background image

MARGIT SANDEMO

BIAŁE KAMIENIE

Z norweskiego przełożyła

IZABELLA BUDZISZEWSKA

POL-NORDICA Publishing    Sp. z o.o.

Otwock 1997

Przekład elektroniczny przygotował

JaWa

1

background image

ROZDZIAŁ I

Echo nawołuje z urwistych brzegów

Pobyt w przydrożnej restauracji był ich ostatnim kontaktem z normalnym, beztroskim 

codziennym życiem. Później otoczyły ich cienie.

Znaleźli wolny stolik z widokiem na parking i autostradę prowadzącą ku kontynentowi. 

Mads   Billing,   specjalista   w   dziedzinie   reportażu   i   samouwielbienia,   odsunął   krzesła   dla 

swoich   obu   koleżanek:   Siri,   prowadzącej   „Kącik   dla   pań”,   i   jej   młodej,   początkującej 

pomocnicy Ylvy.

Chciałabym, żeby przestał patrzeć mi w oczy w ten irytująco poufały sposób, pomyślała 

Ylva. Nie interesuje mnie przecież czterdziestoletni facet. Czy nie widzi, że rani tym Siri? 

Ona żywi do niego wiele ciepłych uczuć, chociaż dobrze to ukrywa. Może to zauważyć tylko 

inna kobieta. Trzeba przyznać, że Mads Billing posiada trochę uroku właściwego starszym 

panom, ale nie chciałabym mieć przyjaciela, który dąży do tego, żeby być kimś popularnym 

dla samej tylko popularności.

O, tak! Opinia Ylvy na temat uroku starszego pana zachwiałaby chyba trochę, choć nie 

za bardzo, pewnością siebie Madsa. W Oslo mieszkały tłumy jego wielbicielek, młodych gęsi 

o pustym spojrzeniu, które przesiadywały w restauracjach i barach, żałośnie triumfując nad 

kobietami tego samego co one pokroju, jeśli tylko Mads poświęcił im choć odrobinę swojej 

uwagi. Ylva określała je mianem gęsi z tą głęboką pogardą, na jaką może się zdobyć osoba z 

zewnątrz.

Ylva była nieco młodsza od tych pań. Należała do pokolenia, które mimo młodego 

wieku zdążyło nauczyć się o życiu tyle, ile jego rodzice przez czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Jej 

rówieśnicy otwarcie i rzeczowo dyskutowali o sprawach, o których starsi w swojej młodości 

tylko szeptali w tajemnicy. Ylva była uświadomiona pod względem politycznym, naukowym i 

technicznym. Podobnie jak większość osób w jej wieku wyśmiewała stare filmy o miłości 

pokazywane   w   telewizji,   podczas   gdy   rówieśniczki   matki,   oglądając   te   same   filmy, 

wypełniały sale kinowe tłumionym szlochem. Z pełną niedowierzania pogardą odnosiła się do 

zwrotów   w   rodzaju:   „Kocham   cię”   czy   „Sprawiasz,   że   mocniej   bije   mi   serce”.   Młode 

pokolenie znało najnowsze marki samochodów, wiedziało wszystko o makijażu oraz ostatnich 

tendencjach w modzie i posługiwało się językiem, który mógł wywołać rumieńce na twarzy 

nawet najbardziej liberalnego pedagoga. A jednak nie do końca wyzbyło się romantycznych 

2

background image

marzeń, które przejawiały się w zainteresowaniu dla słodko różowych tapet albo też w tym, 

że cukierkowy szlagier trafiał niespodziewanie na pierwsze miejsce listy przebojów. Mogło to 

stanowić świadectwo złego gustu, ale równie dobrze wyrażać tłumioną potrzebę znalezienia 

przeciwwagi dla obowiązującego na co dzień trzeźwego realizmu.

Siri   rozłożyła   kupioną   przed   chwilą   gazetę.   Przed   gospodą   przejeżdżały   z   hałasem 

samochody.

–   Stwierdziłam,   że   ostatnio   czytam   najpierw   nekrologi,   a   dopiero   po   nich 

zawiadomienia o ślubie – powiedziała z lekkim westchnieniem. – Przerażająca oznaka tego, 

że się starzeję.

– No nie – Mads uśmiechnął się szarmancko. – Zostało ci chyba jeszcze sporo życia. 

Chociaż, szczerze mówiąc, nie wiem, ile masz lat.

–  Od  trzech   lat  trzydzieści  dziewięć  –  wyznała  szczerze  Siri.   – Trzy  lata,  w   ciągu 

których przybywało mi coraz więcej powagi.

Mads rzucił wymowne spojrzenie na piętrzące się przed nią ciastka.

– Czy także i ty masz zamiar dołączyć do moich wyrzutów sumienia? – zapytała Siri. – 

Czy „Pancernik Potiomkin” już nie wystarczy?

– A co, u licha, ma z tym wspólnego „Pancernik Potiomkin”?

–   Tak   nazywam   mój   nowy   gorset.   Niezwykle   przyziemne   urządzenie!   Trzeszczy   i 

uwiera przy najmniejszym przekroczeniu limitu kalorii. Któregoś dnia odkryłam, że odkąd 

skończyłam trzydzieści pięć lat, bardzo mnie polubiły dodatkowe kilogramy. Wierzcie mi, 

próbowałam wszystkiego. Doszłam jednak do wniosku, że nie mam ani krzty charakteru. 

Dałam za wygraną. Tak więc teraz gwiżdżę na wszystko i przyjemniej spędzam czas!

Nie   powinna   być   tak   bezwzględnie   szczera,   mówiąc   o   sobie,   pomyślała   Ylva   z 

niepokojem. Oczywiście, można ująć mężczyznę nawet tak szczególnym poczuciem humoru, 

ale raczej nie Madsa Billinga. On woli chyba więcej elegancji.

Ylva   podziwiała   swoją   szefową,   Siri   Gran,   ale   nie   na   tyle,   by   patrzeć   na   nią 

bezkrytycznie. Mogłaby chyba spróbować trochę schudnąć, pomyślała Ylva. Właściwie nie 

jest gruba, tyle tylko że ubrania nie leżą na niej dobrze. Wystarczyłoby, żeby zrzuciła sześć, 

siedem kilogramów.

Ylva,  która   sama  nigdy nie  miała   kłopotów  z  wagą,  nie   mogła   przecież  zrozumieć 

odwiecznej,   z   góry   skazanej   na   niepowodzenie   walki   dojrzałych   kobiet   przeciwko   zbyt 

obfitym kształtom. Co ona mogła wiedzieć na temat całych tygodni wyrzeczeń, w czasie 

których tak się męczyły, żeby schudnąć parę kilogramów, aby potem w przypływie desperacji 

i rezygnacji przybrać na wadze tyle samo w ciągu zaledwie kilku dni? Kiedy jest się młodym, 

3

background image

ciastka i inne frykasy nie smakują tak bosko, nie odczuwa się lęku przed odrobiną ruchu lub 

przed głodem, który fatalnie wpływa na samopoczucie.

Pominąwszy jednak małą nadwagę, Siri była właściwą osobą na właściwym miejscu. 

Ubrana z dyskretną elegancją, serdeczna i posiadająca znajomość ludzi, jaką dawał jej zawód, 

a jednocześnie wolna od arogancji i tupetu, którego z czasem nabierają dziennikarze, Siri 

podchodziła  do życia  z  dystansem.  Jej  niewysoka,  przysadzista  sylwetka,  przyjazne  oczy 

patrzące spod niegdyś połyskliwych ciemnych włosów, które obecnie straciły trochę blasku i 

koloru,   świadczące   o   skłonności   do   autoironii   ułożenie   ust   –   wszystko   to   sprawiało,   że 

ewentualny rozmówca czuł się przy niej bezpiecznie. Naturalnie, potrafiła być uszczypliwa w 

swoich błyskawicznych replikach, ale najczęściej złośliwości kierowała pod swoim własnym 

adresem, nikogo nie raniąc. Ylva ogromnie ją podziwiała.

Mads wstał, ukazując całą swoją imponującą postać. Miał 190 centymetrów wzrostu, 

ciemne   włosy   i   był   naprawdę   pociągający.   Sensem   życia   tego   zatwardziałego   starego 

kawalera   stało   się   publikowanie   w   gazetach   dobrych,   ciętych   reportaży,   natomiast 

przebywanie   w   towarzystwie   pań   stanowiło   jego   hobby.   Poza   tym   uważał,   że   byłoby 

nielojalnością w stosunku  do reszty rodzaju  żeńskiego obdarować taką doskonałością jak 

Mads Billing tylko jedną marną istotę.

– No i co dalej? – zapytał. – Jedziecie ze mną do tej doliny czy może wolicie wrócić 

pociągiem do Oslo albo zaczekać tu w hotelu?

– Przyda mi się widok czegoś leżącego z dala od cywilizacji - oświadczyła Siri. – Po 

przeprowadzeniu   wywiadów   z   najlepiej   ubranymi   kobietami   w   Oslo   potrzebuję   trochę 

świeżego powietrza! Najgorsza była ta ostatnia dzisiaj. Chodząca doskonałość. Powinieneś 

zobaczyć jej dom! Świeżo wyczesane psy, świeżo uczesane dzieci, dobrze wytresowany mąż, 

no i te niepospolite talenty kulinarne! Zgroza! Jadę z tobą. A ty, Ylvo?

Młoda dziewczyna zawahała się przez chwilę. To jasne, że Siri chciała się wybrać na 

romantyczną wycieczkę na odludzie! Czy w takim razie ona, Ylva, nie powinna trzymać się z 

daleka i dać koleżance szansę przebywania sam na sam z obiektem skrywanej miłości?

– Chodź!  –  zadecydowała  wspaniałomyślnie  Siri.  –  Dobrze  ci  zrobi  przyjrzenie  się 

okolicy nie tylko z okien samochodu.

– To będzie prawdopodobnie dość nudne – ostrzegł Mads, kiedy szli do auta. – Sprawa 

dotyczy nowego projektu pozyskiwania ropy naftowej z łupków. Chodzi o powstrzymanie 

odpływu  ludności ze wsi. Porozmawiam trochę z mieszkającymi na tym terenie ludźmi i 

przyjrzę   się   okolicy,   żeby   sklecić   efektowny   artykuł.   Zagram   na   wzniosłych   tonach   nie 

wykorzystanych   zasobów   naturalnych   i   na   niezdolności   władz   do   perspektywicznego 

4

background image

myślenia, o ile wykracza ono poza obręb miasta. Wizyta w tej zapadłej dziurze nie będzie dla 

was specjalnie ciekawa, ale...

– W porządku – przerwała Siri – To chyba ostatnie spotkanie w tej serii reportaży z 

podróży, prawda? Uważam, że dobrze się nam współpracowało. Dziękujemy, że mogłyśmy 

jeździć twoim samochodem. Podróże pociągiem tak otępiają. Trzeba wędrować z dworca na 

dworzec,   przesiadywać   godzinami   w   zatłoczonych   poczekalniach   i   być   narażonym   na 

zaczepki podchmielonych facetów. Mam nadzieję, że nie wchodziliśmy sobie w drogę?

– Wszystko szło świetnie – powiedział Mads, rzucając Ylvie pełne podziwu spojrzenie. 

– Wsiadajmy do samochodu. Myślę, że zaraz będzie padać...

Dwie godziny później stały z Madsem na chybotliwym pomoście w gęstej, wilgotnej 

mgle, żałując, że jednak nie wróciły do hotelu.

– Tak,  najwyraźniej   tutaj  będziemy  musieli  zostawić  samochód  – stwierdził  ponuro 

Mads. – Szkoda, bez niego czuję się jak bez ręki.

– Po co my się tam właściwie wybieramy? – zapytała z niechęcią w głosie Siri. – Tam 

przecież nie ma żadnych zabudowań.

– Rozmawiałem z naszym przewoźnikiem. Podobno przez ten świerkowy las biegnie 

pod górę jakaś droga. która prowadzi do Myrsökket.

–   Myrsökket!   –   mruknęła  Ylva,   otulając   się   szczelniej   letnim   płaszczem.   –   Co   za 

zachęcająca nazwa! Królestwo za klitkę w hotelu!

– Rzeczywiście, nie jest to jakaś turystyczna okolica – odrzekł Mads. – Obiecano mi 

nocleg w jednym z gospodarstw w Myrsökket. Jeśli dacie radę tam dotrzeć, znajdzie się 

chyba miejsce i dla was. W zamian za to obiecuję, że kiedy dotrzemy do Oslo, zaproszę cię do 

luksusowego lokalu, Ylvo. Przedstawię cię tam tylu sławom, ilu tylko zechcesz.

–   Świetnie!   –   odpowiedziała   Ylva   z   entuzjazmem.   –   Słyszałaś,   Siri?   Zostaniemy 

zaproszone do luksusowej restauracji przez najbardziej seksownego faceta w mieście!

Mads nie uwzględnił w tym zaproszeniu Siri, poza tym uważał, że ton Ylvy jest w 

najwyższym   stopniu   lekceważący,   ale   jak   na   dżentelmena   przystało,   przyjął   jej   słowa   z 

czarującym uśmiechem.

Siri myślami była daleko od luksusowych restauracji w Oslo. Spoglądała z obawą na 

wielkie stalowoszare jezioro, które równie dobrze mogło być odnogą fiordu, oraz na strome 

urwiska z pozostałościami lawin na brzegu. A więc tam się mieli dostać. Chmury, otulające 

ponurą, ciężką warstwą  pasmo górskie. odsłaniały tylko kilka zapomnianych  szczytów  w 

szerokiej dolinie porośniętej świerkowym lasem, który zbiegał wąskim pasmem w dół aż do 

5

background image

samej wody. Siri przypuszczała, że Myrsökket leżało w tej niecce pośród gór. Świadomość, że 

spędzi z Madsem kilka dni na tym odludziu. dodała jej sił.

Mads też popatrzył na kamienistą stromiznę, pocieszając się. że w wolnych chwilach 

będzie mógł dokonać kolejnego podboju w nowej i cennej klasie wiekowej. Miał tu na myśli 

Ylvę. Dlatego właśnie nalegał, żeby koleżanki mu towarzyszyły. Nie chodziło przecież o to, 

żeby pobyt na wsi był jeszcze nudniejszy niż to konieczne.

Weszli do małej łódki.

– Czy to jedyna droga wiodąca do Myrsökket? – zapytała Siri chłopa, który na chwilę 

miał się zamienić w przewoźnika.

– Tak.

– Czy ludzie mieszkają tam od dawna?

– Chyba tak. Dobra tam ziemia.

– Czy to duża wieś? – indagowała dalej Siri, podczas gdy rytmiczne uderzenia wioseł 

rozbijały wilgotną ciszę, w której głosy ludzi rozbrzmiewały głuchym echem.

– Nie, jakieś dwanaście, trzynaście gospodarstw.

– Boże, muszą chyba ciągle zawierać małżeństwa w rodzinie! – wykrzyknęła Ylva bez 

zastanowienia.

– Tak, niemal wszyscy są tam ze sobą spokrewnieni.

– To chyba niedobrze – wtrąciła ostrożnie Siri.

– Rzeczywiście.

Przewoźnik nie był szczególnie rozmowny.

Ylva spojrzała na wiszące chmury i udając przerażenie odegrała dramatyczną scenę z 

okrzykami grozy, jękami i żywą gestykulacją:

– Spowija nas mgła! Zabłądziliśmy... Jesteśmy zgubieni!

– ...zgubieni! – powtórzyło echo z urwiska.

– Och! – pisnęła Ylva. – Przestraszyłam się. W mieście niezbyt często obcuje się z 

echem. Hej, ty tam na górze! Jesteś człowiekiem czy duchem?

– ...duchem – odpowiedziały góry.

Siri zadrżała.

–   Nie   sądzę,   żebym   mogła   go   polubić   –   szepnęła  Ylva,   pochylając   się   do   tyłu.   – 

Myślicie, że mnie słyszy, kiedy mówię szeptem?

– Siedź spokojnie w łódce! – rzucił nerwowo Mads.

– Brzmiało to dokładnie tak, jakby ktoś tam był – stwierdziła zdumiona Ylva. – Po co 

tam siedzisz i co knujesz?

6

background image

– ...knujesz.

– Czy to coś w Myrsökket?

– ...Myrsökket.

– Nie, uważam, że jesteś wstrętne!

– ...wstrętne.

– Czy nie możesz powiedzieć czegoś miłego, czegoś o radości i szczęściu i słońcu?

W tym momencie znaleźli się już poza zasięgiem echa i nie otrzymali odpowiedzi.

ROZDZIAŁ II

Oczy drapieżnych ptaków śledzą przybyszów

Przewoźnik wysadził ich na ocieniony świerkami brzeg i natychmiast wyruszył w drogę 

powrotną   do   domu   położonego   w   słabo   zaludnionej   okolicy,   którą   mijali   po   drodze   do 

przystani. Wraz z jego odejściem została zerwana ostatnia nić łącząca trójkę przybyszów z 

innymi ludźmi.

Fale wywołane przez łódkę, szemrząc smętnie, wkradały się pod korzenie drzew na 

podmytym   brzegu.   Siri   popatrzyła   na   wijącą   się   stromo   drogę   pośród   lasu   i   ciężko 

westchnęła.

–   Głupio   z   mojej   strony,   że   was   tu   ciągnąłem   –   mruknął   Mads.   –   Ale   nie 

przypuszczałem...

Siri zmusiła się do uśmiechu.

– Taka odmiana w monotonnym życiu mieszczucha może okazać się miła. A poza tym 

przecież   pojutrze   wracamy.   Szkoda   tylko,   że   Ylva   i   ja   jesteśmy   ubrane   tak,   jakbyśmy 

wybierały się gdzieś z wizytą. Tutaj przydałby się bardziej praktyczny strój. Miejmy nadzieję, 

że nie trzeba będzie iść długo.

Niestety! Droga znad jeziora wiła się pod górę ostrymi zygzakami, przez co odległość 

jeszcze się zwiększała. Nie widzieli nic poza wysokimi świerkami w morzu nieprzeniknionej 

mgły, które powoli i mozolnie pokonywali, zmierzając, zda się, prosto do nieba. Prawie ze 

sobą nie rozmawiali, gdyż brakowało im tchu.

Zaczynało się już zmierzchać, kiedy przestali wreszcie iść pod górę. Obeszli dokoła 

niski grzbiet górski, położony między sięgającymi chmur szczytami. Po przebyciu kilometra 

po przyjemnie opadającym terenie ujrzeli wieś otoczoną lasami i górami. Myrsökket...

7

background image

– Och, nie! – jęknęła Siri. – To ma być zapłata za nasz trud?

Jej zamszowe buty całkiem straciły fason, a wilgotne powietrze zupełnie zniszczyło 

fryzurę. W takim stanie ani Siri, ani Ylva nie odważyłaby się przestąpić progów sterylnie 

czystych domów eleganckich pań. Mads Billing musiał się przyznać sam przed sobą, że jego 

kondycja   nie   jest   tak   dobra,   jak   sobie   wyobrażał.   Wszystkim   trojgu   doskwierał   głód   i 

dokuczały otarte stopy. Byli rozdrażnieni, a roztaczający się przed ich oczami widok nie 

dodawał otuchy.

– Spośród wszystkich niedostępnych miejsc... – zaczął Mads.

Ciężkie chmury wiszące nad niewielką żyzną doliną sprawiały, że zmierzch zapadał tu 

szybciej.   Przybyszom   udało   się   jednak   dostrzec   szczegóły   ukształtowania   terenu,   drogę 

wijącą się przez wieś w podmokłej dolinie rzeki i małe ścieżki, jak żyły liścia, wiodące do 

gospodarstw.  Ylva   policzyła   je   w   myślach.  Tak,   było   ich   trzynaście,   nie   licząc   niedużej 

kaplicy. To znaczy, jedno z gospodarstw było w ruinie. Leżało tak wysoko na zboczu góry, że 

kłębiaste   strzępy   chmur   błąkające   się   między   ponurymi   drewnianymi   zabudowaniami 

nadawały ich fragmentom upiorny widok. Jednak inna zagroda różniła się od pozostałych 

jeszcze bardziej. Było to okazałe gospodarstwo z nowymi budynkami i rozległymi polami.

– Czy właśnie tam mamy mieszkać? – zapytała z nadzieją w głosie Ylva. – .Może mają 

tam nawet wannę.

– To musi być gospodarstwo Erika Bjora - odparł w zamyśleniu Mads – najważniejszej 

osoby   po   tej   stronie   jeziora,   członka   rady   gminnej,   przewodniczącego   rady   parafialnej, 

prezesa Bóg wie ilu zarządów. Jednego z tych, którzy wieczorną modlitwę zaczynają od słów: 

„Drogi kolego!” Podobno mają z nim kłopoty w sprawie wykorzystania łupków. Mimo że 

zarówno tej wsi, jak i całej gminie, do której ona należy, grozi wyludnienie, człowiek ten 

uparcie sprzeciwia się projektowi, który może je uratować. Ponoć powiedział kiedyś: „Tylko 

nie w Myrsökket”.

– Patriotyzm lokalny jeszcze gdzieniegdzie daje  o sobie znać – powiedziała Siri. – 

Dziwne, że taka szycha zadowala się mieszkaniem w podobnej dziurze.

– To zdaje się jego rodzinna zagroda. Niestety, chyba nie tam mamy się zatrzymać. Sam 

jeszcze nie wiem, gdzie. W każdym razie u Torsteina Vile.

–   Chciałabym,   żeby   ktoś   wyszedł   nam   na   powitanie   –  Wtrąciła  Ylva.   –  Wszystko 

wygląda tak obco i niegościnnie.

Mads Billing rzucił na nią spojrzenie. Jej krótkie, grube blond włosy o odcieniu żyta 

kręciły się miękko wokół młodzieńczo świeżej twarzy o szarych oczach, bystrych i zawsze 

ciekawych świata. Uważał Ylvę za wesołą i towarzyską dziewczynę o ciętym języku, otwartą 

8

background image

na   nowe   wrażenia.   Posłał   jej   konfidencjonalny   uśmiech,   ale   natychmiast   zmroziła   go 

wzrokiem.   Lojalność   była   jedną   z   cnót  Ylvy,   nawet   jeśli,   gdyby  oceniać   z   tradycyjnego 

punktu widzenia, nie miała owych cnót zbyt wiele.

Mads   jednak   wytłumaczył   sobie   jej   lodowate   spojrzenie   na   swój   sposób.   Aha, 

dziewczyno, należysz do takich, które nie chcą się tanio sprzedać! pomyślał. Próbujesz mnie 

sobą zainteresować, okazując całkowity brak zainteresowania. Ale Mads Billing i z takimi 

dziewczynami umie sobie radzić. Właśnie one chętnie ulegają, kiedy się z nimi podroczę na 

tyle długo, że stracą pewność siebie.

Ylva wyglądała naprawdę atrakcyjnie w białym płaszczu kontrastującym ze śniadą cerą. 

W  tym   obcym   i   przygnębiającym   otoczeniu   sprawiała   jednak   wrażenie   bezradnej.   Nagle 

Mads   zapragnął   odmłodnieć   o   dwadzieścia   lat.   Nigdy   wcześniej   czegoś   takiego   nie 

doświadczył. Pomyślał z goryczą, że to zawsze starsza strona pyta: „Dlaczego nie należymy 

do tego samego pokolenia?”  Młodzi na to gwiżdżą. Przeżył lekki szok, kiedy dotarło do 

niego, że tak naprawdę należy do tej samej generacji co Siri. Co za przerażająca myśl! Tak 

długo wykorzystywał swój atrakcyjny wygląd i chłopięcy urok, że zapomniał, iż również dla 

niego czas jest nieubłagany. Mads Billing nagle odczuł w dwójnasób zmęczenie i głód.

– Wydaje mi się, że tam w dole przy płocie stoją jacyś tubylcy – odezwała się Siri. – 

Zapytamy ich.

„Tubylcy” zobaczyli przybyszów z miasta już z daleka. Teraz na nich czekali, śledząc 

wzrokiem każdy ich krok.

–   Fu!   –   mruknęła   Ylva.   –   Są   podobni   do   drapieżnych   ptaków   strzegących   bram 

królestwa strachu.

– Nie pozwól się ponosić fantazji – sprowadził ją na ziemię Mads. – To zwyczajni 

norwescy chłopi, sól tej ziemi.

– Sama pochodzę z chłopskiej rodziny – wtrąciła Siri. – Bardzo lubię chłopów i proszę, 

żebyś sobie z nich nie drwił. Ale Ylva ma rację. Tamci też mnie przerażają.

W miarę jak się zbliżali, coraz wyraźniej czuli na sobie uważne spojrzenia czterech 

mężczyzn w wieku od dwudziestu pięciu do osiemdziesięciu lat. Mads zdobył się na swój 

ujmujący uśmiech, którym – o czym był święcie przekonany – potrafił rozbroić każdego 

rozmówcę.

– Dzień dobry! – rzucił radośnie. – Jestem Mads Billing, dziennikarz z „Wiadomości”. 

Przyjechałem tu, żeby napisać artykuł o planowanych poszukiwaniach ropy naftowej, a to 

moje koleżanki...

Tym   razem   jednak   jego   uśmiech   trafił   w   próżnię.   Usłyszeli   kilka   wymamrotanych 

9

background image

nazwisk i z wielkim niesmakiem przyjęli uścisk czterech szorstkich, powalanych ziemią dłoni 

o niezwykle krótkich palcach, przypominających zwierzęce szpony. Wszyscy troje mogliby 

przysiąc,   że   podejrzliwe   oczy   mężczyzn   zwęziły   się   jeszcze   bardziej   na   dźwięk   słowa 

„dziennikarz”.

–   Mieliśmy   zamieszkać   u   Torsteina   Vile   –   kontynuował   Mads   już   z   mniejszym 

entuzjazmem. – Gdzie on mieszka?

Cztery   głowy   zwróciły   się   automatycznie   w   stronę   niewielkiego   gospodarstwa 

położonego wyżej na zboczu. Och, nie! Tylko nie tam, pomyślała z przerażeniem Ylva, ale 

zaraz zrozumiała, że nie patrzyli w kierunku podupadłej, upiornej zagrody, lecz w stronę 

sąsiednich budynków.

– Słyszałem, że ma tam mieszkać tylko jedna osoba – odezwał się szorstko któryś z 

mężczyzn.

– Zgadza się – rzucił szybko Mads. – Ale te panie nie miały się w tym czasie gdzie 

podziać. Czy nie znajdzie się u Torsteina miejsce także dla nich?

–   U   niego   nie   powinno   być   miejsca   dla   nikogo   –   powiedział   agresywnie   drugi 

mężczyzna. – Nikt nie wie, dlaczego ściąga tu wścibskich pismaków.

Siri zadrżała. W tej wypowiedzi wyczuwało się wyraźną wrogość.

Najmłodszy z mężczyzn zmierzył wzrokiem Ylvę od stóp do głów i pomyślał swoje o 

płaszczu, który nie sięgał nawet połowy uda. Ylva wyczuła, że w dolinie brakuje młodych 

dziewcząt...

Ten, który przemówił pierwszy, znowu się odezwał.

– A może zatrzymacie się u mnie? – zaproponował, zwracając głowę w kierunku innej 

zagrody. – To lepsze miejsce.

– Serdeczne dzięki za gościnność – powiedział grzecznie Mads. – Postaramy się o tym 

pamiętać, ale chyba najlepiej będzie, jeśli najpierw pójdziemy do Vilego. Przecież on na mnie 

czeka. Może kwestia zakwaterowania rozwiąże się na miejscu.

Równie  wyraźnie  dało  się  wyczuć  to, że  Mads  życzyłby sobie,  żeby  wszyscy  troje 

zamieszkali u Vilego, jak i to, że drugi mężczyzna próbował temu zapobiec.

– Czy to ta droga? Dobrze, dziękuję za informację! – dokończył trochę zbity z tropu 

Mads Billing, nadworny żartowniś i uwodziciel „Wiadomości”.

Kiedy szli pod górę w stronę zagrody Vilego, czuli na sobie ostre jak noże spojrzenia. 

Nie byli pewni, ale wydawało im się, że słyszą za sobą groźne pomruki.

–   Strażnicy   doliny  dali   znać   o   sobie   –   mruknęła   Siri.   –  Ale   my,   wbrew   ich   woli, 

przemknęliśmy   się   obok.   To   chyba   ty,   Ylvo,   powiedziałaś,   że   wszystko   tu   wydaje   się 

10

background image

zamknięte i opustoszałe. Natomiast ja mam wrażenie, że jesteśmy obserwowani z każdego 

okna w dolinie.

Ylva przystanęła i rozejrzała się wokół.

–  Tak.   Przez   pewien   rodzaj   istot   o   oczach   drapieżnych   ptaków,   które   śledzą   nas   z 

ukrycia.

– Jesteście niemądre! – prychnął Mads, oddalając się od nich.

Jednak Ylva rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na dolinę. Odczuwała silny, dławiący 

strach.   Ponure,   zamarłe   w   bezruchu   domy   z   trudem   dało   się   odróżnić   w   ostatnich 

przebłyskach światła dziennego. Pomiędzy podupadającymi budynkami opustoszałej zagrody 

snuły się strzępy chmur, a nadrzeczne mgły wciskały się pod drzewa rosnące wokół małej 

kaplicy na cmentarzu...

Czy to był widok, który mógł człowieka aż tak przestraszyć?

Może   to   tylko   wina   nieznanej   okolicy,   która   wytrącała   z   równowagi   biednego 

mieszczucha? A może gdzieś niedaleko stąd w ten melancholijny letni wieczór budziło się do 

życia coś mrocznego i niebezpiecznego?

Ylva spostrzegła, że jej towarzysze oddalili się od niej, narzucając takie tempo, jakby 

goniły ich duchy.

Gdy   byli   w   połowie   drogi   pod   górę,   z   domu,   który   musieli   minąć,   wyszedł   jakiś 

mężczyzna i w oczekiwaniu na nich oparł się o ogrodzenie.

– Jeszcze jeden, który chce się pogapić na dziwne stworzenia z wielkiego miasta –

mruknął cierpko Mads. – Czy w okolicy nie ma żadnych kobiet?

Jednak człowiekiem tym kierowało coś więcej niż tylko ciekawość. Nigdy wcześniej nie 

widzieli nikogo równie nieprzyjaznego. W odróżnieniu od tamtych przysadzistych, trochę 

podstępnych krępych gnomów, z którymi się właśnie rozstali, ten mężczyzna w wieku Madsa, 

o surowych niebieskich oczach i zaciętych ustach, był postawny i śniady. Pierwszą rzeczą, 

która rzuciła się Siri w oczy, były jego ręce o krótkich palcach, które wydawały się być 

znakiem   szczególnym   mieszkańców   Myrsökket.   Chociaż   dobrze   nie   dosłyszała,   jak   się 

nazywali   czterej   napotkani   mężczyźni,   pamiętała,   że   na   pewno   nie   nosili   tego   samego 

nazwiska.

– Jesteście z „Wiadomości”? – burknął mężczyzna.

Mads dokonał uprzejmej prezentacji.

– Nazywam się Jon Huus – rzekł krótko mężczyzna. – Jestem szwagrem Torsteina Vile i 

gajowym. Nie wierzę zbytnio w dyskrecję dziennikarzy, ale muszę was prosić, żebyście pisali 

o ropie naftowej i o niczym innym! Poza tym nie interesujcie się samym Myrsökket! A przede 

11

background image

wszystkim nie dręczcie mojego szwagra natrętnymi pytaniami! Jest wdowcem i miał przez 

jakiś czas pod dostatkiem zmartwień.

– Mój drogi przyjacielu – odparł kpiąco lekko poirytowany Mads. – Zapewniam cię, że 

dziennikarzy nie interesuje prywatne życie zwykłych ludzi. Moją wielką pasją jest handel i 

przemysł, a te młode damy interesują się jedynie strojami.

No ładnie! pomyślała oburzona Ylva, podczas gdy Siri z zachwytem odnotowała słowa 

„młode damy”. Szkoda, że ten postawny mężczyzna musi być taki obcesowy i nieokrzesany, 

pomyślała Siri odrobinę zmieszana, kiedy poczuła na sobie jego posępne spojrzenie.

Ylva, która nie zaliczała się do strachliwych, wypaliła bez namysłu:

– Będziemy umieli się zachować. Przybyliśmy tu w pokojowych zamiarach, a jak dotąd 

spotykamy się tylko z wrogością i złem! Cała ta dolina śmierdzi zgnilizną!

Oczy Jona Huusa zapłonęły gniewem, gdy usłyszał te słowa, ale zdołał się opanować:

– Zło Myrsökket ma korzenie w przeszłości – wyjaśnił. – Od półtora wieku ciąży nam 

jak głaz. Chcemy mieć wreszcie spokój!

W milczeniu doszli do domu Vilego.

– Jeśli zło ma korzenie w przeszłości – powiedziała z namysłem Ylva – dlaczego są tacy 

wystraszeni? Co kryje ta dolina?

ROZDZIAŁ III

Ylva spotyka cień z przeszłości

Po   tych   wszystkich   dziwacznych   typach,   jakie   napotkali,   Torstein   Vile   stanowił 

przyjemną odmianę. Był to niewysoki, skromny człowiek o przerzedzonych siwych włosach i 

dziecinnie   niebieskich   oczach,   które   czasami   rozbłyskiwały   zapałem   i   radością,   ale 

najczęściej malował się w nich wyraźny smutek. Chociaż miał na sobie robocze ubranie i 

dobiegał od niego lekki zapach obory, wiadomo było, że z taką samą naturalną godnością 

nosiłby odświętne ubrania. Nie przeszkadzało mu, że zamiast jednej osoby będą u niego 

mieszkać trzy, i kiedy po wielu przeprosinach wrócił przebrany w domowy strój, ugościł ich 

solidną wiejską kolacją, która wspaniale smakowała. Gdyby nie obolałe nogi, przybysze z 

miasta byliby w pełni zadowoleni z życia. Siedzieli teraz w pokoju gościnnym, w którym na 

ich cześć napalono w narożnym piecu kaflowym.

– Ylva... – odezwał się Torstein z lekkim uśmiechem. – To imię od dawna nadawano 

12

background image

małym dziewczynkom. Tu na Północy nasi praprzodkowie nazywali swoje córki Ylva i Yrsa 

na cześć wilczycy i niedźwiedzicy, żeby zapewnić im w ten sposób ochronę przed dzikimi 

zwierzętami. Ale ty nie wyglądasz na taką, którą trzeba chronić przed czartem albo przed 

gnomami.

– Cóż, chyba wszyscy mamy swoje słabe punkty – śmiejąc się odparła Ylva.

– Nie opowiadaj! – zaprotestowała Siri. – Nie dostrzegłam u ciebie żadnych słabych 

punktów. Chociaż zaskoczyłaś mnie trochę tym, że po drodze tak łatwo uległaś wpływowi 

panującej   w   Myrsökket   osobliwej   atmosfery.   I   echo,   i   drapieżne   ptaki,   i   wszystko,   co 

wymyślałaś! Nie sądziłam, że dzisiejsza młodzież wyczuwa takie rzeczy.

– Ha! A jak myślisz, dlaczego oglądamy science fiction i filmy grozy?

Mads zwrócił się do Vilego.

– Widzę, że jest pan oczytany.

– Na tyle tylko, żeby móc wypowiedzieć ogólnikową uwagę na każdy temat i wywrzeć 

w ten sposób wrażenie. Zawsze udaje mi się wyprowadzić kogoś w pole. No, chyba że ten 

ktoś zada sobie trud i sprawdzi moje wiadomości.

On na pewno bardzo się różni od tamtych przy płocie, pomyślała Siri. To inteligentny 

człowiek.

Torstein Vile z zapałem dyskutował z Madsem na temat wielkiego projektu Wydawało 

się, że martwi go tylko jedno.

–   Moi   sąsiedzi   są   tak   dziwnie   niechętni   –   westchnął.   –   Ich   dzieci   wyjeżdżają,   ich 

zagrody   podupadają,   a   oni   nie   chcą   zaakceptować   przemysłu,   który   może   uratować   nas 

wszystkich! Poczekajmy, mówi mój szwagier Jon. Poczekajmy kilka lat. Jeszcze nie nadszedł 

czas. Ale jak długo można czekać? Wszyscy młodzi odejdą. Dziewczyny nie chcą zostawać, a 

chłopcy nie mają możliwości, żeby się tu utrzymać.

Siri wskazała ręką zdjęcie wiszące na ścianie.

– To pański syn?

Torstein Vile skinął głową.

Zdjęcie przedstawiało może dwunastoletniego chłopca.

Zwrócili uwagę na jego spokojne jasne oczy i wysokie czoło.

– Miał wtedy zaledwie dziewięć lat – powiedział miękko Vile. – Trudno chyba dać temu 

wiarę?

– O, tak! – odparł ze zdziwieniem Mads. – Ten chłopiec musiał być inteligentny!

Vile uśmiechnął się z gorzką ironią.

– Tak, nazywałem go geniuszem, ale ja jestem chyba zbyt mało obiektywny, żeby móc 

13

background image

to oceniać. Wspaniale się uczył i znacznie wyprzedzał resztę klasy. Poczekajcie chwilę!

Pospiesznie wyjął z szuflady kilka brulionów.

– Popatrzcie na to! Oto wyliczenia, które sam robił w szkole, podczas gdy inne dzieci 

zajmowały się zwykłymi  zadaniami. A spójrzcie  na jego  zeszyt  do fizyki! Najlepszy był 

właśnie z matematyki i fizyki.

– No, no! – W głosie Madsa zabrzmiał niekłamany podziw. – Rzeczywiście wybiegał 

daleko poza program  szkoły podstawowej!

Vile z dumą odłożył zeszyty do szuflady i zamknął ją.

– Tak, taki prymus na pewno też stąd wyjechał? – zapytała Ylva.

– Nie – odrzekł cicho Vile. – On nie żyje.

Zaległa głęboka cisza.

– Miał zaledwie czternaście lat – szepnął Torstein Vile. – Najpierw Kari, moja żona, trzy 

lata temu... a potem, rok później, Peder.

Żadne z gości nie wydobyło z siebie ani słowa. Pytania cisnęły się na usta, ale obiecali, 

że nie będą zadręczać gospodarza. Siedział teraz zakłopotany i spoglądał na swoje krótkie 

palce. Po chwili uniósł głowę i próbując rozładować trochę napięcie, uśmiechnął się lekko.

– Wiecie, jest to dla mnie jakimś pocieszeniem, że z czasem staje się w mojej pamięci 

coraz   bardziej   idealny.   Niedługo   nie   będzie   miary,   mogącej   określić,   jak   bardzo   był 

inteligentny   i   mądry,   i   jaki   ładny!   Czasami   muszę   rzucić   okiem   na   fotografię,   żeby 

przypomnieć sobie, że nie był jakimś archaniołem. To mnie trochę sprowadza na ziemię.

Wszyscy troje z wdzięcznością przyjęli jego słowa. Ylva ponownie zwróciła oczy ku 

zdjęciu.   Podobnie   jak   w   wielu   wiejskich   domach,   również   i   tutaj   na   ścianie   w   pokoju 

gościnnym wisiały fotografie wszystkich członków rodziny. Na samej górze znajdował się 

portret Torsteina Vilego z lat młodości, a obok portret jego żony, stanowiącej delikatniejsze 

wydanie   swojego   twardego   jak   stal   brata.   Jona   Huusa.   Między   Torsteinem   i   obojgiem 

rodzeństwa zauważało się duże podobieństwo. Natomiast syn posiadał inną, nie dającą się 

zdefiniować   cechę.   która   nie   występowała   u   starszych,   chociaż,   oczywiście,   był   do   nich 

podobny.

Jednak   te   trzy   fotografie   nie   zainteresowały   Ylvy   w   takim   stopniu   jak   ta,   której 

zabrakło.   Na   tapecie.   obok   podobizny   syna   gospodarza,   dziewczyna   dostrzegła   jasny 

czworokąt  stanowiący czwarty  róg kwadratu,  który  tworzyły  zdjęcia.  Ylva nie  mogła  się 

oprzeć wrażeniu, że brakujące zdjęcie usunięto ze ściany z taką wściekłością, iż razem z nim 

wyrwany został też haczyk i kawałek tapety.

Były to oczywiście tylko domysły.

14

background image

W końcu Mads przerwał ciszę.

-   Po   drodze   spotkaliśmy   czterech   czy   pięciu   mężczyzn.   Czy   jest   pan   z   nimi 

spokrewniony?

Twarz Vilego rozjaśnił lekki uśmiech.

– Myśli pan o naszym znaku szczególnym, naszych dłoniach? Tak, proszę spojrzeć, w 

palcach brakuje środkowych kości, co znacznie je skraca. Jest to charakterystyczne dla całego 

rodu Borgestad, a ponieważ większość z nas jest ze sobą spokrewniona, cecha ta występuje tu 

dość często. Moja babka nazywała się Liv Borgestad i miała całe mnóstwo córek i jednego 

syna, mojego ojca. Oni wszyscy odznaczali się tą właściwością. Babka mojej matki nazywała 

się Karin Borgestad, ale należała do innej, bardzo odległej gałęzi rodu, tej zamieszkującej 

Södra   Borgestad.   Oni   także   mieli   krótkie   palce.   W   Myrsökket   występują   tylko   cztery 

nazwiska rodowe: Vile, Borgestad, Huus i Bjor. Brzmi to strasznie. ale nie kryje się za tym 

jakieś szczególne niebezpieczeństwo. Rody są tak bardzo rozgałęzione. że powinowactwo nie 

jest   alarmująco   bliskie.  Tylko   rodzice   moi   i   Kari   narobili   trochę   zamieszania   na   tablicy 

genealogicznej. Mój ojciec i matka Kari byli rodzeństwem, nazywali się Vile, a poślubili 

również rodzeństwo, moją matkę i ojca Kari. Oni nazywali się Huus.

– Chwileczkę, chwileczkę – wtrąciła Siri. – Były to więc dwa rodzeństwa, które zawarły 

związki małżeńskie między sobą?

–   Można   to   tak   nazwać.   Pokrewieństwo   było   jednak   tak   dalekie,   że   Kari   i   ja   nie 

wahaliśmy się pobrać, pomimo że byliśmy podwójnie spokrewnieni. Okazało się, że poszło 

lepiej, niż się spodziewaliśmy. Peder okazał się chłopcem pierwsza klasa.

– Chluba szkoły, bez mała geniusz – mruknął lekko poruszony Mads. – Tak, dopiero co 

rozmawialiśmy z bratem pańskiej żony. Najwyraźniej on również odziedziczył krótkie palce. 

Wobec tego pańska żona i on byli wnukami obu pań Borgestad, których nie łączyły żadne 

bliższe więzy rodzinne?

– Właśnie.

–  Podwójne   pokrewieństwo  –  myślała  głośno  Siri.   – To  tłumaczy podobieństwo  na 

fotografii.

– Chyba jestem zmęczona – powiedziała zdezorientowana Ylva. – Już nic z tego nie 

rozumiem.

– Taaak, chyba już czas udać się na spoczynek – stwierdził Torstein Vile, wstając od 

stołu.  –  Pan,  panie   Billing,  może  zająć  pokój   gościnny.  Pani,   panno  Gran.   zajmie  pokój 

Pedera, a mała Ylva może zadowoli się pokojem przy drzwiach wejściowych. Ten pokój ma 

osobne wejście, więc najpierw musi pani wyjść na zewnątrz, ale poza tym nadaje się jak 

15

background image

najbardziej do zamieszkania.

– Będzie wspaniale – zapewniła Ylva. – Zastanawiam się tylko, czy będę mogła zasnąć. 

Strasznie mi dokuczają otarte stopy.

– Och, chyba zaśniesz – pocieszała ją Siri. – Zresztą na wszelki wypadek mogę ci dać 

tabletkę nasenną.

–   Tabletki   nasenne!   –   uśmiechnęła   się   ironicznie   Ylva.   –   Tego   jeszcze   nigdy   nie 

próbowałam. Daj mi jedną dla hecy!

– Weź ją tylko wtedy, kiedy naprawdę będzie to konieczne! - ostrzegła Siri, podając jej 

tabletkę.

Vile wyszedł z Ylvą, która przystanęła na schodach.

–   To   chyba   jedno   z   tych   opuszczonych   gospodarstw?   –   zapytała,   wskazując   na 

sąsiednią, posępnie pochyloną zagrodę.

– No, tak Można chyba tak powiedzieć – odrzekł Vile, niechętnie spoglądając w tamtą 

stronę.   –   Smutna   historia.  To   właśnie   jest   Södra   Borgestad   Ostatni   właściciel...   Nie,   nie 

mówmy już więcej o tragediach rodzinnych!

Po   raz   pierwszy  Y1va   zdała   sobie   sprawę,   że   uprzejmy   Torstein   Vile   potrafi   być 

szorstki. Najwyraźniej Södra Borgestad, upiorna zagroda, to temat, który niemile go poruszał.

– Tak mi przykro z powodu pańskiego syna – odezwała się cichym głosem Ylva. – To 

musi być niepowetowana strata.

– Tak – odrzekł Vile. – Niepowetowana to właściwe słowo...

Ylva czekała. Nie wiedziała, jak się zachować. Chciała być taktowna, ale wyglądało na 

to,   że  Vile   chętnie   rozmawiał   o   śmierci   swojego   syna.   Zaraz   jednak   powiedział   coś,   co 

wstrząsnęło Ylvą do głębi.

– Niepojęte... – mruknął jakby do siebie. – Czy biedny ojciec może zrozumieć, czemu 

ktoś chciał krzywdy takiego małego chłopca?

Siri z westchnieniem ulgi zdjęła gorset. Prawdziwe narzędzie tortur! Młode dziewczyny 

są   szczęśliwe,   bo   mogą   chodzić   w   nie   krępujących   ruchów   rajstopach!   Dlaczego   biedna 

czterdziestolatka   nie   może   być   i   szczupła,   i   szczęśliwa?   Nie,   trzeba   wybierać.   Albo 

wszystkiego się sobie odmawia, zwraca się nieustanną uwagę na to, co się je, lub raczej czego 

się nie je, zażywając przy tym dużo ruchu, albo też prowadząc normalne beztroskie życie traci 

się figurę i gwiżdże na to, jakie ubrania się nosi!

Wyjęła z torby koszulę nocną i przecisnęła ją przez głowę. Cóż, musiała się jakoś obejść 

bez   takich   ekstrawagancji   jak   gorąca   kąpiel   czy   orzeźwiający   prysznic.   Można   chyba 

16

background image

wytrzymać dwa dni, myjąc się ostrożnie w lodowatej wodzie w miednicy. Byłoby wspaniale 

wyjechać z tego dziwnego miejsca. Wydaje się, że od pięciuset lat nic się tu nie zmieniło. A 

więc to był pokój chłopca... To takie smutne! Siri łudziła się nadzieją, że nie zmarł w tym 

pokoju. Nie dlatego, żeby była przesądna czy coś podobnego. Na łóżku leżała oczywiście 

świeża pościel, ale tak czy owak...

Miał tyle książek! Nie, nie mogła o nim myśleć, bo od razu robiło się jej smutno. Starała 

się natomiast myśleć o Madsie. Niestety Mads przez cały dzień próbował tylko flirtować z 

Ylvą, chociaż ona nie przejawiała zainteresowania. Bogu za to dzięki! Och, tak, trudno się 

kochać w cieszącym się takim powodzeniem mężczyźnie. Siri chciała dać sobie spokój, ale 

nie   potrafiła.   Miała   pewne   mgliste   przeczucie,   że   kiedy   Mads   się   już   wyszumi,   zechce 

zawinąć do spokojnej przystani. A właściwie kiedy to nastąpi? W wieku dwudziestu pięciu, 

trzydziestu   lat?   Mads   ukończył   czterdzieści   jeden...   Wkrótce   będzie   przeżywał   drugą 

młodość, a wtedy jak inni mężczyźni popadnie w typową dla starszego pana lubieżność i 

zacznie uganiać się za małymi dziewczynkami, pomyślała z goryczą.

Westchnęła, próbując ułożyć się wygodnie w obcym łóżku. Marzyła o powrocie do 

Oslo.

Jakiś ptak nawoływał żałośnie i trochę pytająco. Siri naciągnęła kołdrę na uszy.

Pod wpływem tabletki Ylva spała głęboko. Jej nienaturalny sen zakłócił jakiś hałas. Z 

westchnieniem odwróciła się w stronę pokoju.

Coś tam było... coś; czego wcześniej nie widziała...

Ylva próbowała przyjrzeć się lepiej, ale powieki ciążyły jej jak ołów. W pokoju panował 

rozproszony półmrok, tak jak to zwykle bywa wówczas, gdy człowiek ma się już obudzić, ale 

jeszcze nie całkiem uwolnił się z objęć snu. W tę jasną noc na tle okna rysowała się jakaś 

niewyraźna  postać, dzieląc się na kilka postaci, które  potem znowu zlewały się w  jedną 

jedyną, olbrzymią...

Postać się przybliżyła.

Przecież zamknęłam drzwi na klucz. Zamknęłam, jestem pewna!

Właściwie czyj to jest pokój? A raczej, czyj był?

Wydawało jej się, że krzyknęła, ale tego nie zrobiła. Nie, oczywiście, że nie, pomyślała 

z uśmiechem. To przecież sen, tylko trochę bardziej realny, dlatego że wszystko dzieje się w 

tym samym miejscu, w którym zasnęła. Tak często bywa, iż wie się o tym, że się śni, i wtedy 

człowiek jest spokojniejszy. Koszmary senne przerażają właśnie dlatego, że wydają się takie 

rzeczywiste. Rzeczywistość może czasami także przerażać. Jednak na tym odludziu, gdzie i 

17

background image

tak wszystko jest fantazją i złudzeniem, można się czuć bezpiecznie i pewnie!

Zresztą, pomyślała odurzona środkiem nasennym, to przyjemny sen. Wcale się nie boję. 

On nie chce mnie skrzywdzić, czuję to.

Ylva posłała uśmiech młodemu człowiekowi, który we śnie przysiadł na brzegu jej 

łóżka. Miał na sobie trochę staroświeckie ubranie, z jakiejś romantycznej epoki, romantyczne 

były także jego zaczesane na bok włosy koloru kasztana, przykrywające czoło i skronie. Na 

jego szczupłej, sympatycznej twarzy gościł melancholijny uśmiech, kiedy bez słowa głaskał 

delikatnie jej włosy, jak gdyby chciał ją przekonać, że nie powinna się go bać. Ylva poczuła 

palącą potrzebę porozmawiania z tym nieznajomym. Wiedziała, że będzie mogła z nim być 

zupełnie szczera, ale chociaż bardzo się starała, nie potrafiła wydać z siebie głosu. Mogła 

tylko patrzeć intensywnie w jego oczy, a jego łagodny uśmiech mówił, że on rozumiał jej 

gorącą tęsknotę. Jeszcze raz pogłaskał czule jej policzek, a potem wstał bezgłośnie i odszedł. 

Świadomość Ylvy przeniosła się do innych, nieważnych snów, ale pamięć tego słodkiego, 

melancholijnego spotkania pozostała w niej niby głęboki, przytłumiony szloch.

ROZDZIAŁ IV

Opada pierwsza zasłona skrywająca tajemnicę doliny

Siri łomotała do drzwi.

– Ylva! Jeszcze śpisz? Niedługo dziesiąta. Odezwij się w końcu!

Odpowiedział jej zaspany głos Ylvy:

– Wejdź! Proszę wejdź!

Siri zobaczyła, że Ylva siedzi na łóżku. Nie miała jeszcze tylko rajstop i butów, poza 

tym była już ubrana. Po prostu siedziała, zapatrzona w podłogę, i marzyła.

– Co z tobą, Ylvo? Czy to tabletka nasenna tak cię ścięła z nóg?

Słowa koleżanki wyrwały Ylvę z zamyślenia. Chwyciła Siri za ramię.

– Tabletka nasenna! Jasne! Siri, wieczorem musisz mi znowu dać taką tabletkę. Muszę 

go zobaczyć jeszcze raz.

– O czym ty mówisz, na miłość boską?

– Miałam sen – odparła w uniesieniu Ylva. – Taki cudowny sen. Wszystko było tak, 

jakby działo się naprawdę, ale to przecież niemożliwe, bo zanim się położyłam, zamknęłam 

drzwi na klucz i rano były zamknięte...

18

background image

–   Wiesz,   Ylvo,   cudze   sny   specjalnie   mnie   nie   interesują.   Opowiedz   go   lepiej 

psychologowi!

– Ale ja muszę opowiedzieć go teraz! Inaczej umrę. Był tu w pokoju jakiś mężczyzna, 

rozumiesz, widziałam go wyraźnie. Taki miły i delikatny,  że chciało mi się płakać. Taki 

naprawdę czuły, romantyczny młody człowiek, jakich teraz się nie spotyka...

–  To   zwykły  sen,   jaki   śni   się   takim   przebojowym,   niezależnym   kobietom   jak   ty  – 

oceniła trzeźwo Siri. – We śnie, w podświadomości, uzewnętrznia się ich tłumiona tęsknota za 

tym, żeby otoczył je opieką silny mężczyzna.

– Ale to nie był jakiś siłacz – zaprotestowała żywo Ylva. – Był po prostu delikatny i 

spokojny, i...

Siri westchnęła.

– Wielka scena miłosna, tak? Posłuchaj, czy ty...

Ylva się zaczerwieniła.

– To wcale nie było to, o czym myślisz! On po prostu siedział na brzegu łóżka i głaskał 

moje włosy, i patrzył na mnie z takim smutkiem. Miał takie piękne, silne ręce. I na tym sen 

się skończył. Och, Siri, muszę go zobaczyć jeszcze raz! Proszę o jeszcze jedną taką tabletkę!

– Wariatka! One nie wywołują określonych snów! – powiedziała Siri z pobłażliwym 

uśmiechem. – Słowo daję,  Ylvo, to do ciebie niepodobne. Poznaję  cię od zupełnie innej 

strony.

– Och! Co ty właściwie możesz wiedzieć o nas, młodych – odparła niecierpliwie Ylva. – 

Chyba nie uważasz, że jesteśmy pozbawieni uczuć tylko dlatego, że nie snujemy się bez sensu 

i nie jesteśmy żałośnie sentymentalni!

– Na pewno nie byliśmy „żałośnie sentymentalni” – zaprotestowała urażona Siri – Jak 

wyglądał nadzwyczajny bohater z twojego snu? Czy był ładny? Mam na myśli, przystojny.

Ylva zastanowiła się przez chwilę.

– Bardzo podobała mi się jego twarz. Czy to nie wystarczająca definicja piękna, że 

komuś podoba się to, co się widzi?

– O, tak, na pewno subiektywne pojęcie piękna mieści się w niej całkiem dobrze. Ale 

teraz już się ubieraj! Mads na nas czeka.

– Mads! – rzuciła Ylva z pogardliwym grymasem, ale zaraz tego pożałowała. – Już idę.

Włożyła rajstopy i buty, po czym zrobiła kilka kroków, lekko utykając.

– Bolą mnie mięśnie nóg! – stwierdziła.

–   Mnie   też!   Powinnaś   słyszeć   moje   jęki,   zanim   dziś   rano   udało   mi   się   rozruszać 

wszystkie stawy. Skrzypiałam jak rozeschnięta beczka.

19

background image

Wyszły na schody.

– Ojej! – wykrzyknęła Ylva. – Ależ tu pięknie!

– To prawda – przytaknęła rozmarzona Siri. – Dzisiaj trochę lepiej rozumiem, czemu ta 

szycha, Erik Bjor, nie potrafi się wyrwać z rodzinnych stron.

Wszystkie chmury się rozwiały i oczom przybyszów z miasta ukazały się oświetlone 

jaskrawym słońcem strzeliste, ośnieżone góry, oddzielone od doliny szerokim pasem lasu. 

Wieś w jasnych promieniach dnia przedstawiała sielankowy widok; teraz te stare, smołowane 

drewniane domy były bardziej na miejscu. Ylva z zachwytem patrzyła na łąki usiane żółtymi 

jaskrami i niebieskimi chabrami.

– O Boże! – zająknęła się. – Ja... chce mi się płakać. Czy to też jest Norwegia?

– Może bardziej niż cokolwiek innego – odezwała się łagodnie Siri.

– A spójrz tam, na Södra Borgestad! – powiedziała Ylva z zachwytem. – Jak mogliśmy 

mówić,   że   to   upiorna   zagroda?   Popatrz   na   owce   pasące   się   na   zielonych   wzgórzach...   i 

kamienne płyty przed wejściem... i na drewno, to solidne drewno! Siri, to jest tak piękne, że 

aż sprawia ból!

Siri   popatrzyła   ze   zdziwieniem   na   nową   Ylvę,   tak   odmienną   od   tej   błyskotliwej 

nowicjuszki z „Wiadomości”, zadowolonej z siebie i siejącej zamęt wśród kolegów, zawsze 

dowcipnie i ze śmiechem odpowiadającej na ich erotyczne aluzje.

– Siri, jak będę dalej żyć? Zawsze będę tęsknić za tym miejscem.

– Och, w całej Norwegii są tysiące podobnych kolorowych miejsc jak z obrazka. Ja 

oceniam   sytuację   realistycznie:   poza   ładnymi   widokami   cieszy   mnie   dziś   także   i   to,   że 

założenie „Potiomkina” po raz pierwszy nie było męczarnią.

– To za sprawą wczorajszej wycieczki – z uśmiechem odrzekła Ylva. – I tego, że nic nie 

jedliśmy przez kilka godzin.

– To wyzwala we mnie nową energię – rzekła Siri. – Trzeba to kontynuować! A jak się 

mają twoje otarte stopy?

– Porobiły mi się pęcherze na piętach.

– Mnie też. Te buty nie były raczej przeznaczone do spacerów po lesie. Ciekawa jestem, 

jak się czuje Mads.

Wspomniany pan, zdenerwowany i podekscytowany, siedział właśnie przy kuchennym 

stole. Był sam, ponieważ Vile musiał pójść do obory.

– No, nareszcie jesteście – powiedział niecierpliwie. – Chodźcie szybko, chodźcie i 

siadajcie!

Usiadły zdumione. Mads zniżył głos.

20

background image

– Dziewczyny! Gwiżdżemy na ropę naftową!

– Co ty mówisz? – zapytała zaskoczona Siri. – Już mamy wracać do domu?

– Nie, nie! Z pewnością napiszę o łupkach i tak dalej, ale nie to jest ważne. Wietrzę tu 

sensację! A wierzcie mi, Mads Billing ma dobrego nosa, jeśli o to chodzi.

Zamilkł na dłuższą chwilę.

– No? – ponagliła go Siri.

Mads rozejrzał się wokół, po czym powiedział prawie szeptem:

–   Przed   chwilą   rozmawiałem   trochę   z   Torsteinem.   Przysięgam,   nic   z   niego   nie 

wyciągałem. Wyglądało na to, że on sam odczuwa palącą potrzebę porozmawiania z kimś.

Ylva oprzytomniała. Serce zaczęło jej mocniej bić.

– Odniosłam dokładnie takie samo wrażenie wczoraj wieczorem. Wydaje mi się, że 

wiem, do czego zmierzasz, Mads.

– O czym mówicie? – zapytała zdezorientowana Siri.

Mads przeniósł wzrok z Ylvy na Siri, a z Siri na Ylvę.

– O morderstwie! – powiedział cicho i dramatycznie.

– Jesteś niemądry! – wybuchnęła Siri.

– Nie. Uważam, że on ma rację – wtrąciła się Ylva. – Rzeczywiście wczoraj Vile mówił 

coś w tym stylu. Może nie o czymś tak drastycznym jak morderstwo, ale o czymś podobnym.

– Wyjaśnijcie mi to – poprosiła Siri.

–   On   powiedział   tak   niewiele   –   odparł   Mads.   –  Tylko   jedno   wyrwane   z   kontekstu 

zdanie. Coś o tym, że śmierć jego żony nie została dokładnie wyjaśniona.

– Co? – krzyknęła Ylva. – Jego żony? Nie, przecież... mnie powiedział, że nie rozumie, 

jak ktoś mógł tak skrzywdzić takiego małego chłopca. To było wtedy, kiedy mówiliśmy o 

śmierci Pedera.

Po raz pierwszy w życiu Madsowi Billingowi opadła ze zdziwienia szczęka.

– Myślisz, że mamy do czynienia z dwoma morderstwami? Dwoma nie wyjaśnionymi 

morderstwami, które próbuje ukryć cała wieś! Gdzie jest telefon?

– Uspokój się, Mads – rzekła Siri stanowczo. – Nie możesz poruszyć nieba i ziemi z 

powodu czegoś tak niepewnego. Na czym się oprzesz, poza aluzjami Torsteina? Co właściwie 

o   nim   wiemy?   Może   być   umysłowo   chory  i   wyobrażać   sobie   różne   rzeczy.   Spotyka   się 

przecież   wielu   samotników,   którzy   dziwaczeją,   a   poza   tym   jego   rodzice   byli   podwójnie 

spokrewnieni i tak dalej. Biorąc pod uwagę wszystko, co wiemy, można uznać, że cierpi na 

manię prześladowczą.

– Tak – zgodziła się Ylva. – Pomyśl, czy on, żyjąc  tu w samotności i smutku, nie 

21

background image

wyolbrzymił   jakiegoś   szczegółu,   który   wydał   mu   się   zagadkowy?   W   takim   przypadku 

zrozumiałe jest, że jego szwagier i inni sąsiedzi niezbyt przychylnie odnoszą się do tego, 

żebyśmy   się   z   nim   bezpośrednio   kontaktowali   Sądzili   pewnie,   że   trochę   przykro   będzie 

narażać chorego umysłowo człowieka na spotkanie z dziennikarzami

Wyraz twarzy Madsa świadczył o tym, że niestety musi przyznać koleżankom rację.

– Ale czy możemy tylko...

–   Oczywiście,   że   zbadamy   dokładniej   tę   sprawę   –   przerwała   mu   Siri.   –   Będziemy 

usiłowali dyskretnie się dowiedzieć, jak właściwie doszło do tych dwóch zgonów, ale musimy 

być niezwykle taktowni!

–   Ale   jeśli   natrafimy   na   coś   podejrzanego   –   oznajmił   stanowczo   Mads   –   wtedy 

wkroczymy! Dziewczyny! Możemy na tym zarobić mnóstwo forsy!

W „Wiadomościach” zawsze wypłacano dodatkowe honorarium temu dziennikarzowi, 

który dostarczył naprawdę dobry materiał. Za sensacyjne artykuły można było dostać wiele 

tysięcy koron. Wiedziały o tym zarówno Siri, jak i Ylva.

Ylva, pogrążona w zadumie, gryzła kciuk. Zapomniała o upiornej grozie poprzedniego 

wieczoru,   wszystkich   wrogich   spojrzeniach   i   słowach.   Pamiętała   tylko   niewiarygodnie 

piękny, opromieniony blaskiem słońca krajobraz, tragedię związaną z tak niegdyś dumnym 

Södra  Borgestad  i  oczyma   duszy widziała  przed  sobą  mężczyznę  ze   swojego   snu  i   jego 

melancholijne oczy...

– Żeby tylko nie pozostał nam po tym niesmak – rzekła po namyśle.

– Dlatego, że zdemaskujemy mordercę, który zabił kobietę i jej niepełnoletnie dziecko? 

– zapytał Mads. – O, nie! Bądź pewna, że złamiemy tę wieś i wyjaśnimy tajemnicę, której tak 

strzegą.

– Jeśli w ogóle istnieje jakaś tajemnica – mruknęła Siri.

Mads posłał jej miażdżące spojrzenie.

– Zaplanujmy to wszystko szczegółowo – zaproponował – Muszę się dziś wybrać z 

Torsteinem na wycieczkę w góry, żeby przyjrzeć się łupkom. Nie ma potrzeby, żebyście szły 

tam ze mną. Podczas gdy ja wybadam ostrożnie Vilego, co nie będzie chyba takie trudne, bo 

wydaje   się,   że   on   bardzo   chętnie   ze   mną   porozmawia,   wam   zostawiam   resztę   terenu. 

Zostaliśmy zaproszeni do Erika Bjora na wieczór, ale tam nie musicie iść, więc zadecydujcie 

same,   co   chcecie   wtedy   robić.   Wykorzystajcie   całą   swoją   umiejętność   przeprowadzania 

wywiadów!

Siri popatrzyła przez okno na mgiełkę unoszącą się nad doliną. Pomyślała, że podobnie 

jak niegdyś Salome, i ta okolica spowita jest w siedem welonów, a każdy z nich skrywa jakąś 

22

background image

tajemnicę. Zdołali zerwać pierwszą z tych zasłon, ale to pozwoliło im zobaczyć tylko tyle, że 

każda następna jest jeszcze bardziej nieprzenikniona.

ROZDZIAŁ V

Złowrogie ptaki czatują na zdobycz

Ylvie, która gotowa była tego dnia chodzić boso, Torstein pożyczył białe tenisówki 

należące kiedyś do Pedera, natomiast Siri dostała pantofle Kari. W wygodnych butach i z 

plastrami na piętach czuły się o wiele lepiej. Podczas gdy mężczyźni przygotowywali się do 

wyprawy   w   góry,   Ylva   i   Siri   przechadzały   się   po   podwórzu,   rozkoszując   się   czystym 

wiejskim powietrzem. Nie zdążyły nawet podejść do stajni, kiedy pojawił się Jon Huus i po 

chwili wahania skierował kroki w ich stronę. Wydawało się, że jest nastawiony tak samo 

agresywnie   jak   poprzedniego   dnia.   Ylva   postanowiła   spróbować   przezwyciężyć   tę   jego 

niechęć, bo mimo wszystko miał swój styl.

– Dzień dobry! – powitała go, uśmiechając się promiennie. – Niezwykle piękny dzisiaj 

dzień, prawda?

– Hm – mruknął Jon Huus. Tym razem nie przeszła mu przez gardło żadna uszczypliwa 

odpowiedź. Żeby nie stracić twarzy, zwrócił się szorstko do Siri: – Są już gotowi do drogi?

Jednak Siri, która zrozumiała intencje Ylvy, uśmiechnęła się równie ujmująco.

– Za chwilę. Czy idzie pan z nimi, panie Huus?

– Tak, mam zamiar.

To pokrzyżuje plany Madsowi, pomyślała Siri. Jak sobie z tym poradzić?

– Gajowy zna oczywiście tę górską okolicę lepiej niż, ktokolwiek inny. Usiądźmy tutaj 

pod tą nasłonecznioną ścianą i poczekajmy.

Jon   Huus   rzucił   rozpaczliwe   spojrzenie   w   stronę   domu,   ale   Siri   tak   zachęcająco 

poklepała miejsce obok siebie, że nie potrafił odmówić. Ylva, przybrawszy wdzięczną pozę, 

przysiadła na trawie nieopodal. Obie kobiety przystąpiły do prawdziwego oblężenia. Gajowy 

kręcił się niespokojnie na ławce.

–   Fascynuje   mnie   ta   podupadła   zagroda   Södra   Borgestad!   –   powiedziała   Ylva, 

kontynuując ofensywę. – Nasz gospodarz wspomniał coś o pewnej tragicznej historii z nią 

związaną...

– Niejednej! – wybuchnął Huus, zapominając na chwilę, że miał być nieprzystępny. – Ta 

23

background image

zagroda jest przeklęta! Spadały na nią straszne nieszczęścia, a zwłaszcza na zamieszkujące ją 

kobiety. Ostatnią z nich zabiły miejscowe plotki. Popełniła niewybaczalny błąd, który polegał 

na tym, że nie pochodziła stąd. Czegoś takiego się tutaj nie toleruje. Nikomu nie wolno się 

wyróżniać. Ta stara wiedźma, Bjor, rozpowiadała o jej przeszłości same najgorsze rzeczy. A 

po odejściu męża, pozostała sama z maleńkim synem, mając przeciwko sobie mur nienawiści. 

Zabiła ją ich jadowita złośliwość, a wszystkiemu dała początek ta wiedźma Bjor. Biedaczka 

nie  miała   tyle   siły,  żeby  się  przeciwstawić.  Od   początku  była   wątłego  zdrowia   i  całe  to 

plotkarskie   gadanie,   ta   izolacja,   w   którą   ją   wpędziły,   złamały   ją.   Po   śmierci   jej   synem 

Christenem zajęła się jedna z tutejszych rodzin, ale i to się nie powiodło. Chociaż zagroda 

Södra Borgestad popadła w ruinę, ciążące nad nią fatum wciąż prześladowało jej ostatniego 

właściciela.   Nie   znam   na   świecie   drugiego   takiego   człowieka,   który   wycierpiał   tyle   co 

Christen Borgestad. Ale to było dawno temu.

Siri wymieniła spojrzenia z Ylvą.

– A to babsko, ta Bjor... – zaczęła w zamyśleniu. – Ona chyba już nie żyje?

– Od dawna. Wraz z nią odeszło wiele zła. Ale jej dwie córki, Gjertrud i Marie Bjor, są 

wieczne, bo służą diabłu. Muszą mieć teraz po jakieś sto lat, ale jeszcze chłoną wszystkie 

plotki i zatruwają swoim jadem całą wieś. Twierdzą, że są bardzo religijne, ale jeśli ktoś nie 

pojmuje idei chrześcijaństwa, to są to właśnie one. Mieszkają w tamtym domu na wzgórzu. 

Mają stamtąd widok na całą dolinę. Na pewno siedzą teraz w oknie i obserwują was przez 

lornetkę.

Ylva odruchowo obciągnęła spódnicę.

– Zrobiliśmy tak, jak pan prosił – powiedziała poufale do Jona Huusa, zwiedziona jego 

nieoczekiwaną   otwartością.   –   Udało   się   nam   uniknąć   rozmowy   na   temat   wielkiej   straty 

Torsteina Vile.

Huus skinął głową.

– Dobrze się stało!

– Zastanowiła mnie tylko jedna rzecz, ale nie chciałam pytać – odezwała się niewinnie 

Ylva. – Czy Vile miał więcej dzieci?

– Oprócz Pedera? Nie. A bo co?

– Nic, myślałam tylko, że... Obok zdjęcia Pedera wisiało jeszcze inne...

Twarz gajowego zrobiła się znowu surowa i nieprzenikniona.

–   Ciekawska   jak   wszyscy   dziennikarze,   co?  A  jeśli   to   było   po   prostu   inne   zdjęcie 

Pedera, które ja od nich dostałem? Żegnajcie, moje panie!

Oddalił się szybkimi krokami i zniknął w domu.

24

background image

–  Aha!   –   powiedziała   krótko   Siri.   –   Trafiłaś   w   samo   sedno.  A  zrobił   się   już   taki 

rozmowny! Najwyraźniej można rozmawiać o domostwie Borgestad, ale o tym nie. Staje się 

wtedy strasznie nieufny. Ale i tak udało się nam coś z niego wydobyć. Dziś odwiedzimy 

Gjertrud i Marie Bjor.

– Nie ja! Jeśli są „bardzo religijne, ale nie pojmują idei chrześcijaństwa”, to nie warto, 

żebym   się   u   nich   pokazywała   w   moich   krótkich   spódniczkach.   Szybko   bym   stamtąd 

wyleciała.

– Niekoniecznie! Jeśli dobrze wczułam się w ich sposób myślenia, byłaby to dla nich 

świetna okazja, żeby głosić cnotę i nawracać zabłąkaną owieczkę. To właśnie ty musisz tam 

pójść, a ja przygotuję się do wyprawy w góry. Jedna z nas powinna odwrócić uwagę Jona 

Huusa, podczas gdy Mads będzie wypytywać Torsteina. Ty zachowywałaś się tak nieznośnie 

przy naszym kapryśnym gajowym. Natomiast ja, z moim kobiecym urokiem...

Wybuchnęły śmiechem.

Akurat, odwrócić uwagę gajowego,  pomyślała Ylva. Chodzi ci o to, że nie możesz 

wytrzymać bez Madsa ani sekundy.

Panowie nie byli specjalnie zachwyceni damskim towarzystwem, ale Siri nie dała się 

zniechęcić.   Pomachała   Ylvie   triumfalnie   na   pożegnanie   i   ruszyła   śladem   mężczyzn 

podążających w stronę lasu.

Ylva zaczęła wolno schodzić ku głównej drodze. Nawiązanie kontaktu z tymi dwiema 

plotkarkami może się okazać trudne. Nie włazi się tak po prostu na czyjeś podwórko, żeby 

pogadać! Jej obawy okazały się przedwczesne. Gdy szybkim krokiem zbliżała się do bocznej 

drogi prowadzącej do gospodarstwa obu sióstr, z budynku mieszkalnego wyszła kobieta w 

średnim wieku. Skierowała się w jej stronę, więc Ylva zwolniła kroku, tak by mogły się 

spotkać, zanim Ylva skręci.

Nieznajoma wyglądała na bardzo zakłopotaną i zmieszaną.

– Dzień dobry – odezwała się niepewnie.

Ylva   gwałtownie   przystanęła   i   odpowiedziała   z   ujmującym,   jak   miała   nadzieję, 

uśmiechem:

– Dzień dobry! Ładna dziś pogoda.

Boże! Czy wypada się odezwać tak banalnie?

Najwyraźniej wypadało, bo po tym powitaniu kobieta poczuła się wyraźnie lepiej.

– O! Widzę, że przyjechali do nas goście.

Ylva oparła łokcie na płocie. Wydawało jej się, że w oknie na górze pojawił się błysk 

lornetki.

25

background image

– Tak. Nazywam się Ylva i mieszkam u Torsteina Vilego.

– Elin Bjor. Czy... Czy masz może ochotę wstąpić na chwilkę? Ciotki mojego męża są 

tak bardzo spragnione towarzystwa. Przez cały dzień siedzą same w domu.

Elin Bjor sprawiała miłe wrażenie. Nie ulegało wątpliwości, że to ciotki wysłały ją, by 

przyprowadziła im kogoś tak interesującego jak kobieta z miasta.

Nic na tym nie zyskacie, staruszki, myślała zadowolona Ylva, podążając za Elin. To ja 

będę zadawać pytania!

W mrocznym, przeładowanym meblami z przełomu wieków pokoju zimne, świdrujące 

oczy wpatrywały się w Ylvę z natężeniem przez prawie minutę. Oczy drapieżnych ptaków, 

które nas śledziły! Teraz jestem w ich ukrytym gnieździe!

Marie,   młodsza   z   sióstr,   przypominała   Ylvie   sępa.   Może   to   przez   tę   długą, 

pomarszczoną szyję, a może z powodu chłodnego wyrachowania, które malowało się na jej 

twarzy. Nie ona jednak odezwała się pierwsza, lecz jej siostra Gjertrud, która zacytowała jakiś 

długi i przygnębiający fragment ze Starego Testamentu o nierządnicach z Sodomy i Gomory. 

Staruszka znajdowała wyraźną przyjemność w monotonnym powtarzaniu wersów o zagładzie 

i zapłacie, która nastąpi w dzień Sądu Ostatecznego. Właśnie takie jak one niszczą kościół, 

sprawiając, że młodzi są podejrzliwi w stosunku do chrześcijaństwa, myślała z oburzeniem 

Ylva, podczas gdy Gjertrud wypowiadała swoją kwestię o potępieniu.

–   Dobrze   już,   dobrze,   ciociu   –   odezwała   się   zakłopotana   Elin,   wnosząc   filiżanki   i 

talerzyk z ciasteczkami. – Młodzież tak się teraz ubiera, musimy się z tym pogodzić.

– Nie tutaj! – zagrzmiała Marie o wyglądzie sępa.

– Nie, nie tutaj – poparła ją Ylva z wymuszonym uśmiechem. – Wszystko wydaje się 

tutaj takie ciche i spokojne, takie przepełnione dobrocią...

To były właściwe słowa.

– Dobrocią! Ha! Ha! – zaśmiała się szyderczo Gjertrud. – Grzech rodzi grzech! Całe 

Myrsökket cierpi za występki swoich przodków! Ale w tym domu było zawsze jak należy...

Gjertrud Bjor, znacznie starsza i bardziej niedołężna od swojej siostry, mówiła coś o 

grzechu pierworodnym i karze. Jej puste oczy starały się coś wypatrzyć, krótkie ręce, wsparte 

na kolanach, znajdowały się w nieustannym chaotycznym ruchu, a cała przygarbiona postać 

jakby  wciskała   się   w   krzesło,   gotowa   do   skoku.   Siostra   Marie   sprawiała   jeszcze   gorsze 

wrażenie...

– Właśnie dziś słyszałam smutną historię – zaczęła niezwykle poważnym głosem Ylva – 

o   pani   Borgestad,   którą   załamały  wiejskie   plotki.  To   niepojęte,   że   coś   takiego   może   się 

wydarzyć w tak pięknej dolinie!

26

background image

Miała nadzieję, że poczuły się dotknięte. Jeśli to ich matka prowadziła nagonkę na 

intruza, na pewno i one miały w tym swój udział.

– E, tam! – odparła Gjertrud z pogardliwym grymasem. – Ta grzesznica dostała tylko to, 

na co zasłużyła! Zresztą gdyby w Södra Borgestad nie wydarzyły się gorsze rzeczy od tej, 

ręka boska nigdy by nie pokarała tej zagrody tak dotkliwie. Jej mieszkanki od początku nie 

miały wstydu. Najgorsza z nich była chyba Anna, siostra protoplasty rodu.

O,   nie!   pomyślała   Ylva.   Znowu   kroniki   rodzinne!   Gdziekolwiek   się   obrócić   w 

Myrsökket, natrafia się zawsze na przeszłość. Chciałam się dowiedzieć czegoś o Vilem, a nie 

o jego babce żyjącej sto lat temu. Ale teraz nie dało się już powstrzymać staruszki.

– Ta nierządnica! Ta lekkomyślna ladacznica! – wykrzykiwała Gjertrud. – Poniosła już 

karę. Dostała swoje trzydzieści srebrników!

Kiedy Marie uznała, że siostra już dostatecznie długo rozprawiała o grzechu i karze, 

przeszła do rzeczy.

– Anna Borgestad okryła się hańbą w wieku szesnastu lat. Zabił ją ojciec dziecka. Nikt 

się nie dowiedział, kim był. Sąsiedzi znaleźli ukrytego noworodka. Dziewczynce dano na 

chrzcie imię Karin. Dorastała w swoim domu rodzinnym w Södra Borgestad.

Później   nastąpił   długi   i   przedstawiany  z   wyraźną   przyjemnością   opis   śmierci  Anny 

Borgestad. Zamordowano ją w sposób tak bestialski, że Ylva z dreszczem zgrozy odstawiła 

od   siebie   ciastka.   Nie   mogła   przez   dłuższą   chwilę   nic   przełknąć,   a   łzy   piekły   ją   pod 

powiekami.

–   Karin   Borgestad?   Słyszałam   już   wcześniej   to   nazwisko.   Czy   to   nie   była   babka 

Torsteina Vile? – powiedziała w końcu.

– Tak. Wyszła za mąż za Johannesa Huusa i przez nią krótkie palce dostały się do 

znakomitego rodu Huus! – oświadczyła Marie, rzucając jadowite spojrzenie Elin Bjor.

– Rzeczywiście. Bardzo się zdziwiłam, kiedy spotkałam kogoś, kto nie ma tego znaku 

rozpoznawczego - z uśmiechem powiedziała Ylva do Elin. – A więc z domu nazywa się pani 

Huus?

Elin   dumnie   skinęła   głową,   a   Ylva   przypomniała   sobie,   że   taka   sama   duma 

charakteryzuje Jona Huusa. A ona sądziła, że to ród Bjor był najbardziej wyniosły. Erik Bjor...

– Czy jesteście panie spokrewnione z Erikiem Bjorem? – zwróciła się do sióstr.

Marie żachnęła się.

– To syn naszego brata ciotecznego. Erik postępuje dobrze. Ale jego żona jest okropnie 

zarozumiała! Ona także jest z domu Huus.

– A Torstein jest następnym bratem ciotecznym – dodała przysłuchująca się z uwagą 

27

background image

Gjertrud.

Aha! Więc stąd te palce, pomyślała Ylva.

.

– A panieńskie nazwisko jego żony Kari także brzmiało Huus?

– Tak, rodzina Huus jest wprost bezsensownie liczna – powiedziała z pogardą Marie.

– Ale karząca ręka boska dosięgnęła Kari! – z uporem powtórzyła Gjertrud. – Taki jest 

koniec pychy.

– Tak, ale jak właściwie zmarła? – zapytała na pozór obojętnie Ylva.

– Ach, nie masz przecież kawy – pospiesznie rzuciła Elin. – Proszę bardzo! Szkoda, że 

w Myrsökket jest tak mało chłopców, którzy mogliby ci dotrzymać towarzystwa – ciągnęła, 

zmieniając nieoczekiwanie temat  rozmowy. – Jest co prawda syn Erika, Tor-Erik, ale on 

przyjechał do domu tylko na wakacje, i Syver Bjor...

Ylva rozpoznała to imię. To był ten młody, chudy chłopak, który tak uważnie przyglądał 

się jej przy płocie. Wielkie dzięki, tylko nie on!

– Tor-Erik przyjedzie jutro – odezwała się Marie. – Ale bracia Huus...

– Najstarszy ma dopiero szesnaście lat, ciociu! On nie jest odpowiednią partią dla Ylvy.

– Jutro wyjeżdżam – odpowiedziała ze śmiechem Ylva. Mam nadzieję, że Mads nie 

postanowi inaczej, dodała w myśli.

Przenikliwe oczy mierzyły ją taksująco.

– Mieszkasz u Torsteina, prawda? I ty chciałabyś się dowiedzieć, jak zmarła jego żona?

Ylva poruszyła się niespokojnie na krześle w obliczu tak bezpośredniej ofensywy.

– Nie, to nie takie ważne. Właściwie mnie to nie obchodzi. Tylko tak zapytałam.

– Może mogłabym ci o tym opowiedzieć...

– Nie, popatrzcie, jak pięknie świeci słońce! – wtrąciła gorączkowo Elin. – Ylvo, czy 

przejdziemy się trochę?

– Nie przerywaj mi, bezczelna dziewucho! - skarciła ją ostro Marie. Włożyła kawałek 

cukru do ust, wypiła ostatni łyk kawy, po czym odezwała się powoli i prawie obojętnym 

tonem: – I Gjertrud, i ja jesteśmy skazane na przebywanie w tym pokoju. Jeśli przyniesiesz 

nam papier, który znaleźli w ręku Kari Vile, to ci powiemy, jak umarła!

Serce Ylvy zabiło mocniej. Gjertrud pochyliła się do przodu. Nie potrafiła ukryć, jak 

bardzo jest podniecona. Nie panowała nad sobą tak jak siostra.

– Tak, zrób to! – zaskrzeczała ochrypłym głosem, a oczy błyszczały jej z emocji. – Zrób 

to! Zdobądź go dla nas! Wszyscy we wsi widzieli ten papier, tylko nie my. A ta głupia Elin nie 

chce...

– Gjertrud! – przerwała jej ostro Marie.

28

background image

A więc one nic nie wiedzą, pomyślała zdumiona Ylva. Doprawdy straszna plama na 

honorze tych dwóch urodzonych plotkarek! Nic dziwnego, że mnie zaprosiły! Ale jak udało 

się całej wsi zachować to w tajemnicy? Co w tym jest tak bardzo ważnego, że nawet tym 

sępom nie udało się niczego wytropić? Teraz nie mogę pytać o śmierć Pedera. Ta miła Elin 

już patrzy na mnie ze zdumieniem i rozczarowaniem. To mnie martwi.

Podniosła się i podziękowała za gościnę. Staruszki wpatrywały się w nią uporczywie, 

jakby chciały wymusić na niej obietnicę zdobycia papieru, a ona dała im na to nadzieję, 

posyłając serdeczny uśmiech. Gjertrud zorientowała się zbyt późno, że nie zdążyła niczego 

dowiedzieć się o gościu, ale Elin wyprowadziła Ylvę, zanim ciotka zadała kolejne pytania.

Przed domem Elin zaczęła z wahaniem:

– Ta karteczka...

– Nie mam zamiaru jej szukać – zapewniła stanowczo Ylva – a szczególnie pokazać ją 

im!

Widać było, że Elin bardzo ulżyło.

– Dziękuję ci – szepnęła.

– A mówiąc poważnie, jak dajesz sobie radę? – zapytała Ylva.

Elin wyglądała na bardzo zmęczoną.

– Wcale nie daję – odparła. – Ale przecież one nie mogą żyć wiecznie. Chociaż czasami 

człowiek ma wątpliwości...

Zamyślona Ylva poszła w stronę domu. Teraz wiedziała, że nie wszystko, co dotyczyło 

śmierci Kari, zostało wyświetlone. Dlaczego jednak cała wieś tak bardzo bała się odkrycia 

prawdy?   Czy   kogoś   osłaniali?   Jakie   to   wszystko   skomplikowane:   Torstein   Vile   był 

sympatyczny   i   chciał   wszystko   wyjaśnić.   Obrzydliwe   siostry   Bjor   także   dążyły   do 

wyjaśnienia   sprawy,   a   miła   Elin   chciała   ją   zatuszować.   Wszyscy   pozostali   byli   na   ogół 

nieprzyjemni i również starali się ukryć prawdę. Jak się w tym wszystkim połapać?

O   jeszcze   jednej   rzeczy   myślała   Ylva.   O   ile   miała   wątpliwości,   czy   ów   młody 

mężczyzna, który pojawił się ubiegłej nocy, przyszedł tylko we śnie, teraz już wiedziała: w 

całej dolinie nie było mężczyzny w tym wieku poza Syverem Bjor, a to na pewno nie był on!

Po odwiedzinach u sióstr Bjor słońce wpłynęło na nią niezwykle kojąco. Wiało od nich 

przeszłymi wiekami, pełnymi czarownic, czarów i mrocznego zła. Ylva, przystanąwszy na 

brzegu górskiego potoku, próbowała zmyć z siebie to wszystko w jego wodach.

29

background image

ROZDZIAŁ VI

Södra Borgestad

Nikt jeszcze nie wrócił do domu. Opuszczona zagroda kusiła.

Ylva z wahaniem zbliżyła się do furtki w ogrodzeniu dzielącym obie posiadłości, przez 

cały czas nie spuszczając czujnego spojrzenia z pustych domów stojących na wzniesieniu.

Od dawna nikt nie przechodził przez zabitą teraz gwoździarni furtkę, żadna stopa nie 

stąpała   tego   lata   po   gęstej   trawie   po   drugiej   stronie.   Pomimo   wyrzutów   sumienia  Ylva 

przedostała się tam, brodząc w koniczynie i złotych jaskrach. Ostrożnie, tak jakby stąpała po 

poświęconej   ziemi,   brnęła   przez   pastwisko,   gdzie   w   skąpanej   w   słońcu   trawie,   między 

dzikimi fiołkami, przeświecały jasnoniebieskie niezapominajki.

Intensywny zapach kwiatów nieomal ją odurzył. Roztaczał się stąd wspaniały widok na 

okolicę. Rzeka mieniła się w słońcu, a na horyzoncie rysowały się górskie grzbiety.

Tuż za domami bez szyb wzdłuż nowego ogrodzenia przeszły owce, nie pozostawiając 

za sobą żadnych śladów w głębokiej koniczynie. Widać było jedynie odciski stóp Ylvy, z 

poczuciem winy wspinającej się w górę.

Nagle okazało się, że domy są już całkiem blisko. Przestraszona dziewczyna zatrzymała 

się na moment, ale zaraz ruszyła w stronę podwórza. Teraz znalazła się między milczącymi, 

przytłoczonymi   ciężarem   wspomnień   budynkami.   Najbardziej   ucierpiała   stodoła,   z 

zapadniętym dachem i ścianami, jak gdyby dosiadł jej jakiś olbrzym. Każdy z pozostałych 

budynków gospodarskich, ze zbutwiałymi balami i zapadniętymi dachami, pochylał się w 

swoją stronę. Szopa wyglądała jeszcze całkiem nieźle. Jednak najbardziej poruszył ją widok 

domu mieszkalnego.

Był dość wysoki. Z boku miał przybudówkę ze schodami i pięknie rzeźbione wejście. 

Niegdyś musiał to być dumny i ładny dom, natomiast teraz wielkie, ziejące pustką otwory 

zamiast okien i rozchwiane ściany sprawiały tragiczne wrażenie.

Södra Borgestad...

Zagroda, w której wydarzyło się tyle nieszczęść. Tylko tyle pozostało po tym wymarłym 

rodzie!

Ylva   przesunęła   dłonią   po   starym,   jedwabiście   połyskującym,   wypalonym   słońcem 

drewnie. Czuła ciężar na sercu. Za płotem, nad dachami domów, rozciągał się milczący las. W 

okolicy panował spokój, a ona była sama... sama...

Nad opustoszałą zagrodą panowała niczym nie zmącona cisza.

30

background image

Wyjęła notesik, który z zawodowego nawyku zawsze nosiła przy sobie, i przysiadła na 

kamiennej płycie. Poezja nie stanowiła najmocniejszej strony Ylvy, ale w tej chwili odczuła 

gwałtowną potrzebę wyrażenia swoich uczuć w niezręcznym wierszu.

„Domy nie mogą umierać,

nie tak, nie w ten sposób.

Domy mają się unosić ku niebu

w dumnych płomieniach

lub zostać wyburzone, kawałek po kawałku

i wywiezione.

A nie popadać

w poniżenie, tam gdzie stoją,

pozostawiając piekącą ranę

przygnębienia i wspomnień

zwielokrotnionych czasem...”

W tym momencie stwierdziła, że wiersz stracił swój rytm i że opuściło ją poetyckie 

natchnienie. Odłożyła notesik i wyruszyła na rekonesans.

Drzwi nie były zamknięte, ale schody tak złowróżbnie zaskrzypiały, że nie odważyła się 

wejść. Stojąc przy oknie wspięła się na palce, ale zobaczyła jedynie uginający się sufit i 

zawalone palenisko.

Potem rozpoczęła wędrówkę wokół budynku.

Rosnące  w  cieniu  pokrzywy  zagradzały jej  drogę,  więc  musiała  obejść   je  szerokim 

łukiem. Gdy znalazła się na tyłach domu, znów mogła zbliżyć  się do ściany. Rosły tam 

krzewy dzikiej róży. Ylva podziwiała ich subtelne kwiaty. Ponieważ mieszkała w mieście, 

wszystko wprawiało ją tu w zachwyt. Jej palce czule pieściły delikatne liście. Nie chciała 

niczego złamać ani uszkodzić.

–   Tak   pięknie   –   szepnęła.   –   Tak   nieskończenie   pięknie.   Jakby   ukazały   mi   się   te 

wszystkie   młode   kobiety.   Niewinnie   świeże...   ale   z   piekącymi,   dręczącymi   cierniami 

przypominającymi o ich nieszczęsnym losie.

Nagle zorientowała się, że mówi na głos, i poczuła się okropnie zażenowana.

Powinni to usłyszeć Siri i Mads! pomyślała z ironią.

Kontynuowała   swoją   wędrówkę.   Na   tle   ziejącego   ciemnością   zejścia   do   piwnicy 

dostrzegła napawającą lękiem pajęczynę. Oddaliła się od głównego budynku i obeszła wokół 

31

background image

pozostałe   zabudowania.   Poruszyła   przerdzewiałą   korbkę   porośniętej   mchem   ostrzarki, 

przyjrzała   się   z   uwagą   resztkom   starej   łódki.   Zastanowiła   się,   czy   pójść   na   pomost,   ale 

stwierdziła, że lepiej nie ryzykować, i powoli wróciła na podwórze.

Coś zupełnie nieoczekiwanego sprawiło, że gwałtownie się zatrzymała. Krew zawrzała 

jej w żyłach, serce silnie zabiło, a po całym ciele rozeszło się przeszywające zimno.

Na otwartym notesie, w którym zapisała swój nieudolny wiersz, leżała dzika róża.

ROZDZIAŁ VII

Vilde-Knut i jego dziedzictwo

Zanim   Mads   i   Spółka   mogli   bez   reszty   poświęcić   się   wyjaśnieniu   ewentualnych 

tajemniczych   morderstw,   musieli   wysłuchać   jeszcze   jednej   opowieści   pochodzącej   z 

minionych wieków. To wręcz maniackie powracanie do przeszłości, cechujące mieszkańców 

Myrsökket, zaczynało się stawać denerwujące. Wydawało się, że zupełnie zapominając o 

teraźniejszości   próbują   przedrzeć   się   przez   jakąś   gęstą   zasłonę   mniej   lub   bardziej 

chwalebnych wspomnień z mrocznej historii.

Siri wytrwale podążała za trzema mężczyznami leśną drogą ciągnącą się wzdłuż bagien. 

Cierpliwie, bez słowa skargi, maszerowała spocona i zadyszana na obolałych nogach. W lesie 

było   niezwykle   pięknie.   Gdzieś   wysoko   śpiewały   ptaki,   w   oddali   nawoływała   kukułka, 

gałęzie rzucały cień na trawy i mchy ozdobione białymi kwiatuszkami kwitnących właśnie 

malin, zaś nad bagnami tańczyły refleksy słońca. Prawie nieprzytomna ze zmęczenia Siri nie 

była jednak w nastroju do podziwiania piękna przyrody. Kiedy zamiast świerków zaczęły się 

coraz   częściej   pojawiać   karłowate   brzozy,   jej   serce   zagroziło   strajkiem   generalnym,   a 

ponieważ   mężczyźni   w   ogóle   nie   przejawiali   najmniejszej   ochoty   na   zrobienie   postoju, 

zdesperowana usiadła na kamieniu.

– Róbcie, co chcecie! – zawołała za nimi. – Ale ja teraz odpoczywam!

Wrócili do niej niechętnie. Siri próbowała uspokoić płuca, oddychając głęboko.

– Dziękuję! – szepnął ciężko dysząc Mads. – Nie dałbym rady iść dalej w takim samym 

tempie jak oni.

– Ale twoja duma nie pozwoliła ci oczywiście zaprotestować – cierpko rzuciła Siri. – 

Gdybyś po prostu powiedział, że robisz to ze względu na mnie, delikatną kobietę, mogłabym 

przynajmniej zachować twarz! No i co, dowiedziałeś się czegoś?

32

background image

– Jeszcze nie. Rozmawiają tylko o łupkach.

– A ja nie mogę przecież oczarować mężczyzny, który cały czas ode mnie ucieka! – 

poskarżyła się Siri. – Jakie ma być moje zadanie podczas tego marszu śmierci?

Podszedł do niej Torstein Vile.

– Może byliśmy trochę bezlitośni – odezwał się przyjaźnie – ale ogarnął mnie taki zapał.

Jon Huus wcale się nie odezwał. Spojrzał tylko z rezygnacją na Siri. Ech, te kobiety! 

mówiło jego spojrzenie. Potem podszedł do strumyczka wijącego się przez brzozowy las. 

Przystanął tam, w zamyśleniu wpatrując się w wodę.

Mads postanowił z tego skorzystać i zagadnął Vilego:

– Twój szwagier wspomniał coś wczoraj o tym, że zło Myrsökket ma swoje korzenie w 

przeszłości. Co miał na myśli?

Torstein Vile spojrzał na Madsa ze zdziwieniem.

– Ach! – zaśmiał się. – Chodziło mu chyba o ten przeklęty zrabowany majątek.

– Zrabowany majątek?

– Tak, walka o niego toczy się już od stu pięćdziesięciu lat.

– Rzeczywiście, Jon  Huus  mówił  coś o półtora  wieku – trąciła  Siri. –O  co w  tym 

wszystkim chodzi?

Torstein Vile rozsiadł się wygodnie. Uśmiechnął się łagodnie, jakby przepraszająco.

- Dzieje Myrsökket są krwawe i przerażające. Nie nadają się zbytnio dla uszu pań...

– Jakoś wytrzymam – odpowiedziała Siri.

Z niepokojem zobaczyła, że wraca do nich Jon Huus, ale było już za późno, żeby jakoś 

go powstrzymać.

Vile zaczął opowiadać.

–   Dziwnym   trafem   o   Myrsökket   nie   wiadomo   prawie   nic   do   tysiąc   osiemset 

trzydziestego   roku.  Historia   wsi   rozpoczyna   się   dopiero   od  Vilde-Knuta.   Przypuszczalnie 

zanim się pojawił, było tu zaledwie kilka niewielkich gospodarstw.

Huus przysiadł obok nich. Kiedy zrozumiał, o czym mówi jego szwagier, nie wyglądał 

na zachwyconego, ale nie protestował.

– Vilde-Knut Vile był notorycznym przestępcą. Urodził się w innym zakątku w kraju 

pod koniec osiemnastego wieku – kontynuował Torstein. – Ścigany przez władze, dotarł w 

końcu z synem Torem aż w te góry, nie tak daleko stąd. Tutaj też został pojmany. Był silnym 

mężczyzną   i   stawiał   zacięty   opór,   solidnie   poturbował   przy   tym   swoich   prześladowców. 

Potem doprowadzono go na wzgórze koło kościoła po drugiej stronie jeziora i ścięto. Nie 

bawiono się w długi proces i w ogóle chyba nie odbywało się to dokładnie zgodnie z prawem, 

33

background image

bo  jego  synowi,  Torowi,   wówczas;   młodemu  chłopcu,   za  udział   w  bandyckich  napadach 

odcięto   obie   dłonie;   najwyraźniej   pamiętano   jeszcze   stare,   barbarzyńskie   metody  karania 

złodziei.   Cały   zrabowany   przez   złodziei   majątek   odzyskano   i   umieszczono   w   banku,   a 

mieszkańcy Myrsökket, którzy najwidoczniej odczuwali wyrzuty sumienia, ponieważ tutaj 

pochwycono i stracono Vilde-Knuta, zaopiekowali się osieroconym Torem. Jak się okazało, 

wyrósł na niezwykłe dobrego człowieka. Mimo swojej ułomności wykarczował miejsce, w 

którym teraz mieszkam, wybudował dom i nadał kształt całej wsi. Ożenił się potem z Liv 

Borgestad...

– A więc był twoim dziadkiem ze strony ojca?

– Tak. I dziadkiem Jona Huusa ze strony matki.

– No tak! On i Liv mieli kilka córek i jednego jedynego syna, prawda?

– Właśnie. Jednak od tamtej pory nieustannie procesowano się o ten wcale niemały 

majątek. Oczywiście chciało go dostać państwo, ale Tor Vile i jego spadkobiercy uważali, że 

mają do niego prawo. Teraz podejrzanym skarbem Vilde-Knuta rozporządza Erik Bjor, prezes 

zarządu banku.

– Erik Bjor sam jest jednym ze spadkobierców, tak?

– Zgadza się.

Mads dokładnie zapamiętał tę informację.

– A co z prawowitymi właścicielami skradzionego majątku, czy oni się o niego nie 

upominali?

– Udało się, oczywiście, odnaleźć kilku z nich, ale większą część majątku zatrzymano. 

Ale, powracając do naszej rodziny, to jest tak, że Jon Huus i ja urodziliśmy się jakby o jedno 

pokolenie później. Po naszej stronie rodziny Vile była ogromna luka między pokoleniami. Tor 

Vile nie został od razu zaakceptowany przez miejscowe dziewczęta i upłynęło sporo czasu, 

zanim zrozumiały, że jest z zupełnie innej gliny niż ojciec. Możecie zresztą sami obliczyć, że 

dwoje najmłodszych dzieci musiało się urodzić w jesieni jego życia. Długo oczekiwanemu 

synowi   nadał   na   chrzcie   imię   Knut,   na   cześć   swego   niepokornego   ojca.   Najmłodszym 

dzieckiem była matka Jona i Kari. Czy nadążacie za mną?

– Sądzę, że tak – odpowiedział niepewnie Mads. – Czy możesz to narysować? Mam tu 

kartkę i ołówek.

– Mogę spróbować. Chyba mniej więcej tak to będzie wyglądać:

34

background image

(Do   narysowanej   przez   Torsteina   tablicy   genealogicznej   nie   zostały   wprowadzone 

pozostałe córki Tora Vile i ich potomstwo, ponieważ nie występują w niniejszej książce)

Pozostałe   wyjaśnienia:   Berit   i   Per   Huus   byli   dziećmi   Johannesa   Huusa   i   Karin 

Borgestad (z rodu Södra Borgestad).

Pisząc i rysując, Torstein Vile jednocześnie wyjaśniał:

– Byłem jedynym dzieckiem Knuta, a gdy się urodziłem, miał już ponad pięćdziesiąt lat. 

Dlatego moi rówieśnicy nie są wcale moim ciotecznym rodzeństwem, lecz ich dziećmi lub 

wnukami, a jest ich całe mnóstwo!

– No, aż tyle ludzi nie mieszka chyba w Myrsökket.

– Nie, oczywiście, że przesadzam – zaśmiał się Torstein Vile. – Kari też była ode mnie 

młodsza o całe szesnaście lat.

Mads zapytał:

– W każdym razie z całej tej skomplikowanej kroniki rodzinnej wynika, że jesteś jedyną 

osobą we wsi noszącą nazwisko Vile?

– Zgadza się.

– A więc właściwie to ty jesteś jedynym prawowitym spadkobiercą złota Vilde-Knuta?

– Nie chcę dostać skradzionego majątku. Nie ja się procesuję.

– Nie, ty nie masz powodu się procesować. Przecież skarb należy do ciebie.

Siri   i   Mads   wymienili   spojrzenia.   Skarb   miał   należeć   także   do   Pedera.   On   był 

następnym głównym spadkobiercą. Ale teraz już nie żył.

– Mówiąc o Vilde-Knucie... – odezwał się po namyśle Vile. – Ostatnio wydarzyło się 

coś dziwnego. Protokół z rozprawy Vilde-Knuta był przechowywany w kancelarii sądowej. 

35

background image

Przed kilkoma laty chciał go zobaczyć pewien historyk. Wtedy okazało się, że dokument 

zaginął.   Został   skradziony.   Musiało   się   to   zdarzyć   na   krótko   przed   przyjazdem   tego 

naukowca.

– Idziemy? – zapytał nagle Jon Huus i wstał z miejsca. Nie możemy tu siedzieć cały 

dzień.

W ten sposób uciął dalszą dyskusję. Reszcie nie pozostało nic innego, jak pójść w jego 

ślady. Z trudem za nim nadążali, bo oddalał się z szaloną prędkością.

Chwilę później dotarli do płaskowyżu. Przed nimi roztaczała się niecka, cała pokryta 

trzęsawiskiem   i   otoczona   gęstym   brzozowym   lasem.   Po   ich   prawej   stronie   wznosiła   się 

górska ściana. Siri ze zdumieniem zauważyła, że Jon Huus rzucił przelotne, jakby ukradkowe 

spojrzenie   w   stronę   szczytu   owej   ściany,   a   później   wziął   głęboki   wdech   i   popatrzył   na 

trzęsawisko. Jego opromieniona intensywnym światłem słonecznym twarz była teraz ponura.

Najwyraźniej   mieli   przejść   przez   bagna.   Prowadziła   przez   nie   droga,   zaznaczona 

białymi kamieniami Użyto do tego jakiejś intensywnie błyszczącej. skały, być może kwarcu, a 

może   po   prostu   połyskujących   w   słońcu   łupków.   Gdzieniegdzie   ta   niezwykła   droga,   a 

właściwie kamienny most, dochodziła do gęstwiny brzóz i wierzb, czasami wiodła przez 

obrzydliwe błoto. Trudno powiedzieć, by była przyjemna...

– Oczywiście po drugiej stronie droga się rozdziela – powiedziała Siri.

– Tak – odparł Vile. – Ta na lewo prowadzi tylko do jesiennych pastwisk. Ta na prawo 

wiedzie w góry, do właściwych pastwisk. Właśnie nią mamy pójść.

I Mads, i Siri spojrzeli na niego. Jego głos był dziwnie przytłumiony.

– Chodźmy już – rzucił ostro gajowy.

Wyszli na trzęsawisko. Białe kamienie pewnie ich prowadziły, najwyraźniej leżały tam 

od wielu dziesiątek lat. Kiedy jednak wszyscy czworo minęli niewielkie zarośla rosnące po 

drugiej stronie mokradła, Torstein Vile zatrzymał się i zachwiał.

– Idź dalej, Torstein! – powiedział Jon, popychając go brutalnie.

– Ja... Ja... – jąkał się Vile, zakrywając twarz rękami.

– Kiedyś musisz do tego przywyknąć – warknął Jon.

– Musi się pan zawsze zachowywać jak gbur? – wykrzyknęła oburzona Siri. – Nie widzi 

pan, że ten człowiek jest chory? Jest przecież zupełnie blady!

– Nic pani do tego – odezwał się niegrzecznie Jon Huus. – No, Torstein! Dalej!

Ale   Jon   i   Mads   musieli   go   podtrzymywać,   po   ostatnich   głazach   prawie   go   wlekli. 

Wreszcie doszli tak daleko, że bagna nie było już widać. Wtedy nareszcie Torstein Vile stanął 

o własnych siłach. Przeprosił ich nawet i zaproponował, żeby poszli dalej bez niego, a kiedy 

36

background image

trochę odpocznie, dogoni grupkę. Siri chciała z nim zostać, ale Huus chwycił ją za ramię i 

pociągnął ze sobą.

– Zostaw go! Niedługo dojdzie do siebie.

– Ale on może potrzebować pomocy! – oburzyła się Siri. – Musi pan być taki nieludzki?

Jon przystanął. Wyglądał na bardzo zmęczonego.

– Proszę mi wierzyć, nie jestem nieludzki! Czy naprawdę nie może pani pojąć, że ten 

człowiek potrzebuje trochę pobyć sam?

Zanim Siri zdążyła odpowiedzieć, odezwał się spokojnie Mads:

– To właśnie tam doszło do tragedii, prawda? Chodziło o żonę czy syna?

Jon Huus żachnął się zniecierpliwiony, ale opanował się i rzekł całkiem już spokojnie:

– Syna. W czasie wojny toczyła się tam bitwa między Niemcami a aliantami. Peder 

wszedł na pozostawioną na mokradłach minę.

Siri usiadła, bo nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Mads milczał. Cóż było do dodania...

ROZDZIAŁ VIII

Karteczka w ręce Karin Vile

Tego popołudnia trójka dziennikarzy „Wiadomości” zrobiła krótkie podsumowanie tego, 

czego się dowiedziała. Nie było tego dużo.

– Kobieta umiera z karteczką w ręce – zaczął Mads. – Chłopiec wchodzi na minę. 

Nieskończenie wiele ociekających krwią dziewiętnastowiecznych historii, a do tego zaginiony 

protokół z procesu. To nas do niczego nie doprowadzi.

– Mamy jeszcze więcej nie wyjaśnionych spraw – odezwała się w zamyśleniu Siri. – Na 

przykład to zerwane ze ściany zdjęcie. Nikt nie chce powiedzieć, kogo przedstawiało...

– Czy Huus nie mówił, że było to jeszcze jedno zdjęcie Pedera? – zapytał Mads.

– Owszem, mówił. Ale nigdy jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak strasznie nieudolnie 

kłamał.

– Ylva – powiedział z rezygnacją Mads. – Jesteś tutaj, czy jest z nami tylko twoja 

cielesna powłoka? Zbudź się z transu! Co się z tobą dzieje?

Ylva wzdrygnęła się.

– Co mówiłeś? Aha, to ty? Przepraszam, byłam trochę nieobecna myślami.

– Trochę? – zapytała Siri. – Nie jesteś sobą od czasu naszego powrotu z wycieczki w 

37

background image

góry. Czy zdarzyło się coś szczególnego?

Młoda dziewczyna uśmiechnęła się trochę nieporadnie.

–   E   tam,   i   tak   byście   mi   nie   uwierzyli,   więc   zostawmy   to.   Ale   przeżyłam   coś 

tajemniczego...

– No, gadaj! – zachęcał Mads. – Wszystko, co może się przyczynić do rozwiązania 

zagadki...

W śmiechu Ylvy pobrzmiewała desperacja.

– Rozwiązania zagadki! To, co przeżyłam, bije ją na głowę!

– No, więc co takiego przeżyłaś? – zapytała niecierpliwie Siri.

– Ach – westchnęła Ylva z rezygnacją. – Tego się nie da opowiedzieć. Napisałam wiersz 

o domach i rozmawiałam z krzewem dzikiej róży, a one podziękowały mi za to, kładąc na tym 

wierszu kwiat.

Mads i Siri spojrzeli po sobie wymownie.

– Może najlepiej będzie jak najszybciej wrócić do domu – mruknęła Siri.

Ylva wzruszyła ramionami. Uznała, że dalsze wyjaśnienia nie mają sensu, a poza tym 

wcale   nie   chciała   niczego   tłumaczyć.   Nie   miała   ochoty  opowiadać   o   swoich   osobliwych 

odczuciach,   jakich   doświadczyła   na   opustoszałym   podwórzu   w   bezwietrznej   ciszy,   jak 

wędrując między domami szukała odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób dzika róża zeszła z 

krzaka i pokonała drogę wokół domu, chociaż na ziemi nie było żadnych innych śladów poza 

jej własnymi, i jak w końcu z głębokim szacunkiem zrobiła ledwo dostrzegalny ruch głową w 

stronę wysokiego, cichego domu i jak odeszła stamtąd, wstrząśnięta, ale również dziwnie 

przekonana o tym, że w tej smutnej i niesamowitej dolinie było coś pięknego. Może Siri by 

zrozumiała, ale Mads nigdy!

– To ta róża w wazonie w twoim pokoju? – zapytała Siri.

– Tak, postawiłam ją tam.

Siri westchnęła.

– Cyniczna, twarda jak skała Ylva przeżywa tu jedną romantyczną historię za drugą. A 

ja, spragniona romantyzmu, zyskałam tylko obolałe nogi!

Mads popatrzył na nią z politowaniem.

– No wiesz! Mówić o romantyzmie w twoim wieku! To takie niesmaczne!

Siri jakby się skuliła.

– Idiota! – syknęła Ylva. – W twoim wieku... A ile ty masz właściwie lat, Romeo?

Twarz Madsa stężała. Porównywać go do nastolatka z Werony!

–   Przestańcie   już!   –   ucięła   Siri.   –   Może   uda   się   nam   nakłonić   Torsteina,   żeby 

38

background image

opowiedział trochę więcej o śmierci żony i syna?

– Przecież obiecaliśmy... – zaczęła Ylva.

– Ach, bzdury! – przerwał jej Mads. – Obietnica dana takiemu ordynusowi jak Jon Huus 

nie jest chyba wiążąca.

– To prawda, że zawsze chodzi nie ogolony – przyznała w zamyśleniu Siri – ale ma w 

sobie coś, co budzi szacunek...

Mads pozostawał głuchy na ich argumenty.

– Czas nagli! Jeśli mamy działać, musimy zacząć już teraz!

– Zgoda  –  rzekła  z  ociąganiem Ylva.  –  Jeśli  będziesz  umiał  nakłonić Vilego,  żeby 

opowiadał z własnej woli. My nie możemy go do tego zmuszać.

Mads rzucił lekko:

– W porządku.

Ale tak naprawdę pomyślał: Oczywiście, naiwna gąsko. Jeśli chcesz, to tak sobie myśl! 

A głośno mówił dalej:

– Musimy spróbować teraz, zanim pojedziemy do tej grubej ryby, Erika Bjora.

Okazja nadarzyła się wcześniej, niż się spodziewali. Kiedy już Torstein Vile uporał się z 

pracami w gospodarstwie, po skończonym obiedzie wszyscy zasiedli w pokoju gościnnym, 

panowie przy szklaneczce grogu, a panie przy likierze. Nikt nie dał po sobie poznać, że i 

grog, i likier miały ten sam wyraźny zapach samogonu.

Torstein Vile po kilku łykach odzyskał dobrą formę.

– Tak, droga Ylvo, może doszłaś do całkiem słusznego wniosku. Oczywiście, że te 

cztery rody są przedziwnie skoligacone, ale i tak można wyróżnić pewne charakterystyczne 

cechy.   Rodzina   Vile   jest,   jak   powiedziałaś,   najmniej   liczna,   rodzina   Borgestad   jest 

nieszczęśliwa,   a   rodzina   Huus   dumna.   Huusowie   to   wspaniały   ród,   nie   da   się   temu 

zaprzeczyć. A przyjrzyjmy się rodzinie Erika Bjora. Sam Erik z wyglądu bardzo przypomina 

Huusów, w których się wrodził po matce. Miło będzie usłyszeć, co sądzicie na jego temat. Tu, 

w Myrsökket, jesteśmy z niego ogromnie dumni.

Potarł ręką czoło.

– Musicie mi wybaczyć moje dzisiejsze zachowanie na trzęsawisku, ale mijanie tego 

miejsca zawsze przychodzi mi z trudem.

– Dobrze to rozumiemy – odezwała się ciepło Siri. – Taki straszny wypadek...

–   Wypadek   –   gorzko   powtórzył   Torstein,   a   w   jego   łagodnych,   niebieskich   oczach 

pojawił się gniew. – Wszyscy mówią, że to był wypadek. Policja też tak mówi. Wszyscy w tej 

przeklętej dolinie tak mówią, ale ja wiem lepiej.

39

background image

Trójka jego słuchaczy wstrzymała oddech.

– Zmówili się – ciągnął dalej. – Cała dolina jest w zmowie. Próbowałem przełamać ich 

opór, ale natrafiam na miękki mur zdecydowanej uprzejmości. Żadnego dochodzenia!

– A jeśli to nie był wypadek... – zaczęła ostrożnie Siri.

Skrzyżowali spojrzenia. Jego oczy mocno błyszczały.

– Dlaczego ktoś przesunął białe kamienie? – zapytał. – Przy zaroślach, obok których 

dziś staliśmy, zostały przesunięte szerokim łukiem. A na ich dawne miejsce położono deski. 

Deski, które ukryły to, co nazwali miną z czasów wojny. Gdzie tam, to nie była żadna mina! A 

kiedy mój synek zjawił się od strony jesiennego pastwiska, wbiegł w deski...

Na dłuższy czas zaległa cisza.

W   każdym   razie   miał   szybką   i   bezbolesną   śmierć,   pomyślała   Siri,   próbując   się 

pocieszyć. Nie całkiem jej się to udało.

– Czy ktoś wiedział, że Peder nadejdzie z tamtej strony? – zapytał Mads.

– Oczywiście! Szkoła już się zaczęła, a my jeszcze mieszkaliśmy na pastwisku. Zbiegał 

zwykle do wsi ile sił w nogach, dlatego że zawsze późno wychodził z domu, a miał przed 

sobą długą drogę. Musiał jeszcze przeprawić się łódką przez jezioro. Tamtego ranka ja też 

miałem zejść do wsi, ale, oczywiście, nie mogłem za nim nadążyć. A potem usłyszałem 

wybuch...

Vile cicho zapłakał.

– Więc to właśnie ty... – podjęła ze współczuciem Siri.

– Nie, chociaż dobiegłem szybko, Jon był tam już przede mną. Wyszedł ze wsi na 

obchód w poszukiwaniu kłusowników. On... on mnie powstrzymał, więc uniknąłem...

Vile wykręcał sobie palce w milczeniu.

– A więc był tam Jon Huus – powiedział zamyślony Mads.

– Tak. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem płaczącego mężczyzny. Ale właśnie 

wtedy   Jon   płakał.   Bo   Peder   był   takim   wyjątkowym   chłopcem.   Takim   mądrym,   takim 

zdolnym. Był dumą całej rodziny.

– Niewątpliwie brzmi to dość tajemniczo – przyznał Mads. – Deski...

– Tak. Najpierw ich nie zauważyłem, bo jak zwykle szedłem po tych białych kamieniach 

i   nie   zwróciłem   uwagi,   że   są   przesunięte,   dopiero   dużo,   dużo   później...  Ale   wtedy   Jon 

nawoływał z zarośli, był blady jak ściana, a łzy ciekły mu po twarzy. Zrozumiałem, że stało 

się coś okropnego... Ale Jon nazwał to wypadkiem, i on, i wszyscy inni. Cieszę się tylko, że 

Kari nie musiała przez to przejść.

Torstein zacisnął zęby, a po chwili dokończył:

40

background image

– To było morderstwo! Rozmyślne i bestialskie zabójstwo dokonane na czternastoletnim 

chłopcu! A cała dolina należy do spisku i osłania mordercę.

– Wiesz, kto jest mordercą? – zapytała niepewnie Siri.

– Chyba się domyślam. Ten sam, który zabił Kari. Ale jakie ma znaczenie to, co ja 

myślę?   Nikt   nie   chce   mnie   słuchać.   Traktują   mnie   jak   jakiegoś   wiejskiego   głupka. 

Pobłażliwie...

– Nie rozumiem, dlaczego... – odezwał się powoli Mads. – To, co teraz opowiedziałeś, 

brzmi naprawdę rozsądnie. Aż się nie chce wierzyć, że policja nazwała to wypadkiem!

– To chyba  wpływ Erika Bjora – odparł gorzko Vile. – On jest bardzo porządnym 

człowiekiem, ale to właśnie on uparcie twierdził, że to był wypadek. On i Jon Huus.

Zwrócił się bezpośrednio do Madsa.

– Gdybyście mogli mi pomóc! Z natury jestem człowiekiem łagodnym i nie potrafię 

nakłonić   policji,   żeby   mnie   wysłuchała,   ale   może   wam   by   się   to   udało?   Billing,   czy 

spróbujesz doprowadzić do prawdziwego dochodzenia? Spróbujesz?

Mads usiłował ukryć swój zapał.

– Oczywiście! To po prostu mój obowiązek!

– Ach, dziękuję, dziękuję! – westchnął z ulgą Vile.

– Ale w takim razie muszę się dowiedzieć wszystkiego!

Nie wiemy jeszcze nic o śmierci twojej żony. Ktoś mówił, że zmarła z jakąś karteczką w 

ręku...

Nie, Mads! zaprotestowała w duchu Ylva. Elin Bjor nie chciała przecież, żebyśmy się 

zajmowali tą sprawą.

Torstein energicznie wstał z miejsca.

– Tak, trzymała w ręku karteczkę. Przyniosę ją, żebyście mogli na nią popatrzeć...

Tego się nie spodziewali! A więc aż tak łatwo było ją zdobyć? Mads czuł ogromne 

podniecenie. Na dobre obudził się w nim dziennikarz. Zainteresowanie Siri objawiało się 

bezwiednym,   acz   wytrwałym   zdzieraniem   lakieru.   z   paznokci.   Tylko   Ylva   siedziała 

wyczekująco, nie dając się ponieść emocjom.

Vile wrócił.

–   Kartka,   którą   trzymała   w   dłoni,   najwyraźniej   jest   stara.   Była   lekko   pożółkła   i 

pognieciona, ale ona próbowała ją wygładzić. Nawet po tych niewielu literach można poznać, 

że napisała ją własnoręcznie. Niezależnie od tego, co zamierzała napisać czy narysować, nie 

dokończyła   tego,   tak   jakby   w   złości   lub   zniecierpliwieniu   albo   powodowana   innym 

gwałtownym uczuciem. Wyrzuciła ją, nie dokończoną. Karteczka była chyba jednak na tyle 

41

background image

ważna, że pomimo wszystko ją zachowała. Oto ona. Próbowała mi ją podać, wymawiając 

równocześnie dwa słowa: „Christen miał...” Potem szybko nadszedł koniec.

Christen,   Christen...?   Trzy   mózgi   pracowały   intensywnie.   Naturalnie,   ostatni 

nieszczęśliwy syn z Södra Borgestad!

Mads wyglądał tak, jakby miał zamiar wyrwać kartkę z ręki Vilego, ale się opanował.

– Powiedz mi, na co właściwie zmarła twoja żona?

– Doktor powiedział, że był to atak serca. I chyba tak było, tylko że za jedyny jego 

powód  podał ogólnie  słabe serce.  A w  to nie  wierzę.  Kari nigdy nie  miała tego  rodzaju 

kłopotów, a poza tym dość krótko przed śmiercią przeszła dokładne badania i gdyby wówczas 

wykryto jakieś kłopoty z sercem, dowiedzielibyśmy się o tym.

– Czy zmarła w domu?

– Tak. Były wtedy moje pięćdziesiąte piąte urodziny i odwiedziło nas kilku sąsiadów, 

których   potem   kawałek   odprowadziłem.   Po   moim   powrocie   leżała   umierająca   na   łóżku; 

szuflada nocnej szafki była uchylona, chyba właśnie tam przechowywała tę kartkę.

– Czy śmierć nastąpiła szybko? Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia?

– Bez żadnego. Kiedy żegnała gości, była w jak najlepszym zdrowiu.

– To za mało, żeby móc budować na tym teorię o morderstwie.

– Naturalnie, że tak. Na początku ja też nic nie podejrzewałem. Dopiero po śmierci 

Pedera   w   następnym   roku   przypomniałem   sobie   coś   dziwnego.   Teraz   już   nie   pamiętam 

dokładnie, ale zdarzyło się to jeszcze przed śmiercią Kari, może kilka miesięcy, a może rok 

wcześniej. Przypadkowo zobaczyłem list, który pisała. Było to zupełnie niechcący, kiedy 

przyszedłem  ją   poprosić   do  telefonu.  Wtedy  rzuciłem  okiem  na   to,  co  robiła.  Nigdy nie 

czytam cudzych listów, ale zdążyłem zobaczyć pierwsze linijki, które mnie przygnębiły i 

zmartwiły... Ale najpierw popatrzcie na tę karteczkę, którą trzymała w dłoni! Nie wiem, co ma 

przedstawiać. Może jakąś zagadkę albo wzór chemiczny, sam nie wiem.

Wszyscy troje pochylili się w napięciu nad małym pogniecionym kawałkiem papieru. 

Narysowana była na nim dziwaczna figura geometryczna.

42

background image

– Ktoś jeszcze ją widział? – zapytał Mads.

– Pytałem wiele osób we wsi, czy wiedzą, co przedstawia.

– I nikomu się nie udało jej rozszyfrować?

– Nie.

To niemożliwe, pomyślała Ylva. Zauważyła, że pozostała dwójka myśli dokładnie to 

samo, co ona.

– Czy coś z tego rozumiecie? – dopytywał się Torstein.

–   Na   razie   nie   –   odparł   Mads.   –   Brakuje   jednej   całej   litery   i   połowy   drugiej.   Tą 

rozpoczętą mogła być P, B albo R. Czy mogę odrysować tę figurę?

– Proszę bardzo!

Siri i Ylva też przerysowały sobie rysunek

– A list? – wypytywał Mads. – Pamiętasz go?

– Tak,  bardzo  dobrze,   bo  był  niezwykle  wymowny,  a  później  miałem  już,   niestety, 

dostateczny powód, żeby go sobie przypomnieć...

Torstein Vile zamknął oczy, żeby łatwiej przypomnieć sobie słowa.

– „Ach, Boże mój, Boże, co mam zrobić? Nigdy jej nie widziałam, tak jak ty. Nie żyła 

już przecież, kiedy się urodziłam. Mój ukochany synek jest w niebezpieczeństwie! Jak mam 

go ratować, jak mam go chronić? Będę nad nim czuwać dzień i noc, nie będę spać, nie 

spuszczę go z oka ani na chwilę...” Nie chciałem dalej czytać.

– Ależ, na litość boską! – odezwała się Siri. – Te słowa były alarmujące! Nigdy się nie 

zastanawiałeś...

–   Ależ   tak!   Natychmiast   ją   o   to   zapytałem.   Zaśmiała   się   trochę   nerwowo   i 

odpowiedziała,   że   to   tekst   starej   sztuki   teatralnej,   którą   próbowała   sobie   przypomnieć. 

Uspokoiło mnie to wtedy, ale później przypomniałem sobie, jak dziwnie zachowywała się na 

43

background image

krótko przed śmiercią. Planowaliśmy, że Peder po szkole rozpocznie naukę w mieście, ale 

Kari nagle zmieniła zdanie. Nie chciała nawet słyszeć o tym, że Peder ma zamieszkać poza 

domem. Tak, jakby nie chciała go od siebie wypuścić... A po jej śmierci nie chciałem zostać 

sam, więc odłożyłem na później jego dalszą edukację i posłałem go do miejscowej szkoły. 

Gdyby wtedy stąd wyjechał, może by teraz żył!

Mads oglądał karteczkę ze wszystkich stron.

– Myślisz, że ta figura i słowa, które próbowała wypowiedzieć, miały ze sobą jakiś 

związek?

–   Jestem   tego   pewien.   Karteczka,   jak   już   mówiłem,   została   pognieciona   w   ataku 

wściekłości.

– Albo... w przerażeniu! – powiedział Mads w zamyśleniu. – A więc Kari przeczuwała, 

że ktoś nastawał na życie Pedera?

– Też doszedłem do tego wniosku, ale za późno!

Mads pokiwał powoli głową.

– Ta figura musi być kluczem do wszystkiego – stwierdził. – Kari zaczęła się nad nią 

zastanawiać, a kiedy już prawie znalazła rozwiązanie, tak ją przeraziło, że nie chciała się 

dowiedzieć niczego więcej. Usiadła, żeby napisać list o spisku na życie Pedera. I dlatego 

musiała zginąć, żeby można było bez przeszkód zabić twojego syna... Ta teoria ma chyba ręce 

i nogi?

– Prawdopodobnie. A ja niczego nie przeczuwałem! – westchnął z goryczą Vile.

– Powiedz mi jedną rzecz – odezwała się przytomnie Siri. – Którzy sąsiedzi odwiedzili 

was tego wieczoru, kiedy zmarła? Bo, jak sądzę, podejrzewasz otrucie?

– Tak, mieliśmy jakiś środek chwastobójczy... Hm, nasi goście, myślisz, że mogli... 

Oczywiście, że wiem, kto u nas wtedy był. Ale...

Zmarszczył czoło.

– Podejrzewasz kogoś innego? – zapytał Mads.

–   Nie   chcę   odpowiadać   na   to   pytanie.   Co   innego   coś   sobie   myśleć,   a   co   innego 

publicznie kogoś oskarżać. Zwracałem się do policji, żeby się dowiedzieć, jak do tego doszło. 

Ale policja się tym nie interesuje.

–   Myślę,   że   policja   będzie   zmuszona   zająć   stanowisko   w   tej   sprawie,   kiedy   Mads 

Billing przedstawi ten cały materiał w „Wiadomościach”. Prawda?

– Tak, goście... Oczywiście był u nas Jon Huus, Erik i Birgit Bjor, i ich syn Tor-Erik, na 

chwilę zajrzała też Elin Bjor. Poza domownikami to już wszyscy.

– Jak sądzisz, w jaki sposób twoja żona mogła zostać otruta?

44

background image

– Poznałem trochę działanie tego środka, bo kiedyś najadły się go zwierzęta. Organizm 

reaguje mniej więcej po godzinie. A wtedy zatrucie postępuje bardzo szybko! Więc jeśli tym 

się otruła, musiała to dostać mniej więcej przy kawie.

– Co jedliście do kawy?

–   Próbowałem   sobie   przypomnieć,   ale   nie   przywiązuję   wielkiej   wagi   do   ciast   i 

podobnych rzeczy. Wmówiłem sobie, że podano jej to właśnie w kawie.

– To przecież możliwe.

– Wszystko to tylko hipotezy! – Wtrąciła niecierpliwie Siri. – Niech się tym zajmie 

policja!   Teraz   musimy   iść   do   Erika   Bjora.   Nie   możemy   kazać   czekać   tak   ważnemu 

człowiekowi!

–   Najpierw   jeszcze   chciałbym   zadzwonić   –   poprosił   Mads.   –   Bo   to   naprawdę   są 

wiadomości! Torstein, myślisz, że moglibyśmy zostać jeszcze kilka dni?

–   Tak   długo,   jak   chcecie!   Ale   uważaj,   co   mówisz.   Sissel   Borgestad   z   centrali 

telefonicznej okropnie podsłuchuje!

Kiedy   Mads   Billing   wyciągnął   rękę   do   telefonu,   Ylva   ujrzała   oczyma   wyobraźni 

odrażającego, tłustego kota, wystawiającego pazury w oczekiwaniu na mysz.

ROZDZIAŁ IX

W miłą letnią noc

Erik Bjor rzeczywiście robił wrażenie. Sam jego wygląd budził szacunek. Był lekko 

szpakowatym,   postawnym   dżentelmenem   dobrze   po   czterdziestce,   o   niezachwianym 

autorytecie, mocnej szczęce, dumnym arystokratycznym spojrzeniu i tubalnym głosie. W jego 

ustach  każda  banalna  odpowiedź   brzmiała  jak   głęboko   przemyślana   maksyma.   Prowadził 

elegancką konwersację z Siri, dając jej do zrozumienia, że uważa ją za bardzo uduchowioną, 

piękną i kobiecą. Wszystko to wyraził ledwo dostrzegalnym uniesieniem brwi. Podziałało to 

na   urażoną   próżność   Siri   jak   balsam.   Z   radością   zauważyła,   że   Mads   popatrzył   na   nią 

zupełnie innymi oczami. Było to niepojęte, że Erik Bjor nauczył się tak doskonale obcować z 

ludźmi w tym odległym zakątku kraju.

Jednak Ylva i Siri nie miały okazji dłużej z nim rozmawiać. Dyskutował głównie z 

Madsem i Vilem na temat ropy z łupków, zostawiając panie w towarzystwie żony. Niemniej 

jednak udało im się zauważyć, że Torstein traktował Erika Bjora z głębokim szacunkiem. 

45

background image

Domyślali się, że i pozostali mieszkańcy wioski przyjęli taką samą, prawie uniżoną postawę. 

Zauważyli również, że Bjor odnosił się z rezerwą do projektu; sam pomysł był dobry, ale...

Poza tym był zdecydowanie wrogo nastawiony do Madsa Billinga, chociaż Siri i Ylva 

mogły to zobaczyć tylko w jego oczach, kiedy sądził, że nikt na niego nie patrzy.

Jego żona Birgit, blondynka o dumnej postawie charakterystycznej dla rodu Huus, była 

inteligentną   kobietą   z   klasą.   Okazało   się,   że   pracowała   jako   nauczycielka   w   szkole 

podstawowej.

– Więc uczyła pani kiedyś Pedera? – zapytała z zainteresowaniem Siri.

– Tak, rzeczywiście. Niezmiernie utalentowany chłopiec. To była tragedia!

– Tak, jego ojciec mówił, że był geniuszem.

– No, cóż – uśmiechnęła się ciepło Birgit. – W oczach ojca, na pewno tak. Z niektórych 

przedmiotów był rzeczywiście świetny, ale poza tym raczej przeciętny. Nie pamiętam zbyt 

dobrze Pedera, bo nie należał do tych dzieci, z którymi natychmiast nawiązuje się kontakt. 

Nie miał żadnych kolegów, ale wydawało się, że go to nie martwi. Często tak się zdarza, 

kiedy w rodzinie jest tylko jedno dziecko. Przebywa wtedy tylko z dorosłymi, a najczęściej są 

nimi właśnie rodzice. Pamiętam jedynie to, że, zdumiewająco dojrzały jak na swój wiek, był 

prymusem w przedmiotach przyrodniczych. Często miałam problemy, żeby wybrać dla niego 

odpowiednio trudne zadanie.

– Pani mąż też wygląda na takiego, co ma głowę na karku – powiedziała Ylva.

– To prawda. Mówi się, że to Torowi Vile, synowi Vilde-Knuta, mieszkańcy wioski 

zawdzięczają inteligencję. Tor był również mężczyzną pełnym życiowego rozmachu.

– Tak, słyszeliśmy o tym.

Ylva  została  trochę   dłużej  niż   reszta,  ponieważ  pani   Bjor  posiadała  cenną   kolekcję 

starych koronek klockowych. Ylva pisała właśnie serię artykułów na ten temat i przyjęła z 

wdzięcznością propozycję obejrzenia zbioru. Te artykuły spędzały jej sen z powiek, bo tak 

naprawdę  nie   miała  pojęcia   o  rękodzielnictwie,  sama  z  trudnością   zrobiłaby sweterek  na 

drutach.   Ktoś   obarczył   ją   zadaniem   ponad   siły,   a   ponieważ   była   nowa   w   gazecie,   nie 

odważyła się odmówić.

– Trafisz sama do domu, prawda? – zapytała Siri z przedpokoju. Była tak zmęczona, że 

oczy same jej się zamykały. Najwidoczniej górskie powietrze tak na nią wpływało.

– Ale najpierw tabletka! – upomniała się Ylva. – Obiecałaś!

– Jesteś niemądra! – zaśmiała się Siri. – Masz zamiar zostać lekomanką?

– Nie mam nic przeciwko temu, o ile tylko będę mogła go jeszcze raz zobaczyć.

– Dobrze, ale więcej to już na pewno nie dostaniesz! Daję ci ją tylko po to, żeby ci 

46

background image

udowodnić, że tabletki nie wywołują takich samych snów. Nigdy nie myślałam, że będziesz 

tak bujać w obłokach, Ylvo!

Podszedł do nich Mads. Popatrzył w zamyśleniu na Ylvę. W dalszym ciągu udawała, że 

się   nim   nie   interesuje,   ale   ponieważ   on   celowo   ją   ignorował   przez   całą   minioną   dobę, 

powinna   się   już   poczuć   wystarczająco   ukarana   i   potulna.   Jeszcze   tylko   trochę   się   z   nią 

podroczy   i   powinna   się   złamać.   Chciał   rozbudzić   w   niej   nadzieję,   przyobiecać   swoje 

towarzystwo   w   tę   ciepłą   czerwcową   noc,   a   potem,   w   drodze   powrotnej,   dręczyć   ją 

bezgranicznie,   wcale   nie   próbując   się   do   niej   zbliżyć.   Och!   Jakie   by   to   było   dla   niej 

rozczarowanie! Miał zamiar zmusić tę bezczelną małą, żeby padła przed nim na kolana!

– Mogę na ciebie poczekać, Ylvo – odezwał się słodkim głosem.

Ylva, ściskając w ręku tabletkę, popatrzyła na niego zdumiona.

– Po co? – zapytała krótko.

Po co? Co to za odpowiedź! pomyślał zaskoczony Mads. Wykonał ręką nieokreślony 

gest.

– No, żebyś nie musiała iść sama. Już ciemno.

Ylva zauważyła, że Siri wstrzymała oddech. Prawie słyszała szalone bicie jej serca.

– Nonsens! – parsknęła Ylva. – Jest przecież jasno jak w dzień! A ja nie należę do 

dziewczyn, które potrzebują opieki taty. Wracaj z nimi i się nie wygłupiaj. Pójdę sama.

Uśmiech   na   twarzy   Madsa   zgasł.  A  więc   chcesz   się   bawić   dalej,   pomyślał.   Proszę 

bardzo, ale być może stracisz swoją szansę. Mads Billing nigdy nie pada plackiem przed 

dziewczynami. Nie potrzebuje tego. I tak przychodzą, i ty też w końcu przyjdziesz, kochana! 

Zwłaszcza ty!

Po czym wsunął rękę pod ramię zdumionej Siri i wyszedł, częściowo odzyskawszy 

zakłóconą równowagę ducha.

Kolekcja koronek była rzeczywiście wyjątkowa. Ylva notowała jak szalona. Pozwolono 

jej przyjść raz jeszcze z aparatem fotograficznym. Pani Bjor, odprowadzając ją na schody, 

zaczęła nieśmiało:

– Ylva...

– Tak?

– Wiem od Torsteina, że macie zamiar odgrzebać tę starą historię o Kari i Pederze. Nie 

róbcie tego, Ylvo! Proszę was!

– Dlaczego nie? Przecież to były morderstwa!

Birgit Bjor rzuciła nerwowe spojrzenie w głąb przedpokoju.

– Bzdury! To była zwykła śmierć i nieszczęśliwy wypadek! Te sprawy są całkowicie 

47

background image

wyjaśnione.

Ylva zagryzła wargi.

– Powiem o tym Madsowi – powiedziała niepewnie. – Ale...

– Obiecaj mi to!

– Obiecuję.

– Dobrze! Dobranoc!

– Dobranoc! I dziękuję za uprzejmość!

A więc Birgit Bjor także bała się prawdy! Przez wzgląd na siebie, czy...?

Nauczycielka Pedera... Karteczka w ręku Kari. Czy Peder odkrył jakiś wzór chemiczny? 

Dzięki swojemu nieprzeciętnemu umysłowi mógł wpaść na trop jakiejś tajemniczej sprawy...

Ylva zadrżała. Przeszła już kawałek drogi, kiedy w mroku letniej nocy zobaczyła przed 

sobą szczupłą postać. Przystanęła.

Syver Bjor zatrzymał się bardzo blisko niej.

– Więc jeszcze tu jesteście! – odezwał się ostro. – I w dodatku macie zamiar zostać 

dalszych kilka dni.

Ylva zebrała się na odwagę.

– Skąd o tym wiesz?

– Twój kochanek dzwonił dziś do gazety i poinformował, że ma na tapecie podwójne 

morderstwo sprzed lat.

Najwyraźniej   panują   tu   dziwne   zwyczaje!   Wiadomości   rozeszły   się   naprawdę 

błyskawicznie!

Z   typowo   kobiecym   wyczuleniem   na   drobiazgi   zaprotestowała   przeciwko   temu,   co 

najbardziej ją rozdrażniło.

– On wcale nie jest moim kochankiem!

Syver Bjor zmierzył ją pogardliwym wzrokiem.

– Taka dusza towarzystwa jak ty... Myślisz, że nie znam takich dziewczyn? Jesteście 

gorsze od ulicznic. One chociaż pokazują swoje prawdziwe oblicze. Przynajmniej nie udają 

kogoś innego. Wy handlujecie dokładnie tym samym. Różnica jest tylko taka, że nigdy nie 

każecie sobie za to płacić...

Policzek   wymierzony  przez  Ylvę  zabrzmiał  w  ciszy  jak  wystrzał.   Syver   chwycił  ją 

mocno za ramię i wbił w nią groźny wzrok, czerwony z wściekłości. Ona też patrzyła na 

niego.

– Jakie masz prawo wypowiadać się na mój temat? – zapytała z gniewem. – Co ci złego 

zrobiłam?

48

background image

–   Nie   będą   tu   węszyć   żadne   pismaki,   które   wtykają   nos   w   nie   swoje   sprawy   – 

odpowiedział z naciskiem. – Jeśli się stąd szybko nie wyniesiecie, może się to dla was źle 

skończyć. Bardzo źle! Potraktuj to jako przyjacielskie ostrzeżenie!

Nie żartował. Tyle zrozumiała pomimo całego swojego wzburzenia. Poczuła dreszcz 

strachu,   który   przeszył   ją   na   wskroś.   Za   tym   wszystkim   kryło   się   coś,   co   być   może 

przekraczało   ich   wyobraźnię.   Ten   osobliwy   rodzaj   ludzi,   odizolowanych   od   świata   i 

skonsolidowanych   więzami   pokrewieństwa...   Do   czego   mogą   się   posunąć,   jeśli   zostaną 

zaatakowani z zewnątrz? Skoro kilku ciekawskich dziennikarzy natknęło się przypadkiem na 

ich największą tajemnicę, czy nie było naturalne, że połączyli siły we wspólnej obronie? Już 

nie po raz pierwszy Ylva popatrzyła na to od ich strony, zobaczyła siebie i swoich przyjaciół 

ich oczami. Wszyscy troje musieli im się wydawać odpychającymi łowcami sensacji!

Chociaż na co dzień starała się tego nie dostrzegać, musiała przyznać, że „Wiadomości” 

cieszyły się złą sławą. Gazeta goniła za sensacjami, toczyło się przeciw niej wiele spraw 

sądowych o zniesławienie... Roiło się w niej od krzykliwych nagłówków, które nie zawsze 

miały   pokrycie   w   faktach...   Lubowała   się   w   skandalach.   Nic   dziwnego,   że   mieszkańcy 

Myrsökket odnosili się do nich w najlepszym razie sceptycznie!

Nagle Syver Bjor puścił Ylvę i odszedł bez słowa. Może wyczytał z jej oczu, co myśli? 

A może po prostu powiedział, co miał do powiedzenia.

Ylva, drżąc na całym ciele, skierowała się w stronę domu. Czuła przede wszystkim 

oburzenie. Gorsza od ulicznicy! Porównana do...!

Było   już   dość   ciemno.   Nie   na  tyle   jednak,   żeby  nie   zobaczyła   kilku   postaci,   które 

gromadziły   się   pospiesznie   nad   skrajem   rowu   tuż   przy   bocznej   drodze   prowadzącej   do 

zagrody Vilego. Ylva zawahała się przez moment, a potem szybko przeszła obok.

Kiedy minęła tajemnicze cienie, coś się za nią poruszyło. Jakiś głos zawołał coś groźnie, 

a później usłyszała świst kamienia przelatującego koło jej ucha. Zaczęła biec.

– Wynocha stąd, wielkomiejska hołoto! – krzyknął jakiś głos.

Jakiś kamyk trafił ją w głowę, zadając dotkliwy ból. Kiedy krzyknęła, prześladowcy 

zbiegli na dół.

–   Czy   koniecznie   trzeba   zatruwać   złem   taką   miłą   letnią   noc?   –   krzyknęła 

zdenerwowana, ale oni już jej oczywiście nie słyszeli.

Ylva wbiegła do swojego pokoju, niezdarnie przekręciła klucz w zamku. Kolana jej 

drżały, kiedy przechodziła przez pokój. Rzuciła się na łóżko i dopiero wtedy zapłakała, dając 

ujście strachowi, wstydowi i zranionej dumie. Po chwili zdołała się opanować. Obmyła się z 

całodziennego   kurzu   w   staromodnej   miednicy   i   pochlipując,   wśliznęła   się   do   łóżka.   W 

49

background image

ostatniej chwili, tuż przed zaśnięciem, zerwała się i popiła wodą tabletkę nasenną. Potem 

czekała już tylko na piękny sen. Nie miała jednak większych nadziei, że wróci. Jej optymizm 

gdzieś się rozwiał.

Niebo   zaczynało   się   rozjaśniać.   W   ciężki   sen   Ylvy   wdarł   się   jakiś   obcy   dźwięk, 

przypominający trzask albo wystrzał. Z trudem otworzyła oczy. Po chwili odwróciła głowę. 

Jej zmęczoną twarz rozjaśnił uśmiech.

– Tak się bałam, że nie przyjdziesz – wymamrotała niewyraźnie.

Tak jak poprzedniej nocy usiadł na brzegu łóżka. Ylva popatrzyła na niego, rozespana.

– Wyżebrałam jeszcze jedną tabletkę od Siri – wyszeptała z trudem – żebym mogła cię 

jeszcze raz zobaczyć.

Przez chwilę popatrzył na nią pytająco. Potem się uśmiechnął.

–   Jesteś   taki   piękny   –   powiedziała   Ylva,   pocierając   swój   policzek   o   jego   dłoń, 

spoczywającą na jej poduszce. – Tak, to naprawdę ty! Mam odwagę tak mówić do ciebie, bo 

wiem, że to sen i że nigdy nie będę odpowiadać za to, co mówię. Nie chcę się obudzić. 

Zawsze chcę być z tobą.

Głaskał ją po twarzy. Po chwili zmarszczył czoło.

– Płakałaś?

– Nigdy wcześniej nie doznałam nienawiści – wyszeptała drżącymi wargami. – To było 

takie wstrętne. Bolało...

Odwrócił od niej wzrok i przestał ją głaskać.

– Tak – odezwał się cicho. – To boli. Trzeba się stać twardym. Twardszym niż by się 

chciało. Ale i tak to boli...

Mówił charakterystycznym dla tej doliny dialektem. Ylva czuła na swojej dłoni aksamit 

jego kurtki. Patrzyła na jego kasztanowe włosy, opadające miękko na czoło. Jego szczupła 

twarz wyrażała głęboki smutek.

Ylva musiała się bardzo starać, żeby jej umysł pracował w miarę jasno, bo tabletki Siri 

nie były bynajmniej przeznaczone dla dzieci. Huczało jej w uszach, a obrazy pojawiały się i 

odchodziły mrocznymi falami.

– Nie opuszczaj mnie – prosiła. – Bądź przy mnie!

– Jestem przy tobie – szepnął – tak długo jak będziesz w Myrsökket, będę blisko ciebie.

– A potem? Kiedy stąd wyjadę... nie będziesz mógł do mnie przyjść? Nie mogę cię teraz 

stracić.

Jego oczy wypełnił smutek.

– Ty i ja nigdy nie będziemy do siebie należeć, dziewczyno. Niech to pozostanie tylko 

50

background image

snem, nic innego nie jest możliwe.

Spojrzała na niego z rozpaczą, a on pochylił się, na chwilę przybliżając policzek do jej 

twarzy. Potem znowu się wyprostował. Uszczęśliwiona Ylva westchnęła głęboko, a potem 

odezwała się z pełnym niepokoju podnieceniem:

– Nie myśl, że to, co powiedział Syver Bjor, było prawdą!

– A co powiedział?

– Nie wiesz? Sądziłam, że wiesz o wszystkim, że wiesz, co kto myśli.

Uśmiechnął się.

– Nie, takich boskich cech chyba nie posiadam. No, co powiedział?

– Ach, tak dużo złośliwości!

Powtórzyła pełne nienawiści słowa Syvera.

– To nieprawda – zakończyła z naciskiem. – Nie jestem aniołem i chyba z tysiąc razy się 

podkochiwałam, ale nigdy nie byłam zakochana. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła pójść z 

chłopakiem do łóżka, nie kochając go. Wszyscy jednak mylą się co do mnie tylko dlatego, że 

jestem przebojowa i twarda, ale takim naprawdę trzeba być, żeby płynąć z prądem, i dlatego, 

że jestem trochę ostra, ale zawsze marzyłam o kimś takim jak ty, z kim można porozmawiać i 

przed kim nie trzeba się zgrywać, i przed kim można otworzyć duszę, i ...

Ylva musiała zaczerpnąć powietrza, a młody mężczyzna uśmiechnął się czule i ujął jej 

twarz w dłonie.

– Wiem, że jesteś delikatną i wrażliwą dziewczyną. I bardzo niezwykłą!

Ylva długo i badawczo mu się przyglądała. Przypomniała sobie o czymś. Otworzyła 

szeroko oczy i wyszeptała bez tchu:

– Dziękuję za różę!

Rzucił kpiące spojrzenie na więdnący kwiat, który stał w szklance.

– A ja dziękuję za wiersz!

– Myślałam, że to była Anna Borgestad albo ta, którą zaszczuto na śmierć plotkami.

– Wiem. Róża była od nich, ja ją tylko przekazałem. Jesteś zmęczona. Pójdę już.

– Nie, zostań!

Musiał mieć rację, bo Ylva nie pamiętała nic więcej. Kiedy się znowu obudziła, było już 

całkiem jasno, a słońce świeciło wysoko na niebie. Była sama.

Tylko   dzika   róża   jej   o   nim   przypominała.  Wyjęła   przekwitający  kwiat   z   wazonika, 

różowy płatek opadł na stolik. Ostrożnie wodziła palcem po listkach rośliny.

– Ty i ja nigdy nie będziemy do siebie należeć... – szepnęła w zamyśleniu. – Co miał na 

myśli? Dlaczego?

51

background image

Jej wargi wypowiedziały bezwiednie dwa słowa. Nie przypuszczała, że kiedykolwiek 

je wymówi:

„Kocham cię”.

ROZDZIAŁ X

Pojedynek w słońcu

Podczas gdy Ylva z wolna budziła się z błogiego snu, żeby rozpocząć nowy dzień, Jon 

Huus stał na podwórzu Vilego i wpatrywał się z wściekłością w Siri, która próbowała robić 

minę niewiniątka. Gdyby nie był Huusem, z pewnością by się posunął do rękoczynów.

–   Zadzwoniliście   do   gazety!   –   wrzasnął   tak,   że   Siri   aż   podskoczyła.   –  Wiecie,   co 

zrobiliście?   Podłożyliście   ogień   pod   beczkę   prochu,   splamiliście   honor   Myrsökket.   I   to 

wszystko dla taniej sensacji! Jak daleko możecie się właściwie posunąć w waszej podłości? A 

ja myślałem wczoraj, że chociaż ty masz w sobie trochę człowieczeństwa!

Siri drgnęła. Akurat od niego nie spodziewała się komplementów.

– Pragniemy jedynie ujawnić zabójcę – wyjaśniała Siri niepewnym głosem. – Ale was 

oczywiście to nie interesuje!

Usta   gajowego   zacisnęły   się   w   białą   kreskę.   Siri   odważnie   mówiła   dalej   nieomal 

zabiegając o to, żeby się mu przypodobać po jego nieoczekiwanym wyznaniu.

– Jeszcze nic nie podaliśmy do gazety. Poprosiliśmy tylko o zgodę na to, żebyśmy mogli 

bliżej zbadać, co się tutaj zdarzyło.

Ochłonął trochę z gniewu. Westchnął głęboko i zamknął oczy.

– Czy musicie to robić? – zapytał znużonym głosem. – Naprawdę musicie?

Siri zaskoczyła nagła zmiana jego nastroju.

– Prawdę mówiąc, mam trochę wątpliwości – odpowiedziała bezradnie. – Ale Mads cały 

czas powtarza, że nie wolno pozwolić, żeby przestępcy uszło to płazem, i że bez względu na 

wszystko jest się przede wszystkim dziennikarzem.

– Mads dużo dla ciebie znaczy, prawda?

Siri zatrzymała wzrok na trzmielu siedzącym na kwiatku.

– Niewątpliwie zawsze miałam do niego słabość. Trochę wbrew sobie, bo nie akceptuję 

wszystkich  jego  poczynań. I na  pewno  jest  to przegrana sprawa.  Dla niego jestem tylko 

meblem w redakcji. Wygodnym wyściełanym meblem...

52

background image

Jon zmarszczył czoło.

– Kto tak twierdzi?

– Ja.

Mimowolnie wskazała ręką na biodra i znieruchomiała zadziwiona. Najpierw popatrzyła 

na jeden bok, potem na drugi.

– Słowo daję, wydaje mi się... że zaczynam się zbiegać!

Na surowej. twarzy gajowego pojawił się uśmiech.

– Wczorajsza wycieczka była męcząca.

– Przedwczorajsza też. I przez prawie trzy dni żadnych ciastek ani czekolady – Siri 

zaśmiała się radośnie. – I jest jeszcze miejsce w Potiomkinie. Ach, to nic takiego – szybko 

uprzedziła jego pytanie. Potem, z przyzwyczajenia, zaczęła dokładnie i szczerze opowiadać o 

swoich kłopotach z odchudzaniem. Na szczęście Jon Huus nie był Madsem, który wymagał 

od kobiecych wypowiedzi elegancji i dyskrecji.

– Gdyby to było takie proste! – westchnęła Siri. – Te wszystkie wymyślne diety, które 

stosowałam! Tabletki, które miały zapewnić uczucie sytości, a po których czułam tylko ssanie 

w żołądku... A ten cudowny aparat, który zamówiłam! O rety! Okazało się, że była to taka 

przyssawka,   po   której   miałam   straszne   wylewy   krwi   na   biodrach.   I   ten   obrzydliwy 

kombinezon z plastiku. To przez niego nabawiłam się klaustrofobii.

Jon roześmiał się.

– Znam to wszystko. Moja żona miała takie same kłopoty.

– Twoja... twoja... żona? Czy ona...?

– Rozwiodłem się – odpowiedział krótko. – Nie nadawałem się do małżeństwa.

– Nie wierzę. Musiałeś chyba...

– Och, ona się tak tym nie przejęła. Rok później wyszła powtórnie za mąż i już od 

dwóch lat jest szczęśliwą mężatką. Poza tym byliśmy małżeństwem tylko kilka miesięcy. To 

była pomyłka.

– Nie pochodziła stąd?

– Nie. Nigdy się tutaj dobrze nie czuła.

Siri popatrzyła wokół na opromienione blaskiem słońca łąki.

– Głupio z jej strony...

– A ty? – zapytał niepewnie Jon. – Czy ty nie...?

– Och, nie nadaję się raczej do małżeństwa – rzuciła lekko Siri. – Wybrałam karierę. 

Chociaż w trudnych chwilach można to odczuwać jako porażkę.

Przyjrzał się jej ze zdziwieniem, jak gdyby była trochę za bardzo skomplikowana jak na 

53

background image

jego możliwości. Właśnie kiedy zaczerpnął powietrza, aby wypowiedzieć następne zdanie, 

wybiegła ze swojego pokoju Ylva. Rzuciła się Siri na szyję i zakręciła się wokół niej.

– Siri, Siri, on wrócił! Znowu mi się śnił i był jeszcze piękniejszy niż poprzednio. 

Rozmawiał ze mną! Och, Siri!

– O co tu chodzi? – zapytał surowo Jon.

Siri uwolniła się i poprawiła włosy.

–  Ach,  Ylva   miewa   co   noc   dziwne   sny   wywołane   moimi   tabletkami   nasennymi   – 

wyjaśniła   przepraszająco.   –   Ale   mnie   nigdy   się   po   nich   nie   śnili   romantyczni   młodzi 

mężczyźni!

Ylva, która nie słyszała gniewnych słów Jona pod adresem całej trójki, zwróciła się do 

niego i mówiła dalej:

– Jest dokładnie tak, jakby to nie było we śnie, dlatego tak bardzo to przeżywam. Tak, 

jakby naprawdę był w moim pokoju, chociaż zamykam drzwi. On jest taki przystojny, taki 

miły i staromodnie ubrany, w kurtkę z aksamitu. Jest dość wysoki, ma gęste włosy, nie za 

długie,   tylko   nie   podcięte,   ale   takie,   jakie   noszono   pod   koniec   dziewiętnastego   wieku,   i 

wydaje się taki smutny. Siada na brzegu mojego łóżka i rozmawia ze mną tak cicho...

Zaskoczony Jon wytrzeszczył oczy.

– O czym ty mówisz, dziewczyno?

– Wiem, że to brzmi głupio, ale...

Jon Huus jej nie słuchał.

– Widziałaś go tutaj? Ale to przecież niemożliwe! Niemożliwe!

Ylva nareszcie oprzytomniała.

– Jego? Kogo masz na myśli?

– Szczupły? O niezbyt gładkiej skórze? O smutnych, ciemnych oczach i kasztanowych 

włosach?

– No... tak. Czułam, że jego cera nie jest taka gładka, kiedy... Ech tam, nie, to nie może 

się odnosić do nikogo innego. Nie sądzisz chyba, że...?

– Ylva – odezwał się ochrypłym głosem Huus. – Nie rób tego, nie opowiadaj o tym 

Torsteinowi! Na miłość boską, nie opowiadaj mu o tym młodym mężczyźnie!

Ylva i Siri popatrzyły na niego zdumione, prawie przestraszone.

– Czy on istnieje? Czy chcesz powiedzieć, że wiesz, kto to jest? – zapytała Siri. Oczy 

Ylvy stawały się okrągłe ze zdumienia.

– On... mieszkał kiedyś w tym pokoju – odparł nieskładnie Huus, zacinając się. – To 

był... jego... pokój. Ale później popełnił głupstwo. To nie była jego wina, zrobił to, co uważał 

54

background image

za słuszne, a wówczas nienawiść obróciła się przeciw niemu i on... nie, wybaczcie, nie mogę 

nic więcej powiedzieć. Och, Boże, Ylvo, wyprowadź się z tego pokoju! Wyjedź stąd! Nic 

dobrego z tego nie wyniknie!

Obie były wstrząśnięte. Im bardziej się zagłębiali w tajemnicę Myrsökket, tym bardziej 

okazywała się nieprzenikniona.

Jon popatrzył prosząco na obie kobiety.

–   Wyjedźcie   obie!   Mieszkańcy   doliny   są   rozdrażnieni,   a   to   jest   niebezpieczne, 

naprawdę!   Za   dużo   tu   krwi  Vilde-Knuta.   Macie   chyba   jeszcze   krztę   rozumu.  Wyjedźcie 

natychmiast! Niech Mads Billing dalej sieje zniszczenie, goniąc za sensacją. Zostawcie go 

nam, dolina się nim zajmie.

Rozejrzał się po okolicy po czym powiedział cicho, ale z groźną stanowczością:

– Bo jeśli teraz się nie podda, użyją siły!

ROZDZIAŁ XI

Nad dolinę nadciągają chmury

Tego dnia – a miał on na zawsze utkwić w pamięci całej trójki – było bardzo gorąco. 

Błękitnozielone grzbiety górskie drżały w słońcu, ale ich krawędzie okalała stalowoszara 

pokrywa chmur.

Siri popatrzyła na Jona.

– Siły?

– Dobrze słyszałaś.

– Przeciw nam? Przeciw Madsowi?

– Jesteśmy spokojnymi ludźmi, Siri, ale możemy zostać do tego zmuszeni.

– Spokojnymi! – prychnęła Siri. – Nigdy jeszcze nie słyszałam o tylu aktach przemocy, 

o takiej nienawiści, plotkach, zazdrości, chciwości, małżeństwach w rodzinie i przebiegłości. 

I to wszystko w ciągu półtora wieku! A na dodatek mszczono się na dzieciach.

– To prawda, ale...

55

background image

Wzburzona Siri znowu mu przerwała:

– Pomyśl o Pederze, o biednej Annie Borgestad, przecież ona miała zaledwie szesnaście 

lat, pomyśl o Christenie Borgestad, którego matka została zaszczuta na śmierć, nie mówiąc 

już o okaleczeniu Tora Vile! Wszędzie młodzi ludzie, dzieci!

– To prawda! – wrzasnął Jon. – Ale czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że nas też to 

boli? Poza tym to było dawno temu. Oni wszyscy nie żyją. To już skończone, skończone!

– Czyżby? Czyżby?

Głos zabrała Ylva.

–   Też   jestem   za   tym,   żebyśmy   wyjechali,   ale   co   wtedy   z   naszą   obietnicą   daną 

Torsteinowi Vile? Obiecaliśmy przecież, że mu pomożemy.

Jon westchnął z rezygnacją.

– Tak, Torstein. Na nieszczęście to właśnie on was tu sprowadził. Ale jego też trzeba 

zrozumieć. Będę musiał znowu spróbować przemówić mu do rozsądku, ale on nie wierzy 

moim słowom, że śmierć Kari i Pedera jest wyjaśniona.

– Nie, prawdę mówiąc ja też w to nie wierzę – powiedziała Siri. – Ale jeśli to tak wiele 

dla ciebie znaczy, spróbujemy zabrać ze sobą Madsa.

– Dziękuję! Serdecznie dziękuję!

– Ale tylko z tego powodu, że nie podoba mi się pomysł użycia siły w stosunku do 

Madsa! – dodała agresywnie Siri. – Nie staję po stronie tych, którzy wysługują się mordercy.

Jon złapał ją za ramię.

– Czy podejrzewasz kogoś konkretnego?

– Tak, podejrzewam!

– A ty, Ylvo?

– Przypuszczam, że myślimy o tej samej osobie. I Mads też. Tylko jeden człowiek 

posiada taką władzę nad pozostałymi, że... Torstein podejrzewa jednak kogoś innego – dodała 

po chwili. – Ale kogo?

Przez twarz Jona przebiegł grymas bólu.

– Wiem to aż nazbyt dobrze.

W drzwiach domu pojawił się Mads. Jon się pożegnał i szybko odszedł.

– Wejdźcie, dziewczyny! – zawołał podekscytowany dziennikarz. – Zaraz się dowiecie, 

jak się załatwia takie sprawy!

– Mam złe przeczucie – odezwała się Siri. – Co jeszcze wymyśliłeś?

– Zadzwoniłem na posterunek miejscowej policji – wyjaśnił Mads, marszcząc gniewnie 

brwi. – Policjanci okazali się straszliwie zarozumiali. „W Myrsökket nie da się nic więcej 

56

background image

zrobić. Nie, nie przyjedziemy. To dochodzenie jest zakończone”. Czy widziałyście kiedyś 

podobną opieszałość? Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni! Mam zamiar zadzwonić do 

mojego przyjaciela, komisarza Alfredsena, z dochodzeniówki. Myślę, że wtedy te głupie lenie 

dostaną porządną nauczkę! Nie spławia się w ten sposób Madsa Billinga!

– Mads, my... – przerwała Siri, ale straciła wątek. Po chwili zaczęła od nowa: – Ylva i ja 

postanowiłyśmy stąd wyjechać i sądzę, że powinieneś pojechać z nami.

– Teraz? Zwariowałaś? Kiedy złapaliśmy okazję, jaka się zdarza raz na sto lat! Nigdy w 

życiu, kochana!

– Ale, Mads, to niebezpieczne – spróbowała Ylva. – Wczoraj wieczorem rzucono we 

mnie kamieniem. Mam dużego guza na głowie. A poza tym wszyscy nas ostrzegają.

Utwierdziło   to   tylko   Madsa   w   przekonaniu,   że   postępuje   słusznie.   Sytuacji   nie 

poprawiło też pojawienie się Torsteina, który dowiedziawszy się, że być może goście go 

opuszczą, prawie się rozpłakał z żalu.

– Jesteście moją ostatnią nadzieją – wyznał załamany. – Jak wy byście się czuli, gdyby 

wasi   bliscy   zostali   brutalnie   zamordowani,   a   wszyscy,   dosłownie   wszyscy,   próbowaliby 

chronić sprawcę?

Siri mocno zagryzła wargi.

– Czy on, czy ten facet, ma nad nimi rzeczywiście taką władzę? Do czego się ucieka, że 

wywiera na nich taką presję? Do łapówek? Do pogróżek? – mruczała.

Torstein nie dosłyszał, co mówiła, bo jej słowa zagłuszył Mads, hałaśliwie zapewniający 

o   chęci   przyjścia   z   pomocą.   Informacja   o   tym,   że   zawiadomią   policję,   zapaliła   w   sercu 

Torsteina płomyk nadziei. Podczas gdy Mads wyszedł zadzwonić do swojego przyjaciela, 

Vile pogłaskał ręką portret syna.

– Wspaniała twarz – odezwała się cichym głosem Siri.

– Tak, i wspaniały chłopak. To nie było zwyczajne dziecko!

– Na pewno nie. Już pierwszego dnia zauważyłam, że miał pewną cechę, która nie 

występuje u nikogo z was. Teraz wiem, co to było. To była wiedza, o ile pan rozumie, co mam 

na myśli. Znajomość życia, której raczej nie spotyka się u dzieci. Nie otrzymał imienia po 

pańskim ojcu?

– Nie, uważaliśmy, że imię Knut zostało skompromitowane przez Vilde-Knuta, więc 

nazwaliśmy go imieniem ojca Kari.

– Rozumiem. Jakie niesamowicie jasne spojrzenie!

– Tak, Peder miał poczucie rzeczywistości – zaśmiał się radośnie Torstein. Jak gdyby 

nie zauważając, że Mads znowu się do nich przyłączył, ciągnął dalej: – Nie uznawał żadnych 

57

background image

sentymentalnych   gestów!   Nie   znosił   pieszczot.   Uściski   wprawiały   go   w   straszne 

zażenowanie. Ale był taki dobry, taki mądry! Chodzić razem z nim po lesie i polu, opowiadać 

mu o wszystkim i widzieć jego zainteresowanie, słyszeć jego pytania... przyjmował wszystko 

tak naturalnie! Pomagał przy pracach na gospodarstwie już w wieku sześciu lat, pomagał przy 

cieleniu   się   krów   i   przy   uboju   świń,   przy   rannych   i   chorych   zwierzętach.   A   jego 

przemyślenia! Zwykle starałem się mu wytłumaczyć wszystko, czego chciał się dowiedzieć, 

Jon też mu tłumaczył, ale na jego pytania nie odpowiedzieliby mędrcy całego świata. To był 

chłopak! A jego morderca ujdzie bezkarnie!

Wszyscy   troje   myśleli   dokładnie   to   samo   –   Pedera   mogła   doprowadzić   do   zguby 

dociekliwość.   A   motywów   znalazłoby   się   aż   nadto!   Był   spadek,   który   miał   przecież 

odziedziczyć Peder, był też ten dziwaczny wzór, były wreszcie może jeszcze inne sprawy, 

które bystry umysł tego dziecka mógł przeniknąć, tajemnice, o których  nie powinien się 

dowiedzieć.

– Jeśli chodzi o tę jego cechę, która nie występuje u nas – nawiązał Torstein, nie mogąc 

najwyraźniej zakończyć rozmowy o synu – to istnieje chyba inne wyjaśnienie. Kiedy pewien 

bardzo,   bardzo   stary   człowiek   mieszkający   we   wsi   zobaczył   nowo   narodzonego   Pedera, 

powiedział,   że   wygląda   tak,   jak   mały   Tor   Vile,   którego   ten   dziadek   widział   w   swoim 

dzieciństwie.   Tor   też   miał   takie   samo   mądre   spojrzenie.   Możecie   sobie   wyobrazić,   jacy 

byliśmy dumni. Myrsökket wydało trzy znakomite osobistości: Tora Vilego, Erika Bjora i 

małego Pedera.

Posępną ciszę, jaka zapadła po słowach Torsteina, przerwał Mads:

– Rozmawiałem właśnie z moim przyjacielem, komisarzem. Sprawiał wrażenie bardzo 

zainteresowanego i miał natychmiast zająć się sprawą. Teraz zobaczymy, co się zacznie dziać! 

Idę na trzęsawisko, na którym są te białe głazy, bo nie miałem dotąd czasu przyjrzeć się 

deskom i przesuniętym kamieniom. Idziecie ze mną?

– Nie. dziękuję – odpowiedziała szybko Siri. – Żadnych wspinaczek górskich!

– Wspinaczek górskich! – zaśmiał się Mads. – A ty, Ylvo?

Była zła na siebie za swoje niezdecydowanie.

– Nie. Mads. Uważam, że cała ta sprawa jest ze wszech miar nieprzyjemna i dlatego 

najchętniej wróciłabym do domu. Nie po to tu przyjechaliśmy. Zjawi się przecież policja i 

rozwikła   ją.   Nie   jestem   zadowolona   z   naszego   w   niej   udziału.   Powiedziałam   kiedyś,   że 

możemy poczuć przez to niesmak. I właśnie teraz go odczuwam!

Tak   więc   Mads   ruszył   sam   w   stronę   trzęsawiska.  Ylva   poszła   do   swojego   pokoju 

spakować kilka osobistych drobiazgów. natomiast Siri udała się do wsi. na pocztę w Norra 

58

background image

Borgestad, żeby wysłać kartkę z pozdrowieniami.

Dzień   stawał   się   coraz   cieplejszy.   Słońce   znajdowało   się   prawie   w   zenicie.   Na 

horyzoncie zbierały się powoli ciężkie chmury.

Ylva rozejrzała się po pokoju. Mieszkał tu kiedyś, bardzo dawno temu... Nie zostało po 

nim śladu. Sterylny, skromnie umeblowany pokój. Wstała i zrobiła kilka kroków, pogłaskała 

ręką ściany.

„Tak długo, jak będziesz w Myrsökket, będę przy tobie...”

– Nie chcę wyjeżdżać – szepnęła bezradnie do zimnych ścian. – A jednak muszę. Bo ta 

droga,   na   którą   oboje   weszliśmy,   jest   niebezpieczna.   Nie   mogę   w   nieskończoność   brać 

tabletek. A jeśli nie jest tylko postacią ze snu, kim wobec tego jest?

Jak dawno temu tu mieszkał? Czym się zajmował? Co się z nim stało? Nie udało się 

nakłonić Jona, żeby o tym opowiedział. Nagle Ylva poczuła jakby zimny powiew powietrza 

przechodzący przez pokój. Te nocne romantyczne spotkania ukazały się jej w innym świetle. 

Jeśli ten młody mężczyzna rzeczywiście istniał, jak sugerował Jon, to w jaki sposób udało mu 

się wejść przez zamknięte drzwi? Dawno temu... Jego ubranie...

Ylva miała własną teorię, kto to mógł być, ale coś się w niej nie zgadzało. Jeden mały 

szczegół.

Istniał obecnie... czy kiedyś?

– Muszę wyjechać! – wyszeptała przerażona.

Przez skołataną głowę przemknęły jej ponure wspomnienia legend, w których upiory 

porywały żywych ludzi, tak że więcej nie pojawiali się na tym świecie. Nie ma wątpliwości 

co do tego, że do niej przyszedł – nie wiedziała jednak, czy to miało miejsce we śnie, czy na 

jawie. Ale róża, dzika róża! Siri też ją widziała!

Nagle poczuła, że pokój ją przytłacza. Wybiegła i usiadła na schodkach, kryjąc twarz w 

dłoniach. żeby nie widzieć Södra Borgestad, pociemniałego na tle ciężkich chmur. Oddychała 

tak, jakby miała za sobą długi i wyczerpujący bieg.

Potem podniosła głowę. Wieś była tak zadziwiająco spokojna w ten parny dzień. Na 

łąkach i drogach nie widać było ani śladu człowieka. Gdzie się wszyscy podziali?

Dysząc ciężko Mads piął się pod górę wśród brzozowego lasu. Nie wiedział dlaczego, 

ale był w dziwnie złym nastroju. Cichy las trwał w bezruchu. a mimo to toczyło się w nim 

ukryte   życie.   Odniósł   wrażenie,   że   przygnębione   ptaki   siedziały  na   drzewach,   nie   mając 

odwagi śpiewać, czujnie i w zadziwieniu zwracając swoje bystre oczy to tu. to tam. Czasami 

wydawało mu się, że słyszy odgłos ciężkich stóp, skradających się powoli po miękkim mchu. 

59

background image

Czasami jakby jakieś mroczne postacie przemykały się i kryły między drzewami.

Poirytowany Mads Billing potrząsnął głową. Co za bzdury? Czyżby widział duchy w 

biały dzień? Powodem mógł być jedynie fakt, że to otoczenie tak bardzo się różniło od tego, 

do którego przywykł jako mieszczuch. A może miał lekki atak depresji.

Czy to właśnie niedaleko stąd po krwawej walce został ostatecznie pojmany Vilde-

Knut? Te ciężkie omszałe głazy... Nonsens!

Odwrócił   głowę.   Coś   błysnęło   między  drzewami   po   jego   prawej   stronie.   Gdzieś   w 

listowiu. Jakiś podłużny przedmiot, jak.. tak, jak lufa dubeltówki.

Wytężył   wzrok,   jednak   nie   mógł   dostrzec   nic   więcej   poza   liśćmi   brzozy,   czarnymi 

gałęziami i białymi, nakrapianymi na szaro pniami. Gwałtowny podmuch wiatru musiał chyba 

odwrócić liście tak, że zajaśniały w słońcu. Poniosła go wyobraźnia.

Uspokoił się i znowu ruszył dalej. No, wydawało mu się, że wzniesienia nareszcie się 

kończą. Wobec tego do trzęsawiska już niedaleko.

Trzęsawisko z tym tajemniczym mostkiem z kamieni.

Koszula lepiła mu się do pleców. Nie tylko dlatego, że się po prostu spocił, ale też 

dlatego,   że   serce   waliło   mu   ze   strachu,   a   krew   napływała   gwałtownymi   falami,   że   las 

pulsował upałem i napierał na niego coraz bardziej, tak że ścieżka stawała się coraz węższa, 

że   odczuwał   głęboką   niechęć   na   myśl   o   posępnym   bagnie,   że   straszliwe   poczucie 

osamotnienia chciało go zmusić, by zawrócił z drogi i biegł, biegł krzycząc dziko na cały 

głos!

Po raz pierwszy w swoim wypełnionym sukcesami życiu Mads Billing się bał.

Jęknął poirytowany i uparcie szedł dalej.

ROZDZIAŁ XII

Siri snuje niejasne domysły...

Siri także zwróciła uwagę na to, że wieś nagle opustoszała. Rzuciła okiem na niebo. 

Miała   nadzieję,   że   nie   będzie   padać.   Chmura,   która   niedawno   pojawiła   się   na   niebie, 

przysłoniła słońce, rzucając duży, mroczny cień na dolinę. Siri zadrżała. Potem znowu wyszło 

słońce, ale niemiłe uczucie, jak ćmiący ząb, pozostało.

Siri rozmyślała.

Idąc w kierunku drogi prowadzącej do Norra Borgestad, zastanawiała się intensywnie. 

60

background image

W dziwnym liście Kari Vile było jedno zdanie, które szczególnie utkwiło jej w pamięci:

„Nigdy jej nie widziałam, tak jak ty. Nie żyła już przecież, kiedy się urodziłam”.

Jeśli rzeczywiście tak zaczynał się list, co było najbardziej prawdopodobne, to chyba 

należy przyjąć, że później zamierzała go wysłać.

Do kogo?

Oczywiście nie do Torsteina. Z kim poza tym pozostawała w tak bliskim kontakcie, że 

mogła pisać o swoich obawach dotyczących życia Pedera?

„Nigdy jej nie widziałam, tak jak ty...”

Kto inny, jak nie Jon Huus, mógł jej być tak bliski? Jon, wujek Pedera ze strony matki, a 

także kuzyn Torsteina. Nie miał własnych dzieci ani żadnych bliskich krewnych. Kto, oprócz 

rodziców, mógł być bardziej przywiązany do Pedera niż on?

„Nie żyła już przecież, kiedy się urodziłam”.

Kto zmarł mniej więcej w tym czasie? Po narodzinach Jona, ale przed przyjściem na 

świat Kari. Ile lat ma Jon? Ile lat różnicy było między rodzeństwem?

Jak się tego dowiedzieć?

A może już się dowiedziała?

Nie,   ale   mogła   spróbować   się   domyślić.   Mads   i   Jon   wyglądali   mniej   więcej   na 

rówieśników.. Mads miał czterdzieści jeden lat, a Jon mógł być trochę starszy. Mógł mieć 

około czterdziestu pięciu lat. A Kari. Musiała być znacznie młodsza od Torsteina, który trzy 

lata temu miał pięćdziesiąt pięć lat, a więc teraz miał pięćdziesiąt osiem. Zaraz, zaraz. Czy 

Torstein nie wspominał kiedyś, że było między nimi szesnaście lat różnicy? Oczywiście, że 

tak!

Uzyskała w ten sposób dość dokładną datę, bo zapewne Jon nie mógł wiele pamiętać z 

wczesnego dzieciństwa. Kobieta wspomniana w liście musiała zatem umrzeć mniej więcej w 

tym samym roku, w którym urodziła się Kari. A więc Kari urodziła się, niech pomyślę – w 

1927 roku.

Och! Co za łamigłówka! I to w tym upale!

Kto zmarł, powiedzmy, między rokiem 1925 a 1927?

I jak to sprawdzić...

Siri gwałtownie przystanęła.

Cmentarz przy kaplicy!

Właśnie koło niego przechodziła. Musi tam wstąpić w drodze powrotnej.

Nie dane jej jednak było dotrzeć do Norra Borgestad bez przeszkód. Zatrzymano ją, 

kiedy mijała zagrodę położoną w samym środku wsi. Gjertrud i Marie Bjor wyszły na słońce i 

61

background image

usiadły   w   strategicznym   punkcie,   przy   furtce.   Siri,   która   domyśliła   się,   kim   były,   nie 

odważyła się odmówić sępom z opowiadania Ylvy.

Brrr!

Po  dokładnym   wypytaniu   Siri  o   szczegóły  z   jej   życiorysu   (Siri   pozwoliła   sobie   na 

przyjemność wywiedzenia sióstr w pole) Marie zagadnęła:

– Pani przyjaciółka... Nie wie pani, czy załatwiła dla nas pewną drobną rzecz, tak jak 

obiecała?

– Robi wszystko, co w jej mocy – zapewniła ogólnikowo Siri. – Myślę, że jej się uda.

Ponieważ i tak nakarmiła już straszne siostrzyczki kłamstwami, uznała bez żadnych 

wyrzutów sumienia, że jedno więcej im nie zaszkodzi.

Uszczęśliwione staruszki skinęły głową.

– Rozsądne dziecko!

Siri wiedziała, że one nie znają szczegółów dotyczących śmierci Kari. Ale jak było z 

Pederem? Podjęła desperacką próbę.

–   Nie   tylko   zgon   Kari   był   taki   tajemniczy   –   odezwała   się   tym   samym   poufnym 

plotkarskim tonem co one. - Mówi się też o synu.

Sępy wymieniły spojrzenia.

– Są tacy, którzy wiedzą o tym więcej, niż chcą powiedzieć! – orzekła Marie tonem 

wyroczni.

– Ach, tak?

Nastąpiła dłuższa przerwa. Siri czekała.

– Niektórzy mówią, że tego ranka nadeszli od strony wsi – odezwała się monotonnym 

głosem Gjertrud – ale my słyszałyśmy coś innego!

Siri podskoczyła. Jon Huus?

– Ta zarozumiała Elin nie wie, że mamy taki dobry słuch. Powinna rozmawiać ciszej ze 

swoim mężem, jeśli chce utrzymać coś w tajemnicy! Ale kiedyś otrzyma za to zapłatę! Nie 

ujdzie jej na sucho ignorowanie dwu uczciwych, poważnych pań!

Siri czekała dalej.

Mari odezwała się obojętnym na pozór tonem:

– Zapytaj Jona Huusa, co widział tego ranka z górskiego grzbietu! Tego ranka, którego 

rzekomo przypadkiem przechodził obok...

A więc dlatego Jon spoglądał w stronę górskiego zbocza! Stał tam na górze. Widział, jak 

Peder został zamordowany! On wie, Kim jest morderca!

Oczywiste było, że nie wiedziały tego te sępy. Słyszały nie przeznaczone dla swoich 

62

background image

uszu   fragmenty   rozmów,   ale,   ku   swojemu   wielkiemu   utrapieniu,   nie   dowiedziały   się 

wystarczająco dużo.

Kiedy Siri nareszcie się od nich uwolniła i wyszła na drogę, poczuła się podle! Przecież 

i ona, i Ylva obiecały sobie, że nie będą się więcej mieszać do nieczystych sprawek wsi. A 

tymczasem siedziała z tymi .kobietami i jak urodzona plotkara polowała na sensację, a co 

gorsza, zachęcała te obrzydliwe hieny, żeby dzieliły się z nią swoimi przysmakami.

Tfu!

Co takiego było w tej wsi, że wyzwalało w ludziach najgorsze instynkty? A może tylko 

dziennikarze są tacy podli, tacy cyniczni? Nie, to nieprawda! Dziennikarze są takimi samymi 

ludźmi, jak wszyscy inni. To nie zawód czyni człowieka gorszym. Jednak Mads pokazał się 

tutaj od gorszej strony. Chyba jednak nie tylko z racji swojej pracy. Siri przeczuwała już 

wcześniej,   że   Mads   nie   jest   aniołem,   a   tu   w   Myrsökket   jego   pogoń   za   sensacją   na 

trzyszpaltowy artykuł w gazecie denerwowała już i ją, i Ylvę.

Na szczęście obie wyjeżdżają po południu! Ylva zdążyła się spakować i ona też to zaraz 

zrobi.   Doszła   do   poczty.   Pani   w   okienku,   obsługująca   z   wprawą   centralę   telefoniczną, 

odwróciła się do Siri.

– Poproszę o znaczek.

Kiedy Siri naklejała znaczek na list, zauważyła, że urzędniczka w okienku obserwuje ją 

ze źle skrywaną rezerwą, i uznała, że powinna powiedzieć coś miłego.

– Jak się właściwie przeprawić na drugą stronę jeziora? Wyjeżdżam po południu z moją 

przyjaciółką.

Najwyraźniej były to dobre nowiny, bo twarz kobiety się rozjaśniła. Siri westchnęła. Nie 

wymagała, żeby ją tu kochano, ale czy nie mogliby trochę lepiej ukrywać chęci pozbycia się 

ich ze wsi? Tylko obie panie Bjor, Marie i Gjertrud, przyjęły ją po ludzku, ale właśnie bez 

tego z powodzeniem mogła się obyć!

– Tutaj wszyscy mają łodzie – odrzekła kobieta – ale na pewno Torstein przewiezie was 

na drugi brzeg.

Wątpię w to, pomyślała cierpko Siri. Ale Jon Huus chyba to zrobi. Ten podejrzany typ!

Postanowiła prowadzić dalej tę uprzejmą konwersację.

– Jesteśmy w Norra Borgestad, prawda?

– Zgadza się.

To ona musiała podsłuchać rozmowę Madsa i rozgadać jej treść.

–Czy może mam przyjemność rozmawiać z panią Sissel Borgestad?

Kobieta zmiękła jak wosk.

63

background image

– Tak, to też się zgadza. Chociaż nie panią, a panną Borgestad.

Coraz   trudniej   było   znaleźć   neutralne   tematy   do   rozmowy,   a   Siri,   chcąc   zachować 

szacunek dla samej siebie, nie zamierzała węszyć po zakazanym terenie.

– Chyba stąd pochodziła Liv Borgestad? – zapytała.

–   To   prawda,   była   moją,   chwileczkę,   to   było   tak   dawno   temu,   siostrą   mojego 

pradziadka.

No, a teraz coś na zakończenie! Co by tu powiedzieć? Siri jeszcze nie do końca posiadła 

sztukę konwersacji na prowincji.

– Myślę, że będzie deszcz.

– Na to wygląda. Szkoda, było tak ładnie. Czy pan podróżujący razem z paniami też 

dzisiaj wyjeżdża?

– Tak sądzę. A dlaczego pani pyta?

Sissel Borgestad zrobiła się mniej uprzejma. Jej głos brzmiał nieprzyjemnie ostro.

– Zrozumiałam, że ma przyjechać więcej osób.

Czy w tej centrali telefonicznej nie istniało coś takiego jak dyskrecja czy tajemnica 

zawodowa?

– Aha, rzeczywiście rozmawiał ze swoim serdecznym przyjacielem, ale nie wiem na ten 

temat nic bliższego. Odniosłam wrażenie, że zamierza wyjechać z nami.

Mam nadzieję, że to się okaże prawdą, pomyślała Siri. Chociaż jak go do tego skłonić?

Pomimo   że   panna   Borgestad   przyjęła   słowa   Siri   dość   sceptycznie,   pożegnała   ją 

uprzejmie. Niebo tymczasem bardzo się zachmurzyło. Powietrze było ciężkie od nieznośnego 

upału, więc deszcz by się przydał, ale Siri miała nadzieję, że zdąży wrócić do domu, zanim 

spadnie.

Przeżywała męki. Coś się tu nie zgadzało. Czuła, że uchwyciła koniuszek nici tworzącej 

całą tę plątaninę. Jeśli postara  się ją  rozplątać, z  pewnością coś się wyjaśni  – może nie 

wszystko, ale na pewno sporo. Desperacko próbowała utrzymać ten koniuszek, ale on się 

nieustannie wymykał.

Muszę   zapytać   Ylvę,   pomyślała   rozpaczliwie.   Muszę   ją   zapytać   o   jej   dziwnego 

przyjaciela   ze   snu.   On   jest   następnym   śladem,   może   nawet   ważniejszym,   niż   się   nam 

wydaje...

A może na cmentarzu znajdę kolejną wskazówkę?

Kim była kobieta, która zmarła krótko po narodzinach Kari? I co miała wspólnego ze 

śmiercią Pedera Vile?

Na krótką chwilę pojawił jej się jakiś wzór, który szybko zniknął, i chociaż bardzo 

64

background image

wysilała umysł, już nie powrócił.

„Nigdy jej nie widziałam, tak jak ty...”

Siri wzdrygnęła się. Od strony grzbietu górskiego dobiegł huk wystrzału.

ROZDZIAŁ XIII

Trzęsawisko

W lesie rozlegał się głos czarnego dzięcioła, obwieszczającego zbliżający się deszcz.

Mads   dotarł   do   trzęsawiska.   Białe   kamienie   połyskiwały  w   słońcu.  A  więc   to   tutaj 

doszło do tragedii. Dwa lata temu.

Z miejsca, w którym stał, roztaczał się dobry widok na bagna. Dostrzegał w oddali 

wierzby  i   brzozy  po   drugiej   stronie.  Więc   to   właśnie   tam   przeniesiono   te   głazy.  W  jaki 

sposób? Dlaczego?

Łatwo się było domyślić, gdzie położono deski kryjące minę lub ładunek wybuchowy. 

Musiano je umieścić w tym miejscu, gdzie kamienie prowadziły przez zarośla.

Mads zastygł w bezruchu jak przestraszone zwierzę. Był pewien, że usłyszał za sobą 

odgłos łamanej gałęzi! Odwrócił się.

Nic nie było widać. Może to łoś? Mads Billing nie miał żadnych doświadczeń, jeśli 

chodzi o łosie, i nie tęsknił za nimi. W każdym razie nie tutaj, w leśnych ostępach, gdzie 

wiotkie czubki brzóz z pewnością ugięłyby się do samej ziemi pod ciężarem zwierzęcia.

Rzucił  ukradkowe  spojrzenie  ku  górskiej   ścianie.   Czy krzaki   nie   poruszyły  się  tam 

wysoko?

Mads uśmiechnął się sam do siebie. Można by sądzić, że jest uczniakiem, który obejrzał 

za dużo filmów o Indianach!

Ten   las   był   rzeczywiście   potworny!  Nigdy  wcześniej   nie   doznał   chyba   tak   silnego 

wrażenia, że śledzą go ukryte oczy. A w dodatku słońce zniknęło za chmurami! W jednej 

chwili posępne bagno zrobiło się jeszcze bardziej przerażające.

Mads Billing wziął się w garść. Ruszył w stronę białych kamieni. Balansując pomiędzy 

czarnymi dziurami na grzęzawisku i czerwonobrunatnymi kępami traw z krzewami malin, 

minął żelaziste cieki i dotarł do wysokich krzaków.

Badawczo rozejrzał się wokół. Tutaj... widział jeszcze ślady po oderwanych gałęziach, 

wyrwanych korzeniach... To musiał być potężny wybuch.

65

background image

Nie, to chyba nie była zwykła mina!

Dlaczego zresztą mina miałaby leżeć nie ruszona przez dwadzieścia pięć lat w miejscu, 

gdzie tak często przejeżdżali ludzie? I wreszcie dlaczego przeniesiono kamienną ścieżkę?

Tam!   Tamtędy   mogła   przebiegać   droga   ułożona   z   przeniesionych   głazów.   Trochę 

bardziej   na   prawo,   prawie   przed   zaroślami.   Były  to,   oczywiście,   tylko   domysły,   ale,   jak 

sądził, całkiem prawdopodobne.

A na miejscu, gdzie przedtem leżały kamienie, ktoś położył deski...!

Wprost niewiarygodne.

Ale to na pewno było morderstwo, popełnione na tej jednej jedynej osobie, która szła 

tamtędy tak wczesnym rankiem.

Małego Pedera Vile.

Jaki tytuł pasowałby najlepiej? „Dziennikarz «Wiadomości» demaskuje bestialski mord 

popełniony na bezbronnym chłopcu. Cała wieś zamieszana w spisek. W grę wchodzi stary 

spadek”. Jeszcze lepiej sformułować to bardziej rzewnie.

Mads wyprostował się i właśnie wtedy zobaczył coś, co nie było przeznaczone dla jego 

oczu. Mroczne postacie, które szybko zniknęły za kępą drzew i kamiennymi blokami.

Stawiając nogi na dwu sąsiednich kamieniach, przerażony, szybkim ruchem odwrócił 

głowę. Teraz znowu było spokojnie.

Wielki niepokój, który wcześniej odczuwał w cichym lesie i o którym w odkrywczym 

zapale na chwilę zapomniał, zaczął się w nim na nowo gromadzić. Droga powrotna przez 

trzęsawisko wydawała się nie mieć końca. Później czekało go długie zejście do wsi. Co było 

wyżej? Góry. Stamtąd było jeszcze daleko do pastwisk. No a pastwiska jesienne?

Powinny leżeć gdzieś w pobliżu.

„Przerażająca   podróż   nieustraszonego   dziennikarza   «Wiadomości»,   Madsa   Billinga, 

stawiającego czoło niebezpieczeństwu podczas ryzykownego dochodzenia”. Nie, to masło 

maślane. „Ryzykowne dochodzenie w makabrycznej sprawie Myrsökket”. Brzmiało lepiej, 

ale w tytule musi być wymienione nazwisko Mads Billing...

Zrobił kilka kroków i właśnie kiedy miał stanąć na stałym lądzie tam, gdzie rozchodziły 

się drogi, padł strzał, a Mads usłyszał nad trzęsawiskiem przerażający świst kuli. Rzucił się na 

ziemię. Ręce zapadły mu się głęboko w grząski grunt.

„Mads   Billing   w   śmiertelnym   niebezpieczeństwie!   Tajemnica   morderstwa   bliska 

wyjaśnienia”.

– Idioci! – zawołał. – Nie widzicie, że tu są ludzie? Będziecie strzelać na oślep?

Och,   jak   okropnie   można   się   wyrażać   w   zdenerwowaniu,   pomyślał   zły   na   siebie   i 

66

background image

wściekły na kłusownika.

Jego słowa pozostały bez odpowiedzi. Madsa, który w pierwszej chwili pomyślał, że 

wszedł   na   teren   łowów   jakiegoś   nieodpowiedzialnego   myśliwego,   ogarnęło   przerażające 

przeczucie: to on był zwierzyną!

ROZDZIAŁ XIV

Policja ostrzega

Jedna rzecz nie dawała Ylvie spokoju. Wstała ze schodów i poszła do Torsteina Vile, 

który rozmyślał właśnie nad sprawami związanymi z prowadzeniem gospodarstwa.

– Torstein... – zaczęła z wahaniem. – Tego ranka kiedy Peder... wiesz... Jaką sprawę 

miałeś wtedy do załatwienia we wsi? Chodzi mi o to, czy ktoś wiedział, że będziesz schodził?

Odwrócił się do niej, smutno się uśmiechając.

– Słucham? Dlaczego o to pytasz?

– Nic, myślałam tylko... To wprost niewiarygodne, że ktoś chciałby pozbawić życia 

czternastoletniego chłopca. Myślałam, że może oni... czekali nie na niego, ale na ciebie.

– Rozumiem. Też się nad tym zastanawiałem. Ale nikt nie mógł wiedzieć, że nadejdę. 

To wyniknęło niespodziewanie. Peder wrócił i powiedział, że widział mężczyznę na drodze 

prowadzącej do wsi. Mężczyznę, który nie powinien się znaleźć w Myrsökket.

– I wtedy poszedłeś?

– Tak. Ten człowiek... Nieważne, kim jest... Nie wolno mu tutaj postawić nogi.

Wzrok   Ylvy   powędrował   mimowolnie   do   pustego   miejsca   między   fotografiami. 

Zmarszczyła brwi.

– Prowadzącej do wsi, mówisz?

– Nie mam pojęcia, skąd się tam wziął. Przypuszczalnie był akurat na jakimś pastwisku. 

Peder widział go w pobliżu jesiennych pastwisk. Zupełnie nie wiem, dokąd później się udał, 

ale gdyby przechodził przez trzęsawisko, to on by wszedł na minę.

– Ale tak się nie stało. Może o niej wiedział?

Torstein popatrzył na nią z powagą.

– Może.

– A więc jego podejrzewasz?

Smutny uśmiech Torsteina zgasł.

67

background image

– Nie chcę otwarcie nikogo oskarżać. Ale chyba mam podstawy do podejrzeń! Kiedy 

Peder spotkał go tego ranka, tamten obrzucił chłopca wyzwiskami, a nie był to pierwszy raz, 

kiedy próbował wyrządzić chłopcu krzywdę.

– Ale dlaczego?

– Dlaczego? Oczywiście z powodu zrabowanego majątku Vilde-Knuta!

– Ale jak mógłby go sobie przywłaszczyć?

– Gdyby był dostatecznie sprytny! Ale on uciekał się do zbyt drastycznych metod.

– Torstein... – zaczęła niepewnie Ylva. – Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale 

jeśli motywem jest spadek, ty też jesteś zagrożony.

Torstein wstał i założył czapkę przed wyjściem z domu. Westchnął.

– Już nie. Dopilnowałem tego, żeby w żadnym wypadku nie został spadkobiercą! I on o 

tym wie. Jeśli będziesz głodna, Ylvo, zrób sobie coś do jedzenia. Wrócę niebawem.

– Torstein, poczekaj!

Zatrzymał się.

–   Mam...   jeszcze   jedno   pytanie...   –  Ylva   nie   wiedziała,   jakich   słów   użyć.  Torstein 

popatrzył na nią wyczekująco i pytająco. – Torstein, czy możesz mi powiedzieć, co się stało z 

Christianem Borgestad?

A więc stało się. Torstein popatrzył na nią przeciągle, po czym odwrócił się do drzwi.

– Umarł – odrzekł przytłumionym głosem. – Nie żyje już od wielu lat.

Wargi Ylvy drżały, ale nie ustąpiła. Znowu zatrzymała go pytaniem, kiedy chwytał za 

kłamkę.

– Tak, ale jak to się stało? Jak zmarł?

Torstein stał, odwrócony plecami i ze spuszczoną głową. Zanim odpowiedział, upłynęło 

trochę czasu.

– Zmarł najbardziej haniebną śmiercią, jaka może spotkać człowieka. Został wymazany 

z pamięci mieszkańców tej wsi. Nie mam nic więcej do dodania na ten temat.

Potem gwałtownie otworzył drzwi i szybko wyszedł.

Ylva osunęła się na krzesło. Siedziała tak długo z rękami opuszczonymi bezwładnie na 

kolana i z wyrazem rezygnacji na twarzy. Próbowała sklecić choć jedno sensowne zdanie na 

podstawie słów Torsteina, ale wątki, które wyłowiła, nie pasowały do siebie. Wyjęła kartkę z 

dziwnymi, geometrycznymi wzorami. Nic jej to nie wyjaśniło.

Zadzwonił telefon.

– Torstein! – zawołała, stając w drzwiach.

Ale on był już daleko od domu.

68

background image

Wahając się podniosła słuchawkę.

Dzwonił komisarz Alfredsen i chciał rozmawiać z Madsem.

– Nie ma go – odpowiedziała Ylva, po czym się przedstawiła. – Kilka godzin temu 

poszedł w góry. Czy mogę mu coś przekazać?

– Tak – odrzekł surowo komisarz. – Proszę go natychmiast odszukać! Proszę mu też 

powiedzieć, że rozmawiałem z miejscową policją. Musi go pani poprosić, nie, nakazać mu, 

żeby natychmiast zaprzestał dalszego dochodzenia! Natychmiast, słyszała pani?

– Tak, słyszałam, ale...

– Proszę zrobić to, o co panią prosiłem! Znam Madsa Billinga. To mój przyjaciel, ale on 

absolutnie nie jest odpowiednim człowiekiem do podjęcia dochodzenia na własną rękę w tej 

sprawie.   Dla   niego   za   bardzo   się   liczą   krzykliwe   nagłówki.   A  to   nie   jest   sprawa   dla 

dziennikarzy, a przynajmniej nie tych z gatunku Madsa Billinga!

– Tak, tylko że my już próbowałyśmy go powstrzymać – wtrąciła Ylva. – On jednak nie 

chce słuchać dwóch kobiet. Poza tym wszyscy ludzie nas tutaj ostrzegali, ale on jest głuchy na 

ostrzeżenia.

Komisarz milczał przez chwilę. W końcu przemówił.

– Zobaczę, co będę mógł zrobić. Madsa należy powstrzymać za wszelką cenę!

– Czy sprawa jest bardzo poważna? – zapytała Ylva.

– Nie sądzę, żeby na całym świecie było coś ważniejszego – odparł powoli Alfredsen.

– Czy policja wie, o co chodzi?

– Tak, ale się do tego nie wtrąca.

– Ale czy to nie było morderstwo? – krzyknęła wzburzona Ylva.

Musiała długo czekać na odpowiedź.

– Nie mogę z panią o tym rozmawiać przez telefon. Mogę tylko dodać, że w tej sprawie 

poniesiono wiele ofiar. Niewyobrażalnych ofiar! Nie mamy prawa w to ingerować.

Ylva milczała. Komisarz mówił dalej:

– Czy ofiarą z waszej strony nie może być zrezygnowanie z sensacji dla gazety?

Zdobycie renomy w „Wiadomościach”, być może wyższa pozycja  i pensja?  I wiele 

wspaniałych   banknotów   tysiąckoronowych   jako   dodatkowe   honorarium...   To   wszystko 

mogłoby się stać ich udziałem, gdyby odmówili wyłączenia się ze sprawy.

Ylva westchnęła.

– Odszukam go, panie komisarzu. A jeśli nie będzie chciał ze mną wrócić, walnę go w 

głowę pałką i będę ciągnąć za sobą po ziemi!

– Dobrze!

69

background image

– Proszę mi tylko wyjaśnić: Dlaczego my nie możemy się dowiedzieć, o co chodzi, 

skoro tak wiele osób wie?

– Przecież już to mówiłem! W żadnym wypadku nie może się to dostać do prasy! A 

pomyśl,   co   reprezentujecie:   „Wiadomości”.   Gazetę,   która   nie   potrafi   trzymać   języka   za 

zębami!

–   Dziękuję,   panie   komisarzu!   Jakiś   wewnętrzny   głos   mówi   mi,   że   wkrótce   złożę 

wymówienie.   Otrzymanie   tej   pracy  było   dla   mnie   wspaniałą   szansą,   ale   teraz   myślę,   że 

chwała zaczyna tracić swój blask.

Ylva napisała krótką wiadomość dla pozostałych domowników i pobiegła w stronę lasu.

Trzęsawisko...   gdzie   ono   może   być?   Musi   się   chyba   znajdować   gdzieś   za   drogą 

prowadzącą  do  pastwisk.  Ylva, która  jeszcze  tam  nie  była,  wzruszyła   ramionami  i  pełna 

nadziei wyruszyła w drogę.

Było   późne   popołudnie.   Słońce   przeświecało   już   tylko   na   horyzoncie,   nad   wsią 

zgromadziły się groźne, stalowoszare chmury. Zrobiło się tak mroczno! W dalszym ciągu 

było   bardzo   duszno;   nad   górskimi   szczytami   na   zachodzie   wisiała   wyraźna   zasłona 

nadciągającej ulewy.

ROZDZIAŁ XV

Jeden z grobów kryje odpowiedź

Siri ostrożnie, niemal na palcach, przechodziła obok grobów. Najwyraźniej znajdowała 

się w nowszej części cmentarza. Kamienie nagrobne, niskie i proste, zostały ustawione w 

równych rzędach. Cmentarz nie był duży, a kaplica, najwyraźniej aneks kościoła parafialnego, 

służyła jako kapliczka cmentarna i miejsce nabożeństw odprawianych w kilka niedziel w 

roku.

Bjor, Borgestad, Huus, Vile... Inne nazwiska się nie pojawiały. Stanęła przed dwoma 

nagrobkami z uczuciem suchości w gardle. Nad napisem „Kari Vile” pozostawiono wolne 

miejsce dla Torsteina. Drugi nagrobek... Peder Vile, urodzony 1953 – zmarł we wrześniu 

1967. Siri zamrugała oczami, żeby pozbyć się czegoś, co pojawiło się pod powiekami, po 

czym się odwróciła.

Potwierdziła się, obliczona przez nią wcześniej, data urodzenia Kari. Rok 1937. Teraz 

chodziło tylko o to, żeby odnaleźć kobietę zmarłą na krótko przedtem.

70

background image

Siri zatrzymała się na chwilę w zamyśleniu. Jedno nazwisko brzmiało obco, pierwsze, 

jakie tutaj zobaczyła.

Lars Borgestad, zmarły w 1943 roku. Jego żona, Ingjerd, z domu Myren. Zmarła w 1945 

roku...

Myren? Skąd pochodziła?

Potem Siri doznała olśnienia. To matka Christiana Borgestad, którą doprowadziła do 

śmierci ta stara wiedźma, Bjor, tylko z tego powodu, że nie była mieszkanką doliny! Biedna 

dziewczyna, była jeszcze taka młoda. Miała zaledwie trzydzieści lat. Sama w wiosce ziejącej 

nienawiścią i pełnej podejrzliwości!

Właśnie wtedy, gdy Siri doszła do najbardziej odległego końca nowej części cmentarza, 

poczuła   przeszywający   chłód   wieczoru   pośrodku   upalnego   dnia.   Zobaczyła   samotny 

nagrobek, poczerniały i posępny, stojący w cieniu szumiącego drzewa.

Natalie Bjor, z domu Vile. Urodzona 1849. Zmarła 1946.

Dziewięćdziesiąt siedem lat... Siri ani przez chwilę nie miała wątpliwości, kim była ta 

kobieta. Był to grób samej wiedźmy, wnuczki Vilde-Knuta, która na prawie sto lat opętała 

całą wieś swoim złem, matki Gjertrud i Marie, które starały się jak najlepiej wykorzystać 

odziedziczone  po  niej   talenty.   Miała,  oczywiście,  męża,  którego  litościwie   pochowano   w 

osobnym   grobie.  Przypuszczalnie  w   starej  części  cmentarza,  ponieważ  musiał  umrzeć  na 

długo, długo przed nią.

Siri odeszła. pospiesznie od grobu Natalie Bjor. Wyglądało na to, że nowy cmentarz 

powstał w latach czterdziestych, więc nie miała tam czego szukać.

Skierowała   się   do   gęsto   zadrzewionej   części   za   kapliczką.   Tu   groby   były   bardziej 

przypadkowo rozrzucone na trawniku, krzyże i nagrobki częściowo się zapadły lub bardzo 

pochyliły, a grobowce rodzinne otaczały niskie kamienne murki. Na te groby nikt już nie 

przynosił kwiatów.

Siri   była   w   nie   najlepszym   nastroju.   Wizyta   na   cmentarzu   zwykle   napełniała   ją 

spokojem,   tym   razem   jednak   stało   się   inaczej.   Może   czuła   jeszcze   trwogę   wywołaną 

widokiem grobu Natalie Bjor, a może raczej lęk budziło w niej to, że w jednym z wielu 

grobów,   które   zobaczyła   lub   które   miała   zobaczyć,   kryło   się   rozwiązanie   tajemnicy 

Myrsökket?

Tak naprawdę Siri lękała się wyjaśnienia tej zagadki.

Już zanim weszła na cmentarz, wiedziała, że otarła się wcześniej o rozwiązanie i stąd 

brało się jej złe samopoczucie. Nikt nie był tak bliski wyjaśnienia jak ona, lecz jej umysł 

podświadomie bronił się przed tą wiedzą.

71

background image

W tej części cmentarza z trudem dało się odczytać nazwiska na nagrobkach. Znalazła 

jednak kilka, które znała. Knut Vile i Berit z domu Huus. To musieli być rodzice Torsteina. Z 

pewnością, ponieważ ten grób był dobrze utrzymany, podobnie jak następny – Per Huus i 

Inga z domu Vile. Rodzice Kari i Jona. Oczywiście, to by się zgadzało. Przecież rodzeństwo 

Knut i Inga Vile poślubili rodzeństwo Berit i Per Huus. Najstarszy z tej czwórki urodził się 

już  w  latach  sześćdziesiątych  dziewiętnastego  wieku.  Stąd   ta  luka   pokoleniowa,   o  której 

wspominał Torstein.

Doprawdy trzeba było mieć nie lada umysł, jeśli chciało się wyjaśnić pokrewieństwo 

zachodzące między mieszkańcami Myrsökket!

Już od dobrej chwili wzrok Siri przyciągał wysoki, strzelisty nagrobek. Stał w samym 

środku starej części cmentarza, jakby był jednym z najstarszych. Siri podeszła bliżej.

Litery częściowo przysłonił mech czy porosty, w każdym razie na samym dole widniał 

czytelny napis: „Żona Liv, z domu Borgestad”.

Aha! Wobec tego można było odgadnąć, co było wyżej. Siri wodziła palcami po prawie 

startych literach.

T-O-R V-I-L-E.

Tak, to jasne, że takiego zdolnego i porządnego człowieka pochowano na honorowym 

miejscu. Data była nieczytelna, chociaż Siri oczywiście wiedziała, że chodzi o dziewiętnasty 

wiek.

Ojciec Knuta Vile i kilku starszych córek. Ingi Vile, babki ze strony ojca Erika Bjora... 

Matki rodu Syvera Bjora, nie wiadomo ile pokoleń wstecz... Nie zapominając o jędzy Natalie 

Bjor oraz wielu innych córkach, o których nie słyszeli.

Tutaj zatem spoczywał nieszczęsny syn Vilde-Knuta, który z takim heroizmem zmagał 

się ze swym gorzkim losem.

Siri jednak nie o to chodziło. Ocknęła się i szła dalej. Jak dotychczas nie udało się jej 

odszukać   ani   jednej   kobiety,   która   by   zmarła   w   drugiej   połowie   lat   dwudziestych 

dwudziestego   wieku.   Może   jej   tutaj   nie   było?   Może   słowa   listu   odnosiły   się   do   kogoś 

zupełnie innego? Może to wcale nie był list.

Właśnie   wtedy   Siri   zatrzymała   się   gwałtownie.   Spojrzenie,   które   przenosiło   się   z 

jednego nagrobka na drugi, nareszcie natknęło się na to, czego szukało.

Johannes Huus. Żona Karin, z domu Borgestad. Urodzona w 1852 roku, zmarła w 1926.

Karin Borgestad?

Babcia ze strony ojca Kari i Jona. Babka ze strony matki Torsteina. „Nigdy jej nie 

widziałam...”

72

background image

Co   było   takiego   szczególnego   w   Karin   Borgestad,   poza   tragedią   związaną   z   jej 

przyjściem na świat? „Nigdy jej nie widziałam... "

Siri opuściła cmentarz ani trochę nie mądrzejsza.

Dlaczego jedno wyrwane z kontekstu zdanie dręczyło ją przez całą drogę powrotną? 

Słowa Ylvy: „Głaskał tak delikatnie mój policzek. Miał takie piękne, silne ręce”. Co miały z 

tym wspólnego idiotyczne sny Ylvy?

Co takiego dzieje się w mojej podświadomości? myślała zrozpaczona Siri. Jestem już o 

krok od rozwiązania tajemnicy, ale czegoś mi brakuje, czegoś mi wciąż brakuje!

Zaczęło się wyraźnie ściemniać. Czy rzeczywiście jest już późno?

Nie, to chyba tylko przez te chmury.

Na ziemię spadły pierwsze ciężkie krople deszczu. Siri przyspieszyła kroku.

Właśnie kiedy dotarła do zagrody Torsteina Vile, z góry, od strony lasu, nadszedł Jon 

Huus. Oboje wpadli do domu w strugach ulewnego deszczu.

– Ach, tak, nareszcie jesteście! – odezwał się przyjaźnie Torstein. - Gdzie byliście?

– Na dworze – odpowiedziała wymijająco Siri. – Gdzie Ylva i Mads?

– Mads jeszcze nie wrócił do domu. Miał przecież pójść w góry. A Ylva zostawiła tę 

wiadomość...

Przeczytali   ją   oboje:   „Dzwonił   komisarz  Alfredsen.   Poszłam   przekazać   informację 

Madsowi. Ylva".

Zdumieni zobaczyli, jak Jon Huus bezwiednie zmiął kartkę.

– Kiedy wyszła? – zapytał zdenerwowany.

– Na pewno ponad godzinę temu – odparł Torstein. – Czy coś jest nie tak?

– Nie, nie – uspokoił go Jon. – Siri, pójdziesz ze mną? Nie czekaj z kolacją, Torstein. 

Twoi goście mogą wrócić późnym wieczorem.

Prawie pociągnął Siri za sobą.

– Na dwór? – zapytała zdumiona. – Mamy znowu wychodzić w taką ulewę?

Bez   słowa   wyjaśnienia   chwycił,   ją   za   ramię   i   w   strugach   deszczu   zaprowadził   do 

swojego domu.

– Masz tu siedzieć! – nakazał jej ostro i popchnął ją na sofę stojącą w pokoju. – Zamknij 

drzwi na klucz i nikogo nie wpuszczaj! Nikogo oprócz mnie i być może Ylvy, gdyby się 

pojawiła. Chociaż, obawiam się, że się nie pojawi.

– Jon, co się stało? – szepnęła blednąc.

Potarł ręką czoło.

– Gdybym poszedł tą drogą, co zawsze, może bym ją spotkał – odpowiedział z żalem w 

73

background image

głosie. – Ale wybrałem stromą drogę na skróty... Chociaż to też by chyba nie pomogło, bo ona 

była już z pewnością na górze.

– Jon, przerażasz mnie! Powiedz, o co chodzi!

– W górach zebrali się teraz mężczyźni z całej wsi. Połączyły ich nienawiść i strach. 

Tropią Madsa Billinga. Próbują go zmusić, żeby się wyniósł z Myrsökket. Mam nadzieję, że 

dla swego własnego dobra nie będzie stawiać oporu. Właśnie byłem u nich, próbując im i 

jemu przemówić do rozumu. Oni nie chcieli mnie słuchać, a jego nie spotkałem. I w to 

wszystko pakuje się mała Ylva. Niech ją Bóg ma w swojej opiece!

– Ale... – zająknęła się przerażona Siri. – Chyba nic złego jej nie zrobią?

– W ich oczach jest dziennikarką bulwarowej gazety, nikim więcej, czyli nieuleczalnie 

ciekawską osobą. Nie wiedzą, że chciała wyjechać po południu...

– Miałam zamiar pojechać z nią.

Napięta, surowa twarz Jona złagodniała.

– Cieszę się z tego. To znaczy z tego, że nie jesteś taka jak Mads Billing.

–   Właśnie,   Mads!   –   powiedziała   z   troską   w   głosie   Siri.   –   Nie   ma   drugiego   tak 

zawziętego mężczyzny jak on, kiedy napotka trudności.

– To  niedobrze!  Chcą  go  tylko  solidnie  przestraszyć,   żeby  uciekł. Ale jeśli   zacznie 

stawiać opór, mogą się rozgniewać. Nie daj Boże, bo mieszkańcy Myrsökket to nie anioły, 

mimo że na co dzień są spokojni. Muszę iść znowu w góry. Muszę spróbować uratować 

przynajmniej ją. Ty zostań tutaj, obiecaj mi to, Siri!

– Nie, chciałabym...

– O, nie! Ciebie też ścigają, pamiętaj o tym! Pozwól, żebym chociaż o ciebie nie musiał 

się martwić! Poza tym widziałem ludzi, którzy potrafią szybciej się wspinać pod górę...

Nie potrafiła odwzajemnić jego przyjaznego uśmiechu.

– Na pewno odnajdę Ylvę – próbował ją uspokoić – zanim to zrobią pozostali.

Nieprzytomna ze strachu patrzyła, jak Jon kieruje się w stronę niesamowicie ogromnego 

lasu. Jak mu się uda odnaleźć Ylvę?

Ylvę, która, niczego nie przeczuwając, szła prosto w pułapkę!

ROZDZIAŁ XVI

Myśliwi bez twarzy

74

background image

Na trzęsawisku trwała bezlitosna nagonka. Oddech Madsa stawał się coraz bardziej 

urywany.  Obojętnie,  w  którą  stronę  się  skierował,  pojawiały się  przed  nim ciche,  czarne 

postacie. Pozostawiono mu wolną tylko jedną drogę – na mokradła, ale tam nie miał odwagi 

wrócić.   Wolał   nie   ryzykować   i   nie   robić   z   siebie   tarczy,   na   dodatek   na   tych   śliskich 

kamieniach. Oni mieli przecież broń, chociaż użyli jej tylko jeden raz. Wystrzelili, jakby 

ostrzegając, że nie żartują.

Na rozległym górskim grzbiecie Erik Bjor zgromadził wokół siebie kilku mężczyzn.

– Niedługo będziemy go mieli – powiedział ponuro. – Mięknie.

– Trudno go ściągnąć w dół. Cały czas chce się piąć wyżej.

– W takim razie gorzej dla niego! Tym dłuższa będzie mordęga.

Mężczyźni   spojrzeli   z   podziwem   na   potężnego   Erika   Bjora.   Deszcz   ściekał   im   po 

twarzach, moczył ramiona, a gdy któryś poruszył gałąź, woda lała się strumieniami. Porwała 

ich gorączka polowania. Znienawidzony intruz miotał się w głębi lasu, schwytany w sidła 

własnego strachu. Jon Huus protestował przeciw temu, ale opanowani lękiem, mężczyźni nie 

zamierzali go słuchać. Popierał ich natomiast Erik Bjor. Jego zdaniem to było jedyne wyjście, 

skoro ten spragniony sensacji mieszczuch nie chciał słuchać uprzejmych ostrzeżeń. Erik Bjor 

rzucił okiem na twarz mężczyzny i zadrżał. Przez chwilę odczuł ten sam strach, co on...

A jeśli ci mieszkańcy Myrsökket zapomnieli, jakie mieli zamiary? Jeśli nagle polowanie 

stało   się   dla   nich   najważniejsze?   Tak   samo   jak   wojna   wyzwala   w   uczciwym   żołnierzu 

najgorsze instynkty, budząc w nim ślepą nienawiść do wroga, nakazując mu zabijać, zabijać! 

A jeśli to właśnie stało się tutaj?

Słońce   zaszło,   las   stawał   się   coraz   mroczniejszy.   Erik   dostrzegł,   że   pośród   drzew 

porusza się jakiś człowiek, który teraz, o zmierzchu, był tylko ciemną, anonimową postacią. 

W taki zatem sposób Mads Billing widział swoich prześladowców – mnóstwo sylwetek bez 

oblicza...

– Cicho! – syknął jeden z mężczyzn. – Co to?

Wszyscy słyszeli. Odgłos szybkich kroków na drodze w dole.

Mężczyźni mocniej ścisnęli broń.

Z deszczu wynurzyła się jasna postać, zatrzymując się na skraju trzęsawiska.

– Mads?

Wyraźny dziewczęcy głos odbił się echem od górskich zboczy.

Erik Bjor zwrócił się do syna.

– Tor-Erik! – szepnął.

Syn skinął głową. Na ustach Tora-Erika pojawił się okrutny uśmieszek, dziedzictwo po 

75

background image

przodku, Vilde-Knucie. Wykonał szybki ruch głową i natychmiast dołączyło do niego trzech 

mężczyzn. Pozostali, rozproszeni, zaczęli się wspinać wyżej, by znowu podjąć  pościg za 

Madsem Billingiem.

Erik Bjor popatrzył za nimi w zamyśleniu. W głębi lasu czekali na Billinga jeszcze inni. 

Wielu z nich nie wiedziało, gdzie przebiegała granica tego, co dopuszcza1ne. A wszyscy byli 

zacietrzewieni.

Dziennikarzyna!

To musiało być trzęsawisko.

O   zmierzchu   wydawało   się   takie   niesamowite!   Deszcz   bił   w   kałuże   i   bębnił   o 

połyskujące białe głazy.

Ylva zadrżała. Pomyślała o ulicy w Oslo z reklamami kinowymi i ludźmi, ludźmi! Tutaj 

było strasznie!

Ale gdzie Mads? Czy nie powinien być gdzieś niedaleko? Wykrzyknęła jego imię.

Żadnego odzewu.

Równocześnie jednak odniosła wrażenie, że ktoś ją usłyszał. Z góry, od strony posępnej 

skalnej ściany, dobiegł jakiś szelest. Próbowała zorientować się, co to było, ale szum deszczu 

tłumił wszystkie dźwięki.

Stąpała ostrożnie po długim mostku ułożonym ze śliskich kamieni. Jeśli Madsa tu nie 

było, musiał znajdować się jeszcze wyżej. Nie mogła przecież się z nim minąć.

Szła powoli przez rozległe grzęzawisko, balansując na mokrych od deszczu głazach.

–   Mads!   –   zawołała   ponownie.   –Maaads!   Pokaż   się!  To   ja,  Ylva.   Otwieram   oczy, 

szukam! Do diabła, Mads, wyjdź w tej chwili! Jestem przemoczona, a włosy mam w strąkach. 

Będę je musiała znowu kręcić, a tego nie cierpię. Poza tym chce mi się jeść! A nie uganiać się 

w deszczu po tej dziczy za uwodzicielem za pięć groszy. Może weźmiesz to pod uwagę, ty 

nieznośny pajacu!

Nie   do   końca   zdawała   sobie   sprawę,   że   wykrzykiwała   te   wszystkie   głupstwa,   aby 

przegnać ponure myśli. Obserwujący ją mężczyźni stojący na skraju lasu lekko się uśmiechali 

patrząc na nią. Ich uśmiechy nie były jednak miłe.

Ylva przeszła przez  trzęsawisko. Tu też  nie  było  Madsa.  Tylko  ślady pozostawione 

przez kogoś, kto przewrócił się jak długi na ziemię i komu ręce zapadły się głęboko w błoto.

Ylva wyobraziła sobie pedantycznego Madsa w tej sytuacji i zachichotała.

No, tak! Dwie drogi! Co robić?

– Entliczek, pentliczek, czerwony stoliczek... – głośno wyliczała Ylva.

76

background image

– Mads, ty kretynie, wychodź natychmiast! Nie jesteś aż tak pociągający, żebym miała 

zamiar cię szukać. Mam dla ciebie wiadomość od komisarza policji. Od pana komisarza 

Alfredsena z Oslo!

A co to znowu był za dźwięk? Gdyby ta myśl nie wydawała się jej nazbyt absurdalna, 

mogłaby twierdzić, że to odgłos odbezpieczanej broni.

Zaśmiała się sztucznie i hałaśliwie.

– Słyszałeś to, Mads? Nawet las podskakuje ze strachu na samo słowo policja!

Och,   nie.   Sytuacja   naprawdę   nie   była   zabawna.   W   tej   chwili   zresztą   nic   nie   było 

zabawne. Ylva zwątpiła: przemoczona i sama w tych ponurych ciemnościach. Jedyny plus, to 

że upał ustępował. Im wyżej szła, tym powietrze stawało się coraz chłodniejsze. Wkrótce 

będzie na nią wiał zimny wiatr od strony gór. Najlepiej  byłoby odnaleźć Madsa, dopóki 

jeszcze osłania ją las.

Ale gdzie on jest? A jeśli siedzi w domu Torsteina i je ciepłą, smaczną kolację, podczas 

gdy ona...

Ach, do licha, nagle poczuła się taka samotna!

Co powinna zrobić? Zawrócić? Ta myśl była najbardziej kusząca. Ta jej wyprawa nie 

miała przecież sensu!

Ylva odbiła się mocno, robiąc wielki krok do przodu. Coś się poruszyło w lesie, coś 

ciemnego i groźnego, i...

E, tam. Zaczynam mieć przywidzenia.

Nagle daleko, daleko z przodu usłyszała coś, co mogło być jękiem albo okrzykiem 

wyrażającym lęk. Zamarła nasłuchując. Musiała mieć serce gdzieś w uszach, bo słyszała jego 

szybkie, mocne uderzenia.

Trochę niepewnie zaczęła iść w tę stronę, z której do biegł okrzyk.

– Mads?

Znowu rozległ się za nią jakiś trzask. Poganiana lękiem przebiegła kilka metrów, ale za 

chwilę się opanowała.

No, w każdym razie teraz znalazła się na jakiejś drodze, więc równie dobrze mogła iść 

dalej.

Nie miała już żadnych wątpliwości. Ktoś podążał lasem równolegle do niej, stąpając 

szybko i ostrożnie. Naraz na drodze przed nią coś się pojawiło.

Tak jakby ktoś chciał jej zajść drogę!

Dlaczego się nie pokazał?

– Mads, co ty sobie właściwie wyobrażasz?

77

background image

Jeszcze jeden! Po drugiej stronie drogi.

Ylva rzuciła się w las. Żaden z mężczyzn nie był na tyle wysoki, żeby mógł to być 

Mads.

Nie miała już zamiaru udawać odważnej, zaczęła biec. Szybko jednak zrozumiała, że 

prześladowców było wielu. Na litość boską, co to miało być? Koszmarny sen, czy może w 

Myrsökket miało dojść do nowego morderstwa? Dopiero teraz zrozumiała, że przed chwilą 

słyszała krzyk Madsa i że ona znalazła się w takiej samej sytuacji jak on. Straciła rozum. 

Rzuciła się, jak się jej wydawało, w jego stronę, ale te mroczne postacie najwyraźniej chciały 

ją   zepchnąć   znowu   na   trzęsawisko.   Pośliznęła   się   na   mokrej   trawie   i   zatrzymała   dysząc 

ciężko. Otoczyli ją. Było ich czterech. Stali w milczeniu niedaleko niej. Ylva czekała skulona, 

jakby szykując się do skoku.

– Czego ode mnie chcecie? – zawołała z wściekłością.

Nie odpowiedzieli.

– Kim jesteście? Ludźmi czy duchami?

Nie potrafiła ich rozpoznać. Nagle zaczęli się do niej zbliżać. W panice rozejrzała się 

wokół, a potem podjęła rozpaczliwą próbę wyrwania się z matni. Z siłą, o jaką sama siebie by 

nie podejrzewała, odepchnęła tego, który stał najbliżej. Wydostała się z pułapki! Ile sił w 

nogach,   pobiegła   przez   ociekający  wodą   las.  Wciąż   jednak   słyszała   podążających   za   nią 

prześladowców.

Ylva zaczęła biec na oślep. Drogę zagrodził jej niewielki strumyk, ale bez namysłu 

rzuciła się na ziemię, przylegając mocno do jego kamienistego brzegu. Kiedy ścigający ją 

minęli, znowu poderwała się na nogi i ruszyła w przeciwną stronę.

Usłyszała ich gniewne okrzyki, kiedy odkryli jej podstęp, ale byli daleko od niej. A 

jednak są żywymi stworzeniami, pomyślała Ylva.

Mimo wszystko to chyba jakieś pocieszenie.

Teraz już nie wiedziała, gdzie jest. Teren stał się nierówny i trudniej dostępny. Potem 

zobaczyła coś, co przestraszyło ją jeszcze bardziej – więcej czarnych postaci.

Ile ich mogło być?

Po raz kolejny zmieniła kierunek, ale i tak dogonił ją jeden z mężczyzn. Krzyknęła 

głośno, przerażona, uderzyła go, poczuła, że na ramieniu, tam gdzie ją chwycił, podarła się jej 

sukienka. Oswobodziła się jednym szarpnięciem.

Nawet nie przypuszczała, że potrafi tak szybko biegać. Dostrzegła kilka świerków i 

pospieszyła w tę stronę, bo uznała, że łatwiej będzie się tam ukryć. Wtedy właśnie w oddali 

zamajaczył jakiś kształt. Mogło to być zbocze górskie, ale mógł to też być dom.

78

background image

Dom tutaj?

Tak, zobaczyła jeszcze jeden!

Jesienne pastwiska? Być może. Tak, to na pewno były one. Ale i tak nie zdoła tam 

dotrzeć. Leżały zbyt daleko, a poza tym jakie by tam znalazła schronienie?

Ylva zaszlochała. Czuła, że za moment zabraknie jej powietrza w płucach. Obejrzała 

się, by sprawdzić, jak daleko są prześladowcy, i wtedy nagle ziemia umknęła jej spod nóg.

Wyciągnęła   ręce,   żeby   się   czegoś   przytrzymać,   ale   to   nie   pomogło.   Staczała   się   z 

kamienistego   zbocza,   raniąc   się   boleśnie,   zachowała   jednak   tyle   przytomności,   żeby 

powstrzymać krzyk. Mogło się zdarzyć, że nie zauważyli jej zniknięcia.

W końcu zatrzymała się i odważyła się otworzyć oczy.

Odniosła wrażenie, że leży na dnie jakiegoś wąskiego parowu. Rozbita, krwawiąca i 

przemoczona do suchej nitki. Na szczycie panował jednak spokój. Nikt nie zauważył, jak 

spadała.

Wtedy dopiero Ylva zareagowała na to, co się stało. Drżała na całym ciele i musiała 

naprawdę wiele wysiłku włożyć w to, żeby głośno nie jęczeć. Była pewna tylko jednego: 

wiedziała, że niezależnie od tego, gdzie biegła, nie zbliżyła się ani trochę do Madsa.

Co dziwne, nie wyobrażała sobie Madsa w roli wybawcy. Mimo że był postawnym, 

silnym mężczyzną (nie znała co prawda siły jego mięśni), zastanawiała się teraz tylko nad 

tym,   czy  to   raczej   nie   on   potrzebuje   jej   pomocy.   Nie   wierzyła,   by  mógł   poradzić   sobie 

podczas   tego   polowania   na   czarownice   na   pustkowiu.   On   umiał   walczyć   tylko   na   polu 

salonowej konwersacji.

Ylva znowu zamarła, a strach powrócił ze zdwojoną siłą. Na szczycie góry ktoś stał i 

patrzył na nią.

Tego było już za wiele jak na siły Ylvy. Ze stłumionym jękiem obróciła się twarzą w 

stronę moczarów, zacisnęła powieki i zakryła twarz rękami. Leżała tak, skulona, oczekując 

najgorszego.

ROZDZIAŁ XVII

Zagadkowy mężczyzna

Chociaż nic nie słyszała ani nie widziała, czuła, że mężczyzna schodzi na dół. Z każdym 

jego krokiem staczały się na nią z góry drobne kamyczki. Przerażona Ylva z trudem łapała 

79

background image

powietrze.

Już był na dole. Postawił stopę blisko jej ramienia. Och, pomocy, pomocy, umieram...!

Nic się nie stało. Kucnął blisko niej. Co zamierzał zrobić? Ugodzić ją nożem?

Kiedy wziął ją za ramię, wzdrygnęła się gwałtowni i krzyknęła krótko. Ale jego ręka 

była taka delikatna, że kiedy spróbował ostrożnie ją obrócić, nie stawiała oporu. Zdjął jej ręce 

z uszu.

– Mnie się boisz?

Na dźwięk tego głosu Ylva doznała szoku. Otworzyła szeroko oczy.

– To ty? Ty istniejesz? Żyjesz?

Uśmiechnął   się   swoim   spokojnym   uśmiechem.  Ylva   zaszlochała   z   ulgą.   Uniósł   ją 

ostrożnie i przyciągnął do siebie, pełen zrozumienia dla jej stanu.

– Kochany! – wyszeptała tylko. – Kochany, kochany, kochany!

– Dobrze już, dobrze – uspokajał ją łagodnie. – Mogą cię usłyszeć.

Popatrzyła na niego.

– Nie byłeś z nimi?

Nie odpowiedział wprost.

– Chodź już! Musimy się stąd wydostać.

– Nie chcę, żebyś się z mojego powodu narażał na niebezpieczeństwo – sprzeciwiła się 

Ylva.

– Nikt mi nic nie zrobi – zapewnił.

– Ale dlaczego mnie ścigają?

– Jako dziennikarka jesteś dla nich niebezpieczna.

– Ale przecież miałam dziś wyjechać. Nie chcę się wtrącać w całą tę sprawę.

– Oni o tym nie wiedzą. A poza tym tak naprawdę nie przejmują się ani tobą, ani twoją 

przyjaciółką. Najbardziej obawiają się tej trzeciej osoby.

– Madsa. Gdzie on jest?

– Teraz się o niego nie martw! Chodźmy, nie ma czasu!

Nie zadawała już więcej pytań. Wziął ją za rękę i zaczęli się wspinać w górę wąwozu. 

Dobrze się rozejrzał, zanim wyszli na odkryty, porośnięty jedynie trawą teren.

Po kilku zaledwie krokach skrył się za dużym kamieniem, pociągając ją za sobą. W 

niewielkiej odległości przebiegło kilku mężczyzn z bronią w ręku.

Ylva   siedziała   bez   ruchu,   oparta   o   kamień.   Czuła   bliskość   nieznajomego   ze   snu, 

widziała jego szczupłą twarz tuż przy swojej. Już się nie bała, odczuwała ogromny spokój i 

niezmierną radość. Był prawdziwy i był z nią, chronił ją przed tym wszystkim, czego nie 

80

background image

mogła zrozumieć, przed całą nienawiścią, jaka zwróciła się przeciwko niej.

– Możemy iść dalej – szepnął. Przekradali się powoli przez las. Ponieważ Ylva była 

przemoczona, prawie  nie zauważała, że pada.  On  miał  na sobie nieprzemakalną  kurtkę i 

kalosze. Wtem na ich drodze wyrosła szczytowa ściana starego szałasu pasterskiego. Obok 

stała   rozpadająca   się   obora.   Nieznajomy  otworzył   drzwi   niskiego   domku   mieszkalnego   i 

gestem zaprosił Ylvę do środka.

Wewnątrz panowały ciemności i pachniało świeżym chrustem jałowcowym. Mężczyzna 

zapalił   staroświecką   lampę   naftową   wiszącą   u   sufitu.   W   jej   świetle   zobaczyła   twarz   o 

ciemnych   oczach   i   zapadniętych   policzkach.   Ostrożnie   osłonił   płomień   kloszem. 

Pomieszczenie   powoli   się   rozjaśniało;   szerokie   deski   podłogowe,   solidny   stół   z   jasnego 

drewna   i   duże   palenisko,   wypełnione   jałowcowym   chrustem.   Sufit   podpierały   potężne, 

okrągłe bale.

Zasłonił okna, zamknął drzwi na klucz i odwrócił się do niej.

– Nawet nie wiem, jak masz na imię – rzekł z uśmiechem.

Powiedziała, jak się nazywa.

– Ylva? – Popatrzył na nią w zamyśleniu. – Słodko i romantycznie... Tak, w każdym 

razie pasuje do ciebie.

Nagle poczuła się bardzo zażenowana. Te ich krótkie spotkania wprost przepełniało 

uczucie. Z zakłopotaniem przypomniała sobie, co mówiła ostatniej nocy. Kierowała swoje 

słowa do postaci ze snu, nie do żywego nieznajomego.

– A ty? – zapytała, rumieniąc się. – Jak się nazywasz?

– Nie wiesz? – zdziwił się. – Nie wiesz, kim jestem?

–  Nie.  Wydawało  mi  się,  że   wiem,  nie  błam  pewna.  Ale  myliłam  się.  Jesteś   pełen 

tajemnic, a mężczyzna, za którego cię brałam, jest równie tajemniczy. Jednak nie są to te 

same tajemnice. Mianowicie on nie żyje, a poza tym twoje ręce...

– Nie myśl o nich – uśmiechnął się lekko. – Jak sądziłaś, kim jestem?

– Christen Borgestad.

Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Podszedł do niej trochę bliżej. Ujął jej twarz w 

dłonie.

– Tak. Jestem Christen Borgestad.

Oczy Ylvy rozszerzyły się ze zdumienia.

– Jesteś pewien, że żyjesz?

– Najzupełniej pewien. Czy tego nie czujesz?

Czuła ciepło jego rąk na swoim ciele. Wydawało się jej nagle, że pokój jest strasznie 

81

background image

mały, że w powietrzu panuje ogromne napięcie spowodowane ich intensywnymi uczuciami.

– Tak. Oczywiście, że tak! Czy... to jest pastwisko...  Södra Borgestad?

Kiedy odsunął dłonie, odzyskała równowagę.

– Tak – odparł. – Jedyny dom, który nadaje się do użytku. Niewiele zostało z całej 

zagrody. Jesteś przemoczona i podrapana. Pożyczę ci jakieś moje ubrania.

Znalazł koszulę w czerwoną kratę i białe spodnie.

– Są za duże, ale na pewno będzie ci cieplej. Możesz się przebrać w alkowie.

Zrobiła tak, jak powiedział, podwinęła rękawy i nogawki i pozwoliła, żeby zajął się jej 

mokrą i podartą sukienką. Powiesił ją pod sufitem, żeby wyschła. Potem wyjął apteczkę.

– Usiądź tutaj. Zobaczę, co z twoim łokciem.

Podczas gdy on przemywał jej rany, Ylva śledziła wzrokiem jego wyrazistą twarz. Była 

bezgranicznie szczęśliwa tylko z tego powodu, że mogła na niego patrzeć. Wszystko inne 

natomiast wprawiało ją w zakłopotanie.

– Tak niewiele z tego rozumiem. Kto nas ściga?

– Cała wieś.

– Dlaczego?

– Nie mogę ci tego powiedzieć.

Westchnęła.

– Wiemy, kto jest mordercą – stwierdziła. – To musi być ten, którego wszyscy słuchają i 

przed   kim   się   płaszczą,   ten,   kto   opiekuje   się   spadkiem  Vilde-Knuta,   kogo   słucha   nawet 

miejscowa policja...

Lekki uśmiech zagościł na ustach Christena Borgestad. Ale nie było w nim radości.

– Chociaż Torstein ma innego kozła ofiarnego – kontynuowała w zamyśleniu Ylva.

– Wiem o tym.

– Kogo?

– Jest przekonany, że ja to zrobiłem – odrzekł cicho Christen.

ROZDZIAŁ XVIII

Przerażający wzór

Siri szybkim krokiem chodziła w tę i z powrotem po pokoju Jona Huusa. Przeszła się 

bez   celu   po   mieszkaniu,   a   potem   zmywając   kilka   rondli   próbowała   odgadnąć,   jakie 

82

background image

przedmioty   gospodarstwa   domowego   pochodziły   z   czasów   krótkotrwałego   małżeństwa. 

Podświadomie krytykowała przy tym gust byłej pani domu.

On wziął rozwód! Dlatego że się nie nadawał do małżeństwa. I jego żona się z tym 

pogodziła? Najwyraźniej dość chętnie.

Dziwne!

Co się właściwie stało tam w górach? Siri przypomniał się nagle wystrzał, który słyszała 

po południu. A jeśli...

Nie, oczywiście, że nie! Coś takiego po prostu nie mogło się wydarzyć.

A jeśli tak? Tutaj w Myrsökket może się wydarzyć wszystko.

Jeżeli ten wystrzał... och, nie! Nie chciała nawet o tym myśleć, ale jeżeli... Ylva mogła 

nie zdążyć tam dotrzeć. W takim razie musiało chodzić o Madsa.

Mads.

Co właściwie czuła, zastanawiając się nad tym? Szok, oburzenie? Na pewno, ale co 

jeszcze?

Mads,   jej   wielkie   marzenie   od   wielu   lat,   stał   się   w   tych   górach   jakiś   odległy.   Nie 

wytrzymał   porównania   z...   z   całą   surową   naturą,   z   tymi   pod   każdym   względem   silnymi 

mężczyznami.

Nie znaczyło to jednak, że było jej obojętne, czy żyje, czy został zabity. A może błąka 

się samotny w obcym lesie?

Chociaż nie! Kamień spadł jej z serca. Ci ludzie ścigali go przecież także wtedy, gdy w 

górach znalazł się Jon Huus. A to było już po wystrzale.

A jeśli Jon kłamał, żeby ją oszczędzić?

Nie, nie Jon Huus. Był na to za uczciwy.

Siri   zatrzymała   się.   Kiedy   nareszcie   przyjdą?   Chętnie   poszłaby   do   Torsteina,   tego 

spokojnego,   zawsze   miłego   człowieka,   ale   Jon   nie   pozwolił   jej   wychodzić.   Zrobiło   się 

ciemno. Co, na litość boską, tak długo tam robili?

Jon Huus miał regał pełen książek. Może czas będzie mijał szybciej, jeśli znajdzie sobie 

coś do czytania?

Wyciągnęła książkę na chybił trafił. Dotyczyła sadzenia drzew. Mogła sobie ją darować. 

Z   takim  zniecierpliwieniem  odstawiła   ją   na   półkę,   że   razem  z   nią   wsunęła   głęboko   tom 

stojący obok.

Do  licha!   Poza   tym   nad  książkami  było   mało  miejsca.   Nie  udało   się  jej   dosięgnąć 

palcami   wepchniętego   głęboko   tomu.   Ponieważ   była   z   natury  pedantyczna,   wyjęła   część 

poradników na temat leśnictwa, żeby mieć lepszy dostęp.

83

background image

Z tyłu leżało więcej tomów. Co za niedbalstwo! Chociaż wyglądało to prawie tak, jakby 

zostały tam odłożone celowo, tak ładnie były ułożone w stos.

Siri wyjęła cały stosik. Coś takiego! To były przecież jakieś książeczki oszczędnościowe 

i inne prywatne papiery wartościowe. Czuła się strasznie! Doprawdy, nie miała zamiaru tu 

węszyć.

Jon oczywiście sądził, że był to bezpieczny schowek. Kogo poza nim samym mogły 

interesować nudne książki o leśnictwie?

Nagle   zmarszczyła   brwi.   Kiedy   miała   odłożyć   na   miejsce   książki   i   dokumenty, 

zobaczyła, że jedna książka, największa i leżąca na samym dole, wcale nie była podobna do 

pozostałych. Była stara, bardzo stara. Najstarsza z książek, jakie Siri kiedykolwiek widziała.

Ostrożnie   ją   otworzyła   i   popatrzyła   na   stronę   tytułową.   Była   napisana   odręcznie, 

podobnie jak reszta.

„Sprawa lądowa...”

Nie. To było oczywiście s, a nie l! Ludzie musieli być kiedyś bardziej inteligentni, skoro 

umieli czytać te trudne litery.

„Sprawa sądowa...”

Siri otworzyła szeroko oczy. O Boże! Czyżby to był...?

Zaczęła   czytać,   dokładnie   sylabizując.   Język   był   trudny,   litery  starodawne,   a   pismo 

pełne zakrętasów. W każdym razie udało się jej rozszyfrować datę.

1829.

Odłożyła   książkę.   Wtedy   spostrzegła,   że   wypadło   z   niej   na   podłogę   kilka   luźnych 

kartek.

Trzymała w ręku zaginiony protokół rozprawy!

Czyżby Jon Huus był złodziejem?

Nie,   w   to   nie   mogła   uwierzyć!   Kiedy   pozbierała   rozrzucone   kartki,   zobaczyła,   że 

najwyraźniej były pisane przez kobietę, i to stosunkowo niedawno. Jego żona? Nie. Nie, była 

tego pewna!

Jedna   z   kartek   zawierała   list,   zaczynający  się   od   słów:   „Dobry  Boże,   pomóż   nam, 

pomóż nam, kochany Boże!” Ciąg dalszy był bardzo zbliżony do tego, co cytował Torstein 

Vile z listu swojej żony.

Siri nie chciała posunąć się do tego, żeby go przeczytać. Czuła się i tak wystarczająco 

podle dlatego, że od razu nie odłożyła wszystkich papierów z powrotem.

Natomiast księga z protokołem przesłuchania była własnością publiczną. Tak, to chyba 

Kari Vile ją zabrała, ale dlaczego?

84

background image

Siri usiadła na kanapie w ten sposób, żeby widzieć drogę do lasu, ponieważ nie chciała, 

żeby Jon ją zaskoczył, po czym zaczęła czytać.

Trwało to bardzo długo, ale z czasem przyzwyczaiła się do charakteru pisma i języka. 

Wtedy zaczęło iść szybciej. W księdze było kilka protokołów ze spraw sądowych i kiedy 

nareszcie doszła do sprawy Vilde-Knuta Vile, zobaczyła, że jest najkrótszy. A w takim razie 

rozprawa też musiała być przeprowadzona dość pobieżnie. Chciano chyba jak najszybciej 

pozbyć się z tego świata takiego potwornego przestępcy.

Siri czytała sylabizując. Musiała zapalić lampę. Zrobiło się ciemno, a ona zbliżała się do 

wieku, w którym konieczne stają się okulary (chociaż nie chciała się do tego przyznać). Kilka 

celnych spostrzeżeń na temat Vilde-Knuta, pochodzących od samego protokolanta, rozbawiło 

ją na krótką chwilę, ale poza tym nie było się z czego śmiać. Torowi Vile, w przeciwieństwie 

do jego buńczucznego, pyszałkowatego ojca, poświęcono tylko kilka słów. Opisano go jako 

małomównego, zamkniętego w sobie i spokojnego młodzieńca. O tym, że procesy i kary w 

tamtych czasach były barbarzyńskie, wiedziała już wcześniej, ale pomimo to głęboko nią 

wstrząsnęła ta krótka relacja.

Jednakże w dalszym ciągu nie rozumiała, dlaczego księga została skradziona i ukryta. 

Dopiero gdy przeczytała jedno jedyne zdanie...

– Ale to chyba niemożliwe? – mruknęła do siebie. – „Kiedy Vilde-Knut wszedł na 

szafot...”

Przeczytała ponownie całe zdanie do końca, bezgłośnie wymawiając słowa.

– Nie! - powiedziała stanowczo. – Nie rozumiem tego!

Czy   to   nie   potwierdza   mojego   wewnętrznego   niepokoju,   obawy   przed   czymś 

przerażającym?

Siri oderwała się od lektury i zaczęła rozmyślać. Myślała tak intensywnie, że prawie 

rozbolała ją głowa, a im więcej myślała, tym większy lęk ją ogarniał.

– Musi mnie mylić pamięć – szepnęła. – Musi mnie mylić pamięć! A jednak nie.

I jeszcze coś, co powiedziała Kari Vile, wryło się jej w pamięć. Jej słowa na łożu 

śmierci: „Christen miał...”

Nie, jak to się ze sobą łączyło?

Drżącymi rękami wyjęła kartkę z dziwną figurą, którą Kari zostawiła Torsteinowi.

I nagle wyobraziła sobie, co może oznaczać rysunek. Okropne, straszliwe wyobrażenie.

Na próbę umieściła na niej brakujące litery...

Jej oczom ukazał się budzący grozę wzór. Jeszcze nie potrafiła tego wszystkiego w pełni 

ogarnąć. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy wyjmowała z książki obie luźne kartki. One też 

85

background image

były zapisane pismem Kari. Położyła je obok siebie na stole, ale ponieważ drżały jej ręce, 

musiała próbować kilka razy, zanim jej się to udało.

Znajdowało się na nich kilka dziwnych zestawień. Ale Siri widziała wcześniej takie 

rzeczy i wiedziała, co oznaczały.

Zorientowała się, że pierwsza kartka nie zawierała nic ciekawego. Ale druga!

Siri poczuła, że podłoga kołysze się pod nogami. Zrobiło jej się słabo.

Drugi   arkusz...   Jej   najgorsze   obawy  przerodziły  się   w   straszliwą,   nie   do   zniesienia 

pewność.

– Dobry Boże! – westchnęła gwałtownie. – Dobry Boże!

To przecież musi oznaczać...

Przysunęła do siebie obie kartki. Potem położyła na nich figurę z literami.

– Zgadza się – szepnęła. – Miałam rację. Och, mój Boże, oszczędź mi tego! Pozwól mi 

niczego więcej nie rozumieć! Nie wytrzymam!

Ale nie dało się już zawrócić myśli. Siri przycisnęła rękę do ust, żeby nie krzyczeć w 

głos. Zawrót głowy sprawił, że pociemniało jej w oczach. Zataczając się doszła do łazienki, 

gdzie upadła na kolana. Czuła się okropnie! Odnalazła po omacku krany i obmyła twarz 

zimną wodą.

W końcu na tyle odzyskała władzę w nogach, że mogła się podnieść. Pojękując, weszła 

chwiejnie do pokoju.

Nie zniosę więcej, nie zniosę więcej! Och, ci wszyscy nieszczęśnicy! Torstein, Jon, cała 

dolina... i ten biedny, nieszczęśliwy Christen Borgestad!

Podniosła głowę.

A kim my jesteśmy? Wdzieramy się w ich życie, depczemy ich dumę i odwagę. Tylko 

po   to,   żeby   napisać   artykuł   do   brukowca,   którym   będą   się   przy   śniadaniu   delektować 

niemądrzy ludzie w całym kraju? Nie można do tego dopuścić!

Nagle owładnęła nią przemożna chęć działania. Z twarzą zalaną łzami biegała, gasząc 

lampy,   odkładając   na   miejsce   dokumenty  i   książki,   tak   by  regał   wyglądał   jak   przedtem. 

Później zgasiła ostatnią lampę, zamknęła drzwi na klucz i pobiegła pod górę w stronę lasu, 

mijając jasne, zapraszające okna Torsteina.

Mads! prosiła w duchu. Przestań, Mads. Ty nie możesz się o tym dowiedzieć. Nie ty! 

Wstrzymaj dochodzenie, zanim zrozumiesz, jak to wszystko jest ze sobą powiązane! Dlatego, 

że ty możesz zepsuć wszystko, wszystko, ty z twoimi powierzchownymi osądami i pogardą 

dla ludzi. Z twoim zimnym cynizmem... Mads, to jest niebezpieczne! Tej sprawy nie można 

wydobyć na światło dzienne!

86

background image

Otoczył ją las. Największe chmury już się przetoczyły; teraz padał drobny, równomierny 

deszcz.   Lipcowa   noc   była   mroczna   i   tajemnicza.   Na   dole   we   wsi   kobiety   kończyły 

przygotowania do przeniesienia się w góry. W większości domów paliło się światło. Tam 

wiedziano, co się dzieje w lesie, i czekano...

A w lesie znaleźli się wszyscy uczestnicy dramatu: Siri – po to, żeby powstrzymać 

Madsa, Jon, żeby znaleźć Ylvę, Ylva, żeby przekazać Madsowi wiadomość o tym, że musi 

przerwać swoje śledztwo, mężczyźni ze wsi polujący na Madsa i sam Mads w pogoni za 

sensacją, która zapewniłaby tytuły na pierwszej stronie „Wiadomości”!

Ukryte w gałęziach drzew ptaki słuchały w zadziwieniu i lęku kroków samotnej kobiety 

zmierzającej   w   górę.   Te   kroki   i   jej   niepohamowany   płacz   były   jedynymi   odgłosami 

zakłócającymi ciszę w niższym paśmie lasu.

Szukałam   zbyt   głęboko,   myślała   Siri.   Szukałam   w   jednym   z   grobów,   które   dzisiaj 

odwiedziłam, i znalazłam rzecz najstraszniejszą!

Musiała się pospieszyć. Zrozpaczona popatrzyła w górę w stronę nie kończącego się 

wzniesienia. Nie może się spóźnić!

A w górach, w pobliżu górskiego grzbietu, nieprzerwanie trwała obława.

ROZDZIAŁ XIX

Christen Borgestad

Łagodne światło lampy naftowej padało na twarz Christena Borgestad. Nie, nie jest 

chyba   ładny   w   potocznym   rozumieniu   tego   słowa,   pomyślała  Ylva.  Ale   wydaje   się   taki 

sympatyczny!

– Torstein podejrzewa ciebie?

– Niestety, tak.

– Ale... ale... Ach, teraz rozumiem!

– Co?

– Powiedział, że nie żyjesz. Powiedział też, że spotkała cię najbardziej haniebna śmierć, 

że umarłeś w ich pamięci.

– Tak. Miał na myśli to, że dla niego umarłem pod względem duchowym.

Ylva kilkakrotnie otwierała i zamykała usta, a kiedy nareszcie się odezwała, wcale nie 

były to słowa, które miała zamiar wypowiedzieć.

87

background image

– Jestem głodna.

Przyjął z uśmiechem tę jej szczerość. Wstał z miejsca.

– Ależ oczywiście! Przepraszam! A co byś zjadła? Nie mam co prawda nic specjalnego, 

ale...

– Pozwól, że ci pomogę – powiedziała, idąc za nim do małej wnęki kuchennej. – Masz 

herbatę?   To   świetnie,   gdzie   są   filiżanki?   Myślę,   że   w   tym   czasie   powinieneś   mi   lepiej 

wytłumaczyć swoje słowa.

Włączył kuchenkę gazową i nalał wody do rondelka. We wnęce było ciasno, ale Ylva 

nie miała nic przeciwko temu. Stwarzało to intymny nastrój wzajemnej przynależności.

– Co chcesz wiedzieć? – zapytał Christen, starając się nie wchodzić w drogę Ylvie, ale 

nie było to łatwe, ponieważ ona robiła wszystko, żeby go niby przypadkowo dotknąć.

– Mnóstwo rzeczy! Wszystko! Zacznijmy od najprostszego: Jak wchodziłeś do mojego 

pokoju?

– Nie, to zbyt proste! To był przecież pokój, w którym kiedyś mieszkałem.

– Oczywiście, do licha, jest zamykany na zamek patentowy! Miałeś naturalnie własny 

klucz. Ale czego tam szukałeś?

– Pierwszej nocy właśnie wróciłem z Oslo. Nie, cukier stoi tam. Przepraszam za brak 

porządku   w   szafkach.   Ponieważ   wszyscy   spali,   wśliznąłem   się,   żeby   poszukać   sprzętu 

wędkarskiego, ale już go tam nie było. Naprawdę się zdziwiłem, kiedy cię zobaczyłem.

– A następnej nocy?

Pochylił się nad kuchenką gazową.

–   Było...   było   coś   tak   urzekającego   w   naszym   pierwszym   spotkaniu.   Twoja   pełna 

akceptacja mojej  obecności.  Nasz   wzajemny kontakt.  Ja... po  prostu  chciałem  cię  znowu 

zobaczyć. Gniewasz się?

Ylva stanęła nieruchomo.

– Nie. Pragnęłam, żebyś przyszedł, przecież wiesz. Najpierw myślałam, że pochodzisz z 

jakiegoś dziwnie realnego snu. Później prawie uwierzyłam w to, że jesteś duchem.

Uśmiechnęła się zażenowana, a on znowu popatrzył na nią pełnymi ciepła oczami.

–   To   z   powodu   twoich   ubrań   –   ciągnęła   –   sądziłam,   że   mają   w   sobie   coś 

dziewiętnastowiecznego. Aksamit...

– Nie sądzę, żeby mieli w tamtych czasach manczester.

– Nie, raczej nie. Zapomniałam, że współczesna moda ma wiele wspólnego z późnym 

romantyzmem. Długie, ciasne kurtki... wysokie kołnierze i mnóstwo włosów. A poza tym ten 

nastrój, to tajemnicze, czarowne światło wczesnego dnia. Nie mówiąc już o fantastycznym 

88

background image

zdarzeniu w zagrodzie Södra Borgestad tego samego dnia. To musisz wyjaśnić!

Ach, te jego oczy, kiedy się uśmiechał! Dodawały jej sił!

– Byłem w tamtym domu – wyjaśnił. – On nie jest aż tak zniszczony, jak myślałaś. 

Byłem tam od dłuższego czasu i dlatego moje ślady od strony lasu nie były widoczne. Kiedy 

chodziłaś,   odkrywając   nowe   miejsca,   usłyszałem,   jak   rozmawiasz   z   krzewem   róży, 

wyciągnąłem   ,rękę   przez   okno,   zerwałem   jeden   kwiat,   wyszedłem   na   kamienne   płyty   i 

położyłem go na twoim wierszu. Podobałaś mi się wtedy, Ylvo, i głównie dlatego chciałem 

wrócić do ciebie w nocy. Oczywiście, że zdawałem sobie sprawę, że nie miałaś pewności, czy 

istniałem naprawdę, czy nie. Czy cię przestraszyłem?

– Tak, ale wiesz co, prawie marzyłam o tym, żebyś okazał się jakąś nadprzyrodzoną 

istotą.

– Dlaczego? – zapytał zdziwiony.

– Dlatego, że wtedy byłbyś tylko mój, nikomu by się nie udało odebrać mi ciebie. Żywi 

mężczyźni zawsze gdzieś mają jakąś kobietę.

– Nie ja. Ktoś taki jak ja nie ma prawa się z nikim wiązać.

Tak   bardzo   chciała   zapytać,   dlaczego,   ale   zdawała   sobie   w   pełni   sprawę,   że   i   tak 

znalazła się na bardzo niebezpiecznym gruncie.

– Christen – zaczęła siląc się na obojętność – miałeś zamiar wrócić dziś w nocy?

Dlaczego tak długo milczał?

– Chciałaś tego? – zapytał w końcu. .

– To ja pierwsza zapytałam!

– Chyba bym przyszedł.

– To dobrze – szepnęła uradowana Ylva.

Teraz on zajął się krojeniem chleba, a ona przygotowywała kanapki.

– Wydaje się, że jesteś przyzwyczajony do tego, żeby samemu sobie radzić – zaśmiała 

się nerwowo.

– O, tak. Musiałem się nauczyć.

– Nie chcesz o tym trochę opowiedzieć? Więc zostałeś sierotą i zaopiekowała się tobą 

pewna rodzina. Torstein i Kari Vile, prawda?

– Tak. Nie byli już tacy młodzi i nie mieli nadziei na własne dzieci, ale jak wiesz, często 

tak bywa, że kiedy się zrezygnuje z prób i przygarnie obce dziecko, przychodzi na świat 

własne.

– Słyszałam o dzielącej was różnicy wieku.

–   To   prawda,   ale   oni   okazali   mi   taką   wielką   dobroć,   zamierzali   mnie   formalnie 

89

background image

zaadoptować i tak dalej, ale później zdarzyło się coś złego...

– Popełniłeś głupstwo w dobrej wierze i wyjechałeś. Jon tak powiedział.

– Tak, byłem młody i źle postąpiłem.

– Ale co właściwie zrobiłeś?

Stał pogrążony w myślach.

– Nie mogę ci tego powiedzieć.

Ylva straciła odwagę.

– Nie masz do mnie dość zaufania?

Christen pogłaskał jej policzek.

– Jest między nami coś pięknego, Ylvo, wiesz o tym. Ale znam cię zaledwie od dwóch 

czy trzech dni, lub, jeśli wolisz, nocy, a są sprawy, o których nie ma się prawa opowiadać.

– Nie, oczywiście, że nie. Głupio z mojej strony, że pytałam. Nie mogło w każdym razie 

chodzić o jakiś drobiazg – odezwała się Ylva, wnosząc do pokoju kanapki. – Nie sądzę, żeby 

taki człowiek jak Torstein Vile mógł rozgniewać się na sierotę do tego stopnia, żeby go 

wyrzucić z domu i zerwać jego fotografię ze ściany.

Twarz Christena Borgestad pozostawała w cieniu.

– Nie, nie chodziło o drobiazg – odrzekł cicho.

– A później? Co zrobiłeś później?

–   Pojechałem   do   Oslo.   Próbowałem   radzić   sobie   o   własnych   siłach   na   tyle,   na   ile 

potrafiłem.   Dostałem   stąd   zresztą   sporą   pomoc.   Wiele   osób,   między   innymi   Erik   Bjor, 

przysyłało   mi   początkowo   pieniądze.   Potem   zaczęło   mi   się   dobrze   wieść   i   już   nie 

potrzebowałem wsparcia. Jestem projektantem reklam.

– A więc w Myrsökket są też talenty artystyczne?

Uśmiechnął się do niej, a ona stała nieruchomo uszczęśliwiona.

– Nie, Ylvo. Te talenty odziedziczyłem po matce.

Bezwiednie przeniosła spojrzenie na jego ręce.

– Być może urodziłeś się, zanim wyszła za Larsa Borgestad?

– Nie, należę do rodu Borgestad. Chociaż Natalie Bjor robiła wszystko, żeby oczernić 

moją matkę. Mój ojciec wrócił w rodzinne strony od razu z żoną i dzieckiem, rozumiesz, nie 

ożenił się z nikim z Myrsökket. Natalie Bjor twierdziła, że byłem bękartem i to było dla mojej 

matki  zbyt   bolesne. Wszyscy się  od niej   odsunęli,  została  zupełnie  sama, była  przy tym 

wrażliwa i chorowita.

- Ale czymś takim ludzie się obecnie nie przejmują?

- Nie znałaś Myrsökket za czasów panowania tej wiedźmy. Ale widzisz, ten, kto się tu 

90

background image

kiedyś wychował, zawsze tęskni do tego miejsca, a poza tym ono należy do mnie. Södra 

Borgestad mimo całej swojej ruiny jest moja! Nie wolno mi się tylko tutaj pokazywać.

– I godzisz się z tym?

– Tak, godzę się.

Ylva popatrzyła na niego w zamyśleniu. Co takiego zrobił we wczesnej młodości, że go 

wypędzono ze wsi i że on to akceptuje! A to, że między innymi Erik Bjor utrzymywał go na 

wygnaniu, pachniało łapówkami i innymi ciemnymi sprawkami.

– Ale czasami musisz tu wrócić?

– Nie mogłem się oprzeć. Musiałem znowu wszystko zobaczyć.

Zagotowała się woda na herbatę i Christen wlał ją prosto z rondelka do filiżanek. Ylva 

patrzyła nieobecnym wzrokiem.

– Nie po raz pierwszy wróciłeś do domu – odezwała się powoli. – Byłeś tutaj, kiedy 

zamordowano Pedera. On cię widział w pobliżu pastwisk. Co tam robiłeś, Christen?

Wykonał tak gwałtowny ruch, że woda na herbatę rozlała się na stół.

–  Nie   chcę   rozmawiać   o   trzęsawisku   ani   o  białych   kamieniach   –   powiedział   ostro, 

wynosząc   rondel   do   kuchni.   –   Nie   mogę!   Po   śmierci   Pedera   zostałem   wezwany   na 

przesłuchanie. To był jedyny raz, kiedy opowiadałem o tym, co się tam wydarzyło.

– Przepraszam cię, Christen – odezwała się cicho Ylva. – Nie wierzę, że ty to zrobiłeś.

Starł   wodę   ze   stołu,   po   czym   usiedli   wygodnie.   Czuli   się   wspaniale   w   domowej 

atmosferze, jaka się tu wytworzyła. Ylva opowiadała o swoim życiu, a on o swojej pracy. 

Szok po pościgu zaczął z wolna ustępować.

Ylva bezwiednie zaczęła snuć plany na temat tego, co mogliby zimą robić w Oslo. 

Wtedy położył rękę na jej dłoni i popatrzył na nią błagalnym wzrokiem.

– Zapomniałaś, co powiedziałem dziś w nocy, Ylvo? Ty i ja nigdy nie będziemy do 

siebie należeć. Istnieje przeszkoda nie do pokonania...

Urażona i zawiedziona ucichła.

– Jaka? – spytała po chwili.

– Nie jesteś dziewczyną, którą się traktuje jak zabawkę, a między nami nie może nigdy 

dojść   do   czegoś   poważnego.   Dźwigam   zbyt   ciężkie   brzemię   i   nie   chcę   cię   wciągać   w 

nieszczęście. Nie chcę! Nie chcę patrzeć na to, jak cię to niszczy.

–   Ech,   myślisz   o   tych   bzdurach,   które   w   nocy   wygadywałam   o   chłopakach   – 

powiedziała lękliwie Ylva. – To było strasznie dziecinne...

–   Nie!   -   zaprzeczył   gwałtownie.   –   Nie,   jeśli   chodzi   o   ciebie.   Zobaczysz,   kiedyś 

znajdziesz kogoś, kogo naprawdę pokochasz.

91

background image

– Ale ja...

Położył dłoń na jej ustach i potrząsnął głową, uśmiechając się smutnie.

– Nie mów tego, Ylvo! Będzie trudniej i tobie, i mnie.

Nagle zamarli w bezruchu. Usłyszeli odgłos zbliżających się kroków.

– Idą tu! – szepnął Christen. – Szybko, do alkowy!

Pozbierała wszystko, co mogło świadczyć o jej obecności, i zniknęła. W tej samej chwili 

rozległ się głośny łomot do drzwi.

ROZDZIAŁ XX

Pogańska ofiara

Jon Huus spojrzał z gniewem na Erika Bjora.

– Przecież dziewczyna jest nieszkodliwa – powtórzył. – Nie musieliście jej ścigać!

–   Nie   wiedzieliśmy.   Mój   syn   i   jeszcze   kilku   innych   miało   się   nią   zająć,   ale,   jak 

mówiłem, zniknęła.

Ponownie   rozejrzeli   się   dokoła.   Wokoło   polany,   na   której   stali,   panowały 

nieprzeniknione ciemności. Krzewy, drzewa i ludzie zlewali się w jedno. Deszcz przestał już 

właściwie padać.

– Co zrobią z tym drugim? Z Billingiem?

– Wolę o tym nie myśleć – odpowiedział krótko Bjor. – Nie mam już nad nimi żadnej 

kontroli.

Jon   zacisnął   zęby.   Nie   podobało   mu   się   to.   Wcale!   Wprawdzie   wszyscy   byli   jego 

sąsiadami i powinien ich dobrze znać, ale w tych szczególnych okolicznościach... Kto mógł 

wiedzieć,   ile   złych   skłonności   odziedziczyli   po   Vilde-Knucie...   Nie,   sytuacja   nie 

przedstawiała się najlepiej. Dziewczyna...

– Co to było? – szepnął Bjor.

– Też coś słyszałem. Gdzieś w oddali kobiecy głos, nawołujący Madsa.

– Jest tam, przy trzęsawisku...

– Nie – odrzekł Jon. – To nie ona. Boże drogi, to Siri! Co u diabła...

Pobiegli w stronę, skąd dochodził głos. Lała się na nich woda spływająca z mokrych 

liści drzew. Chodziło o to, żeby zdążyć do niej dobiec, zanim usłyszą ją pozostali.

Spotkali   Siri   między   trzęsawiskiem   a   jesiennymi   pastwiskami.   Pożałowania   godne, 

92

background image

szlochające   stworzenie   ledwie   powłóczące   nogami.   Na   widok   dwóch   potężnych   cieni 

wzdrygnęła się gwałtownie i cicho krzyknęła.

– Co tu robisz? – wrzasnął Jon. – Nie mówiłem ci, że masz siedzieć u mnie w domu?

–  Ach,   Jon,   ja...   musiałam   tu   przyjść!   –   pochlipywała   Siri.   –   Muszę   powstrzymać 

Madsa, zanim się domyśli zbyt wiele.

Jon zesztywniał. Chwycił ją mocno za ramię.

– Co przez to rozumiesz? Ty wiesz o wszystkim?

Siri myślała gorączkowo. Och, trzeba się wyrażać dyplomatycznie. Nie miała wcale 

ochoty przyznać się, co odkryła między jego książkami. Nigdy by nie uwierzył, że to był 

czysty przypadek.

– Tak... tak sądzę – wyjąkała nieskładnie. – Oczywiście nie wiem wszystkiego, ale 

częściowo   się   domyśliłam.  Widziałam   Sissel   Borgestad,   wiecie,   a   Gjertrud   i   Marie   Bjor 

wciągnęły mnie w rozmowę. Byłam też na cmentarzu. I ta karteczka w ręku Kari Vile, i 

Christen. Jon, to takie potworne! Myślałam, że tego nie zniosę!

Wstrząśnięci mężczyźni stali w milczeniu.

–  Tak,   ona   chyba   wie!   –   odezwał   się   surowym   głosem   Jon.   –   Jesteś   najwyraźniej 

mądrzejsza, niż sądziłem, Siri.

Miała w każdym razie na tyle rozsądku, żeby okazać trochę zawstydzenia. Bez tego, co 

znalazła w domu Jona, nigdy nie domyśliłaby się całej prawdy.

Powoli Siri się opanowała.

– Och, Jon, muszę natychmiast odnaleźć Madsa – powiedziała gorączkowo. – Macie 

całkowitą rację co do tego, że on nigdy by nie zachował tylko dla siebie takich wiadomości.

– A ty? – zapytał w napięciu Jon.

– A za kogo właściwie mnie uważasz? – wybuchnęła rozgniewana Siri. – Co wy sobie 

myślicie   o   dziennikarzach?   Oczywiście,   że   istnieją   pewne   wyjątki,   takie   jak   Mads,   ale 

większość jest taka jak Ylva i ja. Och, Jon, Jon...!

Zachwiała się i Jon Huus musiał ją podtrzymać.

Jej reakcja najwyraźniej uspokoiła. mężczyzn.

– Dziękuję! – westchnął Erik Bjor.

– Ale gdzie on jest?

– Nie sądzę, że będziemy się teraz martwić Madsem – rzekł Jon. – Ważniejsze jest to, 

gdzie jest teraz Ylva? Czy ją widziałaś?

– Ylvę? Nie. Nie chcesz chyba powiedzieć, że zniknęła? Tu w górach?

– Niestety tak – odparł Erik Bjor. – A nie jest to wcale miła sytuacja.

93

background image

– Na litość boską! – wykrzyknęła przerażona Siri. – Co tu się właściwie dzieje?

– Pokładam nadzieję w Bogu – odpowiedział dobitnie Bjor – że to wszystko jest tylko 

zabawą w kota i myszkę, próbą wystraszenia Madsa Billinga z bagien i w ogóle z Myrsökket. 

Próbowaliśmy go przekonać do wyjazdu po dobroci, ale kiedy to nie pomogło, musieliśmy się 

uciec do tego. Chcieliśmy go nakłonić, żeby zszedł do wsi, a później przeprawił się przez 

jezioro. Chcieliśmy dopilnować, żeby już nigdy tu nie wrócił.

– On może narobić strasznego zamieszania – wtrąciła się Siri.

– Dopóki nie wie, jest nieszkodliwy. A policja nie zrobi nic. Przykre jest to, że...

Zagryzł wargi. Siri go ponagliła.

– Przykre jest to – mówił dalej Erik Bjor – że on nie pozwolił się sprowadzić na dół, 

więc ludzie się zdenerwowali i stracili zdrowy rozsądek. Teraz ścigają go gdzieś po lesie. 

Obawiam   się,   że   to,   co   się   tu   dzieje,   najbardziej   przypomina   taniec   poprzedzający   jakiś 

pogański rytuał ofiarny. Nie, nie bój się, oczywiście nic takiego się nie stanie, ale sądzę, że 

dziennikarz Mads Billing przeżywa teraz ciężkie chwile.

– Musimy przecież ich powstrzymać!

– Gdyby to było możliwe! Nie wiem, gdzie teraz są! Już od dawna ich nie widzieliśmy.

– Chyba się odezwą? Nie możemy ich zawołać?

– Nie odpowiedzą. Nie usłyszymy ich! Przemykają się, podchodzą do niego, otaczają 

go, pokazują się w ciemnym  lesie jak duchy. To może człowiekowi odebrać rozum.

– A Ylva... och, Boże!

– Stracili ją z oczu przy jesiennych pastwiskach – wyjaśnił Erik Bjor – więc raczej nie 

jest razem z Madsem.

Jon odchrząknął.

– Myślałem o jednej rzeczy – zaczął powoli. – Jest szansa, że... Myślę, że wiem, gdzie 

ona może być. Chodźmy.

Poszli za nim zdziwieni. Szedł szybko i pewnie wzdłuż przecinki. Ku zdumieniu Siri na 

ich   drodze   pojawiły   się   nagle   domy   z   przylegającymi   do   nich   niewielkimi   łąkami 

dochodzącymi do lasu. Jon bez wahania skierował się do najbliższego i mocno zapukał do 

drzwi.

Klucz przekręcono od środka i drzwi się otworzyły. W smudze światła Siri zobaczyła 

sylwetkę młodego człowieka. To on, pomyślała. To postać ze snu Ylvy!

– Dzień dobry, Christen! – odezwał się Jon. – Pomyślałem sobie, że cię tutaj znajdę. 

Czy możemy wejść?

Siri   nie   była   zaskoczona,   słysząc   imię   Christen.   Właśnie   tego   się   spodziewała. 

94

background image

Oderwane fragmenty nieubłaganie zaczynały się układać w logiczną całość.

Młodzieniec odsunął się, żeby mogli wejść. Otoczyło ich ciepło i światło.

– Niewątpliwie trochę wyrosłeś od czasu naszego poprzedniego spotkania – powiedział 

Jon dziwnie ochrypłym głosem. – Z luźnych wypowiedzi pewnej młodej damy domyśliłem 

się, że znowu jesteś w domu.

– Miło cię widzieć, Christen – przywitał go Erik Bjor. – Mam nadzieję, że ci się dobrze 

wiedzie.

– Tak, świetnie.  Dziękuję  wam obu za całą  pomoc, jakiej  mi udzielaliście przez  te 

najgorsze lata!

Także Siri przywitała się z nim z wielkim szacunkiem. Christen Borgestad, kluczowa 

postać   dramatu.  Ylva   nie   przesadzała.   Był   dokładnie   tak   sympatycznie   romantyczny,   jak 

opisała.

– A teraz – Jon zwrócił się do Christena – powiedz, gdzie jest dziewczyna.

– Dziewczyna? – udając zdziwienie zapytał Christen.

– Nie popija się herbaty, siedząc na stołku, zamiast na wygodniejszym miejscu, które 

jest wolne – odezwał się Jon.

Christen wyszczerzył zęby w radosnym uśmiechu.

– W porządku, Ylvo. Możesz wyjść.

Weszła cicho z nie dopitą filiżanką herbaty w ręce. W domku rozległy się równocześnie 

trzy westchnienia ulgi. Ylva uśmiechnęła się zmieszana.

– Czy ktoś chce herbaty?

– Litości! – mruknęła pod nosem Siri. – „Czy ktoś chce herbaty!” W tej sytuacji!

Jon potrząsnął głową, a woda skapywała mu z włosów.

– Byłoby świetnie wypić herbatę, ale czy możemy sobie na to pozwolić?

Siri zastanowiła się jeszcze raz i stwierdziła, że to jednak nie jest taki głupi pomysł.

– I tak nie możemy w tych ciemnościach nic zrobić – odezwał się Erik Bjor. – Masz tyle 

filiżanek, Christen?

–   Tak   sądzę.   Prawie   się   wzruszyłem   na   widok   moich   filiżanek   bez   uszka,   które 

pamiętałem z dzieciństwa. Zrobię...

– Ja się tym zajmę – przerwała mu Ylva, która zdążyła się już zorientować, gdzie czego 

szukać. – Siedź!

– Rozsuń zasłony, Christen – poprosił Erik Bjor. – Gdyby tędy przechodzili, dostrzegą 

światło i chyba tu wstąpią. Może się tak stać.

Siri poszła do kuchni do Ylvy.

95

background image

– Pomóc ci? Lepiej pomyjmy te filiżanki. Wyglądają na dość zakurzone. Mamy ciepłą 

wodę? Fajnie!

Popatrzyła w zamyśleniu na Ylvę wkładającą filiżanki do wody.

– Wiesz co, Ylvo, nigdy nie widziałam, żeby człowiek przez kilka dni zmienił się aż tak 

bardzo jak ty, odkąd tu przyjechaliśmy. Zniknęła cała twoja wielkomiejska poza. Słownictwo, 

nonszalancja, wyrachowanie...

– Może stałam się sobą – odpowiedziała cicho Ylva.

– Ja też tak uważam. Strasznie miły chłopak z tego Christena!

Głos Ylvy nabrał ciepłej barwy.

– Tak. Ale niestety... Nie ukrywam, że nie mogę przestać o nim myśleć, on jednak nie 

chce nawet o mnie słyszeć.

– Nie chce o tobie słyszeć – szepnęła Siri. – Dziewczyno, nie widziałaś chyba jego 

oczu? Śledzą cię nieustannie. On jest tobą oczarowany. Powinnaś mu być wdzięczna za to, że 

nie chce cię wciągać w swoje nieszczęście. Temu chłopakowi jest ciężko, ale bądź pewna, że 

cię potrzebuje! Jeśli tylko okażesz cierpliwość, zobaczysz, że wszystko się ułoży.

W spojrzeniu Ylvy mieszała się ulga, radość i zdumienie.

– Ile ty właściwie wiesz, Siri?

Udręczona Siri zamknęła oczy.

– Zbyt dużo! Nigdy już nie będę normalnym człowiekiem, Ylvo.

– Biedna Siri, rozumiem, że to dla ciebie straszne. Mads...

– Mads! – prychnęła Siri. – Oczywiście, że to trochę nieprzyjemne, że nie wiemy, co się 

dzieje w lesie, ale Mads jako taki jest mi zupełnie obojętny. W życiu kobiety przychodzi taka 

chwila, kiedy zaczyna dostrzegać swój własny upadek...

– O czym ty, u licha, mówisz? – wybuchnęła Ylva.

– Chodzi mi o moment, w którym odkrywa, że jej ciało zaczyna tracić jędrność, linia ust 

nie jest już taka wyraźna, kiedy budzi się rano z workami pod oczami, kiedy na ramionach i 

udach pojawiają się fałdki tłuszczu, a stopy puchną, jak tylko zaczyna się robić ciepło. Wtedy 

wie, że od tej chwili zewnętrznie już nigdy nie będzie piękniejsza. Świadomość tego, że 

istnieje coś takiego jak piękno wewnętrzne, niewiele pomaga. Od tego momentu wszystko 

zmierza ku gorszemu. To gorzka chwila, szczególnie wówczas, jeśli potrzebowało się akurat 

mnóstwa   cielesnego   piękna...   Ylvo,   nawet   jeśli   się   zawsze   było   miłym,   delikatnym   i 

solidnym,   chce   się   również   być   ładnym   i   atrakcyjnym   dla   mężczyzny   pod   względem 

fizycznym.

Na twarzy Ylvy pojawiło się zaskoczenie, a potem wykrzyknęła:

96

background image

– Kochana Siri! Myrsökket ma najwyraźniej niezwykły wpływ na nas, kobiety!

Siri uśmiechnęła się odrobinę zażenowana. W pewnym momencie zorientowały się, że 

zza   drzwi   słychać   już   nie   cichą   rozmowę   mężczyzn,   lecz   ich   podekscytowane   okrzyki. 

Pospiesznie weszły do pokoju.

Christen nachylił się do okna.

– Zgaście na chwilę lampę! – powiedział cicho.

Jon  spełnił  jego  polecenie,  a Siri  z  Ylvą przyłączyły  się do  mężczyzn  przy  małym 

okienku składającym się z wielu szybek.

– Sądzę, że są tutaj – odezwał się Erik Bjor.

Od   wschodu,   na   tle   rozjaśniającego   się   nieba,   zobaczyli   wzniesienie,   na   którego 

szczycie rysowało się mnóstwo czarnych istot, wędrujących przez noc.

Procesja mężczyzn z epoki bez żadnych praw, bez cywilizacji i bez Boga.

Wszystkie pięć osób w domku przeszedł dreszcz. Mężczyźni nieśli na ramionach leżącą, 

wyprostowaną postać.

ROZDZIAŁ XXI

Świetny reporter wkracza do akcji

Obraz tej pogańskiej procesji na pustkowiu na długo wrył się całej piątce w pamięć. Siri 

kilkakrotnie   zamrugała,   jakby   pragnąc   się   upewnić,   że   wzrok   jej   nie   myli.   Nie,   to   nie 

przywidzenie,   wszystko   dzieje   się   naprawdę,   i   to   w   dwudziestym   wieku,   a   nie   w 

prymitywnych czasach prehistorycznych! Nie była w stanie wydobyć z siebie nawet jednego 

słowa. Ylva szepnęła:

– Jest ich tak wielu! Co najmniej dwadzieścia, może dwadzieścia pięć osób.

– To wszystko, na co nas stać w Myrsökket – wyjaśnił Erik Bjor. – Podobnie musiał się 

też skończyć poprzedni pościg w tych górach. Ten sto pięćdziesiąt lat temu, za Vilde-Knutem. 

Zapalcie znowu lampę, żeby ich tu sprowadziła!

Mężczyźni minęli wzniesienie i zniknęli w mroku lasu.

– Prawie się boję wyjść im naprzeciw – powiedział cicho Jon.

– Teraz są spokojni.

– Właśnie. Dlatego się boję. Chodzi o to, dlaczego się uspokoili.

Jon i Erik wyszli na zewnątrz. Ylva poczuła, że drży, i była wdzięczna Christenowi za 

97

background image

to, że otoczył ją ramieniem. Na chwilę przytuliła się do niego, potem próbowała się do niego 

uśmiechnąć,   ale   niezupełnie   jej   się   to   udało.   Słysząc   coraz   wyraźniejsze   kroki   przed 

domkiem, odsunęła się od Christena.

–   Nie   denerwujcie   się!   –   rzekł   Jon,   stając   w   drzwiach.   –   On   żyje.   Tylko   przeżył 

załamanie nerwowe i zemdlał.

– Całe szczęście! – szepnęła Siri.

Ludzie, którzy wnieśli Madsa Billinga, milczeli. Dopiero teraz Siri i Ylva stanęły z nimi 

twarzą   w   twarz.   Wszyscy   zadziwiająco   do   siebie   podobni,   mimo   że   w   różnym   wieku, 

niektórzy wysocy i szczupli, a inni niscy i krępi.

Oczy   Ylvy   rozszerzyły   się   ze   zdumienia,   kiedy   dostrzegła,   z   jakim   szacunkiem   i 

radością   witali   Christena   Borgestad.   Natychmiast   wyczuła,   że   był  kimś  lepszym,   ale   nie 

pojmowała, dlaczego.

Chatka zrobiła się za ciasna. Przemoknięci przybysze bezskutecznie rozglądali się za 

miejscem   do   siedzenia.   Zdjęli   kurtki   i   rzucili   je   po   prostu   na   podłogę,   gdzie   wkrótce 

utworzyła się kałuża deszczowej wody. Sami usiedli pod ścianami. Byli zmęczeni po wielu 

godzinach emocji i napięcia nerwowego. Na ich surowych twarzach malowała się bladość.

Siri pochyliła się nad swoim pokonanym kolegą.

– Mads! – powiedziała.

Krzyknął histerycznie.

– Co wy z nim zrobiliście? – zapytała ostro. – Czy to było konieczne?

Erik Bjor wysunął się do przodu.

– Nie, oczywiście, że nie. Ale tak jak już pani powiedziałem, górę wzięły instynkty 

pierwotne.

Mads Billing budził się ze złego snu. Jeszcze czuł wokół siebie ciemność i deszcz, 

jeszcze je widział, te cienie wokół siebie. Były wszędzie: milczące, podobne do duchów 

cienie, które to na niego napierały, to przelatywały nad ziemią, żeby odciąć mu drogę. Było 

ich tak wiele, tak nieskończenie wiele. Były wszędzie. Próbował z nimi rozmawiać, wołał, 

krzyczał, prosił, żeby się odezwały, błagał o wyjaśnienie, ale nigdy nie usłyszał ani słowa. 

Cały czas był metodycznie spychany w jednym kierunku – w stronę trzęsawiska z białymi 

kamieniami. Ale Mads nie nawykł do uległości i dlatego całym sobą się temu sprzeciwiał. Nie 

mógł dopuścić, by go pędzono jak bezwolne cielę. Robił wszystko, żeby nie dostać się z 

powrotem   na   bagna.   Jego   prześladowcy   stawali   się   tym   bardziej   zdecydowani,   a   ich 

determinacja   zwiększała   upór   Madsa.  Trwało   to   tak   długo,   aż   Mads   stracił   orientację   w 

terenie i wszystkie siły. Wtedy nareszcie go dopadli. Kiedy jęcząc i drżąc leżał wpółoparty o 

98

background image

pień   brzozy,   podeszli   bliżej.   Pamiętał,   że   widział   ich   dokoła   siebie;   utworzyli   czarny 

rozmazany mur. Jeszcze tylko usłyszał swój własny dziki wrzask i wielogodzinna obława 

dobiegła końca.

Zamrugał, widząc światło. Jedna z tych strasznych twarzy zamajaczyła zupełnie blisko, 

pochyliła się nad nim. Wydał okrzyk przerażenia.

– Ależ Mads! To przecież ja, Siri!

Siri? Kim była Siri? Och!

Poczuł palący wstyd. Siri Gran z „Kącika dla pań” w „Wiadomościach”. Pochodziła z 

zapomnianego w ciągu tej nieskończenie długiej nocy świata. Opowie o jego porażce, a wtedy 

on stanie się pośmiewiskiem dla wszystkich...

Była tu też Ylva! Och, co za upokorzenie! Co za wstyd! Rozejrzał się dokoła, próbując 

się opanować. Czy to oni go ścigali? Ci zwykli ludzie?

Niepojęte! Przecież tam w lesie byli tacy straszni, jak złe trolle, które... Nie, Mads nie 

chciał kończyć tej myśli.

O, nie, niech nie sądzą, że on, Mads Billing, utracił wszelką zdolność myślenia! Podczas 

krótkich chwil odpoczynku w lesie jego umysł pracował. Teraz już wiedział. Wiedział, jak to 

wszystko się ze sobą wiąże.

Jego oczy szukały w gromadzie przyglądających mu się bezczelnie mężczyzn.

Był tam!

Morderca!

Mads Billing usiadł, z wielkim wysiłkiem wyprostował się i zebrał się w sobie.

– Gra skończona, Eriku Bjor!

Na   czyichś   ustach   pojawił   się   lekko   kpiący   uśmiech.   Sam   Erik   Bjor   uniósł   tylko 

pytająco brwi.

– Gra skończona – powtórzył Mads groźnie, choć już bez tej absolutnej pewności siebie. 

– Przejrzałem twoje  intrygi. Twoi sługusi cię osłaniali, ale to nic nie pomoże. Wszystko 

opiszę w mojej gazecie. Odpowiesz za wszystko, Eriku Bjor!

– Ależ Mads! – słabo zaprotestowała Siri.

Erik   Bjor   powstrzymał   ją   stanowczym   gestem.  Ani   na   moment   nie   stracił   swojego 

majestatycznego spokoju. Teraz wydawał się jeszcze bardziej imponujący niż kiedykolwiek.

– Może sprecyzujesz, na czym opierasz swoje oskarżenia? – zapytał łagodnie Madsa.

Zapytany odzyskał już sporo sił i tupetu. Ponieważ był wysoki i postawny, podniósł się, 

żeby móc popatrzeć z góry na Bjora.

– Przekonasz się, że nie wszyscy się ciebie boją – zagroził. – Podejrzewałem cię od 

99

background image

samego   początku,   ale   teraz   jestem   pewien!   Kto   oprócz   ciebie   może   zebrać   wszystkich 

mieszkańców wsi i nakłonić ich, żeby się przed tobą płaszczyli? Kto oprócz ciebie ma dostęp 

do starej amunicji, takiej jak miny czy inne materiały wybuchowe? Kto inny może zmusić do 

milczenia nawet policję? Ale kiedy mój przyjaciel przyjedzie z Oslo...

– On nie przyjedzie, Mads – odezwała się spokojnie Ylva.

Na chwilę Mads stracił wątek.

– Nie przyjedzie?

– Nie. Nakazał ci natychmiast przerwać dochodzenie. Powiedział, że to niebezpieczne.

– Chyba wiem, że to niebezpieczne! – prychnął Mads. – Kto może to wiedzieć lepiej 

ode mnie? Tak, nawet tam sięga twoja władza, Bjor! Nieźle!

– Ale motyw? – zapytał miękkim głosem Erik.

– Motyw jest oczywisty! Zarządzasz przecież spadkiem po Vilde-Knucie. Jak ci się 

właściwie udało wybudować tak luksusowy dom? Czy nie „pożyczyłeś” przypadkiem trochę 

z tych pieniędzy? Odkryła to potem Kari, więc musiała umrzeć. Peder miał nie dostać spadku, 

żebyś się nie musiał tłumaczyć z tego, co już zginęło. Twoja babka ze strony ojca była drugą z 

córek Tora Vile. Przed nią była tylko Natalie, a obie jej córki już długo nie pożyją. Dlatego też 

spadek   przypadłby  tobie,   gdyby  tylko   udało   się   jeszcze   wyeliminować  Torsteina.  W  jaki 

sposób zamierzałeś się go pozbyć? No, powiedz mi to, Eriku! Słyszysz, że cię przejrzałem!

W chatce dały się słyszeć pojedyncze, tłumione wybuchy śmiechu. Erik Bjor przymknął 

oczy. Trudno stwierdzić, czy był zły, rozbawiony czy też zrezygnowany.

– Jesteś największym dyletantem spośród wszystkich amatorów, dziennikarzu Madsie 

Billing! – wolno powiedział Bjor. – Pochlebia mi twoje przeświadczenie, że mogę wpływać 

na poczynania policji w Oslo!

– Teraz jesteś potężny, ale poczekaj, aż zdemaskuję ciebie i cały ten ciemny motłoch! 

Kiedy obudzi się sumienie norweskiego narodu, żarty się skończą!

Po tej replice Madsa w pokoju zaległa cisza.

Erik Bjor zmarszczył brwi i zagryzł wargi. Cóż mogli zrobić w obliczu takiego uporu?

I wtedy odezwała się Siri.

– Możesz sobie oszczędzić fatygi, Mads! Nic nie wyjdzie z tych twoich artykułów.

Mads obrócił się ku niej. Siri, mając świadomość, że umiera w niej ostatnia cząstka 

miłości, kontynuowała:

–   Wprawdzie   jesteś   świetnym   dziennikarzem,   ale   specjalizujesz   się   w   przemyśle   i 

handlu. Nie zabieraj się do reportażu kryminalnego, bo w nim, jak zasugerował Bjor, jesteś 

żałosnym dyletantem! Głupio mi, że muszę ci o tym przypomnieć, Mads, ale chociaż zajmuję 

100

background image

się   tylko   działem   dla   kobiet,   jestem   jednak   kierownikiem,   a   ty   tylko   jednym   z   wielu 

reporterów. Wieczorem zadzwoniłam do naczelnego i poprosiłam go, żeby nie przepuścił 

niczego,   co   ewentualnie   może   przyjść,   na   temat   tajemniczych   wydarzeń   w   Myrsökket. 

Podałam   mu   także   przyczynę,   tak   więc   nie   miej   złudzeń:   nic   na   ten   temat   nie   zostanie 

wydrukowane!

Informacja   o   rozmowie   telefonicznej   była   największym   kłamstwem,   jakie   Siri 

kiedykolwiek wypowiedziała, ale kiedy widziała tłumioną z najwyższym trudem wściekłość 

Madsa i wdzięczny podziw wszystkich pozostałych, stwierdziła, że warto było oszukać.

– Nie próbuj też sprzedać tej sprawy do innych gazet! brnęła z determinacją dalej. – 

Jeśli   to   zrobisz,   pójdę   do   szefa   na   ploteczki.   Może   przy   okazji   wspomnę   mu   o   twoich 

metodach pracy, o pewnych transakcjach, w których chodziło o to, żebyś zdobył informacje 

jako pierwszy. A może mam też wspomnieć o tobie i żonie szefa?

Siri okropnie się wstydziła. Nigdy nie stosowała gróźb i szantażu i nie miała zamiaru 

uciekać się do takich  metod w  przyszłości!  Nigdy wcześniej  nie czuła  do siebie takiego 

obrzydzenia.

Ylva zaniemówiła z wrażenia. Czy to była Siri? Chętnie wzięłaby Christena za rękę, 

żeby dodać sobie otuchy, ale kiedy podeszła do niego, odsunął się. Prawie niezauważalnie, 

prawda,   ale   dla  Ylvy  było   to   jak   policzek.   Oczarowany  nią!   Skąd,   Siri   chciała   ją   tylko 

pocieszyć. Ylva nigdy nie widziała zachwytu w oczach Christena! Był wobec niej miły, ale 

nic ponadto. Cały czas zachowywał dystans, jakby chcąc ją ostrzec: Dotąd i ani kroku dalej!

Twarz Madsa zrobiła się purpurowa. Tego się nie spodziewał! Siri, która zawsze była 

miękka jak wosk, która... Doprawdy nie sądził, że ta stara wariatka była w nim zakochana! 

Teraz   przeklinał   swoją   głupotę.   Niepotrzebnie   ją   drażnił,   podrywając   Ylvę,   zresztą   bez 

powodzenia. Głupio się zachował. Czyżby Mads Billing zaczynał tracić wyczucie?

Jon Huus rozwiał resztki nadziei Madsa na rozwiązanie tajemnicy Myrsökket.

– A teraz, panie Billing, dostanie pan dobrą eskortę na drogę do wsi i przez jezioro. 

Przyjmujemy, że nie będzie pan próbował tu wrócić. Nie znajdzie pan chętnego, który by 

przewiózł pana przez wodę, a jeśli przypłynie pan własną łódką, przyjmiemy pana tak, że to, 

co spotkała pana dzisiaj, wyda się panu spokojnym spacerkiem po parku. Innymi słowy, nie 

chcemy cię tu widzieć, Madsie Billing! Prosiliśmy cię grzecznie, żebyś się nie interesował 

naszym życiem, ale nie posłuchałeś. Teraz musisz ponieść konsekwencje.

Mads zacisnął wargi. Wiedział, że przegrał, że został pokonany.

– A morderca cieszy się wolnością?

– Nie, ale to nasza sprawa.

101

background image

Mads próbował protestować, za nic nie chciał pogodzić się z porażką.

–   Przyjmij   ich   warunki,   Mads!   –   poprosiła   Siri   –   Oni   mają   rację!   Wydaje   się,   że 

zapomniałeś, jak brzmi pierwsze przykazanie dziennikarza: Nie naruszaj prywatnego życia 

człowieka!

– Bzdury! Pierwsze przykazanie dziennikarza to: Daj czytelnikom to, na co czekają. 

Sensację!

– A więc zupełnie nie rozumiesz misji, jaką mają do wypełnienia dziennikarze, i nie 

powinieneś wykonywać tego zawodu.

Madsowi przyszła nagle do głowy pewna myśl.

– Dowiedziałaś się wszystkiego! – krzyknął podniecony. – I oczywiście masz zamiar to 

wykorzystać w swoim własnym reportażu!

–   Nie   poniżaj   się   jeszcze   bardziej   –   odparła   zimno   i   pogardliwie.   –   To   nie   jest 

konieczne.

– Ylvo! Jedziesz ze mną?

Ylva spojrzała na Christena, szukając pomocy.

– Hm – mruknął Mads słodko-gorzkim głosem. – Masz nowego przyjaciela. W takim 

razie chcę ci z całego serca życzyć szczęścia. Cieszy mnie, że znalazłaś pocieszenie, bo ja 

naprawdę miałem wyrzuty sumienia...

– Mads, jak możesz? – wykrzyknęła Ylva.

– Twoja próżność nie może znieść nawet tej drobnej porażki! – rzuciła cierpko Siri. – 

Mads,   poniżasz   się   coraz   bardziej!   Nie   wierzcie   mu,  Ylva   nigdy   nie   była   zakochana   w 

Madsie.

– Droga Siri – odezwał się lekkim tonem Mads. – Nie powinnaś publicznie okazywać 

swojej zazdrości.

Siri przeszyła go wzrokiem.

– Przyznaję, że miałam do ciebie słabość, ale było to uczucie, jaką matka obdarza swoje 

najmniej udane dziecko. Tutaj znalazłam inne wartości. Poza tym Ylva nazwała cię starym 

prykiem!

Nie było to eleganckie, ale Siri nie mogła się pohamować.

Nieoczekiwanie z pomocą pospieszył jej Syver Bjor.

– Mogę poświadczyć, że dziewczyny nie obchodzi ten facet. Napomknąłem jej kiedyś o 

nim. Myślałem, że rozszarpie mnie z wściekłości.

– A ja   wiem,  że   nigdy nie   miała  z   panem  nic  wspólnego   –  odezwał   się  spokojnie 

Christen. – Teraz pan widzi, że nikt panu nie wierzy.

102

background image

Mads położył uszy po sobie. Z jego prestiżu świetnego reportera nie pozostało nic.

Ponownie zabrała głos Siri.

– Ylva i ja mogłybyśmy wrócić do domu autobusem i pociągiem, ale nie zamierzam 

stawiać sprawy na ostrzu noża. Nie chcę, żeby między kolegami pojawiła się wrogość. Czy 

będziesz tak miły i poczekasz na nas w hotelu w najbliższym miasteczku? Wolałabym, żeby 

Ylva nie podróżowała w środku nocy. Przyjedziemy po południu, kiedy trochę odpoczniemy. 

Sam też potrzebujesz odpoczynku.

Niezadowolony skinął głową. Większość mężczyzn szykowała się do wyjścia.

– Jeszcze chwilę! Czy to oni mają mnie eskortować?

– Nic ci nie grozi – zapewnił Jon Huus. – Dopóki będziesz się spokojnie zachowywał. 

Może zrobili ci coś złego w lesie? Nie więcej niż sam sprowokowałeś. Dopilnują też, żebyś 

nie   powiedział  Torsteinowi   nic   więcej   oprócz   tego,   że   zostałeś   nagle   wezwany  do  Oslo. 

Zrozumiałeś?

Mads ciężko westchnął. Poddał się wreszcie i cały orszak zniknął na drodze w świetle 

wczesnego poranka.

Garstka mężczyzn została. Ylva znowu zaczęła robić herbatę. Popijali ją w milczeniu, aż 

ciepło   zaczęło   krążyć   w   ich   zmęczonych   ciałach.   Siedzieli   na   najróżniejszych   sprzętach. 

Zaledwie kilku zdołało się zmieścić na ławie i krzesłach, innym pozostały kufry i skrzynia. 

Natomiast   Ylva   przycupnęła   we   wnęce   kuchennej   na   trójnożnym   stołeczku,   być   może 

niezwykle cennym z punktu widzenia etnografa, ale niezbyt wygodnym.

– Cała ta sytuacja jest na dłuższą metę nie do zniesienia – odezwała się Siri, przerywając 

ciszę.

– Chodzi ci o Billinga? – zapytał siedzący naprzeciw niej Jon.

– Nie, o Madsa nie musicie się już martwić. Ja się nim zajmę. Miałam na myśli waszą 

przyszłość. Christen Borgestad w końcu tego nie wytrzyma!

– Ach, dam sobie radę – uśmiechnął się znużony Christen.

– Wątpię w to. Dźwigasz przecież nadludzki ciężar!

Z kącika, w którym siedziała Ylva, doszło do ich uszu porywcze: „A gdybyście trochę 

mi wyjaśnili, zamiast mówić zagadkami!”

Znowu zapadła cisza. Popatrzyli po sobie, potem spojrzeli na Ylvę. Jon patrzył raz na 

nią, raz na Christena.

– Równie dobrze może się o tym dowiedzieć od razu – zdecydował.

103

background image

ROZDZIAŁ XXII

Przodkowie rzucają długie cienie

Ylva   nadstawiła   uszu.   W   końcu   nadszedł   moment   rozwiązania   tych   wszystkich 

strasznych tajemnic. Ale czy właściwie tego chciała? Siri poznała prawdę. Siedziała teraz z 

opuchniętymi od płaczu oczami i patrzyła błagalnym wzrokiem na Jona, żeby oszczędził tego 

Ylvie. Czy dziewczyna będzie miała siłę wysłuchać całej historii o tym, co się zdarzyło w tej 

leżącej na krańcu świata wsi?

Ylva próbowała uchwycić spojrzenie Christena, ale on spuścił wzrok i patrzył na ręce, 

którymi rozkruszał leżący na stole kawałek chleba.

– Czy możemy jej zaufać? – zapytał sceptycznie Erik Bjor.

– Oczywiście! – zapewniła Siri. – Ylva jest prawdziwym dzieckiem swoich czasów, ale 

jest   też   niezwykle   lojalna   i   solidna,   podobnie   jak   większość   współczesnej   młodzieży. 

Cokolwiek by mówić o młodych, to na pewno nie można ich posądzić o hipokryzję, której my 

byliśmy zmuszeni się nauczyć!

Ylva,   słysząc   tę   trochę   nieskładną   mowę   wygłoszoną   w   jej   obronie,   głęboko   się 

wzruszyła. Dzięki, Siri, pomyślała.

– Co jest właściwie kluczem do rozwiązania tajemnicy? Spadek? – zapytała.

– Spadek jest fikcją – odezwał się Erik Bjor. – Kilka staroci, którymi zainteresuje się 

tylko muzeum albo kolekcjonerzy. Są warte najwyżej kilka tysięcy koron.

Jon głośno zaczerpnął tchu.

–   Istnieje   kilka   istotnych   momentów,   ale   być   może   najważniejszym   z   nich   jest 

morderstwo Anny Borgestad.

Siri pokiwała głową. Też tak przypuszczała.

Natomiast Ylva otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.

– Prawie o tym zapomniałam – wtrąciła.

A więc znowu przenieśli się w dawne czasy. Wydawało się, że współczesne tajemnice 

ściśle wiążą się z przeszłością.

–   Jak   już   chyba   słyszałyście,   to   morderstwo   nigdy   nie   zostało   wyjaśnione   – 

kontynuował Jon. – Był to bestialski, popełniony z zimną krwią mord. Nawet najbardziej 

twardzi mężczyźni bledli, słysząc, jak się to stało. Nie chcę go teraz opisywać, a poza tym z 

tego, co wiem, Gjertrud i Marie przedstawiły wam szczegóły. Mordercy nigdy nie ujęto.

Ylva była mu wdzięczna, że nie powracał w szczegółach do tej sprawy. Po tym, jak 

104

background image

siostry Bjor opisały jej śmierć Anny Borgestad, wiele razy wracała myślą do tej tragedii.

A teraz Jon znowu ją przypomniał. Sprawca tego morderstwa musiał być wyzuty z 

wszelkich uczuć! Było takie bezlitosne, bezlitosne! Ylva jęknęła.

Jon   zamilkł   na   chwilę,   tak   jakby   trudno   mu   było   wyjaśnić   wszystkie   wzajemne 

zależności.

– Ale co to ma wspólnego z zabójstwem Pedera? – wybuchnęła Ylva.

– Poczekaj chwilę – uspokajał ją Jon. – Zaraz do tego dojdziemy.

Potem spojrzał na Siri.

– Kiedy przyszła Siri i opowiedziała o tym, że widziała Sissel Borgestad, i jednym 

tchem   wymieniła   imię   Christena,   zrozumiałem,   że   jest   na   właściwym   tropie...   Teraz 

dochodzimy do drugiego istotnego momentu.

– Tak – odezwała się Siri. – Do palców.

– Właśnie! Siri zwróciła uwagę na kształtne dłonie Sissel i Christena, bo jeśli nawet 

pochodzili z różnych gałęzi rodu, to w ich najbliższej rodzinie byli ludzie o krótkich palcach. 

Na przykład dziadek Sissel ze strony ojca był bratem Liv Borgestad, a niektórzy potomkowie 

Liv mieli przecież krótkie palce.

– Tak – poparła go Siri. – A poza tym był list od Kari Vile. „Nigdy jej nie widziałam”. 

Poszłam na cmentarz i stwierdziłam, że musiało jej chodzić o Karin Borgestad, nieszczęsną 

córkę Anny.

– Och, zaczynam się gubić – przyznała Ylva. – A co takiego ważnego było w Karin?

– Jej krótkie palce.

Ylva w geście zniecierpliwienia uniosła ręce do góry.

– No, tak, ale już od samego początku wiemy, że Karin Borgestad miała krótkie palce!

– Tak – przyznał jej rację Jon. – Ale nie wiedzieliśmy, co oznacza fakt, że nikt inny 

oprócz potomków Karin i Liv nie miał krótkich palców. A w tej rodzinie mieli je wszyscy. 

Wszyscy bez wyjątku! Nie wiedzieliśmy, kiedy ta charakterystyczna cecha weszła do rodu 

Borgestad, bo nie ma żadnych wzmianek o Myrsökket przed początkiem dziewiętnastego 

wieku. Moja siostra Kari, którą zawsze interesowała historia, natknęła się pewnego dnia na 

stary protokół rozprawy sądowej z przebiegu egzekucji Vilde-Knuta...

Siri miała zamiar przytaknąć, ale szybko zamknęła usta. Chodziło o to, żeby nie mówić 

zbyt wiele, żeby Jon nie zorientował się, na jakiej podstawie wysnuła trafne wnioski. Może 

kiedyś w przyszłości wyzna mu prawdę, o ile w dalszym ciągu będzie utrzymywać z nim 

kontakt.

Jon ciągnął dalej:

105

background image

– Kari przeżyła wielki szok, kiedy przeczytała protokół. Ukradła księgę i dobrze ją 

ukryła. Nikt nie mógł mieć do niej dostępu.

– Jak mogła ją poruszyć tak dawna sprawa, jak ścięcie Vilde-Knuta? – zastanawiała się 

Ylva.

Jon pobladł, a Siri przypomniała sobie, jaki przeżyła szok, kiedy dotarło do niej to, co 

naprawdę zawierała stara księga.

– Było tam jedno zdanie – wyjaśniał dalej Jon. – Jedno jedyne zdanie, które wstrząsnęło 

posadami świata Kari. Brzmiało ono tak: „Kiedy Vilde-Knut wszedł na szafot, potrząsnął 

rękami   na   znak   protestu   i   wszyscy   zobaczyli   ręce   o   krótkich   palcach,   które   od   pokoleń 

posiadał każdy członek rodziny Vile”.

Zapadła cisza.

– No tak! – odezwała się Ylva po głębokim zastanowieniu. – Zatem nie pochodziły z 

rodu Borgestad Ale w dalszym ciągu nie rozumiem...

Nagle zakryła ręką usta. Oczy jej się rozszerzyły. Och, nie! Nie!

– Teraz zaczynasz rozumieć, prawda? – zapytał zasmucony Jon. – To, że dzieci Liv 

Borgestad miały ten defekt, było całkowicie naturalne, ponieważ jej mężem był Tor Vile, syn 

Vilde-Knuta. Ale skąd się wzięły u Karin?

– Od ojca! Mordercy Anny Borgestad! – szepnęła Ylva.

– Właśnie!

– Ale oni musieli przecież natychmiast podejrzewać Tora Vile?

– Zapominasz o jednej rzeczy. Tor Vile nie miał dłoni.

Ylva zakryła oczy rękami.

– Oczywiście, że nie! A mieszkańcy Myrsökket nie zdążyli się dobrze przyjrzeć Vilde-

Knutowi?

–   Nie.   Nie   znali   też   treści   protokołu   sądowego.   Sądzili   więc,   że   palce   były 

charakterystyczną   cechą   rodu   Borgestad,   ponieważ   pojawiły   się   prawie   równocześnie   w 

dwóch   miejscach.   Znamy   charakter   Vilde-Knuta:   awanturnik,   zuchwały   złodziej,   z 

kryminalnymi skłonnościami. Ale co właściwie wiemy na temat jego syna, Tora? Wiemy, że 

był niezwykle inteligentnym i pracowitym człowiekiem. W tej samej księdze, przy opisie 

egzekucji, zamieszczono na jego temat jedynie krótką wzmiankę. „W odróżnieniu od swojego 

ojca Tor był opanowany, małomówny i zamknięty w sobie. Przyjął swoją karę bez słowa 

skargi i nie okazywał żalu podczas egzekucji ojca”. Czy nie świadczy to o bezwzględnym 

charakterze, o braku wszelkich uczuć? A zbrodnia na Annie Borgestad charakteryzowała się 

właśnie taką bezwzględnością.

106

background image

– To był ten grób... – szepnęła Siri. – Wysoki, smukły nagrobek Tora Vile skrywał 

okrutną tajemnicę. A jeszcze nie dotarliśmy nawet do połowy!

– A więc Tor Vile zabił Annę Borgestad – odezwała się Ylva – i próbował odnaleźć jej 

nowo narodzoną córeczkę, którą zdążyli uratować sąsiedzi.

– Tak. Był już wtedy mężem Liv Borgestad, miał własne dzieci, posiadał dobrą pozycję 

i dobre imię we wsi. Nie mógł ryzykować, że to wszystko straci przez małe dziecko. To nie 

Vilde-Knut był najgorszym przestępcą. Prawdziwą bestią, przebiegłą i podstępną, był jego 

syn. Środowisko, w jakim dorastał, też chyba nie poprawiło jego charakteru. Przejrzeliśmy 

później z Erikiem stare dokumenty i odkryliśmy, że Tor Vile postępował niegodziwie przy 

zakupie ziemi i przejmowaniu dobytku. Wszystkie zagrody, podzielone teraz między jego 

spadkobierców,   zdobył   chwytając   się   najpodlejszych   sposobów.   Ale   był   sprytny!   Nikt 

wówczas niczego nie zauważył. Przykro mi, że muszę tak mówić o ojcu własnej matki!

Przez małe okienko wpadały pierwsze promienie brzasku, oświetlając od tak dawna 

opustoszały dom. Christen zgasił lampę. W nieubłaganym świetle poranka zmęczone twarze 

wydawały się szare i wyczerpane.

–  Na  litość   boską!   –  zwróciła   się  do  Jona  wzburzona  Ylva.  –  Jakie   jest  właściwie 

pokrewieństwo między tobą a Torem Vile, teraz kiedy wyszła na jaw historia Karin?

Jon zagryzł wargi, udręczony do granic wytrzymałości tym, co musiał powiedzieć.

– Ze strony matki byłem jego wnukiem, a ze strony ojca jego prawnukiem.

–   To   samo   dotyczyło,   oczywiście,   Kari.  A  jakie   było   pokrewieństwo   w   przypadku 

Torsteina?

– Takie samo. Jak widzicie, teraz stają się ważne różnice wiekowe między kolejnymi 

pokoleniami po stronie Vilego.

– A więc kiedy dwoje dzieci Tora, Knut i Inga Vile, poślubiło rodzeństwo Huus, to w 

rzeczywistości pobrało się z dziećmi własnej siostry przyrodniej, Karin.

– Tak, ale naturalnie nie mieli pojęcia, że tak to wyglądało.

– Chyba jednak Tor Vile zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa?

– Prawdopodobnie, ale co go to obchodziło? Inni nic dla niego nie znaczyli.

Przerwała mu Siri:

– Słyszałam o przypadku, kiedy pewien mężczyzna otrzymał pozwolenie władz na ślub 

z córką swojego brata czy coś w tym rodzaju, więc chyba małżeństwo rodzeństwa Vile nie 

było tak zupełnie niedozwolone, ale...

– Nikogo to nie raziło – odezwała się Ylva – bo o niczym nie wiedzieli. Ale później! 

Wtedy dzieci tej czwórki, Torstein i Kari, wzięły ślub?

107

background image

– Tak, w dobrej wierze.

– O Boże!

Ylva poczuła zawroty głowy. Przypomniała sobie słowa Torsteina: „Ale ponieważ Huus 

i Vile byli skoligaceni w tak nieznacznym stopniu, nie wahaliśmy się, żeby się pobrać. I 

świetnie się nam udało”.

Zbliżali się do punktu kulminacyjnego całego nieszczęścia.

– Siri... karteczka! – powiedziała zatrwożona. – To ona pomogła ci to odkryć, prawda?

– Tak – potwierdziła Siri ze łzami w oczach. – Jeśli będziesz chciała zobaczyć, jakie jest 

pokrewieństwo   między   tobą   a   pradziadkiem   ze   strony   ojca,   to   musi   ono   wyglądać   tak, 

prawda?

Szybko narysowała .szkic:

– A zatem jest to jedna prosta linia – powiedziała. – Ale popatrz na to!

Siri starannie rozłożyła na stole karteczkę Kari, tym razem z imionami i nazwiskami w 

pełnym brzmieniu.

– Linie przerywane oznaczają rodzeństwa, linie faliste małżeństwa, a linie pogrubione 

pokazują pokrewieństwo w linii prostej. Kari Vile musiała połączyć drzewo genealogiczne 

Karin Borgestad z własnym i otrzymała to!

Ylvie trudno było wydobyć głos, dusiło ją w gardle.

– Christen, teraz ty się pojawiasz w tej historii, prawda? Co zrobiłeś takiego, że Torstein 

108

background image

i Kari wyrzucili cię z domu? Z tego, co zrozumiałam, stało się to na długo przed znalezieniem 

przez Kari tej fatalnej księgi.

Czuła,   że   serce   za   moment   jej   pęknie.   Nie   chciała   usłyszeć   odpowiedzi,   ale   mimo 

wszystko musiała zapytać.

– Tak, rzeczywiście. Coś im powiedziałem – odparł zgnębiony. – Coś, co jak sądziłem, 

musiałem powiedzieć, a jednak może nie powinienem tego robić.

–   Nie   miałeś   wyboru,   Christen   –   odezwał   się   łagodnie   Jon.   –   Ty   nie   postąpiłeś 

niewłaściwie. Wszyscy rozumieją straszną sytuację, w jakiej się wtedy znalazłeś.

– Co im powiedziałeś? – zapytała Ylva.

Na twarzy Christena malowała się udręka.

– Wiesz, że się o mnie troszczyli, dali mi dom, nie robili żadnej różnicy między mną a 

Pederem, chociaż byłem od niego wiele starszy. Dlatego bardzo się zajmowałem Pederem, 

byłem jego opiekunem i towarzyszem zabaw. Potem nadszedł ten dzień – byłem chyba wtedy 

nastolatkiem, a Peder miał osiem czy dziesięć lat – kiedy poszedłem do Torsteina i do Kari. 

Długo się zastanawiałem, ale nie mogłem już odkładać tego dłużej...

– Co powiedziałeś, Christen?

– Powiedziałem: „Peder nie może dłużej mieszkać w domu. Musi stąd wyjechać”. „O co 

ci chodzi?” zapytali. Wtedy zebrałem się na odwagę i wyjaśniłem: „Peder nie jest normalny”.

Ylva jęknęła.

– „Nie jest normalny?” wykrzyknęli. „Twierdzisz, że nasz syn jest umysłowo chory?” 

„Nie, nie jest umysłowo chory” odpowiedziałem. „Ale brak mu tego, co muszą mieć wszyscy 

ludzie:   odrobiny  zrozumienia,   współczucia   czy  miłości   do   innych.   On   nie   ma   uczuć   dla 

nikogo i niczego. A to czyni go śmiertelnie niebezpiecznym!”

ROZDZIAŁ XXIII

Tragedia się dokonuje

Siri   wyjęła   chusteczkę   i   wytarła   oczy.   Ylva   pochyliła   głowę.   Oddychała   ciężko   i 

głęboko.

- Nie mów nic więcej, Christen!

Poczekali, aż się trochę uspokoi. Gdy skinęła głową, Christen podjął opowieść:

– Chyba rozumiecie, co się działo potem. Torstein, ten miły i łagodny człowiek, wprost 

109

background image

szalał ze złości. Och, czego on wtedy nie mówił! Oskarżał mnie, że próbuję się pozbyć 

Pedera,   żebym   mógł   sam   zagarnąć   spadek,   gdybym   został   zaadoptowany.   Mówił   o 

niewdzięczności,   o   nadużyciu   zaufania   i   o   mojej   podłości   w   stosunku   do   małego, 

bezbronnego chłopca. Peder był oczkiem w głowie Torsteina, jego cudownym dzieckiem bez 

skazy. Kiedy był mały, Torstein potrafił siedzieć godzinami i po prostu na niego patrzeć, 

zachwycając się tym ślicznym chłopcem, który im się urodził po wielu latach małżeństwa. 

Więc to, co powiedziałem, wywołało oczywiście szok. Naturalnie, że jego słowa sprawiły mi 

ból, ale to było niczym w porównaniu z tym, jak ja musiałem zranić jego! Nie chcę mówić, w 

jaki   sposób   odkryłem,   jak   duże   niebezpieczeństwo   groziło   wszystkim   ze   strony   Pedera. 

Złożyło się na to wiele epizodów, zbyt przykrych, żeby je teraz opowiadać.

– Trochę się przeraziłam – odezwała się Siri – kiedy Torstein opowiadał o tym, że Peder 

pomagał przy uboju i podobnych rzeczach już jako sześcioletni chłopiec. Torstein powiedział, 

że on przyjmował wszystko tak naturalnie. Czy to prawda?

– Nie – odparł Christen. – Jego zachowanie było zbyt obojętne, żeby mogło uchodzić za 

naturalne.

– To prawda – wtrącił Erik Bjor. – Moja Żona śmiertelnie się go bała w szkole. Te jego 

oczy...   Nigdy   się   nie   odważyła   go   skarcić.   Kiedy   obrzucał   ją   tym   swoim   lodowatym 

wzrokiem, drżała ze strachu. Wszystkie dzieci się od niego odsunęły, poza kilkoma łobuzami, 

którym imponowała jego bezwzględność.

– Zawsze czułem się nieswojo w jego towarzystwie – dorzucił swoje Syver Bjor. – Nie 

wiedziałem   dlaczego,   sądziłem   po   prostu,   że   jest   wyniosły   i   pełen   pogardy   dla   innych. 

Zawsze chadzał swoimi ścieżkami, inne dzieci nigdy go nie obchodziły.

– W każdym razie po tej kłótni wyjechałem – mówił dalej Christen – i nie wolno mi 

było się pokazać w Myrsökket nigdy więcej.

– A co z twoim gospodarstwem? – zapytała Ylva.

– Erik Bjor wydzierżawił ziemię i zapłacił tyle, ile się za nią należało, a nawet jeszcze 

więcej.

Siri odezwała się w zamyśleniu:

– Teraz przyjechałeś tu po raz pierwszy od tamtego czasu?

– Tak, po raz pierwszy.

– Byłeś przecież na trzęsawisku! – wykrzyknęła Ylva. – Peder cię widział!

Christen popatrzył na nią smutnym wzrokiem.

– Tak sądzisz? – zapytał spokojnie.

–   Wybiegliśmy   za   daleko   w   przyszłość   –   odezwała   się   Siri.   –   Tak   więc   Christen 

110

background image

wyjechał. Musiało potem minąć trochę czasu, zanim Kari znalazła te straszliwe słowa w 

księdze. Skojarzyła ze sobą fakty i w ogromnej rozpaczy zwróciła się do Jona, prawda?

– Tak było – przytaknął Jon. – Nie da się opisać tego, co czułem, kiedy dowiedziałem 

się,   od   kogo   wywodzi   się   Peder.   Był   jedynym   dzieckiem   w   mojej   najbliższej   rodzinie, 

wszyscy   troje   go   rozpieszczaliśmy,   kochaliśmy  go.   Naturalnie   zauważaliśmy  pewne   jego 

dziwaczne   reakcje,   które   przerażały  i   Kari,   i   mnie.   Nie  Torsteina,   bo   on   był   ślepy,   jeśli 

chodziło o  Pedera.  Na przykład  jego  awersję   do okazywania  jakichkolwiek  uczuć  i  jego 

zimne,   czysto   naukowe   zainteresowanie   wszystkim.   Było   dokładnie   tak,   jak   wspomniała 

przed chwilą Siri. Natknąłem się na niego wielokrotnie, gdy robił sekcję małym zwierzętom, 

zupełnie się nimi nie przejmując. Nie wiem, czy na pewno były martwe. Wyobrażałem sobie 

jednak, że takie okrucieństwo to coś normalnego u dziecka i że z czasem mu to przejdzie. 

Jednak   kiedy   zdaliśmy   sobie   w   pełni   sprawę   z   tego,   ile   niebezpiecznych   predyspozycji 

odziedziczył po Torze Vile, przysięgliśmy sobie, że będziemy nad nim czuwać dzień i noc, 

żeby   nie   zrobił   czegoś   naprawdę   strasznego.   Postanowiliśmy   też,   że   ani   słowem   nie 

wspomnimy o tym Torsteinowi, który go ubóstwiał. Ale nie zdołaliśmy upilnować... Nawet w 

najczarniejszych przeczuciach nie mogliśmy przewidzieć, że zrobi to, co zrobił!

Jon zamilkł, przytłoczony powracającymi wspomnieniami. Ylva spojrzała z rozpaczą na 

Christena,   który   zrozumiał,   że   potrzebuje   jego   bliskości.   Wyciągnął   do   niej   rękę, 

równocześnie   robiąc   jej   odrobinę   miejsca   na   już   przepełnionej   ławce.   Ledwie   się   tam 

zmieściła, ale przyjęła ten gest z wdzięcznością.

– Kari sama sobie była winna – powiedział Jon. – Za nic nie chciała spuścić go z oczu. 

Sądziła, że jeśli tylko będzie mieszkał w domu, zdoła go upilnować, i dlatego nie zgodziła się 

na jego wyjazd do miasta, by mógł się dalej  uczyć. A właśnie wiedza, zimna, rzeczowa 

wiedza to było jedyne, co interesowało Pedera. I teraz ta oto kobieta, która nic dla niego nie 

znaczy, ośmiela się mu przeszkadzać.

Ylva z trudem zdobyła się na pytanie:

– A więc to było otrucie?

– Tak. Kari wypiła środek chwastobójczy. Kiedy zrozumiała, co się stało, pojęła, że 

wraz   z   mężem   popełniła   straszliwą   pomyłkę,   nie   oddając   chłopca   do   zakładu.   Podjęła 

ostatnią, desperacką próbę ostrzeżenia Torsteina. Liczyła się każda sekunda. Zdążyła tylko 

dać  mu  karteczkę  z nieszczęsnym  drzewem genealogicznym  i  wymówić  słowa  „Christen 

miał...”

– Rozumiem! – zawołała Ylva. – Miała zamiar powiedzieć: „Christen miał rację!”

– Tak, ale Torstein nie zrozumiał, co mu chciała przekazać, zaś karteczka nic mu nie 

111

background image

wyjaśniła, ponieważ Kari zapisała na niej tylko początkowe litery imion. A ja, idiota, nie 

byłem sobie w stanie wyobrazić, że Peder może się posunąć do czegoś tak potwornego. 

Prawdę mówiąc oboje, Kari i ja, oszukiwaliśmy się sądząc, że Pedera można sprowadzić na 

dobrą drogę. Ach, byliśmy tacy zaślepieni!

Jon zastanawiał się chwilę, zanim wypowiedział następne słowa:

– Mówi się, że zatwardziali przestępcy nie mają wpływu na to, jacy są. Podobno mają o 

jeden chromosom za dużo czy coś w tym stylu. Jakkolwiek by było, tutaj zaważyły cechy 

dziedziczne. Peder był sobowtórem Tora Vile. Małżeństwo między bliskimi krewnymi nie jest 

tak   niebezpieczne,   jak   twierdzą   niektórzy,   i   najczęściej   wszystko   jest   w   porządku. 

Klasycznym przykładem są małżeństwa rodzeństw egipskich faraonów, ale wiele zależy od 

skłonności   drzemiących   w   danym   rodzie.   Jeśli   istnieje   w   nim   jakaś   szczególna   cecha, 

powraca   ze   zdwojoną   siłą   przy   zawieraniu   małżeństwa   w   rodzinie.  A  w   tym   przypadku 

chodziło   o   bardzo   niezwykłą   cechę   charakteru,   a   mianowicie   o   całkowitą   oziębłość 

uczuciową. Dziadkowie Pedera, wszyscy czworo, byli dziećmi lub wnukami Tora Vile. To 

musiało   się   źle   skończyć.   Tak   naprawdę   Peder   był   ofiarą   bezwzględności   czynników 

dziedzicznych.

Ylva poczuła, że robi jej się słabo. Odezwała się z trudem:

– Jak to się stało, że takiej wyraźnej właściwości nie odziedziczyli też inni?

Odpowiedział jej Erik Bjor:

– Myślę, że to dlatego, że mamy tu we wsi inną cechę rodową, która ją równoważy. Od 

rodziny   Huus   pochodzą   przymioty   takie,   jak   szlachetność,   wielkoduszność   i   hart   ducha. 

Popatrz na Jona Huusa, na Elin Bjor, na moją żonę i wielu, wielu innych! Nie mówiąc już o 

Torsteinie   i   Kari.   Nie   wolno   nam   zapominać   o   drugiej   linii   ich   rodziny,   którą   stanowili 

Huusowie. Sam jestem dumny z tego, że płynie we mnie dużo krwi pochodzącej od rodziny 

Huus.

– Tak myślałam – mruknęła Siri.

– Nie tylko Pederowi przypadły w udziale zbrodnicze skłonności – powiedział powoli 

Jon. – Jedna z córek Tora Vile również przejęła to złe dziedzictwo...

– Oczywiście! – odezwała się Ylva. – Natalie Bjor. Wiedźma! Ta, która przyczyniła się 

do śmierci matki Christena.

- Tak, a później dziedzictwo zostało przeniesione na córki, zwane przez ciebie sępami. 

Na szczęście na nich kończy się ta gałąź rodu.

Siri spojrzała na Jona.

– A więc dlatego się rozwiodłeś?

112

background image

– Tak, Torstein, Kari i ja byliśmy bardzo blisko spokrewnieni z Torem. Nie chciałem 

ryzykować posiadania dzieci podobnych do Pedera.

– Ale te dzieci byłyby zagrożone tylko w połowie. Tak się stało dlatego, że doszło do 

ślubu między ciotecznym rodzeństwem...

– Wiem, ale kto może wyliczyć, gdzie może się ujawnić dana cecha charakteru?

– Rozumiem. Po śmierci Kari ty sam zająłeś się pilnowaniem?

– Starałem się jak mogłem, ale było to coraz trudniejsze. Torstein popełnił fatalny błąd: 

pogrążony w smutku po śmierci żony, chciał jeszcze przez jakiś czas zatrzymać syna w domu. 

Odsunął w czasie dalszą naukę Pedera. Chłopiec musiał być wściekły. A kiedy Peder był 

wściekły, nigdy tego po sobie nie pokazywał. To właśnie było u niego najstraszniejsze.

–  Peder  nigdy się   nie  uśmiechał   –  odezwał  się   Christen.  –  Mówi   się,  że   tę  cechę, 

podobnie   jak   wiele   innych.   odziedziczył   po   Torze   Vile.  A  ludzie   pozbawieni   poczucia 

humoru,   pozbawieni   autoironii,   są   podwójnie   niebezpieczni,   jeśli   przejawiają   skłonności 

kryminalne.

– Torstein popełnił również jeszcze inny błąd – wyjaśniał Jon. – Często mówił chłopcu o 

wielkim spadku, który chciał zagarnąć zły Christen. Wszyscy wiedzieliśmy o tym, że spadek 

nie jest wiele wart, ale Torstein musiał jakoś wyjaśnić Pederowi, czemu Christen rzekomo 

chciał się go pozbyć. Torstein zawsze był marzycielem, a teraz wbił spadek do głowy sobie i 

synowi. Zapadło to głęboko w świadomość Pedera. Chciał się dalej uczyć i miał środki! A 

potem nadszedł poranek na trzęsawisku.

Ylva i Siri zdążyły już przygotować się na najgorsze. Czekały teraz na rozwiązanie 

tajemnicy białych kamieni.

ROZDZIAŁ XXIV

Najważniejsze na świecie

– Tego dnia, dokładnie tak jak mówiłem, robiłem obchód w lesie – odezwał się Jon. – 

Znajdowałem się na szczycie skały, kiedy zobaczyłem, że w dole, na trzęsawisku, coś się 

porusza.   Była   to   jakaś   istota,   która   zajmowała   się   czymś   dziwnym.   Mianowicie   przy 

zaroślach wierzby przenosiła białe głazy, rozmieszczając je następnie tak, że tworzyły lekki 

łuk. Ku swojemu zdumieniu zobaczyłem, że był to Peder, który o tej porze powinien być w 

drodze do szkoły. Nie rozumiałem, co tam robił. Czułem się w obowiązku czuwać nad nim, 

113

background image

więc   stałem   cicho   na   górze.   Musicie   pamiętać,   że   wtedy   nie   miałem   pojęcia,   że   on 

zamordował własną matkę. Oczywiście okoliczności jej zgonu nie zostały wyjaśnione do 

końca, ale uparcie odsuwałem od siebie myśl, że to mógł nie być nieszczęśliwy wypadek.

Jeden   ze   słuchaczy   siedzących   w   chatce   poruszył   się.   Wszyscy   byli   niezwykle 

podekscytowani, najbardziej może Ylva i Siri, jako że słyszały wszystko to po raz pierwszy. 

Dla nich była to nowa. przerażająca i niewiarygodna historia.

Jon mówił dalej:

–   Chłopiec   popatrzył   więc   na   rząd   położonej   przez   siebie   ścieżki,   wrócił   do   lasu, 

rozpędził się i przebiegł kawałek po kamieniach, jakby chciał wypróbować tę nową trasę 

prowadzącą   przez   gęste   zarośla   na   mokradłach.   Później   oddalił   się   w   stronę   jesiennych 

pastwisk i zniknął mi z oczu.

Zaciekawiony  podszedłem   do   kamiennego   mostku.   Nie   mogłem   pojąć,   co   to   miało 

znaczyć. Dlaczego zmienił starą trasę? Ponieważ wiedziałem, że Pederowi nie zdarza się 

robić czegoś nieprzemyślanego lub dla zabawy, musiało to czemuś służyć. Wszystko, co robił, 

miało   jasny,   logiczny   i   przede   wszystkim   konkretny   cel.   Wszedłem   powoli   na   most, 

przyglądałem się głazom rozpościerającym się przede mną i nagle się zatrzymałem. Jeden z 

kamieni   wyglądał   inaczej   niż   pozostałe.   Lśnił   bardziej   metalicznym   blaskiem,   był   zbyt 

okrągły   i   równy.   Szybko   się   zorientowałem,   że   była   to   duża,   okrągła   metalowa   kaseta, 

podobna   do   takich,   w   których   przechowuje   się   filmy.   Gdyby   ktoś   wbiegł   lub   szybkim 

krokiem wszedł na most, nie zdążyłby jej odróżnić od głazów, ponieważ została częściowo 

przykryta darniną, a poza tym położono ją pod kilkoma gałęziami wierzby.

I wtedy sobie uświadomiłem, jak wielkie zainteresowanie materiałami wybuchowymi 

przejawiał od pewnego czasu Peder. Przypomniałem sobie, że eksperymentował nad czymś w 

wielkiej tajemnicy i prosił ojca o pieniądze...

Twarz Jona pobladła, a na czoło wystąpiły mu krople potu.

– Nie miałem odwagi dotknąć tego przedmiotu. Nie miałem pojęcia, co on chciał zrobić. 

Nie wiedziałem, co począć. Ostrożnie, żeby nie poruszyć pokrywy, podważyłem drągiem ten 

płaski pojemnik, gdzie, jak sądziłem, mógł znajdować się jakiś mechanizm. Ach, myślicie 

może, że coś takiego stanowiło zbyt dużą trudność dla czternastolatka? Dla Pedera to była 

bagatelka. Przepadał za fizyką i chemią, i niewielu dorosłych mogłoby dorównać mu wiedzą 

w tych dziedzinach! Tak więc stałem tam, trzymając w rękach wydobyty pojemnik. Miałem 

zupełną pustkę w głowie. Czy to nowy eksperyment łowiecki, czy co u licha...?

Wtedy usłyszałem, że ktoś zbiegał z góry od strony pastwisk. W panice rozejrzałem się 

za skrytką dla tej niebezpiecznej zabawki. Nie chciałem, żeby ludzie zobaczyli, co wymyślił 

114

background image

Peder.   Pospiesznie   ukryłem   pudełko   pod   kilkoma   deskami   leżącymi   w   zaroślach.   Nie 

zdążyłem nawet zastanowić się, dlaczego tam leżały. Wbiegłem do lasu i ukryłem się między 

drzewami.

Pojawił się Peder. Oglądał się co jakiś czas przez ramię, jak gdyby chcąc się upewnić, 

czy ktoś za nim podąża, a potem wbiegł w zarośla na te deski!

Nie   zdążyłem   go   ostrzec,   siła   wybuchu   przewróciła   mnie   na   ziemię.   Naturalnie 

natychmiast popędziłem na trzęsawisko, ale tam, oczywiście, nie dało się już nic zrobić, 

absolutnie nic.

W chwilę po mnie przybiegł Torstein. On nie pobiegł starą drogą, którą wyznaczały 

deski! Biegł po nowej drodze z białych głazów.

Wówczas zrozumiałem. Dziwna śmierć Kari ukazała mi się w całej swojej okropności. 

Zupełnie   się   załamałem.   Nasz   ukochany  Peder   był   nie   tylko   martwy,   ale   okazał   się   być 

mordercą bez skrupułów. I właśnie ja go zabiłem...

– Nie – zaprzeczył Erik Bjor. – Nie ty. Sam to zrobił. Rozłożył deski, żeby sam mógł 

przejść bezpiecznie, i wpadł we własną pułapkę. Prawdopodobnie później miał zamiar usunąć 

deski, żeby nie zwróciły niczyjej uwagi, i pójść do szkoły.

– Ale dlaczego przesunął kamienie? – zapytała Siri.

– Dlatego, że gdyby blaszany pojemnik został położony na starej trasie, natychmiast na 

tym terenie rzuciłby się w oczy. A w nowym miejscu zasłoniły go zwieszające się gałęzie 

wierzby.

– A więc wcześniej powiedział ojcu, że wrócił Christen?

–   Tak.   Orientował   się,   że   ojciec   natychmiast   się   rozzłości   i   spróbuje   przepędzić 

Christena.

–  A  później   –   odezwała   się   przygnębionym   głosem  Ylva   –   później   zachowaliście 

milczenie, żeby Torstein nie dowiedział się prawdy. Ale czy rzeczywiście jest to słuszne?

– Jesteśmy tutaj lojalni wobec siebie – powiedział Erik Bjor. – Może dzieje się tak 

dlatego,   że   łączą   nas   więzy   pokrewieństwa.   Darzymy   wielką   sympatią   łagodnego   i 

spokojnego Torsteina Vile. Mogłabyś pójść do czyjegoś ojca i odebrać mu jedyną rzecz, jaka 

mu pozostała – wspomnienie o ukochanym synu?

Ylva popatrzyła na tych wszystkich małomównych, poważnych mężczyzn. Zrozumiała 

ich dumę i bezprzykładną odwagę oraz ich niepokój, jaki muszą odczuwać, myśląc o swoich 

dzieciach, wiedząc, że ciąży nad nimi klątwa syna Vilde-Knuta.

Tego już było dla niej za wiele. Gwałtownie poderwała się z ławki.

– Nie mam zamiaru... siedzieć tu i ryczeć... przy wszystkich! – wykrzyknęła i wybiegła.

115

background image

Siri powiedziała z łagodnym uśmiechem:

– Dzisiejszej twardej młodzieży niełatwo jest się przyznać do wrażliwości.

– Dzięki Bogu, że są wrażliwi! – odezwał się jeden z mężczyzn. – W naszej dolinie 

mamy już dość braku uczuć.

– Wyjdę do niej – powiedziała Siri.

.

–   Nie,   pozwól,   że   ja   to   zrobię   –   sprzeciwił   się   Christen.   –   Potrzeba   jej   męskiego 

ramienia.

– Odejdź stąd! – rzuciła Ylva oparta o ogrodzenie.

Christen uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie.

– Cieszę się, że płaczesz.

– Właśnie widzę.

Położył ręce na jej ramionach i obrócił ją do siebie.

– Nie to miałem na myśli, wiesz przecież! Ale właśnie przed chwilą ktoś w domku 

powiedział, że w Myrsökket mamy już dość braku uczuć. Więc... uparciuchu, daj już spokój!

Ylva poddała się. Płacząc oparła głowę o jego pierś. Czuła się bezpieczna w ramionach 

Christena, jego ciepły policzek dotykał jej włosów.

– Ach, Christen – szlochała. – Ci wszyscy nieszczęśliwi ludzie! Teraz wiem, co miał na 

myśli komisarz, mówiąc, że to jest najważniejsza sprawa na całym świecie. A ja sądziłam 

wtedy, że chodzi o jakiś poważny, międzynarodowy problem. Jaka byłam głupia! Chodziło 

mu oczywiście o wzgląd na człowieka, poszanowanie uczuć innych ludzi, o miłość Torsteina 

do jedynego syna. Nie można jej było zniszczyć.

Christen odezwał się spokojnie:

–   My   mogliśmy   znieść   tę   przerażającą   prawdę,   ale   nie   Torstein.   Całe   jego   życie 

zbudowane jest z pięknych kłamstw. Nie zniósłby tego, żeby mu je odebrano.

Łąkę   okrywała   perlista   rosa.   W   oddali   góry   nabierały   złotoróżowej   barwy   od 

wschodzącego słońca. Powietrze po deszczu było chłodne i rześkie, z brzóz rosnących wokół 

łąki jeszcze skapywały kropelki.

– Wracamy? – zapytał cicho Christen.

Ylva otarła oczy i skinęła głową. Nie pokazała jednak twarzy. Kiedy weszli do domu, z 

opuszczoną głową usiadła obok Christena. Objął ją, pragnąc dodać jej odwagi.

W  pokoju   na   dłuższy   czas   zaległa   cisza.   Dwa   morderstwa   zostały   wyjaśnione,   ale 

jeszcze nikt nie zamierzał wychodzić. Nie dopowiedziano jeszcze wszystkiego do końca.

– Miał niewiele lat – odezwał się spokojnie Erik Bjor – ale przysporzył niesamowicie 

dużo smutku i rozpaczy. Również po śmierci.

116

background image

– Tak – poparła go Siri – przecież tak dalej nie może być! Nie możecie pozwolić, żeby 

Christen pokutował za coś, czego nigdy nie zrobił.

Jon spojrzał na nią ze smutkiem.

–   Christen   nie   ma   możliwości   oczyścić   się   przed   Torsteinem,   bo   jeśli   to   zrobi, 

natychmiast stanie się jasne, kto zamordował Kari.

– A w takim razie Christen woli raczej zrezygnować ze swojego domu rodzinnego – 

odezwał   się   Erik   Bjor.   –  Woli   żyć   jako   podejrzany  o   morderstwo.   Policja   wie,   kim   był 

sprawca, my to wiemy, Jon ma na to dowody, gdyby kiedyś były potrzebne, ale w oczach 

Torsteina Christen zawsze pozostanie mordercą.

– Ale to nie jest w porządku! – wykrzyknęła Ylva przez łzy. – Ani wobec Christena, ani 

wobec   Torsteina.   Nie   można   pozwolić,   żeby   jeden   człowiek   podejrzewał   drugiego 

niewinnego człowieka!

Jon rzucił jej pełne uznania spojrzenie, dlatego że pomyślała o obu mężczyznach.

– Masz całkowitą rację – powiedział. – Musisz jednak pamiętać o tym, że czyny Pedera 

były tak okropne, że ktoś taki jak Torstein nie pogodziłby się z tą wiedzą. Musimy mu tego 

oszczędzić.

– Hmmm – odezwała się sceptycznie Siri. – Jesteś taki pewien, że on o niczym nie wie?

Wszyscy przenieśli na nią spojrzenia. Uśmiechnęła się smutno, zakłopotana.

– Nie chodzi mi o to, że on wie coś świadomie. Na pewno nie! Ale taki człowiek jak 

Torstein... Wydaje  się dziwne, że człowieka o równie spokojnym usposobieniu mogą tak 

strasznie   wyprowadzić   z   równowagi   słowa   nastolatka.   Nastolatki   często   przejawiają 

skłonność do przesady. Powiedz mi, Eriku, gdyby jeden z kolegów twojego syna przyszedł do 

ciebie i powiedział, że Tora-Erika należy zamknąć, bo jest śmiertelnie niebezpieczny, jak byś 

wówczas postąpił? Zakładając, że nic nie wiesz o złym dziedzictwie Tora Vile.

Erik Bjor wzruszył ramionami.

– Na pewno trochę bym się zezłościł, ale też wyśmiał bym go i powiedział, że to chyba 

on jest chory. Może bym mu powiedział, żeby się wynosił, a następnego dnia zapomniałbym 

o wszystkim.

– Właśnie!  – powiedziała Siri.  – Taka  by była  normalna  reakcja. A  czy  nazwałbyś 

normalną   reakcję   Torsteina,   spokojnego   i   dobrodusznego   człowieka?   Uważam   raczej,   że 

świadczy o tym, iż w głębi serca przeczuwał, chociaż nigdy by tego nie przyznał, nawet przed 

sobą, że Christen miał rację. Boże, on był przecież ojcem tego chłopca! Sam też musiał coś 

zauważyć.

– Więc myśl, że to Christen musi być zbrodniarzem, była jego ostatnią deską ratunku – 

117

background image

mówił Erik Bjor, idąc śladem rozumowania Siri. – Chwycił się jej desperacko. Tak, to chyba 

ma sens.

–   W   takim   razie   dlaczego   chciał,   żebyśmy   rozwiązali   zagadkę?   –   zapytała 

zdezorientowana Ylva. – Czy nie bał się usłyszeć prawdy?

– Myślę, że przez tak długi czas zdążył się przyzwyczaić do myśli, że to Christen jest 

winny   –   odparła   w   zamyśleniu   Siri.   –   Jednak   dla   osiągnięcia   pełnego   spokoju   musiał 

wszystkim udowodnić, że Christen jest winowajcą, bo teraz rzeczywiście sam w to wierzył.

– Czy nie lubił swojego przybranego syna? – dziwiła się Ylva.

– O, tak. Bardzo! Aż do czasu, gdy Christen wypowiedział te słowa o Pederze. Wtedy 

Torstein jakby się odmienił.

– A Christen nie może uwolnić się od podejrzeń – wyjaśniał dalej Jon. – Nie możemy 

pójść do Torsteina i powiedzieć mu, że Christena tu nie było w dniu śmierci Pedera, bo wtedy 

Torstein by zrozumiał, że Peder kłamał, i zacząłby się zastanawiać, dlaczego.

– Przecież w dniu śmierci Kari Christena nie było w Myrsökket – powiedziała Ylva, 

uparcie szukając jakiegoś wyjścia z sytuacji.

– Torstein potrafi wyjaśnić także i to. Karteczka w jej ręce i słowa, które próbowała 

wypowiedzieć, oraz fakt, że nigdy nie miała słabego serca, nie pozwalają mu uwierzyć, że jej 

zgon miał naturalne przyczyny.  I ma całkowitą rację.  Próbuje jednak udowodnić, iż Kari 

chciała powiedzieć, że to Christen ją zatruł. Nie rozumie natomiast figury narysowanej na 

karteczce   i   pokładam   nadzieję   w   Bogu,   że   nigdy   jej   nie   rozszyfruje.   Wcześniej   nie 

podejrzewał,   że   za   śmiercią   Kari   kryje   się   straszna   tajemnica.   Dopiero   śmierć   Pedera 

wzbudziła jego podejrzenia.

Ylva zapytała podekscytowana:

– Nie moglibyście powiedzieć, że tego ranka Peder spotkał w górach Tora-Erika Bjora? 

Z   daleka   można   go   chyba   wziąć   za   Christena.  A  potem   przyjmiecie   za   dobrą   monetę 

wyjaśnienie, że to, co się wydarzyło na mokradłach, było wypadkiem, że odbywaliście tam 

jakieś   ćwiczenia   z   obrony   cywilnej   i   że   zapomnieliście   o   minie,   i   że   to   właśnie   wy 

położyliście tam nowe głazy i deski, i że nie chcieliście się wcześniej do tego przyznać. Czy 

to nie uwolniłoby Christena od podejrzeń? Gdyby cała wieś solidarnie wzięła na siebie winę, 

łatwiej chyba byłoby udźwignąć ten ciężar!

Popatrzyli na nią ze smutkiem.

– To mogłoby się udać – odezwał się Erik Bjor. – Gdyby nie to, że Peder twierdził, iż 

rozmawiał   z   Christenem,   który   w   dodatku   mu   groził.   A   nawet   gdybyśmy   zdołali 

przeprowadzić to, co proponujesz... Christen nie miałby przecież motywu, żeby próbować 

118

background image

zamknąć Pedera w zakładzie. Mianowicie takiego, że on sam chce zagarnąć spadek Vilde-

Knuta.  To   właśnie   tego   tak   rozpaczliwie   trzyma   się  Torstein.   Nie,   Christen   stanął   przed 

alternatywą: albo milczeć i trzymać się z daleka, albo zdemaskować Pedera.

Ylva osunęła się na kolana, opierając głowę na złożonych dłoniach Christena. Jej łzy 

pozostawiały ciemną plamę na jego spodniach, ale Christen nie zwrócił na to uwagi. Głaskał 

delikatnie jej włosy. W pokoju zapadła cisza. Nikt nie miał już nic więcej do powiedzenia.

ROZDZIAŁ XXV

Sytuacja bez wyjścia

Podczas   gdy   Mads   Billing   się   pakował,   a   mężczyźni   czekali   przed   wejściem, 

nieoczekiwanie wszedł do jego pokoju Torstein. Wszyscy sądzili, że śpi, i zachowywali się 

bardzo cicho, żeby go nie obudzić.

Torstein   stał   w   progu   w   szlafroku,   z   potarganymi   włosami.   Zaspany,   mrużył   oczy, 

patrząc na Madsa.

– Wyjeżdżasz? – zapytał zdziwiony.

Mads zatrzasnął walizkę.

– Tak! – potwierdził szorstkim głosem. – Ci przeklęci idioci ścigali mnie w górach. 

Niegrzecznie i zdecydowanie nakazali mi, żebym się wynosił jak najdalej stąd.

– Więc... więc może jednak wiesz coś ważnego?

Szacunek   w   głosie   Torsteina   sprawił,   że   popularny   reporter   odzyskał   częściowo 

pewność siebie.

– Wiem tyle, że oni muszą ukrywać coś przerażającego. Wymusili na mnie obietnicę, 

żeby nic o tym nie mówić ani nie pisać, ale bądź spokojny, Torsteinie! Nie spławia się tak 

bezkarnie Madsa Billinga. Ty i ja wyjawimy prawdę. Uwierz mi, wietrzę prawdziwy skandal! 

A ja lubię zgłębiać takie sprawy! Wtedy pożałują. Nie wolno mi było nawet nic ci o tym teraz 

mówić, ale robię to, co chcę. Nie słucham rozkazów byle kogo!

W oczach Torsteina pojawiła się niepewność.

– Powiedzieli coś o winowajcy?

– O Eriku Bjor? Nie, najwyraźniej to nie on.

– Nie, to nie on – powiedział niecierpliwie Torstein. – Czy nie mówili nic o Christenie 

Borgestad?

119

background image

Mads przystanął i zastanowił się przez chwilę.

– Christen Borgestad? Nie, nie wymieniali jego nazwiska, ale zastanawiam się nad tym, 

czy go tam nie było.

– Co takiego?!

– Tak, wydaje  mi się, że mężczyźni, którzy mnie nieśli, powiedzieli, że w szałasie 

pasterskim w Södra Borgestad pali się światło. Razem z Ylvą był tam jakiś młody mężczyzna, 

wcale niepodobny do całej reszty. Zupełnie inny typ.

Mads  zwrócił  uwagę,  że  Torstein  jakby  się  przygarbił  i   zrobił  się   szary  na  twarzy, 

pomimo to ciągnął:

– Miałem wrażenie, że wszyscy wiedzieli, kto jest mordercą, ale że z takiej czy innej 

tajemniczej przyczyny nie chcieli tego zdradzić. Mogę przysiąc, że nie chodziło o Christena. 

Borgestad. Chodziło o kogoś innego, kogoś o wiele gorszego...

Zamilkł zamyślony. Nie zwracając uwagi na straszną zmianę, jaka zaszła na twarzy 

Torsteina, wziął walizkę i zakończył z zapałem:

–  Ale   ja   tu   wrócę,   Torstein!   Wykryłem   morderstwo   i   nie   mam   zamiaru   tego   tak 

zostawić! W taki czy inny sposób uda mi się tu wrócić. Pomożesz mi przeprawić się przez 

jezioro, prawda? A potem razem gruntownie zbadamy tę sprawę. Siri ma nade mną pewną 

władzę, ale mogę ją sobie owinąć wokół palca. Uff, chyba będę musiał pozalecać się trochę 

do tego starego próchna. To nie będzie trudne. Trzymaj się i dziękuję za wszystko!

Wybiegł   pospiesznie   do   czekających   na   niego   mężczyzn,   rzucając   im   wściekłe 

spojrzenie.

– Jestem gotowy!

Powoli, powłócząc nogami, Torstein poszedł do swojego pokoju. Był blady jak kreda.

Rano przeniosę się w góry, pomyślał gorączkowo. Muszę pamiętać, żeby zabrać ze sobą 

kwiaty.   Zamknąć   na   klucz   szopę.   Naprawić   rynnę.   „Mogę   przysiąc,   że   nie   chodziło   o 

Christena   Borgestad”.   Nie   mogę   zapomnieć   worka   kartofli   i   kociąt.   „Chodziło   o   kogoś 

innego!” Muszę pamiętać o tej kozie z chorą nogą. „A potem razem gruntownie zbadamy tę 

sprawę... Wszyscy wiedzieli, kto jest mordercą... Ktoś o wiele gorszy...”

Ten dziennikarz kłamał. Wszyscy kłamali! To był Christen, to musiał być Christen! Nie 

mogło być inaczej. Inne rozwiązanie nie istnieje, nie istnieje, nie istnieje...!

Jego spojrzenie zatrzymało się na małym zdjęciu Jona i Pedera. Jona, który nigdy nie 

wymienił imienia Pedera, który tak bardzo go opłakiwał, że nie mógł o nim mówić, który 

odchodził, kiedy Torstein opowiadał, jaki zdolny był Peder. Oddalał się oczywiście dlatego, 

że miłość i żal nie pozwalały mu zostać i słuchać o Pederze. Przecież nie mogło być innej 

120

background image

przyczyny?

Drżącymi   rękami   odszukał   pospiesznie   silne   tabletki   nasenne   Kari,   te,   których   tak 

często  używała  w  ostatnim roku  życia.  Dlaczego  Kari  zażywała  tyle   tabletek  nasennych, 

dlaczego nie mogła spać? Nie, nie myśleć!

Musiał   się   pospieszyć.   Jeśli   się   nie   pospieszy,   świadomość   bezlitośnie   obnaży   całą 

prawdę.

Ile powinien wziąć? Ręce mu się trzęsły, więc tabletki posypały się na podłogę. Pięć, 

sześć wystarczy? Wziął wszystkie.

Potem opadł na łóżko.

Daleko w tyle za innymi szła Ylva z Christenem. Nie odezwali się ani słowem przez 

całą   drogę.   Po   prostu   szli   obok   siebie,   intensywnie   przeżywając   całe   piękno   przyrody, 

miękkość mchu, zapach drzew, głosy budzących się ptaków. Ponieważ doświadczali tego 

razem, dzielili ze sobą otaczającą ich doskonałość. Przystanęli na skraju lasu w pobliżu domu 

Torsteina, podczas gdy pozostali schodzili do swoich domów. Christenowi nie wolno było 

wejść do ich świata.

– Wyjeżdżasz po południu? – zapytał  cicho. W jego ciemnych  oczach pod gęstymi 

rzęsami malował się smutek.

– Tak, muszę wracać do pracy.

Zamilkł na jakiś czas. Patrzył tylko na nią z wahaniem i jednocześnie badawczo. Ylva 

miała wielką ochotę go dotknąć, ale się nie odważyła. Już wystarczająco ośmieszyła się, 

wyjawiając mu otwarcie swoje uczucia.

– Och, na pewno strasznie teraz wyglądam – rzuciła nerwowo. – Niektórzy potrafią 

ładnie płakać, ale nie ja.

Christen powoli pokręcił głową.

– Nie patrzę na ciebie z tego powodu. Ylvo, znasz moje położenie, prawda? Wiesz, że 

nie mogę cię o nic prosić, nawet o przyjaźń.

– Ale, Christen, to dla mnie nieważne...

– Więc jeśli cię nie odszukam po powrocie do Oslo, będziesz wiedziała, dlaczego.

– Sądzisz, że ja...

– Nie mów nic, Ylvo! Wiesz, że nie mam prawa z nikim się wiązać. Przywykłem do 

życia w samotności, pozwól, żeby tak zostało!

– Ach, tak bardzo się mylisz! – wybuchnęła zrozpaczona. – Czy myślisz, że mi to 

przeszkadza? Christen, ja też jestem bardzo samotna...

121

background image

– Nie utrudniaj mi. Idź już!

Odwaga ją opuściła. Siri mówiła, że on mnie potrzebuje, ale niestety bardzo się myliła! 

Podejrzenie o morderstwo jest dla niego wymówką, żeby nie podtrzymywać tej znajomości, 

pomyślała upokorzona. Nie może chyba sądzić, że oskarżenia Torsteina mogą stanowić jakąś 

przeszkodę dla naszych spotkań. Po prostu mnie nie chce i to wszystko.

Zaczęła iść z opuszczoną głową. W sercu czuła ból. Przeszła jednak zaledwie kilka 

metrów wśród pokrytych rosą kwiatów, kiedy usłyszała jego cichy głos:

– Ylvo!

Odwróciła   się.   Zobaczyła   jego   rozłożone   ręce   i   pobiegła   z   powrotem.   Otoczył   ją 

ramionami i wtulił twarz w jej włosy. Już wcześniej ją obejmował, ale wtedy jego ramiona 

były tylko opiekuńcze, przyjazne i kojące. Teraz odbierała to inaczej...

Zupełnie inaczej!

– Ach, Christen! – westchnęła. – Dziękuję!

– Nie mogłem pozwolić ci odejść, nie mówiąc o tym, że będę za tobą tęsknić, moja 

przyjaciółko. Strasznie tęsknić.

Odwróciła głowę i popatrzyła mu błagalnie w oczy.

– Czy nie możemy być razem?

– Nie – szepnął czule – bo chcę, żebyś mogła cieszyć się młodością i życiem, a nie żyła 

w cieniu ciążących nade mną oskarżeń. Och, Ylvo, mogę być czasami przykry, zgorzkniały 

albo przygnębiony. Trudno ze mną wytrzymać. Nie jestem tak szlachetny, jak można sądzić. 

Dla Torsteina jestem gotów zrobić wiele, ale czuję się tym wszystkim bardzo zmęczony. To, 

że  nie  mogłem  się bronić,  że  nigdy nie  mogłem się  oczyścić  z  zarzutów...  że  nigdy nie 

mogłem Torsteinowi powiedzieć, że chciałem tylko jego dobra. On był człowiekiem, którego 

najbardziej lubiłem, a czasami prawie go nienawidzę. Coś takiego pozostawia w człowieku 

bolesne ślady, Ylvo. Nie chcę cię w to wciągać. Nie chcę, żebyś musiała cierpieć z powodu 

moich rozterek. Zbyt wiele dla mnie znaczysz.

Nie mogła oderwać wzroku od jego ust. Miały taką delikatną, a jednocześnie wyrazistą 

linię i były tak blisko! Westchnęła.

– Sytuacja jest beznadziejna, Christen! Cała ta sytuacja jest przecież bez wyjścia.

– Tak – odrzekł ochrypłym głosem, nie słysząc dokładnie jej słów. Wyczytał w oczach 

Ylvy tęsknotę, widział miękkie, delikatne wargi.

Potem odgarnął włosy z jej twarzy.

– Ylvo... – wyszeptał czule. – Kochana Ylvo! Nie wolno mi tego robić, ale...

Ylva   zamknęła   oczy.   Przyjmując   jego   delikatny   pocałunek,   czuła   się   jak   bohaterka 

122

background image

jakiegoś nieziemsko pięknego i tragicznego dramatu miłosnego. Kiedy ją wypuścił z objęć, 

westchnęła   uszczęśliwiona   i   powoli   wróciła   do   rzeczywistości.   To   był   najwspanialszy 

pocałunek, jaki kiedykolwiek otrzymała. Taki oszałamiający, taki romantyczny!

W tej samej chwili z położonej poniżej zagrody dobiegło do nich wołanie:

– Christen! Ylva! Chodźcie szybko! Stało się coś strasznego!

ROZDZIAŁ XXVI

Drogo okupiona wolność

Tor-Erik Bjor możliwie najszybciej dowiózł Torsteina nad jezioro jedynym traktorem, 

jaki był we wsi. Kiedy łódź dopłynęła do drugiego brzegu, już czekał tam lekarz i karetka, 

która na sygnale pomknęła do miejskiego szpitala.

– Czy nie byłoby szlachetniej... – zaczęła zmartwiona Siri w dużej poczekalni szpitalnej.

– Nie! – zaprzeczył Jon. – Właśnie teraz ma swoją szansę. Teraz doszedł do punktu 

krytycznego. Jeśli sobie z tym poradzi, poradzi sobie też z resztą.

– Jak myślisz, co się stało?

– Mads Billing     wyjaśnił ponuro Jon. – Jego eskorcie wydawało się, że rozmawiał z 

Torsteinem, kiedy się pakował.

– Udało mu się więc mimo wszystko dopełnić nieszczęścia!

Ylva i Christen też czekali w szpitalu, poważni i pobladli. Erik Bjor, jak zawsze budzący 

szacunek, był w dyżurce lekarskiej. Teraz przydał się ten jego autorytet. Bez Erika Bjora 

czuliby się mali i bezsilni w tym wielkim szpitalu.

Był wczesny ranek. Ylva w dalszym ciągu miała na sobie za duże ubranie Christena. 

Odkąd przyjechali do miasta, zjedli tylko kilka jabłek. To wszystko jednak się nie liczyło. 

Przez cały czas myśleli wyłącznie o Torsteinie.

– A jednak byłoby chyba najlepiej dla Christena, gdyby Torstein... – Siri nie dokończyła 

zdania.

– Myślisz,  że  byłoby  mi  lżej?   – smutno  zapytał  Christen.  – Wtedy  zabrałby swoje 

podejrzenia wobec mnie do grobu. Mimo wszystko jest lepiej tak, jak się stało. Najbardziej 

obawialiśmy się właśnie tego, że może popełnić samobójstwo. Teraz to zrobił i mu się nie 

udało. Dlatego jest duża szansa na to, że więcej nie podejmie takiej próby.

– Ale to nie sprawi, że ciężar, jaki będzie dźwigał w przyszłości, stanie się lżejszy – 

123

background image

odezwał się Jon.

Siri wyglądała jak mały, przerażony ptak obok barczystego i postawnego Jona Huusa. 

Przeżycia minionej nocy niekorzystnie wpłynęły na jej wygląd, ale mimo to Ylvie bardzo się 

teraz podobała. Siri była zawsze taka ludzka, taka ciepła, a teraz stało się to jeszcze bardziej 

widoczne. Miała nadzieję, że mężczyźni też ją odbierają w taki sposób, że widzą nie tylko 

starzejącą się panią z włosami w nieładzie.

Pojawił się lekarz z Erikiem Bjor. Pozwolono im wejść do Torsteina, o ile będą się 

zachowywać rozsądnie.

– Jak on się czuje? – zapytał Jon.

– Walczy z tym – odpowiedział lekarz. – Nie chce nic wiedzieć. Nie chce nic rozumieć. 

Byłoby lepiej dla niego, gdyby udało się go nakłonić do pogodzenia się z rzeczywistością. 

Naprawdę łatwiej byłoby mu znieść tę okrutną prawdę niż to upieranie się przy niewinności 

syna. W głębi duszy wie, że postępuje niesłusznie, ale nie znajduje tyle siły, żeby się do tego 

przyznać przed samym sobą.

– Nie miał załamania nerwowego?

– Nie. Zupełny spokój.

Stwierdzili, że najlepiej będzie, jeśli Christen poczeka na korytarzu. Naturalnie Ylva 

wiernie mu towarzyszyła. Stali oparci o ścianę, trzymając się za ręce. Pomimo wszystko Ylva 

się  cieszyła,  że   mogła   spędzić   z  Christenem  jeszcze  kilka  godzin.   Jednak  on  prawie  nie 

zauważał jej obecności. Twarz miał pobladłą i napiętą, usta mocno zaciśnięte. Trzymając rękę 

Ylvy, nieświadomie ściskał ją niekiedy tak mocno, że aż bolało. Ale dziewczyna znosiła to 

dzielnie.

Właśnie teraz była mu potrzebna. Ta myśl napełniała ją melancholijnym ciepłem. Jakie 

znaczenie miało to, że jej palce drętwiały z bólu?

Z pokoju, w którym leżał Torstein, dobiegały do nich przytłumione odgłosy rozmowy, 

na tyle ciche, że nie rozróżniali słów. Mocny głos Jona mieszał się z głosem Erika Bjor, 

czasami dochodził do nich ledwie słyszalny głos Torsteina. Upływające minuty przemieniały 

się w kwadranse i... Zniecierpliwiony Christen poruszył się gwałtownie.

– Chodź, podejdziemy bliżej!

Stanęli w pobliżu drzwi pokoju Torsteina. Teraz mogli dokładnie rozróżnić słowa.

Usłyszeli zmęczony głos Jona:

– Ja też go kochałem, Torstein, tak jak swojego własnego syna. To, co się zdarzyło, było 

najlepszym rozwiązaniem. Spróbuj tak myśleć!

Nie było odpowiedzi, a Jon przekonywał dalej:

124

background image

– Nie rozumiesz tej miłości, którą ci okazywano przez ostatnie dwa lata? Nie gardź nią! 

Nie pogardzaj miłością wszystkich tych ludzi dla człowieka, który się urodził bez zdolności 

kochania, i nigdy nie potrafił ofiarować miłości. Peder był wspaniałym chłopcem, całkowicie 

bezbronnym wobec otrzymanego dziedzictwa. Wszyscy przebaczyliśmy mu jego czyny, ale 

nie mógł żyć dłużej, nie powodując kolejnych tragedii. Może musiałby spędzić całe życie z 

zakładzie albo w więzieniu. Taka jest brutalna prawda, Torstein, która i dla mnie jest bardzo 

bolesna, ale musisz ją poznać, żeby się z nią pogodzić. Dlatego, że doszedłeś do punktu 

kulminacyjnego i teraz musisz dokonać wyboru.

Teraz mówił Erik Bjor.

– Tylko trzy osoby w Myrsökket nie znają prawdy – przekonywał. – Ty, ponieważ cię 

kochaliśmy, i obie siostry, Gjertrud i Marie, żeby nie skalały pamięci Pedera. Czy wątpisz, że 

chcemy twojego dobra?

– Peder nie żyje – odezwał się Jon. – Robiłeś wszystko, żeby był szczęśliwy. Ponieważ 

jednak go ochraniasz, ciężko zawiniłeś w stosunku do kogoś innego. Wiesz o tym. Miałeś 

kiedyś dwóch synów, Torstein... Tak, to prawda! I ten drugi, twój przybrany syn, dość już 

wycierpiał. Czy wiesz, że on dobrowolnie wziął na siebie całą winę w twoich oczach, żeby 

ocalić pamięć Pedera? Mógł tego nie zrobić i bronić się, ale wtedy znalazłbyś prawdziwego 

winowajcę. Christen darzył cię zbyt wielką miłością, żeby sprawić ci taki ból. Pomyśl, a 

gdybyś umarł, oskarżając go na wieki?

Usłyszeli słaby jęk protestu. Znowu mówił Jon:

– On ma niepodważalne alibi, a mimo to pozwalał ci wierzyć, że jest winny. Teraz 

jednak  wiesz wszystko i  do ciebie należy decyzja.  On jest  tutaj, Torstein. Chcesz  z nim 

rozmawiać?

– Mylicie się. Peder był niewinny!

Kiedy Erik wyszedł, żeby zawołać Christena, Jon powiedział:

- Torsteinie, przepędziłeś go ze wsi, z jego własnej zagrody, ze strachu przed prawdą! 

Już wtedy, podświadomie, zdawałeś sobie z tego sprawę. Znamy cię i wiemy, że jesteś z 

gruntu uczciwym człowiekiem. To nie było podobne do ciebie. To nie może być wola twojego 

prawdziwego ja.

Christen   rzucił   Ylvie   zrozpaczone,   pełne   zwątpienia   spojrzenie.   Jej   zbolała   twarz 

mówiła, jak chętnie by mu pomogła, gdyby tylko potrafiła. Potem poszedł spotkać się ze 

swoim przybranym ojcem po raz pierwszy od ośmiu lat.

Na   pobladłej   twarzy Torsteina   malowało   się   wyczerpanie   i   napięcie.   Zmusił   się   do 

otworzenia oczu. Christen stał przed nim, spokojny i współczujący. Torstein długo mu się 

125

background image

przyglądał. Widział go ostatni raz wiele lat temu. Teraz wyczytał  cierpienie w ciemnych 

oczach przybranego syna. Przypomniał sobie małego chłopca, którym się zaopiekował, kiedy 

jego zrozpaczona matka odeszła z tego świata, przypomniał sobie nieustanną troskę, jaką 

Christen otaczał Pedera przez te wszystkie lata. Zobaczył też swoją własną długą i samotną 

przyszłość przepełnioną nienawiścią i zgryzotą. I wtedy coś się w nim załamało.

– Christen!

Wyciągnął do niego ramiona, a Christen przycisnął go do siebie i mocno trzymał.

– Wybacz  mi,  Christenie,  wybacz   mi!  Nie   wiedziałem,  co  robię,  byłem  zaślepiony, 

szalałem z żalu i ze strachu.

– Wiesz, że już wtedy ci wybaczyłem – odpowiedział Christen. Jego głos wydawał się 

Ylvie bardzo obcy.

– Ach, powiedziałem o tobie tyle złego! Wydziedziczyłem cię i...

– Nie martwiłem się tym.

–  Teraz   wszystko   będzie   dobrze,   Christenie.   Nie   będziesz   już   pozbawiony  swojego 

domu.

– Dla mnie  najważniejsze  jest to,  że mi  przebaczyłeś – powiedział  Christen – i  że 

przezwyciężyłeś kryzys. Wiem, że nie zajmę miejsca twojego prawdziwego syna, ale pozwól 

mi spróbować! Najbardziej chciałbym, żeby Myrsökket było dla mnie oparciem, miejscem, 

do którego mogę pisać i do którego mogę wracać.

Jon odchrząknął.

–   Myślę,   że   Torstein   musi   teraz   odpocząć.   Oczywiście   my   też   potrzebujemy 

odpoczynku. Chodźmy!

Wyszli,   zostawiając   przy   Torsteinie   pielęgniarkę.   Ylva   czekała   na   Christena   w 

korytarzu. Zatrzymał się przed nią, zupełnie wyczerpany. Spocone włosy kleiły mu się do 

czoła, oddychał płytko, oczy miał przymknięte. Pozostali odeszli. Zostali sami na korytarzu.

Ylva zbliżyła się do niego, delikatnie dotknęła jego ramion.

– Christen... – tylko tyle zdołała powiedzieć.

Odetchnął   głęboko   i   skrył   twarz   w   jej   ramieniu,   przyciskając   ją   mocno,   prawie 

desperacko do siebie.

Ylva   całowała   czule   jego   miękkie   włosy.   Teraz   nie   miała   wątpliwości,   że   jej 

potrzebował. W tym momencie zrozumiała, jak gorzka była jego samotność.

– Nareszcie jestem wolny, Ylvo – odezwał się zdławionym głosem – Ale, mój Boże, 

jakże drogo okupiona jest ta wolność!

126

background image

Kilka godzin później w parku przed hotelem Madsa Jon żegnał się z Siri, która zdążyła 

się już odświeżyć.

– Musisz jechać samochodem z tym człowiekiem? – dopytywał się Jon. – Czy nie 

wolałaś   wracać   z   Ylvą,   skoro   Christen   zaproponował,   że   zawiezie   ją   do   Oslo   swoim 

samochodem?

– Zwariowałeś? Czy myślisz, że nie mam ani krztyny taktu? – uśmiechnęła się Siri. – 

Oboje marzyli o tym, żeby droga była dwa razy dłuższa.

– Tak, Christen ma tu natychmiast wrócić, żeby być przy Torsteinie w czasie swojego 

urlopu – odparł Jon, uśmiechając się krzywo. – A Torsteinowi na pewno przyda się teraz 

towarzystwo i opieka!

– W każdym razie bardzo się cieszę, że tak szczęśliwie się to dla niego skończyło.

– Tak sądzisz? – zapytał Jon. – Dopiero teraz zacznie się dla niego piekło. Dopiero teraz 

obudzi się ból po stracie syna. Upłyną lata, nim te rany się zagoją. – Zamilkł na chwilę. – 

Rzadko spotyka się taką kobietę jak ty, Siri – odezwał się z nagłym zakłopotaniem. – Tym 

ciężej jest człowiekowi, któremu sądzona jest samotność do końca życia.

– Mam czterdzieści dwa lata – powiedziała na pozór bez związku Siri.

– Naprawdę? – zapytał zaskoczony. – Nigdy bym nie powiedział. Jesteś taka młoda i 

ładna.

– Ja? Jestem brzydka i mam beznadziejną figurę – wystąpiła z niezręczną samokrytyką.

Nagle Jon zrozumiał, co właściwie miała na myśli, podając tak otwarcie swój wiek. 

Potrząsnął głową.

– Jeszcze możesz mieć rodzinę, dzieci i wszystko. Nie mam prawa...

–   Och,   mam   już   po   dziurki   w   nosie   tej   twojej   szlachetności!   –   wybuchnęła 

rozzłoszczona Siri. – A może masz zamiar jeszcze dodać, że ja z moją świetną posadą nie 

powinnam sobie zawracać głowy zwykłym gajowym?

Jon uśmiechnął się lekko.

– Miałem to na końcu języka.

– Tylko tego brakowało – mruknęła Siri.

Wziął ją za rękę.

– Czy mogę do ciebie napisać?

–   Naprawdę   chciałbyś?   –   zapytała   ciepło.   –   Wiesz,   tak   się   przywiązałam   do 

mieszkańców Myrsökket. Chętnie bym tam kiedyś przyjechała.

– Będę czekał z niecierpliwością na ten dzień. Dlaczego byś nie miała spędzić u nas 

wakacji? A jeśli będę miał jakąś sprawę do załatwienia w Oslo...

127

background image

– To musisz mnie odwiedzić.

– Dziękuję ci! Może... może będę musiał tam przyjechać już w przyszłym tygodniu...

Siri powstrzymała uśmiech.

– Świetnie! A więc do zobaczenia, Jon! I dziękuję za wspólnie spędzony czas!

Jego oczy promieniały ciepłem.

– Nawzajem!

Spontanicznie objęła go za szyję i pośpiesznie uścisnęła na pożegnanie. Zdziwiony Jon 

zastygł w bezruchu. Kiedy się ocknął, było już za późno, bo zobaczył, że Siri wchodzi do 

hotelu.

– Ach, ale ze mnie ciamajda! – wymamrotał poirytowany. – Teraz wracam do domu, 

żeby napisać list. Długi list! W nim nadrobię zaległości.

Czerwony samochód Madsa zmierzał pewnie i szybko w stronę Oslo.

– Ta Ylva nie była godna uwagi – odezwał się wyniośle. – Poszła z pierwszym lepszym 

facetem, który się nią zainteresował.

– Poszła z tobą? – zapytała uszczypliwie Siri.

– Tak naprawdę nigdy nie próbowałem.

– Nie, oczywiście.

– Co się właściwie z tobą dzieje? – spytał szorstko Mads.

– Nie powiedziałaś ani jednego sensownego słowa przez całą drogę.

– Nie rzucam sensownych słów na wiatr.

Mads spróbował jeszcze raz. Nagle Siri stała się w jego oczach kimś, z kim należało się 

liczyć, ale on się jej nie obawiał. Zakochane stare baby są łatwą zdobyczą.

– Naprawdę ostatnio rozkwitłaś, Siri. Jesteś szczupła i urocza... A twoje oczy świecą 

jakimś szczególnym blaskiem. Żałuję, że przez moją ciężką pracę byłem wcześniej zmuszony 

cię   zaniedbywać,   ale   teraz   możemy   to   nadrobić.   Czy   uczcimy   powrót   do   cywilizacji   w 

restauracji, o której mówiliśmy wcześniej? Tylko ty i ja!

Powinien o to poprosić trzy dni temu, pomyślała Siri. Wtedy zareagowałabym chyba 

inaczej.

– Nie, dziękuję, drogi Madsie – odezwała się miłym głosem. – Czeka mnie mnóstwo 

pracy.

– Ech, chłopi! – odezwał się po chwili milczenia Mads. – Czy może być coś bardziej 

gnuśnego? Ograniczeni, pozbawieni horyzontów. Małżeństwa w rodzinie, oczywiście!

– Lepiej bądź cicho! – odezwała się znękana Siri.

128

background image

–  A  ten   Torstein!   Kiedy   prawie   wyjaśniłem   dla   niego   sprawę   tych   morderstw,   on 

odchodzi i przedawkowuje tabletki! I to ma być wdzięczność! Dlaczego to zrobił?

Siri nie odpowiedziała. Wyglądając przez okno, starała się nie słyszeć paplaniny Madsa.

– A weźmy Jona Huusa! Drugi gamoń!

– Bądź wreszcie cicho! – Siri krzyknęła tak ostro, że Mads natychmiast zamilkł.

No dobrze, pomyślał Mads. Przechodzimy do bezpośredniego ataku. Niby przypadkiem 

położył rękę na jej kolanie.

Siri popatrzyła na niego z bezgraniczną pogardą.

–   Zabierz   tę   rękę!   Czy   naprawdę   nie   możesz   pojąć,   że   mnie   nie   interesujesz?   Bo 

widzisz, mam właśnie zamiar wyjść za mąż za tego gamonia!

To poskutkowało! Przez resztę drogi Mads milczał, urażony i nadąsany.

Natomiast w samochodzie jadącym w odległości kilkudziesięciu kilometrów za nimi 

panował inny nastrój.

– Jechałam już przecież tą drogą – szepnęła Ylva w skupieniu. – Ale teraz wszystko jest 

piękniejsze. Połyskujący fiord... górskie grzbiety... wszystko! Czym to jest spowodowane?

– Twoim towarzystwem podczas podróży – odpowiedział zadowolony z siebie Christen, 

szczerząc zęby w uśmiechu. – Zejdziemy, żeby popatrzeć na fiord?

Ylvy nie trzeba było namawiać. Christen zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. 

Pamiętał  ten przyjemny zawrót  głowy tam na skraju  lasu  wczesnym  rankiem i patrzył  z 

czułością na swoją twardą dziewczynę o miękkim sercu i staroświeckich ideałach. Był wtedy 

bardzo   delikatny;   zasługiwała   na   to,   ale   jej   jeden   nieśmiały   pocałunek   powiedział   mu 

wszystko. Niewiarygodne, ile mogła mu ofiarować!

Wiatr targał jej krótkie włosy. Uśmiechnęła się do Christena zawstydzona. Wzięła go za 

rękę, żeby zejść na plażę. Oslo mogło poczekać.

129