnamiejsce,wktórymstała,ipoczułukłuciewsercu.

Wartobyłospróbować,powiedziałasobieElenapodrodzedonamiotu.Odprowa-

dziło ją dwóch milczących mężczyzn. Ona też milczała. Bała się, że jeżeli tylko
otworzyusta,wybuchniepłaczem.

Kiedywróciładonamiotu,usiadłanałóżkuiusiłowałapowstrzymaćłzy.Chociaż

właściwie,toczemunie?Możezrobijejsięlepiej.Niebyłonikogo,ktobytowidział
imógłbyuznać,żejestsłabaalbogłupia.

Położyłasięskulonanałóżku.Zawszedusiławsobieemocje.Niemiaławyjścia.

ByłaotoczonaprzeztakichludzijakMarkos,którzytylkoczekali,ażokażesłabość.
Choćbyjednajejłzabyłabydlanichamunicją.Płakałatylko,kiedymiałakoszmary.

IwramionachKhalila.
Wkońcułzypopłyły.Wcisnęłatwarzwpoduszkęiwylałazsiebiewszystko.

Khalilodwróciłsięodstertyraportównastole.Byłytosondaże,wedługktórych

Aziz nie był lubiany poza Siyadem. Były to dobre wieści, ale nie ukoiły go –
awszystkozpowoduEleny.Albojegoreakcjinajejoświadczyny.

Powinienbyłsięzgodzić.Powinienokazaćwystarczacodużosiły,chłoduideter-

minacji,żebyprzystaćnamałżeństwo,któreustabilizowałobykrajiumocniłojego
pozycję. Zamiast tego pozwolił, by emocje wzięły górę nad rozsądkiem. Wygrał
strach.Tamyśldoprowadziłagodoszału.

Waszawysokość?
KhalilwpuściłAssadazwdzięcznością.
Jakieświeści?
Assad pokiwał głową, jak zwykle z kamienną twarzą. Khalil poznał go osiem lat

temu,kiedywstąpiłdoLegiiCudzoziemskiej.Razemwalczyli,śmialisięizawdzię-
czalisobienawzajemżycie.AkiedynadszedłodpowiednimomentnapowrótdoKa-
daru,toAssadsprawił,żewogólebyłotomożliwe.Zebrałwsparcieizapewniłmu
ochronę.

AssadzrobiłdlaKhalilabardzowiele,alezjakiegośpowoduKhalildalejmunie

ufał.Tobyłjednakjegoproblem,nieprzyjaciela.

Cośsięstało?
Assadkiwnąłgłową.
Azizsięożenił.
Khalil zamarł. Zawsze wiedział, że istnieje takie ryzyko, ale mimo to był zasko-

czony.

Ożenił?Jakto?Zkim?
Niejesteśmypewni.Wywiadtwierdzi,żezkobietązpersonelu,pokojówkąalbo

kimśtakim.

background image

Ożeniłsięzpokojówką?BiednaElena.Niezależnieodtego,coczuładoAziza,

tobyłcios.NagleKhalilzorientowałsię,żewogóleniepowinienmyślećoElenie;
powiniensięskupićnawłasnymurzędzie.

Azizspełniłwolęojca.Zostanieszejkiem.
WprzeciwieństwiedoKhalila.
Gwałtowniewstałzkrzesłaipomaszerowałnadrugąstronęnamiotu.
Naglepoczułznajomyprzypływzłości,poczuciawiny,strachuiżalu.Atakżebólu.
Niewszystkostracone,Khalil–powiedziałcichoAssad,porazpierwszyporzu-

cającoficjalnyton.–Azizwciążniemadużegopoparcia.Asekretnyślubzpokojów-
kąmugonieprzysporzy.

Atomajakieśznaczenie?wyplułzsiebieKhalil.–Spełniłwarunki.Jestszej-

kiem.

Aleniewszystkimsiętopodoba.
Myśliszowojniedomowej?Niesądzę,byAzizposunąłsiętakdaleko.
IKhalilteżniezamierzał.Niechciałryzykowaćkonfliktuibezpieczeństwaswo-

ich ludzi. Wszystko się zmienia. Już się zmieniło. Nie był już tym zimnym, bez-
względnymmężczyzną,którymbyłkiedyś.Niebyłrównieższejkiem.

Więckimwłaściwiebył?
Wojnadomowaniejestjedynymrozwiązaniem–powiedziałAssadcicho.–Mo-

żeszsamrozwićsięzAzizem,zażądać,byzorganizowałreferendum.

Khalilroześmiałsięzimno.
Mawszystko,czegochce.Dlaczegomiałbysięnatozgodzić?
Zewzględunafairplay,waszawysokość.Azizdostanieszansęnarozwianiepo-

głosek.Jeżeliwygrawgłosowaniu,jegotronbędziebezpieczny.

AKhalilstraciwszystko.Będziemusiałuznaćporażkę–aotymniechciałmyśleć.
WSiyadziemieszkawieluludzi–oznajmiłkwaśno.
Assaduśmiechnąłsię.
Napustyniteż.
 Aziz może się nawet nie zgodzić na spotkanie ze mną. Nie widzieliśmy się od

dziecka.

Możeszspróbować.
Tak.–Pokiwałgłową.
Wciążmaszsilniejsząpozycję.Zawszemiałeśprzewagę.Ludziesąlojalniwo-

becciebie,niewobecAziza.

 Wiem. – Wzruszenie ścisnęło Khalila w gardle. Naprawdę na to zasługiwał?

Iczynapewnowierzyłwpoparcie?Wiedział,jakłatwoludziezmieniająstrony.

PowiszzAzizem?
Khalilprzeczesałwłosypalcami.
TeraznaprawdępotrzebowałślubuzEleną.BrankąAziza.Kobietą,którąludzie

jużzaakceptowali.Aleniemógłsobiepozwolićnamiłość.Stłumiemocjeiwejdzie
wzwiązek,któregochciałarównieżElena:zobopólnąkorzyścią.

Nasamąmyślpoczułfalępożądania.
SłużkaniepochodzinawetzKadaruwyszeptałAssad,aKhalilzacząłsięza-

stanawiać,czyjegoprawarękanieczytałamuczasemwmyślach.

Elenateżnie.

background image

Assaduśmiechnąłsięnatesłowa.
Alejestkrólową.Ślubzniąmógłbyciprzynieśćwielekorzyści.
Wiem.–Khalilwziąłgłębokioddech.–Wiem.
Więc?
Poszukamjej.–Byćmożejutrootejporzebędąjużposłowie.
Obozowiskobyłoopustoszałeiciche.Poczułdziwnąmieszankęrezygnacjiipod-

niecenia.

Tak,cieszyłsięnamyślojejciele.Aletobyłobymałżeństwozrozsądku.Żadnych

więcejzabawwmiłość.

Kiedywszedłdonamiotu,ujrzałjąleżącąztwarząwciśniętąwpoduszkęiłka-

cą,jakbymiałojejpęknąćserce.

Amoże,jakbyjużpękło.

ElenoEleno!
Oderwałamokrątwarzodpoduszki.
Khalil.Przezchwilęucieszyłasięnajegowidok,alepotemprzypomniałasobie,że

złamałjejserce.

Nieumieszpukać?warkła,ocierająctwarz.Napewnowyglądałaokropnie

zopuchniętątwarząiczerwonymioczami.

Pociągnęłanosem.Noibyłazasmarkana.Świetnie.
Pukać?–Spojrzałnazgóry.–Wnamiot?
Wiesz,ocomichodzi–odparła.–Powinieneśdaćmiznać,żetujesteś.
Maszrację–przyznałpochwili.–Powinienem.
Cóż.–Pociągnęłanosem,usiłujączachowaćresztkigodności.–Dziękuję.
Dlaczegopłakałaś,Eleno?
Pokręciłagłową.
Miałamkilkaciężkichdni.Byłamzmęczona.
Niewyglądałoto,jakbyśpłakałazezmęczenia.
Adlaczegociętowłaściwieobchodzi?zapytaławyzywaco.Byćmożeprzej-

ściedoatakubyłonajlepszympomysłem.

Khalilotworzyłusta,poczymjezamknął.
Nieobchodzimnie.Alechcęwiedzieć.
Mamwieleproblemów,zktórychżadenniemanicwspólnegoztobą,pomyśla-

łeśotym?Niemiałazamiarusięprzyznawać,żepłakałazjegopowodu.

Niemyślałem,żetomacokolwiekwspólnegozemną–odparłcicho.Jegogłos

byłspokojny,alegroźny.

Nie?Odczasunaszejwspólnejnocymaszjakąśobsesję,żecośdociebieczuję.

Zapewniamcię,żetakniejest.

Cozaulga.
Noproszę.
Wpatrywali się w siebie. Elena skrzyżowała ramiona i usiłowała nie odwrócić

wzroku.

Dlaczegotujesteś?spytaławkońcu.–Dowiedziałeśsięczegośnowego?
Owszem.
Czego?CzyMarkoszorganizowałreferendum?

background image

NiemamwieścizTallii.Chybawciążuważają,żejesteśbezpiecznazAzizem.

Zresztąoniegochodzi.Ożeniłsięzkimśinnym,takjakprzewidywałaś.

Tak?Izmieściłsięwczasie?
Tak.
Więcspełnił
Warunkimojegoojca,tak.–Pokiwałgłową.–Niejestcismutno?
Spojrzałananiegozniedowierzaniem.
ZpowoduAziza?Zrezygnowałamjużzniego.
Tak,alewybrałkogośinnego.Itodośćszybko.
Jateż.–Posłałamuponurespojrzenie.–Azizaoświadczynyprzynajmniejktoś

przyjął.

Tak.Àpropos
Niemusiszmiprzypominać,jakbardzoniechceszsięzemnążenić.Zrozumia-

łamzapierwszymrazem.

Przykromi,żeniebyłemzbytmiły.
Przewróciłaoczami.
Toniedopowiedzenie.
Zaskoczyłaśmnie.Niespodziewałemsię
Wiem.–Pokręciłagłowązezmęczeniem.Niemiałaochotyznówtegoprzera-

biać.–Dlaczegowogóleotymrozmawiamy?

Ponieważzmieniłemzdanie.
Zamrugałaoczami.
Cotakiego?
Zmieniłemzdanie–powtórzył.–Chcęsięztobąożenić.
Cóżzaromantyczneoświadczyny–powiedziaławkońcu.
Niebądźgłupia,Eleno.Todladobranasobojga.
Jeszczegodzinętemumówiłeścoinnego.
MałżeństwoAzizazmusiłomniedoprzemyśleniapewnychkwestii.
 Ale jeżeli już to zrobił – powiedziała Elena – to spełnił warunki. Nie możesz

ztymwalczyć.

Toprawda.Niechcęwszczynaćwojny.Jedyne,comogęzrobić,todoprowadzić

dobezpośredniejkonfrontacji.Zmusićdozorganizowaniareferendum.Możepowi-
nienembyłtozrobićwcześniej,alebyłemprzekonany,żeAzizodwi.Ibyćmoże
taksięstanie.

Amałżeństwozemnąwzmocniłobytwojąpozycję.
Tak.
Całkiemsporepoświęcenie–powiedziałaostro–jaknatakbłahypowód.
Jestemprawowitymszejkiem,Eleno.Wszystkowmoimżyciubyłotemupodpo-

rządkowane.Zresztątożadnepoświęcenie.Wkońcujesteśmyprzyjaciółmi,praw-
da?Ispaliśmyjużrazem.Żadneznasniechcenicwięcej–uśmiechnąłsię.–Nieźle
siędobraliśmy.

Tosięnazywazwrotakcji–prychła.
Przyznaję,żemniezaskoczyłaś.Zareagowałememocjonalnie.
Niewiedziałam,żemaszemocje.
Wiesz,żemam,Eleno.Będęszczery.Bojęsię.

background image

Elenęcośścisnęłowżołądku.
Jateż.
Idlategoweźmiemyślubzrozsądku.Ponieważżadneznasniechcezostaćzra-

nione.

Tak–zgodziłasięElena.

background image

ROZDZIAŁJEDENASTY

Elenasiedziaławkrólewskimodrzutowcuidumałanadtym,jakszybkosytuacja

sięzmieniła.Zakilkagodzinmiałaprzedstawićradzienowegomałżonka.

PoprezentacjachmieliwrócićdoSiyadu,aKhalilmiałnakłonićAzizadozorgani-

zowaniareferendum.

Martwiłasiętym,cojączekazKhalilem.Gdzieijakbędąmieszkać.Teszczeły

ustaliła z Azizem w dwudziestostronicowym dokumencie. Ale z Khalilem wszystko
byłonieznane.Apatrzącnajegoponurąminę,niebyłaprzekonana,czychceteraz
zacząćomawiaćszczeły.

Zamiasttegozaczęłamyśleć,copowieradzieiMarkosowi.Niebędziezachwyco-

nyjejnowymnarzeczonym.InapewnowytkniejejPaula.

Cośnietak?zapytałKhalil.
 Nic  Zorientowała się jednak, że będzie musiała mu opowiedzieć o swoich

błędach,zanimzrobitoMarkos.

Eleno?
Khalilmuszęcicośpowiedzieć.
Wzięłagłębokioddech.
Kiedyzostałamkrólową,byłambardzomłoda.Moirodzicezmarliiczułamsię

bardzosamotna.

Oczywiście,żetak.Straciłaśdwojeludzi,którzysiękochali.
Tak.–Nagleuświadomiłasobie,żemówiprawdę.Rodzicenaprawdęjąkochali,

nawetjeżelijejtegonieokazywali.–Wkażdymraziepopogrzebieprzyjechałbrat
mojej matki, Paulo. Nie znałam go zbyt dobrze. Był dla mnie bardzo miły. Był za-
bawnyiuroczyiwjakiśsposóbzastąpiłmiojca.Aprzynajmniejtakmisięwydawa-
ło.

Myliłaśsię,jaksądzę.Totenmężczyzna,którycięzdradził.
Tak.Wtymczasieradajużzwróciłasięprzeciwkomnie.Markoszostałregen-

temitwierdził,żeniemamwystarczacegodoświadczenia.Miałzresztąrację.

Icosięstało?
Paulozacząłmidoradzaćwkwestiachfinansowychipolitycznych.Myślałam,że

mipomaga,aleonmyślałtylkoosobie.

Niemogłaśotymwiedzieć.
Aletoniewszystko.Każdajegoradabyłakorzystnatylkodlaniego.Apotem

byłojeszczegorzej.Podrabiałmojepodpisynaczekach.Ukradłklejnotymojejmat-
ki,którenawetnienależałydoniej.Byływłasnościąrządu.Niemiałamotympo-
cia.Markosdowiedziałsięotymiposłałgodowięzienia.

Tomusiałobyćtrudne.
Tak.Alewiesz,cojestnajgorsze?Czasemzanimtęsknię.Zdradziłmnie,ajaza

nimtęsknię.

Khalilpogłaskałjązewspółczuciem.

background image

Byłdlaciebiemiły,atytegopotrzebowałaś.
Atytęskniszzaojcem?wypaliła.
Nienawidziłemgobardzodługo.Iwciążniemogęmuwybaczyćtego,cozrobił.

Aletak,tęsknięzajegomiłością.–Uśmiechnąłsiędoniejblado.Nigdywcześniej
otymniepomyślałem.Byłemzbytzatyzłością.

Dalejjesteśwściekły?
 Nie wiem – pokręcił głową – ale nie mówimy o mnie. Nie powinnaś się winić,

Eleno.

Powinnambyławiedziećlepiej.
Byłaśmłoda.Tonietwojawina.
Radamyśli,żetak.Przestalimiufać.AMarkosodtamtejporyusiłujepodważyć

mójautorytet.

Jak?
Plotki,szepty.Mamtylkonadzieję,żemojeosiągnięciamówiąsamezasiebie.

Ciężkopracowałam.Awszystkodlakraju.

Wiem–powiedziałKhalilcicho.–Nigdyniekwestionowałemtwojegoprzywią-

zaniadokraju.Wkońcuzgodziłaśsięzamniewyjśćdlajegodobra.

Elenapoczułauciskwsercu.Jakmogłasięoszukiwać,żemałżeństwozrozsądku

jestmożliwe?Niechciałajużzwiązkubezmiłości.Chciaławięcej.ChciałaKhalila.

Kiedyjednaknaniegospojrzała,byłzamyślony.To,czegochciała,zdawałosięod-

dalaćcorazbardziej.

KhalilodwróciłwzrokodoknaispojrzałnaElenę.Byłabladaiściskaładłonie.Po-

czułgłębokiewspółczucie.Przeżyłajużtakwiele,ajednaksięniezałamała.Chwy-
ciłjązadłoń.

Jesteśsilniejszaniżoni,Eleno.Atakżemądrzejsza.Onimogąsobiemyśleć,że

mniepotrzebujesz,aletonieprawda.Jesteśgodnympodziwuwładcą.

Zarumieniłasię.Khalilprzezchwilęmyślał,żesięrozpłacze,aleuśmiechłasię.
Dziękuję.Alemyliszsię.Potrzebujęcię.Potrzebowałamtwoichsłów.
Wysiedli z odrzutowca. Na szczęście na lotnisku nie było fotografów. Elena po-

wiedziałamu,żepospotkaniuzradąoddziesiękonferencjaprasowa.

Khalil nie lubił opuszczać Kadaru, ale rozumiał tę konieczność. Małżeństwo za-

wartenapustynitożadnemałżeństwo.PozatymtodadomyśleniaAzizowi.

Zabrałemciżonę,zabioręitron.Jednoidrugienależydomnie.
TerazjednakbardziejmartwiłsięoElenęniżoKadar.Zdziwiłogoto,aleniewal-

czyłztym.Ująłjejdłoń.

WitajwTallii,waszawysokość.
Elenarozmawiałazpersonelemzszacunkiemidużosięuśmiechała.Byławspa-

niałąkrólową.

Dwie godziny później byli już w pałacu, czekając na radę. Elena przebrała się

w skromną sukienkę, a czarne włosy splotła w kok. Khalil miał na sobie szyty na
miaręgarniturizastanawiałsię,wcograMarkos.

Powinnaśtampoprostuwejść.
Mamczekać,ażmniewezwą.
Jesteśkrólową,Eleno.Totywzywasz.

background image

Tonietak,Khalil.
Aletakpowinnobyć.Totymożeszwszystkozmienić,niezapominajotym.
Przezchwilęwpatrywałasięwniego.Niebyłaprzekonana.
Nojuż–nakłaniał.–Możeszzrobićwszystko,cozechcesz,przecieżwiem.
No,możepozarozpaleniemogniskanapustyni–powiedziałazuśmiechem.
Hmbyłotamkilkapłomyków.Gdybynietenwąż
Gdybyniety–oznajmiłaiotworzyłazłoconedrzwi.
Dwunastu mężczyzn w średnim wieku oniemiało, kiedy wkroczyła do środka,

aKhalilledwosiępowstrzymałprzedwiwatowaniem.

SerceElenywaliłojakmłotem,alenieprzełasiętym.Jejnajwiększywrógspoj-

rzał na nią zmrużonymi oczami i z nieszczęśliwą miną. Poczuła lekką ulgę. Jeżeli
przekonaresztęrady,wszystkobędziewporządku.

 Królowo. Zastanawialiśmy się, gdzie się podziewałaś. – Zerknął na Khalila. –

Miesiącmiodowynapustyni?

Miesiącmiodowyjeszczesięnieodbył–odparłaElena–alesytuacjasięzmieni-

ła.Kiedysiędowiedziałam,żeAzizalBakirniejestprawowitymszejkiemKadaru,
zerwałamzaczyny.Małżeństwozuzurpatoremniebyłobydobredlakraju,praw-
da,Andreasie?

Zatemktóżtojest?zapytałzezłościąMarkos.
 To Khalil al Bakir, szejk plemion północnych i starszy brat Aziza. Prawowity

szejkKadaru.–Elenapoczuła,żeKhalilsięspina.

Zdecydowałamsięwięcwyjśćzaniegonapodobnychwarunkach,któreustali-

łamzAzizem.–Khalilmiałrację.Niebrakowałojejsiłyimądrości.–Ufam,żeten
mężczyznajestdlawasdozaakceptowania?

Zmieniaszmężówjakrękawiczki–oznajmiłMarkos–amymamyciwierzyćna

słowo?

Tozbiłojąztropu.AleuratowałjąKhalil.
Tak–oznajmił.–Jestwasząkrólowąiwładczynią,więctak,maciejejwierzyć

nasłowo.KrólowaElenawielokrotniedowiodła,żenaserculeżyjejwyłączniedo-
brokraju.Niepozwolęwamkwestionowaćjejsłów,tylkodlatego,żekiedyśzaufała
nieodpowiedniejosobie.–Elenapatrzyłananiegozpodziwem.–Inigdywięcejnie
życzęsobieporuszaniatejkwestii.Nigdy.

Niesłyszałaodpowiedzi,byłazbytskupionanaKhalilu.Kiedyostatnirazktośją

poparł?Nikomunieufała,ponieważniechciałasięstaćsłaba.AlezKhalilembyło
inaczej,czułasięsilniejsza.

Zwróciłasięzuśmiechemdoswojejrady.
Aterazpowinniśmyprzygotowaćkonferencjęprasową.

background image

ROZDZIAŁDWUNASTY

Elenazamknęłazasobądrzwiiwestchnęła.Byławykończonaiwszystkojąbola-

ło.Byłtodługidzień,aleniezwykleowocny.

Nie miała okazji zademonstrować Khalilowi swojej wdzięczności za jego wspar-

cie,ale,choćbyłatodyplomatycznieskomplikowanasytuacja,przyszłajejkolej,by
wesprzećjego.Ramięwramię.Takiegowłaśniemałżeństwachciała.Dziśzdawało
się,żeKhalilrównieżtegochce.Możepotrzebowałtylkoczasu,żebysięprzyzwy-
czaić,nauczyćsiękochaćnanowo

Ona go kochała. Udawanie, że jest inaczej, było głupotą. Wcześniej oszukiwała

isiebie,iKhalila,aleterazchciałabyćszczera.Chciaławyznaćmuswojeuczucia,
swojąmiłość,szacunekipożądanie.

Jednak odkąd wysiedli z samolotu, kiedy to opowiedziała mu o Paulu, nie mieli

okazjiporozmawiaćwczteryoczy.Wjegospojrzeniuniedojrzaławtedypopienia,
jedyniezrozumienieiwspółczucie.Zdałasobiesprawę,żeKhaliljestdobrymczło-
wiekiem.

Pokonferencjiposzedł,żebyrozwiązaćkwestiezwiązanezKadarem,aonaspo-

tkała się z asystentem, z którym miała omówić plan kolejnych kilku dni. Brygada
prawników sporządziła umowę małżeńską, którą podpisali, po czym zjedli kolację
irozeszlisiędoswoichpokojów.

Jużzanimtęskniła.Zdałasobiesprawę,żemusiznimporozmawiać;ślubmiałsię

odbyćjutro,aonizamienilizaledwiekilkasłówdotyczącychwarunkówprawnych.
Niechciałaichzresztąomawiać.Chciałapoprostuznimbyć.

Bezszelestnie wymknęła się z pokoju i zakradła do pokoju Khalila. Zapukała do

drzwizwacymsercem.

Proszę.
Elena weszła do środka. Kiedy ujrzała Khalila, cały świat zniknął. Miał rozpię

koszulę,spodktórejdojrzałajegoopalonybrzuch,iwstrzymałaoddech.

Khalillekkospochmurniał,choćniebyławstanieodczytaćjegoemocji.
Myślałem,żetoktośzpersonelu.
Nie.
Uśmiechnąłsięlekko.
Towidzę.
Poczułaprzypływnadziei,nadktórąniebyławstaniezapanować.Jedenuśmiech

ibyłazgubiona.

Pomyślałam,żepowinniśmyporozmawiać.
Oczym?
Jutrobierzemyślub,Khalil–przypomniałamu.
Wiem.Maszwątpliwości?Tchórzysz?
Zaskoczyłojątopytanie.
Nie.–Wzięłagłębokioddechizmusiłasię,żebyoderwaćwzrokodjegoklatki

background image

piersiowej.–Aty?

Nie.
Nawetpomimotego,żewogóleniechciałeśsiężenić?
Zorientowałasię,żeniepowinnanaciskać.Sytuacjastałasięnaglepoważna.
Znaszmojezdanienatentemat.
Złokonieczne?
Przechyliłgłowę.
Tomożezadużopowiedziane.
Elenaprzewróciłaoczamiwpróbieprzywróceniasytuacjiżartobliwegotonu.
Cóżzaulga.
Uśmiechnąłsię,aElenasięrozpogodziła.Uwielbiałatenuśmiech.Kochała
Ale teraz mu tego nie powie. Wiedziała, że jeszcze nie jest na to gotów, a ona

samaniemiałapewności,czyjestgotowamutomówić.

Dlaczegotuprzyszłaś,Eleno?zapytałcicho.
wiłamjuż.Żebyporozmawiać.
Podszedłdoniej,ajegooczybłyszczałyrozbawieniem.
Jesteśpewna?
Zaschłojejwustach.Sercezabiłomocniej.
Nie.
Podszedłdoniejnatyleblisko,żemogłagodotknąć.Uśmiechnąłsię.
Takmyślałem.
Oczywiście,żetakmyślał.Jejprzywiązaniebyłooczywisteiniezaprzeczalne.To

jąośmieliło.

Pragnęcię,Khalil.
Jegooczyznówrozbłysły.
Jaciebierównież.
Pożądanie.Takprosteitakobezwładniace,aleElenaczułajeszczewięcej.Czu-

ławdzięcznośćipodziw,szacunekiradość,awszystkotomiałoźródłowjegooso-
bie.Wtym,jakjejpomógłiuczyniłjąsilniejszą.Nigdysięniespodziewała,żemoże
poczućcośtakiegododrugiejosoby.

Chciałamupowiedzieć,coczuła.Jużotwierałausta,aleKhalilniepozwoliłjejna

to.

Położyłjejdłonienaramionachiprzyciągnąłjądosiebie.Elenamusiałaprzyznać,

żetakbyłolepiej.Khalilniechciałjejsłów,deklaracjiczyuczuć.Chciałtego.

Ionateż.
Wciągnął ją na łóżko i jednym zgrabnym ruchem zdjął z niej sukienkę. Żadne

z nich nie odezwało się ani słowem. Jutro będą robić to samo, tylko już jako mąż
iżona.

AleElenawgłębisercajużczułasięjegożoną.Wiedziała,żeczujedoniegozbyt

dużo, ale nie chciała o tym myśleć, kiedy jej dotykał i ją całował. Nie chciała się
ograniczać.Chciałatylkowpełnidoświadczyćwszystkiego,coKhalilmiałjejdoza-
oferowania.

Po wszystkim leżeli zaplątani w pościel. Dłoń Eleny spoczywała na jego klatce

piersiowej,aKhalilgłaskałjąporamieniu,niemalbezwiednie.Czułasięspełniona.

Chciała,żebyjużzawszetakbyło.Topewniepobożneżyczenie,alebyłajużzmę-

background image

czonaintrygami,politykąiniepewnością.Chciałatylkotego.Khalila.Jużnazawsze.

KiedybędzieszrozmawiałzAzizem?zapytałacicho.Niezależnieodwszyst-

kiegowciążmusiałastawiaćczołorzeczywistości.

BędęnaciskałnaspotkanieodrazupopowrociedoKadaru.Dowiesięoczywi-

ścieonaszymmałżeństwie.

Myślisz,żebędziezły?
Niemampocia.Tyznaszgolepiejniżja.
Naprawdę?Podparłasięnałokciu.–Nieznałeśgojakodziecko?
Opuściłempałacwwiekusiedmiulat.Widziałemgotylkoraz.Ojciecnassobie

przedstawił.

wiłspokojnymgłosem,aleczułanapięciewjegomięśniach.Spojrzałananie-

go,porazkolejnyuświadamiającsobie,jakmałoonimwie.

Tomusiałobyćtrudne–powiedziała–zostawićzasobąwszystko,coznałeś.
Tak,tobyłodziwne–przyznał.Miałnieprzeniknionywyraztwarzy.
Wiem,żenielubiszotymrozmawiać,aletacałasprawaztwoimojcemmusiała

byćokropna.–Spojrzałanabliznynajegonadgarstkach.–Skądmaszteblizny?

Jużmyślała,żenieodpowie.Nieodzywałsięprzezdłuższąchwilę.
Byłemzwiązany–powiedziałwkońcu–przezkilkadni.Szarpałemsię,stądte

blizny.

Elenawpatrywałasięwniegoprzerażonymwzrokiem.
Związany?Kiedy?
Kiedymiałemsiedemlat.Kiedywygnałmniemójojciec.
Alemyślałam,żebyłeśwAmerycezciotką.
Znalazłamnie,kiedymiałemdziesięćlat.PrzeztrzylatamieszkałemzBeduina-

mi w odległym zakątku Kadaru. Szejk lubił się nade mną znęcać. Związywał mnie
albo publicznie tłukł. Próbowałem ucieczki, ale nigdy mi się nie udało. Rozumiem,
jaktojestbyćwięźniem,Eleno.–Wypuściłpowietrze,aElenaodruchowogouści-
snęła.

Przykromi.
Tobyłodawnotemu.
Aleczegośtakiegosięniezapomina.–Przypomniałasobie,jakjejpowiedział,

żebędziejądobrzetraktował.–Aletenmężczyzna,tenszejkDlaczegosięnad
tobąznęcał?

Wzruszyłramionami.
 Ponieważ był małym okrutnym człowiekiem. I dlatego, że mógł. Chociaż nie,

pewnietodlatego,żemojamatkabyłajegokuzynkąiswoimdomniemanymcudzo-
łóstwemprzyniosłahańbęrodzinie.Abdul-Hafizitaknielubiłtejrodzinyzato,że
opuściłaplemięiszukałaszczęściawSiyadzie.–Uścisnąłjąmocniej.–Dlategomój
ojciecposłałmniewłaśniedonich.Odesłałmniedomoichludzi,wiedzącdoskonale,
żemnąwzgardzą.Itakbyło,przynajmniejnapoczątku.Ironiapoleganatym,żete-
raztojajestemichszejkiem.

wiłspokojnie,aległosdrżałmulekko.Elenaniechciałasobienawetwyobra-

żać, przez co przeszedł. Zniewagi, tortury, wrogość. Związywanie kilkuletniego
chłopca?Biciegodokrwi?Poczułafalęzłości.

Taksięcieszę,żeuciekłeś.

background image

Jateż.
Ajednak,czymożnataknaprawdęuciecodtakiejprzeszłości?
Jegosercerównieżpokrywałyblizny.Nicdziwnego,żenikomunieufał.Nicdziw-

nego,żenieinteresowałygozwiązki.

Czyjejudasięgozmienić?Ocalić?
Odegnała od siebie te pytania, wiedząc, jak bardzo są niebezpieczne, ale odpo-

wiedzijużpojawiałysięwjejgłowie.

Tak.Mogła.Musiałaprzynajmniejspróbować.Kochałagoiniewyobrażałasobie

życiabezniego.Bezjegomiłości.

Zaczęła całować jego ciało, każdą jego bliznę, z czułością, okazując mu miłość

ciałem.Niemogłajeszczeużyćsłów.

Kiedy weszła na niego i zaczęła poruszać biodrami, zamknął oczy i poddał się

przyjemności.Elenamiałanadzieję,żerozumieto,cochciałamupowiedzieć.

Khalilniemógłspać.Wpatrywałsięwbaldachiminasłuchiwałrównegooddechu

Eleny.Zastanawiałsię,dlaczegotylejejpowiedział,wyjawiłto,czegoniewiedzieli
nawetDimaczyAssad.Niechciał,byktokolwiekwiedziałojegoupokorzeniu,ajed-
nak jej się zwierzył. Chciał, żeby ktoś zaakceptował go całkowicie. Jej odpowiedź
rozłożyłagonałopatki.Jejdotykbyłsłodki,aciałochętneWciążniebyłpewien,
czyrozumie,naczympolegamiłość,aleprzypuszczał,żebyłotocośtakiego.Jeżeli
sięniemylił,chciałwięcej.Chciałkogośpokochaćibyćprzezkogośkochanym.

Głupiec, głupiec, głupiec. Do tego szalony. To było małżeństwo z rozsądku, nie

żadnamiłość,zaufanieczybliskość.PowiedziałElenie,żesobietegonieżyczy.

Więccosięzmieniło?
Coś na pewno. Czuł, że coś się w nim zmienia, odkąd ją poznał, odkąd dojrzał

wniejsiebie.

Jak mógł teraz wrócić do swego zimnego, pozbawionego cieplejszych uczuć ży-

cia?

Zaufałjejwtakwielukwestiach.Czymógłjejrównieżpowierzyćsweserce?

Ceremoniaślubnaodbyłasięwpałacowejkaplicy.Listagościskładałasięzczłon-

kówradyiichżon,atakżekilkuambasadorówidyplomatów.

Elenamiałanasobiekremowąjedwabnąsuknięistroikwpodobnymkolorze.Nie

miaławelonuanibukietu,aniwłaściwieniczegotypowoślubnego.Strójwybrałapo
powrociedoTallii–myślaławyłącznieotym,cochcenimprzekazać.Chciałaspra-
wiać wrażenie kobiety, która ma kontrolę nad własnym krajem i przyszłością, do-
skonaleprzygotowanejdomałżeństwa.

Nie chciała natomiast wyglądać jak kobieta zakochana. Kiedy recytowała słowa

przysięgi, nagle zapragnęła mieć na sobie suknię w kształcie bezy, wielki bukiet
i piękny welon. Pożałowała też, że nie miała ojca, który poprowadziłby ją do ołta-
rza.

Trudno,powiedziałasobie.Tomałżeństwojestważne,nieślub.
Ceremonianietrwałazbytdługo.Wypowiedzielisłowaprzysięgiipocałowalisię

chłodno.

PowszystkimElenakrążyławśródgości,niespuszczającwzrokuzKhalila,który

background image

był pochłonięty rozmową z doradcami, zachwyconymi, że wreszcie wydali ją za
mąż.

Poprzyciuudalisiędoprywatnegoskrzydłapałacu,którepełniłofunkcjępoko-

jówdlanowożeńców.

W sypialni był schłodzony szampan, łoże z baldachimem, a w kominku płonął

ogień.

Tochybalekkaprzesada–oceniła,silącsięnalekkiton.
Tomiłe.–Wzruszyłwodpowiedziramionami.–Atywyglądałaśdziśpięknie.
Dziękuję.
Niemogłemoderwaćodciebieoczu.
Jaodciebieteżnie–uśmiechłasięnieśmiało.
Wiem.
Wiesz,żebrzmiszjakstrasznyarogant?
Aletoprawda.
Mogłeśotymniewspominać.
Aletoodwzajemnione.
Pocałowałją.
Całydzieńmyślałemotym,żebytozrobić.
Złapałjąirozpiąłsuwakjejsukienki.Zostałatylkowbieliźnie.
Myślę,żepora,żebyśzaczęłaspełniaćswemałżeńskieobowiązki.
Myślę,żemaszrację.
Potemzapadłacisza.
Powszystkimleżeliwuścisku,takjakzeszłejnocy.Elenapomyślała,żebyćmoże

toszczęściebędzietrwaćzawsze.

 Muszę jechać do Paryża – powiedział nagle Khalil. – Zobaczyć się z ciot

Dimą.Przeprowadziłasiętamtrzylatatemu.Powinnausłyszećomoimślubieode
mnie.Pozatymchciałbym,żebyśjąpoznała.

Oczywiście–odparła.
ApotemwrócimydoKadaru.DostałemwiadomośćodAziza.Zgodziłsięzemną

spotkać.

Tochybadobrze?
Mamnadzieję.Mamteżnadzieję,żeudamisięzmusićgodozorganizowania

referendum.

Ajeśliodwi?
Niewiem–powiedziałcicho.–Niechcęwojny.Aleniemogęteżzrezygnować

ztytułu.Niewiem,cozrobię.Wszystko,codotejporyzrobiłem,zrobiłemdlaKa-
daru.

Wiem.Alewierzę,żesobieporadzisz.MusiszprzekonaćAzizaiwygrać.
Ścisnąłjejdłońzuśmiechem.
 Modlę się o to. I chciałbym, żebyś wtedy przy mnie była. Ale potem możesz

wrócićdoTallii,takjakustaliliśmy.

Oczywiście,wkońcubędęmusiała.Aleczychciałbyś,żebymzostałanadłużej?
Tak–odparł.
Elenaścisnęłajegodłoń.Kochałategomężczyznęipojechałabyzanimwszędzie.
Więczostanę–powiedziała.Khalilzamknąłdystansmiędzynimipocałunkiem.

background image

ROZDZIAŁTRZYNASTY

NastępnegorankapolecielikrólewskimodrzutowcemdoParyża.
Musiszbardzokochaćswojąciotkę–powiedziała,kiedywystartowali.Królew-

skistewardprzyniósłimnatacykawęiciastka.

Tak,aletoskomplikowanarelacja.
Jakto?
KiedyDimamnieznalazła,zdążyłemspędzićtrzylatanapustyni.ByłemCóż,

trudnymdzieckiem.Chociażmożezdziczałytolepszesłowo.

Tookropne,cocięspotkało.
Tobyłodawnotemu.Choćprzyznaję,żemiałonamniewpływ.Przeztrzylata

traktowanomniejakzwierzę,więckiedyDimamnieznalazła,dalejsiętakzacho-
wywałem. Nie ufałem nikomu. Prawie nic nie mówiłem. Miała mnóstwo cierpliwo-
ści.WzięlimniezmężemdosiebiedoNowegoJorku.Znalazłaminauczycieliitera-
peutówipomogławrócićdożycia.

Skutecznie?
Dopewnegostopnia.NigdyjednaknieczułemsiędobrzewAmeryce.Niktnie

rozumiałanimnie,anitego,coprzeszedłem.NawetDima.

wiłeśjej?
 Trochę. Myślę, że tak naprawdę nie chciała wiedzieć. Chciała, żebym zapo-

mniał o Kadarze, ale nie mogłem zapomnieć o tym, co mi się prawnie należało.
Dimanigdytegonierozumiała.

Jakto?
Pewniewspomnieniabyłyzbytbolesne.WychowałasięwSiyadzie,alezawsze

chciała wyjechać. Kiedy umarła moja matka, ciotka ciężko to przeżyła. Wyszła za
amerykańskiegobiznesmena,wyjechałainigdyniechciaławracać.

Alewie,żecisiętonależy.
Cóż.Wystarczy,żewAmeryceomniezadbała.Posłałamniedoszkołyzinter-

nateminastudia,atakżepomogławzałożeniupierwszegointeresu.Tobyło,zanim
wstąpiłem do Legii Cudzoziemskiej. Myślała, że to pomoże mi zapomnieć o Kada-
rze,aleniepomogło.

Alejednakjesteścieblisko,prawda?
Tak.Ocaliłamiżycie.Alemamnadzieję,żezrozumie,żechcęsięjejodwdzię-

czyćpoprzezzostanieszejkiem.

Chociażonasobietegonieżyczy.
Dokładnie.
Milczeliprzezdłuższąchwilę.
Chcęcipomóc,Khalil.Wiem,żemieliśmyżyćosobnoibezmiłości.Pytałeśkie-

dyś,czyniechciałabymwyjśćzakogoś,ktomniewspieraikocha.Powiedziałam,że
nie,tylkodlatego,żeniewiedziałam,żektośtakiistnieje.

Jateż–odparł,awEleniezakiełkowałanadzieja.

background image

Więcterazzmieniłeśzdanie?
Niewiem,Eleno.Wiemtylko,żecokolwiektojest,chcęwięcej.
Jateż–wyszeptała.
Alebojęsię.
Wiem.Alechcęzasłużyćnatwojąmiłość.–Wstrzymałaoddech,chcąc,żebypo-

wiedziałjejto,cochciałausłyszeć.

Chcęcizaufać–wziąłgłębokioddech–ipokochaćcię.
Wtymmomenciewszystkostałosięjasne.Obojeczulitaksamo.Cowięcmogłoby

pójśćnietak?

DimamieszkaławmiasteczkunieopodalÎledelaCité,dokądruszyliprostozlot-

niska.

Khalil cieszył się, że opowiedział Elenie o swoim dzieciństwie, ciotce, lękach

iwątpliwościach.Niewiedziałtylko,codalej.Alepomyśliotympóźniej.Terazmu-
siałsięskupićnaDimie.

ZadzwoniłdoniejjeszczezTallii,więcoczekiwałaich.
Powitałaichjużnaschodach,zniepewnymuśmiechemibiałymiwłosamiwnieła-

dzie.Wyglądaładużostarzejniżroktemu,kiedywidziałjąporazostatni.

Dima–uścisnąłją–poznajmojąmałżonkę,królowąElenęzTallii.
Waszawysokość–wymamrotałaidygnęła.
Bardzomimiłociępoznać.–Elenauścisnęłajejdrobnądłoń.
Elena i Dima zaczęły rozmawiać, a Khalil rozmyślał o nadchodzącym spotkaniu

zbratem.Dziwne,żesięnatozgodził.Możeposzedłporozumdogłowy?Możeuda
sięzorganizowaćreferendum?

Alecozjegożoną?
Może da się to unieważnić? Jednak to, że Aziz tak szybko się ożenił, niepokoiło

Khalila.Możebyłbardziejzdeterminowany,niżKhalilmyślał.

 Obawiam się, że będę się musiał na moment oddalić – powiedział kilka minut

później.–Muszęcośzałatwić.Alezjemydziśrazemkolację,prawda?

Oczywiście.Idź,idź,chcęlepiejpoznaćElenę.
NatesłowaKhalilposłałżonieznaczącespojrzenieiwyszedł.
Jestemtakaszczęśliwa,żeKhalilciępoznał–powiedziałaDima.–Powiedz,kie-

dysięzorientowałaś,żeciękocha?

Elenabyłazakłopotana.Niebyłapewna,coodpowiedzieć.AlejeżelinawetDima

wiła,żejąkocha,tonapewnotakbyło.

Pochyliłasiędoprzoduizaczęłaopowiadaćcałąhistorię.

background image

ROZDZIAŁCZTERNASTY

Kiedy następnego ranka Khalil i Elena zeszli na dół, zauważyli Dimę stocą na

środkupokoju.

Muszęztobąporozmawiać.–Byłablada.–Powinnamcibyłapowiedziećwcze-

śniej,dużowcześniej.Niechciałam,aleByławyraźniezdenerwowana.

Nierozumiem.
Elena nie chciała, żeby coś się zmieniło. Poprzedni wieczór był taki miły Nie

myślączabardzo,corobi,machłarękąipowiedziała:

Nieróbtego.
Wiesz,ocochodzi?
Nie,aleComumiałapowiedzieć?Żemazłeprzeczucia?
Aleco?
Elenazamrugała,zaskoczona,żetakszybkozrobiłsiępodejrzliwyizły.
Khalilwyszeptała.
Ocochodzi,Dimo?
Powinnamcibyłapowiedziećdawnotemu.–Jejgłosbyłpewny,cozaniepokoiło

Elenęjeszczebardziej.–Alebałamsię.Najpierwociebie,apóźniejosiebie.

wiszzagadkami.
Tylkodlatego,żeciąglesięboję.Alewidzę,żesięzmieniłeśiżekochaszEle-

Niemówmi,coczuję.
 Kahlil. – Dima zwróciła się do niego ze strachem, jakby stała przed plutonem

egzekucyjnym.–Haszemniejesttwoimojcem.

Khalilniemrugnąłnawetokiem.
Powiedzcoś–poprosiłaDima.
Bzdury.
Niewierzyszmi?
Dlaczegoterazmitomówisz?ZpowoduEleny?Bomyślisz,żesięzmieniłem?
Elenawzdrygnęłasię.
Poniekąd.Maszterazcelwżyciu,innyniżzostanieszejkiem.
Alekłamiesz.Haszemjestmoimojcem.
Dlaczegomiałabymkłamać?
Agresywniewzruszyłramionami.
Niechciałaś,żebymwracałdoKadaru.MożemojemałżeństwozElenądałoci

możliwość

Żebyodwićcitego,cocisięnależy?
Alemamdotegoprawo.
Nie–Dimawestchnęłaciężko.–Niemasz.
Niemam?
Elenazrozumiała,żetooznacza,żeKhalilstraciswątożsamość.Nicdziwnego,

background image

żeniechciałprzyjąćtegodowiadomości.

Wiem,żetrudnocitoprzyjąć
 Niby jak mam to przyjąć? – wybuchnął. – Dlaczego nie powiedziałaś mi tego

dwadzieściapięćlattemu?

 Powiedziałam ci: bałam się! Im dłużej to trwało, tym było trudniejsze. Nie

chciałam,żebyśmyślałźleomatce.

Aterazzatruwaszmojewspomnienia.Zawszebyładlamniedobra.Jakmogłaś?

Jakmożeszoskarżaćjąocośtakiego.

Wiem,żejestemtylkostarą,smutnąkobietą.Wiem,powinnambyłapowiedzieć

ciwcześniej.Myślałam,żeciprzejdzie.AprzynajmniejkiedyAzizzostałszejkiem.
Miałamnadzieję,żeteraz,zEleną,jesteśszczęśliwszy.

Więcskądtendziwacznytestament?
Możedlatego,żeAziznigdyniebyłzainteresowanyKadarem.Niewiem.
KhalilElenausiłowałauścisnąćjegodłoń,alewyrwałsię.
Maszczegochciałaś.Księcianazawołanie.
ToniefairNiechcętego.
Jatymbardziej.
Przykromi–wcięłasięDima–żeniepowiedziałamnicwcześniej.Alemusiałam

tozrobićteraz.Mówisz,żewybieraszsiędoKadaru.

Skądtowłaściwiewiesz?Mojamatka
Powiedziałami.Napisaładomnielist,wktórymprzyznałasiędowszystkiego.

Wysłałaminawetzdjęcietwojegoojca.

Nie.
NatesłowaElenaniemogłasiępowstrzymaćipodeszładoniego.
Khalil.KhalilSamanieomalsięrozpłakała.Jakmogłamupomóc?
Toniemożebyćprawda.–Ajednak.Niechciałwtowierzyć,alewierzył.
Mogępokazaćcitenlist,jeślichcesz.Izdjęcie.
Pokręciłgłową.
Kimonbył?
Jednymzestrażników.Maszjegooczy.
JaChcęzostaćsam–powiedziałtylkoiwyszedłzpokoju.

Toniemogłabyćprawda.Nieinie.
wiłjakmałychłopiec.Przerażonychłopiec.
Niebijmnie,proszę.Gdziejestmojamama?Iojciec?Proszę
Pojegoubrudzonejtwarzypłyłyłzy,aAbdul-Hafiztylkosięśmiał.
Khalilzakląłiwalnąłpięściąwścianę.
Nie.
Ajednakwiedział,żebyłatoprawda.Uderzyłogo,żecałejegożyciebyłooparte

nakłamstwie.

NigdyniezostanieszejkiemKadaru.
NiemożeteżwdalszymciągubyćmężemEleny.

Elena niespokojnie chodziła po salonie. Khalil wyszedł rano, a choć zbliżała się

północ,jeszczeniewrócił.

background image

Dima poszła do łóżka, przekonując Elenę, że rano wszystko będzie dobrze. Ale

niedlaKhalila.Znałago,wiedziała,jakijestsilnyidumny.

Azresztą,jaksięczuł,wiedząc,żeniejestsynemswegoojca?Żewszystko,wco

dotejporywierzył,byłokłamstwem?

Chciałagopocieszyć.Powiedziećmu,żetonieważne,czyjestszejkiem,czynie.

Chciałamupowiedzieć,żekochagozato,kimjest,aniezawyobrażenia.Chciała,
żebyjejmiłośćmiaładlaniegoznaczenie.

Obawiałasięjednak,żetakniejest.
Nagleusłyszałaskrzypnięciedrzwi.
Eleno.Myślałem,żeposzłaśjużspać.
Oczywiście,żenie!Martwiłamsięociebie!
Niemartwsięomnie.
Oczywiście,żesięmartwię.–Przygryzławargę.–Kochamcię,Khalil.
Roześmiałsię,nacoElenasięwzdrygnęła.
Trochęnatozapóźno.
Dlaczego?
Bonaszemałżeństwoniemajużpodstaw.
Cotakiego?Dlaczego?
Wpatrywałsięwnią.
Wieszdlaczego.
Wiem,żeniezostanieszszejkiemKadaru.Wiem,żetodlaciebiewielkieroz-

czarowanie.Alewciążjestemtwojążoną.

Unieważnimyślub.
Nibyjak?Kochaliśmysię,Khalil.
Dasiętozrobić.
Pokręciłagłową,zraniona.Naglejednakogarnąłjągniew.
Tytchórzu.Egoistyczny,bezmyślnytchórzu.Wydajecisię,żeskoroniejestem

cijużpotrzebna,tomożeszzapomniećozłożonejprzysiędze?

 A po co ci to małżeństwo, Eleno? Nie mam tytułu ani praw. Myślisz, że twoja

radabędziezadowolona?Markoswykorzystatotylkoprzeciwkotobie.

Nicmnietonieobchodzi.
Apowinno.
 Zapomnij o nich! Zapomnij o naszych rządach i o rozsądku. Powiedziałeś, że

chceszmniekochać.Zapomniałeśjuż?Amożekłamałeś?Maszjeszczeresztkiho-
noru?

Niechodziohonor.Uwalniamcię,Eleno.
Uwalniasz?Niezapytałeśmnienawet,czytegochcę.Wymówki,Khalil.
Ach,tak?Naprawdę?Samjużniewiem,kimjestem,Eleno.Zbudowałemżycie

nakłamstwie.Kimjestem?

Sobą.Mężczyzną,któregokocham.NiezakochałamsięwszejkuKadaru,tylko

wmężczyźnie,którytrzymałmniewramionach.

Tegomężczyznyjużniema.
Nieprawda.
Comamterazzrobić,Eleno?Kimmambyć?
Moimmężem,Khalil.PanucymmałżonkiemTallii.Ojcemnaszychdzieci.Męż-

background image

czyzną,którymzawszebyłeś:silnymiinspirucym.WciążjesteśszejkiemwKada-
rze.Powiedziałeś,żechceszuzdrowićkraj,iwciążmożesztozrobić.Azizbędzie
potrzebowałtwojejpomocy.Kadarteż.

Khalilzamilkł.
Więcciętonieobchodzi?Żejestemteraztylkozwykłymobywatelem?
 Powiedziałam ci, jesteś moim mężem. Tylko to się liczy. Sam mi mówiłeś, że

mogęstawićczołoradzie.Dziękitobiejestemsilniejsza.Alepotrzebujęmęża,który
byłbymirówny,którybędziemniekochałiwspierał.

Czuję,żewszystko,wcowierzyłem,zostałozniszczone.
Alejawciążtujestem.
PochwiliKhalilzwróciłsiędoniej.
Kochamcię,Eleno.Niewiem,cobymzrobiłbeztwojegowsparciaizaufania.

Chociażnanieniezasługiwałem.Niewiem,coteraz.

Razemcośwymyślimy.Kochamcię,atykochaszmnie.Tylkotosięliczy.
Przepraszam,żewciebiewątpiłem.Izato,żesiębałem.
Jateżsięboję–odparłaześmiechem.
Możemysiębaćrazem.–Objąłją.
Tomiodpowiada.
Niezasługujęnaciebie,Eleno.
Mogłabympowiedziećtosamo.
Pocałowałjąmiękkoitakczule,żeElenaomałosięnierozpłakała.
Alewciążniewiem,codalej.MuszępowićzAzizem,zrzecsiętronu
Wiem.
Alemaszrację,mogępomócKadarowi.
Kadarciępotrzebuje.Takjakja.
Przycisnąłswojeczołodojej.
Kochamcię.
wiłeśjuż,alemożesztopowtarzaćdokońcażycia.
Tak.
Kochamcię,Khalil.Niezależnieodwszystkiego.
Tak.
Żadneznichniewiedziało,coichczeka.Obojemusządorosnąć.Elenawierzyła

jednak,żeichmiłośćprzetrwa.

background image

Tytułoryginału:CapturedbytheSheikh
Pierwszewydanie:HarlequinMills&BoonLimited,2014
Redaktorserii:MarzenaCieśla
Opracowanieredakcyjne:MarzenaCieśla
Korekta:HannaLachowska

©2014byKateHewitt
©forthePolisheditionbyHarperCollinsPolskasp.zo.o.,Warszawa2016

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek for-
mie.
WydanieniniejszezostałoopublikowanewporozumieniuzHarlequinBooksS.A.
Wszystkiepostaciewtejksiążcesąfikcyjne.
Jakiekolwiekpodobieństwodoosobrzeczywistych–żywychiumarłych–jestcałkowicieprzypadkowe.
HarlequiniHarlequinŚwiatoweŻyciesązastrzeżonymiznakaminależącymidoHarlequinEnterprisesLi-
mitedizostałyużytenajegolicencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa
iznakniemogąbyćwykorzystanebezzgodywłaściciela.
IlustracjanaokładcewykorzystanazazgodąHarlequinBooksS.A.
Wszystkieprawazastrzeżone.

HarperCollinsPolskasp.zo.o.
02-516Warszawa,ul.Starościńska1B,lokal24-25

www.harlequin.pl

ISBN978-83-276-2279-2

KonwersjadoformatuMOBI:
LegimiSp.zo.o.

background image

Spistreści

Stronatytułowa
Rozdziałpierwszy
Rozdziałdrugi
Rozdziałtrzeci
Rozdziałczwarty
Rozdziałpiąty
Rozdziałszósty
Rozdziałsiódmy
Rozdziałósmy
Rozdziałdziewiąty
Rozdziałdziesiąty
Rozdziałjedenasty
Rozdziałdwunasty
Rozdziałtrzynasty
Rozdziałczternasty
Stronaredakcyjna


Document Outline