background image

Carolyn Greene 

 

Potęga miłości 

(Manying Mr. Right) 

background image

PROLOG 

 

–  Przyszliśmy  tu,  by  się  pobrać.  –  Głos  Grega,  niższy  niż  u  większości  osiemnastolatków, 

dodawał mu powagi i autorytetu.   

Urzędnik  rzucił  porozumiewawcze,  pełne  cynizmu  spojrzenie  sekretarce,  która  podała  mu 

wypełnione formularze. Pochylił się nad zarzuconym papierami mahoniowym biurkiem.   

–  Pobrać  się,  tak?  A  wyglądasz  raczej,  jakby  przywieziono  cię  tu  za  jakąś  rozróbę  lub  za 

piractwo drogowe.   

Zakłopotana  Christina  nerwowo  odgarnęła  opadający  na  czoło  kosmyk  bujnych  włosów. 

Zdecydowała się włożyć letnią, białą sukienkę, ponieważ kolor wydał  jej się odpowiedni  na tę 
okazję, ale teraz zdała sobie sprawę, że na tle Grega prezentuje się zbyt elegancko.   

Głęboko  osadzone  ciemne  oczy,  śniada  cera,  arogancki  uśmiech  i  zniszczone  ubranie 

sportowe – łatwo zrozumieć, dlaczego do chłopca przylgnęło przezwisko „włoski łotrzyk”. Greg 
objął Christinę w talii, a ona natychmiast zareagowała na ten gest przyspieszonym biciem serca; 

Wiedziała, że jasno-kasztanowe włosy i jasna cera powodują, iż większość ludzi postrzega ją 

jako  słodkie  niewiniątko.  Chcąc  dodać  sobie  powagi,  szybko  schowała  za  plecy  rękę;  w  której 
kurczowo ściskała swą ukochaną szmacianą lalkę.   

Pan Terby zdjął okulary i położył je na ślubnych dokumentach.   
–  Kochanie,  czy  twoi  rodzice  wiedzą,  gdzie  jesteś?  Christina  wyprostowała  się  i  mocniej 

ścisnęła lalkę.   

– Nie jestem małą dziewczynką – odpowiedziała, lecz jej głos nie brzmiał zbyt przekonująco. 

– Mam osiemnaście lat i jeden miesiąc, a to oznacza, że mogę już legalnie wyjść za mąż.   

–  Zgadza  się  –  odpowiedział  pan  Terby,  ponownie  zakładając  okulary  i  porządkując 

dokumenty.  –  Jednak  sam  jestem  ojcem  i  moim  obywatelskim  obowiązkiem  jest  dopilnowanie, 
by młodzi ludzie nie spieszyli się zbytnio z decyzją, która należy do najważniejszych w życiu. Od 
jak dawna jesteście zaręczeni? 

Greg spojrzał wymownie na zegarek.   
– Dwie godziny – powiedział wyzywająco, gniewnie marszcząc brwi.   
Przez dłuższą chwilę nie padło ani jedno słowo. Christina pomyślała, że Greg niepotrzebnie 

zadziera z urzędnikiem państwowym. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić, że jej narzeczony jest 
urodzonym  buntownikiem,  zawsze  gotowym  do  przeciwstawiania  się  autorytetom.  Jednak  z 
drugiej strony musiała przyznać, iż właśnie ta cecha jego charakteru pociągała ją najbardziej.   

W końcu pan Terby, wzdychając z rezygnacją, zwrócił się ponownie do Christiny: 
– Jeśli ty i twoja laleczka jesteście gotowe...   
–  To  nie  jest  żadna  laleczka.  –  Mimo  iż  jej  słowa  były  tylko  nieznacznie  głośniejsze  od 

szeptu, przykuły uwagę urzędnika. Nie potrafiłaby nawet wytłumaczyć, dlaczego to takie ważne, 

background image

by  szmaciana  zabawka,  którą  razem  z  Gregiem  uszyli  na  lekcji  przygotowania  do  życia  w 
rodzinie, była świadkiem ich ceremonii ślubnej.   

– To nasz syn, Murdock – powiedział Greg, nie wdając się w dalsze wyjaśnienia i puszczając 

oko do Christiny.   

Pan Terby ponownie ciężko westchnął.   
– No dobrze, zaczynajmy.   
Wstał,  podszedł  do  szafki  i  wyjął  cieniutką  książeczkę.  Potem  rozwinął  powieszony  na 

ścianie ekran pokryty malowidłem przedstawiającym ogrodową altankę wśród róż. Zajął miejsce 
za biurkiem, przygładził włosy i skinął na młodych, by do niego podeszli.   

–  Większość  par  preferuje  bardziej  romantyczne  otoczenie  niż  biuro  –  powiedział  tonem 

usprawiedliwienia.   

Christina  wolała  nie  patrzeć  na  kiczowaty  malunek.  Wzięła  Grega  pod  rękę,  a  on 

poprowadził ją w stronę urzędnika. Obojgu młodym udzieliła się podniosła atmosfera.   

Pan Terby chrząknął i rozpoczął.   
– Najmilsi...   
Christina  nie  zastanawiała  się  nad  motywem,  jakim  kierował  się  Greg,  prosząc  ją  o  rękę. 

Wystarczało, że czuła się bardziej pożądana i bardziej kobieca niż kiedykolwiek wcześniej. Greg 
wybrał  ją  spomiędzy  wielu  innych,  piękniejszych  dziewcząt,  które  gotowe  były  spełnić  jego 
wszystkie marzenia.   

– Teraz wsuń obrączkę na jej palec.   
Christina i  Greg spojrzeli  na siebie zaskoczeni.  Po chwili Greg sięgnął  do kieszeni  i  wyjął 

nóż. Trzymając nad głową lśniące ostrze, zbliżył się do urzędnika.   

Christina  zachłysnęła  się  powietrzem  i  jęknęła.  Natychmiast  zawtórowała  jej  sekretarka, 

obserwująca  całą  scenę  z  na  wpół  otwartymi  ustami.  Wystraszony  urzędnik  gwałtownie 
odskoczył, jak gdyby szykował się do ucieczki.   

Greg zatrzymał się.   
– Przepraszam – powiedział, odpychając pana Terby’ego na bok.   
Zdecydowanym ruchem odciął zrobioną szydełkiem pętelkę, na której wisiał wymalowany w 

róże  ekran  i  ponownie  stanął  obok  Christiny.  Po  chwili  wahania  wsunął  na  jej  palec  pleciony 
biały sznureczek.   

–  Czy  bierzesz  tego  mężczyznę  za  swego  prawowitego  męża?  –  Pan  Terby  już  odzyskał 

równowagę ducha i powrócił do pełnienia swych urzędowych obowiązków. W skrytości ducha 
marzył o tym, by ta dziwaczna ceremonia dobiegła wreszcie końca.   

Gdy młoda para wygłosiła już wszystkie stosowne formułki, pan Terby dodał: 
–  A  teraz  ogłaszam  was  mężem  i  żoną.  Możesz  pocałować  pannę  młodą,  a  potem  moja 

sekretarka zrobi wam zdjęcie na tle tych wspaniałych róż.   

Nigdy przedtem Greg jej nie całował. Teraz wziął Christinę w swe silne ramiona i delikatnie 

– prawie ostrożnie – musnął wargami jej usta. I nagle wszystko wokół przestało istnieć...   

background image

 
Po powrocie do Morrison Heights Greg ujął żonę pod łokieć i poprowadził do motelowych 

drzwi. Nie mógł uwierzyć w swoje niezwykłe szczęście. Christina nie tylko bez wahania zgodziła 
się  wyjść  za  niego  za  mąż,  ale  w  dodatku  zachowywała  się,  jakby  była  w  nim  nieprzytomnie 
zakochana.   

Ta dziewczyna zawładnęła jego sercem, od momentu gdy ją ujrzał. Propozycja małżeństwa, 

jaką  złożył  jej  dzisiaj  podczas  lunchu,  wynikała  co  prawda  ze  szczerego  uczucia,  jednak  była 
tylko swoistą próbą wysondowania stanowiska partnerki.   

Spodziewał się żartów i drwin, ale Christina łagodnie się do niego uśmiechnęła i zapytała: 
– Mówisz poważnie? 
Kiwnął  głową,  czekając  na  jej  odpowiedź  jak  na  wyrok,  mający  przesądzić  o  całym  jego 

życiu.  Christina  zdała  mu  się  dobrym  i  niewinnym  aniołem,  roztaczającym  wokół  siebie 
świetlistą aurę przyciągającą nawet takich grzeszników, jak Greg.   

Niektórzy  myśleli,  że  chodził  z  Christina  tylko  po  to,  żeby  zrobić  na  złość  jej  ojcu,  który 

zresztą szczerze go nie znosił. Owszem, granie na nosie szeryfowi Cline’owi sprawiało mu sporo 
uciechy, ale przecież nie dlatego pragnął być z jego córką.   

Ku  wielkiemu  zaskoczeniu  dziewczyna  nie  tylko  go  nie  wyśmiała,  lecz  bez  dłuższego 

namysłu  przyjęła  oświadczyny.  Ogarnęła  go  taka  euforia,  że  zaproponował,  by  zawarli 
małżeństwo od razu... zanim Christina odzyska rozum i zmieni zdanie.   

Gdy  tylko  weszli  do  obskurnego  motelowego  pokoju,  Greg  zaczął  obsypywać  swą  młodą 

żonę żarliwymi pocałunkami. Wiedział, że była dziewicą, dlatego mimo narastającego pożądania 
starał się zachowywać delikatnie.   

– Tak bardzo cię pragnę – powiedział, składając kolejny pocałunek na jej wargach.   
Westchną i jeszcze mocniej do niego przywarła.   
–  Chcę,  żebyś  wiedział...  –  przerwała,  szukając  odpowiednich  słów  –  że  bardzo  poważnie 

traktuję małżeńską przysięgę.   

Greg bez słowa skinął głową. Nie miał co do tego cienia wątpliwości.   
– Postaram się być jak najlepszą żoną, obiecuję. – Oparła głowę na jego ramieniu.   
Mieli właśnie opaść na łóżko, gdy rozległo się głośne pukanie. Zanim zdążyli zareagować, 

drzwi otworzyły się z impetem i do środka wtargnął jasny snop światła.   

– Wygląda na to, że przybyłem w samą porę! – zagrzmiał męski głos.   
Christina spojrzała w stronę drzwi i w jej oczach natychmiast pojawiła się panika.   
– Tatuś! 
  Greg  odwrócił  się  do  niej  plecami,  osłaniając  ją  w  ten  sposób  przed  wścibskim  wzrokiem 

szeryfa Cline’a oraz jego zastępcy i dyrektora motelu.   

Umundurowani  mężczyźni  patrzyli  na  niego  z  wściekłością  i  obrzydzeniem,  jakby  był 

najnędzniejszym stworzeniem na ziemi.   

– Tatusiu, pozwól sobie wytłumaczyć...   

background image

–  Na  wszystko  przyjdzie  czas,  młoda  damo.  Teraz  mam  ważniejsze  sprawy  na  głowie.  – 

Szeryf Ctine skinął na swego zastępcę, a ten podszedł do Grega z kajdankami. – Założę się, że 
ten ptaszek dużo wie o pewnym napadzie rabunkowym...   

Greg nie stawiał oporu, gdy zastępca zakuwał  go w kajdanki i odczytywał mu jego prawa. 

Nie mógł sobie darować, że naraził Christinę na taki wstyd.   

– Nie możesz tego zrobić, tato! – krzyczała^ kurczowo ściskając ramię Grega. – Nie zrobił 

nic złego.   

– Uspokój się, skarbie. – Greg uznał, że pora zainterweniować. – Oni tylko, wykonują, co do 

nich należy.   

– Ale przecież ty nie...   
Spojrzał na nią i nagle zrozumiał, że podejrzewała najgorsze. I nie winił jej za to. Powinien 

być już do tego przyzwyczajony – ludzie na ogół z góry zakładali, że zdolny jest do popełnienia 
każdej niegodziwości. Jednak brak zaufania ze strony ukochanej dotknął go szczególnie boleśnie.   

Powinien się bronić, odeprzeć bezsensowne zarzuty. Być może Christina uwierzyłaby w jego 

niewinność, ale szeryf nie dałby wiary nawet najbardziej logicznym wyjaśnieniom.   

Oszołomiona dziewczyna patrzyła, jak zastępca szeryfa prowadzi Grega do zaparkowanego 

na  zewnątrz  wozu  patrolowego.  Strząsnęła  z  ramienia  dłoń  ojca,  podbiegła  do  samochodu  i 
otworzyła drzwiczki.   

–  Znajdę  kogoś,  kto  ci  pomoże  –  obiecała.  –  A  dopóki  nie  wyjaśnimy  tej  sprawy,  będę 

czekać...   

Wiedział na pewno, że zrobi, jak obiecała, i będzie trwać przy nim na dobre i na złe. Jednak 

zasługiwała na lepszy los, nie miał prawa niszczyć jej życia.   

– Nie chcę cię w to wciągać.   
– Będę cię codziennie odwiedzać – przyrzekła.   
Greg  nie  wątpił  w  jej  słowa,  nie  chciał  jednak  narażać  tak  słodkiej  i  niewinnej  istoty  na 

konfrontację  z  ponurym  i  brutalnym  otoczeniem.  Wiedział,  że jedynym  sposobem,  by  ją  przed 
tym uchronić, jest zwolnienie jej ze ślubnych obietnic.   

Pewnego dnia wróci po nią – gdy okaże się jej godny, gdy będzie mogła z dumą przedstawić 

go wszystkim jako swojego męża. Na razie jednak musi pozwolić jej odejść.   

–  Nie  chcę,  żebyś  tam  przychodziła  –  powiedział  z  mocą.  –  Zasługujesz  na  lepszy  los. 

Zapomnij o mnie i żyj dalej.   

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Jeśli popełnisz jeden głupi błąd – powtarzała sobie – to bądź pewna, że przyjdzie ci za niego 

drogo zapłacić. Bezmyślnie wpatrywała się w mężczyznę, którego ostatnio widziała dziesięć lat 
temu. Z wielkim wysiłkiem oparła się pragnieniu, by natychmiast rzucić mu się w ramiona.   

Natomiast Greg Primo nie wydawał się zbytnio uszczęśliwiony tym spotkaniem. Miał ponurą 

minę  i  patrzył  na  Christinę  z  nie  ukrywaną  wrogością.  W  dłoni  trzymał  dość  gruby  plik 
dokumentów.   

Zerknęła przez ramię do dużego pokoju, aby zobaczyć, czy do Donalda dotarto, co się tutaj 

dzieje. Na szczęście siedział z nosem utkwionym w gazecie, studiując pilnie notowania giełdowe.   

– Co to, do cholery, straciłaś mowę? – zapytał Greg.   
Tyle  lat  rozłąki  i  nawet  słowa  powitania?  Christina  nie  mogła  oderwać  oczu  od 

niespodziewanego  gościa.  Wyglądał  tak  seksownie,  że  bez  trudu  zawróciłby  w  głowie  każdej 

kobiecie.   

Już jako nastolatek Greg łamał wszystkie dziewczęce serduszka. A teraz? Szerokie ramiona, 

wąskie  biodra,  gęste  i  lśniące  włosy,  niemal  czarne  oczy  o  przenikliwym  spojrzeniu  –  istne 
ucieleśnienie kobiecych snów o prawdziwym mężczyźnie.   

Potrząsnął  papierami  przed  nosem  Christiny,  jak  gdyby  chciał  ją  wyrwać  z  osłupienia  i 

przywołać do rzeczywistości.   

– Czy ty masz pojęcie, ile mi to  przysporzy kłopotów? Poczuła, jak po plecach spływa jej 

kropla potu.  Utkwiła wzrok w nagłówku pogniecionego dokumentu:  Christina Cline przeciwko 
Gregorio  Primo,  –  Czy coś  się stało,  kochanie?  – zapytał  Donald,  stając niespodziewanie za jej 

plecami. – Czy chcesz, żebym się go pozbył? – szepnął jej do ucha.   

Chorobliwa  zaborczość  Donalda  natychmiast  wyprowadziła  Christinę  z  równowagi. 

Zachowywał się tak, jak gdyby tu mieszkał na stałe, a nie tylko w weekendy. Ich dość żałosny 
związek był w zasadzie jedynie wygodnym dla obu stron układem.   

Przez chwilę spoglądała w milczeniu na obu mężczyzn. Tak bardzo się różnili... Donald był 

jasnym blondynem średniego wzrostu. Na jego tle muskularny i opalony Greg wyglądał niczym 
rzucony znienacka na łono cywilizacji barbarzyńca. Donald był szanowanym członkiem lokalnej 
społeczności, co zaś do reputacji Grega, to lepiej o niej nawet nie wspominać.   

–  Hm...  nie...  To  jest...  –  Zawiesiła  głos,  otwierając  szerzej  drzwi.  No  i  gdzie  się  podziały 

twoje  dobre  maniery,  panienko,  pomyślała  z  ironią.  Szczerze  mówiąc,  nie  miała  zielonego 
pojęcia, jak przedstawić narzeczonego swojemu mężowi.   

Greg wszedł do środka. Christina wzięła głęboki oddech, pragnąc odzyskać panowanie nad 

sytuacją.   

–  Donaldzie,  poznaj  Grega  Primo...  starego  przyjaciela  z  liceum.  Greg,  to  jest  Donald 

background image

Winkler, mój narzeczony.   

Greg uniósł brwi. Christina zamarła w oczekiwaniu na jego reakcję. Właśnie otwierał usta, 

kiedy dało się słyszeć stukanie do drzwi.   

– Co tak długo, Greggie? Komary pożrą mnie żywcem! 
Do środka wtargnęła wysoka, platynowa blondynka. Miała buty na wysokich szpilkach, ale 

najbardziej  przykuwała  uwagę  jej  elastyczna  bluzeczka  na  dwóch  cieniutkich  ramiączkach, 
oblepiająca  monstrualnej  wielkości  biust.  Zszokowana  Christina  na  próżno  usiłowała  ukryć 
zdumienie.   

Jej spojrzenie powędrowało w górę i zatrzymało się na twarzy kobiety. Z powodu mocnego 

makijażu trudno było ocenić wiek nieznajomej. Kobieta uśmiechała się miło do Christiny.   

– W porządku, skarbie. Wszyscy zawsze tak wlepiają we mnie gały – poinformowała lekko 

osłupiałą panią domu.   

Christina pospiesznie zamknęła usta, zawstydzona swym nietaktownym zachowaniem.   
– Niektórzy uważają, że przesadzam – paplała dalej nieznajoma. – Gdy jednak człowiekowi 

zależy  na  aktorskiej  karierze,  to  powinien  zadbać,  by  wyróżniać  się  wyglądem.  –  Spojrzała  na 
Christinę  spoza  podejrzanie  długich  i  gęstych  rzęs.  –  Może  mogłybyśmy  się  kiedyś  spotkać. 
Nauczyłabym cię kilku kobiecych sztuczek; powinnaś popracować nad swoim wizerunkiem.   

Christina poczuła się urażona. Przypomniawszy sobie o zielonych plamach z trawy, którymi 

upstrzone były jej spodnie, w myślach zbeształa się za karygodny brak dbałości o wygląd. Była 
pewna,  że  nieznajoma  nie  miała  nic  złego  na  myśli.  Mimo  to  ubodły  ją  słowa  o  konieczności 
zmiany wizerunku.   

Nagle  kobieta  dostrzegła  osłupiałego,  zastygłego  z  szeroko  otwartymi  ustami  Donalda. 

Uśmiechnęła się doń kokieteryjnie.   

–  Wybaczcie  moje  zachowanie  –  zwróciła  się  do  Christiny,  ale  jej  uwaga  skierowana  była 

wyłącznie  w  stronę  Donalda.  –  Nazywam  się  Katrina  Humboldt,  ale  możecie  do  mnie  mówić 
Trina. To moje estradowe imię.   

– Miło mi panią poznać – odpowiedział Donald nieco nieprzytomnie, ujmując jej dłoń.   
Ponieważ jej związek z narzeczonym pozbawiony był żaru i namiętności, Christina nawet w 

najmniejszym  stopniu  nie  poczuła  się  urażona  reakcją  Donalda.  Skoro  nie  wstydził  się  robić  z 

siebie idioty – jego sprawa...   

Niestety,  sytuacja  zaczynała  wymykać  się  spod  kontroli,  dlatego  też  Christina  postanowiła 

jak najszybciej zakończyć rozmowę z Gregiem. Jeszcze chwila, a wyjdą na jaw rzeczy, które tak 
starannie  ukrywała.  Donald  nie  miał  pojęcia,  że  jego  narzeczona  jest  mężatką.  Zwlekała  z 
powiedzeniem mu prawdy, gdyż pomimo upływu lat wciąż wstydziła się swego młodzieńczego 
wybryku. Bo jakże inaczej można było nazwać farsę, jaką był jej ślub z Gregiem? 

Greg chrząknął.   
–  Nie  chciałbym  przerywać  tego  wzruszającego  przedstawienia,  ale  muszę  porozmawiać  z 

Christina... na osobności. Przepraszam.   

background image

Jedną  ręką  ujął  Christinę  za  łokieć,  drugą  objął  ją  w  talii  i  poprowadził  do  salonu.  To  był 

zupełnie  naturalny  gest,  ale  Christinę  natychmiast  przeniknął  dreszcz.  Greg  zatrzymał  się  na 
chwilę, by popatrzeć na akwarelę wiszącą nad kominkiem, przedstawiającą olbrzymi słonecznik. 
Skrzywił się z nie skrywanym niesmakiem.   

–  Mam  nadzieję,  że  nie  wydałaś  na  to  fortuny?  Zanim  zdążyła  wymyślić  jakąś  ciętą 

odpowiedź, Greg skierował się do kuchni. Zbierając w sobie resztki sił, Christina wyrwała łokieć 
z jego uścisku.   

Gdy zamknęły się za nimi  drzwi, cofnęła się i  zmroziła swego niby męża pełnym  pogardy 

spojrzeniem.   

– Nie wiem, co próbujesz udowodnić. Wtargnąłeś do mojego mieszkania’, zachowujesz się 

jak brutal... Nie podoba mi się to wszystko.   

Greg wyjął dokumenty z tylnej kieszeni i uderzył nimi o dłoń.   
–  No,  to  oboje  jesteśmy  zdegustowani.  Przez  dziesięć  lat  nie  myślałaś  o  unieważnieniu 

małżeństwa i akurat teraz, w tym momencie, postanowiłaś się tym zająć? Co robiłaś przez cały 
ten czas? 

– Ja...   
Christina  powstrzymała  się  jednak  przed  wyznaniem  prawdy.  Mało  brakowało,  a 

powiedziałaby szczerze: „czekałam na ciebie”. No tak, ale przecież w końcu zapomniała o tych 
mrzonkach i zdecydowała się na bardziej dojrzały, w jej odczuciu, związek z Donaldem.   

Wróciła  pamięcią  do  wydarzeń  ostatnich  dziesięciu  lat.  Najpierw  ukończyła  liceum,  potem 

studiowała. Mieszkała z rodzicami, odkładając każdy zarobiony grosz na kupno własnego domu. 
Wtedy tak była pochłonięta realizacją ambitnych planów, że rzadko miała czas, by poddawać się 
uczuciu  smutku,  które  towarzyszyło  jej  od  dnia  aresztowania  Grega.  Gdy  osiągnęła  pewną 
stabilizację i mogła zwolnić tempo życia, zaczęła jej doskwierać samotność. W końcu zdała sobie 
sprawę, że tylko spełnienie się w macierzyństwie przywróci sens jej istnieniu.   

Kiedy Donald zaproponował, że zostanie ojcem jej dzieci w zamian za odgrywanie przez nią 

roli  wzorowej  żony  polityka  –  z  ochotą  przystała  na  ten  układ.  Doprawdy,  już  raz  się 
skompromitowała, decydując się na małżeństwo pod wpływem  chwilowego zauroczenia. Teraz 
była starsza i mądrzejsza, powinna pomyśleć o przyszłości. Donald mógł jej zapewnić wszystko, 
na czym jej zależało.   

Nie miała jednak zamiaru opowiadać o tych planach Gregowi.   
– Byłam zajęta – stwierdziła spokojnie.   
Greg  szyderczo  wykrzywił  usta  na  dowód,  że  jej  wymówka  nawet  nie  zasługuje  na 

komentarz.  Zbliżył  się,  lecz  tym  razem  Christina  nie  cofnęła  się  ani  o  krok.  Niemal  czuła,  jak 
atmosfera staje się duszna i napięta.   

Nie,  ten  wiecznie  błądzący  buntownik  o  mrocznej  duszy  nie  był  dla  niej  odpowiednim 

partnerem. Dlaczego zatem nie potrafiła zachować w jego pobliżu zimnej krwi? Dlaczego, ledwo 
na nią spojrzał, traciła głowę? Czym ją tak zniewalał? 

background image

– Adwokat powiedział; że ponieważ małżeństwo nie zostało... hm... skonsumowane, możemy 

uzyskać  szybkie  unieważnienie,  zamiast  przechodzić  przez  długą  procedurę  rozwodową  – 
powiedziała,  usiłując  skierować  swoje  zbłąkane  myśli  na  właściwy  tor.  –  Musisz  się  tylko 
podpisać na ostatniej stronie.   

– Nie! 
Zaskoczona  tą  gwałtowną  reakcją  Christina  aż  podskoczyła.  Co  sugerował?  Że  chce  nadal 

pozostać  jej  mężem?  Że  nadal  coś  do  niej  czuje?  Tak  czy  inaczej,  niezwykle  jej  to  schlebiało. 
Niestety, Greg szybko rozwiał jej złudzenia.   

– Nie mogłaś wybrać gorszego momentu! Gwałtownie i z hałasem odsunął krzesło od stołu, 

po czym usiadł ciężko. Christina utkwiła spojrzenie w pionowych zmarszczkach pomiędzy jego 
nachmurzonymi brwiami.   

– Jeśli ktoś  się o tym  dowie  – ciągnął  dalej  – wezmą w łeb wszystkie  moje plany. Musisz 

poczekać kilka miesięcy, dopóki nie uporządkuję różnych spraw! 

O Boże! Jakże zranił jej dumę osobistą! Nawet teraz mówił jej, co powinna robić, jak gdyby 

była bezwolnym, nieodpowiedzialnym dzieckiem! 

Buntowniczo skrzyżowała ręce na piersiach.   
– Nie mogę z tym poczekać. Za dwa miesiące wychodzę za mąż, chyba sam rozumiesz, że w 

tej sytuacji...   

Miała nadzieję, że jej głos zabrzmiał wystarczająco stanowczo. Od chwili gdy widzieli się po 

raz  ostatni,  Greg  nawet  nie  próbował  się  z  nią  skontaktować,  dlaczego  zatem  nie  chciał 
unieważnić małżeństwa? Jego sprzeciw wydał się Christinie niedorzeczny. Miała zamiar mu to 
powiedzieć,  gdy  nagle  drzwi  kuchenne  otworzyły  się  i  do  środka  wpadł  Donald.  Tuż  za  nim 
wbiegła Trina, nieomal potykając się o własne stopy.   

– Co tu się dzieje? – zapytał Donald.   
Patrzył wyczekująco na Christinę, wyraźnie ponaglając ją do wyjaśnień. Nie chciała, by Greg 

przejął inicjatywę.   

– A więc – zaczęła powoli – to długa historia.   
– Och, jak fajnie. Uwielbiam słuchać różnych opowieści – odezwała się Trina, sadowiąc się 

wygodnie przy stole.   

Wszyscy  czekali  na  dalsze  wyjaśnienia  Christiny.  Próbowała  skoncentrować  się  na 

Donaldzie, nie myśleć choć przez chwilę o Gregu... Jak najlepiej wytłumaczyć narzeczonemu, że 
związał  się  z  kobietą  po  przejściach  i  w  dodatku  –  mężatką?  Czy,  poznawszy  prawdę,  Donald 
wciąż będzie zainteresowany ich układem? 

Brakowało jej tchu ze zdenerwowania, a trzy pary wlepionych w nią badawczo oczu jeszcze 

bardziej zbijały ją z pantałyku.   

– Może powinniśmy porozmawiać o tym na osobności – zaproponowała, usiłując wyciągnąć 

Donalda z kuchni.   

– Nie ma takiej potrzeby – powiedział narzeczony, unosząc brodę i rozprostowując ramiona, 

background image

jak gdyby chciał w ten sposób zaakcentować, że zniesie nawet najbardziej dotkliwy cios. – Mów 
prosto z mostu.   

Donald był dobrym człowiekiem... czasami troszkę spiętym, ale dobrodusznym i uczciwym. 

Zawsze  traktował  ją  delikatnie,  z  szacunkiem,  nie  skarżąc  się,  że  narzeczona  postanowiła 
pozostać  dziewicą  aż  do  nocy  poślubnej.  Sam  zresztą  również  przyznał  się  do  braku 
doświadczenia.   

Tak naprawdę, obojgu odpowiadała taka sytuacja. W dodatku  Christina nigdy nie mogłaby 

pójść  do  łóżka  z  mężczyzną,  będąc  żoną  innego...  nawet  jeśli  było  to  tylko  małżeństwo  na 
papierze.   

– Nie wiem, od czego zacząć.   
–  Może  zaczniesz  od  poinformowania  swojego  narzeczonego,  że  jesteś  moją  żoną?  – 

podpowiedział jej ochoczo Greg.   

–  O  rany!  Zupełnie  jak  w  jednej  telenoweli  –  zaszczebiotała  Trina.  –  Tyle  że  tam  bohater 

zapomniał powiedzieć narzeczonej, że ma dziecko z zakonnicą. Wy chyba nie macie dziecka? 

– Nie.   
– Tak.   
–  Co?  –  Donald  zaczął  nerwowo  krążyć  po  pokoju.  Zazwyczaj  postępował  tak,  gdy  był 

czymś bardzo zdenerwowany.   

– Nasz synek dostał na imię Murdock. I mieliśmy mnóstwo frajdy, robiąc go  – powiedział 

Greg ze szczerym rozrzewnieniem.   

Christina spojrzała na niego z wyrzutem.   
– Wcale nie... nip!... ułatwiasz sprawy! 
– Znowu czkawka? Może usiądziesz – zaproponował Donald. – Przyniosę ci szklankę wody.   
– Woda nie pomaga – wtrącił Greg. – Najlepiej ją rozśmieszyć! 
Uświadomiła sobie, że odkąd znała Donalda, ani razu nie słyszała, żeby się śmiał. Dziwne, 

nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym.   

– Nie, najlepsza jest woda – upierał się Donald, podsuwając jej szklankę. – Borykamy się z 

jej czkawkami codziennie, odkąd ogłosiliśmy nasze zaręczyny. Chyba wiem,  co jej najbardziej 
pomaga! 

Christina usiadła na miejscu, które przed chwilą zwolnił Greg i łapczywie piła wodę.   
– A ja znam ją jeszcze z czasów licealnych i dlatego wiem, że tylko śmiech...   
– To nie ma znaczenia – przerwała mu Christina, głośno odstawiając na stół pustą szklankę. 

Skoro  nie  było  innego  wyjścia,  zamierzała  natychmiast  opowiedzieć  Donaldowi  o  swojej 
przeszłości i mieć to już za sobą.   

Trina niecierpliwie podskakiwała na krześle.   
– Zaraz pęknę z ciekawości. Śmiało, dziewczyno, mów! Christina wzięła głęboki oddech.   
– Greg i ja mieliśmy za zadanie udawać męża i żonę na lekcjach z przygotowania do życia w 

rodzinie.   

background image

– Musieli wprowadzić ten przedmiot  dość niedawno  – powiedział Donald.  – Nigdy  czegoś 

takiego  nie  miałem.  –  Miał  trzydzieści  pięć  lat,  co  oznaczało,  że  skończył  szkołę  o  siedem  lat 
wcześniej niż Christina i Greg.   

–  Tak.  Poprzez  te  lekcje  dyrektor  usiłował  nauczyć  nas  życia  w  rzeczywistym  świecie. 

Podczas odgrywania zamężnej pary uczyliśmy się opieki nad dzieckiem, jak również układania 
domowego budżetu, sprzątania i gotowania.   

– Potraktowaliśmy nasze role bardzo poważnie – przerwał Greg ze znaczącym uśmieszkiem.   
–  W  zasadzie  było  to  dla  nas  swego  rodzaju  impulsem,  by  pobrać  się  naprawdę  –  dodała 

Christina.   

Donald nie odezwał się, przyjmując jej wyjaśnienia z kamienną twarzą. Brak jakiejkolwiek 

reakcji  z  jego  strony  sprawił,  że  Christina  postanowiła  lepiej  uzasadnić  swą  porywczą  i 
niedojrzałą decyzję.   

– Byliśmy młodzi i głupi.   
Christina do dziś nie miała pojęcia, dlaczego wydała się Gregowi pociągająca i czemu został 

jej klasowym partnerem. Pamiętała jednak, że większość dziewcząt oddałaby swoje prawo jazdy 
za chociaż jedną randkę ze szkolnym przystojniakiem. Ale to właśnie ona za niego wyszła! 

Bezwiednie westchnęła.   
– Różniliśmy się od siebie jak woda i ogień – kontynuowała niepewnie.   
–  Święta  prawda.  –  Greg  zwrócił  się  do  Donalda.  –  Nasza  nauczycielka,  pani  Murdock, 

chyba myślała, że Christina będzie miała na mnie dobry wpływ. Niezłe było ze mnie ziółko.   

Co  pomyślałaby  ich  nauczycielka,  gdyby  zobaczyła,  jak  dalekie  od  prawdy  okazały  się  jej 

przewidywania? 

– Nadal nic nie wiem o twoim synu! 
Donald był zły i rozżalony, czemu w zaistniałej sytuacji nie należało się dziwić. Był pewien, 

że Christina celowo go zwodziła, twierdząc, że do dnia ślubu pragnie pozostać dziewicą.   

– Zawarliśmy umowę – przypomniał jej z powagą.   
–  Nie  jest  tak,  jak  myślisz.  –  Znów  dostała  czkawki.  –  Nasz  tak  zwany  syn,  to  po  prostu 

szmaciana lalka, mająca udawać na lekcjach nasze dziecko.   

– Dobrze, ta sprawa już jest wyjaśniona – powiedział Greg z oczywistym zamiarem zmiany 

tematu. Z niecierpliwością uderzał papierami o dłoń. – Wróćmy teraz do sprawy rozwodu.   

– Oczywiście – zgodziła się Christina skwapliwie. – Już przynoszę długopis.   
Była świadoma, że kiedyś do tego dojdzie, ale nagle zrobiło jej się smutno. Podała Gregowi 

długopis, próbując zapanować nad ogarniającym ją uczuciem żalu.   

– Nie podpiszę.   
– Słucham? 
– Powiedziałem, że nie podpiszę! 
– Słyszałam, co powiedziałeś. I wydaje mi się, że nie dotarto do ciebie, iż Donald i ja chcemy 

się pobrać za dwa miesiące. – Głos drżał jej coraz bardziej, a na czoło wystąpiły kropelki potu. – 

background image

Musisz podpisać te dokumenty! 

–  Będzie  z  tym  pewien  problem  –  odrzekł  Greg,  kiwając  głową.  –  Widzisz,  najpierw 

chciałbym wyegzekwować to, co mi się jako twojemu prawowitemu małżonkowi należy.   

Oszołomiona  Christina  zaniemówiła.  Nieraz  widziała  na  twarzy  Grega  ten  wyraz 

determinacji. Jej niby mąż był w tej chwili śmiertelnie poważny i nie zamierzał słuchać żadnych 
logicznych argumentów. Zawładnęła nią nagła chęć ucieczki.   

Nawet nie zauważyła, że Donald troskliwie ją objął.   
Gdy  ocknęła  się  z  szoku  wywołanego  niedorzecznym  żądaniem  Grega,  jej  emocje 

przerodziły się we wściekłość. Jak ten łajdak śmiał znieważyć ją taką bezczelną propozycją! I to 
w obecności jej narzeczonego! 

– Nie przejmuj się – zapewnił ją Greg z taką obojętnością, jak gdyby proponował niewinny 

spacerek po parku. – Nie będziesz musiała wkładać w to serca. Nie wymagam aż tak wiele.   

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Zachowanie  Donalda  bardzo  zaskoczyło  Christinę.  Marszcząc  groźnie  brwi,  zbliżył  się  do 

Grega i złapał go za koszulę.   

– Muszę cię poprosić, żebyś teraz wyszedł – cedził powoli słowa, niczym Clint Eastwood w 

filmie „Brudny Harry”. – Niepokoisz moją narzeczoną! 

Jak było do przewidzenia, Greg bardzo szybko uwolnił się z uścisku Donalda i przycisnął o 

wiele niższego przeciwnika do ściany.   

– Greg, przestań! Zrobisz mu krzywdę! – krzyknęła przerażona Christina.   
– Ach, ty szczęściaro! – zapiszczała Trina. – Biją się o ciebie dwaj przystojni faceci! 
Ten komentarz sprawił, że Donald podjął jeszcze bardziej desperacką próbę zmierzenia się z 

Gregiem. Efekt był dość żałosny.   

–  Hej,  uważaj  na  moją  prawą  dłoń  –  zaprotestował  Donald.  –  Te  palce  muszą  obsługiwać 

kalkulator! 

Christina  rozejrzała  się  dookoła  w  poszukiwaniu  czegoś,  czego  mogłaby  użyć  przeciwko 

intruzowi  wprowadzającemu  mętlik  w  jej  życie.  Na  barku  stała  kryształowa  karafka  do  wina. 
Była w rodzinie od lat, przechodziła z pokolenia na pokolenie i Christina nie chciała tracić tak 
cennego  przedmiotu.  Jej  wzrok  powędrował  przez  stoi  kuchenny  i  zatrzymał  się  na  wysokim, 
drewnianym  młynku  do  pieprzu,  którym  wcześniej  bawiła  się  Trina.  Podniosła  go,  ujmując  za 
górną  część,  i  podeszła  do  szamoczących  się  mężczyzn.  Pomachała  tą  bronią  Gregowi  przed 
nosem, doskonale wiedząc, że i tak nigdy nie byłaby w stanie go uderzyć. Bez względu na to jak 
bardzo by ją wcześniej rozzłościł.   

– Naprawdę tego użyję! 
Greg rozluźnił uścisk wokół dłoni Donalda i uśmiechnął się promiennie.   
– Co masz zamiar zrobić? Solidnie posypać mnie pieprzem? 
Chcąc  pokazać,  że  zupełnie  nie  przejął  się  jej  pogróżką,  ostentacyjnie  skierował  całą  swą 

uwagę na przyciśniętego do wytapetowanej ściany Donalda.   

– Twoje palce obsługują kalkulator? Jesteś księgowym czy coś w tym rodzaju, tak?! 
– Jestem prawnikiem. Ale chcę się wyspecjalizować w księgowości – odpowiedział Donald 

tak  naturalnie,  jak  gdyby  prowadził  miłą  pogawędkę  ze  starym  znajomym.  –  Na  razie 
rozpocząłem praktykę w kancelarii adwokackiej.   

Zanim Christina zdążyła przypomnieć obu panom o swojej obecności, Greg puścił Donalda. 

Ten natychmiast zaczął energicznie rozcierać zdrętwiałą dłoń.   

–  Naprawdę?  –  zapytał  Greg.  –  Właśnie  szykuję  się  do  otwarcia  nowego  interesu.  Mam 

zamiar  otworzyć  firmę  w  mieście  i  przydałby  mi  się  księgowy.  Ale  nie  tylko.  Wynikły  pewne 
problemy z wynajmem budynku...   

background image

Christina  nie  posiadała  się  ze  zdumienia.  Jeszcze  przed  chwilą  walczyli  jak  dwa  koguty,  a 

teraz  Greg  bez  mrugnięcia  okiem  zatrudnił  Donalda  jako  księgowego  i  doradcę  prawnego. 
Panowie uścisnęli sobie dłonie, by przypieczętować zawartą umowę. Zachowywali się, jakby byli 
najlepszymi przyjaciółmi. Christina zwątpiła, czy kiedykolwiek zdoła zrozumieć mężczyzn.   

– Donaldzie, dlaczego wchodzisz z nim w ten interes? Zapomniałeś już, co mi przed chwilą 

zaproponował? – Nie potrafiła ukryć rozgoryczenia.   

– Ach tak – odpowiedział, drapiąc się w głowę. – Z tym będzie problem.   
–  W  zasadzie  potrzebuję  ją...  tylko  na  miesiąc.  –  Greg  poprawił  nieco  wymięty  krawat  i 

wsunął ręce do kieszeni. – Może na krócej, jeśli starsza pani wykaże chęć współpracy.   

–  O,  przepraszam  bardzo,  ale  nie  zamierzam  spokojnie  patrzeć,  jak  staję  się  przedmiotem 

umowy handlowej! – Z rękami wspartymi na biodrach Christina stanęła między mężczyznami i 
przeszyła  Grega  pełnym  wściekłości  spojrzeniem.  –  Starsza  pani  stoi  tutaj  i  na  pewno  nie  ma 
ochoty na żadną współpracę.   

Trina zerknęła znad papierowej serwetki, którą składała w malutki trójkącik.   
– Wal dalej, kochanieńka! Greg bezczelnie się zaśmiał.   
–  Myślałaś,  że  mówiłem  o  tobie?  –  Protekcjonalnie  pogłaskał  Christinę  po  policzku,  czym 

tylko  spotęgował  jej  oburzenie.  –  Starsza  pani,  którą  miałem  na  myśli,  to  ponad 
dziewięćdziesięcioletnia  wdowa,  właścicielka  składu,  który  chcę  wynająć  na  potrzeby  mojej 
firmy.   

– A cóż to ma wspólnego ze mną? 
–  Jestem  właścicielem  dużej  sieci  siłowni,  usytuowanych  wzdłuż  Wschodniego  Wybrzeża. 

Kiedy przeniosłem się z powrotem do Morrison Heights, postanowiłem otworzyć jedną również 
tutaj.  Magazyn pani  Odell ma świetną lokalizację i  jest odpowiedniej  wielkości. Jedyną rzeczą 
wstrzymującą  podpisanie  kontraktu  jest  to,  że  starsza  pani  nie  jest  pewna,  czy  jestem 
wystarczająco  ustatkowany.  –  Greg  posłał  Christinie  czarujący  uśmiech,  ukazując  wspaniałe, 
białe zęby i urocze dołeczki w policzkach. – Więc powiedziałem jej, że jestem żonaty. Teraz ona 
chce poznać moją żonę. To znaczy ciebie.   

–  Posiadasz  sieć  siłowni,  a  mimo  to  pani  Odell  potrzebuje  dowodu,  że  jesteś  poważnym  i 

godnym zaufania obywatelem? Coś takiego...   

– No cóż, niestety... Niektórzy jeszcze pamiętają moją kryminalną przeszłość.   
Donald szeroko otworzył oczy. Wyglądał na lekko przerażonego.   
– Hej, koleś, jeśli byłeś zamieszany w przestępstwo przeciwko stanowi, to lepiej znajdź sobie 

kogoś innego do pomocy w prowadzeniu biznesu.   

–  Och  nie,  nic  z  tych  rzeczy  –  uspokoiła  go  Trina,  podnosząc  się  od  stołu  i  poprawiając 

obcisłe dżinsy. – To była tylko drobna kradzież, w dodatku chyba z dziesięć lat temu...   

–  Wiem,  że  próbujesz  mi  pomóc,  ale  robisz  to  dość  nieudolnie  –  przerwał  jej  Greg.  –  Po 

prostu  znalazłem  się  o  niewłaściwej  porze  w  nieodpowiednim  miejscu,  i  w  dodatku  w  bardzo 
podejrzanym  towarzystwie.  –  Sięgnął  do  kieszeni  i  wyciągnął  klucze.  –  Chcę  –  powiedział, 

background image

odwracając się do Christiny – żebyś poszła ze mną do pani Odell, wypiła z nią herbatkę i zrobiła 
na starszej pani dobre wrażenie. Postaraj się wyglądać na zadowoloną z życia, stateczną mężatkę. 
To nie powinno być dla ciebie trudne – dodał po chwili zastanowienia.   

Christina nie wiedziała, czy potraktować tę ostatnią część wypowiedzi jak komplement, czy 

raczej jak obrazę.   

– Mogłabym spróbować odegrać tę rolę – wtrąciła Trina – ale trudno by mi było ukryć mój 

naturalny,  wrodzony  seksapil...  Ty,  kochanieńka,  nawet  nie  będziesz  musiała  niczego  udawać. 
Wyglądasz jak ucieleśnienie mieszczańskich cnót! 

Greg  posłał  Trinie  gniewne  spojrzenie.  Ta  w  odpowiedzi  pokazała  na  migi,  że  właśnie 

zamyka buzię na kłódkę i wyrzuca wyimaginowany kluczyk.   

–  Aha,  i  będziesz  musiała  poczekać  z  unieważnieniem  małżeństwa,  dopóki  nie  podpiszę 

umowy najmu – dodał Greg, odwracając się z powrotem do Christiny.   

– Nie mogę. – Podeszła bliżej do Donalda, jakby szukając u niego wsparcia. – Pobieramy się, 

dlatego zależy mi na jak najszybszym załatwieniu tej sprawy! 

– Tego typu informacje sądowe są publikowane w gazecie. Nie chcę, by sprawa wyszła na 

jaw, zanim pani Odell nie podpisze ze mną umowy.   

Właśnie wywracał jej życie do góry nogami, ale nie mogła pozwolić, by zauważył, że nadal 

ma nad nią władzę. Postanowiła bronić swego zdania do upadłego.   

– To nie moja sprawa! 
– Dobrze, w takim razie nie podpiszę tych papierów.   
– Załatwię to bez ciebie! Mogę to zrobić, Donaldzie, nieprawdaż? 
– No cóż, to zależy...   
–  W  końcu  nigdy  nawet  razem  nie  mieszkaliśmy,  a  już  na  pewno  małżeństwo  nie  zostało 

skonsumowane.   

– Nie?! – krzyknęli jednocześnie Donald i Trina.   
Greg milczał, dlatego Christina postanowiła sama wyjaśnić tę sprawę.   
– Okoliczności nie pozwoliły.   
Nie,  nie  miała  ochoty  opowiadać  o  brutalnie  przerwanej  podróży  poślubnej,  nagłym 

aresztowaniu Grega i o tym, jak ją potem porzucił. I tak wylała z tego powodu zbyt wiele łez. Nie 
tylko dlatego, że Greg ją odtrącił, kiedy próbowała wywiązać się ze swej małżeńskiej przysięgi i 
trwać przy nim na dobre i na złe. Niestety, zaczynała również podejrzewać, że oświadczył jej się 
tylko  po  to,  by  zaciągnąć  ją  do  łóżka.  A  skoro  mu  to  udaremniono,  przestał  się  zupełnie 
interesować swą świeżo poślubioną żoną.   

–  Nadal  nie  rozumiem,  jak  dwoje  zdrowych,  normalnych  ludzi  mogło  przysięgać  sobie 

nawzajem  miłość,  a  potem  zrezygnować  z  najfajniejszej  części  –  odezwała  się  Trina.  –  To  dla 
mnie intrygująca zagadka! 

Zdaniem  Christiny  natomiast,  uniknięcie  owej  „najfajniejszej  części”  świadczyło  o  tym,  że 

niebiosa miały ją w swej opiece.   

background image

Ślubowali sobie z Donaldem czystość, ponieważ byli rozsądni i mieli poważne podejście do 

życia. Obojgu zależało na zbudowaniu w pełni partnerskiego związku, w którym nie było miejsca 
na  szalone  uniesienia  i  działania  pod  wpływem  impulsu.  Gdy  nadejdzie  odpowiedni  czas, 
wypowiedzą sakramentalne „tak”, i dopiero wtedy pomyślą o seksie.   

–  A  zatem  nie  potrzebuję  podpisu  Grega,  aby  uzyskać  unieważnienie  małżeństwa,  tak?  – 

upewniła się.   

–  Raczej  nie  –  odpowiedział  Donald  i  zmarszczył  z  namysłem  brwi.  –  Może  to  jednak 

potrwać  trochę  dłużej.  Trzeba  powołać  świadków,  którzy  potwierdziliby  całkowity  rozkład 
pożycia oraz to, że nigdy nie spaliście ze sobą, W tych okolicznościach unieważnienie powinno 
być w miarę proste.   

– To prawda – przyznał Greg – ale rozwód może trwać bardzo długo, zwłaszcza jeśli jedna 

ze stron nie wyrazi nań zgody.   

Jego  niski  głos  brzmiał  uwodzicielsko  i  kusząco.  Christina  miała  wrażenie,  iż  Greg  często 

używał  tej  broni,  by  osiągnąć  zamierzone  cele.  Przypuszczała  też,  że  na  ogół  zawsze  odnosił 
sukces.   

–  Przecież  nie  musimy  występować  o  rozwód!  Małżeństwo  nigdy  nie  zostało 

skonsumowane! 

–  Według  ciebie  nigdy  nie  zostało  skonsumowane,  ale  ja  mam  być  może  w  tej  kwestii 

zupełnie odmienne zdanie.   

– Nie zrobiłbyś tego! 
– Pójdź mi na rękę do czasu, dopóki nie podpiszę umowy najmu – powiedział z przymilnym 

uśmiechem –a nie będę musiał tego robić.   

–  W  interesach  też  jest  taki  twardy!  –  obwieściła  dumnie  Trina.  –  Po  prostu  nie  uznaje 

odmownych odpowiedzi.   

Twierdzenie  nie  mijało  się  z  prawdą.  Christina  pamiętała,  że  Greg  nie  lubił  przegrywać. 

Zwłaszcza  wtedy,  gdy  mu  na  czymś  szczególnie  zależało.  Wystarczyło  przypomnieć  sobie,  do 
czego był kiedyś zdolny, by pozyskać jej sympatię.   

Spojrzała  na  narzeczonego.  Biorąc  pod  uwagę  jego  wrodzoną  wyrozumiałość  oraz 

stosunkowo  spokojną  reakcję  na  przebieg  wydarzeń  dzisiejszego  wieczoru,  przypuszczała,  że 
prawdopodobnie przyjmie on bez szczególnych oporów warunki Grega... I tak w sumie nie miał 
większego wyboru, niemniej jednak, wypadało zapytać go o zdanie.   

– Donaldzie? 
Z rezygnacją opuścił ręce i odsunął się od niej, jak gdyby już przekazywał ją Gregowi.   
– Sądzę, że nie ma nic złego w wypiciu herbatki ze starszą panią.   
Donald był prawdziwym dżentelmenem... Jeszcze do niedawna Christina nie posiadała się ze 

szczęścia,  że  się  z  nim  zaręczyła,  nawet  jeśli  ich  związek  był  odrobinę  dziwaczny.  Dlaczego 
zatem poczuła się teraz przykro rozczarowana? Czy dlatego, że Donald bez wahania przystał na 
warunki Grega? 

background image

– Tak... ja też tak myślę – przyznała z ociąganiem, w głębi duszy była bowiem przekonana, 

że w pobliżu Grega nigdy nie będzie bezpieczna.   

– W takim razie umowa stoi. – Greg wyciągnął rękę do Christiny. Po chwili wahania podała 

mu swoją dłoń. Po raz kolejny udało się mu nagiąć” ją do swojej woli. Została niespodziewanie 
wciągnięta  w  dziwną  rozgrywkę,  postanowiła  zatem  mieć  się  na  baczności.  Tym  razem  nie 
pozwoli się wykorzystać.   

Greg przytrzymał jej dłoń przez chwilę, po czym mocno, ‘ale znacząco ją uścisnął. Odwrócił 

się następnie do Donalda i energicznie poklepał go po ramieniu.   

– Dzięki, koleś! Doceniam twoją wyrozumiałość! 
– Nie ma sprawy – odparł Donald.   
– Przyjadę po ciebie o wpoi do czwartej w niedzielę i pójdziemy do pani Odell na herbatę. – 

Greg uważnie zlustrował Christinę od stóp do głów, zatrzymując wzrok na poplamionych trawą 
dżinsach  i  odrobinę  powyciąganym  podkoszulku.  –  Włóż  coś  ładnego.  –  Puścił  do  niej  oko.  – 
Może letnią białą sukienkę? 

O  nie,  Donald  nie  miał  racji.  Problemy  zbliżały  się  wielkimi  krokami!  Całe  morze 

problemów! 

 
Christina właśnie wyszła z wanny. Zdążyła włożyć czystą koszulkę i dżinsy, kiedy zadzwonił 

dzwonek. – Już idę! – krzyknęła.   

Z westchnieniem przeciągnęła grzebieniem po mokrych włosach. Wizyta bez zapowiedzi nie 

była  w  stylu  Donalda.  Chyba  że  miał  zły  dzień.  Wówczas  zwykł  dzielić  się  z  Christina 
wszystkimi problemami, z jakimi zetknął się w kancelarii adwokackiej. Potem rozkładał się na 
kanapie i  tępo wpatrywał  w ekran telewizora. No cóż, tym  razem  ona też miała za sobą ciężki 
dzień. I nie wiedziała, czy starczy jej sił, by pomóc odzyskać narzeczonemu dobry nastrój.   

Nie chodziło o fizyczne zmęczenie, które było nieodłączną częścią pracy architekta terenów 

zielonych. Głównie jedynak we znaki dawała jej się szefowa, Linda, która ostatnio kierowała ją 
do  najprostszych  i  najnudniejszych  zadań,  z  którymi  uporałby  się  nawet  początkujący 
działkowiec.  Powód?  Linda  niezmiennie  twierdziła,  że  Christina  umie  postępować  z 
najtrudniejszymi  klientami.  Zazwyczaj  bez  szemrania  wykonywała  polecenia  szefowej,  jednak 
dzisiaj miarka się przebrała.   

Może puściły jej nerwy z powodu wczorajszych przejść z Gregiem, może po prostu wstała z 

łóżka lewą nogą... Po raz pierwszy podniosła głos na Lindę i kategorycznie oświadczyła, że od tej 
chwili  zamierza  robić  jedynie  to,  co  umie  najlepiej,  czyli  projektować!  Rutynowa  pielęgnacja, 
polegająca  na  utrzymywaniu  w  dobrym  stanie  trawników  i  roślin,  powinna  należeć  do 
zatrudnionych w tym celu pracowników, bez względu na to, jak trudny okaże się klient! 

Christina nie, wiedziała, czy jej twarda i nieugięta postawa wywarta jakiekolwiek wrażenie 

na szefowej. Może i tak, bo Linda wyglądała na zdumioną i nieco zdezorientowaną.   

Przeszła  przez  salon  i  chwyciła  za  klamkę.  Potrzebowała  odpoczynku  i  trochę  spokoju. 

background image

Najpierw chciała wpaść do ulubionego baru sałatkowego na obiad.   

– Cześć, właśnie zamierz ... – Reszta zdania uwięzia jej w gardle, gdy w progu ujrzała Grega.   
–  Jedziemy  do  magazynu  –  oświadczył  tonem  nie  znoszącym  sprzeciwu  i  pospiesznie 

zmierzył ją wzrokiem. – Nie musisz się przebierać... wyglądasz bardzo dobrze.   

Mimo  tych  wszystkich  lat  rozłąki,  Christina  wciąż  była  czuła  na  urok  Grega.  Jego 

niewyszukany komplement sprawił jej przyjemność, a jednocześnie wprawił w niemały popłoch. 
Jak to się działo, że ten mężczyzna wciąż miał nad nią ‘ taką władzę? Usiłowała uodpornić się na 
jego  wdzięk,  ale  było  to  równie  prawdopodobne,  jak  to,  że  jutro  wszyscy  ludzie  obudzą  się 
bogaczami. Tak czy inaczej, powinna przynajmniej sprawiać wrażenie chłodnej i opanowanej.   

– Przepraszam? – bąknęła trochę bez sensu.   
–  Nie  ma  potrzeby  przepraszać.  Jeszcze  nic  złego  nie  zrobiłaś  –  powiedział  z  diabelskim 

uśmieszkiem.   

– Ja nie... Nie możesz tak po prostu...   
–  Ależ  mogę.  Pani  Odell  dała  mi  klucze,  żebym  mógł  dokładnie  obejrzeć  pomieszczenie, 

które chcę wynająć. Ponieważ mamy się z nią spotkać w ten weekend, pomyślałem, że bylibyśmy 
bardziej  przekonujący,  gdybyś  wcześniej  zobaczyła  magazyn.  Wesz,  będziesz  potem  mogła 
wtrącić w rozmowie kilka mądrych uwag.   

– No cóż, wydaje mi się, że masz rację...   
– Oczywiście, że mam rację. Bierz torebkę i idziemy.   
I  znowu  osiągnął  to,  co  chciał  –  wkraczał  z  impetem  w  jej  życie.  Z  uśmiechem  na  twarzy 

usiłował  wywrócić  je  do  góry  nogami,  ot  tak,  po  prostu...  Dzisiaj  już  raz  wystąpiła  w  obronie 
swych racji, sprzeciwiając się poleceniom szefowej. Toteż nie miała zamiaru pozwolić, by teraz 
manipulował nią mąż! Już niedługo eksmąż, którego zresztą nie widziała od dziesięciu lat! 

– Słuchaj, nawet jeszcze nie jadłam obiadu. Waśnie miałam zamiar...   
– Nie martw się o obiad. To mój problem. Ja stawiam.  Christina rozważyła wszystkie za i 

przeciw. Nie miała wielkiego wyboru, zwłaszcza w sprawie spotkania z panią Odell i odegrania 
roli oddanej  żony  Grega. Być może, jeśli  będzie potulnie spełniać jego żądania, unieważnienie 
małżeństwa stanie się czystą formalnością? Wtedy Greg znów zniknie z jej życia.   

– Nadal lubisz warzywka? – zapytał niespodziewanie. – Słyszałem, że w barze sałatkowym 

podają dziś wspaniałe karczochy! 

Cała złość, jaką jeszcze przed chwilą do niego czuła, znikła w okamgnieniu. Po tylu latach 

wciąż pamiętał jej ulubione danie.   

Magazyn  znajdował  się  w  opuszczonej  i  zaniedbanej  części  miasta.  Budynek,  poprzednio 

wykorzystywany jako magazyn mebli, zaczął popadać w ruinę po tym, jak czternaście lat temu 
zachorował mąż pani Odell. Później, gdy dzierżawcy z firmy meblowej zwolnili pomieszczenie, 
a właścicielka nadal usiłowała pozbierać się po stracie męża, budowla zaczęła się błyskawicznie 
chylić ku upadkowi. Jednakże ostatnimi laty wiele starych domów w okolicy zostało sprzedanych 
i  przerobionych  na  biura.  Część  budynków  rozebrano,  a  w  ich  miejsce  powstały  restauracje  i 

background image

eleganckie sklepiki.   

Tutejsza okolica zaczynała być modna, o czym Greg poinformował Christinę przy obiedzie. 

Dlatego  chciał  podpisać  umowę,  zanim  konkurencja  w  postaci  miejscowych  rekinów  biznesu 
odkryje prawdziwą wartość tych nieruchomości i zacznie podbijać ceny.   

Przekręcił klucz i puścił Christinę przodem. Kiedy znaleźli się w środku, ich oczom ukazał 

się dość niezachęcający widok – przerażający bałagan, jaki zawsze towarzyszy wszelkim pracom 
remontowo-budowlanym.   

– Pani Odell postanowiła doprowadzić tę ruinę do stanu używalności – wytłumaczył Greg. – 

Kazała położyć nowy dach, bo stary przeciekał, no i teraz reperuje i wymienia zniszczone wodą 
podłogi i ściany.   

Wziął ją za rękę i przeprowadził obok sterty rupieci. Machnął dłonią w kierunku wejścia.   
–  Tutaj  mogłaby  być  recepcja,  a  wzdłuż  frontowej  ściany  –  biura.  A  ta  duża,  otwarta 

przestrzeń nadawałaby się na siłownię.   

Zamilkł, najwyraźniej czekając na jej uwagi, a może nawet na aprobatę.   
Christina  próbowała  wyobrazić  sobie,  jak  wyglądałoby  to  miejsce  po  remoncie,  już 

urządzone. Po chwili powiedziała z wahaniem: 

– Nie wiem...   
–  Nie  wiesz?  –  Greg  odwrócił  się  w  jej  kierunku.  –  Nie  dostrzegasz,  jakie  to  Wspaniałe 

miejsce?  Wyobraź  sobie  urzędników  przychodzących  tu,  by  poćwiczyć  podczas  przerwy  na 
lunch,  ludzi  biznesu  wstępujących,  żeby  się  trochę  zrelaksować  przed  spotkaniem  z  klientem  i 
weekendowych  klientów  z  pobliskich  sklepików,  szukających  wytchnienia  po  męczących 
zakupach.   

– Na pewno masz rację – zgodziła się Christina. – Może jednak powinieneś pomyśleć o kilku 

dodatkowych atrakcjach, jeśli chcesz, by klienci tu wracali.   

Greg przeszedł po rozsypanych gwoździach i podał Christinie rękę, gdy ta próbowała ominąć 

stertę śmieci.   

– Co proponujesz? 
Nieśmiało  uwolniła  się  ż  jego  uścisku  i  włożyła  ręce  do  kieszeni  dżinsów.  Poprowadził  ją 

tam, gdzie w przyszłości miała być siłownia. • 

– No więc, po pierwsze, trzeba by pomyśleć nad zagospodarowaniem placu przed budynkiem 

–  powiedziała,  usilnie  próbując  skoncentrować  się  na  przedsięwzięciu  Grega,  a  nie...  na  nim 
samym. – Z parkingu powinna prowadzić do siłowni wygodna ścieżka. Poza tym nie ma zieleni. 
Trochę  trawy  i  parę  krzewów  sprawiłoby,  że  to  miejsce  wyglądałoby  bardziej  zachęcająco  i 
zdecydowanie mniej ponuro.   

Osłaniając  oczy  przed  ostrym  światłem  padającym  z  góry,  przypadkowo  natknęła  się  na 

spojrzenie Grega.   

–  To  da  się  załatwić!  –  Nie  wydawał  się  być  urażony  jej  propozycjami.  –  Mów  dalej!  – 

zachęcił ją.   

background image

– Siłownia...   
– Tak? 
– Jest w pełni widoczna dla każdego wchodzącego i wychodzącego, jak również z zewnątrz. 

Gdybym  ja  tu  ćwiczyła,  nie  chciałabym,  by  oglądał  mnie  każdy  przypadkowy  przechodzień.  – 
Cofnęła  się.  –  Podwójne  drzwi  pomiędzy  tym  miejscem  a  biurkiem  recepcjonistki,  zasłoniłyby 
widok i zapewniłyby trochę intymności.   

– Hmm, masz całkowitą rację! – powiedział Greg, obrzucając ją taksującym spojrzeniem. – 

Gdyby  ludzie  zobaczyli,  jak  ćwiczysz,  kobiety  prawdopodobnie  pozieleniałyby  z  zazdrości,  a 
mężczyźni w ogóle nie chcieliby wyjść i...   

–  Nie  musisz  się  silić  na  tak  naciągane  komplementy  –  wpadła  mu  w  słowo,  choć  tak 

naprawdę jej próżność została mile połechtana. – Już ci przecież obiecałam, że wypiję z tobą i z 
panią Odell herbatkę.   

– Ja tylko stwierdzam fakty – powiedział spokojnie. – Jesteś piękna, Christino.   
Wyjęła ręce z kieszeni i zaczęła przygładzać włosy. Po co? Przecież i tak nigdy nie dawały 

się ujarzmić, układając się w burzę poskręcanych naturalnie loków.   

– Oświetlenie powinno być łagodniejsze, by stworzyć bardziej przyjazną atmosferę...   
– Mhm, dobry pomysł – mruknął i uśmiechnął się zmysłowo. 
Nawet  nie  zauważyła,  że  na  chwilę  wstrzymała  oddech.  Greg  oddalił  się  na  moment, 

wyłączył część świateł, a potem lekko objął Christinę.   

– Tak lepiej? 
Wbrew  własnej  woli  cofnęła  się  w  czasie  o  dziesięć  lat,  kiedy  tak  samo  stali  przed 

urzędnikiem stanu cywilnego. I tak jak wtedy, dotyk Grega sprawiał jej wielką przyjemność.   

Nic się nie zmieniło od tamtej chwili... Wystarczył zupełnie niewinny gest, by uświadomiła 

sobie, jak nudny i pozbawiony żaru jest jej związek z Donaldem. Gdyby na miejscu Grega stał jej 
narzeczony, na pewno nie zaświtałaby w jej głowie żadna zdrożna myśl.   

Uwolniła  się  z  objęć  i  wzięła  kolejny  głęboki  wdech.  To  śmieszne,  żeby 

dwudziestoośmioletnia  kobieta  reagowała  w  taki  sposób!  Próbując  skierować  rozmowę  na 
bezpieczniejsze  tematy,  Christina  wskazała  na  frontową  ścianę,  naprzeciwko  której  miały  się 
znajdować biura.   

– Może mógłbyś urządzić tu salę zabaw dla dzieci? 
Nie  zrobił  nic,  by  ponownie  ją  objąć.  W  nagłym  przebłysku  olśnienia  zrozumiała  bezsens 

swoich  podejrzeń...  Greg  nie  był  nią  zainteresowany  jako  ewentualną  partnerką  seksualną.  I 
chociaż powinna odetchnąć z ulgą, doznała bolesnego rozczarowania.   

– Dzieci... – Urwał i zadumał się na chwilę. – Nie pomyślałem o tym.   
Odwrócił  się,  by  dokładnie  obejrzeć  miejsce,  które  wskazała,  Christina  jak  zauroczona 

wpatrywała się w jego barczyste ramiona, a po głowie chodziły jej coraz bardziej szalone myśli.   

– Ile dzieci? – zapytał, jak gdyby byli parą planującą powiększenie rodziny.   
Christina była pewna, że celowo nadał swej wypowiedzi dwuznaczny sens. Poczuła, jak się 

background image

rumieni.   

– Czy pomieszczenie dla czwórki maluchów wystarczy? – zapytał.   
– To za mało... – odpowiedziała zachrypniętym głosem.   
– Na pewno chcesz więcej? – upewnił się. – No, to jesteśmy wyjątkowo zgodni...   
W  pomieszczeniu  zapanowała  wymowna  cisza.  Christina  nie  wiedziała,  kiedy  i  jak  to  się 

stało, że rozmowa przybrała tak niebezpieczny obrót.   

O tak! Greg posiadał nieprawdopodobny wręcz talent do owijania sobie ludzi wokół palca. 

Ona  sama  była  tego  najlepszym  przykładem.  Zaczynali  jako  klasowi  partnerzy  na  lekcjach 
przygotowania do życia w rodzinie, a skończyli jako małżeństwo. Teraz Greg najpierw poprosił 
ją  tylko  o  odegrania  komedii  przed  panią  Odell,  a  zaraz  potem  namówił,  by  zwiedziła  z  nim 
magazyn. Czego zażąda za chwilę? W tej sytuacji pozostawało jej przejąć inicjatywę i zmusić go, 
by rozmawiali wyłącznie o interesach.   

– To są dopiero wstępne założenia – zauważyła. – Nic nie jest jeszcze ostatecznie ustalone. 

Możesz to wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć.   

Greg lekko, prawie niedostrzegalnie, kiwnął głową.   
–  Z  ust  mi  to  wyjęłaś.  Nie  powinniśmy  być  zaskoczeni,  jeśli  sprawy  potoczą  się  nieco 

inaczej, niż zakładaliśmy.   

I  znowu  zdawało  się,  że  rozmawiają  o  dwóch  zupełnie  różnych  sprawach.  Christina 

zaczynała żałować, że dała się namówić na tę eskapadę. To prawda, dość łatwo uległa namowom 
Grega,  ale  to  nie  zmieniało  faktu,  że  była  zaręczona  i  miała  zamiar  poślubić  kogoś  innego... 
kogoś, kto nigdy jej nie opuści! 

–  Myślę,  że  powinniśmy  za  chwilę  wracać.  –  Skrzyżowała  ręce  na  piersiach,  zdając  sobie 

sprawę, że wygląda to na obronny gest. – Donald prawdopodobnie zastanawia się, gdzie jestem! 

–  Oczywiście,  –  Greg  poda!  jej  ramię  i  skierowali  się  w  stronę  wyjścia.  –  Powinien  jako 

pierwszy dowiedzieć się o zmianie naszych planów.   

– Naszych planów?. – Christina aż zatrzymała się z wrażenia.   
– Nieważne. – Uśmiechną! się szeroko, otwierając z impetem drzwi.   
 
W niedzielę Greg zjawił się punktualnie. Christina nie zdążyła jeszcze zmyć makijażu, który 

przed chwilą zrobiła jej Trina.   

Ojciec zawsze jej powtarzał, że najlepszą obroną jest atak, wiec gdy tylko otworzyła drzwi, 

spytała napastliwie: 

– Przysłałeś tu swoją dziewczynę, żeby mnie zrobiła na bóstwo? 
Greg spojrzał na nią i zamarł. Tknięta złym przeczuciem, Christina szybko przyłożyła ręce 

do twarzy.   

– Co? Za mocny? – Stając na palcach, przejrzała się w małym lusterku.   
– Nie, zamurowało mnie z wrażenia! Świetnie wyglądasz – odparł Greg, stając za nią. Objął 

ją i zapatrzył siew lustrzane odbicie. – Zawsze byłaś śliczna, ale teraz jesteś po prostu piękna! 

background image

Christina  poczuła  wyrzuty  Sumienia.  Zbyt  pochopnie  oceniła  Trinę,  posądzając  ją  o 

kompletny  brak  gustu,  podczas  gdy  okazała  się  ona  prawdziwą  mistrzynią  sztuki  makijażu. 
Wybrała dla Christiny delikatne, pastelowe odcienie. Twarz sprawiała bardzo naturalne wrażenie, 
tylko rysy stały się bardziej wyraziste, a oczy nabrały głębi.   

– Wyglądasz, jak... bardzo pogodny dzień – szepnął jej Greg wprost do ucha.   
Poczuła się skrępowana jego słowami. Odwróciła się od lustra i leciutko odepchnęła Grega.   
– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie! 
– O kim myślałaś, mówiąc, że przysłałem swoją dziewczynę? 
– O Trinie, oczywiście. A o kim innym? 
– To nie tak. Trina jest wyłącznie moją sekretarką! 
Nic na to nie odpowiedziała, jednak jej mina mówiła sama za siebie.   
– Nie wierzysz mi? 
– Przecież nawet jeszcze nie masz biura! – odrzekła, patrząc na niego z politowaniem.   
– Dokładniej rzecz ujmując, dopiero będzie moją sekretarką. Poznałem ją, gdy postanowiła 

na  jakiś  czas  zrezygnować  z  kariery.  Jest  piosenkarką,  pracę  sekretarki  traktuje  jako  zajęcie 
tymczasowe, potem chce wrócić na scenę.   

Christina  przyjęła  to  wytłumaczenie  za  dobrą  monetę.  Trina  nie  była  w  typie  Grega,  który 

zawsze gustował w kobietach subtelnych, o mniej wyzywającej urodzie.   

–  A  zatem  miała  mi  tylko  poprawić  urodę?  Nie  chcesz,  żebym  ci  przynosiła  wstyd?  – 

szepnęła i opuściła głowę.   

–  Makijaż  był  pomysłem  Triny!  Jaja  tylko  poparłem.  Pomyślałem,  że  przyda  ci  się  trochę 

pewności siebie, byś spokojniej przebrnęła przez wizytę u pani Odell – wyjaśnił spokojnie.   

–  Ponieważ  pani  Odell  wydałoby  się  dziwne,  że  mógłbyś  poślubić  taką  niepozorną  szarą 

myszkę jak ja – powiedziała z goryczą.   

Kiedyś  bardzo  często  zastanawiała  się,  dlaczego  przystojny  i  ekscytujący  Greg  Primo 

zainteresował się spokojną, zrównoważoną i bojaźliwą córeczką szeryfa.   

– Co ty wygadujesz! – Wziął ją za ręce i poprowadził do salonu. Usiedli razem na kanapie. – 

Jesteś piękna, ale zachowujesz się, jakbyś o tym nie wiedziała, Na pewno wiele kobiet zazdrości 
ci urody.   

Wcześniej Trina powiedziała jej dokładnie to samo, a przy okazji zdradziła to i owo o swoim 

pracodawcy.  Porównała  go  do  świętego,  co  na  pewno  wzbudziłoby  śmiech  zarówno  ojca 
Christiny, jak i większości mieszkańców miasteczka. Biorąc jednak pod uwagę, że Greg odniósł 
sukces  zawodowy,  należałoby  chyba  zrewidować  te  krzywdzące  opinie.  Przecież  ludzie  się 
zmieniają...   

Christina  była  szczęśliwa,  że  Greg  znalazł  sposób  na  najlepsze  spożytkowanie  swej 

żywiołowej energii. Kroczył właściwą drogą, stał się wartościowym członkiem społeczeństwa i 
nie  było  sensu  wciąż  wypominać  mu  grzechów  młodości.  Jeśli  uda  mu  się  otworzyć  interes  w 
Morrison Heights, tutejsi mieszkańcy wkrótce go zaakceptują.   

background image

A wtedy będzie wolna! Będzie mogła uwić przytulne gniazdko dla siebie... i dla Donalda.   
– Myślę, że powinnam przebrać się w brązowy kostium, ten, w którym byłam w kościele – 

oznajmiła.  Teraz  miała  na  sobie  letnią  sukienkę  w  brzoskwiniowym  kolorze.  –  Przecież 
będziemy rozmawiać o interesach.   

– Dlatego tym bardziej nie powinnaś wkładać kostiumu – zaoponował Greg. – Chcesz, żeby 

pani Odell odebrała cię jako twardą kobietę biznesu? Pamiętaj, że masz wyglądać i zachowywać 
się jak kochająca żona.   

Przyglądał się jej tak uważnie, że poczuła się nieswojo.   
– No cóż, może masz rację – odpowiedziała z wahaniem.   
Najbardziej obawiała się, że mogą zacząć traktować tę grę zbyt poważnie. Już raz popełnili 

taki  błąd  i  powinni  wyciągnąć  z  niego  wnioski.  Ostatecznie  teraz  byli  przecież  o  dziesięć  lat 
starsi. Ale czy mądrzejsi? 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Pani Odell od razu przeszła do rzeczy.   
– A więc, co ukradłeś? 
Greg  z  największą  ostrożnością  trzymał  w  dłoniach  filiżankę  z  chińskiej  porcelany.  Miał 

wrażenie, że wystarczy jeden nieostrożny ruch, a kruche cacko rozpryśnie mu się w palcach.   

Christina znała już tę historię, ale on nadal niechętnie przy niej o tym mówił. Po prostu chciał 

zapomnieć  o  tym  etapie  swojego  życia,  który  uważał  za  bezpowrotnie  zamknięty.  Mimo 
wszystko uznał, że starsza pani powinna wiedzieć, z kim zawiera umowę.   

–  Miałem  wtedy  zaledwie  osiemnaście  lat.  Odwoziłem  w  nocy  kilku  przyjaciół.  Na  ich 

prośbę zatrzymałem  się  przed sklepem.  Skoczyli tylko  po papierosy, więc czekałem na nich w 
samochodzie.  –  Zdawał  sobie  sprawę,  że  jego  historia  brzmiała  nieprzekonująco.  Musiał  ją 
jednak  opowiadać  każdemu  potencjalnemu  pracodawcy,  kredytodawcy  bankowemu  i  każdemu 
właścicielowi mieszkania, których napotykał na swojej drodze. – Gdy wybiegli ze skradzionymi 
papierosami i pieniędzmi, miałem zamiar zmusić ich do zwrotu tego, co zagrabili. Jednak w ślad 
za  nimi  wybiegł,  wymachując  pistoletem,  rozwścieczony  sprzedawca.  Wpadłem  w  panikę  i 
odjechałem.   

–  Wpakowali  cię  do  więzienia,  ponieważ  brałeś  czynny  udział  w  napadzie  –  upewniła  się 

pani Odell.   

– Tak właśnie było.   
–  Uhm  –  stwierdziła  krótko,  najwyraźniej  usatysfakcjonowana.  –  Dlaczego  nie  pijesz 

herbaty? 

Nienawidził herbaty. By zabić jej smak, wrzucił do filiżanki kolejne dwie kostki cukru. Kilka 

kropel brunatnego płynu wylądowało na nieskazitelnie wyprasowanych spodniach.   

Bardziej  swobodny  strój  –  koszulka  polo,  spodnie  khaki  i  sportowe  buty  –  był  pomysłem 

Triny.   

– Pani Odell już cię widziała w służbowym, oficjalnym garniturze – uzasadniała sekretarka, 

żywo gestykulując dłońmi o paznokciach pomalowanych na krwistoczerwony kolor. – Nadszedł 
czas, by poznała twoje prywatnie oblicze.   

Cóż, w takim razie powinien był się ubrać w szorty i ukochaną, nieco już znoszoną koszulkę.   
Nie  zamierzał  jednak  odsłaniać  przed  panią  Odell  tajników  duszy  ani  swych  prawdziwych 

upodobali.  Chodziło  o  to,  by  ujrzała  to,  co  chciała  zobaczyć,  czyli  trochę  konserwatywnego, 
godnego  zaufania  i  szczęśliwego  w  małżeństwie  mężczyznę.  Bez  trudu  mógł  udawać 
tradycjonalistę, jednak nie potrafił przekonująco odegrać komedii małżeńskiej.   

Nie  po  raz  pierwszy  dzisiejszego  wieczoru  Christina  przyciągnęła  jego  spojrzenie. 

Pochylając  się,  posłała  mu  mdły  uśmiech  i  przyłożyła  serwetkę  do  plamy  z  herbaty  na  jego 

background image

kolanie. Pachniała świeżo jak powiew wiatru z lekką nutą kapryfolium.   

Była prześliczna. Wyglądała młodo i naturalnie. Dzisiaj jeszcze bardziej niż zwykle...   
Greg  zawsze  planował  powrócić  do  miasteczka.  Chciał  uzmysłowić  Christinie,  że  ich 

małżeństwo  było  co  prawda  wynikiem  młodzieńczej  nierozwagi,  ale  również  wielkiego, 
szczerego uczucia. Chciał  ją przekonać, że są dla siebie stworzeni,  i  dlatego powinni  ocalić ich 
związek. Oczywiście, najpierw musiał odpokutować swe winy i zapracować na szacunek żony. 
Ale to właśnie zajęło tak wiele czasu... Dużo więcej, niż początkowo przewidywał.   

Po  odbyciu  kary  pracował  jako  mechanik  samochodowy.  Tak  długo  szukał  inwestorów,  aż 

uzbierał wystarczającą sumę, by otworzyć swój pierwszy klub sportowy. Potem sukces przyszedł 
szybko, ale dla niego i tak o wiele za późno. Piął się mozolnie po kolejnych szczeblach drabiny 
społecznej, mając na uwadze tylko jeden cel – odzyskanie Christiny.   

By  to  osiągnąć,  musiał  najpierw  zdobyć  odpowiednią  pozycję  wśród  wpływowych  osób  z 

Morrison Heights. Nie chciał powtórnie zbrukać czystej jak kryształ reputacji Christiny. Nawet 
jeśli  miałoby  to  oznaczać  otworzenie  tutaj  klubu  sportowego,  członkostwo  w  Izbie  Handlowej 
czy  przekazywanie  hojnych  datków  na  cele  charytatywne  –  był  gotów  to  zrobić.  Był  gotów  na 

wszystko.   

Nie  był  natomiast  przygotowany  na  prośbę  Christiny,  by  unieważnić  ich  małżeństwo.  I  to 

właśnie  wtedy,  gdy  zbliżał  się  do  końca  przedsięwzięcia,  które  miało  mu  zjednać  szacunek 
całego  Morrison  Heights.  Stałby  się  wreszcie  odpowiednią  partią  dla  najporządniejszej  i 
najładniejszej dziewczyny w mieście.   

Ujął czule, jak na kochającego męża przystało, dłoń Christiny. W rzeczywistości obawiał się, 

że  jeśli  ona  nadal  będzie  wycierać  plamę  z  herbaty  na  jego  spodniach,  to  może  się  to  źle 
skończyć.   

– Jak para gołąbków! – zawołała starsza pani. – Aż trudno uwierzyć, że jesteście już prawie 

dziesięć lat po ślubie! 

Christina skromnie położyła ręce na kolanach.   
– Może jeszcze ciasteczko? – Starsza pani podsunęła im pod nos talerz z wypiekami.   
Christina z radością wzięła dwa – po jednym dla każdego. Zaczęła delikatnie skubać swoją 

porcję, ukradkiem spoglądając, czy Greg pójdzie za jej przykładem. Niechętnie zanurzył twarde 
jak  kamień  ciasteczko  w  herbacie,  by  je  rozmiękczyć.  W  końcu  ugryzł  z  niesmakiem,  dzielnie 
walcząc z pokusą, by natychmiast wyrzucić słodkie okropieństwo do kosza na śmieci. I właśnie 
wtedy twarz Christiny rozjaśnił promienny uśmiech.   

–  Przypominacie  mi  Clarence’a  i  mnie  samą,  gdy  byliśmy  w  waszym  wieku,  –  Pani  Odell 

zdawała się być nieświadoma ukrytej gry, toczącej się między Christina i Gregiem. – Tak bardzo 
się kochaliśmy! 

Greg odstawił filiżankę na stół, po czym przysunął się do Christiny. Czas na odwet! 
– Wiem, co pani ma na myśli – rzekł, obejmując i mocno przyciskając do siebie dziewczynę. 

– Chrissie i ja też nie możemy bez siebie żyć.   

background image

–  Chrissie?  –  Wysunęła  się  z  jego  objęć.  –  A  od  kiedy  to  zacząłeś  mnie  tak  nazywać, 

koteczku? 

Pani Odell przyłożyła dłoń do złotego medalionika na swych piersiach i głęboko westchnęła. 

Nagle energicznie wstała i chwyciła dzbanek.   

–  Mój  Boże,  wygląda  na  to,  że  już  wypiliśmy  całą  herbatę!  Poczekajcie,  pójdę  i  zaparzę 

świeżą.   

Christina poderwała się.   
– Może pani pomóc? 
–  Dziękujemy  –  powiedział  szybko  Greg  i  szturchnął  dziewczynę  łokciem.  –  Chętnie 

napijemy się pani przepysznej herbatki.   

Kiedy pani domu wyszła, Christina delikatnie pociągnęła Grega za nos.   
– Co znowu? – spytał, wykrzywiając komicznie twarz.   
– Po prostu sprawdzam, o ile wydłużył się twój nos, drogi Pinokio! – Wydęła usta, a potem 

prychnęła lekceważąco. – Czy tak właśnie prowadzisz swoje interesy, posługując się oszustwem i 
mydleniem oczu? 

Greg wzruszył ramionami.   
– Nie przesadzaj, niewinne kłamstwa nikomu nie wyrządzają krzywdy.   
–  Chyba  lubisz  kłamać?  –  zasugerowała,  a  jej  głos  stawał  się  coraz  głośniejszy,  wraz  z 

narastającym  oburzeniem.  –  Nie  podoba  mi  się  twoje  postępowanie  względem  tej  przemiłej, 
starszej  pani,  Greg!  I  mówię:  stop!  Kiedy  tu  wróci,  powiem  jej  prawdę.  –  Skinęła  energicznie 
głową, jak gdyby uznała sprawę za zakończoną.   

Jej życiowa zasada, by zawsze postępować słusznie i sprawiedliwie, budziła szacunek Grega. 

Nadal  podziwiał  szczerość  i  uczciwość  Christiny.  Ale  od  tego  spotkania  zależało  zbyt  wiele... 
Nie, to nie był odpowiedni czas na wyrzuty sumienia.   

– Czy mam ci przypomnieć naszą umowę? 
–  Byłam  głupia,  że  zgodziłam  się  uczestniczyć  w  tym  podejrzanym  przedsięwzięciu.  Nie 

mam zamiaru nadal być twoim pionkiem. – Sięgnęła po torebkę. – Idę powiedzieć pani Odell, że 
padła ofiarą sprytnego krętacza. – Buntowniczo uniosła głowę.   

– A co z twoim ślubem? – przypomniał i chwycił ją za rękę. – Czy nie okłamałaś Donalda, 

ukrywając przed nim, że już jesteś mężatką? 

Jego  słowa  najwyraźniej  trafiły  w  samo  sedno.  Christina  zawahała  się,  a  gdy  wreszcie 

zdobyła się na odpowiedź, nie była już tak bardzo pewna siebie.   

– Właśnie miałam zamiar mu to powiedzieć, gdy niespodziewanie wtargnąłeś w nasze życie. 

A teraz, gdybyś mógł puścić moją rękę...   

Drzwi kuchenne otworzyły  się. Greg szarpnął  Christinę, chcąc ją w ten  sposób  zmusić, by 

powróciła na swoje miejsce. Zaskoczona tym nagłym ruchem, upadła prosto na niego. Torebka 
wyleciała jej z rąk. Kiedy próbowała zaprotestować przeciwko takiemu brutalnemu zachowaniu, 
Greg uciszył ją, błyskawicznie przywierając ustami do warg.   

background image

Słowa, które miała zamiar wypowiedzieć, przerodziły się w jęk, gdy Greg objął ją mocniej i 

przycisnął do siebie.   

Kiedy minął początkowy szok, Christina przestała się opierać i oddała namiętnie pocałunek. 

Świat zawirował jej przed oczami...   

Gdy  Greg  delikatnie  się  odsunął,  otworzyła  oczy.  Zamglonym  wzrokiem  poszukała  twarzy 

Grega, ale on spoglądał w bok.   

– Ho ho! Wy – naprawdę wiecie, jak przedłużyć miesiąc miodowy, nieprawdaż? 
Christina  szybko  przywołała  się  do  porządku. Co  ja  wyprawiam,  pomyślała  z  niesmakiem. 

Odsunęła się od Grega z godnością i powróciła na swoje miejsce.   

Pani  Odell  postawiła  dzbanek  na  stole.  Christina  w  tym  czasie  wygładzała  sukienkę  i 

próbowała uspokoić przyspieszony oddech.   

– Nie zwracajcie na mnie uwagi. Popieram młodość i miłość! Naprawdę! 
– Ale my nie...   
Uciszył ją ostrzegawczym spojrzeniem.   
Pomyślała  o  zbliżającym  się  ślubie  z  Donaldem.  Greg  mógł  jej  pokrzyżować  plany,  nie 

powinna go prowokować. Postanowiła grać na zwłokę.   

–  Zazwyczaj  zachowujemy  się  bardziej  powściągliwie  –  powiedziała  i  skromnie  spuściła 

oczy.   

–  Nie  musisz  się  tłumaczyć,  słodziutka!  –  Pani  Odell  napełniła  filiżanki.  –  W  dzisiejszych 

czasach nie takie rzeczy widzi się w telewizji.   

Podała  im  filiżanki,  a  Christina  nie  potrafiła  ukryć  złośliwego  uśmiechu  na  widok  reakcji 

Grega. No cóż, nie był uradowany perspektywą wypicia kolejnej herbaty. Dobrze mu tak.   

– Jestem pewna, że wolelibyście pójść do domu i przygotować sobie kolację przy świecach – 

ciągnęła  dalej  pani  Odell,  głosem  pełnym  zadumy  i  tęsknoty.  –  Dlatego  proponuję  przejść  do 
sprawy, która jest głównym powodem naszego dzisiejszego spotkania.   

Gdy  pani  Odell  wraz  z  Gregiem  zaczęli  omawiać  szczegółowe  warunki  umowy  najmu, 

Christina  zrozumiała,  że  jego  plan  się  powiódł.  Osiągnął,  co  chciał.  A  ona,  wbrew  własnym 
intencjom,  wydatnie  mu  w  tym  pomogła.  I  tak  jak  dziesięć  lat  temu,  znowu  namówił  ją  na 
zrobienie czegoś, co było sprzeczne z wyznawanymi przez nią zasadami.   

Po  omówieniu  wszystkich  szczegółów  Greg  ustalił  termin  spotkania  z  prawnikiem  pani 

Odell.  Christina  postanowiła,  że  to  będzie  jej  ostatni  kontakt  z  Gregiem.  A  jeśli  chodzi  o 
unieważnienie małżeństwa – no cóż, mogła się z nim porozumiewać poprzez swojego adwokata. 
Tak będzie lepiej, a przede wszystkim... bezpieczniej.   

 
Christina cofnęła się i ze zgrozą spojrzała na ogromne szkody, jakie poczyniła. Postrzępiona, 

podłużna dziura w okalającej werandę siatce przeciw owadom miała prawie metr szerokości.   

Tak to jest, gdy człowiekowi wszystko leci z rąk. Ostatnio Christinę prześladował pech, nie 

wiodło jej się najlepiej i psuła wszystko, czegokolwiek dotknęła. Przesunęła donicę z wysokim 

background image

bananowcem  z  dala  od  miejsca  rozerwania  i  wytarła  pobrudzone  ręce  o  szorty.  Ponowne 
pojawienie się Grega w jej życiu wywoływało serię niepowodzeń.   

Na szczęście wywiązała się już ze swojej części umowy i Greg miał załatwiony kontrakt na 

wynajem  lokalu.  Teraz  mogli  zająć  się  unieważnieniem  małżeństwa.  Nareszcie  będzie  mogła 
zamknąć ten rozdział swego życia.   

Komary,  zaintrygowane  dziurą  w  siatce,  zaczęły  ochoczo  wlatywać  do  środka.  Christina 

westchnęła ciężko i poszła się przebrać.   

Pół  godziny  później  wróciła  ze  sklepu  z  nowym  kawałkiem  siatki,  przeznaczonym  do 

załatania dziury.   

–  Szkoda,  że  nie  mogę  równie  łatwo  pozbyć  się  wszystkich  innych  szkodników,  które 

uprzykrzają mi życie! – mruknęła do siebie, nawlekając igłę. Nie lubiła szyć, ale na razie nie było 
jej stać na zabudowę werandy.   

Niestety,  sztywny  materiał  nie  ułatwiał  pracy.  Wzdychając,  przepchnęła  igłę  na  zewnątrz, 

wyszła na podwórze, by wyciągnąć nić, przebiła igłę z powrotem do środka, wróciła na werandę i 
rozpoczęła wszystko od nowa. Zanosiło się na niezłą zabawę.   

Wykonała  zaledwie  pięć  takich  ściegów,  gdy  na  wysypany  żwirem  podjazd  zajechał 

samochód Grega.   

Christina odłożyła igłę i obserwowała, jak Greg idzie w kierunku werandy.   
– Myślałam, że będziesz zajęty w magazynie. Kiedy zrobisz tam porządek? 
–  Najpierw  sprawy  najważniejsze  –  odparł.  –  Wpadłem,  żeby  ci  podziękować.  Pani  Odell 

uwierzyła, że jesteś we mnie bez pamięci zakochana.   

Jego  dwuznaczny  uśmiech  wyprowadził  ją  z  równowagi.  Spokojnie,  napomniała  się  w 

duchu,  przecież  on  mówi  wyłącznie  o  dobrze  odegranej  komedii.  A  może  nadszedł  czas,  by 
przeanalizować  swoje  uczucia?  Czy  to  możliwe,  by  jej  miłość  do  Grega  jeszcze  nie  wygasła? 
Przecież minęło dziesięć lat...   

Nie, to oczywista bzdura! Jeszcze dwie minuty temu była gotowa wyrzucić go na zawsze ze 

swej pamięci. Po prostu uzyskała kolejny dowód, że Greg wywierał na nią niemal hipnotyzujący 
wpływ. Kierował nią jak marionetką, wiedział, za który sznureczek trzeba pociągnąć.   

– Twoja mama zostawiła to u Donalda. Prosił, żebym ci to przy okazji podrzucił.   
Wzięła od Grega pudło. Kiedy ich dłonie przypadkiem się zetknęły, gwałtownie odskoczyła. 

By ukryć skrępowanie, pospiesznie postawiła pudło na malutkim stoliku. Zerkała na przemian to 
na Grega, to na pudło. Postanowiła jakoś rozładować napiętą atmosferę.   

– Kolejne próbki ślubnych tortów do wyboru. Moja mama doprowadza mnie do szaleństwa 

tymi wszystkimi przygotowaniami.   

– Donald powiedział, że jest zwolennikiem tradycyjnych tortów z tłustym i słodkim kremem 

– powiedział Greg z uśmiechem.   

– To samo powiedziałam mamie, ale ona uważa, że za

sługuję na coś bardziej oryginalnego.   

– A ja myślę, że jest zupełnie odpowiedni – odparł. Czy to nie była przypadkiem jego opinia 

background image

o Donaldzie? 

Czy musiał zawsze robić głupie, aluzyjne uwagi? Uniósł wieko i zajrzał do środka.   
– Tort marchewkowy! Bardzo dobry wybór, zważywszy, że jesteś wegetarianką – zauważył.   
– Donald nie lubi marchewkowego ciasta. Ale za to przepada za lukrowanym sernikiem! 
Greg skinął głową i wskazał na zawartość pudełka.   
– Czy to kawałek ciasta cytrynowego? 
–  Chyba  tak.  Może  się  poczęstujesz?  Przyniosę  ci  serwetkę  i  zjesz  sobie  w  drodze  do 

magazynu.   

Kiedy  wypowiedziała  te  słowa,  uświadomiła  sobie,  że  była  niegrzeczna.  Wyszło  tak,  jak 

gdyby chciała się go pozbyć. Bardzo nie lubiła sprawiać nikomu przykrości.   

Na szczęście Greg pominął jej brak taktu – milczeniem. Zatarł ręce i poczęstował się dużym 

kawałkiem ciasta.   

– W porządku. Nie spieszy mi się – odparł i rozejrzał się wokół. – Ta naprawa na nic się nie 

zda. Stary materiał nie utrzyma dodatkowego ciężaru nowej siatki. Powinnaś wymienić całość.   

– Chociaż ty nie zaczynaj. – Christina pokręciła głową i wyszła na zewnątrz, by z powrotem 

przewlec  igłę  do  środka.  –  Już  wysłuchałam  pouczeń  od  taty.  Odkąd  powiedziałam  mu,  że 
planuję  w  końcu,  zerwać  to  wszystko  i  oszklić  werandę,  ciągle  przypomina  mi,  że  przecież 
Donald i tak będzie chciał się przeprowadzić do Fair Oaks.   

Christina powtórnie rozpoczęła swój taniec z igłą, ale Greg dojadł szybko ciasto i wyręczył ją 

w pracy.   

– To wspaniały dom – powiedział. – Czemu nie zostaniecie tutaj? 
– Donald chce zamieszkać bliżej miasta. Nie będzie musiał jechać taki kawał do biura.   
Ten pomysł nigdy jej się nie podobał. Marzyła, by zostać w tym starym urokliwym domu z 

olbrzymimi pokojami i wysokim sufitem. Miałaby zamieszkać w jednym z wielu szeregowców, 
podobnych do siebie jak dwie krople wody? Okropność! Jednak zatrzymała tę opinię dla siebie.   

– Nie wiem, czy się na to zgodzę. Marzę o tym, żeby zatrzymać dom i ziemię. Chciałabym 

hodować kwiaty i krzewy na sprzedaż.   

– To całkiem niezły plan. Założę się, że byłabyś świetną kobietą interesu.   
– Mój tata tak nie uważa. Ciągle powtarza mi, żebym zapomniała o własnej szklarni, skoro 

mam dobrze płatną pracę. Niestety, moja szefowa chyba trochę mnie nie docenia. Mama wciąż 
mi  powtarza,  że  powinnam  się  z  tym  pogodzić  i  cierpliwie  czekać  na  swoją  szansę.  A  potem 
zawsze dodaje, że ludzie, którzy myślą wyłącznie o swoich własnych pragnieniach, najczęściej 
kończą u mojego tatusia w więzieniu.   

– To prawda – odrzekł na pozór obojętnie i skupił się na dokładnym dopasowaniu kawałka 

nowej siatki.   

–  Przepraszam  –  szepnęła  Christina.  –  Nie  chciałam,  żeby  to  tak  zabrzmiało.  Ależ  jestem 

bezmyślna! 

Posłał jej wybaczający uśmiech.   

background image

– A czego chcesz ty? – zapytał.   
–  Uwielbiam  patrzeć,  jak  rosną  moje  rośliny,  ale  przede  wszystkim  chcę  mieć  dzieci. 

Kilkoro. Wiem, że potrafiłabym je dobrze wychować.   

Milczał przez chwilę, zanim cichym głosem zadał jej następne pytanie.   
–  I  chcesz,  żeby  to  Donald  został  ojcem  twoich  dzieci?  Poczuła,  jak  uśmiech  znika  z  jej 

twarzy. Zazwyczaj nie myślała o tym aspekcie ich związku. Nie chodziło o to, że Donald nie był 
atrakcyjny, ale...   

Greg przymrużył oczy i Christina wiedziała już, że jej wahanie powiedziało mu więcej, niż 

chciałaby mu zdradzić.   

– Jak poznaliście się z Donaldem? 
– Tata poznał go w trakcie pewnego śledztwa. Od razu się zaprzyjaźnili, w końcu znalazł mu 

w  mieście  biuro  i  polecał  go  znajomym.  Po  jakimś  czasie  zaczaj  traktować  Donalda  jak  syna, 
więc  przedstawił  nas  sobie,  no  i  popatrz  –  rozłożyła  szeroko  ramiona  –  teraz  Donald  zostanie 
jego zięciem.   

Greg skinął potakująco głową.   
– Donald to dobry człowiek.   
– Tak – przyznała.   
Dlaczego zatem nie odczuwała na jego widok szybszego bicia serca? Dlaczego tak niechętnie 

myślała  o  wspólnej  przyszłości?  Czyżby,  jak  twierdziła  matka,  była  egoistką,  przedkładającą 
własne pragnienia nad dobro swojego przyszłego męża? 

Powoli opadła na fotel. Dziesięć lat temu wyszła za Grega, bo ją o to poprosił. Teraz rodzice 

oczekiwali, że będzie bez żadnej dyskusji robiła to, co oni uważają za słuszne. Po ślubie Donald z 
pewnością również będzie próbował narzucić jej swą wolę.   

Nagle ogarnęło ją wielkie zmęczenie. Była już znużona wieczną walką o, prawo do własnego 

zdania...  i  ciągłym  przegrywaniem.  Z  niecierpliwością  wypatrywała  daty  ślubu,  byle  wreszcie 
mieć to za sobą. Jak skazaniec, który ma już dość oczekiwania na wykonanie wyroku i z radością 
idzie na szubienicę.   

Greg sięgnął do pudełka i wyjął spory kawałek orzechowego ciasta.   
– Jeden na drogę – powiedział, puszczając oko. – Zanim pójdę, chciałbym cię prosić o małą 

przysługę.   

Christina wyprostowała się. Postanowiła, że tym razem nie ulegnie Gregowi. Już dłużej nie 

pozwoli sobą manipulować.   

– Posłuchaj, ja nie...   
–  Zanim  odmówisz,  pozwól  sobie  coś  powiedzieć.  Chcę  ci  zaproponować  dobrze  płatną 

posadę.   

– Już mam pracę.   
Jego czarujący uśmiech nie mógł zmienić podjętej decyzji. Christina była nieugięta.   
– Przepraszam, ale nie. Westchnął z rezygnacją.   

background image

– No dobrze – powiedział. – Będę musiał zmienić plany.   
– Dobry pomysł.   
Odprowadzając  go,  była  z  siebie  dumna.  Nie  dała  mu  się  tym  razem  omotać,  umiała  się 

przeciwstawić. Nic nie wskórał słodkimi minkami i przymilnymi uśmiechami.   

Chwilę później patrzyła, jak Greg odjeżdża i  prawdopodobnie znika z jej życia na zawsze. 

Nagle, nie wiedzieć czemu, ogarnęło ją przytłaczające uczucie pustki...   

 

Fioletowe  irysy  –  sześć  tuzinów  doniczek  –  były  pierwszą  rzeczą,  jaka  przyciągnęła  wzrok 

Christiny po przyjściu do pracy.   

–  Skąd  one  się  tu  wzięły?  –  mruknęła  i  sięgnęła  po  dokument  spedycyjny,  przyklejony  do 

jednej z doniczek.   

W  rubryce  „nabywca”  widniało  jej  imię  i  nazwisko,  natomiast  sam  towar  został  określony 

jako sześć tuzinów sadzonek fioletowych floksów.   

Westchnęła z irytacją. Nie mogła skupić się na bieżącej pracy, nie wyjaśniwszy uprzednio tej 

pomyłki. Podejrzewała, że była to kolejna bezczelna zagrywka ich dostawcy. Często, gdy miał na 
składzie zbyt dużo roślin tej samej odmiany, przysyłał je po prostu Christinie. Widocznie z góry 
zakładał,  że potulna zazwyczaj  dziewczyna nie  będzie się awanturować  i  dla świętego spokoju 
przyjmie towar, którego w ogóle nie zamawiała.   

Włożyła rachunek do kieszeni i skierowała się do swojego biura, mieszczącego się na drugim 

końcu  szklarni.  Przygryzła  wargi,  układając  sobie  w  myślach  płomienne  przemówienie,  jakim 
zamierzała  uraczyć  bezczelnego  dostawcę.  Tym  razem  nie  zamierzała  puścić  sprawy  płazem. 
Wszyscy  przyzwyczaili  się,  że  jest  osobą  grzeczną  i  spokojną,  unikającą  konfliktów  niczym 
diabeł święconej wody. Wykorzystywali ją, naginali do swej woli. Dość tego! Nadszedł czas, by 
pokazać całemu światu, że ona również ma prawo do własnego zdania.   

Drzwi  do  biura  były  otwarte,  a  Linda  siedziała  na  brzegu  jej  biurka.  Świetnie!  Zażąda  od 

szefowej, by ta ją poparła podczas kłótni z niesolidnym dostawcą.   

Linda  była  roześmiana,  a  z  ust,  które  zazwyczaj  wyszczekiwały  rozkazy,  płynął  słodki  i 

mocno afektowany głosik.   

– Wejdź – odezwała się, zapraszając Christinę do jej własnego biura. – Czekaliśmy na ciebie.   
Czekaliśmy? 
Kiedy tylko znalazła się w środku, jej wzrok padł na rozpartego na krześle mężczyznę. Gdy 

wstał, by się z nią przywitać, wpadła w prawdziwy popłoch.   

– Christino, poznaj pana Primo – zaszczebiotała Linda. – Przyszedł tu dzisiaj rano, by się z 

tobą zobaczyć! Ma dla  ciebie bardzo ciekawe zlecenie. Otóż, pan Primo otwiera w miasteczku 
klub  sportowy  i  chciałby  odizolować  poszczególne  stanowiska  do  ćwiczeń  przegrodami 
utworzonymi z roślin.   

Greg pochylił się do przodu i szarmancko ujął dłoń Christiny.   
–  Miło  mi  będzie  z  panią  współpracować  –  odezwał  się.  Jednak  drobne  zmarszczki  w 

background image

kącikach  jego  oczu  kazały  wątpić  w  szczerość  tej  wypowiedzi.  Zawsze,  jeszcze  w  czasach 
szkolnych,  gdy  Greg  miał  ten  hultajski  wyraz  twarzy,  należało  spodziewać  się  wszystkiego 
najgorszego. Christina nie miała zamiaru uczestniczyć w kolejnej  grze. Dostała już nauczkę od 
Grega Primo i nie da się więcej nabrać na jego słodkie słówka.   

Zabrała rękę i wsunęła ją do kieszeni.   
– Ja... ja... przepraszam, ale nie mogę z panem pracować.   
–  To  oczywiste  –  odpowiedział  i  uraczył  ją  bezczelnym  uśmieszkiem.  –  Pani  się  zajmie 

roślinami, ja natomiast sprawami klubu.   

Doskonale wiedział, co miała na myśli, ale celowo próbował ją zbić z pantałyku. Christina 

przyjęła twardą postawę.   

–  Nie,  pan  mnie  źle  zrozumiał.  Chciałam  powiedzieć,  że  jestem  teraz  bardzo  zajęta  – 

wyjaśniła  i  zwracając  się  do  swojej  kierowniczki,  dodała:  –  Mamy  problem  ze  zleceniem  od 
właściciela kawiarni. To mi zajmie przynajmniej kilka kolejnych dni.   

– Poczekam – wtrącił Greg.   
Gdyby go tak dobrze nie znała, mogłaby pomyśleć, że rzeczywiście liczy tylko na niewinną 

współpracę. Linda zeskoczyła z biurka.   

– Możesz się zająć jednocześnie i kawiarnią, i klubem pana Primo.  – Przechylając głowę i 

mrużąc porozumiewawczo oczy, powiedziała znacząco: – Przecież marzyłaś, by dostać zlecenie 
tego typu! Sama mi to mówiłaś! 

– Naprawdę? – zapytał Greg z udawanym zdziwieniem,  – Niezupełnie – odparła Christina, 

chcąc jak najszybciej zakończyć dyskusję. – I tak nic by z tego nie wyszło. Nie jestem w stanie 
zaoferować panu takich usług, jakich pan oczekuje.   

– Skąd ta pewność? – Jego głos był niski i matowy. Linda była coraz bardziej zainteresowana 

tą nieoczekiwaną wymianą zdań.   

– Chciałam powiedzieć – wyjaśniała Christina – że specjalizuję się w projektowaniu terenów 

zielonych, ale na zewnątrz. A pan potrzebuje raczej projektanta wnętrz.   

– Jeśli chodzi o rośliny, projektant wnętrz i tak musiałby zlecić tę pracę pani. Czyż nie mam 

racji? 

Christina z ociąganiem skinęła głową.   
– Tak, ale ja nie mogę samodzielnie podjąć się tego zlecenia. Nie mam zielonego pojęcia o 

doborze tapet czy oświetleniu.   

– A czy zna się pani trochę na architekturze? 
– Oczywiście, że nie. Jestem ogrodniczką.   
–  Ale  w  zeszłym  tygodniu  nie  przeszkodziło  to  pani  w  podsunięciu  mi  kilku  wspaniałych 

pomysłów, dotyczących urządzenia klubu.   

Osłupiała Linda spoglądała to na Grega, to na Christinę.   
– To wy się znacie? – zapytała.   
–  Można  by  tak  powiedzieć.  –  Christina  odsunęła  się  od  niezbyt  mile  widzianego  gościa. 

background image

Otworzyła drzwi, dając do zrozumienia, że uważa rozmowę za zakończoną.   

– Słuchajcie, nie wiem,  o co tu  chodzi  – wyznała  Linda, przerywając niezręczną ciszę.  –  I 

wcale  nie  jestem  pewna,  czy  chciałabym  wiedzieć.  Może  po  prostu  zostawię  was  samych, 
żebyście sobie mogli wszystko spokojnie wyjaśnić? 

Nie spuszczali z siebie wzroku, chyba nawet nie zauważyli, że Linda wyszła z biura.   
Christina właśnie otwierała usta, by powiedzieć Gregowi, co sądzi o nim i o jego nagannym 

zachowaniu, gdy Linda z powrotem wpadła do pokoju.   

– Aha, i zanim coś postanowisz – zwróciła się do Christiny – zadaj sobie najpierw pytanie, 

czy naprawdę chcesz spędzić następnych kilka tygodni w naszej kompostowni? 

Po  chwili  już  jej  nie  było.  Christina  wiedziała,  że  gróźb  szefowej  nie  należało  traktować 

poważnie, ale jej punkt widzenia był jasny. Albo Christina przyjmie to zlecenie, albo przyjdzie 
jej za to słono zapłacić.   

I znów postanowiono coś za nią.   
Zacisnęła  dłonie  w  pięści  i  nie  rozluźniła  ich,  nawet  gdy  paznokcie  zaczęły  się  boleśnie 

wbijać w skórę;.   

– No coś ty – powiedział Greg uspokajająco. – Chyba nie będzie aż tak źle? 
– A mnie się wydaje, że wręcz przeciwnie – odparła.   
Zbliżył  się do niej i  ujął jej dłonie, usiłując je wyprostować. Próbowała wyrwać się z jego 

uścisku, ale mocno ją przytrzymał.   

– Dlaczego to robisz? Czego ty ode mnie chcesz?! – krzyknęła.   
Milczał, ale jego spojrzenie było bardziej wymowne niż najczulsze i najżarliwsze słowa.   
– To nie jest w porządku – powiedziała. – Czy nie widzisz, w co mnie pakujesz? 
–  Przyszedłem  do  ciebie,  bo  chcę  tego,  co  najlepsze  –  odpowiedział  ze  znaczącym 

uśmiechem. – I nie przystanę na mniej.   

Coś podpowiadało Christinie, że nie miał na myśli jej wiedzy ogrodniczej. Wolała jednak nie 

zastanawiać się nad prawdziwym sensem jego słów.   

– Wystarczająco długo żytem z dala od Morrison Heights – ciągnął dalej, głaszcząc jej palce. 

–  Wróciłem,  by  zamieszkać  tu  na  stałe.  Jestem  teraz  uczciwym  obywatelem  i  chcę  zyskać 
powszechny szacunek wśród lokalnej społeczności. Zmieniłem się, uwierz mi.   

Czuła,  jak  drętwieją  jej  ramiona.  Wrócił  na  dobre.  Wrócił,  by  wciąż  przypominać  o  jej 

głupim wyborze, którego dokonała dziesięć łat temu! 

– To, gdzie mieszkasz i co robisz w miasteczku, nie ma ze mną nic wspólnego.   
–  Moja  droga,  słodka  Christino,  nie  masz  pojęcia...  –  Przerwał,  po  raz  ostatni  uścisnął  jej 

dłonie i pędem wybiegł z biura. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Właśnie  w  takich  momentach  Christina  najbardziej  żałowała,  że  nie  ma  własnej  firmy. 

Mogłaby  wtedy  wybierać  zlecenia,  przebierać  do  woli  w  ofertach,  odrzucając  te,  których  nie 
miała ochoty przyjmować.   

Przez trzy tygodnie robiła wszystko, aby unikać wszelkich kontaktów z Gregiem. Zajmowała 

się  drobnymi,  zupełnie  drugorzędnymi  projektami.  Przyszła  jednak  pora,  kiedy  trzeba  było  w 
końcu,  uzbroiwszy  się  w  notatnik  i  miarkę,  pojechać  do  klubu.  Posępnie  zachmurzone  niebo 
doskonale odzwierciedlało niewesoły nastrój Christiny.   

Nad wejściem do magazynu zawisł wielki metalowy szyld z nazwą klubu, a w środku zaszły 

jeszcze większe zmiany. Pomieszczenie coraz bardziej przypominało centrum sportowe, pomimo 
iż sprzęt do ćwiczeń, zmagazynowany w rogu sali, wciąż jeszcze czekał na zmontowanie.   

Szukała miejsca, w którym mogłaby rozłożyć swoje projekty. Przeszła koło drabiny i puszek 

z  farbą  do  sali  aerobiku.  Wielkie  lustra,  oparte  o  ścianę,  nadawały  wnętrzu  nieco  niesamowity 
wygląd.  Było  to  jedyne  pomieszczenie,  w  którym  nie  pracowali  robotnicy,  właśnie  dlatego 
Christinie wydało się najbardziej odpowiednie.   

– Ach, to  ty.  – Wzdrygnęła się na dźwięk głosu  Grega. – A Trina powiedziała, że właśnie 

przyszedł hydraulik! 

– Hydraulik? – powtórzyła bezmyślnie.   
–  Właśnie  teraz  montuje  jaccuzi.  Chodź,  pokażę  ci,  co  już  zostało  zrobione  od  twojej 

ostatniej wizyty.   

Coś  ostrzegało  ją,  by  natychmiast  odrzucić  tę  propozycję!  Z  drugiej  jednak  strony  chciała 

mieć  tę  robotę  jak  najszybciej  z  głowy.  Zresztą,  i  tak  powinna  dokładnie  obejrzeć  całe 
pomieszczenie, zanim przystąpi do pracy.   

Gdy tak przechodzili przez kolejne pomieszczenia, Christina wprost nie mogła się nadziwić 

zmianom, jakie zaszły tu od czasu jej ostatniej wizyty.   

Urządzono przebieralnie, w których zamontowano już prysznice i szafki na ubrania. W holu 

mieścił się mały barek. Robotnicy uwijali się jak mrówki, wszędzie panował hałas i rozgardiasz.   

– Zatrudniłeś cudotwórców – zauważyła Christina, zdumiona imponującym tempem robót.   
Kiwnął głową i pasmo ciemnych włosów opadło mu na czoło.   
– To miejscowe firmy. Zależy im na pracy, a poza tym dobrze im płacę.   
Zanim  dotarli  z  powrotem  do  siłowni,  Christina  już  zdążyła  zapisać  kilka  stron  w  swoim 

notesie.   

– Po co ten pośpiech? Jakie to ma znaczenie, czy otworzysz ten klub za miesiąc, czy za pól 

roku? 

Jego  ciemne  oczy  zaszły  lekką  mgiełką  i  Christina  wyczuła,  że  trafiła  w  czuły  punkt. 

background image

Krzyknął,  wydając  polecenie  stolarzowi,  który  właśnie  starannie  przybijał  listwę.  Po  paru 
sekundach milczenia Christina pogodziła się z myślą, że jej pytanie pozostanie bez odpowiedzi.   

– Im szybciej klub zostanie otwarty, tym lepiej dla mojego wizerunku. Już czas, by ludzie z 

Morrison  Heights  przestali  mnie  postrzegać  wyłącznie  jako  byłego  kryminalistę.  Chcę  ich 
przekonać, ze jestem porządnym i uczciwym biznesmenem. – Pochylił się i sięgnął po puszkę z 
napojem,  którą  zostawił  przy  ławce  w  siłowni.  Pił  łapczywie,  jakby  chciał  ugasić  trawiącą  go 
gorączkę. – Już odpokutowałem za stare grzechy – wyznał, patrząc Christinie prosto w oczy.   

Ton jego głosu sprawił, że Christina poczuła się nieswojo. Zaśmiała się nerwowo.   
–  Mówisz  inaczej  niż  ten  chłopak,  który  wciągnął  kiedyś  na  maszt  przed  szkołą  płaszcz 

dyrektora! Zawsze mi się wydawało, że jest ci obojętne, co myślą o tobie inni.   

– Już nie jestem tym samym człowiekiem – wyznał dobitnym i stanowczym głosem. – I chcę, 

by wszyscy w Morrison Heights o tym wiedzieli! 

–  Często  powtarzałeś,  że  dopóki  będziesz  szanował  samego  siebie,  opinie  innych  są  bez 

znaczenia. Co sprawiło, że wyznajesz teraz zupełnie inny system wartości? Dlaczego szacunek 
obcych ludzi stał się nagle dla ciebie taki ważny? 

Greg zgniótł puszkę i wyrzucił ją na stertę śmieci, piętrzących się w rogu pomieszczenia.   
– Nie mam zamiaru ukrywać swojej przeszłości – powiedział otwarcie. – Po prostu nie chcę, 

by mi o niej bezustannie przypominano.   

Coś jednak mówiło Christinie, że nie był  do końca szczery. Przeczuwała, że w tej sprawie 

jest jakieś drugie dno, którego Greg najwidoczniej nie miał zamiaru ujawniać.   

– Daję ci wolną rękę. Możesz kupować, co tylko uznasz za stosowne. Ufam ci – zakończył. 

Potem  jeszcze  spytał,  ile  czasu  zajmą  jej  wszystkie  prace,  chciał  bowiem  ustalić  choćby  w 
przybliżeniu termin wielkiego otwarcia.   

Christina  nagle  zrozumiała  pobudki,  jakimi  się  kierował.  Grega  zapewne  dręczyło  pytanie, 

czy  skandaliczna  reputacja  nie  odbije  się  niekorzystnie  na  jego  interesach.  Nic  dziwnego,  że 
upierał się, by otworzyć klub w dzielnicy, która stawała się modna i bogata.   

Dwóch  hydraulików,  dźwigających  długie  rury,  przeszło  obok,  kierując  się  w  stronę 

pryszniców. A zaraz potem elektryk zawołał Grega, by spytać go, w którym miejscu na suficie 
ma umieścić wentylatory.   

Christina uznała, że w tym zamęcie niewiele zdziała.   
– Chyba wyjdę na zewnątrz i zobaczę, gdzie byłoby najlepiej wytyczyć ścieżkę do joggingu 

Pod koniec niezwykle pracowitego dnia miała wszystkiego dosyć. Z zasnutego chmurami nieba 
przez cały dzień siąpił drobny deszczyk. Postanowiła wejść do środka, tam jednak, gdziekolwiek 
by się nie ruszyła, wpadała na dostawców, rzemieślników lub,  co gorsza, na Grega. Pocieszała 
się, że już niedługo będzie mogła zerwać z nim wszelkie stosunki. Wtedy wreszcie odzyska pełną 
kontrolę nad swym życiem.   

Póki  co,  nie  mogła  od  niego  uciec.  Po  dokonaniu  wszystkich  pomiarów  wycofała  się  do 

częściowo  tylko  urządzonego  biura,  w  którym  urzędowała  Irina.  Projektowała  na  komputerze 

background image

transparent na uroczystość wielkiego otwarcia.   

–  Popatrz  tylko  na  niego!  –  zwróciła  się  do  Christiny,  wskazując  ręką  widocznego  przez 

drzwi Grega, który właśnie pomagał  robotnikom w przeniesieniu dystrybutora do wody.  – Czy 
widziałaś  kiedykolwiek  takiego  silnego  mężczyznę?  I  te  mięśnie  –  ciągnęła  dalej  Trina.  – 
Uratował mnie od nieuniknionej katastrofy, proponując mi tę pracę.   

Najwyraźniej  zamierzała  wygłosić  kolejny  pean  pod  adresem  swego  pracodawcy,  ale 

Christina naprawdę nie miała ochoty tego słuchać.   

– Już piąta. Czas zbierać się do domu – rzuciła mimochodem.   
– Zawsze wychodzę dopiero po Gregu. Jedyny sposób, w jaki mogę mu się odwdzięczyć za 

okazaną  dobroć,  to  zostać  po  godzinach.  Czasami  trzeba  jeszcze  coś  załatwić,  napisać  ważne 
listy. Wiesz, jak to jest.   

– To ogromna lojalność w zamian za to, że zaoferował ci pracę.   
– Kochanie, on mi uratował życie! – Trina obróciła się na krześle w stronę Christiny. – Ten 

człowiek, ten anioł, uratował mnie przed bandą pijaków w taniej spelunce, w jakiej przyszło mi 
występować.   

– Śpiewałaś tam? 
– Jasne, że śpiewałam. A myślałaś, że co innego tam robiłam? 
Postanowiła pozostawić to bez komentarza. Opowieść Triny niezbyt ją zaskoczyła. Jeszcze w 

szkole  Greg  zawsze  wstawiał  się  za  innymi.  Nawet  jeśli  miałby  się  przez  to  wpakować  w 
kłopoty. Był urodzonym buntownikiem, lecz nie egoistą. Często przedkładał cudze sprawy nad 
swoje własne i nigdy nie pozwalał krzywdzić słabszych.   

Zebrała swoje rzeczy, pożegnała się z Triną i skierowała się do wyjścia, przechodząc obok 

dostarczonych niedawno krzeseł, które miały wkrótce stanąć w pokoju konferencyjnym na tyłach 
budynku.   

Wychodząc nowymi podwójnymi drzwiami, pomachała Gregowi na do widzenia. Właśnie w 

tym  momencie  przypomniała  sobie  o  dokumentach  potrzebnych  do  unieważnienia  małżeństwa, 
weszła zatem z powrotem do środka.   

– Zapomniałaś o czymś? – Greg uśmiechnął się miło.   
–  Prawie.  –  Podeszła  do  stojącego  pośrodku  pokoju  Grega  i  wyjęła  z  torebki,  dokumenty. 

Zdjęła ze sterty jedno z krzeseł, a potem, wyciągając przed siebie rękę z papierami, powiedziała; 
– Musisz to podpisać.   

Greg nie usiadł. Nie przyjął też od niej dokumentów.   
–  Ja  dotrzymałam  swojej  części  umowy  –  przypomniała,  podsuwając  mu  papiery  pod  sam 

nos.   

–  Tak,  i  ja  dotrzymam  swojej  –  obiecał  –  ale  musimy  się  z  tym  wstrzymać  jeszcze  przez 

tydzień.   

– Jeszcze tydzień? Umowę najmu podpisałeś dwa tygodnie temu. Nie ma powodu, by dłużej 

zwlekać.   

background image

– Podpisałem umowę – odpowiedział, siadając i zapraszając gestem Christinę, by poszła w 

jego ślady. – Prawnik pani Odell wkrótce ma mi przesłać kopie, ale dopóki nie mam jej w ręku, 
wolałbym nie podejmować żadnych pochopnych kroków.   

Chrisrina najchętniej udusiłaby go gołymi rękami. Jak długo będzie ja zwodził? 
– Przez ciebie mój ślub stoi pod znakiem zapytania! – krzyknęła oskarżycielsko.   
–  Obiecuję  ci,  że  podpiszę  dokumenty  jeszcze  przed  terminem  ślubu.  Proszę,  wytrzymaj 

jeszcze trochę. Tb nie potrwa długo.   

Niestety,  nie  udało  jej  się  powstrzymać  czkawki.  Nienawidziła  Grega  za  to,  że  wciąż  miał 

nad nią władzę. Poczuła, że jeśli zostanie tu chociaż minutę dłużej, wybuchnie. O, nie! Nie da mu 
tej satysfakcji.   

Podniosła  krzesło  i  z  hukiem  odstawiła  je  na  stertę.  Nim  zdążył  wstać,  pobiegła  w  stronę 

wyjścia.  Usłyszała,  jak  Greg  wstaje.  Ledwie  pchnęła  podwójne  drzwi,  jej  uszu  doszedł 
przeraźliwy huk i krzyk.   

Wróciła, by zobaczyć, co się stało. Greg właśnie próbował wydostać się spod sterty krzeseł, 

które na niego przed chwilą runęły.   

– Chyba coś złamałem – jęknął.   
Skrzywił  się  lekko,  gdy  podwijała  rękaw  jego  koszulki,  by  obejrzeć  ramię.  Przez  ułamek 

sekundy  zastanawiała  się,  czy  nie  jest  to  tylko  komedia,  obliczona  na  wywołanie  współczucia. 
Jednak czerwony ślad i puchnąca w oczach ręka mówiły same za siebie.   

– Bardzo przepraszam – szepnęła, pełna poczucia winy.   
– Nie ma za co. To ja powinienem bardziej uważać. Jestem taki niezgrabny.   
–  Nie,  to  nieprawda  –  zaoponowała.  Gdyby  w  złości  nie  przepychała  się  obok  krzeseł,  na 

pewno nie runęłyby na Grega.   

–  Wszystko  w  porządku,  Greggie?  –  zapiszczała  Trina,  chwiejąc  się  niebezpiecznie  na 

bardzo wysokich szpilkach.   

– Tak, w porządku – zapewnił. – Wezmę tylko trochę lodu i...   
–  I  przyłożymy  go  do  ręki,  a  potem  pojedziemy  na  ostry  dyżur  –  wpadła  mu  w  słowo 

Christina.   

– Ja go zawiozę – zaoferowała się Trina. – Mój samochód stoi tuż przed budynkiem.   
– Nie, to wszystko moja wina – ja go zawiozę.   
Greg usiłował się opierać, mówiąc, że lód i odpoczynek to wszystko, czego mu trzeba, ale 

Christina  twardo  obstawała  przy  swoim.  Poprosiła  Trinę,  by  zamknęła  klub,  kiedy  wszyscy 
robotnicy już skończą pracę.   

W szpitalnej poczekalni Greg oddał Christinie worek z lodem przygotowany przez Trinę.   
– Możesz z tym coś zrobić? 
Wydał  jej  się  tak  słaby  i  bezbronny,  że  zapragnęła  wziąć  go  w  ramiona  i  ukołysać  jak 

rozżalone dziecko.   

Dręczyło ją poczucie winy. Zachowała się w stosunku do Grega niegrzecznie, a w dodatku to 

background image

przez  nią  się  potłukł.  Gdyby  nie  był  taki  silny  i  sprawny,  mogłoby  dojść  do  o  wiele 
poważniejszego wypadku.   

Przyłożyła woreczek z lodem do jego ramienia, a Greg natychmiast skrzywił się z bólu.   
– Przepraszam – powiedziała chyba po raz dziesiąty.   
– Jesteś bardzo troskliwa.  – Przez chwilę obserwował  jej twarz.  – To cudowne  – dodał  po 

chwili.   

Nie wiedziała, co odpowiedzieć, dlatego posłała mu jedynie zadziorny uśmieszek.   
– Zobaczyłbyś, jaka ze mnie dobra pielęgniarka, gdybyś się tylko skaleczył lub oparzył. W 

torebce  mam  tyle  aloesu,  że  spokojnie  wystarczyłoby  dla  połowy  mieszkańców  Morrison 
Heights.   

Uśmiechnął  się  czule,  a  jej  natychmiast  zrobiło  się  ciepło  na  sercu.  Wróciła  myślami  do 

szkolnych  czasów.  Wtedy  Greg  niezwykle  jej  imponował.  Zuchwały  i  bardzo  pewny  siebie, 
zdawał  się  być  obdarzony  wszystkimi  cechami,  o  których  posiadaniu  ona  sama  mogła  tylko 
skrycie marzyć.   

Christina  zawsze  starała  się  być  dla  wszystkich  miła,  cieszyło  ją,  gdy  ludzie  obdarzali  ją 

pochwałami  i  komplementami.  Unikała  kłótni  i  zawsze  robiła  to,  co  powszechnie  uważano  za 
słuszne. Była lubiana ze względu na swój bezkonfliktowy charakter, jednak męczyło ją wieczne 
podporządkowywanie się woli innym.   

Greg z kolei bez ograniczeń korzystał ze swobody i wolności, której ona nigdy nie zaznała. 

Mógł robić, co tylko zapragnął, korzystał z życia wedle własnego uznania, lecz przyszło mu za to 
zapłacić bardzo wysoką cenę.   

Jej  ojciec  dostałby  zawału,  gdyby  dowiedział  się,  że  pragnęła  być  podobna  do  chłopaka, 

którego on sam uważał za wyrzutka społeczeństwa.   

A teraz Greg powrócił. I po raz kolejny wprowadził zamęt w jej życie.   
– Nic nie mówisz – zauważył, dotykając jej dłoni. – Czy coś się stało? 
Christina  tylko  przymknęła  powieki.  Nie  chciała,  by  wyczytał  w  jej  spojrzeniu,  jak  bardzo 

jest zmieszana. Wciąż ją intrygował i fascynował, a przecież powinna być na niego wściekła, – A 
może po prostu tęsknisz za Donaldem? – zapytał z troską.   

Donald! Zupełnie o nim zapomniała! 
– O mój Boże! – Zaczęła przetrząsać torebkę w poszukiwaniu drobnych na telefon. – Pewnie 

zastanawia się, gdzie teraz jestem! 

– Nie martw się – uspokoił ją. – Trina mu powie, gdzie jesteś, – Masz rację. Dzisiaj po pracy 

miał przyjechać po twoje księgi rachunkowe. Trina na pewno wyjaśni mu, co się stało.   

Na twarzy Grega zagościł triumfalny uśmiech. Skoro w jego obecności Christina zapominała 

o narzeczonym, jeszcze nie wszystko było stracone. A zatem jej związek z Donaldem nie jest aż 
tak wspaniały, jak usiłowała wszystkim wmówić.   

Greg  zaczął  gorączkowo  obmyślać  plan  działania.  Do  ślubu  Christiny  i  Donalda  zostały 

zaledwie  trzy  tygodnie.  To  niezbyt  wiele,  by  odzyskać  serce  ukochanej  kobiety.  Jednak  gdyby 

background image

spędzał z nią dużo czasu, przypominał jej swoim zachowaniem o tym, co ich niegdyś łączyło...   

Do poczekalni weszła kobieta w białym fartuchu.   
– Pan Primo? – przeczytała nazwisko z formularza, który trzymała w ręku.   
– Jeszcze wciąż hi jestem – powiedział.   
Był, i nie zamierzał zrezygnować z Christiny bez walki.   
 
W  ciągu  kolejnych  trzech  dni  w  klubie  zaszły  ogromne  zmiany.  Robotnicy  pracowali  po 

godzinach,  by  przygotować  lokal  na  uroczyste  otwarcie.  Mimo  iż  okazało  się,  że  prawa  ręka 
Chega nie była złamana, stłuczenie było bolesne i dokuczliwe. Przekonał się jednak, że malować 
ściany można również lewą ręką.   

Jednak  najbardziej  uszczęśliwiało  go  to,  że  codziennie  widywał  się  z  Christina.  Często 

przerywał malowanie, by na nią popatrzeć. Nie uszło jego uwagi, że i ona często spogląda w jego 
stronę.   

Wsiadła  na  rowerek  treningowy  i  powoli  zaczęła  pedałować.  Zdawała  się  nie  zauważać 

badawczego  wzroku  Grega.  Co  chwila  zerkała  na  niskie,  dzielące  pomieszczenie  przegrody, 
które  niebawem  miały  spełniać  podwójną  funkcję  –  kwietników  i  ławek  do  siedzenia.  Pewnie 
zastanawiała  się,  ile  roślin  trzeba  będzie  posadzić,  by  stworzyć  wystarczająco  gęstą  zasłonę 
zapewniającą klientom intymność. Nie mógł oderwać od niej wzroku.   

Obróciła się i znów przyłapała go na tym, jak się jej przygląda.   
– Jak tam ręka? Jeszcze boli? – zapytała.   
–  Trochę.  –  Wyprostował  się,  rozkładając  szeroko  ramiona,  by  rozluźnić  boleśnie  napięte 

mięśnie. Z przyjemnością zauważył, że Christina co i  rusz na niego ukradkiem zerka.  – Chyba 
zastosuję się do zaleceń  lekarza i  wezmę  gorącą  kąpiel. Chcesz się przyłączyć? Tobie również 
przydałby się taki relaks po ciężkiej pracy.   

Christina  nagle  przerwała  ćwiczenie.  Greg  mógł  się  jedynie  domyślać,  jaki  efekt  wywarta 

jego na pozór niewinna propozycja.   

– Dziękuję, ale... hm... mam jeszcze dużo pracy dziś wieczorem.   
–  Och  –  odpowiedział  Greg,  nie  kryjąc  rozczarowania.  –  W  takim  razie  będę  musiał  sam 

sobie poradzić z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi.   

Był  prawie  pewny,  że  nie  będzie  w  stanie  mu  odmówić.  Owszem,  chciał  w  niej  wywołać 

poczucie winy, ale przecież cel uświęca środki. Christina z namysłem zmarszczyła brwi. Jeszcze 
chwila, a ulegnie. Dokładnie tak, jak przewidział.   

– Nie mam kostiumu kąpielowego.   
Kusiło  go,  by  zaproponować  kąpiel  bez  kostiumu,  ale  wiedział,  że  wszystko  by  zepsuł. 

Postanowił działać bardzo ostrożnie.   

– Trina wypróbowywała nową wannę, zaraz po zainstalowaniu. Może zostawiła gdzieś swój 

kostium. Jestem pewny, że nie miałaby nic przeciwko, abyś go pożyczyła.   

– Jak długo powinieneś ćwiczyć? 

background image

– Około trzydziestu minut. Christina posłała mu niepewny uśmiech.   
– Przyznaję, gorąca kąpiel dobrze by mi zrobiła.   
Greg tylko siłą woli powstrzymał okrzyk radości. Pomógł jej znaleźć kostium i powiedział, 

że spotkają się w wannie.   

Większość  robotników  poszła  już  do  domu,  a  Trina  biegała  po  sklepach  w  poszukiwaniu 

artykułów  biurowych.  Zadzwonił  też  Donald,  by  poinformować  Christinę,  że  będzie  zajęty  do 
późna, w związku z czym zobaczą się dopiero jutro, gdy wpadnie do klubu w interesach.   

Kiedy po długim wahaniu weszła w końcu do pokoju kąpielowego, Greg nie mógł oderwać 

od niej wzroku. Usiłował nie patrzeć, jak Christina delikatnie wślizguje się do wanny, nieśmiało 
sprawdzając  długość  ramiączek,  które  wcześniej  podwinęła  i  spięła  agrafkami.  Czarny 
jednoczęściowy  kostium  ściśle  opinał  jej  kształtne  biodra.  Greg  zauważył,  jak  bardzo  jest 
skrępowana.  By  rozładować  napiętą  atmosferę,  podał  Christinie  kartkę  z  opisem  zalecanych 
ćwiczeń.   

Greg  rozkoszował  się  delikatnym  dotykiem  jej  drobnych  dłoni  na  swym  ramieniu,  gdy 

pomagała mu rozluźnić napięte mięśnie. Śmiali się i żartowali, czując się coraz swobodniej. Ale 
im większą radość sprawiało mu jej towarzystwo, tym żarliwiej pragnął czegoś więcej.   

Chciał jej miłości.   
I właśnie wtedy musiał zepsuć tę miłą zabawę, wspominając swego rywala.   
– To jak to z wami jest? – zapytał, usiłując dociec prawdy. – Dlaczego jesteś z Donaldem? 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Christina odgarnęła z twarzy mokre włosy i popadła w głęboką zadumę. Już drugi raz, będąc 

z  Gregiem,  całkowicie  zapomniała  o  Donaldzie.  Traktowała  ich  związek  z  dużą  powagą,  lecz 
łatwość, z jaką wyrzucała narzeczonego z myśli i z serca, zaczynała ją niepokoić.   

– Nie wiem, o co ci właściwie chodzi – powiedziała z dużą dozą rezerwy.   
Greg oparł się wygodnie i po chwili wahania stwierdził: 
– No cóż, nie zachowujecie się jak para, która ma niedługo stanąć na ślubnym kobiercu.   
Odwróciła  się  tyłem  do  niego  i  sięgnęła  po  ręcznik,  by  wytrzeć  twarz.  Jak  powinna 

zareagować  na  takie  insynuacje?  To  prawda,  nie  mizdrzyli  się  z  Donaldem  do  siebie  jak  para 
beztroskich nastolatków, ale czy był to wystarczający powód, by kwestionować ich uczucia? 

– Kochasz go? 
Czy  go  kochała?  Już  z  tysiąc  razy  pytała  o  to  samą  siebie,  jednak  nadal  nie  była  pewna 

odpowiedzi. Ich związek był szczególny, oparty na wzajemnym szacunku, tolerancji i przyjaźni. 
Christina była przekonana, że z czasem, gdy już będą mieli okazję wspólnie zamieszkać i lepiej 
się poznać, ich uczucia dojrzeją i przerodzą się w coś głębszego – w miłość.   

– Nie rozumiem, dlaczego mnie o to pytasz.   
– Unikasz odpowiedzi? 
–  Nie.  Oczywiście,  że  go  kocham!  –  krzyknęła  zdenerwowana.  –  Donald  jest  dobrym  i 

bardzo porządnym człowiekiem.   

– Tak, jak co najmniej połowa mężczyzn w tym mieście. Ale nie sądzę, żebyś zamierzała ich 

wszystkich poślubić. – Uśmiechnął się, by chociaż odrobinę rozładować napiętą atmosferę.   

– Do czego zmierzasz? 
– Chcę, żebyś była szczęśliwa, Christino.   
–  Jestem  szczęśliwa.  –  Odsunęła  się  od  niego.  –  Będę  szczęśliwa  również  po  ślubie, 

zwłaszcza wtedy, gdy doczekamy się dzieci.   

Choć nie przysunął się nawet o centymetr, nadal miała wrażenie, jakby siedział tuż obok niej.   
– Ja też mógłbym dać ci dzieci – powiedział cicho. Gwałtownie wstała, przytrzymując zbyt 

obszerną górę kostiumu.   

–  Wydaje  mi  się,  że  nie  powinniśmy  o  tym  rozmawiać.  Usiłowała  nie  zwracać  na  niego 

uwagi,  gdy  obserwował,  jak  się  wycierała.  Przychodziło  jej  to  z  równą  łatwością,  z  jaką  zając 
ignoruje czającego się do ataku wilka.   

–  Pomożesz  mi  jeszcze  kiedyś  przy  ćwiczeniach?  –  zapytał  spokojnie.  –  Może  jutro  po 

pracy? 

Owinęła się ręcznikiem.   
– Nie mogę. Jutro przygotowuję próbny obiad dla rodziców Donalda.   

background image

– Próbny obiad? 
Dlaczego  nie  powiedziała  po  prostu,  że  zaprasza  Donalda  na  obiad?  Teraz  dopiero  będzie 

drążył temat! I nie zostawi jej w spokoju, dopóki wszystkiego z niej nie wyciągnie.   

– Pomyśleliśmy z Donaldem, że dobrze byłoby spotkać się z jego rodzicami przed ślubem. 

W  domu,  w  zwykłych  okolicznościach...  no  wiesz,  omówić  ostatnie  przygotowania  i,  mam 
nadzieję,  trochę  lepiej  się  poznać.  –  Christina  przeczesała  palcami  mokre  włosy.  Poczuła  się 
bardzo  głupio.  Denerwowała  się  spotkaniem  z  państwem  Winkler.  Donald  uważał,  że  jej 
zdenerwowanie  jest  uzasadnione,  biorąc  pod  uwagę  problemy,  jakie  matka  stwarzała  przed 
ślubem jego starszego brata. – A ponieważ nadziewana pieczeń jest ich ulubionym daniem, mam 
sporo pracy w kuchni. Chciałabym zaprezentować się z jak najlepszej strony.   

– Nadziewana pieczeń? Kto by pomyślał! – zaśmiał się cicho.   
–  Donald  podpowiedział  mi,  że  powinnam  po  prostu  być  sobą  i  przygotować  to,  co 

zazwyczaj gotuję...   

– Bardzo mądrze.   
– Postanowiłam  pójść na kompromis i  przygotować wegetariańską pieczeń. Mam nadzieję, 

że będzie im smakowała.   

–  Chcesz,  żebym  najpierw  ja  spróbował  tego  smakołyku?  Mogę  być  twoim  królikiem 

doświadczalnym.   

– To bardzo miłe z twojej strony, lecz tym zajmie się Donald.   
– Ale on nie będzie tak brutalnie szczery jak ja.   
W  duchu  musiała  przyznać  Gregowi  rację.  Donald  był  bardzo  wyrozumiały  i  taktowny. 

Wątpiła,  czy  powiedziałby  jej  prawdę,  nawet  gdyby  zupełnie  nie  smakowało  mu  to,  co 
przygotowała.   

– Poza tym – ciągnął dalej Greg – mogłabyś okazać trochę więcej miłosierdzia! Od kilku dni 

jestem  wyłącznie  na  kanapkach.  Ciężko  przygotować  coś  na  ciepło,  gdy  ma  się  sprawną  tylko 
lewą rękę.   

Znowu poczuła się głupio. Odrzuciła jego propozycję, ponieważ sądziła, że starał się być po 

prostu  miły.  A  on  zwyczajnie  tęsknił  za  gorącym  posiłkiem.  Człowiek  postury  Grega, 
wykonujący codziennie ciężką pracę fizyczną, powinien jadać solidne posiłki.   

– Skoro już o tym wspomniałeś, to Donald nie za bardzo lubi kuchnię wegetariańską. Jednak 

zawsze  chwali  dania,  które  przygotowuję.  Może  rzeczywiście  przydałaby  mi  się  obiektywna 

opinia? 

Uśmiechnął się triumfalnie, jakby właśnie zdobył decydujący punkt w ważnym meczu.   
Była  pewna,  że  Donald  nie  miałby  nic  przeciwko  zaproszeniu  Grega.  Przecież  powinien 

lepiej  poznać  swojego  nowego  klienta.  Natomiast  dla  niej  samej  byłby  to  interesujący 
sprawdzian... nie tylko kulinarnych umiejętności.   

 
Christina  miała  nadzieję,  że  przygotowywana  przez  nią  pieczeń  nie  okaże  się  aż  taką 

background image

katastrofą,  jaką  była  reszta  dnia.  Najpierw  dostarczono  zbyt  gruby  żwir  przeznaczony  do 
wysypania  ścieżki  dla  biegaczy.  Potem,  gdy  ustawiała  paproć  przy  wannie  do  masażu, 
pierścionek zaręczynowy spadł jej z palca i potoczył się do wody, na szczęście Greg zdołał go 
wyłowić. Chcąc uniknąć kolejnego takiego incydentu, Christina włożyła pierścionek z brylantem 
do  kieszeni.  Miała  uczucie,  jakby  zdradzała  narzeczonego,  który  zresztą  miał  dzisiaj  wpaść  do 
klubu, by popracować nad księgami rachunkowymi Grega. Ale, o dziwo, Donald nie wydawał się 
w ogóle urażony, raczej jedynie lekko zaciekawiony.   

Musiała przyznać, że narzeczony zachowywał się ostatnio dosyć dziwnie. Zwłaszcza kiedy w 

pobliżu była Trina. I na dodatek, jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, Greg zasypywał ją 
dzisiaj  cennymi  radami,  proponując  pomoc  przy  przygotowaniu  pieczeni,  naprawie  siatki  na 
werandzie, zakupach...   

–  A  ten  obraz  ze  słonecznikiem?  –  zapytał,  gdy  Christina  właśnie  wyjmowała  pieczeń  z 

piekarnika. – Chcesz, żebym przewiesił go do innego pokoju? 

– Nie, oczywiście, że nie. Gdybym go zdjęła, mama pomyślałaby, że mi się nie spodobał! To 

jej pierwsza praca malowana akwarelami w kółku plastycznym.   

– Skoro tak...   
Rozzłościłyby  ją  te  sarkastyczne  uwagi,  lecz  Greg  tak  rozbrajająco  się  uśmiechał...  To 

dziwne, ale wydawało się, że dzisiejszego wieczoru ręka w ogóle go nie boli.   

– To cała ty – zauważył. – Eksponujesz takie ohydztwo, byle tylko nie zranić uczuć osoby 

obdarowującej.   

Nie  pomyślała  o  tym  wcześniej,  ale  chyba  miał  rację.  Wracając  do  kuchni,  w  przelocie 

musnął ucho Christiny.   

– Fajne kolczyki. Też zrobione przez mamę? 
– Zrobiła je dla mnie ośmioletnia bratanica Donalda. Greg pokręcił głową.   
– Po prostu bądź sobą. Jeżeli ludzie nie kochają cię takiej,  jaka jesteś, nie są warci  twoich 

starań.   

Christina nie zgadzała się z tym poglądem. Jeśli przyjmując nawet mało gustowne prezenty, 

sprawiała ludziom radość, sama też czuła się szczęśliwa. Poza tym  nie chciała zrazić do siebie 
matki  Donalda.  Słyszała  już  niesamowite  opowieści  o  tym,  jak  ta  szacowna  dama  utrudniała 
życie  swojemu  starszemu  synowi  i  jego  narzeczonej.  Zamiast  zrealizować  swe  marzenia  o 
uroczystym ślubie, zdecydowali się na ucieczkę. Ostatecznie pani Winkler zaakceptowała swoją 
przyszłą synową, jednak Christina wolała wejść do rodziny Donalda spokojnie i bez awantur.   

Sięgnęła do szafki po talerze.   
– Ciekawe, co się dzieje z Donaldem? Już dawno powinien tu być.   
– Mam ci przekazać, że będzie dzisiaj pracował do późna w klubie i żebyśmy zaczynali bez 

niego – powiedział Greg, odstawiając jeden talerz na półkę.   

– Przecież to on wymyślił ten próbny obiad! Co może być teraz dla niego ważniejsze?! 
– Powiedziałem mu, że prawnik pani Odell ociąga się ze sporządzeniem dla mnie notarialnie 

background image

potwierdzonej kopii umowy najmu. Donald postanowił do niego napisać w tej sprawie – przyznał 
Greg z zakłopotaniem.   

W  pierwszej  chwili  pomyślała,  że  zrobił  to  celowo.  Czyżby  zagonił  Donalda  do  pracy,  by 

pobyć z nią sam na sam? 

– Wiedząc, że tak bardzo zależy ci na unieważnieniu naszego małżeństwa i ślubie – dodał – 

zaproponowałem  Donaldowi,  żeby  odłożył  służbowe  sprawy  do  jutra.  –  Greg  wzruszył 
ramionami.  – Ale on powiedział, że skoro  Irina  jest pod ręką i  może wystukać mu  to  pismo na 
komputerze, to załatwi to teraz i osobiście dostarczy list jeszcze dziś wieczorem.   

Poczuła  się  głupio,  że  podejrzewała  Grega  o  podstęp.  Unikała  jego  wzroku,  przekładając 

pieczeń  z  brytfanny  na  półmisek.  Cały  czas  starała  się  sobie  wmówić,  że  dzisiejsze  wyznanie 
Grega  było  tylko  niewinnym  flirtem.  Woski  łotrzyk  słynął  ze  swojego  czaru,  zawsze  wiedział, 
jak zjednać sobie kobietę.   

– Dziękuję – powiedziała krótko.   
Dlaczego czuła się zawiedziona? Czy z powodu starań i zabiegów Grega, zmierzających do 

jak  najszybszego  unieważnienia  ich  małżeństwa?  Christina  skarciła  się  w  duchu  za  te  głupie 
myśli.  Przecież  to  jasne,  że  jej  rozczarowanie  wynikało  najprawdopodobniej  z  nieobecności 
Donalda i świadomości, że będzie spędzał wieczór z Triną, a nie w towarzystwie narzeczonej.   

–  Czego  się  nie  robi  dla  starych  przyjaciół  –  powiedział  Greg,  siadając  naprzeciwko  niej. 

Nałożył sobie pełen talerz najrozmaitszych potraw, które przygotowała na dzisiejszą kolację. – O, 
chleb domowej roboty! Wspaniała z ciebie gospodyni.   

–  Może  powinieneś  najpierw  spróbować,  zanim  ocenisz  moje  zdolności  kulinarne.  Mam 

nadzieję,  że  rodzicom  Donalda  będzie  smakowało.  A  szczególnie  pani  Winkler.  Podobno  jest 
perfekcjonistką. Myślę, że nie uważa mnie za odpowiednią partię dla swego syna.   

Nagle Greg się zakrztusił.   
– Nic ci nie jest? – Chciała do niego podejść, ale powstrzymał ją gestem ręki.   
Łzawiły mu oczy, lecz dał jej znak, że wszystko w porządku. Napił się wody.   
–  Pytanie  powinno  brzmieć  –  odezwał  się,  kiedy  już  złapał  oddech  –  czy  Donald  jest 

odpowiednią partią dla ciebie?! 

– To bardzo miło z twojej strony, ale rozumiem troskę jego matki. Donald jest oczkiem  w 

głowie  rodziny.  –  Ukroiła  sobie  kromkę  chleba  i  posmarowała  masłem.  –  Pani  Winkler  jak 
najbardziej popiera to małżeństwo, ale mimo wszystko czuję, że powinnam ją sobie zjednać.   

– To może zrobimy próbę? – Greg wyprostował się i wydął usta. – Ja będę panią Winkler.   
– Powiedziałam, że jest perfekcjonistką, a nie jędzą. – Roześmiała się.   
Nie  zwracając  uwagi  na  Christinę,  Greg  kontynuował  przedstawienie.  Mówił  wysokim  i 

piskliwym głosem.   

– Powiedz mi, moja droga, co cię najbardziej pociąga w moim synu? Jego pieniądze, wygląd 

czy może błyskotliwy sposób prowadzenia konwersacji? 

–  Kancelaria  prawnicza  Donalda  nie  jest,  jak  na  razie,  oblegana.  Jeszcze  trochę  czasu 

background image

upłynie,  zanim  będzie  w  dobrej  kondycji  finansowej.  Ale  wierzę,  że  pewnego  dnia  odniesie 
sukces – powiedziała i popadła w zadumę.   

Donald  był  zadbanym  mężczyzną,  może  niezbyt  przystojnym,  ale  też  żadną  pokraką.  Ich 

rozmowy toczyły się głównie wokół jego pracy i kariery. W przyszłości zamierzał ubiegać się o 
stanowisko burmistrza i Christina była pewna, że osiągnie swój cel.   

Greg przeszedł do innego tematu.   
– Jesteś śliczną dziewczyną – ciągnął dalej, wciąż parodiując starszą matronę z towarzystwa 

– i pochodzisz z dobrej rodziny. Czemu więc wcześniej nie wyszłaś za mąż? 

Naprawdę  nie  chciała  wracać  do  starych  dziejów.  Zanim  odpowiedziała,  zjadła  kawałek 

cukinii.   

– Może spróbujesz wegetariańskiej pieczeni i powiesz mi, co o niej sądzisz? 
– To jest rzecz, którą chyba każda matka chciałaby wiedzieć o swojej przyszłej synowej. Co 

jej odpowiesz, jeśli za tydzień cię o to zapyta? – Jego kolejne słowa były dobrze przemyślane i 
wyważone. – Że do tej pory nie znalazłaś nikogo, kogo byś pokochała? 

Odczekała chwilę, nie chcąc go urazić.   
–  Myślę,  że  powiedziałabym  coś  w  tym  stylu.  Przecież  byliśmy  tylko  dziećmi.  Nie 

wiedzieliśmy, co robimy – powiedziała po chwili.   

– Ja wiedziałem, co robię.   
Christina  nic  nie  odpowiedziała.  Nie  miała  zielonego  pojęcia,  jak  wybrnąć  z  kłopotliwej 

sytuacji.   

– Powiesz im, że już byłaś zamężna? Skinęła potakująco głową.   
–  Nie  będę  tego  utrzymywać  w  tajemnicy.  A  ty?  –  zapytała.  –  Dlaczego  ponownie  się  nie 

ożeniłeś? 

Oczekiwała  odpowiedzi,  że  był  zbyt  zajęty  robieniem  interesów,  by  wiązać  się  z  jakąś 

kobietą. Ale on tylko powtórzył to, co powiedział jej w dniu, w którym powtórnie pojawił się w 
jej życiu.   

– Mnie zawsze interesuje tylko to, co najlepsze – odparł spokojnie. – Kiedy kupuję sprzęt do 

klubów,  wybieram  ten  najwyższej  jakości.  A  gdy  już  znajdę  coś,  na  czym  mi  zależy,  nie 
pozwalam sobie tego wydrzeć.   

Ożyły  bolesne  wspomnienia.  Gdy  aresztowano  Grega,  brutalnie  ją  odtrącił.  A  przecież 

gotowa  była  trwać  przy  nim  na  dobre  i  na  złe.  Tak  bardzo  pragnęła,  aby  ich  małżeństwo  było 
trwałe. Może uznał, że nie jest dla niego odpowiednią partnerką? 

A jeśli po kilku latach małżeństwa Donald dojdzie do takiego samego wniosku? Jeśli tak się 

stanie, jaki czeka ją wówczas los? 

Greg z uporem powracał do tematu.   
– Pewnie powiesz Winklerom, że cale życie czekałaś na kogoś takiego jak Donald. I że teraz, 

gdy wychodzisz za niego za mąż, nie posiadasz się ze szczęścia.   

– Musiałabym być w nim szalenie... – Christina przerwała, zatrwożona, że o mały włos nie 

background image

wyjawiła swych prawdziwych uczuć.   

– Wyznałaś mi kiedyś, że wierzysz w trwałość związków opartych na miłości – powiedział 

cicho. – Jak możesz być szczęśliwa, wiążąc sicz mężczyzną, którego nie kochasz? 

– Kocham go. Jest dobry, miły i porządny...   
– Ale nie kochasz go taką miłością, jaką kobieta powinna obdarzać mężczyznę.   
– Są różne rodzaje miłości – obstawała przy swoim. – Mogę być bardzo zadowolona z życia 

z Donaldem. A zadowolenie to pewien rodzaj szczęścia.   

–  A  więc  jesteś  gotowa  wyrzec  się  tego,  co  najlepsze!  Christina  zdjęła  serwetkę  z  kolan  i 

położyła ją na stole.   

– Nie mam zamiaru dłużej tego znosić! Dyskredytujesz mojego narzeczonego i wygłaszasz 

dziwne teorie, opacznie interpretując moje słowa! 

–  Masz  rację,  poniosło  mnie  –  odpowiedział  Greg,  unosząc  ręce  w  geście  poddania.  – 

Przejdźmy lepiej na bezpieczniejszy grunt.   

Christina odetchnęła z ulgą i trochę się rozluźniła. To dobrze, iż Greg wreszcie zrozumiał, że 

niektórych tematów lepiej nie poruszać.   

–  Opowiedz  mi  o  swojej  pracy.  Czy  masz  zamiar  zostać  w  Plants  Plus,  kiedy  na  świat 

przyjdą dzieci? – spytał Greg, parodiując glos starszej pani.   

Christina  spojrzała  na  niego  ostrzegawczo,  zastanawiając  się,  czy  przypadkiem  Greg  znów 

nie próbuje wtykać nosa w jej sprawy osobiste.   

– Jako twoja przyszła teściowa, muszę wiedzieć  takie rzeczy!  – bronił się, wyczuwając jej 

wahanie.   

Czemu nie? To temat, którym Winklerowie rzeczywiście mogą być zainteresowani.   
– Mam nadzieję, że zanim zajdę w ciążę, będę już miała własną, dobrze prosperującą firmę, 

zajmującą się architekturą zieleni.   

Przerwała, czekając na krytyczne uwagi. Pewnie zaraz usłyszy, że do prowadzenia własnego 

przedsiębiorstwa  nie  wystarczą  dobre  chęci.  Ku  wielkiemu  zdziwieniu  usłyszała  zupełnie  coś 
innego.   

–  Na  pewno  sobie  poradzisz.  Jesteś  pracowita,  zdolna  i  solidna.  Szybko  pozyskasz  stałych 

klientów. – Greg wbił widelec w pieczeń. – Ale uważaj, masz zadatki na pracoholiczkę... Hej, to 

jest smaczne.   

– Co takiego? 
– Smakuje jak wołowa pieczeń. Gdybym nie znał prawdy, dałbym się nabrać, – Nałożył na 

talerz  kolejną  porcję  i  obficie  polał  sosem  pomidorowym.  Z  dużym  apetytem  zabrał  się  do 
jedzenia.   

Christina  była  dumna,  że  jej  kulinarny  eksperyment  okazał  się  sukcesem.  Natomiast  nie 

dawało jej spokoju wcześniejsze stwierdzenie Grega.   

– Dziękuję, ale pytałam, co miałeś na myśli, mówiąc, że za ciężko pracuję? 
– A to – wytarł usta serwetką – że tak bardzo się starasz, by zadowolić innych. Zbyt często 

background image

zapominasz  o  własnych  pragnieniach.  Nie  podoba  mi  się,  że  w  trosce  o  szczęście  wszystkich 
wokół, idziesz na liczne ustępstwa. Czy ciągłe tłumienie własnej osobowości nie wpędza cię w 
przygnębienie?  –  Pochylił  się  nad  stołem  i  spojrzał  Christinie  prosto  w oczy.  –  Mogę  prosić  o 
dokładkę? 

– Ależ oczywiście, częstuj się! 
Patrzyła,  jak  jadł  i  pomyślała,  że  Greg  umie  czerpać  przyjemność  nawet  z  tak  prozaicznej 

czynności, jaką jest spożywanie posiłku. Jeśli już coś robił, to z wielkim zapałem i entuzjazmem. 
Wiedział, jak cieszyć się drobiazgami. A ona...   

– Cóż w tym złego, że lubię uszczęśliwiać innych? Kiedy widzę, z jaką przyjemnością jesz 

przygotowany  przeze  mnie  posiłek,  sprawia  mi  to  radość.  Cieszyłoby  mnie  również 
zaprojektowanie takiego żywopłotu,  który zachwyciłby klienta. Czy nie  na tym  właśnie polega 
szczęście? Na docenieniu małych, codziennych przyjemności? 

– Tak, dopóki nie płacisz za to zbyt wysokiej ceny. – Greg skończył i odsunął talerz na bok. 

– Powiedz mi, czy rodzice Donalda chcą, żebyś za niego wyszła? I czy twoi rodzice też sprzyjają 
temu związkowi? 

– Oczywiście. Moi rodzice lubią Donalda, a jego rodzice też darzą mnie sympatią.   
Podszedł do niej. Szarmancko podał jej rękę, gdy wstawała od stołu.   
– Odpowiedz mi szczerze. Czy wychodzisz za Donalda, ponieważ go kochasz, czy raczej po 

to, by wszystkich wokół uszczęśliwić? 

Christina poczuła, że oblewa się rumieńcem. By pokryć zmieszanie, zajęła się sprzątaniem ze 

stołu.   

– Oczywiście, że wychodzę za niego za mąż z miłości. Dlaczego mnie o to pytasz? 
Greg zebrał część talerzy i poszedł za nią do kuchni.   
–  Ponieważ  nadal  jesteś  moją  żoną.  Przez  te  wszystkie  lata  nigdy  nie  poczyniłaś  żadnego 

ruchu,  by  uzyskać  rozwód.  Dobrze  cię  znam,  Chnstino  i  mogę  się  założyć,  że  jesteś  jeszcze 
dziewicą.   

– Naprawdę nie uważam, żeby to była twoja sprawa! Talerze runęły z łoskotem do zlewu.   
– Dobrze zgadłem, prawda? Ty nie należysz do kobiet, które zdradzają męża.   
Patrzyła na niego wrogo, zła, że poruszył tak drażliwy i niewygodny dla niej temat.   
–  Owszem,  traktuję  swoje  obietnice  bardzo  poważnie.  Nawet  w  wypadku,  gdy  chodzi  o 

papierowe małżeństwo.   

– Ślubowałaś, że mnie nie opuścisz aż do śmierci – przypomniał.   
–  Śmierć  partnera  czy  śmierć  małżeństwa,  co  za  różnica?  –  Obróciła  się  na  pięcie,  by 

dokończyć sprzątanie ze stołu.   

Kiedy chwilę później wróciła do kuchni z podkładkami pod talerze, zastała Grega niedbale 

opartego o zlew.   

– Małżeństwo ma szansę przetrwania, dopóki  tli  się choćby  najmniejsza  iskierka miłości  – 

powiedział z uśmiechem.   

background image

Patrzył,  jak  strzepywała  do  zlewu  okruszki  z  podkładek.  Podszedł  do  niej  i  wziął  ją  w 

ramiona.   

Na początku trochę się opierała, ale w końcu uległa.   
– Nie wierzę, że już nic nas nie łączy – szepnął.   
Stała jak skamieniała. Bała się, że Greg odbierze jej bezruch jako zaproszenie. Powinna się 

bronić, walczyć z nim, . ale nie potrafiła.   

– Mam rację, Christino? 
Greg się nie mylił. Bez względu na to, jak mocno starała się stłumić swe uczucia, one i tak 

zawsze dawały o sobie znać. Ale szaleństwem byłoby przyznać się do nich.   

Zwłaszcza  że  Greg  był  bardzo  powściągliwy  w  wyrażaniu  własnych  emocji.  Mówił 

półsłówkami, unikał jednoznacznych sformułowań...   

Czy miał jakiś powód, by trzymać ją w niepewności? Gdy umowa najmu zostanie w końcu 

sfinalizowana,  Greg  na  pewno  zgodzi  się  na  unieważnienie  małżeństwa.  Chyba  że  wymyślił 
jeszcze  jakiś  inny  chytry  podstęp.  Był  człowiekiem,  który  zrobiłby  wszystko,  by  osiągnąć 
upragniony cel. Nie podejrzewała go jednak o to, że byłby w stanie świadomie manipulować jej 
uczuciami. Była też pewna, że nie będzie próbował zaciągnąć jej do łóżka.   

Zebrała wszystkie siły, wyzwoliła się z jego objęcia i serdecznie uścisnęła mu rękę.   
–  Dziękuję,  pani  Winkler,  że  zechciała  pani  przyjąć  zaproszenie  na  dzisiejszy  obiad.  Mam 

nadzieję,  że  następnym  razem  Donald  zasiądzie  z  nami  do  stołu.  Chętnie  przymierzę  suknię 
ślubną, którą mi pani pożyczyła.   

Instynkt  samozachowawczy  podpowiedział  jej,  by  dodała  to  ostatnie  zdanie.  Nie  szkodziło 

przecież  przypomnieć  Gregowi,  że  była  zaręczona  i  wkrótce  miała  poślubić  Donalda!  Niech 
sobie nie wyobraża, że  Christina wciąż jest tą samą naiwną nastolatką,  którą można zauroczyć 
jednym słodkim uśmiechem czy czułym słówkiem.   

Greg zwlekał tylko chwilę z odwzajemnieniem uścisku. Ponownie powracając do wysokiego, 

piskliwego tonu, powiedział: 

– Obiad był przepyszny, skarbie. – Uśmiechnął się, a potem dodał już swoim głosem: – Czy 

mogłabyś dać mi przepis na tę pieczeń? 

– Oczywiście. Cieszę się, że ci smakowała.   
Gdy  odprowadzała  go  do  drzwi,  była  już  o  wiele  spokojniejsza,  przynajmniej  w  kwestii 

swych umiejętności  kulinarnych. Niestety, Greg  zasiał w jej duszy ziarno nieufności, podkopał 
jej wiarę w to, że związek z Donaldem przetrwa wszystkie burze i nawałnice.   

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Obudził  ją  głośny  i  przenikliwy  dźwięk  dzwonka.  Z  ociąganiem  unosząc  ciężkie  powieki, 

zerknęła  na  stojący  obok  łóżka  zegar.  Szósta  trzydzieści.  Mimo  iż  była  sobota,  Christina  i  tak 
miała zamiar popracować dzisiaj w klubie.   

Przepełniona  obawą,  że  stało  się  coś  strasznego,  wyskoczyła  z  łóżka  i  pobiegła  do  drzwi, 

zapominając  o  włożeniu  szlafroka.  Przez  szybki  w  drzwiach  ujrzała  wpatrującego  się  w  nią 
Grega.   

Miał  nie  ogoloną  twarz  i  bardzo  zmierzwione  włosy.  Wyglądał,  jak  gdyby  miał  za  sobą 

ciężką, bezsenną noc.   

– Co się stało? – szepnęła bez tchu.   
– Chyba wczoraj wypadł mi u ciebie portfel z kieszeni. Czy mogę się rozejrzeć? 
Westchnęła i wpuściła go do środka. Poczuła ulgę, że przyczyną jego nagłej porannej wizyty 

nie jest żadne nieszczęście. Poczuła też ulgę, że nie był to żaden nieszczęśliwy wypadek.   

– Gdybyś zadzwonił, sama bym poszukała. Przecież mogłabym ci go przywieźć do klubu.   
– Ładna pidżama – powiedział, patrząc znacząco na jej luźne szorty i zbyt obszerną koszulkę. 

–  Nie  wytrzymałbym  tak  długo.  Potwornie  boli  mnie  głowa,  a  właśnie  w  portfelu  zawsze 
trzymam aspirynę.   

Szarogęsił  się,  jakby  był  u  siebie  w  domu.  Zaczaj  energicznie  przekładać  poduszki  na 

kanapie i zaglądać pod wszystkie meble.   

Christina pomagała w poszukiwaniach, chociaż marzyła, by położyć się jeszcze na chwilę do 

łóżka. Mruknęła pod nosem, że tabletki przeciwbólowe można kupić w każdej aptece.   

– O ile jest za co – zareagował natychmiast. – Pieniądze również zostały w portfelu. Mam. – 

Greg wyłonił się zza krzesła, na którym siedział przy wczorajszym obiedzie. Potem, nie prosząc 
nawet o szklankę wody, szybko połknął dwie białe pastylki.   

– Wziąłeś aspirynę na pusty żołądek? 
– Pewnie, a czemu by nie? 
Wzięła go pod rękę i poprowadziła do kuchni.   
– Chodź, zrobię ci śniadanie.   
Greg z apetytem zjadł cztery jajka na miękko, dwie grzanki z chleba domowej roboty i kilka 

plasterków smażonego bekonu. Ból głowy minął, jak ręką odjął.   

Syty  i  nieco  rozmarzony,  zapatrzył  się  w  niemym  zachwycie  na  Christinę.  Mimo  że  była 

ubrana  w  wygnieciony  podkoszulek,  wyglądała  niezwykle  ponętnie  i  seksownie.  Jej  włosy 
sterczały  malowniczo  na  wszystkie  strony,  oczy  zdawały  się  być  zasnute  lekką  mgiełką,  co 
prawdopodobnie było świadectwem niewyspania.   

–  Dziękuję  za  śniadanie.  –  Wstał,  opłukał  po  sobie  talerze  i  ustawił  starannie  na  suszarce 

background image

obok zlewu. – Będziesz kiedyś wspaniałą matką.   

Spojrzała na niego nieufnie, nie wiedząc, jak powinna zareagować na ten komplement. Nie 

winił  jej  za  tę  podejrzliwość,  ostatecznie  miał  sobie  wiele  do  zarzucenia.  Jednak  nie  mógł 
pozwolić,  by  biernie  poddawała  się  wszystkiemu,  czym  obdarzał  ją  los.  Musiał  przełamać  jej 
bierność, zmusić, by uważnie przyjrzała się swemu życiu. Jeśli Christina ocknie się ze swoistego 
letargu duchowego, na pewno zrozumie, że nie powinna wychodzić za mąż za Donalda. Tyle był 
jej winien... Zamierzała popełnić okropną pomyłkę, wiążąc się z mężczyzną, którego nie kochała.   

Co  ją  popchnęło  do  tak  desperackiego  kroku?  Dlaczego,  do  diabła,  przystała  na  taki 

dziwaczny układ? Czyżby jej odjęło rozum? Zamierzał ją nękać pytaniami tak długo, dopóki nie 
otrzyma szczerych i wyczerpujących odpowiedzi.   

Musi  jednak  postępować  bardzo  ostrożnie  i  taktownie.  Czasu  było  coraz  mniej,  dlatego 

należało opracować jakąś sprytną i skuteczną taktykę.   

– To ja już pójdę i pozwolę ci się spokojnie przygotować do pracy.   
Wyszła z nim do przedpokoju.   
– Jak twoja głowa? Lepiej? 
– Trochę. – Przytrzymał jej drzwi i wyszedł za nią na werandę.   
I nagle zrozumiał, że nie spocznie, dopóki nie odzyska miłości Christiny. Pragnął spędzić z 

nią resztę życia, chciał mieć z nią dzieci i budzić się co rano u jej boku.   

Włączył  się  budzik  i  z  radia  popłynęła  głośna  muzyka.  Wesoła  piosenka  dokładnie 

odzwierciedlała  radosny  nastrój  Grega, a słowa starego przeboju  uznał  za dobry znak:  „Ledwo 
cię ujrzałem, a już zrozumiałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni” – nic dodać, nic ująć.   

Ogarnęło go wzruszenie i pod wpływem nagiego impulsu ujął Christinę za rękę i przyciągnął 

do  siebie.  Po  chwili  przełamał  jej  opór  i  zmusił,  by  oddała  się  we  władanie  muzyki.  Oboje 
równocześnie wybuchli śmiechem i zaczęli tańczyć, wirując w powolnym i zmysłowym rytmie.   

Było  tak  jak  kiedyś,  gdy  byli  młodzi,  zauroczeni  sobą,  pełni  marzeń  i  oczekiwań.  Ledwie 

przebrzmiały ostatnie takty, Greg usłyszał skrzypniecie schodów prowadzących na werandę.   

– Wygląda na to, że świetnie się bawicie! Dość niezwykłe jak na tak wczesną porę.   
Greg  odwrócił  się  gwałtownie  i  ujrzał  Donalda,  przypatrującego  się  z  kwaśną  miną 

zadyszanej parze. Wziąwszy pod uwagę, że Christina wciąż ubrana była jedynie w kusą pidżamę, 
sytuacja mogła się wydać postronnemu obserwatorowi dość dwuznaczna.   

–  My...  tylko  się  wygłupiamy  –  wyjaśniła  Christina  pospiesznie,  broniąc  się  przed 

ewentualnymi oskarżeniami. – Greg zostawił tu wczoraj po obiedzie swój portfel i wstąpił dziś 
rano, by go odebrać.   

Donald odwrócił się w stronę swojego nowego klienta i posłał mu zaciekawione spojrzenie. 

Greg nie zdziwiłby się, gdyby chciał go uderzyć. Do diabła, sam by tak postąpił, gdyby był na 
jego miejscu! 

Owszem,  zamierzał  przekonać  Christinę,  że  nigdy  nie  będzie  szczęśliwa  z  Donaldem,  nie 

chciał jednak ranić uczuć jej narzeczonego.   

background image

Donald wyciągnął rękę na powitanie.   
–  Dzień  dobry,  Greg  –  powiedział,  po  czym  zwrócił  się  do  Christiny:  –  Wstąpiłem,  by 

zaproponować  ci  podwiezienie  do  klubu.  Ponieważ  mam  zamiar  spędzić  tam  cały  dzień, 
pomyślałem, że moglibyśmy razem pojechać i wrócić.   

– Jasne, to niezły pomysł. – Kierując się z powrotem do domu, zatrzymała się w drzwiach. – 

Greg, zabiorę ze sobą swoje ziołowe lekarstwa, na wypadek gdyby znów rozbolała cię głowa.   

Jego ból głowy już wrócił i zapowiadało się, że będzie z nim tak długo, jak długo Christina 

będzie się upierała przy unieważnieniu małżeństwa.   

 
Ciekawe, co Greg chciał osiągnąć tym razem? 
Mógł jej po prostu dać pieniądze i wysłać ją samą, ale nie, uparł się, by pojechali razem. Czy 

naprawdę był aż tak zainteresowany kupowaniem zabawek do sali zabaw dla dzieci? 

To, że Christina postanowiła osobiście zająć się tą sprawą, mogło wydawać się dziwne. W 

końcu zaopatrywanie klubu w zabawki nie należało do jej obowiązków. Greg dał jej wolną rękę i 
poprosił, by po prostu kupiła, co uzna za stosowne. A ponieważ Christina i tak musiała czekać na 
dostawę  kwiatów,  postanowiła,  że  wykorzysta  wolny  czas,  pomagając  w  końcowych 
przygotowaniach do wielkiego otwarcia.   

Sięgnęła  po  pluszowego  misia,  przytuliła  go,  po  czym  położyła  w  wózku  na  zakupy  obok 

pokaźnej kolekcji książeczek dla dzieci.   

– Nie, nie uważam tego za dobry pomysł – powiedział Greg, odkładając pluszowego misia na 

półkę. – Dzieci nie lubią siedzieć z zabawką w ręku. One chcą się bawić, w coś grać! 

Christina z powrotem włożyła misia do wózka.   
– Niektóre będą tęskniły za swoją mamą czy tatą, dlatego przyda się taka miła przytulanka, 

na  pocieszenie.  –  Sięgnęła  po  mięciutkiego,  puszystego  króliczka  i  również  wrzuciła  go  do 

wózka.  –  Ale  masz  rację,  powinniśmy  też  kupić  kilka  gier  planszowych.  Chyba  są  w  następnej 
alejce, chodźmy je obejrzeć. Zobacz...   

– Przecież to taka nuuuda! – powiedział i łapiąc ją za łokieć, zaczął ciągnąć w przeciwnym 

kierunku. – Widzę coś, co sam chciałbym mieć.   

To  była  wielka  gumowa  piłka  z  uchwytami.  Greg  zdjął  kurtkę  i  powiesił  ją  na  kierownicy 

stojącego obok roweru. Usiadł okrakiem na piłce i zaczął na niej skakać. Włosy opadały mu na 
czoło, a krawat powiewał niczym chorągiew na wietrze. Greg zdawał się nie zwracać uwagi na 
to, że jego zachowanie wywołuje powszechne zainteresowanie. Kilkoro klientów uśmiechnęło się 
z politowaniem, inni patrzyli na niego z lekką obawą.   

–  Kiedy  byłem  dzieckiem,  uwielbiałem  tak  się  bawić.  –  Na  jego  twarzy  zagościła 

najprawdziwsza radość. – Zobacz, potrafię też bez trzymania! – Szeroko rozłożył ręce.   

– Uważaj! – Christina skuliła się ze strachu, gdy omal nie przewrócił tablicy do koszykówki.   
Greg entuzjastycznie zawołał: 
– Hej, fajowe. Coś takiego też kupimy! 

background image

Christina odsunęła się na bok, gdy skacząc, zbliżał się do niej. Miała nadzieję, że Greg nic 

nie strąci ani na nikogo nie wpadnie.   

– Może już powinieneś zejść? 
– Och, przepraszam – odparł, zsiadając i przekazując jej piłkę. – Twoja kolej.   
Cofnęła się, unosząc dłonie.   
– Nie, nie wydaje mi się, żeby to był...   
– A, już wiem  – powiedział, posyłając jej szelmowski uśmiech.  – Już wiem,  czego chcesz 

spróbować.   

I zanim zdążyła zaprotestować, postawił ją na zabawce podobnej do trampoliny do skakania. 

Przekonana,  że  Greg  nie  da  jej  spokoju,  dopóki  przynajmniej  nie  spróbuje,  wykonała  parę 
słabych odbić.   

–  Oj,  stać  cię  na  więcej.  Pokażę  ci.  –  Mówiąc  to,  stanął  na  identycznej  zabawce  i 

zademonstrował kilka skoków. – Ciekawe, czy mnie pokonasz! 

Kilka  minut  później  Christina  też  całkowicie  zapomniała  o  innych  klientach.  Była  w  pełni 

skoncentrowana na pobiciu rekordu Grega w wysokości skoku. Nie mogła sobie przypomnieć, 
kiedy ostatnio tak bardzo się uśmiała i tak świetnie bawiła w czyimś towarzystwie.   

Zabawa  jednak  nie  trwała  zbyt  długo.  Greg  zainteresował  się  czymś  w  następnej  alejce, 

odłożył więc zabawkę na miejsce. Uśmiechnął się.   

– Hej, to mogłoby nam się przydać – zauważył.   
Christina  chwyciła  jego  kurtkę,  o  której  zupełnie  zapomniał,  wrzuciła  ją  do  wózka  i 

powędrowała  za  nim.  Stał  przed  basenem  wypełnionym  różnobarwnymi,  plastikowymi 
piłeczkami.   

– Zdejmij buty – powiedział.   
– Nie jestem odpowiednio ubrana...   
– Oj, daj spokój, przecież jesteś w spodniach! 
Sam  już  zdążył  ściągnąć  buty  i  paść  do  tyłu,  prosto  w  piłki.  Leżąc  tak,  machał  rękami  na 

boki, udając orła – No dobrze – zgodziła się z udawanym wahaniem. W rzeczywistości bowiem 
miała wielką ochotę na zabawę.   

Nie  myślała  teraz  o  tym,  że  po  raz  kolejny  spełnia  bez  mrugnięcia  okiem  wszystkie 

zachcianki  Grega  i  bez  oporów  przystaje  na  jego  propozycje.  Położyła  się  wśród  kolorowych 
piłeczek, rozluźniła się i zaniknęła oczy.   

– To jest chyba zabawniejsze od przytulania pluszowego zwierzaka? 
Odwracając głowę, spojrzała na niego z namysłem.   
– Hm, zależy jakiego zwierzaka...   
Ciemnowłosy,  śniady  berbeć  przytknął  pyzatą  buzię  do  siatki  ogradzającej  basen  i  zaśmiał 

się. Jego mama szybko odciągnęła go od tego widowiska, nie zważając na głośne protesty swej 
pociechy.   

Christina  zastanawiała  się,  czy  Greg  właśnie  tak  wyglądał,  kiedy  był  małym  chłopcem. 

background image

Później zaczęła się zastanawiać, jak mogłoby wyglądać ich potomstwo. Czy gdyby miała z nim 
dzieci, to niektóre miałyby brązowe włosy i jasną cerę tak jak ona? Czy też może przeważyłyby 
geny Grega i na świat przyszłyby śniade i ciemnookie urwisy? 

Co innego z Donaldem. On i Christina mieli spokojne usposobienie, a także podobny kolor 

oczu i właściwie niemal identyczną karnację...   

Greg znowu zaczął energicznie wymachiwać rękami. Jego dłoń delikatnie ocierała się o ciało 

Christiny. Nie cofnęła się, nawet gdy ujął jej dłoń w swoją i lekko uścisnął.   

– Zanim pójdziemy – odezwał się – zamówmy coś takiego. I kilka materacyków, żeby było 

na czym fikać koziołki.   

– Nie zapomnij o worku do boksowania! 
– Nawet mi to nie przyszło do głowy.   
Gdy to mówił, uśmiechał się tak promiennie, że Christina zaczęła się zastanawiać, o czym też 

w tym momencie myślał.   

– Sprawiłeś, że zdałam sobie sprawę, jak nudne było moje dotychczasowe życie – wyznała.   
– A zatem będziesz mnie musiała częściej odwiedzać. A właśnie, zapomniałem ci o czymś 

powiedzieć.  –  Uniósł  się  lekko  na  łokciach.  –  Kółko  ogrodnicze  pani  Odell  będzie  odbywało 
spotkania w moim klubie. Starsza pani prosiła, żebym cię w jej imieniu zaprosił na ich zebranie. 
Obiecałem, że przyjdziesz.   

Christina usiadła.   
–  Nie  możesz  tak  postępować.  Nasza  umowa  wygasa  z  chwilą  podpisania  ostatnich 

dokumentów w sprawie najmu magazynu.   

–  Proszę,  żebyś  tam  poszła  dla  własnego  dobra,  a  nie  z  powodu  naszej  umowy.  –  Greg 

westchnął  i  usiadł.  –  Powiedziałaś  mi  przecież,  że  chciałabyś  mieć  własną  firmę  ogrodniczą. 
Powinnaś  nawiązywać  jak  najwięcej  kontaktów  z  ludźmi,  którzy  mogą  w  przyszłości  zostać 
twoimi  klientami.  Pani  Odell  powiedziała,  że  szukają  kogoś  do  nadzorowania  projektu 
uporządkowania miejskiego parku. Wiele nie zapłacą, ale na początek dobre i to.   

Wyglądał  na  bardzo  zadowolonego  z  siebie,  dlatego  też  Christina  nie  mogła  w  sobie 

wzbudzić ani odrobiny złości za to, że została wrobiona w podtrzymywanie kontaktów z kobietą 
uważającą  ich  za  szczęśliwe  małżeństwo.  Doceniała  troskę  Grega,  ale  to  oznaczało,  że  będzie 
musiała brać udział w tej  farsie jeszcze przez jakiś  czas. Przynajmniej do czasu unieważnienia 
małżeństwa. Pomyślała, że pani Odell będzie nieco zdumiona ich rozwodem, a następnie ślubem 
Christiny z Donaldem. Jednak teraz nie zamierzała sobie tym zaprzątać głowy. Bo i po co? 

– Nigdy nie odpuszczasz, prawda? Greg wzruszył ramionami.   
– Jeśli wietrzę okazję, to z niej korzystam. – Wziął żółtą piłeczkę i delikatnie zaczął podbijać 

ją  głową.  –  Na  przykład  te  zabawki,  które  dzisiaj  kupujemy.  Są  inwestycją  na  przyszłość.  W 
dzisiejszych czasach wiele dzieci prowadzi siedzący tryb życia. Chcę im pokazać, że ćwiczenia i 
gimnastyka mogą być świetną zabawą. Może gdy dorosną, wykupią kartę członkowską w moim 
klubie i będą stałymi klientami.   

background image

Zdawało się, że Greg nigdy nie przestaje snuć planów na przyszłość... zawsze szukał okazji i 

potrafił ją dobrze wykorzystać.   

Chciał  spędzić  z  Christiną  upojną  noc,  więc  poprosił  ją  o  rękę.  Teraz  nakłonił  ją  do 

odgrywania  roli  kochającej  żony,  bo  zależało  mu  na  wynajęciu  od  pani  Odell  magazynu. 
Zatrudnił Christine i zobowiązał do wstąpienia do kółka ogrodniczego... najprawdopodobniej po 
to, by kontynuować udawanie małżeństwa.   

Czego jeszcze zażąda? I jak zamierza nakłonić ją do pójścia na kolejne ustępstwa? W to, że 

będzie próbował różnych sztuczek, nie wątpiła ani przez chwilę.   

Zielona piłeczka odbiła się od jej ramienia i Christiną otrząsnęła się z zadumy.   
–  Obudź  się,  śpiąca  królewno.  To  wielki  sklep  i  jest  tu  jeszcze  mnóstwo  zabawek,  które 

powinniśmy obejrzeć i wypróbować.   

Kolejna piłka musnęła jej łokieć. Pochwyciła ją w locie i odrzuciła w stronę Grega.   
– Sam je wypróbuj. Ja muszę iść do pracy.   
Chciała wstać, lecz zasypał ją grad kolorowych piłeczek.   
Christina  nie  pozostała  dłużna  Gregowi  i  wkrótce  zabawa  przeistoczyła  się  w  prawdziwą 

wojnę na piłki.   

Wyczerpana śmiechem Christina upadła na Grega i oboje stracili równowagę, zapadając się 

w kolorowych plastikowych piłeczkach.   

– Czym mogę państwu służyć? 
Przy  basenie  pojawił  się  starszy  mężczyzna  w  firmowej  koszulce  z  identyfikatorem,  na 

którym widma! napis: John High! and, kierownik.   

Greg, wcale nie zmieszany, nawet nie zmienił kłopotliwej pozycji, w jakiej się znajdował.   
– Tak, chciałbym coś takiego i jeszcze huśtawkę – odpowiedział tonem tak poważnym, jak 

gdyby  przeprowadzał  milionową  transakcję.  –  A  ta  oto  dama  pragnie  zakupić  worek  do 
boksowania o przeuroczej nazwie „Pan Boksik”.   

 
Obiad  z  rodzicami  Donalda  okazał  się  udaną  katastrofą.  Pieczeń  bardzo  posmakowała 

Winklerom, a rozmowa o przygotowaniach do ślubu zdawała się sprawiać im przyjemność.   

Z kolei Donald był jednym wielkim kłębem nerwów. Narzekał na jedzenie, nie podobała mu 

się muzyka, którą na tę okazję wybrała Christina, a w dodatku co i rusz posyłał swej narzeczonej 
ponure  spojrzenia,  których  znaczenia  nie  potrafiła  rozszyfrować.  Po  raz  pierwszy,  odkąd  go 
znała, wszystkiego się czepiał. Tego wieczoru chyba nic nie byłoby go w stanie zadowolić.   

I  jakby  tego  jeszcze  było  mało,  usiłował  zdominować  konwersację.  Temat,  który  usilnie 

narzucał,  dotyczył  nowej  pracy  Triny.  Donald  załatwił  jej  posadę  modelki  w  wielkim 
supermarkecie. Jako jej agent badał również grunt w lokalnej telewizji.   

Mimo iż jego rodzice wielokrotnie usiłowali skierować rozmowę na tematy dotyczące ślubu, 

on nadal usilnie powracał do swoich dokonali na polu łowcy talentów.   

Teraz, po wyjściu rodziców, bez słowa krążył  nerwowo po werandzie. Christina poprawiła 

background image

poduszeczkę na ogrodowym krześle.   

–  Może  usiądziesz,  spokojnie  napijesz  się  kawy  i  opowiesz  mi,  jak  minął  ci  dzień?  – 

zaproponowała.   

Niechętnie  usiadł,  wypił  łyk  kawy,  a  po  krótkiej  chwili  ponowił  swój  nerwowy  spacer  po 

werandzie.   

– Jeśli coś cię gnębi, to może powinieneś mi o tym powiedzieć. – Oderwała uschnięty liść z 

bananowca i położyła na stoliku.  – Nie znam się wystarczająco dobrze na sprawach prawnych, 
ale może podczas opowiadania wpadnie ci do głowy jakieś rozwiązanie.   

Donald  zatrzymał  się  przed  nią  i  schował  obie  ręce  do  kieszeni.  W  prawej  zabrzęczały 

monety.   

– Tu nie chodzi o pracę – odparł niechętnie.   
– A więc o co? 
Wstała, a on raptownie usiadł. Kiedy podeszła do niego, błyskawicznie zerwał się z krzesła i 

zaczął szarpać od dawna zepsutą żaluzję.   

Christinę ogarniał coraz większy niepokój.   
– Chodzi o astmę twojego ojca? Czy z nim wszystko w porządku? 
– Tato ma się dobrze. – Stał do niej tyłem, wciąż szarpiąc się ze sznurkiem zepsutej żaluzji, – 

Chodzi o mnie.   

– Jesteś chory? Donaldzie, co się stało? – Wstała, chcąc go pocieszyć, ale nadal stał do niej 

tyłem. Wiedziała już, że ma jej do powiedzenia coś strasznego, skoro nie był w stanie spojrzeć jej 
prosto w oczy.   

– Nikt nie jest chory – odezwał się cicho. – Chodzi o ślub.   
Nagle zrozumiała. Dziwne spojrzenia, jakimi ją ostatnio obrzucał, częsta praca po godzinach, 

unikanie spotkań... nagle wszystko ułożyło się w logiczną całość.   

– Chodzi o Trinę? 
Skulił się jak pod wpływem silnego ciosu.   
– Nie jestem pewien, co masz na...   
– Zakochałeś się w Trinie, tak? 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Donald  zachwiał  się.  By  uniknąć  upadku,  przytrzymał  się  zepsutej  żaluzji,  która  spadając, 

rozerwała moskitierę tuż ponad przyszytą łatą.   

W  jednej  chwili  runęły  wszystkie  życiowe  plany  Christiny.  Rozwiały  się  marzenia  o 

małżeństwie, dzieciach... Donald nie musiał nic mówić, dla niej i tak wszystko stało się jasne.   

Była  rozczarowana,  to  prawda.  Jednak  oprócz  uczucia  ogromnej,  pożerającej  całą  duszę 

pustki, nie czuła złości ani do Donalda, ani do Triny. Odkąd zaczął pracować w klubie, zmienił 
się nie do poznania. Stał się radosny i rozluźniony. Christina w swej naiwności sądziła, że to z 
powodu  nowej  pracy,  zaspokajającej  ambicje  zawodowe  Donalda,  który  nie  chciał  być  dłużej 
popychadłem swych bardziej doświadczonych kolegów po fachu.   

Nie mogła winić go za to, że uległ tak atrakcyjnej kokietce, jaką była Irina.   
Tworzyli  dziwną  parę  –  pewna  siebie,  prowokująca  wyglądem  i  zachowaniem  kobieta  i 

cichy, spokojny i rozsądny mężczyzna – lecz równocześnie bardzo dobraną. Ich związek musiał 
być  niezwykle  żarliwy,  skoro  nic  sobie  nie  robili  z  braku  powszechnej  akceptacji,  jaka  z 
pewnością stanie się ich udziałem.   

Podeszła do niego i delikatnym dotykiem uspokoiła jego drżące dłonie.   
– To wspaniała dziewczyna – powiedziała szczerze. – Życzę wam, abyście byli razem bardzo 

szczęśliwi.   

Donald odwrócił się i ujął jej dłoń.   
– Christino, tak bardzo cię przepraszam. Nie chciałem, żeby tak się stało. Ty też na pewno 

nie chciałaś na nowo rozniecać swojego uczucia do Grega.   

Wyrwała rękę.   
– Nie wiem, co masz na myśli. Między nami nic nie... Pokręcił głową i westchnął cicho.   
–  To  między  nami  nic  nie  ma!  Między  tobą  i  mną!  –  Podszedł  bliżej  i  położył  rękę  na  jej 

ramieniu. – Oprócz bardzo bliskiej przyjaźni, która, mam nadzieję, przetrwa.   

Gdy  spojrzała  na  niego,  miał  wilgotne  oczy.  Tak  jak  i  ona.  Życzyła  mu  dobrze.  Był 

porządnym człowiekiem i zasługiwał na więcej, niż mogła mu zaoferować.   

Westchnęła. Z żalem i ulgą równocześnie.   
– Wygląda na to, że musimy odwołać ślub. Przytaknął i zdjął rękę z jej ramienia.   
– Ano tak.   
– Suknia ślubna twojej matki... Zwrócę ją...   
–  Nie  ma  pośpiechu.  –  Donald  unikał  jej  spojrzenia.  –  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu, 

wolałbym, żebyś o tym nikomu nie mówiła. W każdym razie jeszcze nie teraz. Moja matka... – 
Spuścił wzrok.   

– Oczywiście – obiecała.   

background image

Rozumiała, że potrzebował czasu, by w łagodny sposób przekazać nowinę swojej rodzinie.   
–  Wiesz,  jeśli  będziesz  potrzebował  matki  chrzestnej  dla  swoich  dzieci...  –  odezwała  się, 

przerywając niezręczną ciszę. – Podobno dzieci mnie lubią.   

Donald roześmiał się – robił to ostatnio dosyć często – i napięcie natychmiast opadło.   
–  Powodzenia,  Donaldzie.  –  Przytuliła  go,  o  on  odwzajemnił  ten  gest  z  większym 

entuzjazmem  i  żarem,  niż  kiedykolwiek  w  przeszłości.  –  Życzę  tobie  i  Trinie  wszystkiego 
najlepszego.   

– Aja jestem przekonany, że ty i Greg również będziecie bardzo szczęśliwi.   
Nie miała ochoty na dyskusję. Dla niej i Grega nie było przyszłości. Przecież jej tak zwany 

mąż  tyle  dbał  o  ich  związek,  co  o  zeszłoroczny  śnieg.  A  te  miłe  gesty,  jakich  jej  ostatnio  nie 
szczędził, można było złożyć na karb wyrachowania. Był serdeczny, ale żądał w zamian bardzo 
wiele.   

Wyjaśnianie  tego  Donaldowi  nie  miało  sensu.  Była  pewna,  że  i  tak  musiały  go  dręczyć 

wyrzuty sumienia. Przecież zakochał się w Trinie, będąc narzeczonym innej. Jeżeli przekonanie, 
że ich decyzja o rozstaniu była wspólna, miała mu choć trochę ulżyć, to  Christina nie widziała 
potrzeby, by wyprowadzać go z błędu.   

Przez chwilę trwali w objęciach, żegnając się z marzeniami, które wspólnie snuli. Donald na 

pewno ułoży sobie życie, będzie miał dzieci z Triną i zrobi karierę polityczną.   

Na  podjazd  zajechał  czarny,  sportowy  kabriolet.  Dźwięk  klaksonu  przywrócił  ich  do 

rzeczywistości.   

Z samochodu wysiadł Greg. Trzymając w ręku kartkę papieru, zmierzał w kierunku domu.   
–  Nie  zamierzałem  przeszkadzać  wam  w  czułościach  –  powiedział  –  ale  pomyślałem,  że 

może chcielibyście zobaczyć, co nowego zamówiłem do sali zabaw dla dzieci.   

Wchodząc  na  werandę,  pokazał  im  kartkę  wyrwaną  z  katalogu.  Zdjęcia  ukazywały 

miniaturową ruchomą bieżnię, stacjonarny rowerek i przyrząd do wiosłowania.   

–  Małe  urwisy  będą  mogły  wyładować  rozpierającą  je  energię!  –  Nie  krył  zadowolenia  i 

dumy. – I tak oto zaszczepię młodemu pokoleniu umiłowanie sportu.   

Żeby w przyszłości stali się członkami twojego klubu, dokończyła w myślach Christina.   
 
Następnego dnia Christina, ubrana w suknię ślubną pani Winkler, przeglądała się w wielkim 

lustrze  w  sypialni.  Biała  tkanina  otulała  miękko  jej  sylwetkę.  To  miał  być  bardzo  uroczysty 
ślub... Złote obrączki, tort, a potem podróż poślubna.   

Przejechała  dłonią  po  tkaninie.  W  miejscach,  gdzie  suknia  była  zwężana,  tworzyły  się 

niewielkie  wybrzuszenia  na  szwach.  Christina  postanowiła  to  poprawić,  zanim  zwróci  suknię 
Donaldowi.   

Z trudem dosięgnąwszy suwaka z tyłu sukni, zdołała rozsunąć go do połowy, gdy nagle się 

zaciął. Obracając się i wykręcając to w jedną, to w drugą stronę, usiłowała wyszarpnąć materiał, 
który zablokował ząbki suwaka.   

background image

Wściekła, zaprzestała dalszych prób i głęboko westchnęła. Przymierzając suknię, chciała po 

raz  ostatni  pożegnać  się  z  marzeniami.  No  cóż,  dostała  nauczkę,  by  nie  roztkliwiać  się  nad 
własnym losem i nie ulegać sentymentalnym nastrojom.   

Zanim  zdołała  wymyślić,  jak  wybrnąć  z  kłopotu,  rozległ  się  dzwonek  przy  drzwiach. 

Świetnie! Może to Donald.   

W przedpokoju zatrzymała się i zaczęła gorączkowo analizować sytuację. Nie, to nie mógł 

być Donald. A jeśli on, to co pomyśli, widząc Christinę w sukni ślubnej swojej matki? Przecież 
dopiero co się rozstali.   

Może to Trina? 
Jeszcze  gorzej.  Poproszenie  jej  o  pomoc  byłoby  co  najmniej  niezręcznym  posunięciem, 

zwłaszcza że teraz to Trina powinna pójść w tej sukni do ołtarza.   

A jeśli to rodzice? 
Zupełna katastrofa. Musiałaby ich od razu poinformować o zerwaniu zaręczyn z Donaldem, a 

na razie nie chciała tego robić. A już na pewno nie teraz, paradując po domu w sukni ślubnej.   

Tym  razem  dzwonek  zadzwonił  kilka  razy  pod  rząd.  Ignorowała  go,  z  nadzieją,  że  gość 

powróci w bardziej stosownym momencie, ale wyglądało na to, że intruz nie zamierzał tak łatwo 
rezygnować.   

Zerknęła przez wizjer i ujrzała uśmiechającego się promiennie Grega.   
– Jestem niedysponowana! – zawołała przez zamknięte drzwi. – Przyjdź później.   
Nie dosłyszawszy, co powiedziała, zmarszczył brwi.   
– Jesteś nie wysmarowana? 
Christina  przygryzła  wargi.  Nie  miała  ochoty  pokazywać  się  w  tej  chwili  Gregowi,  chyba 

umarłaby ze wstydu. Chowając się za drzwiami, odrobinę je uchyliła i wyjrzała.   

– To nie jest odpowiedni moment. Mógłbyś przyjść później? 
–  Przyniosłem  kilka  próbek  tapet.  Wiesz,  jak  liczę  się  z  twoim  zdaniem  –  nalegał.  –  To 

zajmie tylko chwilę.   

No cóż, wybieranie tapet nie należało do jej obowiązków, ale ostatnio załatwiała dla Grega 

wiele spraw, którymi powinien zajmować się ktoś inny.   

– Nie mogłeś pokazać mi ich w klubie? 
–  Pewnie,  że  mogłem,  ale  myślałem,  że  przy  okazji  zabiorę  cię  na  obiad.  –  Zerknął  na 

zegarek. – Możesz być gotowa za pół godziny? 

Christina westchnęła, nadal jednak mocno przytrzymywała drzwi.   
– Obejrzę je jutro – obiecała z nadzieją, że może choć raz Greg zastosuje się do jej życzenia i 

nie będzie dalej nalegał. – Dzisiaj wolałabym być sama.   

A może nie tylko dziś, ale przez cały tydzień. A może nawet do końca swych dni? 
Greg zerknął na nią z zaciekawieniem. Był pewien, że coś jest nie tak. Christina dziwnie się 

zachowywała, była zdenerwowana i roztrzęsiona. I jeszcze ten niezwykły stroik na jej głowie...   

– Po co ten welon? 

background image

Jęknęła głośno, drżącą ręką dotknęła upiętej na głowie białej koronki.   
I wtedy Greg zauważył na jej policzku ślady łez.   
– Płakałaś – stwierdził i pchnął mocno drzwi pomimo stawianego przez nią oporu.   
– Nie, nie płakałam. – Jednak odruchowo potarła oczy.   
I oto stała przed nim, wyglądając piękniej niż kiedykolwiek, ubrana w suknię, w której miała 

poślubić innego mężczyznę. Widok był oszałamiający. Greg szybko przywołał się do porządku. 
Christina była nieszczęśliwa, a zatem powinien natychmiast temu jakoś zaradzić.   

– Co się stało? Podrapała się po plecach.   
– Mierzyłam sukienkę, bo chciałam zobaczyć, jak”. – zawahała się na chwilę – i suwak się 

zaciął.   

– Ojej, no to czemu od razu nie powiedziałaś? Zaraz ci pomogę.   
Odwróciła się i stanęła do niego tyłem.   
Mocował się z plastikowym suwakiem, zmagając się równocześnie z natłokiem myśli. Ręce 

mu  się  trzęsły  ze  zdenerwowania,  gdyż  nie  mógł  się  opędzić  od  wspomnień.  To  dla  niego 
Christina  powinna  włożyć  tę  piękną  suknię.  Może,  gdyby  lepiej  to  wszystko  rozegrał,  nie 
wychodziłaby teraz za mąż za Donalda.   

Suwak  w  końcu  ustąpił,  odsłaniając  gładkie  plecy.  Greg  zrozumiał,  dlaczego  Christina 

wcześniej zwlekała z przyjęciem jego pomocy. Nie miała biustonosza.   

Kurczowo przytrzymując z przodu sukienkę, odwróciła się i pobiegła do sypialni.   
– Dzięki – rzuciła przez ramię. – Wybawiłeś mnie z dużej opresji.   
Powinien  zostać  w  przedpokoju,  podczas  gdy  ona  doprowadziłaby  się  do  porządku.  Tak 

właśnie powinien był postąpić, ale przecież rzadko robił to, co dyktował mu rozsądek. Poszedł 
więc za nią do sypialni.  Bez słowa patrzył,  jak  Christina zdejmuje welon.  Spinki do włosów z 
cichym  brzękiem  spadały  na  drewnianą  podłogę,  a  ona  rzuciła  z  furią  koronkowy  zawój  na 
toaletkę. Potem zasłoniła twarz rękami i wyczerpana opadła na podłogę.   

– Christina? 
Spojrzała na niego nieprzytomnie. Musiała być myślami daleko stąd.   
–  Czy  mogę  ci  jakoś  pomóc?  –  zapytał  łagodnie,  jakby  przemawiał  do  wystraszonego 

dziecka. – Jeśli chcesz porozmawiać, to jestem dobrym słuchaczem.   

Odwróciła się w jego stronę, z twarzą ściągniętą bólem. Cierpiała, a Greg nie wiedział, jak ją 

pocieszyć.   

Wiedziony  instynktem  otworzył  przed  nią  ramiona.  Przylgnęła  do  niego,  a  on  wziął  ją  w 

objęcia.   

–  Przepraszam,  że  tak  się  wygłupiłam  –  powiedziała,  ocierając  dłonią  policzek.  –  Rzadko 

popadam w histerię.   

– Już w porządku. – Przycisnął ją do siebie. – Wiele kobiet przeżywa przed ślubem huśtawkę 

emocjonalną.   

– Nie o to chodzi.   

background image

Czekał  na  jakieś  wyjaśnienia,  ale  Christina  nie  wdawała  się  w  szczegóły,  a  on  nie  miał 

zamiaru do niczego jej zmuszać.   

Chcąc jej dodać otuchy, delikatnie dotknął ustami jej policzka. Odwróciła się w jego stronę. 

Ich usta spotkały się, a oni powoli opadli na łóżko.   

Nagle jednak Greg zaczął się zastanawiać, jakie będą konsekwencje tego szaleństwa. Pójście 

z mężczyzną do łóżka było dla Christiny oznaką największego zaangażowania. Pragnęła go teraz, 
wiedział  o  tym.  Lecz  o  poranku,  gdy  fala  namiętności  opadnie,  Christina  będzie  żałowała,  że 
sprzeniewierzyła się swym zasadom i zdradziła mężczyznę, którego miała poślubić.   

Myśląc o tym,  co prawie zrobił, odgarnął  włosy z czoła. Odsunął się od Christiny i usiadł, 

starając  się  opanować  zamęt  w  głowie.  Obiecał  sobie,  że  zdobędzie  tę  kobietę,  ale  nie  w  taki 
sposób.   

Christina drgnęła, z pewnością speszona nagłą zmianą jego nastroju.   
– Greg, co się stało? 
Wstał.  Przez  chwilę  chodził  po  pokoju,  aż  w  końcu,  ochłonąwszy  nieco,  wziął  głęboki 

oddech i spojrzał Christinie prosto w oczy.   

Powinien być z siebie dumny, ponieważ w końcu postąpił, jak należy, ale czuł tylko wstyd, 

że  oto  prawie  wykorzystał  Christinę  w  chwili  jej  słabości.  I  na  dodatek  przysporzył  jej 
cierpienia...   

–  To  nie  ma  sensu  –  powiedział,  wsuwając  koszulę  w  spodnie.  –  Przepraszam,  że  nie 

zachowałem się jak dżentelmen.   

Tak  bardzo  pragnął  ją  przytulić,  tak  bardzo  pragnął  błagać  ją  o  przebaczenie  i  scałować 

smutek  i  żal  z  drżących  warg.  Musiał  się  zmusić  do  wyjścia...  zanim  wyrządziłby  kolejną 
krzywdę osobie, którą kochał bardziej niż własne życie.   

Gdy dotarło do niej, co się stało, przez moment siedziała oszołomiona. Po chwili pobiegła do 

drzwi, chcąc za wszelką cenę zatrzymać Grega.   

– Greg, zaczekaj! 
Nawet na nią nie spojrzał. Ruszył z piskiem opon i po chwili straciła go z oczu.   
Może to i lepiej, bo tak naprawdę nie wiedziałaby, co mu powiedzieć.   
Być  może,  gdyby  złamała  obietnicę  daną  Donaldowi  i  wyjawiła  prawdę  o  zerwanych 

zaręczynach, Greg zostałby z nią. Coś jej jednak mówiło, że nie.   

Powoli weszła do domu i rzuciła się na kanapę. Leżąc bez ruchu, wpatrywała się w olbrzymi 

obraz, podarowany jej przez matkę.   

– Greg miał rację – powiedziała sama do siebie. – Ten obraz jest do niczego.   
Sama  też  czuła  się  podle.  Jak  naprawdę  jest  z  nią  i  z  mężczyznami?  To  prawda,  chciała 

zaczekać  do  nocy  poślubnej,  by  zakosztować  tego,  co  dla  wielu  innych  było  po  prostu  częścią 
randkowego rytuału.  A jednak dała się ponieść emocjom  i  na pewno uległaby Gregowi,  gdyby 
tak nagle jej nie odtrącił.   

Był  ekspertem  w  naginaniu  innych  do  swojej  woli  i  osiąganiu  zamierzonego  celu.  O 

background image

ewentualnych konsekwencjach myślał później lub... nigdy.   

Christina usiadła. Czy mógł się aż tak zmienić? Było oczywiste, że pragnął jej tak samo, jak 

ona jego. Dlaczego więc się wycofał? 

Nie planowana  ciąża była pierwszym  i  najbardziej oczywistym  powodem, jaki przychodził 

jej do głowy. Czy obawiał się, że będzie go szantażować dzieckiem i żądać, by został z nią do 
końca życia? 

A może... Christina wstała i  poszła do kuchni  po szklankę wody. Może jednak zmienił się 

bardziej,  niż  mogła  przypuszczać?  Może  po  prostu  kierował  się  poczuciem  honoru  i 
odpowiedzialnością? 

Wypiła prawie całą szklankę wody, a resztą chłodnego płynu spryskała sobie twarz.   
Jeśli tak było, pomyślała, dlaczego akurat teraz stał się taki szlachetny? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

W  klubie  było  gwarno,  a  sale  ledwo  mieściły  odwiedzających.  Przy  wejściu  wchodzący 

mijali się z wychodzącymi.   

W  środku  ludzie  tłoczyli  się  wokół  przyrządów  do  ćwiczeń,  krążyli  w  okolicy  baru  z 

napojami chłodzącymi i odżywczymi sokami lub czekali na swoją kolejkę do solarium. Miło było 
patrzeć,  jak  urzeczywistnia  się  marzenie  Grega.  Ciężka  praca  nie  poszła  na  marne,  otwarcie 
klubu wypadło wspaniale.   

Usuwając  się  z  drogi  studentowi,  który  właśnie  zamierzał  przyłożyć  swojemu  koledze 

ręcznikiem, Christina skierowała się w stronę sali do aerobiku. W holu spotkała Donalda, ale był 
tak zajęty zapisywaniem nowych chętnych, że zdołał jedynie uśmiechnąć się do niej i pomachać 
ręką na powitanie.   

Gdy otworzyła drzwi i  weszła do środka, niemal ogłuszyła ją głośna, dynamiczna muzyka. 

Grupie ćwiczących i mocno spoconych kobiet przewodziła roześmiana Trina.   

Christina przez chwilę obserwowała ćwiczących, a potem ruszyła dalej.   
Jej  praca  w  klubie  dobiegła  końca.  Przyszła  pożegnać  się  ze  wszystkimi  i  wziąć  udział  w 

uroczystym  otwarciu.  Na  spotkaniu  kółka  ogrodniczego  dowiedziała  się,  że  jakiś  anonimowy 
sponsor  obiecał  fundusze  na  upiększenie  miejskiego  parku.  Pieczę  nad  wszystkimi  pracami 
powierzono Christinie. Oprócz tego kilku członków kolka zaproponowało jej ciekawe zlecenia. 
Powinna podziękować Gregowi, że namówi! ją do przyjęcia zaproszenia od pani Odell.   

Ujrzała go w sali gimnastycznej. Stał przed kamerą, niedbale oparty o stacjonarny rowerek. 

Udzielał właśnie wywiadu pani redaktor Timonii Powell z lokalnej telewizji. Granatowe szorty 
ukazywały jego muskularne łydki, a jasnoniebieska koszulka na ramiączkach przylegała do jego 
umięśnionego torsu jak druga skóra.   

Od  czasu  tej  upokarzającej  nocy  tydzień  temu,  kiedy  odszedł  od  niej,  tak  jak  dziesięć  lat 

temu,  odnosili  się  do  siebie  z  przesadną  grzecznością.  W  zasadzie  mogła  mu  powiedzieć,  że 
zerwali z Donaldem, ale co by to zmieniło? Nie chciała go o nic prosić.   

Nie  powinna  była  dopuścić,  by  sytuacja  wymknęła  się  spod  kontroli.  Postąpiła  głupio  i 

nierozważnie, a słowa Grega utwierdziły ją w tym przekonaniu.   

„To nie ma sensu”, powiedział przecież, sugerując, że nie warto się angażować, skoro i tak 

ich związek skazany był na niepowodzenie.   

Dostał,  co  chciał  i  teraz  już  mógł  znów  zapomnieć  o  istnieniu  Christiny.  Odniósł  sukces  i 

miał szansę stać się szanowanym obywatelem.   

– Chłopiec z naszego miasteczka wyrósł na człowieka interesu – mówiła do mikrofonu pani 

redaktor. – Po dwuletnim pobycie w więzieniu, Gregorio Primo postanowił zarobić pieniądze w 
uczciwy sposób, zakładając sieć klubów sportowo-rekreacyjnych. Osiem lat temu wyjeżdżał stąd 

background image

z piętnem złodzieja, teraz ma szansę zmienić ten wizerunek.   

Słysząc te surowe słowa, Christina skrzywiła się. Zauważyła, że Greg ledwo powstrzymuje 

się  od  wybuchu.  Tak  długo  i  ciężko  walczył,  by  nienagannym  trybem  życia  naprawić  błędy 
przeszłości, a ta kobieta przypomniała o nich całemu miastu.   

Najwyraźniej  zadowolona,  że  zdołała  znaleźć  tak  barwny  i  ciekawy  temat  do  reportażu, 

Timonia uśmiechnęła się z satysfakcją do kamery, po czym ponownie zwróciła się do Grega: 

–  Proszę  nam  powiedzieć,  panie  Primo,  czy  uważa  pan,  że  wrodzony  spryt  i  umiejętności, 

niezbędne do przetrwania w więzieniu, pomogły panu w prowadzeniu interesów? 

Nastąpiła  długa  pauza,  Timonia  z  zapartym  tchem  czekała  na  odpowiedź.  Gdy  Greg  się 

odezwał,  mówił  powoli  i  z  rozwagą,  a  jego  słowa  zdawały  się  być  skierowane  wprost  do 
dziennikarki.   

–  W  moim  życiu  –  powiedział,  ewidentnie  ignorując  jej  komentarz  dotyczący  więzienia  – 

nauczyłem się, że najlepiej traktować ludzi tak, jak samemu chce się być traktowanym. W końcu 
dobro, jakim obdarujesz innych, powróci do ciebie.   

To mówiąc, spojrzał prosto na Christinę. Dziennikarka zauważyła, gdzie skierował wzrok i 

stała się jeszcze bardziej obcesowa.   

– Czy to ma coś wspólnego z zatrudnieniem córki mężczyzny, który pana aresztował? Czy to 

jest pana sposób na wkupienie się w łaski szeryfa Cline’a? 

– Będziemy kontynuować ten wywiad, gdy przygotuje pani pytania dotyczące mojego klubu 

– odpowiedział i błyskawicznie podszedł do Christiny.   

Łapiąc ją za łokieć, wyprowadził na zewnątrz.   
– Jest coś, o czym chciałbym z tobą porozmawiać.   
Zatrzymując się tuż za drzwiami wejściowymi, Christina zerknęła przez przyciemniane okna 

do  środka.  Zobaczyła  Trinę  i  Donalda,  zatopionych  w  ożywionej  rozmowie.  Odwróciła  się  i 
stanęła twarzą w twarz z Gregiem.   

–  Naprawdę  przykro  mi,  że  ta  dziennikarka  tak  cię  potraktowała  –  rzekła.  –  Żądna  krwi 

modliszka! 

– Po prostu wykonuje swoją pracę.   
Christina  była  zdumiona  łatwością,  z  jaką  potrafił  wybaczać  innym.  W  ten  sam  spokojny 

sposób pogodził się z losem, który zgotował mu jej ojciec i wymiar sprawiedliwości. Przez cały 
ten czas nigdy nie usłyszała od Grega złego słowa o swoim ojcu.   

– Nie przejmuj się Timonią Powell. – Chciała go pocieszyć, podtrzymać na duchu i uspokoić. 

– Dobrze sobie poradziłeś i wielu ludzi to doceni.   

Nie miała wątpliwości, że zasłużył na szacunek, o który tak usilnie zabiegał.   
– Co zamierzasz robić teraz – zapytał – gdy twoja praca w klubie już dobiegła końca? Czy 

Linda ma dla ciebie jakieś ciekawe zlecenia? 

Christina zatrzymała wzrok na biedronce, która usiadła na ramieniu Grega.   
–  Twój  sukces  mnie  zainspirował  –  odparła,  napotykając  ponownie  jego  spojrzenie.  – 

background image

Złożyłam  wymówienie  w  Plants  Plus  i  niedługo  będę  mieć  własną  firmę.  –  Po  czym  cichutko 
zaśmiała się i dodała: – I mało pieniędzy.   

– Tak trzymać. – Położył rękę na jej ramieniu. – Jesteś pracowita i mądra. To wymaga czasu, 

ale kiedyś ludzie uwierzą, że jesteś najlepsza. .   

Przypominając  sobie,  jak  kiedyś  powiedział,  że  zadowoli  się  tylko  najlepszym,  zaczęła 

zastanawiać się, czy powinna kierować się taką samą zasadą. Westchnęła. A może powinna po 
prostu  zrezygnować  z  niektórych  swoich  marzeń,  skoro  i  tak  nie  było  szansy  na  ich 
urzeczywistnienie? 

– Czy mogę ci jakoś pomóc...   
–  Już  pomogłeś.  Premia,  którą  od  ciebie  otrzymałam,  pozwoli  mi  przetrwać  ciężkie  czasy, 

dopóki interes dobrze się nie rozkręci.   

–  Powodzenia.  Jestem  pewny,  że  sobie  poradzisz.  A  póki  co,  postaram  się  podsyłać  ci 

klientów. – To mówiąc, pochylił się i delikatnie pocałował ją w usta.   

Christina zamknęła oczy, wiedząc, że Greg już niedługo zniknie z jej życia na zawsze.   
– Odezwij się od czasu do czasu. – Jeszcze raz pocałował ją i uśmiechnął się. – Nie musimy 

czekać kolejne dziesięć lat, by znów się zobaczyć.   

–  Ale  to  był  twój  wybór...  –  zaczęła  mówić,  lecz  w  porę  ugryzła  się  w  język.  W 

przeciwieństwie  do  Timonii  Powell  nie  miała  zamiaru  bez  końca  wypominać  mu  jego 
przeszłości.   

Jego uwaga skoncentrowała się na sytuacji rozgrywającej się za plecami Christiny.   
– Co do diabła...   
Pchnął  drzwi  wejściowe  i  z  impetem  wpadł  do  środka.  Jedno  spojrzenie  przez  okno 

wystarczyło, by Christina zrozumiała powód wzburzenia Grega.   

Donald całował żarliwie Trinę i z pewnością nie był to przejaw zwykłej, niewinnej przyjaźni.   
Christina wbiegła do środka, w momencie gdy Greg właśnie odrywał Donalda od „Iriny.   
–  Czy  ty  nie  masz  za  grosz  przyzwoitości?!  –  krzyknął,  szarpiąc  Donalda  za  kołnierzyk 

koszuli. – Chcesz skrzywdzić Christinę?! 

–  Christina  nie  ma  nic  przeciwko  temu!  Przysięgam!  –  Donald  usiłował  wytłumaczyć 

sytuację, ale Greg zdawał się być głuchy na jego słowa.   

Zmrużył oczy i zamierzył się na Donalda.   
–  Nie!  –  krzyknęła  Trina,  a  Christina  wskoczyła  na  plecy  Grega  i  zaczęła  go  okładać 

pięściami.   

Hałas zwabił do recepcji sporą grupkę gapiów.   
– Przestań!  – wrzeszczała Trina, ale jej  głos  utonął  w narastającym  gwarze. Złapała zatem 

Grega za nadgarstek, podczas gdy Christina wciąż wisiała uczepiona jego pleców. W końcu obie 
kobiety zdołały odciągnąć Grega na bok.   

– Uzgodniliśmy to! – Głos Donalda przebił się przez zgiełk i dotarł do Grega. Zawahał się, 

chyba nie wiedział, jak powinien teraz postąpić.   

background image

I  wtedy  właśnie  Christina  zauważyła  kamerzystę,  stojącego  na  jej  kwietniku  za  wielkim 

fikusem.  Mężczyzna  filmował  całe  zajście.  Na  pewno  był  zadowolony,  że  trafiła  mu  się  taka 
gratka.   

I  diabli  wzięli  cały  szacunek,  pomyślała,  krzywiąc  się  z  niezadowolenia.  I  diabli  wzięli  jej 

nieposzlakowaną reputację.   

Kiedy  Greg  już  ochłonął  i  uwolnił  się  od  Christiny,  stanął  jak  wryty,  usiłując  pojąć  to,  co 

przed chwilą usłyszał.   

– Uzgodniliście to?! – wykrzyknął z niedowierzaniem. – Co to do licha znaczy?! – Domyślał 

się jednak prawdy i na samą myśl o tym aż świerzbiły go ręce. Od początku podejrzewał, że w 
związku  Christiny  z  Donaldem  brakowało  namiętności  i  czułości.  Wyglądało  na  to,  że  Donald 
postanowił  poszukać  jej  gdzie  indziej.  Jak  mógł  być  tak  głupi,  by  zabawiać  się  kosztem  takiej 
wspaniałej kobiety jak Christina? Szkoda, że jednak nie przyłożył temu łajdakowi.   

Jak  gdyby  czytając  w  jego  myślach,  Christina  przygładziła  rozczochrane  włosy  i  cicho 

powiedziała: 

– Wszystko w porządku. Wiem o Trinie.   
Greg  był  pewien,  że  Christina  próbuje  załagodzić  napiętą  sytuację.  Najprawdopodobniej 

jednak usiłowała pomóc Donaldowi. Zawsze taka była, nie przestawała myśleć o innych. Nawet 
gdy na to nie zasługiwali.   

Tym  bardziej  pragnął,  by  i  ona  zaznała  czułości  i  miłości,  na  które  przecież  zasługiwała. 

Chciał opiekować się nią i poświęcać jej całą swoją uwagę.   

– Uzgodniliście to? – powtórzył, nie mogąc przejść do porządku dziennego nad sytuacją, w 

jakiej postawił ją Donald. – On nie jest odpowiedni dla ciebie, Christino! Powinnaś zerwać z tym 
żałosnym człowieczkiem! 

Zapomniał, o ironio, że nie podpisał jeszcze żadnych dokumentów rozwodowych i Christina 

nadal była jego żoną. Zamierzał podwoić swoje wysiłki, by odzyskać ukochaną.   

Przy  odrobinie  szczęścia  i  dużym  samozaparciu  może  przekonałby  ją,  że  są  dla  siebie 

stworzeni.   

 
Christina  wyszłaby  zaraz  po  tej  całej  awanturze,  gdyby  nie  zostawiła  swojego  notatnika  w 

biurze Triny.   

Nie  wiedziała,  co  Greg  zamierzał  osiągnąć,  gdy  poprosił  ją  o  rozmowę  na  osobności,  ale 

teraz  nawet  nie  miała  ochoty  o  tym  myśleć.  Chciała  po  prostu  stamtąd  wyjść  i  raz  na  zawsze 
zapomnieć o Gregu Primo.   

Wzięła notes z półki nad biurkiem Triny i otworzyła go.   
Były  tam  numery  i  adresy  kilku  potencjalnych  klientów,  z  którymi  powinna  się  jak 

najszybciej  skontaktować.  Mogłaby  wstąpić  do  nich  w  drodze  do.  domu  i  umówić  się  na 

spotkania.   

Greg postąpił bardzo szlachetnie; broniąc mojego honoru, pomyślała. Szkoda tylko, że przy 

background image

okazji  doszło  do  tak  gorszącej  sceny.  Stacja  telewizyjna  na  pewno  wykorzysta  materiał 
nakręcony przez wścibskiego reportera.   

–  O,  dobrze,  że  jeszcze  tu  jesteś.  –  Greg,  zdyszany  i  spocony,  z  impetem  wpadł  do  biura 

Triny. – Chciałem cię przeprosić za swoje zachowanie. – Podszedł bliżej, zbyt blisko, burząc tym 
samym jej wewnętrzny spokój. – Miałaś rację. Nie powinienem mieszać się w to, co dzieje się 
między tobą i Donaldem czy też między tobą, Donaldem i Triną, jeśli chodzi o ścisłość.   

Przerzuciła stronę, udając, że nic sobie nie robi z jego obecności. Była zła na siebie, na niego, 

na cały świat.   

– Zapomnijmy o tym, dobrze? Nie chcę do tego wracać.   
– I raz na zawsze wyrzucić z pamięci wszystko, co kiedykolwiek między nami zaszło? 
Po  raz  kolejny  doszła  do  wniosku,  że  między  nimi  nigdy  nie  mogłoby  się  ułożyć.  Na 

przykład teraz... Czy Greg nie rozumiał, jak bardzo się od siebie różnili? Po co nalegał, by dali 
temu związkowi jeszcze jedną szansę? 

Ten  mężczyzna  zawsze  wywierał  na  nią  zgubny  wpływ.  Na  przykład  ta  scena  w  holu... 

Christina  wciąż  nie  mogła  uwierzyć,  że  wskoczyła  Gregowi  na  plecy  i  złapała  go  za  uszy  jak 
jakaś  dzikuska.  Na  Boga,  przecież  nauczała  w  szkółce  niedzielnej!  Co  pomyśleliby  uczniowie 
ojej zachowaniu, gdyby zobaczyli ten fragment w wieczornych wiadomościach? Okropność! 

– Tak byłoby najlepiej – przyznała.   
Spróbowała przejść naokoło niego, ale z łatwością zagrodził jej drogę.   
– Muszę już iść. – Postanowiła, że tym razem nie pozwoli, by Greg narzucił jej swą wolę.   
–  Jeszcze  nie.  Chciałem  z  tobą  porozmawiać  przed  tym  całym  zamieszaniem,  by 

zaproponować ci poznanie mojego sąsiada, Jima Vogela. – Jego brązowe oczy wpatrywały się w 
nią przenikliwie. Christina poczuła się niezręcznie. – Jim jest pracownikiem działu rekrutacji w 
nowym  centrum  handlowym  Truxilla  Mail.  Kiedy  wspomniałem,  czym  się  zajmujesz, 
powiedział, że chciałby się z tobą spotkać.   

Zawahała  się.  Kolejny  ładny  gest  ze  strony  Grega.  Czy  za  tym  też  coś  się  kryło?  Jego 

nieustępliwość,  która  tak  często  ją  drażniła,  przynosiła  czasami  niespodziewanie  zadowalające 
efekty.   

– Nie wiem...   
– Tylko z nim porozmawiaj.   
Centrum Truxilla Mail było ogromnym przedsięwzięciem. Tak wielki projekt pozwoliłby jej 

stanąć na nogi i dał pole do popisu, co zapewne zaowocowałoby otrzymaniem kolejnych zleceń.   

– Przedstawisz nas sobie? 
– Jasne, masz teraz czas? Właśnie się tam wybieram. – Po czym, po chwili namysłu, dodał z 

uśmiechem: – Ale już żadnych przejażdżek na barana.   

Prawdopodobnie błędem było dłuższe przebywanie w jego towarzystwie, szczególnie po tym 

zdarzeniu, które miało miejsce dzisiejszego popołudnia. Mogło się zdawać, że za każdym razem, 
gdy była blisko niego, odchodziła z sercem krwawiącym trochę mocniej niż poprzednio.   

background image

Na szczęście do jego mieszkania było blisko. A gdy już tam dotrą, obecność sąsiada sprawi, 

że Christina i Greg wreszcie nie będą sam na sam. Chyba zatem nic jej nie groziło? W dodatku, 
jeśli się jej powiedzie, to może Jim Vogel poleci ją następnym wpływowym ludziom? 

Gdy dojechali na miejsce, Christina była zdumiona skromną elegancją wnętrza. Hol budynku 

prezentował się niezwykle imponująco. Tapeta w delikatne róże współgrała z niebieskozielonym 
dywanem i krzesłami obitymi różowym pluszem. Stylowe kinkiety i mosiężne świeczniki niezbyt 
pasowały do swobodnego stylu Grega.   

Jim Vogel od progu serdecznie ich przywitał i zaproponował przejście na taras.   
Mimo iż rozmowa trwała zaledwie dwadzieścia minut, Christina miała odczuwać jej efekty 

do końca swej kariery.   

Po spotkaniu zadowolony z siebie Greg puszył się jak paw.   
–  Jestem  pod  wrażeniem  pani  osiągnięć.  Ma  pani  świetne  rekomendacje!  –  powiedział  z 

udawaną powagą i były to słowa płynące z głębi serca.   

Christina uśmiechnęła się. Entuzjazm Grega był zaraźliwy i bardzo twórczy.   
–  Dziękuję  –  powiedziała.  –  Nie  mam  wątpliwości,  kto  zarekomendował  mnie  panu 

Vogelowi.  Bardzo  zachwalałeś  ogródek  przy  klubie  i  inne  rzeczy,  które  dla  ciebie 
zaprojektowałam.   

Greg wyjął z kieszeni klucze.   
– Moja rekomendacja nie odegrała decydującej roli – odparł. – Vogel już wcześniej słyszał, 

że to ty byłaś siłą napędową w Plants Plus.   

Zbyt  oszołomiona,  by  od  razu  zareagować,  Christina  stała  nieruchomo  w  holu.  Zawsze 

starała się robić wszystko jak najlepiej, bez względu na to jak duży był projekt, a klienci zawsze 
byli zadowoleni z jej pracy. Jednak nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewała się, że 
tak wiele osób doceni jej wysiłki. Nie wiedziała, co powiedzieć.   

– Nic nie mówisz – rzekł Greg, patrząc na nią z dezaprobatą. – Jesteś zbyt skromna. Kto inny 

na twoim miejscu zacząłby pewnie zadzierać nosa.   

Teraz,  gdy  otwierały  się  przed  nią  tak  kuszące  perspektywy,  powinna  myśleć  przede 

wszystkim  o  karierze.  Po  co  jej  komplikacje  w  życiu  osobistym?  Była  wdzięczna  Gregowi  za 
okazaną pomoc, ale odetchnęłaby z ulgą, gdyby wreszcie zniknął z jej życia.   

– Widziałem, jak ludzie się bogacą i bankrutują. – Głos Grega wyrwał ją z zadumy. – Wiem, 

że  jesteś  zdolna  i  pracowita.  Pokaż  wszystkim,  na  co  cię  stać.  Wierzę  w  ciebie  –  powiedział 
ciepło.   

– Wiele ci zawdzięczam. – Uniosła głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy. – Pomimo kilku... 

hm... nieprzyjemnych chwil, byłeś dla mnie bardzo dobry.   

Otworzył drzwi do swojego mieszkania.   
– Nie tak dobry, jak sobie wymarzyłem.   

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Christina  zamarła.  Czy  właśnie  teraz  zamierzał  powiedzieć  jej,  co  się  za  tym  wszystkim 

kryło? 

– Musisz przyznać, Christino, że tworzymy zgraną parę pod wieloma względami. – Gestem 

zaprosił ją do środka.   

Stała bez mchu, zastanawiając się nad znaczeniem jego słów. Czy sugerował, że jest mu coś 

winna? Znał ją zbyt dobrze, by przypuszczać, że można ją kupić byle pochlebstwem. Co też mu 
znowu chodziło po głowie? 

– Powinnam już iść.   
Dlaczego nie przyjechała swoim samochodem? Mogłaby teraz po prostu obrócić się na pięcie 

i wrócić do domu.   

– Nie zajmę ci wiele czasu – obiecał. – Wejdź i poczekaj. Muszę tylko do kogoś zadzwonić, 

a potem cię odwiozę.   

Przystanęła  przed  drzwiami,  zastanawiając  się,  czy  Greg  mówi  prawdę,  czy  też  po  raz 

kolejny chce ją nakłonić do podporządkowania się jego woli.   

Powinna  być  ostrożna.  W  stosunkach  z  Gregiem  ostrożności  nigdy  za  wiele.  Christina 

zdawała sobie sprawę, że ten mężczyzna ma nad nią niezwykłą władzę. W jego obecności traciła 
rozum i samokontrolę, szła za nim jak w ogień...   

– Obiecuję. Tylko minutka... no, góra pięć.   
Nie  posłuchała  podszeptów  zdrowego  rozsądku  i  weszła  do  mieszkania.  Była  oczarowana. 

Wnętrze  z  pewnością  zaprojektował  profesjonalista.  Najwyraźniej  świadomy  włoskiego 
pochodzenia Grega urządził apartament w śródziemnomorskim stylu. Marmurowe kolumny były 
ozdobą  eleganckiej  jadalni,  a  na  stiukach  królował  motyw  winnej  latorośli.  Ciemne,  ciężkie, 
kunsztownie  rzeźbione  meble  świetnie  współgrały  z  pozostałym  wystrojem.  To  było  piękne 
mieszkanie, ale nie w stylu Grega.   

Jedyną  rzeczą,  która  odzwierciedlała  jego  upodobania,  była  przesadnie  rozłożysta  kanapa. 

Duża i wygodna, wprost zachęcała do spoczynku.   

– Czuj się jak u siebie. Za minutkę wrócę. – Skierował się w stronę kuchni.   
Mimo  iż nie docierały  do niej poszczególne słowa, słyszała jego  głos.  Ciepły i  stanowczy, 

wdzierał się w jej podświadomość. Po niecierpliwej przechadzce po pokoju, obejrzeniu wazonów 
na  licznych  stolikach  i  obrazów,  zatopiła  się  w  fotelu  i  czekała,  aż  Greg  skończy  telefoniczną 
rozmowę.   

Ozdobny  zegar,  stojący  obok  na  stole,  głośno,  tykał,  odmierzając  sekundę  za  sekundą, 

przypominając Christinie o upływie czasu. Miała dużo pracy i chciała jak najprędzej wrócić do 
domu.   

background image

Gdy  odwróciła  się,  by  sprawdzić  godzinę,  jej  wzrok  padł  na  maleńką  srebrną  ramkę.  Ten 

drobiazg,  podobnie  jak  kanapa,  nie  pasował  do  eleganckiego  wnętrza.  Na  wyblakłym  zdjęciu 
widniała obejmująca się młoda para, w tle widać było nieudolnie namalowaną, tonącą w różach 
altankę.  Krawędzie  zdjęcia  były  bardzo  zniszczone,  jak  gdyby  ktoś  przez  wiele  lat  nosił 
fotografię w portfelu.   

Para uśmiechała się do obiektywu. On w czarnych dżinsach i skórzanej kurtce, ona w białej 

letniej  sukience.  Dziewczyna  trzymała  w  ręce  szmacianą  laleczkę  z  oczami  zrobionymi  z 
guzików.   

 
Greg odłożył słuchawkę i westchnął. Jeśli chciał odzyskać Christinę i oszczędzić jej życia z 

kimś, kto by ją zdradzał, musiał działać szybko i zdecydowanie. Przypuszczał, że nie zobaczy już 
Christiny przed jej ślubem. Powinien dobrze wykorzystać ostatnią szansę, jaką zaofiarował  mu 
los. Byle zdążyć...   

Biorąc  głęboki  wdech,  powrócił  do  salonu.  Zastał  Christinę  rozpartą  wygodnie  w  jego 

ulubionym fotelu.   

–  Muszę  być  z  tobą  szczery  –  wyznał.  –  Ten  telefon  był  tylko  pretekstem,  abyś  do  mnie 

przyszła.  Chciałem  z  tobą  spokojnie  porozmawiać.  To,  że  dokonałaś  jakiegoś  wyboru  w 
przeszłości, nie oznacza, że nie możesz teraz zmienić zdania.  – Przysunął  krzesło  bliżej  fotela, 
usiadł i pochylił się w jej stronę. – Wróciłem tu dla ciebie, Christino. Ty i ja jesteśmy dla siebie 
stworzeni.   

Kiedy sceptycznie przechyliła głowę, powiedział prosto z mostu: 
– Musisz przyznać, że między nami coś iskrzy. To coś, czego nigdy nie zaznasz z Donaldem! 

Proszę, skarbie. – Ujął jej dłoń i lekko uścisnął. – Spróbujmy jeszcze raz.   

– Czy nie prościej byłoby – zapytała oschle – zaproponować mi zabawę „w doktora”? 
– Tu nie chodzi o seks. Chodzi o ciebie i o mnie! Dlaczego nie chciała go zrozumieć? Jak ma 

ją przekonać, że nie może bez niej żyć, że kocha ją do szaleństwa? 

–  Wiem,  czego  chcesz,  i  chcę  ci  to  wszystko  dać,  a  nawet  więcej.  Jak  sądzisz,  dlaczego 

podsunąłem  ci  pracę  w  kółku  ogrodniczym  i  przedstawiłem  Jimowi?  Ponieważ  zależy  ci  na 
zdobyciu pozycji zawodowej. Przecież właśnie o rym marzysz, prawda? 

Wstał, podszedł do umieszczonej w ścianie płaskorzeźby i przesunął po niej dłonią. Usiłował 

znaleźć słowa, które przekonałyby Christinę^ że jej miejsce jest przy nim.   

– Dlaczego to robisz? – zapytała cicho. – Czego ode mnie chcesz? 
– Wszystko, co robiłem, nawet to, co bolało – powiedział, myśląc o dniu ich ślubu, kiedy to 

był  na  tyle  głupi,  by  pozwolić  jej  odejść  –  robiłem  dla  ciebie.  Ponieważ  zależy  mi  na  tobie  i 
ponieważ chcę, abyś była szczęśliwa.   

– Jeśli chcesz widzieć mnie szczęśliwą – odparła Christina – to wystarczy, że spojrzysz na to 

zdjęcie.  –  Odstawiła  je  z  powrotem  na  miejsce,  położyła  ręce  na  kolanach.  –  Wtedy  byłam 
szczęśliwa. Byłam szczęśliwa – ciągnęła, a jej głos lekko drżał – dopóki mnie nie porzuciłeś.   

background image

– Byłem głupi – powiedział ze złością. – Gdybym mógł cofnąć czas, na pewno postąpiłbym 

inaczej.   

– Miałeś taką szansę – odparła łagodnie. – Tej  nocy, której omal nie ulegliśmy uniesieniu. 

Kiedy wyszedłeś, znowu poczułam się jak w dniu naszego ślubu. – Wstała i sięgnęła po torebkę. 
– Czego się bałeś? 

– To nie tak. Musisz mi uwierzyć. – Podszedł do niej i przyłożył jej dłonie do swego serca. – 

Kocham cię, Christino. – Unosząc jej gładką dłoń do swych ust, delikatnie ją pocałował. – Nie 
chciałem cię skrzywdzić – wyznał. – Postanowiłaś poślubić innego mężczyznę, a ja dobrze znam 
zasady, jakimi się kierujesz. Jak czułabyś się, oszukując narzeczonego? Może los chciał, by nasze 
drogi się rozeszły, ale my należymy do siebie. Tego nie możesz zmienić.   

Spojrzała na swoje dłonie, które delikatnie gładził, i odezwała się: 
– Nie należę do żadnego mężczyzny, Greg. Przez całe moje życie wszyscy, włącznie z tobą, 

mówili mi, co robić, a ja godziłam się na to, bo chciałam, żeby byli szczęśliwi. Jednak ja również 
zasługuję na odrobinę szczęścia.   

– To prawda – przyznał. W końcu dochodzili do jakiegoś porozumienia. Właśnie to usiłował 

jej  zawsze  powiedzieć:  że  powinna  iść  za  głosem  swego  serca,  a  zwłaszcza  w  tak  poważnej 
sprawie,  jaką  jest  małżeństwo.  –  Przecież  wiesz,  że  nie  będziesz  szczęśliwa  z  Donaldem. 
Odwołaj ślub, Christino, i zapomnij o unieważnieniu naszego małżeństwa. Jeśli będziesz szczera 
wobec siebie, musisz dojść do wniosku, że powinniśmy być razem.   

Wiedział, że zbyt na nią nalegał, ale krytyczne sytuacje wymagają desperackich kroków. Był 

zdesperowany i przerażała go myśl, że bezpowrotnie utraci Christinę. Gdy uniosła twarz, by na 
niego spojrzeć, jej oczy były mokre od łez.   

– Kości zostały rzucone – odezwała się cicho. Gregowi nieomal zamarło serce.   
– Tracę cię, tak? Tym razem na zawsze? – Jeśli teraz by mu odmówiła, życie straciłoby sens. 

Po cóż walczyć o sukcesy zawodowe i o zdobycie powszechnego szacunku, jeśli nie mamy z kim 
dzielić się swą radością? – W chwili gdy powiesz „tak” Donaldowi, będzie to przysięga na całe 
życie, prawda? 

Skinęła w milczeniu głową.   
I właśnie wtedy jego lęk przerodził się w złość.   
–  Oddajesz  swoją  wierność  mężczyźnie,  który  na  to  nie  zasługuje.  Mężczyźnie,  który  już 

przed ślubem flirtuje z inną! 

– Nie jest tak, jak myślisz.   
– A on nie jest tym, kim myślisz. Czy nie widzisz, jaki błąd popełniasz? Donald nie może 

dać ci tego, co ja.   

– Nie chodzi o Donalda.   
Zabrała  dłoń  i  chciała  odejść,  lecz  on  przytrzymał  ją  za  ramię,  zmuszając  tym  samym,  by 

rozważyła jego słowa. By dokładnie przemyślała swą decyzję. Zanim będzie za późno.   

– Chodzi o Donalda – upiera! się. – Nie zaznasz przy nim prawdziwego szczęścia.   

background image

Usiłowała wyślizgnąć się z jego uścisku, ale trzymał ją mocno.   
– Czy  gdy całuje cię, czujesz się właśnie tak? Żarliwie ją pocałował,  próbując z całych sił 

udowodnić, że są sobie przeznaczeni. Jej usta były miękkie, lecz nieustępliwe. Wiedział jednak, 
że  trochę  skruszył  ten  mur  pozornej  obojętności,  jakim  się  otoczyła.  Była  zbyt  uparta,  by 
przyznać mu rację, ale może przynajmniej zastanowi się nad swymi uczuciami.   

– Jeśli dwoje ludzi się kocha, powinni być razem. Nie niszczmy naszego uczucia, jest zbyt 

piękne. – Greg wciąż nie tracił nadziei. Był coraz bardziej rozgorączkowany i zdenerwowany.   

Początkowo  Christina  stawiała  opór,  lecz  w  objęciach  Grega  topniała  jak  wosk.  Żarliwe 

pocałunki kradły jej oddech i... resztki zdrowego rozsądku.   

– Pragnę cię, Christino. I ty też mnie pragniesz – szepnął. Nie wyobrażał sobie, by potrafiła 

temu zaprzeczyć, jednak ona uparcie milczała.   

–  Nie  odtrącaj  mnie  –  błagał.  –  Bądź  ze  mną!  Jeśli  się  zgodzisz,  zaczniemy  wszystko  od 

nowa... od momentu, w którym przerwaliśmy dziesięć lat temu.   

Jej niebieskie oczy zasnuł cień smutku.   
– Czy ty tego nie widzisz? Przecież przez cały czas próbuję ci powiedzieć, że nie możemy 

zacząć od momentu, w którym przerwaliśmy.   

Kości zostały rzucone, tak jak powiedziała. Widząc ogromną mękę rysującą się na jej twarzy, 

zdał sobie sprawę, na jakie cierpienia ją narażał. Kiedy zaręczyła się z Donaldem, dała mu swoje 
słowo, a Christina Cline nie łamała danego słowa. Postanowił jednak podjąć ostatnią próbę.   

– Nadal mnie kochasz. Poznaję po twojej reakcji na moje pocałunki.   
Zmieszała się i zaczęła protestować, ale Greg nie pozwolił jej dojść do słowa.   
– Wiem, czego się obawiasz. Myślisz, że mógłbym cię znów porzucić... Biorąc pod uwagę 

wszystko, co przeze mnie przeszłaś, nie mogę cię winić. Nie jesteś pewna moich uczuć. Pewnie 
uznałaś, że lepiej być oszukiwaną przez faceta, którego nie kochasz, niż odrzuconą przez tego, 
któremu oddałaś swoje serce.   

Christina spuściła wzrok.   
Tak  bardzo  chciał  jej  powiedzieć,  że  już  nigdy  jej  nie  zostawi.  Tak  bardzo  chciał  ją 

przekonać, że cała ciężka praca, którą włożył w budowanie swojej pozycji, służyła jedynie temu, 
by odzyskać miłość ukochanej kobiety.   

Uświadomił  sobie,  że  jest  zbyt  natarczywy.  Wywierał  na  Christinę  zbyt  wielką  presję,  nie 

pozwalał jej zebrać myśli, rozważyć wszystkich za i przeciw. Odsunął się od niej i podszedł do 
stolika.   

– Miałaś rację, twierdząc, że ludzie zawsze mówią ci, co masz robić. – Odkąd ją znał, zawsze 

zachęcał ją do bycia sobą. Od samego początku,  popychał  ją do podejmowania samodzielnych 
decyzji,  nawet  jeśli  miało  to  oznaczać  sprzeciw  wobec  ojca,  osoby,  którą  darzyła  ogromnym 
szacunkiem. – Wygląda na to, że próbując nakłonić cię do bycia sobą, zawiniłem tak samo, jak 
ci, którzy wykorzystywali twoją dobroć i wyrozumiałość.   

Christina  wciąż  milczała,  ale  był  pewien,  że  trafił  w  sedno.  Musiał  pozwolić  jej  dokonać 

background image

samodzielnego  wyboru.  Z  bolesną  szczerością  ocenił  swoje  dotychczasowe  postępowanie  i 
przyznał: 

–  Mój  egoizm  stał  się  być  może  powodem  konfliktów  pomiędzy  tobą  i  Donaldem,  i  za  to 

pragnę  cię  przeprosić.  –  Gdyby  nie  był  tak  natrętny,  Christina  nie  zaczęłaby  wątpić  w  sens 
swojego  związku  z  narzeczonym.  Gdyby  nie  zatrzymywał  jej  celowo  całymi  popołudniami  w 
klubie, być może Donald nie uległby tak łatwo wdziękom Triny. – Nie chcę stać na drodze twego 
szczęścia.   

Wyjął  z  szafy  dokumenty,  położył  je  na  stole  i  podpisał.  Gdy  podawał  je  Christinie,  był 

świadom tego, że zaskoczył ją, a być może również zranił.   

–  Zwalniam  cię  z  wszystkich  obietnic  –  powiedział  –  tak  jak  powinienem  uczynić  to 

wcześniej.   

Otworzyła usta, lecz zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć, Greg podjął przemowę.   
–  Nadal  cię  kocham.  Zawsze  będę  cię  kochał.  Dlatego  właśnie  zrobię  wszystko,  byś  była 

szczęśliwa. Nawet jeśli będę musiał z ciebie zrezygnować.   

Był  rzeczywiście  innym  człowiekiem.  Postąpił  słusznie,  pozwalając  Christinie  dokonać 

wyboru.  Cóż  warte  jest  wymuszone  uczucie?  Wiedział,  że  będzie  cierpiał,  a  jego  życie  utraci 
sens, jeśli ona wróci do Donalda. Jednak był dumny, że zdobył się na ten gest.   

 
Przegapiła  swoją  szansę.  To,  o  czym  skrycie  marzyła  przez  ostatnie  dziesięć  łat,  w  końcu 

było osiągalne, niemal na wyciągnięcie ręki. Jednak zrezygnowała z tego, a teraz czuła ogromny 
wewnętrzny ból.   

Stawiając  rumiankową  herbatę  na  metalowym  stoliku  obok  dokumentów,  dzielnie,  choć 

bezskutecznie, broniła się przed łzami.   

– No dalej, skarbie, wypłacz się. – Triną podała jej czystą chusteczkę higieniczną. Ta, którą 

Christina trzymała w dłoni, była zmięta i poszarpana na kawałki. – Jestem przy tobie! 

Christina wytarła oczy.   
– Moja odmowa wiele mnie kosztowała.   
– Cóż, jeśli twoja decyzja sprawia, że jesteś tak nieszczęśliwa, to może powinnaś do niego 

zadzwonić. Powiedzieć mu, że zmieniłaś zdanie. – Posłała Christinie promienny uśmiech. – Poza 
tym, moim zdaniem, tworzycie najsłodszą parę pod słońcem.   

Gładząc  palcem  uszko  filiżanki,  Christina  zastanawiała  się  nad  tym,  co  powiedziała  przed 

chwilą Trina. Pewnie, na początku było pięknie, ale to Greg podejmował decyzje w ich związku, 
zmuszając ją do robienia rzeczy – o których ona nawet by nie pomyślała.   

– Nigdy by nam się nie ułożyło. – Upiła łyk gorącej aromatycznej herbaty.   
– Przecież tak wiele rzeczy was łączy.   
Patrząc nieruchomo w ciemność, Christina wyznała Trinie, co ją najbardziej dręczy.   
– On umie sprawić, bym robiła rzeczy sprzeczne z moimi zasadami.   
Trina poruszyła się niespokojnie na swoim krześle.   

background image

– Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że namówił cię do...   
– Nie, to nie to. – Jednak z łatwością mógłby. Christina poczuła, jak jej policzki zaczynają 

płonąć.  Przypomniała  sobie,  jak  niemalże  błagała  Grega,  by  się  z  nią  kochał.  –  Na  przykład, 
kiedyś upierał się, żebyśmy zrobili Murdocka ze wszystkimi szczegółami anatomicznymi. To był 
tylko  jeden  z  całej  listy  szkolnych  psikusów,  w  które  mnie  wciągnął.  –  Ślub,  oczywiście,  był 
największym  z  tych  żartów.  –  A  ostatnio  zmusił  mnie  do  pracy  przy  tworzeniu  klubu  i  do 
zachowywania się jak dziecko w sklepie z zabawkami.   

– Fajnie było, no nie? 
Christina  zrezygnowała  z  próby  wyjaśnienia  sytuacji,  która  była  tak  skomplikowana,  że 

osoba postronna nie miała szans na jej zrozumienie. Sama nie potrafiła jej do końca pojąć. Nocne 
powietrze  nagle  ochłodziło  się,  a  świerszcze  cykały  coraz  głośniej,  przepowiadając  burzę. 
Wstała, by opuścić żaluzję, która ponownie się zacięła. – To po prostu nie jest mój dzień! 

Ucisk  w  gardle  był  tak  mocny,  że  prawie  ją  dusił.  Zapewniając  się  w  duchu,  że  postąpiła 

prawidłowo, z trudem powstrzymywała potok łez.   

–  Oczywiście,  że  słusznie  postąpiłam  –  odezwała  się  bardziej  do  siebie  niż  do  Triny.  – 

Powinnam wreszcie zacząć sama o sobie decydować. Zbyt długo podporządkowywałam się woli 
innych!  –  Christina  bez  skutku  walczyła  z  opornym  sznurkiem  od  żaluzji.  –  Nareszcie  będę 

prawdziwie wolna! 

– Pomóc ci z tym? 
–  Nie,  już  chyba  się  udało.  –  Ze  złością  szarpnęła  za  sznurek,  dając  upust  frustracji 

spowodowanej zdarzeniami dzisiejszego dnia. – Dziś po południu Greg był w swojej szczytowej 
formie, manipulował moimi uczuciami, by znowu nagiąć mnie do swej woli... tak jak zawsze! Aż 
boję  się  pomyśleć,  jak  bardzo  by  nalegał,  gdyby  wiedział,  że  już  nie  jestem  zaręczona  z 
Donaldem.   

– Właśnie o tym przyszłam z tobą porozmawiać. Trina wstała i podeszła do Christiny.   
–  Chodzi  o  mnie  i  Donalda  ...  –  Zawahała,  jak  gdyby  obawiała  się  reakcji  Christiny  na 

mające paść słowa.   

– Tak? 
– Poprosił mnie o rękę. – Jej słowa były niewiele głośniejsze od szeptu.   
Christina spodziewała się, że tak się stanie, jednak nie tak szybko. Pochyliła się i serdecznie 

przytuliła Trinę.   

– Och, to wspaniale! 
– Nie jesteś zła? 
– Ani trochę. – Mówiła to naprawdę szczerze. Trina odrzuciła jasny lok za ramię.   
– Co za ulga! Nie masz pojęcia, jak bardzo bałam się powiedzieć ci o tym.   
–  Nie  powinnaś.  Myślę,  że  będzie  wam  razem  dobrze.  –  Mimo  iż  sprawy  między  nią  a 

Gregiem  nie  układały  się  najlepiej,  cieszyła  się,  że  przynajmniej  Donald  znalazł  miłość  swego 
życia.   

background image

– Jest jeszcze coś.   
Opierając  rękę  na  ramieniu  Triny,  Christiną  zeszła  z  krzesła.  Dzisiejszy  dzień  pełen  był 

nieoczekiwanych zdarzeń... jaka mogła być kolejna niespodzianka? 

– Mów śmiało.   
– Ponieważ nikt jeszcze nie odwołał mszy ślubnej i księdza, Donald i ja pomyśleliśmy, że z 

tego  skorzystamy.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  to  już  niedługo,  ale  nie  chcemy  czekać.  –  Razem  z 
Christiną podeszła do stolika i usiadła. – Chciałam się po prostu upewnić, że nie będziesz miała 
nic przeciwko temu.   

– Oczywiście, że nie mam. – Christiną uśmiechnęła się. Wyobraziła sobie, jak piękna będzie 

ceremonia  ślubna  w  zabytkowym  kościele.  –  A  jak  zareagowała  pani  Winkler  na  tak  nagłą 
zmianę planów? 

Trina, zmieszana, opuściła głowę.   
– Donald jeszcze jej o tym nie powiedział. Christiną osłupiała.   
– Nie powiedział jej o tobie?! 
– Ani o tobie. Ona nadal nie wie, że zerwaliście.   
– Nie mogę w to uwierzyć. Wiem, że Donald zwleka . z powiedzeniem jej prawdy, ale byłam 

pewna, że do tej pory już to zrobił! 

–  Próbowałam  namówić  go,  by  powiedział  wszystko  mamie.  –  Trina  przerwała,  jak  gdyby 

ostrożnie rozważała słowa, które miała za chwilę wypowiedzieć. – Jednak kiedy pani Winkler już 
na coś się zdecyduje, może być bardzo... hm... stanowcza w swym postanowieniu.   

Christiną westchnęła.   
– Wiem, co masz na myśli. Podobno kiedy starszy brat Donalda chciał poślubić dziewczynę 

z  innego  środowiska,  pani  Winkler  bardzo  się  starała,  by  nie  dopuścić”  do  ślubu.  –  Christina 
przypomniała sobie, co  słyszała o ciężkich przeżyciach, jakich doświadczył  brat  Donalda. Pani 
Winkler  tak  utrudniała  sprawy,  że  para  musiała  uciec  miesiąc  przed  planowanym  ślubem.  –  W 
końcu jednak pogodziła się z tym. . Z tego, co wiem, teraz jest bardzo dumna ze swojej synowej.   

–  Tak,  ale  zaprzestała  knowań,  kiedy  było  już  za  późno,  aby  mogła  mieć  jakiś  wpływ  na 

zawarcie ich małżeństwa. Dlatego Donald chce powiedzieć jej prawdę tuż przed ślubem. – Trina 
dotknęła  wymalowanym  paznokciem  policzka  i  ostrożnie,  by  nie  zniszczyć  kunsztownego 
makijażu,  podrapała  się.  –  Jednak  wcale  bym  się  nie  zdziwiła,  gdyby  w  ogóle  tego  nie  zrobił. 
Znasz Donalda. Nienawidzi konfrontacji.   

Znała również panią Winkler, która potrafiła być nieprzejednana. Nieraz widziała, że Donald 

czuł się zapędzony w kozi róg, wciąż pamiętając o trudnościach, jakie jego matka robiła swemu 
starszemu synowi.   

– Dosyć o Donaldzie i o mnie. Co z tobą i Gregiem? – zapytała Trina, powracając do tematu, 

który Christina z ulgą uznała za skończony. – Już wiem! – Trina uniosła palec i wyjawiła swój 
pomysł: – Moglibyśmy urządzić podwójny ślub! 

– Nie słuchałaś mnie. – Christina znowu wstała i po raz ostatni szarpnęła sznurek od żaluzji. 

background image

– Już jesteśmy małżeństwem, lecz nic się między nami nie układa.   

Trina westchnęła rozczarowana: 
– Hm... Moim zdaniem, to świetna okazja, by zacząć od nowa.   
Żaluzja  opadła  z  hukiem,  tym  razem  rozrywając  powstałą  ostatnio  dziurę  poza  obręb  łaty. 

Zardzewiałe metalowe włókna pękały jedno po drugim, rozdarcie stawało się coraz większe, aż w 
końcu całe pasmo, wraz z łatą, oderwało się i wypadło na zewnątrz.   

Przez moment Christina przyglądała się biernie temu spustoszeniu, ale po chwili dała upust 

ogromowi  frustracji.  Emocje,  które  zdołała  opanować  podczas  rozmowy  z  Triną,  gwałtownie 
zaczęły wzbierać, z siłą tak potężną, że zaskoczyło to ją samą.   

–  Zupełnie  jak  moje  życie  –  stwierdziła,  wyjmując  chusteczkę  z  kieszeni,  by  wydmuchać 

nos. – Wszystko rozpada się na kawałki, tworząc ogromny chaos i bałagan.   

Siadła na podłodze werandy i zaczęła głośno szlochać.   
Trina nie  chciała, by Christina poczuła się  głupio, że zareagowała zbyt  emocjonalnie z tak 

błahego  powodu.  Rozumiała,  że  powody  frustracji  były  znacznie  głębsze  niż  rozerwana 
moskitiera. Usiadła naprzeciwko Christiny. Głaszcząc ją po ramieniu, cicho powiedziała: 

– No już...   
Po chwili Christina wytarła oczy.   
–  Powinnam  była  zerwać  starą,  zniszczoną  siatkę  i  zastąpić  ją  nowymi  oknami,  tak  jak 

planowałam – powiedziała. – Przez ten gruby osad rdzy, trudno było przez nią coś zobaczyć. – 
Pociągnęła nosem.   

– Wiesz co? Masz rację! – odezwała się Trina. – Gładka, nowa szyba stworzyłaby całkiem 

ciekawy widok. Świat na zewnątrz wyglądałby jaśniej i do środka wpadałoby więcej słońca.   

– O Boże! – Christina zakryła dłonią usta. – Mówisz o mnie i o Gregu! 
– Nie, skarbie, mówiłam o werandzie.   
–  Czy  ty  tego  nie  widzisz?  Moje  trwanie  w  małżeństwie  z  Gregiem  nie  ma  najmniejszego 

sensu.  –  Odchyliła  się,  by  przyjrzeć  się  zniszczeniu.  –  Tak  jak  ta  zardzewiała  i  podarta  siatka, 
nasz zniszczony związek nigdy nie byłby wystarczająco silny, by przetrwać burze.   

–  Jesteś*  zmęczona.  Może  powinnaś  odpocząć  i  pomyśleć  o  tym  jutro.  W  świetle  dnia 

sprawy będą wyglądały dużo lepiej.   

– Masz rację. Postąpię jak Scarlett O’Hara i pomyślę o tym jutro.   
Wstała  i  weszła  do  domu,  a  Trina  za  nią.  Akwarela  nad  kominkiem  przedstawiająca 

słonecznik,  zdawała  się  razić  okropną  żółcią  w  odcieniu  musztardy.  To  ojciec  namówił  ją,  by 
powiesiła prezent od matki w salonie, mimo iż Christina wolała, by wisiał w mniej widocznym 
miejscu.   

W  odruchu  buntu,  poprosiła  Trinę,  by  pomogła  jej  zdjąć  kiczowaty  obraz  i  przenieść  do 

pokoju gościnnego.   

–  Dobrze  –  odparła  przyjaciółka.  –  Już  myślałam,  że  nigdy  nie  pozbędziesz  się  tego 

ohydztwa! 

background image

– Greg też go nienawidził. W tej kwestii zgadzaliśmy się, ale wtedy nie chciałam się do tego 

przyznać.   

Zasłaniając  puste  miejsce  pięknym,  antycznym  lustrem,  poczuła  satysfakcję  i  ulgę,  że 

nareszcie postąpiła wedle własnego uznania.   

– To Greg nakłaniał mnie, bym tak zrobiła – wyznała z ociąganiem. – Akurat w tej kwestii 

zachęcał mnie do zrobienia czegoś, czego tak naprawdę sama chciałam.   

Trina wytarła ręce o dżinsy i cofnęła się, by podziwiać nowy widok.   
– Oprócz Donalda, jest najmniej egoistyczną osobą, jaką znam. Serio.   
Zdawało  się,  że  Greg  zawsze  wywierał  na  nią  presję,  ale  patrząc  w  przeszłość,  Christina 

zauważyła, ze sprawy, w których nalegał, były w zasadzie zgodne z jej własną wolą. Począwszy 
od małżeństwa, poprzez członkostwo w kółku ogrodniczym, aż do rezygnacji z pracy i założenia 
własnej firmy. Nawet tej nocy, kiedy byli tak bliscy kochania się, podjął odpowiednią decyzję za 
nich oboje.   

– Zawsze nadawaliśmy na tych samych falach. – Wypowiedziała te słowa głośno, mimo że 

mówiła  wyłącznie  do  siebie.  Niestety,  stawiała  opór  jego  naciskom,  pamiętając  o  zdarzeniach 
sprzed dziesięciu lat – A ja byłam zbyt uparta, by się do tego przyznać.   

Problem,  który  w  końcu  dostrzegła,  dotyczył  presji,  jaką  wszyscy  na  nią  nieustannie 

wywierali.  Jednak  nalegania  Grega  powinna  była  traktować  inaczej,  gdyż  jemu  zależało  na  jej 
szczęściu.   

– Co masz zamiar zrobić? 
–  Oto  co  zamierzam  zrobić.  –  Weszła  do  pokoju  gościnnego,  wzięła  jedno  z  zapasowych 

zaproszeń i przyniosła je z powrotem do salonu. Posłała Trinie tajemniczy uśmiech i mocnym, 
zdecydowanym pociągnięciem pióra zaadresowała kopertę.   

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Greg stanął przed kościołem. Na zaproszeniu, które trzymał w ręku, wyraźnie było napisane, 

że  ślub  odbędzie  się  w  sobotę  o  drugiej  po  południu.  Były  trzy  minuty  po  czasie,  więc  drzwi 
kościoła były już zamknięte.   

Wahał się, czy w ogóle przyjść. Pomyślał, że może powinien potraktować zamknięte drzwi 

jako znak, by wrócić do domu. A niech tam, zaprosiła go, więc zapewne chciała, by przyszedł. W 
żaden  sposób  nie  był  w  stanie  odmówić  Christinie  czegokolwiek,  bez  względu  na  to,  jak  sam 
cierpiał. Poza tym, chciał na własne oczy zobaczyć ten ślub. Niestety, zmuszony był zakończyć 
tę część swego życia i na zawsze pożegnać się z największą miłością.   

Cichutko wszedł do kościoła i zajął miejsce w ostatniej ławce. Poluzował krawat, lecz nawet 

to nie zmniejszyło nieprzyjemnego uczucia ucisku w gardle. Widząc parę stojącą przed ołtarzem, 
pocieszał  się,  że  słusznie  postąpił,  pozwalając  Christinie  odejść.  Często  słyszał,  że  to,  co  nie 
zabija, wzmacnia. Gdyby to była prawda, powinien już być najsilniejszym mężczyzną świata.   

Greg przyglądał się Christinie. W białej sukni wyglądała jak prawdziwe uosobienie czystości 

i niewinności. I taka też była. Anioł...   

Gdy  kapłan  ogłosił  małżeństwo  za  zawarte,  Greg  poczuł,  jak  jego  serce  rozpada  się  na 

kawałki, a kiedy pan młody miał pocałować pannę młodą, nie był w stanie na to patrzeć. Donald 
zaczął  unosić  welon.  Greg  nie  wytrzymał  i  odwrócił  wzrok,  skupiając  go  na  widniejącym  pod 
witrażem  napisie:  To, czego pragniesz, modląc się, będzie ci  dane, jeśli  naprawdę tego chcesz. 
Czynił tak przez lata, ale oto teraz odmawiał ostatnią, rozpaczliwą modlitwę.   

Nagły  krzyk  rozdarł  ciszę.  Uwaga  Grega  i  wszystkich  obecnych  skierowała  się  w  stronę 

przednich ławek, gdzie pani Winkler skoczyła na równe nogi i wydała z siebie kolejny, mrożący 
krew w żyłach wrzask.   

Donald  zamarł,  w  momencie  gdy  unosił  welon  panny  młodej.  Zdawał  się  być  rozdarty 

pomiędzy  pocałowaniem  swej  nowo  poślubionej  żony,  a  udaniem  się  na  pomoc 
rozhisteryzowanej matce.   

Wszyscy  patrzyli  na  atak  szału  pani  Winkler,  lecz  wzrok  Grega  skupiony  był  na  pannie 

młodej o platynowych blond włosach.   

– O Boże, Boże, Boże! – lamentowała pani Winkler, chwiejąc się, jak gdyby za chwilę miała 

zemdleć.   

Donald puścił welon i podbiegł do zszokowanej matki.   
Wyjmując z kieszeni zaproszenie, Greg spojrzał na charakter pisma na kopercie. Tak, to na 

pewno pisała Christina. W przypływie nadziei Greg przeczesał wzrokiem tłum. W odległym rogu 
kościoła zauważył Christinę. Najwyraźniej również go wypatrywała, a gdy ich oczy się spotkały, 
posłała mu delikatny uśmiech.   

background image

Spoglądając  ku  niebu,  w  duchu  krzyknął:  Dziękuję!  Potem  wstał  i  zaczął  przepychać  się 

przez tłum w kierunku ołtarza.   

Przyjaciele  i  rodzina  zgromadzili  się  wokół  oszalałej  kobiety,  a  Donald  wraz  z  ojcem 

usiłowali  powstrzymać  ją  przed  osunięciem  się  na  podłogę.  Z  wielkim  wysiłkiem  zdołali 
posadzić ją w przedniej ławce.   

– Donaldzie, powiedz, że tego nie zrobiłeś! Powiedz! – krzyczała rozhisteryzowana kobieta.   
Pochylając się nad panią Winkler, Trina zaczęła wachlować ją brzegiem swej sukni.   
– Będę dobrą żoną, mamo. Przyrzekam! – powiedziała, a potem zwróciła się do Donalda: – 

Miałeś jej powiedzieć! 

Zbliżając  się  do  miejsca,  w  którym  rozgrywała  się  dramatyczna  scena,  Greg  napotykał 

przeszkody w postaci ciekawskich bądź chętnych nieść pomoc gości. Dopchawszy się w końcu, 
podał rękę panu młodemu.   

– Dobry wybór, Donaldzie. Moje gratulacje.   
Po  czym  przedarł  się  do  Christiny  wciśniętej  w  tłum.  Wziął  ją  w  ramiona,  tak  jak  gdyby 

nigdy  nie  zamierzał  jej wypuścić.  Christina  odwzajemniła  jego  uścisk,  a  on  jeszcze mocniej  ją 
przytulił.   

– Greg – odezwała się po chwili, cieniutko piszcząc. – Nie mogę oddychać.   
Śmiejąc się, Greg uwolnił ją ze swych objęć i poprowadził do bocznego wyjścia. Trzymając 

się za ręce, wyszli z kościoła. Było pięknie.   

Pod rosnącymi nieopodal dębami znaleźli schronienie przed ciepłym, czerwcowym słońcem. 

Christinie zdawało się, że tego dnia ptaki śpiewały radośniej niż zwykle. Biorąc głęboki oddech, 
powiedziała Gregowi o obawie dręczącej ją od dnia, w którym wysłała mu zaproszenie.   

– Myślałam, że nie przyjdziesz.   
– Kiedykolwiek i gdziekolwiek będziesz mnie potrzebowała, Christino, będę tam.   
W granatowym garniturze wyglądał niezwykle przystojnie. Bardzo męsko i pociągająco. Gdy 

przyglądał się jej swymi ciemnymi, przymkniętymi oczami, tak bardzo chciała go pocałować... i 
być wiecznie całowana przez niego. Jednak wieczność była odległa w czasie, a oni musieli zająć 
się chwilą obecną, zanim spojrzeliby w przyszłość.   

– Mam tak dużo do powiedzenia – wyznała – ale nie wiem, od czego zacząć.   
Objął  ją  ramieniem  i  poprowadził  przez  wypielęgnowany  trawnik  przed  kościołem. 

Nieopodal  stał  samochód  z  napisem  „Nowożeńcy”,  którym  państwo  młodzi  mieli  odjechać  w 
podróż poślubną.   

– Może od tego, czemu nie wyszłaś za Donalda? Christina spojrzała na kwiat koniczyny, na 

którym radośnie uwijała się pszczoła.   

– Nie chciałam odbierać Donaldowi szansy na szczęśliwy związek. Jednak myślę, że byłam 

po prostu zmęczona godzeniem się na to, czego chcieli inni, podczas gdy moje serce dyktowało 
inaczej.  –  Spojrzała  przed  siebie.  –  Zaręczyliśmy  się  z  Donaldem,  ponieważ  rodzice  nakłaniali 
nas, byśmy się pobrali.   

background image

Greg  odgonił  krążącego  nad  nimi  owada.  Nadal  milczał,  czekając,  aż  Christina  dokończy 

swoją myśl.   

– Ty również często na mnie naciskałeś – ciągnęła – co doprowadzało mnie do wściekłości. 

Jednak  w  końcu  zdałam  sobie  sprawę  z  tego,  że  popychałeś  mnie  do  robienia  rzeczy,  których 
sama, w głębi duszy, pragnęłam. W tak wielu przypadkach odnalazłam swoje własne pragnienie, 
i tak wiele zawdzięczam tobie.   

– Zawsze chciałem, byś była szczęśliwa – wyznał szczerze i zatrzymał się przy rozłożystym 

drzewie  za  kościołem.  Spoglądając  pytająco  na  Christinę,  wskazał  na  nisko  rosnącą  gałąź.  A 
potem ujął ją w tani i posadził na gałęzi. Po chwili usiadł obok.   

– Powiedziałam ci, czemu nie wyszłam za Donalda, a teraz chciałabym cię o coś zapytać.   
Greg słuchał w milczeniu. Christina w duchu przygotowała się na ból i  zakłopotanie, jakie 

mogła wywołać jego odpowiedź.   

– Dlaczego się ze mną ożeniłeś? Czy tylko po to, by pójść ze mną do łóżka? 
Zaśmiał się. Po czym objął ją i mocno przytulił.   
–  Nie,  moja  słodka,  maleńka  Christino.  Kochanie  się  z  tobą  byłoby  czymś  cudownym,  ale 

byłoby  tylko  zapowiedzią  czegoś  wspanialszego.  Gdyby  chodziło  mi  tylko  o  łóżko,  mógłbym 
spełniać swoje zachcianki w każdej chwili.   

To  prawda.  W  szkole  zawsze  mógł  wybierać  sobie  dziewczyny.  Później,  gdy  powrócił  do 

Morrison  Heights,  mógł  mieć  również  Christinę.  Jednak  przerwał  ich  chwilę  uniesienia.  Jej 
marzenie o jedynej w swoim rodzaju nocy, nocy poślubnej, było dla niego ważniejsze niż jego 
własne żądze.   

– Ale przecież, gdy nasza noc poślubna została przerwana, powiedziałeś, że z nami koniec. 

Pomyślałam więc, że...   

Dotknął jej twarzy.   
– Poczułem, że nie jestem dla ciebie odpowiedni. Kiedy twój ojciec mnie zabrał, wiedziałem 

już,  że  najpierw  będę  musiał  uporządkować  swoje  życie,  zanim  będziemy  mogli  spróbować 
jeszcze raz.   

– To wszystko nie miało dla mnie żadnego znaczenia.   
– Wiem, ale dla mnie miało. Nie chciałem, by ludzie, patrząc na nas, myśleli; „Mogła sobie 

wybrać lepszego”. Nie chciałem, by ktokolwiek patrzył na ciebie z góry z mojego powodu.   

– Och, Greg – powiedziała, opierając się na jego mocnym ramieniu. – Byłeś dla siebie taki 

niesprawiedliwy.   

Przytulił ją, a Christina wyobraziła sobie, jak cudownie byłoby budzić się każdego ranka w 

jego objęciach.   

– Cóż więc dalej? – zapytał. – Czy chcesz dać naszemu małżeństwu jeszcze jedną szansę? 
Christina, siedząc, machała nogami i obserwowała, jak materiał sukienki falował rytmicznie.   
–  Myślę,  że  to  nie  wyjdzie.  Byliśmy  zbyt  młodzi,  kiedy  braliśmy  ślub,  i  mieliśmy  zły 

początek – odparta.   

background image

– Czy chcesz powiedzieć, że nasze małżeństwo nie jest warte naprawiania? 
– Czasami trzeba zdjąć starą, zardzewiałą siatkę z werandy i wstawić nowe szklane okna  – 

powiedziała, lekko się uśmiechając.   

– Słucham? 
–  Przestańmy  próbować  naprawiać  przeszłość  i  zacznijmy  od  nowa.  Wyrzućmy  za  siebie 

wszystko to, co stare i zacznijmy jeszcze raz, od zera.   

Tak jak Greg musiał  postąpić ze swoją własną  przeszłością, tak wspólnie musieli zostawić 

wszystko za sobą i pozwolić, by chwila obecna stała się początkiem ich nowego związku.   

Ujmując jej dłoń, Greg uśmiechnął się. Na jego twarzy malowała się radość, którą Christina 

poczuła w sercu.   

– Tym razem zróbmy to dobrze – dodała.   
Greg zeskoczył z gałęzi. Stając przed Christina, ukłonił się i wyciągnął rękę, by pomóc jej 

zejść.   

– W takim razie, panno Cline, czy mógłbym dziś wieczorem cieszyć się pani towarzystwem 

w kinie? 

–  Przepraszam  pana,  ale  chyba  się  nie  znamy  –  odpowiedziała  zawstydzona  Christina, 

szybko odwracając głowę.   

Drzwi kościoła otworzyły się na oścież, a wychodzący z niego goście ustawiali się wzdłuż 

bocznej alejki prowadzącej do samochodu Donalda, by wiwatować na cześć młodej pary. Sypiąc 
ryż, pani Winkler najwyraźniej była już w dobrej formie. Trina jeszcze na chwilę powstrzymała 
ich  odjazd  w  podróż  poślubną,  by  przytulić  swoją  teściową.  Starsza  kobieta  odwzajemniła  jej 
gest.   

–  Słyszysz?  –  odezwał  się  Greg,  przykładając  dłoń  do  ucha.  –  Zdaje  mi  się,  że  nasi 

przyjaciele z przyjemnością przedstawiliby nas sobie.   

Promieniejąca ze szczęścia Christina przyjęła podaną przez Grega dłoń, tym razem czyniąc 

to z wielką chęcią i radością, ponieważ wiedziała, że oboje pragnęli tego samego – i pobiegła z 
nim w stronę kościoła.   

background image

EPILOG 

 

Pod  ustawionym  w  parku  w  Morrison  Heights  zadaszeniem  Trina  uwijała  się  wokół 

Christiny,  wygładzając  jej  długą  do  ziemi  suknię  i  sprawdzając,  czy  wszystkie  perełkowe 
guziczki są zapięte. Po czym delikatnie odciągnęła swoją sukienkę w talii.   

–  Mały  urwis  rośnie  jak  szalony  powiedziała,  głaszcząc  się  po  brzuchu.  –  Jeszcze  miesiąc 

temu ta sukienka była luźna.   

Christina uśmiechnęła się, szczęśliwa, że jej przyjaciółce, a teraz jej druhnie, powiększy się 

rodzina. Minęły zaledwie trzy miesiące od czasu ślubu Triny i Donalda, a młoda mężatka miała 
już widoczny brzuszek.   

– Dobrze, sprawdźmy listę. – To mówiąc, Trina sięgnęła po notatnik i przeczytała pierwszy 

punkt. – Coś starego? 

Christina musnęła sznur pereł na szyi.   
– Naszyjnik mojej prababci.   
Perły  otrzymała  od  ojca  wraz  z  przeprosinami  za  niemiłe  słowa,  jakie  wypowiedział  w 

przeszłości.   

– Coś nowego? 
Christina poruszyła suknią i dygnęła.   
– Coś pożyczonego? 
Tym razem Christina uniosła dół sukni, ukazując koronkową podwiązkę ponad kolanem.   
– Pani Odell zapewniała, że ten drobiazg przyniesie nam wiele wspólnych, szczęśliwych lat.   
Trina odhaczyła kolejną pozycję na Uście.   
– A coś niebieskiego? 
– Astry w mojej wiązance.   
–  A  oto  pieniążek  do  bucika,  na  szczęście,  i  dziewczyna  gotowa.  Chodźmy  wydać  cię  za 

mąż! 

Popłynęła muzyka. Christina, trzymając ojca pod rękę, zaczęła kroczyć aleją ogrodową. Greg 

posłał jej zniewalający uśmiech. Nigdy nie przypuszczała, by ślub mógł  być bardziej idealny  – 
lub  bardziej  prawdziwy  –  niż  ten.  Przede  wszystkim  pan  młody  był,  pod  każdym  względem, 

najwspanialszy. Nalegał, by odnowienie ślubów odbyło się w tej części parku, nad którą ciężko 
pracowali  całe  lato,  by  uroczystość  stała  się  jak  najbardziej  romantyczna.  Zadbał  również  o 
szczegóły, mówiąc, że tym razem chce, by było „prawdziwie”. I cudownie sobie z tym poradził.   

Pomalowana  na  biało  altanka,  przybrana  pachnącymi,  morelowymi  różami,  tworzyła 

kwiecistą  kaplicę.  Ślub  ten,  w  przeciwieństwie  do  pierwszego,  obwieszczony  był  we  właściwy 
sposób.  Wszystkie  miejsca  w  białych,  drewnianych  ławkach  były  zajęte  przez  gości.  W 
wywiadzie  telewizyjnym  na  temat  starań  klubu  ogrodniczego,  mających  na  celu  upiększenie 

background image

parku,  Greg  otwarcie  zaprosił  wszystkich  na  ślub,  mówiąc,  iż  pragnie,  by  całe  miasto 
dowiedziało się, że poślubiając Christinę, stanie się najszczęśliwszym mężczyzną na świecie.   

Szeryf Cline zatrzymał się przed ołtarzem, po czym odszedł parę kroków, by Greg zajął jego 

miejsce  obok  córki.  Mężczyźni  patrzyli  na  siebie  przez  chwilę.  I  nagle  ojciec  Christiny  ciepło 
uścisnął dłoń” Grega. Dla panny młodej wiele znaczył  gest  pojednania dwóch najważniejszych 
mężczyzn jej życia.   

Kapłan  zaczął  dyktować  słowa  przysięgi.  Nadszedł  czas,  by  Greg  nałożył  swej  żonie 

obrączkę.  Christina  poczuła,  jak  oczy  zachodzą  jej  łzami,  gdy  wzruszony  mąż  wsuwał  złoty 
symbol  miłości  na  jej  palec.  Pleciony  motyw  obrączki  wyglądem  przypominał  namiastkę  tej, 
którą Christina dostała na ich pierwszych zaślubinach.   

– Może pan pocałować pannę młodą – oświadczył ksiądz, życzliwie się uśmiechając.   
Christina podała Trinie wiązankę i odwróciła się w stronę mężczyzny, który od tej pory był 

bez  wątpienia  jej  mężem.  Greg  uniósł  welon  zasłaniający  twarz  swej  ukochanej  i  otarł  łzę 
szczęścia płynącą po jej policzku. I wtedy pocałował ją tak, jak mężczyzna całuje kobietę, którą 
kocha nad życie. Jego usta były ciepłe i słodkie, a silne ramiona obejmowały ją delikatnie.   

– Chodźmy spróbować naszego ślubnego tortu – powiedział, głaszcząc ją po policzku.   
Christina poprawiła dół sukni i po chwili już kroczyła ze swym mężem główną aleją. Idąc, 

spojrzała na siedzącego w pierwszej ławce bardzo szczególnego gościa. Ubrany w miniaturowy 
smoking Murdock, trzymający tamtą plecioną ze sznurka obrączkę sprzed lat.   

– Tort korzenny – powiedział jej Greg, gdy wspólnie kroili ciasto – symbolizuje nas. Ma w 

sobie ryle różności, by nasze życie było fascynujące.   

Christina ugryzła kawałek ciasta, który podał jej mąż, i oblizała lukier z ust.   
– I tyle słodyczy, by nasz związek był zawsze jak szczególny poczęstunek.   
Wydarzenie, na które tak długo trzeba było czekać, minęło w mgnieniu oka.   
Pani Odell podeszła i serdecznie ich przytuliła.   
–  Jakie  to  miłe,  że  odnawiacie  swoje  śluby  –  powiedziała.  Dotknęła  swego  medalionu, 

najwyraźniej przypominając sobie własny ślub sprzed wielu, wielu lat. – I jakie to miłe, że było 
wam dane cieszyć się tym szczególnym dniem w tak przepięknym miejscu. Stało się ono takim 
dzięki tobie, Christino i funduszom twego męża.   

– Funduszom mego męża? 
– Oj! – zawołała pani  Odell, a jej oczy otworzyły  się szeroko. Nagle zdała sobie sprawę z 

tego, że zdradziła tajemnicę.   

– To ty byłeś anonimowym dobroczyńcą? – zapytała Christina, spoglądając na Grega.   
Wyraz  jego  twarzy,  zakłopotany,  lecz  nie  wyrażający  poczucia  winy,  przypomniał  jej 

szkolne czasy, gdy przyłapywano go na płataniu figli nauczycielom.   

– To znaczy, zety...   
–  Tak,  podarowałem  pieniądze,  pod  warunkiem  że  nigdy  się  nie  dowiesz,  dzięki  komu 

dostałaś  pracę.  –  To  mówiąc,  z  lekkim  wyrzutem  spojrzał  na  panią  Odell.  Starsza  kobieta 

background image

najwyraźniej również nie czuła się winna.   

– Przepadło – powiedziała zwięźle.   
– Rzeczywiście. Szczególnie, kiedy Greg jest w coś zamieszany.  – Christina wspięła się na 

palcach  i  pocałowała  go.  –  Jesteś  taki  uparty.  –  Żartobliwie  go  zbeształa.  –  Zawsze  usiłujesz 
postawić na swoim.   

–  Tylko  wtedy,  gdy  zgadza  się  to  z  twoimi  pragnieniami  –  wyznał,  prowadząc  ją  do 

samochodu w białym deszczu ryżu. – Następnym zadaniem, którego się wspólnie podejmiemy, 
będzie dziecko.