background image

Carolyn Greene 

 

Potęga miłości 

(Manying Mr. Right) 

background image

PROLOG 

 

–  Przyszliśmy  tu,  by  się  pobrać.  –  Głos  Grega,  niŜszy  niŜ  u  większości  osiemnastolatków, 

dodawał mu powagi i autorytetu.  

Urzędnik  rzucił  porozumiewawcze,  pełne  cynizmu  spojrzenie  sekretarce,  która  podała  mu 

wypełnione formularze. Pochylił się nad zarzuconym papierami mahoniowym biurkiem.  

–  Pobrać  się,  tak?  A  wyglądasz  raczej,  jakby  przywieziono  cię  tu  za  jakąś  rozróbę  lub  za 

piractwo drogowe.  

Zakłopotana  Christina  nerwowo  odgarnęła  opadający  na  czoło  kosmyk  bujnych  włosów. 

Zdecydowała  się  włoŜyć  letnią,  białą  sukienkę,  poniewaŜ  kolor  wydał  jej  się  odpowiedni  na  tę 

okazję, ale teraz zdała sobie sprawę, Ŝe na tle Grega prezentuje się zbyt elegancko.  

Głęboko  osadzone  ciemne  oczy,  śniada  cera,  arogancki  uśmiech  i  zniszczone  ubranie 

sportowe – łatwo zrozumieć, dlaczego do chłopca przylgnęło przezwisko „włoski łotrzyk”. Greg 

objął Christinę w talii, a ona natychmiast zareagowała na ten gest przyspieszonym biciem serca; 

Wiedziała, Ŝe jasno-kasztanowe włosy i jasna cera powodują, iŜ większość ludzi postrzega ją 

jako  słodkie  niewiniątko.  Chcąc  dodać  sobie  powagi,  szybko  schowała  za  plecy  rękę;  w  której 

kurczowo ściskała swą ukochaną szmacianą lalkę.  

Pan Terby zdjął okulary i połoŜył je na ślubnych dokumentach.  

–  Kochanie,  czy  twoi  rodzice  wiedzą,  gdzie  jesteś?  Christina  wyprostowała  się  i  mocniej 

ś

cisnęła lalkę.  

– Nie jestem małą dziewczynką – odpowiedziała, lecz jej głos nie brzmiał zbyt przekonująco. 

– Mam osiemnaście lat i jeden miesiąc, a to oznacza, Ŝe mogę juŜ legalnie wyjść za mąŜ.  

–  Zgadza  się  –  odpowiedział  pan  Terby,  ponownie  zakładając  okulary  i  porządkując 

dokumenty.  –  Jednak  sam  jestem  ojcem  i  moim  obywatelskim  obowiązkiem  jest  dopilnowanie, 

by młodzi ludzie nie spieszyli się zbytnio z decyzją, która naleŜy do najwaŜniejszych w Ŝyciu. Od 

jak dawna jesteście zaręczeni? 

Greg spojrzał wymownie na zegarek.  

– Dwie godziny – powiedział wyzywająco, gniewnie marszcząc brwi.  

Przez dłuŜszą chwilę nie padło ani jedno słowo. Christina pomyślała, Ŝe Greg niepotrzebnie 

zadziera z urzędnikiem państwowym.  WciąŜ nie mogła się przyzwyczaić, Ŝe jej narzeczony jest 

urodzonym  buntownikiem,  zawsze  gotowym  do  przeciwstawiania  się  autorytetom.  Jednak  z 

drugiej strony musiała przyznać, iŜ właśnie ta cecha jego charakteru pociągała ją najbardziej.  

W końcu pan Terby, wzdychając z rezygnacją, zwrócił się ponownie do Christiny: 

– Jeśli ty i twoja laleczka jesteście gotowe...  

–  To  nie  jest  Ŝadna  laleczka.  –  Mimo  iŜ  jej  słowa  były  tylko  nieznacznie  głośniejsze  od 

szeptu, przykuły uwagę urzędnika. Nie potrafiłaby nawet wytłumaczyć, dlaczego to takie waŜne, 

background image

by  szmaciana  zabawka,  którą  razem  z  Gregiem  uszyli  na  lekcji  przygotowania  do  Ŝycia  w 

rodzinie, była świadkiem ich ceremonii ślubnej.  

– To nasz syn, Murdock – powiedział Greg, nie wdając się w dalsze wyjaśnienia i puszczając 

oko do Christiny.  

Pan Terby ponownie cięŜko westchnął.  

– No dobrze, zaczynajmy.  

Wstał,  podszedł  do  szafki  i  wyjął  cieniutką  ksiąŜeczkę.  Potem  rozwinął  powieszony  na 

ś

cianie ekran pokryty malowidłem przedstawiającym ogrodową altankę wśród róŜ. Zajął miejsce 

za biurkiem, przygładził włosy i skinął na młodych, by do niego podeszli.  

–  Większość  par  preferuje  bardziej  romantyczne  otoczenie  niŜ  biuro  –  powiedział  tonem 

usprawiedliwienia.  

Christina  wolała  nie  patrzeć  na  kiczowaty  malunek.  Wzięła  Grega  pod  rękę,  a  on 

poprowadził ją w stronę urzędnika. Obojgu młodym udzieliła się podniosła atmosfera.  

Pan Terby chrząknął i rozpoczął.  

– Najmilsi...  

Christina  nie  zastanawiała  się  nad  motywem,  jakim  kierował  się  Greg,  prosząc  ją  o  rękę. 

Wystarczało, Ŝe czuła się bardziej poŜądana i bardziej kobieca niŜ kiedykolwiek wcześniej. Greg 

wybrał  ją  spomiędzy  wielu  innych,  piękniejszych  dziewcząt,  które  gotowe  były  spełnić  jego 

wszystkie marzenia.  

– Teraz wsuń obrączkę na jej palec.  

Christina  i  Greg  spojrzeli  na  siebie  zaskoczeni.  Po  chwili  Greg  sięgnął  do  kieszeni  i  wyjął 

nóŜ. Trzymając nad głową lśniące ostrze, zbliŜył się do urzędnika.  

Christina  zachłysnęła  się  powietrzem  i  jęknęła.  Natychmiast  zawtórowała  jej  sekretarka, 

obserwująca  całą  scenę  z  na  wpół  otwartymi  ustami.  Wystraszony  urzędnik  gwałtownie 

odskoczył, jak gdyby szykował się do ucieczki.  

Greg zatrzymał się.  

– Przepraszam – powiedział, odpychając pana Terby’ego na bok.  

Zdecydowanym ruchem odciął zrobioną szydełkiem pętelkę, na której wisiał wymalowany w 

róŜe  ekran  i  ponownie  stanął  obok  Christiny.  Po  chwili  wahania  wsunął  na  jej  palec  pleciony 

biały sznureczek.  

–  Czy  bierzesz  tego  męŜczyznę  za  swego  prawowitego  męŜa?  –  Pan  Terby  juŜ  odzyskał 

równowagę  ducha  i  powrócił  do  pełnienia  swych  urzędowych  obowiązków.  W  skrytości  ducha 

marzył o tym, by ta dziwaczna ceremonia dobiegła wreszcie końca.  

Gdy młoda para wygłosiła juŜ wszystkie stosowne formułki, pan Terby dodał: 

–  A  teraz  ogłaszam  was  męŜem  i  Ŝoną.  MoŜesz  pocałować  pannę  młodą,  a  potem  moja 

sekretarka zrobi wam zdjęcie na tle tych wspaniałych róŜ.  

Nigdy przedtem Greg jej nie całował. Teraz wziął Christinę w swe silne ramiona i delikatnie 

– prawie ostroŜnie – musnął wargami jej usta. I nagle wszystko wokół przestało istnieć...  

background image

 

Po powrocie do  Morrison Heights Greg  ujął Ŝonę pod łokieć i poprowadził  do motelowych 

drzwi. Nie mógł uwierzyć w swoje niezwykłe szczęście. Christina nie tylko bez wahania zgodziła 

się  wyjść  za  niego  za  mąŜ,  ale  w  dodatku  zachowywała  się,  jakby  była  w  nim  nieprzytomnie 

zakochana.  

Ta dziewczyna zawładnęła jego sercem, od momentu gdy ją ujrzał. Propozycja małŜeństwa, 

jaką  złoŜył  jej  dzisiaj  podczas  lunchu,  wynikała  co  prawda  ze  szczerego  uczucia,  jednak  była 

tylko swoistą próbą wysondowania stanowiska partnerki.  

Spodziewał się Ŝartów i drwin, ale Christina łagodnie się do niego uśmiechnęła i zapytała: 

– Mówisz powaŜnie? 

Kiwnął  głową,  czekając  na  jej  odpowiedź  jak  na  wyrok,  mający  przesądzić  o  całym  jego 

Ŝ

yciu.  Christina  zdała  mu  się  dobrym  i  niewinnym  aniołem,  roztaczającym  wokół  siebie 

ś

wietlistą aurę przyciągającą nawet takich grzeszników, jak Greg.  

Niektórzy  myśleli,  Ŝe  chodził  z  Christina  tylko  po  to,  Ŝeby  zrobić  na  złość  jej  ojcu,  który 

zresztą szczerze go nie znosił. Owszem, granie na nosie szeryfowi Cline’owi sprawiało mu sporo 

uciechy, ale przecieŜ nie dlatego pragnął być z jego córką.  

Ku  wielkiemu  zaskoczeniu  dziewczyna  nie  tylko  go  nie  wyśmiała,  lecz  bez  dłuŜszego 

namysłu  przyjęła  oświadczyny.  Ogarnęła  go  taka  euforia,  Ŝe  zaproponował,  by  zawarli 

małŜeństwo od razu... zanim Christina odzyska rozum i zmieni zdanie.  

Gdy  tylko  weszli  do  obskurnego  motelowego  pokoju,  Greg  zaczął  obsypywać  swą  młodą 

Ŝ

onę Ŝarliwymi pocałunkami. Wiedział, Ŝe była dziewicą, dlatego mimo narastającego poŜądania 

starał się zachowywać delikatnie.  

– Tak bardzo cię pragnę – powiedział, składając kolejny pocałunek na jej wargach.  

Westchną i jeszcze mocniej do niego przywarła.  

–  Chcę,  Ŝebyś  wiedział...  –  przerwała,  szukając  odpowiednich  słów  –  Ŝe  bardzo  powaŜnie 

traktuję małŜeńską przysięgę.  

Greg bez słowa skinął głową. Nie miał co do tego cienia wątpliwości.  

– Postaram się być jak najlepszą Ŝoną, obiecuję. – Oparła głowę na jego ramieniu.  

Mieli  właśnie  opaść  na  łóŜko,  gdy  rozległo  się  głośne  pukanie.  Zanim  zdąŜyli  zareagować, 

drzwi otworzyły się z impetem i do środka wtargnął jasny snop światła.  

– Wygląda na to, Ŝe przybyłem w samą porę! – zagrzmiał męski głos.  

Christina spojrzała w stronę drzwi i w jej oczach natychmiast pojawiła się panika.  

– Tatuś

 Greg  odwrócił  się  do  niej  plecami,  osłaniając  ją  w  ten  sposób  przed  wścibskim  wzrokiem 

szeryfa Cline’a oraz jego zastępcy i dyrektora motelu.  

Umundurowani  męŜczyźni  patrzyli  na  niego  z  wściekłością  i  obrzydzeniem,  jakby  był 

najnędzniejszym stworzeniem na ziemi.  

– Tatusiu, pozwól sobie wytłumaczyć...  

background image

–  Na  wszystko  przyjdzie  czas,  młoda  damo.  Teraz  mam  waŜniejsze  sprawy  na  głowie.  – 

Szeryf Ctine skinął na swego zastępcę, a ten  podszedł do  Grega z  kajdankami. – ZałoŜę się, Ŝe 

ten ptaszek duŜo wie o pewnym napadzie rabunkowym...  

Greg  nie  stawiał  oporu,  gdy  zastępca  zakuwał  go  w  kajdanki  i  odczytywał  mu  jego  prawa. 

Nie mógł sobie darować, Ŝe naraził Christinę na taki wstyd.  

– Nie moŜesz tego zrobić, tato!  – krzyczała^  kurczowo  ściskając ramię Grega. – Nie zrobił 

nic złego.  

– Uspokój się, skarbie. – Greg uznał, Ŝe pora zainterweniować. – Oni tylko, wykonują, co do 

nich naleŜy.  

– Ale przecieŜ ty nie...  

Spojrzał na nią i nagle zrozumiał, Ŝe podejrzewała najgorsze. I nie winił jej za to. Powinien 

być juŜ do tego przyzwyczajony – ludzie na ogół z góry zakładali, Ŝe zdolny jest do popełnienia 

kaŜdej niegodziwości. Jednak brak zaufania ze strony ukochanej dotknął go szczególnie boleśnie.  

Powinien się bronić, odeprzeć bezsensowne zarzuty. Być moŜe Christina uwierzyłaby w jego 

niewinność, ale szeryf nie dałby wiary nawet najbardziej logicznym wyjaśnieniom.  

Oszołomiona dziewczyna patrzyła, jak  zastępca  szeryfa prowadzi  Grega  do  zaparkowanego 

na  zewnątrz  wozu  patrolowego.  Strząsnęła  z  ramienia  dłoń  ojca,  podbiegła  do  samochodu  i 

otworzyła drzwiczki.  

–  Znajdę  kogoś,  kto  ci  pomoŜe  –  obiecała.  –  A  dopóki  nie  wyjaśnimy  tej  sprawy,  będę 

czekać...  

Wiedział na pewno, Ŝe zrobi, jak obiecała, i będzie trwać przy nim na dobre i na złe. Jednak 

zasługiwała na lepszy los, nie miał prawa niszczyć jej Ŝycia.  

– Nie chcę cię w to wciągać.  

– Będę cię codziennie odwiedzać – przyrzekła.  

Greg  nie  wątpił  w  jej  słowa,  nie  chciał  jednak  naraŜać  tak  słodkiej  i  niewinnej  istoty  na 

konfrontację  z  ponurym  i  brutalnym  otoczeniem.  Wiedział,  Ŝe  jedynym  sposobem,  by  ją  przed 

tym uchronić, jest zwolnienie jej ze ślubnych obietnic.  

Pewnego dnia wróci po nią – gdy okaŜe się jej godny, gdy będzie mogła z dumą przedstawić 

go wszystkim jako swojego męŜa. Na razie jednak musi pozwolić jej odejść.  

–  Nie  chcę,  Ŝebyś  tam  przychodziła  –  powiedział  z  mocą.  –  Zasługujesz  na  lepszy  los. 

Zapomnij o mnie i Ŝyj dalej.  

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Jeśli popełnisz jeden głupi błąd – powtarzała sobie – to bądź pewna, Ŝe przyjdzie ci za niego 

drogo zapłacić. Bezmyślnie wpatrywała się w  męŜczyznę, którego ostatnio widziała dziesięć lat 

temu. Z wielkim wysiłkiem oparła się pragnieniu, by natychmiast rzucić mu się w ramiona.  

Natomiast Greg Primo nie wydawał się zbytnio uszczęśliwiony tym spotkaniem. Miał ponurą 

minę  i  patrzył  na  Christinę  z  nie  ukrywaną  wrogością.  W  dłoni  trzymał  dość  gruby  plik 

dokumentów.  

Zerknęła przez ramię do duŜego pokoju, aby zobaczyć, czy do Donalda dotarto, co się tutaj 

dzieje. Na szczęście siedział z nosem utkwionym w gazecie, studiując pilnie notowania giełdowe.  

– Co to, do cholery, straciłaś mowę? – zapytał Greg.  

Tyle  lat  rozłąki  i  nawet  słowa  powitania?  Christina  nie  mogła  oderwać  oczu  od 

niespodziewanego  gościa.  Wyglądał  tak  seksownie,  Ŝe  bez  trudu  zawróciłby  w  głowie  kaŜdej 

kobiecie.  

JuŜ jako nastolatek Greg łamał wszystkie dziewczęce serduszka. A teraz? Szerokie ramiona, 

wąskie  biodra,  gęste  i  lśniące  włosy,  niemal  czarne  oczy  o  przenikliwym  spojrzeniu  –  istne 

ucieleśnienie kobiecych snów o prawdziwym męŜczyźnie.  

Potrząsnął  papierami  przed  nosem  Christiny,  jak  gdyby  chciał  ją  wyrwać  z  osłupienia  i 

przywołać do rzeczywistości.  

–  Czy  ty  masz  pojęcie,  ile  mi  to  przysporzy  kłopotów?  Poczuła,  jak  po  plecach  spływa  jej 

kropla  potu.  Utkwiła  wzrok  w  nagłówku  pogniecionego  dokumentu:  Christina  Cline  przeciwko 

Gregorio Primo, – Czy coś się stało, kochanie? – zapytał Donald, stając niespodziewanie  za jej 

plecami. – Czy chcesz, Ŝebym się go pozbył? – szepnął jej do ucha.  

Chorobliwa  zaborczość  Donalda  natychmiast  wyprowadziła  Christinę  z  równowagi. 

Zachowywał się tak, jak  gdyby tu  mieszkał na stałe, a nie tylko w  weekendy.  Ich dość  Ŝałosny 

związek był w zasadzie jedynie wygodnym dla obu stron układem.  

Przez chwilę spoglądała w milczeniu na obu męŜczyzn. Tak bardzo się róŜnili... Donald był 

jasnym blondynem średniego wzrostu. Na jego tle muskularny i opalony Greg wyglądał niczym 

rzucony znienacka na łono cywilizacji barbarzyńca. Donald był szanowanym członkiem lokalnej 

społeczności, co zaś do reputacji Grega, to lepiej o niej nawet nie wspominać.  

–  Hm...  nie...  To  jest...  –  Zawiesiła  głos,  otwierając  szerzej  drzwi.  No  i  gdzie  się  podziały 

twoje  dobre  maniery,  panienko,  pomyślała  z  ironią.  Szczerze  mówiąc,  nie  miała  zielonego 

pojęcia, jak przedstawić narzeczonego swojemu męŜowi.  

Greg wszedł do środka.  Christina wzięła  głęboki oddech, pragnąc odzyskać panowanie nad 

sytuacją.  

–  Donaldzie,  poznaj  Grega  Primo...  starego  przyjaciela  z  liceum.  Greg,  to  jest  Donald 

background image

Winkler, mój narzeczony.  

Greg  uniósł  brwi.  Christina  zamarła  w  oczekiwaniu  na  jego  reakcję.  Właśnie  otwierał  usta, 

kiedy dało się słyszeć stukanie do drzwi.  

– Co tak długo, Greggie? Komary poŜrą mnie Ŝywcem! 

Do środka wtargnęła wysoka, platynowa blondynka.  Miała buty na wysokich  szpilkach, ale 

najbardziej  przykuwała  uwagę  jej  elastyczna  bluzeczka  na  dwóch  cieniutkich  ramiączkach, 

oblepiająca  monstrualnej  wielkości  biust.  Zszokowana  Christina  na  próŜno  usiłowała  ukryć 

zdumienie.  

Jej spojrzenie powędrowało w górę i zatrzymało się na twarzy kobiety. Z powodu mocnego 

makijaŜu trudno było ocenić wiek nieznajomej. Kobieta uśmiechała się miło do Christiny.  

– W porządku, skarbie. Wszyscy zawsze tak wlepiają we mnie gały – poinformowała lekko 

osłupiałą panią domu.  

Christina pospiesznie zamknęła usta, zawstydzona swym nietaktownym zachowaniem.  

– Niektórzy uwaŜają, Ŝe przesadzam – paplała dalej nieznajoma. – Gdy jednak człowiekowi 

zaleŜy  na  aktorskiej  karierze,  to  powinien  zadbać,  by  wyróŜniać  się  wyglądem.  –  Spojrzała  na 

Christinę  spoza  podejrzanie  długich  i  gęstych  rzęs.  –  MoŜe  mogłybyśmy  się  kiedyś  spotkać. 

Nauczyłabym cię kilku kobiecych sztuczek; powinnaś popracować nad swoim wizerunkiem.  

Christina poczuła się uraŜona. Przypomniawszy sobie o zielonych plamach z trawy, którymi 

upstrzone były jej spodnie, w myślach zbeształa się za karygodny brak dbałości o wygląd. Była 

pewna,  Ŝe  nieznajoma  nie  miała  nic  złego  na  myśli.  Mimo  to  ubodły  ją  słowa  o  konieczności 

zmiany wizerunku.  

Nagle  kobieta  dostrzegła  osłupiałego,  zastygłego  z  szeroko  otwartymi  ustami  Donalda. 

Uśmiechnęła się doń kokieteryjnie.  

–  Wybaczcie  moje  zachowanie  –  zwróciła  się  do  Christiny,  ale  jej  uwaga  skierowana  była 

wyłącznie  w  stronę  Donalda.  –  Nazywam  się  Katrina  Humboldt,  ale  moŜecie  do  mnie  mówić 

Trina. To moje estradowe imię.  

– Miło mi panią poznać – odpowiedział Donald nieco nieprzytomnie, ujmując jej dłoń.  

PoniewaŜ jej związek z narzeczonym pozbawiony był Ŝaru i namiętności, Christina nawet w 

najmniejszym  stopniu  nie  poczuła  się  uraŜona  reakcją  Donalda.  Skoro  nie  wstydził  się  robić  z 

siebie idioty – jego sprawa...  

Niestety,  sytuacja  zaczynała  wymykać  się  spod  kontroli,  dlatego  teŜ  Christina  postanowiła 

jak najszybciej zakończyć rozmowę z Gregiem. Jeszcze chwila, a wyjdą na jaw rzeczy, które tak 

starannie  ukrywała.  Donald  nie  miał  pojęcia,  Ŝe  jego  narzeczona  jest  męŜatką.  Zwlekała  z 

powiedzeniem mu prawdy, gdyŜ pomimo upływu lat wciąŜ  wstydziła się swego młodzieńczego 

wybryku. Bo jakŜe inaczej moŜna było nazwać farsę, jaką był jej ślub z Gregiem? 

Greg chrząknął.  

–  Nie  chciałbym  przerywać  tego  wzruszającego  przedstawienia,  ale  muszę  porozmawiać  z 

Christina... na osobności. Przepraszam.  

background image

Jedną  ręką  ujął  Christinę  za  łokieć,  drugą  objął  ją  w  talii  i  poprowadził  do  salonu.  To  był 

zupełnie  naturalny  gest,  ale  Christinę  natychmiast  przeniknął  dreszcz.  Greg  zatrzymał  się  na 

chwilę, by popatrzeć na akwarelę wiszącą nad kominkiem, przedstawiającą olbrzymi słonecznik. 

Skrzywił się z nie skrywanym niesmakiem.  

–  Mam  nadzieję,  Ŝe  nie  wydałaś  na  to  fortuny?  Zanim  zdąŜyła  wymyślić  jakąś  ciętą 

odpowiedź, Greg skierował się do kuchni. Zbierając w sobie resztki sił, Christina wyrwała łokieć 

z jego uścisku.  

Gdy  zamknęły  się  za  nimi  drzwi,  cofnęła  się  i  zmroziła  swego  niby  męŜa  pełnym  pogardy 

spojrzeniem.  

– Nie wiem, co próbujesz udowodnić.  Wtargnąłeś do mojego  mieszkania’, zachowujesz się 

jak brutal... Nie podoba mi się to wszystko.  

Greg wyjął dokumenty z tylnej kieszeni i uderzył nimi o dłoń.  

–  No,  to  oboje  jesteśmy  zdegustowani.  Przez  dziesięć  lat  nie  myślałaś  o  uniewaŜnieniu 

małŜeństwa i akurat teraz, w tym  momencie, postanowiłaś  się tym zająć? Co robiłaś przez cały 

ten czas? 

– Ja...  

Christina  powstrzymała  się  jednak  przed  wyznaniem  prawdy.  Mało  brakowało,  a 

powiedziałaby szczerze: „czekałam na ciebie”. No tak, ale przecieŜ w końcu zapomniała o tych 

mrzonkach i zdecydowała się na bardziej dojrzały, w jej odczuciu, związek z Donaldem.  

Wróciła  pamięcią  do  wydarzeń  ostatnich  dziesięciu  lat.  Najpierw  ukończyła  liceum,  potem 

studiowała. Mieszkała z rodzicami, odkładając kaŜdy zarobiony grosz na kupno własnego domu. 

Wtedy tak była pochłonięta realizacją ambitnych planów, Ŝe rzadko miała czas, by poddawać się 

uczuciu  smutku,  które  towarzyszyło  jej  od  dnia  aresztowania  Grega.  Gdy  osiągnęła  pewną 

stabilizację i mogła zwolnić tempo Ŝycia, zaczęła jej doskwierać samotność. W końcu zdała sobie 

sprawę, Ŝe tylko spełnienie się w macierzyństwie przywróci sens jej istnieniu.  

Kiedy Donald zaproponował, Ŝe zostanie ojcem jej dzieci w zamian za odgrywanie przez nią 

roli  wzorowej  Ŝony  polityka  –  z  ochotą  przystała  na  ten  układ.  Doprawdy,  juŜ  raz  się 

skompromitowała,  decydując  się  na  małŜeństwo  pod  wpływem  chwilowego  zauroczenia.  Teraz 

była starsza i mądrzejsza, powinna pomyśleć o przyszłości. Donald mógł jej zapewnić wszystko, 

na czym jej zaleŜało.  

Nie miała jednak zamiaru opowiadać o tych planach Gregowi.  

– Byłam zajęta – stwierdziła spokojnie.  

Greg  szyderczo  wykrzywił  usta  na  dowód,  Ŝe  jej  wymówka  nawet  nie  zasługuje  na 

komentarz.  ZbliŜył  się,  lecz  tym  razem  Christina  nie  cofnęła  się  ani  o  krok.  Niemal  czuła,  jak 

atmosfera staje się duszna i napięta.  

Nie,  ten  wiecznie  błądzący  buntownik  o  mrocznej  duszy  nie  był  dla  niej  odpowiednim 

partnerem. Dlaczego zatem nie potrafiła zachować w jego pobliŜu zimnej krwi? Dlaczego, ledwo 

na nią spojrzał, traciła głowę? Czym ją tak zniewalał? 

background image

– Adwokat powiedział; Ŝe poniewaŜ małŜeństwo nie zostało... hm... skonsumowane, moŜemy 

uzyskać  szybkie  uniewaŜnienie,  zamiast  przechodzić  przez  długą  procedurę  rozwodową  – 

powiedziała,  usiłując  skierować  swoje  zbłąkane  myśli  na  właściwy  tor.  –  Musisz  się  tylko 

podpisać na ostatniej stronie.  

– Nie! 

Zaskoczona  tą  gwałtowną  reakcją  Christina  aŜ  podskoczyła.  Co  sugerował?  śe  chce  nadal 

pozostać  jej  męŜem?  śe  nadal  coś  do  niej  czuje?  Tak  czy  inaczej,  niezwykle  jej  to  schlebiało. 

Niestety, Greg szybko rozwiał jej złudzenia.  

– Nie mogłaś wybrać gorszego momentu! Gwałtownie i z hałasem odsunął krzesło od stołu, 

po czym usiadł cięŜko. Christina utkwiła spojrzenie w pionowych zmarszczkach pomiędzy jego 

nachmurzonymi brwiami.  

–  Jeśli  ktoś  się  o  tym  dowie  –  ciągnął  dalej  –  wezmą  w  łeb  wszystkie  moje  plany.  Musisz 

poczekać kilka miesięcy, dopóki nie uporządkuję róŜnych spraw! 

O BoŜe! JakŜe zranił jej dumę osobistą! Nawet teraz mówił jej, co powinna robić, jak gdyby 

była bezwolnym, nieodpowiedzialnym dzieckiem! 

Buntowniczo skrzyŜowała ręce na piersiach.  

– Nie mogę z tym poczekać. Za dwa miesiące wychodzę za mąŜ, chyba sam rozumiesz, Ŝe w 

tej sytuacji...  

Miała nadzieję, Ŝe jej głos zabrzmiał wystarczająco stanowczo. Od chwili gdy widzieli się po 

raz  ostatni,  Greg  nawet  nie  próbował  się  z  nią  skontaktować,  dlaczego  zatem  nie  chciał 

uniewaŜnić  małŜeństwa?  Jego  sprzeciw  wydał  się  Christinie  niedorzeczny.  Miała  zamiar  mu  to 

powiedzieć,  gdy  nagle  drzwi  kuchenne  otworzyły  się  i  do  środka  wpadł  Donald.  TuŜ  za  nim 

wbiegła Trina, nieomal potykając się o własne stopy.  

– Co tu się dzieje? – zapytał Donald.  

Patrzył wyczekująco na Christinę, wyraźnie ponaglając ją do wyjaśnień. Nie chciała, by Greg 

przejął inicjatywę.  

– A więc – zaczęła powoli – to długa historia.  

– Och, jak fajnie. Uwielbiam słuchać róŜnych opowieści – odezwała się Trina, sadowiąc się 

wygodnie przy stole.  

Wszyscy  czekali  na  dalsze  wyjaśnienia  Christiny.  Próbowała  skoncentrować  się  na 

Donaldzie, nie myśleć choć przez chwilę o Gregu... Jak najlepiej wytłumaczyć narzeczonemu, Ŝe 

związał  się  z  kobietą  po  przejściach  i  w  dodatku  –  męŜatką?  Czy,  poznawszy  prawdę,  Donald 

wciąŜ będzie zainteresowany ich układem? 

Brakowało jej tchu ze zdenerwowania, a trzy pary wlepionych w nią badawczo oczu jeszcze 

bardziej zbijały ją z pantałyku.  

– MoŜe powinniśmy porozmawiać o tym na osobności – zaproponowała, usiłując wyciągnąć 

Donalda z kuchni.  

– Nie ma takiej potrzeby – powiedział narzeczony, unosząc brodę i rozprostowując ramiona, 

background image

jak gdyby chciał w ten sposób zaakcentować, Ŝe zniesie nawet najbardziej dotkliwy cios. – Mów 

prosto z mostu.  

Donald był dobrym człowiekiem... czasami troszkę spiętym, ale dobrodusznym i uczciwym. 

Zawsze  traktował  ją  delikatnie,  z  szacunkiem,  nie  skarŜąc  się,  Ŝe  narzeczona  postanowiła 

pozostać  dziewicą  aŜ  do  nocy  poślubnej.  Sam  zresztą  równieŜ  przyznał  się  do  braku 

doświadczenia.  

Tak  naprawdę,  obojgu  odpowiadała  taka  sytuacja.  W  dodatku  Christina  nigdy  nie  mogłaby 

pójść  do  łóŜka  z  męŜczyzną,  będąc  Ŝoną  innego...  nawet  jeśli  było  to  tylko  małŜeństwo  na 

papierze.  

– Nie wiem, od czego zacząć.  

–  MoŜe  zaczniesz  od  poinformowania  swojego  narzeczonego,  Ŝe  jesteś  moją  Ŝoną?  – 

podpowiedział jej ochoczo Greg.  

–  O  rany!  Zupełnie  jak  w  jednej  telenoweli  –  zaszczebiotała  Trina.  –  Tyle  Ŝe  tam  bohater 

zapomniał powiedzieć narzeczonej, Ŝe ma dziecko z zakonnicą. Wy chyba nie macie dziecka? 

– Nie.  

– Tak.  

–  Co?  –  Donald  zaczął  nerwowo  krąŜyć  po  pokoju.  Zazwyczaj  postępował  tak,  gdy  był 

czymś bardzo zdenerwowany.  

–  Nasz  synek  dostał  na  imię  Murdock.  I  mieliśmy  mnóstwo  frajdy,  robiąc  go  –  powiedział 

Greg ze szczerym rozrzewnieniem.  

Christina spojrzała na niego z wyrzutem.  

– Wcale nie... nip!... ułatwiasz sprawy! 

– Znowu czkawka? MoŜe usiądziesz – zaproponował Donald. – Przyniosę ci szklankę wody.  

– Woda nie pomaga – wtrącił Greg. – Najlepiej ją rozśmieszyć! 

Uświadomiła sobie,  Ŝe odkąd  znała Donalda, ani  razu nie słyszała, Ŝeby  się śmiał. Dziwne, 

nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym.  

– Nie, najlepsza jest woda – upierał się Donald, podsuwając jej szklankę. – Borykamy się z 

jej  czkawkami  codziennie,  odkąd  ogłosiliśmy  nasze  zaręczyny.  Chyba  wiem,  co  jej  najbardziej 

pomaga! 

Christina usiadła na miejscu, które przed chwilą zwolnił Greg i łapczywie piła wodę.  

– A ja znam ją jeszcze z czasów licealnych i dlatego wiem, Ŝe tylko śmiech...  

– To nie ma znaczenia – przerwała mu Christina, głośno odstawiając na stół pustą szklankę. 

Skoro  nie  było  innego  wyjścia,  zamierzała  natychmiast  opowiedzieć  Donaldowi  o  swojej 

przeszłości i mieć to juŜ za sobą.  

Trina niecierpliwie podskakiwała na krześle.  

– Zaraz pęknę z ciekawości. Śmiało, dziewczyno, mów! Christina wzięła głęboki oddech.  

– Greg i ja mieliśmy za zadanie udawać męŜa i Ŝonę na lekcjach z przygotowania do Ŝycia w 

rodzinie.  

background image

–  Musieli  wprowadzić  ten  przedmiot  dość  niedawno  –  powiedział  Donald.  –  Nigdy  czegoś 

takiego  nie  miałem.  –  Miał  trzydzieści  pięć  lat,  co  oznaczało,  Ŝe  skończył  szkołę  o  siedem  lat 

wcześniej niŜ Christina i Greg.  

–  Tak.  Poprzez  te  lekcje  dyrektor  usiłował  nauczyć  nas  Ŝycia  w  rzeczywistym  świecie. 

Podczas odgrywania zamęŜnej pary  uczyliśmy  się opieki nad dzieckiem, jak równieŜ układania 

domowego budŜetu, sprzątania i gotowania.  

– Potraktowaliśmy nasze role bardzo powaŜnie – przerwał Greg ze znaczącym uśmieszkiem.  

–  W  zasadzie  było  to  dla  nas  swego  rodzaju  impulsem,  by  pobrać  się  naprawdę  –  dodała 

Christina.  

Donald nie odezwał się,  przyjmując jej  wyjaśnienia z  kamienną twarzą.  Brak jakiejkolwiek 

reakcji  z  jego  strony  sprawił,  Ŝe  Christina  postanowiła  lepiej  uzasadnić  swą  porywczą  i 

niedojrzałą decyzję.  

– Byliśmy młodzi i głupi.  

Christina do dziś nie miała pojęcia, dlaczego wydała się Gregowi pociągająca i czemu został 

jej klasowym partnerem. Pamiętała jednak, Ŝe większość dziewcząt oddałaby swoje prawo jazdy 

za chociaŜ jedną randkę ze szkolnym przystojniakiem. Ale to właśnie ona za niego wyszła! 

Bezwiednie westchnęła.  

– RóŜniliśmy się od siebie jak woda i ogień – kontynuowała niepewnie.  

–  Święta  prawda.  –  Greg  zwrócił  się  do  Donalda.  –  Nasza  nauczycielka,  pani  Murdock, 

chyba myślała, Ŝe Christina będzie miała na mnie dobry wpływ. Niezłe było ze mnie ziółko.  

Co  pomyślałaby  ich  nauczycielka,  gdyby  zobaczyła,  jak  dalekie  od  prawdy  okazały  się  jej 

przewidywania? 

– Nadal nic nie wiem o twoim synu! 

Donald był zły i rozŜalony, czemu w zaistniałej sytuacji nie naleŜało się dziwić. Był pewien, 

Ŝ

e Christina celowo go zwodziła, twierdząc, Ŝe do dnia ślubu pragnie pozostać dziewicą.  

– Zawarliśmy umowę – przypomniał jej z powagą.  

–  Nie  jest  tak,  jak  myślisz.  –  Znów  dostała  czkawki.  –  Nasz  tak  zwany  syn,  to  po  prostu 

szmaciana lalka, mająca udawać na lekcjach nasze dziecko.  

– Dobrze, ta sprawa juŜ jest wyjaśniona – powiedział Greg z oczywistym zamiarem zmiany 

tematu. Z niecierpliwością uderzał papierami o dłoń. – Wróćmy teraz do sprawy rozwodu.  

– Oczywiście – zgodziła się Christina skwapliwie. – JuŜ przynoszę długopis.  

Była świadoma, Ŝe kiedyś do tego dojdzie, ale nagle zrobiło jej się smutno. Podała Gregowi 

długopis, próbując zapanować nad ogarniającym ją uczuciem Ŝalu.  

– Nie podpiszę.  

– Słucham? 

– Powiedziałem, Ŝe nie podpiszę! 

– Słyszałam, co powiedziałeś. I wydaje mi się, Ŝe nie dotarto do ciebie, iŜ Donald i ja chcemy 

się pobrać za dwa miesiące. – Głos drŜał jej coraz bardziej, a na czoło wystąpiły kropelki potu. – 

background image

Musisz podpisać te dokumenty! 

–  Będzie  z  tym  pewien  problem  –  odrzekł  Greg,  kiwając  głową.  –  Widzisz,  najpierw 

chciałbym wyegzekwować to, co mi się jako twojemu prawowitemu małŜonkowi naleŜy.  

Oszołomiona  Christina  zaniemówiła.  Nieraz  widziała  na  twarzy  Grega  ten  wyraz 

determinacji. Jej niby mąŜ był w tej chwili śmiertelnie powaŜny i nie zamierzał słuchać Ŝadnych 

logicznych argumentów. Zawładnęła nią nagła chęć ucieczki.  

Nawet nie zauwaŜyła, Ŝe Donald troskliwie ją objął.  

Gdy  ocknęła  się  z  szoku  wywołanego  niedorzecznym  Ŝądaniem  Grega,  jej  emocje 

przerodziły się we wściekłość. Jak ten łajdak śmiał zniewaŜyć ją taką bezczelną propozycją! I to 

w obecności jej narzeczonego! 

– Nie przejmuj się – zapewnił ją Greg z taką obojętnością, jak gdyby proponował niewinny 

spacerek po parku. – Nie będziesz musiała wkładać w to serca. Nie wymagam aŜ tak wiele.  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Zachowanie  Donalda  bardzo  zaskoczyło  Christinę.  Marszcząc  groźnie  brwi,  zbliŜył  się  do 

Grega i złapał go za koszulę.  

– Muszę cię poprosić, Ŝebyś teraz wyszedł – cedził powoli słowa, niczym Clint Eastwood w 

filmie „Brudny Harry”. – Niepokoisz moją narzeczoną! 

Jak było do przewidzenia, Greg bardzo szybko uwolnił się z uścisku Donalda i przycisnął o 

wiele niŜszego przeciwnika do ściany.  

– Greg, przestań! Zrobisz mu krzywdę! – krzyknęła przeraŜona Christina.  

– Ach, ty szczęściaro! – zapiszczała Trina. – Biją się o ciebie dwaj przystojni faceci! 

Ten komentarz sprawił, Ŝe Donald podjął jeszcze bardziej desperacką próbę zmierzenia się z 

Gregiem. Efekt był dość Ŝałosny.  

–  Hej,  uwaŜaj  na  moją  prawą  dłoń  –  zaprotestował  Donald.  –  Te  palce  muszą  obsługiwać 

kalkulator! 

Christina  rozejrzała  się  dookoła  w  poszukiwaniu  czegoś,  czego  mogłaby  uŜyć  przeciwko 

intruzowi  wprowadzającemu  mętlik  w  jej  Ŝycie.  Na  barku  stała  kryształowa  karafka  do  wina. 

Była  w  rodzinie  od  lat,  przechodziła  z  pokolenia  na  pokolenie  i  Christina  nie  chciała  tracić  tak 

cennego  przedmiotu.  Jej  wzrok  powędrował  przez  stoi  kuchenny  i  zatrzymał  się  na  wysokim, 

drewnianym  młynku  do  pieprzu,  którym  wcześniej  bawiła  się  Trina.  Podniosła  go,  ujmując  za 

górną  część,  i  podeszła  do  szamoczących  się  męŜczyzn.  Pomachała  tą  bronią  Gregowi  przed 

nosem, doskonale wiedząc, Ŝe i tak nigdy nie byłaby w stanie go uderzyć. Bez względu na to jak 

bardzo by ją wcześniej rozzłościł.  

– Naprawdę tego uŜyję! 

Greg rozluźnił uścisk wokół dłoni Donalda i uśmiechnął się promiennie.  

– Co masz zamiar zrobić? Solidnie posypać mnie pieprzem? 

Chcąc  pokazać,  Ŝe  zupełnie  nie  przejął  się  jej  pogróŜką,  ostentacyjnie  skierował  całą  swą 

uwagę na przyciśniętego do wytapetowanej ściany Donalda.  

– Twoje palce obsługują kalkulator? Jesteś księgowym czy coś w tym rodzaju, tak?! 

– Jestem prawnikiem. Ale chcę się wyspecjalizować w księgowości – odpowiedział Donald 

tak  naturalnie,  jak  gdyby  prowadził  miłą  pogawędkę  ze  starym  znajomym.  –  Na  razie 

rozpocząłem praktykę w kancelarii adwokackiej.  

Zanim Christina zdąŜyła przypomnieć obu panom o swojej obecności, Greg puścił Donalda. 

Ten natychmiast zaczął energicznie rozcierać zdrętwiałą dłoń.  

–  Naprawdę?  –  zapytał  Greg.  –  Właśnie  szykuję  się  do  otwarcia  nowego  interesu.  Mam 

zamiar  otworzyć  firmę  w  mieście  i  przydałby  mi  się  księgowy.  Ale  nie  tylko.  Wynikły  pewne 

problemy z wynajmem budynku...  

background image

Christina  nie  posiadała  się  ze  zdumienia.  Jeszcze  przed  chwilą  walczyli  jak  dwa  koguty,  a 

teraz  Greg  bez  mrugnięcia  okiem  zatrudnił  Donalda  jako  księgowego  i  doradcę  prawnego. 

Panowie uścisnęli sobie dłonie, by przypieczętować zawartą umowę. Zachowywali się, jakby byli 

najlepszymi przyjaciółmi. Christina zwątpiła, czy kiedykolwiek zdoła zrozumieć męŜczyzn.  

– Donaldzie, dlaczego wchodzisz z nim w ten interes? Zapomniałeś juŜ, co mi przed chwilą 

zaproponował? – Nie potrafiła ukryć rozgoryczenia.  

– Ach tak – odpowiedział, drapiąc się w głowę. – Z tym będzie problem.  

–  W  zasadzie  potrzebuję  ją...  tylko  na  miesiąc.  –  Greg  poprawił  nieco  wymięty  krawat  i 

wsunął ręce do kieszeni. – MoŜe na krócej, jeśli starsza pani wykaŜe chęć współpracy.  

–  O,  przepraszam  bardzo,  ale  nie  zamierzam  spokojnie  patrzeć,  jak  staję  się  przedmiotem 

umowy handlowej! – Z rękami wspartymi na biodrach Christina stanęła między męŜczyznami i 

przeszyła  Grega  pełnym  wściekłości  spojrzeniem.  –  Starsza  pani  stoi  tutaj  i  na  pewno  nie  ma 

ochoty na Ŝadną współpracę.  

Trina zerknęła znad papierowej serwetki, którą składała w malutki trójkącik.  

– Wal dalej, kochanieńka! Greg bezczelnie się zaśmiał.  

–  Myślałaś,  Ŝe  mówiłem  o  tobie?  –  Protekcjonalnie  pogłaskał  Christinę  po  policzku,  czym 

tylko  spotęgował  jej  oburzenie.  –  Starsza  pani,  którą  miałem  na  myśli,  to  ponad 

dziewięćdziesięcioletnia  wdowa,  właścicielka  składu,  który  chcę  wynająć  na  potrzeby  mojej 

firmy.  

– A cóŜ to ma wspólnego ze mną? 

–  Jestem  właścicielem  duŜej  sieci  siłowni,  usytuowanych  wzdłuŜ  Wschodniego  WybrzeŜa. 

Kiedy przeniosłem się z powrotem do Morrison Heights, postanowiłem otworzyć jedną równieŜ 

tutaj.  Magazyn  pani  Odell  ma  świetną  lokalizację  i  jest  odpowiedniej  wielkości.  Jedyną  rzeczą 

wstrzymującą  podpisanie  kontraktu  jest  to,  Ŝe  starsza  pani  nie  jest  pewna,  czy  jestem 

wystarczająco  ustatkowany.  –  Greg  posłał  Christinie  czarujący  uśmiech,  ukazując  wspaniałe, 

białe zęby i urocze dołeczki w policzkach. – Więc powiedziałem jej, Ŝe jestem Ŝonaty. Teraz ona 

chce poznać moją Ŝonę. To znaczy ciebie.  

–  Posiadasz  sieć  siłowni,  a  mimo  to  pani  Odell  potrzebuje  dowodu,  Ŝe  jesteś  powaŜnym  i 

godnym zaufania obywatelem? Coś takiego...  

– No cóŜ, niestety... Niektórzy jeszcze pamiętają moją kryminalną przeszłość.  

Donald szeroko otworzył oczy. Wyglądał na lekko przeraŜonego.  

– Hej, koleś, jeśli byłeś zamieszany w przestępstwo przeciwko stanowi, to lepiej znajdź sobie 

kogoś innego do pomocy w prowadzeniu biznesu.  

–  Och  nie,  nic  z  tych  rzeczy  –  uspokoiła  go  Trina,  podnosząc  się  od  stołu  i  poprawiając 

obcisłe dŜinsy. – To była tylko drobna kradzieŜ, w dodatku chyba z dziesięć lat temu...  

–  Wiem,  Ŝe  próbujesz  mi  pomóc,  ale  robisz  to  dość  nieudolnie  –  przerwał  jej  Greg.  –  Po 

prostu  znalazłem  się  o  niewłaściwej  porze  w  nieodpowiednim  miejscu,  i  w  dodatku  w  bardzo 

podejrzanym  towarzystwie.  –  Sięgnął  do  kieszeni  i  wyciągnął  klucze.  –  Chcę  –  powiedział, 

background image

odwracając się do Christiny – Ŝebyś poszła ze mną do pani Odell, wypiła z nią herbatkę i zrobiła 

na starszej pani dobre wraŜenie. Postaraj się wyglądać na zadowoloną z Ŝycia, stateczną męŜatkę. 

To nie powinno być dla ciebie trudne – dodał po chwili zastanowienia.  

Christina nie wiedziała, czy potraktować tę ostatnią część wypowiedzi jak komplement, czy 

raczej jak obrazę.  

– Mogłabym spróbować odegrać tę rolę – wtrąciła Trina – ale trudno by mi było ukryć mój 

naturalny,  wrodzony  seksapil...  Ty,  kochanieńka,  nawet  nie  będziesz  musiała  niczego  udawać. 

Wyglądasz jak ucieleśnienie mieszczańskich cnót! 

Greg  posłał  Trinie  gniewne  spojrzenie.  Ta  w  odpowiedzi  pokazała  na  migi,  Ŝe  właśnie 

zamyka buzię na kłódkę i wyrzuca wyimaginowany kluczyk.  

–  Aha,  i  będziesz  musiała  poczekać  z  uniewaŜnieniem  małŜeństwa,  dopóki  nie  podpiszę 

umowy najmu – dodał Greg, odwracając się z powrotem do Christiny.  

– Nie mogę. – Podeszła bliŜej do Donalda, jakby szukając u niego wsparcia. – Pobieramy się, 

dlatego zaleŜy mi na jak najszybszym załatwieniu tej sprawy! 

– Tego typu informacje  sądowe są publikowane  w  gazecie. Nie chcę, by  sprawa wyszła na 

jaw, zanim pani Odell nie podpisze ze mną umowy.  

Właśnie wywracał jej Ŝycie do góry nogami, ale nie mogła pozwolić, by zauwaŜył, Ŝe nadal 

ma nad nią władzę. Postanowiła bronić swego zdania do upadłego.  

– To nie moja sprawa! 

– Dobrze, w takim razie nie podpiszę tych papierów.  

– Załatwię to bez ciebie! Mogę to zrobić, Donaldzie, nieprawdaŜ? 

– No cóŜ, to zaleŜy...  

–  W  końcu  nigdy  nawet  razem  nie  mieszkaliśmy,  a  juŜ  na  pewno  małŜeństwo  nie  zostało 

skonsumowane.  

– Nie?! – krzyknęli jednocześnie Donald i Trina.  

Greg milczał, dlatego Christina postanowiła sama wyjaśnić tę sprawę.  

– Okoliczności nie pozwoliły.  

Nie,  nie  miała  ochoty  opowiadać  o  brutalnie  przerwanej  podróŜy  poślubnej,  nagłym 

aresztowaniu Grega i o tym, jak ją potem porzucił. I tak wylała z tego powodu zbyt wiele łez. Nie 

tylko dlatego, Ŝe Greg ją odtrącił, kiedy próbowała wywiązać się ze swej małŜeńskiej przysięgi i 

trwać przy nim na dobre i na złe. Niestety, zaczynała równieŜ podejrzewać, Ŝe oświadczył jej się 

tylko  po  to,  by  zaciągnąć  ją  do  łóŜka.  A  skoro  mu  to  udaremniono,  przestał  się  zupełnie 

interesować swą świeŜo poślubioną Ŝoną.  

–  Nadal  nie  rozumiem,  jak  dwoje  zdrowych,  normalnych  ludzi  mogło  przysięgać  sobie 

nawzajem  miłość,  a  potem  zrezygnować  z  najfajniejszej  części  –  odezwała  się  Trina.  –  To  dla 

mnie intrygująca zagadka! 

Zdaniem  Christiny  natomiast,  uniknięcie  owej  „najfajniejszej  części”  świadczyło  o  tym,  Ŝe 

niebiosa miały ją w swej opiece.  

background image

Ś

lubowali sobie z Donaldem czystość, poniewaŜ byli rozsądni i mieli powaŜne podejście do 

Ŝ

ycia. Obojgu zaleŜało na zbudowaniu w pełni partnerskiego związku, w którym nie było miejsca 

na  szalone  uniesienia  i  działania  pod  wpływem  impulsu.  Gdy  nadejdzie  odpowiedni  czas, 

wypowiedzą sakramentalne „tak”, i dopiero wtedy pomyślą o seksie.  

–  A  zatem  nie  potrzebuję  podpisu  Grega,  aby  uzyskać  uniewaŜnienie  małŜeństwa,  tak?  – 

upewniła się.  

–  Raczej  nie  –  odpowiedział  Donald  i  zmarszczył  z  namysłem  brwi.  –  MoŜe  to  jednak 

potrwać  trochę  dłuŜej.  Trzeba  powołać  świadków,  którzy  potwierdziliby  całkowity  rozkład 

poŜycia oraz to, Ŝe nigdy nie spaliście ze sobą, W tych okolicznościach uniewaŜnienie powinno 

być w miarę proste.  

– To prawda – przyznał Greg – ale rozwód moŜe trwać bardzo długo, zwłaszcza jeśli jedna 

ze stron nie wyrazi nań zgody.  

Jego  niski  głos  brzmiał  uwodzicielsko  i  kusząco.  Christina  miała  wraŜenie,  iŜ  Greg  często 

uŜywał  tej  broni,  by  osiągnąć  zamierzone  cele.  Przypuszczała  teŜ,  Ŝe  na  ogół  zawsze  odnosił 

sukces.  

–  PrzecieŜ  nie  musimy  występować  o  rozwód!  MałŜeństwo  nigdy  nie  zostało 

skonsumowane! 

–  Według  ciebie  nigdy  nie  zostało  skonsumowane,  ale  ja  mam  być  moŜe  w  tej  kwestii 

zupełnie odmienne zdanie.  

– Nie zrobiłbyś tego! 

– Pójdź mi na rękę do czasu, dopóki nie podpiszę umowy najmu – powiedział z przymilnym 

uśmiechem –a nie będę musiał tego robić.  

–  W  interesach  teŜ  jest  taki  twardy!  –  obwieściła  dumnie  Trina.  –  Po  prostu  nie  uznaje 

odmownych odpowiedzi.  

Twierdzenie  nie  mijało  się  z  prawdą.  Christina  pamiętała,  Ŝe  Greg  nie  lubił  przegrywać. 

Zwłaszcza  wtedy,  gdy  mu  na  czymś  szczególnie  zaleŜało.  Wystarczyło  przypomnieć  sobie,  do 

czego był kiedyś zdolny, by pozyskać jej sympatię.  

Spojrzała  na  narzeczonego.  Biorąc  pod  uwagę  jego  wrodzoną  wyrozumiałość  oraz 

stosunkowo  spokojną  reakcję  na  przebieg  wydarzeń  dzisiejszego  wieczoru,  przypuszczała,  Ŝe 

prawdopodobnie przyjmie on bez szczególnych oporów warunki Grega... I tak w sumie nie miał 

większego wyboru, niemniej jednak, wypadało zapytać go o zdanie.  

– Donaldzie? 

Z rezygnacją opuścił ręce i odsunął się od niej, jak gdyby juŜ przekazywał ją Gregowi.  

– Sądzę, Ŝe nie ma nic złego w wypiciu herbatki ze starszą panią.  

Donald był prawdziwym dŜentelmenem... Jeszcze do niedawna Christina nie posiadała się ze 

szczęścia,  Ŝe  się  z  nim  zaręczyła,  nawet  jeśli  ich  związek  był  odrobinę  dziwaczny.  Dlaczego 

zatem poczuła się teraz przykro rozczarowana? Czy dlatego, Ŝe Donald bez wahania przystał na 

warunki Grega? 

background image

– Tak... ja teŜ tak myślę – przyznała z ociąganiem, w głębi duszy była bowiem przekonana, 

Ŝ

e w pobliŜu Grega nigdy nie będzie bezpieczna.  

– W takim razie umowa stoi. – Greg wyciągnął rękę do Christiny. Po chwili wahania podała 

mu swoją dłoń. Po raz kolejny udało się mu nagiąć” ją do swojej woli. Została niespodziewanie 

wciągnięta  w  dziwną  rozgrywkę,  postanowiła  zatem  mieć  się  na  baczności.  Tym  razem  nie 

pozwoli się wykorzystać.  

Greg przytrzymał jej dłoń przez chwilę, po czym mocno, ‘ale znacząco ją uścisnął. Odwrócił 

się następnie do Donalda i energicznie poklepał go po ramieniu.  

– Dzięki, koleś! Doceniam twoją wyrozumiałość! 

– Nie ma sprawy – odparł Donald.  

– Przyjadę po ciebie o wpoi do czwartej w niedzielę i pójdziemy do pani Odell na herbatę. – 

Greg uwaŜnie zlustrował Christinę od stóp do głów, zatrzymując wzrok na poplamionych trawą 

dŜinsach  i  odrobinę  powyciąganym  podkoszulku.  –  WłóŜ  coś  ładnego.  –  Puścił  do  niej  oko.  – 

MoŜe letnią białą sukienkę? 

O  nie,  Donald  nie  miał  racji.  Problemy  zbliŜały  się  wielkimi  krokami!  Całe  morze 

problemów! 

 

Christina właśnie wyszła z wanny. ZdąŜyła włoŜyć czystą koszulkę i dŜinsy, kiedy zadzwonił 

dzwonek. – JuŜ idę! – krzyknęła.  

Z westchnieniem przeciągnęła grzebieniem po mokrych włosach. Wizyta bez zapowiedzi nie 

była  w  stylu  Donalda.  Chyba  Ŝe  miał  zły  dzień.  Wówczas  zwykł  dzielić  się  z  Christina 

wszystkimi  problemami,  z  jakimi  zetknął  się  w  kancelarii  adwokackiej.  Potem  rozkładał  się  na 

kanapie  i  tępo  wpatrywał  w  ekran  telewizora.  No  cóŜ,  tym  razem  ona  teŜ  miała  za  sobą  cięŜki 

dzień. I nie wiedziała, czy starczy jej sił, by pomóc odzyskać narzeczonemu dobry nastrój.  

Nie chodziło o fizyczne zmęczenie, które było nieodłączną częścią pracy architekta terenów 

zielonych. Głównie jedynak we znaki dawała jej się szefowa, Linda, która ostatnio kierowała ją 

do  najprostszych  i  najnudniejszych  zadań,  z  którymi  uporałby  się  nawet  początkujący 

działkowiec.  Powód?  Linda  niezmiennie  twierdziła,  Ŝe  Christina  umie  postępować  z 

najtrudniejszymi  klientami.  Zazwyczaj  bez  szemrania  wykonywała  polecenia  szefowej,  jednak 

dzisiaj miarka się przebrała.  

MoŜe puściły jej nerwy z powodu wczorajszych przejść z Gregiem, moŜe po prostu wstała z 

łóŜka lewą nogą... Po raz pierwszy podniosła głos na Lindę i kategorycznie oświadczyła, Ŝe od tej 

chwili  zamierza  robić  jedynie  to,  co  umie  najlepiej,  czyli  projektować!  Rutynowa  pielęgnacja, 

polegająca  na  utrzymywaniu  w  dobrym  stanie  trawników  i  roślin,  powinna  naleŜeć  do 

zatrudnionych w tym celu pracowników, bez względu na to, jak trudny okaŜe się klient! 

Christina nie, wiedziała,  czy jej twarda i  nieugięta postawa wywarta jakiekolwiek wraŜenie 

na szefowej. MoŜe i tak, bo Linda wyglądała na zdumioną i nieco zdezorientowaną.  

Przeszła  przez  salon  i  chwyciła  za  klamkę.  Potrzebowała  odpoczynku  i  trochę  spokoju. 

background image

Najpierw chciała wpaść do ulubionego baru sałatkowego na obiad.  

– Cześć, właśnie zamierz ... – Reszta zdania uwięzia jej w gardle, gdy w progu ujrzała Grega.  

–  Jedziemy  do  magazynu  –  oświadczył  tonem  nie  znoszącym  sprzeciwu  i  pospiesznie 

zmierzył ją wzrokiem. – Nie musisz się przebierać... wyglądasz bardzo dobrze.  

Mimo  tych  wszystkich  lat  rozłąki,  Christina  wciąŜ  była  czuła  na  urok  Grega.  Jego 

niewyszukany komplement sprawił jej przyjemność, a jednocześnie wprawił w niemały popłoch. 

Jak to się działo, Ŝe ten męŜczyzna wciąŜ miał nad nią ‘ taką władzę? Usiłowała uodpornić się na 

jego  wdzięk,  ale  było  to  równie  prawdopodobne,  jak  to,  Ŝe  jutro  wszyscy  ludzie  obudzą  się 

bogaczami. Tak czy inaczej, powinna przynajmniej sprawiać wraŜenie chłodnej i opanowanej.  

– Przepraszam? – bąknęła trochę bez sensu.  

–  Nie  ma  potrzeby  przepraszać.  Jeszcze  nic  złego  nie  zrobiłaś  –  powiedział  z  diabelskim 

uśmieszkiem.  

– Ja nie... Nie moŜesz tak po prostu...  

–  AleŜ  mogę.  Pani  Odell  dała  mi  klucze,  Ŝebym  mógł  dokładnie  obejrzeć  pomieszczenie, 

które chcę wynająć. PoniewaŜ mamy się z nią spotkać w ten weekend, pomyślałem, Ŝe bylibyśmy 

bardziej  przekonujący,  gdybyś  wcześniej  zobaczyła  magazyn.  Wesz,  będziesz  potem  mogła 

wtrącić w rozmowie kilka mądrych uwag.  

– No cóŜ, wydaje mi się, Ŝe masz rację...  

– Oczywiście, Ŝe mam rację. Bierz torebkę i idziemy.  

I  znowu  osiągnął  to,  co  chciał  –  wkraczał  z  impetem  w  jej  Ŝycie.  Z  uśmiechem  na  twarzy 

usiłował  wywrócić  je  do  góry  nogami,  ot  tak,  po  prostu...  Dzisiaj  juŜ  raz  wystąpiła  w  obronie 

swych racji, sprzeciwiając się poleceniom szefowej. ToteŜ nie miała zamiaru pozwolić, by teraz 

manipulował nią mąŜ! JuŜ niedługo eksmąŜ, którego zresztą nie widziała od dziesięciu lat! 

– Słuchaj, nawet jeszcze nie jadłam obiadu. Waśnie miałam zamiar...  

–  Nie  martw  się  o  obiad.  To  mój  problem.  Ja  stawiam.  Christina  rozwaŜyła  wszystkie  za  i 

przeciw. Nie miała wielkiego wyboru, zwłaszcza w sprawie spotkania z panią Odell i odegrania 

roli  oddanej  Ŝony  Grega.  Być  moŜe,  jeśli  będzie  potulnie  spełniać  jego  Ŝądania,  uniewaŜnienie 

małŜeństwa stanie się czystą formalnością? Wtedy Greg znów zniknie z jej Ŝycia.  

– Nadal lubisz warzywka? – zapytał niespodziewanie. – Słyszałem, Ŝe w barze sałatkowym 

podają dziś wspaniałe karczochy! 

Cała złość, jaką jeszcze  przed chwilą do niego czuła, znikła w okamgnieniu. Po tylu latach 

wciąŜ pamiętał jej ulubione danie.  

Magazyn  znajdował  się  w  opuszczonej  i  zaniedbanej  części  miasta.  Budynek,  poprzednio 

wykorzystywany jako magazyn  mebli,  zaczął popadać w ruinę po tym, jak  czternaście lat temu 

zachorował mąŜ pani Odell. Później, gdy dzierŜawcy z firmy meblowej zwolnili pomieszczenie, 

a właścicielka nadal usiłowała pozbierać się po stracie męŜa, budowla zaczęła się błyskawicznie 

chylić ku upadkowi. JednakŜe ostatnimi laty wiele starych domów w okolicy zostało sprzedanych 

i  przerobionych  na  biura.  Część  budynków  rozebrano,  a  w  ich  miejsce  powstały  restauracje  i 

background image

eleganckie sklepiki.  

Tutejsza okolica zaczynała być modna, o czym Greg poinformował Christinę przy obiedzie. 

Dlatego  chciał  podpisać  umowę,  zanim  konkurencja  w  postaci  miejscowych  rekinów  biznesu 

odkryje prawdziwą wartość tych nieruchomości i zacznie podbijać ceny.  

Przekręcił klucz  i puścił Christinę przodem.  Kiedy  znaleźli się  w środku,  ich oczom ukazał 

się dość niezachęcający widok – przeraŜający bałagan, jaki zawsze towarzyszy wszelkim pracom 

remontowo-budowlanym.  

– Pani Odell postanowiła doprowadzić tę ruinę do stanu uŜywalności – wytłumaczył Greg. – 

Kazała połoŜyć nowy dach, bo stary przeciekał, no i teraz reperuje i wymienia zniszczone wodą 

podłogi i ściany.  

Wziął ją za rękę i przeprowadził obok sterty rupieci. Machnął dłonią w kierunku wejścia.  

–  Tutaj  mogłaby  być  recepcja,  a  wzdłuŜ  frontowej  ściany  –  biura.  A  ta  duŜa,  otwarta 

przestrzeń nadawałaby się na siłownię.  

Zamilkł, najwyraźniej czekając na jej uwagi, a moŜe nawet na aprobatę.  

Christina  próbowała  wyobrazić  sobie,  jak  wyglądałoby  to  miejsce  po  remoncie,  juŜ 

urządzone. Po chwili powiedziała z wahaniem: 

– Nie wiem...  

–  Nie  wiesz?  –  Greg  odwrócił  się  w  jej  kierunku.  –  Nie  dostrzegasz,  jakie  to  Wspaniałe 

miejsce?  Wyobraź  sobie  urzędników  przychodzących  tu,  by  poćwiczyć  podczas  przerwy  na 

lunch,  ludzi  biznesu  wstępujących,  Ŝeby  się  trochę  zrelaksować  przed  spotkaniem  z  klientem  i 

weekendowych  klientów  z  pobliskich  sklepików,  szukających  wytchnienia  po  męczących 

zakupach.  

– Na pewno masz rację – zgodziła się Christina. – MoŜe jednak powinieneś pomyśleć o kilku 

dodatkowych atrakcjach, jeśli chcesz, by klienci tu wracali.  

Greg przeszedł po rozsypanych gwoździach i podał Christinie rękę, gdy ta próbowała ominąć 

stertę śmieci.  

– Co proponujesz? 

Nieśmiało  uwolniła  się  Ŝ  jego  uścisku  i  włoŜyła  ręce  do  kieszeni  dŜinsów.  Poprowadził  ją 

tam, gdzie w przyszłości miała być siłownia. • 

– No więc, po pierwsze, trzeba by pomyśleć nad zagospodarowaniem placu przed budynkiem 

–  powiedziała,  usilnie  próbując  skoncentrować  się  na  przedsięwzięciu  Grega,  a  nie...  na  nim 

samym. – Z parkingu powinna prowadzić do siłowni wygodna ścieŜka. Poza tym nie ma zieleni. 

Trochę  trawy  i  parę  krzewów  sprawiłoby,  Ŝe  to  miejsce  wyglądałoby  bardziej  zachęcająco  i 

zdecydowanie mniej ponuro.  

Osłaniając  oczy  przed  ostrym  światłem  padającym  z  góry,  przypadkowo  natknęła  się  na 

spojrzenie Grega.  

–  To  da  się  załatwić!  –  Nie  wydawał  się  być  uraŜony  jej  propozycjami.  –  Mów  dalej!  – 

zachęcił ją.  

background image

– Siłownia...  

– Tak? 

– Jest w pełni widoczna dla kaŜdego wchodzącego i wychodzącego, jak równieŜ z zewnątrz. 

Gdybym  ja  tu  ćwiczyła,  nie  chciałabym,  by  oglądał  mnie  kaŜdy  przypadkowy  przechodzień.  – 

Cofnęła  się.  –  Podwójne  drzwi  pomiędzy  tym  miejscem  a  biurkiem  recepcjonistki,  zasłoniłyby 

widok i zapewniłyby trochę intymności.  

– Hmm, masz całkowitą rację! – powiedział Greg, obrzucając ją taksującym spojrzeniem. – 

Gdyby  ludzie  zobaczyli,  jak  ćwiczysz,  kobiety  prawdopodobnie  pozieleniałyby  z  zazdrości,  a 

męŜczyźni w ogóle nie chcieliby wyjść i...  

–  Nie  musisz  się  silić  na  tak  naciągane  komplementy  –  wpadła  mu  w  słowo,  choć  tak 

naprawdę jej próŜność została mile połechtana. – JuŜ ci przecieŜ obiecałam, Ŝe wypiję z tobą i z 

panią Odell herbatkę.  

– Ja tylko stwierdzam fakty – powiedział spokojnie. – Jesteś piękna, Christino.  

Wyjęła ręce z kieszeni i zaczęła przygładzać włosy. Po co? PrzecieŜ i tak nigdy nie dawały 

się ujarzmić, układając się w burzę poskręcanych naturalnie loków.  

– Oświetlenie powinno być łagodniejsze, by stworzyć bardziej przyjazną atmosferę...  

– Mhm, dobry pomysł – mruknął i uśmiechnął się zmysłowo. 

Nawet  nie  zauwaŜyła,  Ŝe  na  chwilę  wstrzymała  oddech.  Greg  oddalił  się  na  moment, 

wyłączył część świateł, a potem lekko objął Christinę.  

– Tak lepiej? 

Wbrew  własnej  woli  cofnęła  się  w  czasie  o  dziesięć  lat,  kiedy  tak  samo  stali  przed 

urzędnikiem stanu cywilnego. I tak jak wtedy, dotyk Grega sprawiał jej wielką przyjemność.  

Nic się nie zmieniło od tamtej chwili... Wystarczył zupełnie niewinny gest, by uświadomiła 

sobie, jak nudny i pozbawiony Ŝaru jest jej związek z Donaldem. Gdyby na miejscu Grega stał jej 

narzeczony, na pewno nie zaświtałaby w jej głowie Ŝadna zdroŜna myśl.  

Uwolniła  się  z  objęć  i  wzięła  kolejny  głęboki  wdech.  To  śmieszne,  Ŝeby 

dwudziestoośmioletnia  kobieta  reagowała  w  taki  sposób!  Próbując  skierować  rozmowę  na 

bezpieczniejsze  tematy,  Christina  wskazała  na  frontową  ścianę,  naprzeciwko  której  miały  się 

znajdować biura.  

– MoŜe mógłbyś urządzić tu salę zabaw dla dzieci? 

Nie  zrobił  nic,  by  ponownie  ją  objąć.  W  nagłym  przebłysku  olśnienia  zrozumiała  bezsens 

swoich  podejrzeń...  Greg  nie  był  nią  zainteresowany  jako  ewentualną  partnerką  seksualną.  I 

chociaŜ powinna odetchnąć z ulgą, doznała bolesnego rozczarowania.  

– Dzieci... – Urwał i zadumał się na chwilę. – Nie pomyślałem o tym.  

Odwrócił  się,  by  dokładnie  obejrzeć  miejsce,  które  wskazała,  Christina  jak  zauroczona 

wpatrywała się w jego barczyste ramiona, a po głowie chodziły jej coraz bardziej szalone myśli.  

– Ile dzieci? – zapytał, jak gdyby byli parą planującą powiększenie rodziny.  

Christina była pewna, Ŝe celowo nadał swej wypowiedzi dwuznaczny sens. Poczuła, jak się 

background image

rumieni.  

– Czy pomieszczenie dla czwórki maluchów wystarczy? – zapytał.  

– To za mało... – odpowiedziała zachrypniętym głosem.  

– Na pewno chcesz więcej? – upewnił się. – No, to jesteśmy wyjątkowo zgodni...  

W  pomieszczeniu  zapanowała  wymowna  cisza.  Christina  nie  wiedziała,  kiedy  i  jak  to  się 

stało, Ŝe rozmowa przybrała tak niebezpieczny obrót.  

O  tak!  Greg  posiadał  nieprawdopodobny  wręcz  talent  do  owijania  sobie  ludzi  wokół  palca. 

Ona  sama  była  tego  najlepszym  przykładem.  Zaczynali  jako  klasowi  partnerzy  na  lekcjach 

przygotowania do Ŝycia w rodzinie, a skończyli jako małŜeństwo. Teraz Greg najpierw poprosił 

ją  tylko  o  odegrania  komedii  przed  panią  Odell,  a  zaraz  potem  namówił,  by  zwiedziła  z  nim 

magazyn. Czego zaŜąda za chwilę? W tej sytuacji pozostawało jej przejąć inicjatywę i zmusić go, 

by rozmawiali wyłącznie o interesach.  

– To są dopiero wstępne załoŜenia – zauwaŜyła. – Nic nie jest jeszcze ostatecznie ustalone. 

MoŜesz to wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć.  

Greg lekko, prawie niedostrzegalnie, kiwnął głową.  

–  Z  ust  mi  to  wyjęłaś.  Nie  powinniśmy  być  zaskoczeni,  jeśli  sprawy  potoczą  się  nieco 

inaczej, niŜ zakładaliśmy.  

I  znowu  zdawało  się,  Ŝe  rozmawiają  o  dwóch  zupełnie  róŜnych  sprawach.  Christina 

zaczynała Ŝałować, Ŝe dała się namówić na tę eskapadę. To prawda, dość łatwo uległa namowom 

Grega,  ale  to  nie  zmieniało  faktu,  Ŝe  była  zaręczona  i  miała  zamiar  poślubić  kogoś  innego... 

kogoś, kto nigdy jej nie opuści! 

–  Myślę,  Ŝe  powinniśmy  za  chwilę  wracać.  –  SkrzyŜowała  ręce  na  piersiach,  zdając  sobie 

sprawę, Ŝe wygląda to na obronny gest. – Donald prawdopodobnie zastanawia się, gdzie jestem! 

–  Oczywiście,  –  Greg  poda!  jej  ramię  i  skierowali  się  w  stronę  wyjścia.  –  Powinien  jako 

pierwszy dowiedzieć się o zmianie naszych planów.  

– Naszych planów?. – Christina aŜ zatrzymała się z wraŜenia.  

– NiewaŜne. – Uśmiechną! się szeroko, otwierając z impetem drzwi.  

 

W niedzielę Greg zjawił się punktualnie. Christina nie zdąŜyła jeszcze zmyć makijaŜu, który 

przed chwilą zrobiła jej Trina.  

Ojciec zawsze jej powtarzał, Ŝe najlepszą obroną jest atak, wiec gdy tylko otworzyła drzwi, 

spytała napastliwie: 

– Przysłałeś tu swoją dziewczynę, Ŝeby mnie zrobiła na bóstwo? 

Greg  spojrzał  na  nią  i  zamarł.  Tknięta  złym  przeczuciem,  Christina  szybko  przyłoŜyła  ręce 

do twarzy.  

– Co? Za mocny? – Stając na palcach, przejrzała się w małym lusterku.  

– Nie, zamurowało mnie z wraŜenia! Świetnie wyglądasz – odparł Greg, stając za nią. Objął 

ją i zapatrzył siew lustrzane odbicie. – Zawsze byłaś śliczna, ale teraz jesteś po prostu piękna! 

background image

Christina  poczuła  wyrzuty  Sumienia.  Zbyt  pochopnie  oceniła  Trinę,  posądzając  ją  o 

kompletny  brak  gustu,  podczas  gdy  okazała  się  ona  prawdziwą  mistrzynią  sztuki  makijaŜu. 

Wybrała dla Christiny delikatne, pastelowe odcienie. Twarz sprawiała bardzo naturalne wraŜenie, 

tylko rysy stały się bardziej wyraziste, a oczy nabrały głębi.  

– Wyglądasz, jak... bardzo pogodny dzień – szepnął jej Greg wprost do ucha.  

Poczuła się skrępowana jego słowami. Odwróciła się od lustra i leciutko odepchnęła Grega.  

– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie! 

– O kim myślałaś, mówiąc, Ŝe przysłałem swoją dziewczynę? 

– O Trinie, oczywiście. A o kim innym? 

– To nie tak. Trina jest wyłącznie moją sekretarką! 

Nic na to nie odpowiedziała, jednak jej mina mówiła sama za siebie.  

– Nie wierzysz mi? 

– PrzecieŜ nawet jeszcze nie masz biura! – odrzekła, patrząc na niego z politowaniem.  

– Dokładniej rzecz ujmując, dopiero będzie  moją sekretarką.  Poznałem ją,  gdy postanowiła 

na  jakiś  czas  zrezygnować  z  kariery.  Jest  piosenkarką,  pracę  sekretarki  traktuje  jako  zajęcie 

tymczasowe, potem chce wrócić na scenę.  

Christina  przyjęła  to  wytłumaczenie  za  dobrą  monetę.  Trina  nie  była  w  typie  Grega,  który 

zawsze gustował w kobietach subtelnych, o mniej wyzywającej urodzie.  

–  A  zatem  miała  mi  tylko  poprawić  urodę?  Nie  chcesz,  Ŝebym  ci  przynosiła  wstyd?  – 

szepnęła i opuściła głowę.  

–  MakijaŜ  był  pomysłem  Triny!  Jaja  tylko  poparłem.  Pomyślałem,  Ŝe  przyda  ci  się  trochę 

pewności siebie, byś spokojniej przebrnęła przez wizytę u pani Odell – wyjaśnił spokojnie.  

–  PoniewaŜ  pani  Odell  wydałoby  się  dziwne,  Ŝe  mógłbyś  poślubić  taką  niepozorną  szarą 

myszkę jak ja – powiedziała z goryczą.  

Kiedyś  bardzo  często  zastanawiała  się,  dlaczego  przystojny  i  ekscytujący  Greg  Primo 

zainteresował się spokojną, zrównowaŜoną i bojaźliwą córeczką szeryfa.  

– Co ty wygadujesz! – Wziął ją za ręce i poprowadził do salonu. Usiedli razem na kanapie. – 

Jesteś piękna, ale zachowujesz się, jakbyś o tym nie wiedziała, Na pewno wiele kobiet zazdrości 

ci urody.  

Wcześniej Trina powiedziała jej dokładnie to samo, a przy okazji zdradziła to i owo o swoim 

pracodawcy.  Porównała  go  do  świętego,  co  na  pewno  wzbudziłoby  śmiech  zarówno  ojca 

Christiny, jak i większości mieszkańców miasteczka. Biorąc jednak pod uwagę, Ŝe Greg odniósł 

sukces  zawodowy,  naleŜałoby  chyba  zrewidować  te  krzywdzące  opinie.  PrzecieŜ  ludzie  się 

zmieniają...  

Christina  była  szczęśliwa,  Ŝe  Greg  znalazł  sposób  na  najlepsze  spoŜytkowanie  swej 

Ŝ

ywiołowej energii.  Kroczył właściwą drogą, stał się wartościowym  członkiem społeczeństwa  i 

nie  było  sensu  wciąŜ  wypominać  mu  grzechów  młodości.  Jeśli  uda  mu  się  otworzyć  interes  w 

Morrison Heights, tutejsi mieszkańcy wkrótce go zaakceptują.  

background image

A wtedy będzie wolna! Będzie mogła uwić przytulne gniazdko dla siebie... i dla Donalda.  

– Myślę, Ŝe powinnam przebrać się w brązowy kostium, ten, w którym byłam w kościele – 

oznajmiła.  Teraz  miała  na  sobie  letnią  sukienkę  w  brzoskwiniowym  kolorze.  –  PrzecieŜ 

będziemy rozmawiać o interesach.  

– Dlatego tym bardziej nie powinnaś wkładać kostiumu – zaoponował Greg. – Chcesz, Ŝeby 

pani Odell odebrała cię jako twardą kobietę biznesu? Pamiętaj, Ŝe masz wyglądać i zachowywać 

się jak kochająca Ŝona.  

Przyglądał się jej tak uwaŜnie, Ŝe poczuła się nieswojo.  

– No cóŜ, moŜe masz rację – odpowiedziała z wahaniem.  

Najbardziej obawiała się, Ŝe mogą zacząć traktować tę grę zbyt powaŜnie. JuŜ raz popełnili 

taki  błąd  i  powinni  wyciągnąć  z  niego  wnioski.  Ostatecznie  teraz  byli  przecieŜ  o  dziesięć  lat 

starsi. Ale czy mądrzejsi? 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Pani Odell od razu przeszła do rzeczy.  

– A więc, co ukradłeś? 

Greg  z  największą  ostroŜnością  trzymał  w  dłoniach  filiŜankę  z  chińskiej  porcelany.  Miał 

wraŜenie, Ŝe wystarczy jeden nieostroŜny ruch, a kruche cacko rozpryśnie mu się w palcach.  

Christina znała juŜ tę historię, ale on nadal niechętnie przy niej o tym mówił. Po prostu chciał 

zapomnieć  o  tym  etapie  swojego  Ŝycia,  który  uwaŜał  za  bezpowrotnie  zamknięty.  Mimo 

wszystko uznał, Ŝe starsza pani powinna wiedzieć, z kim zawiera umowę.  

–  Miałem  wtedy  zaledwie  osiemnaście  lat.  Odwoziłem  w  nocy  kilku  przyjaciół.  Na  ich 

prośbę  zatrzymałem  się  przed  sklepem.  Skoczyli  tylko  po  papierosy,  więc  czekałem  na  nich  w 

samochodzie.  –  Zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe  jego  historia  brzmiała  nieprzekonująco.  Musiał  ją 

jednak  opowiadać  kaŜdemu  potencjalnemu  pracodawcy,  kredytodawcy  bankowemu  i  kaŜdemu 

właścicielowi mieszkania, których napotykał na swojej drodze. – Gdy wybiegli ze skradzionymi 

papierosami i pieniędzmi, miałem zamiar zmusić ich do zwrotu tego, co zagrabili. Jednak w ślad 

za  nimi  wybiegł,  wymachując  pistoletem,  rozwścieczony  sprzedawca.  Wpadłem  w  panikę  i 

odjechałem.  

–  Wpakowali  cię  do  więzienia,  poniewaŜ  brałeś  czynny  udział  w  napadzie  –  upewniła  się 

pani Odell.  

– Tak właśnie było.  

–  Uhm  –  stwierdziła  krótko,  najwyraźniej  usatysfakcjonowana.  –  Dlaczego  nie  pijesz 

herbaty? 

Nienawidził herbaty. By zabić jej smak, wrzucił do filiŜanki kolejne dwie kostki cukru. Kilka 

kropel brunatnego płynu wylądowało na nieskazitelnie wyprasowanych spodniach.  

Bardziej  swobodny  strój  –  koszulka  polo,  spodnie  khaki  i  sportowe  buty  –  był  pomysłem 

Triny.  

– Pani Odell juŜ cię widziała w słuŜbowym, oficjalnym garniturze – uzasadniała sekretarka, 

Ŝ

ywo gestykulując dłońmi o paznokciach pomalowanych na krwistoczerwony kolor. – Nadszedł 

czas, by poznała twoje prywatnie oblicze.  

CóŜ, w takim razie powinien był się ubrać w szorty i ukochaną, nieco juŜ znoszoną koszulkę.  

Nie  zamierzał  jednak  odsłaniać  przed  panią  Odell  tajników  duszy  ani  swych  prawdziwych 

upodobali.  Chodziło  o  to,  by  ujrzała  to,  co  chciała  zobaczyć,  czyli  trochę  konserwatywnego, 

godnego  zaufania  i  szczęśliwego  w  małŜeństwie  męŜczyznę.  Bez  trudu  mógł  udawać 

tradycjonalistę, jednak nie potrafił przekonująco odegrać komedii małŜeńskiej.  

Nie  po  raz  pierwszy  dzisiejszego  wieczoru  Christina  przyciągnęła  jego  spojrzenie. 

Pochylając  się,  posłała  mu  mdły  uśmiech  i  przyłoŜyła  serwetkę  do  plamy  z  herbaty  na  jego 

background image

kolanie. Pachniała świeŜo jak powiew wiatru z lekką nutą kapryfolium.  

Była prześliczna. Wyglądała młodo i naturalnie. Dzisiaj jeszcze bardziej niŜ zwykle...  

Greg  zawsze  planował  powrócić  do  miasteczka.  Chciał  uzmysłowić  Christinie,  Ŝe  ich 

małŜeństwo  było  co  prawda  wynikiem  młodzieńczej  nierozwagi,  ale  równieŜ  wielkiego, 

szczerego uczucia. Chciał ją przekonać, Ŝe są  dla siebie stworzeni, i dlatego powinni ocalić ich 

związek.  Oczywiście,  najpierw  musiał  odpokutować  swe  winy  i  zapracować  na  szacunek  Ŝony. 

Ale to właśnie zajęło tak wiele czasu... DuŜo więcej, niŜ początkowo przewidywał.  

Po  odbyciu  kary  pracował  jako  mechanik  samochodowy.  Tak  długo  szukał  inwestorów,  aŜ 

uzbierał wystarczającą sumę, by otworzyć swój pierwszy klub sportowy. Potem sukces przyszedł 

szybko, ale dla niego i tak o wiele za późno. Piął się mozolnie po kolejnych szczeblach drabiny 

społecznej, mając na uwadze tylko jeden cel – odzyskanie Christiny.  

By  to  osiągnąć,  musiał  najpierw  zdobyć  odpowiednią  pozycję  wśród  wpływowych  osób  z 

Morrison  Heights.  Nie  chciał  powtórnie  zbrukać  czystej  jak  kryształ  reputacji  Christiny.  Nawet 

jeśli  miałoby  to  oznaczać  otworzenie  tutaj  klubu  sportowego,  członkostwo  w  Izbie  Handlowej 

czy  przekazywanie  hojnych  datków  na  cele  charytatywne  –  był  gotów  to  zrobić.  Był  gotów  na 

wszystko.  

Nie  był  natomiast  przygotowany  na  prośbę  Christiny,  by  uniewaŜnić  ich  małŜeństwo.  I  to 

właśnie  wtedy,  gdy  zbliŜał  się  do  końca  przedsięwzięcia,  które  miało  mu  zjednać  szacunek 

całego  Morrison  Heights.  Stałby  się  wreszcie  odpowiednią  partią  dla  najporządniejszej  i 

najładniejszej dziewczyny w mieście.  

Ujął czule, jak na kochającego męŜa przystało, dłoń Christiny. W rzeczywistości obawiał się, 

Ŝ

e  jeśli  ona  nadal  będzie  wycierać  plamę  z  herbaty  na  jego  spodniach,  to  moŜe  się  to  źle 

skończyć.  

– Jak para gołąbków! – zawołała starsza pani. – AŜ trudno uwierzyć, Ŝe jesteście juŜ prawie 

dziesięć lat po ślubie! 

Christina skromnie połoŜyła ręce na kolanach.  

– MoŜe jeszcze ciasteczko? – Starsza pani podsunęła im pod nos talerz z wypiekami.  

Christina z radością wzięła  dwa – po jednym  dla kaŜdego. Zaczęła delikatnie skubać swoją 

porcję, ukradkiem spoglądając, czy Greg pójdzie za jej przykładem. Niechętnie zanurzył twarde 

jak  kamień  ciasteczko  w  herbacie,  by  je  rozmiękczyć.  W  końcu  ugryzł  z  niesmakiem,  dzielnie 

walcząc z pokusą, by natychmiast wyrzucić słodkie okropieństwo do kosza na śmieci. I właśnie 

wtedy twarz Christiny rozjaśnił promienny uśmiech.  

–  Przypominacie  mi  Clarence’a  i  mnie  samą,  gdy  byliśmy  w  waszym  wieku,  –  Pani  Odell 

zdawała się być nieświadoma ukrytej gry, toczącej się między Christina i Gregiem. – Tak bardzo 

się kochaliśmy! 

Greg odstawił filiŜankę na stół, po czym przysunął się do Christiny. Czas na odwet! 

– Wiem, co pani ma na myśli – rzekł, obejmując i mocno przyciskając do siebie dziewczynę. 

– Chrissie i ja teŜ nie moŜemy bez siebie Ŝyć.  

background image

–  Chrissie?  –  Wysunęła  się  z  jego  objęć.  –  A  od  kiedy  to  zacząłeś  mnie  tak  nazywać, 

koteczku? 

Pani Odell przyłoŜyła dłoń do złotego medalionika na swych piersiach i głęboko westchnęła. 

Nagle energicznie wstała i chwyciła dzbanek.  

–  Mój  BoŜe,  wygląda  na  to,  Ŝe  juŜ  wypiliśmy  całą  herbatę!  Poczekajcie,  pójdę  i  zaparzę 

ś

wieŜą.  

Christina poderwała się.  

– MoŜe pani pomóc? 

–  Dziękujemy  –  powiedział  szybko  Greg  i  szturchnął  dziewczynę  łokciem.  –  Chętnie 

napijemy się pani przepysznej herbatki.  

Kiedy pani domu wyszła, Christina delikatnie pociągnęła Grega za nos.  

– Co znowu? – spytał, wykrzywiając komicznie twarz.  

– Po prostu sprawdzam, o ile wydłuŜył się twój nos, drogi Pinokio! – Wydęła usta, a potem 

prychnęła lekcewaŜąco. – Czy tak właśnie prowadzisz swoje interesy, posługując się oszustwem i 

mydleniem oczu? 

Greg wzruszył ramionami.  

– Nie przesadzaj, niewinne kłamstwa nikomu nie wyrządzają krzywdy.  

–  Chyba  lubisz  kłamać?  –  zasugerowała,  a  jej  głos  stawał  się  coraz  głośniejszy,  wraz  z 

narastającym  oburzeniem.  –  Nie  podoba  mi  się  twoje  postępowanie  względem  tej  przemiłej, 

starszej  pani,  Greg!  I  mówię:  stop!  Kiedy  tu  wróci,  powiem  jej  prawdę.  –  Skinęła  energicznie 

głową, jak gdyby uznała sprawę za zakończoną.  

Jej Ŝyciowa zasada, by zawsze postępować słusznie i sprawiedliwie, budziła szacunek Grega. 

Nadal  podziwiał  szczerość  i  uczciwość  Christiny.  Ale  od  tego  spotkania  zaleŜało  zbyt  wiele... 

Nie, to nie był odpowiedni czas na wyrzuty sumienia.  

– Czy mam ci przypomnieć naszą umowę? 

–  Byłam  głupia,  Ŝe  zgodziłam  się  uczestniczyć  w  tym  podejrzanym  przedsięwzięciu.  Nie 

mam zamiaru nadal być twoim pionkiem. – Sięgnęła po torebkę. – Idę powiedzieć pani Odell, Ŝe 

padła ofiarą sprytnego krętacza. – Buntowniczo uniosła głowę.  

– A co z twoim ślubem? – przypomniał i chwycił ją za rękę. – Czy nie okłamałaś Donalda, 

ukrywając przed nim, Ŝe juŜ jesteś męŜatką? 

Jego  słowa  najwyraźniej  trafiły  w  samo  sedno.  Christina  zawahała  się,  a  gdy  wreszcie 

zdobyła się na odpowiedź, nie była juŜ tak bardzo pewna siebie.  

– Właśnie miałam zamiar mu to powiedzieć, gdy niespodziewanie wtargnąłeś w nasze Ŝycie. 

A teraz, gdybyś mógł puścić moją rękę...  

Drzwi  kuchenne  otworzyły  się.  Greg  szarpnął  Christinę,  chcąc  ją  w  ten  sposób  zmusić,  by 

powróciła na swoje miejsce. Zaskoczona tym nagłym ruchem, upadła prosto na niego. Torebka 

wyleciała jej z rąk. Kiedy próbowała zaprotestować przeciwko takiemu brutalnemu zachowaniu, 

Greg uciszył ją, błyskawicznie przywierając ustami do warg.  

background image

Słowa, które miała zamiar wypowiedzieć, przerodziły się w jęk, gdy Greg objął ją mocniej i 

przycisnął do siebie.  

Kiedy minął początkowy szok, Christina przestała się opierać i oddała namiętnie pocałunek. 

Ś

wiat zawirował jej przed oczami...  

Gdy  Greg  delikatnie  się  odsunął,  otworzyła  oczy.  Zamglonym  wzrokiem  poszukała  twarzy 

Grega, ale on spoglądał w bok.  

– Ho ho! Wy – naprawdę wiecie, jak przedłuŜyć miesiąc miodowy, nieprawdaŜ? 

Christina  szybko  przywołała  się  do  porządku.  Co  ja  wyprawiam,  pomyślała  z  niesmakiem. 

Odsunęła się od Grega z godnością i powróciła na swoje miejsce.  

Pani  Odell  postawiła  dzbanek  na  stole.  Christina  w  tym  czasie  wygładzała  sukienkę  i 

próbowała uspokoić przyspieszony oddech.  

– Nie zwracajcie na mnie uwagi. Popieram młodość i miłość! Naprawdę! 

– Ale my nie...  

Uciszył ją ostrzegawczym spojrzeniem.  

Pomyślała  o  zbliŜającym  się  ślubie  z  Donaldem.  Greg  mógł  jej  pokrzyŜować  plany,  nie 

powinna go prowokować. Postanowiła grać na zwłokę.  

–  Zazwyczaj  zachowujemy  się  bardziej  powściągliwie  –  powiedziała  i  skromnie  spuściła 

oczy.  

–  Nie  musisz  się  tłumaczyć,  słodziutka!  –  Pani  Odell  napełniła  filiŜanki.  –  W  dzisiejszych 

czasach nie takie rzeczy widzi się w telewizji.  

Podała  im  filiŜanki,  a  Christina  nie  potrafiła  ukryć  złośliwego  uśmiechu  na  widok  reakcji 

Grega. No cóŜ, nie był uradowany perspektywą wypicia kolejnej herbaty. Dobrze mu tak.  

– Jestem pewna, Ŝe wolelibyście pójść do domu i przygotować sobie kolację przy świecach – 

ciągnęła  dalej  pani  Odell,  głosem  pełnym  zadumy  i  tęsknoty.  –  Dlatego  proponuję  przejść  do 

sprawy, która jest głównym powodem naszego dzisiejszego spotkania.  

Gdy  pani  Odell  wraz  z  Gregiem  zaczęli  omawiać  szczegółowe  warunki  umowy  najmu, 

Christina  zrozumiała,  Ŝe  jego  plan  się  powiódł.  Osiągnął,  co  chciał.  A  ona,  wbrew  własnym 

intencjom,  wydatnie  mu  w  tym  pomogła.  I  tak  jak  dziesięć  lat  temu,  znowu  namówił  ją  na 

zrobienie czegoś, co było sprzeczne z wyznawanymi przez nią zasadami.  

Po  omówieniu  wszystkich  szczegółów  Greg  ustalił  termin  spotkania  z  prawnikiem  pani 

Odell.  Christina  postanowiła,  Ŝe  to  będzie  jej  ostatni  kontakt  z  Gregiem.  A  jeśli  chodzi  o 

uniewaŜnienie małŜeństwa – no cóŜ, mogła się z nim porozumiewać poprzez swojego adwokata. 

Tak będzie lepiej, a przede wszystkim... bezpieczniej.  

 

Christina cofnęła się i ze zgrozą spojrzała na ogromne szkody, jakie poczyniła. Postrzępiona, 

podłuŜna dziura w okalającej werandę siatce przeciw owadom miała prawie metr szerokości.  

Tak to jest, gdy człowiekowi wszystko leci z rąk. Ostatnio Christinę prześladował pech, nie 

wiodło  jej  się  najlepiej  i  psuła  wszystko,  czegokolwiek  dotknęła.  Przesunęła  donicę  z  wysokim 

background image

bananowcem  z  dala  od  miejsca  rozerwania  i  wytarła  pobrudzone  ręce  o  szorty.  Ponowne 

pojawienie się Grega w jej Ŝyciu wywoływało serię niepowodzeń.  

Na szczęście wywiązała się juŜ ze swojej części umowy i Greg miał załatwiony kontrakt na 

wynajem  lokalu.  Teraz  mogli  zająć  się  uniewaŜnieniem  małŜeństwa.  Nareszcie  będzie  mogła 

zamknąć ten rozdział swego Ŝycia.  

Komary,  zaintrygowane  dziurą  w  siatce,  zaczęły  ochoczo  wlatywać  do  środka.  Christina 

westchnęła cięŜko i poszła się przebrać.  

Pół  godziny  później  wróciła  ze  sklepu  z  nowym  kawałkiem  siatki,  przeznaczonym  do 

załatania dziury.  

–  Szkoda,  Ŝe  nie  mogę  równie  łatwo  pozbyć  się  wszystkich  innych  szkodników,  które 

uprzykrzają mi Ŝycie! – mruknęła do siebie, nawlekając igłę. Nie lubiła szyć, ale na razie nie było 

jej stać na zabudowę werandy.  

Niestety,  sztywny  materiał  nie  ułatwiał  pracy.  Wzdychając,  przepchnęła  igłę  na  zewnątrz, 

wyszła na podwórze, by wyciągnąć nić, przebiła igłę z powrotem do środka, wróciła na werandę i 

rozpoczęła wszystko od nowa. Zanosiło się na niezłą zabawę.  

Wykonała  zaledwie  pięć  takich  ściegów,  gdy  na  wysypany  Ŝwirem  podjazd  zajechał 

samochód Grega.  

Christina odłoŜyła igłę i obserwowała, jak Greg idzie w kierunku werandy.  

– Myślałam, Ŝe będziesz zajęty w magazynie. Kiedy zrobisz tam porządek? 

–  Najpierw  sprawy  najwaŜniejsze  –  odparł.  –  Wpadłem,  Ŝeby  ci  podziękować.  Pani  Odell 

uwierzyła, Ŝe jesteś we mnie bez pamięci zakochana.  

Jego  dwuznaczny  uśmiech  wyprowadził  ją  z  równowagi.  Spokojnie,  napomniała  się  w 

duchu,  przecieŜ  on  mówi  wyłącznie  o  dobrze  odegranej  komedii.  A  moŜe  nadszedł  czas,  by 

przeanalizować  swoje  uczucia?  Czy  to  moŜliwe,  by  jej  miłość  do  Grega  jeszcze  nie  wygasła? 

PrzecieŜ minęło dziesięć lat...  

Nie, to oczywista bzdura! Jeszcze dwie minuty temu była gotowa wyrzucić go na zawsze ze 

swej pamięci. Po prostu uzyskała kolejny dowód, Ŝe Greg wywierał na nią niemal hipnotyzujący 

wpływ. Kierował nią jak marionetką, wiedział, za który sznureczek trzeba pociągnąć.  

– Twoja mama zostawiła to u Donalda. Prosił, Ŝebym ci to przy okazji podrzucił.  

Wzięła od Grega pudło. Kiedy ich dłonie przypadkiem się zetknęły, gwałtownie odskoczyła. 

By ukryć skrępowanie, pospiesznie postawiła pudło na malutkim stoliku. Zerkała na przemian to 

na Grega, to na pudło. Postanowiła jakoś rozładować napiętą atmosferę.  

– Kolejne próbki ślubnych tortów do wyboru. Moja mama doprowadza mnie do szaleństwa 

tymi wszystkimi przygotowaniami.  

– Donald powiedział, Ŝe jest zwolennikiem tradycyjnych tortów z tłustym i słodkim kremem 

– powiedział Greg z uśmiechem.  

– To samo powiedziałam mamie, ale ona uwaŜa, Ŝe za

sługuję na coś bardziej oryginalnego.  

– A ja myślę, Ŝe jest zupełnie odpowiedni – odparł. Czy to nie była przypadkiem jego opinia 

background image

o Donaldzie? 

Czy musiał zawsze robić głupie, aluzyjne uwagi? Uniósł wieko i zajrzał do środka.  

– Tort marchewkowy! Bardzo dobry wybór, zwaŜywszy, Ŝe jesteś wegetarianką – zauwaŜył.  

– Donald nie lubi marchewkowego ciasta. Ale za to przepada za lukrowanym sernikiem! 

Greg skinął głową i wskazał na zawartość pudełka.  

– Czy to kawałek ciasta cytrynowego? 

–  Chyba  tak.  MoŜe  się  poczęstujesz?  Przyniosę  ci  serwetkę  i  zjesz  sobie  w  drodze  do 

magazynu.  

Kiedy  wypowiedziała  te  słowa,  uświadomiła  sobie,  Ŝe  była  niegrzeczna.  Wyszło  tak,  jak 

gdyby chciała się go pozbyć. Bardzo nie lubiła sprawiać nikomu przykrości.  

Na szczęście Greg pominął jej brak taktu – milczeniem. Zatarł ręce i poczęstował się duŜym 

kawałkiem ciasta.  

– W porządku. Nie spieszy mi się – odparł i rozejrzał się wokół. – Ta naprawa na nic się nie 

zda. Stary materiał nie utrzyma dodatkowego cięŜaru nowej siatki. Powinnaś wymienić całość.  

– ChociaŜ ty nie zaczynaj. – Christina pokręciła głową i wyszła na zewnątrz, by z powrotem 

przewlec  igłę  do  środka.  –  JuŜ  wysłuchałam  pouczeń  od  taty.  Odkąd  powiedziałam  mu,  Ŝe 

planuję  w  końcu,  zerwać  to  wszystko  i  oszklić  werandę,  ciągle  przypomina  mi,  Ŝe  przecieŜ 

Donald i tak będzie chciał się przeprowadzić do Fair Oaks.  

Christina powtórnie rozpoczęła swój taniec z igłą, ale Greg dojadł szybko ciasto i wyręczył ją 

w pracy.  

– To wspaniały dom – powiedział. – Czemu nie zostaniecie tutaj? 

– Donald chce zamieszkać bliŜej miasta. Nie będzie musiał jechać taki kawał do biura.  

Ten pomysł nigdy jej się nie podobał. Marzyła, by zostać w tym starym urokliwym domu z 

olbrzymimi pokojami i wysokim sufitem. Miałaby zamieszkać w jednym z wielu szeregowców, 

podobnych do siebie jak dwie krople wody? Okropność! Jednak zatrzymała tę opinię dla siebie.  

– Nie wiem, czy się na to zgodzę. Marzę o tym, Ŝeby zatrzymać dom i ziemię. Chciałabym 

hodować kwiaty i krzewy na sprzedaŜ.  

– To całkiem niezły plan. ZałoŜę się, Ŝe byłabyś świetną kobietą interesu.  

– Mój tata tak nie uwaŜa. Ciągle powtarza  mi, Ŝebym zapomniała o własnej szklarni, skoro 

mam dobrze płatną pracę. Niestety, moja szefowa chyba  trochę mnie nie  docenia.  Mama wciąŜ 

mi  powtarza,  Ŝe  powinnam  się  z  tym  pogodzić  i  cierpliwie  czekać  na  swoją  szansę.  A  potem 

zawsze  dodaje,  Ŝe  ludzie,  którzy  myślą  wyłącznie  o  swoich  własnych  pragnieniach,  najczęściej 

kończą u mojego tatusia w więzieniu.  

– To prawda – odrzekł na pozór obojętnie i skupił się na dokładnym dopasowaniu kawałka 

nowej siatki.  

–  Przepraszam  –  szepnęła  Christina.  –  Nie  chciałam,  Ŝeby  to  tak  zabrzmiało.  AleŜ  jestem 

bezmyślna! 

Posłał jej wybaczający uśmiech.  

background image

– A czego chcesz ty? – zapytał.  

–  Uwielbiam  patrzeć,  jak  rosną  moje  rośliny,  ale  przede  wszystkim  chcę  mieć  dzieci. 

Kilkoro. Wiem, Ŝe potrafiłabym je dobrze wychować.  

Milczał przez chwilę, zanim cichym głosem zadał jej następne pytanie.  

–  I  chcesz,  Ŝeby  to  Donald  został  ojcem  twoich  dzieci?  Poczuła,  jak  uśmiech  znika  z  jej 

twarzy. Zazwyczaj nie myślała o tym aspekcie ich związku. Nie chodziło o to, Ŝe Donald nie był 

atrakcyjny, ale...  

Greg przymruŜył oczy i Christina wiedziała juŜ, Ŝe jej  wahanie powiedziało mu więcej, niŜ 

chciałaby mu zdradzić.  

– Jak poznaliście się z Donaldem? 

– Tata poznał go w trakcie pewnego śledztwa. Od razu się zaprzyjaźnili, w końcu znalazł mu 

w  mieście  biuro  i  polecał  go  znajomym.  Po  jakimś  czasie  zaczaj  traktować  Donalda  jak  syna, 

więc  przedstawił  nas  sobie,  no  i  popatrz  –  rozłoŜyła  szeroko  ramiona  –  teraz  Donald  zostanie 

jego zięciem.  

Greg skinął potakująco głową.  

– Donald to dobry człowiek.  

– Tak – przyznała.  

Dlaczego zatem nie odczuwała na jego widok szybszego bicia serca? Dlaczego tak niechętnie 

myślała  o  wspólnej  przyszłości?  CzyŜby,  jak  twierdziła  matka,  była  egoistką,  przedkładającą 

własne pragnienia nad dobro swojego przyszłego męŜa? 

Powoli opadła na fotel. Dziesięć lat temu wyszła za Grega, bo ją o to poprosił. Teraz rodzice 

oczekiwali, Ŝe będzie bez Ŝadnej dyskusji robiła to, co oni uwaŜają za słuszne. Po ślubie Donald z 

pewnością równieŜ będzie próbował narzucić jej swą wolę.  

Nagle ogarnęło ją wielkie zmęczenie. Była juŜ znuŜona wieczną walką o, prawo do własnego 

zdania...  i  ciągłym  przegrywaniem.  Z  niecierpliwością  wypatrywała  daty  ślubu,  byle  wreszcie 

mieć to za sobą. Jak skazaniec, który ma juŜ dość oczekiwania na wykonanie wyroku i z radością 

idzie na szubienicę.  

Greg sięgnął do pudełka i wyjął spory kawałek orzechowego ciasta.  

– Jeden na drogę – powiedział, puszczając oko. – Zanim pójdę, chciałbym cię prosić o małą 

przysługę.  

Christina wyprostowała się. Postanowiła, Ŝe tym razem nie ulegnie Gregowi. JuŜ dłuŜej nie 

pozwoli sobą manipulować.  

– Posłuchaj, ja nie...  

–  Zanim  odmówisz,  pozwól  sobie  coś  powiedzieć.  Chcę  ci  zaproponować  dobrze  płatną 

posadę.  

– JuŜ mam pracę.  

Jego czarujący uśmiech nie mógł zmienić podjętej decyzji. Christina była nieugięta.  

– Przepraszam, ale nie. Westchnął z rezygnacją.  

background image

– No dobrze – powiedział. – Będę musiał zmienić plany.  

– Dobry pomysł.  

Odprowadzając  go,  była  z  siebie  dumna.  Nie  dała  mu  się  tym  razem  omotać,  umiała  się 

przeciwstawić. Nic nie wskórał słodkimi minkami i przymilnymi uśmiechami.  

Chwilę  później  patrzyła,  jak  Greg  odjeŜdŜa  i  prawdopodobnie  znika  z  jej  Ŝycia  na  zawsze. 

Nagle, nie wiedzieć czemu, ogarnęło ją przytłaczające uczucie pustki...  

 

Fioletowe  irysy  –  sześć  tuzinów  doniczek  –  były  pierwszą  rzeczą,  jaka  przyciągnęła  wzrok 

Christiny po przyjściu do pracy.  

–  Skąd  one  się  tu  wzięły?  –  mruknęła  i  sięgnęła  po  dokument  spedycyjny,  przyklejony  do 

jednej z doniczek.  

W  rubryce  „nabywca”  widniało  jej  imię  i  nazwisko,  natomiast  sam  towar  został  określony 

jako sześć tuzinów sadzonek fioletowych floksów.  

Westchnęła z irytacją. Nie mogła skupić się na bieŜącej pracy, nie wyjaśniwszy uprzednio tej 

pomyłki. Podejrzewała, Ŝe była to kolejna bezczelna zagrywka ich dostawcy. Często, gdy miał na 

składzie zbyt duŜo roślin tej samej odmiany, przysyłał je po prostu Christinie. Widocznie z góry 

zakładał,  Ŝe  potulna  zazwyczaj  dziewczyna  nie  będzie  się  awanturować  i  dla  świętego  spokoju 

przyjmie towar, którego w ogóle nie zamawiała.  

WłoŜyła rachunek do kieszeni i skierowała się do swojego biura, mieszczącego się na drugim 

końcu  szklarni.  Przygryzła  wargi,  układając  sobie  w  myślach  płomienne  przemówienie,  jakim 

zamierzała  uraczyć  bezczelnego  dostawcę.  Tym  razem  nie  zamierzała  puścić  sprawy  płazem. 

Wszyscy  przyzwyczaili  się,  Ŝe  jest  osobą  grzeczną  i  spokojną,  unikającą  konfliktów  niczym 

diabeł święconej wody. Wykorzystywali ją, naginali do swej woli. Dość tego! Nadszedł czas, by 

pokazać całemu światu, Ŝe ona równieŜ ma prawo do własnego zdania.  

Drzwi  do  biura  były  otwarte,  a  Linda  siedziała  na  brzegu  jej  biurka.  Świetnie!  ZaŜąda  od 

szefowej, by ta ją poparła podczas kłótni z niesolidnym dostawcą.  

Linda  była  roześmiana,  a  z  ust,  które  zazwyczaj  wyszczekiwały  rozkazy,  płynął  słodki  i 

mocno afektowany głosik.  

– Wejdź – odezwała się, zapraszając Christinę do jej własnego biura. – Czekaliśmy na ciebie.  

Czekaliśmy? 

Kiedy tylko znalazła się w środku, jej wzrok padł na rozpartego na krześle męŜczyznę. Gdy 

wstał, by się z nią przywitać, wpadła w prawdziwy popłoch.  

– Christino, poznaj pana Primo – zaszczebiotała Linda. – Przyszedł tu dzisiaj rano, by się z 

tobą  zobaczyć!  Ma  dla  ciebie  bardzo  ciekawe  zlecenie.  OtóŜ,  pan  Primo  otwiera  w  miasteczku 

klub  sportowy  i  chciałby  odizolować  poszczególne  stanowiska  do  ćwiczeń  przegrodami 

utworzonymi z roślin.  

Greg pochylił się do przodu i szarmancko ujął dłoń Christiny.  

–  Miło  mi  będzie  z  panią  współpracować  –  odezwał  się.  Jednak  drobne  zmarszczki  w 

background image

kącikach  jego  oczu  kazały  wątpić  w  szczerość  tej  wypowiedzi.  Zawsze,  jeszcze  w  czasach 

szkolnych,  gdy  Greg  miał  ten  hultajski  wyraz  twarzy,  naleŜało  spodziewać  się  wszystkiego 

najgorszego.  Christina  nie  miała  zamiaru  uczestniczyć  w  kolejnej  grze.  Dostała  juŜ  nauczkę  od 

Grega Primo i nie da się więcej nabrać na jego słodkie słówka.  

Zabrała rękę i wsunęła ją do kieszeni.  

– Ja... ja... przepraszam, ale nie mogę z panem pracować.  

–  To  oczywiste  –  odpowiedział  i  uraczył  ją  bezczelnym  uśmieszkiem.  –  Pani  się  zajmie 

roślinami, ja natomiast sprawami klubu.  

Doskonale  wiedział,  co  miała  na  myśli,  ale  celowo  próbował  ją  zbić  z  pantałyku.  Christina 

przyjęła twardą postawę.  

–  Nie,  pan  mnie  źle  zrozumiał.  Chciałam  powiedzieć,  Ŝe  jestem  teraz  bardzo  zajęta  – 

wyjaśniła  i  zwracając  się  do  swojej  kierowniczki,  dodała:  –  Mamy  problem  ze  zleceniem  od 

właściciela kawiarni. To mi zajmie przynajmniej kilka kolejnych dni.  

– Poczekam – wtrącił Greg.  

Gdyby go tak dobrze nie znała, mogłaby pomyśleć, Ŝe rzeczywiście liczy tylko na niewinną 

współpracę. Linda zeskoczyła z biurka.  

–  MoŜesz  się  zająć  jednocześnie  i  kawiarnią,  i  klubem  pana  Primo.  –  Przechylając  głowę  i 

mruŜąc porozumiewawczo oczy, powiedziała znacząco: – PrzecieŜ marzyłaś, by dostać zlecenie 

tego typu! Sama mi to mówiłaś! 

–  Naprawdę?  –  zapytał  Greg  z  udawanym  zdziwieniem,  –  Niezupełnie  –  odparła  Christina, 

chcąc jak najszybciej zakończyć dyskusję. – I tak nic by z tego nie wyszło. Nie jestem w stanie 

zaoferować panu takich usług, jakich pan oczekuje.  

– Skąd ta pewność? – Jego głos był niski i matowy. Linda była coraz bardziej zainteresowana 

tą nieoczekiwaną wymianą zdań.  

– Chciałam powiedzieć – wyjaśniała Christina – Ŝe specjalizuję się w projektowaniu terenów 

zielonych, ale na zewnątrz. A pan potrzebuje raczej projektanta wnętrz.  

– Jeśli chodzi o rośliny, projektant wnętrz i tak musiałby zlecić tę pracę pani. CzyŜ nie mam 

racji? 

Christina z ociąganiem skinęła głową.  

– Tak, ale ja nie mogę samodzielnie podjąć się tego zlecenia. Nie mam zielonego pojęcia o 

doborze tapet czy oświetleniu.  

– A czy zna się pani trochę na architekturze? 

– Oczywiście, Ŝe nie. Jestem ogrodniczką.  

–  Ale  w  zeszłym  tygodniu  nie  przeszkodziło  to  pani  w  podsunięciu  mi  kilku  wspaniałych 

pomysłów, dotyczących urządzenia klubu.  

Osłupiała Linda spoglądała to na Grega, to na Christinę.  

– To wy się znacie? – zapytała.  

–  MoŜna  by  tak  powiedzieć.  –  Christina  odsunęła  się  od  niezbyt  mile  widzianego  gościa. 

background image

Otworzyła drzwi, dając do zrozumienia, Ŝe uwaŜa rozmowę za zakończoną.  

–  Słuchajcie,  nie  wiem,  o  co  tu  chodzi  –  wyznała  Linda,  przerywając  niezręczną  ciszę.  –  I 

wcale  nie  jestem  pewna,  czy  chciałabym  wiedzieć.  MoŜe  po  prostu  zostawię  was  samych, 

Ŝ

ebyście sobie mogli wszystko spokojnie wyjaśnić? 

Nie spuszczali z siebie wzroku, chyba nawet nie zauwaŜyli, Ŝe Linda wyszła z biura.  

Christina właśnie otwierała usta, by powiedzieć Gregowi, co sądzi o nim i o jego nagannym 

zachowaniu, gdy Linda z powrotem wpadła do pokoju.  

– Aha, i zanim coś postanowisz – zwróciła się do Christiny – zadaj sobie najpierw pytanie, 

czy naprawdę chcesz spędzić następnych kilka tygodni w naszej kompostowni? 

Po  chwili  juŜ  jej  nie  było.  Christina  wiedziała,  Ŝe  gróźb  szefowej  nie  naleŜało  traktować 

powaŜnie,  ale jej  punkt  widzenia był jasny. Albo  Christina przyjmie  to  zlecenie, albo przyjdzie 

jej za to słono zapłacić.  

I znów postanowiono coś za nią.  

Zacisnęła  dłonie  w  pięści  i  nie  rozluźniła  ich,  nawet  gdy  paznokcie  zaczęły  się  boleśnie 

wbijać w skórę;.  

– No coś ty – powiedział Greg uspokajająco. – Chyba nie będzie aŜ tak źle? 

– A mnie się wydaje, Ŝe wręcz przeciwnie – odparła.  

ZbliŜył  się  do  niej  i  ujął  jej  dłonie,  usiłując  je  wyprostować.  Próbowała  wyrwać  się  z  jego 

uścisku, ale mocno ją przytrzymał.  

– Dlaczego to robisz? Czego ty ode mnie chcesz?! – krzyknęła.  

Milczał, ale jego spojrzenie było bardziej wymowne niŜ najczulsze i najŜarliwsze słowa.  

– To nie jest w porządku – powiedziała. – Czy nie widzisz, w co mnie pakujesz? 

–  Przyszedłem  do  ciebie,  bo  chcę  tego,  co  najlepsze  –  odpowiedział  ze  znaczącym 

uśmiechem. – I nie przystanę na mniej.  

Coś podpowiadało Christinie, Ŝe nie miał na myśli jej wiedzy ogrodniczej. Wolała jednak nie 

zastanawiać się nad prawdziwym sensem jego słów.  

– Wystarczająco długo Ŝytem z dala od Morrison Heights – ciągnął dalej, głaszcząc jej palce. 

–  Wróciłem,  by  zamieszkać  tu  na  stałe.  Jestem  teraz  uczciwym  obywatelem  i  chcę  zyskać 

powszechny szacunek wśród lokalnej społeczności. Zmieniłem się, uwierz mi.  

Czuła,  jak  drętwieją  jej  ramiona.  Wrócił  na  dobre.  Wrócił,  by  wciąŜ  przypominać  o  jej 

głupim wyborze, którego dokonała dziesięć łat temu! 

– To, gdzie mieszkasz i co robisz w miasteczku, nie ma ze mną nic wspólnego.  

–  Moja  droga,  słodka  Christino,  nie  masz  pojęcia...  –  Przerwał,  po  raz  ostatni  uścisnął  jej 

dłonie i pędem wybiegł z biura. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Właśnie  w  takich  momentach  Christina  najbardziej  Ŝałowała,  Ŝe  nie  ma  własnej  firmy. 

Mogłaby  wtedy  wybierać  zlecenia,  przebierać  do  woli  w  ofertach,  odrzucając  te,  których  nie 

miała ochoty przyjmować.  

Przez trzy tygodnie robiła wszystko, aby unikać wszelkich kontaktów z Gregiem. Zajmowała 

się  drobnymi,  zupełnie  drugorzędnymi  projektami.  Przyszła  jednak  pora,  kiedy  trzeba  było  w 

końcu,  uzbroiwszy  się  w  notatnik  i  miarkę,  pojechać  do  klubu.  Posępnie  zachmurzone  niebo 

doskonale odzwierciedlało niewesoły nastrój Christiny.  

Nad wejściem do magazynu zawisł wielki metalowy szyld z nazwą klubu, a w środku zaszły 

jeszcze większe zmiany. Pomieszczenie coraz bardziej przypominało centrum sportowe, pomimo 

iŜ sprzęt do ćwiczeń, zmagazynowany w rogu sali, wciąŜ jeszcze czekał na zmontowanie.  

Szukała miejsca, w którym mogłaby rozłoŜyć swoje projekty. Przeszła koło drabiny i puszek 

z  farbą  do  sali  aerobiku.  Wielkie  lustra,  oparte  o  ścianę,  nadawały  wnętrzu  nieco  niesamowity 

wygląd.  Było  to  jedyne  pomieszczenie,  w  którym  nie  pracowali  robotnicy,  właśnie  dlatego 

Christinie wydało się najbardziej odpowiednie.  

–  Ach,  to  ty.  –  Wzdrygnęła  się  na  dźwięk  głosu  Grega.  –  A  Trina  powiedziała,  Ŝe  właśnie 

przyszedł hydraulik! 

– Hydraulik? – powtórzyła bezmyślnie.  

–  Właśnie  teraz  montuje  jaccuzi.  Chodź,  pokaŜę  ci,  co  juŜ  zostało  zrobione  od  twojej 

ostatniej wizyty.  

Coś  ostrzegało  ją,  by  natychmiast  odrzucić  tę  propozycję!  Z  drugiej  jednak  strony  chciała 

mieć  tę  robotę  jak  najszybciej  z  głowy.  Zresztą,  i  tak  powinna  dokładnie  obejrzeć  całe 

pomieszczenie, zanim przystąpi do pracy.  

Gdy tak przechodzili przez kolejne pomieszczenia, Christina wprost nie mogła się nadziwić 

zmianom, jakie zaszły tu od czasu jej ostatniej wizyty.  

Urządzono przebieralnie, w których zamontowano juŜ prysznice i szafki na ubrania. W holu 

mieścił się mały barek. Robotnicy uwijali się jak mrówki, wszędzie panował hałas i rozgardiasz.  

– Zatrudniłeś cudotwórców – zauwaŜyła Christina, zdumiona imponującym tempem robót.  

Kiwnął głową i pasmo ciemnych włosów opadło mu na czoło.  

– To miejscowe firmy. ZaleŜy im na pracy, a poza tym dobrze im płacę.  

Zanim  dotarli  z  powrotem  do  siłowni,  Christina  juŜ  zdąŜyła  zapisać  kilka  stron  w  swoim 

notesie.  

– Po co ten pośpiech? Jakie to ma znaczenie, czy otworzysz ten klub za miesiąc, czy za pól 

roku? 

Jego  ciemne  oczy  zaszły  lekką  mgiełką  i  Christina  wyczuła,  Ŝe  trafiła  w  czuły  punkt. 

background image

Krzyknął,  wydając  polecenie  stolarzowi,  który  właśnie  starannie  przybijał  listwę.  Po  paru 

sekundach milczenia Christina pogodziła się z myślą, Ŝe jej pytanie pozostanie bez odpowiedzi.  

– Im szybciej klub zostanie otwarty, tym lepiej dla mojego wizerunku. JuŜ czas, by ludzie z 

Morrison  Heights  przestali  mnie  postrzegać  wyłącznie  jako  byłego  kryminalistę.  Chcę  ich 

przekonać, ze jestem porządnym i uczciwym biznesmenem. – Pochylił się i sięgnął po puszkę z 

napojem,  którą  zostawił  przy  ławce  w  siłowni.  Pił  łapczywie,  jakby  chciał  ugasić  trawiącą  go 

gorączkę. – JuŜ odpokutowałem za stare grzechy – wyznał, patrząc Christinie prosto w oczy.  

Ton jego głosu sprawił, Ŝe Christina poczuła się nieswojo. Zaśmiała się nerwowo.  

–  Mówisz  inaczej  niŜ  ten  chłopak,  który  wciągnął  kiedyś  na  maszt  przed  szkołą  płaszcz 

dyrektora! Zawsze mi się wydawało, Ŝe jest ci obojętne, co myślą o tobie inni.  

– JuŜ nie jestem tym samym człowiekiem – wyznał dobitnym i stanowczym głosem. – I chcę, 

by wszyscy w Morrison Heights o tym wiedzieli! 

–  Często  powtarzałeś,  Ŝe  dopóki  będziesz  szanował  samego  siebie,  opinie  innych  są  bez 

znaczenia.  Co  sprawiło,  Ŝe  wyznajesz  teraz  zupełnie  inny  system  wartości?  Dlaczego  szacunek 

obcych ludzi stał się nagle dla ciebie taki waŜny? 

Greg zgniótł puszkę i wyrzucił ją na stertę śmieci, piętrzących się w rogu pomieszczenia.  

– Nie mam zamiaru ukrywać swojej przeszłości – powiedział otwarcie. – Po prostu nie chcę, 

by mi o niej bezustannie przypominano.  

Coś  jednak  mówiło  Christinie,  Ŝe  nie  był  do  końca  szczery.  Przeczuwała,  Ŝe  w  tej  sprawie 

jest jakieś drugie dno, którego Greg najwidoczniej nie miał zamiaru ujawniać.  

– Daję ci wolną rękę. MoŜesz kupować, co tylko uznasz za stosowne. Ufam ci – zakończył. 

Potem  jeszcze  spytał,  ile  czasu  zajmą  jej  wszystkie  prace,  chciał  bowiem  ustalić  choćby  w 

przybliŜeniu termin wielkiego otwarcia.  

Christina  nagle  zrozumiała  pobudki,  jakimi  się  kierował.  Grega  zapewne  dręczyło  pytanie, 

czy  skandaliczna  reputacja  nie  odbije  się  niekorzystnie  na  jego  interesach.  Nic  dziwnego,  Ŝe 

upierał się, by otworzyć klub w dzielnicy, która stawała się modna i bogata.  

Dwóch  hydraulików,  dźwigających  długie  rury,  przeszło  obok,  kierując  się  w  stronę 

pryszniców. A  zaraz potem  elektryk  zawołał  Grega,  by spytać  go, w  którym  miejscu na suficie 

ma umieścić wentylatory.  

Christina uznała, Ŝe w tym zamęcie niewiele zdziała.  

– Chyba wyjdę na zewnątrz i zobaczę, gdzie byłoby najlepiej wytyczyć ścieŜkę do joggingu 

Pod koniec niezwykle pracowitego dnia miała wszystkiego dosyć. Z zasnutego chmurami nieba 

przez cały dzień siąpił drobny deszczyk. Postanowiła wejść do środka, tam jednak, gdziekolwiek 

by  się  nie  ruszyła,  wpadała  na  dostawców,  rzemieślników  lub,  co  gorsza,  na  Grega.  Pocieszała 

się, Ŝe juŜ niedługo będzie mogła zerwać z nim wszelkie stosunki. Wtedy wreszcie odzyska pełną 

kontrolę nad swym Ŝyciem.  

Póki  co,  nie  mogła  od  niego  uciec.  Po  dokonaniu  wszystkich  pomiarów  wycofała  się  do 

częściowo  tylko  urządzonego  biura,  w  którym  urzędowała  Irina.  Projektowała  na  komputerze 

background image

transparent na uroczystość wielkiego otwarcia.  

–  Popatrz  tylko  na  niego!  –  zwróciła  się  do  Christiny,  wskazując  ręką  widocznego  przez 

drzwi  Grega,  który  właśnie  pomagał  robotnikom  w  przeniesieniu  dystrybutora  do  wody.  –  Czy 

widziałaś  kiedykolwiek  takiego  silnego  męŜczyznę?  I  te  mięśnie  –  ciągnęła  dalej  Trina.  – 

Uratował mnie od nieuniknionej katastrofy, proponując mi tę pracę.  

Najwyraźniej  zamierzała  wygłosić  kolejny  pean  pod  adresem  swego  pracodawcy,  ale 

Christina naprawdę nie miała ochoty tego słuchać.  

– JuŜ piąta. Czas zbierać się do domu – rzuciła mimochodem.  

– Zawsze wychodzę dopiero po Gregu. Jedyny sposób, w jaki mogę mu się odwdzięczyć za 

okazaną  dobroć,  to  zostać  po  godzinach.  Czasami  trzeba  jeszcze  coś  załatwić,  napisać  waŜne 

listy. Wiesz, jak to jest.  

– To ogromna lojalność w zamian za to, Ŝe zaoferował ci pracę.  

– Kochanie, on mi uratował Ŝycie! – Trina obróciła się na krześle w stronę Christiny. – Ten 

człowiek, ten anioł, uratował mnie przed bandą pijaków w taniej spelunce, w jakiej przyszło mi 

występować.  

– Śpiewałaś tam? 

– Jasne, Ŝe śpiewałam. A myślałaś, Ŝe co innego tam robiłam? 

Postanowiła pozostawić to bez komentarza. Opowieść Triny niezbyt ją zaskoczyła. Jeszcze w 

szkole  Greg  zawsze  wstawiał  się  za  innymi.  Nawet  jeśli  miałby  się  przez  to  wpakować  w 

kłopoty.  Był  urodzonym  buntownikiem,  lecz  nie  egoistą.  Często  przedkładał  cudze  sprawy  nad 

swoje własne i nigdy nie pozwalał krzywdzić słabszych.  

Zebrała  swoje  rzeczy,  poŜegnała  się  z  Triną  i  skierowała  się  do  wyjścia,  przechodząc  obok 

dostarczonych niedawno krzeseł, które miały wkrótce stanąć w pokoju konferencyjnym na tyłach 

budynku.  

Wychodząc nowymi podwójnymi drzwiami, pomachała Gregowi na do widzenia. Właśnie w 

tym  momencie  przypomniała  sobie  o  dokumentach  potrzebnych  do  uniewaŜnienia  małŜeństwa, 

weszła zatem z powrotem do środka.  

– Zapomniałaś o czymś? – Greg uśmiechnął się miło.  

–  Prawie.  –  Podeszła  do  stojącego  pośrodku  pokoju  Grega  i  wyjęła  z  torebki,  dokumenty. 

Zdjęła ze sterty jedno z krzeseł, a potem, wyciągając przed siebie rękę z papierami, powiedziała; 

– Musisz to podpisać.  

Greg nie usiadł. Nie przyjął teŜ od niej dokumentów.  

–  Ja  dotrzymałam  swojej  części  umowy  –  przypomniała,  podsuwając  mu  papiery  pod  sam 

nos.  

–  Tak,  i  ja  dotrzymam  swojej  –  obiecał  –  ale  musimy  się  z  tym  wstrzymać  jeszcze  przez 

tydzień.  

– Jeszcze tydzień? Umowę najmu podpisałeś dwa tygodnie temu. Nie ma powodu, by dłuŜej 

zwlekać.  

background image

–  Podpisałem  umowę  –  odpowiedział,  siadając  i  zapraszając  gestem  Christinę,  by  poszła  w 

jego ślady. – Prawnik pani Odell wkrótce ma mi przesłać kopie, ale dopóki nie mam jej w ręku, 

wolałbym nie podejmować Ŝadnych pochopnych kroków.  

Chrisrina najchętniej udusiłaby go gołymi rękami. Jak długo będzie ja zwodził? 

– Przez ciebie mój ślub stoi pod znakiem zapytania! – krzyknęła oskarŜycielsko.  

–  Obiecuję  ci,  Ŝe  podpiszę  dokumenty  jeszcze  przed  terminem  ślubu.  Proszę,  wytrzymaj 

jeszcze trochę. Tb nie potrwa długo.  

Niestety,  nie  udało  jej  się  powstrzymać  czkawki.  Nienawidziła  Grega  za  to,  Ŝe  wciąŜ  miał 

nad nią władzę. Poczuła, Ŝe jeśli zostanie tu chociaŜ minutę dłuŜej, wybuchnie. O, nie! Nie da mu 

tej satysfakcji.  

Podniosła  krzesło  i  z  hukiem  odstawiła  je  na  stertę.  Nim  zdąŜył  wstać,  pobiegła  w  stronę 

wyjścia.  Usłyszała,  jak  Greg  wstaje.  Ledwie  pchnęła  podwójne  drzwi,  jej  uszu  doszedł 

przeraźliwy huk i krzyk.  

Wróciła, by zobaczyć, co się stało. Greg właśnie próbował wydostać się spod sterty krzeseł, 

które na niego przed chwilą runęły.  

– Chyba coś złamałem – jęknął.  

Skrzywił  się  lekko,  gdy  podwijała  rękaw  jego  koszulki,  by  obejrzeć  ramię.  Przez  ułamek 

sekundy  zastanawiała  się,  czy  nie  jest  to  tylko  komedia,  obliczona  na  wywołanie  współczucia. 

Jednak czerwony ślad i puchnąca w oczach ręka mówiły same za siebie.  

– Bardzo przepraszam – szepnęła, pełna poczucia winy.  

– Nie ma za co. To ja powinienem bardziej uwaŜać. Jestem taki niezgrabny.  

–  Nie,  to  nieprawda  –  zaoponowała.  Gdyby  w  złości  nie  przepychała  się  obok  krzeseł,  na 

pewno nie runęłyby na Grega.  

–  Wszystko  w  porządku,  Greggie?  –  zapiszczała  Trina,  chwiejąc  się  niebezpiecznie  na 

bardzo wysokich szpilkach.  

– Tak, w porządku – zapewnił. – Wezmę tylko trochę lodu i...  

–  I  przyłoŜymy  go  do  ręki,  a  potem  pojedziemy  na  ostry  dyŜur  –  wpadła  mu  w  słowo 

Christina.  

– Ja go zawiozę – zaoferowała się Trina. – Mój samochód stoi tuŜ przed budynkiem.  

– Nie, to wszystko moja wina – ja go zawiozę.  

Greg  usiłował  się  opierać,  mówiąc,  Ŝe  lód  i  odpoczynek  to  wszystko,  czego  mu  trzeba,  ale 

Christina  twardo  obstawała  przy  swoim.  Poprosiła  Trinę,  by  zamknęła  klub,  kiedy  wszyscy 

robotnicy juŜ skończą pracę.  

W szpitalnej poczekalni Greg oddał Christinie worek z lodem przygotowany przez Trinę.  

– MoŜesz z tym coś zrobić? 

Wydał  jej  się  tak  słaby  i  bezbronny,  Ŝe  zapragnęła  wziąć  go  w  ramiona  i  ukołysać  jak 

rozŜalone dziecko.  

Dręczyło ją poczucie winy. Zachowała się w stosunku do Grega niegrzecznie, a w dodatku to 

background image

przez  nią  się  potłukł.  Gdyby  nie  był  taki  silny  i  sprawny,  mogłoby  dojść  do  o  wiele 

powaŜniejszego wypadku.  

PrzyłoŜyła woreczek z lodem do jego ramienia, a Greg natychmiast skrzywił się z bólu.  

– Przepraszam – powiedziała chyba po raz dziesiąty.  

–  Jesteś  bardzo  troskliwa.  –  Przez  chwilę  obserwował  jej  twarz.  –  To  cudowne  –  dodał  po 

chwili.  

Nie wiedziała, co odpowiedzieć, dlatego posłała mu jedynie zadziorny uśmieszek.  

– Zobaczyłbyś,  jaka  ze  mnie dobra pielęgniarka,  gdybyś się tylko skaleczył lub oparzył.  W 

torebce  mam  tyle  aloesu,  Ŝe  spokojnie  wystarczyłoby  dla  połowy  mieszkańców  Morrison 

Heights.  

Uśmiechnął  się  czule,  a  jej  natychmiast  zrobiło  się  ciepło  na  sercu.  Wróciła  myślami  do 

szkolnych  czasów.  Wtedy  Greg  niezwykle  jej  imponował.  Zuchwały  i  bardzo  pewny  siebie, 

zdawał  się  być  obdarzony  wszystkimi  cechami,  o  których  posiadaniu  ona  sama  mogła  tylko 

skrycie marzyć.  

Christina  zawsze  starała  się  być  dla  wszystkich  miła,  cieszyło  ją,  gdy  ludzie  obdarzali  ją 

pochwałami  i  komplementami.  Unikała  kłótni  i  zawsze  robiła  to,  co  powszechnie  uwaŜano  za 

słuszne. Była lubiana ze względu na swój bezkonfliktowy charakter, jednak męczyło ją wieczne 

podporządkowywanie się woli innym.  

Greg z kolei bez ograniczeń korzystał ze swobody i wolności, której ona nigdy nie zaznała. 

Mógł robić, co tylko zapragnął, korzystał z Ŝycia wedle własnego uznania, lecz przyszło mu za to 

zapłacić bardzo wysoką cenę.  

Jej  ojciec  dostałby  zawału,  gdyby  dowiedział  się,  Ŝe  pragnęła  być  podobna  do  chłopaka, 

którego on sam uwaŜał za wyrzutka społeczeństwa.  

A teraz Greg powrócił. I po raz kolejny wprowadził zamęt w jej Ŝycie.  

– Nic nie mówisz – zauwaŜył, dotykając jej dłoni. – Czy coś się stało? 

Christina  tylko  przymknęła  powieki.  Nie  chciała,  by  wyczytał  w  jej  spojrzeniu,  jak  bardzo 

jest zmieszana. WciąŜ ją intrygował i fascynował, a przecieŜ powinna być na niego wściekła, – A 

moŜe po prostu tęsknisz za Donaldem? – zapytał z troską.  

Donald! Zupełnie o nim zapomniała! 

– O mój BoŜe! – Zaczęła przetrząsać torebkę w poszukiwaniu drobnych na telefon. – Pewnie 

zastanawia się, gdzie teraz jestem! 

– Nie martw się – uspokoił ją. – Trina mu powie, gdzie jesteś, – Masz rację. Dzisiaj po pracy 

miał przyjechać po twoje księgi rachunkowe. Trina na pewno wyjaśni mu, co się stało.  

Na twarzy Grega zagościł triumfalny uśmiech. Skoro w jego obecności Christina zapominała 

o narzeczonym, jeszcze nie wszystko było stracone. A zatem jej związek z Donaldem nie jest aŜ 

tak wspaniały, jak usiłowała wszystkim wmówić.  

Greg  zaczął  gorączkowo  obmyślać  plan  działania.  Do  ślubu  Christiny  i  Donalda  zostały 

zaledwie  trzy  tygodnie.  To  niezbyt  wiele,  by  odzyskać  serce  ukochanej  kobiety.  Jednak  gdyby 

background image

spędzał z nią duŜo czasu, przypominał jej swoim zachowaniem o tym, co ich niegdyś łączyło...  

Do poczekalni weszła kobieta w białym fartuchu.  

– Pan Primo? – przeczytała nazwisko z formularza, który trzymała w ręku.  

– Jeszcze wciąŜ hi jestem – powiedział.  

Był, i nie zamierzał zrezygnować z Christiny bez walki.  

 

W  ciągu  kolejnych  trzech  dni  w  klubie  zaszły  ogromne  zmiany.  Robotnicy  pracowali  po 

godzinach,  by  przygotować  lokal  na  uroczyste  otwarcie.  Mimo  iŜ  okazało  się,  Ŝe  prawa  ręka 

Chega nie była złamana, stłuczenie było bolesne i dokuczliwe. Przekonał się jednak, Ŝe malować 

ś

ciany moŜna równieŜ lewą ręką.  

Jednak  najbardziej  uszczęśliwiało  go  to,  Ŝe  codziennie  widywał  się  z  Christina.  Często 

przerywał malowanie, by na nią popatrzeć. Nie uszło jego uwagi, Ŝe i ona często spogląda w jego 

stronę.  

Wsiadła  na  rowerek  treningowy  i  powoli  zaczęła  pedałować.  Zdawała  się  nie  zauwaŜać 

badawczego  wzroku  Grega.  Co  chwila  zerkała  na  niskie,  dzielące  pomieszczenie  przegrody, 

które  niebawem  miały  spełniać  podwójną  funkcję  –  kwietników  i  ławek  do  siedzenia.  Pewnie 

zastanawiała  się,  ile  roślin  trzeba  będzie  posadzić,  by  stworzyć  wystarczająco  gęstą  zasłonę 

zapewniającą klientom intymność. Nie mógł oderwać od niej wzroku.  

Obróciła się i znów przyłapała go na tym, jak się jej przygląda.  

– Jak tam ręka? Jeszcze boli? – zapytała.  

–  Trochę.  –  Wyprostował  się,  rozkładając  szeroko  ramiona,  by  rozluźnić  boleśnie  napięte 

mięśnie.  Z  przyjemnością  zauwaŜył,  Ŝe  Christina  co  i  rusz  na  niego  ukradkiem  zerka.  –  Chyba 

zastosuję  się  do  zaleceń  lekarza  i  wezmę  gorącą  kąpiel.  Chcesz  się  przyłączyć?  Tobie  równieŜ 

przydałby się taki relaks po cięŜkiej pracy.  

Christina  nagle  przerwała  ćwiczenie.  Greg  mógł  się  jedynie  domyślać,  jaki  efekt  wywarta 

jego na pozór niewinna propozycja.  

– Dziękuję, ale... hm... mam jeszcze duŜo pracy dziś wieczorem.  

–  Och  –  odpowiedział  Greg,  nie  kryjąc  rozczarowania.  –  W  takim  razie  będę  musiał  sam 

sobie poradzić z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi.  

Był  prawie  pewny,  Ŝe  nie  będzie  w  stanie  mu  odmówić.  Owszem,  chciał  w  niej  wywołać 

poczucie winy, ale przecieŜ cel uświęca środki. Christina z namysłem zmarszczyła brwi. Jeszcze 

chwila, a ulegnie. Dokładnie tak, jak przewidział.  

– Nie mam kostiumu kąpielowego.  

Kusiło  go,  by  zaproponować  kąpiel  bez  kostiumu,  ale  wiedział,  Ŝe  wszystko  by  zepsuł. 

Postanowił działać bardzo ostroŜnie.  

– Trina wypróbowywała nową wannę, zaraz po zainstalowaniu. MoŜe zostawiła gdzieś swój 

kostium. Jestem pewny, Ŝe nie miałaby nic przeciwko, abyś go poŜyczyła.  

– Jak długo powinieneś ćwiczyć? 

background image

– Około trzydziestu minut. Christina posłała mu niepewny uśmiech.  

– Przyznaję, gorąca kąpiel dobrze by mi zrobiła.  

Greg tylko siłą woli powstrzymał okrzyk radości. Pomógł jej znaleźć kostium i powiedział, 

Ŝ

e spotkają się w wannie.  

Większość  robotników  poszła  juŜ  do  domu,  a  Trina  biegała  po  sklepach  w  poszukiwaniu 

artykułów  biurowych.  Zadzwonił  teŜ  Donald,  by  poinformować  Christinę,  Ŝe  będzie  zajęty  do 

późna, w związku z czym zobaczą się dopiero jutro, gdy wpadnie do klubu w interesach.  

Kiedy po długim wahaniu weszła w końcu do pokoju kąpielowego, Greg nie mógł oderwać 

od niej wzroku. Usiłował nie patrzeć, jak Christina delikatnie wślizguje się do wanny, nieśmiało 

sprawdzając  długość  ramiączek,  które  wcześniej  podwinęła  i  spięła  agrafkami.  Czarny 

jednoczęściowy  kostium  ściśle  opinał  jej  kształtne  biodra.  Greg  zauwaŜył,  jak  bardzo  jest 

skrępowana.  By  rozładować  napiętą  atmosferę,  podał  Christinie  kartkę  z  opisem  zalecanych 

ć

wiczeń.  

Greg  rozkoszował  się  delikatnym  dotykiem  jej  drobnych  dłoni  na  swym  ramieniu,  gdy 

pomagała mu rozluźnić napięte mięśnie. Śmiali się i Ŝartowali, czując się coraz swobodniej. Ale 

im większą radość sprawiało mu jej towarzystwo, tym Ŝarliwiej pragnął czegoś więcej.  

Chciał jej miłości.  

I właśnie wtedy musiał zepsuć tę miłą zabawę, wspominając swego rywala.  

– To jak to z wami jest? – zapytał, usiłując dociec prawdy. – Dlaczego jesteś z Donaldem? 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Christina odgarnęła z twarzy mokre włosy i popadła w głęboką zadumę. JuŜ drugi raz, będąc 

z  Gregiem,  całkowicie  zapomniała  o  Donaldzie.  Traktowała  ich  związek  z  duŜą  powagą,  lecz 

łatwość, z jaką wyrzucała narzeczonego z myśli i z serca, zaczynała ją niepokoić.  

– Nie wiem, o co ci właściwie chodzi – powiedziała z duŜą dozą rezerwy.  

Greg oparł się wygodnie i po chwili wahania stwierdził: 

– No cóŜ, nie zachowujecie się jak para, która ma niedługo stanąć na ślubnym kobiercu.  

Odwróciła  się  tyłem  do  niego  i  sięgnęła  po  ręcznik,  by  wytrzeć  twarz.  Jak  powinna 

zareagować  na  takie  insynuacje?  To  prawda,  nie  mizdrzyli  się  z  Donaldem  do  siebie  jak  para 

beztroskich nastolatków, ale czy był to wystarczający powód, by kwestionować ich uczucia? 

– Kochasz go? 

Czy  go  kochała?  JuŜ  z  tysiąc  razy  pytała  o  to  samą  siebie,  jednak  nadal  nie  była  pewna 

odpowiedzi. Ich związek był szczególny, oparty na wzajemnym szacunku, tolerancji i przyjaźni. 

Christina była przekonana, Ŝe z czasem, gdy juŜ będą mieli okazję wspólnie zamieszkać i lepiej 

się poznać, ich uczucia dojrzeją i przerodzą się w coś głębszego – w miłość.  

– Nie rozumiem, dlaczego mnie o to pytasz.  

– Unikasz odpowiedzi? 

–  Nie.  Oczywiście,  Ŝe  go  kocham!  –  krzyknęła  zdenerwowana.  –  Donald  jest  dobrym  i 

bardzo porządnym człowiekiem.  

– Tak, jak co najmniej połowa męŜczyzn w tym mieście. Ale nie sądzę, Ŝebyś zamierzała ich 

wszystkich poślubić. – Uśmiechnął się, by chociaŜ odrobinę rozładować napiętą atmosferę.  

– Do czego zmierzasz? 

– Chcę, Ŝebyś była szczęśliwa, Christino.  

–  Jestem  szczęśliwa.  –  Odsunęła  się  od  niego.  –  Będę  szczęśliwa  równieŜ  po  ślubie, 

zwłaszcza wtedy, gdy doczekamy się dzieci.  

Choć nie przysunął się nawet o centymetr, nadal miała wraŜenie, jakby siedział tuŜ obok niej.  

– Ja teŜ mógłbym dać ci dzieci – powiedział cicho. Gwałtownie wstała, przytrzymując zbyt 

obszerną górę kostiumu.  

–  Wydaje  mi  się,  Ŝe  nie  powinniśmy  o  tym  rozmawiać.  Usiłowała  nie  zwracać  na  niego 

uwagi,  gdy  obserwował,  jak  się  wycierała.  Przychodziło  jej  to  z  równą  łatwością,  z  jaką  zając 

ignoruje czającego się do ataku wilka.  

–  PomoŜesz  mi  jeszcze  kiedyś  przy  ćwiczeniach?  –  zapytał  spokojnie.  –  MoŜe  jutro  po 

pracy? 

Owinęła się ręcznikiem.  

– Nie mogę. Jutro przygotowuję próbny obiad dla rodziców Donalda.  

background image

– Próbny obiad? 

Dlaczego  nie  powiedziała  po  prostu,  Ŝe  zaprasza  Donalda  na  obiad?  Teraz  dopiero  będzie 

drąŜył temat! I nie zostawi jej w spokoju, dopóki wszystkiego z niej nie wyciągnie.  

– Pomyśleliśmy z  Donaldem,  Ŝe dobrze byłoby spotkać się z jego rodzicami przed ślubem. 

W  domu,  w  zwykłych  okolicznościach...  no  wiesz,  omówić  ostatnie  przygotowania  i,  mam 

nadzieję,  trochę  lepiej  się  poznać.  –  Christina  przeczesała  palcami  mokre  włosy.  Poczuła  się 

bardzo  głupio.  Denerwowała  się  spotkaniem  z  państwem  Winkler.  Donald  uwaŜał,  Ŝe  jej 

zdenerwowanie  jest  uzasadnione,  biorąc  pod  uwagę  problemy,  jakie  matka  stwarzała  przed 

ś

lubem jego starszego brata. – A poniewaŜ nadziewana pieczeń jest ich ulubionym daniem, mam 

sporo pracy w kuchni. Chciałabym zaprezentować się z jak najlepszej strony.  

– Nadziewana pieczeń? Kto by pomyślał! – zaśmiał się cicho.  

–  Donald  podpowiedział  mi,  Ŝe  powinnam  po  prostu  być  sobą  i  przygotować  to,  co 

zazwyczaj gotuję...  

– Bardzo mądrze.  

–  Postanowiłam  pójść  na  kompromis  i  przygotować  wegetariańską  pieczeń.  Mam  nadzieję, 

Ŝ

e będzie im smakowała.  

–  Chcesz,  Ŝebym  najpierw  ja  spróbował  tego  smakołyku?  Mogę  być  twoim  królikiem 

doświadczalnym.  

– To bardzo miłe z twojej strony, lecz tym zajmie się Donald.  

– Ale on nie będzie tak brutalnie szczery jak ja.  

W  duchu  musiała  przyznać  Gregowi  rację.  Donald  był  bardzo  wyrozumiały  i  taktowny. 

Wątpiła,  czy  powiedziałby  jej  prawdę,  nawet  gdyby  zupełnie  nie  smakowało  mu  to,  co 

przygotowała.  

– Poza tym – ciągnął dalej Greg – mogłabyś okazać trochę więcej miłosierdzia! Od kilku dni 

jestem  wyłącznie  na  kanapkach.  CięŜko  przygotować  coś  na  ciepło,  gdy  ma  się  sprawną  tylko 

lewą rękę.  

Znowu poczuła się głupio. Odrzuciła jego propozycję, poniewaŜ sądziła, Ŝe starał się być po 

prostu  miły.  A  on  zwyczajnie  tęsknił  za  gorącym  posiłkiem.  Człowiek  postury  Grega, 

wykonujący codziennie cięŜką pracę fizyczną, powinien jadać solidne posiłki.  

– Skoro juŜ o tym wspomniałeś, to Donald nie za bardzo lubi kuchnię wegetariańską. Jednak 

zawsze  chwali  dania,  które  przygotowuję.  MoŜe  rzeczywiście  przydałaby  mi  się  obiektywna 

opinia? 

Uśmiechnął się triumfalnie, jakby właśnie zdobył decydujący punkt w waŜnym meczu.  

Była  pewna,  Ŝe  Donald  nie  miałby  nic  przeciwko  zaproszeniu  Grega.  PrzecieŜ  powinien 

lepiej  poznać  swojego  nowego  klienta.  Natomiast  dla  niej  samej  byłby  to  interesujący 

sprawdzian... nie tylko kulinarnych umiejętności.  

 

Christina  miała  nadzieję,  Ŝe  przygotowywana  przez  nią  pieczeń  nie  okaŜe  się  aŜ  taką 

background image

katastrofą,  jaką  była  reszta  dnia.  Najpierw  dostarczono  zbyt  gruby  Ŝwir  przeznaczony  do 

wysypania  ścieŜki  dla  biegaczy.  Potem,  gdy  ustawiała  paproć  przy  wannie  do  masaŜu, 

pierścionek  zaręczynowy  spadł  jej  z  palca  i  potoczył  się  do  wody,  na  szczęście  Greg  zdołał  go 

wyłowić. Chcąc uniknąć kolejnego takiego incydentu, Christina włoŜyła pierścionek z brylantem 

do  kieszeni.  Miała  uczucie,  jakby  zdradzała  narzeczonego,  który  zresztą  miał  dzisiaj  wpaść  do 

klubu, by popracować nad księgami rachunkowymi Grega. Ale, o dziwo, Donald nie wydawał się 

w ogóle uraŜony, raczej jedynie lekko zaciekawiony.  

Musiała przyznać, Ŝe narzeczony zachowywał się ostatnio dosyć dziwnie. Zwłaszcza kiedy w 

pobliŜu była Trina. I na dodatek, jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, Greg zasypywał ją 

dzisiaj  cennymi  radami,  proponując  pomoc  przy  przygotowaniu  pieczeni,  naprawie  siatki  na 

werandzie, zakupach...  

–  A  ten  obraz  ze  słonecznikiem?  –  zapytał,  gdy  Christina  właśnie  wyjmowała  pieczeń  z 

piekarnika. – Chcesz, Ŝebym przewiesił go do innego pokoju? 

– Nie, oczywiście, Ŝe nie. Gdybym go zdjęła, mama pomyślałaby, Ŝe mi się nie spodobał! To 

jej pierwsza praca malowana akwarelami w kółku plastycznym.  

– Skoro tak...  

Rozzłościłyby  ją  te  sarkastyczne  uwagi,  lecz  Greg  tak  rozbrajająco  się  uśmiechał...  To 

dziwne, ale wydawało się, Ŝe dzisiejszego wieczoru ręka w ogóle go nie boli.  

– To cała ty – zauwaŜył. – Eksponujesz takie ohydztwo, byle tylko nie zranić uczuć osoby 

obdarowującej.  

Nie  pomyślała  o  tym  wcześniej,  ale  chyba  miał  rację.  Wracając  do  kuchni,  w  przelocie 

musnął ucho Christiny.  

– Fajne kolczyki. TeŜ zrobione przez mamę? 

– Zrobiła je dla mnie ośmioletnia bratanica Donalda. Greg pokręcił głową.  

–  Po  prostu  bądź  sobą.  JeŜeli  ludzie  nie  kochają  cię  takiej,  jaka  jesteś,  nie  są  warci  twoich 

starań.  

Christina nie zgadzała się z tym poglądem. Jeśli przyjmując nawet mało gustowne prezenty, 

sprawiała  ludziom  radość,  sama  teŜ  czuła  się  szczęśliwa.  Poza  tym  nie  chciała  zrazić  do  siebie 

matki  Donalda.  Słyszała  juŜ  niesamowite  opowieści  o  tym,  jak  ta  szacowna  dama  utrudniała 

Ŝ

ycie  swojemu  starszemu  synowi  i  jego  narzeczonej.  Zamiast  zrealizować  swe  marzenia  o 

uroczystym ślubie, zdecydowali się na ucieczkę. Ostatecznie pani Winkler zaakceptowała swoją 

przyszłą synową, jednak Christina wolała wejść do rodziny Donalda spokojnie i bez awantur.  

Sięgnęła do szafki po talerze.  

– Ciekawe, co się dzieje z Donaldem? JuŜ dawno powinien tu być.  

– Mam ci przekazać, Ŝe będzie dzisiaj pracował do późna w klubie i Ŝebyśmy zaczynali bez 

niego – powiedział Greg, odstawiając jeden talerz na półkę.  

– PrzecieŜ to on wymyślił ten próbny obiad! Co moŜe być teraz dla niego waŜniejsze?! 

– Powiedziałem mu, Ŝe prawnik pani Odell ociąga się ze sporządzeniem dla mnie notarialnie 

background image

potwierdzonej kopii umowy najmu. Donald postanowił do niego napisać w tej sprawie – przyznał 

Greg z zakłopotaniem.  

W  pierwszej  chwili  pomyślała,  Ŝe  zrobił  to  celowo.  CzyŜby  zagonił  Donalda  do  pracy,  by 

pobyć z nią sam na sam? 

– Wiedząc, Ŝe tak bardzo zaleŜy ci na uniewaŜnieniu naszego małŜeństwa i ślubie – dodał – 

zaproponowałem  Donaldowi,  Ŝeby  odłoŜył  słuŜbowe  sprawy  do  jutra.  –  Greg  wzruszył 

ramionami. – Ale on powiedział, Ŝe skoro  Irina  jest pod ręką i moŜe wystukać  mu to pismo na 

komputerze, to załatwi to teraz i osobiście dostarczy list jeszcze dziś wieczorem.  

Poczuła  się  głupio,  Ŝe  podejrzewała  Grega  o  podstęp.  Unikała  jego  wzroku,  przekładając 

pieczeń  z  brytfanny  na  półmisek.  Cały  czas  starała  się  sobie  wmówić,  Ŝe  dzisiejsze  wyznanie 

Grega  było  tylko  niewinnym  flirtem.  Woski  łotrzyk  słynął  ze  swojego  czaru,  zawsze  wiedział, 

jak zjednać sobie kobietę.  

– Dziękuję – powiedziała krótko.  

Dlaczego czuła się zawiedziona? Czy z powodu starań i zabiegów Grega, zmierzających do 

jak  najszybszego  uniewaŜnienia  ich  małŜeństwa?  Christina  skarciła  się  w  duchu  za  te  głupie 

myśli.  PrzecieŜ  to  jasne,  Ŝe  jej  rozczarowanie  wynikało  najprawdopodobniej  z  nieobecności 

Donalda i świadomości, Ŝe będzie spędzał wieczór z Triną, a nie w towarzystwie narzeczonej.  

–  Czego  się  nie  robi  dla  starych  przyjaciół  –  powiedział  Greg,  siadając  naprzeciwko  niej. 

NałoŜył sobie pełen talerz najrozmaitszych potraw, które przygotowała na dzisiejszą kolację. – O, 

chleb domowej roboty! Wspaniała z ciebie gospodyni.  

–  MoŜe  powinieneś  najpierw  spróbować,  zanim  ocenisz  moje  zdolności  kulinarne.  Mam 

nadzieję,  Ŝe  rodzicom  Donalda  będzie  smakowało.  A  szczególnie  pani  Winkler.  Podobno  jest 

perfekcjonistką. Myślę, Ŝe nie uwaŜa mnie za odpowiednią partię dla swego syna.  

Nagle Greg się zakrztusił.  

– Nic ci nie jest? – Chciała do niego podejść, ale powstrzymał ją gestem ręki.  

Łzawiły mu oczy, lecz dał jej znak, Ŝe wszystko w porządku. Napił się wody.  

–  Pytanie  powinno  brzmieć  –  odezwał  się,  kiedy  juŜ  złapał  oddech  –  czy  Donald  jest 

odpowiednią partią dla ciebie?! 

–  To  bardzo  miło  z  twojej  strony,  ale  rozumiem  troskę  jego  matki.  Donald  jest  oczkiem  w 

głowie  rodziny.  –  Ukroiła  sobie  kromkę  chleba  i  posmarowała  masłem.  –  Pani  Winkler  jak 

najbardziej popiera to małŜeństwo, ale mimo wszystko czuję, Ŝe powinnam ją sobie zjednać.  

– To moŜe zrobimy próbę? – Greg wyprostował się i wydął usta. – Ja będę panią Winkler.  

– Powiedziałam, Ŝe jest perfekcjonistką, a nie jędzą. – Roześmiała się.  

Nie  zwracając  uwagi  na  Christinę,  Greg  kontynuował  przedstawienie.  Mówił  wysokim  i 

piskliwym głosem.  

– Powiedz mi, moja droga, co cię najbardziej pociąga w moim synu? Jego pieniądze, wygląd 

czy moŜe błyskotliwy sposób prowadzenia konwersacji? 

–  Kancelaria  prawnicza  Donalda  nie  jest,  jak  na  razie,  oblegana.  Jeszcze  trochę  czasu 

background image

upłynie,  zanim  będzie  w  dobrej  kondycji  finansowej.  Ale  wierzę,  Ŝe  pewnego  dnia  odniesie 

sukces – powiedziała i popadła w zadumę.  

Donald  był  zadbanym  męŜczyzną,  moŜe  niezbyt  przystojnym,  ale  teŜ  Ŝadną  pokraką.  Ich 

rozmowy toczyły się głównie wokół jego pracy i kariery. W przyszłości zamierzał ubiegać się o 

stanowisko burmistrza i Christina była pewna, Ŝe osiągnie swój cel.  

Greg przeszedł do innego tematu.  

– Jesteś śliczną dziewczyną – ciągnął dalej, wciąŜ parodiując starszą matronę z towarzystwa 

– i pochodzisz z dobrej rodziny. Czemu więc wcześniej nie wyszłaś za mąŜ? 

Naprawdę  nie  chciała  wracać  do  starych  dziejów.  Zanim  odpowiedziała,  zjadła  kawałek 

cukinii.  

– MoŜe spróbujesz wegetariańskiej pieczeni i powiesz mi, co o niej sądzisz? 

– To jest rzecz, którą chyba kaŜda matka chciałaby wiedzieć o swojej przyszłej synowej. Co 

jej odpowiesz, jeśli za tydzień cię o to zapyta? – Jego kolejne słowa były dobrze przemyślane i 

wywaŜone. – śe do tej pory nie znalazłaś nikogo, kogo byś pokochała? 

Odczekała chwilę, nie chcąc go urazić.  

–  Myślę,  Ŝe  powiedziałabym  coś  w  tym  stylu.  PrzecieŜ  byliśmy  tylko  dziećmi.  Nie 

wiedzieliśmy, co robimy – powiedziała po chwili.  

– Ja wiedziałem, co robię.  

Christina  nic  nie  odpowiedziała.  Nie  miała  zielonego  pojęcia,  jak  wybrnąć  z  kłopotliwej 

sytuacji.  

– Powiesz im, Ŝe juŜ byłaś zamęŜna? Skinęła potakująco głową.  

–  Nie  będę  tego  utrzymywać  w  tajemnicy.  A  ty?  –  zapytała.  –  Dlaczego  ponownie  się  nie 

oŜeniłeś? 

Oczekiwała  odpowiedzi,  Ŝe  był  zbyt  zajęty  robieniem  interesów,  by  wiązać  się  z  jakąś 

kobietą. Ale on tylko powtórzył to, co powiedział jej w dniu, w którym powtórnie pojawił się w 

jej Ŝyciu.  

– Mnie zawsze interesuje tylko to, co najlepsze – odparł spokojnie. – Kiedy kupuję sprzęt do 

klubów,  wybieram  ten  najwyŜszej  jakości.  A  gdy  juŜ  znajdę  coś,  na  czym  mi  zaleŜy,  nie 

pozwalam sobie tego wydrzeć.  

OŜyły  bolesne  wspomnienia.  Gdy  aresztowano  Grega,  brutalnie  ją  odtrącił.  A  przecieŜ 

gotowa  była  trwać  przy  nim  na  dobre  i  na  złe.  Tak  bardzo  pragnęła,  aby  ich  małŜeństwo  było 

trwałe. MoŜe uznał, Ŝe nie jest dla niego odpowiednią partnerką? 

A jeśli po kilku latach małŜeństwa Donald dojdzie do takiego samego wniosku? Jeśli tak się 

stanie, jaki czeka ją wówczas los? 

Greg z uporem powracał do tematu.  

– Pewnie powiesz Winklerom, Ŝe cale Ŝycie czekałaś na kogoś takiego jak Donald. I Ŝe teraz, 

gdy wychodzisz za niego za mąŜ, nie posiadasz się ze szczęścia.  

– Musiałabym być w nim szalenie... – Christina przerwała, zatrwoŜona, Ŝe o mały włos nie 

background image

wyjawiła swych prawdziwych uczuć.  

– Wyznałaś mi kiedyś, Ŝe wierzysz w trwałość związków opartych na miłości – powiedział 

cicho. – Jak moŜesz być szczęśliwa, wiąŜąc sicz męŜczyzną, którego nie kochasz? 

– Kocham go. Jest dobry, miły i porządny...  

– Ale nie kochasz go taką miłością, jaką kobieta powinna obdarzać męŜczyznę.  

– Są róŜne rodzaje miłości – obstawała przy swoim. – Mogę być bardzo zadowolona z Ŝycia 

z Donaldem. A zadowolenie to pewien rodzaj szczęścia.  

–  A  więc  jesteś  gotowa  wyrzec  się  tego,  co  najlepsze!  Christina  zdjęła  serwetkę  z  kolan  i 

połoŜyła ją na stole.  

– Nie  mam  zamiaru dłuŜej tego  znosić!  Dyskredytujesz mojego narzeczonego i wygłaszasz 

dziwne teorie, opacznie interpretując moje słowa! 

–  Masz  rację,  poniosło  mnie  –  odpowiedział  Greg,  unosząc  ręce  w  geście  poddania.  – 

Przejdźmy lepiej na bezpieczniejszy grunt.  

Christina odetchnęła z ulgą i trochę się rozluźniła. To dobrze, iŜ Greg wreszcie zrozumiał, Ŝe 

niektórych tematów lepiej nie poruszać.  

–  Opowiedz  mi  o  swojej  pracy.  Czy  masz  zamiar  zostać  w  Plants  Plus,  kiedy  na  świat 

przyjdą dzieci? – spytał Greg, parodiując glos starszej pani.  

Christina  spojrzała  na  niego  ostrzegawczo,  zastanawiając  się,  czy  przypadkiem  Greg  znów 

nie próbuje wtykać nosa w jej sprawy osobiste.  

–  Jako  twoja  przyszła  teściowa,  muszę  wiedzieć  takie  rzeczy!  –  bronił  się,  wyczuwając  jej 

wahanie.  

Czemu nie? To temat, którym Winklerowie rzeczywiście mogą być zainteresowani.  

– Mam nadzieję, Ŝe zanim zajdę w ciąŜę, będę juŜ miała własną, dobrze prosperującą firmę, 

zajmującą się architekturą zieleni.  

Przerwała, czekając na krytyczne uwagi. Pewnie zaraz usłyszy, Ŝe do prowadzenia własnego 

przedsiębiorstwa  nie  wystarczą  dobre  chęci.  Ku  wielkiemu  zdziwieniu  usłyszała  zupełnie  coś 

innego.  

–  Na  pewno  sobie  poradzisz.  Jesteś  pracowita,  zdolna  i  solidna.  Szybko  pozyskasz  stałych 

klientów. – Greg wbił widelec w pieczeń. – Ale uwaŜaj, masz zadatki na pracoholiczkę... Hej, to 

jest smaczne.  

– Co takiego? 

– Smakuje jak wołowa pieczeń. Gdybym nie znał prawdy, dałbym się nabrać, – NałoŜył na 

talerz  kolejną  porcję  i  obficie  polał  sosem  pomidorowym.  Z  duŜym  apetytem  zabrał  się  do 

jedzenia.  

Christina  była  dumna,  Ŝe  jej  kulinarny  eksperyment  okazał  się  sukcesem.  Natomiast  nie 

dawało jej spokoju wcześniejsze stwierdzenie Grega.  

– Dziękuję, ale pytałam, co miałeś na myśli, mówiąc, Ŝe za cięŜko pracuję? 

– A to – wytarł usta serwetką – Ŝe tak bardzo się starasz, by zadowolić innych. Zbyt często 

background image

zapominasz  o  własnych  pragnieniach.  Nie  podoba  mi  się,  Ŝe  w  trosce  o  szczęście  wszystkich 

wokół, idziesz na liczne  ustępstwa. Czy ciągłe tłumienie  własnej osobowości nie wpędza cię  w 

przygnębienie?  –  Pochylił  się  nad  stołem  i  spojrzał  Christinie  prosto  w  oczy.  –  Mogę  prosić  o 

dokładkę? 

– AleŜ oczywiście, częstuj się! 

Patrzyła,  jak  jadł  i  pomyślała,  Ŝe  Greg  umie  czerpać  przyjemność  nawet  z  tak  prozaicznej 

czynności, jaką jest spoŜywanie posiłku. Jeśli juŜ coś robił, to z wielkim zapałem i entuzjazmem. 

Wiedział, jak cieszyć się drobiazgami. A ona...  

– CóŜ w tym złego, Ŝe lubię uszczęśliwiać innych? Kiedy widzę, z jaką przyjemnością jesz 

przygotowany  przeze  mnie  posiłek,  sprawia  mi  to  radość.  Cieszyłoby  mnie  równieŜ 

zaprojektowanie  takiego  Ŝywopłotu,  który  zachwyciłby  klienta.  Czy  nie  na  tym  właśnie  polega 

szczęście? Na docenieniu małych, codziennych przyjemności? 

– Tak, dopóki nie płacisz za to zbyt wysokiej ceny. – Greg skończył i odsunął talerz na bok. 

– Powiedz mi, czy rodzice Donalda chcą, Ŝebyś za niego wyszła? I czy twoi rodzice teŜ sprzyjają 

temu związkowi? 

– Oczywiście. Moi rodzice lubią Donalda, a jego rodzice teŜ darzą mnie sympatią.  

Podszedł do niej. Szarmancko podał jej rękę, gdy wstawała od stołu.  

– Odpowiedz mi szczerze. Czy wychodzisz za Donalda, poniewaŜ go kochasz, czy raczej po 

to, by wszystkich wokół uszczęśliwić? 

Christina poczuła, Ŝe oblewa się rumieńcem. By pokryć zmieszanie, zajęła się sprzątaniem ze 

stołu.  

– Oczywiście, Ŝe wychodzę za niego za mąŜ z miłości. Dlaczego mnie o to pytasz? 

Greg zebrał część talerzy i poszedł za nią do kuchni.  

–  PoniewaŜ  nadal  jesteś  moją  Ŝoną.  Przez  te  wszystkie  lata  nigdy  nie  poczyniłaś  Ŝadnego 

ruchu,  by  uzyskać  rozwód.  Dobrze  cię  znam,  Chnstino  i  mogę  się  załoŜyć,  Ŝe  jesteś  jeszcze 

dziewicą.  

– Naprawdę nie uwaŜam, Ŝeby to była twoja sprawa! Talerze runęły z łoskotem do zlewu.  

– Dobrze zgadłem, prawda? Ty nie naleŜysz do kobiet, które zdradzają męŜa.  

Patrzyła na niego wrogo, zła, Ŝe poruszył tak draŜliwy i niewygodny dla niej temat.  

–  Owszem,  traktuję  swoje  obietnice  bardzo  powaŜnie.  Nawet  w  wypadku,  gdy  chodzi  o 

papierowe małŜeństwo.  

– Ślubowałaś, Ŝe mnie nie opuścisz aŜ do śmierci – przypomniał.  

–  Śmierć  partnera  czy  śmierć  małŜeństwa,  co  za  róŜnica?  –  Obróciła  się  na  pięcie,  by 

dokończyć sprzątanie ze stołu.  

Kiedy  chwilę później wróciła do  kuchni z podkładkami pod talerze, zastała Grega niedbale 

opartego o zlew.  

–  MałŜeństwo  ma  szansę  przetrwania,  dopóki  tli  się  choćby  najmniejsza  iskierka  miłości  – 

powiedział z uśmiechem.  

background image

Patrzył,  jak  strzepywała  do  zlewu  okruszki  z  podkładek.  Podszedł  do  niej  i  wziął  ją  w 

ramiona.  

Na początku trochę się opierała, ale w końcu uległa.  

– Nie wierzę, Ŝe juŜ nic nas nie łączy – szepnął.  

Stała jak skamieniała. Bała się, Ŝe Greg odbierze jej bezruch jako zaproszenie. Powinna się 

bronić, walczyć z nim, . ale nie potrafiła.  

– Mam rację, Christino? 

Greg się nie mylił. Bez względu na to, jak mocno starała się stłumić swe uczucia, one i tak 

zawsze dawały o sobie znać. Ale szaleństwem byłoby przyznać się do nich.  

Zwłaszcza  Ŝe  Greg  był  bardzo  powściągliwy  w  wyraŜaniu  własnych  emocji.  Mówił 

półsłówkami, unikał jednoznacznych sformułowań...  

Czy miał jakiś powód, by trzymać ją w niepewności? Gdy umowa najmu zostanie w końcu 

sfinalizowana,  Greg  na  pewno  zgodzi  się  na  uniewaŜnienie  małŜeństwa.  Chyba  Ŝe  wymyślił 

jeszcze  jakiś  inny  chytry  podstęp.  Był  człowiekiem,  który  zrobiłby  wszystko,  by  osiągnąć 

upragniony cel. Nie podejrzewała go jednak o to, Ŝe byłby w stanie świadomie manipulować jej 

uczuciami. Była teŜ pewna, Ŝe nie będzie próbował zaciągnąć jej do łóŜka.  

Zebrała wszystkie siły, wyzwoliła się z jego objęcia i serdecznie uścisnęła mu rękę.  

–  Dziękuję,  pani  Winkler,  Ŝe  zechciała  pani  przyjąć  zaproszenie  na  dzisiejszy  obiad.  Mam 

nadzieję,  Ŝe  następnym  razem  Donald  zasiądzie  z  nami  do  stołu.  Chętnie  przymierzę  suknię 

ś

lubną, którą mi pani poŜyczyła.  

Instynkt  samozachowawczy  podpowiedział  jej,  by  dodała  to  ostatnie  zdanie.  Nie  szkodziło 

przecieŜ  przypomnieć  Gregowi,  Ŝe  była  zaręczona  i  wkrótce  miała  poślubić  Donalda!  Niech 

sobie  nie  wyobraŜa,  Ŝe  Christina  wciąŜ  jest  tą  samą  naiwną  nastolatką,  którą  moŜna  zauroczyć 

jednym słodkim uśmiechem czy czułym słówkiem.  

Greg zwlekał tylko chwilę z odwzajemnieniem uścisku. Ponownie powracając do wysokiego, 

piskliwego tonu, powiedział: 

– Obiad był przepyszny, skarbie. – Uśmiechnął się, a potem dodał juŜ swoim głosem: – Czy 

mogłabyś dać mi przepis na tę pieczeń? 

– Oczywiście. Cieszę się, Ŝe ci smakowała.  

Gdy  odprowadzała  go  do  drzwi,  była  juŜ  o  wiele  spokojniejsza,  przynajmniej  w  kwestii 

swych  umiejętności  kulinarnych.  Niestety,  Greg  zasiał  w  jej  duszy  ziarno  nieufności,  podkopał 

jej wiarę w to, Ŝe związek z Donaldem przetrwa wszystkie burze i nawałnice.  

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Obudził  ją  głośny  i  przenikliwy  dźwięk  dzwonka.  Z  ociąganiem  unosząc  cięŜkie  powieki, 

zerknęła  na  stojący  obok  łóŜka  zegar.  Szósta  trzydzieści.  Mimo  iŜ  była  sobota,  Christina  i  tak 

miała zamiar popracować dzisiaj w klubie.  

Przepełniona  obawą,  Ŝe  stało  się  coś  strasznego,  wyskoczyła  z  łóŜka  i  pobiegła  do  drzwi, 

zapominając  o  włoŜeniu  szlafroka.  Przez  szybki  w  drzwiach  ujrzała  wpatrującego  się  w  nią 

Grega.  

Miał  nie  ogoloną  twarz  i  bardzo  zmierzwione  włosy.  Wyglądał,  jak  gdyby  miał  za  sobą 

cięŜką, bezsenną noc.  

– Co się stało? – szepnęła bez tchu.  

– Chyba wczoraj wypadł mi u ciebie portfel z kieszeni. Czy mogę się rozejrzeć? 

Westchnęła i wpuściła go do środka. Poczuła ulgę, Ŝe przyczyną jego nagłej porannej wizyty 

nie jest Ŝadne nieszczęście. Poczuła teŜ ulgę, Ŝe nie był to Ŝaden nieszczęśliwy wypadek.  

– Gdybyś zadzwonił, sama bym poszukała. PrzecieŜ mogłabym ci go przywieźć do klubu.  

– Ładna pidŜama – powiedział, patrząc znacząco na jej luźne szorty i zbyt obszerną koszulkę. 

–  Nie  wytrzymałbym  tak  długo.  Potwornie  boli  mnie  głowa,  a  właśnie  w  portfelu  zawsze 

trzymam aspirynę.  

Szarogęsił  się,  jakby  był  u  siebie  w  domu.  Zaczaj  energicznie  przekładać  poduszki  na 

kanapie i zaglądać pod wszystkie meble.  

Christina pomagała w poszukiwaniach, chociaŜ marzyła, by połoŜyć się jeszcze na chwilę do 

łóŜka. Mruknęła pod nosem, Ŝe tabletki przeciwbólowe moŜna kupić w kaŜdej aptece.  

– O ile jest za co – zareagował natychmiast. – Pieniądze równieŜ zostały w portfelu. Mam. – 

Greg wyłonił się zza krzesła, na którym siedział przy wczorajszym obiedzie. Potem, nie prosząc 

nawet o szklankę wody, szybko połknął dwie białe pastylki.  

– Wziąłeś aspirynę na pusty Ŝołądek? 

– Pewnie, a czemu by nie? 

Wzięła go pod rękę i poprowadziła do kuchni.  

– Chodź, zrobię ci śniadanie.  

Greg z apetytem zjadł cztery jajka na miękko, dwie grzanki z chleba domowej roboty i kilka 

plasterków smaŜonego bekonu. Ból głowy minął, jak ręką odjął.  

Syty  i  nieco  rozmarzony,  zapatrzył  się  w  niemym  zachwycie  na  Christinę.  Mimo  Ŝe  była 

ubrana  w  wygnieciony  podkoszulek,  wyglądała  niezwykle  ponętnie  i  seksownie.  Jej  włosy 

sterczały  malowniczo  na  wszystkie  strony,  oczy  zdawały  się  być  zasnute  lekką  mgiełką,  co 

prawdopodobnie było świadectwem niewyspania.  

–  Dziękuję  za  śniadanie.  –  Wstał,  opłukał  po  sobie  talerze  i  ustawił  starannie  na  suszarce 

background image

obok zlewu. – Będziesz kiedyś wspaniałą matką.  

Spojrzała na  niego nieufnie, nie wiedząc, jak powinna zareagować na ten  komplement. Nie 

winił  jej  za  tę  podejrzliwość,  ostatecznie  miał  sobie  wiele  do  zarzucenia.  Jednak  nie  mógł 

pozwolić,  by  biernie  poddawała  się  wszystkiemu,  czym  obdarzał  ją  los.  Musiał  przełamać  jej 

bierność, zmusić, by uwaŜnie przyjrzała się swemu Ŝyciu. Jeśli Christina ocknie się ze swoistego 

letargu duchowego, na pewno zrozumie, Ŝe nie powinna wychodzić za mąŜ za Donalda. Tyle był 

jej winien... Zamierzała popełnić okropną pomyłkę, wiąŜąc się z męŜczyzną, którego nie kochała.  

Co  ją  popchnęło  do  tak  desperackiego  kroku?  Dlaczego,  do  diabła,  przystała  na  taki 

dziwaczny układ? CzyŜby jej odjęło rozum? Zamierzał ją nękać pytaniami tak długo, dopóki nie 

otrzyma szczerych i wyczerpujących odpowiedzi.  

Musi  jednak  postępować  bardzo  ostroŜnie  i  taktownie.  Czasu  było  coraz  mniej,  dlatego 

naleŜało opracować jakąś sprytną i skuteczną taktykę.  

– To ja juŜ pójdę i pozwolę ci się spokojnie przygotować do pracy.  

Wyszła z nim do przedpokoju.  

– Jak twoja głowa? Lepiej? 

– Trochę. – Przytrzymał jej drzwi i wyszedł za nią na werandę.  

I nagle zrozumiał, Ŝe nie spocznie, dopóki nie odzyska miłości Christiny. Pragnął spędzić z 

nią resztę Ŝycia, chciał mieć z nią dzieci i budzić się co rano u jej boku.  

Włączył  się  budzik  i  z  radia  popłynęła  głośna  muzyka.  Wesoła  piosenka  dokładnie 

odzwierciedlała  radosny  nastrój  Grega,  a  słowa  starego  przeboju  uznał  za  dobry  znak:  „Ledwo 

cię ujrzałem, a juŜ zrozumiałem, Ŝe jesteśmy sobie przeznaczeni” – nic dodać, nic ująć.  

Ogarnęło go wzruszenie i pod wpływem nagiego impulsu ujął Christinę za rękę i przyciągnął 

do  siebie.  Po  chwili  przełamał  jej  opór  i  zmusił,  by  oddała  się  we  władanie  muzyki.  Oboje 

równocześnie wybuchli śmiechem i zaczęli tańczyć, wirując w powolnym i zmysłowym rytmie.  

Było  tak  jak  kiedyś,  gdy  byli  młodzi,  zauroczeni  sobą,  pełni  marzeń  i  oczekiwań.  Ledwie 

przebrzmiały ostatnie takty, Greg usłyszał skrzypniecie schodów prowadzących na werandę.  

– Wygląda na to, Ŝe świetnie się bawicie! Dość niezwykłe jak na tak wczesną porę.  

Greg  odwrócił  się  gwałtownie  i  ujrzał  Donalda,  przypatrującego  się  z  kwaśną  miną 

zadyszanej parze. Wziąwszy pod uwagę, Ŝe Christina wciąŜ ubrana była jedynie w kusą pidŜamę, 

sytuacja mogła się wydać postronnemu obserwatorowi dość dwuznaczna.  

–  My...  tylko  się  wygłupiamy  –  wyjaśniła  Christina  pospiesznie,  broniąc  się  przed 

ewentualnymi oskarŜeniami.  –  Greg  zostawił tu  wczoraj po obiedzie swój portfel i wstąpił dziś 

rano, by go odebrać.  

Donald odwrócił się w stronę swojego nowego klienta i posłał mu zaciekawione spojrzenie. 

Greg nie zdziwiłby się,  gdyby  chciał  go uderzyć. Do diabła, sam by tak  postąpił,  gdyby był na 

jego miejscu! 

Owszem,  zamierzał  przekonać  Christinę,  Ŝe  nigdy  nie  będzie  szczęśliwa  z  Donaldem,  nie 

chciał jednak ranić uczuć jej narzeczonego.  

background image

Donald wyciągnął rękę na powitanie.  

–  Dzień  dobry,  Greg  –  powiedział,  po  czym  zwrócił  się  do  Christiny:  –  Wstąpiłem,  by 

zaproponować  ci  podwiezienie  do  klubu.  PoniewaŜ  mam  zamiar  spędzić  tam  cały  dzień, 

pomyślałem, Ŝe moglibyśmy razem pojechać i wrócić.  

– Jasne, to niezły pomysł. – Kierując się z powrotem do domu, zatrzymała się w drzwiach. – 

Greg, zabiorę ze sobą swoje ziołowe lekarstwa, na wypadek gdyby znów rozbolała cię głowa.  

Jego ból głowy juŜ wrócił i zapowiadało się, Ŝe będzie z nim tak długo, jak długo Christina 

będzie się upierała przy uniewaŜnieniu małŜeństwa.  

 

Ciekawe, co Greg chciał osiągnąć tym razem? 

Mógł jej po prostu dać pieniądze i wysłać ją samą, ale nie, uparł się, by pojechali razem. Czy 

naprawdę był aŜ tak zainteresowany kupowaniem zabawek do sali zabaw dla dzieci? 

To,  Ŝe  Christina  postanowiła  osobiście  zająć  się  tą  sprawą,  mogło  wydawać  się  dziwne.  W 

końcu zaopatrywanie klubu w zabawki nie naleŜało do jej obowiązków. Greg dał jej wolną rękę i 

poprosił, by po prostu kupiła, co uzna za stosowne. A poniewaŜ Christina i tak musiała czekać na 

dostawę  kwiatów,  postanowiła,  Ŝe  wykorzysta  wolny  czas,  pomagając  w  końcowych 

przygotowaniach do wielkiego otwarcia.  

Sięgnęła  po  pluszowego  misia,  przytuliła  go,  po  czym  połoŜyła  w  wózku  na  zakupy  obok 

pokaźnej kolekcji ksiąŜeczek dla dzieci.  

– Nie, nie uwaŜam tego za dobry pomysł – powiedział Greg, odkładając pluszowego misia na 

półkę. – Dzieci nie lubią siedzieć z zabawką w ręku. One chcą się bawić, w coś grać! 

Christina z powrotem włoŜyła misia do wózka.  

– Niektóre będą tęskniły za swoją mamą czy tatą, dlatego przyda się taka miła przytulanka, 

na  pocieszenie.  –  Sięgnęła  po  mięciutkiego,  puszystego  króliczka  i  równieŜ  wrzuciła  go  do 

wózka.  –  Ale  masz  rację,  powinniśmy  teŜ  kupić  kilka  gier  planszowych.  Chyba  są  w  następnej 

alejce, chodźmy je obejrzeć. Zobacz...  

– PrzecieŜ to taka nuuuda! – powiedział i łapiąc ją za łokieć, zaczął ciągnąć w przeciwnym 

kierunku. – Widzę coś, co sam chciałbym mieć.  

To  była  wielka  gumowa  piłka  z  uchwytami.  Greg  zdjął  kurtkę  i  powiesił  ją  na  kierownicy 

stojącego obok roweru. Usiadł okrakiem na piłce i zaczął na niej skakać. Włosy opadały mu na 

czoło, a krawat powiewał niczym chorągiew na wietrze. Greg zdawał się nie zwracać uwagi na 

to, Ŝe jego zachowanie wywołuje powszechne zainteresowanie. Kilkoro klientów uśmiechnęło się 

z politowaniem, inni patrzyli na niego z lekką obawą.  

–  Kiedy  byłem  dzieckiem,  uwielbiałem  tak  się  bawić.  –  Na  jego  twarzy  zagościła 

najprawdziwsza radość. – Zobacz, potrafię teŜ bez trzymania! – Szeroko rozłoŜył ręce.  

– UwaŜaj! – Christina skuliła się ze strachu, gdy omal nie przewrócił tablicy do koszykówki.  

Greg entuzjastycznie zawołał: 

– Hej, fajowe. Coś takiego teŜ kupimy! 

background image

Christina odsunęła się na  bok,  gdy skacząc,  zbliŜał się do niej.  Miała nadzieję, Ŝe Greg nic 

nie strąci ani na nikogo nie wpadnie.  

– MoŜe juŜ powinieneś zejść? 

– Och, przepraszam – odparł, zsiadając i przekazując jej piłkę. – Twoja kolej.  

Cofnęła się, unosząc dłonie.  

– Nie, nie wydaje mi się, Ŝeby to był...  

–  A,  juŜ  wiem  –  powiedział,  posyłając  jej  szelmowski  uśmiech.  –  JuŜ  wiem,  czego  chcesz 

spróbować.  

I zanim zdąŜyła zaprotestować, postawił ją na zabawce podobnej do trampoliny do skakania. 

Przekonana,  Ŝe  Greg  nie  da  jej  spokoju,  dopóki  przynajmniej  nie  spróbuje,  wykonała  parę 

słabych odbić.  

–  Oj,  stać  cię  na  więcej.  PokaŜę  ci.  –  Mówiąc  to,  stanął  na  identycznej  zabawce  i 

zademonstrował kilka skoków. – Ciekawe, czy mnie pokonasz! 

Kilka  minut  później  Christina  teŜ  całkowicie  zapomniała  o  innych  klientach.  Była  w  pełni 

skoncentrowana na pobiciu rekordu Grega w wysokości skoku. Nie mogła sobie przypomnieć, 

kiedy ostatnio tak bardzo się uśmiała i tak świetnie bawiła w czyimś towarzystwie.  

Zabawa  jednak  nie  trwała  zbyt  długo.  Greg  zainteresował  się  czymś  w  następnej  alejce, 

odłoŜył więc zabawkę na miejsce. Uśmiechnął się.  

– Hej, to mogłoby nam się przydać – zauwaŜył.  

Christina  chwyciła  jego  kurtkę,  o  której  zupełnie  zapomniał,  wrzuciła  ją  do  wózka  i 

powędrowała  za  nim.  Stał  przed  basenem  wypełnionym  róŜnobarwnymi,  plastikowymi 

piłeczkami.  

– Zdejmij buty – powiedział.  

– Nie jestem odpowiednio ubrana...  

– Oj, daj spokój, przecieŜ jesteś w spodniach! 

Sam  juŜ  zdąŜył  ściągnąć  buty  i  paść  do  tyłu,  prosto  w  piłki.  LeŜąc  tak,  machał  rękami  na 

boki, udając orła – No dobrze – zgodziła się z udawanym wahaniem. W rzeczywistości bowiem 

miała wielką ochotę na zabawę.  

Nie  myślała  teraz  o  tym,  Ŝe  po  raz  kolejny  spełnia  bez  mrugnięcia  okiem  wszystkie 

zachcianki  Grega  i  bez  oporów  przystaje  na  jego  propozycje.  PołoŜyła  się  wśród  kolorowych 

piłeczek, rozluźniła się i zaniknęła oczy.  

– To jest chyba zabawniejsze od przytulania pluszowego zwierzaka? 

Odwracając głowę, spojrzała na niego z namysłem.  

– Hm, zaleŜy jakiego zwierzaka...  

Ciemnowłosy,  śniady  berbeć  przytknął  pyzatą  buzię  do  siatki  ogradzającej  basen  i  zaśmiał 

się. Jego mama szybko odciągnęła go od tego widowiska, nie zwaŜając na głośne protesty swej 

pociechy.  

Christina  zastanawiała  się,  czy  Greg  właśnie  tak  wyglądał,  kiedy  był  małym  chłopcem. 

background image

Później zaczęła się zastanawiać, jak mogłoby wyglądać ich potomstwo. Czy gdyby miała z nim 

dzieci, to niektóre miałyby brązowe włosy i jasną cerę tak jak ona? Czy teŜ moŜe przewaŜyłyby 

geny Grega i na świat przyszłyby śniade i ciemnookie urwisy? 

Co innego z Donaldem. On i Christina mieli spokojne usposobienie, a takŜe podobny kolor 

oczu i właściwie niemal identyczną karnację...  

Greg znowu zaczął energicznie wymachiwać rękami. Jego dłoń delikatnie ocierała się o ciało 

Christiny. Nie cofnęła się, nawet gdy ujął jej dłoń w swoją i lekko uścisnął.  

– Zanim pójdziemy – odezwał się – zamówmy coś takiego. I kilka materacyków, Ŝeby było 

na czym fikać koziołki.  

– Nie zapomnij o worku do boksowania! 

– Nawet mi to nie przyszło do głowy.  

Gdy to mówił, uśmiechał się tak promiennie, Ŝe Christina zaczęła się zastanawiać, o czym teŜ 

w tym momencie myślał.  

– Sprawiłeś, Ŝe zdałam sobie sprawę, jak nudne było moje dotychczasowe Ŝycie – wyznała.  

–  A  zatem  będziesz  mnie  musiała  częściej  odwiedzać.  A  właśnie,  zapomniałem  ci  o  czymś 

powiedzieć.  –  Uniósł  się  lekko  na  łokciach.  –  Kółko  ogrodnicze  pani  Odell  będzie  odbywało 

spotkania w moim klubie. Starsza pani prosiła, Ŝebym cię w jej imieniu zaprosił na ich zebranie. 

Obiecałem, Ŝe przyjdziesz.  

Christina usiadła.  

–  Nie  moŜesz  tak  postępować.  Nasza  umowa  wygasa  z  chwilą  podpisania  ostatnich 

dokumentów w sprawie najmu magazynu.  

–  Proszę,  Ŝebyś  tam  poszła  dla  własnego  dobra,  a  nie  z  powodu  naszej  umowy.  –  Greg 

westchnął  i  usiadł.  –  Powiedziałaś  mi  przecieŜ,  Ŝe  chciałabyś  mieć  własną  firmę  ogrodniczą. 

Powinnaś  nawiązywać  jak  najwięcej  kontaktów  z  ludźmi,  którzy  mogą  w  przyszłości  zostać 

twoimi  klientami.  Pani  Odell  powiedziała,  Ŝe  szukają  kogoś  do  nadzorowania  projektu 

uporządkowania miejskiego parku. Wiele nie zapłacą, ale na początek dobre i to.  

Wyglądał  na  bardzo  zadowolonego  z  siebie,  dlatego  teŜ  Christina  nie  mogła  w  sobie 

wzbudzić ani odrobiny złości za to, Ŝe została wrobiona w podtrzymywanie kontaktów z kobietą 

uwaŜającą  ich  za  szczęśliwe  małŜeństwo.  Doceniała  troskę  Grega,  ale  to  oznaczało,  Ŝe  będzie 

musiała  brać  udział  w  tej  farsie  jeszcze  przez  jakiś  czas.  Przynajmniej  do  czasu  uniewaŜnienia 

małŜeństwa. Pomyślała, Ŝe pani Odell będzie nieco zdumiona ich rozwodem, a następnie ślubem 

Christiny z Donaldem. Jednak teraz nie zamierzała sobie tym zaprzątać głowy. Bo i po co? 

– Nigdy nie odpuszczasz, prawda? Greg wzruszył ramionami.  

– Jeśli wietrzę okazję, to z niej korzystam. – Wziął Ŝółtą piłeczkę i delikatnie zaczął podbijać 

ją  głową.  –  Na  przykład  te  zabawki,  które  dzisiaj  kupujemy.  Są  inwestycją  na  przyszłość.  W 

dzisiejszych czasach wiele dzieci prowadzi siedzący tryb Ŝycia. Chcę im pokazać, Ŝe ćwiczenia i 

gimnastyka mogą być świetną zabawą. MoŜe gdy dorosną, wykupią kartę członkowską w moim 

klubie i będą stałymi klientami.  

background image

Zdawało się, Ŝe Greg nigdy nie przestaje snuć planów na przyszłość... zawsze szukał okazji i 

potrafił ją dobrze wykorzystać.  

Chciał  spędzić  z  Christiną  upojną  noc,  więc  poprosił  ją  o  rękę.  Teraz  nakłonił  ją  do 

odgrywania  roli  kochającej  Ŝony,  bo  zaleŜało  mu  na  wynajęciu  od  pani  Odell  magazynu. 

Zatrudnił Christine i zobowiązał do wstąpienia do kółka ogrodniczego... najprawdopodobniej po 

to, by kontynuować udawanie małŜeństwa.  

Czego jeszcze zaŜąda? I jak zamierza nakłonić ją do pójścia na kolejne ustępstwa? W to, Ŝe 

będzie próbował róŜnych sztuczek, nie wątpiła ani przez chwilę.  

Zielona piłeczka odbiła się od jej ramienia i Christiną otrząsnęła się z zadumy.  

–  Obudź  się,  śpiąca  królewno.  To  wielki  sklep  i  jest  tu  jeszcze  mnóstwo  zabawek,  które 

powinniśmy obejrzeć i wypróbować.  

Kolejna piłka musnęła jej łokieć. Pochwyciła ją w locie i odrzuciła w stronę Grega.  

– Sam je wypróbuj. Ja muszę iść do pracy.  

Chciała wstać, lecz zasypał ją grad kolorowych piłeczek.  

Christina  nie  pozostała  dłuŜna  Gregowi  i  wkrótce  zabawa  przeistoczyła  się  w  prawdziwą 

wojnę na piłki.  

Wyczerpana śmiechem Christina upadła na Grega i oboje stracili równowagę, zapadając się 

w kolorowych plastikowych piłeczkach.  

– Czym mogę państwu słuŜyć? 

Przy  basenie  pojawił  się  starszy  męŜczyzna  w  firmowej  koszulce  z  identyfikatorem,  na 

którym widma! napis: John High! and, kierownik.  

Greg, wcale nie zmieszany, nawet nie zmienił kłopotliwej pozycji, w jakiej się znajdował.  

– Tak, chciałbym  coś  takiego i jeszcze  huśtawkę  – odpowiedział tonem  tak powaŜnym, jak 

gdyby  przeprowadzał  milionową  transakcję.  –  A  ta  oto  dama  pragnie  zakupić  worek  do 

boksowania o przeuroczej nazwie „Pan Boksik”.  

 

Obiad  z  rodzicami  Donalda  okazał  się  udaną  katastrofą.  Pieczeń  bardzo  posmakowała 

Winklerom, a rozmowa o przygotowaniach do ślubu zdawała się sprawiać im przyjemność.  

Z kolei Donald był jednym wielkim kłębem nerwów. Narzekał na jedzenie, nie podobała mu 

się muzyka, którą na tę okazję wybrała Christina, a w dodatku co i rusz posyłał swej narzeczonej 

ponure  spojrzenia,  których  znaczenia  nie  potrafiła  rozszyfrować.  Po  raz  pierwszy,  odkąd  go 

znała, wszystkiego się czepiał. Tego wieczoru chyba nic nie byłoby go w stanie zadowolić.  

I  jakby  tego  jeszcze  było  mało,  usiłował  zdominować  konwersację.  Temat,  który  usilnie 

narzucał,  dotyczył  nowej  pracy  Triny.  Donald  załatwił  jej  posadę  modelki  w  wielkim 

supermarkecie. Jako jej agent badał równieŜ grunt w lokalnej telewizji.  

Mimo iŜ jego rodzice wielokrotnie usiłowali skierować rozmowę na tematy dotyczące ślubu, 

on nadal usilnie powracał do swoich dokonali na polu łowcy talentów.  

Teraz,  po  wyjściu  rodziców,  bez  słowa  krąŜył  nerwowo  po  werandzie.  Christina  poprawiła 

background image

poduszeczkę na ogrodowym krześle.  

–  MoŜe  usiądziesz,  spokojnie  napijesz  się  kawy  i  opowiesz  mi,  jak  minął  ci  dzień?  – 

zaproponowała.  

Niechętnie  usiadł,  wypił  łyk  kawy,  a  po  krótkiej  chwili  ponowił  swój  nerwowy  spacer  po 

werandzie.  

– Jeśli coś cię gnębi, to moŜe powinieneś mi o tym powiedzieć. – Oderwała uschnięty liść z 

bananowca  i  połoŜyła  na  stoliku.  –  Nie  znam  się  wystarczająco  dobrze  na  sprawach  prawnych, 

ale moŜe podczas opowiadania wpadnie ci do głowy jakieś rozwiązanie.  

Donald  zatrzymał  się  przed  nią  i  schował  obie  ręce  do  kieszeni.  W  prawej  zabrzęczały 

monety.  

– Tu nie chodzi o pracę – odparł niechętnie.  

– A więc o co? 

Wstała, a on raptownie usiadł. Kiedy podeszła do niego, błyskawicznie zerwał się z krzesła i 

zaczął szarpać od dawna zepsutą Ŝaluzję.  

Christinę ogarniał coraz większy niepokój.  

– Chodzi o astmę twojego ojca? Czy z nim wszystko w porządku? 

– Tato ma się dobrze. – Stał do niej tyłem, wciąŜ szarpiąc się ze sznurkiem zepsutej Ŝaluzji, – 

Chodzi o mnie.  

– Jesteś chory? Donaldzie, co się stało? – Wstała, chcąc go pocieszyć, ale nadal stał do niej 

tyłem. Wiedziała juŜ, Ŝe ma jej do powiedzenia coś strasznego, skoro nie był w stanie spojrzeć jej 

prosto w oczy.  

– Nikt nie jest chory – odezwał się cicho. – Chodzi o ślub.  

Nagle zrozumiała. Dziwne spojrzenia, jakimi ją ostatnio obrzucał, częsta praca po godzinach, 

unikanie spotkań... nagle wszystko ułoŜyło się w logiczną całość.  

– Chodzi o Trinę? 

Skulił się jak pod wpływem silnego ciosu.  

– Nie jestem pewien, co masz na...  

– Zakochałeś się w Trinie, tak? 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Donald  zachwiał  się.  By  uniknąć  upadku,  przytrzymał  się  zepsutej  Ŝaluzji,  która  spadając, 

rozerwała moskitierę tuŜ ponad przyszytą łatą.  

W  jednej  chwili  runęły  wszystkie  Ŝyciowe  plany  Christiny.  Rozwiały  się  marzenia  o 

małŜeństwie, dzieciach... Donald nie musiał nic mówić, dla niej i tak wszystko stało się jasne.  

Była  rozczarowana,  to  prawda.  Jednak  oprócz  uczucia  ogromnej,  poŜerającej  całą  duszę 

pustki, nie czuła złości ani do Donalda, ani do Triny. Odkąd zaczął pracować w klubie, zmienił 

się nie do poznania. Stał się  radosny i  rozluźniony. Christina  w swej naiwności sądziła,  Ŝe to z 

powodu  nowej  pracy,  zaspokajającej  ambicje  zawodowe  Donalda,  który  nie  chciał  być  dłuŜej 

popychadłem swych bardziej doświadczonych kolegów po fachu.  

Nie mogła winić go za to, Ŝe uległ tak atrakcyjnej kokietce, jaką była Irina.  

Tworzyli  dziwną  parę  –  pewna  siebie,  prowokująca  wyglądem  i  zachowaniem  kobieta  i 

cichy, spokojny i rozsądny męŜczyzna – lecz równocześnie bardzo dobraną. Ich związek musiał 

być  niezwykle  Ŝarliwy,  skoro  nic  sobie  nie  robili  z  braku  powszechnej  akceptacji,  jaka  z 

pewnością stanie się ich udziałem.  

Podeszła do niego i delikatnym dotykiem uspokoiła jego drŜące dłonie.  

– To wspaniała dziewczyna – powiedziała szczerze. – śyczę wam, abyście byli razem bardzo 

szczęśliwi.  

Donald odwrócił się i ujął jej dłoń.  

– Christino, tak bardzo cię przepraszam. Nie chciałem,  Ŝeby tak się stało. Ty teŜ na pewno 

nie chciałaś na nowo rozniecać swojego uczucia do Grega.  

Wyrwała rękę.  

– Nie wiem, co masz na myśli. Między nami nic nie... Pokręcił głową i westchnął cicho.  

–  To  między  nami  nic  nie  ma!  Między  tobą  i  mną!  –  Podszedł  bliŜej  i  połoŜył  rękę  na  jej 

ramieniu. – Oprócz bardzo bliskiej przyjaźni, która, mam nadzieję, przetrwa.  

Gdy  spojrzała  na  niego,  miał  wilgotne  oczy.  Tak  jak  i  ona.  śyczyła  mu  dobrze.  Był 

porządnym człowiekiem i zasługiwał na więcej, niŜ mogła mu zaoferować.  

Westchnęła. Z Ŝalem i ulgą równocześnie.  

– Wygląda na to, Ŝe musimy odwołać ślub. Przytaknął i zdjął rękę z jej ramienia.  

– Ano tak.  

– Suknia ślubna twojej matki... Zwrócę ją...  

–  Nie  ma  pośpiechu.  –  Donald  unikał  jej  spojrzenia.  –  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu, 

wolałbym, Ŝebyś o tym nikomu nie mówiła.  W  kaŜdym razie jeszcze nie teraz. Moja matka... – 

Spuścił wzrok.  

– Oczywiście – obiecała.  

background image

Rozumiała, Ŝe potrzebował czasu, by w łagodny sposób przekazać nowinę swojej rodzinie.  

–  Wiesz,  jeśli  będziesz  potrzebował  matki  chrzestnej  dla  swoich  dzieci...  –  odezwała  się, 

przerywając niezręczną ciszę. – Podobno dzieci mnie lubią.  

Donald roześmiał się – robił to ostatnio dosyć często – i napięcie natychmiast opadło.  

–  Powodzenia,  Donaldzie.  –  Przytuliła  go,  o  on  odwzajemnił  ten  gest  z  większym 

entuzjazmem  i  Ŝarem,  niŜ  kiedykolwiek  w  przeszłości.  –  śyczę  tobie  i  Trinie  wszystkiego 

najlepszego.  

– Aja jestem przekonany, Ŝe ty i Greg równieŜ będziecie bardzo szczęśliwi.  

Nie miała ochoty na dyskusję. Dla niej i Grega nie było przyszłości. PrzecieŜ jej tak zwany 

mąŜ  tyle  dbał  o  ich  związek,  co  o  zeszłoroczny  śnieg.  A  te  miłe  gesty,  jakich  jej  ostatnio  nie 

szczędził, moŜna było złoŜyć na karb wyrachowania. Był serdeczny, ale Ŝądał w zamian bardzo 

wiele.  

Wyjaśnianie  tego  Donaldowi  nie  miało  sensu.  Była  pewna,  Ŝe  i  tak  musiały  go  dręczyć 

wyrzuty sumienia. PrzecieŜ zakochał się w Trinie, będąc narzeczonym innej. JeŜeli przekonanie, 

Ŝ

e  ich  decyzja  o  rozstaniu  była  wspólna,  miała  mu  choć  trochę  ulŜyć,  to  Christina  nie  widziała 

potrzeby, by wyprowadzać go z błędu.  

Przez chwilę trwali w objęciach, Ŝegnając się z marzeniami, które wspólnie snuli. Donald na 

pewno ułoŜy sobie Ŝycie, będzie miał dzieci z Triną i zrobi karierę polityczną.  

Na  podjazd  zajechał  czarny,  sportowy  kabriolet.  Dźwięk  klaksonu  przywrócił  ich  do 

rzeczywistości.  

Z samochodu wysiadł Greg. Trzymając w ręku kartkę papieru, zmierzał w kierunku domu.  

–  Nie  zamierzałem  przeszkadzać  wam  w  czułościach  –  powiedział  –  ale  pomyślałem,  Ŝe 

moŜe chcielibyście zobaczyć, co nowego zamówiłem do sali zabaw dla dzieci.  

Wchodząc  na  werandę,  pokazał  im  kartkę  wyrwaną  z  katalogu.  Zdjęcia  ukazywały 

miniaturową ruchomą bieŜnię, stacjonarny rowerek i przyrząd do wiosłowania.  

–  Małe  urwisy  będą  mogły  wyładować  rozpierającą  je  energię!  –  Nie  krył  zadowolenia  i 

dumy. – I tak oto zaszczepię młodemu pokoleniu umiłowanie sportu.  

ś

eby w przyszłości stali się członkami twojego klubu, dokończyła w myślach Christina.  

 

Następnego dnia Christina, ubrana w suknię ślubną pani Winkler, przeglądała się w wielkim 

lustrze  w  sypialni.  Biała  tkanina  otulała  miękko  jej  sylwetkę.  To  miał  być  bardzo  uroczysty 

ś

lub... Złote obrączki, tort, a potem podróŜ poślubna.  

Przejechała  dłonią  po  tkaninie.  W  miejscach,  gdzie  suknia  była  zwęŜana,  tworzyły  się 

niewielkie  wybrzuszenia  na  szwach.  Christina  postanowiła  to  poprawić,  zanim  zwróci  suknię 

Donaldowi.  

Z trudem dosięgnąwszy suwaka z tyłu sukni, zdołała rozsunąć go do połowy, gdy nagle się 

zaciął. Obracając się i wykręcając to w jedną, to w drugą stronę, usiłowała wyszarpnąć materiał, 

który zablokował ząbki suwaka.  

background image

Wściekła, zaprzestała dalszych prób i głęboko westchnęła. Przymierzając suknię, chciała po 

raz  ostatni  poŜegnać  się  z  marzeniami.  No  cóŜ,  dostała  nauczkę,  by  nie  roztkliwiać  się  nad 

własnym losem i nie ulegać sentymentalnym nastrojom.  

Zanim  zdołała  wymyślić,  jak  wybrnąć  z  kłopotu,  rozległ  się  dzwonek  przy  drzwiach. 

Ś

wietnie! MoŜe to Donald.  

W  przedpokoju  zatrzymała  się  i  zaczęła  gorączkowo  analizować  sytuację.  Nie,  to  nie  mógł 

być Donald. A jeśli on, to co pomyśli, widząc Christinę w sukni ślubnej swojej matki? PrzecieŜ 

dopiero co się rozstali.  

MoŜe to Trina? 

Jeszcze  gorzej.  Poproszenie  jej  o  pomoc  byłoby  co  najmniej  niezręcznym  posunięciem, 

zwłaszcza Ŝe teraz to Trina powinna pójść w tej sukni do ołtarza.  

A jeśli to rodzice? 

Zupełna katastrofa. Musiałaby ich od razu poinformować o zerwaniu zaręczyn z Donaldem, a 

na razie nie chciała tego robić. A juŜ na pewno nie teraz, paradując po domu w sukni ślubnej.  

Tym  razem  dzwonek  zadzwonił  kilka  razy  pod  rząd.  Ignorowała  go,  z  nadzieją,  Ŝe  gość 

powróci w bardziej stosownym momencie, ale wyglądało na to, Ŝe intruz nie zamierzał tak łatwo 

rezygnować.  

Zerknęła przez wizjer i ujrzała uśmiechającego się promiennie Grega.  

– Jestem niedysponowana! – zawołała przez zamknięte drzwi. – Przyjdź później.  

Nie dosłyszawszy, co powiedziała, zmarszczył brwi.  

– Jesteś nie wysmarowana? 

Christina  przygryzła  wargi.  Nie  miała  ochoty  pokazywać  się  w  tej  chwili  Gregowi,  chyba 

umarłaby ze wstydu. Chowając się za drzwiami, odrobinę je uchyliła i wyjrzała.  

– To nie jest odpowiedni moment. Mógłbyś przyjść później? 

–  Przyniosłem  kilka  próbek  tapet.  Wiesz,  jak  liczę  się  z  twoim  zdaniem  –  nalegał.  –  To 

zajmie tylko chwilę.  

No cóŜ, wybieranie tapet nie naleŜało do jej obowiązków, ale ostatnio załatwiała dla Grega 

wiele spraw, którymi powinien zajmować się ktoś inny.  

– Nie mogłeś pokazać mi ich w klubie? 

–  Pewnie,  Ŝe  mogłem,  ale  myślałem,  Ŝe  przy  okazji  zabiorę  cię  na  obiad.  –  Zerknął  na 

zegarek. – MoŜesz być gotowa za pół godziny? 

Christina westchnęła, nadal jednak mocno przytrzymywała drzwi.  

– Obejrzę je jutro – obiecała z nadzieją, Ŝe moŜe choć raz Greg zastosuje się do jej Ŝyczenia i 

nie będzie dalej nalegał. – Dzisiaj wolałabym być sama.  

A moŜe nie tylko dziś, ale przez cały tydzień. A moŜe nawet do końca swych dni? 

Greg zerknął na nią z zaciekawieniem. Był pewien, Ŝe coś jest nie tak. Christina dziwnie się 

zachowywała, była zdenerwowana i roztrzęsiona. I jeszcze ten niezwykły stroik na jej głowie...  

– Po co ten welon? 

background image

Jęknęła głośno, drŜącą ręką dotknęła upiętej na głowie białej koronki.  

I wtedy Greg zauwaŜył na jej policzku ślady łez.  

– Płakałaś – stwierdził i pchnął mocno drzwi pomimo stawianego przez nią oporu.  

– Nie, nie płakałam. – Jednak odruchowo potarła oczy.  

I oto stała przed nim, wyglądając piękniej niŜ kiedykolwiek, ubrana w suknię, w której miała 

poślubić innego męŜczyznę. Widok był oszałamiający. Greg szybko przywołał się do porządku. 

Christina była nieszczęśliwa, a zatem powinien natychmiast temu jakoś zaradzić.  

– Co się stało? Podrapała się po plecach.  

– Mierzyłam sukienkę, bo chciałam zobaczyć, jak”. – zawahała się na chwilę – i suwak się 

zaciął.  

– Ojej, no to czemu od razu nie powiedziałaś? Zaraz ci pomogę.  

Odwróciła się i stanęła do niego tyłem.  

Mocował się z plastikowym suwakiem, zmagając się równocześnie z natłokiem myśli. Ręce 

mu  się  trzęsły  ze  zdenerwowania,  gdyŜ  nie  mógł  się  opędzić  od  wspomnień.  To  dla  niego 

Christina  powinna  włoŜyć  tę  piękną  suknię.  MoŜe,  gdyby  lepiej  to  wszystko  rozegrał,  nie 

wychodziłaby teraz za mąŜ za Donalda.  

Suwak  w  końcu  ustąpił,  odsłaniając  gładkie  plecy.  Greg  zrozumiał,  dlaczego  Christina 

wcześniej zwlekała z przyjęciem jego pomocy. Nie miała biustonosza.  

Kurczowo przytrzymując z przodu sukienkę, odwróciła się i pobiegła do sypialni.  

– Dzięki – rzuciła przez ramię. – Wybawiłeś mnie z duŜej opresji.  

Powinien  zostać  w  przedpokoju,  podczas  gdy  ona  doprowadziłaby  się  do  porządku.  Tak 

właśnie  powinien  był  postąpić,  ale  przecieŜ  rzadko  robił  to,  co  dyktował  mu  rozsądek.  Poszedł 

więc  za  nią  do  sypialni.  Bez  słowa  patrzył,  jak  Christina  zdejmuje  welon.  Spinki  do  włosów  z 

cichym  brzękiem  spadały  na  drewnianą  podłogę,  a  ona  rzuciła  z  furią  koronkowy  zawój  na 

toaletkę. Potem zasłoniła twarz rękami i wyczerpana opadła na podłogę.  

– Christina? 

Spojrzała na niego nieprzytomnie. Musiała być myślami daleko stąd.  

–  Czy  mogę  ci  jakoś  pomóc?  –  zapytał  łagodnie,  jakby  przemawiał  do  wystraszonego 

dziecka. – Jeśli chcesz porozmawiać, to jestem dobrym słuchaczem.  

Odwróciła się w jego stronę, z twarzą ściągniętą bólem. Cierpiała, a Greg nie wiedział, jak ją 

pocieszyć.  

Wiedziony  instynktem  otworzył  przed  nią  ramiona.  Przylgnęła  do  niego,  a  on  wziął  ją  w 

objęcia.  

–  Przepraszam,  Ŝe  tak  się  wygłupiłam  –  powiedziała,  ocierając  dłonią  policzek.  –  Rzadko 

popadam w histerię.  

– JuŜ w porządku. – Przycisnął ją do siebie. – Wiele kobiet przeŜywa przed ślubem huśtawkę 

emocjonalną.  

– Nie o to chodzi.  

background image

Czekał  na  jakieś  wyjaśnienia,  ale  Christina  nie  wdawała  się  w  szczegóły,  a  on  nie  miał 

zamiaru do niczego jej zmuszać.  

Chcąc jej dodać otuchy, delikatnie dotknął ustami jej policzka. Odwróciła się w jego stronę. 

Ich usta spotkały się, a oni powoli opadli na łóŜko.  

Nagle jednak Greg zaczął się zastanawiać, jakie będą konsekwencje tego szaleństwa. Pójście 

z męŜczyzną do łóŜka było dla Christiny oznaką największego zaangaŜowania. Pragnęła go teraz, 

wiedział  o  tym.  Lecz  o  poranku,  gdy  fala  namiętności  opadnie,  Christina  będzie  Ŝałowała,  Ŝe 

sprzeniewierzyła się swym zasadom i zdradziła męŜczyznę, którego miała poślubić.  

Myśląc  o  tym,  co  prawie  zrobił,  odgarnął  włosy  z  czoła.  Odsunął  się  od  Christiny  i  usiadł, 

starając  się  opanować  zamęt  w  głowie.  Obiecał  sobie,  Ŝe  zdobędzie  tę  kobietę,  ale  nie  w  taki 

sposób.  

Christina drgnęła, z pewnością speszona nagłą zmianą jego nastroju.  

– Greg, co się stało? 

Wstał.  Przez  chwilę  chodził  po  pokoju,  aŜ  w  końcu,  ochłonąwszy  nieco,  wziął  głęboki 

oddech i spojrzał Christinie prosto w oczy.  

Powinien być z siebie dumny, poniewaŜ w końcu postąpił, jak naleŜy, ale czuł tylko wstyd, 

Ŝ

e  oto  prawie  wykorzystał  Christinę  w  chwili  jej  słabości.  I  na  dodatek  przysporzył  jej 

cierpienia...  

–  To  nie  ma  sensu  –  powiedział,  wsuwając  koszulę  w  spodnie.  –  Przepraszam,  Ŝe  nie 

zachowałem się jak dŜentelmen.  

Tak  bardzo  pragnął  ją  przytulić,  tak  bardzo  pragnął  błagać  ją  o  przebaczenie  i  scałować 

smutek  i  Ŝal  z  drŜących  warg.  Musiał  się  zmusić  do  wyjścia...  zanim  wyrządziłby  kolejną 

krzywdę osobie, którą kochał bardziej niŜ własne Ŝycie.  

Gdy dotarło do niej, co się stało, przez moment siedziała oszołomiona. Po chwili pobiegła do 

drzwi, chcąc za wszelką cenę zatrzymać Grega.  

– Greg, zaczekaj! 

Nawet na nią nie spojrzał. Ruszył z piskiem opon i po chwili straciła go z oczu.  

MoŜe to i lepiej, bo tak naprawdę nie wiedziałaby, co mu powiedzieć.  

Być  moŜe,  gdyby  złamała  obietnicę  daną  Donaldowi  i  wyjawiła  prawdę  o  zerwanych 

zaręczynach, Greg zostałby z nią. Coś jej jednak mówiło, Ŝe nie.  

Powoli weszła do domu i rzuciła się na kanapę. LeŜąc bez ruchu, wpatrywała się w olbrzymi 

obraz, podarowany jej przez matkę.  

– Greg miał rację – powiedziała sama do siebie. – Ten obraz jest do niczego.  

Sama  teŜ  czuła  się  podle.  Jak  naprawdę  jest  z  nią  i  z  męŜczyznami?  To  prawda,  chciała 

zaczekać  do  nocy  poślubnej,  by  zakosztować  tego,  co  dla  wielu  innych  było  po  prostu  częścią 

randkowego  rytuału.  A  jednak  dała  się  ponieść  emocjom  i  na  pewno  uległaby  Gregowi,  gdyby 

tak nagle jej nie odtrącił.  

Był  ekspertem  w  naginaniu  innych  do  swojej  woli  i  osiąganiu  zamierzonego  celu.  O 

background image

ewentualnych konsekwencjach myślał później lub... nigdy.  

Christina usiadła. Czy mógł się aŜ tak zmienić? Było oczywiste, Ŝe pragnął jej tak samo, jak 

ona jego. Dlaczego więc się wycofał? 

Nie  planowana  ciąŜa  była  pierwszym  i  najbardziej  oczywistym  powodem,  jaki  przychodził 

jej do  głowy. Czy  obawiał się, Ŝe będzie  go szantaŜować dzieckiem i  Ŝądać, by  został  z nią do 

końca Ŝycia? 

A  moŜe...  Christina  wstała  i  poszła  do  kuchni  po  szklankę  wody.  MoŜe  jednak  zmienił  się 

bardziej,  niŜ  mogła  przypuszczać?  MoŜe  po  prostu  kierował  się  poczuciem  honoru  i 

odpowiedzialnością? 

Wypiła prawie całą szklankę wody, a resztą chłodnego płynu spryskała sobie twarz.  

Jeśli tak było, pomyślała, dlaczego akurat teraz stał się taki szlachetny? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

W  klubie  było  gwarno,  a  sale  ledwo  mieściły  odwiedzających.  Przy  wejściu  wchodzący 

mijali się z wychodzącymi.  

W  środku  ludzie  tłoczyli  się  wokół  przyrządów  do  ćwiczeń,  krąŜyli  w  okolicy  baru  z 

napojami chłodzącymi i odŜywczymi sokami lub czekali na swoją kolejkę do solarium. Miło było 

patrzeć,  jak  urzeczywistnia  się  marzenie  Grega.  CięŜka  praca  nie  poszła  na  marne,  otwarcie 

klubu wypadło wspaniale.  

Usuwając  się  z  drogi  studentowi,  który  właśnie  zamierzał  przyłoŜyć  swojemu  koledze 

ręcznikiem, Christina skierowała się w stronę sali do aerobiku. W holu spotkała Donalda, ale był 

tak zajęty zapisywaniem nowych chętnych, Ŝe zdołał jedynie uśmiechnąć się do niej i pomachać 

ręką na powitanie.  

Gdy  otworzyła  drzwi  i  weszła  do  środka,  niemal  ogłuszyła  ją  głośna,  dynamiczna  muzyka. 

Grupie ćwiczących i mocno spoconych kobiet przewodziła roześmiana Trina.  

Christina przez chwilę obserwowała ćwiczących, a potem ruszyła dalej.  

Jej  praca  w  klubie  dobiegła  końca.  Przyszła  poŜegnać  się  ze  wszystkimi  i  wziąć  udział  w 

uroczystym  otwarciu.  Na  spotkaniu  kółka  ogrodniczego  dowiedziała  się,  Ŝe  jakiś  anonimowy 

sponsor  obiecał  fundusze  na  upiększenie  miejskiego  parku.  Pieczę  nad  wszystkimi  pracami 

powierzono  Christinie.  Oprócz  tego  kilku  członków  kolka  zaproponowało  jej  ciekawe  zlecenia. 

Powinna podziękować Gregowi, Ŝe namówi! ją do przyjęcia zaproszenia od pani Odell.  

Ujrzała go w sali gimnastycznej. Stał przed kamerą, niedbale oparty o stacjonarny rowerek. 

Udzielał  właśnie  wywiadu  pani  redaktor  Timonii  Powell  z  lokalnej  telewizji.  Granatowe  szorty 

ukazywały jego muskularne łydki, a jasnoniebieska koszulka na ramiączkach przylegała do jego 

umięśnionego torsu jak druga skóra.  

Od  czasu  tej  upokarzającej  nocy  tydzień  temu,  kiedy  odszedł  od  niej,  tak  jak  dziesięć  lat 

temu,  odnosili  się  do  siebie  z  przesadną  grzecznością.  W  zasadzie  mogła  mu  powiedzieć,  Ŝe 

zerwali z Donaldem, ale co by to zmieniło? Nie chciała go o nic prosić.  

Nie  powinna  była  dopuścić,  by  sytuacja  wymknęła  się  spod  kontroli.  Postąpiła  głupio  i 

nierozwaŜnie, a słowa Grega utwierdziły ją w tym przekonaniu.  

„To nie ma sensu”, powiedział przecieŜ, sugerując, Ŝe nie warto się angaŜować, skoro i tak 

ich związek skazany był na niepowodzenie.  

Dostał,  co  chciał  i  teraz  juŜ  mógł  znów  zapomnieć  o  istnieniu  Christiny.  Odniósł  sukces  i 

miał szansę stać się szanowanym obywatelem.  

– Chłopiec z naszego miasteczka wyrósł na człowieka interesu – mówiła do mikrofonu pani 

redaktor. – Po dwuletnim pobycie w więzieniu, Gregorio Primo postanowił zarobić pieniądze w 

uczciwy sposób, zakładając sieć klubów sportowo-rekreacyjnych. Osiem lat temu wyjeŜdŜał stąd 

background image

z piętnem złodzieja, teraz ma szansę zmienić ten wizerunek.  

Słysząc te surowe słowa, Christina skrzywiła się. ZauwaŜyła, Ŝe  Greg ledwo powstrzymuje 

się  od  wybuchu.  Tak  długo  i  cięŜko  walczył,  by  nienagannym  trybem  Ŝycia  naprawić  błędy 

przeszłości, a ta kobieta przypomniała o nich całemu miastu.  

Najwyraźniej  zadowolona,  Ŝe  zdołała  znaleźć  tak  barwny  i  ciekawy  temat  do  reportaŜu, 

Timonia uśmiechnęła się z satysfakcją do kamery, po czym ponownie zwróciła się do Grega: 

–  Proszę  nam  powiedzieć,  panie  Primo,  czy  uwaŜa  pan,  Ŝe  wrodzony  spryt  i  umiejętności, 

niezbędne do przetrwania w więzieniu, pomogły panu w prowadzeniu interesów? 

Nastąpiła  długa  pauza,  Timonia  z  zapartym  tchem  czekała  na  odpowiedź.  Gdy  Greg  się 

odezwał,  mówił  powoli  i  z  rozwagą,  a  jego  słowa  zdawały  się  być  skierowane  wprost  do 

dziennikarki.  

–  W  moim  Ŝyciu  –  powiedział,  ewidentnie  ignorując  jej  komentarz  dotyczący  więzienia  – 

nauczyłem się, Ŝe najlepiej traktować ludzi tak, jak samemu chce się być traktowanym. W końcu 

dobro, jakim obdarujesz innych, powróci do ciebie.  

To  mówiąc,  spojrzał  prosto  na  Christinę.  Dziennikarka  zauwaŜyła,  gdzie  skierował  wzrok  i 

stała się jeszcze bardziej obcesowa.  

– Czy to ma coś wspólnego z zatrudnieniem córki męŜczyzny, który pana aresztował? Czy to 

jest pana sposób na wkupienie się w łaski szeryfa Cline’a? 

– Będziemy kontynuować ten wywiad, gdy przygotuje pani pytania dotyczące mojego klubu 

– odpowiedział i błyskawicznie podszedł do Christiny.  

Łapiąc ją za łokieć, wyprowadził na zewnątrz.  

– Jest coś, o czym chciałbym z tobą porozmawiać.  

Zatrzymując się tuŜ za drzwiami wejściowymi, Christina zerknęła przez przyciemniane okna 

do  środka.  Zobaczyła  Trinę  i  Donalda,  zatopionych  w  oŜywionej  rozmowie.  Odwróciła  się  i 

stanęła twarzą w twarz z Gregiem.  

–  Naprawdę  przykro  mi,  Ŝe  ta  dziennikarka  tak  cię  potraktowała  –  rzekła.  –  śądna  krwi 

modliszka! 

– Po prostu wykonuje swoją pracę.  

Christina  była  zdumiona  łatwością,  z  jaką  potrafił  wybaczać  innym.  W  ten  sam  spokojny 

sposób pogodził się z losem, który zgotował mu jej ojciec i wymiar sprawiedliwości. Przez cały 

ten czas nigdy nie usłyszała od Grega złego słowa o swoim ojcu.  

– Nie przejmuj się Timonią Powell. – Chciała go pocieszyć, podtrzymać na duchu i uspokoić. 

– Dobrze sobie poradziłeś i wielu ludzi to doceni.  

Nie miała wątpliwości, Ŝe zasłuŜył na szacunek, o który tak usilnie zabiegał.  

– Co zamierzasz robić teraz – zapytał – gdy twoja praca w klubie juŜ dobiegła  końca? Czy 

Linda ma dla ciebie jakieś ciekawe zlecenia? 

Christina zatrzymała wzrok na biedronce, która usiadła na ramieniu Grega.  

–  Twój  sukces  mnie  zainspirował  –  odparła,  napotykając  ponownie  jego  spojrzenie.  – 

background image

ZłoŜyłam  wymówienie  w  Plants  Plus  i  niedługo  będę  mieć  własną  firmę.  –  Po  czym  cichutko 

zaśmiała się i dodała: – I mało pieniędzy.  

– Tak trzymać. – PołoŜył rękę na jej ramieniu. – Jesteś pracowita i mądra. To wymaga czasu, 

ale kiedyś ludzie uwierzą, Ŝe jesteś najlepsza. .  

Przypominając  sobie,  jak  kiedyś  powiedział,  Ŝe  zadowoli  się  tylko  najlepszym,  zaczęła 

zastanawiać  się,  czy  powinna  kierować  się  taką  samą  zasadą.  Westchnęła.  A  moŜe  powinna  po 

prostu  zrezygnować  z  niektórych  swoich  marzeń,  skoro  i  tak  nie  było  szansy  na  ich 

urzeczywistnienie? 

– Czy mogę ci jakoś pomóc...  

–  JuŜ  pomogłeś.  Premia,  którą  od  ciebie  otrzymałam,  pozwoli  mi  przetrwać  cięŜkie  czasy, 

dopóki interes dobrze się nie rozkręci.  

–  Powodzenia.  Jestem  pewny,  Ŝe  sobie  poradzisz.  A  póki  co,  postaram  się  podsyłać  ci 

klientów. – To mówiąc, pochylił się i delikatnie pocałował ją w usta.  

Christina zamknęła oczy, wiedząc, Ŝe Greg juŜ niedługo zniknie z jej Ŝycia na zawsze.  

– Odezwij się od czasu do czasu. – Jeszcze raz pocałował ją i uśmiechnął się. – Nie musimy 

czekać kolejne dziesięć lat, by znów się zobaczyć.  

–  Ale  to  był  twój  wybór...  –  zaczęła  mówić,  lecz  w  porę  ugryzła  się  w  język.  W 

przeciwieństwie  do  Timonii  Powell  nie  miała  zamiaru  bez  końca  wypominać  mu  jego 

przeszłości.  

Jego uwaga skoncentrowała się na sytuacji rozgrywającej się za plecami Christiny.  

– Co do diabła...  

Pchnął  drzwi  wejściowe  i  z  impetem  wpadł  do  środka.  Jedno  spojrzenie  przez  okno 

wystarczyło, by Christina zrozumiała powód wzburzenia Grega.  

Donald całował Ŝarliwie Trinę i z pewnością nie był to przejaw zwykłej, niewinnej przyjaźni.  

Christina wbiegła do środka, w momencie gdy Greg właśnie odrywał Donalda od „Iriny.  

–  Czy  ty  nie  masz  za  grosz  przyzwoitości?!  –  krzyknął,  szarpiąc  Donalda  za  kołnierzyk 

koszuli. – Chcesz skrzywdzić Christinę?! 

–  Christina  nie  ma  nic  przeciwko  temu!  Przysięgam!  –  Donald  usiłował  wytłumaczyć 

sytuację, ale Greg zdawał się być głuchy na jego słowa.  

ZmruŜył oczy i zamierzył się na Donalda.  

–  Nie!  –  krzyknęła  Trina,  a  Christina  wskoczyła  na  plecy  Grega  i  zaczęła  go  okładać 

pięściami.  

Hałas zwabił do recepcji sporą grupkę gapiów.  

–  Przestań!  –  wrzeszczała  Trina,  ale  jej  głos  utonął  w  narastającym  gwarze.  Złapała  zatem 

Grega za nadgarstek, podczas gdy Christina wciąŜ wisiała uczepiona jego pleców. W końcu obie 

kobiety zdołały odciągnąć Grega na bok.  

– Uzgodniliśmy to! – Głos Donalda przebił się przez zgiełk i dotarł do Grega. Zawahał się, 

chyba nie wiedział, jak powinien teraz postąpić.  

background image

I  wtedy  właśnie  Christina  zauwaŜyła  kamerzystę,  stojącego  na  jej  kwietniku  za  wielkim 

fikusem.  MęŜczyzna  filmował  całe  zajście.  Na  pewno  był  zadowolony,  Ŝe  trafiła  mu  się  taka 

gratka.  

I  diabli  wzięli  cały  szacunek,  pomyślała,  krzywiąc  się  z  niezadowolenia.  I  diabli  wzięli  jej 

nieposzlakowaną reputację.  

Kiedy  Greg  juŜ  ochłonął  i  uwolnił  się  od  Christiny,  stanął  jak  wryty,  usiłując  pojąć  to,  co 

przed chwilą usłyszał.  

– Uzgodniliście to?! – wykrzyknął z niedowierzaniem. – Co to do licha znaczy?! – Domyślał 

się jednak prawdy i na samą myśl o tym aŜ świerzbiły go ręce. Od początku podejrzewał, Ŝe w 

związku  Christiny  z  Donaldem  brakowało  namiętności  i  czułości.  Wyglądało  na  to,  Ŝe  Donald 

postanowił  poszukać  jej  gdzie  indziej.  Jak  mógł  być  tak  głupi,  by  zabawiać  się  kosztem  takiej 

wspaniałej kobiety jak Christina? Szkoda, Ŝe jednak nie przyłoŜył temu łajdakowi.  

Jak  gdyby  czytając  w  jego  myślach,  Christina  przygładziła  rozczochrane  włosy  i  cicho 

powiedziała: 

– Wszystko w porządku. Wiem o Trinie.  

Greg  był  pewien,  Ŝe  Christina  próbuje  załagodzić  napiętą  sytuację.  Najprawdopodobniej 

jednak usiłowała pomóc Donaldowi. Zawsze taka była, nie przestawała myśleć o innych. Nawet 

gdy na to nie zasługiwali.  

Tym  bardziej  pragnął,  by  i  ona  zaznała  czułości  i  miłości,  na  które  przecieŜ  zasługiwała. 

Chciał opiekować się nią i poświęcać jej całą swoją uwagę.  

– Uzgodniliście to? – powtórzył, nie mogąc przejść do porządku dziennego nad sytuacją, w 

jakiej postawił ją Donald. – On nie jest odpowiedni dla ciebie, Christino! Powinnaś zerwać z tym 

Ŝ

ałosnym człowieczkiem! 

Zapomniał, o ironio, Ŝe nie podpisał jeszcze Ŝadnych dokumentów rozwodowych i Christina 

nadal była jego Ŝoną. Zamierzał podwoić swoje wysiłki, by odzyskać ukochaną.  

Przy  odrobinie  szczęścia  i  duŜym  samozaparciu  moŜe  przekonałby  ją,  Ŝe  są  dla  siebie 

stworzeni.  

 

Christina  wyszłaby  zaraz  po  tej  całej  awanturze,  gdyby  nie  zostawiła  swojego  notatnika  w 

biurze Triny.  

Nie  wiedziała,  co  Greg  zamierzał  osiągnąć,  gdy  poprosił  ją  o  rozmowę  na  osobności,  ale 

teraz  nawet  nie  miała  ochoty  o  tym  myśleć.  Chciała  po  prostu  stamtąd  wyjść  i  raz  na  zawsze 

zapomnieć o Gregu Primo.  

Wzięła notes z półki nad biurkiem Triny i otworzyła go.  

Były  tam  numery  i  adresy  kilku  potencjalnych  klientów,  z  którymi  powinna  się  jak 

najszybciej  skontaktować.  Mogłaby  wstąpić  do  nich  w  drodze  do.  domu  i  umówić  się  na 

spotkania.  

Greg postąpił bardzo szlachetnie; broniąc mojego honoru, pomyślała.  Szkoda tylko, Ŝe przy 

background image

okazji  doszło  do  tak  gorszącej  sceny.  Stacja  telewizyjna  na  pewno  wykorzysta  materiał 

nakręcony przez wścibskiego reportera.  

–  O,  dobrze,  Ŝe  jeszcze  tu  jesteś.  –  Greg,  zdyszany  i  spocony,  z  impetem  wpadł  do  biura 

Triny. – Chciałem cię przeprosić za swoje zachowanie. – Podszedł bliŜej, zbyt blisko, burząc tym 

samym  jej  wewnętrzny  spokój.  –  Miałaś  rację.  Nie  powinienem  mieszać  się  w  to,  co  dzieje  się 

między tobą i Donaldem czy teŜ między tobą, Donaldem i Triną, jeśli chodzi o ścisłość.  

Przerzuciła stronę, udając, Ŝe nic sobie nie robi z jego obecności. Była zła na siebie, na niego, 

na cały świat.  

– Zapomnijmy o tym, dobrze? Nie chcę do tego wracać.  

– I raz na zawsze wyrzucić z pamięci wszystko, co kiedykolwiek między nami zaszło? 

Po  raz  kolejny  doszła  do  wniosku,  Ŝe  między  nimi  nigdy  nie  mogłoby  się  ułoŜyć.  Na 

przykład teraz... Czy Greg nie rozumiał, jak bardzo się od siebie róŜnili? Po co nalegał, by dali 

temu związkowi jeszcze jedną szansę? 

Ten  męŜczyzna  zawsze  wywierał  na  nią  zgubny  wpływ.  Na  przykład  ta  scena  w  holu... 

Christina  wciąŜ  nie  mogła  uwierzyć,  Ŝe  wskoczyła  Gregowi  na  plecy  i  złapała  go  za  uszy  jak 

jakaś  dzikuska.  Na  Boga,  przecieŜ  nauczała  w  szkółce  niedzielnej!  Co  pomyśleliby  uczniowie 

ojej zachowaniu, gdyby zobaczyli ten fragment w wieczornych wiadomościach? Okropność! 

– Tak byłoby najlepiej – przyznała.  

Spróbowała przejść naokoło niego, ale z łatwością zagrodził jej drogę.  

– Muszę juŜ iść. – Postanowiła, Ŝe tym razem nie pozwoli, by Greg narzucił jej swą wolę.  

–  Jeszcze  nie.  Chciałem  z  tobą  porozmawiać  przed  tym  całym  zamieszaniem,  by 

zaproponować ci poznanie mojego sąsiada, Jima Vogela. – Jego brązowe oczy wpatrywały się w 

nią przenikliwie. Christina poczuła się niezręcznie. – Jim jest pracownikiem działu rekrutacji w 

nowym  centrum  handlowym  Truxilla  Mail.  Kiedy  wspomniałem,  czym  się  zajmujesz, 

powiedział, Ŝe chciałby się z tobą spotkać.  

Zawahała  się.  Kolejny  ładny  gest  ze  strony  Grega.  Czy  za  tym  teŜ  coś  się  kryło?  Jego 

nieustępliwość,  która  tak  często  ją  draŜniła,  przynosiła  czasami  niespodziewanie  zadowalające 

efekty.  

– Nie wiem...  

– Tylko z nim porozmawiaj.  

Centrum Truxilla Mail było ogromnym przedsięwzięciem. Tak wielki projekt pozwoliłby jej 

stanąć na nogi i dał pole do popisu, co zapewne zaowocowałoby otrzymaniem kolejnych zleceń.  

– Przedstawisz nas sobie? 

– Jasne, masz teraz czas? Właśnie się tam wybieram. – Po czym, po chwili namysłu, dodał z 

uśmiechem: – Ale juŜ Ŝadnych przejaŜdŜek na barana.  

Prawdopodobnie błędem było dłuŜsze przebywanie w jego towarzystwie, szczególnie po tym 

zdarzeniu, które miało miejsce dzisiejszego popołudnia. Mogło się zdawać, Ŝe za kaŜdym razem, 

gdy była blisko niego, odchodziła z sercem krwawiącym trochę mocniej niŜ poprzednio.  

background image

Na szczęście do jego mieszkania było blisko. A gdy juŜ tam dotrą, obecność sąsiada sprawi, 

Ŝ

e Christina i Greg wreszcie nie będą sam na sam. Chyba zatem nic jej nie groziło? W dodatku, 

jeśli się jej powiedzie, to moŜe Jim Vogel poleci ją następnym wpływowym ludziom? 

Gdy dojechali na miejsce, Christina była zdumiona skromną elegancją wnętrza. Hol budynku 

prezentował się niezwykle imponująco. Tapeta w delikatne róŜe współgrała z niebieskozielonym 

dywanem i krzesłami obitymi róŜowym pluszem. Stylowe kinkiety i mosięŜne świeczniki niezbyt 

pasowały do swobodnego stylu Grega.  

Jim Vogel od progu serdecznie ich przywitał i zaproponował przejście na taras.  

Mimo iŜ rozmowa trwała zaledwie dwadzieścia  minut, Christina miała odczuwać jej efekty 

do końca swej kariery.  

Po spotkaniu zadowolony z siebie Greg puszył się jak paw.  

–  Jestem  pod  wraŜeniem  pani  osiągnięć.  Ma  pani  świetne  rekomendacje!  –  powiedział  z 

udawaną powagą i były to słowa płynące z głębi serca.  

Christina uśmiechnęła się. Entuzjazm Grega był zaraźliwy i bardzo twórczy.  

–  Dziękuję  –  powiedziała.  –  Nie  mam  wątpliwości,  kto  zarekomendował  mnie  panu 

Vogelowi.  Bardzo  zachwalałeś  ogródek  przy  klubie  i  inne  rzeczy,  które  dla  ciebie 

zaprojektowałam.  

Greg wyjął z kieszeni klucze.  

– Moja rekomendacja nie odegrała decydującej roli – odparł. – Vogel juŜ wcześniej słyszał, 

Ŝ

e to ty byłaś siłą napędową w Plants Plus.  

Zbyt  oszołomiona,  by  od  razu  zareagować,  Christina  stała  nieruchomo  w  holu.  Zawsze 

starała się robić wszystko jak najlepiej, bez względu na to jak duŜy był projekt, a klienci zawsze 

byli  zadowoleni  z  jej  pracy.  Jednak  nawet  w  najśmielszych  marzeniach  nie  spodziewała  się,  Ŝe 

tak wiele osób doceni jej wysiłki. Nie wiedziała, co powiedzieć.  

– Nic nie mówisz – rzekł Greg, patrząc na nią z dezaprobatą. – Jesteś zbyt skromna. Kto inny 

na twoim miejscu zacząłby pewnie zadzierać nosa.  

Teraz,  gdy  otwierały  się  przed  nią  tak  kuszące  perspektywy,  powinna  myśleć  przede 

wszystkim  o  karierze.  Po  co  jej  komplikacje  w  Ŝyciu  osobistym?  Była  wdzięczna  Gregowi  za 

okazaną pomoc, ale odetchnęłaby z ulgą, gdyby wreszcie zniknął z jej Ŝycia.  

– Widziałem, jak ludzie się bogacą i bankrutują. – Głos Grega wyrwał ją z zadumy. – Wiem, 

Ŝ

e  jesteś  zdolna  i  pracowita.  PokaŜ  wszystkim,  na  co  cię  stać.  Wierzę  w  ciebie  –  powiedział 

ciepło.  

– Wiele ci zawdzięczam. – Uniosła głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy. – Pomimo kilku... 

hm... nieprzyjemnych chwil, byłeś dla mnie bardzo dobry.  

Otworzył drzwi do swojego mieszkania.  

– Nie tak dobry, jak sobie wymarzyłem.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Christina  zamarła.  Czy  właśnie  teraz  zamierzał  powiedzieć  jej,  co  się  za  tym  wszystkim 

kryło? 

– Musisz przyznać, Christino, Ŝe tworzymy zgraną parę pod wieloma względami. – Gestem 

zaprosił ją do środka.  

Stała bez mchu, zastanawiając się nad znaczeniem jego słów. Czy sugerował, Ŝe jest mu coś 

winna? Znał ją zbyt dobrze, by przypuszczać, Ŝe moŜna ją kupić byle pochlebstwem. Co teŜ mu 

znowu chodziło po głowie? 

– Powinnam juŜ iść.  

Dlaczego nie przyjechała swoim samochodem? Mogłaby teraz po prostu obrócić się na pięcie 

i wrócić do domu.  

– Nie zajmę ci wiele czasu – obiecał. – Wejdź i poczekaj. Muszę tylko do kogoś zadzwonić, 

a potem cię odwiozę.  

Przystanęła  przed  drzwiami,  zastanawiając  się,  czy  Greg  mówi  prawdę,  czy  teŜ  po  raz 

kolejny chce ją nakłonić do podporządkowania się jego woli.  

Powinna  być  ostroŜna.  W  stosunkach  z  Gregiem  ostroŜności  nigdy  za  wiele.  Christina 

zdawała sobie sprawę, Ŝe ten męŜczyzna ma nad nią niezwykłą władzę. W jego obecności traciła 

rozum i samokontrolę, szła za nim jak w ogień...  

– Obiecuję. Tylko minutka... no, góra pięć.  

Nie  posłuchała  podszeptów  zdrowego  rozsądku  i  weszła  do  mieszkania.  Była  oczarowana. 

Wnętrze  z  pewnością  zaprojektował  profesjonalista.  Najwyraźniej  świadomy  włoskiego 

pochodzenia Grega urządził apartament w śródziemnomorskim stylu. Marmurowe kolumny były 

ozdobą  eleganckiej  jadalni,  a  na  stiukach  królował  motyw  winnej  latorośli.  Ciemne,  cięŜkie, 

kunsztownie  rzeźbione  meble  świetnie  współgrały  z  pozostałym  wystrojem.  To  było  piękne 

mieszkanie, ale nie w stylu Grega.  

Jedyną  rzeczą,  która  odzwierciedlała  jego  upodobania,  była  przesadnie  rozłoŜysta  kanapa. 

DuŜa i wygodna, wprost zachęcała do spoczynku.  

– Czuj się jak u siebie. Za minutkę wrócę. – Skierował się w stronę kuchni.  

Mimo  iŜ  nie  docierały  do  niej  poszczególne  słowa,  słyszała  jego  głos.  Ciepły  i  stanowczy, 

wdzierał się w jej podświadomość. Po niecierpliwej przechadzce po pokoju, obejrzeniu wazonów 

na  licznych  stolikach  i  obrazów,  zatopiła  się  w  fotelu  i  czekała,  aŜ  Greg  skończy  telefoniczną 

rozmowę.  

Ozdobny  zegar,  stojący  obok  na  stole,  głośno,  tykał,  odmierzając  sekundę  za  sekundą, 

przypominając  Christinie o upływie czasu.  Miała  duŜo pracy i chciała jak  najprędzej  wrócić do 

domu.  

background image

Gdy  odwróciła  się,  by  sprawdzić  godzinę,  jej  wzrok  padł  na  maleńką  srebrną  ramkę.  Ten 

drobiazg,  podobnie  jak  kanapa,  nie  pasował  do  eleganckiego  wnętrza.  Na  wyblakłym  zdjęciu 

widniała obejmująca się młoda para, w tle widać było nieudolnie namalowaną, tonącą w róŜach 

altankę.  Krawędzie  zdjęcia  były  bardzo  zniszczone,  jak  gdyby  ktoś  przez  wiele  lat  nosił 

fotografię w portfelu.  

Para uśmiechała się do obiektywu. On w czarnych dŜinsach i skórzanej kurtce, ona w białej 

letniej  sukience.  Dziewczyna  trzymała  w  ręce  szmacianą  laleczkę  z  oczami  zrobionymi  z 

guzików.  

 

Greg odłoŜył słuchawkę i westchnął. Jeśli chciał odzyskać Christinę i oszczędzić jej Ŝycia z 

kimś, kto by ją zdradzał, musiał działać szybko i zdecydowanie. Przypuszczał, Ŝe nie zobaczy juŜ 

Christiny  przed  jej  ślubem.  Powinien  dobrze  wykorzystać  ostatnią  szansę,  jaką  zaofiarował  mu 

los. Byle zdąŜyć...  

Biorąc  głęboki  wdech,  powrócił  do  salonu.  Zastał  Christinę  rozpartą  wygodnie  w  jego 

ulubionym fotelu.  

–  Muszę  być  z  tobą  szczery  –  wyznał.  –  Ten  telefon  był  tylko  pretekstem,  abyś  do  mnie 

przyszła.  Chciałem  z  tobą  spokojnie  porozmawiać.  To,  Ŝe  dokonałaś  jakiegoś  wyboru  w 

przeszłości,  nie  oznacza,  Ŝe  nie  moŜesz  teraz  zmienić  zdania.  –  Przysunął  krzesło  bliŜej  fotela, 

usiadł i pochylił się w jej stronę. – Wróciłem tu dla ciebie, Christino. Ty i ja jesteśmy dla siebie 

stworzeni.  

Kiedy sceptycznie przechyliła głowę, powiedział prosto z mostu: 

– Musisz przyznać, Ŝe między nami coś iskrzy. To coś, czego nigdy nie zaznasz z Donaldem! 

Proszę, skarbie. – Ujął jej dłoń i lekko uścisnął. – Spróbujmy jeszcze raz.  

– Czy nie prościej byłoby – zapytała oschle – zaproponować mi zabawę „w doktora”? 

– Tu nie chodzi o seks. Chodzi o ciebie i o mnie! Dlaczego nie chciała go zrozumieć? Jak ma 

ją przekonać, Ŝe nie moŜe bez niej Ŝyć, Ŝe kocha ją do szaleństwa? 

–  Wiem,  czego  chcesz,  i  chcę  ci  to  wszystko  dać,  a  nawet  więcej.  Jak  sądzisz,  dlaczego 

podsunąłem  ci  pracę  w  kółku  ogrodniczym  i  przedstawiłem  Jimowi?  PoniewaŜ  zaleŜy  ci  na 

zdobyciu pozycji zawodowej. PrzecieŜ właśnie o rym marzysz, prawda? 

Wstał, podszedł do umieszczonej w ścianie płaskorzeźby i przesunął po niej dłonią. Usiłował 

znaleźć słowa, które przekonałyby Christinę^ Ŝe jej miejsce jest przy nim.  

– Dlaczego to robisz? – zapytała cicho. – Czego ode mnie chcesz? 

– Wszystko, co robiłem, nawet to, co bolało – powiedział, myśląc o dniu ich ślubu, kiedy to 

był  na  tyle  głupi,  by  pozwolić  jej  odejść  –  robiłem  dla  ciebie.  PoniewaŜ  zaleŜy  mi  na  tobie  i 

poniewaŜ chcę, abyś była szczęśliwa.  

– Jeśli chcesz widzieć mnie szczęśliwą – odparła Christina – to wystarczy, Ŝe spojrzysz na to 

zdjęcie.  –  Odstawiła  je  z  powrotem  na  miejsce,  połoŜyła  ręce  na  kolanach.  –  Wtedy  byłam 

szczęśliwa. Byłam szczęśliwa – ciągnęła, a jej głos lekko drŜał – dopóki mnie nie porzuciłeś.  

background image

– Byłem głupi – powiedział ze złością. – Gdybym mógł cofnąć czas, na pewno postąpiłbym 

inaczej.  

–  Miałeś  taką  szansę  –  odparła  łagodnie.  –  Tej  nocy,  której  omal  nie  ulegliśmy  uniesieniu. 

Kiedy wyszedłeś, znowu poczułam się jak w dniu naszego ślubu. – Wstała i sięgnęła po torebkę. 

– Czego się bałeś? 

– To nie tak. Musisz mi uwierzyć. – Podszedł do niej i przyłoŜył jej dłonie do swego serca. – 

Kocham cię, Christino. – Unosząc jej  gładką dłoń do swych ust, delikatnie ją pocałował. – Nie 

chciałem cię skrzywdzić – wyznał. – Postanowiłaś poślubić innego męŜczyznę, a ja dobrze znam 

zasady, jakimi się kierujesz. Jak czułabyś się, oszukując narzeczonego? MoŜe los chciał, by nasze 

drogi się rozeszły, ale my naleŜymy do siebie. Tego nie moŜesz zmienić.  

Spojrzała na swoje dłonie, które delikatnie gładził, i odezwała się: 

– Nie naleŜę do Ŝadnego męŜczyzny, Greg. Przez całe moje Ŝycie wszyscy, włącznie z tobą, 

mówili mi, co robić, a ja godziłam się na to, bo chciałam, Ŝeby byli szczęśliwi. Jednak ja równieŜ 

zasługuję na odrobinę szczęścia.  

– To prawda – przyznał. W końcu dochodzili do jakiegoś porozumienia. Właśnie to usiłował 

jej  zawsze  powiedzieć:  Ŝe  powinna  iść  za  głosem  swego  serca,  a  zwłaszcza  w  tak  powaŜnej 

sprawie,  jaką  jest  małŜeństwo.  –  PrzecieŜ  wiesz,  Ŝe  nie  będziesz  szczęśliwa  z  Donaldem. 

Odwołaj ślub, Christino, i zapomnij o uniewaŜnieniu naszego małŜeństwa. Jeśli będziesz szczera 

wobec siebie, musisz dojść do wniosku, Ŝe powinniśmy być razem.  

Wiedział, Ŝe zbyt na nią nalegał, ale krytyczne sytuacje wymagają desperackich kroków. Był 

zdesperowany i przeraŜała go myśl, Ŝe bezpowrotnie utraci Christinę. Gdy uniosła twarz, by na 

niego spojrzeć, jej oczy były mokre od łez.  

– Kości zostały rzucone – odezwała się cicho. Gregowi nieomal zamarło serce.  

– Tracę cię, tak? Tym razem na zawsze? – Jeśli teraz by mu odmówiła, Ŝycie straciłoby sens. 

Po cóŜ walczyć o sukcesy zawodowe i o zdobycie powszechnego szacunku, jeśli nie mamy z kim 

dzielić się swą radością? – W chwili gdy powiesz „tak” Donaldowi, będzie to przysięga na całe 

Ŝ

ycie, prawda? 

Skinęła w milczeniu głową.  

I właśnie wtedy jego lęk przerodził się w złość.  

–  Oddajesz  swoją  wierność  męŜczyźnie,  który  na  to  nie  zasługuje.  MęŜczyźnie,  który  juŜ 

przed ślubem flirtuje z inną! 

– Nie jest tak, jak myślisz.  

–  A  on  nie  jest  tym,  kim  myślisz.  Czy  nie  widzisz,  jaki  błąd  popełniasz?  Donald  nie  moŜe 

dać ci tego, co ja.  

– Nie chodzi o Donalda.  

Zabrała  dłoń  i  chciała  odejść,  lecz  on  przytrzymał  ją  za  ramię,  zmuszając  tym  samym,  by 

rozwaŜyła jego słowa. By dokładnie przemyślała swą decyzję. Zanim będzie za późno.  

– Chodzi o Donalda – upiera! się. – Nie zaznasz przy nim prawdziwego szczęścia.  

background image

Usiłowała wyślizgnąć się z jego uścisku, ale trzymał ją mocno.  

–  Czy  gdy  całuje  cię,  czujesz  się  właśnie  tak?  śarliwie  ją  pocałował,  próbując  z  całych  sił 

udowodnić, Ŝe są sobie przeznaczeni. Jej usta były miękkie, lecz nieustępliwe. Wiedział jednak, 

Ŝ

e  trochę  skruszył  ten  mur  pozornej  obojętności,  jakim  się  otoczyła.  Była  zbyt  uparta,  by 

przyznać mu rację, ale moŜe przynajmniej zastanowi się nad swymi uczuciami.  

– Jeśli dwoje ludzi się  kocha,  powinni być razem. Nie niszczmy  naszego uczucia, jest zbyt 

piękne. – Greg wciąŜ nie tracił nadziei. Był coraz bardziej rozgorączkowany i zdenerwowany.  

Początkowo  Christina  stawiała  opór,  lecz  w  objęciach  Grega  topniała  jak  wosk.  śarliwe 

pocałunki kradły jej oddech i... resztki zdrowego rozsądku.  

– Pragnę cię, Christino. I ty teŜ mnie pragniesz – szepnął. Nie wyobraŜał sobie, by potrafiła 

temu zaprzeczyć, jednak ona uparcie milczała.  

–  Nie  odtrącaj  mnie  –  błagał.  –  Bądź  ze  mną!  Jeśli  się  zgodzisz,  zaczniemy  wszystko  od 

nowa... od momentu, w którym przerwaliśmy dziesięć lat temu.  

Jej niebieskie oczy zasnuł cień smutku.  

– Czy  ty  tego nie widzisz?  PrzecieŜ  przez cały  czas próbuję ci powiedzieć, Ŝe nie  moŜemy 

zacząć od momentu, w którym przerwaliśmy.  

Kości zostały rzucone, tak jak powiedziała. Widząc ogromną mękę rysującą się na jej twarzy, 

zdał sobie sprawę, na jakie cierpienia ją naraŜał. Kiedy zaręczyła się z Donaldem, dała mu swoje 

słowo, a Christina Cline nie łamała danego słowa. Postanowił jednak podjąć ostatnią próbę.  

– Nadal mnie kochasz. Poznaję po twojej reakcji na moje pocałunki.  

Zmieszała się i zaczęła protestować, ale Greg nie pozwolił jej dojść do słowa.  

–  Wiem,  czego  się  obawiasz.  Myślisz,  Ŝe  mógłbym  cię  znów  porzucić...  Biorąc  pod  uwagę 

wszystko, co przeze mnie przeszłaś, nie mogę cię winić. Nie jesteś pewna moich uczuć. Pewnie 

uznałaś,  Ŝe  lepiej  być  oszukiwaną  przez  faceta,  którego  nie  kochasz,  niŜ  odrzuconą  przez  tego, 

któremu oddałaś swoje serce.  

Christina spuściła wzrok.  

Tak  bardzo  chciał  jej  powiedzieć,  Ŝe  juŜ  nigdy  jej  nie  zostawi.  Tak  bardzo  chciał  ją 

przekonać, Ŝe cała cięŜka praca, którą włoŜył w budowanie swojej pozycji, słuŜyła jedynie temu, 

by odzyskać miłość ukochanej kobiety.  

Uświadomił  sobie,  Ŝe  jest  zbyt  natarczywy.  Wywierał  na  Christinę  zbyt  wielką  presję,  nie 

pozwalał jej zebrać myśli, rozwaŜyć wszystkich za i przeciw. Odsunął się od niej i podszedł do 

stolika.  

– Miałaś rację, twierdząc, Ŝe ludzie zawsze mówią ci, co masz robić. – Odkąd ją znał, zawsze 

zachęcał  ją  do  bycia  sobą.  Od  samego  początku,  popychał  ją  do  podejmowania  samodzielnych 

decyzji,  nawet  jeśli  miało  to  oznaczać  sprzeciw  wobec  ojca,  osoby,  którą  darzyła  ogromnym 

szacunkiem. –  Wygląda na to, Ŝe próbując nakłonić cię do bycia sobą, zawiniłem tak samo, jak 

ci, którzy wykorzystywali twoją dobroć i wyrozumiałość.  

Christina  wciąŜ  milczała,  ale  był  pewien,  Ŝe  trafił  w  sedno.  Musiał  pozwolić  jej  dokonać 

background image

samodzielnego  wyboru.  Z  bolesną  szczerością  ocenił  swoje  dotychczasowe  postępowanie  i 

przyznał: 

–  Mój  egoizm  stał  się  być  moŜe  powodem  konfliktów  pomiędzy  tobą  i  Donaldem,  i  za  to 

pragnę  cię  przeprosić.  –  Gdyby  nie  był  tak  natrętny,  Christina  nie  zaczęłaby  wątpić  w  sens 

swojego  związku  z  narzeczonym.  Gdyby  nie  zatrzymywał  jej  celowo  całymi  popołudniami  w 

klubie, być moŜe Donald nie uległby tak łatwo wdziękom Triny. – Nie chcę stać na drodze twego 

szczęścia.  

Wyjął  z  szafy  dokumenty,  połoŜył  je  na  stole  i  podpisał.  Gdy  podawał  je  Christinie,  był 

ś

wiadom tego, Ŝe zaskoczył ją, a być moŜe równieŜ zranił.  

–  Zwalniam  cię  z  wszystkich  obietnic  –  powiedział  –  tak  jak  powinienem  uczynić  to 

wcześniej.  

Otworzyła usta, lecz zanim cokolwiek zdąŜyła powiedzieć, Greg podjął przemowę.  

–  Nadal  cię  kocham.  Zawsze  będę  cię  kochał.  Dlatego  właśnie  zrobię  wszystko,  byś  była 

szczęśliwa. Nawet jeśli będę musiał z ciebie zrezygnować.  

Był  rzeczywiście  innym  człowiekiem.  Postąpił  słusznie,  pozwalając  Christinie  dokonać 

wyboru.  CóŜ  warte  jest  wymuszone  uczucie?  Wiedział,  Ŝe  będzie  cierpiał,  a  jego  Ŝycie  utraci 

sens, jeśli ona wróci do Donalda. Jednak był dumny, Ŝe zdobył się na ten gest.  

 

Przegapiła  swoją  szansę.  To,  o  czym  skrycie  marzyła  przez  ostatnie  dziesięć  łat,  w  końcu 

było osiągalne, niemal na wyciągnięcie ręki. Jednak zrezygnowała z tego, a teraz czuła ogromny 

wewnętrzny ból.  

Stawiając  rumiankową  herbatę  na  metalowym  stoliku  obok  dokumentów,  dzielnie,  choć 

bezskutecznie, broniła się przed łzami.  

– No dalej, skarbie, wypłacz się. – Triną podała jej czystą chusteczkę higieniczną. Ta, którą 

Christina trzymała w dłoni, była zmięta i poszarpana na kawałki. – Jestem przy tobie! 

Christina wytarła oczy.  

– Moja odmowa wiele mnie kosztowała.  

– CóŜ, jeśli twoja decyzja  sprawia, Ŝe jesteś  tak  nieszczęśliwa, to  moŜe powinnaś do niego 

zadzwonić. Powiedzieć mu, Ŝe zmieniłaś zdanie. – Posłała Christinie promienny uśmiech. – Poza 

tym, moim zdaniem, tworzycie najsłodszą parę pod słońcem.  

Gładząc  palcem  uszko  filiŜanki,  Christina  zastanawiała  się  nad  tym,  co  powiedziała  przed 

chwilą Trina. Pewnie, na początku było pięknie, ale to Greg podejmował decyzje w ich związku, 

zmuszając ją do robienia rzeczy – o których ona nawet by nie pomyślała.  

– Nigdy by nam się nie ułoŜyło. – Upiła łyk gorącej aromatycznej herbaty.  

– PrzecieŜ tak wiele rzeczy was łączy.  

Patrząc nieruchomo w ciemność, Christina wyznała Trinie, co ją najbardziej dręczy.  

– On umie sprawić, bym robiła rzeczy sprzeczne z moimi zasadami.  

Trina poruszyła się niespokojnie na swoim krześle.  

background image

– Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, Ŝe namówił cię do...  

– Nie, to nie to. – Jednak z łatwością  mógłby. Christina poczuła,  jak jej  policzki  zaczynają 

płonąć.  Przypomniała  sobie,  jak  niemalŜe  błagała  Grega,  by  się  z  nią  kochał.  –  Na  przykład, 

kiedyś upierał się, Ŝebyśmy zrobili Murdocka ze wszystkimi szczegółami anatomicznymi. To był 

tylko  jeden  z  całej  listy  szkolnych  psikusów,  w  które  mnie  wciągnął.  –  Ślub,  oczywiście,  był 

największym  z  tych  Ŝartów.  –  A  ostatnio  zmusił  mnie  do  pracy  przy  tworzeniu  klubu  i  do 

zachowywania się jak dziecko w sklepie z zabawkami.  

– Fajnie było, no nie? 

Christina  zrezygnowała  z  próby  wyjaśnienia  sytuacji,  która  była  tak  skomplikowana,  Ŝe 

osoba postronna nie miała szans na jej zrozumienie. Sama nie potrafiła jej do końca pojąć. Nocne 

powietrze  nagle  ochłodziło  się,  a  świerszcze  cykały  coraz  głośniej,  przepowiadając  burzę. 

Wstała, by opuścić Ŝaluzję, która ponownie się zacięła. – To po prostu nie jest mój dzień! 

Ucisk  w  gardle  był  tak  mocny,  Ŝe  prawie  ją  dusił.  Zapewniając  się  w  duchu,  Ŝe  postąpiła 

prawidłowo, z trudem powstrzymywała potok łez.  

–  Oczywiście,  Ŝe  słusznie  postąpiłam  –  odezwała  się  bardziej  do  siebie  niŜ  do  Triny.  – 

Powinnam wreszcie zacząć sama o sobie decydować. Zbyt długo podporządkowywałam się woli 

innych!  –  Christina  bez  skutku  walczyła  z  opornym  sznurkiem  od  Ŝaluzji.  –  Nareszcie  będę 

prawdziwie wolna! 

– Pomóc ci z tym? 

–  Nie,  juŜ  chyba  się  udało.  –  Ze  złością  szarpnęła  za  sznurek,  dając  upust  frustracji 

spowodowanej zdarzeniami dzisiejszego dnia. – Dziś po południu Greg był w swojej szczytowej 

formie, manipulował moimi uczuciami, by znowu nagiąć mnie do swej woli... tak jak zawsze! AŜ 

boję  się  pomyśleć,  jak  bardzo  by  nalegał,  gdyby  wiedział,  Ŝe  juŜ  nie  jestem  zaręczona  z 

Donaldem.  

– Właśnie o tym przyszłam z tobą porozmawiać. Trina wstała i podeszła do Christiny.  

–  Chodzi  o  mnie  i  Donalda  ...  –  Zawahała,  jak  gdyby  obawiała  się  reakcji  Christiny  na 

mające paść słowa.  

– Tak? 

– Poprosił mnie o rękę. – Jej słowa były niewiele głośniejsze od szeptu.  

Christina spodziewała się, Ŝe tak się stanie, jednak nie tak szybko. Pochyliła się i serdecznie 

przytuliła Trinę.  

– Och, to wspaniale! 

– Nie jesteś zła? 

– Ani trochę. – Mówiła to naprawdę szczerze. Trina odrzuciła jasny lok za ramię.  

– Co za ulga! Nie masz pojęcia, jak bardzo bałam się powiedzieć ci o tym.  

–  Nie  powinnaś.  Myślę,  Ŝe  będzie  wam  razem  dobrze.  –  Mimo  iŜ  sprawy  między  nią  a 

Gregiem  nie  układały  się  najlepiej,  cieszyła  się,  Ŝe  przynajmniej  Donald  znalazł  miłość  swego 

Ŝ

ycia.  

background image

– Jest jeszcze coś.  

Opierając  rękę  na  ramieniu  Triny,  Christiną  zeszła  z  krzesła.  Dzisiejszy  dzień  pełen  był 

nieoczekiwanych zdarzeń... jaka mogła być kolejna niespodzianka? 

– Mów śmiało.  

– PoniewaŜ nikt jeszcze nie odwołał mszy ślubnej i księdza, Donald i ja pomyśleliśmy, Ŝe z 

tego  skorzystamy.  Zdaję  sobie  sprawę,  Ŝe  to  juŜ  niedługo,  ale  nie  chcemy  czekać.  –  Razem  z 

Christiną podeszła do stolika i usiadła. – Chciałam się po prostu upewnić, Ŝe nie będziesz miała 

nic przeciwko temu.  

– Oczywiście, Ŝe nie mam. – Christiną uśmiechnęła się. Wyobraziła sobie, jak piękna będzie 

ceremonia  ślubna  w  zabytkowym  kościele.  –  A  jak  zareagowała  pani  Winkler  na  tak  nagłą 

zmianę planów? 

Trina, zmieszana, opuściła głowę.  

– Donald jeszcze jej o tym nie powiedział. Christiną osłupiała.  

– Nie powiedział jej o tobie?! 

– Ani o tobie. Ona nadal nie wie, Ŝe zerwaliście.  

– Nie mogę w to uwierzyć. Wiem, Ŝe Donald zwleka . z powiedzeniem jej prawdy, ale byłam 

pewna, Ŝe do tej pory juŜ to zrobił! 

–  Próbowałam  namówić  go,  by  powiedział  wszystko  mamie.  –  Trina  przerwała,  jak  gdyby 

ostroŜnie rozwaŜała słowa, które miała za chwilę wypowiedzieć. – Jednak kiedy pani Winkler juŜ 

na coś się zdecyduje, moŜe być bardzo... hm... stanowcza w swym postanowieniu.  

Christiną westchnęła.  

– Wiem, co masz na myśli. Podobno kiedy starszy brat Donalda chciał poślubić dziewczynę 

z  innego  środowiska,  pani  Winkler  bardzo  się  starała,  by  nie  dopuścić”  do  ślubu.  –  Christina 

przypomniała  sobie,  co  słyszała  o  cięŜkich  przeŜyciach,  jakich  doświadczył  brat  Donalda.  Pani 

Winkler  tak  utrudniała  sprawy,  Ŝe  para  musiała  uciec  miesiąc  przed  planowanym  ślubem.  –  W 

końcu jednak pogodziła się z tym. . Z tego, co wiem, teraz jest bardzo dumna ze swojej synowej.  

–  Tak,  ale  zaprzestała  knowań,  kiedy  było  juŜ  za  późno,  aby  mogła  mieć  jakiś  wpływ  na 

zawarcie ich małŜeństwa. Dlatego Donald chce powiedzieć jej prawdę tuŜ przed ślubem. – Trina 

dotknęła  wymalowanym  paznokciem  policzka  i  ostroŜnie,  by  nie  zniszczyć  kunsztownego 

makijaŜu,  podrapała  się.  –  Jednak  wcale  bym  się  nie  zdziwiła,  gdyby  w  ogóle  tego  nie  zrobił. 

Znasz Donalda. Nienawidzi konfrontacji.  

Znała równieŜ panią Winkler, która potrafiła być nieprzejednana. Nieraz widziała, Ŝe Donald 

czuł się zapędzony w kozi róg, wciąŜ pamiętając o trudnościach, jakie jego matka robiła swemu 

starszemu synowi.  

– Dosyć o Donaldzie i o mnie. Co z tobą i Gregiem? – zapytała Trina, powracając do tematu, 

który Christina z ulgą uznała za skończony. – JuŜ wiem! – Trina uniosła palec i wyjawiła swój 

pomysł: – Moglibyśmy urządzić podwójny ślub! 

– Nie słuchałaś mnie. – Christina znowu wstała i po raz ostatni szarpnęła sznurek od Ŝaluzji. 

background image

– JuŜ jesteśmy małŜeństwem, lecz nic się między nami nie układa.  

Trina westchnęła rozczarowana: 

– Hm... Moim zdaniem, to świetna okazja, by zacząć od nowa.  

ś

aluzja  opadła  z  hukiem,  tym  razem  rozrywając  powstałą  ostatnio  dziurę  poza  obręb  łaty. 

Zardzewiałe metalowe włókna pękały jedno po drugim, rozdarcie stawało się coraz większe, aŜ w 

końcu całe pasmo, wraz z łatą, oderwało się i wypadło na zewnątrz.  

Przez moment Christina przyglądała się biernie temu spustoszeniu, ale po chwili dała upust 

ogromowi  frustracji.  Emocje,  które  zdołała  opanować  podczas  rozmowy  z  Triną,  gwałtownie 

zaczęły wzbierać, z siłą tak potęŜną, Ŝe zaskoczyło to ją samą.  

–  Zupełnie  jak  moje  Ŝycie  –  stwierdziła,  wyjmując  chusteczkę  z  kieszeni,  by  wydmuchać 

nos. – Wszystko rozpada się na kawałki, tworząc ogromny chaos i bałagan.  

Siadła na podłodze werandy i zaczęła głośno szlochać.  

Trina  nie  chciała,  by  Christina  poczuła  się  głupio,  Ŝe  zareagowała  zbyt  emocjonalnie  z  tak 

błahego  powodu.  Rozumiała,  Ŝe  powody  frustracji  były  znacznie  głębsze  niŜ  rozerwana 

moskitiera. Usiadła naprzeciwko Christiny. Głaszcząc ją po ramieniu, cicho powiedziała: 

– No juŜ...  

Po chwili Christina wytarła oczy.  

–  Powinnam  była  zerwać  starą,  zniszczoną  siatkę  i  zastąpić  ją  nowymi  oknami,  tak  jak 

planowałam – powiedziała. – Przez ten  gruby osad rdzy, trudno było przez nią coś zobaczyć. – 

Pociągnęła nosem.  

–  Wiesz co?  Masz rację! –  odezwała się Trina. – Gładka, nowa szyba stworzyłaby  całkiem 

ciekawy widok. Świat na zewnątrz wyglądałby jaśniej i do środka wpadałoby więcej słońca.  

– O BoŜe! – Christina zakryła dłonią usta. – Mówisz o mnie i o Gregu! 

– Nie, skarbie, mówiłam o werandzie.  

–  Czy  ty  tego  nie  widzisz?  Moje  trwanie  w  małŜeństwie  z  Gregiem  nie  ma  najmniejszego 

sensu.  –  Odchyliła  się,  by  przyjrzeć  się  zniszczeniu.  –  Tak  jak  ta  zardzewiała  i  podarta  siatka, 

nasz zniszczony związek nigdy nie byłby wystarczająco silny, by przetrwać burze.  

–  Jesteś*  zmęczona.  MoŜe  powinnaś  odpocząć  i  pomyśleć  o  tym  jutro.  W  świetle  dnia 

sprawy będą wyglądały duŜo lepiej.  

– Masz rację. Postąpię jak Scarlett O’Hara i pomyślę o tym jutro.  

Wstała  i  weszła  do  domu,  a  Trina  za  nią.  Akwarela  nad  kominkiem  przedstawiająca 

słonecznik,  zdawała  się  razić  okropną  Ŝółcią  w  odcieniu  musztardy.  To  ojciec  namówił  ją,  by 

powiesiła prezent od matki w salonie, mimo iŜ Christina wolała, by wisiał w mniej widocznym 

miejscu.  

W  odruchu  buntu,  poprosiła  Trinę,  by  pomogła  jej  zdjąć  kiczowaty  obraz  i  przenieść  do 

pokoju gościnnego.  

–  Dobrze  –  odparła  przyjaciółka.  –  JuŜ  myślałam,  Ŝe  nigdy  nie  pozbędziesz  się  tego 

ohydztwa! 

background image

– Greg teŜ go nienawidził. W tej kwestii zgadzaliśmy się, ale wtedy nie chciałam się do tego 

przyznać.  

Zasłaniając  puste  miejsce  pięknym,  antycznym  lustrem,  poczuła  satysfakcję  i  ulgę,  Ŝe 

nareszcie postąpiła wedle własnego uznania.  

– To Greg nakłaniał mnie, bym tak zrobiła – wyznała z ociąganiem. – Akurat w tej kwestii 

zachęcał mnie do zrobienia czegoś, czego tak naprawdę sama chciałam.  

Trina wytarła ręce o dŜinsy i cofnęła się, by podziwiać nowy widok.  

– Oprócz Donalda, jest najmniej egoistyczną osobą, jaką znam. Serio.  

Zdawało  się,  Ŝe  Greg  zawsze  wywierał  na  nią  presję,  ale  patrząc  w  przeszłość,  Christina 

zauwaŜyła, ze sprawy, w których nalegał, były w zasadzie zgodne z jej własną wolą. Począwszy 

od małŜeństwa, poprzez członkostwo w kółku ogrodniczym, aŜ do rezygnacji z pracy i załoŜenia 

własnej firmy. Nawet tej nocy, kiedy byli tak bliscy kochania się, podjął odpowiednią decyzję za 

nich oboje.  

– Zawsze nadawaliśmy na tych samych falach. –  Wypowiedziała te słowa głośno, mimo Ŝe 

mówiła  wyłącznie  do  siebie.  Niestety,  stawiała  opór  jego  naciskom,  pamiętając  o  zdarzeniach 

sprzed dziesięciu lat – A ja byłam zbyt uparta, by się do tego przyznać.  

Problem,  który  w  końcu  dostrzegła,  dotyczył  presji,  jaką  wszyscy  na  nią  nieustannie 

wywierali.  Jednak  nalegania  Grega  powinna  była  traktować  inaczej,  gdyŜ  jemu  zaleŜało  na  jej 

szczęściu.  

– Co masz zamiar zrobić? 

–  Oto  co  zamierzam  zrobić.  –  Weszła  do  pokoju  gościnnego,  wzięła  jedno  z  zapasowych 

zaproszeń  i  przyniosła  je  z  powrotem  do  salonu.  Posłała  Trinie  tajemniczy  uśmiech  i  mocnym, 

zdecydowanym pociągnięciem pióra zaadresowała kopertę.  

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Greg stanął przed kościołem. Na zaproszeniu, które trzymał w ręku, wyraźnie było napisane, 

Ŝ

e  ślub  odbędzie  się  w  sobotę  o  drugiej  po  południu.  Były  trzy  minuty  po  czasie,  więc  drzwi 

kościoła były juŜ zamknięte.  

Wahał się,  czy  w ogóle  przyjść. Pomyślał,  Ŝe moŜe powinien potraktować zamknięte drzwi 

jako znak, by wrócić do domu. A niech tam, zaprosiła go, więc zapewne chciała, by przyszedł. W 

Ŝ

aden  sposób  nie  był  w  stanie  odmówić  Christinie  czegokolwiek,  bez  względu  na  to,  jak  sam 

cierpiał. Poza tym, chciał na własne oczy zobaczyć ten ślub. Niestety, zmuszony był zakończyć 

tę część swego Ŝycia i na zawsze poŜegnać się z największą miłością.  

Cichutko wszedł do kościoła i zajął miejsce w ostatniej ławce. Poluzował krawat, lecz nawet 

to nie zmniejszyło nieprzyjemnego uczucia ucisku w gardle. Widząc parę stojącą przed ołtarzem, 

pocieszał  się,  Ŝe  słusznie  postąpił,  pozwalając  Christinie  odejść.  Często  słyszał,  Ŝe  to,  co  nie 

zabija, wzmacnia. Gdyby to była prawda, powinien juŜ być najsilniejszym męŜczyzną świata.  

Greg przyglądał się Christinie. W białej sukni wyglądała jak prawdziwe uosobienie czystości 

i niewinności. I taka teŜ była. Anioł...  

Gdy  kapłan  ogłosił  małŜeństwo  za  zawarte,  Greg  poczuł,  jak  jego  serce  rozpada  się  na 

kawałki, a kiedy pan młody miał pocałować pannę młodą, nie był w stanie na to patrzeć. Donald 

zaczął  unosić  welon.  Greg  nie  wytrzymał  i  odwrócił  wzrok,  skupiając  go  na  widniejącym  pod 

witraŜem  napisie:  To,  czego  pragniesz,  modląc  się,  będzie  ci  dane,  jeśli  naprawdę  tego  chcesz. 

Czynił tak przez lata, ale oto teraz odmawiał ostatnią, rozpaczliwą modlitwę.  

Nagły  krzyk  rozdarł  ciszę.  Uwaga  Grega  i  wszystkich  obecnych  skierowała  się  w  stronę 

przednich ławek, gdzie pani Winkler skoczyła na równe nogi i wydała z siebie kolejny, mroŜący 

krew w Ŝyłach wrzask.  

Donald  zamarł,  w  momencie  gdy  unosił  welon  panny  młodej.  Zdawał  się  być  rozdarty 

pomiędzy  pocałowaniem  swej  nowo  poślubionej  Ŝony,  a  udaniem  się  na  pomoc 

rozhisteryzowanej matce.  

Wszyscy  patrzyli  na  atak  szału  pani  Winkler,  lecz  wzrok  Grega  skupiony  był  na  pannie 

młodej o platynowych blond włosach.  

– O BoŜe, BoŜe, BoŜe! – lamentowała pani Winkler, chwiejąc się, jak gdyby za chwilę miała 

zemdleć.  

Donald puścił welon i podbiegł do zszokowanej matki.  

Wyjmując z kieszeni zaproszenie, Greg spojrzał na charakter pisma na kopercie. Tak, to na 

pewno pisała Christina. W przypływie nadziei Greg przeczesał wzrokiem tłum. W odległym rogu 

kościoła zauwaŜył Christinę. Najwyraźniej równieŜ go wypatrywała, a gdy ich oczy się spotkały, 

posłała mu delikatny uśmiech.  

background image

Spoglądając  ku  niebu,  w  duchu  krzyknął:  Dziękuję!  Potem  wstał  i  zaczął  przepychać  się 

przez tłum w kierunku ołtarza.  

Przyjaciele  i  rodzina  zgromadzili  się  wokół  oszalałej  kobiety,  a  Donald  wraz  z  ojcem 

usiłowali  powstrzymać  ją  przed  osunięciem  się  na  podłogę.  Z  wielkim  wysiłkiem  zdołali 

posadzić ją w przedniej ławce.  

– Donaldzie, powiedz, Ŝe tego nie zrobiłeś! Powiedz! – krzyczała rozhisteryzowana kobieta.  

Pochylając się nad panią Winkler, Trina zaczęła wachlować ją brzegiem swej sukni.  

– Będę dobrą Ŝoną, mamo. Przyrzekam! – powiedziała, a potem zwróciła się do Donalda: – 

Miałeś jej powiedzieć! 

ZbliŜając  się  do  miejsca,  w  którym  rozgrywała  się  dramatyczna  scena,  Greg  napotykał 

przeszkody w postaci ciekawskich bądź chętnych nieść pomoc gości. Dopchawszy się w końcu, 

podał rękę panu młodemu.  

– Dobry wybór, Donaldzie. Moje gratulacje.  

Po  czym  przedarł  się  do  Christiny  wciśniętej  w  tłum.  Wziął  ją  w  ramiona,  tak  jak  gdyby 

nigdy  nie  zamierzał  jej  wypuścić.  Christina  odwzajemniła  jego  uścisk,  a  on  jeszcze  mocniej  ją 

przytulił.  

– Greg – odezwała się po chwili, cieniutko piszcząc. – Nie mogę oddychać.  

Ś

miejąc się, Greg uwolnił ją ze swych objęć i poprowadził do bocznego wyjścia. Trzymając 

się za ręce, wyszli z kościoła. Było pięknie.  

Pod rosnącymi nieopodal dębami znaleźli schronienie przed ciepłym, czerwcowym słońcem. 

Christinie zdawało się, Ŝe tego dnia ptaki śpiewały radośniej niŜ zwykle. Biorąc głęboki oddech, 

powiedziała Gregowi o obawie dręczącej ją od dnia, w którym wysłała mu zaproszenie.  

– Myślałam, Ŝe nie przyjdziesz.  

– Kiedykolwiek i gdziekolwiek będziesz mnie potrzebowała, Christino, będę tam.  

W granatowym garniturze wyglądał niezwykle przystojnie. Bardzo męsko i pociągająco. Gdy 

przyglądał się jej swymi ciemnymi, przymkniętymi oczami, tak bardzo chciała go pocałować... i 

być wiecznie całowana przez niego. Jednak wieczność była odległa w czasie, a oni musieli zająć 

się chwilą obecną, zanim spojrzeliby w przyszłość.  

– Mam tak duŜo do powiedzenia – wyznała – ale nie wiem, od czego zacząć.  

Objął  ją  ramieniem  i  poprowadził  przez  wypielęgnowany  trawnik  przed  kościołem. 

Nieopodal  stał  samochód  z  napisem  „NowoŜeńcy”,  którym  państwo  młodzi  mieli  odjechać  w 

podróŜ poślubną.  

– MoŜe od tego, czemu nie wyszłaś za Donalda? Christina spojrzała na kwiat koniczyny, na 

którym radośnie uwijała się pszczoła.  

– Nie chciałam odbierać Donaldowi szansy na szczęśliwy związek. Jednak myślę, Ŝe byłam 

po prostu zmęczona godzeniem się na to, czego chcieli inni, podczas gdy moje serce dyktowało 

inaczej.  –  Spojrzała  przed  siebie.  –  Zaręczyliśmy  się  z  Donaldem,  poniewaŜ  rodzice  nakłaniali 

nas, byśmy się pobrali.  

background image

Greg  odgonił  krąŜącego  nad  nimi  owada.  Nadal  milczał,  czekając,  aŜ  Christina  dokończy 

swoją myśl.  

– Ty równieŜ często na mnie naciskałeś – ciągnęła – co doprowadzało mnie do wściekłości. 

Jednak  w  końcu  zdałam  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  popychałeś  mnie  do  robienia  rzeczy,  których 

sama, w głębi duszy, pragnęłam. W tak wielu przypadkach odnalazłam swoje własne pragnienie, 

i tak wiele zawdzięczam tobie.  

– Zawsze chciałem, byś była szczęśliwa – wyznał szczerze i zatrzymał się przy rozłoŜystym 

drzewie  za  kościołem.  Spoglądając  pytająco  na  Christinę,  wskazał  na  nisko  rosnącą  gałąź.  A 

potem ujął ją w tani i posadził na gałęzi. Po chwili usiadł obok.  

– Powiedziałam ci, czemu nie wyszłam za Donalda, a teraz chciałabym cię o coś zapytać.  

Greg  słuchał  w  milczeniu.  Christina  w  duchu  przygotowała  się  na  ból  i  zakłopotanie,  jakie 

mogła wywołać jego odpowiedź.  

– Dlaczego się ze mną oŜeniłeś? Czy tylko po to, by pójść ze mną do łóŜka? 

Zaśmiał się. Po czym objął ją i mocno przytulił.  

–  Nie,  moja  słodka,  maleńka  Christino.  Kochanie  się  z  tobą  byłoby  czymś  cudownym,  ale 

byłoby  tylko  zapowiedzią  czegoś  wspanialszego.  Gdyby  chodziło  mi  tylko  o  łóŜko,  mógłbym 

spełniać swoje zachcianki w kaŜdej chwili.  

To  prawda.  W  szkole  zawsze  mógł  wybierać  sobie  dziewczyny.  Później,  gdy  powrócił  do 

Morrison  Heights,  mógł  mieć  równieŜ  Christinę.  Jednak  przerwał  ich  chwilę  uniesienia.  Jej 

marzenie  o  jedynej  w  swoim  rodzaju  nocy,  nocy  poślubnej,  było  dla  niego  waŜniejsze  niŜ  jego 

własne Ŝądze.  

– Ale przecieŜ,  gdy nasza noc poślubna została przerwana, powiedziałeś, Ŝe z nami  koniec. 

Pomyślałam więc, Ŝe...  

Dotknął jej twarzy.  

– Poczułem, Ŝe nie jestem dla ciebie odpowiedni. Kiedy twój ojciec mnie zabrał, wiedziałem 

juŜ,  Ŝe  najpierw  będę  musiał  uporządkować  swoje  Ŝycie,  zanim  będziemy  mogli  spróbować 

jeszcze raz.  

– To wszystko nie miało dla mnie Ŝadnego znaczenia.  

– Wiem, ale dla mnie miało. Nie chciałem, by ludzie, patrząc na nas, myśleli; „Mogła sobie 

wybrać lepszego”. Nie chciałem, by ktokolwiek patrzył na ciebie z góry z mojego powodu.  

– Och, Greg – powiedziała, opierając się na jego mocnym ramieniu. – Byłeś dla siebie taki 

niesprawiedliwy.  

Przytulił ją, a Christina wyobraziła sobie, jak cudownie byłoby budzić się kaŜdego  ranka w 

jego objęciach.  

– CóŜ więc dalej? – zapytał. – Czy chcesz dać naszemu małŜeństwu jeszcze jedną szansę? 

Christina, siedząc, machała nogami i obserwowała, jak materiał sukienki falował rytmicznie.  

–  Myślę,  Ŝe  to  nie  wyjdzie.  Byliśmy  zbyt  młodzi,  kiedy  braliśmy  ślub,  i  mieliśmy  zły 

początek – odparta.  

background image

– Czy chcesz powiedzieć, Ŝe nasze małŜeństwo nie jest warte naprawiania? 

– Czasami trzeba  zdjąć  starą, zardzewiałą siatkę z werandy i  wstawić nowe szklane okna – 

powiedziała, lekko się uśmiechając.  

– Słucham? 

–  Przestańmy  próbować  naprawiać  przeszłość  i  zacznijmy  od  nowa.  Wyrzućmy  za  siebie 

wszystko to, co stare i zacznijmy jeszcze raz, od zera.  

Tak  jak  Greg  musiał  postąpić  ze  swoją  własną  przeszłością,  tak  wspólnie  musieli  zostawić 

wszystko za sobą i pozwolić, by chwila obecna stała się początkiem ich nowego związku.  

Ujmując jej dłoń, Greg uśmiechnął się. Na jego twarzy malowała się radość, którą Christina 

poczuła w sercu.  

– Tym razem zróbmy to dobrze – dodała.  

Greg  zeskoczył  z  gałęzi.  Stając  przed  Christina,  ukłonił  się  i  wyciągnął  rękę,  by  pomóc  jej 

zejść.  

– W takim razie, panno Cline, czy mógłbym dziś wieczorem cieszyć się pani towarzystwem 

w kinie? 

–  Przepraszam  pana,  ale  chyba  się  nie  znamy  –  odpowiedziała  zawstydzona  Christina, 

szybko odwracając głowę.  

Drzwi  kościoła  otworzyły  się  na  ościeŜ,  a  wychodzący  z  niego  goście  ustawiali  się  wzdłuŜ 

bocznej alejki prowadzącej do samochodu Donalda, by wiwatować na cześć młodej pary. Sypiąc 

ryŜ, pani Winkler najwyraźniej była juŜ w dobrej formie. Trina jeszcze na chwilę powstrzymała 

ich  odjazd  w  podróŜ  poślubną,  by  przytulić  swoją  teściową.  Starsza  kobieta  odwzajemniła  jej 

gest.  

–  Słyszysz?  –  odezwał  się  Greg,  przykładając  dłoń  do  ucha.  –  Zdaje  mi  się,  Ŝe  nasi 

przyjaciele z przyjemnością przedstawiliby nas sobie.  

Promieniejąca ze szczęścia Christina przyjęła podaną przez  Grega dłoń, tym razem  czyniąc 

to z wielką chęcią i radością, poniewaŜ wiedziała, Ŝe oboje pragnęli tego samego – i pobiegła z 

nim w stronę kościoła.  

background image

EPILOG 

 

Pod  ustawionym  w  parku  w  Morrison  Heights  zadaszeniem  Trina  uwijała  się  wokół 

Christiny,  wygładzając  jej  długą  do  ziemi  suknię  i  sprawdzając,  czy  wszystkie  perełkowe 

guziczki są zapięte. Po czym delikatnie odciągnęła swoją sukienkę w talii.  

–  Mały  urwis  rośnie  jak  szalony  powiedziała,  głaszcząc  się  po  brzuchu.  –  Jeszcze  miesiąc 

temu ta sukienka była luźna.  

Christina uśmiechnęła się, szczęśliwa, Ŝe jej przyjaciółce, a teraz jej druhnie, powiększy się 

rodzina. Minęły zaledwie trzy miesiące od czasu ślubu Triny i Donalda, a młoda męŜatka miała 

juŜ widoczny brzuszek.  

– Dobrze, sprawdźmy listę. – To mówiąc, Trina sięgnęła po notatnik i przeczytała pierwszy 

punkt. – Coś starego? 

Christina musnęła sznur pereł na szyi.  

– Naszyjnik mojej prababci.  

Perły  otrzymała  od  ojca  wraz  z  przeprosinami  za  niemiłe  słowa,  jakie  wypowiedział  w 

przeszłości.  

– Coś nowego? 

Christina poruszyła suknią i dygnęła.  

– Coś poŜyczonego? 

Tym razem Christina uniosła dół sukni, ukazując koronkową podwiązkę ponad kolanem.  

– Pani Odell zapewniała, Ŝe ten drobiazg przyniesie nam wiele wspólnych, szczęśliwych lat.  

Trina odhaczyła kolejną pozycję na Uście.  

– A coś niebieskiego? 

– Astry w mojej wiązance.  

–  A  oto  pieniąŜek  do  bucika,  na  szczęście,  i  dziewczyna  gotowa.  Chodźmy  wydać  cię  za 

mąŜ! 

Popłynęła muzyka. Christina, trzymając ojca pod rękę, zaczęła kroczyć aleją ogrodową. Greg 

posłał  jej  zniewalający  uśmiech.  Nigdy  nie  przypuszczała,  by  ślub  mógł  być  bardziej  idealny  – 

lub  bardziej  prawdziwy  –  niŜ  ten.  Przede  wszystkim  pan  młody  był,  pod  kaŜdym  względem, 

najwspanialszy. Nalegał, by odnowienie ślubów odbyło się w tej części parku, nad którą cięŜko 

pracowali  całe  lato,  by  uroczystość  stała  się  jak  najbardziej  romantyczna.  Zadbał  równieŜ  o 

szczegóły, mówiąc, Ŝe tym razem chce, by było „prawdziwie”. I cudownie sobie z tym poradził.  

Pomalowana  na  biało  altanka,  przybrana  pachnącymi,  morelowymi  róŜami,  tworzyła 

kwiecistą  kaplicę.  Ślub  ten,  w  przeciwieństwie  do  pierwszego,  obwieszczony  był  we  właściwy 

sposób.  Wszystkie  miejsca  w  białych,  drewnianych  ławkach  były  zajęte  przez  gości.  W 

wywiadzie  telewizyjnym  na  temat  starań  klubu  ogrodniczego,  mających  na  celu  upiększenie 

background image

parku,  Greg  otwarcie  zaprosił  wszystkich  na  ślub,  mówiąc,  iŜ  pragnie,  by  całe  miasto 

dowiedziało się, Ŝe poślubiając Christinę, stanie się najszczęśliwszym męŜczyzną na świecie.  

Szeryf Cline zatrzymał się przed ołtarzem, po czym odszedł parę kroków, by Greg zajął jego 

miejsce  obok  córki.  MęŜczyźni  patrzyli  na  siebie  przez  chwilę.  I  nagle  ojciec  Christiny  ciepło 

uścisnął  dłoń”  Grega.  Dla  panny  młodej  wiele  znaczył  gest  pojednania  dwóch  najwaŜniejszych 

męŜczyzn jej Ŝycia.  

Kapłan  zaczął  dyktować  słowa  przysięgi.  Nadszedł  czas,  by  Greg  nałoŜył  swej  Ŝonie 

obrączkę.  Christina  poczuła,  jak  oczy  zachodzą  jej  łzami,  gdy  wzruszony  mąŜ  wsuwał  złoty 

symbol  miłości  na  jej  palec.  Pleciony  motyw  obrączki  wyglądem  przypominał  namiastkę  tej, 

którą Christina dostała na ich pierwszych zaślubinach.  

– MoŜe pan pocałować pannę młodą – oświadczył ksiądz, Ŝyczliwie się uśmiechając.  

Christina podała Trinie wiązankę i odwróciła się w stronę męŜczyzny, który od tej pory był 

bez  wątpienia  jej  męŜem.  Greg  uniósł  welon  zasłaniający  twarz  swej  ukochanej  i  otarł  łzę 

szczęścia płynącą po jej policzku. I wtedy pocałował ją tak, jak męŜczyzna całuje kobietę, którą 

kocha nad Ŝycie. Jego usta były ciepłe i słodkie, a silne ramiona obejmowały ją delikatnie.  

– Chodźmy spróbować naszego ślubnego tortu – powiedział, głaszcząc ją po policzku.  

Christina poprawiła dół  sukni i po chwili juŜ  kroczyła ze swym  męŜem  główną aleją.  Idąc, 

spojrzała na siedzącego w pierwszej ławce bardzo szczególnego gościa. Ubrany w miniaturowy 

smoking Murdock, trzymający tamtą plecioną ze sznurka obrączkę sprzed lat.  

– Tort korzenny – powiedział jej Greg, gdy wspólnie kroili ciasto – symbolizuje nas. Ma w 

sobie ryle róŜności, by nasze Ŝycie było fascynujące.  

Christina ugryzła kawałek ciasta, który podał jej mąŜ, i oblizała lukier z ust.  

– I tyle słodyczy, by nasz związek był zawsze jak szczególny poczęstunek.  

Wydarzenie, na które tak długo trzeba było czekać, minęło w mgnieniu oka.  

Pani Odell podeszła i serdecznie ich przytuliła.  

–  Jakie  to  miłe,  Ŝe  odnawiacie  swoje  śluby  –  powiedziała.  Dotknęła  swego  medalionu, 

najwyraźniej przypominając sobie własny ślub sprzed wielu, wielu lat. – I jakie to miłe, Ŝe było 

wam dane cieszyć się tym szczególnym dniem w tak przepięknym miejscu. Stało się ono takim 

dzięki tobie, Christino i funduszom twego męŜa.  

– Funduszom mego męŜa? 

–  Oj!  –  zawołała  pani  Odell,  a  jej  oczy  otworzyły  się  szeroko.  Nagle  zdała  sobie  sprawę  z 

tego, Ŝe zdradziła tajemnicę.  

– To ty byłeś anonimowym dobroczyńcą? – zapytała Christina, spoglądając na Grega.  

Wyraz  jego  twarzy,  zakłopotany,  lecz  nie  wyraŜający  poczucia  winy,  przypomniał  jej 

szkolne czasy, gdy przyłapywano go na płataniu figli nauczycielom.  

– To znaczy, zety...  

–  Tak,  podarowałem  pieniądze,  pod  warunkiem  Ŝe  nigdy  się  nie  dowiesz,  dzięki  komu 

dostałaś  pracę.  –  To  mówiąc,  z  lekkim  wyrzutem  spojrzał  na  panią  Odell.  Starsza  kobieta 

background image

najwyraźniej równieŜ nie czuła się winna.  

– Przepadło – powiedziała zwięźle.  

– Rzeczywiście. Szczególnie, kiedy Greg jest w  coś zamieszany. – Christina wspięła się na 

palcach  i  pocałowała  go.  –  Jesteś  taki  uparty.  –  śartobliwie  go  zbeształa.  –  Zawsze  usiłujesz 

postawić na swoim.  

–  Tylko  wtedy,  gdy  zgadza  się  to  z  twoimi  pragnieniami  –  wyznał,  prowadząc  ją  do 

samochodu w białym deszczu  ryŜu. – Następnym  zadaniem,  którego się wspólnie podejmiemy, 

będzie dziecko.